Racjonalista - Strona głównaDo treści
Twarze wiary

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
22-11-2011 10:16asmodai (2845 punktów)Twarze wiary
Ocena 4 na 4
Nie dawno prowadziłem korespondencję na gg z pewnym kolegą. On głęboko wierzący ja... biegun
przeciwny. On twierdzi, że wiara w życiu człowieka to rzecz bardzo istotna. Zaczęły się wycieczki osobiste w moją stronę w stylu: Jak uwierzysz w boga to skończy się Twoje cierpienie itd.
(koleś mnie nie zna nic o mnie nie wie)
Wiara czy wiara musi być tożsama z Bogiem? mogę wierzyć, że jutro będzie lepszy dzień
albo grając w totka mogę wierzyć, że trafię szóstkę. Uważam, że wiara nie jedno ma oblicze
i nie koniecznie musi to być oblicze bozi kiwającego na mnie palcem.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

astrotaurus (12445 punktów)
O istocie i twarzach wiary było tutaj i sporo tutaj
A temat "Wiara - co to takiego?" chyba powinien być przyklejony na stałe w ABC Racjonalisty, skoro dotyczy jednego z fundamentalnych pojęć

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
22-11-2011 16:48 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>O istocie i twarzach wiary było tutaj i sporo tutaj
A może być i tu:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,464956#w465289
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

Osobiście uważam, że każda wiara (w cokolwiek - wcale nie musi być to wiara religijna) jest złą, a im jest głębszą tym jest jest gorszą.

Każda wiara ogranicza nas intelektualnie - podsuwając proste (albo tylko prostsze) odpowiedzi. A im jest bardziej absolutną (w jedynosłuszność własnej prawdy), tym ogranicza nas bardziej.

Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
22-11-2011 19:31 
 Ocena 3 na 3
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Osobiście uważam, że każda wiara (w cokolwiek - wcale nie musi być to wiara religijna) jest złą

Bez wiary nie da się żyć Panie Andrzeju.
Aby przejść przez most musi Pan wierzyć, że jest zrobiony solidnie i się pod Panem nie zawali.
Wsiadając do pociągu, samolotu czy samochodu musi Pan wierzyć, że cało i zdrowo dotrze Pan na miejsce. Inaczej Pan by się z domu nie ruszył.

Idąc do lekarza musi Pan wierzyć, że Panu pomoże. Itd.Itp.
Czytając książkę o Pigmejach musi Pan zawierzyć Cejrowskiemu, że istnieją takie małe ludziki.

Domyślam się zaś, że ma Pan na myśli wiarę irracjonalną np. we wróżby Cyganki, czy w sztuczki prestidigitatora.
Wiadomo, że Cyganka , mimo najszczrszych jej chęci i Pańskich pieniędzy, prawdy o przyszłości Panu nie powie.
Królik zaś w kapeluszu nie powstał z niczego.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
22-11-2011 20:53 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
>Aby przejść przez most musi Pan wierzyć, że jest zrobiony solidnie i się pod Panem nie zawali.
Oj, blade masz pojęcie o mostach, prof.Grabowska....
A o jakim konkretnie moście mówisz?

>Domyślam się zaś, że ma Pan na myśli wiarę irracjonalną
O! Znasz jakąś inną...?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
22-11-2011 21:06 
 Ocena 3 na 3
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>O! Znasz jakąś inną...?
Przecież mówię, że jest wiara racjonalna.
Np. idąc na operację serca do znanego kardiochirurga wierzysz, bo przecież nie wiesz do końca, że wszystko będzie dobrze. Ale wierzysz dlatego, że słyszałeś, że ten kardiochirurg miał cały szereg udanych operacji. Wierzysz, bo czytałeś o postępach medycyny.

Twoja wiara zaś byłaby irracjonalna, gdybyś z chorobą serca udał się do zielarki czy innej szeptuchy.
Ludzie co prawda by mówili, że im pomogła i ich uzdrowiła, ale czy niedomykającą się zastawkę też potrafiła domknąć?

> A o jakim konkretnie moście mówisz?
O takim jednym, za daleko.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Cambo (3 punktów)
>Np. idąc na operację serca do znanego kardiochirurga wierzysz, bo przecież nie wiesz do końca, że wszystko będzie dobrze. Ale wierzysz dlatego, że słyszałeś, że ten kardiochirurg miał cały szereg udanych operacji. Wierzysz, bo czytałeś o postępach medycyny.
>Twoja wiara zaś byłaby irracjonalna, gdybyś z chorobą serca udał się do zielarki czy innej szeptuchy.

Może po prostu nadużywamy tego pojęcia? Idąc przez most zakładam, że się nie zawali. Moje założenie opieram na tym, że ktoś kto projektował most miał na uwadze moje bezpieczeństwo Jest to może zbliżone stwierdzenie, ale chyba bardziej trafne. Myślę, że wiara na ogół kojarzy się z czymś irracjonalnym, stąd wynikają niejasności w określeniu, czy dana wiara jest racjonalna, czy też nie.

W czasach przed-kopernikańskich ludzie wierzyli, że Słońce krąży wokół Ziemii. Czy jest to wiara irracjonalna, czy racjonalna? Gdybyśmy zapomnieli o naszej wiedzy wychodząc na dwór i obserwując ruch Słońca odnieślibyśmy wrażenie, że rzeczywiście Słońce krąży wokół Ziemi W tym wypadku wierzymy w coś co jest kompletną bzdurą, a zarazem jest całkowicie racjonalnym wnioskiem.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Idąc przez most zakładam

Pascal też zakładał, stąd "zakład Pascala".
Ja jednak odróżniałabym wiarę racjonalną, którą możemy nazywać ufnością, założeniem,
od wiary irracjonalnej.
Wiara irracjonalna ociera się, dla mnie przynajmniej, o jakieś zaburzenie psychiatryczne.
Ktoś dorosły ,kto wierzy w krasnoludki jest na pewno, albo niespełna rozumu, albo upośledzony umysłowo.
Jednak gdyby 90% dorosłych ludzi silnie wierzyło w istnienie krasnoludków nie byłoby to odbierane jako wariactwo.

Życie zaś przeciętnego człowieka musi z konieczności opierać się na wierze (zaufaniu, założeniu).
Składając pieniądze w banku zakładam, że bank mnie nie oszuka, chociaż może upaść.
Siadając na fotel u fryzjera ufam, że mi nie wbije nożyczek w gardło tylko zrobi trwałą.
Skacząc ze spadochronem wierzę, że się otworzy.
> W czasach przed-kopernikańskich ludzie wierzyli, że Słońce krąży wokół Ziemii.
Nie tyle może wierzyli, co stwierdzali taki fakt. Ale ulegali złudzeniu.
Tak jak czasami siedzisz w pociągu, a pociąg stojący obok rusza, to wydaje ci się, że to twój pociąg jedzie. Dopiero po chwili się orientujesz , że jest na odwrót.

Jest oczywiście różny stopień tej wiary racjonalnej, uzależniony od naszej wiedzy i doświadczenia.
Widząc żelazny, porządny most, po którym przejeżdzają ciężarówki, śmiało nań wkraczamy z mocną wiarą, że się nie zawali.
Natomiast wchodząc na kruchy lód mamy duszę na ramieniu bo nauczeni doświadczeniem własnym lub cudzym wiemy, że w każdej chwili może się załamać pod nami.

