Racjonalista - Strona głównaDo treści
Grobowa historyczność...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
09-09-2011 12:17tesser33 (15 punktów)Grobowa historyczność...
Ocena 4 na 4
"58.Czy zmartwychwstanie Chrystusa jest faktem historycznie udokumentowanym?

Samego fakty zmartwychwstania nikt nie widział, bo nie podpada on pod nasze zmysły, przekracza ramy historii. Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym."

Katechizm dla dzieci i młodzieży
Ks. Stanisław Piotrowski
Białystok 2000


Książęczkę ową dostałem, jak wszyscy w mojej szkole, przed bierzmowaniem. W ogóle do niej nie zaglądałem, aż do dziś, robiłem porządki i jakoś wpadła mi w ręce. Z nudów ją przejrzałem i znalazłem pytanie nr 58, które zacytowałem.

I mam taie pytanie do was - to prawda, że "Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym." ? Nie chce mi się to wierzyć, ale wolę zapytać dla pewności.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

09-09-2011 12:23
 Ocena 19 na 19
Meretseger (61860 punktów)
>to prawda, że "Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i
>ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym." ?
Nie, to nieprawda. Nie ma żadnych dowodów historycznych.
Oczywiście jakieś puste groby istnieją, co do tego nie ma wątpliwości, ale akurat nie TEN grób.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-09-2011 12:30 
 Ocena 19 na 19
Ania... (14138 punktów)
>>to prawda, że "Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i
>>ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym." ?
>Nie, to nieprawda. Nie ma żadnych dowodów historycznych.
>Oczywiście jakieś puste groby istnieją, co do tego nie ma wątpliwości, ale akurat nie TEN grób.
Istnieją też puste groby, co do których nie ma żadnej pewności, poza faktem ich "pustości", i które notorycznie są przypisywane mitycznym postaciom.

Po prostu odnalezienie dowolnego pustego grobu było traktowane jako dowód koronny, co oczywiście jest idiotyzmem pierwszej wody.

To tak, jakby odnajdując resztki utopionej 1000 lat temu niewiasty wnioskować, że ni chybi to Wanda, co Niemca nie chciała.
09-09-2011 12:43
 Ocena-8 na 14
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Zmartwychwstanie Chrystusa to kwestia przede wszystkim teologiczna, ale faktycznie ma ona także swój aspekt historyczny. Jeśli chodzi o kwestię pustego grobu oraz ukazywania się Chrystusa po zmartwychwstaniu, to mamy tu relacje wielu świadków, które z punktu widzenia metodologii nauk historycznych są udokumentowane dostatecznie dobrze.
09-09-2011 12:52 
 Ocena 8 na 8
Ania... (14138 punktów)
>Zmartwychwstanie Chrystusa to kwestia przede wszystkim teologiczna, ale faktycznie ma ona także swój aspekt historyczny. Jeśli chodzi o kwestię pustego grobu oraz ukazywania się Chrystusa po zmartwychwstaniu, to mamy tu relacje wielu świadków, które z punktu widzenia metodologii nauk historycznych są udokumentowane dostatecznie dobrze.
Ciekawe gdzie są te relacje
To pytanie i prośba o podanie tekstów źródłowych.
09-09-2011 21:06 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>Ciekawe gdzie są te relacje
>To pytanie i prośba o podanie tekstów źródłowych.
Jak to gdzie Pani Aniu ? W Ewangeli
12-09-2011 20:25 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Ciekawe gdzie są te relacje
>>To pytanie i prośba o podanie tekstów źródłowych.
>Jak to gdzie Pani Aniu ? W Ewangeli
Ano tak, tylko taki "źródłowy" tekst mają
09-09-2011 13:04 
 Ocena 21 na 23
Chlodwig (10939 punktów)
>Zmartwychwstanie Chrystusa to kwestia przede wszystkim teologiczna, ale faktycznie ma ona także swój aspekt historyczny. Jeśli chodzi o kwestię pustego grobu oraz ukazywania się Chrystusa po zmartwychwstaniu, to mamy tu relacje wielu świadków, które z punktu widzenia metodologii nauk historycznych są udokumentowane dostatecznie dobrze.
Wskrzeszenie Adonisa to kwestia przede wszystkim teologiczna, ale faktycznie ma ona także swój aspekt historyczny. Jeśli chodzi o kwestię ukazywania się Adonisa po wskrzeszeniu, to mamy tu relacje wielu świadków, które z punktu widzenia metodologii nauk historycznych są udokumentowane dostatecznie dobrze.
09-09-2011 13:06 
 Ocena 24 na 24
Meretseger (61860 punktów)
Co tam Adonis, a Ozyrys jak jest udokumentowany! Po zmartwychwstaniu syna spłodził, co chyba jest najlepszym dowodem na zmartwychwstanie.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-09-2011 13:05 
 Ocena 15 na 15
Meretseger (61860 punktów)
Popieram prośbę Ani... Choć jedno źródło, jedna wiarygodna relacja, taka dobrze udokumentowana z punktu widzenia metodologii.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
04-10-2011 12:04 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Choć jedno źródło, jedna wiarygodna relacja, taka dobrze udokumentowana z punktu widzenia metodologii.
Metodologii teologii?

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
04-10-2011 13:16 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Metodologii teologii?
A... no nie, raczej historię miałam na myśli.
Mogę wykorzystać Pana zwrot? Od tej chwili, gdy natknę się wyjątkowo pokrętne i nielogiczne tłumaczenie będę mówić, że autor posługuje się "metodologią teologii"

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
04-10-2011 14:13 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Metodologii teologii?
>Mogę wykorzystać Pana zwrot? Od tej chwili, gdy natknę się wyjątkowo pokrętne i nielogiczne tłumaczenie będę mówić, że autor posługuje się "metodologią teologii"

Metodologię teologii szczegółowo objaśnił swego czasu marcin kwiek. Nic dodać, nic ująć - więc pomyślałem, że warto przypomnieć .

Ubald Ś. Biskup. Dwóch ślepych oświecił, trzeciemu wyperswadował, aby ciemnym był dla uniknienia obrazy Bożej przez oczy. Przeciw czartom potężny Patron. (xiądz Benedykt Chmielowski, dziekan rohatyński, firlejowski, podkamieniecki pasterz)
04-10-2011 19:00 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Metodologii teologii?
>A... no nie, raczej historię miałam na myśli.
Zrozumiałem, ale Pan Mbielecki we wszystkich swoich wypowiedziach ściśle opiera się na katolickiej doktrynie religijnej i stosuje metodologię teologiczną. Dlatego też nie możemy znaleźć z nim żadnej płaszczyzny porozumienia. Proszę przejrzeć Jego teksty i znaleźć w nich choć jedną samodzielną myśl, a wszak jesteśmy wolnomyślicielskim forum. Co wcale nie znaczy, że myślimy wolno, a to, że myślimy samodzielnie mając myśl od dogmatów wolną.

>Mogę wykorzystać Pana zwrot? Od tej chwili, gdy natknę się wyjątkowo pokrętne i nielogiczne tłumaczenie będę mówić, że autor posługuje się "metodologią teologii"
Oczywiście, że Pani może, ale dla uzupełnienia - czym jest ta metodologia poniżej cytat pierwszych zdań z "Wprowadzenia do teologii", Jose Moralesa:
Teologią nazywamy działanie wierzących, mające na celu głębsze zrozumienie Słowa Bożego oraz przedstawienie go w sposób uporządkowany i usystematyzowany, w oparcie o Pismo Święte, Tradycję Kościoła i rozum ludzki oświecony przez wiarę.
Teologia zakłada wiarę w Boga Żywego, Boga Objawienia judeochrześcijańskiego, który jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, a nade wszystko Bogiem i Ojcem Jezusa Chrystusa. Opiera się ona na zdolności rozumu ludzkiego do przybliżania tajemnic objawionych, kontemplowania ich i wykładania z możliwie największą ścisłością i religijnym szacunkiem, na jaki zasługują.
Teologia jest refleksją nad Słowem Bożym. Jest wiarą poszukującą oczywistości i racji. Jej tworzywem jest objawienie.

Książkę poleca prof. dr hab. ks. Jan Daniel Szczurek. Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie - m. in. - cytatami: Teologia nie jest "prywatną refleksją teologa". ale ma "służyć Kościołowi i dobru ludzi".

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
09-09-2011 13:58 
 Ocena 14 na 14
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Zmartwychwstanie Chrystusa to kwestia przede wszystkim teologiczna,
Dokładnie tak.

>ale faktycznie ma ona także swój aspekt historyczny. Jeśli chodzi o kwestię pustego grobu oraz ukazywania się Chrystusa po zmartwychwstaniu, to mamy tu relacje wielu świadków, które z punktu widzenia metodologii nauk historycznych są udokumentowane dostatecznie dobrze.

Program zażądał abym wpisał swoją treść, a ja zupełnie nie wiem co tu dodawać?

Napisał Pan - mamy tu relacje wielu świadków, które z punktu widzenia metodologii nauk historycznych są udokumentowane dostatecznie dobrze. Jakie mamy relacje świadków, które z punktu widzenia metodologii nauk historycznych mogą być uznane za bezsporne istnienie Jezusa Chrystusa, to nie udało mi się jeszcze nigdzie znaleźć? Nawet uczeni najbardziej przekonani, że taka postać istniała, mówią tylko o - większym lub mniejszym - prawdopodobieństwie.
Pewność, to mają tylko wierzący, a oni żadnych dowodów nie potrzebują.

@@@
.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Zmartwychwstanie Chrystusa to kwestia przede wszystkim teologiczna, ale faktycznie ma ona także swój aspekt historyczny. Jeśli chodzi o kwestię pustego grobu oraz ukazywania się Chrystusa po zmartwychwstaniu, to mamy tu relacje wielu świadków, które z punktu widzenia metodologii nauk historycznych są udokumentowane dostatecznie dobrze.
A konkretnie?
09-09-2011 13:16
 Ocena 17 na 17
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>I mam taie pytanie do was - to prawda, że "Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i
>ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym." ?

Pozwolę sobie przywołać krótki tekścik z Racjonalisty opisujący jak to z tym "historycznym dokumentowaniem" było .

Nie Francja jest ważna, lecz ludzkość oraz tryumf rozumu nad obłędem; nie ma zaś nic bardziej niedorzecznego, jak oddać życie za złudzenie. (Ernest Renan)
09-09-2011 13:26
 Ocena 29 na 29
TyDraniu (6569 punktów)
O historyczności zmartwychwstania Chrystusa świadczą:

1. 33 gwoździe, którymi przybito do krzyża Ciało Chrystusa
2. 5 włóczni, którą rzymski żołnierz przebił Bok Chrystusa (Włócznia Przeznaczenia z Bazyliki Świętego Piotra na Watykanie, Włócznia Przeznaczenia z katedry Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego w Eczmiadzynie, Włócznia Przeznaczenia z klasztoru dominikanów w Izmirze, Włócznia Świętego Maurycego z Schatzkammer w Wiedniu, Włócznia Świętego Maurycego z archikatedry Świętego Stanisława i Świętego Wacława w Krakowie)
3. Las krzyży podzielonych na drzazgi nazywane Relikwiami Krzyża Pańskiego
4. Całun Turyński.
5. No i kółko z sitowia z powtykanymi cierniami, gąbka z octem, płaszcz i fragment całunu, które zakupił Ludwik IX za niebagatelną kwotę 135 000 funtów.



09-09-2011 16:47 
 Ocena 10 na 10
asmodai (2845 punktów)
>O historyczności zmartwychwstania Chrystusa świadczą:
>1. 33 gwoździe, którymi przybito do krzyża Ciało Chrystusa
>2. 5 włóczni, którą rzymski żołnierz przebił Bok Chrystusa (Włócznia Przeznaczenia z Bazyliki Świętego Piotra na Watykanie, Włócznia Przeznaczenia z katedry Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego w Eczmiadzynie, Włócznia Przeznaczenia z klasztoru dominikanów w Izmirze, Włócznia Świętego Maurycego z Schatzkammer w Wiedniu, Włócznia Świętego Maurycego z archikatedry Świętego Stanisława i Świętego Wacława w Krakowie)
>3. Las krzyży podzielonych na drzazgi nazywane Relikwiami Krzyża Pańskiego
>4. Całun Turyński.
>5. No i kółko z sitowia z powtykanymi cierniami, gąbka z octem, płaszcz i fragment całunu, które zakupił Ludwik IX za niebagatelną kwotę 135 000 funtów.

>
A teraz, wszystko to w zestawie Happy meal w MacDonalds.
10-09-2011 22:23 
 Ocena 2 na 4
jark44 (619 punktów)
>O historyczności zmartwychwstania Chrystusa świadczą:
>1. 33 gwoździe, którymi przybito do krzyża Ciało Chrystusa
>2. 5 włóczni, którą rzymski żołnierz przebił Bok Chrystusa (Włócznia Przeznaczenia z Bazyliki Świętego Piotra na Watykanie, Włócznia Przeznaczenia z katedry Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego w Eczmiadzynie, Włócznia Przeznaczenia z klasztoru dominikanów w Izmirze, Włócznia Świętego Maurycego z Schatzkammer w Wiedniu, Włócznia Świętego Maurycego z archikatedry Świętego Stanisława i Świętego Wacława w Krakowie)
>3. Las krzyży podzielonych na drzazgi nazywane Relikwiami Krzyża Pańskiego
>4. Całun Turyński.
>5. No i kółko z sitowia z powtykanymi cierniami, gąbka z octem, płaszcz i fragment całunu, które zakupił Ludwik IX za niebagatelną kwotę 135 000 funtów.
>

>
No i zapomniał Szanowny Kolega - dokument historyczny najwyższej wagi w postaci setek wersji językowych i nie tylko EWANGELII... Jak Pan mógł to przeoczyć!!!
11-09-2011 00:38 
 Ocena 1 na 1
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>No i zapomniał Szanowny Kolega - dokument historyczny najwyższej wagi w postaci setek wersji językowych i nie tylko EWANGELII... Jak Pan mógł to przeoczyć!!!
To żart czy sarkazm, bo się pogubiłem. I czy chodzi o ten przegląd z google+ czy tam innego facebooka? Czy może chodzi o "baj bl"
11-09-2011 09:58 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)
ŻART i to widoczny z samego Pekinu. No przecież tyle pamiatek po zmartwychwstaniu, starannie wymienionych (bardzo mnie to ubawiło) - no, nie... musiałem jeszcze coś do tak genialnego zestawienia dołożyć.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Historyczne aspekty zmartwychwstania Chrystusa i wydarzeń późniejszych ciekawie przedstawia niemiecki badacz Joachim Gnilka, m.in. w książkach: "Jezus z Nazaretu" oraz "Pierwsi chrześcijanie. Źródła i początki Kościoła".
09-09-2011 13:57 
 Ocena 8 na 8
Chlodwig (10939 punktów)
Cytat:
Joachim Gnilka (ur. 8 grudnia 1928 w Głubczycach) - niemiecki teolog katolicki, egzegeta oraz biblista.

W latach 1947-1953 studiował teologię, filozofię i filologie wschodnie na Katolickim Uniwersytecie Eichstätt-Ingolstadt, na Uniwersytecie w Würzburgu oraz na Uniwersytecie w Rzymie. W latach 1953-1956 służył jako kapelan w Würzburgu. W 1955 otrzymał tytuł doktora filozofii w Würzburgu za rozprawę pt.: "Ist 1 Kor 3,10-15 ein Schriftzeugnis für das Fegefeuer? Eine exegetisch-historische Untersuchung" będącą rozważaniem na temat czyśćca w kontekście 1 Listu do Koryntian.

Również w Würzburgu otrzymał w roku 1959 habilitację. W roku 1958 pracował jako asystent naukowy, a w latach 1959-1962 jako wykładowca na tym samym uniwersytecie. Następnie od roku 1962 przez 13 lat był profesorem zwyczajnym w Münsterze (Westfalia), a w latach 1975-1997 wykładał egzegezę nowotestamentalną i hermeneutykę biblijną na uczelni w Monachium.

W latach 1973-1988 był członkiem Papieskiej Komisji Biblijnej, a 1984-1994 członkiem Międzynarodowej Komisji Biblijnej. W 1992 r. Jan Paweł II udzielił mu honorowego tytułu papieskiego. Odszedł na emeryturę w roku 1997.

wikipedia
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
> Cytat:
Joachim Gnilka (ur. 8 grudnia 1928 w Głubczycach) - niemiecki teolog katolicki, egzegeta oraz biblista.
>W latach 1947-1953 studiował teologię, filozofię i filologie wschodnie na Katolickim Uniwersytecie Eichstätt-Ingolstadt, na Uniwersytecie w Würzburgu oraz na Uniwersytecie w Rzymie. W latach 1953-1956 służył jako kapelan w Würzburgu. W 1955 otrzymał tytuł doktora filozofii w Würzburgu za rozprawę pt.: "Ist 1 Kor 3,10-15 ein Schriftzeugnis für das Fegefeuer? Eine exegetisch-historische Untersuchung" będącą rozważaniem na temat czyśćca w kontekście 1 Listu do Koryntian.
>Również w Würzburgu otrzymał w roku 1959 habilitację. W roku 1958 pracował jako asystent naukowy, a w latach 1959-1962 jako wykładowca na tym samym uniwersytecie. Następnie od roku 1962 przez 13 lat był profesorem zwyczajnym w Münsterze (Westfalia), a w latach 1975-1997 wykładał egzegezę nowotestamentalną i hermeneutykę biblijną na uczelni w Monachium.
>W latach 1973-1988 był członkiem Papieskiej Komisji Biblijnej, a 1984-1994 członkiem Międzynarodowej Komisji Biblijnej. W 1992 r. Jan Paweł II udzielił mu honorowego tytułu papieskiego. Odszedł na emeryturę w roku 1997.

>wikipedia
>
No i co z tego? Każdy teolog kościelny musi składać przysięgę że jego nauki nie będą rozbieżne z oficjalną nauką KK.W przeciwnym wypadku cofa mu się akceptację do stanowiska akademickiego (Konkordat między Watykanem a, w tym wypadku, Bayern). Krótko mówiąc żaden teolog kościelny nie ma wolności naukowej i praktycznie jego praca sprowadza się do uzasadniania prawdziwości nauki kościelnej.Pisz kolego co ten teolog twierdzi na temat historyczności Jezusa a nie jakie posiada tytuły.
10-10-2011 06:58 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
Chlodwig ci się chyba z mbieleckim pomylił
10-09-2011 02:06 
 Ocena 9 na 9
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Rozmawiał z postaciami literackimi, czyli uczniami Jezusa, napisanym przez kogoś tłumem Żydów, Hellenów i Rzymian? A czy rozmawiał też z innymi postaciami literackimi? Ja czasem czytając dobrą powieść mam wrażenie, że za szybko się kończy. Może rozmawiał również z ich bohaterami. Może rozmawiał z Don Kichotem? To ogólnie duża sztuka, bo tak porozmawiać z Don Kichotem Cervantes by nie umiał. Ogólnie - jedno wielkie "lol".
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Samego fakty zmartwychwstania nikt nie widział, bo nie podpada on pod nasze zmysły, przekracza ramy historii. Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i ukazywanie się Zmartwychwstałego.
Słowo Panu daję. Byłem w Jerozolimie i na własne oczy pusty grób widziałem, a parę osób mi opowiadało, iż cuda widziało.
Niewierny z Pana Tomasz, czy to Panu nie wystarcza: Samego faktu zmartwychwstania nikt nie widział, bo nie podpada on pod nasze zmysły, przekracza ramy historii.

Pozdrawiam.

@@@
.
09-09-2011 14:33 
 Ocena 4 na 4
zupełna (2507 punktów)
>>Samego fakty zmartwychwstania nikt nie widział, bo nie podpada on pod nasze zmysły, przekracza ramy historii. Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i ukazywanie się Zmartwychwstałego.
>Słowo Panu daję. Byłem w Jerozolimie i na własne oczy pusty grób widziałem, a parę osób mi opowiadało, iż cuda widziało.>
Zatem już teraz zostało Panu zobaczenie zmartwychwstałego aby przejść na drugą stronę barykady?
09-09-2011 15:36 
 Ocena 12 na 12
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
Słowo Panu daję. Byłem w Jerozolimie i na własne oczy pusty grób widziałem, a parę osób mi opowiadało, iż cuda widziało.
>Zatem już teraz zostało Panu zobaczenie zmartwychwstałego aby przejść na drugą stronę barykady?
To nie takie proste.
Choroba każdego może dopaść i czy wówczas, to ten sam człowiek jakim był będąc zdrowym?
Moim zdaniem nie bardzo!

Pozostając sobą (zdrowym), gdybym na własne oczy, a nawet całą pełnią zmysłów doświadczył najróżniejsze cuda-niewidy i tak nie zmienił bym swojej podstawy racjonalnego sceptycyzmu wobec rzeczywistości. Będąc pewien, że przy pomocy jakiś tam środków moje zmysły zostały oszukane.

Krótko! Dopóki będę zdrowy, to przejście na drugą stronę jest zupełnie niemożliwym.

Obyśmy zdrowi byli.
Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Słowo Panu daję. Byłem w Jerozolimie i na własne oczy pusty grób widziałem<

Czy był Pan też przy tej okazji, w domu Anny i Joachima, rodziców Matki Boskiej.Maria pochodziła z zamożnej rodziny.Jej rodzice musieli posiadać co najmniej dwa domy.Zachowały się do dziś i są odwiedzane w Jerozolimie przez pielgrzymów.Jeden przez pielgrzymów katolickich, drugi przez pielgrzymów prawosławnych. Prawdopodobnie (słowo najczęściej używane przy temacie historyczności ewangelii. Prawdopodobnie Piotr pochodził z zamożnej rodziny w Jerozolimie-mbielecki, prawdopodobnie ewangelie napisano jeszcze wcześniej, prawdopodobnie Łukasz był lekarzem, prawdopodobnie był spis ludności w -4 roku, prawdopodobnie...) przy schizmie 1054 podzielono majątek Kościoła.
06-11-2011 19:30 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Słowo Panu daję. Byłem w Jerozolimie i na własne oczy pusty grób widziałem.
>Czy był Pan też przy tej okazji, w domu Anny i Joachima, rodziców Matki Boskiej. Maria pochodziła z zamożnej rodziny. Jej rodzice musieli posiadać co najmniej dwa domy. Zachowały się do dziś i są odwiedzane w Jerozolimie przez pielgrzymów. Jeden przez pielgrzymów katolickich, drugi przez pielgrzymów prawosławnych. Prawdopodobnie (słowo najczęściej używane przy temacie historyczności ewangelii. Prawdopodobnie Piotr pochodził z zamożnej rodziny w Jerozolimie-mbielecki, prawdopodobnie ewangelie napisano jeszcze wcześniej, prawdopodobnie Łukasz był lekarzem, prawdopodobnie był spis ludności w -4 roku, prawdopodobnie...) przy schizmie 1054 podzielono majątek Kościoła.
Po Jerozolimie oprowadzał mnie świecki Żyd "Józio z Wałbrzycha" , a nie ksiądz, to wiele z tych do oglądania "cudowności" zapewne straciłem - ale, po tym co zobaczyłem, wróciłem z pewnością, że Bóg istnieje. Jeden jedyny i najprawdziwszy, a imię jego "MAMONA".
Wszystkie pamiątki - prawdziwe lub fałszywe - służą tylko do obierania należnego mu hołdu.

"Prawdopodobnie" jest jedynym w miarę prawdziwym terminem do opisów po-jezusowych artefaktów. "Prawdopodobnie" jest też jedyną możliwą do racjonalnego przyjęcia interpretacją dotycząca zdarzeń opisanych w około nowotestamentowej literaturze.

Ale jest to prawdopodobnie wszystko co mamy i mieć będziemy. Tylko to wszystko ma różny stopień prawdopodobieństwa i do nas należy jego ocena.

Pozdrawiam.

@@@
.
09-09-2011 13:40
 Ocena 14 na 14
marcin1902 (3438 punktów)
Z relacjami jest tak:

Około miesiąca tamu mój znajomy wracając z imprezy (w stanie po spożyciu) przewrócił się, a raczej "obalił" (jako, że akcja dzieje się na wsi) rozcinając sobie niegroźnie głowę. Od tego czasu Dowiedziałem się, że pobiło go trzech gości... co najśmieszniejsze, nie naraz tylko w każdej wersji pobił go kto inny... A w jeszcze innej wersji została pobita również jego żona...

Strach pomyśleć co by było z tą plotką za przypuśćmy 100 lat, jak po kilku tygodniach z jednej historii wyszły takie brednie... Może by się okazało, że go zabili, a on zmartwychwstał?


"...nie warto o tym dziś gadać, cały ten dzień to jest zdrada..." Pablopavo i Ludziki
10-09-2011 02:11 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A tutaj (dokonując analogii) jeszcze mogłoby się okazać, iż pański znajomy jest tylko postacią z serialu telewizyjnego, a już z pewnością znikąd nie wracał...
11-10-2011 17:39 
 Ocena 1 na 1
ropuszka (154 punktów)
>A tutaj (dokonując analogii) jeszcze mogłoby się okazać, iż pański znajomy jest tylko postacią z serialu telewizyjnego, a już z pewnością znikąd nie wracał...
a w dodatku to nie był znajomy tylko znajoma i nie szła na piechtę tylko jechała rowerem
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dokładnie! Nadal tak uważam, więc czekam na odpowiedzi pana Andrzeja.51 na moje i Ignorancji zastrzeżenia i wątpliwości.
09-09-2011 18:34
 Ocena 12 na 12
diogenes (42753 punktów)
>"Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym."

Historycznie udokumentowana jest jedynie Biblia, no i jej mutant - katechizm.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>>"Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym."
>Historycznie udokumentowana jest jedynie Biblia, no i jej mutant - katechizm.
>
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

Nie wiem czy jest znany panom fakt że w ewangeliach z II w. o ukrzyżowaniu Jezusa nie ma ani słowa.
10-10-2011 06:53 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Nie wiem czy jest znany panom fakt że w ewangeliach z II w. o ukrzyżowaniu Jezusa nie ma ani słowa.

Przez fakt zwykło określać się to, co jest.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>>Nie wiem czy jest znany panom fakt że w ewangeliach z II w. o ukrzyżowaniu Jezusa nie ma ani słowa.
>Przez fakt zwykło określać się to, co jest.
>
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

Chcę tu rozmawiać o historyczności Jezusa a nie o lingwistyce,ale brak mleka w sklepie jest też faktem czy staje się takim dopiero gdy je dowiozą?
10-10-2011 07:23 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Chcę tu rozmawiać o historyczności Jezusa...

Rozmowa o Jezusie to rozmowa o wyobraźni, nie o historii.

>brak mleka w sklepie jest też faktem...

Takim samym, jak brak słonia.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
10-10-2011 08:47 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

Rozmowa o Jezusie to rozmowa o wyobraźni, nie o historii.
To jest jedynie punkt widzenia. Nie można obiektywnie stwierdzić czy Jezus był postacią historyczną.
10-10-2011 16:45 
 0 na 6
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Nie można obiektywnie stwierdzić czy Jezus był postacią historyczną.

Historycy są w tym punkcie zgodni: Jezus jest postacią historyczną.
11-10-2011 09:09 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Historycy są w tym punkcie zgodni: Jezus jest postacią historyczną.
Naciągasz rzeczywistość.
Historycy są zgodni, że w spisanych dziejach Jezusa są elementy życia jednej lub kilku postaci historycznych. Spierają się natomiast, ile z tej/tych postaci znajduje się w osobie ewangelicznego Jezusa. Tylko nieobiektywni "historycy" chrześcijańscy upierają się, że opisana w ewangeliach osoba jest w 100 procentach historyczna. Pozostali przyjmują za wysoce prawdopodobne, a niekiedy wręcz pewne istnienie wędrownego kaznodziei-nauczyciela, założyciela lub pomysłodawcy sekty, znanej obecnie jako chrześcijaństwo (właściwymi założycielami byliby wówczas jego uczniowie). Jego nauki (lub ich, o ile to było kilka podobnych osób) przekazywano sobie ustnie, bo chwytliwe i popularne były, a po kilkudziesięciu latach spisano. Ta osoba lub inna osoba z tego kręgu została oskarżona o występek przeciwko rzymskiej władzy i/lub bluźnierstwo przeciw judaizmowi (możliwe, że były to 2 różne osoby) i ukarana w sposób, jaki przewidywało rzymskie prawo. Te wydarzenia można z pewnością uznać za historyczne, bo nie były niczym dziwnym ani zaskakującym, przypuszczam, że to nie jedyne takie przypadki, ale z równą pewnością nie dotyczyły one Jezusa z Nazaretu(?), który narodził się z dziewicy, uniknął rzezi niewiniątek, chodził po wodzie, rozmnażał ryby, a w końcu zmartwychwstał. Tacy ludzie po prostu nie występują w przyrodzie. Nauczyciele-moraliści i buntownicy-skazańcy - i owszem.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
11-10-2011 12:37 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Historycy są w tym punkcie zgodni: Jezus jest postacią historyczną.
>Naciągasz rzeczywistość.
>Historycy są zgodni, że w spisanych dziejach Jezusa są elementy życia jednej lub kilku postaci historycznych. Spierają się natomiast, ile z tej/tych postaci znajduje się w osobie ewangelicznego Jezusa. Tylko nieobiektywni "historycy" chrześcijańscy upierają się, że opisana w ewangeliach osoba jest w 100 procentach historyczna. Pozostali przyjmują za wysoce prawdopodobne, a niekiedy wręcz pewne istnienie wędrownego kaznodziei-nauczyciela, założyciela lub pomysłodawcy sekty, znanej obecnie jako chrześcijaństwo (właściwymi założycielami byliby wówczas jego uczniowie).

To nie jest prawda. Niedawno Andrzej.51 napisał na tym forum:

"Karlheinz Deschner pisze: Obecnie neguje ją [historyczność Jezusa - A.51] tylko jeden wybitny uczony, teolog Hermann Raschke z Bremy. [...] Ale dzisiaj Raschke jest osamotniony. [...] w przedstawionych tu dalszych wywodach zakłada się - zgodnie z poglądami badaczy - istnienie Jezusa (I znowu zapiał kur, t. I, s. 24-25).
Raczej nie popełnię błędu jeśli stwierdzę (pamięć w końcu też mam zawodną), że w znacznej większości prac, z którymi miałem możność się zapoznać, istnienie czy też nieistnienie Jezusa nie jest rozważane. Wynika to z faktu, że autorzy tych prac traktują historyczność Jezusa jako fakt niepodważalny.
Przykładowo podam, że znakomity badacz prof. John Dominic Crossan określał Jezusa jako żydowskiego wieśniaka, żyjącego w I wieku n.e. we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego (Historyczny Jezus, s. 24). Tak się nie pisze o człowieku, który nigdy nie istniał. Przy okazji warto zwrócić uwagę na tytuł książki.
Analogicznie pisał słynny Mircea Eliade.
Mógłbym jeszcze grzebać w literaturze, którą posiadam i mnożyć podobne, lub nawet bardziej jednoznaczne stwierdzenia, ale ani nie mam wolnego czasu w nadmiarze, ani też nie wydaje mi się to zasadne. Kto nie chce uznawać historyczności Jezusa, ten jej nie uznaje i żadne argumenty ani cytowanie kolejnych badaczy nic nie są w stanie zmienić."
11-10-2011 12:41 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>To nie jest prawda. Niedawno Andrzej.51 napisał na tym forum:

Nieudana próba argumentu z autorytetu, kolejne pudło. Powtarzanie wyrwanych z kontekstu zdań nie świadczy najlepiej o tobie. Co kto napisał to można łatwo sprawdzić, tylko wszystko co jest napisane trzeba odczytywać w szerszym kontekście. Jesteś manipulatorem, do tego zdążyłeś już przyzwyczaić, nie brnij dalej w to, proszę.

Come to the dark side, we have cookies
Ania... (14138 punktów)
>>Nie wiem czy jest znany panom fakt że w ewangeliach z II w. o ukrzyżowaniu Jezusa nie ma ani słowa.
>Przez fakt zwykło określać się to, co jest.
W tej kwestii chyba można się pokusić o stwierdzenia negatywne, może:
w znanych mi egzemplarzach nie zachowały się wzmianki o...
Bo przecież to da się zweryfikować czy w książce X omawia się problem Y.
maruda (5550 punktów)
>Nie wiem czy jest znany panom fakt że w ewangeliach z II w. o ukrzyżowaniu Jezusa nie ma ani słowa.

Nie zrozumiałem tej wypowiedzi. O których dokładnie ewangeliach z II wieku piszesz? Czy piszesz o "oryginałach czterech ewangelii" włączonych do Biblii, a jeżeli tak to skąd masz takie dane i gdzie się można z tymi tekstami zapoznać. Czy piszesz o apokryfach, tu też przyda się informacja o których apokryfach piszesz.

Come to the dark side, we have cookies
16-10-2011 13:25 
 Ocena 5 na 5
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>Nie zrozumiałem tej wypowiedzi. O których dokładnie ewangeliach z II wieku piszesz? Czy piszesz o "oryginałach czterech ewangelii" włączonych do Biblii, a jeżeli tak to skąd masz takie dane i gdzie się można z tymi tekstami zapoznać. Czy piszesz o apokryfach, tu też przyda się informacja o których apokryfach piszesz.
To było prowokujące stwierdzenie mające na celu skierowanie dyskusji na temat powstawania ewangelii,czasu ich powstania, ich autorów.Taka liniowa dyskusja "jest Jezus postacią historyczną czy nie" prowadzona była od samego początku, zawsze z tym samym wynikiem.Jedyne co wiemy to to że nie wiemy nic.Justyn pisał w Dialogach" Wy sami sobie stworzyliście obłędne wyobrażenie.Jezusa wymyśliliście sobie sami.Wy idziecie tropem pustych plotek i sami sobie wmawiacie Chrystusa.Jeżeli się on narodził i gdziekolwiek przebywa, to nic z tego nie jest wiadome.".Celsus
pisał."Karmicie nas bajeczkami..zmieniacie teksty waszych ewangelii trzy...cztery razy, żeby zbić zarzuty które wam się stawia".Goethe pisał" Tej bajeczki o Jezusie mam już pełną gębę.Uwierzę w nią tylko jeżeli Jezus sam mi to powie osobiście". To tylko trzy przykłady pokazujące jak długo już ta dyskusja trwa. Co do meritum: W ewangelii Tomasza nie ma mowy o ukrzyżowaniu. Z ewangelii kanonicznych z II w.istnieje tylko Ewangelia Mateusza która pokrywa się z dzisiejszą w ok.60%. Hieronim pisał o istnieniu tajemniczej pra-Ewangelii Mateusza.Nie było w niej mowy o dziewictwie Marii.(Wilhelm Schneemelcher, Neutestamentliche Apokryphen, Band 1: Evangelien, 6. Auflage, Tübingen 1999, S. 120).Jakie dokumenty mówią o istnieniu Jezusa? Żadne. Mamy tylko 4 ewangelie, ale te nie są dokumentami historycznymi tylko dziełami literackimi.Jeżeli przyjmiemy że jest to dowód, to musimy też przyjąć że istniał W.Tell, Odyseusz i inni bohaterowie.Autentyczność wszystkich poza kościelnych dokumentów dawno została obalona. Przyjmują je tylko kościelni teolodzy,kasta kapłanów która się utrzymuje dzięki tej legendzie.Motywy są jasne.Bez Chrystusa nie będzie chrześcijaństwa.O Venus wiemy że miała blond włosy, o Jezusie nie wiemy nic. Kiedy się urodził,gdzie się urodził,jak wyglądał,kiedy zmarł.Większość tego co powiedział, było już wypowiedziane wcześniej w ST.Ale formalnie nie ma dowodów że nie istniał wędrowny kaznodzieja zwany Jezusem.
19-10-2011 10:45 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Nie zrozumiałem tej wypowiedzi. O których dokładnie ewangeliach z II wieku piszesz? Czy piszesz o "oryginałach czterech ewangelii" włączonych do Biblii, a jeżeli tak to skąd masz takie dane i gdzie się można z tymi tekstami zapoznać. Czy piszesz o apokryfach, tu też przyda się informacja o których apokryfach piszesz.
>To było prowokujące stwierdzenie mające na celu skierowanie dyskusji na temat powstawania ewangelii,czasu ich powstania, ich autorów.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,451702#w453793
22-10-2011 19:28 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Czy piszesz o apokryfach, tu też przyda się informacja o których apokryfach piszesz.

Tak jak podałem.Ewangelia Tomasza.Ewangelia Jakuba także nie zawiera tych informacji.W najstarszym tekście Ewangelii Marka,kończy się ona na wersecie 8 ostatniego rozdziału.Ponieważ jednak w tekstach Ireneusza które uchodzą za starsze jest wspomniane zmartwychwstanie z Marka nie gra to już wielkiej roli.Który tekst jest naprawdę starszy jest sprawą szacunków.
Nadal uważam że Ewangelie nie są żadnym źródłem historycznym i niczego nie udowadniają, dlatego lepiej rozmawiać o historii ich powstawania aniżeli o ich "historycznej" treści.
perun (8610 punktów)
>"58.Czy zmartwychwstanie Chrystusa jest faktem historycznie udokumentowanym?
Może najpierw ktoś udokumentuje fakt istnienia kogoś takiego jak Chrystus?
nobodylikeyou (972 punktów)
>Samego fakty zmartwychwstania nikt nie widział, bo nie podpada on pod nasze zmysły, przekracza ramy
>historii.

Jak mam rozumieć zwrot: "przekracza ramy historii." ?
09-09-2011 23:52 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)

>Jak mam rozumieć zwrot: "przekracza ramy historii." ?

A fe! Takie rzeczy trzeba mieć obcykane!
"Przekracza ramy historii" księdza z posta tytułowego trzeba rozumieć tak samo jak "nie podpada on pod nasze zmysły" tegoż samego, czy "Zmartwychwstanie Chrystusa to kwestia przede wszystkim teologiczna" mbieleckiego, czy wiele temupodonych w religijnej mowie.
Bełkot i tyle.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-09-2011 00:30 
 Ocena 3 na 3
nobodylikeyou (972 punktów)
>>Jak mam rozumieć zwrot: "przekracza ramy historii." ?
>A fe! Takie rzeczy trzeba mieć obcykane!
>"Przekracza ramy historii" księdza z posta tytułowego trzeba rozumieć tak samo jak "nie podpada on pod nasze zmysły" tegoż samego, czy "Zmartwychwstanie Chrystusa to kwestia przede wszystkim teologiczna" mbieleckiego, czy wiele temupodonych w religijnej mowie.
>Bełkot i tyle.

Dzięki, bo już myślałem że chodzi o fikcję literacką...
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Relacje świadków przedstawione są w tekstach, które należą do grupy najdokładniej zbadanych i najlepiej udokumentowanych tekstów Starożytności, przede wszystkim w Ewangelii Marka, Ewangelii Mateusza, Ewangelii Łukasza, Ewangelii Jana, Dziejach Apostolskich oraz w listach Pawła, zwłaszcza w Pierwszym Liście do Koryntian. Relacje te są spójne z wynikami analizy kontekstu historycznego - np. co do faktu pustego grobu Jezusa Thomas Soding zauważa, że w ówczesnej Jerozolimie głoszenie Zmartwychwstania byłoby zupełnie niemożliwie, gdyby w ogóle można było brać pod uwagę, że w grobie Jezusa nadal pozostają zwłoki (Th. Soding, Der Tod ist tot, das Leben lebt. Ostern zwischen Skepsis und Hoffnung
, Ostfildern 2008).
10-09-2011 17:47 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>Relacje świadków przedstawione są w tekstach, które należą do grupy najdokładniej zbadanych i najlepiej udokumentowanych tekstów Starożytności, przede wszystkim w Ewangelii Marka, Ewangelii Mateusza, Ewangelii Łukasza, Ewangelii Jana, Dziejach Apostolskich oraz w listach Pawła, zwłaszcza w Pierwszym Liście do Koryntian.

Ale twierdziłeś, że masz dowody historyczne. I relacje świadków.
10-09-2011 18:33 
 Ocena 10 na 10
maruda (5550 punktów)
Nie ma chyba sensu prowadzić tu tej dyskusji, już w pierwszym zdaniu mbielecki powiedział że zmartwychwstanie Jezusa jest kwestią teologiczną. Teologia katolicka ma podtrzymywać i uzasadniać istnienie KRK. Cała ta religia jest oparta na kłamstwie i oszustwie, nie tylko jej początki ale i istnienie do dnia dzisiejszego. To zamyka całą dyskusję, bo samo zmartwychwstanie jest jednym wielkim oszustwem i żadne dyrdymały które tu przedstawia mbielecki tego nie zmienią. On sam wie że nie ma żadnych poważnych argumentów dlatego i ich nie może przedstawić.
10-09-2011 18:36 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)
>Relacje świadków przedstawione są w tekstach, które należą do grupy najdokładniej zbadanych i najlepiej udokumentowanych tekstów Starożytności, przede wszystkim w Ewangelii Marka, Ewangelii Mateusza, Ewangelii Łukasza, Ewangelii Jana, Dziejach Apostolskich oraz w listach Pawła, zwłaszcza w Pierwszym Liście do Koryntian. Relacje te są spójne z wynikami analizy kontekstu historycznego - np. co do faktu pustego grobu.

Rozumiem , że teksty w Ewangeli mówiące o zmartwychwstaniu Jezusa potwierdzają też inne zmartwychwstania opisane w tych ,, żródłach historycznych ,, Nie pamiętam już kiedy to groby w Jerozolimie się otworzyły i wyszli z nich zmarli , którzy biegając po ulicach miasta pozdrawiali żyjących ; po śmierci Jezusa , czy po tym jak zmartwychwstał .
Wygląda na to , że zmartwychwstania 2000 lat temu były tak popularne jak dzisiaj przeszczepy wątroby .
10-09-2011 19:34 
 Ocena 16 na 16
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Relacje świadków przedstawione są w tekstach, które należą do grupy najdokładniej zbadanych i najlepiej udokumentowanych tekstów Starożytności, przede wszystkim w Ewangelii Marka, Ewangelii Mateusza, Ewangelii Łukasza, Ewangelii Jana, Dziejach Apostolskich oraz w listach Pawła, zwłaszcza w Pierwszym Liście do Koryntian. Relacje te są spójne z wynikami analizy kontekstu historycznego.
Ponieważ przekazy źródłowe zawierają ogrom sprzecznego materiału o Jezusie, jego postać stała się polem do popisu rozmaitych spekulacji. Nie wiadomo kim był i czego nauczał. Nie znamy jego biografii. O jego życiu nie wiemy nic pewnego, nawet tego, czy w ogóle istniał. Jeśli był postacią historyczną, to nie wiadomo, co działo się z nim do 30 roku życia. Współcześni badacze życia Jezusa z reguły zgadzają się, że dochodzenie, co Jezus rzeczywiście robił, myślał bądź czuł mija się z celem./.../ Morton Smith porównał próby odkrycia, kim naprawdę był Jezus, do beznadziejnych usiłowań fizyka, próbującego zlokalizować na kliszy fotograficznej cząstki elementarne.[Za Jackiem Sieradzanem]

Zaczynając od początku. Jeżeli istniał, to nie urodził się w grudniu zerowego roku (czy roku przed narodzeniem Jezusa Chrystusa) tylko urodził się w marcu siedem - sześć (no może 5) lat przed swoim urodzeniem. Nie miał na imię Jezus tylko Jeszua i raczej nie urodził się w pod jerozolimskim Betlejem, tak jak już na pewno nie wywodził się Nazaretu, który po prostu wówczas nie istniał. Z genealogii po ojcu(!) (czyli Józefie) już nie bardzo wiadomo jak miał na imię jego dziadek wg Łukasza Heli, wg Mateusza Jakub. Itd. Itd.

Wielce Szanowny Panie - nie po raz pierwszy próbuje Pan nam kit wstawiać wyniesiony z katechezy. Poczytaj Pan trochę, dopuść Pan do umysłu trochę wiedzy.
Napisał Pan słusznie, że Jezus jest zagadnieniem teologicznym, a teologa jak pisze jakiś fideista w Wikipedii to: - dyscyplina wiedzy posługująca się metodami filozoficznymi w wyjaśnianiu świata w jego relacji do Boga. Klasycznie uznawana za dziedzinę naukową, jako metodyczne studium prawd religijnych objawionych przez Boga, w myśl maksymy (łac.) fides quaerens intellectum - wiara szukająca zrozumienia.

Szczególnym przedmiotem teologii jest istnienie Boga i jego atrybuty oraz jego relacja do świata przyrody i człowieka. Refleksja teologiczna dokonuje się w ramach wyznaczonych przez odnośną do tych rzeczywistości wiedzę rozumową oraz wiarę. Pod terminem "teologia" często rozumie się teologię chrześcijańską, która bada zawartość objawienia Chrystusa i to, co z tego objawienia wynika. W nowszych ujęciach czasem kwestionuje się neutralność teologii jako nauki, podając jako przyczynę to, iż jest spójna jedynie w ramach jednego systemu, tzn. chrześcijaństwa, i ma charakter apologetyczny.

Teologia jest dziedziną, której uprawianie jest nieodłączne od przynależności do Kościoła i wyznawania jego wiary. Filozofia religii jest odrębna od teologii, w tym, że bada religię jako fakt, ale nie jest związana z żadną społecznością religijną.

Osobiście mam ogromne wątpliwości, czy posługuje się metodami filozoficznymi i pewność, że nie posługując się metodami naukowymi nie może być zaliczaną do nauki.
Wolno Panu wierzyć we wszystko i nam nic do tego, ale niech Pan swojej Prawdy nie wpycha nam tu jako kit do wierzenia. Jesteśmy racjonalistami, umiemy czytać i samodzielnie myśleć.

Miłego wieczora.

@@@
.
10-10-2011 06:52 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Relacje świadków przedstawione są w tekstach, które należą do grupy najdokładniej zbadanych i najlepiej udokumentowanych tekstów Starożytności, przede wszystkim w Ewangelii Marka, Ewangelii Mateusza, Ewangelii Łukasza, Ewangelii Jana, Dziejach Apostolskich oraz w listach Pawła, zwłaszcza w Pierwszym Liście do Koryntian. Relacje te są spójne z wynikami analizy kontekstu historycznego - np. co do faktu pustego grobu Jezusa Thomas Soding zauważa, że w ówczesnej Jerozolimie głoszenie Zmartwychwstania byłoby zupełnie niemożliwie, gdyby w ogóle można było brać pod uwagę, że w grobie Jezusa nadal pozostają zwłoki (Th. Soding, Der Tod ist tot, das Leben lebt. Ostern zwischen Skepsis und Hoffnung
>
, Ostfildern 2008).
Jeżeli Paweł ma być świadkiem zmartwychwstania to wiem jak rozumiesz kolego -historyczność- Takim świadkiem historii też mogę być.Muszę tylko napisać list. Przed lekturą "Der Tod ist tot, das Leben lebt.." przeczytaj wpierw te najdokładniej przebadane ewangelie, na okoliczność pustego grobu. Ile kobiet ,aniołów, w jakim miejscu-było po przyjściu do grobu. Później wyjaśnij te rozbieżności i będziemy rozmawiać dalej.
16-10-2011 13:58 
 Ocena 4 na 4
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Relacje świadków przedstawione są w tekstach, które należą do grupy najdokładniej zbadanych i najlepiej udokumentowanych tekstów Starożytności, przede wszystkim w Ewangelii Marka, Ewangelii Mateusza, Ewangelii Łukasza, Ewangelii Jana, Dziejach Apostolskich oraz w listach Pawła, zwłaszcza w Pierwszym Liście do Koryntian. Relacje te są spójne z wynikami analizy kontekstu historycznego - np. co do faktu pustego grobu Jezusa Thomas Soding zauważa, że w ówczesnej Jerozolimie głoszenie Zmartwychwstania byłoby zupełnie niemożliwie, gdyby w ogóle można było brać pod uwagę, że w grobie Jezusa nadal pozostają zwłoki.
O jakich świadkach mówisz? Tych 500 którzy mieli widzieć Jezusa? Elvisa i M.Jacksona widziało znacznie więcej świadków. Co z tego wynika?
Kontekst historyczny: Rzeź niewiniątek-nigdy nie nie miała miejsca, spis ludności, co najmniej 10 lat po śmierci Heroda Wielkiego.Najbardziej udokumentowane jest miejsce pobytu Jezusa, Nazaret-miasto zbudowane przez teologów. Cytowany przez ciebie autor zna dokładnie obyczaje panujące Jerozolimie ale nie zwrócił uwagi że odzienie chłopów palestyńskich było skrojone przez rzymskiego krawca. Autorzy ewangelii oraz Paweł nie byli żadnymi świadkami, pisali to co znali z opowiadań lub z przeżytych wizji albo to co chcieli żeby tak było.
W Jerozolimie nikt nie ogłaszał zmartwychwstania.Jezus prosił przecież żeby zachować to w tajemnicy.To jest zarzut ze strony islamistów. Jezus miał pójść do swoich sędziów, pokazać się im powiedzieć;Proszę, oto jestem, zmartwychwstałem,jestem królem i Bogiem. Ale nie zrobił tego.
Jeżeli ktoś wierzy w Zmartwychwstanie musi wierzyć w opowieść w Adama i Ewę, wypędzenie z raju. Inaczej odkupienie za grzech którego nie było, nie ma sensu.
19-10-2011 12:21 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Relacje świadków przedstawione są w tekstach, które należą do grupy najdokładniej zbadanych i najlepiej udokumentowanych tekstów Starożytności, przede wszystkim w Ewangelii Marka, Ewangelii Mateusza, Ewangelii Łukasza, Ewangelii Jana, Dziejach Apostolskich oraz w listach Pawła, zwłaszcza w Pierwszym Liście do Koryntian. Relacje te są spójne z wynikami analizy kontekstu historycznego - np. co do faktu pustego grobu Jezusa Thomas Soding zauważa, że w ówczesnej Jerozolimie głoszenie Zmartwychwstania byłoby zupełnie niemożliwie, gdyby w ogóle można było brać pod uwagę, że w grobie Jezusa nadal pozostają zwłoki.
>O jakich świadkach mówisz?

O tych, którzy zostali wymienieni w czterech Ewangeliach, Dziejach Apostolskich oraz listach Pawła z Tarsu.

>Kontekst historyczny: Rzeź niewiniątek-nigdy nie nie miała miejsca

Dlaczego tak sądzisz?

>spis ludności, co najmniej 10 lat po śmierci Heroda Wielkiego

Ten sam czy inny?

>Najbardziej udokumentowane jest miejsce pobytu Jezusa, Nazaret-miasto zbudowane przez teologów.

Nazaret istniał jeszcze w czasach hellenistycznych - świadczą o tym znajdujące się tam groby skalne. Jeden z tych grobów jest datowany na czas ok. 200 r. p.n.e. Cztery groby były zamknięte wielkim kamieniem - ponieważ zwyczaj ten przyjął się na ziemiach żydowskich dopiero w czasach rzymskich, można przypuszczać, że Nazaret był w tym okresie gęściej zasiedlony. Prawdopodobnie Nazaret został założony przez mieszkańców leżącej w odległości 3 km Jary.

Itd...

Skąd bierzesz te wszystkie rewelacje?
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>>>Relacje świadków przedstawione są w tekstach, które należą do grupy najdokładniej zbadanych i najlepiej udokumentowanych tekstów Starożytności, przede wszystkim w Ewangelii Marka, Ewangelii Mateusza, Ewangelii Łukasza, Ewangelii Jana, Dziejach
>Nazaret istniał jeszcze w czasach hellenistycznych - świadczą o tym znajdujące się tam groby skalne. Jeden z tych grobów jest datowany na czas ok. 200 r. p.n.e. Cztery groby były zamknięte wielkim kamieniem - ponieważ zwyczaj ten przyjął się na ziemiach żydowskich dopiero w czasach rzymskich, można przypuszczać, że Nazaret był w tym okresie gęściej zasiedlony. Prawdopodobnie Nazaret został założony przez mieszkańców leżącej w odległości 3 km Jary.
>Itd...
>Skąd bierzesz te wszystkie rewelacje?
>
Nie pamiętam skąd. Nie robię sobie notatek z czytanych tekstów żeby przygotować konspekt do dyskusji.Gdzieś to czytałem u tych nienowoczesnych,może był to Drews, może Kalthoff,może Bauer.Spodobało mi się to sformułowanie.Jeżeli dowodem na istnienie miasta Nazaret w czasach nowotestamentowych są ewangelie to jest to naprawdę niewiele.O czym świadczą groby skalne?, bo nie zrozumiałem.Szczątek Synagogi nie znaleziono. W ST go nie ma.W listach nie ma.Prof.G.Luedemann jest przekonany że w czasach NT Nazaret nie istniał,(bynajmniej pod tą nazwą). Specjalizujący się w temacie Jezus,Schalom Ben-Chorin uważa że nazwę tę wymyślili chrześcijanie później.Ale przytoczę ci pewien wątek z książki Marka Lidzbarskiego (kto zacz, znajdziesz w wiki)odnośnie miasta Nazaret.
W Ewangelii (Mt. 3) znajduje się następująca sprzeczność: "A w owe dni przyszedł Jan Chrzciciel każąc na pustyni judzkiej [....] Wtedy wychodziła do niego Jerozolima oraz Judea cała i cała okolica nadjordańska.I byli chrzczeni przezeń w rzece Jordanie,wyznając grzechy swoje."
Według tego znajdował się Jan Ch. w Judei ,na pustyni przez którą płynął Jordan, oddalonej ok. 70 km na zachód od dzisiejszego Nazaretu. Dalej czytamy: "Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan, do Jana,aby się dać ochrzcić przez niego." dalej w (Mt.4) idzie Jezus na pustynię gdzie 40 dni i nocy pości. A dalej (MT.13-14), "A gdy Jezus usłyszał że Jana uwięziono,usunął się do Galilei. I opuściwszy Nazaret, przyszedł do Kafarnaum, nad morzem, na pograniczu krain Zabulona i Naftalego." Jak mógł Jezus usunąć się do Galilei i opuścić Nazaret, jeżeli dzisiejszy Nazaret leży w Galilei.Leżał być może nowotestamentowy Nazaret w Judei, 20 km na zachód od Jerozolimy, nad Jordanem? To wszystko nabiera sensu, jeżeli weźmie się pod uwagę że mandejczycy powołują się na Jana Chrzciciela jako ich największego nauczyciela oraz że mandejczycy znani byli ogólnie jako nazarejczycy. Jeżeli przydomek Jana przetłumaczy się zwrotnie w aramejski to zwie się on Jan Sabejczyk. Sabejczycy było inną nazwą mandejczyków,zawdzięczających swoją nazwę ich czynności "imerowaptisi" (gr.codzienny chrzest). Jeżeli to co Mateusz pisze miałoby mieć jakiś sens musiałby ten tekst brzmieć: "A gdy Jezus usłyszał że Jana uwięziono,usunął się do Galilei. I opuściwszy Nazareńczyków, przyszedł do Kafarnaum, nad morzem, na pograniczu krain Zabulona i Naftalego."(krainy Zabulona i Naftalego leżały w Galilei).
Tyle Mark Lidzbarski, wybitny specjalista od dialektów semickich.Do sprawdzenia w "Ginza: Der Schatz Oder Das Grosse Buch Der Mandaer"
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Mówimy tu wyłącznie o aspektach historycznych.

Paweł z Tarsu w liście z ok. 56 roku wymienia jako świadków m.in. Piotra, Jakuba Młodszego, pozostałych apostołów oraz ponad 500 innych osób. Jan przedstawia świadectwo własne oraz innych apostołów. Z historycznego punktu widzenia ciekawym szczegółem jest fakt, iż ewangelie podają, że pierwszymi świadkami Zmartwychwstania były kobiety - w środowisku żydowskim kobiety nie były uważane za wiarygodnych świadków, w sądach jako świadków dopuszczano wyłącznie mężczyzn, zatem z racjonalnego punktu widzenia można ocenić, że nikt by czegoś takiego nie napisał, gdyby to nie było prawdziwe.
11-09-2011 10:48 
 Ocena 21 na 21
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Szukamy świadków poza ewangeliami. Mam nadzieję, że powoli zaczyna pan rozumieć, iż złodziej nie jest wiarygodnym świadkiem we własnym przestępstwie?

Ja też mogę napisać:

"I wtedy Łukasz z Koluszek zobaczył, iż Jacek T. stał się bogiem ślimaków. Podpełzły do niego i tańczyły wokół niego, boga ślimaków tłumnie. Był Łukasz z Koluszech, Marta z Radziejowic, jej niepokalany syn, Józesfław Młynasz, cudownie ożywiony Łazarz z Nazaretu, uleczony z obłędu Jerzy Niejestemszalony i wielu innych.

A potem okno się otwarło, i cała ludność Amstedamu mogła widzieć tańczące wokół swego zbawcy ślimaki. Jacek T. zaś stał i materializował sałatę. I rozeszła się wieść, i również ludność Rotterdamu przybyła tłumnie. I zaćmiło się Słońce, i Saturn zmienił swoją trasę, i spadło 17 i jeden gwiazd, i mówiono, że trzy jest cztery, zaś pewien kupiec w Bremie ujrzał, jak jego złoto puchnie i się mnoży. I też przybył."

No popatrz pan. Ilu świadków! Mam jeszcze dopisać ze 20, czy poprosić kolegę, aby napisał na ten sam temat na bazie rozmowy przez telefon? Będą wtedy dwa świadectwa? I więcej świadków, bo pewnie źle usłyszy, źe zapamięta i nie będzie już Marty z Radziejowic, ale Magda z Dzikowic.
16-10-2011 18:53 
 Ocena 2 na 2
Toma Cruz (390 punktów)
>A potem okno się otwarło, i cała ludność Amstedamu mogła widzieć tańczące wokół swego zbawcy ślimaki. Jacek T. zaś stał i materializował sałatę.

I rozesłał owe ślimaki, by nauczały świat o sałacie i niewiernych, którzy jedli kapustę nawracali, a nawróconych było góra 145 osób, czyli dwa razy tyle ile gwiazd spadło. Zanim niebo się zamknęło przeszły owe ślimaki w pochodzie, by oddać cześć swemu panu i wybawcy, a imię jego bóg było. A tedy zaczął Pluton wyć i znać było, że to koniec raju sałaty...

Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.
11-09-2011 10:57 
 Ocena 12 na 12
MarcinK (9189 punktów)

>Paweł z Tarsu w liście z ok. 56 roku wymienia jako świadków m.in. Piotra, Jakuba Młodszego, pozostałych apostołów oraz ponad 500 innych osób.

Parafrazując stary kawał - jaka jest różnica między zmartwychwstaniem Jezusa i Elvisa?

Elvisa widziało więcej osób.
11-09-2011 12:32 
 Ocena 8 na 8
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To nie jest tylko kawał, lecz prawda. Oczywiście, Elvis nie zmartwychwstał, ale wiemy, że istniał. I nawet jeśli Jezus, czy kilka osób, z których został skompilowany, było postaciami historycznymi, to i tak widziało je dużo mniej osób niż Elvisa. Na własne oczy, bo dodając radio i TV, to... nokaut absolutny.
11-09-2011 12:39 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)
>To nie jest tylko kawał, lecz prawda. Oczywiście, Elvis nie zmartwychwstał, ale wiemy, że istniał. I nawet jeśli Jezus, czy kilka osób, z których został skompilowany, było postaciami historycznymi, to i tak widziało je dużo mniej osób niż Elvisa. Na własne oczy, bo dodając radio i TV, to... nokaut absolutny.

Ja bym jeszcze dodał, że, jeśli ten Jezus to bóg rzeczywiście, to to źle o nim świadczy, że byle Elvis potrafi go tak zdystansować. Jakoś te boskie atrybuty miałkie jakieś i nijakie.
11-09-2011 11:58 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>Mówimy tu wyłącznie o aspektach historycznych.
>Paweł z Tarsu w liście z ok. 56 roku
Gdzie mogę się z oryginałem tego listu zapoznać? Kto potwierdził jego oryginalność i sporządzenie w 56 roku, tak aby wykluczyć późniejszą redakcję?
Wikipedia:
Obecnie większość badaczy zgadza się co do Pawłowego autorstwa siedmiu listów: 1 Listu do Tesaloniczan, 1 i 2 Listu do Koryntian, Listu do Galatów, Listu do Filipian, Listu do Filemona oraz Listu do Rzymian.

Trzy listy zwane "deuterpaulina" (2 List do Tesaloniczan, List do Kolosan, List do Efezjan) część badaczy uznaje za Pawłowe, część przypisuje je jego uczniom.

Jeśli chodzi o listy zwane "pasterskimi (1 i 2 List do Tymoteusza, List do Tytusa), część teologów zwraca uwagę na niejednoznaczne w tej kwestii stanowisko najstarszych pisarzy chrześcijańskich. Nie wspomina o nich Ignacy Antiocheński. Tacjan - według Hieronima - miał odrzucić Pawłowe autorstwo 1 i 2 Listu do Tymoteusza. Również język, styl i terminologia odbiega od dotychczasowych listów Pawła. W konsekwencji Pawłowe autorstwo wspomnianych listów jest kwestionowane. Większość świadectw wczesnochrześcijańskich przypisuje "listy pasterskie" Pawłowi, a zwolennicy jego autorstwa tłumaczą odrębności stylistyczno-terminologiczne odrębną problematyką listów, ich zdecydowanie duszpastersko-praktycznym charakterem oraz podeszłym wiekiem autora.

Wątpliwości co do Pawłowego autorstwa Listu do Hebrajczyków występowały już w starożytności. Współcześnie poza krytyką ściśle tradycjonalistyczną nie uznaje się go za napisany przez Pawła, a współczesne wydania Biblii umieszczają go anonimowo.


>z racjonalnego punktu widzenia można ocenić, że nikt by czegoś takiego nie napisał, gdyby to nie było prawdziwe.
Z racjonalnego punktu widzenia można stwierdzić, że ludzie są zdolni do wszelakich kłamstw, krętactw, a nawet podłości - byleby udowodniać słuszność swojej ideologii. Teksty biblijne nie powstawały po to aby dać świadectwo prawdzie historycznej, tylko aby dać świadectwo Prawdzie religijnej. Dla pokazania wielkości bóstwa i przedstawienia wiernym wymaganych wzorców moralnych.

@@@
.
>
12-09-2011 16:55 
 Ocena 2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>z racjonalnego punktu widzenia można ocenić, że nikt by czegoś takiego nie napisał, gdyby to nie było prawdziwe.
>Z racjonalnego punktu widzenia można stwierdzić, że ludzie są zdolni do wszelakich kłamstw, krętactw, a nawet podłości - byleby udowodniać słuszność swojej ideologii.

Ale przywołanie świadectwa kobiet w tamtej kulturze nie zwiększało wiarygodności relacji, tylko ją zmniejszało - zatem to nie jest racjonalne wyjaśnienie. Jeśli uczniowie Jezusa kłamaliby w sprawie Zmartwychwstania, to dlaczego wybraliby najbardziej niewiarygodnych świadków - kobiety? Relacja kłamliwa z pewnością przypisałaby odkrycie pustego grobu uczniom płci męskiej - np. Piotrowi albo Janowi. Racjonalnie można to wytłumaczyć tylko w ten sposób, że autorzy ewangelii wiernie przedstawili to, co się wydarzyło, nawet jeśli miałoby to wydawać się mało wiarygodne.
12-09-2011 17:56 
 Ocena 17 na 17
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

> Jeśli uczniowie Jezusa kłamaliby w sprawie Zmartwychwstania, to dlaczego wybraliby najbardziej niewiarygodnych świadków - kobiety? Relacja kłamliwa z pewnością przypisałaby odkrycie pustego grobu uczniom płci męskiej - np. Piotrowi albo Janowi.

A gdyby chcieli nadać swoim relacjom nieco więcej wiarygodności, zapewne uzgodniliby chociaż między sobą wersje wydarzeń:

Cytat:
Wg Mateusza (rozdz. 28) - Maria Magdalena i inna Maria poszły obejrzeć grób, a oto nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi, z nieba zstąpił anioł, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim.
Wg Marka (rozdz. 16) - Maria Magdalena, Maria matka Jakuba i Salome zobaczyły odsunięty kamień, a po wejściu do środka ujrzały siedzącego po prawej stronie młodzieńca ubranego w białą szatę, który im powiedział o zmartwychwstaniu.
Wg Łukasza (rozdz. 24) - niewiasty, które z nim przyszły z Galilei, zobaczyły odsunięty kamień i weszły do grobu, gdzie stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach, którzy powiedzieli, że Jezus zmartwychwstał.
Wg Jana (rozdz. 20) - sama Maria Magdalena zobaczyła odsunięty kamień i pobiegła po Szymona i drugiego ucznia, "którego Jezus kochał", sądząc, że wykradziono zwłoki. Wezwani przez nią uczniowie weszli do grobu, gdzie zobaczyli płótna oraz chustę i "wrócili do siebie". Maria Magdalena pozostająca na zewnątrz, nachyliła się do grobu i najpierw zobaczyła tam dwóch aniołów, a następnie odwróciła się i zobaczyła Jezusa, którego w pierwszej chwili wzięła za ogrodnika.



If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.
12-09-2011 19:14 
 Ocena 4 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Szczególnie to trzęsienie ziemi pokazuje jak powstają klechdy działające na wyobraźnię myślących inaczej. Już widzę owego śliniącego się ze szczęścia wodzireja tłumów, czczących go jak króla, który wymyśla na bierząco. A, i niech będzie trzęsienie ziemi, spodoba się - myśli sobie wodzirej. A logika wskazywałaby, iż gdyby coś takiego się rzeczywiście stało, to ludzie dołożyliby wszelkich starań, aby dokładnie to opisać... Ale nie chodziło o opis, tylko o popis
12-09-2011 20:34 
 Ocena 11 na 11
Ania... (14138 punktów)
>Szczególnie to trzęsienie ziemi pokazuje jak powstają klechdy działające na wyobraźnię myślących inaczej. Już widzę owego śliniącego się ze szczęścia wodzireja tłumów, czczących go jak króla, który wymyśla na bierząco. A, i niech będzie trzęsienie ziemi, spodoba się - myśli sobie wodzirej. A logika wskazywałaby, iż gdyby coś takiego się rzeczywiście stało, to ludzie dołożyliby wszelkich starań, aby dokładnie to opisać... Ale nie chodziło o opis, tylko o popis
Wiemy, że przebywający tam ładnych parę lat Filon z Aleksandrii nie zająknął się ani o wielkim nauczycielu, co porwał tłumy i uzdrawiał chorych, o wskrzeszeniach nie wspominając (nie godne wzmianki, po wyliczeniach osłów itd?) ani o rozdartej zasłonie w największej świątyni całego regionu, a już o wyjściu trupów z grobów i trzęsieniu ziemi mówiąc. Zaprawdę, mity są bardziej wiarygodne, niż skrupulatny kronikarz, który dziwnym trafem przemilczał takie mecyje...
12-09-2011 21:49 
 Ocena 9 na 9
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mity, ja bym to nazwał jakoś mniej ładnie. Może "podręcznik do wierzenia"? Mity tworzył Homer - Iliada i Odysea nigdzie nie nakazywały nikomu w nic wierzyć, ani skakać na jednej nodze ku radości śliniącego się, urojonego boga idioty Jahwe/Jezusa. Podobnie ma się rzecz w Indiach - Mahabharata i Ramajana w najstarszych wersjach to piękne mity, gdzie zachęty i nawoływania do wiary prawie nie występują. Około XI wieku Hindusi napisali purany, gdzie na bazie tych mitów zrobili obleśne "podręczniki do wierzenia", gdzie estetyka i pewien chłodny obiektywizm ustąpiły nawoływaniu do oddania się temu, bądź innemu bogu. Ewangelie to nie jest mit. To niespójny, posklejany z myślą o jednym celu podręcznik do wierzenia we własne życie wieczne które zyskuje się dzięki skakaniu na jednej nodze w określony sposób i prześladowaniu tych, co tak nie robią ("kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie"). W Iliadzie nie ma takich motywów. Z mitu można się czegoś nauczyć, można się zainspirować nim do rzeczy pięknych. Z podręcznika do wierzenia wynikają zaś przemoc i obłuda. Po upadku Rzymu sztuka musiała być chrześcijańska, zaś później mogła się odwoływać też do mitologii antycznej. To drugie okazało się piękniejsze, bowiem artyści tego chcieli, nieraz wiele ryzykując, bo co jakiś czas jakiś naśladowca Jezusa chciał ich złapać i torturować (tak jak Jezus, wedle wierzeń chrześcijan, robi to przez wieczność w piekle).
13-09-2011 10:21 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
Jak dla mnie - może być i podręcznik do wierzenia. Byle nie "zapis historii ludzkości", albo "zapis historii więzi ludzkości z Jehową".
13-09-2011 14:36 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zgadzam się. Oczywiście.

Natomiast broniłem słowa "mit" bowiem Biblia jest wbrew pozorom bardzo nietypowa. W wielu dawnych opowieściach mówiących o bogach i herosach nie ma nawoływania do wiary. Przez co, pomijając wszystko inne, są one znacznie piękniejsze i ciekawsze. Dlatego nie uważam Starego Testamentu za mit. To również podręcznik do wierzenia z pewnymi elementami mitów. O istnieje spora różnica pomiędzy czytaniem powieści fantastyczno - filozoficznej (mit) a czyjegoś manifestu propagandowego (podręcznik do wierzenia). W mitach nie powinno pojawiać się wezwanie do wierzenia w postaci w nich przedstawione. Grecy wierzyli w bogów olimpijskich i to w dużej mierze Homer dokonał prawdziwej rewolucji w ich wierzeniach, uporządkował ich bogów. Ale zauważ, iż u Homera bogowie nie żądają bycia wierzonymi (to jest samo w sobie tak żałośnie absurdalne...). Grecy kierowali się tutaj estetyką, wzruszeniem płynącym z przedstawionej historii. Choć ich wierzenia w epoce klasycznej też były ograniczające i krwawe, to jednak jakość tego, w co wierzyli świadczy na ich korzyść w porównaniu z chrześcijanami i - ośmielę się napisać - judaistami. W tym ostatnim nie ma antysemityzmu - po prostu w Biblii Jahwe krzyczy "wierzcie we mnie", zaś u Homera żaden z bogów tego nie robi. To moim zdaniem spora różnica.
Oczywiście Koran to też podręcznik do wierzenia. Swoją drogą, jeśli purany (indyjskie podręczniki do wierzenia) były rzeczywiście odpowiedzią na napór islamu, to można stwierdzić, iż tak jak pismo fenickie zapoczątkowało wszystkie popularne pisma poza chińskim i kuzynami, tak Biblia zapoczątkowała podręczniki do wierzenia. Wcześniej raczej przedstawiano historie, które miały przekonywać zawartym w nich pięknem konstrukcji i emocjami.
14-09-2011 16:41 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Wiemy, że przebywający tam ładnych parę lat Filon z Aleksandrii nie zająknął się ani o wielkim nauczycielu, co porwał tłumy i uzdrawiał chorych, o wskrzeszeniach nie wspominając (nie godne wzmianki, po wyliczeniach osłów itd?) ani o rozdartej zasłonie w największej świątyni całego regionu, a już o wyjściu trupów z grobów i trzęsieniu ziemi mówiąc. Zaprawdę, mity są bardziej wiarygodne, niż skrupulatny kronikarz, który dziwnym trafem przemilczał takie mecyje...

Argument chybiony - obalony m.in. tu:

www.trinit(*)-w-zrodlach-pozabiblijnych.htm
14-09-2011 18:04 
 Ocena 11 na 11
Chlodwig (10939 punktów)
>Argument chybiony - obalony m.in. tu:
>www.trinit(*)-w-zrodlach-pozabiblijnych.htm

Generalnie bzdury.
Pan Lewandowski pisze o Filonie:
Cytat:
Skoro nie znał on języka palestyńskich Żydów, to informacje o aktualnych wydarzeniach z Palestyny (w tym te dotyczące Jezusa) docierały do niego z dużym opóźnieniem.

Dwu tygodni? Nawet jeśli nie znał języka, z ruch między Egiptem a Palestyną był olbrzymi. Podróżowało na tej trasie dostatecznie wielu Greków i Rzymian. No chyba że Greki i Łaciny też nie znał.

Cytat:
Wpływ informacji na temat aktualnych wydarzeń z rejonu Palestyny na Filona był tym bardziej ograniczony, że mało interesował się on życiem religijnym w tamtym regionie.

Zaangażowany Żyd nie interesuje się niewyjaśnialnym zniszczeniem zasłony w najważniejszym przybytku?

Cytat:
Tym samym niczym innym jak czczym wymysłem są powyższe stwierdzenia Sędziaka, że Filon "mieszkał przez długi czas w Jerozolimie lub w pobliżu tego miasta w okresie, gdy miały miejsce takie wielkie wydarzenia jak cudowne narodzenie się Jezusa i rzeź niemowląt z rozkazu Heroda.


Może i nie mieszkał, ale był krewnym Heroda Agryppy, a ten był wnukiem Heroda Wielkiego.
12-09-2011 20:26 
 Ocena 2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>A gdyby chcieli nadać swoim relacjom nieco więcej wiarygodności, zapewne uzgodniliby chociaż między sobą wersje wydarzeń

Tak! Widać wyraźnie, że autorzy ewangelii nie starają się nadać swoim relacjom większej wiarygodności i nie starają się uzgadniać między sobą wersji wydarzeń - ich relacje różnią się w sposób naturalny tak, jak różniłyby się relacje z tego samego wydarzenia przedstawione przez różnych świadków lub przez osoby mające różne źródła informacji o tym samym wydarzeniu. Innymi słowy: jeśli miałoby to być fałszerstwo, byłoby to fałszerstwo wszechczasów i to dokonane głównie przez prostych rybaków.
12-09-2011 20:40 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)

>Tak! Widać wyraźnie, że autorzy ewangelii nie starają się nadać swoim relacjom większej wiarygodności i nie starają się uzgadniać między sobą wersji wydarzeń - ich relacje różnią się w sposób naturalny tak, jak różniłyby się relacje z tego samego wydarzenia przedstawione przez różnych świadków lub przez osoby mające różne źródła informacji o tym samym wydarzeniu.
To tylko Twoje chciejstwo, mbielecki. To tylko Twoje teologiczne dywagacje na wierze oparte. Gdybanie jak całe tłumaczenia Biblii, dopasowywanie niedorzecznych podań do realiów.

>Innymi słowy: jeśli miałoby to być fałszerstwo, byłoby to fałszerstwo wszechczasów i to dokonane głównie przez prostych rybaków.
Nie potrafisz wykazać, że to nie jest fałszerstwo. I na pewno fałszywa jest postawa Twoich guru, którzy dopingują Ciebie do piskania za cała orkiestrę, choć nie masz żadnego oparcia intelektualnego w rozumnych działaniach ludzi religii..
Mimo tysięcy lat i rzesz pono uczonych musicie epatować się gdybaniami, domniemaniami i faktoidami w stylu tu opisanych.
I kto Ci powiedział, że ten przekręt jest dziełem prostych rybaków? Bo w głupawych a ckliwych bajeczkach prostych rybaków opisano? Oj, łatwowiernyś.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
12-09-2011 21:55 
 Ocena 11 na 11
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Rybaków też napisano. Praktycznie nikt nie zakłada, iż to byli rzeczywiści towarzysze Jezusa. Pisząc "nikt" mam na myśli również znakomitą większość chrześcijańskich badaczy Biblii. Pomyśl sobie, jak szybko, dla dobra sprawy, doklejano kłamstwa do jakiejś historyjki. I jak mało dbano o samą historyjkę, byle by tylko ogłupić innych ludzi. Byle by być w tłumie, bo w tłumie wszystko staje się prawdą. Pozorną prawdą. I jak zwykle przypomnę ci, że gdybyś nie miał w tym wszystkim biznesu, to znaczy nie dopatrywałbyś się w Ewangelii obietnicy przedłużenia własnej egzystencji, nie samookłamywałbyś się z takim zapałem. A i innym byś dał spokój. Jezus nie byłby dla ciebie istotny, gdybyś nie widział w nim gwaranta egzystencji po śmierci.

Popatrz jeszcze raz na mizerię etyczną, której jesteś sprawcą (bo celowe, uporczywe kłamstwo jest mało etyczne). Gdyby historie z ewangelii się zgadzały, to "cud, zgadzają się, Jezus istniał = będę żyć wiecznie", a że się nie zgadzają, to "cud, zgadzają się, Jezus istniał = będę żyć wiecznie". To jest naprawdę dość podłe m.bielecki. Szanujesz swoje wymysły bardziej niż żyjących ludzi. To jest naprawdę podłe.
12-09-2011 23:21 
 Ocena 11 na 11
MarcinK (9189 punktów)

>Tak! Widać wyraźnie, że autorzy ewangelii nie starają się nadać swoim relacjom większej wiarygodności

Co, rzecz jasna, dodaje im większej wiarygodności

> i nie starają się uzgadniać między sobą wersji wydarzeń

Bo to zazwyczaj da się przypisach wyczytać.

> - ich relacje różnią się w sposób naturalny tak, jak różniłyby się relacje z tego samego wydarzenia przedstawione przez różnych świadków

Chyba pijanych.

> lub przez osoby mające różne źródła informacji o tym samym wydarzeniu.

Te wiarygodne ma się rozumieć.

>Innymi słowy: jeśli miałoby to być fałszerstwo, byłoby to fałszerstwo wszechczasów i to dokonane głównie przez prostych rybaków.

Bardzo mi się podoba mbielecki Twa nowatorsko pojmowana wiarygodność - im bardziej sprzeczne relacje tym bardziej prawdziwe.
13-09-2011 06:33 
 Ocena 12 na 12
astrotaurus (12445 punktów)

>Bardzo mi się podoba mbielecki Twa nowatorsko pojmowana wiarygodność - im bardziej sprzeczne relacje tym bardziej prawdziwe.

Tyle że to jest bardziej przerażające, niż zabawne. Na takiej niedorzecznej konstrukcji myślowej opiera się prawie całe tłumaczenie religijnych treści.
Im więcej trzeba chachmęcić i przekręcać, tym wznioślejsza Tajemnica.
Im głupiej, o tym większej mądrości Boga to świadczy, bo On na pewno te głupoty rozumie i dla Niego jest to jasne. A dla Ziemian wszystko stanie się też jasne w niebie...

Takie samoupodlenie, takie lenistwo umysłowe jest chore. Ale to czyni wiara.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-09-2011 18:38 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)

>Im głupiej, o tym większej mądrości Boga to świadczy, bo On na pewno te głupoty rozumie i dla Niego jest to jasne. A dla Ziemian wszystko stanie się też jasne w niebie...
>Takie samoupodlenie, takie lenistwo umysłowe jest chore. Ale to czyni wiara.

To niestety, wedle mojej opinii, paradoksalnie jest siłą religii. Jak człek rozumny styka się z tym bezmiarem idiotyzmów to nie dopuszcza do siebie myśli, że to tak może funkcjonować. No przecież tu musi być jakiś głębszy sens tyle, że nie dostrzegalny na pierwszy rzut oka. Przecież w te bzdury podobno wierzy jakieś 90% populacji więc to po prostu musi być, choćby w części, prawda.

Ja również, jak zacząłem sprawdzać w co ja to niby jako nominalny katolik wierzę, miałem z tym duży problem. Większy jeszcze, że zmagałem się z tym w samotności - w rodzinie oparcia nie miałem, forum tego nie znałem itp. Rozum stopniowo coraz głośniej i wyraźniej się z tym rozprawiał aż w końcu definitywnie przeszedłem na druga stronę. Później poznałem to forum, jeszcze później usystematyzował to wszystko Dawkins. Dziś sobie nie wyobrażam jak można na poważnie w te bzdury wierzyć. Tu objawia się siła indoktrynacji - jeśli wszystkie Twoje, w większej bądź mniejszej mierze, autorytety od maleńkości Ci to wbijają do głowy to bardzo trudno te uwarunkowanie przełamać.

Zakończę swą amatorską teorią - siła wiary tkwi w bezdennej głupocie religii.
13-09-2011 11:11 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>A gdyby chcieli nadać swoim relacjom nieco więcej wiarygodności, zapewne uzgodniliby chociaż między sobą wersje wydarzeń
>Tak! Widać wyraźnie, że autorzy ewangelii nie starają się nadać swoim relacjom większej wiarygodności i nie starają się uzgadniać między sobą wersji wydarzeń
Aby coś uzgodnić trzeba się spotkać i pogadać lub chociaż wymienić korespondencję. Gdzie się spotkali, gdzie są te listy?
Nie spotkali się nigdy i każdy z nich baje - jak mu się zdaje. A czy nie uzgodnili tylko dlatego, że nie mieli takiej możliwości, czy dlatego, że nie czuli takiej potrzeby, to już inny temat, ale właśnie dlatego poszczególne ewangelie sporo się między sobą różnią, a nawet w dużych częściach są sprzeczne.

Literatury ewagelicznej było sporo. W różnych kawałkach i z różnych okresów zapisanych w różnych językach. Pierwszego porządku wśród greckich kawałków na podstawie własnego wyboru dokonał poniższy facet. (Ale to jeszcze nie było kanonem.)



Słyszał Pan coś o nim? W którym roku tego dokonał?
Stary Testament przetłumaczył z hebrajskiego.
Miłego dnia.

@@@
.
13-09-2011 11:31 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
Ten na obrazku to chyba Hieronim, ale pierwszego tłumaczenia z hebrajskiego - na grecki - dokonano na potrzeby gminy żydowskiej w Aleksandrii (Torę przetłumaczono w czasach Ptolemeusza II Filadelfosa, potem resztę).

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
13-09-2011 11:52 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Ten na obrazku to chyba Hieronim, ale pierwszego tłumaczenia z hebrajskiego - na grecki - dokonano na potrzeby gminy żydowskiej w Aleksandrii (Torę przetłumaczono w czasach Ptolemeusza II Filadelfosa, potem resztę).
Tak, to Hieronim i dalej też ma Pani rację. Choć przy tłumaczeniach Biblii nigdy nie należy zapominać o "Septuagincie".
www.google(*)CNHFoftT0YteN00XHKL37JLPBgCBfw

Pytanie było do Pana Mbieleckiego i zdecydowanie dotyczyło tylko ważniejszego w naszym wątku "Nowego Testamentu" i tłumaczenia z greki na łacinę. (Stary Testament dodałem tylko jako ułatwienie, gdyż Hieronim nie skorzystał tu z Septuaginty tylko samodzielnie przetłumaczył go na łacinę z hebrajskiego).

Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
13-09-2011 11:54 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Pytanie było do Pana Mbieleckiego
Ups... przepraszam, że wybiegłam przed orkiestrę

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
13-09-2011 12:00 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>Pytanie było do Pana Mbieleckiego
>Ups... przepraszam, że wybiegłam przed orkiestrę
Ja też nie zdążyłem z poprawką swojego tekstu, gdyż mówiąc o tłumaczeniu z czasów Ptolemeusza myślała Pani właśnie o "Septuagincie", tyle że nie nazwała jej Pani po imieniu.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
13-09-2011 18:43 
 Ocena 7 na 7
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>Tak! Widać wyraźnie, że autorzy ewangelii nie starają się nadać swoim relacjom większej wiarygodności i nie starają się uzgadniać między sobą wersji wydarzeń

Czyli niespójność przekazu, Twoim zdaniem, podnosi jego wiarygodność?

I teraz rodzi się pytanie: jaki był - w oparciu o te wiarygodne relacje - faktyczny bieg wydarzeń? Ile kobiet poszło do grobu, jakie to były kobiety, i co właściwie zobaczyły (Maria Magdalena była sama, a może w towarzystwie innej Marii lub też poszły we trójkę, jeszcze z Salome? Czy na miejscu zobaczyły trzęsienie ziemi i zstępującego z nieba anioła, który odsuwa kamień, czy też może kamień był już odsunięty? Czy widziały tam dwóch stojących mężczyzn w lśniących szatach, czy może młodzieńca ubranego w białą szatę siedzącego po prawej stronie, albo wreszcie dwóch aniołów oraz Jezusa pod postacią ogrodnika)? Jak to naprawdę było, bo można się pogubić?


If you only have a hammer, you tend to see every problem as a nail.
11-10-2011 18:05 
 Ocena 1 na 1
ropuszka (154 punktów)

Ten problem ze świadkami obecnymi przy pustym grobie gnębi wielu. Byłam na jakimś forum katolickim gdzie dyskusja na ten temat była zaciekła (wiara.pl czy katolik.pl coś w ten deseń) i tam jakiś "uczony w pismie" swierdził że to nie jest ważne kto stał pod grobem, bo każda z osób zdających relacje mogła zwrócić uwagę na inny szczegół. Autor wypowiedzi daje tu przykład wypadku motocyklowego, gdzie świadkowie opowiadający o wypadku opisujący zdarzenie zapamiętały inne osoby obecne przy zdarzeniu . Uwaga cytuję" ktoś zauważył młodą kobietę a ktoś inny babcię z pieskiem" Polemiki nikt nie podjął, ja nie jestem zalogowana (i nie zamierzam ) więc nie mogłam....

Rozumiem gdyby tam był tłum....chyba że...... z matematyką był kiedyś tak piekielny problem.... albo siła "natchnienia" ewangielistów made in china była
11-10-2011 21:00 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A problem tkwi tutaj w tym, że tak naprawdę nie ma żadnej pewności co do tego, że wogóle ten pusty grób istniał. I dlatego tak się pieklę tutaj, a niektórzy wylewają mi na głowę pomyje, co znaszę z absolutnym spokojem, bo byłem przecież w Indiach i znam metodę biernego oporu
12-09-2011 18:44 
 Ocena 11 na 11
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>z racjonalnego punktu widzenia można ocenić, że nikt by czegoś takiego nie napisał, gdyby to nie było prawdziwe.
>>>>Z racjonalnego punktu widzenia można stwierdzić, że ludzie są zdolni do wszelakich kłamstw, krętactw, a nawet podłości - byleby udowodniać słuszność swojej ideologii.
>Ale przywołanie świadectwa kobiet w tamtej kulturze nie zwiększało wiarygodności relacji, tylko ją zmniejszało - zatem to nie jest racjonalne wyjaśnienie.
W jakiej kulturze?
Pism apokryficznych Nowego Testamentu mamy bardzo dużo i zostały sporządzone w różnych środowiskach. (Fajnych rzeczy można się w nich doczytać. Na przykład, że Jezus był chyba gejem, lub że Maria Magdalena była ważniejszą od Piotra).
Kanon ustalił dopiero Sobór Trydencki (1545-1563) www.google(*)czlae6M_Spb2ei3HdOhHJA&cad=rja dokonując apodyktycznego wyboru z różnych kawałków pism z różnych lat, ale najwcześniejsze z nich były z II wieku, czyli ponad pół wieku po śmierci Jezusa.

Przykro, że tak niewiele wie Pan o własnej religii. Tytułem wprowadzenia polecam: www.racjon(*)p/s,4937/q,Ksiega.nad.ksiegami

Miłego dnia.

PS. Ewangelie tworzono do II w. n. e. A od kiedy? Bibliści piszą, że od drugiej połowy I w., ale czy jest to początek intelektualnej pracy nad ideami chrześcijaństwa? W 1897 znaleziono rękopis damasceński, w którym być może mówi się o Jezusie, a na pewno o kimś podobnym. W Qumram odkryto zapisane zwoje z najstarszymi zachowanymi kopiami hebrajskich ksiąg Starego Testamentu oraz nieznane dotąd religijne teksty żydowskie z około II wieku p.n.e., (ukryte w grotach przed 68 r. n.e.). Odkrycie ważne dla badań nad Starym Testamentem, gdyż wyrażone w nich poglądy dalekie są od żydowskiej ortodoksji i dowodzą dużego pluralizmu religijnego przed epoką rabinów, ale jeszcze ważniejsze dla badań nad Nowym Testamentem, gdyż pochodząc z czasów wcześniejszych niż ewangeliczne wydarzenia, rzucają światło nie tylko na historię Żydów w tej epoce, ale także na początki chrześcijaństwa. Rękopisy wykazują, że idee kojarzone z chrześcijaństwem są wspólne różnym prądom religii żydowskiej tej epoki. Wspólnota żyjąca w Qumram, żyjąca wiele lat przed Jezusem reprezentuje podobną religijność, toczy podobne spory, posługuje się podobnymi wyrażeniami oraz ideami, i w podobny sposób objaśnia święte pisma. Tak jak ich poprzednicy, wierzący myśliciele tamtych czasów, piszą, przepisują, dopisują, tworzą.

Zapewne byli to ludzie wewnętrznie uczciwi, pełni głębokiej wiary i najlepszej woli. W pewnym stopniu można ich porównać do dzisiejszych specjalistów-biblistów, z katolickiej czołówki naukowo-intelektualnej. Z ogromnym zaangażowaniem sił i środków w 1965 r. zespół liczący około czterdziestu polskich biblistów przygotował nowy przekład Starego Testamentu nazwany Biblią Tysiąclecia. Ale w tym przekładzie - "zamiast szanować tekst oryginału, często wprowadzają doń komentarz daleki od tego oryginału i jego tła historycznego. Wprowadzają też do tekstu własne koncepcje, ukształtowane nie tylko z dala od tradycji judaizmu, ale także od filologicznej poprawności". Współczesny im wielki biblista ks. E. Dąbrowski nazwał Biblię Tysiąclecia "Biblią tysiąca błędów". Do tego należy dodać świadome (uczynione w najlepszej wierze) przeinaczenia.


@@@
.
12-09-2011 19:08 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A może pisarz tego fragmentu chciał włączyć kobiety w swoją wiarę? Z drugiej strony pasowało mu, iż Jezus był taki ubogi, z boku, że apostołowie go opuścili, a ktoś tak prosty jak kobiety siedział obok grobu? A może bycie opłakiwanym przez kobiety miało znaczenie sakralne w tradycji judeo - helleńskiej? Rozważył pan te wszystkie opcje? Zwrócił pan też uwagę na kanony literatury późnohellenistycznej i rolę w niej kobiet, które nieraz bywają odpowiedzialne za przenoszenie informacji, pełnią funkcję posłańca? Ile pan tekstów późnohellenistycznych czytał? Zna pan komedie Menandra? Jeśli nie, to proszę przeczytać i:

1) zwrócić uwagę na elementy realizmu
2) zwrócić uwagę na język i sposób budowania fabuły
3) zwrócić uwagę na fukcję kobiet w dystrybucji informacji
11-09-2011 13:08 
 Ocena 10 na 10
maruda (5550 punktów)
Cytat:
Klasyczne posługiwanie się metodą historyczno-krytyczną ma, rzecz jasna, swoje granice. Metoda ta może być stosowana do poszukiwania sensu tekstu biblijnego jedynie w historycznych warunkach jego powstawania, jest natomiast nieprzydatna przy próbach odkrycia możliwości znaczeniowych danego tekstu przy jego odczytywaniu na późniejszych etapach historii objawienia biblijnego oraz dziejów Kościoła. W każdym razie metoda ta przyczyniła się do powstania dzieł o wielkiej wartości z zakresu tak egzegezy jak teologii biblijnej.
Interpretacja Pisma Świętego w Kościele


>Mówimy tu wyłącznie o aspektach historycznych.

Mówimy tu wyłącznie o aspektach historycznych interpretacji teologicznej. Bardzo proszę podkreślać i nie opuszczać podkreślonego tekstu. To ma kluczowe znaczenia dla zrozumienia. Jest pan manipulatorem, ale choć podczas analizy pism uznawanych za święte dla pewnych religii proszę się powstrzymać od takich tanich chwytów.
18-09-2011 09:37 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Paweł z Tarsu w liście z ok. 56 roku wymienia jako świadków m.in. Piotra, Jakuba Młodszego, pozostałych apostołów oraz ponad 500 innych osób.

A czy zastanowiłeś się dlaczego w żadnym innym piśmie Nowego Testamentu nie ma informacji o ukazaniu się "zmartwychwstałego" Jezusa tylu osobom naraz?
Czy zastanowiłeś się, skąd Paweł miał informacje o tak zadziwiającej epifanii?
Czy zdajesz sobie sprawę z Tego, że tej rewelacji Pawła nie można pogodzić ze słowami Piotra, że Bóg pozwolił Jezusowi ukazać się nie całemu ludowi, lecz świadkom uprzednio wybranym przez Boga, nam, którzy z nim jedliśmy i piliśmy po zmartwychwstaniu (Dz 10, 41)?

>Jan przedstawia świadectwo własne oraz innych apostołów.

Aby móc tak twierdzić trzeba mieć absolutną pewność, że autorem czwartej ewangelii jest apostoł Jan. Ale - wbrew temu, co sugerujesz - apostoł Jan ewangelii tej nie napisał - w tej kwestii stanowisko biblistyki krytycznej jest zgodne. Co więcej - stanowisko takie podzielają również niektórzy badacze katoliccy, a w tym zachwalany przez Ciebie prof. Joachim Gnilka.

>Z historycznego punktu widzenia ciekawym szczegółem jest fakt, iż ewangelie podają, że pierwszymi świadkami Zmartwychwstania były kobiety -

Faktem jest, że we wszystkich ewangeliach można znaleźć informacje, że Maria Magdalena jako pierwsza przyszła do grobu Jezusa. Jednak tylko według Jana przyszła do grobu sama, natomiast synoptycy informują, że towarzyszyły jej jeszcze inne kobiety, przy czym zgodności co do ilości i imion tych kobiet w ich ewangeliach nie ma.

Za fakt można zatem co najwyżej uznać, że Maria Magdalena czy też większa ilość kobiet, które pewnej niedzieli rano przyszły do grobu Jezusa, nie znalazły tam jego ciała, lecz pusty grób. O żadnych innych faktach historyk mówić w tym przypadku nie może.
Bezspornym również faktem jest, że NT nie informuje, by jakakolwiek osoba widziała Jezusa w chwili powstawania z martwych. A przecież tylko w takim przypadku można twierdzić, że ktoś był świadkiem zmartwychwstania.
Pusty grób nie dowodzi przecież zmartwychwstania.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
18-09-2011 14:29 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Równie dobrze obecność Marii Magdaleny w relacjach może wskazywać na to, iż ta kobieta (o ile istniała, a nie była postacią literacką, bowiem nie jest potwierdzona przez niezależne źródła) była jedną ze współtwórczyń chrześcijaństwa. Być może ona wpadła na pomysł zmartwychwstania? Być może uczyniła to zanim wymyślono, iż to Jezus będzie tym, który zmartwychwstaje?
18-09-2011 15:14 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)
Można gdybać Panie Jacku, ale jedno co wiemy to to , że nic nie wiemy .
18-09-2011 15:22 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
O historyczności Jezusa i wielu innych postaci z Ewangelii. Bo tak poza tym wiemy, iż Jezus bogiem nie jest. Tak samo jak Sziwa, czy Jowisz...

O tej Marii Magdalenie napisałem głównie dlatego, iż to, że pojawia się przy pustym grobie w każdej Ewangelii niekoniecznie jest dowodem na jakiś pusty grób. Równie dobrze może to być rozumiane tak jak napisałem, choć jest to oczywiście jedna z milionów opcji. Równie dobrze mit dionizyjski, którego kalką jest zmartwychwstanie Jezusa (co wiemy, nawet starożytni zwracali później na to uwagę, nawet chrześcijanie (choć nie wprost)) wymagał w określonych kręgach obecności kobiety przy akcie zmartwychwstania. Dlatego wcześnie ją dopisano i poszło.
18-09-2011 15:44 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)
Tak, jak warunkiem sine qua non zmartwychwstania Ozyrysa była obecność Izydy.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
18-09-2011 16:24 
 Ocena 4 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Otóż to! Ogólnie opowieść o zmartwychwstałym (pół)bogu stanowiła wówczas rzecz wyświechtaną, popularną w różnych kręgach, z różnych stron. Myślę, że chrześcijaństwo wygrało z innymi bzdurami przez to, że tam już jest tylko zmartwychwstanie. Nie trzeba nic umieć, tylko wierzyć, wierzyć, wierzyć... A im kto głupszy, tym lepiej, bo tak wiara bezkrytyczniej się przechowuje.
19-09-2011 01:22 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Równie dobrze obecność Marii Magdaleny w relacjach może wskazywać na to, iż ta kobieta (o ile istniała, a nie była postacią literacką, bowiem nie jest potwierdzona przez niezależne źródła) była jedną ze współtwórczyń chrześcijaństwa. Być może ona wpadła na pomysł zmartwychwstania? Być może uczyniła to zanim wymyślono, iż to Jezus będzie tym, który zmartwychwstaje?

Niestety, nie wiemy o czym Maria Magdalena myślała idąc do grobu Jezusa. Nie wiemy zatem, czy poszła wyłącznie po to, by namaścić ciało Jezusa, czy tez cel jej wizyty był nieco inny. Nie wiemy też, czy idąc do grobu wiedziała, że nie znajdzie już w nim Jezusa. Nie wiemy również, czy miała już zawczasu przygotowany scenariusz, czy też jej postępowanie było reakcją na toczące się wokół niej wydarzenia.

W każdym bądź razie pewnego niedzielnego poranka Maria Magdalena udała się do grobu Jezusa - sama, czy też w towarzystwie innych niewiast, ale w tej chwili nie ma to już większego znaczenia - i nie zastała w nim Jezusa. Poszła więc do apostołów i przekazała im, że Jezusa nie ma w grobie, a ci uznali, że powstał z martwych.

No i stało się, bo w ten właśnie Maria - czy to zaplanowała, czy też nie - dokonała jednego z najważniejszych zwrotów w historii ludzkości. Zapoczątkowała chrześcijaństwo, bodaj najpotężniejszą religię (i nie tylko religię), która - czy tego chcemy, czy też nie - towarzyszy nam nieprzerwanie od około dwóch tysięcy lat.
A potem przyszedł jeszcze Paweł z Tarsu - i dopełnił dzieła. Tak zatem możemy Marię Magalena i Pawła uważać za założycieli czy też twórców chrześcijaństwa. Bo na pewno za twórcę chrześcijaństwa nie możemy uznawać Jezusa, bo on bynajmniej o tym nie myślał i żadnej religii - a tym bardziej o zasięgu globalnym - zakładać nie zamierzał.

Tak oto pewna Żydówka z Magdali, Maria zwana Magdaleną, "z której wyszło siedem demonów", która towarzyszyła Jezusowi i apostołom i - wraz z kilkoma innymi niewiastami - służyła im "majętnościami swymi", stała się założycielką chrześcijaństwa. I nie jest to żaden żart, bo wielu uczonych naprawdę uważa, że pierwszy, bardzo silny impuls do założenia chrześcijaństwa dała właśnie Maria Magdalena, a nie Piotr.

Tyle zatem możemy powiedzieć o Mari na podstawie ewangelii kanonicznych. Jej wizerunek pozwalają jednak uzupełnić apokryfy, a obiegowe opinie dodają do jej - i nie tylko jej - wizerunku nieco smaczku.
Była więc Maria Magdalena najwierniejszą towarzyszką Jezusa, a on "kochał ją bardzie niż uczniów i całował ją w usta" i być może właśnie dlatego ap. Piotr był jej zaprzysięgłym wrogiem. Ale co więcej, była ponoć żoną Jezusa i - jak na dobrą żonę przystało - urodziła mu dzieci. Wiadomo nawet - a wiedzą to poszukiwacze i miłośnicy sensacji - ile tych dzieci było i jakie były ich imiona.

A co by się stało, gdyby Maria Magdalena nie zorganizowała wyprawy (bo raczej ona była tego inicjatorką) i owego poranka do grobu Jezusa nie poszła? Czy poszłyby inne niewiasty, a może jacyś mężczyźni? Nie wiemy, w każdym bądź razie ewangelie nie donoszą, by ktoś taka wizytę u grobu planował. Czy pusty grób zostałby odkryty? Czy powstałoby chrześcijaństwo?

Nie wiemy zatem, co by się wydarzyło, gdyby Maria Magdalena do grobu Jezusa nie poszła. Wiemy natomiast, że poszła i w ten sposób dokonała fundamentalnego zwrotu w dziejach ludzkości - zapoczątkowała chrześcijaństwo. I nie ma tu znaczenia, że - jak głosi legenda - była żoną Jezusa, a na dodatek wydała na świat trójkę dzieci, ale znaczenie ma fakt, że trzeciego dnia po ukrzyżowaniu odkryła pusty grób, a następnie ogłosiła światu, ze Jezus powstał z martwych.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
19-09-2011 01:42 
 Ocena 8 na 8
Ignorancja (4718 punktów)
A co Andrzeju jesli Maria z Magdali byla, obok Judasza, jedna ze wspoluczestniczacych w spisku?

Znasz zapewne apokryfy lepiej ode mnie. Dla historykow, a nie apologetow chrzescijanstwa sa one dokumentami rownowaznymi z przekazami kanonicznymi. A z apokryfow wylania sie nieco inny scenariusz.
Wyjasnia on zarowno zachowanie sie Jezusa pozujacego na wieszcza, jak i daje spory asumpt do tego, by podejrzewac, ze fanatyzm Jezusa wszedl w niebezpieczna faze, gdy swoje mrzonki postanowil nie tylko zrealizowac, ale i nadac im cechy prawdziwosci. Do tego potrzebowal wspoludzialu zaufanych ludzi.

A swoja droga ... to pan bielecki (o ile sie nie myle co do nicka) ominal gladko poki co Twoj post.




Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
19-09-2011 02:31 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja nie o tym pisałem. Zadałem po prostu pytanie, czy teza o tym, iż Maria Magdalena mogła być postacią literacką jest zupełnie nieprawdziwa? Czy Maria Magdalena jest potwierdzona w tekstach nie związanych z Ewangeliami i Apokryfami? Podobnie ukrzyżowanie i pusty grób. Czy istnieje potwierdzenie tychże poza apokryfami i Ewangeliami? Czy można stwierdzić, iż napewno doszło do ukrzyżowania? A jeśli tego ostatniego nie można potwierdzić napewno, to również nie można potwierdzić Marii Magdaleny idącej do pustego grobu.

Moim zdaniem ofiara boga z boga jest tak silnie obecna we wcześniejszych tradycjach, iż ciężko przyjąć za pewnik, iż Jezus (o ile był wogóle postacią historyczną) był zabity. Równie dobrze mógł umrzeć śmiercią naturalną, albo zniknąć z horyzontu zdarzeń (bywa, że ludzie mądrzeją, choć nie za często).

To, czy ewentualny Jezus miał dzieci z ewentualną Marią Magdaleną jest dla mnie o wiele mniej interesujące niż pięć minut biografi Juliusza Cezara, czy pięć nowych wersów z dramatu Seneki wygrzebanych nagle z ziemi.
19-09-2011 08:15 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>To, czy ewentualny Jezus miał dzieci z ewentualną Marią Magdaleną jest dla mnie o wiele mniej interesujące
A są tacy, co od potomków Jezusa i Magdaleny wywodzą dynastię Merowingów... www.gandalf.com.pl/b/swiety-graal-swieta-krew/

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-09-2011 09:13 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wiadomo - Habsburgowie Hiszpańscy wywodzili się od Herkulesa, zaś Paryż założył Parys, zatem Paryżanie "są" potomkami Trojan.

Ale żeby po wielu wiekach wywodzić kogoś od kolejnej mitycznej postaci?
19-09-2011 19:17 
 Ocena 2 na 2
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
Parys, zatem Paryżanie "są" potomkami Trojan.
>Ale żeby po wielu wiekach wywodzić kogoś od kolejnej mitycznej postaci?
Nie rozumiem Twojego zdziwienia, to pewne ze Paris Hilton jest potomkinią Heleny
20-09-2011 01:26 
 Ocena 8 na 8
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Ja nie o tym pisałem.

O tym pisałeś. Poruszyłeś trzy kwestie:
(a) czy obecność Marii Magdaleny (w scenach po ukrzyżowaniu) może wskazywać na to, że była jedną ze współtwórczyń chrześcijaństwa.
(b) czy to Maria Magdalena wpadła na pomysł zmartwychwstania.
(c) czy była ona postacią historyczną.

Faktem jest, iż nie zająłem stanowiska odnośnie historyczności Marii Magdaleny. W pozostałych dwóch kwestiach zająłem stanowisko. Nieznacznie tylko odbiegłem od poruszonych przez Ciebie kwestii.
Odnośnie (c) odpowiem więc teraz.

Maria Magdalena była najprawdopodobniej postacią historyczną. W znanej mi literaturze przedmiotu nie spotkałem się nigdy choćby z sugestią, by było inaczej.
Argumenty są następujące (przytoczę dwa najważniejsze):

(1) Pusty grób, w którym nie było już Jezusa, to niewątpliwie jeden z filarów chrześcijaństwa. Dla chrześcijan bowiem jest on dowodem na zmartwychwstanie Jezusa. Oczywistym zatem jest, że opowieść o pustym grobie powinna brzmieć autentycznie. A skoro tak, to ewangeliści w głównych rolach opowieści o odkryciu pustego grobu powinni obsadzić mężczyzn - np. apostołów Piotra i Jana, albo Jakuba, brata Jezusa, który był pierwszym przywódcą Kościoła jerozolimskiego. Któż przy zdrowych zmysłach obsadziłby w głównych rolach tej sceny kobiety z Marią Magdaleną na czele, gdyby scena ta nie była autentyczna, gdyby była tylko czyimś wymysłem? Kto w tamtych czasach traktował poważnie kobiety? A jednak w ewangelicznych opisach o odkryciu pustego grobu główne role odegrały kobiety, a przede wszystkim Maria Magdalena, która jako jedyna występuje u wszystkich ewangelistów.
Najprawdopodobniej zatem opowieść o pustym grobie ma podłoże historyczne, a skoro tak, to grób ten odkryły kobiety z Marią Magdaleną na czele.

(2) Opowieść o odkryciu pustego grobu przez Marię Magdalenę powtarza się we wszystkich czterech ewangeliach kanonicznych, a na dodatek - o ile dobrze pamiętam - w apokryficznej ewangelii Piotra. To dość zaskakująca zgodność szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę znaczne rozbieżności występujące w ewangeliach w opisach innych scen, czy też opisywanie pewnych scen nie przez wszystkich ewangelistów.
A jednak w opisie odkrycia pustego grobu przez Marię Magdalenę ewangeliści wykazują się dość dużą zgodnością. To może świadczyć o tym, że w tym przypadku mamy do czynienia z faktami historycznymi.

>Czy Maria Magdalena jest potwierdzona w tekstach nie związanych z Ewangeliami i Apokryfami?

Z bardzo dużym prawdopodobieństwem mogę odpowiedzieć, że o Marii Magdalenie nie wspominają teksty niezwiązane z ewangeliami i apokryfami.

>Podobnie ukrzyżowanie i pusty grób. Czy istnieje potwierdzenie tychże poza apokryfami i Ewangeliami?

O ukrzyżowaniu Jezusa jest mowa w tzw. Testimonium Flawianum Józefa Flawiusza. Nie ma jednak pewności, czy passus ten - choćby nawet w dość okrojonym zakresie - rzeczywiście wyszedł spod pióra Flawiusza.
O skazaniu na śmierć Chrystusa (podkreślam - Chrystusa, imię Jezus nie zostało wymienione) mowa jest też w Rocznikach Tacyta. Prawdopodobieństwo autentyczności tego z kolei fragmentu oceniane jest wyżej, niż ma to miejsce w przypadku Testimonium.

I to tyle odnośnie ukrzyżowania.
W pismach niechrześcijańskich nie ma natomiast potwierdzenia opowieści o pustym grobie.

>Czy można stwierdzić, iż napewno doszło do ukrzyżowania?

Tak. Współcześni badacze krytyczni stoją na stanowisku, że ukrzyżowanie Jezusa miało miejsce za czasów namiestnika rzymskiego Poncjusza Piłata, tj. w okresie od 26 do 36 r. n.e., najprawdopodobniej w kwietniu 30 r., z jego zresztą rozkazu.
Wybitny badacz wczesnego chrześcijaństwa, prof. Geza Vermes twierdzi np., że ukrzyżowanie Jezusa jest "jedynym pewnym faktem" z jego życia, reszta zaś to opinie. Inny wybitny badacz, prof. E.P. Sanders uważa z kolei, że ukrzyżowanie (oprócz m.in. ochrzczenia przez Jana) jest "niemal niepodważalnym faktem".

>Równie dobrze mógł umrzeć śmiercią naturalną, albo zniknąć z horyzontu zdarzeń (bywa, że ludzie mądrzeją, choć nie za często).

Jest i taka hipoteza. Dość popularna ostatnio.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
20-09-2011 03:01 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oczywiście nie wiem jak było, panie Andrzeju, lecz mam wrażenie iż głównym argumentem przemawiającym za prawdziwością pustego grobu jest to, że Maria Magdalena (i czasem inne kobiety) odkryły ten grób, nie zaś mężczyźni. Zwrócił uwagę na to wcześniej m.bielecki, omen nomen. Jeśli jednak założyć, iż to Maria Magdalena była jedną z twórczyń chrześcijaństwa, to mogło wcale nie być pustego grobu, tylko jej relacja. To tłumaczyłoby też, dlaczego kobieta staje się mimo wszystko tak ważna w patriarchalnym społeczeństwie.

Innym argumentem mogącym świadczyć o tym, iż nie było ani grobu, ani Marii Magdaleny, jest wpisanie w tradycję chrześcijańską dawniejszych mitów o śmierci i zmartwychwstaniu, gdzie o tym ostatnim przekonywała się tradycyjnie albo Izyda, albo na przykład bachantka.

Tak więc z mojej perspektywy, nie tak erudycyjnej jak pańska, która robi na mnie ogromnie pozytywne wrażenie, można powiedzieć iż:

1) Jezus był być może postacią historyczną. Nie wiemy tego na pewno.
2) Jeszcze mniej pewne od 1) jest to, że został ukrzyżowany.
3) Jeszcze mniej pewne od 1) i 2) jest to, iż po ukrzyżowaniu ktoś poszedł do jego grobu i zastał go rzeczywiście pustym.

Moim zdaniem historycy, zakładając tak dużą pewność śmierci i pustego grobu, oraz istnienia Marii Magdaleny ukazują do pewnego stopnia swoje szkodzące rzetelności ich badań preferencje światopoglądowe.

To, że wiele apokryfów zawiera w sobie Marię Magdalenę może świadczyć też o tym, iż pojawiła się ona we wczesnej tradycji. Co nie znaczy, że istniała i tym bardziej nie znaczy, iż zastała jakiś pusty grób.
22-09-2011 11:25 
 Ocena 8 na 8
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Jeśli jednak założyć, iż to Maria Magdalena była jedną z twórczyń chrześcijaństwa, to mogło wcale nie być pustego grobu, tylko jej relacja. To tłumaczyłoby też, dlaczego kobieta staje się mimo wszystko tak ważna w patriarchalnym społeczeństwie.

Oczywiście, że i taka wersja jest możliwa.
Być może Maria Magdalena (sama lub z innymi niewiastami - to bez znaczenia) rzeczywiście poszła do grobu Jezusa i być może odbyło się to rankiem w niedzielę, trzeciego dnia licząc od ukrzyżowania. Cel przybycia do grobu nie jest nam znany, a to dlatego, że ewangeliści znacznie się w tej kwestii różnią. Być może miało to jakieś znaczenie, być może było to bez znaczenia, znane są w tej kwestii pewne sugestie.
Być może rzeczywiście, gdy Maria Magdalena przybyła na miejsce ujrzała kamień odsunięty od grobu, a wewnątrz nie było już Jezusa. Albo został z tego grobu wyniesiony, albo też wyszedł o własnych siłach.
Być może jednak nic takiego nie miało miejsca - kamień grobowy był na swoim miejscu, a wewnątrz spoczywały zwłoki Jezusa.
A może Maria M. w ogóle do grobu nie poszła, a może pomyliła groby.

>Innym argumentem mogącym świadczyć o tym, iż nie było ani grobu, ani Marii Magdaleny, jest wpisanie w tradycję chrześcijańską dawniejszych mitów o śmierci i zmartwychwstaniu, gdzie o tym ostatnim przekonywała się tradycyjnie albo Izyda, albo na przykład bachantka.

W różnych starożytnych mitach rzeczywiście wielu bogów umierało (w tym również na krzyżu), a potem powstawało z martwych. Ich śmierć nierzadko miała charakter śmierci pokutnej i poprzedzona była aresztowaniami i cierpieniami, a ich zmartwychwstania miały miejsce trzeciego dnia, lub po trzech dniach. Podobieństwo dość duże, ale być może pewne wnioski są wyciągane zbyt pochopnie.

>Tak więc z mojej perspektywy [...] można powiedzieć iż:
>1) Jezus był być może postacią historyczną. Nie wiemy tego na pewno.
>2) Jeszcze mniej pewne od 1) jest to, że został ukrzyżowany.
>3) Jeszcze mniej pewne od 1) i 2) jest to, iż po ukrzyżowaniu ktoś poszedł do jego grobu i zastał go rzeczywiście pustym.

Obecnie tylko kilku znanych badaczy (m.in. Raschke, Drews) neguje historyczność Jezusa. Jednakże znakomita większość uczonych uznaje, że Jezus był postacią historyczną, urodził się jeszcze przed nasza erą za czasów Heroda Wielkiego, najprawdopodobniej pomiędzy 8 a 6/5 rokiem p.n.e., zaś ukrzyżowany został z polecenia namiestnika rzymskiego Poncjusza Piłata, najprawdopodobniej w 30 roku n.e.
Oczywiście zawsze można twierdzić, iż być może Jezus nigdy nie żył, lecz jest wyłącznie swoistym wytworem pierwszych chrześcijan, którzy w ten sposób zrealizowali swoje marzenia i religijne idee, a wokół wymyślonej przez siebie postaci utworzyli jedną z dominujących obecnie religii. Jednakże teza taka, jak już nadmieniłem, aczkolwiek dość popularna, nie znajduje obecnie zbyt wielu zwolenników.

Uznaje się, że fragmentaryczne wstawki o Jezusie w Rocznikach Tacyta i Starożytnościach Józefa Flawiusza (Testimonium Flavianum) świadczą na rzecz tezy o historyczności Jezusa.
Jeśli nawet przyjmie się, że oba fragmenty są nieautentyczne, bądź też nie świadczą w sposób dobitny o historyczności Jezusa, to na pewno nie stanowi to dowodu na rzecz poglądu przeciwnego.

Na rzecz tezy o historyczności Jezusa wysuwane są przez badaczy różne argumenty. Przytoczę w dużym skrócie jeden z nich.
Otóż sam fakt wykonania wyroku na Jezusie przez ukrzyżowanie, a nie przez inny rodzaj uśmiercania, jest bardzo silnym argumentem na rzecz historyczności Jezusa.
Gdyby Jezus był postacią mityczną, wówczas z oczywistych względów ewangeliści pisali by o jego śmierci nie przez ukrzyżowanie, ale przez ukamienowanie. Nie pisaliby podówczas o podwójnym procesie Jezusa - najpierw przed Sanhedrynem (Annasz, Kajfasz), a następnie przed Poncjuszem Piłatem. Nie tyle wystarczyłby, ale wręcz pożądany był wyłącznie ten pierwszy proces.

W czasach Jezusa w Judei i Galilei istniały dwa rodzaje sądów: przestępstwa polityczne rozpatrywane były przez władze świeckie (w Judei przez Poncjusza Piłata, w Galilei przez Heroda Antypasa), zaś przestępstwa religijne - przez sądy Żydowskie z Sanhedrynem na czele. Tylko niektóre przestępstwa religijne były karane śmiercią - głównie bluźnierstwo przeciw Bogu, głoszenie, że jest się Bogiem lub kimś mu równym oraz idolatria.
Zarówno sądy rzymskie jak i żydowskie mogły wymierzać karę śmierci.
Sanhedryn wymierzał jeden z czterech sposobów egzekucji: ukamienowanie, spalenie, ścięcie i powieszenie.
Sądy rzymskie skazywały na śmierć wyłącznie przez ukrzyżowanie.
Fakt skazania Jezusa na śmierć przez ukrzyżowanie był nie tylko dla ewangelistów wysoce niekorzystny. Wskazywał bowiem na to, że Jezus został potraktowany i skazany jako przestępca polityczny niebezpieczny dla władz rzymskich. Jeśli chciało się głosić Jezusa jako Mesjasza (Chrystusa) i syna Bożego, to należało go niejako odizolować od wszelkich politycznych podejrzeń.
Widocznie jednak proces przed Poncjuszem Piłatem się odbył i w jego następstwie Jezus został skazany na śmierć przez ukrzyżowanie. Nie można było tego procesu pominąć i zmienić rodzaj kary śmierci, bo ktoś jednak o tym wiedział.
Wydana na Jezusa kara śmierci przez ukrzyżowanie była zatem niewygodna zarówno dla samych ewangelistów, jak i dla późniejszych kompilatorów. Tym należy tłumaczyć znaczne różnice między ewangelistami w opisie podwójnego procesu nad Jezusem oraz widoczne w ewangeliach próby zdjęcia odpowiedzialności z Poncjusza Piłata i przerzucenie jej na Żydów.

Gdyby zatem nie było sądu przed Piłatem oraz ukrzyżowania, to ewangeliści by o tym nie pisali. Widocznie jednak miało to miejsce w rzeczywistości, a Jezus był postacią historyczną.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Felek Zdankiewicz (67 punktów)
>Gdyby zatem nie było sądu przed Piłatem oraz ukrzyżowania, to ewangeliści by o tym nie pisali. Widocznie jednak miało to miejsce w rzeczywistości, a Jezus był postacią historyczną.
>

Czy w czasach Piłata prowadzono jakieś "kartoteki"? Jeśli proces odbył się to powinien pozostać jakiś ślad w archiwach. I to nie tylko rzymskich, ale i żydowskich z uwagi na podwójny proces.
22-09-2011 12:15 
 Ocena 6 na 6
maruda (5550 punktów)
>Czy w czasach Piłata prowadzono jakieś "kartoteki"? Jeśli proces odbył się to powinien pozostać jakiś ślad w archiwach. I to nie tylko rzymskich, ale i żydowskich z uwagi na podwójny proces.

   Przypominam pewną oczywistość, chrześcijaństwo stało się religią państwową dopiero w 313 roku za czasu Konstantyna I. Dopiero od tego momentu instytucja rzymskie które znajdowały stare dokumenty wspominające o tej religii są zainteresowane zachowaniem takich dowodów, a nie traktowaniem ich jako zwyczajnych śmieci. Jest niewielka szansa by do tego czasu przez 300 lat były przechowywane "kartoteki" i odpisy wyroków, czy ślady po procesach.
   O dokumentach będących w posiadaniu religijnych sądów żydowskich lepiej całkowicie zapomnij. Nawet posiadając takie dokumenty, były one świadomie niszczone. Rozpowszechnianie dokumentów podważających własną religię kosztem rozłamowców, bo tak można traktować pierwszych chrześcijan, byłoby podważaniem podstaw własnej religii.
22-09-2011 12:17 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
Czyli możemy uznać, że istniał człowiek imieniem prawdopodobnie Jezus (Jeszua?), twórca lub współtwórca nieortodoksyjnej żydowskiej sekty (uznanej za bluźnierczą?), mający jednocześnie pewne ambicje polityczne, źle widziane przez władze rzymskie. Zgromadził wokół siebie jakąś grupę uczniów i zwolenników, po czym został aresztowany, sądzony za nieprawomyślność religijną, a następnie za przestępstwo polityczne i stracony na sposób rzymski (być może wraz z innymi podobnymi sobie "buntownikami").
I to chyba wszystko, co można powiedzieć z dużym prawdopodobieństwem?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-09-2011 14:04 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jak spoglądamy na teologię chrześcijańską, to najważniejszym jej elementem jest śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Najprawdopodobniej to ostatnie było głównym elementem przyciągającym ludzi do tej religii.

Można przypuszczać, iż w pierwszych nauczaniach o Jezusie znajdowały się śmierć i zmartwychwstanie, natomiast resztę faktów dopisywano. Myślę, że nie jest to szokująca informacja zważywszy na wątek urodzin Jezusa, na różne fakty przypisujące go do proroctw Starego Testamentu, na całkiem możliwe umieszczanie wtórne Jezusa w kontekście historycznym (który częściowo jest sprzeczny).

Tak wielka zgodność historyków co do historyczności Jezusa bazująca na przebiegu ukrzyżowania wydaje mi się dziwna. Przecież równie dobrze krzyż mógł zostać wybrany przez twórców tej religii wtórnie, tak aby pozyskać sobie nie tylko postjudaistycznych wyznawców. Albo i odwrotnie - egzotyczna, obca śmierć pomagała początkowo sekcie znaleźć judaistycznych wyznawców. Być może ukamieniowanie nie byłoby dla nich atrakcyjne, skoro podlegały mu zwykłe nierządnice. Łatwiej było wierzyć w ukrzyżowaną "bramę do nieśmiertelności", niż w ukamieniowaną.

Nie chciano też pokazać Jezusa jako bluźniercę, ale jako kontynuatora religii Starego Testamentu. Kara wymierzona przez Sanhedryn świadczyłaby o braku kontynuacji.

W świetle tego co pan napisał, musimy przyznać chyba rację m.bieleckiemu, który stwierdza z oburzeniem, iż żaden poważny historyk nie neguje obecnie historyczności Jezusa.

Ja osobiście zastanawiam się też nad tym, ilu jest niezależnych, nie wyznających chrześcijaństwa, historyków.
Bo chyba nie za często zwraca się uwagę na fakt, iż zmartwychwstanie jest centralnym punktem chrześcijaństwa, zaś reszta opowieści o Jezusa to niejako opakowanie. Osoba wierząca, z oczywistych względów, nie ujmie tego raczej w taki sposób. A przy takim ujęciu historyczność Jezusa słabnie.
23-09-2011 10:08 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Ja osobiście zastanawiam się też nad tym, ilu jest niezależnych, nie wyznających chrześcijaństwa, historyków.

Przykład masz powyżej: Twój dyskutant nie tyle wyznaje co po prostu zna chrześcijaństwo. I to zna je bardzo dobrze.

>Bo chyba nie za często zwraca się uwagę na fakt, iż zmartwychwstanie jest centralnym punktem chrześcijaństwa, zaś reszta opowieści o Jezusa to niejako opakowanie.

Oczywiście. Mogło być też tak:

Sądzę, że gdybyśmy mogli wysłać w przeszłość reportera, który nakręciłby film o historycznym Jezusie, to po obejrzeniu takiego filmu większość chrześcijan powiedziałaby "To nie ten Jezus". Podejrzewam, że to jest sedno tego wątku.
23-09-2011 10:31 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie Fizyku - mamy tutaj specjalistę, który zakłada Jezusa, jego ukrzyżowanie i jego grób. Istnienie tych trzech rzeczy jawi się mu jako pewne. Przynajmniej tak wynika póki co z dyskusji. Mamy tu też osobę wierzącą, m.bieleckiego, która w pewnym momencie została wyśmiana za twierdzenie, iż śmiesznym mu się wydaje archaiczne podważanie historyczności Jezusa przez wielu z nas. Nasz specjalista przyznał rację owej osobie. Tym czasem wielu z dawnych prześmiewców nie odniosło się do tego - trzeba albo polemizować z naszym specjalistą, albo przeprosić naszego misyjnego gościa. A później można się pośmiać przy Żywocie Briana. Później - powtórzę. Elementem racjonalnego myślenia jest moim zdaniem uczciwość. Ja wybrałem obie drogi.

1) Przyczepiłem się co nieco do naszego specjalisty
2) Przyznałem rację gościowi w jego pewności, z jaką bronił historyczności Jezusa, jako, że specjalista został tu powołany jako arbiter (nie przeze mnie, ale nie protestowałem)

Inna rzecz, iż obok pewności historycznego Jezusa, nasz gość posiada pewność religijnego boga - Jezusa. Tym niemniej w pewnym momencie dyskusji nasz gość rozdzielił te dwa zjawiska.
23-09-2011 11:36 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Przyznałem rację gościowi w jego pewności, z jaką bronił historyczności Jezusa, jako, że specjalista został tu powołany jako arbiter (nie przeze mnie, ale nie protestowałem).

Ja nie przeczę historyczności Jezusa. Wręcz na odwrót: zastanawiam się czy tej historyczności nie jest za dużo - czy tych historycznych postaci nie jest więcej niż jedna. No bo przecież mogło być tak, że do kogo innego przyszło trzech mędrców, kogo innego sądy skazały na ukrzyżowanie, a kto inny ukazał się znowu żywym.

> A później można się pośmiać przy Żywocie Briana.

Nie o naśmiewanie mi tu chodzi. Na początku tego filmu jest scena, z której wynika, że Brian to nie Jezus. Myślę, że w tych czasach było więcej ludzi podobnych do Briana czy Jezusa.
23-09-2011 11:45 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A zatem tutaj mamy doczynienia z sytuacją, kiedy to Andrzej.51, powołując się na mainstreamowy pogląd współczesnych historyków zakłada pewność historyczności Jezusa, który:

1) przekazywał treści zawarte w Kazaniu na Górze
2) został z pewnością ukrzyżowany
3) posiadał grób, nie wiadomo czy pusty, do którego przyszła Maria Magdalena
4) został skazany na ukrzyżowanie tak jak opisują ewangelie (z Piłatem, Sanhedrynem etc)
5) urodził się pomiędzy 7 pne a 6 ne.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ja nie przeczę historyczności Jezusa. Wręcz na odwrót: zastanawiam się czy tej historyczności nie jest za dużo - czy tych historycznych postaci nie jest więcej niż jedna.

Mam bardzo podobne zdanie.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-09-2011 12:56 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
M.bielecki i Andrzej.51 zwrócili uwagę na inaczej rozumianą historyczność Jezusa. Proszę spojrzeć na 5 punktów powyżej, które spełnia jedna postać - zdaniem Andrzeja.51 (na bazie jego dotychczasowych wypowiedzi) i zdaniem m.bieleckiego, który jednakże dodaje do tego oczywisty w jego wypadku aspekt boski. Moim zdaniem krocząc po schodach tak wielkiej historycznej pewności łatwo przestąpić ze schodka Andrzeja.51 na schodek m.bieleckiego.

Ale - raz jeszcze - mówimy tu o pewności historycznego istnienia Jezusa, który spełnia wymienione wyżej przeze mnie 5 punktów. Nie jest to zatem Jezus Fizyka, z którym się pan zgadza. Czy umie pan przedstawić Andrzejowi.51 argumenty przeciwko owemu pięciopunktowemu Jezusowi i za Jezusem pana/Fizyka i jak przypuszczam, Ani...? Ja osobiście uważam, iż Jezus raczej nie był postacią historyczną (jako kompilacja zbyt wielu niezależnych geograficznie i czasowo, prawdziwych i mitycznych zdarzeń, oraz kompilacja światopoglądów pochodzących zewsząd) i staram się przedstawiać swoje argumenty.

Jeszcze raz, na wszelki wypadek - tak wygląda Jezus historyczny Andrzeja.51 i, jego zdaniem, znakomitej większości historyków (na tyle znakomitej, iż Andrzej.51 pisze "Jezus był", nie zaś "być może był" i łączy go na przykład z grobem i Marią Magdaleną.

Cytat:
1) przekazywał treści zawarte w Kazaniu na Górze
2) został z pewnością ukrzyżowany
3) posiadał grób, nie wiadomo czy pusty, do którego przyszła Maria Magdalena
4) został skazany na ukrzyżowanie tak jak opisują ewangelie (z Piłatem, Sanhedrynem etc)
5) urodził się pomiędzy 7 pne a 6 ne.


Do tego m.bielecki dodaje tylko "I był Bogiem".
26-09-2011 00:50 
 Ocena 13 na 13
Andrzej.51 (15814 punktów)
Przeczytałem pana uwagi na mój temat wyrażone w znajdujących się powyżej trzech wypowiedziach skierowanych do pp. Fizyka i Andrzeja Bogusławskiego, a przy okazji jeszcze zapoznałem się z wieloma innymi, które ostatnio pan opublikował i wspomniał w nich o mnie.

W jednej z tych wypowiedzi napisał pan (www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w451304):
>Elementem racjonalnego myślenia jest moim zdaniem uczciwość. Ja wybrałem obie drogi.
Informuję zatem, że uważam podobnie i stosownie do tego staram się postępować.

Miałem w tej dyskusji z panem dwie możliwości:
Mogłem stwierdzić, że Jezus nie był postacią historyczną, nie było również żadnego ukrzyżowania, a wszystko urodziło się w głowach pewnych ludzi, którzy w ten sposób próbowali nadać kształt swym religijnym wizjom i marzeniom. W ten sposób stanąłbym po pana stronie w dyskusji, którą pan prowadził z mbieleckim.
Ale mogłem też stwierdzić rzecz przeciwną, tzn. potwierdzić, że Jezus był postacią historyczną i historyczne było również jego ukrzyżowanie z rozkazu Poncjusza Piłata. Tym samym jednak zaprzeczyłbym temu, co pisał pan w tej dyskusji i - chcąc nie chcąc - stanąłbym po stronie mbieleckiego.

Wybrałem tę drugą możliwość, a to dlatego, że chciałem postąpić zarówno racjonalnie, jak i uczciwie. Stwierdziłem zatem, że Jezus był postacią historyczną, a na dodatek został ukrzyżowany z rozkazu Poncjusza Piłata najprawdopodobniej w dniu 7 kwietnia 30 roku n.e. A napisałem tak dlatego, gdyż jest to zgodne z dominującymi w nauce od wielu, wielu lat poglądami na temat Jezusa. Tylko w ten sposób mogłem być uczciwy nie tylko względem samego siebie, ale również, a może przede wszystkim w stosunku do pana - bo do pana te wypowiedzi kierowałem - i przy okazji do tych uczestników dyskusji, którzy zechcieli je przeczytać.

Absolutnie nie było moim celem popieranie w tej dyskusji mbieleckiego, który z oczywistych względów jest również zwolennikiem poglądu o historyczności Jezusa. Trudno w końcu od chrześcijanina wymagać - a zapewne jest nim mbielecki - by głosił tezę, iż Jezus nigdy nie istniał, a jako nieistniejący nie został również ukrzyżowany.
Poza tą zgodnością między nim a mną nasze poglądy na temat Nowego Testamentu i osoby Jezusa różnią się diametralnie, co - jak mi się wydaje - widać w tych kilku moich wypowiedziach, które do niego skierowałem.

W kilku ostatnich wypowiedziach określił mnie pan - zapewne z pewną ironią - mianem "specjalisty". Bynajmniej za takiego się nie uważam.
Napisał pan (www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w451304):
>specjalista został tu powołany jako arbiter (nie przeze mnie, ale nie protestowałem)

To stwierdzenie nie opiera się na prawdzie. Nikt mnie tu nie powoływał na arbitra. Sam podjąłem dyskusję z mbieleckim, bynajmniej nie jako arbiter. To pan zwracał się do mnie, bym wyraził swoje stanowisko w sprawie historyczności Marii Magdaleny, Jezusa i tego nieszczęsnego grobu. Odpowiedziałem najlepiej, jak potrafiłem, zgodnie z posiadaną wiedzą. Nie moją winą jest, że te wypowiedzi nie przypadły panu do gustu. Nie moją winą jest, że tym, co napisałem, nie poparłem pana przekonań o niehistoryczności Jezusa.
Samo przekonanie czy nawet marzenie o tym, że Jezus nigdy nie istniał nie uczynią jego istnienia niebyłym. To w ten sposób nie działa. Odnoszę wrażenie, że pan tego nie wie.

Napisał pan - przy okazji nieskromnie cytując samego siebie - iż według mnie Jezus:
1) przekazywał treści zawarte w Kazaniu na Górze
2) został z pewnością ukrzyżowany
3) posiadał grób, nie wiadomo czy pusty, do którego przyszła Maria Magdalena
4) został skazany na ukrzyżowanie tak jak opisują ewangelie (z Piłatem, Sanhedrynem etc)
5) urodził się pomiędzy 7 pne a 6 ne.

Część tej pana oceny moich poglądów jest niezgodna z tym, co w tym wątku napisałem, a wynika raczej - najdelikatniej ujmując - z niezrozumienia przez moich wypowiedzi. Część zaś - wprawdzie niewielka - to nieprawda.
Przeanalizuję kolejno powyższe pięć punktów, które jakoby - według pana - odzwierciedlają moje poglądy. Powołam się w tej nieco rozbudowanej wypowiedzi na wielu najwyższej próby badaczy zajmujących się Nowym Testamentem, życiem Jezusa i początkami chrześcijaństwa.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
26-09-2011 10:06 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dzień dobry! Cieszę się, że pan odpisał. Zdaję sobie sprawę z tego, iż internet daje pole do popisu osobom lubiącym spory i niedowartościowanym, ale ja nie nazwałem pana specjalistą ironicznie. Nazwałem pana specjalistą szczerze, nie zgadzając się jednocześnie z pańską pewnością historyczności osoby zarówno ukrzyżowanej, jak i nauczającej na górze. Jeśli na coś pomstowałem, to głównie na tak dominujący wśród historyków pogląd. Jedyne, co mogłem ewentualnie panu zarzucić (i póki co nadal to robię), to uszanowanie głosu większości badaczy, nawet jeśli nie jest on w pełni godny podziwu.
26-09-2011 00:53 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
Ad. 1) Odnośnie kazania na górze napisałem (www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w450076), że najprawdopodobniej Jezus nigdy nie wygłosił tego kazania w zwięzłej formie, w jakiej znamy je z ewangelii Mateusza i Łukasza (głównie chodzi tu o ewangelię Mateusza). Dodałem również, że raczej należy je uznać za streszczenie nauk Jezusa wytworzone przez wczesną tradycję wiele lat po jego śmierci.
Potwierdzenie tego można znaleźć m.in. u Vermesa i Deschnera.
Geza Vermes napisał w tej kwestii m.in.: Chociaż Błogosławieństwa [czyli Kazanie na Górze w wersji Mateusza - A.51] przekazują oryginalne idee religijne Jezusa, ich forma literacka nie jest jego dziełem. [...] Jak pokazano każde stwierdzenie z osobna można mu przypisać na podstawie podobnych nauk w innych miejscach w Ewangeliach. [...] Tak więc nie możemy być pewni, że Jezus kiedykolwiek zaprezentował swym potencjalnym naśladowcom porządny manifest w ośmiu [Ew. Mateusza - A.51] lub w czterech [Ew. Łukasza - A.51] punktach. Bardziej prawdopodobne, że Błogosławieństwa są wiernym streszczeniem jego nauczania wytworzonym przez wczesną tradycję i oprawionym w takie ramy, aby przemawiały do wierzących zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz żydowskiej owczarni (Autentyczna ewangelia Jezusa, s. 347-349).
Zapewne jeszcze kilkakrotnie powołam się tu na opinie prof. Vermesa, gdyż jest to naukowiec największego formatu, to bodaj najwybitniejszy z badaczy w całej historii badań nad postacią historycznego Jezusa i nie jest to wyłącznie moje zdanie.

Ad. 2) Potwierdzam, iż według zgodnego poglądu badaczy Jezus został ukrzyżowany. Przytoczyłem w tej kwestii potwierdzające to poglądy tak wybitnych badaczy, jak Geza Vermes i E.P. Sanders.
Geza Vermes napisał (tygodnik20(*)/1544,6495,1153260,tematy.html): Skazanie Jezusa na ukrzyżowanie przez rzymskiego namiestnika Piłata jest niepodważalnym faktem. Potwierdzają to nie tylko Ewangelie, ale również dzieła słynnego rzymskiego historyka Tacyta i żydowskiego historyka z I w. Józefa Flawiusza.

Wydaje mi się, iż nie od rzeczy będzie przytoczenie właśnie w tym miejscu opinii Vermesa na temat jakże często tu dyskutowanej autentyczności Testimonium Józefa Flawiusza. Oto co na ten temat powiedział on w 2009 roku:
W nowożytności wielu uczonych zakwestionowało autentyczność tekstu o Jezusie. Dziś większość badaczy uznaje, że przynajmniej część tego dokumentu jest prawdziwa. Trzeba jednak oddzielić to, co napisał sam Józef Flawiusz, od dodatków wprowadzonych przez chrześcijańskiego autora, który chciałby uczynić Flawiusza świadkiem obecności Jezusa, i to Jezusa rozumianego po chrześcijańsku (wyborcza.p(*)Zyda.html?as=1&ias=2&startsz=x).
Potwierdzenie takiego stanowiska można znaleźć np. u Sieradzana.

Pozwolę sobie jeszcze ten punkt mojej wypowiedzi uzupełnić o kilka uwag odnośnie historyczności Jezusa (w kilku wypowiedziach historyczność jego pan kwestionuje).
Karlheinz Deschner pisze: Obecnie neguje ją [historyczność Jezusa - A.51] tylko jeden wybitny uczony, teolog Hermann Raschke z Bremy. [...] Ale dzisiaj Raschke jest osamotniony. [...] w przedstawionych tu dalszych wywodach zakłada się - zgodnie z poglądami badaczy - istnienie Jezusa (I znowu zapiał kur, t. I, s. 24-25).

Raczej nie popełnię błędu jeśli stwierdzę (pamięć w końcu też mam zawodną), że w znacznej większości prac, z którymi miałem możność się zapoznać, istnienie czy też nieistnienie Jezusa nie jest rozważane. Wynika to z faktu, że autorzy tych prac traktują historyczność Jezusa jako fakt niepodważalny.
Przykładowo podam, że znakomity badacz prof. John Dominic Crossan określał Jezusa jako żydowskiego wieśniaka, żyjącego w I wieku n.e. we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego (Historyczny Jezus, s. 24). Tak się nie pisze o człowieku, który nigdy nie istniał. Przy okazji warto zwrócić uwagę na tytuł książki.
Analogicznie pisał słynny Mircea Eliade.
Mógłbym jeszcze grzebać w literaturze, którą posiadam i mnożyć podobne, lub nawet bardziej jednoznaczne stwierdzenia, ale ani nie mam wolnego czasu w nadmiarze, ani też nie wydaje mi się to zasadne. Kto nie chce uznawać historyczności Jezusa, ten jej nie uznaje i żadne argumenty ani cytowanie kolejnych badaczy nic nie są w stanie zmienić.

Dodam jeszcze, że w jednej z wypowiedzi (www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w451055) podałem nazwiska dwóch badaczy (Raschke, Drews), którzy negują historyczność Jezusa, lecz ich poglądy nie znajdują jakoś nadmiernego uznania wśród badaczy zajmujących się Nowym Testamentem.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
26-09-2011 10:12 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Chodzi mi o wątpliwą pewność ukrzyżowania Jezusa, KTÓRY NAUCZAŁ TRESCI ZAWARTYCH W KAZANIU NA GÓRZE. Badacze nie znaleźli nic nowego poza Tacytem i Flawiuszem. Autentyczność relacji Flawiusza jest kwestionowana. Dowodów nie przybyło, pewności przybyło. O Deschnerze nie mam najlepszego zdania, choć zapewne podał go Pan jako przykład zadeklarowanego przeciwnika chrześcijaństwa, który mimo to uznaje historyczność Jezusa. O Vermesie ciekawą informację znalazł pan Andrzej Bogusławski - jest on historykiem postmodernistą, który zakłada prawdziwość Ewangelii u wstępu swoich badań, aby nie niszczyć złożonego, wielowątkowego materiału. Wybitny historyk postmodernista... Nic dodać nic ująć. To trochę jak wybitny inżynier specjalizujący się w budowie mostów wierzący w lewitację za pomocą taitańskich czarów.
27-09-2011 14:09 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
Przenosząc tę wątpliwość na szerszy grunt:

czy założenie, które przyjmują badający temat, czyli o prostu założenie o historyczności Jezusa, bo trudno uznać to za wniosek, skoro tego nawet nie rozstrząsają, czy zatem to założenie nie powinno zostać przewartościowane?

Z gruntu nauki: oczywiście każde wnioskowanie musi być oparte na pewnych założeniach. Jednak założenia muszą być stale poddawane krytycznej ocenie. Nie jest niczym dziwnym odrzucenie kiedyś powszechnego założenia i przyjęcie nowego, odmiennego.

Czy zatem ktokolwiek poddał krytycznej ocenie założenie historyczności Jezusa? Bo póki co mam wrażenie, że nie zdarza się to za często.

W sumie to pytanie do Andrzeja, ale jako dopełnienie Twojej, Jacku wypowiedzi, bo chyba chodzi nam o podobną kwestię.
16-10-2011 15:24 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Chodzi mi o wątpliwą pewność ukrzyżowania Jezusa, KTÓRY NAUCZAŁ TRESCI ZAWARTYCH W KAZANIU NA GÓRZE. Badacze nie znaleźli nic nowego poza Tacytem i Flawiuszem. Autentyczność relacji Flawiusza jest kwestionowana. Dowodów nie przybyło, pewności przybyło. O Deschnerze nie mam najlepszego zdania, choć zapewne podał go Pan jako przykład zadeklarowanego przeciwnika chrześcijaństwa, który mimo to uznaje historyczność Jezusa.
Kazanie było na górze lub na równinie,zależy na której ewangelii się oprzemy.
Tacyt i Flawiusz dowodzą tylko istnienie wyznawców chrześcijaństwa.Ale to wiemy też bez nich.
Deschner nie jest przeciwnikiem chrześcijaństwa.Jest krytykiem kościelnym.Zajmuje się historią Kościoła a nie mistyką. Ma emocjonalny stosunek do Kościoła.Pisze z pasją, niektórzy mówią, z nienawiścią. W jednym z wywiadów na pytanie o jego światopogląd określił się jako agnostyk."Co ma przyjść to przyjdzie, nie zawracam sobie tym głowy".Nic mi nie wiadomo żeby uznał historyczność osoby Jezusa. Stwierdził tylko że jedynym źródłem gdzie jest mowa o istnieniu Jezusa,są ewangelie.
10-10-2011 09:18 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>Karlheinz Deschner pisze: Obecnie neguje ją [historyczność Jezusa - A.51] tylko jeden wybitny uczony, teolog Hermann Raschke z Bremy. [...] Ale dzisiaj Raschke jest osamotniony. [...] w przedstawionych tu dalszych wywodach zakłada się - zgodnie z poglądami badaczy - istnienie Jezusa (I znowu zapiał kur, t. I, s. 24-25).

" - zgodnie z poglądami badaczy -" Tego zdania w oryginalnym wydaniu niemieckim nie ma.
Sam Deschner uważa że nie można rozstrzygnąć na podstawie istniejących źródeł czy Jezus był postacią historyczną. Założenie Deschnera o jego istnieniu jest konieczne, żeby w ogóle na ten temat można było dyskutować.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Czy ja wiem, czy takie założenie jest konieczne? Można dyskutować o kimś, kto istniał, lub był postacią literacką, w którą później wierzono (czyli dyskutujemy wtedy o poglądach twórców tej postaci, która później została uznana za realną).
26-09-2011 00:56 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
Ad. 3) Wydaje mi się, że podstawowy zarzut, który wnosi pan do moich wypowiedzi, dotyczy tego, co napisałem o grobie (pustym grobie) Jezusa oraz o Marii Magdalenie, która ponoć ten grób odkryła. Zarzuty te wynikają w głównej mierze z niezrozumienia tego, co na ten temat napisałem.

W pierwszej wypowiedzi (www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w450384) napisałem, co na temat pustego grobu i przy okazji Marii Magdaleny (MM) wiemy z ewangelii kanonicznych. Uzupełniłem to informacjami na temat MM, które można znaleźć w apokryfach. Nie były to zatem moje opinie.
W kolejnej wypowiedzi (www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w450645) odpowiedziałem na pana pytanie dotyczące historyczności MM. Napisałem, że była najprawdopodobniej postacią historyczną, a następnie przytroczyłem w dwóch punktach znane mi argumenty za tym przemawiające. Można je znaleźć np. w Naśladowcy Jezusa prof. Bartona Ehrmana albo w Jezus i kobiety prof. Hubertusa Mynarka.
W następnej wypowiedzi (www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w451055) ustosunkowałem się do pana sugestii, iż być może nie było w ogóle pustego grobu, a wszystko, co na ten temat wiemy, to jedynie relacja Marii Magdaleny. Odpowiedziałem, że taka wersja jest oczywiście możliwa. Dodałem m.in.: "Być może Maria Magdalena [...] rzeczywiście poszła do grobu Jezusa [...] i ujrzała kamień odsunięty od grobu, a wewnątrz nie było już Jezusa. Albo został z tego grobu wyniesiony, albo też wyszedł o własnych siłach. Być może jednak nic takiego nie miało miejsca - kamień grobowy był na swoim miejscu, a wewnątrz spoczywały zwłoki Jezusa. A może Maria M. w ogóle do grobu nie poszła, a może pomyliła groby". Mogłem jeszcze dodać, iż możliwe jest również, że po śmierci na krzyżu Jezus nie został złożony do żadnego grobu, lecz - jak często bywało - pozostawiony na krzyżu, albo też ciało jego zostało wrzucone do wspólnego grobu razem ze zwłokami innych przestępców.

Z moich na ten temat wypowiedzi wynika zatem, że - wbrew temu, co pan pisze - nie stwierdziłem jednoznacznie, ani też nie opowiedziałem się za tezą, że Jezus "posiadał grób, nie wiadomo czy pusty, do którego przyszła Maria Magdalena".

Uzupełnię jeszcze, że wspominany już Bart Ehrman - analizując różne wersje odnośnie grobu Jezusa i ewentualnego udziału MM w Jego odkryciu, napisał: O wiele bardziej prawdopodobny wydaje się wniosek, że - przynajmniej jeśli chodzi o tradycje związane z pustym grobem - mamy do czynienia z faktami historycznymi (Naśladowcy Jezusa, s. 287).

Na zakończenie dodam, że Maria Magdalena jest w Nowym Testamencie postacią marginalną i tak też jest traktowana przez badaczy. W dostępnej mi literaturze poświęcane są jej co najwyżej fragmentaryczne wstawki. Ale są i tu wyjątki. Prof. Bart Ehrman - znany skądinąd w Polsce z trzech wydanych książek (czwarta w przygotowaniu) - poświęcił jej w jednej ze swych prac około stu stron tekstu. Nieco mniej miejsca - bo zaledwie około dziesięciu stron - poświęcił jej inny znany badacz, prof. Hubertus Mynarek. Mowa tu wyłącznie o dziełach dostępnych w języku polskim.

Przykładowo, znana w Polsce prof. Uta Ranke-Heinemann napisała o Marii Magdalenie: Nie powinno być wątpliwości co do tego, że istotnie żyła (Nie i amen, s. 143).
Karlheinz Deschner natomiast napisał: Renan utrzymuje, że nikt nie zrobił więcej dla powstania chrześcijaństwa, niż Maria Magdalena (I znowu zapiał kur, t. I, s. 138).
Analogiczne sugestie można znaleźć we wspomnianej powyżej pracy Barta Ehrmana, który napisał: mamy solidne podstawy do stwierdzenia, że to Maria Magdalena jako pierwsza odkryła i ogłosiłam zmartwychwstanie Jezusa (Naśladowcy Jezusa, s. 290) oraz w książce Mynarka Jezus i kobiety, który uważa, iż bez [...] Marii Magdaleny prawdopodobnie w ogóle nie zaistniałoby chrześcijaństwo, ona bowiem była tą, która wymyśliła zmartwychwstanie i jako pierwsza je rozgłosila (s. 55).
Geza Vermes poświęca jej nieco miejsca w Kto był kim w czasach Jezusa. Ani tam jednak nie stwierdza, ani nawet nie sugeruje, by była ona postacią wymyśloną.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
26-09-2011 10:18 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moim podstawowym zarzutem, nie tyle wobec Pan, co wobec historycznego mainstreamu, który pięknie i rzetelnie Pan przytoczył, jest pewność ukrzyżowania osoby, która nauczała treści zawartych w kazaniu na górze. Pewność istnienia Jezusa ukrzyżowanego, który nauczał tego, co opisane jest w Ewangeliach. Za co w takim razie został ukrzyżowany? I dlaczego przez Rzymian, a nie przez ortodoksyjnych judaistów? Jeśli chodzi o Marię Magdalenę, to do pewnego stopnia zgodziłem się z Panem - mogła być ona ważną współtwórczynią chrześcijaństwa. Jeśli chodzi o grób, wyraziłem się bardzo precyzyjnie - pisał pan o związku Marii Magdaleny z grobem Jezusa, ufając w tym względzie Ewangeliom i apokryfom. Natomiast nie zakładał Pan, iż ów grób był pusty. Aby odnieść się do Pańskich poglądów, referowanych z ogromną erudycją i obszernie, starałem się dokonać syntezy niektórych z nich, aby wiadomym było, do czego się odnoszę.
26-09-2011 00:57 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
Ad. 4) Wyjątkowo nie napiszę w tym miejscu już nic na temat procesu Jezusa i pozostawię to, co na ten temat napisałem wcześniej.
W wypowiedzi www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w451055 napisałem już co nieco na ten temat. Wprawdzie wypowiedź ta - jako dość ogólna - wymagałaby jeszcze szerszego omówienia i wyjaśnienia kilku wątków, ale póki co wystarczy.

Ad. 5) Twierdzi pan, iż według mnie Jezus "urodził się pomiędzy 7 pne a 6 ne".
Wyjaśniam zatem, że tak nie uważam, nigdy tak nie napisałem i nigdy też nie spotkałem się z hipotezą, by przy przyjście Jezusa na świat należało datować w tym dość długim, trzynastoletnim okresie czasu.

W jednej z wypowiedzi (www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w450076) - skierowanej do mbieleckego - napisałem, że Jezus urodził się w roku 7-6 p.n.e. i takie jest w tej chwili dość zgodne stanowisko badaczy zajmujących się postacią Jezusa z Nazaretu. Przyzna pan zapewne, że różnica między tym, co pan mi przypisuje, a tym co ja rzeczywiście napisałem jest dość duża - aż 11 lat.
Być może powinienem ten przedział czasu nieco rozciągnąć do okresu 8-5 r. p.n.e., gdyż wielu badaczy datuje urodziny Jezusa na 8 lub 5 rok p.n.e., jednakże przedział czasu 7-6 r. p.n.e. powtarza się najczęściej.

I to tyle. Mam nadzieję, że wszelkie wątpliwości rozwiałem.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
26-09-2011 10:28 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Ad. 4) Wyjątkowo nie napiszę w tym miejscu już nic na temat procesu Jezusa i pozostawię to, co na ten temat napisałem wcześniej.


Przebieg procesu ukrzyżowania Jezusa (osoby, która nauczała treści zawartych w Kazaniu na Górze) wymienił Pan jako główny argument za historycznością tegoż. Co oznacza, iż - abstrahując od cudów i okoliczności narodzenia - Ewangelie, są Pańskim zdaniem, w dużej i najistotniejszej części opisem wydarzeń historycznych i rzeczywistych poglądów Jezusa ukrzyżowanego. Zwróciłem uwagę na fakt, iż Annasz i Kajfasz mieli pełne prawo skazać na śmierć heretyka. Byłaby to śmierć przez spalenie, lub ukamieniowanie. To, że zajęli się tym Rzymianie może świadczyć o trzech rzeczach:

1) Annasz i Kajfasz przeczuwali, że Jezus jest bogiem i bali się odpowiedzialności.
2) Ruch chrześcijański w tym okresie był tak potężny, iż dopiero Rzym, ze swoimi legionami mógł zapewnić bezpieczeństwo egzekucji Jezusa
3) Jezus ukrzyżowany i Jezus nauczający na górze nie są tą samą osobą. Pierwszy Jezus był przywódcą politycznym, groźnym dla Rzymian. O okoliczności śmierci drugiego, który przekazał treści nauczania na górze, nic nie wiemy.

Rzecz 1) nie wydaje mi się możliwa, choćby z uwagi na to, iż znam ludzi, którzy wierzą w innych bogów i nie wyglądają na gorszych od chrześcijan.

Rzecz 2) powinna odbić się w kronikach. Jak pan zauważył, nie odbiła się. Podobnie rzecz 1) - żadne niezależne źródło nie wspomina o cudach towarzyszących śmierci Boga - Człowieka.

Rzecz 3) - jedyne rozsądne wyjście z tego labiryntu, jeśli nie zakładać cudów.

Czyli - nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. Na bazie istniejących źródeł wiara w historyczność Jezusa ZARÓWNO ukrzyżowanego JAK I nauczającego na górze to już w zasadzie rodzaj chrześcijaństwa.

Istnieje jeszcze opcja 4), w której nie przyjmujemy za pewnik istnienia autora poglądów zawartych w Kazaniu na Górze i (lub) powątpiewamy w jakość źródeł dotyczących ukrzyżowania.
26-09-2011 12:00 
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
Jeśli chodzi o okoliczności procesu Jezusa to nalezy moim zdaniem rozważyć jeszcze jedną możliwość. Wprawdzie jest faktem, iż większość historyków nie poddaje tego elementu w wątpliwość uznając ewangelie za przekazy o pewnym ładunku sprawozdawczości, ale dla mnie właśnie podwójność, a podług ewangelii Łukasza wręcz potrójność gremiów orzekających (temu obok Sanhedrynu i Piłata plącze się jeszcze po historii Herod) każe zastanawiać się, czy nie jest to raczej ujęcie alegoryczne. Ma ono za zadanie nie tyle rzetelnie przekazać przebieg wydarzeń, co wskazać na przeciwników powstałej sekty.

Jeśli tak to staje się zrozumiałym skąd tyle rozbieżności i podnoszonych wątpliwości. Ot choćby (o czym piszą moi przedmówcy) po co było fatygować Piłata, gdy Sanhedryn mógł sam załatwić sprawę.
Wprawdzie wspomniane prawo ius gladii może w pewnym stopniu tłumaczyć sytuację, ale jak wspomniałam może całość być li tylko literackim dostosowaniem opowieści do ówcześnie panujących realiów. Tak jak autor ew. według Łukasza pragnął uwierzytelnić swoją opowieść, wprowadzając dodatkowo do narracji historyczną postać Heroda.

Stąd od dawna podchodzę ostrożnie do jednoznacznego orzekania o historyczności opisywanych wydarzeń dotyczących przebiegu procesu Jezusa.






Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
26-09-2011 14:20 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja również nie budowałbym na tym wrażenia pewności, jak czyni to - zdaniem pana Andrzeja.51 - mainstream historyków obecnie. Tu przypominam, iż owe przepychanki przed skazaniem Jezusa są dowodem na autentyzm historii. Moim zdaniem alegoria jest tu bardzo możliwa. I też o tym pisałem we wcześniejszych wypowiedziach. I mówię - przepychanki mogłyby być dowodem na Jezusa - rewolucjonistę, z którego chciano zrobić Jezusa - mistyka z Kazania na Górze. Ale nie da się w ten sposób udowodnić historyczności Jezusa - mistyka który został ukrzyżowany. Wręcz przeciwnie - to jest mocny argument przeciwko istnieniu postaci z grubsza choć podobnej do tej opisywanej w Ewangeliach.
26-09-2011 15:09 
 Ocena 10 na 10
Ignorancja (4718 punktów)
Dla Andrzeja51 mam wiele szacunku i nie uważam za nic niestosownego, że zadaje sobie trud, by na tym forum przytaczać opinie uznanych krytyków biblijnych, w tym Gezy Vermesa, będące pewnym głosem w dyskusji o historyczności Jezusa. Pomijanie ich byłoby faktycznie nieuczciwe.

Jednak... cóż:

>I mówię - przepychanki mogłyby być dowodem na Jezusa - rewolucjonistę, z którego chciano zrobić Jezusa - mistyka z Kazania na Górze. Ale nie da się w ten sposób udowodnić historyczności Jezusa - mistyka który został ukrzyżowany. Wręcz przeciwnie - to jest mocny argument przeciwko istnieniu postaci z grubsza choć podobnej do tej opisywanej w Ewangeliach.

Mogły. Ale jest coś jeszcze. W jednym ze swoich postów zadałeś Jacku pytanie: za co został skazany Jezus?

No właśnie. Za co?

Widzisz, po pierwsze w jednym z uprzednich moim postów wskazałam na pewną ograniczoną prezycję kodyfikacji w czasach rzymskich. Faktem jednak jest, że pewne kary były zasądzane (kara śmierci) i była zasądzana pewna forma tych kar (śmierć na krzyżu).
Temu nie sposób zaprzeczyć. Czy jednak jest to wystarczającym argumentem za uwierzytelnieniem kaźni Jezusa?
Moim zdaniem niekoniecznie. Oprócz chocby krzyża stosowano w Rzymie karę wbicia na pal, czy rozrywanie końmi. Gdyby taki scenariusz podawały ewangelie, współczesni krytycy biblijni ten faktor uznawaliby za argument na rzecz prawdziwości przekazów NT.

Jest jednak coś istotniejszego. Wielu naukowców wprawdzie podnosi tę ograniczoność wglądu w jurysdykcję rzymską omawianego okresu, ale też sporo przychyla się do stanowiska, że śmierć na krzyżu była zasądzana dla nie-Rzymian (punkt dla ewangelii), dla ludzi z gminu (punkt dla ewangelii), niestety uważa się również, iż śmierć na krzyżu to forma wykonania kary śmierci na zwykłych rzezimieszkach.
Mogą to potwierdzać same ewangelie, które podają kto Jezusowi towarzyszył jako skazani na ten sam rodzaj kaźni.

I w tym momencie wyłania się dosyć wredna sprawa. Czy Jezus był politycznym przeciwnikiem, bluźniercą przeciw religii (w sumie za obie postawy można było dostać czapę, a i jego zachowanie można było podciągnąć pod obrazę nie tylko religii żydowskiej, ale i rzymskiej - tego nie kwestionuję), czy też był zwyczajnym rzezimieszkiem, z którego to motywu starano się wyczyścić przekazy ewangeliczne?

Jeśli dodać do tego ustępy w ewangeliach wskazujące na przebywanie Jezusa wśród marginesu społecznego (a takie są) to pogratulować wypada chrześcijaństwu uczynienia z przestępcy bożyszcza.

Czy zgodnie z paruzją mamy zacząć przyglądać się środowiskom blokersów albo kiboli, bo a nuż tam pan postanowi wreszcie dokonać zapowiedzianego powtórnego przyjścia na świat?

Jak rozumiem taka historyczność postaci Jezusa nie bardzo przypada do gustu chrześcijanom?
Niestety i taki obraz można przyjąć za dosyć ugruntowany.





Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
26-09-2011 16:02 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Twoja nowa hipoteza też jest dość prawdopodobna (na pewno bardziej, niż obowiązująca "historyczna norma" uznająca iż można zjeść ciastko i mieć ciastko). Tym niemniej do tego dochodzi fakt, iż Sanhedryn nie uznał nic heretyckiego w Jezusie i nie chciał się nim zająć. Czyli, iż - zgodny z twoją hipotezą - Jezus był w powszechnym rozumieniu rzezimieszkiem, natomiast nie nauczał. Bo za uznanie, iż jest się "Prawdą, Drogą i Życiem", iż jest się w zasadzie bogiem (na tle tego zdania jest to oczywiste) przysługiwał zarzut atakowania ówczesnego judaistycznego mainstreamu. Czyli, zdaniem fantasy - historyków, dopisano ów fragment o panie "Prawda, Droga i Życie"? A poglądów z Kazania na Górze nie dopisano? To takie pewne? Skąd? Gdzie, w takim razie, rozważania na temat biologii Cyklopów?
26-09-2011 16:04 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>I w tym momencie wyłania się dosyć wredna sprawa. Czy Jezus był politycznym przeciwnikiem, bluźniercą przeciw religii (w sumie za obie postawy można było dostać czapę, a i jego zachowanie można było podciągnąć pod obrazę nie tylko religii żydowskiej, ale i rzymskiej - tego nie kwestionuję), czy też był zwyczajnym rzezimieszkiem, z którego to motywu starano się wyczyścić przekazy ewangeliczne?Jeśli dodać do tego ustępy w ewangeliach wskazujące na przebywanie Jezusa wśród marginesu społecznego (a takie są) to pogratulować wypada chrześcijaństwu uczynienia z przestępcy bożyszcza.
No właśnie! Bardzo ciekawa i wcale nie taka nonsensowna spekulacja. Jej oparcie w dostępnych źródłach jest podobnym do innych spekulacji dotyczących historyczności postaci.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-09-2011 16:07 
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
Zapomniałam o czyms jeszcze.
Jesli przyglądnąć się opisom ewangelicznym z procesu u Piłata to:
a) można wprawdzie przyjąć wytłumaczenie, że Piłat nie chciał narazić się i wywołać niezadowolenie Żydów, stąd jego decyzja
b) można przyjąć, iż narracja ewangeliczna została złagodzona, aby nie narażać się zbytnio panom ówczesnego świata - Rzymianom (stąd to Piłatowe: "nie chcem, ale muszem")

ale wreszcie:
c) należy zadać sobie pytanie, czy nie jest naiwnym zaakceptowanie bez zastrzeżeń, iż ktoś obdarzony taka władzą jak Poncjusz Piłat, a co za tym idzie odpowiedzialnością i autorytetem, nie będąc przekonany o czyjejś winie skazuje kogoś na taką kaźń, gdy może wybrać inny mniej uciążliwy dla skazańca rodzaj wykonania kary śmierci.
Abstrahuje tu od faktu, że mnie osobiście i pewno nie tylko mnie mało cieszyłoby jakiekolwiek uśmiercenie, a śmierć pod rózgami (taka też była stosowana)również jawi mi się jako mało pociągająca perspektywa.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
26-09-2011 16:12 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale zrozum, że Sanhedryn miał pełne prawo skazać Jezusa za herezję bez konsultacji u Rzymian. Tu jest pies pogrzebany. Jezus nie był obywatelem Rzymu, był - w świetle Ewangelii - heretykiem. Annasz i Kajfasz mieli pełne prawo skazać go na śmierć i nie musieli o to pytać Rzymian. I sądzę, iż na pewno nie chcieliby konsultować się z Rzymianami (pomijając już fakt, iż to było wogóle niepotrzebne) w takich sprawach.

Ps.: Właśnie przejrzałem inne twoje wypowiedzi i zobaczyłem, iż rozważasz kwestię "prawa miecza", czyli zastrzeżenia wykonywania kary śmierci tylko do jurysdykcji rzymskiej. Wydaje mi się, iż nie miało to znaczenia dla osób nie będących obywatelami Rzymu i nie będących ich niewolnikami. Być może wchodzili w to też tzw. sprzymierzeńcy. Niektóre dawne państwa hellenistyczne miały taki status. Wydaje mi się jednak, iż w kwestii bluźnierstwa wobec judaizmu rada kapłanów miała takie uprawnienia wobec podległej sobie osoby.
Scarabaeus (2198 punktów)
Dodajmy do tego, że Jezus jeżeli istniał, to był nieślubnym dzieckiem. Jego matka była zmuszona rodzić w ukryciu a później została zmuszona do ucieczki do Egiptu.
23-09-2011 10:24 
 Ocena 2 na 2
rdest (2492 punktów)
>Ja osobiście zastanawiam się też nad tym, ilu jest niezależnych, nie wyznających chrześcijaństwa, historyków.
Niezależni to według Ciebie nie wyznający chrześcijaństwa?
Czyli przykładowo historycy ateiści, im można zaufać...
23-09-2011 10:33 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wiesz, jak wygląda historia pisana przez hinduistów nieodkładających na bok swoich przekonań religijnych? Nie uwierzyłbyś w nią.
23-09-2011 11:36 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)
>Uznaje się, że fragmentaryczne wstawki o Jezusie w Rocznikach Tacyta i Starożytnościach Józefa Flawiusza (Testimonium Flavianum) świadczą na rzecz tezy o historyczności Jezusa.
>Jeśli nawet przyjmie się, że oba fragmenty są nieautentyczne, bądź też nie świadczą w sposób dobitny o historyczności Jezusa, to na pewno nie stanowi to dowodu na rzecz poglądu przeciwnego.
Chwila moment. Dowody na nieistnienie to absurd, więc nie możemy oczekiwać dowodu na rzecz hipotezy nieistnienia.
Nie w ten sposób chyba weryfikuje się fakty.
Raczej pytanie, czy argumenty na rzecz hipotezy istnienia uznamy za wystarczająco silne.
Jeśli założymy, że opisywane fragmenty są fałszerstwami, to są to niezwykle słabe argumenty.

>Na rzecz tezy o historyczności Jezusa wysuwane są przez badaczy różne argumenty. Przytoczę w dużym skrócie jeden z nich.

>Widocznie jednak proces przed Poncjuszem Piłatem się odbył i w jego następstwie Jezus został skazany na śmierć przez ukrzyżowanie. Nie można było tego procesu pominąć i zmienić rodzaj kary śmierci, bo ktoś jednak o tym wiedział.
>Wydana na Jezusa kara śmierci przez ukrzyżowanie była zatem niewygodna zarówno dla samych ewangelistów, jak i dla późniejszych kompilatorów. Tym należy tłumaczyć znaczne różnice między ewangelistami w opisie podwójnego procesu nad Jezusem oraz widoczne w ewangeliach próby zdjęcia odpowiedzialności z Poncjusza Piłata i przerzucenie jej na Żydów.
>Gdyby zatem nie było sądu przed Piłatem oraz ukrzyżowania, to ewangeliści by o tym nie pisali. Widocznie jednak miało to miejsce w rzeczywistości, a Jezus był postacią historyczną.
Niewiele osób chyba uważa, że nikt o imieniu Joszua nie istniał.

Pytanie jest innej natury - czy Joszua, który mógł i umrzeć na krzyżu, to faktycznie bohater przygód opisanych. Nie mówimy nawet o rzeczywistym zmartwychwstaniu, co jest bajeczką dla dzieci, ale o naukach i ich treści itd.

Skąd inąd wiemy, że obecny wygląd chrześcijaństwa nie mógłby powstać bez kilku szybkich reformacji, w tym niezrównana jest rola Pawła. Sugeruje się również znaczenie rzeczonego Jakuba, który się przewija w Dziejach.

Nie mamy powodu sądzić, aby ten konkretny sekciarz miał być istotniejszym od całych rzesz sekciarzy, jacy się przewijali po terenach omawianych. Nie mamy opisów wielkich cudów, a umówmy się - obudzenie licznych zmarłych musiałoby być wydarzeniem przez duże W. Ewangelie opisują go jako bohatera tłumów (np. dzieci i palmy, więc był rozpoznawalny), a jednak za chwilę nie jest rozpoznawalny, skoro to jego uczeń musiał go wydać (wnioskuję, że na pewno próbowaliby uzyskać te informacje prostszą drogą, wystarczyło zapytać lub lekko zapłacić dowolnej osobie, skoro był znany).

Co więcej - wiemy, że Ewangelie napisane zostały przez osoby, które go nie znały i jest to chyba już powszechnie akceptowana informacja. Przekaz z "drugiej ręki" osłabia siłę argumentu, czyli znowu mamy argumenty słabe.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Do tego ciężko naprawdę zakładać, iż Kazanie na Górze rzeczywiście przekazuje nauczanie osoby, która być może została ukrzyżowana. Z jedynym zastrzeżeniem, że góra była doliną, zaś tezy tego kazania były opracowywane przez cały okres nauczania. Moim zdaniem to naprawdę mocne, zakładać z taką pewnością historyczność Jezusa, który wygłosił kazanie na Górze, zawierając w nim SWOJE poglądy, był ukrzyżowany, był mistrzem Marii Magdaleny i miał (być może?) pusty grób.
23-09-2011 12:12 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)
>Do tego ciężko naprawdę zakładać, iż Kazanie na Górze rzeczywiście przekazuje nauczanie osoby, która być może została ukrzyżowana. Z jedynym zastrzeżeniem, że góra była doliną, zaś tezy tego kazania były opracowywane przez cały okres nauczania. Moim zdaniem to naprawdę mocne, zakładać z taką pewnością historyczność Jezusa, który wygłosił kazanie na Górze, zawierając w nim SWOJE poglądy, był ukrzyżowany, był mistrzem Marii Magdaleny i miał (być może?) pusty grób.
Dokładnie tak sądzę.

Spotkałam się z opowiadaniem czy krótką powieścią o królu Popielu, który zginął w wyniku najazdu bodaj Wikingów. Mogę coś poknocić, bo to było laaata temu.
Książka nie była opracowaniem historycznym, ale nikt nie poczuł się obrażony, że postać króla Popiela potraktowano z grubsza zgodnie z mitem, za to myszy zinterpretowano jako określenie właśnie najeźdźców. Czyli jakby gdzieś dzwoniło, ale nie wiadomo w którym kościele.

Cała opowieść nabrała prawdopodobieństwa, bo nikt chyba nie wierzy w opowieść o myszach, co nie znaczy, że cała historia jest faktem.

Podobnie np. w filmie Agora, gdzie mamy prawdziwe postaci, prawdziwe wydarzenia, ale podkolorowane i urobione na potrzeby filmu. Niby prawda, ale przecież wiemy, że wcale nie udusił jej kochanek, bo wiemy, że zmarła bardziej nieprzyjemnie. Cały wątek miłosny jest w mojej ocenie fikcją bez podstaw (co nie znaczy, że nie mogła mieć adoratora . Pomijam, że ponoć była sporo starsza...

Podobnie można traktować NT - coś może i jest na rzeczy, postaci się niektóre zgadzają, ale treści... mało wiarygodne.
23-09-2011 12:43 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pozostaje nam o tym porozmawiać z Andrzejem.51.
24-09-2011 21:36 
 Ocena 9 na 9
Ignorancja (4718 punktów)
>>Jeśli jednak założyć, iż to Maria Magdalena była jedną z twórczyń chrześcijaństwa, to mogło wcale nie być pustego grobu, tylko jej relacja. To tłumaczyłoby też, dlaczego kobieta staje się mimo wszystko tak ważna w patriarchalnym społeczeństwie.
>Oczywiście, że i taka wersja jest możliwa.
>Być może Maria Magdalena [...}
>Być może rzeczywiście,[...]
>Być może jednak nic takiego nie miało miejsca - kamień grobowy był na swoim miejscu, a wewnątrz spoczywały zwłoki Jezusa.
>A może[...]

Pozwoliłam sobie wykropokować/skrócić część Twojego Andrzeju komentarza. Z pełnią oryginału można zapoznać się powyżej.

Może, może. Kilka jednak z mojej strony dociekań.
Otóz w dyskusji przewinął się argument na rzecz prawdziwości przekazu ewangelicznego, albowiem to kobiety sa świadkami. Kobiety będące w danej rzeczywistości niepełnoprawnymi. Po pierwsze prawodawstwo rzymskie nie wyłączało kobiet z funkcji świadka, choc naturalnie ich zeznanie nie było tak wartościowe jak obywatela rzymskiego płci męskiej. Analogicznie: zeznanie obywatela imperium rzymskiego, ale nie - Rzymianina nie było równorzędne ze świadectwem Rzymianina mężczyzny.

Po drugie nalezy postawić pytanie, czy ówczesne obrzędy okołopochówkowe nie spoczywały głównie na kobietach, stąd potrzeba uwiarygodnienia relacji ewangelicznych poprzez wkomponowanie w nie kobiet bieżących do ciała zmarłego.

Wreszcie po trzecie nachalny wtręt o roli Józefa z Arymatii. Dlaczego nachalny? Nagle pojawia się ta postać nie wiadomo skąd. Czyzby nie było bliższych, którym wypadałoby wydać ciało? Byli. Skąd zatem potrzeba wprowadzenia tej postaci?
Otóż prawo rzymskie w swoim spektrum przewidywało kary, które ścigały winowajcę poza grób. Taka karą było odmówienie pochówku. Stosowano ją naturalnie dla wyjątkowych przestępców. Jeśli chciało się konsekwentnie obstawać przy wyjątkowości Jezusa to nie można było pominąć tego jurysdykcyjnego ewenementu.
Tak więc musiano zasugerować (wprawdzie enigmatycznie - zwrócenie się do Piłata o wydanie ciała), iż dla tak wyjątkowej postaci taka kara została zasądzona, a jednocześnie wytłumaczyć, jak doszło do uzyskania prawa do pochówku (ekstra pozwolenie od rządcy!!!! na wydanie ciała). A w konsekwencji do pewności, gdzie ciało zostało złożone. Gdyby karę braku pochówku dla tak znakomitej postaci zasądzono to nie byłoby mozliwe snucie opowieści o pustym grobie.

>Uznaje się, że fragmentaryczne wstawki o Jezusie w Rocznikach Tacyta i Starożytnościach Józefa Flawiusza (Testimonium Flavianum) świadczą na rzecz tezy o historyczności Jezusa.
>Jeśli nawet przyjmie się, że oba fragmenty są nieautentyczne, bądź też nie świadczą w sposób dobitny o historyczności Jezusa, to na pewno nie stanowi to dowodu na rzecz poglądu przeciwnego.

