 |
O rzekomej konfesyjności ustawy antyaborcyjnej Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 13-02-2011 00:09 | dajmonion (3663 punktów) | O rzekomej konfesyjności ustawy antyaborcyjnej 0 na 2 | Sprawę wyjaśnia ks. prof. dr hab. Tadeusz Ślipko SJ:
"Teistyczne odniesienia do Boga jako bytu transcendentnego nie zajmują w logicznej konstrukcji uzasadnienia antyaborcyjnego miejsca naczelnej przesłanki. To miejsce zajmują antropologiczno-spirytualistyczne założenia określające osobową godność i niepogwałcalność moralną nienarodzonych.
Nie trzeba być wielkim znawcą historii filozofii chrześcijańskiej, ażeby wiedzieć, że Bóg i nieśmiertelność, a raczej duchowość duszy ludzkiej stanowią przedmiot badań filozoficznych od samego zarania tej nauki w europejskim kręgu cywilizacyjnym. Pojęcia te mimo powszechnie wówczas panujących wierzeń politeistycznych występują już u Platona i Arystotelesa. Filozoficzne dowody na istnienie Boga i nieśmiertelnego pierwiastka w strukturze człowieka stanowiły stały motyw rozważań magistrów średniowicznych, choć wtopione zazwyczaj w Summy Teologiczne. Św. Tomasz oparł swoją naukę o Bogu na znanych "pięciu drogach", do istnienia zaś niematerialnej duszy dochodził analizując świadomościowe procesy poznawczo-wolitywne.
Następne wieki kontynuując myśl Tomasza lub ją krytykując w imię własnych propozycji, doprowadziły do imponującego rozwoju literatury i wyodrębnienia się tych dwu wielkich zagadnień w osobne dyscypliny filozoficzne tzw. teodycei, dziś częściej zwaną filozofią Boga, oraz psychologii racjonalnej, współcześnie określanej raczej jako antropologia filozoficzna.
Mimo zróżnicowania kierunków myślenia filozoficznego dyscypliny te swoje podstawy metodologiczne zakładają na doświadczeniu i danych rozumowych, nie zaś na wierze w Objawione Słowo Boże."
Źródło: Aborcja, T. Ślipko SJ, ks. M. Starowieyski, ks. A. Muszala.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| worek kości (2937 punktów) | A może sobie jakiś Ślipko wyjaśniać ile chce, racjonaliści.pl i tak wiedzą lepiej jak i co uzasadniają katolicy.
|
|
 | 15 na 15 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Nie "jakiś Ślipko", tylko główny katolicki specjalista od egzekucji! Lubię księdza profesora. Tak szczerze i przekonująco wywodzi o tym, że chrześcijaństwo nie zakazuje zabijania. Uczony teoretyk chrześcijańskich egzekucji  W intrygujący sposób musi łączyć swe poglądy o "przyrodzonej godności" dozwalającej na egzekucje, ale zakazującej aborcji... Schizofrenia aksjologiczna czy może wyższy poziom katolickiej abstrakcji?
|
|
|  | | worek kości (2937 punktów) | > Nie "jakiś Ślipko", tylko główny katolicki specjalista od egzekucji! Lubię księdza profesora. Tak szczerze i przekonująco wywodzi o tym, że chrześcijaństwo nie zakazuje zabijania. Uczony teoretyk chrześcijańskich egzekucji  > W intrygujący sposób musi łączyć swe poglądy o "przyrodzonej godności" dozwalającej na egzekucje, ale zakazującej aborcji... Schizofrenia aksjologiczna czy może wyższy poziom katolickiej abstrakcji?Mam nawet tą książkę o karze śmierci. No cóż, Ślipko twierdzi, z tego co pamiętam, że kara śmierci jest przedłużeniem obrony koniecznej, która w imieniu ofiary przechodzi na organa ścigania. Skoro człowiek, aby bronić swojego życia, ma moralne prawo uśmiercić napastnika, to nawet, gdy nie uda mu się z tego prawa skorzystać, prawo to nie traci swojej mocy. Jest to dość oryginalne rozumowanie. A jeśli chodzi o aborcję, to wbrew pozorom nie ma tutaj (ach, ten kategoryczny styl argumentacji!) sprzeczności - że ktoś jest za karą śmierci i przeciwko aborcji. Trzymając się wewnętrznej (dla niektórych pokrętnej) logiki katolicyzmu, to "nienarodzony" niczemu nie zawinił, czego nie można już powiedzieć o mordercy.
|
|
| |  | 6 na 6 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | > Mam nawet tą książkę o karze śmierci. No cóż, Ślipko twierdzi,...że kara śmierci jest przejawem uduchowienia, a postulaty jej zniesienia to materialistyczne i ateistyczne wymysły! ks. Ślipko:nie ulega wątpliwości, że korzenie doktryny i ruchu abolicjonistycznego tkwią w antychrześcijańskich, opartych na materialistycznych i na skrajnie indywidualistycznych przesłankach filozofii XVIII wieku, przede wszystkim tzw. encyklopedystów i oświecenia Jego emocjonalne i pełne świętego oburzenia gromy jakie ciska w katolickich zwolenników zniesienia kary śmierci są dla ateusza doprawdy urocze  Jego emocjonalne zaangażowanie w obronę kary śmierci pozwala go nazwać kościelnym teoretykiem zamordyzmu. Jest zatem idealnym katolickim "obrońcą życia". Klinicznym, rzekłbym
|
|
| | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | To nie jest wątek o karze śmierci, chociaż gdybym ja miał teoretycznie przedstawić moje poglądy (jak ja lubię przedstawiać na prawo i lewo moje poglądy!) odnośnie "wielkiej trójki" problemów etycznych, to jestem przeciwnikiem aborcji, zwolennikiem kary śmierci i zwolennikiem eutanazji. Myślę, że każde uzasadnienie jest arbitralne. Aborcja uśmierca potencjalnego człowieka, ale korzystanie z antykoncepcji już nie. Kara śmierci za morderstwo z premedytacją jest karą sprawiedliwą - ględzenie o humanizmie w takim wypadku jest okrutnym szyderstwem rzuconym w twarz ofierze, jej bliskim i społeczeństwu. Człowiek cierpiący, nieuleczalnie chory ma prawo do "dobrej śmierci", bo wbrew pozorom nie jest własnością państwa.
|
|
| | | |  | 9 na 13 | Sylwek (15472 punktów) | >Aborcja uśmierca potencjalnego człowieka, ale korzystanie z antykoncepcji już nie.
Jak dla mnie ideologia pro-life uśmierca zdolność logicznego myślenia. "Potencjalność" człowieka w zygocie przez jakiś czas po zapłodnieniu nie różni się niczym (także od strony fizjologii komórki i genetyki) od "potencjalności" gamet. Zaś później jest to różnica stopnia nie jakości. Pewnie da się jakoś argumentować, że im dalej w las ontogenezy tym mniej potencji a więcej aktu, ale tak czy siak gadanie o zapłodnieniu jako momencie pojawienia się "godności ludzkiej" jest tylko przebraniem mitycznego i magicznego myślenia o duszy zstępującej z nieba do ciała w (niezbyt) zgrabną retorykę.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Dokładnie. Nie da się jednoznacznie określić kiedy zaczyna się człowiek. Możemy jedynie postawić umowną granicę i pozostawić decyzję ludzkiemu sumieniu. Jeśli mówimy o takim prolife to podpisuję się obiema rękami i nogami pod słowami: > Jak dla mnie ideologia pro-life uśmierca zdolność logicznego myślenia.Ruchy pro-life powinny się skoncentrować na uświadamianiu społeczeństwa, tak żeby rodzicielstwo nie było kojarzone z problemem, a nie rozwiązywaniu zagadek metafizycznych. Zagadka dla forum. Na stronie piszą: "inspirowanie pomocy bezpośredniej dziecku poczętemu i jego rodzinie".  Czy słowo dziecko jest tu adekwatne? Przecież jak ma 14-15 lat to już nie takie dziecko do końca.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Dokładnie. Nie da się jednoznacznie określić kiedy zaczyna się człowiek. Możemy jedynie postawić umowną granicę i pozostawić decyzję ludzkiemu sumieniu.
"Źródłem ukrytego w tym poglądzie błędu jest nieuzasadniona wiara w nieomylność wydawanych przez sumienie sądów i jego autentyzm w jego dążeniu do moralnego dobra. Temu założeniu przeczy stale przez doświadczenie potwierdzana prawda, że sumienie człowieka funkcjonuje w stałym kontakcie z całokształtem motorycznych sił osobowości człowieka. To sprawia, że jest ono instrumentem niesłychanie podatnym na oddziaływanie pozamoralnych, a często antymoralnych mocy, które tkwią w nim samym (namiętności, nawyki, błędne przekonania, interesy), albo też wpływają na nie z zewnątrz (otoczenie, moda, propaganda).
Z kolei należy zwrócić uwagę na konsekwencje, jakich należy oczekiwać, kiedy sumienie zostanie pozostawione samemu sobie, ponieważ permisywna norma moralna pozwala mu interpretować w konkretnych przypadkach, do jakich granic może ono przesuwać dopuszczalność aborcyjnych zabiegów. Biorąc pod uwagę wspomnianą przed chwilą podatność sumienia na antymoralne naciski wewnętrznych i zewnętrznych sił bez wahania można powiedzieć, że szczególnie w skomplikowanych sytuacjach konfliktowych, kiedy napór wrogich życiu nasciturusa sił osiąga szczyt swego natężenia, nie ma żadnych nadziei, aby mogło ono na dłuższą metę i w skali społecznych prawidłowości nie pójść po linii najmniejszego oporu i doprowadzić do takiego stanu, który będzie zaprzeczeniem intencji zwolenników permisywnej normy.
Każda decyzja sumienia wyrażająca zgodę na przerywanie ciąży staje się w tym założeniu dobra, jeżeli tylko jest zgodna z tym, co samo sumienie uzna za usprawiedliwiające ją racje. Zapobiec temu mogą tylko obiektywne kryteria. Wiara czy założenie, że sumienie poszczególnych jednostek zanurzonych po uszy w wirze sprzecznych tendencji i interesów okażę się niezawodną instancją poprawnych osądów moralnych, pozbawiona jest wszelkich realnych podstaw." T. Ślipko.
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | > aby mogło ono na dłuższą metę i w skali społecznych prawidłowości nie pójść po linii najmniejszego oporu i doprowadzić do takiego stanu, który będzie zaprzeczeniem intencji zwolenników permisywnej normy.Nie jest tak! To oczywista bzdura i dyrdymał. I w czasach prohibicji ludzie nadużywali alkoholu. Statystyka jest bezwzględna. Nie wspominając o tym, że najlepiej rozwinięte są właśnie te kraje, w których obywatele posiadają dużo szersze prawa. Ustrój prawny w Polsce nie sprzyja permisywnemu podejściu do aborcji, a mimo to ilość urodzeń spada, a ilość dokonywanych aborcji w podziemiu jest stała. Ślipko, skoro stawia już taką tezę, mógłby ją jakoś poprzeć, jakimkolwiek przykładem. > Wiara czy założenie, że sumienie poszczególnych jednostek zanurzonych po uszy w wirze sprzecznych tendencji i interesów okażę się niezawodną instancją poprawnych osądów moralnych, pozbawiona jest wszelkich realnych podstaw.I znowu to narzekanie na konstruktywizm relatywistyczny. Żaden duchowny katolicki nie może dopuścić by człowiek przyjął, że jest sam sobie sterem i okrętem! Taka jest geneza tego i podobnych artykułów. Wszystkie osądy moralne są względne i podstawą egalitaryzmu jest pozostawienie ich jednostkom. To co proponuje Ślipko to chyba poza Platonem, Arystotelesem i Tomusiem naczytał się Lewiatana i encyklik Jana Pawła II. Nie po to uczy się ludzi myśleć, żeby jakiś suweren mówił ludziom, co mogą, a czego nie mogą. Dlaczego? Abstrahując już od niemożliwości przewidzenia wszelkich sytuacji, to trudno nie zgodzić się z tym, że również sumienie tego narzucającego swoje obiektywne normy może być zarówno słuszne jak i niesłuszne.  Poza tym błędnym kołem uwypukla się tu niekonsekwencja myślenia i brak logiki wywodu. Ślipko chce stawiać argumenty niekonfesyjne, ale prowadzi go to znowu do odwołania do jakichś obiektywnych zasad. Popada w błędne koło. Jeśli odrzuca Boga to musi rozumować jak konstruktywista, a nie realista. Ale przecież taki duchowny nie może przyjąć, że z natury świata, nie wynikają, żadne obiektywne wartości. Krótko mówiąc jest ograniczony swoim światopoglądem i nie jest w stanie szczerze przyznać, że ustawa antyaborcyjna jest w zdecydowanym stopniu religijna. Naprawdę proszę dać sobie spokój z tymi dyktatorskimi i rasistowsko, szowinistycznymi bzdurami. Proszę przeczytać Situation Ethics: The New Morality. "We need to educate people to the idea that the quality of life is more important than mere length of life. Our cultural tradition holds that life has absolute value, but that is really not good enough anymore. Sometimes, no life is better." J. Fletcher
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | "Jeżeli w tak fundamentalnej sprawie, jak odpowiedź na pytanie, czy wolno czy też nie wolno pozbawić człowieka życia, jeśli w momencie, kiedy rzecz dotyka samego sedna człowieczeństwa stosuje się metodę "rachunku szczęścia", w takim razie daje się najlepszy dowód, że człowieka (może nieświadomie) traktuje się jako egzemplarz pogłowia ludzkiego, które można w razie potrzeby liczyć na sztuki, selekcjonować, zatrzymywać lub odrzucać. W ujęciu tym zatraca się autonomia i indywidualność osoby ludzkiej, to zaś miejsce zajmują zunifikowane jednostki gatunku ludzkiego, które poddaje się kwalifikacyjnym pomiarom, aby w podsumowaniu otrzymać dane pozwalające orzekać o ich przydatności lub nieprzydatności do pomnażania 'sumy szczęścia we wszechświecie'". T. Ślipko.
I jeszcze jedna cenna myśli, którą dedykuję tym, którzy nie chcą traktować człowieka holistycznie, a zamiast tego kawałkują go myślowo na różne elementy (mózg, świadomość, układ nerwowy) i czynią je początkiem człowieczeństwa.
"Trzeba wszakże pamietać, że intencje twórców czy adherentów pewnych idei a rozwojowa dialektyka tychże idei - to dwie różne rzeczy.
Proces wyłaniania się z logicznej treści tych idei, zawartych w nich konkluzji, nieraz przekracza przewidywania ich głosicieli i stwarza zgoła odmienną rzeczywistość. Przeraża ona tych, którzy stojąc u kolebki tego procesu, nie widzą dalszych etapów jego ideowych metamorfoz, a może i nie chcą ich widzieć, aby nie zamącić sobie spokoju sumienia, zadowolonego z osiagniętego kompromisowego rozwiązania. Jednakowoż prędzej lub poźniej znajdą się tacy, którzy ten zawieszony na chwilę wątek myślowy podejmą na nowo i poczną się nim posługiwać celem usprawiedliwienia kolejnych praktycznych decyzji w podobnych sytuacjach konfliktowych i niekonfliktowych.
Jeśli bowiem fakt, że chodzi o człowieka przestał raz odgrywać w takich okolicznościach decydującą rolę, niepodobna (chcąc być konsekwentnym) przypisywać tę rolę tak nieistotnej okoliczności, jak fakt urodzenia się czy nieurodzenia tego człowieka. W ten sposób propozycja, mająca w pierwotnym zamyśle dać łatwiejsze rozwiazanie, w przypadku przerywania ciąży stanie się równią pochyłą, u której kresu jawi się niebezpieczeństwo usprawiedliwiania różnych form ludobójstwa" T. Ślipko.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Wszystkie osądy moralne są względne
W myśl socjologizmu etycznego "społeczeństwo, tworząc moralność, może ją w toku praktyki społecznej modulować, wyrażając swą wolę za pomocą zbiorowych opinii swych członków.
Jest to wszakże stanowisko błędne. Fundamentalny zaś jego błąd polega na tym, że inspiruje się ono fałszywą koncepcją człowieka. Socjologizm widzi w nim jednostkę pozbawioną własnego osobowego oblicza, a jego sens moralny określa społeczeństwo. Tymczasem rzecz ma się odwrotnie. Człowiek jako byt osobowy stanowi równocześnie rzeczywistość moralną, która determinuje moralny sens spoleczenstwa. Przeznaczeniem i misją tego społeczeństwa jest ochrona moralnych wartości osoby ludzkiej." T. Ślipko.
dajmonion
|
|
| |  | 4 na 4 | kogut59 (3090 punktów) | > Trzymając się wewnętrznej (dla niektórych pokrętnej) logiki katolicyzmu, to "nienarodzony" niczemu nie zawinił, czego nie można już powiedzieć o mordercy.Przepraszam ale każdy z nas zawinił i zgodnie z "logika katolicyzmu ?" Ewa ukradła pierwsza jabłko. ( pl.wikiped(*)=logika+katolicyzmu&fulltext=1) szukałem w Wikipedia tego czegoś jak "logika katolicyzmu" ale brak niestety tego stworu
|
|
| | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Przepraszam ale każdy z nas zawinił i zgodnie z "logika katolicyzmu ?" Ewa ukradła pierwsza jabłko.No, no, będę sobie całkiem serio reagował na podśmiecośtam i powiem, że co prawda kiedyś kradzież jabłka dręczyła sumienie świętego Augustyna, ale nawet Ślipko nie wpadł na to, żeby za to naprężać kimś sznur z konopi. > szukałem w Wikipedia tego czegoś jak "logika katolicyzmu" ale brak niestety tego stworu  Czego nie ma ciocia Wikipedia - to nie istnieje; aż się chce zakrzyknąć po Berkeleyowsku - esse est wikipedia!
|
|
| | |  | 3 na 3 |
| | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >... szukałem w Wikipedia tego czegoś jak "logika katolicyzmu" ale brak niestety tego stworu ... Zdanie to miałoby wagę argumentu, gdyby w "W" opisano logiki ateizmu i agnostycyzmu.
Stach M. G.
|
|
| |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > Trzymając się wewnętrznej (dla niektórych pokrętnej) logiki katolicyzmu, to "nienarodzony" niczemu nie zawinił, czego nie można już powiedzieć o mordercy.Chyba możemy się z tym bez kontrowersji zgodzić, że z moralnego punktu widzenia, nienarodzony niczemu nie zawinił w przeciwieństwie do mordercy
|
|
|  | -2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | To nic w porównaniu z Peterem Singerem, który uważa, że rodzice powinni mieć prawo zabić noworodka do któregoś tam dnia po urodzeniu. W którymś wątku już o tym wspomniałem. W odpowiedzi Sylwek odpisał, że uznaje jego etykę za wyborną, która to wypowiedź została nagrodzona punktem.
Czy Ślipko jest światopoglądowym schizofrenikiem? Chyba nie. Dziecko nie jest w tym samym sensie agresorem, co przestępca. Poza tym norma 'nie zabijaj' nie ma w katolicyźmie charakteru nieograniczonego. Ślipko pisze o tym tak:"Wyłomy (zabójstwo w obronie własnej, wojna) w normie 'nie zabijaj' oznaczają paralelne funkcjonowanie normy i jej ograniczeń równie powszechnych jak sama norma, innymi słowy jest to norma o ograniczonym zakresie obowiązywalności, nie zaś norma zmienna" To samo źródło.
dajmonion
|
|
| |  | 3 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | >To nic w porównaniu z Peterem Singerem, który uważa, że rodzice powinni mieć prawo zabić noworodka do któregoś tam dnia po urodzeniu.
A nawet, że istnieje etyczny obowiazek eutanazji dzieci z wadami rozwojowymi, które skazuję je na krótkie życie, pełne cierpienia i niechybnie kończące się śmiercią.
>W którymś wątku już o tym wspomniałem. W odpowiedzi Sylwek odpisał, że uznaje jego etykę za wyborną, która to wypowiedź została nagrodzona punktem.
Cóż, różnica między nami jest taka, że ty w imię czczenia godności ludzkiej uważasz za stosowne wymagać by ludzie konali w męczarniach, lub by kobiety uznawały gwałt na sobie za sprawę błahą, jednocześnie fetyszyzujesz życie i prawa zarodków, płodów i noworodków ponad wszystkich innych przedstawicieli naszego gatunku.
>Ślipko pisze o tym tak:"Wyłomy (zabójstwo w obronie własnej, wojna) w normie 'nie zabijaj' oznaczają paralelne funkcjonowanie normy i jej ograniczeń równie powszechnych jak sama norma, innymi słowy jest to norma o ograniczonym zakresie obowiązywalności, nie zaś norma zmienna" To samo źródło.
Tak tak, czyli nie wolno nam ratować życia kobiety bo naruszamy niezbywalne prawo embrionu do zycia (to nic, że on też zejdzie z tego świata wraz ze śmiercią inkubatora do jakiej to roli została sprowadzona jego matka), ale już elementem tej chroniącej godność normy jest najechać i wyrżnąć sąsiada w ramach wojny. Bo przecież wszyscy wiemy jakie wojny są słuszne i sprawiedliwe.
Zastanawiam się, jaki jest cel twojej odrażającej aktywności na tym forum.
|
|
| | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Zastanawiam się, jaki jest cel twojej odrażającej aktywności na tym forum.
Myślę, że nasi oponenci nie powinni się na forum tłumaczyć dlaczego z nami polemizują.
|
|
| |  | 7 na 7 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | > Czy Ślipko jest światopoglądowym schizofrenikiem? Chyba nie. Dziecko nie jest w tym samym sensie agresorem, co przestępca.Tutaj nie było mowy o dzieciach, tylko o płodach. > Poza tym norma 'nie zabijaj' nie ma w katolicyźmie charakteru nieograniczonego.Jeśli ktoś nie uznaje zasady "świętości" życia to wkracza na pole relatywizacji życia, na pole zasady, że w pewnych warunkach życie ludzkie może być przerwane. Jeśli w pewnych warunkach (np. zabójstwo) można przerwać życie ludzkie, to tym bardziej w pewnych warunkach można przerwać życie de facto przedludzkie, którym jest życie prenatalne, które nie ma wszystkich znamion życia ludzkiego. Ruch aborcyjny w zdecydowanej większości nie domaga się całkowitego zdewaluowania życia płodu i prawa do swobodnej aborcji, a tylko właśnie do prawa do aborcji w pewnych warunkach. Wiem, że wielu katolików uznaje, że życie płodu jest równorzędne a często priorytetowe nad życiem postnatalnym, ale jest to kwestia arbitralnych wyborów aksjologicznych, które z realnym życiem nie mają wiele wspólnego. Szkoda mi energii na wchodzenie w merytoryczny spór ze Ślipko, gdyż jest on DUPERELNY (sic!) - wiedząc, że kształt ustawy antyaborcyjnej jest de facto dziełem nacisków Kościoła, miałbym kłócić się o to, czy Kościół to robił z racji Objawienia czy doświadczenia i rozumu. Jest to problem urągający rozumowi. Po prostu śmieszy mnie kiedy ten katolicki orędownik zabijania toczy bój pro-life
|
|
| | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>Poza tym norma 'nie zabijaj' nie ma w katolicyźmie charakteru nieograniczonego. >Jeśli ktoś nie uznaje zasady "świętości" życia to wkracza na pole relatywizacji życia, na pole zasady, że w pewnych warunkach życie ludzkie może być przerwane. Możesz nazywać to relatywizacją, jeśli czujesz taką potrzebę. Nie jest to jednak relatywizm we właściwym tego słowa znaczeniu, skoro ograniczenia są równie powszechne jak sama norma.
>Jeśli w pewnych warunkach (np. zabójstwo) można przerwać życie ludzkie, to tym bardziej w pewnych warunkach można przerwać życie de facto przedludzkie, którym jest życie prenatalne, które nie ma wszystkich znamion życia ludzkiego.
Jedno i drugie musi mieć uzasadnienie. Tymczasem zwolennicy aborcji na życzenie chcą, aby życie ludzkie było narażone na zniszczenie z nieokreślonych i subiektywnymi gustami dyktowanych powodów.
>Ruch aborcyjny w zdecydowanej większości nie domaga się całkowitego zdewaluowania życia płodu i prawa do swobodnej aborcji, a tylko właśnie do prawa do aborcji w pewnych warunkach. Aborcja na życzenie to całkowita dewaluacja życia płodu.
dajmonion
|
|
| | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | Na marginesie dodam jeszcze jedną uwagę. Czytałem Twój artykuł na tezeuszu, na którym zachwycałeś się możliwością konfrontowania opinii przez różne środowiska. Tymczasem na swoim portalu nie stwarzasz optymalnych warunków ku temu. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że przywracacie posty, w których ktoś użył w stosunku do mnie obelżywego określenia, razem z tym określeniem. Przecież gdyby delikwent stracił post, w którym jednocześnie są jakieś argumenty, to była by to dla niego najlepsza motywacja, aby się na przyszłość pilnował. Szczerze współczuję.
dajmonion
|
|
| | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >>Dziecko nie jest w tym samym sensie agresorem, co przestępca. >Tutaj nie było mowy o dzieciach, tylko o płodach.
To jest spór semantyczny. Innymi słowy, za użyciem słowa nie postępują konsekwencje filozoficzne. Dla mnie płód będzie godzien ochrony życia, dla Ciebie i nienarodzone dziecko niewarte.
Słowo nie zmienia substancji omawianego przedmiotu, więc po co się o to pieklić i przy każdej okazji wypominać, a każde wypomnienie nagradzać salwami punktów? Za samym tylko terminem "dziecko", czy "nienarodzone dziecko" nie postępuje żaden szczególny status ontologiczny, zaś dyskusja nie toczy się o to, czy ten skrawek materii należy uznać za dziecko, czy nie (bo dzieckiem jest bez wątpienia - nie przechodzi żadnych istotowych zmian na swojej drodze rozwojowej), tylko czy należy mu się ochrona życia, czy nie.
>Jeśli ktoś nie uznaje zasady "świętości" życia to wkracza na pole relatywizacji życia, na pole zasady, że w pewnych warunkach życie ludzkie może być przerwane.
Ten sam argument odwraca się w kierunku tych, którzy uznają prawo do aborcji, nawet względne, ale nie uznają kary śmierci (takich, jak ja). Choć to oczywiście zależy też od podstawy poglądu. Poza tym, co ważniejsze, bo nie do obalenia, powołując się na taki argument uchyla się boczne drzwiczki do twierdzy, dopuszczając zrównanie statusu ontologicznego płodu i mordercy, czy tam przemycającego narkotyki do Tajlandii.
|
|
| |  | 2 na 2 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >To nic w porównaniu z Peterem Singerem, który uważa, że rodzice powinni mieć prawo zabić noworodka do któregoś tam dnia po urodzeniu.
On po prostu chce kultywować judaistyczne korzenie chrześcijaństwa...
>Czy Ślipko jest światopoglądowym schizofrenikiem? Chyba nie. Dziecko nie jest w tym samym sensie agresorem, co przestępca. Poza tym norma 'nie zabijaj' nie ma w katolicyźmie charakteru nieograniczonego.
Nie żebym się czepiał ale nie o dziecku tu mowa tylko płodzie ewentualnie embrionie i preembrionie i co to jest katolicyźm?
>Ślipko pisze o tym tak:"Wyłomy (zabójstwo w obronie własnej, wojna) w normie 'nie zabijaj' oznaczają paralelne funkcjonowanie normy i jej ograniczeń równie powszechnych jak sama norma, innymi słowy jest to norma o ograniczonym zakresie obowiązywalności, nie zaś norma zmienna" To samo źródło.
Tylko skąd on wziął to nie zabijaj, to ja nie mam zielonego pojęcia! Ślipko się zapętlił. Nie dość, że próbuje na siłę racjonalnie udowadniać tezy katechizmu, to jeszcze (co za hipokryzja) ogranicza normy, żeby tylko nie przyznać, że etyka legislacyjna sama w sobie jest niesłuszna i destrukcyjna!
Fletcher : Ślipko i ska 1:0
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Poza tym norma 'nie zabijaj' nie ma w katolicyźmie charakteru nieograniczonego.
To prawda, wystarczy spojrzeć na teorię wojny sprawiedliwej, ułożoną przez Akwinatę. Zresztą nie mogłoby być inaczej, biorąc pod uwagę fakt, że przykazania i sama Biblia miały pierwotnie charakter trybalny i regulowały tylko - w ten bardzo szlachetny, jak na tamte czasy sposób - stosunki międzyludzkie wewnątrz Izraela, oczywiście niepojmowanego w sposób terytorialny.
|
|
 | 5 na 5 | DEmonizer (4893 punktów) | Jeśli źle się Pan czuje w danym gronie rozmówców, to droga zawsze jest wolna w innych kierunkach. Wypowiedzi tego typu przy każdym wątku niczego nie wniosą. Na tym portalu każdy odpowiada za siebie, więc ciężko by mi było mówić o "Nas", jako zwartej grupie ludzi "identycznie myślących". Ja wypowiadam się za siebie. Nie mówię: My Racjonaliści, tylko JA DEmonizer. Pozdrawiam
|
|
2 na 2 | schlawiner (400 punktów) | >To miejsce zajmują >antropologiczno-spirytualistyczne założenia określające osobową godność i niepogwałcalność moralną >nienarodzonych. Rozśmieszają mnie dywagacje m.in. Wojtyły na temat godności osoby ludzkiej od chwili poczęcia aż do śmierci. Jak gdyby tą godność można było choćby w śladach stwierdzić u kościółkowych przyklękiewiczów. Godność posiada (wie Meretseger) kot. Przebywając w Italii zaprzyjaźniłem się z wykastrowanym kocurem, którego konsekwentnie nazwałem Tino. Gdy jednak pokazałem mu kotkę, trzymaną dla ochrony przed szczurami, obraził się na mnie.
|
|
 | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Rozśmieszają mnie dywagacje m.in. Wojtyły na temat godności osoby ludzkiej od chwili poczęcia aż do śmierci. Jak gdyby tą godność można było choćby w śladach stwierdzić u kościółkowych przyklękiewiczów.
Z przeproszeniem Pańskim, ale co ma piernik do wiatraka? (Poza mąką, rzecz oczywista). Jeśli ktoś się nie zachowuje godnie, to jest draniem, albo dewocjokratą*, ale to nie jest argument przeciwko godności. Chyba, że uznajesz, iż stwierdzenia etiologii mają konsekwencje metafizyczne.
*Ostatnio w tv widziałem doskonały przykład chrześcijańskiego miłosierdzia. Robili setki z okazji odnalezienia przetopionego pierścienia Wyszyńskiego (swoją drogą draństwo) i zapytali się byli jakiejś babiczki, co o tym sądzi, na co ona odpowiada: a niechby im ręce pousychały.
|
|
| Głąbiński (3538 punktów) | >Sprawę wyjaśnia ks. prof. dr hab. Tadeusz Ślipko SJ: >"Teistyczne odniesienia do Boga jako bytu transcendentnego nie zajmują w logicznej konstrukcji uzasadnienia antyaborcyjnego miejsca naczelnej przesłanki. To miejsce zajmują antropologiczno-spirytualistyczne założenia określające osobową godność i niepogwałcalność moralną nienarodzonych. ..." Zgadzam się z tym stwierdzeniem, jednak podane dalej uzasadnienie uważam za niepotrzebnie skomplikowane, co zresztą odbiło się na dalszych postach, w których bezpodstawnie wprowadzono argumentację opartą na rozważaniu winy i kary. JPII obowiązujące w KK nastawienie antyaborcyjne opiera na godności osoby ludzkiej, przy czym osobą jest stwór nie ze względu na cechy gatunku, lecz z przyczyny posiadania duszy, zaś w żadnych źródłach wiary katolickiej nie ma stwierdzenia, że zarodek ludzki posiada duszę. Przecież np. św. Tomasz twierdził, że człowiekiem (tzn. istotą złożoną z duszy i ciała) jest dopiero embrion kilkumiesięczny. Przekonanie swoje JPII oparł na stwierdzeniu, że moment wniknięcia plemnika do jaja stanowi jedyną granicę, po przekroczeniu której biologiczne cechy są jednoznacznie określone. Jest to jednak argument, który Boga sprowadza do roli bezwolnej maszyny podporządkowanej procesowi czysto materialnemu, która np. nie działa gdy wskutek jakiejś wady plemnik nie może wniknąć do jaja (niezależnie od tego, czy ma to miejsce w jajowodzie, czy w próbówce), lub gdy po wniknięciu chemiczny proces łączenia się czegośtam zostaje zakłócony. Taki obraz zupełnie nie pasuje do obowiązującego w doktrynie wyobrażenia Boga. Ta wiedza o momencie uczłowieczenia zygoty nie wynika również z dogmatu nieomylności opartego na stwierdzeniu "cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie", chyba że JPII przyjął, iż związanie obdarzenia duszą z połączeniem komórek rozrodczych nastąpiło w momencie wydania odpowiedniego papieskiego orzeczenia (moment "związania"), przedtem zaś (przed "związaniem") odbywało się nie wiadomo jak. W sumie otrzymujemy dowód na to, że papieskie przekonanie o sprzeczności aborcji z zasadami wiary nie musi obowiązywać nawet ortodoksyjnego katolika. Co zaś tyczy pojawiających się w kilku postach rozważań nt., czy embrion albo inny osobnik jest czy nie jest "winny", jako argumenty za i przeciw uśmiercaniu, są one z punktu widzenia doktryny katolickiej bezpodstawne. Odpowiedzialność bowiem osobista w wymiarze religijnym (dotyczy ona wyłącznie posłuszeństwa wobec Boga) przedstawia się bowiem zupełnie inaczej niż to widzą ludzie. Tak ma się sprawa np. z grzechem pierworodnym, z żądaniem, by "kto idzie za mną, a nie ma w nienawiści matki ... nie jest mnie godzien" itd. Jest obowiązek religijny miłości bliźniego, lecz miłowanie zabijania nie wyklucza, a ponadto jest ten obowiązek podporządkowany miłowaniu Boga wyrażonemu bezwzględnym posłuszeństwem.
Stach M. G.
|
|
2 na 2 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Ale to jest głupie. Z dziedziny etyki powołuje się na dyktatora Platona, rasistę Arystotelesa i szowinistę Tomasza. Se wybrał autorytety.
Zresztą, Dajmonion, litości. Zmuszasz mnie w niedzielę rano do myślenia nad sofizmatami ekipy Krąpiec i spółka... Kto poza polskimi katolickimi teologami mógł wymyślić by nazywać teologię psychologią racjonalną? Pozakładaj jakieś wątki dla normalnych ludzi, cytując kogoś kto ma uznanie na świecie, a nie na KULu np. Josepha Fletchera.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
7 na 9 | Sylwek (15472 punktów) | Człowieku, metafizykę w formie kultywowanej przez (neo)tomistów (i większości metafizyków zresztą też) zarżnął Kant. Fakt, że oficjalna filozofia Kościoła tego nie dostrzega jest tylko jednym z wielu powodów, dla których ich nauki moralne, filozoficzne i wszelkie inne należy traktować co najwyżej z przymrużeniem oka.
Kościelni filozofowie nigdy nie mieli prawdy na względzie a jeno udowadnianie dogmatów swojej wiary, z istnieniem Boga włącznie (choć tak długo jak mogli, starali się tę bzdurkę pokazywać jako oczywisty aksjomat będący punktem wyjścia myślenia).
|
|
 | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | Napisze wprost. W moich wątkach masz się grzecznie zachowywać. Będę kasował wszystkie twoje posty, jak ten, w którym napisałeś, że moja aktywność na tym forum jest odrażająca. Twoje pieniactwo jest dla mnie jedynie sygnałem, że temat trzeba zgłębić. Acha, i jeszcze jedno. Pisanie, że jestem za eutanazją czy aborcją w sytuacji zagrożenia życia matki to zwykłe insynuacje.
dajmonion
|
|
|  | 5 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | >Pisanie, że jestem za eutanazją czy aborcją w sytuacji zagrożenia życia matki to zwykłe insynuacje.
A kto tak pisze? Przecież wiem, że lekką ręką skażesz kobiety na śmierć, byleby "obronić" godność zarodka.
BTW, coś ci kasowanie nie wychodzi.
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>Pisanie, że jestem za eutanazją czy aborcją w sytuacji zagrożenia życia matki to zwykłe insynuacje. >A kto tak pisze? Przecież wiem, że lekką ręką skażesz kobiety na śmierć, byleby "obronić" godność zarodka. >BTW, coś ci kasowanie nie wychodzi. To co napisałeś jest wyjątkowo podłe. Nie będę więcej z Tobą dyskutował.
dajmonion
|
|
| | |  | 12 na 12 | Sylwek (15472 punktów) | Och przestań dramatyzować autorze sformułowania o "błahości gwałtu". Chciałbym byś miał 1/100 tej wrażliwości, która czyni cię tak podatnym na słowne ataki, gdy myślisz o łatwości z jaką kobiety powinny się zdobywać na donaszanie płodów pochodzących z gwałtów.
|
|
| | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Och przestań dramatyzować autorze sformułowania o "błahości gwałtu". Chciałbym byś miał 1/100 tej wrażliwości, która czyni cię tak podatnym na słowne ataki, gdy myślisz o łatwości z jaką kobiety powinny się zdobywać na donaszanie płodów pochodzących z gwałtów.
Nasciturus nie jest winny gwałtu, nie widać zatem powodu, dla którego mielibyśmy go usuwać.
dajmonion
|
|
| | | | |  | 11 na 11 | Meretseger (61860 punktów) |
>nie widać zatem powodu TY nie widzisz. Inni widzą powody. Np taki, by nie dokładać kobiecie do jednej tragedii, jednego poniżenia - kolejnego. Przymus donoszenia ciąży pochodzącej z gwałtu może być (nie mówię, że jest w każdym przypadku, ale może być) dla zgwałconej kobiety męką nie do opisania. Ale ty oczywiście nigdy tego nie pojmiesz. Dlatego na szczęście nie ty decydujesz o losie zarodka z gwałtu.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | |  | 7 na 7 Marlow (163 punktów) (zablokowany) |
> Nasciturus nie jest winny gwałtu, nie widać zatem powodu, dla którego mielibyśmy go usuwać.
Jak rozumiem, dla ciebie depresja, która jest jednym ze skutków gwałtu, to mały pikus. A antydepresanty to są wprost zalecane w czasie ciąży, nieprawdaż dajmonionie? Bo są przecież tak mało ''szkodliwe'' i wcale a wcale nie powodują wzrostu ryzyka np poronienia, nieprawdaż dajmonionie? Ale rozumiem że masz już opracowaną metodę alternatywną np katolicką psychoanalizę....
Ps: plusa dostałeś omyłkowo. Szata tego forum jest rachityczna...
Oedipa settled back, to await the crying of lot 49
|
|
| | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > Nasciturus nie jest winny gwałtu, nie widać zatem powodu, dla którego mielibyśmy go usuwać.
To jest sytuacja, która może być autentycznym dylematem moralnym, nad którym mogą debatować cnotliwi mędrcy przez tysiąc lat i niczego nie wymyślić, bo wydaje się, że jest i tak i tak. Nieczułością wykazują się Ci, którzy biorą stronę zgwałconej kobiety (co z formalnego punktu widzenia jest przecież sprzecznością), i Ci którzy biorą stronę nienarodzonego. I kobieta i dziecko nie są niczemu winni. Dlatego, mimo że biorę udział w dyskusji o aborcji i przyjmuję określoną stronę, to w tym temacie staram się nie wypowiadać, a już na pewno nie opowiadać, bo po prostu nie wiem. Mimo, że od siedmiu lat zajmuję się etyką, to po prostu nie wiem.
To oczywiste, że usunięcie dziecka w takiej sytuacji jest reakcją obronną, histeryczną, genetyczną i biologiczną. Pewnie część kobiet potem żałuje swojej decyzji, jeśli zdecydują się usunąć (mam nadzieję, że w drugą stronę to nie działa, choć trauma jest tak silna, że nie wiadomo). Oczywiście panuje tutaj całkowita dysproporcja: mamy jednego oprawcę i dwie ofiary, kobieta ma silniejszą pozycję, gdyż dziecko nie zagraża jej fizycznie (nie w sensie autonomicznym), a jeśli sprawia jej ból, to nie wolitywnie. Więc jeśli kobieta decyduje się ciążę pochodzącą z gwałtu usunąć (a przecież nie w każdej możliwej sytuacji jest też pewność, że ciąża z gwałtu pochodzi), to przedmiot sympatii zdaje się być jasno określony.
A mimo to nie jestem w stanie uznać, że należy kobiecie prawa do aborcji w takiej sytuacji zabronić. Winą ostatecznie należy też obarczyć sprawcę gwałtu, który swoim działaniem doprowadza kobietę do traumatycznego stanu, z którego najczęściej taka decyzja wynika. Zdaje się więc, że sama aborcja jest w pewnym sensie konsekwencją gwałtu, co sprawia tylko, że sytuacja staje się jeszcze bardziej straszna i smutna.
Wyłączmy więc może ten punkt z dyskusji?
|
|
| | | | | | |  | 11 na 11 | liliac (147340 punktów) | > To oczywiste, że usunięcie dziecka w takiej sytuacji jest reakcją obronną, histeryczną, genetyczną i biologiczną.
Prosiłabym o dodawanie do tego typu arbitralnych sądów jakiegoś ogranicznika typu "Moim zdaniem", dla mnie bowiem "histeryczność" usunięcia zarodka powstałego wskutek gwałtu nijak oczywista nie jest - wręcz przeciwnie.
>Więc jeśli kobieta decyduje się ciążę pochodzącą z gwałtu usunąć (a przecież nie w każdej możliwej sytuacji jest też pewność, że ciąża z gwałtu pochodzi), to przedmiot sympatii zdaje się być jasno określony.
To też zdaje się być mocno indywidualną kwestią.
|
|
| | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Prosiłabym o dodawanie do tego typu arbitralnych sądów jakiegoś ogranicznika typu "Moim zdaniem", dla mnie bowiem "histeryczność" usunięcia zarodka powstałego wskutek gwałtu nijak oczywista nie jest - wręcz przeciwnie. Jest reakcją histeryczną, w sensie jest impulsywną reakcją emocjonalną i irracjonalną, mającą przyczynę w traumie. W takim sensie, jak wszystkie inne reakcje, które mają na celu usunięcie skutków danego zdarzenia, aby cofnąć zdarzenie. A nawet silniej, bowiem powstała ciąża - skutek dalszy - nie jest, sama w sobie, wyrządzoną krzywdą w przeciwieństwie, np. do niemożności prowadzenia samochodu przez osobę oślepioną przez kogoś. Nie ma zatem racjonalnego związku między chęcią usunięcia dziecka, a nadzieją na cofnięcie zdarzenia.
