Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nauka nie wszystko potrafi udowodnić.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
01-02-2010 21:32Zella (1321 punktów) Nauka nie wszystko potrafi udowodnić.
Ocena 1 na 3

Nauka nie wszystko potrafi udowodnić.
W jednym z numerów "Niezbędnik Inteligenta", który mam w swoim archiwum, zawiera artykuł pt. "Bluźniercy i awangardyści". Wykorzystuję jeden z jego rozdziałów.
Mojej wypowiedzi nadałam tytuł: " Nauka nie wszystko potrafi udowodnić".
Zacznę od stwierdzenia, że w nauce ważne są dwa słowa. Jedno to: "dlaczego", drugie: "ponieważ". Najwięksi uczeni skromnie stwierdzają, że nauce nie można ufać bezgranicznie ponieważ jej sukces wynika z pewnego rodzaju przypadkowej zbieżności prawdy o świecie i strukturze naszej przestrzeni poznawczej. I jest to zbieżność przypadkowa ,ponieważ ewolucja nie stworzyła nas w tym celu: nie ma żadnego nacisku na zróżnicowaną rozrodczość, która doprowadziła do umiejętności rozwiązywania zagadnień kwantowych. Mieliśmy tę umiejętność .Istnieje ona z takiego samego powodu, z jakiego istnieją inne rzeczy: z powodu, którego nie rozumiemy.
Nie można jednak bezgranicznie ufać również wierze. A już z pewnością nie można jej brać na wiarę. I ona jest przecież procesem ewolucji, twierdzą naukowcy.
Ci, których od czasu do czasu ogarnia fałszywa nawet wiara , radzą sobie lepiej w życiu niż ci, którzy domagają się dowodów, zanim przystąpią do działania.
Z drugiej strony, jak pisze jeden z duńskich uczonych, fakt iż Cytat:
"wciąż jesteśmy, pomimo jadowitych węży ,głupoty, broni nuklearnej, pozwala nam ufać sobie nawzajem , ufać życiu jako takiemu".

Warto mieć wiarę. Ponieważ tu jesteśmy , mamy dowód, by mieć wiarę w to, że warto wierzyć.
Czy również w boga? Nie ma zgody uczonych w zasadniczej większości na metafizykę, którą ktoś porównał do ruchomych piasków. Wciągają one niedoświadczonych naukowców.
Przeżycia religijne, jeden z pionierów stosownych bada, uważa za rzecz bardzo ryzykowną, ponieważ mogą w gwałtowny sposób zniszczyć mózg.
Cytat:
"Bóg nie istnieje w oderwaniu od ludzkich myśli o nim."
..". Z punktu widzenia nauki przeżyciami religijnymi powinna zajmować się psychologia , jak z ryzykiem człowieka w podobnych przeżyciach.. ( Scott Atran z University of Michigan ).
mi powinna zajmować się psychologia , jak z ryzykiem człowieka w podobnych przeżyciach.. ( Scott Atran z University of Michigan ).
Pointą niech będą również słowa tego uczonego:
Cytat:
"Wiara i wizerunek Myszki Miki utrwala się w ludzkim umyśle w identycznym procesie psychologicznym"

Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

setarkos (10757 punktów)
> Nauka nie wszystko potrafi udowodnić.

Tak. Dlatego warto zajmować się nauką - przez tę jej otwartość
Grimar (1210 punktów)

> Cytat:
"Bóg nie istnieje w oderwaniu od ludzkich myśli o nim."
..".


Nigdy nie wiadomo, nie ma pewności, tak jak nie ma pewności, że nie istnieją niewidzalne skrzaty. Zdrowy rozsądek im się sprzeciwia, ale nie można mieć naukowych dowodów w tej materii. Bóg i skrzaty nie przydają się nauce w żadnym wyjaśnieniu, więc ich się nie przyjmuje. Ale czy istnieją? Nikt tego nie wie.

tak więc uważam te zdanie (cytowane wyżej) za nieporozumienie. Nie da się za pomocą nauki empirycznej rozwiązać problemu z dziedziny metafizyki.

