 |
Czy jedynie wierzymy, że boga nie ma?? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 21-03-2011 21:09 | mateo3340 (16 punktów) | Czy jedynie wierzymy, że boga nie ma??
1 na 3 | Skoro definicja boga jako bytu niematerialnego nie pozwala na empiryczne potwierdzenie istnienia to i nieistnienie nie może być empirycznie stwierdzone. Reasumując, czy zarówno twierdzenie o istnieniu Boga jak i o jego braku są oparte na wierze?? Czy przypadkiem najbardziej 'naukowe' podejście do tematu mają angostycy??
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
20 na 22 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Skoro definicja boga jako bytu niematerialnego nie pozwala na empiryczne potwierdzenie istnienia to> i nieistnienie nie może być empirycznie stwierdzone. Reasumując, czy zarówno twierdzenie o> istnieniu Boga jak i o jego braku są oparte na wierze??A wieeeeeeerzysz, że nie istnieją Gmyzie, Grzujce, Snyple, Brędziochy, Fumfasy, Wąkle, Dżudżunki, Rorońce, Muciki, Orpołki, Tłukwy, Ziąbale, Płepsy, Giczomby, Hlelki i Zazućki? I dlaczego masz z tym Prooooblem? Chcesz o tym porozmawiać? 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
 | 1 na 1 | mateo3340 (16 punktów) | Owszem chce o tym porozmawiać, bo dzisiaj w rozmowie dostałem taki właśnie argument i rozmówca nie potrafił zrozumieć, że nie jestem w stanie mu udowodnić, że boga nie ma, bo to zwyczajnie nie możliwe. Użyłem podobnego argumentu z tym, że z bardziej znanymi bohaterami typu Yeti, Potwór z Loch Ness i inni.. xD
|
|
|  | 14 na 14 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | >Owszem chce o tym porozmawiać, bo dzisiaj w rozmowie dostałem taki właśnie argument i rozmówca nie potrafił zrozumieć, że nie jestem w stanie mu udowodnić, że boga nie ma, bo to zwyczajnie nie możliwe. >Użyłem podobnego argumentu z tym, że z bardziej znanymi bohaterami typu Yeti, Potwór z Loch Ness i inni.. xD
Zmień rozmówcę - po prostu. Rozmowa z kimś, kto nie pojmuje, że nieistnienie czegokolwiek jest niedowodliwe z definicji, sensu żadnego nie ma. Jeśli koniecznie chcesz być miły, powiedz, że ei incumbit probatio, qui dicit, non ei, qui negat - usłyszy łacinę, to uzna, że Za Mądre i sam się odczepi.
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > ei incumbit probatio, qui dicit, non ei, qui negat Otóż to! Cały czas usiłuję to wytłumaczyć Kowalskiej!
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| | |  | 8 na 8 | Kowalska (14008 punktów) | >> ei incumbit probatio, qui dicit, non ei, qui negat
>Otóż to! Cały czas usiłuję to wytłumaczyć Kowalskiej!
Czego mam dowieść Grabowska? Że w co drugim poście piszesz o swojej ulubionej pedofilii, seksie, zboczeniach wszelakich i patologiach? Przecież to jest, na Forum, w Twoich postach. Tym razem to Ty musisz udowodnić, że te tematy to nie centrum Twoich zainteresowań, czemu uparcie zaprzeczasz.
W 1986 roku byłam z Dawkinsem na nartach w St. Moritz. Nie potrafił wytłumaczyć, skąd ma kombinezon. Ja też się nie przyznałam do pinezek.
|
|
| | | |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Czego mam dowieść? Że w co drugim poście piszesz o swojej ulubionej pedofilii, seksie, zboczeniach wszelakich i patologiach? Tak , właśnie tego! Że na 3012 moich postów co drugi jest o ulubionej pedofilii, seksie, zboczeniach wszelakich i patologiach. A swoją drogą ciekawe tu materii pomięszanie! Jednym tchem wymieniasz: pedofilię, zboczenia, patologie i seks! Czyżbyś i seks zaliczała do jakichś dewjacyj? Zauważyłam, że ludzie coś niechętnie rozmawiają na "te" tematy. Łatwiej im o Bogu, ateizmie i satanizmie, polityce etc. A o seksie i różnych jego przejawach tak trudno się dyskutuje. Kościół nawet na etykę się niby to zgodził w szkołach, ale na wychowanie seksualne nigdy! Tutaj ( na forum) co chwilę pojawia się post, że dzieci zmuszają do nauki religii, albo, że nie dają się uczyć etyki, a jeszcze nigdy nie spotkałam się, aby się ktoś upominał o lekcje wychowania seksualnego. Jesteśmy, jako społeczeństwo, pod tym względem strasznie skrzywdzeni i zacofani. Ludy tzw. pierwotne, albo wyznające inną religię (nie monoteistyczną), są o niebo od nas bardziej pod tym względem wyzwolone i chyba szczęśliwsze.
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | > > Czego mam dowieść? Że w co drugim poście piszesz o swojej ulubionej pedofilii, seksie, zboczeniach wszelakich i patologiach?> Tak , właśnie tego! Że na 3012 moich postów co drugi jest o ulubionej pedofilii, seksie, zboczeniach wszelakich i patologiach. Nie rozśmieszaj mnie Grabowska. Napiszę Ci zatem tak: Co drugi Twój post jest jak nie o Twojej ulubionej pedofilii, to o seksie, jak nie o zboczeniach wszelakich, to o patologiach. Teraz pasi? I nadal czekam, aż mi udowodnisz, że tak nie jest. Ja czekam. Kumasz? Heloł... > A swoją drogą ciekawe tu materii pomięszanie! Jednym tchem wymieniasz: pedofilię, zboczenia, patologie i seks! Czyżbyś i seks zaliczała do jakichś dewjacyj? Jak Ci się wydaje, że jesteś sprytna, to się grubo mylisz. Już nie tacy tu próbowali odwrócić kota na odwrót. Daruj sobie. Robienie z siebie nierozumianej męczennicy też słabo Ci wychodzi. > Zauważyłam, że ludzie coś niechętnie rozmawiają na "te" tematy.Bidulka. Nudzisz się pewnie  > Łatwiej im o Bogu, ateizmie i satanizmie, polityce etc. A o seksie i różnych jego przejawach tak trudno się dyskutuje. To zakładaj wątki na TE tematy i dyskutuj. Kto Ci broni.
W 1986 roku byłam z Dawkinsem na nartach w St. Moritz. Nie potrafił wytłumaczyć, skąd ma kombinezon. Ja też się nie przyznałam do pinezek.
|
|
| | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Nie rozśmieszaj mnie Grabowska. A będę, albowiem śmiech to zdrowie. > Jak Ci się wydaje, że jesteś sprytna, to się grubo mylisz. Niedobrze spostrzegasz ludzi! W kategoriach sprytna, a może przebiegła, albo wręcz zła i potępienia godna. Wstrętna. Albo zboczona. > Bidulka. Nudzisz się pewnie Akurat nie o nudę tutaj chodzi. Mogę czytać Dawkinsa. > To zakładaj wątki na TE tematy i dyskutuj. Kto Ci broni. Oczywiście nikt! Tylko cóś słabo z dyskutantami. Powiem Ci szczerze, że jestem ciężko przerażona stosunkiem społeczeństwa do seksu. Rozumiem jeszcze katolików, którzy wychowywani są w awersji do seksu i "tych" spraw. Te całe obłudne w końcu ględzenia księżowskie o seksie i grzechu! Całe nasze społeczeństwo wydaje się być zakażone i zarażone tą awersją. I to jest dopiero dramat! A nie , że cukier jest po 5 złotych.
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| | | | | | |  | 11 na 11 | Meretseger (61860 punktów) | > Powiem Ci szczerze, że jestem ciężko przerażona stosunkiem społeczeństwa do seksu.Aj tam, aj tam, profesorowo. Ja nawet zdziwiona nieco jestem profesorowej entuzjastycznym stosunkiem do seksu. 
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>Aj tam, aj tam, profesorowo. Ja nawet zdziwiona nieco jestem profesorowej entuzjastycznym stosunkiem do seksu. Można się z tego śmiać. Ale czy nie zauważyłaś, że stosunek do tych spraw na forum jest, mówiąc ogólnie, wstrzemięźliwy? Jestem, co prawda, zalogowana od roku , ale z tymi sprawami się dosyć rzadko spotykam. Uważam, że forumowicze unikają tego tematu. Nie wiem dlaczego? A właściwie wiem. Bo to jest temat tabu!
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | >Bo to jest temat tabu! A ja uważam, że to jest po prostu temat bardzo osobisty. Czasem się pojawia, owszem - wtedy, gdy wykracza poza intymność i wchodzi w sferę publiczną, jak w przypadkach gwałtów, pedofilii czy prostytucji. Polityka, ekonomia, nauka są to zagadnienia publiczne i o tym się rozmawia, nawet kłóci na forum. A o czym rozmawiać w temacie "seks"? Przecież nie o własnych doświadczeniach, bo to nikogo nie powinno interesować. Przynajmniej mnie nie interesują cudze doznania w tej materii. Dlatego sama nie opowiadam i nikogo nie pytam. A roztrząsać temat teoretycznie? Po co, od tego są poradnie seksuologiczne i literatura poradnikowa.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > A ja uważam, że to jest po prostu temat bardzo osobisty. Toteż ani ja się nie wywnętrzam na temat mojego (skromnego już) życia płciowego, ani innych do tego nie nakłaniam. > A o czym rozmawiać w temacie "seks"? Chociażby o aspektach prawnych dotyczących tego typu spraw. Sensowności lub bezsensowności przepisów prawa. Leczeniu np. pedofilii. O czym się dużo mówiło. U nas jest takie podejście terapeutyczne, o którym się pisze, a ja wyczytałam o zupełnie innym, też przez psychologów i terapeutów proponowanym, o którym się nie wspomina, bo to nie jest politically correct. Dużo się natomiast stosunkowo na forum rozmawia\rozmawiało o homoseksualizmie, adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, tzw. związkach partnerskich itp. bo to z kolei jest jak najbardziej politically correct. Można też rozmawiać o seksie w kontekście moralności. Czy zachowania seksualne podlegają ocenie moralnej czy nie. Jak z dziećmi rozmawiać o seksie? Czy mówić im wszystko, czy niektóre aspekty pomijać, przemilczać. Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
|  | 4 na 4 | zachaj (5239 punktów) | >Owszem chce o tym porozmawiać,
Czy możliwa jest rozmowa geografa z fanatycznym zwolennikiem teorii płaskiej Ziemi? Owszem, ale to do niczego nie prowadzi.
|
|
|  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Owszem chce o tym porozmawiać, bo dzisiaj w rozmowie dostałem taki właśnie argument i rozmówca nie potrafił zrozumieć, że nie jestem w stanie mu udowodnić, że boga nie ma, bo to zwyczajnie nie możliwe.
Zależy od definicji Boga: jeśli Bóg to przyczyna istnienia świata materialnego to istnienie tego świata (a to jest oczywiste dla każdego) ,dowodzi istnienia Boga.
|
|
| |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) |
>Zależy od definicji Boga: jeśli Bóg to przyczyna istnienia świata materialnego to istnienie tego świata (a to jest oczywiste dla każdego) ,dowodzi istnienia Boga. W informatyce to się nazywa "garbage in, garbage out". Albo mówiąc inaczej - dowód per se. Czyli żaden.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | |  | -2 na 2 Parys (592 punktów) (zablokowany) |
Czyżbyś negował podstawowe twierdzenie nauki, racjonalizmu że " to co realnie istnieje ma przyczynę istnienia"?
|
|
| | | |  | 5 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Czyżbyś negował podstawowe twierdzenie nauki, racjonalizmu że " to co realnie istnieje ma przyczynę istnienia"?Żeby to jedną... 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > >Czyżbyś negował podstawowe twierdzenie nauki, racjonalizmu że " to co realnie istnieje ma przyczynę istnienia"?> Żeby to jedną...  O! Czyżbyś podłożył sam sobie nogę? Przecież zgadzając się z tym że " to co realnie istnieje ma przyczynę istnienia i to niejedną" podważasz stanowisko materialistów, którzy twierdzą ,że materia jest odwiecznie bez przyczyny , potwierdzając tym samym stanowisko , że materia ma swoją przyczynę i to niematerialną nazywaną Bogiem (materialna przyczyna materii to przecież oczywisty absurd). Wnioskuję zatem,że tym razem jesteś teistą lub deistą.
|
|
| | | | | |  | 5 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Zlituj się, Parys, i zmieńże płytę  . Mało to razy Dobrzy Ludzie (wśród nich i ja) cierpliwie i dokładnie tłumaczyli Ci na czym absurdalność Twej idee fixe polega? Już tylko ten wątek przypomnę...
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | > Zlituj się, Parys, i zmieńże płytę . Absolutnie się Parys nie lituj i płyty nie zmieniaj! Big to element wywrotowy, szeroko znany w środowisku. Do legendy już przeszedł jego występ na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Zielonej Górze. Zaśpiewał i wygrał. Tydzień później się okazało, że nie był w wojsku. Gierek się wściekł i kazał go wcielić do armii, ale okazało się, że Big był już za stary, więc go wysłali do Ułan Bator na wystawę rękodzielnictwa. Zajął tam drugie miejsce za pracę pod tytułem "Wioślarz wykuwający w znoju bryły węgla w wodzie". Rok później był już I sekretarzem NZS Solidarność Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
W 1986 roku byłam z Dawkinsem na nartach w St. Moritz. Nie potrafił wytłumaczyć, skąd ma kombinezon. Ja też się nie przyznałam do pinezek.
|
|
| | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Zlituj się, Parys, i zmieńże płytę .Płyta ze zdaniem: 2+2=4 jest bardzo stara ale ciągle się ją odtwarza. Dlaczego?- bo zawiera zdanie prawdziwe. > Mało to razy Dobrzy Ludzie (wśród nich i ja)Doprawdy? - będę zatem zwracał się do ciebie per "Dobry człowieku" chociaż wolałbym dyskutować z bardziej inteligentnym niż bardziej dobrym człowiekiem. > cierpliwie i dokładnie tłumaczyli Ci na czym absurdalność Twej idee fixe polega?Wniosek " przyczyna materii jest niematerialna" z logicznego rozumowania nie jest ideą !
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | > >.. zmieńże płytę .> Płyta ze zdaniem: 2+2=4 jest bardzo stara ale ciągle się ją odtwarza. Dlaczego?To faktycznie dziwne.. Może jeśli przyczyn byłoby mniej niż skutków, to dla pokazania Twej racji wystarczy jedno zdanie, jedno słowo lub jedna zgoła litera (spośród jednoelementowego zbioru liter)..
|
|
| |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | Naprawdę widzisz wartość dowodów opartych na zdaniach typu: "Jeśli X ... to X istnieje."?
|
|
| | |  | -1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Naprawdę widzisz wartość dowodów opartych na zdaniach typu: "Jeśli X ... to X istnieje."?
Jeśli X jest przyczyną istnienia Y to X istnieje - w przeciwnym razie absurd: Y istnieje bez przyczyny.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >.. absurd: Y istnieje bez przyczyny. Istnienie X bez przyczyny też absurdalne?
|
|
| | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>.. absurd: Y istnieje bez przyczyny. >Istnienie X bez przyczyny też absurdalne?
To co nieracjonalne jest absurdalne , zaś racjonalizm to nic innego jak stosowanie zasady p-s. Zatem X ma swą przyczynę a ona z kolei swoją itd.
Ten ciąg p-s w głąb tego co jest musi być skończony - w przeciwnym wypadku nie miałby początku i w konsekwencji by nie istniał a przecież istnieje.
Początek ten nazywamy w naszej kulturze Bogiem czyli to co nie podlega zasadzie p-s.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >>>.. absurd: Y istnieje bez przyczyny. >>Istnienie X bez przyczyny też absurdalne? >.. X ma swą przyczynę OK >.. nie miałby początku i w konsekwencji by nie istniał Tzn, że warunkiem istnienia jest posiadanie początku? >.. to co nie podlega zasadzie p-s. Zatem istnieją X-y niemające przyczyny (a nie istnieją takież Y-ki)?
|
|
| | | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Zatem istnieją X-y niemające przyczyny (a nie istnieją takież Y-ki)?
Pytanie to świadczy że nie zrozumiałeś- przeczytaj jeszcze raz.
|
|
| |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) |
> Zależy od definicji Boga: jeśli Bóg to przyczyna istnienia świata materialnego to istnienie tego świata (a to jest oczywiste dla każdego) ,dowodzi istnienia Boga.> Z tego wynika tyle i tylko tyle, że istnienie świata zależy od definicji Boga!  Prawo przechodniości implikacji, choć nieco ekstrawagancko potraktowane. Cóż... fajny pomysł! Na opowiadanie fantasy
|
|
| | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Z tego wynika tyle i tylko tyle, że istnienie świata zależy od definicji Boga!
Istnienie świata zależy od jego przyczyny: jeśli przyczyna ta trwa to trwa i świat , jeśli zniknie przyczyna świata to zniknie i świat.
Nieporozumienie wynika stąd ,że niematerialną przyczynę świata w naszej kulturze nazywa się Bogiem.
NIeprawdziwe jest zatem zdanie : istnienie świata zależy od definicji Boga.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | > >Z tego wynika tyle i tylko tyle, że istnienie świata zależy od definicji Boga!> Istnienie świata zależy od jego przyczyny: jeśli przyczyna ta trwa to trwa i świat , jeśli zniknie przyczyna świata to zniknie i świat.> Nieporozumienie wynika stąd ,że niematerialną przyczynę świata w naszej kulturze nazywa się Bogiem.> NIeprawdziwe jest zatem zdanie : istnienie świata zależy od definicji Boga.> Nic takiego nie twierdziłam! To logicznie wynikło z Twojej wypowiedzi. Ty się najpierw ogarnij i pomyśl, czy piszesz to, co chcesz napisać  Dam Ci pewną wskazówkę: nie pisz tego, co myślisz, tylko myśl, co piszesz.
|
|
 | 8 na 8 | Drobner (19539 punktów) | > Gmyzie, Grzujce, Snyple, Brędziochy, Fumfasy, Wąkle, Dżudżunki, Rorońce, Muciki, Orpołki, Tłukwy, Ziąbale, Płepsy, Giczomby, Hlelki, Zazućki To prawie połowa mojej rodziny. Czy i my się znamy? Drobner, Snypl po ojcu i Tłukwa po matce, żeby się głębiej nie Zazućkać i nie Płepsać...
|
|
|  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) |
> To prawie połowa mojej rodziny.Pierwszą (drugą?)połowę, jak mniemam, unicestwiła (unicestwi?) Maszyna, która robiła (zrobi?) wszystko na literę n ("Jak ocalał świat", Cyberiada).
|
|
 | 6 na 6 | Aleksander Głowacki (1725 punktów) | >...Muciki...,
W Muciki to ja akurat wierzę z całego serca.
|
|
 | 6 na 6 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) |
>A wieeeeeeerzysz, że nie istnieją Gmyzie, Grzujce, Snyple, Brędziochy, Fumfasy, Wąkle, Dżudżunki, Rorońce, Muciki, Orpołki, Tłukwy, Ziąbale, Płepsy, Giczomby, Hlelki i Zazućki? I dlaczego masz z tym Prooooblem?
A Dziabągi? Gdzie Dziabągi? Co to za dyskryminacja?
"Każde wczoraj było jutrem przedwczoraj"
|
|
|  | 1 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > A Dziabągi? Gdzie Dziabągi? Co to za dyskryminacja?Uuuuups!  Przepraszam Dziabągi. Wulpy, Tropsze, Zuzły, Błyki i Mębaki takoż. EDIT: I Wielkiego Buba-Dżango też Przepraszam!
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
 | 2 na 2 | ramichael (36666 punktów) | > >Skoro definicja boga jako bytu niematerialnego nie pozwala na empiryczne potwierdzenie istnienia to> >i nieistnienie nie może być empirycznie stwierdzone. Reasumując, czy zarówno twierdzenie o> >istnieniu Boga jak i o jego braku są oparte na wierze??> A wieeeeeeerzysz, że nie istnieją Gmyzie, Grzujce, Snyple, Brędziochy, Fumfasy, Wąkle, Dżudżunki, Rorońce, Muciki, Orpołki, Tłukwy, Ziąbale, Płepsy, Giczomby, Hlelki i Zazućki?Ja bardzo przepraszam ale Kolega popełnia błąd. Wielki. GMYZIE istnieją! Przynajmniej jeden. Ja to wiem - od kilkunastu lat z nim żyję! Cheeky_Nessie Bagienna
|
|
|  | 1 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Kolega popełnia błąd. Wielki. GMYZIE istnieją!A czy ja mówię, że nie? 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
10 na 10 | worek kości (2937 punktów) | |
|
|  | Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | > "I has...". - czy aby na pewno  Wygląda jakby się kolega na lolcaty zapatrzył 
"Każde wczoraj było jutrem przedwczoraj"
|
|
4 na 4 | DEmonizer (4893 punktów) | > Skoro definicja boga jako bytu niematerialnego nie pozwala na empiryczne potwierdzenie istnienia to> i nieistnienie nie może być empirycznie stwierdzone. Reasumując, czy zarówno twierdzenie o> istnieniu Boga jak i o jego braku są oparte na wierze?? Czy przypadkiem najbardziej 'naukowe'> podejście do tematu mają angostycy??Ja jestem zwolennikiem podejścia: W jakim celu zajmować się duperelami? Chcesz jakiś bogów znaleźć, to przestań ich szukać, wyrzuć z umysłu, znajdziesz wtedy siebie ... Sprawy ludzkie są o wiele ważniejsze niż sprawy boskie. Pierwsze są faktem empirycznym, a drugie urojeniem. Stawiaj na ludzi, nie na bogów, a będziesz szczęśliwym człowiekiem wśród ludzi, z ludźmi oraz odczuwającym w sobie ludzi. Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) | > Sprawy ludzkie są o wiele ważniejsze niż sprawy boskie.> Pierwsze są faktem empirycznym, a drugie urojeniem.> Stawiaj na ludzi, nie na bogów, a będziesz szczęśliwym człowiekiem wśród ludzi, z ludźmi oraz odczuwającym w sobie ludzi.> Pozdrawiam  Ale co będzie po śmierci, w życiu wiecznym.... to jest ważniejsze  )) Życie tu to chwilka... a wieczność?
|
|
|  | | DEmonizer (4893 punktów) |
> Ale co będzie po śmierci, w życiu wiecznym.... to jest ważniejsze )) Życie tu to chwilka... a wieczność?>  To żart?  Dla mnie nie ma problemu z tym co będzie po, tak samo jak nie jest problemem to, co było przed. Liczy się życie, sam jego fakt, wolę realizację w tym i dla tego, niż w jakiś światach poza. A że jest krótkie i skończone - przez to bardziej wykwintne ... Pozdrawiam
|
|
| |  | 2 na 2 | DyktaFon (9281 punktów) | > To żart?  Kto by żartował z życia wiecznego? Jaki żart. Bozia Ci.... coś zrobi...
|
|
| | |  | 2 na 2 | DEmonizer (4893 punktów) |
> Kto by żartował z życia wiecznego? Jaki żart. Bozia Ci.... coś zrobi...Ja o życiu wiecznym nie mam zadumy jakoś ... A cóż mi zrobi? Niechaj próbuje ... Pozdrawiam
|
|
|  | 3 na 3 | perun (8610 punktów) |
> Ale co będzie po śmierci, w życiu wiecznym.... to jest ważniejsze )) Życie tu to chwilka... a wieczność?>  > Nie wiem ile trwa wieczność , ale wiem ,że nie żyjac 13,7 miliardów lat , nie odczuwałem z tego powodu żadnego dyskomforu.Mam nadzieje , że przez nastepne 13,7 miliardow lat również mi sie nie pogorszy w życiu tfu nie życiu
|
|
| |  | | DEmonizer (4893 punktów) |
> Nie wiem ile trwa wieczność , ale wiem ,że nie żyjac 13,7 miliardów lat , nie odczuwałem z tego powodu żadnego dyskomforu.Mam nadzieje , że przez nastepne 13,7 miliardow lat również mi sie nie pogorszy w życiu tfu nie życiu  Ja także jakoś tak nie poczułem ... Jest jak jest, bo inaczej być nie może, dla mnie na pewno ... Po cóż przeżywać niemożliwość ...  Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | piotao (913 punktów) | > Ale co będzie po śmierci, w życiu wiecznym.... to jest ważniejsze )) Życie tu to chwilka... a wieczność?Jaka wieczność? Logarytmiczna, wykładnicza, biblijna? Podobno jaka by nie była, najbardziej dłuży się pod sam koniec  "Po śmierci nic nie będzie", w szczególności nie będzie hurys ani aniołków na skrzydłach, ani ognistego piekła. Nie spotkasz też osób, które kiedyś umarły. Będzie natomiast zwyczajnie, dokładnie tak, jak odbywa się od stuleci. Zostaniesz zakopany w drewnianej skrzynce przez kolesi, którzy nieźle na tej robocie zarobią, rodzina i znajomi trochę postoją i pójdą na obiad, a potem wrócą do swoich spraw. Przyzwyczają się do tego, że Ciebie nie ma. Natomiast Ty będziesz w tej skrzynce przechodzić wszystkie naturalne stadia rozkładu. Zacznie się od złożonych na Twoim ciele jaj owadów, które przyleciały po śmierci - muchówek, chrząszczy, motyli i innych, przypadkowo zawleczonych na Twoje ciało. Od środka zjedzą Cię Twoje własne enzymy, bakterie, grzyby, od zewnątrz larwy owadów i robaki, które dostały się do skrzynki. Podczas swojego rozkładu wyprodukujesz sporo gazów, które razem z płynami uwolnionymi z tkanek wsiąkną w grunt. Zamienisz się powoli w próchnicę, i będziesz się nadawał do powtórnego wykorzystania przez przyrodę. To co opisałem, jest powszechnie wiadome. Wiemy o tym, ponieważ byli odważni ludzie, którzy zaglądali do grobów i obserwowali procesy rozkładu. Sam być może też wiesz o tym, jeżeli obserwowałeś kiedyś rozkład nieżywego ciała. Badania tego typu nie wskazują że istnieje jakiekolwiek życie wieczne, chyba że uznamy za takie fakt powrotu do obiegu pierwiastków w przyrodzie. Wtedy mógłbyś być częścią kaczki, mrówki lub jakiejś trawy, i to naraz! Odrodzenie się w wielu żywych organizmach jest fajne, ale prawdopodobnie Twoja świadomość zgaśnie wcześniej. Podejrzewamy, że świadomości po śmierci nie ma, ponieważ umarli nie rozmawiają o tym, co myślą. Babcia po wybudzeniu ze śmierci klinicznej powiedziała, że nic nie ma. Zatem wszystkie znane mi dowody wskazują na to, że umierasz, i znikasz, tak po prostu. Nie ma Ciebie tak samo, jak nie było Cię przed poczęciem. Co najwyżej przez jakiś czas trwasz jeszcze w pamięci osób, które Cię znały.
-pio-
|
|
8 na 8 | finerbijk (17282 punktów) | Niech mi ktoś przypomni, w której to powieści Lema dyskutanci tak dobrze znali swoje argumenty i kontrargumenty, że przyporządkowali im numery, którymi rzucali w czasie rozmowy zamiast przytaczać pełne treści?
Skoro do tej pory nie udało się wyprowadzić wzoru na istnienie/nieistnienie wyższych bytów, to może warto skorzystać z tego pomysłu w kwestii B/boga? - Udowodnij, że Bóg nie istnieje (1) - Udowodnij, że nie istnieje czajniczek (2), itd..
Nowym uczestnikom dysputy zalecałoby się najpierw wyuczenie tych kodów, co by nie strzępić klawiatury po próżnicy. No bo ile można?
|
|
 | 9 na 9 | spray (5875 punktów) | > Niech mi ktoś przypomni, w której to powieści Lema dyskutanci tak dobrze znali swoje argumenty i kontrargumenty, że przyporządkowali im numery, którymi rzucali w czasie rozmowy zamiast przytaczać pełne treści?"Kongres futurologiczny". Ale chodziło raczej o sprawy organizacyjno-techniczne: Cytat:Każdy mówca dysponował czterema minutami czasu dla wyłożenia swych tez, co i tak było sporo, zważywszy, że zgłoszono 198 referatów z 64 państw. Aby przyspieszyć tempo obrad, referaty należało przestudiować na własną rękę, przed posiedzeniem, orator zaś mówił wyłącznie cyframi, określając w ten sposób kluczowe ustępy swej pracy; dla ułatwienia recepcji tak bogatych treści wszyscyśmy nastawili swoje podręczne magnetofony oraz komputerki - między tymi ostatnimi dojść miało potem do zasadniczej dyskusji. Stanley Hazelton z delegacji USA zaszokował od razu salę, powtarzając z naciskiem: - 4, 6, 11, z czego wynika 22; 5, 9, ergo 22; 3, 7, 2, 11, skąd wynika znowuż 22!! - Ktoś wstał wołając, że jednak 5, ewentualnie 6, 18 i 4; Hazelton odparował zarzut błyskawicznie, tłumacząc, że tak czy owak 22. Poszukałem w jego referacie klucza numerycznego i dowiedziałem się, że cyfra 22 oznacza katastrofę ostateczną.
|
|
|  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | > "Kongres futurologiczny". Ale chodziło raczej o sprawy organizacyjno-techniczne:Dzięki. Tak to jest jak się wie, że trąbią, ale nie wie w którym kościele
|
|
| |  | 5 na 5 | spray (5875 punktów) |
> Dzięki. Tak to jest jak się wie, że trąbią, ale nie wie w którym kościele  > Jak trąbią, to musi Jasna Góra jest  (Hehe! Cwaniara jestem, bo "Kongres" czytałam przynajmniej trzy razy, a co smaczniejsze fragmenty - dziesiątki.)
|
|
| | |  | 2 na 2 | piotao (913 punktów) |
>(Hehe! Cwaniara jestem, bo "Kongres" czytałam przynajmniej trzy razy, a co smaczniejsze fragmenty - dziesiątki.)
Staszek rządzi! Niech żyje sepulenie! Do dziś trzymam w pracy Cyberiadę, i lubię czasem znienacka otworzyć do dowolnej stronie i zacytować towarzystwu przygodne zdanie. A wszystkie są przednie!
-pio-
|
|
1 na 1 | rajcelem (383 punktów) | Kwestia istnienia niematerialnego Boga jest niefalsyfikowalna, nie jest możliwe badanie tego przez naukę. Nauka ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza. Wierzący w Boga nie muszą się przejmować brakiem naukowych dowodów, tak jak agnostycy nie powinni argumentować: nie ma dowodów na istnienie Boga, więc nie istnieje. Przyjęcie, że Bóg to Pierwsza Przyczyna wszystkiego, to aksjomat na którym zbudowana jest teoria, dobrze tłumaczy dlaczego nauka nie może i nigdy nie będzie mogła udowodnić istnienia Boga.
Mi wystarczą moje osobiste doświadczenia, bym mógł przyjmować, że Bóg istnieje.
|
|
 | 1 na 1 | DEmonizer (4893 punktów) |
> Mi wystarczą moje osobiste doświadczenia, bym mógł przyjmować, że Bóg istnieje.Tu mnie zainteresowałeś.  Mam dwa pytania: Jak określasz boga? Jakie to może być doświadczenie? Jeśli któreś jest dla Ciebie prywatne, to nie odpowiadaj.  Pozdrawiam
|
|
|  | | rajcelem (383 punktów) | > Jak określasz boga?Pierwsza Przyczyna wszystkiego, pierwotna Jedność. Bóg jest osobowy i jest możliwy z nim kontakt, jak między każdymi dwiema osobowościami. > Jakie to może być doświadczenie?Doświadczenie na zasadzie odczuwanie obecności ojca przez niemowlaka. Nie do końca zrozumiałe, trudne do przekazania w słowach. Uważam, że tylko przez osobiste doświadczenie można to zrozumieć. Wierzący wiedzą o co chodzi, niewierzący nie wiedzą, dziwią się i czasem pukają w czoło
|
|
| |  | | DEmonizer (4893 punktów) | Ok.  Choć nie pojmuję i nigdy tak nie czułem, a także się nie zapowiada. Jeśli ci z takim odczuciem dobrze, to twoja droga życia. Dla mnie kolejny krok w próbie zrozumienia ludzkiej religijności.  Pytałem o to, z powodu twojego udzielania się tutaj. Człowiek religijny wśród większości bezreligijnej ... więc jaka jest jego religijność ...  Pozdrawiam
|
|
| | |  | | rajcelem (383 punktów) | > Ok. Choć nie pojmuję i nigdy tak nie czułem, a także się nie zapowiada.> Dla mnie kolejny krok w próbie zrozumienia ludzkiej religijności.Sądzę, że pojmujesz czym jest dobry ojciec dla dziecka? Wiesz, dlaczego dziecko nie musi się zbytnio martwić w co się ubrać, co będzie jutro, Nie muszę tłumaczyć dlaczego dziecko dobrze robi gdy się słucha dobrego i mądrego ojca? Wyobraź sobie, że istnieje Ojciec, który jest rodzicem dla wszystkich ludzi. Jest o wiele mądrzejszy, jego dobroć o wiele przewyższa najlepszego ludzkiego rodzica jaki kiedykolwiek istniał lub będzie żył na Ziemi. Wszystko co dookoła obserwujemy nie jest przypadkowe, zostało specjalnie zbudowane przez Ojca byśmy mogli żyć i rozwijać się zgodnie z doskonałym planem naszego Ojca. Jesteśmy jak przedszkolaki w piaskownicy, którzy radośnie się bawią, bo wiedzą, że jego rodzice są gdzieś w pobliżu. Czy taka idea Ojca jest do przyjęcia? Wyobraź sobie, co by było gdybyś miał pewność, ze taki Ojciec istnieje. Czy wtedy ludzka religijność byłaby bardziej zrozumiała? Czy będzie jasne wtedy, dlaczego taka droga życia jest jedyną właściwą dla ludzi wierzących?
|
|
| | | |  | 4 na 4 | DEmonizer (4893 punktów) |
> Sądzę, że pojmujesz czym jest dobry ojciec dla dziecka?> Wiesz, dlaczego dziecko nie musi się zbytnio martwić w co się ubrać, co będzie jutro,> Nie muszę tłumaczyć dlaczego dziecko dobrze robi gdy się słucha dobrego i mądrego ojca?Ojciec to ojciec. Jak sobie spłodzą z matką dzieciaka, to rodzicują, albo przynajmniej próbują to robić, bywa że i nie. Tylko co ma do tego jakiś bóg? Tego za chiny nie pojmuję. Co znaczy dobre i mądre? A jak ojciec taki nie jest? Nie mówiąc o tym już, że bóg sam w sobie jest mocno kontrowersyjny swoją psychopatyczną manią dręczenia wrogów, karania ludzi za pierdoły, pociągu do obciętych napletków. Pardon, ale biblijny sadysta mnie nie fascynuje. Niby jest jeszcze opcja deizmu, tylko dla mnie to jest zbędny balast, ot jeden mem mniej, który nic mi nie daje. > Wyobraź sobie, że istnieje Ojciec, który jest rodzicem dla wszystkich ludzi.Ale tu jest mały problem. Przyjmijmy, że mężczyzna i kobieta mają dziecko. I jeszcze jest jakiś Ojciec, który jest ojcem tej trójki. Toż to jakieś intelektualne szaleństwo. Ale czegoż to się spodziewać. Jeden bóg w trzech osobach. Kochający bóg, zsyłający do piekła. E tam. Bóg ojcem wszystkich ludzi, na cholerę ta cała dyskoteka z płcią. W niektórych rodzinach zdarzają się różne sytuacje. Ojciec ma dzieci z córką, Jest dawca nasienia i ojciec wychowujący. A tu jeszcze dochodzi in vitro. U lala. Wybacz, ale nie pojmuję. Nie dla mnie to. > Jest o wiele mądrzejszy, jego dobroć o wiele przewyższa najlepszego ludzkiego rodzica jaki kiedykolwiek istniał lub będzie żył na Ziemi.No po lekturze Biblii, ta jego mądrość, dobroć i cały jego instynkt macierzyński, oj ... ojcowski ... stoi pod ogromnym znakiem zapytania. > Wszystko co dookoła obserwujemy nie jest przypadkowe, zostało specjalnie zbudowane przez Ojca byśmy mogli żyć i rozwijać się zgodnie z doskonałym planem naszego Ojca.To nawet więcej niż syn, dom, samochód i drzewo. Prawdziwe czary Boba Budowniczego. Doskonały plan ... cóż ... mamy wady wzroku ... sukinsyńską naturę: uważny, albo martwy - to nie poduszka dla tłustego kotka ... nowotwory ... tak ... doskonały plan naszego Kochającego Ojca. Osobliwa to miłość. A jeszcze ta japońska tragedia ... Ojciec to fenomenalny. Jakby mi małemu dzieciakowi biologiczny (nie boski) ojciec rozpieprzył wszystkie babki umęczone całym dniem zabawy, byłbym wkur ... niemiłosiernie na niego. > Jesteśmy jak przedszkolaki w piaskownicy, którzy radośnie się bawią, bo wiedzą, że jego rodzice są gdzieś w pobliżu.Ja się czuję już duży. Wybacz, ale nie mogę inaczej tego skomentować, byłym nieszczery. Mi się to kojarzy z mną, jako jednym takim małym pomidorkiem w ogromnej szklarni i po tej szklarni szwenda się jakiś dozorca - ogrodnik. Albo z mróweczką w mrowisku, które jakiś kapryśny cham może w każdej chwili rozpierniczyć. > Czy taka idea Ojca jest do przyjęcia?Szczerze, dla mnie ni cholery. > Wyobraź sobie, co by było gdybyś miał pewność, ze taki Ojciec istnieje.Nie chcę mieć takiej pewności. > Czy wtedy ludzka religijność byłaby bardziej zrozumiała?Ludzka religijność, to kwestia ludzkiego umysłu. > Czy będzie jasne wtedy, dlaczego taka droga życia jest jedyną właściwą dla ludzi wierzących?Ludzka religijność jest zrozumiałą w historycznym etapie ewolucji ludzkiej. Jednoczyła plemiona. Dawała motywy do działań grupowych, bo były one korzystne dla przetrwania. Jakąś tam wiedzę stada, prymitywną, ale dającą wystarczającą przewagę. A teraz są inne czasy, inna technologia, inne możliwości. No i oczywiście nauka. Religia w czasach teraźniejszych wypada kompletnie nietrafnie. Nie jest odpowiedzią na nic. Stała się organizacją żerującą na naiwnych. Nie jest odpowiedzią i nie jest wyzwaniem. Jest echem przeszłości. Jeśli komuś to potrzebne, rozumiem, jego sprawa. Ale dziwi mnie to podejście ... Dzięki za odpowiedź, bo przypuszczam, że udzielenie jej tutaj nie jest łatwe.  Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | rajcelem (383 punktów) | >> Czy taka idea Ojca jest do przyjęcia? >Szczerze, dla mnie ni cholery.
Ja ci przedstawiam ideę doskonałego, super dobrego Ojca, ty piszesz o takim co rozwala babki, i co napuścił na nas bakterie, nowotwory i trzęsienia Ziemi. Bóg, którego ty przedstawiasz rzeczywiście jest nie do przyjęcia.
|
|
| |  | 1 na 1 | Rafaela (2059 punktów) | >Doświadczenie na zasadzie odczuwanie obecności ojca przez niemowlaka. Nie do końca zrozumiałe, trudne do przekazania w słowach. Obecność ojca przy niemowlaku jak najbardziej jest zrozumiała, przynajmniej dla mnie.
>Nie do końca zrozumiałe, trudne do przekazania w słowach. Całkiem jak w piosence Arki Noego 'Dziękuję Ci tato za wszystko co robisz, Że bawisz się ze mną, na rękach mnie nosisz. Dziękuję Ci tato i wiem to na pewno Przez cały dzień czuwasz nade mną!'
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
 | 8 na 10 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Kwestia istnienia niematerialnego Boga jest niefalsyfikowalna,Tym samym i sensu jest pozbawiona. > Wierzący w Boga nie muszą się przejmować brakiem naukowych dowodów,Wierzący w Boga w ogóle niczym przejmować się nie muszą  . > tak jak agnostycy nie powinni argumentować: nie ma dowodów na istnienie Boga, więc nie istnieje.No, owszem - agnostycy, jeśli zależy im na nazywaniu się agnostykami właśnie, nie powinni mówić, że Bóg nie istnieje, drogi Watsonie. > Przyjęcie, że Bóg to Pierwsza Przyczyna wszystkiego, to aksjomat na którym zbudowana jest teoria,Żeby to jedna...  > dobrze tłumaczy dlaczego nauka nie może i nigdy nie będzie mogła udowodnić istnienia Boga.Cosik słabo rozumiem - czemu przyjęcie, że Bóg to Pierwsza Przyczyna wszystkiego miałoby tłumaczyć (i to jeszcze dobrze) dlaczego nauka nigdy nie będzie mogła udowodnić istnienia Boga? Oświeć mnie prostego  . > Mi wystarczą moje osobiste doświadczenia, bym mógł przyjmować, że Bóg istnieje.Nie wątpię  .
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
|  | | rajcelem (383 punktów) | > Cosik słabo rozumiem - czemu przyjęcie, że Bóg to Pierwsza Przyczyna wszystkiego miałoby tłumaczyć (i to jeszcze dobrze) dlaczego nauka nigdy nie będzie mogła udowodnić istnienia Boga? Oświeć mnie prostego .Nie da się udowodnić teorii za pomocą założeń, z których ta teoria została zbudowana. Bóg jest pierwszą przyczyną, jego istnienie jest pierwszym założeniem, z którego potem wszytko wynika.
|
|
| |  | 4 na 6 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Nie da się udowodnić teorii za pomocą założeń, z których ta teoria została zbudowana.Założenia teorii testuje się przy pomocy rzeczywistości  . > Bóg jest pierwszą przyczyną, jego istnienie jest pierwszym założeniem, z którego potem wszytko wynika.Coś Ci się pomyliło. Pierwszą przyczyną są wągry Bieruta. To z nich wszystko wynika  .
