Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Bóg urojony" - dla kogo ksiązka

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
13-09-2012 22:12r4aven (93 punktów)"Bóg urojony" - dla kogo ksiązka
Ocena 4 na 4
Witam,
Niedawno łyknąlem sobie książkę Dawkinsa "Bog urojony" i jedna rzecz nie daje mi spokoju...

Pamiętam podczas czytania fragmentu kiedy autor rozprawia się z kolejnymi argumentami dygnitarzy boga, pojawia się stwierdzenie skąd inąd które było dla mnie oczywiste, w którym autor arbitralnie stwierdza, ze wiara to nie jest akt woli, ze można być "obrytym" teologiem, recytować z pamięci wierszyki, modlitwy etc, a tak naprawdę nie wierzyć w boga.

Skoro tak, to dla kogo jest ta ksiązka, której przecież cala siła składa się z logicznych wniosków, faktów, dowodów i odnośników do zaczerpniętych źródeł, z których czerpał Dawkins?

Może coś mi umknęło podczas czytania?

Pzdr
r4aven
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

13-09-2012 22:18
 Ocena 14 na 14
Ania. (14138 punktów)
Wiara nie jest aktem woli.
Odrzucenie wiary, przez przyjęcie pewnych argumentów - już tak.
13-09-2012 22:56 
 Ocena 5 na 5
worek kości (2937 punktów)
>Wiara nie jest aktem woli.

Więc czym jest?

>Odrzucenie wiary, przez przyjęcie pewnych argumentów - już tak.

A przyjęcie wiary, pod wpływem pewnych argumentów, jest aktem woli czy nie?


bembergiem w berg
13-09-2012 23:08 
 Ocena 18 na 20
Ania. (14138 punktów)
>>Wiara nie jest aktem woli.
>Więc czym jest?
Efektem prania mózgu.
Często działa. Czasem jednak przychodzi otrzeźwienie.
Chodzi o to że nie możesz zdecydować, że wierzysz. Po prostu się nie da - próbowałam.

>>Odrzucenie wiary, przez przyjęcie pewnych argumentów - już tak.
>A przyjęcie wiary, pod wpływem pewnych argumentów, jest aktem woli czy nie?
Powodzenia.
13-09-2012 23:31 
 Ocena 3 na 5
worek kości (2937 punktów)
>>>Wiara nie jest aktem woli.
>>Więc czym jest?
>Efektem prania mózgu.

Mówisz o (domniemanej) genezie, a nie o istocie. Chcesz jednak powiedzieć, że np rodzice wychowujący swoje dziecko w duchu katolicyzmu robią mu pranie mózgu? Nie przesadzamy trochę?

>Często działa. Czasem jednak przychodzi otrzeźwienie.
>Chodzi o to że nie możesz zdecydować, że wierzysz. Po prostu się nie da - próbowałam.

Brzmi wzruszająco, ale niezbyt zrozumiale.

>>>Odrzucenie wiary, przez przyjęcie pewnych argumentów - już tak.
>>A przyjęcie wiary, pod wpływem pewnych argumentów, jest aktem woli czy nie?
>Powodzenia.

Np Anthony Flew, znany filozof i walczący ateista, na stare lata zrewidował nieco swoje poglądy i zaczął się skłaniać ku deizmowi. Co prawda nie była to jeszcze wiara w osobowe bóstwo, jak twierdzą niektórzy frondowcy, ale na pewno znaczne odstępstwo od pierwotnego ateizmu.


bembergiem w berg
14-09-2012 00:13 
 Ocena 8 na 10
Phanes (492 punktów)

>Mówisz o (domniemanej) genezie, a nie o istocie. Chcesz jednak powiedzieć, że np rodzice wychowujący swoje dziecko w duchu katolicyzmu robią mu pranie mózgu? Nie przesadzamy trochę?

Indoktrynują dziecko i jest to pranie mózgu, bardzo podobne zresztą do tego, jakie występuje w państwach totalitarnych, czy w innych od katolicyzmu sektach/religiach. Trzeba być naprawdę ślepym, żeby tego nie widzieć.

>>Chodzi o to że nie możesz zdecydować, że wierzysz. Po prostu się nie da - próbowałam.
>Brzmi wzruszająco, ale niezbyt zrozumiale.

Wiara wynikająca z indoktrynacji nie jest aktem woli, szczególnie w przypadku dziecka, które zazwyczaj nie ma dostępu do innego rodzaju myślenia i zachowania. Masz jakieś wątpliwości? - Możemy podyskutować.

>Np Anthony Flew, znany filozof i walczący ateista, na stare lata zrewidował nieco swoje poglądy i zaczął się skłaniać ku deizmowi.

Na ten temat jest na racjonaliście artykuł - myślę, że warty przeczytania.

Przyjęcie wiary pod wpływem argumentów może być aktem woli, ale wtedy jest jednocześnie aktem głupoty - nie ma żadnych przesłanek wskazujących na istnienie boga. Nie ma nawet zgodności co do znaczenia pojęcia boga, więc nie ma w ogóle nad czym się zastanawiać i czego rozważać.

Przyjęcie wiary pod wpływem argumentów może jednocześnie wypływać z wcześniej indoktrynacji, z tradycji rodzinnej i/lub kulturowej oraz wielu psychologicznych czynników. Wtedy nie do końca można tu mówić o akcie woli.
14-09-2012 01:43 
 0 na 6
worek kości (2937 punktów)
>>Mówisz o (domniemanej) genezie, a nie o istocie. Chcesz jednak powiedzieć, że np rodzice wychowujący swoje dziecko w duchu katolicyzmu robią mu pranie mózgu? Nie przesadzamy trochę?
>Indoktrynują dziecko i jest to pranie mózgu, bardzo podobne zresztą do tego, jakie występuje w państwach totalitarnych, czy w innych od katolicyzmu sektach/religiach. Trzeba być naprawdę ślepym, żeby tego nie widzieć.

Raz w tygodniu szło się z kolegami do kościoła, 2 razy w roku prezenty, choinka, spotkania rodzinne przy opłatku lub jajku, coś jeszcze? Religia w szkole - czas żeby spisać pracę domową, rekolekcje - dni wolne od szkoły. Normalnie totalitaryzm. I te potworne przekonania - kochaj bliźniego jak siebie samego, kto bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem, tysiąc lat tradycji, gros imion czy nazw miast - etymologia chrześcijańska, związki frazeologiczne obecne w języku, bogactwo metafor i przypowieści, no normalnie tragedia.


bembergiem w berg
14-09-2012 01:56 
 Ocena 6 na 6
Phanes (492 punktów)
no normalnie tragedia.

Patrząc na twoje zdolności poznawcze, niewątpliwie.

Argumenty pewnie nie raz już tu słyszałeś, więc widocznie nic już ci nie pomoże niczego zrozumieć.

EOT
14-09-2012 02:06 
 0 na 4
worek kości (2937 punktów)
>no normalnie tragedia.
>Patrząc na twoje zdolności poznawcze, niewątpliwie.
>Argumenty pewnie nie raz już tu słyszałeś, więc widocznie nic już ci nie pomoże niczego zrozumieć.
>EOT

To sobie pozwolę mieć ostatnie słowo, skoro już ze świętami wyskoczyłem i nudą. W ateistycznym świecie każdy dzień byłby taki sam, bez świąt, rodzinnych uroczystości, bez okazji żeby się spotkać z dziadkami wokół jakiejś idei. Nie muszę wierzyć w Boga, żeby się cieszyć chrześcijańską tradycją. I tak nie ma nic w zamian.

bembergiem w berg
14-09-2012 11:56 
 Ocena 11 na 11
rysiek (4593 punktów)
>(...) W ateistycznym świecie każdy dzień byłby taki sam, bez świąt, rodzinnych uroczystości, bez okazji żeby się spotkać z dziadkami wokół jakiejś idei. Nie muszę wierzyć w Boga, żeby się cieszyć chrześcijańską tradycją. I tak nie ma nic w zamian.

Dobry przykład jak wierzący wyobraża sobie życie bez wiary w boga. Świat bez "narkotyku" wydaje się straszny.
14-09-2012 13:47 
 Ocena-1 na 5
worek kości (2937 punktów)
>>(...) W ateistycznym świecie każdy dzień byłby taki sam, bez świąt, rodzinnych uroczystości, bez okazji żeby się spotkać z dziadkami wokół jakiejś idei. Nie muszę wierzyć w Boga, żeby się cieszyć chrześcijańską tradycją. I tak nie ma nic w zamian.
>Dobry przykład jak wierzący wyobraża sobie życie bez wiary w boga. Świat bez "narkotyku" wydaje się straszny.

Nie straszny, tylko nudny. Co wyobrażasz sobie w zamian?


bembergiem w berg
14-09-2012 22:43 
 Ocena 9 na 9
MarcinK (9189 punktów)

>Nie straszny, tylko nudny. Co wyobrażasz sobie w zamian?

Kupę wolnego czasu.

Co niedziela msza święta + jakieś święta kościelne, chrzty komunie czy kolędy. Przyjmę sobie średnią życia na 65 lat i rozpoczęcie turystyki od wieku lat pięciu.

((52 tygodnie x 1ha) + 8 - święta, komunie etc) x 60 = 3600

3600/18 (kiedyś spać trzeba) = 200

No to mam ponad pół roku więcej na cieszenie się życiem. Alternatywa zaś to słuchanie tych głupot.
14-09-2012 21:51 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>To sobie pozwolę mieć ostatnie słowo, skoro już ze świętami wyskoczyłem i nudą. W ateistycznym świecie każdy dzień byłby taki sam, bez świąt, rodzinnych uroczystości, bez okazji żeby się spotkać z dziadkami wokół jakiejś idei. Nie muszę wierzyć w Boga, żeby się cieszyć chrześcijańską tradycją. I tak nie ma nic w zamian.
Proszę spróbować, prawie całe życie tak przeżyłem i nigdy się nie nudziłem.

@@@
.
14-09-2012 22:53 
 Ocena 7 na 7
Ania. (14138 punktów)
>To sobie pozwolę mieć ostatnie słowo, skoro już ze świętami wyskoczyłem i nudą. W ateistycznym świecie każdy dzień byłby taki sam, bez świąt, rodzinnych uroczystości, bez okazji żeby się spotkać z dziadkami wokół jakiejś idei. Nie muszę wierzyć w Boga, żeby się cieszyć chrześcijańską tradycją. I tak nie ma nic w zamian.
Kto Ci takich głupot nagadał?
Istnieje wiele okazji do świętowania: urodziny i rocznice. Skoro nie pracujemy w weekend, to dlaczego nie świętować wolnego? W tym czasie widuję się z najbliższą mi rodziną, to przyjemne świętowanie. Mamy rytuał celebrowania własnego towarzystwa w gronie moich dwóch przyjaciółek (no i ja), czasem jest nas więcej. Jemy wypasione lody i paplamy bez sensu, a czasem wyżalamy się. Doskonałym sposobem celebracji jest też wypad za miasto, do jakiegoś "kulturalnego miejsca", a od ponad roku celebrujemy spotkania racjonalne.

Każdy tworzy takie święta, jakie mu wygodnie i miło. My np. lubimy wieczerzę "z okazji przesilenia zimowego", ale bez kościoła - od razu dodam, bo to tradycja. Dania postne oznaczają dla nas, jak biednie było w naszej rodzinie, a konkretnie w rodzinie jednej prababci. Przesilenie letnie to dla mnie rocznica ślubu, więc też wychodzi, że celebruję.
14-09-2012 23:15 
 Ocena 1 na 3
worek kości (2937 punktów)
>Kto Ci takich głupot nagadał?

Nie będę krytykował Twoich prywatnych świąt, masz prawo świętować co chcesz i kiedy.

bembergiem w berg
15-09-2012 12:03 
 Ocena-1 na 5
sciezyna (56 punktów)
Chyba będę trollem.

>Kto Ci takich głupot nagadał?
>Istnieje wiele okazji do świętowania: urodziny i rocznice. Skoro nie pracujemy w weekend, to dlaczego nie świętować wolnego? W tym czasie widuję się z najbliższą mi rodziną, to przyjemne świętowanie.

Z naciskiem sugeruję Aniu używanie nowych słów bo:

pl.wikipedia.org/wiki/Świętość
pl.wikipedia.org/wiki/Celebracja

(przepraszam )

... jeśli zgodność między światopoglądem a postępowaniem ma dla Ciebie Aniu jakieś znaczenie.

Gdybym okrzykiwał się by być np. ateistą, racjonalistą czy choćby starać się racjonalizować, czułbym się głęboko zawstydzony korzystając z dni wolnych, których źródłem jest wiara w Boga (kościół) - to tam się zaczęło - więcej, część z nich ustalił 'bezpośrednio' Bóg.

A jeśli już, po ludzku, zwyczajnie, z wygody, że słabości zezwoliłbym sobie (zawsze świadomie) na małą dozę zakłamania to nigdy nie przyznałbym się do tego na publicznym forum racjonalistów.

Najprostszą metodą manifestowania postawy przeciw podarunkom od kleru jest bojkot tych wolnych dni. Drugą byłaby zmiana w Ustawach ale o tym już było.

Moja godność osobista nakazały by mi postępować uczciwie i zgodnie moimi przekonaniami. W te wolne od pracy dni starałbym się czynić coś dla społeczeństwa i jako osoba szlachetna i oświecona poświęciłbym te kilkanaście godzin ochotniczo na oświecanie innych. Pomaganie w walce z 'ciemnogrodem', którym Aniu notabene jesteś otoczona, jesteś więc jego częścią i tu nie robisz nic aby z ciemnogrodem walczyć.

Nazywanie zaś tych co chcą się czegoś TU uczyć czy szukają informacji głupcami, słuchającymi głupot, głąbami (tak nazwano mnie) nie przystoi osobie kulturalnej. Powoduje to tylko jedną reakcję:

"No, jak ludzi potrzebujących, niewiedzących, nie rozumiejących natychmiast poniża się, kpi z nich, wyśmiewa to nie jest to światopogląd warty mojej uwagi. Toż to stado agresywnych militarystów, wywyższających się bezpodstawnie i drapiących każdego kto 'nie wie'."

Tyle, że skąd ten 'nowy' ma wiedzieć gdy jego ręka wyciągnięta po wiedzę, w podobno dobrym do nauki miejscu, jest ugryziona, zdeptana i opaskudzona?

Łatwo jest bezmyślnie stukać w klawiaturę, siedząc na odparzonym tyłku i wymądrzać się. O wiele trudniej jest postępować zgodnie z własnymi przekonaniami.

Czytałem pracę M. Agnosiewicza tu i nie wspominał On, że cechami osoby racjonalizującej ma być zgorzknienie, zazdrość, zgryźliwość czy agresja.

A może 'Racjonalista.pl' to sekretny związek jak Masoni, Bohemianie czy jak im tam? I można tu mieć szacunek jako człowiek tylko po tajnych rytuałach i inicjacjach?

Pytam tylko Ani.
15-09-2012 14:01 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Gdybym okrzykiwał się by być np. ateistą, racjonalistą czy choćby starać się racjonalizować, czułbym się głęboko zawstydzony korzystając z dni wolnych, których źródłem jest wiara w Boga (kościół) - to tam się zaczęło - więcej, część z nich ustalił 'bezpośrednio' Bóg.
Gdybyś się okrzykiwał, albo choćby starał to nie płótłbyś takich andronów! Ja mam się czuć zawstydzony, bo Ty coś sobie roisz od rzeczy?

>Najprostszą metodą manifestowania postawy przeciw podarunkom od kleru jest bojkot tych wolnych dni.
I co? Mam iść do zamkniętej roboty dla Twoich poronionych wizji? Czy przesypywać piasek z kupki na kupkę przed siedzibą Episkopatu?

> Moja godność osobista nakazały by mi postępować uczciwie i zgodnie moimi przekonaniami. W te wolne od pracy dni starałbym się (...)
A twoja godność osobista nie cierpi kiedy ją poniewierasz bezlitośnie ośmieszajac się gadaniem bzdur i wiarą w starożytne niedorzeczności?

>Nazywanie zaś tych co chcą się czegoś TU uczyć
Się uczyć pouczając nauczycieli jak mają myśleć? Zaiste.

>Powoduje to tylko jedną reakcję:
>"No, jak ludzi potrzebujących, niewiedzących, nie rozumiejących natychmiast poniża się, kpi z nich, wyśmiewa to nie jest to światopogląd warty mojej uwagi. Toż to stado agresywnych militarystów, wywyższających się bezpodstawnie i drapiących każdego kto 'nie wie'."
Ludzi niewiedzących czego? Widać tu było jakieś Twoje pytanie?
Ludzi potrzebujących czego? Emocjonalnego rozładowania? Wytrząsania się - jak choćby gdzieś tam nad Dawkinsem, a tu użalania nad sobą?

>Czytałem pracę M. Agnosiewicza tu i nie wspominał On, że cechami osoby racjonalizującej ma być zgorzknienie, zazdrość, zgryźliwość czy agresja.
Zgorzknienie i agresja są oczywistą oczywistością przy takiej inwazji pysznej głupoty... a zazdrość skąd wytrzasnąłeś?