Można pokazań jak i gdzie w mózgu tworzą się procesy odpowiedzialne za doświadczenie Boga. Ale co innego Bóg a co innego sposób jego odbioru. podobnie ze wszytskim.

gdyby to miałby byc sposób na udowodnienie nieistnienia Boga,, to proponuje przeprowadzić dowód na nieistnienie Dawkinsa. Oto on: widzę Dawkisa; można pokazać jak w moim mózgu (i oczach) przebiegają procesy chemiczne, tworząc jego obraz i poczucie jego istnienia. Skoro tak, to zgodnie z paradygmatem redukcjonistycznym Dawkins nie istnieje, skoro pokaząłem jak w mózgu tworzy się jegho obraz. podbnie z Bogiem

Nie oznacza to, iż Bóg istnieje. na to tym bardziej nie ma żadnych dowodów. po prostu zdań "Bóg istnieje", "Bóg nie istnieje" nie da się zweryfikować.
Scorp (5381 punktów)
>Nie da się za pomocą nauki empirycznej rozwiązać problemu z dziedziny metafizyki.

Zgoda, a dlaczego?
Ponieważ problemy metafizyczne leżą poza sferą doświadczenia (mam nadzieję, że to jest zgodne ze znaczeniem metafizyki użytym przez Ciebie), to znaczy poza sferą rzeczywistości doświadczalnej, materialno-energetycznej itd. Jeżeli tak, to są to problemy poza-rzeczywiste, nie-rzeczywiste, krótko mówiąc nierzeczywiste, czyli żadne. A problemów, które są żadne, czyli nie istnieją, rozwiązać się nie da, bo ich nie ma.

>Można pokazań jak i gdzie w mózgu tworzą się procesy odpowiedzialne za doświadczenie Boga. Ale co innego Bóg a co innego sposób jego odbioru. podobnie ze wszytskim.

Oczywiście, masz rację. Co innego desygnat nazwy a co innego procesy w głowie.

Tylko tego: 'podobnie ze wszytskim.' nie rozumiem. Nic nie jest podobne do 'wszystkiego' ani 'jak ze wszystkim'.

>gdyby to miałby byc sposób na udowodnienie nieistnienia Boga,, to proponuje przeprowadzić dowód na nieistnienie Dawkinsa. Oto on: widzę Dawkisa; można pokazać jak w moim mózgu (i oczach) przebiegają procesy chemiczne, tworząc jego obraz i poczucie jego istnienia. Skoro tak, to zgodnie z paradygmatem redukcjonistycznym Dawkins nie istnieje, skoro pokaząłem jak w mózgu tworzy się jegho obraz. podobnie z Bogiem

Jeżeli myślisz, że dowód Ci się udał, to się mylisz. Dlaczego? - bo źle użyłeś określenia 'paradygmat redukcjonistyczny', albo celowo fałszywie, albo nie zdając sobie sprawy. Uciąłeś jego działanie, jak nożyczkami, na granicy oczu tego, co patrzy na Dawkinsa. Zignorowałeś fakt, że oczy otrzymują impuls z zewnątrz.

Jeżeli więc chcesz się bawić w redukcjonistę, to redukuj dalej, do końca. Informacja na siatkówce oka wzięła się skąd? Z promieni świetlnych. Promienie wpadające do oka od czego zostały odbite? I juz jesteśmy przy Profesorze D., żywym, materialnym człowieku, który oprócz prezentacji swojego wyglądu produkuje dźwięki słów i zapewne jeszcze wydziela zapach dobrej wody po goleniu. Redukcja zawsze doprowadzi do jakiegoś obiektu materialnego, jeżeli jest.

No właśnie, jeżeli jest. Redukuj ile chcesz, a do Boga nie dojdziesz, co dowodzi, że jego istnienie zamyka się w obrębie, mówiąc ogólnie i metaforycznie (ale tu wiadomo o co chodzi), ludzkiej głowy.

>Nie oznacza to, iż Bóg istnieje. na to tym bardziej nie ma żadnych dowodów. po prostu zdań "Bóg istnieje", "Bóg nie istnieje" nie da się zweryfikować.

Da się, a metoda redukcji, na którą się powołałeś, dobrze - jak widzisz - temu służy.