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
 | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | >nauka nie może i nigdy nie będzie mogła udowodnić istnienia Boga. Słusznie. Bo też nauka nie zajmuje się udowadnianiem istnienia bądź nieistnienia tego czy innego bóstwa, tylko zupełnie czym innym. >Mi wystarczą moje osobiste doświadczenia, bym mógł przyjmować, że Bóg istnieje. Twoja wola. Byle się to nie kłóciło z oczywistymi faktami, bo wtedy pojawia się dysonans poznawczy. Miłego dnia.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Cytat:Pan Mateo zapytał? Reasumując, czy zarówno twierdzenie o istnieniu Boga jak i o jego braku są oparte na wierze?? Nie, nauka niczego nie opiera na wierze. Wszystkie jej twierdzenia muszą być wystawione pod sceptyczną weryfikację i w określonych warunkach muszą być powtarzalne. Nawet teorie i hipotezy budowane są na dotychczasowych ustaleniach nauki. Nauka szeroko badając rzeczywistość nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natkneła się na możliwość nadnaturalnego wpływu na naturalny porządek rzeczy. Gdy takiego wpływu nie ma, to nie ma też żadnego znaczenia istnienie bądź nieistnienie nadprzyrodzonej rzeczywistości - czyli Boga. *************************************************** > Kwestia istnienia niematerialnego Boga jest niefalsyfikowalna, nie jest możliwe badanie tego przez naukę.Wikipedia: Falsyfikacja jako odmiana sprawdzania. Sprawdzanie - definiując za Ajdukiewiczem pojęcie - jakiegoś zdania, np. zdania "a jest b" polega na rozwiązaniu zadania, które znajduje swe słowne sformułowanie w tzw. pytaniu rozstrzygnięcia "czy a jest b?" . Rozwiązaniem jest udzielenie jednej z dwóch właściwych odpowiedzi: "a jest b" albo "a nie jest b" na podstawie stwierdzenia prawdziwości lub fałszywości pewnych następstw wyprowadzonych ze zdania "a jest b". W związku z powyższym procedura sprawdzania nie wyznacza jednoznacznie postaci konkluzji, wyinferowanie której zakończy proces sprawdzania.
W procesie sprawdzania wyróżnić można następujące fazy: (a) postawienie pytania rozstrzygnięcia: "czy a jest b?"; (b) wyprowadzenie ze zdania "a jest b" jakichś następstw; (c) uznanie lub odrzucenie tych następstw. Wnioskowanie (inferencja), prowadzące do uznania lub odrzucenia tych następstw i w sumie do uznania lub odrzucenia zdania sprawdzanego, przebiega jedną z dwóch dróg: (1) od odrzucenia następstw do odrzucenia racji - droga dedukcyjna; (2) od uznania następstw do uznania racji - droga dedukcyjna albo redukcyjna: (2.1.) dedukcyjna gdy następstwa są równoważne ze zdaniem sprawdzanym; (2.2.) redukcyjna gdy następstwa nie są równoważne ze zdaniem sprawdzanym.
Tak rozumiane sprawdzanie występuje w dwóch odmianach: sprawdzanie pozytywne, które również występuje w dwóch odmianach: weryfikacji czyli potwierdzenia całkowitego (przykład: "Wszystkie dziewczyny w wieku 17-19 lat mieszkające obecnie w Łodzi są dziewicami" - całkowite potwierdzenie tego zdania jest możliwe, o zdaniu tym powiemy, że jest weryfikowalne, a procedurę potwierdzenia go - wskazując na owe dziewice - nazwiemy weryfikacją) konfirmacji czyli potwierdzenia częściowego (przykład: "Wszystkie orbity planet są elipsami" - całkowite potwierdzenie tego zdania nie jest możliwe, nic nie wiemy ani o orbitach planet których jeszcze nie ma, ani o orbitach planet, których już nie ma, o zdaniu tym powiemy, że jest konfirmowalne, a procedurę potwierdzenia - wskazując na orbity planet naszego układu słonecznego, czyli tylko na pewną podklasę planet - nazwiemy konfirmacją; sprawdzanie negatywne, które też występuje w dwóch odmianach: dyskonfirmacji, czyli osłabienia mocy danego twierdzenia (przykład: "Wszystkie dziewczyny w wieku 17-19 lat mieszkające obecnie w Łodzi są dziewicami" - o zdaniu tym powiemy, że jest dyskonfirmowalne i zostało zdyskonfirmowane wskazując, że niektóre z Łodzianek znajdujące się w tym przedziale wiekowym nie są dziewicami); falsyfikacji, czyli wykazania fałszywości (przykład: "Wszystkie orbity planet są okręgami" - o zdaniu tym powiemy, że jest falsyfikowalne i zostało sfalsyfikowane, wskazując na orbity planet naszego układu słonecznego). (W praktyce, różnice między dyskonfirmacją a falsyfikacją są tak znikome, że, bardzo często, dla obydwu procedur stosuje się określenie falsyfikacja.) Nieudaną próbę falsyfikacji jakiegoś twierdzenia nazywa się niekiedy (za Popperem) koroboracją. Teoria czy hipoteza została skoroborowana w chwili gdy nie udało się wykazać jej fałszywości. O takiej teorii lub hipotezie Popper mówi, że "okazała hart" ze względu na negatywny wynik eksperymentu falsyfikującego. W stosunku do następującego twierdzenia: "Wszystkie orbity planet są elipsami", powiedzieć możemy, że zostało skoroborowane ponieważ (mimo poszukiwań - prób falsyfikacji) nie jest znana orbita planety, która nie jest elipsą.Powiedzmy, że poddajemy procedurze falsyfikacji. Ale co!?Co możemy poddać procedurze falsyfikacji? Nawet Trolle, Krasnale i Baby Jagi mają mają bardziej spójne logicznie definicje, niż wyspekulowany filozoficznie "bóg" - nie mówiąc już o religijnym bełkocie opisującym "niedefiniowalnego Boga". > Nauka ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza.Nauka nie zajmuje się zaprzeczaniem wyspekulowanych czy wyfantazjowanych wytworów ludzkiego umysłu. > Wierzący w Boga nie muszą się przejmować brakiem naukowych dowodów,> Mi wystarczą moje osobiste doświadczenia, bym mógł przyjmować, że Bóg istnieje.100% racji!"Nas nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne" Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda! @@@ .
|
|
|  | | Konowal (6291 punktów) | >100% racji!"Nas nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne" >Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda!
wypisz wymaluj charakterystyka ateisty walczącego
Rozumiem że zwykły kowalski nie wierzy w grawitację tylko od ręki wyprowadza wzór na istnienie takowej w naszym świecie
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| |  | 3 na 3 | DEmonizer (4893 punktów) |
> wypisz wymaluj charakterystyka ateisty walczącegoA jaka jest charakterystyka ateisty niewalczącego? > Rozumiem że zwykły kowalski nie wierzy w grawitację tylko od ręki wyprowadza wzór na istnienie takowej w naszym świecieNo przecież jest różnica między (1)grawitacją, a (2)wyobrażeniem grawitacji. (1)-Istnieje, (2)-Istnieje Tak samo jak jest różnica między (1)bogiem, a (2)wyobrażeniem boga. (1)-Nie Istnieje, (2)-Istnieje Jaki ma sens porównanie grawitacji do boga? Jeśli to tylko nazwy, to można się pobawić: po jednej stronie fioletowy krasnal, a po drugiej krowa z szesnastoma nogami. Jeśli rozmawiamy tylko o wyrazach, to w porządku. Tu jest kot, a tam paprotka, ale nie muszą w ten sposób być nazwane. (1)Chodzi o wiedzę o rzeczywistości, czy (2)liczenie owsików w tyłku boga? (1)- Tu chyba mamy całkiem dobre narzędzia ... (2)- Jeden powie, że pięćdziesiąt, drugi sto, a trzeci, że z pewnością ani jednego, nie mówiąc już o czwartym, który będzie walczył na śmierć i życie, o prawdę nieposiadania przez boga ohydnego tyłka ... Pozdrawiam
|
|
|  | | rajcelem (383 punktów) | > Co możemy poddać procedurze falsyfikacji?
Weźmy na przykład życie pozaziemskie. Czy możemy je poddać procedurze falsyfikacji? Nauka szeroko badając rzeczywistość nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na możliwość życia pozaziemskiego. Czy to jest problem, którym mogą zajmować się naukowcy?
|
|
| |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >> Co możemy poddać procedurze falsyfikacji? >Weźmy na przykład życie pozaziemskie. Czy możemy je poddać procedurze falsyfikacji?
To jednak portal dla racjonalistów, a nie gimnazjalistów. Wystarczy zajrzeć do Wikipedii: Falsyfikowalność jako podstawa rozróżnienia. Kluczowe znaczenie dla rozróżnienia czy dana teoria jest teorią naukową, czy nie, ma obecnie kryterium falsyfikowalności. Pojęcie to zostało wprowadzone przez Karla Poppera w dziele "Logika odkrycia naukowego". Teoria opisująca pewien aspekt rzeczywistości, zjawisko czy zdarzenie historyczne, aby móc być uznaną za naukową, musi spełniać następujące kryteria:
* Musi zostać ogłoszona publicznie i musi być możliwe zapoznanie się szerokiej społeczności z treścią teorii. Nauki nie uprawia się w cieniu gabinetów i chociaż zakres upublicznienia wyników badań może obejmować różny krąg odbiorców, od specjalistów pracujących w danej dziedzinie w komunikacji prywatnej do publikacji w popularnym piśmie adresowanym do laików, to jednak nie do pomyślenia jest uznawanie za naukową wiedzy tajemnej, niedostępnej dla nikogo poza powiedzmy znającymi tajemny alfabet. Z tego powodu magia czy alchemia posiadają cechy wiedzy nienaukowej. * Teoria musi czynić przewidywania, im bardziej spektakularne tym lepiej. Im bardziej precyzyjnie teoria przewiduje wyniki doświadczeń lub konsekwencje zdarzeń, tym bardziej jest ona podatna na falsyfikację. Jako przykład negatywny można podać teorię geocentryczną Ptolemeusza. Co prawda pozwala ona czynić przewidywania, jednak na każdym etapie dopasowanie jej do danych doświadczalnych wymaga przebudowy istotnego czynnika modelu: dodania kolejnego epicyklu. Teoria heliocentryczna Kopernika, jakkolwiek nie pozwalała na przewidywanie położenia planet z dokładnością porównywalną z teorią Ptolemeusza, to jednak w zdumiewająco prosty sposób pozwalała wyjaśnić znaczną część obserwacji. Teoria względności Einsteina przewidywała zakrzywienie toru promienia światła w pobliżu dużych mas. Teoria Prusinera postulowała istnienie czynnika chorobotwórczego nie posiadającego kwasów nukleonowych, a nawet o "czysto chemicznej" naturze odpornego na działanie zabójczych dla żywych organizmów i wirusów warunków. * Przewidywania teorii muszą być zgodne z uznanymi za obowiązujące teoriami i wiedzą. Kryterium to jest nieostre, gdyż można wyobrazić sobie rewolucyjną teorię wypowiadającą przewidywania o szerokim zakresie i kompletnie negującą istniejącą wiedzę (czasem jako przykład podaje się teorię względności Einsteina, jednak ona nie tyle negowała co uogólniała istniejące teorie). Jednak im bardziej teoria jest niezgodna z istniejącą wiedzą, tym bardziej rewolucyjne muszą być jej przewidywania, aby pozostała teorią naukową. Tym samym np. kreacjonizm, stwierdzając, że świat żywy został zaprojektowany i stworzony w pojedynczym akcie tworzenia przez istotę nadnaturalną, w taki sposób, że nie pojawiają się odstępstwa obserwacyjne od przewidywań teorii ewolucji, jest teorią nienaukową. * Falsyfikowalność - jeśli hipoteza posiada powyżej wymienione cechy, to aby być teorią naukową, musi dopuszczać efektywnie falsyfikowalność, to znaczy musi w ramach tej teorii istnieć przewidywany wynik eksperymentu, wyjaśnienie zjawiska lub konsekwencji zdarzenia, który umożliwia stwierdzenie, że teoria jest błędna. Hipoteza, wedle której Słońce zbudowane jest w całości z węgla, zaś Księżyc z sera, są jak najbardziej teoriami naukowymi. Zostały one jednak obalone (dzięki analizie spektralnej lub lotom na Księżyc), czyli są to nieprawdziwe teorie naukowe. Z kolei przekonanie, że życiem człowieka sterują gwiazdy, oraz że wszelkie informacje o życiu człowieka zapisane są w jego dacie urodzenia, jest teorią nienaukową z następującego powodu: żaden astrolog nie zadał sobie trudu, aby podać przykład zdarzenia lub zjawiska, które przeczyłoby tej teorii. Po przeczytaniu tego hasełka nawet średnio inteligentny gimnazjalista potrafi sam sobie udzielić odpowiedzi na pytanie czy życie pozaziemskie możemy poddać procedurze falsyfikacji? Gdy to za mało niech sięgnie do opracowań filozofów nauki.
>Nauka szeroko badając rzeczywistość nigdy, nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natknęła się na możliwość życia pozaziemskiego. >Czy to jest problem, którym mogą zajmować się naukowcy? Nie wiem do kogo Pan te pytanie kieruje i zupełnie już nie wiem kto kiedy i gdzie wyraził zdanie o możliwości, bądź niemożliwości, życia pozaziemskiego? Pan? Ja akurat uważam, że jest ono w miarę prawdopodobne (powyżej promila). Pytaniem jest dla mnie raczej, jakie formy i w jakiej odległości. Naukowcy zajmują się tym problemem i moim zdaniem czynią to słusznie.
@@@ .
|
|
| | |  | | rajcelem (383 punktów) | > czy życie pozaziemskie możemy poddać procedurze falsyfikacji?
Pytam Pana o zdanie. Można czy nie?
>Ja akurat uważam, że jest ono w miarę prawdopodobne (powyżej promila). Pytaniem jest dla mnie raczej, jakie formy i w jakiej odległości. Naukowcy zajmują się tym problemem i moim zdaniem czynią to słusznie.
Napisał Pan wcześniej: "Nauka nie zajmuje się zaprzeczaniem wyspekulowanych czy wyfantazjowanych wytworów ludzkiego umysłu."
Życie pozaziemskie nie jest wyspekulowanym wytworem ludzkiego umysłu? Na jakiej podstawie naukowcy powinni się zajmować tym problemem?
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . Bardzo jestem zbudowany, że aż tak wysoko ceni Pan Bogusławskiego, ale polecam raczej książki. Gdy Pana interesuje życie pozaziemskie, to może niech Pan zacznie od "Wielkiego początku", który napisali Neil deGrase Tyson oraz Donald Goldsmith. Te sprawy nie są aż takie proste. Najpierw był wiecznie stary pan z siwą brodą, któremu się nudziło.... Tu - nawet dla pobieżnej wiedzy - katecheta i Internet nie wystarczy. Potrzebne jest jakie takie oczytanie w literaturze przedmiotu.
>>czy życie pozaziemskie możemy poddać procedurze falsyfikacji? >Pytam Pana o zdanie. Można czy nie? No właśnie, ściągnąłem specjalnie dla Pana opis procedury falsyfikacji. Może teraz Pan się wypowie? Można czy nie? Potrafi Pan samodzielnie myśleć, czy nie?
>>Ja akurat uważam, że jest ono w miarę prawdopodobne (powyżej promila). Pytaniem jest dla mnie raczej, jakie formy i w jakiej odległości. Naukowcy zajmują się tym problemem i moim zdaniem czynią to słusznie. To jest moje zdanie. Wypracowane po przeczytaniu wielu lektur. Ma Pan inne niech Pan nam przedstawi. Tylko bez starych bajeczek z Genesis.
>Napisał Pan wcześniej: "Nauka nie zajmuje się zaprzeczaniem wyspekulowanych czy wyfantazjowanych wytworów ludzkiego umysłu." Podtrzymuję to w stu procentach.
>Życie pozaziemskie nie jest wyspekulowanym wytworem ludzkiego umysłu? Spekulacje naukowe, czyli hipotezy budowane są zupełnie inaczej od spekulacji intelektualnych. Nawet tych poddanych metodologii filozoficznej, nie mówiąc już o mitach, łączonych później w systemy religijne. Nie, nie jest wyspekulowanym wytworem ludzkiego umysłu. Istnienie życia pozaziemskiego jest mocno uzasadnioną naukową hipotezą, ze sporym prawdopodobieństwem doświadczalnej weryfikacji.
>Na jakiej podstawie naukowcy powinni się zajmować tym problemem? Na podstawie naukowych hipotez, które są narzędziem naukowej metodologii. Bez sporego oczytania i intelektualnej refleksji nad przyswajanym materiałem pozostaje Panu tylko wiara, a wierzyć to już można w każdą bzdurę. Poczytaj Pan trochę. Może, by nie opowiadał Pan takich bajeczek o "życiu" warto zajrzeć do "Granic życia" Johna Postgate.
@@@ .
|
|
| | | | |  | | rajcelem (383 punktów) | > Może teraz Pan się wypowie? Można czy nie?
Można.
>Nie, nie jest wyspekulowanym wytworem ludzkiego umysłu. Istnienie życia pozaziemskiego jest mocno uzasadnioną naukową hipotezą, ze sporym prawdopodobieństwem doświadczalnej weryfikacji.
Czy jeśli zdefiniuje się Boga jako jedną wielką osobowość, obejmującą wszelkie życie pozaziemskie, superorganizm złożony z całego życia, to czy istnienie takiego Boga będzie mogło być wtedy naukową hipotezą?
|
|
| | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) |
>Czy jeśli zdefiniuje się Boga jako jedną wielką osobowość, obejmującą wszelkie życie pozaziemskie, superorganizm złożony z całego życia, Jako tako rozumiem poszczególne słowa, ale zupełnie nie rozumiem treści zdania, które miałoby być jakąś tam definicją.
>to czy istnienie takiego Boga będzie mogło być wtedy naukową hipotezą? Uczeni w swojej hipotezie możliwości pojawienia się życia we wszechświecie przyjęli konieczność spełnienia czterech warunków. Są one zapisane na stronie 190 "Wielkiego początku", książki którą wyżej Panu poleciłem. Mnie interesuje to w niewielkim stopniu - Pana bardzo, a więc powinien Pan przeczytać.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | |  | | rajcelem (383 punktów) | > miałoby być jakąś tam definicją.
Jak Pan by zdefiniował życie pozaziemskie?
> Są one zapisane na stronie 190 "Wielkiego początku", książki którą wyżej Panu poleciłem. Mnie interesuje to w niewielkim stopniu - Pana bardzo, a więc powinien Pan przeczytać.
Polecił mi Pan już kilka książek, nie zdążę ich wszystkich przeczytać. Jak w skrócie wyglądają te cztery warunki, czy bardzo różnią się od definicji z Wikipedii, które Pan wcześniej cytował?
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >Jak Pan by zdefiniował życie pozaziemskie? Nie jest to przedmiotem mojego szczególnego zainteresowania. Dla budowy spójnego światopoglądu wystarcza mi wiedza poznawcza wynikająca z oczytania w literaturze przedmiotu. Co cały czas innym też polecam.
>> Są one zapisane na stronie 190 "Wielkiego początku", książki którą wyżej Panu poleciłem. Mnie interesuje to w niewielkim stopniu - Pana bardzo, a więc powinien Pan przeczytać. >Polecił mi Pan już kilka książek, nie zdążę ich wszystkich przeczytać. Całe życie przed Panem, a warto swoją wiedzę o świecie rozszerzać, tym bardziej, że to Pana interesuje. Zdecydowanie korzystniej dla własnego intelektu jest czytać niż wypisywać niedopracowane i nieprzemyślane teksty. Aby pisać trzeba coś sensownego mieć już do powiedzenia.
>Jak w skrócie wyglądają te cztery warunki, czy bardzo różnią się od definicji z Wikipedii, które Pan wcześniej cytował? Nie, zdecydowanie nie chcę Panu niczego ułatwiać. Żenadą jest dla mnie wiedza oparta na SMS, a nawet na Internecie. Aby być racjonalistą trzeba być oczytanym, a to portal dla racjonalistów. Nikt wszystkiego nie wie, tu można się sporo douczyć, a co najważniejsze komunikatywnie wyartykułować swoje przemyślenia, ale tu nie miejsce na naukę od podstaw. _______________________________________________________
Ustaleń nauki na ten kosmologii jest cała biblioteka i ogromny dział wiedzy. Opisu nie można zawrzeć w jednym czy kilku postach. Zauważył to już prawie przed stuleciem H. L. Mencken w artykule - "Homo Neanderthalensis" . Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych.(... )Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie. Stulecie mineło i niczego dodawać nie trzeba.
Proszę przeczytać cały ten wątek. Ile sensownych podpowiedzi do rożnych przemyśleń Pan już tu otrzymał. Niech Pan sobie je przemyśli, doczyta to co konieczne i wróci do tematu jak będzie Pan miał materiał do dyskusji na naszym forum. Pozdrawiam i życzę dużo ciekawych refleksji przy czytaniu literatury popularno naukowej i naukowej.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | | rajcelem (383 punktów) | >>Jak Pan by zdefiniował życie pozaziemskie? >Nie jest to przedmiotem mojego szczególnego zainteresowania.
Chciałem poznać Pana standardy definicji. Bóg to stwórca i władca całego życia pozaziemskiego. Jeśli życie pozaziemskie jest możliwe do badania przez naukę, to taki Bóg też.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >Bóg to stwórca i władca całego życia pozaziemskiego. Co to znaczy "Bóg", czy życie "pozaziemskie" zostało stworzone? Jakie są na to dowody i jakie ten władca stosuje metody? Dlaczego tworząc życie pozaziemskie ziemskiego nie stworzył? Ecie pecie, tak się plecie, a lekcje to Pan już odrobił?
>Jeśli życie pozaziemskie jest możliwe do badania przez naukę, to taki Bóg też. Co to znaczy "taki Bóg", czym różni się od "innego Boga"? Czy to nie skandal, że uczeni jeszcze się nie wzięli za badania Bantologabala? Jak "taki Bóg" ma być badanym, to Bantologabal powinien być w pierwszej kolejności. On jest władcą 136 wszechświatowych wszechświatów, a nie tylko całego życia pozaziemskiego!
O Najwiętszy Boże! O Jezus Maria! I to ma być poważne racjonalistyczne forum!
@@@ . >
|
|
| | | | | | | | | | |  | | rajcelem (383 punktów) | >Co to znaczy "Bóg", czy życie "pozaziemskie" zostało stworzone?
Niech zostanie tylko tyle: Bóg - władca całego życia pozaziemskiego.
> Jakie są na to dowody i jakie ten władca stosuje metody?
A jakie są dowody na życie pozaziemskie? Skoro już Pan pyta o to, czy oznacza to, że istnienie takiego Boga może być badane przez naturalistę?
>Dlaczego tworząc życie pozaziemskie ziemskiego nie stworzył?
Stworzył też ziemskie.
>Co to znaczy "taki Bóg", czym różni się od "innego Boga"?
Taki, którego istnienie jest możliwe do zaakceptowania i badania przez naturalistę.
>O Najwiętszy Boże! O Jezus Maria! >I to ma być poważne racjonalistyczne forum!
Są moderatorzy, mają odpowiednie narzędzia.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >Niech zostanie tylko tyle: Bóg - władca całego życia pozaziemskiego. Nie odpowiedział Pan nawet co to znaczy "Bóg" a teraz jeszcze Pan ten swój termin kastruje.
>> Jakie są na to dowody i jakie ten władca stosuje metody? >A jakie są dowody na życie pozaziemskie? Są naukowe przesłanki, do których poznania Pana namawiałem.
>Skoro już Pan pyta o to, czy oznacza to, że istnienie takiego Boga może być badane przez naturalistę? Przez naturalistę może być badane wszystko, nie ma żadnych ograniczeń, ale co ma być badane? Nie można badać niczego.
>>Dlaczego tworząc życie pozaziemskie ziemskiego nie stworzył? >Stworzył też ziemskie. Rajcelem twierdzi, że Bogusławski powietrze psuje. Fideiści przyjmą to jako objawienie Rajcelema, ale racjonaliści na wszystko potrzebują dowodów, a choćby tylko rozumowych przesłanek. Pleść głupoty to sobie każdy może.
>>Co to znaczy "taki Bóg", czym różni się od "innego Boga"? >Taki, którego istnienie jest możliwe do zaakceptowania i badania przez naturalistę. Każdy jest możliwy do zaakceptowania przez naturalistę. Dowody poproszę.
>Są moderatorzy, mają odpowiednie narzędzia. Mają, ale zastanawiają się czy dać pretekst do chwały na lekcji religii.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | rajcelem (383 punktów) | > ale co ma być badane? > Nie można badać niczego.
Hipotetyczny władca całego życia pozaziemskiego. Ograniczam termin Bóg do takiego poziomu, w którym dla naturalisty nie jest to "nic", a dobrze określona osoba. Kiedyś czytałem opinię, że jeśli cywilizacje pozaziemskie rozwijają się w podobnym tempie jak nasza, to już dawno powinny były opanować całą galaktykę, jeśli nie cały wszechświat. Dowodów na istnienie takiego władcy nie ma, tak jak nie ma dowodów na życie pozaziemskie. Są tylko rozumowe przesłanki, że rozwinięta cywilizacja może mieć jednego władcę, którego słowo jest ważne w całej galaktyce.
Czy hipoteza istnienia takiego władcy jest wystarczająca, czy odpowiada na Pana pytanie "co badać?" Czy taki władca może mieć nadnaturalny wpływ na porządek rzeczy na Ziemi? Czy może zarządzić takie pokierowanie spraw na Ziemi, byśmy mogli nie dostrzegać prawdziwych przyczyn tych zmian?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >> ale co ma być badane? >> Nie można badać niczego. >Hipotetyczny władca całego życia pozaziemskiego. "Hipopotam Wielki Zielonorogi"
>Ograniczam termin Bóg do takiego poziomu, na którym poważne dywagacje można toczyć w przedszkolu!
>w którym dla naturalisty nie jest to "nic", a dobrze określona osoba. Najpierw warto by wiedzieć, co oznacza termin "naturalista", a później coś wiedzieć na temat naturalistycznych metod poznawania świata. Zamiast wypisywać fideistyczne dyrdymały trzeba czytać.
>Kiedyś czytałem opinię, że jeśli cywilizacje pozaziemskie rozwijają się w podobnym tempie jak nasza, to już dawno powinny były opanować całą galaktykę, jeśli nie cały wszechświat. Większe bzdury trafiały mi w ręce np. Breviarum Fidei, ale przepuszczam to co czytam przez własny rozum.
>Dowodów na istnienie takiego władcy nie ma, Nawet inteligentnych założeń, chyba, że weźmie Pan pod uwagę koncepcje S. Lema. Np. "Solaris", Głos Pana i inne.
>tak jak nie ma dowodów na życie pozaziemskie. A tu są poważnie umotywowane przesłanki, mieszczące się w naukowych hipotezach.
>Są tylko rozumowe przesłanki, że rozwinięta cywilizacja może mieć jednego władcę, którego słowo jest ważne w całej galaktyce. Nie ma takich rozumowych przesłanek. Są tylko różne fantastyczne spekulacje starożytnych, w które - ku zdziwieniu racjonalistów - wierzą niektórzy nowożytni. Widocznie to takie typy, a ten typ tak ma.
>Czy hipoteza istnienia takiego władcy jest wystarczająca, czy odpowiada na Pana pytanie "co badać?" Jaka hipoteza, gdzie można się z nią zapoznać? Może choć Pan ją streści!
>Czy taki władca może mieć nadnaturalny wpływ na porządek rzeczy na Ziemi? Jaki władca, jaki wpływ, jak go można dostrzec? (Dla tych, którzy czytają: Antony Flew, "Teologia a falsyfikacja".)
>Czy może zarządzić takie pokierowanie spraw na Ziemi, byśmy mogli nie dostrzegać prawdziwych przyczyn tych zmian? Ludzka fantazja (jak i głupota) nie znają granic! Wyobrażać sobie można wszystko. Tylko po co zajmować się bzdurami, gdy poznanie rzeczywistości jest tak fascynujące.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | >> ale co ma być badane? >> Nie można badać niczego. >Hipotetyczny władca całego życia pozaziemskiego. >Ograniczam termin Bóg do takiego poziomu, w którym dla naturalisty nie jest to "nic", a dobrze określona osoba. Skoro nie jest to nic, to cokolwiek może poddać się badaniu. Jeżeli pojawi się jakiekolwiek badanie, które wykaże istnienie takiego czegoś, wtedy można wrócić do rozmowy. Póki co - nie ma takiego wyniku. >Kiedyś czytałem opinię, że jeśli cywilizacje pozaziemskie rozwijają się w podobnym tempie jak nasza, to już dawno powinny były opanować całą galaktykę, jeśli nie cały wszechświat. To była raczej jakaś absurdalna opinia. Nie sądzę, aby to było kiedykolwiek możliwe, biorąc pod uwagę rozmiary znanego nam wszechświata. Nie weryfikujesz sensowności tez, które spotykasz? >Dowodów na istnienie takiego władcy nie ma, tak jak nie ma dowodów na życie pozaziemskie. Są tylko rozumowe przesłanki, że rozwinięta cywilizacja może mieć jednego władcę, którego słowo jest ważne w całej galaktyce. Faktycznie - istnieją śladowe szanse, że życie rozwinięte w innym miejscu wszechświata może być inteligentne. Dalej - jeśli jest inteligentne, to istnieją znikome szanse, że żyje w oparciu o system zarządzania typu władca/poddani. Dalej, jeśli tak jest, to istnieją znikome szanse na to, że zasięg władzy objął tak gigantyczną przestrzeń jak całą galaktykę. I co z tego?
>Czy hipoteza istnienia takiego władcy jest wystarczająca, czy odpowiada na Pana pytanie "co badać?" Czy taki władca może mieć nadnaturalny wpływ na porządek rzeczy na Ziemi? Czy może zarządzić takie pokierowanie spraw na Ziemi, byśmy mogli nie dostrzegać prawdziwych przyczyn tych zmian? O ile wykryje się obecność takiego władcy, to warto go badać. Ale bez wykrycia nie ma czego badać. Czyli wracamy do punktu wyjścia. Nie ma czego badać!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | rajcelem (383 punktów) |
> Nie sądzę, aby to było kiedykolwiek możliwe, biorąc pod uwagę rozmiary znanego nam wszechświata.A jeśli uznamy, że życie powstaje na każdej odpowiedniej planecie? Już wiemy, że planety zdarzają się całkiem często wśród gwiazd. > istnieją znikome szanse na to, że zasięg władzy objął tak gigantyczną przestrzeń jak całą galaktykę. I co z tego?Myślę, że większe niż szanse na samoistne powstanie życia  > Nie ma czego badać!Dzięki, chyba już rozumiem. Gdy znajdziemy już pierwszy dowód, czy wtedy taki władca będzie choć trochę przypominał byt w rodzaju boga?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | > Gdy znajdziemy już pierwszy dowód, czy wtedy taki władca będzie choć trochę przypominał byt w rodzaju boga?Bóg Imperator Leto II Atryda?
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >>Jak Pan by zdefiniował życie pozaziemskie?> >Nie jest to przedmiotem mojego szczególnego zainteresowania.> Chciałem poznać Pana standardy definicji.> Bóg to stwórca i władca całego życia pozaziemskiego.> Jeśli życie pozaziemskie jest możliwe do badania przez naukę, to taki Bóg też.Drogi Rajcelemie, jeśli cokolwiek, co mniemasz, że jest boskie zostanie wykazane przez naukę przyrodniczą, to w tym samym momencie przestanie być to boskie, a będzie stanowiło zjawisko przyrodnicze. Nie oznacza to, że nie jest zupełnie bezsensowne myślenie o Bogu - słowo to istnieje w języku i w ramach myśli ludzkich z różnych przyczyn. Przyczyny te stanowią przedmiot zainteresowania niektórych nauk społecznych, zwłaszcza religioznawstwa, a także szeroko pojętej psychologii. A nawet w ramach nauk przyrodniczych wykształciła się nowa gałąź nauki - neuroteologia (już wikipedia pisze o tym bardzo bardzo ciekawie: pl.wikipedia.org/wiki/Neuroteologia) tak więc o Bogu można rozmawiać, należy natomiast sobie uzmysłowić w jakim kontekście - jeśli jest to kontekst nauk przyrodniczych, to rozmowa ta jest całkowicie bez sensu (bo nauki przyrodnicze pytają o racjonalne przyczyny funkcjonowania zjawisk, a Bóg może stanowić co najwyżej wyjaśnienie poprzez cud, co jest z gruntu nieracjonalne). Jeśli jest to natomiast kontekst kultury, religioznawstwa i psychologii, to można o Bogu rozmawiać, a nawet pozostawienie go poza dyskusją byłoby w tym kontekście ignorancją. Poza tym istnieje jeszcze kontekst osobistego doświadczenia - ale w tym zakresie możesz się najwyżej podzielić wrażeniami - rozmawiać o nich w zasadzie też można, ale dla ludzi, którzy mieli inne doświadczenia nie musi to być w pełni zrozumiałe, ani też niestety nie muszą oni Ci wierzyć. A nawet gdy uwierzą, to w pierwszej kolejności będa starali się Twoje doświadczenie wytłumaczyć racjonalnie - zwłaszcza na tym forum. Sam spierałem się z Panem Bogusławskim w innym wątku, ale w toku tego sporu przyznałem mu rację w pewnej kwestii, a mianowicie właśnie w tej, że jest bardzo istotne w jakim kontekście się wypowiadasz. Myślę, że jednym z możliwych podziałów kontekstu może być proponowany przez Poppera podział na świat fizyczny, świat umysłu i świat kultury (źródło - bardzo ciekawe: www.kognitywistyka.net/artykuly/wd-ust.pdf). I nie oznacza to, że przestałem być człowiekiem wierzącym - ale traktuję to jako moją własną poezję, mój mit, a także moje subiektywne doświadczenie - mogę o tym rozmawiać, ale kontekstem będzie wówczas w największym stopniu świat umysłu i świat kultury - świat fizyczny będzie zaledwie tłem, choć niektórzy określą to tło jako substrat, a więc główną przyczynę. A jaka jest przyczyna tej przyczyny?   no właśnie - koło się zamyka - dlatego właśnie lubię poezję i mity, ale z nauką przyrodniczą ma to niewiele wspólnego. Na koniec proponuję mały cytat z książki Zygmunta Baumana "Życie na przemiał": "Wynalezienie wieczności jest magiczną sztuczką języka, osobliwym i niezwykłym, a przy tym nieuchronnym wynalazkiem, czymś, co nie mogło nie zostać wynalezione. Nie do pomyślenia byłby bowiem gatunek, który, obdarzony językiem, nie wynalazałby wieczności - z tego prostego powodu, że posiadając język, nie mógłby nie uświadamiać sobie własnej śmiertelności.[...] Aby zmieścić w jednym zestawie strach i nadzieję, niezbędne było wiązadło, lina lub zawias łączący życie, które skończy się wkrótce, ze światem, który twać będzie zawsze"
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | |  | | rajcelem (383 punktów) | > jeśli cokolwiek, co mniemasz, że jest boskie zostanie wykazane przez naukę przyrodniczą, to w tym samym momencie przestanie być to boskie, a będzie stanowiło zjawisko przyrodnicze.Nie zgodzę się z tym. Każde zjawisko przyrodnicze jest boskie, ma swoje źródło w prawach ustalonych przez Boga. Dlatego nie można znaleźć na zasadzie kontrastu niczego innego, innych praw, które byłyby bardziej "boskie". > jeśli jest to kontekst nauk przyrodniczych, to rozmowa ta jest całkowicie bez sensuNauki przyrodnicze wiele wyjaśniają, ale na przykład powstanie wszechświata z pustki jest swojego rodzaju cudem. > Myślę, że jednym z możliwych podziałów kontekstu może być proponowany przez Poppera podział na świat fizyczny, świat umysłu i świat kulturyJa raczej wolę inną nazwę dla świata kultury: świat ducha, ale sam podział jest ciekawy i pozwala uporządkować sprawy. > A jaka jest przyczyna tej przyczyny? no właśnie - koło się zamyka - dlatego właśnie lubię poezję i mity, ale z nauką przyrodniczą ma to niewiele wspólnego.Można przyjąć istnienie pierwszej przyczyny, czegoś co nie ma początku. Wydaje się to nielogiczne, ale tak robi się w matematyce i teorie zbudowane na takich podstawach całkiem nieźle opisują rzeczywistość.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >>jeśli cokolwiek, co mniemasz, że jest boskie zostanie wykazane przez naukę przyrodniczą, to w tym samym >momencie przestanie być to boskie, a będzie stanowiło zjawisko przyrodnicze. >Nie zgodzę się z tym. Każde zjawisko przyrodnicze jest boskie, ma swoje źródło w prawach ustalonych przez Boga. >Dlatego nie można znaleźć na zasadzie kontrastu niczego innego, innych praw, które byłyby bardziej "boskie". dobrze, ale zauważ, że to Twoje twierdzenie, że "każde zjawisko przyrodnicze jest boskie" jest poetyckie, a nie weryfikowalne naukowo. Równie dobrze możnaby powiedzieć, że każde zjawisko przyrodnicze jest szatańskie, albo, że jest ciekawe, albo brzydkie, czy piękne. Są to sądy, czy zdania, którymi nauka przyrodnicza się nie zajmuje bo nie są weryfikowalne, wywodzą się natomiast albo z dogmatów albo z subiektywnego wrażenia. Na jakiej podstawie opierasz Twoje twierdzenie, że "każde zjawisko przyrodnicze jest boskie"? Niektórzy np. uważają, że świat stworzył "zły demiurg". Z nimi możesz dyskutować do woli i przekonywać ich do swojej racji. Obal tezę Emila Ciorana, że "Tkwimy wszyscy w otchłani piekła, w którym każda chwila jest cudem" i uzasadnij swoje stanowisko. I tak sobie możesz dywagować dowoli. Może to być piękne, aczkolwiek, moim zdaniem obalić to co napisał Cioran, mógłbyś tylko w jeden sposób - tworząc poezję przynajmniej tak samo piękną jak czynił to on. No i proszę jak mnie namówiłeś na bzdurne, pseudo-poetyckie porównania. Sam się dałem w to wciągnąć. Co to ma wspólnego ze zjawiskami przyrodniczymi badanymi naukowo? Naukę interesuje tylko to, co można zweryfikować. A dział "sztuka" też jest na tym forum.
>> jeśli jest to kontekst nauk przyrodniczych, to rozmowa ta jest całkowicie bez sensu >Nauki przyrodnicze wiele wyjaśniają, ale na przykład powstanie wszechświata z pustki jest swojego rodzaju cudem. ostatnio spotkałem się z teorią, że nie z pustki, tylko z fluktuacji próżni. Poza tym nauka nie pyta o cud, a zmierza do ustalenia jak to się stało. >>Myślę, że jednym z możliwych podziałów kontekstu może być proponowany przez Poppera podział na świat fizyczny, świat umysłu i świat kultury >Ja raczej wolę inną nazwę dla świata kultury: świat ducha, ale sam podział jest ciekawy i pozwala uporządkować sprawy. no to nie mieszaj Boga do nauki i już będziemy mogli rozmawiać - nawet o Bogu (niekoniecznie na tym forum) >Można przyjąć istnienie pierwszej przyczyny, czegoś co nie ma początku. Wydaje się to nielogiczne, ale tak robi się w matematyce i teorie zbudowane na takich podstawach całkiem nieźle opisują rzeczywistość. tak, to prawda. Dlaczego pierwszą przyczyną ma być Bóg, a nie "zły demiurg"? Uzasadnij swe twierdzenie naukowo, najlepiej doświadczalnie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | rajcelem (383 punktów) | > wywodzą się natomiast albo z dogmatów albo z subiektywnego wrażenia.
Albo z przyjętych aksjomatów.
>ostatnio spotkałem się z teorią, że nie z pustki, tylko z fluktuacji próżni.
Nie z pustki, tylko z fluktuacji pustki? To nie wprowadza wiele nowego.
>tak, to prawda. Dlaczego pierwszą przyczyną ma być Bóg, a nie "zły demiurg"? Uzasadnij swe twierdzenie naukowo, najlepiej doświadczalnie.
Wszystko jedno jak nazwiemy tą pierwszą przyczynę i jakie jej nadamy cechy potem. Na początku istotna jest kwestia: czy taka pierwsza przyczyna istnieje? Czy można przyjąć istnienie takiej przyczyny jako hipotezę naukową?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | przegadałeś mnie, aczkolwiek bardzo uprościłeś terminologię. W Twoim ostatnim wpisie nie pojawia się już słowo "Bóg". Piszesz wręcz, że wszystko jedno jak nazwiemy co było przedtem. Myślę, że gdybyś tak pisał w podobny sposób od początku, to nie spotkałbyś się z tu z takim sprzeciwem, jak przy użyciu tego słowa. Mi się tu nie dawno przytrafiło coś podobnego, choć wyszedłem od razu z założenia, że Bóg jest tylko słowem w języku polskim. Ale nie tylko dlatego jestem po Twojej stronie. Nie jest łatwo wykazać sensowność wiary ludziom niewierzącym. Pewnie nawet nie ma to sensu. Ale myślę, że przy okazji takiej rozmowy można się też paru rzeczy nauczyć. pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | rajcelem (383 punktów) |
>Nie jest łatwo wykazać sensowność wiary ludziom niewierzącym. Pewnie nawet nie ma to sensu. Ale myślę, że przy okazji takiej rozmowy można się też paru rzeczy nauczyć.
Dlatego tu jestem, by się paru rzeczy nauczyć. Wykazywanie przy okazji sensowności wiary jest dodatkiem, jak sądzę równie ważnym.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | >Nie zgodzę się z tym. Każde zjawisko przyrodnicze jest boskie, ma swoje źródło w prawach ustalonych przez Boga.