>A może 'Racjonalista.pl' to sekretny związek jak Masoni, Bohemianie czy jak im tam? I można tu mieć szacunek jako człowiek tylko po tajnych rytuałach i inicjacjach?
Jasne! Religijny byłby chory jakby spisku nie węszył i nie mówił fałszywego świadectwa.

>Pytam tylko Ani.
Patrz, nawet nie spróbowałeś się nauczyć co publiczne forum a co rozmowa prywatna

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
15-09-2012 22:29 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
Odpowiadam zbiorczo, a
> Pytam tylko Ani.

To dobrze, Panie Sciezyna, gdyż trudno Pana zrozumieć, a jak na domysły odpowiadać?

@@@
.
16-09-2012 12:43 
 Ocena 3 na 3
Ania. (14138 punktów)
>Chyba będę trollem.
>>Kto Ci takich głupot nagadał?
>>Istnieje wiele okazji do świętowania: urodziny i rocznice. Skoro nie pracujemy w weekend, to dlaczego nie świętować wolnego? W tym czasie widuję się z najbliższą mi rodziną, to przyjemne świętowanie.
>Z naciskiem sugeruję Aniu używanie nowych słów bo:
>pl.wikipedia.org/wiki/Świętość
>pl.wikipedia.org/wiki/Celebracja
>(przepraszam )
Święto jednak ma szersze znaczenie, dawno odeszło od "świętości"
pl.wikipedia.org/wiki/Święto.

Dlatego nie widzę nic złego w świętowaniu - tak samo jak świętowaliśmy 1-go maja i dzień kobiet, świętowaliśmy rocznicę zakończenia IIWŚ, a niekiedy i inne historyczne zdarzenia.

Jakie dni i zdarzenia wybiera konkretna rodzina - to jej prywatna sprawa.
16-09-2012 18:51 
 Ocena 1 na 1
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>To sobie pozwolę mieć ostatnie słowo, skoro już ze świętami wyskoczyłem i nudą. W ateistycznym świecie każdy dzień byłby taki sam, bez świąt, rodzinnych uroczystości, bez okazji żeby się spotkać z dziadkami wokół jakiejś idei. Nie muszę wierzyć w Boga, żeby się cieszyć chrześcijańską tradycją. I tak nie ma nic w zamian.

To Ty nie masz nic w zamian, ateista ma cala resztę.
14-09-2012 02:52 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>no normalnie tragedia.
>Patrząc na twoje zdolności poznawcze, niewątpliwie.
>Argumenty pewnie nie raz już tu słyszałeś, więc widocznie nic już ci nie pomoże niczego zrozumieć.
>EOT
Rozsądna decyzja.
Worek kości jak sam się tu określił jest trollem i dobrym obyczajem jest go ignorować.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
14-09-2012 09:09 
 Ocena 8 na 8
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)

>Raz w tygodniu szło się z kolegami do kościoła, 2 razy w roku prezenty, choinka, spotkania rodzinne przy opłatku lub jajku, coś jeszcze?
-Chyba słabo znasz tradycję polskiej rodziny katolickiej i katechizm KK. Świąt obowiązujących jest o wiele więcej. W rodzinach silnie wierzących do kościoła biegają o wiele częściej. Rekolekcje, triduum paschalne, msze rocznicowe i intencyjne, za zmarłych, gregorianki, nabożeństwa majowe, pełno świąt maryjnych. A tragedia nie polegała na tym, że "się szło", tylko co mogło spotkać jak się nie chciało pójść. nie wszyscy mieli i mają "luzy".
-A jeśli tylko religia dawała ci preteksty do spotkań z rodziną, dziadkami itd, to po prostu wstyd!

>Normalnie totalitaryzm. I te potworne przekonania - kochaj bliźniego jak siebie samego, kto bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem,
-Trochę szacunku dla czytelników. Takie wybieranie rodzynków, w sumie nudnych i bez kontekstu to stare chwyty dla ignorantów.

>tysiąc lat tradycji, gros imion czy nazw miast - etymologia chrześcijańska, związki frazeologiczne obecne w języku, bogactwo metafor i przypowieści, no normalnie tragedia.
-Umysłowa tragedia. Zasługa jakiejś ideologi polega na tym, że długo trwa i narzuca zachowania i nazewnictwo? Bez tego byłoby niby gorzej, a nazwy brzydsze, imiona gorsze?

Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
14-09-2012 13:55 
 Ocena 2 na 4
worek kości (2937 punktów)
>A tragedia nie polegała na tym, że "się szło", tylko co mogło spotkać jak się nie chciało pójść. nie wszyscy mieli i mają "luzy".

Mhm, najczęściej chodzi się po to, żeby nie martwić babci. O linczu kościelnych kontestatorów jakoś nie słyszałem (może KK to ukrywa, zastrasza organa ścigania, kto wie)

>-Trochę szacunku dla czytelników. Takie wybieranie rodzynków, w sumie nudnych i bez kontekstu to stare chwyty dla ignorantów.

Zawsze mnie wzrusza, gdy na racjonaliście pouczają mnie, żeby arbitralnie nie wybierać z Biblii fragmentów wyrwanych z kontekstu, pod z góry ustaloną tezę. Gdzie moja chusteczka? Ech, wystarczy rękaw...

>Zasługa jakiejś ideologi polega na tym, że długo trwa i narzuca zachowania i nazewnictwo? Bez tego byłoby niby gorzej, a nazwy brzydsze, imiona gorsze?

A bo ja wiem, to chyba sprawa dla pisarzy od history-fiction?


bembergiem w berg
14-09-2012 09:52 
 Ocena 10 na 10
hubin (2274 punktów)
>Raz w tygodniu szło się z kolegami do kościoła, 2 razy w roku prezenty, choinka, spotkania rodzinne przy opłatku lub jajku, coś jeszcze? Religia w szkole - czas żeby spisać pracę domową, rekolekcje - dni wolne od szkoły. Normalnie totalitaryzm. I te potworne przekonania - kochaj bliźniego jak siebie samego, kto bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem, tysiąc lat tradycji, gros imion czy nazw miast - etymologia chrześcijańska, związki frazeologiczne obecne w języku, bogactwo metafor i przypowieści, no normalnie tragedia.

Zapomniałeś jeszcze autorytarnym wyrzuceniu poza społeczność ośmielających się myślących inaczej, nie tylko niewierzących ale też wierzących w inne mity.

Ten wspaniały "czas aby spisać pracę domową" to był dla mnie czas kiedy musiałem ślęczeć na korytarzu w szkole, owszem mogłem się czymś zająć biorąc jednak pod uwagę fakt, że do szkoły dojeżdżałem półtorej godziny przyznasz, że umieszczenie indoktrynacji religijnej w środku mojego planu zajęć było nad wyraz uciążliwe.

Rekolekcje dniami wolnymi od szkoły? Może teraz po protestach środowisk świeckich, ja pamiętam listę przed kościołem sprawdzaną przez wychowawczynię...

>I te potworne przekonania - kochaj bliźniego jak siebie samego, kto bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem, tysiąc lat tradycji.

Rozejrzyj się jak to wygląda w praktyce ta miłość aż kipi z waszych katolickich wystąpień, przykład jak pomysły pojednania są traktowane przez część Katolików z hierarchami włącznie... Sam wyśmiewam ideę aby niedemokratyczni szamani dokonywali aktów o znaczeniu politycznym. Natomiast miłość bliźniego do "Ruskich, Ukraińców, Białorusinów, Żydów, aż powala.

>tysiąc lat tradycji
Wybudowanej na zniszczeniu dwóch tysięcy lat tradycji europejskiej, totalnej anihilacji kultur wcześniejszej funkcjonujących na tym obszarze.

>gros imion czy nazw miast - etymologia chrześcijańska
To wspaniałe zrzucanie cesarzy z pomników i stawianie tam świętych, to przerabianie mauzoleum Hadriana na kościół wprost cudowna tradycja. Sarkofagi funkcjonujące jako miara zboża... To zapewne szacunek dla zmarłych o którym mówimy tylko dobrze jeżeli są rzymskimi katolikami...
Może jeszcze karzesz mi dziękować nazistom za rozsławienie na cały świat nazwy Auschwitz Birkenau ? W końcu ta wspaniała tradycja pogromów nie chrześcijan toż to sam miód...

>bogactwo metafor i przypowieści, no normalnie tragedia.
Taa na rany, krew, ciało oraz przeklinam, zaklinam, wyklinam... Cóż za bogactwo cóż za myśli, zapewne odesłałbym cię do przeczytania prac Petroniusza i innych gdyby to co pozwoliła nam zachować ta twoja chrześcijańsko-katolicka tradycja po poprzednikach nie było tak mizerne. Nie znaczy to bynajmniej, że zaoferowali coś równie wspaniałego i bogatego po prostu wyrzucili i niszczyli wszystko co uznali za nieprzydatne celem indoktrynacji religijnej.

Za to wszystko dziękuję ci tak bardzo że po prostu słów mi brak ...


Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
14-09-2012 14:11 
 Ocena 1 na 5
worek kości (2937 punktów)
>Zapomniałeś jeszcze autorytarnym wyrzuceniu poza społeczność ośmielających się myślących inaczej, nie tylko niewierzących ale też wierzących w inne mity.

No jak mogło mi to wypaść z głowy? Ciekawe gdzie ci wszyscy racjonaliści się podziewają? Mają w tych swoich gettach poza społecznością dostęp do internetu chociaż. Nie jest tak źle.

Ateista, dokonując aktu apostazji, wyklucza się ze społeczeństwa katolików, a potem narzeka, że go tam nie ma. Mhm.

>Ten wspaniały "czas aby spisać pracę domową" to był dla mnie czas kiedy musiałem ślęczeć na korytarzu w szkole, owszem mogłem się czymś zająć biorąc jednak pod uwagę fakt, że do szkoły dojeżdżałem półtorej godziny przyznasz, że umieszczenie indoktrynacji religijnej w środku mojego planu zajęć było nad wyraz uciążliwe.

45 minut wolnego. Nie jestem fanem religii w szkole, ale w czasach gdy ja chodziłem do liceum, na pewno wykorzystałbym ten czas żeby odrobić lekcje i mieć spokój w domu. Lub po prostu poczytałbym sobie książkę. No chyba że próbujesz mi wmówić, że przez godzinę skręcało Cie z nudy. Współczuje w takim wypadku.

>Rekolekcje dniami wolnymi od szkoły? Może teraz po protestach środowisk świeckich, ja pamiętam listę przed kościołem sprawdzaną przez wychowawczynię...

Brzmi traumatycznie.

>>I te potworne przekonania - kochaj bliźniego jak siebie samego, kto bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem, tysiąc lat tradycji.
>Rozejrzyj się jak to wygląda w praktyce

A ktoś tu próbuje twierdzić, że istnieje pokój na świecie? Ważne, że istnieje pozytywne przesłanie. Chociaż tyle.

>>tysiąc lat tradycji
>Wybudowanej na zniszczeniu dwóch tysięcy lat tradycji europejskiej, totalnej anihilacji kultur wcześniejszej funkcjonujących na tym obszarze.

Prawa ewolucji. Dawkins wymyślił memy - lepiej przystosowany do środowiska religijny/kulturowy mempleks wyparł formy słabsze. To chyba nic nowego.

>>gros imion czy nazw miast - etymologia chrześcijańska
>To wspaniałe zrzucanie cesarzy z pomników i stawianie tam świętych, to przerabianie mauzoleum Hadriana na kościół wprost cudowna tradycja. Sarkofagi funkcjonujące jako miara zboża... To zapewne szacunek dla zmarłych o którym mówimy tylko dobrze jeżeli są rzymskimi katolikami...

Mówię o tym, że chrześcijaństwo jest tak ściśle związane z naszą cywilizacją, że sztuczne rugowanie go, przekaże naszym potomkom świat wykorzeniony z pierwotnych sensów, niezrozumiały i pusty.

>>bogactwo metafor i przypowieści, no normalnie tragedia.
>odesłałbym cię do przeczytania prac Petroniusza

Jedno nie wyklucza drugiego. Co wy tutaj ciągle z tym albo-albo? Można doceniać Biblię, można i inne teksty klasyków. No serio, nie ma tutaj chyba wzajemnego wykluczania?

>Za to wszystko dziękuję ci tak bardzo że po prostu słów mi brak ...

To nie moja zasługa


bembergiem w berg
14-09-2012 22:00 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>No jak mogło mi to wypaść z głowy? Ciekawe gdzie ci wszyscy racjonaliści się podziewają? Mają w tych swoich gettach poza społecznością dostęp do internetu chociaż. Nie jest tak źle.
>Ateista, dokonując aktu apostazji, wyklucza się ze społeczeństwa katolików, a potem narzeka, że go tam nie ma. Mhm.
Gdyby ktoś miał wątpliwości jaki jest horyzont myślenia katolickiej inteligencji, to w tym poście znajdzie egzemplifikację.

@@@
.
14-09-2012 10:06 
 Ocena 6 na 6
i.czaplicka (5782 punktów)
>> tysiąc lat tradycji,
Masz na mysli taka tradycje?
www.eioba.(*)t-przez-hiszpanskich-katolikow
14-09-2012 14:17 
 Ocena 3 na 3
worek kości (2937 punktów)
>>> tysiąc lat tradycji,
>Masz na mysli taka tradycje?
> www.eioba.(*)t-przez-hiszpanskich-katolikow

Mhm, to Twoim zdaniem takie zachowanie to skutek katolicyzmu właśnie, a nie kultury hiszpańskiej? Tylko jkoś inne kraje europejskie, gdzie od katolików aż się roi, nie mają podobnego problemu. I jeszcze to - organizacje apelują do papieża, żeby powstrzymał tych ludzi, a papież, oprócz "pustych frazesów" (jakich frazesów? nie napisali) "nie zrobił nic". Z tego co się orientuję, znęcanie się nad zwierzętami zostało ukrócone dzięki wprowadzeniu określonych przepisów. Może zamiast pisać petycje do Watykanu, trzeba było napisać do lokalnego posła? Tak tylko się zastanawiam.


bembergiem w berg
14-09-2012 22:52 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)

>Mhm, to Twoim zdaniem takie zachowanie to skutek katolicyzmu właśnie, a nie kultury hiszpańskiej?
Czyli katolicyzm nie ma żadnego wpływu na kulturę?
Torquemada, to też tylko twór hiszpańskiej kultury?

Miłego dnia.

@@@
.
16-09-2012 09:23 
 Ocena 10 na 10
i.czaplicka (5782 punktów)

>Mhm, to Twoim zdaniem takie zachowanie to skutek katolicyzmu właśnie, a nie kultury hiszpańskiej?
Nie wiem, czy przeczytales artykul. Zwierzeta sa maltretowane podczas uroczystosci religijnych, na terenie koscielnym. Ot, taka wersja Drogi Krzyzowej.
Cytat:
> Tylko jkoś inne kraje europejskie, gdzie od katolików aż się roi, nie mają podobnego problemu.

I tu sie mylisz.Najgorzej w Europie ochrona zwierzat wyglada w Hiszpanii, Wloszech, Irlandii, Polsce. Mowi Ci to cos?
Wiesz, ze ateistyczne Czechy adoptuja irlandzkie psy? www.chrtivnouzi.cz/ Cytat:

>I jeszcze to - organizacje apelują do papieża, żeby powstrzymał tych ludzi, a papież, oprócz "pustych frazesów" (jakich frazesów? nie napisali) "nie zrobił nic".

A do kogo mieli apelowac, jak to jest czesc katolickich obrzedow? Wyobrazasz sobie w Polsce policje, ktora sie wtraca do przebiegu uroczystosci religijnej?
Cytat:

>Z tego co się orientuję, znęcanie się nad zwierzętami zostało ukrócone dzięki wprowadzeniu określonych przepisów.

Tak, dyrektyw unijnych.
16-09-2012 17:11 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
1. Czy z doktryny katolickiej płynie nakaz dręczenia zwierząt? Jeśli Twoim zdaniem tak, to jak ma się do tego nauka np św Franciszka, o naszych "braciach mniejszych"?

2. Skąd wiesz, że schronisko dla zwierząt w Czechach jest prowadzone przez ateistów lub chociażby ateistycznie motywowane? W Polsce też są schroniska dla zwierząt, czemu te czeskie mają być tak wyjątkowe?

3. Tak, wyobrażam sobie interwencję policji, jeśli podczas danego obrzędu łamane jest prawo, jak np wtedy, gdy proboszcz pewnej parafii został skazany na prace społeczne za zakłócanie ciszy nocnej kościelnymi dzwonami: lodz.gazet(*)a____koscielnymi_dzwonami.html
Any comments?