Na marginesie: używaj funkcji Podgląd i postaraj się, żeby Twój tekst nie był ortograficznie niechlujny.
-
Grimar (1210 punktów)
>Jeżeli tak, to są to problemy poza-rzeczywiste, nie-rzeczywiste, krótko mówiąc nierzeczywiste, czyli żadne. A problemów, które są żadne, czyli nie istnieją, rozwiązać się nie da, bo ich nie ma.

problemy istnieją, tylko są nieistotne dla nauki, bo są nieweryfikowalne.

>>Można pokazań jak i gdzie w mózgu tworzą się procesy odpowiedzialne za doświadczenie Boga. Ale co innego Bóg a co innego sposób jego odbioru. podobnie ze wszytskim.
>Zignorowałeś fakt, że oczy otrzymują impuls z zewnątrz.

Na tym polega problem, że nie ma pewności czy istnieje zewnątrz. może istniejesz tylko Ty (czymkolwiek byś był) i twoje doznania? taki solipsyzm.
Głównym problemem ontologicznym nowożytnej filozofii był problem istnienia świata zewnętrznego. Nie rozwiązano go. I nie zapowiada się aby to był problem do rozwiązania.

>Redukcja zawsze doprowadzi do jakiegoś obiektu materialnego, jeżeli jest.

pytanie czy ten materialny obiekt istnieje rzeczywiście, czy tylko w Twojej głowie.

>Redukuj ile chcesz, a do Boga nie dojdziesz, co dowodzi, że jego istnienie zamyka się w obrębie, mówiąc ogólnie i metaforycznie (ale tu wiadomo o co chodzi), ludzkiej głowy.

To żaden dowód że Boga nie ma. Bóg jest niepotrzebny nauce w wyjaśnianiu świata, ale to nie dowodzi, że go NA PEWNO nie ma.

>>Nie oznacza to, iż Bóg istnieje. na to tym bardziej nie ma żadnych dowodów. po prostu zdań "Bóg istnieje", "Bóg nie istnieje" nie da się zweryfikować.
>Da się, a metoda redukcji, na którą się powołałeś, dobrze - jak widzisz - temu służy.

j.w
Scorp (5381 punktów)
>Na tym polega problem, że nie ma pewności czy istnieje zewnątrz. może istniejesz tylko Ty (czymkolwiek byś był) i twoje doznania? taki solipsyzm.

Sztuczny niby-problem, a solipsyzm to tylko kokieteria. Na mnie nie działa.
-
Grimar (1210 punktów)
>>Na tym polega problem, że nie ma pewności czy istnieje zewnątrz. może istniejesz tylko Ty (czymkolwiek byś był) i twoje doznania? taki solipsyzm.
>Sztuczny niby-problem, a solipsyzm to tylko kokieteria. Na mnie nie działa.
>-
>
bo masz zdrowy rozsądek. Hume bodajże pisał, iż bycie konsekwentnym sceptykiem doprowadziło by do szaleństwa, ludzie więc mają coś takiego jak naturalne nastawienie (są przekonani, że świat istnieje).

Ale to jest problem, choć czysto teoretyczny. Zdrowy rozsądek go nie rowiązuje, bo konstatacje zdrowego rozsądek nie są dowodem w niczym. Tzw. zdrowy rozsądek to tylko światopogląd.
Scorp (5381 punktów)

>Ale to jest problem, choć czysto teoretyczny.

Uznanie czegoś za problem nie definiuje go. Problem stwarzają okoliczności. Ostatecznym odwołaniem wątpliwości 'problem czy nie' jest intuicja językowa, która przydaje słowu problem cechę trudności i ważności oraz odnosi do rzeczywistych kłopotów. Solipsyzm nie stwarza problemów, tylko wyprowadza myślenie poza sensowność, kompromitując sam siebie. Zresztą nie tylko solipsyzm wyprowadza myślenie w buraki, ale to inna kwestia

>Tzw. zdrowy rozsądek to tylko światopogląd.