Pewnie, że tak. Weźmy taką szarańczę? Tylko Bóg jest w stanie ustalić jej zakres zeżarcia wszystkiego w danej okolicy. Albo krowy? Raz dają mleko, a raz nie. Namówione przez Boga krasnoludki zawiązują krowom czerwone wstążki na wymionach. I wtedy krowy nie dają. A ryby? Raz złowisz całą sieć, a innym razem nawet szprotki nie wyciągniesz. Rajcelem masz całkowitą rację. Wszystko co robi przyroda jest boskie. Bosko wyglądają miasta po trzęsieniach, że o tsunami nie wspomnę.
>Nauki przyrodnicze wiele wyjaśniają, ale na przykład powstanie wszechświata z pustki jest swojego rodzaju cudem.
Swego rodzaju cudem jest także fakt, że mi dziś autobus przyjechał nie według rozkładu jak na zamówienie. Dlatego doskonale Cię rozumiem.
"Przypadki starościca Wolskiego" to drugie wydanie serialu o dzielnym Piotrze, staroście jurydycznym, który poskramia zabijaków, łowi opryszków, karze morderców, zmaga się z nadużyciami i samowolą w Polsce XVIIw. reprezentując prawo i sprawiedliwość"
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Ania... (14138 punktów) | >>Nie zgodzę się z tym. Każde zjawisko przyrodnicze jest boskie, ma swoje źródło w prawach ustalonych przez Boga. > Pewnie, że tak. Weźmy taką szarańczę? Tylko Bóg jest w stanie ustalić jej zakres zeżarcia wszystkiego w danej okolicy. Albo krowy? Raz dają mleko, a raz nie. Namówione przez Boga krasnoludki zawiązują krowom czerwone wstążki na wymionach. I wtedy krowy nie dają. A ryby? Raz złowisz całą sieć, a innym razem nawet szprotki nie wyciągniesz. Rajcelem masz całkowitą rację. Wszystko co robi przyroda jest boskie. Szczególnie boski jest pewien gatunek krewetek, które łapią rozgwiazdę, ciągną ją do norki, w której taka parka sobie pomieszkuje, i obgryzają jedno ramię po kawałku. Jak obgryzą, przechodzą na drugie ramię, ale rozgwiazda stale żyje i ramię wcześniej obgryzione teraz odrasta. I tak siedzi sobie uwięziona, przez kilka miesięcy zjadana po kawałku, aż w końcu umiera. Faktycznie, tylko idealny projektant mógł na taki boski pomysł wpaść!
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | rajcelem (383 punktów) | Te wszystkie zdarzenia są tylko przeszkodami, które należy pokonać. Naszym zadaniem jest opanowanie przyrody do perfekcji, takie pokierowanie spraw na Ziemi by te wszystkie negatywne wpływy zminimalizować, zlikwidować. To tylko plac zabaw dla nas, na którym nie może nam się przytrafić nic szczególnie złego. Wiele z tego zła, które nam się przytrafia jest tylko skutkiem nie najlepszych wyborów postępowania. Mamy umieć radzić sobie z takimi przeciwnościami losu, by potem poradzić sobie z większymi sprawami. Tego mamy się nauczyć, w idealnym środowisku moglibyśmy poznać to tylko z teorii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Ania... (14138 punktów) | >Te wszystkie zdarzenia są tylko przeszkodami, które należy pokonać. >Naszym zadaniem jest opanowanie przyrody do perfekcji, takie pokierowanie spraw na Ziemi by te wszystkie negatywne wpływy zminimalizować, zlikwidować. >To tylko plac zabaw dla nas, na którym nie może nam się przytrafić nic szczególnie złego. Wiele z tego zła, które nam się przytrafia jest tylko skutkiem nie najlepszych wyborów postępowania. Mamy umieć radzić sobie z takimi przeciwnościami losu, by potem poradzić sobie z większymi sprawami. Tego mamy się nauczyć, w idealnym środowisku moglibyśmy poznać to tylko z teorii. Wybacz, ale jak pokierujesz sprawy w przypadku przytoczonych krewetek? Wybijesz krewetki, żeby nie zabijały rozgwiazd, czy będziesz patrzył, jak rozgwiazdy są dręczone na śmierć? I jaki jest udział tej interakcji w Twoim samorozwoju? A poza tym jaki jest związek śmierci w wyniku tsunami, trzęsienia ziemi, klęski suszy, epidemii i naszych wyborów? Szczerze mówiąc, to są jakieś absurdalne tezy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | rajcelem (383 punktów) | > I jaki jest udział tej interakcji w Twoim samorozwoju?Krewetki są tylko materialnym elementem naszego świata. Zależności mogą być dowolne między takimi elementami, nie mówią one wiele o moralności tego, kto warunki wymyślił. To jest tylko tło. Mój rozwój odbywa się wśród tych elementów. Jestem w ciele człowieka, odczuwam zmysłami różne materialne rzeczy, kontaktuję się z innymi osobami w takich ciałach i się uczę. Jak dziecko w przedszkolu. > A poza tym jaki jest związek śmierci w wyniku tsunami, trzęsienia ziemi, klęski suszy, epidemii i naszych wyborów?Śmierć to tylko element tego świata. Klęski niestety są, ale głównie z powodu błędów pewnych osób. Szatana, Adama itp  > Szczerze mówiąc, to są jakieś absurdalne tezy.Czy patrzysz na te tezy z założeniem istnienia Boga? Czy wtedy ocena będzie podobna?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | > Klęski niestety są, ale głównie z powodu błędów pewnych osób. Szatana, Adama itp  Nie ma to jak znaleźć sobie chłopca do bicia. A nie prościej uznać, że nasza piękna planeta już tak ma, że od czasu do czasu z przyczyn czysto naturalnych nawiedzają ją trzęsienia ziemi, fale tsunami, wybuchy wulkanów, że w olbrzymim bogactwie istot żywych trafiają się takie małe, wredne paskudztwa jak bakterie i że żaden Szatan nie ma z tym nic wspólnego? A tym bardziej Adam. I radzę go nie zaczepiać
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | rajcelem (383 punktów) | >A nie prościej uznać, że nasza piękna planeta już tak ma, że od czasu do czasu z przyczyn czysto naturalnych nawiedzają ją trzęsienia ziemi, fale tsunami, wybuchy wulkanów, ?
O, źle mnie zrozumiałaś. Trzęsienia ziemi i tsunami zdarzają się z przyczyn naturalnych, a ludzie muszą nauczyć się z nimi radzić.
> że w olbrzymim bogactwie istot żywych trafiają się takie małe, wredne paskudztwa jak bakterie i że żaden Szatan nie ma z tym nic wspólnego.
Co do bakterii, to niestety błędy w przeszłości spowodowały, że nie nabraliśmy odpowiedniej odporności na nie. Adam popełnił błąd i straciliśmy tą możliwość. Szatan też mógł nas nauczyć jak sobie z nimi radzić, ale zawiódł. Wybrał własną drogę, zmienił doskonałe plany Ojca i cierpimy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) |
> O, źle mnie zrozumiałaś. Trzęsienia ziemi i tsunami zdarzają się z przyczyn naturalnychAż Ty niewierny. W karę boską wątpisz  > Co do bakterii, to niestety błędy w przeszłości spowodowały, że nie nabraliśmy odpowiedniej odporności na nie. Adam popełnił błąd i straciliśmy tą możliwość.A co zmalowały króliki, że nie są odporne na tularemię?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >I nie oznacza to, że przestałem być człowiekiem wierzącym. No właśnie! Niech Pan teraz zestawi własną wiarę z wiarą Pana Rajcelema. Chyba dostrzega Pan różnice, a niektórzy fideistyczni postmoderniści, twierdzą: Wiara, to wiara! Żadnych różnic - pomiędzy sceptycznym przyjmowaniem naukowych twierdzeń na podstawie posiadanych przesłanek, a pełną ufnością w religijną prawdę - nie ma. Panie Maćku - Pan zaczyna samodzielnie myśleć, a to jest groźne. Jeszcze "niedowiarkiem" Pan zostanie! Trzymam za Pan kciuki!
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >>I nie oznacza to, że przestałem być człowiekiem wierzącym.
>Niech Pan teraz zestawi własną wiarę z wiarą Pana Rajcelema. >Chyba dostrzega Pan różnice, prawdę mówiąc, moim zdaniem różnice tkwią w sferze usystematyzowania pojęć, a więc w sferze języka. Co do sedna sprawy nie widzę znacznej (w zasadzie: żadnej) różnicy między mną a Rajcelemem. Ale to pewnie wynika trochę z mojego zboczenia zawodowego, w ramach którego musiałem się wyuczyć, że ludzie są równi.
>niektórzy fideistyczni postmoderniści, twierdzą: Wiara, to wiara! Żadnych różnic - >pomiędzy sceptycznym przyjmowaniem naukowych twierdzeń na podstawie posiadanych >przesłanek, a pełną ufnością w religijną prawdę - nie ma. rozumiem ten brak różnic między jednym a drugim w ten sposób, że zarówno jedno, jak i drugie jest (zaledwie) treścią w ludzkim umyśle. Nie potrafimy dowieść więcej, niż pozwala nam na to ludzka perspektywa. Zakres poznania jest determinowany przez nasze możliwości umysłowe (pewnie można je będzie rozszerzyć, ale czy tam nie pojawią się kolejne granice?) Tak więc to pierwsze podejście może w odniesieniu do poznania pełnej rzeczwistości na tyle tylko wyprzedzać podejść drugie, że obydwa te modele rozwiązań będą wobec całej prawdy mieściły się zaledwie w granicach błędu. Dlatego istotnie - sceptyczne przyjmowanie naukowych twierdzeń może nie być wcale tak bardzo odmienne od prawdy religijnej. >Panie Maćku - Pan zaczyna samodzielnie myśleć, a to jest groźne. sądzę, że w większym stopniu samodzielnie myślałem na początku, gdy wszedłem na forum. Teraz częściej staram się coś niecoś zacytować, żeby próbować się jakoś wybronić od zarzutu nieoczytania. Poza tym sposób prowadzenia dyskusji na forum też trochę wpłynął na mój styl argumentowania. Tak więc moje myślenie może się obecnie jawić dla Pana jako samodzielne, a dla kogoś kto mnie znał wcześniej, być może jako przesycone wpływem forum racjonalistów. >Jeszcze "niedowiarkiem" Pan zostanie! >Trzymam za Pan kciuki myślę, że mimo wszystko Pan przecenia moje możliwości. powiem tak - jestem w tak dużym stopniu niedowiarkiem, że nie wierzę nawet w ateizm. Jedyne co ma sens to doświadczenie. Osobiste doświadczenie. Jest ono oczywiście siłą rzeczy tylko ludzkie, ale staram się poza to doświadczenie nie wyłączać niczego a priori. "Sceptyczne przyjmowanie naukowych twierdzeń" jest dla mnie w ramach tego doświadczenia prawie tak samo ważne jak ćwiczenie oddechu w medytacji, albo metoda wizualizacji. Lektura, muzyka, symbole, treści religijne, sny, praca, rodzina, miłość - wszystko to jakoś obejmuje mój umysł, a przy refleksji nad życiem po prostu nie stronię również od poetyckich słów - nawet jeśli wypsnie mi się przy tym "o Boże" - co jak widzę Panu również się zdarza, choć pewnie w bardziej humorystycznym sensie. No cóż, śmiertelnie poważnie tego też nie traktuję - bo to tylko ludzkie - takie słowo. Ale skoro jest, to nie widzę problemu, żeby go użyć dla opisu niektórych spraw. Jakich spraw - ano tych rozpiętych od "ale o co w ogóle chodzi?" pijaka spod baru aż po kantaty Bacha. A to, że substratem umysłu jest mózg? Może i tak być - słowom, ani poezji to nie przeszkadza. Jednak dopóki naukowcy nie wytłumaczą ostatecznie relacji mózg - umysł, ja bym się mimo wszystko z tym substratem jeszczę chwilę wstrzymał. pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | > >>I nie oznacza to, że przestałem być człowiekiem wierzącym.> >Niech Pan teraz zestawi własną wiarę z wiarą Pana Rajcelema.> >Chyba dostrzega Pan różnice,> prawdę mówiąc, moim zdaniem różnice tkwią w sferze usystematyzowania pojęć, a więc w sferze języka.Pomimo wieloletnich dążeń wybitnych intelektualistów jeszcze nikomu nie udało się całkowite usystematyzowanie pojęć, a co za tym idzie osiągnięcie pełnej precyzyjności pojęciowej wypowiedzi. Przy zasadniczych twierdzeniach najczęściej koniecznymi są doprecyzujące je opisy, a przy pojęciach definicje. > Co do sedna sprawy nie widzę znacznej (w zasadzie: żadnej) różnicy między mną a Rajcelemem.Pan się zna lepiej, ale ja dostrzegam spore intelektualne różnice. > Ale to pewnie wynika trochę z mojego zboczenia zawodowego, w ramach którego musiałem się wyuczyć, że ludzie są równi.Z ideowego zboczenia (a to prawie jak religia) jestem socjalliberałem i uważam, że przyzwoici ludzie mają obowiązek wypowiadania się za równością i demokracją (a nawet walki o nie), a wszystkie struktury państwowe powinny dążyć do zrównania obywateli we wszystkich aspektach. Ale to dążenie wynika z obserwacji, że ludzie są zdecydowanie nierówni. Począwszy od tego co od "Boźi" (genów), a skończywszy na ludzkim losie (począwszy od socjalizacji, a skończywszy na "trafie"). > >>>niektórzy fideistyczni postmoderniści, twierdzą: Wiara, to wiara! Żadnych różnic - >pomiędzy sceptycznym przyjmowaniem naukowych twierdzeń na podstawie posiadanych >przesłanek, a pełną ufnością w religijną prawdę - nie ma.> Nie potrafimy dowieść więcej, niż pozwala nam na to ludzka perspektywa. Zakres poznania jest determinowany przez nasze możliwości umysłowe (pewnie można je będzie rozszerzyć, ale czy tam nie pojawią się kolejne granice?)Napisałem niedawno: www.racjonalista.pl/forum.php/s,395738#w409831 I tu dopiero odpowiedź może być ekscytująca. Jak poszerzyć świat naszych zmysłów. Jak uzyskać szósty, siódmy i dalsze zmysły, by zobaczyć świat bardziej prawdziwy? Podłączyć, na przykład, mózg do komputera? O tym, jak to zrobił, opowiada "Gazecie" cybernetyk prof. Kevin WarwickWięcej... wyborcza. wyborcza.p(*),Ja__cyborg.html#ixzz1Ik4xw7CvA następnie dodatkowe zmysły można wyposażać w doskonalące je narzędzia. Dostaniemy nowe odpowiedzi, które zrodzą nowe pytania. To jest dopiero fascynujące! To fantastyczna poetyka ludzkiego poznania!Tak, mamy wiele ograniczeń, a niektórzy jeszcze ograniczają się religią! Religia daje nam pewne odpowiedzi, gdyż jest w posiadaniu Prawdy. Nauka nie ma nic wspólnego z religią, gdyż uprawianie nauki wymaga postawy permanentnego sceptycznego podejścia do dotychczasowych ustaleń i stałych poszukiwań aktualnych acz zmiennych prawd. Naukowego opisu rzeczywistości nie można zawrzeć w jednym czy kilku postach. Prawie w każdym z działów nauki dla poznania aktualnej wiedzy i jej ustaleń jest przejrzenie całej biblioteki. Aby cokolwiek wiedzieć koniecznym jest ogromne oczytanie. Zauważył to już prawie przed stuleciem H. L. Mencken w artykule - "Homo Neanderthalensis". Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych.(... )Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie. Stulecie mineło i niczego dodawać nie trzeba. > Tak więc to pierwsze podejście może w odniesieniu do poznania pełnej rzeczywistości na tyle tylko wyprzedzać podejść drugie, że obydwa te modele rozwiązań będą wobec całej prawdy mieściły się zaledwie w granicach błędu. Dlatego istotnie - sceptyczne przyjmowanie naukowych twierdzeń może nie być wcale tak bardzo odmienne od prawdy religijnej.No, właśnie dużo poplątanych słów. Próba racjonalizacji irracjonalnych poglądów. Nic z tego akapitu nie wynika. > >Jeszcze "niedowiarkiem" Pan zostanie!> >Trzymam za Pan kciuki> myślę, że mimo wszystko Pan przecenia moje możliwości.Bardzo możliwe, ale jestem pełen wiary w ludzką inteligencję. Szczególnie ludzi młodych. > A to, że substratem umysłu jest mózg? Może i tak być - słowom, ani poezji to nie przeszkadza.> Jednak dopóki naukowcy nie wytłumaczą ostatecznie relacji mózg - umysł, ja bym się mimo wszystko z tym substratem jeszczę chwilę wstrzymał.Mam nadzieję, że jeszcze bardzo długo naukowcy nie wytłumaczą ostatecznie relacji mózg - umysł.Natomiast już bardzo dawno temu, z całkowitą naukową pewnością, stwierdzono, że umysł jest funkcją mózgu. Tylko usiąść i czytać, chociażby prof. Ducha, którego Pan tu przywołał. Pozdrawiam. PS. Naprawdę tak niewiele Pan zrozumiał z artykułów Izdebskiego dotyczących mózgu i umysłu, które Panu poleciłem? Nie wierzę? Polecam także nową książkę: merlin.pl/(*)70403E7A65E4678FEE8BADA9CB.LB2Ale dla fideistów wszystko jest możliwym. Wystarczy tylko uwierzyć w jeden aksjomat i dalej to już się wszystko irracjonalnie racjonalizuje. Wybór człowieka inteligentnego - zależy głównie od niego! Miłego wieczora, gdyż już taka pora. Ściemnia się tu, a kiedy rozum śpi budzą się upiory. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) |
> Pomimo wieloletnich dążeń wybitnych intelektualistów jeszcze nikomu nie udało się całkowite >usystematyzowanie pojęć, a co za tym idzie osiągnięcie pełnej precyzyjności pojęciowej wypowiedzi. >Przy zasadniczych twierdzeniach najczęściej koniecznymi są doprecyzujące je opisy, a przy pojęciach >definicje.Jest to zupełnie oczywiste. Z tego względu uważam również, że bardzo wiele sporów ma naturę pozornie merytoryczną, a w zasadzie czysto językową. > [...] Ale to dążenie wynika z obserwacji, że ludzie są zdecydowanie nierówni. Począwszy od tego co od >"Boźi" (genów), a skończywszy na ludzkim losie (począwszy od socjalizacji, a skończywszy na >"trafie").Oczywiście trudno temu zaprzeczyć. Dlatego faktycznie - mówiąc o równości należy wskazać kontekst. Dla mnie ludzie są równi wobec zagadki istnienia, niezależnie od głoszonej wiary. Jeśli ktoś nie lubi takich nieco poetyckich sformułowań, to są po prostu równi wobec śmierci. > Napisałem niedawno:www.racjonalista.pl/forum.php/s,395738#w409831 Tak, przeczytałem ten wpis już wcześniej, jest rzeczywiście niezwykle ciekawy. > mamy wiele ograniczeń, a niektórzy jeszcze ograniczają się religią!> Religia daje nam pewne odpowiedzi, gdyż jest w posiadaniu Prawdy.Panie Andrzeju, być może się mylę, ale czytając podobne Pana wypowiedzi myślę, że nie mówi Pan o religii, a o czymś, co ja bym opisał jako degenerację religii i jako pseudoreligię. Niestety wiele wierzących, i wiele kościołów próbuje wmawiać innym, że poznały najwłaściwszą prawdę i narzucać im swój sposób czczenia Boga jako jedynie prawdziwy. Natomiast wręcz zaprzeczeniem religii jest dla mnie próba mieszania "świętych prawd" do nauki. Tu już się zaczyna fundamentalizm. Wiele zależy natomiast od podejścia do treści religijnych. Cytuję za Marciem-Alainem Ouakninem z książki "Tajemnice kabały": " Idea jest fałszywa, gdy na niej pozostajemy" (Alain), a nawet: " interpretacja Księgi jest przede wszystkim powstaniem przeciwko Bogu, aby wyrwać słowo i pióro z Jego mocy. Musimy się pozbyć boskiej cząstki, która jest w nas, aby wreszcie zwrócić Boga Jemu samemu i cieszyć się naszą ludzką wolnością". (Edmond Jabes, Elya) Żeby nie ograniczać się do jednej tylko tradycji, we wspaniałej książce Alana W. Wattsa "Droga Zen" czytamy natomiast: " człowiek nie jest naprawdę wolny, niezależny czy czysty, jeśli jego stan jest wynikiem narzuconej dyscypliny. Osoba taka jedynie naśladuje czystość, jedynie "symuluje" czystą świadomość. Stąd też bierze się owa nieprzyjemna aura moralnego autorytetu u ludzi, których religijność jest zamierzona i wyrachowana". Jak więc widać, treści religie nie muszą być interpretowane jako Jedyna Prawda w sensie nauk przyrodniczych. Czemu więc służą religie - lub głębiej nawet - mitologie? Joseph Campbell w wywiadzie opublikowanym na stronie racjonalisty ( www.racjonalista.pl/kk.php/s,3344) pisze o tym najpierw tak: " Moje osobiste zdanie o mitologii jest takie, że jest ona funkcją biologii. Innymi słowy, jest to przekształcanie energii ożywiających ciało w obrazy senne. Pomyśl o tym przez chwilę w ten sposób. Ponieważ jesteśmy cząsteczkami natury, zatem energie, które ożywiają naturę ożywiają również nasze ciała, a energie które ożywiają nasze ciała są to energie życia - te same które przenikają wszystko co żyje. Działania tych energii natury doświadczamy wewnętrznie, za pośrednictwem systemu impulsów ciała. Impulsy te przychodzą do nas poprzez różne organy ciała symbolizujące różne funkcje naszego życia, a ponieważ są z natury bardzo odmienne, sprzeczności te powodują konflikt energii ciała. Obrazy mitologiczne odzwierciedlają wiele aspektów tego konfliktu - starcie z wrogiem, zakończenie wojny, rozejm, i wreszcie pełna zgoda i harmonia. A więc sny ukazują nie tylko nasze osobiste życie. Podczas głębszego snu, który można nazwać mitycznym, ukazują się nam siły ciała z którymi musimy się uporać". a następnie: " człowiek musi uczyć się, aby móc stać się otwartym na transcendencję. Transcendencja w szerokim znaczeniu tego słowa ma łączność z energiami ożywiającymi ciało, ale pochodzącymi nie wiadomo skąd. Niezależna od tych energii jest głowa posiadająca własny system myślenia oparty na przeżyciach fenomenologicznych, empirycznych życiowych celach, itd., itp. życie czasami obraca się wokół celów wyznaczonych przez głowę. A zadaniem terapii jest zestroić głowę z energiami ożywiającymi ciało tak, aby umożliwić przypływ energii transcendentnych. Tylko w taki sposób możesz stać się otwarty na transcendencję. Oznacza to poddanie się naturze, zestrojenie się z nią. Powiedziałbym, że to właśnie jest głównym celem wielu mitologii świata. Na tym polega tajemnica symbolu - duchowego, mitologicznego symbolu. Lecz sam symbol musi być otwarty na transcendencję. Bóg jest uosobieniem energii - naturalnej energii która przychodzi z zewnętrznego naturalnego świata lub ze świata naszej natury wewnętrznej. Gdy przychodzi ona ze świata natury wewnętrznej, przybiera postać obrazów sennych, a następnie mitycznych. Im głębiej sięgasz, tym bliżej jesteś porządku mitycznego, a im płyciej sięgasz, tym bliżej jesteś porządku racjonalnego ustanowionego przez głowę". > Nauka nie ma nic wspólnego z religią,zgadzam się w pełni > uprawianie nauki wymaga postawy permanentnego sceptycznego podejścia do dotychczasowych >ustaleń i stałych >poszukiwań aktualnych acz zmiennych prawd.Jednak jak widać z wskazanych przez mnie cytatów, może również istnieć takie stanowisko wierzącego, w ramach którego poszukiwanie jest ważniejsze od Jedynej Prawdy, a taka Jedyna Prawda jest ostatecznie nieznana, a wręcz niepoznawalna. W ramach religii ważne może być natomaist odkrywanie siebie samego - od wewnątrz (powiedzmy, że prawie jak w psychoanalizie) ciąg dalszy w kolejnym wpisie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) |
>Dlatego faktycznie - mówiąc o równości należy wskazać kontekst. Zawsze warto.
>Dla mnie ludzie są równi wobec zagadki istnienia, niezależnie od głoszonej wiary. Niezgoda, już choćby dla tego, że nie wszyscy wierzą. Następnie różnią się głębokością wiary i poziomem wiedzy.
>Jeśli ktoś nie lubi takich nieco poetyckich sformułowań, to są po prostu równi wobec śmierci. Nie prawda. Proszę porównać jak przedłużane jest życie i jak różnym jest komfort starości i jakie pogrzeby mają biedni i bogaci. (Poza tym, na niektórych oczekuje raj, a ja pójdę do piekła.)
>Panie Andrzeju, być może się mylę, ale czytając podobne Pana wypowiedzi myślę, że nie mówi Pan o religii, a o czymś, co ja bym opisał jako degenerację religii i jako pseudoreligię. Publikując swoje teksty staram się nie wymyślać nowych definicji tylko korzystać z już istniejących. Używam ogólnie zrozumiałego języka literackiego i tylko tam, gdzie muszę używam terminologii naukowej, ale wówczas - na ogół - można zrozumieć ten termin z kontekstu. W religioznawstwie znamy ponad 600 definicji religii, ale żadna z nich nie mówi, która religia jest prawdziwa, a która pseudoreligią.
>Niestety wiele wierzących, i wiele kościołów próbuje wmawiać innym, że poznały najwłaściwszą prawdę i narzucać im swój sposób czczenia Boga jako jedynie prawdziwy. Natomiast wręcz zaprzeczeniem religii jest dla mnie próba mieszania "świętych prawd" do nauki. Tu już się zaczyna fundamentalizm. Znakomita większość wierzeń twierdzi, że poza nimi nie ma zbawienia (gdy poszczególni kapłani np. ks. Hryniewicz twierdzą co innego to mają kłopoty). Dla religioznawcy wszystkie doktryny religijne i parareligijne mają tą samą wartość.
>Wiele zależy natomiast od podejścia do treści religijnych. Tak, np ja podchodzę do każdego tekstu religijnego jak do przekazu literackiego, a wierzący jak do boskiego przekazu Prawdy, co najwyżej osłoniętego tajemnicą wiary.
>Cytuję za Marciem-Alainem Ouakninem z książki "Tajemnice kabały" >we wspaniałej książce Alana W. Wattsa "Droga Zen". >Joseph Campbell w wywiadzie opublikowanym na stronie racjonalisty Mam trochę w swojej bibliotece trochę tych książek. Więcej dotyczy teologii chrześcijańskiej, ale rozpatruję je w kontekście możliwości ludzkiej psychiki, a nie zrozumienia pozaludzkiej rzeczywistości. Splątanie, amencja - zaburzenia świadomości o etiologii egzogennej przejawiające się głębokimi zmianami świadomości. Zwykle jest to przejaw ciężkiej dysfunkcji mózgu. Występuje w przebiegu niewydolności krążenia mózgowego, infekcjach, zatruciach, zaburzeniach metabolicznych czasem jako powikłanie przebiegu psychoz endogennych
Schizofrenia, schizein, "rozszczepić" i "umysł": zaburzenia schizofreniczne, psychoza schizofreniczna - zaburzenie psychiczne (lub raczej grupa zaburzeń) zaliczane do grupy psychoz endogennych.
Mamy też w Polsce gnostyckiego geniusza Jerzego Prokopiuka. Polecam. Większe "cudowności" od Campbella wypisuje, a zna się na psychoanalizie jak mało kto w naszym kraju.
>Czemu więc służą religie - lub głębiej nawet - mitologie? Bardzo dobre pytanie, ale poważna odpowiedź wymaga co najmniej książki.
>>>>uprawianie nauki wymaga postawy permanentnego sceptycznego podejścia do dotychczasowych ustaleń i stałych poszukiwań aktualnych acz zmiennych prawd. >Jednak jak widać z wskazanych przez mnie cytatów, może również istnieć takie stanowisko wierzącego, w ramach którego poszukiwanie jest ważniejsze od Jedynej Prawdy, a taka Jedyna Prawda jest ostatecznie nieznana, a wręcz niepoznawalna. W ramach religii ważne może być natomiast odkrywanie siebie samego - od wewnątrz (powiedzmy, że prawie jak w psychoanalizie) Proszę Pana ludzie się różnią. W ramach swych "mądrości" piszą książki i dostają tytuły naukowe. Ale jak już wskazałem nie do końca do nas należy wybór postawy wobec świata. Geny, socjalizacja, patologie itd. (Przeczytałem ostatnio notkę informacyjną, że mózgi konserwatystów i liberałów się różnią, ale w zakończeniu napisano, że nie wiadomo jeszcze czy mózg wpływa na postawę, czy postawa wpływa na mózg. Jak widać jeszcze nie wszystko wiemy.)
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Zauważył to już prawie przed stuleciem H. L. Mencken w artykule - "Homo Neanderthalensis". "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki [...]" Drugi raz przywołuje Pan ten cytat w dyskusji ze mną. Mogę tylko obiecać, że staram się ograniczyć moją nienawiść. Nie przypuszczałem wprawdzie, że można takie uczucie żywić do nauki, ale jak widać wiele się jeszcze mogę o sobie nauczyć. Co się tyczy słów " Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach", to myślę, że H. L. Mencken na pewno nie miał na myśli interpretacji kabalistycznej poprzez gematrię. Gdyby wziął pod uwagę tę metodę czytania Pisma, na pewno nie mógłby powiedzieć, że kosmogonia jest tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot.
">niektórzy fideistyczni postmoderniści, twierdzą: Wiara, to wiara! Żadnych różnic - >pomiędzy sceptycznym przyjmowaniem naukowych twierdzeń na podstawie posiadanych >przesłanek, a pełną ufnością w religijną prawdę - nie ma" Zaproponowałem powyżej interpretację tych słów. Jak Pan je rozumie? To Pan je przytoczył. Zgadza się Pan z nimi? W jakim sensie?
>>Jeszcze "niedowiarkiem" Pan zostanie! >>Trzymam za Pan kciuki >myślę, że mimo wszystko Pan przecenia moje możliwości. >Bardzo możliwe, ale jestem pełen wiary w ludzką inteligencję. Szczególnie ludzi młodych. Niestety nie jestem już pierwszej młodości. Gdy byłem młodszy religie rzeczywiście nie interesowały mnie w żadnym aspekcie - nie wiem, czy byłem wtedy inteligentniejszy.
>już bardzo dawno temu, z całkowitą naukową pewnością, stwierdzono, że umysł jest funkcją mózgu. Kupiłem ostatnio książkę Alvy Noego (Alva Noe) profesora filozofii z Berkeley, członka Institute for Cognitive and Brain Sciences, pt. "nie jesteś Twoim mózgiem". Książka jest po niemiecku, polskiego wydania najwyraźniej jeszcze nie ma. Na razie zacząłem dopiero czytać, o pełnej wymowie książki będę mógł coś powiedzieć, gdy skończę lekturę, ale na wstępie rzuciło mi się choćby takie zdanie, które pozwolę sobie przetłumaczyć: " Wyobrażenie, że naukowe badanie świadomości musi prowadzić do zrównania procesów umysłu z funkcjonowaniem systemu nerwowego jest przestarzałym redukcjonizmem"
>Naprawdę tak niewiele Pan zrozumiał z artykułów Izdebskiego dotyczących mózgu i umysłu, które >Panu poleciłem? Nie wierzę? Myślę, że artykuły Izdebskiego zrozumiałem. Natomiast oczywiście - jako zdeklarowanemu fideiście jest mi 10 razy trudniej to wykazać, bo na każdym kroku muszę się liczyć z takim np. zarzutem:
>dla fideistów wszystko jest możliwym. Wystarczy tylko uwierzyć w jeden aksjomat i dalej to już się >wszystko irracjonalnie racjonalizuje. Myślę, że Pan mnie zdecydowanie przecenia. Aż tak odważny w mej wierze nie jestem. Zwłaszcza, że jak dla mnie ten aksjomat jest niewiadomą.
>Wybór człowieka inteligentnego - zależy głównie od niego! właśnie - jak to jest z tymi wyborami? Bezpośrednio u prof. Ducha tego na razie nie znalazłem. Nasze umysły są funkcjami mózgu, a więc w zasadzie wynikają z praw rządzącymi materią. Czy tam - w tym umyśle może być więc miejsce na "swobodny" wybór? Czy mogę cokolwiek wybrać, skoro definiują mnie ruchy materii w mózgu, których nie kontroluję?
>Ściemnia się tu, a kiedy rozum śpi budzą się upiory. Goja malował ten obraz z myślą o inkwizycji, a ja myślę o psychologii i o lęku, który człowiek rzeczywiście może odczuć w nocy. Istnieje więc też praktyczny wymiar religii - Pan pewnie wspomni o tym, który te lęki potęguje - a ja o tym, który te lęki uśmierza. Każdy kij ma dwa końce.
Pozdrawiam serdecznie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) |
>Drugi raz przywołuje Pan ten cytat w dyskusji ze mną. Przepraszam, ale jestem starszym człowiekiem, a nie tylko z Panem tu rozmowy prowadzę.
>Mogę tylko obiecać, że staram się ograniczyć moją nienawiść. Nie przypuszczałem wprawdzie, że można takie uczucie żywić do nauki, ale jak widać wiele się jeszcze mogę o sobie nauczyć. Nie należy wszystkiego traktować zbyt osobiście. Moim zdaniem jest to bardzo trafne uogólnienie, ale jak każde uogólnienie nie ogarnia wszystkich przypadków.
>myślę, że H. L. Mencken na pewno nie miał na myśli interpretacji kabalistycznej poprzez gematrię. Raczej na pewno nie miał. Ja też "Kodu Biblii" nie przeczytałem, a tylko parę artykułów na ten temat. Ale "ciemna" i enigmatyczna literatura jest tak stara jak ludzkie zapisy, a więc chyba wziął ją pod uwagę.
>Jak Pan je rozumie? To Pan je przytoczył. Nie przytoczyłem, tylko opisałem twierdzenia, z którymi się spotykam. Nawet na naszym forum.
>Niestety nie jestem już pierwszej młodości. Najbardziej oceniałem żywą inteligencję, poszukiwania i myślenie. Przyznałem, że mogę się mylić, ale przy otwartym umyśle, kto wie?
>Kupiłem ostatnio książkę Alvy Noego (Alva Noe) profesora filozofii z Berkeley, członka Institute for Cognitive and Brain Sciences, pt. "nie jesteś Twoim mózgiem". Książka jest po niemiecku, polskiego wydania najwyraźniej jeszcze nie ma. >Na razie zacząłem dopiero czytać, o pełnej wymowie książki będę mógł coś powiedzieć, gdy skończę lekturę, ale na wstępie rzuciło mi się choćby takie zdanie, które pozwolę sobie przetłumaczyć: >"Wyobrażenie, że naukowe badanie świadomości musi prowadzić do zrównania procesów umysłu z funkcjonowaniem systemu nerwowego jest przestarzałym redukcjonizmem" Książki nie znam. Z przytoczonym zdaniem raczej się nie zgadzam. Raczej, gdyż nie wiem czy prawidłowo go rozumiem.
>Myślę, że Pan mnie zdecydowanie przecenia. Aż tak odważny w mej wierze nie jestem. Zwłaszcza, że jak dla mnie ten aksjomat jest niewiadomą. Na ile to możliwe na - tylko podstawie postów. Myślę, że oceniam Pana sprawiedliwie, jako inteligentnego faceta, mającego coś ciekawego do powiedzenia.
>Nasze umysły są funkcjami mózgu, a więc w zasadzie wynikają z praw rządzącymi materią. Czy tam - w tym umyśle może być więc miejsce na "swobodny" wybór? Czy mogę cokolwiek wybrać, skoro definiują mnie ruchy materii w mózgu, których nie kontroluję? Nie wiem i wydaje mi się, że jeszcze tego nikt nie wie i dlatego badania nad mózgiem są tak fascynujące. Natomiast już dobrze wiadomo, że mechaniczne, elektryczne i chemiczne stymulacje mózgu wywołują ściśle określone reakcje, a określone uszkodzenia przynoszą określone patologie. Można z zewnątrz materialnie wpłynąć na określone wybory innego człowieka i tego ja się obawiam.
>>Ściemnia się tu, a kiedy rozum śpi budzą się upiory. >Goja malował ten obraz z myślą o inkwizycji, Nie wiem, o czym myślał Goja z jego biografii wynika, że mógł w kontekście tamtej społecznej atmosfery myśleć trochę szerzej. Ja myślałem bardzo szeroko. Żyję później i dlatego mam znacznie większą wiedzę historyczną od niego. Dziś już wiemy do czego mogą zaprowadzić psychopaci na czele otumanionych społeczeństw.
>a ja myślę o psychologii i o lęku, który człowiek rzeczywiście może odczuć w nocy. A ja myślałem o tym mądrym i prawdziwym zdaniu: .. Bez religii dobrzy ludzie robią dobre rzeczy, a źli ludzie robią złe rzeczy. Żeby dobrzy ludzie zaczęli robić rzeczy złe, potrzeba religii... Tyle, że użył bym szerszego określenia i "religię" zastąpił "wiarą". "Jak rozum śpi...".
>Istnieje więc też praktyczny wymiar religii - Pan pewnie wspomni o tym, który te lęki potęguje - a ja o tym, który te lęki uśmierza. Każdy kij ma dwa końce. Zgadzam się z Panem, ale to już zauważył Marks: Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | Panie Andrzeju, długo nie odpowiadałem, przyciągnęły mnie przyjemności rodzinne i zawodowe. Myślę, że jednym z plusów forum jest również ten, że nie jest wymagana regularność wpisów - choć akurat Pan odpowiada najczęściej od razu. pisze Pan: > .. Bez religii dobrzy ludzie robią dobre rzeczy, a źli ludzie robią złe rzeczy. Żeby dobrzy ludzie zaczęli robić rzeczy złe, potrzeba religii...> Tyle, że użyłbym szerszego określenia i "religię" zastąpił "wiarą".Już raz próbowałem polemizować z tą myślą, jednak dzisiaj dostrzegam, że to co wtedy napisałem nie stanowi do końca adekwatnej odpowiedzi. Dziś dostrzegam, że cytowana przez Pana myśl jest pewnego rodzaju aforyzmem, w związku z czym trudno ją rozpatrywać w kategoriach powszechnie obowiązującej zasady. Gdyby jednak upierał się Pan, że myśl ta jest w pełnej rozciągłości i w każdych warunkach prawdziwa w sensie naukowym - np. psychologicznym lub socjologicznym (a nie tylko jako literackie powiedzenie) to odsyłam do mojej wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,399997#w402685Ponieważ jednak sądzę, że rozsądnie można cytowaną przez Pana myśl uznać raczej za aforyzm, a nie za powszechnie obowiązującą zasadę psychologiczną, to w takim razie ta moja polemika we wskazanym linku jest oczywiście nieodpowiednia. Jedyne co mogę w takim razie uczynić, by podjąć dyskusję, to przytoczyć inne aforyzmy. Ograniczę się do dwóch: " Wierzyć to znaczy ufać, kiedy cudów nie ma." - Jan Twardowski " Ze wszystkiego najbliższy wiary jest, być może, najbardziej zagorzały ateizm." - Fiodor Dostojewski Cytaty i aforyzmy można mnożyć, natomiast powstaje pytanie czym rzeczywiście jest wiara, i czy być może istnieją różne jej rodzaje. Definicje wiary w samej wikipedii różnią się znacznie już w różnych wersjach językowych. Ponieważ jednak forum służy do wymiany między innymi osobistych przemyśleń, to pozwolę sobie przedstawić mój pogląd na ten temat. Istnieją różne rodzaje wiary. Jednym z tych rodzajów jest wiara w siebie, która nie ma nic wspólnego religią. Przykładem zastosowania jest sport. Chodzi tu o psychologiczną wiarę we własne umiejętności. Inna wiara jest konieczna do życia w społeczeństwie - chociażby nasze założenie, że inni ludzie mają świadomość funkcjonującą podobnie do mojej jest oparte w zasadzie wyłącznie na wierze, że tak właśnie jest. Nie ma na to w każdym razie żadnego naukowego dowodu. Konieczna do normalnego funkcjonowania jest również wiara w sensowność podejmowanych działań, a więc ostatecznie również w sensowność życia. To tylko zalążki długich wątków. Co do wiary religijnej, o której tu najczęściej mówimy: Napisał Pan kiedyś: > "Kontekst osobistego doświadczenia, to ja lubię, ale w literaturze pięknej, gdyż te osobiste doświadczenia można >wtedy uogólniać i stają się uniwersalistycznymi.> (Mój ateizm wcale mi nie przeszkadza, głęboko emocjonalnie, w zachwycie nad jej pięknem, odbierać całokształtu >religijnej sztuki.)"Moim zdaniem wiara religijna jest właśnie kontemplacją religijnych symboli. Na podobnej zasadzie, jak utożsamiamy się z bohaterem ciekawej książki gdy pochłania nas opowiadana historia - człowiek religijny odnosi do siebie treści religijne i przeżywa je wewnętrznie jako opowieść wzbogacającą go wewnętrznie. Przeżywanie tych opowieści - w tym przypadku religijnych - a mieści się w tym również wizualizacja symboliki religijnej - to właśnie akt wiary religijnej. Oczywiście ma to znaczenie psychologiczne, ale żeby od razu musiało prowadzić do zła? Mniemam, że do zła potrzeba tylko jednej rzeczy - złej woli - a ta występuje zarówno z religią, jak i bez niej. Tymczasem - moim zdaniem - wiara religijna nawet nie musi się opierać na dogmatach. Mają świadczyć o tym cytaty, które przytoczyłem w poprzednich moich dwóch wpisach w tym wątku. W ramach wiary religijnej można również wierzyć w to (i najczęściej tak właśnie religie czynią), że Bóg jest niepoznawalny. Najbardziej konsekwentne jest zen, które wręcz wskazuje, że Bóg jest pustką - ale zen wedle wielu badaczy nie jest w zasadzie religią, jednak wyrasta z buddyzmu, wobec czego ten przyklad nie jest całkiem chybiony. Pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) |
>pisze Pan: >.. Bez religii dobrzy ludzie robią dobre rzeczy, a źli ludzie robią złe rzeczy. Żeby dobrzy ludzie zaczęli robić rzeczy złe, potrzeba religii... Tyle, że użyłbym szerszego określenia i "religię" zastąpił "wiarą".