4. "Tak, dyrektyw unijnych." - To kontrargument czy przytaknięcie?


bembergiem w berg
16-09-2012 20:13 
 Ocena 5 na 5
i.czaplicka (5782 punktów)
Nie obchodzi mnie, czy dręczenie zwierząt wynika z doktryny, czy tradycji. Ważne, że odbywa się na terenie kościelnym, za wiedzą księży, i ci ludzie przystępują potem do komunii. A użycie prezerwatywy, to grzech ciężki.
To nie schronisko, tylko organizacja zajmująca się adopcją. Na marginesie, KK bardzo się sprzeciwia używania słowa "adopcja" w stosunku do zwierząt.
Lucky stawia następujące warunki- kontrola domu, podpisanie zobowiązania, że pies nie będzie używany do wyscigów,kontrole później. Psa nie można oddać lub sprzedać -gdy nie ma warunków do dalszej opieki- trzeba oddać organizacji.
Psy są szczepione, sterylizowane.
Moja siostra i ja mamy akurat psy z Anglii, ale mamy kontakt z Czechami. Siostra była teraz w Herolticach- akurat w piątek 7 września przyjechał transport 25 psów.
14-09-2012 10:48 
 Ocena 2 na 2
rysiek (4593 punktów)
>Raz w tygodniu szło się z kolegami do kościoła...

Opisujesz, co robi osoba z już częściowo ukształtowanym światopoglądem. Zapomniałeś o wcześniejszym okresie życia?, czy wiarę "przyjąłeś" dopiero w wieku szkolnym?
14-09-2012 14:20 
 Ocena 3 na 3
worek kości (2937 punktów)
>>Raz w tygodniu szło się z kolegami do kościoła...
>Opisujesz, co robi osoba z już częściowo ukształtowanym światopoglądem. Zapomniałeś o wcześniejszym okresie życia?, czy wiarę "przyjąłeś" dopiero w wieku szkolnym?

Mhm, myślisz, że da się wychować dzieci w takiej światopoglądowej próżni, wolnej od wszelkich "bajek"? Zabroniłbyś nawet lektur typu Władca Pierścieni lub Narnia? Słowo daję, sporo dzieciaków zamykało się po nich np w szafie, szukając magicznych przejść. To dopiero musiało im skrzywić psyche. Na resztę życia pewnie.

bembergiem w berg
14-09-2012 19:33 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)

>Słowo daję, sporo dzieciaków zamykało się po nich np w szafie, szukając magicznych przejść. To dopiero musiało im skrzywić psyche. Na resztę życia pewnie.

Zgadnij dlaczego tego nie próbują jak dorosną ( prócz kochanków którzy chętnie używali by szafy jako kabiny do teleportacji). Za to jak dorosną to ciągle wielu uważa że zna tajemne przejście do innego świata. "Zabawa ciągle trwa". Subtelną różnicę między zabawą a wiarą wielu przypłaca nie spełnionym życiem oczekując że przy pomocy zaklęć (modlitwa) uda się to czy tamto.
14-09-2012 22:57 
 Ocena 6 na 6
Ania. (14138 punktów)
>>>Raz w tygodniu szło się z kolegami do kościoła...
>>Opisujesz, co robi osoba z już częściowo ukształtowanym światopoglądem. Zapomniałeś o wcześniejszym okresie życia?, czy wiarę "przyjąłeś" dopiero w wieku szkolnym?
>Mhm, myślisz, że da się wychować dzieci w takiej światopoglądowej próżni, wolnej od wszelkich "bajek"? Zabroniłbyś nawet lektur typu Władca Pierścieni lub Narnia? Słowo daję, sporo dzieciaków zamykało się po nich np w szafie, szukając magicznych przejść. To dopiero musiało im skrzywić psyche. Na resztę życia pewnie.
A czy opowiadając o smoku wawelskim mówisz dziecku, że to autentyczne wydarzenia?
Bajki są przydatne dla dziecka. Płynie z nich morał, edukujemy dziecko, za co dostajemy nagrodę, a co będzie ukarane.
Ale z Biblii nie płynie żaden morał warty przekazania.
Jeśli przemyśli się opowieści, to większość z nich jest nie do przyjęcia moralnie.

Co więcej - gdyby sprzedawać je jako koszmarne opowiastki, to proszę bardzo. Ale nie usprawiedliwiaj bajkami wciskania dzieciom, że to prawda najprawdziwsza.
14-09-2012 23:23 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Ale z Biblii nie płynie żaden morał warty przekazania.

No ok, spróbuję zaprzeczyć temu twierdzeniu:

1. Przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie? Pamięta ze szkoły? Było tam coś o tym, żeby troszczyć się o słabszych i biednych - nic nie warte?

2. Przypowieść o Synu Marnotrawnym? Wybaczyć i dać szansę? - Nic?

3. Przypowieść o talentach? Aby nie marnować swoich, no, talentów. - Niedobre?

I na pewno wiele innych - jeśli nie dostrzega tam uniwersalnego przesłania, to znaczy, nie wiem, że kiepsko uważałaś na polskim.

bembergiem w berg
14-09-2012 23:38 
 Ocena 8 na 8
MarcinK (9189 punktów)
>>Ale z Biblii nie płynie żaden morał warty przekazania.
>No ok, spróbuję zaprzeczyć temu twierdzeniu:
>1. Przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie? Pamięta ze szkoły? Było tam coś o tym, żeby troszczyć się o słabszych i biednych - nic nie warte?

No to akurat Ci się udało - coś w tym jest:

Cytat:
Jezus nawiązując do tego, rzekł: "Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. 31 Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął.




>3. Przypowieść o talentach? Aby nie marnować swoich, no, talentów. - Niedobre?

Znakomite:

Cytat:
Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. 30 A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów".


>I na pewno wiele innych - jeśli nie dostrzega tam uniwersalnego przesłania, to znaczy, nie wiem, że kiepsko uważałaś na polskim.

Chyba religii.
15-09-2012 00:08 
 Ocena 3 na 3
farmer (22440 punktów)

> Cytat:
Jezus nawiązując do tego, rzekł: "Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. 31 Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął.


A na to wszystko patrzyła "bozia".
15-09-2012 07:29 
 Ocena 5 na 5
Ania. (14138 punktów)
>>Ale z Biblii nie płynie żaden morał warty przekazania.
>No ok, spróbuję zaprzeczyć temu twierdzeniu:
>1. Przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie? Pamięta ze szkoły? Było tam coś o tym, żeby troszczyć się o słabszych i biednych - nic nie warte?
>2. Przypowieść o Synu Marnotrawnym? Wybaczyć i dać szansę? - Nic?
>3. Przypowieść o talentach? Aby nie marnować swoich, no, talentów. - Niedobre?
No dobrze, może powinnam podkreślić słowo "warty"
W całej Biblii znalazłeś 3. W dodatku tak pospolite, że każda bajka je również przekazuje.
A Stary Testament?
W dodatku nie zgadzam się z synem marnotrawnym - morał jaki z niej płynie jest inny dla "ojca" a inny dla "syna". Dziecku mówisz, że jeśli będzie złe, a potem przeprosi to nagrodzisz go lepiej, niż gdyby było grzeczne i miłe - bo dobry syn został skrzywdzony decyzją ojca.

Zresztą - Biblia ma kilkaset stron. Więcej Starego niż Nowego Testamentu. Nie jest warta jej treść tylu stron nakładu.
15-09-2012 13:26 
 Ocena 3 na 5
mrSpock (2845 punktów)

Obraz chrześcijańskiej moralności albo nauk rodem z biblii mamy na przykładzie narodów trzeciego świta.

15-09-2012 09:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>>>>Ale z Biblii nie płynie żaden morał warty przekazania.
>No ok, spróbuję zaprzeczyć temu twierdzeniu:
>1. Przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie? Pamięta ze szkoły? Było tam coś o tym, żeby troszczyć się o słabszych i biednych - nic nie warte?
>2. Przypowieść o Synu Marnotrawnym? Wybaczyć i dać szansę? - Nic?
>3. Przypowieść o talentach? Aby nie marnować swoich, no, talentów. - Niedobre?
>I na pewno wiele innych - jeśli nie dostrzega tam uniwersalnego przesłania, to znaczy, nie wiem, że kiepsko uważałaś na polskim.
Ile płynie z Biblii "morałów" to właśnie w "Bogu urojonym" można sobie przeczytać, ale może warto wyjść poza szkolne nauczanie o Biblii i przeczytać jeszcze np "Biblię w ręku ateisty".
To wspaniała książka wielkiej samodzielnie myślącej erudytki.
Polecam.

Miłego dnia.

@@@
.
15-09-2012 11:03 
 Ocena 2 na 4
mrSpock (2845 punktów)
>>Ale z Biblii nie płynie żaden morał warty przekazania.
>No ok, spróbuję zaprzeczyć temu twierdzeniu:
>1. Przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie? Pamięta ze szkoły? Było tam coś o tym, żeby troszczyć się o słabszych i biednych - nic nie warte?
Nie potrzebuje starych śmiesznych ksiąg, czy to biblii czy np pradawnej księgi gumisiów, żeby wiedzieć jak należy zachowywać się wobec skrzywdzonych.
To co czyni mnie człowiekiem to właśnie między innymi empatia wobec innych.
>2. Przypowieść o Synu Marnotrawnym? Wybaczyć i dać szansę? - Nic?
Raczej o synusiu tatusia któremu wszystko ujdzie płazem. Pokrzywdzonym jest starszy syn.
>3. Przypowieść o talentach? Aby nie marnować swoich, no, talentów. - Nie
dobre?
Talenty to była, wtedy waluta. To raczej przypowieść dla bankierów, żeby czy dla przedsiębiorców, żeby pomnażali swoje pieniądze. Ale tak na serio to naprawdę potrzeba Ci biblii żebyś wiedział co masz robić? Jeśli tak, to jest to przerażające.
>I na pewno wiele innych -
Np jak należy bić swojego niewolnika.
Czy też, że nie należy stawać Hebrajczykom na drodze bo, inaczej czeka Twój naród
eksterminacja z rąk narodu wybranego.
Jakie jeszcze inne uniwersalne przesłanie?
A takie, że każdy inny pogląd każda inna religia jest dziełem szatana.
Co jeszcze? Kochaj blizniego swego...
pod warunkiem że nie jest gejem ateistą innowiercą itd
14-09-2012 22:48 
 Ocena 5 na 5
Ania. (14138 punktów)
>>>Mówisz o (domniemanej) genezie, a nie o istocie. Chcesz jednak powiedzieć, że np rodzice wychowujący swoje dziecko w duchu katolicyzmu robią mu pranie mózgu? Nie przesadzamy trochę?
>>Indoktrynują dziecko i jest to pranie mózgu, bardzo podobne zresztą do tego, jakie występuje w państwach totalitarnych, czy w innych od katolicyzmu sektach/religiach. Trzeba być naprawdę ślepym, żeby tego nie widzieć.
>Raz w tygodniu szło się z kolegami do kościoła, 2 razy w roku prezenty, choinka, spotkania rodzinne przy opłatku lub jajku, coś jeszcze? Religia w szkole - czas żeby spisać pracę domową, rekolekcje - dni wolne od szkoły. Normalnie totalitaryzm. I te potworne przekonania - kochaj bliźniego jak siebie samego, kto bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem, tysiąc lat tradycji, gros imion czy nazw miast - etymologia chrześcijańska, związki frazeologiczne obecne w języku, bogactwo metafor i przypowieści, no normalnie tragedia.
To, o czym piszesz to była fuszerka z punktu widzenia kościoła.
Wychowano Cię nie w duchu katolicyzmu, a katolicyzmu deklaratywnego, to ogromna różnica. Czyli do kościoła w święta wypada iść. A tradycje wypada zachowywać.
Ale bez wpojenia treści ideologicznych.
Ale to nie o tym piszę - piszę o wpojeniu treści, dogmatów, poglądów, fobii i poczucia winy. O straszeniu piekłem i wmawianiu, że jesteś winny śmierci boga, ale jak będziesz się kajał i karał, to może zrekompensujesz mu to cierpienie.
14-09-2012 23:10 
 0 na 4
worek kości (2937 punktów)
>To, o czym piszesz to była fuszerka z punktu widzenia kościoła.
>Wychowano Cię nie w duchu katolicyzmu, a katolicyzmu deklaratywnego, to ogromna różnica. Czyli do kościoła w święta wypada iść. A tradycje wypada zachowywać.
>Ale bez wpojenia treści ideologicznych.
>Ale to nie o tym piszę - piszę o wpojeniu treści, dogmatów, poglądów, fobii i poczucia winy. O straszeniu piekłem i wmawianiu, że jesteś winny śmierci boga, ale jak będziesz się kajał i karał, to może zrekompensujesz mu to cierpienie.

Mhm, musisz doskonale znać punkt widzenia kościoła. Potrafisz jakoś udokumentować, że celem katolicyzmu jest wpojenie w ludziach fobii i poczucia winy? Bo z tego co ja słyszałem z różnych ambon, to często padały tam słowa o "dobrej nowinie", o "radowaniu się", o czynieniu dobra, wybaczeniu krzywd itd. Nic o fobiach. Albo to Ty jakieś dziwne kościoły odwiedzasz, albo to ja miałem szczęście trafić na normalnych księży.

bembergiem w berg
14-09-2012 07:57 
 Ocena 3 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Mówisz o (domniemanej) genezie, a nie o istocie.
Skoro geneza jest pranie mózgu (a jest) to istotą jest wyprany mózg. Wyprany z możliwości krytycznego, logicznego myślenia o obiektach wiara objętych.

>Chcesz jednak powiedzieć, że np rodzice wychowujący swoje dziecko w duchu katolicyzmu robią mu pranie mózgu?
Bingo!

>Nie przesadzamy trochę?
Przesadzacie mocno, ale wasz problem polega na tym, ze nie jesteście w stanie tego pojąć (patrz poprzedni akapit).

>Brzmi wzruszająco, ale niezbyt zrozumiale.
Wiara (też brak wiary) nie zależy od decyzji. Wte i wewte bez różnicy. Chęć wiary (chęć utraty wiary raczej nie występuje w przyrodzie) jest okolicznością sprzyjającą, ale nie wystarczającą.

>Np Anthony Flew, znany filozof i walczący ateista, na stare lata zrewidował nieco swoje poglądy i zaczął się skłaniać ku deizmowi. Co prawda nie była to jeszcze wiara w osobowe bóstwo, jak twierdzą niektórzy frondowcy, ale na pewno znaczne odstępstwo od pierwotnego ateizmu.
Nawet ta sztandarowa postać fideistów nie podjęła decyzji o wierze świadomie, na podstawie faktów i przemyśleń. Taka decyzja zapada w podświadomości (wszelkie okoliczności z faktami i przemyśleniami włącznie mają oczywiście znaczenie) i staje się dla świadomości obowiązująca. Wiara przejmuje kontrolę nad umysłem podporządkowując go do ochrony siebie - upośledzony umysł traci zdolność logicznego myślenia o obiektach wiary, za to wzmaga wysiłki dla usprawiedliwienia jej obecności.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-09-2012 11:40 
 Ocena 5 na 5
doppelganger (3218 punktów)
>>Np Anthony Flew, znany filozof i walczący ateista, na stare lata zrewidował nieco swoje poglądy i zaczął się skłaniać ku deizmowi. Co prawda nie była to jeszcze wiara w osobowe bóstwo, jak twierdzą niektórzy frondowcy, ale na pewno znaczne odstępstwo od pierwotnego ateizmu.

Pewne światło na decyzję Flew'a rzuca tenartykuł. Warto przeczytać.

>Nawet ta sztandarowa postać fideistów nie podjęła decyzji o wierze świadomie, na podstawie faktów i przemyśleń. Taka decyzja zapada w podświadomości (wszelkie okoliczności z faktami i przemyśleniami włącznie mają oczywiście znaczenie) i staje się dla świadomości obowiązująca. Wiara przejmuje kontrolę nad umysłem podporządkowując go do ochrony siebie - upośledzony umysł traci zdolność logicznego myślenia o obiektach wiary, za to wzmaga wysiłki dla usprawiedliwienia jej obecności.

worek kości - Kiedy już będziesz rozmawiał ze swoimi kolegami studentami mającymi "osobisty kontakt z Jezusem", możesz do ich świadomości wprowadzić pojęcie symbiontów/memów. Tobie też się przyda (jeśli tego nie znałeś wcześniej) - piszą o tym m.in Dawkins, Dennett, Blackmore, Brodie. Oto kilka informacji.
14-09-2012 14:27 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>>>Np Anthony Flew, znany filozof i walczący ateista, na stare lata zrewidował nieco swoje poglądy i zaczął się skłaniać ku deizmowi. Co prawda nie była to jeszcze wiara w osobowe bóstwo, jak twierdzą niektórzy frondowcy, ale na pewno znaczne odstępstwo od pierwotnego ateizmu.
>Pewne światło na decyzję Flew'a rzuca tenartykuł. Warto przeczytać.

Przeczytałem i poziom chamstwa i ignorancji owego fikcyjnego przepytywacza jest zdumiewający.