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
23-11-2011 10:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Bez wiary nie da się żyć Panie Andrzeju.
Czy koniecznie trzeba wierzyć?
Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem.
Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".


>Aby przejść przez most musi Pan wierzyć, że jest zrobiony solidnie i się pod Panem nie zawali.
>Wsiadając do pociągu, samolotu czy samochodu musi Pan wierzyć, że cało i zdrowo dotrze Pan na miejsce.
>Inaczej Pan by się z domu nie ruszył.
Widzę, że pamięć to Pani ma dobrą. Zapamiętała Pani lekcje katechezy z podstawówki. Pocieszę Panią, że "Uczeni w Piśmie i Magisterium", czyli teologowie - korzystając z wieloznaczności tego terminu - używają podobnej argumentacji. Tyle że używają przy tym bardziej pokrętnego języka - pokrywając pustosłowie napuszonością i enigmatycznością.

>Domyślam się zaś, że ma Pan na myśli wiarę irracjonalną np. we wróżby Cyganki, czy w sztuczki prestidigitatora.
A po co się domyślać, jak ja to bardzo wyraźnie to napisałem. Wystarczy spokojnie i z zastanowieniem przeczytać. Mało raz, to i trzy razy.
Nie na każdy temat koniecznie trzeba się wypowiadać. Warto się zastanowić czy ma się coś ciekawego, w tym temacie, do powiedzenia.

Źle się Pani domyśla. Przecież napisałem wyraźnie:
"Osobiście uważam, że każda wiara (w cokolwiek - wcale nie musi być to wiara religijna) jest złą,
a im jest głębszą tym jest jest gorszą.

Każda wiara ogranicza nas intelektualnie - podsuwając proste (albo tylko prostsze) odpowiedzi.
A im jest bardziej absolutną (w jedynosłuszność własnej prawdy), tym ogranicza nas bardziej."

Podałem też linka do wątku, gdzie - na pytanie pana Hodży - pogląd na temat wiary precyzuję.
Wystarczyło przeczytać.

Racjonaliści zdecydowanie powinni więcej czytać niż pisać.
Fideistom szczera wiara w swoją jedynie słuszną prawdę wystarcza.


Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
Fizyk (17637 punktów)
> grając w totka mogę wierzyć, że trafię szóstkę

A po co wierzyć? Czy wiara pomoże tej szóstce?
22-11-2011 10:52 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>> grając w totka mogę wierzyć, że trafię szóstkę
>A po co wierzyć? Czy wiara pomoże tej szóstce?
Szóstce nie, ale pytającemu...?
Skoro nie wystarczą mu nadzieja, marzenia, pragnienia, złudzenia to może wiara będzie stanowić panaceum?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
22-11-2011 11:37 
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>> grając w totka mogę wierzyć, że trafię szóstkę
>>A po co wierzyć? Czy wiara pomoże tej szóstce?
>Szóstce nie, ale pytającemu...?

W każdym razie pomoże właścicielom totalizatora .


...ograniczenie wolności winno się jednak nazywać ograniczeniem wolności, nie zaś szczególną formą wolności. (Leszek Kołakowski)
22-11-2011 13:21 
 Ocena 8 na 8
TyDraniu (6569 punktów)
>>>> grając w totka mogę wierzyć, że trafię szóstkę
>>>A po co wierzyć? Czy wiara pomoże tej szóstce?
>>Szóstce nie, ale pytającemu...?
>W każdym razie pomoże właścicielom totalizatora .

Moja wiara w szóstkę jest tak silna, że nawet nie kupuję losów .


asmodai (2845 punktów)
>> grając w totka mogę wierzyć, że trafię szóstkę
>A po co wierzyć? Czy wiara pomoże tej szóstce?
>
No tak... Ale ten dreszczyk emocji
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>A po co wierzyć? Czy wiara pomoże tej szóstce?
Wiara czyni cuda!

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
22-11-2011 19:41 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
> Wiara czyni cuda!

Ciekawe, że zwykle cudów doszukuje się w sferze zdrowia. Jakoś nigdy kościół nie odwołuje się do np. gier losowych. Współczesny Jezus wygrywałby w lotto na zawołanie: szczęśliwe numery widziałby tak, jak ja klawiaturę mojego kompa. O spekulacjach na giełdzie nie wspominając.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>szczęśliwe numery widziałby
Właśnie nie widziałby!
Wiara to nie jasnowidztwo! To głębokie przeświadczenie.
Ktoś kto łyka placebo jest przeświadczony, że zażywa drogie doskonałe lekarstwo i zdrowieje. Oczywiście z pewnej puli chorób.
A dlaczego James Bond zawsze wygrywa w ruletkę albo w pokera?
Bo wierzy! I ma licencję na zabijanie!

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
22-11-2011 20:22 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Wiara to ... głębokie przeświadczenie.

Głębie psychologii to zwykłe mielizny.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Głębie psychologii to zwykłe mielizny.
W każdym bądź razie dziś już się uznaje wpływ psychiki na ciało a ciała na psychikę.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
22-11-2011 20:58 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>dziś już się uznaje wpływ psychiki na ciało a ciała na psychikę.

Bo to jedno i to samo.
Podobnie głowa ma wpływ na nogi, i odwrotnie.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
22-11-2011 21:14 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Bo to jedno i to samo.
Nie do końca. Istnieją przecież wyższe potrzeby psychiczne, procesy decyzyjne, wyższe uczucia itp.
Stres, zjawisko psychiczne, powoduje fizyczny spadek odporności i zwiększenie podatności na chorobę.
Dobre słowo, np. ciepłego i mądrego kapłana, podnieść może na duchu, czyli psychicznie, i zmobilizować do walki fizyczny organizm.

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
22-11-2011 21:49 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Istnieją przecież wyższe potrzeby psychiczne...

Hierarchia potrzeb jest zawsze sztuczna, względna.
Czy potrzeba miłości dziecka jest czymś wyższym, czy niższym? Czy trochę matczynego ciepła, 36,6ºC, misiek ze szmateksu za złotówkę, to coś wyższego? Cokolwiek byśmy nie robili żyjemy w jednym wymiarze natury. Można górnolotnie nazywać całe kompleksy odczuć, wrażeń, ale słowa nigdzie nas nie wywyższają, ani nie poniżają. Człowiek wciąż widzi siebie jako pępek świata. Bakteria w człowieku - nie.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
setarkos (10757 punktów)

>.. Cokolwiek byśmy nie robili żyjemy w jednym wymiarze natury.

Nie.
Co prawda tak bakterii jak człowieka nie traktuje się np. widłami, ale z różnych względów.
Co prawda wyraz "bakteria" i wyraz "człowiek" można wrzucić do jednego słownika, bo to tylko literki, ale różne od tego, co określają.
...
Nie wydaje się sensowny upór przy jakiejś 'Jedni'..
22-11-2011 22:31 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Nie wydaje się sensowny upór przy jakiejś 'Jedni'..