>Już raz próbowałem polemizować z tą myślą, jednak dzisiaj dostrzegam, że to co wtedy napisałem nie stanowi do końca adekwatnej odpowiedzi. Dziś dostrzegam, że cytowana przez Pana myśl jest pewnego rodzaju aforyzmem. Panie Macieju, oczywiście, że myśl Stevena Weinberga traktowana jest jako aforyzm, ale właśnie dlatego jest wielokrotnie cytowaną /także przeze mnie/, iż trafnie i lapidarnie oddaje powszechnie obowiązującą zasadę. Pańską wypowiedź czytałem i wówczas, gdy została zamieszczona i teraz ponownie. Wyciągam z niej wniosek, że nie zrozumiał Pan o co Weinbergowi, a mnie za nim, chodziło. Jego konstatacja sprawdza się w praktyce już od wieków i dotyczy zarówno wojen religijnych, procesów inkwizycyjnych, muzułmańskiego fundamentalizmu jak i terroru politycznego chorych ideologii: komunizmu, faszyzmu, "pol-potyzmu" itd. Im głębsza wiara tym ludzie bardziej są skłonni do dokonywania wszelakich potworności w jej imieniu. Przyjmując postawę racjonalnego sceptycyzmu, trudno jest w jego imieniu kogoś prześladować. Nic bardziej nie weryfikuje naukowych tez od praktyki, a więc aforyzm Weinberga jest prawdą w sensie naukowym.
>Jedyne co mogę w takim razie uczynić, by podjąć dyskusję, to przytoczyć inne aforyzmy. >Ograniczę się do dwóch: >"Wierzyć to znaczy ufać, kiedy cudów nie ma." - Jan Twardowski >"Ze wszystkiego najbliższy wiary jest, być może, najbardziej zagorzały ateizm." - Fiodor Dostojewski. Nie widzę intelektualnych podstaw aby tym aforyzmom dwu fideistów zaprzeczyć.
>Definicje wiary w samej wikipedii różnią się znacznie już w różnych wersjach językowych. Tak, ale proponuję pozostawać tu przy języku polskim.
>natomiast powstaje pytanie czym rzeczywiście jest wiara, i czy być może istnieją różne jej rodzaje. Pisałem już o tym w przywołanym przez Pana wątku, że z terminem "wiara" jest w języku polskim jest kłopot począwszy od definicji i prób jego rozumienia i wykorzystywania. język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".
>Istnieją różne rodzaje wiary. Dlatego tam gdzie to możliwe warto dodawać przymiotnik.
>Co do wiary religijnej, o której tu najczęściej mówimy: >Napisał Pan kiedyś: "Kontekst osobistego doświadczenia, to ja lubię, ale w literaturze pięknej, gdyż te osobiste doświadczenia można wtedy uogólniać i stają się uniwersalistycznymi. (Mój ateizm wcale mi nie przeszkadza, głęboko emocjonalnie, w zachwycie nad jej pięknem, odbierać całokształtu religijnej sztuki.)" >Moim zdaniem wiara religijna jest właśnie kontemplacją religijnych symboli. No cóż, każdy ma prawo do własnego zdania, ja jednak wolę odwołania do specjalistów. Wśród klasyków religioznawstwa było wielu (nota bene ludzi wierzących) zajmujących się zrozumieniem i opisem zjawiska wiary religijnej. Np. Otto, Leeuw, James. W ich opisach wiara religijna jest znacznie czymś więcej.
>Na podobnej zasadzie, jak utożsamiamy się z bohaterem ciekawej książki gdy pochłania nas opowiadana historia - człowiek religijny odnosi do siebie treści religijne i przeżywa je wewnętrznie jako opowieść wzbogacającą go wewnętrznie. Czasem porywał mnie wątek i utożsamiałem się z bohaterem. Opowieść wzbogacała mnie wewnętrznie, a jej ideologiczne przesłanie przekonywało, ale nigdy do tego stopnia abym autorowi bezgranicznie uwierzył, a już zupełnie nigdy abym siłą miał zmuszać do tej wiary innych Tu jest właśnie ta zasadnicza różnica. Brak mi wiary, a skoro sam wątpię, to jak przekonywać do jedynosłuszności moich przekonań innych.
>Przeżywanie tych opowieści - w tym przypadku religijnych - a mieści się w tym również wizualizacja symboliki religijnej - to właśnie akt wiary religijnej. Oczywiście ma to znaczenie psychologiczne, ale żeby od razu musiało prowadzić do zła? O dlaczego "od razu" może być i powoli. Nie wiem też czy mamy wspólne rozumienie zła? Czy na pewno czyn może być określony złem, gdy fideista czyni to z woli i na chwałę "Boga"? Przecież na stosach palono nie tylko na "chwałę Boga", ale także dla dobra palonego, gdyż "oczyszczano jego duszę z ziemskich grzechów". Koranicznych zabójstw honorowych dokonuje się dla dobra rodziny żyjącej zgodnie z religijną moralnością. Chyba nie warto powtarzać tego co pisałem wielokrotnie, że wiara im głębsza tym gorsza. Religijny terror prowadzą fundamentaliści różnych wyznań, a nie sceptycy. Polecam tu Christophera Hitchensa.
>Mniemam, że do zła potrzeba tylko jednej rzeczy - złej woli - a ta występuje zarówno z religią, jak i bez niej. Na pewno? Jestem przekonany o dobrej woli posłów Sobeckiej, Jurka, Gowina, środowiska Radia Maryja i obrońców krzyża, a jakoś dziwnie się ich boję. Boję się wszelakiego fanatyzmu, a jakoś dziwnym jest, że dla fanatyzmu wiara /niekoniecznie religijna/ jest nieodzowną.
Panie Macieju, nie pisuję tu aby dokuczać wierzącym, gdybym chciał tego to wchodził bym na portale w większym stopniu przez nich czytane. Tu chcę wymieniać się poglądami z racjonalistami, którzy podobnie do mnie zastanawiają się nad rzeczywistością, próbują ją zrozumieć i jak najtrafniej wyartykułować swoje, na jej temat, poglądy. A więc proszę nie doszukiwać się u mnie "złej woli" w ocenie przekonań innych ludzi. Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
|  | | Marcuch (664 punktów) | Mały entuzjastyczny offtop.
>Nie, nauka niczego nie opiera na wierze.
Haha! Też chodziłem do tego przedszkola.
>Wszystkie jej twierdzenia muszą być wystawione pod sceptyczną weryfikację i w określonych warunkach muszą być powtarzalne. Nawet teorie i hipotezy budowane są na dotychczasowych ustaleniach nauki.
I to jest najlepsze. Że NAUKĘ, buduje się na fundamencie NAUKOWYM, bo fundament NAUKOWY najlepszym fundamentem jest. Dlaczego jest najlepszy? Bo fundament NAUKOWY to przecież NAUKA, a więc coś najlepiej ugruntowanego, bo ugruntowanego na NAUKOWYM gruncie i fundamencie. Innymi słowy dotykamy tu, niektórzy świadomie, inni nie, problemu BAZY EMPIRYCZNEJ, wielkiej zagwozdki metodologicznej XX wieku. Oho! Czas na Wikipedię!! (zaraz... gdzie to było?...)
A tak, strzelając trochę w bok. Socjologiczny fakt: 80% naukowców to ludzie wierzący. "Pogięło ich?"
|
|
| |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) |
>A tak, strzelając trochę w bok. Socjologiczny fakt: 80% naukowców to ludzie wierzący. "Pogięło ich?" Źródło tej statystyki poproszę. Gdzie to napisane? Bo chyba nie na suficie?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | |  | | Marcuch (664 punktów) | > >A tak, strzelając trochę w bok. Socjologiczny fakt: 80% naukowców to ludzie wierzący. "Pogięło ich?"> Źródło tej statystyki poproszę. Gdzie to napisane? Bo chyba nie na suficie?Oczywiście, wszak co post na "racjonaliście", to odnośnik do pisanych źródeł. Paul Johnson "W poszukiwaniu Boga", wyd. Świat książki, Wawa 1997. Tu jest "recenzja" tej książki, ale nędzna niestety. Właściwie to jest dyskutowanie, nie recenzja.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) |
>Paul Johnson "W poszukiwaniu Boga", wyd. Świat książki, Wawa 1997. Przepraszam, to żart?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >>Paul Johnson "W poszukiwaniu Boga", wyd. Świat książki, Wawa 1997. >Przepraszam, to żart? Najgorsze, że to wcale nie jest żart. Jest to źródło podane całkowicie poważnie. A później są pretensje do racjonalistów, że fideistów traktują niepoważnie.
Taka jest też Polska XXI wieku i taki poziom intelektualny dużej części naszego społeczeństwa. Proszę zajrzeć do mediów i posłuchać lub poczytać wypowiedzi "telewizyjnych intelektualistów", bądź "redaktorskich celebrytów". Wszędzie i na okrągło jest nachalnie promowany jedynie słuszny religijny światopogląd, sprzeczny ze światopoglądem racjonalistycznym.
Dlatego podziwiam tu wszystkich, którym chce się łopatologicznie powtarzać oczywiste dla ludzi myślących prawdy. Sam również, w miarę czasu, swojej wiedzy i możliwości intelektualnych staram się pomagać racjonalistom w samodzielnym poszukiwaniu własnej prawdy o rzeczywistości, a też i samemu nauczyć się od innych jeszcze tu mogę i korzystam z tego.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Tibor (1012 punktów) | > Oczywiście, wszak co post na "racjonaliście", to odnośnik do pisanych źródeł.> Paul Johnson "W poszukiwaniu Boga", wyd. Świat książki, Wawa 1997.> Tu jest "recenzja" tej książki, ale nędzna niestety. Właściwie to jest dyskutowanie, nie recenzja.A w Pacanowie kozy kują. Źródło: "120 przygód Koziołka Matołka", autor Kornel Makuszyński.
|
|
| |  | 2 na 2 | Tibor (1012 punktów) | >A tak, strzelając trochę w bok. Socjologiczny fakt: 80% naukowców to ludzie wierzący. "Pogięło ich?" Z jakiego księżyca wzięto te dane ?? Od dawna jest potwierdzona ujemna korelacja poziomu wykształcenia i wiary religijnej. Odsetek wierzących wśród osób o najwyższym IQ (w tym naukowców) jest DRASTYCZNIE niższy niż w reszcie społeczeństwa. Larsen i Witham badania opublikowane w 1998 roku. To tylko jedno z wielu badań potwierdzających coś wręcz przeciwnego do tego co twierdzisz, że jest "socjologicznym faktem" Pomijam już bezzasadność sformułowania "fakt socjologiczny"
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >>Nie, nauka niczego nie opiera na wierze. >Haha! Też chodziłem do tego przedszkola. Możliwe, ale ja w innych czasach, ponadto dawno z niego wyrosłem.
>>Wszystkie jej twierdzenia muszą być wystawione pod sceptyczną weryfikację i w określonych warunkach muszą być powtarzalne. Nawet teorie i hipotezy budowane są na dotychczasowych ustaleniach nauki. >I to jest najlepsze. Że NAUKĘ, buduje się na fundamencie NAUKOWYM, bo fundament NAUKOWY najlepszym fundamentem jest. Dlaczego jest najlepszy? Bo fundament NAUKOWY to przecież NAUKA, a więc coś najlepiej ugruntowanego, bo ugruntowanego na NAUKOWYM gruncie i fundamencie. Innymi słowy dotykamy tu, niektórzy świadomie, inni nie, problemu BAZY EMPIRYCZNEJ, wielkiej zagwozdki metodologicznej XX wieku. Oho! Czas na Wikipedię!! (zaraz... gdzie to było?...) (Pan naprawdę swój powyższy tekst przeczytał i jest Pan z niego zadowolony? Moje gratulucje! ) Pański tekst jest jedynie potwierdzeniem mojej tezy, że dialog pomiędzy nauką a religią, a szczególnie pomiędzy afideizmem i fideizmem jest niemożliwym. Całkowite niezrozumienie, przy ogromnej ilości złej woli. Ponadto psychologiczny, a może już psychiatryczny przymus, wynikający z poważnych wątpliwości, nawracania wszystkich na swoje przekonania. Nie istnieje taki przymus jakiego wierzący w stosunku do sceptyków nie uczynili. Na szczęście dla nas europejska świecka cywilizacja już na niewiele im pozwala.
Pisałem już tu wielokrotnie o metodologii naukowej i wieloznaczności słowa wiara. Można to łatwo znaleść, ale ponieważ wątek dotyczy wiary, powtórzę jego naukowe rozumienie w języku polskim: Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.
>A tak, strzelając trochę w bok. Socjologiczny fakt: 80% naukowców to ludzie wierzący. "Pogięło ich?" Nie musiało ich pogiąć. W nauce najważnienie jest stosowanie naukowych metod, a nie światopogląd. Ponadto przynależność do świata nauki nie świadczy zaraz o moralności - czego wynikiem jest podana przez Pana informacja. Prosimy o źródło i rozszerzenie. Na moje wyczucie dotyczyło to teologii, której ja do nauki nie zaliczam.
@@@ .
|
|
| | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >Nie musiało ich pogiąć. To dobrze, że Pan tak pisze. Widać, że szanuje Pan światopogląd naukowców.
>>>Nie, nauka niczego nie opiera na wierze. >>Haha! Też chodziłem do tego przedszkola. >Możliwe, ale ja w innych czasach, ponadto dawno z niego wyrosłem. I bardzo słusznie, więc nie Pan już nie wypisuje takich rzeczy. Profesor Łągiewka na pewno wierzy w swój wynalazek.
>Pisałem już tu wielokrotnie o metodologii naukowej i wieloznaczności słowa wiara. Panu się ciągle wydaje, że istnieje tylko jedna metodologia naukowa na "całym bożym świecie"... Rany, niechże Pan wystawi nos z tego małego kantorka. O jakiej metodologii Pan pisał? Którego filozofa? Arystotelesa? Lakatosa? Kuhna? Bayesa? A może Groblera i Placka? A może Pan nie wie, że fundamentami nauki nie zajmuje się nauka lecz filozofia?
>Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę".
To też kwestia słownikowa, co Pan bierze za "podstawowe przekonanie". Bo w mojej opinii przekonanie jest podstawowe wtedy, gdy nie może mieć podstaw. To chyba logiczne? No chyba, że są przekonania "mniej podstawowe" i "bardziej podstawowe". Ale z tych znów te "najbardziej podstawowe" znów nie mogą mieć podstaw, bo nie byłyby "najbardziej podstawowe". Tak jak przekonanie, że dwie proste równoległe na płaszczyźnie nie mają punktów wspólnych. W takim razie zaczyna nas straszyć pytanie, które klepie się w kółko na tysiącach niedojrzałych filozoficznie forów światopoglądowych: dlaczego przyjmuję te moje najbardziej podstawowe przekonania? Nie w sensie "co mnie do tego przekonuje?", bo wiadomo, że nic - lecz w sensie "co sprawiło, że moja osoba przyjęła te, a nie inne, najbardziej podstawowe przekonania?" . Czy potrafię podać wyjaśnienie, sam dla siebie, które nie będzie opierać się na owych przekonaniach?
I w ten sposób, nie chcąc przyjmować nic "na wiarę", wsiadamy z powrotem na błędną karuzelę metafizycznych pytań i odpowiedzi.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >Panu się ciągle wydaje, że istnieje tylko jedna metodologia naukowa na "całym bożym świecie"... Rany, niechże Pan wystawi nos z tego małego kantorka. >O jakiej metodologii Pan pisał? Tak, uważam że zasadniczo istnieje tylko jedna metoda naukowa i jest nią naturalizm metodologiczny. Pisałem o tym wielokrotnie, ale jeszcze raz dla Pana powtórzę: NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu. Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
Czy wiedza jest nauką? Trudno o definicję nauki, ale wcale nie łatwiej z definicją wiedzy. Przymiotników do słowa wiedza istnieje wiele: np. tajemna, religijna, spekulatywna, praktyczna, potoczna, naukowa - że nie sposób wymienić nawet najważniejszych. Jaki miedzy nimi zachodzi związek? Weźmy na przykład wiedzę religijną, która wzmacnia wiarę, ale czy tak samo dzieje się z wiedzą o religiach? Wiara nie musi brać się z niewiedzy. Może być innym rodzajem wiedzy, czasem bardzo głębokiej, powiązanej z obszarami zagadnień dotyczącymi bytu i człowieka, a czasem połączonej też z gruntowną wiedzą naukową w jakiejś świeckiej specjalności.
Wiedza naukowa tym różni się od wszystkich innych, że uczony - przynajmniej w zakresie własnej specjalności - nie może niczego przyjmować na wiarę. Jego obowiązkiem jest krytyczna analiza - wraz z oceną metodyki i metodologii - dotychczasowego dorobku.
Wiedza, w której zawarte są dogmaty nie poddające się naukowej (rozumowo-empirycznej) weryfikacji i falsyfikacji - nie jest nauką. Można powiedzieć, że o ile nauka jest drogą człowieczych pytań - na której dzisiejsze aksjomaty mogą rozpaść się po poddaniu ich nowszym, bardziej wyrafinowanym formom krytyki - to wiedza jest zbiorem powiązanych systemowo odpowiedzi. Gdy udzielają satysfakcjonującej (wyjaśniającej) dla pytającego odpowiedzi nazywanie wiedzą: magii, mitów, religii, doktryn politycznych, a nawet zespołów przesądów czy ezoteryk (np. astrologii, spirytyzmu ) staje się językowo uprawomocnione, choć zawsze należy dodawać przymiotnik określający o jakiego rodzaju wiedzy myślimy. Takich logicznych zbiorów zdań, powiązanych systemowo (tworzących jakąś strukturę), przynoszących społecznościom prawdziwe dla nich (ale wcale niekoniecznie obiektywnie prawdziwe) odpowiedzi jest wiele. Weźmy pod uwagę przedmiot mojego zainteresowania jakim jest religioznawstwo. Na tym gruncie rozróżniamy wiedzę o religiach (dostępną wierzącym i niewierzącym), będącą przedmiotem nauki i wiedzę religijną (dostępną tylko wierzącym), będącą np. przedmiotem teologii. Warto tu zauważyć, że znajomość całej doktryny religijnej (przedmiotu wiary), kultu, organizacji (w tym np. prawa kanonicznego), a także rozumowego uzasadnienia własnych przekonań wymaga dużej - czasem wprost ogromnej wiedzy religijnej. Wiem, że fideiści nie są zdolni do zakceptetowania tej oczywistości i próbują podważyć ją wszelakimi sposobami. Moim "małym kantorkiem" jest permanetntna próba rozumienia wszechświata, bez udziału bogów, duchów, diabłów i czarownic.
To po pierwsze.
@@@ .
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >O jakiej metodologii Pan pisał? Którego filozofa? Arystotelesa? Lakatosa? Kuhna? Bayesa? A może Groblera i Placka? W rozważaniach o metodologii, myślę, że warto rozpoczynać od rewolucji darwinowskiej (nie mylić z teorią ewolucji), postulującej naturalizm metodologiczny jako jedyną metodę naukowych badań.
A o rozwoju metodologi na przykład pisałem tak: Myślę, że należy rozpocząć od racjonalisty Kartezjusza, który twierdził, że poznanie prawdy dostępne jest każdemu dobrze poprowadzonemu umysłowi. Dlatego ściśle naukowe i pewne jest tylko to, co da się wywieść drogą rozumową z rozważań abstrakcyjno-logicznych - a więc dobra filozofia to matematyka i logika. Pozostałe dziedziny wiedzy są tym bardziej naukowe, im bardziej korzystają z dokonań tych nauk. Przeciwnie twierdzili empirycy brytyjscy z Lock'em na czele, dla których wiedzą jest tylko to, co zostało potwierdzone eksperymentalnie za pomocą naszych zmysłów i dostępnych narzędzi, a wszystko, czego się nie da dowieść w ten sposób - jest tylko czystą spekulacją. Stanowiska te połączył twórca filozofii krytycznej Immanuel Kant, który zauważył, że ani same zbiory faktów potwierdzonych eksperymentalnie, ani rozważania czysto spekulacyjne nie prowadzą zazwyczaj do rzetelnej, użytecznej wiedzy. Wiedzę naukową osiągamy przez zastosowanie odpowiedniej metody polegającej na świadomym, początkowo czysto spekulacyjnym tworzeniu logicznie spójnych hipotez, a następnie ich empirycznemu weryfikowaniu. Same poświadczane empirycznie fakty są tylko zbiorami faktów, z których jeszcze nic nie wynika i dopiero właściwa teoria (gdyż spójnych logicznie hipotez można tworzyć nieskończoną ilość) pozwala zrobić z nich użytek. Ale nie można się obejść bez weryfikacji empirycznej hipotez, która jest niezbędna do odrzucania błędnych teorii. Tak więc dla Kanta wiedza naukowa to dobra teoria oraz jej empiryczne potwierdzenie. W XIX w. nauka pojmowana jako wiedza zostaje poddana rygorom metodologicznym charakterystycznym dla nauk matematyczno-przyrodniczych. Pod koniec wieku Auguste Comte wprowadza termin filozofii pozytywnej. Jego zdaniem filozofia wobec rozwoju nauki traci rację bytu, ponieważ cały ciężar wiedzy o świecie przejmują poszczególne nauki. Ma gromadzić fakty i ustalać związki między nimi, czyli określać ogólne prawa świata faktów. Nauce nie wolno wykraczać poza fakty i wypowiadać żadnych twierdzeń poza fakty wykraczających. Dla pozytywistów poznanie prawdziwe, do którego dochodzi się przez indukcyjną konfrontację twierdzeń naukowych z doświadczeniem stanowi fundamentalną wartość. Scjentyzm chce uznać poznanie naukowe za poznanie absolutne i łączyć z nim nadzieje na rozwiązanie najważniejszych problemów ludzkości. Z kolei utylitaryści twierdzili, że o tym, czy dana teoria jest naukowa czy nie decyduje jej użyteczność. Jeśli w praktyce zastosowanie jakiejś teorii przynosi pozytywne rezultaty, to znaczy, że teoria jest dobra i naukowa niezależnie od tego, w jaki sposób udało się do niej dojść. Neopozytywiści (empiryści logiczni) uściślili poglądy Kanta tworząc pojęcie falsyfikowalnej teorii. Teorie, a nawet tylko zdania, wtedy mają znaczenie, jeśli daje się empirycznie sprawdzić ich sens, ale ponieważ wiele teorii naukowych - zwłaszcza tych podstawowych - w ogóle nie ma szans być dowiedzionych eksperymentalnie, to należy wykazać metody, którymi można to sprawdzić. Ich zdaniem naukowe teorie to właśnie te, które da się w ten sposób poddać falsyfikacji. Jeśli teoria jest zbudowana tak, że nie da się wymyślić żadnego eksperymentu, który by ją obalił, to nie jest naukowa. Czołową rolę wśród austriackich neopozytywistów zwanych też Kołem Wiedeńskim odgrywał Rudolf Carnap ("sprawdź prawdziwość"). Pod wpływem pozytywizmu rozwinęła się brytyjska szkoła filozofii analitycznej. (Moore, Russel). Pomimo, że nie zaliczał się do Koła Wiedeńskiego, a nawet się od niego dystansował, to Karl Popper i jego myśl jest z nimi powiązany. Piętnuje indukcję jako niezawodną metodę rozumowania przeciwstawiając jej metodę dedukcyjno-hipotetyczną. Według niego badania naukowe są "niekończącym się poszukiwaniem", metodą prób i błędów, przypuszczeń i krytyki, a nie obiektywnym poznaniem. Ale tak jak oni zamiast weryfikacji, czyli potwierdzania, zaleca falsyfikację, czyli szukanie testów daną hipotezę obalających. Jeden z jego kontynuatorów, Imre Lakatos, logik i filozof węgierski zauważył, że gdy nawet komuś uda się wykonać eksperyment falsyfikujący, to reszta naukowców wcale tak szybko ze starej teorii nie rezygnuje. Zauważył też, że można każdą teorię tak zmodyfikować, aby falsyfikujący ją eksperyment jakoś jednak z nią pogodzić. I gdy na przykład okazało się, że rozpad jąder atomów nie spełnia zasady zachowania energii, wymyślono "ad hoc" nową cząstkę elementarną o nazwie neutrino tylko po to, aby "uratować" tę zasadę. Lakatos wymyślił więc pojęcie programu badawczego, który tworzy zbiór teorii podstawowych, zwanych paradygmatem. Na ich bazie buduje się teorie szczegółowe, które są testowane i odtwarzane, a więc poddawane weryfikacji i falsyfikacji. Nie dotyczy to paradygmatu, uznanego zwykle za "święty" i nienaruszalny. Jeśli jakieś fakty wydają się mu zaprzeczać, to szybko "dorabia" się teorię, która stara się jakoś wyjaśnić nowe fakty w ramach starego paradygmatu. Naukowy paradygmat musi jednak spełniać szereg kryteriów: musi być jak najprostszy pojęciowo, logicznie spójny oraz kreatywny - to znaczy zawierać potencjalne możliwości budowy na jego podstawie falsyfikowalnych i weryfikowalnych teorii, które dobrze tłumaczyłyby znane fakty empiryczne. Paradygmat naukowy nie jest też do końca "święty" - zawsze można, a nawet należy go "podgryzać", jeśli zaś wymyśli się lepszy i bardziej kreatywny niż poprzedni, to nowy zastępuje dotychczasowy. Tak więc nauka to poprawnie skonstruowany paradygmat wraz z potwierdzanymi eksperymentalnie teoriami szczegółowymi. Ciag dalszy w następnym poście.
@@@ .
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) |
. Ciąg dalszy z poprzedniego postu:
>O jakiej metodologii Pan pisał? Którego filozofa? Arystotelesa? Lakatosa? Kuhna? Bayesa? A może Groblera i Placka? Wywodząca się z pozytywizmu filozofia analityczna oraz fenomenalizm i marksizm należały do najważniejszych - choć uznawanych za sprzeczne - wpływających na naukę orientacji filozoficznych XX wieku. Dla rozpoczętego jeszcze w XIX w. marksizmu praktyka była ponad wszelkimi teoriami i dlatego empirycznie sprawdzalne osiągnięcia naukowe ustawiono w nim ponad myślą filozoficzną, która odtąd miała określać tylko podstawowe dyrektywy. Zaliczono do nich materialność świata (pierwszeństwo materii nad psychiką), jego obiektywne istnienie (niezależne od podmiotu poznającego) oraz poznawalność (bezpośrednio za pośrednictwem zmysłów lub pośrednio przy użyciu narzędzi materialnych i intelektualnych). Metodologicznie ważną była też konieczność postawy krytycznej postawy uczonego wobec całego - łącznie z marksizmem - dotychczasowego dorobku. Wyniesienie na tak wysoki piedestał nauki spowodowało, że w krajach socjalistycznych zawłaszczano termin światopogląd naukowy tylko dla poglądów zgodnych z obowiązującą ideologią. Myślę, że dziś warto podjąć próbę, choćby częściowego, odideologizowania tego terminu, pozostawiając go tym, którzy w próbach opisania i zrozumienia rzeczywistości, wiedzę naukową oraz naukową metodologię dochodzenia do prawdy, stawiają na pierwszym miejscu. Pisałem więc o metodologii, przez którą żadne nadnaturalne dziwolągi przecisnąć się nie mogą.
>A może Pan nie wie, że fundamentami nauki nie zajmuje się nauka lecz filozofia? Cholera, ale Pan mądry - pierwszy raz od Pana o tej uzurpacji (nie do końca dziś uzasadnionej) słyszę. A może tak poczytać trochę wątków na ten temat na naszym forum, albo znaleźć rozważania o roli filozofii we współczesnej nauce napisanych przez filozofów o znaczącym dorobku. Jest tego trochę. Naprawdę czas już wyjść z tego przedszkola. ______________________________________________________
>To dobrze, że Pan tak pisze. Widać, że szanuje Pan światopogląd naukowców. Ale źle, że tak niewiele Pan potrafi zrozumieć. Szanuję ludzi, niezależnie od ich światopoglądu i zupełnie nie szanuję zadufanych mędrków, też niezależnie od ich poglądów. Nie interesuje mnie światopogląd uczonego dopóki efekty jego pracy są weryfikowane przez naukową metodologię.
>I bardzo słusznie, więc nie Pan już nie wypisuje takich rzeczy. Wielce Szanowny Panie, co ja wypisuję to nawet tu na przestrzeni kilku lat można przeczytać. Wiem co piszę i biorę za to odpowiedzialność. Czy jest to sensowne ma prawo Pan oceniać i krytykować, ale jako jeden z wielu czytelników. Staram się zawsze pamiętać, że nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami.
>Profesor Łągiewka na pewno wierzy w swój wynalazek. Nie jeden profesor Łgiewka wierzy. Ja mam swojego ulubionego fizyka teoretycznego profesora zw. dr hab. Zbigniewa Jacynę-Onyszkiewicza jeszcze bardziej wierzy. Tylko co z tego wynika?
>To też kwestia słownikowa, co Pan bierze za "podstawowe przekonanie". Bo w mojej opinii przekonanie jest podstawowe wtedy, gdy nie może mieć podstaw. To chyba logiczne? No właśnie, to specyficzna logika fideistów "przekonanie jest podstawowe wtedy, gdy nie może mieć podstaw". Nie mój Panie podstawa to fundamenty, tak aby to łatwiej Panu wytłumaczyć - bliskie to jest "zawierzeniu". Pan zawierza Bogu, a ja nauce, ale tu już pojawiają się zasadnicze różnice naszych wiar - Pańska wymaga ufności Prawdzie, a zawierzenie nauce - sceptycyzmu z stałą weryfikacją zmieniających się prawd. To są właśnie te fundamentalne i nie do pogodzenia różnice.
Po za tym dlaczego wyrwał Pan to zdanie z kontekstu, gdy w akapicie najważniejszym jest zdanie wyłuszczone? Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. I dopiero cały akapit pokazuje różnice pomiędzy rozumieniem terminu wiara w religii i nauce.
Dlaczego dana osoba ma takie lub inne przekonania światopoglądowe próbuje z różnym skutkiem odpowiedzieć wiele nauk szczegółowych? Odpowiedzi są ciekawe i ważkie, ale w mojej ocenie podstawą jest proces socjalizacji i prosta odpowiedź. Najwięcej katolików rodzi się w rodzinach katolickich, a muzułmanów w muzułmańskich. Zamienione dziecko przyjmuje religię rodziców. Polecam wspaniałe dziełka i dzieła intelektualistów, którzy opisali swój proces odrzucania religii rodziców.
@@@ .
|
|
| | | | |  | damian1301 (937 punktów) (zablokowany) |
>ale tu już pojawiają się zasadnicze różnice naszych wiar
Czyli jednak jest Pan wierzącym ateistą?
>Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze.
Ale w takiej sytuacji wiedza naukowa jest wiarą.
>Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach.
Skoro wiara to przyjęcie istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. To wmyśl tej definicji jest pan wierzący.
>Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. >I dopiero cały akapit pokazuje różnice pomiędzy rozumieniem terminu wiara w religii i nauce.
A może to wszystko błąd ekwiwokacji?
Jak dla mnie to wszystkie wydawane sądy są na podstawie wiary. Nie ma rzeczy pewnych, nigdy wiarygodnie nie potwierdzimy żadnego faktu. I dlatego sam jestem radykalnym sceptykiem, żyjącym w świecie izostenii czyli nihilizmu epistemologicznego.
Ps. Może jednak jestem quasi radykalnym sceptykiem. Nawet mi jest trudno uwierzyć że nic nie istnieje.
Przyznaje czasami się mylę dlatego więc wiem że zawsze mam racje.
|
|
| | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | Oj Panie Damianie, a czytałem takie rozsądne Pańskie wypowiedzi.
>>ale tu już pojawiają się zasadnicze różnice naszych wiar >Czyli jednak jest Pan wierzącym ateistą? Czy naprawdę tak trudno zrozumieć co napisałem? Pisałem o różnych znaczeniach słowa "wiara" w języku polskim.
>>Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. >Ale w takiej sytuacji wiedza naukowa jest wiarą. Nie, tylko trudno używać w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Po za tym, w tym wątku bardzo dużo już napisałem o metodologii naukowej, czy Pańskie pytanie-stwierdzenie nie jest przypadkiem czepianiem-trollowaniem? Jak mało raz, to można sobie dwa razy przeczytać, aby mieć jasność czy wiedza naukowa jest wiarą.
>>Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. >Skoro wiara to przyjęcie istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. To wmyśl tej definicji jest pan wierzący. Zdecydowanie nie, gdyż przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach.
>>Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. >>I dopiero cały akapit pokazuje różnice pomiędzy rozumieniem terminu wiara w religii i nauce. >A może to wszystko błąd ekwiwokacji? Możliwe, że w Pańskim rozumieniu (choć moim zdaniem, potrzebną do tego jest także zła wola), ale nie w moim tekście, gdyż pisząc zastanawiam się na tym co piszę i razie wątpliwości sprawdzam każde słowo w swojej wypowiedzi, a także upewniam się, czy w tym właśnie kontekście użyty termin, może posiadać to znaczenie, w którym chcę go tu użyć. (Stąd też wynikneło całe opisanie znaczeń terminu wiara.) Piszę o rzeczach trudnych, ale staram się być maksymalnie komunikatywnym i używać w miarę jasnych sformułowań.
>Jak dla mnie to wszystkie wydawane sądy są na podstawie wiary. Nie ma rzeczy pewnych, nigdy wiarygodnie nie potwierdzimy żadnego faktu. I dlatego sam jestem radykalnym sceptykiem, żyjącym w świecie izostenii czyli nihilizmu epistemologicznego. Żyjemy w wolnym kraju i może Pan wyznawać także taką religię, najważniejszą jest spójność światopoglądowa i samozadowolenie. Ja zadawalam się poszukiwaniem zrozumienia realnego świata i przyjmuję postawę naukowego sceptycyzmu. Też mi wolno.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 damian1301 (937 punktów) (zablokowany) | > Oj Panie Damianie, a czytałem takie rozsądne Pańskie wypowiedzi.Cóż jestem jeszcze młody, możliwe że nie mam dostatecznego doświadczenia, aby zawsze być rozsądnym. > Czy naprawdę tak trudno zrozumieć co napisałem? Pisałem o różnych znaczeniach słowa "wiara" w języku polskim.Patrze się na ten akapit: Cytat:Nie mój Panie podstawa to fundamenty, tak aby to łatwiej Panu wytłumaczyć - bliskie to jest "zawierzeniu". Pan zawierza Bogu, a ja nauce, ale tu już pojawiają się zasadnicze różnice naszych wiar - Pańska wymaga ufności Prawdzie, a zawierzenie nauce - sceptycyzmu z stałą weryfikacją zmieniających się prawd. To są właśnie te fundamentalne i nie do pogodzenia różnice. I jakoś nie mogę dopasować do niego innego znaczenia słowa wiara, niż wiara jako przyjmowanie nieuzasadnionej przesłanki. Sam Pan pisze o przyjmowaniu zmieniających się prawd, co jest niczym innym, jak wiarą, w podstawowym sensie jej znaczenia. A zasadnicze różnice to po prostu wiara w coś innego. > >Ale w takiej sytuacji wiedza naukowa jest wiarą.> Nie, tylko trudno używać w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".> Po za tym, w tym wątku bardzo dużo już napisałem o metodologii naukowej, czy Pańskie pytanie-stwierdzenie nie jest przypadkiem czepianiem-trollowaniem? Jak mało raz, to można sobie dwa razy przeczytać, aby mieć jasność czy wiedza naukowa jest wiarą.Jeżeli nie ma Pan już nic nowego do napisania, to może mi nie odpisywać. Tak jak Pan napisał, żyjemy w wolnym kraju. Co do mnie, to czepiam się ponieważ patrze na to samo co Pan, a widzę zupełnie coś innego. > >Skoro wiara to przyjęcie istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. To wmyśl tej definicji jest pan wierzący.> Zdecydowanie nie, gdyż przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji.W filozoficznym sensie wierzy Pan nauce. W to że naukowa weryfikacja jest mniej lub bardziej prawdziwa. Wierzy pan w własne przekonania. Swoją drogą, dlaczego ignoruje Pan solipsyzm? > Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach.W przeciwieństwie do wiary religijnej. Wiara w rozum to taka sama wiara, jak ta fideistyczna, tylko że jest to wiara w coś innego. Obie te wiary, to przyjmowanie nieuzasadnionej przesłanki. Czytał Pan Kołakowskiego, więc chyba wie o czym piszę. Pozdrawiam
Przyznaje czasami się mylę dlatego więc wiem że zawsze mam racje.
|
|
| | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > Swoją drogą, dlaczego ignoruje Pan solipsyzm?Przepraszam, że się wtrącę, bo pytanie jest kierowane do Pana Bogusławskiego. Sądzę, że on sam odpowie pewnie trafniej ode mnie i uczyni to pewnie w taki sposób, że nie zgodzi się ani z Tobą, ani z tym co sam piszę poniżej. Ponieważ jednak o solipsyzmie trochę tu na forum sam pisałem, to wskazuję następującą odpowiedź, która jakkolwiek solipsyzmu nie potrafi w pełni odrzucić, to jednak moim zdaniem pozwala o nim zapomnieć: Pomógł mi w tym sceptymucha w wątku: www.racjonalista.pl/forum.php/s,399997#w400463napisał on: "Jakiekolwiek działania podejmowane przez solipsystę nie mają sensu, z punktu widzenia jego poglądów (nawet oddychanie)" a także: "Tylko, że Twoje myślenie prowadzi do absurdu: jeśli niepewność istnienia jest duża, to nie warto przecież ze mną gadać, bo gada się z hologramem." Moja odpowiedź: Nieprawda. Precyzuję: nawet gdybym uważał, że istnieję tylko ja, a reszta jest moim wyobrażeniem - czego wcale nie czynię (o tym poniżej) - to i tak warto byłoby z Tobą gadać, bo gadałbym wprawdzie tylko z samym sobą (z miejsca przepraszam Cię za taką hipotezę), ale byłby to w każdym razie rodzaj myślenia - racjonalnego rozumowania. Faktycznie - trudniej byłoby uzasadnić, dlaczego miałbym wówczas koniecznie dalej oddychać. Skoro cały świat materialny byłby tylko moim wyobrażeniem, to w zasadzie mógłbym się wówczas bez tej czynności obejść. Ja jednak tak nie twierdzę. Twierdzę natomiast, że odbieram rzeczywistość poprzez zmysły i rozum w ramach mojego umysłu. Skoro myślę i odbieram jakieś bodźce, to po pierwsze - ja istnieję, a po drugie - NIE WIEM wprawdzie NIC PEWNEGO o źródle tych bodźców, ale ZAKŁADAM, że to źródło istnieje poza mną. Ponieważ czynię to założenie, mam powód, by dalej oddychać. W ten sam sposób ZAKŁADAM również, że istniejesz Ty, moje ciało, atomy, itd. Czynię to założenie z tego względu, że po pierwsze zostałem przyzwyczajony do myśli, że świat materialny istnieje, a po drugie z tego względu, że mam instynktowne wrażenie, że takie myślenie jest dobre. Wolę zakładać, że świat materialny i ludzie na nim istnieją i wolę zachowywać się tak, jakbym miał co do tego absolutną pewność, bo z mojego doświadczenia wynika, że mogę wówczas odnosić dobre wrażenia - np. na piwie z kumplami, w dialogu z dziewczyną, przy pomaganiu sąsiadowi we wnoszeniu telewizora do domu itd. Gdybym natomiast założył, że tego świata zewnętrznego w ogóle nie ma, to istotnie - musiałbym z tych wszystkich dobrych wrażeń zrezygnować, a tego byłoby mi szkoda. Nie oznacza to jednak w żaden sposób, że mam PEWNOŚĆ co do tego, w jaki sposób istnieje świat zewnętrzny. Nie wiem nic NA PEWNO ani o piwie, ani o kumplach, ani o dzieczynie, ani o telewizorze sąsiada. W telewizorze może być zamiast lampy kineskopowej siano, w butelce siki zamiast piwa, w głowach kumpli może siedzieć ufoludek, który nimi steruje, natomiast dziewczyna być może jest tylko moją projekcją - zupełnym wyobrażeniem. Zachowuję się tylko tak, jakby to wszystko NA PEWNO istniało "tak jak należy", bo tak nakazuje mi przyzwyczajenie i istynktowna podpowiedź, że tak będzie dobrze. Pewności o świecie zewnętrznym nie mam również z tego względu, że to co było istotne i ważne przed chwilą, obecnie może się całkowicie zmienić. W tym zakresie również zależności zachodzące w materii - np. na poziomie atomów mogą się w każdej chwili zmienić - nie mam żadnej PEWNOŚCI że w następnej sekundzie będą one w dalszym ciągu działały tak samo jak do tej pory. Nie mam żadnej pewności, że atomy nagle nie przestaną poruszać się względem siebie. Fakt, że robiły to do tej pory pozwala jedynie na PROGNOZĘ, że dalej będą to czynić w taki sam sposób. Natomiast jedyne co wiem NA PEWNO jest ograniczone wyłącznie do tego, na czym akurat w tej chwili skupia się moja uwaga i to tylko w tym sensie, że jeśli myślę o np. pomarańczy, to wcale nie znaczy, że wiem na pewno, że ona istnieje, a znaczy to tyle tylko, że wiem na pewno, że w tej chwili o niej myślę. Tak więc na 100% istnieje tylko moja aktualna myśl, reszta jest założeniem - przydatnym, by kontynuować dotychczasowy styl bytowania". Uważam, że warto przeczytać jeszcze dalszy rozwój cytowanego dialogu i w szczególności odpowiedź sceptymuchy, wedle którego: "Skoro nie masz pewności, znaczy, nie potrafisz sam siebie zdefiniować. Twój problem". I po tym wpisie sceptymuchy przestałem się przejmować solipsyzmem (choć ostatecznie obalić się go chyba nie da) Przy czym muszę dodać, że deficje solipsyzmu nie są jednolite, w każdym razie na wikipedii odbiegają od siebie w zależności od języków: W języku polskim: " Solipsyzm (łac. solus ipse, ja sam) - pogląd filozoficzny głoszący, że istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający[1], cała zaś rzeczywistość jest jedynie zbiorem jego subiektywnych wrażeń - wszystkie obiekty, ludzie, etc., których doświadcza jednostka, są tylko częściami jej umysłu" W języku angielskim natomiast: " Solipsism ( /ˈsɒlɪpsɪzəm/) is the philosophical idea that only one's own mind is sure to exist. The term comes from Latin solus (alone) and ipse (self). Solipsism is an epistemological or ontological position that knowledge of anything outside one's own specific mind is unjustified. The external world and other minds cannot be known and might not exist. In the history of philosophy, solipsism has served as a skeptical hypothesis". Ta druga, angielska definicja wydaje mi się być dużo bardziej "grzeczna". Nie wpycha całego świata bezpośrednio do Twojego umysłu, natomiast mówi tyle tylko, że nic poza tym umysłem nie jest pewne. To jest pewna różnica.
|
|
| | | | | | | | |  | damian1301 (937 punktów) (zablokowany) | W skrócie: stosujesz zakład Pascala w stosunku do solipsyzmu. No dobrze. A jak myślisz co zrobił by socjopata? Pewnie wybrał by solipsyzm, bo jest dla niego przyjemniejszy? Mógł by sobie mordować ile wlezie i nie miał by wyrzutów sumienia? Chyba że by go nie rajcowało bez prawdziwych ludzi? A ja co mam wybrać? "Normalnie" jestem nihilistą: www.racjonalista.pl/forum.php/p,175/s,385599, "nie normalnie" też był bym nim. Nie robi mi różnicy. A może najlepiej sobie znaleźć jakąś religię z którą będzie mi dobrze? Wtedy jak się sprawdzi uzyskam najwięcej.
|
|
| | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > W skrócie: stosujesz zakład Pascala w stosunku do solipsyzmu.nie do końca. Zakład Pascala (lepiej wierzyć w Boga, bo gdyby się okazało, że on nie istnieje, to ta wiara w niczym nie przeszkodzi, a gdyby się okazało, że jednak istnieje, to wtedy będę zbawiony) może ewentualnie być rozwiązany dopiero po śmierci. Natomiast pozytywne skutki przyjęcia, że istnieje świat wobec Ciebie zewnętrzny, a ponadto, że istnieje on w sposób przewidywalny (w oparciu o dotychczasowe doświadczenie) widoczne są od razu. Czy nie żyje Ci się lepiej, gdy umawiasz się na randkę z dziewczyną i zamiast myśleć o tym, czy ona aby nie jest tylko i wyłącznie w Twoim umyśle, koncentrujesz się po prostu na rozmowie z nią (albo na czym chcesz), żeby jej było miło? A jak jej jest miło, to czy Tobie też nie jest miło? I czy wtedy pamiętasz jeszcze o solipsyzmie albo o Pascalu? > No dobrze. A jak myślisz co zrobił by socjopata? Pewnie wybrał by solipsyzm, bo jest dla niego przyjemniejszy? Mógł by sobie mordować ile wlezie i nie miał by wyrzutów sumienia? Chyba że by go nie rajcowało bez prawdziwych ludzi?tak, myślę, że właśnie socjopata mógłby tak zrobić jak piszesz - zarówno z solipsyzmem jak i bez niego. > A ja co mam wybrać? "Normalnie" jestem nihilistą: www.racjonalista.pl/forum.php/p,175/s,385599, "nie normalnie" też był bym nim. Nie robi mi różnicy.Według mnie wnioski, które wyciągasz z nauki są Twoją poezją. Twoją atmosferą, którą sam sobie stwarzasz. Poznałem tu na forum ateistów, którzy z tej samej pozycji wyjściowej wyciągali wręcz przeciwne wnioski do Twoich, a mianowicie takie - że ich ateizm, a także naukowa wiedza o człowieku pozwoliła im w pełni cieszyć się człowieczeństwem i w pełni przeżywać każdą chwilę w życiu - właśnie dlatego, że jest jednorazowe. Więc mam wrażenie, że jest to kwestia nastawienia. > A może najlepiej sobie znaleźć jakąś religię z którą będzie mi dobrze? Wtedy jak się sprawdzi uzyskam najwięcej.no cóż, taka możliwość też istnieje. Z czysto psychologicznego punktu widzenia wcale nie jest wykluczone, że mógłbyś się wówczas rzeczywiście poczuć trochę lepiej.
|
|
| | | | | | | | | | |  | damian1301 (937 punktów) (zablokowany) | > Czy nie żyje Ci się lepiej, gdy umawiasz się na randkę z dziewczyną i zamiast myśleć o tym, czy ona aby nie jest tylko i wyłącznie w Twoim umyśle, koncentrujesz się po prostu na rozmowie z nią (albo na czym chcesz), żeby jej było miło? A jak jej jest miło, to czy Tobie też nie jest miło?Z pewnością tak, ale miło jest mi też jak słucham muzyki, jeżdżę na rowerze, po prostu żyję. Ale żeby to miało sens. Nie I czy wtedy pamiętasz jeszcze o solipsyzmie albo o Pascalu? Na co dzień po prostu żyję. Ale ja jestem nihilistą, a nihilizm jest absurdalny jak to: Poniższa sekwencja jest logiczna.