> worek kości - Kiedy już będziesz rozmawiał ze swoimi kolegami studentami mającymi "osobisty kontakt z Jezusem", możesz do ich świadomości wprowadzić pojęcie symbiontów/memów. Tobie też się przyda

Tylko wiesz, memy mają dwa końce. Z jeden strony można komuś wytykać, że jego wiara to zwykły mempleks, ot zaraził się przez naśladownictwo od rodziców i dziadków, ale to samo można powiedzieć też o ateizmie, a nawet o teoriach naukowych. Memy nie mówią nam nic o prawdziwości naszych przekonań, a jedynie o tym, że nasze przekonania są dobrze przystosowane do środowiska (kultury), w którym żyjemy.

bembergiem w berg
14-09-2012 14:22 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>>Mówisz o (domniemanej) genezie, a nie o istocie.
>Skoro geneza jest pranie mózgu (a jest) to istotą jest wyprany mózg. Wyprany z możliwości krytycznego, logicznego myślenia o obiektach wiara objętych.

Pranie mózgu, jasne. Mhm.

>>Np Anthony Flew, znany filozof i walczący ateista, na stare lata zrewidował nieco swoje poglądy i zaczął się skłaniać ku deizmowi. Co prawda nie była to jeszcze wiara w osobowe bóstwo, jak twierdzą niektórzy frondowcy, ale na pewno znaczne odstępstwo od pierwotnego ateizmu.
>Nawet ta sztandarowa postać fideistów nie podjęła decyzji o wierze świadomie, na podstawie faktów i przemyśleń. Taka decyzja zapada w podświadomości (wszelkie okoliczności z faktami i przemyśleniami włącznie mają oczywiście znaczenie) i staje się dla świadomości obowiązująca. Wiara przejmuje kontrolę nad umysłem podporządkowując go do ochrony siebie - upośledzony umysł traci zdolność logicznego myślenia o obiektach wiary, za to wzmaga wysiłki dla usprawiedliwienia jej obecności.

Mhm, nie ma to jak stara, dobra psychoanaliza odszczepieńców.


bembergiem w berg

Mod:
Po pierwsze - zaprzestań trollingu. Po drugie - kasuj zbędne cytowania. To ostatnie ostrzeżenie, potem będzie Ośla Ławka i ban.
15-09-2012 11:10 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Pranie mózgu, jasne. Mhm.
>Mhm, nie ma to jak stara, dobra psychoanaliza odszczepieńców.
Próbuj unikać takich szczeniackich, pustych pysknięć to będzie łatwiej Ci pomóc. Spróbuj zrozumieć treść tego co się do Ciebie mówi i odnosić się do tej treści. W Twoim środowisku mówi się do siebie, do swoich skojarzeń, wizji i wyobrażeń, ale rozumna dyskusja tak nie wygląda. Masz okazję to się czegoś naucz.

>Mhm, kosmos działa zgodnie z odkrywanymi przez ludzi prawami fizyki opisywanymi językiem matematyki - skoro, jak twierdzisz - matematykę wymyślają ludzie, nie odkrywają jej, więc opisywany przez nas komos i jego prawa są kwestią umowną? Albo - kosmos się po prostu "słucha" ludzi?
Produkujesz bełkot.
Matematyka jest jednym ze sposobów/narzędzi służących m.in. do opisywania reguł rządzących wszechświatem.
Sama w kosmosie nie występuje i opisuje wiele rzeczy, które również w kosmosie nie występują.
Chociaż kiedyś ks. Heller raczył był stwierdzić, że Bóg jest matematyką... no ale on też jak przychodzi do konkretów bełkocze filozoficzno-metaforycznie bez ładu i składu tak żeby nic nie powiedzieć.

> Skoro procesy ewolucji promują skuteczność w przetrwaniu, a skutecznie działać można nawet posiadając fałszywe przekonania o świecie, więc wątpić można we wszystkie przekonania ewolucjonisty.
No ależ! Można formułować dowolne idiotyzmy i wyciągać z nich dowolnie idiotyczne wnioski, wątpić w coś milionkroć potwierdzonego i wierzyć w bzdety, od których ludziom myślącym marszczy się skóra na plecach. Można pyskować dla pyskowania, albo dążyć do porozumienia, do znalezienia prawdy. Tylko co z tej palety możliwości wynikających z wolności słowa , myśli i bezmyślności miałoby wynikać konstruktywnego?

>Nie straszny, tylko nudny. Co wyobrażasz sobie w zamian?
Może Wieczne Grillowanie?
Ludzie świętowali np. przesilenie zimowe od dawna. Wiązanie tego z kretyńską bajką o prymitywnym mordercy co dla zmyłki przyszedł na świat jako nowy dzidziuś nie jest wcale konieczne. Jest niewątpliwie wielu ludzi, którzy bez religijnych bajek i obrzędów (seriali dla idiotów itp.) mają pustkę w głowie i w życiu, niechże oni mają sobie co uważają i co komu opłaca się im dostarczać.
Ludzie, z którymi ja na przykład czuję największą więź duchową mają trochę jednak inaczej.

>Memy nie mówią nam nic o prawdziwości naszych przekonań, a jedynie o tym, że nasze przekonania są dobrze przystosowane do środowiska (kultury), w którym żyjemy.
Środowisko w którym żyjemy obejmuje cały świat. I sam zwracasz uwagę na głupotę religii, które odcinają się od reszty świata - od nauki i innych religii - taplając się w bagienku swojej ciemnoty, swoich zabobonów.

>I na pewno wiele innych - jeśli nie dostrzega tam uniwersalnego przesłania, to znaczy, nie wiem, że kiepsko uważałaś na polskim.
W opasłej antologii biblijnej znalazły się obok kompletnych idiotyzmów i zwyczajne bajkowe morały. Nie są one jednak ani niczym pierwszym, ani niczym szczególnym i że każda pliszka swój ogonek chwali naprawdę ma się nijak do faktów..

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-09-2012 21:01 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)

>Mówisz o (domniemanej) genezie, a nie o istocie.
O istocie napisałem wyżej.

>Chcesz jednak powiedzieć, że np rodzice wychowujący swoje dziecko w duchu katolicyzmu robią mu pranie mózgu? Nie przesadzamy trochę?
A może warto poznać co na ten temat sądzą katolicy:
Osobowość kształtuje się od najwcześniejszych dni życia dziecka w wyniku oddziaływania czynników biologicznych i społecznych. Psycholodzy i pedagodzy utrzymują, że najbardziej uwrażliwione na oddziaływanie wychowawcze jest dziecko w swej początkowej fazie życia- wczesne dzieciństwo i okres przedszkolny. Wtedy to kształtuje się "zrąb przyszłej osobowości człowieka", zwany też "pękiem osobowości", z którego w następnej fazie (okres szkoły) rozwija się z kolei "kwiat osobowości", z którego wreszcie (okres dojrzewania) formuje się "owoc osobowości", czyli osobowość skrystalizowana, zdolna do samodzielnego życia i działania."[...]

Pierwsze doświadczenia dziecka silnie warunkują kształtowanie się jego osobowości, dlatego też jest bardzo ważne, by były one jak najlepsze i najkorzystniejsze.[...]

Dla pełnego kształtowania osobowości dziecka bardzo ważne jest jego wychowanie religijne. Rodzina z tytułu sakramentalnego charakteru swego małżeństwa i swego rodzicielstwa ma prawo do prawd wiary i dawania przykładu życia religijnego, czyli świadectwa wiary.

Rodzice, przy pomocy słowa i przykładu, winni być dla swego dziecka pierwszymi zwiastunami wiary, powinni też pielęgnować właściwie każdemu z nich powołanie, polegające między innymi na tym, że mają być dla siebie nawzajem i dla swego dziecka świadkami wiary i miłości Chrystusa. Powinni także wprowadzić dziecko do wspólnoty ludu Bożego. [...] Religijne wychowanie dziecka rozwija się, przechodząc przez etapy poznawcze, uczuciowe i dążeniowe w zależności od dyspozycji psychicznych, doświadczenia i wpływów środowiskowych.

Wychowanie religijne zmierza do trwałego zespolenia dziecka z Bogiem, czyli życia w łasce, poprzez głębsze poznanie Go, uczuciowe przeżywanie w miłości i dawanie o Nim świadectwa za życia. Chodzi tu więc o kształtowanie w świadomości dziecka obrazu Boga kochającego, dającego poczucie bezpieczeństwa i wyrobienie w dziecku podstaw wyrażających tę świadomość w postępowaniu wobec otoczenia. Zarówno jednak poznanie Boga, jak też przeżywanie i wyrażanie Go w życiu uzależnione jest od psychicznych możliwości dziecka, rozwijających się stopniowo.[...]

Proces wychowania religijnego w domu dokonuje się bowiem głównie poprzez identyfikację dziecka z rodzicami w atmosferze miłości i poprzez przyswojenie przekazywanych mu prawd i norm zachowania. Dziecko łatwo przyjmuje i uzewnętrznia przekazywane mu przez rodziców prawdy religijne i wzory zachowań do naśladowania, jeśli kocha i jest kochane przez rodziców. W rodzinach, gdzie brak jest autentycznego życia religijnego, gdzie przywiązuje się większą wagę do sukcesów w pracy, nauce, sporcie, zabawie, niż do spraw i przeżyć religijnych, gdzie stosunki międzyosobowe są pozbawione uczucia życzliwości, napięte i konfliktowe - realizacja funkcji religijnej napotyka poważne trudności. Stąd też rodzina skłócona, rozpadająca się nie daje gwarancji religijnego wychowania dziecka.[...]

Podsumowując rozważania na temat kształtowania się osobowości dziecka w rodzinie w procesie wychowania należy podkreślić całą mocą iż środowisko rodzinne jest najlepsze dla właściwego przebiegu tego procesu. Dzieje się tak dlatego, gdyż wpływ rodziny jako środowiska wychowawczego trwa najlepiej i najpełniej, jest bowiem podstawowy, pierwszy i stały, zaczyna się od chwili przyjścia na świat i towarzyszy przez całe życie.

Opracowanie: mgr Maria Chlipała.


A tu na ten sam temat pisze ks. Radosław Chałupniak: www.katech(*)ocent/postawa_wiary_i_jej.html

Można jeszcze dołożyć to:
[Załącznik]
i to [Załącznik]

>Np Anthony Flew, znany filozof i walczący ateista, na stare lata zrewidował nieco swoje poglądy i zaczął się skłaniać ku deizmowi. Co prawda nie była to jeszcze wiara w osobowe bóstwo, jak twierdzą niektórzy frondowcy, ale na pewno znaczne odstępstwo od pierwotnego ateizmu.
Książka, w której Antony Flew uroczyście obwieszcza swoją wiarę w Boga, w rzeczywistości nigdy nie została przez niego napisana. Tego jawnego oszustwa dopuściło się dwóch ewangelikańskich autorów, Roy Abraham Varghese i Bob Hoster. Antony Flew od dłuższego czasu cierpiał na chorobę Alzcheimera i na zaniki pamięci, a jedyną jego wypowiedzią o przedstawionym mu manuskrypcie było stwierdzenie "nie widzę tu niczego złego". W wyjątkowo podły sposób wykorzystano fatalny stan zdrowia staruszka. ryuuk.salo(*)tnieje-czyli-anatomia-klamstwa

A także:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,5119
www.racjonalista.pl/kk.php/s,8339

Miłego dnia.

@@@
.
14-09-2012 22:49 
 0 na 2
worek kości (2937 punktów)
Wychowanie dzieci. Jeśli przekazanie tradycji przodków to dla pana pranie mózgu, to, no cóż, to trudno.

Anthony Flew. Wbrew pozorom nie miałem zamiaru robić tych śmiesznych licytacji na wybitnych teistów/ateistów, po której stronie jest ich więcej itd. Podałem przykład zmiany poglądów. A teraz jedni jadą po zmarłym Flew, że zdziecinniał na starość biedaczek, inni, że to skutek chorego mózgu, a jeszcze inni uciekają w psychoanalizę. Flew kilka razy przy okazji różnych wywiadów deklarował się jako deista, a przekłamania odnośnie książki i jego domniemanego jej autorstwa to oddzielna sprawa.


bembergiem w berg
14-09-2012 23:35 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>Wychowanie dzieci. Jeśli przekazanie tradycji przodków to dla pana pranie mózgu, to, no cóż, to trudno.
Jeżeli w tych przykazaniach katolickich psychologów doczytał Pan się tylko wskazówek jak przekazywać tradycję, to znacznie gorzej jak trudno, to katolickie zaślepienie.

>Anthony Flew. Wbrew pozorom nie miałem zamiaru robić tych śmiesznych licytacji na wybitnych teistów/ateistów, po której stronie jest ich więcej itd.
Zgoda tu niczego takiego nie zauważyłem.

>Podałem przykład zmiany poglądów.
Tyle, że jak sławny - tak kiepski.

>A teraz jedni jadą po zmarłym Flew, że zdziecinniał na starość biedaczek,
Jestem tu jeszcze bardziej ostry. Po lekturze "Bóg nie istnieje" uważam, że na tyle na starość zidiociał, że "pozwolił sobie wkładać w usta".
Szkoda mi go, gdyż każdego z nas może to spotkać, że nasze starcze zmiany patologiczne wykorzystają ideolodzy bez sumień.

>Flew kilka razy przy okazji różnych wywiadów deklarował się jako deista,
Proszę przypomnieć te deklaracje i lata, w których to deklarował. Oczywiście poniższy zapis z Wikipedii czytałem:
Od roku 2001 krążyły plotki o tym, że Flew porzucił ateizm. Zaprzeczył on wówczas tym pogłoskom na stronie Secular Web. Pełne przedstawienie swoich zrewidowanych poglądów na istnienie Boga ogłosił w wywiadzie udzielonym w roku 2004 czasopismu "Philosophia Christi", w którym mimo wszystko wyraża m.in. nadzieję i wiarę w brak istnienia życia po śmierci oraz niewiarę w zmartwychwstanie Jezusa jako historyczny fakt.

>a przekłamania odnośnie książki i jego domniemanego jej autorstwa to oddzielna sprawa.
Nie, to nie jest oddzielna sprawa, to jest pokazanie obrzydliwości do jakiej mogą posunąć się ludzie deklarujący się jako chrześcijanie.
I muszę Pana zmartwić, tą niby swoją ostatnią książką, w żaden sposób, nie przekreślił swojego dorobku i argumentacji za ateizmem. Nadal jego cały jego dorobek jest dorobkiem jednego z największych krytyków religii, w tym głównie chrześcijaństwa.
Z pozycji ateizmu semantycznego głosił, że wszystkie wypowiedzi na temat Boga jako niesprawdzalne empirycznie są pozbawione sensu. Zdaniem Flewa istnienie na świecie zła czyni fałszywym pogląd o istnieniu dobrego, wszechmocnego i wszechwiedzącego Boga. Krytykował sensowność poglądu o możliwości życia po śmierci oraz idee zmartwychwstania.

A ta niby jego ostatnia książka, jest tylko chrześcijańskim smrodem, jaki próbują chrześcijanie uczynić z ludźmi, którzy nie mogą się już bronić. Na polskim gruncie np sprawa Tadeusza Kotarbińskiego i wielu innych osób.

PS. Oppenheimer Rozmawiał z Antony Flewem już po jej wydaniu. Flew, który na wiele lat przed śmiercią cierpiał na zanik pamięci, przyznał, że nigdy tej książki nie napisał i że kiedy Roy Varghese pokazał mu ją odpowiedział: "O.K., jestem już za stary na tego rodzaju pracę." Krótko mówiąc, Antony Flew nie tylko tej książki nie napisał, ale i jej również nie przeczytał. www.racjonalista.pl/kk.php/s,8356

Miłego dnia.

@@@
.
15-09-2012 00:34 
 Ocena 6 na 6
doppelganger (3218 punktów)
>Wychowanie dzieci. Jeśli przekazanie tradycji przodków to dla pana pranie mózgu, to, no cóż, to trudno.

Jeśli bezmyślne i bezkrytyczne przekazywanie tradycji przodków jest taką cnotą, to, no cóż, to trudno.

Chociaż po dłuższym namyśle trzeba przyznać, że tradycja to piękna rzecz. Np. w średniowiecznej Anglii istniał ciekawy zwyczaj testowania dzieci urodzonych w piątek - gdyż uważano, że osoba urodzona tego dnia będzie wiodła ponure życie. Dlatego dziecko sadzano w niebezpiecznym miejscu - np. na wysokiej gałęzi i czekano. Jeżeli zaczynało płakać, było uznawane za nieprzydatne i zabijane, jeżeli się śmiało mogło dalej żyć. Albo takie tradycyjne leczenie kataru: poprzez włożenie choremu do nosa cebuli z musztarda. Ból głowy leczony tradycyjnymi metodami też był dość pouczający: wywiercano otwór w czaszce wyciągano mózg, solono i wkładano z powrotem. Z kolei jeśli ktoś miał ranę nogi, ową nogę ucinano.