Oczywiście. Chodzi o różnorodność natury. Możemy stosować różne poznawcze triki, ale odniesienie pozostaje to samo.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
setarkos (10757 punktów)
>.. Chodzi o różnorodność natury.
Wg mnie to za mało - przypuszczam, że już natur jest niejedna i niejedno do nich odniesienie.
22-11-2011 23:25 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>przypuszczam, że już natur jest niejedna i niejedno do nich odniesienie.

Z odniesieniami (obserwatorami, językami opisu) - zgoda. Ale nie wyznaczają one wielu natur, co najwyżej różne wobec niej zachowania, np. wobec symboli: możesz do krzyża się modlić, ale równie dobrze ogrzać nim pomieszczenie paląc w piecu.

A tak na marginesie: przyroda jest rzeczownikiem bez liczby mnogiej.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
setarkos (10757 punktów)

>.. możesz do krzyża się modlić, ale równie dobrze ogrzać nim pomieszczenie paląc w piecu.
Diabli z krzyżem, ale jeśli narysowany na piasku, to trudno go użyć materialnie (lepiej się wtedy sprawdza jako np. plus w równaniach).

>.. przyroda jest rzeczownikiem bez liczby mnogiej.
Tak, języki łacno generują monizmy.
.
23-11-2011 14:17 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Diabli z krzyżem, ale jeśli narysowany na piasku, to trudno go użyć materialnie ...

Krzyż (jako wyobrażenie) ma wiele wcieleń: może być drewniany, sfotografowany, narysowany, powiedziany, napisany, zaprogramowany, itp. Kiedy o nim tylko myślimy ma swą reprezentację neurofizjologiczną, której forma (proces) nie ma już z krzyżem nic wspólnego. Tym niemniej krzyżem, o który chodzi, jest pewien umowny koncept (raz plus, innym razem obiekt religijnej czci).

>>.. przyroda jest rzeczownikiem bez liczby mnogiej.
>Tak, języki łacno generują monizmy.

Modna była, a i często jeszcze jest, teza przeciwna: języki generują różne obrazy świata (relatywizm językowy). Taką koncepcję dał Wittgenstein (granice języków jako granice światów). Z innej strony wzmocnił ją Sapir i Whorf. U nas obraz świata (a więc w szczególności obraz monistyczny) uzależnił od pojęciowej aparatury Ajdukiewicz. Język nie jest, jak sadzę, jedynie instrumentem poznania. Jest też uwikłany w różne pragmatyczne (polityczne np.) konteksty, i to one mogą kształtować wizje świata, monistyczne, dualistyczne czy też pluralistyczne. Filozofia podlega modzie tak samo jak fryzury czy krój sukni. To, że w tym samym języku utworzyć możemy odmienne obrazy świata (np. świat Arystotelesa, świat Darwina czy świat fizyki kwantowej) zdaje się świadczyć, że trudno mówić o jakimś jednoznacznym determinizmie językowym.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>
>Bo to jedno i to samo.
> Nie do końca. Istnieją przecież wyższe potrzeby psychiczne, procesy decyzyjne, wyższe uczucia itp.
>Stres, zjawisko psychiczne, powoduje fizyczny spadek odporności i zwiększenie podatności na chorobę.
>Dobre słowo, np. ciepłego i mądrego kapłana, podnieść może na duchu, czyli psychicznie, i zmobilizować do walki fizyczny organizm.
To funkcjonuje tylko w przypadku podatnego medium.
23-11-2011 01:35 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>To funkcjonuje tylko w przypadku podatnego medium.
Człowiek w stresie, chorobie, nieszczęściu ogólnie mówiąc, jest podatny.
Już prof. Kępiński pisał w swoich książkach, że chory przyjmuje postawę dziecka.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Człowiek w stresie, chorobie, nieszczęściu ogólnie mówiąc, jest podatny.

Bardziej podatny. obserwacje z czasów wojen to też potwierdzają.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Wiara czy wiara musi być tożsama z Bogiem? mogę wierzyć, że jutro będzie lepszy dzień
>albo grając w totka mogę wierzyć, że trafię szóstkę.

To nie wiara, to nadzieja, ewentualnie życzenie (mam nadzieję/chciałbym żeby jutro był lepszy dzień i żebym trafił szóstkę).Jak na "wiarę" jest bardzo łatwa do zweryfikowania, trzeba tylko poczekać na jutro albo na najbliższe losowanie i po "wierze".

Wierzyć w sensie niereligijnym, to możesz że np. żona Cię kocha (mówi ze kocha i zachowuje się, jakby Cię kochała, ale tak naprawdę nigdy się nie dowiesz na pewno, pozostaje wiara).
Możesz też wierzyć na słowo rożnym ludziom tylko dlatego, że nie chce Ci się/nie masz środków, czasu, władzy by weryfikować ich twierdzenia.

Jeżeli naprawdę wierzysz, że wygrasz szóstkę w totka, masz wieki problem.

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
Czym różni się wiara od nadziei?
Bo są przecież te trzy: Wiara, Nadzieja i Miłość, co znalazło zresztą odzwierciedlenie w imionach żeńskich rosyjskich: Wiera, Nadieżda (Krupska) i Lubow.
Czy zdania: "Wierzę, że żona mnie kocha" i "Mam nadzieję, że żona mnie kocha" są równoważne?
Moim zdaniem zdanie: "Wierzę, że żona mnie kocha" jest silniej umotywowane.
Wierzę, bo widzę jej zachowania, jej uczynki, słyszę jej słowa itp.
A "mam nadzieję" jest trochę słabsze. Bo nawet się mówi, że nadzieja jest matką głupich i że umiera ostatnia.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
22-11-2011 20:38 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>nadzieja jest matką głupich

A co z ojcem?
W dobie antykoncepcji, jeśli trzeba - aborcji?
Zdaje się, że wszyscy maja tu nie po kolei: i matka, i ojciec i potomstwo.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
25-11-2011 08:53 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wierzyć w sensie niereligijnym, to możesz że np. żona Cię kocha (mówi ze kocha i zachowuje się, jakby Cię kochała, ale tak naprawdę nigdy się nie dowiesz na pewno, pozostaje wiara).
>Możesz też wierzyć na słowo rożnym ludziom tylko dlatego, że nie chce Ci się/nie masz środków, czasu, władzy by weryfikować ich twierdzenia.
Żona przyłapana in flagranti.
- I ty mówisz, że mnie kochasz, a wierzysz swoim oczom zamiast tylko mnie wierzyć!

Pozdrawiam.

@@@
.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> czy wiara musi być tożsama z Bogiem?

Dla religijnego - tylko taka wiara jest wiarą. Każda inna wiara jest ułudą lub po prostu poglądem na jakieś sprawy.

Akceptuję pogląd, że trudno jest żyć bez poczucia jakiegoś sensu, celu życia, planu na przyszłość.
Dla racjonalisty celem może być np. sprawianie radości bliskim i cieszenie się tym; pozostawienie po sobie dobrego śladu w świecie.

Dla wierzącego liczy się - tak naprawdę ponad wszystko inne - sprawianie radości swojemu bogu i kupienie sobie w ten sposób życia wiecznego. Taki jest religijny, katolicki ideał - dla racjonalnie myślącego człowieka taka postawa jest egoistyczna, podła i cyniczna.