Poniższe zdanie jest kłamstwem Powyższe zdanie mówi prawdę.
Powyższa sekwencja jest nie logiczna.Albo to ala Woody Allen: Cytat:Przychodzi facet do psychiatry i mówi... "Doktorze, mój brat zwariował. Myśli, że jest kurą. A lekarz na to.: "Cóż, to czemu go pan nie odda do wariatkowa?" A facet:"Oddałbym, ale potrzebuję jajek". To chyba właśnie takie mam podejście do życia. Wie się, że jest irracjonalne, szalone, absurdalne... Ale chyba kontynuujemy je,bo większość z nas potrzebuje jajek. > Według mnie wnioski, które wyciągasz z nauki są Twoją poezją. Twoją atmosferą, którą sam sobie stwarzasz. Poznałem tu na forum ateistów, którzy z tej samej pozycji wyjściowej wyciągali wręcz przeciwne wnioski do Twoich, a mianowicie takie - że ich ateizm, a także naukowa wiedza o człowieku pozwoliła im w pełni cieszyć się człowieczeństwem i w pełni przeżywać każdą chwilę w życiu - właśnie dlatego, że jest jednorazowe.> Więc mam wrażenie, że jest to kwestia nastawienia.a ja mam wrażenie że nihilizm od razu kojarzy Ci się z rozpaczą? Nihilista (a przynajmniej ja) po prostu stwierdza, że nie może nic wartościowego zmienić. Wprawdzie definicja nihilizmu egzystencjalnego jest inna, ale w ostateczności niemoc sprowadza się do niej. Nie jestem nihilistą w dekadenckim, an-hedonistycznym stylu. Życiowe przyjemności też mnie cieszą. Ale tu nie o to chodzi czy mnie cieszą czy nie. Tylko, że to nie ważne, a w przypadku nihilizmu epistemologicznego, że nie wiadomo czy to ważne. > >A może najlepiej sobie znaleźć jakąś religię z którą będzie mi dobrze? Wtedy jak się sprawdzi uzyskam najwięcej.> no cóż, taka możliwość też istnieje. Z czysto psychologicznego punktu widzenia wcale nie jest wykluczone, że mógłbyś się wówczas rzeczywiście poczuć trochę lepiej.Pewnie i bym się poczuł lepiej, pod warunkiem, że bym w nią uwierzył.
Przyznaje czasami się mylę dlatego więc wiem że zawsze mam racje.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . >Jeżeli nie ma Pan już nic nowego do napisania, to może mi nie odpisywać. Myślę, że jeszcze coś nie coś mam i tu napiszę, ale wobec tej wypowiedzi: Co do mnie, to czepiam się ponieważ patrze na to samo co Pan, a widzę zupełnie coś innego. Jestem całkowicie bezbronnym i bezsilnym!
>Czytał Pan Kołakowskiego, więc chyba wie o czym piszę. Czytałem Kołakowskiego, ale całego i wcale nie uważam aby ten młodszy był głupszym od tego starego. Poza tym czytać, a zgadzać się to dwie różne sprawy. Pana też czytam, wydaje mi się, że rozumiem, to co Pan chce powiedzieć, a uważam Pańskie sądy za zupełnie nieuprawnione.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | Nie wiem czemu mają służyć te rozwlekłe przypisy z wprowadzenia do historii filozofii, ale z metodologią nauk ścisłych to niewiele ma wspólnego. Pada to słowo parę razy, ale wrażenie jest jakby nieznane duchy się nią zajmowały. Wciąż nie odpowiedział mi Pan na pytanie: czyją metodologię uważa pan za tę właściwą? Czy uznaje pan Bayes'ianizm w teorii postępowania badawczego? Czy uważa pan indukcję za pewną metodę wnioskowania? "Naturalizm", drogi panie, metodologią nie jest - za szeroki i nie przejdzie. Kant? Pudło. Descartes? Pudło. W tych czasach, nie było jeszcze takiej filozoficznej specjalizacji. Marks? Po co te cytaty nie na temat?
KTO odpowiada na pytanie czym jest nauka ścisła i jaki jest zakres jej obowiązywania? No chyba nie powie pan, że fizyka z biologią?
>A może tak poczytać trochę wątków na ten temat na naszym forum, Większość zbyt tendencyjna, brakuje obiektywizmu i neutralności religijno-światopoglądowej. Za mało pytań, za dużo odpowiedzi, ale proszę szukać.
>albo znaleźć rozważania o roli filozofii we współczesnej nauce napisanych przez filozofów o znaczącym dorobku. Jest tego trochę. Polecam, polecam, warto.
>Nie interesuje mnie światopogląd uczonego dopóki efekty jego pracy są weryfikowane przez naukową metodologię. Szkoda, że pan ciągle nie wie, co to jest ta metodologia straszna. Niechże pan gdzieś doczyta! Polecam podręcznik Groblera. Niestety błąd - metodologia nie zajmuje się weryfikowaniem efektów pracy naukowców. Efekty pracy naukowców są weryfikowane przez innych naukowców, przez naukę "we własnej osobie". Nauka sama się oczyszcza z błędów i koryguje, bo "stoi przed trybunałem doświadczenia", nie metodologii.
>>To też kwestia słownikowa, co Pan bierze za "podstawowe przekonanie". Bo w mojej opinii przekonanie jest podstawowe wtedy, gdy nie może mieć podstaw. To chyba logiczne? >No właśnie, to specyficzna logika fideistów Możliwe, nie znam osobiście żadnego.
>Nie mój Panie podstawa to fundamenty, tak aby to łatwiej Panu wytłumaczyć - bliskie to jest "zawierzeniu". Ale co to ma do rzeczy? Na czym "opiera" pan te swoje fundamenty? Na "sub-fundamentach"?
>Pan zawierza Bogu, ??? >a ja nauce, Ale dlaczego pan zawierza nauce? Zadał sobie pan kiedyś takie pytanie? "Bo p1". "A dlaczego uznaję p1?","Bo p2", itd. - taki ciąg można zakończyć tylko w jeden sposób. Czy pan wie w jaki, czy unika odpowiedzi?
> "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze.
Ale dlaczego pan się właśnie tak stara? Co pana do tego motywuje? Zbliżamy się do fundamentów... znowu.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Nie wiem czemu mają służyć te rozwlekłe przypisy z wprowadzenia do historii filozofii, ale z metodologią nauk ścisłych to niewiele ma wspólnego.Napisał Pan: A może Pan nie wie, że fundamentami nauki nie zajmuje się nauka lecz filozofia?Uważam, że swoje rozumienie współczesnej metodologii nauki zawdzięczam wymienionym, w króciutkim opracowaniu, myślicielom. Wszystkim, od każdego po trochu i dlatego ich opisałem, ale teraz już rozumiem, że jedyną wykładnią metodologii nauk ścisłych jest Pan Marcuch. > Wciąż nie odpowiedział mi Pan na pytanie: czyją metodologię uważa pan za tę właściwą?Zdecydowanie odpowiedziałem. Jego fundamentem jest: Naturalizm metodologiczny jako konieczny warunek naukowości. Zgodnie z postulatem naturalizmu metodologicznego świat przyrody, włączając ludzi, wyjaśnia się w nauce jedynie przy pomocy pojęć odnoszących się do przedmiotów i procesów występujących w przyrodniczym porządku przyczynowym. Nie stosuje się żadnych odwołań do czynników nadnaturalnych czy transcendentnych wobec przyrody. www.nauka-(*)uki/pliki/download.php?file=84Na moje potrzeby zajmowania się naukami poznawczo w zasadzie wystarcza. Gdy występuje taka konieczność, że względu na trudności w zrozumieniu logiki i merytoryczności wykładu, to swoją wiedzę uzupełniam. > "Naturalizm", drogi panie, metodologią nie jest - za szeroki i nie przejdzie.Pan chciałby rozmyć problem, ja chcę pozostać w rzeczy sednie: www.google(*)CNFabvppG4DZhzMu_7eWxM7ykFjNbATematem wątku nie jest metodologia naukowa, tylko pytanie: "Czy jedynie wierzymy, że boga nie ma?" Dlatego ja w zgodzie z cytatem z artykułu Roberta A. Delfino opowiadam się zdecydowanie po stronie naturalizmu, a przeciwko supernaturalizmowi. Richard Dawkins, podczas ostatniego wywiadu nt. swej nowej książki, The God Delusion, obwieszcza: "wielka wojna nie toczy się pomiędzy ewolucjonizmem a kreacjonizmem, ale pomiędzy naturalizmem a supernaturalizmem". Zgadzam się z Dawkinsem o tyle, iż naturalizm, bez względu na to, czy mamy na myśli naturalizm metafizyczny czy metodologiczny, jest jedną z głównych barier stojących na przeszkodzie owocnego dialogu pomiędzy religią a nauką oraz syntezie poznania pomiędzy tymi dwoma dyscyplinami w ogóle. Dzieje się tak, ponieważ naturalizm wydaje się uniemożliwiać naukową dyskusję w zakresie wielu istotnych zagadnień, w tym wolności człowieka, moralności, przyczynowości w naturze i Boga.> >A może tak poczytać trochę wątków na ten temat na naszym forum,> Większość zbyt tendencyjna, brakuje obiektywizmu i neutralności religijno-światopoglądowej. Za mało pytań, za dużo odpowiedzi, ale proszę szukać.Przymusu pozostawania i udziału w naszym forum nie ma żadnego. To wolny kraj. W naukach społecznych można co najwyżej natknąć się na dążenie do obiektywizmu, a neutralność światopoglądowa nie występuje nigdzie. Nawet na tak śmiesznych (pod kątem neutralności światopogladowej) forach jak u Wuja-Zbója. Napisałem: Nie interesuje mnie światopogląd uczonego dopóki efekty jego pracy są weryfikowane przez naukową metodologię,a Pan pisze: > Niestety błąd - metodologia nie zajmuje się weryfikowaniem efektów pracy naukowców.Niestety to tylko próba wykręcania się sianem z oczywistości. Oczywistym jest, że metody stosują ludzie (inni uczeni), a nie jakieś siły nadprzyrodzone. I dalej Pan pisze: > Efekty pracy naukowców są weryfikowane przez innych naukowców, przez naukę "we własnej osobie". Nauka sama się oczyszcza z błędów i koryguje, bo "stoi przed trybunałem doświadczenia", nie metodologii.A przecież, w tym samym wątku, trochę wyżej napisałem: Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę. Czy naprawdę dopiero ode mnie dowiedział Pan się o tej metodzie sceptycyzmu naukowego, którego najwyższym kryterium jest dostępna ludzkim zmysłom powtarzalność doświadczeń oraz praktyka? Nie sądzę, a więc świadomie Pan stara się plątać. > Ale dlaczego pan zawierza nauce? Zadał sobie pan kiedyś takie pytanie?Tak, zadałem sobie to pytanie. Po prostu sprawdza się w praktyce, na każdym kroku, od spraw najbardziej podstawowych, po hipotezy. Każda wątpliwość postawiona jest pod osąd i każdy może ją zweryfikować. Niczego nie muszę przyjmować na wiarę. Dla mnie motywów wystarcza. > Ale dlaczego pan się właśnie tak stara? Co pana do tego motywuje?Z bardzo prostych przyczyn. Nie jestem w posiadaniu żadnej Prawdy, a do zrozumienia wszystkich zmieniających się prawd o rzeczywistości nie starcza mi talentów i czasu. Wiec staram się jak mogę, a motywuje mnie ciekawość świata. Smuci mnie świadomość, jak bardzo jeszcze niewiele wiem, ale jest pocieszeniem, gdy napotykam tych, którzy wiedzą jeszcze mniej, a wydaje się im, że już wszystkie rozumy pozjadali. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | >>Ale dlaczego pan zawierza nauce? Zadał sobie pan kiedyś takie pytanie? >Tak, zadałem sobie to pytanie. Po prostu sprawdza się w praktyce, na każdym kroku, od spraw najbardziej podstawowych, po hipotezy. Każda wątpliwość postawiona jest pod osąd i każdy może ją zweryfikować. Niczego nie muszę przyjmować na wiarę. Dla mnie motywów wystarcza. No więc idźmy dalej - jakich to kryteriów używa pan, żeby stwierdzić, iż nauka sprawdza się w praktyce? Jakich kryteriów weryfikacji? Jaka jest metoda sprawdzania? Mała podpowiedź: czy to metoda naukowa? Czy poprawność nauki "weryfikuje" pan nauką? Czy aby na pewno na żadnym etapie nie pojawia się wiara? Czy pan nie wierzy w to co widzi albo czyta, tylko to jakoś "naukowo" sprawdza?
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . >>>Ale dlaczego pan zawierza nauce? Zadał sobie pan kiedyś takie pytanie? >>Tak, zadałem sobie to pytanie. Po prostu sprawdza się w praktyce, na każdym kroku, od spraw najbardziej podstawowych, po hipotezy. Każda wątpliwość postawiona jest pod osąd i każdy może ją zweryfikować. Niczego nie muszę przyjmować na wiarę. Dla mnie motywów wystarcza. >No więc idźmy dalej - jakich to kryteriów używa pan, żeby stwierdzić, iż nauka sprawdza się w praktyce? Korzystam z komputera, samochodu, a nawet ołówka.
>Jakich kryteriów weryfikacji? Jaka jest metoda sprawdzania? Przeróżnych: innych w naukach empirycznych, innych w naukach formalnych, a jeszcze innych w poszczególnych naukach, gdy takich metod wymagają, ale w całokształcie nauk podstawową metodą i jednocześnie metodą najwyższego stopnia jest praktyka.
>Mała podpowiedź: czy to metoda naukowa? Tak, i w tym wątku nie będę rozwijał meta-metodologii o prawidłowościach korzystania z narzędzi metodologii naukowej wspólnych dla wszystkich nauk (np. klasyfikowania, definiowania, wnioskowania, wyjaśniania), czy narzędzi swoistych dla poszczególnych nauk empirycznych, gdyż tu byłoby to tylko przedmiotem rozmycia problemu. Niech Pan założy nowy wątek dotyczący metodologii. W tym wątku wystarczającym jest poniższe stwierdzenie. Metodologia nauk przyrodniczych uznaje tylko naturalne przyczyny zjawisk, a wiec wszystkie, które są dostępne poznaniu naukowemu, a odrzuca nadnaturalne. Oczywiście środowiska teistyczne starają się tą metodę obalić lub choćby podważyć, czy rozmiękczyć.
>Czy poprawność nauki "weryfikuje" pan nauką? Czy to logiczne zdanie? O naukowej weryfikacji już napisałem, a Pan to powtórzył.
>Czy aby na pewno na żadnym etapie nie pojawia się wiara? Czy pan nie wierzy w to co widzi albo czyta, tylko to jakoś "naukowo" sprawdza? Napisałem już o różnicach w rozumieniu słowa wiara, a to że nie chce Pan zrozumieć, to stary chwyt (zalecany m.in. na KUL-u), aby wykazywać, że niewierzący też wierzą. Tak, że prawdopodobnie niesłusznie, ale podejrzewam Pana raczej o chęć trollowania, jak dyskutowania. _______________________________________________________________
Może niech Pan raczej wypowie merytorycznie do wątku - Jest Bóg, czy go niema, a może tylko wierzymy, że go nie ma? Osobiście byłbym zainteresowany wyjaśnieniem znaczenia tego terminu, w naukach przyrodniczych. Gdyż w tym obszarze zupełnie nie rozumiem terminu "Bóg" i jak to "coś: można naturalistycznymi (za pomocą zmysłów) metodami zweryfikować? Nie znam naukowego (w zakresie nauk przyrodniczych) podejścia do kwestii Boga. Bóg nie jest kwestią tych nauk. Natomiast nauka badając całą rzeczywistość nigdy, nigdzie i najmniejszym stopniu nie natknęła się na jakikolwiek wpływ sił nadprzyrodzonych.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | > >Mała podpowiedź: czy to metoda naukowa?> Tak, i w tym wątku nie będę rozwijał meta-metodologii o prawidłowościach korzystania z narzędzi metodologii naukowej wspólnych dla wszystkich naukWięc wpada pan w błędne koło. > >Czy poprawność nauki "weryfikuje" pan nauką?> Czy to logiczne zdanie?Pytanie jest logiczne. > O naukowej weryfikacji już napisałem, a Pan to powtórzył.Jeśli tak, to błędne koło, karuzela co niedziela. Przez teleskop widzę gwiazdę. Skąd ta pewność? Bo sprawdziłem przez teleskop.  Dobre! > Metodologia nauk przyrodniczych uznaje tylko naturalne przyczyny zjawisk, a wiec wszystkie, które są dostępne poznaniu naukowemu, a odrzuca nadnaturalne.Chce pan powiedzieć, że nauka uznaje tylko to co dostępne poznaniu naukowemu? A to rewelacja. > Oczywiście środowiska teistyczne starają się tą metodę obalić lub choćby podważyć, czy rozmiękczyć."Środowiska teistyczne"... Węszę spisek "środowisk teistycznych"!  Ech, niecnoty... Ciekawe jak się "obala metodę"... A ten Michał Heller, co to tam z tym KUL'em kolaboruje, to też z tych obalających środowisk? > Może niech Pan raczej wypowie merytorycznie do wątku - Jest Bóg, czy go niema, a może tylko wierzymy, że go nie ma?Myślę, że intersubiektywne rozstrzygnięcie nie istnieje, więc nie ma sensu, żebym publicznie ogłaszał swoje widzimisę w tej kwestii. A i nikogo nie mam zamiaru namawiać na swoje. Mnie fascynuje czystość myślenia i fanatyzmy, a nie obchodzi czyjaś wiara w X czy nie-X... To są sprawy osobiste. > Osobiście byłbym zainteresowany wyjaśnieniem znaczenia tego terminu, w naukach przyrodniczych.Niech pan zmieni to zainteresowanie, bo rzecz jest niewykonalna. > Nie znam naukowego (w zakresie nauk przyrodniczych) podejścia do kwestii Boga.I nie pozna pan. Chociaż wielu naukowców rzuca się naŃ z naukowymi narzędziami, trochę na oślep. Ale proszę zauważyć, że jeśli istnieje, to zna liczbę Grahama G k dla dowolnie dużego k. Łeb jak sklep! Naprawdę szacun. > Bóg nie jest kwestią tych nauk. Natomiast nauka badając całą rzeczywistość nigdy, nigdzie i najmniejszym stopniu nie natknęła się na jakikolwiek wpływ sił nadprzyrodzonych.Cóż, pierwsze zdanie jest ściśle związane z drugim i nie ma pomiędzy nimi "natomiast", lecz raczej "wtedy i tylko wtedy" - tak bym powiedział, gdyby zdanie drugie było poprawne. Ale naturalny sceptycyzm każe mi potępić sformułowanie "cała rzeczywistość", gdzyż jest metafizyczne. Nauka bada rzeczywistość dostępną empirycznie, tak jak astronomia bada obserwowalny wszechświat, a nie "całą rzeczywistość", cokolwiek to jest. Skoro nie wiem co to jest, to skąd wiem, że nie całą rzeczywistość? Bo mogę podać kilka obszarów, których nauka nie bada, np. stanu samoświadomości człowieka po śmierci, wnętrza odległych planet, zwyczajów godowych pterodaktyli i dlaczego Kwiatkowski jest lepszym wiolonczelistą od Strahla.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | > Więc wpada pan w błędne koło.Pan Damian napisał w tym wątku zdanie, które również zdecydowanie się też do Pana odnosi: "Co do mnie, to czepiam się ponieważ patrze na to samo co Pan, a widzę zupełnie coś innego". Ponadto manipuluje Pan wypowiedziami innych, niewiele samemu mając do powiedzenia, więc o czym można z Panem rozmawiać? > >O naukowej weryfikacji już napisałem, a Pan to powtórzył.Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką.> Jeśli tak, to błędne koło, karuzela co niedziela. Przez teleskop widzę gwiazdę. Skąd ta pewność? Bo sprawdziłem przez teleskop. Dobre!No cóż potrzebna jest duuuża sprawność intelektualna, aby wyciągnąć taki wniosek z tego co napisałem o naukowej weryfikacji. Tak, tu już widać Pańską inteligencję, wiedzę i błyskotliwość, a jakie poczucie humoru!  Zupełnie też zrozumiałe, że dla intelektualisty zainteresowanego fanatyzmami i czystością - nie do przyjęcia jest metoda naturalizmu metodologicznego, tylko nie przedstawił Pan rzeczowych i zrozumiałych argumentów tą metodę odrzucających. > >Metodologia nauk przyrodniczych uznaje tylko naturalne przyczyny zjawisk, a wiec wszystkie, które są dostępne poznaniu naukowemu, a odrzuca nadnaturalne.Chce pan powiedzieć, że nauka uznaje tylko to co dostępne poznaniu naukowemu? A to rewelacja. Znowu przebłysk genialności!  Tego się Pan potrafił doczytać? > >Oczywiście środowiska teistyczne starają się tą metodę obalić lub choćby podważyć, czy rozmiękczyć.> "Środowiska teistyczne"... Węszę spisek "środowisk teistycznych"! Ech, niecnoty... Ciekawe jak się "obala metodę"... A ten Michał Heller, co to tam z tym KUL'em kolaboruje, to też z tych obalających środowisk?Pan tak na "węch" uprawia swoją "czystość myśli"? Ja tam wolę poczytać co poważniejsze publikacje. > >Może niech Pan raczej wypowie merytorycznie do wątku - Jest Bóg, czy go niema, a może tylko wierzymy, że go nie ma?> Myślę, że intersubiektywne rozstrzygnięcie nie istnieje, więc nie ma sensu, żebym publicznie ogłaszał swoje widzimisę w tej kwestii. A i nikogo nie mam zamiaru namawiać na swoje. Mnie fascynuje czystość myślenia i fanatyzmy, a nie obchodzi czyjaś wiara w X czy nie-X... To są sprawy osobiste.Tylko akurat ten wątek tego problemu właśnie dotyczy. Problem "czystości myślenia" pobrzmiewający dla mnie jakoś bardziej fanatyzmem, niż racjonalizmem może być przedmiotem innego wątku. Tu jak widać nie ma Pan nic ciekawego do powiedzenia, a już do założenia własnego wątku, to nie wystarczy rzucić jakimś nazwiskiem, trzeba jeszcze znać publikacje i rozumieć ich zawartość. Napisałem: Może niech Pan raczej wypowie merytorycznie do wątku - Jest Bóg, czy go niema, a może tylko wierzymy, że go nie ma? Osobiście byłbym zainteresowany wyjaśnieniem znaczenia tego terminu, w naukach przyrodniczych. Gdyż w tym obszarze zupełnie nie rozumiem terminu "Bóg" i jak to "coś": można naturalistycznymi (za pomocą zmysłów) metodami zweryfikować? Nie znam naukowego (w zakresie nauk przyrodniczych) podejścia do kwestii Boga. Bóg nie jest kwestią tych nauk. Natomiast nauka badając całą rzeczywistość nigdy, nigdzie i najmniejszym stopniu nie natknęła się na jakikolwiek wpływ sił nadprzyrodzonych.A Pan łaskawie, niby do tego co napisałem, zechciał się ustosunkować: > > Osobiście byłbym zainteresowany wyjaśnieniem znaczenia tego terminu, w naukach przyrodniczych.> Niech pan zmieni to zainteresowanie, bo rzecz jest niewykonalna.> >Nie znam naukowego (w zakresie nauk przyrodniczych) podejścia do kwestii Boga.> I nie pozna pan. Chociaż wielu naukowców rzuca się naŃ z naukowymi narzędziami, trochę na oślep. Ale proszę zauważyć, że jeśli istnieje, to zna liczbę Grahama Gk dla dowolnie dużego k. Łeb jak sklep! Naprawdę szacun.> >Bóg nie jest kwestią tych nauk. Natomiast nauka badając całą rzeczywistość nigdy, nigdzie i najmniejszym stopniu nie natknęła się na jakikolwiek wpływ sił nadprzyrodzonych.> Cóż, pierwsze zdanie jest ściśle związane z drugim i nie ma pomiędzy nimi "natomiast", lecz raczej "wtedy i tylko wtedy" - tak bym powiedział, gdyby zdanie drugie było poprawne. Ale naturalny sceptycyzm każe mi potępić sformułowanie "cała rzeczywistość", gdzyż jest metafizyczne.> Nauka bada rzeczywistość dostępną empirycznie, tak jak astronomia bada obserwowalny wszechświat, a nie "całą rzeczywistość", cokolwiek to jest. Skoro nie wiem co to jest, to skąd wiem, że nie całą rzeczywistość? Bo mogę podać kilka obszarów, których nauka nie bada, np. stanu samoświadomości człowieka po śmierci, wnętrza odległych planet, zwyczajów godowych pterodaktyli i dlaczego Kwiatkowski jest lepszym wiolonczelistą od Strahla.Ale nauka nie stawia, żadnych przeszkód Panu Marcuchowi, aby zajął się tymi problemami i przedstawił swoje ustalenie pod naukową weryfikację. Nie wszystkich musi wszystko interesować. Pan ma specyficzne poglądy i specyficzne zainteresowania. Niech się Pan w nich realizuje. A nauka bada właśnie całą rzeczywistość (wszystko co istnieje) dostępne ludzkim zmysłom, uzbrojonym w narzędzia - materialne i intelektualne. Zdecydowanie można dostrzeć tu zgodność z Pańską deklaracją: "Mnie fascynuje czystość myślenia" oraz wielką uczciwość polemiczną. Wyrazy szacunku, dla logiki, jasności wypowiedzi ( czystości myśli) i umiejętności przekonywania, a ile Pan ma do powiedzenia! Gratulacje. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | > >Jeśli tak, to błędne koło, karuzela co niedziela. Przez teleskop widzę gwiazdę. Skąd ta pewność? Bo sprawdziłem przez teleskop. Dobre!> No cóż potrzebna jest duuuża sprawność intelektualna, aby wyciągnąć taki wniosek z tego co napisałem o naukowej weryfikacji.Proszę odpowiadać merytorycznie, a nie pisać o mojej sprawności, o której pan niewiele wie. > >>Metodologia nauk przyrodniczych uznaje tylko naturalne przyczyny zjawisk, a wiec wszystkie, które są dostępne poznaniu naukowemu, a odrzuca nadnaturalne.Chce pan powiedzieć, że nauka uznaje tylko to co dostępne poznaniu naukowemu? A to rewelacja.> Znowu przebłysk genialności! Tego się Pan potrafił doczytać?Znowu ad personam, oj nieładnie. Widzę, że skończyły się argumenciki... > >>(...) Jest Bóg, czy go niema, a może tylko wierzymy, że go nie ma?> >Myślę, że intersubiektywne rozstrzygnięcie nie istnieje, więc nie ma sensu, żebym publicznie ogłaszał swoje widzimisę w tej kwestii. A i nikogo nie mam zamiaru namawiać na swoje. Mnie fascynuje czystość myślenia i fanatyzmy, a nie obchodzi czyjaś wiara w X czy nie-X... To są sprawy osobiste.> Tylko akurat ten wątek tego problemu właśnie dotyczy.Odpowiedziałem panu uczciwie na pytanie "jest Bóg czy go nie ma" i podałem wyjaśnienie, a nawet meta-wyjaśnienie, żeby było bogaciej. A pan teraz mi wypisuje, że treść tego wyjaśnienia nie jest tematem wątku... ręce opadają. > Problem "czystości myślenia" pobrzmiewający dla mnie jakoś bardziej fanatyzmem, niż racjonalizmem może być przedmiotem innego wątku.Coś tak czułem, że pan za czystością myślenia nie przepada... > A nauka bada właśnie całą rzeczywistość (wszystko co istnieje) dostępne ludzkim zmysłom, uzbrojonym w narzędzia - materialne i intelektualne.Ja podaję kontrprzykłady tej tezy, a pan zamiast się do nich jakoś sensownie ustosunkować, po prostu powtarza tę tezę, jakby dostatecznie częste jej klepanie miało ją jeszcze "uprawdziwić". Cóż na to można odpowiedzieć? "A właśnie że nie!!!", hehe  .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | Cytat:>Znowu ad personam, oj nieładnie. Widzę, że skończyły się argumenciki... A tak się zastanawiałem, co z Twojej rozmowy z p. Bogusławskim wyniknie. Z pewnością masz większą wiedzę o systemach filozoficznych i większą znajomość dzieł różnych filozofów ode mnie, więc ciekawiło mnie, czy może Ty zdziałasz coś więcej, może jakiś konsensus? Przecież Twoje argumenty są właściwie truizmem a łatwo daje się je "podważyć" i zdyskredytować, mając przy okazji "poparcie mas"! Nie wnikam, czy jesteś teistą, panteistą, ateistą, czy cyklistą, bo w poruszanej kwestii to nie ma najmniejszego znaczenia. Ja też próbowałem, (np. www.racjonalista.pl/forum.php/s,399997#w405160) chociaż łatwo mi zarzucić, że nie jestem całkowicie obiektywny w kwestii: "czy metoda naukowa wymaga wiary w stuprocentową skuteczność metody naukowej". Cóż mogę powiedzieć: "SUWMIARKA". -Cooo? SUWMIARKA. Suwmiarka mierzy skutecznie różne rzeczy, więc od tej pory, będziemy używać SUWMIARKI do badania wszystkiego. Skoro zmierzyła kulkę, kapsel i scyzoryk, to może zmierzyć wszystko. -eee, a co z natężeniem pola elektromagnetycznego? -SUWMIARKA! Jeżeli suwmiarka nie może czegoś zmierzyć, to znaczy, że to coś nie istnieje. -ale... kolor, zapach, miłość? SUWMIARKA. To, co opisujesz nie mieści się w kategoriach mierzalnych SUWMIARKĄ, a ja nie muszę z Tobą dyskutować, bo Twoje poglądy są NIESUWMIARKOWE! Możemy więc dyskutować miesiącami i zastanawiać się, jak SUWMIARKA mogłaby mierzyć kolory ale jeśli okaże się, że SUWMIARKA się do tego nie nadaje, to jesteś głupi. -Eee więc czym jest miłość? -Na razie nie wiemy ale wiemy jedno: TO SIĘ NA PEWNO DA ZMIERZYĆ SUWMIARKĄ i kiedyś SUWMIARKA to zmierzy! Jeszcze jedno mnie ciekawi; na ile Ci starczy zdrowia  Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) |
> A tak się zastanawiałem, co z Twojej rozmowy z p. Bogusławskim wyniknie. Z pewnością masz większą wiedzę o systemach filozoficznych i większą znajomość dzieł różnych filozofów ode mnie, więc ciekawiło mnie, czy może Ty zdziałasz coś więcej, może jakiś konsensus?Tak, umówimy się na istnienie półboga, na wzór pół... Niech Pan nie zazdrości Panu Marcuchowi, tylko zamiast ewangelizacji weźmie do lektur. Polecam np. John Houghton "Poszukiwanie Boga", "Wiara i rozum mówią do mnie" WAM 2000, Claude Tresmontant "Problem istnienia Boga". Jak Pan poprosi dam Panu dalszy wykaz poważnej literatury teistycznej. Z filozofii chrześcijańskiej też parę pozycji mogę Panu polecić. Może na początek: Swinburne, Plantinga, czy Hick, odwrotnie do chronologii, ale z najbardziej aktualną argumentacją. > Przecież Twoje argumenty są właściwie truizmem a łatwo daje się je "podważyć" i zdyskredytować, mając przy okazji "poparcie mas"!To co dla Panów jest oczywistą i niewątpliwą prawdą, wyrażoną z "czystością myśli" dla innych może być alogicznym mętnym bełkotem. Nigdy nie chciałem podważać, czy dyskredytować myśli Panów - to Wasza sprawa. Starałem się tylko przeciwstawić narzucaniu na tym forum przez Was jedynie słusznego rozumowania. > Nie wnikam, czy jesteś teistą, panteistą, ateistą, czy cyklistą, bo w poruszanej kwestii to nie ma najmniejszego znaczenia.Zgodnie z chrześcijańską moralnością: Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. > Ja też próbowałem, (np. www.racjonalista.pl/forum.php/s,399997#w405160)[ AB. Można dodać też ten link: www.racjonalista.pl/forum.php/s,408853]> chociaż łatwo mi zarzucić, że nie jestem całkowicie obiektywny w kwestii: "czy metoda naukowa wymaga wiary w stuprocentową skuteczność metody naukowej".> Cóż mogę powiedzieć:> "SUWMIARKA".> -Cooo?> SUWMIARKA.> Suwmiarka mierzy skutecznie różne rzeczy, więc od tej pory, będziemy używać SUWMIARKI do badania wszystkiego. Skoro zmierzyła kulkę, kapsel i scyzoryk, to może zmierzyć wszystko.> -eee, a co z natężeniem pola elektromagnetycznego?> -SUWMIARKA! Jeżeli suwmiarka nie może czegoś zmierzyć, to znaczy, że to coś nie istnieje.> -ale... kolor, zapach, miłość?> SUWMIARKA. To, co opisujesz nie mieści się w kategoriach mierzalnych SUWMIARKĄ, a ja nie muszę z Tobą dyskutować, bo Twoje poglądy są NIESUWMIARKOWE! Możemy więc dyskutować miesiącami i zastanawiać się, jak SUWMIARKA mogłaby mierzyć kolory ale jeśli okaże się, że SUWMIARKA się do tego nie nadaje, to jesteś głupi.> -Eee więc czym jest miłość?> -Na razie nie wiemy ale wiemy jedno: TO SIĘ NA PEWNO DA ZMIERZYĆ SUWMIARKĄ i kiedyś SUWMIARKA to zmierzy!Tak, zdecydowanie atakuję głupotę, gdy wchodzi na racjonalistyczne forum. To co Pan tu napisał, na gęsto występuje na fideistycznych forach i świadczy tylko o ogromnym ograniczeniu intelektualnym większości fideistów. Mnie aż nie chce się wierzyć, że tylko tyle o naukowym naturalizmie metodologicznym potrafił Pan zrozumieć. Tak, jak nie rozumiem czego Pan na naszym forum szuka i co Pan tu znajduje. Racjonalistów nawrócić na fideizm jest niemożliwością, chyba, że zapadną na jakąś chorobę, a wtedy "jak Bóg da". @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | > Jeszcze jedno mnie ciekawi; na ile Ci starczy zdrowia  Heh, dopóki śmiech to zdrowie, inwestycja się zwraca.  A tak serio, to kwestia nudy. W tym "sporze" łatwo zauważyć, jak po prostu unika się pewnych "zaklętych" słów (typu wiara, błędne koło, subiektywna opinia), jak ktoś nie chce być związany ze słowami, na których ciąży jakieś piętno przypisania do "słownika wrogów". Gdy argumenty zbliżają się do tych słów asymptotycznie, nagle temat się urywa. Natomiast wspomniany pan B. zaskakuje mnie umiejętnością wynajdywania wielostronicowych opracowań encyklopedycznych na jakiś banalny temat, niczem uczony w piśmie, który, żeby nadać "solidny fundament definicyjny" pogaduszkom o wisience wytacza ze strychu opasłe tomy botaniki opisowej. Zaczynam też mniemać, że Wikipedia jest Biblią niewierzących, czytaną bezkrytycznie, mówiącą o całym świecie, absolutnie autorytatywną, wznaczającą normy myślenia, mówienia i może działania. Nieważne. Słońce świeci, życie ucieka.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) |
> Proszę odpowiadać merytorycznie, a nie pisać o mojej sprawności, o której pan niewiele wie.Nie mogę być bardziej merytorycznym niż daje mi Pan szanse. Nie interesują mnie Pańskie sprawności niedostępne moim zmysłom. Może Pan być sobie nawet Bogiem. Mnie interesuje tylko Pańska sprawność intelektualna i wiedza przedstawiana w tekstach, które Pan w swej łaskawości, pod naszą krytykę, udostępnia. Ja mogę i odnoszę się tylko do tekstów tu przedstawianych. Jeżeli się w swoich wypowiedziach skompromitowałem, w oczach naszych czytelników, to bardzo mi przykro, gdyż powtórzę: nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej niż uczynimy to sami, a mam zamiar jeszcze w tym portalu udzielać się dalej. > >>>Metodologia nauk przyrodniczych uznaje tylko naturalne przyczyny zjawisk, a wiec wszystkie, które są dostępne poznaniu naukowemu, a odrzuca nadnaturalne.> Chce pan powiedzieć, że nauka uznaje tylko to co dostępne poznaniu naukowemu? A to rewelacja.> >>>Znowu przebłysk genialności! Tego się Pan potrafił doczytać?> Znowu ad personam, oj nieładnie. Widzę, że skończyły się argumenciki...No cóż, wszystko zależy od poziomu interlokutora. Uczniakowi może należałoby się jeszcze jakieś dodatkowe wyjaśnienie. Ale to co Pan zaprezentował, mając wielkie mniemanie na swój temat, albo świadczy o nieprzemakalnej głupocie, albo nieudolnej próbie wyprowadzenia mojej wypowiedzi do absurdu, czyli zrobienia ze mnie idioty. Czyli najpierw atak, a później wrzask. Łapaj złodzieja! Stosuje Pan to tu nie tylko wobec mnie. Fajnych metod dyskursu Pana nauczyli. Dlatego dalej przejdę już konkretnie na metodę ad personam: Argumenty dalece mi się jeszcze nie skończyły, ale osobista pyskówka z Panem na "argumenciki" jakie Pan tu nam prezentuje jest zupełnie bezsensowną. Można też zauważyć, że nie tylko ze mną trenuje Pan tą swoją sprawność (o której, poza Panem, nikt nic nie wie) na naszym portalu. Co prawda, jakoś nie bardzo się to Panu udaje. Według Pana, my nie dostajemy do Pańskich wymagań, a ja jakoś też nie mogę doczytać się jakiś tam wielkich Pańskich mądrości. Raczej, to co Pan tu przedstawia określił bym jako mętne spekulacje z dużym wysiłkiem na oryginalność. Może jeszcze Pan ze swojego Olimpu słownie mnie pokarać. Niech Pan pokaże na co Pana stać. Dla mnie dalsza rozmowa z Panem jest już bezwartościową. Z życzeniami dalszego pozostawania w samozachwycie, żegnam Pana. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Fizyk (17637 punktów) | > Jeśli tak, to błędne koło, karuzela co niedziela. Przez teleskop widzę gwiazdę. Skąd ta pewność? Bo sprawdziłem przez teleskop. Dobre!Pomimo tych uśmieszków i przycinków, dobrze ująłeś istotę metody naukowej: "karuzela co niedziela". Właśnie powtarzalność obserwacji jest sednem nauki. Przez tysiące lat tysiące ludzi sprawdzało położenie gwiazd na niebie i niewątpliwie tam są. Każdy może to sprawdzić. Tu masz współrzędne Kapelli: rektascensja 05 h 17 m, deklinacja +46° 00′. Nastaw sobie teleskop i sprawdź czy tam jest. Gwarantuję, że będzie.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | > > Jeśli tak, to błędne koło, karuzela co niedziela. Przez teleskop widzę gwiazdę. Skąd ta pewność? Bo sprawdziłem przez teleskop. Dobre!> Pomimo tych uśmieszków i przycinków, dobrze ująłeś istotę metody naukowej: "karuzela co niedziela". Właśnie powtarzalność obserwacji jest sednem nauki. Przez tysiące lat tysiące ludzi sprawdzało położenie gwiazd na niebie i niewątpliwie tam są. Każdy może to sprawdzić. Tu masz współrzędne Kapelli: rektascensja 05h 17m, deklinacja +46° 00′. Nastaw sobie teleskop i sprawdź czy tam jest. Gwarantuję, że będzie.Problem bazy empirycznej, który stał się zarzewiem rozkładu neopozytywizmu to naprawdę ciekawe zagadnienie. Czym jest teleskop? Jak działa? Czy został wykonany poprawnie? Czy nie zmienia swoich właściwości optycznych? Jak wygląda Kapella, bym ją rozpoznał? Jak odmierzamy współrzędne? Na jakich prawach działają urządzenia do tego służące? Sceptyczny umysł nie waha się przed takimi pytaniami, które powszechnie uznaje się, wskutek pewnego praktycznego nawyku albo lenistwa, za banalne i nie warte uwagi. Ale dostatecznie daleko posunięte zapytywanie ujawnia gorzką dla niektórych prawdę: nie istnieje "czyste doświadczenie", nie obciążone szeregiem przyjmowanych "na wiarę" teorii. Moje spojrzenie przez teleskop będzie musiało uwzględnić pewną ilość "umówmy się, że to działa", i o tyle będzie mnie przekonywać, o ile rzeczywiście pójdę na te umowy. A co jeśli nie pójdę? A co jeśli na przykład wpadnę na pomysł - w przeciwieństwie do tego, co się do tej pory w świecie nauki powszechnie uważa - że istnieje skończona maksymalna prędkość, której nie może przekroczyć żadne ciało obdarzone masą? Pozostanę naukowy czy już nie? A co jeśli znów uznam, że grawitacja działa z nieskończoną prędkością? Czy będę wciąż na karuzeli wśród radośnie wirujących naukowych urzędasów, których takie problemy w ogóle nie zajmują? Czuję, że żeby uchwycić istotę, charakter, zasięg poznania naukowego (co jest problemem absolutnie ważnym), trzeba ustawicznie poruszać na jego obrzeżach, ocierając się jednym butem o zabobon i nie pozwalać sobie na żadne "ostateczne odpowiedzi" z książki wzięte; być wrednym, gorzkim i strachliwie rozdrapywać, a relaks dopiero po emeryturze, hehe.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > >> Jeśli tak, to błędne koło, karuzela co niedziela. Przez teleskop widzę gwiazdę. Skąd ta pewność? Bo sprawdziłem przez teleskop. Dobre!> > Pomimo tych uśmieszków i przycinków, dobrze ująłeś istotę metody naukowej: "karuzela co niedziela". Właśnie powtarzalność obserwacji jest sednem nauki. Przez tysiące lat tysiące ludzi sprawdzało położenie gwiazd na niebie i niewątpliwie tam są. Każdy może to sprawdzić. Tu masz współrzędne Kapelli: rektascensja 05h 17m, deklinacja +46° 00′. Nastaw sobie teleskop i sprawdź czy tam jest. Gwarantuję, że będzie.> Problem bazy empirycznej, który stał się zarzewiem rozkładu neopozytywizmu [...]Cała ta postmodernistyczna tyrada wcale Kapelli nie wzruszyła. Sprawdziłem pięć minut temu: wciąż tam jest.