Wszystkie te przypadki miały miejsce w czasach kiedy Kościół był absolutnym hegemonem, co oczywiście jest tylko wyjątkowo niefortunnym zbiegiem okoliczności.
15-09-2012 12:32 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
A czym jest brak wiary?...

>Efektem prania mózgu.
>Często działa. Czasem jednak przychodzi otrzeźwienie.

Jak Ci się podoba ten sposób argumentowania?
15-09-2012 13:17 
 Ocena 1 na 1
mrSpock (2845 punktów)
>A czym jest brak wiary?...
>>Efektem prania mózgu.
>>Często działa. Czasem jednak przychodzi otrzeźwienie.
>Jak Ci się podoba ten sposób argumentowania?
To, nie jest argumentowanie, tylko odwracanie kota ogonem.
Gry słowne, nic ponad. Ale, czym jest brak wiary?
Luksusem dla odważnych.
15-09-2012 14:07 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Jak Ci się podoba ten sposób argumentowania?
A czego się spodziewać po katoliku? Brak prania mózgu jest dla niego praniem mózgu i jeszcze jest z siebie zadowolony.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-09-2012 23:23 
 Ocena 12 na 12
Fizyk (17637 punktów)
>>Wiara nie jest aktem woli.
>Więc czym jest?

Bezwolną bezmyślnością.
13-09-2012 23:37 
 Ocena 3 na 3
worek kości (2937 punktów)
>>>Wiara nie jest aktem woli.
>>Więc czym jest?
>Bezwolną bezmyślnością.

Mhm, czemu świat daje się opisać matematycznymi wzorami, skąd pochodzi ten ład, harmonia i piękno kosmosu (wszak kosmos, etymologicznie, oznacza właśnie piękno), czemu jest racjonalny, dający się wyjaśnić? Skąd się wzięła matematyka i jaka jest natura liczb? Jeżeli ktoś duma nad tymi sprawami i dochodzi do w wniosku, że za tym wszystkim stoi jakiś umysł, logos, czy jak go tam zwano na przestrzeni dziejów, to objawia tylko swoją bezwolną bezmyślność? To jakie są alternatywne odpowiedzi oprócz - "nie wiem, ale na pewno nie to"?


bembergiem w berg
14-09-2012 00:24 
 Ocena 3 na 3
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)

>Jeżeli ktoś duma nad tymi sprawami i dochodzi do w wniosku, że za tym wszystkim stoi jakiś umysł, logos, czy jak go tam

Dziwny ten umysł, logos, czy jak go tam, jeśli ktoś duma i co rusz wyduma coś innego - a to jakiegoś Zeusa, Wotana, Quetzalcoatla, Anansiego, Mulungu, Baala, Jahwe, Amona, Izydę, Gluskapa, Allaha, Światowida i od groma innych. I wszystko to zależy od tego gdzie i kiedy ktoś duma. Aha, i to bóg stworzył człowieka?
Sorry, ale wolę odpowiedź: "Nie wiem", zamiast wymyślać jakieś bajki, bo tak mi się wydaje lub takie mam objawienie. Tak jest uczciwiej, a nawet ciekawiej, bo można zadawać pytania i poszukiwać odpowiedzi (oczywiście nie w "świętych" księgach, zwykle "dyktowanych" jakimś półanalfabetom).
_
14-09-2012 07:58 
 Ocena 1 na 1
r4aven (93 punktów)
>>Jeżeli ktoś duma nad tymi sprawami i dochodzi do w wniosku, że za tym wszystkim stoi jakiś umysł, logos, czy jak go tam
>Dziwny ten umysł, logos, czy jak go tam, jeśli ktoś duma i co rusz wyduma coś innego - a to jakiegoś Zeusa, Wotana, Quetzalcoatla, Anansiego, Mulungu, Baala, Jahwe, Amona, Izydę, Gluskapa, Allaha, Światowida i od groma innych. I wszystko to zależy od tego gdzie i kiedy ktoś duma. Aha, i to bóg stworzył człowieka?
>Sorry, ale wolę odpowiedź: "Nie wiem", zamiast wymyślać jakieś bajki, bo tak mi się wydaje lub takie mam objawienie. Tak jest uczciwiej, a nawet ciekawiej, bo można zadawać pytania i poszukiwać odpowiedzi (oczywiście nie w "świętych" księgach, zwykle "dyktowanych" jakimś półanalfabetom).
>_
>
ja do tego "nie wiem" dodałbym jeszcze "jeszcze". I fajna jest rzecz, ze to "jeszcze" - jak trafi na jakiś niespokojną duszą, która zaczyna drążyć, pytać i starać się odpowidać, to chyba dzięki takim jednostką mamy cos takiego jak rozwój. Ja tam się ciesze, ze Waszych odpowiedzi na forum nie muszę odczytywać z obłoków dymnych nadawanych w ograniczonym zakresie z drugiej wioski.

Może to troche off-topic, ale w takim przypadku zawsze mnie zastanawia w jaki sposób Ci bogobojni (ale nie tylko, bo także też greenpeacowcy, czy walczący o prawa zwierząt etc), jak sobie radzą z dysonansem poznawczym polegającym na tym, ze z jednej strony widza i postęp jest ble, a kiedy nagle okazuje się, ze muszą skorzystać z leku testowanaego na zwierzęciu czy skorzystać z innego bajerowanego produktu, którego wyproduktowanie przeciez zanieczysza środowisko.

Poprawcie jeśli się myle, ale najwięcej przeciwników w np sprawie rozwoju nad klonowaniem ludzi, jest wsród katolików. Czytałem kiedyś o jednej z mozliwych pochodnych rozwoju nad klonowaniem, była to idea banku organów. Ciekawe, czy taki gościu - cięzko chory, który miałyby nagle zdecydować, czy chce organ z takiego banku organ czy może z chęcią odda się w ręce boga.

Pzdr
r4aven
14-09-2012 09:43 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
>Mhm, czemu świat daje się opisać matematycznymi wzorami,
Bo tak właśnie świat wygląda, a człowiek ma zdolność abstrakcyjnego myślenia, czego wyrazem jest matematyka i jej zastosowanie do opisu świata.

>skąd pochodzi ten ład, harmonia i piękno kosmosu
Z subiektywnej oceny człowieka, który tak to poetycko ujmuje.

>(wszak kosmos, etymologicznie, oznacza właśnie piękno), czemu jest racjonalny [...]?
Sądzę, że kosmos nie jest ani racjonalny, ani nieracjonalny. Racjonalność to tylko określenie pewnego sposobu posługiwania się własnym umysłem.

>[...] dający się wyjaśnić?
Bo człowiek ma taką zdolność wyjaśniania. Uzyskał ją w toku ewolucji (zwłaszcza mózgu). Ta jego umiejętność nie jest zresztą niczym cudownym. Zobacz od jak dawna istnieje czlowiek i ile czasu ma zajęło dowiedzenie, że ziemia jest (w przybliżeniu) kulą, która kręci się wokół słońca.

>Skąd się wzięła matematyka?
Człowiek ją wymyślił.

>jaka jest natura liczb?
Ideowa. Choć ma zastosowanie w praktyce.
Sądzę także, że liczby (jak i cała matematyka) wzięły się z przetworzenia w umyśle danych empirycznych.

>Jeżeli ktoś duma nad tymi sprawami i dochodzi do w wniosku, że za tym wszystkim stoi jakiś umysł, logos, czy jak go tam zwano na przestrzeni dziejów, to objawia tylko swoją bezwolną bezmyślność?
Tak.

>To jakie są alternatywne odpowiedzi oprócz - "nie wiem [...]"
Rozsądnych? Obecnie nie ma żadnych.

>To jakie są alternatywne odpowiedzi oprócz "nie wiem, ale na pewno nie to"?
A kto mówi "na pewno nie to"?
Chodzi tylko o to, skąd coś o "tym" wiemy.
14-09-2012 14:43 
 Ocena-1 na 3
worek kości (2937 punktów)
>>Mhm, czemu świat daje się opisać matematycznymi wzorami,
>Bo tak właśnie świat wygląda, a człowiek ma zdolność abstrakcyjnego myślenia, czego wyrazem jest matematyka i jej zastosowanie do opisu świata.

czyli tak bo tak, mhm.

>Sądzę, że kosmos nie jest ani racjonalny, ani nieracjonalny. Racjonalność to tylko określenie pewnego sposobu posługiwania się własnym umysłem.

Mhm, kosmos działa zgodnie z odkrywanymi przez ludzi prawami fizyki opisywanymi językiem matematyki - skoro, jak twierdzisz - matematykę wymyślają ludzie, nie odkrywają jej, więc opisywany przez nas komos i jego prawa są kwestią umowną? Albo - kosmos się po prostu "słucha" ludzi?

>>[...] dający się wyjaśnić?
>Bo człowiek ma taką zdolność wyjaśniania. Uzyskał ją w toku ewolucji (zwłaszcza mózgu). Ta jego umiejętność nie jest zresztą niczym cudownym. Zobacz od jak dawna istnieje czlowiek i ile czasu ma zajęło dowiedzenie, że ziemia jest (w przybliżeniu) kulą, która kręci się wokół słońca.

Człowiek wyjaśnia sobie wiele spraw, to akurat banał. Pytanie tylko czy jego wyjaśnienia są prawdziwe. Pasuje w tym miejscu znany argument Plantingi - "Ewolucjonistyczny argument przeciwko naturalizmowi" - Skoro procesy ewolucji promują skuteczność w przetrwaniu, a skutecznie działać można nawet posiadając fałszywe przekonania o świecie, więc wątpić można we wszystkie przekonania ewolucjonisty.

>>jaka jest natura liczb?
>Ideowa. Choć ma zastosowanie w praktyce.

Ideowa? Czyli jednak istnieją w Pleronie i są odkrywane? Jak to ma się do wymyślania matematyki?


bembergiem w berg
14-09-2012 21:23 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>>Mhm, czemu świat daje się opisać matematycznymi wzorami,
>>Bo tak właśnie świat wygląda, a człowiek ma zdolność abstrakcyjnego myślenia, czego wyrazem jest matematyka i jej zastosowanie do opisu świata.
>czyli tak bo tak, mhm.
Można też to tak ująć, ale nie wiedziałem, że o to ci chodzi.

>Mhm, kosmos działa zgodnie z odkrywanymi przez ludzi prawami fizyki opisywanymi językiem matematyki - skoro, jak twierdzisz - matematykę wymyślają ludzie, nie odkrywają jej, więc opisywany przez nas komos i jego prawa są kwestią umowną? Albo - kosmos się po prostu "słucha" ludzi?
Ja tam odróżniam ideową matematykę od empirycznych nauk przyrodniczych. Co nie oznacza, że matematyka powstała w próżni. Powstała w mózgach ludzi żyjących w tym właśnie świecie, mających takie, a nie inne doświadczenia.

>Człowiek wyjaśnia sobie wiele spraw, to akurat banał. Pytanie tylko czy jego wyjaśnienia są prawdziwe.
Jeśli są weryfikowalne i powtarzalne - albo przynajmniej oparte na dostępnej wiedzy naukowej - mi to wystarcza. Jeśli się okaże, że coś źle zostało wyjaśnione, to się wówczas to wyjaśnienie poprawi.

>Skoro procesy ewolucji promują skuteczność w przetrwaniu, a skutecznie działać można nawet posiadając fałszywe przekonania o świecie, więc wątpić można we wszystkie przekonania ewolucjonisty.
Można, ale czy koniecznie trzeba - nawet tylko po to by przetrwać?

>>>jaka jest natura liczb?
>>Ideowa. Choć ma zastosowanie w praktyce.
>Ideowa? Czyli jednak istnieją w Pleronie i są odkrywane? Jak to ma się do wymyślania matematyki?
Idee powstają w umyśle, który jest funkcją mózgu.

Ja tylko częściowo rozumiem Twoje rozterki, natomiast zupełnie nie rozumiem Twoich spekulacji. Może jest tak dlatego, że Ty po prostu ... wiesz więcej? Chciałbym się upewnić i dlatego odpowiedz mi proszę, na to pytanie:

CZY TY WIESZ, SKĄD SIĘ WZIĄŁ WSZECHŚWIAT?
14-09-2012 12:18 
 Ocena 9 na 9
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Mhm, czemu świat daje się opisać matematycznymi wzorami

A czemu jezioro "daje się" przepłynąć łódką?

> skąd pochodzi ten ład, harmonia i piękno kosmosu (wszak kosmos, etymologicznie, oznacza właśnie piękno), czemu jest racjonalny, dający się wyjaśnić?

Etymologicznie to raczej "porządek", w opozycji do chaosu (piękno to "kalos"). Gdyby Wszechświat był chaotyczny, nie byłoby komu się nad tym zastanawiać. A dlaczego jest uporządkowany? Nie wiem, nie widziałem innych wszechświatów i nie znam mechanizmu ich powstawania. Najprostsze wyjaśnienie (praktycznie bez dodatkowych założeń): cykl wybuchów i kolapsów, za każdym razem nieco inna fizyka, w końcu trafiliśmy na warunki sprzyjające życiu. Wyjaśnienie zakładające, że "gdzieśtam" istnieje nieco więcej "budulca" (energii/materii) niż w naszym Wszechświecie: Multiwersum, z "bąblującymi" sobie w różnych miejscach Wszechświatami, być może z jakimś rodzajem dziedziczenia "praw" fizycznych.

> Jeżeli ktoś duma nad tymi sprawami i dochodzi do w wniosku, że za tym wszystkim stoi jakiś umysł, logos, czy jak go tam zwano na przestrzeni dziejów, to objawia tylko swoją bezwolną bezmyślność?

Jeżeli jego następną myślą nie jest "a skąd się wziął ten logos?" i zadowala się pseudoodpowiedzią "był od zawsze", to tak.
14-09-2012 14:51 
 Ocena 2 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Gdyby Wszechświat był chaotyczny, nie byłoby komu się nad tym zastanawiać. A dlaczego jest uporządkowany? Nie wiem, nie widziałem innych wszechświatów i nie znam mechanizmu ich powstawania. Najprostsze wyjaśnienie (praktycznie bez dodatkowych założeń): cykl wybuchów i kolapsów, za każdym razem nieco inna fizyka, w końcu trafiliśmy na warunki sprzyjające życiu. Wyjaśnienie zakładające, że "gdzieśtam" istnieje nieco więcej "budulca" (energii/materii) niż w naszym Wszechświecie: Multiwersum, z "bąblującymi" sobie w różnych miejscach Wszechświatami, być może z jakimś rodzajem dziedziczenia "praw" fizycznych.

Czyli tak - nie wiesz nic o innych wszechświatach i nie znasz (nikt nie zna, nie żebym się czepiał akurat ciebie) mechanizmów ich powstawania, ale mimo to uważasz, że hipoteza Multiwersum, z nieskończoną ilością "bąblujących" wszechświatów, jest najprostszym wyjaśnieniem? Z drugiej strony jest hipoteza "pola racjonalności", Logosu, kosmicznego umysłu, z którego "wyłania się" porządek, matematyka itd. Obie są praktycznie nieweryfikowalne, chociaż przynajmniej istnienie matematyki, która wydaje się czymś odkrywanym, a nie tworzonym, wzmacnia nieco opcję drugą. Nic, oprócz fantazji, nie wzmacnia jednak opcji multiświata. Rozumiem, że wystarczy trochę naukowo-brzmiącego bełkotu, a w imię czystego ateizmu ignorujemy Brzytwę Ockhama.

>Jeżeli jego następną myślą nie jest "a skąd się wziął ten logos?" i zadowala się pseudoodpowiedzią "był od zawsze", to tak.

Jeżeli następną myślą nie jest "a skąd się wzięło to Multiwersum" itd?


bembergiem w berg
14-09-2012 15:57 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> uważasz, że hipoteza Multiwersum, z nieskończoną ilością "bąblujących" wszechświatów, jest najprostszym wyjaśnieniem?

Wiem, że istnieje co najmniej jeden Wszechświat. Hipoteza, że może ich być więcej, nie wprowadza nowych (jakościowo) bytów. Co więcej - nie znamy żadnego obiektu, który występowałby w przyrodzie pojedynczo. Co przesuwa ciężar dowodu na twierdzącego, że nasz Wszechświat jest jedyny.

> Z drugiej strony jest hipoteza "pola racjonalności", Logosu, kosmicznego umysłu

Ta hipoteza wprowadza jakieś "kosmiczne umysły", o których istnieniu nic mi nie wiadomo.

> ignorujemy Brzytwę Ockhama

Kto ignoruje, ten ignoruje...

> a skąd się wzięło to Multiwersum?

O ile wiem, energii nie można stworzyć ani zniszczyć, stąd nadaje się idealnie na "odwieczny budulec" dla Wszechświata(ów?). Jeżeli jest jakaś energia w chwili t, to była też w chwili t-1. O ile wiem, do żadnych innych obiektów podobna zasada się nie stosuje. Nie wyłączając kosmicznych umysłów, Logosów i pól racjonalności.
15-09-2012 01:21 
 Ocena 1 na 3
bioslawek (-28 punktów)
(zablokowany)
>Jeżeli następną myślą nie jest "a skąd się wzięło to Multiwersum" itd?
>
bembergiem w berg.