Nie mam nic przeciwko uznaniu autentyczności działa Tacyta, ale wybacz Andrzeju ... jest zbyt wiele poważnych argumentów, poważnych badaczy, którzy kwestionują autentycznośc Testimonium Flavianum. I myśle, że jest to na tyle przekonywujące, aby nie powoływać się na ten tekst. Równie dobrze można uparcie powoływać się na autentyczność donacji Konstantyna. Tylko dokąd to ma prowadzić?
C.d. poniżej.
24-09-2011 21:40 
 Ocena 8 na 8
Ignorancja (4718 punktów)
>Na rzecz tezy o historyczności Jezusa wysuwane są przez badaczy różne argumenty. Przytoczę w dużym skrócie jeden z nich.
>Otóż sam fakt wykonania wyroku na Jezusie przez ukrzyżowanie, a nie przez inny rodzaj uśmiercania, jest bardzo silnym argumentem na rzecz historyczności Jezusa.
>Gdyby Jezus był postacią mityczną, wówczas z oczywistych względów ewangeliści pisali by o jego śmierci nie przez ukrzyżowanie, ale przez ukamienowanie. Nie pisaliby podówczas o podwójnym procesie Jezusa - najpierw przed Sanhedrynem (Annasz, Kajfasz), a następnie przed Poncjuszem Piłatem. Nie tyle wystarczyłby, ale wręcz pożądany był wyłącznie ten pierwszy proces.

Z całym szacunkiem dla Twojej wiedzy Andrzeju, nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy fundamentalnie.
>W czasach Jezusa w Judei i Galilei istniały dwa rodzaje sądów: przestępstwa polityczne rozpatrywane były przez władze świeckie (w Judei przez Poncjusza Piłata, w Galilei przez Heroda Antypasa), zaś przestępstwa religijne - przez sądy Żydowskie z Sanhedrynem na czele. Tylko niektóre przestępstwa religijne były karane śmiercią - głównie bluźnierstwo przeciw Bogu, głoszenie, że jest się Bogiem lub kimś mu równym oraz idolatria.
>Zarówno sądy rzymskie jak i żydowskie mogły wymierzać karę śmierci.
>Sanhedryn wymierzał jeden z czterech sposobów egzekucji: ukamienowanie, spalenie, ścięcie i powieszenie.
>Sądy rzymskie skazywały na śmierć wyłącznie przez ukrzyżowanie.

Nie. Jurysdykcja rzymska nie tylko przewidywała karę poprzez ukrzyżowanie. To raz.
Przy okazji przypominam, że wgląd w kodyfikację, a raczej jej brak we współczesnym ujęciu, w danym okresie historycznym z tego co wiem dają głównie Tacyt i Swetoniusz. Obaj jako uznawani za rzetelnych każą domniemywać, iż nie było jednej prostej kodyfikacji, ani jednej prostej wykładni prawa.

Ci opisują wymierzane kary, ale nie pada absolutnie żadne stwierdzenie mogące sugerować, iż istniała ścisła kodyfikacja na linii przestępstwo - wymiar kary. Wręcz przeciwnie. Ówczesny system przewidywał pewną płynna klasyfikację, obejmującą nie tylko rodzaj przestępstwa, ale też status przestępcy, a dodatkowo wymierzona kara mogła być li tylko chęcią (całkowicie nieuzasadnioną) takiego cesarza.
Stąd trudno jednoznacznie wyrokować o sposobach wykonywania wyroku.
Ponadto kiedyś już na tym forum wspominałam, że znane jest z Imperium Romanum takie coś jak ius gladii, czyli "prawo miecza". Nie odnosi się ono do egzekucji poprzez ścięcie mieczem, ale do wyłączności jurysdykcji rzymskiej do orzekania i WYKONYWANIA kary śmierci. Jeśli ten fakt uznać za wiążący dla terenów, na których miał swoją jurysdykcję Sanhedryn to jest zrozumiałym, iż i Jezus winien nie tylko odpowiadać przed Sanhedrynem, ale i przed Poncjuszem z Pontu.
Czy to świadczy o autentyczności przekazu? Niekoniecznie. Może też świadczyć o próbie dostosowania narracji do wtedy obowiązującego klimatu jurysdykcyjnego.

>Fakt skazania Jezusa na śmierć przez ukrzyżowanie był nie tylko dla ewangelistów wysoce niekorzystny. Wskazywał bowiem na to, że Jezus został potraktowany i skazany jako przestępca polityczny niebezpieczny dla władz rzymskich. Jeśli chciało się głosić Jezusa jako Mesjasza (Chrystusa) i syna Bożego, to należało go niejako odizolować od wszelkich politycznych podejrzeń.

A tego to nie rozumiem juz zupełnie. Niby w czym przeszkadza mesjanizmowi uwikłanie w polityczność? Co jedynie idea styka się z rzeczywistością.

>Widocznie jednak proces przed Poncjuszem Piłatem się odbył i w jego następstwie Jezus został skazany na śmierć przez ukrzyżowanie. Nie można było tego procesu pominąć i zmienić rodzaj kary śmierci, bo ktoś jednak o tym wiedział.
>Wydana na Jezusa kara śmierci przez ukrzyżowanie była zatem niewygodna zarówno dla samych ewangelistów, jak i dla późniejszych kompilatorów. Tym należy tłumaczyć znaczne różnice między ewangelistami w opisie podwójnego procesu nad Jezusem oraz widoczne w ewangeliach próby zdjęcia odpowiedzialności z Poncjusza Piłata i przerzucenie jej na Żydów.

Może to jeszcze świadczyć o próbie dostosowania opowieści ewangelicznych do klimatu prawnego, jaki wtedy obowiązywał. Ale o tym już wyżej napisałam.

>Gdyby zatem nie było sądu przed Piłatem oraz ukrzyżowania, to ewangeliści by o tym nie pisali.

Niekoniecznie, ale jak wyżej ...



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
19-09-2011 15:42 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Paweł z Tarsu w liście z ok. 56 roku wymienia jako świadków m.in. Piotra, Jakuba Młodszego, pozostałych apostołów oraz ponad 500 innych osób.
>A czy zastanowiłeś się dlaczego w żadnym innym piśmie Nowego Testamentu nie ma informacji o ukazaniu się "zmartwychwstałego" Jezusa tylu osobom naraz?
>Czy zastanowiłeś się, skąd Paweł miał informacje o tak zadziwiającej epifanii?
>Czy zdajesz sobie sprawę z Tego, że tej rewelacji Pawła nie można pogodzić ze słowami Piotra, że Bóg pozwolił Jezusowi ukazać się nie całemu ludowi, lecz świadkom uprzednio wybranym przez Boga, nam, którzy z nim jedliśmy i piliśmy po zmartwychwstaniu (Dz 10, 41)?

Nie zastanawiałem się nad tym, ale obiecuję, że się zastanowię.
A czy Ty zastanawiałeś się, dlaczego niektórzy Twoi koledzy z "Racjonalisty" zaprzeczają historyczności Jezusa, pomimo że żaden poważny historyk tego nie czyni?

>>Jan przedstawia świadectwo własne oraz innych apostołów.
>Aby móc tak twierdzić trzeba mieć absolutną pewność, że autorem czwartej ewangelii jest apostoł Jan. Ale - wbrew temu, co sugerujesz - apostoł Jan ewangelii tej nie napisał - w tej kwestii stanowisko biblistyki krytycznej jest zgodne. Co więcej - stanowisko takie podzielają również niektórzy badacze katoliccy, a w tym zachwalany przez Ciebie prof. Joachim Gnilka.

Pomyliłeś Joachima Gnilkę z Gezą Vermesem, nieprawdaż? Stanowisko biblistów nie jest zgodne, ale większość wskazuje na autorstwo Jana Apostoła.

>>Z historycznego punktu widzenia ciekawym szczegółem jest fakt, iż ewangelie podają, że pierwszymi świadkami Zmartwychwstania były kobiety -
>Faktem jest, że we wszystkich ewangeliach można znaleźć informacje, że Maria Magdalena jako pierwsza przyszła do grobu Jezusa. Jednak tylko według Jana przyszła do grobu sama, natomiast synoptycy informują, że towarzyszyły jej jeszcze inne kobiety, przy czym zgodności co do ilości i imion tych kobiet w ich ewangeliach nie ma.
>Za fakt można zatem co najwyżej uznać, że Maria Magdalena czy też większa ilość kobiet, które pewnej niedzieli rano przyszły do grobu Jezusa, nie znalazły tam jego ciała, lecz pusty grób. O żadnych innych faktach historyk mówić w tym przypadku nie może.

Tu jest jeden dodatkowy aspekt: wskazanie na kobiety jako pierwszych świadków, które w tamtej kulturze zmniejszało wiarygodność relacji, jest zarazem dodatkowym argumentem za autentycznością tej relacji dla nas współczesnych.

>Bezspornym również faktem jest, że NT nie informuje, by jakakolwiek osoba widziała Jezusa w chwili powstawania z martwych. A przecież tylko w takim przypadku można twierdzić, że ktoś był świadkiem zmartwychwstania.
>Pusty grób nie dowodzi przecież zmartwychwstania.

Nie dowodzi, pusty grób był natomiast warunkiem sine qua non skutecznego głoszenia Zmartwychwstania. Ponieważ skuteczne głoszenie Zmartwychwstania miało miejsce (liczba wyznawców rosła bardzo szybko), więc można stąd wyciągnąć wniosek, że grób rzeczywiście musiał być pusty.
19-09-2011 22:07 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)

>Nie dowodzi, pusty grób był natomiast warunkiem sine qua non skutecznego głoszenia Zmartwychwstania. Ponieważ skuteczne głoszenie Zmartwychwstania miało miejsce (liczba wyznawców rosła bardzo szybko), więc można stąd wyciągnąć wniosek, że grób rzeczywiście musiał być pusty.

Zaś skuteczne głoszenie, że ziemia jest płaska dowodzi, że żyjemy na desce do prasowania.

A tu masz jeszcze niepodważalny dowód:

"I podniesie sygnał dla narodów, i zgromadzi rozrzuconych z Izraela; i rozproszonych z Judy zbierze z czterech krańców ziemi."
20-09-2011 23:57 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Nie zastanawiałem się nad tym, ale obiecuję, że się zastanowię.

Mam nadzieję, że wykorzystasz uwagi, które przekazałem w poprzedniej wypowiedzi i przeanalizujesz słowa Pawła o rzekomym ukazaniu się zmartwychwstałego Jezusa więcej niż pięciuset osobom jednocześnie.
Liczę na to, że powiadomisz mnie o wynikach swoich przemyśleń.

>>>Jan przedstawia świadectwo własne oraz innych apostołów.
>>Aby móc tak twierdzić trzeba mieć absolutną pewność, że autorem czwartej ewangelii jest apostoł Jan. Ale - wbrew temu, co sugerujesz - apostoł Jan ewangelii tej nie napisał [...] Co więcej - stanowisko takie podzielają również niektórzy badacze katoliccy, a w tym zachwalany przez Ciebie prof. Joachim Gnilka.
>Pomyliłeś Joachima Gnilkę z Gezą Vermesem, nieprawdaż? Stanowisko biblistów nie jest zgodne, ale większość wskazuje na autorstwo Jana Apostoła.

Nie pomyliłem Gnilki z Vermesem.
Prof. Joachim Gnilka stoi na stanowisku, że "umiłowanego ucznia" nie należy utożsamiać z apostołem Janem, synem Zebedeusza. Oczywistym jest, że przy takim założeniu Gnilka neguje Janowe autorstwo czwartej ewangelii.

"Umiłowany uczeń" pojawia się kilkakrotnie w Ewangelii Jana. W każdej z tych scen jest on określany jako "uczeń, którego Jezus miłował", zaś jego imienia nie poznajemy.
Począwszy od rozdziału 1. do rozdziału 20. (przedostatniego) Ewangelia Jana nie określa autorstwa. Dopiero w rozdziale dwudziestym pierwszym (ostatnim) - będącym nieoryginalnym zakończeniem ewangelii dopisanym przez innego autora do podstawowego trzonu ewangelii - poczynione zostało pewne staranie mające na celu utożsamienie autora ewangelii z "umiłowanym uczniem Jezusa":
A oto właśnie jest uczeń, który składa świadectwo o tych rzeczach i to napisał; a wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe (J 21, 24 - tzw. świadectwo własne).
Z powiązania tego wersetu z wersetami poprzedzającymi (J 21, 20-23) wiadomo, że chodzi tu o "umiłowanego ucznia Jezusa".
Ponownie jednak żadne imię nie zostało wymienione.
Tradycja kościelna przypisuje autorstwo ewangelii apostołowi Janowi, co nie znajduje żadnych podstaw w treści ewangelii.

Czas na dowód, że według Joachima Gnilki ap. Jan nie był autorem przypisywanej mu czwartej ewangelii. Oto cytat ze znanej książki Joachima Gnilki zatytułowanej Jezus z Nazaretu, wydanie z 2009 r. - cytuję ze strony 244:
Cytat:
Jedynie w Ewangelii Jana natrafiamy na ucznia, określonego wyróżniającymi go w całkiem szczególny sposób słowami: "ten, którego Jezus miłował" (J 13, 23-29; 19, 26n; 20, 2-10; 21, 7. 20-23), i dlatego nazywanego też krótko umiłowanym uczniem. [...] Tutaj piętrzą się trudności nie do pokonania. W obecnym stanie badań zyskały sobie szeroką akceptację dwie tezy o charakterze negatywnym: ucznia tego nie można utożsamiać z Janem; nie jest to jednak również jakaś postać symboliczna. Kim więc on jest? Z ustalenia jego imienia trzeba zrezygnować.

>>>Z historycznego punktu widzenia ciekawym szczegółem jest fakt, iż ewangelie podają, że pierwszymi świadkami Zmartwychwstania były kobiety -
>>Faktem jest, że we wszystkich ewangeliach można znaleźć informacje, że Maria Magdalena jako pierwsza przyszła do grobu Jezusa. [...]
>>Za fakt można zatem co najwyżej uznać, że Maria Magdalena czy też większa ilość kobiet, które pewnej niedzieli rano przyszły do grobu Jezusa, nie znalazły tam jego ciała, lecz pusty grób. O żadnych innych faktach historyk mówić w tym przypadku nie może. >Tu jest jeden dodatkowy aspekt: wskazanie na kobiety jako pierwszych świadków, które w tamtej kulturze zmniejszało wiarygodność relacji, jest zarazem dodatkowym argumentem za autentycznością tej relacji dla nas współczesnych.

Odnoszę wrażenie, że nie zrozumiałeś tego, co napisałem.
Ja nie zakwestionowałem autentyczności sceny z Marią Magdaleną przy grobie Jezusa (poza tym, że zwróciłem uwagę na bardzo duże różnice w opisie tej sceny w poszczególnych ewangeliach).
Stwierdziłem natomiast, że Maria Magdalena (i ewentualnie inne jeszcze kobiety) była świadkiem pustego grobu. Nie była zaś świadkiem zmartwychwstania Jezusa, bo tego zmartwychwstania ona nie widziała. Nie widziała przecież chwili powstawania Jezusa z grobu.
Nawet Ci, którzy wierzą w zmartwychwstanie powinni przecież przyznać, że pusty grób bynajmniej nie musi świadczyć o zmartwychwstaniu.

>>Pusty grób nie dowodzi przecież zmartwychwstania.
>Nie dowodzi, pusty grób był natomiast warunkiem sine qua non skutecznego głoszenia Zmartwychwstania.

Zwróć uwagę, że najpierw głoszono zmartwychwstanie Jezusa, a dopiero później zostały napisane ewangelie.
A może Maria Magdalena wcale do grobu nie poszła? A może grób wcale nie był pusty, tylko spoczywał w nim martwy Jezus? A może nie było w grobie Jezusa, bo został z niego wyniesiony lub wyszedł o własnych siłach? A może pomylono groby? Przecież taki przebieg wydarzeń też jest możliwy.

Niezależnie zaś od przebiegu zdarzeń opowieść o odkryciu pustego grobu choćby nawet przez kobiety podnosiła wiarygodności opowieści o zmartwychwstaniu.

>Ponieważ skuteczne głoszenie Zmartwychwstania miało miejsce (liczba wyznawców rosła bardzo szybko), więc można stąd wyciągnąć wniosek, że grób rzeczywiście musiał być pusty.

Byłbym ostrożny z twierdzeniem, że liczba wyznawców szybko rosła. Twierdzenie zaś, że powodem tego był pusty grób byłoby zasadne jedynie wówczas, gdyby wszyscy ci, co uwierzyli, widzieli pusty grób. Wszyscy wyznawcy pustego grobu jednak nie widzieli. Oni zatem wierzyli nie tyle w pusty grób, co w opowieść o pustym grobie.
Przeciętny chrześcijanin pustego grobu nie widział, a jednak wierzy w zmartwychwstanie. Ty również do takich chrześcijan się zaliczasz. Zakładasz bowiem, że opowieść o pustym grobie jest prawdziwa i dodatkowo uznajesz, że pusty grób był następstwem zmartwychwstania Jezusa.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
21-09-2011 23:24 
 Ocena 3 na 5
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
500

Paweł pisze o ukazaniu się Jezusa pięciuset osobom w tym samym czasie; teoretycznie są tu możliwe dwa warianty:
1) nastąpiło to w jednym miejscu
2) nastąpiło to w więcej niż jednym miejscu.
Moim zdaniem drugi wariant jest bardziej prawdopodobny. Nie będę jednak rozwijał tego tematu, żeby nasza rozmowa nie została za chwilę zalana płaskimi szyderstwami (jeśli przeglądałeś dyskusję w tym wątku, to zapewne domyślasz się, o czym mówię).

Ewangelia Jana

>>>>Jan przedstawia świadectwo własne oraz innych apostołów.
>>>Aby móc tak twierdzić trzeba mieć absolutną pewność, że autorem czwartej ewangelii jest apostoł Jan. Ale - wbrew temu, co sugerujesz - apostoł Jan ewangelii tej nie napisał

Zwróć uwagę, że kwestia autorstwa Ewangelii Jana (do której za chwilę wrócę) ma drugorzędne znaczenie dla dyskutowanej kwestii, czyli dla kwestii świadectw związanych ze Zmartwychwstaniem. Zamiast "Jan przedstawia świadectwo własne oraz innych apostołów" mogłem napisać: "Autor Ewangelii Jana przedstawia świadectwo własne oraz innych apostołów" i byłoby to stwierdzenie o tej samej wadze.

Ale przejdźmy teraz do kwestii autorstwa Ewangelii Jana:

>"Umiłowany uczeń" pojawia się kilkakrotnie w Ewangelii Jana. W każdej z tych scen jest on określany jako "uczeń, którego Jezus miłował", zaś jego imienia nie poznajemy.
>Począwszy od rozdziału 1. do rozdziału 20. (przedostatniego) Ewangelia Jana nie określa autorstwa. Dopiero w rozdziale dwudziestym pierwszym (ostatnim) - będącym nieoryginalnym zakończeniem ewangelii dopisanym przez innego autora do podstawowego trzonu ewangelii - poczynione zostało pewne staranie mające na celu utożsamienie autora ewangelii z "umiłowanym uczniem Jezusa":
>A oto właśnie jest uczeń, który składa świadectwo o tych rzeczach i to napisał; a wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe (J 21, 24 - tzw. świadectwo własne).
>Z powiązania tego wersetu z wersetami poprzedzającymi (J 21, 20-23) wiadomo, że chodzi tu o "umiłowanego ucznia Jezusa".

Pominąłeś istotne dla tego rozumowania dwa fakty:
1) Pod krzyżem stał uczeń, "którego Jezus miłował" (J 19,26).
2) Po opisie śmierci Jezusa mamy następujące stwierdzenie (J 19, 35): "Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe."
Zatem "świadectwo własne" występuje w Ewangelii Jana dwukrotnie i to w niemal identycznej formie.

>Czas na dowód, że według Joachima Gnilki ap. Jan nie był autorem przypisywanej mu czwartej ewangelii. Oto cytat ze znanej książki Joachima Gnilki zatytułowanej Jezus z Nazaretu, wydanie z 2009 r. - cytuję ze strony 244:
>Cytat:
Jedynie w Ewangelii Jana natrafiamy na ucznia, określonego wyróżniającymi go w całkiem szczególny sposób słowami: "ten, którego Jezus miłował" (J 13, 23-29; 19, 26n; 20, 2-10; 21, 7. 20-23), i dlatego nazywanego też krótko umiłowanym uczniem. [...] Tutaj piętrzą się trudności nie do pokonania. W obecnym stanie badań zyskały sobie szeroką akceptację dwie tezy o charakterze negatywnym: ucznia tego nie można utożsamiać z Janem; nie jest to jednak również jakaś postać symboliczna. Kim więc on jest? Z ustalenia jego imienia trzeba zrezygnować.


Faktycznie Gnilka to napisał, aczkolwiek sens tego cytatu nie jest jasny, zwłaszcza, że w innej swojej książce pisze:"W jaki sposób powstał kerygmat Janowy w takiej postaci, w jakiej znalazł się on w czwartej ewangelii i w listach Jana? Pytania tego nie należy utożsamiać z pytaniem o powstanie Ewangelii Jana, jakkolwiek jest ono z nim związane i można na nie odpowiedzieć (jeśli taka odpowiedź jest w ogóle możliwa) tylko w powiązaniu z pismami Janowymi. (...) Krąg czy Kościół Janowy, który się powoływał na "umiłowanego ucznia" i - być może - nawet przez niego został założony, stał się jednak znany wtedy dopiero, gdy zainicjował swój własny kerygmat." (J. Gnilka, "Pierwsi chrześcijanie", str. 361-362). Mam wrażenie, że Gnilka bardziej relacjonuje pewien pogląd na Ewangelię Jana niż się z nim utożsamia.
Inni badacze wypowiadają się w tej kwestii bardziej jednoznacznie. Kościelna tradycja, i to już od Ireneusza z Lyonu (koniec I wieku), identyfikowała "umiłowanego ucznia" i autora Ewangelii z Janem - synem Zebedeusza. Tę identyfikację zaczęto kwestionować dopiero w czasach nowożytnych, podnosząc zwłaszcza argumenty, iż prosty rybak nie mógłby napisać tak głębokiego tekstu oraz że nie mógł być spokrewniony z rodziną arcykapłana (J 18,15). Badania ostatnich lat uprawdopodobniły jednak tezę, iż autorem Ewangelii był Jan, syn Zebedeusza. Natomiast istotną rolę w redakcji ostatecznej wersji Ewangelii odegrał prawdopodobnie uczeń Jana i powiernik jego nauczania - tzw. "Jan Prezbiter".

Pusty grób

>>Ponieważ skuteczne głoszenie Zmartwychwstania miało miejsce (liczba wyznawców rosła bardzo szybko), więc można stąd wyciągnąć wniosek, że grób rzeczywiście musiał być pusty.
>Byłbym ostrożny z twierdzeniem, że liczba wyznawców szybko rosła. Twierdzenie zaś, że powodem tego był pusty grób byłoby zasadne jedynie wówczas, gdyby wszyscy ci, co uwierzyli, widzieli pusty grób. Wszyscy wyznawcy pustego grobu jednak nie widzieli. Oni zatem wierzyli nie tyle w pusty grób, co w opowieść o pustym grobie.
>Przeciętny chrześcijanin pustego grobu nie widział, a jednak wierzy w zmartwychwstanie. Ty również do takich chrześcijan się zaliczasz. Zakładasz bowiem, że opowieść o pustym grobie jest prawdziwa i dodatkowo uznajesz, że pusty grób był następstwem zmartwychwstania Jezusa.

Oczywiście, że to nie "pusty grób" spowodował powstanie Kościoła. "Pusty grób" był tylko skromnym "dodatkiem" w tej historii. Skuteczne głoszenie Zmartwychwstania zostało spowodowane ukazywaniem się Jezusa.
22-09-2011 02:13 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Skuteczne głoszenie Zmartwychwstania zostało spowodowane ukazywaniem się Jezusa.


A co z innymi religiami? Też wszystko stało się tak jak trzeba? Na przykład Ganesia stracił głowę, bo strzegł bogini Parwati w kąpieli przed bogiem Sziwą i zyskał w ten sposób łeb słonia, przynajmniej w Indiach bardziej sexy? Albo jeden z wnuków proroka Alego rzeczywiście zawisł między światem i zaświatem gdzie wisi do dziś? Budda siedząc pod figowcem rzeczywiście zniknął boga Marę, konstruktora światów? Papierki w butelkach rzeczywiście widziały boga Cargo na kultowym pasie lotniczym? Czy to wszystko, poprzez swoją prawdę, potwierdza swoją prawdę?

Czy geografia jest jedyną boginią? (sorki, innego wyjścia nie ma) A jej najświętszym artefaktem są dowody osobiste?
22-09-2011 10:21 
 Ocena 3 na 3
Felek Zdankiewicz (67 punktów)
>Oczywiście, że to nie "pusty grób" spowodował powstanie Kościoła. "Pusty grób" był tylko skromnym "dodatkiem" w tej historii. Skuteczne głoszenie Zmartwychwstania zostało spowodowane ukazywaniem się Jezusa.
>

2000 lat temu nie było trudno przekonać zabobonnych ludzi, że kogoś tam odwiedził duch zmarłego. Zawsze w takich sytuacjach wyobrażam sobie jak zostałyby przyjęte podobne rewelacje dzisiaj. Gdyby ktoś zaczął twierdzić, że jest Mesjaszem albo gdyby ktoś twierdził, że x lat temu poznał Mesjasza. Zapewne biedak skończyłby w psychiatryku.

Zanim spisano Ewangelie podania o rabbim Jezusie krążyły przekazywane ustnie. Proste doświadczenie z "głuchym telefonem" pokazuje jak bardzo zmienić się może wersja wyjściowa w stosunku do pierwotnej. Ponadto, nawet jeśli przyjąć, że twórcami Ewangelii byli uczniowie Jezusa to w 30-40 lat po wydarzeniach, których świadkami byli nie wierzyłbym w ani jedno ich słowo, bo ludzka pamięć jest bardzo, bardzo zawodna.
22-09-2011 10:54 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Zanim spisano Ewangelie podania o rabbim Jezusie krążyły przekazywane ustnie. Proste doświadczenie z "głuchym telefonem" pokazuje jak bardzo zmienić się może wersja wyjściowa w stosunku do pierwotnej. Ponadto, nawet jeśli przyjąć, że twórcami Ewangelii byli uczniowie Jezusa to w 30-40 lat po wydarzeniach, których świadkami byli nie wierzyłbym w ani jedno ich słowo, bo ludzka pamięć jest bardzo, bardzo zawodna.
>

Tak, ale w tym przypadku mamy cztery częściowo niezależne relacje z I wieku - różniące się w wielu drugorzędnych szczegółach i zgodne w kwestiach pierwszorzędnych.
22-09-2011 11:01 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>Tak, ale w tym przypadku mamy cztery częściowo niezależne relacje z I wieku - różniące się w wielu drugorzędnych szczegółach i zgodne w kwestiach pierwszorzędnych.

I kompletnie pomijamy pewien drobny szczegół, ten który miał zmartwychwstać nie tyle zmartwychwstał bo zniknął. Zaczął ukazywać się jako duch co zostało mylnie zinterpretowane jako zmartwychwstanie, a nie zaginięcie. Tylko że to pewnie jest ta drugorzędna lub kompletnie nieważna kwestia.
22-09-2011 12:27 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>I kompletnie pomijamy pewien drobny szczegół, ten który miał zmartwychwstać nie tyle zmartwychwstał bo zniknął. Zaczął ukazywać się jako duch co zostało mylnie zinterpretowane jako zmartwychwstanie, a nie zaginięcie.

Nie jako duch. Relacje świadków są zupełnie inne.
22-09-2011 12:35 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>>I kompletnie pomijamy pewien drobny szczegół, ten który miał zmartwychwstać nie tyle zmartwychwstał bo zniknął. Zaczął ukazywać się jako duch co zostało mylnie zinterpretowane jako zmartwychwstanie, a nie zaginięcie.
>Nie jako duch. Relacje świadków są zupełnie inne.

O których świadkach piszesz, jakie relacje masz na myśli? I kiedy to się działo, jak długo po śmierci. Sam napisałeś o 500 świadkach Pawła z Tarasu. Tylko problem jest taki że wtedy Chrystus już wstąpił do nieba. Wracał ciałem czy objawieniem?
22-09-2011 13:01 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>ten który miał zmartwychwstać nie tyle zmartwychwstał bo zniknął. Zaczął ukazywać się jako duch co zostało mylnie zinterpretowane jako zmartwychwstanie, a nie zaginięcie.
>>Nie jako duch. Relacje świadków są zupełnie inne.
>O których świadkach piszesz, jakie relacje masz na myśli? I kiedy to się działo, jak długo po śmierci. Sam napisałeś o 500 świadkach Pawła z Tarasu. Tylko problem jest taki że wtedy Chrystus już wstąpił do nieba. Wracał ciałem czy objawieniem?

Mam na myśli relacje przedstawione w Ewangeliach - przeczytaj je, to nie są opisy "spotkania z duchem".
22-09-2011 16:23 
 Ocena 3 na 5
maruda (5550 punktów)
>Mam na myśli relacje przedstawione w Ewangeliach - przeczytaj je, to nie są opisy "spotkania z duchem".

Ewangelie nie są zapisem tych spotkań, są tylko zapisem opowieści o opowieściach ze spotkania z Chrystusem. Ewangelie nie są nawet spisane przez ludzi którzy w tych spotkaniach uczestniczyli, sam przyznałeś że nie wszystkie zostały spisane przez jego pierwszych uczniów.
Cytat:
Kiedy zaś powstał rankiem pierwszego dnia [Jezus] zjawił się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem demonów.
A potem zjawił się w innej postaci dwom z nich,
Później zjawił się samym jedenastu,
Tak więc Pan, Jezus, kiedy im [to] powiedział, został wzięty do nieba i usiadł po prawicy Boga. A oni wyszli i zaczęli wszędzie głosić. A Pan współdziałał z nimi i umacniał słowo przez towarzyszące [mu] znaki.
Przekład Tomasza Węcławskiego

Cytat:
9 A tak gdy wstał Jezus raniuczko pierwszego dnia po świecie, ukazał się Marjej Magdalenie, z której był wyrzucił siedmioro diabelstwa.
12. Potym też dwiema z nich przechadzającym się ukazał się w inym kształcie
14. Na ostatek onym jedennaście społu siedzącym ukazał się
Ewangelia Marka w tłumaczeniu Biblii Brzeskiej

Cytat:
9 Kiedy zmartwychwstał rano, w pierwszym [dniu] tygodnia, ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wcześniej usunął siedmiu demonów.
12 Ukazał się potem w odmienionej postaci dwom z nich,
14 A później ukazał się samym Jedenastu,
Nowy Testament Przekład na Wielki Jubileusz Roku 2000

Podchodząc do tekstów krytycznie powinienem je sfalsyfikować jako niemożliwe już po pierwszym pojawieniu się w nim demonów i od tego momentu mówić tylko o bajkach. Dlatego że istnienie demonów pomimo upłynięcia 2 tysięcy lat nie zostało udowodnione.

Specjalnie wybrałem ewangelie spisaną jak twierdzisz przez ucznia i świadka tych wydarzeń. Z powyższych tekstów to jednak nie wynika. Wręcz powiedziałbym że autor tej części nie był osobiście obecny i nie miał okazji naocznie uczestniczyć podczas tego "ukazywania się".

We wszystkich trzech tłumaczeniach jest użyte wyrażenie "ukazał się". Przecież gdyby był człowiekiem z krwi i kości to razem z Marią Magdaleną, czy z pierwszą dwójką uczniów poszedłby do pozostałych i radowaliby się razem z takiego wydarzenia. Z tekstu to nie wynika. Mamy więc tu raczej doczynienia z duchem, zwidem, albo cudownym objawieniem. Nie z kontaktem z żywym człowiekiem jakim powinien być Jezus.
23-09-2011 13:09 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>We wszystkich trzech tłumaczeniach jest użyte wyrażenie "ukazał się". Przecież gdyby był człowiekiem z krwi i kości to razem z Marią Magdaleną, czy z pierwszą dwójką uczniów poszedłby do pozostałych i radowaliby się razem z takiego wydarzenia. Z tekstu to nie wynika. Mamy więc tu raczej do czynienia z duchem, zwidem, albo cudownym objawieniem. Nie z kontaktem z żywym człowiekiem jakim powinien być Jezus.

Mam opory, że odpowiadać na Twój post, bo ta tematyka jest bardzo źle przyjmowana przez większość uczestników tego forum - już widzę te szyderstwa i odloty...
22-09-2011 14:24 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Mam na myśli relacje przedstawione w Ewangeliach - przeczytaj je, to nie są opisy "spotkania z duchem".
Nie. To są teksty, mające podbudować legendę, niemające nic wspólnego z rzeczywistością.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-09-2011 14:37 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Mam na myśli relacje przedstawione w Ewangeliach - przeczytaj je, to nie są opisy "spotkania z duchem".
>Nie. To są teksty, mające podbudować legendę, niemające nic wspólnego z rzeczywistością.
>

Skąd ta pewność?... Czyżby wiara?...
23-09-2011 07:08 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Skąd ta pewność?... Czyżby wiara?...
Nie. Kompletny brak dowodów


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
23-09-2011 10:40 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Z historycznością Jezusa już sobie poradzono. Kto wie, co będzie dalej, jeśli chodzi o nauki historyczne?
22-09-2011 17:36 
 Ocena 6 na 8
maruda (5550 punktów)
Cytat:
J 20, 14 A to rzekłszy, obróciła się nazad i ujrzała Jezusa stojącego; lecz nie wiedziała, iż Jezus był.
19 A gdy był wieczór dnia onego pierwszego po sabacie, a drzwi były zamknięte, gdzie byli uczniowie zgromadzeni dla bojaźni żydowskiej, przyszedł Jezus i stanął w pośrodku nich,
24 A Tomasz, jeden ze dwunastu, którego zowią Dydymus, nie był z nimi, gdy był przyszedł Jezus.
26 A po ośmiu dniach byli zasię uczniowie jego w domu, i Tomasz z nimi. I przyszedł Jezus, gdy były drzwi zamknięte, a stanął w pośrodku nich,

J21, 1 Potem się zaś ukazał Jezus uczniom u morza Tyberyjadzkiego, a ukazał się tak.
4 A gdy już było rano, stanął Jezus na brzegu; wszakże nie wiedzieli uczniowie, żeby był Jezus.
14 A toć już trzeci raz ukazał się Jezus uczniom swoim po zmartwychwstaniu.
Biblia Gdańska


Te teksty naprawdę można interpretować na tysiące sposobów i są interpretowane na tysiące sposobów w zależności od aktualnej potrzeby. Nie przekonuje mnie wręcz z tekstów wynika że zmartwychwstały nie żył jak zwyczajny człowiek, tylko ukazywał się niespodziewanie i przy okazji czynił cuda. W tradycji jest by teksty mógł interpretować tylko kapłan, a wierni nie mają możliwości polemiki z tak prowadzoną interpretacją.
06-11-2011 13:02 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>Mam na myśli relacje przedstawione w Ewangeliach - przeczytaj je, to nie są opisy "spotkania z duchem".
>
Joseph Ratzinger," Einführung in das Christentum", Verlag Kösel ,2005, str. 290f:

"Na początek, jest jasne że Chrystus zmartwychwstając nie wrócił z powrotem do swojego ziemskiego życia tak, jak zostało to powiedziane chociażby o synu z Nain lub Łazarzu. On zmartwychwstał w ostateczne życie, nie podlegające chemicznym i biologicznym prawom i dlatego stoi poza możliwością śmierci, w tej wieczności, którą daje miłość.Dlatego spotkania z nim są "objawieniami"........Dlatego też jest Ewangeliom tak trudno, ba, wręcz niemożliwe, opisać spotkania ze zmartwychwstałym; dlatego......wydają się przemawiać, gdy je opisują...Nie można go "(ukazującego się zmartwychwstałego)" ujrzeć tak jak za czasów jego życia; odkryć go można wyłącznie w obszarze wiary."

Karl Rahner, "Grundkurs des Glaubens", Herder2008, str.264:
"Można powiedzieć że traktując zmartwychwstanie Jezusa "historycznie" niewiele byśmy wskórali, a tylko poprzez przekonanie jego uczniów że on żyje. Jeżeli pod historycznym stanem faktycznym rozumie się taki stan,który w swej własności należy do obszaru i naszego przestrzenno-czasowego,normalnego rozumienia, tzn.że taki sam fenomen często należy do stwierdzonej empirii, wtedy jest oczywiste że zmartwychwstanie Jezusa nie może i nie zamierza być wydarzeniem "historycznym". W przeciwnym bowiem razie nie byłoby ( to zmartwychwstanie) zakończeniem=zniesieniem naszej trwającej historii i jej plonów w ostateczność..."

Już podczas II Soboru Watykańskiego (posiedzenie 9: konstytucja pastoralna Kościoła w świecie dzisiaj) zostało zaskarżone że tak zwana pobożność ludowa przyniosła chrześcijaństwu więcej szkód niż ateizm. (Rahner str.66)

Kluczowe słowo "objawienia", w oryginale:Erscheinung(en)
Erscheinung,religijne znaczenie:Ukazywanie się cieni,iluzji,duchów zmarłych,duchów przodków,demonów,diabłów i aniołów aż do wizji.(wiki)
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Odpowiadasz na mój post sprzed wielu tygodni, więc czuję się w obowiązku zareagować.
Co chciałbyś zasugerować poprzez przytoczone cytaty?
07-11-2011 02:06 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Odpowiadasz na mój post sprzed wielu tygodni, więc czuję się w obowiązku zareagować.
>Co chciałbyś zasugerować poprzez przytoczone cytaty?
>
Powiedz czy ty jesteś taki cyniczny czy taki ograniczony.Nie przyjmujesz żadnych argumentów poniżej profesora, opisujesz sceny o rybach i miodzie jako dosłowne.Bierzesz dosłownie opisy ciał z krwi i kości. To nie są duchy powiadasz.A dwóch profesorów jest całkiem innego zdania.Nie robisz się bardziej papieski od papieża w tych swoich interpretacjach? "Co chciałbyś zasugerować?".Czy nie widzisz że pleciesz bzdury?
Wiele tygodni jest niczym od lat 70 I wieku, a z taką pasją opisujesz nam swoje prawdy o ewangeliach.Nikt nie pyta "co chcesz zasugerować po tylu wiekach".Miarę którą stosujesz do innych stosuj też do ciebie.Inaczej twoje posty będą traktowane jako bełkot paranoika.Ponadto musisz mi dać czas na wypożyczenie lektur profesorskich,bo tylko takie przyjmujesz.Gdybyś miał kręgosłup, obaliłbyś teologicznie twierdzenia Ratzingera i Rahnera, lub przyznał się do błędu.Błądzić jest ludzkie, ty najwyraźniej uważasz siebie za wyrocznię.To nie wszystko co sobie wypożyczyłem.Mam też Gnilkę i już w dwóch miejscach widać fałszywe nauki.Ponadto przygotowuję ci listę wszystkich współcześnie żyjących Jezusowi, którzy nie napisali na jego temat ani słowa.Spodziewaj się że odpowiem ci na jeszcze parę postów z przed kilku tygodni.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Powiedz czy ty jesteś taki cyniczny czy taki ograniczony.
>Czy nie widzisz że pleciesz bzdury?
>Wiele tygodni jest niczym od lat 70 I wieku, a z taką pasją opisujesz nam swoje prawdy o ewangeliach.Nikt nie pyta "co chcesz zasugerować po tylu wiekach".Miarę którą stosujesz do innych stosuj też do ciebie.Inaczej twoje posty będą traktowane jako bełkot paranoika.
>Błądzić jest ludzkie, ty najwyraźniej uważasz siebie za wyrocznię.

Porozmawiajmy za kilka tygodni - jak już się trochę uspokoisz.
08-11-2011 01:18 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>Porozmawiajmy za kilka tygodni - jak już się trochę uspokoisz.
Dlaczego nie odpowiesz od ręki? To musi być bardzo fascynujące usłyszeć, jak osoba u której nie zachodziły procesy chemiczno-biologiczne strawiła rybę z miodem? Wytłumacz w końcu był zjawą czy człowiekiem z krwi i kości? Nie musisz się zasłaniać moim stanem emocjonalnym.Nic bardziej mnie nie uspokoi jak Twoja logiczna odpowiedź na te pytania.
22-09-2011 12:36 
 Ocena 1 na 1
Felek Zdankiewicz (67 punktów)
>>I kompletnie pomijamy pewien drobny szczegół, ten który miał zmartwychwstać nie tyle zmartwychwstał bo zniknął. Zaczął ukazywać się jako duch co zostało mylnie zinterpretowane jako zmartwychwstanie, a nie zaginięcie.
>Nie jako duch. Relacje świadków są zupełnie inne.
>

Jakich świadków? Ewangelie zostały napisane najpewniej w II w., więc żaden Ewangelista nie mógł znać Jezusa osobiście.
22-09-2011 12:54 
 Ocena 2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>> Zaczął ukazywać się jako duch co zostało mylnie zinterpretowane jako zmartwychwstanie, a nie zaginięcie.
>>Nie jako duch. Relacje świadków są zupełnie inne.
>>
>Jakich świadków? Ewangelie zostały napisane najpewniej w II w., więc żaden Ewangelista nie mógł znać Jezusa osobiście.

Nie, Ewangelie powstały w I wieku, jedynie Ewangelia Jana mogła powstać ok. 100-110 roku. Co najmniej dwóch autorów Ewangelii znało Jezusa osobiście. Ewangeliści przedstawiają świadectwa różnych osób (kobiet, apostołów, uczniów) - z niektórymi ze świadków mieli zapewne kontakt osobisty.
22-09-2011 13:11 
 Ocena 2 na 2
Felek Zdankiewicz (67 punktów)

>Nie, Ewangelie powstały w I wieku, jedynie Ewangelia Jana mogła powstać ok. 100-110 roku. Co najmniej dwóch autorów Ewangelii znało Jezusa osobiście. Ewangeliści przedstawiają świadectwa różnych osób (kobiet, apostołów, uczniów) - z niektórymi ze świadków mieli zapewne kontakt osobisty.
>
Najstarszą zachowaną Ewangelią była Janowa z II wieku. Św. Ignacy z Antiochii w swoich listach nic a nic nie mówi o Ewangeliach Mateusza, Marka czy Łukasza. A przecież był biskupem Antiochii i aż dziwne, że pisząc o "dobrej nowinie" nie powoływał się na te pisma, które powinny być spisane przed nim.
22-09-2011 14:14 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Najstarszą zachowaną Ewangelią była Janowa z II wieku.
Najstarszą zachowaną do dziś (papirus Rylandsa). Badacze są zgodni, że Janowa ewangelia jest najmłodsza, synoptyczne są starsze i pochodzą najprawdopodobniej z lat 70-90.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-09-2011 14:23 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>Co najmniej dwóch autorów Ewangelii znało Jezusa osobiście.
No, może... Ale gdy spisywali swoje "wspomnienia", byli już starzy, a poza tym już krążyły legendy o "mesjaszu" i to właśnie ewangeliści spisali. Faktów w ewangeliach jest tyle, co kot napłakał.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-09-2011 14:50 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Co najmniej dwóch autorów Ewangelii znało Jezusa osobiście.

Doprawdy? Których dwóch?


Biblia nie została napisana przez znienawidzonych katolików ani nie jest ich własnością. (ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski)
22-09-2011 11:08 
 Ocena 3 na 3
Felek Zdankiewicz (67 punktów)

>Tak, ale w tym przypadku mamy cztery częściowo niezależne relacje z I wieku - różniące się w wielu drugorzędnych szczegółach i zgodne w kwestiach pierwszorzędnych.
>

Ale Ewangelie były pisane jedna po drugiej, a nie jednocześnie. Kolejni Ewangeliści kopiowali poprzedników. Gdyby byli świadkami wydarzeń nie musieliby opierać się na wersjach z drugiej ręki. Właśnie ich podobieństwo spowodowało uznanie ich za kanoniczne, bo reszta apokryfów była zbyt różnorodna, ale niekoniecznie niewiarygodna, po prostu nie pasowała do "właściwej" wersji wydarzeń.
22-09-2011 12:37 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Tak, ale w tym przypadku mamy cztery częściowo niezależne relacje z I wieku - różniące się w wielu drugorzędnych szczegółach i zgodne w kwestiach pierwszorzędnych.
>>
>Ale Ewangelie były pisane jedna po drugiej, a nie jednocześnie. Kolejni Ewangeliści kopiowali poprzedników. Gdyby byli świadkami wydarzeń nie musieliby opierać się na wersjach z drugiej ręki. Właśnie ich podobieństwo spowodowało uznanie ich za kanoniczne, bo reszta apokryfów była zbyt różnorodna, ale niekoniecznie niewiarygodna, po prostu nie pasowała do "właściwej" wersji wydarzeń.
>

Z badań wynika, że proces powstawania Ewangelii wyglądał nieco inaczej. Ewangelie Mateusza i Łukasza zostały napisane prawdopodobnie z wykorzystaniem wcześniejszej Ewangelii Marka i tzw. źródła Q. Ewangelia Jana powstała niezależnie od wcześniejszych trzech i różni się od nich pod wieloma względami. Mateusz oraz Jan należeli do grona Apostołów. Poza tym oprócz Ewangelii mamy Dzieje Apostolskie i wiele listów apostolskich. W sumie - bogaty materiał źródłowy. Pochodzący z I wieku i dobrze udokumentowany (bardzo duża liczba rękopisów).
22-09-2011 13:53 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>W sumie - bogaty materiał źródłowy. Pochodzący z I wieku i dobrze udokumentowany (bardzo duża liczba rękopisów).
Bardzo dużo rękopisów ewangelii z I wieku? Chyba trochę pojechałeś...
Papirus Rylandsa, lata 120-125 (prawdopodobnie).
Papirusy Beatty'ego pochodzą z przełomu II i III w.
Papirusy Bodmera datowane są na ok. 200 r.
Papirus 6 pochodzi z IV wieku.
Codex Petropolitanus purpureus, Codex Sinopensis, Codex purpureus Rossanensis i Codex Beratinus pochodzą z VI wieku.
Jeśli znasz inne wczesne zachowane wersje ewangelii, to mnie uświadom.

Edit: pominęłam niektóre rękopisy z przełomu II i III wieku (papirus magdaleński, papirus 4), bo to w sumie niewiele wnosi.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-09-2011 14:15 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>W sumie - bogaty materiał źródłowy. Pochodzący z I wieku i dobrze udokumentowany (bardzo duża liczba rękopisów).
>Bardzo dużo rękopisów ewangelii z I wieku? Chyba trochę pojechałeś...
> Papirus Rylandsa, lata 120-125 (prawdopodobnie).
> Papirusy Beatty'ego pochodzą z przełomu II i III w.
> Papirusy Bodmera datowane są na ok. 200 r.
> Papirus 6 pochodzi z IV wieku.
> Codex Petropolitanus purpureus, Codex Sinopensis, Codex purpureus Rossanensis i Codex Beratinus pochodzą z VI wieku.
>Jeśli znasz inne wczesne zachowane wersje ewangelii, to mnie uświadom.
>

Nie, nie tak, źle mnie zrozumiałaś: teksty pochodzą z I wieku (tzn. wtedy zostały po raz pierwszy zapisane), natomiast istniejące do dziś rękopisy - z późniejszych okresów; rękopisów greckich Nowego Testamentu (o różnej objętości) jest ponad trzy tysiące, nie licząc lekcjonarzy. Z ok. 200 roku pochodzą już duże fragmenty prawie wszystkich tekstów.
22-09-2011 14:33 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
No to tych tekstów nie ma wcale tak dużo, a wszystkie datowane są po 65 roku. Niektóre teksty są znacznie późniejsze (w tym także wiele tzw. ewangelii apokryficznych, wiele tzw. listów apostolskich). Liczba kopii nie świadczy wcale o "dobrym udokumentowaniu", raczej o dobrym "piarze" chrześcijaństwa, które się szybko rozprzestrzeniało i trzeba było kopiować teksty, by rozsyłać je po całym Imperium Romanum.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-09-2011 14:43 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W ostatniej odpowiedzi Andrzej.51 stwierdził, iż ogromna większość współczesnych historyków uznaje historyczność Jezusa. Zachęca mnie to do zerknięcia uważniej na biblioznawstwo, albowiem na bazie istniejących źródeł taka dysproporcja w poglądach historyków wydaje mi się niezwykła.
22-09-2011 14:56 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>No to tych tekstów nie ma wcale tak dużo, a wszystkie datowane są po 65 roku. Niektóre teksty są znacznie późniejsze (w tym także wiele tzw. ewangelii apokryficznych, wiele tzw. listów apostolskich). Liczba kopii nie świadczy wcale o "dobrym udokumentowaniu", raczej o dobrym "piarze" chrześcijaństwa, które się szybko rozprzestrzeniało i trzeba było kopiować teksty, by rozsyłać je po całym Imperium Romanum.
>

Ile znasz tekstów z I wieku, które są lepiej udokumentowane?
23-09-2011 07:14 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Ile znasz tekstów z I wieku, które są lepiej udokumentowane?
No cóż... Teksty jak teksty. Znam doskonale udokumentowane teksty z lat 1500-1200 p.n.e. Niektóre są zapisami wydarzeń historycznych i zjawisk społecznych, inne to zapisy mitów, wierzeń, wskazówki, jak żyć, żeby po śmierci nie spotkała człowieka przykrość. Udokumentowanie (myślę, że chodzi Ci o sam fakt potwierdzonego istnienia tekstów) nie świadczy, że napisano w nich prawdę, całą prawdę i tylko prawdę


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Meretseger, ale sama powiedz - czy można przyjąć za pewnik historyczność Jezusa? Bazując na uzasadnieniu, które przytoczył nasz specjalista? Tj., że śmierć na krzyżu ponoszona za bunt, a nie wiarę, wcześni chrześcijanie musieli czuć niewygodnie z ukrzyżowaniem (a nie ukamieniowaniem) - czyli Jezus na bank istniał...?
23-09-2011 11:48 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Meretseger, ale sama powiedz - czy można przyjąć za pewnik historyczność Jezusa? Bazując na uzasadnieniu, które przytoczył nasz specjalista? Tj., że śmierć na krzyżu ponoszona za bunt, a nie wiarę, wcześni chrześcijanie musieli czuć niewygodnie z ukrzyżowaniem (a nie ukamieniowaniem) - czyli Jezus na bank istniał...?
Można wymyślić inne przyczyny i motywacje utrwalania tego mitu.
Po pierwsze - mógł istnieć sekciarz, skazany przez Rzymian.
Jednak trudno mi wyobrazić sobie, aby pacyfista dążący do nadstawiania policzka i oddawania bogu co boskie, a cesarzowi itd. mógł się tak narazić Rzymianom, którzy z lekka w nosie mieli kwestie bogów.
Bardziej prawdopodobne jest, że sekciarz miał aspiracje polityczne i za to beknął.
Skąd potem zmiana frontu? Ano - filozofię mamy nie od Jezusa. A już na pewno nie filozofię miłości, pod jaką sprzedają nam chrześcijaństwo. To był w naszych odczuciach ortodoks i ksenofob. Nie chciał pomagać przedstawicielom innych narodowości, tekst o psach itd. - przeczytajcie NT uważnie i zastanówcie się nad sensem słów.
Późniejsze ugładzenie tego zawdzięczamy właśnie autorowi pierwowzoru trzech ewangelii synoptycznych (który jest dyskusyjny, ale niewątpliwie jakiś istniał, pytanie, czy była nim jedna z istniejących ewangelii, czy też coś, co już nie istnieje) albo komuś, kto przerobił wszystko pomiędzy.
Czyli de facto mamy dwie opowieści, jedną o cudownym nauczycielu, który wcale nie był taki dobry, a drugą - późniejszą - dostosowywaną do odpowiedniego PR-u
Czy to oznacza, że któraś jest prawdziwa? Przypuszczam, że żadna nie jest prawdziwa naprawdę, bo żadna nie oddaje pierwowzoru, czyli osoby, która istniała i została ukrzyżowana.
23-09-2011 12:26 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Więc czytając wypowiedzi Andrzeja.51 dochodzę do wniosku, iż ich autor, szanując główny, bardzo dominujący pogląd biblioznawców zakłada historyczność postaci, która wygłaszała pacyfistyczne treści znane z Kazania na Górze i została ukrzyżowana. I właśnie ta niespójność - jest zdaniem historyków i Andrzeja.51 - koronnym argumentem za historycznością Jezusa. "Bo przecież kto by wymyślił, że Rzymianie, a nie Sanhedryn ukrzyżowali pacyfistycznego, judaistycznego heretyka?". Mnie osobiście to zupełnie nie przekonuje, daleko temu do koronnego dowodu na istnienie historycznej postaci Jezusa, która nauczała z grubsza tego, co jest w Ewangeliach i została ukrzyżowana. Moim zdaniem zawiłości procesu ukrzyżowania wskazują raczej na literackie zabiegi mające na celu manipulowanie rodzącą się teologią.

Czyli to, co jest przedstawiane jako koronny argument na "tak", jest moim zdaniem jednym z wielu argumentów na "nie". Przecież Piłat nie był pajacem. Po co miałby się osobiście i z takim namaszczeniem przejmować wiejskim filozofem. Po co miałby dla niego łamać prawo rzymskie? Jedynym wyjaśnieniem zgodnym z Ewangeliami byłby ogromny już wtedy, za życia domniemanego Jezusa, ruch chrześcijan. Tak duży, że zagrażał stabilności regionu. Gdzie wzmianki o tym?
23-09-2011 21:03 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
Dokładnie.
Należy wziąć też pod uwagę, iż przeniesienie odpowiedzialności na Rzymian było bardzo wygodne dla narodu, który dzięki temu mógł "umyć ręce" niemal dosłownie. Czyli tak po prawdzie nie wiemy i nie możemy w sumie wiedzieć, czy gdzieś po drodze komuś taka wizja nie była na rękę.
24-09-2011 00:00 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mogłaby to też być chęć pokazania bardziej kosmopolitycznej odpowiedzialności za zabicie boga, tak aby wszyscy (a nie tylko żydzi) mogli wierzyć i żałować. Jednocześnie z ukrzyżowaniem mogli się utożsamiać wierzący spoza terenów judejskich.

DO tego dochodziła też chęć dołączenia Jezusa do Starego Testamentu. Smierć postaci literackiej "Jezus" poniesiona za harezję byłaby w tym kontekście dużo mniej wygodna od śmierci bandycko - politycznej - ukrzyżowania. Do tego doszedł sprytny pomysł z "Żydowskim królem", który w scenie pasji wyskakuje jak pajac z pudełka, wcześniej nie było nic takiego, poza dziwacznym wjazdem do Jerozolimy w trakcie swoistego "misterium święta głupców". Ten fragment mógł być dopisany dla podniesienia rangi skomplikowanych teologicznie zabaw z rodzajem masochistycznej śmierci boga kreowanego czysto literacko, bez odpowiednika w istniejącym realnie bohaterze.
23-09-2011 13:41 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Meretseger, ale sama powiedz - czy można przyjąć za pewnik historyczność Jezusa?
Za pewnik nie, ale można z pewnym prawdopodobieństwem uznać, że istniała postać (lub postacie), na której/których wzorowali się twórcy mitu o Jezusie Chrystusie - Mesjaszu. O ile w historyczność takiego np. Ptaha szczerze wątpię, choć podobno był królem Egiptu i panował ok. 3260 lat, o tyle w przypadku "Jezusa" (czy jakkolwiek mu było na imię) nie mam stuprocentowej pewności, że nie istniał. Nie ma dowodu, że tak, nie ma dowodu, że nie. Jakiś pierwowzór mógł istnieć, o tak bym powiedziała.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
23-09-2011 13:49 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Jakiś pierwowzór mógł istnieć,


Ja również mógłbym tak stwierdzić, i użyć liczby mnogiej słowa "pierwowzór". Tym niemniej Andrzej.51 porusza się w dużym obszarze pewności co do historycznego Jezusa, który

1) nauczał tego, co zawarto w Kazaniu na Górze
2) urodził się około 1 r.n.e (kilka lat do przodu, kilka do tyłu)
3) został ukrzyżowany
4) ukrzyżowaniu towarzyszyły przepychanki Sanhedrynu z Piłatem, jak opisano
5) miał grób (być może pusty po śmierci - tu dopiero pojawia się pierwsze "być może")
6) był w relacji jako mistrz, albo jakoś inaczej z Marią Magdaleną

To wszystko - jak wynika z postów pana Andrzeja - jest nieomal pewne. Tak jak poczynania Juliusza Cezara.
23-09-2011 14:14 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>1) nauczał tego, co zawarto w Kazaniu na Górze
Być może.
>2) urodził się około 1 r.n.e (kilka lat do przodu, kilka do tyłu)
To prawdopodobne. Sporo dałoby się naliczyć takich osób.
>3) został ukrzyżowany
Prawdopodobnie, o ile został przez Rzymian potraktowany jako przestępca polityczny. Rzymianie stosowali tę karę.
>4) ukrzyżowaniu towarzyszyły przepychanki Sanhedrynu z Piłatem, jak opisano
Być może. Aczkolwiek dowodów na to nie ma.
>5) miał grób (być może pusty po śmierci - tu dopiero pojawia się pierwsze "być może")
Grób mógł mieć. Zresztą, o ile pamiętam, to nie był jego własny grób, tylko niejakiego Józefa z Arymatei. Może przechowano w nim ciało tylko tymczasowo, przez szabat, a w niedzielę o świcie przeniesiono gdzie indziej. To takie sobie gdybanie, nawet nie hipoteza.
>6) był w relacji jako mistrz, albo jakoś inaczej z Marią Magdaleną
Postać Marii Magdaleny jest dość tajemnicza. Pojawia się u Łukasza wraz z Joanną, Zuzanną i innymi kobietami (Łk 8.1-3: "...kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia..."), w pozostałych ewangeliach wymieniona jest dopiero przy ukrzyżowaniu, jako ta, która pierwsza przybyła do grobu. Czy była postacią historyczną? Pewnie tak samo, jak Jezus...


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
23-09-2011 15:11 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale zauważ, iż koronny dowód, jakim jest ukrzyżowanie heretyka (podczas, gdy powinien być ukamieniowany) wskazuje jednocześnie na innego Jezusa, zaangażowanego w akcje polityczno - powstańcze. Tymczasem ów koronny dowód potwierdza postać zarówno ukrzyżowaną, jak i karzącą na górze. To mi wygląda na niezły przekręt...

Tak poza tym, każda z rzeczy przez ciebie wymieniona jest prawdopodobna - ludzie rodzili się koło 1 rne, byli skazywani na śmierć niekiedy, mieli ambicje polityczne, lub mistyczne, przyjaźnili się z Mariami Magdalenami. Ale to wszystko na raz, w jednej postaci, przyjęte za pewnik - to trochę za wiele... I koronny argument - patrz pierwszy akapit.
25-09-2011 11:40 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Dlatego przyjmuję z dużym prawdopodobieństwem, że "Jezusów" mogło być dwóch. Może więcej.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
25-09-2011 12:57 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Dlatego przyjmuję z dużym prawdopodobieństwem, że "Jezusów" mogło być dwóch. Może więcej.

Jeden gruby idealnie równoważy dwóch chudych:
www.youtube.com/watch?v=DuIjDRCzAFY
.

Biblia nie została napisana przez znienawidzonych katolików ani nie jest ich własnością. (ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski)
25-09-2011 19:03 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja raczej nie sądzę, iż miało miejsce ukrzyżowanie kogokolwiek, kto miałby cokolwiek wspólnego z Jezusem z Ewangelii. Ukrzyżowanie i zmartwychwstanie wymyślono jako elementy atrakcyjnej religijności. Być może nawet był to pierwotnie jakiś odłam orfików, który się zjudaizował na bazie głuchego telefonu. Później zaczęto do tego doklejać inne historyjki, aż w końcu posłużono się pseudorealizmem. To wydaje mi się najbardziej prawdopodobne, jak spoglądam na znane mi fakty i interpretacje dokumentów.

Jeśli chodzi o datowanie istniejących dokumentów, bardzo bym chciał, aby zrobiono to jeszcze raz i aby nikt z badaczy w zespole nie był chrześcijaninem, ani nie sympatyzował z chrześcijanami na zasadzie NOMA. Wartoby zaprosić niezależnych badaczy, związanych z ateizmem i innymi religiami. Moim zdaniem badania autentyczności Ewangelii przypominają "badania" Całunu Turyńskiego. I to coraz bardziej!
24-09-2011 10:27 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)

>1) nauczał tego, co zawarto w Kazaniu na Górze
>2) urodził się około 1 r.n.e (kilka lat do przodu, kilka do tyłu)

Ale przecież bardzo ważne jest to czy narodził sie kilka lat przed swoimi narodzinami czy kilka lat po swoich narodzinach. Dowodem przecież na istnienie tej postaci jest wg. niektórych tutaj, historia ukrzyżowania opisana w Ewangelii. Jeśli Jezus urodził sie po 4 rpne to Ewangelie kłamią co do Heroda i historii z jego rzezią dzieci, więc nie bardzo rozumiem jak można dawać wiarę opisowi Ewangelii jednej historii a inne historie pomijać.

>3) został ukrzyżowany

może

>4) ukrzyżowaniu towarzyszyły przepychanki Sanhedrynu z Piłatem, jak opisano

być może - można coś na ten temat znależć w innych opisach poza Ewangeliami?

>5) miał grób (być może pusty po śmierci - tu dopiero pojawia się pierwsze "być może")

skąd wiadomo, że miał ?

>6) był w relacji jako mistrz, albo jakoś inaczej z Marią Magdaleną

wg. innych była to relacja kobieta - mężczyzna

>To wszystko - jak wynika z postów pana Andrzeja - jest nieomal pewne. Tak jak poczynania Juliusza Cezara.

Jeśli jest pewne, musi mieć potwierdzenie w w innych żródłach, nie tylko w Ewangelii.
24-09-2011 14:00 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Też uważam, iż pewność takiej rzeczy, pozwalająca poruszać się swobodnie w obrębie tak ujętego historycznego Jezusa potrzebuje dokumentów i relacji zewnętrznych, których jest zdecydowanie za mało, a nie ma żadnych, które potwierdzałyby ukrzyżowanego nauczyciela.

Ale tutaj należy się kierować z pytaniami do Andrzeja.51, co ja też czynię, oraz samemu analizować istniejącą faktografię, co wszyscy staramy się robić, jak widzę. Wydaje mi się, iż nie powinniśmy się czuć przytłoczeni erudycją, bo i z bardzo erudycyjnym podłożem można wyciągać bardzo ryzykowne wnioski.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
[color=blue]czy można przyjąć za pewnik historyczność Jezusa?
>Za pewnik nie, ale można z pewnym prawdopodobieństwem uznać, że istniała postać (lub postacie), na której/których wzorowali się twórcy mitu o Jezusie Chrystusie - Mesjaszu. /.../ w przypadku "Jezusa" (czy jakkolwiek mu było na imię) nie mam stuprocentowej pewności, że nie istniał. Nie ma dowodu, że tak, nie ma dowodu, że nie. Jakiś pierwowzór mógł istnieć, o tak bym powiedziała.

Odpowiem tu Pani tak samo jak Panu Fizykowi.

Mam bardzo podobne zdanie.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-09-2011 11:39 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>No to tych tekstów nie ma wcale tak dużo, a wszystkie datowane są po 65 roku. Niektóre teksty są znacznie późniejsze (w tym także wiele tzw. ewangelii apokryficznych, wiele tzw. listów apostolskich). Liczba kopii nie świadczy wcale o "dobrym udokumentowaniu", raczej o dobrym "piarze" chrześcijaństwa, które się szybko rozprzestrzeniało i trzeba było kopiować teksty, by rozsyłać je po całym Imperium Romanum.
>>
>Ile znasz tekstów z I wieku, które są lepiej udokumentowane?
Znamy i starsze.
23-09-2011 12:21 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>No to tych tekstów nie ma wcale tak dużo, a wszystkie datowane są po 65 roku. Niektóre teksty są znacznie późniejsze (w tym także wiele tzw. ewangelii apokryficznych, wiele tzw. listów apostolskich). Liczba kopii nie świadczy wcale o "dobrym udokumentowaniu", raczej o dobrym "piarze" chrześcijaństwa, które się szybko rozprzestrzeniało i trzeba było kopiować teksty, by rozsyłać je po całym Imperium Romanum.
>>>
>>Ile znasz tekstów z I wieku, które są lepiej udokumentowane?
>Znamy i starsze.

Jeszcze raz zapytam - a z I wieku?
23-09-2011 20:38 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>>>No to tych tekstów nie ma wcale tak dużo, a wszystkie datowane są po 65 roku. Niektóre teksty są znacznie późniejsze (w tym także wiele tzw. ewangelii apokryficznych, wiele tzw. listów apostolskich). Liczba kopii nie świadczy wcale o "dobrym udokumentowaniu", raczej o dobrym "piarze" chrześcijaństwa, które się szybko rozprzestrzeniało i trzeba było kopiować teksty, by rozsyłać je po całym Imperium Romanum.
>>>>
>>>Ile znasz tekstów z I wieku, które są lepiej udokumentowane?
>>Znamy i starsze.
>Jeszcze raz zapytam - a z I wieku?
>
A to Ci robi różnicę, czy z I czy z VI p.n.e.?
Herodot się biedaczek nie kwalifikuje? Bo później mieli co - trudniejsze zadanie podczas dokumentowania zdarzeń? Dlaczego? Podobnie Tukidydes, a jest uznawany za bardzo ścisłego "opisywacza".

W sumie może robić większą różnicę, z jakiego rejonu świata, bo w końcu w Amerykach wtedy były niezłe kultury, Chiny również kwitły, a jednak Mesjasz przyszedł do barbarzyńskich, krwawych i szczerze mówiąc porażająco prymitywnych nomadów...

A taki Tacyt np.? Rozpoczął w I w.n.e. Pliniusze obaj.

To są teksty, które darzone są dość dużym zaufaniem, chociaż nikt nie boi się wyrazić wobec nich krytycyzmu, tak jak ma to miejsce z tą świętą krową religii.
24-09-2011 22:22 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>>>Ile znasz tekstów z I wieku, które są lepiej udokumentowane?
>>>Znamy i starsze.
>>Jeszcze raz zapytam - a z I wieku?
>>
>A to Ci robi różnicę, czy z I czy z VI p.n.e.?
>Herodot się biedaczek nie kwalifikuje? Bo później mieli co - trudniejsze zadanie podczas dokumentowania zdarzeń? Dlaczego? Podobnie Tukidydes, a jest uznawany za bardzo ścisłego "opisywacza".
>W sumie może robić większą różnicę, z jakiego rejonu świata, bo w końcu w Amerykach wtedy były niezłe kultury, Chiny również kwitły, a jednak Mesjasz przyszedł do barbarzyńskich, krwawych i szczerze mówiąc porażająco prymitywnych nomadów...
>A taki Tacyt np.? Rozpoczął w I w.n.e. Pliniusze obaj.
>To są teksty, które darzone są dość dużym zaufaniem, chociaż nikt nie boi się wyrazić wobec nich krytycyzmu, tak jak ma to miejsce z tą świętą krową religii.

Wszystkie wymienione przez Ciebie teksty zachowały się w kilku kopiach. Powtarzam: w KILKU. Mimo to uważamy, że są wystarczająco dobrze udokumentowane.
A teksty Nowego Testamentu? KILKA TYSIĘCY kopii. I to samych greckich rękopisów.
24-09-2011 22:44 
 Ocena 2 na 2
zupełna (2507 punktów)
>A teksty Nowego Testamentu? KILKA TYSIĘCY kopii. I to samych greckich rękopisów.
Gdzie one teraz się znajdują? Zwłaszcza te kilka tysięcy.
26-09-2011 00:43 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> >A teksty Nowego Testamentu? KILKA TYSIĘCY kopii. I to samych greckich rękopisów.
>Gdzie one teraz się znajdują? Zwłaszcza te kilka tysięcy.

W różnych miejscach. Np. najstarszy papirus (J. Rylandsa), datowany na początek II wieku, znajduje się w John Rylands Library w Manchesterze.
26-09-2011 08:11 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
O papirusie Rylanda to ja już wcześniej pisałam. Z okresu II-III w. znane są 64 papirusy, z tego znakomita większość powstała w wieku III. Do roku 200 naliczyłam ich 11. Najstarszy kodeks majuskułowy to połowa IV wieku. No to gdzie ten I wiek i te tysiące?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
26-09-2011 09:58 
 Ocena 3 na 3
zupełna (2507 punktów)
> O papirusie Rylanda to ja już wcześniej pisałam. Z okresu II-III w. znane są 64 papirusy, z tego znakomita większość powstała w wieku III. Do roku 200 naliczyłam ich 11. Najstarszy kodeks majuskułowy to połowa IV wieku. No to gdzie ten I wiek i te tysiące?
Pewnie w "róznych miejscach". Pan mbielecki to dość dobrze się tu bawi mam takie wrażenie.
26-09-2011 10:00 
 Ocena 2 na 2
zupełna (2507 punktów)
>> >A teksty Nowego Testamentu? KILKA TYSIĘCY kopii. I to samych greckich rękopisów.
>>Gdzie one teraz się znajdują? Zwłaszcza te kilka tysięcy.
>W różnych miejscach.
Dziekuję za odpowiedz

27-09-2011 13:13 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>> >A teksty Nowego Testamentu? KILKA TYSIĘCY kopii. I to samych greckich rękopisów.
>>Gdzie one teraz się znajdują? Zwłaszcza te kilka tysięcy.
>W różnych miejscach. Np. najstarszy papirus (J. Rylandsa), datowany na początek II wieku, znajduje się w John Rylands Library w Manchesterze.
To jeden, a pozostałe tysiące?
25-09-2011 11:45 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>A teksty Nowego Testamentu? KILKA TYSIĘCY kopii. I to samych greckich rękopisów.
Ile??? Nie przesadzaj. Kilkanaście. Większość z IV wieku i późniejsze.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
26-09-2011 00:39 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>A teksty Nowego Testamentu? KILKA TYSIĘCY kopii. I to samych greckich rękopisów.
>Ile??? Nie przesadzaj. Kilkanaście. Większość z IV wieku i późniejsze.

A to co znowu? Prowokacja?
No to policzmy:
1) papirusy - ok. 90
2) kodeksy majuskułowe - ponad 250
3) kodeksy minuskułowe - ponad 2700
4) lekcjonarze - ponad 2000.
26-09-2011 07:51 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
A te kodeksy z którego wieku i w jakim języku spisane?
No dobra, niech będzie, że greckie, ale nadal pytam - w jakim czasie były pisane? Wszystkie po III wieku odpadają. No to słucham.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
27-09-2011 13:52 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>>A teksty Nowego Testamentu? KILKA TYSIĘCY kopii. I to samych greckich rękopisów.
>>Ile??? Nie przesadzaj. Kilkanaście. Większość z IV wieku i późniejsze.
>A to co znowu? Prowokacja?
>No to policzmy:
>1) papirusy - ok. 90
>2) kodeksy majuskułowe - ponad 250
>3) kodeksy minuskułowe - ponad 2700
>4) lekcjonarze - ponad 2000.
A jakieś źródła tych danych?
27-09-2011 14:11 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>>No to policzmy:
>>2) kodeksy majuskułowe - ponad 250
>A jakieś źródła tych danych?

Źródła danych są niech za przykład posłużą kodeksów majuskułowe. W haśle znajdziesz odnośnik do pozostałych 3 typów kopii ewangelii, jest tam też kolumna podpisana data powstania. Pan M.Bielecki jak zwykle nie do końca zrozumiał pytanie i podał wszystkie zachowane stare kopie nie uwzględniając czasu ich powstawania. Mówiąc o tysiącach miał oczywiście na myśli wszystkie stare kopie z okresu II - X wieku, oczywiście im bliżej II wieku tym bardziej mówimy o fragmentach tekstów, zamiast o całych tekstach. Takie drobne niedopowiedzenie, nie ma o co kruszyć kopii.
27-09-2011 14:47 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
A lekcjonarze odnoszą się do wieków VIII-XVII. Też nie ma o co kopii kruszyć

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
28-09-2011 10:45 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
Ano właśnie...
Czyli z I w. nie ma w zasadzie zbyt wiele, co by nie powiedzieć, że nic praktycznie.
Ale się czepiał.
26-09-2011 14:00 
 0 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Czy Panie jeszcze pamiętają, o czym rozmawiamy? Z waszych postów wnioskuję, że nie, więc przypominam: rozmawiamy o tym, że pisma Nowego Testamentu są lepiej udokumentowane niż wszystkie inne starożytne teksty z tego okresu - i to dużo lepiej. Proponuję, żeby przeniosły Panie to chaotyczne strzelanie pytaniami nie na temat do nowego wątku pt. "Powstanie Ewangelii". Proponuję też, żeby Panie same znalazły odpowiedzi na pytania typu: "gdzie są te papirusy?", "z którego wieku są te papirusy?" itd. - czy ja jestem chodzącą encyklopedią???
27-09-2011 09:36 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>pisma Nowego Testamentu są lepiej udokumentowane niż wszystkie inne starożytne teksty z tego okresu - i to dużo lepiej.
Moim zdaniem nie są, a dlaczego, to już pisałam.
>chaotyczne strzelanie pytaniami
Argumentów brak?
>żeby Panie same znalazły odpowiedzi
"Panie" znają odpowiedzi. Zastanawiają się tylko, czy Pan również je zna.
>czy ja jestem chodzącą encyklopedią?
Nie i tu jest pies pogrzebany.
Za zaproszenie dziękuję, temat nieszczególnie mnie pasjonuje, zajmuję się tekstami o wiele starszymi i co najmniej równie "dobrze udokumentowanymi".


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
27-09-2011 11:11 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Czy Panie jeszcze pamiętają, o czym rozmawiamy?
Wątek rozpoczął się od tych pytań.
Czy zmartwychwstanie Chrystusa jest faktem historycznie udokumentowanym?.
Czy to prawda, że "Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym." ?
Później włączył się Pan Mbielecki:
Jeśli chodzi o kwestię pustego grobu oraz ukazywania się Chrystusa po zmartwychwstaniu, to mamy tu relacje wielu świadków, które z punktu widzenia metodologii nauk historycznych są udokumentowane dostatecznie dobrze.
Odpowiedź Bogusławskiego:
Jakie mamy relacje świadków, które z punktu widzenia metodologii nauk historycznych mogą być uznane za bezsporne istnienie Jezusa Chrystusa, to nie udało mi się jeszcze nigdzie znaleźć? Nawet uczeni najbardziej przekonani, że taka postać istniała, mówią tylko o - większym lub mniejszym - prawdopodobieństwie.
Pewność, to mają tylko wierzący, a oni żadnych dowodów nie potrzebują.

Dalej potoczyła się bardzo ciekawa dyskusja na temat historyczności, z której zrozumiałem jedno jesteśmy ogromnie niezgodni - co oznacza potwierdzenie historyczności.
-----------------------------------------------
Na własne oczy oglądałem historyczne artefakty: "Grób Pański" i "Grotę Narodzenia Pańskiego". Naprawdę istnieją i są starożytne. Tylko nie znane są mi żadne historyczne potwierdzenia - poza spekulacjami - że w nich się urodził i został pochowany człowiek imieniem Jezus, nie mówiąc już o bogoczłowieku Jezusie Chrystusie.

Historyczność Jezusa. A którego? Przecież Jezus z Listów Pawłowych, Jezus z Ewangelii Synoptycznych i Ewangelii św. Jana, to różne postaci, nawet ten z Ewangelii Synoptycznych, w każdej jest trochę inny. Jak napisał nasz erudyta w tej dziedzinie Pan Andrzej.51 - współcześni historycy potwierdzają historyczność postaci. Jest to zgodne ze stanem faktycznym - tylko co to dla mnie znaczy? Czy to - że istniała jakaś tam postać, która jest trzonem religijnego mitu?
Jeżeli ktoś tak dokładnie twierdzi na podstawie wszystkich znanych współcześnie źródeł, to - moim zdaniem - kompromituje się jako historyk. W źródłach takiego potwierdzenia nie ma. Z drugiej zaś strony raczej nieprawdopodobnym jest aby na mit Jezusa Chrystusa nie złożyły się jakieś faktyczne wydarzenia z tamtej epoki. Uważam od prawie pół wieku, że Jezus Chrystus jest "sklejką" złożoną z kilku faktycznie żyjących postaci oraz znanym autorom pism nowotestamentowych różnych opowieści. Jak na razie nie znalazłem nigdzie argumentów, które te przekonanie mogłoby podważyć.

Szanuję Pańskie religijne przekonania, ale tu rozmawiamy o historycznych faktach i historycznie Jezus jest bardzo, bardzo słabo udowodnioną postacią, albo ja już zupełnie nie wiem na czym polega "nowoczesna" metodologia nauk historycznych.

Miłego dnia.

@@@
.
27-09-2011 11:58 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Jezus Chrystus jest "sklejką" złożoną z kilku faktycznie żyjących postaci oraz znanych autorom pism nowotestamentowych różnych opowieści.
... otoczonych mityczną mgiełką, dodam.
Jestem podobnego zdania.
Pozdrawiam

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
27-09-2011 12:17 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bardzo piękna wypowiedź Panie Andrzeju. Jak jeszcze dodamy trochę przypisów do tej dyskusji, będzie ona cennym materiałem dla osób rozpatrujących zagadnienie historyczności Jezusa, oraz ogólnego stanu nauk historycznych w tej kwestii. Ja nazwałbym ów stan korupcją i to zagadnienie jest jeszcze ciekawsze od ew. istnienia historycznego Jezusa, który nauczał na górze (tzn. przekazywał te treści) i, ten sam, został ukrzyżowany. Moim zdaniem zakładanie tego ostatniego z dużą dozą pewności ma mało wspólnego z historią. Nieliczne źródła, zbyt wątłe aby potwierdzić istnienie historycznego Jezusa, jednocześnie i tak podważają istnienie historycznego Jezusa zgodnego postacią z Ewangelii (po odjęciu cudów i zmartwychwstania, choć jak tak dalej pójdzie, będziemy mieć "historyków" zmartwychwstania z tytułami profesorskimi). A może już mamy?
27-09-2011 13:11 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)

>Wszystkie wymienione przez Ciebie teksty zachowały się w kilku kopiach. Powtarzam: w KILKU. Mimo to uważamy, że są wystarczająco dobrze udokumentowane.
>A teksty Nowego Testamentu? KILKA TYSIĘCY kopii. I to samych greckich rękopisów.
A przepraszam bardzo - gdzie?!
Bo przyznaję, pierwze słyszę, że istnieje kila tysięcy kopii tekstu z I wieku.
Bo przecież nie mówisz o teraźniejszych (powiedzmy od V wieku w górę) kopiach, to byłby absurd.
Chętnie dowiem się, które muzeum dysponuje takimi ilościami oryginalnych tekstów, bo w końcu jeden na pewno udostępnili do oglądania, więc rzucę okiem!
11-11-2011 12:59 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>Ile znasz tekstów z I wieku, które są lepiej udokumentowane?
>
Cały I wiek milczy na ten temat.Nie ma absolutnie NIC.Powstanie ewangelii próbuje się umiejscowić w I wieku, że tak było jest tak samo pewne jak istnienie źródeł Q.
Filon z Aleksandrii (-15 - 45)- w ponad 30 jego pracach żadnej wzmianki o Jezusie. Podobnie jak u innych historyków,poetów, satyryków.Wszyscy którzy pisali w tym czasie nie zauważyli cudownych wydarzeń. Apoloniusz z Tiady (40-120),Seneca (1-65), Pliniusz Starszy (23-79), Gaius Petronius (14(27) -66), Phaedrus (20-50), Marcus Velleius Paterculus (19-31),Juwenalis (60-137), Aulus Persius Flaccus (34-62), Plutarch (45-125), Justus of Tiberias (1-73), Marcus Fabius Quintilianus (35-96), Marcus Annaeus Lucanus (35-96), Tiberius Catius Asconius Silius Italicus (25-100), Publius Papinius Statius (40-96), Gaius Iulius Phaedrus (-15 - 50), Valerius Maximus (?),Dion Chrysostomos (50-110), Gaius Valerius Flaccus (?- 90), Ailios Theon. Żaden z nich nie zauważył nic, co warte byłoby odnotowania. Kroniki Justus of Tyberias obejmujące czasy od Mojżesza do Agrippy II,nie znają żadnego Jezusa.

Co do Pawła to nie może on być świadkiem Jezusa ponieważ on w ogóle nie pisze o nim tylko o pewnym bohaterze mitologicznego dramatu.Niewiele miejsc które wydają się potwierdzać Jezusa np. Jezus jest synem Dawida, zrodzony z pewnej kobiety,są prawdopodobnie późniejszymi wpisami, kiedy zaczęto tworzyć legendę. W każdym razie istnieją teksty w których tych danych nie ma. (Hermann Detering w wywiadzie z 30.09.2011 - hpd.de/node/12044 )
22-09-2011 15:46 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Nie, nie tak, źle mnie zrozumiałaś: teksty pochodzą z I wieku (tzn. wtedy zostały po raz pierwszy zapisane),
Ej tam, ej tam. Tylko z I wieku? Niektóre z tych mitów pierwszy raz to zostały spisane kilka tysięcy lat przed naszą erą inne trochę później. Trzeba było tylko poprzebierać i co ładniejsze i bardziej bogobojne fragmenty pozbierać i posklejać do kupy. Jak był sprawny redaktor-kopista to mu szło lepiej, jak gorszy to fabuła się sypie, ale przychodził następny i lepił po swojemu i poprawiał. Kiedy to się skończyło w IV wieku? A może, tak naprawdę, to jeszcze do dzisiaj trwa?

Jezus Chrystus, to istniał i istnieje tylko i wyłącznie dla wierzących. Żaden poważny historyk nie potwierdzi istnienia Człowieka-Boga. Dla poważnych historyków istnieją tylko większe lub mniejsze przesłanki do dopuszczenia możliwości istnienia jakiegoś tam Jeszuy, który stał się zasadniczą kanwą dla religijnego mitu.

Miłego dnia.

@@@
.
16-10-2011 15:59 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>Z badań wynika, że proces powstawania Ewangelii wyglądał nieco inaczej. Ewangelie Mateusza i Łukasza zostały napisane prawdopodobnie z wykorzystaniem wcześniejszej Ewangelii Marka i tzw. źródła Q. Ewangelia Jana powstała niezależnie od wcześniejszych trzech i różni się od nich pod wieloma względami. Mateusz oraz Jan należeli do grona Apostołów. Poza tym oprócz Ewangelii mamy Dzieje Apostolskie i wiele listów apostolskich. W sumie - bogaty materiał źródłowy. Pochodzący z I wieku i dobrze udokumentowany (bardzo duża liczba rękopisów).
>
Rękopisów nie ma żadnych. Są tylko kopie z kopii, kopiowanych z wcześniejszych kopii.Logie są źródłem hipotetycznym.Żaden z autorów nie miał nigdy kontaktu z Jezusem. Dodano tylko imiona apostołów żeby nadać więcej wiarygodności.Mateusz i Jan ewangelista nie mają nic wspólnego z Mateuszem i Janem - apostołami,jeżeli tacy w ogóle istnieli.O wartości tych źródeł niech służy przykład Tertuliana. Opisuje on że znalazł dokument ze spisu ludności z imieniem Jezusa z Nazaretu?,Betlejem?. Miał też oryginalny opis autorstwa Piłata,będącego naocznym świadkiem wniebowstąpienia Jezusa. Tyle są warte świadectwa "ojców Kościoła". Dysponując nawet tak wiarygodnymi dowodami na istnienie Chrystusa, w innym miejscu pisze o bajeczce o Jezusie.Jakby tego nie było mało,pod koniec życia Tertulian opuszcza katolicyzm i przechodzi do marcjonistów, których wcześniej zwalczał. Pewna analogia do Konstantyna.Też przyjął stronę Trynidadczyków a łożu śmierci dał się ochrzcić Arianinowi.
28-09-2011 19:18 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witam po tygodniowej przerwie.

>Paweł pisze o ukazaniu się Jezusa pięciuset osobom w tym samym czasie; teoretycznie są tu możliwe dwa warianty:
>1) nastąpiło to w jednym miejscu
>2) nastąpiło to w więcej niż jednym miejscu.
>Moim zdaniem drugi wariant jest bardziej prawdopodobny.
>Nie będę jednak rozwijał tego tematu,

Twoja sugestia wydaje mi się chybiona. Lub inaczej - użyję Twoich słów - nie wstrzeliłeś się. Nie można przecież w jednym czasie ukazać się tym osobom "w więcej niż jednym miejscu".

Piszesz, iż nie chcesz już rozwijać tego tematu. Ja jednak jeszcze chwilę się przy nim zatrzymam. Uważam bowiem, iż owo ukazanie się zmartwychwstałego Jezusa "ponad pięciuset braciom naraz" (1 Kor 15, 6) nie miało miejsca, a związku z tym Paweł mówiąc o niej co nieco popuścił wodze fantazji.

W jednej z poprzednich wypowiedzi zasugerowałem Ci, byś zastanowił się:
a) skąd Paweł miał informacje o tak zadziwiającej epifanii,
b) dlaczego informacje o niej można znaleźć wyłącznie w Pierwszym Liście do Koryntian,
c) czy ta epifania mogła rzeczywiście zaistnieć, skoro nie można jej pogodzić ze słowami Kefasa, jakoby Bóg pozwolił Jezusowi ukazać się nie całemu ludowi, lecz świadkom uprzednio wybranym przez Boga, nam, którzy z nim jedliśmy i piliśmy po zmartwychwstaniu (Dz 10, 41)?
Nie podjąłeś tego wątku, a szkoda. Rozumiem jednak, iż w ten sposób uznałeś zasadność moich argumentów.

>>>>Aby móc tak twierdzić trzeba mieć absolutną pewność, że autorem czwartej ewangelii jest apostoł Jan. Ale - wbrew temu, co sugerujesz - apostoł Jan ewangelii tej nie napisał
>Zwróć uwagę, że kwestia autorstwa Ewangelii Jana (do której za chwilę wrócę) ma drugorzędne znaczenie dla dyskutowanej kwestii, czyli dla kwestii świadectw związanych ze Zmartwychwstaniem. Zamiast "Jan przedstawia świadectwo własne oraz innych apostołów" mogłem napisać: "Autor Ewangelii Jana przedstawia świadectwo własne oraz innych apostołów" i byłoby to stwierdzenie o tej samej wadze.

Nie zgadzam się z tym, co piszesz. Autorstwo każdej z ewangelii ma pierwszorzędne znaczenie. Istnieje przecież zasadnicza różnica pomiędzy relacją bezpośredniego świadka wydarzeń, który towarzyszył Jezusowi w jego wędrówce po Galilei - bo był np. apostołem - a relacją kogoś, kto nigdy Jezusa ani nie widział, ani nawet nie słyszał, a opisał wydarzenia z tzw. drugiej, trzeciej czy nawet jeszcze dalszej ręki.
W przypadku czwartej ewangelii wiemy ponad wszelką wątpliwość, iż jej autorem nie jest apostoł Jan. W tej kwestii zgodni są wszyscy badacze krytyczni, wśród nich również uczeni z katolickim rodowodem, jak choćby cytowany przeze mnie w poprzedniej wypowiedzi prof. Joachim Gnilka.
Mało tego - oczywistym jest, że ewangelii tej nie napisał żaden apostoł. Jeśli bowiem uwzględni się, że powstała ona pomiędzy 100 a 110 rokiem n.e., to oczywistym się staje, iż nie mógł jej napisać bezpośredni świadek wydarzeń, bo pisząc ewangelię musiałby mieć co najmniej 90, może 100, a może nawet jeszcze więcej lat. To bardzo silny argument - a jest ich znacznie więcej - przemawiający za tym, że ewangelia ta nie jest dziełem bezpośredniego świadka wydarzeń.

Neguję zatem to, co napisałeś i twierdzę, że Ewangelia Jana nie zawiera ani świadectwa własnego autora, ani też świadectwa jakiegoś innego apostoła.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
30-09-2011 20:42 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Witam!

>Nie można przecież w jednym czasie ukazać się tym osobom "w więcej niż jednym miejscu".

Podobnie zmarli nie mogą wracać do życia. Mimo to mówimy o zmartwychwstaniu Jezusa. Relację Pawła można rozumieć w ten sposób, że Jezus ukazał się wielu osobom w tym samym czasie i "w więcej niż jednym miejscu".

>a) skąd Paweł miał informacje o tak zadziwiającej epifanii,

Paweł miał kontakty z wieloma wspólnotami chrześcijańskimi - stamtąd mógł otrzymać informacje o ukazaniu się Jezusa wybranym świadkom.

>b) dlaczego informacje o niej można znaleźć wyłącznie w Pierwszym Liście do Koryntian,

Niektóre informacje są podane w Nowym Testamencie wielokrotnie, niektóre - tylko raz; akurat ta należy do tej drugiej kategorii.

>c) czy ta epifania mogła rzeczywiście zaistnieć, skoro nie można jej pogodzić ze słowami Kefasa, jakoby Bóg pozwolił Jezusowi ukazać się nie całemu ludowi, lecz świadkom uprzednio wybranym przez Boga, nam, którzy z nim jedliśmy i piliśmy po zmartwychwstaniu (Dz 10, 41)?

Ukazanie się Jezusa w wielu miejscach jednocześnie, wybranym świadkom (a nie publicznie, czyli "nie całemu ludowi"), byłoby zgodne z relacją Piotra.

Do pozostałych kwestii odniosę się w oddzielnych postach.
30-09-2011 21:05 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>Witam!
>>Nie można przecież w jednym czasie ukazać się tym osobom "w więcej niż jednym miejscu".
>Podobnie zmarli nie mogą wracać do życia. Mimo to mówimy o zmartwychwstaniu Jezusa.
Może Ty. Bo ja mówię, że to zwyczajna ściema i nigdy nie miało to miejsca.
>Relację Pawła można rozumieć w ten sposób, że Jezus ukazał się wielu osobom w tym samym czasie i "w więcej niż jednym miejscu".
Albo zrozumieć tak samo jak opowieść o locie Ikara. BTW - to stary i rozpowszechniony tekst, zachowany w tysiącach kopii - również w niego wierzysz?
30-09-2011 21:19 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Michalski (234 punktów)
Proszę nie zapomnieć,że Paweł nigdy nie używa imienia Jezus. Pawła Christ to Domicjan polecam 1 Cor 9 i Suetonius, Domitian 7.
Nie wiem dlaczego w świetle podobieństw pomiędzy wyprawą do Rzymu Josephusa i Pawła wciaż uważa go Pan za postać historyczną.

Josephus: Shipwrecked on voyage to Rome
"But when I was in the twenty-sixth year of my age, it happened that I took a voyage to Rome ... At the time when Felix was procurator of Judea there were certain priests of my acquaintance ... whom on a small and trifling occasion he had put into bonds, and sent to Rome to plead their cause before Caesar ...

Accordingly I came to Rome, though it were through a great number of hazards by sea; for as our ship was drowned in the Adriatic Sea, we that were in it, being about six hundred in number, swam for our lives all the night; when, upon the first appearance of the day, and upon our sight of a ship of Cyrene, I and some others, eighty in all, by God's providence, prevented the rest, and were taken up into the other ship.
And when I had thus escaped, and was come to Dieearchia, which the Italians call Puteoli."
- Josephus, Life,3

St Paul: "Shipwrecked on voyage to Rome"
" Felix, willing to show the Jews a pleasure, left Paul bound." - Acts 24.27.
"They talked between themselves, saying, This man doeth nothing worthy of death or of bonds. - Acts 26.31.

"It was determined that we should sail into Italy ... And entering into a ship of Adramyttium ... we came to Myra ... And there the centurion found a ship of Alexandria sailing into Italy ... they sailed close by Crete. But not long after there arose against it a tempestuous wind ... no small tempest lay on us ... But when the fourteenth night was come, as we were driven up and down in Adria ... And falling into a place where two seas met, they ran the ship aground; and the forepart stuck fast, and remained unmovable, but the hinder part was broken with the violence of the waves.
The centurion ... commanded that they which could swim should cast themselves first into the sea, and get to land. And the rest, some on boards, and some on broken pieces of the ship. And so it came to pass, that they escaped all safe to land. And after three months we departed in a ship of Alexandria ...
And landing at Syracuse ... and came to Rhegium: and after one day the south wind blew, and we came the next day to Puteoli."
- Acts 27,28

To jak zgadza się Pan ,że Mateusz był pierwszy?
Oczywiscie po ew.Piotra w której świątynia płonie w tle.
30-09-2011 21:59 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Michalski (234 punktów)
Słaba ta Pańska ewangelizacja...
01-10-2011 07:54 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Relację Pawła można rozumieć w ten sposób, że Jezus ukazał się wielu osobom w tym samym czasie i "w więcej niż jednym miejscu".
Pan nawet nie zna dobrze języka polskiego.
Relacja - opowiadanie naocznego świadka o przebiegu jakiegoś zdarzenia.

>Paweł miał kontakty z wieloma wspólnotami chrześcijańskimi - stamtąd mógł otrzymać informacje o ukazaniu się Jezusa wybranym świadkom.
Pawełek po wysłuchaniu przeróżnych legend i bajeczek sklecił własną ideologię i ją propagował.

>Ukazanie się Jezusa w wielu miejscach jednocześnie, wybranym świadkom (a nie publicznie, czyli "nie całemu ludowi"), byłoby zgodne z relacją Piotra.
Nigdzie - jak na razie - nie są znane żadne relacje zmartwychwstania. Znane są tylko opowieści mętnej treści.

@@@
.
01-10-2011 09:53 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Ukazanie się Jezusa w wielu miejscach jednocześnie, wybranym świadkom (a nie publicznie, czyli "nie całemu ludowi"), byłoby zgodne z relacją Piotra.
>Nigdzie - jak na razie - nie są znane żadne relacje zmartwychwstania. Znane są tylko opowieści mętnej treści.
Nie wspominając o tym, że nie opowiadają o samym zmartwychwstaniu, a o jego istnieniu po zdjęciu z krzyża. Należy, nawet traktując te opowieści poważnie, rozważyć, czy nie przyspieszono zdjęcia z krzyża w jakimś celu - być może osobnik nie był wcale martwy!

Opowieści o innym rodzaju cielesności są troszkę wydumane, biorąc pod uwagę treść NT,gdzie "zmartwychwstały" Jezus pozwala dotykać swoich ran, je i pije. Swoją drogą to akurat jest dla mnie dość wiarygodne w całej opowieści - do niedawna osobę podejrzaną o istnienie i chodzenie po świecie po śmierci by zabito jako wampira, strzygę, zmorę czy inne dziwadło, więc udowodnienie że żyje i jest normalnym człowiekiem byłoby kluczowe. Co oczywiście nie oznacza, że tak właśnie było, równie dobrze opowiadacz mógł chcieć przekonać słuchaczy, że bohater strzygą nie był.
06-10-2011 18:34 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Nie można przecież w jednym czasie ukazać się tym osobom "w więcej niż jednym miejscu".
>Podobnie zmarli nie mogą wracać do życia. Mimo to mówimy o zmartwychwstaniu Jezusa. Relację Pawła można rozumieć w ten sposób, że Jezus ukazał się wielu osobom w tym samym czasie i "w więcej niż jednym miejscu".

Przypomnę jeszcze raz słowa Pawła o tej imponującej epifanii Jezusa:
Potem ukazał się więcej niż pięciuset braciom naraz, z których większość dotychczas żyje, niektórzy zaś zasnęli (1 Kor 15, 6)

Chcesz udowodnić, że Jezus po zmartwychwstaniu mógł się ukazać wielu ludziom "w tym samym czasie i w więcej niż w jednym miejscu".
Popuszczę nieco wodze fantazji. Otóż twierdzę, ze takie jednoczesne ukazywanie się Jezusa w różnych miejscach mogłoby zaistnieć tylko wtedy, gdyby po zmartwychwstaniu był on jakimś bytem duchowym, a nie istotą cielesną. Jednakże Ewangelia Łukasza dowodzi jednoznacznie, że Jezus zmartwychwstał w sensie fizycznym. Inaczej mówiąc - zmartwychwstał w swoim ciele.
Przypomnij sobie, jak w Ewangelii Łukasza opisane jest spotkanie zmartwychwstałego Jezusa z apostołami. Gdy apostołowie go zobaczyli zatrwożyli się i pełni lęku mniemali, że widzą ducha (Łk 24, 37). Lecz Jezus szybko rozwiał ich obawy i wyraźnie zaznaczył, że nie jest żadnym duchem, gdyż jego ciało powróciło do życia. Powiedział do apostołów: Spójrzcie na ręce moje i nogi moje, że to Ja jestem. Dotknijcie mnie i patrzcie: wszak duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam (Łk 24, 39). Mało tego - by jeszcze wyraźniej podkreślić, iż powstał z martwych w swym ciele poprosił, by dali mu coś do zjedzenia, a następnie zjadł podana mu pieczoną rybę i plaster miodu (zob. Łk 24, 41-43).
Byty duchowe ryb pieczonych z miodem nie jedzą.
Skoro zatem ciało Jezusa powróciło do życia, zatem Jezus zmartwychwstały nie mógł się ukazywać różnym ludziom w tym samym czasie w różnych miejscach, bo też nie mógł się podzielić na kilku mniejszych "cielesnych" Jezusów.

Coś mi się jednak wydaje, że powyższy argument jeszcze Cię nie przekonał i nadal obstajesz przy tym, że "Jezus ukazał się wielu osobom w tym samym czasie i w więcej niż jednym miejscu".
Zwrócę Ci zatem uwagę na inny jeszcze, dość istotny fakt.
Otóż w wersecie poprzedzającym ten, który powyżej zacytowałem, Paweł napisał, iż Jezus ukazał się dwunastu apostołom: I że ukazał się Kefasowi, potem dwunastu (1 Kor 15, 5).
Ale przecież zmartwychwstały Jezus mógł ukazać się wyłącznie jedenastu apostołom, a nie - jak pisze Paweł - dwunastu. Zgodnie bowiem z Ewangelią Mateusza Judasz powiesił się zaraz po tym, jak arcykapłani i starsi przekazali Jezusa Piłatowi (zob. Mt. 27, 1-5). Zatem w czasie, gdy zmartwychwstały Jezus ukazywał się uczniom, Judasza już nie było na tym świecie. Zresztą we wszystkich ewangeliach synoptycznych mowa jest o ukazaniu się Jezusa jedenastu apostołom (zob. Mk 16, 14; Mt 28, 16-17; Łk 24, 33.36).

Wynika z tego, iż Paweł nie znał "faktów". Czyżby więc zastępował je "faktami" stworzonymi przez siebie? A może zanadto popuszczał wodze fantazji, a do tych stworzonych czy też wymyślonych przez siebie opowieści należy zaliczyć opowieść o owej epifanii Jezusa?
W świetle tego, co napisałem, takie twierdzenie nie jest pozbawione podstaw. Tym bardziej, gdy weźmie się pod uwagę, że Paweł usprawiedliwiał głoszenie kłamstw "przyczyniających się do chwały Chrystusa". Oto co napisał w listach do Rzymian i Filipian:
Jeśli przez moje kłamstwo prawda Boża tym bardziej przyczynia się do chwały jego, to dlaczego jeszcze i ja miałbym być sądzony jako grzesznik? (Rz 3, 7).
Lecz o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduję i radować będę (Flp 1, 18).

>>c) czy ta epifania mogła rzeczywiście zaistnieć, skoro nie można jej pogodzić ze słowami Kefasa, jakoby Bóg pozwolił Jezusowi ukazać się nie całemu ludowi, lecz świadkom uprzednio wybranym przez Boga, nam, którzy z nim jedliśmy i piliśmy po zmartwychwstaniu (Dz 10, 41)?
>Ukazanie się Jezusa w wielu miejscach jednocześnie, wybranym świadkom (a nie publicznie, czyli "nie całemu ludowi"), byłoby zgodne z relacją Piotra.

Bez sensu jest to, co piszesz! Przecież Piotr wyraźnie powiedział, że Bóg pozwolił Jezusowi ukazać się wyłącznie jedenastu apostołom. Jezus zjadł posiłek - rybę i miód - wyłącznie z jedenastoma apostołami - i z nikim innym (pisałem o tym powyżej). A zatem - według słów Piotra - tylko im się Jezus ukazał. I nikomu więcej.
Zatem opowieści Pawła o tej epifanii Jezusa nie można pogodzić ze słowami Piotra. Przypomnę jeszcze raz to, co już wcześniej pisałem - o tej zadziwiającej epifanii nie napisał żaden ewangelista.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
07-10-2011 18:03 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
Jak poznałam naszego kolegę, to albo nie raczy odpowiedzieć na te argumenty, albo napisze, że to są drugorzędne różnice, niewiele znaczące wobec jasnego i klarownego faktu zmartwychwstania - bo z definicji różnice uznaje za nieznaczące, w końcu nic nie może zagrozić jego wierze.
08-10-2011 00:03 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Panie Andrzeju! Wiara czyni cuda. Niedawno zmarł Sathya Sai Baba, Hindus, który uważał się za boga jedynego, a jako, że był niezbyt skromny, był też bogiem ekumenicznym, więc zarówno Ramą, jak i Kriszną, jak i Jezusem. Udało mu się nakłonić do wierzenia w siebie od 30 do 60 milionów ludzi. Większość z nich mówiła o cudach dokonanych przez Babę - Jezusa. Jednym z popularniejszych cudów było ukazywanie się w różnych miejscach naraz, cud nota bene przypisywany wcześniej przez Hindusów mitycznemu Krisznie. Ów znowóż słynął z tego, że był mistrzem kochanków, więc jego wielość w czasie służyła też zabawom erotycznym, niekiedy z tysiącami pań na raz - jak chce teologia tego nurtu hinduizmu
10-10-2011 16:36 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Popuszczę nieco wodze fantazji. Otóż twierdzę, ze takie jednoczesne ukazywanie się Jezusa w różnych miejscach mogłoby zaistnieć tylko wtedy, gdyby po zmartwychwstaniu był on jakimś bytem duchowym, a nie istotą cielesną. Jednakże Ewangelia Łukasza dowodzi jednoznacznie, że Jezus zmartwychwstał w sensie fizycznym. Inaczej mówiąc - zmartwychwstał w swoim ciele.
>Przypomnij sobie, jak w Ewangelii Łukasza opisane jest spotkanie zmartwychwstałego Jezusa z apostołami. Gdy apostołowie go zobaczyli zatrwożyli się i pełni lęku mniemali, że widzą ducha (Łk 24, 37). Lecz Jezus szybko rozwiał ich obawy i wyraźnie zaznaczył, że nie jest żadnym duchem, gdyż jego ciało powróciło do życia. Powiedział do apostołów: Spójrzcie na ręce moje i nogi moje, że to Ja jestem. Dotknijcie mnie i patrzcie: wszak duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam (Łk 24, 39). Mało tego - by jeszcze wyraźniej podkreślić, iż powstał z martwych w swym ciele poprosił, by dali mu coś do zjedzenia, a następnie zjadł podana mu pieczoną rybę i plaster miodu (zob. Łk 24, 41-43).
>Byty duchowe ryb pieczonych z miodem nie jedzą.

Bardzo słuszne spostrzeżenia - zmartwychwstały Jezus nie był "duchem".

>Skoro zatem ciało Jezusa powróciło do życia, zatem Jezus zmartwychwstały nie mógł się ukazywać różnym ludziom w tym samym czasie w różnych miejscach, bo też nie mógł się podzielić na kilku mniejszych "cielesnych" Jezusów.

Jeżeli jakieś wydarzenie wydaje nam się sprzeczne z naszymi dotychczasowymi doświadczeniami albo ze zdrowym rozsądkiem, to mimo wszystko trzeba zachować ostrożność, próbując je zakwalifikować je jako nierzeczywiste, niemożliwe, jako coś, co "nie mogło się wydarzyć". Dla zilustrowania tego stwierdzenia przedstawię Ci wyniki pewnego doświadczenia.

Otóż w klasycznym doświadczeniu Younga wiązka światła pada na przesłonę z dwoma otworami; na ekranie po drugiej stronie przesłony powstają prążki interferencyjne, gdyż światło jest falą. Podobne doświadczenie można wykonać z wiązką elektronów; w tym przypadku również powstają prążki interferencyjne, gdyż istnieje dualizm korpuskularno-falowy. Bardzo ciekawy efekt uzyskano, stosując zamiast wiązki elektronów - pojedyncze elektrony. Zdrowy rozsądek kazałby podejrzewać, że w tym przypadku będziemy mieli dwa maksima na ekranie - za pierwszym i za drugim otworem, gdyż spodziewamy się, że elektron będzie przechodził albo przez pierwszy, albo przez drugi otwór, tertium non datur. Tymczasem w rzeczywistości znów uzyskujemy prążki interferencyjne - tak jak w doświadczeniu Younga. Wynika z tego, że pojedynczy elektron interferuje sam ze sobą; innymi słowy - przechodzi "jednocześnie przez oba otwory". Wynik doświadczenia wydaje się sprzeczny ze "zdrowym rozsądkiem", nieprawdaż? Bo przecież wydaje się oczywiste, że żaden obiekt materialny nie może być "w dwóch miejscach jednocześnie". A jednak...

To oczywiście tylko analogia.

"Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom". W. Szekspir
10-10-2011 16:49 
 Ocena 2 na 2
zupełna (2507 punktów)

> Jeżeli jakieś wydarzenie wydaje nam się sprzeczne z naszymi dotychczasowymi doświadczeniami albo ze zdrowym rozsądkiem, to mimo wszystko trzeba zachować ostrożność, próbując je zakwalifikować je jako nierzeczywiste, niemożliwe, jako coś, co "nie mogło się wydarzyć".
>Otóż w klasycznym doświadczeniu Younga wiązka światła pada na przesłonę z dwoma otworami; na ekranie po drugiej stronie przesłony powstają prążki interferencyjne, gdyż światło jest falą. przechodzi "jednocześnie przez oba otwory". Wynik doświadczenia wydaje się sprzeczny ze "zdrowym rozsądkiem", nieprawdaż? Bo przecież wydaje się oczywiste, że żaden obiekt materialny nie może być "w dwóch miejscach jednocześnie". A jednak...
>To oczywiście tylko analogia.
>"Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom". W. Szekspir

,To też znakomicie tłumaczy zdolność szamanów z dorzecza Amazonki, którzy też mogą, wg. obserwatorów, przebywać w kilku nawet miejscach w tym samym czasie.
Do tej pory wkładałam to między bajki!
16-10-2011 16:38 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Byty duchowe ryb pieczonych z miodem nie jedzą.
>Bardzo słuszne spostrzeżenia - zmartwychwstały Jezus nie był "duchem".

Miło mi, że doceniasz to, co piszę. Zgodnie z tym, co napisał Łukasz, Jezus zmartwychwstał w swym ciele. Jako zmartwychwstały był zatem istotą w pełni materialną i - aby to udowodnić - zjadł z nimi posiłek. Wątek ten rozwija czwarty ewangelista pisząc, iż zmartwychwstały cielesny Jezus zezwolił nawet Tomaszowi - temu niewiernemu - włożyć palce w swoją ranę w boku, co też Tomasz skwapliwie uczynił.
Notabene ciekawe jest, czy Jezus odczuwał ból, gdy Tomasz wkładał mu palce do rany?

Ale jest jeszcze w opowieści Jana coś znacznie ciekawszego. Skoro bowiem - o czym przekonują i Łukasz, i Jan - Jezus po zmartwychwstaniu był w pełni materialny posiadając własne ciało i kości (zob. Łk 24, 39), to czy możliwe było, by tenże cielesny Jezus wszedł do pomieszczenia, w którym znajdowali się apostołowie, pomimo iż drzwi były zamknięte (J 21, 26)? Czyżby przechodził przez zamknięte drzwi czy też przez ściany budynku?

Ja natomiast sądzę - nadal licząc na Twoją akceptację - że nie było zmartwychwstałego Jezusa. A jeśli w ogóle po ukrzyżowaniu komukolwiek się ukazał, to nie jako zmartwychwstały.

>>Skoro zatem ciało Jezusa powróciło do życia, zatem Jezus zmartwychwstały nie mógł się ukazywać różnym ludziom w tym samym czasie w różnych miejscach, bo też nie mógł się podzielić na kilku mniejszych "cielesnych" Jezusów.
>Jeżeli jakieś wydarzenie wydaje nam się sprzeczne z naszymi dotychczasowymi doświadczeniami albo ze zdrowym rozsądkiem, to mimo wszystko trzeba zachować ostrożność, próbując je zakwalifikować je jako nierzeczywiste, niemożliwe, jako coś, co "nie mogło się wydarzyć". Dla zilustrowania tego stwierdzenia przedstawię Ci wyniki pewnego doświadczenia.
>[...] Bardzo ciekawy efekt uzyskano, stosując zamiast wiązki elektronów - pojedyncze elektrony. Zdrowy rozsądek kazałby podejrzewać, że w tym przypadku będziemy mieli dwa maksima na ekranie - za pierwszym i za drugim otworem, gdyż spodziewamy się, że elektron będzie przechodził albo przez pierwszy, albo przez drugi otwór, tertium non datur. Tymczasem w rzeczywistości znów uzyskujemy prążki interferencyjne - tak jak w doświadczeniu Younga. Wynika z tego, że pojedynczy elektron interferuje sam ze sobą; innymi słowy - przechodzi "jednocześnie przez oba otwory". Wynik doświadczenia wydaje się sprzeczny ze "zdrowym rozsądkiem", nieprawdaż? Bo przecież wydaje się oczywiste, że żaden obiekt materialny nie może być "w dwóch miejscach jednocześnie". A jednak...

Nie jestem fizykiem i nie czuję się na siłach, by to komentować.
Rozumiem jednak, że próbujesz podeprzeć prawami fizyki realność ukazywania się cielesnego Jezusa jednocześnie co najmniej w dwóch różnych miejscach. Lub inaczej - twierdzisz, iż nie było nic nadzwyczajnego w takim rozdzieleniu się Jezusa.
Czy mam w związku z tym rozumieć, że być może ja w tej chwili znajduję się jednocześnie na czterdziestej czwartej ulicy w Nowym Jorku, pod wieżą Eiffla w Paryżu i na dodatek jeszcze w amazońskiej dżungli? Szkoda tylko, że nic o tym nie wiem i zamiast rozkoszować się widokami Paryża, ślęczę przed komputerem pisząc odpowiedzi na twoje posty.

>"Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom". W. Szekspir

Tak, ale filozofom z XVI i XVII wieku. Ale teraz już jest XXI wiek.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
18-10-2011 16:36 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Zgodnie z tym, co napisał Łukasz, Jezus zmartwychwstał w swym ciele. Jako zmartwychwstały był zatem istotą w pełni materialną i - aby to udowodnić - zjadł z nimi posiłek.
>Ale jest jeszcze w opowieści Jana coś znacznie ciekawszego. Skoro bowiem - o czym przekonują i Łukasz, i Jan - Jezus po zmartwychwstaniu był w pełni materialny posiadając własne ciało i kości (zob. Łk 24, 39), to czy możliwe było, by tenże cielesny Jezus wszedł do pomieszczenia, w którym znajdowali się apostołowie, pomimo iż drzwi były zamknięte (J 21, 26)? Czyżby przechodził przez zamknięte drzwi czy też przez ściany budynku?

Tak, zmartwychwstały Jezus nie był "duchem", a z drugiej strony Jego ciało miało po Zmartwychwstaniu nowe własności - to nie były "reanimowane zwłoki". Ciekawe jest na przykład to, że w pierwszej chwili nie był rozpoznawany.

>Ja natomiast sądzę - nadal licząc na Twoją akceptację - że nie było zmartwychwstałego Jezusa. A jeśli w ogóle po ukrzyżowaniu komukolwiek się ukazał, to nie jako zmartwychwstały.

No cóż, Twoje rachuby są nieco na wyrost Za Zmartwychwstaniem przemawiają relacje świadków, ich świadectwo życia i całe doświadczenie Kościoła. A "przeciw"?... Jakieś nasze redukcjonistyczne wyobrażenia o tym, co jest możliwe, a co nie...

>Rozumiem jednak, że próbujesz podeprzeć prawami fizyki realność ukazywania się cielesnego Jezusa jednocześnie co najmniej w dwóch różnych miejscach.

Nie. Tak jak wcześniej napisałem - to tylko analogia.

>>"Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom". W. Szekspir
>Tak, ale filozofom z XVI i XVII wieku.

I tu się zdecydowanie różnimy. Co jakiś czas ludziom wydaje się, że dotarliśmy już do kresu poznania, że nie ma już żadnych większych tajemnic przed nami. Ale za każdym razem życie falsyfikuje ten naiwny pogląd...
19-10-2011 11:26 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)

>Za Zmartwychwstaniem przemawiają relacje świadków, ich świadectwo życia i całe doświadczenie Kościoła.
Doświadczenie Kościoła jest, excusez le mot, zbudowane na bajce z dwunastej ręki, opowiedzianej ku podtrzymaniu mitu. Krucha to podstawa, trzymająca się jedynie na tzw. "słowo honoru", czyli na ślepej wierze milionów ludzi. Gdy ci ludzie zdobędą minimum wiedzy i otworzą im się oczy, budowla runie. Ale bądź spokojny - szybko to nie nastąpi. Wierzyć jest łatwo, lekko i przyjemnie, wiedza wymaga poświęceń.
>Jakieś nasze redukcjonistyczne wyobrażenia o tym, co jest możliwe, a co nie...
To nie są żadne "redukcjonistyczne wyobrażenia". To twarda rzeczywistość i konkretna wiedza o tym, co człowiek może, a czego nie, wyniesiona niegdyś ze 8 klasy podstawówki, obecnie z gimnazjum.
>Co jakiś czas ludziom wydaje się, że dotarliśmy już do kresu poznania, że nie ma już żadnych większych tajemnic przed nami.
Którym ludziom? Żaden racjonalista nigdy tak nie powie. A zatem, skoro tak nie wydaje się racjonalistom, to komu?
>Ale za każdym razem życie falsyfikuje ten naiwny pogląd...
Jeśli ktoś ma takie naiwne poglądy, to tak.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-10-2011 12:46 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Za Zmartwychwstaniem przemawiają relacje świadków, ich świadectwo życia i całe doświadczenie Kościoła.
>Doświadczenie Kościoła jest, excusez le mot, zbudowane na bajce z dwunastej ręki, opowiedzianej ku podtrzymaniu mitu. Krucha to podstawa, trzymająca się jedynie na tzw. "słowo honoru", czyli na ślepej wierze milionów ludzi. Gdy ci ludzie zdobędą minimum wiedzy i otworzą im się oczy, budowla runie. Ale bądź spokojny - szybko to nie nastąpi. Wierzyć jest łatwo, lekko i przyjemnie, wiedza wymaga poświęceń.

Pisząc o "doświadczeniu Kościoła", myślałem m.in. o świętych i męczennikach, którzy całym swoim życiem i męczeńską śmiercią potwierdzili prawdę o Zmartwychwstaniu.

A jak żyli Ci, którzy podzielali Twoje pseudo-racjonalistyczne złudzenia?...
19-10-2011 12:48 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)

>Pisząc o "doświadczeniu Kościoła", myślałem m.in. o świętych i męczennikach, którzy całym swoim życiem i męczeńską śmiercią potwierdzili prawdę o Zmartwychwstaniu.
To bardzo smutne, co piszesz. Żałuję tych ludzi, może, gdyby nie wiara, osiągnęliby w życiu COŚ, a tak...
>A jak żyli Ci, którzy podzielali Twoje pseudo-racjonalistyczne złudzenia?...
Długo i szczęśliwie.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-10-2011 15:12 
 Ocena 9 na 9
Amai (3012 punktów)
>Pisząc o "doświadczeniu Kościoła", myślałem m.in. o świętych i męczennikach, którzy całym swoim życiem i męczeńską śmiercią potwierdzili prawdę o Zmartwychwstaniu.

Nie potwierdzili prawdy o zmartwychwstaniu. Potwierdzili co najwyżej prawdę o swojej wierze w zmartwychwstanie. Mniej więcej tak, jak co niektórzy "męczennicy" wbijający się samolotami w wieżowce udowadniają ponad wszelką wątpliwość, że wierzą w czekającą ich po śmierci nagrodę... przyjemniejszą niż ta chrześcijańska, swoją drogą, przynajmniej jeśli spojrzeć z męskiej perspektywy.
Naprawdę nie jesteś w stanie zrozumieć różnicy?
30-10-2011 10:09 
 Ocena 9 na 9
Ignorancja (4718 punktów)
>Otóż w klasycznym doświadczeniu Younga wiązka światła pada na przesłonę z dwoma otworami; na ekranie po drugiej stronie przesłony powstają prążki interferencyjne, gdyż światło jest falą. Podobne doświadczenie można wykonać z wiązką elektronów; w tym przypadku również powstają prążki interferencyjne, gdyż istnieje dualizm korpuskularno-falowy. Bardzo ciekawy efekt uzyskano, stosując zamiast wiązki elektronów - pojedyncze elektrony. Zdrowy rozsądek kazałby podejrzewać, że w tym przypadku będziemy mieli dwa maksima na ekranie - za pierwszym i za drugim otworem, gdyż spodziewamy się, że elektron będzie przechodził albo przez pierwszy, albo przez drugi otwór, tertium non datur. Tymczasem w rzeczywistości znów uzyskujemy prążki interferencyjne - tak jak w doświadczeniu Younga. Wynika z tego, że pojedynczy elektron interferuje sam ze sobą; innymi słowy - przechodzi "jednocześnie przez oba otwory". Wynik doświadczenia wydaje się sprzeczny ze "zdrowym rozsądkiem", nieprawdaż? Bo przecież wydaje się oczywiste, że żaden obiekt materialny nie może być "w dwóch miejscach jednocześnie". A jednak...

A teraz powtórz to dla nie jednego elektronu, tylko dla układu złozonego z ich miliardów, dołóż do układu neutrony i protony w równie przerażającej ilości. Dasz radę? Chyba nie. W świecie makro prawa mechaniki kwantowej się załamują, a w układzie mikrocząstek składającym się ot choćby na taką prawą rączkę Jezunia pana nastapiłaby dekoherencja.
W związku z powyższym swe cudowności, dalej możesz jedynie opierać na tym, co zwiemy: niezbadanymi tajemnicami wiary.
Możesz jeszcze podłapać pomysł rodem z New Age i stwierdzić, że Jezus to kosmita, posiadający dostep do zaawansowanych technologii i się był teleportował.
Czy to będzie po linii ideologicznej Krk? To juz nie mój problem.

>"Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom". W. Szekspir

Fajny argument. Z cyklu:
"Gąski gąski do domu". Sierotka Marysia.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
31-10-2011 16:48 
 Ocena 4 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Czy nie zauważyłaś, iż napisałem:
Cytat:
To oczywiście tylko analogia.
?

>>"Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom". W. Szekspir
>Fajny argument. Z cyklu:
>"Gąski gąski do domu". Sierotka Marysia.

Widzę, że masz problem z rozumieniem stwierdzeń, które nie są wyłożone wprost, zatem wyjaśniam, co miałem na myśli: nasza wiedza, wyobraźnia i możliwości poznawcze są ograniczone.
31-10-2011 17:52 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No tak, ale musisz zauważyć, że ogromnym ograniczeniem może być też księga, w którą chce się wierzyć, bo tata tak robił, no i obiecuje gruszki na wierzbie... Do tego takich ksiąg (przekazów) jest więcej. Jedne mówią o Jezusie, ale gdy urodzisz się gdzie indziej, to jako nie mające żadnej woli rozróżnienia prawdy od fałszu dostaniesz od tatusia księgę o Sziwie. A co, jeśli tatuś nie ma racji? A jeśli ma, to który z nich? No i w końcu, czy tatuś też nie był kiedyś naiwnym, całkowicie bezbronnym dzieckiem, które też dostało księgę z dopiskiem "Jedyna Prawda"...?
01-11-2011 11:39 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Dajemy tu sobie narzucić sposób myślenia Pana Mbieleckiego.
Do tego konieczną jest duża wiedza biblijna jak np. Pana Andrzeja.51, a jak widać z dyskusji nawet ona nie przynosi skutku, gdyż z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

Cenię sobie syntezy i dlatego posłużę się tu wyrywkami wypowiedzi profesora Józefa Kellera - wybitnego znawcy tematu z "Chrześcijaństwa pierwotnego".

Zacznijmy jednak, zgodnie z tradycją, od charakterystyki ewangelii. Czy mają one wartość dokumentów historycznych?

Badacze pierwotnego chrześcijaństwa są na ogół zgodni co do tego, że ewangelie nie są biografią Jezusa ani nie dają obrazu pełnego jego życia i działalności. Wspominają wprawdzie o pewnych wydarzeniach, ale na podstawie wyboru podyktowanymi różnymi celami ich autorów i redaktorów. [...] Ewangelie miały być regułą wiary dla gmin chrześcijańskich, dlatego widoczną jest sztuczna schematyka w celu podkreślenia w celu podkreślenia wagi nauczania Jezusowego przy beztroskim lekceważeniu okoliczności czasu i miejsca opisywanych wydarzeń.[...](łk 1, 1-4) "Ponieważ wielu starało się ułożyć opowiadanie o rzeczach, które się wśród nas dokonały (...) postanowiłem i ja, zbadawszy wszystko dokładnie od początku spisać".
[W Ewangelii wg Mateusza] Materiał dydaktyczny, tak jak zresztą w innych pismach Nowego Testamentu, przeważa nad historycznym. Ewangelia ta była przeznaczona dla judeo-chrześcijan i dla Żydów, dlatego głównym jej celem było wykazanie, że Jezus był Mesjaszem zapowiedzianym w Starym Testamencie i że wszystkie jego czynności i nauki wynikały z potrzeby wykonania tej misji.[...]

Analiza ewangelii kanonicznych pod względem ich treści prowadzi do wniosku, że mają one małą wartość dla historyka. Nie są one "wielką literatura" (Hochliteratur), lecz zbiorem opowieści popularnych (Kleinliteratur). Ich autorami nie są jakieś wybitne jednostki, a redakcji tekstu dokonano w gminach chrześcijańskich, w których do głosu dochodziły przede wszystkim elementy ludowe, legendarne, pełne cudów. Tym tłumaczy się fakt, że nie są to utwory jednorodne i jednolite, że są kompilacją i zlepkiem różnych wątków i elementów, które można wyśledzić w dzisiejszym tekście. [...]
Ludzie starsi "przypominali sobie" to, co zasłyszeli lub czego byli świadkami, i to opowiadali młodszej generacji. Były to opowieści "budujące i umoralniające", a wśród nich głównie przepowiednie apokaliptyczne, przypowieści i sentencje, pełne cudów legendy. [...]
Wiele autentycznych zdarzeń i "mów" mogło się przechować w tej literaturze, ale istnieje zasadnicza trudność wyróżnienia ich od legend i mitów.


Ewangelie (i cały Nowy Testament) nie są i być nie mogą być źródłami historycznymi i nie ma jak dotychczas żadnych przesłanek do wyłuskania Jezusa-człowieka postaci historycznej z religijnego mitu o Jezusie-Bogu,
a że Jezus Chrystus jest przedmiotem wiary, to na tym forum dyskutować o nim trudno.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
01-11-2011 13:08 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Po pierwsze, Panie Andrzeju, być może za opowieściami o bogu Sziwie kryje się niejeden żyjący człowiek. Po drugie, nie chcę póki co w to wnikać, ale Pan Andrzej.51 nie do końca utożsamia się z postulatem przedstawionym przez Pana - łuska przecież tę opowieść. Jeśli już przyjąć iż NA PEWNO istniał Jezus i NA PEWNO miał uczniów, argumenty dotyczące Jana Apostoła przedstawiane przez mbieleckiego przestają być aż tak niedorzeczne. Rzeczywiście, coś się o jakimś Janie mówiło, w jednym "źródle" (nie mogłem się powstrzymać od cudzysłowiu) spoczywał on na piersi Jezusa, co "czynił" też umiłowany uczeń z Ewangelii Jana. Dlatego jeśli twierdza się iż ok 180 chrześcijanie nabrali pewności, że Jan = Jan, to argument mbieleckiego powołujący się na tradycję ustną (wobec "(na)pisanej") przestaje być dziwny. Gdy się "wie" z całą pewnością, iż Jezus historyczny istniał i rozpatruje się szczegóły jego działalności (na podstawie możliwych do wymienienia w pięć sekund kwestionowanych wzmianek zewnętrznych odnoszących się "do kogoś, kto spotkał kogoś, kto spotkał kogoś"), to ja nie wiem, kto z rozpatrujących ma rację. Co tu jest wskaźnikiem "prawdziwości"? To, że dana rzecz się powtarza w większej ilości Ewangelii? Sprzeczności fabularne? Ale co przeczy czemu? Mgła mgle? Czytam, że niewiadomo, czy Matka Boża była pod Krzyżem (nie wiem, czy z wielkich, czy z małych to (do ...) pisać). Skoro już "wiemy", iż był krzyż, był koleś (tzn. Koleś) i Matka, to argument mbieleckiego, iż tylko jeden z Ewangelistów opisał jej obecność jest równie dobry jak każdy inny. Może wszyscy poza Janem nie lubili matki Jezusa. Może jej nie znali z wyglądu. Może Jezus im kazał nie pisać o matce? Może postanowili, że o matce Jan napisze bo najlepiej pisze o matkach (wrodzony talent...). Skoro już tyle "wiemy", wszystko jest możliwe, każdy argument dobry, trzeba tylko jak w kabale umieć wiązać w całość różne karty do gry. W ten sposób wzgórze staje się doliną, skrótowy opis oczywistej w owym czasie kary niewiarygodnie potwierdzającą prawdziwość wyjątkową relacją... Itd. itp.

Albo, że na przykład Jan jako jedyny pisał o Żydach nie jak o swoich i ogólnie uderzał w bardziej boskie tony wokół Jezusa. Skoro już tyle zakładamy, to można snuć wizje dalej - na przykład: "po prostu Jan był inny, nigdy nie lubił swoich, zaś śmierć mistrza pogłębiła tę antypatię, do tego miał większe zacięcie filozoficzne". I już. Wszystko da się "wyjaśnić", jeśli potwierdzeniem religijnego tekstu literackiego czyni się ten tekst.
01-11-2011 15:56 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Po pierwsze, Panie Andrzeju, być może za opowieściami o bogu Sziwie kryje się niejeden żyjący człowiek.
Być może. Ani nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam, co niektórym wydaje się nie do przyjęcia.

>Po drugie, nie chcę póki co w to wnikać, ale Pan Andrzej.51 nie do końca utożsamia się z postulatem przedstawionym przez Pana - łuska przecież tę opowieść.
Kwestia odbioru. Pan Andrzej lubi bawić się w analizę i łuska Jezuska jak cebulkę.
To naprawdę może być ciekawe i nie przeczy późniejszym syntezom.

>Jeśli już przyjąć iż NA PEWNO istniał Jezus i NA PEWNO miał uczniów, argumenty dotyczące Jana Apostoła przedstawiane przez mbieleckiego przestają być aż tak niedorzeczne.
Ale, poza Panem Mbieleckim i teologami katolickimi, mało kto twierdzi, że "na pewno". Czytam wszystko co tu pisze Pan Andrzej i muszę przyznać, iż podoba mi się to jego "punktowanie" Pana Mbieleckiego - jego bronią i na jego podwórku.
To większa sztuka od emocjonalnego odrzucania głupoty, co mnie się często zdarza, ale Panu znacznie częściej.

>Skoro już tyle "wiemy", wszystko jest możliwe, każdy argument dobry, trzeba tylko jak w kabale umieć wiązać w całość różne karty do gry. W ten sposób wzgórze staje się doliną, skrótowy opis oczywistej w owym czasie kary niewiarygodnie potwierdzającą prawdziwość wyjątkową relacją... Itd. itp.
Zupełnie jakoś nie mogę zgodzić się z Pana powyższym wywodem. Interesuje Pana kultura Indii i tam potrafi Pan rozdzielać włos na czworo, a odbiera Pan to prawo interesującym się kulturą judeo-chrześcijańską. Wiele osób interesuje złożoność zapisów oraz odbicie mitologii, legend i rzeczywistych faktów w literaturze z tamtej epoki. Do nich należy Pan Andrzej.51 i pisze tu rzeczy - jak dla mnie - bardzo ciekawe.

Przecież odkrywane są ciągle nowe zapisy literatury z II-I wieku p.n.e do I-IV wieku n.e. precyzujących nasze poglądy na tamte czasy. Księgi (później) kanoniczne i apokryfy odkryte w Qumran: www.google(*)U2nRmqrEh9FqX7bNlBaF_g&cad=rja i Nag Hamadi: www.google(*)x8aDsJ1k9-Lyf4C31RdpPA&cad=rja oraz w innych miejscach, pozwalają nam na zbudowanie nowego obrazu czasów, z których wyłonił się Jezus Chrystus i chrześcijaństwo, znacznie bliższego rzeczywistości.

Oczywiście wciąż na zasadzie - większego lub mniejszego - prawdopodobieństwa, ale moim zdaniem - Pan Andrzej nigdy poza takie "prawdopodobieństwo" nie wyszedł, choć może ja nie umiem czytać ze zrozumieniem. To przepraszam.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
01-11-2011 16:44 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jak Pan zauważył, przestałem się przejmować nieco postmodernistycznym stylem uprawiania historii, który ostatnio jest tak mocno tu u nas obecny. Jeśli chodzi o Indie - to ma Pan rację i nie ma. Bo - owszem, lubię trochę dzielić włos na czworo, ale historyczność mitycznych postaci w które wierzą hinduiści nie jest istotna dla nikogo. Mimo wszystko ich głównym fundamentem wiary nie jest czyjaś biografia. W chrześcijaństwie jest zupełnie inaczej - biografia Jezusa (łącznie, zwłaszcza!!, ze zmartwychwstaniem) jest najistotniejsza. Stąd te spory o historyczność. Moim prywatnym zdaniem, Andrzej.51 momentami również posuwa się do stwierdzeń osadzonych na całowitych domysłach w obrębie większego domysłu. Nie dziwi mnie, albowiem, gdy w naukach historycznych zakłada się za dużo historyczności in blanco, zawsze robi się z tego chaos. Studiowałem historię sztuki, ma ona silne związki z "czystą" historią, przypuszczam zatem, iż znam się troszeczkę na metodologii nauk historycznych. Inna rzecz, iż w obliczu Nowego Testamentu wielu sceptycznych na codzień badaczy nagle przeistacza się w miłośników baśni.

Nie dziwi mnie to, że przyznaje pan, iż nie wie pan czegoś "na pewno". Ja piszę tu dokładnie o tym samym. Zanim przejść można do rozpatrywania zależoności opisywanych wydarzeń względem siebie, trzeba zapytać się o jakość źródeł. Gdy "być może" urasta do potęgi n-tej należy być bardzo ostrożnym i nie iść dalej. Gdy pójdzie się dalej, pozostaje tylko twórczość czysto literacka na temat. Ale owszem, istnieje w humanistyce nurt posmodernistyczny, urzeczony "wewnętrzną prawdą" obserwowanych zjawisk i odrzucający ogólną rzeczywistość. Wtedy można z całą powagą zajmować się dokładnym obrazem sceny ukrzyżowania Jezusa. Szkoda tylko, że ci sami ludzie nie są tak postmodernistycznie otwarci na inne, zupełnie sprzeczne z chrześcijańskimi, legendy. Gdy więc dochodzimy z modną obecnie postmodernistyczną metodologią nauk humanistycznych do Nowego Testamentu, nagle tracimy nawet te bajkowe narzędzia i wkraczamy w krainę obdarzonej długowiekową tradycją, wykładanej na pierwszych uniwersytetach, teologii... Znów - szkoda, że (gwoli uczciwości) astrologii i alchemii nie traktuje się z równą powagą. Też starsze są od astronomii i chemii...
01-11-2011 19:50 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W chrześcijaństwie jest zupełnie inaczej
Zdecydowanie inaczej!

> - biografia Jezusa (łącznie, zwłaszcza!!, ze zmartwychwstaniem) jest najistotniejsza.
Raczy Pan żartować, a jaki procent chrześcijan wykracza poza przyswojoną na lekcjach religii baśń.

>Stąd te spory o historyczność.
Gdzie te spory. Marksistów już nie ma, a więc z kim tu się spierać? Reszta klaszcze.

>Moim prywatnym zdaniem, Andrzej.51 momentami również posuwa się do stwierdzeń osadzonych na całkowitych domysłach w obrębie większego domysłu.
Gdy to jest Pańskie prywatne zdanie, to tak jak my wszyscy, ma Pan do niego pełne prawo. Pan Andrzej tak jak my wszyscy ma prawo do swoich domysłów spekulacji. Pod jednym zasadniczym warunkiem - który moim zdaniem spełnia - zaznacza, że to są jego spekulacje lub tych, do których nas odsyła. Nie wymaga od nas wierzenia w jego lub innych spekulacje.

>Nie dziwi mnie, albowiem, gdy w naukach historycznych zakłada się za dużo historyczności in blanco, zawsze robi się z tego chaos.
Nie wiem co Pan myśli pod określeniem "historyczności in blanco". Historia zawsze była służebną wobec sponsorów, a historycy zawsze subiektywni. Co najwyżej - najbardziej uczciwi mogą do obiektywizmu dążyć.

>Studiowałem historię sztuki, ma ona silne związki z "czystą" historią, przypuszczam zatem, iż znam się troszeczkę na metodologii nauk historycznych.
Metodologię nauk historycznych miałem jako przedmiot na Uniwersytecie Warszawskim, historię sztuki poznawałem dla własnych potrzeb. Wiem, że niewiele mają ze sobą wspólnego.

>Inna rzecz, iż w obliczu Nowego Testamentu wielu sceptycznych na co dzień badaczy nagle przeistacza się w miłośników baśni.
Dokładnie tak.

>Nie dziwi mnie to, że przyznaje pan, iż nie wie pan czegoś "na pewno".
Jestem już z natury sceptykiem i naukowy (czyli nie ekstremalny) sceptycyzm jest moim podejściem do całej dostępnej człowiekowi rzeczywistości.

>Zanim przejść można do rozpatrywania zależności opisywanych wydarzeń względem siebie, trzeba zapytać się o jakość źródeł.
Gdy źródła są marne, ale zagadnienie ważne, to - Pańskim zdaniem - należy zrezygnować z próby wyrobienia sobie zdania? Źródeł dotyczących powstawania pism religijnych z przełomu er, jak i dotyczących różnych przywódców-nauczycieli - jest sporo. I co? I Pańskim zdaniem nie należy ich badać lub przyjmować - na ich podstawie - różnych historycznych spekulacji? Zupełnie nie zgadzam się tu z Panem i uważam, że przez swój upór pozwolił się Pan zupełnie niepotrzebnie spolaryzować.

>Gdy "być może" urasta do potęgi n-tej należy być bardzo ostrożnym i nie iść dalej.
Chciałbym aby ta Pańska wskazówka została zastosowana do historii XX wieku.

>Gdy pójdzie się dalej, pozostaje tylko twórczość czysto literacka na temat.
Musi Pan wiedzieć znacznie więcej niż bibliści - nawet ci najbardziej sceptyczni do tezy o historyczności Jezusa. Moja niewielka wiedza w tym temacie mówi mi, że jednak sporo wiemy (posiadamy wiedzy o faktach) i o epoce i o źródłach mitu.

>Znów - szkoda, że (gwoli uczciwości) astrologii i alchemii nie traktuje się z równą powagą. Też starsze są od astronomii i chemii...
Czyżby? Książki Sędziwoja, Bugaja, Nowickiego, Szydły, Ferenca, czy Aromatico, uważa Pan za niepoważne? To chyba muszę wyrzucić je ze swojej biblioteki.

Niech Pana Hermes, po trzykroć wielki ma w swojej opiece.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
01-11-2011 20:31 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Liczę na Hermesa. Póki co zostawił mi skrzydlate buty, nie najlepsze na zimę, ale chyba to dobry znak

Zgadzam się z panem co do zasadniczej treści tego, co pan powyżej napisał. Wydaje mi się, że niezgodność opinii wynika w tym wypadku z tego, iż mamy inną ekspresję językową.

Ja cały czas używam zwrotów typu: "chyba, wydaje mi się, być może, wydaje się stosunkowo prawdopodobne". Nie uważam, iż wogóle nie warto badać tego, co zawierają w sobie baśnie (w tym Nowy Testament, który jest bardziej baśniowy niż faktograficzny). Każda baśń zawiera też odniesienia do realności. Pozostaje pytanie o to, jakie to są odniesienia.

Z pewnością nikt nie ustalił, iż niemal napewno istniał Jezus, który został ukrzyżowany i nauczał treści zawartych w Kazaniu na Górze. Z pewnością istnieje obecnie sporo modnych popularyzatorów biblioznawstwa, którzy wyrażają ogromną pewność co do tego ustalenia. To co piszę, piszę od siebie. Nie powołuję się tutaj na żaden inny tekst. Widzę po prostu jakie są fakty i co się na nich buduje. Zbyt wiele się buduje (tu też przypisów nie mam). Moim zdaniem, gdy ideologiczna dogmatyka wkracza w niektóre dziedziny nauki, ciężko znaleźć protestujących badaczy. Ideologiczna dogmatyka, o której piszemy w tym wypadku wkroczyła w nasze życie jeszcze przed narodzinami nauki we współczesnych tego słowa znaczeniu.

Oczywiście historia nie może być w pełni obiektywna, absolutna rzetelność i dokładność są niemal niemożliwe. Ale czytam teraz pracę o bitwach morskich z czasów napoleońskich, w wyniku których Wielka Brytania zyskała ostateczną przewagę nad wszystkimi w wyścigu kolonialnym. Przytacza się tony źródeł, wnikliwie odszukanych, a są to opisy z różnych perspektyw - od majtków po kapitanów, Francuzów, Anglików, Amerykanów, Holendrów etc. To dobra praca.

Tak więc analiza bardzo popularnej i ważnej dla kultury baśni jest ważna. Ale należy w niej dodać dodatkowy element. Strukturę typu:

A) być może tak w pewnym stopniu było
B) być może ktoś to wymyślił - jeśli tak, to - w jakim celu, jakimi kierując się intencjami?
C) być może tą przypowieść/zdarzenie zapożyczono z istniejących fabuł, pochodzących z dawnych czasów, lub ze współczesnej twórcom religii literatury, niekoniecznie religijnej.

Niemal przy każdym "fakcie" zawartym w Nowym Testamencie należy rozważyć A, B i C. I wcale nie uniemożliwi to badań, wręcz przeciwnie - uczyni to je ciekawszymi i bardziej owocnymi.

Analizy językowe są konieczne. Pojawiła się w rozmowie Andrzeja.51 z mbieleckim kwestia "autentyczności" Jana jako apostoła i autora Ewangelii. Andrzej.51 za wieloma badaczami sugeruje, iż ten tekst powstał znacznie później. Oraz, że Jan ewangelista (o ile zwał się wogóle Janem) nie był zanużony w kulturze żydowskiej tak jak pozostali ewangeliści. Kwestie użytego języka mogą rozwiązać ten problem. To, że Jan pisał o Żydach, inni zaś pisali o ludziach (bo byli zanużeni w kulturze żydowskiej) nie jest do końca dobrym argumentem. Już od dawna część Żydów w owych czasach się hellenizowała. Niektórzy robili to za życia. Jeśli ktoś spisywał na starość swoje wspomnienia, nie odtwarzał w nich swoich dawnych poglądów, lecz te, które posiadał w momencie pisania.

Historycy sztuki zajmują się kwestiami autorstwa dzieł sztuki, zagadnieniami czasu ich powstania, wpływów (kto, gdzie i jak mógł poznać dane osoby/idee), oraz losami dzieł sztuki (czy Szczerbiec jest autentyczny? skąd jest korona średzka? jak wyglądała całość obrazu na którym Delacroix sportretował Sand i Chopina, dlaczego został rozdzielony i kiedy? czy sztuka arabska wpłynęła na powstanie architektury gotyckiej? etc.etc.)
02-11-2011 10:50 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ja cały czas używam zwrotów typu: "chyba, wydaje mi się, być może, wydaje się stosunkowo prawdopodobne". Nie uważam, iż w ogóle nie warto badać tego, co zawierają w sobie baśnie (w tym Nowy Testament, który jest bardziej baśniowy niż faktograficzny). Każda baśń zawiera też odniesienia do realności. Pozostaje pytanie o to, jakie to są odniesienia.
Na podstawie moich lektur "chyba, wydaje mi się, być może, wydaje się stosunkowo prawdopodobne", że istniał jakiś prorok-nauczyciel w Galilei, mający swoją grupkę zwolenników, który skończył marnie w Jerozolimie. Po jego śmierci zwolennicy opowiadali o nim legendę obudowując ją w mity i cudowności.

>To co piszę, piszę od siebie.
Dokładnie jak ja.

>Nie powołuję się tutaj na żaden inny tekst.
Tu mała różnica. Czterdzieści lat temu przeczytałem kilkadziesiąt książek i posłuchałem kilkudziesięciu wykładów najbardziej wtedy znanych polskich biblioznawców. Później się tym nie interesowałem, ale teraz sobie trochę przypominam.

>Widzę po prostu jakie są fakty i co się na nich buduje. Zbyt wiele się buduje (tu też przypisów nie mam).
Moje przygotowanie nakazuje mi bardzo krytycznie podchodzić do takich deklaracji.
Zdawać to się może wszystko każdemu. Podejście metodologiczne (nawet w naukach humanistycznych) jest zdecydowanie inne. Właśnie takie jak reprezentuje tu Pan Andrzej.51. W przyrodniczych - wymagania są jeszcze większe.

>Moim zdaniem, gdy ideologiczna dogmatyka wkracza w niektóre dziedziny nauki, ciężko znaleźć protestujących badaczy. Ideologiczna dogmatyka, o której piszemy w tym wypadku wkroczyła w nasze życie jeszcze przed narodzinami nauki we współczesnych tego słowa znaczeniu.
Całkowicie się tu z Panem zgadzam i ubolewam nad tym.

>Oczywiście historia nie może być w pełni obiektywna, absolutna rzetelność i dokładność są niemal niemożliwe. Ale czytam teraz pracę o bitwach morskich z czasów napoleońskich, w wyniku których Wielka Brytania zyskała ostateczną przewagę nad wszystkimi w wyścigu kolonialnym. Przytacza się tony źródeł, wnikliwie odszukanych, a są to opisy z różnych perspektyw - od majtków po kapitanów, Francuzów, Anglików, Amerykanów, Holendrów etc. To dobra praca.
Wyciągnąłem z półki książkę Księdza Eugeniusza Dąbrowskiego "Religie Wschodu" wydaną w 1962 roku "za zezwoleniem władzy duchownej". Przytacza tony źródeł, wnikliwie odszukanych, a są to opisy z różnych perspektyw. To dobra praca. Choć subiektywna jak cholera. Na studiach nauczono mnie ten subiektywizm dostrzegać. We wszystkich pracach.

>Analizy językowe są konieczne. Pojawiła się w rozmowie Andrzeja.51 z mbieleckim kwestia "autentyczności" Jana jako apostoła i autora Ewangelii. Andrzej.51 za wieloma badaczami sugeruje, iż ten tekst powstał znacznie później. Oraz, że Jan ewangelista (o ile zwał się w ogóle Janem) nie był zanurzony w kulturze żydowskiej tak jak pozostali ewangeliści. Kwestie użytego języka mogą rozwiązać ten problem. To, że Jan pisał o Żydach, inni zaś pisali o ludziach (bo byli zanurzeni w kulturze żydowskiej) nie jest do końca dobrym argumentem. Już od dawna część Żydów w owych czasach się hellenizowała. Niektórzy robili to za życia. Jeśli ktoś spisywał na starość swoje wspomnienia, nie odtwarzał w nich swoich dawnych poglądów, lecz te, które posiadał w momencie pisania.
Różnice zdań - szczególnie w interpretacjach - są czymś wskazanym. "chyba, wydaje mi się, być może, wydaje się stosunkowo prawdopodobne", że to Pan Andrzej.51 ma tu racje. Ale ta ocena nie dotyczy faktów tylko ich interpretacji.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ok. Ale niech pan pomyśli, czego nauczał Jezus? Gdzie te wykłady? Gdy odejmiemy cudowności, lekcja zamyka się w kilku zdaniach. Czy Ewangelie zawierają jakieś dane dotyczące wcielania nauczania Jezusa w czyn, przez niego i jego uczniów? Poza cudownościami nie ma tam jakichś wspaniałych akcji charytatywnych podejmowanych przez Mesjasza. Czemu zatem chrześcijaństwo stało się popularne, czemu przetrwało? Dla tych kilku zdań, których nie wyraża się w praktyce? Czy też dla wymiaru eschatologicznego, dla zmartwychwstania? Czy kiedykolwiek Jezusa pamiętano bez zmartwychwstania? Czy jego akcje charytatywne kiedykolwiek były związane z realnością, nie z zaświatami? To każe mi być sceptycznym wobec istnienia historycznego Jezusa i sprawia iż mam hipotezę polegającą na uziemieniu mitu podobnego do mitów dionizyjskich. Choć, oczywiście, możliwe jest coś zupełnie innego. Nawet rzecz bardzo mało prawdopodobna, a przyjmowana obecnie niemal za pewnik, czyli że istniała jakaś jedna osoba, która była Ukrzyżowana, miała 12 uczniów, uczyła treści Kazania na Górze...
02-11-2011 13:21 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ok. Ale niech pan pomyśli, czego nauczał Jezus? Gdzie te wykłady?
Gdy do wielkiego rabiego Hillela, największego rabina epoki Talmudu, przyszedł poganin i zaproponował, że nawróci się na judaizm, jeśli Hillel zdoła wyłożyć mu całą Torę w czasie, gdy on będzie stał na jednej nodze. Hillel rzekł: "Nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe. Oto cała Tora. Reszta to tylko komentarz. Idź i ucz się".
Czy konieczne są całe wykłady? Słowotok ukrywający sedno rzeczy?

>Gdy odejmiemy cudowności, lekcja zamyka się w kilku zdaniach. Czy Ewangelie zawierają jakieś dane dotyczące wcielania nauczania Jezusa w czyn, przez niego i jego uczniów? Poza cudownościami nie ma tam jakichś wspaniałych akcji charytatywnych podejmowanych przez Mesjasza.
Dla mnie wystarcza "Kazanie na górze", a jeszcze trochę można tam znależć.

>Czemu zatem chrześcijaństwo stało się popularne, czemu przetrwało? Dla tych kilku zdań, których nie wyraża się w praktyce? Czy też dla wymiaru eschatologicznego, dla zmartwychwstania?
No właśnie, to bardzo ciekawe pytania. Moim zdaniem ciekawsze od historyczności Jezusa.

>To każe mi być sceptycznym wobec istnienia historycznego Jezusa i sprawia iż mam hipotezę polegającą na uziemieniu mitu podobnego do mitów dionizyjskich.
Wolno Panu mieć takie poglądy. Pan Mbielecki ma jeszcze bardziej ekstremalne, ale tu wypadałoby je jakoś racjonalnie uzasadnić, a tego Pan nijak nie robi. Pańska wiara, na tym forum, to trochę mało.

>Nawet rzecz bardzo mało prawdopodobna, a przyjmowana obecnie niemal za pewnik, czyli że istniała jakaś jedna osoba, która była Ukrzyżowana, miała 12 uczniów, uczyła treści Kazania na Górze...
Niech Pan jeszcze to wszystko pomiesza, stworzy własną koncepcję, a następnie zacznie z nią polemizować. Przyjmuje obecnie niemal za pewnik, że istniała jakaś jedna osoba, która była Ukrzyżowana, miała 12 uczniów, uczyła treści Kazania na Górze... w tym wątku Pan Mbielecki, którego jest Pan w stanie jakoś zaakceptować i w którego obronie Pan tu stanął.

Panu Andrzejowi.51 - tak jak i mnie - "chyba, wydaje mi się, być może, wydaje się stosunkowo prawdopodobne", że istniał jakiś rabi będący jądrem mitu o Jezusie Chrystusie, ale za jego "wydaje mi się, być może, wydaje się stosunkowo prawdopodobne" stoją przeczytana i przemyślana literatura przedmiotu.

Za Panem - jak sam Pan stwierdza: Nie powołuję się tutaj na żaden inny tekst. Widzę po prostu jakie są fakty i co się na nich buduje. Zbyt wiele się buduje (tu też przypisów nie mam).

Panie Jacku, naprawdę szczerze apeluję do Pańskiego racjonalizmu, a Pan koniecznie sam siebie chce zapędzić w przysłowiowy "kozi róg".

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
02-11-2011 13:45 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Literatura, której potrzebuję, dotyczy krytyki postmodernictyczno - tradycyjnych metod biblioznawczych, które tak mocno obecnie się stosuje. Nie znalazłem w sieci godnych uwagi tekstów, na które mógłbym się powołać. Nie znalazłem mocnej i uzasadnionej tytułem profesorskim krytyki naukowości Sandersa, czy Vermesa. Czy to oznacza, że na taką krytykę nie zasługują? Moim zdaniem nie. Jeśli chodzi o Kazanie na Górze, to gdzie ten Jezus odwiedzający biednych i uciśnionych (a nie cudownie uzdrawiający chorych)? Czy przez 2 - 3 lata nauczania, jakie mu się przypisuje miało miał czasu, aby rozdawać niewyczarowane jedzenie wśród niewolników? Nowy Testament nie zawiera praktycznych elementów nauczania. A samo nauczanie to kilka słów na krzyż. To chciałem powiedzieć. Jedynym elementem "praktycyzmu" jest chyba "nie gardził Samarytanami". Po prostu - Lol!

Natomiast mamy teksty o wygnaniu demonów do świń. W to wierzono? Czy w życie po życiu opisane drogą dawniejszych mitów?

Cytat:
Niech Pan jeszcze to wszystko pomiesza, stworzy własną koncepcję, a następnie zacznie z nią polemizować. Przyjmuje obecnie niemal za pewnik, że istniała jakaś jedna osoba, która była Ukrzyżowana, miała 12 uczniów, uczyła treści Kazania na Górze... w tym wątku Pan Mbielecki, którego jest Pan w stanie jakoś zaakceptować i w którego obronie Pan tu stanął.


To nie mbielecki przytoczył mi Sandersa i nazwał go "jednym z najwybitniejszych badaczy"... Napisałem, czemu się nie zgadzam z Sandersem. Nie podałem przypisów do profesora odrzucającego poglądy Sandersa, bo nie znalazłem nic takiego. Może nie istnieje. Czy brak uniwersyteckiej, łatwo dostępnej krytyki oznacza, że Sanders ma rację?
02-11-2011 13:05 
 Ocena 1 na 1
zupełna (2507 punktów)
> Liczę na Hermesa. Póki co zostawił mi skrzydlate buty, nie najlepsze na zimę, ale chyba to dobry znak
Po trzykroć, Hermes po trzykroć wielki ?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Hermes raczej jest szybki, niż wielki. Nie wiem, czy po trzykroć. Jeszcze nie wybrałem sobie boskiej cyfry. Trójka wydaje się za bardzo ograna, tylko jedynka jest bardziej banalna.
02-11-2011 14:19 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Hermes raczej jest szybki, niż wielki. Nie wiem, czy po trzykroć. Jeszcze nie wybrałem sobie boskiej cyfry. Trójka wydaje się za bardzo ograna, tylko jedynka jest bardziej banalna.
A ja myślałem, że Pan poważnie wspomniał Pan o hermetyzmie i alchemii. Proponuje jednak wbić w wyszukiwarkę "Hermes Trismegistos" i poczytać.
Wikipedia:
Hermes Trismegistos, w wersji zlatynizowanej Hermes Trismegistus (stgr. Ἑρμῆς ὁ Τρισμέγιστος, Hermes Po Trzykroć Wielki lub Trzykroć Największy, po łacinie zwany również Mercurius ter Maximus) - synkretyczne bóstwo hellenistyczne powstałe z połączenia cech greckiego boga Hermesa i egipskiego Thota, inspirowane również mistycznymi prądami judaizmu i magią żydowską oraz być może wierzeniami perskimi, często identyfikowane również z biblijnym patriarchą Henochem oraz Serapisem i Hermanubisem.

Hermes Trismegistos reprezentuje triadę religii, nauki i sztuki, które tworzą w nim pełnię, stanowiąc jednocześnie symbol tajemnej wiedzy starożytności. Zgodnie z legendami przypisuje mu się autorstwo 36529 ksiąg, zawierających całą wiedzę i mądrość starożytnego świata, przede wszystkim zaś Tabula Smaragdina (Tablicy Szmaragdowej) oraz traktatów Corpus Hermeticum, stanowiących inspirację dla alchemii, mających olbrzymi wpływ na filozofię różokrzyżowców oraz innych tradycji ezoterycznych, gnostyckich i kabalistycznych.

Zarówno Thot, jak i Hermes byli bogami pisma i magii; obaj pełnili funkcję Psychopomposa, czyli tego, który odprowadza duszę w zaświaty. Thot był bogiem mądrości, patronem astrologii i alchemii. Należy jednak zaznaczyć, że Hermes Trismegistus nie jest tożsamy z Hermesem; zarówno większość Greków, jak i Rzymian nie zastąpiła jednego boga przez drugiego.


Pozdrawiam.

@@@
.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Drogi Panie Andrzeju! Ma mnie pan za hermetyka...? Jakże to? Sztuka i nauka są mi bliskie nierozerwalnie, to trzecie, nie... Hermes najbardziej mi przypadł do gustu taki, jaki się zjawia u Homera.

A psychopompos to u mnie bardziej Dennett niż Jezus, zdecydowanie. Pompuje wprawdzie bez zaświatów, ale za to woda jaka czysta z tej pompy leci...
02-11-2011 16:18 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Drogi Panie Andrzeju! Ma mnie pan za hermetyka...? Jakże to? Sztuka i nauka są mi bliskie nierozerwalnie, to trzecie, nie... Hermes najbardziej mi przypadł do gustu taki, jaki się zjawia u Homera.
Drogi Panie Jacku, mam Pana za mądrego i oczytanego człowieka, który wie co pisze.
Napisał Pan:
Znów - szkoda, że (gwoli uczciwości) astrologii i alchemii nie traktuje się z równą powagą. Też starsze są od astronomii i chemii...
Co ja potraktowałem poważnie, a co było tylko artystycznym fajerwerkiem.
Hermetyka jest ciekawym nurtem myślowym, wartym poznania i jest na jej temat sporo ciekawych publikacji.
Homerowe fantazje są piękne, ale jego bogowie znacznie słabiej mnie przekonują od jego bogiń, które są wprost boskie. Ale to tylko moje intelektualne skrzywienie.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
02-11-2011 17:44 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Tamto napisałem z pewną ironią, dotyczącą dopuszczania/niedopuszcznia pewnych nauk i "nauk". Ale oczywiście, jestem otwarty na dyskusje na temat owego drugiego Hermesa. Mam już za sobą wiele styczności z istniejącym politeizmem (wiele odmian hinduizmu, choć nie wszystkie) i ośmielę się postawić hipotezę, iż obu Hermesów jednak ze sobą łączono. Podobnie dzieje się w Indiach, gdzie mityczność nie szkodzi jej nowszym, bardziej filozoficznym wersjom. Uważam, iż takie antropologiczne porównania, pomiędzy wymarłym już światem politeistów, a tym wciąż istniejącym, są owocne i jak najbardziej uzasadnione. W hinduizmie wiele bogów i bogiń ma zarówno proste, mityczne definicje, jak i bardzo filozoficzne. Nie istnieje tam nacisk, aby odrzucać jedne dla drugich. Niewiele wskazuje, aby taki nacisk istniał w Starożytnym Rzymie i w Grecji. Hermes u Homera też bywa psychopompą
02-11-2011 18:34 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ale oczywiście, jestem otwarty na dyskusje na temat owego drugiego Hermesa. [...] i ośmielę się postawić hipotezę, iż obu Hermesów jednak ze sobą łączono.
No właśnie. Ja nic na ten temat nie wiem. Może Pan by nam o tych "połączeniach" napisał?
Hipoteza jednak powinna mieć jakieś podstawy. "Co za przypadek - on Władek i ja Władek" , to trochę mało.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Przedstawiam różne moje badania dotyczące istniejącego politeizmu, tego w Indiach. To ciekawa praca badawcza. Uczy spoglądać na politeizmy z zupełnie innej perspektywy niż monoteistyczna, którą wbijano nam do głów od setek, tysięcy lat (zależy komu). Chętnie będę przedstawiał teksty o politeizmie indyjskim również na Racjonaliście, jeśli zostanie wyrażona taka chęć. Co do reszty, to wydaje mi się, iż najłatwiej będzie porównać to co przedstawiłem z zachowanymi opisami wierzeń dawnych politeistów europejskich. Od razu mogę polecić krótki artykuł mojej lepszej połowy na temat porównania eposów greckich i indyjskich - www.hanuman.pl/article.php/20090706162633790 .
03-11-2011 10:55 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przedstawiam różne moje badania dotyczące istniejącego politeizmu, tego w Indiach.
>To ciekawa praca badawcza.
Nawet przez moment nie zwątpiłem w Pańską wiedzę i w Pańską pasję.
To normalne, że nie wszystko wiemy i nie wszystko nas interesuje.
Najgorsze jest upierać się przy czymś o czym nasza wiedza jest niewielka, a nawet tylko niedostateczna.
Choć zawsze warto naszą wiedzę uzupełniać - w całym zakresie, który tylko potrafimy zrozumieć - no i znajdziemy na to czas.

>Od razu mogę polecić krótki artykuł mojej lepszej połowy na temat porównania eposów greckich i indyjskich - www.hanuman.pl/article.php/20090706162633790.
Ciekawy tekst i pięknie napisany. Śmiało mogę poznawczo polecić go wszystkim.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
02-11-2011 14:21 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Z całą pewnością po trzykroć. Trismegistos. Ale to nie ten sam Hermes, co miał skrzydlate buciki, niestety... To ten od magii, alchemii, Tabula Smaragdina, Corpus Hermeticus i hermetyczności.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-11-2011 16:01 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja dostałem buty, nie psychopompę... Studni nie mam, może podczas pobytów w Indiach pompa by się przydał, ale i Atena nie wie, co mógłbym tam wypompować...
01-11-2011 16:01 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Widzę, że masz problem z rozumieniem stwierdzeń, które nie są wyłożone wprost, zatem wyjaśniam, co miałem na myśli: nasza wiedza, wyobraźnia i możliwości poznawcze są ograniczone.
Ale są wszystkim co posiadamy i głupotą jest przekraczanie możliwości zmysłowego (bezpośredniego lub pośredniego) poznania jakimiś wydumanymi bajdami.

Miłego dnia.

@@@
.
22-11-2011 21:59 
 Ocena 7 na 7
Ignorancja (4718 punktów)
>Czy nie zauważyłaś, iż napisałem:
> Cytat:
To oczywiście tylko analogia.
?


Alez oczywiscie, że zauważylam. Tylko co to zmienia? Zastosowałes analogię nieadekwatną zupelnie.
Aby zobrazowac mozliwośc człapania Jezuska po odmętach jeziora przywołasz konstrukcje nart wodnych, czy wodolotu? Sens będzie podobny.

>Widzę, że masz problem z rozumieniem stwierdzeń, które nie są wyłożone wprost, zatem wyjaśniam, co miałem na myśli: nasza wiedza, wyobraźnia i możliwości poznawcze są ograniczone.

O co ja nieboga bym zrobila bez tych wyjaśnien ...
Niestety nie trafiłeś. I co, że Sheakspeare rzekł cos takiego? Poetyckie. Ale jaką ma to wartośc w dyskusji o Jezusie? O nim śnią i bajają filozofowie i nie tylko oni od dawna. Czy sie coś od tych snow i bajań zmieniło? Paruzji, jak nie było tak nie ma.
Poza tym nie zgadzam sie, że jest wyobraźnia ograniczona. Przeciwnie. Twoje fantazjowanie zdaje się nie miec kresu.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
10-10-2011 22:31 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Otóż w wersecie poprzedzającym ten, który powyżej zacytowałem, Paweł napisał, iż Jezus ukazał się dwunastu apostołom: I że ukazał się Kefasowi, potem dwunastu (1 Kor 15, 5).
>Ale przecież zmartwychwstały Jezus mógł ukazać się wyłącznie jedenastu apostołom, a nie - jak pisze Paweł - dwunastu. Zgodnie bowiem z Ewangelią Mateusza Judasz powiesił się zaraz po tym, jak arcykapłani i starsi przekazali Jezusa Piłatowi (zob. Mt. 27, 1-5). Zatem w czasie, gdy zmartwychwstały Jezus ukazywał się uczniom, Judasza już nie było na tym świecie. Zresztą we wszystkich ewangeliach synoptycznych mowa jest o ukazaniu się Jezusa jedenastu apostołom (zob. Mk 16, 14; Mt 28, 16-17; Łk 24, 33.36).

Po śmierci Judasza do grona Dwunastu został dokooptowany Maciej (Dz 1, 15-26).

> Paweł usprawiedliwiał głoszenie kłamstw "przyczyniających się do chwały Chrystusa". Oto co napisał w listach do Rzymian i Filipian:
>Jeśli przez moje kłamstwo prawda Boża tym bardziej przyczynia się do chwały jego, to dlaczego jeszcze i ja miałbym być sądzony jako grzesznik? (Rz 3, 7).

To nie jest rzetelna egzegeza, czytamy bowiem w następnym zdaniu (Rz 3,8): "I czyż to znaczy, iż mamy czynić zło, aby stąd wynikło dobro? - jak nas niektórzy oczerniają i jak nam zarzucają, że tak mówimy. Takich czeka sprawiedliwa kara."

>Lecz o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduję i radować będę (Flp 1, 18).

Cytuję ten sam fragment bez wyrywania z kontekstu (Flp 1, 15-18): "Niektórzy wprawdzie z zawiści i przekory, drudzy zaś z dobrej woli głoszą Chrystusa. Ci ostatni [głoszą] z miłości, świadomi tego, że jestem przeznaczony do obrony Ewangelii. Tamci zaś, powodowani niewłaściwym współzawodnictwem, rozgłaszają Chrystusa nieszczerze, sądząc, że przez to dodadzą ucisku moim kajdanom. Ale cóż to znaczy? Jedynie to, że czy to obłudnie, czy naprawdę, na wszelki sposób rozgłasza się Chrystusa. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył."

Zatem uwzględnienie kontekstu pozwala prawidłowo odczytać intencje Pawła.
11-10-2011 09:25 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Cytuję ten sam fragment bez wyrywania z kontekstu (Flp 1, 15-18): "Niektórzy wprawdzie z zawiści i przekory, drudzy zaś z dobrej woli głoszą Chrystusa. Ci ostatni [głoszą] z miłości, świadomi tego, że jestem przeznaczony do obrony Ewangelii. Tamci zaś, powodowani niewłaściwym współzawodnictwem, rozgłaszają Chrystusa nieszczerze, sądząc, że przez to dodadzą ucisku moim kajdanom. Ale cóż to znaczy? Jedynie to, że czy to obłudnie, czy naprawdę, na wszelki sposób rozgłasza się Chrystusa. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył."
>Zatem uwzględnienie kontekstu pozwala prawidłowo odczytać intencje Pawła.
Bez wyrywania z kontekstu wyraźnie widać, że Pawełek uprawia samochwalstwo (jak wspócześnie Kaczyński) i walczy o władzę. Wszyscy którzy uważają, że nie jestem Chrystusowym pomazańcem, to z róznych - najczęściej niecnych pobudek kłamią. Intecje Pawełka są oczywiste i jak z nich widać człowiek nie zmienił się wiele.
Walka o władzę - przy użyciu różnych metod - jak trwała, tak nadal trwa.
Może teraz jest nawet ostrzejsza, bo i koryto i narzędzia lepsze.

Miłego dnia.

@@@
.
16-10-2011 16:43 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Otóż w wersecie poprzedzającym ten, który powyżej zacytowałem, Paweł napisał, iż Jezus ukazał się dwunastu apostołom: I że ukazał się Kefasowi, potem dwunastu (1 Kor 15, 5).
>>Ale przecież zmartwychwstały Jezus mógł ukazać się wyłącznie jedenastu apostołom, a nie - jak pisze Paweł - dwunastu. Zgodnie bowiem z Ewangelią Mateusza Judasz powiesił się zaraz po tym, jak arcykapłani i starsi przekazali Jezusa Piłatowi (zob. Mt. 27, 1-5). Zatem w czasie, gdy zmartwychwstały Jezus ukazywał się uczniom, Judasza już nie było na tym świecie. Zresztą we wszystkich ewangeliach synoptycznych mowa jest o ukazaniu się Jezusa jedenastu apostołom (zob. Mk 16, 14; Mt 28, 16-17; Łk 24, 33.36).
>Po śmierci Judasza do grona Dwunastu został dokooptowany Maciej (Dz 1, 15-26).

Pogubiłeś się co nieco, a na dodatek mieszasz chronologię zdarzeń. Z przyjemnością sprowadzę Cię na właściwe tory.

Powołujesz się na Dzieje Apostolskie - a konkretnie na wersety Dz 1, 15-26 - w których rzeczywiście mowa jest o tym, iż po samobójczej śmierci Judasza Iskarioty dokooptowano spośród licznie zebranych niejakiego Macieja do pozostałych jedenastu apostołów. Notabene niewiele wiemy o owym Macieju. Euzebiusz w Historii kościelnej sugeruje, iż był on jednym z siedemdziesięciu uczniów Jezusa.
Ale przecież doskonale wiesz, że scena wyboru Macieja rozegrała się już po objawieniach Jezusa i po jego wniebowzięciu. Dlaczego próbujesz wprowadzić mnie w błąd?

Przypomnę w skrócie, co na ten temat można znaleźć w NT:
We wszystkich ewangeliach synoptycznych (Mk 16, 14; Mt 28, 16-17 oraz Łk 24, 33.36) mowa jest o tym, że zmartwychwstały Jezus ukazał się jedenastu apostołom (bo dwunasty Judasz już nie żył, popełnił samobójstwo po przekazaniu Jezusa Piłatowi, o czym informuje Mateusz w Mt 27, 5 - zob. też Dz 1, 18). O tym, że Jezus objawił się jedenastu apostołom - już bez Judasza - informują pośrednio również Dzieje Apostolskie - zob. Dz 1, 13.
Dalej ewangeliści informują, iż Jezus na oczach apostołów został wzięty do nieba (Mk 16, 19 oraz Łk 24, 51 - a także Dz 1, 2.9-10).
Można przyjąć, iż kolejną scenę przedstawiają Dzieje Apostolskie w Dz 1, 12-26 - jest to właśnie powołana przez Ciebie scena dokooptowania Macieja do składu apostolskiego. Scena ta zaczyna się od mowy Piotra, z której jednoznacznie wynika, iż wybór dwunastego apostoła odbywa się już po wniebowzięciu Jezusa, a zatem również po objawieniach (zob. Dz 1, 22). W Dz 1, 26 autor (Łukasz -?) informuje, że nowym apostołem został Maciej.

Podsumowując - Paweł nie miał racji pisząc w 1 Kor 15, 5, że Jezus ukazał się dwunastu apostołom, na co zwracałem uwagę w jednej z poprzednich wypowiedzi. Nie masz zatem i Ty racji próbując bronić tych słów Pawła.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
19-10-2011 16:06 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Warto zwrócić uwagę na fakt, że dokooptowany do grona Dwunastu apostoł Maciej też wcześniej (przed kooptacją) spotkał zmartwychwstałego Jezusa (Dz 1, 22) - Paweł, pisząc swój Pierwszy List do Koryntian wiele lat później, mógł zatem traktować Macieja jako jednego z Dwunastu.

Jednak bardziej prawdopodobne jest inne wyjaśnienie. Przypomnijmy, że Paweł pisze: Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu (1 Kor 15, 3-5). W tym tekście określenie "Dwunastu" jest nazwą własną najwęższego kręgu uczniów Jezusa - kierowniczego gremium Kościoła (to samo określenie pojawia się w innych miejscach Nowego Testamentu, np. Mk 14,10-20 i Mt 26,14). Określenie to ma znaczenie symboliczne i odnosi się do "dwunastu pokoleń Izraela". A zatem Paweł w tym fragmencie swojego listu nie wymienia liczby osób, lecz wskazuje, że Jezus ukazał się ustanowionemu przez siebie kierowniczemu gremium wspólnoty.
20-10-2011 09:04 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>ukazał się ustanowionemu przez siebie kierowniczemu gremium wspólnoty.
A nie Marii Magdalenie?
Mt - Maria Magdalena i inna Maria
M- Maria Magdalena, Maria matka Jakuba i Salome
Łk - niewiasty, które z nim przyszły z Galilei (w tym i Maria Magdalena zapewne)
J - Maria Magdalena
Paweł - "(...) ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu (...)"
Kto kłamie?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-10-2011 09:19 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>>ukazał się ustanowionemu przez siebie kierowniczemu gremium wspólnoty.
>Paweł - "(...) ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu (...)"

Z tym ukazywaniem się jest związana bardzo ciekawa sprawa, nie pamiętam by gdziekolwiek te ukazania się Jezusa były potwierdzone. Owszem jest w napisane że ukazał się iluś osobom, ale zawsze opisuje to tylko jedna osoba. Świadkowie nie potwierdzają tego w takiej najprostszej formie "tak potwierdzam to co powiedział inny apostoł, też tam byłem, widziałem to co opisano". Uprzedzając argument, że takie proste potwierdzenia zastępują powtórzenia słowo w słowo w różnych tekstach, ale skoro one są niespójne to oznacza, że nie było tam tych świadków, albo oni mieli osobne własne sny prorocze. Też mogę napisać że w moim śnie świadkiem wydarzeń było kilka osób, dopóki one tego nie potwierdzają to cała opowieść nie jest potwierdzona. Powoływanie się na setki snów niczego nie zmienia.

Come to the dark side, we have cookies
20-10-2011 09:37 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Właśnie. Dlatego twierdzę, odwrotnie niż mbielecki, że nie było żadnych świadków, a to, co on nazywa "świadectwami", "relacjami świadków" to zwykłe wymysły, oszustwo sporządzone na potrzeby rozpowszechnienia mitu, w najlepszym razie omamy jakiegoś rozżalonego ucznia lub uczennicy.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-10-2011 09:43 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Też uważam podobnie. Do tego ważne jest zaznaczenie, iż Ewangelie i apokryfy pochodzą z paru źródeł, które nie zostały napisane przez osoby "znające Jezusa" i które zawierają najpewniej błędy mówiące o dodawaniu kolejnych zdań i historii do powstającego Nowego Testamentu.
20-10-2011 10:28 
 Ocena 4 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Właśnie. Dlatego twierdzę, odwrotnie niż mbielecki, że nie było żadnych świadków, a to, co on nazywa "świadectwami", "relacjami świadków" to zwykłe wymysły, oszustwo sporządzone na potrzeby rozpowszechnienia mitu, w najlepszym razie omamy jakiegoś rozżalonego ucznia lub uczennicy.

To musiałoby być super-oszustwo wszechczasów - zwróćmy uwagę na niektóre cechy tego "spisku":
1) w "spisku" uczestniczy na samym początku od kilkudziesięciu do stukilkudziesięciu osób, potem są wciągane kolejne osoby
2) nie wiadomo, kto kieruje "spiskiem", ale wiadomo, że w "grupie kierowniczej" są niemal sami prości, niewykształceni ludzie
3) scenariusz "spisku" jest spójny z tekstami Starego Testamentu
4) elementem spisku jest wytworzenie w I wieku wielu genialnych tekstów, z wieloma oryginalnymi, niepowtarzalnymi elementami; teksty te są spójne w sprawach pierwszorzędnych, a różnią się w niektórych szczegółach na tyle, żeby powstało wrażenie pełnego autentyzmu; analiza tych tekstów pokazuje, że w "spisku" brało udział kilkunastu autorów i kilkudziesięciu redaktorów
5) do "spisku" są wciągane w kolejnych latach kolejne osoby, w szczególności jeden z zaciekłych wrogów "spiskowców" - świetnie wykształcony Paweł z Tarsu
6) "spiskowcy" mają cechy kamikadze: oczywistym skutkiem ich aktywności jest męczeńska śmierć, w najlepszym razie - cierpienia i poniewierka.