Nie światopogląd, tylko metoda, i to bardzo dobra. Dzięki niej odróżnia się filozofowanie od bzdurzenia.
-
Grimar (1210 punktów)

>Uznanie czegoś za problem nie definiuje go. Problem stwarzają okoliczności. Ostatecznym odwołaniem wątpliwości 'problem czy nie' jest intuicja językowa, która przydaje słowu problem cechę trudności i ważności oraz odnosi do rzeczywistych kłopotów

To jest rozumienie problemu czysto pragmatyczne: jak nie ma on bezpośrednich konsekwencji dla mojego życia to to nie jest problem. To jest stronnicze, pozytywistyczne ujęcie problemu. A mi chodzi o problem logiczny i metafizyczny. można rzec, że metafizyka jest bajdurzeniem o niczym i nie może być rozstrzygnięta. No i? Nie o rozstrzygnięcie tu chodzi, lecz o sam fakt niemożności udowodnienia istnienia zewnętrznego świata.

>>Tzw. zdrowy rozsądek to tylko światopogląd.
>Nie światopogląd, tylko metoda, i to bardzo dobra. Dzięki niej odróżnia się filozofowanie od bzdurzenia.

Żadna metoda, może jedynie dla Moora, który wszytsko maksymalnie uprościł. Jesli to jest metoda - i to bardzo dobra - to trzeba rzecz iż dawniej udowodniono, iż Ziemia jest płaska - było to zgodne ze zdrowym rozsądkiem na tamte czasy - "No bo jak to Panie! przecie byśmy pospadały w kosmos, jakby my się znalazły pod drugiej stronie Ziemi!".
Scorp (5381 punktów)
>. No i? Nie o rozstrzygnięcie tu chodzi, lecz o sam fakt niemożności udowodnienia istnienia zewnętrznego świata.

Mówienie i pisanie stwarza mnóstwo możliwości układania słów w poprawne gramatycznie wypowiedzi nic nie znaczące, albo znaczące coś tylko pozornie. Nie opisują one problemów. Problematyczne, w znaczeniu 'wątpliwe', jest zajmowanie się nimi. Przykładem takiego niby-problemu jest próba udowodnienia istnienia zewnętrznego świata.

>Jesli to jest metoda - i to bardzo dobra - to trzeba rzecz iż dawniej udowodniono, iż Ziemia jest płaska - było to zgodne ze zdrowym rozsądkiem na tamte czasy - "No bo jak to Panie! przecie byśmy pospadały w kosmos, jakby my się znalazły pod drugiej stronie Ziemi!".

Przykład nietrafny, bo pokazuje tylko wyciąganie fałszywych wniosków spowodowane nieznajomością faktów. To się zawsze zdarzyć może, prostowaniem takich teorii zajmuje się nauka. W tym przypadku o grawitacji.

Natomiast w odniesieniu do sporu o metafizykę przykład jest zły, z tej przyczyny, że dotyczy faktów, realnych zjawisk i przedmiotów. Zdrowy rozsądek ustępuje przed odkryciami naukowymi, owszem, ale nie przed rozróżnieniem na sensowność i bezsensowność. Sensowność podlega kryterium prawda-fałsz (bo dotyczy faktów), bezsensowność jej nie podlega. Podstawowy spór o metafizykę i pomysł solipsyzmu nie podlegają kryterium prawda-fałsz, bo bujają ponad realiami, ale podlegają poczuciu zdrowego rozsądku, bo temu nic się nie wymknie. Zdrowy rozsądek jest ponad solipsyzmem i problemami metafizycznymi.
-
Grimar (1210 punktów)

>Mówienie i pisanie stwarza mnóstwo możliwości układania słów w poprawne gramatycznie wypowiedzi nic nie znaczące, albo znaczące coś tylko pozornie. Nie opisują one problemów. Problematyczne, w znaczeniu 'wątpliwe', jest zajmowanie się nimi. Przykładem takiego niby-problemu jest próba udowodnienia istnienia zewnętrznego świata.

już o tym pisałem, nie będę się powtarzał.

>Podstawowy spór o metafizykę i pomysł solipsyzmu nie podlegają kryterium prawda-fałsz, bo bujają ponad realiami, ale podlegają poczuciu zdrowego rozsądku, bo temu nic się nie wymknie. Zdrowy rozsądek jest ponad solipsyzmem i problemami metafizycznymi.

Problem polega na tym, że zawężasz sensowność do stricte moorowskiego rozumienia, które - jak uznało wielu filozofów (m.in. Wittgenstain) - jest zbyt restrykcyjne.
Zdania "Bóg nie istnieje", "świat nie istnieje" są zdaniami sensownymi, z tego prostego względu, że je rozumiesz, są syntaktycznie poprawne. A z faktu, iż nie da się ich rozstrzygnąć nie wynika że są bezsensowne. Są tylko bezowocne.