Chyba największą porażką w książce Dawkinsa jest rozważanie "kto zaprojektował Projektanta". Skoro z definicji Bóg nie miał poczatku, to po co Dawkins zadaje takie głupawe pytania? Faktem jest, że z NICZEGO nie może powstać COŚ. a więc COŚ,pod postacią czegoś nieżywego, czy żywego Projektanta, musiało nie mieć poczatku. Dawkins ponadto popadł w jakiś atropomorfizm i darwinocentryzm, bo twierdzi,że Projektant musiałby być bardziej skomplikowany od ziemskiego życia, a więc powstać na drodze darwinowskiej ewolucji.
Widać Dawkins może wydostać się z naszego ziemskiego wymiaru, ktory miał POCZATEK i używając narzędzi wynalezionych w tym wymiarze badać stopień komplikacji bytów niebiańskich.
Nie tylko mi podpadła taka argumetacja. Wiele osób przedstawia Teorię Inteligentnego Projektu w fałszywym świetle. Robią to na rozmaite sposoby: poprzez karykaturalne prezentowanie naszych wniosków, przeinaczenia, manipulację,szyderstwa i nieustanne powtarzanie tych samych sofizmatów (dyskusja na zasadzie zaciętej płyty). Często-jako, że nauki przyrodnicze, to moja wielka pasja-serfuję po blogach założonych przez biologów ewolucyjnych. Na jednym z nich trafiłem na bardzo ciekawą recenzję jednej z książek, która zasłynęła z rzekomo dobrej krytyki Teorii Inteligentnego Projektu . Autor najpierw skrytykował Richarda Dawkinsa, jednego z autorów z serii esejów z zamieszczonych w tej książce. Skrytykował argumentację, którą ja też często krytykuję (choć ja uzasadniam dodatkowo dlaczego!). Zacytujmy, co napisał autor recenzji:

rozplataja(*)ka-kreacjonizm-wacz-swoja.html

"(...)Eseje umieszczone w "Nauka a kreacjonizm" trzymają różny poziom. Niektóre niezwykle wciągają, inne można skwitować wzruszeniem ramion (rozczarował mnie Dawkins, którego esej obraca się wokół jednego argumentu przeciw ID: kto zaprojektował projektanta?). Tak naprawdę to tematyka samych esejów jest bardzo rozległa: niektóre skupiają się na wykazywaniu nienaukowości ID, inne nie wspominają o ID ani słowem, a zamiast tego skupiają się na dowodach ewolucji (...)."

Krytykę hipotezy Richarda Dawkinsa 'Ostateczny boeing 747 - gambit' ( pl.wikiped(*)Ostateczny_boeing_747_-_gambit ) można znalezć tutaj:

bioslawek.(*)c582o-powstac487-z-niczego.pdf

Autor ciągnie wywód do przodu:

"(...)Niestety, jak dla mnie całość jest trochę chaotyczna. W jednym momencie czytam o ewolucji moralności, by za chwilę przeskoczyć na kosmologię. Po przeczytaniu esejów uświadomiłem sobie, czego podświadomie oczekiwałem od książki: pewnego rodzaju wsparcia merytorycznego w dyskusji ze zwolennikami kreacjonizmu bądź poglądów, że Kościół wspiera ewolucję(...). "

Kiedy przeczytałem powyższe uwagi oczom własnym nie wierzyłem. Parafrazując słowa autora można napisać: "biologowie ewolucyjni, którym zaufałem nie dostarczyli mi broni do walki z argumentami IP w postaci ARGUMENTÓW NAUKOWYCH, które by popierały Teorię Ewolucji. Mogli oni chociaż powołać się na stanowisko Kościołów w tych kwestach. Przecież wiele kościołów poszło na kompromisy w tych sprawach! Wówczas miałbym ułatwione zadanie i w celu prób łamania blokady umysłowej wierzących, uniemożliwiającej im przyjęcie teorii ewolucji do świadomości, jako faktu naukowego, zawsze można by było (z braku laku) powołać się np. na autorytet papieża...". Autor recenzji nie czuje się jednak do końca zawiedziony! Przecież jak się nie dało argumentami naukowymi, to przecież zawsze można przemocą. Np. wodząc przeciwników przed Sądy i sędziów, którzy nie mają o biologii żadnego pojęcia,a w dodatku muszą być politycznie poprawni. Jak się będą stawiać naukowcom/biologom/ewolucjonistom,którzy na swoich esejach zarabiają ciężką forsę [choć żaden nie wytrzymuje próby czasu!], to kto politykom wynajdzie broń biologiczną?

"(...)Najbardziej przydatny pod tym względem jest aneks do książki zawierający fragment uzasadnienia orzeczenia amerykańskiego sądu okręgowego środkowego Okręgu Pensylwanii w sprawie Kitzmiller vs. Dover (była to sprawa wytoczona Dover Area School Distrcit po tym jak rada szkolna w Dover wprowadziła ID do programu nauczania). (....)"

Bez dalszego komentarza...
15-09-2012 02:35 
 Ocena 2 na 2
zinnyck (182 punktów)
>Chyba największą porażką w książce Dawkinsa jest rozważanie "kto zaprojektował Projektanta". Skoro z definicji Bóg nie miał poczatku, to po co Dawkins zadaje takie głupawe pytania? Faktem jest, że z NICZEGO nie może powstać COŚ. a więc COŚ,pod postacią czegoś nieżywego, czy żywego Projektanta, musiało nie mieć poczatku.

A z jakiej to Niepodważalnej Definicji wnioskujesz, że "Bóg" nie może mieć początku?
Jeśli tak, to ja z Innej Niepodważalnej Definicji wywodzę, że Wszechświat też nie musi mieć początku.
I co, rzucimy monetą?
15-09-2012 07:33 
 Ocena 3 na 3
Ania. (14138 punktów)

>Czyli tak - nie wiesz nic o innych wszechświatach i nie znasz (nikt nie zna, nie żebym się czepiał akurat ciebie) mechanizmów ich powstawania, ale mimo to uważasz, że hipoteza Multiwersum, z nieskończoną ilością "bąblujących" wszechświatów, jest najprostszym wyjaśnieniem?

Ale znam jeden. Jeden istnieje.
To więcej "przesłanek" niż za hipotezą boga, którego nie znamy ani jednego. Czyli udowodniono możliwość zaistnienia Wszechświatów, bo jeden istnieje. A istnienia boga nadal nie udowodniono.
15-09-2012 12:01 
 Ocena-2 na 4
bioslawek (-28 punktów)
(zablokowany)
>>Czyli tak - nie wiesz nic o innych wszechświatach i nie znasz (nikt nie zna, nie żebym się czepiał akurat ciebie) mechanizmów ich powstawania, ale mimo to uważasz, że hipoteza Multiwersum, z nieskończoną ilością "bąblujących" wszechświatów, jest najprostszym wyjaśnieniem?
>Ale znam jeden. Jeden istnieje.
>To więcej "przesłanek" niż za hipotezą boga, którego nie znamy ani jednego.

Wręcz przeciwnie. Dowódów na istnienie Projektanta, na którego najlepszym kandydatem jest własnie Bóg, jest mnóstwo.
Jeżeli jakiś obiekt ma WSZYSTKIE cechy zaawansowanego technicznie urządzenia inteligentnie zaprojektowanego, to nawet w przypadku nie poznania tożsamości projektanta taki obiekt nie przestaje mieć WSZYSTKICH CECH INTELIGETNIE ZAPROJEKTOWANEGO I ZAAWANSOWANEGO TECHNICZNIE OBIEKTU! Parafrazując wniosek zwolenników SAMOdziejstwa można by użyć następującej analogicznej metafory i stwierdzić:
" Ta suszarka do włosów nie została zaprojektowana, choć wiąże wszystkie cechy zaawansowanego technicznie urządzenia, ponieważ nie znamy tożsamości projektanta Ixińskiego."
Na krześle, które ma niewątpliwie wszystkie cechy urządzenia w pewnym sensie zaawansowanego technicznie możemy znalezć ślady hebla i w ten sposób ustalić, jakimi metodami zostało ono wykonane. Jednak istnieją krzesła wykonane w inny sposób i z innych materiałów niż drewno. W przypadku, gdyby takie krzesło zostało znalezione przez ludzi, którzy żyją na etapie wytwarzania krzeseł wyłącznie heblami i wyłącznie z drewna i nie mając pojęcia o innych technologiach, plastikowe krzesło wywołałoby poruszenie i zadziwienie. Ale czy ci ludzie doszliby do wniosku, że to krzesło powstało samoistnie: Nie, ponieważ ich doświadczenie pouczałoby ich, że podobne krzesła mogą być tylko i wyłącznie efektami działalności inteligentnego projektanta i wykonawcy tego projektu! Oczywiście na elementach żywej komórki nie ma napisu firmowego 'Made in heaven', ale czy to ślady hebla świadczą o inteligentnym zaprojektowaniu krzesła, czy samo krzesło o tym dobitnie świadczy?

A co do multiwszechświatów, to już pisałem na ten temat odnośnie możliwości SAMOistnego powstania żywego organizmu. Mawia się, że koncepcja wieloświatów w jakiś sposób uprawdopodabnia możliwość spontanicznego powstania życia. To nieprawda, bo nawet jeśli istniałaby taka ilość wszechświatów (niekończona), to każdy z nich byłby skończony i dysponowałby określoną ilością czasu swojego istnienia-od powstania do zagłady. A więc żadna planeta z tych wszystkich wieloświatów, ani żaden wieloświat nie istnieliby tak długo, żeby mogło powstać w jakimś z nich, na którejkolwiek planecie, życie-żeby mogła odbyć się wystarczająca ilość eksperymentów. Jeżeli hipoteza wieloświatów byłaby słuszna, w wersji proponowanej przez jej zwolenników, to można by się było spodziewać, że gdzieś istnieje chociaż jedna planeta w jednym z wieloświatów, gdzie istnieją naturalne pokłady złotych monet z wytłoczoną na awersie podobizną Lecha Kaczyńskiego, lub jakaś naturalna kopalnia szampanów napoleońskich. Mało tego: takich planet pośród nieskończonej ilości wszechświatów powinno się znajdować nieskończenie wiele. Nie można by też twierdzić, że kiedyś ich nie było, ponieważ jak ginęłyby planety, na których by występowały naturalne pokłady złotych monet i szampanów, to gdzieś tam, pośród nieograniczonej liczby wszechświatów, powstawałyby kolejne. W tym samym sensie nie można by też było mówić o czasie, gdy w wieloświecie nie było życia, ponieważ skoro cykl powstawania wieloświatów nie miał początku i nie będzie miał końca, a życie mogłoby w mim powstawać samoistnie, to praktycznie można by było powiedzieć, że życie nie miało początku.
Prawdopodobieństwo samoistnego powstania życia praktycznie jest zerowe. Można je przyrównać do prawdopodobieństwa znalezienia kuponu z główną wygraną miliona złotych każdego dnia, o tej samej godzinie, milion razy z rzędu.
Nawet jeżeli na wszystkich planetach, które istniały i istnieją, czy będą istnieć, w wieloświecie odbywałyby się takie eksperymenty, to czy na jakiejś planecie (w jakimś wszechświecie) by się to w końcu udało? Nie, ponieważ żadna z nich wystarczająco długo by nie mogła istnieć. A przecież każda planeta to OSOBNE LABORATORIUM i wyników eksperymentów różnych planet (jak i wszechświatów) nie można kumulować! Więc jeżeli na jakiejś planecie ktoś znajdzie każdego dnia 4 razy z rzędu kupon ma milion złotych, to ta planeta ginąc nie przekaże tego wyniku kolejnej planecie. Ta następna planeta będzie musiała prowadzić eksperymenty od nowa. Itd, itd. W naszym Wszechświecie nie znaleziono nawet dwóch takich samych gór jak Mount Everest.
14-09-2012 21:48 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>>>>Wiara nie jest aktem woli.
>Więc czym jest?
>>>>Bezwolną bezmyślnością.
>Mhm, czemu świat daje się opisać matematycznymi wzorami, skąd pochodzi ten ład, harmonia i piękno kosmosu (wszak kosmos, etymologicznie, oznacza właśnie piękno), czemu jest racjonalny, dający się wyjaśnić? Skąd się wzięła matematyka i jaka jest natura liczb? Jeżeli ktoś duma nad tymi sprawami i dochodzi do w wniosku, że za tym wszystkim stoi jakiś umysł, logos, czy jak go tam zwano na przestrzeni dziejów, to objawia tylko swoją bezwolną bezmyślność? To jakie są alternatywne odpowiedzi oprócz - "nie wiem, ale na pewno nie to"?
A po co i do czego bezmyślnemu światu matematyka? Ludziom jest bardzo przydatną i zgodną z ich ewolucyjnymi strukturami mózgu: www.racjonalista.pl/kk.php/s,5952

Miłego dnia.

@@@
.
14-09-2012 23:06 
 Ocena 1 na 3
worek kości (2937 punktów)
>A po co i do czego bezmyślnemu światu matematyka? Ludziom jest bardzo przydatną i zgodną z ich ewolucyjnymi strukturami mózgu: www.racjonalista.pl/kk.php/s,5952

Autor bardzo przystępnie opisuje struktury mózgu odpowiedzialne za odbiór matematyki. Na końcu, pisząc o swoich kolegach, matematykach-platonikach, mówi, że sprzeciwia się tezie o istnieniu "matematycznego świata", a jako powód podaje nieadekwatność naszych modeli go opisujących. Jednak jak sam na końcu przyznaje, modele te w przyszłości będą wymagały korekty, czyli gdzieś tam, jeszcze nie odkryte, istnieją jakieś bardziej precyzyjne wzory - sam więc sobie zaprzecza.

Platoniczne spekulacje odnośnie natury matematyki wspiera przypadek chociażby Newtona, który przy pomocy czystej matematyki, bez oparcia w empirycznych obserwacjach, potrafił przewidzieć ruchy planet. Rzeczywistość "słucha się" matematyki, i na pewno nie robi tego tylko z szacunku dla naszych mózgowych struktur. Wydaje się, że to nie mózgowe struktury odpowiadają za powstanie matematyki, ale to właśnie dzięki matematyce jesteśmy tak a nie inaczej ukształtowani.


bembergiem w berg
15-09-2012 00:08 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>>>>A po co i do czego bezmyślnemu światu matematyka? Ludziom jest bardzo przydatną i zgodną z ich ewolucyjnymi strukturami mózgu: www.racjonalista.pl/kk.php/s,5952
>Autor bardzo przystępnie opisuje struktury mózgu odpowiedzialne za odbiór matematyki. Na końcu, pisząc o swoich kolegach, matematykach-platonikach, mówi, że sprzeciwia się tezie o istnieniu "matematycznego świata", a jako powód podaje nieadekwatność naszych modeli go opisujących. Jednak jak sam na końcu przyznaje, modele te w przyszłości będą wymagały korekty, czyli gdzieś tam, jeszcze nie odkryte, istnieją jakieś bardziej precyzyjne wzory - sam więc sobie zaprzecza.
Zawsze twierdziłem, że gdy dwóch mówi to samo, to wcale nie musi to to samo znaczyć, ale tu dostrzegam też jeszcze inną prawidłowość, gdy dwóch czyta to samo to doczytuje się zupełnie różnych rzeczy. Oto zakończenie artykułu Stanislasa Dehaene:
Wielu matematyków jest platonistami. Myślą, że wszechświat składa się z matematycznych struktur i zadaniem matematyka jest jedynie odkrycie ich. Gorąco sprzeciwiam się temu poglądowi. Nie znaczy to jednak, że jestem "społecznym konstruktywistą" jak to Martin Gardner chciałby mnie widzieć. Zgadzam się z Gardnerem i na przekór wielu społecznym konstruktywistom, że matematyczne wytwory wykraczają poza określone kultury ludzkie. Jednakże moim zdaniem dzieje się tak, ponieważ wszystkie ludzkie kultury mają tę samą architekturę mózgu, która 'rezonuje' z tą samą matematyczną melodią. Dzięki Bogu, wartość liczby pi, nie zmienia się zależnie od kultury! (przypadek afery Sokala). Co więcej, nie neguję w żaden sposób tego, że świat zewnętrzny dostarcza wielu struktur, które zostają włączone do matematyki. Sprzeciwiam się jedynie nazywaniu wszechświata 'matematycznym'. Rozwinęliśmy matematyczne modele świata, ale są to tylko modele, nie są nigdy całkowicie adekwatne. Planety nie poruszają się po elipsach - eliptyczne trajektorie są dobre, ale dalekie od perfekcyjnego przybliżenia. Materia nie jest zbudowana z atomów, elektronów lub kwarków - wszystko to są dobre modele (rzeczywiście, bardzo dobre), ale będę one potrzebowały korekty pewnego dnia. Sporo trudności konceptualnych mogłoby być wyjaśnionych jeśli matematycy i fizycy teoretyczni zwracaliby więcej uwagi na podstawowe dystynkcje pomiędzy modelem a rzeczywistością, koncept dobrze znany biologom.