Bardzo wiarygodna historia...
20-10-2011 10:51 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>1) w "spisku" uczestniczy na samym początku od kilkudziesięciu do stukilkudziesięciu osób, potem są wciągane kolejne osoby
Na początku mogło być kilkanaście. A potem - naiwnych nie brakowało i nadal nie brakuje. Tysiące radiosłuchaczy wysyła pieniądze znanej nam wszystkim rozgłośni.
>2) nie wiadomo, kto kieruje "spiskiem", ale wiadomo, że w "grupie kierowniczej" są niemal sami prości, niewykształceni ludzie
Skąd wiadomo? Bo ktoś tak napisał w ogólnie niewiarygodnej opowieści, noszącej wszelkie znamiona mitu?
>3) scenariusz "spisku" jest spójny z tekstami Starego Testamentu
To akurat żadna sztuka. Wybrali sobie parę proroctw i na nich pojechali.
>4) elementem spisku jest wytworzenie w I wieku wielu genialnych tekstów, z wieloma oryginalnymi, niepowtarzalnymi elementami; teksty te są spójne w sprawach pierwszorzędnych, a różnią się w niektórych szczegółach na tyle, żeby powstało wrażenie pełnego autentyzmu; analiza tych tekstów pokazuje, że w "spisku" brało udział kilkunastu autorów i kilkudziesięciu redaktorów
Nie, no rozbawiłeś mnie. "Genialne", "spójne", "oryginalne", "niepowtarzalne" i te różnice, świadczące o autentyzmie... Daj spokój.
>5) do "spisku" są wciągane w kolejnych latach kolejne osoby, w szczególności jeden z zaciekłych wrogów "spiskowców" - świetnie wykształcony Paweł z Tarsu
Ja bym stawiała na Pawła jako na przywódcę. Był dość bystry, by to zorganizować.
>6) "spiskowcy" mają cechy kamikadze: oczywistym skutkiem ich aktywności jest męczeńska śmierć, w najlepszym razie - cierpienia i poniewierka.
To nie spiskowcy, to naiwni.
>Bardzo wiarygodna historia...
Bardziej niż chrześcijańska mitologia, pełna niestworzonych bajęd, jak to o zmartwychwstaniu.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-10-2011 12:20 
 Ocena 4 na 6
maruda (5550 punktów)
>>1) w "spisku" uczestniczy na samym początku od kilkudziesięciu do stukilkudziesięciu osób, potem są wciągane kolejne osoby
>Na początku mogło być kilkanaście.

   Meretseger dajesz się wciągnąć w bezsensowną zabawę słowną. Do stworzenia nowej religii nie jest potrzebny żaden spisek, wystarczy pojedyncza osoba z charyzmą. Danych porównawczych mamy setki, każdy nowy odłam, religia rozpoczynają się podobnie. Przykładowo Joseph Smith przekonał wielu poważanych ludzi w swojej społeczności do zaświadczenia, że widzieli na własne oczy złote płyty, których nikt od tamtego czasu nie oglądał.
   Kapłani nie muszą być cynicznymi manipulantami, mogą to robić w dobrej wierze. Jedyne czego nie opłaca im się robić to podważać systemu do którego sami należą. Tak samo jest z religią, ludzie którzy z niej żyją nie podcinają gałęzi bo im się to zwyczajnie nie opłaca. I w końcu wcale nie musiał to być spisek, równie dobrze mogło to być zwyczajne nieporozumienie, nieznajomość faktów, łatwowierność, choroba, przypadek lub pazerność.

Come to the dark side, we have cookies
20-10-2011 10:02 
 Ocena 2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>ukazał się ustanowionemu przez siebie kierowniczemu gremium wspólnoty.
>A nie Marii Magdalenie?
>Mt - Maria Magdalena i inna Maria
>M- Maria Magdalena, Maria matka Jakuba i Salome
>Łk - niewiasty, które z nim przyszły z Galilei (w tym i Maria Magdalena zapewne)
>J - Maria Magdalena
>Paweł - "(...) ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu (...)"
>Kto kłamie?

To już się staje trochę nudne...

No, dobrze, jeszcze raz: nikt nie kłamie, to są różne relacje różnych świadków zapisane przez różnych autorów. Ponadto Paweł pomija to, co dla Żydów było nieistotne, tzn. świadectwo kobiet (już o tym pisaliśmy z dziesięć razy).
20-10-2011 10:17 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>No, dobrze, jeszcze raz: nikt nie kłamie, to są różne relacje różnych świadków zapisane przez różnych autorów.
I dotyczące różnych wydarzeń. Dopiero wtedy się zgodzimy
A to ciekawe. Paweł nie-Żyd pomija to, co nieistotne dla Żydów. A to czemu?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-10-2011 10:42 
 Ocena 2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>No, dobrze, jeszcze raz: nikt nie kłamie, to są różne relacje różnych świadków zapisane przez różnych autorów.
>I dotyczące różnych wydarzeń. Dopiero wtedy się zgodzimy

No cóż, nie zawsze musimy się zgadzać

>A to ciekawe. Paweł nie-Żyd pomija to to, co nieistotne dla Żydów. A to czemu?

Nie rozumiem. Paweł był Żydem.
20-10-2011 11:11 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Nie rozumiem. Paweł był Żydem.
Dobrze, Żydem z urodzenia, ale obywatelem rzymskim (na co wskazuje tradycja jego śmierci). Wędrował podobno po Azji Mniejszej (silnie hellenistycznej), Grecji, Macedonii, Rzymie. Do kogo mówił? Do tych samych ludzi, do których kierowali ewangelie Mateusz i Marek, Łukasz i Jan. Co się zmieniło przez te kilkadziesiąt (a może zaledwie kilkanaście) lat, że taka emancypacja nastąpiła i ewangeliści uznali świadectwo kobiety, a Paweł nie?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-10-2011 11:55 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Nie rozumiem. Paweł był Żydem.
>Dobrze, Żydem z urodzenia, ale obywatelem rzymskim (na co wskazuje tradycja jego śmierci). Wędrował podobno po Azji Mniejszej (silnie hellenistycznej), Grecji, Macedonii, Rzymie. Do kogo mówił? Do tych samych ludzi, do których kierowali ewangelie Mateusz i Marek, Łukasz i Jan. Co się zmieniło przez te kilkadziesiąt (a może zaledwie kilkanaście) lat, że taka emancypacja nastąpiła i ewangeliści uznali świadectwo kobiety, a Paweł nie?

Ewangeliści opisali świadectwo kobiet, mimo że obniżało ono wiarygodność relacji o Zmartwychwstaniu, bo to świadectwo było faktem. A Paweł akurat tego nie nie opisał. I co z tego ma wynikać? Rozumiem, że Twoim zdaniem to kolejny "spisek"?
20-10-2011 10:59 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Paweł nie-Żyd

Jednak Żyd. Tarsensztajn, czy jakoś tak. Żydy trafiają się nawet w najlepszych rodzinach .


Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)
04-11-2011 16:01 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Warto zwrócić uwagę na fakt, że dokooptowany do grona Dwunastu apostoł Maciej też wcześniej (przed kooptacją) spotkał zmartwychwstałego Jezusa (Dz 1, 22) - Paweł, pisząc swój Pierwszy List do Koryntian wiele lat później, mógł zatem traktować Macieja jako jednego z Dwunastu.

Paweł pisząc o rzekomym ukazywaniu się zmartwychwstałego Jezusa apostołom mógł pisać wyłącznie o jedenastu, a nie dwunastu apostołach, bo Judasz w tym czasie już nie żył (Mt 27, 5;Dz 1, 18). Jeśli zatem napisał, że Jezus ukazał się Kefasowi, potem dwunastu (1 Kor 15, 5), to albo się pomylił, albo nic nie wiedział o śmierci Judasza.

>Jednak bardziej prawdopodobne jest inne wyjaśnienie. [...] (1 Kor 15, 3-5). W tym tekście określenie "Dwunastu" jest nazwą własną najwęższego kręgu uczniów Jezusa - kierowniczego gremium Kościoła (to samo określenie pojawia się w innych miejscach Nowego Testamentu, np. Mk 14,10-20 i Mt 26,14). Określenie to ma znaczenie symboliczne i odnosi się do "dwunastu pokoleń Izraela". A zatem Paweł w tym fragmencie swojego listu nie wymienia liczby osób, lecz wskazuje, że Jezus ukazał się ustanowionemu przez siebie kierowniczemu gremium wspólnoty.

A gdyby ich zostało pięciu, to czy tez Paweł mógł napisać, że Jezus ukazał się dwunastu apostołom?
Zastanawiam się jak długo jeszcze będziesz bronił tego, czego obronić się nie da. Jak długo jeszcze będziesz pisał bzdury.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
11-11-2011 13:28 
 Ocena 5 na 5
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
> Paweł, pisząc swój Pierwszy List do Koryntian wiele lat później, mógł zatem traktować Macieja jako jednego z Dwunastu.
Wiara nie wymaga żadnych listów. Z wyników nowoczesnych badań nad mózgiem, pewien płat mózgowy jest silniej rozwinięty u osób wierzących. Jest to ok.25% populacji.Jeżeli nawet takiemu wiernemu udowodnimy że Jezus jest mitem i on się z tym zgodzi,jutro przyjdą mormoni lub scjentolodzy albo buddyści i przekonają go że coś istnieje.Za pomocą badań CT można stwierdzić pewien impuls na sygnał "Bóg".Jeżeli zechcesz poczekać kilkaset lat, to będziesz mógł na swoim laptopie zauważyć że po słowach jakiegoś pasterza np:"Bracia i siostry w Chrystusie" połechtany w mózgu region spowoduje widoczny impuls.Jeżeli natomiast jako osoba wierząca, nie chcesz czekać na śmierć żeby zobaczyć oblicze Chrystusa ale już dziś chcesz coś o nim wiedzieć, to nie poznasz go z lektury I Kor., który jest ponad wszelką wątpliwość fałszerstwem.Jeżeli prawdziwość Jezusa chcesz udowodnić za pomocą fałszywych listów Pawła, no to powodzenia.Nie wiem też o którym Jezusie mówisz?
Jest tylko dwóch wartościowych historyków z tamtego okresu.Filon z Aleksandrii i Flavius Josephus,syna kapłana z Jerozolimy. Filon był nawet zaprzyjaźniony z bratem króla Agrippy I. Po wizytach w Cesarei (ówczesnej stolicy i siedziby rządu) i Rzymie w żadnym w swoich z ponad 30 znanych nam dzieł, nie wspomniał słowem o wstrząsających dla świata wiernych wydarzeniach .
Herod który chciał zabić twojego Jezuska,zmarły w -4 roku, jeszcze czterdzieści lat, jako cuchnące zwłoki, okrutnie dręczył chrześcijan.
Flavius Josephus wymienia w 75 r. w jednej ze swych prac ok.20 mężczyzn imieniem Jezus; Jezus Ben Phiabi,Jezus Ben Sec, Jezus Ben Damneus, Jezus Ben Gamaliel, Jezus Ben Sirach, Jezus Ben Phandira, Jezus Ben Ananias, Jezus Ben Spahat, Jezus Ben Gamals, Jezus Ben Thebuth itd.
Czterech wysokich kapłanów miało to imię.Którego z tych Jezusów masz na myśli.Wybierz sobie jednego i udowodnij że to ten.
Za panowania Lucceius Albinus (rzymski prefekt) pojawił się w Jerozolimie jako prorok, Jezus syn Ananosa. W czasie świąt Sukkot rozpoczyna on kasandryczne żale nad Jerozolimą i świątynią.Został zatrzymany,pobito go i postawiono przed Lucceius Albinus. Ten uwolnił go jako obłąkanego, ale został zabity przypadkowo w Jerozolimie przez katapultę.Może to by była jakaś alternatywa dla ciebie. W roku 52 przybył do Jerozolimy egipski prorok Joshua z zamiarem zniszczenia murów miasta.Rzymianie zabili 400 awanturników, 200 uwięzili. Żołnierze rzymscy wieszają niejakiego Jezus Ben Stada w Lydda (15 km od Jerozolimy). O którym z nich jest mowa w fałszywych listach Pawła?
11-11-2011 16:58 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
> Z wyników nowoczesnych badań nad mózgiem, pewien płat mózgowy jest silniej rozwinięty u osób wierzących. Jest to ok. 25% populacji.

Czy możesz podać dokładniejsze namiary na te ciekawe badania?
11-11-2011 21:08 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Czy możesz podać dokładniejsze namiary na te ciekawe badania?
Nie mogę ci podać dokładnych namiarów.Temat jest tak kompleksowy że nie istnieje jedna strona lub jedna księga, gdzie wszystko zostało omówione. Badania te prowadzi się od ok. 30 lat a wyszły z Ameryki, gdzie jest najwięcej wierzących badaczy.Te 25% zaczerpnąłem z innych badań, po części na statystykach kościelnych.Np; www.nzz.ch(*)er_kirche_davon_1.5781293.html
Co do badań mózgu mogę ci na początek podać taki adres: www.blume-(*).de/english/index_english.html
Jeżeli czyjeś uczucia religijne (mieszczą się w prawej półkuli)zostały naruszone to mogę podać linka do teologów którzy te wyniki odwracają ogonem,pardon.... kot to jest zabobon.




Oczywiście badania mózgu nie ograniczają się do religii.Ważnym obszarem badań jest fenomen spontanicznych uzdrowień.
Woda z Lourdes przynosi Francji więcej dochodów niż Vittel. W ciągu 150 lat przybyło do Lourdes ok. 150 mln pielgrzymów.Nastąpiło ok.48-64 niewyjaśnionych uleczeń.Nie badanych medycznie przed i po wyleczeniu.Daje to 0,00004% skuteczności.Szamani ludów pierwotnych, za pomocą ich ziół i zaklinaniem duchów, mieli lepsze wyniki.
12-11-2011 09:38 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Czy możesz podać dokładniejsze namiary na te ciekawe badania?

Społeczne formatowanie ludzi, rozpoczynające się od samego momentu narodzenia, zostało już dosyć dobrze opisane i wiemy, jak bardzo trudno się z niego wyzwolić. Wraz z rozwojem wiedzy o mózgu zaczęto się zastanawiać, na ile nasze doświadczenia duchowe są odbiciem procesów neurologicznych. Niektórzy uczeni twierdzą, że nawet nasze poglądy polityczne w 30% uwarunkowane są genetycznie. Nic też dziwnego, że powstała nowa dziedzina nauki - neuroteologia. Polski "Newsweek" poświęca temu zagadnieniu sporo miejsca w dwóch numerach: z 2.12.2001 roku z okładkowymi tytułami: Bóg i mózg. Neuroteologia, Zrozumieć wiarę oraz z 20.2.2005 roku: Bóg i geny, Uczeni odnaleźli kod wiary w naszym DNA. Oczywiście medialnej sensacji w tych artykułach jest dużo, ale jest w nich sporo ciekawych informacji, czym zajmują się amerykańscy uczeni. Dean Hamer w książce The God Gene stawia tezę, że "gdyby człowiek nie został wyposażony przez naturę w biologiczną zdolność do przeżyć pozazmysłowych, nie mógłby ich odczuwać".

Tak naprawdę istnieje wiele różnych genów tworzących neurologiczną strukturę, a także substancji sygnałowych w mózgu pośredniczących w skomplikowanych procesach umysłowych. Niewątpliwie wpływają one na skłonność ludzi do przeżyć duchowych (aż po mistykę) i wiary w zjawiska nadprzyrodzone. Ale są to procesy dalece skomplikowane i nigdy nie znajdą prostych rozwiązań. Dlatego też, według "Newsweeka", "odpowiedź na pytanie, czy nasz mózg stworzył Boga, czy też Bóg stworzył mózg, wciąż pozostanie jedynie kwestią wiary". A moc ludzkiej wiary jest nie do przecenienia!

www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa

Pozdrawiam.

@@@
.
12-11-2011 13:35 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Uczeni odnaleźli kod wiary w naszym DNA.

Gdy znajdą jeszcze kod dziedziczenia grzechu pierworodnego, przemyślę sobie moje grzeszne życie.

Dlatego też, według "Newsweeka", "odpowiedź na pytanie, czy nasz mózg stworzył Boga, czy też Bóg stworzył mózg, wciąż pozostanie jedynie kwestią wiary".

"Bóg stworzył człowieka na wzór swój i swoje podobieństwo." Bóg musi więc posiadać również mózg, wyrostek robaczkowy i kość ogonową.Ponieważ Bóg jest ateistą, nie ma w jego mózgu obszarów odpowiedzialnych za wiarę.Gdzieś po drodze szatan musiał zdeformować dzieło boże.Jeżeli Bóg ma wyrostek robaczkowy, to zapewne miewa również wzdęcia.To mogłoby tłumaczyć teorię Big Bang.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Za pomocą badań CT można stwierdzić pewien impuls na sygnał "Bóg".Jeżeli zechcesz poczekać kilkaset lat, to będziesz mógł na swoim laptopie zauważyć że po słowach jakiegoś pasterza np:"Bracia i siostry w Chrystusie" połechtany w mózgu region spowoduje widoczny impuls.
Ciekawe co z tym moim płatem mózgowym, albo i z samymi impulsami się porobiło, że na "Bracia i siostry w Chrystusie" mam odruch wymiotny. A taki "Bóg" jest neutralny jak "hshvbldld", nic się nie dzieje. Chętnie bym porobił za królika doświadczalnego.
12-11-2011 12:54 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Chętnie bym porobił za królika doświadczalnego.

Na "królików" najlepiej nadają się ludzie wierzący.Badano mnichów którzy medytowali z elektrodami na głowie.Ale laicy też byli badani.Czytałem opis badań przeprowadzonych przez uczonych szwedzkich przeprowadzanych na przypadkowych osobach.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
pełno tego w sieci np.:
neuroskoki.info/mozg-a-religia/
16-10-2011 16:50 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Paweł usprawiedliwiał głoszenie kłamstw "przyczyniających się do chwały Chrystusa". Oto co napisał w listach do Rzymian i Filipian:
>>Jeśli przez moje kłamstwo prawda Boża tym bardziej przyczynia się do chwały jego, to dlaczego jeszcze i ja miałbym być sądzony jako grzesznik? (Rz 3, 7).
>To nie jest rzetelna egzegeza, czytamy bowiem w następnym zdaniu (Rz 3,8): "I czyż to znaczy, iż mamy czynić zło, aby stąd wynikło dobro? - jak nas niektórzy oczerniają i jak nam zarzucają, że tak mówimy. Takich czeka sprawiedliwa kara."

A ja twierdzę, że jest to właściwa lub co najmniej dopuszczalna egzegeza.
Niewątpliwie w pierwszym zdaniu (Rz 3, 7) Paweł stwierdza, że dopuszczalne jest jego kłamstwo dla głoszenia "prawdy Bożej przyczyniającej się do chwały Jezusa", a następnie dodaje, że nikt nie prawa za takie kłamstwo go sądzić.
Drugie i trzecie zdanie (Rz 3, 8) wprowadzają jednak nieco zamieszania. W drugim zdaniu (Rz 3, 8a) Paweł zastanawia się, czy wolno mu to robić (tzn. kłamać) dodając jednakże, iż niektórzy te kłamstwa mu (im -?) zarzucają. Nie jest jasne, czy to zdanie oznacza, że zarzuty są słuszne, czy też nie, z czego wynika, iż nie wiemy, czy Paweł już kłamał, czy jeszcze nie. W trzecim zdaniu (Rz 3, 8b) Paweł stwierdza, iż tych, co go o kłamstwa posądzają, czeka kara. Być może z tego zdania wynika, że Paweł jeszcze nie posłużył się kłamstwem dla głoszenia chwały Jezusa, jeśli jednak zdanie to połączy się ze zdaniem pierwszym (Rz 3, 7) to należy wyciągnąć wniosek, że Paweł stosował już kłamstwo, ale przecież nikt nie ma prawa go o to sądzić jak grzesznika.
Wniosek - nie uważam, bym niewłaściwie ocenił wymowę wersetu Rz 3, 7 i niewielu tu zmienia jego analiza w połączeniu z Rz 3, 8.

>>Lecz o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduję i radować będę (Flp 1, 18).
>Cytuję ten sam fragment bez wyrywania z kontekstu (Flp 1, 15-18): "Niektórzy wprawdzie z zawiści i przekory, drudzy zaś z dobrej woli głoszą Chrystusa. Ci ostatni [głoszą] z miłości, świadomi tego, że jestem przeznaczony do obrony Ewangelii. Tamci zaś, powodowani niewłaściwym współzawodnictwem, rozgłaszają Chrystusa nieszczerze, sądząc, że przez to dodadzą ucisku moim kajdanom. Ale cóż to znaczy? Jedynie to, że czy to obłudnie, czy naprawdę, na wszelki sposób rozgłasza się Chrystusa. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył."
>Zatem uwzględnienie kontekstu pozwala prawidłowo odczytać intencje Pawła.

Ze zdań Flp 1, 15-17 dowiadujemy się, iż wielu ludzi poza Pawłem głosi Chrystusa - jedni robią to z dobrej woli (z miłości), drudzy zaś nieszczerze (obłudnie) chcąc (ci drudzy) dokuczyć w ten sposób Pawłowi. W dwóch ostatnich zdaniach (Flp 1, 18) Paweł stwierdza jednak, iż jest mu obojętne, czy Chrystus głoszony jest obłudnie, czy też szczerze, gdyż w obu przypadkach on i tak będzie się z tego cieszył. Nie można jednoznacznie ocenić, czy pod pojęciem nieszczerego (obłudnego) głoszenia Chrystusa Paweł rozumiał również używanie kłamstw, czy też nie, ale z całą pewnością wykluczyć tego absolutnie nie można.
Wniosek - w tym przypadku jestem gotów przyznać Ci dużo racji, co bynajmniej nie oznacza bym uważał, iż popełniłem zbyt duży błąd.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
11-10-2011 16:27 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Ukazanie się Jezusa w wielu miejscach jednocześnie, wybranym świadkom (a nie publicznie, czyli "nie całemu ludowi"), byłoby zgodne z relacją Piotra.
>Bez sensu jest to, co piszesz! Przecież Piotr wyraźnie powiedział, że Bóg pozwolił Jezusowi ukazać się wyłącznie jedenastu apostołom. Jezus zjadł posiłek - rybę i miód - wyłącznie z jedenastoma apostołami - i z nikim innym (pisałem o tym powyżej). A zatem - według słów Piotra - tylko im się Jezus ukazał. I nikomu więcej.
>Zatem opowieści Pawła o tej epifanii Jezusa nie można pogodzić ze słowami Piotra.

Przeczytajmy jeszcze raz komentowany fragment Dziejów Apostolskich: "Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu. On nam rozkazał ogłosić ludowi i dać świadectwo, że Bóg ustanowił Go sędzią żywych i umarłych." (Dz 10, 40-42)
Twierdzisz, że "Piotr wyraźnie powiedział, że Bóg pozwolił Jezusowi ukazać się wyłącznie jedenastu apostołom". W zacytowanym fragmencie nie ma jednak słowa "wyłącznie" - to tylko Twoja interpretacja. Jeżeli zamiast "wyłącznie" napiszemy "w szczególności", będziemy mieli inną interpretację i to bardziej uprawnioną, bowiem zmartwychwstały Jezus jadł posiłek nie tylko z jedenastoma apostołami - także z uczniami, których spotkał w drodze do Emaus (Łk 24, 30) i z innymi (Łk 24, 33 i 43); nie można wykluczać, że tych spotkań ze zmartwychwstałym Jezusem połączonych ze wspólnym posiłkiem było więcej. Zatem pomiędzy słowami Piotra a relacją Pawła nie ma sprzeczności.
30-09-2011 21:34 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>W przypadku czwartej ewangelii wiemy ponad wszelką wątpliwość, iż jej autorem nie jest apostoł Jan. W tej kwestii zgodni są wszyscy badacze krytyczni,

Te zdania są nieprawdziwe.

Prawdziwe jest inne zdanie: egzegeci spierają się w kwestii redakcji tekstu Ewangelii Jana - istnieją różne teorie co do liczby, kolejności i autorstwa etapów redakcyjnych. Niektórzy egzegeci kolejne redakcje przypisują jednej osobie, inni - kilku osobom. Niektórzy za "ewangelistę" uważają autora tekstu podstawowego, inni - ostatniego redaktora.

Na przykład R. Schnackenburg wyodrębnia trzy etapy redakcji Ewangelii Jana, której autorstwo przypisuje jednemu głównemu autorowi, nazywając go ewangelistą. Według Schnackenburga ewangelista nie zdołał swojego dzieła doprowadzić do końca, więc ostatecznie Ewangelia została zredagowana i wydana przez innego redaktora, który dodał mowy pozostawione przez ewangelistę w zarysie (J 15-17) oraz epilog (J 21).

Z informacji przekazanych m.in. przez Papiasza ok. 220 roku wynika, że w Efezie istniała "szkoła Jana", nawiązująca do apostoła Jana, którą kierował jego uczeń - "prezbiter Jan" (wspomniany w Drugim i Trzecim Liście Jana). Po śmierci apostoła Jana "prezbiter Jan" stał się jego duchowym spadkobiercą i powiernikiem jego tradycji - on to odegrał prawdopodobnie kluczową rolę przy redagowaniu ostatecznej wersji Ewangelii. Peter Stuhlmacher uważa, iż treść Ewangelii Jana wywodzi się od apostoła Jana, a "prezbiter Jan" uważał się za przekaziciela nauczania apostoła.

>Mało tego - oczywistym jest, że ewangelii tej nie napisał żaden apostoł. Jeśli bowiem uwzględni się, że powstała ona pomiędzy 100 a 110 rokiem n.e., to oczywistym się staje, iż nie mógł jej napisać bezpośredni świadek wydarzeń, bo pisząc ewangelię musiałby mieć co najmniej 90, może 100, a może nawet jeszcze więcej lat. To bardzo silny argument - a jest ich znacznie więcej - przemawiający za tym, że ewangelia ta nie jest dziełem bezpośredniego świadka wydarzeń.

Te "oczywistość" obala choćby analiza Schnackenburga. Źródłem tej "oczywistości" jest bezpodstawne utożsamienie "tego kto napisał Ewangelię" z jej ostatnim redaktorem.
06-10-2011 18:39 
 Ocena 13 na 13
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>W przypadku czwartej ewangelii wiemy ponad wszelką wątpliwość, iż jej autorem nie jest apostoł Jan. W tej kwestii zgodni są wszyscy badacze krytyczni,
>Te zdania są nieprawdziwe.
>Prawdziwe jest inne zdanie: egzegeci spierają się w kwestii redakcji tekstu Ewangelii Jana - istnieją różne teorie co do liczby, kolejności i autorstwa etapów redakcyjnych. Niektórzy egzegeci kolejne redakcje przypisują jednej osobie, inni - kilku osobom. Niektórzy za "ewangelistę" uważają autora tekstu podstawowego, inni - ostatniego redaktora.

Za dobrze by było, gdyby w tej kwestii panowała idealna zgodność. Zawsze byli i będą teologowie głoszący pogląd o choćby częściowym autorstwie apostoła Jana.
To w tej ewangelii Jezus sam określa się mistycznie brzmiącymi i niezbyt jasnymi metaforami: "światłość świata", prawdziwy krzew winny", "drzwi dla owiec" itp. To w tej ewangelii stwierdził, że "pierwej niż Abraham był, on jest", że jest "z wysokości i nie z tego świata". To w tej ewangelii w końcu - i tylko w tej - następuje niemalże deifikacja Jezusa. On samy czyni się niemal Bogiem (zob. J 5, 22-23), a jego uczniowie określają go mianem Boga (J 20, 28).
Czwarta ewangelia jest zatem zbyt łakomym kąskiem, by bez walki oddać ja jakiemuś bezimiennemu autorowi. Autorstwo Jana z oczywistych względów byłoby bardzo pożądane.

>Na przykład R. Schnackenburg wyodrębnia trzy etapy redakcji Ewangelii Jana, której autorstwo przypisuje jednemu głównemu autorowi, nazywając go ewangelistą. Według Schnackenburga ewangelista nie zdołał swojego dzieła doprowadzić do końca, więc ostatecznie Ewangelia została zredagowana i wydana przez innego redaktora, który dodał mowy pozostawione przez ewangelistę w zarysie (J 15-17) oraz epilog (J 21).

Z tego, co powyżej napisałeś nie wynika póki co, by Schnackenburg uważał, iż apostoł Jan był autorem czwartej ewangelii. Napisałeś jedynie, iż według Schnackenburga pierwszy autor nie dokończył ewangelii, więc dzieła dopełnił kto inny dopisując do niej co nieco, w tym epilog (J 21).
Żadna to dla mnie nowość. W jednej z ostatnich wypowiedzi pisałem również o dwóch edycjach tej ewangelii.

Niewiele do tej pory czytałem na temat Rudolfa Schnackenburga, katolickiego księdza uważanego za jednego ze znaczniejszych teologów niemieckich XX wieku. Trudno mi zatem szczegółowo odnosić się do jego poglądów na temat autorstwa czy tez daty powstania Ewangelii Jana, co nieco jednak na jego temat mogę powiedzieć.
Otóż wiemy o tym, że apostoł Jan był Galilejczykiem (rybakiem z Galilei). Schnackenberg natomiast uważa, że umiłowany uczeń pochodził z Jerozolimy. Tym samym Schnackenberg zaprzecza, by apostoła Jana można było utożsamiać z umiłowanym uczniem. Z tego, co w wielu poprzednich wypowiedziach napisałem wynika, że nie jest on jedynym, który tak uważa.
Mam nadzieję, że po jednej z moich następnych wypowiedzi zrozumiesz, czym kierował się Schnackenberg czyniąc umiłowanego ucznia mieszkańcem akurat Jerozolimy, a nie jakiegoś innego miasta.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
06-10-2011 18:42 
 Ocena 13 na 13
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Z informacji przekazanych m.in. przez Papiasza ok. 220 roku wynika, że w Efezie istniała "szkoła Jana", nawiązująca do apostoła Jana, którą kierował jego uczeń - "prezbiter Jan" (wspomniany w Drugim i Trzecim Liście Jana). Po śmierci apostoła Jana "prezbiter Jan" stał się jego duchowym spadkobiercą i powiernikiem jego tradycji - on to odegrał prawdopodobnie kluczową rolę przy redagowaniu ostatecznej wersji Ewangelii.

Po pierwsze. Istnieje dobry zwyczaj podawania źródła cytatów czy też informacji szczególnie wtedy, gdy dotyczy to dzieł starożytnych. Podaje się wtedy nazwisko autora, tytuł dzieła, numery stron, ksiąg, wersetów itp. Ja robię to zawsze, co widać we wszystkich moich wypowiedziach. Ty nie zwykłeś tego czynić. Zechciej zatem podać źródło podanych informacji o Papiaszu i efeskiej szkole Jana.

I po drugie. Popełniłeś błąd pisząc, że około 220 roku Papiasz przekazał jakieś informacje. Być może to znowu jakaś niechciana z Twojej strony pomyłka, niemniej informuję Cię, że Papiasz zmarł orientacyjnie pomiędzy 130 a 150 rokiem n.e. (różne mam informacje).

I jeszcze jedno. Prezbiter Jan, a dokładnie "prezbiter" lub "starszy" (bez podania imienia) jest nie tyle wspomniany w Drugim i Trzecim Liście Jana, lecz to on sam w pierwszych wersetach obu listów siebie określa ich autorem.
A przecież Jan Prezbiter to nie ta sama osoba, co apostoł Jan.

>Peter Stuhlmacher uważa, iż treść Ewangelii Jana wywodzi się od apostoła Jana, a "prezbiter Jan" uważał się za przekaziciela nauczania apostoła.

Być może, że Peter Stuchlmacher tak uważa. A czy wskazał argumenty, które za tym przemawiają?

>>Mało tego - oczywistym jest, że ewangelii tej nie napisał żaden apostoł. Jeśli bowiem uwzględni się, że powstała ona pomiędzy 100 a 110 rokiem n.e., to oczywistym się staje, iż nie mógł jej napisać bezpośredni świadek wydarzeń, bo pisząc ewangelię musiałby mieć co najmniej 90, może 100, a może nawet jeszcze więcej lat. To bardzo silny argument - a jest ich znacznie więcej - przemawiający za tym, że ewangelia ta nie jest dziełem bezpośredniego świadka wydarzeń.
>Te "oczywistość" obala choćby analiza Schnackenburga. Źródłem tej "oczywistości" jest bezpodstawne utożsamienie "tego kto napisał Ewangelię" z jej ostatnim redaktorem.

Nie za bardzo obala.
Jeśli autorem podstawowej warstwy ewangelii miałby być apostoł Jan, to musiałby ją napisać przed rokiem 62 n.e., gdyż najprawdopodobniej w tym właśnie roku zginął śmiercią męczeńską. A jeśli tak, to dlaczego jej nie opublikował?
Analogiczne pytanie należy również postawić przy założeniu, że Jan dożył sędziwego wieku w Efezie. Dlaczego tak późno przystąpił do spisywania swoich wspomnień. Na co czekał? Czyżby czekał na starcze osłabienie pamięci?

Z tego co piszesz wynika, iż jesteś zwolennikiem poglądu, że czwarta ewangelia miała dwóch (lub co najmniej dwóch) autorów, a jednym z nich - raczej tym pierwszym - był apostoł Jan. Wiele razy spotkałem się już z taką hipotezą, której jednakże nie podzielam, o czym piszę w kolejnych wypowiedziach przytaczając szereg argumentów świadczących przeciw autorstwu apostoła Jana.

Zastanów się jednakże, dlaczego żadne wczesne źródło nie wspomina nic o takim częściowym autorstwie Jana. Mam tu na myśli wzmianki na temat autorstwa ewangelii podane przez Ireneusza i Euzebiusza, czy też zawarte w Kanonie Muratoriego (ok. r. 200).

Od dawna wiadomo - pisałem już o tym wcześniej w dwóch wypowiedziach - że czwarta ewangelia ma dwóch autorów, lecz żadnym z nich nie był Jan.
Podałem tam również - w pewnym uproszczeniu - jakie rozdziały i wersety dołożono w drugiej edycji do pierwotnej wersji ewangelii.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
12-10-2011 10:06 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Z informacji przekazanych m.in. przez Papiasza ok. 220 roku wynika, że w Efezie istniała "szkoła Jana", nawiązująca do apostoła Jana, którą kierował jego uczeń - "prezbiter Jan" (wspomniany w Drugim i Trzecim Liście Jana). Po śmierci apostoła Jana "prezbiter Jan" stał się jego duchowym spadkobiercą i powiernikiem jego tradycji - on to odegrał prawdopodobnie kluczową rolę przy redagowaniu ostatecznej wersji Ewangelii.
>Po pierwsze. Istnieje dobry zwyczaj podawania źródła cytatów czy też informacji szczególnie wtedy, gdy dotyczy to dzieł starożytnych. Podaje się wtedy nazwisko autora, tytuł dzieła, numery stron, ksiąg, wersetów itp. Ja robię to zawsze, co widać we wszystkich moich wypowiedziach. Ty nie zwykłeś tego czynić. Zechciej zatem podać źródło podanych informacji o Papiaszu i efeskiej szkole Jana.

Euzebiusz z Cezarei, Historia Kościoła III 39.

>I po drugie. Popełniłeś błąd pisząc, że około 220 roku Papiasz przekazał jakieś informacje. Być może to znowu jakaś niechciana z Twojej strony pomyłka, niemniej informuję Cię, że Papiasz zmarł orientacyjnie pomiędzy 130 a 150 rokiem n.e. (różne mam informacje).

Tak, to błąd. Teksty Papiasza powstały faktycznie ok. 100 lat wcześniej niż napisałem.

>I jeszcze jedno. Prezbiter Jan, a dokładnie "prezbiter" lub "starszy" (bez podania imienia) jest nie tyle wspomniany w Drugim i Trzecim Liście Jana, lecz to on sam w pierwszych wersetach obu listów siebie określa ich autorem.
>A przecież Jan Prezbiter to nie ta sama osoba, co apostoł Jan.

Tak, to miałem na myśli.

>>>Mało tego - oczywistym jest, że ewangelii tej nie napisał żaden apostoł. Jeśli bowiem uwzględni się, że powstała ona pomiędzy 100 a 110 rokiem n.e., to oczywistym się staje, iż nie mógł jej napisać bezpośredni świadek wydarzeń, bo pisząc ewangelię musiałby mieć co najmniej 90, może 100, a może nawet jeszcze więcej lat. To bardzo silny argument - a jest ich znacznie więcej - przemawiający za tym, że ewangelia ta nie jest dziełem bezpośredniego świadka wydarzeń.
>>Te "oczywistość" obala choćby analiza Schnackenburga. Źródłem tej "oczywistości" jest bezpodstawne utożsamienie "tego kto napisał Ewangelię" z jej ostatnim redaktorem.
>Nie za bardzo obala.
>Jeśli autorem podstawowej warstwy ewangelii miałby być apostoł Jan, to musiałby ją napisać przed rokiem 62 n.e., gdyż najprawdopodobniej w tym właśnie roku zginął śmiercią męczeńską. A jeśli tak, to dlaczego jej nie opublikował?

Przed odpowiedzią na takie pytanie należałoby przeanalizować prawdopodobieństwo hipotezy, iż apostoł Jan został zabity w roku 62. Kto jest autorem tej hipotezy i na czym ją opiera?

>Analogiczne pytanie należy również postawić przy założeniu, że Jan dożył sędziwego wieku w Efezie. Dlaczego tak późno przystąpił do spisywania swoich wspomnień. Na co czekał? Czyżby czekał na starcze osłabienie pamięci?

Nie wiemy, kiedy apostoł Jan przystąpił do spisywania swoich wspomnień. Nie wiemy, dlaczego wybrał taki a nie inny moment. Wiemy tylko tyle, że proces redakcyjny Ewangelii zakończył się niemal na pewno pomiędzy końcem I wieku a rokiem 110.

>Z tego co piszesz wynika, iż jesteś zwolennikiem poglądu, że czwarta ewangelia miała dwóch (lub co najmniej dwóch) autorów, a jednym z nich - raczej tym pierwszym - był apostoł Jan. Wiele razy spotkałem się już z taką hipotezą, której jednakże nie podzielam, o czym piszę w kolejnych wypowiedziach przytaczając szereg argumentów świadczących przeciw autorstwu apostoła Jana.

Nie, najbardziej przekonujący wydaje mi się pogląd, że Ewangelia Jana miała jednego autora tekstu podstawowego i był nim apostoł Jan oraz że proces redakcyjny Ewangelii został dokończony w "szkole Jana".
19-10-2011 20:24 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>Z informacji przekazanych m.in. przez Papiasza ok. 220 roku wynika, że w Efezie istniała "szkoła Jana", nawiązująca do apostoła Jana, którą kierował jego uczeń - "prezbiter Jan" (wspomniany w Drugim i Trzecim Liście Jana). Po śmierci apostoła Jana "prezbiter Jan" stał się jego duchowym spadkobiercą i powiernikiem jego tradycji - on to odegrał prawdopodobnie kluczową rolę przy redagowaniu ostatecznej wersji Ewangelii.
>>Po pierwsze. [...] Zechciej zatem podać źródło podanych informacji o Papiaszu i efeskiej szkole Jana.
>Euzebiusz z Cezarei, Historia Kościoła III 39.

Rozdział III, 39 w Historii kościelnej Euzebiusza obejmuje tylko trzy i pół strony.
W ani jednym zdaniu tego rozdziału nie ma mowy o jakiejś "szkole Jana" (ani Jana apostoła, ani Jana Prezbitera), pomimo że kilkakrotnie w rozdziale wspomniany jest zarówno Jan apostoł, jak i Jan Prezbiter.

>>Jeśli autorem podstawowej warstwy ewangelii miałby być apostoł Jan, to musiałby ją napisać przed rokiem 62 n.e., gdyż najprawdopodobniej w tym właśnie roku zginął śmiercią męczeńską. A jeśli tak, to dlaczego jej nie opublikował?
>Przed odpowiedzią na takie pytanie należałoby przeanalizować prawdopodobieństwo hipotezy, iż apostoł Jan został zabity w roku 62. Kto jest autorem tej hipotezy i na czym ją opiera?

Ponieważ na temat męczeńskiej śmierci Jan pisałem również w innej wypowiedzi podając więcej informacji, do czego Ty odniosłeś się kilka dni temu, zatem do kwestii tej powrócę w innym miejscu.

>>Analogiczne pytanie należy również postawić przy założeniu, że Jan dożył sędziwego wieku w Efezie. Dlaczego tak późno przystąpił do spisywania swoich wspomnień. Na co czekał? Czyżby czekał na starcze osłabienie pamięci?
>Nie wiemy, kiedy apostoł Jan przystąpił do spisywania swoich wspomnień. Nie wiemy, dlaczego wybrał taki a nie inny moment.

Nie wiemy, czy w ogóle Jan przystąpił do spisywania swoich wspomnień. Ale skoro zaliczasz się do tych, którzy jeszcze tak twierdzą, to powinieneś znać informacje na ten temat zawarte we Kanonie (Fragmencie) Muratoriego powstałym około 200 roku. Otóż dowiadujemy się z niego, że Jan przystąpił do pisania ewangelii jeszcze za życia apostoła Andrzeja, który podobno zginął pomiędzy 62 a 70 rokiem.

Zresztą autor Kanonu - podobnie jak Ireneusz - stwierdził, iż czwartą ewangelię napisał "uczeń" Jan (żaden z nich nie użył słowa "apostoł"). A przecież Jezus miał dwunastu apostołów, a oprócz tego siedemdziesięciu (siedemdziesięciu dwóch - Łk 10, 1) uczniów, więc być może autorzy tych informacji nie wskazywali na apostoła, tylko na jakiegoś bliżej nieznanego ucznia imieniem Jan (niekoniecznie zresztą musiał on być "umiłowanym uczniem").

>Wiemy tylko tyle, że proces redakcyjny Ewangelii zakończył się niemal na pewno pomiędzy końcem I wieku a rokiem 110.

Pierwsza wersja ewangelii Jana powstała na początku II wieku, pomiędzy 100 a 110 rokiem. Bynajmniej nie należy uważać (a z takimi sugestiami już się spotkałem), iż napisana została znacznie wcześniej, lecz opublikowana została dopiero na początku II wieku. Wysoko rozwinięta doktryna autora wskazuje, że musiała ona powstać później niż ewangelie synoptyczne, z których dwie - Mateusza i Łukasza - datowane są na ostanie dwudziestolecie I wieku.
Druga wersja ewangelii powstała orientacyjnie około roku 120, ale nie przed nim. Odróżniała się ona od pierwszej wersji dodaniem: (1) części rozdziału pierwszego, a konkretnie J 1, 1-18; (2) ostatniego rozdziału w całości, tj. J 21; (3) wszystkich fragmentów dotyczących umiłowanego ucznia; (4) kilku innych fragmentów, jak np.: J 6, 51b-58; J 6, 15-17 oraz od J 7, 53 do 8, 11. Autorem tych wszystkich dodatków nie był ewangelista, czyli autor pierwszej wersji.

>>Z tego co piszesz wynika, iż jesteś zwolennikiem poglądu, że czwarta ewangelia miała dwóch (lub co najmniej dwóch) autorów, a jednym z nich - raczej tym pierwszym - był apostoł Jan. Wiele razy spotkałem się już z taką hipotezą, której jednakże nie podzielam, o czym pisałem w wielu wypowiedziach przytaczając szereg argumentów świadczących przeciw autorstwu apostoła Jana.

>Nie, najbardziej przekonujący wydaje mi się pogląd, że Ewangelia Jana miała jednego autora tekstu podstawowego i był nim apostoł Jan oraz że proces redakcyjny Ewangelii został dokończony w "szkole Jana".

A ja odrzucam pogląd, by autorem podstawowego tekstu (pierwszej wersji) był apostoł Jan. Podałem szereg argumentów popierających takie stanowisko, w odpowiednim miejscu podam następne.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
21-10-2011 13:15 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
SZKOŁA JANA

Widzę, że nie wypowiedziałem się dostatecznie jasno - spróbuję zatem opisać kwestię "szkoły Jana" bardziej szczegółowo:

Euzebiusz z Cezarei pisze o dziele Papiasza, w którym zamieścił on wzmiankę, iż naukę wiary otrzymał od ludzi, którzy osobiście znali apostołów; mówi przy tym o innych, którzy byli uczniami Jezusa, i wymienia m.in. "prezbitera Jana" (Historia Kościoła III 39). Na podstawie tej wzmianki oraz innych podobnych można wyciągnąć wniosek, że w Efezie istniała "szkoła Jana", nawiązująca do apostoła Jana, którą kierował uczeń Apostoła - "prezbiter Jan".

R.A.Culpepper, w książce The Johannine School: An Evaluation of the Johannine School Hypothesis Based on Investigation of the Nature of Ancient Schools, uzasadnia hipotezę istnienia "szkoły Jana" m.in. w oparciu o następujące przesłanki:
1) Pisma Janowe (Ewangelia i trzy listy) ukazują wspólnotę uczniów o charakterze zbliżonym do szkół w starożytnym świecie.
2) Wspólnota początkowo prowadzi debaty z Żydami, a jej członkowie są wykluczani z Synagogi.
3) Synagogalnej praktyce wykluczania przeciwstawia otwartość wspólnoty na wszystkich.
4) Celem wspólnoty jest zachowywanie nauki Jezusa.
5) Studium Pisma i tradycji o Jezusie prowadzi wspólnota pod przewodnictwem "umiłowanego ucznia".
6) Wspólnota celebruje także prawdopodobnie wspólny posiłek w duchu miłości i wzajemnej służby.

Za hipotezą "szkoły Jana" wypowiedział się też U. Schnelle ("Antidoketiscche Christologie") - uważa on, że o istnieniu "szkoły Jana" świadczą przede wszystkim wypowiedzi chrystologiczne znajdujące się w listach Janowych i takie same wypowiedzi w Ewangelii Jana. O istnieniu "szkoły Jana" świadczą też podobieństwa w języku i stylu Ewangelii Jana i trzech Listów Jana, pewne powtarzające się określenia występujące w pismach Jana ("dzieci", "bracia"), wypowiedzi etyczne, częste nazywanie Jezusa tytułem Nauczyciel oraz terminologia dotycząca wykładni Pisma Świętego.

Z kolei Peter Stuhlmacher doszedł do następującego wniosku: "Treść Ewangelii wywodzi się od ucznia, którego Jezus szczególnie miłował. Prezbiter uważał siebie za przekaziciela i i tubę jego nauczania" (Biblische Theologie des Neuen Testaments, II, s. 206).
04-11-2011 16:08 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Widzę, że nie wypowiedziałem się dostatecznie jasno - spróbuję zatem opisać kwestię "szkoły Jana" bardziej szczegółowo:

Wyraziłeś się dostatecznie jasno, nie musisz zatem kwestii "szkoły Jana" opisywać bardziej szczegółowo.
W jednej ze swych wypowiedzi poinformowałeś mnie, że informacje na temat "szkoły Jana" można znaleźć w rozdziale III, 39 Historii kościelnej Euzebiusza z Cezarei. Odpisałem Ci, że jest to nieprawda, gdyż takich akurat informacji tam nie ma.
I na tym koniec. Po cóż jeszcze coś piszesz?

>Euzebiusz z Cezarei pisze o dziele Papiasza, w którym zamieścił on wzmiankę, iż naukę wiary otrzymał od ludzi, którzy osobiście znali apostołów; mówi przy tym o innych, którzy byli uczniami Jezusa, i wymienia m.in. "prezbitera Jana" (Historia Kościoła III 39). Na podstawie tej wzmianki oraz innych podobnych można wyciągnąć wniosek, że w Efezie istniała "szkoła Jana", nawiązująca do apostoła Jana, którą kierował uczeń Apostoła - "prezbiter Jan".

Na podstawie tej wzmianki (III, 39, 4.7.14) można wyciągnąć wniosek, że Papiasz "naukę wiary" otrzymał m.in. od Jana Prezbitera.
W rozdziale III, 39 tylko raz wymieniono nazwę miejscowości Efez - w punkcie III, 39, 6 Euzebiusz poinformował, że podobno w Efezie znajdują się dwa groby jakichś dwóch Janów.
I to tyle. Żadnych informacji o "szkole Jana" w Efezie czy gdziekolwiek indziej.

Jeśli piszesz, że wniosek o istnieniu w Efezie "szkoły Jana" można wyciągnąć również na podstawie "podobnych wzmianek", to podaj, o jakich wzmiankach myślisz. Wtedy dopiero będę mógł to ocenić.

Do pozostałej części Twojej wypowiedzi nie odniosę się, gdyż informacje, które podajesz, są zbyt lakonicznie.
Jeśli piszesz, że jedną z przesłanek uzasadniających hipotezę istnienia "szkoły Jana" jest "celebrowanie wspólnego posiłku w duchu miłości i wzajemnej służby", to ja nie mam ochoty tego komentować.
Jeżeli już ktoś uparcie chce dostarczać wyłącznie testimonia pro domo, to niech je dostarcza ku uciesze swojej i tych, którzy to czytają.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
28-09-2011 19:19 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>"Umiłowany uczeń" pojawia się kilkakrotnie w Ewangelii Jana. W każdej z tych scen jest on określany jako "uczeń, którego Jezus miłował", zaś jego imienia nie poznajemy.
>>Począwszy od rozdziału 1. do rozdziału 20. (przedostatniego) Ewangelia Jana nie określa autorstwa. Dopiero w rozdziale dwudziestym pierwszym (ostatnim) - będącym nieoryginalnym zakończeniem ewangelii dopisanym przez innego autora do podstawowego trzonu ewangelii - poczynione zostało pewne staranie mające na celu utożsamienie autora ewangelii z "umiłowanym uczniem Jezusa": A oto właśnie jest uczeń, który składa świadectwo o tych rzeczach i to napisał; a wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe (J 21, 24 - tzw. świadectwo własne).
>>Z powiązania tego wersetu z wersetami poprzedzającymi (J 21, 20-23) wiadomo, że chodzi tu o "umiłowanego ucznia Jezusa".
>Pominąłeś istotne dla tego rozumowania dwa fakty:
>1) Pod krzyżem stał uczeń, "którego Jezus miłował" (J 19,26).
>2) Po opisie śmierci Jezusa mamy następujące stwierdzenie (J 19, 35): "Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe."
>Zatem "świadectwo własne" występuje w Ewangelii Jana dwukrotnie i to w niemal identycznej formie.

Nic nie pominąłem. Napisałem wszystko, co z Ewangelii Jana wiemy o umiłowanym uczniu. Napisałem, że umiłowany uczeń pojawia się kilkakrotnie w ewangelii, lecz imię jego nigdy nie zostało wymienione. Oczywiście mogłem dokładnie wymienić te wszystkie cztery sceny, w których jest o nim mowa (nie wliczam tu świadectwa własnego J 21, 24), ale przecież w kwestii autorstwa ewangelii nie ma znaczenia, czy są to dwie, cztery, czy może pięć scen.

Faktem jest - na co zwracasz uwagę - że jedną z tych scen jest scena pod krzyżem (J 19, 25-27). Uzupełnię zatem, że pozostałe to: J 13, 23 i nast.; J 20, 2-10; J 21, 2-7 oraz J 21, 20-23. Nie rozumiem jednak, dlaczego w kontekście autorstwa ewangelii wymieniasz tę akurat scenę (a nie np. te trzy pozostałe). Jakiż związek ma to, że umiłowany uczeń stał pod krzyżem Jezusa z autorstwem ewangelii. A gdyby tam nie stał, to mógł, czy też nie mógł być autorem ewangelii?
Ponadto nie rozumiem, dlaczego werset J 19, 35 określasz mianem świadectwa własnego? Przecież nie ma w nim stwierdzenia o napisaniu ewangelii, lecz jedynie o poświadczeniu pewnych wydarzeń. A ponadto w wersecie tym nie określono, kim jest ten, który "zaświadczył". To nie jest świadectwo własne. W czwartej ewangelii jest tylko jedno świadectwo własne, a mianowicie J 21, 24.

Zwróć ponadto uwagę na scenę J 21, 1-14 i porównaj z sobą dwa wersety: J 21, 2 oraz J 21, 7. Zobaczysz wtedy, jak nieudolna jest wstawka (J 21, 7) o umiłowanym uczniu. Co więcej - przekonasz się, że autor tej wstawki bynajmniej nie dążył do utożsamienia apostoła Jana z umiłowanym uczniem.

Najprawdopodobniej jednak ani matka Jezusa, ani jego umiłowany uczeń pod krzyżem nie stali. Scena ta nie ma zatem podłoża historycznego, o czym piszą m.in. tak wytrawni uczeni, jak John Dominic Crossan, Willibald Bösen i Uta Ranke-Heinemann (Bösen i Ranke-Heinemann to chrześcijanie). Zresztą że wszystkie wstawki dotyczące umiłowanego ucznia zostały dopisane do podstawowego trzonu ewangelii w drugiej jej edycji, tj. około 120-125 roku n.e., obok m.in. J 1, 1-18 oraz J 21 (cały ostatni rozdział), o czym pisze m.in. J.D. Crossan.

Wnioski są następujące:
1) nie ma podstaw, by utożsamiać umiłowanego ucznia z apostołem Janem, synem Zebedeusza,
2) apostoł Jan bynajmniej nie jest autorem czwartej ewangelii,
3) autorstwo tej ewangelii nie zostało jak dotąd ustalone.

>>Czas na dowód, że według Joachima Gnilki ap. Jan nie był autorem przypisywanej mu czwartej ewangelii. Oto cytat ze znanej książki Joachima Gnilki zatytułowanej Jezus z Nazaretu, wydanie z 2009 r. - cytuję ze strony 244:
>>Cytat:
Jedynie w Ewangelii Jana natrafiamy na ucznia, określonego wyróżniającymi go w całkiem szczególny sposób słowami: "ten, którego Jezus miłował" (J 13, 23-29; 19, 26n; 20, 2-10; 21, 7. 20-23), i dlatego nazywanego też krótko umiłowanym uczniem. [...] W obecnym stanie badań zyskały sobie szeroką akceptację dwie tezy o charakterze negatywnym: ucznia tego nie można utożsamiać z Janem; nie jest to jednak również jakaś postać symboliczna. [...] Z ustalenia jego imienia trzeba zrezygnować.

>Faktycznie Gnilka to napisał, aczkolwiek sens tego cytatu nie jest jasny,

A cóż tu jest dla Ciebie niejasne?
Przecież Gnilka wyraża się w sposób bardzo czytelny. Napisał, że umiłowanego ucznia nie należy utożsamiać z apostołem Janem, a to oznacza, że umiłowany uczeń i Jan to dwie różne osoby. Napisał ponadto, że nie wiadomo kim był ów umiłowany uczeń, a także zasugerował, by zrezygnować z prób ustalenia jego tożsamości, gdyż on osobiście raczej nie wróży tym próbom sukcesu.

>zwłaszcza, że w innej swojej książce pisze: "W jaki sposób powstał kerygmat Janowy w takiej postaci, w jakiej znalazł się on w czwartej ewangelii i w listach Jana? Pytania tego nie należy utożsamiać z pytaniem o powstanie Ewangelii Jana, jakkolwiek jest ono z nim związane i można na nie odpowiedzieć (jeśli taka odpowiedź jest w ogóle możliwa) tylko w powiązaniu z pismami Janowymi. (...) Krąg czy Kościół Janowy, który się powoływał na "umiłowanego ucznia" i - być może - nawet przez niego został założony, stał się jednak znany wtedy dopiero, gdy zainicjował swój własny kerygmat." (J. Gnilka, "Pierwsi chrześcijanie", str. 361-362). Mam wrażenie, że Gnilka bardziej relacjonuje pewien pogląd na Ewangelię Jana niż się z nim utożsamia.

Przecież Gnilka pisze tu o związku pomiędzy powstaniem kerygmatu Janowego a powstaniem czwartej ewangelii dodając jednakże, że odpowiedź na pytanie o powstanie ewangelii jest raczej niemożliwa. Nie wypowiada się natomiast w kwestii autorstwa ewangelii, pomimo że wspomina o umiłowanym uczniu.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
30-09-2011 21:54 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Pominąłeś istotne dla tego rozumowania dwa fakty:
>>1) Pod krzyżem stał uczeń, "którego Jezus miłował" (J 19,26).
>>2) Po opisie śmierci Jezusa mamy następujące stwierdzenie (J 19, 35): "Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe."
>>Zatem "świadectwo własne" występuje w Ewangelii Jana dwukrotnie i to w niemal identycznej formie.
>Nic nie pominąłem. Napisałem wszystko, co z Ewangelii Jana wiemy o umiłowanym uczniu. Napisałem, że umiłowany uczeń pojawia się kilkakrotnie w ewangelii, lecz imię jego nigdy nie zostało wymienione. Oczywiście mogłem dokładnie wymienić te wszystkie cztery sceny, w których jest o nim mowa (nie wliczam tu świadectwa własnego J 21, 24), ale przecież w kwestii autorstwa ewangelii nie ma znaczenia, czy są to dwie, cztery, czy może pięć scen.
>Faktem jest - na co zwracasz uwagę - że jedną z tych scen jest scena pod krzyżem (J 19, 25-27). Uzupełnię zatem, że pozostałe to: J 13, 23 i nast.; J 20, 2-10; J 21, 2-7 oraz J 21, 20-23. Nie rozumiem jednak, dlaczego w kontekście autorstwa ewangelii wymieniasz tę akurat scenę (a nie np. te trzy pozostałe). Jakiż związek ma to, że umiłowany uczeń stał pod krzyżem Jezusa z autorstwem ewangelii. A gdyby tam nie stał, to mógł, czy też nie mógł być autorem ewangelii?
>Ponadto nie rozumiem, dlaczego werset J 19, 35 określasz mianem świadectwa własnego? Przecież nie ma w nim stwierdzenia o napisaniu ewangelii, lecz jedynie o poświadczeniu pewnych wydarzeń. A ponadto w wersecie tym nie określono, kim jest ten, który "zaświadczył". To nie jest świadectwo własne. W czwartej ewangelii jest tylko jedno świadectwo własne, a mianowicie J 21, 24.

Zatem inaczej interpretujemy ten sam tekst - ja w J 19,35 widzę świadectwo własne, a inną interpretację tego fragmentu uznałbym za naciąganą.

Świadectwo własne występuje de facto w jeszcze jednym miejscu, mianowicie w innym tekście autora Ewangelii Jana - w Pierwszym Liście Jana: "[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce - bo życie objawiło się: myśmy je widzieli, o nim zaświadczamy i oznajmiamy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione" (1 J 1,1n)

>Najprawdopodobniej jednak ani matka Jezusa, ani jego umiłowany uczeń pod krzyżem nie stali. Scena ta nie ma zatem podłoża historycznego, o czym piszą m.in. tak wytrawni uczeni, jak John Dominic Crossan, Willibald Bösen i Uta Ranke-Heinemann (Bösen i Ranke-Heinemann to chrześcijanie).

Rozumiem, że ktoś może uważać za mało prawdopodobne różne szczegóły związane ze śmiercią krzyżową Jezusa, natomiast bardzo jestem ciekawy, jak można udowodnić, iż "ani matka Jezusa, ani jego umiłowany uczeń pod krzyżem nie stali". Czyżby byli tam obecni inni świadkowie, którzy przedstawili inną wersję wydarzeń?...

>Wnioski są następujące:
>1) nie ma podstaw, by utożsamiać umiłowanego ucznia z apostołem Janem, synem Zebedeusza,
>2) apostoł Jan bynajmniej nie jest autorem czwartej ewangelii,
>3) autorstwo tej ewangelii nie zostało jak dotąd ustalone.

Do tego odniosłem się już w poprzednim poście.
01-10-2011 14:31 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
"Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe."
I to jest właśnie ten problem.
Nie przyszło Ci nigdy do głowy, że osoba, pisząca te słowa, napisała je, by podtrzymać mit, a nie dlatego, że coś naprawdę widziała? Ja też mogę opisać odkrycie terakotowej armii cesarza Qin Shi i przysiąc, że byłam tego świadkiem. Po kilkuset latach niektórzy nawet w to uwierzą, bo moja metryka temu nie przeczy. I nikt nie będzie sprawdzał, czy byłam wtedy w Chinach, czy w Polsce przygotowywałam się do matury.
Powyższe słowa to nie certyfikat prawdy, tylko zabieg erystyczny. Ma w wiernych wyrobić i utrwalić przekonanie, że wydarzenia istotnie miały miejsce - te wydarzenia, które są tak ważne w podtrzymywaniu mitu.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
01-10-2011 23:21 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>"Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe."
>I to jest właśnie ten problem.
>Nie przyszło Ci nigdy do głowy, że osoba, pisząca te słowa, napisała je, by podtrzymać mit, a nie dlatego, że coś naprawdę widziała? Ja też mogę opisać odkrycie terakotowej armii cesarza Qin Shi i przysiąc, że byłam tego świadkiem. Po kilkuset latach niektórzy nawet w to uwierzą, bo moja metryka temu nie przeczy. I nikt nie będzie sprawdzał, czy byłam wtedy w Chinach, czy w Polsce przygotowywałam się do matury.
>Powyższe słowa to nie certyfikat prawdy, tylko zabieg erystyczny. Ma w wiernych wyrobić i utrwalić przekonanie, że wydarzenia istotnie miały miejsce - te wydarzenia, które są tak ważne w podtrzymywaniu mitu.

Wszystkie teksty Nowego Testamentu powstały w kontekście rozwijającego się Kościoła: dużej liczby wiarygodnych świadków, dużej liczby wiarygodnych przekazów oraz kilkudziesięcioletniego ustnego głoszenia Ewangelii - każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.
02-10-2011 00:07 
 Ocena 6 na 8
maruda (5550 punktów)
>Wszystkie teksty Nowego Testamentu powstały w kontekście rozwijającego się Kościoła: dużej liczby wiarygodnych świadków, dużej liczby wiarygodnych przekazów oraz kilkudziesięcioletniego ustnego głoszenia Ewangelii - każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.

To mnie dziwi najbardziej. Ta duża liczba świadków w zupełnie innym rejonie świata. Gdyby ewangelie były spisywane w Jerozolimie przyjmował to bym jako oczywistość. Nie rozumiem jak ta duża ilość świadków wyemigrowała. W samych ewangeliach są wymienieni ludzie którzy widzieli "przywróconego do życia Jezusa." Nagle w ciągu dwudziestu do osiemdziesięciu lat po fakcie (przyjmuję że ewangelie zostały spisane od 50 do 110r) ta liczba bezpośrednich świadków rośnie zamiast maleć. To jest niespotykane, wręcz niemożliwe biologicznie. Dodając do tego te wszystkie prześladowania mamy cudowne rozmnożenie świadków.
02-10-2011 12:39 
 Ocena 10 na 10
i.czaplicka (5782 punktów)
>> ta liczba bezpośrednich świadków rośnie zamiast maleć. To jest niespotykane, wręcz niemożliwe biologicznie. Dodając do tego te wszystkie prześladowania mamy cudowne rozmnożenie świadków.
Tak jak u nas cudowne rozmnozenie kombatantow- im dalej od wojny, tym ich wiecej.
02-10-2011 12:47 
 Ocena 8 na 8
perun (8610 punktów)
>>> ta liczba bezpośrednich świadków rośnie zamiast maleć. To jest niespotykane, wręcz niemożliwe biologicznie. Dodając do tego te wszystkie prześladowania mamy cudowne rozmnożenie świadków.
>Tak jak u nas cudowne rozmnozenie kombatantow- im dalej od wojny, tym ich wiecej.
>
Co się dziwisz jak u nas jest taka bojowa patriotyczna młodzież. Nie tak dawno czytałem na stronach miasta Radomia jak nagrodzono jakąś panią za udział w demonstarcjach w 1976r. Miała wtedy 13 lat tylko, więc bidula nie mogła sie załapać na krzyż Virtuti Militarii za wojne 1920r, ale zdążyła się załapać na wojne z 1976 r
02-10-2011 14:02 
 Ocena 5 na 5
Domestos z Bidetu (6257 punktów)
>...Miała wtedy 13 lat tylko, więc bidula nie mogła sie załapać na krzyż Virtuti Militarii za wojne 1920r, ale zdążyła się załapać na wojne z 1976 r.

ja tam myślę, ze z braku powodów niebawem będą i medale za kampanie... wyborcze. Ustali się jakieś urenki na złotych wstążeczkach i zabawa będzie trwała.

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
02-10-2011 14:16 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>ja tam myślę, ze z braku powodów niebawem będą i medale za kampanie... wyborcze. Ustali się jakieś urenki na złotych wstążeczkach i zabawa będzie trwała.
Myśle, że należy się medal tym posłom z partii, które przez 4 lata były odsuniete od koryta....znaczy władzy. Przecież ile to wyrzeczeń tacy posłowie doświadczyli przez te 4 chude lata. Odznaczenie za te cierpienia dla narodu powinny miec przynajmniej wielkość krzyża ....Jezusowego
02-10-2011 13:56 
 Ocena 2 na 2
Domestos z Bidetu (6257 punktów)

>Tak jak u nas cudowne rozmnozenie kombatantow- im dalej od wojny, tym ich wiecej.
>
partyzanckie tradycje! w głębi "duszy" każdy jest bojownikiem i chce "medala dostać"...
coś a'la: medalo-mania ?


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
02-10-2011 16:26 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Wszystkie teksty Nowego Testamentu powstały w kontekście rozwijającego się Kościoła: dużej liczby wiarygodnych świadków, dużej liczby wiarygodnych przekazów oraz kilkudziesięcioletniego ustnego głoszenia Ewangelii - każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.
>To mnie dziwi najbardziej. Ta duża liczba świadków w zupełnie innym rejonie świata. Gdyby ewangelie były spisywane w Jerozolimie przyjmował to bym jako oczywistość. Nie rozumiem jak ta duża ilość świadków wyemigrowała.

Przyczyną emigracji było prześladowanie chrześcijan w Jerozolimie, a potem wojna żydowska i zburzenie Jerozolimy.

>W samych ewangeliach są wymienieni ludzie którzy widzieli "przywróconego do życia Jezusa." Nagle w ciągu dwudziestu do osiemdziesięciu lat po fakcie (przyjmuję że ewangelie zostały spisane od 50 do 110r) ta liczba bezpośrednich świadków rośnie zamiast maleć. To jest niespotykane, wręcz niemożliwe biologicznie. Dodając do tego te wszystkie prześladowania mamy cudowne rozmnożenie świadków.

A skąd ta "informacja", że liczba bezpośrednich świadków rosła?
02-10-2011 16:47 
 Ocena 2 na 4
maruda (5550 punktów)
>A skąd ta "informacja", że liczba bezpośrednich świadków rosła?

Cytat:

> Jan i Paweł widzieli więc na własne oczy zmartwychwstanie?
Nie widzieli Zmartwychwstania. Widzieli zmartwychwstałego Jezusa.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w453419

Tak oto liczba "bezpośrednich świadków" rośnie i rośnie. Czy znowu coś pomyliłem i namieszałem?
02-10-2011 09:56 
 Ocena 11 na 11
astrotaurus (12445 punktów)

>Wszystkie teksty Nowego Testamentu powstały w kontekście rozwijającego się Kościoła:
O to to! Rozwijający się ruch religijny wytwarzał nowe ploty. Dużo.

>każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.
Miejże nieco litości dla swej godności ludzkiej!
Jakież niby mechanizmy miałyby tę falsyfikację wymusić?
Twoje infantylne chciejstwo?
Jakież mechanizmy DZISIAJ powodują falsyfikację czarów-marów z wafelkami czy cudu w Sokółce...?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
02-10-2011 16:29 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Wszystkie teksty Nowego Testamentu powstały w kontekście rozwijającego się Kościoła:
>O to to! Rozwijający się ruch religijny wytwarzał nowe ploty. Dużo.
>>każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.
>Miejże nieco litości dla swej godności ludzkiej!
>Jakież niby mechanizmy miałyby tę falsyfikację wymusić?
>Twoje infantylne chciejstwo?
>Jakież mechanizmy DZISIAJ powodują falsyfikację czarów-marów z wafelkami czy cudu w Sokółce...?

Odpowiedź na twoje infantylne pytanie jest następująca: orzeczenie Kościoła.
02-10-2011 17:01 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Odpowiedź na twoje infantylne pytanie jest następująca: orzeczenie Kościoła.
Tylko dla "owieczek i baranków bożych" wystarczające! Dla mnie przygłup nawet w purpurach, czy bieli dalej tylko przygłupem pozostanie i żadne dodatkowe tytuły naukowe niczego tu nie zmienią.
Jedynym weryfikatorem może być badanie naukowe w niezależnych od religii ośrodkach, a gdzie teraz takie istnieją? Chyba ich bardzo niewiele pozostało.
Uczeni wolą się kompromitować niż przeciwstawiać.
Głupota góruje.

@@@
.
02-10-2011 17:51 
 Ocena 7 na 7
perun (8610 punktów)

>Odpowiedź na twoje infantylne pytanie jest następująca: orzeczenie Kościoła.
>
Cudowne uzasadnienie Jeśli papież twierdzi, że jest nieomylny w kwestiach wiary, to to jest prawda, bo tak twierdzi papież, znaczy Kościół
Orzeczenia Kościoła jak pokazał to Kopernik są gówno warte....no chyba, że Słońce nadal kręci się wokół Ziemi jak orzekał kiedyś Kościół.
Że też bogowie poskąpili mi łaski wiary, życie byłoby taaakie proste
03-10-2011 11:24 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)
>>Jakież mechanizmy DZISIAJ powodują falsyfikację czarów-marów z wafelkami czy cudu w Sokółce...?
>Odpowiedź na twoje infantylne pytanie jest następująca: orzeczenie Kościoła.
Czyli to Kościół miał falsyfikować opowieści, które sam tworzył. Faktycznie, budzi to moją ufność.

Tak samo jak falsyfikuje teraz "cuda", które mają negatywną opinię lekarzy niezależnych, ale nadal są podtrzymywane jako cuda, bo są potrzebne do beatyfikacji?

Hitchens opisuje taki proceder, w którym sam uczestniczył, w procesie beatyfikacji Matki Teresy. Pomimo negatywnej opinii cud się "uznał", pomimo opinii lekarzy, którzy podkreślali że zdrowienie nie spełniało "magicznych" kryteriów i następowało w wyniku normalnego i typowego leczenia, znaleźli się "specjaliści", którzy "sfalsyfikowali" cud we właściwy dla Kościoła sposób.
03-10-2011 11:55 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Myślę, iż głęboko wierzący uważają, iż Jezus falsyfikował i falsyfikuje sam siebie, aby mogli głębiej wierzyć i uważać, iż dla ich przyjemności Jezus falsyfikował i falsyfikuje sam siebie, aby mogli głębiej... etc.

Jest to bardzo... ciekawe... zjawisko. Niestety, psycholodzy w swym ogóle nie chcą się nim zaciekawić tak, jak na to zasługuje.
02-10-2011 10:45 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wszystkie teksty Nowego Testamentu powstały w kontekście rozwijającego się Kościoła:
Jeżeli religia i Kościół to to samo, to może być - tyle tylko, że pism z tamtego okresu jest ogromna ilość i dla historyków (nie teologów) nie są one mniej ważne.
www.google(*)o testamentu&ei=oxuITtbyFKOa
www.google(*)U2nRmqrEh9FqX7bNlBaF_g&cad=rja
www.google(*)2F/pl.wikipedia.org/wiki%2
www.google(*).php/s,1506&rct=j&q=Nag
Oraz jeszcze bardzo wielu innych pism z tamtego okresu, z których - jak cosik w nich fajnego było - to do swoich doklejano.

>dużej liczby wiarygodnych świadków,
Nie znamy relacji żadnych świadków. To są opowieści mętnej treści.
Typu: "A Wackowi to się zdawało, że UFO przeleciało".

>dużej liczby wiarygodnych przekazów oraz kilkudziesięcioletniego ustnego głoszenia Ewangelii
Nie istnieją żadne wiarygodne przekazy. Żadnemu z twórców tamtych opowieści o żaden wiarygodny przekaz nawet nie chodziło. Przekazywali sobie religijne mity do wierzenia.
Mity mogą i najczęściej zawierają część prawdy, ale mają zupełnie inne - niż prawda - funkcje do spełnienia. (Lapidarnie ujmując - są przekazem Prawdy, a nie prawdy).

>każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.
Całość tej Pańskiej wypowiedzi to jest takiej samej wiarygodności jak nowotestamentowe przekazy, czyli religijna bzdura oparta na "gdzieś, ktoś, słyszał", ale jak autorytety tak twierdzą to wierzyć trzeba.
Pan wcale nie jest konsekwentny. Pan jest tylko głupio uparty, po którym wszystkie informacje, niezgodne z wdrukowanymi w Pański umysł poglądami, spływają jak woda po kaczce.

Dzisiaj niedziela - niech Pan się modli o zdrowie, czego Panu dużo życzę.
Zresztą jak widać z tekstów - Bóg Pana ukochał i ma w swojej opiece.

@@@
.
02-10-2011 10:13 
 Ocena 18 na 18
Meretseger (61860 punktów)
>każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.
A jakąż to możliwość falsyfikacji plot miały społeczeństwa Rzymu, Aleksandrii czy Antiochii? Gdy w 30 czy 50 lat po hipotetycznych wydarzeniach w Jerozolimie przyjeżdża do jakiegoś miasta facet i opowiada, że kuzyn dziadka coś mu wspominał o wydarzeniach, o których stryjeczny brat szwagra kuzynki sąsiada jego kumpla mówił, że opowiadała mu to cioteczna siostra jego stryjenki, to jak słuchacze są w stanie stwierdzić, że to nieprawda? Prelegent ma ogień w oczach i zaklina się, że to wszystko prawda, to kto mu zaprzeczy, że istniał gość, co chodził po wodzie, rozmnażał ryby, wskrzeszał zmarłych i na koniec sam wstał z grobu? Cud! A lud łatwowierny łykał, powtarzał i spisywał.
A świadkowie się mnożyli jako te ryby i chleby...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-10-2011 16:34 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.
>A jakąż to możliwość falsyfikacji plot miały społeczeństwa Rzymu, Aleksandrii czy Antiochii?

Mechanizm falsyfikacji to orzeczenie Kościoła, oparte na zgodnych relacjach wiarygodnych świadków.
02-10-2011 16:54 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)

>Mechanizm falsyfikacji to orzeczenie Kościoła, oparte na zgodnych relacjach wiarygodnych świadków.
Świadków. Aha. "W temacie" wiarygodności świadków już się wypowiadałam i nie ja jedna, myślę, że nie ma sensu tego ciągnąć.
Zaś co do orzeczeń Kościoła... to na ich temat też mam swoje zdanie, nieszczególnie pochlebne. Mówiąc krótko, Kościół w swych orzeczeniach nie może się mylić, albowiem Kościół orzekł, iż się nie myli. Amen i kropka. Ale wiesz, mi to nie wystarcza...


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-10-2011 17:10 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>Zaś co do orzeczeń Kościoła...

Takie odpowiedzi tylko potwierdzają to co tu piszemy, krytycznie wobec M.Bieleckiego. Po co polemizować z czymś co potwierdza "spiskową teorię" o oszustwie zmartwychwstania?
02-10-2011 17:06 
 Ocena 5 na 5
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Mechanizm falsyfikacji to orzeczenie Kościoła, oparte na zgodnych relacjach wiarygodnych świadków.
Wydajesz się być inteligentnym człowiekiem...
02-10-2011 17:41 
 Ocena 7 na 7
Amai (3012 punktów)
>>>każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.
>>A jakąż to możliwość falsyfikacji plot miały społeczeństwa Rzymu, Aleksandrii czy Antiochii?
>Mechanizm falsyfikacji to orzeczenie Kościoła, oparte na zgodnych relacjach wiarygodnych świadków.
>
Paradne. A pomijając kwestię oceny przez Kościół wiarygodności jego własnych wymysłów - czy to nie Ty przypadkiem twierdziłeś, że niezgodność w relacjach jest dowodem na ich wiarygodność? Tutaj konkretnie?

To jeszcze raz, na czym to orzeczenie jest oparte?
02-10-2011 18:00 
 Ocena 6 na 6
MarcinK (9189 punktów)

>To jeszcze raz, na czym to orzeczenie jest oparte?

To przecież oczywiste Amai - zgodność relacji świadków wynika z ich sprzeczności. Jakiś przodek mbieleckiego ani chybi musiał prowadzić "synod wyznawców". "Logika" dość podobna.
03-10-2011 14:07 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.
>>>A jakąż to możliwość falsyfikacji plot miały społeczeństwa Rzymu, Aleksandrii czy Antiochii?
>>Mechanizm falsyfikacji to orzeczenie Kościoła, oparte na zgodnych relacjach wiarygodnych świadków.
>>
>Paradne. A pomijając kwestię oceny przez Kościół wiarygodności jego własnych wymysłów - czy to nie Ty przypadkiem twierdziłeś, że niezgodność w relacjach jest dowodem na ich wiarygodność? Tutaj konkretnie?
>To jeszcze raz, na czym to orzeczenie jest oparte?

Jeśli chodzi o Ewangelie, to relacje świadków są niezgodne w niektórych sprawach drugorzędnych, a zgodne - w pierwszorzędnych. Różnice i podobieństwa w relacjach świadków są standardowe, biorąc pod uwagę upływ czasu od opisywanych wydarzeń do spisania Ewangelii.
03-10-2011 14:46 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)
>Jeśli chodzi o Ewangelie, to relacje świadków są niezgodne w niektórych sprawach drugorzędnych, a zgodne - w pierwszorzędnych. Różnice i podobieństwa w relacjach świadków są standardowe, biorąc pod uwagę upływ czasu od opisywanych wydarzeń do spisania Ewangelii.
Jednak biorąc pod uwagę, że 3 z nich to różne kopie jednego tekstu (możemy się spierać, jaki był oryginał, jednak ewangelie synoptyczne są powtórzeniami), to słaby argument.

To tak, jak 3 świadków powtarzających zeznania jednego, który im przekazał relację - tyle, że nawet nie wiemy, kto był tym bezpośrednim świadkiem i czy jest to jedna z 3 osób zeznających.
Przekonałoby Cię to w sprawie w sądzie?
03-10-2011 14:50 
 Ocena 5 na 5
Amai (3012 punktów)
>Jeśli chodzi o Ewangelie, to relacje świadków są niezgodne w niektórych sprawach drugorzędnych, a zgodne - w pierwszorzędnych. Różnice i podobieństwa w relacjach świadków są standardowe, biorąc pod uwagę upływ czasu od opisywanych wydarzeń do spisania Ewangelii.
>
Jasne.
Czyli to, że w każdej ewangelii wymienie są inni świadkowie i nikt tak naprawdę nie wie, kto widział rzekomego Jezusa zaraz po rzekomym zmartwychwstaniu, to żaden problem - bo tożsamość świadków to przecież sprawa drugorzędna.
Za to wiadomo na pewno, że ktoś go widział... bo ten, kto napisał, że to prawda, twierdzi, że to prawda.

To takie proste przecież. Że też myśmy się tu wszyscy nie nawrócili od razu, kiedy tylko nam tę prawdę objawioną przedstawiłeś!

03-10-2011 15:53 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Jeśli chodzi o Ewangelie, to relacje świadków są niezgodne w niektórych sprawach drugorzędnych, a zgodne - w pierwszorzędnych. Różnice i podobieństwa w relacjach świadków są standardowe, biorąc pod uwagę upływ czasu od opisywanych wydarzeń do spisania Ewangelii.
Jakie tam drugorzędne. Dla dla głęboko wierzącego są bez znaczenia.

Np.:
ZMARTWYCHWSTANIE CHRYSTUSA
Podstawą chrześcijaństwa jest wiara w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, lecz biblijne opisy tego wydarzenia są sprzeczne.

Według ewangelii Mateusza (Mt 28:1-10) przy grobie objawił się niewiastom anioł, według ewangelii Marka (Mk 16:1-9) wewnątrz grobowca siedział młodzieniec, w ewangelii Łukasza (Łk 23:54-56) są to już dwaj stojący mężczyźni, a w ewangelii Jana (Jn 20:1-12) dwaj siedzący aniołowie.

Osoby, które przyszły do grobu: u Mateusza Maria Magdalena (świadoma, że spotkała Chrystusa) i Maria, u Marka jeszcze dwie kobiety, a u Jana Maria Magdalena (nieświadoma, że spotkała Chrystusa) i dwóch uczniów. Według I List św. Pawła do Kor. 15:4-5 był tam tylko św. Piotr, a Marek napisał, że kobiety nic nikomu nie powiedziały, bo się bały. Ewangelista Łukasz stwierdził, że jednak opowiedziały o wszystkim uczniom.

Rozbieżności w stanie osobowym apostołów, gdy Chrystus do nich przyszedł: uczniów było jedenastu (Mt 28:16-17 i Mk 16:14), było ich dziesięciu, bo Tomasz był nieobecny (J 20:24), a według I List św. Pawła do Koryntian 15:4-5 dwunastu.

Co do ogólnej ilości osób, którym ukazał się Chrystus po zmartwychwstaniu też są wątpliwości: albo kilkunastu (na przykład Łk 24:15,34,36), albo ponad pół tysiąca (I do Kor. 15:4-8).

Dotknięcie ran Mesjasza też ma dwie wersje: Jezus pozwolił im dotknąć swoich nóg (Mt 28:9), lub nie, ponieważ jak sam mówił, nie wstąpił jeszcze do Ojca (J 20:16-17).

A dla mnie to zwyczajne:
Każdy baje jak mu się zdaje!

Znaczenie ma to tylko kulturowe - jako religijny kit - zupełnie i w żaden sposób nie powiązany z historycznymi faktami.

Podobnie wygląda porównanie wszystkich tekstów w Ewangeliach synoptycznych, a inne nowotestamentowe zapisy, to już zupełnie inne bajki o zupełnie innej mitycznej postaci, tyle, że też pod tym samym imieniem Jezus.

@@@
.
03-10-2011 20:28 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)

>Jeśli chodzi o Ewangelie, to relacje świadków są niezgodne w niektórych sprawach drugorzędnych, a zgodne - w pierwszorzędnych.

A możesz podać bezmiar tych pierwszorzędnych?
20-10-2011 16:42 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)

>A jakąż to możliwość falsyfikacji plot miały społeczeństwa Rzymu, Aleksandrii czy Antiochii? Gdy w 30 czy 50 lat po hipotetycznych wydarzeniach w Jerozolimie przyjeżdża do jakiegoś miasta facet i opowiada, że kuzyn dziadka coś mu wspominał o wydarzeniach, o których stryjeczny brat szwagra kuzynki sąsiada jego kumpla mówił, że opowiadała mu to cioteczna siostra jego stryjenki, to jak słuchacze są w stanie stwierdzić, że to nieprawda? Prelegent ma ogień w oczach i zaklina się, że to wszystko prawda, to kto mu zaprzeczy, że istniał gość, co chodził po wodzie, rozmnażał ryby, wskrzeszał zmarłych i na koniec sam wstał z grobu? Cud! A lud łatwowierny łykał, powtarzał i spisywał.
>A świadkowie się mnożyli jako te ryby i chleby...

...i mnożą się po dziś dzień. Kiedyś lud "łykał, powtarzał i spisywał", a dziś tylko kupuje coś co zwie się religią nie wiedząc skąd to i po co. Tak jak hamburgera - o pożądliwym smaku i syfiastym składzie wewnętrznym.



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
02-10-2011 10:23 
 Ocena 16 na 16
Alicja Duda (25557 punktów)
>Wszystkie teksty Nowego Testamentu powstały w kontekście rozwijającego się Kościoła: dużej liczby wiarygodnych świadków, dużej liczby wiarygodnych przekazów oraz kilkudziesięcioletniego ustnego głoszenia Ewangelii - każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.
Mechanizm powstawania mitów masz jak na talerzu analizując "Cud w Sokółce".
Wierni modlą się teraz do posikanego przez proboszcza opłatka. Jest XXI wiek i już od przeszło setki lat wiadomo jak sprawić by opłatek zabarwił się na czerwono.
Bardzo jestem ciekawa czy twojemu Bogu to nie ubliża, czy nie narusza to Twoich uczuć religijnych?
Już są organizowane pielgrzymki do tych sików proboszcza.Zaraz zaczną się ozdrowienia itd.
A swoją drogą jak światli ludzie mogą teraz przyjmować komunię skoro przy tej okazji zostało udowodnione, że tamtejszy ksiądz to niechluj, który nie myje rąk po wyjściu z ubikacji.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
02-10-2011 16:39 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
W historii było mnóstwo fałszywych "objawień", których falsyfikacja następowała poprzez odpowiednie orzeczenie Kościoła.
02-10-2011 16:51 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>W historii było mnóstwo fałszywych "objawień", których falsyfikacja następowała poprzez odpowiednie orzeczenie Kościoła.
Czasem żenują, czasem śmieszą, ale bez obrzydzenia czytujemy kościelne publikacje, a szczególnie publikacje kościelnych dokumentów.
Dobrze wiemy co hierarchowie z prawdą dla Prawdy uczynić potrafią.
Kitu nam tu nie potrzeba wstawiać i bardzo trudno abyśmy w kit uwierzyli.

@@@
.
02-10-2011 18:49 
 Ocena 11 na 11
Alicja Duda (25557 punktów)
>W historii było mnóstwo fałszywych "objawień", których falsyfikacja następowała poprzez odpowiednie orzeczenie Kościoła.
Ale na uznanie Cudu w Sokółce musiał zezwolić Watykan skoro już siki proboszcza oprawione są w monstrancję i prezentowane na ołtarzu..


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
02-10-2011 19:35 
 Ocena 6 na 8
maruda (5550 punktów)
>>W historii było mnóstwo fałszywych "objawień", których falsyfikacja następowała poprzez odpowiednie orzeczenie Kościoła.
>Ale na uznanie Cudu w Sokółce musiał zezwolić Watykan skoro już siki proboszcza oprawione są w monstrancję i prezentowane na ołtarzu..

Cytat:
Ks. Rene Laurentin: Gdybyśmy czekali, aż objawienie zostanie uznane przez Kościół, nigdy by się to nie stało. Gdyby nikt nie przyszedł do groty w Lourdes, nigdy by o tym nie mówiono. Gdyby tłumy nie napływały do Fatimy, dawno by o tym zapomniano i nikt by nie wiedział, że coś takiego istniało. Objawienie może zostać uznane tylko wtedy, kiedy wokół niego gromadzą się ludzie. Kościół uznał wiele objawień dzięki temu, że ludzie mieli zmysł wierzących, "sensus fidelium".

Tekst jest o objawieniach, podobna metoda działa w obliczu takich cudów jak ten z Sokółki. Im więcej ludzi w niego uwierzy tym większa szansa na jego uznanie, Watykan nic nie musi tu potwierdzać, czy zezwalać. Wystarczy zgoda lokalnego biskupa, bo to na niego spłynie cały prestiż, lub klęska z tym cudem związana.
20-10-2011 16:44 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)
>>W historii było mnóstwo fałszywych "objawień", których falsyfikacja następowała poprzez odpowiednie orzeczenie Kościoła.
>Ale na uznanie Cudu w Sokółce musiał zezwolić Watykan skoro już siki proboszcza oprawione są w monstrancję i prezentowane na ołtarzu..

Tak bezpośrednio... hm


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
03-10-2011 11:28 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>W historii było mnóstwo fałszywych "objawień", których falsyfikacja następowała poprzez odpowiednie orzeczenie Kościoła.
Te które były nadzwyczaj idiotyczne i mogły wykazać ściemę - odrzucali, żeby się nie wydało oszustwo w bardziej dyskretnych cudach?
Tak samo jak oszust finansowy często zaczyna od drogiego prezentu albo pożyczki dla oszukiwanego, aby zmylić przeciwnika i "wykazać" szczodrość i uczciwość.
03-10-2011 12:01 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dodajmy, iż pan oszust Kościół niekiedy falsyfikuje cuda z dużym opóźnieniem, zmuszony do tego przez okoliczności zewnętrzne. Wcześniej, przez wieku, ów Kościół gnębił ludzi, którzy przeczyli cudom, które obecnie objawiły się mu jako rzeczy idiotyczne. Ciekawe co działo się swoją drogą w barokowej Hiszpani z osobą, która wszem i wobec ogłosiła, iż Adam i Ewa byli metaforami (tak jak nimfy), które nie istniały naprawdę. A dziś...? Ponoć poczucie wstydu za złe uczynki jest elementem sumienia i moralności. A jaki byłby przykład najbardziej bezwstydnej w tym względzie organizacji? Takiej co to przeprasza za nieliczne, starannie dobrane barbarzyństwa, a przeprasza zaś tak, iż owe "przepraszam" jest tak pełne pychy, iż raczej jest obelgą?
03-10-2011 12:52 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>Dodajmy, iż pan oszust Kościół niekiedy falsyfikuje cuda z dużym opóźnieniem, zmuszony do tego przez okoliczności zewnętrzne.

Dajmy na to taki cud zatrzymania Słońca, opisywany i w ST i w naszej nie tak dawnej historii. Przecież my wiemy i to wiemy na pewno, że taki cud jest niemożliwy, bo zatrzymanie ZIEMI spowodowałoby niesamowity kataklizm, chyba że cudem jest złudzenie, ale w tej sytuacji marny to cud...

No i tkwi dalej taki dyrdymał, w który nikt świadomy fizyki i ruchu Ziemi nie wierzy.
02-10-2011 11:07 
 Ocena 17 na 17
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Wszystkie teksty Nowego Testamentu powstały w kontekście rozwijającego się Kościoła: dużej liczby wiarygodnych świadków, dużej liczby wiarygodnych przekazów oraz kilkudziesięcioletniego ustnego głoszenia Ewangelii - każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.

Wiele lat temu sprawiłem sobie wielką satysfakcję, dowodząc słuchaczom nowojorskiego programu radiowego pod nazwą "The Long John Nebel Show", że większość ludzi lubi się włączyć do dobrej zabawy, kiedy tylko jest po temu okazja. Razem z Nebelem zaplanowaliśmy wówczas wykonanie pewnego drobnego eksperymentu i kiedy zasiedliśmy obaj w studiu do długiej wieczornej rozmowy o rzeczach dziwnych, które cieszyły się wówczas wielkim powodzeniem, a mianowicie latających spodkach, upewniliśmy się najpierw, że linie telefoniczne radia są wolne i gotowe do akcji. Wkrótce bowiem miał je czekać - według naszych przewidywań - niemały wysiłek. Tak też się stało.
Na początku programu opisałem, zachłystując się słowami i tracąc dech z emocji, jak to nieco wcześniej, niemalże przed chwilą, prowadząc samochód w rejonie Perth Amboy w New Jersey, ujrzałem na niebie ułożoną w klin formację trójkątnych, pomarańczowych obiektów, które poruszały się w kierunku północnym. Powiedziałem też, że nie jestem pewien, czy słyszałem jakieś dźwięki, ponieważ wokół panował zwykły uliczny zgiełk i szum przejeżdżających samochodów. Pulpit telefoniczny rozgłośni rozjarzył się natychmiast jak elektroniczna choinka, a sekretarka Johna Nebela zaczęła zapisywać doniesienia dzwoniących, którzy również byli świadkami tego rzucającego się w oczy zjawiska. Niektórych słuchaczy łączono ze studiem, tak że mogli opowiedzieć swoje wrażenia na falach radiowych. W przeciągu pół godziny udało nam się wspólnie ustalić dokładną liczbę trójkątnych pojazdów, ich prędkość, wysokość lotu i dokładny jego kierunek, a przy okazji dowiedziałem się, że ja sam widziałem tylko jeden przelot UFO, podczas gdy w rzeczywistości było ich kilka!
Kiedy patrzę na to z perspektywy czasu myślę, że niepotrzebnie zepsuliśmy wówczas zabawę i zdradziliśmy tajemnicę po godzinie przyjemnego bajania na antenie.
Gdyby nie to, zebrane wówczas doniesienia przedostałyby się niewątpliwie do obszernej literatury na temat "niezidentyfikowanych obiektów latających" i byłyby jednym z niedających się podważyć faktów, cytowanych przez wszystkich "wierzących". Stało się jednak, jak się stało, czyli że po godzinie farsy litościwie zakończyliśmy jej żywot, pokazując słuchaczom jak niezwykle łatwo jest stworzyć z niczego w pełni dojrzałą, soczystą bzdurę, która później, w rękach różnych maniaków, utwierdza się i rozrasta do postaci ważkich elementów naszej wiedzy i kultury.


James Randi Daeniken, tajemnica Syriusza, parapsychologia i inne trele-morele wyd. Pandora, Łódź 1994, ss. 125-126.


Ubald Ś. Biskup. Dwóch ślepych oświecił, trzeciemu wyperswadował, aby ciemnym był dla uniknienia obrazy Bożej przez oczy. Przeciw czartom potężny Patron. (xiądz Benedykt Chmielowski, dziekan rohatyński, firlejowski, podkamieniecki pasterz)
03-10-2011 12:09 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jestem przekonany, iż gdyby znalazł się dokument, w którym jakiś antyczny człowiek przyznałby się do tego, iż bawił się w mesjasza i z tego zrezygnował, niemal nikt by nie uwierzył w to, iż jest autentyczny. Gdyby wiele innych poszlak naprowadziło na konstatację, iż ów człowiek był historycznym Jezusem, tym gorzej byłoby dla nich.

Oczywiście taka sytuacja jest mało prawdopodobna, bowiem różnej maści oszuści z biegiem czasu zaczynają wierzyć we własne mrzonki. Jestem niemal pewien, iż twórca sekty Mormonów (być może prawdziwy naśladowca Jezusa pełną gębą), Smith, wpierw sobie wymyślił owe złote tablice o amerykańskich Żydach z czasów działalności Jahwe, po czym, miesiąc po miesiącu zaczynał w nie wierzyć i już po paru latach był szczerze przekonany, iż jego bajania są autentyczną, przeżytą przez niego sytuacją. Dlatego uważam też, iż większość kleru jednak wierzy, bowiem łatwo jest uwierzyć, iż walka o wpływy i bogactwa służy duchowym dobrostanom. Nie jest tak, iż cynizm jest zaprzeczeniem autentycznej wiary - nie - dwa zjawiska mogą mieć wspaniałe lokum w jednym zakręconym mózgu. Dodam, iż autentyczna religijna wiara jest bardziej śmiercionośna od cynizmu.
16-10-2011 16:10 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>Wszystkie teksty Nowego Testamentu powstały w kontekście rozwijającego się Kościoła: dużej liczby wiarygodnych świadków, dużej liczby wiarygodnych przekazów oraz kilkudziesięcioletniego ustnego głoszenia Ewangelii - każde kłamstwo byłoby natychmiast falsyfikowane przez tę społeczność.
Chyba nie masz wyobrażenia o wielkości cesarstwa. W Rzymie lub Antiochii wiedzieli co się działo w Jerozolimie?
06-10-2011 18:47 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Ponadto nie rozumiem, dlaczego werset J 19, 35 określasz mianem świadectwa własnego? Przecież nie ma w nim stwierdzenia o napisaniu ewangelii, lecz jedynie o poświadczeniu pewnych wydarzeń. A ponadto w wersecie tym nie określono, kim jest ten, który "zaświadczył". To nie jest świadectwo własne. W czwartej ewangelii jest tylko jedno świadectwo własne, a mianowicie J 21, 24.
>Zatem inaczej interpretujemy ten sam tekst - ja w J 19,35 widzę świadectwo własne, a inną interpretację tego fragmentu uznałbym za naciąganą.

Nie ma większego znaczenia, czy werset J 19, 35 uznasz - obok wersetu J 21, 24 - jako tzw. świadectwo własne, czy też za taki go nie uznasz.
Faktem jest, że werset J 21, 24 zawiera sugestię, że składający świadectwo jest również autorem ewangelii: (to właśnie jest uczeń, który składa świadectwo o tych rzeczach i to napisał).
Natomiast w wersecie J 19, 35 mowa jest wyłącznie o uczniu (czy tym samym?), który daje świadectwo, nie ma mowy zaś o tym, by cokolwiek napisał.
Jeśli jednak chcesz, możesz oba wersety uznawać jako świadectwa własne. Mnie to nie przeszkadza.

Po raz kolejny jednak zwracam Ci uwagę, że w żadnym z tych świadectw własnych - których nieudolnym celem było wskazanie autora ewangelii - nie zostało wymienione ani imię Jan, ani też żadne inne. Od końca drugiego wieku bezpodstawnie zakłada się - za biskupem Ireneuszem - że tym umiłowanym uczniem był apostoł Jan. Szereg argumentów świadczy jednak przeciwko autorstwu Jana. Część z nich już Ci przytoczyłem, kilka kolejnych jeszcze przytoczę.

>Świadectwo własne występuje de facto w jeszcze jednym miejscu, mianowicie w innym tekście autora Ewangelii Jana - w Pierwszym Liście Jana: "[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce - bo życie objawiło się: myśmy je widzieli, o nim zaświadczamy i oznajmiamy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione" (1 J 1,1n)

Zastanawiam się po co wrzucasz do tej dyskusji coraz to nowe wątki. Przecież w ten sposób my tej dyskusji nigdy nie skończymy.
Twierdzisz, że za świadectwo własne należy również uznać kilka pierwszych wersetów Pierwszego Listu Jana. Przytoczyłeś nawet treść wersetu 1 J 1, 1. Ale chyba widzisz, że w tym wersecie, ani też w następnych nie jest wymienione żadne imię - ani Jana, ani kogokolwiek innego. Tradycja przypisuje ten list apostołowi Janowi. Jako list Jana jest on po raz pierwszy wymieniony w Kanonie Muratoriego wraz z jeszcze jednym listem (drugim lub trzecim).
Faktem jest że ów Pierwszy List Jana pod wieloma względami do złudzenia przypomina Ewangelię Jana. Ale skoro Ewangelia Jana nie jest dziełem apostoła o tym imieniu, to czy wolno nam Pierwszy List uznać za Janowy?
Lakoniczne informacje znane jako Drugi i Trzeci List Jana na pewno wyszły spod jednej ręki, oba odzwierciedlają ideologię ewangelii Jana, a na dodatek Drugi List jest pewnym streszczeniem Pierwszego, zatem być może ich również nie należy przypisywać apostołowi.
Innymi słowy - nie jest pewne, czy za autora tych trzech listów można uważać apostoła Jana.

Euzebiusz z Cezarei w swojej Historii Kościelnej informuje, że jeszcze w IV wieku Drugi i Trzeci List Jana nie były powszechnie uważane za autentyczne (III, 25, 2-3 oraz VI, 25, 10).

Zanim przejdę do kolejnego wątku, tj. sceny pod krzyżem, pozwolę sobie przypomnieć, że w poprzedniej wypowiedzi prosiłem Cię, byś ustosunkował się do następującej kwestii (przepiszę ponownie z tej wypowiedzi):
>>Zwróć ponadto uwagę na scenę J 21, 1-14 i porównaj z sobą dwa wersety: J 21, 2 oraz J 21, 7. Zobaczysz wtedy, jak nieudolna jest wstawka (J 21, 7) o umiłowanym uczniu. Co więcej - przekonasz się, że autor tej wstawki bynajmniej nie dążył do utożsamienia apostoła Jana z umiłowanym uczniem.
Zapewne przez nieuwagę (a może świadomie) nic na ten temat nie napisałeś. Żałuję, bo rzecz wydaje mi się dość ciekawa.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
12-10-2011 10:45 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>Ponadto nie rozumiem, dlaczego werset J 19, 35 określasz mianem świadectwa własnego? Przecież nie ma w nim stwierdzenia o napisaniu ewangelii, lecz jedynie o poświadczeniu pewnych wydarzeń. A ponadto w wersecie tym nie określono, kim jest ten, który "zaświadczył". To nie jest świadectwo własne. W czwartej ewangelii jest tylko jedno świadectwo własne, a mianowicie J 21, 24.
>>Zatem inaczej interpretujemy ten sam tekst - ja w J 19,35 widzę świadectwo własne, a inną interpretację tego fragmentu uznałbym za naciąganą.
>Nie ma większego znaczenia, czy werset J 19, 35 uznasz - obok wersetu J 21, 24 - jako tzw. świadectwo własne, czy też za taki go nie uznasz.
>Faktem jest, że werset J 21, 24 zawiera sugestię, że składający świadectwo jest również autorem ewangelii: (to właśnie jest uczeń, który składa świadectwo o tych rzeczach i to napisał).
>Natomiast w wersecie J 19, 35 mowa jest wyłącznie o uczniu (czy tym samym?), który daje świadectwo, nie ma mowy zaś o tym, by cokolwiek napisał.
>Jeśli jednak chcesz, możesz oba wersety uznawać jako świadectwa własne. Mnie to nie przeszkadza.
>Po raz kolejny jednak zwracam Ci uwagę, że w żadnym z tych świadectw własnych - których nieudolnym celem było wskazanie autora ewangelii - nie zostało wymienione ani imię Jan, ani też żadne inne.

Oczywiście, imię autora Ewangelii Jana nie jest wymienione w tekście Ewangelii - co do tego nigdy nie było sporu.
Myślę, że nie ma podstaw, by zakładać, że "nieudolnym celem [świadectw własnych] było wskazanie autora ewangelii" - dużo prostszym i bardziej wiarygodnym wyjaśnieniem jest dążenie autora do złożenia osobistego świadectwa. W końcu na składaniu osobistego świadectwa oparta jest cała historia pierwszych chrześcijan.

>>Świadectwo własne występuje de facto w jeszcze jednym miejscu, mianowicie w innym tekście autora Ewangelii Jana - w Pierwszym Liście Jana: "[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce - bo życie objawiło się: myśmy je widzieli, o nim zaświadczamy i oznajmiamy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione" (1 J 1,1n)
>Zastanawiam się po co wrzucasz do tej dyskusji coraz to nowe wątki. Przecież w ten sposób my tej dyskusji nigdy nie skończymy.
>Twierdzisz, że za świadectwo własne należy również uznać kilka pierwszych wersetów Pierwszego Listu Jana. Przytoczyłeś nawet treść wersetu 1 J 1, 1. Ale chyba widzisz, że w tym wersecie, ani też w następnych nie jest wymienione żadne imię - ani Jana, ani kogokolwiek innego. Tradycja przypisuje ten list apostołowi Janowi. Jako list Jana jest on po raz pierwszy wymieniony w Kanonie Muratoriego wraz z jeszcze jednym listem (drugim lub trzecim).
>Faktem jest że ów Pierwszy List Jana pod wieloma względami do złudzenia przypomina Ewangelię Jana. Ale skoro Ewangelia Jana nie jest dziełem apostoła o tym imieniu, to czy wolno nam Pierwszy List uznać za Janowy?

Rozpatrując kwestię autorstwa Ewangelii Jana, powinniśmy jednocześnie rozpatrywać kwestię autorstwa innego tekstu, który wyszedł spod tej samej ręki. Ponieważ mówimy o świadectwach własnych tego autora, dobrze jest mieć świadomość, że takie świadectwo występuje także w Pierwszym Liście Jana, a nie tylko w Ewangelii Jana.

>Zanim przejdę do kolejnego wątku, tj. sceny pod krzyżem, pozwolę sobie przypomnieć, że w poprzedniej wypowiedzi prosiłem Cię, byś ustosunkował się do następującej kwestii (przepiszę ponownie z tej wypowiedzi):
>>>Zwróć ponadto uwagę na scenę J 21, 1-14 i porównaj z sobą dwa wersety: J 21, 2 oraz J 21, 7. Zobaczysz wtedy, jak nieudolna jest wstawka (J 21, 7) o umiłowanym uczniu. Co więcej - przekonasz się, że autor tej wstawki bynajmniej nie dążył do utożsamienia apostoła Jana z umiłowanym uczniem.
>Zapewne przez nieuwagę (a może świadomie) nic na ten temat nie napisałeś. Żałuję, bo rzecz wydaje mi się dość ciekawa.

Zdaniem Schnackenburga rozdział 21 Ewangelii został zredagowany w trakcie ostatniej redakcji tekstu. Nie mam zdania ani co do intencji redaktora, ani co do jego rzekomej "nieudolności" - żeby to ocenić, należałoby chyba analizować oryginalny tekst grecki. Dla mnie z rozdziału 21 wynika ponownie, że autorem Ewangelii jest naoczny świadek - "umiłowany uczeń".
19-10-2011 20:30 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Po raz kolejny jednak zwracam Ci uwagę, że w żadnym z tych świadectw własnych - których nieudolnym celem było wskazanie autora ewangelii - nie zostało wymienione ani imię Jan, ani też żadne inne.
>Myślę, że nie ma podstaw, by zakładać, że "nieudolnym celem [świadectw własnych] było wskazanie autora ewangelii" - dużo prostszym i bardziej wiarygodnym wyjaśnieniem jest dążenie autora do złożenia osobistego świadectwa.

Pisałem w poprzedniej wypowiedzi, że około 120 roku jakiś autor (inny niż ewangelista) określający się mianem "ucznia", czy też "umiłowanego ucznia" dopisał do pierwszej wersji czwartej ewangelii znaczną część rozdziału pierwszego (J 1, 1-18), cały ostatni rozdział (J 21), kilka jeszcze niewielkich fragmentów oraz wszystkie wersety, w których mowa jest o umiłowanym uczniu.

W jednym z wersetów, zwanym świadectwem własnym (J 21, 24), oznajmił on, iż składa świadectwo o tych rzeczach i to napisał. Skoro jest on jednak autorem wyłącznie tych wstawek, które wymieniłem powyżej, więc oznacza to, że jego "osobiste świadectwo" może dotyczyć tylko tego, co w nich zawarł, bo przez "świadectwo" czy też "składanie świadectwa" rozumie się potwierdzanie czegoś przez naocznego świadka. Przecież nie mógł napisać, iż jego świadectwo dotyczy wydarzeń z życia Jezusa opisanych w przeważającej części ewangelii, bo gdyby był ich świadkiem, to pisząc (składając świadectwo) musiałby mieć co najmniej 110 lat. A zatem autor tych uzupełnień nie mógł być świadkiem Jezusa. Nie był autorem pierwszej wersji ewangelii tego również powodu, gdyż już dawno udowodniono, że jest ona dziełem kogoś innego, niż ten, który dokonał uzupełnień.
Ale przecież autor tych dodatków identyfikuje się z "umiłowanym uczniem", a z kolei Kościół identyfikuje "umiłowanego ucznia" z ap. Janem, więc wytłumacz mi, jaką część ewangelii napisał apostoł Jan, jeśli w ogóle cokolwiek napisał. Bo kółko się niestety zamyka (oczywiście "niestety" dla Ciebie, a nie dla mnie).

Jak to wszystko wytłumaczyć? Wytłumaczenie jest dość oczywiste - celem autora tych wstawek było podszycie się pod autora całej ewangelii (włącznie z dokonanymi przez niego uzupełnieniami) i stworzenie wrażenia, że napisał ją naoczny świadek wydarzeń z życia Jezusa. Ale on ani nie stwierdził, ani nawet nie sugerował, iż tym świadkiem, czyli autorem ewangelii był ap. Jan.

No bo jak wytłumaczyć fakt, że w roku 120 ów autor rozdziału J 21 w pierwszych jego wersetach opisuje jedno z objawień Jezusa (myślę tu o scenie J 21, 1-14 zwanej nieraz sceną połowu ryb) i twierdzi, że był świadkiem tego wydarzenia? A zatem skoro był świadkiem tego objawienia (mając podówczas min. 20 lat), więc pisząc te słowa musiałby mieć co najmniej 110 lat. Czy to możliwe? A czy w takim razie scena "połowu ryb" jest autentyczna? A jeśli tak, to dlaczego nie opisał jej autor pierwszej wersji ewangelii?

Zwróć uwagę, że rozdział J 20 - zamykający pierwszą wersję ewangelii - kończy się innym objawieniem Jezusa, a konkretnie ukazaniem się ap. Tomaszowi. Autor rozdziału J 21 próbował zatem dość nieudolnie wywrzeć wrażenie ciągłości narracji.

>W końcu na składaniu osobistego świadectwa oparta jest cała historia pierwszych chrześcijan.

Czy "składanie osobistych świadectw" przez pierwszych chrześcijan rozumiesz w ten sposób, że ani jeden z autorów ewangelii nie raczył przyznać się do swojego autorstwa, a wczesna tradycja przypisała ich autorstwo m.in. dwóm apostołom, nie mając do tego rzeczowych argumentów?
A może w ten sposób, że Pierwszy List Jana także nie zawiera imienia autora, a według tradycji jego autorem jest ponoć apostoł Jan?
Czy też może tak, że siedem listów przypisywanych Pawłowi - t.j. do: Tytusa, Kolosan, Efezjan, Hebrajczyków, Drugi do Tesaloniczan, oraz dwa do Tymoteusza - ponad wszelką wątpliwość nie jest jego autorstwa, pomimo że w każdym z nich (bodaj to za wyjątkiem Listu do Hebrajczyków) podane jest imię Pawła jako autora.
A może tak, że listy przypisywane Piotrowi, Judzie i Jakubowi także nie wyszły spod ich ręki, pomimo że i one już w pierwszych wersetach opatrzone są ich imionami?
A może składanie świadectwa przez pierwszych chrześcijan rozumiesz jako dopisywanie do ewangelii jednego lub kilku wersetów, a nawet całych rozdziałów przez bezimiennych fałszerzy, którzy nie uznali za stosowne przyznać się do tego?
A może tak, że około 50 % logiów przypisywanych Jezusowi w ewangeliach synoptycznych nigdy nie wyszło z jego ust, a są jedynie tzw. dodatkami redakcyjnymi, słowami włożonymi Jezusowi w usta?
A może wreszcie tak, że jacyś bezimienni chrześcijanie ingerowali nawet w treść pism świeckich (Testimonium Flavianum), aby tylko dać świadectwo?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
23-10-2011 14:44 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Pisałem w poprzedniej wypowiedzi, że około 120 roku jakiś autor (inny niż ewangelista) określający się mianem "ucznia", czy też "umiłowanego ucznia" dopisał do pierwszej wersji czwartej ewangelii znaczną część rozdziału pierwszego (J 1, 1-18), cały ostatni rozdział (J 21), kilka jeszcze niewielkich fragmentów oraz wszystkie wersety, w których mowa jest o umiłowanym uczniu.
>W jednym z wersetów, zwanym świadectwem własnym (J 21, 24), oznajmił on, iż składa świadectwo o tych rzeczach i to napisał. Skoro jest on jednak autorem wyłącznie tych wstawek, które wymieniłem powyżej, więc oznacza to, że jego "osobiste świadectwo" może dotyczyć tylko tego, co w nich zawarł, bo przez "świadectwo" czy też "składanie świadectwa" rozumie się potwierdzanie czegoś przez naocznego świadka. Przecież nie mógł napisać, iż jego świadectwo dotyczy wydarzeń z życia Jezusa opisanych w przeważającej części ewangelii, bo gdyby był ich świadkiem, to pisząc (składając świadectwo) musiałby mieć co najmniej 110 lat. A zatem autor tych uzupełnień nie mógł być świadkiem Jezusa. Nie był autorem pierwszej wersji ewangelii tego również powodu, gdyż już dawno udowodniono, że jest ona dziełem kogoś innego, niż ten, który dokonał uzupełnień.
>Ale przecież autor tych dodatków identyfikuje się z "umiłowanym uczniem", a z kolei Kościół identyfikuje "umiłowanego ucznia" z ap. Janem, więc wytłumacz mi, jaką część ewangelii napisał apostoł Jan, jeśli w ogóle cokolwiek napisał.

>Bo kółko się niestety zamyka (oczywiście "niestety" dla Ciebie, a nie dla mnie).

W kółko powtarzasz to samo.
Więc i ja powtórzę w skrócie to, co już napisałem wcześniej o najbardziej prawdopodobnej hipotezie dotyczącej autorstwa Ewangelii Jana:
Proces redakcyjny Ewangelii Jana zakończył się między końcem I wieku a rokiem 110; autorem tekstu podstawowego jest apostoł Jan, syn Zebedeusza - "umiłowany uczeń"; ostatnia redakcja została dokonana w "szkole Jana"; rozdział 21 został zredagowany w trakcie ostatniej redakcji; ostatnim redaktorem był prawdopodobnie "prezbiter Jan" - spadkobierca duchowy nauczania apostoła Jana; w trakcie redakcji nauczanie apostoła Jana starano się odzwierciedlić jak najdokładniej.

>>W końcu na składaniu osobistego świadectwa oparta jest cała historia pierwszych chrześcijan.
>Czy "składanie osobistych świadectw" przez pierwszych chrześcijan rozumiesz w ten sposób, że ani jeden z autorów ewangelii nie raczył przyznać się do swojego autorstwa, a wczesna tradycja przypisała ich autorstwo m.in. dwóm apostołom, nie mając do tego rzeczowych argumentów?
>A może w ten sposób, że Pierwszy List Jana także nie zawiera imienia autora, a według tradycji jego autorem jest ponoć apostoł Jan?
>Czy też może tak, że siedem listów przypisywanych Pawłowi - t.j. do: Tytusa, Kolosan, Efezjan, Hebrajczyków, Drugi do Tesaloniczan, oraz dwa do Tymoteusza - ponad wszelką wątpliwość nie jest jego autorstwa, pomimo że w każdym z nich (bodaj to za wyjątkiem Listu do Hebrajczyków) podane jest imię Pawła jako autora.
>A może tak, że listy przypisywane Piotrowi, Judzie i Jakubowi także nie wyszły spod ich ręki, pomimo że i one już w pierwszych wersetach opatrzone są ich imionami?
>A może składanie świadectwa przez pierwszych chrześcijan rozumiesz jako dopisywanie do ewangelii jednego lub kilku wersetów, a nawet całych rozdziałów przez bezimiennych fałszerzy, którzy nie uznali za stosowne przyznać się do tego?
>A może tak, że około 50 % logiów przypisywanych Jezusowi w ewangeliach synoptycznych nigdy nie wyszło z jego ust, a są jedynie tzw. dodatkami redakcyjnymi, słowami włożonymi Jezusowi w usta?
>A może wreszcie tak, że jacyś bezimienni chrześcijanie ingerowali nawet w treść pism świeckich (Testimonium Flavianum), aby tylko dać świadectwo?

Co za publicystyczna szarża! Niestety, Twoja szarża chybia celu i prowadzi Cię na bagna. Zanim stamtąd wrócisz na ubitą ziemię, odpowiem Ci również na podobnym poziomie publicystycznym:
Nie wiem, czy wiesz, ale Lem nie jest autorem swoich książek - bo materiał, który dostarczał do wydawnictw, ma się nijak do ostatecznej wersji tekstów! Faktycznymi autorami jego książek są zatem różni bezimienni redaktorzy!
(Oczywiście, tak naprawdę uważam, że Lem jednak jest autorem swoich książek, niezależnie od tego, co z jego pierwotnymi tekstami zrobili redaktorzy.)

A pisząc, iż "na składaniu osobistego świadectwa oparta jest cała historia pierwszych chrześcijan", miałem na myśli to, iż pierwsi chrześcijanie byli prześladowani, torturowani i zabijani za to, że nie chcieli się wyrzec Chrystusa i zaprzeczyć temu, co potem zostało zapisane w Ewangeliach.
23-10-2011 16:12 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie wiem, czy wiesz, ale Lem nie jest autorem swoich książek - bo materiał, który dostarczał do wydawnictw, ma się nijak do ostatecznej wersji tekstów! Faktycznymi autorami jego książek są zatem różni bezimienni redaktorzy!
>(Oczywiście, tak naprawdę uważam, że Lem jednak jest autorem swoich książek, niezależnie od tego, co z jego pierwotnymi tekstami zrobili redaktorzy.)
Kurtka na wacie!

A nie mówiłem, że nie ma dziedziny, na której Wielce Szanowny Pan Mbielecki się nie zna. On nawet wie jak praca redakcyjna wygląda.
Tylko jeden tu drobiazg. Ja nie wiem jak wygląda praca w wydawnictwach katolickich, ale Pan nie ma zielonego pojęcia jak wygląda w świeckich. Nie pracowałem przy wydawaniu Lema, ale znam wydawnictwo i jego (jednak imiennych) redaktorów. Dlatego śmiało powiem, że na ten temat tylko głupoty Pan opowiada.
Tak jak we wszystkich tematach (również tym dotyczącym wielokrotnej redakcji, a w tym "pobożnych oszustw" strzępków biblijnych), w których zechciał się Pan na naszym forum wypowiedzieć.

Miłego dnia.

@@@
.
06-11-2011 00:14 
 Ocena 13 na 13
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Proces redakcyjny Ewangelii Jana zakończył się między końcem I wieku a rokiem 110; autorem tekstu podstawowego jest apostoł Jan, syn Zebedeusza - "umiłowany uczeń"; ostatnia redakcja została dokonana w "szkole Jana"; rozdział 21 został zredagowany w trakcie ostatniej redakcji; ostatnim redaktorem był prawdopodobnie "prezbiter Jan" - spadkobierca duchowy nauczania apostoła Jana; w trakcie redakcji nauczanie apostoła Jana starano się odzwierciedlić jak najdokładniej.

Piszesz ciągle to samo, ale starasz się unikać konkretów. Ja jednak poproszę o podanie podstawowych informacji upoważniających Cię do powyższych sądów:
1) Napisz wreszcie na czym opierasz wniosek, że ap. Jan jest autorem czwartej ewangelii. Czy podstawą do takiego wniosku są wyłącznie:
a) świadectwo własne J 21, 24, w którym przecież żadne imię nie zostało wymienione oraz
b) informacje: Ireneusza (Adv. haer. III, 1, 1), Fragmentu Muratoriego oraz wątpliwa (?) Klemensa Aleksandryjskiego (w: HE VI, 14, 7)?
2) Czy potrafisz napisać, kiedy orientacyjnie Jan napisał podstawową część ewangelii, tzn. od J 1, 19 do J 20 (z wyłączeniem kilku wstawek)?
3) Z czego wnosisz, że Jan Prezbiter był ostatnim redaktorem ewangelii, a tym samym autorem m.in. wstępu J 1, 1-18 oraz rozdziału J 21?
4) Czy potrafisz wskazać jakieś źródła (myślę tu głównie o twórczości ojców Kościoła z wczesnego okresu patrystycznego) mówiące o "szkole Jana"?

>>>W końcu na składaniu osobistego świadectwa oparta jest cała historia pierwszych chrześcijan.
>>Czy "składanie osobistych świadectw" przez pierwszych chrześcijan rozumiesz w ten sposób [...]
>>[...] że siedem listów przypisywanych Pawłowi - t.j. do: Tytusa, Kolosan, Efezjan, Hebrajczyków, Drugi do Tesaloniczan, oraz dwa do Tymoteusza - ponad wszelką wątpliwość nie jest jego autorstwa, pomimo że w każdym z nich (bodaj to za wyjątkiem Listu do Hebrajczyków) podane jest imię Pawła jako autora.
>>[...] że listy przypisywane Piotrowi, Judzie i Jakubowi także nie wyszły spod ich ręki, pomimo że i one już w pierwszych wersetach opatrzone są ich imionami?
>Co za publicystyczna szarża! Niestety, Twoja szarża chybia celu i prowadzi Cię na bagna.

To nie jest szarża, a ja cały czas jestem na ubitej ziemi i na bagna się nie wybieram. To co napisałem jest dość powszechnie uznawane przez badaczy, również przez wielu teologów chrześcijańskich. Twierdzi się np., iż ze wszystkich ksiąg NT (a jest ich 27) pewne jest autorstwo jedynie siedmiu listów Pawła, tj. do Rzymian, obu do Koryntian, Filipian, Galatów, Filemona i Pierwszego do Tesaloniczan. W pozostałych przypadkach zaprzecza się przypisywanemu autorstwu lub w najlepszym przypadku autorstwo to podaje się w wątpliwość.
Pokażę to na trzech przykładach:

List do Hebrajczyków:
Jak wiadomo list ten przypisywany jest przez Kościół ap. Pawłowi, pomimo że:
-- autentyczność tego listu jest powszechnie kwestionowana;
-- list ten - w przeciwieństwie do pozostałych przypisywanych Pawłowi - nie zawiera żadnej wzmianki o autorze;
-- list nie figuruje wśród pism kanonicznych m.in. w Kodeksie Claromontanus z 300 r. oraz Kanonie Mommsenianus z 360 r.;
-- co do jego kanoniczności wahał się Orygenes i zaprzeczał autorstwu Pawła;
-- listu tego do czasów Euzebiusza (a na pewno do r. 200) nie uznawał m.in. Kościół rzymski;
-- jego kanoniczność kwestionował Luter;
-- nawet redaktorzy Biblii Tysiąclecia przyznają, że autorstwo tego listu jest ciągle kwestią otwartą;
-- prawdopodobne jest, że list powstał dopiero pod koniec I wieku.

List Jakuba:
Pomimo że list już na początku oznajmia, że jego autorem Jest "Jakub, sługa Boga i Pana Jezusa Chrystusa", to jednak zdecydowana większość krytycznych uczonych twierdzi, że brat Jezusa nie jest jego autorem:
-- list powstał nie wcześniej niż w roku 100;
-- nie został w ogóle wymieniony m.in. we Fragmencie Muratoriego z 200 r. i w Kanonie Mommsenianus z 360 r.;
-- do roku 200 Kościół rzymski nie zaliczał tego listu do kanonu pism NT;
-- kanoniczność tego listu podważał Euzebiusz i Luter, zaś brak jest informacji o nim u Tertuliana i Orygenesa.

Drugi List Piotra:
List ten - podobnie jak Pierwszy - z całą pewnością nie jest autorstwa ap. Piotra. Podstawowe argumenty:
-- list ten jest najmłodszą kompozycją w NT, datowaną na rok 125, albo jeszcze później (Piotr w tym czasie nie żył już od min. 60 lat);
-- analiza literacka dowodzi, że powstał po Liście Judy, a ten datowany jest na r. 100;
-- w liście widoczny jest rozwój gnostycyzmu, co wskazuje na II wiek;
-- list ten nie został w ogóle wymieniony we Fragmencie Muratoriego z 200 r.;
-- również do ok. r. 200 Kościół rzymski nie zaliczał listu do kanonu NT;
-- najprawdopodobniej jako pierwszy wspomniał o nim dopiero Orygenes ok. 220 roku, ale podał w wątpliwość jego autentyczność;
-- jego kanoniczność podważali Euzebiusz i Luter.

Ty oczywiście jesteś nadal przekonany, że autorstwo tych listów jest niepodważalne. Jesteś jednak w swych sądach coraz bardziej już osamotniony.

>Nie wiem, czy wiesz, ale Lem nie jest autorem swoich książek - bo materiał, który dostarczał do wydawnictw, ma się nijak do ostatecznej wersji tekstów!

Wiem o tym. Autorem książek Lema był Jan Brzechwa do spółki z panem Kleksem.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
06-11-2011 04:13 
 Ocena 11 na 11
czes (4083 punktów)
Czytam i czytam twoje referaty i nijak nie moge zapomniec wypowiedzi jednego z forumowiczow, ktory zauwazyl, iz twoja wiedza "jest dostępna dla średnio inteligentnego internauty za pomocą popularnej "guglarki"."

Cholera, chcialbym miec TAKA "guglarke" jak Ty!

Andrzeju, jestem Ci wdzieczny za twe wyklady i ciesze sie iz jestes na forum.
Serdecznie Cie pozdrawiam.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>1) Napisz wreszcie na czym opierasz wniosek, że ap. Jan jest autorem czwartej ewangelii.

Dobrze, napiszę "wreszcie", to znaczy po raz trzeci i czwarty (ciekawy jestem, dlaczego ciągle powtarzasz te same pytania i tezy):

1. Takie jest od samego początku świadectwo ludzi Kościoła. W szczególności w formie pisemnej to świadectwo występuje wyraźnie w II wieku u Ireneusza z Lyonu ( Adversus haereses i wypisy u Euzebiusza z Cezarei) oraz u Polykratesa z Efezu. A kiedy ktoś taki jak Ireneusz przedstawia takie świadectwo, to nie jest to jego "opinia" wytworzona "przy biurku", ale informacja znana wielu osobom i wspólnotom Kościoła, z którymi Ireneusz miał kontakt; przypominam ponadto, że Ireneusz był uczniem Polikarpa ze Smyrny, który był uczniem apostoła Jana, mamy więc do czynienia ze źródłem informacji o wysokiej wiarygodności. Ireneusz określa autora Ewangelii Jana mianem ucznia Jezusa (Adversus haereses 1,8,5; 2,2,5; 5,18,2), a Jezusa nazywa nauczycielem Jana (1,9,2). Jana identyfikuje on z "umiłowanym uczniem" (3,1,1).
2. Wskazuje na to tekst Ewangelii Jana, zwłaszcza czytany w kontekście pozostałych pism Nowego Testamentu. Najprostsza i narzucająca się nieuprzedzonemu czytelnikowi interpretacja to utożsamienie autora Ewangelii z apostołem Janem. Inne interpretacje (teoretycznie możliwe) są o wiele mniej prawdopodobne.
3. Autorstwo apostoła Jana zaczęło być kwestionowane dopiero od XIX wieku, przy czym rozmaite argumenty, które wysuwano przeciwko autorstwu Jana bądź zostały obalone, bądź wydają się w najlepszym razie niedostatecznie silne.

Pozostałe szczegóły znajdują się w moich poprzednich postach.

>2) Czy potrafisz napisać, kiedy orientacyjnie Jan napisał podstawową część ewangelii, tzn. od J 1, 19 do J 20 (z wyłączeniem kilku wstawek)?

Już pisałem. Cały proces redakcyjny (łącznie ze zredagowaniem przez redaktora rozdziału 21) zakończył się ok. 100 roku, plus minus dziesięć lat. Nie są mi znane żadne fakty, które pozwoliłyby oszacować, ile lat przed napisaniem rozdziału 21 zostały napisane pozostałe rozdziały.

>3) Z czego wnosisz, że Jan Prezbiter był ostatnim redaktorem ewangelii, a tym samym autorem m.in. wstępu J 1, 1-18 oraz rozdziału J 21?

Jeszcze raz powtarzam, że z badań egzegetycznych wynika, że w końcowej redakcji został zredagowany rozdział 21 oraz mowy w J 15-17, a nie J 1.
Hipoteza dotycząca roli "prezbitera Jana" została uzasadniona m.in. w dziele niemieckiego badacza Petera Stuhlmachera, którego tytuł już Ci podawałem.

>4) Czy potrafisz wskazać jakieś źródła (myślę tu głównie o twórczości ojców Kościoła z wczesnego okresu patrystycznego) mówiące o "szkole Jana"?

Hipoteza "szkoły Jana" została uzasadniona m.in. w: R.A.Culpepper, The Johannine School: An Evaluation of the Johannine School Hypothesis Based on Investigation of the Nature of Ancient Schools, s. 261-299; U. Schnelle, Antidoketiscche Christologie, s. 53-59; G. Strecker, Die Anfange der johanneichen Schule, s. 31-47. Mam nadzieję, że tam znajdziesz wszystkie interesujące Cię szczegóły.
Warto wspomnieć, że niezależnie od hipotezy "szkoły Jana", istnieje hipoteza "wspólnoty Jana", również dobrze uzasadniona (np. w: R.E.Brown, The Community of the Beloved Disciple).
13-11-2011 20:45 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Nie wiem, jakie jest źródło Twoich opinii na temat listów apostolskich, ale wiem, że nie jest ono wiarygodne. Pokażę to na przykładzie listów Piotra, o których napisałeś:

>Drugi List Piotra:List ten - podobnie jak Pierwszy - z całą pewnością nie jest autorstwa ap. Piotra. Podstawowe argumenty:
>-- list ten jest najmłodszą kompozycją w NT, datowaną na rok 125, albo jeszcze później (Piotr w tym czasie nie żył już od min. 60 lat);
>-- analiza literacka dowodzi, że powstał po Liście Judy, a ten datowany jest na r. 100;
>-- w liście widoczny jest rozwój gnostycyzmu, co wskazuje na II wiek;
>-- list ten nie został w ogóle wymieniony we Fragmencie Muratoriego z 200 r.;
>-- również do ok. r. 200 Kościół rzymski nie zaliczał listu do kanonu NT;
>-- najprawdopodobniej jako pierwszy wspomniał o nim dopiero Orygenes ok. 220 roku, ale podał w wątpliwość jego autentyczność;
>-- jego kanoniczność podważali Euzebiusz i Luter.

Identyfikacja autora Pierwszego Listu Piotra jest łatwa: jest nim "Piotr, apostoł Jezusa Chrystusa" (1,1), świadek cierpień i chwały Chrystusa (5,1), prezbiter (5,1), współpracujący z Markiem, jego duchowym synem (5,13). Tradycja patrystyczna nigdy nie kwestionowała tych danych. Brak tego listu w Kanonie Muratoriego można wytłumaczyć złym stanem, w jakim zachowała się ta część tekstu. Wzmianka o Sylwanie, sekretarzu Piotra (5,12) pozwala ustalić prawdopodobną datę powstania listu na rok 64.

Co do Drugiego Listu Piotra to za autorstwem Piotra przemawiają m.in. następujące dane: autor we wstępie występuje pod imieniem "Szymona Piotra, sługi i apostoła Jezusa Chrystusa; był naocznym świadkiem Przemienienia Jezusa (1,16-18); od samego Jezusa otrzymał zapowiedź swej śmierci (1,14), co zgadza się z J 21,18n; Pawła nazywa "umiłowanym bratem" (3,15), zalecając jego listy; nawiązuje do Pierwszego Listu Piotra (3,1). Przeciwko autorstwu Piotra może świadczyć m.in. różnica stylu obu listów, rozbieżności terminologiczne oraz zależność literacka od Listu Judy, który powstał po 70 roku. Wobec argumentów "za" i "przeciw" można uznać za prawdopodobne następujące dwie hipotezy:
1) Autorem Drugiego Listu Piotra jest być może jakiś uczeń Piotra, który - idąc za przyjętymi wówczas zwyczajami literackimi - napisał coś w rodzaju duchowego testamentu Piotra. W takim przypadku autorem tego listu byłby anonimowy judeochrześcijanin o kulturze hellenistycznej, który używając metody pseudoepigrafii napisał ten list w latach 70-90; w liście nauczanie Piotra zostało wplecione w problematykę ówczesnej generacji chrześcijan w celu zwalczania błędów.
2) Autorem Drugiego Listu Piotra jest być może sam Piotr. Różnice z Pierwszym Listem Piotra można wytłumaczyć pracą redakcyjną innego sekretarza-redaktora, co już sugerował Hieronim.
Jak napisał J. Guitton, kwestia, czy Piotr napisał ten list, polecił go napisać czy też napisano ten list pod jego imieniem, pozostaje otwarta, lecz "Duch jest jedynym autorem inspirującym i gwarantującym".
Pochodzący z III wieku papirus Bodmer VIII, gdzie są zachowane oba listy Piotra, świadczy o tym, że Drugi List Piotra cieszył się takim samym poważaniem jak Pierwszy, którego kanoniczność nigdy nie była podważana.
19-10-2011 20:32 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Zwróć ponadto uwagę na scenę J 21, 1-14 i porównaj z sobą dwa wersety: J 21, 2 oraz J 21, 7. Zobaczysz wtedy, jak nieudolna jest wstawka (J 21, 7) o umiłowanym uczniu. Co więcej - przekonasz się, że autor tej wstawki bynajmniej nie dążył do utożsamienia apostoła Jana z umiłowanym uczniem.
>Zdaniem Schnackenburga rozdział 21 Ewangelii został zredagowany w trakcie ostatniej redakcji tekstu. Nie mam zdania ani co do intencji redaktora, ani co do jego rzekomej "nieudolności" - żeby to ocenić, należałoby chyba analizować oryginalny tekst grecki.

Spróbuj to ocenić na podstawie tekstu w języku polskim. Bez greckiego oryginału widać, że późniejszy autor całego rozdziału pisząc o umiłowanym uczniu raczej nie myślał o ap. Janie.
Zwróć uwagę na to, iż oba wersety - J 21, 2 i J 21, 7 - pochodzą z tej samej sceny zwanej sceną połowu ryb, najprawdopodobniej nieautentycznej, ale nic to nie wnosi do tego, o czym chcę napisać.
W wersecie J 21, 2 autor wymienił uczniów, którym nad Morzem Tyberiadzkim ukazał się Jezus:
Byli razem: Szymon Piotr i Tomasz zwany Bliźniakiem, i Natanael z Kany Galilejskiej, i synowie Zebedeusza, i dwaj inni z uczniów jego (J 21, 2).
Oczywiście owi synowie Zebedeusza, to Jakub i nasz Jan apostoł. Żadnego z tych siedmiu uczniów autor nie określił mianem "ucznia umiłowanego".
Po kilku wersetach, gdy już pojawił się wśród nich Jezus, autor napisał:
Wtedy ów uczeń, którego miłował Jezus, rzekł Piotrowi: Pan jest (J 21, 7).
Kim w takim razie jest ten "umiłowany uczeń"?
Czy jednym z tych siedmiu autorów, których autor wymienił w J 21, 2?
Czy Janem? A może Jakubem, Piotrem, czy którymś z pozostałych?
To dlaczego w J 21, 2 autor jednoznacznie tego nie określił?
A dlaczego nie zrobił tego również w J 21, 7?
A może żaden z tych siedmiu nie był "umiłowanym uczniem"?
Jeśli założymy nawet, że autorem całego rozdziału J 21 był "umiłowanym uczniem" (bo przecież werset J 21, 24 o tym zaświadcza), to dlaczego autor sam o sobie dwukrotnie pisze w trzeciej osobie?

>Dla mnie z rozdziału 21 wynika ponownie, że autorem Ewangelii jest naoczny świadek - "umiłowany uczeń".

Swoje uwagi na ten temat zawarłem powyżej. Wynika z nich, że "umiłowany uczeń" nie jest autorem pierwszej wersji ewangelii.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Zdaniem Schnackenburga rozdział 21 Ewangelii został zredagowany w trakcie ostatniej redakcji tekstu. Nie mam zdania ani co do intencji redaktora, ani co do jego rzekomej "nieudolności" - żeby to ocenić, należałoby chyba analizować oryginalny tekst grecki.
>Spróbuj to ocenić na podstawie tekstu w języku polskim.

Skoro się upierasz, proszę bardzo - oto analizowany fragment 21 rozdziału Ewangelii Jana:

(1) Potem znowu ukazał się Jezus nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: (2) Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. (3) Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. (4) A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. (5) A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy macie co na posiłek? Odpowiedzieli Mu: Nie. (6) On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. (7) Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze. (8) Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko - tylko około dwustu łokci. (9) A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. (10) Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili. (11) Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. (12) Rzekł do nich Jezus: Chodźcie, posilcie się! Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. (13) A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im - podobnie i rybę. (14) To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał. (...)
(20) Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi i powiedział: Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi? (21) Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: Panie, a co z tym będzie? (22) Odpowiedział mu Jezus: Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną. (23) Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego? (24) Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe. (25) Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać.


>Kim w takim razie jest ten "umiłowany uczeń"?
>To dlaczego w J 21, 2 autor jednoznacznie tego nie określił?

Pytanie jest źle postawione, gdyż imię "umiłowanego ucznia" jest przemilczane w całej Ewangelii, w każdym miejscu, gdzie jest o nim mowa - więc dlaczego miałoby się pojawić w tym? Niemal żaden z autorów tekstów, które weszły w skład Nowego Testamentu, nie podał swojego imienia - możemy porozmawiać o przyczynach tego stanu rzeczy, ale to jest zupełnie inny temat.

>A dlaczego nie zrobił tego również w J 21, 7?

jw.

>A może żaden z tych siedmiu nie był "umiłowanym uczniem"?

Jeśli podstawą wnioskowania ma być cytowany tekst Ewangelii, a nie wytwory naszej wyobraźni, to muszę uznać Twoje pytanie za retoryczne.

>Jeśli założymy nawet, że autorem całego rozdziału J 21 był "umiłowanym uczniem" (bo przecież werset J 21, 24 o tym zaświadcza), to dlaczego autor sam o sobie dwukrotnie pisze w trzeciej osobie?

A dlaczego to samo czyni w J 19, 35 ( Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli.)?

>>Dla mnie z rozdziału 21 wynika ponownie, że autorem Ewangelii jest naoczny świadek - "umiłowany uczeń".
>Swoje uwagi na ten temat zawarłem powyżej. Wynika z nich, że "umiłowany uczeń" nie jest autorem pierwszej wersji ewangelii.

A zatem mamy różne zdania w tej sprawie.

I na koniec parę uwag o analizowanym fragmencie Ewangelii Jana:
Rozdział 21 Ewangelii Jana ma charakter redakcyjnego dodatku. Dodatek ten został umieszczony w Ewangelii bardzo wcześnie, prawdopodobnie jeszcze przed rozpowszechnieniem Ewangelii, gdyż wszystkie znane rękopisy już go zawierają, a ponadto dodatek ten jest cytowany przez wczesnochrześcijańską literaturę, bliską czasowi powstania Ewangelii. Dodatek ten mógł zostać napisany przez Ewangelistę albo przez któregoś z redaktorów ze "szkoły Jana". Biorąc pod uwagę niektóre cechy stylistyczne typowe dla Jana, można zakładać z dużym prawdopodobieństwem,, że autor dodatku zredagował go na podstawie słów samego Jana.
04-11-2011 16:32 
 Ocena 9 na 9
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Spróbuj to ocenić na podstawie tekstu w języku polskim.
>Skoro się upierasz, proszę bardzo - oto analizowany fragment 21 rozdziału Ewangelii Jana:
> [color=blue]
>[...] (2) Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. [...] (7) Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! [...] (24) Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe.
>>Kim w takim razie jest ten "umiłowany uczeń"?
>>To dlaczego w J 21, 2 autor jednoznacznie tego nie określił?
>Pytanie jest źle postawione, gdyż imię "umiłowanego ucznia" jest przemilczane w całej Ewangelii, w każdym miejscu, gdzie jest o nim mowa - więc dlaczego miałoby się pojawić w tym?
>>A dlaczego nie zrobił tego również w J 21, 7?
>jw.

Nie wiem po co przepisałeś cały 21. rozdział Ewangelii Jana. To nic nie dało. Mam nadzieję, że w kolejnej wypowiedzi nie zamieścisz całej Ewangelii Jana.
Powtarzam to, co napisałem już wcześniej: wersety J 21, 2 i 21, 7 pokazują, że "umiłowany uczeń" to nie apostoł Jan.

Piszesz, że moje pytania o tożsamość "umiłowanego ucznia" jest źle postawione.
A ja twierdzę, że są dobrze postawione. Uściślę je jeszcze:
Dlaczego ów autor dopisków do ewangelii nie uznał za stosowne: (a) napisać, że dokonał wstawek, a także (b) określić kim konkretnie był "umiłowany uczeń"?
Miał do dyspozycji tych kilka dopisanych przez siebie fragmentów, w których pojawił się "umiłowany uczeń". Nie zrobił tego ani raz. Dlaczego?
Dwie sceny z czwartej ewangelii, w których jest się "umiłowany uczeń", można również znaleźć u synoptyków, ale ci "umiłowanego ucznia" w tych scenach nie dostrzegli.

>>A może żaden z tych siedmiu nie był "umiłowanym uczniem"?
>Jeśli podstawą wnioskowania ma być cytowany tekst Ewangelii, a nie wytwory naszej wyobraźni, to muszę uznać Twoje pytanie za retoryczne.

Należy przyjąć, że "umiłowany uczeń" to nie apostoł Jan, ani też nikt z siódemki apostołów wymienionych w J 21, 2.

>I na koniec parę uwag o analizowanym fragmencie Ewangelii Jana:
>Dodatek ten został umieszczony w Ewangelii bardzo wcześnie, prawdopodobnie jeszcze przed rozpowszechnieniem Ewangelii, gdyż wszystkie znane rękopisy już go zawierają,

Wszystkie manuskrypty czwartej ewangelii, które dotrwały do naszych czasów, posiadają zarówno rozdział J 21, jak i prolog J 1, 1-18. Świadczy to o tym, że do naszych czasów nie zachował się żaden manuskrypt tej ewangelii z okresu od ok. 100-110 do min. 120 roku. Te daty bowiem określają czas powstania głównej części ewangelii (100-110 r.) oraz dodatków do niej (nie wcześniej niż w r. 120).

>Dodatek ten mógł zostać napisany przez Ewangelistę albo przez któregoś z redaktorów ze "szkoły Jana".
Jest to redakcyjny dodatek napisany przez kogoś innego, niż ewangelista, czyli autor rozdziałów od J 1 ( a dokładnie od J 1, 19) do J 20 z wyjęciem kilku wstawek.
Ten ktoś oznajmił, że jest świadkiem wydarzeń i uczniem, którego Jezus miłował. Nie można z całą pewnością twierdzić, że "umiłowany uczeń" jest postacią historyczną, ale nie można też tej historyczności zaprzeczyć.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Nie wiem po co przepisałeś cały 21. rozdział Ewangelii Jana. To nic nie dało.

A szkoda, bo w tym przypadku samo zestawienie Twoich tez z fragmentem Ewangelii Jana, na który się powołujesz, unaocznia, jak bardzo karkołomne są Twoje tezy.

>Piszesz, że moje pytania o tożsamość "umiłowanego ucznia" jest źle postawione.
>A ja twierdzę, że są dobrze postawione. Uściślę je jeszcze:
>Dlaczego ów autor dopisków do ewangelii nie uznał za stosowne: (a) napisać, że dokonał wstawek, a także (b) określić kim konkretnie był "umiłowany uczeń"?
>Miał do dyspozycji tych kilka dopisanych przez siebie fragmentów, w których pojawił się "umiłowany uczeń". Nie zrobił tego ani raz. Dlaczego?

Po pierwsze, w trakcie końcowej redakcji został dodany jedynie epilog (czyli rozdział 21) oraz prawdopodobnie mowy w J 15-17. Po drugie, Jan nie podaje w Ewangelii swojego imienia świadomie i celowo, więc byłoby dziwne, gdyby redaktor sprzeniewierzył się wyraźnej intencji Jana. Po trzecie, elementem redakcji tekstu nie jest dopisywanie w redagowanym tekście, na czym polegają zmiany redakcyjne (trochę się dziwię, że muszę Ci pisać takie oczywistości).

>>>A może żaden z tych siedmiu nie był "umiłowanym uczniem"?
>>Jeśli podstawą wnioskowania ma być cytowany tekst Ewangelii, a nie wytwory naszej wyobraźni, to muszę uznać Twoje pytanie za retoryczne.
>Należy przyjąć, że "umiłowany uczeń" to nie apostoł Jan, ani też nikt z siódemki apostołów wymienionych w J 21, 2.

A zatem podstawą wnioskowania są dla Ciebie wytwory Twojej wyobraźni, a nie tekst Ewangelii.

>>Dodatek ten został umieszczony w Ewangelii bardzo wcześnie, prawdopodobnie jeszcze przed rozpowszechnieniem Ewangelii, gdyż wszystkie znane rękopisy już go zawierają,
>Wszystkie manuskrypty czwartej ewangelii, które dotrwały do naszych czasów, posiadają zarówno rozdział J 21, jak i prolog J 1, 1-18. Świadczy to o tym, że do naszych czasów nie zachował się żaden manuskrypt tej ewangelii z okresu od ok. 100-110 do min. 120 roku. Te daty bowiem określają czas powstania głównej części ewangelii (100-110 r.) oraz dodatków do niej (nie wcześniej niż w r. 120).

Nie. Świadczy to o tym, że nie istnieją "wcześniejsze wersje" Ewangelii Jana, tzn. że Ewangelia Jana zaczęła być rozpowszechniana po zakończeniu procesu redakcyjnego, w wyniku którego powstał ten sam tekst Ewangelii, który znamy dzisiaj. Proces redakcyjny Ewangelii Jana zakończył się ok. roku 100 (plus minus dziesięć lat).

> Nie można z całą pewnością twierdzić, że "umiłowany uczeń" jest postacią historyczną,

Jest taka teoria, że "umiłowany uczeń" nie istniał, ale nie ma ona obecnie zbyt wielu wyznawców.
06-10-2011 18:52 
 Ocena 14 na 14
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Najprawdopodobniej jednak ani matka Jezusa, ani jego umiłowany uczeń pod krzyżem nie stali. Scena ta nie ma zatem podłoża historycznego, o czym piszą m.in. tak wytrawni uczeni, jak John Dominic Crossan, Willibald Bösen i Uta Ranke-Heinemann [...]
>Rozumiem, że ktoś może uważać za mało prawdopodobne różne szczegóły związane ze śmiercią krzyżową Jezusa, natomiast bardzo jestem ciekawy, jak można udowodnić, iż "ani matka Jezusa, ani jego umiłowany uczeń pod krzyżem nie stali".

Raczej trudno jest udowodnić, że matka Jezusa i umiłowany uczeń nie stali pod krzyżem Jezusa, lecz argumentów przemawiających za taką tezą jest dość dużo. Zresztą ja nie napisałem, że ich pod krzyżem nie było, lecz że jest to bardzo prawdopodobne.
Przyznam się, że mocno mnie zdziwiłeś swym szczerym zwątpieniem w to, co na ten temat napisałem. Przecież wątpliwości co do autentyczności tej sceny są na tyle oczywiste, że bezstronny czytelnik ewangelii bez trudu powinien je sobie uświadomić - i to bez żadnych podpowiedzi.
Tobie jednak muszę co nieco podpowiedzieć, bo albo nie chcesz się do tego przyznać, albo też rzeczywiście nie masz żadnych wątpliwości co do autentyczności tej sceny.

W kilku punktach przytoczę podstawowe argumenty silnie podważające historyczność krótkiej sceny z Ewangelii Jana (J 19, 25-27) opisującej matkę Jezusa Marię, inne jeszcze niewiasty (w tym Marię Magdalenę) oraz umiłowanego ucznia pod krzyżem Jezusa.

(1) Scena ta opisana jest wyłącznie w Ewangelii Jana i tylko w niej zarówno Maria, jak i umiłowany uczeń obecni byli pod krzyżem Jezusa. Pozostali ewangeliści - nieco bardziej wiarygodni od Jana - nie dostrzegli ich obecności w czasie ukrzyżowania. Trudno uwierzyć w to, że gdyby matka Jezusa rzeczywiście była obecna w czasie egzekucji Jezusa, żaden z synoptyków nic by o tym nie napisał.

(2) W czasie ukrzyżowania Jezusa Maria miała co najmniej 55 lat, była zatem znacznie starsza od przeciętnej izraelskiej kobiety, a na dodatek mieszkała w Nazarecie odległym od Jerozolimy o co najmniej 120÷130 km górzystej, uciążliwej i wyjątkowo niebezpiecznej drogi. Dla kobiety w tym wieku podróż z Nazaretu do Jerozolimy wydaje się co najmniej trudna do zrealizowania.
Nie wiemy ponadto, kto i z czyjej inspiracji powiadomił ją o mającym nastąpić ukrzyżowaniu.
A jeśli nawet została jakoś powiadomiona o wszystkim i po blisko tygodniowej wędrówce dotarła do Jerozolimy, to musi budzić zdziwienie fakt, że nie przybył z nią żaden z "braci Pańskich", jej synów, choćby tylko po to, by towarzyszyć matce w wyczerpującej i niebezpiecznej podróży. Ewangelie nie dostarczają przecież informacji, by ktokolwiek z licznego rodzeństwa Jezusa był obecny przy jego ukrzyżowaniu, a zatem zapewne nikogo z nich w Jerozolimie podówczas nie było.

(3) W ewangeliach synoptycznych znajomi Jezusa przypatrują się ukrzyżowaniu z daleka (Mk 15, 40-41; Mt 27, 55-56 i Łk 23, 49), w Ewangelii Jana natomiast znajdują się bezpośrednio pod krzyżem (J 19, 25-27) i to na tyle blisko, by konający Jezus mógł z nimi rozmawiać.
Wśród tych osób przypatrujących się egzekucji była m.in. Maria Magdalena. Według Mateusza i Marka stała ona zatem z daleka od krzyża (Łukasz nie wymienia imiennie tych osób), według Jana zaś - pod krzyżem. Jak to możliwe?
Ale pod krzyżem stać nie mogli, gdyż żołnierze rzymscy pilnujący ukrzyżowania raczej nikomu nie pozwoliliby się tak zbliżyć do miejsca ukrzyżowania.

(4) Żaden z czterech ewangelistów nie informuje, by matka Jezusa - sama lub z innymi niewiastami - udała się do grobu Jezusa. Przecież gdyby podczas egzekucji przebywała w Jerozolimie, to dlaczego miałaby nie iść do grobu, by namaścić swojego syna.
Żaden z ewangelistów nie informuje również, by zmartwychwstały Jezus ukazał się własnej matce, a przecież ponoć ukazał się wielu osobom.

(5) Jeśli uznamy - jak tego sobie życzą głównie katolicy - że umiłowany uczeń jest tożsamy z apostołem Janem, to omawiana scena pod krzyżem jest w jaskrawej sprzeczności z synoptykami, którzy informują (Mk 14, 50 oraz Mt 26, 56) o ucieczce wszystkich uczniów - a więc również Jana - zaraz po pojmaniu Jezusa.
Synoptycy nie informują, by którykolwiek z apostołów przyglądał się egzekucji. Jedynie Łukasz czyni niejasną aluzję, że wszyscy znajomi Jezusa stali z daleka. Czy myślał również o apostołach, tego nie wiadomo. Należy przypuszczać, że gdyby byli oni pod krzyżem, to ewangeliści by o tym poinformowali, m.in. po to, by ich niejako usprawiedliwić z nie przynoszącej im chwały ucieczki po aresztowaniu Jezusa.

(6) Jeśli dalej uznawać będziemy, że apostoł Jan i umiłowany uczeń to jedna i ta sama osoba, wówczas scena pod krzyżem kłóci się z inną sceną opisaną m.in. w tej samej, czwartej ewangelii, gdzie Jezus przewiduje, iż uczniowie go opuszczą: Oto nadchodzi godzina, owszem już nadeszła, że się rozproszycie, każdy do swoich, i mnie samego zostawicie (J 16, 32; por.: Mt 26, 31 i Mk 14, 27).
Gdyby uczniowie nie opuścili Jezusa, lecz towarzyszyli mu w ostatnich chwilach jego życia, wtedy ewangeliści nie zamieściliby przepowiedni Jezusa. Nie mogli sobie przecież pozwolić na to, by informować o jego pomyłce, o niespełnieniu się jego przepowiedni.

Omówiłem kilka ważniejszych argumentów przemawiających przeciwko obecności Marii pod krzyżem Jezusa. Być może - tak jak poprzednio - skwitujesz je słowami: "Siła argumentów - taka sobie...". Niemniej zadam Ci pytanie: czy nadal uważasz, że scena z Marią i umiłowanym uczniem pod krzyżem Jezusa wydarzyła się naprawdę?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
08-10-2011 00:21 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ucieczka uczniów Jezusa mogła być tylko fikcją literacką. Można założyć coś takiego? Swietna metafora zasługującej na potępienie niewiary. I wtedy:

1) o ile Jezus był postacią historyczną i o ile został ukrzyżowany (na co nie ma żadnych koronnych faktów), to mogło się okazać, że uczniowie jednak nie uciekli, lecz ktoś dopisał taką metaforę, wtedy jakiś Jan mógłby być pod krzyżem

2) nikt nie uciekł, bo nie było ukrzyżowania

A jeśli zakłada się historyczność rzeczy całkowicie niepewnych, to równie dobrze można snuć dalej opowieści.

1) Matka Jezusa przyszła sama, bo była krzepką staruszką
2) bracia Jezusa nie wierzyli w Jezusa, więc odprowadzili ją i później poszli do karczmy, zamiast stać pod krzyżem (czy też w dali od krzyża)
3) matka Jezusa nie poszła do grobu, bo zasłabła
4) Jezus ukazał się matce Jezusa, ale ona nikomu o tym nie mówiła, bo ją o to poprosił
5) Jezus ukazał się matce Jezusa i kazał jej udać się do jakiegoś miasta, bo to było dla nich ważne, dlatego matka Jezusa nie przekazała rewelacji o spotkaniu innym
6) matka Jezusa przeżyła załamanie po ukrzyżowaniu i natychmiast udała się z powrotem do domu, wyciągając po drodze z karczmy resztę rodziny

I tak dalej, i tak dalej. Jeśli zakładamy pewność ukrzyżowania Jezusa - ewangelicznego nauczyciela, z równą pewnością możemy zakładać pewność wszystkich 6 punktów powyżej.

A i jeszcze jedno.

1) Żołnierze Rzymscy byli tak przejęci masakrowaniem boga, że dopuścili ludzi pod krzyż
2) Jan i ferajna przebrali się za żołnierzy rzymskich (nie napisano, w co byli ubrani)
3) Jan i ferajna przekupili żołnierzy
4) było tego dnia dużo ukrzyżowań (co najmniej dwa, jak "wiemy"), i żołnierzom rzymskim ciężko było obstawić wszystkie krzyże
12-10-2011 16:41 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Rozumiem, że ktoś może uważać za mało prawdopodobne różne szczegóły związane ze śmiercią krzyżową Jezusa, natomiast bardzo jestem ciekawy, jak można udowodnić, iż "ani matka Jezusa, ani jego umiłowany uczeń pod krzyżem nie stali".
>Raczej trudno jest udowodnić, że matka Jezusa i umiłowany uczeń nie stali pod krzyżem Jezusa, lecz argumentów przemawiających za taką tezą jest dość dużo. Zresztą ja nie napisałem, że ich pod krzyżem nie było, lecz że jest to bardzo prawdopodobne.
>(1) Scena ta opisana jest wyłącznie w Ewangelii Jana i tylko w niej zarówno Maria, jak i umiłowany uczeń obecni byli pod krzyżem Jezusa. Pozostali ewangeliści - nieco bardziej wiarygodni od Jana - nie dostrzegli ich obecności w czasie ukrzyżowania. Trudno uwierzyć w to, że gdyby matka Jezusa rzeczywiście była obecna w czasie egzekucji Jezusa, żaden z synoptyków nic by o tym nie napisał.

Wnioskowanie typu "pozostali ewangeliści o tym nie napisali, więc prawdopodobnie to się nie zdarzyło" jest bardzo zawodne. Istnieją informacje zawarte we wszystkich czterech Ewangeliach i są też takie, które można znaleźć tylko w jednej; nie jest też tak, że informacja pominięta przez danego ewangelistę jest mniej ważna - np. w Ewangelii Jana nie ma opisu ustanowienia Eucharystii, mimo że jest to informacja o ogromnej wadze. Ewangelie są tekstami bardzo zwartymi - to nie są wielotomowe kroniki, w których odnotowano wszystkie ważne wydarzenia. Ponadto należy wziąć pod uwagę fakt, że każda z Ewangelii powstała w innym kontekście i była skierowana do nieco innej grupy odbiorców - stąd wynikają różnice co do zbioru przekazywanych informacji, nawet bardzo istotnych. A zatem synoptycy mogli nie napisać o obecności Matki Jezusa pod krzyżem; istotne jest to, że ich opisy nie wykluczają tej obecności.

>(2) W czasie ukrzyżowania Jezusa Maria miała co najmniej 55 lat, była zatem znacznie starsza od przeciętnej izraelskiej kobiety, a na dodatek mieszkała w Nazarecie odległym od Jerozolimy o co najmniej 120÷130 km górzystej, uciążliwej i wyjątkowo niebezpiecznej drogi. Dla kobiety w tym wieku podróż z Nazaretu do Jerozolimy wydaje się co najmniej trudna do zrealizowania.
>Nie wiemy ponadto, kto i z czyjej inspiracji powiadomił ją o mającym nastąpić ukrzyżowaniu.

A skąd wiadomo, że nie przebywała wtedy w Jerozolimie?

>(3) W ewangeliach synoptycznych znajomi Jezusa przypatrują się ukrzyżowaniu z daleka (Mk 15, 40-41; Mt 27, 55-56 i Łk 23, 49), w Ewangelii Jana natomiast znajdują się bezpośrednio pod krzyżem (J 19, 25-27) i to na tyle blisko, by konający Jezus mógł z nimi rozmawiać.
>Wśród tych osób przypatrujących się egzekucji była m.in. Maria Magdalena. Według Mateusza i Marka stała ona zatem z daleka od krzyża (Łukasz nie wymienia imiennie tych osób), według Jana zaś - pod krzyżem. Jak to możliwe?

Jezus umierał na krzyżu przez wiele godzin. Być może na początku agonii te osoby stały dalej od krzyża, a później - bliżej.

>(4) Żaden z czterech ewangelistów nie informuje, by matka Jezusa - sama lub z innymi niewiastami - udała się do grobu Jezusa. Przecież gdyby podczas egzekucji przebywała w Jerozolimie, to dlaczego miałaby nie iść do grobu, by namaścić swojego syna.

Jest w Kościele taki ustny przekaz (chyba nigdzie nie zapisany, ewentualnie może w jakimś apokryfie), że Matka Jezusa dowiedziała się o Zmartwychwstaniu jako pierwsza.

>(5) Jeśli uznamy - jak tego sobie życzą głównie katolicy - że umiłowany uczeń jest tożsamy z apostołem Janem, to omawiana scena pod krzyżem jest w jaskrawej sprzeczności z synoptykami, którzy informują (Mk 14, 50 oraz Mt 26, 56) o ucieczce wszystkich uczniów - a więc również Jana - zaraz po pojmaniu Jezusa.

Tak, po pojmaniu Jezusa wszyscy uciekli. Ale przecież później np. Piotr i Jan poszli za Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana (Łk 22,54; J 18, 15).

>Synoptycy nie informują, by którykolwiek z apostołów przyglądał się egzekucji. Jedynie Łukasz czyni niejasną aluzję, że wszyscy znajomi Jezusa stali z daleka. Czy myślał również o apostołach, tego nie wiadomo. Należy przypuszczać, że gdyby byli oni pod krzyżem, to ewangeliści by o tym poinformowali, m.in. po to, by ich niejako usprawiedliwić z nie przynoszącej im chwały ucieczki po aresztowaniu Jezusa.

To jest znów zawodne wnioskowanie typu "pozostali ewangeliści o tym nie napisali, więc prawdopodobnie to się nie zdarzyło". Ewangeliści czasami przekazują informacje stawiające niektórych uczniów Jezusa w niekorzystnym świetle - prawdopodobnie zupełnie świadomie (np. Ewangelia Marka, będąca de facto "pamiętnikiem Piotra", zawiera negatywne dane dotyczące Piotra).

>(6) Jeśli dalej uznawać będziemy, że apostoł Jan i umiłowany uczeń to jedna i ta sama osoba, wówczas scena pod krzyżem kłóci się z inną sceną opisaną m.in. w tej samej, czwartej ewangelii, gdzie Jezus przewiduje, iż uczniowie go opuszczą: Oto nadchodzi godzina, owszem już nadeszła, że się rozproszycie, każdy do swoich, i mnie samego zostawicie (J 16, 32; por.: Mt 26, 31 i Mk 14, 27).
>Gdyby uczniowie nie opuścili Jezusa, lecz towarzyszyli mu w ostatnich chwilach jego życia, wtedy ewangeliści nie zamieściliby przepowiedni Jezusa. Nie mogli sobie przecież pozwolić na to, by informować o jego pomyłce, o niespełnieniu się jego przepowiedni.

Najbardziej prawdopodobne jest zatem, że pod krzyżem opuścili Jezusa wszyscy uczniowie z wyjątkiem Jana.

>Omówiłem kilka ważniejszych argumentów przemawiających przeciwko obecności Marii pod krzyżem Jezusa. Być może - tak jak poprzednio - skwitujesz je słowami: "Siła argumentów - taka sobie...". Niemniej zadam Ci pytanie: czy nadal uważasz, że scena z Marią i umiłowanym uczniem pod krzyżem Jezusa wydarzyła się naprawdę?

Uważam, że jest to najprostsza i najbardziej prawdopodobna interpretacja posiadanych przez nas informacji.
16-10-2011 16:14 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>Jest w Kościele taki ustny przekaz (chyba nigdzie nie zapisany, ewentualnie może w jakimś apokryfie), że Matka Jezusa dowiedziała się o Zmartwychwstaniu jako pierwsza.

To na co brak dowodów lub jest oczywistą spekulacją nazywa się w Kościele tradycją.
21-10-2011 13:26 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>[...] bardzo jestem ciekawy, jak można udowodnić, iż "ani matka Jezusa, ani jego umiłowany uczeń pod krzyżem nie stali".
>>Raczej trudno jest udowodnić, że matka Jezusa i umiłowany uczeń nie stali pod krzyżem Jezusa, lecz argumentów przemawiających za taką tezą jest dość dużo. Zresztą ja nie napisałem, że ich pod krzyżem nie było, lecz że jest to bardzo prawdopodobne.
>>(1) Scena ta opisana jest wyłącznie w Ewangelii Jana i tylko w niej zarówno Maria, jak i umiłowany uczeń obecni byli pod krzyżem Jezusa. Pozostali ewangeliści - nieco bardziej wiarygodni od Jana - nie dostrzegli ich obecności w czasie ukrzyżowania. Trudno uwierzyć w to, że gdyby matka Jezusa rzeczywiście była obecna w czasie egzekucji Jezusa, żaden z synoptyków nic by o tym nie napisał.
>Wnioskowanie typu "pozostali ewangeliści o tym nie napisali, więc prawdopodobnie to się nie zdarzyło" jest bardzo zawodne.

J.D. Crossan zastosował metodę wielokrotnego poświadczania (niezależnych poświadczeń/atestacji) do analizy autentyczności wydarzeń (scen) oraz wypowiedzi Jezusa. Wyniki prac przedstawił w głośnej książce Historyczny Jezus. Kim był i czego nauczał.
Omawianą scenę z Ewangelii Jana przedstawiającą Marię Magdalenę i umiłowanego pod krzyżem Jezusa zaliczył oczywiście do zespołów o pojedynczej atestacji ( przedstawiona wyłącznie w czwartej ewangelii) oraz uznał ją za nieautentyczną (zob. s. 464).
Analogicznie do nieautentycznych Crossan zaliczył przeważającą ilość wydarzeń z Ewangelii Jana posiadających pojedynczą atestację (pojedyncze poświadczenie).

Można oczywiście dyskutować nad przydatnością tej właśnie metody, można wskazywać na celowość łączenia kilku metod (jak to zrobił np. Vermes), ale wyników prac prof. Crossana lekceważyć nie można.

>Istnieją informacje zawarte we wszystkich czterech Ewangeliach i są też takie, które można znaleźć tylko w jednej;

Masz rację. Ewangelia Jana jest ewangelią, która przedstawia szereg scen zupełnie nieznanych synoptykom - i oczywiście odwrotnie. Większość opisanych w niej scen zdecydowanie różni się pod wieloma względami od analogicznych u synoptyków.
Wprawdzie zarówno synoptycy, jak i Jan twierdzą, iż opisują życie i nauczanie Jezusa, ale w rzeczywistości ich ewangelie mają ze sobą niewiele wspólnego.

Jaki tego efekt?
J.D. Crossan większość scen opisanych przez Jana uznał za nieautentyczne. Jak widzisz, scena pod krzyżem nie jest w swej nieautentyczności osamotniona.
Jeszcze brutalniej Crossan postąpił z wypowiedziami Jezusa znanymi z czwartej ewangelii, żadnej bowiem z nich nie zaliczył do autentycznych.
Geza Vermes przedstawił w Autentycznej ewangelii Jezusa wyniki analiz prawdziwości wypowiedzi Jezusa. Analizą objął wypowiedzi Jezusa znane z ewangelii synoptycznych (oraz kilka wypowiedzi z apokryficznej Ewangelii Tomasza), zaś niemal całkowicie pominął słowa Jezusa znane z czwartej ewangelii. Niejako tłumacząc to, napisał: większość długich, bezładnych i pełnych powtórzeń mów Jezusa zawartych w Ewangelii Jana odzwierciedla idee autora osadzonego w nurcie hellenistycznej spekulacji filozoficznej i mistycznej (s. 15). A to oznacza - czego Vermes nie dodał - że mowy te nie odzwierciedlają autentycznego przesłania Jezusa.

>nie jest też tak, że informacja pominięta przez danego ewangelistę jest mniej ważna - np. w Ewangelii Jana nie ma opisu ustanowienia Eucharystii, mimo że jest to informacja o ogromnej wadze.

Czy Ty naprawdę nie wiesz, dlaczego u Jana nie ma opisu ustanowienia rytuału Eucharystii? Nigdy się nad tym nie zastanawiałeś? Więc wyjaśnię Ci to w kilku krótkich punktach:
a) Ostatnia Wieczerza przedstawiona przez Jana odbyła się nie w paschę - tak jak przedstawiają to synoptycy i Paweł - lecz dobę wcześniej. Spożyty w czasie tej wieczerzy posiłek nie był zatem posiłkiem paschalnym (nie był żydowskim sederem).
b) Jeśli przyjąć chronologię zdarzeń podaną przez Jana - a wszystko wskazuje na to, iż rację w tej kwestii miał Jan - to Jezus nie mógł wziąć udziału w sederze paschalnym, bo już wtedy nie żył. Został bowiem ukrzyżowany w dniu poprzedzającym paschę.
c) Łamanie chleba i picie kielicha wina (Mk, Mt, Łk) zastępują żydowską ofiarę z baranków paschalnych zabijanych masowo w przeddzień święta wyzwolenia, zaś połączone z piciem wina słowa Jezusa - rzekomo wypowiedziane przez niego podczas wieczerzy - nawiązują do błogosławieństwa po czwartym i ostatnim kielichu wina podczas sederu.
Ponieważ według Jana ostatni posiłek spożyty przez Jezusa z uczniami nie był zwyczajowym sederem, więc Jan słów tych nie mógł włożyć Jezusowi w usta.
d) Inicjatorem Wieczerzy Pańskiej był Paweł, a nie Jezus. Tylko u Pawła, w czasie rzekomego sederu, Jezus dwukrotnie wypowiada słowa ustanawiające zwyczaj Eucharystii: To czyńcie na moją pamiątkę. Łukasz - jako towarzysz Pawła - wkłada Jezusowi te słowa do ust tylko raz, zaś u Mateusza i Marka Jezus tych słów nie wymawia.
e) Na koniec dodam, iż Jezus bynajmniej nie zamierzał ustanawiać zwyczaju Wieczerzy Pańskiej, co wynika z Mk 14, 22-25 oraz Mt 26, 26-29 (czyli z opisów wieczerzy u Marka i Mateusza).


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>J.D. Crossan zastosował metodę wielokrotnego poświadczania (niezależnych poświadczeń/atestacji) do analizy autentyczności wydarzeń (scen) oraz wypowiedzi Jezusa. Wyniki prac przedstawił w głośnej książce Historyczny Jezus. Kim był i czego nauczał.
>Omawianą scenę z Ewangelii Jana przedstawiającą Marię Magdalenę i umiłowanego pod krzyżem Jezusa zaliczył oczywiście do zespołów o pojedynczej atestacji ( przedstawiona wyłącznie w czwartej ewangelii) oraz uznał ją za nieautentyczną (zob. s. 464).
>Analogicznie do nieautentycznych Crossan zaliczył przeważającą ilość wydarzeń z Ewangelii Jana posiadających pojedynczą atestację (pojedyncze poświadczenie).
>Można oczywiście dyskutować nad przydatnością tej właśnie metody, można wskazywać na celowość łączenia kilku metod (jak to zrobił np. Vermes), ale wyników prac prof. Crossana lekceważyć nie można.

>>Istnieją informacje zawarte we wszystkich czterech Ewangeliach i są też takie, które można znaleźć tylko w jednej;
>Masz rację. Ewangelia Jana jest ewangelią, która przedstawia szereg scen zupełnie nieznanych synoptykom - i oczywiście odwrotnie. Większość opisanych w niej scen zdecydowanie różni się pod wieloma względami od analogicznych u synoptyków.
>Wprawdzie zarówno synoptycy, jak i Jan twierdzą, iż opisują życie i nauczanie Jezusa, ale w rzeczywistości ich ewangelie mają ze sobą niewiele wspólnego.
>Jaki tego efekt?
>J.D. Crossan większość scen opisanych przez Jana uznał za nieautentyczne. Jak widzisz, scena pod krzyżem nie jest w swej nieautentyczności osamotniona.
>Jeszcze brutalniej Crossan postąpił z wypowiedziami Jezusa znanymi z czwartej ewangelii, żadnej bowiem z nich nie zaliczył do autentycznych.

Liczba różnych teorii egzegetycznych jest ogromna. Jeżeli autor teorii zaprzecza autentyczności danego wydarzenia tylko dlatego, że nie jest ono opisane w ewangeliach synoptycznych, to byłbym skłonny uznać taką teorię za ułomną - Jan napisał swoją ewangelię później niż synoptycy i bez wątpienia znał ewangelie synoptyczne, zatem jest zupełnie zrozumiałe, że starał się opisać te ważne elementy, o których synoptycy nie wspomnieli.

>>nie jest też tak, że informacja pominięta przez danego ewangelistę jest mniej ważna - np. w Ewangelii Jana nie ma opisu ustanowienia Eucharystii, mimo że jest to informacja o ogromnej wadze.
>Czy Ty naprawdę nie wiesz, dlaczego u Jana nie ma opisu ustanowienia rytuału Eucharystii?

Nie było takiej konieczności, żeby Jan opisywał ustanowienie Eucharystii - słowa konsekracji znajdowały się w czterech wcześniejszych tekstach NT, a Eucharystia była sprawowana we wspólnotach kościelnych już od kilkudziesięciu lat.

To po pierwsze.

A po drugie: rozmawialiśmy na inny temat - podałem przykład informacji ważnej, a mimo to nieobecnej w jakiejś Ewangelii, a Ty w odpowiedzi wdajesz się w tasiemcową dygresję. Pozwól zatem, że w tym miejscu zacytuję Twoje słowa sprzed kilkunastu dni:
Cytat:
Zastanawiam się po co wrzucasz do tej dyskusji coraz to nowe wątki. Przecież w ten sposób my tej dyskusji nigdy nie skończymy.


>d) Inicjatorem Wieczerzy Pańskiej był Paweł, a nie Jezus. Tylko u Pawła, w czasie rzekomego sederu, Jezus dwukrotnie wypowiada słowa ustanawiające zwyczaj Eucharystii: To czyńcie na moją pamiątkę.

Widzę, że wchodzimy w obszar science fiction...
06-11-2011 21:01 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>J.D. Crossan zastosował metodę wielokrotnego poświadczania (niezależnych poświadczeń/atestacji) do analizy autentyczności wydarzeń (scen) oraz wypowiedzi Jezusa. [...]
>>Omawianą scenę z Ewangelii Jana przedstawiającą Marię Magdalenę i umiłowanego pod krzyżem Jezusa zaliczył oczywiście do zespołów o pojedynczej atestacji (przedstawiona wyłącznie w czwartej ewangelii) oraz uznał ją za nieautentyczną [...]
>>Analogicznie do nieautentycznych Crossan zaliczył przeważającą ilość wydarzeń z Ewangelii Jana posiadających pojedynczą atestację (pojedyncze poświadczenie).
>>Jeszcze brutalniej Crossan postąpił z wypowiedziami Jezusa znanymi z czwartej ewangelii, żadnej bowiem z nich nie zaliczył do autentycznych.
>Liczba różnych teorii egzegetycznych jest ogromna. Jeżeli autor teorii zaprzecza autentyczności danego wydarzenia tylko dlatego, że nie jest ono opisane w ewangeliach synoptycznych, to byłbym skłonny uznać taką teorię za ułomną [...]

A ja byłbym znacznie ostrożniejszy z wypowiadaniem takiego sądu.
Nie tylko Crossan uznaje scenę pod krzyżem (J 19, 25-27) za nieautentyczną. Z dużym prawdopodobieństwem za nieautentyczną uznają ją również tacy badacze katoliccy z profesorskimi tytułami, jak Willibald Bösen (Ostatni dzień Jezusa z Nazaretu, s. 353-356) oraz Uta Ranke-Heinemann (Nie i amen, s. 223-224).
Prof. Joachim Gnilka, kolejny ze znanych teologów katolickich, w książce Jezus z Nazaretu pomija scenę J 19, 25-27 w części dotyczącej "drogi krzyżowej i stracenia" (wyd. z r. 2009, s. 406-416). Na temat obecności kobiet podczas ukrzyżowania pisze jedynie:
Opis Męki wzmiankuje imiennie o kilku kobietach obecnych przy ukrzyżowaniu Jezusa. Pojawiają się przy tym różne imiona (Mk 15, 40 par.; por. 15, 47 par.; 16, 1 par.). Zawsze jednak, i to z reguły na pierwszym miejscu, wymieniana jest Maria Magdalena [...] (s. 412). I na tym koniec. Ani słowem o obecności matki Jezusa pod krzyżem.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
06-11-2011 21:04 
 Ocena 15 na 15
Andrzej.51 (15814 punktów)
>[...] Jan napisał swoją ewangelię później niż synoptycy i bez wątpienia znał ewangelie synoptyczne, zatem jest zupełnie zrozumiałe, że starał się opisać te ważne elementy, o których synoptycy nie wspomnieli.

A kto lub co upoważnia Cię do takiego stwierdzenia? To jest stwierdzenie zupełnie bezpodstawne. Rodzi się ono w głowach wyłącznie tych, którzy sami sobie - i tym, którzy w te nonsensy chcą wierzyć - pragną wytłumaczyć, dlaczego czwarta ewangelia jest tak diametralnie różna od ewangelii synoptycznych, a zdecydowanej większości opisanych w niej scen nie można w ogóle znaleźć u synoptyków.