Ale nie wiem, o co całe aj-waj, bo dla mnie nie jest to ani dziwne, ani wstydliwe, czy nienormalne. Ludzie w ten sposób działają i funkcjonują. Tylko jednostki cechujące się wybitnym opanowaniem potrafią się powstrzymać od działań nieprzemyślanych i nierozsądnych, ale tych - obecnie - nikt już nie lubi. Większość ceni sobie i szyci się tym, że działa w sposób impulsywny, i sympatyzują z tymi, którzy działają przez pryzmat własnych odczuć, czyli właśnie tych impulsów, bądź ich śladów, a nie rozumu.
Proszę mnie nie zrozumieć źle, nie chodzi o wmówienie komukolwiek bycia wariatem, ani stwierdzenie, że zawsze jest to decyzja nieprzemyślana. Ale myśleć i przemyśliwać można na podstawie różnych baz informacji wejściowych. Dla jednych tą bazą są ich odczucia i odczucia osób, z którymi sympatyzują, dla innych będą to raczej zasady ogólne, a i te ostatnie mogą być przecież diametralnie odmienne, takie jak zasady społeczne, polityczne, ideologiczne, religijne, filozoficzne, z których i te, nadal będą się rozpadać na kolejne typy.
Podsumowując, moja teza brzmi, że nie można podjąć decyzji o usunięciu ciąży pochodzącej z gwałtu, dlatego że pochodzi ona z gwałtu, w sposób racjonalny i jest to oczywiste.
>>Więc jeśli kobieta decyduje się ciążę pochodzącą z gwałtu usunąć (a przecież nie w każdej możliwej sytuacji jest też pewność, że ciąża z gwałtu pochodzi), to przedmiot sympatii zdaje się być jasno określony. >To też zdaje się być mocno indywidualną kwestią. Zakładam, że sympatyzujemy zawsze z osobą (jednostkową substancją intelektualną), czy istotą żywą, która znajduje się w gorszym położeniu.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | > Jest reakcją histeryczną, w sensie jest impulsywną reakcją emocjonalną i irracjonalną, mającą przyczynę w traumie.Niezależnie od traumy, może jednocześnie być reakcją całkowicie przemyślaną, wyprawa do lekarza celem szycia rany - mimo, iż ma przyczynę w traumie - reakcją impulsywną i histeryczną nie jest. > W takim sensie, jak wszystkie inne reakcje, które mają na celu usunięcie skutków danego zdarzenia, aby cofnąć zdarzenie.Błąd założenia - może chodzić nie tyle o "cofnięcie zdarzenia", ile o pozbycie się jego konsekwencji. Usuwanie szkodliwych i niepożądanych konsekwencji jest rozsądne i racjonalne. > ciąża - skutek dalszy - nie jest, sama w sobie, wyrządzoną krzywdąZapewniam, że niechciana ciąża jest całkiem realną krzywdą. Upośledza społecznie, zawodowo i zdrowotnie. Zmusza do zainwestowania ok. roku życia (wszak połóg dochodzi do czasu trwania ciąży, nieprzypadkowo po poronieniach także przypada płatny urlop) w przedsięwzięcie nieplanowane i siłą narzucone. Nie, dziękuję. W moim życiu miejsca na niechcianą ciążę nie ma. > Nie ma zatem racjonalnego związku między chęcią usunięcia dziecka, a nadzieją na cofnięcie zdarzenia.Takiego związku rzeczywiście nie ma, natomiast podkreślam, że - jak napisałam wyżej - zdecydowanie nie jest to jedyna możliwa perspektywa, z której można intencje usuwającej ciążę rozpatrywać. > Większość ceni sobie i szyci się tym, że działa w sposób impulsywny, i sympatyzują z tymi, którzy działają przez pryzmat własnych odczuć, czyli właśnie tych impulsów, bądź ich śladów, a nie rozumu.Szczerze rzekłszy - to, co ceni sobie większość, nigdy nie było moim podstawowym zmartwieniem. > Ale myśleć i przemyśliwać można na podstawie różnych baz informacji wejściowych. Dla jednych tą bazą są ich odczucia i odczucia osób, z którymi sympatyzują, dla innych będą to raczej zasady ogólne, a i te ostatnie mogą być przecież diametralnie odmienne, takie jak zasady społeczne, polityczne, ideologiczne, religijne, filozoficzne, z których i te, nadal będą się rozpadać na kolejne typy.Otóż to - decyzje mogą wynikać z rozmaitych założeń i przemyśleń. Niezależnie od uczuć i emocji. Nie ma jednoznacznej wykładni tego, które zasady społeczne są "właściwe", a koncepcji religijnych czy ideologicznych jest wiele. Założenie, że odmienne od mojego punktu widzenia decyzje są zapewne decyzjami emocjonalnymi jest błędne. > Podsumowując, moja teza brzmi, że nie można podjąć decyzji o usunięciu ciąży pochodzącej z gwałtu, dlatego że pochodzi ona z gwałtu, w sposób racjonalny i jest to oczywiste.Nie zgadzam się z tą tezą, zatem oczywista jest chyba głównie dla jej twórcy  > Zakładam, że sympatyzujemy zawsze z osobą (jednostkową substancją intelektualną), czy istotą żywą, która znajduje się w gorszym położeniu.W najmniejszym nawet stopniu nie sympatyzuję z płodem, który - nota bene - nijaką "substancją intelektualną" dla mnie nie jest. Naprawdę warto się powstrzymywać od tego typu założeń.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Niezależnie od traumy, może jednocześnie być reakcją całkowicie przemyślaną, >>>Proszę mnie nie zrozumieć źle, nie chodzi o wmówienie komukolwiek bycia wariatem, ani stwierdzenie, że zawsze jest to decyzja nieprzemyślana. Ale myśleć i przemyśliwać można na podstawie różnych baz informacji wejściowych. Dodam, że myślenie oparte o własne odczucia uważam, za nieracjonalne
>wyprawa do lekarza celem szycia rany - mimo, iż ma przyczynę w traumie - reakcją impulsywną i histeryczną nie jest. To są dwa różne przyczynowania. W sytuacji zgwałconej kobiety mamy przyczynowanie bezpośrednie, podczas gdy w drugim przypadku pośrednie. I dwa rodzaje traumy, psychiczną i medyczną.
>Błąd założenia - może chodzić nie tyle o "cofnięcie zdarzenia", ile o pozbycie się jego konsekwencji. Usuwanie szkodliwych i niepożądanych konsekwencji jest rozsądne i racjonalne. Wtedy nie jest to omawiany przypadek. Wydaje mi się, że dałem do zrozumienia, iż chodzi o sytuację, gdy ciąża jest usuwana, dlatego że pochodzi z gwałtu, a nie dlatego, że matka czuje się zbyt niezależna, albo nie chce psuć własnej kariery. W drugim przypadku mamy do czynienia z sytuacją taką, jak każda inna aborcja, bowiem kobieta nie ma (najwidoczniej) traumy związanej z samą ciążą.
>Zapewniam, że niechciana ciąża jest całkiem realną krzywdą. Upośledza społecznie, zawodowo i zdrowotnie. Zmusza do zainwestowania ok. roku życia (wszak połóg dochodzi do czasu trwania ciąży, nieprzypadkowo po poronieniach także przypada płatny urlop) w przedsięwzięcie nieplanowane i siłą narzucone. Nie, dziękuję. W moim życiu miejsca na niechcianą ciążę nie ma. J.w.
>Takiego związku rzeczywiście nie ma, natomiast podkreślam, że - jak napisałam wyżej - zdecydowanie nie jest to jedyna możliwa perspektywa, z której można intencje usuwającej ciążę rozpatrywać. J.w.
>Założenie, że odmienne od mojego punktu widzenia decyzje są zapewne decyzjami emocjonalnymi jest błędne. Rozpatrujemy sytuacje, w których decyzja ma charakter emocjonalny, bowiem, to jest moja teza, nie ma związku racjonalnego między chęcią usunięcia ciąży a faktem gwałtu. A jak napisałem, chodzi o przypadek usuwania ciąży ze względu na fakt, że pochodzi ona z gwałtu. Więc, j.w.
>Nie zgadzam się z tą tezą, zatem oczywista jest chyba głównie dla jej twórcy I jest racjonalny związek między chęcią usunięcia ciąży a faktem gwałtu?
>Szczerze rzekłszy - to, co ceni sobie większość, nigdy nie było moim podstawowym zmartwieniem. Bardzo szlachetne. Ale rzecz w tym, z kim sympatyzujesz, a nie kogo cenisz.
>W najmniejszym nawet stopniu nie sympatyzuję z płodem, który - nota bene - nijaką "substancją intelektualną" dla mnie nie jest. Naprawdę warto się powstrzymywać od tego typu założeń. Dodałem "czy istotą żywą", nie bez kozery. Poza tym jest substancją intelektualną, bowiem medycyna w całości jest w stanie opisać rozwój płodowy człowieka, co oznacza, że nie przechodzi on w tym czasie transubstancjacji, gdyż jest to zdarzenie nieopisywalne przez nauki empiryczne. Zatem, jeśli teraz, ja i Ty, jesteśmy substancjami intelektualnymi, to i jako płody musieliśmy nimi być, a zatem każdy płód ludzki jest substancją intelektualną. Po drugie, potrafię sympatyzować z psem, więc potrafię i z płodem.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | liliac (147340 punktów) | > >wyprawa do lekarza celem szycia rany - mimo, iż ma przyczynę w traumie - reakcją impulsywną i histeryczną nie jest.> To są dwa różne przyczynowania. W sytuacji zgwałconej kobiety mamy przyczynowanie bezpośrednie, podczas gdy w drugim przypadku pośrednie. I dwa rodzaje traumy, psychiczną i medyczną.Mówię tu o konkretnej szkodzie fizycznej. Można taką wyróżnić w odniesieniu do ciąży. > >Błąd założenia - może chodzić nie tyle o "cofnięcie zdarzenia", ile o pozbycie się jego konsekwencji. Usuwanie szkodliwych i niepożądanych konsekwencji jest rozsądne i racjonalne.> Wtedy nie jest to omawiany przypadek. Wydaje mi się, że dałem do zrozumienia, iż chodzi o sytuację, gdy ciąża jest usuwana, dlatego że pochodzi z gwałtu, a nie dlatego, że matka czuje się zbyt niezależna, albo nie chce psuć własnej kariery.Nie do końca jest to rozdzielne. W przypadku innej osoby tudzież innego "zestawu genów" mogłaby być skłonna do rozważenia utrzymania przypadkowej ciąży. To logiczne, że ma się pewne preferencje względem ojca przyszłego dziecka. > W drugim przypadku mamy do czynienia z sytuacją taką, jak każda inna aborcja, bowiem kobieta nie ma (najwidoczniej) traumy związanej z samą ciążą.Wciąż widzę niczym nieuzasadnione założenie, że nie jest możliwe oddzielenie od siebie intencji emocjonalnych, związanych z traumą od jednoczesnej rozumowej kalkulacji. > >Szczerze rzekłszy - to, co ceni sobie większość, nigdy nie było moim podstawowym zmartwieniem.> Bardzo szlachetne.Nie przyszłoby mi do głowy rozpatrywanie tego w ten sposób. > Ale rzecz w tym, z kim sympatyzujesz, a nie kogo cenisz.Z czym sympatyzuje większość także nie było dla mnie interesujące. Chyba zresztą z kim innym też sympatyzuję. Mamy - zdaje się - inne doświadczenia towarzyskie. > >W najmniejszym nawet stopniu nie sympatyzuję z płodem, który - nota bene - nijaką "substancją intelektualną" dla mnie nie jest. Naprawdę warto się powstrzymywać od tego typu założeń.> Dodałem "czy istotą żywą", nie bez kozery.Piesek, kotek, zarodek i meduza nadal są dla mnie dalece inaczej wartościowe od ciężarnej. > Poza tym jest substancją intelektualnąPoproszę o definicję. Pojęcie "substancji intelektualnej" jest mi obce, więc trudno mi z nim dyskutować. Pasujące niby do kontekstu znaczenie osoba, które znalazłam, nijak mi z zarodkiem ani płodem nie koresponduje. > bowiem medycyna w całości jest w stanie opisać rozwój płodowy człowiekaW całości to jeszcze nieco przesada, ale w znacznym stopniu tak. Staramy się  > co oznacza, że nie przechodzi on w tym czasie transubstancjacji, gdyż jest to zdarzenie nieopisywalne przez nauki empiryczne.Nie do końca rozumiem, co miała ta uwaga wnieść. Ja się generalnie do empirii wolę ograniczać i o transsubstancjacji w innym niźli drwina celu bym nie wspominała. > Po drugie, potrafię sympatyzować z psem, więc potrafię i z płodem.Pies jest nieco bardziej rozwinięty niż płód przez większość ciąży. Z psem - i owszem - mogę sympatyzować. Ale granica sympatii również istnieje.
|
|
| | | | | | |  | 6 na 6 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >To oczywiste, że usunięcie dziecka w takiej sytuacji jest reakcją obronną, histeryczną, genetyczną i biologiczną. Pewnie część kobiet potem żałuje swojej decyzji, jeśli zdecydują się usunąć (mam nadzieję, że w drugą stronę to nie działa, choć trauma jest tak silna, że nie wiadomo).
Co to jest reakcja genetyczna? (to raz)
Dwa, jeśli nikt w kobiecie nie wzbudza sztucznego poczucia winy, to będzie pewnie żałować równie bardzo jak przypomnienia partnerowi o założeniu kondoma przed.
>Oczywiście panuje tutaj całkowita dysproporcja: mamy jednego oprawcę i dwie ofiary, kobieta ma silniejszą pozycję, gdyż dziecko nie zagraża jej fizycznie (nie w sensie autonomicznym), a jeśli sprawia jej ból, to nie wolitywnie.
Nie ma dziecka - jest embrion. To jest cała puenta. Jeśli chce pan zobaczyć różnicę to proszę wziąć bardzo rozwinięty płód tak np. 20 tygodniowy i włożyć do inkubatora, a obok do inkubatora włożyć tygodniowy embrion.
Ludzie powinni wiedzieć że jakość życia jest lepsza od ilości żyć. Kobieta nie jest inkubatorem. Co innego rozważać aborcję w przypadku kobiety pozostającej w stałym związku, której partner/partnerka jest w stanie ją i dziecko utrzymać (nawet jak ciąża jest niezaplanowana), a co innego kiedy ktoś gwałtem rujnuje kobiecie życie... Jeszcze ją po tym jak wyjdzie z traumy skazać na bezrobocie i najlepiej do domu matki i dziecka wepchać? A później zasiłek i zmarnowanie obu żyć. (Obecnie ciężko wystartować w życiu nawet mając dwoje rodziców zarabiających ponad średnią krajową).
>Mimo, że od siedmiu lat zajmuję się etyką, to po prostu nie wiem. >Wyłączmy więc może ten punkt z dyskusji?
Koniecznie wyłączmy. Prawo do usunięcie aborcji będącej wyniku gwałtu jest bezdyskusyjne. Jak ktoś się zajmuje etyką i w to wątpi to znaczy, że albo mu to nie wychodzi, albo zajmuje się etyką bestialską, nieracjonalną o ślepych wartościach.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Co to jest reakcja genetyczna? Z pewnego punktu widzenia, człowiek jest zlepkiem komórek sterowanych centralnie przez wyspecjalizowany zlepek komórek, które reagują w sposób responsywny. Kiedy ssak nie chce z innym ssakiem uprawiać seksu, to dlatego - według tego punktu widzenia, czy też na tym poziomie organizacji komórkowej - że nie akceptuje jego puli genowej - wnioskując podświadomie i automatycznie na podstawie jego aparycji, zachowania, etc. Zatem usunięcie płodu wynikłego z aktu seksualnego, na który nie było zgody, będzie reakcją na pulę genową - niechęcią do przedłużenia określonej linii genowej.
Nie przyjmuję takiego poglądu, ale uważam, że taki poziom organizacji w człowieku istnieje i że reakcje tego poziomu mają podświadomy wpływ na podejmowanie określonych decyzji, np. dobór osobniczy.
>Dwa, jeśli nikt w kobiecie nie wzbudza sztucznego poczucia winy, to będzie pewnie żałować równie bardzo jak przypomnienia partnerowi o założeniu kondoma przed. Pomidor. Nigdzie nie napisałem, że będzie bardziej.
>>Oczywiście panuje tutaj całkowita dysproporcja: mamy jednego oprawcę i dwie ofiary, kobieta ma silniejszą pozycję, gdyż dziecko nie zagraża jej fizycznie (nie w sensie autonomicznym), a jeśli sprawia jej ból, to nie wolitywnie. >Nie ma dziecka - jest embrion. To jest cała puenta. Semantyka jest jak reflektor - potrafi oślepić. Jeszcze raz, człowieku, przeczytaj cytowane przez siebie zdanie, podmień "dziecko" na "embrion", "płód", albo "szczotkę" i napisz mi, czy zmieni się jego wartość logiczna. Do drugiego akapitu się nie odniosę, bo nie dyskutuje z żadną tezą jaką postawiłem, ani nie pozostaje z żadną w sprzeczności.
>Jak ktoś się zajmuje etyką i w to wątpi to znaczy, że albo mu to nie wychodzi, albo zajmuje się etyką bestialską, nieracjonalną o ślepych wartościach. Napisałem, że zajmuję się etyką, i że takie prawo dopuszczam, więc po kiego grzyba mnie o tym informujesz? "Nie wiem", oznacza, że nie potrafię przeważyć racji i nie mam jasnego zdania, więc przyjmuję je inercyjnie, nie chcąc czynić więcej złego, niż dobrego. Poza tym będąc etykiem, staję się specjalistą, więc pozwól mnie ocenić, co jest dobrą etyką, a co złą. Przede wszystkim "etykowanie", to przejawianie delikatności i ostrożności, a nie miotanie mięsa, typu "bestialstwo". Bestialski, to był Himmler, albo Mengele. Jeżeli ktoś szafuje takimi porównaniami, to znaczy, że albo nie zna historii (zna, a nie kojarzy), albo nie ma za grosz wyczucia.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Nie przyjmuję takiego poglądu, ale uważam, że taki poziom organizacji w człowieku istnieje i że reakcje tego poziomu mają podświadomy wpływ na podejmowanie określonych decyzji, np. dobór osobniczy.
Czyli nie ma żadnych specjalistycznych recenzowanych artykułów, które wyjaśniłyby mi czym jest "reakcja genowa".
>>Dwa, jeśli nikt w kobiecie nie wzbudza sztucznego poczucia winy, to będzie pewnie żałować równie bardzo jak przypomnienia partnerowi o założeniu kondoma przed. >Pomidor. Nigdzie nie napisałem, że będzie bardziej. >To oczywiste, że usunięcie dziecka w takiej sytuacji jest reakcją obronną, histeryczną, genetyczną i biologiczną.
>Semantyka jest jak reflektor - potrafi oślepić. Jeszcze raz, człowieku, przeczytaj cytowane przez siebie zdanie, podmień "dziecko" na "embrion", "płód", albo "szczotkę" i napisz mi, czy zmieni się jego wartość logiczna. Do drugiego akapitu się nie odniosę, bo nie dyskutuje z żadną tezą jaką postawiłem, ani nie pozostaje z żadną w sprzeczności.
Pisze Pan o zgwałconej kobiecie i o dziecku. Ja się pytam jakie dziecko? Logicznie dziecko to jedno, a szczotka to drugie. Trudno też sobie wyobrazić szczotkę ofiarę gwałciciela, bo szczotka nie ma uczuć, więc nie poczuje się zbrukana, w cokolwiek by jej nie wsadzać.
A jaki ma związek wartość logiczna ze znaczeniem poszczególnych słów? Otóż tu ma Pan rację, że zdanie będzie równie bezsensowne jeśli wstawimy tam szczotkę. Zdecydowanie nie jeśli wstawimy tam płód, czy embrion. W swojej obecnej postaci zdanie nie posiada wartości logicznej, gdyż przeciętny odbiorca głowi się - jakie dziecko?
>>Jak ktoś się zajmuje etyką i w to wątpi to znaczy, że albo mu to nie wychodzi, albo zajmuje się etyką bestialską, nieracjonalną o ślepych wartościach. >Napisałem, że zajmuję się etyką, i że takie prawo dopuszczam, więc po kiego grzyba mnie o tym informujesz?
Parafrazuję, żeby inni mogli ujrzeć problem.
>"Nie wiem", oznacza, że nie potrafię przeważyć racji i nie mam jasnego zdania, więc przyjmuję je inercyjnie, nie chcąc czynić więcej złego, niż dobrego. Poza tym będąc etykiem, staję się specjalistą, więc pozwól mnie ocenić, co jest dobrą etyką, a co złą. Przede wszystkim "etykowanie", to przejawianie delikatności i ostrożności, a nie miotanie mięsa, typu "bestialstwo". Bestialski, to był Himmler, albo Mengele. Jeżeli ktoś szafuje takimi porównaniami, to znaczy, że albo nie zna historii (zna, a nie kojarzy), albo nie ma za grosz wyczucia.
Kwietyzm nie jest postawą neutralną. Etyk powinien o tym wiedzieć. Panu się wydaje, że może się pan wstrzymać od sądu i umyć od tego ręce i nie uważa pan blokowania takich praw za żadną zbrodnię. Podobnież za zbrodnie Anioła Śmierci obarcza pan jego, a nie tych którzy mu to umożliwiali.
Problem winy jest bardzo złożony i jest trudnym problemem etycznym. Obecnie panuje taki ustrój w którym milczenie wyraża zgodę na głos kogoś innego. Jeśli pan nie opowiada się nigdzie to znaczy, że pozwala Pan innym dokonać za Pana wyboru i widać uważa to za całkiem w porządku.
Jednak wielu ludzi nie pojmuje świata w aż tak prostolinijny sposób i nie potrafi całkowicie odrzucić od siebie poczucia odpowiedzialności za odległe konsekwencje swoich czynów. Moim zdaniem taki luksus może być co najwyżej efektem krótkowzroczności. Największym problemem naszego życia jest właśnie to, że musimy podejmować decyzje, mimo że nie wiemy czy są słuszne czy nie (ja mimo to próbowałem Panu jednoznacznie wykazać, która decyzja jest słuszna w tym przypadku).
Dlaczego więc skoro oddaje Pan głos w tej sprawie innym to nie jest w stanie przyjąć z równie stoickim spokojem, że (choć niejawnie bezpośrednią, ale bezdyskusyjną) konsekwencją tej decyzji jest pozwolenie innym przyjęcia prawa bestialskiego?
Swoją drogą moją wypowiedzią chciałem jedynie przedstawić moje twarde argumenty za jedną konkretną furtką. Mam nadzieję, że i tej wypowiedzi nie odbierze Pan równie negatywnie. Spróbuję się zrehabilitować jednym z moich ulubionych cytatów: "Cały kłopot polega na tym, że głupcy są pewni siebie, a mądrzy pełni wątpliwości".
To że Pan nie wie to znaczy że wie Pan wystarczająco dużo by nie wiedzieć. Ale ten sokratyzm nie zwalnia Pana z konieczności dokonania wyboru, po której jest Pan stronie. Indyferentyzm to ściema. Niestety.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | | | | | | |  | damian1301 (937 punktów) (zablokowany) |
>Kwietyzm nie jest postawą neutralną. Etyk powinien o tym wiedzieć. Panu się wydaje, że może się pan wstrzymać od sądu i umyć od tego ręce i nie uważa pan blokowania takich praw za żadną zbrodnię.
Więc jak powinna postępować osoba która nie wie?
>To że Pan nie wie to znaczy że wie Pan wystarczająco dużo by nie wiedzieć. Ale ten sokratyzm nie zwalnia Pana z konieczności dokonania wyboru, po której jest Pan stronie. Indyferentyzm to ściema. Niestety.
A w jaki sposób taka osoba ma wybrać po której jest stronie?
Przyznaje czasami się mylę dlatego więc wiem że zawsze mam racje.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Pisze Pan o zgwałconej kobiecie i o dziecku. Ja się pytam jakie dziecko? Logicznie dziecko to jedno, a szczotka to drugie. Trudno też sobie wyobrazić szczotkę ofiarę gwałciciela, bo szczotka nie ma uczuć, więc nie poczuje się zbrukana, w cokolwiek by jej nie wsadzać. >A jaki ma związek wartość logiczna ze znaczeniem poszczególnych słów? Otóż tu ma Pan rację, że zdanie będzie równie bezsensowne jeśli wstawimy tam szczotkę. Zdecydowanie nie jeśli wstawimy tam płód, czy embrion. W swojej obecnej postaci zdanie nie posiada wartości logicznej, gdyż przeciętny odbiorca głowi się - jakie dziecko?
Czy studiowałeś logikę? Bo wydajesz się nie mieć o niej pojęcia. Dla logiki jest średnio interesujące to, czy ktoś się głowi, czy nie. Logika określa wartość logiczną na podstawie formalnych schematów i nie bierze pod uwagę - przynajmniej logika klasyczna - semantyki. Logicznie, dziecko i szczotka, to jedno i to samo, zmienna indywidualna. A wartość logiczna, to tyle, co (w logice dwuwartościowej) prawda/fałsz. Innymi słowy, napisałem, że nawet jeśli pod moją wypowiedź podstawisz "szczotkę", w miejsce "dziecka", to jego prawdziwość nie zostanie zaburzona, ponieważ szczotka nie zagraża kobiecie fizycznie w sposób autonomiczny i nie sprawia jej psychicznego bólu w sposób intencjonalny.
Nie będę dyskutować o tym, czy należy mówić dziecko, czy płód, bo takie dyskusje przetaczały się przez to forum i rok temu i dwa lata temu i donikąd nie prowadzą, ponieważ ludzie, po obu stronach, nie są w stanie zrozumieć, że słowo nie ma żadnego znaczenia, ponieważ nie niesie z sobą realnej treści. Sam używam słów embrion, płód, dziecko, ante-nat, nienarodzone życie w zależności od okazji i ochoty, nie zmienia się tym samym dla mnie status ontologiczny, ponieważ to nie słowo go wyznacza, ale poglądy na... zaskakujące... ontologię, zaś słowo daje Ci precyzyjną informację, na temat tego, jak moje poglądy wyglądają i jak należy z nimi dyskutować. Ale Ty nie potrafisz skorzystać z tej informacji, ponieważ uczepiłeś się słowa w sytuacji zdania, w którym podstawienie innego nie zmieniło by jego sensu, ani wartości logicznej. Ponieważ, tak jak ze "szczotką", tak nie ma znaczenia, czy podstawisz "dziecko", czy "embrion", bo żadne nie zagraża kobiecie fizycznie w sposób autonomiczny, ani nie sprawia psychicznego bólu w sposób intencjonalny, w sytuacji ante nascendi. Wytłumaczę to dla pewności, nie ważne czy przyjmiesz, że "to coś" przylepione do ściany macicy, powstałe w wyniku krzyżowania chromosomów k.jajowej i plemnika, uznasz za życie godne ochrony, czy nie. Twoja decyzja jest rozłączne względem sensu zdania, które napisałem, a które przytoczyłeś. Oto chodziło w moim jednym, precyzyjnym zdaniu. I to mnie tak nieludzko poirytowało.
>Kwietyzm nie jest postawą neutralną. Etyk powinien o tym wiedzieć. Panu się wydaje, że może się pan wstrzymać od sądu i umyć od tego ręce i nie uważa pan blokowania takich praw za żadną zbrodnię. Podobnież za zbrodnie Anioła Śmierci obarcza pan jego, a nie tych którzy mu to umożliwiali. Kwietyzm?! Po pierwsze jest, po drugie to nie na temat. Ja napisałem, że nie mogę sobie wyrobić zdania, na gruncie tego, co wiem. To nie znaczy, że umywam ręce. Mój pierwszy post w tej sprawie, był przeciwstawieniem się zdaniu: >>>>>>>>>>>Nasciturus nie jest winny gwałtu, nie widać zatem powodu, dla którego mielibyśmy go usuwać. Podobnie?! Co w tym podobnego? I tak, winą obarczam człowieka, a nie pistolet. Byli tacy, którzy przymuszani do zbrodni, postawieni przed alternatywą obsługiwania wsypu Cyklonu lub rozstrzelaniem, wybierali to drugie. Ci którzy przeżyli są na liście sprawiedliwych wśród narodów świata. Więc jaką wymówką może być to, że komuś "umożliwiono"? Poza tym, nie uznaję odpowiedzialności zbiorowej, szczególnie moralnej. Każdy jest sam ze swoim sumieniem.
>Problem winy jest bardzo złożony i jest trudnym problemem etycznym. Obecnie panuje taki ustrój w którym milczenie wyraża zgodę na głos kogoś innego. Jeśli pan nie opowiada się nigdzie to znaczy, że pozwala Pan innym dokonać za Pana wyboru i widać uważa to za całkiem w porządku. >>"Nie wiem", oznacza, że nie potrafię przeważyć racji i nie mam jasnego zdania, więc przyjmuję je inercyjnie, nie chcąc czynić więcej złego, niż dobrego. >>>>nie jestem w stanie uznać, że należy kobiecie prawa do aborcji w takiej sytuacji zabronić. Uważam i, że nie należy traktować nasciturusa jako martwego przedmiotu i jednocześnie uważam, że nie wolno piętnować kobiety za to, że usunęła dziecko pochodzące z gwałtu, ponieważ nie mogła go znieść (w skrócie). Jak widzisz mam pogląd, tylko bardziej subtelny. Dla mnie sprawa nie istnieje, w tym sensie, że nikt nie ma prawa iść i taką kobietę nagabywać, bo sytuacja jest zbyt delikatna. Jest na tyle delikatna, że wstrzymuję i swoje sądy, choć uważam z zasady ante-nata, za życie godne ochrony.
Zapomniałem się uczepić: co do tego ma wina? Wina w sensie odpowiedzialność, czy wina w sensie poczucie winy?
|
|
| |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | Upraszczasz sprawę, byle by tylko zmieszać z błotem ludzi, którzy pragną uniknąć na przykład sytuacji, w której prawo pozwala, aby którejś z kolei aborcji dokonywały nieodpowiedzialne nastolatki. Ideologia pod tytułem: róbta co chceta jest zbyt prymitywna, zbyt prostacka.
Na marginesie dodam jeszcze, że zrównoważona osoba dorosła nie powinna na tyle tracić panowania nad sobą, aby robić zadymę na forum. Istnieją ludzie o różnych przekonaniach moralnych i trzeba ten fakt zaakceptować. Ja na przykład jestem zasadniczo przeciwny karze śmierci. Nie daje sobie jednak na tej podstawie prawa, korzystając ze swojej anonimowości, do ubliżania komuś, kto jest za. Jak widzę wyrażasz sytysfakcję z tego, że ktoś przywrócił twój post. To już jest skrajny infantylizm.
dajmonion
|
|
| | |  | 10 na 10 | Alicja Duda (25557 punktów) | > Upraszczasz sprawę, byle by tylko zmieszać z błotem ludzi, którzy pragną uniknąć na przykład sytuacji, w której prawo pozwala, aby którejś z kolei aborcji dokonywały nieodpowiedzialne nastolatki. Może, należałoby tę sprawę pozostawić każdemu do rozstrzygnięcia we własnym sumieniu a nie narzucać rozwiązania prawne wymyślone przez mizoginów.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | |  | -2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | Oczywiście, że nie należałoby.
dajmonion
|
|
| | | | |  | 4 na 6 | Sylwek (15472 punktów) | Morderca kobiet.
|
|
| | | | |  | 7 na 7 | i.czaplicka (5782 punktów) | Czyli głupia Czaplicka naiwnie sobie myśli, ze jej płuca, wątroba i inne podróbki są jej własnością. A one są własnością państwa, które zadecyduje, co Czaplicka moze z nimi zrobić. A przynajmniej Dajmonion tak myśli.
|
|
| | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >A one są własnością państwa Może nie tyle państwa, ile Kościoła Rzymskokatolickiego. Państwo też jest jego własnością. A przynajmniej rzeczony Kościół tak myśli głowami swoich najwyższych przedstawicieli. Dajmoniona też.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | i.czaplicka (5782 punktów) | Tak, ale Dajmonion i jemu podobni chcą prawnego zakazu aborcji.
|
|
| | | | | | | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | >Tak, ale Dajmonion i jemu podobni chcą prawnego zakazu aborcji. Dlatego, że myślą, że państwo jest ich własnością i uchwali, co każą. I nie jestem wcale pewna, czy aż tak bardzo się mylą...
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > Czyli głupia Czaplicka naiwnie sobie myśli, ze jej płuca, wątroba i inne podróbki są jej własnością. A one są własnością państwa, które zadecyduje, co Czaplicka moze z nimi zrobić.> A przynajmniej Dajmonion tak myśli.To nie ma nic wspólnego z dyskusją o aborcji, ale proszę mi powiedzieć, czy jeśli Pani zechce, może mi Pani oddać wątrobę?  Nie przeznaczyć do transplantacji po śmierci (forma określona przepisami prawa), tylko mi oddać, albo sprzedać. Kupię od Pani płuco, dobrze zapłacę. Powiedzmy, że chcę karmić swojego tygrysa ludzkim mięsem, powiedzmy, że Pani to akceptuje i nie ma z tym problemu, a potrzebuje pieniędzy, za to nie potrzebuje płuca. Czy możemy taką transakcję, na terenie Polski, przeprowadzić? Nie, ponieważ Polska uznaje zasadę incommunicabilis, co znaczy, że ciałem ludzkim nie wolno dysponować. Nawet jego właściciel nie może nim dysponować.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | i.czaplicka (5782 punktów) | Cześć wątroby można oddać. Nerkę tez. Tygrysa Pan nie nakarmi raczej ze względów sanitarnych.
|
|
| | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Cześć wątroby można oddać. Nerkę tez. Jak mówiłem, z pominięciem transplantologii. A i tu może Pani oddać tylko najbliższej rodzinie, bądź osobie, z którą łączą Panią szczególnie bliskie więzi. Wszystko w myśl ustawy. Tak więc, przynajmniej w Polsce, nie jest Pani dysponentką własnych organów, a jedynie ich nosicielką. Dysponentem jest państwo, które jasno określa, co wolno i w jakich sytuacjach z nimi zrobić. Handel organami jest ścigany, rozdawnictwo też nie byłoby mile widziane, gdyż, jak napisałem ciało ludzkie jest res non communicabilis.
>Tygrysa Pan nie nakarmi raczej ze względów sanitarnych. To był przykład i jak każdy przykład miał swoje mankamenty, ale i swoje walory. Amen
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | liliac (147340 punktów) | >Tak więc, przynajmniej w Polsce, nie jest Pani dysponentką własnych organów, a jedynie ich nosicielką. Dysponentem jest państwo, które jasno określa, co wolno i w jakich sytuacjach z nimi zrobić.
Nie do końca - państwo jest nie tyle dysponentem (bo nie może np. nakazać obywatelce oddania nerki małżonkowi), ile strażnikiem granic, w jakich obywatel może swobodnie swoimi dobrami dysponować.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >>Dysponentem jest państwo, które jasno określa, co wolno i w jakich sytuacjach z nimi zrobić. >Nie do końca - państwo jest nie tyle dysponentem (bo nie może np. nakazać obywatelce oddania nerki małżonkowi), ile strażnikiem granic, w jakich obywatel może swobodnie swoimi dobrami dysponować. W tym sensie, oczywiście nie. Ale zabierając możliwość dysponowania "właścicielowi" organów, staje się pośrednio dysponentem. Staje się nim bezpośrednio po śmierci, bowiem przyjmuje domyślnie zgodę na wykorzystanie organów do transplantacji. Może lepszym słowem jest dyspozytariusz, niż dysponent, ale też teza brzmiała, że obywatel może dowolnie dysponować swoimi organami, a to nieprawda.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | >Ale zabierając możliwość dysponowania "właścicielowi" organów, staje się pośrednio dysponentem. Staje się nim bezpośrednio po śmierci, bowiem przyjmuje domyślnie zgodę na wykorzystanie organów do transplantacji.
Ale też nie czyni najmniejszych problemów obywatelowi/obywatelce, którzy sobie tego nie życzą - mają niczym nieograniczane prawo złożenia deklaracji sprzeciwu.
>teza brzmiała, że obywatel może dowolnie dysponować swoimi organami, a to >nieprawda.
W pełnym tego słowa znaczeniu rzeczywiście prawa do dowolnego dysponowania swoimi narządami nie ma. Rzecz jednak w tym, że jednocześnie państwo w żaden sposób nie przymusza do żadnej formy użytkowania, jedynym wyjątkiem jest okres ciąży, gdzie do wymuszenia dochodzi.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > Ale też nie czyni najmniejszych problemów obywatelowi/obywatelce, którzy sobie tego nie życzą - mają niczym nieograniczane prawo złożenia deklaracji sprzeciwu.Jasne. Ale ja właśnie mówiłem o sytuacji, gdy tego nie zrobią. > >teza brzmiała, że obywatel może dowolnie dysponować swoimi organami, a to >nieprawda.> W pełnym tego słowa znaczeniu rzeczywiście prawa do dowolnego dysponowania swoimi narządami nie ma. Rzecz jednak w tym, że jednocześnie państwo w żaden sposób nie przymusza do żadnej formy użytkowania, jedynym wyjątkiem jest okres ciąży, gdzie do wymuszenia dochodzi.Rzecz jest w tym, że nie prowadzę tu dyskusji o aborcji. > >>To nie ma nic wspólnego z dyskusją o aborcji,www.racjon(*)orum.php/s,395738/i,38#w407373QED Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > Rzecz jest w tym, że nie prowadzę tu dyskusji o aborcji.> >>>To nie ma nic wspólnego z dyskusją o aborcjiOK. Jakkolwiek zapewne warto o tym przypomnieć także czaplickiej, bo podejrzewam, że z powiązań z aborcją głównie wasz konflikt wynika  Edit: Widzę, że już załatwione.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | i.czaplicka (5782 punktów) | Prawo raczej zabrania lekarzom dokonywania takich zabiegów. A ja przypuszczam, ze bym potrafiła amputować sobie zdrowa stopę. Powinnam być za to ukarana? Znajdź przepis, który mi tego zabrania.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > Prawo raczej zabrania lekarzom dokonywania takich zabiegów. A ja przypuszczam, ze bym potrafiła amputować sobie zdrowa stopę.Jeżeli już kłujemy się uwagami językowymi, to drugie zdanie zawiera zaprzeczenie supozycji pierwszego, więc spójnik powinien brzmieć "ale", a nie "a". > Powinnam być za to ukarana? Znajdź przepis, który mi tego zabrania.Moim zdaniem głupoty nie należy karać  O ile nikomu ona nie zagraża. Ale w takiej sytuacji, niestety, Państwo umieściło by Panią na przymusowej obserwacji psychiatrycznej - ludzie nie powinni bowiem dysponować w ten sposób swoimi kończynami. Zresztą, jest to średnia dyspozycja, raczej w stylu tupiącego dziecka, które chce pokazać, że jednak może. Mnie chodziło o bardziej rzeczowe dysponowanie własnymi organami, choć przyznaję, że i mój przykład był dziecinny. Przykładami takiego merytorycznego dysponowania, choć trudno jest je wymyślić, ponieważ nikt nie dysponuje swoimi organami w sposób wolny, mogło by być przekazanie ich na rzecz funduszu artysty, dla którego będą materią dzieła, albo - szczególnie - sprzedaż. Szczególnie, bowiem obrót jest tym, co ostatecznie wyznacza faktyczność praw do posiadanej własności i w świecie ekonomii ją wyznacza. Zniszczenia może dokonać i kibol, w dyskutowanym przez nas przypadku morderca, który przecież nie jest właścicielem Pani stopy. Samobójstwa też nie może Pani popełniać, mimo że jeżeli jest Pani ateistką i materialistką, a takie prawo w Polsce Pani ma, to sam akt będzie tylko sprawą dysponowania własnymi organami. A mimo to, Państwo będzie podejmować działania kontrujące te Pani.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | i.czaplicka (5782 punktów) | > > więc spójnik powinien brzmieć "ale", a nie "a".Wstaw "lekarzom medycyny"- będzie się zgadzać. > >Powinnam być za to ukarana? Znajdź przepis, który mi tego zabrania.> Moim zdaniem głupoty nie należy karać O ile nikomu ona nie zagraża. Ale w takiej sytuacji, niestety, Państwo umieściło by Panią na przymusowej obserwacji psychiatrycznej - ludzie nie powinni bowiem dysponować w ten sposób swoimi kończynami.Ale prawnego zakazu nie ma, i nie można tego karać. To samo powinno dotyczyć aborcji. Fachowo wykonana, nie powinna być karana. Jakby kobieta usiłowała dokonać aborcji, stojąc na głowie Jezusa Świebodzińskiego, i pożerając tysiąc tabletek Viagry, tez by do szpitala trafiła. A ucinać/ tatuować,/truć/przypalać itd można sobie dowolny organ.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Jakby kobieta usiłowała dokonać aborcji, stojąc na głowie Jezusa Świebodzińskiego, i pożerając tysiąc tabletek Viagry, tez by do szpitala trafiła. Nie jestem teistą, tylko deistą, więc mnie ataki religią tylko odrobinę ruszają, jako przykład intelektualnego wandalizmu i krótkości argumentacji. Słowem robi mi się przykro, ale nie w sposób, jakiego oczekiwałaby druga strona.
>To samo powinno dotyczyć aborcji. Fachowo wykonana, nie powinna być karana. Proszę jeszcze raz przeczytać mój pierwszy post. Nie prowadzę z Panią dyskusji o aborcji. Zaciekawiła mnie Pani pewność, co do możliwości dysponowania własnym ciałem.
>Ale prawnego zakazu nie ma, i nie można tego karać. J.w. Ja nie twierdzę, że ktoś Panią pokarze. Ja twierdzę, że nie ma Pani pełnej możliwości dysponowania własnym ciałem, większość możliwych działań jest zabroniona, albo ściśle regulowana, a pozostałe zaprowadzą do Tworek. Czyli, że Państwo wyciąga łapsko po Pani organy, przynajmniej w sensie negatywnym.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | i.czaplicka (5782 punktów) |
>Nie jestem teistą, tylko deistą, więc mnie ataki religią tylko odrobinę ruszają, jako przykład intelektualnego wandalizmu i krótkości argumentacji. Słowem robi mi się przykro, ale nie w sposób, jakiego oczekiwałaby druga strona. To nie był atak na religię, tylko przykład bezsensownego sposobu na aborcję. Odcięcie sobie kończyny, będące np, protestem przeciwko czemuś, czyli dobrze umotywowane, nie będzie ani ukarane, ani właściciel kończyny do szpitala psychiatrycznego nie trafi. Samobójcy tez nie są karani. Nie istnieje żaden przepis zabraniający samobójstwa. Co do organów, to można powiedzieć, ze zakazane jest ich wprowadzanie do obrotu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >To nie był atak na religię, tylko przykład bezsensownego sposobu na aborcję. To proszę wybaczyć. Moja wyobraźnia nie jest widać, aż taka plastyczna.