Nie da się odpowiedzieć czy istnieje świat zewnętrzny czy nie. Nie ważne czy nazwiesz ten spór sensownym czy bezsensowym (bo nierozstrzygalnym), prawdą pozostaje fakt iż nie wszystko można udowodnić, bo od tego wyszliśmy. nazywając spór o istnienie świata bezsensownym 9w sowim rozumieniu) pośrednio to potwierdzasz.
Scorp (5381 punktów)
>Nie da się odpowiedzieć czy istnieje świat zewnętrzny czy nie.

Ja potrafię na to odpowiedzieć, oczywiście pozytywnie. Jeżeli Ty nie potrafisz, to... no mniejsza.

> Nie ważne czy nazwiesz ten spór sensownym czy bezsensowym (bo nierozstrzygalnym), prawdą pozostaje fakt iż nie wszystko można udowodnić, bo od tego wyszliśmy.

Jeżeli zajrzysz na początek naszego tu sporu, to zauważysz, że wyszliśmy od nieudanego przykładu istnienia profesora Dawkinsa poprzez nieudaną próbę zakwestionowania zdrowego rozsądku przykładem przekonania o płaskości Ziemi, a w tle mieliśmy cały czas Twój niby-atut, solipsyzm, też poroniony efekt filozofowania bez kontroli rozumu.

> nazywając spór o istnienie świata bezsensownym 9w sowim rozumieniu) pośrednio to potwierdzasz.

Potwierdzam. Nie wszystko można udowodnić. Nie wszystko nadaje się do udowadniania. Niektóre poglądy zasługują tylko na wzruszenie ramion. Kwestionowanie istnienia świata do takich właśnie należy.

W tej rozmowie nie mam już chyba więcej do dodania. Uszanowanie!
-
Wojciech Hawryluk (784 punktów)
Witaj! Przeczytałem Twoje wypowiedzi w tym wątku, uznałem je za ciekawe, proponuję pogawędkę. Na początek mam prośbę o przeczytanie mojego jednego tekstu: www.racjon(*)979/q,Domorosle.przemysliwania Co sądzisz o takim podejściu? I może pytanie: co nazywasz "Bogiem"?
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Myślę, że bóg jest nam coraz mniej potrzebny jego rolę w wyjaśnieniu świata zastąpiła nauka. Religie mimo akrobatycznych prób dostosowania dawnych wierzeń do współczesności próbami wyjaśnienia świata ocierają się o śmieszność. Ale czy możemy wierzyć nauce bezkrytycznie w morzu doniesień często sprzecznych i fałszywych? Jesteśmy chyba tak samo zagubieni jak nasi praprzodkowie którzy sprawy trudne pozostawili do wyjaśnienia kapłanom. Kto zostanie kapłanem nauki? Media? Internet? Nie mam pojęcia ale intuicyjnie czuję, że coś/ktoś zajmie miejsce kapłanów bo nie sposób zrozumieć wszystkiego.
01-02-2010 22:35 
 Ocena 1 na 1
rudyment (3233 punktów)
>Myślę, że bóg jest nam coraz mniej potrzebny jego rolę w wyjaśnieniu świata zastąpiła nauka. Religie mimo akrobatycznych prób dostosowania dawnych wierzeń do współczesności próbami wyjaśnienia świata ocierają się o śmieszność. Ale czy możemy wierzyć nauce bezkrytycznie w morzu doniesień często sprzecznych i fałszywych?

Na tym polega wic, ze nie tylko nie możemy, ale - w przeciwieństwie do wymagań kapłanów - także nie musimy, a nawet nie powinniśmy.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
02-02-2010 09:12 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>bóg jest nam coraz mniej potrzebny jego rolę w wyjaśnieniu świata zastąpiła nauka.