Oczywiście można zrozumieć, że Jan chciał opisać pewne wydarzenia pominięte przez synoptyków. Nie można jednak zrozumieć, dlaczego pominął szereg ważnych wydarzeń z życia Jezusa, a tym bardziej trudno zrozumieć dlaczego nie chciał wyjaśnić wielu sprzeczności w relacjach synoptyków.

Jak zapewne wiesz, najstarsza jest ewangelia Marka, zaś późniejsze od niej to kolejno Mateusza i Łukasza oraz najmłodsza Jana. Już dawno udowodniono, że Mateusz i Łukasz znali ewangelie Marka i ochoczo z niej korzystali (oraz ze źródła Q, a ponadto każda z nich - Mt i Łk - posiada charakterystyczne jedynie dla siebie wersety).
Otóż Ewangelia Marka zawiera 666 wersetów i 12 dopisanych (Mk 16, 9-20). Ponad 60 % tych wersetów można znaleźć u Mateusza, zaś ponad 70 % u Łukasza. Zatem Mateusz i Łukasz opisywali również te wydarzenia, które znaleźli u Marka, w wielu z nich dokonali pewnych zmian, niejednokrotnie znacznych.
Dlaczego w takim razie nie miałby znacznej ilości scen powtórzyć również autor czwartej ewangelii?

Skoro uważasz, iż oczywistym jest, ze czwarty ewangelista pominął większość scen opisanych przez trzech synoptyków, zatem powinno Cię dziwić, że Łukasz i Mateusz powtarzali sceny opisane przez Marka. Nie widać jednak u Ciebie w tej kwestii zdziwienia.

O ile autor czwartej ewangelii znał wcześniejsze ewangelie synoptyczne, to bez wątpienia dostrzegał istniejące między nimi różnice w opisie wielu scen. Jeśli jeszcze dodać do tego, że autorem tym - tak przecież uparcie twierdzisz - był apostoł Jan, świadek większości wydarzeń, który jako "ulubiony uczeń" Jezusa - bo za takiego go uważasz - niewątpliwie wielokrotnie rozmawiał ze swoim mistrzem wydarzeniach z jego dzieciństwa i młodości, to tym bardziej powinien przedstawić swoją wersję wydarzeń i sprostować tym samym różnice (błędy -?) występujące u synoptyków.
Dlaczego więc tego nie zrobił?

(A) Dlaczego czwarty ewangelista nie sprostował znacznych różnic w opowieściach tzw. ewangelii dzieciństwa znanych z Mateusza i Łukasza, lecz zupełnie pominął te wydarzenia?

(B) Dlaczego nie uznał za stosowne opisać, gdzie właściwie Jezus wygłosił swe słynne Kazanie - na górze (Mt), czy na równinie (Łk)? Dlaczego nie napisał "prawdziwej" wersji tego religijnego przesłania Jezusa, bo przecież dostrzegł zapewne wyraźne różnice między wersjami Mateusza i Łukasza? Wolał milczeć, czyżby - jako naoczny świadek (?) - nie wiedział jak naprawdę było?

(C) Dlaczego nie wyjaśnił różnic w opisie ustanowienia Eucharystii podczas Wieczerzy Pańskiej, a zamiast tego opisał sobie tylko znana Ostatnią Wieczerzę, która nie była wieczerzą paschalną, a na dodatek "ukrzyżował" Jezusa dzień przed Paschą? Gdyby zatem przyjąć w tej kwestii wersję (chronologię) czwartego ewangelisty, wówczas wieczerza opisana przez synoptyków nie mogłaby się odbyć, bo Jezus już nie żył.

(D) Dlaczego nie napisał, ilu opętanych tak naprawdę Jezus uzdrowił - jednego, czy dwóch. I gdzie się to wydarzyło - w krainie Gadareńczyków, czy też Gerazeńczyków (bo to dwie różne krainy). I czy naprawdę zrobił to tak, że musiało się przy okazji utopić wielkie stado dwóch tysięcy świń?

Znasz odpowiedź na te pytania?
Tymczasem autor ewangelii opisując te sceny, które znajdują się również u synoptyków, nie dość, że nie rozwiał pewnych między nimi różnic, to jeszcze wprowadził dodatkowe, tym razem duże już sprzeczności. Tak przecież jest z opisem Ostatniej Wieczerzy oraz kilku scen z szeroko rozumianej pasji i zmartwychwstania.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>[...] Jan napisał swoją ewangelię później niż synoptycy i bez wątpienia znał ewangelie synoptyczne, zatem jest zupełnie zrozumiałe, że starał się opisać te ważne elementy, o których synoptycy nie wspomnieli.
>A kto lub co upoważnia Cię do takiego stwierdzenia? To jest stwierdzenie zupełnie bezpodstawne. Rodzi się ono w głowach wyłącznie tych, którzy sami sobie - i tym, którzy w te nonsensy chcą wierzyć - pragną wytłumaczyć, dlaczego czwarta ewangelia jest tak diametralnie różna od ewangelii synoptycznych, a zdecydowanej większości opisanych w niej scen nie można w ogóle znaleźć u synoptyków.

Daj spokój z tą retoryką. Przekonanie o tym, że Jan uzupełniał Ewangelie synoptyczne panowało co najmniej od Euzebiusza z Cezarei (Historia kościelna 3,24; 4,14).

>Skoro uważasz, iż oczywistym jest, ze czwarty ewangelista pominął większość scen opisanych przez trzech synoptyków, zatem powinno Cię dziwić, że Łukasz i Mateusz powtarzali sceny opisane przez Marka. Nie widać jednak u Ciebie w tej kwestii zdziwienia.

Każda z Ewangelii miała swój specyficzny cel i grupę odbiorców - stąd różnice i podobieństwa pomiędzy Ewangeliami; pisałem już o tym we wcześniejszych postach.

>Jeśli jeszcze dodać do tego, że autorem tym - tak przecież uparcie twierdzisz - był apostoł Jan, świadek większości wydarzeń, który jako "ulubiony uczeń" Jezusa - bo za takiego go uważasz - niewątpliwie wielokrotnie rozmawiał ze swoim mistrzem wydarzeniach z jego dzieciństwa i młodości, to tym bardziej powinien przedstawić swoją wersję wydarzeń i sprostować tym samym różnice (błędy -?) występujące u synoptyków.

Fantazjujesz.
Jeszcze raz przypomnę to, o czym już pisałem:

Cytat:

Wiele elementów nauczania Jezusa jest przedstawionych przez Jana pod innym kątem, w innych aspektach niż przez synoptyków. O królestwie Bożym jest u Jana tylko jedna wzmianka. W nauczaniu moralnym wyeksponowana jest miłość. Przemówienia związane z cudami nie zawsze odtwarzają dokładne brzmienie słów Jezusa, lecz zawierają elementy popaschalnej refleksji Kościoła. Cel swojej Ewangelii określił Jan w następujący sposób: I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego. (J 20, 30-31) Dla osiągnięcia tego celu nie było potrzebne spisywanie wszystkich czynów i słów Jezusa - Ewangelia Jana podaje tylko kilka wybranych i najbardziej charakterystycznych cudów oraz tylko kilka związanych z tymi cudami przemówień. Wszystko inne zostało pominięte.
06-11-2011 21:07 
 Ocena 13 na 13
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>nie jest też tak, że informacja pominięta przez danego ewangelistę jest mniej ważna - np. w Ewangelii Jana nie ma opisu ustanowienia Eucharystii, mimo że jest to informacja o ogromnej wadze.

Przecież napisałem już, dlaczego Jan nie opisał ustanowienia Eucharystii podczas Ostatniej Wieczerzy. Właśnie do tej mojej wypowiedzi się odniosłeś, lecz sprytnie pominąłeś to, co na ten temat napisałem.
Nie wiesz co odpisać? Nie potrafisz sam przed sobą się przyznać, że uciekasz od faktów? Nie masz odwagi zburzyć ułudy, w której u mościłeś sobie gniazdko?

Podczas tradycyjnego sederu, wieczerzy paschalnej, po czwartym kieliszku wina gospodarz wygłaszał tradycyjne błogosławieństwo. Rzekome słowa Jezusa - ustanowienie Eucharystii - połączone z piciem wina było tego odpowiednikiem i tak zostało to przedstawione przez synoptyków. Wcześniejsze łamanie chleba odpowiadało natomiast zwyczajowi składania w ofierze baranków paschalnych.
Jan jednak nie mógł tego ustanowienia Eucharystii opisać, bo u niego wieczerza odbyła się 24 godziny wcześniej, po niej zaś nastąpiło pojmanie Jezusa i jego ukrzyżowanie.
Tak zatem według czwartego ewangelisty Jezus już nie żył w pierwszym dniu paschy, kiedy to odbyła się opisana przez synoptyków paschalna Wieczerza Pańska. W czwartej ewangelii seder paschalny już się nie odbył, bo Jezusa już nie było na tym świecie.
I to tyle - a Ty ominąłeś to, co napisałem.

>>Czy Ty naprawdę nie wiesz, dlaczego u Jana nie ma opisu ustanowienia rytuału Eucharystii?
>Nie było takiej konieczności, żeby Jan opisywał ustanowienie Eucharystii - słowa konsekracji znajdowały się w czterech wcześniejszych tekstach NT, a Eucharystia była sprawowana we wspólnotach kościelnych już od kilkudziesięciu lat.

Napisałem Ci powyżej - nie po raz pierwszy zresztą - dlaczego Jan nie opisał ustanowienia Eucharystii. Chronologia przyjęta przez niego, aczkolwiek zdecydowanie bardziej prawdopodobna pod względem historycznym, stanowi jednak pewien dość poważny teologiczny problem - w tej chronologii Ostatnia Wieczerza nie była bowiem wieczerzą paschalną.

>>d) Inicjatorem Wieczerzy Pańskiej był Paweł, a nie Jezus. Tylko u Pawła, w czasie rzekomego sederu, Jezus dwukrotnie wypowiada słowa ustanawiające zwyczaj Eucharystii: To czyńcie na moją pamiątkę.
>Widzę, że wchodzimy w obszar science fiction...

Bynajmniej ja nie wchodzę w obszar science fiction. Ty natomiast już od dawna tam jesteś - jedną nogą. Drugą zaś w krainie baśni.
Podważ to, co napisałem. Udowodnij mi, że nie mam racji.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Nie wiesz co odpisać? Nie potrafisz sam przed sobą się przyznać, że uciekasz od faktów? Nie masz odwagi zburzyć ułudy, w której u mościłeś sobie gniazdko?

Znów ta retoryka...

Analizę kwestii Ostatniej Wieczerzy można znaleźć w: J. Gnilka, Jezus z Nazaretu, 2005, s. 369-380.

>>> Inicjatorem Wieczerzy Pańskiej był Paweł, a nie Jezus.
>>Widzę, że wchodzimy w obszar science fiction...
>Bynajmniej ja nie wchodzę w obszar science fiction. Ty natomiast już od dawna tam jesteś - jedną nogą. Drugą zaś w krainie baśni.
>Podważ to, co napisałem.

Na razie nie ma co podważać - przedstaw "dowód" swojej fantastycznej tezy, to dopiero wtedy będę mógł ten "dowód" podważyć.
21-10-2011 13:29 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Ewangelie są tekstami bardzo zwartymi - to nie są wielotomowe kroniki, w których odnotowano wszystkie ważne wydarzenia. Ponadto należy wziąć pod uwagę fakt, że każda z Ewangelii powstała w innym kontekście i była skierowana do nieco innej grupy odbiorców - stąd wynikają różnice co do zbioru przekazywanych informacji, nawet bardzo istotnych.

Ponieważ nikt jeszcze nie wytłumaczył kolosalnych różnic w opisie wielu zdarzeń, występujących pomiędzy czwartą ewangelią a ewangeliami synoptycznymi (no bo jak je wytłumaczyć?), więc wytłumaczenie, które podajesz, jest niczym innym, jak przysłowiowym łapaniem brzytwy przez tonącego. W każdym bądź razie nie jesteś pierwszym ani ostatnim, który w tym akurat miejscu tej brzytwy się łapie.

>A zatem synoptycy mogli nie napisać o obecności Matki Jezusa pod krzyżem;

Każdy jest w stanie zrozumieć, że w jakiejś ewangelii brak jest niektórych mniej istotnych zdarzeń czy tez słów Jezusa, pomimo iż zostały opisane w którejkolwiek z pozostałych.
Nie może być jednak w tej kwestii zgody odnośnie ważnych zdarzeń, a do takich bez wątpienia należy zaliczyć kwestię obecności matki Jezusa pod krzyżem. Jeśli przyjąć, iż Maria była obecna pod krzyżem, to nie można zrozumieć dlaczego pominęli to synoptycy. Przecież właśnie oni powinni o tym napisać, bo głównie w ich ewangeliach znajdują się przekazy o mało eleganckim odnoszeniu się Jezusa do swej matki (i reszty rodziny również). Zatem przytoczenie przez nich tej sceny, a nawet silne jej uwypuklenie, zatarłoby niekorzystne wrażenie, które pozastawiają sceny opisujące stosunek Jezusa do matki. Dlaczego więc tego nie zrobili?

Czy nadal sądzisz, iż powodem pominięcia tej sceny przez synoptyków było adresowanie ich ewangelii do innych grup odbiorców, niż miało to miejsce w przypadku czwartej ewangelii. Czy tym innym grupom odbiorców synoptycy musieli z jakichś powodów przedstawić sceny opisujące złe relacje pomiędzy Jezusem a matka, a nie uznali za stosowne poinformować ich, że na krzyżu Jezus wreszcie zmienił swój zły stosunek do własnej matki?
Czy potrafisz wskazać te różnice pomiędzy odbiorcami ewangelii synoptycznych a odbiorcami ewangelii Jana, które ten fakt uzasadniają?

>istotne jest to, że ich opisy nie wykluczają tej obecności.

Niewątpliwie brak u synoptyków sceny przedstawiającej Marię i umiłowanego ucznia pod krzyżem Jezusa nie wyklucza autentyczności tej sceny.
Ale w związku z tym brak sceny opisującej zawarcie związku małżeńskiego pomiędzy Jezusem a Marią Magdaleną, czy też brak scen opisujących ich szczęśliwe pożycie małżeńskie, oczywiście w otoczeniu licznej gromadki dzieci, nie wyklucza historyczności tych wydarzeń.
Czy to właśnie chciałeś napisać?

>>(2) W czasie ukrzyżowania Jezusa Maria miała co najmniej 55 lat, była zatem znacznie starsza od przeciętnej izraelskiej kobiety, a na dodatek mieszkała w Nazarecie odległym od Jerozolimy o co najmniej 120÷130 km górzystej, uciążliwej i wyjątkowo niebezpiecznej drogi. Dla kobiety w tym wieku podróż z Nazaretu do Jerozolimy wydaje się co najmniej trudna do zrealizowania.
>>Nie wiemy ponadto, kto i z czyjej inspiracji powiadomił ją o mającym nastąpić ukrzyżowaniu.
>A skąd wiadomo, że nie przebywała wtedy w Jerozolimie?

A skąd wiadomo, że mieszkała w Jerozolimie?
Maria była mieszkanką Nazaretu. Żadna z ewangelii nie informuje, by kiedykolwiek zmieniła miejsce zamieszkania i przeprowadziła się do Jerozolimy, bądź w jej okolice. Niewątpliwie nie wynika z tego, by Maria nie zmieniła nigdy adresu zamieszkania, nie wynika też, że zmieniła, niekoniecznie zresztą do Jerozolimy.
Jeśli jednak brak jest informacji o jej ewentualnej przeprowadzce, to nie można ignorować argumentu, który przytoczyłem, lecz zapisać go po stronie tych, które podważają możliwość obecności Marii pod krzyżem jej syna.
Brak informacji o przeprowadzce Marii do Jerozolimy nie może przemawiać za taką przeprowadzką. Twoje "gdybanie" i pobożne życzenie, że Maria była mieszkanką Jerozolimy, nie są w stanie do tej Jerozolimy ją przeprowadzić.

>>(3) W ewangeliach synoptycznych znajomi Jezusa przypatrują się ukrzyżowaniu z daleka (Mk 15, 40-41; Mt 27, 55-56 i Łk 23, 49), w Ewangelii Jana natomiast znajdują się bezpośrednio pod krzyżem (J 19, 25-27) i to na tyle blisko, by konający Jezus mógł z nimi rozmawiać.
>>Wśród tych osób przypatrujących się egzekucji była m.in. Maria Magdalena. Według Mateusza i Marka stała ona zatem z daleka od krzyża (Łukasz nie wymienia imiennie tych osób), według Jana zaś - pod krzyżem. Jak to możliwe?
>Jezus umierał na krzyżu przez wiele godzin. Być może na początku agonii te osoby stały dalej od krzyża, a później - bliżej.

A później może znowu dalej od krzyża? Widzę, że się pogubiłeś i już nie wiesz, co pisać.

W tym punkcie napisałem również:
>>Ale pod krzyżem stać nie mogli, gdyż żołnierze rzymscy pilnujący ukrzyżowania raczej nikomu nie pozwoliliby się tak zbliżyć do miejsca ukrzyżowania
co Ty przeoczyłeś.
Wyjaśniam zatem, iż ten akurat argument zaczerpnąłem m.in. z książki badacza katolickiego Willibalda Bösena zatytułowanej Ostatni dzień Jezusa z Nazaretu, wyd. Ossoloneum, Wrocław 2002, str. 354. W kwestii tej Bösen powołuje się na znanego badacza niemieckiego księdza Rudolfa Schnackenburga pisząc, iż ten potwierdza słuszność powyższego argumentu, pomimo iż "próbuje ratować tę scenę pod względem historycznym".


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Ponieważ nikt jeszcze nie wytłumaczył kolosalnych różnic w opisie wielu zdarzeń, występujących pomiędzy czwartą ewangelią a ewangeliami synoptycznymi (no bo jak je wytłumaczyć?), więc wytłumaczenie, które podajesz, jest niczym innym, jak przysłowiowym łapaniem brzytwy przez tonącego. W każdym bądź razie nie jesteś pierwszym ani ostatnim, który w tym akurat miejscu tej brzytwy się łapie.

Twoje uwagi o "brzytwie" i "kolosalnych różnicach" nie są dla mnie jasne - lepiej rozmawiajmy o konkretach.

>>A zatem synoptycy mogli nie napisać o obecności Matki Jezusa pod krzyżem;
>Każdy jest w stanie zrozumieć, że w jakiejś ewangelii brak jest niektórych mniej istotnych zdarzeń czy tez słów Jezusa, pomimo iż zostały opisane w którejkolwiek z pozostałych.
>Nie może być jednak w tej kwestii zgody odnośnie ważnych zdarzeń, a do takich bez wątpienia należy zaliczyć kwestię obecności matki Jezusa pod krzyżem. Jeśli przyjąć, iż Maria była obecna pod krzyżem, to nie można zrozumieć dlaczego pominęli to synoptycy.

Jeszcze raz powtórzę: oczywiście nie wszystkie ważne wydarzenia są wymienione we wszystkich Ewangeliach. Np. Jan nie napisał o przemienieniu na górze Tabor czy o wielu cudach opisanych przez synoptyków; z kolei synoptycy nie opisali cudu w Kanie Galilejskiej czy wskrzeszenia Łazarza - mogli więc nie napisać też o obecności Maryi pod krzyżem.

>>>(2) W czasie ukrzyżowania Jezusa Maria miała co najmniej 55 lat, była zatem znacznie starsza od przeciętnej izraelskiej kobiety, a na dodatek mieszkała w Nazarecie odległym od Jerozolimy o co najmniej 120÷130 km górzystej, uciążliwej i wyjątkowo niebezpiecznej drogi. Dla kobiety w tym wieku podróż z Nazaretu do Jerozolimy wydaje się co najmniej trudna do zrealizowania.
>>>Nie wiemy ponadto, kto i z czyjej inspiracji powiadomił ją o mającym nastąpić ukrzyżowaniu.
>>A skąd wiadomo, że nie przebywała wtedy w Jerozolimie?
>A skąd wiadomo, że mieszkała w Jerozolimie?
>Maria była mieszkanką Nazaretu. Żadna z ewangelii nie informuje, by kiedykolwiek zmieniła miejsce zamieszkania i przeprowadziła się do Jerozolimy, bądź w jej okolice. Niewątpliwie nie wynika z tego, by Maria nie zmieniła nigdy adresu zamieszkania, nie wynika też, że zmieniła, niekoniecznie zresztą do Jerozolimy.

Popełniłeś błąd: o obecności Maryi w Jerozolimie mówią Dzieje Apostolskie (Dz 1, 14).
12-11-2011 02:45 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Ponieważ nikt jeszcze nie wytłumaczył kolosalnych różnic w opisie wielu zdarzeń, występujących pomiędzy czwartą ewangelią a ewangeliami synoptycznymi (no bo jak je wytłumaczyć?), więc wytłumaczenie, które podajesz, jest niczym innym, jak przysłowiowym łapaniem brzytwy przez tonącego. W każdym bądź razie nie jesteś pierwszym ani ostatnim, który w tym akurat miejscu tej brzytwy się łapie.
>Twoje uwagi o "brzytwie" i "kolosalnych różnicach" nie są dla mnie jasne - lepiej rozmawiajmy o konkretach.

Po raz kolejny unikasz odpowiedzi sugerując, że moje wypowiedzi nie są dla Ciebie jasne. A cóż tu jest niejasne?
Czyżbyś naprawdę nie dostrzegał znacznych różnic w opisie wielu wydarzeń przez synoptyków i Jana? Czyżbyś nie zdawał sobie sprawy z tego, że różnice te są tak wielkie, iż w wielu przypadkach uzasadnione jest stwierdzenie, że jeśli racje maja synoptycy, to nie może jej mieć Jan - i oczywiście vice versa.
Skoro chcesz, byśmy porozmawiali o konkretach, więc porozmawiajmy.

Nie mogą mieć równocześnie racji i synoptycy, i Jan, skoro ci pierwsi ustalają, że publiczna działalność publiczna Jezusa trwała nie dłużej niż jeden rok, podczas gdy Jan wydłuża ją na dwa do trzech lat.
Nie mogą mieć równocześnie racji i synoptycy, i Jan, jeśli według Jana Ostatnia Wieczerza odbyła się przed świętem Paschy, zaś synoptycy przedstawiają ją jako tzw. seder, ucztę paschalną.
Nie mogą mieć równocześnie racji i synoptycy, i Jan, skoro Jan datuje ukrzyżowanie Jezusa na dzień przed świętem Paschy, zaś według synoptyków ciąg wydarzeń prowadzących do ukrzyżowania Jezusa rozpoczął się w dniu 15 nissan, czyli w dniu Paschy.
Wyciągnij teraz wniosek z tego, co napisałem powyżej: jeśli uznamy, że rację miał Jan opisując ukrzyżowanie Jezusa na dzień 14 nissan, to musimy stwierdzić, że Jezus nie mógł uczestniczyć w paschalnym sederze opisanym przez synoptyków, gdyż w tym czasie już nie żył.

Porozmawiajmy dalej o konkretach - tak bardzo przecież tego chcesz - i popatrzmy na różnice w przypisywanej Jezusowi mowie ustanawiającej rytuał Eucharystii.
Powiedz zatem, kto ma rację:
-- czy rację ma Paweł, według którego Jezus dwukrotnie wymówił polecenie "To czyńcie na moją pamiątkę", pierwszy raz przy obrzędzie dzielenia chleba i drugi raz przy obrzędzie picia wina;
-- czy rację ma może Łukasz, według którego Jezus wprawdzie wymawia ww. polecenie, ale wyłącznie w odniesieniu do obrzędu dzielenia chleba;
-- a może rację mają Marek i Mateusz, którzy nie wspominają tego Jezusowego polecenia;
-- a może wreszcie rację ma Jan, który - podobnie jak Mk i Mt - nie zamieścił również słów ustanawiających rytuał Eucharystii, ale też wieczerza w jego ewangelii nie jest przecież paschalnym sederem.

Podobna analizę można przeprowadzić wokół słów Jezusa: "To jest ciało moje [chleb], które za was będzie wydane" oraz "To jest krew moja [wino], która za was będzie wylana (na odpuszczenie grzechów)".
Przeczytaj dokładnie wszystkie opowiadania o Ostatniej Wieczerzy, a dostrzeżesz wyraźne różnice.

Ustanowił zatem Jezus Eucharystię, czy też nie? Wypowiedział dwukrotnie polecenie "To czyńcie na moją pamiątkę", czy też tylko raz? A może tych słów Jezus nigdy nie wypowiedział?

Tylko u Pawła Jezus dwukrotnie wymawia to polecenie. Ale on jedynie opisał zwyczaj istniejący w środowisku judeochrześcijan. W chronologicznie późniejszych księgach NT, czyli w ewangeliach, widoczne są już wyraźne odstępstwa od tego, co napisał Paweł. Tylko w Ewangelii Łukasza można dostrzec pewne podobieństwa do relacji Pawła, ale i tu Jezus wymawia owo polecenie tylko raz. Wiele też wskazuje na to, że u Łukasza słowa te mogą stanowić późniejsze uzupełnienia wzorowane na wcześniejszej relacji Pawła z Pierwszego Listu do Koryntian. Jak podaje Deschner, w wielu starych rękopisach Ewangelii Łukasza tego polecenia nie ma (I znowu zapiał kur, t. I, s. 349).

Twierdzisz, że różnice w ewangeliach dotyczą wyłącznie spraw drugorzędnych i nie dotyczą prawd wiary. Tym samym uznajesz, że ustanowienie Eucharystii jest sprawą drugorzędną i nie dotyczy prawd wiary. Czyżby zatem według Ciebie uroczysta celebracja Ostatniej Wieczerzy, stanowiąca kulminacyjny moment każdej kościelnej mszy, była jedynie rytuałem o drugorzędnym znaczeniu?
Jak na chrześcijanina dość oryginalne masz poglądy.

I jeszcze jedno. Chrześcijanie twierdzą - a i Ty zapewne tak uważasz - że Nowy Testament jest natchnionym dziełem bożym, w którym słowo po słowie powstało z boskiej inspiracji. Jak zatem wytłumaczyć, że owo natchnione dzieło boże pełne jest różniących się między sobą opisów tych samych zdarzeń, a różnice te są niekiedy tak duże, że kolejne opisy wzajemnie się wykluczają. Czy możliwe jest, aby Bóg czy też Duch Święty w jego imieniu tak natchnął autorów poszczególnych ksiąg, że ich relacje okazały się wzajemnie sprzeczne.

Przykład tych różnic i sprzeczności przedstawiłem Ci powyżej w oparciu o opisy Ostatniej Wieczerzy oraz pewnych wydarzeń związanych z ukrzyżowaniem Jezusa. Oczywiście to, co na ten temat napisałem nie wyczerpuje ogromnej skali tego zagadnienia.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Czyżbyś naprawdę nie dostrzegał znacznych różnic w opisie wielu wydarzeń przez synoptyków i Jana? Czyżbyś nie zdawał sobie sprawy z tego, że różnice te są tak wielkie, iż w wielu przypadkach uzasadnione jest stwierdzenie, że jeśli racje maja synoptycy, to nie może jej mieć Jan - i oczywiście vice versa.

O tym już sobie powiedzieliśmy co najmniej pięć razy. Tym razem nie będę się powtarzał - odpowiedź znajdziesz w moich poprzednich postach.

>Chrześcijanie twierdzą - a i Ty zapewne tak uważasz - że Nowy Testament jest natchnionym dziełem bożym, w którym słowo po słowie powstało z boskiej inspiracji.

A to już jest kompletna bzdura! Sądziłem, że masz większą wiedzę o tym, co Kościół mówi o Piśmie Świętym. Pogląd, że Bóg "dyktował Pismo Święte słowo po słowie" (tzw. "teoria natchnienia wyrazowego"), funkcjonuje jedynie w niektórych wspólnotach protestanckich. Jeśli chciałbyś się dowiedzieć, co Kościół ma do powiedzenia na ten temat, odsyłam do soborowej konstytucji Dei Verbum, p. 11-13.
14-11-2011 09:13 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A to już jest kompletna bzdura! Sądziłem, że masz większą wiedzę o tym, co Kościół mówi o Piśmie Świętym.
A to już jest kompletna bzdura!
Dlaczego człowiek świecki musi wiedzieć, jak w danej sprawie wypowiada się "Rzym"?
Wiem, że najczęściej nasz poziom wiedzy o Kościele jest równy katolickim uczonym. Tylko proszę wziąć pod uwagę, że choć możemy sporo wiedzieć, to wcale nie musimy.
Przecież Pan tu jest na warcie i w służbie ewangelizacji.

>Jeśli chciałbyś się dowiedzieć, co Kościół ma do powiedzenia na ten temat, odsyłam do soborowej konstytucji Dei Verbum, p. 11-13.
Myślę, że Pan Andrzej - tak samo jak ja - dobrze o tym wie, ale szkoda, że o tym nie wie większość proboszczów. Nie mówiąc już o księżach katechetach. Proszę posłuchać tego co klepią na kazaniach lub sobie poczytać księże mądrości na fideistycznych forach.

Bóg Kowalskiej i Bóg z Castel Gandolfo, to dwóch zupełnie różnych bogów, a Pan sobie wybiera tego, który w danym momencie dla Pana jest wygodniejszym.

Miłego dnia.

@@@
.
15-11-2011 16:36 
 Ocena-1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Myślę, że Pan Andrzej - tak samo jak ja - dobrze o tym wie,

Skoro wie, to dlaczego imputuje mi ten pogląd? Zresztą cała jego argumentacja, oparta na różnicach pomiędzy Ewangeliami, to polemika z domniemanym wyznawcą teorii "natchnienia wyrazowego".
15-11-2011 18:47 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>Myślę, że Pan Andrzej - tak samo jak ja - dobrze o tym wie,
>Skoro wie, to dlaczego imputuje mi ten pogląd? Zresztą cała jego argumentacja, oparta na różnicach pomiędzy Ewangeliami, to polemika z domniemanym wyznawcą teorii "natchnienia wyrazowego".

Język teologów jest szczytem mętności, ale Pan potrafi jeszcze bardziej tu zamącić.
Myślę, iż najlepiej, aby każdy sobie sam wyrobił sobie zdanie. Podrzucam trochę materiału:

Feliks Koneczny

"Cywilizacja żydowska"

Nie uwzględniając tego, "niejednokrotnie dawniej o Piśmie Świętym i jego natchnieniu wypowiadano zbyt przesadne zdania. Głoszono, ze Pismo Święte jest słowem Bożym w ścisłym znaczeniu, to jest objawieniem, że wszystko bez wyjątku jest w nim nauka Boża podyktowana pisarzom biblijnym; utrzymywano, ze Bóg jest jedynym i właściwym autorem ksiąg świętych, ludzie zaś autorowie byli tylko ślepym i bierny narzędziem w reku Boga. Temu Kościół stanowczo przeczy i dla wielu powodów nie przyjmuje tak zwanego natchnienia wyrazowego. ,"Słowa dyktowane przez Ducha Świętego - odnosi sobór trydencki tylko do tradycji apostolskich, pod wpływem dyktanda Ducha Świętego otrzymanych; a zatem nie można tych słów tak ścieśniać, by uczyć, ze Pismo święte w tym sensie od Boga pochodzi, jakoby każde poszczególne słowo zostało podyktowane przez Boga.
Sobór trydencki rzekł, ze księgi Pisma Świętego, a wiec także Starego Zakonu "powstały pod dyktandem Ducha Świętego". Vulgata zaś "jest autentyczna, ale nie inspirowana.

Wyjaśniając zaś tezę, soboru watykańskiego, która brzmi: Spiriti sanctoinspirante conscripti (libri). Deum habent auctorem - zwraca uwagę znakomity biblista, jako "można być autorem jakiejś książki, a niekoniecznie jej inspiratorem... Księgi Święte nie dlatego są natchnione, ze Bóg jest ich autorem, ale raczej dlatego twierdzimy, ze Bóg jest ich autorem, gdyż jest ich inspiratorem. Podobnież zrozumieć należy, ze co innego natchnienie, a co innego objawienie. "Nie wszystkie prawdy zawarte w księgach świętych były w ścisłym znaczeniu objawione autorom, jakkolwiek wszystkie są natchnione. Według nauki Kościoła "wpływ Boży nie wykluczał u autorów pobudek ludzkich, czysto przyrodzonych". Sami tez oni zaznaczają nieraz, ze "to o czym piszą, poznali z własnego doświadczenia, ze świadectw lub dokumentów pisanych, a wiec nie z objawienia.

I tak zupełnie do Pana

Nadto zważyć należy, jako "bezwzględna prawdziwość Pisma Świętego rozumiana jest w tekście oryginalnym, nieskażonych odpisach i wiernych przekładach." Kościół rozumie i wie, ze czas wyrył swe piętno na tekście i brzmieniu Biblii, że żadna z obecnych jej postaci nie zawiera tekstu zupełnie identycznego z tekstem, jaki istniał w autografach. Toteż wobec tekstów Biblii nie tylko dopuszczalna jest cala skala metod tzw. krytyki źródeł, znana filologom i historykom, ale Kościół sam ja propaguje, a wydziały teologiczne oprawiają ja systematycznie.

Dei Verbum
Dlatego Synod zalecił «pomaganie wiernym we właściwym rozróżnianiu słowa Bożego i objawień prywatnych», których rolą «nie jest (...) "uzupełnianie" ostatecznego Objawienia Chrystusa, lecz pomaganie w pełniejszym przeżywaniu go w jakiejś epoce historycznej». Wartość objawień prywatnych różni się zasadniczo od jedynego Objawienia publicznego: to ostatnie wymaga naszej wiary; w nim bowiem ludzkimi słowami i za pośrednictwem żywej wspólnoty Kościoła przemawia do nas sam Bóg. Kryterium prawdziwości objawienia prywatnego jest jego ukierunkowanie ku samemu Chrystusowi. Jeśli oddala nas ono od Niego, z pewnością nie pochodzi od Ducha Świętego, który jest naszym przewodnikiem po Ewangelii, a nie poza nią.
Objawienie prywatne wspomaga wiarę i jest wiarygodne właśnie przez to, że odsyła do jedynego Objawienia publicznego. Stąd kościelna aprobata objawienia prywatnego zasadniczo mówi, że dane przesłanie nie zawiera treści sprzecznych z wiarą i dobrymi obyczajami; wolno je ogłosić, a wierni mogą przyjąć je w roztropny sposób. Objawienie prywatne może wnieść nowe aspekty, przyczynić się do powstania nowych form pobożności lub do pogłębienia już istniejących. Może mieć ono pewien charakter prorocki (por. 1 Tes 5, 19-21) i skutecznie pomagać w lepszym rozumieniu i przeżywaniu Ewangelii w obecnej epoce; dlatego nie należy go lekceważyć. Jest to pomoc, którą otrzymujemy, ale nie mamy obowiązku z niej korzystać. W każdym razie musi ono być pokarmem dla wiary, nadziei i miłości, które są dla każdego niezmienną drogą zbawienia.

Tak więc słowo Boże wyraża się ludzkimi słowami dzięki działaniu Ducha Świętego. Misja Syna oraz misja Ducha Świętego są nierozłączne i stanowią jedyną ekonomię zbawienia. Ten sam Duch, który działa we wcieleniu Słowa w łonie Dziewicy Maryi, kieruje także Jezusem podczas całej Jego misji i zostaje obiecany uczniom. Ten
sam Duch, który mówił przez proroków, wspiera i inspiruje Kościół w dziele głoszenia słowa Bożego i w przepowiadaniu Apostołów; ostatecznie to ten sam Duch, który natchnął autorów świętych Pism.


Miłego dnia i ciekawych refleksji.

@@@
.
16-11-2011 12:38 
 Ocena 2 na 2
sable (465 punktów)
>I tak zupełnie do Pana (dotyczy mbielecki)
Kościół rozumie i wie, ze czas wyrył swe piętno na tekście i brzmieniu Biblii, że żadna z obecnych jej postaci nie zawiera tekstu zupełnie identycznego z tekstem, jaki istniał w autografach. Toteż wobec tekstów Biblii nie tylko dopuszczalna jest cala skala metod tzw. krytyki źródeł, znana filologom i historykom, ale Kościół sam ja propaguje, a wydziały teologiczne oprawiają ja systematycznie. [/color]

Szanowny Panie Andrzeju Bogusławski!
To jest odpowiedź godna Mistrza. Dziękuję i gratuluję.
15-11-2011 16:45 
 0 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Twierdzisz, że różnice w ewangeliach dotyczą wyłącznie spraw drugorzędnych i nie dotyczą prawd wiary. Tym samym uznajesz, że ustanowienie Eucharystii jest sprawą drugorzędną i nie dotyczy prawd wiary. Czyżby zatem według Ciebie uroczysta celebracja Ostatniej Wieczerzy, stanowiąca kulminacyjny moment każdej kościelnej mszy, była jedynie rytuałem o drugorzędnym znaczeniu?
>Jak na chrześcijanina dość oryginalne masz poglądy.

No i po co ta demagogia? Prawdą wiary jest obecność Boga w Eucharystii - w tym zakresie nie ma różnic w pismach Nowego Testamentu. Natomiast trzeciorzędne różnice, o których piszesz, nie stanowią prawd wiary.
15-11-2011 17:18 
 Ocena 2 na 2
sable (465 punktów)
Nie wiem, panie mbielecki, czy pan zauważył, że kilka dni temu pan Andrzej51 już się z panem pożegnał.
Od tamtej pory rozmawia pan sam ze sobą. To żenujące.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Andrzej51 wysyłał do mnie wiele obszernych maili jednocześnie, odpowiadając zwykle po tygodniu lub nawet później. Przy tym sposobie dyskutowania można przeoczyć fakt, że ktoś już postanowił skończyć. Ale już zauważyłem, że się pożegnał i nie zamierzam kontynuować tej dyskusji, mimo że wiele jej wątków pozostało otwartych.

Ponieważ moje podziękowania za dyskusję być może nie dotrą do Andrzeja51, kieruję je na ręce jego sekundantki.
12-11-2011 02:49 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Każdy jest w stanie zrozumieć, że w jakiejś ewangelii brak jest niektórych mniej istotnych zdarzeń czy tez słów Jezusa, pomimo iż zostały opisane w którejkolwiek z pozostałych.
>>Nie może być jednak w tej kwestii zgody odnośnie ważnych zdarzeń, a do takich bez wątpienia należy zaliczyć kwestię obecności matki Jezusa pod krzyżem. Jeśli przyjąć, iż Maria była obecna pod krzyżem, to nie można zrozumieć dlaczego pominęli to synoptycy.
>Jeszcze raz powtórzę: oczywiście nie wszystkie ważne wydarzenia są wymienione we wszystkich Ewangeliach. Np. Jan nie napisał o przemienieniu na górze Tabor czy o wielu cudach opisanych przez synoptyków; z kolei synoptycy nie opisali cudu w Kanie Galilejskiej czy wskrzeszenia Łazarza - mogli więc nie napisać też o obecności Maryi pod krzyżem.

W jednej z wcześniejszych wypowiedzi napisałeś również, że
>należy wziąć pod uwagę fakt, że każda z Ewangelii powstała w innym kontekście i była skierowana do nieco innej grupy odbiorców - stąd wynikają różnice co do zbioru przekazywanych informacji, nawet bardzo istotnych.

Wytłumacz mi zatem, czym kierowali się np. synoptycy pomijając w swych ewangeliach pewne wydarzenia, które z kolei przedstawił Jan - i odwrotnie: dlaczego Jan pominął wiele spośród scen opisanych przez synoptyków? Na jakiej podstawie zakładali oni, że niektóre wydarzenia będą interesować tych, do których adresowali swe księgi, a pewne inne wydarzenia nie będą ich interesować?
Przejdźmy do konkretów:

Dlaczego synoptycy uznali, że czytelników ich ksiąg nie będzie interesować opis wesela w Kanie Galilejskiej? Przecież podczas tego wesela Jezus dokonał swego pierwszego cudu (zob. J 2, 11), tym bardziej zatem synoptycy powinni ten właśnie cud opisać w pierwszej kolejności. Skąd mogli wiedzieć, że wiele lat po nich Jan opisze wydarzenia na weselu w Kanie?
Przez analogie należy postawić pytanie na jakiej podstawie Jan przyjął, że czytelnicy jego ewangelii powinni tę akurat opowieść poznać?

Dlaczego synoptycy nie uznali za stosowne, czy wręcz konieczne, poinformować o obecności Marii pod krzyżem jej syna? Na jakiej podstawie uznali za celowe przekazanie, że ukrzyżowaniu przyglądało się kilka niewiast, w tym Maria Magdalena, z której Jezus wypędził siedem demonów, a nie uznali za celowe poinformować, że również Maria była tam obecna? Dlaczego uznali, że czytelnicy ich ksiąg nie będą zainteresowani informacjami o Marii? Dlaczego nie napisał o tym nawet Łukasz, który przez niektórych teologów nazywany jest nawet przyjacielem Marii?
Czym różnili się odbiorcy czwartej ewangelii od tych, do których synoptycy kierowali swe księgi, że Jan zdecydował się poinformować ich o obecności Marii pod krzyżem?

Analogiczne pytania należy formułować w odniesieniu do tak ważnych wydarzeń, jak przykładowo:
-- zwiastowanie i cudowne poczęcie Jezusa przez Marie, o czym nie wspomniał nie tylko Jan, ale również Marek, autor najstarszej ewangelii;
-- Ostatnia Wieczerza paschalna, o której nie wspomniał Jan;
-- wskrzeszenie Łazarza, o którym z kolei tylko Jan poinformował;
-- ochrzczenie Jezusa przez Jana Chrzciciela, które opisali synoptycy, a pominął autor czwartej ewangelii;
-- incydent z kobietą przyłapaną na cudzołóstwie, który pominęli synoptycy.

>>Maria była mieszkanką Nazaretu. Żadna z ewangelii nie informuje, by kiedykolwiek zmieniła miejsce zamieszkania i przeprowadziła się do Jerozolimy, bądź w jej okolice. Niewątpliwie nie wynika z tego, by Maria nie zmieniła nigdy adresu zamieszkania, nie wynika też, że zmieniła, niekoniecznie zresztą do Jerozolimy.
>Popełniłeś błąd: o obecności Maryi w Jerozolimie mówią Dzieje Apostolskie (Dz 1, 14).

Nie popełniłem żadnego błędu.
Napisałem, że żadna z ewangelii nie poinformowała, jakoby Maria przeprowadziła się z Nazaretu do Jerozolimy, bo jest to prawda.
Faktem jest, że w Dziejach Apostolskich znajduje się informacja, że w okresie pomiędzy Wielkanocą a Zielonymi Świątkami (okres pięćdziesięciu dni) Maria przebywała w Jerozolimie w jakimś domu wraz z apostołami i braćmi Jezusa. Nie wiadomo kto był właścicielem tego domu (istnieją pewne na ten temat spekulacje), od kiedy Maria się tam znajdowała i kiedy (jeśli w ogóle) z tego domu się wyprowadziła. Zresztą po tej scenie Maria definitywnie znika z kart NT.
Ale to wszystko działo się już po ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu Jezusa. Moje zaś wątpliwości odnośnie pobytu Marii w Jerozolimie dotyczyły sceny ukrzyżowania. Na czym zatem według Ciebie polegał mój błąd?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Na temat kwestii podobieństw i różnic pomiędzy Ewangeliami pisałem Ci wielokrotnie, zatem przypominam:

Cytat:
Najpierw o podobieństwach: wszystkie Ewangelie mają ten sam układ opowiadania o czynach i nauczaniu Jezusa; wszystkie przedstawiają tę samą istotę nauczania Jezusa; we wszystkich Jezus jest zarówno człowiekiem, jak i Bogiem.

Bez wątpienia Jan znał te tradycje, z których czerpali synoptycy, stąd wynikają opuszczenia pewnych faktów w Ewangelii Jana, np. opuszczenie ustanowienia Eucharystii w czasie Ostatniej Wieczerzy. W niektórych przypadkach Jan precyzował to, co podali synoptycy, np. trzy lata publicznej działalności Jezusa, dzień i godzinę Jego śmierci, nazwę miejscowości, gdzie mieszkały Marta i Maria, wiele innych uściśleń chronologicznych lub topograficznych czy imię sługi arcykapłana.

Wiele elementów nauczania Jezusa jest przedstawionych przez Jana pod innym kątem, w innych aspektach niż przez synoptyków. O królestwie Bożym jest u Jana tylko jedna wzmianka. W nauczaniu moralnym wyeksponowana jest miłość. Przemówienia związane z cudami nie zawsze odtwarzają dokładne brzmienie słów Jezusa, lecz zawierają elementy popaschalnej refleksji Kościoła. Cel swojej Ewangelii określił Jan w następujący sposób: I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego. (J 20, 30-31) Dla osiągnięcia tego celu nie było potrzebne spisywanie wszystkich czynów i słów Jezusa - Ewangelia Jana podaje tylko kilka wybranych i najbardziej charakterystycznych cudów oraz tylko kilka związanych z tymi cudami przemówień. Wszystko inne zostało pominięte.


Ewangeliści wykonali świadomą pracę redakcyjno-literacką i teologiczną nad materiałem istniejącym uprzednio w źródłach pisanych lub w ustnym przekazie. Praca redakcyjna każdego z nich była podporządkowana różnym kryteriom, każdy miał swój własny i szczególny cel, używali różnych metod, które odpowiadały tym celom; rozwijali różne tematy teologiczne; dostosowywali się do różnych sytuacji wspólnot kościelnych, do których kierowali swoje Ewangelie. Odpowiednio do stawianych sobie celów Ewangeliści wybierali niektóre z informacji przekazywanych pisemnie lub ustnie - stąd różnice pomiędzy Ewangeliami.
14-11-2011 09:30 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ewangeliści wykonali świadomą pracę redakcyjno-literacką i teologiczną nad materiałem istniejącym uprzednio w źródłach pisanych lub w ustnym przekazie. Praca redakcyjna każdego z nich była podporządkowana różnym kryteriom, każdy miał swój własny i szczególny cel, używali różnych metod, które odpowiadały tym celom; rozwijali różne tematy teologiczne; dostosowywali się do różnych sytuacji wspólnot kościelnych, do których kierowali swoje Ewangelie. Odpowiednio do stawianych sobie celów Ewangeliści wybierali niektóre z informacji przekazywanych pisemnie lub ustnie - stąd różnice pomiędzy Ewangeliami.
Dobrze Pan to zauważył - tak właśnie było!

Ewangeliści wybierali, biskupi wybierali, Ojcowie wybierali, na sobory wybierali i sobory wybierały. Wykonywano także - świadomą pracę redakcyjno-literacką, choć i nieświadomej też sporo się znajdzie.
Od prawie dwóch tysiącleci w chrześcijaństwie każdy baje jak mu się zdaje. Praca każdego z nich była podporządkowana różnym kryteriom. Każdy bajarz miał swój własny i szczególny interes. Używali przeróżnych metod, które odpowiadały tym celom i interesom. Wykręcali w przeróżnych kierunkach i rozwijali różne tematy; dostosowując do wymogów czasów i do różnych sytuacji społeczno-ekonomicznych i politycznych.
Zaś waga tego bajania była i jest zależna od miejsca w strukturze Kościelnej bajarza.

Ponadto, przez wieki, została wypracowana znakomicie sztuka egzegezy, czyli mówiąc prosto manipulacji tekstem. Podlana tłustym sosem apologii i hagiografii.

Uwierz w nasze baju, a baju i zapłać nam, a po śmierci znajdziesz się w raju.

Miłego dnia.

@@@
.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Popełniłeś błąd: o obecności Maryi w Jerozolimie mówią Dzieje Apostolskie (Dz 1, 14).

>Nie popełniłem żadnego błędu.
>Napisałem, że żadna z ewangelii nie poinformowała, jakoby Maria przeprowadziła się z Nazaretu do Jerozolimy, bo jest to prawda.
>Ale to wszystko działo się już po ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu Jezusa. Moje zaś wątpliwości odnośnie pobytu Marii w Jerozolimie dotyczyły sceny ukrzyżowania. Na czym zatem według Ciebie polegał mój błąd?

Twój błąd polega na tym, że podałeś następujący argument przeciwko obecności Maryi pod krzyżem:

Cytat:
W czasie ukrzyżowania Jezusa Maria miała co najmniej 55 lat, była zatem znacznie starsza od przeciętnej izraelskiej kobiety, a na dodatek mieszkała w Nazarecie odległym od Jerozolimy o co najmniej 120÷130 km górzystej, uciążliwej i wyjątkowo niebezpiecznej drogi. Dla kobiety w tym wieku podróż z Nazaretu do Jerozolimy wydaje się co najmniej trudna do zrealizowania.


gdy tymczasem z Dz 1,14 wynika wprost, że argument ten jest fałszywy.
23-10-2011 21:55 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>>Ale pod krzyżem stać nie mogli, gdyż żołnierze rzymscy pilnujący ukrzyżowania raczej nikomu nie pozwoliliby się tak zbliżyć do miejsca ukrzyżowania>co Ty przeoczyłeś.
>Wyjaśniam zatem, iż ten akurat argument zaczerpnąłem m.in. z książki badacza katolickiego Willibalda Bösena zatytułowanej Ostatni dzień Jezusa z Nazaretu, wyd. Ossoloneum, Wrocław 2002, str. 354.

To słaby argument, gdyż:

1) Z opisu śmierci krzyżowej Jezusa, który znajduje się u synoptyków, wynika, że z ukrzyżowanym Jezusem był kontakt głosowy, np.: Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go, potrząsali głowami, mówiąc: Ej, Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, zejdź z krzyża i wybaw samego siebie! (Mk 15, 29-30)
2) Z opisu w Ewangelii Marka oraz Ewangelii Mateusza wynika nawet, że inne osoby niż rzymscy żołnierze mogły mieć bezpośredni dostęp do ukrzyżowanego Jezusa, np.: A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eloi, Eloi, lema sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: Patrz, woła Eliasza. Ktoś pobiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić, mówiąc: Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć [ z krzyża]. (Mk 15, 33-36)
3) Po przybiciu skazanego do krzyża żołnierze rzymscy mieli następujące zadania: stwierdzić śmierć skazańca lub przyspieszyć ją oraz nie dopuścić do tego, żeby zabrano ciało w celu pogrzebania go (J. Gnilka, Jezus z Nazaretu, Kraków 2005, s. 413); a zatem nie jest wykluczone, że świadkowie egzekucji mogli mieć bezpośredni przystęp do krzyża w ostatniej fazie agonii skazańca.
12-11-2011 02:56 
 Ocena 9 na 9
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>>Ale pod krzyżem stać nie mogli, gdyż żołnierze rzymscy pilnujący ukrzyżowania raczej nikomu nie pozwoliliby się tak zbliżyć do miejsca ukrzyżowania
>>Wyjaśniam zatem, iż ten akurat argument zaczerpnąłem m.in. z książki badacza katolickiego Willibalda Bösena zatytułowanej Ostatni dzień Jezusa z Nazaretu, wyd. Ossolineum, Wrocław 2002, str. 354.
>To słaby argument, gdyż:
>1) Z opisu śmierci krzyżowej Jezusa, który znajduje się u synoptyków, wynika, że z ukrzyżowanym Jezusem był kontakt głosowy [...] (Mk 15, 29-30)
>2) Z opisu w Ewangelii Marka oraz Ewangelii Mateusza wynika nawet, że inne osoby niż rzymscy żołnierze mogły mieć bezpośredni dostęp do ukrzyżowanego Jezusa [...] (Mk 15, 33-36)
>3) [...] nie jest wykluczone, że świadkowie egzekucji mogli mieć bezpośredni przystęp do krzyża w ostatniej fazie agonii skazańca.

Pomijasz te fragmenty moich wypowiedzi, na które prawdopodobnie nie potrafisz odpowiedzieć.
Po zdaniu dotyczącym Willibalda Bösena i jego książki Ostatni dzień Jezusa z Nazaretu napisałem:
>>W kwestii tej Bösen powołuje się na znanego badacza niemieckiego księdza Rudolfa Schnackenburga pisząc, iż ten potwierdza słuszność powyższego argumentu, pomimo iż "próbuje ratować tę scenę pod względem historycznym".

Przypominam Ci, że co najmniej trzykrotnie powoływałeś się już na opinię Schnackenburga odnośnie "umiłowanego ucznia" oraz autorstwa czwartej ewangelii.
Tym razem jednak Schnackenburg okazał się dla Ciebie niewygodny.

Uzupełnię zatem - chociaż pisałem już to, ale po tej Twojej wypowiedzi - że przeciwko historyczności sceny pod krzyżem wypowiadali się już tacy teologowie katoliccy z profesorskimi tytułami, jak Willibald Bösen i Uta Ranke-Heinemann, zaś Joachim Gnilka, kolejny teolog katolicki, w znanej mi pracy Jezus z Nazaretu w części dotyczącej "drogi krzyżowej i stracenia" pomija scenę J 19, 25-27 oraz nie wspomina o obecności Marii pod krzyżem.

Ty zaś twierdzisz, iż przytoczony przeze mnie argument jest słaby, a z tego co piszesz wynika, że każdy mógł mieć swobodny dostęp do miejsca ukrzyżowania, porozmawiać ze skazańcem i podać mu do picia odrobinę octu. Bezkrytycznie nie zastanawiasz się nawet, skąd wzięło się naczynie z octem w miejscu egzekucji i dlaczego - o ile tam było - nie zostało przez straż usunięte. Nie zastanawiasz się nawet, jak bezsensowne są argumenty, które przytaczasz.

Skoro jednak wiesz lepiej od kilku znanych badaczy katolickich, na których się powołałem, zatem przytoczę Ci kilka ciekawych uwag podanych przez wzmiankowanego już przeze mnie teologa katolickiego prof. Willibalda Bösena, który - przypominam to - jest przeciwnikiem autentyczności sceny pod krzyżem. Cytuję ze strony 356 jego książki Ostatni dzień Jezusa z Nazaretu (wyróżnienia w tekście będą moje):
Cytat:
Kto chętnie przyzna się do wiszącego na krzyżu, zwłaszcza gdy został on stracony jako politycznie niebezpieczny wichrzyciel? Ryzykuje się nie tylko dobre imię, w politycznie niespokojnych czasach ryzykuje się wręcz życie. Potwierdzają to liczni autorzy antyczni, także dla okresu przełomu er. Tacyt notuje na temat masowych egzekucji za Tyberiusza (lata 14-37): Ani krewnym, ani znajomym nie wolno było podejść bliżej, aby ich opłakiwać, ani nawet dłużej się przypatrywać. Dokoła były rozstawione straże, które bacznie zwracały uwagę, czy ktoś zdradza jakiekolwiek oznaki żałoby*. Jak utrzymuje rzymski historyk w innym miejscu, dla kobiet nie czyniono wyjątków: Ponieważ nie można było ich oskarżyć o zamiary związane ze zdradą stanu, oskarżano je z powodu ich łez**. Tak wielkie okrucieństwo potwierdza Swetoniusz w Żywotach cezarów w księdze "Tyberiusz": Zabroniono obchodzić żałobę rodzinom skazanych na śmierć***. Żałoba była niebezpiecznym aktem solidarności, który mógł doprowadzić do tego, że samemu stawało się ukrzyżowanym. Bycie kobietą nie chroniło bynajmniej - jak można wyczytać u Józefa Flawiusza - przed tą najokrutniejszą ze wszystkich kar. Gajusz Florus (64-66 r.), ostatni, a zarazem najgorszy z 14 prokuratorów rządzących Judeą, każe krzyżować kobiety, a nawet małoletnie dzieci (por. Bell II, 14, 9).

Przypisy:
* - Tacyt, Annales VI, 19
** - Tamże VI, 10
*** - Swetoniusz, Żywoty cezarów, Tyberiusz 61

Tradycja synoptyczna przekazuje, że kobiety przyglądały się egzekucji z daleka (Mk 15, 40-41; Mt 27, 55-56; Łk 23, 49). Nie potrafię powiedzieć, czy było to 30, 50 czy może więcej nawet metrów od miejsca egzekucji. I tak wykazały się nadmiarem odwagi. Apostołom tej odwagi zabrakło, ale czy należy im się dziwić? Zapewne jako mężczyźni ryzykowali więcej, niż kobiety.

Analizując scenę pod krzyżem Jezusa, Bösen powołał się na prace starożytnych kronikarzy, takich jak Tacyt, Swetoniusz i Józef Flawiusz. W świetle tego, co oni napisali, historyczność sceny opisującej m.in. matkę Jezusa pod krzyżem wydaje się wręcz niemożliwa do obrony.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Ty zaś twierdzisz, iż przytoczony przeze mnie argument jest słaby, a z tego co piszesz wynika, że każdy mógł mieć swobodny dostęp do miejsca ukrzyżowania, porozmawiać ze skazańcem i podać mu do picia odrobinę octu. Bezkrytycznie nie zastanawiasz się nawet, skąd wzięło się naczynie z octem w miejscu egzekucji i dlaczego - o ile tam było - nie zostało przez straż usunięte.

To nie jest skomplikowana zagadka - naczynie z napojem należało do żołnierzy, gdyż tzw. "ocet", czyli kwaskowe wino, był popularnym napojem rzymskich żołnierzy na tamtych terenach.

>Skoro jednak wiesz lepiej od kilku znanych badaczy katolickich, na których się powołałem, zatem przytoczę Ci kilka ciekawych uwag podanych przez wzmiankowanego już przeze mnie teologa katolickiego prof. Willibalda Bösena, który - przypominam to - jest przeciwnikiem autentyczności sceny pod krzyżem. Cytuję ze strony 356 jego książki Ostatni dzień Jezusa z Nazaretu (wyróżnienia w tekście będą moje):
>Cytat:
Kto chętnie przyzna się do wiszącego na krzyżu, zwłaszcza gdy został on stracony jako politycznie niebezpieczny wichrzyciel? Ryzykuje się nie tylko dobre imię, w politycznie niespokojnych czasach ryzykuje się wręcz życie. Potwierdzają to liczni autorzy antyczni, także dla okresu przełomu er. Tacyt notuje na temat masowych egzekucji za Tyberiusza (lata 14-37): Ani krewnym, ani znajomym nie wolno było podejść bliżej, aby ich opłakiwać, ani nawet dłużej się przypatrywać. Dokoła były rozstawione straże, które bacznie zwracały uwagę, czy ktoś zdradza jakiekolwiek oznaki żałoby*. Jak utrzymuje rzymski historyk w innym miejscu, dla kobiet nie czyniono wyjątków: Ponieważ nie można było ich oskarżyć o zamiary związane ze zdradą stanu, oskarżano je z powodu ich łez**. Tak wielkie okrucieństwo potwierdza Swetoniusz w Żywotach cezarów w księdze "Tyberiusz": Zabroniono obchodzić żałobę rodzinom skazanych na śmierć***. Żałoba była niebezpiecznym aktem solidarności, który mógł doprowadzić do tego, że samemu stawało się ukrzyżowanym. Bycie kobietą nie chroniło bynajmniej - jak można wyczytać u Józefa Flawiusza - przed tą najokrutniejszą ze wszystkich kar. Gajusz Florus (64-66 r.), ostatni, a zarazem najgorszy z 14 prokuratorów rządzących Judeą, każe krzyżować kobiety, a nawet małoletnie dzieci (por. Bell II, 14, 9).
>Przypisy:* - Tacyt, Annales VI, 19
>** - Tamże VI, 10
>*** - Swetoniusz, Żywoty cezarów, Tyberiusz 61


Nie wiem, na ile poważnym autorem jest Willibald Bösen, gdyż nie znalazłem jego nazwiska w bibliografiach do książek Gnilki, Vermesa czy innych badaczy. W każdym razie w tej kwestii należy wziąć pod uwagę następujące fakty:
1. Ukrzyżowanie Jezusa nie odbywało się ściśle według rzymskiego sposobu postępowania - świadczy o tym choćby fakt zdjęcia ciała Jezusa z krzyża (standardem było pozostawienie ciała na krzyżu w celu zbezczeszczenia zwłok).
2. Wszystkie cztery Ewangelie zgodnie poświadczają, że istniał kontakt głosowy ukrzyżowanego Jezusa ze świadkami (Łk 23,34; J 19,26-27; Łk 23,43; Mt 27,46; Mk 15,34; J 19,28; J 19,30; Łk 23,46).
3. Zadaniem żołnierzy rzymskich było doprowadzenie kary do końca, tzn. do śmierci skazańca i do zbezczeszczenia zwłok poprzez pozostawienie ich na krzyżu. W tym kontekście kontakt głosowy skazańca ze świadkami lub brak tego kontaktu nie wydaje się istotny.
12-11-2011 08:39 
 Ocena 12 na 12
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
No, nie, to już szczęka po samo piekło opada, jak się toto poczyta:

>1) Z opisu śmierci krzyżowej Jezusa, który znajduje się u synoptyków, wynika, że z ukrzyżowanym Jezusem był kontakt głosowy, np.: Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go, potrząsali głowami, mówiąc: Ej, Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, zejdź z krzyża i wybaw samego siebie! (Mk 15, 29-30)

Przecież nie wynika. Wynika co najwyżej, że takie krzyki słyszał ew. świadek wydarzenie opisujący, Jezus ich słyszeć wcale nie potrzebował.
Ludzie często coś krzyczą (np. Donald, matole, twój rząd obalą kibole) nie spodziewając się wcale, że teoretyczny adresat jest ich w stanie usłyszeć.

>2) Z opisu w Ewangelii Marka oraz Ewangelii Mateusza wynika nawet, że inne osoby niż rzymscy żołnierze mogły mieć bezpośredni dostęp do ukrzyżowanego Jezusa, np.: A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eloi, Eloi, lema sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: Patrz, woła Eliasza. Ktoś pobiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić, mówiąc: Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć [ z krzyża]. (Mk 15, 33-36)

Nie wynika, że były to inne osoby niż rzymscy żołnierze. Przeciwnie zgoła - opis sugeruje, że delikwenci byli raczej kiepsko obeznani z tubylczą mitologią, skoro mieszał im się Bóg (El) z Eliaszem, żydami więc pewnikiem nie byli.

>3) Po przybiciu skazanego do krzyża żołnierze rzymscy mieli następujące zadania: stwierdzić śmierć skazańca lub przyspieszyć ją oraz nie dopuścić do tego, żeby zabrano ciało w celu pogrzebania go (J. Gnilka, Jezus z Nazaretu, Kraków 2005, s. 413); a zatem nie jest wykluczone, że świadkowie egzekucji mogli mieć bezpośredni przystęp do krzyża w ostatniej fazie agonii skazańca.

Myślisz Ty w ogóle, co wypisujesz?
Właśnie z tego, że była tam wojskowa warta, aby dopilnować śmierci skazańca i tego, by nikt nie ruszał zwłok, Twym zdaniem wynika Najradośniej, że postronni mieli swobodny dostęp do krzyża???!!!

Gdzie to takich Sherlocków hodują, na litość?!...


Finanse Kościoła katolickiego nie są tabu, co nie oznacza jednak, że wiedza na ich temat jest publikowana. Decyduje o tym zarówno autonomia Kościoła i państwa, jak i kwestie zwyczajowe. (Wiktor Skworc, biskup)
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>1) Z opisu śmierci krzyżowej Jezusa, który znajduje się u synoptyków, wynika, że z ukrzyżowanym Jezusem był kontakt głosowy,
>Przecież nie wynika.

Jednak wynika: Łk 23,34; J 19,26-27; Łk 23,43; Mt 27,46; Mk 15,34; J 19,28; J 19,30; Łk 23,46.

>>2) Z opisu w Ewangelii Marka oraz Ewangelii Mateusza wynika nawet, że inne osoby niż rzymscy żołnierze mogły mieć bezpośredni dostęp do ukrzyżowanego Jezusa, np.: A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eloi, Eloi, lema sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: Patrz, woła Eliasza. Ktoś pobiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić, mówiąc: Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć [ z krzyża]. (Mk 15, 33-36)
>Nie wynika, że były to inne osoby niż rzymscy żołnierze. Przeciwnie zgoła - opis sugeruje, że delikwenci byli raczej kiepsko obeznani z tubylczą mitologią, skoro mieszał im się Bóg (El) z Eliaszem, żydami więc pewnikiem nie byli.

Czy to nie dziwne, że rzymski żołnierz wiedział, kim był Eliasz?
16-11-2011 11:36 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)

>Czy to nie dziwne, że rzymski żołnierz wiedział, kim był Eliasz?

Z tekstu nie wynika, że wiedział kim Eliasz był, tylko że słyszał, że woła (jakiegoś)Eliasza.
16-11-2011 23:54 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>1) Z opisu śmierci krzyżowej Jezusa, który znajduje się u synoptyków, wynika, że z ukrzyżowanym Jezusem był kontakt głosowy,
>>Przecież nie wynika.
>Jednak wynika: Łk 23,34; J 19,26-27; Łk 23,43; Mt 27,46; Mk 15,34; J 19,28; J 19,30; Łk 23,46.

Jeden (Łk 23, 46) zeznaje, że w Ostatnim Słowie Jezus donośnym głosem zawołał: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.
Wedle drugiego (J 19, 30)rzekł: Wykonało się!
Dwaj wreszcie (Mt 27, 50 i Mk 15, 37) piszą, że zawołał donośnym głosem, co zawołał nie precyzując.
Z tego ma wynikać, że owi "świadkowie" mieli z ukrzyżowanym Jezusem kontakt głosowy?
Zabawne, że te rzekomo "nauszne" świadectwa różnią się też znacząco w sprawie tak istotnego szczegółu jak pogwarki sąsiadów Pana Jezusowych - o tym, że jeden z łotrów okazał się Dobry, donosi tylko Łukasz (23, 40-43); Jan (19, 18) w ogóle o tym, by się wypowiadali, nie wspomina; zaś Marek (15, 32) i Mateusz (27, 44) utrzymują, że obaj łotrzy Mesjaszowi nabluzgali.
Nawet dzieci wiedzą, że jeśli bujdy mają się wydać wiarygodne, wypada najpierw ustalić wspólną wersję.

>Czy to nie dziwne, że rzymski żołnierz wiedział, kim był Eliasz?

Z faktu, że żaden ze starych proroków nie jest tak często wspominany w Nowym Testamencie jak Eliasz można wnosić, że akurat właśnie on cieszył się wówczas wśród żydów wyjątkową zupełnie estymą (w historii Przemienienia Pańskiego sam Jezus zdaje się stawiać Eliasza wyżej nawet niż Mojżesza). Rzymski żołnierz musiałby być ślepy, głuchy i skretyniały, by nie zauważyć, że dookolna ludność cięgiem o jakimś Eliaszu ględzi. Ale już kim dokładnie był ten Eliasz, tego żołnierz nie wiedział, bo guzik go to interesowało - przecież pisałem, że nie odróżniał Eliasza nawet od tubylczego Boga.

Aha. Jeszcze jedno - informowałem Cię niedawno wyraźnie, że w żadnym porozumieniu z Meretseger (jak zresztą z nikim) nie działam, ani ona ze mną.
Nie przeszkadza Ci to jednak (jak właśnie zobaczyłem w Hyde Parku) dalej nas obojga o działanie w zmowie pomawiać, cienia dowodu na istnienie rzekomej zmowy nie przedstawiając.

Gnidą jesteś po mieczu, po kądzieli, czy z Natchnienia Ducha Świętego?


Finanse Kościoła katolickiego nie są tabu, co nie oznacza jednak, że wiedza na ich temat jest publikowana. Decyduje o tym zarówno autonomia Kościoła i państwa, jak i kwestie zwyczajowe. (Wiktor Skworc, biskup)
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>1) Z opisu śmierci krzyżowej Jezusa, który znajduje się u synoptyków, wynika, że z ukrzyżowanym Jezusem był kontakt głosowy,
>>>Przecież nie wynika.
>>Jednak wynika: Łk 23,34; J 19,26-27; Łk 23,43; Mt 27,46; Mk 15,34; J 19,28; J 19,30; Łk 23,46.
>Jeden (Łk 23, 46) zeznaje, że w Ostatnim Słowie Jezus donośnym głosem zawołał: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.
>Wedle drugiego (J 19, 30)rzekł: Wykonało się!Dwaj wreszcie (Mt 27, 50 i Mk 15, 37) piszą, że zawołał donośnym głosem, co zawołał nie precyzując.
>Z tego ma wynikać, że owi "świadkowie" mieli z ukrzyżowanym Jezusem kontakt głosowy?

Z tego wynika - i jest to świadectwo przekazane przez wszystkich czterech Ewangelistów - że słowa ukrzyżowanego Jezusa były słyszane przez świadków ukrzyżowania.

>>Czy to nie dziwne, że rzymski żołnierz wiedział, kim był Eliasz?
>Z faktu, że żaden ze starych proroków nie jest tak często wspominany w Nowym Testamencie jak Eliasz można wnosić, że akurat właśnie on cieszył się wówczas wśród żydów wyjątkową zupełnie estymą (w historii Przemienienia Pańskiego sam Jezus zdaje się stawiać Eliasza wyżej nawet niż Mojżesza). Rzymski żołnierz musiałby być ślepy, głuchy i skretyniały, by nie zauważyć, że dookolna ludność cięgiem o jakimś Eliaszu ględzi. Ale już kim dokładnie był ten Eliasz, tego żołnierz nie wiedział, bo guzik go to interesowało - przecież pisałem, że nie odróżniał Eliasza nawet od tubylczego Boga.

Być może masz rację.

>Aha. Jeszcze jedno - informowałem Cię niedawno wyraźnie, że w żadnym porozumieniu z Meretseger (jak zresztą z nikim) nie działam, ani ona ze mną.
>Nie przeszkadza Ci to jednak (jak właśnie zobaczyłem w Hyde Parku) dalej nas obojga o działanie w zmowie pomawiać, cienia dowodu na istnienie rzekomej zmowy nie przedstawiając.

Actions speak louder than words.

>Gnidą jesteś po mieczu, po kądzieli, czy z Natchnienia Ducha Świętego?

Dobrze wiesz, że na takie teksty jak Twoje może sobie pozwolić tylko ktoś, kto ma tu specjalne prawa. A praktyka pokazuje, że adekwatna odpowiedź na takie teksty nie jest publikowana.
18-11-2011 18:50 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Z tego wynika - i jest to świadectwo przekazane przez wszystkich czterech Ewangelistów - że słowa ukrzyżowanego Jezusa były słyszane przez świadków ukrzyżowania.

Grunt to nie przyjmować tego, co ma się przed oczami, do wiadomości, no nie?
Jak dotąd zawsze Ci się sprawdzało?
Mowa jest - przypominam - o ściśle ostatnich słowach Jezusa na krzyżu.
Na czterech ewangelistów dwóch tych słów nie podaje.
Można sądzić, że mniemani świadkowie, z których opowieści czerpali Marek i Mateusz, owych słów nie słyszeli (mimo, że Jezus zawołał donośnym głosem) - gdyby słyszeli, zapewne nie omieszkali by tych słów przekazać, w końcu ludzie od zawsze przypisują wielką wagę Ostatnim Słowom ważnych postaci, dopatrując się w nich Bóg wie jakich Znaczeń, Przesłań czy Podsumowań.
Łukasz i Jan, którzy "ostatnie słowa" podają, podają całkowicie rozbieżne wersje.
Jeden nie słyszał, drugi nie słyszał, trzeci słyszał wlazł kotek na płotek, czwarty zupa szczawiowa - a Ty na to Najniewinniej, że wszyscy czterej słyszeli?
Gratulacje .
Burnyje apłodismienty .
Rób tak dalej, chłopaku, rób tak dalej...

>>Aha. Jeszcze jedno - informowałem Cię niedawno wyraźnie, że w żadnym porozumieniu z Meretseger (jak zresztą z nikim) nie działam, ani ona ze mną.
>>Nie przeszkadza Ci to jednak (jak właśnie zobaczyłem w Hyde Parku) dalej nas obojga o działanie w zmowie pomawiać, cienia dowodu na istnienie rzekomej zmowy nie przedstawiając.
>Actions speak louder than words.

Rozumiem, że Ty Coś Więcej niż tylko words, words, words na swoim ekranie widzisz?
Twoje urojenia prześladowcze mało mnie obchodzą - choć z nawyku odnotowuję, że Twa skłonność do negowania w żywe oczy tego, co jest, znajduje pewne perwersyjnie symetryczne dopełnienie w przypisywaniu istnienia temu, czego nie ma.
W Trosce o Twe zdrowie pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że przypadłości te nękają Cię wyłącznie podczas obcowania ze słowem pisanym.
Jednak fakt, że nie mając (bo i mieć nie mogąc) cienia dowodu, a będąc wyraźnie poinformowany, że nie masz racji, nie przestajesz obrzucać Bogu ducha winnych ludzi kalumniami...

>>Gnidą jesteś po mieczu, po kądzieli, czy z Natchnienia Ducha Świętego?
>Dobrze wiesz, że na takie teksty jak Twoje może sobie pozwolić tylko ktoś, kto ma tu specjalne prawa. A praktyka pokazuje, że adekwatna odpowiedź na takie teksty nie jest publikowana.

...całkowicie usprawiedliwia określenie Cię rzeczowo i czysto opisowo mianem gnidy, którego to miana - akurat w tym wypadku - jako obelgi zakwalifikować niepodobna.
Chociaż... może powinienem był wyrazić rzecz w sposób, który - jak się zdaje - łatwiej do niektórych, pokrewnych Ci chyba natur, przemawia?
Coś w rodzaju: znajdujesz się w kręgu podejrzeń, iż mogło dojść do popełnienia bycia gnidą?


Finanse Kościoła katolickiego nie są tabu, co nie oznacza jednak, że wiedza na ich temat jest publikowana. Decyduje o tym zarówno autonomia Kościoła i państwa, jak i kwestie zwyczajowe. (Wiktor Skworc, biskup)
21-10-2011 13:34 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>(4) Żaden z czterech ewangelistów nie informuje, by matka Jezusa [...] udała się do grobu Jezusa. Przecież gdyby podczas egzekucji przebywała w Jerozolimie, to dlaczego miałaby nie iść do grobu, by namaścić swojego syna.
>Jest w Kościele taki ustny przekaz (chyba nigdzie nie zapisany, ewentualnie może w jakimś apokryfie), że Matka Jezusa dowiedziała się o Zmartwychwstaniu jako pierwsza.

Dlaczego powołujesz się na jakieś ustne przekazy typu "jedna pani drugiej pani"? Dlaczego z braku argumentów powołujesz się na tradycję?

W tym punkcie pisałem o tym, iż skoro żaden ewangelista nie poinformował o udaniu się Marii do grobu syna, to widocznie Maria do tego grobu nie poszła. Jak to zrozumieć? Była pod krzyżem, a na grób Jezusa już nie poszła, mimo że Maria Magdalena poszła - i to nie sama. Czyżby miłość matki do syna była słabsza od miłości Marii Magdaleny?
Czy aby nie lepiej twierdzić, że scena ukazująca Marię pod krzyżem (J 19, 25-27) jest jednak nieautentyczna? Czy aby na pewno lepiej obstawać za autentycznością tej sceny - tak jak Ty to robisz - i przy okazji wystawiać na szwank miłość Marii do Jezusa?

>>(5) Jeśli uznamy - jak tego sobie życzą głównie katolicy - że umiłowany uczeń jest tożsamy z apostołem Janem, to omawiana scena pod krzyżem jest w jaskrawej sprzeczności z synoptykami, którzy informują (Mk 14, 50 i Mt 26, 56) o ucieczce wszystkich uczniów - a więc również Jana - zaraz po pojmaniu Jezusa.
>Tak, po pojmaniu Jezusa wszyscy uciekli. Ale przecież później np. Piotr i Jan poszli za Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana (Łk 22,54; J 18, 15).

Nie masz racji.
W czwartej ewangelii mowa jest o tym, że gdy pojmanego Jezusa prowadzono do Annasza (J 18, 12-13), to za nim poszedł Piotr i drugi uczeń (J 18, 15). Wyraźnie napisano: "drugi uczeń", a nie Jan czy też "umiłowany uczeń".
Według synoptyków za doprowadzanym do arcykapłana Jezusem szedł wyłącznie Piotr (Mk 14, 54 = Mt 26, 58 = Łk 22, 54). Żadnego "ucznia" z nim nie było. Wcześniej Marek i Mateusz poinformowali o ucieczce wszystkich uczniów po pojmaniu Jezusa (Mk 14, 50 i Mt 26, 56).
Tylko Jan dostrzegł obecność "umiłowanego ucznia" pod krzyżem (a przy okazji obecność Marii). O obecności apostołów Jan nie poinformował.
Synoptycy nie dostrzegli w czasie egzekucji obecności ani Marii, ani ucznia, ani apostołów.

Widać zatem, że Jan wprowadził na scenę dodatkową postać": "ucznia/umiłowanego ucznia". Aby urealnić jego obecność powierzył mu nawet specjalne zadanie: "uczeń" wykorzystuje znajomość z arcykapłanem i wprowadza Piotra na dziedziniec jego pałacu. Należy domniemywać, iż bez tych znajomości Piotr na dziedziniec nie zostałby wpuszczony. Według synoptyków Piotr bez czyjegokolwiek wstawiennictwa swobodnie dostaje się na dziedziniec pałacu.
Pytanie - czy umiłowany uczeń" to postać historyczna?

>>Synoptycy nie informują, by którykolwiek z apostołów przyglądał się egzekucji. Jedynie Łukasz czyni niejasną aluzję, że wszyscy znajomi Jezusa stali z daleka. Czy myślał również o apostołach, tego nie wiadomo. Należy przypuszczać, że gdyby byli oni pod krzyżem, to ewangeliści by o tym poinformowali, m.in. po to, by ich niejako usprawiedliwić z nie przynoszącej im chwały ucieczki po aresztowaniu Jezusa.
>To jest znów zawodne wnioskowanie typu "pozostali ewangeliści o tym nie napisali, więc prawdopodobnie to się nie zdarzyło".

Powtórzę jeszcze raz to, co pisałem powyżej w sprawie domniemanego przez Ciebie zamieszkiwania Marii w Nazarecie jeszcze przed egzekucją Jezusa.
Brak informacji o obecności apostołów przy egzekucji Jezusa nie może przemawiać za historycznością ich tam pobytu.
Nie można na podstawie braku ich obecności sugerować, iż wielce prawdopodobne jest, że jednak byli świadkami egzekucji.
Póki co wiemy, iż żaden z ewangelistów nie odnotował obecności apostołów przy ukrzyżowaniu Jezusa i to jest dla nas informacja wiążąca. Sytuacja może ulec zmianie wtedy, gdyśmy z innych, dotąd nieznanych źródeł pozyskali informacje o ich tam obecności. Ale wtedy też należałoby rozstrzygnąć problem, które źródło informacji uważamy za bardziej wiarygodne. Jestem przekonany, iż nie optowałbyś za tym, by to inne źródło należało uznać za bardziej wiarygodne od NT.

>Ewangeliści czasami przekazują informacje stawiające niektórych uczniów Jezusa w niekorzystnym świetle - prawdopodobnie zupełnie świadomie (np. Ewangelia Marka, będąca de facto "pamiętnikiem Piotra", zawiera negatywne dane dotyczące Piotra).

Jeśli ewangelie przedstawiają apostołów w niezbyt korzystnym świetle, to widocznie takie mieli o nich informacje.
Ewangelistom na pewno zależało na tym, by na temat Jezusa i jego apostołów pisać wyłącznie laurki. Jeśli czasami przekazywali informacje burzące ich krystaliczny wizerunek, to informacje takie należy zaliczać do autentycznych.

Jak myślisz, czy gdyby Jezus nigdy nie przeklął drzewa figowego, to Marek zamieściłby w swojej ewangelii taką informację? Czy Markowi zależało na tym, żeby psuć wizerunek Jezusa, przedstawiać go w niekorzystnym świetle? Co chciałby uzyskać? Jeśli zatem Marek taką niekorzystną dla Jezusa informacje zamieścił (Mk 11, 12-14.20), to widocznie wydarzenie to miało miejsce.

Jeśli - według synoptyków - nikt z członków rodziny (matka, bracia), ani też apostołowie nie towarzyszyli Jezusowi na Golgotę, to ich nieobecność należy z bardzo dużym prawdopodobieństwem uznać za fakt. Przemawia za tym również i to, że Łukasz starał się zatrzeć to wysoce niekorzystne wrażenie pisząc, że wszyscy znajomi Jezusa przyglądali się ukrzyżowaniu z daleka (Łk 23, 49). Nie sposób uznać wszystkich znajomych za najbliższą rodzinę Jezusa, w tym matkę. Na więcej Łukasz się nie zdecydował. Widocznie posiadał informacje, że najbliższej rodziny Jezusa ani apostołów przy ukrzyżowaniu nie było.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-10-2011 11:43 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Dlaczego powołujesz się na jakieś ustne przekazy typu "jedna pani drugiej pani"? Dlaczego z braku argumentów powołujesz się na tradycję?

A zatem utożsamiasz tradycję w Kościele z przekazami typu "jedna pani drugiej pani"... Chciałbym Ci zatem uświadomić, że przez pierwsze kilkadziesiąt lat chrześcijanie nie mieli pisemnych Ewangelii, a nauczanie, życie chrześcijańskie i kult były oparte na ustnej tradycji, czyli na tym, co Jezus Chrystus przekazał swoim uczniom, a oni z kolei - swoim następcom. Owocem tego ustnego przekazu stały się później Ewangelie oraz inne teksty Nowego Testamentu.

>Czy aby nie lepiej twierdzić, że scena ukazująca Marię pod krzyżem (J 19, 25-27) jest jednak nieautentyczna?

O tym już napisałem w poprzednim poście; można generować różne wątpliwości, lecz nie są one wystarczające, żeby kwestionować historyczność obecności Maryi pod krzyżem. Oczywiście są i tacy egzegeci, którzy będą twierdzić co innego - tak jest zresztą w niemal każdej kwestii egzegetycznej.

>>Tak, po pojmaniu Jezusa wszyscy uciekli. Ale przecież później np. Piotr i Jan poszli za Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana (Łk 22,54; J 18, 15).
>Nie masz racji.W czwartej ewangelii mowa jest o tym, że gdy pojmanego Jezusa prowadzono do Annasza (J 18, 12-13), to za nim poszedł Piotr i drugi uczeń (J 18, 15). Wyraźnie napisano: "drugi uczeń", a nie Jan czy też "umiłowany uczeń".

O możliwości utożsamienia "umiłowanego ucznia" z apostołem Janem już kilka razy mówiliśmy. Rozumiem, że teraz kwestionujesz możliwość utożsamienia "drugiego ucznia" z "umiłowanym uczniem"?...
13-11-2011 11:17 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>Jest w Kościele taki ustny przekaz (chyba nigdzie nie zapisany, ewentualnie może w jakimś apokryfie), że Matka Jezusa dowiedziała się o Zmartwychwstaniu jako pierwsza.
>>Dlaczego powołujesz się na jakieś ustne przekazy typu "jedna pani drugiej pani"? Dlaczego z braku argumentów powołujesz się na tradycję?
>A zatem utożsamiasz tradycję w Kościele z przekazami typu "jedna pani drugiej pani"... Chciałbym Ci zatem uświadomić, że przez pierwsze kilkadziesiąt lat chrześcijanie nie mieli pisemnych Ewangelii, a nauczanie, życie chrześcijańskie i kult były oparte na ustnej tradycji, czyli na tym, co Jezus Chrystus przekazał swoim uczniom, a oni z kolei - swoim następcom. Owocem tego ustnego przekazu stały się później Ewangelie oraz inne teksty Nowego Testamentu.

No ale w końcu coś jednak zapisano, zatem w tej chwili podstawą jakiejkolwiek dyskusji może być wyłącznie tekst pisany, a nie ustne tradycje.
Znam i ja te tradycje. Według jednych Jezus ukazał się najpierw Jakubowi, według innych Nikodemowi, a według jeszcze innych swojej matce. Ale ewangelie twierdzą inaczej. Według Jana i nieautentycznego zakończenia Marka, zmartwychwstały Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, według Mateusza ukazał się obu Mariom jednocześnie, według zaś Łukasza zmartwychwstałego Jezusa jako pierwsi ujrzeli dwaj uczniowie z Emaus. Komu zatem najpierw objawił się zmartwychwstały Jezus?

Wróćmy jednak do dyskusji.
Jesteśmy przy kolejnym, czwartym już argumencie świadczącym przeciwko obecności Marii pod krzyżem. Przy pierwszych trzech byłeś bezradny. Podobną bezradność pokazujesz i teraz. Powołując się na ustną tradycję uciekasz od udzielenia odpowiedzi, bo też zapewne udzielić jej nie potrafisz.

Czwarty argument był następujący: skoro - jak pokazuje to czwarta ewangelia - Maria była obecna pod krzyżem Jezusa, więc dlaczego po dwóch dniach nie poszła do grobu syna razem z Marią Magdaleną i innymi niewiastami. Czy znasz odpowiedź na to pytanie, czy też wolisz powołać się na kolejną ustną tradycję?

Nawiasem mówiąc, po co właściwie w wielkanocny poranek poszła do tego grobu Maria Magdalena, sama czy też z jakimiś innymi niewiastami? Ewangeliści jakoś tego celu przybycia do grobu między sobą nie uzgodnili. A czy Ty znasz odpowiedź?

Twierdzisz - powołując się na ustną kościelną tradycję - że matka Jezusa jako pierwsza dowidziała się o zmartwychwstaniu Jezusa. Napisz więc, dlaczego żaden z ewangelistów o tym nie napisał, zaś trzech spośród nich wskazało na Marię Magdalenę, z której Jezus kiedyś wypędził siedem demonów. Czyżby - według Jezusa czy tez ewangelistów - była ona bardziej godna tego objawienia, niż matka?

>>Czy aby nie lepiej twierdzić, że scena ukazująca Marię pod krzyżem (J 19, 25-27) jest jednak nieautentyczna?
>O tym już napisałem w poprzednim poście; można generować różne wątpliwości, lecz nie są one wystarczające, żeby kwestionować historyczność obecności Maryi pod krzyżem.

Są wystarczająco wiarygodne, by negować historyczność sceny ukazującej Marię pod krzyżem Jezusa. Na tyle wiarygodne, że nawet wielu teologów katolickich neguje autentyczność tej sceny. Napisałem o tym już dwukrotnie. Twojej szczególnej uwadze polecam zwłaszcza drugą z tych wypowiedzi.

Jeśli jednak - jak twierdzisz - argumenty te nie są wystarczające, by kwestionować wiarygodność sceny J 19, 25-28, to dlaczego nie potrafisz sobie z nimi poradzić?

>>>Tak, po pojmaniu Jezusa wszyscy uciekli. Ale przecież później np. Piotr i Jan poszli za Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana (Łk 22,54; J 18, 15).
>>Nie masz racji.W czwartej ewangelii mowa jest o tym, że gdy pojmanego Jezusa prowadzono do Annasza (J 18, 12-13), to za nim poszedł Piotr i drugi uczeń (J 18, 15). Wyraźnie napisano: "drugi uczeń", a nie Jan czy też "umiłowany uczeń".
>O możliwości utożsamienia "umiłowanego ucznia" z apostołem Janem już kilka razy mówiliśmy. Rozumiem, że teraz kwestionujesz możliwość utożsamienia "drugiego ucznia" z "umiłowanym uczniem"?...

Nie my mówiliśmy, lecz tylko Ty mówiłeś. A to wielka różnica. Ja zaś twierdziłem i twierdze nadal, że utożsamianie "umiłowanego ucznia" czy też "ucznia" z apostołem Janem jest zupełnie bezpodstawne i nie znajduje jakiegokolwiek uzasadnienia w ewangeliach, również w czwartej. To w tej ewangelii, nie wcześniej niż w 120 roku, jakiś anonimowy kompilator wprowadził do ewangelii anonimowego "umiłowanego ucznia" i poczynił starania, by utożsamiać go z autorem. to jest wynikiem zniekształconej tradycji krążącej w II wieku wśród chrześcijan, którą Dopiero około 180 roku słynny ojciec Kościoła Ireneusz z Lyonu. przelał na papier zniekształcona wersję tradycji czyniąc tym samym apostoła Jana autorem ewangelii.

Ponieważ przeniosłeś do następnej wypowiedzi dalszą część moich uwag dotyczących sceny ukazującej Piotra idącego za pojmanym Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana, zatem i ja powrócę do tego wątku poniżej.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jesteśmy przy kolejnym, czwartym już argumencie świadczącym przeciwko obecności Marii pod krzyżem. Przy pierwszych trzech byłeś bezradny.

Czyżby?

>Podobną bezradność pokazujesz i teraz. Powołując się na ustną tradycję uciekasz od udzielenia odpowiedzi, bo też zapewne udzielić jej nie potrafisz.
>Czwarty argument był następujący: skoro - jak pokazuje to czwarta ewangelia - Maria była obecna pod krzyżem Jezusa, więc dlaczego po dwóch dniach nie poszła do grobu syna razem z Marią Magdaleną i innymi niewiastami. Czy znasz odpowiedź na to pytanie, czy też wolisz powołać się na kolejną ustną tradycję?

Już podałem Ci hipotezę (jedną z wielu możliwych do przyjęcia), która to wyjaśnia: Maryja nie poszła do grobu Jezusa, bo już wiedziała o Zmartwychwstaniu.

>Nawiasem mówiąc, po co właściwie w wielkanocny poranek poszła do tego grobu Maria Magdalena, sama czy też z jakimiś innymi niewiastami? Ewangeliści jakoś tego celu przybycia do grobu między sobą nie uzgodnili.

Ewangeliści niczego ze sobą nie uzgadniali.

>A czy Ty znasz odpowiedź?

Odpowiedź można znaleźć w Ewangeliach. Czy znasz inne źródła w tej kwestii?

>Twierdzisz - powołując się na ustną kościelną tradycję - że matka Jezusa jako pierwsza dowidziała się o zmartwychwstaniu Jezusa. Napisz więc, dlaczego żaden z ewangelistów o tym nie napisał,

Być może żaden z nich o tym nie wiedział przed napisaniem swojej Ewangelii.

>>>Czy aby nie lepiej twierdzić, że scena ukazująca Marię pod krzyżem (J 19, 25-27) jest jednak nieautentyczna?
>>O tym już napisałem w poprzednim poście; można generować różne wątpliwości, lecz nie są one wystarczające, żeby kwestionować historyczność obecności Maryi pod krzyżem.
>Są wystarczająco wiarygodne, by negować historyczność sceny ukazującej Marię pod krzyżem Jezusa. Na tyle wiarygodne, że nawet wielu teologów katolickich neguje autentyczność tej sceny. Napisałem o tym już dwukrotnie. Twojej szczególnej uwadze polecam zwłaszcza drugą z tych wypowiedzi.

Takich teorii, jak ta polecana przez Ciebie, jest mnóstwo i są one wzajemnie sprzeczne. Polecany przez Ciebie autor też nie należy do czołowych badaczy.

>Jeśli jednak - jak twierdzisz - argumenty te nie są wystarczające, by kwestionować wiarygodność sceny J 19, 25-28, to dlaczego nie potrafisz sobie z nimi poradzić?

To Twoja opinia.
24-10-2011 15:41 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Według synoptyków za doprowadzanym do arcykapłana Jezusem szedł wyłącznie Piotr (Mk 14, 54 = Mt 26, 58 = Łk 22, 54). Żadnego "ucznia" z nim nie było.

Ewangelia Marka jest de facto "pamiętnikiem Piotra", gdyż napisał ją tłumacz Piotra głównie na podstawie tego, co od Piotra usłyszał - nie ma zatem nic dziwnego w tym, że w tej Ewangelii mamy zapis faktu, że za pojmanym Jezusem szedł Piotr (pozostali synoptycy przepisali tę relację Marka). Analogicznie nie ma nic dziwnego w tym, że Jan pamiętał fakt, że on też szedł razem z Piotrem za pojmanym Jezusem i że ten fakt zapisał w swojej Ewangelii.

>Tylko Jan dostrzegł obecność "umiłowanego ucznia" pod krzyżem

Nie ma nic dziwnego w tym, że spośród apostołów jedynie Jan dostrzegł swoją obecność pod krzyżem, skoro innych apostołów tam nie było.

>Synoptycy nie dostrzegli w czasie egzekucji obecności ani Marii, ani ucznia, ani apostołów.

Nie do końca, gdyż Łukasz pisze: Wszyscy Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się temu. (Łk 23, 49).
Poza tym przypominam po raz n-ty, że w różnych Ewangeliach mamy nieco różne, częściowo pokrywające się zbiory informacji.

>Widać zatem, że Jan wprowadził na scenę dodatkową postać": "ucznia/umiłowanego ucznia". Aby urealnić jego obecność powierzył mu nawet specjalne zadanie: "uczeń" wykorzystuje znajomość z arcykapłanem i wprowadza Piotra na dziedziniec jego pałacu.

Takie właśnie karkołomne konstrukcje trzeba budować, jeśli się odrzuci najprostsze wyjaśnienie, tzn. tożsamość "umiłowanego ucznia" z apostołem Janem.

>Ewangelistom na pewno zależało na tym, by na temat Jezusa i jego apostołów pisać wyłącznie laurki.

A ja myślę, że ewangelistom zależało na pisaniu prawdy.

>Jak myślisz, czy gdyby Jezus nigdy nie przeklął drzewa figowego, to Marek zamieściłby w swojej ewangelii taką informację? Czy Markowi zależało na tym, żeby psuć wizerunek Jezusa, przedstawiać go w niekorzystnym świetle?

Chodzi Ci o niszczenie zieleni?
13-11-2011 11:19 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Według synoptyków za doprowadzanym do arcykapłana Jezusem szedł wyłącznie Piotr (Mk 14, 54 = Mt 26, 58 = Łk 22, 54). Żadnego "ucznia" z nim nie było.
>Ewangelia Marka jest de facto "pamiętnikiem Piotra", gdyż napisał ją tłumacz Piotra głównie na podstawie tego, co od Piotra usłyszał - nie ma zatem nic dziwnego w tym, że w tej Ewangelii mamy zapis faktu, że za pojmanym Jezusem szedł Piotr (pozostali synoptycy przepisali tę relację Marka). Analogicznie nie ma nic dziwnego w tym, że Jan pamiętał fakt, że on też szedł razem z Piotrem za pojmanym Jezusem i że ten fakt zapisał w swojej Ewangelii.

To już jest niewiarygodne, co Ty tu wypisujesz.
W trzech ewangeliach synoptycznych mowa jest o tym, że za pojmanym Jezusem prowadzonym na dziedziniec pałacu arcykapłana udał się apostoł Piotr. O nikim więcej synoptycy nie wspominają. Czwarty ewangelista i do tej sceny wprowadził swojego "ucznia" czy tez "umiłowanego ucznia", lecz szybko o nim zapomniał i dalej pisał już wyłącznie o Piotrze.

Ty zaś piszesz - bo tak należy rozumieć Twoje słowa - iż z faktu, że synoptycy nie umieścili w tej scenie "umiłowanego ucznia" należy wnioskować, że umiłowany uczeń poszedł za Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana.
Z tego co wypisujesz, mogę się już tylko śmiać - i to głośno. Jak długo jeszcze możesz wypisywać takie dyrdymały? Jak długo jeszcze możesz w taki sposób prowadzić dyskusję?
Retoryczne zadaję pytania. Przecież ja doskonale wiem, jak długo będziesz używał w tej dyskusji tak niepoważnych argumentów. Zapewne tak długo, aż ta dyskusja się nie skończy. Bo innych argumentów nie masz. Bo jesteś bezradny.

Ale przecież można się przez chwilę jeszcze pobawić.
Twierdzisz, że Marek w omawianej scenie nie wymienił "umiłowanego ucznia", którego dojrzał w niej czwarty ewangelista. Zapewne Marek nie dostrzegł też w tej scenie apostoła Mateusza, więc Mateusz na pewno razem z Piotrem i "uczniem" także udał się do arcykapłana. Wprawdzie w tej scenie Mateusza nie dostrzegł tez czwarty ewangelista, ale to niczego nie zmienia. Skoro Marek mógł go w tej scenie nie pokazać, to mógł tez Jan. Zresztą obaj nie wspomnieli również, by za Jezusem do pałacu arcykapłana udali się pozostali apostołowie, i Maria Magdalena, i jeszcze druga Maria, i Józef z Arymatei, i wielu jeszcze innych.
No i wreszcie mamy jasność. Wszyscy poszli za Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana. No może nie tak wszyscy, ale pół Jerozolimy na pewno.

A teraz nieco poważniej.
Twierdzisz, że skoro Ewangelia Marka jest czymś w rodzaju pamiętnika Piotra, bo ponoć autor ewangelii był jego towarzyszem (co i tak jest nieco wątpliwe), więc Marek w omawianej scenie wymienił tylko Piotra, zaś pominął owego "umiłowanego ucznia", o którym zresztą nigdy w swej ewangelii nie wspomniał.
Wytłumacz mi zatem, dlaczego Marek w wielu innych scenach wymienia nie tylko Piotra, lecz również innych apostołów. Dlaczego akurat w omawianej scenie wymienił tylko Piotra i pominął "ucznia"? A może pominął jeszcze kogoś? Znasz odpowiedzi na te pytania?

Nie będę jednak tej Twojej odpowiedzi wyczekiwał. Bo i po co.
Dalsza dyskusja nie ma już sensu. Nie mam ochoty na dyskusję z kimś, kto myśli i argumentuje w sposób, jaki powyżej pokazałeś.
Żegnam Cię.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
13-11-2011 17:32 
 Ocena 5 na 5
zupełna (2507 punktów)
Żegnam Cię
Rozumiem całkowicie, ale z drugiej strony to taka szkoda!
Polemika dla czytających wciągająca.
16-11-2011 16:26 
 Ocena-1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Ewangelia Marka jest de facto "pamiętnikiem Piotra", gdyż napisał ją tłumacz Piotra głównie na podstawie tego, co od Piotra usłyszał - nie ma zatem nic dziwnego w tym, że w tej Ewangelii mamy zapis faktu, że za pojmanym Jezusem szedł Piotr (pozostali synoptycy przepisali tę relację Marka). Analogicznie nie ma nic dziwnego w tym, że Jan pamiętał fakt, że on też szedł razem z Piotrem za pojmanym Jezusem i że ten fakt zapisał w swojej Ewangelii.
>To już jest niewiarygodne, co Ty tu wypisujesz.
>W trzech ewangeliach synoptycznych mowa jest o tym, że za pojmanym Jezusem prowadzonym na dziedziniec pałacu arcykapłana udał się apostoł Piotr. O nikim więcej synoptycy nie wspominają. Czwarty ewangelista i do tej sceny wprowadził swojego "ucznia" czy tez "umiłowanego ucznia", lecz szybko o nim zapomniał i dalej pisał już wyłącznie o Piotrze.
>Ty zaś piszesz - bo tak należy rozumieć Twoje słowa - iż z faktu, że synoptycy nie umieścili w tej scenie "umiłowanego ucznia" należy wnioskować, że umiłowany uczeń poszedł za Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana.

Twoje wnioskowanie jest błędne. Spróbuj je skorygować, biorąc pod uwagę, iż ewangelia to taki gatunek literacki, który umożliwia opis wydarzenia bez wymieniania wszystkich uczestników tego wydarzenia.

>Z tego co wypisujesz, mogę się już tylko śmiać - i to głośno. Jak długo jeszcze możesz wypisywać takie dyrdymały? Jak długo jeszcze możesz w taki sposób prowadzić dyskusję?
>Retoryczne zadaję pytania. Przecież ja doskonale wiem, jak długo będziesz używał w tej dyskusji tak niepoważnych argumentów. Zapewne tak długo, aż ta dyskusja się nie skończy. Bo innych argumentów nie masz. Bo jesteś bezradny.

Zaklinasz rzeczywistość.

>Ale przecież można się przez chwilę jeszcze pobawić.

Na tym polega problem z Tobą, że bawisz się tam, gdzie należałoby próbować dotrzeć do prawdy.

>Twierdzisz, że Marek w omawianej scenie nie wymienił "umiłowanego ucznia", którego dojrzał w niej czwarty ewangelista. Zapewne Marek nie dostrzegł też w tej scenie apostoła Mateusza, więc Mateusz na pewno razem z Piotrem i "uczniem" także udał się do arcykapłana. Wprawdzie w tej scenie Mateusza nie dostrzegł tez czwarty ewangelista, ale to niczego nie zmienia. Skoro Marek mógł go w tej scenie nie pokazać, to mógł tez Jan. Zresztą obaj nie wspomnieli również, by za Jezusem do pałacu arcykapłana udali się pozostali apostołowie, i Maria Magdalena, i jeszcze druga Maria, i Józef z Arymatei, i wielu jeszcze innych.
>No i wreszcie mamy jasność. Wszyscy poszli za Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana. No może nie tak wszyscy, ale pół Jerozolimy na pewno.

Przypuszczam, że sądzisz, że Twój tekst aż skrzy się od dowcipu.

>Twierdzisz, że skoro Ewangelia Marka jest czymś w rodzaju pamiętnika Piotra, bo ponoć autor ewangelii był jego towarzyszem (co i tak jest nieco wątpliwe), więc Marek w omawianej scenie wymienił tylko Piotra, zaś pominął owego "umiłowanego ucznia", o którym zresztą nigdy w swej ewangelii nie wspomniał.

Jana wymienia wielokrotnie.

>Wytłumacz mi zatem, dlaczego Marek w wielu innych scenach wymienia nie tylko Piotra, lecz również innych apostołów. Dlaczego akurat w omawianej scenie wymienił tylko Piotra i pominął "ucznia"? A może pominął jeszcze kogoś? Znasz odpowiedzi na te pytania?

Powtórzę, iż ewangelia to taki gatunek literacki, który umożliwia opis wydarzenia bez wymieniania wszystkich uczestników tego wydarzenia.

>Nie będę jednak tej Twojej odpowiedzi wyczekiwał. Bo i po co.
>Dalsza dyskusja nie ma już sensu. Nie mam ochoty na dyskusję z kimś, kto myśli i argumentuje w sposób, jaki powyżej pokazałeś.
>Żegnam Cię.

Również dziękuję za dyskusję.
21-10-2011 13:36 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>(6) Jeśli dalej uznawać będziemy, że apostoł Jan i umiłowany uczeń to jedna i ta sama osoba, wówczas scena pod krzyżem kłóci się z inną sceną opisaną m.in. w tej samej, czwartej ewangelii, gdzie Jezus przewiduje, iż uczniowie go opuszczą: Oto nadchodzi godzina, owszem już nadeszła, że się rozproszycie, każdy do swoich, i mnie samego zostawicie (J 16, 32; por.: Mt 26, 31 i Mk 14, 27).
>>Gdyby uczniowie nie opuścili Jezusa, lecz towarzyszyli mu w ostatnich chwilach jego życia, wtedy ewangeliści nie zamieściliby przepowiedni Jezusa. Nie mogli sobie przecież pozwolić na to, by informować o jego pomyłce, o niespełnieniu się jego przepowiedni.
>Najbardziej prawdopodobne jest zatem, że pod krzyżem opuścili Jezusa wszyscy uczniowie z wyjątkiem Jana.

Jesteś niepoprawny. Czy chcesz w ten sposób przyznać, że Jezus Chrystus, Syn Boży a jednocześnie Bóg pomylił się, czy też nie miał racji, przewidując, iż w najtrudniejszej chwili apostołowie go opuszczą:
Oto nadchodzi godzina, owszem już nadeszła, że się rozproszycie, każdy do swoich, i mnie samego zostawicie (J 16, 32; por.: Mt 26, 31 i Mk 14, 27)?

A może chcesz powiedzieć, że Jezus nigdy tych słów nie wypowiedział, zaś trzej ewangeliści te słowa nie wiadomo po co wymyślili i wprowadzili do ewangelii?

Co wybierasz?

>>Omówiłem kilka ważniejszych argumentów przemawiających przeciwko obecności Marii pod krzyżem Jezusa. Być może - tak jak poprzednio - skwitujesz je słowami: "Siła argumentów - taka sobie...". Niemniej zadam Ci pytanie: czy nadal uważasz, że scena z Marią i umiłowanym uczniem pod krzyżem Jezusa wydarzyła się naprawdę?
>Uważam, że jest to najprostsza i najbardziej prawdopodobna interpretacja posiadanych przez nas informacji.

A ja twierdzę, że jest to najmniej prawdopodobna, interpretacja posiadanych przez nas informacji.
Przytoczyłem sześć dość solidnych argumentów przemawiających przeciwko autentyczności tej sceny. Nie udało Ci się ani jednego z nich podważyć. Sam ze swojej strony nie napisałeś nic, co należałoby uznać za rzeczowy wkład do dyskusji.

Wydaje mi się, że wiem, dlaczego niepomny na argumenty niestrudzenie obstajesz przy autentyczności tej sceny. Zapewne należysz do tych, którzy twierdzą, że skoro konający na krzyżu Jezus powierzył swą matkę opiece "umiłowanego ucznia" - rzekomego apostoła Jana - to tym samym niejako potwierdził jej dziewictwo.
Czy mam rację, że tak właśnie uważasz?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-10-2011 16:11 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Czy chcesz w ten sposób przyznać, że Jezus Chrystus, Syn Boży a jednocześnie Bóg pomylił się, czy też nie miał racji, przewidując, iż w najtrudniejszej chwili apostołowie go opuszczą:
>Oto nadchodzi godzina, owszem już nadeszła, że się rozproszycie, każdy do swoich, i mnie samego zostawicie (J 16, 32; por.: Mt 26, 31 i Mk 14, 27)?
>A może chcesz powiedzieć, że Jezus nigdy tych słów nie wypowiedział, zaś trzej ewangeliści te słowa nie wiadomo po co wymyślili i wprowadzili do ewangelii?

Chcę powiedzieć, że wszyscy apostołowie opuścili Jezusa po Jego pojmaniu, że żadnego z nich - oprócz Jana - nie było pod krzyżem, że wszyscy się rozproszyli po śmierci Jezusa, nie spodziewając się, że On zmartwychwstanie. Zatem przepowiednia zamieszczona przez Jana w jego Ewangelii spełniła się.

>>>Omówiłem kilka ważniejszych argumentów przemawiających przeciwko obecności Marii pod krzyżem Jezusa. Być może - tak jak poprzednio - skwitujesz je słowami: "Siła argumentów - taka sobie...". Niemniej zadam Ci pytanie: czy nadal uważasz, że scena z Marią i umiłowanym uczniem pod krzyżem Jezusa wydarzyła się naprawdę?
>>Uważam, że jest to najprostsza i najbardziej prawdopodobna interpretacja posiadanych przez nas informacji.
>A ja twierdzę, że jest to najmniej prawdopodobna, interpretacja posiadanych przez nas informacji.
>Przytoczyłem sześć dość solidnych argumentów przemawiających przeciwko autentyczności tej sceny. Nie udało Ci się ani jednego z nich podważyć. Sam ze swojej strony nie napisałeś nic, co należałoby uznać za rzeczowy wkład do dyskusji.

To Twoja opinia. Natomiast moja opinia jest następująca: wątpliwości wysuwane przeciwko obecności Maryi po krzyżem są naciągane, zatem najbardziej prawdopodobne jest, że relację Jana należy rozumieć dosłownie.

>Wydaje mi się, że wiem, dlaczego niepomny na argumenty niestrudzenie obstajesz przy autentyczności tej sceny. Zapewne należysz do tych, którzy twierdzą, że skoro konający na krzyżu Jezus powierzył swą matkę opiece "umiłowanego ucznia" - rzekomego apostoła Jana - to tym samym niejako potwierdził jej dziewictwo.
>Czy mam rację, że tak właśnie uważasz?

W ogóle nie skojarzyłem ze sobą tych dwóch faktów. Głębszy sens "testamentu z krzyża" polega na czymś zupełnie innym...
06-10-2011 18:56 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Czyżby byli tam obecni inni świadkowie, którzy przedstawili inną wersję wydarzeń?...

O jakich świadkach myślisz? O apostole Janie, czy o umiłowanym uczniu? Zapewne o jednym i drugim.
A może uważasz, że umiłowany uczeń jest tożsamy z apostołem Janem?

Uta Ranke-Heinemann napisała w Nie i amen na s. 224: Jeśli "umiłowany uczeń", co można domniemywać, jest wytworem fantazji literackiej, to wytworem fantazji jest również cała scena pod krzyżem [...].

>>Wnioski są następujące:
>>1) nie ma podstaw, by utożsamiać umiłowanego ucznia z apostołem Janem, synem Zebedeusza,
>>2) apostoł Jan bynajmniej nie jest autorem czwartej ewangelii,
>>3) autorstwo tej ewangelii nie zostało jak dotąd ustalone.
>Do tego odniosłem się już w poprzednim poście.

Czy Ty żartujesz? Do czego się odniosłeś?
Czy przedstawiłeś jakiekolwiek argumenty przemawiające za tym, że umiłowany uczeń i apostoł Jan to jedna i ta sama osoba?
Czy dałeś jakieś rzeczowe dowody, że apostoł Jan jest jedynym, lub choćby jednym z kilku autorów przypisywanej mu ewangelii?
Czy przedstawiłeś opinie jakichś znanych badaczy jednoznacznie ustalające autora czy też autorów czwartej ewangelii?
Przecież wiesz, że żadnego z podanych przeze mnie wniosków jak dotąd nie podważyłeś.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
13-10-2011 09:47 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Czy przedstawiłeś jakiekolwiek argumenty przemawiające za tym, że umiłowany uczeń i apostoł Jan to jedna i ta sama osoba?

Mam wrażenie, że tak.
A czy Ty przedstawiłeś jakiekolwiek argumenty przemawiające za tym, że umiłowany uczeń i apostoł Jan to różne osoby? Tak, jakieś argumenty przedstawiłeś, ale z pewnością nie są to argumenty przekonujące - ani dla mnie, ani dla sporej części współczesnych egzegetów.

>Czy dałeś jakieś rzeczowe dowody, że apostoł Jan jest jedynym, lub choćby jednym z kilku autorów przypisywanej mu ewangelii?

Stuprocentowe dowody wciąż nie istnieją - ani na rzecz tej tezy, ani na rzecz tezy przeciwnej.

>Czy przedstawiłeś opinie jakichś znanych badaczy jednoznacznie ustalające autora czy też autorów czwartej ewangelii?

Oto nazwiska niektórych badaczy, którzy uważają, że autorem Ewangelii Jana był apostoł Jan:

F.-M. Braun, Jean le Theologien, I, 303; R. E. Brown I, XCVII nn; H. van den Bussche, 20 nn; R. Schackenburg (tylko w komentarzu: Das Johannesevangelium, I, 86 nn); A. Feuillet, Introduction a la Bible, II, 655 n; P. Stuhlmacher, E. Ruckstuhl, P. Dschullnig, Biblische Theologie des Neuen Testaments, II, 206-27.
24-10-2011 22:11 
 Ocena 13 na 13
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Czy przedstawiłeś jakiekolwiek argumenty przemawiające za tym, że umiłowany uczeń i apostoł Jan to jedna i ta sama osoba?
>Mam wrażenie, że tak.

W jednej wypowiedzi powołałeś się na świadectwo własne J 21, 24 (przy okazji określiłeś tym mianem również werset J 19, 35) oraz słowa Ireneusza znane z Adv. haer. III, 1, 1.
I to wszystko. Być może coś pominąłem, ale jeśli pisałeś więcej na ten temat, to spróbuj to przypomnieć.

>A czy Ty przedstawiłeś jakiekolwiek argumenty przemawiające za tym, że umiłowany uczeń i apostoł Jan to różne osoby?

Tak przedstawiłem kilka argumentów przemawiających za tym, iż brak jest podstaw, by utożsamiać owego tajemniczego "umiłowanego ucznia" z apostołem Janem. Co więcej - wydaje mi się, że większość z tych argumentów niemal przeczy temu. Żadnego z tych argumentów w sposób merytoryczny nie obaliłeś, a w zasadzie nawet nie podjąłeś takiej próby (pomijam tu kilka niewiele znaczących uwag).

Piszesz, że te moje argumenty nie są przekonujące. A mnie się wydaje, że choćbym nie wiem jak mocne argumenty przedstawił, to Ty i tak stwierdzisz, że one nie są dla Ciebie przekonujące.
Musisz jednak zdać sobie wreszcie sprawę z tego, że to na Tobie spoczywa obowiązek udowodnienia, że "umiłowany uczeń" - owa tajemnicza postać przedstawiona wyłącznie w czwartej ewangelii - to właśnie apostoł Jan. Czekam na ten dowód, lub choćby na jakieś mocne argumenty, ale jak na razie niczego konkretnego z Twojej strony się nie doczekałem.
Przypomnę Ci, co do tej pory napisałem na temat "umiłowanego ucznia":

(a) W ostatnim nieautentycznym rozdziale czwartej ewangelii (J 21) dopisanym przez kogoś innego niż ewangelista (a za takiego należy uznać autora rozdziałów od J 1 do J 20 z wyłączeniem kilku późniejszych dodatków) poczynione zostało staranie, by autora ewangelii należało utożsamiać z "uczniem, którego Jezus miłował".
W wersecie J 21, 24 rzekomy "umiłowany uczeń" napisał: A to właśnie jest uczeń, który składa świadectwo o tych rzeczach i to napisał.

(b) W ani jednym miejscu ewangelii nie stwierdzono, iż "umiłowanego ucznia" należy utożsamiać z apostołem Janem. Nie ma więc żadnych podstaw, by tych dwóch (Jana i ucznia) utożsamiać. Umiłowanym uczniem mógł być ktoś inny. Ale kto?
Przypisywanie przez Kościół autorstwa ewangelii apostołowi Janowi absolutnie nie wynika zatem z jej treści (nawet z dopisanego rozdziału J 21).

(c) Analiza sceny połowu ryb (J 21, 1 i nast. ), a konkretnie porównanie wersetów 2 i 7, prowadzi do wniosku, iż autor tej sceny bynajmniej nie dążył do utożsamienia umiłowanego ucznia z apostołem Janem.

(d) Wzajemne porównanie scen (opisanych we wszystkich ewangeliach) opisanych bezpośrednio po scenie pojmania Jezusa - tj. udanie się Piotra (i rzekomo "ucznia") za pojmanym Jezusem i pobyt Piotra na dziedzińcu pałacu arcykapłana - prowadzi do dość prawdopodobnego wniosku, iż uczeń ten nie był postacią historyczną (występuje tylko u Jana).
Jeśli zaś mimo to uznamy ucznia za postać autentyczną, to musimy stwierdzić, iż nie sposób go utożsamiać z apostołem Janem, prostym rybakiem z Galilei. Do takiego wniosku skłania informacja podana w J 18, 15, iż to właśnie Jan wprowadził Piotra na dziedziniec pałacu wykorzystując znajomość z arcykapłanem.

(e) Autor dopisanego rozdziału J 21 zawarł w nim m.in. opis jednego z rzekomych objawień Jezusa (J 21, 1 i nast.). W tym samym rozdziale napisał on, że był świadkiem tego wydarzenia". Ale świadkiem być przecież nie mógł (o czym pisałem powyżej).
Wynika z tego wniosek, że celem autora tych wstawek było podszycie się pod autora całej ewangelii (włącznie z dokonanymi uzupełnieniami) i stworzenie wrażenia, że napisał ją naoczny świadek wydarzeń z życia Jezusa.
Co ciekawe (nie pisałem jeszcze o tym) - autor glosy J 21, 24 wiedział o tym, że ewangelista już nie żył, bo tak należy rozumieć werset J 21, 23.

(f) Ojciec Kościoła Ireneusz z Lyonu około roku 180 jako pierwszy stwierdził, że autorem czwartej ewangelii jest "Jan, uczeń Jezusa", a przy okazji utożsamił go z "umiłowanym uczniem". Oczywiście nie wskazał źródła informacji.

>Tak, jakieś argumenty przedstawiłeś, ale z pewnością nie są to argumenty przekonujące - ani dla mnie, ani dla sporej części współczesnych egzegetów.

Zamiast pisać, że argumenty te nie są przekonujące, spróbuj je w sposób rzeczowy poważyć. Wypisałem Ci je powyżej, żebyś nie musiał szukać.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-10-2011 23:44 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>Czy przedstawiłeś jakiekolwiek argumenty przemawiające za tym, że umiłowany uczeń i apostoł Jan to jedna i ta sama osoba?
>>Mam wrażenie, że tak.
>W jednej wypowiedzi powołałeś się na świadectwo własne J 21, 24 (przy okazji określiłeś tym mianem również werset J 19, 35) oraz słowa Ireneusza znane z Adv. haer. III, 1, 1.
>I to wszystko. Być może coś pominąłem, ale jeśli pisałeś więcej na ten temat, to spróbuj to przypomnieć.

Dobrze, niech Ci będzie, powtórzę jeszcze raz najistotniejsze elementy rozumowania:

W Ewangelii Jana, w opisie śmierci Jezusa na krzyżu czytamy, iż jeden z żołnierzy włócznią przebił bok Jezusa, a dalej są słowa mające podstawowe znaczenie dla kwestii autorstwa Ewangelii Jana: Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli (J 19, 35). W tym miejscu Ewangelia Jana powołuje się na świadka naocznego. Dla kogoś, kto czyta tekst Ewangelii bez uprzedzeń ideologicznych, jest zupełnie jasne, że świadkiem tym jest uczeń, który stał pod krzyżem i był "uczniem, którego Jezus miłował" (J 19, 26). W dodatku redakcyjnym Ewangelii Jana pojawia się jeszcze jedna wzmianka o tym uczniu jako autorze Ewangelii (J 21, 24). Jego postać występuje ponadto w J 13,23; 20,2-10; 21,7; J 1,35-40; 18,15n. Ewangelia Jana nie podaje wprost imienia tego ucznia - wyraźnie świadomie przemilcza to. Jednak opisany związek tego ucznia z powołaniem Piotra i innych uczniów sugeruje, iż uczniem tym jest apostoł Jan, syn Zebedeusza. W Apokalipsie (1, 1-4) Jan jest wymieniony wprost jako jej autor, mimo jednak bardzo dużego podobieństwa pomiędzy tekstami Apokalipsy, Ewangelii Jana oraz listów Jana, nie jest to jeszcze stuprocentowy dowód na to, że Jan jest także autorem Ewangelii Jana.

Cała najstarsza tradycja Kościoła jednoznacznie identyfikuje apostoła Jana jako autora Ewangelii i zarazem "umiłowanego ucznia", i to poczynając już od Ireneusza z Lyonu - w pełnej zgodności z identyfikującymi Jana wzmiankami Ewangelii. Tę identyfikację zaczęto kwestionować w czasach nowożytnych; w szczególności podkreślany był fakt, że prosty galilejski rybak nie byłby w stanie napisać tak głębokiego tekstu i nie mógł być spokrewniony z arcykapłanem, jak to sugeruje J 18,15. Francuski egzegeta H. Cazelles wykazał, że kapłan świątyni jerozolimskiej mógł jednocześnie zarabiać na życie wykonując jakiś inny zawód oraz że warunki te mógł spełniać Zebedeusz, o którym wiadomo, że nie był prostym rybakiem, lecz zatrudniał wielu pracowników. Cazelles wysunął hipotezę, iż Zebedeusz jako kapłan miał mieszkanie w Jerozolimie i że tam właśnie miała miejsce wieczerza, podczas której ów uczeń "spoczywał na piersi Jezusa" - a według zwyczajów żydowskich właściciel domu lub jego syn siedział po prawej stronie gościa, opierając głowę na jego piersi.

A zatem można utożsamiać apostoła Jana z owym świadkiem, który w Ewangelii Jana uroczyście stwierdza, że był świadkiem naocznym (J 19, 35) i w ten sposób utożsamia siebie z autorem Ewangelii - ten pogląd podziela wielu współczesnych egzegetów (rzecz jasna, jest też wielu egzegetów, którzy mają inne poglądy).

Oprócz kwestii autorstwa Ewangelii Jana istnieje ponadto kwestia redakcji Ewangelii Jana. W tej sprawie istotna jest informacja podana przez Euzebiusza z Cezarei, który napisał w swojej Historii Kościoła, iż biskup Papiasz zamieścił w swoich pismach wzmiankę o spotkanym przez siebie "prezbiterze Janie"; na podstawie tej wzmianki oraz kilku innych podobnych wskazówek można wyciągnąć wniosek, iż w Efezie mogła istnieć "szkoła Jana", nawiązująca do apostoła Jana, którą kierował jego uczeń - "prezbiter Jan". Po śmierci apostoła Jana "prezbiter Jan" stał się spadkobiercą nauczania apostoła i redaktorem jego pism, przede wszystkim Ewangelii Jana. Taki właśnie wniosek wyciagnął z tych źródeł m.in. niemiecki badacz P. Stuhlmacher, pisząc m.in.: "tresć Ewangelii Jana wywodzi się od ucznia, którego Jezus miłował. Prezbiter uważał siebie za przekaziciela i tubę jego nauczania".

Pozostałe szczegóły i elementy rozumowania musisz już znaleźć sam, przeglądając moje poprzednie posty.
25-10-2011 11:05 
 Ocena 4 na 4
zupełna (2507 punktów)
Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli (J 19, 35). W tym miejscu Ewangelia Jana powołuje się na świadka naocznego. Dla kogoś, kto czyta tekst Ewangelii bez uprzedzeń ideologicznych, jest zupełnie jasne, że świadkiem tym jest uczeń, który stał pod krzyżem i był "uczniem, którego Jezus miłował" (J 19, 26).[/color]
Czytam Ewangelię Jana jak i pozostałe części NT i ST całkowicie bez uprzedzeń i zupełnie jest dla mnie jasne, ze ten kto stał pod krzyżem to być może był "uczeń, którego Jezus miłował", a skoro nie była to miłość homoseksualna to może była to uczennica.(dlaczego Jezus miłowal własnie tego ucznia a innych nie?)

W dodatku redakcyjnym Ewangelii Jana pojawia się jeszcze jedna wzmianka o tym uczniu jako autorze Ewangelii (J 21, 24). Jego postać występuje ponadto w J 13,23; 20,2-10; 21,7; J 1,35-40; 18,15n. Ewangelia Jana nie podaje wprost imienia tego ucznia - wyraźnie świadomie przemilcza to. Jednak opisany związek tego ucznia z powołaniem Piotra i innych uczniów sugeruje, iż uczniem tym jest apostoł Jan, syn Zebedeusza. >
Czytając Ewangelie Jana (bez uprzedzeń), za każdym razem odnoszę wrażenie, że robiono z tym tekstem wszystko aby pierwotnego autora ukryć, a ponieważ jest to tekst pochodzący z tłumaczeń z tłumaczeń z tłumaczeń to wszystko jest możliwe.
pozdrawiam
25-10-2011 11:24 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> W dodatku redakcyjnym Ewangelii Jana pojawia się jeszcze jedna wzmianka o tym uczniu jako autorze Ewangelii (J 21, 24). Jego postać występuje ponadto w J 13,23; 20,2-10; 21,7; J 1,35-40; 18,15n. Ewangelia Jana nie podaje wprost imienia tego ucznia - wyraźnie świadomie przemilcza to. Jednak opisany związek tego ucznia z powołaniem Piotra i innych uczniów sugeruje, iż uczniem tym jest apostoł Jan, syn Zebedeusza. >
>Czytając Ewangelie Jana (bez uprzedzeń), za każdym razem odnoszę wrażenie, że robiono z tym tekstem wszystko aby pierwotnego autora ukryć, a ponieważ jest to tekst pochodzący z tłumaczeń z tłumaczeń z tłumaczeń to wszystko jest możliwe.

Tak nie jest, gdyż:
1) mamy dziś ustalony w 99% oryginalny tekst grecki
2) mamy polskie tłumaczenia z oryginalnego tekstu greckiego.

Jeśli ktoś zatem zna koine, to może mieć komfort czytania tekstów Nowego Testamentu dokładnie w tej postaci, w jakiej zostały one napisane w I wieku (lub w przypadku Ewangelii Jana - prawdopodobnie na przełomie I i II wieku).
25-10-2011 11:54 
 Ocena 5 na 5
maruda (5550 punktów)
>>Czytając Ewangelie Jana
>Tak nie jest, gdyż:
>1) mamy dziś ustalony w 99% oryginalny tekst grecki

Rozumiem że jest to oryginalny tekst pierwszego rękopisu Jana z pierwszego wieku naszej ery. Ciekawe bo z pańskich wypowiedzi wynika że tekst ten nie jest oryginalny i był wielokrotnie redagowany. Wypowiedź "oryginalny tekst grecki" odnosi się do kolejnych redakcji, więc nie jest to oryginał.

>Jeśli ktoś zatem zna koine, to może mieć komfort czytania tekstów Nowego Testamentu dokładnie w tej postaci, w jakiej zostały one napisane w I wieku (lub w przypadku Ewangelii Jana - prawdopodobnie na przełomie I i II wieku).

To kolejne przekłamanie, czy tylko drobny błąd podczas pisania? Z I i II wieku mamy tylko szczątki tekstu. Posłużę się argumentacją obecną już w tym wątku: nie można wykluczyć że na zniszczonych fragmentach papirusów były wpisy inne od dzisiaj znanych.

Come to the dark side, we have cookies
25-10-2011 12:46 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>1) mamy dziś ustalony w 99% oryginalny tekst grecki
>Rozumiem że jest to oryginalny tekst pierwszego rękopisu Jana z pierwszego wieku naszej ery. Ciekawe bo z pańskich wypowiedzi wynika że tekst ten nie jest oryginalny i był wielokrotnie redagowany. Wypowiedź "oryginalny tekst grecki" odnosi się do kolejnych redakcji, więc nie jest to oryginał.

Praktycznie każdy istotny tekst, oprócz tego, że ma autora, to ma jeszcze dodatkowo redaktora. Istnienie redaktora nie narusza autorstwa, chyba że redaktor ingeruje w tekst wbrew intencjom autora. To ogólne zasady - prawdziwe wczoraj, dziś i jutro.

Zasady te dotyczą także Ewangelii Jana. Redaktorem Ewangelii Jana był prawdopodobnie "prezbiter Jan" - uczeń apostoła Jana i spadkobierca jego nauczania, kierujący tzw. "szkołą Jana". Z analizy tekstu Ewangelii wynika, że redaktor starał się jak najwierniej trzymać się sformułowań autora, zatem nie ma żadnych podstaw, żeby kwestionować autorstwo apostoła Jana.

A zatem tekst oryginalny to tekst po redakcji. Inny zresztą nie istnieje - we wszystkich rękopisach występuje ta sama postać tekstu Ewangelii Jana, zatem redakcja tekstu zakończyła się przed rozpowszechnieniem Ewangelii.

Podsumowując: dysponujemy oryginalnym tekstem Ewangelii Jana.

>>Jeśli ktoś zatem zna koine, to może mieć komfort czytania tekstów Nowego Testamentu dokładnie w tej postaci, w jakiej zostały one napisane w I wieku (lub w przypadku Ewangelii Jana - prawdopodobnie na przełomie I i II wieku).
>To kolejne przekłamanie, czy tylko drobny błąd podczas pisania? Z I i II wieku mamy tylko szczątki tekstu. Posłużę się argumentacją obecną już w tym wątku: nie można wykluczyć że na zniszczonych fragmentach papirusów były wpisy inne od dzisiaj znanych.

Nie ma tu ani "przekłamania", ani "drobnego błędu podczas pisania". Gdyby "na zniszczonych fragmentach papirusów były wpisy inne od dzisiaj znanych", to zostałyby odtworzone w późniejszych kopiach - a nic takiego nie stwierdzono.
25-10-2011 20:33 
 Ocena 2 na 2
zupełna (2507 punktów)
>Praktycznie każdy istotny tekst, oprócz tego, że ma autora, to ma jeszcze dodatkowo redaktora. Istnienie redaktora nie narusza autorstwa, chyba że redaktor ingeruje w tekst wbrew intencjom autora. To ogólne zasady - prawdziwe wczoraj, dziś i jutro.
Pewnie tak to by wyglądało, gdybyśmy mogli porównać jakoś intencje autora i redaktora, ale w przypadku St i NT to raczej niemożliwe.

>Zasady te dotyczą także Ewangelii Jana. Redaktorem Ewangelii Jana był prawdopodobnie "prezbiter Jan" - uczeń apostoła Jana i spadkobierca jego nauczania, kierujący tzw. "szkołą Jana". Z analizy tekstu Ewangelii wynika, że redaktor starał się jak najwierniej trzymać się sformułowań autora, zatem nie ma żadnych podstaw, żeby kwestionować autorstwo apostoła Jana.
A jak to możemy sprawdzic skoro znamy jedynie to co prawdopodobnie napisal prawdopodobny uczeń prawdopodobnego apostoła Jana? Jak z analizy tekstu możemy wyciągnąc wnioski, że domniemany redaktor trzymał sie intencji domniemanego autora skoro nie znamy innej wersji tekstu niż ta po redagowaniu?

>A zatem tekst oryginalny to tekst po redakcji. Inny zresztą nie istnieje - we wszystkich rękopisach występuje ta sama postać tekstu Ewangelii Jana, zatem redakcja tekstu zakończyła się przed rozpowszechnieniem Ewangelii.
>Podsumowując: dysponujemy oryginalnym tekstem Ewangelii Jana.>>>

Tekst po redagowaniu przez kogoś to tekst redagowany jak mniemam.
25-10-2011 21:59 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Michalski (234 punktów)
W obydwu przypadkach cel był polityczny www.racjonalista.pl/forum.php/s,451702#w454018

Co do Jana to jest kilka ciekawych informacji;
-ukrzyżowanie Jezusa 13 Nisan,33CE, dzień przed świętem paschy ( tak jak zabija się baranka na paschędzień wcześniej)
-zmartwychwstanie Jezusa 15 Nisan ,33CE
-wg Josephusa Masada upadła 15 Nisan,73CE koniec wojny

Jan i Josephus dają nam 40 lat pomiędzy ukrzyżowaniem naszego baranka NOWEGO JUADAIZMU i końcem wojny.

Mt 24:34 Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie(40), aż się to wszystko stanie.

Taka bez znaczenia spełniona przepowiednia, Euzebiusz był tego świadomy, pisał o tym w Euzebiusz Historia Chapter VII.8-The Predictions of Christ.

Niezły fudge i ten prolog u Jana "Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa" Przez pierwsze kilka rozdziałów Ewangelii Jan pokazuje, że Jezus przewyższa Stare Przymierze oraz jego instytucje i praktyki.
Hallo, robimy nowe przymierze bo stare to lipa bo żydzi nie chcą płacić podatków.

I ta historia z Samarytanką jest tylko u Jana. Raczej czarny humor można powiedzieć.
U Josephusa na górze Gerizim Samarytanie umierali z pragnienia w czasie wojny ,a Jezus mówi Samarytance ,że jest żywą wodą.
I tu z artykułu www.racjonalista.pl/kk.php/s,580
Samarytanie, również czczący Jahwe, składali mu hołd na świętej górze Gerazim (zwróć uwagę, że Jezus mówił do Samarytanki, że Jahwe nie będzie czczony ani w świątyniach ani na górach - mówił oczywiście o świątyni w Jerozolimie i o górze Gerazim - dwóch najważniejszych miejscach kultu Jahwe; z drugiej strony sam wstępował na górę modląc się do Jahwe).

Gerazim u Josephusa występuje tylko raz u Jana jest tylko jedno nawiązanie do tego miejsca.

Szymon u Josephusa 3 razy odrzuił propozycję pokoju po czym zmiękł gdy został złapany przez rzymian, Szymon u Jana 3 razy wyparł sie po walnął skruchę itd.


26-10-2011 12:56 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Zatem nigdy nie przeczytałaś "oryginalnego" tekstu żadnej książki - zawsze był to tekst "redagowany".
26-10-2011 16:18 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>Zatem nigdy nie przeczytałaś "oryginalnego" tekstu żadnej książki - zawsze był to tekst "redagowany".
W dobrym tonie jest autoryzowanie poprawek redaktora. Każde poważne wydawnictwo tak robi. Jeśli teksty redagowane nie są autoryzowane, to zmniejsza się ich rzetelność, bo nigdy nie wiadomo kto redagował i jak dobrze to zrobił - a wiem, że często niby wykwalifikowany redaktor niechcący zmienia znaczenie zdań.
Dlatego NIE, nie każdy tekst drukowany jest "redagowany", a już na pewno nie w tym kontekście.
26-10-2011 18:41 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Zatem nigdy nie przeczytałaś "oryginalnego" tekstu żadnej książki - zawsze był to tekst "redagowany".
To nawet prawda - zanim wyślę tekst do druku "redaguję" go kilka razy.

>W dobrym tonie jest autoryzowanie poprawek redaktora. Każde poważne wydawnictwo tak robi. Jeśli teksty redagowane nie są autoryzowane, to zmniejsza się ich rzetelność, bo nigdy nie wiadomo kto redagował i jak dobrze to zrobił - a wiem, że często niby wykwalifikowany redaktor niechcący zmienia znaczenie zdań.
Szkoda słów Pani Aniu, mam doświadczenia z obu stron. Redaktor musiał mi uzasadnić każdą propozycję zmiany zanim wyraziłem na nią zgodę, a ja autorami prowadziłem (i prowadzę) rozmowy, gdy chciałem coś zmienić (Oczywiście mówię tu o redakcji merytorycznej, a nie o korekcie). Ale muszę przyznać, że nie wiem jak to się odbywa w np. katolickich wydawnictwach, gdy cenzorem jest "władza duchowna".

Redakcja pism wokół nowotestamentowych - jest nieporównywalna z czasami współczesnymi.
Nie znamy żadnego zapisu pochodzącego ani od Jezusa, ani od apostołów. Wszystkie teksty zostały zapisane - co najmniej - kilkadziesiąt lat po jego śmierci. Ze strzępów wielu tekstów z przeróżnych względów: religijnych, ambicjonalnych, politycznych i przypadku - zostały wybrane te, a nie inne.

Na tymi strzępami siedzieli ówcześni redaktorzy, którzy w żadnym przypadku nie dążyli do historycznego opisu (zresztą koncepcja pisania historii w starożytności zdecydowanie różniła się od dzisiejszej), tylko do "zbudowania" wiernych przez wykazanie cudowności postaci i wydarzeń z nią związanych. Luki w tych strzępach oraz trudności w zrozumieniu języka oryginału zapełniano według własnych koncepcji. Nagminnie stosowane "pobożne oszustwo" nie było traktowane jako czyn naganny, tylko odwrotnie jako czyn dobry - przyczyniający się do większej chwały bożej.

Obecnie chcąc dowiedzieć się czegoś sensownego o czasach Jezusa nie warto opierać na Nowym Testamencie - on może być tylko traktowany jako literatura uzupełniająca - trzeba sięgać do bardzo wielu i bardzo różnych zapisów z tamtych czasów, odkrytych w ostatnich kilkudziesięciu latach.

Tak, jest to bardzo ciekawe zagadnienie, ale nie warto dyskutować z czyjąś wiarą. Niezależnie od wszelakich argumentów on i tak pozostanie ze swoją wiarą, a Pani tylko kilka - kilkadziesiąt razy przeczyta to samo. Czy warto dyskutować z młynkiem modlitewnym?

Serdecznie pozdrawiam

@@@
.
09-11-2011 11:11 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Są napisane kilkadziesiąt lat po BYC MOŻE jego DOMNIEMANEJ, PRZYPUSZCZALNEJ śmierci.
09-11-2011 19:47 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Są napisane kilkadziesiąt lat po BYC MOŻE jego DOMNIEMANEJ, PRZYPUSZCZALNEJ śmierci.
Ale lubi Pan zabawę w strzyżono - golono.

Całe ludzkie doświadczenie mówi, że ludzie ledwie setkę przekraczają. Jak sądzę przeciętny wiek przeżywania mężczyzn w czasach Jezusa wynosił około czterdziestki.
Na podstawie tych przesłanek oraz logiki prawdopodobieństwa - stawiam dolary przeciwko śliwkom - że śmierci całkowicie pewnej.

Abyśmy długo w zdrowiu żyli.

@@@
.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Żywi ludzie umierają, fikcyjni niekoniecznie...

Nawet żywym osobom przypisuje się rodzaje śmierci, na które nie umarli - ktoś mógł na przykład umrzeć ze starości, a nie na krzyżu, o ile tylko nie był fikcyjny... Fikcyjnie to mógł zostać zadeptany przez mrówki, albo zjedzony przez myszy jak król Popiel... Czy myszy króla Popiela były historyczne?
09-11-2011 22:31 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>Żywi ludzie umierają, fikcyjni niekoniecznie...
>Nawet żywym osobom przypisuje się rodzaje śmierci, na które nie umarli - ktoś mógł na przykład umrzeć ze starości, a nie na krzyżu, o ile tylko nie był fikcyjny... Fikcyjnie to mógł zostać zadeptany przez mrówki, albo zjedzony przez myszy jak król Popiel... Czy myszy króla Popiela były historyczne?

Gdyby w Ewangeliach, Jezusa pożarły myszy, tej dysputy by nie było. Opowieść o śmierci krzyżowej nie jest taka nieprawdopodobna.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No tak, ale król Popiel nie twierdził (przynajmniej takie twierdzenia nie przetrwały próby czasu), iż nakarmiwszy myszy uda się do boga ojca...
11-11-2011 15:42 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Żywi ludzie umierają, fikcyjni niekoniecznie...
Nie prowadzę tu dywagacji o istnieniu fikcyjnych bohaterów.
Nie istnieją najmniejsze przesłanki potwierdzające istnienie Jezusa Chrystusa, który jest czystym religijnym mitem. Przypuszczam tylko, że jakaś faktycznie żyjąca postać - od chwili pojawienia się w Galilei, nad jeziorem Genazaret, do chwili śmierci na krzyżu - mogła stać się jądrem Chrystusowego mitu.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-10-2011 16:54 
 Ocena 3 na 3
zupełna (2507 punktów)
> Zatem nigdy nie przeczytałaś "oryginalnego" tekstu żadnej książki - zawsze był to tekst "redagowany".
Ania już odpowiedziała "moimi" słowami.
Dodam, że zdażyło mi się czytać książki wydane pod różnymi redakcjami i różnice były zauważalne, nie mówiąc o rożnicach w wersjach róznojęzykowych, bo przecież oczywiste, że co tłumacz to subtelności.
25-10-2011 11:56 
 Ocena 2 na 2
zupełna (2507 punktów)
> Jeśli ktoś zatem zna koine, to może mieć komfort czytania tekstów Nowego Testamentu dokładnie w tej postaci, w jakiej zostały one napisane w I wieku (lub w przypadku Ewangelii Jana - prawdopodobnie na przełomie I i II wieku).
Pewnie zaskoczę Ciebie bardzo , ale nie znam koine. Skazana jestem zatem na tekst B.1000lecia, niemniej i ten tekst może być przyczyną wielu emocji.
25-10-2011 12:14 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Jeśli ktoś zatem zna koine, to może mieć komfort czytania tekstów Nowego Testamentu dokładnie w tej postaci, w jakiej zostały one napisane w I wieku (lub w przypadku Ewangelii Jana - prawdopodobnie na przełomie I i II wieku).
>Pewnie zaskoczę Ciebie bardzo , ale nie znam koine. Skazana jestem zatem na tekst B.1000lecia, niemniej i ten tekst może być przyczyną wielu emocji.

Ja też nie znam koine i podzielam Twoje emocje
25-10-2011 12:23 
 Ocena 5 na 5
zupełna (2507 punktów)
>>Pewnie zaskoczę Ciebie bardzo , ale nie znam koine. Skazana jestem zatem na tekst B.1000lecia, niemniej i ten tekst może być przyczyną wielu emocji.
>Ja też nie znam koine i podzielam Twoje emocje

O na podstawie Twoich wypowiedzi tutaj to jestem pewna, że książkę to czasem czytamy tę samą, ale emocje to mamy zasadniczo różne.
25-10-2011 12:48 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> >>Pewnie zaskoczę Ciebie bardzo , ale nie znam koine. Skazana jestem zatem na tekst B.1000lecia, niemniej i ten tekst może być przyczyną wielu emocji.
>>Ja też nie znam koine i podzielam Twoje emocje

>O na podstawie Twoich wypowiedzi tutaj to jestem pewna, że książkę to czasem czytamy tę samą, ale emocje to mamy zasadniczo różne.

Nie szkodzi. Najgorsza jest obojętność.
25-10-2011 13:01 
 Ocena 4 na 4
zupełna (2507 punktów)
>Nie szkodzi. Najgorsza jest obojętność.
Mam wrażenie mbielecki, ze Tobie to forum szkodzi. Im dłużej tu bywasz to tak, jakby bardziej w nas ludzi dostrzegasz, a nie stado baranów bez pasterza, bo takie na początku Twojej działalności ewangelizacyjnej wrażenie miałam.
28-09-2011 19:21 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Inni badacze wypowiadają się w tej kwestii bardziej jednoznacznie.

Jacy badacze twierdzą, że autorem czwartej ewangelii był apostoł Jan? Wymień jakieś nazwiska, podaj źródła.

>Kościelna tradycja, i to już od Ireneusza z Lyonu (koniec I wieku), identyfikowała "umiłowanego ucznia" i autora Ewangelii z Janem - synem Zebedeusza.

Popełniłeś powyżej bardzo duży błąd. Ojciec Kościoła, biskup Ireneusz z Lyonu (z Lugdunum) żył w latach od około 140 do około 202 r. n.e., a ty określiłeś jego działalność na koniec I wieku.

Faktem jest, że około 180 (190) roku n.e. Ireneusz relacjonował, że Jan dożył sędziwego wieku w Efezie i tam napisał ewangelię. Jak się jednak dość powszechnie uważa, pomylił on apostoła Jana z Janem Prezbitrem (Starszym). Wszystkie późniejsze świadectwa odwołują się do Ireneusza.
Przeciwko autorstwu Jana przemawia bardzo wiele solidnych argumentów. Wspomnę tu o jednym. Otóż najprawdopodobniej apostoł Jan zginął śmiercią męczeńską około połowy I wieku, zaś przypisywana mu ewangelia powstała - o czym już pisałem - pomiędzy rokiem 100 a 110.

O tym, że Jan nie jest autorem czwartej ewangelii oraz o dacie jej powstania (100-110 r. n.e.) piszą m.in.: Geza Vermes, Hycam Maccoby, Uta Ranke-Heineman, Karlheinz Deschner, Józef Keller, Hugh Schonfield czy też cytowany wcześniej Joachim Gnilka.
John D. Crossan podaje, że pierwsza wersja czwartej ewangelii powstała na początku II wieku, zaś druga po roku 120.
Anna Świderkówna twierdzi, iż sprawa autorstwa ewangelii Jana jest dość skomplikowana, jednakże jednoznacznego stanowiska nie zajęła.

>Tę identyfikację zaczęto kwestionować dopiero w czasach nowożytnych, podnosząc zwłaszcza argumenty, iż prosty rybak nie mógłby napisać tak głębokiego tekstu oraz że nie mógł być spokrewniony z rodziną arcykapłana (J 18,15).

Skoro piszesz o argumentach negujących janowe autorstwo czwartej ewangelii, to ja pozwolę sobie jeszcze co nieco ich przytoczyć:
(1) Wspomniałem już o prawdopodobnej męczeńskiej śmierci Jana około połowy I wieku (możliwe są tu dwie daty: 44 lub 62 rok n.e.).
(2) Tę męczeńską śmierć Jana przewidział Jezus w ewangeliach według Marka i Mateusza. Gdyby taka śmierć Jana nie była faktem, to autorzy tych dwóch ewangelii raczej nie pisaliby o tej przepowiedni Jezusa.
(3) Według ewangelii Jan apostoł był Galilejczykiem, autorowi zaś ewangelii Galilea jest raczej obca.
(4) Czwarta ewangelia jest najbardziej antyżydowska. Z tego powodu nie można Jana apostoła uważać za jej autora, bo ten swoją działalność misyjną prowadził wśród Żydów.
(5) Charakter Jana z trzech pierwszych ewangelii ("syn gromu") nie pasuje do Jana z czwartej ewangelii (spokojny, ulubiony uczeń Jezusa).
(6) Geza Vermes pisze: wyobrażenie sobie jako autora czwartej Ewangelii "nieuczonego i prostego" galilejskiego rybaka (Dz 4, 13), który w wieku mniej więcej stu lat był nie tylko twórczy, lecz również świetnie obeznany z hellenistyczna myślą filozoficzną i mistyczną, wymaga wysiłku wyobraźni wykraczającego chyba poza zdrowy rozsądek (Twarze Jezusa, s. 20).

>Badania ostatnich lat uprawdopodobniły jednak tezę, iż autorem Ewangelii był Jan, syn Zebedeusza. Natomiast istotną rolę w redakcji ostatecznej wersji Ewangelii odegrał prawdopodobnie uczeń Jana i powiernik jego nauczania - tzw. "Jan Prezbiter".

Te "badania" przeprowadzili zapewne teologowie katoliccy. Wyniki ich dociekań są jednak przez ogół badaczy krytycznych pomijane.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
30-09-2011 22:30 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jacy badacze twierdzą, że autorem czwartej ewangelii był apostoł Jan? Wymień jakieś nazwiska, podaj źródła.

Ponieważ badaczy katolickich a priori odrzucasz (a szkoda, bo w nauce powinny decydować racje, a nie wyznanie), to podaję nazwisko badacza, który katolikiem nie jest: Peter Stuhlmacher, Biblische Theologie des Neuen Testaments, Gottingen, 1999.

>>Kościelna tradycja, i to już od Ireneusza z Lyonu (koniec I wieku), identyfikowała "umiłowanego ucznia" i autora Ewangelii z Janem - synem Zebedeusza.
>Popełniłeś powyżej bardzo duży błąd. Ojciec Kościoła, biskup Ireneusz z Lyonu (z Lugdunum) żył w latach od około 140 do około 202 r. n.e., a ty określiłeś jego działalność na koniec I wieku.

Bardzo pochopnie uznałeś moją oczywistą omyłkę pisarską ( "I" zamiast "II") za błąd merytoryczny - założyłeś, że twierdzę, iż Ireneusz wypowiedział się o autorstwie Ewangelii Jana zanim została ona napisana?

>Skoro piszesz o argumentach negujących janowe autorstwo czwartej ewangelii, to ja pozwolę sobie jeszcze co nieco ich przytoczyć:
>(1) Wspomniałem już o prawdopodobnej męczeńskiej śmierci Jana około połowy I wieku (możliwe są tu dwie daty: 44 lub 62 rok n.e.).

Czy mogę prosić o jakieś bliższe szczegóły tej oryginalnej hipotezy?...

>(2) Tę męczeńską śmierć Jana przewidział Jezus w ewangeliach według Marka i Mateusza. Gdyby taka śmierć Jana nie była faktem, to autorzy tych dwóch ewangelii raczej nie pisaliby o tej przepowiedni Jezusa.

A niby dlaczego?

>(3) Według ewangelii Jan apostoł był Galilejczykiem, autorowi zaś ewangelii Galilea jest raczej obca.
>(4) Czwarta ewangelia jest najbardziej antyżydowska. Z tego powodu nie można Jana apostoła uważać za jej autora, bo ten swoją działalność misyjną prowadził wśród Żydów.
>(5) Charakter Jana z trzech pierwszych ewangelii ("syn gromu") nie pasuje do Jana z czwartej ewangelii (spokojny, ulubiony uczeń Jezusa).

Siła argumentów - taka sobie...

>(6) Geza Vermes pisze: wyobrażenie sobie jako autora czwartej Ewangelii "nieuczonego i prostego" galilejskiego rybaka (Dz 4, 13), który w wieku mniej więcej stu lat był nie tylko twórczy, lecz również świetnie obeznany z hellenistyczna myślą filozoficzną i mistyczną, wymaga wysiłku wyobraźni wykraczającego chyba poza zdrowy rozsądek (Twarze Jezusa, s. 20).

Badania H. Cazellesa pokazały, że "prosty rybak" mógł być związany z jerozolimską arystokracją kapłańską. O wieku autora Ewangelii już pisałem. Zatem i ten argument jest do obalenia.

>>Badania ostatnich lat uprawdopodobniły jednak tezę, iż autorem Ewangelii był Jan, syn Zebedeusza. Natomiast istotną rolę w redakcji ostatecznej wersji Ewangelii odegrał prawdopodobnie uczeń Jana i powiernik jego nauczania - tzw. "Jan Prezbiter".
>Te "badania" przeprowadzili zapewne teologowie katoliccy. Wyniki ich dociekań są jednak przez ogół badaczy krytycznych pomijane.

Już pisałem: np. P. Stuhlmacher - niekatolik.
01-10-2011 08:14 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ponieważ badaczy katolickich a priori odrzucasz (a szkoda, bo w nauce powinny decydować racje, a nie wyznanie), to podaję nazwisko badacza, który katolikiem nie jest: Peter Stuhlmacher, Biblische Theologie des Neuen Testaments, Gottingen, 1999.
A kto decyduje o "racjach" Magisterium czy Pan Mbielecki?

Należy odrzucać a priori wszelkich głupców mających mózgi wypełnione wiarą zamiast wiedzy.
Stara rzymska zasada głosi, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.
Może być tylko stroną, a strona powinna przedstawiać racjonalne oparte na faktach argumenty. Pan tego zupełnie nie czyni i powołuje się na jakieś tam pseudo-autorytety, którzy też tego nie czynią, gdyż faktów brak.

Tak jak tu. Zamiast katolika - ewangelicki teolog biblijny z Tybingi.
Obiektywny uczony!

@@@
.
01-10-2011 08:21 
 Ocena 1 na 3
dorias (722 punktów)

>Należy odrzucać a priori wszelkich głupców mających mózgi wypełnione wiarą zamiast wiedzy.
>Stara rzymska zasada głosi, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.
>Może być tylko stroną, a strona powinna przedstawiać racjonalne oparte na faktach argumenty. Pan tego zupełnie nie czyni i powołuje się na jakieś tam pseudo-autorytety, którzy też tego nie czynią, gdyż faktów brak.

To odrazu przestań akceptować Teorie wielkiego wybuchu gdyż stworzył ją ksiądz.

pojechałeś po bandzie.
01-10-2011 08:52 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To odrazu przestań akceptować Teorie wielkiego wybuchu gdyż stworzył ją ksiądz.
>pojechałeś po bandzie.
Nie - Wielce Szanowny Panie. Sama umiejętność czytania nie wystarcza - trzeba umieć czytać ze zrozumieniem. Nigdzie nie napisałem, że ksiądz jest głupszym lub mądrzejszym od Pana, gdyż tego po prostu nie wiem. Wiem natomiast, iż wiara ogranicza intelekt i im jest głębsza tym człowiek głupszym. Światopogląd człowieka jest złożonym z różnej wiedzy i różnych poglądów. Człowiek nawet głęboko wierzący może być wysokiej klasy obiektywnym specjalistą, ale nie w przedmiocie swojego wierzenia. Wyjaśniam to tak najprościej jak umiałem (dla gimnazjalisty), Ale jednak do tego potrzeba choć kilku zdań. Pieprznąć sobie niezbyt sensownie pojechałeś po bandzie, to każdy potrafi.

Pan tu przedstawia nam swoją mądrość, że teorię wielkiego wybuchu stworzył ks. Lemaître. Bardzo ciekawa teza, ale w nauce najczęściej to bardziej skomplikowany proces:

Teoria Wielkiego Wybuchu została wypracowana na podstawie rozważań teoretycznych próbujących wyjaśnić obserwacje astronomiczne. Obserwatorzy zauważyli, że większość "mgławic spiralnych" oddala się od Ziemi, ale nie byli jeszcze świadomi kosmologicznych implikacji tego faktu (ani tego, że te "mgławice spiralne" to w rzeczywistości galaktyki).

W 1922 roku Aleksander Friedmann wyprowadził równania postulujące rozszerzanie się Wszechświata. Niezależnie od niego, w 1927 roku wyprowadził je również Georges Lemaître, co doprowadziło go do wysunięcia hipotezy pierwotnego atomu. Jego prace zostały w 1929 roku potwierdzone przez obserwacje Edwina Hubble'a. Zaobserwował on, że galaktyki wykazują przesunięcie ku czerwieni wprost proporcjonalne do ich odległości od Ziemi - fakt ten znany jest obecnie jako prawo Hubble'a. Biorąc pod uwagę zasadę kosmologiczną, która stanowi, że Wszechświat jest jednorodny i izotropowy, z prawa Hubble'a wynika, że cały Wszechświat rozszerza się.

Pojawiły się dwa wyjaśnienia tego stanu. Pierwszym była teoria stanu stacjonarnego autorstwa Freda Hoyle'a, Thomasa Golda i Hermanna Bondiego, która zakładała, że gęstość Wszechświata nie maleje, mimo jego rozszerzania się, dzięki ciągłej kreacji nowej materii. Drugiego wyjaśnienia dostarczyła teoria Lemaître'a rozwijana dalej przez George'a Gamowa. Paradoksalnie, została ona nazwana przez jej głównego oponenta - Hoyle'a, który mówił o niej lekceważąco - "teoria wielkiego bum" (ang. big bang theory). Nazwa ta jednak się przyjęła.
[Wikipedia]

@@@
.
Andrzej Michalski (234 punktów)
Mam nadzieję ,ze jest szansa na jakiś consensus w wątku Powstanie Ewangelii.
01-10-2011 11:14 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Mam nadzieję, że jest szansa na jakiś consensus w wątku Powstanie Ewangelii.

Polecam anglojęzyczną wersję wiki na ten temat, wraz z odnośnikami do bardziej szczegółowych opracowań. Jest tam dużo konkretów, choć umiejętność krytycznego czytania jest tu bardziej przydatna niż zwykle.

Andrzej Michalski (234 punktów)
Ogólnie biblistyka i te egzegezy to trochę załamanie ludzkiej inteligencji.
W roku 300AD Porphyry of Tyre napisał,że ewangelie to literacka fikcja i Marek jest modelowany na Homera.



www.jstor.org/pss/3268347
www.jstor.org/pss/1206875
www.rodephemet.org/hudson.html
The Homeric Epics and the Gospel of Mark
Professor Dennis R. MacDonald
The past as legacy: Luke-Acts and ancient epic
Marianne Palmer Bonz

Wszyscy biblisći ignoruja historię i mimesis w literaturze antycznej.

Najważniejsze pytania to kto i po co napisał bajke o Jezusie?
Mam nadzieje ,że wiekszość sie zgodzi z tym co napisałem w wątku Powstanie Ewangelii,
moi znajomi księża (to ateiści oczywiście) zgadzaja się z wersja Bauera.
Nikt z głową na karku nie łyknie kitu,że jakiś Jezus przewidział wojne 66-73.
01-10-2011 13:46 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mam nadzieję, że jest szansa na jakiś consensus w wątku Powstanie Ewangelii.
Przykro mi, ale ja żadnej takiej szansy nie widzę:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,451702#w452155
www.racjonalista.pl/forum.php/s,451702#w452190
Polecam książkę katolickiego uczonego Georgesa Minosa "Kościół i nauka".
Pogodzenie naukowej wiedzy z religijną wiarą jest niemożliwe i całe ludzkie doświadczenie jest tego potwierdzeniem. Natomiast dyskusję uważam za ciekawą i dowiaduję się z niej nowych dla mnie rzeczy.

Pozdrawiam.

@@@
01-10-2011 09:25 
 Ocena 2 na 2
dorias (722 punktów)
>Nie - Wielce Szanowny Panie. Sama umiejętność czytania nie wystarcza - trzeba umieć czytać ze zrozumieniem. Nigdzie nie napisałem, że ksiądz jest głupszym lub mądrzejszym od Pana, gdyż tego po prostu nie wiem. Wiem natomiast, iż wiara ogranicza intelekt i im jest głębsza tym człowiek głupszym. Światopogląd człowieka jest złożonym z różnej wiedzy i różnych poglądów. Człowiek nawet głęboko wierzący może być wysokiej klasy obiektywnym specjalistą, ale nie w przedmiocie swojego wierzenia. Wyjaśniam to tak najprościej jak umiałem (dla gimnazjalisty), Ale jednak do tego potrzeba choć kilku zdań. Pieprznąć sobie niezbyt sensownie pojechałeś po bandzie, to każdy potrafi.

Więc jak Pan oceni wielkość wiary igłupote człowieka? Z Pana twierdzenia wynika że każdy wierzący jest ograniczony. Tak to odbieram.
Pojechał Pan po bandzie gdyż uznając w swojej subiektywnej ocenie wiare jako upośledzenie upośledził Pan znaczną część świata.

>Pan tu przedstawia nam swoją mądrość, że teorię wielkiego wybuchu stworzył ks. Lemaître. Bardzo ciekawa teza, ale w nauce najczęściej to bardziej skomplikowany proces:

>W 1922 roku Aleksander Friedmann wyprowadził równania postulujące rozszerzanie się Wszechświata. Niezależnie od niego, w 1927 roku wyprowadził je również Georges Lemaître, co doprowadziło go do wysunięcia hipotezy pierwotnego atomu. Jego prace zostały w 1929 roku potwierdzone przez obserwacje Edwina Hubble'a. ...

>Pierwszym była teoria stanu stacjonarnego autorstwa Freda Hoyle'a, Thomasa Golda i Hermanna Bondiego, która zakładała, że gęstość Wszechświata nie maleje... Drugiego wyjaśnienia dostarczyła teoria Lemaître'a rozwijana dalej przez George'a Gamowa. Paradoksalnie, została ona nazwana przez jej głównego oponenta - Hoyle'a, który mówił o niej lekceważąco - "teoria wielkiego bum" (ang. big bang theory). Nazwa ta jednak się przyjęła.[/color] [Wikipedia]
>@@@
>.

To nie jest moja teza a jedynie fakt. Za twórce uznaje się osobę która daną teorie sformułuje.

Nawet fragment który przytoczył Pan podaje czarno na białym że jest to teoria Księdza Lemaître'a.
01-10-2011 10:01 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
>Z Pana twierdzenia wynika że każdy wierzący jest ograniczony. Tak to odbieram.
Bo tak jest. Każdy wierzący jest w jakimś momencie i w jakimś zakresie ograniczony założeniami wynikającymi ze swojej wiary.

Podobnie jak każdy człowiek jest ograniczony założeniami przyjętego światopoglądu.

Problem polega na tym, że założenia należy poddawać krytycznej ocenie, a wiara uważa taką krytyczną ocenę za grzeszną i niebezpieczną - co jest oczywistym posunięciem, bo po takiej krytycznej ocenie często odrzuca się wiarę, jest to zatem mechanizm obronny.

Znam osoby, które uporczywie tkwią przy oczywiście błędnym założeniu, niezwiązanym z religią i osoby te oceniam jako "głupio uparte i ograniczone".

Ale dość często zdarza się taka postawa właśnie w odniesieniu do treści religijnych, co można było zobaczyć np. w konflikcie o wiek Ziemi lub o ewolucję. Proszę mi nie mówić, że poważni naukowcy odrzucaliby tysiące dowodów gdyby nie tkwili w ograniczonej założeniami religii pozycji. Dlatego te jednostki były ograniczone, choć było ich sporo.

Dlatego właśnie badający życie Jezusa są oceniani często jako ograniczeni - tak mocno wierzą w założenie o prawdziwości przekazu Ewangelii, że nie poddają tego założenia krytycznej ocenie, co ZAWSZE jest błędem.
01-10-2011 10:27 
 Ocena 1 na 1
dorias (722 punktów)
>Podobnie jak każdy człowiek jest ograniczony założeniami przyjętego światopoglądu.
>Problem polega na tym, że założenia należy poddawać krytycznej ocenie, a wiara uważa taką krytyczną ocenę za grzeszną i niebezpieczną - co jest oczywistym posunięciem, bo po takiej krytycznej ocenie często odrzuca się wiarę, jest to zatem mechanizm obronny.

Dla religii krytyczne ocenianie jest jak najbardziej złe Dla samej wiary w boga nie zawsze. Obecnie u osób wierzących (tych które ja znam) pojawia się często stwierdzenie bóg stworzył wszystko a my jedynie poznajemy prawa jakimi się to rządzi.
To wszystko zależy od człowieka, jeżeli ktoś nie chce aby coś było prawdą i chocby dostał milion dowodów to i tak nie przyzna temu racji bo nie chce i tyle.

>Dlatego właśnie badający życie Jezusa są oceniani często jako ograniczeni - tak mocno wierzą w założenie o prawdziwości przekazu Ewangelii, że nie poddają tego założenia krytycznej ocenie, co ZAWSZE jest błędem.

Historyk który próbuje dowiedzieć się czy Jezus istniał czy nie szukając przy tym różnych źródeł i relacji z danego okresu może stwierdzić tak istniał ktoś taki jak Jezus Chrystus. Uważam go za nie ograniczonego chociaż dowodów jest mało ale są jakieś.

Teraz za człowieka ograniczonego mogę uznać kogoś kto stwierdzi że Jezus zmartwychwstał i będzie traktować to jako wydarzenie historyczne. Albo raczej za osobę niepoważną:P

W całym wątku idzie o to czy cuda Jezusa są prawdziwe czy nie i czy istniała taka osoba?

Ja Ci podam moją odpowiedz a ty mi swoją jeśli będziesz chcieć.

Dla mnie Cuda Jezusa są niemożliwe i w Biblii po prostu zostało jego życie przekoloryzowane nawet już ponad skalę jakiegoś maksimum wręcz mogę powiedzieć że jest to najwyższych lotów fantastyka.

Czy istniał ktoś taki jak Jezus uważam że tak i że stworzył coś takiego jak chrześcijanizm na początku nie była to pewnie jakaś od razu wielka religia ale jakaś nic nie znacząca sekta której odnotowanie w kronikach raczej nie miało za dużego sensu chyba że jako ciekawostkę.
Uważam że właśnie ta osoba istniała ale nie robiła takich cudów.

Ciekawe czy moge zostać uznany za ograniczoną osobę

Mod: Popracuj też nad interpunkcją.
01-10-2011 13:53 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>Dla religii krytyczne ocenianie jest jak najbardziej złe Dla samej wiary w boga nie zawsze. Obecnie u osób wierzących (tych które ja znam) pojawia się często stwierdzenie bóg stworzył wszystko a my jedynie poznajamy prawa jakimi się to rządzi.
Oczywiście, deizm obarczony jest znacznie skromniejszymi założeniami, niż tak katolicyzm czy dowolna inna religia. Stąd i mniejsze ograniczenia. Gorzej,jeśli ktoś np. wierzy w Ziemię, której wiek to 6000 lat...

>>Dlatego właśnie badający życie Jezusa są oceniani często jako ograniczeni - tak mocno wierzą w założenie o prawdziwości przekazu Ewangelii, że nie poddają tego założenia krytycznej ocenie, co ZAWSZE jest błędem.
>Historyk który próbuje dowidzieć się czy Jezus istniał czy nie szukając przy tym różnych źrudeł i relacji z danego okresu może stwierdzić tak istniał ktoś taki jak Jezus Chrystus. uważam go za nie ograniczonego chociaż dowodów jest mało ale sa jakieś.
No właśnie tutaj wkracza ograniczenie dopuszczenia do siebie wątpliwości.
Czyli jak ocenimy skromne dowody, jako przekonujące, czy jako niewystarczające. I zależnie od okoliczności ocena tych samych dowodów bywa różna.
>Teraz za człowieka ograniczonego moge uznaćkogoś kto stwierdzi że Jezus zmartwychwstał i będzie traktować to jako wydażenie historyczne. Albo raczej za osobę nie poważną:P
Tu się zgadzamy.

>Dla mnie Cuda Jezusa są nie mozliwe i w bibli poprostu zosało jego życie przekoloryzowane nawet już ponad skale jakiegoś maksimum wręcz moge powiedzieć że jest to najwyższych lotów fantastyka.
Tu też.
>Czy istniał ktoś taki jak Jezus uważam że tak i że stworzył coś takiego jak chrześcijanizm na początku nie była to pewnie jakaś odrazu wielka religia ale jakaś nic nie znacząca sekta której odnotowanie w kronikach raczej niem iało za dużego sensu chyba że jako ciekawostke.
>Uważam że właśnie ta osoba istniała ale nie robiła takich cudów.
>Ciekawe czy moge zostać uznany za ograniczoną osobę
Każdy może, ja zapewne też...

Ale ja dodam - tych osób mogło być więcej, co lepsze fragmenty opowieści zostały zapożyczone z innych kultów, a ogólnie wątek tworzenia chrześcijaństwa miał miejsce grubo po latach 30stych I wieku, a więc nie za ewentualnego życia tej osoby.
01-10-2011 12:24 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Więc jak Pan oceni wielkość wiary i głupotę człowieka?
Tak jak wszyscy oceniamy po jakości wypowiedzi.
Nikt nas nie skompromituje bardziej, niż uczynimy to sami.

Z Pana twierdzenia wynika że każdy wierzący jest ograniczony. Tak to odbieram.
Dobrze Pan to odbiera, każde przekonanie oparte na wierze jest ograniczeniem. Choć należy przyjąć, że termin ten jest wieloznaczny oraz, że język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Ponadto są różnice w głębokości wiary. Niżej odpowiada na to Pani Ania:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w453160
I do tej wypowiedzi chciałbym dołożyć małe uzupełnienie: Wiara wcale nie musi być religijną.

>Pojechał Pan po bandzie gdyż uznając w swojej subiektywnej ocenie wiarę jako upośledzenie upośledził Pan znaczną część świata.
Uczyniłem tak świadomie. Jest to zgodne z moim przekonaniem. Racjonalny sceptycyzm jest poglądem elitarnym, a "pozytywny ateizm" (to znaczy pogląd, że jakakolwiek idea nadprzyrodzoności nie jest do niczego potrzebną) dotyczy promili.

>Nawet fragment który przytoczył Pan podaje czarno na białym że jest to teoria Księdza Lemaître'a.
I oparł ją na swojej głębokiej wierze w Boga Trójedynego?

@@@
.
01-10-2011 13:06 
 Ocena 1 na 1
dorias (722 punktów)
>>Nawet fragment który przytoczył Pan podaje czarno na białym że jest to teoria Księdza Lemaître'a.
>I oparł ją na swojej głębokiej wierze w Boga Trójedynego? @@@

Tego nie wiem Człowiek posiadający głęboką wiarę może też dokonywać odkryć nie mieszając wiary:D Natomiast jeśli wychodzisz z założenia że człowiek wierzący nie stworzy czegoś niezgodnego ze swoją wiarą to wtedy ta teoria nie przeczy słowom w bibli.

Wiem natomiast że jest to dobry przykład że wiara nie ogranicza każdego człowieka
01-10-2011 13:27 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wiem natomiast że jest to dobry przykład że wiara nie ogranicza każdego człowieka
Mnie nawet więcej dowodów nie potrzeba. Wystarczy to co Pan tu wypisuje. Pan wcale nie polemizuje ze mną tylko ze swoją wiarą na temat moich poglądów. Przepraszam, ale w takim przypadku dalsza dyskusja jest bezprzedmiotową.

@@@
.
06-10-2011 19:01 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Jacy badacze twierdzą, że autorem czwartej ewangelii był apostoł Jan? Wymień jakieś nazwiska, podaj źródła.
>Ponieważ badaczy katolickich a priori odrzucasz (a szkoda, bo w nauce powinny decydować racje, a nie wyznanie), to podaję nazwisko badacza, który katolikiem nie jest: Peter Stuhlmacher, Biblische Theologie des Neuen Testaments, Gottingen, 1999.

Ja nigdy nie pisałem, że odrzucam badaczy katolickich.
Znam kilka prac Anny Świderkówny, znam prace innej katoliczki, Uty Ranke-Heinemann. Zapoznałem się również z niektórymi pozycjami takich badaczy, jak np.: Marek Starowieyski, Alfred Läpple, Joachim Gnilka, Jan Radożycki, Eugeniusz Dąbrowski, Daniel-Rops i jeszcze kilku. Ubolewam, ale nie czytałem Stuhlmachera. W Polsce jego prace są chyba niedostępne.

>>Popełniłeś powyżej bardzo duży błąd. Ojciec Kościoła, biskup Ireneusz z Lyonu (z Lugdunum) żył w latach od około 140 do około 202 r. n.e., a ty określiłeś jego działalność na koniec I wieku.
>Bardzo pochopnie uznałeś moją oczywistą omyłkę pisarską ( "I" zamiast "II") za błąd merytoryczny - założyłeś, że twierdzę, iż Ireneusz wypowiedział się o autorstwie Ewangelii Jana zanim została ona napisana?

Nic nie uznałem pochopnie. Przyjąłem, że należysz być może do tych, którzy próbują przesunąć powstanie czwartej ewangelii bliżej połowy I wieku. A są i tacy, o czym pisze m.in. Vermes.

>>Skoro piszesz o argumentach negujących janowe autorstwo czwartej ewangelii, to ja pozwolę sobie jeszcze co nieco ich przytoczyć:
>>(1) Wspomniałem już o prawdopodobnej męczeńskiej śmierci Jana około połowy I wieku (możliwe są tu dwie daty: 44 lub 62 rok n.e.).
>Czy mogę prosić o jakieś bliższe szczegóły tej oryginalnej hipotezy?...

Wbrew temu, co zapewne myślisz, ta hipoteza ma solidne podbudowanie:
(a) Niejaki Filip z Sydy, pisarz wczesnochrześcijański z V wieku, w jednym ze swych licznych dzieł zawarł cytat z drugiej księgi dzieła Papiasza: Jan-teolog i jego brat Jakub zostali przez Żydów zamordowani.
(b) W syryjskim i aramejskim martyrologium z V wieku można przeczytać: Jan i Jakub, apostołowie w Jerozolimie.

>>(2) Tę męczeńską śmierć Jana przewidział Jezus w ewangeliach według Marka i Mateusza. Gdyby taka śmierć Jana nie była faktem, to autorzy tych dwóch ewangelii raczej nie pisaliby o tej przepowiedni Jezusa.
>A niby dlaczego?

Ponieważ Jezus przewidział męczeńską śmierć obu synów Zebedeusza, apostołów Jana i Jakuba, więc na pewno się nie pomylił. Jezus jako Bóg mylić się przecież nie mógł. A czy Ty sądzisz inaczej?
Czy sądzisz ponadto, że którykolwiek z ewangelistów poinformowałby o pomyłce Jezusa?

>>(3) Według ewangelii Jan apostoł był Galilejczykiem, autorowi zaś ewangelii Galilea jest raczej obca.
>>(4) Czwarta ewangelia jest najbardziej antyżydowska. Z tego powodu nie można Jana apostoła uważać za jej autora, bo ten swoją działalność misyjną prowadził wśród Żydów.
>>(5) Charakter Jana z trzech pierwszych ewangelii ("syn gromu") nie pasuje do Jana z czwartej ewangelii (spokojny, ulubiony uczeń Jezusa).
>Siła argumentów - taka sobie...

Przyznaję szczerze, że mnie tym rozbawiłeś. Nie stać Cię na rzeczową argumentację, a dbasz jedynie o mój dobry humor - niech i tak będzie.
Będą zatem - w następnej wypowiedzi - kolejne argumenty:


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
13-10-2011 10:27 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>Jacy badacze twierdzą, że autorem czwartej ewangelii był apostoł Jan? Wymień jakieś nazwiska, podaj źródła.
>>Ponieważ badaczy katolickich a priori odrzucasz (a szkoda, bo w nauce powinny decydować racje, a nie wyznanie), to podaję nazwisko badacza, który katolikiem nie jest: Peter Stuhlmacher, Biblische Theologie des Neuen Testaments, Gottingen, 1999.
>Ja nigdy nie pisałem, że odrzucam badaczy katolickich.

Powtarzam zatem nazwiska z poprzedniego postu: F.-M. Braun, Jean le Theologien, I, 303; R. E. Brown I, XCVII nn; H. van den Bussche, 20 nn; R. Schackenburg (tylko w komentarzu: Das Johannesevangelium, I, 86 nn); A. Feuillet, Introduction a la Bible, II, 655 n; P. Stuhlmacher, E. Ruckstuhl, P. Dschullnig, Biblische Theologie des Neuen Testaments, II, 206-27.

>>>(1) Wspomniałem już o prawdopodobnej męczeńskiej śmierci Jana około połowy I wieku (możliwe są tu dwie daty: 44 lub 62 rok n.e.).
>>Czy mogę prosić o jakieś bliższe szczegóły tej oryginalnej hipotezy?...
>Wbrew temu, co zapewne myślisz, ta hipoteza ma solidne podbudowanie:
>(a) Niejaki Filip z Sydy, pisarz wczesnochrześcijański z V wieku, w jednym ze swych licznych dzieł zawarł cytat z drugiej księgi dzieła Papiasza: Jan-teolog i jego brat Jakub zostali przez Żydów zamordowani.
>(b) W syryjskim i aramejskim martyrologium z V wieku można przeczytać: Jan i Jakub, apostołowie w Jerozolimie.

Przypomnę, co napisałeś kilka dni temu:
"Po pierwsze. Istnieje dobry zwyczaj podawania źródła cytatów czy też informacji szczególnie wtedy, gdy dotyczy to dzieł starożytnych. Podaje się wtedy nazwisko autora, tytuł dzieła, numery stron, ksiąg, wersetów itp. Ja robię to zawsze, co widać we wszystkich moich wypowiedziach."
Skoro robisz to zawsze, to czy mógłbyś zrobić to także teraz?
Po drugie, mamy zatem jakieś dwie wzmianki z V wieku. Natomiast o śmierci apostoła Jana około 100 roku mamy relacje z II wieku...