|
|
| |  | 6 na 8 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > A tak, strzelając trochę w bok.Tiaaa... są tacy, co nawet strzelając w powietrze spudłować potrafią  . > Socjologiczny fakt: 80% naukowców to ludzie wierzący. "Pogięło ich?"www.stephenjaygould.org/ctrl/news/file002.htmlI tyle nt. "socjologicznego faktu"    .
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | |  | | Marcuch (664 punktów) | > www.stephenjaygould.org/ctrl/news/file002.html> I tyle nt. "socjologicznego faktu"  . To ciekawe statystyki, ale dotyczą wyłącznie wiary w osobowego Boga u wybranych 400 członków NAS. Jeśli dla Ciebie jest to miarodajna reprezentacja całej społeczności naukowej i rozsądne zawężenie tematu, to nie ma co dyskutować.
|
|
| | | |  | 4 na 6 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > dotyczą wyłącznie wiary w osobowego BogaWiary w pospiesznego mają dotyczyć? Nawiasem: dotyczą też wiary w życie po śmierci. > u wybranych 400 członków NAS. Jeśli dla Ciebie jest to miarodajna reprezentacja całej społeczności naukowej i rozsądne zawężenie tematu, to nie ma co dyskutować.A jaką reprezentację całej społeczności naukowej za miarodajną uznajesz? Masz jakieś wyniki badań na takowej reprezentacji prowadzonych? Chcesz o tym porozmawiać? 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | > Wiary w pospiesznego mają dotyczyć? Nawiasem: dotyczą też wiary w życie po śmierci.Mają dotyczyć różnych form wiary religijnej i nie tylko na terenie USA. > A jaką reprezentację całej społeczności naukowej za miarodajną uznajesz? Masz jakieś wyniki badań na takowej reprezentacji prowadzonych? Chcesz o tym porozmawiać?  Socjolodzy i historycy pewnie wiedzą jaka reprezentacja jest miarodajna. Tutaj wierzę w autorytet Paula Johnsona w tej sprawie, uznaję, że miał wyniki stosownych badań i przywołuję jego zdanie, którego pewnie nie napisał "od czapy". To normalne, zwykły respekt dla świata nauki, który chyba wszyscy podzielamy? A jeśli naukowcy otrzymują sprzeczne wyniki, to może nam być tylko przykro.
|
|
| | | | | |  | 5 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > >Wiary w pospiesznego mają dotyczyć? Nawiasem: dotyczą też wiary w życie po śmierci.> Mają dotyczyć różnych form wiary religijnej i nie tylko na terenie USA.Nic mi nie wiadomo o tym, by ktokolwiek tak szeroko zakrojone badania przeprowadził. > Socjolodzy i historycy pewnie wiedzą jaka reprezentacja jest miarodajna. Tutaj wierzę w autorytet Paula Johnsona w tej sprawie, uznaję, że miał wyniki stosownych badań i przywołuję jego zdanie, którego pewnie nie napisał "od czapy". To normalne, zwykły respekt dla świata nauki, który chyba wszyscy podzielamy? A jeśli naukowcy otrzymują sprzeczne wyniki, to może nam być tylko przykro.Z tym autorytetem Paula "Spankera" Johnsona to raczej dość ostrożny byłbym... 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
| | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | > Z tym autorytetem Paula "Spankera" Johnsona to raczej dość ostrożny byłbym...  Jeśli chodzi o moralność i religię, to gada jak nawiedzony katol, ale z drugiej strony np. "Historia Żydów" to spora, fachowo napisana praca. Zresztą, nieważne, bo się jakiś poemat dygresyjny nt. pisarza robi.
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > np. "Historia Żydów" to spora, fachowo napisana praca.Tej akurat nie znam, ale Historia chrześcijaństwa czy Historia świata od roku 1917 do lat 90-tych - mimo pewnych skrzywień ideologicznych - i owszem, przyzwoite. Niestety, na Intelektualistach wyłożył się od stóp do głów. > Zresztą, nieważne, bo się jakiś poemat dygresyjny nt. pisarza robi.Rozumiem, że tym samym temat Socjologiczny fakt: 80% naukowców to ludzie wierzący. "Pogięło ich?" zamykasz uroczyście? 
Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
|
|
 | 4 na 4 | spray (5875 punktów) |
>Mi wystarczą moje osobiste doświadczenia, bym mógł przyjmować, że Bóg istnieje. > Rozumiem, że mówisz o objawieniu ?
|
|
 | 8 na 8 | i.czaplicka (5782 punktów) | Plus przez przypadek. Ale dobrze, rozbawiłeś mnie. Za moimi plecami chodzi fioletowa w kratkę skrzynka, jest na dokładkę niewidzialna , nie odbija się w lustrze, ani nie zapisuje w kamerze. Ale doświadczam jej obecności.
|
|
|  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | >Za moimi plecami chodzi fioletowa w kratkę skrzynka Jeśli mailowa, to jest to potężne bóstwo i należy oddać jej cześć. Jeśli balkonowa, do sadzenia kwiatków - to nie.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| |  | 6 na 6 | i.czaplicka (5782 punktów) |
>Jeśli mailowa, to jest to potężne bóstwo i należy oddać jej cześć. Jeśli balkonowa, do sadzenia kwiatków - to nie. Z wódką. > Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu. spróbuję wypić...
|
|
| | |  | 5 na 5 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > >Jeśli mailowa, to jest to potężne bóstwo i należy oddać jej cześć. Jeśli balkonowa, do sadzenia kwiatków - to nie.> Z wódką.W takim wypadku jest to wszechpotężne bóstwo, które powali Cię na kolana swoją mocą. I nie ma, że boli 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | |  | 4 na 4 | Kowalska (14008 punktów) | >Z wódką.
O wódce i beze mnie? No Koleżanki Drogie, pałka się przegła...
I ja wymyślę karę dla Was. A będzie to kara jakiej nie wymyślił dotąd nikt. Tak tak, do Ciebie Czaplicka mówię. I do Ciebie Mer. I do Ciebie Elka. I nie zamierzam wymyślać głupot w stylu tydzień bez makijażu w pracy. Ja wymyślę dla Was coś znacznie gorszego...
W 1986 roku byłam z Dawkinsem na nartach w St. Moritz. Nie potrafił wytłumaczyć, skąd ma kombinezon. Ja też się nie przyznałam do pinezek.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | i.czaplicka (5782 punktów) | > > I nie zamierzam wymyślać głupot w stylu tydzień bez makijażu w pracy. Ja wymyślę dla Was coś znacznie gorszego...Takie drinki?
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Kowalska (14008 punktów) | > Takie drinki?>  Czaplicka, wątek jest o Bogu. Weź się uspokój. Tak nie można. A właśnie. Jeździsz na nartach?
W 1986 roku byłam z Dawkinsem na nartach w St. Moritz. Nie potrafił wytłumaczyć, skąd ma kombinezon. Ja też się nie przyznałam do pinezek.
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | > Czaplicka, wątek jest o Bogu.No co chcesz. Przecież te drinki są... boskie 
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Weź się uspokój. Tak nie można. A właśnie. Jeździsz na nartach?
Ja zasuwam na biegówkach! A co?
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
 | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | > Kwestia istnienia niematerialnego Boga jest niefalsyfikowalna, nie jest możliwe badanie tego przez naukę. Nauka ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza.Nauki przyrodnicze nie zajmują się bzdurami, a że religie są bzdurą wymyśloną i uprawianą przez ludzi to wykazuje już religioznawstwo. > Wierzący w Boga nie muszą się przejmować brakiem naukowych dowodów,Całkowicie słusznie. "Nas nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne." > Przyjęcie, że Bóg to Pierwsza Przyczyna wszystkiego, to aksjomat na którym zbudowana jest teoria, dobrze tłumaczy dlaczego nauka nie może i nigdy nie będzie mogła udowodnić istnienia Boga.Tak fideistom tłumaczy to znakomicie, ale my tu wiemy, że z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Więc lepiej przenieść się z tym absolutnie słusznym twierdzeniem na portal apologetyka.pl, a tam dostanie Pan  > Mi wystarczą moje osobiste doświadczenia, bym mógł przyjmować, że Bóg istnieje.To co Pan tu jeszcze robi? Poczuł Pan konieczność ewangelizacji? My staramy się myśleć samodzielnie i nie uznajemy żadnych autorytetów, a Panu się marzy rola najwyższego autorytetu dla racjonalistów? Daj Pan sobie już spokój. @@@ .
|
|
16 na 16 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Leczniczo zalecam obejrzenie Madagaskaru I lub II lub Merry Madagaskar (z czerwonym goblinem). Przyjrzenie się mondrościom króla Juliana skutecznie leczy z wątków, jak Twój powyższy.
Mondrość króla Juliana (Madagaskar II) z pamięci: A teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to zupełnie bez sensu.
Strasznie pasuje do religii i nie tylko.
Pozdrawiam
e do i na Pi dodatkowo jeszcze I razem daje O
|
|
 | 5 na 5 | farmer (22440 punktów) | >Leczniczo zalecam obejrzenie Madagaskaru I lub II lub Merry Madagaskar (z czerwonym goblinem). Przyjrzenie się mondrościom króla Juliana skutecznie leczy z wątków, jak
Leczę się codziennie z dzieciakami, o 19.15
-(Moris szambelan Juliana).....tu śmierdzi rybami. -(Julian) tak śmierdzą tylko pingwiny i niektóre zakonnice.
Myślałem że padnę po tym tekście.
|
|
|  | | Ania... (14138 punktów) | I tak stopy króla Juliana to zuoooo jest najlepsze
|
|
2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >Skoro definicja boga jako bytu niematerialnego nie pozwala na empiryczne potwierdzenie istnienia to >i nieistnienie nie może być empirycznie stwierdzone.
Rany, z tego co widzę, to forum racjonalista jest przede wszystkim forum teologicznym! Hej, po co bawić się w jakąś taką "teologię na mój chłopski rozum" i budować coś od dna, skoro myślały nad tym tabuny kościelnych i niekościelnych specjalistów przez stulecia? Czy ateizm ciągle jest w fazie wykluwania?
|
|
 | 1 na 1 | piotao (913 punktów) | > Czy ateizm ciągle jest w fazie wykluwania?
Nasz nie. Jego - być może tak. Dlatego warto rozmawiać.
-pio-
|
|
|  | | DEmonizer (4893 punktów) | "Warto rozmawiać". Jakoś mi się to źle kojarzy ... Pozdrawiam
|
|
| |  | 2 na 2 | piotao (913 punktów) | >"Warto rozmawiać". >Jakoś mi się to źle kojarzy ...
Tak, bo zostało nadużyte przez nadętych religiantów w celu manipulacji i w nadziei, że niewierzących da się przemielić na wierzących. Odwrotnie to też działa, a co!
-pio-
|
|
| | |  | | DEmonizer (4893 punktów) |
> Tak, bo zostało nadużyte przez nadętych religiantów w celu manipulacji i w nadziei, że niewierzących da się przemielić na wierzących.Przyjemny boski mit, to dobra rzecz. A z tym przemienianiem, to jak wino w krew i chleb w ciało? Bliżej temu do kompromitacji.  > Odwrotnie to też działa, a co!No to Jankowi grozi nerwica ... Pozdrawiam
|
|
 | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | >Rany, z tego co widzę, to forum racjonalista jest przede wszystkim forum teologicznym! Co prawda, to prawda. Nie tylko religijni, ale nawet religianci nie mają 10% tej wiedzy o swojej religii, którą mają ateiści. Ale to normalne, ateizm intelektualny trzeba wypracować, tu nie wystarczy: "mamusia chodziła do kościoła, tatuś chodził do kościoła, to i ja tam chodzę". Ateista chce wiedzieć dlaczego religia jest bzdurą, której poddaje się wiekszość społeczeństwa.
>Hej, po co bawić się w jakąś taką "teologię na mój chłopski rozum" i budować coś od dna, skoro myślały nad tym tabuny kościelnych i niekościelnych specjalistów przez stulecia? Czytam tą poważną teologię wypracowaną przez stulecia i poszukuję jakiegoś sensu ich wywodów. Nie umiem znaleźć. Wchodzą na nasz portal różni teiści i ciągle liczę na jakieś poważne odwołania do stwierdzeń genialnych teologów. Marzy mi się merytoryczna dyskusją, a tu ciągle to samo wymłócone na wszelakie sposoby siano. Choć muszę przyznać, że ci którzy tu wchodzą i tak reprezentują dużo wyższy poziom od tego, co możemy na fideistycznych portalach poczytać.
>Czy ateizm ciągle jest w fazie wykluwania? Ateizm wykluł się w starożytności i trzyma się mocno, choć to elitarna postawa wymagająca inteligencji i krytycyzmu. Natomiast ciągle wykluwają się młodzi ateiści. Nie cała młodzież dobrze znosi nachalną religijną propagandę. Spora część młodzieży jest myśląca i poszukująca i właśnie ta nasz portal zasila, szukając własnych odpowiedzi na stare pytania.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
8 na 8 | Rafaela (2059 punktów) | Wiesz, często przychodzi do mnie we śnie mój tato, lecz nigdy nie miałam problemu z tym, że jego tak naprawdę już od lat nie ma - NIGDZIE! Oczywiście dla mnie żyje w moim sercu i dlatego mi się 'objawia' w sennych obrazach. Póki go pamiętam przychodzić będzie. To, że ktoś napisał na kartce, że Bóg jest, bo musiał go stworzyć, by 'zrozumieć' świat, to nie znaczy, że należy w to wierzyć. Dokładnie tak samo można potraktować Czerwonego Kapturka, który został zjedzony przez wilka i... zmartwychwstał.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
3 na 3 | Rigoletto (3891 punktów) | > Czy przypadkiem najbardziej naukowe> podejście do tematu mają angostycy??Tak. Masz rację. Czas już skończyć z ateistyczną ciemnotą!
|
|
 | 3 na 3 | Rafaela (2059 punktów) | > Tak. Masz rację. Czas już skończyć z ateistyczną ciemnotą!  No, no! Wypraszam sobie! 
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
2 na 2 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | > Skoro definicja boga jako bytu niematerialnegoKtórego boga? Co to jest "byt niematerialny"? Jeżeli definiujemy jedno pojęcie innym, pojęcie definiujące musi mieć najpierw własną, jednoznaczną definicję. Tymczasem "byt niematerialny to Bóg" jest tak samo prawdziwe. A raczej niesie ze sobą tyle samo informacji - zero. Tego się nawet nie da przyjąć jako założenia do dalszych rozważań. To już "załóżmy kulistego konia poruszającego się w próżni ruchem jednostajnym prostym" daje więcej do myślenia. I na dodatek jest zabawne 
"Każde wczoraj było jutrem przedwczoraj"
|
|
8 na 8 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Skoro definicja boga jako bytu niematerialnego nie pozwala na empiryczne potwierdzenie istnienia to >i nieistnienie nie może być empirycznie stwierdzone.
Brak dowodów na istnienie czegoś, nie jest dowodem na nieistnienie czegoś. Ontologia Sartre'a chyba najlogiczniej wyjaśnia problem nieistnienia (abstrahując na moment od prostej logiki Dawkinsa zrównującej Boga, wróżki, jednorożce...) mianowicie, stwierdzając że "niebycie" czy "nieistnienie" to po prostu nie spełnienie naszych oczekiwań, co do istnienia czegoś.
Tak jakbym np. rozważał istnienie mojej 5 zł w portfelu, a nie byłoby jej tam, można by śmiało stwierdzić, że ta moneta nie istnieje. Dalej jeśli ma istnieć niewidzialny różowy jednorożec, możemy zweryfikować jego istnienie na podstawie z góry zakładanych cech. Jeśli wiemy, że żeby posiadać kolor musi się od niego odbijać światło możemy łatwo wykoncypować, że niewidzialny różowy jednorożec nie istnieje.
> Reasumując, czy zarówno twierdzenie o >istnieniu Boga jak i o jego braku są oparte na wierze?? Czy przypadkiem najbardziej 'naukowe' >podejście do tematu mają angostycy??
Znów abstrahując od najprostszej logiki, spróbuję podsumować to co napisałem wcześniej, trochę bardziej złożenie. Otóż przede wszystkim z tego co napisałem powyżej wynika, że naukowe podejście pozwala nam np. apriorycznie wskazywać o istnieniu lub nieistnieniu różnych rzeczy.
Mimo to możemy np. postawić hipotezę której nie będziemy w stanie zbadać ani apriorycznie ani empirycznie. Np. że każda liczba dodatnia parzysta większa od 4 jest sumą dwóch liczb pierwszych. Choćbyśmy się bardzo starali nie będziemy w stanie tego wykazać. Szkoda.
Czy właśnie ta niemoc określenia prawda/fałsz sprawia że musimy wierzyć w tą hipotezę? Otóż przede wszystkim zdrowy rozsądek nakazuje żeby ją ignorować do czasu, aż nie zostanie udowodniona. Przecież nikt nie powie że ta hipoteza jest prawidłowa bo 5+7=12, 11+3=14 , itd. musi być bo przecież to widać! Przyjęcie takiej hipotezy jako aksjomatu bez dowodu byłoby skrajnie ignoranckie i na pewno przekreśliłoby szanse jakiejkolwiek matematycznej kariery.
Dlaczego z Bogiem ma być inaczej? Ludzie wierzą w Boga i mnóstwo innych rzeczy. Częściowo możemy wykazać, że niektóre doktryny są nieprawdziwe. Np. katolicy wierzą w przeistoczenie co każdy może sprawdzić. Opłatek przed i po jest tym samym opłatkiem. Może ma tylko właściwości homeopatyczne. Niektórzy muzułmanie wierzą że kobieta jest zwierzęciem, a mężczyzna jest ambasadorem bożym, kiedy my wiemy, że kobieta i mężczyzna w gruncie rzeczy są istotami ludzkimi tego samego gatunku, o takich samych zdolnościach percepcji i w dodatku ulepionych z tej samej gliny co zwierzęta.
Krótko mówiąc doktryna religijna jest nienaukowa. Naukowo możemy udowadniać jej fundamentalne braki. Oczywiście ktoś może się nie zgodzić, że doktryna religijna nie świadczy o istnieniu Boga. Słusznie. To że nie znamy pochodzenia świętych ksiąg i nie możemy wykazać czy pochodzą one od Boga, czy ludzi, musimy się zapytać kim jest ten Bóg?
Każda teza musi być osobno rozpatrzona. Mamy Boga rzymskich-katolików, polskich-katolików, zielonoświątkowców, szyitów, boga judaizmu talmudycznego, boga mojego sąsiada, latającego potwora spaghetti, boga lutra, boga anglikańskiego, szyitów, kwarków, mormonów, bogów greckich, rzymskich itd. itp., a wszystkich ich łączy tylko jedno - żadnego istnienia nie udowodniono.
Czy postawa wątpiąca jest postawą słuszną? Zapewne. Tak jak przytoczonej przeze mnie hipotezy nie możemy udowodnić, tak tu również jesteśmy bezsilni. Jednakże wychodzi tu pewien zasadniczy błąd w rozumowaniu, który popełniłem. Otóż w nauce nie ma albo-albo. Postawa wątpiąca jest nieuzasadniona. Coś albo istnieje albo nie. Dopóki twierdzenie jest nieudowodnione należy przyjąć postawę sceptyczną. Nie można leczyć ludzi niesprawdzoną metodą, tak jak nie można wierzyć w niesprawdzone bzdury i dyrdymały.
Poszczególne doktryny większości religii można owocnie obalić. Kwestia istnienia większości bóstw jest nierozstrzygalna, ale jest to podobny problem jak z "czajniczkiem Russella" postawa wątpiąca wobec wszystkiego łatwo dowodzi, że tak naprawdę jest jedynie najzwyklejszą negacją. Jeśli nie możemy się z tym pogodzić bo nie widzimy panoramicznie tych wszystkich niedomówień i niedorzeczności to możemy zostać właśnie agnostykami.
I jaka jest różnica między ateizmem, a agnostycyzmem? Agnostycyzm sam w sobie jest albo bliższy teizmowi albo ateizmowi. Jeśli agnostyk widzi bezsens idei boga w całej swojej rozciągłości może nie móc pogodzić się ze swoją niewiarą, ale nie zwróci się ku żadnej religii. Agnostycyzm w stronę teizmu może prowadzić do antyklerykalizmu czy postawy reformatorskiej. Jest to przekonanie o tym, że Bóg istnieje, ale niezgadzanie się z formą religii.
Agnostycyzm 50:50 jest próbą bycia za wszelką cenę neutralnym. Szczerze nie znam osób podzielających dokładnie taki pogląd.
Uważam jednak że każdy kto zdaje sobie sprawę z problemu, który sprawia idea boga/bogów, nie "wierzy" w jego nieistnienie, a raczej zdaje słusznie wnosi o bezsensie danych pojęć. To jest uzasadniony sceptycyzm poparty rzetelnymi dowodami, a nie wiara hazardzisty, że tym razem dobrze obstawił. Nauka dostarcza nam wielu narzędzi racjonalnego myślenia. Nie rezygnujmy z nich.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | | DEmonizer (4893 punktów) | Nom ...  Piknie napisane.  Niestety są ograniczenia w dawaniu plusów ... Pozdrawiam
|
|
|  | 2 na 2 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Dziękuję za uznanie, miło wiedzieć czasem, że są ludzie, którzy zgadzają się z moim zdaniem w takich kwestiach.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
|  | 1 na 1 | piotao (913 punktów) |
>Niestety są ograniczenia w dawaniu plusów ...
Współpracujmy zatem. PLUS.
-pio-
|
|
 | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | A sobie napiszę Cytat:>> Reasumując, czy zarówno twierdzenie o >>istnieniu Boga jak i o jego braku są oparte na wierze?? Czy przypadkiem najbardziej 'naukowe' >>podejście do tematu mają angostycy?? >Znów abstrahując od najprostszej logiki, spróbuję podsumować to co napisałem wcześniej, trochę bardziej złożenie. Otóż przede wszystkim z tego co napisałem powyżej wynika, że naukowe podejście pozwala nam np. apriorycznie wskazywać o istnieniu lub nieistnieniu różnych rzeczy. Apriorycznie SPEKULOWAĆ. Spekulować. W przypadku Bóg/"samodziejstwo" mamy do czynienia z alternatywą. Albo "wszystko" powstało "samo", w wyniku nieznanego jeszcze procesu naturalnego ALBO jest wynikiem działania świadomego intelektu, który dla nas oznacza "Bóg". Jaki/który Bóg? Nieważne. Taki, który istnieje i może świadomie wpływać na rzeczywistość. Jeżeli wykluczasz alternatywę "b" (Bóg), jednocześnie TWIERDZISZ, że zaszło zdarzenie "a" (Wszystko powstało "samo", bez niczyjej świadomej interwencji"). Innymi słowy, jeśli twierdzisz, że istnieje proces naturalny zdolny do wytwarzania wszechświatów - udowodnij, bo przecież ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym czyż nie? Zobaczmy, co z tego wynika. Cytat:>Mimo to możemy np. postawić hipotezę której nie będziemy w stanie zbadać ani apriorycznie ani empirycznie. Np. że każda liczba dodatnia parzysta większa od 4 jest sumą dwóch liczb pierwszych. Choćbyśmy się bardzo starali nie będziemy w stanie tego wykazać. Szkoda. Albo np. że Wszechświaty powstają w wyniku fluktuacji kwantowych a przestrzeń fizyczna pojawia się sama, z niebytu. "Choćbyśmy się bardzo starali...". Szkoda. Cytat:>Czy właśnie ta niemoc określenia prawda/fałsz sprawia że musimy wierzyć w tą hipotezę? Otóż przede wszystkim zdrowy rozsądek nakazuje żeby ją ignorować do czasu, aż nie zostanie udowodniona. Czyli zdrowy rozsądek nakazuje ignorować "teorie wieloświatów", samoistnego powstawania życia z materii nieożywionej, spontanicznego powstawania wszechświatów do czasu aż zostaną udowodnione? Zgadzam się! Cytat:>Dlaczego z Bogiem ma być inaczej? Ludzie wierzą w Boga i mnóstwo innych rzeczy. Częściowo możemy wykazać, że niektóre doktryny są nieprawdziwe. Dlaczego z "powstawaniem wszechświatów z niczego" ma być inaczej? Częściowo możemy wykazać, że model standardowy ma poważne błędy. Choćby inflacja kosmologiczna, zakładająca "rozszerzanie się samej przestrzeni" lub zmienną stałą kosmologiczną w przeszłości. Cytat:>Krótko mówiąc doktryna religijna jest nienaukowa. Naukowo możemy udowadniać jej fundamentalne braki. Krótko mówiąc, doktryna o samoistnym powstawaniu wszechświatów jest nienaukowa? Cytat:>Każda teza musi być osobno rozpatrzona. Mamy Boga rzymskich-katolików,... a wszystkich ich łączy tylko jedno - żadnego istnienia nie udowodniono. Mamy teorie wieloświatów, wszechświatów potomnych, fluktuacji próżni, wszechświata holograficznego a wszystkie łączy jedno: żadnej z nich nie udowodniono. Cytat:>Czy postawa wątpiąca jest postawą słuszną? Zapewne. Tak jak przytoczonej przeze mnie hipotezy nie możemy udowodnić, tak tu również jesteśmy bezsilni. Jednakże wychodzi tu pewien zasadniczy błąd w rozumowaniu, który popełniłem. Otóż w nauce nie ma albo-albo. Postawa wątpiąca jest nieuzasadniona. Coś albo istnieje albo nie. Postawa wątpiąca jest nieuzasadniona o ile WIESZ, czy coś istnieje, czy nie. Cytat:Dopóki twierdzenie jest nieudowodnione należy przyjąć postawę sceptyczną. DOKŁADNIE! Natomiast nawet w stosunku do "czajniczka Russela" postawa sceptyczna: "nie wiem, nie mam dowodów, że go tam nie ma", jest czym innym niż: "NA PEWNO go tam nie ma bo nie mam dowodów, że jest". Nawet hiper-ekstra sceptycyzm nie ma mocy wpływania na rzeczywistość i rzeczony czajniczek może sobie "tam" spokojnie orbitować, w ogóle się czyimś sceptycyzmem nie przejmując. Cytat:>Uważam jednak że każdy kto zdaje sobie sprawę z problemu, który sprawia idea boga/bogów, nie "wierzy" w jego nieistnienie, a raczej zdaje słusznie wnosi o bezsensie danych pojęć. To jest uzasadniony sceptycyzm poparty rzetelnymi dowodami, a nie wiara hazardzisty, że tym razem dobrze obstawił. Więc każdy, kto zdaje sobie sprawę z problemu, jaki sprawia idea "powstawania wszechświatów z niczego" powinien słusznie wnosić o bezsensie tego typu pojęć? Cytat: Nauka dostarcza nam wielu narzędzi racjonalnego myślenia. Nie rezygnujmy z nich. Zgadzam się w 100% ! Póki co, jest to kwestia wyboru tego, w co chce się wierzyć i co jest "bardziej wiarygodne". Każdy musi tego wyboru dokonać sam i chciałbym nie być utożsamiany z "ciemnogrodem" i "moherami", bo bardziej przekonuje mnie "ta druga" ewentualność, tak samo jak chciałbym, żeby "ateistyczne" dzieci zostawiono w spokoju i pozwolono im bez konsekwencji rezygnować z lekcji religii w szkołach. Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
|  | 3 na 3 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > jest wynikiem działania świadomego intelektu Czy ten intelekt bytuje w oderwaniu od podłoża materialnego? Mój intelekt, marnej być może jakości, jest związany z moim mózgiem. W jaki sposób bytuje Bóg? Jeśli ktoś zakłada, że świat nie powstał sam z siebie, tylko go Bóg stworzył, to powinien posiadać jakieś wyobrażenie, jak to przebiegało. Czy tak jak w czeskim serialu Arabela że machnął czarodziejską pałeczką i hop siup mamy Wszechświat? Poza tym czy Bóg jest materialny czy tzw. duchowy. Pojęcie ducha, istoty transcendentnej, dzisiaj już jest historyczne. Tak samo jak duszy ludzkiej. Jak kamienia filozoficznego, eteru, flogistonu etc. Poza tym popełniasz klasyczne zapełnianie luk Bogiem. Ponieważ czegoś jeszcze dzisiaj nie wiemy, TO NA PEWNO ZA TYM STOI BÓG! > rzeczony czajniczek może sobie "tam" spokojnie orbitować Czyli, w zasadzie, krasnoludki też mogą sobie spokojnie u mnie pod podłogą mieszkać?
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| |  | -1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | Cytat:>> jest wynikiem działania świadomego intelektu >Czy ten intelekt bytuje w oderwaniu od podłoża materialnego? Mój intelekt, marnej być może jakości, jest związany z moim mózgiem. W jaki sposób bytuje Bóg? Jeśli ktoś zakłada, że świat nie powstał sam z siebie, tylko go Bóg stworzył, to powinien posiadać jakieś wyobrażenie, jak to przebiegało. Jakiekolwiek moje "wyobrażenia", to zwykłe brednie. Mogę sobie wymyślać miesiącami "z czego zrobiony jest Bóg" i będzie to świadczyło tylko i wyłącznie o tym, że mam bujną wyobraźnię a nie, że "znam Boga". Nawet starożytni Hebrajczycy, w swojej według Ciebie mitologii rozumieli to zagadnienie: "Pwt 4:15-16 15. Pilnie się wystrzegajcie - skoroście nie widzieli żadnej postaci w dniu, w którym mówił do was Pan spośród ognia na Horebie - 16. abyście nie postąpili niegodziwie i nie uczynili sobie rzeźby przedstawiającej podobiznę mężczyzny lub kobiety, (BT)" Dam Ci przykład: Załóżmy, że znajdziemy np. na Marsie artefakt pochodzący od pozaziemskiej cywilizacji (Większość naukowców zgadza się, że życie pozaziemskie może istnieć, więc chyba mogę użyć tego jako przykładu?) a na nim napis: "Jesteśmy spoza waszego układu słonecznego i żyjemy na planecie w gwiazdozbiorze Oriona (Orion jest ostatnio "modny", więc sobie pozwolę  )". Czy racjonalnie jest zakładać, że ten artefakt to wytwór intelektu? Jak najbardziej! Czy możemy cokolwiek o tym intelekcie powiedzieć? Co jada, jak jest "zbudowany", w co się ubiera, czy ma czułki, czy nogi itd. ? Nie możemy, bo nie mamy żadnych danych. Z drugiej strony zawsze może ktoś przyjść i powiedzieć: "Nie wierzę, że ten napis stworzyła pozaziemska cywilizacja, bo nie potrafisz powiedzieć, skąd ona się wzięła!" Nawiasem mówiąc, to jest odpowiedź na 4 rozdział "Boga Urojonego" Dawkinsa (DLACZEGO NIEMAL NA PEWNO NIE MA BOGA). Nie możemy przecież nawet próbować opisywać czegoś / Kogoś o którym możemy tylko zakładać, że MOŻE JEST. Taki opis można uzyskać w naszym przypadku (ponieważ nie mamy narzędzi do badania tego co "poza" wszechświatem a nawet nie wiemy, czy jakieś "poza" istnieje) jedynie w przypadku objawienia, czyli komunikatu "od stwórcy" ale w dyskusji na racjonaliście argumenty z objawienia są odrzucane a priori więc żądasz ode mnie niemożliwego. Dlatego piszę, że to kwestia wyboru. Czy to Ciebie/mnie/kogokolwiek przekonuje, czy nie. Czy wolisz wierzyć w "samodziejstwo" o którym nic nie możesz powiedzieć, czy w Stwórcę, o którym wiadomo równie niewiele. Cytat:Poza tym popełniasz klasyczne zapełnianie luk Bogiem. Ponieważ czegoś jeszcze dzisiaj nie wiemy, TO NA PEWNO ZA TYM STOI BÓG! Nie, to Ty mi przypisujesz takie stawianie sprawy. Napisałem: "Póki co, jest to kwestia wyboru tego, w co chce się wierzyć i co jest "bardziej wiarygodne". Każdy musi tego wyboru dokonać sam i chciałbym nie być utożsamiany z "ciemnogrodem" i "moherami", bo bardziej przekonuje mnie "ta druga" ewentualność," że jak na razie nie mamy dowodów i każdy musi sam zdecydować, co dla niego jest bardziej wiarygodne. Powiedziałbym więc raczej: "Ponieważ czegoś jeszcze dzisiaj nie wiemy, to MOŻLIWE, że za tym stoi Bóg!" Cytat:>> rzeczony czajniczek może sobie "tam" spokojnie orbitować >Czyli, w zasadzie, krasnoludki też mogą sobie spokojnie u mnie pod podłogą mieszkać? Kwaśnienie mleka, "powodowane przez krasnoludki" można wyjaśnić na drodze eksperymentu i UDOWODNIĆ, że jest ono powodowane przez inny czynnik w tym wypadku bakterie mlekowe. Natomiast gdyby codziennie rano na Twoim stole kuchennym zjawiał się garniec złota z napisem "miłego dnia" i po 2000 lat badań żaden naukowiec nie potrafiłby wyjaśnić, skąd się bierze, całkiem rozsądnie byłoby przypuszczać, że jakiś inteligentny byt Ci tego złota dostarcza. Więc wypowiadać się autorytatywnie o krasnoludkach, czy czajniczku Russela możesz wtedy, kiedy WIESZ, czy istnieją, czy nie. Jeśli nie wiesz, to Twoje twierdzenia są tylko spekulacją, która nie ma żadnego wpływu na rzeczywistość. Naprawdę nie widzisz różnicy jakościowej między krasnoludkami, wróżkami, elfami a Bogiem - stwórcą wszechświata? Jeśli się "pomylisz" w kwestii krasnoludków a one istnieją mimo tego, że uznałaś jako pewnik, że nie, to najwyżej Ci nas... emm "nakwaszą" do mleka co przy obecnej ilości konserwantów jest mało prawdopodobne. Wybór w tym drugim przypadku może dla Ciebie oznaczać wieczne życie albo wieczną karę, więc uważam, że nonszalancja i dogmatyzm w uznawaniu Boga za nieistniejącego jest co najmniej... niefrasobliwością. Aczkolwiek: Twój wybór, Twoje życie, Twoja śmierć. Gorzej, jeśli przez całe swoje życie przekonasz do swoich racji wiele osób (w tym np. własne dzieci) i okaże się, że: "ups. myliłam się". Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Wybór w tym drugim przypadku może dla Ciebie oznaczać wieczne życie albo wieczną karę Mam nadzieję, że Bóg nie jest neurotykiem i nie ma przerośniętego ego. Więc nawet jeśli się mylę i uważam Go za nieistniejącego, to jeśli żyłam jako ateistka uczciwie, to mnie przyjmie do swego królestwa.