To tylko pobożne życzenie. Nie można wyjaśniania świata brać w oderwaniu od całego kontekstu zycia (również życia naukowca). Religijną formę życia zastąpiła konsumpcja. Kiedyś bóg był zbawieniem. Teraz jest trawieniem.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Grimar (1210 punktów)
>Myślę, że bóg jest nam coraz mniej potrzebny jego rolę w wyjaśnieniu świata zastąpiła nauka. Religie mimo akrobatycznych prób dostosowania dawnych wierzeń do współczesności próbami wyjaśnienia świata ocierają się o śmieszność. Ale czy możemy wierzyć nauce bezkrytycznie w morzu doniesień często sprzecznych i fałszywych? Jesteśmy chyba tak samo zagubieni jak nasi praprzodkowie którzy sprawy trudne pozostawili do wyjaśnienia kapłanom. Kto zostanie kapłanem nauki? Media? Internet? Nie mam pojęcia ale intuicyjnie czuję, że coś/ktoś zajmie miejsce kapłanów bo nie sposób zrozumieć wszystkiego.

Religia nie pełni wyłącznie funkcji "informacyjnej", dlatego nie ma co liczyć, iż krzewienie nauki (jako lepszego narzędzia poznawczego) wyeliminuje pierwiastek religijny z życia człowieka.

Religia przede wszystkim nadaje wierzącym sens ich życiu. I niestety, tylko transcendentalna perspektywa zbawienia nadaje sens życiu rozumianemu jako całości.
Sens jest zawsze zrelatywizowany, robi się coś (pije piwo), co ma związek z czymś innym (byciem zadowolonym), i dlatego jest sensowne; i tak ten łańcuszek się ciągnie, aż w końcu śmierć niweczy wszystko: to w niej widzimy absurd (bezsensowność) życia jako całości.

Oczywiście można się sprzeczać, że sensem życia jako całości jest przekazywanie genów. Czy naprawdę? moje geny a ja to coś zupełnie innego, nie czuję (jako żywy człowiek) aby sens istnienia genów moich był także moim sensem. Konkretny człowiek, to jednak coś więcej niż jego genetyczna pula.
A nawet jeżeli już ktoś się upiera przy tych genach, to ma świadomość, że ludzki gatunek nie będzie trwał wiecznie i w końcu "łańcuszek sensów" zostanie przerwany.

Nam niewierzącym pozostaje konstatacja absurdalności życia i usensownianie konkretnych momentów w życiu.
Jednooki Starzec (102 punktów)
> Nauka nie wszystko potrafi udowodnić.

A Ty potrafisz udowodnić, że nauka nie wszystko potrafi udowodnić?
Sylwek (15472 punktów)
> Nauka nie wszystko potrafi udowodnić.

Nauka prawdopodobnie niczego nie potrafi udowodnić.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
02-02-2010 14:11 
 Ocena 1 na 1
Madman (7811 punktów)
>Nauka prawdopodobnie niczego nie potrafi udowodnić.
Rozumiem, że napisałeś "prawdopodobnie" dlatego, że nie masz na to żadnego dowodu?
Sylwek (15472 punktów)
Napisałem tak tylko i wyłącznie z fałszywej skromności.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
Oless (982 punktów)Nauka nie wszystko potrafi udowodnić. I dlatego jest wartościowa.
> Nauka nie wszystko potrafi udowodnić.

Na tym polega jej wartość. Nauka właściwa, czyli nauki eksperymentalne, ogranicza się tylko do tego co da się udowodnić na polu intersubiektywnych obserwacji. W ten sposób zyskuje wysoki stopień niezawodności. Nauka nie rozstrzyga zagadnień światopoglądowych, ale nie sądzę aby z tego powodu się "przejmowała".

>Najwięksi uczeni skromnie stwierdzają, że nauce nie można ufać bezgranicznie ponieważ jej sukces
>wynika z pewnego rodzaju przypadkowej zbieżności prawdy o świecie i strukturze naszej przestrzeni
>poznawczej.

Jeżeli tak mówią to wypowiadają się nie jako uczeni tylko już jako filozofowie. Ponieważ nie da się zweryfikować czy dopasowanie poznawcze człowieka, umożliwiające sięganie do początków Wszechświata, do świata czarnych dziur i świata kwantów z jego nielokalnością i zjawiskami bezprzyczynowymi, jest kwestią przypadku, ten wniosek zależy od spojrzenia światopoglądowego. Teista nie będzie widział w tym przypadku, bo dla niego ludzki rozum jest dany, a skuteczność badań naukowych nad "księgą natury" była oczekiwana.