>Samobójcy tez nie są karani. Nie są, ale są ratowani. Ma Pani prawny obowiązek ratowania ludzi w sytuacji zagrożenia życia (w miarę możliwości). Więc jeżeli nie wezwie Pani karetki do samobójcy, albo sama nie spróbuje go ratować, to będą ścigać. Mimo, że on tylko dysponuje swoimi organami.
>Odcięcie sobie kończyny, będące np, protestem przeciwko czemuś, czyli dobrze umotywowane, nie będzie ani ukarane, ani właściciel kończyny do szpitala psychiatrycznego nie trafi. Brakuje ludzi, którzy to robią, więc ciężko to stwierdzić. Mamy jeden przykład samospalenia, który próbowano zatuszować, ale wtedy było inne prawo i inne motywy.
>Co do organów, to można powiedzieć, ze zakazane jest ich wprowadzanie do obrotu. Zakazany jest obrót, nie wprowadzanie do obrotu. A jak napisałem, możliwość obrotu de facto oznacza własność.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | i.czaplicka (5782 punktów) | Ja bym widziała analogie do leków. Dopuszczane są do obrotu, ale jeżeli ma się lek nie dopuszczony w Polsce, to żadne prawo nie zabroni go zażyć. To, ze nie można narządu sprzedać, nie oznacza, ze nie jest się jego właścicielem. Właściciel decyduje o wykorzystaniu, leczeniu, ewentualnym usunięciu. Lekarzom prawo zabrania pewnych rzeczy, ale jak ktoś się sam zechce wykastrować, to prawu nic do tego. Albo jak pojedzie za granicę.
|
|
| | |  | 6 na 6 | Kowalska (14008 punktów) | > Na marginesie dodam jeszcze, że zrównoważona osoba dorosła nie powinna na tyle tracić panowania nad sobą, aby robić zadymę na forum. Tu nie ma dajmonion zadym. My się kłócimy, dyskutujemy do utraty krwi, nienawidzimy się nawet po dwa dni z rzędu, ale zadym tu nie ma nigdy. Zadymy to specjalność kiboli, którzy po niedzielnej mszy idą przypierdolić kibicującemu nie ich drużynie. > Istnieją ludzie o różnych przekonaniach moralnych i trzeba ten fakt zaakceptować. To daj nam i naszym przekonaniom święty spokój. > Ja na przykład jestem zasadniczo przeciwny karze śmierci. Twoja brocha. Ja jestem za karą śmierci. > Nie daje sobie jednak na tej podstawie prawa, korzystając ze swojej anonimowości, do ubliżania komuś, kto jest za. Jak na razie, to Ty ubliżasz innym forumowiczom. Spójrz na swoje zdanie poniżej. Jesteś skrajnie infantylny dajmonion. Miło Ci przeczytać coś takiego? No właśnie. >Jak widzę wyrażasz sytysfakcję z tego, że ktoś przywrócił twój post. To już jest skrajny infantylizm. Jak to zostało powiedziane na zebraniu w czasie "Rejsu", nikt tu nikogo pod pistoletem nie trzyma. Przemyśl to sobie dajmonion. To już druga moja rada dla Ciebie. Bo z tej, żeby pojechać na grzyby, jak widzę nie skorzystałeś. www.youtube.com/watch?v=fgQVyc8xObQ
|
|
| | |  | 3 na 3 | PanBuk (6257 punktów) | >Ja na przykład jestem zasadniczo przeciwny karze śmierci. Nie daje sobie jednak na tej podstawie prawa, korzystając ze swojej anonimowości, do ubliżania komuś, kto jest za.
Jak konsekwentny wyznawco pewnej religii, możesz wprost negować to co robi Twój Bóg Naczelny?
Jak możesz być przeciw czemuś co stosuje Twój Życiodawca - że wspomnę skazanie Syna Swego? Krzyżowanie czy jakoś tak?
I nie podpieraj się ideą a faktem. No chyba, że w tej bajce coś się pisarczykom pokiełbasiło?
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
 | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > Człowieku, metafizykę w formie kultywowanej przez (neo)tomistów (i większości metafizyków zresztą też) zarżnął Kant.Naukowo zajmuję się dezinterpretacjami Kanta, więc muszę zareagować - sory  Kant nie "zarżnął" metafizyki klasycznej, tylko metafizykę racjonalistyczną, Wolffiańską, metafizykę, która jest konstruowana całkowicie a priori względem doświadczenia. Zaś metafizyka klasyczna - czyli tomistyczna i neotomistyczna (w tym neotomizm kantyzujący - sic!) - przyjmuje za punkt wyjścia doświadczenie empiryczne. Kant nie czytał Arystotelesa i, uczciwie, nie sprzeciwiał się mu. Stworzył niszę intelektualną, wyczerpującą właściwie problemy filozoficzne od strony poznania antropocentrycznego, w której żyjemy w większości do dziś, ale metafizyki klasycznej kijem nie tknął
|
|
|  | | Sylwek (15472 punktów) | Srsly, specjaliści uważają, że nie uczynił żadnej krzywdy adequatio rei et intellectus? Bo jak dla mnie rozdział fenomenów od noumenów uderza dość mocno w podstawy epistemologiczne tomizmu, rykoszetem, w zasadność i prawomocność ustaleń metafizyki.
Ale oczywiście możliwe jest, że zupełnie źle to pojmuję.
|
|
| |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > Srsly, specjaliści uważają, że nie uczynił żadnej krzywdy adequatio rei et intellectus? Bo jak dla mnie rozdział fenomenów od noumenów uderza dość mocno w podstawy epistemologiczne tomizmu, rykoszetem, w zasadność i prawomocność ustaleń metafizyki.Klasyczna definicja prawdy, to definicja formalna, którą można zinterpretować tak, żeby pozostawała w zgodzie z Kantem. Tak czynią niektórzy neotomiści kantyzujący: poznajemy fenomeny, a prawda to zgodność tego, co w fenomenie z tym, co w rozumie. Zabieg podły i raczej barbarzyński  Bardziej wysublimowana wersja będzie uznawała przesunięcie wymiaru rzeczywistości: Platon. My żyjemy w świecie fenomenów, Bóg jest w świecie noumenów itd. Druga możliwość wybrnięcia, to uznanie, że mamy poznanie prawdy, ale nie mamy jej kryterium. Kant stworzył podwaliny własnej metafizyki, ale głównie oddziałał na teorię poznania, która zajmuje się przede wszystkim sprawdzalnością poznania. Kant nie mówi, że poprzez fenomeny nie uzyskujemy wiedzy o noumenach, tylko, że nie możemy wiedzieć, czy ją uzyskujemy. W zgodzie z nim mogę więc twierdzić, że mam poznanie noumenów i adequatio rei et intellectus, tylko nie wiem kiedy. Ale jest też fakt, który sprawia, że ciężko dyskutować. Dla tomistów filozofia zaczyna się od poznania empirycznego, dla Kanta od poznania apriorycznego, wobec czego, u tomistów niemożliwe są metapoznania przed chociażby jednostkowym faktem poznania empirycznego, a dla Kanta tak. I w ten sposób, tomiści atakując Kanta - co lubią, zwłaszcza w kwestii niezrozumiałej dla nich zasady autonomii woli - nie mają po temu odpowiednich środków: zakładam, że Kant nie miałby środków do ataków w drugą stronę, więc traktuję te teorie jako niesprzeczne i rozłączne. I na sam koniec. Zwróć uwagę, że nie ma Kantowskiej definicji prawdy. Kant nie atakuje też żadnej definicji prawdy, na podstawie jego filozofii można uznać, że zaakceptowałby jej klasyczne brzmienie w sensie formalnym, może w lekko uwspółcześnionym brzmieniu: prawda, to zgodność treści intelektualnej z przedmiotem poznania. Zaś tomizm, co już zaznaczyłem, opiera się na poznaniu empirycznym, którego Kant przecież nie odrzuca. Innymi słowy, w tomizmie poznajemy rzeczywistość, a u Kanta poznajemy fenomeny. Tylko, że dla Kanta fenomeny nie są nierzeczywiste, tak jak dla Platona. Możemy zatem powiedzieć, że poznajemy fenomeny i są one rzeczywiste. Zaś tomizm nie twierdzi, że to, co poznajemy, to rzeczy same w sobie, a nie fenomeny, bo nie zna takiego rozróżnienia. Gdzie więc problem? Oczywiście, to tylko mój pogląd, wyrobiony na źródłach. Specjaliści (filozofowie? jeśli tak, to w sumie też jestem specjalistą) mówią różnie. Są i tacy, którzy mówią, że etyka Kantowska dozwala działanie w zgodzie z subiektywnym poczuciem moralnym.
|
|
|  | 1 na 1 | i.czaplicka (5782 punktów) | |
|
| |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > >Naukowo zajmuję się dezinterpretacjami Kanta, więc muszę zareagować - sory  > Potwierdzasz to, co napisałam tu www.racjonalista.pl/forum.php/s,395738#w407342> Proszę, używaj słownika.Gubię się. Nie wiem czym i nie wiem co, ponieważ dała mi Pani sznurek do mojej wypowiedzi. Jeżeli chodzi o wytłuszczone słowo, to wypraszam sobie i będę pisać scusi, jak mi się podoba.
|
|
10 na 10 | i.czaplicka (5782 punktów) | Moim zdaniem dyskusja o człowieczeństwie czy braku człowieczeństwa płodu/zarodka/zygoty nie ma najmniejszego sensu. Żadna władza nie powinna przekraczać powierzchni ciała człowieka. Można go zakuć w kajdany, ale nie wyciąć mu nerkę. Dążenie do tego, żeby ingerować we wnętrze czyjegoś organizmu to dążenie do najbardziej przerażającej dyktatury. Każdy ma prawo do dysponowania swoimi narządami wewnętrznymi, i do tego, żeby służyły do celów, na jakie zgadza się ich właściciel. Ządanie, by prawo przymuszało kogoś do udostępniania swoich narządów innym osobom prowadzi do sytuacji, w której można zmusić ludzi, by byli dawcami narządów. Czy Dajmonionie byłbyś zachwycony, gdyby na Twoim progu stanął policjant z nakazem doprowadzenia Ciebie do szpitala, ponieważ jesteś jedynym możliwym dawcą nerki dla Kowalskiego? (nie dla Kowalskiej) Przecież życie (Kowalskiego) jest ważniejsze niż Twoje zdrowie, samopoczucie, plany na przyszłość. Po prostu, płód ma pecha. Jest agresorem, co prawda bez własnej winy.Ale czy to znaczy, ze można kobiecie odbierać prawo do samoobrony? Jak można nakazywać czy zakazywać poddawania się zabiegom, przyjmowania legalnych preparatów? Czy kobieta w ciąży traci człowieczeństwo? Myślę, ze zdaniem wierzących tak. Bo uprawiała seks ( a nie daj, Boże, jeszcze miała z tego przyjemność). Wiec słuszne jest, żeby poniosła karę.Jeżeli się nie mylę, żeby stosować przymus w leczeniu, trzeba kogoś sądownie ubezwłasnowolnić. A ciężarna kobieta ma być ubezwłasnowolniona niejako z automatu? Jestem lekarzem weterynarii. Nie wolno mi leczyć ludzi- z jednym wyjątkiem. Mogę leczyć sama siebie. I to prawo można mi odebrać tylko sądownie. Mam do dyspozycji dużo środków, które mogą wywołać poronienie. Na jakiej podstawie chcesz mi przyjęcia tych środków zabronić? Popełniłam jakieś przestępstwo? Odbierzesz mi prawo kupowania leków, wypisywania recept? A moze zabronisz mi picia alkoholu- w moim wieku i stanie zdrowia poronienie gwarantowane? Jazdy małym samochodem? Wyjazdu z kraju? Ciężkiej pracy fizycznej?
|
|
 | -2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | >Dążenie do tego, żeby ingerować we wnętrze czyjegoś organizmu to dążenie do najbardziej przerażającej dyktatury.
Kobieta ma prawo usunąć ciążę, gdy zagrożone jest jej życie lub zdrowie lub gdy płód ma wady rozwojowe. Aborcja na życzenie jest już jednak niemoralna i prowadzi do manipulowania świadomością społeczeństwa. Oto, co pisze na ten temat T. Ślipko:
"Przede wszystkim powołanie się na prawo kobiety do dysponowania własnym ciałem zakłada uznanie płodu za część organizmu matki. Co gorsza, w sytuacji, w której rysuje się realna groźba aborcji, rozwijający się płód zostaje zdegradowany do roli organu zbędnego lub wrecz szkodliwego, którego usunięcie ma przywrócić kobiecie stan zdrowia bądź zapewnić jej lepszą sytuację życiową. Jest to głęboko niehumanistyczne spojrzenie na egzystencjalną kondycję nienarodzonych.
Ludzkość nigdy nie żywiła wątpliwości co do bytowej odrębności nasciturusa, a dane współczesnej genetyki w sposób zgoła zdecydowany dowodzą, że najwcześniejszy już zarodek ludzkiego istnienia w postaci zygoty pod względem biologicznym stanowi organizm zaopatrzony we własny genotyp, który zawiera w sobie ogólne wytyczne jego późniejszej ontogenetycznej biografii.
Trzeba zatem raz jeszcze wyraźnie podkreślić, że embrion czu płód choćby tylko w świetle samej jedynie biologii stanowi odrębną istotę żyjącą, tym bardziej z punktu widzenia antropologicznego przysługuje mu pełny status człowieczeństwa, który nakłada przede wszytskim na matkę moralny obowiązek otoczenia go należytą opieką. Po tej lini działa też wrodzony kobiecie instynkt macierzyński. Tylko pod naporem silnych napięć psychicznych i powikłań życiowych uczucia macierzyńskie tracą - często tylko doraźnie - swą moc oddziaływania. W pewnych jednak wypadkach ulegają one trwałej erozji w wyniku cynicznej ideologii nieograniczonej swobody w zaspokajaniu popędu seksualnego i wtedy szuka się usprawiedliwienia w krzykliwych hasłach służących do zamaskowania zgoła lichych pod względem moralnym treści."
dajmonion
|
|
|  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >który nakłada przede wszytskim na matkę moralny obowiązek otoczenia go należytą opieką. Po tej lini działa też wrodzony kobiecie instynkt macierzyński. Nie rozśmieszaj mnie, proszę.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
|  | 12 na 12 | liliac (147340 punktów) | >"Przede wszystkim powołanie się na prawo kobiety do dysponowania własnym ciałem zakłada uznanie płodu za część organizmu matki. Co gorsza, w sytuacji, w której rysuje się realna groźba aborcji, rozwijający się płód zostaje zdegradowany do roli organu zbędnego lub wrecz szkodliwego, którego usunięcie ma przywrócić kobiecie stan zdrowia bądź zapewnić jej lepszą sytuację życiową."
Ale pan Ślipko kłamie i ty doskonale o tym wiesz, bo rozmawialiśmy już to tym zagadnieniu, ergo- kłamiesz, powołując się na ten konkretny cytat. Prawo kobiety do dysponowania własnym ciałem nie dotyczy ciała płodu, ale jej własnej prywatnej macicy z przyległościami typu np. tętnice maciczne i zostało ci to już kilkakrotnie wyklarowane. Jawi się pytanie- dlaczego kłamiesz, skoro są na forum osoby mogące ci próbę oszustwa wytknąć? Gdzie twój instynkt samozachowawczy i gdzie twoja uczciwość?
|
|
| |  | -2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | Skoro prawo do decydowania swoim ciałem z konieczności pociąga za sobą decydowanie o czyimś ciele, to w praktyce na jedno wychodzi. W praktyce traktuje się czyjeś ciało jakby było własnym. Tak więc Ślipko poniekąd ma rację. Praktycznie zakłada się, że to jest ciało kobiety.
dajmonion
|
|
| | |  | 10 na 10 | liliac (147340 punktów) | >Praktycznie zakłada się, że to jest ciało kobiety.
Może wy tak zakładacie. Niektórzy są bardziej świadomi anatomii człowieka. Nic mi do płodu, ale macicy będę bronić, bo nie życzę sobie się nią z nikim nieplanowanym dzielić. Zamiast się burzyć, drodzy prolajfowcy, dbajcie o rozwój badań nad możliwością pozamacicznego rozwoju płodu i problem sam zniknie.
|
|
| | | |  | -2 na 4 | dajmonion (3663 punktów) | >>Praktycznie zakłada się, że to jest ciało kobiety. >Może wy tak zakładacie. No popatrz. Napisałaś coś zupełnie absurdalnego, bo kto jak kto, ale środowiska pro-lifeowskie są jak najdalej od robienia takich założeń i dostałaś dwa punkciki. Śmiechu warte.
dajmonion
|
|
| | | |  | -6 na 6 | dajmonion (3663 punktów) | Haha, tych punktów jest już 6. Wiesz co mi się przypomniało? Fragment z filmu 'Żywot Briana'. Chodzi o scenę ukamienowania za wypowiedzenie słowa Jehowa. Tam rzucali kamienia, tu punkty, zupełnie bez sensu.
dajmonion
|
|
| | | | |  | 9 na 9 | liliac (147340 punktów) | Może to reakcja na bezsensowność twoich koncepcji, drogi miłośniku embrionów?
|
|
|  | 7 na 9 | Sylwek (15472 punktów) | Przede wszystkim powołanie się na prawo kobiety do dysponowania własnym ciałem zakłada uznanie płodu za część organizmu matki.
Nie, podobnie ta odrażająca klecha mogłaby tłumaczyć przymus oddawania narządów do przeszczepu - nie oddasz, ktoś umrze, traktujesz jego życie jakby było twoją własnością.
>Co gorsza, w sytuacji, w której rysuje się realna groźba aborcji, rozwijający się płód zostaje zdegradowany do roli organu zbędnego lub wrecz szkodliwego, którego usunięcie ma przywrócić kobiecie stan zdrowia bądź zapewnić jej lepszą sytuację życiową. Jest to głęboko niehumanistyczne spojrzenie na egzystencjalną kondycję nienarodzonych.
To raczej odrażająca klecha próbuje wyprać mózgi czytelnikom mówiąc o bezosobowej i pozbawionej uczuć istocie jako o "małym człowieczku", mniejszym ale takim jak my. Nie płody nie są takie jak my.
>Ludzkość nigdy nie żywiła wątpliwości co do bytowej odrębności nasciturusa, a dane współczesnej genetyki w sposób zgoła zdecydowany dowodzą, że najwcześniejszy już zarodek ludzkiego istnienia w postaci zygoty pod względem biologicznym stanowi organizm zaopatrzony we własny genotyp, który zawiera w sobie ogólne wytyczne jego późniejszej ontogenetycznej biografii.
Odrażająca klecha dodatkowo odwołuje się do kłamstwa - przez kilkanaście do kilkudziesięciu godzin od zapłodnienia nie ma czegoś takiego jak "ustalony i odrębny" genom zygoty. Ale ponieważ całość opiera się na odrażających manipulacjach, to ubogacenie ich dodatkowym kłamstewkiem nie zwiększa ogólnej etycznej ohydy zwolennika dręczenia kobiet.
>Trzeba zatem raz jeszcze wyraźnie podkreślić, że embrion czu płód choćby tylko w świetle samej jedynie biologii stanowi odrębną istotę żyjącą, tym bardziej z punktu widzenia antropologicznego przysługuje mu pełny status człowieczeństwa, który nakłada przede wszytskim na matkę moralny obowiązek otoczenia go należytą opieką.
W pełni odrębną, ale w pełni zależną. Krótko mówiąc degenerat moralny próbuje nam wmówić, że coś jest niemal częścią ciała kobiety ale też niezupełnie i nie wolno jej nic z tym robić. Trudno się po czymś takim opędzić od myśli, że pro-lajfowcy mają jedynie na celu dręczenie i poniżanie kobiet. Za hipokryzję należy uznać, gdy się potem skarżą gdy im to wytknąć.
>Po tej lini działa też wrodzony kobiecie instynkt macierzyński.
Nie, ani kobiecy ani inny instynkt nie dotyczy zygot. Nie ma to ani uzasadnienia ewolucyjnego (większość zygot spontanicznie ginie) ani żadnego innego. To tylko pod naporem wstrętnego i dehumanizującego kobiety ideologicznego prania mózgu niektóre środowiska gotowe są je dręczyć lub nawet mordować w imię obrony nienarodzonych.
> W pewnych jednak wypadkach ulegają one trwałej erozji w wyniku cynicznej ideologii nieograniczonej swobody w zaspokajaniu popędu seksualnego i wtedy szuka się usprawiedliwienia w krzykliwych hasłach służących do zamaskowania zgoła lichych pod względem moralnym treści.
Już niech lepiej członek mafii mającej na koncie swych osiągnięć stworzenie rozbudowanej struktury chroniącej pedofilów nie poucza nikogo o moralności seksualnej.
|
|
|  | 10 na 10 | diogenes (42753 punktów) | > embrion czy płód choćby tylko w świetle samej jedynie biologii stanowi odrębną istotę żyjącą, tym bardziej z punktu widzenia antropologicznego przysługuje mu pełny status człowieczeństwa...To dywagacje na poziomie siedemnastowiecznej teorii homunculusa. Tu rycina, jak wtedy przedstawiano sobie plemnik (inni, zapewne bardziej feministycznie nastawieni, ludzika lokowali w jaju): W oparciu o tę teorię krytykowano np. masturbację. Katolickie spojrzenie na kwestię płodu powinno bardziej nawiązać do teorii epigenezy proponowanej już przez Arystotelesa, do którego metafizyki tak chętnie odwołują się chrześcijańscy filozofowie (w wyniku rozwoju powstają struktury i funkcje nieobecne w jaju, plemniku, jak i we wcześniejszych fazach embrionu). Gdyby pozwolić fantazjować teologom wkrótce okazałoby się, że embriony mają również wizje mistyczne i że sam bóg przekazuje im proroctwa.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 13 na 13 | i.czaplicka (5782 punktów) | Przypuszczałam, ze taka będzie odpowiedź. Same slogany, o początku człowieczeństwa w chwili zapłodnienia, godności i unikalnym kodzie genetycznym.Bez uzasadnienia. Brak odpowiedzi na konkretne pytania. Po pierwsze, nie wypisuj bzdur o instynkcie macierzyńskim.W przyrodzie zawsze młode stanowi mniejsza wartość niż matka. U zwierząt u których jest możliwy tzw, poród błyskawiczny (np, koniowate) poronienie następuje w chwili zagrożenia, żeby matka mogla ratować się ucieczką. W razie zagrożenia, braku pokarmu, cześć lub całość miotu jest porzucana. Te zwierzęta, które mogą (trawożerca przecież nie strawi), pożerają swoje młode. Chodzi o odzyskanie zainwestowanego białka i energii. Jest regułą, ze suka w ciężkiej sytuacji- bezdomna, niedokarmiana, zostawia sobie 1-2 młode. Do zjadania młodych wystarczy stres matek. Wiedza dobrze o tym lisiarze. Dlatego w okresie, w którym na farmie są młode nie wolno robić niczego, co odbiega od ustalonego porządku. Wystarczy nawet opóźnienie pociągu, jeżeli farma jest położona w pobliżu torów, by stracić cześć młodych. Proszę o wyraźną odpowiedź na dwa pytania. Po pierwsze- kto jest właścicielem narządów wewnętrznych? Czy ten właściciel ma prawo decydować o ich użytkowaniu, leczeniu, obciążeniach, jakim będą poddawane? Bo jeżeli uważasz, ze istnieje obowiązek udostępniania innym swoich narządów wewnętrznych, oznacza to zgodę na przymusowe przeszczepy. Drugie pytanie.Jeżeli uważasz ( a zakładam, ze tak) ze każdy człowiek jest właścicielem swoich narządów wewnętrznych, dlaczego kobiety w ciąży maja być tego prawa pozbawione? Przecież to większa kara, niż kara wiezienia czy pozbawienia praw publicznych.
|
|
| |  | -3 na 3 | dajmonion (3663 punktów) | >W przyrodzie zawsze młode stanowi mniejsza wartość niż matka. W przyrodzie różne rzeczy się dzieją, co nie znaczy, że należy się na tym wzorować. >Po pierwsze- kto jest właścicielem narządów wewnętrznych? Czy ten właściciel ma prawo decydować o ich użytkowaniu, leczeniu, obciążeniach, jakim będą poddawane? Bo jeżeli uważasz, ze istnieje obowiązek udostępniania innym swoich narządów wewnętrznych, oznacza to zgodę na przymusowe przeszczepy. Wiadomo kto jest właścicielem i wiadomo też, że ma prawo decydować o swoim ciele. Zakaz dotyczy naruszania czyjegoś ciała. Kobieta, która nie udostępnia swoich narzadów niszczy czyjeś życie (akt nieudostępnienia jest aktem zniszczenia). Gdy nie udostępnia nerki, to przecież tą decyzją nikogo nie niszczy (akt nieudostępnienia nie jest aktem zniszczenia, chyba, że w sensie przenośnym). Pani tok rozumowania zdaje się nie rozróżniać tych przypadków. Najbardziej szokujace jest to, że dostała pani za tą wypowiedź tyle punktów. Ja rozumiem, że można sympatyzować z jakimś poglądem, ale na litość, nie za cenę logicznego myślenia.
dajmonion
|
|
| | |  | 8 na 8 | i.czaplicka (5782 punktów) |
>> Ja rozumiem, że można sympatyzować z jakimś poglądem, ale na litość, nie za cenę logicznego myślenia. Właśnie logika się kłania. Można usunąć płód w całości, nie robiąc mu w sposób fizyczny krzywdy. I niech sam sobie radzi. Tak jak człowiek, który nie przeżyje bez przeszczepu. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Jestem entuzjastka przeszczepów. Ale nie sadze, żeby konieczny był ustawowy przymus zostania dawca. Tak samo uważam, ze aborcja jest zlem, ale nie czuje sie powolana do tego, aby decydowac o czyims ciele czy życiu. Decyzje o takich sprawach należy zostawić samym zainteresowanym oraz lekarzom. Im mniej ingerencji państwa, tym lepiej.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Tak samo uważam, ze aborcja jest >zlem, ale nie czuje sie powolana do tego, aby decydowac o czyims ciele czy życiu. >Decyzje o takich sprawach należy zostawić samym zainteresowanym oraz lekarzom. Im mniej ingerencji państwa, tym lepiej.
To jest niekonsekwencja. Nie można twierdzić, że zniszczenie jakiegoś obiektu jest złe i być za pozostawieniem go na pastwę czyichś decyzji, które w trudnych sytucjach wiadomo jakie będą. Takie "zło" jest albo złem typu: zdeptanie myszy albo uzasadniane jest racjami innymi niż dobro płodu. To tak jakby twierdzić, że bicie dzieci jest złe i domagać się pozostawienia tej kwestii wyłącznie rodzicom.
dajmonion
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | i.czaplicka (5782 punktów) | Aborcja jest złem, ale większym złem jest prawne odbieranie człowiekowi prawa do dysponowania swoim organizmem.
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Aborcja jest złem, ale większym złem jest prawne odbieranie człowiekowi prawa do dysponowania swoim organizmem.
Przekonanie o złu aborcji jest spójne z przekonaniem o potrzebie istnienia w tej dziedzinie jakiejś reglamentacji. Uzależnienie losu płodu od czyjegoś kaprysu, widzimisię oznacza, wbrew deklaracjom o złu aborcji, faktyczne sprowadzenie płodu do parteru, czyli potraktowanie go jako rodzaju mięsa, którym wolno sobie dowolnie dysponować.
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | 8 na 8 | Sylwek (15472 punktów) |
> Przekonanie o złu aborcji jest spójne z przekonaniem o potrzebie istnienia w tej dziedzinie jakiejś reglamentacji. Uzależnienie losu płodu od głosu czyjegoś sumienia (czytaj: kaprysu, widzimisię) oznacza, wbrew deklaracjom o złu aborcji, faktyczne sprowadzenie płodu do parteru, czyli potraktowanie go jako rodzaju mięsa, którym wolno sobie dowolnie dysponować.
Zaś zakaz aborcji sprowadza do parteru kobiety.
Pytanie: co jest bardziej nieetyczne: traktowanie jak kawałka mięsa czegoś co de facto jest kawałkiem mięsa (bo niezależnie od abstrakcyjnej wartości wynikającej z "godności ludzkiej" płód nie czuje, nie cierpi, nie ma aspiracji, marzeń, lęków, wreszcie - żadnej świadomości i osobowości, jest człowiekiem, ale zdecydowanie nie jest indywidualna osobą), czy kobiety (czującej, cierpiącej, mającej aspiracje, marzenia i lęki, posiadającej świadomość, możność i pragnienie decydowania o sobie, wreszcie - osobowość)?
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | spellbinder (8577 punktów) | > Uzależnienie losu płodu od czyjegoś kaprysu, widzimisię oznacza, wbrew deklaracjom o złu aborcji, faktyczne sprowadzenie płodu do parteru, czyli potraktowanie go jako rodzaju mięsa, którym wolno sobie dowolnie dysponować.Ale już w drugą stronę wolno  Ostatnio wstąpiłem na bloga pewnego hemofilityka, który opisuje jak dostał od życia w dupsko. Kalectwo, beznadziejna opieka ze strony państwa, no poruta. A potem facet pisze, że dzieci sobie spłodził - a więc zostawia swoim dzieciom wybór, którego sam podjąć nie potrafił - NIE ROZMNAŻAĆ SIĘ. Więc wolno zrobić dowolną ilość chorych dzieci, ale nie pozwolić urodzić się choremu to zło ostateczne. Lepsza banda niechcianych dzieci...
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Alicja Duda (25557 punktów) | >>Aborcja jest złem, ale większym złem jest prawne odbieranie człowiekowi prawa do dysponowania swoim organizmem. > Przekonanie o złu aborcji jest spójne z przekonaniem o potrzebie istnienia w tej dziedzinie jakiejś reglamentacji. Główne zło aborcji dotyczy zdrowia kobiety.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | | | | |  | -2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | >>>Aborcja jest złem, ale większym złem jest prawne odbieranie człowiekowi prawa do dysponowania swoim organizmem. >> Przekonanie o złu aborcji jest spójne z przekonaniem o potrzebie istnienia w tej dziedzinie jakiejś reglamentacji. >Główne zło aborcji dotyczy zdrowia kobiety. Główne zło aborcji to uśmiercenie człowieka.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) |
> Główne zło aborcji to uśmiercenie człowieka.
Nie. czy to człowiek, to mimo wszystko dyskusyjne i zależne od przyjętych kryteriów. a niezależnie od tego czy człowiek czy nie - to na pewno strzęp bezrozumnej galarety, któremu jakoś szczególnie nie szkodzi, jeśli go wyskrobać.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | >Główne zło aborcji to uśmiercenie człowieka. Bycie człowiekiem to proces, który tak naprawdę zaczyna się dopiero od chwili narodzenia, ewentualnie (tak na upartego) zaledwie parę tygodni przed.
@@@ .
|
|
| | | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >>> Ja rozumiem, że można sympatyzować z jakimś poglądem, ale na litość, nie za cenę logicznego myślenia. >Właśnie logika się kłania. Można usunąć płód w całości, nie robiąc mu w sposób fizyczny krzywdy. I niech sam sobie radzi. Tak jak człowiek, który nie przeżyje bez przeszczepu.
No właśnie w tym co Pani napisała brakuje logiki, bo usuwając dziecko z łona inicjuje się jego zgon, w przypadku zaś odmowy przeszczepu nie inicjuje się zgonu. W tym drugim przypadku zgon jest zainicjowany innymi przyczynami.
dajmonion
|
|
| | | | |  | 8 na 8 | Sylwek (15472 punktów) |
> No właśnie w tym co Pani napisała brakuje logiki, bo usuwając dziecko z łona inicjuje się jego zgon, w przypadku zaś odmowy przeszczepu nie inicjuje się zgonu. W tym drugim przypadku zgon jest zainicjowany innymi przyczynami.
Jeśli ktoś może użyczeniem narządu do przeszczepu ocalić komuś zycie, to odmawiając tego inicjuje jego śmierć.
Lub, gdyż zachodzi tu lustrzane odbicie, jeśli kobieta nie chce dziecka, to zapłodnieni inicjuje śmierć płodu, który będzie usunięty, jeśli matka mu nie użyczy swojego narządu do wzrostu.
Naprawdę, jak możesz być tak bezwstydny i wypierać się, iż chodzi o cokolwiek innego niż poniżenie i zadręczenie kobiet? Czemu tak nienawidzisz kobiet, że chcesz je zmienić w bezwolne inkubatory? Jakiś kompleks? Trauma?
|
|
| | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >> No właśnie w tym co Pani napisała brakuje logiki, bo usuwając dziecko z łona inicjuje się jego zgon, w przypadku zaś odmowy przeszczepu nie inicjuje się zgonu. W tym drugim przypadku zgon jest zainicjowany innymi przyczynami. >Jeśli ktoś może użyczeniem narządu do przeszczepu ocalić komuś zycie, to odmawiając tego inicjuje jego śmierć. Absurd. Nie rozróżniasz rodzajów przyczyn. Istnieje różnica między sytuacją gdy ja komuś złamię nogę, a sytuacją, gdy nie pomogę osobie, której ktoś inny złamał nogę. >Lub, gdyż zachodzi tu lustrzane odbicie, jeśli kobieta nie chce dziecka, to zapłodnieni inicjuje śmierć płodu, który będzie usunięty, jeśli matka mu nie użyczy swojego narządu do wzrostu. Pierwszy raz spotykam się z takim manipulowaniem językiem. Zapłodnienie inicjuje życie a nie śmierć. Śmierć inicjuje sprawca śmierci. >Naprawdę, jak możesz być tak bezwstydny i wypierać się, iż chodzi o cokolwiek innego niż poniżenie i zadręczenie kobiet? Czemu tak nienawidzisz kobiet, że chcesz je zmienić w bezwolne inkubatory? Jakiś kompleks? Trauma? Ja nie nienawidzę kobiet, uważam tylko, że należy unikać obu skrajności, zarówno aborcji na życzenie, jak i zmuszania ludzki do aktów heroizmu.
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | 9 na 9 | Sylwek (15472 punktów) |
> Absurd. Nie rozróżniasz rodzajów przyczyn. Istnieje różnica między sytuacją gdy ja komuś złamię nogę, a sytuacją, gdy nie pomogę osobie, której ktoś inny złamał nogę.
Że co, że nie pomóc jest etyczne? Chyba u jakiś dzikusów. Niby z jakiej racji kobieta ma mieć obowiązek poświęcić się dla dziecka, a dawca narządów nie? Niechęć obu osób sprowadza śmierć (choć tylko niechęć dawcy sprowadza cierpienie - wszak zarodki nie cierpią, i wcale im nie żal, że ktoś je wyskrobuje).
> Pierwszy raz spotykam się z takim manipulowaniem językiem. Zapłodnienie inicjuje życie a nie śmierć. Śmierć inicjuje sprawca śmierci. Co za bełkot. Zapłodnienie "inicjuje życie" bardzo rzadko. Zwykle "inicjuje" poroniony embrion, który wkrótce obumiera naturalnie. W innych wypadkach inicjuje płód, który jest skazany i ma przeznaczone odejść z tego świata z woli matki. Matka nie jest odpowiedzialna za cierpienie płodu (płód w końcu nie cierpi), ale kto zadręcza matkę zmuszając ją do hodowania i degradując do roli inkubatora -owszem jest potworem.
> Ja nie nienawidzę kobiet, uważam tylko, że należy unikać obu skrajności, zarówno aborcji na życzenie, jak i zmuszania ludzki do aktów heroizmu.
Brak aborcji na życzenie jest zmuszaniem do heroizmu. Tak jak nakaz oddawania narządów, czy ryzykowania własnym życiem by ratować innych.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >> Absurd. Nie rozróżniasz rodzajów przyczyn. Istnieje różnica między sytuacją gdy ja komuś złamię nogę, a sytuacją, gdy nie pomogę osobie, której ktoś inny złamał nogę. >Że co, że nie pomóc jest etyczne? Nic takiego nie wynika z tego, co napisałem. Zwróciłem jedynie uwagę, że istnieją różne rodzaje przyczyn i w związku z tym różne rodzaje odpowiedzialności. W sytuacji, gdy osoba A złamała osobie B nogę, a osoba C nie pomogła, to odpowiedzialność ponosi przede wszystkim osoba A. Matka, która usuwa płód, który na pewno bez niej sobie nie poradzi powoduje jego śmierć. Człowiek, który nie oddaje do przeszczepu swojego organu też powoduje czyjąś śmierć, ale w jego przypadku słowo 'powodować' ma sens przenośny, bo główna przyczyna jest inna. Dlatego błędne jest rozumowanie, że przymus rodzenia pociąga za sobą z konieczności przymus oddawania narządów do przeszczepu. W pierwszym przypadku zwolnienie z przymusu prowadzi do usankcjonowania bezpośredniego zabicia, czego nie można powiedzieć o drugim przypadku, bo w drugim przypadku nie jest się głównym sprawcą danego stanu rzeczy.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | |  | 8 na 8 | Ignorancja (4718 punktów) | >Matka, która usuwa płód, który na pewno bez niej sobie nie poradzi powoduje jego śmierć. Człowiek, który nie oddaje do przeszczepu swojego organu też powoduje czyjąś śmierć, ale w jego przypadku słowo 'powodować' ma sens przenośny, bo główna przyczyna jest inna.
Nie pieprz człeku. Przyczyną bezpośrednią w obu przypadkach jest odmówienie przez jednostkę A wykorzystania jej organów na rzecz jednostki B. Kropka.
Jeżeli dokonujesz jakiś dodatkowych gradacji, doszukujesz się dodatkowych okoliczności to musisz przede wszystkim uwzględnić specyfikę jednostki B. O ile w przypadku przeszczepów jednostka B-biorca jest jakościowo pełna(nie licząc dolegliwości zdrowotnych) to w przypadku aborcji jakości B-zarodka/płodu jeszcze bardzo bardzo daleko do jakości B-biorcy. Ale tego jakoś dostrzec nie chcesz i skrzętnie pomijasz. Z tego prostego rachunku wynika, że odmowa oddania nerki doprowadzająca do śmierci w pełni ukształtowaną jednostkę ludzką winna być przynajmniej równie karalna jak odmowa oddania do dyspozycji macicę oraz inne organy (ciąża może niejednokrotnie mocno upośledzić ich funkcje)doprowadzająca do śmierci jednostkę mocno niedoskonałą zarówno pod względem rozwoju fizycznego, jak i psychicznego.
>Dlatego błędne jest rozumowanie, że przymus rodzenia pociąga za sobą z konieczności przymus oddawania narządów do przeszczepu. W pierwszym przypadku zwolnienie z przymusu prowadzi do usankcjonowania bezpośredniego zabicia, czego nie można powiedzieć o drugim przypadku, bo w drugim przypadku nie jest się głównym sprawcą danego stanu rzeczy.
W przypadku ciąży powstałej na drodze gwałtu też nie jest się głównym sprawcą danego stanu rzeczy. Czy ksiundz Ś. proponuje w takim wypadku jakieś okoliczności łagodzące? Nie. Oficjalne stanowisko panów w kieckach jest bardzo jednoznaczne i nie dopuszczające jakichkolwiek odstępstw niezależnie od okoliczności.
Notabene. Przypomnę ci, bo gdzieś tam wyżej bełkoczesz o integralności i suwerenności zapłodnionej gamety żeńskiej, co zawsze przypominam. Mianowicie, że zapłodniona gameta żeńska jeszcze długo w pełni integralna i suwerenna nie jest, albowiem trochę czasu mija, nim dokona się specjacja na zarodek ludzki i łożysko. Natomiast śmiało można określić komórki po zapłodnieniu organizmem pasożytniczym, do którego akceptacji/nieakceptacji organizm żywiciela dochodzi jedynie poprzez całkowicie subiektywny stosunek do organizmu pasożytniczego.
Powyższe suche słownictwo jest stosowne, albowiem mówimy o bardzo fizycznych bytach. Jeśli pragniesz retoryki mocniej uduchowionej to pierwej mi udowodnij, że zygota jakąkolwiek duchowością już dysponuje nie dysponując mózgiem.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Z tego prostego rachunku wynika, że odmowa oddania nerki doprowadzająca do śmierci w pełni ukształtowaną jednostkę ludzką winna być przynajmniej równie karalna jak odmowa oddania do dyspozycji macicę oraz inne organy (ciąża może niejednokrotnie mocno upośledzić ich funkcje)doprowadzająca do śmierci jednostkę mocno niedoskonałą zarówno pod względem rozwoju fizycznego, jak i psychicznego.
Nie, zupełnie nie. Sytuacja gdy czyjeś działanie powoduje śmierć i sytuacja, gdy brak działania doprowadza do śmierci nie są równoważne. Dlatego jeden nakaz nie pociąga z koniecznosci drugiego. Różnica jest zasadnicza i nie da się jej znieść. Inaczej traktuje się kogoś kto nie pomógł, a inaczej kogoś, kto zabił. To zdumiewajace, że z tego zrobiła się dyskusja. Analogia Pani czaplickiej jest ewidentnie błędna.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | >Nie, zupełnie nie. Sytuacja gdy czyjeś działanie powoduje śmierć i sytuacja, gdy brak działania doprowadza do śmierci nie są równoważne. Dlatego jeden nakaz nie pociąga z koniecznosci drugiego. Różnica jest zasadnicza i nie da się jej znieść. Inaczej traktuje się kogoś kto nie pomógł, a inaczej kogoś, kto zabił. To zdumiewajace, że z tego zrobiła się dyskusja. Analogia Pani czaplickiej jest ewidentnie błędna.
Oczywiście jak zwykle dajesz pokaz kłamstwa albo ignorancji.
Prawo już nakłada obowiązek udzielania pomocy - na przykład gdy jesteśmy świadkiem wypadku. Gdy pomocy nie udzielimy i zostanie udowodnione, że nie zrobiliśmy tego z własnej woli, grozi nam karna odpowiedzialność. I słusznie, gdyby przyjąć idiotyczną koncepcję o "zasadniczej różnicy" tak zwanego czynnego i biernego przyczynienia się do śmierci, to nie byłoby żadnych kar za zaniechania i zaniedbania. Wedle twojej logiki, jeśli matka zauważy dziecko idące w stronę otwartego okna i nic nie zrobi doprowadzając do jego śmierci przez wypadniecie - jeśli być konsekwentnym należałoby uznać, że nie zrobiła nic złego, bo jedynie powstrzymała się od działania a nie inicjowała je.
To oczywisty absurd sprzeczny z jakąkolwiek rozsądną intuicją etyczną.
I podobnie: choć prawo (oraz przyzwoitość) nakazuje pomagać ludziom, nie może nakazywać poświęcania własnej cielesnej i psychicznej integralności.