Na szczęście, wielu wierzących wciąż spowiada się z grzechu zbyt małej wiary.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
diogenes (42753 punktów)
>wiara nie jedno ma oblicze i nie koniecznie musi to być oblicze bozi kiwającego na mnie palcem.

Wiara w to, że jutro wzejdzie słońce, a wiara w boga, w dziewictwo Maryi, w zmartwychwstanie Jezusa, w życie po życiu, czy w świętych obcowanie, to tak różne sprawy, że podporządkowywanie je pod to samo pojęcie uważam za problematyczne. Kiedy mówię, że wierzę w jutrzejszy wschód słońca, to wyprowadzam wniosek w oparciu o zjawiska natury i jej prawa: wniosek ten jest również zjawiskiem natury. Rozumowanie takie, jakby powiedział Nietzsche, wierne jest ziemi (Bleibt der Erde treu!). Nie widzę żadnych podstaw, do wniosków prowadzących poza zjawiskowy świat. Uzasadnia je wyłącznie pozapoznawczy interes. Można być wiernym dobrom doczesnym prawiąc oszustwa na temat dóbr nie z tego świata. To droga kleru i jego sługusów.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Michał96 (412 punktów)
>> Kiedy mówię, że wierzę w jutrzejszy wschód słońca, to wyprowadzam wniosek w oparciu o zjawiska natury i jej prawa: wniosek ten jest również zjawiskiem natury.
>

To nie jest wiara. Wiara to "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionych twierdzeń". To, że jutro wzejdzie słońce jest przypuszczeniem, które potwierdza wiele dowodów.
22-11-2011 12:28 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>To nie jest wiara.

Ale... tak się mówi.

>Wiara to "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionych twierdzeń".

Czy sądzisz, że dla fanatyka jego przekonania nie są uzasadnione? I tu jest problem. Umysł jest urządzeniem uzasadniającym (zasada racji dostatecznej). Konflikt zaczyna się tam, gdzie zderzają się ze sobą sprzeczne, ale zdaniem ich zwolenników, równie dobrze uzasadnione doktryny, postawy czy zachowania.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
22-11-2011 20:06 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Nie widzę żadnych podstaw, do wniosków prowadzących poza zjawiskowy świat.

Ale nawet w tym zjawiskowym świecie , jak twierdził David Hume, wnioskowanie jest aktem wiary a nie wiedzy.
Krytykował on bowiem pojęcie przyczynowości. Związek przyczynowy nie jest konieczny.
Nie wynika także z doświadczenia. Doświadczenie informuje o stałym następstwie faktów , ale nie poucza ,że jeden fakt wynika z drugiego.

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
22-11-2011 20:17 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Ale nawet w tym zjawiskowym świecie , jak twierdził David Hume, wnioskowanie jest aktem wiary a nie wiedzy.

Rozróżnijmy wiarę w świat, od wiary w zaświaty pełne aniołów, hurys, (mniej lub bardziej) świętych, kotły wrzącej smoły i całą tą katolicką i niekatolicką rupierciarnię.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Michał96 (412 punktów)
>albo grając w totka mogę wierzyć, że trafię szóstkę.>

Wolę myśleć w kategoriach prawdopodobieństwa. Zaoszczędzi mi to na pewno wielu rozczarowań.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Nie dawno prowadziłem korespondencję na gg z pewnym kolegą.
>koleś mnie nie zna nic o mnie nie wie
Czegoś tu nie rozumiem... Dlaczego kogoś, kto nic o tobie nie wie, nazywasz swoim kolegą? Za tzw. moich czasów koleżeństwo było czymś więcej niż znajomością, czy teraz jest odwrotnie?


Jak człowiek chce zabłysnąć, to najpierw z reguły musi zaiskrzyć. (Miś Yogi)
22-11-2011 13:01 
 Ocena 1 na 1
asmodai (2845 punktów)

>Czegoś tu nie rozumiem... Dlaczego kogoś, kto nic o tobie nie wie, nazywasz swoim kolegą? Za tzw. moich czasów koleżeństwo było czymś więcej niż znajomością, czy teraz jest odwrotnie?

Umówmy się, że to taka nazwa robocza.
22-11-2011 13:46 
 Ocena 6 na 6
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Nie dawno prowadziłem korespondencję na gg z pewnym kolegą.
>>koleś mnie nie zna nic o mnie nie wie
>Czegoś tu nie rozumiem... Dlaczego kogoś, kto nic o tobie nie wie, nazywasz swoim kolegą? Za tzw. moich czasów koleżeństwo było czymś więcej niż znajomością, czy teraz jest odwrotnie?

A za moich czasów "kolegą" tytułowało się kogoś, kto był za blisko na "pana" ale jeszcze nie na "ty". A PRLu w zakładach pracy kolega był złotym środkiem między panem a towarzyszem.
Ostatnio jak byłam w szpitalu to zauważyłam, że lekarze do siebie się zwracają per "kolego" i "koleżanko" (tylko do ordynatora nie). Ba, lekarz który przyjechał na konsultacje był kolegą jeszcze zanim się sobie panowie doktorzy poprzestawiali.

Koleżeństwo nie musi być znajomością. Kolega to osoba z która łączy Cię jakaś aktywność - praca, nauka, hobby albo przynależność, np. do grupy zawodowej.
Poza tym, że kolega lubi skakać na spadochronie (wiesz to, bo należycie do tego samego klubu spadochronowego) nie musisz nic o nim wiedzieć a to i tak jest kolega. Kolegi nie musimy lubić, nie musimy wiedzieć czy woli piwo czy wódkę ani ile ma dzieci i jak ma na imię jego pies.
Z kolegą z pracy możemy przez 5 lat zamienić w sumie 3 zdania, nie znać jego imienia i kojarzyć go "ten wysoki z przygotowania produkcji" i to dalej jest kolega.

Kolega to i mniej i więcej niż znajomy. Kolegi nie musisz znać, warunkiem koleżeństwa jest jakaś łącząca was dziedzina.
"Nie znam wszystkich moich kolegów z roku, bo jest nas 200" - w tym zdaniu nie ma sprzeczności. (*)

A co do wypowiedzi Twojego przedpiścy - "kolega" zostało użyte tutaj ewidentnie jak zamiennik "osoby". Zauważ, że rozmawiał on "z pewnym kolegą" a nie ze swoim kolegą. I w następnym zdaniu kolega staje się "kolesiem".
Kolega jest więc tu synonimem kogoś kogo bliżej nie znamy i czyja tożsamość nie jest istotna, tak samo jak np. "face" albo "gość".

Jakby kolega (tu użyte w znaczeniu - osoba która pisze na tym samym forum co Ty i ja) napisał "Niedawno prowadziłem korespondencję na gg z pewnym gościem" to byś się czepiał, ze "jaki to gość, skoro Cię nie odwiedził"?