>>>(2) Tę męczeńską śmierć Jana przewidział Jezus w ewangeliach według Marka i Mateusza. Gdyby taka śmierć Jana nie była faktem, to autorzy tych dwóch ewangelii raczej nie pisaliby o tej przepowiedni Jezusa.
>>A niby dlaczego?
>Ponieważ Jezus przewidział męczeńską śmierć obu synów Zebedeusza, apostołów Jana i Jakuba, więc na pewno się nie pomylił. Jezus jako Bóg mylić się przecież nie mógł.

Przypuszczam, że piszesz o następującym fragmencie Ewangelii Mateusza:

Mając udać się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: Czego pragniesz? Rzekła Mu: Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie. Odpowiadając Jezus rzekł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić? Odpowiedzieli Mu: Możemy. On rzekł do nich: Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował. (Mt 20,17-23)

Jak łatwo zauważyć, Jezus nie zapowiada, że Jan umrze śmiercią męczeńską - Jezus zapowiada, że Jan będzie cierpiał w związku z głoszeniem Ewangelii. I to się stało, jak to opisują choćby Dzieje Apostolskie.
24-10-2011 22:42 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>>(1) Wspomniałem już o prawdopodobnej męczeńskiej śmierci Jana około połowy I wieku (możliwe są tu dwie daty: 44 lub 62 rok n.e.).
>>>Czy mogę prosić o jakieś bliższe szczegóły tej oryginalnej hipotezy?...
>>(a) Niejaki Filip z Sydy, pisarz wczesnochrześcijański z V wieku, w jednym ze swych licznych dzieł zawarł cytat z drugiej księgi dzieła Papiasza: Jan-teolog i jego brat Jakub zostali przez Żydów zamordowani.
>>(b) W syryjskim i aramejskim martyrologium z V wieku można przeczytać: Jan i Jakub, apostołowie w Jerozolimie.
>Przypomnę, co napisałeś kilka dni temu: Istnieje dobry zwyczaj podawania źródła cytatów czy też informacji szczególnie wtedy, gdy dotyczy to dzieł starożytnych. [...] Ja robię to zawsze, co widać we wszystkich moich wypowiedziach.
>Skoro robisz to zawsze, to czy mógłbyś zrobić to także teraz?

Informacje na ten temat można znaleźć w wielu pracach:

(A) Uta Ranke-Heinemann, Nie i amen, s. 222.
(B) Karlheinz Deschner, I znowu zapił kur, t. I, s. 63-64 (z powołaniem na E. Schwartza, B. Bacona i E. Hirscha) oraz Kryminalna historia chrześcijaństwa, t. III, s. 63.
(C) Alfred Läpple (katolik), Od Księgi Rodzaju do ewangelii, Kraków 1983, s. 463.

(D) Na czwartym miejscu wymienię artykuł internetowy znanego na tym forum ortodoksyjnego katolika Jana Lewandowskiego zatytułowany Niekonsekwentne powoływanie się Strażnicy na Papiasza.
W artykule tym Lewandowski podjął polemikę ze Strażnicą zarzucając jej, iż niekonsekwentnie powołuje się na Papiasza w kwestii autorstwa ewangelii kanonicznych. Zdaniem Lewandowskiego niekonsekwencja ta polega na tym, że Strażnica uznaje świadectwo Papiasza odnośnie np. Ewangelii Marka, lecz odrzuca jego świadectwo w kwestii Ewangelii Jana. Przytoczę tu fragment z artykułu Lewandowskiego:
Cytat:
[...] Papiasz w tekście przekazanym nam przez wyżej wzmiankowanego już Filipa z Sydy stwierdzał, że Jan Ewangelista zginął śmiercią męczeńską wraz z Jakubem, już za czasów Heroda Agryppy I ("Historia chrześcijańska" napisana ok. roku 430 - cytat patrz choćby u Heinemann, j.w., str. 222). Był to rok 43-44, lub stało się to między rokiem 62-70. W każdym razie nawet ta ostatnia data śmierci Jana podawana przez Papiasza nie da się pogodzić z poglądem przyjmowanym przez Strażnicę, według którego Jan żył i pisał swoją Ewangelię, listy i Apokalipsę dopiero około roku 98 (leksykon "Całe Pismo...", str. 12). Z tradycją Papiasza odnośnie wcześniejszej niż przyjmowana przez Świadków Jehowy data śmierci Jana zgadzają się dane przekazane przez tzw. Martyrologium syryjskie oraz przez Kronikę Grzegorza Hamartolosa z IX wieku (za Stanisław Gądecki, "Wstęp do Pism Janowych", Gniezno 1996, str. 10).
Dlaczego Strażnica przyjmuje wraz z całą patrystyką najstarszą tradycję Papiasza odnośnie autorstwa kanonicznych Ewangelii a zarazem nie chce uznać pochodzącego od tego samego wciąż przecież Papiasza poglądu, że Jan zginął około roku 64 wraz z Jakubem i dlatego nie mógłby napisać swej Ewangelii, listów ani Apokalipsy w czasie który Strażnica wyżej proponuje, czyli dopiero około roku 98?

Jak widzisz, nawet Lewandowski powołuje się na źródła, które ja również podałem. Dodatkowo Lewandowski informuje, że męczeńska śmierć apostoła Jana nastąpiła bądź to w r. 43-44, bądź też w okresie 62-70. Z formy zarzutu, który Lewandowski skierował do Strażnicy należy wnosić, że uznaje on wiarygodność informacji o męczeńskiej śmierci Jana nie później niż w 70 roku.

(E) Informacje o męczeństwie Jana dotarły tez do Polikratesa, biskupa Efezu z końca II wieku. W Liście do Wiktora i Kościoła rzymskiego określił on Jana mianem męczennika. Fragmenty tego listu dwukrotnie cytuje Euzebiusz w Historii kościelnej, a mianowicie w III, 31, 4 oraz V, 24, 3.

>>>>(2) Tę męczeńską śmierć Jana przewidział Jezus w ewangeliach według Marka i Mateusza. Gdyby taka śmierć Jana nie była faktem, to autorzy tych dwóch ewangelii raczej nie pisaliby o tej przepowiedni Jezusa.
>Przypuszczam, że piszesz o następującym fragmencie Ewangelii Mateusza:
>[...] Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: Czego pragniesz? Rzekła Mu: Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie. Odpowiadając Jezus rzekł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić? Odpowiedzieli Mu: Możemy. On rzekł do nich: Kielich mój pić będziecie. [...](Mt 20,17-23)
>Jak łatwo zauważyć, Jezus nie zapowiada, że Jan umrze śmiercią męczeńską - Jezus zapowiada, że Jan będzie cierpiał w związku z głoszeniem Ewangelii. I to się stało, jak to opisują choćby Dzieje Apostolskie.

Tak, o tym fragmencie piszę.
Kielich jest symbolem męczeństwa i śmierci Jezusa.
Tuż przed pojmaniem Jezus modli się w Ogrójcu: Abba, Ojcze! Ty wszystko możesz, oddal ten kielich ode Mnie [...] (Mk 14, 36 = Mt 26, 39 = Łk 22, 42).

U Marka (a za nim u Mateusza) Jezus mówi do apostołów Jana i Jakuba, synów Zebedeusza: : Kielich, który ja piję, pic będziecie [...] (Mk 10, 39 = Mt 20, 23).
Zapewne Marek wiedział o męczeńskiej śmierci obu synów Zebedeusza, w przeciwnym wypadku nie wkładałby w usta Jezusa takiego proroctwa. Przecież nie mógł dopuścić do tego, by w jego ewangelii Jezus się mylił. Taka interpretacja wydaje się najbardziej prawdopodobna.
Kielich symbolizuje więc już nie tylko śmierć i męczeństwo Jezusa, ale również apostołów Jana i Jakuba.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Relacjonujesz hipotezę sprzed ponad 100 lat, która dzisiaj praktycznie już nie ma zwolenników. Hipotezę tę sformułował w roku 1903 E. Schwartz - opierając się na przepowiedni Mk 10,39 zwrócił uwagę na fakt rzekomej wczesnej śmierci synów Zebedeusza, co wykluczałoby możliwość napisania Ewangelii przez Jana. Wprawdzie brat Jana (Jakub) został zabity w roku 44, ale sam Jan występuje jeszcze później na "soborze" w Jerozolimie (por.Ga 2,9), a o jego późniejszej śmierci brak jakichkolwiek wiarygodnych danych. Hipoteza ta została dokładnie omówiona przez F.M. Brauna w książce Jean le Theologien, I, Paris, 1959-1972, s. 375-388.
13-10-2011 11:04 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>>(3) Według ewangelii Jan apostoł był Galilejczykiem, autorowi zaś ewangelii Galilea jest raczej obca.
>>>(4) Czwarta ewangelia jest najbardziej antyżydowska. Z tego powodu nie można Jana apostoła uważać za jej autora, bo ten swoją działalność misyjną prowadził wśród Żydów.
>>>(5) Charakter Jana z trzech pierwszych ewangelii ("syn gromu") nie pasuje do Jana z czwartej ewangelii (spokojny, ulubiony uczeń Jezusa).
>>Siła argumentów - taka sobie...
>Przyznaję szczerze, że mnie tym rozbawiłeś. Nie stać Cię na rzeczową argumentację, a dbasz jedynie o mój dobry humor - niech i tak będzie.

Przepraszam, nie sądziłem, że tak słabe "argumenty" traktujesz poważnie. Ponieważ jednak widzę, że są one dla Ciebie istotne, odpowiadam:

>>>(3) Według ewangelii Jan apostoł był Galilejczykiem, autorowi zaś ewangelii Galilea jest raczej obca.

To jest stara teza Bultmanna, dawno obalona. Współczesne badania dowodzą, że Ewangelia Jana jest oparta na bardzo dokładnej znajomości danych dotyczących miejsca i czasu, zatem musiał ją napisać ktoś, kto bardzo dobrze znał Palestynę czasów Jezusa. A sama Galilea jest wspomniana w Ewangelii Jana 16 razy.

>>>(4) Czwarta ewangelia jest najbardziej antyżydowska. Z tego powodu nie można Jana apostoła uważać za jej autora, bo ten swoją działalność misyjną prowadził wśród Żydów.

Czy przedstawianie prawdy o elicie ówczesnego narodu żydowskiego to "antyżydowskość"? Zakładanie, że apostoł pójdzie na kompromis z prawdą ze względów "dyplomatycznych" oznacza de facto założenie, że apostoł nie jest apostołem. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Jezus też prowadził działalność wśród Żydów, a mimo to nazywał ich plemieniem żmijowym itd. Ewangelia Mateusza też jest skierowana do Żydów, a mimo to nazywa ich plemieniem żmijowym (Mt 3,7; 23,32), wężami (23,32), plemieniem przewrotnym i wiarołomnym (12,39; 16,4), obłudnikami (15,7; 23,13-14.22.24.26.28) itd.

>>>(5) Charakter Jana z trzech pierwszych ewangelii ("syn gromu") nie pasuje do Jana z czwartej ewangelii (spokojny, ulubiony uczeń Jezusa).

Prawdopodobnie Jan jako młodzieniec miał ostry charakter. Być może Jan jako starzec, kiedy pisał lub dyktował swoją Ewangelię, miał łagodny charakter i zostało to odzwierciedlone w jej treści. A dlaczego w ciągu kilkudziesięciu lat charakter Jana nie mógł się zmienić (nie tylko wskutek upływu lat, ale przede wszystkim wskutek przebytych doświadczeń życiowych)?

Mam nadzieję, że teraz lepiej rozumiesz, dlaczego powyższe "argumenty" uznałem za słabe.
30-10-2011 00:47 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>>(3) Według ewangelii Jan apostoł był Galilejczykiem, autorowi zaś ewangelii Galilea jest raczej obca.
>To jest stara teza Bultmanna, dawno obalona. Współczesne badania dowodzą, że Ewangelia Jana jest oparta na bardzo dokładnej znajomości danych dotyczących miejsca i czasu, zatem musiał ją napisać ktoś, kto bardzo dobrze znał Palestynę czasów Jezusa.

Z argumentami tak już bywa, ze jedne są nieco słabsze, a inne nieco mocniejsze. Bynajmniej nie dokonuję w tej chwili jakiegoś wartościowania tych, które podałem, a było ich dość dużo.

Niewątpliwie zwolennicy tezy, że apostoł Jan był autorem czwartej ewangelii obalili już wszystkie argumenty temu przeczące. Dlaczego w takim razie grono zwolenników Janowego autorstwa jest tak nieliczne? Nawet powoływany przez Ciebie ks. prof. Eugeniusz Dąbrowski w książce wydanej w 1938 r. Ewangelie ich powstanie i rozwój literacki przyznaje, że poza nauką katolicką niewielka tylko grupa uczonych podtrzymuje twierdzenie o autorstwie Jana (cyt. za: Zenon Kosidowski, Opowieści ewangelistów, W-wa 1987, s. 526).
Karlheinz Deschner dodaje, iż w naszych czasach - przyznaje się to nawet po katolickiej stronie - przybyło jeszcze krytycznych teologów i dołączyli do tego grona również niektórzy bardziej konserwatywni badacze (I znowu zapiał kur, t. I, s. 63 - z powołaniem na teologa katolickiego Alfreda Wikenhausera).
Willibald Bösen, znany teolog katolicki, omawiając kwestię autorstwa czwartej ewangelii nie wymienił w ogóle Jana apostoła (Ostatni dzień Jezusa z Nazaretu, s. 37-41).

>A sama Galilea jest wspomniana w Ewangelii Jana 16 razy.

Jezus mieszkał w Nazarecie w Galilei. Swoją działalność ograniczył niemal wyłącznie do terenów Galilei i Judei. Z tego powodu jest rzeczą absolutnie normalną, że słowo Galilea czy też nazwy galilejskich miejscowości dość często są w czwartej ewangelii wymieniane. Czy widzisz w tym coś niezwykłego?

>>>>(4) Czwarta ewangelia jest najbardziej antyżydowska. Z tego powodu nie można Jana apostoła uważać za jej autora, bo ten swoją działalność misyjną prowadził wśród Żydów.
>Czy przedstawianie prawdy o elicie ówczesnego narodu żydowskiego to "antyżydowskość"?

Powtarzam - Ewangelia Jana jest najbardziej antyżydowska ze wszystkich ewangelii. Niezbyt zależy mi na tym, żebyś i Ty to uznał.
Tylko z Ewangelii Jana dowiadujemy się, że Żydzi są dziećmi opętanego żądzą krwi diabła i zabójcy, który nie wytrwał w prawdzie, gdyż jest kłamcą i ojcem kłamstwa (J 8, 44; zob. J 8, 37.40).

Opisując ten problem Geza Vermes pisze: Nienawiść Jana do Żydów była zażarta. A następnie dodaje: Często zastanawiam się, czy jest możliwe, aby on sam był Żydem (Twarze Jezusa, s. 31).
Podobnie pisze Hycam Maccoby: Antysemityzm Ewangelii św. Jana prześciga wcześniejsze ewangelie i Żydzi apriorycznie przedstawiani są jako opętani przez szatana wrogowie świata (Jezus i żydowska walka wyzwoleńcza, s. 192).

Warto się zastanowić, jaka była przyczyna tak nienawistnego stosunku ewangelisty do Żydów (do całego narodu żydowskiego, a nie - jak sugerujesz - wyłącznie do elity tego narodu).
Otóż Jan daje tu wyraz swemu przekonaniu, że skoro ewangelia Jezusa była doskonała, więc coś nie tak musiało być z Żydami odrzucającymi zarówno ewangelię, jak i Mesjasza (zob. J 8, 37.40.42.43). Co więcej - Jan jest również przekonany, że takie stanowisko Żydów jest wynikiem ich wielowiekowej podłości.

Porównaj cytowane wyżej słowa (J 8, 44) ze słowami Pawła z Pierwszego Listu do Tesaloniczan (1 Tes 2, 14-16), a być może dostrzeżesz, że Paweł przy Janie to niemal potulny baranek.

>Warto w tym miejscu przypomnieć, że Jezus też prowadził działalność wśród Żydów, a mimo to nazywał ich plemieniem żmijowym itd. Ewangelia Mateusza też jest skierowana do Żydów, a mimo to nazywa ich plemieniem żmijowym (Mt 3,7; 23,32), wężami (23,32), plemieniem przewrotnym i wiarołomnym (12,39; 16,4), obłudnikami (15,7; 23,13-14.22.24.26.28) itd.

Wersety, na które się powołujesz, pochodzą ze scen rozmów Jezusa z faryzeuszami. Część z nich to klasyczne redakcyjne dodatki Mateusza.
Porównaj słowa, jakimi Mateusz obdarzył faryzeuszy (żmije, węże, obłudnicy itp.) z tymi, które Jan kierował do całego narodu żydowskiego (zabójcy, dzieci diabła), a być może przyznasz, że w nienawiści do Żydów Jan przebił pozostałych ewangelistów.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
05-11-2011 14:19 
 Ocena-1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Powtarzam - Ewangelia Jana jest najbardziej antyżydowska ze wszystkich ewangelii.
>Tylko z Ewangelii Jana dowiadujemy się, że Żydzi są dziećmi opętanego żądzą krwi diabła i zabójcy, który nie wytrwał w prawdzie, gdyż jest kłamcą i ojcem kłamstwa (J 8, 44; zob. J 8, 37.40).
>Opisując ten problem Geza Vermes pisze: Nienawiść Jana do Żydów była zażarta. A następnie dodaje: Często zastanawiam się, czy jest możliwe, aby on sam był Żydem (Twarze Jezusa, s. 31).

Przytaczasz tu często opinie Gezy Vermesa - wybitnego specjalisty zajmującego się historią starożytnego judaizmu, który m.in. kieruje Oxford Centre for Hebrew and Jewish Studies. O autorze Ewangelii Jana pisze Vermes tak: "Gwałtowny antysemityzm czwartego ewangelisty każe wręcz powatpiewać, czy był Żydem." Biorąc pod uwagę opinie Vermesa, trzeba zatem mieć świadomość jego specyficznego spojrzenia na chrześcijaństwo.

>Warto się zastanowić, jaka była przyczyna tak nienawistnego stosunku ewangelisty do Żydów (do całego narodu żydowskiego, a nie - jak sugerujesz - wyłącznie do elity tego narodu).
>Otóż Jan daje tu wyraz swemu przekonaniu, że skoro ewangelia Jezusa była doskonała, więc coś nie tak musiało być z Żydami odrzucającymi zarówno ewangelię, jak i Mesjasza (zob. J 8, 37.40.42.43). Co więcej - Jan jest również przekonany, że takie stanowisko Żydów jest wynikiem ich wielowiekowej podłości.

Twoje tezy nie znajdują żadnego uzasadnienia w przywoływanych przez Ciebie fragmentach Ewangelii Jana:

"(13) Rzekli do Niego faryzeusze: Ty sam o sobie wydajesz świadectwo. Świadectwo Twoje nie jest prawdziwe. (...) (20) Słowa te wypowiedział przy skarbcu, kiedy uczył w świątyni. Mimo to nikt Go nie pojmał, gdyż godzina Jego jeszcze nie nadeszła. (21) A oto znowu innym razem rzekł do nich: Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie. (...) (30) Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego. (31) Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziesz trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami (32) i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. (33) Odpowiedzieli Mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: Wolni będziecie? (34) Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. (35) A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. (36) Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. (37) Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. (38) Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca. (39) W odpowiedzi rzekli do Niego: Ojcem naszym jest Abraham. Rzekł do nich Jezus: Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. (40) Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. (41) Wy pełnicie czyny ojca waszego. Rzekli do Niego: Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca - Boga. (42) Rzekł do nich Jezus: Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał. (43) Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki. (44) Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. (45) A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie. (46) Kto z was udowodni Mi grzech? Jeżeli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie? (47) Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście. " (J 8)

Trzeba mieć bardzo specyficzne podejście do Ewangelii, żeby widzieć w tym tekście "nienawiść do narodu żydowskiego". Wymowa cytowanego tekstu jest zupełnie jasna: Żydzi (faryzeusze) przez swoją niewiarę popadli w sferę działania zła, co uzewnętrznia się poprzez ich zamiar zabicia Jezusa.
30-10-2011 00:50 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>>(5) Charakter Jana z trzech pierwszych ewangelii ("syn gromu") nie pasuje do Jana z czwartej ewangelii (spokojny, ulubiony uczeń Jezusa).
>Prawdopodobnie Jan jako młodzieniec miał ostry charakter. Być może Jan jako starzec, kiedy pisał lub dyktował swoją Ewangelię, miał łagodny charakter i zostało to odzwierciedlone w jej treści.
>A dlaczego w ciągu kilkudziesięciu lat charakter Jana nie mógł się zmienić (nie tylko wskutek upływu lat, ale przede wszystkim wskutek przebytych doświadczeń życiowych)?

Coś kombinujesz chcąc mnie wprowadzić w błąd.
Tu przecież nie chodzi o żadną zmianę charakteru Jana z upływem lat. Mowa jest o Janie z czasów, gdy żył Jezus. W ewangeliach synoptycznych Jan i jego brat Jakub, synowie Zebedeusza, przedstawieni są jako porywczy mężczyźni, którym sam Jezus nadał przydomek "synowie gromu" (boanerges).
W czwartej ewangelii ani Jan, ani Jakub nie są wymienieni z imienia, chociaż wzmiankuje się w niej o synach Zebedeusza. W dopisanych do tej ewangelii fragmentach mowa jest natomiast o jakimś "umiłowanym uczniu" Jezusa, wyciszonym spokojnym młodzieńcu. Tradycja utożsamia "umiłowanego ucznia" z apostołem Janem.
Jeśli uznać to utożsamienie za zasadne, wówczas ap. Jan byłby równocześnie porywczym "synem gromu" z ewangelii synoptycznych i spokojnym ugrzecznionym młodzieńcem z czwartej ewangelii.

Jedynym zatem wyjściem jest przyjęcie, że "umiłowanego ucznia" nie można utożsamiać z apostołem Janem. Zresztą - jak już pisałem wyżej - pewne fragmenty z czwartej ewangelii skłaniają do takiego właśnie twierdzenia.

Skoro jednak tak dziarsko obalasz wszystkie argumenty świadczące przeciw autorstwu Jana, zatem podam Ci następny, abyś nie myślał, że te, które dotąd przytoczyłem - a było ich już sporo - wyczerpują temat.

Przypomnę na wstępie o czym już pisaliśmy, iż około 180 roku Ojciec Kościoła Ireneusz z Lyonu jako pierwszy poinformował, że Jan, uczeń Pana, który spoczywał na piersi jego, także wydał Ewangelię za swego pobytu w Efezie, gdzie ponoć pozostawał aż do czasów Trajanowych (Przeciwko herezjom, III, 3, 1.4).

Celowo powtórzyłem owo świadectwo Ireneusza by pokazać, iż prawdopodobnie pomylił on apostoła Jana (rzekomo przebywającego w Efezie) z jakimś innym Janem zamieszkałym w Efezie (być może z Janem Prezbiterem).W cytowanym już dziele Ireneusz napisał:
Świadczy o tym na piśmie Papiasz, uczeń Jana, a towarzysz Polikarpa, mąż dawnych czasów, w czwartej księdze swojej (Adv. haer. V, 3, 4).
Zatem Ireneusz stwierdził, iż Papiasz był uczniem ap. Jana.
Tymczasem Euzebiusz w swojej Historii kościelnej powołując się na Papiasza stwierdza, iż Papiasz nie znał apostoła Jana. Oto odpowiedni cytat:
Sam Papiasz w przedmowie do swego dzieła nigdzie nie mówi, że świętych apostołów widział i słyszał, twierdzi natomiast, że naukę wiary otrzymał od tych, którzy apostołów znali (Hist. eccl. III, 39, 2).
Raczej trudno być uczniem Jana i jednocześnie go nie znać.

Nie byłaby to zresztą jedyna pomyłka Ireneusza. Jak podaje Deschner pomylił on także Jakuba, brata Jana z Jakubem, bratem Jezusa (I znowu zapiał kur, s. 65).

Uważam - i nie jestem osamotniony - iż to, o czym powyżej napisałem stanowi dość solidny argument przeciwko tezie, że ap. Jan jest autorem czwartej ewangelii.

(1) Według Vermesa relacja Ireneusza, jakoby Jan dożył sędziwego wieku w Efezie i tam napisał ewangelię, opierała się na zniekształconej wersji tradycji, które w II wieku n.e. krążyły powszechnie wśród chrześcijan (Twarze Jezusa, s. 19).

(2) O pomyłce Ireneusza napisał otwarcie Deschner w I znowu zapiał kur, t. I, s. 64.

(3) O pomyłce tej nadmienił również katolicki historyk chrześcijaństwa Giuseppe Ricciotti (na którego co najmniej raz już się powołałeś). Według niego jednak - jakże mógłby napisać inaczej - autorem czwartej ewangelii jest ap. Jan.
Błyskotliwy "dowód", który na poparcie swego stanowiska przedstawił Ricciotti, nie zasługuje nawet na to, bym go tu przytaczał. Jeśli jednak sobie życzysz, to na temat tego quasi-dowodu Ricciottiego możemy również podyskutować.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>>(5) Charakter Jana z trzech pierwszych ewangelii ("syn gromu") nie pasuje do Jana z czwartej ewangelii (spokojny, ulubiony uczeń Jezusa).
>>Prawdopodobnie Jan jako młodzieniec miał ostry charakter. Być może Jan jako starzec, kiedy pisał lub dyktował swoją Ewangelię, miał łagodny charakter i zostało to odzwierciedlone w jej treści.
>>A dlaczego w ciągu kilkudziesięciu lat charakter Jana nie mógł się zmienić (nie tylko wskutek upływu lat, ale przede wszystkim wskutek przebytych doświadczeń życiowych)?
>Coś kombinujesz chcąc mnie wprowadzić w błąd.
>Tu przecież nie chodzi o żadną zmianę charakteru Jana z upływem lat. Mowa jest o Janie z czasów, gdy żył Jezus. W ewangeliach synoptycznych Jan i jego brat Jakub, synowie Zebedeusza, przedstawieni są jako porywczy mężczyźni, którym sam Jezus nadał przydomek "synowie gromu" (boanerges).
>W czwartej ewangelii ani Jan, ani Jakub nie są wymienieni z imienia, chociaż wzmiankuje się w niej o synach Zebedeusza. W dopisanych do tej ewangelii fragmentach mowa jest natomiast o jakimś "umiłowanym uczniu" Jezusa, wyciszonym spokojnym młodzieńcu. Tradycja utożsamia "umiłowanego ucznia" z apostołem Janem.
>Jeśli uznać to utożsamienie za zasadne, wówczas ap. Jan byłby równocześnie porywczym "synem gromu" z ewangelii synoptycznych i spokojnym ugrzecznionym młodzieńcem z czwartej ewangelii.

Widzę, że na podstawie Ewangelii Jana próbujesz sporządzić profil psychologiczny Jana - no cóż, życzę powodzenia...
Może to być dość trudne zadanie, zważywszy że - jak wiadomo - Ewangelie zostały napisane po to, żeby przekazywać prawdy wiary, a nie stany emocjonalne uczestników opisywanych wydarzeń. W rezultacie niewiele jest w Ewangeliach relacji o emocjach i charakterach poszczególnych uczniów Jezusa, a w szczególności Jana - na bazie tych relacji można snuć dowolne koncepcje i hipotezy.

No, ale ponieważ chcesz fantazjować, to pofantazjujmy wspólnie. Piszesz, że "umiłowany uczeń" z Ewangelii Jana jest "wyciszonym, spokojnym młodzieńcem". Czy aby na pewno? Czytamy o nim, że jako jedyny spośród uczniów Jezusa stał pod krzyżem - czy nie świadczy to przypadkiem o nadzwyczajnej odwadze i pasji, nie cofającej się przed najwyższym ryzykiem i skłaniającej do najwyższych poświęceń? Czytamy o nim, że dowiedziawszy się o pustym grobie Jezusa, popędził tam wyprzedzając Piotra, a potem czekał przy wejściu, aż Piotr nadbiegnie - czy nie świadczy to przypadkiem o niezwykłej porywczości i uleganiu sprzecznym emocjom? Czy nie sądzisz, że ten "psychologiczny profil" idealnie pasuje do przydomka "Boanerges"?...
06-10-2011 19:07 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
Oto zapowiadane powyżej argumenty (bynajmniej nie ostatnie):

(A) W jednej z wypowiedzi napisałem, że około 180 (190) roku n.e. biskup Ireneusz z Lyonu relacjonował, że Jan dożył sędziwego wieku w Efezie i tam napisał czwartą ewangelię. Jak się jednak dość powszechnie uważa, pomylił on apostoła Jana z Janem Prezbitrem (Starszym) z Efezu.
Nie jest jednak znane żadne wczesne świadectwo, które łączyłoby ap. Jana z Efezem. Po raz ostatni jest o nim mowa w Dziejach Apostolskich (Dz 8, 14), gdy w towarzystwie Piotra prowadził ewangelizację Samarii. Paweł z kolei przedstawia Jana jako jednego z trzech filarów Kościoła jerozolimskiego, obok Piotra i brata Jezusa, Jakuba (Ga 2, 9). Po tej informacji Jan znika z kart Nowego Testamentu.
Nikt z I wieku n.e. nie pisze o ewentualnym przemieszczeniu się Jana na drugi koniec Azji Mniejszej do Efezu. Miał ku temu okazję biskup męczennik Ignacy z Antiochii, lecz tego nie uczynił. W Liście do Kościoła w Efezie określił on Efezjan jako ludzi Pawła (Paweł bowiem był założycielem gminy w Efezie), nie uczynił zaś żadnej aluzji do obecności wśród nich Jana.

(B) Omawiając argumenty negujące Janowe autorstwo ewangelii Hyam Maccoby pisze na s. 192 cytowanej już książki: Jezus nie jest przedstawiony jako Żyd, kiedy mówi np. o "waszym prawie" i "świętach żydowskich", jak gdyby Żydzi, do których się zwraca, należeli do innej rasy.
Podam dwa przykłady:
W rozmowie z faryzeuszami Jezus mówi do nich: A przecież w zakonie waszym jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest wiarygodne (J 8, 17).
W ten sposób Żyd Jezus na pewno nie zwracał się do Żydów faryzeuszy. To zdanie sformułował autor ewangelii, który nie był Żydem. A przecież apostoł Jan - tak jak inni apostołowie - był narodowości Żydowskiej.
Analogicznie należy ocenić słowa wypowiedziane przez Jezusa podczas procesu przed Piłatem: Królestwo moje nie jest z tego świata; gdyby z tego świata było Królestwo moje, słudzy moi walczyliby, abym nie był wydany Żydom (J 18, 36).
Synoptycy natomiast pisząc o święcie Paschy - a dokładnie o dniu Przaśników - nie używają już zwrotu "święto żydowskie, lecz po prostu "dzień Przaśników" lub "Pascha" (zob. np. Mt 26, 17-19; Mk 14, 12-14 oraz Łk 22, 7-8).

(C) Jeśli założymy, że Jan apostoł jest jednak jej autorem ewangelii, to dlaczego ona - jako relacja naocznego świadka - tak bardzo i tak często różni się od ewangelii synoptycznych? Różnice te są tak duże, że dla każdego bezstronnego czytelnika staje się oczywiste, że jeśli czwarty ewangelista ma rację, to jego poprzednicy - czyli autorzy ewangelii synoptycznych - musieli się pomylić. Ale ponieważ stwierdzenie to musi obowiązywać również w odwrotnym kierunku, zatem jeśli synoptycy mają rację, wówczas myli się autor czwartej ewangelii. Czy zatem możliwe jest, by apostoł Jan był autorem czwartej ewangelii i jako naoczny świadek ciągle się mylił?

>>(6) Geza Vermes pisze: wyobrażenie sobie jako autora czwartej Ewangelii "nieuczonego i prostego" galilejskiego rybaka (Dz 4, 13), który w wieku mniej więcej stu lat był nie tylko twórczy, lecz również świetnie obeznany z hellenistyczna myślą filozoficzną i mistyczną, wymaga wysiłku wyobraźni wykraczającego chyba poza zdrowy rozsądek (Twarze Jezusa, s. 20).
>Badania H. Cazellesa pokazały, że "prosty rybak" mógł być związany z jerozolimską arystokracją kapłańską. O wieku autora Ewangelii już pisałem. Zatem i ten argument jest do obalenia.

Czy chcesz tym samym powiedzieć, że rybak Jan po śmierci Jezusa studiował na uniwersytetach w Jerozolimie i w Rzymie, gdzie zapoznał się "z hellenistyczną myślą filozoficzną i mistyczną", studiował m.in. dzieła Filona z Aleksandrii (czy wiesz, dlaczego wymieniłem akurat Filona?) oraz nauczył się biegle władać językiem greckim w mowie i w piśmie.
I twierdzisz, że to nie wykracza poza zdrowy rozsądek?
Przeczytaj dokładnie kim byli apostołowie, a zrozumiesz, iż byli ludźmi prostymi i niewykształconymi, którym sztuka pisania była obca. Przypomni sobie werset Dz 4, 13, w którym mowa jest o tym, że apostołowie Piotr i Jakub to ludzie nieuczeni i prości.

>>>Badania ostatnich lat uprawdopodobniły jednak tezę, iż autorem Ewangelii był Jan, syn Zebedeusza. Natomiast istotną rolę w redakcji ostatecznej wersji Ewangelii odegrał prawdopodobnie uczeń Jana i powiernik jego nauczania - tzw. "Jan Prezbiter".
>>Te "badania" przeprowadzili zapewne teologowie katoliccy. Wyniki ich dociekań są jednak przez ogół badaczy krytycznych pomijane.
>Już pisałem: np. P. Stuhlmacher - niekatolik.

Stuhlmacher jest ewangelikiem.
A czy poza nim jeszcze ktoś doszedł do podobnych wniosków?

Twierdzisz, że "badania ostatnich lat uprawdopodobniły tezę, iż autorem Ewangelii był Jan, syn Zebedeusza". Zatem zacytuję Ci kilka zdań z wydanej w 2008 roku książki prof. Anny Świderkówny (katoliczki) Rozmowy o Biblii. Nowy Testament - cytuję ze stron 217 i 268:
[Jan] umarł podobno śmiercią naturalną w bardzo późnym wieku, w Efezie, gdzie też jakoby został pochowany. Jest to tradycja bardzo stara, lecz w wielu szczegółach niepewna. [...] Sprawa autorstwa [czwartej ewangelii i Apokalipsy] pozostaje jednak nadal nie rozstrzygnięta.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
08-10-2011 00:35 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Czy sprawdza pan teksty typu "zakonie waszym" z językiem oryginału? Tłumacze potrafią robić figle.

Poza tym owo "zakonie waszym" może sugerować, iż Jezus czuł się twórcą nowej religii, skoro niemal wszystko stało się historycznie możliwe, czemu nie założyć czegoś takiego.

Albo - uczeń Jan był Jezusowi bliższy od innych, stąd jego odmienny portret od innych ewangelistów... Czemu nie? Skoro zasada "historyczności" w przypadku postaci Jezusa staje się wcieleniem liberalizmu faktograficznego, płyńmy z tym nurtem dalej...

Być może tylko Janowi Jezus zwierzył się ze swojej boskości?
13-10-2011 16:09 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>W jednej z wypowiedzi napisałem, że około 180 (190) roku n.e. biskup Ireneusz z Lyonu relacjonował, że Jan dożył sędziwego wieku w Efezie i tam napisał czwartą ewangelię. Jak się jednak dość powszechnie uważa, pomylił on apostoła Jana z Janem Prezbitrem (Starszym) z Efezu.
>Nie jest jednak znane żadne wczesne świadectwo, które łączyłoby ap. Jana z Efezem. Po raz ostatni jest o nim mowa w Dziejach Apostolskich (Dz 8, 14), gdy w towarzystwie Piotra prowadził ewangelizację Samarii. Paweł z kolei przedstawia Jana jako jednego z trzech filarów Kościoła jerozolimskiego, obok Piotra i brata Jezusa, Jakuba (Ga 2, 9). Po tej informacji Jan znika z kart Nowego Testamentu.
>Nikt z I wieku n.e. nie pisze o ewentualnym przemieszczeniu się Jana na drugi koniec Azji Mniejszej do Efezu. Miał ku temu okazję biskup męczennik Ignacy z Antiochii, lecz tego nie uczynił. W Liście do Kościoła w Efezie określił on Efezjan jako ludzi Pawła (Paweł bowiem był założycielem gminy w Efezie), nie uczynił zaś żadnej aluzji do obecności wśród nich Jana.

Już od samego początku, tj. od II wieku, rozpowszechnione było przeświadczenie, iż autorem Ewangelii Jana jest apostoł Jan. Zaświadcza to nie tylko Ireneusz, ale niezależnie od niego także Polykrates z Efezu (Euzebiusz z Cezarei, Historia Kościoła, III, 31, 3). Podobną opinię można znaleźć u Klemensa Aleksandryjskiego oraz w Kodeksie Muratoriego na podstawie świadectwa Papiasza. Wzmianek z III wieku o autorstwie apostoła Jana jest już bardzo dużo.
Polykrates z Efezu pisze około roku 190 w liście do papieża Wiktora I o grobie apostoła Jana (Euzebiusz z Cezarei, Historia Kościoła, III, 39, 5); podobnie Ireneusz ( Adv. haer. II, 32, 3). Wnioskowanie na podstawie milczenia poszczególnych osób związanych z Efezem nie jest przekonujące. Według Klemensa Aleksandryjskiego Jan przebywał w Efezie po powrocie z wyspy Patmos, gdzie przebywał na zesłaniu za Domicjana.

>(B) Omawiając argumenty negujące Janowe autorstwo ewangelii Hyam Maccoby pisze na s. 192 cytowanej już książki: Jezus nie jest przedstawiony jako Żyd, kiedy mówi np. o "waszym prawie" i "świętach żydowskich", jak gdyby Żydzi, do których się zwraca, należeli do innej rasy.
>Podam dwa przykłady:
>W rozmowie z faryzeuszami Jezus mówi do nich: A przecież w zakonie waszym jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest wiarygodne (J 8, 17).
>W ten sposób Żyd Jezus na pewno nie zwracał się do Żydów faryzeuszy.

Cały analizowany fragment Ewangelii Jana brzmi tak:
"Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia. Rzekli do Niego faryzeusze: Ty sam o sobie wydajesz świadectwo. Świadectwo Twoje nie jest prawdziwe. W odpowiedzi rzekł do nich Jezus: Nawet jeżeli Ja sam o sobie wydaję świadectwo, świadectwo moje jest prawdziwe, bo wiem skąd przyszedłem i dokąd idę. Wy zaś nie wiecie, ani skąd przychodzę, ani dokąd idę. Wy wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo. A jeśli nawet będę sądził, to sąd mój jest prawdziwy, ponieważ Ja nie jestem sam, lecz Ja i Ten, który Mnie posłał. Także w waszym Prawie jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest prawdziwe. Oto Ja sam wydaję świadectwo o sobie samym oraz świadczy o Mnie Ojciec, który Mnie posłał. Na to powiedzieli Mu: Gdzie jest Twój Ojciec? Jezus odpowiedział: Nie znacie ani Mnie, ani Ojca mego. Gdybyście Mnie poznali, poznalibyście i Ojca mego." (J 8, 12-17)

W tym tekście, rozpoczynającym się od charakterystycznego "Ja jestem", Jezus nie przemawia do faryzeuszy jako Żyd, który podlega Prawu, ale jako Syn Boga, który nie podlega osądzaniu przez Prawo.

>Analogicznie należy ocenić słowa wypowiedziane przez Jezusa podczas procesu przed Piłatem: Królestwo moje nie jest z tego świata; gdyby z tego świata było Królestwo moje, słudzy moi walczyliby, abym nie był wydany Żydom (J 18, 36).

W tym fragmencie (podobnie jak w poprzednim) Jezus nie rozmawia z Piłatem jako Żyd, lecz jako Król, przy czym Jego Królestwo nie jest królestwem ziemskim, królestwem "z tego świata".
01-11-2011 01:07 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>W jednej z wypowiedzi napisałem, że około 180 (190) roku n.e. biskup Ireneusz z Lyonu relacjonował, że Jan dożył sędziwego wieku w Efezie i tam napisał czwartą ewangelię. Jak się jednak dość powszechnie uważa, pomylił on apostoła Jana z Janem Prezbitrem (Starszym) z Efezu.
>Już od samego początku, tj. od II wieku, rozpowszechnione było przeświadczenie, iż autorem Ewangelii Jana jest apostoł Jan. Zaświadcza to nie tylko Ireneusz, [...]

W poprzedniej wypowiedzi napisałem, że relacja Ireneusza, jakoby Jan dożył sędziwego wieku w Efezie i tam napisał ewangelię, opierała się na zniekształconej wersji tradycji, które w II wieku n.e. krążyły powszechnie wśród chrześcijan.
Pokazałem również, iż wielce prawdopodobne jest, że Ireneusz pomylił apostoła Jana z jakimś innym Janem zamieszkującym w Efezie (być może z Janem Prezbiterem).

>[...] ale niezależnie od niego także Polykrates z Efezu (Euzebiusz z Cezarei, Historia Kościoła, III, 31, 3).

Czy Ty nie umiesz czytać, czy też świadomie mnie okłamujesz? Nie po raz pierwszy zresztą. Co chcesz w ten sposób uzyskać?

W jednej z wypowiedzinapisałeś, że w punkcie III, 39 Historii kościelnej Euzebiusz zawarł relacje Papiasza, jakoby w Efezie istniała "szkoła Jana", nawiązująca do apostoła Jana, którą kierował jego uczeń - "prezbiter Jan". Odpowiedziałem Ci, że jest to nieprawda - rozdział, na który się powołałeś takich informacji nie zawiera.

Teraz ponownie pokazujesz, że masz problemy z czytaniem. Piszesz oto, że w punkcie III, 31, 3 Historii kościelnej Euzebiusza znajduje się potwierdzenie, jakoby biskup efeski Polikrates z Efezu zaświadczył o tym, że ap. Jan jest autorem czwartej ewangelii.
Stwierdzam zatem, że we wskazanym przez Ciebie punkcie Historii kościelnej nie ma takich informacji.
Nie przypominam sobie ponadto, by w jakimkolwiek ze znanych mi opracowań Polikratesowi przypisywane było rzekome poświadczenie, iż ap. Jan jest autorem czwartej ewangelii.

W rozdziale III, 31 Historii kościelnej Euzebiusz pisze przede wszystkim o ap. Filipie, wspomina jednak również ap. Jana. Euzebiusz przytacza fragment listu z ostatnich lat II wieku, jaki Polikrates skierował do biskupa Rzymu Wiktora (189-199?) i Kościoła rzymskiego. W zacytowanym fragmencie tego listu Polikrates pisze o Janie:
Jeszcze i Jan, który się opierał o pierś Pańską, który jako kapłan nosił diadem, i męczennik i nauczyciel, spoczywa on w Efezie.
Tylko tyle można przeczytać w zacytowanym fragmencie listu na temat Jana. W żadnym innym miejscu rozdziału III, 31 Euzebiusz nie porusza wątku autorstwa czwartej ewangelii.

Fragment tego listu, lecz tym razem nieco dłuższy, Euzebiusz przytacza ponownie w rozdziale V, 24 (fragment ten zawiera w sobie krótki fragmencik znany z III, 31). Ale i z tego dłuższego fragmentu nie dowiadujemy się, by Polikrates uznawał ap. Jana za autora ewangelii.

Wydaje mi się, że nie od rzeczy będzie, jeśli w tym miejscu zacytuję znanego wszystkim klasyka:
mbielecki, nie idź tą drogą.

I jeszcze jedno. Powołując się kilkakrotnie na dzieło Euzebiusz z Cezarei podajesz jego tytuł jako Historia Kościoła. Nie jest to tytuł właściwy. W Polsce dzieło Euzebiusza wydane było dotąd dwukrotnie - przy czym drugie wydanie z roku 1993 było reprintem wydania pierwszego z 1924 roku - za każdym jednak razem pod tytułem Historia kościelna. Niewielka różnica, ale jednak.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>[...] ale niezależnie od niego także Polykrates z Efezu (Euzebiusz z Cezarei, Historia Kościoła, III, 31, 3).
>Czy Ty nie umiesz czytać, czy też świadomie mnie okłamujesz? Nie po raz pierwszy zresztą. Co chcesz w ten sposób uzyskać?

Z przykrością stwierdzam, że kłamliwie oskarżasz mnie o kłamstwo, co wykażę poniżej.

>W jednej z wypowiedzinapisałeś, że w punkcie III, 39 Historii kościelnej Euzebiusz zawarł relacje Papiasza, jakoby w Efezie istniała "szkoła Jana", nawiązująca do apostoła Jana, którą kierował jego uczeń - "prezbiter Jan". Odpowiedziałem Ci, że jest to nieprawda - rozdział, na który się powołałeś takich informacji nie zawiera.

Przypominam zatem, co napisałem o "szkole Jana":

Cytat:
SZKOŁA JANA

Widzę, że nie wypowiedziałem się dostatecznie jasno - spróbuję zatem opisać kwestię "szkoły Jana" bardziej szczegółowo:

Euzebiusz z Cezarei pisze o dziele Papiasza, w którym zamieścił on wzmiankę, iż naukę wiary otrzymał od ludzi, którzy osobiście znali apostołów; mówi przy tym o innych, którzy byli uczniami Jezusa, i wymienia m.in. "prezbitera Jana" (Historia Kościoła III 39). Na podstawie tej wzmianki oraz innych podobnych można wyciągnąć wniosek, że w Efezie istniała "szkoła Jana", nawiązująca do apostoła Jana, którą kierował uczeń Apostoła - "prezbiter Jan".

R.A.Culpepper, w książce The Johannine School: An Evaluation of the Johannine School Hypothesis Based on Investigation of the Nature of Ancient Schools, uzasadnia hipotezę istnienia "szkoły Jana" m.in. w oparciu o następujące przesłanki:
1) Pisma Janowe (Ewangelia i trzy listy) ukazują wspólnotę uczniów o charakterze zbliżonym do szkół w starożytnym świecie.
2) Wspólnota początkowo prowadzi debaty z Żydami, a jej członkowie są wykluczani z Synagogi.
3) Synagogalnej praktyce wykluczania przeciwstawia otwartość wspólnoty na wszystkich.
4) Celem wspólnoty jest zachowywanie nauki Jezusa.
5) Studium Pisma i tradycji o Jezusie prowadzi wspólnota pod przewodnictwem "umiłowanego ucznia".
6) Wspólnota celebruje także prawdopodobnie wspólny posiłek w duchu miłości i wzajemnej służby.

Za hipotezą "szkoły Jana" wypowiedział się też U. Schnelle ("Antidoketiscche Christologie") - uważa on, że o istnieniu "szkoły Jana" świadczą przede wszystkim wypowiedzi chrystologiczne znajdujące się w listach Janowych i takie same wypowiedzi w Ewangelii Jana. O istnieniu "szkoły Jana" świadczą też podobieństwa w języku i stylu Ewangelii Jana i trzech Listów Jana, pewne powtarzające się określenia występujące w pismach Jana ("dzieci", "bracia"), wypowiedzi etyczne, częste nazywanie Jezusa tytułem Nauczyciel oraz terminologia dotycząca wykładni Pisma Świętego.

Z kolei Peter Stuhlmacher doszedł do następującego wniosku: "Treść Ewangelii wywodzi się od ucznia, którego Jezus szczególnie miłował. Prezbiter uważał siebie za przekaziciela i i tubę jego nauczania" (Biblische Theologie des Neuen Testaments, II, s. 206).


>Teraz ponownie pokazujesz, że masz problemy z czytaniem. Piszesz oto, że w punkcie III, 31, 3 Historii kościelnej Euzebiusza znajduje się potwierdzenie, jakoby biskup efeski Polikrates z Efezu zaświadczył o tym, że ap. Jan jest autorem czwartej ewangelii.
>Stwierdzam zatem, że we wskazanym przez Ciebie punkcie Historii kościelnej nie ma takich informacji.
>Nie przypominam sobie ponadto, by w jakimkolwiek ze znanych mi opracowań Polikratesowi przypisywane było rzekome poświadczenie, iż ap. Jan jest autorem czwartej ewangelii.
>W rozdziale III, 31 Historii kościelnej Euzebiusz pisze przede wszystkim o ap. Filipie, wspomina jednak również ap. Jana. Euzebiusz przytacza fragment listu z ostatnich lat II wieku, jaki Polikrates skierował do biskupa Rzymu Wiktora (189-199?) i Kościoła rzymskiego. W zacytowanym fragmencie tego listu Polikrates pisze o Janie:
>Jeszcze i Jan, który się opierał o pierś Pańską, który jako kapłan nosił diadem, i męczennik i nauczyciel, spoczywa on w Efezie.
>Tylko tyle można przeczytać w zacytowanym fragmencie listu na temat Jana. W żadnym innym miejscu rozdziału III, 31 Euzebiusz nie porusza wątku autorstwa czwartej ewangelii.
>Fragment tego listu, lecz tym razem nieco dłuższy, Euzebiusz przytacza ponownie w rozdziale V, 24 (fragment ten zawiera w sobie krótki fragmencik znany z III, 31). Ale i z tego dłuższego fragmentu nie dowiadujemy się, by Polikrates uznawał ap. Jana za autora ewangelii.

We wstępie historyczno-krytycznym do Ewangelii Jana (zawartym w: Ewangelia według św. Jana. Wstęp - przekład z oryginału - komentarz, 2008, str. 75) czytamy m.in.:

Cytat:
"(...) koronnym świadkiem pochodzenia Janowego czwartej Ewangelii jest Ireneusz (...) oraz niezależnie od niego Polykrates z Efezu (U Euzebiusza, H. E. III, 31, 3 ocenę zob. F. M. Braun, dz. cyt., 338 n; R. Schnackenburg, I 2, 66 n.)"

01-11-2011 01:08 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Podobną opinię można znaleźć u Klemensa Aleksandryjskiego oraz w Kodeksie Muratoriego na podstawie świadectwa Papiasza. Wzmianek z III wieku o autorstwie apostoła Jana jest już bardzo dużo.

(1) Po pierwsze - Według Euzebiusza Klemens nie przedstawił tu swojego stanowiska, lecz jedynie "tradycję starych prezbiterów" (VI, 14, 5).
Po drugie - Klemens Aleksandryjski na temat czwartej ewangelii napisał:
Tymczasem Jan jako ostatni [...] na prośbę swych uczniów i za Ducha natchnieniem napisał Ewangelię duchową (cyt. za: Euz., Hist. eccl. VI, 14, 7).
Po trzecie - Klemens napisał, że autorem ewangelii jest Jan, nie dodał jednak, że ów Jan był apostołem czy też - jak często pisano - uczniem (uczniem Pana). Nie mamy zatem pewności, że w zacytowanym fragmencie Klemens pisał o ap. Janie.

(2) Po pierwsze - W Kanonie (Fragmencie) Muratoriego z roku ok. 200 (czyli po Ireneuszu) znajduje się rzeczywiście informacja, że czwartą ewangelię napisał uczeń Jan.
Pełna zgoda. Pisałem o tym w jednej z wcześniejszych wypowiedzi.
Po drugie - Napisałeś, że informacja z Kodeksu Muratoriego nawiązuje do świadectwa Papiasza. Czy mógłbyś napisać, o jakim świadectwie Papiasza myślisz.

(3) Napisałeś, że "wzmianek z III wieku o autorstwie apostoła Jana jest już bardzo dużo". Również zgoda. Problem jednak w tym, że pierwsze powszechnie uznawane świadectwo dotyczące janowego autorstwa pochodzi dopiero z ok. 180 roku, a jego autorem jest Ireneusz. Ale to świadectwo powstało około 55-60 lat po ukazaniu się ewangelii. Wcześniejszych świadectw brak. I to jest Twój problem.

>>Nie jest jednak znane żadne wczesne świadectwo, które łączyłoby ap. Jana z Efezem. [...]
>>Nikt z I wieku n.e. nie pisze o ewentualnym przemieszczeniu się Jana na drugi koniec Azji Mniejszej do Efezu. [...]
>Polykrates z Efezu pisze około roku 190 w liście do papieża Wiktora I o grobie apostoła Jana (Euzebiusz z Cezarei, Historia Kościoła, III, 39, 5); podobnie Ireneusz (Adv. haer. II, 32, 3). [...] Według Klemensa Aleksandryjskiego Jan przebywał w Efezie po powrocie z wyspy Patmos, gdzie przebywał na zesłaniu za Domicjana.

Faktem jest, że w pewnych źródłach datowanych nie wcześniej niż na koniec II wieku mowa jest o pobycie ap. Jana, czy tez jego tam grobie. Ale faktem też jest - o czym pisałem - że nie ma żadnych informacji z I wieku zaświadczających o przemieszczeniu się Jana w rejony Efezu, czy tez o jego tam pobycie. I to jest Twój kolejny problem. Być może i Ty przyznasz, że świadectwa datowane na koniec II wieku i późniejsze nie maja tej wartości, jaką miałyby pochodzące z drugiej połowy I wieku.

Faktem jest jednakże, że m.in. na tych dość jednak późnych informacjach łączących Jana z Efezem chrześcijaństwo opiera tezę o Janowym autorstwie czwartej ewangelii.
W poprzedniej wypowiedzi napisałem - powołując się na opinie kilku znanych badaczy - że tradycja łącząca Jana z Efezem jest mocno wątpliwa, a i Ireneusz najprawdopodobniej pomylił ap. Jana z Janem Prezbiterem.
Teraz dodam jeszcze, że znana Ci katolicka autorka prof. Anna Świderkówna (o ile dobrze pamiętam, już się na nią powoływałeś) pisząc o pobycie, śmierci i grobie Jana w Efezie, stwierdziła:
Jest to tradycja bardzo stara, lecz w wielu szczegółach niepewna (Rozmowy o Biblii. Nowy Testament, s. 217).
Oczywiście Ty na tę akurat opinię Świderkówny zapewne nigdy się nie powołasz.

Notabene, nie znam treści punktu Adv. haer. II, 32, 3, na który się powołujesz, ale być może gdzieś go przeoczyłem.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
01-11-2011 01:11 
 Ocena 13 na 13
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>(B) Omawiając argumenty negujące Janowe autorstwo ewangelii Hyam Maccoby pisze na s. 192 cytowanej już książki: Jezus nie jest przedstawiony jako Żyd, kiedy mówi np. o "waszym prawie" i "świętach żydowskich", jak gdyby Żydzi, do których się zwraca, należeli do innej rasy.
>>W rozmowie z faryzeuszami Jezus mówi do nich: A przecież w zakonie waszym jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest wiarygodne (J 8, 17).
>>W ten sposób Żyd Jezus na pewno nie zwracał się do Żydów faryzeuszy.
>Cały analizowany fragment Ewangelii Jana brzmi tak:
> "Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia. [...] Nawet jeżeli Ja sam o sobie wydaję świadectwo, świadectwo moje jest prawdziwe, bo wiem skąd przyszedłem i dokąd idę. [...] A jeśli nawet będę sądził, to sąd mój jest prawdziwy, ponieważ Ja nie jestem sam, lecz Ja i Ten, który Mnie posłał. Także w waszym Prawie jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest prawdziwe. Oto Ja sam wydaję świadectwo o sobie samym oraz świadczy o Mnie Ojciec, który Mnie posłał. [...]" (J 8, 12-17)
>W tym tekście, rozpoczynającym się od charakterystycznego "Ja jestem", Jezus nie przemawia do faryzeuszy jako Żyd, który podlega Prawu, ale jako Syn Boga, który nie podlega osądzaniu przez Prawo.

Przytoczyłeś - nie za bardzo wiem, po co - jedną z wielu mów Jezusa z czwartej ewangelii, z jednej strony różną, z drugiej zaś niemal taką samą, jak zdecydowana większość pozostałych. Tylko w tej ewangelii niemal wszystkie mowy Jezusa skupiają się na nim samym, a obracają się wyłącznie wokół niego i jego osobistych, nadzwyczajnych więzi z Bogiem. Tylko w tej ewangelii Jezus sam siebie przedstawia jako tajemniczego przybysza z niebios, który w ludzkim przebraniu zstąpił na ziemię, by za niedługo ponownie tam powrócić. Tylko w tej ewangelii Jezus jest światłością świata, chlebem życia, królem, drogą, bramą, prawdą i życiem, itd., itp. Nie może przeto dziwić, że nikt go nie rozumiał, ani Nikodem (J 3), ani Samarytanka (J 4), ani też tłum Żydów zgromadzonych nad Jeziorem Galilejskim (J 6). Nie rozumieli go nawet jego apostołowie, którzy jego mowy uważali za trudne i za bardzo słuchać ich nie chcieli (J 6, 60). Tak zresztą przedstawieni są również przez Marka.
Spróbuj znaleźć w pozostałych trzech ewangeliach mowy Jezusa aż tak przesycone patosem, jak to ma miejsce u Jana. Solidnie się natrudzisz, zanim coś znajdziesz. Czyżby synoptycy nie wiedzieli, że Jezus mówił właśnie w taki sposób? A może to czwarty ewangelista zanadto popuścił wodze fantazji?

Nie Ty pierwszy stwierdziłeś, że gdy Jezus zaczynał swoją mowę od słów "Ja jestem", to przemawiał nie jako Żyd, lecz jako Syn Boga?
Powiesz zapewne, że "Ja jestem" w ustach Jezusa odpowiada słynnym słowom Boga Jahwe: "Jestem, który Jestem" (JHWH - JAHWEH) (Wj 3, 14). I na pewno dodasz, że skoro zatem słowa z Księgi Wyjścia wypowiedział Bóg, to te im odpowiadające z czwartej ewangelii musiał wypowiedzieć nie kto inny, jak tylko Syn Boży. Ale to Ty tak twierdzisz.
Jeśli więc chcesz wierzyć w to, co piszesz, no to sobie wierz.

Wracam do głównego wątku dyskusji.
Ewangelista przedstawił Jezusa jako nie Żyda. Dowodzi tego kilka włożonych Jezusowi w usta wypowiedzi, z których dwie przytoczyłem (J 8, 17 oraz 18, 36). Można do tego dołożyć jeszcze słowa Jezusa z J 13, 33.
Nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o te kilka przykładów. Ewangelista wielokrotnie daje dowód swej antyżydowskości. Nieustannie używa słowa "Żydzi", tak jakby sam nie był Żydem i pisał o ludziach innej narodowości. Podam kilka przykładów z początku ewangelii:
1) Wtedy odezwali się Żydzi (J 2, 18)
2) Wtedy doszło do sporu między uczniami Jana i Żydami (J 3, 25)
3) Toteż mówili Żydzi do uzdrowionego (J 5, 10)
4) Dlatego też Żydzi tym usilniej starali się, by go zabić (J 5, 18)
5) bo Żydzi zamierzali go zabić (J 7, 1)
6) Mówił więc Jezus do Żydów (J 8, 31)
7) uczniowie z bojaźni przed Żydami byli zebrani (J 20, 19).
Jak zapewne wiesz, takich przykładów w czwartej ewangelii jest znacznie, znacznie więcej, jak choćby: J 1, 19; 2, 20; 5, 16; 6, 41; 6, 52; 7, 13; 7, 15; 7, 35; 8, 48; 9, 22; 10, 19; 10, 24; 11, 19; 11, 45; 18, 38; 19, 12; 19, 14; 19, 31; 19, 38 i wiele innych. Niemal na każdej stronie ewangelii ciągle to samo słowo - aż kłuje w oczy.
Niemożliwe, by Żyd swoich rodaków ustawicznie nazywał Żydami. A Ty twierdzisz, że ewangelista był apostołem Janem, a więc musiał być narodowości żydowskiej. Dodajesz do tego, iż ewangelia bynajmniej nie jest antyżydowska. Naprawdę tak uważasz, czy też nie masz odwagi sam przed sobą przyznać, że jest to co najmniej wielce wątpliwe.

Jeśli zechcesz to szukaj słowa "Żydzi" u synoptyków. Życzę Ci udanych poszukiwań, wielkich sukcesów jednak nie osiągniesz.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
08-11-2011 22:38 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Ewangelista wielokrotnie daje dowód swej antyżydowskości. Nieustannie używa słowa "Żydzi", tak jakby sam nie był Żydem i pisał o ludziach innej narodowości. Podam kilka przykładów z początku ewangelii:
>1) Wtedy odezwali się Żydzi (J 2, 18)
>2) Wtedy doszło do sporu między uczniami Jana i Żydami (J 3, 25)
>3) Toteż mówili Żydzi do uzdrowionego (J 5, 10)
>4) Dlatego też Żydzi tym usilniej starali się, by go zabić (J 5, 18)
>5) bo Żydzi zamierzali go zabić (J 7, 1)
>6) Mówił więc Jezus do Żydów (J 8, 31)
>7) uczniowie z bojaźni przed Żydami byli zebrani (J 20, 19).
>Jak zapewne wiesz, takich przykładów w czwartej ewangelii jest znacznie, znacznie więcej, jak choćby: J 1, 19; 2, 20; 5, 16; 6, 41; 6, 52; 7, 13; 7, 15; 7, 35; 8, 48; 9, 22; 10, 19; 10, 24; 11, 19; 11, 45; 18, 38; 19, 12; 19, 14; 19, 31; 19, 38 i wiele innych. Niemal na każdej stronie ewangelii ciągle to samo słowo - aż kłuje w oczy.
> Niemożliwe, by Żyd swoich rodaków ustawicznie nazywał Żydami. A Ty twierdzisz, że ewangelista był apostołem Janem, a więc musiał być narodowości żydowskiej. Dodajesz do tego, iż ewangelia bynajmniej nie jest antyżydowska. Naprawdę tak uważasz, czy też nie masz odwagi sam przed sobą przyznać, że jest to co najmniej wielce wątpliwe.
>Jeśli zechcesz to szukaj słowa "Żydzi" u synoptyków. Życzę Ci udanych poszukiwań, wielkich sukcesów jednak nie osiągniesz.

Ta kwestia, która Tobie wydaje się niewytłumaczalna, ma bardzo proste wytłumaczenie.

Otóż w czasie, gdy powstała Ewangelia Jana, relacje pomiędzy chrześcijaństwem a Synagogą były jakościowo inne niż w czasie, gdy powstawały Ewangelie synoptyczne: wrogość kierownictwa Synagogi do chrześcijan sięgnęła zenitu, czego drastycznymi przejawami były: wydalenie judeochrześcijan z Synagogi oraz ich prześladowanie i zabijanie. Pomiędzy 85 a 95 rokiem w Jamnii pod przewodnictwem Gamaliela II miało miejsce zgromadzenie rabinów, w trakcie zostało sformułowane pod adresem odstępców od judaizmu słynne "przekleństwo heretyków" - Birkat ha-Minim, o którym warto powiedzieć tu kilka słów.

Birkat ha-Minim stanowi Dwunaste Błogosławieństwo odmawianej regularnie i powszechnie przez Żydów modlitwy zwanej "Modlitwą Osiemnastu Błogosławieństw" - ze względu na treść można go nazwać "Przekleństwem Heretyków". Styl tego przekleństwa jest wyraźnie odmienny od pozostałej części tej modlitwy. Według tradycji judaistycznej formuła Birkat ha-Minim została napisana przez Samuela Młodszego na polecenie Gamaliela II. Celem tej formuły było zdemaskowanie i wykluczenie z judaizmu wszelkich elementów niezgodnych z nurtem ortodoksyjnym, a zwłaszcza wykluczenie judeochrześcijan z Synagogi. Osoby, które myliły się przy odmawianiu tej formuły, podejrzewano o herezję i usuwano z grona modlących. Według recenzji palestyńskiej formuła ta brzmiała tak:

Dla odstępców niech nie będzie nadziei.
A zuchwałą władzę niezwłocznie wyrwij z korzeniami za naszych dni.
A Nocerim i Minim niech zaraz wyginą.
Niech będą wymazani z Księgi Życia
I ze sprawiedliwymi niech nie będą zapisani.
Błogosławiony bądź Ty Jahwe, który zuchwalców uniżasz.


Pojęcie "Minim" oznacza heretyków żydowskiego pochodzenia bądź judochrześcijan. Pojęcie "Nocrim" było odnoszone do wczesnego chrześcijaństwa.

W tekstach patrystycznych można odnaleźć świadectwa, które mówią o wrogiej postawie Żydów wobec Jezusa i judeochrześcijan (Justyn, Orygenes, Epifaniusz, Hieronim). Wrogość ta wyraża się w stosowaniu przekleństw i oszczerstw w kontekście praktyk synagogalnych.

W tym kontekście łatwo jest zinterpretować przywoływane przez Ciebie fragmenty Ewangelii Jana:

Praktyka wydalenia z Synagogi oraz prześladowania judeochrześcijan przez wyznawców judaizmu miały ważny wpływ na treść Ewangelii Jana. Wydalenie z Synagogi stanowiło dla potencjalnych chrześcijan tak drastyczną i odstraszającą sankcję, że nie przyznawali się oni publicznie do wiary w Jezusa (J 9,22; 12,42). Jak wykazuje J 16,2 sankcja ta związana była z prześladowaniami chrześcijan ze stronu judaizmu aż po śmierć. Interpretacja Ewangelii Jana w aspekcie ekskomunikowanej "wspólnoty Jana" pozwala wytłumaczyć charakter dialogów Jezusem z Żydami oraz sposób używania terminu "Żydzi" w Ewangelii Jana.

Jednocześnie należy podkreślić, że termin "Żydzi" kilkakrotnie pojawia się w Ewangelii Jana z pozytywnym zabarwieniem, np.: Jan wie o wielu nawróceniach Żydów (por. J 11,45-48), a sam Jezus stwierdza, że "zbawienie wywodzi się z Żydów" (J 4, 22).
01-11-2011 01:13 
 Ocena 15 na 15
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Analogicznie należy ocenić słowa wypowiedziane przez Jezusa podczas procesu przed Piłatem: Królestwo moje nie jest z tego świata; gdyby z tego świata było Królestwo moje, słudzy moi walczyliby, abym nie był wydany Żydom (J 18, 36).
>W tym fragmencie (podobnie jak w poprzednim) Jezus nie rozmawia z Piłatem jako Żyd, lecz jako Król, przy czym Jego Królestwo nie jest królestwem ziemskim, królestwem "z tego świata".

Przecież te słowa Jezusa nie zostały poprzedzone owym "Ja jestem", dlaczego więc piszesz, że Jezus wypowiada je nie jako człowiek, lecz jako Syn Boży.

Zatrzymam się jednak chwilę nad tą wypowiedzią Jezusa. Pochodzi ona ze sceny przesłuchania przed Piłatem.
W czwartej ewangelii Jezus podczas przesłuchiwania rozmawiał z Piłatem (J 18, 34.36.37). Powiedział m.in., że gdyby jego królestwo było z tego świata, wówczas jego słudzy (o kim myślał, czy o apostołach?) walczyliby, aby nie został pojmany. Dziwne to słowa, bo przecież wszystkie bez wyjątku ewangelie podają, że w scenie pojmania Jezusa jeden z towarzyszących Jezusowi ludzi (Piotr?) mieczem odciął ucho słudze arcykapłana, lecz Jezus powstrzymał go (i pozostałych) przed dalszą obroną (Mt 26, 51-52 = Mk 14, 47 = Łk 22, 5-51 = J 18, 10-11). Dlaczego więc Jezus tak powiedział?
Natomiast u Marka, Mateusza i Łukasza w czasie przesłuchania Jezus wypowiedział jedynie słowa: "To ty mówisz" (Mt 27, 11 = Mk 15, 2 = Łk 23, 3), a na dalsze pytania już nie odpowiadał.
Jak zatem było naprawdę. Kto miał rację - synoptycy, czy Jan?

Równie ciekawe wnioski wypływają ze wzmiankowanej powyżej sceny pojmania Jezusa (Mk 14, 43-50 = Mt 26, 47-56 = Łk 22, 47-53 = J 18, 2-12).
U synoptyków Judasz pocałował Jezusa, by w ten sposób wskazać go sługom arcykapłana. U Jana Judasz Jezusa nie pocałował.
Tylko w scenie opisanej przez Jana Jezus dwukrotnie powiedział do sługusów arcykapłana "Ja jestem", gdyż ci nie wiedzieli kogo mają pojmać. Czy wypowiadał te słowa jako Syn Boży, czy jako zwykły człowiek? Sługusy arcykapłana, którzy przyszli go pojmać, po tych właśnie słowach padli na ziemię przed Jezusem. Potem jednak go pojmali, prawdopodobnie wcześniej powstali z ziemi. Nieprawdopodobna wręcz sytuacja. A synoptycy na ten temat najprawdopodobniej nic nie wiedzieli, bo tych akurat wydarzeń nie opisali. Nie napisali też, by Jezus chociaż raz powiedział: "Ja jestem".
Jak zatem było naprawdę. Kto miał rację - synoptycy, czy Jan.
Czy Jezus wypowiedział w czasie pojmania słowa "Ja jestem", czy też nie?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jak zatem było naprawdę. Kto miał rację - synoptycy, czy Jan?

O kwestii różnic pomiędzy Ewangeliami powiedzieliśmy sobie już kilka razy. Powtórzę jeszcze raz w telegraficznym skrócie: Ewangelie nie są szczegółowymi kronikami historycznymi, zawierają różne zbiory informacji, są zgodne w sprawach pierwszorzędnych, a w sprawach drugorzędnych (do których należą szczegóły opisywanych wydarzeń) różnią się tak, jak różniłyby się relacje różnych świadków spisane kilkadziesiąt lat po opisywanych wydarzeniach. Nic nie poradzę na to, że Ciebie dziwi każda różnica pomiędzy Ewangeliami - mnie by dziwił brak różnic.

>Równie ciekawe wnioski wypływają ze wzmiankowanej powyżej sceny pojmania Jezusa (Mk 14, 43-50 = Mt 26, 47-56 = Łk 22, 47-53 = J 18, 2-12).
>U synoptyków Judasz pocałował Jezusa, by w ten sposób wskazać go sługom arcykapłana. U Jana Judasz Jezusa nie pocałował.
>Tylko w scenie opisanej przez Jana Jezus dwukrotnie powiedział do sługusów arcykapłana "Ja jestem", gdyż ci nie wiedzieli kogo mają pojmać. Czy wypowiadał te słowa jako Syn Boży, czy jako zwykły człowiek? Sługusy arcykapłana, którzy przyszli go pojmać, po tych właśnie słowach padli na ziemię przed Jezusem. Potem jednak go pojmali, prawdopodobnie wcześniej powstali z ziemi. Nieprawdopodobna wręcz sytuacja. A synoptycy na ten temat najprawdopodobniej nic nie wiedzieli, bo tych akurat wydarzeń nie opisali. Nie napisali też, by Jezus chociaż raz powiedział: "Ja jestem".
>Jak zatem było naprawdę. Kto miał rację - synoptycy, czy Jan.
>Czy Jezus wypowiedział w czasie pojmania słowa "Ja jestem", czy też nie?

Jeżeli pytamy o wartość historyczną danych słów lub opisów czynów Jezusa, to powinniśmy brać pod uwagę fakt, że różne kierunki metody historyczno-krytycznej wypracowały w tym zakresie szereg kryteriów oceny. Egzegeci różnią się co do liczby kryteriów i ich wagi. Np. J.P.Meier w dziele A Marginal Jew. Rethinking the Historical Jesus podaje pięć kryteriów podstawowych i pięć kryteriów drugorzędnych. Każde zdanie Ewangelii zostało przeanalizowane przez egzegetów z wykorzystaniem założonej przez nich metodologii i na podstawie takiej analizy różni egzegeci przyporządkowali poszczególnym fragmentom Ewangelii różny stopień prawdopodobieństwa historyczności danych słów lub zdarzeń. Ulegasz złudzeniu, jeśli sądzisz, że na podstawie pobieżnej lektury polskiego tłumaczenia potrafisz ocenić to prawdopodobieństwo.

Jeśli chodzi o słowa Jezusa "Ja jestem" wypowiedziane w trakcie pojmania, to nie znam argumentów przeciwko ich historyczności, więc nie mam też podstaw, by kwestionować fakt ich wypowiedzenia. W przeciwieństwie do Ciebie nie widzę nic nieprawdopodobnego w opisie sceny pojmania. Wypowiedzenie przez Jezusa formuły objawienia "Ja jestem" sugeruje konfrontację pomiędzy Bogiem a siłami zła reprezentowanymi przez tych, którzy przyszli pojmać Jezusa. Wcześniejsze próby pojmania Jezusa zakończyły się fiaskiem (J 7,44; 8,20; 10,39), ponieważ nie było na to przyzwolenia Boga. W scenie pojmania Jezus okazuje swą boską moc po raz ostatni: żołnierze i słudzy faryzeuszy i arcykapłanów padają na ziemię, słysząc słowa "Ja jestem". Jezus daje dowód, że jest całkowicie suwerenny w decyzji oddania siebie w ręce prześladowców i na dodatek nakazuje przeciwnikom, by Jego uczniom pozwolono odejść w spokoju.

Wypowiadanie przez Jezusa formuły objawienia "Ja jestem" występuje przede wszystkim w Ewangelii Jana, ale także - choć rzadziej - u synoptyków, np. Mk 6,50.
13-10-2011 16:31 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>(C) Jeśli założymy, że Jan apostoł jest jednak jej autorem ewangelii, to dlaczego ona - jako relacja naocznego świadka - tak bardzo i tak często różni się od ewangelii synoptycznych? Różnice te są tak duże, że dla każdego bezstronnego czytelnika staje się oczywiste, że jeśli czwarty ewangelista ma rację, to jego poprzednicy - czyli autorzy ewangelii synoptycznych - musieli się pomylić. Ale ponieważ stwierdzenie to musi obowiązywać również w odwrotnym kierunku, zatem jeśli synoptycy mają rację, wówczas myli się autor czwartej ewangelii. Czy zatem możliwe jest, by apostoł Jan był autorem czwartej ewangelii i jako naoczny świadek ciągle się mylił?

O tym już chyba rozmawialiśmy (a może to była moja rozmowa z kimś innym) - rozbieżności dotyczą niektórych spraw drugorzędnych (np. czas trwania publicznej działalności Jezusa), a nie dotyczą prawd wiary.

>>>(6) Geza Vermes pisze: wyobrażenie sobie jako autora czwartej Ewangelii "nieuczonego i prostego" galilejskiego rybaka (Dz 4, 13), który w wieku mniej więcej stu lat był nie tylko twórczy, lecz również świetnie obeznany z hellenistyczna myślą filozoficzną i mistyczną, wymaga wysiłku wyobraźni wykraczającego chyba poza zdrowy rozsądek (Twarze Jezusa, s. 20).
>>Badania H. Cazellesa pokazały, że "prosty rybak" mógł być związany z jerozolimską arystokracją kapłańską. O wieku autora Ewangelii już pisałem. Zatem i ten argument jest do obalenia.
>Czy chcesz tym samym powiedzieć, że rybak Jan po śmierci Jezusa studiował na uniwersytetach w Jerozolimie i w Rzymie, gdzie zapoznał się "z hellenistyczną myślą filozoficzną i mistyczną", studiował m.in. dzieła Filona z Aleksandrii (czy wiesz, dlaczego wymieniłem akurat Filona?) oraz nauczył się biegle władać językiem greckim w mowie i w piśmie.
>I twierdzisz, że to nie wykracza poza zdrowy rozsądek?
>Przeczytaj dokładnie kim byli apostołowie, a zrozumiesz, iż byli ludźmi prostymi i niewykształconymi, którym sztuka pisania była obca. Przypomni sobie werset Dz 4, 13, w którym mowa jest o tym, że apostołowie Piotr i Jakub to ludzie nieuczeni i prości.

Podaję zatem niektóre wyniki badań francuskiego egzegety H. Cazellesa:
Kapłani w świątyni jerozolimskiej pełnili posługę dwa razy w roku, przy czym czas posługi trwał tydzień. Po zakończeniu swojej posługi kapłan wracał do swoich stron i nie było niczym nadzwyczajnym to, że pracował w jakimś zawodzie i w ten sposób zarabiał na swoje utrzymanie. Zebedeusz, ojciec apostoła Jana, mógł być kapłanem świątyni jerozolimskiej, a jednocześnie zajmować się rybołówstwem w Galilei, zwłaszcza że z tekstu Ewangelii wynika, że nie był on zwykłym rybakiem, lecz zatrudniał pracowników. W ten sposób "prosty rybak z Galilei" mógł być jednocześnie związany z jerozolimską arystokracją kapłańską. (H. Cazelles, Johannes. Ein Sohn des Zebedaus, w: IkaZ Communio 31 (2002), 479-484)
04-11-2011 15:33 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>(C) Jeśli założymy, że Jan apostoł jest jednak jej autorem ewangelii, to dlaczego ona - jako relacja naocznego świadka - tak bardzo i tak często różni się od ewangelii synoptycznych? Różnice te są tak duże, że dla każdego bezstronnego czytelnika staje się oczywiste, że jeśli czwarty ewangelista ma rację, to jego poprzednicy - czyli autorzy ewangelii synoptycznych - musieli się pomylić. Ale ponieważ stwierdzenie to musi obowiązywać również w odwrotnym kierunku, zatem jeśli synoptycy mają rację, wówczas myli się autor czwartej ewangelii. Czy zatem możliwe jest, by apostoł Jan był autorem czwartej ewangelii i jako naoczny świadek ciągle się mylił?
>O tym już chyba rozmawialiśmy (a może to była moja rozmowa z kimś innym) - rozbieżności dotyczą niektórych spraw drugorzędnych (np. czas trwania publicznej działalności Jezusa), a nie dotyczą prawd wiary.

Przy różnych okazjach kilkakrotnie już wskazywałem na istotne różnice zarówno pomiędzy poszczególnymi ewangeliami synoptycznymi, jak i pomiędzy nimi a Ewangelią Jana.
Ty każdorazowo twierdzisz, że mowa jest o nieistotnych różnicach, a na dodatek dotyczących spraw drugorzędnych. Ostatnio dodałeś do tego nawet, że różnice te nie dotyczą prawd wiary. Zastanawiam się, czy Ty naprawdę wierzysz w to, co piszesz, czy tez próbujesz wmówić to przede wszystkim sobie, a przy okazji tym, którzy Twoje wypowiedzi czytają. Być może nie wiesz o tym, że nawet Orygenes poinformował ł swego czasu, że wobec sprzeczności zwłaszcza między synoptykami a czwartą ewangelią "wielu chrześcijan uznawało ewangelie za zmyślenia i przestawało im dowierzać".

Informuję Cię zatem, że różnice, o których do tej pory pisałem, a także te, których kilka omówię, bynajmniej nie są różnicami drobnymi, lecz całkiem sporymi, dotyczą spraw pierwszorzędnych, a nie drugorzędnych, a na dodatek niektóre z nich dotyczą również "prawd wiary".
Nieustannie starasz się zaklinać rzeczywistość. Nic Ci to nie da, pożądanego przez siebie efektu nie uzyskasz. Twoje marzenia nie są w stanie się urealnić. To tak nie działa. Jeśli jednak Ty ustawicznie wolisz oszukiwać samego siebie - no to oszukuj.

Do tych naprawdę ważnych należy zaliczyć różnicę w czasie trwania publicznej działalności Jezusa. Synoptycy twierdzą, że trwała ona nie dłużej niż 12 miesięcy (a być może nie dłużej niż pół roku), zaś według Jana od dwóch do trzech lat. Czas trwania publicznej działalności Jezusa to nie jest - jak sugerujesz - sprawa drugorzędna. To jest bezwzględnie rzecz o pierwszorzędnym znaczeniu.

Na początek przypomnę Ci kilka z tych istotnych różnic w poszczególnych ewangeliach, o których już pisałem:

1) W jednej z wypowiedzi omówiłem znaczne różnice pomiędzy kolejnymi synoptykami i Pawłem w opisie paschalnej Ostatniej Wieczerzy (kwestia ustanowienia rytuału Eucharystii). Dodałem ponadto, że u Jana wieczerza ta nie była zwyczajowym sederem paschalnym, u Jana też w konsekwencji nie ma opisu ustanowienia Eucharystii.
A Ty twierdzisz, że różnice występujące w NT są drobne i drugorzędne oraz nie dotyczą "prawd wiary".

2) W innej wypowiedzi wspomniałem o tym, że tylko Jan opisał obecność matki Jezusa pod krzyżem.

3) Pisałem również o różnicy między synoptykami a Janem w ukazaniu ilości osób idących za pojmanym Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana.

4) W jednej z ostatnich wypowiedzi pisałem o pewnych różnicach pomiędzy synoptykami a Janem w scenach pojmania Jezusa oraz jego przesłuchania przez Piłata.

5) W dwóch wypowiedziach pisałem również o Kazaniu na Górze przedstawionym wyłącznie przez Mateusza i Łukasza (brak tego kazania u Marka i Jana). Nie napisałem wtedy - bo nie taki był cel tamtych wypowiedzi - że w treści Kazania istnieją między tymi dwoma ewangeliami dość istotne różnice.
Czy Kazanie na Górze to według Ciebie sprawa drugorzędna i nie dotyczy "prawd wiary"?

Teraz w największym skrócie kilka ważniejszych różnic (nie tylko pomiędzy synoptykami a Janem):

6) Różnice w datowaniu tzw. "oczyszczenia" świątyni jerozolimskiej (J 2, 13-16 por. z: Mk 11, 15-18; Mt 21, 12-13; Łk 19, 45-47).

7) Różnice w powołaniu uczniów i nadaniu imienia Piotrowi (J 1, 35-51; por. z: Mk 1, 16-20; Mt 4, 18-22; Łk 5, 1-11).

8) Różnice w chronologii aresztowania, procesu i ukrzyżowania Jezusa. Podam wyłącznie jeden charakterystyczny werset u Jana: J 18, 28.
Czy to też jest sprawa drugorzędna?

9) Różnice pomiędzy poszczególnymi ewangeliami w ilości kobiet, które poszły do grobu i którym jako pierwszym ukazał się Jezus.

10) Różnice pomiędzy Mateuszem i Łukaszem w wydarzeniach opisanych w tzw. ewangelii dzieciństwa (w tym również różnice w genealogiach Jezusa).


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
11-11-2011 13:08 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Przy różnych okazjach kilkakrotnie już wskazywałem na istotne różnice zarówno pomiędzy poszczególnymi ewangeliami synoptycznymi, jak i pomiędzy nimi a Ewangelią Jana.
>Ty każdorazowo twierdzisz, że mowa jest o nieistotnych różnicach, a na dodatek dotyczących spraw drugorzędnych. Ostatnio dodałeś do tego nawet, że różnice te nie dotyczą prawd wiary. Zastanawiam się, czy Ty naprawdę wierzysz w to, co piszesz,

Nie, nie wierzę w to - ja to wiem. Nasza dyskusja nie dotyczy treści prawd wiary - realistycznie zakładam, że do takiej rozmowy nie jesteś przygotowany.

>Informuję Cię zatem, że różnice, o których do tej pory pisałem, a także te, których kilka omówię, bynajmniej nie są różnicami drobnymi, lecz całkiem sporymi, dotyczą spraw pierwszorzędnych, a nie drugorzędnych, a na dodatek niektóre z nich dotyczą również "prawd wiary".

Skoro tak twierdzisz, poproszę o przykłady rzekomych rozbieżności w kwestii prawd wiary.

Zanim je podasz, ponownie odniosę się (chyba po raz trzeci lub czwarty) do kwestii różnic pomiędzy Ewangeliami.

Najpierw o podobieństwach: wszystkie Ewangelie mają ten sam układ opowiadania o czynach i nauczaniu Jezusa; wszystkie przedstawiają tę samą istotę nauczania Jezusa; we wszystkich Jezus jest zarówno człowiekiem, jak i Bogiem.

Bez wątpienia Jan znał te tradycje, z których czerpali synoptycy, stąd wynikają opuszczenia pewnych faktów w Ewangelii Jana, np. opuszczenie ustanowienia Eucharystii w czasie Ostatniej Wieczerzy. W niektórych przypadkach Jan precyzował to, co podali synoptycy, np. trzy lata publicznej działalności Jezusa, dzień i godzinę Jego śmierci, nazwę miejscowości, gdzie mieszkały Marta i Maria, wiele innych uściśleń chronologicznych lub topograficznych czy imię sługi arcykapłana.

Wiele elementów nauczania Jezusa jest przedstawionych przez Jana pod innym kątem, w innych aspektach niż przez synoptyków. O królestwie Bożym jest u Jana tylko jedna wzmianka. W nauczaniu moralnym wyeksponowana jest miłość. Przemówienia związane z cudami nie zawsze odtwarzają dokładne brzmienie słów Jezusa, lecz zawierają elementy popaschalnej refleksji Kościoła. Cel swojej Ewangelii określił Jan w następujący sposób: I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego. (J 20, 30-31) Dla osiągnięcia tego celu nie było potrzebne spisywanie wszystkich czynów i słów Jezusa - Ewangelia Jana podaje tylko kilka wybranych i najbardziej charakterystycznych cudów oraz tylko kilka związanych z tymi cudami przemówień. Wszystko inne zostało pominięte.

>Nieustannie starasz się zaklinać rzeczywistość. Nic Ci to nie da, pożądanego przez siebie efektu nie uzyskasz. Twoje marzenia nie są w stanie się urealnić. To tak nie działa. Jeśli jednak Ty ustawicznie wolisz oszukiwać samego siebie - no to oszukuj.

W tym co napisałeś, widać typowe zjawisko: rzutowanie swoich intencji i motywacji na adwersarza. I widać też Twoje przeczucie, iż "oszukujesz samego siebie"...
04-11-2011 15:44 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>>(6) Geza Vermes pisze: wyobrażenie sobie jako autora czwartej Ewangelii "nieuczonego i prostego" galilejskiego rybaka (Dz 4, 13), który w wieku mniej więcej stu lat był nie tylko twórczy, lecz również świetnie obeznany z hellenistyczna myślą filozoficzną i mistyczną, wymaga wysiłku wyobraźni wykraczającego chyba poza zdrowy rozsądek (Twarze Jezusa, s. 20).
>>>Badania H. Cazellesa pokazały, że "prosty rybak" mógł być związany z jerozolimską arystokracją kapłańską. O wieku autora Ewangelii już pisałem. Zatem i ten argument jest do obalenia.
>>Czy chcesz tym samym powiedzieć, że rybak Jan po śmierci Jezusa studiował na uniwersytetach w Jerozolimie i w Rzymie, gdzie zapoznał się "z hellenistyczną myślą filozoficzną i mistyczną", studiował m.in. dzieła Filona z Aleksandrii [...] oraz nauczył się biegle władać językiem greckim w mowie i w piśmie.
>>Przeczytaj dokładnie kim byli apostołowie, a zrozumiesz, iż byli ludźmi prostymi i niewykształconymi, którym sztuka pisania była obca. Przypomni sobie werset Dz 4, 13, w którym mowa jest o tym, że apostołowie Piotr i Jakub to ludzie nieuczeni i prości.
>Podaję zatem niektóre wyniki badań francuskiego egzegety H. Cazellesa:
>Kapłani w świątyni jerozolimskiej pełnili posługę dwa razy w roku, przy czym czas posługi trwał tydzień. Po zakończeniu swojej posługi kapłan wracał do swoich stron i nie było niczym nadzwyczajnym to, że pracował w jakimś zawodzie i w ten sposób zarabiał na swoje utrzymanie. Zebedeusz, ojciec apostoła Jana, mógł być kapłanem świątyni jerozolimskiej, a jednocześnie zajmować się rybołówstwem w Galilei, zwłaszcza że z tekstu Ewangelii wynika, że nie był on zwykłym rybakiem, lecz zatrudniał pracowników. W ten sposób "prosty rybak z Galilei" mógł być jednocześnie związany z jerozolimską arystokracją kapłańską.

Twierdzisz, że z badań H. Cazellesa wynika, że np. Zebedeusz mógł być jednocześnie kapłanem w świątyni jerozolimskiej i zwykłym rybakiem. Skoro mógł Zebedeusz, to mógł również jego syn, prosty rybak Jan, a może i drugi syn, prosty rybak Jakub.
Zwracam Ci jednak uwagę na to, że Cazelles pokazał, że takie przypadki miały czy też mogły mieć miejsce. Nie dowiódł jednak niczego więcej, tzn. nie udowodnił, że Zebedeusz lub któryś z jego synów był kapłanem. Innymi słowy - jeśli nawet takie przypadki miałaby miejsce, to bynajmniej nie oznacza, że dotyczyło to również Zebedeusza lub któregoś z jego synów.

Ponadto informuję Cię, że w żadnej z ksiąg Nowego Testamentu nie ma informacji, by Zebedeusz lub którykolwiek z jego synów - głównie chodzi tu o Jana - był kapłanem świątyni jerozolimskiej. Kapłani otaczani byli w Izraelu wielkim prestiżem. Jest oczywiste, że gdyby którykolwiek z apostołów Jezusa był takim kapłanem, to co najmniej jeden ewangelista napisałby o tym. Ponieważ brak jest w NT takiej informacji, zatem należy zakładać, że żaden z nich nie był kapłanem.
Ponadto z żadnej z ksiąg Nowego Testamentu nie wynika, że ap. Jan był człowiekiem dość solidnie wykształconym, a to było raczej niezbędne do napisania szczególnie tej ewangelii. Twierdzenie - bez przedstawienia jakichkolwiek dowodów - że zdobył to wykształcenie później, jest co najmniej niepoważne.

Dopóki zatem H. Cazelles (lub ktokolwiek inny) nie udowodni tego, o czym napisałem powyżej, to jego "dowód" nie ma zbyt dużej wartości w kwestii autorstwa czwartej ewangelii.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
13-10-2011 21:02 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>>>Badania ostatnich lat uprawdopodobniły jednak tezę, iż autorem Ewangelii był Jan, syn Zebedeusza. Natomiast istotną rolę w redakcji ostatecznej wersji Ewangelii odegrał prawdopodobnie uczeń Jana i powiernik jego nauczania - tzw. "Jan Prezbiter".
>>>Te "badania" przeprowadzili zapewne teologowie katoliccy. Wyniki ich dociekań są jednak przez ogół badaczy krytycznych pomijane.
>>Już pisałem: np. P. Stuhlmacher - niekatolik.
>Stuhlmacher jest ewangelikiem. A czy poza nim jeszcze ktoś doszedł do podobnych wniosków?

Jeszcze raz podaję nazwiska niektórych badaczy, którzy uważają, iż autorem Ewangelii Jana jest najprawdopodobniej apostoł Jan: F.-M. Braun, Jean le Theologien, I, 303; R. E. Brown I, XCVII nn; H. van den Bussche, 20 nn; R. Schackenburg (tylko w komentarzu: Das Johannesevangelium, I, 86 nn); A. Feuillet, Introduction a la Bible, II, 655 n; P. Stuhlmacher, E. Ruckstuhl, P. Dschullnig, Biblische Theologie des Neuen Testaments, II, 206-27.

>Twierdzisz, że "badania ostatnich lat uprawdopodobniły tezę, iż autorem Ewangelii był Jan, syn Zebedeusza". Zatem zacytuję Ci kilka zdań z wydanej w 2008 roku książki prof. Anny Świderkówny (katoliczki) Rozmowy o Biblii. Nowy Testament - cytuję ze stron 217 i 268:
>[Jan] umarł podobno śmiercią naturalną w bardzo późnym wieku, w Efezie, gdzie też jakoby został pochowany. Jest to tradycja bardzo stara, lecz w wielu szczegółach niepewna. [...] Sprawa autorstwa [czwartej ewangelii i Apokalipsy] pozostaje jednak nadal nie rozstrzygnięta.

Tak, kwestia autorstwa Ewangelii Jana pozostaje nierozstrzygnięta - istnieje kilka hipotez o różnym stopniu prawdopodobieństwa. Wśród nich istnieje hipoteza najstarsza: iż autorem Ewangelii Jana jest apostoł Jan. W świetle wyników badań ta właśnie hipoteza wydaje mi się najbardziej prawdopodobna.
30-09-2011 22:33 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
A, i jeszcze jedno: właśnie sobie przypomniałem, że nie odpowiedziałeś na moje pytanie, zatem je powtórzę:

Jak sądzisz - dlaczego Twoi koledzy z "Racjonalisty" zaprzeczają historyczności Jezusa, i to mimo przedstawionych przez Ciebie argumentów?
01-10-2011 11:54 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jak sądzisz - dlaczego Twoi koledzy z "Racjonalisty" zaprzeczają historyczności Jezusa, i to mimo przedstawionych przez Ciebie argumentów?
Myślę, iż to co Pan tu wypisuje zdecydowanie podpada pod trollizm. Pan albo nie chce, albo nie potrafi zrozumieć tego co inni piszą. Dokładnie tylko zrozumieć. Nie przyjąć - może Pan odrzucić - ale tylko zrozumieć.

Nie wiem czym dla Pana jest historyczność? Dla mnie ten termin odnosi się do realność zjawisk lub osób, czyli ich rzeczywistą obecnością w procesie historycznym (dziejach).
Żaden obiektywny historyk, także Pan Andrzej.51 nie potwierdza historyczności nowotestamentowego Jezusa Chrystusa, gdyż nie ma na to żadnych wystarczających przesłanek.
Znakomita większość (niekonfesyjnych) uczonych uważa, że na ten chrześcijański mit złożyły się strzępy biografii faktyczne żyjących osób oraz opisy prawdziwych wydarzeń. Wszystko to zostało szczodrze podlane mitycznym sosem i dokładnie wymieszane.

To co tu pisze Pan Andrzej.51 jest albo zgodne z moją wiedzą, albo po dodaniu odpowiednich argumentów do ewentualnej akceptacji. Natomiast to co Pan wypisuje - dla żadnego racjonalisty opierającego się na faktach - jest zupełnie nie do przyjęcia, gdyż żadne argumenty wiary - choćby i najgłębszej - są bez znaczenia.

Nie istnieje żaden "historyczny Jezus" i Pan Andrzej.51 wcale nie twierdził, że taki istnieje, albo to ja zupełnie nie rozumiem tego co on pisze.
Czyżby według Pana chciałby być świętszym np. od Karla Rahnera i jego twierdzeniom zawartym w "Podstawowym wykładzie wiary"? Wątpię, to raczej Panu wiara uniemożliwia racjonalne myślenie.

@@@
.
01-10-2011 13:02 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>Nie istnieje żaden "historyczny Jezus"<
Panie Andrzeju , doprecyzuję -choć robiło to już wielu i Pan także.
Ale precyzji , dokładności nigdy za wiele.

Nie istnieje żadne historyczny
"Jezus Chrystus, Syn Jedyny Boga Ojca, Pan nasz,
który się począł z Ducha Świętego,
narodził się z Maryi Panny,
umęczon pod Ponckim Piłatem,
ukrzyżowan, umarł i pogrzebion,
zstąpił do piekieł,
trzeciego dnia zmartwychwstał,
wstąpił na niebiosa,
siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego,
stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych"

Być może instniał jakiś Jezus, jakiś zrodzony z Maryi, jakiś umęczony pod Piłatem, jakiś ukrzyżowany, jakiś zmarły i pogrzebany - ale nie ma żadnych dowodów ani nawet przesłanek, że to ta sama osoba.
A już z pewnością żaden Jezus nie był synem Boga, nie począł sie z Ducha, nie zstapił do piekieł ani nie wstąpił na niebiosa, nie siedzi, nie leży, nie stoi po prawicy/lewicy żadnego Boga itd.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
01-10-2011 14:12 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Być może istniał jakiś Jezus, jakiś zrodzony z Maryi, jakiś umęczony pod Piłatem, jakiś ukrzyżowany, jakiś zmarły i pogrzebany - ale nie ma żadnych dowodów ani nawet przesłanek, że to ta sama osoba.
Przepraszam, ale byłbym jeszcze ostrzejszy!
Być może (bardzo prawdopodobne), że istnieli jacyś Jeszua lub Jehoszua. Jacyś zrodzeni z Maryi. Wielu było umęczonych z wyroku Piłata, w tym część ukrzyżowano, z których zwłokami różnie się obchodzono.
Opowieści o nich wpłynęły na budowę mitu o Jezusie, ale żaden z nich nie był Jezusem Chrystusem.

>A już z pewnością żaden Jezus nie był synem Boga, nie począł się z Ducha, nie zstąpił do piekieł ani nie wstąpił na niebiosa, nie siedzi, nie leży, nie stoi po prawicy/lewicy żadnego Boga itd.
To jest właśnie samo sedno sporu. Bez trudności uwierzę w przeróżne przypadki człowieczego losu. Wielu ludziom mogą się przydarzyć przedziwne przygody, w które trudno uwierzyć, ale są możliwe.
Natomiast jest niemożliwym abym uwierzył w cuda, których nawet osobiście bym doświadczył, a tym bardziej niemożliwym jest abym uwierzył w cuda w bajdach opisane.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
03-10-2011 12:33 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ciekaw jestem odpowiedzi Andrzeja.51. Bo, choć oczywiście obala mity katolików narosłe na tym co było kiedyś, to jednak przypuszcza on dość bliską historiom zawartym w Nowym Testamencie historyczność.

Więc ja bym spytał pana Andrzeja tak:

1) czy wierzy pan w Jezusa, który nauczał treści Kazania na Górze (nie koniecznie na Górze) i który został ukrzyżowany, i który zmartwychwstał? I które to zmartwychwstanie sugeruje nieśmiertelność istoty ludzkiej?

2) czy jest pan niepewny 1), ale pan tego nie wyklucza?
03-10-2011 15:34 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Ciekaw jestem odpowiedzi Andrzeja.51. Bo, choć oczywiście obala mity katolików narosłe na tym co było kiedyś, to jednak przypuszcza on dość bliską historiom zawartym w Nowym Testamencie historyczność.
>Więc ja bym spytał pana Andrzeja tak:
>1) czy wierzy pan w Jezusa, który nauczał treści Kazania na Górze (nie koniecznie na Górze) i który został ukrzyżowany, i który zmartwychwstał? I które to zmartwychwstanie sugeruje nieśmiertelność istoty ludzkiej?
Mimo wszystko Panie Jacku proponowałbym ponowne przeczytanie Pana Andrzeja.51 i już tam znajdzie Pan odpowiedź na wiele zadanych przez Pana pytań.
Po pierwsze "wierzy" jest terminem wielce wieloznacznym, Zaś mnie się wydaje, że Pan Andrzej (podobnie jak ja i Pan mógłby podpisać się pod tym cytatem: Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

>2) czy jest pan niepewny 1), ale pan tego nie wyklucza?
Myślę też - że podobnie do mnie - nie wyklucza istnienia jakiegoś tam Jezusa (lub kilku) i prawdopodobieństwa wielu z opisanych - w pismach wokół ewangelicznych - zdarzeń.
Co do "zdarzeń cudownych", to jego pogląd jest bliski Pańskiemu lub jest odrobinę mniej sceptyczny (ze względu na możliwość różnorodnych ich interpretacji [np. zbiorowa psychoza]).
Możliwe, że się mylę, ale ja się tyle z tekstów Pana Andrzeja.51 doczytałem.

Oczywiście też jestem "ciekaw jestem odpowiedzi Pana Andrzeja.51."

Pozdrawiam serdecznie obu Panów.

@@@
.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Panie Andrzeju! Proszę mi wybaczyć te pytania do Andrzeja.51, ale ja chciałbym wiedzieć właśnie to, o ile on zechce mi odpowiedzieć, co może się nie zdarzyć, bowiem wiem, iż takie pytanie może być z różnych względów denerwujące (równie dobrze ktoś mnie by mógł spytać o to, czy wierzę w Jezusa, co byłoby dla mnie szokiem, ale raczej nie obraziłbym się, tylko odpowiedział "nie"). Pan Andrzej.51 ze zdumiewającą łatwością zakłada dla mnie rzeczy, które są dla mnie baśniowe, trudne do stwierdzenia etc. Teraz znów czytałem wypowiedź pana Andrzeja.51, iż Jan Apostoł został umęczony i poznałem przypuszczalną datę. Pomijając to, że póki co nie było tu informacji o zdarzeniach nadprzyrodzonych, to skąd - u licha - taka pewność??

Nie raz spotkałem osoby, które wierzą w Jezusa starannie wydestylowanego z Nowego Testamentu, ani katolickiego, ani protestanckiego, ale wciąż cudownego i na bazie tego, jak rozumiem wypowiedzi Andrzeja.51 chciałem po prostu wiedzieć, czy mam doczynienia z kimś wierzącym w cudownego Jezusa na swój sposób, czy też z osobą zupełnie laicko podchodzącą do tego tematu. Ekspresja wypowiedzi pana Andrzeja.51 sprawia, iż mam co do tego wątpliwości. A chciałbym wiedzieć, czy broni on metodologii nauk historycznych, czy jakiegoś swojego, prywatnego, ale mistycznego Jezusa.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, iż to pytanie jest trochę niegrzeczne i może zirytować kogoś, kto jest racjonalny i nie ma prywatnego, niekatolickiego, lecz wciąż cudownego Jezusa. Mimo to liczę na wyrozumiałość Andrzeja.51 i szczerą odpowiedź. Po prostu nie mam pojęcia, skąd bierze się jego pewność co do takich zdarzeń, jak istnienie i męczeństwo Jana Apostoła. Ciężko mi sobie wyobrazić, iż taka pewność mogła się wziąść z bezinteresownych, nieukierunkowanych religijnie (a raczej wierzeniowo) dociekań. Ale oczywiście, mogę się bardzo mylić, więc pytam. Pytam, bo nie wiem. Jestem w kropce. Nie wiem, w jakim celu bada Andrzej.51 Biblię. Czy czyni to jako historyk, czy jednak też szuka wrażeń mistycznych. Być może moje pytanie jest głupie i większość Racjonalistów widzi, iż Andrzej.51 jest sceptykiem, ateistą, racjonalistą etc (nie musi być, ale przyjmujemy że jest, z tego co widzę). Ja tego nie widzę, może jestem głupi, więc pytam, aby się dowiedzieć i nie być dalej ogłupiałym w tej sprawie
22-09-2011 02:15 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Panie Andrzeju. Z pańskich wypowiedzi nie wynika jasno, czy zasadny jest pogląd iż Jezus mógł nie być postacią historyczną. Chciałbym prosić, aby pan się do tego odniósł, albowiem m.bielecki na to naciska.
22-09-2011 02:57 
 Ocena 9 na 9
czes (4083 punktów)
A Ty co Jacku, cierpisz na bezsennosc?

>Panie Andrzeju. Z pańskich wypowiedzi nie wynika jasno, czy zasadny jest pogląd iż Jezus mógł nie być postacią historyczną. Chciałbym prosić, aby pan się do tego odniósł, albowiem m.bielecki na to naciska.

Nie poganiaj Mistrza!
Andrzej nigdy nie zostawia problemow czy pytan bez odpowiedzi.
A kazda jego odpowiedz jest dopracowana w najdrobniejszych szczegolach. Dlatego - jak mysle - potrzebuje czasu na przygotowanie jej.

Pozdrowka.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
22-09-2011 14:41 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No i zyskałem od Andrzeja.51 odpowiedź bliższą poglądom m.bieleckiego. Jak zauważył Andrzej.51 prawie nikt z szanowanych, poważnych historyków, nie uważa obecnie że Jezus mógł nie być postacią historyczną.

Ja, osobiście, mam nadal sporo wątpliwości. Moja metoda oceny źródeł nie zmieniła się pod wpływem tak zgodnego chóru współczesnych historyków. Tym niemniej wypowiedź pana Andrzeja.51 to ważny punkt w tej dyskusji i trzeba się do niego odnieść.
10-10-2011 06:56 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Mówimy tu wyłącznie o aspektach historycznych.
>Paweł z Tarsu w liście z ok. 56 roku wymienia jako świadków m.in. Piotra, Jakuba Młodszego, pozostałych apostołów oraz ponad 500 innych osób.
W którym liście bo wśród listów Pawła są również fałszywe listy Pawła, co ostatnio przyznają nawet teolodzy kościelni.
10-10-2011 16:00 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Paweł z Tarsu w liście z ok. 56 roku wymienia jako świadków m.in. Piotra, Jakuba Młodszego, pozostałych apostołów oraz ponad 500 innych osób.
>W którym liście bo wśród listów Pawła są również fałszywe listy Pawła, co ostatnio przyznają nawet teolodzy kościelni.

W Pierwszym Liście do Koryntian.
12-10-2011 12:08 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>W Pierwszym Liście do Koryntian.
Dokładnie to?
Cytat:
(...) ukazał się Kefasowi, potem Dwunastu; potem ukazał się ponad pięciuset braciom naraz, z których większość dotychczas pozostaje [przy życiu], niektórzy zaś zasnęli; potem ukazał się Jakubowi, następnie wszystkim apostołom; a w końcu po wszystkich ukazał się i mnie jako poronionemu płodowi.

Wg Łukasza pierwszym, który zobaczył Jezusa po zmartwychwstaniu był Kleofas/Kefas (Piotr?) i drugi uczeń na drodze do Emaus, wg Marka i Jana Maria Magdalena, a wg Mateusza Maria Magdalena i druga Maria. Paweł wzorem Łukasza "zgubił" Magdalenę. Dlaczego?
Ja tu sobie właśnie dokładnie przeczytałam wszystkie opisy zmartwychwstania i późniejszych wydarzeń i każdy jest inny, nawet u synoptyków. Dlaczego zatem wierzysz Pawłowi, a nie np. Janowi, który wg Ciebie był autorem ewangelii i "umiłowanym uczniem" Jezusa?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

Z historycznego punktu widzenia ciekawym szczegółem jest fakt, iż ewangelie podają, że pierwszymi świadkami Zmartwychwstania były kobiety
Więc właśnie. Jak to było z tymi kobietami? Bo tu ewangelie się różnią w swych relacjach.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>pytanie do was - to prawda, że "Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i
>ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym." ?

Jezus był publicznie stracony i pochowany w Jerozolimie - wiara w Zmartwychwstanie byłaby niemożliwa do głoszenia w tym mieście, gdyby ciało Jezusa wciąż było w grobie, skąd Sanhedryn mógł je przenieść, pokazać publicznie i zadrwić z Jego uczniów. Tymczasem wiadomo, że wiara w Zmartwychwstanie była głoszona w Jerozolimie przez uczniów Jezusa z niezwykłą odwagą i dynamiką - liczba wyznawców bardzo szybko rosła mimo prześladowań. Szczegółowo analizują to Th. Soding w pracy z 2008 r. pt. Der Tod ist tot, das Leben lebt oraz U. Wilckens w Theologie des Neuen Testaments. Zamiast kwestionowania faktu pustego grobu Jezusa Sanhedryn oskarżył uczniów Jezusa o kradzież Jego ciała, tylko po to, by móc w jakiś sposób wytłumaczyć, dlaczego grób jest pusty.
12-09-2011 20:21 
 Ocena 11 na 11
astrotaurus (12445 punktów)

>Jezus był publicznie stracony i pochowany w Jerozolimie
A skąd wiesz, że był w ogóle jakiś Jezus publicznie stracony i pochowany?
To tylko nieskoordynowane bajania z luźno zebranej antologii mówią o cudach, straceniu, jakichś strażach przy grobie, o zmartwychwstaniu...

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
22-09-2011 10:49 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Jezus był publicznie stracony i pochowany w Jerozolimie
>A skąd wiesz, że był w ogóle jakiś Jezus publicznie stracony i pochowany?
>To tylko nieskoordynowane bajania z luźno zebranej antologii mówią o cudach, straceniu, jakichś strażach przy grobie, o zmartwychwstaniu...
>

Cytuję z innego wątku odpowiedź andrzeja.51 na to pytanie:

"Czy można stwierdzić, iż na pewno doszło do ukrzyżowania?"

"Tak. Współcześni badacze krytyczni stoją na stanowisku, że ukrzyżowanie Jezusa miało miejsce za czasów namiestnika rzymskiego Poncjusza Piłata, tj. w okresie od 26 do 36 r. n.e., najprawdopodobniej w kwietniu 30 r., z jego zresztą rozkazu."

23-09-2011 16:13 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)

>Cytuję z innego wątku odpowiedź andrzeja.51 na to pytanie:
>"Czy można stwierdzić, iż na pewno doszło do ukrzyżowania?"
>"Tak. Współcześni badacze krytyczni stoją na stanowisku, że ukrzyżowanie Jezusa miało miejsce za czasów namiestnika rzymskiego Poncjusza Piłata, tj. w okresie od 26 do 36 r. n.e., najprawdopodobniej w kwietniu 30 r., z jego zresztą rozkazu."


Mnie ciekawi czy ci badacze, którzy na podstawie Ewangelii dowodzą istnienia Jezusa, zgadzają się też co do tego, że Herod ( jak mówi Ewangelia) rzeczywiście wymordował wszystkich dzieciaków płci męskiej do 2 lat. Czy wg . nich też można na podstawie opisu tylko jednej Ewangelii obciążyć tą zbrodnią Heroda. I czemu o takim wydarzeniu ( masowe morderstwo dzieci) nie ma informacji nigdzie poza Ewangelią. ( z tego co pamiętam tylko w jednej na 4 jest to opisane). No i co z tym rozrzutem narodzin, Herod - Kwiryniusz.
10-10-2011 16:20 
 Ocena 2 na 2
jasenka (1863 punktów)
> Mnie ciekawi czy ci badacze, którzy na podstawie Ewangelii dowodzą istnienia Jezusa, zgadzają się też co do tego, że Herod ( jak mówi Ewangelia) rzeczywiście wymordował wszystkich dzieciaków płci męskiej do 2 lat. Czy wg . nich też można na podstawie opisu tylko jednej Ewangelii obciążyć tą zbrodnią Heroda.

Herod lubił sobie od czasu do czasu pomordować, nawet członków rodziny, ale nigdzie nie wspomina się w tekstach historycznych o rzezi niewiniątek.
Dzięki tej historii niektórzy ludzie nie zabijają przynajmniej pająków - pamiętam, jak mi wciskano w dzieciństwie opowieść, że pająki są pożyteczne, bo zasnuły pajęczyną dziuplę w drzewie, gdzie schowała się Maria z dzieckiem.
Dla mnie już bardziej udowodniony jest mit o Demeter i Korze - przecież naprawdę mamy pory roku!
10-10-2011 16:42 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> I czemu o takim wydarzeniu ( masowe morderstwo dzieci) nie ma informacji nigdzie poza Ewangelią. ( z tego co pamiętam tylko w jednej na 4 jest to opisane).

A jak sądzisz, ilu mieszkańców mogło liczyć ówczesne Betlejem? Zdaje się, że wykopaliska pokazują, że była tam wtedy jedna ulica - czy może się mylę?
10-10-2011 21:37 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>>> I czemu o takim wydarzeniu ( masowe morderstwo dzieci) nie ma informacji nigdzie poza Ewangelią. ( z tego co pamiętam tylko w jednej na 4 jest to opisane).
>A jak sądzisz, ilu mieszkańców mogło liczyć ówczesne Betlejem? Zdaje się, że wykopaliska pokazują, że była tam wtedy jedna ulica - czy może się mylę?
Więc była rzeź czy nie było?
Zabicie dzieci w mieście, w którym była jednak gospoda - więc nie była to według Łukasza jedna ulica, bo we wsi na jedną ulicę gospoda raczej się nie zapełni, nie sądzisz? - i w całej okolicy (Mt) musiałoby spowodować chyba jakiś odzew.

Dalej - co oni robili w Betlejem, skoro nigdy nie odnotowano spisu, w którym kazano by wracać do miejscowości narodzin? Każdy spis odbywał się w miejscu zamieszkania. Zresztą taki pomysł to jawny absurd. Spisy znamy - lokalne, bo nie było powszechnego (Łukasz znowu), czyli znowu błąd.
10-10-2011 21:56 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>> I czemu o takim wydarzeniu ( masowe morderstwo dzieci) nie ma informacji nigdzie poza Ewangelią. ( z tego co pamiętam tylko w jednej na 4 jest to opisane).
>>A jak sądzisz, ilu mieszkańców mogło liczyć ówczesne Betlejem? Zdaje się, że wykopaliska pokazują, że była tam wtedy jedna ulica - czy może się mylę?
>Więc była rzeź czy nie było?
>Zabicie dzieci w mieście, w którym była jednak gospoda - więc nie była to według Łukasza jedna ulica, bo we wsi na jedną ulicę gospoda raczej się nie zapełni, nie sądzisz? - i w całej okolicy (Mt) musiałoby spowodować chyba jakiś odzew.

Najpierw spróbujmy racjonalnie oszacować skalę ewentualnego zdarzenia (nie przesądzając, czy ono faktycznie miało miejsce, czy nie). Zatem: ilu mieszkańców mogło wtedy liczyć Betlejem?
10-10-2011 22:13 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>>>> I czemu o takim wydarzeniu ( masowe morderstwo dzieci) nie ma informacji nigdzie poza Ewangelią. ( z tego co pamiętam tylko w jednej na 4 jest to opisane).
>>>A jak sądzisz, ilu mieszkańców mogło liczyć ówczesne Betlejem? Zdaje się, że wykopaliska pokazują, że była tam wtedy jedna ulica - czy może się mylę?
>>Więc była rzeź czy nie było?
>>Zabicie dzieci w mieście, w którym była jednak gospoda - więc nie była to według Łukasza jedna ulica, bo we wsi na jedną ulicę gospoda raczej się nie zapełni, nie sądzisz? - i w całej okolicy (Mt) musiałoby spowodować chyba jakiś odzew.
>Najpierw spróbujmy racjonalnie oszacować skalę ewentualnego zdarzenia (nie przesądzając, czy ono faktycznie miało miejsce, czy nie). Zatem: ilu mieszkańców mogło wtedy liczyć Betlejem?
A więc nagle domagamy się danych innych niż tekst Biblii?
A więc tak - skoro opisywano miasto z przepełnioną gospodą, to musiałoby liczyć przynajmniej ponad tysiąc ludzi - szacunkowo i biorąc pod uwagę sposób i częstotliwość podróżowania. Dalej - dodajmy okolice, które trudno jest szacować.

Ale opis żałoby po zabiciu dzieci jasno pokazuje skalę zjawiska, bo skoro i prorok o tym pisał, to nie mogła sprawa dotyczyć jednego czy dwóch chłopców:
"18 Krzyk usłyszano w Rama,
płacz i jęk wielki.
Rachel opłakuje swe dzieci
i nie chce utulić się w żalu,
bo ich już nie ma6. "

Dodajmy opracowania późniejsze:
"Późniejsze przekazy starały się wyolbrzymić ich ilość - synaskaria greckie określają liczbę zamordowanych na 14 tysięcy, Hieronim ogólnikowo na wiele tysięcy (multa parvulorum milia), syryjskie przekazy - na 61 tysięcy, a martyrologium Usuarda - 144 tysięcy."
Tak wyglądały te staranne i rzeczowe studia nad wiarygodnością przekazu.

A co z pozostałymi pytaniami i argumentami? Bo tam było coś więcej, do czego się nie odniosłeś.
10-10-2011 22:38 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>>> I czemu o takim wydarzeniu ( masowe morderstwo dzieci) nie ma informacji nigdzie poza Ewangelią. ( z tego co pamiętam tylko w jednej na 4 jest to opisane).
>>>>A jak sądzisz, ilu mieszkańców mogło liczyć ówczesne Betlejem? Zdaje się, że wykopaliska pokazują, że była tam wtedy jedna ulica - czy może się mylę?
>>>Więc była rzeź czy nie było?
>>>Zabicie dzieci w mieście, w którym była jednak gospoda - więc nie była to według Łukasza jedna ulica, bo we wsi na jedną ulicę gospoda raczej się nie zapełni, nie sądzisz? - i w całej okolicy (Mt) musiałoby spowodować chyba jakiś odzew.
>>Najpierw spróbujmy racjonalnie oszacować skalę ewentualnego zdarzenia (nie przesądzając, czy ono faktycznie miało miejsce, czy nie). Zatem: ilu mieszkańców mogło wtedy liczyć Betlejem?
>A więc nagle domagamy się danych innych niż tekst Biblii?
>A więc tak - skoro opisywano miasto z przepełnioną gospodą, to musiałoby liczyć przynajmniej ponad tysiąc ludzi - szacunkowo i biorąc pod uwagę sposób i częstotliwość podróżowania. Dalej - dodajmy okolice, które trudno jest szacować.

Dobrze, niech będzie nawet tysiąc. Zatem: ilu tam mogło być chłopców w wieku do lat dwóch?
11-10-2011 08:28 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Dobrze, niech będzie nawet tysiąc. Zatem: ilu tam mogło być chłopców w wieku do lat dwóch?
A co Ty nagle taki skrupulatny się stałeś? Ile tego, ile tamtego... Może kilkunastu, może kilkudziesięciu. Raczej kilkudziesięciu, bo wtedy dzieci bardzo dużo się rodziło, tylko nie dożywały roku. I co - ni stąd, ni zowąd nagle król (!) każe mordować dzieci w jednej mieścinie? Niby z jakiej racji? Co na to kapłani, co na to Rzym? Już bez przesady, tyran i zbrodniarz może ten Herod był, ale to jakoś trzeba było uzasadnić, żeby się nikt nie przyczepił, a rzecz taką (zupełnie bez precedensu) ktoś by odnotował. A nie odnotowuje nikt - poza Mateuszem. Ani żadna inna ewangelia kanoniczna, ani żaden apokryf, ani nieznoszący rodziny Heroda Józef Flawiusz, który poza tym z lubością opisuje, jak to król mordował rodzinę, z własnym synem i matką włącznie.
Włóż tę opowieść pomiędzy legendy.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
11-10-2011 10:41 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Dobrze, niech będzie nawet tysiąc. Zatem: ilu tam mogło być chłopców w wieku do lat dwóch?
>A co Ty nagle taki skrupulatny się stałeś? Ile tego, ile tamtego... Może kilkunastu, może kilkudziesięciu. Raczej kilkudziesięciu, bo wtedy dzieci bardzo dużo się rodziło, tylko nie dożywały roku. I co - ni stąd, ni zowąd nagle król (!) każe mordować dzieci w jednej mieścinie? Niby z jakiej racji? Co na to kapłani, co na to Rzym? Już bez przesady, tyran i zbrodniarz może ten Herod był, ale to jakoś trzeba było uzasadnić, żeby się nikt nie przyczepił, a rzecz taką (zupełnie bez precedensu) ktoś by odnotował. A nie odnotowuje nikt - poza Mateuszem. Ani żadna inna ewangelia kanoniczna, ani żaden apokryf, ani nieznoszący rodziny Heroda Józef Flawiusz, który poza tym z lubością opisuje, jak to król mordował rodzinę, z własnym synem i matką włącznie.

Zatem mówimy o zabiciu przez siepaczy Heroda od kilkunastu do kilkudziesięciu chłopców w wieku do lat dwóch.
W dzisiejszych czasach, dzięki środkom masowego przekazu taka straszna zbrodnia prawdopodobnie odbiłaby się szerokim echem (chyba że zdarzyłoby się to w Chinach, Korei Płn. albo w innym szczelnym informacyjnie państwie lub regionie). A teraz zadajmy następujące pytania:
Czy tej rangi wydarzenie musiało być odnotowane przez ówczesnych historyków? Czy nie znamy przykładów większych i bardziej masowych okrucieństw z tamtych czasów? Czy o wszystkich tych zdarzeniach napisali wszyscy historycy tamtych czasów?
11-10-2011 15:03 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy tej rangi wydarzenie musiało być odnotowane przez ówczesnych historyków? Czy nie znamy przykładów większych i bardziej masowych okrucieństw z tamtych czasów? >Czy o wszystkich tych zdarzeniach napisali wszyscy historycy tamtych czasów?
Tylko o tych o których coś napisali lub pozostałe materialne ślady cokolwiek wiemy. Jeżeli napisał jeden ze zdolnościami do konfabulacji, a inni tylko odpisywali, to wątpimy bardzo. Jeżeli napisało kilku znanych z rzetelności - uznajemy za prawdopodobne zdarzenie, gdy ponadto są ślady materialne przyjmujemy za fakt.

Nie znane są jakiekolwiek fakty z życia Jezusa. Na podstawie znikomych poszlak przyjmujemy prawdopodobieństwo niektórych zdarzeń opisanych w "literaturze wokół nowotestamentowej". Żaden z ewangelistów nie był w najmniejszym stopniu historykiem i żaden z nich nie był też świadkiem. Ot zapisywali usłyszane bajdy dodając im własną redakcję. Ich następcy czynili to samo, a z tego pozostały skrawki, które następni redaktorzy znowu posklejali.
Odnajdywanie w tych opisach relacji z prawdziwych zdarzeń, to jak szukanie igły w stogu siana, a tylko ta igła jest historycznością.

>Czy tej rangi wydarzenie musiało być odnotowane przez ówczesnych historyków?
Że po po zmartwychwstaniu Jezusa groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli powstało. I wyszedłszy z grobów weszli do do Miasta Świętego i ukazali się wielu [Mt, 27:52-53 zauważył, ale już nawet inni ewangeliści tego cudu nie zauważyli].
Natomiast zauważyli, że "mrok ogarnął całą ziemię", czego też nikt na świecie poza nimi nie zauważył.
Że samoistnie rozdarła się "zasłona przybytku" przy wejściu do "Świętego Świętych", czego nie zauważył żaden kapłan żydowski. Itd.

Tych religijnych bajd jest długa lista, ale naprawdę niewiele z tego wynika.
Pan Mbielecki znajdzie ponad sto kontrargumentów, z których zawsze zasadniczym będzie, że on w to wierzy. Uparty troll, to uparty troll. Im mniej wie - tym bardziej jest upartym.

Miłego dnia.

@@@
.
12-10-2011 01:53 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zabicie kilkunastu chłopców mogło nie odbić się echem w tamtych czasach - ma pan rację. Ale proszę wziąć pod uwagę, iż tamte czasy były mniej okrutne od XVI i XVII wieku w Europie. Oraz w rodzących się koloniach Europy. Gdybyśmy nawet nie brali pod uwagę naszego stosunku do faktów i zasad rządzących światem, to moim zdaniem sama etyka przeczy boskości Jezusa. Ja wiem, że ludzie są niedoskonali. Że piękne idee niekiedy stają się swoją własną, potworną karykaturą. Ale - nawet po odrzuceniu czegoś, co nazwałby pan zapewne materialistycznym stosunkiem do świata, sama etyka mówi "nie!" Jezusowi - ci co w niego wierzyli, średnia statystyczna tych co w niego wierzyli, przyczyniła się do największych mordów w dziejach ludzkości. Gdyby oceniać religie po ich owocach i wybrać za prawdziwą najmniej krwawą, najmniej deprawującą innych ludzi religię wśród nich, chrześcijaństwo z pewnością byłoby na bardzo dalekim miejscu. Buddyzm, islam, sikhizm, wiele politeizmów - te wszystkie religie okazałyby się bardziej etycznie uzasadnione, aby być prawdziwymi. Oczywiście, moim zdaniem, a Ziemia mi świadkiem, jak i kosmos z jego prawami, żadna z tych religii, etyczna, bądź nie, nie jest prawdziwa w najmniejszym nawet stopniu. Sądząc po historii - możemy być tylko z tego powodu wdzięczni. Jeśli chodzi o porównanie spójności religii, gdzie chrześcijaństwo również przegrywa z wieloma konkurentami, polecam panu mój krótki esej (nosi tytuł: "I bez argumentów naukowych Jezus nie był bogiem") :

www.racjon(*)naukowych.Jezus.nie.byl.Bogiem
12-10-2011 15:20 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Poruszył Pan dwa ciekawe i zupełnie różne tematy:
1. Stopień okrucieństwa rządzących a wyznawana przez nich ideologia.
2. Spójność jako kryterium prawdziwości religii.

W pierwszej kwestii nie czuję się kompetentny - bo trzeba by tu zrobić przegląd różnych epok i kultur, a ja nie jestem historykiem. Mogę tylko zauważyć, że w czasach nowożytnych najbardziej zbrodnicze systemy polityczne miały jednocześnie charakter antychrześcijański.

W drugiej kwestii - zaskoczę Pana - być może byśmy się nawet zgodzili co do tego, że istnieją religie w pewnym sensie bardziej "spójne" niż chrześcijaństwo: tzn. bardziej zrozumiałe, mniej tajemnicze, intelektualnie prostsze. Ale prawdopodobnie wyciągnęlibyśmy z tego faktu inne wnioski...
12-10-2011 15:43 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)
>W pierwszej kwestii nie czuję się kompetentny - bo trzeba by tu zrobić przegląd różnych epok i kultur, a ja nie jestem historykiem. Mogę tylko zauważyć, że w czasach nowożytnych najbardziej zbrodnicze systemy polityczne miały jednocześnie charakter antychrześcijański.
Nazizm miał błogosławieństwo papieskie, więc nie był "antychrześcijański".
Np. tu: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3089

pominę fakt uznania za świętego człowieka skazanego za udział w ludobójstwie (wyrok jest prawomocny), co mnie osobiście napawa silnym odruchem wymiotnym.
13-10-2011 15:01 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> w czasach nowożytnych najbardziej zbrodnicze systemy polityczne miały jednocześnie charakter antychrześcijański.
>Nazizm miał błogosławieństwo papieskie, więc nie był "antychrześcijański".

Mit brennender Sorge
14-10-2011 10:01 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)

> Mit brennender Sorge
To w 1937. A potem?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
14-10-2011 10:20 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> Mit brennender SorgeTo w 1937. A potem?

Maksymilian Kolbe.
14-10-2011 12:46 
 Ocena 10 na 12
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>> Mit brennender Sorge

Zamiast pieprzyć jak potłuczony, może przeczytałbyś sobie tę encyklikę?
Jajcarska jest - papież użala się wyłącznie na naruszanie kościelnego stanu posiadania. Cała reszta hitleryzmu w ogóle mu nie przeszkadza .

>Maksymilian Kolbe.

Całe życie modlił się o faszyzm, to se go i wymodlił - w pełnej zgodzie z Pismem, por. Mt 7, 7-8; Mt 21, 22...
14-10-2011 12:55 
 Ocena-2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>> Mit brennender SorgeZamiast pieprzyć jak potłuczony, może przeczytałbyś sobie tę encyklikę?
>Jajcarska jest - papież użala się wyłącznie na naruszanie kościelnego stanu posiadania. Cała reszta hitleryzmu w ogóle mu nie przeszkadza .

Kłamstwo.

>>Maksymilian Kolbe.
>Całe życie modlił się o faszyzm, to se go i wymodlił - w pełnej zgodzie z Pismem, por. Mt 7, 7-8; Mt 21, 22...

Chamstwo.
14-10-2011 13:36 
 Ocena 6 na 6
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>>>>> Mit brennender SorgeZamiast pieprzyć jak potłuczony, może przeczytałbyś sobie tę encyklikę?
>>Jajcarska jest - papież użala się wyłącznie na naruszanie kościelnego stanu posiadania. Cała reszta hitleryzmu w ogóle mu nie przeszkadza .
>Kłamstwo.
>>>Maksymilian Kolbe.
>>Całe życie modlił się o faszyzm, to se go i wymodlił - w pełnej zgodzie z Pismem, por. Mt 7, 7-8; Mt 21, 22...
>Chamstwo

Gówniarstwo?
14-10-2011 14:00 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Kłamstwo.

Uzależniony jesteś od publicznego kompromitowania się, czy co? Wpiszże se w gugle co trzeba i poczytaj, pętaku .

>>>Maksymilian Kolbe.
>>Całe życie modlił się o faszyzm, to se go i wymodlił - w pełnej zgodzie z Pismem, por. Mt 7, 7-8; Mt 21, 22...
>Chamstwo.

Chamstwa w mej o Kolbem, historycznie jak najbardziej uzasadnionej, wypowiedzi dopatrzeć się nie sposób nawet pod mikroskopem - świadectwo wystawiłeś sam sobie i nie mój to problem.
Odwetowego minusa nie dostaniesz, bowiem nie każdego skłonny jestem moimi minusami zaszczycać, powody czego wyjaśniam tutaj.
14-10-2011 14:34 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>Zamiast pieprzyć jak potłuczony

Spróbuj sformułować to nieco uprzejmiej, bigu. Postaraj się, proszę.
14-10-2011 15:00 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Teraz już edytować nie mam jak, ale na przyszłość - OK. Dla Ciebie wszystko, liliac .
15-10-2011 13:53 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>Teraz już edytować nie mam jak, ale na przyszłość - OK. Dla Ciebie wszystko, liliac .
Dla mnie też, proszę. Bo i mnie to razi

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
15-10-2011 14:44 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Ależ naturalnie. Do usług .
14-10-2011 14:24 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Kilka dni temu napisałaś:

Moim zdaniem można tu rozmawiać grzecznie, bez obrzucania się wyzwiskami. Gdyby było inaczej, nie byłoby mnie tu. Uwierz mi, powiedzenie komuś, że "pisze bzdury" to nie to samo, co powiedzenie mu, że "jest głupi i pieprzy jak potłuczony".


Co sądzisz zatem o wypowiedziach Twojego kolegi big_zyda w tym wątku?
12-10-2011 19:20 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)

>W pierwszej kwestii nie czuję się kompetentny - bo trzeba by tu zrobić przegląd różnych epok i kultur, a ja nie jestem historykiem. Mogę tylko zauważyć, że w czasach nowożytnych najbardziej zbrodnicze systemy polityczne miały jednocześnie charakter antychrześcijański.
Kiedyś słyszałem teze, że ostatni chrześcijanin umarł 2000 lat temu na krzyżu i to chyba prawda.
Bez wątpienia papiestwo ma charakter antychrześcijańśki, stąd pewnie dokonywało takich zbrodni. Pani Ania dopisała następny system, który wzorował się na antychrześcijańskim papiestwie - Nazim. Gott mit uns.
Jako historyk wie pan pewnie z kim Hitler podpisał pierwszą umowe międzypaństwową i jak zaczynała się przysięga nazistowskich żołnierzy na wierność Hitlerowi. Jeśli pan nie wie chętnie pomogę
13-10-2011 15:32 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Z pewnością wyciągnęliśmy z tego inne wnioski

Natomiast jeśli chodzi o religie mniej spójne, to też znajdzie pan z kolei coś mniej spójnego niż chrześcijaństwo - może zatem - kierując się takim paradygmatem - mógłby sie pan też tym zainteresować?

Z kolei jeśli lubi pan tajemniczość, to najbardziej tajemniczy jest nasz kochany wszechświat, taki bez boga i bogów. Za tym idzie największy, niemal mistyczny szacunek to TAJEMNICY. I to zupełnie bezintersowny, bo wszechświat nie nagradza życiem wiecznym rozwiązujących jego tajemnice. Nagrody są inne i dzieją się automatycznie - są wśród nich mądrość, umiar i zachwyt.
13-10-2011 20:00 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Natomiast jeśli chodzi o religie mniej spójne, to też znajdzie pan z kolei coś mniej spójnego niż chrześcijaństwo - może zatem - kierując się takim paradygmatem - mógłby sie pan też tym zainteresować?

Myślę, że istnieje jakaś optymalna "spójność" - nie za duża i nie za mała.

>Z kolei jeśli lubi pan tajemniczość, to najbardziej tajemniczy jest nasz kochany wszechświat, taki bez boga i bogów. Za tym idzie największy, niemal mistyczny szacunek to TAJEMNICY. I to zupełnie bezintersowny, bo wszechświat nie nagradza życiem wiecznym rozwiązujących jego tajemnice. Nagrody są inne i dzieją się automatycznie - są wśród nich mądrość, umiar i zachwyt.

Tak, dlatego skończyłem fizykę. Ale tajemnice Wszechświata to tylko pochodna TAJEMNICY...
12-10-2011 15:49 
 Ocena 4 na 4
Rigoletto (3891 punktów)
>Zabicie kilkunastu chłopców mogło nie odbić się echem w tamtych czasach - ma pan rację. Ale proszę wziąć pod uwagę, iż tamte czasy były mniej okrutne od XVI i XVII wieku w Europie. Oraz w rodzących się koloniach Europy.

A skąd wyciągasz takie wnioski? Masz jakieś obliczenia np. ilość zabitych "niewiniątek" na metr kwadratowy w I i XVI wieku n.e. ? Jeśli oczekujesz rzetelności od innych to zwróć uwagę na to, że takie twierdzenia jak to o "mniejszym okrucieństwie" są mało rzetelne historycznie...

>Gdybyśmy nawet nie brali pod uwagę naszego stosunku do faktów i zasad rządzących światem, to moim zdaniem sama etyka przeczy boskości Jezusa. Ja wiem, że ludzie są niedoskonali. Że piękne idee niekiedy stają się swoją własną, potworną karykaturą. Ale - nawet po odrzuceniu czegoś, co nazwałby pan zapewne materialistycznym stosunkiem do świata, sama etyka mówi "nie!" Jezusowi - ci co w niego wierzyli, średnia statystyczna tych co w niego wierzyli, przyczyniła się do największych mordów w dziejach ludzkości.

J.w. Jeśli nawet założymy, że chrześcijanie częściej zabijali, niż byli zabijani i częściej dominowali niż byli dominowani, to nie jestem przekonany, iż wynika to z wyznawanej przez nich religii i przyjętej etyki. Nie ma "niewinnych" cywilizacji, kultur, religii i ideologii. Pewne cechy gatunkowe ludzi, które uznajesz za nieetyczne, zawsze pojawiały/pojawiają się w określonych sytuacjach, niezależnie czy była to starożytna Judea, średniowieczna Hiszpania, rewolucyjna Francja czy współczesne USA.

>Gdyby oceniać religie po ich owocach i wybrać za prawdziwą najmniej krwawą, najmniej deprawującą innych ludzi religię wśród nich, chrześcijaństwo z pewnością byłoby na bardzo dalekim miejscu. Buddyzm, islam, sikhizm, wiele politeizmów - te wszystkie religie okazałyby się bardziej etycznie uzasadnione, aby być prawdziwymi. Oczywiście, moim zdaniem, a Ziemia mi świadkiem, jak i kosmos z jego prawami, żadna z tych religii, etyczna, bądź nie, nie jest prawdziwa w najmniejszym nawet stopniu.

No więc nie traktuj chrześcijaństwa jako ideologii, którą należy zwalczać, ale spróbuj przez chwilę być obiektywny i podejdź to tego zjawiska neutralnie, jak do innych zjawisk historycznych czy socjologicznych.
12-10-2011 16:14 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja cały czas próbuję być obiektywny, co bywa irytujące. Oczywiście, masz rację - niczego z góry nie należy zakładać. W końcu dogmatyzm, betoniogłowie i trony przyrośnięte do tylnych części pleców zdarzają się nie tylko osobom w ten, czy inny sposób religijnym. Zatem wciąż trzeba myśleć nad drogą odchodzenia od nieprawdziwych, religijnych światopoglądów. Czasem mam takie surrealistyczne odczucie, iż odchodzą nie ci co trzeba

W teorii zdawać by się mogło, iż ateista powinien być bardziej od teisty otwarty umysłowo i odporny na krytykę, czy stykanie się z inną perspektywą myślenia, patrzenia... Cóż ciągle poprawiam to co widzę w lustrze! Oczywiście nikt inny z tu zgromadzonych nie musi tego robić. Wszyscy są doskonali.
12-10-2011 19:25 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
Przynajmniej nie zamykasz się na argumenty innych. Co nie jest regułą u statystycznego użytkownika forów internetowych.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
zadajmy następujące pytania:
>Czy tej rangi wydarzenie musiało być odnotowane przez ówczesnych historyków? Czy nie znamy przykładów większych i bardziej masowych okrucieństw z tamtych czasów? Czy o wszystkich tych zdarzeniach napisali wszyscy historycy tamtych czasów?
>
Musiało!! Śmiertelność w tamtych czasach była bardzo duża stąd musiała być też duża prokreacja. Wymordowanie ok.10% społeczeństwa nie mogłoby przejść bez echa. Mord miał być na terenie królestwa a nie jednej ulicy, jak to napisałeś w innym miejscu.
19-10-2011 12:29 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> zadajmy następujące pytania:
>>Czy tej rangi wydarzenie musiało być odnotowane przez ówczesnych historyków? Czy nie znamy przykładów większych i bardziej masowych okrucieństw z tamtych czasów? Czy o wszystkich tych zdarzeniach napisali wszyscy historycy tamtych czasów?
>>
>Musiało!! Śmiertelność w tamtych czasach była bardzo duża stąd musiała być też duża prokreacja. Wymordowanie ok.10% społeczeństwa nie mogłoby przejść bez echa. Mord miał być na terenie królestwa a nie jednej ulicy, jak to napisałeś w innym miejscu.

Nie "10% społeczeństwa", tylko od kilkunastu do kilkudziesięciu osób. W Ewangelii czytamy o "Betlejem i całej okolicy", a nie o "terenie królestwa".
22-10-2011 22:28 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>Nie "10% społeczeństwa", tylko od kilkunastu do kilkudziesięciu osób. W Ewangelii czytamy o "Betlejem i całej okolicy", a nie o "terenie królestwa".
>
Sprawdziłem,masz rację.Mój błąd.Nie zajmuję się Biblią i nie znam jej szczegółów.Do dziś nie wiem czy świadectwo Jezusa jest wiarygodne czy nie.(Jana 5,31):"Jeżeli ja wydawałbym o sobie świadectwo, świadectwo moje nie byłoby wiarygodne,(Jana 8,14)."Odpowiedział Jezus i rzekł im:Chociaż ja sam świadczę o sobie, świadectwo moje jest prawdziwe..". Rzeź niewiniątek wymyślił Mateusz w jednym celu.(Mt.2,15)"I przebywał tam aż do śmierci Heroda aby spełniło się co powiedział Pan przez proroka mówiącego: Z Egiptu wezwałem syna mego".Stąd musiał być powód do ucieczki do Egiptu oraz spełnienie proroctwa Jer.31,15, o tym też pisze Ania. Teren całego królestwa utkwił mi w głowie z lekcji religii, wtedy jeszcze bez ocen,na której ksiądz opowiadał o okropnościach rzezi która miała miejsce w całym państwie Heroda.Liczby zamordowanych dzieci przytoczyła ci już Ania,więc zgodzisz się że na 144 tys. ofiar nie wystarczy jedna wieś.
Ale przypatrzmy się tej historii z Betlejem.Magowie, przerobieni później na mędrców a następnie ukoronowanych, pytali:"Widzieliśmy bowiem gwiazdę jego na Wschodzie i przyszliśmy oddać mu pokłon".Nie trzeba być fizykiem żeby wiedzieć że żadna gwiazda nie zaprowadzi nikogo do jakiejkolwiek stajni..Rama była położona ok.8 km na północ od Jerozolimy, Betlejem ok,10 km na południe.Jak wymordowanie dzieci w Betlejem wypełniło proroctwo Jeremiasza pozostanie tajemnicą Mateusza.Mędrcy zostali ostrzeżeni we śnie dopiero po spotkaniu z Herodem.Dlaczego Bóg ich nie ostrzegł przedtem, żeby ominęli Heroda? W końcu cały boski plan mógł ulec w gruzach.Gdy Salomea zwątpiła w dziewictwo Marii odpadł jej palec którym sprawdzała jej niewinność.W sprawie o wiele istotniejszej,ratowania dusz wielu mln,Herodowi język kołkiem nie stanął gdy wydawał rozkaz zabójstwa.Stary Józef też nie postępował zbyt rozsądnie.Gdyby wiedział co się wydarzyło w tym czasie w Betlejem, uciekłby najkrótszą drogą do Egiptu.Ale nie, najpierw udał się do Qumran pożegnać się z krewnymi żony.Uważał że dzień czy dwa nie robi różnicy a poza tym w ósmym dniu trzeba było wg tradycji żydowskiej obrzeżać syna. Pozostał więc 7 dni w pobliżu Jerozolimy, jako że powiedziane jest, najciemniej pod latarnią.Potem udał się z rodziną do Egiptu do wujka Marii Mördok.
A tak poważnie.Herod nie mógł wydać żadnego rozkazu zabójstwa bez zgody Rzymu.
16-10-2011 16:30 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>>> I czemu o takim wydarzeniu ( masowe morderstwo dzieci) nie ma informacji nigdzie poza Ewangelią. ( z tego co pamiętam tylko w jednej na 4 jest to opisane).
>A jak sądzisz, ilu mieszkańców mogło liczyć ówczesne Betlejem? Zdaje się, że wykopaliska pokazują, że była tam wtedy jedna ulica - czy może się mylę?
>
Jeżeli dyskutujemy na podstawie tekstów biblijnych to musimy się ich trzymać.Wymordowane miały zostać dzieci w całym królestwie. Inaczej niepotrzebna byłaby ucieczka do Egiptu lub Nazaretu (zależy którą ewangelią się posłużymy).Wystarczyłoby przenieść się do następnej wsi.
19-10-2011 12:27 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jeżeli dyskutujemy na podstawie tekstów biblijnych to musimy się ich trzymać.Wymordowane miały zostać dzieci w całym królestwie. Inaczej niepotrzebna byłaby ucieczka do Egiptu lub Nazaretu (zależy którą ewangelią się posłużymy).Wystarczyłoby przenieść się do następnej wsi.

Oto odpowiedni fragment Ewangelii Mateusza:
Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał /oprawców/ do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców.

Czytamy tutaj o "Betlejem i całej okolicy", a nie o "całym królestwie".
12-09-2011 20:41 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.

>Jezus był publicznie stracony i pochowany w Jerozolimie
Skąd Pan o tym wie, z Ewangelii napisanych przez apologetów w wiele lat po jego śmierci? Innych najmniejszych dowodów na ten temat niema. Są różne ciekawe spekulacje.

> - wiara w Zmartwychwstanie byłaby niemożliwa do głoszenia w tym mieście, gdyby ciało Jezusa wciąż było w grobie, skąd Sanhedryn mógł je przenieść, pokazać publicznie i zadrwić z Jego uczniów.
>Tymczasem wiadomo, że wiara w Zmartwychwstanie była głoszona w Jerozolimie przez uczniów Jezusa z niezwykłą odwagą i dynamiką - liczba wyznawców bardzo szybko rosła mimo prześladowań.
Jakie wiadomo? Skąd wiadomo? Kto zauważył to głoszenie? Jak była liczba wyznawców w połowie I wieku, w połowie II i w połowie III - nie tylko w Jerozolimie, ale w całej Judei, a nawet na świecie. Biblistyka - nawet ta konfesyjna, to nie to co Pan na katechezie usłyszał.

>Szczegółowo analizują to Th. Soding w pracy z 2008 r. pt. Der Tod ist tot, das Leben lebt oraz U. Wilckens w Theologie des Neuen Testaments. Zamiast kwestionowania faktu pustego grobu Jezusa Sanhedryn oskarżył uczniów Jezusa o kradzież Jego ciała, tylko po to, by móc w jakiś sposób wytłumaczyć, dlaczego grób jest pusty.
Mniej szczegółową analizę, choć wystarczającą przekazuje Pan Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon w cytacie:
Cytat:
Wg Mateusza (rozdz. 28) - Maria Magdalena i inna Maria poszły obejrzeć grób, a oto nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi, z nieba zstąpił anioł, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim.
>Wg Marka (rozdz. 16) - Maria Magdalena, Maria matka Jakuba i Salome zobaczyły odsunięty kamień, a po wejściu do środka ujrzały siedzącego po prawej stronie młodzieńca ubranego w białą szatę, który im powiedział o zmartwychwstaniu.
>Wg Łukasza (rozdz. 24) - niewiasty, które z nim przyszły z Galilei, zobaczyły odsunięty kamień i weszły do grobu, gdzie stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach, którzy powiedzieli, że Jezus zmartwychwstał.
>Wg Jana (rozdz. 20) - sama Maria Magdalena zobaczyła odsunięty kamień i pobiegła po Szymona i drugiego ucznia, "którego Jezus kochał", sądząc, że wykradziono zwłoki. Wezwani przez nią uczniowie weszli do grobu, gdzie zobaczyli płótna oraz chustę i "wrócili do siebie". Maria Magdalena pozostająca na zewnątrz, nachyliła się do grobu i najpierw zobaczyła tam dwóch aniołów, a następnie odwróciła się i zobaczyła Jezusa, którego w pierwszej chwili wzięła za ogrodnika.

Brednie już wynikają z lektury Ewangelii, a niema poważniejszego źródła od tego wielce jak widać niewiarygodnego.
Dla Pańskiej wiary żadna wiedza nie jest Panu potrzebną, ale czy musi Pan mam kit wciskać. To co Pan tu przedstawia niema najmniejszego oparcia w naukowo potwierdzonych faktach, a nas tylko takie tu interesują.

Miłego dnia.

@@@
.
12-09-2011 23:04 
 Ocena 10 na 10
maruda (5550 punktów)
Ludzie tworzący Sanhedryn byli bardzo ograniczeni, powinni przyjąć że pusty grób oznacza porwanie przez kosmitów. To porwanie wydaje mi się bardziej prawdopodobne, tłumaczy całość i jest spójne z wniebowstąpieniem. Po porwaniu Jezus był pokazywany swoim uczniom za pomocą jakiejś technologii holograficznej, czego bezpośrednim dowodem niech będzie wsadzenie mu w bok ręki przez jednego z uczniów.
13-09-2011 08:58 
 Ocena 8 na 8
perun (8610 punktów)

>Jezus był publicznie stracony i pochowany w Jerozolimie - wiara w Zmartwychwstanie byłaby niemożliwa do głoszenia w tym mieście, gdyby ciało Jezusa wciąż było w grobie
Wiara jak pan wie nie potrzebuje niczego aby sie szerzyć . Wystarczy prześledzić powstawanie sekt w dzisiejszych czasach . Ludzie potrafią uwierzyć w nie takie bzdury jak zmartwychwstanie jakiegoś człowieka , potrafią też oddać życie za to w co wierzą . Mormoni , Moon , Niebo itd . takich ruchów jest na pęczki i nie brakuje im wyznawców .
Wiara nie potrzebuje dowodów , żeby być głoszona jak pan napisał ,, z niezwykłą odwagą i dynamiką ,,
13-09-2011 10:33 
 Ocena 14 na 14
Ania... (14138 punktów)
Argutowski opowiedział nam na spotkaniu o reptilianach.
To naprawdę szokujące, w jak niewiarygodne bzdury można uwierzyć, i w jakie naprawdę znajdują się ludzie skłonni uwierzyć...
www.vismay(*)agadki_reptilian_humanoid.html

Ale przy reptilianach opowieść o dziewicy (tak, fakt pożycia lub brau pożycia jest tu kluczowy!!!) rodzącej boga syna tegoż samego boga, ale w innej postaci, po to, aby nauczał zdziczałe i zacofane plemię pasterskie, wzgardziwszy cywilizacjami w tamtych czasach stojącymi całkiem nieźle, w dodatku raz owiany tajemnicą (bo musiano go wskazać pocałunkiem) a raz przestawionego jako nauczyciela, którego wręcz miliony wielbiły i dzieci mu słały palmy pod nogi, no ale ostatecznie nie po nauki on tu przyszedł, a po to, aby dać się zabić w paskudny, choć powszechny wówczas sposób, głównie po to, aby przebłagać za grzechy ludzkości swojego ojca i siebie zarazem, bo przecież nie ma innej metody odkupienia win jak ofiara z człowieka, a ofiara z boga to dopiero ma efekt! No i oczywiście narzędzie jego śmierci stało się zarazem symbolem nadziei, co napawa mnie nie lada euforią, bo w dzisiejszych czasach to chyba strzykawka albo krzesło elektryczne byśmy nosili na łańcuszkach!
Po wszystkim dla ułatwienia zsyłany jest znowu ten sam bóg (bo wszak chlapnęli że jest jeden, więc jakoś trzeba uzasadnić mnogość wersji!) znowu w innej postaci, a że brakowało w tym kobiecej ręki, to dorobiono setki różnych Maryjek, żeby jedna nie była zbyt zajęta wysłuchiwaniem modlitw. No, oczywiście i tak było to trudne do ogarnięcia, więc umyślono sobie, że najznamienitsze osoby mają podobną moc i zgromadzono cały arsenał świętych, porównywalnych z idolami mitologii greckiej, ale przecież nie porównujmy, bo tamto było wielobóstwo i pogaństwo, zacofanie i ciemnota, a to światła i sensowna religia jest!

Ulało mi się... przepraszam...
13-09-2011 11:06 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dobrze napisane! Ja myślę, że warto szukać jak najbardziej treściwego i mocnego ujęcia absurdów chrześcijaństwa. Mam nadzieję, iż to jednak może podziałać na niektórych, którzy nie są owinięci pajęczyną religijnego szaleństwa po czubek nosa. Jest też sporo wolnomyślicieli, którzy mogą dać się znów owinąć. Wydaje się to niezwykłe, ale nasz mózg buduje tylko modele, zaś rzeczywistość na którą jest szczególnie wyczulony, to ta społeczna. Zatem społeczność, wbrew wszystkiemu, może owinąć na powrót dawnego wolnomyśliciela. Pamaga w tym życie rodzinne, przymusowy ślub religijny, przymusowy chrzest dziecka, przekonania babć opiekujących się dzieckiem, spokój rozmów po pracy z kolegami. Ja obserwuję zanik myślenia u niektórych moich znajomych w realu, którzy byli kiedyś ateistami. Mózg automatycznie szuka poglądów wygodnych dla życia w swoim stadzie, a nie zgodnych z rzeczywistością. Stąd na przykład tak silna u niektórych niechęć do ateistycznych, wspólnych działań w realu. Czują (bo instynkt wpierw się czuje, później werbalizuje), iż ustawienie się pod transparentem "jesteśmy ateistami", "bóg nie istnieje", "nie chcemy powrotu do baroku" zaszkodzi ich powiązaniom z ich grupą społeczną. Zatem czują się źle myśląc, iż mogliby działać wbrew ideologii ciotki Klotyldy i brata Sebastiana z nie należącymi intuicyjnie do ich stada osobnikami. Czyli - zamiast iskać swoje małpy (bo genetycznie lub geograficznie zbliżone), mieliby gdzieś pójść i narazić się swoim małpom...
13-09-2011 11:13 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)
>Argutowski opowiedział nam na spotkaniu o reptilianach.
>To naprawdę szokujące, w jak niewiarygodne bzdury można uwierzyć, i w jakie naprawdę znajdują się ludzie skłonni uwierzyć...
>www.vismay(*)agadki_reptilian_humanoid.html
Niesamowite...
Cytat:
Znani z mitologii, folkloru, ufologii i naukowych faktów,

Cytat:
Twierdzi, że reptilianie są potomkami dinozaurów, którzy w drodze biologicznych przemian ewoluują się na Ziemi.

Cytat:
Jego zdaniem światowy Lider G.W.Busch i członkowie królewskiej rodziny w Windsor są przedstawicielami tej jak sam mówi, grupy reptilian pijących krew z systemu Alpha Dracon. Twierdzi, że Diana, pierwsza żona następcy tronu znała tajemnicę pochodzenia rodziny królewskiej.

Cytat:
11 września 2001, jako produkt jednej z cięższych konspiracji reptilianów na Ziem

Cytat:
w wyglądzie twarzy przypominają smoków

Może dość, bo zaraz ktoś usłyszy moje radosne ryki i przyleci...

Cytat:
Alpha Dracon znajduje się w systemie Oriona.

Chodzi o α Dra, czyli Thuban? To coś mniej więcej jak powiedzieć, że stolica Mongolii znajduje się w Panamie...

>Ulało mi się... przepraszam...
Nic nie szkodzi
Dzięki za doskonałą rozrywkę z tymi reptilianami


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
13-09-2011 11:18 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)
>Dzięki za doskonałą rozrywkę z tymi reptilianami
Przekażę Argutowskiemu, jeśli nie zauważy tutaj, bo to on nas tym uraczył.
A tak swoją drogą - widzicie jak fajne tematy wyłażą na spotkaniach w realu? No i przewaga lokalu - forum nie poda mi jedzenia, a kelner poda
13-09-2011 11:30 
 Ocena 6 na 6
Przemek J. (3008 punktów)
Drogie panie, co ja się przez was mam. Teraz muszę powiedzieć Cylonowi, który mnie prześladuje, że nie istnieje. Obawiam się jak to zniesie.

A ten biblijny wąż, to pewnie też jakiś reptilian, a nie żadna metafora.
13-09-2011 11:35 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>Drogie panie, co ja się przez was mam. Teraz muszę powiedzieć Cylonowi, który mnie prześladuje, że nie istnieje. Obawiam się jak to zniesie.
>A ten biblijny wąż, to pewnie też jakiś reptilian, a nie żadna metafora.
Tadam!!!
13-09-2011 11:36 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Ale przy reptilianach opowieść o dziewicy (tak, fakt pożycia lub brau pożycia jest tu kluczowy!!!) rodzącej boga syna tegoż samego boga, ale w innej postaci, po to, aby nauczał

Moim zdaniem, obie opowieści niepokojąco wiele wspólnego mają...

Nie Francja jest ważna, lecz ludzkość oraz tryumf rozumu nad obłędem; nie ma zaś nic bardziej niedorzecznego, jak oddać życie za złudzenie. (Ernest Renan)
13-09-2011 11:43 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Ale przy reptilianach opowieść o dziewicy (tak, fakt pożycia lub brau pożycia jest tu kluczowy!!!) rodzącej boga syna tegoż samego boga, ale w innej postaci, po to, aby nauczał
>Moim zdaniem, obie opowieści niepokojąco wiele wspólnego mają...
Polecam filmik. Zna tę jaszczurkę, ale widok jej brzuszka kiwającego się na boki w czasie biegu zawsze działa na mnie jak podwójna dawka prozacu
14-09-2011 11:35 
 Ocena 6 na 6
Chlodwig (10939 punktów)
>Jezus był publicznie stracony i pochowany w Jerozolimie
Jakiś dowód?
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>to prawda, że "Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i
>ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym." ?

Gdyby kilka dni po śmierci Jezusa istniało jakiekolwiek prawdopodobieństwo, że grób nie jest pusty, nie byłoby możliwe tak błyskawiczne zwiększanie się liczby osób wierzących w zmartwychwstanie Jezusa, jakie wtedy nastąpiło. A na przykład Tacyt pisze, że już w czasach Nerona w Rzymie było mnóstwo wyznawców Chrystusa ( Annales, 15,44,4). (Na marginesie: kwestionowanie faktu szybkiego rozrostu Kościoła po roku 30 przez jednego z uczestników tego forum jest niepoważnym zaprzeczaniem historycznym faktom.) "Pusty grób" był więc warunkiem sine qua non skutecznego głoszenia zmartwychwstania Jezusa. Rzecz jasna nie mógł to być warunek dostateczny - odważne głoszenie zmartwychwstania Jezusa przez dużą grupę pierwszych uczniów, i to mimo strasznych prześladowań, jest związane bezpośrednio z ukazywaniem się Jezusa tym uczniom; Paweł z Tarsu mówi o kilkuset takich osobach w Pierwszym Liście do Koryntian.
Ciekawe, że nie ma z tego okresu historycznych wzmianek o wyrzekaniu się wiary w Zmartwychwstanie pod wpływem tortur. Na przykład po pożarze w Rzymie w roku 64 Neron rozpoczął prześladowania chrześcijan, które Tacyt opisuje tak:
"Neron obarczył winą, a potem użył najbardziej wyrafinowanych tortur, względem grupy ludzi, których szczerze nienawidził - powszechnie zwanych chrześcijanami. Chrystus, od którego imienia pochodzi ich nazwa, wycierpiał okrutne męki za panowania Tyberiusza, z rozkazu jednego z naszych prokuratorów - Poncjusza Piłata - w najbardziej tajemniczych okolicznościach, które także pobieżnie rozpatrzono w Judei, uznając je za przestępstwo pierwszego stopnia, także w samym Rzymie, w którym wszelkie wstydliwe i obrzydliwe rzeczy tego świata, były na porządku dziennym. W związku z tą sprawą, pierwsze aresztowanie objęło wszystkich uznanych za winnych; później, na podstawie ich zeznań, ogromna większość została skazana, nie za przestępstwo podpalenia miasta, lecz w akcie nienawiści względem nich. Każda śmierć została wystawiona na pewnego rodzaju pośmiewisko. Przykryci skórami dzikich zwierząt, rozszarpani przez psy lub porozrzucani, albo poprzybijani do krzyży, albo paleni żywcem, służąc jako wieczorne pochodnie, gdy dzień dobiegał końca." (Annales 15, 44).
Z tych wydarzeń nie ma ani jednej wzmianki o jakimkolwiek chrześcijaninie, który wyparłby się wiary w trakcie doświadczanego cierpienia. Zamiast tego znajdujemy wiele relacji naocznych świadków, którzy byli gotowi cierpieć i umrzeć za głoszenie prawdy o zmartwychwstałym Jezusie. Trudno by to było racjonalnie wyjaśnić, gdyby nie fakt bezpośredniego spotkania wielu osób ze zmartwychwstałym Jezusem.
14-09-2011 12:05 
 Ocena 5 na 5
Chlodwig (10939 punktów)
14-09-2011 12:20 
 Ocena 8 na 8
perun (8610 punktów)
>Trudno by to było racjonalnie wyjaśnić, gdyby nie fakt bezpośredniego spotkania wielu osób ze zmartwychwstałym Jezusem.
>
Może pan racjonalnie wyjaśnić samobójczą śmierć 909 osób należących do Świątyni Ludu ? Też dali się zabić jak barany i to w erze gdzie dostęp do wiedzy był tysiące razy większy niż 2000 lat temu .
Więc czego wymagać od ludzi żyjących 2000 lat temu , pełnych zabobonów , przesądów , niewykształconych , pozbawionych dostępu do informacji co się dzieje nie tylko w innym mieście ale nawet w drugiej wsi .
Naprawdę nie trzeba widzieć zmartwychwstałego Elvisa , żeby wierzyć że zmartwychwstał, tym bardziej w świecie gdzie zabobon i przesąd był na porządku dziennym , a historie o zmartwychwstałych bogach i ludziach nie były niczym wyjątkowym , co pokazuje np; historia Apoloniusza z Tiany .
14-09-2011 13:19 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale o tym, że tak masowo ginęli też wiemy od nich. Bardziej obiektywne badania pokazują, iż prześladowania chrześcijan były sporadyczne. Natomiast ujawiają megamasakry wykonane przez chrześcijan na ostatnich rzymskich i helleńskich politeistach. WIelu badaczy przypuscza, iż w czasach Nerona chrześcijanie wogóle jeszcze nie dotarli do Rzymu, o ile wogóle wtedy istnieli.
14-09-2011 13:31 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> WIelu badaczy przypuscza, iż w czasach Nerona chrześcijanie wogóle jeszcze nie dotarli do Rzymu, o ile wogóle wtedy istnieli.

Jacy badacze? Proszę o jakieś przykłady.
14-09-2011 13:34 
 Ocena 9 na 9
Jacek Tabisz (30006 punktów)
www.racjonalista.pl/kk.php/s,470

Oraz, do pilnego zakupu przez pana:

www.empik.(*)lid=CMPquuPTnKsCFUO9zAodnGdvmg

choć w tej książce Chuvin stara się owijać w bawełnę jak tylko może, albowiem boi się tak "wzniosłej etyki" jaką pan i panu podobni "w imię dobra" i celu uświęconego uprawiacie. Bo chyba uporczywe kłamstwo i zniekształcanie rzeczywistości dla potrzeb własnego, rajskiego hoteliku, to nie jest chyba zbyt etyczne? A może jest, ciekawe jaką demagogię pan ułoży na ten temat?
14-09-2011 13:48 
 Ocena-2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>www.racjonalista.pl/kk.php/s,470

Czyli ci "badacze" to de facto XVIII-wieczny pisarz Beaumarchais, autor "Cyrulika sewilskiego"??
14-09-2011 13:54 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pańska ślepota dla rajskiego hoteliku raczyła chyba przeoczyć sporo innych odniesień.
14-09-2011 13:56 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Pańska ślepota dla rajskiego hoteliku raczyła chyba przeoczyć sporo innych odniesień.

Mianowicie kogo przeoczyłem? Kto twierdzi, że w czasach Nerona nie było w Rzymie chrześcijan?
14-09-2011 14:06 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Czytamy Chuvina... Tam znajdzie pan wiele bibliografii. O chrześcijanach w czasach Nerona przypuszczam, a nie twierdzę. Ja nie zjadłem wszystkich rozumów i nie uważam, iż wiem na pewno iż - na przykład - koza i jej tysiące młodych jest bogiem i wierząc jej pasterzom, zmartwychwstanę.
14-09-2011 13:16 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pańska pycha i zakłamanie nie mają sobie równych! Podaje pan dopisane w średniowieczu teksty na potwierdzenie swojej tezy. Super. Neron najpewniej nie miał bladego pojęcia o chrześcijanach i całkiem możliwe, że ich wogóle wtedy nie było. Natomiast odwołanie się do faktu, iż Nowy Testament potwierdza Nowy Testament jest chore. Wszystkie indyjskie purany zaczynają się od tekstu - "tak, ja jestem prawdziwą i najważniejszą księgą". Proszę jaki dowód! No przecież jest napisane. Nie? Purany to są teksty z ok XI wieku naszej ery, inaugurujące ostatecznie monoteizmy i ruchy dewocyjne w obrębie hinduizmu (części, nie całego).
14-09-2011 13:54 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Pańska pycha i zakłamanie nie mają sobie równych!

No i po co te obelgi? Jak można w ogóle w ten sposób rozmawiać?

>Podaje pan dopisane w średniowieczu teksty na potwierdzenie swojej tezy. Super. Neron najpewniej nie miał bladego pojęcia o chrześcijanach i całkiem możliwe, że ich wogóle wtedy nie było.

Kto twierdzi, że zacytowany przeze mnie fragment roczników Tacyta został dopisany w Średniowieczu? Kto twierdzi, że w czasach Nerona nie było w Rzymie chrześcijań? Proszę o nazwiska jakiś badaczy. Oprócz Beaumarchais, rzecz jasna
14-09-2011 14:03 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
teksty są dostępne, wystarczy odłożyć na chwilę na bok nadzieję zmartwychwstania i się z nimi zapoznać. Moim zdaniem pańska celowa ślepota wypływa z ogromnej pychy, którą dzieli pan z bardzo wieloma osobami, zatem czuje się pan z nią świetnie, zupełnie niezawstydzony. W między czasie, gdy będzie pan czytał (czego pan jeszcze nie zrobił) i szedł po linkach (bo są też artykuły o prześladowaniach chrześcijan, do których link pan znajdzie w podanym artykule), mam dla pana zadanie do odprężenia.

Otóż Srimad Bhagavatam Purana stwierdza, iż jest prawdziwa, zaś wynika z niej, iż jedynym, najwyższym bogiem jest Sri Kriszna. Dość obszerna księga podaje bardzo filozoficzną interpretację, powołując się na wiele źródeł i autorytetów. Dlaczego uważa pan, iż Srimad Bhagavatam jest mniej prawdziwa od Ewangelii? Dlaczego uważa pan iż Srimad Bhagavatam Purana nie mówi prawdy o boskości, zaś Ewangelie mówią? Proszę o podanie rzetelnych argumentów. Chciałbym też wiedzieć, w jakim wieku wybrał pan, że będzie wierzyć w Jezusa, a nie Krisznę.

Po Srimad Bhagavatam zajmiemy się innymi Puranami.

Ps.: DOdam na wszelki wypadek, iż nie jestem hinduistą, ale staram się być uczciwym człowiekiem, dlatego ciekawi mnie ranga pańskiego wyboru pomiędzy księgami uznającymi się za jedyne prawdziwe i święte.
14-09-2011 14:58 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Otóż Srimad Bhagavatam Purana stwierdza, iż jest prawdziwa, zaś wynika z niej, iż jedynym, najwyższym bogiem jest Sri Kriszna. Dość obszerna księga podaje bardzo filozoficzną interpretację, powołując się na wiele źródeł i autorytetów. Dlaczego uważa pan, iż Srimad Bhagavatam jest mniej prawdziwa od Ewangelii? Dlaczego uważa pan iż Srimad Bhagavatam Purana nie mówi prawdy o boskości, zaś Ewangelie mówią? Proszę o podanie rzetelnych argumentów. Chciałbym też wiedzieć, w jakim wieku wybrał pan, że będzie wierzyć w Jezusa, a nie Krisznę.
>Po Srimad Bhagavatam zajmiemy się innymi Puranami.
>Ps.: DOdam na wszelki wypadek, iż nie jestem hinduistą, ale staram się być uczciwym człowiekiem, dlatego ciekawi mnie ranga pańskiego wyboru pomiędzy księgami uznającymi się za jedyne prawdziwe i święte.

Wiarę w Krisznę wykluczyłem już około 18 roku życia. Pamiętam, że byłem na jakimś seminarium laureatów olimpiad przedmiotowych i tam jacyś dziwni goście w cudacznych strojach kazali nam bez końca śpiewać "Hare Kriszna! Hare Kriszna! Kriszna, Kriszna! Hare, hare!" czy jakoś tak. Przeczytałem też wtedy parę tekstów hinduistycznych i przez jakiś czas praktykowałem medytację transcendentalną. Nie okazało się to dla mnie w najmniejszym stopniu przekonujące. Od tamtej pory nie traciłem już czasu na zgłębianie hinduizmu.
Ale może na takie "religioznawcze" wspomnienia założyłby Pan osobny wątek?...
14-09-2011 15:14 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Trochę piszę o hinduizmie na stronie głównej, zachęcam do lektury. Ruch Swiadomości Kriszny to tylko jeden z odłamów krisznaizmu, a krisznaizm to tylko jeden z odłamów wajsznawizmu, który jest tylko jednym z odłamów hinduizmów, choć ważnym. Chciałem tylko zauważyć, iż równie dobrze moglibyśmy tu mówić o historyczności Kriszny jako boga. Jestem też przekonany, iż nie jeden hinduista uważa chrześcijańskie rytuały za dziwaczne, zwłaszcza gdy niezbyt w nie wnika (moim zdaniem tak czy siak są dziwaczne). Co zresztą pana tak zdziwiło w Mahamantrze? Chrześcijanie nie mają kółek różańcowych, albo medytacji poprzez monotonny śpiew gregoriański choćby? Od razu dodam, iż pewne podobieństwo nie świadczy o tym, iż bóg podrzuca te same pomysły - różaniec przybył ze wschodu. Muzułmanie też to mają, a pierwsi byli buddyści. Po prostu zetknął się pan z kółkiem różańcowych krisznaistów, równie dobrze mógłby pan wpaść na filozofów, muzyków, tancerzy. I ma pan rację - ich wiara jest nieprawdziwa. Na tej samej zasadzie oceniam pańską. To znaczy nie - wiara jest (niestety) prawdziwa. Obiekty tych wiar są nieprawdziwe. Lepiej wierzyć bezinteresownie. W to że można kochać ludzi (bez nagród w zaświatach), w to, że rzeczywistość (bez bozi) jest piękna. To są ładne wiary.
14-09-2011 15:42 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>I ma pan rację - ich wiara jest nieprawdziwa. Na tej samej zasadzie oceniam pańską. To znaczy nie - wiara jest (niestety) prawdziwa. Obiekty tych wiar są nieprawdziwe. Lepiej wierzyć bezinteresownie. W to że można kochać ludzi (bez nagród w zaświatach), w to, że rzeczywistość (bez bozi) jest piękna. To są ładne wiary.

No to nie mówmy tu o wierze - wróćmy do historii.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
O historii napisałem poniżej, rozmawiając z Marudą.
15-09-2011 13:40 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)

>No to nie mówmy tu o wierze - wróćmy do historii.
Historia wygląda następująco:
1. Na 100% procent nie istniał Jezus, opisany w ewangeliach, który cuda czynił, a następnie umarł na krzyżu i zmartwychwstał, ponieważ był Bogiem i wszystko mógł.
2. Najprawdopodobniej istniał jakiś Jeszua, który chodził z grupką uczniów wokół jeziora Genezaret i nauczał, że trzeba być dobrym człowiekiem. Może nawet było ich kilkudziesięciu, a więcej niż jeden miał na imię Jeszua. Może któryś z nich nawet wygłosił coś, co obecnie nazywa się Kazaniem na Górze. Inny (albo nawet ten sam) opowiadał różne rzeczy o niedobrych Rzymianach, których cezar wcale nie był bogiem, co się kwalifikowało jako zbrodnia obrazy majestatu, na gardle karana. Jeden się podawał za żydowskiego króla z rodu Dawidowego, inny za wcielenie jakiegoś boga lub zapowiedzianego przez proroków ST Mesjasza. Wieści o wędrownych kaznodziejach szybko się rozchodzą i na zasadzie głuchego telefonu zrobił się z tego jeden człowiek. Dalej już poszło z górki.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-09-2011 12:48 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W Rzymie nie karano za to, że ktoś nie uznawał boskości cesarza. CO jakiś czas zdarzały się święta, na które należało złożyć ofiarę boskiemu cesarzowi. Można było wysłać kogoś, aby to zrobił w naszym imieniu. Tak robiło wielu innowierców, głownie monoteistów, bo politeistom to nie wadziło. Zatem wtedy głównie judaistom takie rzeczy przeszkadzały. Boskość cesarza czyniła go po prostu mitycznym herosem, a nie bogiem najwyższym, jak to miało miejsce w przypadku klechd o Jezusie. Zatem politeista składając ofiarę w żaden sposób nie wywyższał cesarza ponad swoich ulubionych bogów.
16-09-2011 13:26 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>W Rzymie nie karano za to, że ktoś nie uznawał boskości cesarza
A to już zależało od cesarza. Jeden machał ręką na takich buntowników, inny miał przerośnięte ego i kazał karać. Donosicieli nie brakowało, więc cesarze przeważnie wiedzieli, co kto o nich myśli.
>Zatem politeista składając ofiarę w żaden sposób nie wywyższał cesarza ponad swoich ulubionych bogów.
Natomiast wyznawca judaizmu nie mógł uznać cezara ani za boga, ani nawet za herosa. A jak jeszcze do tego opowiadał, że jest królem żydowskim i nie podlega władzy cesarskiej... miał przechlapane.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
17-09-2011 10:30 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale właśnie z uwagi na takie zgrzyty można było wysłać kogoś, choć oczywiście było to nieformalne przyzwolenie i jakby ktoś łaził i wykrzykiwał publicznie, iż cesarz jest nieboski, byłoby to dla niego niezbyt rozsądne.

Ogólnie - po prostu nigdy nie było tak, iż ktoś chodził po domach i pytał, jak świadkowie jehowy - "czy wierzysz w cesarza?". Ani też ukrywanie swojej niewiary w cezara nie było trudne i nie narażało na jakiś skrajny opurtynizm.

Wtedy, kiedy nie można było wysłać kogoś, tylko trzeba było przyjść osobiście złożyć ofiarę cesarzowi (pod postacią posągu etc.), wtedy było to ostre. Ale też często świątynie cesarskie były wymieszane ogólnie z czczeniem Ojców Założycieli Rzymu.
14-09-2011 13:40 
 Ocena 8 na 8
maruda (5550 punktów)
   Argument pustego grobu mnie nie przekonuje. Proszę sobie wyobrazić że ta szybko rozwijająca się sekta (mówimy o pierwszych wiekach naszej ery) zgubiła grób tymczasowego pochowania własnego boga, przecież to niesamowicie nieprawdopodobne wydarzenie. Tu musiała nastąpić tak jak pan twierdzi pewna hekatomba tych pierwszych chrześcijan by takie zagubienie było możliwe. Prawda jak się te dwa wydarzenia ładnie łączą. Tylko gdzieś po drodze gubi się rozum, ale rozum do wiary nie jest przecież potrzebny.
   Nie wspomnę nawet o tym że oszustwa były o wiele prostsze w tamtych czasach. Nie wspomnę też o tym że argument o męczeńskiej śmierci nie daje żadnych powodów do uprawdopodobnienia bajki o zmartwychwstaniu. Prawdopodobieństwo że pan zrozumie swoją manipulacje jest nieprawdopodobnie małe, niestety.

Księża są satanistami bo umierają się na czarno.
14-09-2011 13:49 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Być może istniał jakiś historyczny Jezus (w co ja raczej wątpię, moim zdaniem był postacią wymyśloną przez sekciarzy, może luźno kimś zainspirowaną), jeszcze bardziej być może 10% Ewangelii zawiera jakieś jego oryginalne przemyślenia (bo przepisanie ceremonii dionizyjskich i wpisanie ich w fabułę nie jest oryginalnym przemyśleniem).

Snucie dalej przypuszczeń, czy rzeczywiście został stracony, aby wpisać się w plagiat wierzeń orfickich, bardzo wtedy popularnych, wydaje mi się dość mało sensowne. Grób nie tylko nie był pusty, ale najpewniej wogóle nie było grobu Jezusa - straceńca. Natomiast jakiś Joshua, i to niejeden, z pewnością umarł, bo wszyscy umieramy.