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >Mam nadzieję, że Bóg nie jest neurotykiem i nie ma przerośniętego ego. Nic z tego. Sądząc po biblijnych opisach różnych scen i zdarzeń, jest i ma. Do tego jest mściwy i wredny. Chyba, że naprawdę istnieje jakiś inny, przyzwoity bóg, bo na tego judeochrześcijańskiego nie ma co liczyć i lepiej, żeby go jednak nie było.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | |  | 1 na 1 | piotao (913 punktów) |
> Z drugiej strony zawsze może ktoś przyjść i powiedzieć: "Nie wierzę, że ten napis stworzyła pozaziemska cywilizacja, bo nie potrafisz powiedzieć, skąd ona się wzięła!"> Nawiasem mówiąc, to jest odpowiedź na 4 rozdział "Boga Urojonego" Dawkinsa (DLACZEGO NIEMAL NA PEWNO NIE MA BOGA). Nie możemy przecież nawet próbować opisywać czegoś / Kogoś o którym możemy tylko zakładać, że MOŻE JEST.Falsyfikowalność!!! Bóg jest bytem wirtualnym, istniejącym w głowach co bardziej nawiedzonych. Twierdzą oni, że bóg istnieje. Tak samo jak kiedyś mówiono o Zeusie. Gdzie jest ów zeus? Gdyby jakiś dziwny wirus wykończył w ciągu tygodnia wszystkich wierzących, i zostałoby nas może 2% populacji - sami ateiści, czy nie oznaczałoby to, że bóg umarł? Wszak co to za bóg, gdy nie ma komu walić pokłonów, i organizować religii w jego imieniu? > Aczkolwiek: Twój wybór, Twoje życie, Twoja śmierć. Gorzej, jeśli przez całe swoje życie przekonasz do swoich racji wiele osób (w tym np. własne dzieci) i okaże się, że: "ups. myliłam się".Super! Prawie, normalnie prawie mnie przekonałeś! Rzecz w tym, że od czytania Twoich postów chyba umarło mi trochę intelektu, bo jak się tak zacząłem zastanawiać, to przyszła mi myśl, że nie wiem, o jakim bogu mówisz. Czy to wszystko jedno? Załóżmy najpierw, że nie. Zatem jeżeli zaufam i uwierzę w jednego, wybranego boga, i się pomylę, mam tak samo przerąbane. Na przykład wybiorę szatana, i oddam mu życie. Gdyby natomiast założyć, że wybór boga nie jest ważny, ważne żeby wierzyć, to wolę wybrać Naukę i Racjonalność. I głosić na rozstajach "Rozumu! Przybywaj!". Jak widzisz, jest to problem istotny, ponieważ przypadkowa omyłka jest według Ciebie tragiczna w skutkach. I problem w tym, że wielu ludzi mi powie 'zapraszam, uwierz w MOJEGO boga', a ja nie będę miał zbyt wielu narzędzi, aby zweryfikować, który to ten PRAWDZIWY. To, że sam o sobie mówi, że jest prawdziwy, jak wiesz, w buty możemy sobie wsadzić. Jest jeszcze inny aspekt, poruszany wcześniej. Bóg żydów i jego nowsza wersja - chrześcijan, to dość obrzydliwa kreatura. Oferuje on wieczne męki za to, że nie robiłem pewnych rzeczy (np. nie latałem do spowiedzi - czy można osiągnąć zbawienie bez łaski uświęcającej? Zobacz, co KK na ten temat pisze  . Zatem daje (karze) wiele za niewiele, w tym sensie, że przesadza. To tak jakbym zabił dziecko za to, że obgryza paznokcie, a i tak skala jest nieporównywalna, bo mówimy o WIECZNYCH mękach. W takiej perspektywie, nie chcę takiego boga. On mi daje szczęście, owszem, ale jak nie zdecyduję się wobec zastanych dowodów, nielogiczności i paskudnej nieprzyjazności świata, wtedy spotka mnie KARA straszliwa, wieczna i niezmierzona. Ponąć daje ów bóg wolność, a już na początku okazuje się, że droga do niego to niewola, bo albo 'zrobisz jak on chce, albo masz w mordę i nożem'. I jeszcze jedna sprawa: logika. Obserwuję, że sporo rzeczy działa całkiem sprawnie, gdy stosować logikę, matematykę, fizykę, chemię, itp. Dzięki temu mogę pisać na forum, a Ty będziesz mógł to przeczytać, chociaż nigdy zapewne w życiu się nie spotkaliśmy. Te rzeczy działają, bo NIE są oparte na wierze, ale na faktach, które są sprawdzalne i zawsze dają powtarzalne wyniki. Gdybyśmy opierali swoje życie w pełni na wierze, do dziś siedzielibyśmy w jaskiniach, modląc się o to, aby jakiś piorun zapalił ognisko. Bóg jest całkowicie nielogiczny. Nie wspomnę nawet o słynnym kamieniu, bo to filozofia. Ale idea bytu, który jak niektórzy nawiedzeńcy głoszą jest wszech- mogący/widzący/wiedzący/mocny, itp. jest tak wewnętrznie sprzeczna, że ktoś taki nie może istnieć. Ponieważ świat działa w oparciu o fizykę/chemię/matematykę, widzę wyraźnie, że ktoś tak sprzeczny jak bóg nie może realnie istnieć. Może i szkoda, ale w sumie to na szczęście. Bez wiary w bajki jakoś łatwiej dostrzec swoje życie, i realnie stanąć na nogach, do walki z pojawiającymi się problemami. Życzyłbym sobie, aby ludzie jako motto przyjęli chęć uczynienia świata odrobinę lepszym, niż był, gdy się na nim pojawili. Nie trzeba nawracać ani ogniem, ani mieczem. Pozwólmy w końcu umrzeć starym baśniom, a sami bierzmy się za życie, naukę, polepszanie świata, itp. Pozdrawiam!  > Pozdrawiam>
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
-pio-
|
|
| | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | Cytat: nawet próbować opisywać czegoś / Kogoś o którym możemy tylko zakładać, że MOŻE JEST. >Falsyfikowalność!!! Bóg jest bytem wirtualnym, istniejącym w głowach co bardziej nawiedzonych. Twierdzą oni, że bóg istnieje. Ty tak twierdzisz. Skąd wiesz, czy to prawda? Cytat: Tak samo jak kiedyś mówiono o Zeusie. Gdzie jest ów zeus? Uważasz, że Bóg przedstawiony w Biblii i Zeus, to "tak samo"? Czytałeś Biblię i mity greckie? Cytat: Gdyby jakiś dziwny wirus wykończył w ciągu tygodnia wszystkich wierzących, i zostałoby nas może 2% populacji - sami ateiści, czy nie oznaczałoby to, że bóg umarł? Wszak co to za bóg, gdy nie ma komu walić pokłonów, i organizować religii w jego imieniu? Czy gdyby dziwny wirus wykończył w ciągu tygodnia wszystkich wierzących w drugą zasadę termodynamiki to oznaczałoby, że entropia nie istnieje? Wszak jeśli prawie nikt nie wierzy, że upadek z 10 piętra kończy się śmiercią lub co najmniej kalectwem to co to za prawo, skoro nie żyje już nikt, kto by je respektował ? Jaki związek mają Wierzenia z rzeczywistością? To, w co Ty wierzysz a to, co jest prawdą to dwie różne sprawy. Czasem się pokrywają. Cytat:>Super! Prawie, normalnie prawie mnie przekonałeś! Rzecz w tym, że od czytania Twoich postów chyba umarło mi trochę intelektu, To możliwe... Cytat: bo jak się tak zacząłem zastanawiać, to przyszła mi myśl, że nie wiem, o jakim bogu mówisz. Z pięć razy wspomniałem: O takim, który istnieje. Cytat:Czy to wszystko jedno? Załóżmy najpierw, że nie. Zatem jeżeli zaufam i uwierzę w jednego, wybranego boga, i się pomylę, mam tak samo przerąbane. <P>No co Ty... Jeśli uwierzysz w tego Boga który istnieje, to przecież nie możesz się pomylić... Cytat:Na przykład wybiorę szatana, i oddam mu życie. Według mnie, z definicji szatan jest PRZECIWNIKIEM Boga, czyli nie jest z nim tożsamy... Więc nie jest Bogiem, który stworzył wszechświat... Czy nie ? Cytat: Gdyby natomiast założyć, że wybór boga nie jest ważny, ważne żeby wierzyć, to wolę wybrać Naukę i Racjonalność. No przecież w którymś tam poście z kolei piszę, że to kwestia woli i wyboru! WOLISZ jak napisałeś wybrać naukę, (chociaż dzisiaj nie potrafi ona niczego jednoznacznie ustalić). Cytat: I głosić na rozstajach "Rozumu! Przybywaj!". Jak widzisz, jest to problem istotny, ponieważ przypadkowa omyłka jest według Ciebie tragiczna w skutkach. Może według mnie, a może taka jest prawda... A ty wiesz jak jest ? SKĄD możesz wiedzieć? Cytat: I problem w tym, że wielu ludzi mi powie 'zapraszam, uwierz w MOJEGO boga', a ja nie będę miał zbyt wielu narzędzi, aby zweryfikować, który to ten PRAWDZIWY. To, że sam o sobie mówi, że jest prawdziwy, jak wiesz, w buty możemy sobie wsadzić. J.W. Bogiem jest tylko ten istniejący byt, który RZECZYWIŚCIE stworzył wszechświat. Możesz go nazywać Allah, JHWH, Bóg albo co tam chcesz. To kwestia definicji. Jego niezmienne imię brzmi: "Ten, który jest" co w po hebrajsku brzmi: JHWH. Cytat:>Jest jeszcze inny aspekt, poruszany wcześniej. Bóg żydów i jego nowsza wersja - chrześcijan, to dość obrzydliwa kreatura. Dla niektórych Matka Teresa z Kalkuty, to obrzydliwa kreatura. Kwestia upodobania. Cytat: Oferuje on wieczne męki za to, że nie robiłem pewnych rzeczy (np. nie latałem do spowiedzi Gdzie Biblia pisze cokolwiek o "spowiedzi" rozumianej w taki sposób? Więc Nie "ON" oferuje te wieczne męki, tylko kościół Katolicki, który się na "Niego" powołuje. Powiedz: Co Ma Wspólnego Bóg z teoriami kapłanów? Cytat:- czy można osiągnąć zbawienie bez łaski uświęcającej? Zobacz, co KK na ten temat pisze  . A tak właściwie, co mnie obchodzi co KK pisze na jakiś temat? Kościół Katolicki "teoretycznie" opiera swoje doktryny na Biblii. Tzn. twierdzi, że się na Niej opiera ale Jego twierdzenia są przecież z Nią sprzeczne... Cytat:Zatem daje (karze) wiele za niewiele, w tym sensie, że przesadza. To tak jakbym zabił dziecko za to, że obgryza paznokcie, a i tak skala jest nieporównywalna, bo mówimy o WIECZNYCH mękach. J.W. To, co mówi KK a to, co jest napisane w Biblii, to przecież zupełnie różne sprawy. Biznes jest biznes. Summa summarum ważny jest efekt. Jeśli ktoś wybrał jako narzędzie pozyskiwania władzy Biblię, to przecież nie może jej interpretować na swoją niekorzyść... Jeśli ktokolwiek się pofatyguje, żeby tę książkę przeczytać, łatwo się przecież zorientuje, że nie chodzi o "obgryzanie paznokci" a o wykorzystywanie biednych, okrucieństwo, chciwość, żądzę władzy, kłamstwa i oszustwa. Z drugiej strony, jeśli lubisz kraść to co możesz zrobić, jeśli nie zanegować Boga, który mógłby Cię z tego rozliczyć? Cytat: W takiej perspektywie, nie chcę takiego boga. Po raz kolejny powtarzam: właśnie o to chodzi! Czy w obecności kogoś Mądrzejszego i znacznie starszego niż ludzkość zgodzisz się poddać Jego niewątpliwej władzy, czy zechcesz "ustalać własne prawa". To kwestia woli i wyboru. Ja mogę Ci najwyżej powiedzieć, że wierzę w istnienie takiego wyboru. Ty nie musisz. Twoje życie, Twoja śmierć. Cytat: On mi daje szczęście, owszem, ale jak nie zdecyduję się wobec zastanych dowodów, nielogiczności i paskudnej nieprzyjazności świata, "Przyjaciół poznaje się w biedzie". Znasz to powiedzenie? Ludzie nie pokazują kim są w Szwecji, gdzie większość społeczeństwa ma co jeść a w Sudanie, Somalii, Libii. Czym jest 50-100 lat w porównaniu z wiecznością? C.D.N.
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | > Gdzie Biblia pisze cokolwiek o "spowiedzi" rozumianej w taki sposób? To średni argument. Ta sama Biblia dosłownie i jednoznacznie nakazuje kamienowanie cudzołożników i zabicie krnąbrnych dzieci. Czy to jest równie dobrym przesłaniem? >Więc Nie "ON" oferuje te wieczne męki, tylko kościół Katolicki, który się na "Niego" powołuje. Powiedz: Co Ma Wspólnego Bóg z teoriami kapłanów? Hmm... tak... ale oferuje inne przyjemności.
>Kościół Katolicki "teoretycznie" opiera swoje doktryny na Biblii. Tzn. twierdzi, że się na Niej opiera ale Jego twierdzenia są przecież z Nią sprzeczne... Jak każdej religii. Nie ma religii niesprzecznej z Biblią, bowiem jest ona sprzeczna sama w sobie. Np. wypełniając NT zaprzeczamy ST, chociaż Jezus od początku twierdził, że nie zamienia odrzucać starego prawa a tylko dodać nowe. No więc o co chodzi?
>Jeśli ktokolwiek się pofatyguje, żeby tę książkę przeczytać, łatwo się przecież zorientuje, że nie chodzi o "obgryzanie paznokci" a o wykorzystywanie biednych, okrucieństwo, chciwość, żądzę władzy, kłamstwa i oszustwa. Z drugiej strony, jeśli lubisz kraść to co możesz zrobić, jeśli nie zanegować Boga, który mógłby Cię z tego rozliczyć? Chodzi i to - przypomnę przykazania ST. Tam dokładnie określono co wolno, a czego nie. Np. nie wolno golić rogów brody, nosić ubrań z mieszanych tkanin i nie wolno siadać na siedzisku, na którym siedziała wcześniej kobieta z menstruacją. Chyba, że selektywnie odrzuciłeś ten fragment!
|
|
| | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | Cytat:>> Gdzie Biblia pisze cokolwiek o "spowiedzi" rozumianej w taki sposób? >To średni argument. Ta sama Biblia dosłownie i jednoznacznie nakazuje kamienowanie cudzołożników i zabicie krnąbrnych dzieci. Czy to jest równie dobrym przesłaniem? "> >Kościół Katolicki "teoretycznie" opiera swoje doktryny na Biblii. Tzn. twierdzi, że się na Niej opiera ale Jego twierdzenia są przecież z Nią sprzeczne..." Piszę w tym wypadku o tym, na czym opiera swoją doktrynę KK. Cytat:>Jak każdej religii. Nie ma religii niesprzecznej z Biblią, bowiem jest ona sprzeczna sama w sobie. Np. wypełniając NT zaprzeczamy ST, chociaż Jezus od początku twierdził, że nie zamienia odrzucać starego prawa a tylko dodać nowe. No więc o co chodzi? Dokładnie. W "kazaniu na górze" jawnie ZAPRZECZA wielu nakazom ST a jednocześnie twierdzi, że prawo jest niezmienne (Mat 5,17-48). Dziwne? Mnie "radosna twórczość" kapłanów jakoś nie dziwi. Cytat:>Chodzi i to - przypomnę przykazania ST. Tam dokładnie określono co wolno, a czego nie. Np. nie wolno golić rogów brody, nosić ubrań z mieszanych tkanin i nie wolno siadać na siedzisku, na którym siedziała wcześniej kobieta z menstruacją. Chyba, że selektywnie odrzuciłeś ten fragment! Tak właśnie zrobiłem! W poście poniżej piszesz: Cytat:No i ostatnie - nawet wybierając jedną z nich (co prawda nie mam pojęcia na podstawie czego, bo miejsce urodzenia w danej religii jest dość niejasnym kryterium wyboru), to albo bierzesz pod uwagę KAŻDY jej fragment, albo żaden "Pod uwagę" biorę oczywiście każdy fragment Biblii, za wiarygodne uznaję tylko to przesłanie, które jest powtarzane kilka czy kilkadziesiąt razy przez różnych ludzi, piszących w różnych czasach. Nie rozumiem więc Twojego "nakazu", "wszystko albo nic". Książka, to książka. Zwłaszcza taka, pisana na przestrzeni wielu stuleci, przez różnych ludzi o różnym wykształceniu, pochodzeniu, własnych celach i rozumieniu rzeczywistości. Trochę dziwi mnie, że wrogowie chrześcijaństwa skupiają się właśnie na pojedynczych wersetach, ewidentnie sprzecznych z całością przekazu, zupełnie ignorując to, co jest powtarzane od początku, do końca, co kilka stron, wręcz z "uporem maniaka": - nie zabijaj, nie kradnij, nie kłam, kochaj bliźniego, żyj uczciwie i bądź sprawiedliwy(/a) bo i Bóg jest taki. Nawet na tym forum niektórzy twierdzą, że "Jezus nawoływał do przemocy", bo jest napisane: "Mt 10:34-36 34. Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. 35. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; 36. i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. (BT)" Co jest przecież ewidentnym absurdem i trzeba naprawdę mocno udawać, że się nie rozumie tak prostych zdań, żeby wyciągać podobne wnioski. To zresztą też jest częścią dostępnego dla każdego wyboru. Gdyby ta książka opisywała mechanikę kwantową, podawała w proroctwach dokładne daty i godziny zdarzeń oraz podawała przepis na pozyskanie darmowej energii, była by DOWODEM na istnienie Boga a wtedy nasze decyzje, czy postępować dobrze, czy źle, nie byłyby zupełnie swobodne. Niewielka ilość przestępstw w krajach, gdzie prawo działa sprawnie nie wynika przecież z tego, że "ludzie są dobrzy" a z tego, że zdają sobie sprawę z nieuchronności kary. Podobnie jest z Biblią. Każdy sobie może przeczytać i sam zdecydować, czy cokolwiek jest prawdą a jeśli tak, to co. Można oczywiście nawet (co dość smutne a jakże popularne, także na tym forum) NIE czytać a swoje opinie o tym, co tam napisane czerpać z kazań z ambony, czy z "Boga urojonego". Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | |  | | piotao (913 punktów) | > To zresztą też jest częścią dostępnego dla każdego wyboru. Gdyby ta książka opisywała mechanikę kwantową, podawała w proroctwach dokładne daty i godziny zdarzeń oraz podawała przepis na pozyskanie darmowej energii, była by DOWODEM na istnienie Boga a wtedy nasze decyzje, czy postępować dobrze, czy źle, nie byłyby zupełnie swobodne.
1. Spytam krótko: Dlaczego?
2. Spytam dłużej: Przecież teraz podobno 'wiemy', że jest bóg, bo dał nam 'pismo' oraz jakieś 'objawienia'. Przecież teraz już wiemy, że jeżeli go nie wybierzemy, to mamy przerąbane. Gdzie tu wolność wyboru widzisz?
-pio-
|
|
| | | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | Cytat:>> To zresztą też jest częścią dostępnego dla każdego wyboru. Gdyby ta książka opisywała mechanikę kwantową, podawała w proroctwach dokładne daty i godziny zdarzeń oraz podawała przepis na pozyskanie darmowej energii, była by DOWODEM na istnienie Boga a wtedy nasze decyzje, czy postępować dobrze, czy źle, nie byłyby zupełnie swobodne. > 1. Spytam krótko: Dlaczego?W niektórych stanach USA za morderstwo grozi kara śmierci. Czy ktokolwiek popełniałby morderstwa, jeśliby przez cały czas chodził w towarzystwie dwóch nieprzekupnych policjantów? (Czytaj: miał DOWODY, że jest cały czas obserwowany i kary nie da się w żaden sposób uniknąć ). Może by się i nawet jakiś znalazł, co chciałby w ten sposób popełnić spektakularne samobójstwo ale mówię raczej o ciut normalniejszych ludziach. Mało tego, gdyby wiedział, że za oddanie połowy swojego śniadania komuś biednemu, bezdomnemu, komu nie powiodło się w życiu czeka go nagroda, zachowywałby się "na pokaz". Ileż to roboty znaleźć tysiące przykładów takich zachowań? Politycy leżący "plackiem" w kościołach, wielcy "filantropi", którzy oddają milion dolarów na "biedne dzieci z Afryki", co stanowi 1/100 zysków jakie osiągają z zatrudniania tych samych dzieci, wszystko po to, żeby ludzie MYŚLELI, że takie z nich aniołki. Zresztą każdy, w tym ja często chce w oczach ludzkich wyglądać lepiej, mądrzej, ładniej niż w rzeczywistości. Gdyby człowiek na 100% wiedział (bo np. nauka potrafiłaby to udowodnić), że istnieje Bóg i że za dobre nagradza a za złe karze to przecież jego postępowanie uległoby znacznej modyfikacji! Wątpię, czy mielibyśmy takie "wyskoki" rzezi i okrucieństwa jak Hitlera, czy Stalina. Tylko wtedy przecież nie miałbyś wolności wyboru! Jeśli ktoś (np. rzeczony Stalin) chciałby się nad kimś poznęcać to nie zrobiłby tego z obawy przed karą, chociaż właśnie tego by chciał. Nikt lub prawie nikt nie wykorzystywałby swojej pozycji, nie kłamał, nie oszukiwał innych. Byłoby pewnie bezpieczniej ale człowiek nie byłby wolny. Bylibyśmy kukiełkami na sznurkach, niczym więcej. Cytat:>2. Spytam dłużej: Przecież teraz podobno 'wiemy', że jest bóg, bo dał nam 'pismo' oraz jakieś 'objawienia'. Przecież teraz już wiemy, że jeżeli go nie wybierzemy, to mamy przerąbane. Gdzie tu wolność wyboru widzisz? A widzisz, niby "wiemy" ale przecież nie na pewno. Ty i ja nie jesteśmy pierwszymi, którzy się spierają, czy to prawda, czy nie. Od tysięcy lat ludzie poszukują jednoznacznych dowodów i jakby intensywnie nie szukali, wciąż ponoszą klęskę. Tutaj więc pojawia się jednostkowy wybór. Jedni CHCĄ wierzyć, że należy czynić dobrze, że istnieje sprawiedliwość i że "kasa kasa kasa", to nicość i marność, inni CHCĄ wierzyć, że mamy jedno życie i w tym konkretnym należy się "ustawić" i jakoś sobie "radzić", niezależnie czyim kosztem. Tyle, że to jest oderwane od faktu, czy NAPRAWDĘ istnieje sprawiedliwość i czy czeka nas sąd. Może tak a może nie. Każdy musi sam zdecydować czy w to wierzyć a przynajmniej zakładać, czy nie. Stąd za moją wiarą, że istnieje stwórca wszechświata, który dał nam swobodę wyboru idzie inna: NIGDY, dopóki nie nadejdzie "dzień sądu" nie znajdziemy żadnych dowodów na istnienie Boga. Jeśli On nie istnieje, to z oczywistych względów, a jeśli istnieje, to dlatego, że zniszczyłby cały swój zamysł uczynienia nas wolnymi, dając nam możliwość poznania jednoznacznych dowodów na Swoją obecność. Możemy sobie więc dywagować i spekulować i to przecież robimy. W tej kwestii ani nauka ani religia jak na razie nic nie może jednoznacznie, z siłą dowodu wyjaśnić i jeśli świat przetrwa odpowiednio długo, to wiele lat po mojej i Twojej śmierci wciąż będą toczyły się dyskusje o Bogu. To forum jest tego świetnym przykładem. Niby "Bóg, czy elfy to to samo" ale jednak nie to samo, bo prawie każdy wątek dotyczy albo migruje w kierunku kwestii Jego istnienia. Ot - puzzle. Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | piotao (913 punktów) |
> A widzisz, niby "wiemy" ale przecież nie na pewno. Ty i ja nie jesteśmy pierwszymi, którzy się spierają, czy to prawda, czy nie. > [...] > dopóki nie nadejdzie "dzień sądu"
W zasadzie chyba osiągnęliśmy porozumienie. Ustaliliśmy już, że nie zgadzam się z jedną rzeczą: z tym, że mamy wybór. Zarówno taki, żeby wierzyć lub nie, jak i taki, który los sobie tym 'wyborem' zgotujemy. Nie podoba mi się to moralnie, a logicznie nie widzę możliwości wyboru, ponieważ nie widzę podmiotu wyboru - czyli hipotetycznego boga.
Przedstawię to tak: załóżmy, że ktoś, kogo nie znam, stworzył świat. I powiedział: kto mi się podliże, tego zanurzę w wiecznym szczęściu, a kto nie chce ze mną mieć do czynienia, tego ukarzę, lub sam się ukarze (w myśl nowszej teologii) w wiecznym piekle. Wszystko jedno, czy mam pewność co do istnienia tego kogoś, czy tylko domniemanie. Jest to niewola psychiczna i moralna, ponieważ nie dość, że wpływa na moje wybory (dobry lub zły mogę być), to jeszcze ogranicza te wybory. Budzi się we mnie sprzeciw przeciwko idei: niebo albo piekło. Dlaczego mam tam lub ówdzie trafić? To nie jest wolność. Kto powiedział, że gdzieś w ogóle muszę trafiać (poza piaskiem)? Nie chcę ani tam, ani tam. Wolę umrzeć i zniknąć na zawsze bez pamięci o życiu i jego trudach. Niestety, pojawia się jakieś 'pismo', 'prorocy', i inni głosiciele, którzy chociaż nie mają dowodów, uparcie zakłócają mi spokój ducha swoimi docelowymi 'przeznaczeniami', i głoszą to w imieniu jakiegoś 'wszechmocnego', który się 'schował', właśnie po to, żebym nie wiedział, i musiał 'wybierać'. Powiem szczerze - mam gdzieś tego typu zabawę. Może trochę to za ostro napisałem, ale nie bierz tego do siebie. Sprawa po prostu wydaje mi się mocno zmanipulowana.
Zastanowiło mnie też, dlaczego, i w ogóle w jaki sposób widzisz fakt że jeżeli nie mamy pewności, to jest to lepsze od pewności. Teraz głosi się, że jeżeli będę zły i niewierny, trafię do piekła. Gdyby sam bóg się objawił i powiedział to samo, nic by się nie zmieniło. Rozwiałby moje wątpliwości i potwierdził przekonania wielu innych. Powiedzmy, że nadal mógłbym grzeszyć, i wolnej woli nikt mi nie musi zabierać. Byłaby prosta i jasna sytuacja co mnie czeka za to. Fakt, że nie mam pewności nie świadczy dobrze o bogu, jeżeli faktycznie wybrał taki model, natomiast pasuje doskonale do hipotezy, że żadnego boga nie ma, ale o tym mówiliśmy wcześniej.
Poza tym, skoro bóg tak się schował, to po co przemawiał przez proroków i stworzył całą tę - pożal się boże - historię 'zbawienia'? Przecież ktoś może pomyśleć, że to prawdziwy dowód, i wpłynie to jego wolność...
Mam nadzieję, że pokazałem Ci trochę z tego, co myślę o sprawie i kończę z nadzieją, że rozumiesz moje obiekcje.
-pio-
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | piotao (913 punktów) | Hej! Muszę przyznać, że sympatycznie się z Tobą rozmawia. Czasem uśmiechałem się z odrobiną sympatii. Odpowiem jednak krótko, bo odnoszenie się do każdego zdania nad miarę wydłuży rozmowę, a nie chcę aż tak 'elaborować'. > > nawet próbować opisywać czegoś / Kogoś o którym możemy tylko zakładać, że MOŻE JEST.> >>Falsyfikowalność!!! Bóg jest bytem wirtualnym, istniejącym w głowach co bardziej nawiedzonych. Twierdzą oni, że bóg istnieje.> Ty tak twierdzisz. Skąd wiesz, czy to prawda?Z obserwacji. Nie widziałem boga, ale wielu twierdzi, że on jest. Każde pytanie, które sobie na ten temat zadaję, umiem sobie skromnie wyjaśnić albo moją niewiedzą, albo naukowo. Bóg jest niepotrzebny, a jego wprowadzanie tworzy sprzeczności i ewidentne bzdury. I bardzo szybko pozwala wyjaśnić absolutnie każdy problem. > Jaki związek mają Wierzenia z rzeczywistością?To dobre pytanie. Rzeczywistość jako taka nie wymaga wiary do swojego potwierdzenia. Dzieje się sama z siebie. Wiara wymaga jakiejś rzeczywistości do swojego potwierdzenia. Dlatego religianci skrupulatnie wyszukują wszystko co się da, aby potwierdzić rzeczy, w które wierzą. I przy okazji odrzucają kontrprzykłady. A rzeczywistość jest sobie sama taka jaka jest i na nikim jej nie zależy. Ona nie musi udowadniać tego, że jest, bo po prostu jest. I nawet nie może mieć tego gdzieś  Związek według mnie jest taki, że rzeczywistość jako taka jest niezależna od naszych wierzeń, natomiast my od wierzeń bardzo zależymy. Wierzenia wpływają na nasze zachowanie odnośnie rzeczywistości, i pozwalają np. kogoś zamordować bo bóg tak kazał, lub było to naukowo celowe. > Z pięć razy wspomniałem: O takim, który istnieje.Możesz oczywiście przyjąć to jako założenie. Istnieje "bóg". Jeżeli następnie w sposób naukowy spróbujesz wyprowadzić idące z tego wnioski, to jestem bardzo ciekaw, jakie one będą. W szczególności, jak bóg stworzył świat, jak wygląda jego istnienie w czasie i wiele innych. Według mojego rozumienia jakiejkolwiek logiki, takie założenie nie ma sensu i do niczego Cię nie doprowadzi. Ale spróbuj, zobacz, co wyjdzie. > >Na przykład wybiorę szatana, i oddam mu życie. [...]> No przecież w którymś tam poście z kolei piszę, że to kwestia woli i wyboru! [...]> SKĄD możesz wiedzieć?Nie wiem, zatem korzystam z obserwacji. Widzę, że nauka działa: wybieram naukę. Gdybym widział boga, który działa, wybrałbym boga. Niestety, nawet telewizora nie mogę włączyć za pomocą modlitwy, więc przyjmuję, że modlitwa nie działa. Może komuś to działa, mi nie. > J.W. Bogiem jest tylko ten istniejący byt, który RZECZYWIŚCIE stworzył wszechświat.> Możesz go nazywać Allah, JHWH, Bóg albo co tam chcesz. To kwestia definicji. Jego niezmienne imię brzmi: "Ten, który jest" co w po hebrajsku brzmi: JHWH.Oj, do tego mógłbym się przyczepić; ale chyba sam widzisz, że imię które jest niezmienne, jakoś dziwnie brzmi w różnych językach. RÓŻNIE. Poza tym sam piszesz, że to kwestia definicji, i trochę tracę przekonanie, że rozmowa z Tobą ma sens. Bo mógłbym zapytać teraz Ciebie, Twoim własnym pytaniem "skąd to wiesz". Czy na pewno? Ale proszę, nie dyskutujmy o tym, ponieważ temat ten był wielokrotnie wałkowany i wydaje mi się że jest całkowicie jałowy. > Czy w obecności kogoś Mądrzejszego i znacznie starszego niż ludzkość zgodzisz się poddać Jego niewątpliwej władzy, czy zechcesz "ustalać własne prawa". To kwestia woli i wyboru. Ja mogę Ci najwyżej powiedzieć, że wierzę w istnienie takiego wyboru.Tu dochodzimy do czegoś interesującego. Chciałbym zrozumieć to nastawienie. Napisałeś wcześniej, że wierzysz w boga, który stworzył wszechświat, lub że możesz przyjąć istnienie kogoś takiego. Mam nadzieje, że dobrze rozumiem. Stwierdziłeś też, że ten koleś 'nazywa' się 'jestem, który jestem', oraz że mogę go sobie nazwać 'masło maślane', co nie ma znaczenia. OK. Piszesz też, że wierzysz w istnienie wyboru, który masz, a który polega na tym, że poddasz się takiej niezidentyfikowanej istocie, dlatego, że ma pewne przymioty - 'niewątpliwa władza', 'mądrość', 'starszy niż ludzkość', itp. Wydaje mi się, że masz sporo dość konkretnych wyobrażeń o tym kimś, i są one na tyle atrakcyjne, że może wydawać się sensowne pokładanie zaufania w takiej istocie. Myślę jednak, że jest to fikcja i nie mamy żadnego wyboru. Mogę sobie wymyśleć kogoś takiego bez trudu, nadać mu cechy o których mówisz, i UWIERZYĆ. Ale nadal będzie to fikcja i pogoń za wiatrem (że tak zacytuję Koheleta). Dlaczego wchodzisz w takie tematy i sugerujesz, że mam 'wybór' skoro go nie mam? Tego nie rozumiem, ale możliwe że wiesz coś, czego ja po prostu nie potrafię zobaczyć. Jedno jest pewne: nie przyjmuję za prawdę stwierdzenia, że jest 'ktoś' kto stworzył wszechświat. Nie wiem skąd wszechświat się stworzył, ale nie wystarcza mi Twoje wyjaśnienie. Zbyt ładnie zatyka ono dziurę. Zakończenie: Wybacz, że nie do wszystkich Twoich myśli i wypowiedzi się odnoszę, ale próbuję trochę bardziej kontekstowo zrozumieć, co każe pisać Ci takie rzeczy. Nie rozumiem, dlaczego wierzysz w istnienie wyboru: 'zaufam komuś kto stworzył wszechświat' lub 'nie zaufam temu komuś' - skoro ja w ogóle nie rozumiem jak możesz twierdzić że taki ktoś istnieje. Próbując postawić się na Twoim miejscu, być może mógłbym uczciwie powiedzieć: nie wiem, czy istnieje, ale wierzę w to chociaż nie mam absolutnie żadnego dowodu. Wierzę bez dowodu a moja wiara z punktu widzenia nauki jest głupia i nieuzasadniona. Nie wiem jednak, jak to widzisz, ani jak do tego podchodzisz, więc mogę mówić tylko za siebie. Ja stawiłem czoła niewiedzy o świecie i zgodziłem się na nią. Żyję z wielkim brakiem odpowiedzi - i jestem z obserwacji i wnioskowania przekonany, że żadna wymyślona lub postulowana 'istota' nie jest odpowiedzią na życiowe pytania. Moje obserwacje sugerują, że takich odpowiedzi dostarczyć może nauka - a wtedy nadal będą nowe pytania. Tak czy inaczej, dzięki za to co napisałeś.
-pio-
|
|
| | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | Cytat:wtedy spotka mnie KARA straszliwa, wieczna i niezmierzona. Ponąć daje ów bóg wolność, a już na początku okazuje się, że droga do niego to niewola, bo albo 'zrobisz jak on chce, albo masz w mordę i nożem'. Według mnie nie spotka Cię kara "straszliwa i niezmierzona" a odpowiednia do Twoich uczynków. Jeśli byłeś z dziewczyną przez rok a potem stwierdziłeś, że Ci się "znudziła" , co spowodowało Jej wielomiesięczny ból, to zgodzisz się chyba z tym, że zasługujesz na podobne doświadczenie? Przecież doktryna Chrześcijańska mówi o czym innym: nikt nie jest doskonały i nie jest w stanie przejść przez życie nikogo nie krzywdząc. Jak bardzo byś się nie starał, zawsze coś spier.. emmm zepsujesz. Jest ktoś, kto oddał swoje życie po to, aby zadość czyniąc sprawiedliwości mógł Ci WYBACZYĆ te "różne sprawki", które każdemu z nas się zdarzają. Jeśli nie uwierzysz, że On ma taką władzę, to jak możesz oczekiwać przebaczenia? Jeśli odrzucasz "gościa", który ma władzę "odpuszczać", to kto Ci odpuści? Grabisz sobie - płacisz... uważasz, że to niesprawiedliwe? Jest opcja, że wszystko co zrobiłeś zostanie Ci wybaczone ale jak może zadziałać, jeśli tę opcję odrzucasz? Cytat:>I jeszcze jedna sprawa: logika. Obserwuję, że sporo rzeczy działa całkiem sprawnie, gdy stosować logikę, matematykę, fizykę, chemię, itp. Dzięki temu mogę pisać na forum, a Ty będziesz mógł to przeczytać, chociaż nigdy zapewne w życiu się nie spotkaliśmy. 100% zgody! Nauka MA sens a LOGIKA jest jej motorem! Cytat: Te rzeczy działają, bo NIE są oparte na wierze, ale na faktach, które są sprawdzalne i zawsze dają powtarzalne wyniki. A tu już 0% zgody  . Newton przedstawił prawo powszechnego ciążenia, bo WIERZYŁ, że prawa fizyki są stałe. Że nie zmienią się za dwa dni i że odzwierciedlają porządek ustalony przez Boga. Żeby uprawiać naukę, potrzeba wiary. Wiary w to, że prawa są niezmienne, że są opisywalne prostymi wzorami matematycznymi i że człowiek może je zrozumieć. Ta wiara pozwala nauce posuwać się naprzód. Szukamy przecież porządku i sensu usiłując dopasować równania matematyczne do rzeczywistości... Cytat:Ale idea bytu, który jak niektórzy nawiedzeńcy głoszą jest wszech- mogący/widzący/wiedzący/mocny, itp. jest tak wewnętrznie sprzeczna, że ktoś taki nie może istnieć. Jasne, zauważ tylko różnicę między : "wszechmocny" a "mogący wszystko, co logicznie możliwe". Sama definicja "wszechmocy" w tym pierwszym przypadku jest wewnętrznie sprzeczna. Nie można przecież być "zupełnie" wszechmocnym, można ewentualnie "móc" wszystko, na co pozwala logika. Inaczej zarzuciłbyś mnie dziecinnymi pytaniami: "Jeśli Bóg jest wszechmocny, to czy może stworzyć taki kamień, którego nie będzie mógł podnieść?". A przecież jest to pytanie tego samego kalibru co: " Jaki jest zapach czerwieni?" Cytat:Ponieważ świat działa w oparciu o fizykę/chemię/matematykę, widzę wyraźnie, że ktoś tak sprzeczny jak bóg nie może realnie istnieć Sprzeczny z czym? Cytat:. Może i szkoda, ale w sumie to na szczęście. Bez wiary w bajki jakoś łatwiej dostrzec swoje życie, i realnie stanąć na nogach, do walki z pojawiającymi się problemami. I to jest przecież odwieczny problem... Jeśli nie ma ABSOLUTNEJ miary to MY musimy tę miarę stworzyć. Nie ma Boga - JA JA JA MAM OBOWIĄZEK stworzyć zasady. Przecież mam jedno życie, w dodatku krótkie. "Dlaczego miałbym więc respektować jakiekolwiek zasady?" Przecież jeśli nie ma nikogo, kto mógłby egzekwować wypełnianie prawa, to JA jestem prawem, zwłaszcza, jeśli mam armię, czołgi, rakiety, broń atomową... Cytat: Życzyłbym sobie, aby ludzie jako motto przyjęli chęć uczynienia świata odrobinę lepszym, niż był, gdy się na nim pojawili. 100% poparcia! Cytat:Nie trzeba nawracać ani ogniem, ani mieczem. 100% poparcia!. Nie trzeba a nawet nie ma sensu... Każdy ma wolną wolę i nawet jeśli na torturach się ze mną zgodzi, nie oznacza to przecież, że myśli jak ja. Nie chodzi przecież o to, żeby wszyscy ludzie myśleli jak ja. Chodzi o to, jaka jest prawda. Może dlatego, że KK mnie nie opłaca, nie czuję potrzeby "dyplomacji" ani nie będę miał kasy z tego co mówię, mogę sobie pisać co myślę  Kto ma uszy, niechaj słucha... Cytat:Pozwólmy w końcu umrzeć starym baśniom, a sami bierzmy się za życie, naukę, polepszanie świata, itp. "Stare" nie zawsze oznacza złe/błędne. Geometria Euklidesowa mimo upływu czasu ma wiele zastosowań i nie sądzę, żeby przestała być przydatna. Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | > Naprawdę nie widzisz różnicy jakościowej między krasnoludkami, wróżkami, elfami a Bogiem - stwórcą wszechświata? Jeśli się "pomylisz" w kwestii krasnoludków a one istnieją mimo tego, że uznałaś jako pewnik, że nie, to najwyżej Ci nas... emm "nakwaszą" do mleka co przy obecnej ilości konserwantów jest mało prawdopodobne. Wybór w tym drugim przypadku może dla Ciebie oznaczać wieczne życie albo wieczną karę, więc uważam, że nonszalancja i dogmatyzm w uznawaniu Boga za nieistniejącego jest co najmniej... niefrasobliwością. >Aczkolwiek: Twój wybór, Twoje życie, Twoja śmierć. Gorzej, jeśli przez całe swoje życie przekonasz do swoich racji wiele osób (w tym np. własne dzieci) i okaże się, że: "ups. myliłam się". Czy mam rozumieć, że wierzysz tylko po to, aby zapobiec ewentualnemu odrzuceniu? Czyli zakładasz, że dla boga najważniejszym kryterium oceny człowieka jest wiara w niego. Małostkowy coś bożek. Obawiam się jednak, że bożek wszechwiedzący zdaje sobie sprawę z Twojego podstępu i myślę, że woli takich, co wierzą po prostu. Twoje postępowanie jest zimnym wyrachowaniem. Po drugie - jeśli istniałby, i byłby małostkowy, to nie mamy szans na spełnienie jego oczekiwań, bo ich nie znamy. A jeśli on wybrał sobie np. wymóg stawania co ran na głowie? Jeśli chcesz postępować zgodnie ze świętą księgą, to którą! Różnią się dość mocno - przypominam, że nie tylko Koran, Tora i Biblia, ale sporo innych dzieł należy wziąć pod uwagę! No i ostatnie - nawet wybierając jedną z nich (co prawda nie mam pojęcia na podstawie czego, bo miejsce urodzenia w danej religii jest dość niejasnym kryterium wyboru), to albo bierzesz pod uwagę KAŻDY jej fragment, albo żaden. Czyli i te o kamienowaniu cudzołożników i zabijaniu niegrzecznych dzieci. No i oczywiście historie o menstruacji - bo może faktycznie dla niego nieczystości seksualne są pierwszorzędowej wagi, skoro tyle uwagi im poświęcił?!