(*) rozumiem że nie mówimy o tzw. "kolegowaniu się" - określeniu używanym na opis wzajemnych stosunków w grupie dzieci w wieku przedszkolnym


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
22-11-2011 14:15 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Przyjmij ode mnie wyrazy współczucia.
Chociaż z racji swojej niedoskonałości nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak to jest być najmądrzejszą osobą na świecie, która wszystko wie lepiej od innych, wie nawet co kto myśli i co chciał napisać, to w jakimś nieznacznym stopniu mogę się identyfikować z tobą, bo też spotykam głupszych od siebie, a co gorsza megalomanów i megalomanki, którym wydaje się, że pozjadały wszystkie rozumy.


Jak człowiek chce zabłysnąć, to najpierw z reguły musi zaiskrzyć. (Miś Yogi)
22-11-2011 15:28 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>[color=#330000]Przyjmij ode mnie wyrazy współczucia.

I nawzajem.
Wszystkie Twoje problemy biorą się z faktu, że nie lubisz czytać. A już szczególnie nie lubisz czytać postów na jakie odpowiadasz, chociaż tylko trochę bardziej niż nie lubisz czytać dwa razy tego co sam napisałeś (to drugie akurat rozumiem).
Wielokrotnie dałeś tego dowód, dajesz i tym razem.

Trochę smutne, że tak Cie porusza fakt, że inni zadają sobie te odrobinę trudu i czytają zanim zaczną odpowiadać. Nie wiedziałam, że to jakaś niezwykła zdolność umysłu, na granicy geniuszu.

Zawsze uważałam, że to zaledwie minimum przyzwoitości i kultury - poświęcić rozmówcy te parę minut i wykorzystać umiejętności nabyte w szkole podstawowej.

ps. Z którą częścią mojego wyjaśnienia co do określenia "kolega" się nie zgadzasz? Czy może dałeś sobie spokój przy drugiej linijce, bo pot zalewał Ci czoło?


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
asmodai (2845 punktów)
Nic dodać, nic ująć
astrotaurus (12445 punktów)

>Kolega jest więc tu synonimem kogoś kogo bliżej nie znamy i czyja tożsamość nie jest istotna, tak samo jak np. "face" albo "gość".
Ale gdzie ta, ale gdzie ta?!
To był kolega gadugaduowiec, choć nie wygląda na to, aby taki był zamiar Autora przy użyciu tego słowa.

Cóż, nie tylko pojęcie "wiara" może się tak sprostytuować by znaczyć cokolwiek...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Ateusznik (405 punktów)
>Jak uwierzysz w boga to skończy się Twoje cierpienie itd.
Przy samobójstwie skutek jest ten sam.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Wiara pozwala na komfort zrzucenia z siebie odpowiedzialności. Jeśli wierzysz, że jest ktoś kto się Tobą opiekuje i wyznacza cel Twojemu życiu, to niezależnie czy to Bóg, czy to wszechświat, czy wróżka Zosia, zrzucasz z siebie jarzmo odpowiedzialności.

Nic dziwnego, że kończą się wtedy cierpienia, skoro umieranie staje się dla nas częścią czegoś większego.

Zrzucenie odpowiedzialności na kogoś innego zawsze pomaga.

Ale czy to jest racjonalne? I kto rozwiąże nasze problemy jeśli zostawimy je w rękach...? zostawimy je naszej wyobraźni?

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
22-11-2011 16:34 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Wiara pozwala na komfort zrzucenia z siebie odpowiedzialności.

A co lub kto nakłada na nas ową odpowiedzialność,którą następnie wiara - iluzorycznie lub nie - zrzuca? Dziwny mechanizm.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Jak to co? Kultura, prawo, sumienie!

Od końca:

Możemy czuć się za coś odpowiedzialni bo sami widzimy, że skutki naszych czynów doprowadziły do pewnych zdarzeń.

Możemy czuć się za coś odpowiedzialnie na drodze zwykłego rozumowania.

I pierwsze dwa razem:

Inni mogą pociągać nas do odpowiedzialności. Paragrafami albo właśnie tłamszącą kulturą.

Krótko mówiąc albo my, albo ktoś inny nałoży na nas odpowiedzialność za nasze czyny.

I to wcale nie jest wydumane. Po raz wtóry chyba przypomnę tu eksperyment Milgrama, który powtarzano już tyle razy i na tak różnych próbach, że aż dech w piersiach zapiera.

Nawet jak ktoś czuje, że coś jest nie tak to nie czuje się odpowiedzialny, bo przecież ciężar odpowiedzialności spoczywa na autorytecie. To przekonanie o słuszności autorytetów jest naiwnym, ale dla wielu wystarczająco usprawiedliwiającym, zrzuceniem odpowiedzialności. Niestety jest to choroba kulturowa.

Nie dziwi więc, choć jest przykre, że większość ludzi woli poczuć komfort bycia częścią czegoś większego. I znowu mieć rodziców, którzy ich prowadzą. Nie muszą wtedy podejmować trudnych eschatologicznych decyzji.

Dla wielu ludzi zrzucenie odpowiedzialności to komfort uniknięcia skazania na wolność.

Ilu ja już nie czytałem takich, którzy wierzą, bo nie byli sobie poradzić z przytłaczającą wizją tego, że "w świecie bez Boga wszystko jest dozwolone".


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
22-11-2011 18:24 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Jak to co? Kultura, prawo, sumienie!

Nie ma niczego w kulturze, czego by wcześniej nie było w naturze. Poczucie odpowiedzialności zakorzenione jest głębiej. Mówiąc o poczuciu (czegokolwiek), odwołujemy się do zmysłowej wrażliwości

>Możemy czuć się za coś odpowiedzialni bo sami widzimy, że skutki naszych czynów doprowadziły do pewnych zdarzeń.

Sama świadomość skutków zdarzeń - to za mało. Trzeba jeszcze operacji porównania skutków z pewnym wrodzonym lub wykształconym wzorcem. Ewentualna dysproporcja budzi reakcję emocjonalną (przykrość/ przyjemność).

>Możemy czuć się za coś odpowiedzialnie na drodze zwykłego rozumowania.ką

Owszem, ale przesłanką takiego rozumowania jest zmysłowa wrażliwość, o której wyżej. Można wszak rozumować bez poczucia wszelkiej odpowiedzialności, albo z poczuciem jej lekceważenia (psychopatie, zbrodnie z premedytacją).

>Krótko mówiąc albo my, albo ktoś inny nałoży na nas odpowiedzialność za nasze czyny.

Albo my, albo ktoś inny, albo coś innego. Odpowiedzialność nie musi mieć tylko osobowego źródła.

>przekonanie o słuszności autorytetów jest naiwnym, ale dla wielu wystarczająco usprawiedliwiającym, zrzuceniem odpowiedzialności.

Mówiąc o zrzuceniu odpowiedzialności musimy mieć na uwadze i zabiegi autorytetu, który zamierza zawładnąć swą przyszłą ofiarą, uczynić ją bezwolnym narzędziem swoich zamierzeń. To dialektyczny proces. Do odpowiedzialności, jak do tanga, trzeba dwojga.

>Niestety jest to choroba kulturowa.

Kultura to wysublimowana przez człowieka natura. Nie widzę w tym nic chorobowego. Po prostu tak to się dzieje.

>Dla wielu ludzi zrzucenie odpowiedzialności to komfort uniknięcia skazania na wolność.