A wracając do myślenia baśniowego - skoro ruch się tak wspaniale rozwijał i nastąpiła hekatomba, ale on nadal się rozwijał (czyli niepełna hekatomba), to jak to się stało, iż grób, tudzież miejsce po nim zniknęło? To są argumenty na to, iż Jezus był postacią literacką wymyśloną przez sekciarzy. Jak Orfeusz w mistycznym ujęciu. W pewnym momencie zrobiono z niego rzeczywistą postać i dużo później znaleziono "jej grób". W podobny sposób znaleziono też między innymi grób Zeusa.
14-09-2011 18:40 
 Ocena 10 na 10
maruda (5550 punktów)
   Samo wygaśnięcie kultu w miejscu najbardziej do tego odpowiednim jest dziwne i prowadzi moje myśli prostą drogą do wniosku o oszustwie. Jerozolima powinna promieniować tym kultem. To że kult rozwijał się o wiele lepiej w miejscach oddalonych od Jerozolimy stanowi najlepszy dowód tego że ogłaszać fałszerstwo najlepiej czynić z dala od miejsca popełnionego czynu. W Jerozolimie jeszcze przez długi czas mieszkali ludzie którzy wiedzieli że Jezus nie był bogiem tylko zwyczajnym prorokiem jakich wielu można było spotkać w tamtych czasach.
   Powiedzmy że żyję w II wieku w Rzymie i chcę zweryfikować to fałszerstwo. Muszę wybrać się na niebezpieczną podróż na drugi koniec morza. Muszę znaleźć "miejscowych pasterzy" którzy za odpowiednią opłatą wskażą ten "sławny grób". Załóżmy na chwilę że znalazłem ten grób i znalazłem tam jakieś kości i co teraz. Nie ma naukowców którzy bezstronnie są w stanie zweryfikować czy te kości pochodzą z pewnego okresu, nie ma takich metod badań. Nawet powiedzmy że znalazłem świadków, opisy i wszystko co jest potrzebne, mam grób Jezusa i jego ciało. Wracam do Rzymu i staję naprzeciw charyzmatycznego kapłana. Jest tylko moje słowo przeciwko jego. Historia opisze tylko zwycięzcę, a o resztę zadba Kościół Rzymski paląc niepochlebne mu zwoje.

Księża są satanistami bo ubierają się na czarno.
14-09-2011 19:17 
 Ocena 8 na 8
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bardzo ciekawe, co piszesz. Tu można tylko dodać, że nikt z Rzymu pewnie by nie jechał sprawdzać prawdziwości którejś z nowo powstających sekt, których w tak dużym imperium było mnóstwo, zwłaszcza na wschodzie, gdzie od czasów hellenistycznych dominowały najbardziej zwariowane synkretyzmy (wystarczy zobaczyć rzeźby z hellenistycznego Egiptu). Obok chrześcijan walczyła o wpływy starsza od nich sekta mitraistyczna, też z motywem wspólnoty, nieśmiertelności, męczeństwa, pokory. Jest więcej niz możliwym, że zarówno idący od judaizmu zmieszanego z hellenizmem chrześcijanie, jak i idący od religi perskich mitraiści zgabiali nawzajem od siebie ile wlezie i zwalczali się ostro, jako konkurencja. Jak wiemy, wygrali chrześcijanie. Ale mimo wszystko zabawnie jest czytać komunikaty z wykopalisk, iż znów wydobyto z ziemi małą, zakomponowaną w domu prywatnym świątynię i że nie wiadomo, czy to było chrześcijańskie, czy mitraistyczne, czy orfickie, czy jeszcze jakieś inne...
14-09-2011 19:26 
 Ocena 8 na 8
maruda (5550 punktów)
Ja sobie tylko gdybam, żyję w takim miejscu i czasie że mogę sobie bezpiecznie napisać takie rzeczy. Niezależnie od tego czy one są uprawnione czy nie, ale do dziś są miejsca na świecie gdzie taka krytyka religii jest niemożliwa i może zakończyć się śmiercią gdybającego. Samo to oznacza jak słabe podstawy ma religia, zwyczajnie boi się krytyki.

Księża są satanistami bo ubierają się na czarno.
14-09-2011 19:35 
 Ocena 8 na 8
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oczywiście. Ale zdaniem mbieleckiego to pewnie my jesteśmy fanatykami, podobnie jak dla arcybiskupa Anglii to Dawkins jest fanatykiem, nie rozumiejącym "wielkiej tajemnicy". Tyle że bóg Allach, czy bóg Jahwe to są "wielkie, urojone poczucia pewności" uniemożliwiające odkrywanie prawdziwych wielkich tajemnic, których nie brakuje, ale odkrywać je trzeba bezinteresownie, bowiem nie są obietnicami nieśmiertelności, czy wielkości i wyjątkowości. Nie ma w nim marchi, ani kija. Tym niemniej niektórym coś się pomieszało i uważają, iż postępowanie z kijem na zadku i marchwią przed nosem ma w sobie coś szlachetnego. Bo kij i marchew są wielkimi tajemnicami wiary...
15-09-2011 10:41 
 Ocena 2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Ale zdaniem mbieleckiego to pewnie my jesteśmy fanatykami

Nie chciałem tego mówić, ale skoro Pan to powiedział, to przyznaję: rzeczywiście tak pomyślałem. No bo jeśli ktoś zaprzecza historycznym faktom (tzn. poglądom profesjonalnych historyków, które są oparte na wynikach badań zgodnych z metodologią nauk historycznych) i to z motywów wyraźnie ideologicznych, to należałoby zapytać, czy ktoś taki zdolny jest jeszcze do racjonalnego myślenia. Fanatyk to nie jest ktoś taki, kto np. wierzy albo nie wierzy w Boga, lecz jest to taki pacjent, którego wiara albo niewiara skłania do zaprzeczania rzeczywistości i uniemożliwia racjonalne myślenie.

Wracając do naszych kwestii - oddzielmy trzy różne kategorie:
1) historyczne fakty
2) zdarzenia, co do których historycy się spierają
3) sprawy wykraczające poza przedmiot analizy nauk historycznych.

Istnienie Jezusa jako postaci historycznej czy prześladowania chrześcijan w czasach Nerona należą do kategorii pierwszej. Żaden poważny historyk temu nie zaprzecza. Jeśli ktoś im zaprzecza, to jest niestety fanatykiem.

Nie mówimy tu o np. istnieniu Boga, tożsamości Jezusa, istocie Zmartwychwstania itp., bo to są sprawy należące do kategorii trzeciej.
15-09-2011 11:34 
 Ocena 8 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Wracając do naszych kwestii - oddzielmy trzy różne kategorie:
>1) historyczne fakty
Tak, to jest najważniejsze.

>2) zdarzenia, co do których historycy się spierają
Zdarzenie to coś, co miało miejsce; co zdarzyło się, czyli fakt, a na temat faktów historycy nie powinni się spierać.
Można się spierać tylko na temat interpretacji - zdarzeń faktów.

>3) sprawy wykraczające poza przedmiot analizy nauk historycznych.
Spraw wykraczających poza historyczne analizy jest bardzo dużo i dla historyków nie powinny mieć żadnego znaczenia, chyba, że są ideologami wykorzystującymi historyczną materię. (Patrz: Świderkówna, Lewandowski. Kudasiewicz.)

>Istnienie Jezusa jako postaci historycznej czy prześladowania chrześcijan w czasach Nerona należą do kategorii pierwszej. Żaden poważny historyk temu nie zaprzecza.
To zależy kto wyznacza "powagę" historyka. Znam kilku, moim zdaniem bardzo poważnych, którzy temu zaprzeczają.
Sam - na podstawie lektur - jestem zwolennikiem Jezusa - "sklejki". To znaczy istniały różne postacie w tamtych czasach, z których - po dodaniu rożnych "cudowności" - zbudowano jeden mit. Co prześladowania chrześcijan za czasów Nerona - nie mogę zaprzeczyć (za mało wiarygodnych źródeł [jedyne to Tacyt - pisane pół wieku później]), ale wszystko wskazuje na to, że chrześcijańskie opisy są ogromnie przesadzone i sam Neron nawet nie musiał wiedzieć, że taka grupka istnieje. Było ich wówczas zbyt mało i zbyt małe mieli znaczenie.

>Jeśli ktoś im zaprzecza, to jest niestety fanatykiem.
No - tak Pan Mbielecki wyznacza, kto jest fanatykiem, a kto nie jest.

>Nie mówimy tu o np. istnieniu Boga, tożsamości Jezusa, istocie Zmartwychwstania itp., bo to są sprawy należące do kategorii trzeciej.
Istnienie bytów nieistniejących należy do kultury, a wewnątrz niej do religii i można o nich mówić tylko w tym aspekcie. Nauki przyrodnicze zajmują się tym co istnieje i co można metodami naturalistycznym potwierdzić.

Od strony nauk przyrodniczych, a nawet historycznych opowiada Pan tu bzdury nie mające żadnych naukowych podstaw. Panu wolno wierzyć we wszystko i jest to Pańska sprawa, ale niech Pan nam nie opowiada, iż ma do tego jakieś naukowe przesłanki.

Miłego dnia.

@@@

Czytelnik 'gegebege' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Grobowa historyczność...'.


Serdecznie dziękuję i miłego dnia Panu 'gegebege' też życzę.

@@@
.
15-09-2011 11:08 
 Ocena 11 na 11
perun (8610 punktów)

>Istnienie Jezusa jako postaci historycznej czy prześladowania chrześcijan w czasach Nerona należą do kategorii pierwszej. Żaden poważny historyk temu nie zaprzecza. Jeśli ktoś im zaprzecza, to jest niestety fanatykiem.
Chętnie poznam tych poważnych historków stawiających historycznosć Jezusa na równi z historycznością Juliusza Cezara lub Aleksandra zwanego Wielkim . Jak na razie ciągle spotykam historyków sprzeczających się o historycznośc Jezusa . Natomiast nigdy nie spotkałem się z historykiem wątpiącym w historyczność Aleksandra Wielkiego . Dziwne nie?
15-09-2011 11:48 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Istnienie Jezusa jako postaci historycznej czy prześladowania chrześcijan w czasach Nerona należą do kategorii pierwszej. Żaden poważny historyk temu nie zaprzecza. Jeśli ktoś im zaprzecza, to jest niestety fanatykiem.
>Chętnie poznam tych poważnych historków stawiających historycznosć Jezusa na równi z historycznością Juliusza Cezara lub Aleksandra zwanego Wielkim . Jak na razie ciągle spotykam historyków sprzeczających się o historycznośc Jezusa . Natomiast nigdy nie spotkałem się z historykiem wątpiącym w historyczność Aleksandra Wielkiego . Dziwne nie?

To może inaczej: proszę podać nazwisko chociaż jednego poważnego współczesnego historyka, który kwestionuje historyczność Jezusa. Chociaż jednego. Tylko niech to będzie naukowiec, a nie jakiś domorosły popularyzator.
15-09-2011 12:23 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
>>>Istnienie Jezusa jako postaci historycznej czy prześladowania chrześcijan w czasach Nerona należą do kategorii pierwszej. Żaden poważny historyk temu nie zaprzecza. Jeśli ktoś im zaprzecza, to jest niestety fanatykiem.
>>Chętnie poznam tych poważnych historków stawiających historycznosć Jezusa na równi z historycznością Juliusza Cezara lub Aleksandra zwanego Wielkim . Jak na razie ciągle spotykam historyków sprzeczających się o historycznośc Jezusa . Natomiast nigdy nie spotkałem się z historykiem wątpiącym w historyczność Aleksandra Wielkiego . Dziwne nie?
>To może inaczej: proszę podać nazwisko chociaż jednego poważnego współczesnego historyka, który kwestionuje historyczność Jezusa. Chociaż jednego. Tylko niech to będzie naukowiec, a nie jakiś domorosły popularyzator.
Czyli znowu próbujesz odbić piłeczkę i oczekujesz "dowodu nieistnienia", zamiast dowodzić istnienia?
Typowe, chociaż płaskie intelektualnie zagranie, do którego na pewno nie zniżysz się, jeśli się chwilkę zastanowisz.

Od kogo będziesz oczekiwał dowodzenia w sporze o istnienie struktury X: od osoby, która twierdzi, że istnieje, czy też od tej, która wątpi?
15-09-2011 12:33 
 Ocena 7 na 7
maruda (5550 punktów)
>To może inaczej: proszę podać nazwisko chociaż jednego poważnego współczesnego historyka, który kwestionuje historyczność Jezusa. Chociaż jednego. Tylko niech to będzie naukowiec, a nie jakiś domorosły popularyzator.

   Odwrotnie proszę podać nazwiska historyków piszących wprost o Jezusie, tym który istniał i to dokładnie tym który wstąpił do nieba. Przecież to musi być ta sama osoba inaczej całe udowadnianie historyczności Jezusa jest nieistotne i niepotrzebne. Dodatkowe utrudnienie, historycy nie mogą być teologami.

Księża są satanistami bo ubierają się na czarno.
15-09-2011 12:55 
 Ocena 9 na 11
perun (8610 punktów)

>To może inaczej: proszę podać nazwisko chociaż jednego poważnego współczesnego historyka, który kwestionuje historyczność Jezusa. Chociaż jednego. Tylko niech to będzie naukowiec, a nie jakiś domorosły popularyzator.
>
Earl .J Doherty - historyk starożytności , znawca jezyków klasycznych ; greki i łaciny oraz hebrajskiego i syryjskiego
To naukowiec czy domorosły popularyzator?
Inni to choćby Robert .M.Price , Richard Carrier , GA.Wells , R.Joseph Hoffman
B.Russell - choć nie historyk trudno uznać go za ciemniaka nie potrafiącego odróżnic historycznej postaci od mitycznej .
Mogłbym wymienić innych w tym chrześcijańskich teologów np.; którzy też nie są przekonani co do historycznośći Jezusa , jednak nie mają wątpliwości co do historyczności Aleksandra Macedońskiego , a nawet Leonidasa i Sokratesa .
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>To może inaczej: proszę podać nazwisko chociaż jednego poważnego współczesnego historyka, który kwestionuje historyczność Jezusa. Chociaż jednego. Tylko niech to będzie naukowiec, a nie jakiś domorosły popularyzator.
>>
>Earl .J Doherty - historyk starożytności , znawca jezyków klasycznych ; greki i łaciny oraz hebrajskiego i syryjskiego
>To naukowiec czy domorosły popularyzator?

Perunie, tracę przez Ciebie czas - zacząłem pracowicie sprawdzać Twoich "naukowców" i już przy pierwszym nazwisku dostałem z Wikipedii:
Earl Doherty
Education B.A. in Ancient History and Classical Languages
Occupation Writer


Ja proszę o nazwiska naukowców, a Ty mi dajesz pisarza po licencjacie???
Podaj mi chociaż jednego naukowca - uznanego historyka! Profesora, a nie studenta! Historyka, a nie pisarza lub filozofa!
15-09-2011 22:31 
 Ocena 5 na 7
maruda (5550 punktów)
>Podaj mi chociaż jednego naukowca - uznanego historyka! Profesora, a nie studenta! Historyka, a nie pisarza lub filozofa!

Przepraszam a po co ci naukowiec, skoro nie ma tekstów źródłowych opisujących sam proces zmartwychwstania. Proszę nie ośmieszaj się. Ty naprawdę masz silną potrzebę autorytetów. Więc mocą swojego autorytetu mówię ci: Jezus nie zmartwychwstał. Żaden profesor tego nie przebije, no chyba że jesteś w stanie przyprowadzić mi samego Jezusa i pokazać.

Księża są satanistami bo ubierają się na czarno.
15-09-2011 23:10 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Podaj mi chociaż jednego naukowca - uznanego historyka! Profesora, a nie studenta! Historyka, a nie pisarza lub filozofa!
>Przepraszam a po co ci naukowiec, skoro nie ma tekstów źródłowych opisujących sam proces zmartwychwstania. Proszę nie ośmieszaj się. Ty naprawdę masz silną potrzebę autorytetów. Więc mocą swojego autorytetu mówię ci: Jezus nie zmartwychwstał. Żaden profesor tego nie przebije, no chyba że jesteś w stanie przyprowadzić mi samego Jezusa i pokazać.
>

Straciłeś wątek - w tym momencie nie mówimy o Zmartwychwstaniu, lecz o historyczności Jezusa.
15-09-2011 23:22 
 Ocena 5 na 7
maruda (5550 punktów)
>Straciłeś wątek - w tym momencie nie mówimy o Zmartwychwstaniu, lecz o historyczności Jezusa.

   Którego Jezusa? Jeżeli szukasz jakiegokolwiek to podobno było dość popularne imię w tamtych czasach w tamtym rejonie świata. Wystarczy znaleźć jednego i sprawa załatwiona. Jeżeli szukasz Jezusa nauczyciela mędrca który głosił nauki prawdopodobnie też możesz znaleźć jego pierwowzór. Przecież nieważne czy zwał się Jezus, Jeszua, czy Janek. Szukamy jednego konkretnego człowieka takiego który głosił nauki, został powieszony na krzyżu (to też ważne) i takiego który zmartwychwstał. Bez tego cała bajka na nic się zda.
   Powiedzmy że nawet się uda znaleźć Jezusa który głosił nauki, ale nie został ukrzyżowany. Czy to dowodzi jego boskości. Cała ta historia opiera się na tych elementach, z których jeden jest niemożliwy.

Księża są satanistami bo ubierają się na czarno.
16-09-2011 00:18 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Straciłeś wątek - w tym momencie nie mówimy o Zmartwychwstaniu, lecz o historyczności Jezusa.
>   Którego Jezusa?

Tego, o którym napisał Józef Flawiusz.
16-09-2011 07:45 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Akurat fragment, w którym Flawiusz o nim pisał został dopisany na setki lat po Flawiuszu, choć większość historyków ugodowo zakłada iż zmieniono po prostu mniej entuzjastyczną informację o Jezusie. W formie takiej jakiej jest i w stylistyce takiej jakiej jest nie mógł tego napisać Flawiusz, gdyż również w innych fragmentach swojego dzieła musiałby się deklarować jako chrześcijanin (tak o Jezusie mógłby napisać tylko chrześcijanin, i rzeczywiście, jakiś chrześcijanin dopisał Flawiuszowi te zdanka, bowiem "robienie większej "prawdy"" było i jest przyjęte wśród chrześcijan.
16-09-2011 10:04 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Akurat fragment, w którym Flawiusz o nim pisał został dopisany na setki lat po Flawiuszu, choć większość historyków ugodowo zakłada iż zmieniono po prostu mniej entuzjastyczną informację o Jezusie. W formie takiej jakiej jest i w stylistyce takiej jakiej jest nie mógł tego napisać Flawiusz, gdyż również w innych fragmentach swojego dzieła musiałby się deklarować jako chrześcijanin (tak o Jezusie mógłby napisać tylko chrześcijanin, i rzeczywiście, jakiś chrześcijanin dopisał Flawiuszowi te zdanka, bowiem "robienie większej "prawdy"" było i jest przyjęte wśród chrześcijan.

Panie Jacku, daje się Pan wprowadzać w błąd - niech Pan samodzielnie zagłębi się w ten temat i nie wierzy a priori ideologom. Oto fragment "Dawnych dziejów Izraela" Józefa Flawiusza, którego nie kwestionuje żaden poważny historyk: "Festus już nie żył, a Albinus wyjechał; więc [Ananiasz] zwołał Sanhedryn i stawił przed sądem Jakuba, brata Jezusa zwanego Chrystusem, oraz kilku innych. Oskarżył ich o naruszenie prawa i skazał na ukamienowanie." (XX.9.1) Jakub to przywódca chrześcijan w Jerozolimie, znany też z dokumentów należących do Nowego Testamentu.
16-09-2011 10:26 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Czy Jezus mógł być wtedy zwany Chrystusem?
16-09-2011 11:11 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Czy Jezus mógł być wtedy zwany Chrystusem?

A dlaczego nie? Sam termin "Chrystus" jest bardzo stary i funkcjonował w judaizmie na długo przed Jezusem. Jego synonimem jest "Mesjasz". Te dwa określenia są równoważne i znaczą "pomazaniec". Ten termin był stosowany zarówno do kapłana (Kpł 4,5.16; 1 Krl 2,35), jak i do króla (częściej).
16-09-2011 12:19 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Grecki termin w judaiźmie... Bardzo stary... Czemu nie....? Ale, wiesz, mam nadzieję, iż wiesz, że tekst Flawiusza, na który się powołujesz prztrwał w średniowiecznych odpisach i owe odpisy nie były do końca czyste. Właśnie ów "Chrystus" jest w dużej mierze na to dowodem. Ale trochę się zniechęciłem po tym, jak Big_Zyd znalazł odcięty przez ciebie fragment z wikipedii o tym, o czym ja teraz mówią. Jak to mówią w twoim klubie "cel uświęca środki".
16-09-2011 12:45 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Grecki termin w judaiźmie... Bardzo stary... Czemu nie....? Ale, wiesz, mam nadzieję, iż tekst Flawiusza, na który się powołujesz prztrwał w średniowiecznych odpisach i owe odpisy nie były do końca czyste. Właśnie ów "Chrystus" jest w dużej mierze na to dowodem. Ale trochę się zniechęciłem po tym, jak Big_Zyd znalazł odcięty przez ciebie fragment z wikipedii o tym, o czym ja teraz mówią. Jak to mówią w twoim klubie "cel uświęca środki".

Nie rozumiem tego argumentu - mógłbym prosić o wyjaśnienie? Termin "Chrystus" pojawia się w każdym okresie historycznym; w zastosowaniu do Jezusa jest już np. u Pawła z Tarsu.
Co ma Wikipedia do rzeczy? Mówimy o tym, co jest napisane u Flawiusza, a nie w Wikipedii.
Cel nie uświęca środków - to nie mój klub.
16-09-2011 13:01 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Chrystus to słowo greckie. Jezus, o ile wogóle istniał, mówił najpewniej po aramejsku. Jego kumple i szeregowi sekty (o ile wogóle wtedy coś takiego było) też mówili po aramejsku. Flawiusz był żydem, który pisał po grecku. Skąd zatem nagle chrystus?? Nota bene urodził się w roku 37 (i wtedy był w Jerozolimie), zatem mógł być conajwyżej świadkiem ruchu chrześcijan, którego aktywiści mogli go okłamać co do zdarzeń dotyczących ich mesjasza.
16-09-2011 13:27 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Chrystus to słowo greckie. Jezus, o ile wogóle istniał, mówił najpewniej po aramejsku. Jego kumple i szeregowi sekty (o ile wogóle wtedy coś takiego było) też mówili po aramejsku. Flawiusz był żydem, który pisał po grecku. Skąd zatem nagle chrystus?? Nota bene urodził się w roku 37 (i wtedy był w Jerozolimie), zatem mógł być conajwyżej świadkiem ruchu chrześcijan, którego aktywiści mogli go okłamać co do zdarzeń dotyczących ich mesjasza.

Paweł z Tarsu głównie posługiwał się językiem greckim. Określenia "Chrystus" w zastosowaniu do Jezusa użył np. w Pierwszym Liście do Koryntian: "Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom." Ten list, jeśli się nie mylę, powstał wcześniej niż dzieło Flawiusza. Ponadto prawie wszystkie dokumenty, które później weszły w skład Nowego Testamentu, zostały napisane w języku greckim. Greckie słowo "Chrystus" było więc obecne w przekazywaniu wiary prawdopodobnie od samego początku.

Zdaje się, że Flawiusz był świadkiem stracenia Jakuba (tzn. przebywał wtedy w Jerozolimie), więc nie musiał opierać się na plotkach - miał własną wiedzę.
16-09-2011 14:12 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Zdaje się, że Flawiusz był świadkiem stracenia Jakuba (tzn. przebywał wtedy w Jerozolimie), więc nie musiał opierać się na plotkach - miał własną wiedzę.
Że Jakub, przywódca nowej sekty został osądzony i stracony, to nawet Flawiuszowi wierzę, choć ma skłonność do bajań, bo mógł to widzieć. Że miał brata Jezusa, to też jest prawdopodobne, choć to już są czasy, gdy legenda Mesjasza narastała, więc Flawiusz zapisał nie tylko to, co widział, ale także to, co od kogoś usłyszał. Skłonna nawet jestem przyznać, że ów Jezus mógł być rabbim, jednym z przywódców i organizatorów tej nowej sekty. Jakub musiał mocno zaleźć za skórę Annaszowi, że ten posunął się aż do nielegalnego zwołania Sanhedrynu. Ale chyba nie było to (zabicie Jakuba) w sumie aż tak ważne wydarzenie, bo kronikarz skupia się bardziej na tym Sanhedrynie, niż na wydaniu wyroku i to właśnie ten krok Annasza wywołał powszechne oburzenie.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-09-2011 15:39 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Określenia "Chrystus" w zastosowaniu do Jezusa użył np. w Pierwszym Liście do Koryntian: "Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom." Ten list, jeśli się nie mylę, powstał wcześniej niż dzieło Flawiusza.

Wikipedia: Podobnie jak w przypadku 2. Koryntian również i ten List traktowany bywa jako kompozycja dwóch albo więcej listów. Weiss w 1910 roku wyodrębnił w 1 Kor dwa listy (List A i List B), w 1914 roku wyodrębnił jeszcze B1 i B2 (albo List C), 1 Kor 13 włącza do Listu B2 (wcześniej do Listu B) łącznie z innymi partiami 1 Kor (5,1-6,11; wcześniej 1,1-6,11)[1]. Podobnie Goguel, który zastosował niewielkie modyfikacje[2].

Herring wyróżniał dwa listy, List A na który składają się rr. 1-8; 10,23-11,1; 16,1-4.10-14 oraz List B, do którego włączył tylko rozdział 15[3]. Schmithals, rekonstruuje aż dziewięć listów (Listy A-D), do Listu A włącza 1 Kor 11,2-34, do Listu B - 1 Kor 6,1-11; 2 Kor 6,14-7,1; 1 Kor 6,12-20; 9,24-10,22; 15,11-58; 16,13-24; do Listu C - 1 Kor 5,1-13; 7,1-8,13; 9,19-22; 1-,23-11,1; 12,1-31a; 14,1c-40; 12,31b-13,13; 16,1-12, do Listu D - 1 Kor 1,1-4,21, List E zaginął, List F to 1 Kor 9,1-18[4]. Jewett rekonstruuje sześć listów dla 1 i 2 Listu do Koryntian, z których pięć dotyczy 1 Kor[5]. W. O. Walker w 1978 roku wystąpił z tezą o nie-Pawłowych interpolacjach w 1 Koryntian.

Ecie, pecie, tak się plecie. Jaki kawałek i przez kogo został napisany. W jakim języku?

Miłego dnia.

@@@
.
18-09-2011 02:14 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Jaki kawałek i przez kogo został napisany.


I kiedy - to jest dopiero zabawne pytanie. Są pewne przesłanki mówiące za tym, iż sceny ukrzyżowania mogły zostać skompilowane z dramatów Seneki po części. Nie mówię, że mocne przesłanki, ale pierwszy dramat wczesnochrześcijański powstał dzięki pocięciu i kompilacji istniejących tekstów, zaś każdy, kto chce przybliżyć sobie hipotezę o kompilacji dramatów rzymskich w celu tworzenia przygód Jezusa w Ewangelii powinien się zapoznać ze sceną śmierci Herkulesa u Seneki. Jak wiadomo, Herkules był synem Jowisza. Po dostaniu zatrutego okrycia układa pod sobą stos i zabija się. Seneka podkreśla mistyczny, jego zdaniem, wymiar tegoż aktu i uznaje, iż w ten sposób półbóg Herkules oczyszcza swój niematerialny byt z brudu materii. Mimo to Herkules krzyczy - "ojcze, czemuś mnie opuścił!".

Istniały w Starożytnym Rzymie sekty czczące przede wszystkim Herkulesa jako syna boga Jowisza, który oczyścił świat i który zapewnia pobyt na Polach Elizejskich. Owe sekty były starsze niż chrześcijaństwo.
18-09-2011 10:02 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
> Cytat:
Jaki kawałek i przez kogo został napisany.

>I kiedy - to jest dopiero zabawne pytanie.
Dla każdego niekonfesyjnego historyka jest oczywistym, że cała Biblia, to jedna wielka kompilacja. Piszący ją autorzy czerpali całymi garściami z dostępnej im wiedzy. Dla chwały boskiej sięgano do przeróżnych opowieści łącząc je w całość, a następni redagowali to po swojemu.

Tu mówimy bardziej o zmitologizowanej postaci "Jezusa Chrystusa", "sklejki" składającej się z przeróżnych kawałeczków postaci istniejących i nieistniejących.
Mam przed sobą książkę pani Claude-Brigitte Carcenac Pujol pt. Jezus 3000 lat przed Chrystusem. Mam spore wątpliwości co do rzetelności jej stwierdzeń zawartych w książce, ale nie mam najmniejszych wątpliwości, ze autorzy pism ewangelicznych bez najmniejszych skrupułów "upiększyli" by życie ich bóstwa o każdy znany im mit - potwierdzający jego wyjątkową wielkość.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
16-09-2011 14:44 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)
>
>Co ma Wikipedia do rzeczy? Mówimy o tym, co jest napisane u Flawiusza, a nie w Wikipedii.

Nie tylko "co", ale także "kiedy". Flawiusz pisał "Starożytne dzieje Izraela" w latach 93-94. Chrześcijaństwo było już wtedy znane, istniały pisma (listy, starsze ewangelie). A tu raptem dwie jednozdaniowe wzmianki, w tym co najmniej jedna mocno ubarwiona w okresie późniejszym. Widać ani postać nie była aż tak istotna, ani sekta. O innych się rozpisywał, aż gwizd szedł, a o chrześcijanach głucho. Ot, nieortodoksyjne zgromadzenie, jakich wiele w judaizmie.
A termin "chrystus" to żadna atrakcja. To zwykły religijny tytuł królów, kapłanów i proroków, oznaczający "pomazańca", osobę namaszczoną (jednym z rytuałów wyniesienia do godności kapłańskiej było namaszczenie olejem, to samo działo się podczas koronacji). Judaizm zna takich chrystusów (może raczej mesjaszy, z hebrajskiego) na pęczki. Każdy kapłan był chrystusem.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-09-2011 12:35 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
To jest tzw. dorabianie ideologii. Uczniowie zwracali się do Jezusa "rabbi". I on dokładnie tym był, jeśli oczywiście był tylko jeden, na którym wzorowana jest postać Jezusa ewangelicznego. Bo trzeba Ci wiedzieć, że w tych czasach było ich wielu. Taki mistrz - nauczyciel to sobie spokojnie mógł istnieć. Mógł mieć ojca Józefa, matkę Marię, a brata Jakuba. Albo też nazywali się oni inaczej, a imiona dodała im legenda. Mógł nagadać coś przeciwko władzy cesarskiej, za co został postawiony przed sądem i skazany przez majestat Rzymu na ukrzyżowanie (nb. karę przeznaczoną dla plebsu i niewolników, obywatele rzymscy byli karani inaczej) jako przestępca polityczny. A Tobie chodzi o taką postać, czy o Jezusa ewangelicznego?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-09-2011 08:14 
 Ocena 5 na 5
Chlodwig (10939 punktów)
>>   Którego Jezusa?
>Tego, o którym napisał Józef Flawiusz.
Flawiusz pisał o jakimś proroku, o którym słyszał od jego wyznawców. A nawet nie od nich, tylko od kogoś kto od nich słyszał. Goździkowa?
17-09-2011 11:40 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Swoją drogą to jest właśnie ciekawe. Domniemane świadectwo Józefa Flawiusza (o ile mu go nie napisano) traktuje się jako jeden z koronnych argumentów na istnienie postaci historycznej Jezus. I pisze się o owym dowodzie tak, jakby Flawiusz spotkał się osobiście z rzeczonym. Tymczasem jest to conajwyżej dowód na istnienie ruchu chrześcijan w czasach Flawiusza. Dowodem powinna być wzmianka o samym Jezusie uczyniona przez ludzi w niego nie wierzących i nie za pośrednictwem potencjalnych wyznawców.

Istnieje hipoteza, iż Sokratesa wymyślił sobie Platon. Jednakże kontrargumentem są nieliczne relacje o Sokratesie nie mające nic wspólnego z Platonem. Pozostają nadal wątpliwości co do tego, na ile nie było więcej Sokratesów i na ile ów Sokrates Platona nie był mimo wszystko stworzony przez ucznia na bazie mistrza.

Jeśli chodzi o Buddę, to nie ma o nim bezpośrednich świadectw. Budda nie ma nawet "swojego" Flawiusza, który by dokumentował jego ruch we wczesnej fazie powstawania. Tak więc spokojnie mógł nie istnieć. Jedynym, co świadczy na rzecz Buddy i Sokratesa jest oryginalność ich filozofii, nie stanowiąca (w dużej mierze) kalki fabularnej z dawniejszych poglądów (jak w przypadku Jezusa). Biografie Buddy i Sokratesa w zasadzie nie są istotne. To jak się urodzili, czy zginęli nie jest tak istotne, jak to co twierdzili o rzeczywistości. Nikt nie mówi, że Sokrates, czy Budda za kogoś umarli i nie skupia się na tym jak umarli. To nie jest najważniejsze w tych postaciach. Tak więc głównie oryginalność myśli Buddy i Sokratesa przemawia za tym, że - być może - istnieli.
11-10-2011 06:29 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
> Tak więc głównie oryginalność myśli Buddy.

Jacku, Ty taki "hindus" i takie rzeczy opowiadasz. A Parśwa i Mahawira to pies? W Indiach VIII - VI w. p.n.e. żyło zapewne wiele osób, podobnych Buddzie, podobnie jak to było w przypadku "mesjaszy" z czasów Jezusa.
16-09-2011 08:32 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Tego, o którym napisał Józef Flawiusz.
W wersji Flawiuszowej czy w wersji kościelnej?
Flawiusz pisał w wiele lat po rzekomej śmierci jakiegoś Jezusa na krzyżu. Jeżeli istniał bądź istnieli jacyś nauczyciele (w tym taki o imieniu Jeszua), to kilkadziesiąt lat zrobiło swoje. Wydarzenia obrosły legendą i Flawiusz ją zapisał.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-09-2011 09:44 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Tego, o którym napisał Józef Flawiusz.
>W wersji Flawiuszowej czy w wersji kościelnej?
>Flawiusz pisał w wiele lat po rzekomej śmierci jakiegoś Jezusa na krzyżu. Jeżeli istniał bądź istnieli jacyś nauczyciele (w tym taki o imieniu Jeszua), to kilkadziesiąt lat zrobiło swoje. Wydarzenia obrosły legendą i Flawiusz ją zapisał.
>

Józef Flawiusz wspomina o Jezusie jako o bracie Jakuba - przywódcy chrześcijan w Jerozolimie: "Festus już nie żył, a Albinus wyjechał; więc [Ananiasz] zwołał Sanhedryn i stawił przed sądem Jakuba, brata Jezusa zwanego Chrystusem, oraz kilku innych. Oskarżył ich o naruszenie prawa i skazał na ukamienowanie." ( Dawne dzieje Izraela, XX.9.1). Z pism Józefa Flawiusza wiemy, że przebywał on wówczas w Jerozolimie. Żaden poważny historyk nie podważa autentyczności tego fragmentu. Znów zaprzeczasz faktom.
16-09-2011 09:54 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Ten fragment dowodzi tylko tego, że onego czasu w Jerozolimie żył jakiś Jezus, brat Jakuba. Z pewnością nawet niejeden, albowiem Jerozolima była dużym, ludnym miastem, a imiona Jezus (Jeszua) i Jakub były pospolite. Chłopcy mieli konflikt z prawem. I co z tego?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-09-2011 10:08 
 Ocena-2 na 6
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Ten fragment dowodzi tylko tego, że onego czasu w Jerozolimie żył jakiś Jezus, brat Jakuba. Z pewnością nawet niejeden, albowiem Jerozolima była dużym, ludnym miastem, a imiona Jezus (Jeszua) i Jakub były pospolite. Chłopcy mieli konflikt z prawem. I co z tego?
>

Opublikuj swoją teorię w jakimś poważnym historycznym piśmie naukowym - na pewno zrobi furorę.
16-09-2011 10:31 
 Ocena 5 na 5
Przemek J. (3008 punktów)
>Opublikuj swoją teorię w jakimś poważnym historycznym piśmie naukowym

Po co komu jeszcze jedna publikacja, jakich było wiele?

Poważni historycy doskonale o tym wiedzą, Ty i tobie podobni nadal będą fakty ignorować.
21-09-2011 09:31 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Opublikuj swoją teorię w jakimś poważnym historycznym piśmie naukowym
>Po co komu jeszcze jedna publikacja, jakich było wiele?
>Poważni historycy doskonale o tym wiedzą, Ty i tobie podobni nadal będą fakty ignorować.
>

Proszę zatem o choćby jeden przykład.
21-09-2011 14:56 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>>Opublikuj swoją teorię w jakimś poważnym historycznym piśmie naukowym
>>Po co komu jeszcze jedna publikacja, jakich było wiele?
>>Poważni historycy doskonale o tym wiedzą, Ty i tobie podobni nadal będą fakty ignorować.
>>
>Proszę zatem o choćby jeden przykład.
www.google(*)cal existence myth&f=false
Nawet w tak "stronniczej" książce, co widać na pierwszy rzut oka, wymienia się nazwiska historyków traktujących Chrystusa jako postać mityczną: A. Drews, B.Bauer, A. Kalthoff, W. Bousett. Autor może i nie zgadza się z nimi, jednak nie próbuje wmówić czytelnikowi, że nie ma dyskusji tego tematu.
21-09-2011 16:09 
 Ocena 1 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Proszę zatem o choćby jeden przykład.
> www.google(*)cal existence myth&f=false
>Nawet w tak "stronniczej" książce, co widać na pierwszy rzut oka, wymienia się nazwiska historyków traktujących Chrystusa jako postać mityczną: A. Drews, B.Bauer, A. Kalthoff, W. Bousett. Autor może i nie zgadza się z nimi, jednak nie próbuje wmówić czytelnikowi, że nie ma dyskusji tego tematu.

W tej książce czytamy na str. 26: "Jesus Christ is an historical figure of world-historical importance. Jesus of Nazareth lived in Palestine sometime between 7 BC and 30 AD" - autor nie pisze o tym jako o prawdopodobnej hipotezie, lecz relacjonuje podstawowe fakty. Rzecz jasna tylko przekartkowałem tę książkę, więc mogłem przeoczyć jakiś istotny fragment - prosiłbym zatem o podanie numeru strony, na której jest napisane, że konkretni historycy zaprzeczają istnieniu Jezusa.
23-09-2011 10:59 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
Napisałam, że autor jest wyraźnie "zorientowany" w swoich poglądach, więc możemy to pominąć. Podobnie jak i wielu fanatyków.
Jednak wspomina o polemice tego tematu na str. 45, co nie było trudno wyszukać, wrzucając dowolne nazwisko w wyszukiwarkę tekstu w tej książce.
BTW - w tej sprawie nie znamy faktów, mamy tylko hipotezy, chyba, że potraktujemy bajeczki Biblii jako pewnik, albo jeden sfałszowany fragment Flawiusza jako rzetelne dane wystarczające do uznania Biblii za pewnik.

Fakty są jedynie takie, że NIE MA PEWNOŚCI CO DO ISTNIENIA OPISYWANEJ W NT OSOBY, przeciwnie, są poważne wątpliwości co do jej istnienia, bowiem wspomniane "dowody" trudno obiektywnie ocenić jako wiarygodne. Potrzeba dużego fanatyzmu religijnego, aby te fakty pominąć i pchać się dalej w zaparte.

A może skoro religia przegrała kwestię kształtu Ziemi, padniętej hipotezy geocentryczności, ewolucji, niemal przegrała kwestię biogenezy, to jest to po protu kolejny punkt, w którym chwyta się za walkę z wiatrakami? Sądząc po historii tych konfliktów - niezbyt duże szanse powodzenia.
16-09-2011 10:34 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Ten fragment dowodzi tylko tego, że onego czasu w Jerozolimie żył jakiś Jezus, brat Jakuba. Z pewnością nawet niejeden, albowiem Jerozolima była dużym, ludnym miastem, a imiona Jezus (Jeszua) i Jakub były pospolite. Chłopcy mieli konflikt z prawem. I co z tego?

>Opublikuj swoją teorię w jakimś poważnym historycznym piśmie naukowym - na pewno zrobi furorę.

Obawiam się, że redaktorzy poważnych historycznych pism naukowych nie są zainteresowani publikowaniem - skądinąd zapewne prawdziwych - rewelacji w rodzaju: w latach 80-tych w Warszawie przed sądem stanął Marek, który miał brata Artura. Miejsca żałują, świnie .


Nie Francja jest ważna, lecz ludzkość oraz tryumf rozumu nad obłędem; nie ma zaś nic bardziej niedorzecznego, jak oddać życie za złudzenie. (Ernest Renan)
17-09-2011 11:04 
 Ocena 7 na 7
Chlodwig (10939 punktów)
>Opublikuj swoją teorię w jakimś poważnym historycznym piśmie naukowym - na pewno zrobi furorę.
Meret niegrzeczna nie była. Naprawdę nie chcesz w ten sposób rozmawiać. Nie ty jeden potrafisz być złośliwy(oględnie mówiąc).
17-09-2011 16:44 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Opublikuj swoją teorię w jakimś poważnym historycznym piśmie naukowym - na pewno zrobi furorę.
>Meret niegrzeczna nie była. Naprawdę nie chcesz w ten sposób rozmawiać. Nie ty jeden potrafisz być złośliwy(oględnie mówiąc).

Rozmawiała w sposób nieuczciwy - prześledź naszą wymianę zdań:
1. Na moją prośbę, żeby wskazać choćby jednego poważnego historyka, który zaprzecza historyczności Jezusa, wymieniła pewne nazwisko, a następnie odmówiła wskazania pracy naukowej, w której to zaprzeczenie rzekomo zaistniało, wycofując się z dyskusji pod pretekstem, że nazwałem tego historyka "drugą ligą" - w ten sposób uniknęła konieczności przyznania się, że nie jest jej znany żaden poważny historyk, który zaprzecza historyczności Jezusa.
2. Relację Józefa Flawiusza, w którym jest mowa o straceniu Jakuba - przywódcy chrześcijan w Jerozolimie, który był bratem Jezusa, która to relacja jednoznacznie identyfikuje postacie występujące także w różnych tekstach Nowego Testamentu, skomentowała w ten sposób, iż wynika z niej tylko to, że żyli sobie kiedyś bracia o imionach Jakub i Jezus.
Czy to jest poważny i uczciwy sposób rozmawiania?
21-09-2011 15:25 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>2. Relację Józefa Flawiusza, w którym jest mowa o straceniu Jakuba - przywódcy chrześcijan w Jerozolimie, który był bratem Jezusa, która to relacja jednoznacznie identyfikuje postacie występujące także w różnych tekstach Nowego Testamentu, skomentowała w ten sposób, iż wynika z niej tylko to, że żyli sobie kiedyś bracia o imionach Jakub i Jezus.
>Czy to jest poważny i uczciwy sposób rozmawiania?
Tak, bowiem z tekstu Flawiusza (skąd inąd wiemy, że do jego testu podorabiano co lepsze kawałki i ten właśnie jest najprawdopodobniej "nie jego" a późniejszym i bezprawnym dodatkiem) wynika dokładnie, że skazano Jakuba, brata Jezusa. I tyle.
21-09-2011 16:32 
 Ocena 3 na 5
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>2. Relację Józefa Flawiusza, w którym jest mowa o straceniu Jakuba - przywódcy chrześcijan w Jerozolimie, który był bratem Jezusa, która to relacja jednoznacznie identyfikuje postacie występujące także w różnych tekstach Nowego Testamentu, skomentowała w ten sposób, iż wynika z niej tylko to, że żyli sobie kiedyś bracia o imionach Jakub i Jezus.
>>Czy to jest poważny i uczciwy sposób rozmawiania?
>Tak, bowiem z tekstu Flawiusza (skąd inąd wiemy, że do jego testu podorabiano co lepsze kawałki i ten właśnie jest najprawdopodobniej "nie jego" a późniejszym i bezprawnym dodatkiem) wynika dokładnie, że skazano Jakuba, brata Jezusa. I tyle.

Rozumiem - zbieżność z Jakubem i Jezusem, znanymi z wielu tekstów Nowego Testamentu, jest przypadkowa.
22-09-2011 02:00 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W kanonicznych Ewangeliach Jezus ma brata Jakuba?
22-09-2011 09:53 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>W kanonicznych Ewangeliach Jezus ma brata Jakuba?

Tak, np. Mk 6,3, przy czym określenie "brat" w tamtej kulturze obejmowało także braci stryjecznych, ciotecznych i przyrodnich.
23-09-2011 10:50 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>>2. Relację Józefa Flawiusza, w którym jest mowa o straceniu Jakuba - przywódcy chrześcijan w Jerozolimie, który był bratem Jezusa, która to relacja jednoznacznie identyfikuje postacie występujące także w różnych tekstach Nowego Testamentu, skomentowała w ten sposób, iż wynika z niej tylko to, że żyli sobie kiedyś bracia o imionach Jakub i Jezus.
>>>Czy to jest poważny i uczciwy sposób rozmawiania?
>>Tak, bowiem z tekstu Flawiusza (skąd inąd wiemy, że do jego testu podorabiano co lepsze kawałki i ten właśnie jest najprawdopodobniej "nie jego" a późniejszym i bezprawnym dodatkiem) wynika dokładnie, że skazano Jakuba, brata Jezusa. I tyle.
>Rozumiem - zbieżność z Jakubem i Jezusem, znanymi z wielu tekstów Nowego Testamentu, jest przypadkowa.
Biorąc pod uwagę powszechność imienia Joszua, oraz, że Ewangelie napisano "z opóźnieniem" - to może być po części przypadkowa, a po części sfałszowana.
Zresztą, trudno tutaj polemizować, co było później, skoro ten fragment jest traktowany jako późniejsze wtrącenie, które nie widziało nawet pióra autora.
16-09-2011 10:19 
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Józef Flawiusz wspomina o Jezusie jako o bracie Jakuba -

To niedobrze wspomina, bo katolicki Jezus nie miał braci.

>przywódcy chrześcijan w Jerozolimie: "Festus już nie żył, a Albinus wyjechał; więc [Ananiasz] zwołał Sanhedryn i stawił przed sądem Jakuba, brata Jezusa zwanego Chrystusem, oraz kilku innych. Oskarżył ich o naruszenie prawa i skazał na ukamienowanie." ( Dawne dzieje Izraela, XX.9.1). Z pism Józefa Flawiusza wiemy, że przebywał on wówczas w Jerozolimie. Żaden poważny historyk nie podważa autentyczności tego fragmentu. Znów zaprzeczasz faktom.

Dokończę to, co przepisałeś z Wikipedii choć cytat uznałeś za właściwe urwać:
Cytat:
pojawiały się jednak opinie, że fraza "zwanego Chrystusem" (Mesjaszem) jest interpolacją i nie pochodzi od autora, co tym samym podważa całą relację.



Nie Francja jest ważna, lecz ludzkość oraz tryumf rozumu nad obłędem; nie ma zaś nic bardziej niedorzecznego, jak oddać życie za złudzenie. (Ernest Renan)
19-09-2011 00:00 
 Ocena 9 na 9
Ignorancja (4718 punktów)
>Józef Flawiusz wspomina o Jezusie jako o bracie Jakuba - przywódcy chrześcijan w Jerozolimie: "Festus już nie żył, a Albinus wyjechał; więc [Ananiasz] zwołał Sanhedryn i stawił przed sądem Jakuba, brata Jezusa zwanego Chrystusem, oraz kilku innych. Oskarżył ich o naruszenie prawa i skazał na ukamienowanie." ( Dawne dzieje Izraela, XX.9.1). Z pism Józefa Flawiusza wiemy, że przebywał on wówczas w Jerozolimie. Żaden poważny historyk nie podważa autentyczności tego fragmentu. Znów zaprzeczasz faktom.

Faktom? Dobrze przyjzyjmy sie faktom.
A fakty sa takie, ze fragment znany jako Tesimonium Flavianum to falszerstwo.
Oprocze tego fakty sa takie, ze Flawiusz odnosi sie do Jana Chrzciciela, odnosi sie do Jakuba, co przytaczasz powyzej, a o glownym guru chrzescijanstwa nadmienia przy okazji wyroku na jego bracie.
Tak wiec fakty sa takie, ze glowne guru chrzescijanstwa traktuje marginalnie, odwrotnie proporcjonalnie do znaczenia jakie nadaja Jezuniowi jego wyzanwcy.
W takim razie faktem jest, ze obserwatorzy zewnetrzni odnoszacy sie do dziejow na terenie Syro-Palestyny nie dostrzegli nic, absolutnie nic godnego uwagi, aby wpomniec o zydowskim wloczedze. Zdumiewajace w swietle tego, co przekazuja ewangelie.
Wniosek zatem jest taki, ze opowiastki ewangeliczne zostaly rozbuchane niemilosiernie.
Gyby bylo inaczej i faktycznie doszloby do tak porazajacej historii jak powstanie z martwych to Flawiusz, uchodzacy za rzetelnego, musialby jakos sie do tego odniesc. Zwlaszcza, ze w momencie, gdy spisywal swe "Dzieje" o sprawie musialoby juz byc glosno.
I to jest wlasnie niezmiernie isotne, albowiem stanowi dowod, ze ewangelie nie przekazuja prawdy historycznej, tylko
opowiesci z mchu i paproci. W tym te o zmartwychwstaniu. To cios w doktryne chrzescijanska, ktore bez zmartwychwstania jest puste niczym nocnik pod wyrem nieboszczyka.

I jesli ktos chce pisac o postaci Jezusa, jako historycznej to musi uczciwie przyznac, ze ta postac to, co najwyzej niewiele znaczacy zydowski kaznodzieja-wloczega.

A ten twoj Lewandowski, piszac:

Czy potrzeba czegoś więcej? Jak jakiś historyk starożytny nie wspomina o Chrystusie - źle, jak wspomina - też niedobrze.

jest na tyle albo tepy, albo probuje manipulacji, jesli nie dostrzega, ze nie wspominanie przez historykow jest fundamentalnym zaprzeczeniem pewnych tez, natomiast sposob w jaki ktorys z nich to robi jest rownie fundamentalna ocena owych tez.
Abys zrozumial, powtorze ci zatem jeszcze raz to, co inni usilowali ci juz wyjasnic. Wiekszosc zrodel zewnetrznych (w zasadzie wszystkie oprocz Flawiusza piszacego o Jakubie), na ktore powoluja sie apologeci nie odnosza sie do Jezunia, tylko do kultu Jezunia. A to ogromna roznica.

W sprawie Filona nie mam nic więcej do powiedzenia ponad to, co napisał p. Lewandowski; w szczególności istotny jest tu następujący pogląd: "Filon nie napisał "historii Żydów". Wszystko, co pisał z zakresu historii, było związane tylko z filozoficzną interpretacją Pięcioksięgu i współczesną historią Żydów żyjących w odległej od Palestyny diasporze aleksandryjskiej. (...) nie zachowały się wszystkie dzieła Filona w całości, co po raz kolejny nie upoważnia nikogo do stanowczego orzekania, że Filon na pewno nie pisał o Jezusie." (mbielecki)

To smutne, ze nie masz. Ale ja mam. Jest zwykla bezczelnoscia spekulowac w brakach o czyms. To ma byc argument? Dobre sobie. Rownie dobrze ja moge napisac, ze bardzo mozliwe, iz w zaginionych pismach Filona wyjasnia on jednoznacznie w jaki sposob Sanhedryn usunal cialo bozyszcza.
I jeszcze zastanow sie moze, jak ten zenujacy chwyt Lewandowskiego (brak dowodem na hipotytyczne istnienie) ma sie do jego niepochlebnej oceny ocalalej spuscizny Filona z Aleksandrii.

I na koniec jeszcze jedno.
Skad wziales to tlumaczenie z Tacyta, jakie przytaczales?
Wystarczy pobiezne przelecenie wzrokiem, by dostrzec, ze na tym tekscie polozyla sie siermiezna (chrzescijanska?) rasiunia.
********************

Meret, jako moderator mam nadzieje, ze przeczytasz ponizsze.
Niestety nie wiem, czy jutro dam rade spotkac kogos, kto mi udzieli wyjasnien. Jesli nie, sprawe musze odlozyc do listopada. Mea culpa. Juz dawno mialam tego kogos o to zapytac.

Czesc Rocznikow Tacyta znajdowala sie w Corvey, kolo Höxter, Nordrhein-Westfalen (dzis sa we Florencji). Brakujaca onegdaj czesc.
Corwey to obecnie wielki kompleks zamkowy, ale wczesniej to bylo opactwo.
Nie wiem na dzien dzisiejszy, czy fragment odnoszacy sie do kultu Chrystusa i przesladowan wyznawcow przez Nerona to wlasnie ustepy z czesci odnalezionej w Corwey. Moze Ty wiesz, gdzie przebywala newralgiczna dla tej dyskusji czesc dziela Tacyta?

A jest to o tyle interesujace, ze odnalezienie w opactwie moglo sprzyjac korektom tekstu przez poboznych chrzescijan.

Z innej beczki. Wlasnie w kosciele w Corwey znajduje sie pewien ewenement nie przystajacy do budowli skaralnych z tego okresu. Otoz odkryto tam freski o tematyce zupenie nie swintej, czyli chrzescijanskiej. Wrecz przeciwnie sa to jak najbardziej freski nawiazujace do wierzen tego wstretnego rzymsko-greckiego poganskiego synkretyzmu.
No oburzajace. Mroki ciemne w pelni, a tu takie paskudztwa na scianach.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
19-09-2011 01:06 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Sprawa ma się jeszcze słabiej dla chcących historii tam gdzie jej nie ma chrześcijan. Flawiusz również zetknął się z kultem chrześcijańskim, a nie z samym Jezusem (o ile ten wogóle istniał), bo urodził się po nim. Natomiast wszystkie niemal teksty rzymskie były przepisywane w klasztorach, nie zachowały się w oryginałach, bo nie mogły (za słaby materiał i wiele wieków). Czasem potwierdzeniem autentyczności są odpisy w innych tekstach, też najczęściej przepisywanych. Innym potwierdzeniem autentyczności jest to, że teksty odpisywane w dwóch zupełnie różnych miejscach nie odbiegają od siebie. Ale w tym ostatnim wypadku mogą one i tak być jedynie potomkami odpisanego tekstu, który wtedy został odpowiednio "sformatowany dla dobra Jedynie Słusznej".
19-09-2011 01:27 
 Ocena 8 na 8
Ignorancja (4718 punktów)
>Sprawa ma się jeszcze słabiej dla chcących historii tam gdzie jej nie ma chrześcijan. Flawiusz również zetknął się z kultem chrześcijańskim, a nie z samym Jezusem (o ile ten wogóle istniał), bo urodził się po nim. Natomiast wszystkie niemal teksty rzymskie były przepisywane w klasztorach, nie zachowały się w oryginałach, bo nie mogły (za słaby materiał i wiele wieków). Czasem potwierdzeniem autentyczności są odpisy w innych tekstach, też najczęściej przepisywanych. Innym potwierdzeniem autentyczności jest to, że teksty odpisywane w dwóch zupełnie różnych miejscach nie odbiegają od siebie. Ale w tym ostatnim wypadku mogą one i tak być jedynie potomkami odpisanego tekstu, który wtedy został odpowiednio "sformatowany dla dobra Jedynie Słusznej".
>

Masz racje. Tylko ja mowie w tej chwili o tekscie Tacyta, ktory wczesniej nie byl znany, a zostal odnaleziony wlasnie w Corwey. Tyle przynajmniej wynika z mojej wiedzy.
Tak wiec, jesli moja wiedze uznac za pelna i rzetelna to jest to tekst uznawany za zrodlowy.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
19-09-2011 02:42 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Czyli sporządzony w Corwey. Bo bywało, iż starożytnych kart używano do wypchania okładek.
19-09-2011 08:08 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Poza tym je kopiowano, wykazując przy tym zdumiewającą inwencję twórczą. Robiono też masę nieintencjonalnych błędów w tłumaczeniach i kopiach (jak te słynne "rogi" Mojżesza u Michała Anioła).

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-09-2011 08:04 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Niestety, niewiele mi wiadomo na temat, o który pytasz. Nie zajmowałam się szczegółowo tym okresem historii. O opactwie Corvey (Corvy - Corbeia Nova), fundacji Ludwika Pobożnego, oczywiście wiem, o tych freskach ze scenami z Odysei też, ale raczej pobieżnie. Mogę popytać, czy ktoś z moich kolegów ma jakieś dokładniejsze wiadomości.
To było opactwo benedyktyńskie, niewykluczone, że ściągnięto tam i przechowano jakieś kopie kronik Tacyta. Nie dam głowy, czy przepisując je (co benedyktyni czynili namiętnie) nieco ich nie podrasowano (co też było częstą przypadłością zakonników). Ale - jak mówiłam - tymi czasami szczególnie się nie interesowałam.
Pozdrawiam serdecznie


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
26-09-2011 14:12 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
Witaj Meret.

Jesli przy okazji będziesz mogła to spytaj, ale ja (jak dozyję) to w listopadzie i tak będę w bibliotece Corvey, więc dopytam.

Przy okazji dziękuję za subtelne skorygowanie mojej błędnej pisowni "Corwey", jaka pojawiła się w tekstach powyżej. Jak widać, nie słuzy mi nocne przesiadywanie przed komputerem.

Naturalnie poprawną pisownią jest "Corvey", a nie "Corwey".
Mea culpa.

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
perun (8610 punktów)

>Podaj mi chociaż jednego naukowca - uznanego historyka! Profesora, a nie studenta! Historyka, a nie pisarza lub filozofa!
Podałem Panu innych poza Doherty . Hoffmann jest profesorem , historykiem religii .Wells też profesor .
Poza tym nawet sam papież ( zapomniałem który ) negował istnienie Jezusa mówiąc o ; bajce o Jezusie , która tyle dobrego dała kościołowi .
Nie zamierzam Pana przekonywać do mojej wersji wydarzeń . Pisze tylko o tym , że z historycznością Jezusa są jednak problemy - nie ma pewności co do jego istnienia .
15-09-2011 13:18 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>To może inaczej: proszę podać nazwisko chociaż jednego poważnego współczesnego historyka, który kwestionuje historyczność Jezusa.
Van De Mieroop może być?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
15-09-2011 22:59 
 0 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>To może inaczej: proszę podać nazwisko chociaż jednego poważnego współczesnego historyka, który kwestionuje historyczność Jezusa.
>Van De Mieroop może być?
>

Na jego stronie internetowej czytamy:
Marc Van De Mieroop, professor, is a specialist of the history of the ancient Near East from the beginning of writing to the age of Alexander of Macedon. Besides teaching at Columbia University, he has taught at the University of Oxford and at Yale University. He is the author of more than 80 articles and reviews, and has published 16 books on various aspects of ancient Near Eastern history. His interests include socio-economic and political history, and he has written extensively on historical methodology as it applies to his field of study. His most recent books include A History of the Ancient Near East, ca. 3000-323 B.C. (2004, rev. ed. 2007); King Hammurabi of Babylon: A Biography (2005); The Eastern Mediterranean in the Age of Ramesses II (2007), and A History of Ancient Egypt (2011). A multi-authored textbook on World History in which he treats the ancient world until the fifth century C.E. is about to appear. His current research focuses on the intellectual history of ancient Babylonia.

Czyli druga liga. I nie ten okres historyczny. Ale niech będzie, jak nie masz nikogo lepszego, niech będzie Van de Mieroop. To w którym artykule naukowym wykazał, że Jezus nie jest postacią historyczną?
16-09-2011 08:29 
 Ocena 8 na 10
Meretseger (61860 punktów)

>Czyli druga liga.
No tak, oto pierwszoligowiec się odezwał. Minus, panie mbielecki. Teraz sam pan sobie szukaj tekstów. Z mojej strony rozmowa zakończona. Nie będę dyskutować na poziomie okienek piwnicznych.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-09-2011 09:15 
 Ocena 1 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Czyli druga liga.
>No tak, oto pierwszoligowiec się odezwał. Minus, panie mbielecki. Teraz sam pan sobie szukaj tekstów. Z mojej strony rozmowa zakończona. Nie będę dyskutować na poziomie okienek piwnicznych.
>

Nie ma co szukać, bo takich tekstów po prostu nie ma - żaden poważny historyk nie twierdzi, że Jezus nie istniał. Prosiłem o choćby jeden kontrprzykład i - jak widać - kontrprzykładu nie ma.
16-09-2011 09:43 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Nie ma co szukać, bo takich tekstów po prostu nie ma - żaden poważny historyk nie twierdzi, że Jezus nie istniał. Prosiłem o choćby jeden kontrprzykład i - jak widać - kontrprzykładu nie ma.
www.google(*)CNG4HAn4pLPYToiAWe6AhFZtvLASfw

Trochę na poziomie Lewandowskiego, ale poczytać warto:
www.google(*)CNGZAD9Ys5uWvOVKDz2iEQLT42Qyog

A to już poważny uczony:
www.google(*)CNGjNEdl4ekS5af6B5IkeyCFrG89Dg

Miłego dnia.

@@@
.
15-09-2011 14:30 
 Ocena 2 na 2
Chlodwig (10939 punktów)
>>Chętnie poznam tych poważnych historków stawiających historycznosć Jezusa na równi z historycznością Juliusza Cezara lub Aleksandra zwanego Wielkim .
>To może inaczej: proszę podać nazwisko chociaż jednego poważnego współczesnego historyka, który kwestionuje historyczność Jezusa. Chociaż jednego. Tylko niech to będzie naukowiec, a nie jakiś domorosły popularyzator.
Nie odpowiedziałeś.
15-09-2011 23:18 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>Chętnie poznam tych poważnych historków stawiających historycznosć Jezusa na równi z historycznością Juliusza Cezara lub Aleksandra zwanego Wielkim .
>>To może inaczej: proszę podać nazwisko chociaż jednego poważnego współczesnego historyka, który kwestionuje historyczność Jezusa. Chociaż jednego. Tylko niech to będzie naukowiec, a nie jakiś domorosły popularyzator.
>Nie odpowiedziałeś.

Dyskusja się rozgałęziła i nie mam jasności, na co nie odpowiedziałem - czy możesz na nowo sformułować pytanie?
16-09-2011 08:02 
 Ocena 4 na 4
Chlodwig (10939 punktów)
Chętnie poznam tych poważnych historyków stawiających historyczność Jezusa na równi z historycznością Juliusza Cezara lub Aleksandra zwanego Wielkim .

Pytał perun.
16-09-2011 09:39 
 Ocena 2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Chętnie poznam tych poważnych historyków stawiających historyczność Jezusa na równi z historycznością Juliusza Cezara lub Aleksandra zwanego Wielkim .
>Pytał perun.
>

OK, już odpowiadam. Najpierw ustalmy, co ma znaczyć "stawianie historyczności osoby A na równi z historycznością osoby B":
1) Jeżeli ma to znaczyć, że "liczba wiarygodnych dokumentów świadczących o istnieniu osoby A i osoby B ma być porównywalna", to moim zdaniem jest to oczekiwanie zupełnie nieracjonalne, gdy osobą A jest władca świata (Juliusz Cezar lub Aleksander Wielki), a osobą B jest ktoś, kto przez ówczesny establishment był uważany za ludzkiego śmiecia (Jezus). Dokumenty historyczne powstają zazwyczaj w większej liczbie w związku z działalnością rządzących, a nie w związku z działalnością tych, którzy przez rządzących są skazywani na śmierć, i to najbardziej haniebną, właściwą dla kryminalistów. Historycy piszą o rządzących, a nie o dziwnych ludziach, którzy marnie skończyli. Np. Tacyt nie napisał o prześladowaniach chrześcijan ze względu na chrześcijan, ale ze względu na związek tych prześladowań z Neronem. Ergo: nawet nie mając żadnej wiedzy na ten temat, można a priori założyć, że liczba historycznych dokumentów związanych z Juliuszem Cezarem będzie dużo większa niż dokumentów związanych z Jezusem.
2) Jeżeli natomiast ma to znaczyć, że "istnienie osoby A jest tak samo pewne jak istnienie osoby B", to obecnie taki jest pogląd wszystkich poważnych badaczy: żaden poważny historyk nie kwestionuje ani istnienia Juliusza Cezara, ani Jezusa. Innymi słowy: zarówno istnienie Juliusza Cezara, jak i Jezusa jest udokumentowane na tyle mocno, że nie ma podstaw, żeby przeczyć ich istnieniu.
16-09-2011 09:58 
 Ocena 2 na 2
perun (8610 punktów)

>1) Jeżeli ma to znaczyć, że "liczba wiarygodnych dokumentów świadczących o istnieniu osoby A i osoby B ma być porównywalna", to moim zdaniem jest to oczekiwanie zupełnie nieracjonalne, gdy osobą A jest władca świata (Juliusz Cezar lub Aleksander Wielki), a osobą B jest ktoś, kto przez ówczesny establishment był uważany za ludzkiego śmiecia (Jezus).
Można tak się bawić w kotka i myszke , tylko po co?
Jezus - Sokrates , historia obu jest podobna . Jeden i drugi nauczał i jeden i drugi poniósł śmierć za to nauczanie . Jeden i drugi znany jest z pism pozostawionych przez swoich uczniów.
Apoloniusz z Tiany . Podobna historia .
Jest wiele osób kategorii B jak ich Pan nazwał , których historyczności nikt mimo to nie kwestionuje .
16-09-2011 10:33 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>1) Jeżeli ma to znaczyć, że "liczba wiarygodnych dokumentów świadczących o istnieniu osoby A i osoby B ma być porównywalna", to moim zdaniem jest to oczekiwanie zupełnie nieracjonalne, gdy osobą A jest władca świata (Juliusz Cezar lub Aleksander Wielki), a osobą B jest ktoś, kto przez ówczesny establishment był uważany za ludzkiego śmiecia (Jezus).
>Można tak się bawić w kotka i myszke , tylko po co?
>Jezus - Sokrates , historia obu jest podobna . Jeden i drugi nauczał i jeden i drugi poniósł śmierć za to nauczanie . Jeden i drugi znany jest z pism pozostawionych przez swoich uczniów.
>Apoloniusz z Tiany . Podobna historia .
>Jest wiele osób kategorii B jak ich Pan nazwał , których historyczności nikt mimo to nie kwestionuje .
>

No i właśnie historyczności Jezusa też nikt (z poważnych historyków) nie kwestionuje. Czynią to natomiast ideolodzy - niech Pan się nie daje wprowadzać w błąd, niech Pan po prostu sam zbada ten temat.
16-09-2011 10:41 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>No i właśnie historyczności Jezusa też nikt (z poważnych historyków) nie kwestionuje.
No, nie. Facet istnieje i projektuje kiecki.
www.mlodai(*)ia-slubna-jesus-peiro-179.html
I piłkę kopie.
en.wikipedia.org/wiki/JesĂşs_Navas
Ich istnienia nikt nie ośmieli się zakwestionować.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-09-2011 11:05 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)

>No i właśnie historyczności Jezusa też nikt (z poważnych historyków) nie kwestionuje. Czynią to natomiast ideolodzy - niech Pan się nie daje wprowadzać w błąd, niech Pan po prostu sam zbada ten temat.
Mam inne zdanie na temat kwestionowania historyczności Jezusa niz Pan .
Osbiście zakładam , że ktoś taki jak Jezus istniał , ale nie moge powiedzieć , że mam pewność .
Nie mam żadnych ideologicznych powodów kwestionowania historyczności Jezusa . Nawet , gdyby był niepodważalny dowód na to , że Jezus jest postacią historyczną nie znaczy to , że opowieści o Jego chodzeniu po wodzie i zamienianie wody w wino , są bardziej historyczne niż cuda Asklepiosa lub Dionizosa. Say Baba jest niewątpiliwe postacią historyczną , co nie znaczy , że równie historyczne są ,,cuda,, jakich dokonywał.
16-09-2011 11:24 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>No i właśnie historyczności Jezusa też nikt (z poważnych historyków) nie kwestionuje. Czynią to natomiast ideolodzy - niech Pan się nie daje wprowadzać w błąd, niech Pan po prostu sam zbada ten temat.
>Mam inne zdanie na temat kwestionowania historyczności Jezusa niz Pan .
>Osbiście zakładam , że ktoś taki jak Jezus istniał , ale nie moge powiedzieć , że mam pewność .
>Nie mam żadnych ideologicznych powodów kwestionowania historyczności Jezusa . Nawet , gdyby był niepodważalny dowód na to , że Jezus jest postacią historyczną nie znaczy to , że opowieści o Jego chodzeniu po wodzie i zamienianie wody w wino , są bardziej historyczne niż cuda Asklepiosa lub Dionizosa. Say Baba jest niewątpiliwe postacią historyczną , co nie znaczy , że równie historyczne są ,,cuda,, jakich dokonywał.
>

Tak, chodzenie Jezusa po wodzie nie należy do przedmiotu zainteresowania historyków. Przynajmniej w tym się zgodziliśmy.
16-09-2011 16:23 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)

>Tak, chodzenie Jezusa po wodzie nie należy do przedmiotu zainteresowania historyków. Przynajmniej w tym się zgodziliśmy.
Tak , ale mnie bardziej ciekawi dlaczego nie ma żadnych informacji o Jezusie ( który nauczał tłumy i cuda czynił ) od ludzi mu współczesnych . Tak często tu przywoływany Flawiusz urodził się kilka lat po domniemanej śmierci Jezusa , więc historie o Jezusie mógł znać z opowiadań . ( jeśli ją rzeczywiście znał ) Nie było w czasach od 1 do 33 rne żadnego historyka który wspominałby o Jezusie . Nie chce mi się wierzyć , że tak popularna postać jaką był wg chrześcijan w Judei Jezus , nie zaciwkawiłaby żadnego wspólczesnego Mu pisarza , jakich zapewne w rzymskiej prowinicji nie brakowało.
A chrześcijańskie opisy Jezusa nie trzymają się logiki , ani faktów historycznych . Wg jednej Ewangeli urodził się za Heroda , wg innej za Kwiryniusza .Kwiryniusz został legatem w Syrii w 6rne , Herod zmarł w 4rpne . Ewangelie więc kłamią oskarżając Heroda o rzeż dzieciaków ( nikt poza ewangelistą o tym też nie wspomina ) i bajki piszą o ucieczce Jezusa przed nieżyjącym Herodem do Egiptu .( aby dopasować historie Jezusa do innych podobnych bajek )
Inna sprawa - Kazanie na Górze . Każdy Rzymianin budujący amfiteatry wie , ze stojąc na górze nie ma sensu przemawiać do tłumu , bo słowa słyszalne będą tylko przez najbliższe osoby . Dlatego , aby tłumy słyszały przemówienie logika podpowiada , że Jezus powinień stać w dolinie a na wzgórzach powinny być tłumy ( ale widać prości ludzie piszący te opowiadania nie mieli w szkole zajęć z akustyki . Takich kwiatków jest masa .
Dlatego wg mnie Jezus mógł istnieć , ale wcale nie musiał . Bardziej prawdopodobne jest to , że osobe Jezusa stworzono z wielu mu podobnych . Zresztą historia Jezusa wg Ewangelii to zlepek opowiadań popularnych w basenie Środziemnomorskim o czym zresztą pisze chrześcijanin Justyn z nickiem Męczennik
16-09-2011 16:53 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Tak, chodzenie Jezusa po wodzie nie należy do przedmiotu zainteresowania historyków. Przynajmniej w tym się zgodziliśmy.
>Tak , ale mnie bardziej ciekawi dlaczego nie ma żadnych informacji o Jezusie ( który nauczał tłumy i cuda czynił ) od ludzi mu współczesnych . Tak często tu przywoływany Flawiusz urodził się kilka lat po domniemanej śmierci Jezusa , więc historie o Jezusie mógł znać z opowiadań . ( jeśli ją rzeczywiście znał ) Nie było w czasach od 1 do 33 rne żadnego historyka który wspominałby o Jezusie .

Przez pierwsze 30 lat Jezus był zwykłym cieślą (prawdopodobnie), więc nikt nie miał powodu się nim interesować. Zatem potencjalny historyk musiałby się "wstrzelić" w 3 lata publicznej działalności Jezusa. Czy wtedy przebywał w tamtych okolicach jakiś historyk, który odnotowywał takie fakty, jak aktywność proroków? Nie wiem.

>Nie chce mi się wierzyć , że tak popularna postać jaką był wg chrześcijan w Judei Jezus , nie zaciwkawiłaby żadnego wspólczesnego Mu pisarza , jakich zapewne w rzymskiej prowinicji nie brakowało.

"Współczesny Jezusowi pisarz" - to znaczy kto? Czy ktoś taki wtedy istniał?

>A chrześcijańskie opisy Jezusa nie trzymają się logiki , ani faktów historycznych . Wg jednej Ewangeli urodził się za Heroda , wg innej za Kwiryniusza .Kwiryniusz został legatem w Syrii w 6rne , Herod zmarł w 4rpne . Ewangelie więc kłamią oskarżając Heroda o rzeż dzieciaków ( nikt poza ewangelistą o tym też nie wspomina ) i bajki piszą o ucieczce Jezusa przed nieżyjącym Herodem do Egiptu .( aby dopasować historie Jezusa do innych podobnych bajek )

Ewangelie różnią się w niektórych szczegółach - to znany fakt, który nie podważa ich wiarygodności. A te szczegóły, o których Pan pisze, sprawdzę i napiszę o nich później.

>Inna sprawa - Kazanie na Górze . Każdy Rzymianin budujący amfiteatry wie , ze stojąc na górze nie ma sensu przemawiać do tłumu , bo słowa słyszalne będą tylko przez najbliższe osoby . Dlatego , aby tłumy słyszały przemówienie logika podpowiada , że Jezus powinień stać w dolinie a na wzgórzach powinny być tłumy ( ale widać prości ludzie piszący te opowiadania nie mieli w szkole zajęć z akustyki . Takich kwiatków jest masa .

Ależ wcale nie jest wykluczone, że "Kazanie na Górze" zostało wygłoszone w dolinie! Nikt tak dosłownie nie interpretuje takich trzeciorzędnych szczegółów.

>Dlatego wg mnie Jezus mógł istnieć , ale wcale nie musiał . Bardziej prawdopodobne jest to , że osobe Jezusa stworzono z wielu mu podobnych .

Który z poważnych historyków prezentuje ten pogląd? Obawiam się, że żaden.

>Zresztą historia Jezusa wg Ewangelii to zlepek opowiadań popularnych w basenie Środziemnomorskim o czym zresztą pisze chrześcijanin Justyn z nickiem Męczennik.

Są też elementy oryginalne, które nie występują nigdzie indziej. A "Męczennik" to nie był tylko nick - on naprawdę zginął śmiercią męczeńską.
16-09-2011 17:16 
 Ocena 7 na 7
perun (8610 punktów)

>Przez pierwsze 30 lat Jezus był zwykłym cieślą (prawdopodobnie), więc nikt nie miał powodu się nim interesować. Zatem potencjalny historyk musiałby się "wstrzelić" w 3 lata publicznej działalności Jezusa. Czy wtedy przebywał w tamtych okolicach jakiś historyk, który odnotowywał takie fakty, jak aktywność proroków? Nie wiem.

A co z narodzinami Jezusa? z gwiazdą i trzema królami , z nauczaniem w świątyni itd . Ewangelie raczej nie piszą o Nim ,,zwykły cieśla,,

>"Współczesny Jezusowi pisarz" - to znaczy kto? Czy ktoś taki wtedy istniał?

Pewnie istnieli ludzie umiejący pisać . Na miejscu Piłata sam bym opisał historie kogoś kogo skazałem na śmierć , a po trzech dniach ten ktoś zmartwychwstał . ( 3 dni zaś paralela z bogiem Słońce jak 12)

>Ależ wcale nie jest wykluczone, że "Kazanie na Górze" zostało wygłoszone w dolinie! Nikt tak dosłownie nie interpretuje takich trzeciorzędnych szczegółów.

Bardziej prawdopodobne , że to kopia kazania innego boskiego syna . ( tak jak Mojżesz dostawał prawa na górze , tak samo Minos i jego egipski odpowiednik itd)

>Który z poważnych historyków prezentuje ten pogląd? Obawiam się, że żaden.

Nie wiem co u Pana znaczy ,,poważny ,,

>Są też elementy oryginalne, które nie występują nigdzie indziej. A "Męczennik" to nie był tylko nick - on naprawdę zginął śmiercią męczeńską.

Niewątpliwie są takie elementy .
Spartakus również zginął śmiercią męczeńską , ale jakoś nikt nie robi z tego powodu do chwały i myśle , że sam Spartakus również byłby oburzony , gdyby ktoś nazwał go męczennikiem . Ale cóż , był poganinem i cenił inne wartości niż chrześcijanie .
16-09-2011 17:59 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przez pierwsze 30 lat Jezus był zwykłym cieślą
A skąd drewna do tej ciesiołki nabrał?
Jakoś historia bardzo o żydowskich cieślach z I w. milczy, a jak byłby jedynym (lub jednym z kilku), to dopiero sława by była.

@@@
.
16-09-2011 18:04 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)
>.
>>Przez pierwsze 30 lat Jezus był zwykłym cieślą
>A skąd drewna do tej ciesiołki nabrał?
>Jakoś historia bardzo o żydowskich cieślach z I w. milczy, a jak byłby jedynym (lub jednym z kilku), to dopiero sława by była.
>@@@
>.
Panie Andrzeju Żydzi mają starą tradycje jeśli chodzi o cieśli . Pierwszy cieśla w historii ludzkości to Noe , który jak Pan wie zbudował pierwszy wielki okręt . Następny tak wielki zbudowano kilka tysięcy lat póżniej i nazywał się Titanic
16-09-2011 18:38 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju Żydzi mają starą tradycje jeśli chodzi o cieśli. Pierwszy cieśla w historii ludzkości to Noe , który jak Pan wie zbudował pierwszy wielki okręt. Następny tak wielki zbudowano kilka tysięcy lat później i nazywał się Titanic
Panie Piotrze, Jezus i Józef - o ile pamiętam z jakiś niekościelnych tłumaczeń - byli kamieniarzami, gdyż wszystkie budowle tam z kamienia stawiano. Akacji to ledwie im na Arkę Przymierza wystarczyło. (Określenia "cieśla" - to błąd tłumaczenia. Tak mi coś pamięć podpowiada)
Noe i potop - to motyw zaczerpnięty z tradycji sumeryjsko-babilońskiej (epos o Gilgameszu). A tam - to nie pamiętam jak z drewnem było. Mogło być lepiej.

(Z Titanikiem, też im nie najlepiej wyszło. Coś im z tą "ciesiołką" nie bardzo wychodzi).

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
16-09-2011 18:59 
 Ocena 4 na 4
i.czaplicka (5782 punktów)

>(Z Titanikiem, też im nie najlepiej wyszło. Coś im z tą "ciesiołką" nie bardzo wychodzi).
W Belfascie zbudowany
16-09-2011 19:02 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>Panie Piotrze

Jeśli to do mnie to Marku
>Noe i potop - to motyw zaczerpnięty z tradycji sumeryjsko-babilońskiej (epos o Gilgameszu). A tam - to nie pamiętam jak z drewnem było. Mogło być lepiej.

Tam , z tego co pamiętam , popularna w użyciu była trzcina , a łodzie budowano podobnie jak do dzsiaj robią to Indianie z nad Titicaca . Na czymś podobnym Thor Heyerdahl przepłynął Atlantyk

Również pozdrawiam i dziękuje za podsunięcie ciekawych tekstów do czytania .
16-09-2011 19:31 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jeśli to do mnie to Marku
Do Pana, Panie Marku - przepraszam.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
17-09-2011 16:05 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>A skąd drewna do tej ciesiołki nabrał?
Cedry z gór Libanu i dęby z Antylibanu.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
17-09-2011 16:34 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>A skąd drewna do tej ciesiołki nabrał?
>Cedry z gór Libanu i dęby z Antylibanu.

Ale kto mu to drewno aż z Libanu do Nazaretu nosił? Też Szymon z Cyreny?


Nie Francja jest ważna, lecz ludzkość oraz tryumf rozumu nad obłędem; nie ma zaś nic bardziej niedorzecznego, jak oddać życie za złudzenie. (Ernest Renan)
17-09-2011 17:51 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>A skąd drewna do tej ciesiołki nabrał?
>Cedry z gór Libanu i dęby z Antylibanu.
Tak i z nich wznoszono chaty rybaków z jeziora Genezaret.
________________________________________________________
*Tradycja z połowy II wieku podaje,że Jezus wyrabiał pługi i jarzma.
*Słowo greckie oznaczające cieślę znaczy również rzemieślnik i budowniczy.
*Cieśli do budowy świątyni sprowadzono z Tyru.
Nie jestem biblistą. Napisałem - o ile pamiętam.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
17-09-2011 16:14 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
A, i jeszcze zapomniałam o sykomorze. Bardzo dobre drewno np. na meble.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
17-09-2011 17:56 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>A, i jeszcze zapomniałam o sykomorze. Bardzo dobre drewno np. na meble.
Mnie uczono, że meble to robi stolarz, a nie cieśla, ale chętnie artefakty wykonane przez Jezusa z warsztatu Józefa bym obejrzał.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
17-09-2011 18:45 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>chętnie artefakty wykonane przez Jezusa z warsztatu Józefa bym obejrzał.
Ja też. Niestety, chyba się nie zachowały
Chaty były z cegieł suszonych głównie, a do budowy szkieletu dachów używano drewna. W niektórych rejonach ściany były budowane z kamienia. Np. w Kafarnaum domy budowano z bazaltu, z dużych nieobrobionych naturalnych okruchów kamiennych, a szpary pomiędzy kamieniami wypełniano drobniejszymi okruchami i zaprawą z gliny i słomy. Także podłogi układano z bloków bazaltowych. Dachy budowano z lekkich belek drewnianych, które przykrywano gałęziami, słomą i ziemią.
Oczywiście cedry były drogie i byle chłop ich na oczy nie oglądał. Ale drewna miejscowego było sporo, bo przecież nie cały Izrael jest gołą pustynią, wprost przeciwnie. Różne drzewa owocowe rosły, jesiony, palmy, morwowate. Ta sykomora wyrasta do 20 m, to nie jest byle rachityczny krzaczek. Jezus mógł mieć materiału aż nadto
Obecnie zajęcia cieśli i stolarza bardzo się różnią, choć jeden i drugi pracuje w drewnie, w starożytności często cieśle byli jednocześnie stolarzami i na odwrót.
Pozdrawiam serdecznie


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
17-09-2011 20:11 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)
>>chętnie artefakty wykonane przez Jezusa z warsztatu Józefa bym obejrzał.
>Ja też. Niestety, chyba się nie zachowały
Wielka szkoda. Ile to kasy ...znaczy relikwii ( II stopnia) bezpowrotnie zagineło.
17-09-2011 20:50 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>chętnie artefakty wykonane przez Jezusa z warsztatu Józefa bym obejrzał.
>>Ja też. Niestety, chyba się nie zachowały
>Wielka szkoda. Ile to kasy ...znaczy relikwii ( II stopnia) bezpowrotnie zagineło.

Się wyrównało dzięki Nadprzyrodzonej płodności relikwii pozostałych. Samych napletków świętych PanaJezusowych Kościół jeszcze w początkach XX wieku czcił kilkanaście sztuk, ale jakoś przestał...

Biblia nie została napisana przez znienawidzonych katolików ani nie jest ich własnością. (ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski)
18-09-2011 11:54 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Chaty były z cegieł suszonych głównie, a do budowy szkieletu dachów używano drewna.
>drewna miejscowego było sporo, bo przecież nie cały Izrael jest gołą pustynią, wprost przeciwnie. Różne drzewa owocowe rosły, jesiony, palmy, morwowate. /.../ Jezus mógł mieć materiału aż nadto
>Obecnie zajęcia cieśli i stolarza bardzo się różnią, choć jeden i drugi pracuje w drewnie, w starożytności często cieśle byli jednocześnie stolarzami i na odwrót.
Wszystko to co Pani tu pisze to prawda, a ja swoje zastrzeżenia co do zawodu Jezusa już w poprzednim poście napisałem.
_____________________________

Tu chciałbym dołożyć różne wypowiedzi.
Na przykład to - co pisze W.R.F. Browning w Słowniku biblijnym:
Jezus był synem cieśli, który robił prawdopodobnie narzędzia rolnicze. Badania socjologiczne umieszczają cieślów wśród klasy rzemieślników, która obejmowała 5% społeczeństwa i sytuowana niżej niż chłopi, ale wyżej niż żebracy czy robotnicy dzienni.

"Jezus z Nazarethu"
Brandstaetter dobrze znający dawne tradycje żydowskie, które pomimo lat nie zmieniły się bardzo, przedstawia Chrystusa w wieku młodzieńczym przede wszystkim jako kochającego syna, niesamowitego ucznia oraz odpowiedzialnego pracownika. Autor posiada pewne wątpliwości natomiast, co do zawodu Jezusa, z którym utożsamiali go Ewangeliści. Brandstaetter uważa, iż Jezus nie był, tak jak Jego ojciec cieślą, ale pasterzem lub rolnikiem.

Ks. Marek Marchwicki:
Egzegeci skłaniają się obecnie ku temu, że tłumaczenie słowa tekton jako "cieśla" ujmuje zbyt wąsko jego sens. Termin grecki tekton należałoby raczej tłumaczyć przez słowo "rzemieślnik", gdyż w tamtych czasach oznaczał on robotnika, który zarabiał na życie pracą fizyczną i mógł zajmować się zarówno pracami w metalu, jak i w drewnie. Rzemieślnik był pracownikiem "do wszystkiego". Znał się nie tylko na obróbce drewna, ale także kamienia, a więc był zarazem. kamieniarzem (por. 2 Krl 5, 11). W dokumentach papirusowych rzemieślnicy nazywani tekton m.in.: budują śluzy, konserwują koła czerpakowe, wykonują drzwi, budują domy, naprawiają siodła itp. Ich działalność zawodowa jest więc wielostronna. Tłumaczenie "rzemieślnik" jest z pewnością najdokładniejsze, ponieważ w języku polskim oznacza, ono również niesprecyzowany rodzaj działalności, o ile nie zostanie on dalej określony. Św. Józef z pewnością miał na swoim koncie długie doświadczenie pracy w służbie swoich rodaków, którym rozwiązywał codzienne problemy i chętnie odpowiadał na ich bardzo pilne i bardzo różnorodne potrzeby.

Z Internetu:
Ewangelia Mateusza określa Jezusa na drabinie społecznej jako tektona, co w późniejszych wiekach tłumaczone będzie jako cieśla, jednak bardziej odpowiada mu nasz pracownik fizyczny. Historyczny Jezus prędzej orał pole, niż robił wymyślne krzesła dla Maryi, jakie widzieliśmy u Mela Gibsona. W swej społecznej randze znajdował się niżej niż chłopi i jedynie odrobinę wyżej niż niewolnik.
To tylko tak - dla różnych przemyśleń.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
18-09-2011 09:41 
 Ocena 15 na 15
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Przez pierwsze 30 lat Jezus był zwykłym cieślą (prawdopodobnie), więc nikt nie miał powodu się nim interesować.

Nie przez 30 lat, lecz przez około 35-36 lat. Te 5-6 lat do dość duża różnica.
Jezus przyszedł na świat w roku 7-6 p.n.e., takie jest w tej chwili dość zgodne stanowisko badaczy zajmujących się Nowym Testamentem i postacią Jezusa z Nazaretu. Publiczną działalność rozpoczął w roku 29 po chrzcie udzielonym mu przez Jana w tym samym zresztą roku.

A czy nie wydaje Ci się, że autorzy ewangelii czynią Jezusa kimś znacznie większym, niż tylko człowiekiem już nawet nie od dnia urodzin, ale nawet o chwili poczęcia. Cudowne poczęcie za sprawa Ducha Świetego, dziewicze narodziny, gwiazda betlejemska, mędrcy, rzeź niewiniątek. Takie wydarzenia nie towarzyszą narodzinom zwyczajnych ludzi, one nie mogły przejść bez echa.

>Zatem potencjalny historyk musiałby się "wstrzelić" w 3 lata publicznej działalności Jezusa.

Ten potencjalny historyk musiałby się wstrzelić nie w trzy, lecz tylko w jeden rok jego publicznej działalności (a być może tylko w około sześć miesięcy).
W tej kwestii badacze raczej opierają się na wcześniejszych ewangeliach synoptycznych, w których mowa jest tylko o jednym święcie Paschy, a nie na późniejszej od nich ewangelii Jana wspominającej dwie lub trzy Paschy.

>Czy wtedy przebywał w tamtych okolicach jakiś historyk, który odnotowywał takie fakty, jak aktywność proroków? Nie wiem.

To bardzo źle że nie wiesz, co - w kontekście Twoich dotychczasowych wypowiedzi - jest dość zaskakujące.
W czasach Jezusa w tamtych okolicach przebywało co najmniej dwóch historyków.

Pierwszym z nich był Żyd Justus z Tyberiady, kronikarz, który żył w czasach Jezusa, był jego rodakiem, pochodził bowiem z Galilei i mieszkał w Tyberiadzie w pobliżu Kafarnaum, gdzie Jezus dość często przebywał.
Uchodził za skrupulatnego dziejopisarza, dobrze znającego rozgrywające się w jego czasach wydarzenia. Jego dwa dzieła, sięgające od Mojżesza aż do czasów mu współczesnych, wprawdzie zaginęły, ale skądinąd wiadomo, że nie wspomniał w nich ani słowem o Jezusie.

Drugim był Filon z Aleksandrii (ok. 20 r. p.n.e. - ok. 50 r. n.e.), znakomity filozof żydowski i rabin, wielki znawca i egzegeta biblijny. Dość często przebywał w Jerozolimie, gdzie miał rodzinę oraz wielu znajomych i przyjaciół. Mimo, że w swych dziełach zawarł wiele cennych informacji z dziedziny filozofii, historii i religii (pisał m.in. o esseńczykach i Poncjuszu Piłacie), to jednak i on nie poinformował o Jezusie. Nie wspomniał również ani słowem, podobnie jak Justus z Tyberiady, o Pawle z Tarsu.

A przecież obaj żyli i tworzyli w czasach współczesnych Jezusowi, a ponadto byli jego krajanami, wręcz przebywali niemal w jego sąsiedztwie. Aż trudno zatem uwierzyć, że nie zauważyli ani jednego z tych niesamowitych i związanych z Jezusem wydarzeń, o których donoszą obszernie dzieła nowotestamentowe. Nie napisali nic o cudownym poczęciu i dziewiczym urodzeniu się Jezusa, nie wspomnieli o rzezi niewiniątek zarządzonej przez Heroda, nie poinformowali o przeróżnych cudach dokonywanych przez Jezusa, o uzdrowieniach a nawet wskrzeszaniu zmarłych, nie napisali nic o głównych tezach jego nauczania i o tym, że gdy przemawiał, słuchały go tłumy, nie nadmienili również ani słowem o podwójnym, bardzo charakterystycznym procesie Jezusa przed Poncjuszem Piłatem i żydowskim Sanhedrynem, nie donieśli wreszcie o ukrzyżowaniu Jezusa w Jerozolimie i o wszystkich tych niewyobrażalnych niemal zjawiskach, które towarzyszyły jego umieraniu i śmierci na krzyżu, takich jak rozdarcie się zasłony w jerozolimskiej Świątyni, zaćmienie słońca, trzęsienia ziemi i pękanie skał, czy też otworzenie się grobów i wyjście z nich wielu zmarłych, i w końcu nie nadmienili ani słowem o nie dającym się logicznie wytłumaczyć zmartwychwstaniu Jezusa po trzech dniach spoczywania w grobie oraz ukazaniu się wielu osobom. Jak widać, te dziwne, a nawet niesamowite zjawiska uszły ich uwadze, pomimo że pozostawili po sobie obszerny dorobek literacki.

A ty piszesz, że oni musieli się wstrzelić. Czy ty sobie żartujesz? W wydarzenia, o których napisałem powyżej, nie trzeba się było wstrzeliwać, one się same wstrzeliwały. Tych wydarzeń nie można było przeoczyć. A skoro już zaistniały, to pamięć o nich powinna również dotrzeć do wielu kolejnych pokoleń.
A jednak i Filon i Justus dziwnym trafem je przeoczyli. I nie tylko oni. O tych niewyobrażalnych wydarzeniach nie można również przeczytać w dziełach Józefa Flawiusza (u niego mozna znaleźć wzmiankę jedynie o ukrzyżowaniu), Swetoniusza, Pliniusza Młodszego czy też Tacyta, mimo że znajdują się w nich fragmentaryczne wzmianki bądź to o Jezusie (Józef Flawiusz), bądź o Chrystusie (Tacyt, Pliniusz Młodszy), bądź też o Chrestosie (Swetoniusz).

>Ewangelie różnią się w niektórych szczegółach - to znany fakt, który nie podważa ich wiarygodności.

Ewangelie różnią się między sobą w wielu szczegółach - to znany fakt, który w istotny sposób podważa ich wiarygodność.

>Ależ wcale nie jest wykluczone, że "Kazanie na Górze" zostało wygłoszone w dolinie! Nikt tak dosłownie nie interpretuje takich trzeciorzędnych szczegółów.

Gdyby kazanie to wygłoszone zostało w dolinie, a nie na górze, to wtedy należałoby uznać, że werset Mt 5, 1 zawiera nieprawdziwe stwierdzenie. Czy to chciałeś napisać?

Najprawdopodobniej jednak Jezus nigdy nie wygłosił tego Kazania (Mt 5, 3-12; Łk 6, 20-26) w zwięzłej kilkupunktowej formie, w jakiej znamy je z dwóch ewangelii synoptycznych. Raczej należy stwierdzić, że Kazanie jest streszczeniem nauk Jezusa wytworzonym przez wczesną tradycję wiele lat po jego śmierci.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
19-09-2011 16:31 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Przez pierwsze 30 lat Jezus był zwykłym cieślą (prawdopodobnie), więc nikt nie miał powodu się nim interesować.
>Nie przez 30 lat, lecz przez około 35-36 lat. Te 5-6 lat do dość duża różnica.
>Jezus przyszedł na świat w roku 7-6 p.n.e., takie jest w tej chwili dość zgodne stanowisko badaczy zajmujących się Nowym Testamentem i postacią Jezusa z Nazaretu. Publiczną działalność rozpoczął w roku 29 po chrzcie udzielonym mu przez Jana w tym samym zresztą roku.

Niewykluczone, że tak było. Miałem na myśli "około 30".

>>Zatem potencjalny historyk musiałby się "wstrzelić" w 3 lata publicznej działalności Jezusa.
>Ten potencjalny historyk musiałby się wstrzelić nie w trzy, lecz tylko w jeden rok jego publicznej działalności (a być może tylko w około sześć miesięcy).
>W tej kwestii badacze raczej opierają się na wcześniejszych ewangeliach synoptycznych, w których mowa jest tylko o jednym święcie Paschy, a nie na późniejszej od nich ewangelii Jana wspominającej dwie lub trzy Paschy.

Niewykluczone. Tym trudniej byłoby się "wstrzelić".

>W czasach Jezusa w tamtych okolicach przebywało co najmniej dwóch historyków.
>Pierwszym z nich był Żyd Justus z Tyberiady, kronikarz, który żył w czasach Jezusa, był jego rodakiem, pochodził bowiem z Galilei i mieszkał w Tyberiadzie w pobliżu Kafarnaum, gdzie Jezus dość często przebywał.
>Uchodził za skrupulatnego dziejopisarza, dobrze znającego rozgrywające się w jego czasach wydarzenia. Jego dwa dzieła, sięgające od Mojżesza aż do czasów mu współczesnych, wprawdzie zaginęły, ale skądinąd wiadomo, że nie wspomniał w nich ani słowem o Jezusie.

Justus z Tyberiady żył w drugiej połowie I wieku, czyli już po śmierci Jezusa. Skoro część jego tekstów zaginęła, to ryzykowne jest stwierdzenie, iż nic nie napisał o Jezusie.

>Drugim był Filon z Aleksandrii (ok. 20 r. p.n.e. - ok. 50 r. n.e.), znakomity filozof żydowski i rabin, wielki znawca i egzegeta biblijny. Dość często przebywał w Jerozolimie, gdzie miał rodzinę oraz wielu znajomych i przyjaciół. Mimo, że w swych dziełach zawarł wiele cennych informacji z dziedziny filozofii, historii i religii (pisał m.in. o esseńczykach i Poncjuszu Piłacie), to jednak i on nie poinformował o Jezusie.

Filon nie był historykiem, więc mógł o czymś nie napisać. Część jego pism też zaginęła, więc również w jego przypadku ryzykowne jest twierdzenie, że nic nie napisał o Jezusie.

>Nie wspomniał również ani słowem, podobnie jak Justus z Tyberiady, o Pawle z Tarsu.

Czyżby Paweł z Tarsu nie istniał?

>>Ewangelie różnią się w niektórych szczegółach - to znany fakt, który nie podważa ich wiarygodności.
>Ewangelie różnią się między sobą w wielu szczegółach - to znany fakt, który w istotny sposób podważa ich wiarygodność.

Ewangelie różnią się tak, jak różniłyby się relacje różnych świadków spisane kilkadziesiąt lat po opisywanych zdarzeniach. Przecież autorzy ewangelii byli tylko ludźmi, z ich zawodną pamięcią i innymi ograniczeniami.

>>Ależ wcale nie jest wykluczone, że "Kazanie na Górze" zostało wygłoszone w dolinie! Nikt tak dosłownie nie interpretuje takich trzeciorzędnych szczegółów.
>Gdyby kazanie to wygłoszone zostało w dolinie, a nie na górze, to wtedy należałoby uznać, że werset Mt 5, 1 zawiera nieprawdziwe stwierdzenie. Czy to chciałeś napisać?
>Najprawdopodobniej jednak Jezus nigdy nie wygłosił tego Kazania (Mt 5, 3-12; Łk 6, 20-26) w zwięzłej kilkupunktowej formie, w jakiej znamy je z dwóch ewangelii synoptycznych. Raczej należy stwierdzić, że Kazanie jest streszczeniem nauk Jezusa wytworzonym przez wczesną tradycję wiele lat po jego śmierci.

"Kazanie na Górze" najprawdopodobniej zostało wygłoszone na górze. Ale mogło być wygłoszone i gdzie indziej - ewangelie mogą się mylić, jeśli chodzi o szczegóły topograficzne. Niewykluczone, że "Góra" ma znaczenie symboliczne i oznacza miejsce modlitwy Jezusa, a jednocześnie miejsce nauczania - "katedrę Mojżesza".
22-09-2011 20:04 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Ten potencjalny historyk musiałby się wstrzelić nie w trzy, lecz tylko w jeden rok jego publicznej działalności (a być może tylko w około sześć miesięcy).
>Niewykluczone. Tym trudniej byłoby się "wstrzelić".

W tej kwestii ponownie nie zgadzam się z Tobą. Ale Ty najważniejszą myśl mojej poprzedniej wypowiedzi celowo pominąłeś.
Powtarzam - współcześni Jezusowi kronikarze absolutnie nie musieli się wstrzeliwać w krótki okres działalności Jezusa, choćby nawet trwał co najwyżej 6 miesięcy (od jesieni 29 do wiosny 30 r. n.e.).
Pisząc o współczesnych Jezusowi historykach mam na myśli również tych, których większa część życia czy też zawodowej aktywności przypadła na I wiek n.e. Przecież ci historiografowie mieli rodziców, starsze rodzeństwo, wujków, ciotki, przyjaciół itp., od których na pewno dowiedzieliby się o wydarzeniach towarzyszących życiu Jezusa, które były na tyle niesamowite, że musiały wstrząsnąć całą Judeą, Galileą i w ogóle resztą świata.

Łatwo sobie wyobrazić, jak ogromny rezonans musiałyby mieć w tamtych czasach takie wydarzenia, jak otwarcie się grobów w chwili śmierci Jezusa na krzyzu i wyjście z nich zmarłych, a do tego jeszcze trzygodzinne ciemności, trzęsienie ziemi i pękanie skał. Albo też wędrująca po niebie gwiazda betlejemska, rzeź niewiniątek, przywracanie przez Jezusa zmarłych do życia - przecież to równie niesamowite wydarzenia.

W te niesamowite wydarzenia nie trzeba się było wstrzeliwać, one się same wstrzeliwały. Przecież, gdyby one rzeczywiście zaistniały, to przez wiele, wiele lat kolejne pokolenia przekazywałyby sobie o nich wiadomości niemal z ust do ust. O niczym innym ludzie by nie mówili, tylko o tym. A Ty piszesz, że oni się nie wstrzelili. Nie żartuj.
A jednak ani Filon z Aleksandrii, ani Justus z Tyberiady nie wspomnieli nic o Jezusie.

>>Pierwszym z nich był Żyd Justus z Tyberiady, kronikarz, który żył w czasach Jezusa, był jego rodakiem, pochodził bowiem z Galilei i mieszkał w Tyberiadzie w pobliżu Kafarnaum, gdzie Jezus dość często przebywał. Uchodził za skrupulatnego dziejopisarza, dobrze znającego rozgrywające się w jego czasach wydarzenia. Jego dwa dzieła, sięgające od Mojżesza aż do czasów mu współczesnych, wprawdzie zaginęły, ale skądinąd wiadomo, że nie wspomniał w nich ani słowem o Jezusie.
>Justus z Tyberiady żył w drugiej połowie I wieku, czyli już po śmierci Jezusa. Skoro część jego tekstów zaginęła, to ryzykowne jest stwierdzenie, iż nic nie napisał o Jezusie.

Zgodnie z informacjami podanymi m.in. przez Euzebiusza z Cezarei i Hieronima ze Strydonu, Justus z Tyberiady był autorem dwóch dzieł: Historii wojny żydowskiej oraz Kroniki królów żydowskich. Faktem jest - o czym już pisałem - że jego dzieła zaginęły, jednakże niejaki Focjusz, patriarcha Konstantynopola z IX w. twierdził, że zna dzieła Justusa, lecz nie znalazł w nich wzmianki o Jezusie.

>>Drugim był Filon z Aleksandrii (ok. 20 r. p.n.e. - ok. 50 r. n.e.), znakomity filozof żydowski i rabin, wielki znawca i egzegeta biblijny. Dość często przebywał w Jerozolimie [...] Mimo, że w swych dziełach zawarł wiele cennych informacji z dziedziny filozofii, historii i religii (pisał m.in. o esseńczykach i Poncjuszu Piłacie), to jednak i on nie poinformował o Jezusie.
>Filon nie był historykiem, więc mógł o czymś nie napisać. Część jego pism też zaginęła, więc również w jego przypadku ryzykowne jest twierdzenie, że nic nie napisał o Jezusie.

Filon był wyjątkowo płodnym pisarzem, a wiele jego dzieł przetrwało, ponoć nie wszystkie w całości. Dzieła Filona wydane w Berlinie na przełomie XIX i XX w. objęły 35 tomów. Wśród jego dzieł znajdują się dzieła z zakresu filozofii, historii (trzy dzieła, a ponoć nie był historykiem) oraz teologii (ok. 30 dzieł). Ponoć znaczna część jego prac dotyczyła okresu rządów Poncjusza Piłata. A jednak nie wspomniał nic o Jezusie.

>>Nie wspomniał również ani słowem, podobnie jak Justus z Tyberiady, o Pawle z Tarsu.
>Czyżby Paweł z Tarsu nie istniał?

A czy ja kiedykolwiek twierdziłem, że Paweł z Tarsu był postacią niehistoryczną?

>>Ewangelie różnią się między sobą w wielu szczegółach - to znany fakt, który w istotny sposób podważa ich wiarygodność.
>Ewangelie różnią się tak, jak różniłyby się relacje różnych świadków spisane kilkadziesiąt lat po opisywanych zdarzeniach.

Nie zgadzam się z Tobą. Nawet ewangelie synoptyczne znacznie się między sobą różnią. Różnice zaś pomiędzy synoptykami a Janem są bardzo duże. Geza Vermes napisał: Ewangelia św. Jana zawiera pewną ilość niezwykle cennych tradycji, ale gdyby uznać konstrukcję Janowego opisu życia Jezusa za prawdziwą, wówczas trzy pozostałe Ewangelie byłyby błędne.

>Przecież autorzy ewangelii byli tylko ludźmi, z ich zawodną pamięcią i innymi ograniczeniami.

Aby móc pisać o zawodnej pamięci ewangelistów, trzeba mieć absolutną pewność, że ewangelie są dziełem apostołów, a ci - jak piszesz - opisywali zdarzenia kilkadziesiąt lat po ich zaistnieniu. Tak jednak nie jest. Ewangelie nie są dziełem apostołów. Żaden z ewangelistów nigdy nie był świadkiem wydarzeń opisanych w ewangeliach. Żaden z nich nie towarzyszył Jezusowi.

>>Najprawdopodobniej jednak Jezus nigdy nie wygłosił tego Kazania (Mt 5, 3-12; Łk 6, 20-26) w zwięzłej kilkupunktowej formie, w jakiej znamy je z dwóch ewangelii synoptycznych. Raczej należy stwierdzić, że Kazanie jest streszczeniem nauk Jezusa wytworzonym przez wczesną tradycję wiele lat po jego śmierci.
>"Kazanie na Górze" najprawdopodobniej zostało wygłoszone na górze. Ale mogło być wygłoszone i gdzie indziej - ewangelie mogą się mylić, jeśli chodzi o szczegóły topograficzne.

Powtarzam - współczesna biblistyka krytyczna stoi na stanowisku, że Jezus nigdy nie wygłosił tzw. Kazania na Górze w takiej zwięzłej formie, w jakiej znamy je głównie z Ewangelii Mateusza.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
23-09-2011 11:57 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Powtarzam - współcześni Jezusowi kronikarze absolutnie nie musieli się wstrzeliwać w krótki okres działalności Jezusa, choćby nawet trwał co najwyżej 6 miesięcy (od jesieni 29 do wiosny 30 r. n.e.).
>Pisząc o współczesnych Jezusowi historykach mam na myśli również tych, których większa część życia czy też zawodowej aktywności przypadła na I wiek n.e. Przecież ci historiografowie mieli rodziców, starsze rodzeństwo, wujków, ciotki, przyjaciół itp., od których na pewno dowiedzieliby się o wydarzeniach towarzyszących życiu Jezusa, które były na tyle niesamowite, że musiały wstrząsnąć całą Judeą, Galileą i w ogóle resztą świata.
>W te niesamowite wydarzenia nie trzeba się było wstrzeliwać, one się same wstrzeliwały. Przecież, gdyby one rzeczywiście zaistniały, to przez wiele, wiele lat kolejne pokolenia przekazywałyby sobie o nich wiadomości niemal z ust do ust. O niczym innym ludzie by nie mówili, tylko o tym.

Masz rację co do tego, że takie wydarzenia nie mogły pozostać niezauważone, że "gdyby one rzeczywiście zaistniały, to przez wiele, wiele lat kolejne pokolenia przekazywałyby sobie o nich wiadomości niemal z ust do ust". Zwróć jednak uwagę, że to zjawisko wystąpiło - ludzie, którzy przekazywali sobie te wiadomości "z ust do ust", utworzyli Kościół. Zrozumiałe jest też, że ludzie, którzy mieli negatywny stosunek do tej "nowej sekty", mogli o tym nie mówić (bo np. w te wiadomości nie uwierzyli albo ich to nie obchodziło, albo wypierali to ze swojej świadomości, albo mogło im to zaszkodzić itd.) i nie pisać (z tych samych powodów).

>A jednak ani Filon z Aleksandrii, ani Justus z Tyberiady nie wspomnieli nic o Jezusie.
>>Justus z Tyberiady żył w drugiej połowie I wieku, czyli już po śmierci Jezusa. Skoro część jego tekstów zaginęła, to ryzykowne jest stwierdzenie, iż nic nie napisał o Jezusie.
>Faktem jest - o czym już pisałem - że jego dzieła zaginęły, jednakże niejaki Focjusz, patriarcha Konstantynopola z IX w. twierdził, że zna dzieła Justusa, lecz nie znalazł w nich wzmianki o Jezusie.

Rozumiem ten argument, ale jaka jest jego siła? Opieramy się tu na wątłej podstawie: jednej jedynej wypowiedzi Focjusza. Można tu zapytać: czy ta wypowiedź jest wiarygodna? czy została wiernie przekazana? czy Focjusz zapoznał się z kompletnymi dziełami Justusa? No i pytania dotyczące samego Justusa: czy Justus musiał opisać te wydarzenia, tzn. czy to były wydarzenia tego rodzaju, że ich opisanie przez Justusa było absolutnie konieczne?

>>>Drugim był Filon z Aleksandrii (ok. 20 r. p.n.e. - ok. 50 r. n.e.), znakomity filozof żydowski i rabin, wielki znawca i egzegeta biblijny. Dość często przebywał w Jerozolimie [...] Mimo, że w swych dziełach zawarł wiele cennych informacji z dziedziny filozofii, historii i religii (pisał m.in. o esseńczykach i Poncjuszu Piłacie), to jednak i on nie poinformował o Jezusie.
>>Filon nie był historykiem, więc mógł o czymś nie napisać. Część jego pism też zaginęła, więc również w jego przypadku ryzykowne jest twierdzenie, że nic nie napisał o Jezusie.
>Filon był wyjątkowo płodnym pisarzem, a wiele jego dzieł przetrwało, ponoć nie wszystkie w całości.
>Ponoć znaczna część jego prac dotyczyła okresu rządów Poncjusza Piłata. A jednak nie wspomniał nic o Jezusie.
>>>Nie wspomniał również ani słowem, podobnie jak Justus z Tyberiady, o Pawle z Tarsu.
>>Czyżby Paweł z Tarsu nie istniał?
>A czy ja kiedykolwiek twierdziłem, że Paweł z Tarsu był postacią niehistoryczną?

No właśnie, Paweł z Tarsu był postacią historyczną, jego działalność była głośna, a mimo to ani Justus, ani Filon o nim nie napisali. Czy to nie jest pośredni dowód na to, że autorzy ci wcale nie musieli opisać w swoich tekstach także wydarzeń związanych bezpośrednio z Jezusem?

>>Ewangelie różnią się tak, jak różniłyby się relacje różnych świadków spisane kilkadziesiąt lat po opisywanych zdarzeniach.
>Nie zgadzam się z Tobą. Nawet ewangelie synoptyczne znacznie się między sobą różnią. Różnice zaś pomiędzy synoptykami a Janem są bardzo duże. Geza Vermes napisał: Ewangelia św. Jana zawiera pewną ilość niezwykle cennych tradycji, ale gdyby uznać konstrukcję Janowego opisu życia Jezusa za prawdziwą, wówczas trzy pozostałe Ewangelie byłyby błędne.

"Błędne" w jakim zakresie? Co do dat, chronologii, szczegółów topograficznych itd. - bardzo możliwe; w przypadku takich tekstów, jaki są Ewangelie, są to nieistotne szczegóły. Nie ma sprzeczności pomiędzy Ewangeliami w zakresie kluczowych wydarzeń oraz nauczania Jezusa.

>>Przecież autorzy ewangelii byli tylko ludźmi, z ich zawodną pamięcią i innymi ograniczeniami.
>Aby móc pisać o zawodnej pamięci ewangelistów, trzeba mieć absolutną pewność, że ewangelie są dziełem apostołów, a ci - jak piszesz - opisywali zdarzenia kilkadziesiąt lat po ich zaistnieniu. Tak jednak nie jest. Ewangelie nie są dziełem apostołów. Żaden z ewangelistów nigdy nie był świadkiem wydarzeń opisanych w ewangeliach. Żaden z nich nie towarzyszył Jezusowi.

Świadkiem bezpośrednim był autor Ewangelii Jana (abstrahuję tu od kwestii, kto jest autorem tej Ewangelii) i być może (zdania biblistów są tu podzielone) autor Ewangelii Mateusza. Pozostali autorzy nie opisywali świadectwa własnego (w zakresie słów i czynów Jezusa), lecz świadectwo innych świadków. Zawodna mogła być zarówno pamięć autorów Ewangelii, jak i świadków, których relacje zostały uwzględnione w Ewangeliach.

>Powtarzam - współczesna biblistyka krytyczna stoi na stanowisku, że Jezus nigdy nie wygłosił tzw. Kazania na Górze w takiej zwięzłej formie, w jakiej znamy je głównie z Ewangelii Mateusza.

Nie spieram się - wierzę Ci na słowo. Dla autorów Ewangelii nie było istotne, gdzie Jezus to powiedział (na górze - jak u Mateusza, czy na równinie - jak u Łukasza), ale co powiedział.
23-09-2011 12:18 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)

>Świadkiem bezpośrednim był autor Ewangelii Jana (abstrahuję tu od kwestii, kto jest autorem tej Ewangelii) i być może (zdania biblistów są tu podzielone) autor Ewangelii Mateusza.
Przepraszam bardzo, ale skoro abstrahujesz od kwestii autorstwa Ewangelii Jana, to jak możesz twierdzić,że ten niewiadomy autor był naocznym świadkiem czegokolwiek?!?!
23-09-2011 12:31 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Świadkiem bezpośrednim był autor Ewangelii Jana (abstrahuję tu od kwestii, kto jest autorem tej Ewangelii) i być może (zdania biblistów są tu podzielone) autor Ewangelii Mateusza.
>Przepraszam bardzo, ale skoro abstrahujesz od kwestii autorstwa Ewangelii Jana, to jak możesz twierdzić,że ten niewiadomy autor był naocznym świadkiem czegokolwiek?!?!
>

Odsyłam do tekstu Ewangelii Jana - do fragmentów ze świadectwem własnym autora.
23-09-2011 14:58 
 Ocena 6 na 6
maruda (5550 punktów)
>Odsyłam do tekstu Ewangelii Jana - do fragmentów ze świadectwem własnym autora.

Twierdzę że tekst zapisany w tej ewangelii nie zawsze przekazuje prawdę. Podawałem chyba przykład demonów? Właściwie dlaczego mam ufać tekstowi zawierającemu bajkowe istoty i traktującemu je jako prawdziwe byty?

Jaki kraj takie feministki
23-09-2011 15:29 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Odsyłam do tekstu Ewangelii Jana - do fragmentów ze świadectwem własnym autora.
>Twierdzę że tekst zapisany w tej ewangelii nie zawsze przekazuje prawdę. Podawałem chyba przykład demonów? Właściwie dlaczego mam ufać tekstowi zawierającemu bajkowe istoty i traktującemu je jako prawdziwe byty?
>

To wobec tego jakie znaczenie ma dla Ciebie, czy ten rzekomy fałsz jest opisywany przez bezpośredniego świadka czy przez kogoś innego?
23-09-2011 15:53 
 Ocena 6 na 6
maruda (5550 punktów)
>To wobec tego jakie znaczenie ma dla Ciebie, czy ten rzekomy fałsz jest opisywany przez bezpośredniego świadka czy przez kogoś innego?

   Kopia ewangelii do której podczas kopiowania wkradł się błąd nadal jest uważana za prawdziwe pismo święte i przekaz natchniony, prawda? Po ilu błędach przestaje być tekstem natchnionym a jest zbyt fałszywym przekazem by uznać ją za prawdę objawioną czyli słowo od boga?
   To samo pytanie powtórzę tylko teraz zamiast przypadkowej pomyłki niech wkradnie się celowe przekłamanie kopisty. Od którego kolejnego przekłamania uznamy że ta konkretna kopia przestaje nieść prawdę objawioną?
   Już tylko jako rozszerzenie poprzednich, a jeżeli od początku oryginał był pisany pod fałszywe dyktando, a nie w natchnieniu?

Jaki kraj takie feministki
23-09-2011 16:16 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Zwracam uwagę, że zeszliśmy na inny temat, bo powyższe posty dotyczyły następującej kwestii: czy Ewangelia Jana została napisana przez bezpośredniego świadka czynów i słów Jezusa.

No ale dobrze, rozmawiajmy na temat z postu poniżej:

>   Kopia ewangelii do której podczas kopiowania wkradł się błąd nadal jest uważana za prawdziwe pismo święte i przekaz natchniony, prawda? Po ilu błędach przestaje być tekstem natchnionym a jest zbyt fałszywym przekazem by uznać ją za prawdę objawioną czyli słowo od boga?
>   To samo pytanie powtórzę tylko teraz zamiast przypadkowej pomyłki niech wkradnie się celowe przekłamanie kopisty. Od którego kolejnego przekłamania uznamy że ta konkretna kopia przestaje nieść prawdę objawioną?
>   Już tylko jako rozszerzenie poprzednich, a jeżeli od początku oryginał był pisane pod fałszywe dyktando, a nie w natchnieniu?
>

Liczba rękopisów z kopiami jest tak duża, że błąd w danej kopii mógł być skorygowany przez porównanie z innymi kopiami. Zatem tekst Ewangelii nie ewoluuje. Kwestia "natchnienia" to oddzielny problem. Może warto byłoby założyć oddzielny wątek o powstawaniu Ewangelii i innych tekstów Nowego Testamentu, bo ten wątek jest już tak przeładowany, że nawigacja po nim jest uciążliwa.
23-09-2011 20:30 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
Przypomnijmy, że ochrona tekstu nie trwa od początku, została wprowadzona po pewnym czasie. Do tej pory była dość duża swoboda i zero poczucia winy za dodawanie własnych wstawek (co było typowe dla każdego rodzaju tekstów). Wiemy o tym, chociażby po liczbie apokryfów, które zostały uznane za "niepasujące". Czyli mieliśmy sporo różnych wersji, a wybrano te, które pasowały do siebie bardziej. A teraz to pasowanie uznajesz za wystarczający dowód na ich zgodność z rzeczywistością.

Naprawdę nie czujesz, że gdzieś popełniasz błąd?
26-09-2011 00:47 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Zapraszam na dalszą rozmowę do wątku "Powstanie Ewangelii".
24-09-2011 19:29 
 Ocena 12 na 12
Ignorancja (4718 punktów)

>Liczba rękopisów z kopiami jest tak duża, że błąd w danej kopii mógł być skorygowany przez porównanie z innymi kopiami. Zatem tekst Ewangelii nie ewoluuje.

Słucham? Ty to na poważnie? Może zapoznaj się (choćby z wikipedii) jak to synody (niejeden) zajmowały się unifikacją tekstów ewangelicznych, by jak to uroczo ująłeś nie ewoluowały. Ale pracowali nad tekstami już ewoluującymi, a tylko ten rozmach ewolucyjny starali się ograniczać.

Póki co stwarzasz przygnębiające wrażenie, że albo nie znasz swojej własnej religii i jej historii ( w tym ewolucji tekstów, uważanych przez was chrześcijan za święte i natchnione), albo celowo przelatujesz nad niewygodnymi faktami.

I może jeszcze wyjaśnisz nam na jakiej postawie i jakich używano kryteriów, by daną kopię uznać za poprawną, a inną odrzucić. Czy chcesz nam powiedzieć, że za kryterium prawdziwości ma służyć ilość danych powtórzeń? Interesujące.
Otóż współcześnie Internet jest najlepszym przykładem, że ilość powtórzeń danego tekstu nie jest w żadnym razie miarodajnym kryterium oceny merytorycznej tekstu, tym bardziej jego bezbłędności w odzwierciedlaniu prawdy historycznej.
Jest dokładnie odwrotnie. Np. wrzucając jakieś hasło/problem w Google żarliwie rozpatrywane przez ezoteryków, czy ufologów pojawia się kilkanaście (jesli nie lepiej stron)i na każdej z nich można podziwiać uroczy błąd merytoryczny w pisowni nazwiska pewnego naukowca. Zwrócił swego czasu na to uwagę mój znajomy.

Czekamy z wypiekami na twoją argumentację:
a) nie ewolucyjności tekstów ewangelicznych
b) sensownych kryteriów jakie stosowano do oceny danej kopii pod kątem jej bezbłędności.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
24-09-2011 20:27 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Liczba rękopisów z kopiami jest tak duża, że błąd w danej kopii mógł być skorygowany przez porównanie z innymi kopiami. Zatem tekst Ewangelii nie ewoluuje.
>Słucham? Ty to na poważnie? Może zapoznaj się (choćby z wikipedii)

Np. tutaj można .

Biblia nie została napisana przez znienawidzonych katolików ani nie jest ich własnością. (ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski)
24-09-2011 20:47 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Liczba rękopisów z kopiami jest tak duża, że błąd w danej kopii mógł być skorygowany przez porównanie z innymi kopiami. Zatem tekst Ewangelii nie ewoluuje.
>>Słucham? Ty to na poważnie? Może zapoznaj się (choćby z wikipedii)
>Np. tutaj można .

Aha, bo się mnie przypomniało znienacka:
właściwie to czemu, do Ciężkiej Cholery, nikt się nie Zachwyca moją nową stopką, kurde???!!!

W końcu chyba nie co dzień zdarza się widzieć, jak ksiądz katolicki, prof. dr hab. teologii, biblista, konsultor Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, przewodniczący Stowarzyszenia Biblistów Polskich i w ogóle otwartym tekstem neguje katolickość Czterech Ewangelistów, Apostoła Pawła, Apostoła Piotra i inszych Apostołów pomniejszego płazu?


A może to już normalne, i tylko ja jakiś taki nienawykły jestem?...


Biblia nie została napisana przez znienawidzonych katolików ani nie jest ich własnością. (ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski)
24-09-2011 21:17 
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
>Aha, bo się mnie przypomniało znienacka:
>właściwie to czemu, do Ciężkiej Cholery, nikt się nie Zachwyca moją nową stopką, kurde???!!! *
>W końcu chyba nie co dzień zdarza się widzieć, jak ksiądz katolicki, prof. dr hab. teologii, biblista, konsultor Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, przewodniczący Stowarzyszenia Biblistów Polskich i w ogóle otwartym tekstem neguje katolickość Czterech Ewangelistów, Apostoła Pawła, Apostoła Piotra i inszych Apostołów pomniejszego płazu?

>A może to już normalne, i tylko ja jakiś taki nienawykły jestem?...
>
Biblia nie została napisana przez znienawidzonych katolików ani nie jest ich własnością. (ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski)


*Podkreślenie moje.
No cacy, cacy i jeszcze raz cacy. Już kontent od tego głaskania? I nie czuje się niedowartościowany? I jego wysiłki niezauważane?

Doceniamy, doceniamy. Nobla chce?
Niestety nie mam takiej mocy


Ale cacy, cacy Big Żydek i stopka Big Żydka.
Już będzie mógł spokojnie zasnąć?


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
24-09-2011 21:43 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>No cacy, cacy i jeszcze raz cacy. Już kontent od tego głaskania? I nie czuje się niedowartościowany? I jego wysiłki niezauważane?

Przecie nie o mnie chodzi... ja tu tylko pośredniczę w tej Całkiem Najnowszej Ewangelizacji i Światłem ledwie odbitym podświecam z cicha...

>Już będzie mógł spokojnie zasnąć?

Ja tak, ale Martwię się nieco o sen ks. prof. dr haba...


Biblia nie została napisana przez znienawidzonych katolików ani nie jest ich własnością. (ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski)
24-09-2011 22:16 
 Ocena 10 na 10
Ignorancja (4718 punktów)
>Przecie nie o mnie chodzi... ja tu tylko pośredniczę w tej Całkiem Najnowszej Ewangelizacji i Światłem ledwie odbitym podświecam z cicha...
Facetowi to nigdy nie dogodzi. Chciał zachwytów? To wystosowałam zachwyt ... no w moim zwięzłym dosyć i sarkastycznym stylu, przyznaję.

Doceniam donoszenie o takich perełkach i podziwiam konsekwentne babranie się w tym morzu gówna, by wyłowić łososia... i nam tu zaserwować z grilla.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
25-09-2011 15:26 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>babranie się w tym morzu gówna, by wyłowić łososia... i nam tu zaserwować z grilla.
Mam nadzieję, że uprzednio umytego...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
26-09-2011 00:48 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Przedyskutujmy to w nowym wątku pt. "Powstanie Ewangelii".
25-09-2011 16:23 
 Ocena 6 na 6
maruda (5550 punktów)
> tekst Ewangelii nie ewoluuje.

Przywołajmy tu sławne porównanie z bogaczem, wielbłądem i uchem igielnym. Gdy wielbłąda zamienimy na powróz tekst zaczyna mieć sens. Nawet pomimo logicznego wyjaśnienia jak taka drobna pomyłka kopisty wkradła się do tekstu nadal w dzisiejszych wersjach księgi wielbłąd jest podstawową wersją, o wyjaśnieniach tego fragmentu na gruncie wiary życzliwie nie wspomnę.
23-09-2011 16:32 
 Ocena 4 na 6
maruda (5550 punktów)
>>>Odsyłam do tekstu Ewangelii Jana - do fragmentów ze świadectwem własnym autora.
>>Twierdzę że tekst zapisany w tej ewangelii nie zawsze przekazuje prawdę. Podawałem chyba przykład demonów? Właściwie dlaczego mam ufać tekstowi zawierającemu bajkowe istoty i traktującemu je jako prawdziwe byty?
>To wobec tego jakie znaczenie ma dla Ciebie, czy ten rzekomy fałsz jest opisywany przez bezpośredniego świadka czy przez kogoś innego?

Podkreślasz że twórcą tej ewangelii był Jan pierwszy uczeń. Zdanie później piszesz że nieistotne jest autorstwo, może pierwszy uczeń Jan, może tylko ktoś kogo Jan nauczał. Istotne jest to o tyle że całość przekazu jest stylizowana na kogoś kto był świadkiem bezpośrednim, to ma podkreślać autentyczność przekazu. Skoro nieistotne jest czy to był Jan, czy ktokolwiek inny to cały mit o autentyczności pryska jak bańka mydlana, bo jeżeli zostaliśmy celowo oszukani w jednym miejscu to czemu w innych nie?

Jaki kraj takie feministki
23-09-2011 16:58 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Podkreślasz że twórcą tej ewangelii był Jan pierwszy uczeń. Zdanie później piszesz że nieistotne jest autorstwo, może pierwszy uczeń Jan, może tylko ktoś kogo Jan nauczał. Istotne jest to o tyle że całość przekazu jest stylizowana na kogoś kto był świadkiem bezpośrednim, to ma podkreślać autentyczność przekazu. Skoro nieistotne jest czy to był Jan, czy ktokolwiek inny to cały mit o autentyczności pryska jak bańka mydlana, bo jeżeli zostaliśmy celowo oszukani w jednym miejscu to czemu w innych nie?
>

Jak to oszukani? Tu jest jakieś nieporozumienie - spróbujmy to rozwikłać:
1. W tekście Ewangelii Jana nie ma podanego imienia jej autora. Natomiast jest tam podane, że napisał ją bezpośredni świadek - "umiłowany uczeń Jezusa".
2. Badacze spierają się, czy można utożsamić "umiłowanego ucznia" z Janem, synem Zebedeusza. I prawdopodobnie można, ale dla naszego tematu dyskusji to nie ma znaczenia.
23-09-2011 17:15 
 Ocena 4 na 6
maruda (5550 punktów)
>Jak to oszukani? Tu jest jakieś nieporozumienie - spróbujmy to rozwikłać:
>1. W tekście Ewangelii Jana nie ma podanego imienia jej autora. Natomiast jest tam podane, że napisał ją bezpośredni świadek - "umiłowany uczeń Jezusa".

Nie całą ewangelię napisał bezpośredni świadek, a skoro było ich dwóch, w tym jeden nie uczestniczył w najważniejszym wydarzeniu to cała ewangelia jest mało wiarygodnym dowodem. Jest jeszcze gorzej bo okazuje się kłamstwem od samego początku, czy kłamstwo może być natchnionym słowem bożym?

>2. Badacze spierają się, czy można utożsamić "umiłowanego ucznia" z Janem, synem Zebedeusza. I prawdopodobnie można, ale dla naszego tematu dyskusji to nie ma znaczenia.

Ma podstawowe znaczenie, uczniów nie było setki czy tysiące, ale kilku. Jeżeli tekst jest spisany przez któreś kolejne pokolenie wiernych to nie może być autentyczny, tylko należy podejść do faktów w nim zawartych jak w ludowej legendzie, w której złowiona ryba z każdą opowieścią rośnie i rośnie.

To co uznajemy ewangelię Jana jako niewiarygodny dowód i zobaczymy czy utrzymają się pozostałe, czy brniemy dalej?

Jaki kraj takie feministki
24-09-2011 21:29 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>1. W tekście Ewangelii Jana nie ma podanego imienia jej autora. Natomiast jest tam podane, że napisał ją bezpośredni świadek - "umiłowany uczeń Jezusa".
>Nie całą ewangelię napisał bezpośredni świadek, a skoro było ich dwóch, w tym jeden nie uczestniczył w najważniejszym wydarzeniu to cała ewangelia jest mało wiarygodnym dowodem.

A to co znowu za teoria? Przeczytajmy spokojnie np. taki fragment:
"A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: "Niewiasto, oto syn Twój". (...) Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe." (J 19, 25-35)
M.in. z tego fragmentu wynika jednoznacznie, że Ewangelię Jana napisał bezpośredni świadek - "umiłowany uczeń Jezusa".

>>2. Badacze spierają się, czy można utożsamić "umiłowanego ucznia" z Janem, synem Zebedeusza. I prawdopodobnie można, ale dla naszego tematu dyskusji to nie ma znaczenia.
>Ma podstawowe znaczenie, uczniów nie było setki czy tysiące, ale kilku. Jeżeli tekst jest spisany przez któreś kolejne pokolenie wiernych to nie może być autentyczny, tylko należy podejść do faktów w nim zawartych jak w ludowej legendzie, w której złowiona ryba z każdą opowieścią rośnie i rośnie.

Chyba nie potrafię jeszcze jaśniej przedstawić tego argumentu. Zatem dla uproszczenia naszej dyskusji przyjmijmy założenie (według mojej wiedzy bardzo prawdopodobne), że autorem Ewangelii Jana jest syn Zebedeusza.

>To co uznajemy ewangelię Jana jako niewiarygodny dowód i zobaczymy czy utrzymają się pozostałe, czy brniemy dalej?

Naprawdę miałeś wrażenie, że swoim postem obaliłeś wiarygodność Ewangelii Jana?
27-09-2011 12:49 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)

>M.in. z tego fragmentu wynika jednoznacznie, że Ewangelię Jana napisał bezpośredni świadek - "umiłowany uczeń Jezusa".
I każdy, kogo w dowolnym tekście nazwano "umiłowanym uczniem" to właśnie Jan!!!
Toż to takie proste, a oni nie rozumieją.
To musi być prawdziwe, skoro w Biblii napisano, że tak jest!
Tadam! Szach mat, ateiści!
23-09-2011 20:27 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
>>>Świadkiem bezpośrednim był autor Ewangelii Jana (abstrahuję tu od kwestii, kto jest autorem tej Ewangelii) i być może (zdania biblistów są tu podzielone) autor Ewangelii Mateusza.
>>Przepraszam bardzo, ale skoro abstrahujesz od kwestii autorstwa Ewangelii Jana, to jak możesz twierdzić,że ten niewiadomy autor był naocznym świadkiem czegokolwiek?!?!
>>
>Odsyłam do tekstu Ewangelii Jana - do fragmentów ze świadectwem własnym autora.
Czyli argumentem potwierdzającym autorstwo jest fakt, że autor sam o sobie napisał?
Czyli jeśli napiszę książkę, w której określę się jako umiłowanego ucznia Einsteina, to będzie wystarczający dowód?

Nie zbierzesz pod uwagę, że do czasów nowożytnych praktycznie nie widziano niczego złego w modyfikowaniu cudzych tekstów? Że dopiero za ładnych kilka dekad okrojono tekst NT i spróbowano otoczyć go ochroną przed takimi swawolami?

Czy takie praktyki nie mogły zmienić tekstu zgodnie z widzimisię kopistów?

Czy nie zmniejsza to znacząco siły tego argumentu?

Prawdziwość fragmentu o umiłowanym uczniu również została poddana w wątpliwość. Zresztą sama Ewangelia jest uznana za efekt długotrwałej redakcji tekstu, zgodnie z bardzo życzliwą opinią autorami jest Jan i później jego uczeń (Alfred Lapple, Od Księgi Rodzaju do Ewangelii, s. 464, wyd. Znak 1983) ale to tylko jedna z możliwości.
26-09-2011 00:51 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Jeszcze raz zapraszam do nowego wątku pt. "Powstanie Ewangelii" - tam przedyskutujemy to szczegółowo.
06-11-2011 20:56 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Ależ wcale nie jest wykluczone, że "Kazanie na Górze" zostało wygłoszone w dolinie! Nikt tak dosłownie nie interpretuje takich trzeciorzędnych szczegółów.

Wręcz przeciwnie.Gdybym ci miał przytoczyć jak ważne teologiczne problemy były analizowane przez kościelnych specjalistów biblijnych.Cała lista.Podam ci jeden problem mający istotny wpływ na zbawienie duszy,co jest celem i zadaniem Kościoła:"Czy Adam miał pępek?"
Ale wróćmy do kazania na górze lub na dole, a może na górze i na dole.

"Kłopoty sprawiały supra-naturalistom co najwyżej sprzeczności w ewangeliach i ich odbiegające od siebie narracje danego wydarzenia.Ale wierzący teolog poradzi sobie ze wszystkim. Z opisu przedstawionego na dwa różne sposoby, zrobi z tego po prostu dwa różne wydarzenia. Według Mateusza miał Jezus mówić na górze, według Łukasza na równinie.No to, Jezus wygłaszał dwa razy kazanie,raz na górze a raz na dole.Opowiadanie o obudzeniu dwunastoletniej dziewczynki u Mateusza ma związek z inną historią aniżeli obudzenie córki Jairusa u Marka i Łukasza.Jan każe oczyścić mu świątynię w czasie swego pierwszego pobytu w Jerozolimie, synoptycy każą mu to samo w czasie ostatniego pobytu w Jerozolimie.Ale dlaczego nie miałby dwa razy oczyścić świątyni? Według Łukasza miał Jezus być namaszczony przez grzesznicę o złej opinii, według Jana przez Marię, siostrę Łazarza. A więc musiał być dwa razy namaszczony przez jakąś kobietę.Mateusz każe mu przy opuszczeniu Jerycho wyleczyć dwóch niewidomych ,Marek i Łukasz tylko jednego, ale ten miał się znajdować przed, nie za Jerycho. Więc z pewnością teraz wyjaśnią supra-naturaliści ,że uzdrowił on dwóch niewidomych.Jeden siedział przed, drugi za Jerycho.Logicznie wnioskując musieliby też twierdzić, że Jezus cztery razy był ukrzyżowany, trzy razy pogrzebany i zmartwychwstały, dwa razy poleciał do nieba,raz w Galilei(Mateusz i Marek) i jeden raz w Jerozolimie (Łukasz). Ale logiczne wnioskowanie również wtedy nie było żadną cnotą teologicznych dziejopisarzy.(David Friedrich Strauß)
16-09-2011 13:12 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>No i właśnie historyczności Jezusa też nikt (z poważnych historyków) nie kwestionuje.
Poważni historycy to sądzą, że Ewangelie - tak jak i całą biblię: Napisało - w wyniku potrzeby serca i umysłu - wielu autorów o różnych poglądach, żyjących w różnych czasach i piszących pod wpływem różnych środowisk. Pisana była bezpośrednio, na podstawie własnych przemyśleń i przeżyć, a także na podstawie przeczytanych lub zasłyszanych opowieści innych, które po dokonaniu selekcji i odpowiedniej kompilacji tekstów dla podniesienia morale odbiorców włączano do zbioru. Powstawała w procesie kolejnych redakcji oraz włączeń i wyłączeń poszczególnych jej elementów w określone zbiory. Uwarunkowana społecznie i politycznie. Podporządkowana propagandzie religijnej bądź dynastycznej. Permanentnie kształtowana, zmieniała się wraz z kolejnym przepisywaniem przez bogobojnych - pełnych najlepszych intencji - pisarzy (najczęściej kapłanów). Każdy z jej tekstów ma za sobą długą historię. Wybrane łączono w kanony ksiąg natchnionych, a część odrzucano.

>Czynią to natomiast ideolodzy - niech Pan się nie daje wprowadzać w błąd, niech Pan po prostu sam zbada ten temat.
Ma Pan rację ideolodzy podchodzą jak niżej:
Do Biblii można podchodzić różnie. Oto wskazówki znanego biblisty bpa Kazimierza Romaniuka: "Mamy przecież do czynienia ze słowem Boga samego. Pomijając tedy naturalną ograniczoność naszych władz poznawczych winniśmy być świadomi tego, że będziemy wsłuchiwali się w głos Niepojętego. Wobec Boga trzeba nam się zdobyć na małość intelektualną lub po prostu dołożyć starań, by sobie ową małość uświadomić. Dlatego Paul Claudel radził czytać Biblię na klęczkach. Jest się wtedy mniejszym". Przed lekturą i po lekturze należy pomodlić się prosząc "o światło Ducha Świętego niezbędne do właściwego zrozumienia Słowa Bożego. (...) Biblia jest księgą Kościoła. Oznacza to, że jedynie na podstawie autorytetu Kościoła wiemy, co to jest Pismo św. i równocześnie uznajemy prawo Kościoła do autorytatywnego wyjaśniania Pisma św. (..) jak najbardziej mądre hipotezy uczonych - muszą być konfrontowane z owym urzędem nieomylnego nauczania Kościoła". Biskupa wspiera świecki autor znacznej części encyklopedycznych haseł o Biblii i biblistyce w WN PWN S.A. po 1990 r. (przedtem, to było Państwowe Wydawnictwo Naukowe) pisze: "Pismo Święte całe zawiera Objawienie Boże, całe jest natchnione, całe jest księgą Kościoła i podstawą jego nauki. (...) W duchu wiary należy też je czytać, bo w takim duchu właśnie zostało napisane. (...) Wierząc, że Duch Święty opiekuje się Kościołem, wierzymy zarazem, że Kościół żyje wiarą biblijną i że w Kościele uzyskać można zrozumienie Pisma Świętego". [Michał Wojciechowski].
Można i tak. Wierze żadne naukowe dowody nie są potrzebne. Jeżeli podchodzimy z pełną ufnością do zawartej w Piśmie Świętym prawdy, to przestają nas dziwić zawarte tam sprzeczności.


Miłego dnia.

@@@
.
16-09-2011 14:51 
 Ocena 12 na 12
zupełna (2507 punktów)
> No i właśnie historyczności Jezusa też nikt (z poważnych historyków) nie kwestionuje. Czynią to natomiast ideolodzy - niech Pan się nie daje wprowadzać w błąd, niech Pan po prostu sam zbada ten temat.
Właśnie historyczność Jezusa z Nazaretu jest początkiem koszmaru. Nieustająca walka, rownież z Pana stony, o jej udowodnienie jest wstępem do przedstawiania dalszych dowodów na potwierdzenie rzekomych jego słów przedstawionych w Eangeliach.
Nie istnieje nic bardziej przerażajacego jak to, że ok. 2000 lat temu JhVH opisywany w S.T. zapłodnił bez stosunku seksualnego młodą , zamężną Żydówkę, zlecił jej i mężowi-rogaczowi wychować w trudnych warunkach swojego syna tylko po to by w masakryczny sposób złożyc go sobie samemu w ofierze.
Własnie udowodnienie historyczności Jezusa stanowi podstawę do wkładania w jego usta czy zyciorys wszystkiego co sprzyja władzy machiny religijno-politycznej .
Czytam Pana wypowiedzi od początku Pana tu obecności. Zdumiewa mnie manifestujaca ignorancja dla dociekliwości i wiedzy wypowiadających się tu ludzi. Naprawdę myśli Pan , że p. Perun da się komukolwiek wprowadzić w błąd ?
17-09-2011 10:54 
 Ocena 2 na 2
Chlodwig (10939 punktów)
Perun pytał o nazwiska.
17-09-2011 16:53 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Perun pytał o nazwiska.
>

Przyznam się, że po sprawdzeniu Earla Doherty'ego (który okazał się być bakałarzem zamiast profesorem) trochę się zniechęciłem do sprawdzania kolejnych nazwisk. Czy nie moglibyście Panowie po prostu wskazać chociaż jedną konkretną historyczną pracę naukową, w której zawarte jest zaprzeczenie historyczności Jezusa (o ile taka praca istnieje, w co wątpię)? To by znacznie przyspieszyło naszą eksploatację tego tematu.
17-09-2011 17:30 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)

>Przyznam się, że po sprawdzeniu Earla Doherty'ego (który okazał się być bakałarzem zamiast profesorem)

Panie mbielecki, jak pokazuje to profesor Maciej Giertych, tytuł profesora o niczym nie świadczy. Innaczej, można być profesorem, a jednocześnie pisać idiotyczne teksty i dowodzić istnienia Smoka Wawelskiego na podstawie smoczej jamy pod Wawelem
17-09-2011 17:59 
 Ocena 9 na 9
Amai (3012 punktów)
> Innaczej, można być profesorem, a jednocześnie pisać idiotyczne teksty i dowodzić istnienia Smoka Wawelskiego na podstawie smoczej jamy pod Wawelem

Istnienie smoczej jamy świadczy przecież niezbicie o tym, że smok istniał. A zgodnie z logiką pana mbieleckiego to istnienie pustej obecnie smoczej jamy powinno wręcz świadczyć o wspomnianej gadziny zmartwychwstaniu.
17-09-2011 18:06 
 Ocena 4 na 4
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Istnienie smoczej jamy świadczy przecież niezbicie o tym, że smok istniał. A zgodnie z logiką pana mbieleckiego to istnienie pustej obecnie smoczej jamy powinno wręcz świadczyć o wspomnianej gadziny zmartwychwstaniu.
A wniebowstąpienie? To pan Pikuś?
17-09-2011 19:04 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)

>Istnienie smoczej jamy świadczy przecież niezbicie o tym, że smok istniał. A zgodnie z logiką pana mbieleckiego to istnienie pustej obecnie smoczej jamy powinno wręcz świadczyć o wspomnianej gadziny zmartwychwstaniu.

Co za tym idzie powinniśmy wierzyć, że przed końcem świata, gad ponowanie zejdzie z nieba do swojej jamy i rozpocznie w niej swoje 1000- letnie panowanie. A na koniec tysiąclecia, to gadzina pokona Dratewke, a nie Dratewka gadzine . I wszyscy będą żyć wiecznie i szczęślwie . Ups to nie ta bajka ....
17-09-2011 19:17 
 Ocena 5 na 5
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Co za tym idzie powinniśmy wierzyć, że przed końcem świata, gad ponowanie zejdzie z nieba do swojej jamy i rozpocznie w niej swoje 1000- letnie panowanie. A na koniec tysiąclecia, to gadzina pokona Dratewke, a nie Dratewka gadzine . I wszyscy będą żyć wiecznie i szczęślwie . Ups to nie ta bajka ....
To ja pokuszę sie o inne zakończenie. Po 1000-cu lat gadzina zauważy, że tylko barany faszerują się smołą na własne życzenie. Ćmią te fajki jakby nie wiedzieli, że to ich zabija. Podsunie takiego barana Dratewce, który zjadłszy porcję dostanie taki zastrzyk smoły i nikotyny, że szlag go trafi. Potem gadzisko podniesie podatki, a co za tym idzie cenę trutki i wqrwieni amatorzy dymu i ognia ( ) zaszlachtują stwora. A potem będą żyli(?) długo i szczęśliwie.
ps.
Żeby nie było: beeeeee.
17-09-2011 19:27 
 Ocena 2 na 2
perun (8610 punktów)

>To ja pokuszę sie o inne zakończenie.
I nie wódż (dziwne słowo) nas na pokuszenie Tomek
17-09-2011 18:44 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Wielce Szanowny Panie Mbielecki, z większości Pańskich wypowiedzi wynika, że jak dla każdego dobrego katolika, najbardziej dla Pana autorytety się liczą. Już raz zakwestionował Pan nasze kompetencje, choć nic Pan o nich nie wie i raczej niemożliwą jest dla Pana ich weryfikacja.
Niech Pan się nam przedstawi.
Mamy Panią Profesor Grabowską, to i Profesora Supernadzwyczajnego Pana Mbieleckiego tu zniesiemy.
Wielce Szanowny Panie, na większości z nas żadne tytuły nie robią większego wrażenia. Tu mają się bronić teksty, a nie tytuły. Każdy z nas już spotkał - Prof. zw. dr hab. (czasem jeszcze z dodatkami ksiądz arcybiskup) - głupków do entej potęgi i bardzo mądrych samouków (formalnie bez matury).
________________________________________________

>Czy nie moglibyście Panowie po prostu wskazać chociaż jedną konkretną historyczną pracę naukową, w której zawarte jest zaprzeczenie historyczności Jezusa (o ile taka praca istnieje, w co wątpię)?
Wskazałem Panu wiele takich prac uczonych o niezakwestionowanym dorobku, ale Pan ich nie przeczytał, gdyż to się nie zgadza z wyznawaną przez Pana ideologią.
I jeszcze jedno.
Chyba nie istnieje żadna naukowa praca, w której znajdzie Pan zaprzeczenie istnienia krasnoludków, czarownic i przeróżnych mitów. Nauka nie zajmuje się zaprzeczaniem istnienia "nieistniejących". Nauka bada istnienie (rzeczywistość dostępną ludzkim zmysłom) i w sprawie Jezusa mówi, że dowody jego istnienia są bardzo słabiutkie.

>To by znacznie przyspieszyło naszą eksploatację tego tematu.
Niezależnie ile ona by trwała, to i tak odejdzie z niej Pan ze swoją mocną wiarą.
Przecież cała przedstawiona tu argumentacja spłynęła po Panu, jak woda po kaczce.

Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

Miłego dnia.

@@@
.
17-09-2011 18:32 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)
>Czy nie moglibyście Panowie po prostu wskazać chociaż jedną konkretną historyczną pracę naukową, w której zawarte jest zaprzeczenie historyczności Jezusa (o ile taka praca istnieje, w co wątpię)?
Ja też wątpię...
Tak jak nikt poważny nie zajmuje się naukowym badaniem istnienia Boga, tak i chyba nikt poważny nie rzuca się na badania historyczności postaci z legend. To powinna być raczej domena wierzących naukowców - podobno takich jest multum, choć jak ktoś trafnie powiedział: wierzący naukowiec jest jak świnka morska - ani świnka, ani morska.

Ludzie rozkopali cały świat, czytają różności z papiórecków i z cegieł Nabuchodonozora... kiedy pojawi się jakiś cień odniesienia do mitów biblijnych to każdy zainteresowany będzie miał szansę złożyć jakąś całość z badań i religii.
Na razie muszą Ci wystarczyć, jak już wcześniej pisałem, domniemania, faktoidy, kombinacje lepione przez wiarę.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
17-09-2011 19:37 
 Ocena 12 na 12
Meretseger (61860 punktów)
To ja powiem odwrotnie: żaden poważny historyk nie będzie pisał, że taki Jezus, jakiego ukazują ewangelie i inne, późniejsze pisma chrześcijańskie, jest postacią historyczną. Dlatego, że to byłby bełkot bez żadnych podstaw. Pytam po raz ostatni - historyczność kogo chcesz udowodnić? Nieortodoksyjnego przywódcy i nauczyciela małej grupki uczniów, czy cudotwórcy zmartwychwstałego? To pierwsze jest niewykonalne z braku źródeł, to drugie bezsensowne.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
17-09-2011 19:55 
 Ocena 4 na 4
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>To ja powiem odwrotnie: żaden poważny historyk nie będzie pisał, że taki Jezus, jakiego ukazują ewangelie i inne, późniejsze pisma chrześcijańskie, jest postacią historyczną. Dlatego, że to byłby bełkot bez żadnych podstaw. Pytam po raz ostatni - historyczność kogo chcesz udowodnić? Nieortodoksyjnego przywódcy i nauczyciela małej grupki uczniów, czy cudotwórcy zmartwychwstałego? To pierwsze jest niewykonalne z braku źródeł, to drugie bezsensowne.
Obawiam się, że pan mbielecki wierzy, że nie istnieją opracowania naukowe potwierdzające nie-istnienie Jezusa. Skąd wie? Ano wystarczy wpisać w Google pytanie i wyświetlą się wszystkie opoki, adonaje, frondy i inne tego typu portale, które nie zajmują się naukowym podejściem, ale "udowadniają" jego istnienie za pomocą PŚ . Nie przyjmują do wiadomości krytycznej postawy, oni "wiedzą" że ktoś taki był, bo tak rzecze Pismo. W podobny sposób uraczył nas naukowymi wywodami o syndromie poaborcyjnym. Zauważyłem taki artykuł na Fronda.pl, a tam... pani Coleman.
17-09-2011 20:43 
 Ocena 1 na 1
dorias (722 punktów)

>To ja powiem odwrotnie: żaden poważny historyk nie będzie pisał, że taki Jezus, jakiego ukazują ewangelie i inne, późniejsze pisma chrześcijańskie, jest postacią historyczną. Dlatego, że to byłby bełkot bez żadnych podstaw.

W tych pismach nauczyciel urósł do miana boga.

>Pytam po raz ostatni - historyczność kogo chcesz udowodnić? Nieortodoksyjnego przywódcy i nauczyciela małej grupki uczniów, czy cudotwórcy zmartwychwstałego? To pierwsze jest niewykonalne z braku źródeł, to drugie bezsensowne.

Jezus jeśli już istniał to wtedy byłby założycielem sekty żydowskiej.

"Tacyt, w Rocznikach (Annales), roku 115, omawiając prześladowania chrześcijan za cesarza Nerona podaje: Atoli ani pod wpływem zabiegów ludzkich, ani darowizn, albo ofiar błagalnych na rzecz bogów nie ustępowała hańbiąca pogłoska, lecz wierzono, że pożar [Rzymu] był nakazany. Aby więc ją usunąć, podstawił Neron winowajców i dotknął najbardziej wyszukanymi kaźniami tych, których znienawidzono dla ich sromot, a których gmin chrześcijanami nazywał. Początek tej nazwie dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany był na śmierć przez prokuratora Poncjusza Piłata; a przytłumiony na razie zgubny zabobon znowu wybuchnął, nie tylko w Judei, gdzie się to zło wylęgło, lecz także w stolicy, dokąd wszystko, co potworne albo sromotne, zewsząd napływa i licznych znajduje zwolenników (Annales, 15, 44). Styl fragmentu i nieprzychylność wobec chrześcijan wskazuje zdaniem uczonych na jego autentyczność. Niektórzy w nią powątpiewali ze względu na użycie nazwy "chrześcijanie" jednak znajdujemy ją już we wcześniejszych Dziejach Apostolskich: "w Antiochii też po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami" (11,26).

Swetoniusz, w Żywotach cezarów pisze, że około 49 roku cesarz Klaudiusz, panujący w latach 41-54: Wyrzucił z Rzymu wszystkich Żydów, którzy ciągle wywoływali rozruchy, podburzeni przez niejakiego Chrestosa (Żywot Klaudiusza)[31]. Wspominają o tym wygnaniu Żydów Dzieje Apostolskie, r. 18, 2. Nie jest pewne, czy relacja Swetoniusza odnosi się do Jezusa (zapisane przez Swetoniusza imię "Chrestos" nie musi być tożsame z greckim tytułem "Christos" - Mesjasz), a okoliczności powstania gminy chrześcijańskiej w Rzymie bliżej nie znamy. Nie jest to jednak jedyne odniesienie do chrześcijan w pismach Swetoniusza. Opisując życie Nerona odnotował on: Wymierzył również karę chrześcijanom - ludziom wyznającym nowy i bezbożny zabobon (Żywot Nerona)[32].

Pliniusz Młodszy w liście do cesarza Trajana, pisze o chrześcijanach w Azji Mniejszej. Pliniusz pisze jedynie, że modlili się oni do "Chrystusa, jako boga", nie podaje zaś imienia Jezus.

Lukian z Samosat odnosząc się do chrześcijan napisał: Ich pierwszy prawodawca zaszczepił im przekonanie, że wszyscy nawzajem są braćmi - od chwili gdy się nawrócą, wyprą greckich bogów, oddadzą cześć temu ukrzyżowanemu mędrcowi i będą żyć zgodnie z jego prawami (Śmierć Peregrinosa)[33].

W pozostałych źródłach rzymskich i żydowskich tamtego okresu, które dotrwały do naszych czasów, nie ma wzmianek na temat Jezusa, choć notują bardzo wiele drobnych wydarzeń. Są to m.in.:
Filon z Aleksandrii, który opisywał różne sekty żydowskie z tamtego okresu
Plutarch, autor Żywotów sławnych mężów z okresu życia Jezusa
Justus z Tyberiady, historyk żydowski z Galilei, żył w I w. n.e, zachowało się kilka fragmentów jego dzieł

Tematyka zachowanych dzieł tych historyków nie zawsze czyni możliwym wspomnienie o Jezusie. Przykładowo "Żywoty sławnych mężów" Plutarcha stawiają sobie za cel "ukazanie żywotów bohaterów greckich i rzymskich poprzez ich zestawienie w pary dobierane według możliwie największego podobieństwa charakteru lub przebiegu kariery" (Encyklopedia Britannica, t. XXXII, Poznań 2003)."


wikipedia

Co o tym myślicie czy mogą to być dowody na istnienie Jezusa założyciela sekty chrześcijańskiej?
17-09-2011 21:57 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

>Co o tym myślicie czy mogą to być dowody na istnienie Jezusa założyciela sekty chrześcijańskiej?

Myślę , że nie większe niż na istnienie Dionizosa , który jak wiadomo też narodził sie w cudowny sposób , też czyhała (a nie czychała qrna ) na niego Hera z tytanami, jak na Jezusa Herod z żołnierzami i obaj, Jezus i Dionizos, wyprawili się do Egiptu, a nawet Indii . ( spotkałem się i z takimi opowieściami o Jezusie ) Obaj też lubili robić wino .
Jak dla mnie za dużo różnych mitologii w postaci Jezusa.
17-09-2011 23:42 
 Ocena 2 na 2
dorias (722 punktów)
>Jak dla mnie za dużo różnych mitologii w postaci Jezusa.

Jeżeli Jezus był człowiekiem i nauczał swoją grupkę ludzi swojej religii wtedy takie naleciałości na przełomie 2000lat to normalne chyba;]Każda legenda ma w sobie troche prawdy

Jednak ktoś zainicjował chrześcijaństwo, więc spokojnie można stwierdzić, że ta osoba nazywała się Jezus z Nazaretu, ale to był zwykły człowiek, a w dyskusje na temat cudów się nie wdaje:P
17-09-2011 23:55 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

>Jeżeli Jezus był człowiekiem i nauczał swoją grupkę ludzi swojej religii wtedy takie naleciałości na przełomie 2000lat to normalne chyba;]Każda legenda ma w sobie troche prawdy

Dlatego nie wykluczam, że ktoś taki jak Jezus mógł istnieć. Nie ma tylko na to istnienie przekonujących dowodów

>Jednak ktoś zainicjował chrześcijaństwo, więc spokojnie można stwierdzić, że ta osoba nazywała się Jezus z Nazaretu, ale to był zwykły człowiek, a w dyskusje na temat cudów się nie wdaje:P
>
To samo można powiedzieć więc o Dionizosie , Herkulesie i Achillesie itd
dorias (722 punktów)
>Dlatego nie wykluczam, że ktoś taki jak Jezus mógł istnieć. Nie ma tylko na to istnienie przekonujących dowodów

Dlatego fajnie było by mieć dostęp do biblioteki watykańskiej(w szczególności tej części nie dostępnej dla nikogo poza największymi szychami kościelnymi) tam jest wiele ciekawych dzieł literackich i prawdopodobnie odpowiedź na to czy istniał w postaci satysfakcjonujących dowodów
18-09-2011 02:34 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Dlatego fajnie było by mieć dostęp do biblioteki watykańskiej (...) tam jest wiele ciekawych dzieł literackich i prawdopodobnie odpowiedź na to czy istniał w postaci satysfakcjonujących dowodów
Ba! To metoda naukowa nakłada obowiązek publikacji dla poddania weryfikacji publikowanych twierdzeń. Czarodzieje wolni są od takich głupich ograniczeń. Bełkoczą co im ślina na język przyniesie bez żadnych ograniczeń.
Trudno dociekanie historyczności opowieści biblijnych oderwać od całokształtu "dociekań" kościelnych. Ileż tego przeprowadzono przez wieki?! Cudów, objawień itp. Ostatnio nawet niesłychanie mądre konsylium uznało, że Wojtyła magiem wielkim był ponad wszelką wątpliwość. I dokumenty z procesu beatyfikacyjnego myk do szafy. Bo taki "dokument" może zawierać wyłącznie żonglerkę faktoidami i chciejstwem - umysły wierzące innej paszy nie maja skąd wziąć.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-09-2011 02:58 
 Ocena 4 na 4
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
> Bo taki "dokument" może zawierać wyłącznie żonglerkę faktoidami i chciejstwem - umysły wierzące innej paszy nie maja skąd wziąć.
Umysły wierzące mają w to wierzyć. Jakimś cudem umieją czytać, eh ci oświeceni, ale nie wnikają w szczegóły. Kościół rzekł, to pewnie najprawdziwsza prawda. Tylko my bezbożnicy ciągle się czepiamy. Zapewne miło było by przejrzeć tak tajemnie skrywane księgi, ale wtedy, coś mi mówi że autorytet kościoła nieco by podupadł. Trochę to pod teorię spisku podchodzi, ale czemuż tak silnie skrywają swe zbiory? Ach tak, teraz już nie tylko pan dobrodziej czytać umie i to ze zrozumieniem!
18-09-2011 15:17 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Co o tym myślicie czy mogą to być dowody na istnienie Jezusa założyciela sekty chrześcijańskiej?
W mojej ocenie są to jedynie dowody na istnienie "nowej i bezbożnej" sekty. Wszyscy ci pisarze, wzmiankujący istnienie chrześcijan, żyli znacznie później, niż rozgrywały się wg ewangelii wypadki w Judei. Znamienne, co zauważył Andrzej 51, że ani Filon, ani Justus, żyjący tam i wtedy, nie uznali za stosowne o nich wspomnieć. Niemniej oczywiste jest, że jakiś założyciel bądź założyciele owej sekty istnieć musieli. Może i któryś miał na imię Jezus.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
17-09-2011 23:15 
 Ocena 1 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Pytam po raz ostatni - historyczność kogo chcesz udowodnić?

I zarazem po raz pierwszy. Ja nie udowadniam historyczności Jezusa, tylko twierdzę, że jest ona faktem, tzn. że poważni historycy istnienie postaci Jezusa uznają za fakt historyczny.

>Nieortodoksyjnego przywódcy i nauczyciela małej grupki uczniów, czy cudotwórcy zmartwychwstałego? To pierwsze jest niewykonalne z braku źródeł, to drugie bezsensowne.

Jezusa, o którym mówią ewangelie - tzn. kogoś, kto nauczał tam i wtedy, kto był bliskim krewnym Jakuba Sprawiedliwego, kto umarł na krzyżu itd.

To oczywiście nie oznacza, że wszystkie zdarzenia przedstawione w ewangeliach są faktami historycznymi - niektóre należą do porządku wiary, a nie historii.
17-09-2011 23:27 
 Ocena 3 na 3
Kojut (2120 punktów)
>I zarazem po raz pierwszy. Ja nie udowadniam historyczności Jezusa, tylko twierdzę, że jest ona faktem, tzn. że poważni historycy istnienie postaci Jezusa uznają za fakt historyczny.

Jakoś nie jestem przekonany co do tej historyczności Jezusa. Prosiłbym o podanie nazwisk tych poważnych historyków i ich opracowań dot. Chrystusa

>Jezusa, o którym mówią ewangelie - tzn. kogoś, kto nauczał tam i wtedy, kto był bliskim krewnym Jakuba Sprawiedliwego, kto umarł na krzyżu itd.
>To oczywiście nie oznacza, że wszystkie zdarzenia przedstawione w ewangeliach są faktami historycznymi - niektóre należą do porządku wiary, a nie historii.

Tutaj także prosiłbym o podanie źródeł zewnętrznych(tzn. nie ewangelii), które mówiły by o chodzeniu po wodzie, cudownym rozmnożeniu chleba i ryb, śmierci przez ukrzyżowanie, zmartwychwstaniu, przemianie wody w wino itp. przez człowieka zwanego Jezus. Wierzę, że takie cuda niewidy na pewno zostały zauważone i spisane przez współczesnych mu kronikarzy.
17-09-2011 23:44 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>Tutaj także prosiłbym o podanie źródeł które mówiły by o chodzeniu po wodzie, cudownym rozmnożeniu chleba i ryb, przemianie wody w wino. Wierzę, że takie cuda niewidy na pewno zostały zauważone i spisane przez współczesnych mu kronikarzy.

Takich opisów nie ma, to tak jak by chcieć by w oficjalnej historii Stanów Zjednoczonych umieszczać zniknięcie Statuy Wolności przez Davida Copperfielda. Mocno wątpię by takie wydarzenia były gdziekolwiek zapisane poza prasą i pismami iluzjonistów.

> ukrzyżowanie, zmartwychwstanie
To są dwie najważniejsze sprawy. Przecież przy zmartwychwstaniu własnym nikt nie będzie się czepiał takich drugorzędnych cudów jak wskrzeszenie Łazarza, czy reszta wyżej wymienionych.

Księża są satanistami bo ubierają się na czarno.
17-09-2011 23:50 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jakoś nie jestem przekonany co do tej historyczności Jezusa. Prosiłbym o podanie nazwisk tych poważnych historyków i ich opracowań dot. Chrystusa

Wszyscy poważni historycy, którzy należą do znawców tego zagadnienia. Proponuję np. wziąć dowolną książkę niemieckiego badacza Joachima Gnilki i spisać wszystkie nazwiska z załączonej bibliografii.

>>Jezusa, o którym mówią ewangelie - tzn. kogoś, kto nauczał tam i wtedy, kto był bliskim krewnym Jakuba Sprawiedliwego, kto umarł na krzyżu itd.
>>To oczywiście nie oznacza, że wszystkie zdarzenia przedstawione w ewangeliach są faktami historycznymi - niektóre należą do porządku wiary, a nie historii.
>Tutaj także prosiłbym o podanie źródeł zewnętrznych(tzn. nie ewangelii), które mówiły by o chodzeniu po wodzie, cudownym rozmnożeniu chleba i ryb, śmierci przez ukrzyżowanie, zmartwychwstaniu, przemianie wody w wino itp. przez człowieka zwanego Jezus. Wierzę, że takie cuda niewidy na pewno zostały zauważone i spisane przez współczesnych mu kronikarzy.

Ten temat już był wałkowany w tym wątku. W telegraficznym skrócie: chodzenie po wodzie nie jest przedmiotem zainteresowania historyków, żadni "współcześni Jezusowi kronikarze" nie istnieli na tych terenach, o Zmartwychwstaniu jest mowa w kilkudziesięciu różnych tekstach napisanych przez kilkunastu różnych autorów w I wieku (stanowiących obecnie Nowy Testament), niektóre fakty są potwierdzone w źródłach pozabiblijnych.
18-09-2011 00:34 
 Ocena 5 na 5
Kojut (2120 punktów)
> Wszyscy poważni historycy, którzy należą do znawców tego zagadnienia. Proponuję np. wziąć dowolną książkę niemieckiego badacza Joachima Gnilki i spisać wszystkie nazwiska z załączonej bibliografii.

Przepraszam, ale niestety nie mam czasu aby czytac wypociny jakiegos teologa i filozofa katolickiego w jednym. Prosilem o nazwiska i teksty powaznych historykow.

>To oczywiście nie oznacza, że wszystkie zdarzenia przedstawione w ewangeliach są faktami historycznymi - niektóre należą do porządku wiary, a nie historii

To powiedz mi co z ewangelii jest faktem. Prosze oczywiscie o podparcie sie publikacjami naukowymi
19-09-2011 14:27 
 Ocena 2 na 2
rdest (2492 punktów)

>Przepraszam, ale niestety nie mam czasu aby czytac wypociny jakiegos teologa i filozofa katolickiego w jednym. Prosilem o nazwiska i teksty powaznych historykow.
Andrzej.51, o którym pisałeś, że cenisz jego wypowiedzi, nie wzdraga się jakoś przed cytowaniem "wypocin" prof. Gnilki.
Pewnie nie poznał się jeszcze na nim...
19-09-2011 14:46 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Andrzej.51, o którym pisałeś, że cenisz jego wypowiedzi, nie wzdraga się jakoś przed cytowaniem "wypocin" prof. Gnilki.
Miedzy innymi - za to szanuję Pana Andrzeja.51, że nie wzdraga się przed odwoływaniem się do katolickich (i innych konfesyjnych) uczonych.

>Pewnie nie poznał się jeszcze na nim...
Jestem jakoś dziwnie przekonanym, że poznał się na nim bardzo dobrze. Już dawno nauczył się czytać ze zrozumieniem - co wynika z całości Jego wypowiedzi na naszym forum.

Pozdrawiam.

@@@
.
18-09-2011 15:39 
 Ocena 8 na 10
Meretseger (61860 punktów)

>żadni "współcześni Jezusowi kronikarze" nie istnieli na tych terenach
Nieprawda. Istnieli co najmniej dwaj.
>o Zmartwychwstaniu jest mowa w kilkudziesięciu różnych tekstach napisanych przez kilkunastu różnych autorów w I wieku (stanowiących obecnie Nowy Testament)
O źródła pozaewangeliczne prosimy. Ewangelie schowaj, to nie są źródła wiarygodne.
>niektóre fakty są potwierdzone w źródłach pozabiblijnych.
O, niewątpliwie. Na przykład fakt, że w latach 26-36/37 niejaki Pontius Pilatus był prefektem Judei. Późniejsze zapisy potwierdzają też istnienie sekty, której członkowie zwą się chrześcijanami. Potwierdzone jest też istnienie miast, wymienionych w ewangeliach, takich jak Jerozolima czy Kafarnaum.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
18-09-2011 19:55 
 Ocena 12 na 12
czes (4083 punktów)

> W telegraficznym skrócie: chodzenie po wodzie nie jest przedmiotem zainteresowania historyków,
A to dlaczego?!

> żadni "współcześni Jezusowi kronikarze" nie istnieli na tych terenach,
Kłamiesz świadomie! Podano ci uprzednio i to imiennie, że istniało dwóch, znanych i rzetelnych kronikarzy i to "sąsiadów" Jezusa.

> o Zmartwychwstaniu jest mowa w kilkudziesięciu różnych tekstach napisanych przez kilkunastu różnych autorów
Czy zdajesz sobie sprawę ilu autorów pisało o krasnoludkach, a o FSM?!

Panie Mbielecki, ustosunkowałem się tylko do jednego, ostatniego zdania opublikowanego przez pana na forum. Nawet można powiedzieć, że się przyczepiłem.
Przeczytałem znaczną część tego watku. Wciągnął pan w dyskusję inteligentnych ludzi, myślacych piekielnie logicznie, odróżniajacych fakty od wierzeń, prezentujących wiedzę w temacie na poziomie znacznie przekraczajacym nie tylko pańskie możliwości prowadzenia dyskusji ale i tych, na których się pan opiera czy powołuje (bywał tutaj Jan Lewandowski i bynajmniej nie pokonał Andrzeja51).

Zauważyłem, że rozmyślnie pomija pan wypowiedzi w których autorzy prezentują fakty historyczne lub podkreślaja ich brak w pańskich wypowiedziach.
Pan podejmuje niby dyskusję kiedy trafi się wypowiedź podobna do mego komentarza jednego pańskiego zdania.
A nie o to nam chodzi. Nie chodzi o przepychanki słowne. Albo potrafi pan podać fakty naukowo potwierdzone albo nie. A pańskie pisanie katolickimi sloganami jest bezsensowne.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
19-09-2011 16:45 
 Ocena 4 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> W telegraficznym skrócie: chodzenie po wodzie nie jest przedmiotem zainteresowania historyków,
>A to dlaczego?!

Widzę, że popełniłem błąd, pisząc "w telegraficznym skrócie", bo przez to wpis stał się niezrozumiały dla niektórych odbiorców. Zatem wyjaśniam: wydarzenia o charakterze nadnaturalnym, o których wie zaledwie kilka osób, nie należą do przedmiotu badań nauk historycznych. A może potrafisz podać jakiś kontrprzykład?

>> żadni "współcześni Jezusowi kronikarze" nie istnieli na tych terenach,
>Kłamiesz świadomie! Podano ci uprzednio i to imiennie, że istniało dwóch, znanych i rzetelnych kronikarzy i to "sąsiadów" Jezusa.

Wyjaśniam: "kronikarz" to "osoba śledząca i rejestrująca przebieg wydarzeń" (słownik języka polskiego WN PWN). Filon z Aleksandrii z pewnością nie był "kronikarzem", lecz filozofem i teologiem. Justus z Tyberiady żył w drugiej połowie I wieku, a więc już po śmierci Jezusa. Justusa "podano mi imiennie" już po moim wpisie, a nie "uprzednio", jak kłamliwie stwierdziłeś - można porównać dni i godziny wpisów. Wobec tych faktów mam nadzieję, że starczy Ci odwagi cywilnej, żeby przeprosić mnie za bezpodstawne oskarżenie o kłamstwo.

>> o Zmartwychwstaniu jest mowa w kilkudziesięciu różnych tekstach napisanych przez kilkunastu różnych autorów
>Czy zdajesz sobie sprawę ilu autorów pisało o krasnoludkach, a o FSM?!

Miałem na myśli teksty z I wieku.
19-09-2011 18:22 
 Ocena 8 na 8
czes (4083 punktów)
>>> W telegraficznym skrócie: chodzenie po wodzie nie jest przedmiotem zainteresowania historyków,
>>A to dlaczego?!
>Widzę, że popełniłem błąd, pisząc "w telegraficznym skrócie", bo przez to wpis stał się niezrozumiały dla niektórych odbiorców. Zatem wyjaśniam: wydarzenia o charakterze nadnaturalnym, o których wie zaledwie kilka osób, nie należą do przedmiotu badań nauk historycznych. A może potrafisz podać jakiś kontrprzykład?
Nie zmylil mnie "telegraficzny skrot" ani "zainteresowania historykow".
Czy jakikolwiek naukowiec (dowolnej dziedziny) probowal naukowo udowodnic, iz chodzenie po wodzie jest faktem, i czy w ogole jest to mozliwe? To jest pytanie szeregowego ateisty, ktoremu nie wystarczy wyjasnienie "to byl cud".

>>> żadni "współcześni Jezusowi kronikarze" nie istnieli na tych terenach,
>>Kłamiesz świadomie! Podano ci uprzednio i to imiennie, że istniało dwóch, znanych i rzetelnych kronikarzy i to "sąsiadów" Jezusa.
>Wyjaśniam: "kronikarz" to "osoba śledząca i rejestrująca przebieg wydarzeń" (słownik języka polskiego WN PWN). Filon z Aleksandrii z pewnością nie był "kronikarzem", lecz filozofem i teologiem. Justus z Tyberiady żył w drugiej połowie I wieku, a więc już po śmierci Jezusa.
Andrzej.51 twierdzi, ze obaj opisywacze owczesnych wydarzen (ktorych ja, dyletant osmielilem sie nazwac kronikarzami) zyli wspolczesnie Jezusowi, patrz: www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w450076. Jezeli uwazasz inaczej ... odsylam do Andrzeja.