|
|
| | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | Cytat:>Czy mam rozumieć, że wierzysz tylko po to, aby zapobiec ewentualnemu odrzuceniu? Nie, piszę o tym, że być może warto się dokładniej temu przyjrzeć. Cytat:>Czyli zakładasz, że dla boga najważniejszym kryterium oceny człowieka jest wiara w niego. Nie, wiara w Niego jest podstawą do tego, żeby mógł człowiekowi wybaczyć różne złe uczynki, których każdy z nas dopuszcza się przez całe życie. Sprawiedliwość dosięgnie każdego, wybaczenie, tego, kto chce zmienić swoje życie. Cytat:Małostkowy coś bożek. Może... Cytat:>Obawiam się jednak, że bożek wszechwiedzący zdaje sobie sprawę z Twojego podstępu i myślę, że woli takich, co wierzą po prostu. Twoje postępowanie jest zimnym wyrachowaniem. Szybko coś przechodzisz od "należy wziąć pod uwagę", do "podstępnej wiary" i "zimnego wyrachowania" : Cytat:że jak na razie nie mamy dowodów i każdy musi sam zdecydować, co dla niego jest bardziej wiarygodne. Powiedziałbym więc raczej: "Ponieważ czegoś jeszcze dzisiaj nie wiemy, to MOŻLIWE, że za tym stoi Bóg!" Tak napisałem prawda? Od momentu, kiedy wziąłem to pod uwagę, do wiary takiej "prawie na pewno" upłynęło wiele wody w wielu rzekach. Cytat:>Po drugie - jeśli istniałby, i byłby małostkowy, to nie mamy szans na spełnienie jego oczekiwań, bo ich nie znamy. Jeśli byłby taki, owszem... Cytat: A jeśli on wybrał sobie np. wymóg stawania co ran na głowie? Jeśli chcesz postępować zgodnie ze świętą księgą, to którą! Różnią się dość mocno - przypominam, że nie tylko Koran, Tora i Biblia, ale sporo innych dzieł należy wziąć pod uwagę! Dlatego też przeczytałem chyba wszystkie dostępne po polsku i angielsku książki z "aspiracjami" do bycia przekazem od ewentualnego stwórcy, łącznie z większością mitologii. Tora to pierwsze pięć ksiąg Biblii. Cytat:>No i ostatnie - nawet wybierając jedną z nich (co prawda nie mam pojęcia na podstawie czego, bo miejsce urodzenia w danej religii jest dość niejasnym kryterium wyboru), Jak Ci się udało "przemycić" to "miejsce urodzenia" ? J.W. Przeczytałem wszystko, co się dało i wyciągnąłem takie wnioski, jakie wyciągnąłem. Moja rodzina nigdy nie była religijna a przez większą część swojego życia byłem ateistą. Nawet takim "walczącym z ciemnogrodem"! Argument "z miejsca urodzenia" być może "elegancko" wygląda w "Bogu urojonym" ale bardzo często załamuje się, kiedy mamy do czynienia z jednostkami, żywymi ludźmi. Cytat: to albo bierzesz pod uwagę KAŻDY jej fragment, albo żaden. www.racjonalista.pl/forum.php/s,406043#w406705Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | > Cytat:>Czy mam rozumieć, że wierzysz tylko po to, aby zapobiec ewentualnemu odrzuceniu? > Nie, piszę o tym, że być może warto się dokładniej temu przyjrzeć.Nie warto. > Cytat:>Czyli zakładasz, że dla boga najważniejszym kryterium oceny człowieka jest wiara w niego. > Nie, wiara w Niego jest podstawą do tego, żeby mógł człowiekowi wybaczyć różne złe uczynki, których każdy z nas dopuszcza się przez całe życie. Sprawiedliwość dosięgnie każdego, wybaczenie, tego, kto chce zmienić swoje życie.Skąd - ja wybaczam, staram się pomagać na ile mogę, nie kłamię, żyję spokojnie i tak, aby nie musieć przepraszać. Bóg nie ma tutaj niczego wspólnego, wystarczy zwyczajnie tak żyć. A wiele osób wierzących w boga jakoś godzi to z małostkowością i zawiścią. Więc coś nie gra. > Cytat:>Obawiam się jednak, że bożek wszechwiedzący zdaje sobie sprawę z Twojego podstępu i myślę, że woli takich, co wierzą po prostu. Twoje postępowanie jest zimnym wyrachowaniem. > Szybko coś przechodzisz od "należy wziąć pod uwagę", do "podstępnej wiary" i "zimnego wyrachowania" :To dokładnie wynika z Tojej propozycji "do rozważenia. Wybacz, ale moje wybory nie zależą od groźby. Wybieram to, co uważam za słuszne i koniec. Jeśli przez moje wybory miałabym kiedyś być ukarana - trudno. Żyję uczciwie, jeśli komuś nie podoba się to, to nie da się zadowolić takiej osoby. Dotyczy to i boga. I na pewno nie zmienię zdania w kwestii poglądowej w obawie przed tym, że komuś się narażę. Uważam, że takie stawianie sprawy jest nieetyczne. > Cytat:>Po drugie - jeśli istniałby, i byłby małostkowy, to nie mamy szans na spełnienie jego oczekiwań, bo ich nie znamy. > Jeśli byłby taki, owszem...Jeśli najistotniejsze jest dla niego, czy w niego wierzę, to jest taki. Jeśli nie jest małostkowy, to oceni mnie za moje życie, a nie za brak wiary w niego - czyli nie mam się o co martwić. > Cytat: A jeśli on wybrał sobie np. wymóg stawania co ran na głowie? Jeśli chcesz postępować zgodnie ze świętą księgą, to którą! Różnią się dość mocno - przypominam, że nie tylko Koran, Tora i Biblia, ale sporo innych dzieł należy wziąć pod uwagę! > Dlatego też przeczytałem chyba wszystkie dostępne po polsku i angielsku książki z "aspiracjami" do bycia przekazem od ewentualnego stwórcy, łącznie z większością mitologii.> Tora to pierwsze pięć ksiąg Biblii.No i co z tego, że przeczytałeś? > Cytat:>No i ostatnie - nawet wybierając jedną z nich (co prawda nie mam pojęcia na podstawie czego, bo miejsce urodzenia w danej religii jest dość niejasnym kryterium wyboru), > Jak Ci się udało "przemycić" to "miejsce urodzenia" ?Zwyczajnie - zwykle wybiera się religię w której się urodziliśmy. Np. w Polsce jest przewaga katolików. Jeśli dziecko zmienia wiarę na inną, to niemal na pewno jest to inny odłam chrześcijaństwa. Ale rodząc się w Indiach byłoby muzułmaninem lub hindusem. Rodząc się w Chinach miałby inne opcje. Rodząc się w jakiejś Kwasibungu czciłby Wielkiego Bubu z Góry, i nawet nie wiedział by o Biblii. To kwestia losu. > J.W. Przeczytałem wszystko, co się dało i wyciągnąłem takie wnioski, jakie wyciągnąłem. Moja rodzina nigdy nie była religijna a przez większą część swojego życia byłem ateistą. Nawet takim "walczącym z ciemnogrodem"!Przerażające. I co się zmieniło? > Argument "z miejsca urodzenia" być może "elegancko" wygląda w "Bogu urojonym" ale bardzo często załamuje się, kiedy mamy do czynienia z jednostkami, żywymi ludźmi.Ale jednak taka korelacja istnieje i jest bardzo silna. Nie widzisz jej? Czy inne obserwacje rzeczywistości również odrzucasz, kiedy są niewygodne?
|
|
|  | 1 na 1 | DEmonizer (4893 punktów) | Bóg (w tradycyjnym sensie) jest konsekwencją tego, jak umysł ludzki interpretuje wszechświat - bóg jest produktem umysłu, króliczkiem za którym się biegnie, pragnie się go złapać, ale to nic nie mówi o tym jaki jest wszechświat. Bóg może być formą widzenia wszechświata, metaforą. Wykluczam Panteizm, bo to już inna para kaloszy, bliska "słowołamigłówce". Jeśli ktoś chce wierzyć w boga, a proszę bardzo, tylko niech interpretuje swoją wiarę jako element własnej umysłowości, bo wszechświat nie jest umysłowy, emocjonalny, tym bardziej religijny. Warto unikać nadinterpretacji. Ateizm jest również kwestią umysłu. Wszechświat "ma to wszystko w dupie", on sobie tylko jest. Jeśli wiara w boga jest monopolem na prawdę o wszechświecie, to zawsze się gdzieś leje krew. Można powiedzieć więcej ... ideologia ... Wolę dzielić poglądy na "bezpiecznie" i "niebezpieczne", pierwsze wychodzą z siebie i tylko i wyłącznie dla siebie, a drugie są narzucane z góry wszystkim, którym tylko się da, bez znaczenia jakimi metodami. Nauka jest poza tym, to narzędzie do budowy i opisywania wiedzy o wszechświecie. Choć prawdą jest, że religia pierwotnych ludów byłą taką pra-nauką, ale coś później psztykło cwaniacko. Pozdrawiam
|
|
|  | 7 na 7 | Ignorancja (4718 punktów) |
Natomiast nawet w stosunku do "czajniczka Russela" postawa sceptyczna: "nie wiem, nie mam dowodów, że go tam nie ma", jest czym innym niż: "NA PEWNO go tam nie ma bo nie mam dowodów, że jest". Nawet hiper-ekstra sceptycyzm nie ma mocy wpływania na rzeczywistość i rzeczony czajniczek może sobie "tam" spokojnie orbitować, w ogóle się czyimś sceptycyzmem nie przejmując. (Vancalar)
Hm ... a co w takim razie powiedziec o postawie: "NA PEWNO jest, choc nie mam dowodow, ze tam jest"?
Mamy teorie wieloświatów, wszechświatów potomnych, fluktuacji próżni, wszechświata holograficznego a wszystkie łączy jedno: żadnej z nich nie udowodniono. (Vancalar)
Tak nie udowodniono tych pomyslow. Ale nie zapomnij, ze one sa stosunkowo mlode. Czego nie mozna powiedziec o pomysle "bog". Z tym juz troche ludzkosc spolkuje. Z takim efektem, ze uprzednie pojecia jego dotyczace zostaly jednoznacznie obalone jako nieprawdziwe, choc w momencie powszechnej w nie wiary wierzacy byli przekonani i tu zacytuje parafrazujac: "NA PEWNO jest Zeus na Olimpie, choc nie mam dowodow, ze tam jest".
Z wiara w boga jest jak z wiara w wysoce rozwiniete cywilizacje kosmitow odwiedzajace nas. Elastyczna jest wielce ta wiara i zupelnie niezdolna do refleksji nad jej historia rojaca sie od bledow. Nie ma bogow na Olimpie, a kosmitow na Marsie? Nie szkodzi. W pierwszym wypadku przesuniemy do niebiesiech, w drugim do galaktyki Andromedy. Po lotach w kosmos i nie odnalezieniu tam boga przesuniemy go przed horyzont zdarzen, a jesli uda sie spenetrowac galaktyke Andromedy i kosmitow tam nie bedzie to sie ich umiesci w swiatach rownoleglych. Zyczenie przedkladamy wiec nad doswiadczenie. Nad doswiadczenie, ktore jednak zdolalo dokonac w koncu falsyfikacji zyczenia zdaloby sie w momencie jego trwania niemozliwego do falsyfikacji. Nieprawdaz? I wbrew rezultatom tego doswiadczenia nie wyciagamy wnioskow tylko trwamy sobie dalej przy swoim zyczeniu (juz lekko zmodyfikowym), bo wolimy zdeptac logike, byle tylko nie pozbawic sie tego, co jest dla nas zyczeniowo atrakcyjne.
Jeszcze takie pytanie. Czy zdemaskowania uprzednich wierzen, jako nieprawdziwych daloby sie dokonac tym, ktorzy w nie wierzyli, a wiara nie pozwalala na podniesienie reki na swietosci? Wiec jednak obrazoburcza odwaga w mysleniu i sceptycyzm okazaly sie przydatne. Nieprawdaz?
Czyli zdrowy rozsądek nakazuje ignorować "teorie wieloświatów", samoistnego powstawania życia z materii nieożywionej, spontanicznego powstawania wszechświatów do czasu aż zostaną udowodnione? Zgadzam się!(Vancalar)
Zdrowy rozsadek nakazywalby przede wszystkim zrezygnowac z przywolywania samoistnego powstawania zycia z materii nieozywionej jako idei nieprawdziwej, w sytuacji, gdy juz udowodniono doswiadczalnie, ze jest mozliwa biosynteza zwiazkow budujacych zycie z materii nieozywionej (doswiadczenie S. Millera). A nowsze badania dowodza, ze taka synteza w przestrzeni kosmicznej dzieki dzialaniu promienowania kosmicznego moze przebiegac nie tylko spontanicznie, ale powszechnie i ekspresowo.
Przy okazji. Wiele coraz nowszych doswiadczen i badan obala punkt po punkcie watpliwosci kreacjonistow od jakich zawrzeli po doswiadczeniu Millera. Glicyna okazuje sie byc nie tylko najbardziej reprezentacyjna ilosciowo w probowce Millera, ale i w chondrytach. Ich sklad odpowiada ilosciowo i jakosciowo skladowi jaki otrzymal Miller. Taka, a nie inna popularnosc wystepowania nie jest niczym dziwnym, skoro najpowszechniejszymi substancjami w oblokach pylu miedzygwiezdnego sa kwas mrowkowy i metyloamina (substraty dla glicyny), co z kolei odkryli radioastronomowie. Te zas sa popularne, albowiem po prostu odznaczaja sie nie tylko latwym syntezowaniem, ale i trwaloscia. A buduje sie najlepiej i najtaniej z materialow latwo dostepnych. Klocki ukladanki powoli wskakuja na swoje miejsce. Zdaje sie, ze nie dzieki wierzacym w przekaz Genesis. A moze sie myle?
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
|  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . >W przypadku Bóg/"samodziejstwo" mamy do czynienia z alternatywą. Albo "wszystko" powstało "samo", w wyniku nieznanego jeszcze procesu naturalnego ALBO jest wynikiem działania świadomego intelektu, który dla nas oznacza "Bóg". Nikt, nigdy, nigdzie i w niczym nie stwierdził najmniejszego wpływu na dostępną ludziom rzeczywistość nadnaturalnej nierzeczywistości. Skoro takiego wpływu nie stwierdzono, głupotą jest upychanie go na siłę.
>Jaki/który Bóg? Nieważne. Aby słowo miało sens musi mieć znaczenie. Zdanie - Blungi istnieją, a Gulungi nieistnieją - jest bezsensownym gulgotem.
>Taki, który istnieje i może świadomie wpływać na rzeczywistość. Może wpływać, czy wpływa? Morze jest jest szerokie i głebokie, a jeżeli wpływa to muszą być świadectwa dostępne ludzkim zmysłom. Takich nigdy i nigdzie nie stwierdzono.
>Jeżeli wykluczasz alternatywę "b" (Bóg), jednocześnie TWIERDZISZ, że zaszło zdarzenie "a" (Wszystko powstało "samo", bez niczyjej świadomej interwencji"). Innymi słowy, jeśli twierdzisz, że istnieje proces naturalny zdolny do wytwarzania wszechświatów - udowodnij, bo przecież ciężar dowodu spoczywa na twierdzącym czyż nie? Tylko jest zasadniczy problem nauka nic nie twierdzi, tylko albo podaje wynik badań pod weryfikacje, albo na podstawie zweryfikowanych dotychczasowych badań buduje teorie i hipotezy. Ustaleń nauki na ten temat jest cała biblioteka i ogromny dział wiedzy. Opisu nie można zawrzeć w jednym czy kilku postach. Zauważył to już prawie przed stuleciem H. L. Mencken w artykule - "Homo Neanderthalensis" . Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych.(... )Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie. Stulecie mineło i niczego dodawać nie trzeba.
>Zobaczmy, co z tego wynika. Bardzo proste naukowe twierdzenie, niczego na wiarę nie przyjmować, a ostatecznym kryterium jest praktyka (doświadczalna powtarzalność).
> Czyli zdrowy rozsądek nakazuje ignorować "teorie wieloświatów", samoistnego powstawania życia z materii nieożywionej, spontanicznego powstawania wszechświatów do czasu aż zostaną udowodnione? Zgadzam się! Tak, gdyż to całkowita bzdura. A ja nie, gdyż człowiek samodzielnie myślący opiera swoje przekonania wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla niego tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują go tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. "Na podstawie posiadanych przesłanek jest bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Wie, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmieni je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Racjonalista sceptycyzm naukowy uznaje za jedyną właściwą postawę wobec ewolującej rzeczywistości, gdyż wie, że ma gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mu potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.
Teorie naukowe budowane są nie na czystych spekulacjach, tylko na podstawie posiadanych przesłanek wywodzących się z dotychczasowego dorobku nauki. "Teoria wieloświatów" jest intelektualną spekulacją, do której należy podchodzić bardzo, bardzo sceptycznie, ale w swojej konstrukcji posiada zdecydowanie więcej już udowodnionych przesłanek naukowych, od najbardziej filozoficznie wyspekulowanej idei udziału w świecie jakiejkolwiek transcendentej inteligencji.
@@@ .
|
|
 | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | >I jaka jest różnica między ateizmem, a agnostycyzmem? Agnostycyzm sam w sobie jest albo bliższy teizmowi albo ateizmowi. Jeśli agnostyk widzi bezsens idei boga w całej swojej rozciągłości może nie móc pogodzić się ze swoją niewiarą, ale nie zwróci się ku żadnej religii. Agnostycyzm w stronę teizmu może prowadzić do antyklerykalizmu czy postawy reformatorskiej. Jest to przekonanie o tym, że Bóg istnieje, ale niezgadzanie się z formą religii. >Agnostycyzm 50:50 jest próbą bycia za wszelką cenę neutralnym. Szczerze nie znam osób podzielających dokładnie taki pogląd.
A ja bym ujął to tak: "Postawa agnostyczna" nie wynika z podejścia naukowego lecz raczej z uwarunkowań psychologicznych i społeczno-kulturowych...taki rodzaj oportunizmu wewnętrznego jak i zewnętrznego. Psychologicznych - gdyż indoktrynacja religijna w dzieciństwie mogła być tak silna i głęboko wryła się w umysł i psychikę, iż pomimo racjonalnych argumentów i logiki stosowanej w dorosłym życiu, wciąż ma gdzieś przyczajony ten egzystencjalny strach (wdrukowany program), którego agnostyk nie potrafi "przeskoczyć" -wtedy "łatwiej" takiej osobie mówić "nie wiem, może tak a może nie". (BTW, ciekawe by były badania profili psychologicznych osób deklarujących sie agnostykami w porównaniu do zdeklarowanych ateistów) Społeczno -kuturowych - bo z taką postwą wygodniej jest egzystować w społecznosci w jakiej sie znajduje, czerpać korzysci choćby przez to, że nie naraża się swą jednoznaczna postawa na krytykę lub/i ostracyzm rodziny, grupy, środowiska, społeczności.
vivere est cogitare "...upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem" - Myslovitz
|
|
prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > definicja boga jako bytu niematerialnego nie pozwala na empiryczne potwierdzenie istnienia Empiryczne czyli doświadczalne. Za pomocą eksperymentu fizycznego. Ale istnienie czegoś można też potwierdzić na drodze dedukcji. Poza tym Bóg objawiał się fizyczne, jako Jezus Chrystus. Nie można udowodnić , że coś nie istnieje. Ale właśnie, czy jesteśmy w związku z tym skazani na wiarę, że krasnoludków nie ma? Czy wierzymy, że ich nie ma, czy jednak wiemy, że ich nie ma?
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
 | 7 na 7 | piotao (913 punktów) | >> definicja boga jako bytu niematerialnego nie pozwala na empiryczne potwierdzenie istnienia >Empiryczne czyli doświadczalne. Za pomocą eksperymentu fizycznego.
Tak na gorąco, chciałbym zaproponować parę ćwiczeń eksperymentalno-dedukcyjnych w celu zbadania empirycznego pewnych religijnych spraw
A. Co potrzebujemy: - osoba opętana przez szatana - katolicki ksiądz w stanie łaski uświęcającej - piekarnia - brzeg morza - sprzęt do prowadzenia obserwacji, radiotelefony, kamery, itp. zabawki, czyli typowe laboratorium
B. Eksperymenty
1. Doświadczenie pierwsze. Bierzemy osobę opętaną i pokazujemy jej obrazek nagiej maryi. Jeżeli nie dostanie ataku padaczki i nie zacznie bluźnić, szukamy innego bodźca, który wprowadzi ją w taki stan. Następnie stawiamy księdza w odległości 1km od osoby opętanej i rozpoczynamy egzorcyzm. Jak wyglądać będzie zależność skuteczności egzorcyzmu od odległości od osoby opętanej?
2. Doświadczenie drugie. Stawiamy księdza nad brzegiem morza i nakazujemy mu poświęcić to morze. W tej chwili cała woda w morzu staje się wodą święconą (ten zabieg był sporo razy już powtarzany, przy okazjach różnych, ale nieważne). Osobę opętaną użyjemy jako detektora stopnia świętości wody. W badaniu taka osoba w stanie ataku i będąc we władzy szatana powinna wykazywać widoczną niechęć do wspomnianej wody. Zmierzmy zatem jak ta niechęć będzię się kształtować w zależności od odległości w km mierzonych wzdłuż linii brzegowej, od miejsca świeżego poświęcenia wody. Pytanie dodatkowe: jaki zasięg ma święcenie wody, w przypadku gdy woda znajduje się w naczyniach połączonych? Czy U-rurka jest lepsza od V-rurki w przypadku, gdy poświęcone zostanie tylko jedno jej napełnione ramię?
3. Doświadczenie trzecie. Czy ksiądz, który odprawi mszę w piekarni, jest w stanie zamienić w czcigodne ciało chrystusa cały magazyn bułek, chlebów, drożdżówek i innego produktu mącznego? Jeżeli tak, w jakiej odległości następuje przeistoczenie? Używając osoby opętanej i nakazując jej spożywać pieczywo, możemy wykazać gdzie zasięg mocy przeistaczającej zanika. Tego typu eksperyment zasugerował mi kiedyś znajomy ksiądz, wskazując, że dysputy teologiczne właśnie na tym polegają: próbują one w drodze logicznego rozumowania rozsądzić, jakie wydarzą się zjawiska. Dlaczego podczas mszy opłatek musi leżeć na korporale, i dlaczego tylko ten opłatek ulegnie przeistoczeniu? Skąd on wie, gdzie leży korporał? To nie są czcze pytania, ponieważ zajmuje się nimi dział nauki eschatologiczno-eksperymentalnej - teologia.
Zachęcam zatem do badań! W końcu przez eksperyment poznajemy świat. Może ktoś zaproponuje jeszcze ciekawsze doświadczenia? Aby tylko nie męczyć zwierząt (więc spożywanie kota na czarnej mszy odpada).
-pio-
|
|
|  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > obrazek nagiej maryiTen eksperyment odpada. NIE MA takich obrazków. Są tylko takie,i temu podobne  Może chodziło Ci o nagiego Maryjana?  Już prędzej można by jakiś obrazek znaleźć nagiego Maryjana.  > wykazywać widoczną niechęć do wspomnianej wodyTo zależy jakie morze poświęcimy. Ja wykazuję niechęć do wody w Bałtyku mimo iż nie jest święcona. > cały magazyn bułekJak wiadomo Żydzi jedzą i jedli macę. Do której zresztą dodają krew chrześcijańskich niemowląt. I Hostia Przenajświętsza przypomina macę, a nie bułkę, czy chałkę. > Dlaczego podczas mszy opłatek musi leżeć na korporale, i dlaczego tylko ten opłatek ulegnie przeistoczeniu?Dawno już nie byłam u komunii świętej, ale z tego co wiem,to opłatki znajdujące się w kielichu i rozdawane doustnie wiernym też są Ciałem Chrystusa, co zresztą ksiądz za każdym razem podając opłatek , podkreśla. Tak więc nie tylko jeden opłatek ulega przeistoczeniu.
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| |  | 10 na 10 |
| | |  | | piotao (913 punktów) | Super obrazek! Zanim nas moderatorstwo nie wywali, dawać więcej takich! Nic dziwnego, że tak podobała się w 'Imieniu Róży' naga sztuka sakralna. Nie dość, że świętość ducha, to i na cielesnej powłoce miło oko zawiesić, i wyemitować tęskne westchnienie... A tak poważnie, do pani Profesor - faktycznie maca przypomina opłatek, a opłatek przypomina macę. To jednak zbieżność nieistotna, bo chleb też można konsekrować, i bułki, i rogale, i nawet obwarzanki!  I paluszki... To rodzi moje dalsze pytania. Jakie właściwości fizykochemiczne musi mieć opłatek, aby nadawał się do konsekracji? Czy taka np. pizza może się nadawać? Zakładamy, że będzie bez nadzienia, czyli 'nago'. A czy np. przypalone opłatki, takie np. brązowe mogą być? Czy w przypadku konsekracji dokonanej przez prawowitego celebransa na kanapce z kiełbasą (lub szynką, lub polędwicą sopocką), przeistoczeniu ulegnie tylko chleb, czy również masło, oraz wspomniane wędliny? Polędwica jest najbardziej surowa, czy zatem w jej przypadku transsubstancjacja będzie najpełniejsza? Może komuś wierzącemu takie dywagacje wydadzą się nie na miejscu (kłaniam się uprzejmie, do usług), ale logika nie powinna wzdragać się przed niczym, co daje się pomyśleć i jest ciekawym, i wiedzie do wniosków. Zastanawia mnie w tych tematach sporo rzeczy. Niektóre wspomniałem, ale oto następne: - czy przeistoczenie jest objęte jakimś okresem gwarancji? Chodzi nie tylko o nawiązanie do cudu w Sokółce, który wspaniale skompromitował wielu obywateli dającym mu wiarę, ale w ogóle o przebieg procesu. Oto rozumiem to tak: w momencie przeistoczenia (który nie wiemy, kiedy następuje, w każdym razie gdy kapłan skończy wypowiadać odpowiednie słowa, przy czym chyba nie jest istotne, że jest to język polski - może być inny) następuje zamiana substancji opłatka w substancję Ciała i Krwi Jezusa. Przy czym nic wizualnie, chemicznie, i fizycznie się nie zmienia. Analiza fizykochemiczna nie wykryłaby żadnych zmian, jedynie osoba opętana wykazałaby ponad wszelką wątpliwość fakt przeistoczenia. Po takim wydarzeniu - mam pytanie, CO DZIEJE się z ową krwią i ciałem? Trochę to chyba niedoprecyzowane... Zjemy opłatek lub podzielimy się nim z chomikiem, i on na skutek normalnych procesów zostanie strawiony. Mistyczne elementy wtedy gdzie się podzieją? Czy zostają w osobniku, który wszamał opłatek? Gdyby pozostawić taki opłatek w słoiku na 50 lat, dbając o to, aby nie zjadły go bakterie lub grzyby, czy nadal byłby równie 'ważny'? Gdzie znika ciało mistyczne, gdy opłatek zwyczajnie się rozłoży, np. zakopany w doniczce? - jeżeli opłatek po przeistoczeniu 'rozpuści' się w wodzie, to jak wiadomo powstanie dość mętny roztwór, który jest idealną pożywką dla bakterii i pierwotniaków. Jeżeli takich opłatków 'rozpuścić' w 1dm 3 powiedzmy 1000, to czy świętość tej wody (a raczej ciapy) wzrośnie, czy pozostanie stała? Podobnie, czy bardziej święty jest wielki opłatek, czy jeden, malutki jego okruszek (zwykle zeskrobywany starannie przez ordynansa po celebracji komunii za pomocą zwykłych paluchów, których jednak potem nie oblizuje)? Jeżeli ilość świętości jest niezależna od wielkości nośnika, stężenie jej pozostanie stałe, niezależnie od wchłoniętych opłatków. Wróćmy jednak do wody. Gdy wodę z ciapą wylać i odparować, ciapa zamieni się w papkę, a ta w skorupkę czegoś podejrzanie bezkształtnego. Czy w tym również jest to samo Ciało i Krew? Przerażające pytanie, jednak w naszych ustach i żołądku dzieją się gorsze rzeczy (można wypluć lub zwrócić, aby zobaczyć). I nikt się na to nie oburza. - czy do przeistoczenia jest wystarczająca zwykła woda niedestylowana? Można przecież uznać ją za wino, jedynie w skrajnym, homeopatycznym rozcieńczeniu. Zresztą samo białe, wytrawne wino jakiego się używa też ma najwięcej wina tylko w nazwie. Czy istotna jest tutaj zawartość alkoholu etylowego? A gdyby był to alkohol metylowy lub propanol? Oczywiście, działanie komunii by się zmieniło, ale przecież jej moc także! - jakie jest graniczne stężenie krwi pańskiej, które można jeszcze przyjmować w komunii? Przypuśćmy, że przeistoczono tylko 25cm 3 mieszanki wina z wodą, natomiast wiernych chętnych do jej wypicia jest 1000 osób. Czy można taką 'Krew' wlać do beczki z wodą i w ten sposób 'pomnożyć' sakrament? Nie liczę tu na to, że woda automatycznie zamieni się w wino, ale gdyby tak można było zrobić i poić wiernych wodą z niewielką domieszką krwi pańskiej, wtedy być może warto określić stężenie graniczne. Bo inaczej wystarczy wlać kroplę konsekrowanej krwi do oceanu, i można będzie w każdym zakątku świata pić słoną wodę w celu osiągnięcia takich samych 'korzyści'. Jeżeli nie - wracam do pytań z poprzedniego wątku - jaki jest zasięg i czas rozprzestrzeniania się 'efektu konsekracji'. Jeżeli działa on natychmiast, podobnie jak woda święcona na niewielkie odległości, wtedy sprawa wydaje się prosta. Teologia zaczyna mnie coraz bardziej fascynować. Jest tyle rzeczy do zbadania! Teren dziewiczy (w sensie dosłownym), a perspektywy badawcze aż zapierają dech w piersiach! Zaprośmy naukę do badań, przecież panbóg obdarzył nas rozumem chyba właśnie po to, abyśmy studiowali i BADALI jego tajemnice!
-pio-
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > A czy np. przypalone opłatki, takie np. brązowe mogą być?Przypalone przeistoczą się w tę wersję:
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | > Przypalone przeistoczą się w tę wersję:>  > Jezus z krzyżem na piersi? Czyżby był chrześcijaninem? A może masochistą?
|
|
| | |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Trochę to naciągane. Mieszkasz w Anglii, a podobno tam, jak się powie kobiecie coś miłego ,ale związanego z jej seksualnością, to cię może o molestowanie oskarżyć. Więc tam już pojęcie molestowania rozciągnięto zbyt szeroko. Tak samo na tej okładce nie ma nagości. Bo kawałek piersi to i w dekolcie można dostrzec. Ale oczywiście oszaleli fanatycy nawet w tym niewinnym i , dodajmy, pięknym zdjęciu, dostrzegą nagość, pornografię i obrazę uczuć religijnych.
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Mieszkasz w Anglii, a podobno tam, jak się powie kobiecie coś miłego, ale związanego z jej seksualnością, to cię może o molestowanie oskarżyć.
To zależy kto powie. Kobiety są wybredne.
|
|
| | | | |  | | perun (8610 punktów) | > > Mieszkasz w Anglii, a podobno tam, jak się powie kobiecie coś miłego, ale związanego z jej seksualnością, to cię może o molestowanie oskarżyć.> To zależy kto powie. Kobiety są wybredne.> Na szczeście nie wszystkie
|
|
1 na 1 | lipschitz (1674 punktów) | Definicję boga podał człowiek. Ktoś twierdzi lub twierdził, że miał kontakt z bóstwem, że został przez boga powołany, że ujrzał coś, czego nie widzą inni śmiertelnicy, że otrzymał przekaz itd. Gdyby tego nie uczynił, nie byłoby tematu boga.
W rzeczywistości rozważania na temat boga są rozważaniami nad prawdomównością medium, ale sytuacja tak się pogmatwała, że w centrum rozważań znalazł się abstrakt a powinna znaleźć się uczciwość przekazującego. Gdyby nie te wszystkie nawiedzenia stalibyśmy jedynie przed pytaniem o pochodzenie życia, pewnie powstałyby hipotezy o inteligentnym projektancie, ale sens tych rozważań byłby zupełnie inny od obecnych dywagacji. Nie byłoby na przykład tak istotne czy ktoś w to wierzy, czy nie wierzy, bo jaki miałby być w tym sens? Wiara w boga stała się ważna, ponieważ ktoś nawiedzony poinformował, że brak wiary może być niebezpieczny. To jego opowieść a nie jakiś znany powszechnie fakt. Powiedziałbym, że agnostycyzm jest nie tyle nierozwiązanym problemem dotyczącym boga, co kwestią wierzyć czy nie wierzyć komuś, kto się podał boskie medium- to on jest źródłem, z którego bóg pochodzi.
A to na pewno nie jest naukowe podejście, bo wysłannik nie dostarcza żadnych dowodów na swoje kontakty z bóstwem, czyli nie ma absolutnie żadnych przesłanek by ufać, a nawet gorzej, są dowody na to, że wiele opisów, które rzekomo miały pochodzić od boga nie jest prawdziwa. Teoria, że boscy pośrednicy kłamią lub mają psychiczne problemy trzyma się całkiem nieźle kupy, są ku temu przesłanki i nie ma żadnych, które dawałyby nadzieję, że mówią prawdę.
To nigdy nie była kwestia wiary w boga, lecz zaufania człowiekowi, któremu ufać nie należało.
|
|
| Marcuch (664 punktów) | >Reasumując, czy zarówno twierdzenie o istnieniu Boga jak i o jego braku są oparte na wierze??
Trochę mam wrażenie, że terminy "nauka", "wiara", "świadectwo empiryczne" traktujesz sztucznie, jak gdyby wzięte z encyklopedii, jak gdyby to nie była twoja "nauka" czy twoja "wiara". Jesteś na dobrym tropie moim zdaniem, ale najlepsza będzie dla Ciebie refleksja nad tym jak sam siebie przekonujesz do pewnych twierdzeń, czy hipotez. Gdzie w twojej psychice leży ów próg, którego przekroczenie każe ci mówić "to już nie wiara, to dowód"? Na czym polega różnica? Nie na książkowych definicjach, lecz na "sile przekonywania", którą musisz zanalizować. Nie ma kategorycznej, ostrej różnicy między "dowodem" a "silną sugestią", szczególnie gdy uznasz, że swój obraz świata opierasz na przeżyciach. Które z ostatnich przeżyć było dla Ciebie "dostatecznie dowodzące"?
Niektórych ludzi praktycznie przekonuje naciek na szybie w kształcie "twarzy Maryi", innych teoretycznie nie może przekonać nic. Ja jednak nie wierzę w tę teorię dostatecznie mocno, żeby nie dopuszczać, iż jak każdy człowiek ma swoją cenę, tak każdy człowiek ma skończoną psychiczną odporność na to, co widzi własnymi oczami i każdy uwierzyłby w Boga, gdyby ewentualny Bóg zrobił na nim "dostateczne wrażenie".
>Czy przypadkiem najbardziej 'naukowe' podejście do tematu mają angostycy??
To jest raczej "odejście od tematu" niż podejście. Jest wyrazem sceptycyzmu - nie naukowego, lecz filozoficznego. Nie istnieje naukowe podejście do tej kwestii, to nie jest kwestia naukowa. Nie daj się zwieść tym, którzy nadużywają majestatu nauki do podparcia swoich prywatnych nadziei i lęków. Kto w temacie Boga odwołuje się do wyników nauk ścisłych, ten błądzi od samego początku.
|
|
Piotrjot (-39 punktów) (zablokowany) | Ludzi jest podobno ok. 6,9 miliarda, a Ziemia jest tylko jedna.
|
|
| krzysztof83 (1 punktów) | ja mysle,ze napewno jest oparte na wierze,jak rowniez na faktach nazwalbym zycia codziennego,zdarzen losowych,poniekad moze cudow(chociaz uwazam,ze to tez w wiekszosci sila wiary),pewnych przekonan,tradycji,na tej planecie kazdy ma swoj swiat ze tak to nazwe,kazdy w cos tam sobie wierzy,cos tam sobie mysli,co ma wplyw na osobowosc pewnie i dalsze zachowania,a czy Bog istnieje,hmm ,ja mysle ,ze tak,lecz jest to Ktos znacznie wiecej,jest jak cala wiedza swiata,odpowiedzi na wszystkie pytania,nalezy w to wierzyc,i wierze ze ktos nad tym czuwa,i mysle ze umysl ludzki takze ma ogromny wplyw na rozne rzeczy.dlugo by pisac o wszystkim,my ludzie czasem malo rozumiemy i zauwazamy.pozdro
|
|
2 na 2 | krzynio (230 punktów) | > Skoro definicja boga jako bytu niematerialnego nie pozwala na empiryczne potwierdzenie istnieniaZ doświadczenia zresztą fatalnego w dyskusjach z katolikami o bogu wiem, że nie ma to żadnego sensu. Katolicy nie udowodnią Ci, że bóg istnieje a ty ich nie przekonasz, że nie istnieje gdyż ten dowód to ślepa uliczka i nie da się go przeprowadzić. Moim zdaniem lepszym sposobem jest przedstawianie im np.absurdalnych dogmatów ich religii (bardzo często ich nie znają) i pytanie czy naprawdę w to wierzą. Dość często zdarza się, że zaczynają twierdzić, iż nie wierzą w dany dogmat a w takim razie mówię, iż nie są katolikami.Ten sposób przekonał mnie, że jest to lepsza droga niż bezowocne próby udowodnienia, iż boga nie ma. Swego czasu zrobiłem małe badanie wśród 10 znajomych osób będących katolikami z prośbą aby wymienili autorów ewangelii. Tylko trzy osoby odpowiedziały poprawnie z czego jedna potrafiła wymienić ewangelie według ich datowania w kolejności. To pokazuje jak ciężko jest rozmawiać z ludzmi, którzy w większości tylko wierzą a nie wiedzą. Życzę powodzenia w dyskusjach lecz warto przed rozpoczęciem zażyć coś na uspokojenie bo można się wykończyć nerwowo 
krzynio
|
|
| Marek222 (511 punktów) | > Skoro definicja boga jako bytu niematerialnego nie pozwala na empiryczne potwierdzenie istnienia to> i nieistnienie nie może być empirycznie stwierdzone.Nieistnienie czegokolwiek w otaczającym nas świecie jest ciężko udowodnić. en.wikipedia.org/wiki/Evidence_of_absence - problem jest bardziej generalny i nie tyczy się tylko Boga czy boga. Inna sprawa ma się z matematyką, ale tu powstaje pytanie czy Bóg/bóg jest bytem platońskim takim jak np. pl.wikipedia.org/wiki/Dwudziestościan_foremny czy też jest bytem rzeczywistym, osadzonym w rzeczywistości i aktywnie interreagującym z nią.
Ignorant stupidity has become a proud badge of in-group solidarity.
|
|
1 na 1 | Volrath (3440 punktów) | Błędne jest założenie, że sytuacje wiary w coś i wiary w brak czegoś są symetryczne.
Możliwych do pomyślenia "rzeczy" (np. żółte słonie w zielone kropki mieszkające na księżycu) jest dużo więcej niż rzeczy realizujących się w rzeczywistości - o grube rzędy wielkości więcej. Można połączyć różne właściwości i opisy i powstanie coś bardziej lub mniej realnego, ale jeśli nie ma to związku z obserwacją, nie wynika z niej lub z dedukcji, to małe są szanse, że w rzeczywistości to "coś" istnieje.
W zasadzie każdy rodzaj obiektu czymś różni się od innych rodzajów obiektów które człowiek potrafi nazwać (bo inaczej by różnie nie nazywał danych obiektów). Można powiedzieć, że obiekty mają cechy i właściwości którymi się różnią od siebie. Mózg ludzki ma tą właściwość, że potrafi sobie pewne rzeczy wyobrażać, potrafi tworzyć pewne konstrukcje teoretyczne - są to często takie obiekty, które nie zostały zaobserwowane, ale mają cechy będące złożeniami różnych cech innych istniejących obiektów. Na przykład nie ma zielonych słoni ze skrzydłami w różowe kropki. Ale mózg ludzki potrafi skonstruować i przywołać taki obraz. Niektóre z tych konstrukcji nie dają się wyobrazić, ale dają się "lingwistycznie" bardziej lub mniej dokładnie opisać. Nie trudno pojąć, że sposobów łączenia różnych cech w wyobraźni lub wyrażanych w opisie w języku jest dużo dużo więcej niż obserwowanych obiektów. Jeśli z tego dużego zbioru "wymyślanych" obiektów wylosujemy jeden obiekt to szanse, że on będzie też zawarty w znacznie mniejszym zbiorze rzeczy realizujących się w otaczającej rzeczywistości są niewielkie. To tak jak byśmy mieli wielki worek z różnymi figurami geometrycznymi (koła, trójkąty, prostokąty, N-kąty z od 5 do 1000 krawędzi) i mały worek w którym jest trójkąt, kwadrat i pięciokąt. I losujemy coś z dużego worka - szansa, że jest to też w małym worku jest znikoma.
De facto "generowanie" takiego wymyślonego bytu bez dedukowania z obserwacji jest równoważne z losowaniem, przynajmniej w pewnym stopniu - w tym, co z obserwacji nie wypływa.
Więc jeśli nie możemy empirycznie stwierdzić czy dane "coś" istnieje to:
- wierząc bez dowodu, że istnieje to tak jak byśmy z ogromnego jak kanion wora pełnego różnych rzeczy musieli wylosować rzecz której kopia jest w malutkim woreczku
- wierząc bez dowodu, że nie istnieje to tak jak byśmy z wielkiego jak kanion wora pełnego różnych rzeczy musieli wylosować cokolwiek, ale nie trafiając na rzecz której kopia jest w małym woreczku
Czyli:
Wiara w coś bez dowodów lub przesłanek = utrzymywanie danego poglądu mimo stosunkowo bliskich zeru szans na jego spełnienie.
Wiara w brak czegoś bez dowodów lub przesłanek = utrzymywanie danego poglądu (o braku) przy stosunkowo bliskich pewności szansach na jego spełnienie.
Moim zdaniem to drugie jest bardziej rozsądne.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|