Problem odpowiedzialności zaczyna się na dobre dopiero wtedy, kiedy się ją właśnie zrzuci. Zaczyna się życie w lęku.Autorytet ma bowiem swoje wymagania: jak nie piekło, to pluton egzekucyjny lub świt, kiedy w domu pojawiają się jego aniołowie.

>"w świecie bez Boga wszystko jest dozwolone".

Wszystko było i jest dozwolone bez względu na to, czy bóg był/jest, czy nie. Ponieważ wszystko jest dozwolone, jedni wymyślają sobie boga, diabła, a jeszcze inni cokolwiek w zamian.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Konowal (6291 punktów)
>Wiara pozwala na komfort zrzucenia z siebie odpowiedzialności. Jeśli wierzysz, że jest ktoś kto się Tobą opiekuje i wyznacza cel Twojemu życiu, to niezależnie czy to Bóg, czy to wszechświat, czy wróżka Zosia, zrzucasz z siebie jarzmo odpowiedzialności.

Po pierwsze jest wolna wola i za decyzje każdy na siebie bierze odpowiedzialność. Nic sie nie zrzuca.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
astrotaurus (12445 punktów)

>Po pierwsze jest wolna wola i za decyzje każdy na siebie bierze odpowiedzialność. Nic sie nie zrzuca.

A co to za fantazje?
"Bóg dał, Bóg wziął" - to ja sobie wymyśliłem? Ciągłe interwencje Boga nieodgadnionymi wyrokami i cały przemysł wstawienniczy (przez czarodziejskie obrazki na przykład) to tylko paszkwile ateistów czy może jednak niespójne niedorzeczności fideistów?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Konowal (6291 punktów)
>>Po pierwsze jest wolna wola i za decyzje każdy na siebie bierze odpowiedzialność. Nic sie nie zrzuca.
>A co to za fantazje?
>"Bóg dał, Bóg wziął" - to ja sobie wymyśliłem?

Nie jest to oficjalna wykładnia Wiary .

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
23-11-2011 13:50 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Nie jest to oficjalna wykładnia Wiary .
I co z tego?
Wiara dotyczy konkretnego umysłu i w wielu umysłach ludzie są kukiełkami na łasce Boga zdejmującego z nich odpowiedzialność.

Co sobie uzurpatorzy tworzący system władzy oficjalnie wykładają to inna rzecz, a każdy rozdźwięk miedzy wiarą i oficjalną wykładnią systemu ośmiesza całość.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
24-11-2011 10:24 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie jest to oficjalna wykładnia Wiary .
Ta jest zupełnie oficjalna:
ZASADY WIARY
Zasad iman (wiary) jest sześć: Ten, kto wypowiadając Szehadę uwierzył w jej znaczenie,
powinien też nauczyć się i uwierzyć w te sześć zasad wiary. Nazywa się je Amentu i wypowiada
się w ten sposób:
1. Amentu billachi (wierzę we Wzniosłego Allacha)
2. we Melaiketihi (i w Anioły)
3. we Kutubihi (i w św.Księgi)
4. we Resulihi (i w Proroków)
5. wel jewmil-ahiri (i w Dzień Sądu Ostatecznego)
6. we bil-Kaderi hajrihi we szerrihi minallahi teala (i w Przeznaczenie tzn. że dobro i zło
pochodzi od Wzniosłego Allacha) wel -ba su ba delmewti hakkun (a także w to, że po
śmierci będzie wskrzeszenie i na pewno będzie rozliczenie z tego, co się robiło na ziemi).


No dobra - wiem, że przesłanką dla wypowiadania się katolickich fideistów naszym forum jest np. ta "oficjałka":
multimedia(*)f/pl/podstawy_naszej_wiary.pdf
Dla mnie jedno drugiego warte - bełkot udający enigmatyczną mądrość.

Miłego dnia.

@@@
.
asmodai (2845 punktów)
Kochani wiara wiarą, ale ten bełkot(katolicki/chrześcijański) ciągnie się już trochę.
25-11-2011 09:27 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Kochani wiara wiarą, ale ten bełkot (katolicki/chrześcijański) ciągnie się już trochę.
Może nie do końca tak.
Ludzie od początków intelektualnej refleksji poszukiwali odpowiedzi na pytanie o "porządek świata" i "sens istnienia". Mając niewielką wiedzę o rzeczywistości próbowali wyspekulować jakieś sensowne odpowiedzi - filozoficzne i religijne.
W niewielkim stopniu można wyjść ponad światopogląd epoki i dlatego - dla właściwego osądu dorobku intelektualnego historycznych postaci - warto poznawać historię światopoglądu. Wszak ci, którzy w starożytności umieli czytać i pisać to była elita intelektualna.
Dlatego zupełnie nieuprawnionym jest nazwać myśl chrześcijańską bełkotem jeszcze w późnym średniowieczu, ale im dalej tym gorzej.
Dzisiaj racjonaliście "trudno uwierzyć", że w "takie bajdy" można jeszcze wierzyć, ale mamy XXI wiek i nauka udzieliła już nam ogromu sensownych odpowiedzi dotyczących otaczającej nas rzeczywistości.

Wystarczy czytać i myśleć o tym co się przeczytało.

Pozdrowienia.

@@@
.
23-11-2011 20:45 
 Ocena 3 na 3
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Po pierwsze jest wolna wola i za decyzje każdy na siebie bierze odpowiedzialność. Nic sie nie zrzuca.

Przecież decyzja o tym, że właściwym jest, iż zgwałcona kobieta nie może usunąć dziecka, to decyzja Boga, a nie ludzi, którzy tylko konstytuują prawo Boże. A konstytuują je na Boże polecenie. Oni tylko wykonują rozkazy. Decyzje podjął Bóg. Jakże więc mogą być tu odpowiedzialni?

Żołnierze nie są od podejmowania decyzji ale wykonywania rozkazów. Tak według kościoła powinna wyglądać armia Boga.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
23-11-2011 21:02 
 0 na 2
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>>Po pierwsze jest wolna wola i za decyzje każdy na siebie bierze odpowiedzialność. Nic sie nie zrzuca.
>Przecież decyzja o tym, że właściwym jest, iż zgwałcona kobieta nie może usunąć dziecka, to decyzja Boga, a nie ludzi, którzy tylko konstytuują prawo Boże. A konstytuują je na Boże polecenie. Oni tylko wykonują rozkazy. Decyzje podjął Bóg. Jakże więc mogą być tu odpowiedzialni?

Decyzje o tym co jest dobre a co złe podjoł Bóg.
Ludzie podejmują decyzje, czy robić to co dobre, czy to co złe. Nie muszą wykonywać rozkazów, mają wolną wolę.

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
23-11-2011 21:12 
 Ocena 3 na 3
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Decyzje o tym co jest dobre a co złe podjoł Bóg.

A gdzie to jest napisane? Niech zgadnę, doktorów kościoła natchnoł i papieża, a oni ludziom mówią?
>mają wolną wolę.

Wybieram bramkę nr 3, żyję bez bozi.
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
Ja jedynie podpiąłem się pod założenia.

Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
24-11-2011 09:45 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wybieram bramkę nr 3, żyję bez bozi.
Bozia, to ma Pana w tym samym miejscu, co Pan Bozię.
Kościół, to poważny interes, który uzyskuje potężną władzę i zarabia potężną kasę w oparciu o zniewolenie umysłów.
Przez wieki wypracował skuteczne mechanizmy ostrego trzymania za mordę jednostek - od poczęcia do rozpadu prochów - oraz całych katolickich społeczeństw. Otumanieni wiarą w jedynosłuszną doktrynę niewolnicy i ich nadzorcy z pełnym zaagażowaniem pracują na rzecz tej - pazernej na władzę i dobra doczesne - najbardziej obłudnej instytucji świata, czyli Kościoła Rzymsko-Katolickiego.

Pozdrawiam serdecznie.

.
24-11-2011 15:36 
 Ocena 2 na 2
Chlodwig (10939 punktów)
>doktorów kościoła natchnoł i papieża, a oni ludziom mówią?

Natchnoł, bo był matoł
23-11-2011 21:14 
 Ocena 3 na 3
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
W jakiej religii?

Że niby np. w kościele rzymsko-katolickim "bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi" znaczy "bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi jeśli ktoś będzie chciał ją wypełnić bądź nie jeśli ktoś nie będzie chciał jej wypełnić" ?

Oczywiście człowiek decyduje czy zgadza się na poddaństwo transcendentalnemu autorytetowi, czy raczej ziemskim namiestnikom. Nie mówię o szczególnych przypadkach heroizmu etycznego, ale o powszechnym odrzucania wątpliwości etycznych i zastępowaniu ich nieuzasadnioną pewnością racji swoich przekonań, która ma źródłu w autorytetach, czy np. kulturze.

Np. w takim przypadku, kiedy chcę karać homoseksualistów, bo tak nakazał Bóg, to nie ja podjąłem tę decyzję etyczną. Jestem jedynie katem, który ją wykona.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
23-11-2011 22:16 
 0 na 2
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)

>Że niby np. w kościele rzymsko-katolickim "bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi" znaczy "bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi jeśli ktoś będzie chciał ją wypełnić bądź nie jeśli ktoś nie będzie chciał jej wypełnić" ?

Według mnie wolę należy tu utożsamiać z dobrem. A w modlitwie prosi się by dobro się wypełniało.

>ale o powszechnym odrzucania wątpliwości etycznych i zastępowaniu ich nieuzasadnioną pewnością racji swoich przekonań, która ma źródłu w autorytetach, czy np. kulturze.

Jeżeli tak, to nie mam żadnych zastrzeżeń.

>Np. w takim przypadku, kiedy chcę karać homoseksualistów, bo tak nakazał Bóg, to nie ja podjąłem tę decyzję etyczną. Jestem jedynie katem, który ją wykona.

Pod warunkiem, że jakiś człowiek(kat) tak myśli. Można być religiinym a nie zżekać się odpowiedzialności.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
23-11-2011 22:43 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Według mnie wolę należy tu utożsamiać z dobrem. A w modlitwie prosi się by dobro się wypełniało.

Proszę zobaczyć sobie tekst grecki i zobaczyć dokładne znaczenie słowa:

γενηθήτω τὸ θέλημά σου

np. w tym słowniku.

Oczywiście że można to co Bóg od swoich owieczek utożsamić z dobrem, ale to jest dobro, którego on wymaga. I jest dobre dlatego, że taka jest jego wola. Tu człowiek odrzuca całkowicie jakąkolwiek refleksję.

>Pod warunkiem, że jakiś człowiek(kat) tak myśli. Można być religiinym a nie zżekać się odpowiedzialności.

Oczywiście nie każdy religijny człowiek tak myśli. Ale eksperyment Milgrama, o którym wspomniałem jednoznacznie dowodzi, że większość ludzi jest tak podatna na autorytety, że wolna wola kończy się tam, gdzie zaczynają się rozkazy.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>Oczywiście że można to co Bóg od swoich owieczek utożsamić z dobrem, ale to jest dobro, którego on wymaga. I jest dobre dlatego, że taka jest jego wola. Tu człowiek odrzuca całkowicie jakąkolwiek refleksję.

Tyle, że to czy coś jest dobre czy złe z życzenia Boga czy też dlatego że uprzednio przed nim są dobre bądź złe, nie ma znaczenia. Znaczenie ma to co jest dobre a co złe, przyczyny bycia czegoś dobrym a czegoś złym nie mają znaczenia w tej sprawie.

>>Pod warunkiem, że jakiś człowiek(kat) tak myśli. Można być religijnym a nie zrzekać się odpowiedzialności.
>Oczywiście nie każdy religijny człowiek tak myśli. Ale eksperyment Milgrama, o którym wspomniałem jednoznacznie dowodzi, że większość ludzi jest tak podatna na autorytety, że wolna wola kończy się tam, gdzie zaczynają się rozkazy.

Wolna wola w ogóle się nie zaczyna. Natomiast rozkazy można zamienić na cokolwiek, rozumowanie nie musi być koniecznie polegające na autorytetach. Ludzie mogą pokładać ufność w cokolwiek i dla odpowiedzialności nie ma to znaczenia czy jest to wiara w prawdę podawaną na tacy przez kogoś innego czy uznawana w ramach racjonalnego myślenia(czy też jakiegoś innego). Całkowite odrzicenie jakiejkolwiek refleksji jest nie możliwe, bo kto uwierzył w Boga? Kto wierzy w racjonalizm? Tylko człowiek zawierza się jakimś ideom, nikt tego za niego nie robi. Nawet irracjonalista polega wpierw na własnym umyśle, dopiero potem jego umysł na podmiotach odrębnych od niego.
I z tego powodu katolik nie musi zrzucać odpowiedzialności na Boga. A to że większość wierzących tak robi nie znaczy że
>Wiara pozwala na komfort zrzucenia z siebie odpowiedzialności.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
24-11-2011 15:25 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>.. Można być religiinym a nie zżekać się odpowiedzialności.
Czy odpowiedzialnym jest ten, który nie podjął próby poprawnej pisowni lecz się jej zrzeka?
24-11-2011 15:55 
 Ocena-1 na 1
damian1301 (937 punktów)
(zablokowany)
>>.. Można być religiinym a nie zżekać się odpowiedzialności.
>Czy odpowiedzialnym jest ten, który nie podjął próby poprawnej pisowni lecz się jej zrzeka?

Aelż owyczicśie, prezz opodweidalziśonć mmay na mlśyi, ze kotś jset scaprwą jgoaikeś cznyu o zarbaiewinu mrlaoynm. A pzereicż ogrtoraifa jset tkaa dbroa.


Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
24-11-2011 17:00 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
Pozwolę sobie przypomnieć, co mówi na ten temat regulamin:

Cytat:
§ 21. Treść wypowiedzi powinna być napisana w poprawnej polszczyźnie, bez błędów; w razie wątpliwości, należy posłużyć się słownikiem lub innym sposobem sprawdzania pisowni.
Konowal (6291 punktów)
> Pozwolę sobie przypomnieć, co mówi na ten temat regulamin:
> Cytat:
§ 21. Treść wypowiedzi powinna być napisana w poprawnej polszczyźnie, bez błędów; w razie wątpliwości, należy posłużyć się słownikiem lub innym sposobem sprawdzania pisowni.