Jednak ty chcesz zrobić zupełnie ad hoc wyjątek dla kobiet - zmusić je by poświęcały się dla dobra płodu. A wszytko uzasadniasz najbardziej pokrętną i żenująca argumentacją.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | Ty z kolei chcesz, aby matka mogła zabić swoje dziecko, gdy świadomie się na nie zdecydowała, a potem rozmyśliła.
Nie sadzę, aby udało ci się obronić prawomocność analogii pomiędzy żądaniem oddania nerki a żądaniem donoszenia ciąży. W bardzo wielu przypadkach ani matce ciężarnej ani dziecku nic się nie dzieje. Ty jednak bazując na sytuacjach nietypowych chcesz uprawomocnienia przerwania dowolnej zdrowej ciąży na żądanie, co jest skrajnie niemoralne.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | maruda (5550 punktów) | > Ty z kolei chcesz, aby matka mogła zabić swoje dziecko, gdy świadomie się na nie zdecydowała, a potem rozmyśliła.To się nazywa postęp. Trudne słowo radzę sprawdzić w słowniku. Niestety człowiek coraz bardziej ma prawo decydować o samym sobie jako o pojedynczej jednostce. > Nie sadzę, aby udało ci się obronić prawomocność analogii pomiędzy żądaniem oddania nerki a żądaniem donoszenia ciąży.Jakoś nie widzę byś obalił tamte argumenty. www.racjonalista.pl/forum.php/s,395738#w396046> W bardzo wielu przypadkach ani matce ciężarnej ani dziecku nic się nie dzieje.Pozwolę sobie pójść tym tokiem rozumowania. Skoro większość porodów jest prawidłowa, to podążając zgodnie z tą statystyką powinniśmy szukać oszczędności. Może na początek zlikwidujmy zupełnie opiekę nad kobietami ciężarnymi. Te kilka przypadków powikłań przecież nie zepsuje nam tej dobrej statystyki. Kobiety rodzą od tysięcy lat, medycynę na obecnym poziomie mamy od niecałych stu, tyle czasu to szło "naturalnym torem" to po co mieszać w to lekarzy. > Ty jednak bazując na sytuacjach nietypowych chcesz uprawomocnienia przerwania dowolnej zdrowej ciąży na żądanie, co jest skrajnie niemoralne.Przepraszam co znaczy ta moralność, jaka moralność, jak ją zdefiniować. Moralność to nie jest jakaś stała fizyczna której nie można zmieniać, moralność to tylko ogólnoludzka umowa. Jutro możemy zmienić zapis i zmienić całą moralność.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | Znowu kłamiesz/okazujesz ignorancję. Oddanie nerki zazwyczaj także nie powoduje jakiś szczególnych komplikacji dla dawcy, więc prawo wymagające od kobiet podporządkowania się interesom innych "ludzi" tylko dlatego, że są zarodkami, a nie wymagające podporządkowania się ludzi dobru innych dorosłych ludzi jest dyskryminujące.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Co za bełkot. Zapłodnienie "inicjuje życie" bardzo rzadko. Zwykle "inicjuje" poroniony embrion, który wkrótce obumiera naturalnie. W innych wypadkach inicjuje płód, który jest skazany i ma przeznaczone odejść z tego świata z woli matki. Matka nie jest odpowiedzialna za cierpienie płodu (płód w końcu nie cierpi), ale kto zadręcza matkę zmuszając ją do hodowania i degradując do roli inkubatora -owszem jest potworem. Gdy jednak już inicjuje, to właśnie życie, a nie śmierć. Śmierć inicjuje wówczas jej sprawca, tudzież inne czynniki. Z pewnością jednak nie można powiedzieć, że zapłodnienie inicjuje śmierć. >> Ja nie nienawidzę kobiet, uważam tylko, że należy unikać obu skrajności, zarówno aborcji na życzenie, jak i zmuszania ludzki do aktów heroizmu. >Brak aborcji na życzenie jest zmuszaniem do heroizmu. Tak jak nakaz oddawania narządów, czy ryzykowania własnym życiem by ratować innych. No właśnie zupełnie nie, bo życzenie, to nie tylko tylko życzenie zachowania zdrowia czy życia, ale dowolne życzenie, jak sama nazwa wskazuje.
dajmonion
|
|
| | | | |  | 10 na 10 | i.czaplicka (5782 punktów) | Zaatakowałeś mnie postami w kilku miejscach, a ja nie mogę na każdy odpisać.Jestem zmęczona, nogę skręciłam i muszę pracowicie polskie literki wstawiać. Dlatego wszystko w jednym kawałku. Jak już pisałam, człowieczeństwo płodu nie ma nic do rzeczy. Każdy ma prawo do obrony, obojętnie czy przed tasiemcem, wściekłym psem czy błogosławionym Popiełuszką. Dlaczego nie chcesz przyznać, ze żądając praw dla płodu postulujesz jednocześnie ograniczenie wolności osobistej kobiet? Analogia z przeszczepem jest dobra- zarówno płód jak i biorca nie mogą przeżyć bez wykorzystania organów innej osoby. Ale z nieznanych mi powodów bronisz prawa dawcy, a odmawiasz tego samego ciężarnej. Dlaczego nie ma ona prawa powiedzieć- to moje płuca, i nie życzę sobie, żeby wykonywały prace dla innej osoby? Czy nie zdajesz sobie sprawy, ze ingerencja państwa w organizm ludzki do droga do przerażającego koszmaru? Bo Ciebie to nie dotyczy? Bo chyba jest jakaś inicjatywa w kierunku całkowitego zakazu aborcji w Polsce. Wspomniałam o tym paru Duńczykom- zareagowali tak, jakbym mówiła o zalegalizowaniu tortur. Byli wstrząśnięci. Jak można mówić o normalnym państwie, jeżeli karą za bycie zgwałconą ma być dziewięć miesięcy koszmaru? I jeszcze jak by to miało w praktyce wyglądać- badania ginekologiczne na granicy?
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Dlaczego nie chcesz przyznać, ze żądając praw dla płodu postulujesz jednocześnie ograniczenie wolności osobistej kobiet? Ależ ja to przyznaję, wolność kobiety jest ograniczona prawem do życia innego człowieka. Wolność nie jest wartością absolutną. >Analogia z przeszczepem jest dobra- zarówno płód jak i biorca nie mogą przeżyć bez wykorzystania organów innej osoby. Ale z nieznanych mi powodów bronisz prawa dawcy, a odmawiasz tego samego ciężarnej. Nie proszę Pani, ta analogia jest zupełnie zła. Zakaz aborcji wynika z zakazu zabijania. Gdy nie pomoże się komuś kto umiera, to nawet gdy używa się wtedy słowa 'zabijać', to na pewno nie w tym samym sensie co wtedy, gdy zabija się płód. W pierwszym przypadku inicjuje się proces śmiertelny, w drugim jedynie nie przerywa się procesu zainicjowanego przez inne czynniki sprawcze. Innymi słowy nie jestem zobligowany do użyczenia swoich organów w drugim przypadku, bo zaniechanie tego z mojej strony nie czyni mnie inicjatorem czyjejś śmierci w ten samym sensie co w przypadku pierwszym, czyli wtedy gdy słowo 'zabijać' użyte jest we właściwem sobie znaczeniu.
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | To znamienne, że "obrońca życia" sprowadza je do znaczenia słów.
Morderca kobiet.
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | i.czaplicka (5782 punktów) |
> Ależ ja to przyznaję, wolność kobiety jest ograniczona prawem do życia innego człowieka. Wolność nie jest wartością absolutną. Wiec zadasz ustawowej ingerencji w czyjś organizm. Chcesz człowieka (kobietę, moze to dla ciebie nie człowiek) potraktować gorzej niż zwierzę hodowlane. Nie wiem, czy wiesz, ze w weterynarii ratuje się przede wszystkim samicę. Dlatego wolała bym w razie czego dostać się w ręce kolegi po fachu, nie lekarza pro-life. >>Analogia z przeszczepem jest dobra- zarówno płód jak i biorca nie mogą przeżyć bez wykorzystania organów innej osoby. Ale z nieznanych mi powodów bronisz prawa dawcy, a odmawiasz tego samego ciężarnej. > inicjatorem czyjejś śmierci w ten samym sensie co w przypadku pierwszym, czyli wtedy gdy słowo 'zabijać' użyte jest we właściwem sobie znaczeniu Nie rozumiem, co masz na myśli pisząc o inicjowaniu śmierci. Jakby się uprzeć, to śmierć jest zainicjowana w momencie zapłodnienia. Masz na myśli stan agonalny? Analogia jest dobra- płód potrzebuje nie tylko macicy, ale pracy płuc, wątroby, nerek itd. Oddanie komuś do dyspozycji swoich organów wymaga zgody dawcy. Inaczej- żadna władza nie ma prawa powiedzieć- teraz na własne potrzeby będzie pani używała 60 % płuc. Reszta płuc należy do kogoś innego. Jak już pisałam- żadna władza nie powinna ingerować w pracę czyjegoś organizmu. Bo mi to przypomina nałożenie ogranicznika na ilość wdychanego powietrza- od dzisiaj Kowalski moze zużyć 60 % tego co dotychczas. Niech się ogranicza, oszczędza spalanie. Bo tlen przecież jest życiodajny, i Kowalski go komuś zabiera.
|
|
| | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>>Analogia z przeszczepem jest dobra- zarówno płód jak i biorca nie mogą przeżyć bez wykorzystania organów innej osoby. Ale z nieznanych mi powodów bronisz prawa dawcy, a odmawiasz tego samego ciężarnej. >> inicjatorem czyjejś śmierci w ten samym sensie co w przypadku pierwszym, czyli wtedy gdy słowo 'zabijać' użyte jest we właściwem sobie znaczeniu >Nie rozumiem, co masz na myśli pisząc o inicjowaniu śmierci. Jakby się uprzeć, to śmierć jest zainicjowana w momencie zapłodnienia. Masz na myśli stan agonalny? To ciekawe, że w pewnym momencie racjonaliści przestaja rozumieć podstawowe sformułowania. Inicjowanie śmierci w momencie zapłodnienia to sformułowanie przenośne i prawdopodobnie przewinie się cały arsenał tego typu przenośnych sformułowań, bo one są Pani potrzebne by zaciemnić zasadnicza myśl, którą wyraziłem w cytowanym przez Panią poście. Inicjowanie śmierci to gdy na przykład Kowalski zabija Nowaka. Czy teraz Pani rozumie?
>Analogia jest dobra- płód potrzebuje nie tylko macicy, ale pracy płuc, wątroby, nerek itd. Oddanie komuś do dyspozycji swoich organów wymaga zgody dawcy. Inaczej- żadna władza nie ma prawa powiedzieć- teraz na własne potrzeby będzie pani używała 60 % płuc. Reszta płuc należy do kogoś innego.
Ja Panią rozumiem, tym niemniej analogia jest zła, bo nakaz w sytuacji gdy niewykonanie go oznaczałoby zainicjowanie śmierci i sytuacji, gdy się tej śmierci nie inicjuje to dwie zasadniczo rożne sytuacje. W pierwszym przypadku zabija się istotę ludzką, w drugim pozwala się na śmierć, nie bedąc jednak jej inicjatorem, dlatego właśnie analogia jest formalnie błędna.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | i.czaplicka (5782 punktów) | >>>> Inicjowanie śmierci to gdy na przykład Kowalski zabija Nowaka. No i trzeba było tak od razu. A teraz przykład- ciężarna kobieta usuwa sobie macice. Albo tylko daje podwiązać cześć naczyń. Bo tak lubi. Niedokrwiony płód obumiera. W sensie fizycznym nie stal mu się krzywda, odmówiono mu tylko dokarmiania. Analogia z przeszczepem.
|
|
| | | | | | | |  | -3 na 3 | dajmonion (3663 punktów) | >Nie wiem, czy wiesz, ze w weterynarii ratuje się przede wszystkim samicę.
Proszę Pani, czy mogłaby Pani najpierw pomyśleć zanim coś napisze? Oczywiście wiem o tym, i co z tego? Proponuję zjadać dorosłych ludzi, wszak dorosłe świniaki ubija się w celach konsumpcyjnych.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | i.czaplicka (5782 punktów) | >>Nie wiem, czy wiesz, ze w weterynarii ratuje się przede wszystkim samicę. > Proszę Pani, czy mogłaby Pani najpierw pomyśleć zanim coś napisze? Oczywiście wiem o tym, i co z tego? Proponuję zjadać dorosłych ludzi, wszak dorosłe świniaki ubija się w celach konsumpcyjnych. Proszę Pana, czy mógłby Pan trochę pomyśleć, gdy Pan coś przeczyta? Nie pisze, ze powinno się postępować z ludźmi jak ze zwierzętami, tylko, ze traktowanie samicy w położnictwie weterynaryjnym jest lepsze niż traktowanie kobiet przez niektórych nawiedzonych lekarzy.
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Zaatakowałeś mnie postami
Ależ proszę Pani. W jaki ja sposób Panią atakuję? Czy w ten, że mam po prostu inne zdanie? Przecież to Pani pierwsza skomentowała mój post. Proszę przeczytać ten wątek od początku do końca i zobaczyć kto tu kogo naprawdę atakuje. Określono mnie już mianem potwora, mordercy, mizogina, trolla, w dodatku diogenes w wysoce wysublimowany sposób dowodzi, że to przejaw indywidualności forumowiczów. Proszę przetrzeć oczy. To nie rożnica poglądów jest problemem, a sposób ich wyrażania. Nie ma tak naprawe znaczenia, czy ktoś jest katolikiem czy ateistą. Ten drugi potrafi być równie nieprzyjemny co pierwszy. Proszę przeczytać posty sylwka i odpowiedzieć na pytanie: czym on w swoim odnoszeniu się do kogoś, kto nie podziela jego kryteriów etycznych różni się od Gancarczyka z Gościa Niedzielnego? Pisze Pani o wolności, a czy mi wolno pisać tu to co myślę? Teoretycznie tak, ale w praktyce chroni mnie chyba tylko to, że ta dyskusja toczy się w sieci. Aż strach pomyśleć co by sie działo w realu. Jedne tabu upadają, inne jak widać powstają. Tak więc nie ma powodu by czuła się Pani atakowana. Ja natomiast jak najbardziej mam. Proszę sobie obejrzeć film "Biała wstażka" Michaela Haneke. Reżyser zasugerował w nim, że źródło nazizmu tkwi przede wszystkim w braku szacunku do dziecka. Myślę, że sporo w tym racji. Generalizując jego myśl można by powiedzieć, że źródło zła tkwi w naszym stosunku do siebie i innych, a używane przez nas słowa i podejmowane czyny są tego wyrazem.
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | Bardzo Cię proszę, byś ustosunkował się do tego fragmentu wypowiedzi I. Czaplickiej: Cytat:Jak można mówić o normalnym państwie, jeżeli karą za bycie zgwałconą ma być dziewięć miesięcy koszmaru? Nie pomijaj milczeniem tej ważnej kwestii. Czy uważasz, że zgwałcona przez jakiegoś psychopatę kobieta ma obowiązek donosić ciążę z gwałtu?Od siebie dodam, że prócz 9 miesięcy koszmaru dochodzi okołoporodowe zagrożenie zdrowia i/lub życia (też jako kara za zgwałcenie), tym większe, im ofiara jest młodsza. Poród to nie to samo, co wyrwanie zęba.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | |  | 8 na 8 | i.czaplicka (5782 punktów) | Czujesz się atakowany przez ateistów? To kiedy ostatni raz trojka ateistów dobijała się do drzwi Twego mieszkania, wyła jakieś pieśni na korytarzu i dzwoneczkami dzwoniła? Bo mojej Mamie pod koniec stycznia (ksiądz i dwóch "młodzieńców"). Kiedy ostatnio nie mogłeś przejechać, bo ateiści obchodzili swoje święto na środku jezdni? Kiedy spać nie mogłeś, bo po 22 chodziła Ci pod oknami jakaś procesja? To było w Wielki Piątek, przejechałam 1300 km, i chciałam się przespać. Mieszkanie za granica ma swoje plusy i minusy. Do plusów należy to, ze nie jest się zmuszonym do ciągłego życia w cieniu katolicyzmu. Nie muszę wysłuchiwać kazań w telewizji, nikogo moja wiara nie obchodzi. Jak ktoś hałasuje albo przejazd utrudnia, wystarczy telefon na policje. Jednym z minusów jest brak kontaktów z odpowiadającymi mi ludźmi. Na tym forum znalazłam towarzystwo, które ten brak łagodzi. Dla mnie to nie tylko kontakt ze znajomymi, tez z ojczystym językiem (poprawnym, a to nieczęste w internecie) Wielu z forumowiczów ma niesamowita zdolność do syntezy, oraz wyciągania wniosków. O wiedzy i inteligencji nie wspominam, bo to oczywiste. Niestety, pojawiają się osobniki (do których niestety należysz) które przypominają zaciętą płytę- kilka sloganów, znanych mi na pamięć. Jak nie wiedza, co odpowiedzieć, cytują. Najlepiej coś zawiklanego, najczęściej bez sensu. Bo rozmówca będzie się bal przyznać, ze sensu nie widzi. Ostatnio dosyć nieparlamentarnie wyraziłam się o obecności polskich jezuitów w Danii. Az się dziwie, ze bana nie dostałam. To już nie wystarczy wyjechać, żeby się od tego uwolnić? Wiec proszę, weź pod uwagę, ze niektórym religia tak dala się we znaki, ze szukają sobie azylu. Ja owszem, bezreligijny azyl mam, ale nie polski. Tutaj chce rozmowy, nie kazań. Możesz mieć odmienny światopogląd, ale nie traktuj rozmówców jak idiotów. Bo to co proponujesz, to totalitaryzm w czystej postaci. Wprowadzanie jakiegos prawa mija sie z celem, jezeli nie moze byc egzekwowane. Jak chcesz wprowadzić w życie zakaz aborcji? Kontrole na granicy? Badanie ciężarnych (a profilaktycznie wszystkich kobiet) alkomatem? Przymusowe badanie ginekologiczne? Sadowne dochodzenia w wypadkach poronień, czy nie były sprowokowane? Bo już policja sprawdzała pacjentkę na fotelu ginekologicznym. Wystarczy donos niechcianego amanta czy zawistnej koleżanki, żeby przymusowo poddawać kobiety badaniom?
|
|
| | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | Po pierwsze jestem osobą i tak chciałbym aby mnie określano. Po drugie, to, o czym Pani pisze, nie usprawiedliwia zachowania pseudo-racjonalistów w tym wątku. Jeżeli uważa się Pani za osobę dorosłą, to przynajmniej powinna Pani na tyle trzymać na wodzy swoje emocje, aby nie bronić chamskich zachowań.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | i.czaplicka (5782 punktów) | >Po pierwsze jestem osobą i tak chciałbym aby mnie określano. Przepraszam. Ale zobacz, jak Rutkiewicz potraktował Ignorancje. Ja nie wchodzę na katolik.pl czy inne wary.pl. Proszę, żeby chociaż taki wirtualny azyl istniał dla osób niewierzących, skoro żeście już tak w realu zapaskudzili nasz kraj.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | > No właśnie w tym co Pani napisała brakuje logiki, bo usuwając dziecko z łona inicjuje się jego zgon, w przypadku zaś odmowy przeszczepu nie inicjuje się zgonu. W łonie nie ma żadnego "dziecka", jest tylko płód.
@@@ .
|
|
| | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | Zabawa słowami, która ma na celu dehumanizację nasciturusa. Płód to nienarodzone dziecko.
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | maruda (5550 punktów) | >Zabawa słowami, która ma na celu dehumanizację nasciturusa. Płód to nienarodzone dziecko. Znowu półprawda, zabawa ze znaczeniami, czyli manipulacja. Płód to nienarodzone dziecko, pod warunkiem, że dziecko urodzi się żywe.
Piękne łacińskie słówko, pozwól że odwołam się do definicji. Nasciturus (łac. "mający się urodzić") - termin pochodzący z prawa rzymskiego oznaczający dziecko poczęte, ale jeszcze nie urodzone. W prawie rzymskim w jego przypadku stosowano fikcję prawną, według której miał warunkową zdolność prawną, tzn. mógł być podmiotem praw i obowiązków, jednocześnie sam nie mogąc dokonywać czynności prawnych. To wszystko jednakże pod warunkiem, że urodził się żywy.
|
|
| | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | >Zabawa słowami, która ma na celu dehumanizację nasciturusa. Płód to nienarodzone dziecko. Zabawy słowami bywają groźne! I taką zabawę prowadzi właśnie Kościół Katolicki w Polsce!
To wcale nie jest zabawnym doprowadzić ze względów ideologicznych mocno zdeformowany płód do stania się dzieckiem. Niech zdycha po kilku tygodniach w męczarniach byleby się "zgodnie z wolą boską urodziło"! "Daliśmy mu całą miłość. Został ochrzczony i poszedł do nieba." To jest chore, jak cała ideologia religijna.
Płód wcale nie jest nienarodzonym dzieckiem, jest jedną z form - poczynając od jaja i plemnika - procesu stawania się człowiekiem. Człowiek ma mózg. Nazywanie zarodka, czy płodu dzieckiem - wcale nie jest zabawnym. Jest to obrzydliwa ideologiczna manipulacja słowami. Do dehumanizacji człowieka nie prowadzi nauka, a prowadzą wszelkie ideologie, z religijnymi na czele.
PS. Niech Pan sięgnie do słowników języka polskiego wydanych przed 1939 rokiem. Można i późniejszych, ale wówczas będzie Pan twierdził, że komuniści je zmanipulowali.
@@@ .
|
|
| | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | Na marginesie dodam jeszcze jedną uwagę. Potrafię zrozumieć osoby, które domagają się aborcji, ponieważ nie widzą człowieka w embrionie. Szokujące są jednak dla mnie poglądy tych, którzy zdając sobie sprawę, że mają do czynienia z ludzką istotą, godzą się na jej zabicie ze względu na brak układu nerwowego. Czy naprawdę sądzicie, że skoro fakt bycia ludzką istotą przestał być zasadniczą zaporą przeciwko aborcji, to stanie się nią fakt cierpienia fizycznego? Zabijamy przecież o wiele bardziej rozwiniete organizmy. Większość ludzi nie ma przecież nic przeciwko temu, domaga się jedynie humanitarnego uboju. Prędzej czy poźniej znajdą się intelektualiści, którzy zaczną dowodzić, że wystarczy zrobić to szybko.
dajmonion
|
|
| | | | |  | 10 na 10 | Sylwek (15472 punktów) |
>Czy naprawdę sądzicie, że skoro fakt bycia ludzką istotą przestał być zasadniczą zaporą przeciwko aborcji, to stanie się nią fakt cierpienia fizycznego? Zabijamy przecież o wiele bardziej rozwiniete organizmy. Większość ludzi nie ma przecież nic przeciwko temu, domaga się jedynie humanitarnego uboju. Prędzej czy poźniej znajdą się intelektualiści, którzy zaczną dowodzić, że wystarczy zrobić to szybko.
Jest dokładnie na odwrót - to "uświęcenie" życia ludzkiego tworzy kulturowe przyzwolenie na zabijanie nie-ludzi. W tym - istot biologicznie ludzkich, nawet odczuwających, ale w danej kulturze za ludzi nie uznawanych (taki był mechanizm Holocaustu).
|
|
| | | | | |  | -2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | Mechanizm Holocaustu był taki, że pewną grupę ludzi uznano za nie-ludzi i podobnie jest w przypadku aborcji.
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | Gdyby darowano sobie przypisywanie etycznej wagi do człowieczeństwa, nawet uznanie Żydów za nie-ludzi nie dostarczyłoby usprawiedliwienia dla ich mordowania. Zaś uznanie zarodków za ludzi, nie sprawiedliwa mordowania i torturowania kobiet.
|
|
| | | | |  | 13 na 13 | Alicja Duda (25557 punktów) | > Czy naprawdę sądzicie, że skoro fakt bycia ludzką istotą przestał być zasadniczą zaporą przeciwko aborcji, to stanie się nią fakt cierpienia fizycznego?Przypominam Ci, że pod rządami obecnej idiotycznej ustawy Polki wykonują 100-180 tysięcy aborcji rocznie. Kobiety sa pozostawione same sobie z problemem. Nie mogą zwrócić się do żadnej instytucji, która pomoże rozpatrzyć ich problem. Każdy, kto pomoże w wykonaniu aborcji, spróbuje doradzić, życzliwie wysłucha podlega karze. Kobieta jest więc sama i sama musi podjąć decyzję a takie decyzje podejmowane w szoku nie są zbyt racjonalne. Złagodzenie ustawy i dopuszczenie do aborcji do 12 tygodnia na życzenie kobiety przy równoczesnej pomocy psychologicznej i społecznej zmniejszyłoby ilość aborcji. Zmniejszyłoby też ilość poronień w późniejszych okresach ciąży, oraz późnych aborcji poza granicami kraju. www.womenonweb.org/index.php?lang=pl
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | | |  | -2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | Twoje rozwiązanie nie jest wiarygodne, bo nie zakłada, że zło aborcji to zło zabicia człowieka. W debacie publicznej powinno się zdemaskować faktyczne podłoże ideowe troski o zmniejszenie liczby aborcji i wszystkie wynikające z tych założeń konsekwencje.
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Alicja Duda (25557 punktów) | >Twoje rozwiązanie nie jest wiarygodne, bo nie zakłada, że zło aborcji to zło zabicia człowieka. W debacie publicznej powinno się zdemaskować faktyczne podłoże ideowe troski o zmniejszenie liczby aborcji i wszystkie wynikające z tych założeń konsekwencje. Takie rozwiązanie sprawdziło się w innych krajach, tylko Polska ze względów ideologicznych trzyma się idiotycznego rozwiązania. To czy zarodek jest człowiekiem czy nie to zależy od ideologii. Nie wszyscy są w tym zgodni. Natomiast nasza ustawa jest niezgodna ze zdrowym rozsądkiem. Gdyby chodziło o zmniejszenie ilości aborcji już dawno została by zmieniona. "Nie chodzi o to by złapać króliczka ale by gonić go".
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | Optymalnym rozwiązaniem jest sytuacja, gdy liczba aborcji jest jak najmniejsza i jednocześnie nie ma możliwości dokonania jej z błahych powodów.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | maruda (5550 punktów) | Od kiedy zaistniała w naszym kraju debata na temat poczęć i aborcji. Nie podoba mi się bardzo pewna patologia, a mianowicie położenie tak dużego nacisku na ilość urodzonych dzieci przy kompletnym braku szacunku do już urodzonych. Debata na temat aborcji jest tematem zastępczym. Proszę mi wskazać ile czasu poświęca się na debatę nad prawidłowym wychowywaniem dzieci w tak zwanych patologicznych i trudnych rodzinach. Proszę o pokazanie jak wygląda debata dotycząca matek samotnie wychowujących dzieci. (Taka zgwałcona kobieta zrobi wszystko by nie wychowywać dziecka z jego biologicznym ojcem.) Kompletnie nie ma debaty o odpowiedzialności mężczyzn za własne plemniki i ich efekty w postaci żywych dzieci. I teraz proszę porównać ilość czasu i środków przeznaczonych na debatę o dzieciach żywych i aborcji jako zjawisku. Patologią jest brak poszanowania dla już istniejącego życia i jego jakości. Bardzo ciężko stwierdzić co to jest błahy powód. Czy urodzenie dziecka podczas studiów, przerwanie ich w związku z tym i przeznaczenie najbliższych 5 lat życia praktycznie tylko na wychowanie potomka można nazwać błahym powodem, czy nie? Czy po tak długim okresie przerwy warto wracać na ścieżkę edukacji, czy lepiej pozostać niewykształconą kurą domową, wydaną na pastwę i wszelkie zachcianki swojego pana i władcy? Doprawdy zamiast bić pianę w dziedzinach zupełnie nieistotnych proszę lobbować o większe ułatwienia dla kobiet mających dzieci. Bardziej instytucjonalnie dbać o już istniejące potomstwo. Kobiety same zadbają o przypływ nowych pociech i to w ilości znacznie przekraczającej te wszelkie aborcje.
|
|
| | | | | | | | |  | 7 na 7 | Alicja Duda (25557 punktów) | >Optymalnym rozwiązaniem jest sytuacja, gdy liczba aborcji jest jak najmniejsza i jednocześnie nie ma możliwości dokonania jej z błahych powodów. A co to jest błahy powód? Czy chęć ratowania swojego życia? Czy chęć ratowania swojego zdrowia? Czy tego, że bardziej prawdopodobne jest samobójstwo niż dotrwanie do końca ciąży? Czy to, że samemu zarabia się za mało na nędzne życie? Czy to, że nie ma się żadnego kąta gdzie można by z dzieckiem żyć? Czy to, że nie widzę się jako matka, nie chcę żadnego dziecka nigdy? Czy to, że ciążą...dziecko mnie wtrąca w życie bez perspektyw i szans na godne życie? Takich pytań jest tysiące i odpowiedzi na nie są różne. Pozwólmy by te pytania i odpowiedzi na nie dawały zainteresowane kobiety. Jeżeli aborcji ma być mniej to nie stawajmy je pod ścianą ale stwórzmy im realne warunki dla wychowywania dziecka.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | >Potrafię zrozumieć osoby, które domagają się aborcji, ponieważ nie widzą człowieka w embrionie. Szokujące są jednak dla mnie poglądy tych, którzy zdając sobie sprawę, że mają do czynienia z ludzką istotą, godzą się na jej zabicie ze względu na brak układu nerwowego. "Istota ludzka", jest darem "istoty boskiej" i do tych fantazji religijnych nauce daleko. Natomiast człowiek jest zwierzęciem posiadającym mózg wraz z układem nerwowym. Bez nich jest, żyjącym lub nie, kawałkiem mięsa przypominającym ludzki płód lub ludzkiego trupa. Nie żaden Bóg ingerujący w poczęcie, a funkcjonujący mózg stanowi o naszym człowieczeństwie.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | sukulent (2309 punktów) |
> Zabijamy przecież o wiele bardziej rozwiniete organizmy.Miły Dajmonionie, sam nie wiesz, jak bardzo masz rację. Nie podajemy najskuteczniejszych terapii przeciwko rozmaitym odmianom raka, przeciwko SM i innym chorobom sierocym w majstacie prawa stanowionego, którego wykonawcą jest NFZ. Nie lecząc - zabijamy. Strasznie mi więc brak odezw biskupów i stanowiska episkopatu na temat odbierania dostępu do takiego np. Temozolomidu ludziom chorym na glioblastoma (złośliwy glejak mózgu). Brak mi starszych pań z krzyżami pod centralą NFZ śpiewających unisono "Kto się w opiekę" i grzmiących z ambon proboszczy, że kto z parafian zatrudniony jest w NFZ, ten powinien już węszyć, bo w powietrzu unosi się zapach rozgrzanej smoły. Katolicy są niespójni, co z bólem konstatuję. pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
 | 1 na 1 | Rutkiewicz (1290 punktów) | Na początku chcę wyjaśnić, że uznaję względne prawo do aborcji, żeby uniknąć argumentów typu "to co ma zdechnąć?". W sytuacji zagrożenia życia oczywiście życie matki jest z przodu, z prostej przyczyny, ona bez dziecka przeżyje ono bez niej nie (in naturam).
A co z sytuacją, gdy dziecko post natum (antenat - postenat? czy to terminologia, która nas pogodzi?) nie jest w stanie przyjmować sztucznego pokarmu? W myśl Twego rozumowania, nie można zmusić matki do produkowania pokarmu.
>Czy kobieta w ciąży traci człowieczeństwo? Myślę, ze zdaniem wierzących tak. Bo uprawiała seks ( a nie daj, Boże, jeszcze miała z tego przyjemność). Wiec słuszne jest, żeby poniosła karę.
W pierwszym zdaniu spłaszczasz spór, a w drugim i trzecim parasz się erystyką.
>płód ma pecha. Jest agresorem, co prawda bez własnej winy.Ale czy to znaczy, ze można kobiecie odbierać prawo do samoobrony?
Tylko, że płód jest tworem ex corpus, a nie pasożytem-najeźdźcą. Można by zatem co najwyżej powiedzieć, że płód jest organem (ma status organu). Ale żaden lekarz nie wykona (poza lekarzami z Ugandy, czy Boliwii) zabiegu usunięcia organu na życzenie, bez wskazań medycznych. Poza tym, abstrahując od tego punktu widzenia, istnieją sytuacje, w których prawo narzuca na ludzi konieczność utrzymywania relacji z innymi osobami i przejęcie za nich odpowiedzialności. Chociażby opieka rodziców nad dziećmi, którzy to rodzice nie mogą być w tym czasie, choćby bardzo chcieli, pijani w sztok (sam ten fakt jest karany), więc ich plany życiowe też się rozjeżdżają. Po trzech latach wychowywania mogą otrzymać propozycję pracy po 18h/dobę za bajońskie pieniądze, powiedzmy 1900zł w przeliczeniu godzinowym, ale będąc odpowiedzialnymi za dziecko nie mogą jej podjąć. To naturalne dla społeczności ludzkiej, że jej członkowie są wzajemnie współodpowiedzialni za siebie i nie zawsze mogą robić to, na co mają ochotę: mam ochotę wsiąść do metra, ale na drugim torze ktoś leży; mam ochotę wyjechać do sanatorium, ale moja partnerka zachorowała; mam ochotę na przeprowadzkę, ale dziecko dostało stypendium/ma więzi, które chce pielęgnować. Można te przykłady stopniować dalej, aż dojdziemy do: mam ochotę na niezależne życie (wiem, że trochę spłycam i proszę o wyrozumiałość), ale będę mieć dziecko. Możemy przyjąć, że w tej sytuacji stopień uzależnienia, odchylenia planów i koniecznego zaangażowania jest tak duży, że przekracza to wartość życia tego dziecka. Ale jak w tej sytuacji odgraniczyć stopień następny? Tzn. dlaczego nie przyjąć, że mogę zabić/uśmiercić/usunąć dziecka jednorocznego, dwuletniego, trzyletniego, jeżeli uznam, że powyższe równanie wypada w konkretnej sytuacji na jego niekorzyść? Moim zdaniem nie da się.
|
|
|  | 8 na 8 | i.czaplicka (5782 punktów) |
>A co z sytuacją, gdy dziecko post natum (antenat - postenat? czy to terminologia, która nas pogodzi?) nie jest w stanie przyjmować sztucznego pokarmu? W myśl Twego rozumowania, nie można zmusić matki do produkowania pokarmu. Antenat to znaczy przodek. Do szkoły nie chodziłeś? Oczywiście, ze nie można. Znasz takie państwo, w którym prawo nakazywało by karmienie piersią? Zresztą problem wydumany. To naturalny pokarm często jest problemem. Najczęściej jakiś jego składnik. A składu pokarmu naturalnego nie można zmienić. W sztucznym skład można dowolnie komponować. Mozna tez dokarmiać parenteralnie. >>Czy kobieta w ciąży traci człowieczeństwo? Myślę, ze zdaniem wierzących tak. Bo uprawiała seks ( a nie daj, Boże, jeszcze miała z tego przyjemność). Wiec słuszne jest, żeby poniosła karę. >W pierwszym zdaniu spłaszczasz spór, O to właśnie chodzi. Czy uważasz, ze prawdziwe jest zdanie- każdy człowiek ma prawo do własnych flaków?
Resztę Twoje wypowiedzi muszę wyciąć- za długa. Odpowiem hurtem- w żadnym kraju prawo nie nakazuje utrzymywania kontaktów z innymi osobami. Praw do dziecka można się zrzec. Wyjątkiem są osoby osadzone w wiezieniu. Oczywiście mówimy o państwach cywilizowanych. I strefa utrzymywania/nieutrzymywania kontaktów jest strefą prywatną. Nie można prawnie zabronić wyjazdu na wczasy, kiedy partner jest chory. A zwolennicy zakazu aborcji chcą właśnie takiej regulacji prawnej- musisz mieszkać z Kowalskim, bo on bez ciebie życia nie widzi. O to właśnie chodzi, żeby takie decyzje były pozostawione zainteresowanym osobom. I jeszcze jedno- przepraszam, ze się powtarzam, bo to kiedyś napisałam. Wszyscy pro-life to jak zacięta płyta- powtarzanie bezsensownych argumentów i "uczone" słownictwo. Którego, jak dałeś przykład, sami nie rozumieją. Ale tak piszą, bo moze rozmówca nie zrozumie, a będzie się bal przyznać.
|
|
| |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Antenat to znaczy przodek. Do szkoły nie chodziłeś? Co najwyżej antenat, to jest przodek. "Antenat" znaczy przodek, tak jak antenat nie składa się z liter, itd. O supozycjach nie nauczyli? Zaś "kolejka" oznacza pociąg, najczęściej wąskotorowy, w żadnym wypadku grupę ludzi ustawionych według określonej kolejności. Duh..? "Antenat", to może być "ante natus" i oznaczać kogoś, kto przychodzi przed kimś narodzonym, lub - jak zaproponowałem, wiem, że nie ma takiej tradycji językowej - "ante nascendi", podobnie do "in statu nascendi", i oznaczać coś przed narodzinami, w znaczeniu technicznym i dosłownym, to coś, dla czego nie możemy się, co do doboru słów pogodzić. Może być też "antenascens", ale to brzmi okropnie. Następnym razem proponuję użyć formy: "Ojej! Przecież zgodnie z dobrze utrwaloną latynizującą tradycją językową słowo "antenat" oznacza czyjegoś przodka, czemu używasz go w innym znaczeniu", tak sugerowałaby grzeczność i pycha (można się przy okazji pochwalić znajomością etymologii własnego języka).
>Wszyscy pro-life to jak zacięta płyta- powtarzanie bezsensownych argumentów i "uczone" słownictwo. Którego, jak dałeś przykład, sami nie rozumieją. Ale tak piszą, bo może rozmówca nie zrozumie, a będzie się bal przyznać. Ja nie jestem "pro-life", bo płody krowie mnie mało interesują, a też są "life". Znowu za to zapominasz o cudzysłowach, szkoda. Jeśli dalej odwołujesz się do "antenata", to nie jest to słownictwo uczone, bo nie jest to termin techniczny. Zaś co do argumentu zdartej płyty, to prawda jest taka, że obie strony używają wciąż tych samych argumentów, zresztą, jeśli uważają je za słuszne, to w ogóle nie rozumiem takiego zarzutu. Na razie w ogóle nie rozmawiamy o meritum, ja chcę się wymienić argumentami, ale spotykam się tylko ze spychotechniką, automatyczną, wyrobioną reakcją bez namysłu i czytania cudzych wypowiedzi, wypowiadanej z pozycji ambony, objawem fundamentalizmu, tylko z innej parafii. Najlepszym przykładem jest to, że przez tydzień czasu nie możemy ustalić języka dyskusji. W zamian przygotowania fundamentu i rzeczowej dyskusji łapiesz się wszystkiego, czego można się złapać, aby zdyskredytować moje stanowisko, którego jeszcze nawet nie poznałaś. Może problemem jest to, że dziś każdy uważa, że ma coś do powiedzenia a forma w jakiej to wypowiada absolutnie nie ma znaczenia, więcej - im mniej ma znaczenia, tym lepiej, bo treść jest wtedy bardziej autentyczna. Rzecz w tym, że opinię może mieć każdy, ale pogląd trzeba sobie wyrobić, a nie rzucać sloganami poprzyczepianymi do jakichś sekundowych, podświadomych skojarzeń. Takie przerzucanie się wypocinami podświadomości nie prowadzi do rozwoju żadnej ze stron, a już na pewno nie do przekonania. Proszę też nie umieszczaj mnie po żadnej ze stron "pro-life" - "pro-choice", bo wszelka ideologia jest mi obca z natury, a każdy pogląd muszę sam intelektualnie sprawdzić, żeby go przyjąć. Nie zwykłem więc zapisywać się do sekt. Ja zajmuję stanowisko racjonalne, to znaczy do oceny tego, jak jest używam rozumu, a nie wyczytanych/zasłyszanych zdań. Na koniec dodam jeszcze, żebyś nie zaczęła lecieć sloganami "pro-choice", że przeniosłem się na poziom metodologii prowadzenia dyskusji i opuściłem teren aborcji.
>Zresztą problem wydumany. To naturalny pokarm często jest problemem. Najczęściej jakiś jego składnik. A składu pokarmu naturalnego nie można zmienić. Mówi się teoretyczny, a nie wydumany. Użycie "wydumany", to chwyt erystyczny mający na celu przepchnięcie opinii, że proweniencją problemu praktycznego, jaki się stawia, jest błędne odczytanie rzeczywistości i dlatego nie będzie się z nim dyskutować. Ja zaś nie stawiam Cię przed problemem praktycznym, który wydumałem, tylko problemem teoretycznym, tzn. mającym konsekwencje ogólne i teoretyczne oraz implikacje szczegółowe i praktyczne, a nie konsekwencje praktyczne i szczegółowe. Matka M nie chce produkować pokarmu, Dziecko D nie może przyjmować sztucznego pokarmu Psz. Czy M powinna iść, w takiej sytuacji, za swoim chceniem, czy też nie? I nie mówiłem w ogóle o przymusie prawnym.
|
|
| | |  | 4 na 4 | i.czaplicka (5782 punktów) | Wiesz, źle trafiłeś. Mogłeś poczytać moje wcześniejsze wpisy- ja łaciny tez się uczyłam. Ale nie czuje potrzeby, żeby komuś tym imponować. Nieżyjący już, wspaniały lek. wet powiedział mi- jak wiesz, co zwierzęciu dolega, to powiesz to tak, ze chłop zrozumie. Jak nie wiesz, to uciekasz w "uczony język". Kiepskim angielskim tez nie zaimponujesz- dla mnie to kolo ratunkowe- nareszcie wiem, o co biega. Antenat to tak znane słowo, ze nie widzę potrzeby, żeby mu nadawać inne znaczenie. Wszystko ma ładne naukowe nazwy- jak już musisz, to dodawaj ludzki/a -embrion-zygota itp... Nie uważam, ze prawo państwowe musi się wtrącać do pracy moich ludzkich kolegów. To, co się dzieje z organizmem, to sprawa właściciela i lekarza.
|
|
| | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Nie uważam, ze prawo państwowe musi się wtrącać do pracy moich ludzkich kolegów. To, co się dzieje z organizmem, to sprawa właściciela i lekarza. W ogóle nie rozumiem o co tu chodzi i do czego się to odnosi.