> Justusa "podano mi imiennie" już po moim wpisie, a nie "uprzednio", jak kłamliwie stwierdziłeś - można porównać dni i godziny wpisów. Wobec tych faktów mam nadzieję, że starczy Ci odwagi cywilnej, żeby przeprosić mnie za bezpodstawne oskarżenie o kłamstwo.
Zgadz sie, informacje o kronikarzach (opisywaczach) tamtych czasow podal Andrzej "po", a nie "uprzednio". Przepraszam za oskarzenie o klamstwo (wcale nie potrzeba do tego az tak wiele "odwagi cywilnej").
Nie zmienia to jednak faktu, iz to Andrzej.51 mial racje twierdzac, iz istnialo przynajmniej dwoch ludzi opisujacy wydarzenia w czasie i miejscu dzialalnosci Jezusa.
"mam nadzieję, że starczy Ci odwagi cywilnej, żeby" przyznac Andrzejowi racje.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
20-09-2011 09:12 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Tak, zgadzam się, że Filon z Aleksandrii i Justus z Tyberiady mogli napisać o Jezusie. Przypominam jednak, że zachowała się jedynie część ich tekstów, zatem nie mamy pewności, czy tego nie zrobili. Podkreślam jednocześnie, że nie musieli napisać o Jezusie, gdyż nie odnotowywali wszystkich głośnych wydarzeń z tego okresu i z tego terenu.
Jednocześnie przypominam, że o Jezusie mógł również napisać Józef Flawiusz. I zrobił to.
20-09-2011 14:17 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)

>Jednocześnie przypominam, że o Jezusie mógł również napisać Józef Flawiusz. I zrobił to.
Przypominam, że obecnie wiele osób uważa, że fragment ten jest interpolacją:
E. Dąbrowski, Nowy Testament na tle epoki, t. II, dz. cyt., s. 382.
J. Keller, Katolicyzm, dz. cyt., s. 26; por. też: tenże, Jezus, dz. cyt., s. 119
Louis H. Feldman, "Josephus," Anchor Bible Dictionary, Vol. 3, pages 990-91
W. Fricke Ukrzyżowany w majestacie prawa, Gdynia 1996, ISBN 83-85732-39-X
18-09-2011 15:29 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>To oczywiście nie oznacza, że wszystkie zdarzenia przedstawione w ewangeliach są faktami historycznymi - niektóre należą do porządku wiary, a nie historii.
Jak odróżniasz te historyczne od niehistorycznych? I dlaczego, podając w wątpliwość jedne (nazywając je "niehistorycznymi"), radośnie wierzysz w inne, historyczne pono? Na jakiej podstawie to oceniasz?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-10-2011 17:42 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>To może inaczej: proszę podać nazwisko chociaż jednego poważnego współczesnego historyka, który kwestionuje historyczność Jezusa. Chociaż jednego. Tylko niech to będzie naukowiec, a nie jakiś domorosły popularyzator.
>
Bardzo sprytnie postawione pytanie. Takich historyków rzeczywiście jest niewielu.Kwestionować historyczność Jezusa oznacza udowodnić że nie istniał w historii.Tego się nie da bo nie ma żadnych dokumentów poza literackimi apologetycznymi dziełami NT.Wnioskować z tego że potwierdzają oni historyczność Jezusa jest nadinterpretacją.
17-10-2011 18:06 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
Mam dla ciebie dobrą radę Przeczytaj cały wątek zanim zaczniesz odpowiadać. Odpowiedzi na to wezwanie padły już kilkakrotnie.
15-09-2011 12:31 
 Ocena 8 na 8
maruda (5550 punktów)
>Istnienie Jezusa jako postaci historycznej czy prześladowania chrześcijan w czasach Nerona należą do kategorii pierwszej. Żaden poważny historyk temu nie zaprzecza. >Jeśli ktoś im zaprzecza, to jest niestety fanatykiem.

   Skoro już chce się panu pisać o historycznych faktach, to proszę napisać ilu tych chrześcijan było w Rzymie za panowania Nerona. Było ich pięciu czy dziesięć tysięcy. To są fakty. Bez wiedzy ilu chrześcijan było, to cała sprawa z faktu staje się spornym wydarzeniem.
   Z tym Jezusem to jest przesada. Mówienie o Jezusie jako o proroku to jedno, ale mówienie o Jezusie zmartwychwstałym bogu to zupełnie inna kategoria. O ile istnienie pierwszego nikogo właściwie nie obchodzi, to istnienie drugiego jest tylko fikcją literacką nie popartą przez poważnych historyków. Mieszanie tych dwóch pojęć jest podstawową manipulacją. I tu też z faktu mamy przedmiot analiz wychodzących poza możliwości historyka.

Księża są satanistami bo ubierają się na czarno.
15-09-2011 13:48 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>   Z tym Jezusem to jest przesada. Mówienie o Jezusie jako o proroku to jedno, ale mówienie o Jezusie zmartwychwstałym bogu to zupełnie inna kategoria. O ile istnienie pierwszego nikogo właściwie nie obchodzi, to istnienie drugiego jest tylko fikcją literacką nie popartą przez poważnych historyków. Mieszanie tych dwóch pojęć jest podstawową manipulacją. I tu też z faktu mamy przedmiot analiz wychodzących poza możliwości historyka.
W zasadzie prorok jest równie dobry jak syn boży.
Prorok również nie był tym, co oznacza nazwa, chyba, że ktoś wierzy w możliwości wieszczenia przyszłości, a nie w choroby psychiczne lub analizę faktów i zdolności wyciągania wniosków - zamiennie zapewne.
15-09-2011 13:09 
 Ocena 8 na 8
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
>Wracając do naszych kwestii - oddzielmy trzy różne kategorie:
>1) historyczne fakty
>2) zdarzenia, co do których historycy się spierają
>3) sprawy wykraczające poza przedmiot analizy nauk historycznych.
>


Zgadzam się z innymi rozmówcami i ich uwagami.
Ad 1. To pan stwierdził, iż istnieje historyczność (pojmowana via nauki historyczne) śmierci Jezusa w podany przez Ewangelie sposób. Stąd nasza tu mocna reakcja, bowiem tego typu twierdzenia jest absurdalne, zważywszy na próby uzasadniania na zasadzie "no bo w księdze, której prawdziwości dowodzę, jest napisane, że działo się to naprawdę i że jest prawdziwa".

Ad 2. Owszem, przedstawiłem panu parę tego typu kwestii. Czy Jezus (ale nie bóg, tylko ewentualny twórca religii, tak jak Budda, czy Mahomet) wogóle istniał? Wielu historyków twierdzi, że tak, jednakże ja zauważam, iż niekiedy szkodzi im chęć tego, żeby obiekt badań istniał, co związane jest z ich wiarą. Moim zdaniem nie można z całą pewnością stwierdzić, iż Jezus (jako postać historyczna, nie bóg) istniał, czy też nie. Druga wątpliwość, to skala prześladowań chrześcijan przez politeistów rzymskich. Z pewnością jest ona przesadzona przez popularny pogląd na tę sprawę (również podyktowaną chęcią, żeby Jezus był bogiem). Pytanie jak bardzo? Pytanie, czy cesarz Neron, który stał się popularnym symbolem tych prześladowań, rzeczywiście to robił?

ad. 3. Niech Pan przeczyta własne wypowiedzi i sam się przekona, kto wykraczał, a kto zdawał sobie sprawę z tego, czym nauki historyczne z grubsza są (albo powinny być)
16-09-2011 00:12 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> Cytat:
>Wracając do naszych kwestii - oddzielmy trzy różne kategorie:
>>1) historyczne fakty
>>2) zdarzenia, co do których historycy się spierają
>>3) sprawy wykraczające poza przedmiot analizy nauk historycznych.
>>

>Zgadzam się z innymi rozmówcami i ich uwagami.
>Ad 1. To pan stwierdził, iż istnieje historyczność (pojmowana via nauki historyczne) śmierci Jezusa w podany przez Ewangelie sposób. Stąd nasza tu mocna reakcja, bowiem tego typu twierdzenia jest absurdalne, zważywszy na próby uzasadniania na zasadzie "no bo w księdze, której prawdziwości dowodzę, jest napisane, że działo się to naprawdę i że jest prawdziwa".

To nie jest właściwe przedstawienie mojego poglądu. Jeżeli trzymamy się metod dochodzenia do prawdy właściwych dla nauk historycznych, to pytamy o źródła i analizujemy kontekst. I oczywiście żaden historyk nie przyjmuje czegoś za fakt historyczny tylko dlatego, że zostało to wspomniane w którejś z ewangelii. Z drugiej strony żaden poważny historyk nie powie, że to, co jest zapisane w ewangeliach lub listach apostolskich, nie ma żadnego znaczenia dla ustalenia prawdy historycznej - tak nonszalancki i nieracjonalny stosunek do źródeł może mieć ideolog, ale nie historyk.
Nowy Testament to zbiór różnych tekstów stworzonych przez różnych autorów w ciągu kilkudziesięciu lat po śmierci Jezusa. Teksty te są zbadane, przeanalizowane i udokumentowane jak mało które w historii. Pomijanie ich w analizie historycznej nie byłoby racjonalne. Celem powstania wszystkich tych tekstów był przekaz wiary, ale jednocześnie są w nich zawarte dane istotne dla historyka, które pozwalają ustalić lub lepiej poznać pewien zbiór faktów historycznych. Jakie to są fakty? Jeden przykład: życie i nauczanie Jana Chrzciciela.

>Ad 2. Owszem, przedstawiłem panu parę tego typu kwestii. Czy Jezus (ale nie bóg, tylko ewentualny twórca religii, tak jak Budda, czy Mahomet) wogóle istniał? Wielu historyków twierdzi, że tak, jednakże ja zauważam, iż niekiedy szkodzi im chęć tego, żeby obiekt badań istniał, co związane jest z ich wiarą. Moim zdaniem nie można z całą pewnością stwierdzić, iż Jezus (jako postać historyczna, nie bóg) istniał, czy też nie. Druga wątpliwość, to skala prześladowań chrześcijan przez politeistów rzymskich. Z pewnością jest ona przesadzona przez popularny pogląd na tę sprawę (również podyktowaną chęcią, żeby Jezus był bogiem). Pytanie jak bardzo? Pytanie, czy cesarz Neron, który stał się popularnym symbolem tych prześladowań, rzeczywiście to robił?

Według mojej wiedzy historyczność postaci Jezusa czy prześladowania chrześcijan przez Nerona to fakty, co do których poważni historycy się nie spierają. Istnieją inne kwestie sporne, ale nie te.

>ad. 3. Niech Pan przeczyta własne wypowiedzi i sam się przekona, kto wykraczał, a kto zdawał sobie sprawę z tego, czym nauki historyczne z grubsza są (albo powinny być).

Są oczywiście sprawy, które wykraczają poza obszar kompetencji historyków. Mówiąc o takich sprawach, będę się starał wyraźnie sygnalizować, kiedy nastąpi wyjście poza teren historii.
16-09-2011 12:39 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie mamy żadnej gwarancji, które fakty historyczne przytaczane w Ewangeliach są choć trochę prawdziwe. Jan Chrzciciel najpewniej był postacią autentyczną, ale to znów wskazuje, że ktoś chciał oprzeć całą historię na czymś prawdziwym. Inaczej trudno uzasadnić dlaczego to takie ważne dla samej logiki mistycznej już opowieści. Już dawno temu w tej dyskusji pokazano panu, iż opisy śmierci i zmartwychwstania są sprzeczne ze sobą. Więc nawet będąc dla nich życzliwymi poprzez celową naiwność mamy znów zgrzyt. Tu można jeszcze dodać, iż wielu badaczy uważa, iż Ewangelia Mateuszowa jest najstarsza (co nie znaczy na bieżąco z ew. historią), zaś inne pośrednio, lub bezpośrednio czerpią informacje z niej. Skoro już pan się tak zna, to chyba trafił pan na taki trop?

Ogólnie, wszyscy chyba wiemy, iż Ewangelie powstały jako podręczniki do wierzenia, a nie opis historii. Fakty i sceny dodawano do nich, pożyczając, lub wymyślając na bieżąco, jeśli pasowały do nauczania.

Sprawa jest prosta - jeśli chce pan dowieść historyczności Jezusa, jako człowieka, któremu przypisano później mnóstwo dziwnych rzeczy - to sprawa jest otwarta. Można stwierdzić, że nie istniał, można się upierać, iż jednak przesłanki pozwalają mówić iż "być może istniał". Natomiast szukanie rzeczywistych potwierdzeń cudownych zdarzeń wykonywanych przez Jezusa w samych świętych tekstach jemu dedykowanych jest niepoważne - równie dobrze mógłby pan szukać potwierdzenia w swoim własnym, pełnym wiary utworze.
19-09-2011 16:53 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Sprawa jest prosta - jeśli chce pan dowieść historyczności Jezusa, jako człowieka, któremu przypisano później mnóstwo dziwnych rzeczy - to sprawa jest otwarta. Można stwierdzić, że nie istniał, można się upierać, iż jednak przesłanki pozwalają mówić iż "być może istniał".

Panie Jacku, ja nie chcę dowodzić historyczności Jezusa, bo żaden poważny historyk jej nie kwestionuje. Wypowiedzi spotykane na tym forum co do historyczności Jezusa to niesłychana rzadkość, to jakby przeniesione w czasie wypowiedzi XVIII-wiecznych ateistów. Takie poglądy ośmieszają - tak nam wszystkim drogi - RACJONALIZM.
20-09-2011 11:35 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)

>Panie Jacku, ja nie chcę dowodzić historyczności Jezusa, bo żaden poważny historyk jej nie kwestionuje.
Ależ wprost przeciwnie. O historyczność Jezusa idą spory. Jak można nie kwestionować czegoś, na co nie ma dowodów? Wszystkie rozważania o historyczności postaci Jezusa to są spekulacje. A "dowody" słabiutkie jak kwas węglowy...
>Wypowiedzi spotykane na tym forum co do historyczności Jezusa to niesłychana rzadkość
Wprost przeciwnie, ten rodzaj wypowiedzi jest najczęściej spotykany na ten właśnie temat.
>Takie poglądy ośmieszają - tak nam wszystkim drogi - RACJONALIZM.
Chyba znamy jakieś inne definicje racjonalizmu, bo jako żywo negowanie istnienia takiego Jezusa, jaki wyłazi z ewangelii, racjonalizmu nie ośmiesza, wprost przeciwnie.
Chciałabym wiedzieć, co rozumiesz pod słowem "racjonalizm".

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-09-2011 14:27 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Chciałabym wiedzieć, co rozumiesz pod słowem "racjonalizm".

To taka postawa, która skłania do zmiany swojego poglądu, kiedy okazuje się on sprzeczny z rozumem lub faktami stwierdzonymi przez naukę, nawet jeśli odczuwa się opory emocjonalne przeciwko takiej zmianie.
22-09-2011 14:38 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Rozumiem.
Jeśli nawet przyjmiemy, że istniała postać ludzka o imieniu Jezus, to z całą pewnością nie była to postać taka, jaka wyłania się z kart Nowego Testamentu.
Czy nadal uważasz, iż racjonalną jest wiara w zmartwychwstanie człowieka, choć nauka wyraźnie mówi, że śmierć jest nieodwracalna?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-09-2011 15:02 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Rozumiem.
>Jeśli nawet przyjmiemy, że istniała postać ludzka o imieniu Jezus, to z całą pewnością nie była to postać taka, jaka wyłania się z kart Nowego Testamentu.
>Czy nadal uważasz, iż racjonalną jest wiara w zmartwychwstanie człowieka, choć nauka wyraźnie mówi, że śmierć jest nieodwracalna?


"Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom."

To może już się nie spierajmy...
23-09-2011 07:07 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>"Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom."
Szekspir. Poetom wolno tak mówić.
>To może już się nie spierajmy...
Dobrze

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-09-2011 16:21 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja osobiście zachęcam do własnych badań biblioznawczych. Chyba nie ma innego wyjścia zważywszy na zgodność historyków co do istnienia historycznego Jezusa zupełnie sprzeczną - moim zdaniem - z istniejącą faktografią, i dziwne "koronne argumenty", typu ten o ukrzyżowaniu, co to było wstydliwe, więc prawdziwe. Pisze o tym obszerniej Andrzej.51.
23-09-2011 07:04 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Niestety, w tej chwili zajmuję się rzeczami o prawie 2000 lat starszymi od najstarszych zapisów Nowego Testamentu i choćbym chciała (a nie chce mi się), owego zgłębiać nie myślę Od hipotetycznego Jezusa wolę swojego, przynajmniej pewnego, Senusereta III
Miłego dnia

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
23-09-2011 10:45 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja wiem, mi też się nie chce. Ale trochę mnie zirytował stan nauk historycznych na temat historyczności Jezusa. Kredyt naukowego zaufania dla istnienia tej postaci jest tak wielki, iż można od razu przechadzać się obok istniejącego po ukrzyżowaniu grobu i co najwyżej zastanawiać się, czy był pusty, czy też nie i czego chciała istniejąca niepodważalnie Maria Magdalena. Czy egiptolodzy też mają aż tak łaskawy kredyt "ontologicznego zaufania" dla swoich bohaterów? Czy trwają już pasjonujące spory na temat tego, kim tak naprawdę był Ozyrys?

Ale nie możesz w takim razie pisać "hipotetyczność Jezusa". Z pewnością w świetle badań historycznych u progu XXI wieku, wszyscy faraonowie przynajmniej do czasów Kleopatry są bardziej hipotetyczni.
23-09-2011 14:56 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>Czy egiptolodzy też mają aż tak łaskawy kredyt "ontologicznego zaufania" dla swoich bohaterów?
Dla tej niezliczonej rzeszy większych i mniejszych bóstw? Nie, uważa się ich za postacie fikcyjne, literackie, aczkolwiek dla starożytnych Egipcjan byli jak najbardziej realni. No, bo przecież wszyscy widzieli, jak o świcie na wschodnim widnokręgu ukazuje się słoneczna barka Ra, a to znak, że pomyślnie przebyła drogę przez świat podziemny
>Czy trwają już pasjonujące spory na temat tego, kim tak naprawdę był Ozyrys?
Poza tym, że synem Geba i Nut, a bratem Seta, Neftydy i Izydy, mężem tej ostatniej, zabitym przez kochającego braciszka, wskrzeszonym, by spłodzić syna, powracającym co roku jak młode zboże, wyrosłe z ziarna uprzednio pogrzebanego w ziemi? Raczej nie, choć w micie o Ozyrysie i Secie niektórzy doszukują się echa walk o prymat nad powstającym państwem egipskim.
>Ale nie możesz w takim razie pisać "hipotetyczność Jezusa". Z pewnością w świetle badań historycznych u progu XXI wieku, wszyscy faraonowie przynajmniej do czasów Kleopatry są bardziej hipotetyczni.
No, no, wypraszam sobie (foch) . Niehipotetyczność faraonów, ich małżonek, dzieci, niektórych sług i urzędników nie ulega wątpliwości. Nawet Skorpion (Seker) uważany jest za postać historyczną, choć źródeł na jego temat jest tyle, co kot napłakał, a w ogóle to pewnie było ich dwóch tego imienia. Ale skoro znaleziono rzeczy, należące do nich, podpisane ich imieniem, to musieli istnieć.
Jak kto znajdzie coś należącego do Jezusa, to uznam, że jego istnienie jest tak samo pewne jak istnienie Skorpiona I i II.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
23-09-2011 15:16 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Znaleźli mnóstwo takich gadżetów. Tony gwoździ, ileś tam napletków, włóczni, co to bok przebiły, cały tartak krzyży, całun turyński, chusty świętej Weroniki.

Ale pal sześć relikwie, skąd ta pewność co do Jezusa? Bo on nie jest dla większości postacią hipotetyczną, i dla Andrzeja.51 również nie... Pewność taka, jak przy najbardziej znanych faraonach. A co do biografii - jeszcze większa! Mówię - rozprawiają o Jezusie jakby to był Juliusz Cezar. Dopowiadają szczegóły...

Ps.: Wziąłem za przykład Julka, bo za jego istnieniem przemawia jeszcze więcej dowodów niż za najbardziej znanymi faraonami (co nie znaczy, iż te ostatnie dowody nie bywają większe )
25-09-2011 12:23 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)
W tym miejscu pozwolę sobie rzucić jednym z moich ulubionych cytatów:
"(...) A ty nie zachwycaj się za bardzo tymi relikwiarzami. Wiele innych kawałków krzyża widziałem w różnych kościołach. Gdyby wszystkie były prawdziwe, Pan Nasz nie byłby umęczony na dwóch skrzyżowanych belkach, ale na całym lesie.
- Mistrzu! - wykrzyknąłem zgorszony.
- Tak to jest, Adso. A są skarbce jeszcze bogatsze. Dawno już temu w katedrze w Kolonii widziałem czaszkę dwunastoletniego Jana Chrzciciela.
- Naprawdę? - wykrzyknąłem w podziwie. Potem ogarnęło mnie powątpiewanie. - Ależ Chrzciciel został zabity w wieku bardziej posuniętym!
- Tamta czaszka musi być w jakimś innym skarbcu - rzekł Wilhelm z poważną twarzą. (...)"
Umberto Eco, "Imię róży", Warszawa 1996, tłum. A. Szymanowski.
Dodam, iż tamże znajdował się również grot włóczni, drewno krzyża, gwóźdź, kawałek korony cierniowej, strzęp obrusu z ostatniej wieczerzy, cząstka żłóbka z Betlejem, pierścionek zaręczynowy świętego Józefa, koronka z sukni ślubnej Marii Panny i mnóstwo innych relikwii wielce ciekawych.
W tym kontekście do diabła z maczugą Skorpiona, paletą Narmera i piramidą Chufu

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
25-09-2011 12:34 
 Ocena 13 na 13
MarcinK (9189 punktów)
>W tym miejscu pozwolę sobie rzucić jednym z moich ulubionych cytatów:

To mi się też podoba:

Cytat:
Inna gorliwa siostra w wierze, żyjąca na przełomie XVII i XVIII w., wiedeńska zakonnica Agnes Blannbekin miała objawienie zgoła innego typu. Jak opisuje jej przeżycie pewien benedyktyn: "zawsze na święto obrzezania serdecznie i z głębi serca opłakiwała utratę krwi, na którą zgodził się Chrystus, już tak wcześnie i u progu dzieciństwa". I pewnego razu, podczas takiej uroczystości, kiedy zastanawiała się, gdzie też podziewać się może napletek Pana, poczuła na języku słodkość i coś jakby w rodzaju skórki. Połknęła ją więc, ona pojawiła się jednak raz jeszcze, więc znowu ją połknęła, a ona znowu się pojawiła, więc ją znowu połknęła, a ona znowu... I tak podobno około setki razy, konsumując tym samym całkiem pokaźny święty posiłek.
25-09-2011 13:39 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
Pedobear approves...


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
25-09-2011 13:50 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
A skąd to cudo?
25-09-2011 15:10 
 Ocena 7 na 7
czes (4083 punktów)
>A skąd to cudo?

Wiecej o napletku Jezusa: www.racjonalista.pl/forum.php/s,296516#w296775.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
25-09-2011 20:02 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)
>A skąd to cudo?

To akurat znalazłem na Joe Monster ale i w googlu historia niezwykle popularna - nawet w linku wrzuconym przez Czesa Andrzej51 to cytuje. Jest ona tak uroczo absurdalna, że chyba naprawdę jest prawdziwa.
25-09-2011 14:49 
 Ocena 11 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Dodam, iż tamże znajdował się również grot włóczni, drewno krzyża, gwóźdź, kawałek korony cierniowej, strzęp obrusu z ostatniej wieczerzy, cząstka żłóbka z Betlejem, pierścionek zaręczynowy świętego Józefa, koronka z sukni ślubnej Marii Panny i mnóstwo innych relikwii wielce ciekawych.

Encyklopedysta donosi m. in. :

O GOŹDZIACH, któremi CHRYSTUS Pan był do Krzyża przybity, gdzie są, i skąd ich tak wiele po świecie?

Najprzód z Kościelnej Historii certum est, że Święta Helena przy Krzyżu CHRYSTUSA Pana w Jeruzalem znalazła trzy GOŹDZIE, z których jeden Konstantyn Wielki Cesarz Syn św. Heleny w Koronę swoję osadził Cesarską: według drugich Autorów w Szyszak. Drugi sobie przerobił na Wędzidła na Konia swego, aby się spełniło Zachariasza Proroctwo cap. 14 v. 20: In die illa erit, quod super frenum est, Sanctum Domino, jako explikuje i applikuje Theodoretus i z nim Ś. Cyril, Ambroży, Sozomenus, Nicephorus, Grzegorz Turoński u Tirina. Trzeci GÓŹDŹ lokowany w Kościele Świętego Krzyża w Rzymie z tablicą ową: JESUS NAZARENUS REX JUDEORUM. Te tylko trzy GOŹDZIE wspomina Historia Kościelna i generalna sentencja. A zaś Grzegorz Turoński Biskup w Księdze de Gloria Martyrum, i Jan Toletus twierdzą u Drexeliusza, że były cztery GOŹDZIE, z których jeden w Adriatyckie po owe czasy dziwnie niespokojne Morze wrzucony, drugi obrócony na Szyszak, trzeci na wędzidła Konstantynowi Wielkiemu
(SIC!!! Tak w tekście - big_zyd) obrócony, w czwarty jest w Trewirze, Mieście Stołecznym Elektoratu Trewirskiego. Ciż racjocynują Authores, że obie Nogi Chrystusowe GOŹDŹMI były przybite do Krzyża, dwiema, nie jednym. Toż twierdzi Ś. Justyn i Irenaeus i inni u Gretsera Autora, próbując tego, że takie Ukrzyżowanie było konnaturalne, Prawem Rzymskim uchwalone; że też wiele jest Krucyfixów starożytnych, cudownych, dwiema Goździami CHRYSTUSA przybitego reprezentujących, jaki jest srebrny w Rzymie u Ś. Piotra, w Lowanium u Ś. Michała, w Burgach w Hiszpanii, teste Drexelio in Christo moriente. Toż trzymają rewelacje Ś. Brygidy. Że zaś Święta Klara de Monte Falcone w sercu po śmierci miała Chrystusa jednym GOŹDZIEM przez obie Nogi przebitego, na to odpowiadam, że znać przed takim modliła się i medytowała Krucyfixem, taki się też w sercu jej wypiętnował.

Jakożkolwiek bądź, mówię, że teraz GOŹDZI tych więcej po Świecie niżeli cztery; bo jeden jest w Kościele Ś. Jana in Laterano w Rzymie. Drugi u Ś. Krzyża tamże; Trzeci w Kościele Najświętszej Panny za Tybrem; Czwarty, według assercji Grzegorza Turoneńskiego, w Trewirze. Piąty w Wenecji, w Skarbcu Ś. Marka cały. Szósty w Mediolanie wisi w Urnie przed Wielkim Ołtarzem. Siódmy w Krakowie w Kaplicy Zygmuntowskiej, darowany od Marcina Papieża Władysławowi Jagełłowi, Królowi Polskiemu. W tymże Mieście przy Katedrze w Kaplicy ŚŚ. Kosmy i Damiana jest pół GOŹDZIA Chrystusowego. Jako też w Kościele ŚŚŚ. TRÓJCY sztuka GOŹDZIA takiegoż.

Teraz się formuje kwestia: skąd tak wiele GOŹDZI tych? odpowiada Baroniusz Kardynał, że tak ich Pan BÓG rozmnożył, jak Drzewo Krzyża Ś. Mógł kilkoro chleba cudem i rybek kilka rozmnożyć, a czemu nie może Drzewa i Goździ? Druga racja być może, że jedne GOŹDZIE są całe, a drugie na kilka części podzielone i udzielone różnym miejscom. Trzecia, że gdy Zbawiciela Świata przybijano, nie jeden mógł się złamać GÓŹDŹ i był porzucony, a inny wzięty cały i mocny, a tamte połamane przez wiernych schowane, lubo o tym niemasz tradycji. Czwarta racja, że ów w Adriatyckie morze wrzucony, mógł być od Chrześcijan znaleziony i oddany do Kościoła, Piąta racja, że GOŹDZIE inne mogą być o prawdziwe i rzetelne pocierane i rozdane Prawowiernym, też moc i świętość mające przy łasce Pana Boga i wierze ludzi. Szósta tandem racja może cogitari non repugnans, że ów GOŹDŹ z szyszaka czyli z Korony Konstantyna Cesarza mógł być wzięty, a tamten z wędzideł znowu na GOŹDŹ mógł być przeformowany, przyczyniły regestru GOŹDZI pierwszych weryfikują Tradycją.


Nnno .


Biblia nie została napisana przez znienawidzonych katolików ani nie jest ich własnością. (ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski)
25-09-2011 16:26 
 Ocena 6 na 6
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Nnno .
I teraz właśnie naukowość portalu uderzyła mię z siłą młotka.
Następnym razem kiedy gozdzia bił będę, zrobię to ze szczególną czułością Toć niewiadomo, możebnie kościółkowi jakiemu dystynkcyi dodać, a i wpływ pieniędzy (tfu, szatański wynalazek) wielokroć wzmożon będzie, na chwałę Pana rzecz jasna. I obiecuję, iż kolejnym razem kiedy walnę się w paluch, nie powiem "porco Dio", jeno "Jezzz fuc... Christ".


www.youtube.com/watch?v=i3cs0coz1CM
27-09-2011 13:40 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
A pamiętanie "Krzyżaków" i handlarza relikwiami i odpustami? Jak on miał na imię...

W każdy razie poza kawałkami krzyża, gwoździami itd miał prawdziwą perełkę, która spowodowała u mnie salwę śmiechu: szczebel z drabiny, która się przyśniła św. Jakubowi!!! Przebijcie to!
25-09-2011 13:44 
 Ocena 3 na 3
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Nawet Skorpion (Seker) uważany jest za postać historyczną, choć źródeł na jego temat jest tyle, co kot napłakał, a w ogóle to pewnie było ich dwóch tego imienia. Ale skoro znaleziono rzeczy, należące do nich, podpisane ich imieniem, to musieli istnieć.

O matko, przypomniałam sobie, że TO ma jakieś historyczne podstawy... Idę się potarzać ze śmiechu, ja na ten plakat spokojnie patrzeć nie mogę. Ty pewnie Rock'a chętnie byś wypatroszyła słynnym sprzętem z gabloty, co?

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
25-09-2011 13:57 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>
>O matko, przypomniałam sobie, że TO ma jakieś historyczne podstawy...
Jak to czasem piszą w czołówkach tzw. "fabularyzowanych dokumentów"? Zbieżność imion i nazwisk przypadkowa?
>Ty pewnie Rock'a chętnie byś wypatroszyła słynnym sprzętem z gabloty, co?
Prędzej scenarzystów. Dwayne niewinny, on tylko zarabia pieniądze

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
25-09-2011 16:01 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Jak to czasem piszą w czołówkach tzw. "fabularyzowanych dokumentów"? Zbieżność imion i nazwisk przypadkowa?

Coś w ten deseń

>Prędzej scenarzystów. Dwayne niewinny, on tylko zarabia pieniądze

No jaka Ty jesteś wyrozumiała i dobra. Mogłaś zabić. A on nic o tym nie wie, biedactwo.

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
25-09-2011 16:15 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>A on nic o tym nie wie, biedactwo.
To i dalej nic mu nie mów

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
16-10-2011 17:54 
 Ocena 5 na 5
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>Panie Jacku, ja nie chcę dowodzić historyczności Jezusa, bo żaden poważny historyk jej nie kwestionuje.
Czy aby na pewno?


19-10-2011 13:05 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Panie Jacku, ja nie chcę dowodzić historyczności Jezusa, bo żaden poważny historyk jej nie kwestionuje.
>Czy aby na pewno?
>

A to co za nowy wynalazek?
To ma być współczesny historyk?

Czytamy w Wikipedii:

Gustaaf Adolf van den Bergh van Eysinga
From Wikipedia, the free encyclopedia

Gustaaf Adolf van den Bergh van Eysinga (27 June 1874 - 26 May 1957) was a Dutch theologian. From 1936 to 1944 he was professor in New Testament exegesis at the University of Amsterdam. He belonged to the Dutch school of Radical Criticism. (...)
Van den Bergh disputed the authorship of the Pauline epistles. Refuting the authenticity of the epistle of Clement and of Ignatius of Antioch, he concluded that there was no evidence for the existence of the Paulines before Marcion. He also listed internal evidence for these epistles being pseudepigraphs from Marcionite circles. In several places, the writing does not fit with a Jewish background of the author. On these matters he disagreed with Adolf von Harnack. Unlike his teacher Van Manen who accepted the historicity of Jesus, Van den Bergh found no evidence for an actual crucifixion of a person claiming to be the Messiah as the origin of Christianity.
19-10-2011 14:44 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>To ma być współczesny historyk?
A nie przyszło Ci do głowy, że może obecnie poważni historycy nie zajmują się historycznością Jezusa, bo nie bardzo jest czym? Zajmowano się tym w XIX i 1 połowie XX wieku, a teraz przestano, bo mało kogo to obchodzi?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-10-2011 15:19 
 Ocena 4 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>To ma być współczesny historyk?
>A nie przyszło Ci do głowy, że może obecnie poważni historycy nie zajmują się historycznością Jezusa, bo nie bardzo jest czym? Zajmowano się tym w XIX i 1 połowie XX wieku, a teraz przestano, bo mało kogo to obchodzi?

Oczywiście, że poważni historycy nie zajmują się ani historycznością Jezusa, ani historycznością Juliusza Cezara.
Ostatnio ciągle się zgadzamy
20-10-2011 00:08 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Plus dla pana. Nie dlatego, że się zgadzam, co do aż tak pewnej historyczności Jezusa, ale dlatego, iż tak naprawdę, streścił pan stanowisko, które póki co wygrywa w naszej długiej jak Ganges dyskusji o historyczności Jezusa (dla niewtajemniczonych - wątek "Sanders za Jezusem, a wy za nim").
20-10-2011 11:25 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Plus dla pana. Nie dlatego, że się zgadzam, co do aż tak pewnej historyczności Jezusa, ale dlatego, iż tak naprawdę, streścił pan stanowisko, które póki co wygrywa w naszej długiej jak Ganges dyskusji o historyczności Jezusa (dla niewtajemniczonych - wątek "Sanders za Jezusem, a wy za nim").

Dla kwestii historyczności Jezusa istotna jest też historia kwestionowania historyczności Jezusa:
1) Historycy najbliżsi czasom Jezusa, którzy wspominali o Jezusie (Pliniusz, Swetoniusz, Tacyt, Józef Flawiusz), traktowali istnienie Jezusa jako oczywistość; nikt wtedy nie rozważał "za" i "przeciw", taka kwestia w ogóle nie istniała.
2) W kolejnych wiekach - to samo.
3) Dopiero w XIX wieku pojawiła się intelektualna moda na kwestionowanie istnienia Jezusa. Ta moda utrzymała się do około połowy XX wieku, a potem minęła.
4) Obecnie historycy nie kwestionują istnienia Jezusa.
20-10-2011 11:42 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zależy, co pan rozumie przez historyczność. Na przykład śmierć i zmartwychwstanie kwestionowali muzułmanie. Jako mieszkańcy Bliskiego Wschodu mieli oni być może dostęp do nieistniejących już dzisiaj źródeł i tradycji.
20-10-2011 12:12 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Zależy, co pan rozumie przez historyczność.

Samo istnienie Jezusa, o którym pisali historycy (tzn. ukrzyżowanego, który dał początek chrześcijaństwu).

>Na przykład śmierć i zmartwychwstanie kwestionowali muzułmanie.

Zmartwychwstanie kwestionowali Żydzi już następnego dnia po Zmartwychwstaniu
20-10-2011 12:28 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Sądzę, że Żydzi mieli rację i nie kwestionowali zmartwychwstania następnego dnia po nim, bo go nie było.

Jednym z problemów, jakich pan nie zauważa, to zmartwychwstanie wielu innych bogów przed Jezusem. Gdyby zmartwychwstanie istoty boskiej było realnym faktem, wypadałoby wierzyć w oryginalne tradycje (na przykład w Ozyrysa), a nie w ich naśladownictwo. Zapewne zauważy pan, iż chrześcijaństwo jest obecnie popularne, zaś wiara w Ozyrysa wygasła, chyba, że liczyć jakieś ryty neopogańskie - wtedy ozyrianizm można by przyjąć za istniejącą religię, ale nieskończenie mniej popularną od chrześcijaństwa. Ale, drogi panie mbielecki - przecież nie sądzi pan chyba, iż o prawdziwości tej, czy innej religii stanowi jej rynkowa popularność? Może zbawieni będą właśnie ci nieliczni, co to nadal, pomimo upadku starożytnego Egiptu, wierzą w zmartwychwstałego boga, czyli Ozyrysa, a nie w jego plagiat - czyli Jezusa? Skąd pan ma pewność, że tak nie jest? Może mroczny bóg Set zaciemnia pańskie myśli i natycha serce mylącą pewnością? Hm...? No i przypominam też o Sziwie...
20-10-2011 14:51 
 Ocena 1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jednym z problemów, jakich pan nie zauważa, to zmartwychwstanie wielu innych bogów przed Jezusem. Gdyby zmartwychwstanie istoty boskiej było realnym faktem, wypadałoby wierzyć w oryginalne tradycje (na przykład w Ozyrysa), a nie w ich naśladownictwo.

Panie Jacku, nie wiem nic o micie dotyczącym "zmartwychwstania Ozyrysa", ale w ciemno zakładam, że tu nie ma plagiatu - proszę o sprawdzenie, czy następujące zdania są prawdziwe dla Ozyrysa:
1) Zmartwychwstały jest zarówno człowiekiem, jak i Bogiem.
2) Zmartwychwstały nie jest "duchem" - ma ciało.
3) Jego ciało ma inne własności niż przed zmartwychwstaniem - to nie są "reanimowane zwłoki".
4) Zmartwychwstały w pierwszej chwili nie jest rozpoznawany nawet przez najbliższych, ale nieco później - już tak.
5) Zmartwychwstały pojawia się w pomieszczeniu mimo zamkniętych drzwi.
6) Zmartwychwstały potrafi znikać.
7) Zmartwychwstały je i pije.
8) Zmartwychwstały ma widoczne rany po męce.
9) Zmartwychwstanie jest zgodne z wcześniejszymi świętymi tekstami.
10) Zmartwychwstały ostatecznie odchodzi do swojego królestwa kilkadziesiąt dni po Zmartwychwstaniu.

Chyba tyle na razie wystarczy.
20-10-2011 15:32 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
>>Jednym z problemów, jakich pan nie zauważa, to zmartwychwstanie wielu innych bogów przed Jezusem. Gdyby zmartwychwstanie istoty boskiej było realnym faktem, wypadałoby wierzyć w oryginalne tradycje (na przykład w Ozyrysa), a nie w ich naśladownictwo.
>Panie Jacku, nie wiem nic o micie dotyczącym "zmartwychwstania Ozyrysa", ale w ciemno zakładam, że tu nie ma plagiatu - proszę o sprawdzenie, czy następujące zdania są prawdziwe dla Ozyrysa:
>1) Zmartwychwstały jest zarówno człowiekiem, jak i Bogiem.
tak
>2) Zmartwychwstały nie jest "duchem" - ma ciało.
tak
>3) Jego ciało ma inne własności niż przed zmartwychwstaniem - to nie są "reanimowane zwłoki".
nie wiemy, ale to szczegół
>4) Zmartwychwstały w pierwszej chwili nie jest rozpoznawany nawet przez najbliższych, ale nieco później - już tak.
nie wiemy, ale to szczegół - czy gdyby był rozpoznany od razu, to byłby mniej boski?

>5) Zmartwychwstały pojawia się w pomieszczeniu mimo zamkniętych drzwi.
Zapewne tak, jako bóg
>6) Zmartwychwstały potrafi znikać.
Zapewne tak
>7) Zmartwychwstały je i pije.
Tak, każdy po śmierci jadł i pił dla Egipcjan, po to były im naczynia w grobach

>8) Zmartwychwstały ma widoczne rany po męce.
Nie wiem. Czy przez widoczne rany jest bardziej boski?

>9) Zmartwychwstanie jest zgodne z wcześniejszymi świętymi tekstami.
Jaasne... no comments.

>10) Zmartwychwstały ostatecznie odchodzi do swojego królestwa kilkadziesiąt dni po Zmartwychwstaniu.
tak
>Chyba tyle na razie wystarczy.
Różnią się nieistotnymi szczegółami - to chyba Pana metoda porównawcza, więc nie powinna przeszkadzać. Najważniejsza idea, sedno - jest zachowane.
21-10-2011 08:10 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dodajmy, iż w Starożytnym Egipcie krzyż Ankh był symbolem życia i obrazował też ideę zmartwychwstania. W epoce hellenistycznej, poprzedzającej dominację Rzymu na terenie choćby Judei, symbolika egipska łączyła się z Grecką i wieloma innymi - powstawał synkretyzm. Myślę, że to równie mocne wyjaśnienie obecności krzyża w Nowym Testamencie, jak możliwość ukrzyżowania, do którego wcale niekoniecznie w rzeczywistości doszło.
21-10-2011 08:56 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)
>krzyż Ankh
Węzeł! Supełek z pętelką. Nie krzyż. Rysowany w uproszczeniu rzeczywiście przypomina krzyż, więc i krzyż z niego zrobiono. Ale na początku był to węzeł. Znaczy dokładnie "życie". Był atrybutem bogów i zmarłych, którzy pędzili żywot wieczny w Sehel Jaru. W Egipcie zmartwychwstaniu podlegali tylko bogowie (bo, o dziwo, boga można było zabić, ale zaraz ożywał po zabiegu magicznym) i faraonowie, którzy stawali się bogami po śmierci, a skoro już byli bogami, to mogli wstać.
Zaś krzyż jako taki to pradawny symbol solarny (jeden z kilku zresztą). W Egipcie było to kółko z małym kółeczkiem lub kropką w środku, potem użyto tego symbolu w astronomii na oznaczenie Słońca.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
21-10-2011 09:43 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dzięki! Ale jakimś żydom z Aleksandrii, gdzie było ich wówczas bardzo wielu, odwiedzającym rodziny w Jerozolimie, Ankh mogło się kojarzyć z krzyżem używanym przez Rzymian.
Andrzej Michalski (234 punktów)
Rzymianie nigdy nie krzyżowali ludzi, takiej kary nie było.
Krzyż był dla bogów, pogrzeb Juliusza Cezara wg. Apiona wyglądał tak
www.carotta.de/subseite/echo/tumult/crux.jpg
23-10-2011 14:13 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Rzymianie nigdy nie krzyżowali ludzi, takiej kary nie było.
Owszem, była. Podlegali jej przestępcy i buntownicy niebędący obywatelami rzymskimi.
merlin.pl/(*)cz/browse/product/1,50160.html
W Merlinie niedostępna, ale może jeszcze Wydawnictwo UMCS dysponuje jakimiś egzemplarzami.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Andrzej Michalski (234 punktów)
Sammuelson siedział nad tym 9 lat, jego argumenty i metodologia mnie przekonują.
Czekam na konkretną odpowiedż na jego pracę, wieszali na słupie ok ale nie na krzyżu z epigrafii nie ma nic takiego.
Andrzej Michalski (234 punktów)
W NT nie ma mowy o żadnym krzyżu
www.exegetics.org/
21-10-2011 08:21 
 Ocena 14 na 14
Meretseger (61860 punktów)

>Panie Jacku, nie wiem nic o micie dotyczącym "zmartwychwstania Ozyrysa"
A to niedobrze, panie mbielecki, bardzo niedobrze. Umknął Ci bardzo ważny element historii ludzkiej cywilizacji.
Mit Ozyrysa tym się różni od mitu Jezusa, że nie chodzi w nim o zbawienie całej ludzkości.
>1) Zmartwychwstały jest zarówno człowiekiem, jak i Bogiem.
Jest bogiem, który posiada ludzkie ciało, je, pije, sypia z żoną i kłóci się z bratem.
>2) Zmartwychwstały nie jest "duchem" - ma ciało.
Tak.
>3) Jego ciało ma inne własności niż przed zmartwychwstaniem - to nie są "reanimowane zwłoki".
Nie są. Jest najzupełniej żywy.
>4) Zmartwychwstały w pierwszej chwili nie jest rozpoznawany nawet przez najbliższych, ale nieco później - już tak.
Przy zmartwychwstaniu była obecna Izyda, więc trudno, by własnego męża nie rozpoznała, skoro ożył na jej oczach.
>5) Zmartwychwstały pojawia się w pomieszczeniu mimo zamkniętych drzwi.
Przed zmartwychwstaniem też to potrafił.
>6) Zmartwychwstały potrafi znikać.
I jak jeszcze!
>7) Zmartwychwstały je i pije.
Mało tego - płodzi syna.
>8) Zmartwychwstały ma widoczne rany po męce.
Oj, ma, ma, zważywszy, że przed zmartwychwstaniem w kawałkach był. Ale zaraz ładnie się zrasta.
>9) Zmartwychwstanie jest zgodne z wcześniejszymi świętymi tekstami.
Nie ma nigdzie zapowiedzi zmartwychwstania Ozyrysa. To się po prostu dzieje. Hebrajczykom było łatwiej, wystarczyło dopasować nową opowieść do starego proroctwa.
>10) Zmartwychwstały ostatecznie odchodzi do swojego królestwa kilkadziesiąt dni po Zmartwychwstaniu.
Trwało to nieco dłużej, ale tak, odchodzi.
>Chyba tyle na razie wystarczy.
Przypomnij sobie ewangeliczne słowa Marii Magdaleny po przyjściu do pustego grobu, a następnie porównaj z lamentem Izydy szukającej Ozyrysa. Jeśli to nic Ci nie powie, no to ja pas.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
21-10-2011 09:41 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dzięki Meret! Właśnie czekałem na twój wpis
20-10-2011 11:57 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dla kwestii historyczności Jezusa istotna jest też historia kwestionowania historyczności Jezusa:
Nie na temat każdej bredni każdy musi się wypowiadać. Miał Pan tu podane jak niewiele i jak różnych tekstów na temat chrześcijan dotrwało do naszych czasów.
>1) Historycy najbliżsi czasom Jezusa, którzy wspominali o Jezusie (Pliniusz, Swetoniusz, Tacyt, Józef Flawiusz), traktowali istnienie Jezusa jako oczywistość; nikt wtedy nie rozważał "za" i "przeciw", taka kwestia w ogóle nie istniała.

A) Proszę o oryginalne, a nie spreparowane przez chrześcijan teksty, które są teraz dostępne.
B) Proszę o teksty wyraźnie stwiedzające istnienie Jezusa Chrystusa (ostatecznie "tego" historycznego Jezusa o którym baje się w Nowym Testamencie [zresztą nawet w nim występuje kilku różnych Jezusów]).

Żaden poważny historyk nie może - choćby najbardziej chciał tego - nie może potwierdzić historyczności tego konkretnego Jezusa, gdyż nie ma do tego dostatecznych przesłanek (dowodów). Nie mówiąc już o takich bzdurach, jak cuda. Historycy zaledwie dopuszczają możliwość istnienia różnych postaci i różnych zdarzeń, które na ten mit się złożyły.

>4) Obecnie historycy nie kwestionują istnienia Jezusa.
Historyczność Jezusa kwestionują nawet wpółcześni katoliccy teologowie nie mówiąc już o historykach.
Ich wypowiedzi miał Pan nawet w tym wątku przytoczone. Tylko katolicy potrafią tak czytać, że nic z tego nie rozumieją.

Miłego dnia.

@@@
.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Historyczność Jezusa kwestionują nawet wpółcześni katoliccy teologowie nie mówiąc już o historykach.


Drogi Panie Andrzeju! Na razie, na naszym forum wygrywa uznanie Sandersa za jednego z największych badaczy Nowego Testamentu. Trzeba się poważnie zająć szukaniem argumentów przeciwko Sandersowi. Nie tylko w naszych głowach - te znalazłem, ale też w literaturze. Coś mi się widzi, iż obecnie mamy "drobny" kryzys jeśli chodzi o jakość biblioznawstwa. Za dużo osób chcących określonych rezultatów działa w tej branży. Nie byłoby od rzeczy zająć się tym, może nawet napisać listy w tej sprawie do władz uniwersyteckich (nie tylko polskich) z wyrazami protestu. Może aktywni w skali światowej ateiści, tacy jak Dawkins, noszący wysokie tytuły naukowe, zachciałyby poprzeć akcję dotyczącą rzetelności w dyskusji o historyczności Jezusa jaka prowadzona jest na uniwersytetach (wiele wskazuje na to, iż wygrywa postawa założenia historyczności Jezusa podobnego do tego w Nowym Testamencie, a założenie to jest bardzo niesolidne od strony naukowej). Rhotax zasugerował, aby się kłucić z prof. Sandersem i jemu podobnymi - nie jest to taki głupi pomysł. W końcu, jako obywatele Europy, powinniśmy kontrolować rzetelność nauczania na uczelniach wyższych.
21-10-2011 18:54 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Drogi Panie Andrzeju! Na razie, na naszym forum wygrywa uznanie Sandersa za jednego z największych badaczy Nowego Testamentu.
Drogi Panie Jacku, znane są publicznie nazwiska kilku największych badaczy PRL-u. Jedni mają do nich bezgraniczne zaufanie innym kojarzą się z obiektywizmem profesora Nazarewicza. Czasy się zmieniają, ale ludzkie charaktery nie bardzo.

Wszyscy dorośli mają w miarę skrystalizowany światopogląd i dlatego ja najbardziej sobie cenię historyków, którzy już we wstępie deklarują swoje poglądy i mówią z jakich pozycji światopoglądowych piszą. Najbardziej jestem podejrzliwy do osób, które na wstępie twierdzą, że ich wersja jest obiektywną, a już mnie śmieszy, gdy ktoś twierdzi, że "w świetle istniejących materiałów jedynie prawdziwą.

Profesor Ed Parish Sanders jest badaczem protestanckim, a więc jego chrześcijański subiektywizm jest zupełnie zrozumiałym. Geza Vermes jest Żydem i katolickim księdzem i jego subiektywizm też jest w jego pracach widocznym. Oni naprawdę starają się o obiektywne podejście - tyle że im to zupełnie nie wychodzi.
Pan Andrzej.51 jeżeli coś tu pisze to powołuje się na konkretne źródło i to jest poważne podejście do publicystyki naukowej. Pan Mbielecki - nie dość, że nieprzyzwoicie kręci i manipuluje tekstem, to jeszcze każe nam wierzyć na słowo w swoje bzdurne twierdzenia. Publicystyka Pana Andrzeja na naszym forum bardzo mi się podoba, a to co tu wypisuje Pan Mbielecki - w moim odbiorze - już od dawna jest czystym trollizmem.

PS. Jak kogoś jeszcze bawi "Grobowa historyczność" podaję linka do ciekawych artykułów: www.google(*)uWBOa5aMnI-OiJLbC6DR6g&cad=rja

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
21-10-2011 19:55 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nadal uważam, zaś Sanders i Vermes są dowodami na moją tezę, iż osoby wyznające chrześcijaństwo nie powinny się zajmować naukowym biblioznawstwem. Porządny naukowiec NIE WYKLUCZA możliwości, które mu się "nie podobają". Przytoczę znów porównanie - dobry policjant nie powinien już na starcie być silnie związany z mafią. Natomiast dlaczego usłyszałem, iż ów policjant jest jednym z najlepszych w dzielnicy, tego nadal nie rozumiem i dlaczego tak spodobało się to osobom zagrożonym przestępczością...
21-10-2011 22:00 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nadal uważam, zaś Sanders i Vermes są dowodami na moją tezę, iż osoby wyznające chrześcijaństwo nie powinny się zajmować naukowym biblioznawstwem.
A ja będąc zwolennikiem wolnego słowa najbardziej nie cierpię cenzury i żandarmów.

>Porządny naukowiec NIE WYKLUCZA możliwości, które mu się "nie podobają".
Nie wiem co znaczy "porządny naukowiec"? Czy to ten, z którego poglądami się zgadzam?
Wszyscy jesteśmy subiektywni i obserwujemy świat ze swojej perspektywy. Uczeni - szczególnie historycy - dokonują wyboru z wielu dowodów bezpośrednich i pośrednich oraz ich oceny i interpretacji. Zawsze będzie to wybór subiektywny.
Rzetelny naukowiec zdaje sobie sprawę ze swojego subiektywizmu, uczciwie o nim informuje i stara się (dąży aby) być obiektywnym.

Właściwą postawa naukową jest sceptycyzm, czego odwrotnością jest zaufanie (wiara), a pisałem już tu wielokrotnie, że każda wiara intelektualnie nas ogranicza. Im głębsza, tym bardziej.

Próby naciągania interpretacji faktów wcale nie przydarzają się tylko wierzącym w Boga - tak samo często przydarzają się tym, którzy wierzą, że Bóg nie istnieje.

Dziwną dla mnie jest u Pana konieczność uznania jakiś tam autorytetów. Osobiście uważam, że żaden autorytet nie zwalnia mnie od samodzielnego myślenia i weryfikacji jego stwierdzeń. Ze spokojem czytam książki mądrych chrześcijan i z jednymi ich poglądami się zgadzam, a z innymi nie.
Zupełnie nieuprawnione, a nawet nieuczciwe jest porównanie fideistycznego uczonego do policjanta związanego z mafią.

PS. Nie jestem w stanie przekazać w poście podejścia metodologicznego, które jest dla mnie jakąś tam wskazówką w ocenie historycznych dzieł, ale może zechce Pan zajrzeć do "Metodologii historii" prof. Jerzego Topolskiego, PWN 1984. (Szczególnie na strony 255 - 301).

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
21-10-2011 22:29 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Panie Andrzeju, chyba się trochę nie rozumiemy. Ja na przykład nie mówię, że historyczny Jezus na pewno, lub "z dużą dozą pewności, niemal na pewno nie istniał". Naukowcy, którzy, pańskim zdaniem, mają prawo do subiektywizmu zakładają Jezusa "z niepodważalną niemal pewnością" etc. To nie jest poważne. Nauka to nauka. Już bez przesady. A to co w przytoczonym przez pana linku uważał Vermes? To już obecny papież ma do tych zagadnień uczciwsze i bardziej naukowe podejście... Jego pogląd też jest przytoczony. Nie, bez przesady. Vermes przekroczył daleko granice podstawowej choć uczciwości. Nie ma tu już miejsca na szacunek. Są subiektywni naukowcy i bezczelni dogmatycy wykorzystujący istniejące struktury uniwersyteckie do przemycania swoich wierzeń i innych fobii. Tak to widzę na bazie zacytowanej wypowiedzi Vermesa. Szanuję wielu chrześcijan, Vermes do nich zdecydowanie nie należy. Kradzież to kradzież, kłamstwo to kłamstwo. Rozumiem potrzebę, dla której Vermes to robi, ale nic za darmo - na szacunek jako naukowiec nie zasługuje. Jako człowiek - kto wie, może poza swoją pracą jest wspaniałą, uczciwą osobą.
22-10-2011 14:13 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, chyba się trochę nie rozumiemy. Ja na przykład nie mówię, że historyczny Jezus na pewno, lub "z dużą dozą pewności, niemal na pewno nie istniał".
Zdecydowanie się tu - Panie Jacku - nie rozumiemy, ją żądam od człowieka (historyka, publicysty), który chce być traktowanym poważnie, aby swoje twierdzenia albo argumentował, albo podaje jakiś cytat np. gdy cytuje: "z niepodważalną niemal pewnością" to dokładnie podawał jego źródło.
Co Pan Andrzej czyni prawie zawsze, a Pan bardzo rzadko.

>Naukowcy, którzy, pańskim zdaniem, mają prawo do subiektywizmu
Tu nie chodzi o żadne prawo - po prostu historyczny opis jest zawsze wyborem, a wybór jest zawsze subiektywnym.

>zakładają Jezusa "z niepodważalną niemal pewnością" etc.
Tak, gdyż głęboko w niego wierzą i dobierają fakty na potwierdzenie swoich tez*. Przybiera czasem to postać żenująco ekstremalną, jak u Pana Mbieleckiego (którego postawę przyjmuje Pan ze zrozumieniem, a nawet wszczyna wątek w jego obronie), czasem są to poważni uczeni wielkiej klasy, którzy, pomimo swoich przekonań, dążą do naukowego obiektywizmu.

>To nie jest poważne.
Wprost odwrotnie, niepoważnym jest lekceważenie dorobku jednych z największych współczesnych badaczy biblijnych tylko dlatego, że są wierzącymi w istnienie historycznego Jezusa. Poważnym by było aby ktoś np. Pan idąc wzorem Pana Andrzeja.51 - punkt po punkcie z odpowiednimi cytatami i argumentami polemicznymi - pokazał nam, że się mylą, czy wprost napisali brednie. Nie potrafi Pan tego zrobić, więc to Pański emocjonalny atak na Pana Andrzeja jest niepoważnym.

>Nauka to nauka. Już bez przesady.
Bez przesady.
Wielki katolicki uczony biblista ks. prof. dr. hab Józef Kudasiewicz pisze o świeckim profesorze bibliście.
Z. Poniatowski wykazał swoją wszechstronną wiedzę biblijną (...) Poniatowski zna się na biblistyce, ale mniej na teologii współczesnej, stąd wyśmiewa poglądy, których już nikt nie przyjmuje: cuda traktowane są w katolicyzmie nie jako dowody, jak uważa Poniatowski, lecz znaki.
Nauka to nauka.
Nie znany mi ks. Artur Malina pisze: Z powodu wskazanych błędów metodologicznych i merytorycznych przedstawiona przez Węcławskiego rekonstrukcja ruchu Jezusa i uniwersum wczesnych chrześcijan nie może uchodzić za naukową, rzetelnie oddającą to, co egzegeta znajduje w źródłach, którymi są ewangelie.
Dziś prof. Tomasz Węcławski w oczach wiernych robi za naukowego błazna, a jeszcze w 2007 roku należał do najwybitniejszych uczonych polskiego Kościoła Katolickiego.
Święcenia kapłańskie przyjął 24 maja 1979. Od 1983 był wykładowcą teologii fundamentalnej w Papieskim Wydziale Teologicznym w Poznaniu. W latach 1989-1996 piastował funkcję rektora Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu. W latach 1996-1998 był dziekanem Papieskiego Wydziału Teologicznego w Poznaniu, w latach 1998-2002 dziekanem i organizatorem Wydziału Teologicznego UAM, a w latach 1997-2002 członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej w Rzymie. 4 listopada 1999 otrzymał tytuł profesora nauk teologicznych. W latach 2003-2006 był członkiem Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk i prezydium Fundacji Guardiniego w Berlinie.
Już bez przesady. Nauka to nauka.

>A to co w przytoczonym przez pana linku uważał Vermes? To już obecny papież ma do tych zagadnień uczciwsze i bardziej naukowe podejście... Jego pogląd też jest przytoczony. Nie, bez przesady. Vermes przekroczył daleko granice podstawowej choć uczciwości. Nie ma tu już miejsca na szacunek. Są subiektywni naukowcy i bezczelni dogmatycy wykorzystujący istniejące struktury uniwersyteckie do przemycania swoich wierzeń i innych fobii. Tak to widzę na bazie zacytowanej wypowiedzi Vermesa. Szanuję wielu chrześcijan, Vermes do nich zdecydowanie nie należy. Kradzież to kradzież, kłamstwo to kłamstwo. Rozumiem potrzebę, dla której Vermes to robi, ale nic za darmo - na szacunek jako naukowiec nie zasługuje. Jako człowiek - kto wie, może poza swoją pracą jest wspaniałą, uczciwą osobą.
Zdecydowanie się tu - Panie Jacku - nie rozumiemy.
Nie zgadzam się na sposób polemizowania i argumentację, którą Pan prezentuje na przykład w powyższym akapicie. Żądam od człowieka (historyka, publicysty), który chce być traktowanym poważnie, aby gdy podaje jakiś cytat to dokładnie podawał jego źródło. A tym bardziej, gdy obrzuca człowieka oskarżeniami i epitetami, jak Pan czyni to tu wobec Vermesa aby swoje twierdzenia uzasadniał faktami i racjonalnie argumentował. Inaczej rozmowa staje się tylko mało wartościową pyskówką. Taką na poziomie Panów Mbieleckiego, czy Konowala, a mnie właśnie taki intelektualny poziom nie odpowiada.
----------------------------------------

*Zupełnie poważnie potraktuję wypowiedź: Można potwierdzić historyczne istnienie Jezusa "z niepodważalną niemal pewnością", gdy dalej zostaną przedstawione weryfikowalne źródła materialne oraz racjonalna - oparta na tych źródłach argumentacja. Sceptycyzm naukowy dopuszcza, że dotychczasowe poglądy mogą być błędne i po przedstawieniu odpowiedniej argumentacji mogę je zmienić.
----------------------------------------

PS. Mnie biblistyka nigdy nie interesowała bardziej niż poznawczo - czyli tylko czytałem opracowania innych. Teraz mam inne zainteresowania i nie wejdę w spór z ludźmi, którzy prowadzą (prowadzili) badania lub dla których biblistyka jest pasją.
Natomiast bardzo chętnie czytam wypowiedzi znawców problematyki, dlatego jestem ogromnie wdzięczny Panu Andrzejowi.51 i gdybym mógł wstawiałbym mu za wypowiedzi nawet potrójnego plusa, choć na ile mam możliwości to weryfikuję jego wypowiedzi i ze nie wszystkim - co tu pisze - zupełnie się zgadzam.

* * * * *

Gdy temat "Pana Andrzeja.51" jest jeszcze nie wyczerpany, to naprawdę szczerze proponuję obniżyć poziom emocji, a podwyższyć poziom merytoryczny sporu.

Serdecznie pozdr
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Serdecznie pozdrawiam! Otóż Andrzej.51 podał na obronę historyczności Jezusa (i to takiego, co to został ukrzyżowany i nauczał treści z kazania na Górze) argument jaki przytaczają "najwięksi" historycy. Czyli okoliczności ukrzyżowania. Odniosłem się do tego nie raz, mogę podać przypisy, ale to sprawa dość znana i każdy znajdzie mnóstwo źródeł na ten temat. Otóż nie było niczym szczególnym, iż w prowincjach rzymskich wyrok organów lokalnych musiał zatwierdzić prefekt. Tak się działo na większości terenów imperium. Zatem nie ma nic szczególnego w podaniu w miarę realistycznych okoliczności sądu - ludzie wiedzieli, iż tak to się odbywało, nie tylko na terenach judejskich, ale wszędzie indziej, poza terenami bezpośrednio należącymi do jurysdykcji rzymskiej. Pan Andrzej.51 podał argument okoliczności niedzieli palomowej, wraz z nim podpadnięcie Sanhedrynowi, które mogło być przyczyną egzekucji - patrz - argument za historycznością Jezusa. Kompletnie nie widzę w tym argumentu za historycznością Jezusa ukrzyżowanego i nauczającego tych treści, jakie znamy z Ewangelii. Może on wskazywać na Jezusa powstańca, nie nauczyciela, mógł też zostać napisany, bo czemu nie?

Główny problem tkwi w tym, iż irracjonalność w naukach humanistycznych, stała się bardziej na topie niż w czasach Russela. Być może wracamy do nowego średniowiecza, kto wie...? Nie można znaleźć w sieci ani księgarniach prac nielicznych naukowców z tytułem doktorskim i więcej, którzy podważaliby historyczność Jezusa ewangelicznego bez cudów (sądzę, że najbliższe lata przyniosą też "historyczność cudów").

Aby przytaczać cytaty na to, iż Jezus uzdrawiający nie jest jednak niemalże oczywistym, historycznym faktem (jak twierdzi Sanders), trzeba mieć takie prace, choć wcale nie wiem, czy ich autorzy zniżyli się do dementowania takich oczywistych bzdur. Wbrew temu co pan pisze, staram się zbijać argumenty zwolenników historyczności przytaczane przez Andrzeja.51. W zamian otrzymuję takie kwiatki, jak pięć pewników Sandersa + certyfikat tegoż popularności. To nie jest żadna odpowiedź...

Tak więc nie mam cytatów na stwierdzenie, iż nie można przyjąć z całą pewnością za pewnik tego, iż Jezus miał 12 uczniów, tak jak stoi w pismach. Czy to, że nie mam na to cytatów, sprawia, iż jestem wydzierającym się chamem, zaś osoba znajdująca cytaty na rzecz wręcz przeciwną, od których wręcz roi się w sieci (bo 100 więcej osób chce historyczności Jezusa, niż nie chce) jest wspaniała i kulturalna? Co mam zrobić, skoro otrzymałem odpowiedź w formie cytatu, którego treść merytoryczna jest kaleka (SAndersa, nie Andrzeja.51)?
22-10-2011 21:19 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Serdecznie pozdrawiam!
Serdecznie pozdrawiam!
>Otóż Andrzej.51 podał na obronę historyczności Jezusa (i to takiego, co to został ukrzyżowany i nauczał treści z kazania na Górze) argument jaki przytaczają "najwięksi" historycy. Czyli okoliczności ukrzyżowania. Odniosłem się do tego nie raz, mogę podać przypisy, ale to sprawa dość znana i każdy znajdzie mnóstwo źródeł na ten temat.
Po pierwsze - tak jak wielokrotnie już pisałem - nie chcę wchodzić tu w merytoryczną polemikę, a chodzi mi tylko o metodę. Sposób prowadzenia dyskusji.
Jedynym sposobem na merytoryczność są konkrety.
Już odnosiłem się do tego nie raz, iż argument mogę podać przypisy, ale to sprawa dość znana i każdy znajdzie mnóstwo źródeł na ten temat. Nie jest żadnym merytorycznym argumentem. Pan naprawdę nie może tego zrozumieć, czy tylko nie chce.

>Otóż nie było niczym szczególnym, iż w prowincjach rzymskich wyrok organów lokalnych musiał zatwierdzić prefekt. Tak się działo na większości terenów imperium. Zatem nie ma nic szczególnego w podaniu w miarę realistycznych okoliczności sądu - ludzie wiedzieli, iż tak to się odbywało, nie tylko na terenach judejskich, ale wszędzie indziej, poza terenami bezpośrednio należącymi do jurysdykcji rzymskiej. Pan Andrzej.51 podał argument okoliczności niedzieli palmowej, wraz z nim podpadnięcie Sanhedrynowi, które mogło być przyczyną egzekucji - patrz - argument za historycznością Jezusa. Kompletnie nie widzę w tym argumentu za historycznością Jezusa ukrzyżowanego i nauczającego tych treści, jakie znamy z Ewangelii. Może on wskazywać na Jezusa powstańca, nie nauczyciela, mógł też zostać napisany, bo czemu nie?
Zaznaczałem wielokrotnie, że nie czuję się na siłach podjęcia merytorycznej dyskusji o historyczności Jezusa na poziomie Pana Andrzeja, a poniżej tego poziomu, to średnio mnie to bawi. Napisałem też, jak ja rozumiem mit Jezusa opierając swoją wiedzę zasadniczo na starych niemodnych już profesorach, którzy uczyli mnie biblistyki Nowego Testamentu Kellerze i Poniatowskim oraz przekazach wiedzy o Qumran od prof. Tylocha oraz trochę na późniejszych lekturach rożnych publikacji.

>Główny problem tkwi w tym, iż irracjonalność w naukach humanistycznych, stała się bardziej na topie niż w czasach Russela. Być może wracamy do nowego średniowiecza, kto wie...? Nie można znaleźć w sieci ani księgarniach prac nielicznych naukowców z tytułem doktorskim i więcej, którzy podważaliby historyczność Jezusa ewangelicznego bez cudów (sądzę, że najbliższe lata przyniosą też "historyczność cudów").
Tak, teraz historia jest pisana na nowo - tak od 1989 do 5 tysięcy lat wstecz. Jest nowa metodologia, nowa rzetelność uczonych i nowe oceny. Proszę skorzystać z "przekaziorów", a nawet wczytać się w wypowiedzi wielu naszych forumowiczy. Racjonalizm i sceptycyzm ledwo się tu przebija, a to niszowy racjonalistyczny portal.

>Czy to, że nie mam na to cytatów, sprawia, iż jestem wydzierającym się chamem,
No właśnie, czy koniecznym jest dla Pana zejście do takiego poziomu. Nie sądzę, aby ktokolwiek zarzucił Panu nawet prostactwo, a od niego jeszcze do chamstwa spora droga.
Natomiast ewidentnie zbyt popuszcza Pan tu swoje emocje na czym merytoryczność Pańskiego wywodu wiele traci, a nawet czyni niektóre z Pańskich tekstów niemerytorycznymi. Naprawdę mnie szkoda tak mądrego człowieka, o bardzo dużej wiedzy na takie wygłupy na jakie Pan sobie pozwala.

Panie Jacku, każdy z nas pisuje tu na swoją własną odpowiedzialność. To wszystko co napisałem było tylko moimi przyjacielskimi uwagami - opartymi na mojej wiedzy oraz zupełnie subiektywnych ocenach - i może Pan zrobić z nimi zupełnie co Pan zechce.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
22-10-2011 21:46 
 Ocena 4 na 4
zupełna (2507 punktów)
>@@@
Podziwiam Pana anielską cierpliwość
i pozdrawiam
22-10-2011 22:16 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie tylko Andrzej Bogusławski ma do mnie cierpliwość
22-10-2011 22:35 
 Ocena 3 na 3
zupełna (2507 punktów)
> Nie tylko Andrzej Bogusławski ma do mnie cierpliwość
>

Gratuluję.
Natomiast nie rozumiem, dlaczego mój podziw w tym względzie dla p.Bogusławskiego zasłużył na minus z Twojej strony.
Pozdrawiam ,życząc dalszych takich sukcesów.
22-10-2011 22:50 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Minusa, pierwszego danego przeze mnie komukolwiek od bardzo dawna, dostała Pani nie za pochwałę wobec Pana Andrzeja.
23-10-2011 19:45 
 Ocena 2 na 2
zupełna (2507 punktów)
> Minusa, pierwszego danego przeze mnie komukolwiek od bardzo dawna, dostała Pani nie za pochwałę wobec Pana Andrzeja.
>

Dostawałam też od Ciebie minusy za wypowiedzi polemiczne w wątku "obrona mbieleckiego" zatem dość niedawno.
Tak , zauważyłam, że wyjątkowo mnie tymi minusami obdarowujesz.
Ale nie o minusy ani plusy tu chodzi, przynajmniej mi, a o wolę wzajemnego zrozumienia.
pozdrawiam życząc dalszych sukcesów
23-10-2011 20:36 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Forum wzbogaciło się jakiś czas temu o opcję cofnięcia oceny. Jak widzę przejmujesz się moim ostatnim minusem, więc go cofnę. Natomiast chciałem cię prosić o nie przenoszenie zniechęcenia moimi wypowiedziami na inne pola mojej działalności tutaj. Całkiem możliwe, że mogłem ci się wydać nudny w temacie "grobowej historyczności". Ale dla mnie ważne są zagadnienia związane z wolnym od ideologicznych uwarunkowań rozważaniem historii. To wszystko.
22-10-2011 22:14 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dziękuję za uwagi. Wychodzi na to, iż ktoś w miarę obiektywny powinien się zająć biblioznawstwem. Ja będę próbował na miarę możliwości. Może też odkryję nowe prace biblioznawców, którzy nie zakładają po swoich badaniach z góry określonych rezultatów. Prawdę mówiąc, nie sądziłem, iż to jest aż tak poważny problem! Spokojnie można na przykład znaleźć prace negujące istnienie jednego Szekspira. Spokojnie można znaleźć dzieła negujące historyczność Mahometa, choć wydaje się on być mocniej odciśnięty w historii (jako żywy człowiek, nie zaś idea) od Jezusa. Zapewne dużo łatwiej zdobędę prace Sandersa, do których postaram się odnieść, jeśli zobaczę ewidentne błędy w rozumowaniu. Andrzej.51 przytoczył ich poglądy, nie tok rozumowania, który do tych poglądów doprowadził, jeśli chodzi o zagadnienie pewności historyczności Jezusa i jego różnych poczynań.
23-10-2011 10:16 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dziękuję za uwagi.
Naprawdę wynikają one z sympatii i szacunku dla większości mądrych i dużym znawstwem napisanych przez Pana tekstów.

>Wychodzi na to, iż ktoś w miarę obiektywny powinien się zająć biblioznawstwem.
Zdecydowanie tak. Wielu naprawdę mądrych świeckich ludzi poświęciło jej prawie całe naukowe życie. Ciesząc się szacunkiem nawet biblioznawców katolickich. Choćby przytoczony przeze mnie prof. Poniatowski.

>Ja będę próbował na miarę możliwości.
Bardzo mnie to cieszy. Z chęcią zapoznam się z Pańskimi ustaleniami, a myślę, że większość naszego forum także.

>Może też odkryję nowe prace biblioznawców, którzy nie zakładają po swoich badaniach z góry określonych rezultatów.
Życzę sukcesów. Nie rozumiem dlaczego tylko nowi biblioznawcy w nowych publikacjach muszą mieć patent na rację.
Mit sięga dwóch tysiącleci, podstawowe źródła są trochę młodsze, ale nie tak bardzo, nowe znaleziska, nie tak wielce podważają stare koncepcje (co najwyżej wskazują na większą złożoność mitu), a Pan - gdyż tak sobie zażądał Pan Mbielecki koniecznie chce opierać się tylko na nowych. Czy tylko dlatego, że teraz to w większości fideiści się tym problemem zajmują.
Zresztą jakich nowych - dopiero tych z XXI wieku, czy tych z XX to też można.

>Prawdę mówiąc, nie sądziłem, iż to jest aż tak poważny problem!
Zdecydowanie poważny. Daje Pan sobie narzucić tok myślenia Pana Mbieleckiego, odrzuca Pan np. metodykę rzetelnego krytyka Kościoła Deschnera, gdyż mu trochę puszczają nerwy i czasem niewiele (naprawdę tylko niewiele) naciąga.
Tak czyni ateista-racjonalista (sam pełen emocji), to jak ma być z resztą inteligencji.

>Zapewne dużo łatwiej zdobędę prace Sandersa, do których postaram się odnieść, jeśli zobaczę ewidentne błędy w rozumowaniu. Andrzej.51 przytoczył ich poglądy, nie tok rozumowania, który do tych poglądów doprowadził, jeśli chodzi o zagadnienie pewności historyczności Jezusa i jego różnych poczynań.
Bardzo mnie to cieszy, ale nie podejrzewam aby wszyscy razem nowiuteńcy biblioznawcy mogli zmienić moją koncepcję rozumienia mitu Jezusa. Do tego koniecznym by były jakieś nowe odkrycia archeologiczne. Wszystkie dotychczasowe tylko potwierdzają to co za uczonymi mojego pokolenia i starszymi powtarzam.
Mit Jezusa to "sklejka" przeróżnych postaci - prawdziwie żyjących oraz mitów, skutecznie wymieszana i ulepiona w nową postać Jezusa Chrystusa.

Dla mnie publikacje "NOWYCH" są wielce ciekawe. Uzupełniające naszą wiedzę w różne szczegóły, ale niczego zupełnie nowego znaleźć w nich nie można.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-10-2011 12:41 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dziękuję bardzo za ciekawą wypowiedź. Z tą nowością w naukach humanistycznych ma pan wiele racji. Problem w tym, że nie od dzisiaj nauki humanistyczne próbują naśladować ścisłe, w których nowe, lepsze teorie i hipotezy wypierają te stare. Tymczasem prawda jest taka, iż w humanistyce mamy często falowanie. Jakaś atrakcyjna teoria stworzona u zarania badań danego tematu przez szczególnie pomysłowego badacza, staje się wierzchołkiem fali na długi czas. Za pięćdziesiąt lat od powstania zostaje ona obalana i buduje się coś przeciwnego, za sto lat obala się teorię obalającą i wraca do tej sprzed stu lat. To - wbrew pozorom - bardzo częste w humanistyce. Zmiany są atrakcyjne, więc liczy się moda, choć każdy wnikliwy obserwator zauważy, iż niemodne kiedyś rzeczy po jakimś czasie wracają (na przykład kobiecie grzywki dajmy na to). Stąd w humanistyce wypada się powoływać na to, co nowe. W danym roku wypada mieć grzywkę. W przypadku historyczności Jezusa dochodzi do tego też ideologia (choć obecnie udaje się, iż ideologie są nie modne, lecz z tego zbioru miłe sercom wierzenia zawsze były wyłączane - pisałem o tym a propos kompozytorów na klęczkach na stronie głównej forum).

Tak naprawdę nauki ścisłe mają obecnie drogę do silnego zmieszania się z humanistycznymi. Psychologia ewolucyjna może bardzo wiele powiedzieć na temat metafor w poezji choćby. Psychologia ewolucyjna, jak każda nauka ewolucyjna, musi umieć posługiwać się świetnie rachunkiem prawdopodobieństwa i obliczeniami statystycznymi. To daje drogę do rozpatrywania zagadnień humanistycznych w sposób całkowicie matematyczny i sensowny. Niestety, większość humanistów woli wznosić się i opadać na falach mody, zamiast zauważyć, tak jak Dennett, iż wiele się zmieniło i że naprawdę istnieje możliwość połączenia nauk ścisłych, przyrodniczych i humanistycznych w warsztacie badawczym. Że takie zjednoczenie może powiedzieć coś zupełnie nowego o estetyce sztuki na przykład, o materiale znaczeniowym stosowanym w literaturze etc.
23-10-2011 14:38 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jakaś atrakcyjna teoria stworzona u zarania badań danego tematu przez szczególnie pomysłowego badacza, staje się wierzchołkiem fali na długi czas.
Czy świadczy to o myśleniu (szczególnie samodzielnym) czy o bezmyślności?

>Zmiany są atrakcyjne, więc liczy się moda, choć każdy wnikliwy obserwator zauważy, iż niemodne kiedyś rzeczy po jakimś czasie wracają (na przykład kobiecie grzywki dajmy na to).
Dokładnie tak.

>Stąd w humanistyce wypada się powoływać na to, co nowe. W danym roku wypada mieć grzywkę.
Komu wypada temu wypada. Racjonalistom nie bardzo. Oni powinni myśleć samodzielnie.

>W przypadku historyczności Jezusa dochodzi do tego też ideologia (choć obecnie udaje się, iż ideologie są nie modne,
Boże Ty to czytasz i nie grzmisz! Tylko "niemodne" ideologie są niemodne. Modne ideologie np. fideizm chrześcijański w biblioznawstwie Nowego Testamentu są bardzo trendy. Stąd odwołania się do "nowości" konserwatywnego poglądowo Pana Mbieleckiego.

>Niestety, większość humanistów woli wznosić się i opadać na falach mody, zamiast zauważyć, iż wiele się zmieniło i że naprawdę istnieje możliwość połączenia nauk ścisłych, przyrodniczych i humanistycznych w warsztacie badawczym.
Będę bardzo nieskromnym. Proszę poczytać moje wypowiedzi na tym forum.
Wielokrotnie to już powtarzałem.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-10-2011 16:27 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Większość humanistów... - oczywiście, panie Andrzeju, pańskie wypowiedzi świadczą o tym, iż ceni pan racjonalizm, nie zaś modę i przekłada się to na wysoką jakość pańskich opinii i spostrzeżeń, które są mi bliskie, a nawet dla kogoś o innych poglądach powinny stanowić zachętę do wzbogacającej dyskusji. Pisząc większość humanistów miałem na uwadze to, z czym się zazwyczaj spotykam - większość publikacji uniwersyteckich i zawarte w nich opinie, poglądy większości pracowników naukowych wyrażane również podczas wykładów.

Jeśli chodzi o samodzielne myślenie, to jest w obecnej humanistyce wiele mechanizmów sprzyjających innym formom naukowości. Częste (i zawsze wymagane) są nawiązania do nawiązań nawiązań. W związku z czym współczesną humanistykę uniwersytecką można też uznać za kolebkę postmodernizmu, gdzie nie ma jednej rzeczywistości, lecz są one kreowane przez różne idee - są zatem rzeczywistości szamańskie, kantowskie, czy heglowskie. Od dwustu lat humanistyka w dużej mierze szła drogą przypisów. Na filozofii na przykład nie liczyło się to, na ile jakaś tradycja myśli ludzkiej opisywała rzeczywistość. Liczyły się przypisy do przypisów, odkrycia w kręgu światopoglądu Tomasza z Akwinu na ten przykład. To już dziesiątki lat temu był postmodernizm. A gdy jedynym punktem odniesienia są nawiązania i to co się wydaje przy biurku i kartce papieru - falowanie jest nieuchronne. Człowiek odcięty od swiata zewnętrznego niewiele sam wymyśli. Fascynujące i niemal rzeczywiste stają się natomiast kartki z notatkami - stąd, między innymi postmodernizm intelektualny (do artystycznego nic nie mam - bywa ciekawy).
23-10-2011 17:05 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Pisząc większość humanistów miałem na uwadze to, z czym się zazwyczaj spotykam - większość publikacji uniwersyteckich i zawarte w nich opinie, poglądy większości pracowników naukowych wyrażane również podczas wykładów.
Zgadzam się z tym spostrzeżeniem, ale właśnie dlatego warto poświęcać swój ograniczony czas mniejszości. Na szczęście mam jakiś dziwny dar "od Boga", że bardzo szybko wyczuwam czyjąś "wielkość" lub "małość" - czyjąś mądrość lub miałkość.
Na przykład: nie zgadzam się z koncepcjami ks. prof. Sedlaka: www.google(*)88-GD9EYfbAdo1xxsY3EiA&cad=rja ,
ale dla mnie był wielkim człowiekiem. Miał facet wizje i odwagę ich głoszenia.

>Jeśli chodzi o samodzielne myślenie, to jest w obecnej humanistyce wiele mechanizmów sprzyjających innym formom naukowości.
Dokładnie tak. Dlatego warto się temu przeciwstawiać - nawet w naszym skromnym zakresie. Ale trzeba robić to porządnie. Przygważdżać racjonalnymi, opartymi na faktach - argumentami. Liczę na Pana - im będzie nas więcej, tym lepiej.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-10-2011 18:33 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oczywiście, będę się starał, choć czasem niezwykle trudno się przebić przez modę, zwłaszcza gdy ta jest dodatkowo wspierana przez zewnętrzne, nienaukowe ideologie. Przebicie się przez modę polega też na tym, iż niemodne badania są słabiej dostępne od tych modnych. Gdy jakość naukowca polega na ilości publikacji, nie ma też potwierdzenia w tytulaturze - niemodny badacz dużo wolniej staje się profesorem, jest zapraszany rzadziej etc.

Również ma pan rację co do naukowców, lub myślicieli, od których można się czegoś nauczyć, nawet się z nimi nie zgadzając. Choć ostatnio nie jeden raz brałem udział w dyskusjach o dogmatyzmie i o tym, czy ktoś strawiwszy wiele lat na budowie starannie przemyślanego światopoglądu jest go w stanie odrzucić, gdy pojawią się koronne argumenty obalające takową konstrukcję. W humanistyce jest to o wiele rzadsze zjawisko niż w naukach ścisłych, bowiem brakuje humanistyce ewidentnych faktów wypływających z eksperymentów. Gdy jednak zdarza się możliwość zrobienia eksperymentu mimo wszystko, nie każdy chce poddać się takiej próbie prawdziwości przekonań. Gdy i to już się stanie, w naukach humanistycznych dużo łatwiej ignorować niektóre fakty (przykładem koronnym jest bardzo częste u historyków ignorowanie źródeł, tudzież traktowanie ich wyrywkowo, równie częste podważanie danych archeologicznych etc.). Można powiedzieć, iż zaplanowanie wykopalisk, czy bardziej wnikliwe przebadanie prawdziwości źródeł to eksperymenty na jakie mogą się pokusić nauki historyczne.
23-10-2011 19:53 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Dzięki archeologii zyskujemy obecnie jakieś pojęcie o tym, co naprawdę działo się w tamtej epoce. "Tropiciele starożytności nacierają ze wszystkich stron. Specjaliści od analizy pyłków przemierzają tereny Judei i Samarii. Orientaliści odcyfrowują tabliczki z pismem klinowym. Również w starożytnych tekstach znad Nilu znaleźć można prawdziwą informację o tym, jak wyglądała prawdziwa historia Hebrajczyków".

Od 1974 r. odkrycia w Tell Mardich w Syrii - gdy w czasie jedenastej kampanii wykopaliskowej okryto 42 tabliczki potwierdzające, że należy identyfikować je ze starożytnym miastem Ebla - nie przestają zadziwiać. Ukazują nam, jak wielkie są wpływy kulturowe Kananejczyków na Hebrajczyków. "Szczególnie tabliczki o treści religijnej intrygują obecnie uczonych. Pismo alfabetyczne, mity, rytuały, zwyczaje ukazują tło, na którym rozwijała się religia Starego Testamentu. Religia ta przeciwstawiała się gwałtownie obcym wpływom, ale przeciwstawiając się ulegała im i niejedno z nich przejęła i przyswoiła sobie. Na tych tabliczkach znaleziono wiele biblijnych imion, zapisanych niemal w identycznej formie. Może to wskazywać, że biblijni patriarchowie lub ich potomkowie żyli w Ebla. Jeśli jednak tak nie było, to można z pewnością stwierdzić, że patriarchowie ci należeli do tego samego kręgu kulturowego i znane im były te same tradycje oraz że przybyli oni z terenów, gdzie tradycje te długo się utrzymywały i wywierały silny wpływ".

Tło, na którym rozwijała się religia Nowego Testamentu możemy w dużym stopniu odtworzyć dzięki okryciom w Qumran i to niezależnie od wpływu, jaki miała postać "Nauczyciela Sprawiedliwości" na ewangeliczny obraz Jezusa Chrystusa. Argument prof. dra hab. Michała Wojciechowskiego, że opisane tam postaci nie mogą mieć związku z postaciami ewangelicznymi, dlatego "że rękopisy pochodzą przecież sprzed czasów Jezusa!" (dowodzi tego i ich treść, i styl pisma, i badania na zawartość węgla C14) - z punktu widzenia nauki jest żenująco śmieszny. Zaś z punktu widzenia wiary nieważnym jest, na ile prawdziwe są poszczególne zdarzenia z życia Jezusa - istotne, że Ewangelie jako całość niosą nam prawdę, a Jezus Chrystus jest Bogiem.

Matthias Schulz w dużym artykule poświęconym aktualnym odkryciom biblijnej archeologii zamieszczonym w "Der Spiegel" pisze: "Współcześni biblioznawcy już od dawna podważają wiarygodność Starego Testamentu. Przypuszczenie, że jest on raczej zbiorem legend niż historycznych faktów, przeradza się w pewność. Chwieje się historyczna podstawa Biblii. Coraz jaśniejsze się staje, że Słowo Boże, Księga Ksiąg pełna jest przeinaczeń".[...]

Ewangelie tworzono do II w. n. e. A od kiedy? Bibliści piszą, że od drugiej połowy I w., ale czy jest to początek intelektualnej pracy nad ideami chrześcijaństwa? W 1897 znaleziono rękopis damasceński, w którym być może mówi się o Jezusie, a na pewno o kimś podobnym. W Qumram odkryto zapisane zwoje z najstarszymi zachowanymi kopiami hebrajskich ksiąg Starego Testamentu oraz nieznane dotąd religijne teksty żydowskie z około II wieku p.n.e., (ukryte w grotach przed 68 r. n.e.). Odkrycie ważne dla badań nad Starym Testamentem, gdyż wyrażone w nich poglądy dalekie są od żydowskiej ortodoksji i dowodzą dużego pluralizmu religijnego przed epoką rabinów, ale jeszcze ważniejsze dla badań nad Nowym Testamentem, gdyż pochodząc z czasów wcześniejszych niż ewangeliczne wydarzenia, rzucają światło nie tylko na historię Żydów w tej epoce, ale także na początki chrześcijaństwa. Rękopisy wykazują, że idee kojarzone z chrześcijaństwem są wspólne różnym prądom religii żydowskiej tej epoki. Wspólnota żyjąca w Qumram, żyjąca wiele lat przed Jezusem reprezentuje podobną religijność, toczy podobne spory, posługuje się podobnymi wyrażeniami oraz ideami, i w podobny sposób objaśnia święte pisma. Tak jak ich poprzednicy, wierzący myśliciele tamtych czasów, piszą, przepisują, dopisują, tworzą.

Zapewne byli to ludzie wewnętrznie uczciwi, pełni głębokiej wiary i najlepszej woli. W pewnym stopniu można ich porównać do dzisiejszych specjalistów-biblistów, z katolickiej czołówki naukowo-intelektualnej. Z ogromnym zaangażowaniem sił i środków w 1965 r. zespół liczący około czterdziestu polskich biblistów przygotował nowy przekład Starego Testamentu nazwany Biblią Tysiąclecia. Ale w tym przekładzie - "zamiast szanować tekst oryginału, często wprowadzają doń komentarz daleki od tego oryginału i jego tła historycznego. Wprowadzają też do tekstu własne koncepcje, ukształtowane nie tylko z dala od tradycji judaizmu, ale także od filologicznej poprawności". Współczesny im wielki biblista ks. E. Dąbrowski nazwał Biblię Tysiąclecia "Biblią tysiąca błędów". Do tego należy dodać świadome (uczynione w najlepszej wierze) przeinaczenia.
www.racjon(*)p/s,4937/q,Ksiega.nad.ksiegami

Można tak, a można tak jak Pan Mbielecki. Każdy sam sobie swój sposób myślenia wybiera. Pan Mbielecki "nie dał się" i pozostał ortodoksyjnym fideistą, ja jestem już z natury taki "niewierny Tomasz".
Przez swój sceptycyzm doszedłem do naturalizmu ontologicznego i odrzucam wszelkie nadnaturalne bzdury. Jestem otwarty na świat i chcę go poznawać. Poglądy mogę - wraz z postępem nauki - zmieniać, ale w jednym poglądzie jestem dogmatycznym ateistą - w żadne duchy (i inne cuda - niewidy) uwierzyć nie mogę. Bóg nie dał mi łaski wiary.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-10-2011 20:45 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Tak, a teraz wartoby przebadać co w manuskryptach z Qumram może być później przepisane przez chrześcijan dla potrzeb swojej wiary. Nie chodzi tu tylko o same idee, ale ogólnie o sposób użytych metafor, połączeń znaczeniowych, samą stylistykę wypowiedzi etc. Z tego co wiem, nie ma nawet krytycznego wydania Nowego Testamentu, gdzie poszczególne słowa byłyby tłumaczone zgodnie ze źródłem, a zupełnie niezależnie od późniejszych tradycji interpretacyjnych. Z podobnym problemem stykamy się przy tłumaczeniu tekstów związanych z mitologią Indii. Bazuje się na starych, XIX wiecznych słownikach sanskrytu, gdzie pewne słowa zyskały znaczenie późniejsze. Swoją drogą tak też może być z koine.

Ogólnie to też jest ciekawe zagadnienie - jak tworzymy słowniki martwych już języków, jakie znaczenie słów przyjmujemy za obowiązujące. I jak owo znaczenie zmieniało się z biegiem czasu (łacina była naprzykład używana do niedawna w publikacjach uniwersyteckich, mieliśmy nowożytną łacinę etc.).
24-10-2011 09:27 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Swoją drogą tak też może być z koine.
A dlaczego tylko z koine, gdy Jezus i jego apostołowie mówili po aramejsku używając zrozumiałej dla nich symboliki, a nie wolno też przy tym zapominać o bardzo bogatej symbolice (nawet liter) występującej w bliskim (szczególnie na obszarach judeo-palestyny) hebrajskim i jego kulturze, z której wywodził się Jezus.
To co znajdujemy w Nowym Testamencie, to posklejane kawałeczki (napisane także po aramejsku), wielokrotnie przeredagowywane na większą "chwałę bożą".
Nie tak łatwo się do tego dobrać. Poniżej anonimowy - z internetu - tekst jakiegoś chrześcijanina:
Jezus wg tego co czytaliśmy złamał chleb, rozdał go uczniom i powiedział - "To jest ciało moje". Chciałbym wskazać, podjąć 1 sugestię. W pierwotnym tekście aramejskim, jako że Jezus używał języka aramejskiego, nie zostało użyte słowo "jest". Mówię to na podstawie Słownika Biblijnego ojca Hugolina Lantkamera wydanego w Katowicach w 1990 roku. Właśnie ten autor stwierdza w słowniku, że tam nie zostało użyte słowo "jest". Podobny pogląd prezentuje Brus Miln autor książki "Poznaj prawdę - kompendium teologii chrześcijańskiej". Autor ten mówi że słowa Jezusa w Łukasza 22:19 które w naszych przekładach brzmią: "To jest ciało moje, które się za was daje" po aramejsku brzmiały: "To chleb, moje ciało wydane za was". Taka konstrukcja słowna, taka konstrukcja zdania wymaga zastosowania właściwego słowa przy tłumaczeniu, przy przekładzie na nasze języki. Tłumacze zastosowali słowo "jest", jednak również słowo "jest" mimo tego że nie występowało w języku aramejskim, nawet jeżeli występuje w naszych przekładach Biblii, to słowo "jest" posiada sens zarówno dosłowny jak i przenośny. Słowo "jest" może znaczyć także, po pierwsze - "oznacza", po drugie - "reprezentuje", po trzecie - "przedstawia", po czwarte - "symbolizuje". Są tego liczne przykłady, liczne przykłady przenośnego rozumienia słowa "jest" znajdujemy w Nowym Testamencie, w nauczaniu Jezusa. Jezus np. mówi o sobie w Jana 10:9

"JA JESTEM DRZWIAMI; jeśli kto przeze mnie wejdzie, zbawiony będzie i wejdzie, i wyjdzie, i pastwisko znajdzie."

W Jana 15:1

"JA JESTEM PRAWDZIWYM KRZEWEM WINNYM, a Ojciec mój jest winogrodnikiem."

W Mat. 13:38

"Rola zaś, to świat, a dobre nasienie, to synowie Królestwa, kąkol zaś, to synowie Złego."

Jezus mówi "rolą zaś jest świat", nie możemy powiedzieć tutaj, że rzeczywiście świat jest glebą, albo że Jezus jest krzewem winnym, w sensie stricte że jest krzewem winnym. Dlatego że Jezus jest człowiekiem, nie krzewem winnym. Więc słowo "jest" albo "jestem" oznacza, reprezentuje, przedstawia, symbolizuje. Pan Jezus często posługiwał się językiem metaforycznym w czasie swoich kazań, w czasie swojego głoszenia. Uczniowie przyzwyczaili się do tego typu stwierdzeń, dlatego nie wyrazili wcale zdziwienia. Podobny pogląd prezentuje Pan Jan Grodzicki który napisał książkę "Kościół dogmatów i tradycji" na stronie 96 mówi on następujące słowa: "Gdyby Jezus użył słowa "jest" w znaczeniu innym, to jest w znaczeniu dosłownym, zmuszony byłby okoliczność tą w osobliwy sposób uczniom wyjaśnić, gdyż w naturalnym porządku rzeczy chleb przaśny był zawsze tylko chlebem przaśnym, a wino winem i niczym więcej. Dosłowny sens wypowiedzi Chrystusa wymagałby ze strony apostołów przyjęcia absurdu i nie mógłby się obejść bez dodatkowych wyjaśnień. A Pismo Święte nigdzie o nich nie wspomina. Przenośny sens Eucharystycznej wypowiedzi Chrystusa nie nastręczał trudności i harmonizował z metaforycznym sposobem katechezy Jezusowej do czego apostołowie byli przyzwyczajeni. Był całkowicie zrozumiały na tle Staro- i Nowotestamentowej symboliki. Chleb i wino stanowiły w tym wypadku Nowotestamentowe symbole ciała i krwi Pańskiej na wzór Starotestamentowego Baranka Paschalnego reprezentującego ciało i krew Chrystusa jako Baranka Bożego. Powróćmy do symboliki Paschy. Żydzi mieli łamać przaśny chleb, aby pamiętać. Żydzi zabijali Baranka, czyli można powiedzieć że łamali jego ciało. Jezus złamał chleb i powiedział: "To ciało moje". Inaczej powiedział, zgodnie ze znaczeniem Paschy - "Tak jak zabity został Baranek, tak jak zostało złamane jego ciało, tak będzie złamane moje ciało". Na podstawie Izajasza 53:5


Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
24-10-2011 09:51 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie wspomniałem o aramejskim, bowiem jego zapis jest bardzo wieloznaczny. Z niego prawdopodobnie wyewoluowało pismo arabskie, z tym że pismo aramejskie obywa się bez znaków diakrytycznych (kropeczki, kreseczki), przez co "kilkuosobowe" grupy liter opisane są tym samym znakiem. Wyobraźmy sobie to po polsku - słowa "koń", "koc", "nić" byłyby opisywane tak samo, bo znaki na "k" i na "n" byłyby tym samym znakiem, podobnie "ń, c, ć". Samogłosek, jak to w wielu językach semickich, by się nie zapisywało, stąd nieważne czy "o", czy "i". Jeśli chodzi o aramejski, to jest on bardzo bliski arabskiemu. Stąd przypuszczam iż czasownik "być", podobnie jak w arabskim, nie jest w aramejskim używany na co dzień. Zdania typu "kot jest szary", "to jest tutaj", "ja jestem bramą" uzyskuje się składniowo. Na języki, w których używa się często czasownika "być" poprawne jest tłumaczenie z "jest", nie tłumaczenie dosłowne (czyli powtarzanie konstrukcji składniowych).
24-10-2011 11:45 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie wspomniałem o aramejskim, bowiem jego zapis jest bardzo wieloznaczny.
I właśnie o to chodzi.

Tylko Pan Mbielecki wie napewno: co się wydarzyło, co zostało powiedziane i jak zapisane. Z jakich szczątków i jak przeredagowywanych zostało to złożone? Czy i jak, to zostało przetłumaczone - z jakiego języka na jaki język? Zgodnie z pierwotnym rozumieniem tamtego zapisu i symboliki, czy to pominięto? Całkowicie, czy tylko w części?
Sceptykom pozostają wątpliwości - co do prawie każdego zdania w Nowym Testamecie - nie mówiąc już o całym jego zapisie.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
24-10-2011 15:10 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Tutaj podaję link do wykonawstwa siostry Marii Keyrouz, doktora Sorbony i kontuatorki liturgicznych tradycji melchickich, maronickich i wczesnobizantyjskich. Artystka śpiewa w trzech językach dawnego kościoła wschodniego - w koine, po aramejsku (ciężko znaleźć w sieci, polecam płyty dla Harmonia Mundi France) i po arabsku.

www.youtube.com/watch?v=8cEDg7fFPfY

Tutaj zaś próbka pisma aramejskiego:


(dawniejszy zapis był klinowy )
26-10-2011 09:16 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tutaj podaję link do wykonawstwa siostry Marii Keyrouz, doktora Sorbony i kontuatorki liturgicznych tradycji melchickich, maronickich i wczesnobizantyjskich. Artystka śpiewa w trzech językach dawnego kościoła wschodniego - w koine, po aramejsku (ciężko znaleźć w sieci, polecam płyty dla Harmonia Mundi France) i po arabsku.
>www.youtube.com/watch?v=8cEDg7fFPfY
Bardzo dziękuję za polecenie. Nie mogę oderwać się od słuchania. Polecam też innym.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-10-2011 10:54 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cóż - ta siostra zakonna, katoliczka (uznają papieża), jest też wielką artystką i znakomitym naukowcem w dziedzinie historii muzyki. Też uwielbiam jej nagrania. Osobom, które polubiły je na YouTubie polecam wyprawę do Empiku - Harmonia Mundi przeniosła niektóre płyty Marii Keyrouz do tańszych serii, kosztują zatem około 35 zł, nie zaś 60 zł. Ja szczególnie lubię płyty z muzyką melchicką i bizantyjską, ale świetne są też z muzyką maronicką (akompaniowaną na sposób arabski) a także kilka projektów, gdzie klasyczna muzyka wschodu spotyka zachód (te głównie dla wytwórni Virgin).
24-10-2011 21:25 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Michalski (234 punktów)
Prace Sandersa są ciekawe ale nie wiem czy on wnosi coś nowego do tematu. Ciekawsza jest praca jednego z jego studentów www.abdn.a(*)ingChair_SchoolnoticeFinal.pdf
www.amazon(*)p/0943575990#reader_0943575990
bardzo dobre wprowadzenie do świata NT.
Dlaczego pomijamy książkę której użyli apostołowie pisząc ewangelie?

Weźmy tą historię Matthew 8:28-34, Mark 5:1-20 & Luke 8:26-39 -Jezus, demony i świnie.
Wszyscy to pomijają (co tu komentować historia jest zabawna)
jedynie Sanders odważnie pisze :

"The story is strange on all counts. It is by far the most dramatic exorcism attributed to Jesus, and it combines exorcism with 'nature' - the swine. One of its details renders it unlikely. Gerasa is about thirty miles south-east of the Sea of Galilee, and there is no other large body of water around. Matthew shifts the scene to Gadara, six miles from the sea, perhaps thinking that this reduces the problem - though a six mile leap is just as impossible as one of thirty miles. I am at a loss to explain the story in the sense of finding a historical kernel." (The Historical Figure of Jesus, Penguin, 1993, p. 155

Takie przypadki można mnożyć- at loss to explain the story, how sad

Carrington podaje najbardziej sensowne wytłumaczenie, ale to chyba nie ma znaczenia.
carrington-arts.com/cliff/Swine.htm

Podobno Marek był pierwszy, nie rozumiem dlaczego geografia w bajce sie nie kleji.
21-10-2011 13:10 
 Ocena 5 na 5
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)

>Historyczność Jezusa kwestionują nawet wpółcześni katoliccy teologowie nie mówiąc już o historykach.
>Ich wypowiedzi miał Pan nawet w tym wątku przytoczone. Tylko katolicy potrafią tak czytać, że nic z tego nie rozumieją.
>Miłego dnia.
>@@@
>.

Nie to, że nie rozumieją. Po prostu niewygodne dla nich fakty ignorują.
20-10-2011 07:44 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Oczywiście, że poważni historycy nie zajmują się ani historycznością Jezusa, ani historycznością Juliusza Cezara.
Bardzo zgrabne. Z tym, że historyczność Juliusza Cezara nie ulega wątpliwości, więc wyważanie otwartych drzwi byłoby pozbawione sensu.
>Ostatnio ciągle się zgadzamy
Pozory mylą

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-10-2011 12:09 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mylą.51?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie gniewaj się na mnie, ale przytaczana jest tu, na tym forum i wielokrotnie, silnie plusowana hipoteza o tym, iż historyczność Jezusa jest w zasadzie faktem. Niedawno odniosłaś się do tego na wątku Sanders.
20-10-2011 07:19 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

Gniewać się? Nigdy w życiu
Myślę, że źródłem nieporozumienia jest nierozgraniczenie znaczeń pojęcia Jezus - jako postaci z ewangelii i "Jezus" - jako prototypu (jednego lub kilku) tej postaci. Ja osobiście jestem zdania, że o ile Jezus nie istniał, o tyle "Jezus" z dużym prawdopodobieństwem tak.
A że Andrzej.51 nazwał Sandersa "jednym z najwybitniejszych badaczy Biblii", choć ten nie miał racji? No cóż... Georges Cuvier też był jednym z najwybitniejszych przyrodników, choć nie miał racji.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-10-2011 09:23 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Tak, ale pewnie Cuvier nie czuł tak silnego nacisku wewnętrznego na to co POWINIEN naukowo potwierdzić. Tak jak już napisałem wcześniej Rigoletto, ludzie wierzący w Jezusa wierzą bardziej w jego biografię, niż w jego nauczanie. Liczy się bardziej to, że umarł i zmartwychwstał jako baranek Jahwe, niż jakiekolwiek jego (lub nie jego słowa). Dlatego badacze, którzy zapewne nie chcą być w pełni obiektywni, za wszelką cenę starają się przyjąć jednego Jezusa - prototyp. Więcej Jezusów oznacza deklarację niewiary - jeden, nawet jeśli traktowany świecko i z realizmem, nie stawia sytuacji na ostrzu noża.
20-10-2011 19:04 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Michalski (234 punktów)
To z Sandersem to trochę przesada, byli lepsi.
Sanders ominął najzabawniejsze kawałki, co z typologią w ew.Mateusza? str:5,9,15,21,26,31,35
www.leitha(*)ucture-of-matthew-s-gospel.pdf
Czy bohater opowiadania napisanego w taki sposób z tyloma elementami metamagicznymi może być historyczny?
Ta dyskusja to pełna beka, czytam te posty i jakbym tam był Judea 33AD.
22-10-2011 22:57 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>>>Panie Jacku, ja nie chcę dowodzić historyczności Jezusa, bo żaden poważny historyk jej nie kwestionuje.
>>Czy aby na pewno?
>>A to co za nowy wynalazek?
>To ma być współczesny historyk?
Nie wiem jak rozumiesz słowo współczesność? Wiki mogłeś sobie darować to samo stoi na okładce.Ponieważ podpierałeś swoje argumenty niemiecką literaturą wychodzę z założenia że znasz język niemiecki, więc po co ten teatr? Musisz formułować swoje pytania precyzyjniej np."żaden żyjący historyk.." Tylko że to ma też swoje minusy. Z chwilą opuszczenia przez duszę ciała Glinki, twoje argumenty tracą ważność.Wziąłem pierwszą pozycję z brzegu nie zastanawiając się na ile odpowiada ona twoim wymaganiom współczesności.Za te niedopatrzenie podam ci dwa tytuły, obydwaj autorzy żyją.Zastanawiam się po co pytasz, czytać ich i tak nie będziesz,może ewentualnie przekartkujesz.


15-09-2011 14:26 
 Ocena 3 na 3
Chlodwig (10939 punktów)
>No bo jeśli ktoś zaprzecza historycznym faktom (tzn. poglądom profesjonalnych historyków, które są oparte na wynikach badań zgodnych z metodologią nauk historycznych) i to z motywów wyraźnie ideologicznych, to należałoby zapytać, czy ktoś taki zdolny jest jeszcze do racjonalnego myślenia.
Ponieważ jak zauważyłem, nie odpowiadasz na niewygodne ci posty, spieszę przypomnieć:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w449021
Jak najbardziej na temat, sądzę.
15-09-2011 15:21 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>Ponieważ jak zauważyłem, nie odpowiadasz na niewygodne ci posty, spieszę przypomnieć:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w449021
>Jak najbardziej na temat, sądzę.

Och, obawiam się, że mbielecki się na ciebie obraził
15-09-2011 23:34 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>No bo jeśli ktoś zaprzecza historycznym faktom (tzn. poglądom profesjonalnych historyków, które są oparte na wynikach badań zgodnych z metodologią nauk historycznych) i to z motywów wyraźnie ideologicznych, to należałoby zapytać, czy ktoś taki zdolny jest jeszcze do racjonalnego myślenia.
>Ponieważ jak zauważyłem, nie odpowiadasz na niewygodne ci posty, spieszę przypomnieć:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w449021
>Jak najbardziej na temat, sądzę.

Staram się reagować na wszystkie merytoryczne wypowiedzi. Ponieważ w dyskusji pojawiło się mnóstwo pobocznych wątków, mogę czasem coś przeoczyć. W sprawie Filona nie mam nic więcej do powiedzenia ponad to, co napisał p. Lewandowski; w szczególności istotny jest tu następujący pogląd: "Filon nie napisał "historii Żydów". Wszystko, co pisał z zakresu historii, było związane tylko z filozoficzną interpretacją Pięcioksięgu i współczesną historią Żydów żyjących w odległej od Palestyny diasporze aleksandryjskiej. (...) nie zachowały się wszystkie dzieła Filona w całości, co po raz kolejny nie upoważnia nikogo do stanowczego orzekania, że Filon na pewno nie pisał o Jezusie."
16-09-2011 07:59 
 Ocena 4 na 4
Chlodwig (10939 punktów)
>>Ponieważ jak zauważyłem, nie odpowiadasz na niewygodne ci posty, spieszę przypomnieć:
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,447659#w449021
>>Jak najbardziej na temat, sądzę.
>Staram się reagować na wszystkie merytoryczne wypowiedzi. Ponieważ w dyskusji pojawiło się mnóstwo pobocznych wątków, mogę czasem coś przeoczyć. W sprawie Filona nie mam nic więcej do powiedzenia ponad to, co napisał p. Lewandowski; w szczególności istotny jest tu następujący pogląd: "Filon nie napisał "historii Żydów". Wszystko, co pisał z zakresu historii, było związane tylko z filozoficzną interpretacją Pięcioksięgu i współczesną historią Żydów żyjących w odległej od Palestyny diasporze aleksandryjskiej. (...) nie zachowały się wszystkie dzieła Filona w całości, co po raz kolejny nie upoważnia nikogo do stanowczego orzekania, że Filon na pewno nie pisał o Jezusie."
Nie wiem czy zauważyłeś, nie mówiłem o Filonie, ale podważałem rzetelność Lewandowskiego. Powołałeś się na niego, jako na autorytet historyczny. Ja wykazuję że wypowiedział się jako wyznawca i dla nie orientujących się w realiach Iw, jego artykuł ma pozory opracowania fachowego. Tego post dotyczył. Znów unik.
16-10-2011 18:10 
 Ocena 6 na 6
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
nie zachowały się wszystkie dzieła Filona w całości, co po raz kolejny nie upoważnia nikogo do stanowczego orzekania, że Filon na pewno nie pisał o Jezusie."

Ten argument jest mocny.Nie zachowały się też żadne zapisy Filona o Herkulesie i Adonisie, co nikogo nie upoważnia do orzekania czy Filon na pewno o nich nie pisał.
Ten pan Lewandowski podał też przykład z Talmudu. Ponieważ jednak wg tego źródła Jezus był synem Pandery i został ukamienowany, wziął tylko połowę z tego źródła jako wiarygodną.Są to tak zwane dowody skrojone na miarę.Co nie pasuje to się obcina i wyrzuca. Są też źródła mówiące o emigracji Jezusa z Marią Magdaleną na południe Francji, gdzie mieli dzieci, żyli długo i szczęśliwie.Pandera był legionistą rzymskim,jego grób istnieje w Niemczech do dziś. Prawdopodobnie pochodził z Germanii i Jezus dostał obywatelstwo niemieckie za pochodzenie.
Oto dowód:


14-09-2011 22:07 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)
>Być może istniał jakiś historyczny Jezus (w co ja raczej wątpię, moim zdaniem był postacią wymyśloną przez sekciarzy, może luźno kimś zainspirowaną), jeszcze bardziej być może 10% Ewangelii zawiera jakieś jego oryginalne przemyślenia (bo przepisanie ceremonii dionizyjskich i wpisanie ich w fabułę nie jest oryginalnym przemyśleniem).
Biorąc pod uwagę modę na proroków, nauczycieli, sekciarzy, jaka panowała w ówczesnym świecie judajskim, istniało ich raczej setki, tylko że żaden nie jest takim Joshua. Imię było pospolite, więc tu nie widzę problemu.
14-09-2011 23:33 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pytanie jest takie, czy wogóle był jakiś nauczyciel, czy też raczej pojawili się sekciarze, którzy mówili o jakiejś mglistej postaci wzorowanej niemal na zasadzie plagiatu na Orfeuszu z misteriów orfickich i dopiero z czasem ta postać zaczęła być wierzona jako realna, to znaczy jako jakiś człowiek, który ma gdzieś grób etc.

Bo mogło to wyglądać tak, iż dopiero po iluś tam latach chrześcijaństwa pojawił się w nim Jezus chadzający po ziemi w czasach dla owych ludzi współczesnych. Moim zdaniem przesłanką za tym jest główna atrakcja - śmierć i zmartwychwstanie, jako lep na religijne muchy. Inne rzeczy mogły zostać dopisane później, zaś wpierw owo śmierć i zmartwychwstanie było tak jak z Orfeuszem - dawno, dawno temu, za górami i lasami. Być może dopiero dokonując niedbałego połączenia tych hellenistycznych pomysłów z judaistyczną wyobraźnią pojawiły się w tym wszystkim silniejsze elementy pseudorealizmu? Nie mówię, że tak akurat było, ale dominuje myślenie o dopisywaniu przygód do jakiejś istniejącej postaci (lub ich konglomeratu). A może było na odwrót - nieziemską historię sztucznie uziemiono, aby była bardziej "prawdziwa"?
15-09-2011 12:19 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>Pytanie jest takie, czy wogóle był jakiś nauczyciel, czy też raczej pojawili się sekciarze, którzy mówili o jakiejś mglistej postaci wzorowanej niemal na zasadzie plagiatu na Orfeuszu z misteriów orfickich i dopiero z czasem ta postać zaczęła być wierzona jako realna, to znaczy jako jakiś człowiek, który ma gdzieś grób etc.
Na ile wiem sekciarze byli wcześniej i później, bez wyraźnego związku z postacią Jezusa. Coś jak teraz - tysiące wieszczy i proroków
Po latach ostała się pamięć o jednym, przy czym pamięć ta może opierać się na wielu postaciach realnych, przy czym żadna nie była taka, o jakiej pamiętano. Czyli de facto byli liczni, ale właściwe nie było żadnego.

>Bo mogło to wyglądać tak, iż dopiero po iluś tam latach chrześcijaństwa pojawił się w nim Jezus chadzający po ziemi w czasach dla owych ludzi współczesnych.
W pewnym sensie tak. Technika chrztu wodą była starsza niż potencjalny Chrystus i jego kult, chociaż jeśli chodzi o filozofię, to raczej była sporo młodsza, bowiem nauki zupełnie inne i pomieszane uporządkowano, przerobiono i dostosowano dopiero z czasem - w skali kilku wieków a właściwie do dziś to robią.

>Moim zdaniem przesłanką za tym jest główna atrakcja - śmierć i zmartwychwstanie, jako lep na religijne muchy. Inne rzeczy mogły zostać dopisane później, zaś wpierw owo śmierć i zmartwychwstanie było tak jak z Orfeuszem - dawno, dawno temu, za górami i lasami. Być może dopiero dokonując niedbałego połączenia tych hellenistycznych pomysłów z judaistyczną wyobraźnią pojawiły się w tym wszystkim silniejsze elementy pseudorealizmu? Nie mówię, że tak akurat było, ale dominuje myślenie o dopisywaniu przygód do jakiejś istniejącej postaci (lub ich konglomeratu). A może było na odwrót - nieziemską historię sztucznie uziemiono, aby była bardziej "prawdziwa"?
Ano, oczywiście. Aby zyskać wiarygodność należało wykazać, że był wyjątkowy, więc pobierano z różnych kultur to, co było chwytliwe. Zresztą tak samo jak później wtłoczono matkę, do której sam zainteresowany odnosił się cokolwiek grubiańsko.
16-09-2011 11:11 
 Ocena 3 na 3
Ronja (626 punktów)
>Aby zyskać wiarygodność należało wykazać, że był wyjątkowy, więc pobierano z różnych kultur to, co było chwytliwe.

Gwiazda, trzej królowie, samoistny geniusz w młodym wieku, chodzenie po wodzie... To wszystko już było
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Usunięte przez moderatora
10-10-2011 07:20 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

Z tych wydarzeń nie ma ani jednej wzmianki o jakimkolwiek chrześcijaninie, który wyparłby się wiary w trakcie doświadczanego cierpienia.
Niejaki Piotr zaparł się go bez tortur.
10-10-2011 15:59 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Z tych wydarzeń nie ma ani jednej wzmianki o jakimkolwiek chrześcijaninie, który wyparłby się wiary w trakcie doświadczanego cierpienia.
>Niejaki Piotr zaparł się go bez tortur.

Tak, Piotr się zaparł, pozostali uczniowie uciekli jak tchórze. Jak wyjaśnić ich późniejszą odwagę?...
16-10-2011 20:32 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)


>Z tych wydarzeń nie ma ani jednej wzmianki o jakimkolwiek chrześcijaninie, który wyparłby się wiary w trakcie doświadczanego cierpienia. Zamiast tego znajdujemy wiele relacji naocznych świadków, którzy byli gotowi cierpieć i umrzeć za głoszenie prawdy o zmartwychwstałym Jezusie. Trudno by to było racjonalnie wyjaśnić, gdyby nie fakt bezpośredniego spotkania wielu osób ze zmartwychwstałym Jezusem.
>
Niejaki Piotr zwany też w kręgach katolickich Skałą, nie bardzo był gotów. Zwinął się i zwiał z Rzymu.Gdyby się wtedy Jezus Chrystus nie pofatygował na ziemię żeby go zawrócić z drogi, świat nie miałby papieży. Dusze do dziś błąkałyby się w przestworzach bo nie byłoby komu otworzyć wrót nieba.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Ponieważ kilku uczestników forum podnosi kwestię wzmianek o Jezusie w źródłach pozabiblijnych, przypominam tekst sprzed kilku lat:

www.trinit(*)-w-zrodlach-pozabiblijnych.htm
14-09-2011 18:08 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie ma tu nic nowego, ponad to, o czym pisze Mariusz, plus pełen pewności siebie, kpiący język, podczas gdy faktów nie ma. Jestem przekonany, iż ci sami ludzie, urodzeni w innym miejscu, mogliby z zapałem dowodzić historyczności boskości Alego, albo wykopanych z bitwy na polach Kurukszetry kół rydwanów. I czy biliby gorsi niż są teraz, oddając swe niezbyt uczciwe umysły dowodzeniu "prawd" o których i tak już są przekonani i to nie bezinteresownie (domniemane życie wieczne, które nie ma uzasadnienia poza starannie kultywowanymi złudzeniami)
14-09-2011 18:49 
 Ocena 12 na 12
maruda (5550 punktów)
>Ponieważ kilku uczestników forum podnosi kwestię wzmianek o Jezusie w źródłach pozabiblijnych, przypominam tekst sprzed kilku lat:

   Problem jest głębszy niż te teksty, teologia była pierwszą z nauk, tylko teologom wolno było rozpatrywać Biblię i pozostałe teksty tylko pod jednym kątem egzegezy Jezusa. Wszystko to służyło utwierdzaniu przewodniej roli Kościoła Rzymskiego. Teologia jest taka do dnia dzisiejszego, teolog katolicki który próbuje rozpatrywać biblię niezgodnie z wizją KRK w krótkim czasie przestaje mieć poparcie KRK, czy to nie symptomatyczne?
   Zabawy z tekstami historycznymi niestety nie da się prowadzić pod dyktando teologów KRK. Nowi historycy próbują nowych metod opracowań i nowego podejścia, niestety nie wolno im tak badać Biblii. Biblia jest tekstem literackim i jak każda fantastyka ma swoje prawo do odejścia od rzeczywistości. Niestety nie jest tekstem historycznym, dlatego też nie jest tak traktowana przez dzisiejszych historyków.

Księża są satanistami bo ubierają się na czarno.
14-09-2011 20:03 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Ponieważ kilku uczestników forum podnosi kwestię wzmianek o Jezusie w źródłach pozabiblijnych, przypominam tekst sprzed kilku lat:
Rozumiem, że chciał Pan nas rozśmieszyć? Jan Lewandowski i "Trynitarianie", może być tylko autorytetem dla Pana i innych bardzo głęboko wierzących.

Miłego dnia.

@@@
.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
W dyskusji pojawiło się mnóstwo wątków pobocznych. Wróćmy na chwilę do wątku głównego:

>to prawda, że "Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i
>ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym." ?

Właśnie przeczytałem interesującą opinię:
"Każdemu czytelnikowi od razu rzucają się w oczy różnice w relacjach o Zmartwychwstaniu, występujące w czterech Ewangeliach. Mateuszowi - oprócz ukazania się Zmartwychwstałego niewiastom przy pustym grobie - znane jest tylko ukazywanie się Jezusa Jedenastu w Galilei. Łukasz zna wyłącznie tradycje jerozolimskie. Jan mówi o ukazywaniu się zarówno w Jerozolimie, jak i w Galilei. Żaden ewangelista nie opisuje samego Zmartwychwstania (...). Osobny problem nasuwa zakończenie Ewangelii Marka. Zgodnie z wiarygodnymi rękopisami Ewangelia ta kończy się na wersecie 16,8: "One wyszły i uciekły sprzed grobu: ogarnęło je bowiem zdumienie i przestrach. Nikomu też nie powiedziały, bo się bały". Autentyczny tekst Ewangelii, w tej formie, w której do nas dotarł, kończy się relacją o zdumieniu i przestrachu niewiast. (...) Niemożliwe jest, żeby Ewangelia kończyła się na dołączonych jeszcze słowach o milczeniu niewiast; zakłada ona przecież przekazanie wiadomości o tym spotkaniu. Bez wątpienia znane jest jej ukazanie się Jezusa Piotrowi i Dwunastu, o którym mówi znacznie starsza relacja Pierwszego Listu do Koryntian. Nie wiemy, dlaczego tekst urywa się w tym miejscu. W II wieku dołączony został do niego tekst zbiorczy, zawierający najważniejsze tradycje dotyczące Zmartwychwstania (...). Jakkolwiek by było, także krótkie zakończenie Marka zakłada odkrycie pustego grobu przez niewiasty, ogłoszenie Zmartwychwstania oraz wiedzę o ukazaniu się Piotrowi i Dwunastu. Zagadkowe przerwanie narracji musimy pozostawić bez wyjaśnienia."
16-09-2011 14:00 
 Ocena 7 na 9
Przemek J. (3008 punktów)
Myślisz, że jednym zdaniem wprowadzającym i kilkoma cytatami, zmieciesz wszystkie argumenty negujące zasadność użycia tychże cytatów, jako niewiarygodnych?

Człowieku wstydu czy rozumu nie masz, że bawisz się w takie sztuczki?

P.S.
Przepraszam wszystkich z ten głos, ale już nie wytrzymałem.
21-09-2011 09:35 
 Ocena 1 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Myślisz, że jednym zdaniem wprowadzającym i kilkoma cytatami, zmieciesz wszystkie argumenty negujące zasadność użycia tychże cytatów, jako niewiarygodnych?
>Człowieku wstydu czy rozumu nie masz, że bawisz się w takie sztuczki?
>P.S.
>Przepraszam wszystkich z ten głos, ale już nie wytrzymałem.

Nie zrozumiałem - czego powinienem się wstydzić?
21-09-2011 11:30 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pomijania niewygodnych dla siebie informacji. Wracania do tego, że skoro Jezus (postać historyczna) to Zmartwychwstanie (element twojej wiary, przeczący Sziwie, czy Allachowi, lecz i oni przeczą twojemu elementowi).
Więc jeszcze raz - są historycy i myśliciele, którzy uważają, iż Jezus nie był postacią historyczną.

Stwierdzenie, iż Jezus był na pewno postacią historyczną nie jest stwierdzeniem historyka, ale kogoś kto wykonuje nierzetelnie zawód historyka, nie zasługując jednakże na to miano. Wobec wątłej faktografii nie można stwierdzić z całą pewnością, iż Jezus (postać historyczna) istniał. Jeśli jakiś historyk stwierdza "tak, na pewno istniał", jest oszustem.

Nie można też oczywiście powiedzieć z całą pewnością iż Jezus (jako postać historyczna) nie istniał.
21-09-2011 12:05 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Pomijania niewygodnych dla siebie informacji.

Jakich??? Jeśli umknęła mi jakaś merytoryczna wypowiedź (chociaż nie sądzę, że to się zdarzyło), to tylko z tego powodu, że w pewnym momencie spierało się ze mną jednocześnie kilkanaście osób. Jeśli coś istotnego pominąłem, możemy do tego wrócić.

>Wracania do tego, że skoro Jezus (postać historyczna) to Zmartwychwstanie (element twojej wiary, przeczący Sziwie, czy Allachowi, lecz i oni przeczą twojemu elementowi).

Nie, ja takiej implikacji nie sformułowałem. Było inaczej: w wątku o historycznych aspektach Zmartwychwstania nagle niektórzy zaczęli kwestionować historyczność Jezusa, więc trzeba było się odnieść do tego pobocznego wątku.

>Więc jeszcze raz - są historycy i myśliciele, którzy uważają, iż Jezus nie był postacią historyczną.

No właśnie takich historyków nie ma. Nikt nie podał choćby jednego nazwiska poważnego historyka, który to twierdzi.
21-09-2011 12:37 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
>No właśnie takich historyków nie ma. Nikt nie podał choćby jednego nazwiska poważnego historyka, który to twierdzi.

   Rozumiem pańskie podejście do tematu, wszyscy historycy, którzy nie traktują Jezusa na klęczkach i którzy nie przyjmują jego istnienia za pewnik są niepoważni. To zrozumiałem, można mieć i takie podejście. Zamyka to niestety drogę do jakiegokolwiek dialogu i kończy dyskusję na dobre.
   Niestety takie wykorzystywanie języka i zamiana znaczeń jednych wyrazów i zwrotów na inne też nie służy porozumieniu. Choć jest charakterystyczną cechą oficjalnego języka hierarchii katolickiej.
21-09-2011 12:42 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
No właśnie takich historyków nie ma. Nikt nie podał choćby jednego nazwiska poważnego historyka, który to twierdzi.


????

Jeśli dla pana istotą powagi, a nawet istnienia jest wiara w religię chrześcijańską, to ja - zdaniem pana - nie istnieję. Zatem po co pan w ogóle się do mnie zwraca?

Nie jestem biblioznawcą, ale mam wykształcenie dotyczące korzystania ze źródeł historycznych. Mówienie o tym, że "Jezus na pewno był postacią historyczną" jest absolutnie niepoważne i jeśli jacyś historycy tak robią, to, delikatnie mówiąc, są partaczami. Żaden fachowiec nie ma najmniejszego prawa zakładać pewności istnienia osoby mającej tak słabe oparcie w faktach. Nie można też czerpać dowodów na istnienie z pism żyjących później wyznawców - to kompletny absurd.

Oczywiście, co do każdej osoby, która już przeminęła, historia nie może mieć całkowitej pewności. Nikt z żyjących obecnie nie widział Napoleona. Tak samo nikt nie widział Juliusza Cezara. Źródła (nie konfesyjne, zwykłe źródła) też mogą rozmijać się z prawdą, celowo, lub przez przypadek. Tym niemniej Napoleon jest udokumentowany w tylu niezależnych od siebie, historycznie potwierdzonych relacjach bezpośrednich świadków jego egzystencji, których wiarą i pragnieniem nie było to, żeby Napoleon istniał, iż śmiesznym by było odrzucanie istnienia Napoleona. Tym niemniej historia to nauka, zatem właściwym jest stwierdzenie - "Napoleon z ogromną dozą prawdopodobieństwa istniał". Mniej silne dowody mamy na istnienie Juliusza Cezara, tym niemniej i tak jest on jedną z najsilniej udokumentowanych postaci starożytnych, zarówno przez swoich sprzymierzeńców, jak i wrogów. Sam też, jak wiemy, pisał, i wczesne relacje o jego pismach wskazują na jego ich autorstwo.

Jezus jako postać historyczna ma bardzo słabe uzasadnienie w faktach, zdumiewająco słabe jak na twórcę tak prężnego ruchu. Sugeruje to moim zdaniem, iż bardziej prawdopodobne jest to, iż Jezus jest postacią literacką, niż odbiciem rzeczywiście istniejącej osoby (choćby w 30%). Prawdopodobieństwo istnienia Jezusa dodatkowo osłabia wpisanie go w mit orficki, z ofiarą z krwi/wina, oraz z bolesną śmiercią po której następuje zdumiewające zmartwychwstanie.

Tym niemniej nie neguję osób mówiących, iż historyczny Jezus RACZEJ istniał. Jednakże, jeśli ktoś traktuje fakt istnienia Jezusa z całkowitą pewnością, jego miejsce jest wśród teologów, a nie naukowców.
21-09-2011 14:51 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Panie Jacku, pisząc o "poważnych historykach" miałem na myśli uznanych naukowców, profesorów, specjalistów od historii starożytnej Bliskiego Wschodu, którzy badali to zagadnienie. W żadnym razie nie kwestionuję Pana kompetencji.

>Tym niemniej nie neguję osób mówiących, iż historyczny Jezus RACZEJ istniał. Jednakże, jeśli ktoś traktuje fakt istnienia Jezusa z całkowitą pewnością, jego miejsce jest wśród teologów, a nie naukowców.

Zacytuję opinię andrzeja.51 z rozmowy z Panem: "Współcześni badacze krytyczni stoją na stanowisku, że ukrzyżowanie Jezusa miało miejsce za czasów namiestnika rzymskiego Poncjusza Piłata, tj. w okresie od 26 do 36 r. n.e., najprawdopodobniej w kwietniu 30 r., z jego zresztą rozkazu." - czyli nie tylko istnienie Jezusa jest uznawane za fakt przez historyków, ale i Jego ukrzyżowanie. Czy miejsce andrzeja.51 jest wśród teologów?
21-09-2011 15:40 
 Ocena 4 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czy miejsce andrzeja.51 jest wśród teologów?
Zdecydowanie! Mój imiennik jest wykształconym zdeklarowanym teologiem.
Przecież to widać w każdym jego tekście, a tu teksty nie autorytety się liczą.

Mnie jednak bardziej interesuje od strony psychiatryczno-psychicznej Pański przypadek. Przepraszam, ale naprawdę jestem bardzo daleki od chęci obrażenia Pana. Ja naprawdę jestem zdumiony Pańską psychiką. Ma Pan całkowicie hermetyczny umysł na argumenty. Czy Pan naprawdę nie jest w stanie niczego zrozumieć, z tego co kilka osób łopatologicznie na przeróżne sposoby Panu wyjaśnia? Czy wiara może dokonać aż takich spustoszeń w mózgu? Spora część z nas czyta książki wydawane przez konfesyjne wydawnictwa i pisane przez konfesyjnych autorów. Wśród nich są naprawdę mądrzy myślący ludzie. Czy Pan nie może trochę ich poczytać? To co Pan tu opowiada, to bajeczki dla tak mocno wierzących, jak mocno naiwnych. Odwołuje się Pan do profesorów, ale to co Pan sam tu przedstawia, to może zaledwie poziom gimnazjum i to katolickiego.
Nie bardzo Pan mi tu przeszkadza, gdyż inspiruje Pan mądrych ludzi do wypowiedzi, z których ja - a myślę, że jeszcze parę innych osób - korzysta. Tylko zastanawiam się - czy nie szkoda jest Pańskiego czasu? Nic Panu rozmowy na naszym forum nie przynoszą, a nie jesteśmy środowiskiem, w którym mógłby Pan przy pomocy swojej wiedzy i argumentacji kogokolwiek przekonać.

Miłego dnia i dużo zdrowia Panu życzę.

@@@
.
www.racjon(*)gia.Biblii.Wiarygodnosc.Biblii
www.racjon(*)hp/s,559/q,Wiarygodnosc.Biblii

@@@
.
22-09-2011 15:48 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Drogi Panie Andrzeju,

Ulega Pan złudzeniu: wydaje się Panu, że jest Pan otwarty na argumenty oraz że byłby Pan gotów zmienić swoje poglądy, gdyby się okazało, że nie są one zgodne z faktami. Ten sam typ złudzenia występuje u Pana w stosunku do innych osób. Czy posty andrzeja.51 wpłynęły jakoś na Pana pogląd co do historyczności Jezusa oraz Jego ukrzyżowania?

Również życzę dużo zdrowia i czasu na spokojną refleksję.
22-09-2011 18:17 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ulega Pan złudzeniu: wydaje się Panu, że jest Pan otwarty na argumenty oraz że byłby Pan gotów zmienić swoje poglądy, gdyby się okazało, że nie są one zgodne z faktami.
A skąd Pan powziął takie informacje? Ja dalej twierdzę, że zmieniam swoje poglądy - nie tylko wtedy, gdy przeczą im fakty, gdyż wtedy to tylko psychicznie upośledzony ich nie zmienia - ale nawet wtedy, gdy zostanie mi przedstawiona jakaś sensowna argumentacja.

>Ten sam typ złudzenia występuje u Pana w stosunku do innych osób.
Złudzenie jest błędem w poznaniu, jeżeli komuś zarzucamy błąd, to trzeba go udowodnić.

>Czy posty andrzeja.51 wpłynęły jakoś na Pana pogląd co do historyczności Jezusa oraz Jego ukrzyżowania?
Pan Andrzej.51 jest bardzo mądrym człowiekiem, o ogromnej wiedzy, ale nie tylko, że nie jest dla mnie bogiem, to nawet nie jest żadnym kapłanem mojego Kościoła. Ja zaś prawie od urodzenia jestem typowym "Niewiernym Tomaszem" - takim, który jak nie pomaca, to nie uwierzy.
To co powiedział tu Pan Andrzej, to ja muszę zweryfikować, a na to potrzeba trochę czasu.

>Również życzę dużo zdrowia i czasu na spokojną refleksję.
Za życzenia zdrowia bardzo dziękuję, spokojna refleksja bardzo się przyda.

Ale tak na szybko!
Ani Pan Andrzej, w swoim poście, nie przeczy ogólnie moim twierdzeniom (gdy Pan ma wątpliwości, to proszę sobie sczytać moje wypowiedzi), ani jego tu twierdzenia - co do których jednak mam spore zastrzeżenia, nie są czymś - czego nie mógłbym zaakceptować.
__________________________________________________
Aby nie było wątpliwości mówię o poniższym poście:
Obecnie tylko kilku znanych badaczy (m.in. Raschke, Drews) neguje historyczność Jezusa. /.../
Gdyby zatem nie było sądu przed Piłatem oraz ukrzyżowania, to ewangeliści by o tym nie pisali. Widocznie jednak miało to miejsce w rzeczywistości, a Jezus był postacią historyczną.

___________________________________________________

Natomiast, gdyby Pan Andrzej nawet na wszystkich bogów nam tu przysięgał, a nawet obaj Panowie padli przede mną na kolana i błagali, to i tak nie uwierzę, że rzekomy Jeszua był Chrystusem. Jak na razie nie zauważyłem nigdzie, aby Pan Andrzej.51 tak twierdził, jeżeli się mylę to bardzo o link proszę.

Pan naprawdę nie odróżnia warsztatu historyka od warsztatu teologa?

Miłego dnia.

@@@
.

www.google(*)lxoVzdkb6Or-PGUqWegABg&cad=rja

@@@
.
23-09-2011 00:13 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Faktem jest, że powołaliśmy się na autorytet Andrzeja.51, który ma spore doświadczenie z tematyką nowotestamentową i przyznał on w swej wypowiedzi rację mbieleckiemu co do tego, iż ogólne zdanie historyków brzmi: "tak, Jezus jest postacią historyczną". Jednocześnie Andrzej.51 wiąże z tym Jezusem fakt ukrzyżowania. Pojawiły się natomiast u Andrzeja.51 różne możliwości dotyczące pustego grobu, choć dowiedziałem się, iż nigdy nie spotkał się z podważeniem historyczności Marii Magdaleny.

Co mnie również zachęca do dalszych badań, albowiem z istniejących faktów nijak nie układa mi się ten obraz pewnej istnienia postaci nowotestamentowych historii. Jednocześnie wiem, jak miło historycy potrafią na przykład zniekształcać dzieje wypraw krzyżowych, albo kolonializmu w Indiach. Można po tych zniekształceniach przypuszczać o przekonaniach religijnych owych historyków, nie starają się oni też zrozumieć Araba, czy Hindusa. Raz już przegrali z historią - mówią żonglując faktami liczni dziejopisarze zachodni - zatem niech zrobią to jeszcze raz.
23-09-2011 18:01 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Faktem jest, że powołaliśmy się na autorytet Andrzeja.51, który ma spore doświadczenie z tematyką nowotestamentową i przyznał on w swej wypowiedzi rację mbieleckiemu co do tego, iż ogólne zdanie historyków brzmi: "tak, Jezus jest postacią historyczną".
Pan Andrzej nie przyznał Panu Bieleckiemu racji. Pan Bielecki chciał podania choć jednego współczesnego historyka przeczącego istnieniu Jezusa i dostał od Pana Andrzeja nawet dwóch.

>Jednocześnie Andrzej.51 wiąże z tym Jezusem fakt ukrzyżowania.
To są bardzo ciekawe spekulacje Pana Andrzeja. Moim zdaniem warto się nad nimi zastanowić.

>Pojawiły się natomiast u Andrzeja.51 różne możliwości dotyczące pustego grobu, choć dowiedziałem się, iż nigdy nie spotkał się z podważeniem historyczności Marii Magdaleny.
Albo trzeba mu uwierzyć, albo poszukać dowodów (argumentów) to podważających.

>Co mnie również zachęca do dalszych badań, albowiem z istniejących faktów nijak nie układa mi się ten obraz pewnej istnienia postaci nowotestamentowych historii.
Na badania, to już trochę za stary jestem, ale muszę doczytać i przemyśleć.
Profesor, który czterdzieści lat temu wprowadzał mnie w ewangelie - Zygmunt Poniatowski - napisał: Podkreślając, że ewangelii nie można traktować jako absolutnie fałszywych wytworów "pobożnego oszustwa" (podobnie jak nie można ich też uważać za prawdziwe absolutnie, w każdym twierdzeniu), stajemy wobec kwestii tego co historyczne, i tego co mitologiczne, w przekazach ewangelicznych. Jakoś nie bardzo chce mi się wierzyć, aby wśród świeckich badaczy to podejście do ewangelicznego przekazu mogło bardzo się zmienić. (Chyba, że świeccy badacze już nie istnieją).

Andrzej.51 Cytat:
Obecnie tylko kilku znanych badaczy (m.in. Raschke, Drews) neguje historyczność Jezusa. /.../

Nie bardzo też rozumiem dlaczego zostało pominięte tu nazwisko Deschnera. Nie jest on co prawda "badaczem", ale przestudiował ogromną literaturę przedmiotu, mając do tego odpowiednie kwalifikacje intelektualne i formalne. Nie sposób tu nie wziąć pod uwagę choćby jego książki - "I znowu zapiał kur".

------------------------------------------------

Jednocześnie nie zgadzam się z osądem, że Pan Andrzej.51 przekroczył granice obiektywnych relacji ze stanu współczesnych publikacji naukowych w literaturze przedmiotu lub pozwolił sobie na nieuprawomocnione niczym spekulacje.
Nie mam - na teraz - żadnego jednoznacznego zdania na temat jego spekulacji, choć wydaje mi się, że Pan Andrzej.51 poszedł w nich trochę za daleko. Ale to trzeba udowodnić lub chociaż porządnie uargumentować.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
24-09-2011 10:46 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moim zdaniem w ew. spekulacjach pana Andrzeja.51 brakuje informacji o tym, iż są to spekulacje. To znaczy, pojawia się o nich informacja w dogadywaniu szczegółów, lecz ramowa konstrukcja (Jezus, ukrzyżowanie, treść kazania na górze jako pogląd Jezusa, Maria Magdalena) przyjęta jest za pewnik. Ja, gdy piszę coś, czego nie jestem pewien, poprzedzam to słowami "być może", "może", "wydaje się, że". Zajmuję się historią i kulturą Indii i wiem, jak ogromnie istotne jest zaznaczanie stopnia pewności danych stwierdzeń.

Aparat badawczy Deschnera niezbyt mi się podoba. Ale, oczywiście po drugiej stronie barykaty nie brakuje osób ze znacznie gorszym warsztatem naukowym, które mimo wszystko (a może właśnie dlatego) są cenione.

Cytat:
Jakoś nie bardzo chce mi się wierzyć, aby wśród świeckich badaczy to podejście do ewangelicznego przekazu mogło bardzo się zmienić. (Chyba, że świeccy badacze już nie istnieją).


Takie pytanie nasuwa się w oczywisty sposób, zważywszy na to, iż nie pojawiły się żadne nowe fakty potwierdzające istnienie Jezusa historycznego. Można by rzec, iż wręcz przeciwnie, albowiem mamy coraz lepsze narzędzia, aby podważać autentyczność dawniejszych przesłanek za historycznością Jezusa jako postaci z grubsza opisanej w Ewangeliach.
24-09-2011 11:10 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Aparat badawczy Deschnera niezbyt mi się podoba.

Mógłbyś Jacku to rozwinąć?
24-09-2011 14:07 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie mam pod ręką żadnej książki Deschnera, a nie chce mi się iść do biblioteki (i nie mam na to czasu), jeśli ty coś masz pod ręką, przytocz kilka zdań rozumowania tegoż, a ja ci powiem o co chodzi. W skrócie mogę powiedzieć tyle, iż D. zdarza się wyciągać zbyt pochopne wnioski oparte nie na starannie przeanalizowanych źródłach, ale tylko na niektórych z nich. Choć, jak wszyscy wiecie, jestem jak najbardziej za tym, co D. chce w swoich pracach przekazać i, choć uważam, iż robi słusznie, to jednak psuje sporo słabym warsztatem polegającym na zbyt mało wnikliwym korzystaniu ze źródeł i tworzeniu też czasem tez nieco naciąganych, lub przerysowanych. Za mało w tym badawczego autokrytycyzmu opartego na faktografii. Nie cieszy mnie to, wolałbym, aby D. był bardziej sumienny - w ten sposób jego prace są słabym argumentem wobec osób z "obozu przeciwnego". Ja się rzadko na niego powołuję. Bo wiem, że to nieco piaskowy fundament dla własnej argumentacji.
24-09-2011 17:18 
 Ocena 3 na 3
MarcinK (9189 punktów)
>jednak psuje sporo słabym warsztatem polegającym na zbyt mało wnikliwym korzystaniu ze źródeł i tworzeniu też czasem tez nieco naciąganych, lub przerysowanych. Za mało w tym badawczego autokrytycyzmu opartego na faktografii.

Piszesz mniej więcej to co znalazłem tutaj:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,4718

choć w krytyce idziesz nieco dalej. Tu na forum Andrzej51 prowadził polemikę z Lewandowskim na podobny temat (tu są tezy Lewandowskiego: www.effatha.org.pl/apologetyka/deschner.htm ) i jednak dość mocno się im przeciwstawiał.

Byłem po prostu ciekaw skąd ta opinia - moja wiedza w tym zakresie jest zbyt wątła bym to mógł zweryfikować.
25-09-2011 01:04 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jak będę miał więcej czasu, sięgnę po Deschnera, którego wpierw muszę zdobyć (zawsze pożyczałem) i otworzę temat o tym, co można mu zarzucić. Jako ateista muszę być uczciwy i nie mogę udawać, iż nienajlepsze opracowania są lepsze niż są, tylko dlatego, iż są dla mnie wygodne pod względem światopoglądowym. Nie oznacza to, iż Deschner nie ma racji. Ba! Czasem nawet nie trafia na najmocniejsze przykłady różnych zjawisk, które krytykuje. Ale jest - moim zdaniem, niedostatecznie dbały, wnikliwy, sumienny... Niestety - bo chciałbym, żeby był. W ten sposób mnóstwo rzeczy czeka wciąż na opracowanie.
24-09-2011 12:44 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Moim zdaniem w ew. spekulacjach pana Andrzeja.51 brakuje informacji o tym, iż są to spekulacje. To znaczy, pojawia się o nich informacja w dogadywaniu szczegółów, lecz ramowa konstrukcja (Jezus, ukrzyżowanie, treść kazania na górze jako pogląd Jezusa, Maria Magdalena) przyjęta jest za pewnik.
Mnie uczono też trochę innego podejścia, ale prof. Geza Vermes mówi: ... Nowy Testament musiał stać się podstawowym elementem historycznego podejścia do badanych dokumentów. /.../ ... praca historyka starożytności polega na próbie wywiedzenia wiedzy historycznej ze źródeł niekoniecznie historycznych. Mnie wydaje się, że takie "wywiadywanie", to właśnie spekulacje i może to jest ten nowoczesny warsztat, którego uznania domaga się tu Pan Mbielecki. (On nie uznaje - moim zdaniem nadal aktualnych - zastrzeżeń dotyczących historyczności Jezusa wyrażonych nawet przed ćwierćwieczem - nie mówiąc już o XIX wiecznych.)

>Aparat badawczy Deschnera niezbyt mi się podoba. Ale, oczywiście po drugiej stronie barykady nie brakuje osób ze znacznie gorszym warsztatem naukowym, które mimo wszystko (a może właśnie dlatego) są cenione.
Deschner podkreśla, iż jego książka została napisana przez "laika dla laików". /.../ ..., sam studiował przez pewien czas na katolickiej uczelni filozoficzno-teologicznej i uzyskał później tytuł doktora filozofii. Deschner naprawdę przestudiował gruntownie wykorzystane przez siebie książki - około tysiąca! - i ma orientację w najnowszych ustaleniach badawczych. Oprócz literatury przedmiotu zapoznał się się z wieloma źródłami. Tak pisze prof. Fritz Blanke. Krytykę Deschnera podejmuje Jan Lewandowski i łatwo ją znaleźć na stronach apologetycznych chrześcijaństwa trynitarnego.

>Można by rzec, iż wręcz przeciwnie, albowiem mamy coraz lepsze narzędzia, aby podważać autentyczność dawniejszych przesłanek za historycznością Jezusa jako postaci z grubsza opisanej w Ewangeliach.
Mnie ta tematyka przestała poważnie interesować prawie przed ćwierćwieczem. Zmieniło się od tego czasu i podejście metodologiczne i poziom wiedzy. Dlatego oczekuję na poważne merytoryczne riposty forumowiczy o bardziej aktualnym oczytaniu w przedmiocie. Chętnie się douczę (już to czynię), gdyż uczyć się lubię, ale jest to proces i musi to potrwać.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
25-09-2011 01:25 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie, ten nowoczesny warsztat, czyli powieściowe "zawieszenie wiary" co do mitycznych źródeł pojawia się chyba tylko przy "wielkim, Sri i Holy" Nowym Testamencie. Nie spotakłem się z tym przy omawianiu przygód Sziwy, czy Odyseusza, zatem do kosza z niesmakiem ów nieszczery koncept wyrzucam. Bardziej prawdopodobna jest większa niż dawniej fideizacja badaczy biblijnych.

Może mieć to związek z postmodernizmem, czyli z kulturową bombą podłożoną pod idee oświecenia, ale niech Pan zauważy, jak starannie unikają postmoderniści dekonstrukcji tematów związanych z Jezusem. Wszystko niemal można, to w co wierzy szaman staje się równe teorii względności, ale Jezus zostaje nadal dla wielu postmodernistów nienaruszalny. Spotkał się Pan na przykład z posmodernistycznym czczeniem wielkiego penisa Jezusa? (tak postmodernistycznie, nie żeby zaszokować?). Albo z Sziwą krwawiącym i ukrzyżowanym?
25-09-2011 11:52 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie, ten nowoczesny warsztat, czyli powieściowe "zawieszenie wiary" co do mitycznych źródeł pojawia się chyba tylko przy "wielkim, Sri i Holy" Nowym Testamencie. Nie spotkałem się z tym przy omawianiu przygód Sziwy, czy Odyseusza, zatem do kosza z niesmakiem ów nieszczery koncept wyrzucam. Bardziej prawdopodobna jest większa niż dawniej fideizacja badaczy biblijnych.
Pani Olga Kaczmarek w recenzji "Gezy Vermesa powrót do słowa" napisała: Długotrwałe badania, nieustający kontakt z tekstem biblijnym wymusiły jednak na Vermesu istotną zmianę podejścia - dostrzeżenie, że dyskurs czysto historyczny, czy faktograficzny jest swojego rodzaju arogancją wobec tego źródła, które jest wielogłosowe, przyciąga ku sobie skrupulatne spojrzenie, ale jednocześnie wiele zakrywa i zmusza do opowiadania tego czego brak. Czy trzeba coś dodawać. Vermes to "bardzo poważny" współczesny historyk.

Pozdrawiam.

@@@
.
25-09-2011 19:06 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
I niech sobie będzie "bardzo poważny". Ale życzyłbym sobie, aby z równą powagą "badano poważnie" Heraklesa, Eneasza, Odyseusza, Perseusza. Miło by mi było powitać te osoby w gronie postaci historycznych, których historycznego istnienia nie podważa się żadnym "być może", ale od razu przechodzi się do rozważania szczegółów ich biografii. Kim był na przykład Cyklop? Czy uda się znaleźć jakieś wzmianki o bezokim (a wpierw jednookim) olbrzymie i to do tego ateiście (tak, Cyklopi byli zagożałymi ateistami!).
dorias (722 punktów)
>I niech sobie będzie "bardzo poważny". Ale życzyłbym sobie, aby z równą powagą "badano poważnie" Heraklesa, Eneasza, Odyseusza, Perseusza. Miło by mi było powitać te osoby w gronie postaci historycznych, których historycznego istnienia nie podważa się żadnym "być może", ale od razu przechodzi się do rozważania szczegółów ich biografii. Kim był na przykład Cyklop? Czy uda się znaleźć jakieś wzmianki o bezokim (a wpierw jednookim) olbrzymie i to do tego ateiście (tak, Cyklopi byli zagożałymi ateistami!).

Troja początkowo też byłą tylko fikcją literacką Homera i jakiś niepoważny ktosik ja odnalazł

Nie wiem czy przeczysz temu że istniał człowiek imieniem Jezus zwany chrystusem który założył swoją sekte czy jezusowi cudotwórcy?

dowody na istnienie pierwszego są

Niektóre źródła starożytne potwierdzają istnienie Jezusa Chrystusa, ale nie dostarczają żadnych dodatkowych informacji, gdyż są bardzo lakoniczne (Tacyt, Swetoniusz, Testimonium Flavianum Józefa Flawiusza), zależne od Ewangelii kanonicznych i nacechowane fantazją (apokryfy, agrafa), późne i stronnicze (wzmianki w Talmudzie).

encykloped(*)lo/3917878/jezus-chrystus.html

o istnieniu drugiego tylko Biblia mogła by zaświadczyć.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moim zdaniem wiele rzeczy przeczy (a nie wskazuje) istnieniu Jezusa, który był ukrzyżowany i nauczał tego, co wyrażone jest w Kazaniu na Górze.

Odkrycie Troi oznacza tyle, iż po 10 tys lat załóżmy, ktoś kierując się Biblią odkryłby ruiny Jerozolimy, gdyby ta uległa zapomnieniu (co jednakże jest mało prawdopodobne). Rzymianie i Grecy wiedzieli, gdzie jest Troja.
27-09-2011 13:51 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Troja początkowo też byłą tylko fikcją literacką Homera i jakiś niepoważny ktosik ja odnalazł
Pamiętajmy, że istnieją nadal alternatywne hipotezy dotyczące Troi, nie jest to bezsporny fakt historyczny.
Ostatnio słyszałam w jakimś programie popularno-n. śmiałą hipotezę o zbieżności Etruri i Troji, ale nie przekonuje mnie sama zbieżność słów. Słyszał ktoś o tym?

>Nie wiem czy przeczysz temu że istniał człowiek imieniem Jezus zwany chrystusem który założył swoją sekte czy jezusowi cudotwórcy?
>dowody na istnienie pierwszego są
>
>Niektóre źródła starożytne potwierdzają istnienie Jezusa Chrystusa, ale nie dostarczają żadnych dodatkowych informacji, gdyż są bardzo lakoniczne (Tacyt, Swetoniusz, Testimonium Flavianum Józefa Flawiusza), zależne od Ewangelii kanonicznych i nacechowane fantazją (apokryfy, agrafa), późne i stronnicze (wzmianki w Talmudzie).

Słabiutie, bo uznane w dużej części za późniejsze wstawki, ale niech będą.

>encykloped(*)lo/3917878/jezus-chrystus.html
>o istnieniu drugiego tylko Biblia mogła by zaświadczyć.
Dokładnie.
27-09-2011 14:25 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Troja początkowo też byłą tylko fikcją literacką Homera i jakiś niepoważny ktosik ja odnalazł
Odnaleziona Troja nie ma wiele wspólnego z miastem Priama W pewnym uproszczeniu: archeowiesci.pl/2007/09/26/troja-bez-mitow/
I z tym Jezusem jest podobnie

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-09-2011 01:24 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Andrzej51 napisał taki post, który może pan raz jeszcze przeczytać, gdzie pokazuje, iż w czasach przypisywanych Jezusowi (o ile ten w ogóle istniał), przebywało w teatrze zdarzeń dwóch gadatliwych publicystów starożytnych, którzy jednakże nie odnieśli się do istnienia Jezusa, nie zauważyli go. Nie wiem, jakie jest zdanie pana Andrzeja na temat historyczności Jezusa, ale owo zauważenie owych historyków czemuś służyło. Jak pan myśli, czemu?
22-09-2011 10:13 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Andrzej51 napisał taki post, który może pan raz jeszcze przeczytać, gdzie pokazuje, iż w czasach przypisywanych Jezusowi (o ile ten w ogóle istniał), przebywało w teatrze zdarzeń dwóch gadatliwych publicystów starożytnych, którzy jednakże nie odnieśli się do istnienia Jezusa, nie zauważyli go. Nie wiem, jakie jest zdanie pana Andrzeja na temat historyczności Jezusa, ale owo zauważenie owych historyków czemuś służyło. Jak pan myśli, czemu?

Jeśli dobrze zrozumiałem intencję autora, służyło to zakwestionowaniu historyczności cudów Jezusa (a nie - historyczności samego Jezusa).
22-09-2011 14:57 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ma pan rację, - spytałem - rzeczywiście tak było.
23-09-2011 16:39 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

>Jeśli dobrze zrozumiałem intencję autora, służyło to zakwestionowaniu historyczności cudów Jezusa (a nie - historyczności samego Jezusa).
>
Ciągle ciekawi mnie, czy badacze dowodzący historyczności Jezusa oskarżają Heroda o mord na dzieciach.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pewnie w 2011 jeszcze nie, ale za jakieś dziesięć lat to też będzie fakt historyczny. Albowiem historia jest wyjątkową nauką - ma również bieg wsteczny, jak widać po pewnościach wielu historyków i po tym, iż uczciwa niepewność odchodzi do lamusa, choć faktów bynajmniej nie przybyło...
23-09-2011 21:20 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
Ja również czekam nja ustosunkowanie się do historii z rzezią niewiniątek.

No i spisem, którego nigdy nie było w takiej formie (nie było w tamtym okresie spisu powszechnego, a już nigdy nie wymagano podróży do miejsca narodzin, spisywali się "na miejscu") co sugeruje blef, mający sztucznie wypełnić proroctwa.
24-09-2011 19:58 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Więc jeszcze raz - są historycy i myśliciele, którzy uważają, iż Jezus nie był postacią historyczną.
>No właśnie takich historyków nie ma. Nikt nie podał choćby jednego nazwiska poważnego historyka, który to twierdzi.
Nie tylko, że nie czytałem tych książek, ale poza Welles'em nic o autorach i ich dorobku nie wiem. Znalazłem w internecie.

John Allegro, 1970, "Święty Grzyb i krzyż". 1979 "Zwoje znad Morza Martwego i chrześcijański mit". Jezus był niczym innym, jak tylko magicznym grzybkiem i jego życie ? alegoryczną interpretacją halucynogennych wizji. Allegro nie spotkało więzienie, ale zawodowa ruina.

George Albert Wells, 1975, "Czy Jezus istniał?"; 1988 "Historyczna ewidencja istnienia Jezusa". 1996, "Legenda o Jezusie". 1998, "Mit Jezusa". 2004, "Czy możemy wierzyć Nowemu Testamentowi. Myśli nt. wiarygodności wczesnych chrześcijańskich świadectw". "Chrześcijaństwo odgałęzieniem literatury żydowskiej mądrości". Późniejsze książki dopuszczają możliwość wpływu rzeczywistego kaznodziei.

Max Rieser, 1979,"Prawdziwy założyciel chrześcijaństwa i filozofii hellenistycznej". Chrześcijaństwo rozpoczęte zostało przez Żydów w diasporze, a następnie zakotwiczone wstecz w Palestynie sprzed 70 r. n.e. Chrześcijaństwo przybyło do Palestyny, jako ostatnie, a nie pierwsze - oto dlaczego chrześcijańskie znaleziska archeologiczne pojawiają się w Rzymie, ale nie w Judei, aż do 4 wieku n.e.

Abelard Reuchlin, 1979, Prawdziwe autorstwo Nowego Testamentu. Teoria konspiracji par excellence: Rzymski arystokrata Arius Calpurnius Pizo ( vel Józef Flawiusz) konspirował w celu zdobycia kontroli w Cesarstwie Rzymskim, poprzez stworzenie całkowicie nowej religii.

Gary Courtney, 1992, 2004 "Et tu, Judas", "Wówczas upadł Jezus!". Pasja jest zasadniczo losem cezara w judajskim przebraniu, wyrytym na bazie kultu umierającego/zmartwychwstającego boga Attysa. Żydowscy kibice Cezara asymilowali "zbawiciela rodzaju ludzkiego" upodobniając go do "cierpiącego sługi" Izajasza.

Michael Kalopoulos, 1995, "Wielkie Kłamstwo". Grecki historyk znajduje uderzające paralele pomiędzy biblijnymi tekstami i mitologią grecką. Eksponuje on przebiegły, zwodniczy i autorytatywny charakter religii.

Gerd Lüdemann, 1998, "Wielkie Oszustwo: I co Jezus faktycznie powiedział i uczynił". 2002, "Paweł: Założyciel chrześcijaństwa?. 2004, "Zmartwychwstanie Chrystusa: Badanie historyczne". Po 25 latach studiów, niemiecki profesor doszedł do wniosku, że to Paweł, a nie Jezus, rozpoczął chrześcijaństwo. Lüdemann został wyrzucony z katedry teologii na Uniwersytecie w Göttingen, za śmiałe stwierdzenie, że zmartwychwstanie było ?pobożnym oszukiwaniem siebie?. Tyle co do akademickiej wolności.

Alvar Ellegard, 1999, " Jezus na sto lat przed Chrystusem". Chrześcijaństwo oglądane, jako odgałęzienie Esseńskiego Kościoła Boga z Nauczycielem Prawości, jako prototypem Jezusa.

D. Murdock (vel 'Acharya S') 1999, " Konspiracja Chrystusa; Największa opowieść kiedykolwiek sprzedana". 2004, ?Słońca Boga: Kriszna, Budda i Chrystus odsłonięci?. Dodaje astro-teologiczny wymiar do demolki chrystusowego mitu. Murdock identyfikuje JC jako złożone bóstwo użyte dla unifikacji Cesarstwa Rzymskiego.

Earl Doherty, 1999, "Zagadka Jezusa: Czy chrześcijaństwo zaczęło się z mitycznym Chrystusem". Potężne stwierdzenie tego, jak chrześcijaństwo rozpoczęło się jako mistyczno-objawieniowa sekta żydowska ? żaden Jezus nie był dla niej potrzebny!

Timothy Freke, Peter Gandy, 1999, "Tajemnice Jezusa". 2001 "Jezus i zaginiona Bogini: Sekretne nauki pierwszych chrześcijan". Egzaminuje bliski związek pomiędzy opowieścią o Jezusie i Ozyrysie-Dionizosie. Mityczne figury Jezusa i Marii Magdaleny oparte są na pogańskim Bogu-człowieku i Bogini.

Harold Liedner, 2000, "Fabrykowanie mitu Chrystusa". Anachronizmy i błędy geograficzne ewangelii zostają ujawnione. Chrześcijaństwo, jako jedno z najbardziej skutecznych oszustw w historii.

Robert Price, 2000, "Dekonstruując Jezusa". 2003 "Niebywale kurczący się Syn Człowieczy: Jak wiarygodna jest tradycja ewangeliczna?" Były pastor i szanowany naukowiec wykazuje, że Jezus jest fikcyjnym amalgamatem kilku proroków i wielu, zbawicieli z kultów misteryjnych oraz gnostycznych ?aionów?.

Michael Hoffman, 2000, "Dziwni bogowie judaizmu. Historyk i teoretyk śmierci ego", który wyrzucił za burtę historycznego Jezusa.

Frank R. Zindler, 2003, "Jezus, którego Żydzi nigdy nie znali: Sepher Toldoth Yeshu i poszukiwania historycznego Jezusa w źródłach żydowskich". Nie ma żadnej ewidencji w źródłach żydowskich dla fantomu Mesjasza.

Daniel Unterbrink, 2004, "Judasz Galilejczyk. Ciało i krew Jezusa". Paralele pomiędzy buntownikiem przeciwko podatkom w 6 r.n.e. i fantomem z ewangelii, rozpatrywane w szczegółach. "Judasz jest Jezusem". Cóż, częścią Jezusa, niewątpliwie.

Tom Harpur, 2005, "Pogański Chrystus: Odkrywając zagubione Światło". Kanadyjski ekspert odnośnie Nowego Testamentu i były anglikański ksiądz, powtarza na nowo idee Kuhn'a, Higginsa i Massey'a. Jezus jest mitem i wszystkie zasadnicze idee chrześcijaństwa miały swe początki w Egipcie.

Francesco Carotta, 2005, "Jezus był Cezarem: O juliańskich początkach chrześcijaństwa". Wyczerpujący inwentarz paralel. Alarmująco zakłada, że Cezar był Jezusem.

Joseph Atwill, 2005, "Mesjasz Cezarów: Rzymska konspiracja w celu wynalezienia Jezusa". Inny wariant nt. podobieństw ewangelii do Józefa Flawiusza. Atwill przekonywuje, że zdobywcy Judei z I wieku, Wespazjan, Tytus i Domicjan, używali helenizowanych Żydow dla manufakturowania "chrześcijańskich" tekstów w celu ustabilizowania pokojowej alternatywy wobec militarnego judaizmu. Jezus był Tytusem Flawiuszem? Nie sądzę.

Kenneth Humphreys, 2005, "Jezus nigdy nie istniał". Książka o tym portalu. Kolekcjonuje razem najbardziej przekonywujące ekspozycje rzekomego mesjanistycznego super-bohatera. Autor umieszcza niniejszą egzegezę w społeczno-historycznym kontekście ewoluującej, złośliwej religii.


Dalej w następnym poście.

@@@
25-09-2011 02:05 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Problem jest taki, iż część tych prac to zupełnie absurdy, osłabiające argumentację przeciwko historyczności Jezusa. Niektóre tak szkodzą temu stanowisku, iż wręcz zdziwiłbym się, gdyby nie były dotowane przez niektórych chrześcijan. Gdy wymiesza się prawomocną i niebezpodstawną hipotezę (niehistoryczność Jezusa) z kompletnymi idiotyzmami, odbiera się jej prawomocność w oczach innych.

Już starożytni zwracali uwagę na to, iż chrześcijaństwo jest plagiatem mitu dionizyjsko - orfickiego. Chrystus we wczesnochrześcijańskich malowidłach był zresztą przedstawiany jak Dionizos. Jeszcze w baroku ludzie byli znacznie uczciwsi niż teraz (o dziwo!) w dochodzeniach na ten temat i przez jakiś czas dominowała teoria, iż mit dionizyjski jest niejako przebłyskiem ponadczasowej pasji, która miała dopiero nadejść. Szczerze tak było!

Jezus = magiczne grzybki - idiotyzm.

Cytat:
Abelard Reuchlin, 1979, Prawdziwe autorstwo Nowego Testamentu. Teoria konspiracji par excellence: Rzymski arystokrata Arius Calpurnius Pizo ( vel Józef Flawiusz) konspirował w celu zdobycia kontroli w Cesarstwie Rzymskim, poprzez stworzenie całkowicie nowej religii.


Głupawa teoria spiskowa. Równie dobrze można by powiedzieć, iż Owidiusz chciał zmieść z tronu cesarza Oktawiana, dlatego napisał "Metamorfozy" i do dziś osoby umiejące odczytać ich tajemne przesłanie rządzą światem. Autorzy takich tekstów powinni dostawać stałą pensję z kasy watykańskiej.


Cytat:
Michael Kalopoulos, 1995, "Wielkie Kłamstwo". Grecki historyk znajduje uderzające paralele pomiędzy biblijnymi tekstami i mitologią grecką. Eksponuje on przebiegły, zwodniczy i autorytatywny charakter religii.

Gerd Lüdemann, 1998, "Wielkie Oszustwo: I co Jezus faktycznie powiedział i uczynił". 2002, "Paweł: Założyciel chrześcijaństwa?. 2004, "Zmartwychwstanie Chrystusa: Badanie historyczne". Po 25 latach studiów, niemiecki profesor doszedł do wniosku, że to Paweł, a nie Jezus, rozpoczął chrześcijaństwo. Lüdemann został wyrzucony z katedry teologii na Uniwersytecie w Göttingen, za śmiałe stwierdzenie, że zmartwychwstanie było ?pobożnym oszukiwaniem siebie?. Tyle co do akademickiej wolności.

Alvar Ellegard, 1999, " Jezus na sto lat przed Chrystusem". Chrześcijaństwo oglądane, jako odgałęzienie Esseńskiego Kościoła Boga z Nauczycielem Prawości, jako prototypem Jezusa.


Z kolei te trzy pogądy są całkiem sensowne.

Cytat:
D. Murdock (vel 'Acharya S') 1999, " Konspiracja Chrystusa; Największa opowieść kiedykolwiek sprzedana". 2004, ?Słońca Boga: Kriszna, Budda i Chrystus odsłonięci?. Dodaje astro-teologiczny wymiar do demolki chrystusowego mitu. Murdock identyfikuje JC jako złożone bóstwo użyte dla unifikacji Cesarstwa Rzymskiego.


Vel Acharya... A wszystko wzięło się stąd, iż część indyjskich wisznuistów, których bóg Wisznu objawia się w wielu awatarach, i którzy uznają iż każda religia jest mniej lub bardziej kalekim efektem jego objawień, uznali, iż Jezus był częściowym awatarem Jezusa. Zrobili to oczywiście pod wpływem chrześcijan, którzy podbili Indie na długo później, niż ew. żywot Jezusa miał miejsce. Konstantyn bynajmniej nie zunifikował Rzymu, wręcz przeciwnie, był głównym gwoździem do jego trumny. Przeniesienie stolicy do Konstantynopola utrwaliło rozłam.

Cytat:
Mityczne figury Jezusa i Marii Magdaleny oparte są na pogańskim Bogu-człowieku i Bogini.


Gdzie Maria Magdalena jest boginią? Co to znaczy pogański Bóg - człowiek? Herkules był kimś takim, Orfeusz i mniej popularni inni. Może o to chodzi?

Cytat:
Wespazjan, Tytus i Domicjan, używali helenizowanych Żydow dla manufakturowania "chrześcijańskich" tekstów w celu ustabilizowania pokojowej alternatywy wobec militarnego judaizmu.


W sumie wiele koncepcji wymienionych przez Pana autorów ma sens (o niektórych nie mam pojęcia jak są dowiedzione w książkach i na ile rzetelnie). Ale tu znów kwiatek, który wrzucony pomiędzy sensowną resztę zabarwia wszystko radosnym, niepoważnym różem...
25-09-2011 11:35 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Problem jest taki, iż część tych prac to zupełnie absurdy, osłabiające argumentację przeciwko historyczności Jezusa. Niektóre tak szkodzą temu stanowisku, iż wręcz zdziwiłbym się, gdyby nie były dotowane przez niektórych chrześcijan. Gdy wymiesza się prawomocną i niebezpodstawną hipotezę (niehistoryczność Jezusa) z kompletnymi idiotyzmami, odbiera się jej prawomocność w oczach innych.
Panie Jacku, serdecznie dziękuję za mini-recenzję wymienionych opracowań. Tak jak napisałem: Nie tylko, że nie czytałem tych książek, ale poza Welles'em nic o autorach i ich dorobku nie wiem. Znalazłem w internecie. Ponieważ jak widać - coś nie coś - Pan wie o tych pozycjach. Może odniósłby się Pan trochę szerzej do tych najbardziej wartościowych.

Pozdrawiam.

@@@
.
25-09-2011 15:31 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Gdzie Maria Magdalena jest boginią?
O widzisz, przypomniało mi się jeszcze coś. Wedle poglądu L. Picknett i C. Prince'a Maria Magdalena (utożsamiona z Marią z Betanii) była kapłanką Izydy, a cała akcja, począwszy od wizyty Jezusa w Betanii i namaszczenia przez Marię, przez ukrzyżowanie (i sfingowaną śmierć) po "zmartwychwstanie" było rytuałem ozyriackim. Bogini-kapłanka i bóg-kapłan. Bardzo mocno naciągane, aż do granic trzeszczenia. No i rzecz jasna zakłada istnienie tej pary i kompletną ciemnotę uczniów i apostołów, którzy nie byli wtajemniczeni w ów spisek i rytuał. Tak, że całą tę historię, będącą rezultatem dziennikarskiego śledztwa i płodem niepohamowanej wyobraźni, można włożyć między resztę bajek.
O tym, co powyżej, można przeczytać m.in. tu i w kilku innych książkach tej uroczej pary bajkopisarzy.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
25-09-2011 19:09 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja zrozumiałem, iż są historycy, którzy na bazie Nowego Testamentu uznają, iż Maria Magdalena była boginią. Cóż, dość pomiatana byłaby ta bogini...

Oczywiście do - moim zdaniem - abstrakcyjnej idei śmierci i zmartwychwstania mógł być potrzebny protochrześcijanom jakiś byt żeński, który zdewaluował się z biegiem czasu do mdłej postaci kobiety - świadka.
26-09-2011 09:19 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>Ja zrozumiałem, iż są historycy, którzy na bazie Nowego Testamentu uznają, iż Maria Magdalena była boginią. Cóż, dość pomiatana byłaby ta bogini...
Przez autorów Nowego Testamentu, jaki znamy, a także Starego Testamentu - z pewnością. W tych kręgach boginie nie były uznawane. Jeżeli już, to za demony albo ladacznice.
Właściwie nie tyle była boginią, ile jako kapłanka odgrywała rolę bogini w misteriach. A jej rozpaczanie przy grobie to wypisz-wymaluj lament Izydy poszukującej ciała Ozyrysa.
Właśnie ten byt żeński w misterium śmierci i zmartwychwstania jest nieodzowny. Widać, jak wielkie wpływy miały na ewangelistów religie politeistyczne (głównie Egipt, Grecja i okoliczne bliskowschodnie kulty), choć werbalnie wyrażają oni przywiązanie do idei starotestamentowych i osoby Jahwe. Jednak czerpią pełnymi garściami ze wszystkiego, co znali i uważali za stosowne zamieścić w "świętych pismach". Chrześcijaństwo to taka przedziwna synkretyczna religia - już samo to, że deklaruje wiarę w jedynego Boga, a czci Trójcę i wszystkich świętych, wyraźnie wskazuje, że judaizm to tylko jedno z licznych źródeł, a nie - jak to przyjmuje - podstawa, którą Chrystus zreformował.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zgadzam się z tobą. Nic dodać nic ująć. Natomiast Andrzej.51 odpisał wczoraj na moje zarzuty - myślę, że warto się z tym zapoznać - odpisałem pokrótce z czym się nie zgadzam.
24-09-2011 20:09 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>Więc jeszcze raz - są historycy i myśliciele, którzy uważają, iż Jezus nie był postacią historyczną.
>No właśnie takich historyków nie ma. Nikt nie podał choćby jednego nazwiska poważnego historyka, który to twierdzi.

Ciąg dalszy:
Jay Raskin, 2006, "Ewolucja Chrystusa i różnych chrześcijaństw". Wykładowca akademicki i były producent filmowy Raskin spogląda poza oficjalną zasłonę dymną Euzebiusza i znajduje rozczłonkowany ruch chrystusowy i złożoną figurę Jezusa, sporządzoną z kilku charakterów literackich i historycznych. Sugeruje, że najwcześniejszą warstwą tworzenia mitu była sztuka napisana przez kobietę imieniem Maria.

To oczywiście sami "niepoważni" ludzie, gdyż "poważni" to nie mogą przeczyć historyczności Jezusa, ale podaję to dla zaspokojenia ciekawości zainteresowanych. Może ktoś czytał i podzieli się wrażeniami z lektury.

Uważam, że wcześniej publikujący uczeni też są ważni, ale podałem tu tych najbardziej aktualnych.

Miłego dnia.

@@@
.
25-09-2011 01:32 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wstrzelę się tutaj, choć nie do końca na temat powyższego postu, ale chciałbym, żeby się Pan zapoznał z tą prostą myślą. I niech inni też to przeczytają, bo ważne!!!!Otóż Andrzej.51 podaje za jeden z koronnych argumentów za historycznością Jezusa (za historykami) fakt, iż fakt ukrzyżowania byłby niewygodny dla osób, które chciały sławić Jezusa jako przywódcę duchowego. A jednak pozostano przy tym... Przywódca duchowy musiałby bowiem zostać ukamieniowany przez Sanhedryn, nie zaś ukrzyżowany. Jednocześnie (za historykami) utrzymuje, iż Jezus był mniej więcej taki, jakim opisano go w Ewangeliach - czyli autor Kazania na Górze, nie zaś nieznanych militarnych akcji politycznych (co uzasadniałoby ukrzyżowanie). I (kot ogonem obrucony) podaje przepychankę Sanhedryn - Piłat jako dodatkowe uprawdopodobnienie.

TYLKO ŻE - Sanhedryn miał pełne prawo skazać na śmierć heretyka. Dlaczego zatem miałby wciskać Jezusa Piłatowi?
26-09-2011 10:43 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Andrzej.51 odniósł się do moich zarzutów, a ja do jego odniesienia. Warto się temu przyjrzeć.
26-09-2011 11:33 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Andrzej.51 odniósł się do moich zarzutów, a ja do jego odniesienia. Warto się temu przyjrzeć.
Na pewno przyjrzę się i to z wielkim zainteresowaniem. Wolę z mądrymi ludźmi się kłócić, niż z głupimi zgadzać.
Myślę, że ta dyskusją jest poznawczo bardzo ciekawą.
Pozdrowienia dla wszystkich uczestników dyskusji.

@@@
.
26-09-2011 11:48 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja też uważam, iż dyskusja jest ciekawa poznawczo. Dlatego trzymam się jej. Poza tym próby rozstrzygnięcia dylematów związanych z historycznością Jezusa są dość istotne dla osób skazanych na tę postać, czy chcą, czy nie chcą.
21-09-2011 18:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie zrozumiałem - czego powinienem się wstydzić?
I nie ma najmniejszych szans aby Pan to kiedykolwiek zrozumiał.
To dotyczy obszaru tej rzeczywistości, w której poruszamy się na naszym forum i zupełnie nie jest jakiś tam "Nowym wymiarem rzeczywistości". Który jak Pan prawidłowo zauważa jest czymś nie do przyjęcia na tym forum.

Miłego dnia.