Tak gwoli ścisłości - a jak ktoś nie ma wątpliwości z źle pisze ?


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
25-11-2011 15:52 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>> Cytat:
§ 21. Treść wypowiedzi powinna być napisana w poprawnej polszczyźnie, bez błędów; w razie wątpliwości, należy posłużyć się słownikiem lub innym sposobem sprawdzania pisowni.

>Tak gwoli ścisłości - a jak ktoś nie ma wątpliwości z źle pisze ?

To go Moderacja upomni w tej kwestii
Konowal (6291 punktów)

>Żołnierze nie są od podejmowania decyzji ale wykonywania rozkazów. Tak według kościoła powinna wyglądać armia Boga.
Ale czy wstąpisz do Armii Boga jest Twoją Wolną Decyzją

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
24-11-2011 11:39 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Ale czy wstąpisz do Armii Boga jest Twoją Wolną Decyzją

Oczywiście. Do wszystkich armii jakie mieliśmy w historii ludzie zgłaszali się chętni z własnej woli. Członkowie wszystkich religii dołączyli do nich na bazie własnych przemyśleń i refleksji z pełnym uszanowaniem prawa do decydowania o sobie, kiedy byli pełnoletni. Nikomu nie wyprano mózgu np. w dzieciństwie.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Konowal (6291 punktów)
No jak wiadomo jesteśmy "na wschód od Edenu"

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
23-11-2011 21:20 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Po pierwsze jest wolna wola...

Zerknij do statutów założycielskich zakonów, zerknij do Drogi Escrivy, tego od Opus Dei, zerknij do sekt, itd. - tam widać, jak się wolę zniewala, a człowieka zamienia w pacynkę szefa (führera). To samo z reklamą, partyjną propagandą. Wolny człowiek to niezwykle rzadki gatunek, już chyba powinien zostać umieszczony na liście wymierających species.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
24-11-2011 11:24 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>Po pierwsze jest wolna wola...
>Zerknij do statutów założycielskich zakonów, zerknij do Drogi Escrivy, tego od Opus Dei, zerknij do sekt, itd. - tam widać, jak się wolę zniewala, a człowieka zamienia w pacynkę szefa (führera). To samo z reklamą, partyjną propagandą. Wolny człowiek to niezwykle rzadki gatunek, już chyba powinien zostać umieszczony na liście wymierających species.
Nikt nie twierdzi że to jest łatwe. Wolna wola to wielkie wyzwanie. Masz rację coraz trudniej spotkać kogoś naprawdę wolnego. Najsmutniejsze jest jednak to że ludzie sami odrzucają wolną wolę.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
24-11-2011 21:32 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Najsmutniejsze jest jednak to że ludzie sami odrzucają wolną wolę.

Rezygnacja z wolności ma swoją dialektykę. Ktoś, kto ceduje ją na kogoś innego (osobę, instytucję) daje mu/jej tym samym więcej nie tyle wolności, co samowoli wyrażanej w arogancji, a nawet zbrodni. Rezygnując z wolności musimy pogodzić się z lękiem.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>mogę wierzyć, że jutro będzie lepszy dzień
I jest to wiara racjonalna, albowiem zdarzały Ci się już lepsze dni po gorszych.
> grając w totka mogę wierzyć, że trafię szóstkę
Oczywiście! Przecież co i rusz ktoś trafia szóstkę, dlaczego następnym razem nie miałbyś to być Ty?
Wiara zaś w Boga zakłada wiarę bez żadnych dowodów, w każdy nonsens i absurd jaki z tej wiary wynika.
Gdyby tylko kilkoro ludzi wyznawało taką wiarę byliby uznani za szaleńców niespełna rozumu , ale ponieważ są ich miliony ( wsparte dodtkowo instytucjami państwowymi)to na zasadzie magii wielkich liczb mniejszość, czyli ateistów, uznaje się za niepełnosprawnych.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
22-11-2011 19:32 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Wiara zaś w Boga zakłada wiarę bez żadnych dowodów...

Nie, tak nie jest. Na różne sposoby ludzie próbują argumentować za istnieniem boga. Mają swoje argumenty teologia, ma też mistyka. Nie są one porównywalne, tym niemniej są. Inną sprawą jest racjonalność tych argumentów, ale teiści zrobią unik, i będą prawić o różnych modelach poznania naukowego. Rodzajem argumentacji jest nawet taka jej zdegenerowana postać jak np. Bóg istnieje, bo tak powiedział ksiądz..

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Na różne sposoby ludzie próbują argumentować
Miałam oczywiście na myśli jedyne sprawdzalne argumenty, czyli empiryczne.

Jest oczywiście kwestia tzw. dedukcji.
Sherlock Holmes potrafił wydedukować kto zabił, ale oprócz tego są jeszcze chyba potrzebne dowody tzw. materialne.
Można starać się Boga wydedukować, ale nie jest to wystarczające.
Zresztą i z tym wydedukowywaniem jest coraz gorzej. A w zasadzie tragicznie.
Kiedyś dedukowano z doskonałości rzeczy ( słynny zegarek na wrzosowisku). No ale ewolucja to wyjaśniła.
Z pierwszego poruszyciela. Ale kto Jego z kolei stworzył i poruszył.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
22-11-2011 20:55 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Z pierwszego poruszyciela. Ale kto Jego z kolei stworzył i poruszył.

W kościele nie jest ważny Pierwszy Poruszyciel, ale poruszyciele opinii publicznej, np. biskup Paetz.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Ondraszek (612 punktów)
>Nie dawno prowadziłem korespondencję na gg z pewnym kolegą. On głęboko wierzący ja... biegun
>przeciwny. On twierdzi, że wiara w życiu człowieka to rzecz bardzo istotna. Zaczęły się wycieczki
>osobiste w moją stronę w stylu: Jak uwierzysz w boga to skończy się Twoje cierpienie itd.
>(koleś mnie nie zna nic o mnie nie wie)
>Wiara czy wiara musi być tożsama z Bogiem? mogę wierzyć, że jutro będzie lepszy dzień
>albo grając w totka mogę wierzyć, że trafię szóstkę. Uważam, że wiara nie jedno ma oblicze
>i nie koniecznie musi to być oblicze bozi kiwającego na mnie palcem.

.....i tego nie potrafię zrozumieć, wielu z owych wierzących nie potrafi zrozumieć, że ktoś wierzy inaczej lub zupełnie w coś innego.
Cambo (3 punktów)
Myślę, że koledze chodziło o wiarę, jako wiarę w boga (specjalnie z małej!). Wierzyć można na wiele sposobów, jednak, gdy ktoś dyskutuje z nami o "wierze" sytuacja jest dość klarowna

Nie pozwól dać się sprowadzić do pozycji obronnej. To nie ty masz bronić swoich poglądów. Spróbuj udowodnić mu jak bardzo się myli Moim zdaniem najgorsze to pozwolić się traktować jako ktoś o "niższej pozycji" ze względu na brak wiary w boga. Ludzie wierzący mają wpojone, że niewierzący to ten, którego "trzeba naprawić". Nie daj się zwieść

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365