>Wszystko ma ładne naukowe nazwy- jak już musisz, to dodawaj ludzki/a -embrion-zygota itp... Nie chodzi o zmianę semantyczną. Dlaczego ciągle muszę walić w mur Twoich uprzedzeń i automatycznych odruchów językowych i ideologicznych? Nie chodzi o to, żeby zmienić status ontologiczny zarodka, czy embrionu, czy czego tam jeszcze. To tak, jakby powiedzieć, że nazywając starszą osobę seniorem, zmienia się jej status ontologiczny. Nie, zmienia się tylko warstwę emocjonalną. Ale w określonych sytuacjach, ponieważ w większości dyskusji, słowo nie ma znaczenia. "Staruch", "młodzieniec", to taka sama nazwa stadium rozwojowego człowieka, choć bardziej od społecznej, niż medycznej strony, co "embrion". Ale w dyskusji o aborcji i w ogóle statusie ontologicznym człowieka przed urodzeniem (mogę tak chyba mówić, przed urodzeniem nie byliśmy krowimi zarodkami) słowa "dziecko" i "embrion" budzą niezdrowe emocje obu stron, które eliminują możliwość rzeczowej dyskusji. Dlatego zaproponowałem, kurde w sumie to nonszalancko zaproponowałem, przyjęcie swoistej, neutralnej - oderwanej od utrwalonych konotacji - nowomowy, która sprawi, że w sytuacji nieistotności statusu ontologicznego "tego czegoś, zagnieżdżonego w macicy", będzie można skupić się na rzeczach, a nie słowach. Savvy?
Zarzut, iż słowo "antenat" ma utrwalone znaczenie i nie trzeba go zmieniać trafia kulą w płot. Powołałem się już na przykład "kolejki", mogę i "zamku". Oba te słowa mają dwa niezależne znaczenia i nie jest tak, że jedno wyeliminowało drugie. Poza tym, znów wchodzisz w dziedzinę semantyki, gdy chodzi tu wyłącznie o semiotykę. Nie ingeruję w utrwalone znaczenie, tylko wyrażenie łacińskie skracam do formy jednowyrazowej. I umówmy się też, że to słowa idą za rzeczami, a nie rzeczy za słowami.
Uwagi o języku angielskim nie rozumiem, bo się na niego nie powoływałem.
Podsumowując, nie odwołuję się w ogóle do naukowego języka, tylko chcę prowadzić dyskusję na poziomie (np. odpowiadanie na wyrażenie "nie rozumiem tego" wyjaśnieniem tego, co się miało na myśli). Jakby mnie interesowało zdanie ulicy, to wyszedłbym na ulicę.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | i.czaplicka (5782 punktów) | >>Nie uważam, ze prawo państwowe musi się wtrącać do pracy moich ludzkich kolegów. To, co się dzieje z organizmem, to sprawa właściciela i lekarza. >W ogóle nie rozumiem o co tu chodzi i do czego się to odnosi Wymiana zdań zaczęła się od mojego postu, w którym stwierdziłam, ze państwo nie powinno się wtrącać do procedur medycznych. Przepraszam, z tymi językami to mnie trochę poniosło. Uwaga o angielskim była sprowokowana Twoja odpowiedzią innej osobie. A na tym forum znajomość angielskiego obowiązkowa nie jest. Stanisław Lem uważał, ze jak się pisze na trudny temat, to trzeba używać jak najprostszego języka.
|
|
|  | 6 na 6 | Ignorancja (4718 punktów) | >Tylko, że płód jest tworem ex corpus, a nie pasożytem-najeźdźcą.
Pan się myli. Płód jest pasożytem, a jego ewentualne niepasożytnictwo określane jest li tylko samym subiektywnym stosunkiem do niego żywiciela. Ponadto w sytuacji, gdy jego dalsza egzystencja zagraża życiu i zdrowiu zywiciela staje się nie tylko cudzożywnym pasożytem, ale i agresywnym najeźdźcą.
Przy okazji. W Pańskich wypowiedziach natknęłam się na coś, co przyznam, iż mnie zdumiało. Jesli się Pan uprze to odszukam i zacytuję.
Otóż posuwa się Pan do stwierdzenia (odpowiedź do bodajże Arystypa z Cyreny), że Pan wie lepiej, bo jest etykiem. Cudowna postawa. Ale dla mnie nie różniąca się niczym od postawy księdza, który też twierdzi, że wie lepiej, bo jest księdzem. Etyka drogi Panie nie jest nauką ścisłą, w której chemik jednoznacznie może wykazać cudzą ignorancję komuś, kto twierdzi, że metan to cząsteczka składająca się z trzech atomów węgla. Więc może odrobinę wstrzemięźliwości z taką argumentacją.
> Można by zatem co najwyżej powiedzieć, że płód jest organem (ma status organu). Ale żaden lekarz nie wykona (poza lekarzami z Ugandy, czy Boliwii) zabiegu usunięcia organu na życzenie, bez wskazań medycznych.
Tak. Płód jest dla Pana raz organem, raz szczotką. W zależności od potrzeby chwili zawsze się coś dopasuje. Dla mnie płód jest płodem, a zygota zygotą, zarodek zarodkiem, blastula blastulą itd. Wszystkie można dosyć precyzyjnie scharakteryzować, jak i różnice między nimi. Uogólnianie zaś i podciąganie pod jedno słowo: "dziecko", co Pan jest uprzejmy w innym miejscu czynić nie rezultuje się z obiektywnych, tylko subiektywnych i jak najbardziej emocjonalnych przesłanek. A Pańskie zaprzeczenia, iż nie jest to stosunek emocjonalny tylko obiektywny brzmią dla mnie nie tylko nieprzekonywająco, ale i nieszczerze. Dla Pana Pańskie czteroletnie potomstwo może być cudownym aniołkiem, dla mnie, gdy widzę, że ten cudowny aniołek pluje, gryzie i kopie jest co najwyżej rozwydrzonym bachorem. P.S. Plus dałam Panu przez przypadek.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Pan się myli. Ten argument mnie powalił. Może jakieś cytowanko literatury fachowej?
>Płód jest pasożytem, a jego ewentualne niepasożytnictwo określane jest li tylko samym subiektywnym stosunkiem do niego żywiciela. Ponadto w sytuacji, gdy jego dalsza egzystencja zagraża życiu i zdrowiu zywiciela staje się nie tylko cudzożywnym pasożytem, ale i agresywnym najeźdźcą. Argument metodologiczny, "najeźdźca" posiada w tym znaczeniu wyłącznie treść emocjonalną i zero merytorycznej. Najeźdźcą jest państwo, które celowo i w zamiarze napada na inne państwo, jaki tu związek z płodem? Secundo, "pasożyt", to dla mnie ciało obce, organizm pochodzenia zewnętrznego, nastawiony i wykształcony przez ewolucję/naturę do żywienia pasożytniczego - korzystania z sił witalnych żywiciela. Inaczej, jeśli przestaniemy zwracać uwagę na proweniencję pasożytów, równie dobrze możemy "pasożytem" określić chore nerki, albo wyrostek robaczkowy. Tak więc, ten "pasożyt" w Pani zdaniu ma takie samo znaczenie, jak "pasożyt" użyty w stosunku do 28-letniego dziecka, które się z domu nie ma zamiaru wynosić na swoje, nic się do ogółu dobra z gosp. dom. nie dokładając - przenośne. Zaś ws. do płodu ma na celu jedynie wzbudzenie negatywnych emocji i nie niesie żadnej treści merytorycznej.
>Otóż posuwa się Pan do stwierdzenia (odpowiedź do bodajże Arystypa z Cyreny), że Pan wie lepiej, bo jest etykiem. Ano użyłem takiego sformułowania w sensie takim oto, że jeśli jestem etykiem, to lepiej się znam na etyce i lepiej wiem, co jest etyką a co nie, co jest uprawianiem etyki, a co nie. Argument został użyty w formie metodologicznej, nie czyniącej ze mnie omnibusa w sprawie postępowania. Co więcej, jeśli Pani poszuka, to znajdzie Pani zdanie, w tej samej wypowiedzi, w którym "swoją wszechwiedzę" znacząco ograniczam. A to rzeczone cytowanie: >>Poza tym będąc etykiem, staję się specjalistą, więc pozwól mnie ocenić, co jest dobrą etyką, a co złą. Dodam tylko, że etyka, to teoretyczna i filozoficzna nauka ogólna o ludzkim postępowaniu z punktu widzenia normatywnego. Być może "etyka" pomyliła się tu Pani z "moralnością".
>Etyka drogi Panie nie jest nauką ścisłą, w której chemik jednoznacznie może wykazać cudzą ignorancję komuś, kto twierdzi, że metan to cząsteczka składająca się z trzech atomów węgla. Więc może odrobinę wstrzemięźliwości z taką argumentacją. J.w., pisałem o "etykowaniu", czyli poczyniłem uwagę metodologiczną, a nie o "moralizowaniu". Oczekuję przeprosin.
>Tak. Płód jest dla Pana raz organem, raz szczotką. W zależności od potrzeby chwili zawsze się coś dopasuje. Mam wrażenie, że Pani nie ogarnia. Szczotką płód był dla mnie na płaszczyźnie rozumowania logicznego, formalnego a nie materialnego. Nie chodziło tam o to, że płód jest szczotką, tak jak pies jest ssakiem, tylko, że z formalnego punktu widzenia, w klasycznym rachunku predykatów, formalna przynależność "płodu" i "szczotki" jest taka sama, oba są zmiennymi indywidualnymi. Innymi słowy "płód" jest "szczotką" i jest "psem", choć nie jest tym samym, co "Ala ma kota", ale płód szczotką, w żadnym razie nie jest.
Arabowie mają pewną zasadę kulturową, utrwaloną w tradycji: jeśli coś wydaje im się absurdalne, to zakładają, że nie zrozumieli i biorą się za pilniejszą naukę. W Europie natomiast panuje, od lat '60, zasada: "każdy jest poniekąd ...", gdzie można wstawić "lekarza", "fizyka", a już na pewno "filozofa", każdemu się coś kojarzy, a jak się skojarzy, to się tym podzieli, nie zastanowiwszy się dobrze. Ja to zjawisko nazywam "krypto-erystyką", choć najbardziej jest ona ukryta przed samym wypowiadającym.
Zaś organem można go, moim zdaniem, co najwyżej nazwać, ponieważ jak napisałem, pochodzi on z materii ciała matki (i ojca, tu nieistotne) i nie stanowi organizmu zewnętrznego, obcego, nie jest przybłędą, pasażerem na gapę.
>A Pańskie zaprzeczenia, iż nie jest to stosunek emocjonalny tylko obiektywny brzmią dla mnie nie tylko nieprzekonywająco, ale i nieszczerze. Proszę, one dla Pani brzmią, zanim zabrzmiały w moich ustach. Nazywam to coś, zagnieżdżone w macicy płodem, dzieckiem i szczotką, ponieważ, czego Pani - jestem już pewien - absolutnie nie ogarnia, słowo nie niesie dla mnie z sobą treści. Treść niosą badania, o których Pani pisze. To dla Pani słowo ma znaczenie, ponieważ kłóci się Pani z "dzieckiem". A czy ja kłócę się z "płodem"? Oczywiście, że "dziecko" nie ma wymiaru obiektywnego, używam tego słowa, ponieważ mam określony pogląd na "to coś" i słowem nie nadaję płodowi innego znaczenia, w sensie ontologicznym, ten sens jest przed słowem. O tym jest cała wywołana przeze mnie dyskusja. O tym, że jeśli miałoby dla mnie znaczenie, czym jest to coś w macicy, to dyskutowałbym o tym, czym jest, ale w pozostałych sytuacjach, kiedy nie ma to znaczenia w dyskusji - a dyskusji, którą prowadziłem nie miało - każdy może sobie to nazywać jak chce. Co więcej, nawet i w dyskusji, w której ma znaczenie tego status ontologiczny, albo w dyskusji o tym statusie, każdy może to sobie nazywać, jak chce (to znaczy, że ja nie każę Pani mówić dziecko), bo samo nazywanie niczego nie zmieni. Kropka, proszę sobie nic nie dopowiadać, ta uwaga ma charakter metodologiczny. Czy zaczyna Pani łapać?
>Wszystkie można dosyć precyzyjnie scharakteryzować, jak i różnice między nimi. Można, oczywiście. Ale jeżeli przyjmiemy, że "blastula", to odtąd "lodówka", to czy zmienią się jej cechy?
>Plus dałam Panu przez przypadek. Umrę natychmiast ze zgryzoty. Proszę dać tej minus, to się wyrówna. Mam nadzieję, że będzie Pani mogła spać w nocy. Poważnie, Pani ma 5 lat, czy 10? Może przejdziemy na lizaki?
Zresztą już dawno przyzwyczaiłem się do tego, że te znaczki nie służą wyrażaniu szacunku względem interlokutora i propagowaniu właściwych postaw wśród dyskutantów (spokojnie! Nie poglądów, tylko postaw względem dyskusji), tylko zadymie ideologicznej. Narzędzie w rękach ludu, co robić.
|
|
| | |  | 7 na 7 | Ignorancja (4718 punktów) | Szanowny Panie, może zacznę od przeprosin i licze, że i Pan to uczyni. Moje przeprosiny nie są wymuszone, gdyż nie zależy mi na zaognianiu dyskusji. Jeżeli poczuł się Pan urazony to przepraszam. Natomiast wypraszam z kolei ja sobie zwroty, że czegoś nie ogarniam, albo o lizakach, czy przedszkolu.
1. Pasożyt. Szanowny Panie obserwuję, iż stosuje się relatywizm przedstawiany jako obiektywizm w stosunku do płodu. Gdy okoliczność wymaga to ucieka się do separatyzmu płodu/zygoty/zarodka. A jak inaczej pasuje to nagle płód przestaje być czymś odrębnym, a zaczyna być integralną częścią organizmu np. nerką, broń boże nie pasożytem. I Pan również to czyni w momencie, gdy płód określa dzieckiem. Intuicyjnie wyczuwamy, iż dziecko to nie my, coś co nie jest strickte integralną częścią naszego "ja", coś jednak obcego, jak pasożyt, ale tu Pan nagle protestuje. To jak? Płód jest naszym integralnym elementem, czy jednak ciałem obcym? Proponuję przypomnieć sobie w tym momencie o czyms takim jak konflikt serologiczny. Czy ten fakt powszechnie znany wystarczy za literaturę fachową? 2. Logika. Próbuje Pan, byc może, aby własnie wyróznić się na linii: etyk-moralista, odwoływania do sztucznych przez pryzmat roztrząsanego problemu suchych metodologii. To jeszcze nie byłoby kłopotem, gdyby nie Pańska niekonsekwencja. A powstała ona w momencie, gdy zamiast szczotki użył Pan jednak zwrotu "dziecko". Dlaczego?
Nazywam to coś, zagnieżdżone w macicy płodem, dzieckiem i szczotką, ponieważ, czego Pani - jestem już pewien - absolutnie nie ogarnia, słowo nie niesie dla mnie z sobą treści. (Pana słowa)
Zdaje się, że coś czego Pan z kolei nie ogarnia, a szkoda, to fakt, że słowa niosą ze sobą określone treści. Bardzo mi przykro, że Pan jako etyk odbiegł tu od tak ważnej cechy charakteryzującej nasz gatunek, jak przekaz werbalny. Fundamentalnie się z Panem nie zgadzam. Słowa to przekaz niosący ze sobą bardzo określone treści.
I tak drogi Panie, gdy pisząc o histerii kobiety zgwałconej swymi słowy, jako, że histeria ma jednak mocne znaczenie pejoratywne, wprowadził Pan następny dysonans do całości swych wpisów. Czemu? A temu, że w innym momencie prawi Pan o etyce jako ... niech sobie przypomnę ... ujęciu nacechowanym wrażliwością, delikatnością, jakoś tak. Tu jakoś wrażliwość ma Pan bardzo ograniczoną.
Pańska wrażliwość etyczna jest mocno ukierunkowana i się Pan z tym nieopatrznie zdradził. Mam zacytować?
Zamiast tego coś Panu opiszę, aby może i w kobietach również był Pan uprzejmy zauważyć szczotkę, a konkretnie po to, aby sobie Pan uzmysłowił, że etyka, czy moralność to owszem próba wprowadzania normatywności, ale normatywności w życiu, którego nierozerwalną częścią jest odczuwanie i emocja.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | |  | 11 na 11 | Ignorancja (4718 punktów) | Niedługo po wprowadzeniu obostrzeń do ustawy regulującej dopuszczalność przerywania ciąży, stałam się brzemienną. Ciąża była niechciana. Gdyby nie kolejne następstwa, o których za moment, usunęłabym ją bez skrupułów, a mogłam to zrobić z łatwością. O zajściu w ciążę dowiedziałam się następnego dnia po przerwaniu cyklu menstruacyjnego. Test ciążowy - wynik pozytywny.
Na drugi dzień, gdy już załatwiałam aborcję poza granicami Polski poczułam łupanie w krzyżu. Nasilało się, trwało to kilka dni. Zorientowałam się, iż to początek poronienia. Jak na spowiedzi ... wzięłam gorącą, bardzo gorącą kąpiel. Bóle się jeszcze nasiliły, a potem był krwotok. No trochę to trwało do krwotoku, bóle są takie, że owszem chodzi się zaciskając zęby, ale już podniesienie nogi, by wejść na schody to prawdziwe wyzwanie.
Potem zarejestrowałam w toalecie, że wszystko, co miało ujść uszło. Potem, na drugi dzień w poniedziałek pojechałam do pracy. Ale jeszcze się wlokłam, więc zauważono. Jak się przyznałam, co jest grane to mnie wsadzono w samochód i wio do szpitala. I się zaczęła szopka. Choć lekarzowi dokładnie opisałam, że najprawdopodobniej tego, co było już nie ma nie reagował. Byłam potencjalnym nosicielem życia poczętego. Z jednej strony roztaczano mi wizje zastraszające, że to może być ciąża pozamaciczna z drugiej ... no właśnie. Wysłano mnie na USG. Miły Pan mnie uspokoił, że nie ma żadnej ciązy pozamacicznej, on nic takiego nie widzi. Ale dla dosyć świeżo upieczonych strażników życia poczętego to nie wystarczało. Konieczna była próba ciążowa (badanie z próby krwi). Jeśli ciąża jednak jest to jak usłyszałam: "oni są zobligowani, by ją podtrzymać". Nic się nie liczyło: moja wola, moje dolegliwości, moje dziecko nagle zostawione w przedszkolu (na szczęście odebrała koleżanka i się nim zaopiekowała - mąż był daleko, moja matka i teściowa też).
Na wynik próby ciążowej musiałam czekać do następnego dnia i gówno kogo obchodził los mego narodzonego, zdrowego i kochanego przeze mnie syna (wtedy coś 3 albo 4 lata). Nie przykuto mnie wprawdzie do łózka i nie naszprycowano relanium, być może dlatego, iz zrobiłam awanturę o specyfikę podawanych leków. Ale usłyszłam nieraz, że mam leżeć, bo należy zapewnić ochronę ciąży.
A teraz taki drobny przerywnik. Poronienie, które zaczyna się na początku pierwszego trymestru ciąży raczej nie rokuje żadnych nadziei na jej podtrzymanie. Mimo tego kobiety usiłuje się/ albo usiłowało (nie wiem może Liliac doda komentarz odnoszący się do teraźniejszości)kosztem ich dolegliwości i czasu utrzymywać jak najdłużej w stanie "błogosławionym".
Co było dalej? Dalej było tak, że nawet jak po perypetiach (okazano mi złośliwość jako zapłatę za mą niepokorność - tak to odbieram, szczegóły jak się Pan uprze)udzielono wreszcie informacji, że wynik próby ciążowej jest negatywny to jeszcze mnie usiłowano zatrzymać w szpitalu na pobranie próbek ze ścianki macicy. Wypisałam się na własną odpowiedzialność. Gdy o tym pomyśle dowiedziała się po kilku dniach moja już nieżyjąca ciotka, znana w środowisku zołza, ale uchodząca za jedną z najlepszych położnych na terenie to się wściekła kurewsko, bo taka ingerencja zawsze może się wiązać z komplikacjami.
Może ... tu znowu prośba do Liliac o komentarz.
Szanowny Panie Etyku, miałam takie ładne krótkie zakończenie, ale mi umknęło podczas spisywania biografii. Ujme w kilku zatem zdaniach.
Dzisiejsze obowiązujące prawo nie tylko wzmaga podziemie aborcyjne. Ono daje władzę nad kobietami. Bo ... kobieta podczas poronienia musi przeciągać ryzykownie czas udania się do szpitala, gdyż inaczej jest narażona na wbrew jej woli procedury mające za prawie wszelką cenę utrzymanie w procesach życiowych jej potencjalne potomstwo. Zwłaszcza, gdy trafi na lekarza z katolickim zacięciem ideologicznym.
Liliac, czy ja się mylę w ocenie skutków stanu prawnego?
Na koniec taka dygresja. Uciekał się Pan do logiki. Jak rozumiem wie Pan doskonale kto jest uznawany za ojca tejże? Zdaje się, że to Arystoteles. Ten sam, który o kobiecie prawił, że jest wilgotna i wydalił z siebie jeszcze kilka innych fajnych "złotych myśli", które potem podjął chlubnie Akwinata.
Logika jest tylko narzędzie. Myślę, że choć narzędzia są ważne to nigdy nie należy zapominać, iż sa tylko narzędziami.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | |  | 11 na 11 | Ignorancja (4718 punktów) | Zrobiłam sobie mała przerwę na drinka ... a po niej zrobię coś, co mi się przytrafia po raz pierwszy.
Oficjalnie i głośno (choć wirtualnie) przyznam się po raz pierwszy do czegoś jeszcze z mojej biografii. Otóz szanowny Panie Etyku dotykając sfery gwałtu i deprecjonując ten akt poprzez dewaluację odczuć/histerii wiedz, iż dotykasz moim wspomnień. Moja inicjacja seksualna od tego się zaczęła.
Jakoś sobie z tym wspomnieniem radzę do czasu, gdy ktoś nie mający zielonego pojęcia teoretyzuje w tym temacie. A teraz drogie dzieci pocałujcie misia w dupę.
Pewnie nie szybko sie tu pojawię, bo jednak obnażanie intymności łatwe nie jest. I ładunek wstydu ze sobą niesie.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) |
> A teraz drogie dzieci pocałujcie misia w dupę. > Pewnie nie szybko sie tu pojawię, bo jednak obnażanie intymności łatwe nie jest.To prawda, że niełatwe, ale masz tu wielu wirtualnych przyjaciół, którzy stoją po Twojej stronie. > I ładunek wstydu ze sobą niesie.Niech się wstydzą ci, co o niczym nie mają pojęcia i dla których gwałt to tyle co klaps, a ciąża to świętość kosztem kobiety. Bredzą i tyle. I mogą najwyżej misia pocałować, chociaż nie jestem do końca pewna, czy to dla misia nie byłby mezalians.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 daddy (2737 punktów) (zablokowany) | Nie masz się czego wstydzić, bycie ofiarą to nie wstyd. Wstydzić i jeszcze wiecej powinien się zwyrodnialec, który Cię skrzywdził. Ściskam gorąco i pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Ignorancja (4718 punktów) | Dziekuję Tobie i Meretseger, bo wiem, że to oznaka życzliwości, ale mam prośbę do wszystkich, by już ten aspekt zostawić na boku. Napisałam poprzedni post, gdyż odnoszę wrażenie, że pan Rutkiewicz po prostu posuwa się za daleko w swych komentarzach. A jego teoretyzowanie drastycznie rozmija się z życiem, a przy okazji jeszcze uczestniczącym w tym życiu po prostu ubliża.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | | | | |  | -2 na 6 | Rutkiewicz (1290 punktów) | Albo dyskutujemy poważnie, albo wymieniamy się osobistymi doświadczeniami. Każdy jakieś ma, i każdego ustawiają w inną stroną. Etyka polega m.in. na abstrahowaniu od takich doświadczeń i skupianiu się na ich ogólnym opisaniu od strony faktualnej, a nie przeżyciowej. O przeżyciach etyka mówi tyle, że każdy jakieś ma i trzeba szanować cudze odczucia, co nie znaczy postępowanie, które z tych odczuć wynika. Etyka buduje prawo, a prawo jest równe dla wszystkich, niezależnie od tego, co myślą, co czują, co im się podoba, itp. Innymi słowy, etyka nie jest sztuką sprawiania ludziom przyjemności i poklepywania ich po plecach. Może takie wrażenie sprawia powstanie w ostatnich czasach tzw. etyki biznesu, która głównie polega na tym, żeby usprawiedliwiać przedsiębiorców w ich poglądach na moralne prawo do maksymalizacji partykularnego zysku kosztem wszystkiego i wszystkich. Także, sorki, ale żali wysłuchuję tylko we wtorki. A próba obrócenia dyskusji i zyskania poklasku (sic!), przez wysoce emocjonalną i nieweryfikowalną opowieść jest żałosna, żenująca i stoi w sprzeczności z jakąkolwiek szkołą retoryczną, czy argumentacyjną. Tak więc, nie mam przyjemności dłużej z Panią rozmawiać. Ja liczę na dyskusję merytoryczną i na wysokim poziomie rzeczowym, a nie tęczowy pochód niekoherentnych pseudo-argumentów i obrażanie się na każde trudniejsze słowo. Innymi słowy, proszę nie mieć do mnie pretensji, że ma Pani z czymś trudności, bo to odwracanie kota ogonem. Wystarczy powiedzieć, jak sprawa wygląda, poprosić o więcej jasności lub szersze wyjaśnienia, a nie huzia na Juzia.
PS. Gdyby nie szalona rotacja na tym forum, może pamiętałaby Pani moje wcześniejsze wypowiedzi, w których twierdziłem, że w myśl uznawanego przeze mnie systemu personalizującego Kantyzmu: a) każdy musi postępować tak, jak narzuca mu jego osobista etyka, ponieważ podstawową zasadą metaetyczną jest powszechność; b) jeżeli jego system antropologiczny wyklucza przyznania embrionowi statusu osobowego, to nie jest błędem moralnym dokonanie aborcji. Ja zaś powiedziałem, na początku tej szczekaniny, że mimo iż uznaję osobowy status embrionu, to w sytuacji gwałtu dopuszczam możliwość usunięcia ciąży, również przez osobę uznającą ten osobowy status, co uargumentowałem.
Życzę szczęścia w życiu.
|
|
| | | | | | | | |  | 8 na 8 | i.czaplicka (5782 punktów) | > A próba obrócenia dyskusji i zyskania poklasku (sic!), przez wysoce emocjonalną i nieweryfikowalną opowieść jest żałosna, żenująca i stoi w sprzeczności z jakąkolwiek szkołą retoryczną, czy argumentacyjną. Tak więc, nie mam przyjemności dłużej z Panią rozmawiać. Ja liczę na dyskusję merytoryczną i na wysokim poziomie rzeczowym, a nie tęczowy pochód niekoherentnych pseudo-argumentów i obrażanie się na każde trudniejsze słowo. > na początku tej szczekaniny, W poprzednim poście przeprosiłam, myślałam, ze źle odebrałam Twój styl, ze tylko tak górnolotnie piszesz, inaczej nie umiesz. Ale ta pierwotna ocena była słuszna - traktujesz rozmówców jak idiotów. A teraz na dokładkę obrażasz Ignorancje. Minus- pierwszy od wielu miesięcy.
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | >Minus
Przyłączam się.
Na zakończenie burzliwych obrad niektórych soborów - w szczególności pierwszego efeskiego - obserwatorzy potrzebowali specjalnych plansz, by nadążyć za tym, kto dokładnie kogo ekskomunikował lub usunął z urzędu. (Philip Jenkins)
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | "Szczekaniną" określam bezsensowną, opartą na emocjach wymianę zdań, czyli i własne wypowiedzi.
>górnolotnie piszesz, inaczej nie umiesz ...
>Ale ta pierwotna ocena była słuszna - traktujesz rozmówców jak idiotów. A teraz na dokładkę obrażasz Ignorancje. Zdecydowanie nie traktuję rozmówców, jak idiotów - zresztą, może i by im się należało, za to, że traktują mnie, jak klerykała. Gdybym ich tak traktował, to nic bym nie odpisał, bo szkoda byłoby mi czasu. Ja wymagam, wymagam tego, żeby dyskusja na temat ogólny, była dyskusją na temat ogólny, żeby padały w niej argumenty. Może to za dużo, sądząc poziom społeczny po poziomie publicystyki, ale mimo wszystko na forum portalu, którego nazwa brzmi "racjonalista", będę wymagać racjonalności a nie argumentacji odwołującej się do emocji, próby zmiękczenia interlokutora, odwołania się do jego czułości. A kiedy to nie zadziała, zawsze można go okrzyknąć nieczułym. Tego typu postępowanie jest intelektualnym wandalizmem, erystyką czystej wody, nie ma nic wspólnego z omawianym tematem. Czy ja mam w odpowiedzi zacząć opisywać swoje życie? Mogę je przybarwić, a nawet przebić - przecież nikt tego nie sprawdzi! Poza tym, przeżywając to samo mógłbym wyciągnąć dla siebie zupełnie inne wnioski. Jak więc wyglądałaby taka dyskusja: "Wiesz ja przeżyłem A, tamta osoba nie ma żadnego poszanowania/nie rozumie takich sytuacji, jest X. - Ależ co też mówisz, ja przeżyłem A, tamta osoba doskonale to rozumie, jest Y". Pytam się grzecznie, czy to ma jakikolwiek sens? Nie ma żadnego sensu w dyskusji, która aspiruje do miana obiektywizmu. Nie zapisywałem się na forum wzajemnego wsparcia, tylko forum dyskusyjne. Przykład z życia jest pożyteczny tylko wtedy, gdy coś obrazuje, a nie gdy ma poprzeć tezę. A kiedy ma ją przepchnąć w odwołaniu do emocji ogółu (choć w ogóle nie rozumiem po co się odwoływać do ogółu, gdy pisze się do jednej osoby), to jest po prostu szkaradną nieuczciwością wobec rozmówcy.
Odpowiedziałem w zgodzie ze sztuką, etyka nie zajmuje się tym, co kto myśli, uważa, odczuwa, etc. Proszę poczytać Kanta, albo Arystotelesa, albo Platona, albo kogokolwiek innego, jakiegoś egzystencjalistę, Kirkegaarda, Nietzschego.
Nikogo też nie obrażam, tylko zaznaczam granice swojego zainteresowania. Jeśli zacząłbym w tym wątku, w jakiejś wyklarowanej dyskusji wypisywać informacje botaniczne, to byłabyś zainteresowana?
>pierwszy od wielu miesięcy. To są tanie sztuczki. Naprawdę, przez sześć lat chodziłem na zajęcia z zakresu retoryki i erystyki, przyczyną mojej irytacji i motorem napędowym mojego gniewu jest to, że prawie żadna odpowiedź w tym wątku nie była rzeczowa, tylko zarzucona toną bezużytecznych sformułowań, które nie niosą z sobą treści, ale odwołują się do mnie, do mojej postawy, atakują podstawy moich poglądów, odwołują się do innych użytkowników i ich poglądów, choć są skierowane do mnie, próbują zyskać niski poklask, zagiąć rzeczywistość emocjami, etc. To donikąd nie prowadzi, i to mnie tak irytuje, ponieważ szacunek dla drugiej strony każe mi przeczytać, przemyśleć i odpowiedzieć, a to okazuje się być stratą czasu, którego wcale tak dużo nie mam, ponieważ kolejna odpowiedź jeszcze bardziej wszystko wypacza, albo rzuca we mnie kamieniami. Próba zakrzyczenia i wykluczenia z dyskusji w odwołaniu do tonów populistycznych jest symptomatyczna głównie dla środowisk fundamentalistycznych, szczególnie jednego, z wielkim "p" na początku. Więc cóż mam zrobić? Ostatecznie też jestem człowiekiem i mam pierwotne instynkty obronne. A jeśli z kamienia krwi nie wycisnę, to chociaż szybę mogę nim rozbić.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > To donikąd nie prowadzi...Jeśli można prosić, zakończ dyskusję w tej gałęzi wątku. Wydaje mi się, że powiedziałeś wszystko, co miałeś do powiedzenia w temacie. Pozwól Czytelnikom oceniać.  Pozdrawiam
Karp żyje, więc ma prawo do życia! Nie naruszajcie tego prawa!
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | i.czaplicka (5782 punktów) | Przepraszam, ale to Ty się nie trzymasz tematu. Dla mnie jesteś jak ktoś, kto tworzy "filozofię działania samochodu", tylko ze w życiu nie zajrzał pod maskę. Proszę o konkretny przykład dziecka, które można było karmić tylko pokarmem naturalnym. Od kiedy parazytologia jest specjalnością etyków? (jakbyś nie zrozumiał- uważasz, ze znasz się na tasiemcach?) Ignorancja odpisała jak najbardziej na temat. Przypominam, dyskusja zaczęła się od mojego postu, w którym napisałam, ze ingerencja państwa w organizm ludzki prowadzi do naruszania praw obywateli. Ignorancja opisała właśnie taki przypadek- czyli potwierdziła moja tezę. A Ty się do tego nie ustosunkowałeś. "Obrońcy życia" zamiast "antenat" używają słowa " adolescent". Tez zgrzyta, ale wypadało by znać... Za Kierkegårda dziękuje, ale na razie dla mnie za trudny. Może za rok...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > "Obrońcy życia" zamiast "antenat" używają słowa " adolescent". Tez zgrzyta, ale wypadało by znać...To jest wpychanie mnie w jakieś stanowisko. Nie param się bronieniem tez na zamówienie, studiuję literaturę etyczną a nie polityczną i ideologiczną. Nie natknąłem się tam na słowo "adolescent", poza tym ktoś mnie tu pouczał o uciekaniu w fachową terminologię. Moje stanowisko dalej jest takie, że słowa nie mają tu znaczenia i o tym od dłuższego czasu staram się dyskutować, bezskutecznie, dlatego poddaję tę partię. Nietzsche napisał, że przekonania są bardziej niebezpieczne dla prawdy, niż kłamstwo i tak się teraz czuję. > Za Kierkegårda dziękuje, ale na razie dla mnie za trudny. Może za rok...Polecam czytać na zmianę rozdział z Sartra i Kanta - nie potrzeba po tym narkotyków. > Dla mnie jesteś jak ktoś, kto tworzy "filozofię działania samochodu", tylko ze w życiu nie zajrzał pod maskę.Twój patent "filozofii" mnie urzeka, mam nadzieję, że inni nie będą małpować, bo smutno się człowiekowi robi, kiedy czyta "filozofią naszej firmy jest sprzedaż bezpośrednia"  > Proszę o konkretny przykład dziecka, które można było karmić tylko pokarmem naturalnym.To nie jest przykład medyczny tylko etyczny eksperyment rozstrzygnięcia, chodziło mi o ustalenie tego, czy w każdej możliwej pojęciowo sytuacji kobieta nie ma żadnych zobowiązań wobec swojego potomstwa w ten sposób, że wiąże on jej swobodę działania. I taki też cel miał przykład partnera, który choruje - to nie był przykład prawniczy, tylko moralny. > Przypominam, dyskusja zaczęła się od mojego postu, w którym napisałam, ze ingerencja państwa w organizm ludzki prowadzi do naruszania praw obywateli.Obywatele podlegają prawu państwowemu, które Państwo ustala - to Ono decyduje, co można a co nie, czyli ogranicza wolność obywatela i wyznacza jego prawa. Chyba, że nie chodzi o prawa obywatelskie, więc jakie? Poza tym, mój głos polegał na tym, że chciałem Cię przekonać, iż Państwo ogranicza Twoją wolność bardziej, niż Ci się wydaje. A potem dyskusja jakoś się potoczyła w bok. > parazytologia (...) (jakbyś nie zrozumiał- uważasz, ze znasz się na tasiemcach?)Uspokajam, że zrozumiałem. A jakbym nie zrozumiał, to zawsze mam wujka Google. Dodam, że oczywiście się na tym nie znam, ale jw. > Ignorancja słusznie zauważyła, ze nadajesz "antenatowi" raz znaczenie organu, a raz oddzielnego organizmu. Na pewno organem nie jest, wiec Twoja tezę o usuwaniu zbędnych organów to można...Nieprawda, napisałem, że "co najwyżej można by go uznać za organ", a nie, że ja go zań uważam. Uważam go za osobny organizm, ale dostrzegam różnicę, między organizmami wykształconymi "celowo" (chodzi mi o celowość wsteczną) do zdobywania pokarmu w ten sposób a organizmem, dla którego jest to forma rozwojowa i dodatkowo jego pochodzenie jest od wewnętrzne i do pewnego stopnia jest kopią organizmu pierwotnego. PS. Ustalmy jedną rzecz: nie dyskutuję na poziomie medycznym, ponieważ biologii, chemii itd. nic do statusu osobowego/bezosobowego embrionu. Można na podstawie wiedzy medycznej wyciągać pewne filozoficzne wnioski, ale takie trzeba filozoficznie uargumentować. Medycyna, jak każda nauka empiryczna, ślizga się tylko po sferze postrzegania i do żadnej większej głębi nie dociera, a status ontologiczny danej kategorii bytów (w ogóle pytanie o wydzielenie tej kategorii, i argument z brzytwy Ockhama), to coś więcej, niż pytanie o skład chemiczny, ilość komórek i status społeczny. Zaś moja dyskusja z poglądami pochodzenia medycznego jest powodowana tym, że mnie nie przekonują i będę ją toczyć zawsze tylko obok głównego toku dyskusji.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | i.czaplicka (5782 punktów) | > > poza tym ktoś mnie tu pouczał o uciekaniu w fachową terminologię.Ale ja właśnie proszę o używanie fachowej terminologii. Istnieją odpowiednie terminy, nie widzę potrzeby tworzenia nowych. > Polecam czytać na zmianę rozdział z Sartra i Kanta - nie potrzeba po tym narkotyków.Za wysokie progi... Wole na razie Andersena. > >Proszę o konkretny przykład dziecka, które można było karmić tylko pokarmem naturalnym.> To nie jest przykład medyczny tylko etyczny eksperyment rozstrzygnięcia, chodziło mi o ustalenie tego, czy w każdej możliwej pojęciowo sytuacji kobieta nie ma żadnych zobowiązań wobec swojego potomstwa w ten sposób, że wiąże on jej swobodę działania. I taki też cel miał przykład partnera, który choruje - to nie był przykład prawniczy, tylko moralny.Wiec zgadzam się, ze kobieta moze mieć obowiązek moralny. Nie prawny. > > iż Państwo ogranicza Twoją wolność bardziej, niż Ci się wydaje.Państwo ma prawo opodatkować moje dochody, zabronić mi siania buraków, i nakazać naukę śpiewu. Natomiast moje flaki to moje flaki- ja to rozumiem dosłownie. > >parazytologia> Dodam, że oczywiście się na tym nie znam, ale jw.To dlaczego uważasz się za autorytet w sprawie co jest, a co nie jest pasożytem? > >> między organizmami wykształconymi "celowo" (chodzi mi o celowość wsteczną)????? Celowość wsteczna tasiemca? Takiej rewelacji nie słyszałam od czasu, gdy przeczytałam ogłoszenie o perygrynujacym sedesie i wymyśliłam Solitera Solipsystę. O Soliterze mam już kilka odcinków, teraz powstanie nowy- Soliter Wstecznie Celowy. Albo Wsteczny Soliter. Cytat:do zdobywania pokarmu w ten sposób a organizmem, dla którego jest to forma rozwojowa i dodatkowo jego pochodzenie jest od wewnętrzne i do pewnego stopnia jest kopią organizmu pierwotnego. Czy wiesz, ze glistnica przenosi się droga krwi (pionowo), i jest w większym stopniu "wewnętrzna" niż zarodek? Ja oczywiście rozumiem wewnętrzność dosłownie. Pionowo to znaczy z pokolenia na pokolenie. Cytat:PS. Ustalmy jedną rzecz: nie dyskutuję na poziomie medycznym, ponieważ biologii, chemii itd. nic do statusu osobowego/bezosobowego embrionu. Właśnie medycyna jest w stanie określić, na czym polega "bycie człowiekiem" Ja to rozumiem dosłownie. Np, czy jest człowiekiem dodatkowa kończyna, mimo, ze ma własną tożsamość genetyczną? W którym momencie taka cześć zroślaka moze być uznana za samodzielną osobę? Polecam "Pokój na Ziemi" Lema, ten fragment, w którym Tichy rozmawia ze studentem filozofii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Celowość wsteczna tasiemca? Takiej rewelacji nie słyszałam od czasu, gdy przeczytałam ogłoszenie o perygrynujacym sedesie i wymyśliłam Solitera Solipsystę. O Soliterze mam już kilka odcinków, teraz powstanie nowy- Soliter Wstecznie Celowy. Bardzo proszę, spodziewam się tantiem. Ale tymczasem wyjaśnię o co mi chodziło: każdy żywy organizm jest efektem ewolucji. Ewolucja nie działa celowo, tylko selekcyjnie, tzn., jak rozumiem, najpierw pojawia się losowa cecha, która jest premiowana przez aktualne warunki zewnętrzne. Utrwalają się w wyniku tego procesu cechy, które postrzegamy jako celowe: skrzydła służą do latania, płuca/skrzela do wymiany gazowej etc. Ale pochodzenie tych cech nie jest celowe - ewolucja działa losowo - dlatego mówię o celowości wstecznej.
Innymi słowy: to jaki jest tasiemiec służy mu do przetrwania osobniczego i gatunkowego, ale to jaki jest utrwaliło się poprzez selekcję, a nie poprzez celową konstrukcję. Przynajmniej tak to rozumiem.
>Państwo ma prawo opodatkować moje dochody, zabronić mi siania buraków, i nakazać naukę śpiewu. Natomiast moje flaki to moje flaki- ja to rozumiem dosłownie. A moim zdaniem nie - czy dobrze, czy źle nie oceniam, ale moim zdaniem i flakami Państwo się interesuje.
>To dlaczego uważasz się za autorytet w sprawie co jest, a co nie jest pasożytem? Serio: parazytologia zalicza zarodki ssacze do kategorii pasożytów? A czy żeby być pasożytem nie trzeba stanowić/należeć do gatunku pasożytniczego?
>Czy wiesz, ze glistnica przenosi się droga krwi (pionowo), i jest w większym stopniu "wewnętrzna" niż zarodek? Ja oczywiście rozumiem wewnętrzność dosłownie. Napisałem "od wewnętrzne", wcześniej napisałem "ex corpus". Różnicą jest pochodzenie. Czy glistnica powstaje z materiału organicznego żywiciela?
>Właśnie medycyna jest w stanie określić, na czym polega "bycie człowiekiem" Ja to rozumiem dosłownie. Np, czy jest człowiekiem dodatkowa kończyna, mimo, ze ma własną tożsamość genetyczną? W którym momencie taka cześć zroślaka moze być uznana za samodzielną osobę? Nie jest w stanie tego określić, ponieważ nie ma odpowiednich narzędzi poznawczych. To co mogą robić adepci medycyny, to "filozofowanie" medycyny. Używają swoich naturalnych predyspozycji (jako ludzie) do przechodzenia na ogólniejszy poziom. Ale jest to najczęściej tylko ograniczanie spektrum poznawczego do poziomu medycyny - redukcja. Tak jak fizycy redukują całość świata do tańczących cząstek - często dowiedzionych tylko pośrednio, tak tamci redukują człowieka do ogółu zjawisk medycznych, czasem dorzucają psychiczne, najczęściej w postaci behawioryzmu. Medycyna zajmuje się człowiekiem tylko w jednym z jego aspektów i tylko na jednej płaszczyźnie poznawczej, zbyt szczegółowej, aby móc określić czego aspektami się zajmuje. Przykład, żadna nauka empiryczna nie jest w stanie określić, czy przedmiot jej badania istnieje.