@@@
.
22-09-2011 15:11 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zadałem Andrzejowi.51 pytanie o historyczność Jezusa i padła tu odpowiedź, świadcząca o tym, iż porażająca większość współczesnych historyków przyjmuje Jezusa za postać historyczną (czyli tu m.bielecki miał rację). Swoje wątpliwości napisane ad hoc napisałem pod wypowiedzią pana Andrzeja.51.
22-09-2011 18:38 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zadałem Andrzejowi.51 pytanie o historyczność Jezusa i padła tu odpowiedź, świadcząca o tym, iż porażająca większość współczesnych historyków przyjmuje Jezusa za postać historyczną (czyli tu m.bielecki miał rację).
Spokojnie proszę poczytać Pana Bieleckiego i Pana Anrzeja.51, to zobaczy Pan, że Pan Bielecki racji nie miał. Żaden historyk jeszcze nie potwierdził historyczności Chrystusa, a historycy to zwyczajni ludzie, u których oportunizm często zwycięża.

>Swoje wątpliwości napisane ad hoc napisałem pod wypowiedzią pana Andrzeja.51.
Mam podobne i cieszę się, że Pan swoje wyraził. Wiem, że Pan Andrzej Panu (i nam) odpisze.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-09-2011 00:30 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>...a historycy to zwyczajni ludzie, u których oportunizm często zwycięża.<

Podobnie jak u naukowców - agnostyków
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>...a historycy to zwyczajni ludzie, u których oportunizm często zwycięża.<
>Podobnie jak u naukowców - agnostyków
...a naukowcy to zwyczajni ludzie...........

Pozdrawiam.

@@@
.
23-09-2011 02:00 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Żaden historyk nie potwierdził historyczności Jezusa, ani tym bardziej Chrystusa w sensie bohatera chrześcijańskiego mitu. Tym niemniej to pierwsze większości historyków nie spędza snu z powiek. Czy słusznie?
23-09-2011 09:08 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Żaden historyk nie potwierdził historyczności Jezusa, ani tym bardziej Chrystusa w sensie bohatera chrześcijańskiego mitu.
Wielu historyków (acz nie wszyscy) potwierdzało i potwierdza (w różnym stopniu) historyczność Jezusa. Istnienie Chrystusa jako chrześcijańskiego mitu jest dla mnie tak oczywiste, że nawet specjalnego potwierdzenia nie wymaga. Ja tylko nie znam nawet najmniejszych przesłanek za istnieniem Człowieko-Boga, Jezusa Chrystusa.

>Tym niemniej to pierwsze większości historyków nie spędza snu z powiek.
A skąd ta informacja? Wiekszość historyków interesuje się średniowieczem i czasami nowożytnymi.

>Czy słusznie?
Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć.
Gdy byłem kilkunastolatkiem przeczytałem: "Królestwo złotych łez", "Groby, bogowie i uczeni", "Opowieści biblijne" i trzymało mnie to przez ponad ćwierćwiecze. Innych trzyma znacznie dłużej, a najbardziej wytrwałych, to nawet trzy razy tyle. To taka ludzka przypadłość.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-09-2011 10:16 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
"Nie potwierdził" (historycznego istnenia Jezusa) - celowo użyłem czasu przeszłego i trybu dokonanego. To, że wielu historyków z całą pewnością potwierdza (historyczne istnienie Jezusa) jest równie oczywiste, jak to, że większość z nich nie ma wrażenia niesumiennie wykonywanego zawodu. Dlatego śpią spokojnie.

Co nazywam potwierdzaniem z całą pewnością? Ano pisanie o Jezusie jakby istniał i działał, bez cienia "spowiedzi" na temat tego, jak się doszło do tego, iż ma się pewność, iż nie pisze się o postaci baśniowej.

Mogę podać zdania podobne do tego typu pisania historii. Czytając je, pamiętajmy iż są one hipotetycznie wzięte z książki historycznej, a nie z powieści:

1) Nie wiemy, jak bardzo zmęczony był Eneasz, gdy ze swoją flotą mijał pierwsze skały u wybrzeży Italii. Jak każdy Trojanin miał zapewne dość duże doświadczenie w żegludze, zaś jego statki zostały zreperowane w Kartaginie. Można przypuszczać, iż zawiedziona królowa tego kraju wysłała za wielkim uciekinierem flotę pościgową. Uczeni się spierają, czy wrak okrętu znaleziony nieopodal Malty mógł do niej należeć.

2) Nie wiemy, skąd Kirke miała na swojej wyspie tyle zwierząt. Dziwne zachowanie żeglarzy Odyseusza można uznać za objaw uczulenia na sierść wieprzową. Ale oczywiście nie trzeba. Bez przyjęcia ponadnaturalnych wyjaśnień, ciężko zrozumieć, dlaczego marynarze z Itaki zostali na wyspie tajemniczej władczyni tak wiele czasu. Ale nie możemy się przecież otwarcie wdawać w wychwalanie Bogów Olimpijskich.

3) Lekarze zastanawiają się, w jaki sposób Prometeusz został przykuty do skały. Przy ówczesnym stanie medycyny ciężko byłoby obronić się przed groźną infekcją człowiekowi tak długo poranionemu. Historyk Juer stwierdza, iż być może skazańcowi pozwolono na trzymanie własnej służby, która doglądała go, nie próbując podważyć wyroku, jaki zapadł na wynalazcy ognia.
23-09-2011 12:11 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>"Nie potwierdził" (historycznego istnienia Jezusa) - celowo użyłem czasu przeszłego i trybu dokonanego. To, że wielu historyków z całą pewnością potwierdza (historyczne istnienie Jezusa)
Nie można tak prowadzić żadnej rozmowy. Jeżeli stwierdza Pan, że ktoś powiedział: że wielu historyków z całą pewnością potwierdza (historyczne istnienie Jezusa) To trzeba powiedzieć czyje to stanowisko. Wydaje mi się, że tu to tylko Pan Bielecki coś podobnego mówi. Pan Andrzej napisał: Jednakże znakomita większość uczonych uznaje, że Jezus był postacią historyczną, Czy jest Pan w stanie temu twierdzeniu zaprzeczyć? Gdyż ja nie jestem.

>Co nazywam potwierdzaniem z całą pewnością? Ano pisanie o Jezusie jakby istniał i działał, bez cienia "spowiedzi" na temat tego, jak się doszło do tego, iż ma się pewność, iż nie pisze się o postaci baśniowej.
Znowu tu jedyną osobą, która tak twierdzi jest Pan Bielecki. Więc to jego trzeba przekonać - o ile to możliwe - że się myli.

>Mogę podać zdania podobne do tego typu pisania historii. Czytając je, pamiętajmy iż są one hipotetycznie wzięte z książki historycznej, a nie z powieści:
Zupełnie nie czuję się kompetentnym do tych rozważań, choć uważam je za ciekawe.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-09-2011 12:39 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Tym niemniej pan Andrzej.51 opisuje Jezusa tak, jakby był postacią historyczną, bez żadnych zastrzeżeń, na co słusznie zwrócił uwagę m.bielecki. Ani razu pan Andrzej.51 nie stwierdził, iż istnienie postaci Jezusa jest PRAWDOPODOBNE, nie zaś PEWNE. Moje przykłady rodem z mitologii greckiej pokazują ten sposób myślenia. Zakładamy Odyseusza, zakładamy Kirke, nie wdajemy się w dociekanie tego, że mogliby być mitologiczni. Nie, zastanawiamy się historycznie (nie zaś literacko), co Kirke i Odyseusz porabiali. Tak samo mamy u Andrzeja.51 - Jezus sobie jest, grób sobie jest (choć niekoniecznie pusty) i jest sobie Maria Magdalena. Dla mnie to za dużo. Żadnego być może.

Ale z wypowiedzi Andrzeja.51, naszego specjalisty, wynika, iż Jezus jest na tyle pewny, iż można o nim pisać jak o Juliuszu Cezarze. Zrobił to, zrobił tamto... Po do o tym piszę.

1) na bazie prowadzonych tutaj dyskusji i polecanych autorytetów m.bielecki miał rację zarzucając nam brak powagi za sprawą tak dla nas oczywistego powątpiewania w historyczność Jezusa. "Prawie nikt poważny tego nie robi" - stwierdził m.bielecki i Andrzej.51 przyznał mu rację, też tego nie robiąc, lecz rozprawiając o Jezusie tak jak o Juliuszu Cezarze. Istniał, z grubsza nauczał tego, co jest w Kazaniu na Górze (choć samego kazania nie było - jak twierdzi Andrzej.51 - jest ono syntezą ogólnego nauczania Jezusa, tak jak "Dzieje wojny galijskiej" są dziełem Cezara).

2) ciężar dyskusji dla tych co uważają iż nie można zakładać historyczności Jezusa (jako osoby ukrzyżowanej i mającej poglądy wyrażone w Kazaniu na Górze) w tym stopniu w jakim zakłada się Cezara przeniósł się na dyskusję z Andrzejem.51.
16-09-2011 19:35 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
A gdzieżeś to, człowieku dobry, rzeczoną opinię znalazł? Na tym portalu zwykliśmy podawać źródła i autorów cytatów.
17-09-2011 19:28 
 0 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
W tej samej książce Joseph Ratzinger twierdzi, iż zerwanie z szabatem i zastąpienie go pierwszym dniem tygodnia przez uczniów Jezusa pokazuje, jak wstrząsające musiało być dla nich to, co wydarzyło się "trzeciego dnia" po śmierci Jezusa:
"Pierwszy dzień tygodnia - trzeci licząc od piątku - w Nowym Testamencie jest potwierdzony już od najwcześniejszych lat jako dzień zebrań i kultu wspólnoty chrześcijańskiej (...). Jeśli się weźmie pod uwagę znaczenie, jakie - na podstawie opisu stworzenia i Dekalogu - miał szabat w tradycji starotestamentalnej, wtedy oczywiste jest, że tylko jakieś porażające swą mocą wydarzenie mogło doprowadzić do zerwania z szabatem i zastąpienia go pierwszym dniem tygodnia. Tylko wydarzenie, które z niezwykłą siłą odcisnęło się w duszach, mogło spowodować tak istotne przeobrażenie w religijnej kulturze tygodnia. (...) Dla mnie celebrowanie dnia Pańskiego, od samego początku specyficzne dla społeczności chrześcijańskiej, jest jednym z najmocniejszych dowodów tego, że w tym dniu wydarzyło się coś niezwykłego - odkrycie pustego grobu i spotkanie ze zmartwychwstałym Panem." (J. Ratzinger, "Jezus z Nazaretu. Część II. Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania", Wyd. Jedność, 2011, str. 275).
17-09-2011 20:33 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)
>W tej samej książce Joseph Ratzinger twierdzi, iż zerwanie z szabatem i zastąpienie go pierwszym dniem tygodnia przez uczniów Jezusa pokazuje, jak wstrząsające musiało być dla nich to, co wydarzyło się "trzeciego dnia" po śmierci Jezusa:
Ładna propaganda. Niewątpliwie dzieciaki w przedszkolu uwierzą .
7 marca 321 cesarz Konstantyn ustanowił niedziele, dies Solis - dzień Słońca, dniem wolnym od pracy .
Wg Nowej Encyklopedii Katolickiej ( 1967 , artykuł o Konstantynie ) ,, chrześcijaństwo zaadoptowało kult Sol Invictus na swoje potrzeby, jak dowodzi tego wizerunek Chrystusa jako Apollina - Heliosa z około 250 rne znajdujący się na mozaice ściennej w podziemiach Bazyliki Św. Piotra na sklepieniu grobowców Juliuszów,,
Niech pan nie ściemnia ( że się tak wyraże ) , że świętowanie w niedziele zamiast w sobotę było dziełem uczniow Jezusa .
17-09-2011 21:47 
 Ocena 6 na 8
maruda (5550 punktów)
Cytat:
Chrześcijanie nie powinni judaizować i próżnować w sobotę, ale powinni pracować w tym dniu; powinni szczególnie uczcić Dzień Pański będąc chrześcijanami, i jeśli to możliwe, nie pracować w tym dniu. Jeśli jednak będą judaizować w tym dniu zostaną odłączeni od Chrystusa

Na synodzie w Laodycei w 365 roku ustanowiono powyższe jako kanon 29. Czyżby jeszcze trzysta lat po śmierci Jezusa nadal wielu chrześcijan obchodziło sabat jako święto? Oznacza to że jakoś ta niedziela nie odcisnęła się na duszach kilku pokoleń chrześcijan, dopiero powyższy nakaz. Tylko kim ja jestem by podważać słowa biskupa Rzymu.

Księża są satanistami bo ubierają się na czarno.
17-09-2011 22:18 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)
> Tylko kim ja jestem by podważać słowa biskupa Rzymu
Nieeegodniśmy niegodni , żeby nasze ślepia spoglądały na splendory biskupa Rzymu .Niegooodniśmy ....
17-09-2011 22:33 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>W tej samej książce Joseph Ratzinger twierdzi, iż zerwanie z szabatem i zastąpienie go pierwszym dniem tygodnia przez uczniów Jezusa pokazuje, jak wstrząsające musiało być dla nich to, co wydarzyło się "trzeciego dnia" po śmierci Jezusa:
>Ładna propaganda. Niewątpliwie dzieciaki w przedszkolu uwierzą .
>7 marca 321 cesarz Konstantyn ustanowił niedziele, dies Solis - dzień Słońca, dniem wolnym od pracy .
>Wg Nowej Encyklopedii Katolickiej ( 1967 , artykuł o Konstantynie ) ,, chrześcijaństwo zaadoptowało kult Sol Invictus na swoje potrzeby, jak dowodzi tego wizerunek Chrystusa jako Apollina - Heliosa z około 250 rne znajdujący się na mozaice ściennej w podziemiach Bazyliki Św. Piotra na sklepieniu grobowców Juliuszów,,
>Niech pan nie ściemnia ( że się tak wyraże ) , że świętowanie w niedziele zamiast w sobotę było dziełem uczniow Jezusa .

Ktoś Pana wprowadza w błąd:

1) "W pierwszym dniu po szabacie, kiedy zebraliśmy się na łamanie chleba" (Dz 20,7)
2) "W dniu Pana, w niedzielę (por. Ap 1,10), gromadźcie się razem, by łamać chleb i składać dziękczynienie" (Didache 14,1)
3) O niedzieli ( dies solis) pisze też Justyn (Apologia 1,67).

itd.
17-09-2011 23:38 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)

>Ktoś Pana wprowadza w błąd:
Albo mnie , albo Pana ;
Dzieje Apostolskie sprawozdają, że aspostłowie święcili sabat zarówno wśród chrześcijan pochodzenia żydowskiego, jak i pogańskiego ( Dz. 13;14. 42-48; 17; 1-4, 18;4). Paweł i Barnaba ,,z Perge powędrowali dalej i dotarli do Antiochii Pizdyjskiej. A w dzień sabatu weszli do synagogi i usiedli,, ( Dz 13;14). Wielu Żydów było niezadowolonych, gdy Paweł mówił o Chrystusie, natomiast poganie prosili ,, ich, aby w następny sabat opowiedzieli im znowu o tych sprawach,, ( Dz 13;42) Była to sposbność, aby zachęcić pogan do święcenia niedzieli, gdyby apostołowie uważali, że niedziela powinna zająć miejsce soboty, jako dzień nabożeństwa.
Paweł mógł prosić ich, aby przyszli posłuchac kazania w niedziele. Zamiast tego, czytamy, że ,, w następny sabat zebrało sie prawie całe miasto, aby słuchac Słowa Bożego,, (Dz.13;44) i ,, poganie radowali sie i wielbili Słowo Pańskie,, (DZ.13;42). Historycy stwierdzają , że chzreściajnie jeszcze przez wiele lat, a nawet wieków obchodzili sabat regularnie np; ( The Sabbath in Scripture abd History . Kenneth .A. Washington , D.C ; Review and Herald, 1982, s.137 ) Aleksander Krawczuk ( profesor ) Konstantyyn Wielki .Warszawa;1970,s.190
Nowy Tes. nie daje podstaw do zmiany przykazania sobotniego . Natomiast, zarówno prorok Daniel, jak i Paweł zapowiedzieli odstępstwo w chrześcijaństwie wymierzone przeciwko przykazaniom Bożym ( DN.7;26,2Tes.2)
W Dziejach Apostolskich czytamy,że odstępstwo miało wyjść z grona biskupów Dz.20 28-31
Sykstus, biskup rzymski około 135r ne nakazał uczcic zmartwywstanie Chrystusa w niedziele wielkanocna, zamiast 14 Nissan, przypadajcego na rozne dni tygodnia, chodzilo o odciecie sie od Zydow.W 200 r biskup Wiktor uczynil swiecenie niedzeli wielkanocnej obowiazkiem .
Inny biskup Atanazy Wielki 296 -373 rne napisal ..
..w dzien sabatu spotykamy sie razem nie dlatego, zesmy byli pod wplywem judaizmu , gdyz nie zachwujemy falszywych sabatow, lecz spotykamy sie, aby w sabat wielbic Jezusa, ktory jest panem sabatu

przepraszam za brak pl znakow ,ale cos mi klawiatura sfiksowala.
zacytowany tekst pochodzi z ksiazki Jonatana Dunkel .. Apokalipsa. Ostatnie wydarzenia na ziemi w proroctwach Pisma Swietego .
Reszte dodal p. maruda
19-09-2011 17:01 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Ktoś Pana wprowadza w błąd:
>Albo mnie , albo Pana ;
>Dzieje Apostolskie sprawozdają, że aspostłowie święcili sabat zarówno wśród chrześcijan pochodzenia żydowskiego, jak i pogańskiego ( Dz. 13;14. 42-48; 17; 1-4, 18;4). Paweł i Barnaba ,,z Perge powędrowali dalej i dotarli do Antiochii Pizdyjskiej. A w dzień sabatu weszli do synagogi i usiedli,, ( Dz 13;14). Wielu Żydów było niezadowolonych, gdy Paweł mówił o Chrystusie, natomiast poganie prosili ,, ich, aby w następny sabat opowiedzieli im znowu o tych sprawach,, ( Dz 13;42) Była to sposbność, aby zachęcić pogan do święcenia niedzieli, gdyby apostołowie uważali, że niedziela powinna zająć miejsce soboty, jako dzień nabożeństwa.
>Paweł mógł prosić ich, aby przyszli posłuchac kazania w niedziele. Zamiast tego, czytamy, że ,, w następny sabat zebrało sie prawie całe miasto, aby słuchac Słowa Bożego,, (Dz.13;44) i ,, poganie radowali sie i wielbili Słowo Pańskie,, (DZ.13;42). Historycy stwierdzają , że chzreściajnie jeszcze przez wiele lat, a nawet wieków obchodzili sabat regularnie np; ( The Sabbath in Scripture abd History . Kenneth .A. Washington , D.C ; Review and Herald, 1982, s.137 ) Aleksander Krawczuk ( profesor ) Konstantyyn Wielki .Warszawa;1970,s.190
>Nowy Tes. nie daje podstaw do zmiany przykazania sobotniego . Natomiast, zarówno prorok Daniel, jak i Paweł zapowiedzieli odstępstwo w chrześcijaństwie wymierzone przeciwko przykazaniom Bożym ( DN.7;26,2Tes.2)
>W Dziejach Apostolskich czytamy,że odstępstwo miało wyjść z grona biskupów Dz.20 28-31
>Sykstus, biskup rzymski około 135r ne nakazał uczcic zmartwywstanie Chrystusa w niedziele wielkanocna, zamiast 14 Nissan, przypadajcego na rozne dni tygodnia, chodzilo o odciecie sie od Zydow.W 200 r biskup Wiktor uczynil swiecenie niedzeli wielkanocnej obowiazkiem .
>Inny biskup Atanazy Wielki 296 -373 rne napisal ..
>..w dzien sabatu spotykamy sie razem nie dlatego, zesmy byli pod wplywem judaizmu , gdyz nie zachwujemy falszywych sabatow, lecz spotykamy sie, aby w sabat wielbic Jezusa, ktory jest panem sabatu
>przepraszam za brak pl znakow ,ale cos mi klawiatura sfiksowala.
>zacytowany tekst pochodzi z ksiazki Jonatana Dunkel .. Apokalipsa. Ostatnie wydarzenia na ziemi w proroctwach Pisma Swietego .
>Reszte dodal p. maruda
>

Ależ nikt nie twierdzi, że w środowisku judeochrześcijan nie utrzymywały się jeszcze przez jakiś czas obyczaje żydowskie. Piszą zresztą o tym obszernie Dzieje Apostolskie. Natomiast jest faktem, że niedziela stała się już od samego początku świętym dniem chrześcijan (zamiast szabatu), już pod koniec I wieku był to utrwalony stan.
19-09-2011 17:56 
 Ocena 4 na 4
Alicja Duda (25557 punktów)
Prosimy wycinać niepotrzebne cytowanie poprzedników.


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
19-09-2011 18:28 
 Ocena 9 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>jest faktem, że niedziela stała się już od samego początku świętym dniem chrześcijan (zamiast szabatu), już pod koniec I wieku był to utrwalony stan.

Jak widać - bimbanie sobie na Dekalog (Wj 20, 8-11; Pwt 5, 12-15) ma w chrześcijaństwie Dłuuugie, zaiste, Tradycje .


np. kabaret Jana Pietrzaka, autentycznie katolicki i patriotyczny jest wyrażnie dyskryminowany. (ks. prof. dr hab. Czesław Bartnik)
17-09-2011 21:41 
 Ocena 5 na 5
zupełna (2507 punktów)
(...) Dla mnie celebrowanie dnia Pańskiego, od samego początku specyficzne dla społeczności chrześcijańskiej, jest jednym z najmocniejszych dowodów tego, że w tym dniu wydarzyło się coś niezwykłego - odkrycie pustego grobu i spotkanie ze zmartwychwstałym Panem." (J. Ratzinger, "Jezus z Nazaretu. Część II. Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania", Wyd. Jedność, 2011, str. 275).
>

W początkach lat szkolnych miałam przyjaciołkę serdeczną. Wierzyła ona stanowczo w istnienie Świętego Mikołaja. Dowodem nie do podważenia na jego istnienie były prezenty , które znajdowała pod choinką . Nie sposób było z nią na te temat rozmawiać.
Dopuszczenie do siebie faktów nie jest łatwe p.mbielecki. Powodzenia.
17-09-2011 22:54 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
> (...) Dla mnie celebrowanie dnia Pańskiego, od samego początku specyficzne dla społeczności chrześcijańskiej, jest jednym z najmocniejszych dowodów tego, że w tym dniu wydarzyło się coś niezwykłego - odkrycie pustego grobu i spotkanie ze zmartwychwstałym Panem." (J. Ratzinger, "Jezus z Nazaretu. Część II. Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania", Wyd. Jedność, 2011, str. 275).
>>

>Dopuszczenie do siebie faktów nie jest łatwe p.mbielecki. Powodzenia.

O jakich faktach Pani mówi, których rzekomo nie chcę "do siebie dopuścić"?
18-09-2011 15:07 
 Ocena 4 na 4
zupełna (2507 punktów)
> >Dopuszczenie do siebie faktów nie jest łatwe p.mbielecki. Powodzenia.
>O jakich faktach Pani mówi, których rzekomo nie chcę "do siebie dopuścić"?
>

Jest Pan niewątpliwie obdarzony łaską wiary. Nie są Panu zatem potrzebne dowody tę wiarę podważjące, one sa wręcz dla Pana szkodliwe, bo mogą zburzyć stabilny grunt pod nogami. Prostym sposobem aby zachować ułożony obaz świata jest zwyczajnie ignorowanie treści tego co piszą tu inni ludzie, często znający tematykę biblijną równie a nawet lepiej od Pana.
Wydaje mi się , że dyskutując tu na forum chce Pan uzyskać sam dla siebie pewność, że religia ,którą wyznaje jest słuszna. Pan musi wygrać w każdej polemice, nie bacząc na uzywane przez siebie argumenty a nawet ich nie przedstawiając.
Przemyślenia p.Ratzingera o celebracji niedzieli nie stanowią dowodu zmartwychstania kogokolwiek.
20-09-2011 10:01 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jest Pan niewątpliwie obdarzony łaską wiary. Nie są Panu zatem potrzebne dowody tę wiarę podważjące, one sa wręcz dla Pana szkodliwe, bo mogą zburzyć stabilny grunt pod nogami. Prostym sposobem aby zachować ułożony obaz świata jest zwyczajnie ignorowanie treści tego co piszą tu inni ludzie, często znający tematykę biblijną równie a nawet lepiej od Pana.
>Wydaje mi się , że dyskutując tu na forum chce Pan uzyskać sam dla siebie pewność, że religia ,którą wyznaje jest słuszna. Pan musi wygrać w każdej polemice, nie bacząc na uzywane przez siebie argumenty a nawet ich nie przedstawiając.

Przeciwnie, chcę poznać wszystkie istotne fakty. Nie ignoruję żadnych merytorycznych wypowiedzi. Nie jestem moim celem zwyciężanie w dyskusji - interesuje mnie tylko prawda i cała prawda. Staram się przedstawiać argumenty. Pani zarzuty odbieram jako niesprawiedliwe.
20-09-2011 11:08 
 Ocena 8 na 8
zupełna (2507 punktów)
> Przeciwnie, chcę poznać wszystkie istotne fakty. Nie ignoruję żadnych merytorycznych wypowiedzi. Nie jestem moim celem zwyciężanie w dyskusji - interesuje mnie tylko prawda i cała prawda. Staram się przedstawiać argumenty. Pani zarzuty odbieram jako niesprawiedliwe.
15.09. 2011 rok u na tym forum napisał Pan :" Żaden poważny historyk temu nie zaprzecza(tj. historyczności Jezusa). Jezeli ktoś zaprzecza, to jest niestety fanatykiem"
Natomiast wczoraj zaznaczył Pan inna swoją opinię" Wypowiedzi spotykane na tym forum co do historyczności Jezusa, to niesłychana rzadkość, to jakby przeniesionew czasie wypowiedzi XVIII ateisty. Takie poglądy ośmieszają - tak nam wszystkim drogi-racjonalizm."
Zatem jakiej prawdy Pan tu szuka skoro tak marnego zdania jest Pan o swoich rozmówcach ?
Najwyraźniej nie o szukanie prawdy Panu chodzi. Pan podkreśla, że już ją zna.
20-09-2011 11:18 
 0 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
W tym zakresie znam prawdę i Pani również może ją poznać - od historyków. W kwestii historyczności Jezusa nie poruszamy się po obszarze wiary, lecz wiedzy. Zaprzeczanie istnieniu Jezusa jest nieracjonalne. Zresztą - nie musi mi Pani wierzyć, proszę przeczytać ostatnie posty tutejszego lokalnego autorytetu - andrzeja51.
20-09-2011 11:28 
 Ocena 5 na 5
zupełna (2507 punktów)
> W tym zakresie znam prawdę i Pani również może ją poznać - od historyków. W kwestii historyczności Jezusa nie poruszamy się po obszarze wiary, lecz wiedzy. Zaprzeczanie istnieniu Jezusa jest nieracjonalne. Zresztą - nie musi mi Pani wierzyć, proszę przeczytać ostatnie posty tutejszego lokalnego autorytetu - andrzeja51.
>

To jeszcze raz zapytam, jakiej prawdy Pan poszukuje rozmawiając z tak pogardzanymi Przez Pana oponentami w wątku "Grobowa historycznośc " skoro tę prawdę Pan zna?
20-09-2011 11:43 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Nikim nie pogardzam.

Jeśli dialog jest rzetelny, to zazwyczaj wszyscy uczestnicy dialogu czegoś się dowiadują. Ja np. dowiedziałem się czegoś o Justusie z Tyberiady.
20-09-2011 11:53 
 Ocena 4 na 4
zupełna (2507 punktów)
>Nikim nie pogardzam.
>Jeśli dialog jest rzetelny, to zazwyczaj wszyscy uczestnicy dialogu czegoś się dowiadują. Ja np. dowiedziałem się czegoś o Justusie z Tyberiady.
>

Czyli ja mogłaby się dowiedzieć od Pana ,że Jezus to postać historyczna, bo Pan te wiedzę posiada?Albo mogę uwierzyć jak Pan określił" lokalnemu autorytetowi andrzejowi51" ?
20-09-2011 12:12 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Najlepiej byłoby zweryfikować argumenty, które tu padają, zajrzeć do poważnych publikacji, porozmawiać ze specjalistami itd.

Ja nie jestem specjalistą od biblistyki, tak jak zresztą wszyscy inni wypowiadający się na tym forum - byłoby zatem dosyć ryzykowne opieranie się wyłącznie na takich opiniach.
20-09-2011 12:20 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Ja nie jestem specjalistą od biblistyki, tak jak zresztą wszyscy inni wypowiadający się na tym forum
A skąd wiesz, kto tu jest kim?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-09-2011 12:28 
 Ocena 4 na 4
zupełna (2507 punktów)
> Najlepiej byłoby zweryfikować argumenty, które tu padają, zajrzeć do poważnych publikacji, porozmawiać ze specjalistami itd.
Jak mam zweryfikować te argumenty? Gdzie szukać specjalisty?

> Ja nie jestem specjalistą od biblistyki, tak jak zresztą wszyscy inni wypowiadający się na tym forum - byłoby zatem dosyć ryzykowne opieranie się wyłącznie na takich opiniach.
>

Rozumiem.
20-09-2011 12:29 
 Ocena 10 na 10
maruda (5550 punktów)
>Najlepiej byłoby zweryfikować argumenty, które tu padają, zajrzeć do poważnych publikacji, porozmawiać ze specjalistami itd.
>Ja nie jestem specjalistą od biblistyki, tak jak zresztą wszyscy inni wypowiadający się na tym forum - byłoby zatem dosyć ryzykowne opieranie się wyłącznie na takich opiniach.

   Mam poważne zastrzeżenia merytoryczne do tej wypowiedzi. Biblistyka jest działem teologii, teologia nie może nawet krytycznie podchodzić do kwestii istnienia Jezusa, podważało by to sam fundament istnienia tej "dziedziny nauki". Historycy są wyłączeni z możliwości odniesienia się do pewnych aspektów życia i zmartwychwstania Jezusa.

   Dlatego historycy nie mają wystarczających kompetencji by wypowiadać się na wszystkie tematy dotyczące Jezusa. Teolodzy nie mogą bo nie nie mieści się to w ich zakresie badawczym. Logicznie zostało zatem udowodnione że skoro nikt nie może podważyć istnienia Jezusa to on istniał.
20-09-2011 14:25 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
>W tym zakresie znam prawdę i Pani również może ją poznać - od historyków. W kwestii historyczności Jezusa nie poruszamy się po obszarze wiary, lecz wiedzy. Zaprzeczanie istnieniu Jezusa jest nieracjonalne. Zresztą - nie musi mi Pani wierzyć, proszę przeczytać ostatnie posty tutejszego lokalnego autorytetu - andrzeja51.
Wykazywano przecież, że stanowisko nauki nie jest jednoznaczne. Wiele opinii może być nieobiektywnych, bowiem niektórzy - podobnie jak Pan - strasznie chcą aby Jezus był opisany wiernie i rzetelnie w NT, ale prawda jest prosta: niemal na pewno opisy nie są rzetelne.
Jak wyjaśnić fakt istnienia 3 ewangelii synoptycznych? Coraz częściej uważa się, że pierwowzór zaginął, ale to nie jest istotne. Czy osoby, które faktycznie znały go kopiowały by czyjś tekst? Czy raczej opisałyby sprawy po swojemu?

Jeżeli są to kopie z dodatkami, to czy nie budzi to Twoich wątpliwości? Zgodności są po prostu wynikiem kopiowania, a nie potwierdzaniem rzetelności.

Ale jak się ma na celu udowodnienie jednej tezy, to tak jest. Tylko nie opowiadaj, że szukasz prawdy, bo wszyscy widzą, jak się sprawy mają.
21-09-2011 16:45 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jak wyjaśnić fakt istnienia 3 ewangelii synoptycznych? Coraz częściej uważa się, że pierwowzór zaginął, ale to nie jest istotne. Czy osoby, które faktycznie znały go kopiowały by czyjś tekst? Czy raczej opisałyby sprawy po swojemu?
>Jeżeli są to kopie z dodatkami, to czy nie budzi to Twoich wątpliwości? Zgodności są po prostu wynikiem kopiowania, a nie potwierdzaniem rzetelności.

Nie, Ewangelie tak nie powstały. Prawdopodobnie Ewangelia Marka jest najstarsza, a ewangelie Mateusza i Łukasza powstały głównie na podstawie Ewangelii Marka oraz tzw. źródła Q. Mateusz był jednym z 12 apostołów. Wszystkie trzy ewangelie synoptyczne powstały w I wieku.
21-09-2011 18:23 
 Ocena 7 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Nie, Ewangelie tak nie powstały. Prawdopodobnie Ewangelia Marka jest najstarsza, a ewangelie Mateusza i Łukasza powstały głównie na podstawie Ewangelii Marka oraz tzw. źródła Q. Mateusz był jednym z 12 apostołów. Wszystkie trzy ewangelie synoptyczne powstały w I wieku.

Pan Krzysztof Sykta: Stwierdzenie, że napisali je naoczni świadkowie nie jest uznawane nawet przez katolickich uczonych (co prawda od niedawna, ale zawsze). Twierdzi się za to niemal powszechnie, że spisano je w latach 70-90 n.e., jednakże daty te są czystym domysłem, by nie rzec wymysłem, opartym na proroctwie zburzenia świątyni jerozolimskiej w roku 70-tym - trudno uwierzyć by "Marek" w tym samym roku zdołał zredagować całą ewangelię, opisując przy tym konflikty i prześladowania z lat dziewięćdziesiątych.
Jaka jest prawda? Aż do roku 110 n.e. nie są znane żadne szczegóły z życia Jezusa, co przynajmniej powinno zaskakiwać. Paweł w swych listach pisze jedynie o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu. W okolicach roku 110 pojawia się list Barnaby, w którym to mowa jest o cudach i powołaniu apostołów. Trzy lata wcześniej Ignacy z Antiochii jako pierwszy pisze o Poncjuszu Piłacie, narodzeniu z dziewicy i chrzcie w Jordanie. Od tego momentu rozkwita twórczość ewangeliczna. Ok. 140 r. Papiasz wspomina, że słyszał, że podobno istnieją spisane słowa Jezusa - tak przynajmniej twierdzi Euzebiusz. Marcion zna już prawie całą ew. Łukasza. W roku 150 Justyn Martyr cytuje fragmenty z Mk, Mt i Łk, nie zna jednak autorów ewangelii. Dziesięć lat później Tatian zna już ew. Jana, a w roku 170 tworzy wersję "ujednoliconą" tzw. Diatessaron. Dopiero w roku 180 Ireneusz "wie" już kto napisał poszczególne ewangelie.
Współczesne homilie nawiązują przede wszystkim do nauczania Jezusa, listy apostolskie bynajmniej. Ich autorzy, podobnie jak ojcowie kościoła, opierają swe nauki wyłącznie na Starym Testamencie i na "własnym nauczaniu", nigdy nie cytują nauk swego mistrza, nigdy do nich nie nawiązują - głoszą dobrą nowinę o Chrystusie, a nie dobrą nowinę Chrystusa. Jest to tym bardziej zastanawiające, że powinni, wg kościelnych zapewnień, dysponować tradycją ustną przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Jednak tak nie jest a sama różnorodność i wewnętrzna sprzeczność ewangelicznych opowieści stanowi raczej dowód na ich midraszowy charakter.
Drugi wiek chrześcijaństwa przynosi kolejne problemy. "Najbardziej zadziwiające, że wszyscy wielcy apologeci drugiego stulecia (z wyjątkiem Justyna i Arystydesa - pomniejszego syryjskiego apologety) pomijają milczeniem postać historycznego Jezusa w swoich obronach chrześcijaństwa przed poganami. Dotyczy to również Tacjana w jego wypowiedziach sprzed Diatessaronu. Zamiast tego apologeci przedstawiają świadectwo chrześcijaństwa wywodzącego się z filozofii platońskiej i hellenistycznego judaizmu nauczając o czczeniu monoteistycznego żydowskiego Boga i Syna typu Logos - siły obecnej w świecie, działającej jako objawiciel i pośrednik pomiędzy Bogiem a ludzkością." (Earl Doherty) Przykładowo "Minucjusz Feliks wyszydza każdą doktrynę uważającą ukrzyżowanego człowieka za Boga i Zbawiciela".
Wydaje się więc, że ewangelie kanoniczne stanowią wytwór pierwszej połowy drugiego wieku n.e., powoli przedzierający się do chrześcijańskiej świadomości. Jest znamienne, że dopiero 2 list Piotra, pochodzący z III w. (wcześniej nie był znany, co przyznaje lakonicznie nawet BT), stanowiący 'twórcze rozszerzenie' listu Judy, jako pierwszy nawiązuje do opowieści ewangelicznych (chrzest i przemienienie na górze Tabor).
Podstawowym elementem wykorzystanym przez kolejnych redaktorów miałyby być teksty spisane przez wyznawców Jana Chrzciciela, uznawanego przez nich za prawdziwego Mesjasza. Zawierały one m.in. historie narodzin koncentrujące się wokół postaci Jana (pieśni Elżbiety i Zachariasza, rzeź niewiniątek) oraz znaczną część tzw. źródła Quelle (warto por. chociażby Łk 3,7-14 i 3,17 z np. Łk 6.29 i Mt 23.33).
Mówienie o historycznej poprawności ewangelii może co najwyżej śmieszyć. Ewangeliści nie są zgodni w niemal każdej kwestii, mylą ówczesnych władców, fałszują listy królów Izraela, usuwając z nich wyklętych przez Jhwh monarchów.. Mateusz twierdzi np., że Jezus urodził się ok. 6 r p.n.e., w ostatnich latach rządów Heroda podczas gdy Łukasz lokalizuje narodziny pańskie podczas spisu ludności za Kwiryniusza w 6 r n.e., czyli 12 lat później. Wg Łukasza Jezus miał lat ok. trzydziestu, gdy zaczął nauczać, wg Jana - niecałe pięćdziesiąt. Podobne niedorzeczności można by mnożyć. Wystarczy porównać dwa drzewa genealogiczne: Wg Mateusza od Zorobabela, ostatniego z władców, do Józefa minęło 10 pokoleń, wg Łukasza aż dziewiętnaście. Ot taka drobna nieścisłość. Łukasz twierdzi również, że Jezus rozpoczął swą działalność "za Lizaniasza, tetrarchy Abileny" podczas gdy władca taki w tych czasach nie istniał, a nazwa ta odnosiła się do krainy należącej do tetrarchy Filipa. Podobną pomyłkę popełnia Marek (i kopiujący od niego Mateusz) pisząc, że Herod poślubił Herodiadę, żonę Filipa, gdy w istocie była ona żoną innego Heroda (o czym pisze obszernie Flawiusz w Antiquities 18.5.1 109-115 ).
Na uwagę zasługuje opowieść o pokłonie trzech magów ze wschodu. Wbrew pozorom mamy tu do czynienia z faktem historycznym, opisywanym przez Dio Kasjusza, Swetoniusza i Pliniusza. Tyle, że całe zdarzenie miało miejsce w roku 66, kiedy to Tiridates, król Armenii, wraz z trzema partyjskimi królewiczami-"magami" (wyznawcami zoroastryzmu) oddał pokłon Neronowi.
www.racjon(*)q,Pismo.natchnione.przez.pogan

Miłego dnia.

@@@

Czytelnik 'gegebege'
oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Grobowa historyczność...'.

Co to znaczy mendalność katolicka. Dziękuje Szanownemu Panu, trzeba przyznać, że wyróżnia się pan na naszym forum i wiedzą i kulturą. Od Pana minus, to dla mnie powód do dumy i dlatego pozwalam sobie nim się chwalić.

@@@
.
Ania... (14138 punktów)
>>Jak wyjaśnić fakt istnienia 3 ewangelii synoptycznych? Coraz częściej uważa się, że pierwowzór zaginął, ale to nie jest istotne. Czy osoby, które faktycznie znały go kopiowały by czyjś tekst? Czy raczej opisałyby sprawy po swojemu?
>>Jeżeli są to kopie z dodatkami, to czy nie budzi to Twoich wątpliwości? Zgodności są po prostu wynikiem kopiowania, a nie potwierdzaniem rzetelności.
>Nie, Ewangelie tak nie powstały. Prawdopodobnie Ewangelia Marka jest najstarsza, a ewangelie Mateusza i Łukasza powstały głównie na podstawie Ewangelii Marka oraz tzw. źródła Q. Mateusz był jednym z 12 apostołów. Wszystkie trzy ewangelie synoptyczne powstały w I wieku.
A to ciekawostka
Kolega ma widać inne wyobrażenie tego procesu niż powszechne informacje.
Czy może podeprzeć swoje fantazje jakimś opracowaniem HISTORYCZNYM lub językoznawczym a nie teologicznym?
23-09-2011 10:54 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W świetle tego, czego niedawno się dowiedziałem na tej stronie, historia u progu XXI wieku zaciera "niepotrzebną" granicę pomiędzy nią, a teologią. Oczywiście to działa tylko w wybranych miejscach i okresach historycznych. Nie działa na przykład w Indiach, czy Starożytnej Grecji. Nie działa też za bardzo więcej niż siedem lat przed naszą erą... W drugą stronę, można przyjąć iż zjawisko intrygującego zacierania granic słabnie nieco po czasach cesarza Konstantyna Wielkiego.
23-09-2011 12:16 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Nie, Ewangelie tak nie powstały. Prawdopodobnie Ewangelia Marka jest najstarsza, a ewangelie Mateusza i Łukasza powstały głównie na podstawie Ewangelii Marka oraz tzw. źródła Q. Mateusz był jednym z 12 apostołów. Wszystkie trzy ewangelie synoptyczne powstały w I wieku.
>A to ciekawostka
>Kolega ma widać inne wyobrażenie tego procesu niż powszechne informacje.
>Czy może podeprzeć swoje fantazje jakimś opracowaniem HISTORYCZNYM lub językoznawczym a nie teologicznym?

Tak, oczywiście, jak tylko założysz osobny wątek na ten temat (mógłbym to zrobić i ja, ale wtedy prawdopodobnie wątek trafiłby do "Bazgrołów" ), bo ten wątek jest już strasznie przeładowany i na inny temat.
23-09-2011 21:05 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>>Nie, Ewangelie tak nie powstały. Prawdopodobnie Ewangelia Marka jest najstarsza, a ewangelie Mateusza i Łukasza powstały głównie na podstawie Ewangelii Marka oraz tzw. źródła Q. Mateusz był jednym z 12 apostołów. Wszystkie trzy ewangelie synoptyczne powstały w I wieku.
>>A to ciekawostka
>>Kolega ma widać inne wyobrażenie tego procesu niż powszechne informacje.
>>Czy może podeprzeć swoje fantazje jakimś opracowaniem HISTORYCZNYM lub językoznawczym a nie teologicznym?
>Tak, oczywiście, jak tylko założysz osobny wątek na ten temat (mógłbym to zrobić i ja, ale wtedy prawdopodobnie wątek trafiłby do "Bazgrołów" ), bo ten wątek jest już strasznie przeładowany i na inny temat.
Proszę nie stosować dziecinnych uników.

Temat nie jest najbardziej rozbudowanym w historii forum ale pierwszy raz ktoś wykorzystuje to jako wymówkę, kiedy po prostu nie chce mu się poszukać danych, a palnął.
26-09-2011 00:56 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>Nie, Ewangelie tak nie powstały. Prawdopodobnie Ewangelia Marka jest najstarsza, a ewangelie Mateusza i Łukasza powstały głównie na podstawie Ewangelii Marka oraz tzw. źródła Q. Mateusz był jednym z 12 apostołów. Wszystkie trzy ewangelie synoptyczne powstały w I wieku.
>>>A to ciekawostka
>>>Kolega ma widać inne wyobrażenie tego procesu niż powszechne informacje.
>>>Czy może podeprzeć swoje fantazje jakimś opracowaniem HISTORYCZNYM lub językoznawczym a nie teologicznym?
>>Tak, oczywiście, jak tylko założysz osobny wątek na ten temat (mógłbym to zrobić i ja, ale wtedy prawdopodobnie wątek trafiłby do "Bazgrołów" ), bo ten wątek jest już strasznie przeładowany i na inny temat.
>Proszę nie stosować dziecinnych uników.
>Temat nie jest najbardziej rozbudowanym w historii forum ale pierwszy raz ktoś wykorzystuje to jako wymówkę, kiedy po prostu nie chce mu się poszukać danych, a palnął.

Zaryzykowałem i założyłem ten wątek: www.racjonalista.pl/forum.php/s,451702 - zapraszam do dalszej rozmowy w tym nowym wątku.
20-09-2011 16:24 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Przeciwnie, chcę poznać wszystkie istotne fakty. Nie ignoruję żadnych merytorycznych wypowiedzi. Nie jestem moim celem zwyciężanie w dyskusji - interesuje mnie tylko prawda i cała prawda. Staram się przedstawiać argumenty. Pani zarzuty odbieram jako niesprawiedliwe. Kwestionowanie istnienia Jezusa.

Pomiędzy zupełnym zakwestionowaniem istnienia, jakiś tam postaci z których posklejano mit, a zakwestionowaniem, że w Nowym Testamencie znajdują się treści mające potwierdzenie w źródłach jest ogromna różnica, którą Pan tu manipuluje.

Dla żadnego - nawet "niepoważnego" - historyka nie ulega już wątpliwości, że postać Jezusa opisanego w Nowym Testamencie (nawet po odjęciu cudów) nie istniała. (Do przyjęcia tego za Prawdę potrzebna jest niewielka wiedza i głęboka wiara).

Dla żadnego (nawet "niepoważnego") historyka nie ulega wątpliwości, że w całej Biblii i w Nowym Testamencie znajdują się elementy opisane zgodnie z historyczną prawdą. Tyle, że jest to bardzo dokładnie wymieszane.

Tak, że w oparciu o poznane opracowania kwestionuję istnienie Jezusa Nowotestamentowego, którego do wierzenia nam Pan tu podaje i nie kwestionuję istnienia przeróżnych historycznych postaci, które na jego mit się złożyły.

Wikipedia:
Niektórzy badacze Biblii, filozofowie i teologowie począwszy od XIX w. zaczęli kwestionować istnienie Jezusa jako postaci historycznej. Przykładowi przedstawiciele: Bruno Bauer, David Friedrich Strauss.
_______________________

Poza najpopularniejszymi:

że Jezus Chrystus istniał, mniej więcej zgodnie z opisem w Ewangeliach,
że nie istniał lub osoba będąca jego pierwowzorem na tyle odbiegała od opisu ewangelicznego, że zupełnie nie można na nim polegać;

istnieją też inne wyjaśnienia, m.in.:

że istniał, ale nie umarł podczas krzyżowania. Dyskusję zapoczątkował Kurt Berna książką "Jesus ist nicht am Kreuz gestorben" (1962) ("Jezus nie umarł na krzyżu"), gdzie zakładając, że martwe ciała nie krwawią, przekonuje, że serce Jezusa jeszcze biło kiedy został zdjęty z krzyża, na co dowodem miał być Całun Turyński;
że był członkiem albo nawet przywódcą sekty esseńczyków. Teorię tę wysunęli K.F. Bahrdt oraz K.H. Venturini.
że był religijnym fanatykiem (David Friedrich Strauß - "Das Leben Jesu" - 1835); że był ekstatykiem (Oskar Holtzmann "War Jesus Extatiker?" - 1903); że był szaleńcem (dr Charles Binet-Sanglé "La Folie de Jesus" - 1910). Binet-Sanglé definiuje chorobę Jezusa jako "paranoję na tle religijnym". W roku 1912 prominentny nowojorski psychiatra dr William Hirsh opublikował "Religion and Civilization - Conclusions of a Psychiatrist" (Religia i cywilizacja - Konkluzje psychiatry). Dr Hirsh wylicza przeróżne przypadki odmiennego zachowania Jezusa. Zgadza się on z Binet-Sanglé co do halucynacji Jezusa i wskazuje na jego "duże urojenia, które nieustannie potęgowały się". Twierdzi on, że Jezus był "paranoikiem" - prostym i zwyczajnym. I dodaje: "Wszystko co wiemy o Jezusie, pasuje tak doskonale do klinicznego obrazu paranoi, że jest wprost trudne do pomyślenia, że ludzie mogliby kwestionować dokładność tej diagnozy". Z tymi opiniami polemizował Albert Schweitzer w swojej pracy doktorskiej "Psychiatryczna ocena Jezusa: przedstawienie [zagadnienia] i krytyka" (Die psychiatrische Beurteilung Jesu: Darstellung und Kritik, 1913). Filozof i psycholog Władysław Witwicki w komentarzu do własnego przekładu Ewangelii Mateusza i Marka (Dobra Nowina według Mateusza i Marka) przypisuje Jezusowi m.in. trudności w kontakcie ze światem oraz rozdwojenie jaźni, czyniące zeń typ schizotymiczny czy wręcz schizofreniczny. Z kolei brytyjski psychiatra William Sargant stwierdził na łamach dziennika The Times: "... być może sam Jezus Chrystus mógłby powrócić do swojego ciesielstwa po poddaniu się leczeniu psychiatrycznemu nowoczesnymi metodami". Kwestią tą zajmowali się również psychoanalitycy, (np. Georges Berguer - Quelques traits de la vie de Jésus au point de vue psychologique et psychanalytique, Genève-Paris, 1920), pisarze (Fiodor Dostojewski - Idiota, Michaił Bułhakow - Mistrz i Małgorzata) oraz filozofowie (Fryderyk Nietzsche - Antychryst. Ewangelia Marka (Mk 3,21) przytacza opinię krewnych o Jezusie, jakoby "odszedł on od zmysłów": A krewni, gdy o tym usłyszeli, przyszli, aby go pochwycić, mówili bowiem, że odszedł od zmysłów. W latach 1998-2000 Leszek Nowak napisał opracowanie, w którym na podstawie własnych przebytych urojeń posłanniczych oraz myśli nadwartościowych w zestawieniu z opisami ewangelicznymi próbuje zrekonstruować psychikę Jezusa.

Niektórzy też uważają Ewangelie za parafrazę innych pism (np. Llogari Pujol uważa, że użyte zostały pisma staroegipskie), jeszcze inną teorią jest, że nie należy Ewangelii traktować dosłownie, lecz szukać w nich ezoterycznego przekazu za pomocą analizy symboli (gnostycyzm, teozofia) lub ostatnio komputerowej analizy znaków.


Teoria mitu Jezusa to nazwa obejmująca trwające od XIX w. filozoficzne próby tłumaczenie genezy chrześcijaństwa z pominięciem osoby Jezusa, kwestionujące jego istnienie. U podstaw takich założeń znajdują się współczesne kierunki filozoficzne (idealizm i materializm).
Teorie mitologiczne negują istnienie Jezusa, wywodząc początek chrześcijaństwa z historyzacją mitu. Postać Jezusa na podłożu mitu została wyimaginowana przez praewangelistów i skonkretyzowana przez ewangelistów. Przedstawicielem tego nurtu był Bruno Bauer.
Teorie idealistyczne wyrosły na filozofii Hegla. David Friedrich Strauss twierdził, że starotestamentalne idee i legendy mesjanistyczne zostały przeniesione na Jezusa i w ten sposób Ewangelie upersonifikowały w nim ogólną ideę stosunku bóstwa do ludzkości. Itp itd..


Czy teorie kwestionujące istnienie Jezusa jako postaci historycznej zostały przedstawione w XIX wieku, czy w XXI - dopóki nie zostały obalone są ważne.
Niech Pan postara się przeczytać, że zrozumieniem, to co tu piszemy.
Pańskie manipulacje naszymi wypowiedziami są zbyt prymitywne.
22-10-2011 23:10 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Nie jestem moim celem zwyciężanie w dyskusji - interesuje mnie tylko prawda i cała prawda. Staram się przedstawiać argumenty. Pani zarzuty odbieram jako niesprawiedliwe.
Jezus zapowiadał "nadejście królestwa niebieskiego a przyszedł Kościół".Dlatego świat jest niesprawiedliwy.
24-10-2011 16:43 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jezus zapowiadał "nadejście królestwa niebieskiego a przyszedł Kościół".

To jest powiedzenie Alfreda Loise'go. Nietrafne. Dlatego, że ci sami ludzie, którzy słuchali Jezusa i którzy chodzili za Nim, tworzyli wspólnotę wierzących, czyli Kościół, po Jego śmierci i zmartwychwstaniu. Zatem między czasem Jezusem a czasem Kościoła jest ciągłość.
24-10-2011 17:57 
 Ocena 2 na 2
jasenka (1863 punktów)
>ci sami ludzie, którzy słuchali Jezusa i którzy chodzili za Nim, tworzyli wspólnotę wierzących, czyli Kościół, po Jego śmierci i zmartwychwstaniu. Zatem między czasem Jezusem a czasem Kościoła jest ciągłość.

W tym powiedzeniu chodzi o coś zupełnie innego - o wykoślawienie ideologii. Ciągłość jest, owszem, taka jak między jajkiem a kurą. Niby to samo, ale jajko tyle nie gdacze.
24-10-2011 21:58 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>>Jezus zapowiadał "nadejście królestwa niebieskiego a przyszedł Kościół".
>To jest powiedzenie Alfreda Loise'go. Nietrafne. Dlatego, że ci sami ludzie, którzy słuchali Jezusa i którzy chodzili za Nim, tworzyli wspólnotę wierzących, czyli Kościół, po Jego śmierci i zmartwychwstaniu. Zatem między czasem Jezusem a czasem Kościoła jest ciągłość.
Że nie są to moje słowa, wskazuje cudzysłów.O rozbieżności między naukami Jezusa i Kościoła trzeba by otworzyć nowy wątek.Od postu,Sabatu, roli kobiety,ilości sakramentów itd...
Odpowiedz na zasadnicze pytanie: Dlaczego na wypełnienie proroctwa Jezusa musimy nadal czekać? Miało nastąpić jeszcze za życia jego słuchaczy.
Andrzej Michalski (234 punktów)
Proroctwa się wypełniły tylko kościół już tak nie trąbi na ten temat jak kiedyś.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,451702#w452041
To co zaproponowałeś historię powstawania NT zaproponował też Pan Bielecki otwierając wątek Powstanie Ewangelii, niestety temat sie nie jest tak pasjonujacy jak pusty grób którego nie było.
Wszystko co przepowiedział Daniel i Jezus wypełniło się 70AD.
25-10-2011 00:13 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Odpowiedz na zasadnicze pytanie: Dlaczego na wypełnienie proroctwa Jezusa musimy nadal czekać? Miało nastąpić jeszcze za życia jego słuchaczy.

O jakim proroctwie Jezusa piszesz?
07-11-2011 01:17 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>>Odpowiedz na zasadnicze pytanie: Dlaczego na wypełnienie proroctwa Jezusa musimy nadal czekać? Miało nastąpić jeszcze za życia jego słuchaczy.
>O jakim proroctwie Jezusa piszesz?
Specjalista biblijny nie zna niespełnionych proroctw Jezusa.
1.Jeszcze za waszego życia nadejdzie królestwo niebieskie.Na paruzję wierni czekają do dziś.
1.Nie może służyć ojcu memu,kto służy mamonie.Kapłani wykazali że można.
17-09-2011 23:34 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Ponieważ widzę, że niektórzy przedstawiają tu "fakty" dotyczące świętowania niedzieli wzięte prawdopodobnie z "Kodu da Vinci" Dana Browna, więc uprzedzając kolejne rewelacje na ten temat, przedstawiam fragment tekstu pochodzącego z ok. 155 roku, w którym Justyn Męczennik wyjaśnia cesarzowi Antoninusowi Piusowi, co czynią chrześcijanie:

"W dniu zwanym dniem Słońca [dies Solis] odbywa się w oznaczonym miejscu zebranie wszystkich nas, zarówno z miast, jak i ze wsi.
Czyta się wtedy pisma apostolskie lub prorockie, jak długo na to czas pozwala.
Gdy lektor skończy, przewodniczący zabiera głos, upominając i zachęcając do naśladowania tych wzniosłych nauk.
Następnie wszyscy powstajemy z miejsc i modlimy się za nas samych oraz za wszystkich, w jakimkolwiek znajdują się miejscu, by otrzymali łaskę pełnienia w życiu dobrych uczynków i przestrzegania przykazań, a w końcu dostąpili zbawienia wiecznego.
Po zakończeniu modlitw przekazujemy sobie nawzajem pocałunek pokoju.
Z kolei bracia przynoszą przewodniczącemu chleb i kielich napełniony wodą zmieszaną z winem.
Przewodniczący bierze je, wielbi Ojca wszechrzeczy przez imię Syna i Ducha Świętego oraz składa długie dziękczynienie (po grecku: eucharistian) za dary, jakich nam Bóg raczył udzielić.
Modlitwy oraz dziękczynienie przewodniczącego kończy cały lud odpowiadając: Amen.
Gdy przewodniczący zakończył dziękczynienie i cały lud odpowiedział, wtedy tak zwani u nas diakoni rozdzielają obecnym Eucharystię, czyli Chleb, oraz Wino z wodą, nad którymi odprawiono modlitwy dziękczynne, a nieobecnym zanoszą ją do domów." (Apologia, 1,65 i 1,67)
18-09-2011 00:19 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)
>Ponieważ widzę, że niektórzy przedstawiają tu "fakty" dotyczące świętowania niedzieli wzięte prawdopodobnie z "Kodu da Vinci" Dana Browna, więc uprzedzając kolejne rewelacje na ten temat, przedstawiam fragment tekstu pochodzącego z ok. 155 roku, w którym Justyn Męczennik wyjaśnia cesarzowi Antoninusowi Piusowi, co czynią chrześcijanie:

...Jako pierwsi odstąpili od sabatu chrześcijanie w Rzymie do czego przyczynił się fakt iż tamtejszy kościół składał się głównie z chrześciajn nawróconych z pogaństwa (Rz.11;13) doszło do tego zapewne już w roku 135.............
...Historyk kościoła Sokrates Scholastyk napisał w V w ne ,, Mimo, że wszystkie kościoły na całym świecie mają nabożeństwa co tydzień w sabat, to chrześcijanie z Aleksandrii i Rzymie, na podstawie jakiejś starodwanej tradycji, zaprzestali tego ,,.............Tą tradycją były kulty słoneczne ..........
.......Sozomen historyk pisze w roku 440 ne. (V w) ,, W Konstantynopolu ludzie zbierają się razem zarówno w dzień sabatu, jak pierwszego dnia tygodnia, ale zwyczaju tego nie przestrzega sie w Rzymie i Aleksandrii.,, ...........

Papież Grzegorz I ( 590-604 r)nakazał represje wobec chrześcijan święcących sobote, których było wtedy wielu .

dalsza częśc wymienionej wyżej ksiązki Jonatana Dunkel
20-09-2011 10:06 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Jest faktem, że w środowisku judeochrześcijan nie utrzymywały się jeszcze przez jakiś czas obyczaje żydowskie - piszą zresztą o tym Dzieje Apostolskie. Natomiast jest również faktem, że niedziela stała się już od samego początku świętym dniem chrześcijan (zamiast szabatu), już pod koniec I wieku był to utrwalony stan.
maruda (5550 punktów)
>Samego fakty zmartwychwstania nikt nie widział, bo nie podpada on pod nasze zmysły, przekracza ramy historii. Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i ukazywanie się Zmartwychwstałego

   Pusty grób jest udokumentowany tylko w ewangeliach i właściwie niczego nie udowadnia. Jedną z możliwości jest wykradzenie ciała na wniosek któregoś członka Sanhedrynu, po to by móc dodatkowo oskarżyć członków sekty. To jedno z prostszych wyjaśnień nie jest kompletnie brane pod uwagę. Pozostaje drugie pytanie, czym czy kim jest zmartwychwstały Jezus. Zmartwychwstały powinno oznaczać przywrócony do życia w swoim dawnym ciele, ze swoją dawną pamięcią jako zwyczajna osoba, ale dla kościoła to niekoniecznie oznacza to samo.
   Ciągle przewija się tylko "ukazywanie" Jezusa uczniom i rodzinie, on nie mieszka zwyczajnie z uczniami. Ukazuje im się tylko czasami i na niezbyt długi czas. Sprytna sztuczka, albo przebranie kogoś podobnego do niego może na krótki czas zwieść nawet najbliższych. Dlatego mam niepokojące wrażenie że całe chrześcijaństwo jest oparte na cudzie podobnym do cudu fatimskiego. Ktoś coś widział i opowiadał pozostałym. Tą metodą można tanim kosztem rozpropagować oszustwo.
   Właściwie wszystkie cuda kościelne są badane pod kątem prawdziwości, za wyznacznik prawdziwości służy to czy i ile osób wierzy w dany cud. Jest to samonapędzający się mechanizm. Jeżeli wystarczająco wiele osób uwierzy w kłamstwo to takie kłamstwo staje się "prawdą objawioną" i zaczyna żyć własnym życiem.

Księża są satanistami bo ubierają się na czarno.
20-09-2011 10:10 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

> Pozostaje drugie pytanie, czym czy kim jest zmartwychwstały Jezus. Zmartwychwstały powinno oznaczać przywrócony do życia w swoim dawnym ciele, ze swoją dawną pamięcią jako zwyczajna osoba, ale dla kościoła to niekoniecznie oznacza to samo.

Obawiam się, że dyskusja na ten temat nie przejdzie na tym forum... Jeśli Pan zagwarantuje, że przejdzie, to możemy o tym porozmawiać.

> Dlatego mam niepokojące wrażenie że całe chrześcijaństwo jest oparte na cudzie podobnym do cudu fatimskiego. Ktoś coś widział i opowiadał pozostałym. Tą metodą można tanim kosztem rozpropagować oszustwo.

Czy ma Pan na myśli tzw. "cud Słońca"?
20-09-2011 11:10 
 Ocena 2 na 4
maruda (5550 punktów)
>Obawiam się, że dyskusja na ten temat nie przejdzie na tym forum... Jeśli Pan zagwarantuje, że przejdzie, to możemy o tym porozmawiać.

   Nie mogę niczego gwarantować, nie wiem nawet jak ma wyglądać ta dyskusja. Jaki ma być jej dozwolony zakres. Czy do tej dyskusji jest wymagane tylko i wyłącznie podejście teologiczne. Czy jest możliwość racjonalnej pozareligijnej krytyki.

   Zamiast bawić się w takie podchody proszę raczej napisać że będzie to wywód teologiczny i nie ma możliwości odniesienia się do niego.
20-09-2011 11:21 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Tak, żeby rozmawiać o istocie Zmartwychwstania, należałoby wejść na obszar filozofii lub teologii.
20-09-2011 11:24 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Tak, żeby rozmawiać o istocie Zmartwychwstania, należałoby wejść na obszar filozofii lub teologii.

Cóż to jest filozoficznego w onej istocie Zmartwychwstania?


Biblia nie została napisana przez znienawidzonych katolików ani nie jest ich własnością. (ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski)
20-09-2011 11:53 
 Ocena 5 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
"Kupowanie urojonej marchwi zmartwychwstania" - tak bym nazwał tą filozofię i raczej nie rozminąłbym się z prawdą.
20-09-2011 14:00 
 Ocena-1 na 5
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Tak, żeby rozmawiać o istocie Zmartwychwstania, należałoby wejść na obszar filozofii lub teologii.
>Cóż to jest filozoficznego w onej istocie Zmartwychwstania?

Nowy wymiar rzeczywistości. Czyli coś nie do przyjęcia na tym forum.
20-09-2011 14:10 
 Ocena 4 na 6
maruda (5550 punktów)
>Nowy wymiar rzeczywistości. Czyli coś nie do przyjęcia na tym forum.

Mogę prosić o definicję tego pojęcia, bo nigdy się z nim nie spotkałem?
20-09-2011 14:12 
 Ocena 3 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Rozumiem. Chodzi o to, że można kupić marchew nie tylko na targu, ale i w zaświatach. I co ciekawe, choć zakup marchwi na istniejącym targu jest neutralny etycznie (ktoś ją po prostu chciał zjeść), to zakup urojonej marchwi zaświatów jest "wysoce etyczny", do tego stopnia, iż można przekonywać do jej nabywania innych ludzi ogniem, mieczem i kłamstwem.
20-09-2011 14:12 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Nowy wymiar rzeczywistości.
Jesteś pewien, że użyłeś właściwego słowa?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-09-2011 14:52 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)
>>Nowy wymiar rzeczywistości.
>Jesteś pewien, że użyłeś właściwego słowa?
może chodzi o rzezcywistość duchową, dostępną dla wybranych.
Mam kumpla, który w pewnych okolicznościach zdaje być się w tym '' nowym wymiarze'' rzeczywistości i potrafi prowadzić wtedy długie dysputy z kimś kogo tylko on jest wstanie widzieć.
Może to o coś podobnego chodzi.
20-09-2011 14:52 
 Ocena 5 na 5
zupełna (2507 punktów)
>>>Tak, żeby rozmawiać o istocie Zmartwychwstania, należałoby wejść na obszar filozofii lub teologii.
>>Cóż to jest filozoficznego w onej istocie Zmartwychwstania?
> Nowy wymiar rzeczywistości. Czyli coś nie do przyjęcia na tym forum.
Ależ śmiało! Tyle czasu już Pan poświęcił na to forum. Proszę w końcu zdradzić jaki ma Pan światopogląd religijny.
Ja osobiście jestem bardzo zaciekawiona.
20-09-2011 14:54 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)

>Ja osobiście jestem bardzo zaciekawiona.
>
Zaczyna robić się niebezpiecznie. Niech Pani pomyśli do czego doprowadziła ciekawość rajskiej Ewy.
20-09-2011 14:57 
 Ocena 4 na 4
zupełna (2507 punktów)
>>Ja osobiście jestem bardzo zaciekawiona.
>>
> Zaczyna robić się niebezpiecznie. Niech Pani pomyśli do czego doprowadziła ciekawość rajskiej Ewy.
>

Do wolności. Ale pewnie to tylko moje zdanie
20-09-2011 15:02 
 Ocena 2 na 2
perun (8610 punktów)

>Do wolności. Ale pewnie to tylko moje zdanie
>
Wg mnie do okulisty , bo dopiero dzięki ciekawośći Ewy Adam zauważył, że Ewa jest naga.
20-09-2011 15:41 
 Ocena 5 na 5
zupełna (2507 punktów)

> Wg mnie do okulisty , bo dopiero dzięki ciekawośći Ewy Adam zauważył, że Ewa jest naga.
Ej tam. Widział wcześniej i był zadowolony. Dopiero po eksmisji z raju mu coś się pokręciło.
21-09-2011 13:02 
 Ocena 3 na 5
maruda (5550 punktów)
>Nowy wymiar rzeczywistości. Czyli coś nie do przyjęcia na tym forum.

Zaintrygowały mnie te słowa na tyle że znalazłem źródło z którego pochodzi ten termin. Pochodzi z książki "Księgi Urantii". Przyznaję rację takie rewelacje nie przechodzą na forach katolickich, więc tu tym bardziej nie będzie dla nich zrozumienia.
21-09-2011 14:48 
 Ocena 4 na 4
zupełna (2507 punktów)
>>Nowy wymiar rzeczywistości. Czyli coś nie do przyjęcia na tym forum.
> Zaintrygowały mnie te słowa na tyle że znalazłem źródło z którego pochodzi ten termin. Pochodzi z książki "Księgi Urantii". Przyznaję rację takie rewelacje nie przechodzą na forach katolickich, więc tu tym bardziej nie będzie dla nich zrozumienia.
Jestem rozczarowana.
W moim rankingu niesłychanych mitologii scientologia była na pierwszy miejscu zaraz potem reptalianie. Teraz mam dylemat gdzie "Księgę Urantii" umiejscowić, bo nowość na mojej liście. Dziękuję.
22-09-2011 08:53 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
O, to polecam wypowiedzi użytkownika "rajcelem". Bezcenne.
Np. tu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,410736#w411385
I tu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,400867


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-09-2011 10:32 
 Ocena 5 na 5
zupełna (2507 punktów)
>O, to polecam wypowiedzi użytkownika "rajcelem". Bezcenne.
Bezcenne
Z drugiej strony to ja zazdroszczę ludziom jak rajcelem i mbielecki. Mają taki dokładny opis świata, żadnych rozterek pytań, jak już to natychmiast znajdują odpowiedź jak nie w księdze to u "poważnego historyka". (to określenie bawi mnie najbardziej). A ja ciągle po co ? dlaczego ? i jak to jest zbudowane? Jak już znajdę odopwiedź to i tak porównuję z inną
ech.
22-09-2011 11:13 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
> A ja ciągle po co? dlaczego? i jak to jest zbudowane? Jak już znajdę odpowiedź to i tak porównuję z inną.

Z przykrością muszę stwierdzić że jesteś osobowością niedojrzałą. Nawet pomimo wieku i doświadczenia nie umiesz podporządkować się autorytetowi kościoła, który całą mocą swojego autorytetu, stwierdza autorytatywnie to co każdy porządny dorosły człowiek, obywatel tego kraju powinien przyjąć na wiarę jako prawdę i nie zadawać głupich pytań.

O pewnych dalszych implikacjach wynikających z ostatniego zdania nawet nie wspomnę, bo też nie są dla ciebie miłe.
22-09-2011 12:29 
 Ocena 2 na 2
zupełna (2507 punktów)
> Z przykrością muszę stwierdzić że jesteś osobowością niedojrzałą. Nawet pomimo wieku i doświadczenia nie umiesz podporządkować się autorytetowi kościoła, który całą mocą swojego autorytetu, stwierdza autorytatywnie to co każdy porządny dorosły człowiek, obywatel tego kraju powinien przyjąć na wiarę jako prawdę i nie zadawać głupich pytań.
>

Tak to wszystko święte słowa. Już w wieku 9ciu lat dotarło do mnie, ze jestem aspołeczna a wkrótce potem, jak poczytałam Danekina, że kosmitka
21-09-2011 15:21 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Tak, żeby rozmawiać o istocie Zmartwychwstania, należałoby wejść na obszar filozofii lub teologii.
>>Cóż to jest filozoficznego w onej istocie Zmartwychwstania?
>Nowy wymiar rzeczywistości. Czyli coś nie do przyjęcia na tym forum.

Jaki tam "nowy"... Już w czasach Jezusa bogowie i herosi zmartwychwstawali od tysięcy lat. Był czas przywyknąć, ba! - znudzić się nawet.


Biblia nie została napisana przez znienawidzonych katolików ani nie jest ich własnością. (ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski)
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Samego fakty zmartwychwstania nikt nie widział, bo nie podpada on pod nasze zmysły, przekracza ramy
>historii. Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i ukazywanie się Zmartwychwstałego
>Apostołom i innym."

Relacje świadków dotyczące ukazywania się Jezusa po zmartwychwstaniu pokazują, iż:
1) Świadkowie są całkowicie zaskoczeni spotkaniem ze zmartwychwstałym Jezusem, jest to coś, co przekracza ich zdolność rozumienia i nie mieści się w dotychczasowych doświadczeniach. Nie jest to coś, czego się spodziewali.
2) Świadkowie są pewni, że Jezus żyje, a zatem - że zmartwychwstał.
3) Nie jest to jednak dokładnie poprzedni sposób życia - Jezus nie powrócił po prostu do dawnego życia biologicznego.
4) Jednakże Jezus nie jest także jakąś bezcielesną zjawą, "duchem".
5) Spotkanie z Jezusem nie jest także doświadczeniem mistycznym - jest to spotkanie z kimś, kto realnie żyje w tym samym świecie, aczkolwiek jest to wyraźnie inny rodzaj życia.

Relacje te nie wyjaśniają istoty Zmartwychwstania. Sprawiają wrażenie nieco nieporadnego opisu czegoś tajemniczego, ale jednocześnie bardzo realnego.

Późniejsze głoszenie Zmartwychwstania przez świadków, z całym jego dynamizmem i odwagą, byłoby trudno wytłumaczalne, gdyby jego źródłem nie były te zadziwiające wydarzenia.
28-09-2011 10:18 
 Ocena 3 na 3
Przemek J. (3008 punktów)
> 3) Nie jest to jednak dokładnie poprzedni sposób życia - Jezus nie powrócił po prostu do dawnego życia biologicznego.
>4) Jednakże Jezus nie jest także jakąś bezcielesną zjawą, "duchem".

BeZeDURA (za pewnym kabaretem). To zmartwychwstał czy nie? Był żywy czy nie? Jeśli nie, to czym był?
To że ktoś plącze się w swoich kłamstwach, ma być dowodem na to, że mówi prawdę?

>Relacje te nie wyjaśniają istoty Zmartwychwstania. Sprawiają wrażenie nieco nieporadnego opisu czegoś tajemniczego, ale jednocześnie bardzo realnego.

Raczej wierutnej bzdury, nieudolnego i nieprzemyślanego kłamstwa.

> Późniejsze głoszenie Zmartwychwstania przez świadków, z całym jego dynamizmem i odwagą, byłoby trudno wytłumaczalne, gdyby jego źródłem nie były te zadziwiające wydarzenia.

Wręcz przeciwnie. Takie memy bardzo chętnie są podłapywane przez ludzi i są gotowi za nie ginąć, wbrew wszelkiej logice. Trochę trudniej wytłumaczyć czemu tak się dzieje (ja się tego nie podejmuję), ale historia naszego rodzaju uczy, że jest to zjawisko nierzadkie.
28-09-2011 14:38 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>> 3) Nie jest to jednak dokładnie poprzedni sposób życia - Jezus nie powrócił po prostu do dawnego życia biologicznego.
>>4) Jednakże Jezus nie jest także jakąś bezcielesną zjawą, "duchem".
>BeZeDURA (za pewnym kabaretem). To zmartwychwstał czy nie? Był żywy czy nie? Jeśli nie, to czym był?

No właśnie, to jest typowa wypowiedź kogoś, kto myślał, że Zmartwychwstanie="reanimacja zwłok"; relacje świadków pokazują, że to coś zupełnie innego.
28-09-2011 14:52 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)

>relacje świadków
Ostrożnie z tymi "relacjami świadków". Bo istnieją też relacje świadków, których uprowadzili kosmici. Wiarygodność takich relacji jest, mówiąc oględnie, wątpliwa.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
28-09-2011 15:06 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Wiarygodność takich relacji jest, mówiąc oględnie, wątpliwa.

Co podważa wiarygodność "takich relacji"? I jaki to jest typ relacji?
28-09-2011 18:17 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wiarygodność takich relacji podważa chęć naginania rzeczywistości u samych relacjonujących. Jak tam sprawy z Sziwą, tak swoją drogą?
28-09-2011 16:01 
 Ocena 7 na 7
maruda (5550 punktów)
>No właśnie, to jest typowa wypowiedź kogoś, kto myślał, że Zmartwychwstanie = "reanimacja zwłok"; relacje świadków pokazują, że to coś zupełnie innego.

   Upraszczając katolickie podejście, człowiek składa się z duszy i ciała. Skoro u Jezusa nie nastąpiła reanimacja ciała to właściwie co nastąpiło. Skoro ciało nie zostało reanimowane ciało to niby co się poruszało, zwłoki? Czemu nie gniły, a może jednak gniły, dlatego trzeba je było po 30 dniach pochować i opowiadać dalej bajkę o wniebowstąpieniu.

   Relacje świadków niczego nie pokazują, bo ten "zmartwychwstały" miał ciekawe właściwości, potrafił przechodzić przez ściany, pojawiał się i znikał, był niepodobny do siebie samego. Czyżby to była sama dusza?

   Już zupełnie z innej beczki, skoro zmartwychwstanie to nie jest reanimacja zwłok, to mamy tu psucie języka. Nazywanie czegoś fałszywie by wprowadzić w błąd.
28-09-2011 16:13 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>No właśnie, to jest typowa wypowiedź kogoś, kto myślał, że Zmartwychwstanie = "reanimacja zwłok"; relacje świadków pokazują, że to coś zupełnie innego.
>   Upraszczając katolickie podejście, człowiek składa się z duszy i ciała. Skoro u Jezusa nie nastąpiła reanimacja ciała to właściwie co nastąpiło. Skoro ciało nie zostało reanimowane ciało to niby co się poruszało, zwłoki? Czemu nie gniły, a może jednak gniły, dlatego trzeba je było po 30 dniach pochować i opowiadać dalej bajkę o wniebowstąpieniu.
>   Relacje świadków niczego nie pokazują, bo ten "zmartwychwstały" miał ciekawe właściwości, potrafił przechodzić przez ściany, pojawiał się i znikał, był niepodobny do siebie samego. Czyżby to była sama dusza?

Z relacji świadków wynika, że to był inny rodzaj cielesności, inny rodzaj życia. Świadkowie nie rozumieli tego, co widzieli - po prostu to opisywali.
My dzisiaj niewiele więcej wiemy.

>   Już zupełnie z innej beczki, skoro zmartwychwstanie to nie jest reanimacja zwłok, to mamy tu psucie języka. Nazywanie czegoś fałszywie by wprowadzić w błąd.

A jak "to" nazwać?
28-09-2011 16:30 
 Ocena 4 na 4
Przemek J. (3008 punktów)
>A jak "to" nazwać?

Manipulacja.
28-09-2011 16:42 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>A jak "to" nazwać?
>Manipulacja.

Czyja?
28-09-2011 18:19 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ludzi tworzących nową religię. Każdego roku działa wielu takich ludzi i powstają nowe religie.
28-09-2011 19:34 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
>Z relacji świadków wynika, że to był inny rodzaj cielesności, inny rodzaj życia. Świadkowie nie rozumieli tego, co widzieli - po prostu to opisywali.

Nie ma innych rodzajów życia, jest w zamian coś innego, cyrkowe sztuczki. W opisach nie znalazłem "innych rodzajów życia" i "innej cielesności".
29-09-2011 16:08 
 Ocena 10 na 10
Ania... (14138 punktów)
>My dzisiaj niewiele więcej wiemy.
Przeciwnie, wiemy o wiele więcej.

Wiemy np. że nie ma takiej możliwości, aby kobieta dzieworodnie urodziła syna. Córę - marnie oceniamy prawdopodobieństwo naturalnego przypadku, ale jednak nie można tego wykluczyć, syn - szanse praktycznie zerowe.

Dlaczego? Bo nie ma skąd wziąć chromosomu Y, którego region SRY jest niezbędny do powstania płci męskiej.

Wiemy skąd się wzięła różnorodność życia, domyślamy się jego powstania, wiemy sporo o jego mechanizmach, i to wszystko niezależnie od koncepcji boga.

Stąd nie opowiadaj, że nie wiemy wiele więcej.

Oczywiście, w mitycznym zdarzeniu trudno doszukiwać się rozwoju wiedzy w temacie. Ale to powinno wzbudzić wątpliwości co do realności zdarzenia. Bo takie np. zniszczenie cywilizacji Majów, chociaż daleko ale jednak jest badane i wiedza rośnie. Jeśli stan wiedzy w określonym temacie nie zmienił się od 2000 lat, oznacza to, że nie mówimy o wiedzy, lub że faktu po prostu nie było. Bo czy znasz jakikolwiek inny przykład, gdzie bylibyśmy równie nieświadomi, jak w kwestiach "bożych"?
28-09-2011 18:32 
 Ocena 10 na 12
Artur@R (7115 punktów)
>Upraszczając katolickie podejście, człowiek składa się z duszy i ciała. <

W jednej ze swoich książek A.de Mello (chyba w "Śpiewie ptaka") przytacza interesującą opowiastkę i dobre ćwiczenie intelektualne dla wierzących. Nie zacytuje dosłownie, a z pamięci.
Na plebani spotkał się Proboszcz z Mistrzem (wyimaginowana postać mędrca, nie Jezusa) i dyskutują sobie.
W pewny momencie Mistrz pyta Proboszcza -
Mistrz: To mówisz , że wierzysz, iż człowiek składa się z ciała i duszy?
Proboszcz: Tak, oczywiście.
Mistrz: Uhmm...czyli jak umrzesz to twoje ciało złożą do ziemi....a dusza...
Proboszcz: A dusza pójdzie do nieba - mam nadzieję.
Mistrz: Aha, czyli twoje ciało idzie do ziemi, a twoja dusza do nieba?
Proboszcz: Tak.
Mistrz: No dobrze, a Ty gdzie będziesz?


28-09-2011 20:47 
 Ocena 12 na 12
Artur@R (7115 punktów)
Skoro spodobała się ta opowiastka, przytoczę jeszcze jedną ( tego samego chrześcijańskiego kapłana, pochodzenia hinduskiego -A.de Mello), na temat "istnienia Boga", którą właśnie sobie przypomniałem. "Lecę " z pamięci.

Do Mistrza( Mędrca) przybył podróżnik poszukujący Prawdy.
Bez ceregieli, wprost pyta Mistrza :
- Mistrzu, wierzysz w istnienie Boga?
Mistrz spokojnie popatrzył w oczy podróżnika i powiedział:
- Odpowiem na Twoje pytanie, jak Ty odpowiesz na moje?
Podróżnik: Dobrze, Mistrzu.
Mistrz: Widzisz to krzesło w głębi pokoju?
Podróżnik: Tak, widzę.
Mistrz: Czy ono stoi na lewo czy na prawo?
Podróżnik: Na lewo czy na parwo - od czego?
Mistrz: ...w istnienie czego?


29-09-2011 15:56 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
Doskonałe!
29-09-2011 17:16 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>Doskonałe!
Słuszna racja
Żałuję tylko , że nie jestem takim "mądralińskim" by samemu takie historie wymyślać, ale nie jest fatalnie, bo na tyle jeszcze "mam rozumu", żeby je zapamiętać
29-09-2011 17:54 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
I docenić ich urok, co też nie jest oczywiste. Więc kolejny powód do samozadowolenia

Tak czy owak - cudny tekst.
28-09-2011 11:28 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> Świadkowie są całkowicie zaskoczeni spotkaniem ze zmartwychwstałym Jezusem, jest to coś, co przekracza ich zdolność rozumienia i nie mieści się w dotychczasowych doświadczeniach. Nie jest to coś, czego się spodziewali.

Znam lepsze wykorzystanie tego schematu.

28-09-2011 15:06 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Znam lepsze wykorzystanie tego schematu.

Dlaczego lepsze?
28-09-2011 18:22 
 Ocena 11 na 11
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bo bardzo niewielu ludzi zostało zabitych za nieoglądanie "Z archiwum X". Ja wczoraj byłem w sklepie Saturn, widziałem ten serial przeceniony, i nikt nie łamał mnie kołem, ani nie palił na stosie, za to, że minąłem kompleciki DVD szerokim łukiem. Nie wielu też ludzi puszcza dzieciom od wieku niemowlęcego, ustawicznie i co wieczór te same odcinki "Z archiwum X". Oglądanie tego serialu nie jest też przedmiotem w szkole i nie wiąże się go z etyką.
28-09-2011 17:13 
 Ocena 9 na 9
Vytautas (4394 punktów)
>Świadkowie są całkowicie zaskoczeni spotkaniem ze zmartwychwstałym Jezusem, jest to coś, co przekracza ich zdolność rozumienia i nie mieści się w dotychczasowych doświadczeniach.
   Przesadzasz, ci świadkowie przecież wiedzą, że zmartwychwstał Ozyrys, Adonis i kilku innych bogów. Teraz przytrafiło się to także im w prowincjonalnej Judei, teraz i oni mają swego zmartwychwstańca. Są tylko dumni, zaskoczeni nie są.
30-09-2011 22:37 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Świadkowie są całkowicie zaskoczeni spotkaniem ze zmartwychwstałym Jezusem, jest to coś, co przekracza ich zdolność rozumienia i nie mieści się w dotychczasowych doświadczeniach.
>   Przesadzasz, ci świadkowie przecież wiedzą, że zmartwychwstał Ozyrys, Adonis i kilku innych bogów. Teraz przytrafiło się to także im w prowincjonalnej Judei, teraz i oni mają swego zmartwychwstańca. Są tylko dumni, zaskoczeni nie są.
>

Z tego, co napisałeś, wynika, że nie przeczytałeś relacji świadków.
30-09-2011 22:47 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Michalski (234 punktów)
Z tego co piszesz wynika ,że w ogóle mało w życiu przeczytałeś.
Ewangelie to literatura i nie powinny byc czytane z torbą na głowie.

Pamiętaj ,że Clark Kent i Bruce Wayne oficjalnie figurują w spisie ludności z lat 30-tych jednak nie oznacza to ,ze Batman i Superman istnieli w rzeczywistości.

W każdej ewangelii grób był odwiedzony o innej porze dnia nie uważasz ,że to zabawne?
30-09-2011 22:54 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
Genialnie powiedziane. Może zrozumie... chociaż jakoś nie liczę na to.
30-09-2011 23:30 
 Ocena 1 na 3
Andrzej Michalski (234 punktów)
Delusional disorder is characterized by the presence of irrational, false beliefs that have existed for at least one month's duration.

To nie jest poradnia zdrowia psychicznego tylko forum.
pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_urojeniowe
....w chorobie tej doznawane przez chorego urojenia są na tyle prawdopodobne, że otoczenie traktuje to raczej jako cechę charakteru, niż chorobę....
01-10-2011 16:01 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>To nie jest poradnia zdrowia psychicznego tylko forum.
>pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_urojeniowe

Tego typu uwagi naprawdę nie są na forum potrzebne.
01-10-2011 04:55 
 Ocena 3 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>>>Świadkowie są całkowicie zaskoczeni spotkaniem ze zmartwychwstałym Jezusem,
>>Są tylko dumni, zaskoczeni nie są.
>Z tego, co napisałeś, wynika, że nie przeczytałeś relacji świadków.
   A gdzie miałbym to przeczytać? Relacji świadków nie ma, są tylko relacje z drugiej ręki -- ewangelistów. Mnie zostają tylko domysły.
01-10-2011 07:43 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>   A gdzie miałbym to przeczytać? Relacji świadków nie ma, są tylko relacje z drugiej ręki -- ewangelistów.
Żeby tylko "z drugiej", to dobrze było.

>Mnie zostają tylko domysły.
Nieprawda zostaje Panu jeszcze wiara, a im głębsza tym głupsza - pozwalająca we wszystkie bzdury uwierzyć.

Pozdrawiam.

@@@
.
01-10-2011 09:49 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Mnie zostają tylko domysły.
>Nieprawda zostaje Panu jeszcze wiara, a im głębsza tym głupsza - pozwalająca we wszystkie bzdury uwierzyć.
I tym cnotliwsza, bo droga rozumowa i krytycyzm to ZŁUOOO!

To jest oczywiste, po przeanalizowaniu nawet NT.

Brzytwą to potraktujmy, zostanie nam dość zgrabne wyobrażenie tego, co prawdopodobne i jest możliwe.
01-10-2011 13:32 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Brzytwą to potraktujmy, zostanie nam dość zgrabne wyobrażenie tego, co prawdopodobne i jest możliwe.
Tak wspaniałe narzędzie używać do steku głupot, to Ockham by się w grobie przewrócił.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
01-10-2011 12:13 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>>Świadkowie są całkowicie zaskoczeni spotkaniem ze zmartwychwstałym Jezusem,
>>>Są tylko dumni, zaskoczeni nie są.
>>Z tego, co napisałeś, wynika, że nie przeczytałeś relacji świadków.
>   A gdzie miałbym to przeczytać? Relacji świadków nie ma, są tylko relacje z drugiej ręki -- ewangelistów. Mnie zostają tylko domysły.

Z pierwszej ręki też są - co najmniej w Ewangelii Jana i listach Pawła. Ale nawet relacje z drugiej ręki (np. Ewangelia Marka) też są w tym przypadku wiarygodne - bo zweryfikowane wielokrotnie przez bezpośrednich świadków w procesie powstawania ewangelii.
02-10-2011 14:19 
 Ocena 7 na 7
Vytautas (4394 punktów)
>>   A gdzie miałbym to przeczytać? Relacji świadków nie ma, są tylko relacje z drugiej ręki -- ewangelistów. Mnie zostają tylko domysły.
>Z pierwszej ręki też są - co najmniej w Ewangelii Jana i listach Pawła. Ale nawet relacje z drugiej ręki (np. Ewangelia Marka) też są w tym przypadku wiarygodne - bo zweryfikowane wielokrotnie przez bezpośrednich świadków w procesie powstawania ewangelii.
   Jan i Paweł widzieli więc na własne oczy zmartwychwstanie? Błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Błogosławieni także ubodzy duchem, albowiem ich jest królestwo niebieskie.
02-10-2011 14:43 
 Ocena 4 na 4
Domestos z Bidetu (6257 punktów)
>...Błogosławieni także ubodzy duchem, albowiem ich jest królestwo niebieskie.
>
może trochę poza wątkiem, ale jak na razie Królestwo jest czarne, a duchem ubodzy zapier..niczają na rzecz nieubogich materialnie...

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
02-10-2011 16:15 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>>   A gdzie miałbym to przeczytać? Relacji świadków nie ma, są tylko relacje z drugiej ręki -- ewangelistów. Mnie zostają tylko domysły.
>>Z pierwszej ręki też są - co najmniej w Ewangelii Jana i listach Pawła. Ale nawet relacje z drugiej ręki (np. Ewangelia Marka) też są w tym przypadku wiarygodne - bo zweryfikowane wielokrotnie przez bezpośrednich świadków w procesie powstawania ewangelii.
>   Jan i Paweł widzieli więc na własne oczy zmartwychwstanie?

Nie widzieli Zmartwychwstania. Widzieli zmartwychwstałego Jezusa.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>   Jan i Paweł widzieli więc na własne oczy zmartwychwstanie?
>Nie widzieli Zmartwychwstania. Widzieli zmartwychwstałego Jezusa.
Podaję jedno ze źródeł:
Carl Gustaw Jung, "Nowoczesny mit. O rzeczach które widuje się na niebie".

@@@
.
02-10-2011 17:08 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Nie widzieli Zmartwychwstania. Widzieli zmartwychwstałego Jezusa.
Aj tam, aj tam. Napisali, że widzieli.
A jak napiszę, że widziałam zmartwychwstałego Franklina Delano Roosevelta, to też mi uwierzysz?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
03-10-2011 11:32 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)

>>   Jan i Paweł widzieli więc na własne oczy zmartwychwstanie?
>Nie widzieli Zmartwychwstania. Widzieli zmartwychwstałego Jezusa.
Więcej osób pisze, że widziało zmartwychwstałego / żywego po dniu jego śmierci Elvisa Presleya. Są ich wręcz setki - więc muszą mieć rację, skoro relacja dwóch osób jest wystarczająco wiarygodna!
03-10-2011 11:51 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Właśnie tłumaczę Elvisowi, że słucham głównie muzyki klasycznej i pomylił adresy, jeśli chodzi o nawiedzanie. Nie chce też uznać faktu, iż mnie straszy. Ot, stoi z gitarą i wydaje się całkiem sympatyczny jak na ducha, czy br... zbawcę ludzkości.
01-10-2011 19:08 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Z tego, co napisałeś, wynika, że nie przeczytałeś relacji świadków.
Bardzo chciałbym je przeczytać!
Czy mógłby Pan wskazać, gdzie są one dostępne?
Nigdzie o nich nawet nie słyszałem.

@@@
.
03-10-2011 11:49 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Panie Andrzeju, przecież już wpisy mbieleckiego są czymś takim...
03-10-2011 16:55 
 Ocena 7 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Panie Andrzeju, przecież już wpisy mbieleckiego są czymś takim...
Na moim podwórku mawiano: Najgorsza choroba, to jak ktoś ma zajoba.

Przeglądam gazety, sami świętojeb..wi! Otwieram telewizję to samo, szukam czegoś w internecie - wrzucę nawet "pingwinologię stosowaną", to najpierw 1000 odpowiedzi, związanych z religią, a dopiero później te bardziej "obiektywne" - tylko z uwzględnieniem chrześcijańskiego stanowiska.
Forum Racjonalisty.pl - niby azyl dla wolnomyślicieli i co? Czytam tu też takich, którzy uważają, że wciskać głupoty, to wszędzie im wolno. Ponadto domagają się poszanowania godności ludzkiej, co dla nich oznacza, że mają pełne prawo do opowiadania bzdur wszelakich, na każdy dowolny temat, bez naszej reakcji.

Najgorsza choroba, to jak ktoś ma zajoba.
Chyba muszę zacząć się leczyć. Bez haju lub psychiatry we wciskane nam tu bzdury uwierzyć nie mogę. We współczesnej Polsce im ktoś głupszy tym większego szacunku się domaga, a więc nie wolno i tu ograniczonego fideisty nazywać troglodytą, gdyż on ma mieszkanie z łazienką i do kościoła chodzi, a nie czary odprawia.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy mi pozwalają jeszcze wierzyć w jako taką sprawność mojego umysłu. Tak, jak nazwał Was Pan Mbielecki - filary naszego forum.

@@@
.
04-10-2011 00:16 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Godność ludzka. Obecnie ci, którzy najwięcej o niej mówią, najmniej mają o niej pojęcia. Przecież nieprzyzwoite, trwożliwe samozakłomanie i egotyczna selektywna głuchota na argumenty nijak się mają do godności jakiejkolwiek.
03-10-2011 16:20 
 Ocena 2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Z tego, co napisałeś, wynika, że nie przeczytałeś relacji świadków.
>Bardzo chciałbym je przeczytać!Czy mógłby Pan wskazać, gdzie są one dostępne?
>Nigdzie o nich nawet nie słyszałem.

Specjalnie dla Pana przepisuję jedną z relacji:
"Przekazałem wam na początku to, co przejąłem, że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży."
(1 Kor 15)
03-10-2011 18:54 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Specjalnie dla Pana przepisuję jedną z relacji:
>"Przekazałem wam na początku to, co przejąłem, że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży."
>(1 Kor 15)
Nie jestem protestantem, nie znam Biblii na pamięć, ale czytałem ją kilka razy.
Czyżby Pan chciał tu powiedzieć, że Paweł był świadkiem zmartwychwstania? Gdzie Rzym, a gdzie Krym.
Z tego co ja wiem, to jako młody faryzeusz był przeciwnikiem chrześcijan. Około 35 roku był przy ukamienowaniu Szczepana, jednego z siedmiu diakonów. Później osobiście zaangażował się w prześladowanie chrześcijan w Jerozolimie. Około 35 roku wyposażony w listy polecające od Sanhedrynu, udał się do Damaszku z nakazem aresztowania zwolenników nowej drogi. Jak podają Dzieje Apostolskie:
Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: "Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?" "Kto jesteś Panie?" - powiedział. A On: "Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić". Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił.
Czy to ma być tym świadectwem "zmartwychwstania"? Ponadto w Nowym Testamencie znajdują się trzy różne opisy tego wydarzenia. W Dz 9,3-7, ludzie którzy mu towarzyszyli słyszeli głos, lecz nikogo nie widzieli. W Dz 22,9 Paweł opowiadał, że jego towarzysze nie słyszeli głosu rozmawiającego z Pawłem za to widzieli światło. Komentatorzy biblijni tłumaczą, że towarzysze Pawła słyszeli głos, ale nie słyszeli artykułowanej mowy. Kolejny opis tego wydarzenia zapisany w Dz 26,13-18 podał Paweł relacjonując zdarzenie przed Herodem Agryppą II królem żydowskim.
Cytat:
ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi

No cóż nieporonioniony w odpowiednim czasie płód może później różne poronione rzeczy oglądać lub o nich opowiadać, ale żeby uznać to za relację świadka zmartwychwstania wymaga bezkrytycznej wiary, a my tu rozmawiamy wszak o "historyczności".

Popieprzyć to sobie każdy może. -
Czego to ja nie widziałem.

Jezus nad ASP - tak zmartwychwstały, że aż krowy zbaraniały!



Bajki to ja lubię ogromnie.

@@@
.
03-10-2011 19:34 
 Ocena 4 na 4
Amai (3012 punktów)
>Specjalnie dla Pana przepisuję jedną z relacji:
>"Przekazałem wam na początku to, co przejąłem, że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży."
>(1 Kor 15)

   A więc po kolei.
Przekazałem wam na początku to, co przejąłem, że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem... (i tak dalej)
To zdaje się wyklucza uznanie Pawła za świadka, jeśli chodzi o śmierć czy zmarwtychwstanie - chyba, że spisywanie zasłyszanych opowieści niczym się dla Ciebie nie różni od relacji świadków (o które, tak na marginesie, wciąż się jakoś nie możemy doprosić).
Zostaje nam jeszcze ewentualnie jego własna wizja.

   Załóżmy sobie, że Paweł nie był oszustem, tylko naprawdę pisał o czymś, w co szczerze wierzył. Ale że nie jesteśmy w końcu byle naiwnymi, którzy każdemu uwierzą na słowo niezależnie od tego, jakie bzdury wygłasza... wypadałoby się chyba zastanowić, czym taka "wizja" mogła być w rzeczywistości.

   Pierwsza możliwość, najprostsza, to zwykły, prozaiczny sen. Paweł wiedział o chrześcijanach bardzo dużo, pewnie więcej, niż większość nowych wyznawców i miał wystarczająco dużo szczegółów, żeby sobie taka wizję stworzyć, choćby nieświadomie. Może "w głębi duszy" był porządnym człowiekiem i to, co robił, trochę go jednak uwierało, a może mu się przyśnił koszmar pod tytułem "A co, jeżeli nie mam racji?".
   Drugą całkiem niedawno ktoś nam na forum opisał - przypomniany przez Ciebie (i Twoim zdaniem sponiewierany straszliwie przez nas, okrutnych) Andrzej10. Tyle, że do niego podobno przyszedł Szatan, a do Pawła ktoś z przeciwnej strony.
   W obu przypadkach mógł uznać, że proroczy sen będzie mało wiarygodny i trochę całość ubarwić. Żaden problem - zgodnie z Twoim podejściem, pora dnia to przecież drugo- albo i trzeciorzędny szczegół, a więc zupełnie nieistotny. Zwłaszcza, kiedy się działa dla wyższych celów.
   Trzecia możliwość - po prostu upał mu zaszkodził albo spadł z konia, uderzył się w głowę i przez chwilę miał zwidy. A że chrześcijaństwem się głównie zajmował, to i umysł stosowne obrazki podsunął.
   Czwarta, dla wielbicieli teorii spiskowych: ktoś mu zrobił całkiem niegłupi kawał. Paweł zobaczył jakąś postać, która mu oznajmiła, że jest synem samego boga, niepokalanie poczętym, zmartwychwstałym i tak dalej, amen. Może stojącą pod słońce, żeby się za dobrze nie mógł przyjrzeć. Sztuczkę wymyślił ktoś z miejscowych, którzy się przecież bronić jak należy nie mogli, Paweł uwierzył, ludziska odetchnęli z ulgą. Mało prawdopodobne, ale i tak bardziej niż zmartwychwstanie.

   Można by tak długo.
   Możesz mi wyjaśnić, co sprawia, że człowiek uważający się za myślącego przyjmuje bezkrytycznie właśnie to wyjaśnienie, które jest już nawet nie mało prawdopodobne, tylko wręcz niemożliwe? Za nic nie zrozumiem, choćbym rzuciła w diabły wszystkie ciekawsze zajęcia i przez resztę życia nad niczym innym się nie zastanawiała.
03-10-2011 19:56 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
To, co napisałaś, to nie jest poważna analiza. Wynika to prawdopodobnie z tego, że cały ten temat traktujesz a priori jako niepoważny.

>   Możesz mi wyjaśnić, co sprawia, że człowiek uważający się za myślącego przyjmuje bezkrytycznie właśnie to wyjaśnienie, które jest już nawet nie mało prawdopodobne, tylko wręcz niemożliwe? Za nic nie zrozumiem, choćbym rzuciła w diabły wszystkie ciekawsze zajęcia i przez resztę życia nad niczym innym się nie zastanawiała.

Relacja Pawła z Tarsu z Pierwszego Listu do Koryntian jest jedną z wielu relacji. Gdyby była jedyną, Twoje zdumienie byłoby zrozumiałe. Ale ponieważ tych relacji jest więcej, ponieważ starożytnych tekstów wyrastających z wydarzenia Zmartwychwstania jest wiele, ponieważ znana jest historia powstania i rozwoju Kościoła (praktycznie niemożliwa do zrozumienia bez Zmartwychwstania) - z tych wszystkich powodów przyjęcie do wiadomości faktu Zmartwychwstania jest racjonalne. A odrzucanie Zmartwychwstania a priori (tzn. bez analizy tematu) - jest nieracjonalne.
03-10-2011 20:39 
 Ocena 7 na 7
Amai (3012 punktów)
>To, co napisałaś, to nie jest poważna analiza.

Nie miała być.

>Wynika to prawdopodobnie z tego, że cały ten temat traktujesz a priori jako niepoważny.

Gdybym potraktowała poważnie temat zmartwychwstania Jezusa, musiałabym potraktować poważnie temat powrotu do życia Ozyrysa, Dumuziego, Adonisa, Persefony... i tak dalej, włącznie z pożartą przez Złego Wilka babcią Czerwonego Kapturka.

>Relacja Pawła z Tarsu z Pierwszego Listu do Koryntian jest jedną z wielu relacji. Gdyby była jedyną, Twoje zdumienie byłoby zrozumiałe. Ale ponieważ tych relacji jest więcej, ponieważ starożytnych tekstów wyrastających z wydarzenia Zmartwychwstania jest wiele,

Tak samo, jak relacji ludzi uprowadzonych przez kosmitów i tych, którzy do dziś widują żywego Elvisa.

>ponieważ znana jest historia powstania i rozwoju Kościoła (praktycznie niemożliwa do zrozumienia bez Zmartwychwstania) - z tych wszystkich powodów przyjęcie do wiadomości faktu Zmartwychwstania jest racjonalne.

Oczywiście. Kościół ponad wszelką wątpliwość nie mógłby powstać, gdyby zmartwychwstanie nie było prawdą.
Rozumiem, że skoro na świecie powstały też inne religie, to ich mitologie również muszą przekazywać wyłącznie pełną i krystalicznie czystą prawdę? Chyba muszę sobie w domu zbudować ołtarzyk dla Hekate. A może Aresa? Kali? Mitry? Amaterasu? Kurczę, kogo tu wybrać, żeby się inni nie obrazili?

>A odrzucanie Zmartwychwstania a priori (tzn. bez analizy tematu) -
uprzejmie dziękuję za wyjaśnienie tego niezwykle trudnego terminu
>jest nieracjonalne.

Dokładnie tak, jak w przypadku babci Czerwonego Kapturka.
04-10-2011 15:34 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)

>Rozumiem, że skoro na świecie powstały też inne religie, to ich mitologie również muszą przekazywać wyłącznie pełną i krystalicznie czystą prawdę? Chyba muszę sobie w domu zbudować ołtarzyk dla Hekate. A może Aresa? Kali? Mitry? Amaterasu? Kurczę, kogo tu wybrać, żeby się inni nie obrazili?
Może Peruna? To tylko taka propozycja... obrażalski nie jest więc przeżyje to , że nie będzie stał na Twoim ołtarzyku
04-10-2011 15:42 
 Ocena 4 na 4
Amai (3012 punktów)
>Może Peruna? To tylko taka propozycja... obrażalski nie jest więc przeżyje to , że nie będzie stał na Twoim ołtarzyku

Miałam zamiar dopisać, jako że mi się przez Ciebie w oczywisty sposób skojarzył, ale złośliwie zrezygnowałam
Poza tym Perun zdaje się aż tak nie potrzebuje ołtarzy. Nie tak jak tamci w każdym razie, to w końcu nie jest jakiś pajac na tronie, który koniecznie chce, żeby mu cały świat bił pokłony.
04-10-2011 16:18 
 Ocena 2 na 2
perun (8610 punktów)

>Miałam zamiar dopisać, jako że mi się przez Ciebie w oczywisty sposób skojarzył, ale złośliwie zrezygnowałam
Ehhh kobiety . Znowu punkt dla Ciebie .
>Poza tym Perun zdaje się aż tak nie potrzebuje ołtarzy. Nie tak jak tamci w każdym razie, to w końcu nie jest jakiś pajac na tronie, który koniecznie chce, żeby mu cały świat bił pokłony.
>
Nooo racja . Poza tym Perun, a w każdym razie perun hmm lubi inteligentne, bystre i potrafiące ripostować kobiety. W przeciwieństwie do JHVH
04-10-2011 00:26 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Znów, co z Sziwą? Dlaczego jest nieprawdziwy, a Jezus jest - pana zdaniem - prawdziwy? Sziwę "potwierdzają" zdecydowanie dłuższe i starsze świadectwa. Niektóre elementy jego zachowania nie są spisane ze znanych nam, starszych wierzeń, czym mit o Jezusie pochwalić się nie może (orficy kłaniają się w pas).
04-10-2011 00:50 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Znów, co z Sziwą? Dlaczego jest nieprawdziwy, a Jezus jest - pana zdaniem - prawdziwy? Sziwę "potwierdzają" zdecydowanie dłuższe i starsze świadectwa. Niektóre elementy jego zachowania nie są spisane ze znanych nam, starszych wierzeń, czym mit o Jezusie pochwalić się nie może (orficy kłaniają się w pas).

Panie Jacku, ale Pan mnie męczy... Właśnie się doczytałem, że Sziwa miał jakieś żony, czyli równie dobrze moglibyśmy rozmawiać o Zeusie. Naprawdę szkoda na to czasu.
O Jezusie jeszcze za mało Pan wie - w egzegezie jest np. tzw. "kryterium dyskontynuacji", które uznaje za wiarygodne m.in. te słowa i czyny Jezusa, których nie da się wyprowadzić z wierzeń funkcjonujących na tym obszarze (np. całkowity zakaz rozwodów, zakaz przysięgania itd.). Teoria pochodzenia chrześcijaństwa od religii hellenistycznego Wschodu (tzw. "szkoła historii religii"), którą - jak mi się zdaje - Pan tu propaguje, jest stara i niemodna.
04-10-2011 06:57 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>Panie Jacku, ale Pan mnie męczy... Właśnie się doczytałem, że Sziwa miał jakieś żony, czyli równie dobrze moglibyśmy rozmawiać o Zeusie. Naprawdę szkoda na to czasu.

To zupełnie jak Jahwe

Typowa dla Polaka-katolika pogarda dla innych religii.
04-10-2011 13:22 
 Ocena 1 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
A tak Kościół katolicki traktuje wyznawców Sziwy:

pl.wikipedia.org/wiki/Matka_Teresa_z_Kalkuty
04-10-2011 13:45 
 Ocena 10 na 12
Meretseger (61860 punktów)
>A tak Kościół katolicki traktuje wyznawców Sziwy:
>pl.wikipedia.org/wiki/Matka_Teresa_z_Kalkuty
Z linku powyżej:
Cytat:
W prasie medycznej krytykowano standard obsługi medycznej oferowany pacjentom terminalnie chorym w Domach dla Umierających. The Lancet i British Medical Journal poinformowały o wielokrotnym używaniu igieł do strzykawek, złych warunkach życia, w tym zimnej wodzie do kąpieli dla wszystkich pacjentów oraz o takim podejściu do chorób i cierpienia, które wykluczało użycie wielu elementów nowoczesnej opieki medycznej, takiej jak systematyczne diagnozy. Doktor Robin Fox, redaktor The Lancet, określa opiekę medyczną w placówkach zgromadzenia, jako "przypadkową". Z powodu braku lekarzy ochotnicy bez wiedzy medycznej musieli podejmować decyzje o opiece nad pacjentami. Robin Fox zaobserwował też, że zgromadzenie Matki Teresy nie dzieliło pacjentów na uleczalnie i nieuleczalnie chorych, co skutkowało tym, że ludzie, którzy mogliby przeżyć, byli narażeni na infekcje i brak leczenia.

Bardzo profesjonalnie ich traktował, nie ma co Ponadto "cierpienie zbliża ludzi do Jezusa", więc nie podawano leków przeciwbólowych.
Cytat:
Powodem krytyki były też źródła pochodzenia niektórych darowizn. Matka Teresa przyjmowała datki od autokratycznej i skorumpowanej rodziny Duvalier z Haiti i otwarcie ich chwaliła. Przyjęła również 1,4 miliona dolarów od Charlesa Keatinga zamieszanego w oszustwo i skandal korupcyjny znany jako "skandal Keating Five". Wspierała go również przed i po aresztowaniu. Paul Turley, ówczesny zastępca prokuratora okręgowego w Los Angeles, napisał do Matki Teresy prosząc ją, by zwróciła darowane pieniądze ludziom, którym Keating je ukradł. Jednym z nich był "ubogi stolarz". Darowane pieniądze nie zostały rozliczone, a Turley nie otrzymał odpowiedzi.

Klasycznie, po kościelnemu.
A tu - trochę o traktowaniu i wyznawców Sziwy, i wyznawczyń Jezusa:
Cytat:
Colette Livermore (...) Jako swe zarzuty podaje: odmawianie pomocy potrzebującym, którzy prosili o nią zakonnice poza ustalonym harmonogramem, zniechęcenie zakonnic zgromadzenia Misjonarek Miłości w poszukiwaniu kształcenia medycznego potrzebnego do radzenia sobie z napotykanymi chorobami i nakładanie "niesprawiedliwych kar", takich jak przenosiny z dala od przyjaciół. Livermore twierdzi, że przełożone Misjonarek Miłości "infantylizują" swe podopieczne poprzez zakazywanie czytania świeckich książek i gazet. Oskarża również przełożone o to, że stawiają posłuszeństwo nad niezależne myślenie i rozwiązywanie problemów

No i ten "cud uzdrowienia" jakiś taki lewy...
Summa summarum - ja bym tak tą błogosławioną nie szastała, bo każda moneta ma awers i rewers (no, chyba że jest brakteatem).


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
04-10-2011 15:38 
 Ocena 7 na 9
liliac (147340 punktów)
> Cytat:
W prasie medycznej krytykowano standard obsługi medycznej oferowany pacjentom terminalnie chorym w Domach dla Umierających. The Lancet i British Medical Journal poinformowały o wielokrotnym używaniu igieł do strzykawek, złych warunkach życia, w tym zimnej wodzie do kąpieli dla wszystkich pacjentów oraz o takim podejściu do chorób i cierpienia, które wykluczało użycie wielu elementów nowoczesnej opieki medycznej, takiej jak systematyczne diagnozy. Doktor Robin Fox, redaktor The Lancet, określa opiekę medyczną w placówkach zgromadzenia, jako "przypadkową". Z powodu braku lekarzy ochotnicy bez wiedzy medycznej musieli podejmować decyzje o opiece nad pacjentami. Robin Fox zaobserwował też, że zgromadzenie Matki Teresy nie dzieliło pacjentów na uleczalnie i nieuleczalnie chorych, co skutkowało tym, że ludzie, którzy mogliby przeżyć, byli narażeni na infekcje i brak leczenia.

>Bardzo profesjonalnie ich traktował, nie ma co Ponadto "cierpienie zbliża ludzi do Jezusa", więc nie podawano leków przeciwbólowych.

Dzięki, Meret, sama nie zdążyłam odpisać. Nawet gdyby pominąć kwestie finansowe, które wspominasz niżej, same powyższe okołomedyczne aspekty powodują, że uważam przywołaną przez mbielecckiego osobę za dość obrzydliwą personę. Choć - trzeba przyznać - że ze świetnym "piarem".
06-10-2011 15:18 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

Nawet Matka Teresa z Kalkuty jest dla was "dość obrzydliwą personą"...

A którego ze świętych Kościoła uważacie za pozytywną postać?
06-10-2011 15:24 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>Nawet Matka Teresa z Kalkuty jest dla was "dość obrzydliwą personą"...
>A którego ze świętych Kościoła uważacie za pozytywną postać?

A których herosów i półbogów innych religii ty uważasz za pozytywne postacie?

Może lepiej odnieś się merytorycznie do zarzutów względem osoby, którą - zdaje się - cenisz.
06-10-2011 18:35 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nawet Matka Teresa z Kalkuty jest dla was "dość obrzydliwą personą"...
Cóż Pan Hitchensa uważa za diabła wcielonego, ja uważam go za inteligentnego, o sporej wiedzy, dziennikarza, z którego przemyśleniami warto się zapoznać i poddać je osobistej refleksji: humanizm.free.ngo.pl/misjon.pdf
Choć rozumiem, że w Pańskiej mentalności obrzydliwym jest nawet ostatnie zdanie z jego publikacji poświęconej Matce Teresie:
Najwyższy już czas, by jej działalność poddać racjonalnej krytyce, od której z właściwa sobie arogancją uchylała się od tak dawna. Jak można Święty Kościół Katolicki i jego Świętych poddawać racjonalnej krytyce? Jak my w ogóle śmiemy?

>A którego ze świętych Kościoła uważacie za pozytywną postać?
Żadnego, gdyż nie uznajemy świętych, a normalni ludzie, to osobowości złożone. Dłużej żyjący - to jeszcze osoby o skomplikowanych życiorysach.

Na przykład O. Maksymilian Kolbe - jako redaktor "Rycerza Niepokalanej" www.racjon(*)5/q,O.Kolbe..swiety.antysemita - dla mnie - jest człowiekiem godnym pogardy. Jego czyn w Oświęcimiu godnym jest najwyższego szacunku.
Choć jednocześnie warto przy okazji zaznaczyć, że obrzydliwością jest zacieranie przez Kościół pamięci o innym człowieku www.racjonalista.pl/kk.php/s,3733 którego czyn w niczym nie ustępował poświęceniu Maksymiliana.

Tak - Kościół w swej masie to obrzydliwa instytucja i znaleźć w niej ludzi tylko przyzwoitych to bardzo trudne zadanie. Ostatnie pozytywne postacie - jakie myśl mi przynosi, to Obirek, Bartoś i Węcławski, ale wszyscy oni ze względów moralnych opuścili tą zdeprawowaną instytucję.

My mamy straszną wadę Panie Mbielecki - my myślimy, a na dokładkę myślimy samodzielnie.

Miłego dnia.

@@@
.
06-10-2011 21:43 
 Ocena 9 na 9
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dołączę się do pytania jednej z moich dwóch ulubionych moderatorek i spytam, kogo z bogów indyjskich szczególnie ceni Pan za jego czyny i łaski, które spływają na wiernych. Woli pan czyny Ramy, czy Kriszny? A może czeka pan na Kalkina? A co sądzi pan o mędrcu Naradzie? Czy wedle pańskiej oceny jest bardziej, czy mniej wspaniały od Wjasy? A jak się mają do świętego Antoniego? Który z wielkich herosów rodem z Mahabharaty przewyższył tego Ojca Kościoła, którego postawiłby pan na równi, a którzy w końcu ustępują pola tej bliższej panu postaci?

Swoją drogą co pan sądzi o nagrodzeniu Ganesi głową słonia? Czy spełnia lepiej funkcje boga początku niż Janus? Niestety, Janus jakiś czas temu stracił wiernych, ale to nic nie szkodzi, prawda? W końcu wielkość takich boskich postaci to nie jakiś bal w supermakecie, gdzie liczy się masowa podaż?
07-10-2011 09:50 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Nawet Matka Teresa z Kalkuty jest dla was "dość obrzydliwą personą"...
Dla mnie jest personą, która robiła dość obrzydliwe rzeczy.
>A którego ze świętych Kościoła uważacie za pozytywną postać?
Świętego Jerzego. Modlitwa do Św. Jerzego pomaga bez wyjątku wszystkim i na wszystko. A pozytywny jest dlatego, że nigdy nie istniał, co mocą swego urzędu stwierdził w 1969 roku Paweł VI.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
07-10-2011 11:18 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Świętego Jerzego. Modlitwa do Św. Jerzego pomaga bez wyjątku wszystkim i na wszystko. A pozytywny jest dlatego, że nigdy nie istniał, co mocą swego urzędu stwierdził w 1969 roku Paweł VI.

Szczegół to, ale wedle Kisiela był to jeszcze Jan XXIII:

[Stanisław Mackiewicz-Cat] (...) rozgniewany zadzwonił tu: "Co ten wasz szef wyrabia?" "Jaki szef?" "No ten Jan XXIII." "No cóż ci takiego złego zrobił Papież?" "Jak to, skasował św. Jerzego, czy on zwariował? Święty Jerzy - patron Litwy, patron Anglii." Ja mówię: "Tak, ale podobno św. Jerzy nie istniał". A Mackiewicz: "To co z tego. A Pan Bóg istnieje?"

Stefan Kisielewski Abecadło Kisiela Oficyna Wydawnicza INTERIM, Warszawa 1990, s. 65.


Ubald Ś. Biskup. Dwóch ślepych oświecił, trzeciemu wyperswadował, aby ciemnym był dla uniknienia obrazy Bożej przez oczy. Przeciw czartom potężny Patron (xiądz Benedykt Chmielowski, dziekan rohatyński, firlejowski, podkamieniecki pasterz)
07-10-2011 13:32 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
Wszyscy papieże po kolei kręcili wokół Jerzego w kalendarzu, nie mogąc się zdecydować, istniał czy nie, był święty czy nie, należy się mu święto czy nie. Teraz należy mu się opcjonalne wspomnienie.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
07-10-2011 09:57 
 Ocena 4 na 4
maruda (5550 punktów)
>A którego ze świętych Kościoła uważacie za pozytywną postać?

Świętego Krzysztofa, patrona kierowców. Jeździ w tylu pojazdach i pomaga podczas wypadków, dzięki niemu wszystkie skutki wypadków są o wiele mniejsze niż być powinny. Przecież gdyby nie pomagał to nikt nie woziłby takiego idola ze sobą, prawda?
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)

>Świętego Krzysztofa, patrona kierowców. Jeździ w tylu pojazdach i pomaga podczas wypadków, dzięki niemu wszystkie skutki wypadków są o wiele mniejsze niż być powinny. Przecież gdyby nie pomagał to nikt nie woziłby takiego idola ze sobą, prawda?

Wielu kierowców ma umieszczony breloczek przy lusterku wstecznym z cherubinową twarzą rzekomego patrona. Nie znają historii św.Krzysztofa.Wg źródeł kościelnych musi nim być postać umieszczona na tylnej półce samochodu, kiwająca głową.
07-10-2011 17:35 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Nawet Matka Teresa z Kalkuty jest dla was "dość obrzydliwą personą"...
>A którego ze świętych Kościoła uważacie za pozytywną postać?
Robi na mnie wrażenie Maksymilian Kolbe. Nie wnikając w psychologiczne motywy jego czynu, bo mogła to być forma samobójstwa, zawsze docenię poświęcenie się za kogoś innego.

Ale Matka Teresa - wybacz, ale osoba, która odmawia podania leków przeciwbólowych bo cierpienie zbliża do boga, albo która w jednym roku głosi w Irlandii, że słusznie byłoby utrzymać zakaz rozwodów, a kilka lat później cieszy się z rozwodu przyjaciółki, wyrażając nadzieję, że ta wreszcie poukłada sobie życie - nie jest autorytetem moralnym.

Jej masochizm i być może neurologiczny problem z rozróżnieniem cierpienia i przyjemności nie ma tu nic do rzeczy - choć na pewno nie było jej łatwo, sądząc po jej tekstach.
04-10-2011 14:36 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>A tak Kościół katolicki traktuje wyznawców Sziwy:
>pl.wikipedia.org/wiki/Matka_Teresa_z_Kalkuty

Słaby jest, to kumpla udaje (kiepsko zresztą).
Jak silniejszy był, nieco inaczej Indios (trochę nie tych, ale w końcu każdy się może pomylić) traktował .

Ubald Ś. Biskup. Dwóch ślepych oświecił, trzeciemu wyperswadował, aby ciemnym był dla uniknienia obrazy Bożej przez oczy. Przeciw czartom potężny Patron (xiądz Benedykt Chmielowski, dziekan rohatyński, firlejowski, podkamieniecki pasterz)
04-10-2011 20:12 
 Ocena 3 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>A tak Kościół katolicki traktuje wyznawców Sziwy:
humanizm.free.ngo.pl/misjon.pdf
Katolicka hipokryzja jest bezgraniczna.

@@@
.

Czytelnik 'gegebege' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Grobowa historyczność...'


Wielce Szanowny Panie 'gegebege' od razu, przez Pańskie minusy nabieram wielkiego szacunku, tak dla katolickiej obłudy, jak i mądrości oraz wiedzy jej przedstawicieli.

Ze smutkiem muszę przyznać, że zestawiając Pana z innymi fideistami, to nawet na tym tle kompromituje Pan swoją formację. Zapewniam Pana, że jak się człowiek postara - to nawet do najbardziej ciasnej umysłowości jeszcze coś wejdzie. Niech Pan nam cokolwiek mądrego tu napisze. Tak, aby było o czym z Panem porozmawiać.
Czego serdecznie Panu życzę.

Miłego dnia - Wielce Szanowny Panie 'gegebege'.

@@@
.
11-11-2011 09:56 
 Ocena 3 na 3
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>Czytelnik 'gegebege' oddał na Ciebie głos negatywny
>głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Grobowa historyczność...'

>Wielce Szanowny Panie 'gegebege' od razu, przez Pańskie minusy nabieram wielkiego szacunku, tak dla katolickiej obłudy

Panie Andrzeju, proszę o wybaczenie. Nie wiedziałem, jakie skutki będzie mieć skorzystanie z jednej z możliwości na forum i ocena Pańskich wypowiedzi. Nie zdawałem sobie sprawy, że moje skromne minusy będą wzbudzać w Panu aż tak wielkie emocje, że będzie Pan komentował każdy z nich. Obiecuję, że powstrzymam się od przyznawania plusów bądź minusów Pańskim wypowiedziom, aby oszczędzić Panu takich wstrząsających przeżyć. Oczywiście, będzie mi brakło Pańskich kwiecistych bluzgów w stronę moją i Kościoła, jakie owe oceny prowokowały, ale ma Pan moje słowo: ani jednego plusa, ani jednego minusa więcej. Życzę wszystkiego dobrego.
11-11-2011 10:53 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, proszę o wybaczenie. Nie wiedziałem, jakie skutki będzie mieć skorzystanie z jednej z możliwości na forum i ocena Pańskich wypowiedzi. Nie zdawałem sobie sprawy, że moje skromne minusy będą wzbudzać w Panu aż tak wielkie emocje, że będzie Pan komentował każdy z nich.
Zdecydowanie lubię wyrażać swoją radość. Minusy od ludzi, którym brakuje merytorycznych argumentów, a minusują moje wypowiedzi sprawia mi przyjemność.
Zawsze dokładnie czytam wypowiedź przed kliknięciem plusa (minusów nie stawiam - wolę napisać, że coś mi się nie podoba) i jestem gotów tej oceny bronić słownie. Sądziłem, że podobnie jest z Panem i że jest Pan dumnym ze swoich minusów dla bezbożnika i nawet księdzu może się Pan nimi pochwalić. Dlatego je pokazywałem.

>Obiecuję, że powstrzymam się od przyznawania plusów bądź minusów Pańskim wypowiedziom, aby oszczędzić Panu takich wstrząsających przeżyć.
Pomimo, że Pańskie oceny są mi obojętne, a szkoda, gdyż brakuje mi tu mądrych o sporej wiedzy teistów, to będę minusy od nawiedzonych fideistów pokazywał. Regulamin tego też nie zabrania, a pokazywanie poziomu merytorycznego też ma sens.

>Oczywiście, będzie mi brakło Pańskich kwiecistych bluzgów w stronę moją i Kościoła, jakie owe oceny prowokowały,
Wielce Szanowny Panie Gegebege - Szanownemu Panu wszystko się pie.rzy. Wiedza naukowa z wiedzą kościółkową, szacunek dla ludzi z szacunkiem dla głupoty, a najważniejsze to fora się Panu pomyliły.

Nasze forum przeznaczone jest dla racjonalistycznej inteligencji i Wielce Szanowny Pan, powinien przeczytać sobie informacją zaraz pod tytułem:
RACJONALISTA.pl jest serwisem propagatorów racjonalnego myślenia, prezentujących racjonalny obraz świata. Serwisem, który poza tym tropi absurdy, przesądy, szarlatanerię, uprzedzenia, kłamstwa, fobie i głupotę. Serwis ten stanowi bazę intelektualną polskich racjonalistów - sposób na wirtualne zrzeszenie. Razem chcemy tworzyć Portal Wiedzy i Myśli.

A wypadałoby także "Wprowadzenie"
www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba.

Do naszych przeciwników: liczymy na waszą krytykę. Jeśli jesteśmy niekonsekwentni, nielogiczni, jeśli się mylimy, słowem: jeśli teksty zamieszczane w Racjonaliście zawierają słabości lub błędy - napiętnuj je i krytykuj bezlitośnie wszystko co w Racjonaliście nieracjonalne. Sposób krytyki musi być racjonalny, czyli powinien zawierać uzasadnienie kontrargumentów lub błędności naszych argumentów. Krytyka to wielka wartość; tylko w ogniu krytyki, konfrontacji, polemicznych dyskusji - wykuwa się najlepiej światopogląd.


Niech Łaskawy Pan przeczyta sobie to ze trzy razy, to może Pan cokolwiek z tego zrozumie.
____________________________

Tak, można być teistą i zachować spory racjonalizm w intelekcie, ale Panu to wcale się nie udaje. Kwiecistych bluzgów na naszym portalu w porównaniu z innymi prawie wcale nie ma. Pojedyncze wybuchy tępią moderatorzy. Mnie one zupełnie nie są potrzebne do wyśmiewania fideistycznej głupoty - na którą jestem alergicznie uczulony. Daję sobie jako-tako radę z językiem, w którym piszę, a kulturę - to z domu, a nie z katechezy, wyniosłem.

Odpisałem Panu tak długo, gdyż zależy mi na naszym forum, jestem tu już od wielu lat i czuję się dobrze wśród przyjaciół. Zapraszamy nowych, ale mających coś ciekawego do powiedzenia i chcących swoje poglądy skonfrontować, a nie narzucać innym. Ewangelizacja Wam tu się nie uda. To oaza racjonalizmu i myśli wolnej. Trollowanie też nie bardzo Wam wychodzi, gdyż natychmiast wychodzi merytoryczny poziom głupoty.

Życzę wszystkiego dobrego - Panu i Pańskim fideistycznym przyjaciołom. Cieszymy się, że jesteście z nami i zmuszacie nas do wypowiedzi. Wątpię abyśmy mogli Was przekonać, ale jest duża grupa wątpiących, którzy czytają, a nawet się nie wypowiadają. Przyczyniacie się do uzyskiwania przez nich argumentów do samodzielnego myślenia i dziękujemy Wam za to.

Miłego dnia.

@@@
.
04-10-2011 10:31 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie propaguję teorii pochodzenia chrześcijaństwa ze wschodu. Być może religie dionizyjskie miały wschodnie korzenie, ale chrześcijaństwo czerpało z nich, a nie ze wschodu. Czyli tak i nie - mit, którego epigonem jest chrześcijaństwo, może pochodzić ze wschodu, lecz chrześcijaństwo naśladowało go odtwórczo na zachodzie.

Nie przedstawił pan zbyt wielu argumentów, dla których Sziwa miałby być mniej prawdziwy od Jezusa. Jeśli szuka Pan do wierzenia osób, które coś zmieniały, no to ma pan Wisznu i jego awatarów, albo w mniejszej skali Buddę, czy Mahavira. Czyli już wymieniłem co najmniej trzy religie, których mniejszej prawdziwości od chrześcijaństwa (a są z nim sprzeczne w wielu momentach) pan nie udowodni. I powinien pan mówić - "być może wierzę w Jezusa, albowiem być może racje mieli Budda lub Mahavir".

Sziwa nie miał "jakichś żon", ale żony - boginie, być może bardziej prawdziwe od Jezusa jako istoty boskiej, więc może odrobinę umiaru? Skąd u Pana tak brutalny ateizm? NIe może pan mieć całkowitej pewności, iż Sziwa nie jest bardziej prawdziwy od Jezusa. Sziwa wraz z boskimi małżonkami. W końcu rozmnażamy się płciowo, zatem i nasz stwórca mógł to lubić... Hinduizm nie kłamie, że jesteśmy na podobieństwo boga. Tymczasem - po co Jahwe (a nawet Jezusowi) był penis?
04-10-2011 11:17 
 Ocena 6 na 6
Amai (3012 punktów)
>Nie przedstawił pan zbyt wielu argumentów, dla których Sziwa miałby być mniej prawdziwy od Jezusa. Jeśli szuka Pan do wierzenia osób, które coś zmieniały, no to ma pan Wisznu i jego awatarów, albo w mniejszej skali Buddę, czy Mahavira. Czyli już wymieniłem co najmniej trzy religie, których mniejszej prawdziwości od chrześcijaństwa (a są z nim sprzeczne w wielu momentach) pan nie udowodni.

Więcej - wymienione przez Ciebie religie są o wiele bardziej spójne i o wiele lepiej wyjaśniają... nazwijmy to "porządek świata", niż chaotyczna, poskładana z różnych mitów i tradycji, chrześcijańska teologia.
Nie żebym liczyła na to, że katolik raczy to zauważyć...

>Sziwa nie miał "jakichś żon", ale żony - boginie, być może bardziej prawdziwe od Jezusa jako istoty boskiej, więc może odrobinę umiaru? Skąd u Pana tak brutalny ateizm?

No jak to skąd, przecież to takie oczywiste! Nie może istnieć coś takiego, jak bogini - jedyna możliwość to bóg-mężczyzna, pan i władca świata (i kobiet), przedstawiciel wyższego gatunku i tak dalej... Nawet posiadanie żony najwyraźniej w jakiś sposób boga degraduje.

Mbielecki właśnie mi przypomniał, dlaczego tak nie znoszę chrześcijaństwa.
04-10-2011 13:29 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Tak jak Panu kiedyś pisałem, zajmowanie się hinduizmem zakończyłem w liceum. I dopóki nie będę musiał rozmawiać z autentycznym wyznawcą hinduizmu, dopóty nie będę tracił czasu na poznawanie szczegółów tej religii - życie jest na tyle krótkie, że musimy świadomie wybierać, na co poświęcamy swój czas, a na co nie warto.
04-10-2011 13:55 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)
>musimy świadomie wybierać, na co poświęcamy swój czas, a na co nie warto.

Bardzo słuszna uwaga. Nie warto poświęcać czasu na roztrząsanie mitów chrześcijańskich


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
08-11-2011 00:00 
 Ocena 1 na 3
gegebege (231 punktów)
(zablokowany)
>>musimy świadomie wybierać, na co poświęcamy swój czas, a na co nie warto.
>Bardzo słuszna uwaga. Nie warto poświęcać czasu na roztrząsanie mitów chrześcijańskich
>

W takim razie ten portal traci rację bytu
08-11-2011 13:16 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W takim razie ten portal traci rację bytu.
Tak, jest takie zagrożenie, ale tylko wtedy, gdy zaczną na nim się szarogęsić irracjonalni fideiści.
To jest portal dla racjonalnie myślącej inteligencji i tylko zbyt wiele głupoty płynącej od naszych - sprawnych inaczej intelektualnie - gości, jest dla portalu zagrożeniem.

Osobiście uważam, że powinno tu być mniej szacunku dla trolli, ale wolność słowa - tak jak moderatorzy - też stawiam ponad przykrość poznawania bezmiaru czyjejś głupoty.

Miłego dnia.

@@@
.
04-10-2011 15:53 
 Ocena 11 na 11
Amai (3012 punktów)
> dopóki nie będę musiał rozmawiać z autentycznym wyznawcą hinduizmu, dopóty nie będę tracił czasu na poznawanie szczegółów tej religii - życie jest na tyle krótkie, że musimy świadomie wybierać, na co poświęcamy swój czas, a na co nie warto.

Pytanie, jak można ocenić, czy warto, jeśli nie ma się w temacie choćby podstawowej wiedzy.

Twoja wiedza o hinduizmie jest tak znikoma, że musiałeś sprawdzić, kto to Sziwa, ale od nas wymagasz dogłębnej analizy tematu, zanim odrzucimy chrześcijański mit o zmartwychwstaniu - do odrzucenia którego w zupełności wystarczy odrobina zdrowego rozsądku. Jeśli teraz stwierdzę, że pogarda dla innych kultur i stosowanie podwójnych standardów to typowe cechy katolika, to prawdopodobnie zarzucisz mi, że obrażam katolików?
04-10-2011 17:47 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No więc nie wybrał pan świadomie, bo gdyby urodził się pan w innym miejscu, wierzyłby pan w coś innego.
04-10-2011 21:37 
 Ocena 2 na 4
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>No więc nie wybrał pan świadomie, bo gdyby urodził się pan w innym miejscu, wierzyłby pan w coś innego.

Jak to? Przecież napisałem Panu wyraźnie, że hinduizm odrzuciłem na poziomie liceum. Podobnie jak ateizm, narzucany nam wtedy przez szkołę, wszystkie środki przekazu, książki i system polityczny - gdybym płynął z prądem, byłbym ateistą.
05-10-2011 01:26 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Na jakiej podstawie pan odrzucił? Był pan przecież już wtedy nieźle przepojony chrześcijaństwem, a ci, od których pan hinduizm poznawał nie przedstawili panu nawet Sziwy z jego wielkim jak dąb penisem. Swoją drogą, dlaczego uważa pan, iż jak pan coś odrzucił to jest nieprawdziwe, zaś kiedy inni coś odrzucają, to już jest inaczej? Tu tak wiele osób odrzuca baśnie, które pan nader ceni jako prawdę, a jednak - konsekwentnie - nie odrzuca pan tego wraz z nimi, w myśl pańskiej zasady "co odrzucone to odrzucone". (przypomnę pański argument - "no przecież odrzuciłem hinduizm chłopie...").
05-10-2011 11:13 
 Ocena 14 na 14
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>No więc nie wybrał pan świadomie, bo gdyby urodził się pan w innym miejscu, wierzyłby pan w coś innego.
>Jak to? Przecież napisałem Panu wyraźnie, że hinduizm odrzuciłem na poziomie liceum. Podobnie jak ateizm, narzucany nam wtedy przez szkołę, wszystkie środki przekazu, książki i system polityczny - gdybym płynął z prądem, byłbym ateistą.
Z prądem to Szanowny Panie najlepiej wszelakie gówno płynie.
Ja tylko i właśnie dlatego, że zawsze byłem niepokornego ducha i ciekawy świata i nań otwarty zostałem ateistą - sceptycznym racjonalistą. Jeżeli nie wywodzi się Pan z jakiegoś małego miasteczka, w którym mogły dziać się cuda, to ogromne bzdury Pan opowiada świadczące tylko o Pańskim intelektualnym ograniczeniu.

Świadomie pamiętam "komunę" od 56 roku (wcześniej, a i później z opracowań historycznych). Może jakieś bliższe dane, gdzie i w jakich latach był Pan tak ateizowany? Ja mieszkam w Warszawie, tu szkończyłem szkołę, o pokolenie później skończyła tu szkoły moja córka. Przez cały czas byliśmy dyskryminowani przez katolików. Pierwszych ateistów / www.google(*)CNG1uUIiQv0q1UWwdBAEPVnX0AJP_w / to spotkałem na studiach i trzeba było się dobrze ich naszukać. To była elitarna organizacja.
W latach 1945 - 89 pobudowano w Polsce więcej kościołów niż w całym uprzednim 1000 leciu. Państwowe pieniądze na odbudowę zabytkowych kościołów poszły ogromne. Wychodziły katolickie książki w ogromnych nakładach. Wychodził na bardzo wysokim poziomie "Tygodnik Powszechny". Wychodził: "Znak", "Więź", "Chrześcijanin w świecie", "Ład" - ja to wszystko czytałem, a Pan nie?
Tak - przyznaję Kościół Katolicki nie trzymał rodaków za mordę, a katolicyzm nie był - tak jak jest teraz - jedynie słusznym światopoglądem. Ale o jakiej ateizacji Pan mówi. Skąd byłoby nabrać tych atestów, którzy mieliby ateizować. W PZPR wiekszość aktywu była wierzącymi katolikami.

Bajeczki o ateizacji to może Pan spokojnie w kościele dzieciom opowiadać. Prawda jest taka, że w PRL-u płynął sobie Pan spokojnie z religijnym prądem, jak znakomita większość współrodaków. W kościołach było pełno. Faktyczna współpraca pomiędzy Kościołem a PZPR była bardzo dobra i tylko katolicka propaganda budowała mit "oblężonej twierdzy". Na potwiedzenie tego są poważne źródła. Wystarczy do nich sięgnąć.
Oczywiście nachalna propaganda katolicka zapchała internet swoim nienawistnym śmieciem. Czyli fałszerstwami, manipulacjami i kłamstwem, a publika kit łyka. Ale to forum dla samodzielnie myślącej inteligencji.

Do odrzucenia religii potrzebna jest spora inteligencja i otwarty umysł: - na wiedzę naukową, na inne kultury i na inne religie. Przy "umyśle zamkniętym" najbardziej liczy się tradycja i autorytety.

Ale to wątek nie na ten temat.

@@@
.
05-10-2011 23:56 
 Ocena-4 na 8
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Tak właśnie wygląda PRL widziany oczami wielu byłych aktywistów PZPR.
06-10-2011 00:14 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie byłem nigdy w PZPR ale wszystko wskazuje na to, iż większość członków tej partii była i jest katolikami. Oczywiście prawda jest złożona. Mój ojciec działał w Solidarności, z kolei dziadek od strony mamy był zadeklarowanym komunistą, wierzącym w te idee podobnie jak czyniło to też trochę ludzi na Zachodzie. Dziadek nie dożył 1989 roku. Nie sądzę jednakże, aby zaczął szaleć z różańcem po kościołach, gdyż był uczciwym człowiekiem. Obydwaj - ojciec i dziadek, przekazali mi zainteresowanie światem, nauką i sztuką. Do większości musiałem dojść sam, bo inaczej się nie da.
06-10-2011 07:20 
 Ocena 6 na 6
Artur@R (7115 punktów)
Daje piękny "krzyżyk" za szczerość i to zdanie: Do większości musiałem dojść sam, bo inaczej się nie da. - Inaczej sie nie da!.
Oj, żeby mbielecki to rozumiał - nie prawił by tu oszołomstwa - ale widocznie nie można inaczej będąc oszołomem.

PS.
Na wszelki wypadek, gdyby mbielecki ponownie uznał, że został obrażony lub jego godność sponiewierana - definicje za SJP:
Oszołom - pot. człowiek ogarnięty jakąś ideą, fanatyk, próbujący za wszelką cenę narzucić swe poglądy innym: od słowa: oszołomić, które w dawnych słownikach definiowane jest 'otumanić, ogłupić, odurzyć'
Oszołomstwo - pot. głupota, bzdura:


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
06-10-2011 12:19 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tak właśnie wygląda PRL widziany oczami wielu byłych aktywistów PZPR.
Tylko w propagandzie prawicowo katolickiej i ciasnych umysłach fideistów.
Muszę Pana zmartwić. Nigdy nie byłem aktywistą PZPR, a odwrotnie byłem bardzo krytycznym wobec PRL-u. (Taki już mam charakter.) Jestem nominalnym katolikiem - co najmniej - od 10 pokoleń. Tak po mieczu, jak i po kądzieli. Tylko była to rodzina bardzo myśląca, której zaściankowy antyintelektualny polski katolicyzm był zawsze obcym.
Przodkowie przekazali mi sporo wartości intelektualnych, kulturalnych i moralnych, które dalej kultywuję. Przekazali mi także wrażliwość na krzywdę i pogardę dla zachłanności, chamstwa i głupoty.

Zresztą - po co o tym nawet mówić - wystarczy parę postów tu opublikować aby było wiadomo z kim mamy do czynienia i co ten ktoś sobą reprezentuje.
Nikt nie jest w stanie skompromitować nas bardziej - niż uczynimy to sami.

Miłego dnia.

PS. Według Pana - Pański wytwór wyobraźni mnie kocha, to czemu jego zwolennicy tak boją się i nienawidzą wszystkich samodzielnie myślących.
Poznałem w życiu - tak godnych najwyższego uznania komunistów, jak i katolików (nawet kapłanów), ale ich podstawową cechą charakteru była otwartość na świat i szacunek oraz tolerancja dla inaczej myślących.
Cechy prawie niewystępujące u wszelakich fideistów.

@@@
.
06-10-2011 14:51 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tak właśnie wygląda PRL widziany oczami wielu byłych aktywistów PZPR.
Gdy gdziekolwiek przychodzi do meritum, to duuużo ma Pan do powiedzenia.

@@@
.
07-10-2011 17:42 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)
>>No więc nie wybrał pan świadomie, bo gdyby urodził się pan w innym miejscu, wierzyłby pan w coś innego.
>Jak to? Przecież napisałem Panu wyraźnie, że hinduizm odrzuciłem na poziomie liceum.
Eee... to chyba jednak jest Kolega młodszy, bo za moich czasów po liceum wiedziałam, kto to był Sziwa i nie musiałam szukać w wyszukiwarce. Ba - i inne postaci, jak urocza Kali np. A mitologię grecką znamy trochę lepiej? Wenus z piany morskiej wynurzyła się? Czy mam teraz sprawdzić rozeznanie Kolegi skromnymi, a postępnymi pytaniami jak - kto się zamienił w drzewo bobkowe (i co to drzewo bobkowe!) i dlaczego?
Albo co trzciny wygadały po tym jak postać X wykopała dołek i wyszeptała do neigo tajemnicę?
Bo coś wydaje mi się, że marny poziom był w tym liceum.

W każdym razie odrzucenie na poziomie liceum jak widać nie mówi nic. Ja mogę swobodnie powiedzieć, że hipotezę przewagi silnika typu bokser odrzuciłam na poziomie liceum, co nie znaczy nic, bowiem na poziomie liceum nie wiedziałam o tym typie silnika nic, nie mówiąc już o jego przewadze.

No i w taki sam sposób Kolega odrzucił inne religie na poziomie liceum, nie mając o nich zielonego pojęcia. Nie matura a chęć szczera!@?
> Podobnie jak ateizm, narzucany nam wtedy przez szkołę, wszystkie środki przekazu, książki i system polityczny - gdybym płynął z prądem, byłbym ateistą.
Wiadomo, że szkoła była przegrana - bowiem docierały do niej umysły poddane praniu mózgu przez kochające mamusie, ciocie, babcie i tatusiów, dziadków.
04-10-2011 20:16 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>nie będę tracił czasu na poznawanie szczegółów tej religii
Jak nazywamy kogoś, kto sam się ogranicza? Człowiekiem .....

To dosyć typowa katolicka przypadłość.

@@@
.
04-10-2011 16:02 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>W końcu rozmnażamy się płciowo, zatem i nasz stwórca mógł to lubić... Hinduizm nie kłamie, że jesteśmy na podobieństwo boga. Tymczasem - po co Jahwe (a nawet Jezusowi) był penis?

Nie zapominajmy o małżonce Jahwe, Jacku W końcu Asherah uważana jest za dość istotną personę dawnego Izraela.
04-10-2011 17:48 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja wiem, ale odniosłem się już do takiego Jahwe po przejściach...
04-10-2011 17:58 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>Ja wiem

Ale mbielecki pewnie nie

>odniosłem się już do takiego Jahwe po przejściach...

Wykastrowali chłopaka, ot co
05-10-2011 01:29 
 Ocena 4 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
I jeszcze kazali mu się z tego cieszyć... Nawet na "ono" nie awansował. Wciąż on. Bez penisa, małżonki, nawet bez genów w komórkach, co dopiero pciowych, a jednak "on" (kierując się ich logiką, bo cieszy się zasłużonym nieistnieniem tak czy siak - kto chciałby istnieć mając takich wyznawców?).
05-10-2011 12:02 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ciekaw jestem, czemu wśród tylu moich kolących w oczy komentarzy (prawdziwsze rzeczy mają kolce dla niektórych), ten akurat zdobył zaszczytne minusy...
07-10-2011 17:36 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>odniosłem się już do takiego Jahwe po przejściach...
>Wykastrowali chłopaka, ot co

Brakuje mi emotki <popluła>
04-10-2011 14:41 
 Ocena 8 na 8
Ania... (14138 punktów)
>>Znów, co z Sziwą? Dlaczego jest nieprawdziwy, a Jezus jest - pana zdaniem - prawdziwy? Sziwę "potwierdzają" zdecydowanie dłuższe i starsze świadectwa. Niektóre elementy jego zachowania nie są spisane ze znanych nam, starszych wierzeń, czym mit o Jezusie pochwalić się nie może (orficy kłaniają się w pas).
>Panie Jacku, ale Pan mnie męczy... Właśnie się doczytałem, że Sziwa miał jakieś żony, czyli równie dobrze moglibyśmy rozmawiać o Zeusie. Naprawdę szkoda na to czasu.
Aha - bo głównym kryterium powagi boga jest jego bezżenność?
Na tych żonatych szkoda czasu?
A im więcej żon, tym gorzej?
04-10-2011 15:29 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>Aha - bo głównym kryterium powagi boga jest jego bezżenność?
>Na tych żonatych szkoda czasu?
>A im więcej żon, tym gorzej?
>
Pani Aniu, nie tylko powaga boga semitów na tym zyskuje, ale jak Pani pewnie zauważała powaga kapłanów semickikiego boga też.
Kobieta to narzędzie Satana jak wiadomo ( dzięki ci Satanie za te kobiety )
05-10-2011 19:08 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Jacku, ale Pan mnie męczy...
Tak, myślenie, niektórych bardzo męczy!

>Właśnie się doczytałem, że Sziwa miał jakieś żony, czyli równie dobrze moglibyśmy rozmawiać o Zeusie. Naprawdę szkoda na to czasu.
Pańskiego na pewno szkoda, dla innych intelektualny zysk jest pewny, a temat fascynujący.

>O Jezusie jeszcze za mało Pan wie - w egzegezie jest np. tzw. "kryterium dyskontynuacji",
Egzegeza biblijna jest ważną częścią chrześcijańskich studiów teologicznych, czyli religijną bzdurą, a my w tym wątku zajmujemy się historycznością.
Jeden z Pańskich kolegów pisze w internecie:
Ostatnio przygotowuję się do egzaminu z teologii biblijnej - polecam "Teologia Nowego Testamentu" cz. I Kudasiewicza - boskie! (zwłaszcza rozdział pt. Droga do słów i czynów Jezusa (podrozdziały:
1. Sceptycyzm historyczny szkoły Rudolfa Bultmanna
2. Ujęcia pozytywno-historyczne i historiozbawcze
3. Kryteria autentycznych słów i czynów Jezusa
a) kryterium wielorakiej tradycji lub wielorakich świadectw
b) kryterium zgodności życia i działalności Jezusa ze środowiskiem
c) Kryterium dyskontynuacji czyli niezgodności lub nieciągłości
d) Kryterium niesprzeczności między słowami a czynami Jezusa)

oraz Rozdział III: Cuda Jezusa znakami realizacji Królestwa Bożego
1. Biblijne pojęcie znaku
2. Cuda - ipsissima facta Jesu [autentyczne czyny Jezusa]
3. Problematyka literacka cudów Jezusa
4. Teologiczno-kerygmatyczne znaczenie cudów Jezusa

No cóż - można i tak! Ale jednak nie na tym forum.

>Teoria pochodzenia chrześcijaństwa od religii hellenistycznego Wschodu, którą - jak mi się zdaje - Pan tu propaguje, jest stara i niemodna.
Nie zauważyłem u Pana Jacka propagowania "szkoły historii religii", zakładającej wywodzenie się wszystkich zjawisk religijnych od jednej prareligii - w konfesyjnej frakcji tej szkoły od jednego praobjawienia. (twórcą koncepcji prareligii i założycielem Wiedeńskiej Szkoły Etnologicznej był Wilhelm Schmidt). Choć prawdopodobnie ma o niej pojęcie.

---------------------------------------

Religia od wieków była w centrum zainteresowania człowieka. Wiek XVIII i Oświecenie wprowadziły w zagadnienie religii podejście antropocentryczne z jednej strony, oraz empiryczne z drugiej.
Rozwój nauk humanistycznych i społecznych spowodował, że w drugiej połowie XIX wieku powstała nowa dziedzina nauki - religioznawstwo, jako refleksji o religii. Zjawiska dotyczącego całej ludzkości. W XX wieku uformowały poszczególne dziedziny religioznawstwa. Powstało wiele szkół religioznawczych.
Wielość ta wynika po części z różnic wagi poszczególnych metodologii i nauk humanistycznych i społecznych przyjętych przez konkretnych badaczy, oraz z uwarunkowania religijnego, ideowego bądź ideologicznego badaczy. Do wielkich nazwisk - miedzy innym - należą: Friedrich Max Müller, Korneliusz Piotr Tiele, Edward Burnett Tylor, James George Frazer, Emile Durkheim, Rudolf Otto, Joachim Wach, Gerardus van der Leeuw, Mircea Eliade.
Niech Pan określi, które kierunki i które nazwiska są na indeksie, a które tylko przestarzałe i niemodne.

Dla mnie wszystkie tu wymienione nazwiska (i wiele innych) są nadal modne i ogromnie dużo im zawdzięczam. To są giganci na barkach, których opiera się całe dzisiejsze religioznawstwo i wszystkie nowe niekonfesyjne szkoły religioznawcze.

Miłego dnia.

@@@
.
05-10-2011 23:49 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ciekawe zagadnienie. W jakimś sensie uważam, iż wszystkie religie wyrosły na wrodzonej potrzebie rytuału, która stanowi adaptację ewolucyjną Homo sapiens pomagającą budować relacje stadne. Oczywiście, gdy stado rozrosło się na plemię, a plemię na coś jeszcze większego, potrzeba rytuału przyjęła monstrualne rozmiary, stając się jednocześnie otchłanią do przechowywania irracjonalnych lęków i prymitywnych, stereotypowych i doraźnych "wyjaśnień" rzeczywistości.

Czyli - nie istniała prareligia. Istniał za to nie będący religią rytuał, który stanowi nadal dos dla wielu religijnych działań. Rytuał nie musi służyć religiom, zaś religie bez rytuału nie są możliwe. Odczuwanie potrzeby rytuału nie musi być od razu nurzaniem się w opiumowych oparach wierzeń, może też być laickim świętem życia, do czego warto dążyć.

Hellenistyczne źródło głównych składników narkotyku zwanego chrześcijaństwem jest dla mnie bardzo prawdopodobne - mamy bowiem nie tylko kaźń i zmartwychwstanie istoty boskiej (syn Dionizosa, Orfeusz, też był półbogiem, herosem), ale nawet ofiarę z wina (wino było darem Dionizosa, ofiara z niego była głównym elementem kultu). Ofiara z chleba była elementem kultu Demeter, również związanego ze śmiercią i odrodzeniem. Te dwa kulty były głównymi nurtami eskapistycznymi w wierzaniach Greków - inne nurty były mniej eskapistyczne, lub nie były takimi wcale.
06-10-2011 14:48 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ciekawe zagadnienie.
Tak - bardzo ciekawe! Jest za nami półtora wieku religioznawstwa naukowego, w którym różni mądrzy ludzie starali się zrozumieć całokształt zagadnień związanych z religią. Tylko są to poważne tematy, a tu uprawiamy z Panem Mbieleckim jakiś tam onanizm intelektualny.

Nie wiem, na ile ma Pan u siebie dostępne książki klasyków religioznawstwa, ale moglibyśmy wziąć na warsztat np. "Świętość" Otto lub "Fenomenologię religii" der Leeuwa lub "Wszechwiedzę bogów" Pettazzoniego, czy "Traktat o historii religii" Eliadego i podyskutować o religii na kanwie określonej książki i zawartych w niej koncepcji.
Jeżeli ma Pan po ręką, którąś z tych pozycji, to niech Pan otworzy nowy wątek.

Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
06-10-2011 15:30 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bardzo chętnie, ale proszę jeszcze o chwilę cierpliwości, bo dopiero teraz znalazłem moich studentów

Mnie w tej całej dyskusji bardziej od mbieleckiego zastanowił głos Andrzeja.51, który uznaje, przynajmniej na potrzeby tej dyskusji, daleko idącą precyzację przyjętej za pewnik historyczności Jezusa. W sumie mbielecki zwrócił nam na to uwagę. O ile zaś pan Bielecki "po prostu wierzy", to mamy przecież masę badaczy, którzy nie wierzą tak po prostu, lecz prowadzą swego rodzaju niezwykłego kontredansa z własną, nie chowaną w prywatności wiarą i elementami metodologii nauk. To mnie dopiero zaciekawiło - podkreślę jeszcze raz.

Całkiem możliwe, iż niektórzy z tych badaczy mają się za ateistów, lecz taneczny korowód zdąża w zupełnie inną stronę...
06-10-2011 16:30 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>O ile zaś pan Bielecki "po prostu wierzy", to mamy przecież masę badaczy, którzy nie wierzą tak po prostu, lecz prowadzą swego rodzaju niezwykłego kontredansa z własną, nie chowaną w prywatności wiarą i elementami metodologii nauk. To mnie dopiero zaciekawiło - podkreślę jeszcze raz.
Mogę powiedzieć, że wiele ze znakomitości zaliczonych do klasyków religioznawstwa było ludźmi wierzącymi, a nawet duchownymi różnych wyznań, ale jednak byli to uczeni, a nie ograniczeni fideizmem głupcy, z jakimi mamy często tu do czynienia.

Pan Mbielecki napisał: Teoria pochodzenia chrześcijaństwa od religii hellenistycznego Wschodu (tzw. "szkoła historii religii"), którą - jak mi się zdaje - Pan tu propaguje, jest stara i niemodna.
Szkoła rzeczywiście jest stara i niemodna, ale w swojej domowej bibliotece znalazłem książkę ks. prof. Henryka Zimonia SVD, wydaną za zezwoleniem władzy duchownej 11 lutego 1989 roku pt. "Monoteizm pierwotny", w której zakończeniu pisze: ... na wszechstronne opracowanie zasługuje tak geneza szkoły kulturowohistorycznej w ogóle, jak i jej recepcja w religioznawstwie i etnologii polskiej. No cóż ten konfesyjny religioznawca urodził się w 1940 roku. Więc z nowoczesnym i wielce uczonym Panem Mbieleckim równać się nie może.

PS. Przypominam wypis z Wikipedii, aby nie było wątpliwości o jakiej szkole pisze ks. Zimoń: Szkoła historii religii zakładająca wywodzenie się wszystkich zjawisk religijnych od jednej prareligii - w konfesyjnej frakcji tej szkoły od jednego praobjawienia.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
06-10-2011 21:28 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Z pewnością z inteligentnym wierzącym rozmawia się o niebo ciekawiej niż z fideistycznym głupcem panie Andrzeju. Aczkolwiek niekiedy, widząc bardzo inteligentnych teologów (bo teologom zdarza się ogromna inteligencja), smucę się, albowiem umysł i błyskotliwy intelekt mogą być też pułapkami - ale nie tylko one, jak nam dobrze tu wiadomo.

Moim prywatnym zdaniem kto, jak kto, ale religioznawca NIE POWINIEN WIERZYC W ŻADNĄ RELIGIĘ. Inaczej jest podobny do policjanta należącego do mafii.
07-10-2011 14:10 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Moim prywatnym zdaniem kto, jak kto, ale religioznawca NIE POWINIEN WIERZYC W ŻADNĄ RELIGIĘ. Inaczej jest podobny do policjanta należącego do mafii.
W Polsce mamy znakomitą większość chrześcijan, niektórzy twierdzą, że jest to 95%, gdyby tylko przestrzegali dekalogu - CO POWINNI - mielibyśmy raj na ziemi, albo prawdziwy komunizm.
Nie dzielę ludzi według światopoglądu, a według roli wiary (zawierzenia jakiejś doktrynie) w ich umysłowości. Im wiara głębsza tym człowiek głupszy i wolę sceptycznego teistę, od mocno wierzącego ateisty.

Religioznawca bada przeróżne aspekty religii i religijności, jeżeli korzysta przy tym z rzetelnych narzędzi i stara się być obiektywnym, jego prace mogą być bardzo wartościowe niezależnie od własnych poglądów. Na przykład konfesyjni religionawcy chrześcijańscy opublikowali sporo ciekawych prac o religiach afrykańskich. Religioznawcy protestanccy o odczuwaniu świetości. Eliade napisał bardzo ciekawe prace historyczno-porównawcze. Itd.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
07-10-2011 22:18 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Panie Andrzeju - wiadomo, nie ma rzeczy doskonałych i warto się cieszyć tym co jest, czyli wrażliwością i dociekliwością okazywaną MIMO WSZYSTKO przez niektórych religijnych religioznawców. Tym niemniej w wielu ich pracach daje się silnie zauważyć błędy poznawcze polegające na chrystianizowaniu obserwowanych materiałów. Walczę z tym od lat w różnych artykułach i na różnych wykładach. Naprawdę! Choćby starożytność - mało kto zauważa, że Homer nie do końca wierzył w zaświaty dajmy na to. Albo, że pojęcie dobra jest różne. Albo, że Budda niekoniecznie miał na myśli wieczność, stąd później chan i zen...
08-10-2011 13:56 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju - wiadomo, nie ma rzeczy doskonałych i warto się cieszyć tym co jest, czyli wrażliwością i dociekliwością okazywaną MIMO WSZYSTKO przez niektórych religijnych religioznawców.
Warto się cieszyć tym co jest. Dzielę zresztą świat na głupich i mądrych (Co mocno denerwuje niektórych fideistów, gdyż oni uważają, że rozpoznanie jest trudne. Jakoś dziwne to, ale w problematyce, na której się znam. Dla mnie bardzo łatwe.)
Jeszcze ważniejszym kryterium (choć trudniejszym do wyjaśnienia) jest tzw. wielkość człowieka (i wcale nie o wzrost mi tu chodzi). Nie lubię małych specjalistów od małych interesów. Piszących według nich enigmatycznym, a według mnie mętnym językiem - ukrywając intelektualną miałkość.

>Tym niemniej w wielu ich pracach daje się silnie zauważyć błędy poznawcze polegające na chrystianizowaniu obserwowanych materiałów.
Tak, ale któż z nas jest tu bez winy. Na przykład ja.
- W swoich wypowiedziach wcale nie jestem bezstronnym. Nawet odwrotnie już z założenia jestem i chcę być stronniczym. Opowiadam się za naukowym rozumieniem rzeczywistości. Za racjonalną logiką konkluzji wywiedzionych z doświadczeń. I właśnie praktykę potwierdzającą wyprowadzone rozumową drogą wnioski uważam za najwyższe kryterium prawdy. Prawdy zawsze względnej - obowiązującej, tu i teraz, na aktualnym poziomie wiedzy. Prawdy zmieniającej się wraz z permanentnymi udoskonaleniami narzędzi poznawczych. Prawdy zdobywanej przez człowieka w procesie poznawczym, a nie prawdy absolutnej, ofiarowanej ludzkości przez bogów i przekazywanej ogółowi przez wybranych.

Za takim rozumieniem rzeczywistości opowiadam się intelektualnie, choć niekiedy nie udaje mi się zachować zimnego racjonalizmu i wypowiadam się emocjonalnie. Czasem zbyt emocjonalnie i za to przepraszam. Jakkolwiek, jak wyżej wspomniałem, mam zdecydowane poglądy, których nie ukrywam, to wydaje mi się, że cały czas pozostaję otwarty na poglądy innych. Moja ciekawość świata połączona jest z głęboko zakodowaną intencją do poznawania i prób zrozumienia innych racji, a gdy zostanę przekonanym do przyjmowania za własne.

>Walczę z tym od lat w różnych artykułach i na różnych wykładach. Naprawdę!
Bardzo dobrze Pan robi, gdy zmusza Pan ludzi do myślenia, a że tylko niektórych, to nic dziwnego. Refleksja intelektualna jest elitarna, dlatego tak złości doktrynerów mających uproszczone wizje świata.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
08-10-2011 14:04 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oczywiście, każdy jest subiektywny i każdy jest stronniczy. Ale istnieje różnica pomiędzy stronniczością bazującą na dogmatyzmie, niepodatnym na krytyczne myślenie, a stronniczością, którą osoba na niej złapana może w oparciu o swój intelektualny autokrytycym odrzucić. Religioznawca, który wierzy i za dogmat ma nie porzucanie pewnych fundamentów swoich wierzeń, dotyka czasem ściany w swoich rozważaniach, zaś jako naukowiec porzuca naukę dla "wyższych celów". Nauka kończy się tam, gdzie zaczyna się wiara. Dlatego nie do końca pochwalam religijnych religioznawców - to zajęcie nie dla nich. Podobnie jak geologia nie jest zajęciem dla kreacjonistów, natomiast praca w piekarni, czy nawet komponowanie muzyki - tu kreacjonizm nie szkodzi aż do tego stopnia.
08-10-2011 14:12 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Podobnie jak geologia nie jest zajęciem dla kreacjonistów, natomiast praca w piekarni, czy nawet komponowanie muzyki - tu kreacjonizm nie szkodzi aż do tego stopnia.
. . Oczywiście, że się z Panem zgadzam, ale czy nie przebija tu pewien dogmatyzm?

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
08-10-2011 14:17 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie, bowiem jeśli ktoś pokaże mi, że mój ateizm jest dogmatyczny, zaś jego teizm jest bardziej otwartą postawą, natychmiast stanę się teistą. Starczą tylko dowody i dobre argumenty. A że czegoś takiego nie ma - cóż, nie moja wina i nie mój problem.
08-10-2011 14:44 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie, bowiem jeśli ktoś pokaże mi, że mój ateizm jest dogmatyczny, zaś jego teizm jest bardziej otwartą postawą, natychmiast stanę się teistą.
Czy nie mogą być poziomy otwartości i dogmatyzmu u osób o przeciwstawnym światopoglądzie równe lub prawie równe. Zresztą właśnie dlatego wolę rozróżniać intelektualne postawy pod kątem głębokości fideizmu. Im człowiek głębiej wierzy (niezależnie od przedmiotu wiary) tym intelektualnie jest bardziej ograniczonym.

PS. Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
08-10-2011 15:28 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Chyba rozumiem, co pan chce mi przekazać. Ja też głównie jestem przeciwnikiem fideizmu. Nawet nie tyle przeciwnikiem - po prostu uważam, iż głęboka wiara ogranicza zdolności poznawcze, zaś naukowca, którego dziedzina kłuci się z jego fideizmem może uczynić oszustem, często opłacanym z państwowej kasy. Nie radzę zatem kreacjonistom pisać doktoratów z geologii, zaś osobom wierzącym religijnie zajmować się religioznawstwem, zwłaszcza porównawczym... Podobnie odradzałbym raczej pracę w policji osobom mającym wszystkich krewnych w mafii i kochającym swoją rodzinę.
08-10-2011 16:39 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Chyba rozumiem, co pan chce mi przekazać. Ja też głównie jestem przeciwnikiem fideizmu. Nawet nie tyle przeciwnikiem - po prostu uważam, iż głęboka wiara ogranicza zdolności poznawcze,
Tak, właśnie o to mi chodzi.

>zaś naukowca, którego dziedzina kłóci się z jego fideizmem może uczynić oszustem, często opłacanym z państwowej kasy.
Ejże, ejże - śmie Pan wątpić w geniuszy "nareszcie wolnej Polski", którzy z dumą wprowadzili z powrotem na państwowe uniwersytety wydziały teologiczne lub w zbiorową mądrość naszych posłów nakazujących pokrywać z budżetu koszty teologicznych uczelni, czy też zrównujący wartość stopni i tytułów naukowych?
A Pan Zbigniew pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Jacyna-Onyszkiewicz amu.edu.pl/~zbigonys/ to polski geniusz, czy ....?
Ja nie wiem, gdzie żyję, czy w Polsce, czy w krainie Mbieleckich, który moje myślenie i wiedzę zrównuje z aktywistami PZPR? (Zaznaczam, że wcale nie zgadzam się z twierdzeniem, iż to same durnie byli, choć dogmatyzm [wiara w słuszność] bardzo często ich ograniczał).

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
13-11-2011 03:51 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>To, co napisałaś, to nie jest poważna analiza.
>
Kto chce poważnie analizować ten nie dyskutuje godzinami czy Jan stał pod krzyżem.
1.Talmud i Flavius Josephus wymieniają wszystkie 63 miejscowości w Galilei.Nazaretu nie wymienia,wymienia natomiast Japhia 1 km na poł.od Nazaretu,potwierdzone przez archeologów.Prof.Robert Eisenmann en.wikipedia.org/wiki/Robert_Eisenman, potwierdza nieistnienie Nazaretu w I w. Jerycho nie miało murów,nie było ucieczki z Egiptu i wiele innych "historycznych" prawd. isfn.skytech.co.il/
Pierwsze wzmianki o Nazaret pojawiają się za cesarza Konstantyna i znajdują miejsce u Hieronima.
2.W Galilei nigdy nie było spisu podatkowego.W Judei miał on miejsce w 6-7 r. co najmniej 10 lat po śmierci Heroda.
3.Ewangeliści,rzekomi uczniowie Jezusa, nie mieli pojęcia o Palestynie ani o obyczajach żydowskich.
Łuk.(6,1)- I stało się w pewien sabat, że przechodził koło zboża.... Wtedy niektórzy z faryzeuszów rzekli:Czemu czynicie to czego nie wolno czynić w sabat?
Faryzeuszy spacerujących w sabat wśród szumiących łanów zbóż,mógł opisać tylko autor nie mający pojęcia o ścisłym przestrzeganiu sabatu przez faryzeuszy.Liczba wyliczonych przez nich dozwolonych kroków wynosiła ok.800.
4,Marek przerywa swoją opowieść w najciekawszym miejscu i dobrzy chrześcijanie muszą mu dopisać zakończenie.
5.Według synoptyków Jezus był 1 raz w Jerozolimie, wg Jana co najmniej trzy razy.
O młodości Jezusa nie ma ani słowa, za wyjątkiem wydarzenia w świątyni.Dziwnym trafem Flavius który był synem kapłana jerozolimskiego opisuje pewne zdarzenie w świątyni ze swej młodości.
6.W Nag Hammadi znaleziono ewangelie Tomasza,Marii Magdaleny i Filipa.Ten ostatni stwierdził:"Niektórzy twierdzą że Maria została zapłodniona przez ducha świętego.Mylą się, nie wiedzą co mówią"
7.Ponieważ Mojżesz,Abraham,Izaak,Dawid,Salomon,Jakub-nigdy nie istnieli, nie było żadnej linii od Jakuba.
Proponowałbym najpierw wyjaśnić te sprzeczności, zanim dojdziemy do momentu gdy Chrystus udał się do Galilei żeby powiedzieć chłopakom w którym miejscu ryba bierze.
Na podstawie punktu 5 istnieje podejrzenie że ewangeliści posługiwali się historią i opisem Palestyny wykorzystując dzieła Flaviusa, i do tego z błędami.Piłat rezydował w Cesarei i przybył specjalnie do Jerozolimy żeby przesłuchać Jezusa? Takich dziwactw można podać całą ilość.
04-10-2011 00:40 
 Ocena 6 na 8
maruda (5550 punktów)
>Specjalnie dla Pana przepisuję jedną z relacji (1 Kor 15)

To opis wizji, rozumiem że mam traktować wizję (majak) za wiarygodną relację świadka. Czy to oznacza że Maria Magdalena przy grobie i wymienieni tu uczniowie też mieli aż tylko wizje? Podoba mi się ta wizja kościoła zbudowanego na wizjach. Tłumaczy to też przywiązanie i szczególne traktowanie tego typu relacji do dnia dzisiejszego.
04-10-2011 22:22 
 Ocena 3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Specjalnie dla Pana przepisuję jedną z relacji (1 Kor 15)
>To opis wizji, rozumiem że mam traktować wizję (majak) za wiarygodną relację świadka. Czy to oznacza że Maria Magdalena przy grobie i wymienieni tu uczniowie też mieli aż tylko wizje? Podoba mi się ta wizja kościoła zbudowanego na wizjach. Tłumaczy to też przywiązanie i szczególne traktowanie tego typu relacji do dnia dzisiejszego.

Czy nie lepiej po prostu przeczytać te relacje, zamiast zadawać takie pytania?
05-10-2011 11:31 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Czy nie lepiej po prostu przeczytać te relacje, zamiast zadawać takie pytania?
Jeśli mówiąc "relacje" masz na myśli teksty Nowego Testamentu, to wszyscy tu obecni czytali.
Ale czy owe teksty zasługują na miano relacji? Nie. Mity? Jak najbardziej.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
05-10-2011 12:04 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A tam mity. Zmyślone wskazówki do wierzenia we wszystko, co kram obiecuje, że rozstawi... Nijak się mają te gnioty do Homera.
05-10-2011 12:06 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Co nazywa Pan relacją?

Są kupczący ludzie ciekawi zmyślonego kramu życia wiecznego. I słuchają z namaszczeniem obietnic dotyczących kramu. Czyli - ciotka Klotylda, która też chce żyć po życiu, mówiła, iż sąsiad sąsiada Jan cuda widział, a z tych cudów kramarz wyjrzał.
05-10-2011 13:44 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>sąsiad sąsiada Jan cuda widział, a z tych cudów kramarz wyjrzał.

Wraca mąż szybciej z delegacji i zastaje żonę z proboszczem we własnym łóżku.
- Jezus Maria! A co on tu robi?
- Cuda kochanie. Cuda!

Nawet zwyczajny proboszcz potrafi cuda zdziałać, a co dopiero jakiś tam mąż święty.

Pozdrawiam.

@@@
.
05-10-2011 17:49 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
To proponują nam polscy katolicy.
>fakty.inte(*)dziwna-ulotka-wyborcza,1704110
Jest to też poziom intelektualny, który nam proponują.
Może Państwo jesteście odważni - ja się boję!

@@@


Religia albo rozum - wybór należy do ciebie.

*
06-10-2011 06:43 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>Może Państwo jesteście odważni - ja się boję!<

Powiem więcej - aż STRACH się bać !

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Janusz Bień (57 punktów)
>Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i ukazywanie się Zmartwychwstałego
A mogę zapytać o jakieś źródła propos tego faktu, z tego co wiem, nic takiego nie miało miejsca (jeśli chodzi o historyczną dokumentację)? Bo niestety zacytowany poniżej "katechizm" ma jak dla menie taką samą wartość jako dowód jak biblia (<0).
Z tego co wiem, jest jeden zapis mówiący o "Jezusie chrzcicielu" jako o osobie która organizuje sektę, żadnych innych dowodów nie ma. Oczywiście nawet to co się pojawia świadczy tylko o kreatorze jakiejś żydowskiej sekty a nie o możliwościach zombie
A co do "odkryć" archeologicznych... to chyba wszystkie podlegają pod kategorię Verne'a to, że Baltimore istnieje nie znaczy, że kogoś stamtąd wystrzelono na księżyc, lub Spidermana, Istnienie Nowego Jorku != istnienie Spidermana.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>"58.Czy zmartwychwstanie Chrystusa jest faktem historycznie udokumentowanym?
>Samego fakty zmartwychwstania nikt nie widział, bo nie podpada on pod nasze zmysły, przekracza ramy
>historii. Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i ukazywanie się Zmartwychwstałego
>Apostołom i innym."
>Katechizm dla dzieci i młodzieży
>Ks. Stanisław Piotrowski
>Białystok 2000
>Książęczkę ową dostałem, jak wszyscy w mojej szkole, przed bierzmowaniem. W ogóle do niej nie
>zaglądałem, aż do dziś, robiłem porządki i jakoś wpadła mi w ręce. Z nudów ją przejrzałem i
>znalazłem pytanie nr 58, które zacytowałem.
>I mam taie pytanie do was - to prawda, że "Historycznie udokumentowane są: fakt pustego grobu i
>ukazywanie się Zmartwychwstałego Apostołom i innym." ? Nie chce mi się to wierzyć, ale wolę zapytać
>dla pewności.

Czy ewangelie są źródłem historycznym? Odpowiedź na to pytanie jest odpowiedzią na twoje pytania.
Andrzej Michalski (234 punktów)
Puste groby i zmartwychwstania występują w antycznych romansach: Chaereas and Callirhoe, Xenophon's Ephesian Tale, Leucippe and Clitophon, Daphnis and Chloe, Heliodorus' Ethiopian Story, The Story of Apollonius, King of Tyre, Iamblichus' Babylonian Story and Apuleius' The Golden Ass.
To były czasy... Zombi czaił sie za każdym rogiem.
jark44 (619 punktów)
>"58.Czy zmartwychwstanie Chrystusa jest faktem historycznie udokumentowanym?

Ja mam do Ciebie prośbę, wielką prośbę; zacytuj jeśli możesz inne jeszcze pytania. Mogą być bardzo pouczająco-ciekawe. Ja proszę zupełnie serio...



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
ropuszka (154 punktów)
>"58.Czy zmartwychwstanie Chrystusa jest faktem historycznie udokumentowanym?

Nie ma innego znanego zapisu historycznego tego, co stało się z Jezusem po "ukrzyżowaniu" poza ewangelią Barnaby i Koranem. Obydwa te źródła opisują wydarzenie, które z czterech przyjętych ewangelii znane jest jako "wniebowstąpienie", moment, w którym Jezus zostaje zabrany z tego świata.

www.ipdire(*)p/publication/jezus/index.html
webmaster (moderator)
Chciałbym prosić uczestników o jedno z dwojga:
- wyznaczenie wypowiedzi którą można wydzielić jako nowy wątek
- podsumowanie tej dyskusji i założenie nowego wątku, z podaniem odnośnika
Ten wątek musimy już zamknąć.
ziółko (-2 punktów)
Wydaje mi sie, iż to jest tylko i wyłącznie kwestia wiary. A poza tym każda religia lubi trochę naginać fakty

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365