>Platoniczne spekulacje odnośnie natury matematyki wspiera przypadek chociażby Newtona, który przy pomocy czystej matematyki, bez oparcia w empirycznych obserwacjach, potrafił przewidzieć ruchy planet.
Nie bardzo wiem, jak to Newtonem i planetami było. Może ktoś lepiej będzie zorientowany.

>Rzeczywistość "słucha się" matematyki, i na pewno nie robi tego tylko z szacunku dla naszych mózgowych struktur.
A może jakieś dowody tego "posłuszeństwa", ja uważam matematykę tylko za bardzo dobre (choć uczeni odkrywają również jego wady) narzędzie opisu rzeczywistości.

>Wydaje się, że to nie mózgowe struktury odpowiadają za powstanie matematyki, ale to właśnie dzięki matematyce jesteśmy tak a nie inaczej ukształtowani.
Panu wydaje się tak, a mnie zupełnie inaczej i obaj tu stosujemy mniemalogię stosowaną. Swoje poglądy staram się opierać na nauce, a "naukowe" dowody na "platonizm" są dla mnie zupełnie nieprzekonywujące.

Miłego dnia.

@@@
.
15-09-2012 10:28 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> Platoniczne spekulacje odnośnie natury matematyki wspiera przypadek chociażby Newtona, który przy pomocy czystej matematyki, bez oparcia w empirycznych obserwacjach, potrafił przewidzieć ruchy planet.

To jest nieprawda. Newton sformułował prawo powszechnego ciążenia w 1686 roku. Fenomenologiczne prawa, które Kepler wydedukował z obserwacji ruchu planet znane były od 1621 roku. Do praw Keplera wystarczyło dopasować siłę przyciągania odwrotnie proporcjonalną do kwadratu odległości.
15-09-2012 08:53 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
>>>> Wiara nie jest aktem woli.
>>> Więc czym jest?
>> Bezwolną bezmyślnością.
> Mhm, czemu świat daje się opisać matematycznymi wzorami, skąd pochodzi ten ład, harmonia i piękno kosmosu (wszak kosmos, etymologicznie, oznacza właśnie piękno), czemu jest racjonalny, dający się wyjaśnić? Skąd się wzięła matematyka i jaka jest natura liczb?

Są to głębokie pytania.

> Jeżeli ktoś duma nad tymi sprawami i dochodzi do w wniosku, że za tym wszystkim stoi jakiś umysł, logos, czy jak go tam zwano na przestrzeni dziejów, to objawia tylko swoją bezwolną bezmyślność?

Tak właśnie jest. Bo postulowanie boskiej ingerencji w odpowiedzi na głębokie pytania, nie posuwa nas ani o jotę w zrozumieniu świata. Taka pseudo-odpowiedź mydli nam tylko oczy, że na bóstwach myślenie ma się skończyć i żąda poddania się ich planom.

> To jakie są alternatywne odpowiedzi oprócz - "nie wiem, ale na pewno nie to"?

Przez millenia nie było. Ale w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat doszliśmy do całkiem sensownej alternatywy. Ma ona wciąż status hipotezy, ale jest to odpowiedź całkowicie zgodna z całą dobrze ugruntowaną wiedzą - a w nauce to już bardzo dużo.

Odpowiedzi na pytania jak coś może powstać z niczego, dlaczego Wielki Wybuch nie wymagał energii, jak porządek wyłania się z chaosu, skąd się wzięły prawa natury, można znaleźć w specjalistycznych czasopismach naukowych. Polularna (przez co, niestety, spłycona) ich wersja jest zebrana w tej książce:

Polecam też wykład autora.
13-09-2012 23:41 
 Ocena 2 na 2
zohen (3231 punktów)
>>
>A przyjęcie wiary, pod wpływem pewnych argumentów, jest aktem woli czy nie?
>
bembergiem w berg


"Pewnych argumentów" za przyjęciem wiary?

Chciałby chociażby jeden taki "pewny argument" poznać. Może "spływająca łaska" albo "nawiedzenie z objawieniem"?
14-09-2012 11:11 
 Ocena 6 na 6
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>A przyjęcie wiary, pod wpływem pewnych argumentów, jest aktem woli czy nie?

Przypadki przyjęcia wiary pod wpływem argumentów występują tak rzadko, że sami pasterze stawiają krzyżyk na tę metodę i pragmatycznie stosują znacznie skuteczniejsze pranie mózgu we wczesnym dzieciństwie.

Nie nie jest to akt woli, przyjęcie wiary jest tylko skutkiem ogólnej kondycji intelektualnej przyjmującego, uniemożliwiającej racjonalną ocenę argumentów.
Wszystkie znane dotąd argumenty na rzecz wiary są sofizmatami.
14-09-2012 19:43 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52279 punktów)
.
>>>>Wiara nie jest aktem woli.
>Więc czym jest?
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_(psychologia)
pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna
pl.wikiped(*)28chrześcijaństwo)
Tyle Wikipedia.
Moim zdaniem, wiara jest przekonaniem, nabytym w procesie socjalizacji i uwarunkowanym genetycznie w procesie ewolucyjnym.

>>>>Odrzucenie wiary, przez przyjęcie pewnych argumentów - już tak.
>A przyjęcie wiary, pod wpływem pewnych argumentów, jest aktem woli czy nie?
Przyjęcie wiary poprzez przyjęcie pewnych argumentów jest aktem woli, tyle tylko, iż praktycznie, takie przypadki nie występują. Tam, gdzie mamy dowody lub mocno racjonalnie uzasadnione argumenty, tam wiara nie jest konieczną - wystarcza wiedza o nich.

Miłego dnia.

@@@
.
balon000 (504 punktów)
>Wiara nie jest aktem woli.
>Odrzucenie wiary, przez przyjęcie pewnych argumentów - już tak.

Też nie jest. Wierzący nie może zostać ateistą bo tak chce.
15-09-2012 03:01 
 Ocena 1 na 1
zinnyck (182 punktów)
>>Wiara nie jest aktem woli.
>>Odrzucenie wiary, przez przyjęcie pewnych argumentów - już tak.
>Też nie jest. Wierzący nie może zostać ateistą bo tak chce.

Może, może.
Abstrahując już od takich prostych przykładów, jak wyleczenie się z wiary w krasnoludki czy Świętego Mikołaja, racjonalnie myślący człowiek (wstępnie wierzący) potrafi uwolnić się od wiary w problematyczne byty pozaempiryczne.
Wiem z autopsji
15-09-2012 07:05 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>>Też nie jest. Wierzący nie może zostać ateistą bo tak chce.
>Może, może.
Nie może, nie może.
Wierzący nie może chcieć zostać niewierzącym - blokada na umyśle. Może się buntować, czuć sprzeczności i niedorzeczności swej wiary i podobne czynniki mogą stać się przyczynkiem do opuszczenia go przez wiarę, ale chęć jej porzucenia nie wchodzi w rachubę.
>Abstrahując już od takich prostych przykładów, jak wyleczenie się z wiary w krasnoludki czy Świętego Mikołaja, racjonalnie myślący człowiek (wstępnie wierzący) potrafi uwolnić się od wiary w problematyczne byty pozaempiryczne.
Tu pełna zgoda. U początku jednak stoi zawsze zwątpienie czyli już brak wiary. Owo zwątpienie może być różnej rangi i na różną "odległość" od wiary odprowadzić. Zachowania umysłu przy tych odstępstwach od wiary też mogą być różne: jeden pozostanie przy wątpliwościach aż do ich rozwikłania (to jest rozumne), słabszy zlęknie się wątpliwości i wiara wróci do niego.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
zinnyck (182 punktów)
>>>Też nie jest. Wierzący nie może zostać ateistą bo tak chce.
>>Może, może.
>Nie może, nie może.
>Wierzący nie może chcieć zostać niewierzącym - blokada na umyśle. Może się buntować, czuć sprzeczności i niedorzeczności swej wiary i podobne czynniki mogą stać się przyczynkiem do opuszczenia go przez wiarę, ale chęć jej porzucenia nie wchodzi w rachubę.

OK. "Chcieć" to może niezbyt adekwatne stwierdzenie. Raczej "móc decydować".
Odejście od wiary nie musi mieć tylko zewnętrznych, poza-decyzyjnych przyczyn, "bezwiednej dyfuzji wiary w niebyt" .
Wierzący ma świadomość istnienia niewierzących, więc może zdecydować się poznać racje ich stanowiska.
To może doprowadzić go do wniosku, że jego wiara ma charakter myślenia życzeniowego, tzn, że istnienie "Boga" nie musi mieć żadnych przesłanek obiektywnych, a wyłącznie subiektywne. A to może doprowadzić go do całkowitej utraty wiary.

Z tych wszystkich "może" wystarczy jeden obywatel na milion, który na bazie własnych decyzji pożegnał się z fideizmem.
astrotaurus (12445 punktów)

>Odejście od wiary nie musi mieć tylko zewnętrznych, poza-decyzyjnych przyczyn, "bezwiednej dyfuzji wiary w niebyt" .
Musi. Nie ma innej możliwości. Taka decyzja zawsze zapada poza świadomością, ewentualne otwarcie furtki wyjścia z wiary jest objawieniem, odkryciem, przełomem, a nie świadomym procesem, efektem jakiegoś rozumowania, decydowania, że np: jak czegoś tam jeszcze się dowiem czy coś tam wydarzy to przestanę wierzyć.

>Wierzący ma świadomość istnienia niewierzących, więc może zdecydować się poznać racje ich stanowiska.
Wierzący ma świadomość istnienia niewierzących czy wierzących w innych Bogów, ale też zawsze ma pewność znajomości ich racji - otóż wszyscy się mylą mniej lub bardziej. Wierzący nie jest w stanie podejść do zagadnienia jako religioznawca, w sposób naukowy. Może chcieć pogłębić swa wiedzę religijną, może chcieć "pomóc" innowiercom czy niewiercom i na tej drodze natknąć się na wiedzę, która wyruguje wiarę z jego umysłu, ale nie jest w stanie przyjąć do sprawdzenia tezy czy Bóg tak naprawdę istnieje. Dla niego istnieje i koniec - z definicji wiary.

>To może doprowadzić go do wniosku, że jego wiara ma charakter myślenia życzeniowego, tzn, że istnienie "Boga" nie musi mieć żadnych przesłanek obiektywnych, a wyłącznie subiektywne. A to może doprowadzić go do całkowitej utraty wiary.
Może, ale nie na podstawie świadomej decyzji. Nie wskutek realizacji programu badawczego pt: "czy Bóg istnieje", bo już przyjęcie takiego programu świadczyłoby o braku wiary.

>Z tych wszystkich "może" wystarczy jeden obywatel na milion, który na bazie własnych decyzji pożegnał się z fideizmem.
Jak go znaleźć? Spróbuj go wymyślić, ale z detalami i też Ci się nie uda.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
21-09-2012 01:02 
 Ocena 1 na 1
zinnyck (182 punktów)
>>Odejście od wiary nie musi mieć tylko zewnętrznych, poza-decyzyjnych przyczyn, "bezwiednej dyfuzji wiary w niebyt" .
>Musi. Nie ma innej możliwości. Taka decyzja zawsze zapada poza świadomością, ewentualne otwarcie furtki wyjścia z wiary jest objawieniem, odkryciem, przełomem, a nie świadomym procesem, efektem jakiegoś rozumowania, decydowania, że np: jak czegoś tam jeszcze się dowiem czy coś tam wydarzy to przestanę wierzyć.

Postawię się w roli advocatus dei filii.
Nie traktujmy wiary, jak wiedzy. Nie wszyscy wierzący to moher.
Religianci muszą mieć wątpliwości (przynajmniej mała część); bez tej wątpliwości wiara byłaby pewnością (albo wiarą ułomną), i ta mała cześć na pewno zdaje sobie z tego sprawę.
Rozumiem, że stwierdzenie: "wierzę, wątpię, szukam" - to slogan, ale, jak myślę, istnieją wierzący, którzy nie traktują swojej wiary jak efektu słów wyroczni delfickiej.
I o takich mi tu chodzi.

>Wierzący ma świadomość istnienia niewierzących czy wierzących w innych Bogów, ale też zawsze ma pewność znajomości ich racji - otóż wszyscy się mylą mniej lub bardziej. Wierzący nie jest w stanie podejść do zagadnienia jako religioznawca, w sposób naukowy.

Tu bym dyskutował.
Wielu bogobojnych ma znakomitą wiedzę nt. religioznawstwa i co po niektórzy potrafią myśleć w sposób racjonalny, pragmatyczny (w potocznym znaczeniu tych słów), co z powyższym (akapitem) za sprawą samych zainteresowanych, może spowodować niezły ferment w ich główkach. Konkluzje mogą być nieprzewidywalne.

Poza tym jedna rzecz. Nie wszyscy wierzący uwierzyli (zindoktrynowani zostali) w trzecim roku życia.
Istnieją tacy, jak mniemam, którzy dorośli do wiary, bazując na własnych przemyśleniach jako nastolatkowie czy pełnoletni. A tu furtka spokojnie może zostać otwarta w obie strony.

>>To może doprowadzić go do wniosku [..]
>Może, ale nie na podstawie świadomej decyzji. Nie wskutek realizacji programu badawczego pt: "czy Bóg istnieje", bo już przyjęcie takiego programu świadczyłoby o braku wiary.

Świadoma decyzja była wcześniej. Teraz albo dalsza świadoma decyzja, albo niekończące się bitwy z własnymi myślami (nadal mówię o niewielkim procencie).

>>Z tych wszystkich "może" wystarczy jeden obywatel na milion, który na bazie własnych decyzji pożegnał się z fideizmem.
>Jak go znaleźć? Spróbuj go wymyślić, ale z detalami i też Ci się nie uda.

Chodziło mi naturalnie o marszrutę (myślową) takiego jegomościa .
astrotaurus (12445 punktów)

>Nie traktujmy wiary, jak wiedzy.
Ale wiara to jest wiedza, a raczej "wiedza" - pokraczna wiedza a priori.

>Nie wszyscy wierzący to moher.
Wszyscy. Jeno że każdy ma swoja wiarę, wiec gatunków moheru jest tyle ilu wierzących, ale każdy z nich ma właściwa dla siebie granicę, za którą tylko beton.

>Religianci muszą mieć wątpliwości (przynajmniej mała część); bez tej wątpliwości wiara byłaby pewnością (albo wiarą ułomną),
Ale wiara to jest pewność. Wiara i wątpliwości nie idą w parze w stosunku do jednego obiektu.

>Wielu bogobojnych ma znakomitą wiedzę nt. religioznawstwa i co po niektórzy potrafią myśleć w sposób racjonalny, pragmatyczny
I owszem, ale tylko w odniesieniu do wiary innych ludzi. W odniesieniu do własnej wiary są tej zdolności pozbawieni. Wiara to upośledzenie zdolności poznawczych.

>Poza tym jedna rzecz. Nie wszyscy wierzący uwierzyli (zindoktrynowani zostali) w trzecim roku życia.
No tak. Raczej wcześniej. W skali miliardów widać taki właśnie mechanizm: człowiek pozostaje całe życie w wierze, do której był indoktrynowany od maleńka.

>Istnieją tacy, jak mniemam, którzy dorośli do wiary, bazując na własnych przemyśleniach jako nastolatkowie czy pełnoletni.
Musi być skłonność i ciągły kontakt ze sprawami religii. Wiara nie spada z nieba, człowiek długo mości jej gniazdko w swoim umyśle.

>A tu furtka spokojnie może zostać otwarta w obie strony.
I Bogu dzięki!!

>Świadoma decyzja była wcześniej.
Nie było, nie ma takiej opcji. Zakład Pascala to tylko niemądra sztuczka.

>Teraz albo dalsza świadoma decyzja, albo niekończące się bitwy z własnymi myślami (nadal mówię o niewielkim procencie).
Dalszej świadomej decyzji niema, bo ciągle być nie może, a bicie...? Wielu ludzi na pewno bije się z myślami i często wygrywa pokonując myśli. Wiara może odchodzić, wracać - decydują zawsze cechy indywidualne.

>Chodziło mi naturalnie o marszrutę (myślową) takiego jegomościa .
Mnie też. Spróbuj go wymyślić.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
zinnyck (182 punktów)
>>Nie traktujmy wiary, jak wiedzy.
>Ale wiara to jest wiedza, a raczej "wiedza" - pokraczna wiedza a priori.

Wiara, jeśli jest przyjęta, jest przyjęta początkowo a priori. Ale to nie znaczy, że nie może podlegać weryfikacji.

>>Nie wszyscy wierzący to moher.
>Wszyscy. Jeno że każdy ma swoja wiarę, wiec gatunków moheru jest tyle ilu wierzących, ale każdy z nich ma właściwa dla siebie granicę, za którą tylko beton.