Tożsamość genetyczna jest bardzo ważnym elementem, który znajduje miejsce w antropologii filozoficznej, ale nie jest pojęciem filozoficznym i wymaga takiegoż opisania, przeniesienia na ogólniejszy poziom. Poza tym, z tego co wiem, to "zroślak" ma jedną tożsamość genetyczną od początku, aż do szczęśliwej starości.
>Polecam "Pokój na Ziemi" Lema, ten fragment, w którym Tichy rozmawia ze studentem filozofii. Jeśli chodzi o filozofię, to znam lepsze autorytety. Nawet jeśli chodzi o neopozytywizm w naukach znam lepsze autorytety.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | i.czaplicka (5782 punktów) | Zacznę od Lema. Bardzo ładnie pokazał on w "Pokoju na Ziemi" jak teorie filozoficzne biorą w łeb w wypadku przecięcia spoidła wielkiego. Naprawdę radzę przeczytać. Ja ze swojej strony chętnie poczytam coś z polecanych lektur, jeżeli mi źródło w internecie. Moze udało by mi się pożyczyć coś po angielsku, ale to by musieli by mi sprowadzić z biblioteki centralnej. Dalej- Twoim pechem jest, ze wszedłeś na nie swój teren. I usiłujesz odgrywać eksperta. Ten przykład z pokarmem był tego najlepszym dowodem. Podrzucę Ci lepsze- np, założenie szwu na szyjkę macicy. Czy Twoim zdaniem powinien istnieć prawny przymus jego założenia w wypadku grożącego poronienia? To byłby przykład zmuszania do terapii która dla poddawanej jej osoby jest niepotrzebna, a wręcz szkodliwa. Albo konieczność operacji, przeprowadzonej u płodu. Dla zdrowia matki w takim wypadku najlepszym wyjściem jest aborcja. I co, uważasz, ze powinien istnieć przymus? Czyli, ze państwo moze zmuszać, żeby pacjent szkodził swojemu zdrowiu? To, co napisała Ignorancja, potwierdza, ze istnieją lekarze, którzy uważają, ze mogą prowadzić przymusowa terapię, bez zgody zainteresowanej osoby. I to jest właśnie przerażające. Co do pasożytnictwa- istnieją gatunki ryb, w których samiec pasożytuje na samicy. Oba nalezą do tego samego gatunku. Ładnym przykładem jest guz Stickera u psów. Przenosi się nie poprzez wirusa, jak inne nowotwory. Materiałem zakaźnym jest tkanka guza. Co ciekawe, jest to tkanka wilka. Guz przeniósł się z wilka na psa ok, 2 tys lat temu. Czyli ma to samo co płód- należy do tego samego gatunku( wilk i pies się krzyżują) ma odrębność genetyczna. Uważa się go za nowotwór, bo znany jest od dawna, a nieznana była etiologia. A w rzeczywistości jest raczej pasożytem. Podobny jest nowotwór pyska u wombatów, ale nie wiem nic bliższego na ten temat. O znaczeniu medycyny. O tym, czy coś jest człowiekiem, decyduje posiadanie mózgu. Wyobraź sobie zroślaka- normalny człowiek, z którego np, piersi wyrasta kompletny korpus, z kończynami, szyja itp. Nikt nie będzie miał wątpliwości, ze te dodatkowe ciało można usunąć. Mimo odrębności genetycznej itp. Tacy ludzie naprawdę się rodzą. A z drugiej strony istnieją w Stanach dwie dziewczyny- dwie głowy na jednym korpusie. Usuniecie jednej z głów każdy uznałby za morderstwo. Człowieka, u którego ustala czynność kory mózgowej uznaje się za martwego. Dopóki płód nie ma w miarę normalnie rozwiniętego i funkcjonującego mózgu, można go traktować jako zbiór tkanek. I nie staje się człowiekiem w jakiejś konkretnej chwili, to jest proces. Dlatego w miarę rozwoju powinien podlegać coraz większej ochronie. I w pewnym momencie jego prawo do życia moze równoważyć np, prawo matki do zdania matury w terminie. Te ok, 3 mies, uważam za rozsądny termin- daje czas kobiecie, aby zorientowała się w sytuacji i podjęła decyzje. I o cierpieniu płodu nie ma wtedy jeszcze co mówić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > Zacznę od Lema. Bardzo ładnie pokazał on w "Pokoju na Ziemi" jak teorie filozoficzne biorą w łeb w wypadku przecięcia spoidła wielkiego. Naprawdę radzę przeczytać.Problem w tym, że każdemu się wydaje, iż "coś w filozofię może wnieść", np. jakiś dekonstrukcjonizm. Czy ja mówię, że fizyka nie ma sensu, albo chemia jest poroniona, czy wysyłam do zielarzy-znachorów? Jest taki dobry przykład z Heglem. Funkcjonuje o nim anegdotka następująca: pewnego razu przedstawiał swoją teorię dialektyki ducha studentom. Podczas pytań, jeden ze studentów raczył zauważyć "ależ profesorze, pańska teoria nie zgadza się z faktami" na co Hegel odpowiedzieć miał "tym gorzej dla faktów". W związku z tym, wszyscy się z Hegla śmieją, bo przecież przedkładał spekulację w stylu Wolffiańskim przed empiryczne dane z doświadczenia. Tymczasem, rzecz nie szła o fakty, ale o rzeczywistość. Student zauważył, że teoria Hegla (streszczę: duch rozwija się poprzez odkrywanie siebie na kolejnych stadiach dialektycznych, na których pojawiają się nowe formy człowieczeństwa. Taka dialektyka marksistowska, tylko ścierają się nie systemy społeczne, ale idee. Niższe stadia są podlejsze, ludzie głupsi etc.) nie zgadza się z obserwowaną rzeczywistością. Na to Hegel odpowiada: tym gorzej dla rzeczywistości. Uzupełniam: duch jest rzeczywistością, a raczej rzeczywistość jest duchem. Gorzej dla rzeczywistości = gorzej dla ducha = duch musi jeszcze popracować. Teorii jest multum, można nimi żonglować, rzecz w tym, że trzeba je dobrze poznać, żeby móc zrozumieć, natomiast postawa w stylu "to bajki" nie pomaga w zrozumieniu i rzetelnej krytyce. Dlatego spostponowałem Lema. > Dalej- Twoim pechem jest, ze wszedłeś na nie swój teren. I usiłujesz odgrywać eksperta.To już wyjaśniłem. Zrepetuj sobie mój poprzedni post. (  ) > I co, uważasz, ze powinien istnieć przymus?Mówię o zależnościach moralnych, a nie prawnych. Stanowisko prawne mam jasno określone: jeśli ciąża zagraża życiu "nosiciel" decyduje. > To, co napisała Ignorancja, potwierdza, ze istnieją lekarze, którzy uważają, ze mogą prowadzić przymusowa terapię, bez zgody zainteresowanej osoby. I to jest właśnie przerażające.Zgoda. J.w. W pozostałych przypadkach uznaję interes dwóch osób. Zresztą prawo też, ponieważ przejmuje Rzymską jeszcze zasadę ochrony interesu i możliwości reprezentowania osoby nienarodzonej. > Co do pasożytnictwa- istnieją gatunki ryb, w których samiec pasożytuje na samicy. Oba nalezą do tego samego gatunku. Ładnym przykładem jest guz Stickera u psów. Przenosi się nie poprzez wirusa, jak inne nowotwory. Materiałem zakaźnym jest tkanka guza. Co ciekawe, jest to tkanka wilka. Guz przeniósł się z wilka na psa ok, 2 tys lat temu. Czyli ma to samo co płód- należy do tego samego gatunku( wilk i pies się krzyżują) ma odrębność genetyczna. Uważa się go za nowotwór, bo znany jest od dawna, a nieznana była etiologia. A w rzeczywistości jest raczej pasożytem. Podobny jest nowotwór pyska u wombatów, ale nie wiem nic bliższego na ten temat.W ten sposób można zdefiniować wszystko jako pasożyta. Poza tym, z tego co pamiętam z biologii, pasożyt nie doprowadza do śmierci żywiciela, tj. jak żywicielowi jest gorzej, to pasożyt odkręca śrubę. Wirusy, bakterie, grzyby i nowotwory tak nie robią. Zresztą, co mnie to obchodzi, szczerze mówiąc, występuj do WHO o nową kategoryzację zarodków ssaczych. > O znaczeniu medycyny. O tym, czy coś jest człowiekiem, decyduje posiadanie mózgu. Wyobraź sobie zroślaka- normalny człowiek, z którego np, piersi wyrasta kompletny korpus, z kończynami, szyja itp. Nikt nie będzie miał wątpliwości, ze te dodatkowe ciało można usunąć. Mimo odrębności genetycznej itp.No jasne, ale Ty mówisz o systematyce gatunków, o wiedzy wypracowanej przez narzędzia nauk biologicznych i niczym więcej. Mózg jest tylko biologicznym korelatem. Innymi słowy, nie odcinamy tegoż zroślaka dlatego, że nie ma mózgu. On przy okazji nie ma mózgu. Człowiek z wylewem staje się człowiekiem niestuprocentowym? Medycyna nie jest nauką pierwszego rzędu, jak wszystkie nauki empiryczne wywodzi się historycznie, poznawczo i metodologicznie z filozofii. Rozpoznanie człowieka też czerpie z filozofii i tylko dla własnej wygody konstruuje tego typu uproszczenia. Bo czy śmierć pnia mózgu oznacza śmierć w sensie zmiany substancjalnej? Można mieć takie zdanie, ale to już filozofia a nie medycyna. Dla medycyny jest to po prostu wygodna granica wyznaczająca postępowanie jej adepta, czyli jest wytworem medycznej kazuistyki. Ale tak naprawdę jest czymś szalenie dyskusyjnym i sztucznym. > Człowieka, u którego ustala czynność kory mózgowej uznaje się za martwego.Medycyna uznaje za zmarłego. To że za nią poszły organa państwowe i potoczne rozumienie nie oznacza, że jest to rozstrzygające dla rzeczywistości. Poznanie śmierci jest dla medycyny niemożliwe (co innego, że i dla każdego żyjącego), ponieważ zajmuje się ona jedynie umieraniem, a nie śmiercią. > Dopóki płód nie ma w miarę normalnie rozwiniętego i funkcjonującego mózgu, można go traktować jako zbiór tkanek. I nie staje się człowiekiem w jakiejś konkretnej chwili, to jest proces. Dlatego w miarę rozwoju powinien podlegać coraz większej ochronie.I dlatego ten argument jest bezzasadny na gruncie filozoficznym i chyba też światopoglądowym, o ile światopogląd rozumiemy jako systematyczny zbiór racjonalnych przekonań. Bo poszerza on możliwości poznawcze medycyny poza jej poznawcze środki. > A z drugiej strony istnieją w Stanach dwie dziewczyny- dwie głowy na jednym korpusie. Usuniecie jednej z głów każdy uznałby za morderstwo.To samo, te głowy są korelatami. Nie można ich usunąć, ale nie dlatego, że są głowami. To inny poziom poznawczy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Eliath (1441 punktów) | P... jak nie pozdrowiony. Przepraszam, jeśli uraziłem, czy Ciebie czy kogokolwiek z odbiorców tym niewyrafinowanym stwierdzeniem. Jakkolwiek Pańskie argumenty są zajmujące a tok rozumowania zaś fascynujący, na pewnym poziomie, to jednak należy to uznać za "p...". Popełnia Pan taką oto zbrodnie na logice (którą jak rozumiem, i znasz i cenisz): > >Człowieka, u którego ustala czynność kory mózgowej uznaje się za martwego.> Medycyna uznaje za zmarłego. To że za nią poszły organa państwowe i potoczne rozumienie nie oznacza, że jest to rozstrzygające dla rzeczywistości.Oczywiście że nie, tylko czy istnieje cokolwiek "rozstrzygające dla rzeczywistości" według powyższych kryteriów? Twoje poglądy, argumenty i spostrzeżenia, jakkolwiek rzetelnie ugruntowane by nie były, również tych standardów nie spełniają. Konstytuuje to użycie zwrotu "p..". Notorycznie oraz nagminnie odwołujesz się do filozofii, etyki oraz, o zgrozo, moralności. Zapominasz, że nie są to monolity. Nie niosą ze sobą jednej zewnętrznej, obiektywnej skali ocennej. Są tylko narzędziami. Ustawicznie mylisz tą autorytarną, mocno subiektywną skalę, którą przyjąłeś/przejąłeś uważając ją za obiektywną i właściwą wszystkim i wszystkiemu. Otóż tak nie jest: Ponieważ jestem, sadystycznym seryjnym mordercą, etyka mego powołania wymaga bym zadawał ofiarom maksymalną ilość cierpienia przed śmiercią, co jest też zgodne z moimi imperatywami moralnymi, bazującymi na spójnym i logicznym światopoglądzie. Proszę choć zasygnalizować "wartości brzegowe", jakiekolwiek przyjęte ramy rozważań czy płaszczyznę dociekań. Mieszasz je nieustannie, od płaszczyzny praktycznych zastosowań po wysoce abstrakcyjne rozważania, nijak nie skorelowane z rzeczywistością zastaną, innymi słowy uprawiasz "p..." Nadto zaś masz nie bardzo ma spójny światopogląd (czyli go nie masz ?): > Sam używam słów embrion, płód, dziecko, ante-nat, nienarodzone życie w zależności od okazji i ochoty, nie zmienia się tym samym dla mnie status ontologiczny, ponieważ to nie słowo go wyznacza, ale poglądy na... zaskakujące... ontologię, zaś słowo daje Ci precyzyjną informację, na temat tego, jak moje poglądy wyglądają i jak należy z nimi dyskutować.1) Skoro już jesteś tak zasadniczy to z poglądami się nie dyskutuje, a z osobami je wyrażającymi. 2) Kultura jak i praktyka dyskusji wymaga stosowania się do powszechnie przyjętych definicji słów. Ułatwia to komunikację. Nawet średniowieczni teologowie stosowali słowo "płód" dla płodu, a "dziecko" dla dziecka... nie na odwrót. Takie dowolne zamienianie jest tylko tanim chwytem dla publiczności, bo płód można spędzić, ale dziecko tylko zabić... 3) Nie używasz słów: starzec, kobieta, mężczyzna, młodzieniec, zwłoki... a)Wynika stąd, że status ontologiczny zmienia się w/g ciebie się gdzieś w okresie dorastania... - Albo więc uznajesz dziewczę, po pierwszy krwawieniu za byt o innym statusie ontologicznym, niż tydzień wcześniej... - albo p.... i używasz słowa dziecko miast formalnie poprawnego płód czy embrion, stosując ten sam zabieg co "obrońcy życia nieistniejącego". b) Pytasz: > Bo czy śmierć pnia mózgu oznacza śmierć w sensie zmiany substancjalnej?Najwyraźniej tak, skoro nie stosujesz słowa zwłoki w odniesieniu do płodu. Sedno sprawy jest jednak dużo klarowniejsze. Po pierwsze przebija przez Twoje posty pycha, wypowiadasz się na tematy, których żaden mężczyzna w pełni nie doświadczy, nie zrozumie i nie ogarnie, przypisują sobie prawo ferowania wyroków, do tego nieomylnych! U podstaw Twoich poglądów leży przeświadczenie, że można narzucać innym życie według własnych wartości, wbrew ich woli. Według mnie, nie. Mam jednak salomonowe rozwiązanie, takie 2 w 1 z promocji: Nakazuje Ci żyć według moich zasad, czyli według własnego uznania i nie przeszkadzać innym  (Proszę napisz coś w stylu: to nie działa w dwie strony. Twoje poglądy mają być narzucone innym, na odwrót być nie może.) Problem z aborcją, (nie jest to problem aborcji a wyraźnie "z"), pojawia się, w świecie zachodnim, dopiero w momencie gdy kobiety zaczęły się domagać traktowania ich jak ludzi. Ta kwestia pozostała, bo jest to wygodny sztandar emocjonalno-dogmatyczny. Co prawda wymagało to od chrześcijan zmiany doktryny wiary, ale wiadomo, "ofiary" muszą być.
Rzeczywistość jest kłamstwem
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | i.czaplicka (5782 punktów) | Ignorancja słusznie zauważyła, ze nadajesz "antenatowi" raz znaczenie organu, a raz oddzielnego organizmu. Na pewno organem nie jest, wiec Twoja tezę o usuwaniu zbędnych organów to można... A jako oddzielny organizm mieści się w kategorii ciało obce/organizm obcy. Czyli można coś takiego uznać za zbędne/szkodliwe dla gospodarza. Nie ma przeciwwskazań(ze strony żywiciela) do usunięcia.
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | liliac (147340 punktów) | >Ja zaś powiedziałem, na początku tej szczekaniny
Uprzejmie proszę o powstrzymanie się od tego typu sformułowań.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | Pyskówki?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | >Pyskówki?
Nieco lepiej. To naprawdę wymaga uściślania?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Rutkiewicz (1290 punktów) | Owszem, bo w słowie "szczekanina" nie widzę niczego złego, zwłaszcza, że nie użyłem go w stosunku do kogoś, tylko czegoś, w co również włożyłem i własny wkład, a na wulgarne samo w sobie mi nie wygląda.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | >Owszem, bo w słowie "szczekanina" nie widzę niczego złego, zwłaszcza, że nie użyłem go w stosunku do kogoś, tylko czegoś, w co również włożyłem i własny wkład, a na wulgarne samo w sobie mi nie wygląda.
Dobrze. Uściślam zatem - słowo "szczekanina" może niebezpodstawnie zostać uznane za obelżywe - wszak osobie wykształconej nie trzeba chyba tłumaczyć, że dane określenie nie musi być wulgaryzmem, by obrażać. Swój udział w rozmowie - oczywiście - proszę określać zupełnie dowolnie (byle bez wulgaryzmów). Skoro o wydźwięku słów zresztą mowa - któraś z rozmówczyń wspomniała - całkiem słusznie - że słowo "histeryczny" również ma wydźwięk pejoratywny. I nie oznacza tego samego, co "bazujący na emocjach".
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | W pierwszej kolejności zgłaszam sprzeciw i powołuję się na casus polifonii diogeneskiej: www.racjonalista.pl/forum.php/s,395738/i,3#w397991 (to żart) W drugiej kolejności uściślam, że nie chodziło mi o czyjkolwiek udział w jakiejkolwiek rozmowie, tylko to, co z tego udziału, kolektywnie powstało (co wyklucza możliwość obrażania, bo obrazić ktoś się mógł i wtedy bym przeprosił), a powstała szczekanina właśnie. Szczerze mówiąc "pyskówka" wydaje mi się bardziej obelżywa, bo dodatkowo kojarzy się z brakiem prawa do wypowiadania się w sposób otwarty i bezpośredni, dlatego użyłem jej jako papierka lakmusowego. Podczas gdy "szczekanina", to po prostu efekt przekrzykiwania się i chodzi tu o sens onomatopeiczny a nie o porównywanie kogoś do psa. Po czwarte, "histeria", to owszem nazwa zaburzenia behawioralnego, ale od czasu nadania tej konotacji wyraz ten mocno się wytarł i teraz powszechnie raczej nie kojarzy się go z psychiatrią. Dla mnie "histeria" = "panika" w rdzeniu znaczeniowym, z tym że "panika" to raczej pewna ograniczona percepcja, natomiast "histeria" nadresponsywność towarzysząca działaniom podjętym w oparciu o emocje. Zresztą sprawę uważałem za zamkniętą odkąd precyzyjnie dałem do zrozumienia o co mi chodziło, więc trochę mnie zaskakuje wyciąganie jej jako pałki teraz. PS. Było też po trzecie, ale władzy narażać się nie chcę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | Nazwijmy to zatem kłótnią z elementami przepychanki i zakończmy bezsensowną dyskusję.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | jkl; (5859 punktów) | >Ja zaś powiedziałem, na początku tej szczekaniny, że mimo iż uznaję osobowy status embrionu, to w sytuacji gwałtu dopuszczam możliwość usunięcia ciąży, również przez osobę uznającą ten osobowy status, co uargumentowałem. Jest to dość dziwny pogląd, bo zakłada, że powyżej pewnego poziomu cierpienia kobiety to już można uznać to cierpienie za ważniejsze od embrionu. Jak można dawać sobie prawo ten poziom wyznaczać?? Zdarzają się zgwałcone kobiety gotowe zaakceptować tak poczęte dziecko i niezgwałcone kobiety, które niechciana ciąża skłania do prób samobójczych. Ani Panu, ani nikomu innemu oceniać wielkość cudzej traumy.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > >Ja zaś powiedziałem, na początku tej szczekaniny, że mimo iż uznaję osobowy status embrionu, to w sytuacji gwałtu dopuszczam możliwość usunięcia ciąży, również przez osobę uznającą ten osobowy status, co uargumentowałem.> Jest to dość dziwny pogląd, bo zakłada, że powyżej pewnego poziomu cierpienia kobiety to już można uznać to cierpienie za ważniejsze od embrionu. Jak można dawać sobie prawo ten poziom wyznaczać??Ta ostatnia, przytoczona przez Ciebie wypowiedź była skrótem myślowym, chodzi mi raczej o to, że > >>nie mogę sobie wyrobić zdania, na gruncie tego, co wiem.> >>Uważam i, że nie należy traktować nasciturusa jako martwego przedmiotu i jednocześnie uważam, że nie wolno piętnować kobiety za to, że usunęła dziecko pochodzące z gwałtu, ponieważ nie mogła go znieść (w skrócie). (..) Dla mnie sprawa nie istnieje, w tym sensie, że nikt nie ma prawa iść i taką kobietę nagabywać, bo sytuacja jest zbyt delikatna. Jest na tyle delikatna, że wstrzymuję i swoje sądy, choć uważam z zasady ante-nata, za życie godne ochrony.www.racjonalista.pl/forum.php/s,395738#w407756Tylko błagam, nie pytaj, czemu użyłem słowa "antenat"
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | chodzi mi raczej o to, że > >>>nie mogę sobie wyrobić zdania, na gruncie tego, co wiem.> >>>Uważam i, że nie należy traktować nasciturusa jako martwego przedmiotu i jednocześnie uważam, że nie wolno piętnować kobiety za to, że usunęła dziecko pochodzące z gwałtu, ponieważ nie mogła go znieść (w skrócie). (..) Dla mnie sprawa nie istnieje, w tym sensie, że nikt nie ma prawa iść i taką kobietę nagabywać, bo sytuacja jest zbyt delikatna. Jest na tyle delikatna, że wstrzymuję i swoje sądy, choć uważam z zasady ante-nata, za życie godne ochrony.> Tylko błagam, nie pytaj, czemu użyłem słowa "antenat"  Powstrzymam się. Ale nie podoba mi się językowe luzactwo jakie zaprezentowałeś w linkowanym poście. Cytat:Sam używam słów embrion, płód, dziecko, ante-nat, nienarodzone życie w zależności od okazji i ochoty, nie zmienia się tym samym dla mnie status ontologiczny, ponieważ to nie słowo go wyznacza Embrion, płód, dziecko - każde z tych słów ma konkretną biologiczną definicję i używanie ich wymiennie wedle "okazji i ochoty" ma taki sens jak wymienne używanie określeń "noworodek, młodzieniec, starzec". Tzw. "obrońcy życia" z uporem posługują się słowem "dziecko" ze względu na najsilniejszy ładunek emocjonalny. Niczego to nie zmienia w dyskusji z wyjątkiem psychologicznej manipulacji. Jeśli się w ten manipulatorski trend nie wpisujesz, to używanie właściwych określeń jest dobrą metodą by to okazać. Nie musisz wstrzymywać swoich sądów bez względu na to jak doszło do niechcianej ciąży. Możesz te sądy wygłaszać, możesz uprzejmie (tzn. w granicach prawa) namawiać konkretną kobietę do zmiany decyzji a ogółowi kobiet to nawet grozić ogniem piekielnym. Ale pozbawianie prawa podejmowania decyzji jest zbrodnią. Cytat:Byli tacy, którzy przymuszani do zbrodni, postawieni przed alternatywą obsługiwania wsypu Cyklonu lub rozstrzelaniem, wybierali to drugie. I nikomu, kto nie miał pistoletu przy głowie, oceniać czyjś dokonany wybór. A jedynym prawdziwym Złem jest ten kto trzymał pistolet.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Ale nie podoba mi się językowe luzactwo jakie zaprezentowałeś w linkowanym poście. De gustibus non disputare. Mnie się na przykład nie podoba protekcjonalny ton i występowanie ex cathedra.
>Embrion, płód, dziecko - każde z tych słów ma konkretną biologiczną definicję i używanie ich wymiennie wedle "okazji i ochoty" ma taki sens jak wymienne używanie określeń "noworodek, młodzieniec, starzec". Tzw. "obrońcy życia" z uporem posługują się słowem "dziecko" ze względu na najsilniejszy ładunek emocjonalny. Niczego to nie zmienia w dyskusji z wyjątkiem psychologicznej manipulacji. Jeśli się w ten manipulatorski trend nie wpisujesz, to używanie właściwych określeń jest dobrą metodą by to okazać. "Dziecko" akurat chyba nie. Zresztą mało mnie ona interesuje, mogę używać słów w takim zakresie, jaki mi się podoba. Inni mogą się oczywiście dziwić i zapytywać, a ja wtedy uściślę o co mi chodzi. Jeśli deklaruję brak elementu emocjonalnego, to dopóki on nie wypłynie, obowiązkiem drugiej strony jest położyć wiarę niezależnie od własnych uprzedzeń nomenklaturowych. Moja swoboda płynie z faktu rozbawienia sporem o słowa, z którego nic nie płynie, ale każdy może się na niej zatrzymać, jeśli nie ma nic ciekawszego do powiedzenia.
>Nie musisz wstrzymywać swoich sądów bez względu na to jak doszło do niechcianej ciąży. Możesz te sądy wygłaszać, możesz uprzejmie (tzn. w granicach prawa) namawiać konkretną kobietę do zmiany decyzji a ogółowi kobiet to nawet grozić ogniem piekielnym. Ale pozbawianie prawa podejmowania decyzji jest zbrodnią. Nie zrozumiałeś istoty wstrzymania przeze mnie sądu. Gdybym go wstrzymał na potrzeby tego forum, to bym o tym nie pisał, czyż nie?
>>Byli tacy, którzy przymuszani do zbrodni, postawieni przed alternatywą obsługiwania wsypu Cyklonu lub rozstrzelaniem, wybierali to drugie. >I nikomu, kto nie miał pistoletu przy głowie, oceniać czyjś dokonany wybór. A jedynym prawdziwym Złem jest ten kto trzymał pistolet. No niestety nie. Między tym, co zrobiłby każdy, żeby przetrwać i się uratować, a herosami, którzy wybrali najprostsze i fundamentalne zasady ogólnoludzkie przed swoim życiem jest różnica jakościowa, którą należy zaznaczyć. Nawet jeśli sami nie czujemy się na siłach, aby podjąć czysto teoretyczny wybór, to podziw i szacunek są obowiązkiem. Można by powiedzieć, że tym bardziej.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | >De gustibus non disputare. Mnie się na przykład nie podoba protekcjonalny ton i występowanie ex cathedra. Nie każda krytyka ma ton protekcjonalny.
>"Dziecko" akurat chyba nie. Zresztą mało mnie ona interesuje, mogę używać słów w takim zakresie, jaki mi się podoba. Inni mogą się oczywiście dziwić i zapytywać, a ja wtedy uściślę o co mi chodzi. Jeśli deklaruję brak elementu emocjonalnego, to dopóki on nie wypłynie, obowiązkiem drugiej strony jest położyć wiarę niezależnie od własnych uprzedzeń nomenklaturowych. Moja swoboda płynie z faktu rozbawienia sporem o słowa, z którego nic nie płynie, ale każdy może się na niej zatrzymać, jeśli nie ma nic ciekawszego do powiedzenia. Nie muszę wiedzieć z czego płynie Twoja swoboda i jaki jest Twój stosunek emocjonalny do czegokolwiek. Po prostu poważna dyskusja wymaga poważnego doboru słów. W tej chwili zachowujesz się jak ignorant, który wpadł na konferencję naukową z fizyki i mówi "A tam, proton, elektron, tarpan, mnie tam wszystko jedno, uściślę jak zapytacie i bawi mnie wasze czepianie się słówek". Jeśli używasz słów "w takim zakresie, jaki Ci się podoba" to stwarzasz wrażenie że zwyczajnie nie masz pojęcia o czym mówisz. A potem masz pretensje o protekcjonalne tony i niedostrzeganie istoty przekazu!
>Nie zrozumiałeś istoty wstrzymania przeze mnie sądu. Uważam, że nie istnieją powody, byś go wstrzymywał kiedykolwiek. Ale chętnie poczytam rozszerzenie tego tematu.
>>>Byli tacy, którzy przymuszani do zbrodni, postawieni przed alternatywą obsługiwania wsypu Cyklonu lub rozstrzelaniem, wybierali to drugie. >>I nikomu, kto nie miał pistoletu przy głowie, oceniać czyjś dokonany wybór. A jedynym prawdziwym Złem jest ten kto trzymał pistolet. >No niestety nie. Między tym, co zrobiłby każdy, żeby przetrwać i się uratować, a herosami, którzy wybrali najprostsze i fundamentalne zasady ogólnoludzkie przed swoim życiem jest różnica jakościowa, którą należy zaznaczyć. Za przeproszeniem, g... wiesz co kto wybierał. Twój heros mógł być złamanym, słabym człowiekiem, który miał już dość wszystkiego i śmierć była mu ucieczką, a ten co wybrał życie zamiast "fundamentalnych zasad ogólnoludzkich" [??] odpowiedzialnym ojcem trojga dzieci, który postanowił znieść wszystko by je jeszcze zobaczyć. Jest chora i obrzydliwa ocena moralna działań czynionych pod przymusem. Natomiast uzasadniona wobec czyniących ten przymus. >Nawet jeśli sami nie czujemy się na siłach, aby podjąć czysto teoretyczny wybór, to podziw i szacunek są obowiązkiem. Głównie współczucie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | >Nie muszę wiedzieć z czego płynie Twoja swoboda i jaki jest Twój stosunek emocjonalny do czegokolwiek. Po prostu poważna dyskusja wymaga poważnego doboru słów. Nie mam stosunku emocjonalnego, tylko intelektualny.
Wymaga, owszem, ale doboru, a nie dyktatu opartego o argumenty płynące z naukowości. Nie wiem, czy dobór słów w tym przypadku zmieni w jakikolwiek sposób precyzję określenia przedmiotu dyskusji. Taki dobór ma więc raczej charakter estetyczny i emocjonalny. Zresztą, jak napisałem, "dziecko" nie ma definicji medycznej, określa się nim w sposób niejasno określony efekt spółkowania osobników gatunku homo sapiens sapiens, i czasem, szerzej, efekt spółkowania (a nawet czasem i nie) innych gatunków.
>Za przeproszeniem, g... wiesz co kto wybierał. Twój heros mógł być złamanym, słabym człowiekiem, który miał już dość wszystkiego i śmierć była mu ucieczką, a ten co wybrał życie zamiast "fundamentalnych zasad ogólnoludzkich" [??] odpowiedzialnym ojcem trojga dzieci, który postanowił znieść wszystko by je jeszcze zobaczyć. Mógł być, ale przejście do konkretu jest tu zupełnie niepotrzebne, bo oceniam postawy, a nie ludzi in concreto. Poza tym, dopóki nie znamy intencji oceniamy działanie. A żeby było ciekawiej, to przykład z dziećmi oczywiście rozczula, ale podstawą takiego postępowania byłby też egoizm. Zresztą, co to znaczy "znieść"? Miałeś oczywiście na myśli "zabijać"?
Secundo, chyba możemy się zgodzić, że osoba wybierająca dobro innych/ogółu przed swoim własnym postępuje moralnie lepiej, niż osoba postępująca odwrotnie. Jeśli tak, to mamy już podstawę oceny omawianej sytuacji. Nie przemawia do mnie zawezwanie niektórych intelektualistów epoki do wyłączenia wydarzeń obozowych spod oceny moralnej. Oczywiście należy współczuć więźniom obozowym i pewnie też tym ze strażników, którzy zachowali właściwą ocenę człowieczeństwa tamtych, że postawiono ich przed tak koszmarnym wyborem, ale to nie oznacza, że można z takich miejsc uczynić enklawy wyłączone spod prawa moralnego.
Tertio, moim zdaniem takie odciążanie działających jednostek, na zasadzie "im kazali", może prowadzić do wykrzywienia perspektywy i uznania, że ci z Niemców (i nie tylko, rzecz jasna), którzy stali się oprawcami zostali owładnięci wolą jednego Złego Boga, albo kilku półbogów i nie mają w sobie żadnej winy. Dlatego, że każdy szczebel wyżej można odciążać na tej samej zasadzie. Podczas gdy jasne jest, że byli tacy, którzy stawiali opór, byli tacy, nad którymi strach brał górę i byli tacy, którym się to podobało. I teraz co, mam tych trzech postaw moralnie nie różnicować?
>Jest chora i obrzydliwa ocena moralna działań czynionych pod przymusem. Natomiast uzasadniona wobec czyniących ten przymus. Przymus jest bardzo niejasnym i nieprecyzyjnym określeniem. Nigdy też, np. wedle Kanta, nie pojawia się przymus całkowicie zniewalający, jak opętanie, mówiąc obrazowo. W czasie omawianych wydarzeń ludzie byli raczej przymuszani psychicznie, przez wywołanie strachu a to nie wiązało ich działań. Nikt nie mówi, że byłby lepszym, ale trzeba odróżnić tych, którzy się złamali, od tych, którzy byli w stanie bronić wyznawanych przez siebie wartości. Czemu? Z bardzo prostego rachunku, gdyby wszyscy, którzy uważali inaczej się przeciwstawili, to do tych zbrodni mogło by nie dojść.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | >Mógł być, ale przejście do konkretu jest tu zupełnie niepotrzebne, bo oceniam postawy, a nie ludzi in concreto. Poza tym, dopóki nie znamy intencji oceniamy działanie. Tak, Ty patrzysz na działanie i na tej podstawie wyciągasz nieuzasadnione wnioski o postawie działającego. Tak jakby nie istniały wszystkie złożone psychologiczne uwarunkowania kształtujące nasze zachowanie. Jeśli już, to właśnie intencje lepiej odzwierciedlają postawy działającego. Pomijanie intencji to zrównywanie w ocenie moralnej kradnącego z chciwości i kradnącego z głodu.
>A żeby było ciekawiej, to przykład z dziećmi oczywiście rozczula, ale podstawą takiego postępowania byłby też egoizm. O, wierzysz w istnienie Prawdziwego Altruizmu? Oczywiście, ten co nie dał się rozstrzelać chciał egoistycznie żyć, oraz egoistycznie zatroszczyć się o własną rodzinę. Ale ten co się dał rozstrzelać, egoistycznie chciał uniknąć cierpienia jakie by JEMU przyniosło zabijanie innych oraz WŁASNEGO cierpienia z powodu późniejszych wyrzutów sumienia. Mógł mieć też wielce egoistyczną nadzieję na nagrodę w zaświatach.
>Zresztą, co to znaczy "znieść"? Miałeś oczywiście na myśli "zabijać"? Jak się dobrze zastanowić, to w obronie własnej... Zresztą walczący o "dobro ogółu" jakoś się nigdy mocno nie wzdrygali przed koniecznością zabijania tych, co stoją "dobru ogółu" na drodze. Czyżbyś nie słyszał o bohaterskiej obronie Głogowa? Widać ogół ogółowi nie równy...
>Secundo, chyba możemy się zgodzić, że osoba wybierająca dobro innych/ogółu przed swoim własnym postępuje moralnie lepiej, niż osoba postępująca odwrotnie. Zastanawiam się, czy my, jako ogół, mamy moralne prawo do takiego poświęcenia zachęcać. Oraz czemu "rozczulające dzieci" człowieka, który wybrał życie, nie liczą się jako "inni".
>Nie przemawia do mnie zawezwanie niektórych intelektualistów epoki do wyłączenia wydarzeń obozowych spod oceny moralnej. Sam pisałeś, że interesują Cię postawy, a nie konkretni ludzie. A w tym wypadku oceniasz konkretnych ludzi, tyle że z powodu ich liczby- powierzchownie. Podzieliłeś ich sobie wedle działań oddartych z kontekstu na bohaterów i tchórzy- być może tak to trzeba przedstawiać w podręcznikach dla młodzieży, ale prawdy w tym niewiele.
>Tertio, moim zdaniem takie odciążanie działających jednostek, na zasadzie "im kazali", może prowadzić do wykrzywienia perspektywy i uznania, że ci z Niemców (i nie tylko, rzecz jasna), którzy stali się oprawcami zostali owładnięci wolą jednego Złego Boga, albo kilku półbogów i nie mają w sobie żadnej winy. Dlatego, że każdy szczebel wyżej można odciążać na tej samej zasadzie. Podczas gdy jasne jest, że byli tacy, którzy stawiali opór, byli tacy, nad którymi strach brał górę i byli tacy, którym się to podobało. I teraz co, mam tych trzech postaw moralnie nie różnicować? Możesz też różnicować wszystkie trzy także pod względem szczebla na którym się rozgrywają. A i tak zawsze będzie to wygodną uproszczoną ilustracją jakieś społecznej normy, a nie uczciwą oceną rzeczywistych wydarzeń.
>gdyby wszyscy, którzy uważali inaczej się przeciwstawili, to do tych zbrodni mogło by nie dojść. Widocznie skłonność do takiego myślenia była ewolucyjnie niekorzystna. No dobrze, przyznaję się- w Moralność jako cechę człowieka lub opis jego działań też nie wierzę...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > Tak, Ty patrzysz na działanie i na tej podstawie wyciągasz nieuzasadnione wnioski o postawie działającego. Tak jakby nie istniały wszystkie złożone psychologiczne uwarunkowania kształtujące nasze zachowanie. Jeśli już, to właśnie intencje lepiej odzwierciedlają postawy działającego. Pomijanie intencji to zrównywanie w ocenie moralnej kradnącego z chciwości i kradnącego z głodu.To nie tak działa. Intencja nie jest związana z psychologią czynu, bo tym etyka się nie zajmuje w ogóle, zajmuje się tym (może trochę zaskakująco  ) psychologia moralności. Intencja jest powiązana z intencjonalnością działania. Innymi słowy, można mieć intencję uratowania pasażerów pędzącego samochodu i ich pozabijać, wtedy nie mamy do czynienia z winą zabójstwa. Natomiast wsypywanie Cyklonu do komory gazowej tylko w przypadku debila (używam tego słowa w sensie medycznym) już za drugim razem nie wiązałoby się z wiedzą dotyczącą tego, co się czyni. Za drugim razem jest to już więc działanie intencjonalne, więc intencją czynu jest zabójstwo. Natomiast to, że ktoś wewnętrznie nie godzi się z tym, co robi jest przedmiotem badania właśnie psychologii moralności, ale nie wpływa to na ocenę działania i postawy tego człowieka, tylko jego samego. Postawa moralna nie jest równoznaczna z postawą w sensie psychologicznym. W moralności mamy odpowiedzialność, a więc bycie sprawcą własnych działań (od czego również w sensie psychologicznym nie można uciec), "nie chciałem" to nie jest argument wpływający na ocenę etyczną, tylko ogólnoludzką. Żeby nas pogodzić, powiem, że sytuacja ogólnoludzka jest oczywiście wyjątkowo trudna. Ale etyka buduje prawo, moralne ale prawo, zaś w żadnym prawie okoliczności towarzyszące nie zmieniają kwalifikacji czynu. Wpływ osób trzecich i ich działań, to co nazwałeś przymusem jest w etyce okolicznością towarzyszącą, gdyż sprawstwo czynu kończy się na najbliższym swobodnie działającym (w sensie fizycznym) podmiocie. > Ale ten co się dał rozstrzelać, egoistycznie chciał uniknąć cierpienia jakie by JEMU przyniosło zabijanie innych oraz WŁASNEGO cierpienia z powodu późniejszych wyrzutów sumienia.Odpowiem: było i tak i nie tak. Dlatego właśnie nie zagłębiam się w sytuacje szczegółowe. Szczegółowo można analizować przypadki faktyczne, zaś teoretyczna kazuistyka ma sens tylko, gdy wyprowadzamy skutki zasad ogólnych, odwrotnie prowadzi tylko do namnożenia nieskończonej ilości możliwych przypadków. Taka argumentacja niewiele myślę nam przyniesie. Przede wszystkim mówiąc "ten, co dał się rozstrzelać" sugerujesz, że rozpatrujemy jakąś dychotomiczną sytuację dwóch braci a tak nie jest. Więc odpowiadam, był i taki, który dał się rozstrzelać, bo był świętym (potocznie rozumianym). I co? Jaki jest kontrargument? > Jak się dobrze zastanowić, to w obronie własnej...Porozmawiaj z prawnikiem o obronie własnej. Nie znam systemu, który obronę własną rozumie po amerykańsku. > Czyżbyś nie słyszał o bohaterskiej obronie Głogowa?Z tego co pamiętam, to napadający (zdaje się Niemcy i Czesi) wzięli zakładników na gwarancję zawieszenia broni, których po jego upłynięciu przyczepili do wież oblężniczych (stąd raczej nie obronie) w charakterze żywych tarcz. Twoim zdaniem, Polacy powinni oddać miasto i pozwolić tym samym wyrżnąć całe? > Zastanawiam się, czy my, jako ogół, mamy moralne prawo do takiego poświęcenia zachęcać. Oraz czemu "rozczulające dzieci" człowieka, który wybrał życie, nie liczą się jako "inni".Nie wymagać, ale jeśli ktoś się na to zdobywa podziwiać i chwalić. Nie są, ponieważ stanowią partykularny interes, rodzaj dobra, które ktoś chce uzyskać. Tak jak to przedstawiłeś, wyszło na to, że strażnik "chciał je zobaczyć", a nie "chciał, żeby one zobaczyły jego". > Sam pisałeś, że interesują Cię postawy, a nie konkretni ludzie. A w tym wypadku oceniasz konkretnych ludzi, tyle że z powodu ich liczby- powierzchownie.Dobrze więc, nie przemawia do mnie pogląd prezentowany przez pewnych intelektualistów epoki. > Możesz też różnicować wszystkie trzy także pod względem szczebla na którym się rozgrywają. A i tak zawsze będzie to wygodną uproszczoną ilustracją jakieś społecznej normy, a nie uczciwą oceną rzeczywistych wydarzeń.A o co miała by się opierać ta uczciwa ocena, jeśli nie o normy? Na zasadzie psychologicznego zjawiska "chcenia dobrze": może Iwan Groźny też chciał dobrze? Zresztą cały czas mieszasz w argumentacji ocenę czynu/postawy i człowieka. Etyka nie ocenia człowieka, tylko jego moralność. > Widocznie skłonność do takiego myślenia była ewolucyjnie niekorzystna. No dobrze, przyznaję się- w Moralność jako cechę człowieka lub opis jego działań też nie wierzę...Dla grupy, która się podporządkowała w idei oczywiście nie była. Ale powiedział razu pewnego W. Bartoszewski: "nie można mówić, że kradzież się nie opłaca, bo się opłaca. Trzeba powiedzieć, że mimo opłacalności kradzieży należy pozostać oponentem tej postawy z czystej przyzwoitości". A innego razu: "przyzwoitość nie ma uzasadnienia, przyzwoitym trzeba być tak, jak trzeba myć zęby". Mniej więcej taką postawę promował też T. Kotarbiński, w swojej etyce spolegliwej: "bądź pożyteczny, kochaj kogoś i bądź przyzwoity" (z pamięci). Nie wierzę, że jest jakaś Moralność, w sensie bytowym, ale wierzę, że ludzie powinni być przyzwoici, że wynika to z natury intelektualnej, która w nich tkwi. Zderza się ona z tym pierwiastkiem biologicznym i osobniczym, o którym wspomniałeś, ale ostatecznie nie to jest godne ludzkich aspiracji, a heroizm moralny to próba przezwyciężenia automatycznych reakcji ewolucyjnych. Można to zrobić, więc czemu by nie robić? Ktoś może powiedzieć, że dalej będzie człowiek workiem flaków. Oczywistą ripostą jest wówczas, moim zdaniem: "no właśnie już nie".