>I jest to zbieżność przypadkowa ,ponieważ ewolucja nie stworzyła nas w tym celu: nie ma
>żadnego nacisku na zróżnicowaną rozrodczość, która doprowadziła do umiejętności rozwiązywania
>zagadnień kwantowych.

Dobór naturalny oczywiście nie wyjaśnia wprost zdolności poznawczych człowieka, które są historycznym faktem, tak jak mówisz, promuje przede wszystkim zdolności służące przetrwaniu, a inne cechy są dla tego "celu" uboczne. Porusza ten temat m.in. Paul Davies w pozycji Mind of God. The Scientific Basis for a Rational World w rozdziale dotyczącym matematyczności świata, polecam (w Polsce to wyszło pod tytułem Plan Stwórcy, czyli niedokładne tłumaczenie, ale to i tak lepiej niż Wirujący seks jako tłumaczenie Dirty Dancing).
Można spokojnie ograniczyć się do stwierdzenia, że w takim razie to przypadek. Przypadek jest wyjaśnieniem dobrym na wszystko.

> Nie można jednak bezgranicznie ufać również wierze. A już z pewnością nie można jej brać na wiarę.
>I ona jest przecież procesem ewolucji, twierdzą naukowcy.

Procesem ewolucji jest również przekonanie, że jutro wstanie słońce. Nie powinniśmy go bezgranicznie przyjmować, być może dziś w nocy nasz wszechświat zapadnie się z zewnętrznych wobec niego przyczyn, ale trzeba mu ufać. Pragmatyzm wymaga działania zgodnie z władzami poznawczymi, które posiadamy, bo nie mamy innych; a o skuteczności działań - i przekonań będących ich pobudką - decyduje praktyka życia.

Inne kryteria są przynajmniej częściowo arbitralne, bo nawet prawa logiki wymagają wiary, skoro są epifenomen procesów ewolucyjnych. Osobnik, który uważa, że mogą istnieć dwie rzeczy jednocześnie może się tak samo dobrze reprodukować jak ja. I jak każdy może produkować alternatywne poglądy o świecie, których nie da się naukowo zweryfikować.
Madman (7811 punktów)Odp: Nauka nie wszystko potrafi udowodnić.
Dobra rada - jak już skończysz pisać/wklejać, wciśnij 'Podgląd'. Przeczytaj, co napisałaś/wkleiłaś. I dopiero potem zamieszczaj wypowiedź.
Zella (1321 punktów)
>Dobra rada - jak już skończysz pisać/wklejać, wciśnij 'Podgląd'. Przeczytaj, co napisałaś/wkleiłaś. I dopiero potem zamieszczaj wypowiedź<.

Czy ta rada odnosi się do mnie?!
Wyobraź sobie,ze po raz pierwszy miałam problem z zamieszczeniem wątku, wypowiedzi. Coś się działo z "mechanizmem" , nie pojawiło się słowo"Zapisz"! Musiałam ostatecznie zamknąć Forum z moim postem w "Podglądzie"! Dzisiaj jest tak jak trzeba! Ale wczoraj straciłam sporo czasu i nerwów!Napisałam o tym do moderatora. Miałam jeszcze inne problemy! Wpisano na moje konto nie mój wątek! Dodano mi za niego dwa minusy! Takie dziwy mamy w Forum!
Pozdrawiam - Zella
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Wpisano na moje konto nie mój wątek! Dodano mi za niego dwa minusy! Takie dziwy mamy w Forum!
"-" dostałaś za wypowiedź:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,295594#w295871
Madman (7811 punktów)
>"-" dostałaś za wypowiedź:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,295594#w295871
I słusznie.
Madman (7811 punktów)
>Czy ta rada odnosi się do mnie?!
A do kogo? Przeczytaj swoje wypowiedzi i sprawdź sama.
>Musiałam ostatecznie zamknąć Forum z moim postem w "Podglądzie"!
A nie pomyślałaś, żeby tekst skopiować np. do Worda? Word może też poprawiłby parę Twoich błędów, skoro nasz forumowy "mechanizm" podkreślania ignorujesz.
Dbaj o znaki diakrytyczne i właściwe rozmieszczenie spacji w okolicach znaków interpunkcyjnych. Łatwiej się czyta.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365