Stwierdzenie a priori

>>Religianci muszą mieć wątpliwości (przynajmniej mała część); bez tej wątpliwości wiara byłaby pewnością (albo wiarą ułomną),
>Ale wiara to jest pewność. Wiara i wątpliwości nie idą w parze w stosunku do jednego obiektu.

A to dlaczego? To zależy od zainfekowania umysłu wiarą. A ludzie są różni.

>>Wielu bogobojnych ma znakomitą wiedzę nt. religioznawstwa i co po niektórzy potrafią myśleć w sposób racjonalny, pragmatyczny
>I owszem, ale tylko w odniesieniu do wiary innych ludzi. W odniesieniu do własnej wiary są tej zdolności pozbawieni. Wiara to upośledzenie zdolności poznawczych.

Wiara to jest upośledzenie zdolności poznawczych, ale istnieją ludzie, którzy w przypadku urazu kręgosłupa, po długiej rehabilitacji, wysiłkiem własnej woli potrafią stanąć na nogi.

>>Poza tym jedna rzecz. Nie wszyscy wierzący uwierzyli (zindoktrynowani zostali) w trzecim roku życia.
>No tak. Raczej wcześniej. W skali miliardów widać taki właśnie mechanizm: człowiek pozostaje całe życie w wierze, do której był indoktrynowany od maleńka.

A co z dziećmi ateistów?

>>Istnieją tacy, jak mniemam, którzy dorośli do wiary, bazując na własnych przemyśleniach jako nastolatkowie czy pełnoletni.
>Musi być skłonność i ciągły kontakt ze sprawami religii. Wiara nie spada z nieba, człowiek długo mości jej gniazdko w swoim umyśle.

Oj nie zgadzam się. Istnieją apateiści.

>>A tu furtka spokojnie może zostać otwarta w obie strony.
>I Bogu dzięki!!



>>Świadoma decyzja była wcześniej.
>Nie było, nie ma takiej opcji. Zakład Pascala to tylko niemądra sztuczka.

Nie chodzi mi o Zakład Paskala (wredny skądinąd). Chodzi o dostrzeżenie innych opcji światopoglądowych.

>>Teraz albo dalsza świadoma decyzja, albo niekończące się bitwy z własnymi myślami (nadal mówię o niewielkim procencie).
>Dalszej świadomej decyzji niema, bo ciągle być nie może, a bicie...? Wielu ludzi na pewno bije się z myślami i często wygrywa pokonując myśli. Wiara może odchodzić, wracać - decydują zawsze cechy indywidualne.

Wielu często wygrywa takie bitwy. Ale to nie znaczy, że wszyscy.

>>Chodziło mi naturalnie o marszrutę (myślową) takiego jegomościa .
>Mnie też. Spróbuj go wymyślić.

Więc dobrze. Rozbijamy się o czasowniki.
14-09-2012 04:52 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>Wiara nie jest aktem woli.
   Jak nie jest, jak jest?
   Aby uklęknąć do paciórka, musisz najpierw chcieć to zrobić.
14-09-2012 08:05 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>   Aby uklęknąć do paciórka, musisz najpierw chcieć to zrobić.
Musieć.
Niech wierzący spróbuje nie uklęknąć kiedy jego wiara mu to nakaże. Nie ma opcji!
A niewierzący z kolei jak ma wywołać chęć paciórka? Nie ma opcji.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
14-09-2012 23:01 
 Ocena 3 na 3
Ania. (14138 punktów)
>>Wiara nie jest aktem woli.
>   Jak nie jest, jak jest?
>   Aby uklęknąć do paciórka, musisz najpierw chcieć to zrobić.
Uklęknięcie jest czynem woli - decydujesz, że klękasz teraz.
Wiara nie. Nie decydujesz o niej.
Tak samo jak nie decydujesz się na syndrom sztokholmski.
Vytautas (4394 punktów)
>Uklęknięcie jest czynem woli - decydujesz, że klękasz teraz.
>Wiara nie. Nie decydujesz o niej.
>Tak samo jak nie decydujesz się na syndrom sztokholmski.
   Genialne spostrzeżenie! Faktycznie stosunek wierzącego do kleru to syndrom sztokholmski. Przekonałaś mnie.
finerbijk (17282 punktów)
>Niedawno łyknąlem sobie książkę Dawkinsa
Przed przeczytaniem, czy po? Dobrze zostawić trochę na później, na wypadek wątpliwości.

>Skoro tak, to dla kogo jest ta ksiązka
Książka jak książka, czytasz i albo stwierdzisz, że łykasz to co napisali, albo obawiasz się, że nie będzie to lekko strawne i odstawiasz delikatnie na półkę. Po jakimś czasie możesz sobie zrobić test: kładziesz obok siebie Dawkinsa i jakiegoś Św. Tomasza (którego też czytałeś) i wybierasz jednego z nich pod poduszkę, albo stwierdzasz że obaj do dupy i szukasz dalej. Na tym polega czytanie takich książek.

A czy taki wybór jest wiarą czy aktem woli? Jak kto tam woli
r4aven (93 punktów)
>>Niedawno łyknąlem sobie książkę Dawkinsa
>Przed przeczytaniem, czy po? Dobrze zostawić trochę na później, na wypadek wątpliwości.

nie mam wątpliwości. Książkę przeczytałem, bo gdzieś wcześniej trafiłem na listę polecanych "lektur" przez użytkowników racjonalisty , a te zawsze trafnie uderzały w moje gusta.
doppelganger (3218 punktów)
>Pamiętam podczas czytania fragmentu kiedy autor rozprawia się z kolejnymi argumentami dygnitarzy
>boga, pojawia się stwierdzenie skąd inąd które było dla mnie oczywiste, w którym autor arbitralnie
>stwierdza, ze wiara to nie jest akt woli, ze można być "obrytym" teologiem, recytować z pamięci
>wierszyki, modlitwy etc, a tak naprawdę nie wierzyć w boga.

Ostatnio w paru wątkach na forum przewija się "Bóg urojony" - warto przeczytać by nie powielać pytań i odpowiedzi.

Wiara rzadko jest aktem woli, bardzo często jest implementowana w młode umysły przez indoktrynacje religijną w dzieciństwie albo jest zaszczepiana przez rodziców w postaci kulturowych (w tym wypadku religijnych) memów. Myślę, że można odważnie stwierdzić, iż dziecko które jest wychowywane przez racjonalistycznych rodziców ma bardzo małe szanse na to aby stać się osobą wierzącą (różne horoskopy, wróżbiarstwo, astrologia, zabobony i talizmany również odpadają). Niemniej jednak nie uważam by to było wykluczone, gdyż na skłonność do wiary w byty nadprzyrodzone wpływ ma również nasza konstrukcja psychiczna i inteligencja.

Co do tych "obrytych teologów", to Dawkins miał pewnie na myśli przytłaczającą większość ludzi parających się wiarą/religią zawodowo. Poza "żołnierzami" niższego szczebla którzy pewnie w większości są wierzący, ludzie ci to perfidni cynicy żerujący na ludzkiej naiwności, strachu i niewiedzy... Doskonale wiedzą w jaką nutę uderzyć, jak przekonać wątpiącego i jak uzależnić od wiary jeszcze bardziej. Manipulatorzy pierwsza klasa!

>Skoro tak, to dla kogo jest ta ksiązka, której przecież cala siła składa się z logicznych wniosków,
>faktów, dowodów i odnośników do zaczerpniętych źródeł, z których czerpał Dawkins?

Dla każdego człowieka myślącego. Religiantom nie wskazane.
14-09-2012 12:23 
 Ocena 1 na 1
r4aven (93 punktów)
>Ostatnio w paru wątkach na forum przewija się "Bóg urojony" - warto przeczytać by nie powielać pytań i odpowiedzi.
A to przepraszam, bez bicia przyznam, ze nie przyszło mi to do głowy. Zbudowałem obraz w głowie tego portalu, jako miejsca, gdzie jak grzecznie pytam to zawsze znajdzie się kto kto wyczerpująco udzieli odpowiedzi. Tak jak tym razem )
martok (1115 punktów)

> autor arbitralnie stwierdza, ze można być "obrytym" teologiem, recytować z pamięci wierszyki, modlitwy etc, a tak naprawdę nie wierzyć w boga.
>Skoro tak, to dla kogo jest ta ksiązka,

   Dla uczciwych.
*
14-09-2012 17:44 
 Ocena 1 na 1
mrSpock (2845 punktów)

>    Dla uczciwych.
>*

Tak. Ale ja bym dodał jeszcze, że dla tych co nie chowają głowy w piasek
astrotaurus (12445 punktów)
>autor arbitralnie stwierdza,
Autor stwierdza co myśli, jest gotów za tym argumentować, jest gotów tego bronić i czyni to po prostu.
Słówko "arbitralnie" jest tu nie na miejscu.

>ze wiara to nie jest akt woli,
Bo nie jest. Bełkot teologiczny to nie jest opis rzeczywistości.

>ze można być "obrytym" teologiem, recytować z pamięci wierszyki, modlitwy etc, a tak naprawdę nie wierzyć w boga.
Bo można. Uwarunkowanie tradycją może zbierać żniwo się bez rzeczywistej religijnej myśli.

>Skoro tak, to dla kogo jest ta ksiązka,
Dla wszystkich. Ateista znajdzie bratnią duszę, teiści różnej maści i ciężaru gatunkowego mają szanse odnaleźć w niej temat do refleksji.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
r4aven (93 punktów)
>>autor arbitralnie stwierdza,
>Autor stwierdza co myśli, jest gotów za tym argumentować, jest gotów tego bronić i czyni to po prostu.
>Słówko "arbitralnie" jest tu nie na miejscu.
- Faktycznie, masz racje. Pamiętam, ze nawet sam autor, nawet wystrzega się okresleń w stylu "ponad wszelką wątpliwość" i chyba stosuje coś w stylu "prawie na pewno"
hubin (2274 punktów)
>
>Skoro tak, to dla kogo jest ta ksiązka, której przecież cala siła składa się z logicznych wniosków,
>faktów, dowodów i odnośników do zaczerpniętych źródeł, z których czerpał Dawkins?
Książka jest dla ciebie i innych ateistów, niewierzących służy pewnemu usystematyzowaniu pojęć i argumentów abyś zakrzyczany przez agresywnych religantów nie dał zbić się z tropu.
To po prostu doskonały wstęp do racjonalnego, przemyślanego ateizmu, chrześcijanin by powiedział "Fundament", dlatego też częste jest nazywane tej książki biblią ateistów - pojęcie racjonalnego argumentu oraz sceptycyzmu naukowego jest za trudne dla spranych mózgów...



Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
r4aven (93 punktów)
Dziękuje Wszystkim za odpowiedzi. Rozjaśniło się w pytaniu zadanym na początku.

Pzdr
r4aven
diogenes (42753 punktów)
>wiara to nie jest akt woli, ze można być "obrytym" teologiem, recytować z pamięci
>wierszyki, modlitwy etc, a tak naprawdę nie wierzyć w boga.

I odwrotnie: Można być obrytym ateistą, a "tak naprawdę" wierzyć w boga. Teizm i ateizm zasługują na to samo: na wzruszenie ramion. Fundamentalne motywy działania i myślenia leżą poza tą dychotomią.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
bioslawek (-28 punktów)
(zablokowany)
Cz:2

(.....)Następnie Richard Dawkins bardzo szczegółowo wyjaśnia swoje wnioski:

"(....)Ten zasadniczy krok jest jednak bardzo trudny, bo kryje w sobie pewien paradoks. Wydaje się mianowicie, że do działania procesów replikacji potrzebna jest cała skomplikowana maszyneria. W obecności narzędzi z replikazy odcinki RNA ewoluują, dążąc za każdym razem do tego samego punktu końcowego - punktu, którego prawdopodobieństwo wydaje się znikomo małe dopóty, dopóki nie uwzględni się siły doboru kumulatywnego. Ale żeby ten dobór mógł wystartować, trzeba mu dopomóc. Nie zacznie on działać, dopóki nie dostarczy mu się takiego katalizatora jak narzędzia z replikazy, o których była mowa w poprzednim rozdziale. Jak się jednak zdaje, taki katalizator nie może powstać spontanicznie - chyba że pod kierunkiem innych cząsteczek RNA. Cząsteczki DNA ulegają reprodukcji w skomplikowanej maszynerii wewnątrzkomórkowej tak, jak pismo ulega reprodukcji w kserokopiarce, ale bez owych urządzeń kopiujących nie dojdzie do reprodukcji ani DNA, ani pisma. Kserokopiarka może skopiować projekt siebie samej, ale nie może powstać spontanicznie z niczego.

Biomorfy bardzo łatwo ulegają replikacji w środowisku wytworzonym przez odpowiedni program komputerowy, ale nie mogą ani napisać takiego programu, ani wyprodukować komputera do wykonania go. Teoria ślepego zegarmistrza ma wyjątkową moc wyjaśniającą - pod warunkiem jednak, że wolno nam założyć replikację, a zatem i dobór kumulatywny.

*Skoro jednak replikacja wymaga skomplikowanej maszynerii i skoro jedynym znanym nam sposobem powstania skomplikowanej maszynerii jest dobór kumulatywny, to w takim razie napotykamy tutaj poważną trudność. (....)*

O jaką konkretnie 'TRUDNOŚĆ' Richardowi Dawkinsowi tutaj chodzi ? Nie pozostawia nas co do tego w niepewności!

Richard Dawkins dodaje:

"(....)Bez wątpienia współczesna maszyneria komórkowa - aparat replikacji DNA i syntezy białek - ma wszystkie cechy wysoce zaawansowanego, specjalnie zaprojektowanego urządzenia. Widzieliśmy już, jak niesłychanie spektakularne jest jej działanie jako urządzenia precyzyjnie przechowującego informację (....)"

I dalej:

"(....) Nikt, kto zastanowił się chwilę nad tą kwestią, nie zaprzeczy, że urządzenie tak skomplikowane jak ludzkie oko nie mogło powstać wskutek doboru jednorazowego.

*Wydaje się, niestety, że to samo odnosi się też przynajmniej do tych części maszynerii wewnątrzkomórkowej, które służą samo odtwarzaniu się DNA - i to nie tylko u organizmów stosunkowo zaawansowanych, takich jak człowiek czy ameba, ale również u istot bardziej prymitywnych, takich jak bakteria czy sinica.*

Dobór kumulatywny może zatem wytwarzać złożoność, a dobór jednorazowy nie może. Dobór kumulatywny nie może jednak działać dopóty, dopóki nie powstanie choćby rudymentarna maszyneria replikacji, dopóki nie powstaną replikatory, a tymczasem jedyna maszyneria tego rodzaju, jaką znamy, jest zbyt skomplikowana, żeby mogła powstać inaczej niż wskutek wielu pokoleń doboru kumulatywnego! "

A więc jak widzimy, kiedy bliżej przyjrzeć się argumentacji Dawkinsa, przedzierając się skutecznie przez zawijasy myślowe, jakie produkuje, dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę Dawkins dochodzi do tego samego wniosku, co i Fred Hoyle.

pozdrawiam
15-09-2012 12:17 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
Za wyjaśnienie bana niechaj posłuży (poza powtarzającym się, kompulsywnym wklejaniem tych samych tekstów ze swojego bloga) pewien wpis:

Cytat:
BioSławek - miłośnik biologii, zwolennik Inteligentnego Projektu, od wielu lat jeden z najbardziej aktywnych uczestników dyskusji o teorii ewolucji w polskim internecie, znany też pod nickami: monitor, KK, King Kong, novey777.

sciezyna (56 punktów)
> Cytat:
BioSławek - miłośnik biologii, zwolennik Inteligentnego Projektu, od wielu lat jeden z najbardziej aktywnych uczestników dyskusji o teorii ewolucji w polskim internecie, znany też pod nickami: monitor, KK, King Kong, novey777.

>
Hm... trudno tu się pomyliłem bo pojęcia nie miałem, że za bioslawek (jeśli to ten sam co BioSławek) stoi ideologia jaką wyczytałem w linkach. Wstyd (mnie) ale odbieram dane bioslawkowi punkty bo ode mnie ich nie dostanie.

Pojęcia nie miałem, że tu aż tak zaawansowane szukania, ukrycia, dociekania i współzawodnictwo.

Ciao
16-09-2012 11:18 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Pojęcia nie miałem, że tu aż tak zaawansowane szukania, ukrycia, dociekania i współzawodnictwo.
Eeeee, jak ktoś przez lata całe bez cienia refleksji, bez cienia wstydu, bez szacunku dla swej ludzkiej godności (hmmmmm...) klepie te same głupoty po całym internecie to można go i poznać dobrze, i mieć po kokardkę.

Ile na tym forum niereformowalnych typów od lat już siedzi!

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Jacek Wąsowicz (-1 punktów)
Hej,
a może Dawkins jest tak samo nienaukowy jak obalani przez niego teologowie...?
Polecam to?: <a>Nauka dla Naukowców, wiara dla nieuków</a>

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365