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | Ignorancja (4718 punktów) |
Tą szopkę, którą nam próbujesz wciskać uważasz za poważną dyskusję? Może przestań już korzystać ze skryptów i zacznij myśleć, a nie mędrkować. Na razie widzę, że masz w głowie bałagan i tego bajzlu, jaki usiłujesz nam sprzedać po prostu nie rozumiesz. A jak tej tandety nie chcemy kupić to uderzasz w protekcjonalizm. Zaczynasz nas pouczać, strofować i obrażać. Ładna etyczna postawa. No ale nigdzie nie jest powiedziane, że matematyk, któremu działania matematyczne nie sprawiają kłopotu nie może oszukiwać przy wydawaniu reszty. Już Ci przed niejaką chwilą koleżanka Czaplicka ładnie odpowiedziała podsumowując twą nieuporządkowaną wiedzę. Ewentualnie, co też dopuszczam, to masz ją uporządkowaną, tylko sam próbujesz uprawiać to, co zarzucasz innym, a co zostało przez Ciebie uroczo nazwane "krypto-erystyka".
Przypomnę. >>Zresztą problem wydumany. To naturalny pokarm często jest problemem. Najczęściej jakiś jego składnik. A składu pokarmu naturalnego nie można zmienić. (Kol. Czaplicka) >Mówi się teoretyczny, a nie wydumany. Użycie "wydumany", to chwyt erystyczny mający na celu przepchnięcie opinii, że proweniencją problemu praktycznego, jaki się stawia, jest błędne odczytanie rzeczywistości i dlatego nie będzie się z nim dyskutować. (Ty Panie Rutkiewicz)
To jeszcze coś Tobie przypomnę. >To oczywiste, że usunięcie dziecka w takiej sytuacji jest reakcją obronną, histeryczną, genetyczną i biologiczną. (szanowny Pan)
A to nie jest przepychaniem opinii? Jest. Stąd m.in. moje stanowcze: "pan się myli". I odbicie piłeczki, że płód/embrion/zarodek/zygota to pasożyt. Tyle, że ja podałam Ci przy tym prosty i jak najbardziej empiryczny przykład (suchy fakt po prostu) o skutkach konfliktu serologicznego, w wyniku którego układ immunologiczny żywiciela zwalcza ciało obce. Ty masz do podparcia jedynie jakiś sens w znaczeniu ontologicznym. Tylko zdaje się zapomniałeś odszukać w skrypcie, że te ontologiczne znaczenia i sensy to się bardzo różnie kształtowały i dlatego nie przedstawiają żadnej wartości faktograficznej, chyba, że na potrzeby wykładu z historii filozofii, albo etyki. Dlatego też podałam Ci przykład chemika.
Idźmy dalej podsumowując Twoją postawę, bo to właśnie ona, a nie Twoje poglądy zwróciły moją uwagę na Ciebie. Gdy wychwycono, że piszesz sobie swobodne opinie, zamiast spokornieć zastosowałeś kolejny tani chwyt próbując wcisnąć (by po prostu jakoś wybrnąć z puszczonego bąka), że to tylko metodologia, a konkretnie logika. I przy tym oczywista nie omieszkałeś użyć tonu protekcji: ja miałem logikę. No fantastycznie. Tylko w takim razie po co teraz postulujesz potrzebę ustalania faktualnego? Nagle zapragnąłeś być faktualny? Coś Ci zademonstruję posługując się Twoją wcześniej prezentowaną koncepcją zastosowania logiki, czyli obojętne, co podstawiamy: "dam sobie wyskrobać szczotkę" "dam sobie wyskrobać dziecko" "dam sobie wyskrobać zygotę". Przy pomocy logiki możesz zrobić wszystko nawet stworzyć bardzo spójny i atrakcyjny system tyle, że całkowicie baśniowy.
Jeszcze to: "Albo dyskutujemy poważnie, albo wymieniamy się osobistymi doświadczeniami. Każdy jakieś ma, i każdego ustawiają w inną stroną. Etyka polega m.in. na abstrahowaniu od takich doświadczeń i skupianiu się na ich ogólnym opisaniu od strony faktualnej, a nie przeżyciowej." (Pan szanowny)
Piątka z plusem za wykucie regułek. Tylko może jeszcze zechcesz nam wyjaśnić jak masz nadzieję opisać stronę faktualną. Przy pomocy logiki stosowanej made by Rutkiewicz? To Ty przyjacielu napisałeś, że usunięcie embrionu (użyłeś sformułowania "dziecko") rozwijającego się w następstwie gwałtu jest reakcją histeryczną. Właśnie przestały mnie dziwić Twe kwiatki. Tak się zawsze dzieje, gdy ktoś próbuje coś tworzyć w oderwaniu od doświadczenia (w tym osobistego, acz cudzego). Choć w tym wypadku to wydaliłeś zwykły bzdet i gdybyś choć trochę pomyślał, a nie mędrkował to przypomniałbyś sobie, że konstrukcja psychiczna człowieka jest zdolna do podejmowania świadomych i przemyślanych, czyli adekwatnych kroków nawet w sytuacji ogromnego stresu. Ty za to użyłeś słowa: "histeryczny", a to oznacza, że nad wyraz, nad wyrost, nieproporcjonalny do przyczyny wywołującej ten stan. Znalazła się alfa i omega.
I na koniec jeszcze jedna perełka. Uwidoczni ona dosadnie, że sadzisz się na górnolotność, a nie pojmujesz najprostszych rzeczy. Tak właśnie giną uczniacy pozujący na mistrzów. Etyka buduje prawo, a prawo jest równe dla wszystkich, niezależnie od tego, co myślą, co czują, co im się podoba, itp. (Pan szanowny)
Że co proszę? To postulat? Hasło na sztandarze pierwszomajowym? Chyba nie, bo mamy tam słówko "jest". Co najwyżej: wszyscy są równi wobec prawa. I ja i Ty i Kowalska i pan Nowak. Sprytniejsi, albo z mocnymi plecami wprawdzie mogą je trochę omijać, ale to tylko niedoskonałość w egzekwowaniu. Natomiast stwierdzenie, że "prawo jest równe dla wszystkich" to bzdet. Przykład trywialny: stopa opodatkowania. Inny? Proszę uprzejmie: immunitet poselski. Jeszcze inny? Może coś z prawa cywilnego? Tam aż roi się od gradacji. Zstępni przed wstępnymi. Prawo karne? Służę uprzejmie. Rozpoznawanie czynu i stosowany wymiar kary w kontekście poczytalności sprawcy.
Zasugerowałeś, że mogłam nałgać. Fakt mogłam. To, że Ty łżesz, byle się wybronić i obronić nie tylko swoje stanowisko, ale i samego siebie jest dla mnie oczywiste. Że o nagminnym przypisywaniu komuś własnych zachowań i jeszcze łajania za nie adwersarzy nie wspomnę. Ludzkie. A czy etyczne?
Ach. Zapomniałabym. Zdecydowanie nie traktuję rozmówców, jak idiotów (Pan Rutkiewicz) Nie. Ty tylko im wytykasz niedouczenie. Zejdź z ambony, bo i Tobie wiele brakuje, by na niej zasiadać i głosić słowo rutkiewiczowskie tonem mentora.
Ja też dalszą dyskusję uważam ze bezcelową. Żegnam czule.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | Czy Pani naprawdę nie rozumie, że problem można rozpatrywać od różnej strony? Może faktycznie zbyt dufnie formułowałem swoje wypowiedzi, ten ostatni post mi to pozwolił odczytać, ale co do merytoryki samego stanowiska nie popuszczę ani o centymetr, bo swoje poglądy układałem dość długo i wiem, że są spójne. Wiem, że mogę je źle/niejasno tłumaczyć i dlatego powtarzam w kółko to samo, ale są spójne. Zresztą zarzucanie niespójności stanowiska, to też erystyka a przedstawiona argumentacja nie przekonuje. Podsumowując, mogę przeprosić za formę, ale nie za treść i naprawdę nie będę już rozmawiać, bo mnie to zwyczajnie męczy.
Jedna uwaga na koniec, wara od mojego nazwiska. Zwłaszcza komuś, kto się chowa za pseudo.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ignorancja (4718 punktów) | Pani rozumie dużo rzeczy. I ludzi tez stara się zrozumieć. Naprawdę. Jesli mogę Ci jeszcze odpowiedzieć to chętnie to zrobię za jakiś czas. Może jutro. Poznasz moje stanowsko także na rozpatrywanie problemu od róznych stron. I obiecuję, że nie będzie w tym krzty złośliwości, ani zadufania, ani osobistych wycieczek. Chyba apogeum na linii teza-antyteza i napięcia dialektycznego  mamy za sobą. Pora na syntezę. Nic mi do Twego nazwiska, ale skąd mogę wiedzieć, że Twój nick to nazwisko? Co? Mogę domniemywać. Fakt. Tak jak mogę domniemywać, że nasza kochana "Kowalska" to tylko pseudo. I mogę się pomylić. Prawda? Notabene jak dobrze poszukasz to znajdziesz na forum zarówno me imię, jak i nazwisko 
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > Nic mi do Twego nazwiska, ale skąd mogę wiedzieć, że Twój nick to nazwisko? Co? Mogę domniemywać. Fakt. Tak jak mogę domniemywać, że nasza kochana "Kowalska" to tylko pseudo. I mogę się pomylić. Prawda? Notabene jak dobrze poszukasz to znajdziesz na forum zarówno me imię, jak i nazwisko  O takim stopniu zakonspirowania nie pomyślałem  Ok Rozumiem, że po tym jak daliśmy sobie po pysku dajemy sobie pyska?  Cieszę się, bo nie chowam urazy a niezdrowe emocje też mnie nie rajcują. Pozdrawiam ciepło
|
|
| dajmonion (3663 punktów) | Tak sobie myślę, że warto by jeszcze przytoczyć komentarz T. Ślipko do wypowiedzi Jacka Hołówki.
J. Hołówka:" Ostatecznie stałem się człowiekiem gdy nagle zrozumiałem, ze jestem osobą, a więc tym samym, kim byłem wczoraj, i czymś innym od wszystkiego, co poza tym istnieje na świecie... Najważniejsze jest jednak, że człowiekiem nie stałem się nagle, i że to, kiedy zasłużyłem na to określenie w sensie moralnym, jest momentem nie do określenia."
T. Ślipko: Podpisać się należy pod mądrą uwagą cytowanego już prawnika, że "nie można być ... 'mniej' lub 'bardziej' człowiekiem. Stopniowanie człowieczeństwa prowadzi do erozji norm etycznych i prawnych i w żaden sposób nie pozwala uniknąć arbitralności ocen, każdorazowo zmiennych, bo uzależnionych in casu od wchodzących w grę interesów" M. Safian.
Załóżmy jednak - dato, non concesso - że moralny sens człowieczeństwa kształtuje się powoli, w miarę, jak rozwijająca się istota ludzka potrafi wzbudzać coraz bardziej świadome akty poznania samej siebie i otaczającego ją świata. Rodzi się nowe pytanie, czy i jak to jest możliwe, aby te akty uświadamiania sobie własnej osobowości i kontaktu z otoczeniem pojawiły się w człowieku jak deus ex machina bez zakorzenienia ich w odpowiednim składniku struktury człowieka jako podmiotu tego działania.
Jeżeli w konkretnych aktach świadomościowych upatruje się sprawczą siłę moralnego statusu człowieka, w takim razie nie można odmawiać tego atrybutu warunkujacej te akty, a tkwiącej w strukturze człowieka przyczynie całej jego świadomościowej aktywności."
Od siebie dodam dwie uwagi. Po pierwsze chciałbym krótko skomentować pogląd mówiący, że ludzki potencjał cały czas się rozwija. Z tego punktu widzenia istota ludzka jest mniej człowiekiem w chwili wcześniejszej niż późniejszej. Ten styl myślenia inspirowany jest egzystencjalizmem, który stosuje zasadę, że egzystencja poprzedza esencję. W odniesieniu do nasciturusa jest jednak zupełnie błędny, bo jeśli chodzi o zasadniczy zrąb człowieczeństwa, to on się uaktualnia, a nie tworzy.
Z kolei wpływ kantyzmu sprowadza się do poglądu, że zasada tożsamości człowieka tkwi w umyśle, a nie w człowieku. Jeśli jednak ktoś ma jakieś pojęcie o kantyźmie, to wie, że jego sedno sprowadza się do tezy: poznaję, że nie poznaję (Proces poznania jest elementem rzeczywistości. Stawianie tezy o granicy poznania jest zatem stawianiem tezy o pewnym aspekcie rzeczywistości. Gdy się stawia taką tezę, to nie powinno się stawiać tezy, że rzeczywistość jest całkowicie niepoznawalna).
dajmonion
|
|
 | 11 na 11 | diogenes (42753 punktów) | >Tak sobie myślę,...
Z akcentem na sobie. Część myślenia to społeczny dyskurs, w którym nie tyle chodzi o zaprezentowanie swoich racji czy dogmatów, ale uwzględnienie w swym rozumowaniu argumentów drugiej strony. Z którego dogmatu jest w stanie zrezygnować kościół w rezultacie społecznej dyskusji? Do dzisiaj nie wytłumaczył się ze zbrodni sprzed kilkuset lat, a to, co zawzięcie krytykował, potem z podkulonym ogonem wpuszczał od kuchni. Myślcie sobie katolicy, ale z jakiej racji chcecie wasz dyskurs narzucić innym? Myślcie sobie w kruchtach, zakrystiach, kościelnych nawach, plebaniach, kaplicach, ale walcie się z roszczeniem do powszechności waszego katolickiego myślenia. To, że wasz grajdoł jest z nazwy katolicki, powszechny, nie znaczy, że wasze myślenie musi być również uniwersalistyczne.
Tak więc myśląc sobie, nie myśl, że myślisz za innych.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >walcie się z roszczeniem do powszechności waszego katolickiego myślenia.
Spodziewałem się takiej reakcji, takiego języka. Chciałoby się powiedzieć: wyszło szydło z worka. Z psychologicznego punktu widzenia sprawa jest prosta. Furia zawsze jest wyrazem bezradności, w tym przypadku intelektualnej bezradności. Piszesz o zbrodniach, a wiesz co jest ich przyczyną? Nienawiść do myślących inaczej. Zamiast przypominać na każdym kroku grzechy Kościoła popracuj lepiej nad sobą.
Osoby, które mają jakieś wątpliwości w kwestii aborcji na życzenie niech nie sądzą naiwnie, że spotkają się tu z otwartością na odmienny punkt widzenia. Raczej z pogardą i wyzwiskami. To nie powinno zresztą dziwić. Wiele osób gromadzi się tu przecież po to, aby utwierdzić się w swym ateiźmie i przy okazji wyrzucić z siebie, być może tłumioną długo, nienawiść do religii.
dajmonion
|
|
| |  | 7 na 7 | Kowalska (14008 punktów) | > Piszesz o zbrodniach, a wiesz co jest ich przyczyną? Nienawiść do myślących inaczej. Zamiast przypominać na każdym kroku grzechy Kościoła popracuj lepiej nad sobą. Nie, no spadłam z krzesła (gramoli się z podłogi)  A z jakiego powodu Kościół katolicki przez wieki popełniał niewyobrażalne zbrodnie, podjudzał do nich i dawał na nie przyzwolenie???? No właśnie z powodu nienawiści do myślących inaczej!!! Ty weź dajmonion na grzyby lepiej jedź  www.youtube.com/watch?v=fgQVyc8xObQ
|
|
| | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | Kościół to tutaj chłopiec do bicia. Chodzi oczywiście o to, by wybielić siebie. Jakoś mnie nie kuje w oczy ta biel. Jeden się rzuca, drugi toczy pianę i żaden nie przebiera w słowach. Ten wątek to taki papierek lakmusowy, który pokazuje otwartość, tolerancję i szacunek do Innego. W sumie to takie traktowanie mnie jest spójne z dominującą tu mentalnością. No bo skoro to ludzie decydują o czyimś człowieczeństwie, to może o moim też już zadecydowano.
dajmonion
|
|
| | | |  | 6 na 6 | diogenes (42753 punktów) | >...otwartość, tolerancję i szacunek do Innego.
Wszystkie te kategorie mają granice. Również w stosunku do kościoła.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | A to co napisałeś ta taka abstrakcyjna refleksja, czy może usprawiedliwiasz język jakim się tu posługują co poniektórzy?
dajmonion
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | diogenes (42753 punktów) | >A to co napisałeś ta taka abstrakcyjna refleksja,...
Odwołam się do analogii: często mawia się (nie wnikam w słuszność tej tezy), że granicą mojej wolności jest wolność drugiego człowieka. Podobnie jest np. z tolerancją. Ma ona też pewne granice. Kościół nie jest tu wyjątkiem: swoją domniemaną świętością tuszować chciał i chce swe bezeceństwa. Ta epoka definitywnie mija.
>czy może usprawiedliwiasz język jakim się tu posługują co poniektórzy?
Nawet nie przeszło mi to przez myśl. Język (zwłaszcza styl) jest kwestią osobowości, a więc jak mógłbym usprawiedliwiać kogokolwiek tu na forum? Zdajesz sobie chyba sprawę, że taki portal skupia różne indywidualności, a więc i różne style wypowiedzi. Większość użytkowników ceni sobie intelektualną wolność, która swym zasięgiem obejmuje również wolność od boga i kościoła i innych autorytetów. Styl wypowiedzi jest cząstką owej wolności. Nie dziwiłbym się, że może ona szokować kogoś, kogo osobowość została urobiona przez mszę i katechizm.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Większość użytkowników ceni sobie intelektualną wolność, która swym zasięgiem obejmuje również wolność od boga i kościoła i innych autorytetów. Styl wypowiedzi jest cząstką owej wolności. Uważam za żałosne usprawiedliwianie czyjegoś chamstwa umiłowaniem wolności.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Uważam za żałosne usprawiedliwianie czyjegoś chamstwa umiłowaniem wolności.
Zakładasz więc - i słusznie - że czyny mają swe emocjonalne konsekwencje, że czyn nie jest jak odcinek, który zaczyna się i definitywnie kończy bez skutków. Ktoś, kto rozumie naturę ludzkiego działania, raczej nie będzie usprawiedliwiał zła wolnością, właśnie ze względu na owe konsekwencje i związaną z nimi odpowiedzialnością: wyrządzone zło ograniczyć bowiem może moją wolność - chociażby ze względu na konsekwencje karne, zwyczajowe (np. odwet), psychologiczne (na złodzieju czapka gore), inne. Ktoś, kto usprawiedliwia zło wolnością, nie rozumie jej kontekstu społecznego. Podobnie jak ktoś, kto (jak chciał Sartre) poświęca ją innym determinacjom (np. bogu, państwu, rodzinie czy partii). Jeśli w wyborach obecna jest jakakolwiek inna wola - fiat voluntas tua - nie jest to już wybór moralny. A czy jego ekspresją będzie chamstwo, czy akt religijnego miłosierdzia - nie ma to z moralnego punktu widzenia znaczenia.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | 8 na 8 | Kowalska (14008 punktów) | > Kościół to tutaj chłopiec do bicia. Chodzi oczywiście o to, by wybielić siebie. A z czego my się mamy niby wybielać? Czy to my tłuczemy ludziom od wieków bzdury do głów? Czy to my żerujemy na ich naiwności i hojności? Czy to my ustalamy co komu wolno a czego nie, pod groźbą straszliwej kary? Czy to my wtrącamy się w każdy aspekt życia ludzkiego? Czy to my przez wieki wymordowaliśmy miliony ludzi? Jak dla mnie to raczej ten Twój Kościół katolicki dajmonion ma najwięcej powodów do wybielania. Kościół kat. wcale nie jest tu żadnym chłopcem do bicia. Ale nie nasza wina, że tak zgrabnie i chętnie nastawia tyłeczek. Żal nie skorzystać. > Jakoś mnie nie kuje w oczy ta biel.No bo nie może. Jak już napisałam, nie mamy się z czego wybielać. > Jeden się rzuca, drugi toczy pianę i żaden nie przebiera w słowach. Ten wątek to taki papierek lakmusowy, który pokazuje otwartość, tolerancję i szacunek do Innego. Oj tak... Kościół kat. przez wszystkie te cudowne wieki ciemne nauczył jak być tolerancyjnym wobec innego. I już widzę, jak w ramach tej tolerancji dla innego Kościół kat. zabiera na tortury tych wszystkich co się rzucają, toczą pianę i nie przebierają w słowach. > W sumie to takie traktowanie mnie jest spójne z dominującą tu mentalnością. No bo skoro to ludzie decydują o czyimś człowieczeństwie, to może o moim też już zadecydowano. Weź się już dalej dajmonion nie ośmieszaj. Mówiłam, na grzyby jedź. www.youtube.com/watch?v=fgQVyc8xObQ
|
|
| | | | |  | 7 na 7 | Sylwek (15472 punktów) | > A z czego my się mamy niby wybielać?
Nie rozumiesz potworze? Jesteś co najmniej winna gehenny zarodków przez przyzwolenie.
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | Kowalska (14008 punktów) | > > A z czego my się mamy niby wybielać?> Nie rozumiesz potworze? Jesteś co najmniej winna gehenny zarodków przez przyzwolenie. Zarodki? Co mnie jakieś zarodki. Jestem kobietą. Dla Kościoła katolickiego to wystarczający powód by mnie nienawidzić. Nie muszę dawać żadnego przyzwolenia, a już tym bardziej usuwać. A specem od gehenn jest Kościół kat. Nie zapominajmy o tym. Bo się jeszcze obrażą, fochem trzepną i co będzie? www.youtube.com/watch?v=fgQVyc8xObQ
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | spellbinder (8577 punktów) | > Bo się jeszcze obrażą, fochem trzepną i co będzie?
I zawieszą kontakty z górą, skutkiem czego nie będziesz wiedziała co masz jeść w piątek na przykład... jakie potrawy Bogu są miłe, a za jakie się do piekła idzie...
|
|
| | |  | -1 na 1 | Rutkiewicz (1290 punktów) | > A z jakiego powodu Kościół katolicki przez wieki popełniał niewyobrażalne zbrodnie, podjudzał do nich i dawał na nie przyzwolenie???? No właśnie z powodu nienawiści do myślących inaczej!!!Kościół Katolicki nie popełniał zbrodni, popełniała je władza świecka za orzeczeniem Kościoła, co oznacza, że widocznie było jej to na rękę, to raz. Dwa, nie popełniano ich na myślących inaczej, tylko na dążących do przekształceń w życiu społecznym, na ludziach którzy mogli obrócić w niwecz panujący ład społeczny i zmienić go na inny (obalić monarchię, system feudalny/stanowy, etc). Trzy, o ile oczywiście te zbrodnie obarczają na równi Kościół, który serwował ideologię i władzę świecką, która z oczywistych względów pożądała petryfikacji status quo, to jednak sensu wypowiedzi upatrywałbym raczej w dobrze znanym powiedzeniu, że drzazgę w oku bliźniego dostrzegasz, a belki we własnym nie  W sensie, jeśli krytykujesz Kościół za nietolerancję, to samemu się nią wykaż i nie atakuj tych, którzy przedstawiają stanowisko Kościoła.
|
|
| | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) |
>Kościół Katolicki nie popełniał zbrodni, popełniała je władza świecka za orzeczeniem Kościoła To się nazywa "sprawstwo" >co oznacza, że widocznie było jej to na rękę A bierzesz pod uwagę realia historyczne? >Dwa, nie popełniano ich na myślących inaczej, tylko na dążących do przekształceń w życiu społecznym, na ludziach którzy mogli obrócić w niwecz panujący ład społeczny i zmienić go na inny (obalić monarchię, system feudalny/stanowy, etc). Fakt, najwięcej powywracać mogła ta staruszka-zielarka, za czarownicę wzięta albo ten biedny hiszpański Żyd, przyłapany na myciu rąk przed posiłkiem. >Trzy, o ile oczywiście te zbrodnie obarczają na równi Kościół, który serwował ideologię i władzę świecką, która z oczywistych względów pożądała petryfikacji status quo Oczywiście i co do tego wątpliwości nie ma. >jeśli krytykujesz Kościół za nietolerancję, to samemu się nią wykaż i nie atakuj tych, którzy przedstawiają stanowisko Kościoła. Nie atakuje się "tych", tylko stanowisko. Powinieneś już zauważyć, że na tym forum można napisać "przedstawiasz głupi pogląd", ale nie "ty jesteś głupi". Przynajmniej takie są założenia. Człowieka można i należy tolerować, stanowiska już niekoniecznie.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > To się nazywa "sprawstwo"Może i tak, gdyby nie to, że z "powództwem" występowała władza świecka > >co oznacza, że widocznie było jej to na rękę> A bierzesz pod uwagę realia historyczne?A to KK im nie podlega? "Takie były realia historyczne, KK musiał mordować" > Fakt, najwięcej powywracać mogła ta staruszka-zielarka, za czarownicę wzięta albo ten biedny hiszpański Żyd, przyłapany na myciu rąk przed posiłkiem.Poza Hiszpanią KK nie prześladował (szczególnie, poza szczeblem lokalnym, co było inspirowane raczej oddolnie) Żydów, a w Hiszpanii chodziło o rację skarbu państwa. > Nie atakuje się "tych", tylko stanowisko. Powinieneś już zauważyć, że na tym forum można napisać "przedstawiasz głupi pogląd", ale nie "ty jesteś głupi". Przynajmniej takie są założenia. Człowieka można i należy tolerować, stanowiska już niekoniecznie.To dziwne, ale zupełnie inne posiadam doświadczenia. Ale ok, przyznaję rację. Tylko proszę pamiętać, że ja dokonuje tylko egzegezy cudzej wypowiedzi
|
|
| | | |  | 8 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Jezu, ileż można znosić tak otchłanną ignorancję...  > Kościół Katolicki nie popełniał zbrodni, popełniała je władza świecka za orzeczeniem Kościoła,Po pierwsze: do Kościoła zalicza się nie tylko Hierarchia  , ale i świeccy  . Po drugie: władza świecka w średniowieczu była (wedle swego samorozumienia) władzą z Bożego (widzialnie: kościelnego) pomazania. Obrazowo już tu komuś tłumaczyłem to tak: Królestwo Francji to była taka Wisła Kraków; Królestwo Anglii taka Legia Warszawa; Królestwo Polskie takie KSZO Ostrowiec. A Kościół - taki PZPN. Po trzecie wreszcie: obok państw "świeckich" nie brakło też i państw, w których Kościół bezpośrednio władzę świecką sprawował - Państwo Kościelne, państwa zakonne (krzyżackie, kawalerów maltańskich) czy dziesiątki suwerennych biskupstw w Rzeszy (Kolonia, Salzburg, Augsburg, Trewir, Leodium etc.).
Na zakończenie burzliwych obrad niektórych soborów - w szczególności pierwszego efeskiego - obserwatorzy potrzebowali specjalnych plansz, by nadążyć za tym, kto dokładnie kogo ekskomunikował lub usunął z urzędu. (Philip Jenkins)
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | Rutkiewicz (1290 punktów) | > >Kościół Katolicki nie popełniał zbrodni, popełniała je władza świecka za orzeczeniem Kościoła,> Po pierwsze: do Kościoła zalicza się nie tylko Hierarchia , ale i świeccy .Nie, z tego co się zorientowałem, mówimy o Kościele, jako instytucji. Czyli władzach i funkcjonariuszach Kościoła. I, dodam, sprawy inkwizycyjne były często, w przeważającej wręcz liczbie, inspirowane donosami władzy świeckiej. > Po drugie: władza świecka w średniowieczu była (wedle swego samorozumienia) władzą z Bożego (widzialnie: kościelnego) pomazania.W średniowieczu raczej nie dochodziło do pogromów, a jeśli dochodziło to wyłącznie na tle społecznym, np. w kontrze do próby realizacji poglądu "mordujmy księży, łupmy kościoły i zbory". Mimo wszelkich wad KK, jestem w stanie uznać przypadek takiego pogromu za samoobronę (biorąc pod uwagę realia średniowieczne). > Obrazowo już tu komuś tłumaczyłem to tak: Królestwo Francji to była taka Wisła Kraków; Królestwo Anglii taka Legia Warszawa; Królestwo Polskie takie KSZO Ostrowiec. A Kościół - taki PZPN.Ponownie, mordy religijne i światopoglądowe miały miejsce już po sporze papież - cesarz, który przecież wygrał, praktycznie, cesarz. Dziwnym też wydaje mi się uznanie Polski za KSZO Ostrowiec, boć to przecież podówczas była pierwsza liga. > Po trzecie wreszcie: obok państw "świeckich" nie brakło też i państw, w których Kościół bezpośrednio władzę świecką sprawował - Państwo Kościelne, państwa zakonne (krzyżackie, kawalerów maltańskich) czy dziesiątki suwerennych biskupstw w Rzeszy (Kolonia, Salzburg, Augsburg, Trewir, Leodium etc.).Walka z poganami? Na wszelki wypadek odpowiem, że to działania ekspansyjne i obronne, przed działaniami zaczepno-łupieżczymi były przyczyną pogromów pogan. Obie przyczyny należą do dziedziny zainteresowania władzy świeckiej, która tylko na sztandary (oczywiście za zachętą KK) brała sobie chrześcijaństwo, dla umocnienia swojego casus belli. A te pierwotne działania zaczepno-łupieżcze były spowodowane dysproporcją w organizacji społecznej państw chrześcijańskich i pogańskich (np. Polska - Litwa). Jeśli nie walka z poganami to, co? Przecież w wymienionych państwach władza kościelna bardzo szybko się skończyła, a niektóre stanęły okrakiem wobec władzy papieskiej, łącznie z Maltańczykami i Krzyżakami.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >Po pierwsze: do Kościoła zalicza się nie tylko Hierarchia , ale i świeccy .> Nie, z tego co się zorientowałem, mówimy o Kościele, jako instytucji.Świeccy też są częścią tej instytucji - koniec, kropka. Inną częścią jest kościelny aparat. > I, dodam, sprawy inkwizycyjne były często, w przeważającej wręcz liczbie, inspirowane donosami władzy świeckiej.A gdzie tam. Jeśli już, to donosicieli prywatnych. > W średniowieczu raczej nie dochodziło do pogromów,Właśnie w średniowieczu pogromów było więcej niż kiedykolwiek. Krzyżowcy po drodze do Grobu Bożego, dla rozgrzewki niejako, gromili Żydów aż serce rosło; nie wspomnę już o tym, co działo się, gdy zaraza jaka wybuchła. > Ponownie, mordy religijne i światopoglądowe miały miejsce już po sporze papież - cesarz, który przecież wygrał, praktycznie, cesarz.Czasy sporów papiesko-cesarskich to jednocześnie czasy (z definicji religijnych i światopoglądowych) Wypraw Krzyżowych przeciw Saracenom, poganom, Albigensom etc. > Dziwnym też wydaje mi się uznanie Polski za KSZO Ostrowiec, boć to przecież podówczas była pierwsza liga.Wszystko się zatem zgadza - KSZO Ostrowiec w I lidze występuje. Nie w Ekstraklasie przecież. > Walka z poganami? Na wszelki wypadek odpowiem, że to działania ekspansyjne i obronne, przed działaniami zaczepno-łupieżczymi były przyczyną pogromów pogan.Nie rozumiem powyższego zdania. > Jeśli nie walka z poganami to, co? Przecież w wymienionych państwach władza kościelna bardzo szybko się skończyła, a niektóre stanęły okrakiem wobec władzy papieskiej, łącznie z Maltańczykami i Krzyżakami.Państwa zakonne nad Bałtykiem istniały z górą trzy wieki (1218-1561), Maltę Kawalerom odebrał dopiero Napoleon. Konflikty zakonów z papiestwem są dla omawianej kwestii bez znaczenia, skoro wymienione zakony pozostawały (jak i do dziś pozostają) częścią kościelnego aparatu.
Na zakończenie burzliwych obrad niektórych soborów - w szczególności pierwszego efeskiego - obserwatorzy potrzebowali specjalnych plansz, by nadążyć za tym, kto dokładnie kogo ekskomunikował lub usunął z urzędu. (Philip Jenkins)
|
|
| | | |  | 3 na 3 | spray (5875 punktów) |
> Kościół Katolicki nie popełniał zbrodni, popełniała je władza świecka za orzeczeniem Kościoła, co oznacza.......typowy przykład sojuszu tronu z ołtarzem Pominę litościwym milczeniem , co myślę o tak wątpliwym moralnie sądzie w ustach etyka...
|
|
| |  | 7 na 7 | diogenes (42753 punktów) | >Spodziewałem się takiej reakcji, takiego języka. Furia...
Wniosek zbyt pochopny. Po prostu władam polszczyzną we wszystkich jej rejestrach. Skup się na treści. Wiele dobrych tekstów sięgało po podobny język wyrażając zarazem intelektualne i emocjonalne postawy. Od******l się poza tym, że znaczy odsuń się, wyraża coś jeszcze. Po prostu piszę czasami polifonicznie.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | | Rutkiewicz (1290 punktów) | > Wniosek zbyt pochopny. Po prostu władam polszczyzną we wszystkich jej rejestrach. Skup się na treści. Wiele dobrych tekstów sięgało po podobny język wyrażając zarazem intelektualne i emocjonalne postawy. Od******l się poza tym, że znaczy odsuń się, wyraża coś jeszcze. Po prostu piszę czasami polifonicznie.Piękne! Jestem pod wielkim wrażeniem tego przejawu erudycji. Poza tym zgłaszam sprzeciw, ja nie pisałem tak polifonicznie, jak kol. diogenes, a jednak mi się dostało
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | >Wiele osób gromadzi się tu przecież po to, aby utwierdzić się w swym ateizmie i przy okazji wyrzucić z siebie, być może tłumioną długo, nienawiść do religii. No właśnie! Pan jest religią i wykrzykuje swoje mądrości na racjonalnym forum, jako głos Boga. Nic nie wzbudza mojej większej nienawiści od głupców i zbrodniarzy z Bogiem na ustach, twierdzących, że działają w jego imieniu, a jak Pan wie było i jest dużo takich. Nie ma natomiast we mnie niechęci wobec ludzi wierzących i praktykujących jakąkolwiek religię, dopóki mnie nie zmuszają do przyjęcia ich poglądu na świat, a jak Pan wie we współczesnej Polsce niewielu takich.
@@@ .
|
|
| |  | 8 na 8 | Ignorancja (4718 punktów) | > >walcie się z roszczeniem do powszechności waszego katolickiego myślenia.> Spodziewałem się takiej reakcji, takiego języka. Chciałoby się powiedzieć: wyszło szydło z worka.Jak rozumiem palący stosy skrzętnie unikali wulgaryzmów? Tak jak dzisiejsi z pro-live skrywają swoją skłonność do okrucieństwa wobec kobiet za eleganckimi fasadami? 
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | Pan Dajmonion zechciał napisać: Spodziewałem się takiej reakcji, takiego języka. Chciałoby się powiedzieć: wyszło szydło z worka. Z psychologicznego punktu widzenia sprawa jest prosta. Furia zawsze jest wyrazem bezradności, w tym przypadku intelektualnej bezradności. Piszesz o zbrodniach, a wiesz co jest ich przyczyną? Nienawiść do myślących inaczej.
I proszę wybaczyć, ale to On ma tu rację! ____________________________
>Jak rozumiem palący stosy skrzętnie unikali wulgaryzmów? Mamy protokoły i opisy procesów o herezje i czary i na ich podstawie zupełnie śmiało można potwierdzić, że kapłani biorący udział w całym procesie, od aresztowania (a nawet przed) przez tortury do śmierci skrzętnie unikali wulgaryzmów. Przecież czynili to w imieniu Boga i na jego chwałę. Boga Miłości, Jezusa Chrystusa. Mamy różne przesłanki do odrzucenia religii, dla mnie podstawową jest teza, że Bóg - gdyby istniał - to pierwszą rzeczą jaką by uczynił to zlikwidowałby Kościół Katolicki za jego pazerność na dobra doczesne i obłudę posunietą do najwyższych granic patologii. Znowu Pan Dajmonion ma rację. Wobec powszechności teistycznego fideizmu, na którym opiera swoją siłę Kościół my jesteśmy bezradni. ________________________________ Niech Pani np. poczyta opinię Pana Marcucha o merytorycznych uzasanieniach argumentów: Natomiast wspomniany pan B. zaskakuje mnie umiejętnością wynajdywania wielostronicowych opracowań encyklopedycznych na jakiś banalny temat, niczem uczony w piśmie, który, żeby nadać "solidny fundament definicyjny" pogaduszkom o wisience wytacza ze strychu opasłe tomy botaniki opisowej. ---------------------------------------------- Pan Rajcelem z biologiczną wiedzą na poziome gimnazjum wymusza poważne wypowiedzi uczonych i praktyków z przygotowaniem biologicznym aby zamknąć dyskuje zdaniem: Mi wystarczą moje osobiste doświadczenia, bym mógł przyjmować, że Bóg istnieje. ---------------------------------------------- Pan Parys - wybitny filozof - fizyk teoretyczny pisze od kilku lat to samo: To co nieracjonalne jest absurdalne , zaś racjonalizm to nic innego jak stosowanie zasady p-s. Zatem X ma swą przyczynę a ona z kolei swoją itd.
Ten ciąg p-s w głąb tego co jest musi być skończony - w przeciwnym wypadku nie miałby początku i w konsekwencji by nie istniał a przecież istnieje.
Początek ten nazywamy w naszej kulturze Bogiem czyli to co nie podlega zasadzie p-s. ---------------------------------------------------
Pan Vancalar - ewangelista nie związany z żadnym wyznaniem - dyskuję o nauce zamyka stwierdzeniem: "czy metoda naukowa wymaga wiary w stuprocentową skuteczność metody naukowej". Cóż mogę powiedzieć: "SUWMIARKA". -Cooo? SUWMIARKA. Suwmiarka mierzy skutecznie różne rzeczy, więc od tej pory, będziemy używać SUWMIARKI do badania wszystkiego. Skoro zmierzyła kulkę, kapsel i scyzoryk, to może zmierzyć wszystko. -eee, a co z natężeniem pola elektromagnetycznego? -SUWMIARKA! Jeżeli suwmiarka nie może czegoś zmierzyć, to znaczy, że to coś nie istnieje. -ale... kolor, zapach, miłość? SUWMIARKA. To, co opisujesz nie mieści się w kategoriach mierzalnych SUWMIARKĄ, a ja nie muszę z Tobą dyskutować, bo Twoje poglądy są NIESUWMIARKOWE! Możemy więc dyskutować miesiącami i zastanawiać się, jak SUWMIARKA mogłaby mierzyć kolory ale jeśli okaże się, że SUWMIARKA się do tego nie nadaje, to jesteś głupi. -Eee więc czym jest miłość? -Na razie nie wiemy ale wiemy jedno: TO SIĘ NA PEWNO DA ZMIERZYĆ SUWMIARKĄ i kiedyś SUWMIARKA to zmierzy! ------------------------------------------
Jeżeli odsyłasz do powszechnie znanych publikacji - to źle! Jeżeli cytujesz w miarę miarodajne źródła - to źle. Jeżeli tłumaczysz łopatologicznie - to źle! Gdyż przecież to wcale nie o to chodzi.
Wchodzi na nasz portal spora grupa uczestniczących w dyskusjach, której wcale na żadnej dyskusji nie zależy. Oni i tak wszystko wiedzą lepiej. Tu tylko chcą doprowadzić nasze tezy do absurdu. Zmusić do polaryzacji stanowiska. Wymówić rzetelne odpowiedzi, które i tak zbędą na koniec zdaniem, że to oni są są w posiadaniu Prawdy.
Tak, Pan Dajmonion ma rację najpierw skutecznie doprowadza się nas do intelektualnej bezradności, przez otaczającą i osaczającą głupotę, a później drwi się z naszej dosadności w określaniu poziomu ich bzdurnych wypocin.
Niezależnie od poziomu merytorycznego i kulturalnego naszych fideistycznych interlokutorów - a jest przeróżny - i przykrywania się przeróżnym płaszczykami, musimy przeciwstawiać się na naszym forum ich irracjonalnym tezom. Musimy pracować nad ich wrzutami, gdyż inaczej zdominują nasz racjonalistyczny portal, do czego konsekwentnie dążą. Natomiast też warto uważać aby nie wylewać dziecka z kąpielą. Przychodzi tu też sporo autentycznie poszukujących, chcących w rozmowach ugruntować własne - jeszcze nieskrystalizowane - poglądy i pogłębić swą wiedzę.
Serdecznie pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | |  | 7 na 7 | Ignorancja (4718 punktów) | >Natomiast też warto uważać aby nie wylewać dziecka z kąpielą. Przychodzi tu też sporo autentycznie poszukujących, chcących w rozmowach ugruntować własne - jeszcze nieskrystalizowane - poglądy i pogłębić swą wiedzę.
Drogi Andrzeju i tylko z tego powodu jeszcze od czasu do czasu zabieram tu głos. Nie mam jednak pędu do poświęcania siebie i mego czasu bez ograniczeń, a ponieważ jednak ograniczenia czasowe są spore to uważam, że ze względu na interes racjonalistów winno się działalność dyskutantów, którzy w kółko międlą to samo (choć w zmienionej konfiguracji słownej), po prostu traktować analogicznie jak kogoś, kto jeden i ten sam post umieszczałby sto, albo więcej razy. Zdaje się, że regulamin nie zezwala na takie akcje. W przeciwnym wypadku (nieskrępowane pobłażanie tejże postawie)skutkiem jest nieposzanowanie czasu racjonalistów. Dajmonion w moim przekonaniu wyczerpał już dostępną mu argumentację.
Co do Vancalara. Cóż jego metafory są barwne i mogą wydawać się atrakcyjne, ale pozostają jedynie przenośniami. To poetyckość nadająca wprawdzie smaczku wypowiedzi lecz znikoma merytorycznie w zderzeniu z rzeczywistością. Ot weźmy tę suwmiarkę, mająca jak rozumiem być przenośnią dla nauki. I to zdanie z jego wypowiedzi:
Na razie nie wiemy ale wiemy jedno: TO SIĘ NA PEWNO DA ZMIERZYĆ SUWMIARKĄ i kiedyś SUWMIARKA to zmierzy!
Cóż nauka suwmiarką nie jest, co najwyżej suwmiarka jest jednym z narzędzi, którymi nauka się posługuje. Dlatego ta analogia jest zbytnim uproszczeniem i nie odpowiada stanowi faktycznemu. Jeśli natomiast słowo "nauka" zastąpić uparcie słowem "suwmiarka" to należy zdawać sobie sprawę, iż ta suwmiarka podlega ciągłemu udoskonalaniu oraz modyfikacjom i metaforycznie ujmując (a pozostając w zgodzie z empirią) jest owa suwmiarka w stanie mierzyć nie tylko długości, ale i barwy. I nagle okazuje się, że tam gdzie miał być podług życzeń teistów kolor/bóg nie ma barwy jest tylko zwyczajny, mierzalny, trywialny, fizyczny wymiar. O czym teiści przekonali się niejednokrotnie i muszą raz po raz ustępować z pola podkolorowywanej rzeczywistości. Szanowny Vancalar i jemu podobni ten aspekt taktycznie pomijają na co mu niedawno zwróciłam uwagę. Nie licząc oczywiście, że ten znany fakt uwzględni w swym "przewodzie dowodowym".
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Co do Vancalara. Cóż jego metafory są barwne i mogą wydawać się atrakcyjne, ale pozostają jedynie przenośniami. To poetyckość nadająca wprawdzie smaczku wypowiedzi lecz znikoma merytorycznie w zderzeniu z rzeczywistością.> Ot weźmy tę suwmiarkę, mająca jak rozumiem być przenośnią dla nauki. I to zdanie z jego wypowiedzi:> Na razie nie wiemy ale wiemy jedno: TO SIĘ NA PEWNO DA ZMIERZYĆ SUWMIARKĄ i kiedyś SUWMIARKA to zmierzy! > Cóż nauka suwmiarką nie jest, co najwyżej suwmiarka jest jednym z narzędzi, którymi nauka się posługuje.> Dlatego ta analogia jest zbytnim uproszczeniem i nie odpowiada stanowi faktycznemu."Poetycka SUWMIARKA" jest reacją na moje twierdzenia: Naturalizm metodologiczny jako konieczny warunek naukowości. Zgodnie z postulatem naturalizmu metodologicznego świat przyrody, włączając ludzi, wyjaśnia się w nauce jedynie przy pomocy pojęć odnoszących się do przedmiotów i procesów występujących w przyrodniczym porządku przyczynowym. Nie stosuje się żadnych odwołań do czynników nadnaturalnych czy transcendentnych wobec przyrody. www.nauka-(*)uki/pliki/download.php?file=84
Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
Metodologia nauk przyrodniczych uznaje tylko naturalne przyczyny zjawisk, a wiec wszystkie, które są dostępne - poprzez ludzkie zmysły - poznaniu naukowemu, a odrzuca nadnaturalne.> Jeśli natomiast słowo "nauka" zastąpić uparcie słowem "suwmiarka" to należy zdawać sobie sprawę, iż ta suwmiarka podlega ciągłemu udoskonalaniu oraz modyfikacjom i metaforycznie ujmując (a pozostając w zgodzie z empirią) jest owa suwmiarka w stanie mierzyć nie tylko długości, ale i barwy. I nagle okazuje się, że tam gdzie miał być podług życzeń teistów kolor/bóg nie ma barwy jest tylko zwyczajny, mierzalny, trywialny, fizyczny wymiar.I tu dopiero odpowiedź może być ekscytująca.Jak poszerzyć świat naszych zmysłów. Jak uzyskać szósty, siódmy i dalsze zmysły, by zobaczyć świat bardziej prawdziwy? Podłączyć, na przykład, mózg do komputera? O tym, jak to zrobił, opowiada "Gazecie" cybernetyk prof. Kevin Warwick Więcej... wyborcza.p(*),Ja__cyborg.html#ixzz1Ik4xw7CvA następnie dodatkowe zmysły można wyposażać w doskonalące je narzędzia. Dostaniemy nowe odpowiedzi, które zrodzą nowe pytania. To jest dopiero fascynujące! To fantastyczna poetyka ludzkiego poznania! Pozdrawiam serdecznie.PS. Przed chwilą dostałem post od Pana Rajcelem w wątku: "Czy jedynie wierzymy, że boga nie ma??" www.racjonalista.pl/forum.php/s,406043#w409827> >Jak Pan by zdefiniował życie pozaziemskie?> Nie jest to przedmiotem mojego szczególnego zainteresowania.Chciałem poznać Pana standardy definicji. Bóg to stwórca i władca całego życia pozaziemskiego. Jeśli życie pozaziemskie jest możliwe do badania przez naukę, to taki Bóg też.***************************************************** No właśnie, jak merytorycznie, a nie złośliwie - na takie genialne stwierdzenia odpowiadać. Czy wszystkie takie wypowiedzi i za każdym razem można i należy lekceważyć? Czy czekać na intelektualne wsparcie Pana Rajcelema przez Panów Dajmoniona, Marcucha i innych bardziej oczytanych i dopiero reagować? Oni i tak wiedzą wszystko lepiej. Tysiące milionów nie mogą się mylić! @@@ .
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Ignorancja (4718 punktów) | >No właśnie, jak merytorycznie, a nie złośliwie - na takie genialne stwierdzenia odpowiadać.
A jakbyś odpowiedział, gdybym napisała: mam w domu grzejniki konwektorowe to chałupę ogrzewam kominkiem.
Możesz merytorycznie dyskutować z inkoherencją?
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | >>No właśnie, jak merytorycznie, a nie złośliwie - na takie genialne stwierdzenia odpowiadać. >A jakbyś odpowiedział, gdybym napisała: >mam w domu grzejniki konwektorowe to chałupę ogrzewam kominkiem. Miła Pani, każdy sobie sam wybiera prądy, które mu po domu i głowie chodzą.
>Możesz merytorycznie dyskutować z inkoherencją? Trudno łatać dziury w splątaniach, ale trzeba być dobrym specjalistą aby szybko dostrzec w tekście psychozę. Jestem humanistą, a nie psychiatrą. A wolnomyśliciele dopuszczają dużo dla idei wolnej myśli. Pytaniem jest jak wiele powinniśmy tu dopuszczać aby samemu nie zejść na poziom inkoherencji?
Serdecznie pozdrawiam i miłego dnia Pani życzę.
PS. Dywagacje były tylko retoryczne, gdyż tak ogólnie to się z Panią zgadzam.
@@@ .
|
|
| | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > Chciałem poznać Pana standardy definicji. >Bóg to stwórca i władca całego życia pozaziemskiego. >Jeśli życie pozaziemskie jest możliwe do badania przez naukę, to taki Bóg też.> *****************************************************> No właśnie, jak merytorycznie, a nie złośliwie - na takie genialne stwierdzenia odpowiadać.> Czy wszystkie takie wypowiedzi i za każdym razem można i należy lekceważyć?> Czy czekać na intelektualne wsparcie Pana Rajcelema przez Panów Dajmoniona, Marcucha i innych bardziej oczytanych i dopiero reagować?Panie Andrzeju, jak Pan sądzi - czy próbą odpowiedzi merytorycznej, ale niezłośliwej może być mój cytowany poniżej wpis? (cytuję go tutaj, bo w tamtym wątku odpowiadałem na wpis Rajcelema, więc domyślam się, z Pan mógł nie zostać o nim poinformowany). To Pan wskazywał w rozmowie ze mną, że nie należy mieszać porządków i rodzajów wiedzy. I to właśnie ta Pana wskazówka zainspirowała mnie do napisania Rajcelemowi poniższej odpowiedzi. Dlatego pozwalam sobie zapytać Pana o zdanie. www.racjonalista.pl/forum.php/s,406043#w409859"Drogi Rajcelemie, jeśli cokolwiek, co mniemasz, że jest boskie zostanie wykazane przez naukę przyrodniczą, to w tym samym momencie przestanie być to boskie, a będzie stanowiło zjawisko przyrodnicze. Nie oznacza to, że nie jest zupełnie bezsensowne myślenie o Bogu - słowo to istnieje w języku i w ramach myśli ludzkich z różnych przyczyn. Przyczyny te stanowią przedmiot zainteresowania niektórych nauk społecznych, zwłaszcza religioznawstwa, a także szeroko pojętej psychologii. A nawet w ramach nauk przyrodniczych wykształciła się nowa gałąź nauki - neuroteologia (już wikipedia pisze o tym bardzo bardzo ciekawie: pl.wikipedia.org/wiki/Neuroteologia) tak więc o Bogu można rozmawiać, należy natomiast sobie uzmysłowić w jakim kontekście - jeśli jest to kontekst nauk przyrodniczych, to rozmowa ta jest całkowicie bez sensu (bo nauki przyrodnicze pytają o racjonalne przyczyny funkcjonowania zjawisk, a Bóg może stanowić co najwyżej wyjaśnienie poprzez cud, co jest z gruntu nieracjonalne). Jeśli jest to natomiast kontekst kultury, religioznawstwa i psychologii, to można o Bogu rozmawiać, a nawet pozostawienie go poza dyskusją byłoby w tym kontekście ignorancją. Poza tym istnieje jeszcze kontekst osobistego doświadczenia - ale w tym zakresie możesz się najwyżej podzielić wrażeniami - rozmawiać o nich w zasadzie też można, ale dla ludzi, którzy mieli inne doświadczenia nie musi to być w pełni zrozumiałe, ani też niestety nie muszą oni Ci wierzyć. A nawet gdy uwierzą, to w pierwszej kolejności będa starali się Twoje doświadczenie wytłumaczyć racjonalnie - zwłaszcza na tym forum. Sam spierałem się z Panem Bogusławskim w innym wątku, ale w toku tego sporu przyznałem mu rację w pewnej kwestii, a mianowicie właśnie w tej, że jest bardzo istotne w jakim kontekście się wypowiadasz. Myślę, że jednym z możliwych podziałów kontekstu może być proponowany przez Poppera podział na świat fizyczny, świat umysłu i świat kultury (źródło - bardzo ciekawe: www.kognitywistyka.net/artykuly/wd-ust.pdf). I nie oznacza to, że przestałem być człowiekiem wierzącym - ale traktuję to jako moją własną poezję, mój mit, a także moje subiektywne doświadczenie - mogę o tym rozmawiać, ale kontekstem będzie wówczas w największym stopniu świat umysłu i świat kultury - świat fizyczny będzie zaledwie tłem, choć niektórzy określą to tło jako substrat, a więc główną przyczynę. A jaka jest przyczyna tej przyczyny? no właśnie - koło się zamyka - dlatego właśnie lubię poezję i mity, ale z nauką przyrodniczą ma to niewiele wspólnego. Na koniec proponuję mały cytat z książki Zygmunta Baumana 'Życie na przemiał': 'Wynalezienie wieczności jest magiczną sztuczką języka, osobliwym i niezwykłym, a przy tym nieuchronnym wynalazkiem, czymś, co nie mogło nie zostać wynalezione. Nie do pomyślenia byłby bowiem gatunek, który, obdarzony językiem, nie wynalazałby wieczności - z tego prostego powodu, że posiadając język, nie mógłby nie uświadamiać sobie własnej śmiertelności.[...] Aby zmieścić w jednym zestawie strach i nadzieję, niezbędne było wiązadło, lina lub zawias łączący życie, które skończy się wkrótce, ze światem, który twać będzie zawsze'"
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | > Panie Andrzeju,> To Pan wskazywał w rozmowie ze mną, że nie należy mieszać porządków i rodzajów wiedzy. I to właśnie ta Pana wskazówka zainspirowała mnie do napisania Rajcelemowi poniższej odpowiedzi. Dlatego pozwalam sobie zapytać Pana o zdanie.> www.racjonalista.pl/forum.php/s,406043#w409859> "Drogi Rajcelemie,> jeśli cokolwiek, co mniemasz, że jest boskie zostanie wykazane przez naukę przyrodniczą, to w tym samym momencie przestanie być to boskie, a będzie stanowiło zjawisko przyrodnicze.> Nie oznacza to, że nie jest zupełnie bezsensowne myślenie o Bogu - słowo to istnieje w języku i w ramach myśli ludzkich z różnych przyczyn. Przyczyny te stanowią przedmiot zainteresowania niektórych nauk społecznych, zwłaszcza religioznawstwa, a także szeroko pojętej psychologii. /.../> Jeśli jest to natomiast kontekst kultury, religioznawstwa i psychologii, to można o Bogu rozmawiać, a nawet pozostawienie go poza dyskusją byłoby w tym kontekście ignorancją.Tej części nawet bym nie zauważył, gdyż ogólnie jest zgodna z moim poglądem, a ja nie jestem drobiazgowym. > Poza tym istnieje jeszcze kontekst osobistego doświadczenia - ale w tym zakresie możesz się najwyżej podzielić wrażeniami - rozmawiać o nich w zasadzie też można, ale dla ludzi, którzy mieli inne doświadczenia nie musi to być w pełni zrozumiałe, ani też niestety nie muszą oni Ci wierzyć.Kontekst osobistego doświadczenia, to ja lubię, ale w literaturze pięknej, gdyż te osobiste doświadczenia można wtedy uogólniać i stają się uniwersalistycznymi. (Mój ateizm wcale mi nie przeszkadza, głęboko emocjonalnie, w zachwycie nad jej pięknem, odbierać całokształtu religijnej sztuki.) > Sam spierałem się z Panem Bogusławskim w innym wątku, ale w toku tego sporu przyznałem mu rację w pewnej kwestii, a mianowicie właśnie w tej, że jest bardzo istotne w jakim kontekście się wypowiadasz.Całkowita zgoda! > I nie oznacza to, że przestałem być człowiekiem wierzącym - ale traktuję to jako moją własną poezję,To nie podlega dyskusji i może być tylko przedmiotem osobistej opowieści. Nawet bardzo pięknej i interesującej. Pozdrawiam i zastanawiam się czy zostanie Pan zrozumianym? @@@ .
|
|
|  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >walcie się z roszczeniem do powszechności waszego katolickiego myślenia. To, że wasz grajdoł jest z nazwy katolicki, powszechny, nie znaczy, że wasze myślenie musi być również uniwersalistyczne.
Sądząc po poziomie negatywnych emocji w tym wątku powinno być jasne, że to nie uniwersalizm jest problemem, a zbytnia pewność siebie, którą z zacietrzewieniem może wykazywać też relatywista.
dajmonion
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | >a zbytnia pewność siebie, którą z zacietrzewieniem może wykazywać też relatywista. Czyżby fideiści z jakiś powodów byli z tego zbioru wykluczeni.
@@@ .
|
|
11 na 11 | diogenes (42753 punktów) | >Sprawę wyjaśnia ks. prof. dr hab. Tadeusz Ślipko SJ:
Sprawy nie wyjaśnia prof. dr hab, lecz ks. SJ, jezuita.
>"Teistyczne odniesienia do Boga jako bytu transcendentnego nie zajmują w logicznej konstrukcji uzasadnienia antyaborcyjnego miejsca naczelnej przesłanki. To miejsce zajmują antropologiczno-spirytualistyczne założenia...
Jakie są różnice miedzy teistycznymi założeniami a przesłankami spirytualistycznymi? Jak mniemam doświadczenia mistyczne ojca założyciela zakonu jezuitów są dla brata Tadeusza ostateczną wyrocznią.
>...dyscypliny te swoje podstawy metodologiczne zakładają na doświadczeniu i danych rozumowych, nie zaś na wierze w Objawione Słowo Boże.
To doktrynerskie rozszerzenie zakresów pojęć doświadczenia i rozumu. Ponadto są one tak konstruowane, aby w każdej chwili dołączyć do nich pojęcie objawienia lub doświadczenia np. mistycznego. Brat Tadeusz uprawia po prostu lego-teologię, czyli teologię opartą na metodzie klocków lego. Naukowe pojęcie doświadczenia wyklucza taką opcję.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >>"Teistyczne odniesienia do Boga jako bytu transcendentnego nie zajmują w logicznej konstrukcji uzasadnienia antyaborcyjnego miejsca naczelnej przesłanki. To miejsce zajmują antropologiczno-spirytualistyczne założenia... >Jakie są różnice miedzy teistycznymi założeniami a przesłankami spirytualistycznymi? Inaczej się je uzasadnia. Jedne i drugie bazują jednak na rozumie i doświadczeniu. >>...dyscypliny te swoje podstawy metodologiczne zakładają na doświadczeniu i danych rozumowych, nie zaś na wierze w Objawione Słowo Boże. >To doktrynerskie rozszerzenie zakresów pojęć doświadczenia i rozumu. Ponadto są one tak konstruowane, aby w każdej chwili dołączyć do nich pojęcie objawienia lub doświadczenia np. mistycznego. To w jakim celu są konstruowane ma charakter drugorzędny. Najważniejsze są racje odwołujące się do rozumu i doświadczenia. Ślipko wskazuje na zdolność ludziego umysłu do wnikania w istotowe struktury rzeczywistości (na przykład poznanie, że byt składa się z istoty i istnienia), jako na przejaw istnienia trwałego, substancjalnego elementu w człowieku czyli duszy.
dajmonion
|
|
|  | 7 na 7 | diogenes (42753 punktów) | >>Jakie są różnice miedzy teistycznymi założeniami a przesłankami spirytualistycznymi? > Inaczej się je uzasadnia.
Czyli uzasadnia się również założenia i przesłanki. Pytanie narzuca się jedno: czym, jakiego rodzaju doświadczeniem (chodzi zarówno o jego formę jak i treść) uzasadnia się założenia i przesłanki? Lub inaczej (bardziej fenomenologicznie): jaka jest granica tego rodzaju uzasadnień, jakiego rodzaju bezpośredniość leży u jego podstaw?
>Ślipko wskazuje na zdolność ludziego umysłu do wnikania w istotowe struktury rzeczywistości...
Nie ludzkiego umysłu, ale umysłu pewnych seminaryjnych moli książkowych, którzy lekturę (np. metafizyki Krąpca) mylą z doświadczeniem.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | > Najważniejsze są racje odwołujące się do rozumu i doświadczenia. Powiedział dajmonion 
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
|  | 9 na 9 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Ślipko wskazuje na zdolność ludziego umysłu do wnikania w istotowe struktury rzeczywistości (na przykład poznanie, że byt składa się z istoty i istnienia), jako na przejaw istnienia trwałego, substancjalnego elementu w człowieku czyli duszy.Opadło mi... 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| dajmonion (3663 punktów) | "Naczelną dyrektywą do rozstrzygnięcia tej kwestii jest ogólna zasada filozoficzno - etyczna, która czynnika wpływającego bezpośrednio i na pierwszym miejscu na moralny kształt rozumnego aktu ludzkiego każe się doszukiwać w sferze obiektywnych jego elementów składowych, tkwiących w samym wnętrzu tego aktu, a nie zaś w sferze czynników subiektywnych i zewnętrznych. A zatem stawiając sobie takie pytanie, jak przed chwilą, trzeba zawsze zaczynać od przyjrzenia się temu, co się faktycznie czyni, innymi słowy, co się sprawia, jakie realne efekty się powoduje spełniając świadomie ten akt, nie zaś - z jakich pobudek akt ten bierze początek, czy też jakie ewentualnie inne zamierzenia mogą mu towarzyszyć. Te dwie sfery: realnego i obiektywnego skutku oraz subiektywnych motywów i intencji nie zawsze się ze sobą pokrywają, nader czesto umieszczają sie na zgoła odmiennych płaszczyznach. W zastosowaniu do działania aborcyjnego kieruje to naszą uwagę w stronę wewnętrznej celowości spełnianych w tym działaniu czynności. Odkrycie tej celowości pokazuje bowiem, ku czemu aborcja zmierza mocą właściwej sobie dynamiki, którą każdy sprawca aborcji uruchamia niezależnie od tego, kto jest tym sprawcą i co go do tego działania skłania. W wyniku prowadzi to do ważnej konstatacji: jaki jest bezpośrednio w aborcji sprawiany skutek, który tym samym stanowi i stanowić musi pierwszy i właściwy cel tego działania. Jeśli się z tego punktu widzenia patrzy na obiektywną dynamike przerywania ciąży, nieodparcie narzuca się konkluzja, że działajacy w nim mechanizm nastawiony jest bezpośrednio na zabicie płodu. Oczywiście zabijając płód działa się pod wpływem określonych pobudek i realizuje się dodatkowo przez działajacy podmiot zamierzone cele. Rdzeń działań aborcyjnych pozostaje ten sam: jest nim świadome chcenie i rzeczywiste spełnienie zabicia płodu. Tu zatem kryje się najgłębsze źródło moralnej winy tego działania: moralny sens życia płodu decyduje o moralnym złu pozbawienia go życia." T. Ślipko
dajmonion
|
|
 | 6 na 6 | Sylwek (15472 punktów) | Oczywiście dokładnie to samo rozumowanie czyni z "pobożnych" lekarzy i innych prolajfowców katów kobiet.
Pytanie: co jest gorsze: torturowanie i ewentualne zabicie kobiety, czy usunięcie płodu (bezbolesne i pozbawione jakiegokolwiek cierpienia z jego strony, pretensji lub niechęci - płodom jest doskonale obojętne co się z nimi dzieje lub będzie dziać, ich własne życie też nie stanowi dla nich żadnej wartości, bo nie posiadają możliwości przypisywania czemukolwiek jakichkolwiek wartości)?
|
|
 | 7 na 7 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Dajmonionie byłbym za zakazem aborcji, gdybyś każde niechciane dziecko pochodzące z gwałtu adoptował Ty.
Pozdrawiam
e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
|
|
 | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | Wklejając kolejne podobnej długości cytaty, zwłaszcza pozbawione komentarza, narażasz się na oskarżenie o pogwałcenie praw autorskich i wylądowanie w Oślej Ławce. Trochę przesadzasz.
|
|
 | 4 na 4 | i.czaplicka (5782 punktów) | Proszę, Dajmonionie, nie filozofuj, bo ja prosty weterynarz jestem, i takich filozofii nie rozumiem. Przypominam, ze nie odpowiedziałeś na moje pytania. Dlatego podaje w skrócie: 1. Kto jest właścicielem narządów wewnętrznych. Przez właściciela rozumiem osobę, która moze tymi narządami dysponować. 2. Czy ciężarna kobieta te prawo traci, i dlaczego?
|
|
| dajmonion (3663 punktów) | "Zasada dopuszczająca zabicie człowieka we własnej lub cudzej obronie odnosi się wyłącznie do sytuacji agresji, innymi słowy człowiek, którego wolno zabić musi być agresorem. Agresor zaś to człowiek, który stwarza niebezpieczeństwo pozbawienia życia ofiary agresji nie samym swoim istnieniem. Agresorem staje się człowiek przez to, że podejmuje działania godzące wprost w cudze życie. Moralność, a także i prawo nie może stwarzać takiego aksjologicznego stanu rzeczy, w którym agresor byłby w uprzywilejowanej sytuacji w porównaniu z gorszym statusem moralnym swojej ofiary. Wszelkie działania zabójcze podejmowane poza sytuacją agresji należą już do kategorii aktów zabicia nie-agresora, czyli człowieka niewinnego, co oznacza pogwałcenie jego fundamentalnego prawa do życia." T. Ślipko.
dajmonion
|
|
 | 3 na 3 | Rafaela (2059 punktów) | >"Zasada dopuszczająca zabicie człowieka we własnej lub cudzej obronie odnosi się wyłącznie do sytuacji agresji, innymi słowy człowiek, którego wolno zabić musi być agresorem. Czyli bezwzględnie można zabijać każdego gwałciciela? Czy dobrze zrozumiałam?
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
|  | 7 na 7 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Czyli bezwzględnie można zabijać każdego gwałciciela? Czy dobrze zrozumiałam?
Nie. Jeśli kobieta się ubrała wyzywająco to przecież ona zachęciła do gwałtu i to ją należy zabić za tę hańbę, ale dopiero jak urodzi to niewinne dziecko, ladacznica jedna.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| |  | | Rafaela (2059 punktów) | >Jeśli kobieta się ubrała wyzywająco to przecież ona zachęciła do gwałtu i to ją należy zabić za tę hańbę, ale dopiero jak urodzi to niewinne dziecko, ladacznica jedna. Czyli mężczyzna jak zawsze niewinny - biedaczek, no bo ja tu nie gwałcić, gdy kobieta tego 'chce'... Paranoja!
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
| | |  | 4 na 4 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Czyli mężczyzna jak zawsze niewinny - biedaczek, no bo ja tu nie gwałcić, gdy kobieta tego 'chce'... Paranoja!
Jak tego chce to jeszcze pół biedy. Jak nie chce w małżeństwie to małżeństwo unieważnią, bo jak taka może nie chcieć mieć dzieci? Bo jak on bije to nie unieważnią, bo ona od tego jest. Taki inkubator, robot kuchenny i worek do maltretowania w jednym.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Rafaela (2059 punktów) |
Facet to ma jednak klawe życie 
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
 | 3 na 3 | Ignorancja (4718 punktów) | >"Agresor zaś to człowiek, który stwarza niebezpieczeństwo pozbawienia życia ofiary agresji nie samym swoim istnieniem. Agresorem staje się człowiek przez to, że podejmuje działania godzące wprost w cudze życie. Moralność, a także i prawo nie może stwarzać takiego aksjologicznego stanu rzeczy, w którym agresor byłby w uprzywilejowanej sytuacji w porównaniu z gorszym statusem moralnym swojej ofiary. Wszelkie działania zabójcze podejmowane poza sytuacją agresji należą już do kategorii aktów zabicia nie-agresora, czyli człowieka niewinnego, co oznacza pogwałcenie jego fundamentalnego prawa do życia." T. Ślipko. > dajmonion
Urocze te dywagacje ksiundza Ślipko. Otóż faktycznie, psychopata maniakalny żyjący w Kambodży dla mnie bezpośrednio agresorem nie jest. Fizycznie niemożliwe (o ile nie polecę do Kambodży, albo maniak nie przyleci do Polski). Ale już ciąża zagrażająca memu zdrowiu i życiu, jak najbardziej agresorem wycelowanym w moją osobę jest. Naturalnie mamy tu do czynienia z aktem agresji nieświadomej, tak domniemywam, bo zdaje się, że zygota świadomości nie posiada. Czyni to ją jednostką na niższym etapie uduchowienia/spirytualizmu/rozwoju od jednostki matki. Ewentualnie można założyć, iż jednak zygota jest równorzędna matce, w konsekwencji należy przyjąć, że świadomością dysponuje. A skoro tak to w przypadku, gdy zagraża jej życiu i zdrowiu jest najzwyklejszym świadomym agresorem. Logicznie spójne, czy coś pominęłam? Palące pytanie: mam prawo do obrony koniecznej, czy nie?
Spytaj ksiundza co on na to. Pewnie trzepnie pogadankę o potrzebie naśladownictwa Jezusa w bezbrzeżnym poświęceniu dla ludzkości.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | >"Jeżeli w tak fundamentalnej sprawie, jak odpowiedź na pytanie, czy wolno czy też nie wolno pozbawić człowieka życia, jeśli w momencie, kiedy rzecz dotyka samego sedna człowieczeństwa stosuje się metodę "rachunku szczęścia", w takim razie daje się najlepszy dowód, że człowieka (może nieświadomie) traktuje się jako egzemplarz pogłowia ludzkiego, które można w razie potrzeby liczyć na sztuki, selekcjonować, zatrzymywać lub odrzucać. W ujęciu tym zatraca się autonomia i indywidualność osoby ludzkiej, to zaś miejsce zajmują zunifikowane jednostki gatunku ludzkiego, które poddaje się kwalifikacyjnym pomiarom, aby w podsumowaniu otrzymać dane pozwalające orzekać o ich przydatności lub nieprzydatności do pomnażania 'sumy szczęścia we wszechświecie'". T. Ślipko.
>I jeszcze jedna cenna myśli, którą dedykuję tym, którzy nie chcą traktować człowieka holistycznie, a zamiast tego kawałkują go myślowo na różne elementy (mózg, świadomość, układ nerwowy) i czynią je początkiem człowieczeństwa.
Nie sposób i nie bardzo warto dyskutować z katolikami o problemach związanych z aborcją, gdyż próbują narzucać i swój język i własne spekulacje teologiczne, nie mające się nijak do nauki. Nauka wyróżna w procesie stawania się człowiekiem różne etapy np.: zarodek, płód i dziecko (po porodzie) oni pieprzą o "dziecku" lub nawet o człowieku od chwili zapłodnienia.
Dla nauki trudne jest wyznaczenie momentu, gdy stajemy się istotą ludzką. Nie jest nią jajo i nie jest plemnik. Czy wystarczy ich spotkanie - zapłodnienie. Jedna komórka o średnicy jednej setnej milimetra zawierająca chromosomy ojca i matki. 46 chromosomów stanowiących 23 pary z zawartym w nich szyfrem, według którego, kroczek po kroczku, zostaniemy zbudowani. Dopiero po 30 godzinach zygota dzieli się na dwie komórki. Szóstego dnia już jako kilkaset komórek nazywanych blastocystą dociera do macicy, aby po około dwu tygodniach zagnieździć się w jej ścianie. Od tego momentu nazywana zarodkiem rozwija się dalej, tak by po dwu miesiącach osiągnąć punkt, od którego zaczyna nazywać się płodem. Rozwijać się będzie pod tą nazwą jeszcze przez ponad 200 dni - do chwili, kiedy przyjdzie na świat dziecko.
To cudowne zdarzenie jest procesem. Permanentnym stawaniem się, w którym tylko dla lepszego zrozumienia zachodzących zmian określamy i nazywamy dostrzegalne dla nas etapy. Tak samo jak w ewolucyjnym rozwoju najważniejszym kryterium tego, że jesteśmy ludźmi, są nie nasze kształty, a zbudowany z komórek mózg. Komórki będące w przyszłości mózgiem zaczynają się tworzyć po siedmiu tygodniach i przesuwają na właściwe im miejsce. W toku umiejscowienia następuje ich specjalizacja. Ale choć struktura charakterystyczna dla człowieka, jaką jest kora mózgowa, od początku zostaje utworzona z sześciu warstw komórek nerwowych, to początkowo neurony nie są wyposażone w aksony i dendryty z synapsami, czyli brakuje między nimi połączeń. Proces tworzenia komunikacyjnej sieci rozpoczyna się około 24 tygodnia od poczęcia i trwa jeszcze długo po urodzeniu. Tak jak zbiór mikrochipów bez połączeń nigdy nie będzie komputerem, tak do czasu rozwinięcia dostatecznej ilości synaptycznych połączeń między neuronami (co następuje około siódmego miesiąca ciąży) nie możemy z punktu nauk biologicznych mówić o ludzkim dziecku. Wiele przyczyn może spowodować, że prenatalny proces może zostać w sposób naturalny przerwany. Wiele też przyczyn może ten przebieg zakłócić. Biologiczny rozwój od pojedynczej komórki do dojrzałego osobnika jest jednym z cudownych procesów jakie permanentnie przebiegają w naturze, ale rozwój mózgu doprowadził nas do granicy, za którą sama biologia nie jest w stanie wyjaśnić w pełni złożonej ludzkiej natury. Nasze instynkty, a nawet wygląd, są pewną genetyczną predyspozycją, na którą wpływają warunki środowiskowe, ingerując w ludzki los już we wczesnych etapach życia płodowego.
Na co jest odpowiedź: "Teistyczne odniesienia do Boga jako bytu transcendentnego nie zajmują w logicznej konstrukcji uzasadnienia antyaborcyjnego miejsca naczelnej przesłanki. To miejsce zajmują antropologiczno-spirytualistyczne założenia określające osobową godność i niepogwałcalność moralną nienarodzonych". Gratuluję dyskursu, jeszcze Prof. Grabowska powinna się włączyć.
Pozdrowienia dla wytrwałych.
@@@ .
|
|
-1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | "Dzięki USG możemy oglądać małe dziecko, które poza wielkością niewiele różni się od innych ludzi. Nie jest problemem znalezienie też zdjęć 10-, czy 12-tygodniowych płodów w internecie. Oglądając je naprawdę bardzo ciężko powiedzieć jest, że nie ma się tu do czynienia z człowiekiem.
Wstrząsającym doświadczeniem jest obejrzenie zdjęć dzieci na których wykonano aborcję czy też obejrzenie filmu "Niemy Krzyk" na którym widać jak dziecko w brzuchu matki stara się uciec przed szczypcami aborcjonisty. Kiedyś wysłuchałem też przejmującego świadectwa pielęgniarki, która musiała partycypować w "aborcyjnych zabiegach". Opowiadała jak wiele dzieci zaraz po usunięciu z brzucha matki, potrafiło jeszcze kwilić i trzeba je było szybko "uciszać" aby nie usłyszała ich matka.
Aborcja nie jest tragedią tylko dla uśmiercanego dziecko, ale bardzo często także dla dokonującej tego matki. Wiele kobiet, po zabiciu dziecka, dopada, tak zwany syndrom post-aborcyjny, którego przyczyny związane są z gwałtownym przerwaniem przemian zachodzących w organizmie matki od momentu poczęcia dziecka. Syndrom objawia się dużym niepokojem, bez uświadomienia sobie przyczyny, niezadowoleniem z życia bez obiektywnych przyczyn, poczuciem beznadziejności, depresją. Często występują zaburzenia relacji z najbliższymi, niechęć do współżycia seksualnego, lęki, koszmary senne. Na ten temat przeprowadzonych zostało szereg badań. Jedno z nich pokazało, że już 8 tygodni po aborcji, 44% kobiet przeżywa problemy nerwowe, 36% ma problemy ze snem, 31% żałowało swojej decyzji, a 11% musiano przypisać środki psychotropowe. A syndrom objawia się z reguły dopiero po jakimś czasie od "zabiegu". Środowiska "pro-choice" twierdzą oczywiście, że syndrom po-aborcyjny jest wymysłem przeciwników aborcji, ale bardzo ciężko obronić tą tezę, jeśli przeczyta się mnóstwo opracowań naukowych jakich napisano na ten temat, posłucha się lekarzy pracujących z kobietami, które cierpią z powodu tego syndromu, czy też w końcu wysłucha się świadectw samych kobiet. A można znaleźć ich wiele.
Zwolennicy aborcji wysnuwają mnóstwo argumentów, które pozbawione są jakiejkolwiek logiki. Słyszymy, że nie można zakazywać aborcji, bo kobiety i tak będą jej dokonywać i lepiej by to robiły w godniejszych warunkach. W myśl tej niezwykłej logiki należałoby zalegalizować także kradzieże, rozboje, gwałty i zabójstwa, bo zdeterminowany człowiek i tak ich dokona. Jest oczywiste, że jeśli coś jest nielegalne będzie wykonywane rzadziej, bo dostęp do tego jest trudniejszy, znajomi są mniej chętni by pomóc, ludzie obawiają się kary. Co więcej wiele osób rozróżnia dobro od zła na podstawie czy coś jest legalne czy nie. Jeśli aborcja byłaby nielegalna z pewnością skłoniłoby to wiele kobiet do refleksji zanim by się na nią zdecydowały. Oczywiście ustanowienie jakiegoś prawa nie rozwiązuje problemu, potrzeba jeszcze jego egzekucji i co najważniejsze kształtowania sumień obywateli." Zbigniew Kaliszuk
dajmonion
|
|
 | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) |
> Wstrząsającym doświadczeniem jest obejrzenie zdjęć dzieci na których wykonano aborcję czy też obejrzenie filmu "Niemy Krzyk" na którym widać jak dziecko w brzuchu matki stara się uciec przed szczypcami aborcjonisty.Wiesz co... > Kiedyś wysłuchałem też przejmującego świadectwa pielęgniarki, która musiała partycypować w "aborcyjnych zabiegach". Opowiadała jak wiele dzieci zaraz po usunięciu z brzucha matki, potrafiło jeszcze kwilić i trzeba je było szybko "uciszać" aby nie usłyszała ich matka....aborcja, w sumie poważna rzecz, po takim steku bzdur zamienia się w komedię. Nie mogę się teraz powstrzymać, przed wymyśleniem jakiś śmiesznych historyjek o abortowanych płodzikach, umykających przed skrobanką. Oraz kwilących swoimi malutkim usteczkami. Zaraz się nimi podzielę ze znajomymi na fejsie, co byśmy mieli powód do wspólnego ubawu. Dzięki
|
|
|  | 6 na 6 |
 | 7 na 7 | liliac (147340 punktów) | > Wstrząsającym doświadczeniem jest obejrzenie zdjęć dzieci na których wykonano aborcję czy też obejrzenie filmu "Niemy Krzyk"Nie, nie jest wstrząsające. Ani "Niemy krzyk", ani płody, a widziałam jedno i drugie. Płody zresztą generalnie widuję stosunkowo często. Kolejna porcja cytatów tej wielkości zakończy się banem. I to jest ostatnie ostrzeżenie.> Wiele kobiet, po zabiciu dziecka, dopada, tak zwany syndrom post-aborcyjny, którego przyczyny związane są z gwałtownym przerwaniem przemian zachodzących w organizmie matki od momentu poczęcia dziecka.Ach i gdzież te publikacje naukowe dokumentujące rzekomą powszechność rzekomego "syndromu post-aborcyjnego"?
|
|
|  | 6 na 6 | Sylwek (15472 punktów) | Co za brednie napisał Dajmonion w usuniętych komentarzach! Znamy te potworne historie o tworzeniu istot, których jedynym sensem zycia jest tortura i udręka.
Ale dzięki, zapomniałem że prolajfowcy nie tylko mordują i torturują kobiety - krew i cierpienie wszystkich ludzi leży im na sercu. Co za przewrotna degrengolada, być tak całkowicie zepsutym by znajdować nie tylko upodobanie w pomnażaniu cierpienia bliźnich, ale jeszcze sycić najbardziej zwyrodniałe pokłady własnej duszy przez degradowanie i poniżanie swych ofiar na płaszczyźnie etycznej, przez bezwstydne, nasiąknięte krwawą hipokryzją moralizowanie.
Nic nie jest równie wymiotne i złe jak cały ten ruch pro-lajf, morderców z pięknymi słowami na ustach. Są poniekąd gorsi od nazistów, oni przynajmniej nie wmawiali gazowanym przez siebie ludziom, że "ratują życia".
|
|
 | 7 na 7 | i.czaplicka (5782 punktów) | Witam! Może nareszcie udzielisz mi odpowiedzi na pytania? Kto jest właścicielem narządów wewnętrznych? Czy "prawo własności" może być odebrane/zawieszone i w jakich przypadkach? Jako kara? Za jakie przewinienie? Czy uważasz, ze prawo państwowe powinno nakazywać postępowanie z tymi narządami, i to w sytuacji, gdy ich właściciel żyje? Pozdrawiam serdecznie.
|
|
|  | 5 na 5 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Kto jest właścicielem narządów wewnętrznych?Wewnętrznych to ja nie wiem, ale za zewnętrzne już się Terlikowski zabiera  . > Czy "prawo własności" może być odebrane/zawieszone i w jakich przypadkach? Jako kara? Za jakie przewinienie?Wygląda na to, że tak. W Europie, w XXI wieku. Ciekawe.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| |  | 4 na 4 | i.czaplicka (5782 punktów) | Niekoniecznie tylko zewnętrznych. Bo kobietom chyba się usuwa np, jajniki? A jadra, zstępując do moszny, pociągają jakby za sobą kawałek otrzewnej. Kastracja jest wiec zabiegiem powodującym otwarcie worka otrzewnowego, wiec tak nie do końca tylko na narządach zewnętrznych
|
|
| |  | 2 na 2 | PanBuk (6257 punktów) | juz sam znaczek: znaczeksugeruje dość bitnie - na co można liczyć w XXI w po portalu? To się nazywa: sugestywność? może? Oczywiści okraszona miłosierdziem!
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
 | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | Większych bredni nie czytałam. No, chyba że te o Ziemi, mającej mniej niż 10 000 lat.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
3 na 3 | Artaso (380 punktów) | Szczerze mówiąc pewnych rzeczy nigdy dobrze nie rozumiałem w chrześcijańskim światopoglądzie. Założenie #1: płód jest dzieckiem, czyli człowiekiem i ma duszę. Założenie #2: nieochrzczone dziecko po śmierci idzie do raju (Międzynarodowa Komisja Teologiczna tak twierdzi od 2007, więc chyba to jest obowiązujące dla wszystkich chrześcijan, nie? Vatican locuta est etc.) Założenie #3: celem życia człowieka z grubsza rzecz biorąc jest zbawienie.
No. Więc mamy te metafizyczne poglądy ujęte jak trzeba, pozostaje tylko pytanie: dlaczego więc się wzbraniać przed aborcją? Przecież to jest droga na skróty dla tego "dziecka". Wprawdzie matka i lekarz skazują swoją duszę na nieobecność boga i życie po śmierci w piekle, ale zysk będzie przewyższał straty jeśli matka zajdzie w ciążę przynajmniej 3 razy i za każdym razem będzie płó... dziecko abortować u tego samego lekarza. Chyba, że będą gdzieś trojaczki po drodze, to wtedy można otwierać szampana.
Krótko mówiąc: jaka miałaby być chrześcijańska podstawa ochrony pozbawionego grzechu życia, które ma duszę? Chyba tylko obawa o swoją duszę, bo w końcu popieranie takiego cwanego sposobu na zbawienie to grzech przecież.
Byłby jakiś chrześcijanin i przeciwnik aborcji tak miły i wytłumaczył mi to? Za wielkie sprawy na mój mały rozumek.
PS. No, chyba, że jednak w sumie tak do końca nie wierzycie w te metafizyczne koziołki myślowe.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|