 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-12-2012 17:56 | Jacholek (5699 punktów) | Przypadek prof. Hellera
17 na 19 | Wpadł mi w ręce ostatni numer Newsweek'a (1/2013) a w nim wywiad z prof. Hellerem pt. Oswajanie Przypadku. Przeszedł bym koło tego wzglednie obojetnie (znam poglądy ks Templetona, pardon Hellera) gdyby nie fragment który mnie zmroził:
Weżmy mechanikę kwantową:tu przypadek goni przypadek, nie możemy nawet wyliczyć , czy elektron rozpadnie się w tej, czy innej sekundzie.
Czyżby profesor kosmologii (jeszcze) nie wiedział iż elektron jest czastką trwałą? A może to tylko przekręt redakcji ? Inna, już bardziej zahaczająca o religię wypowiedż to:
Fanatyzm ateistyczny w gruncie rzeczy bardzo niewiele różni od fanatyzmu religijnego.
Stwierdzenie gołosłowne, nie poparte żadnymi argumentami czy faktami.
No i ostatni rodzynek z tegoż wywiadu:
Myslę, że Richard Dawkins walczy z takim Panem Bogiem, którego i ja nie uznaję, czyli z kiepską ideą Boga.
Zręczny to unik teologiczny, ot ateiści zwalczaja kiepską koncepcję Boga wiec profesorska wersja pozostaje nietknięta! Co na to wszystko koledzy forumowicze ? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
21 na 21 | panTeista (6808 punktów) | >Zręczny to unik teologiczny, ot ateiści zwalczaja kiepską koncepcję Boga wiec profesorska wersja >pozostaje nietknięta! >Co na to wszystko koledzy forumowicze ?
Tak jak nie ma dowodu na istnienie Boga biblijnego,koranicznego, tak też nie ma dowodu na istnienie jakiegokolwiek innego. Teologiczny unik że Biblii nie należy przyjmować dosłownie (na dobrą sprawę wymuszony przez naukę) ma na celu obronę chociaż części swoich przekonań z którymi kreacjoniści nie potrafią się rozstać.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
 | 2 na 2 Szarycz Zbigniew (622 punktów) (zablokowany) | Nie ma, bo nie można udowodnić nieistnienie czegoś.
|
|
|  | 3 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) | >Nie ma, bo nie można udowodnić nieistnienie czegoś. Ależ można, można jeśli to coś jest uczciwie zdefiniowane. Religijni swojego Boga definiują nieuczciwie, robią wszystko by zamiast rozumnej definicji wyszedł bełkot.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| |  | 2 na 2 Szarycz Zbigniew (622 punktów) (zablokowany) | >>Nie ma, bo nie można udowodnić nieistnienie czegoś. >Ależ można, można jeśli to coś jest uczciwie zdefiniowane. >Religijni swojego Boga definiują nieuczciwie, robią wszystko by zamiast rozumnej definicji wyszedł bełkot.
Hmm... jakie definicje są uczciwe, a jakie nie? Jaka jest różnica między nimi? Jak zdefiniować uczciwą definicję, a jak nieuczciwą?
|
|
| | |  | 1 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Hmm... jakie definicje są uczciwe, a jakie nie? Jaka jest różnica między nimi? Jak zdefiniować uczciwą definicję, a jak nieuczciwą? Mówiłem o uczciwym definiowaniu, a nie o uczciwej definicji. Definiowaniu w celu poznawczym/komunikacyjnym wedle najlepszej wiedzy, z wolą dążenia do uzyskana definicji bez wad; oddającej w pełni pojęcie definiowane, a przynajmniej pozwalającej na odróżnienie obiektu definiowanego od jakiegokolwiek innego.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | 1 na 1 Szarycz Zbigniew (622 punktów) (zablokowany) | >"a przynajmniej pozwalającej na odróżnienie obiektu definiowanego od jakiegokolwiek innego"
Jeżeli jest mowa o obiekcie, to o obiekcie, który istnieje i wymaga definicji. Nie da się rozprawiać o obiekcie, tym bardziej go definiować uczciwie bądź nie, jeśli on nie istnieje.
|
|
| | | | |  | 1 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Jeżeli jest mowa o obiekcie, to o obiekcie, który istnieje i wymaga definicji. Nie da się rozprawiać o obiekcie, tym bardziej go definiować uczciwie bądź nie, jeśli on nie istnieje. Zajrzyj do wiki choćby aby przeczytać definicję obiektu i definicję definicji - bez tego (bez uzgodnienia pojęć) trudno nam będzie się porozumieć.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 Szarycz Zbigniew (622 punktów) (zablokowany) | Pewnego razu Sir Bertrand Russel ogłosił, że udało mu się szczęśliwie umieścić na orbicie okołoziemskiej swój czajniczek do parzenia herbaty, który odtąd swobodnie krąży sobie w przestworzach. Spotkawszy się z powątpiewaniem niedowiarków odparł: spróbujcie mi udowodnić, że tak nie jest.
Podejmie się Pan tego zadania?
|
|
| | | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) |
>Podejmie się Pan tego zadania? A mógłbyś mi wyjaśnić cel swojego pytania? W świetle dotychczasowego przebiegu wątku i naszej w nim .... hmmmm... wymiany zdań ... widzi mi się ono lekko od czapy.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>bez tego (bez uzgodnienia pojęć) trudno nam będzie się porozumieć.
W takim razie od razu musicie przestać: przecież nawet to co napisałem musi być dla ciebie niezrozumiałym bełkotem, nie uzgodniliśmy wszak, co znaczy "takim", "razie", "od", "musieć" i tak dalej.
Co ja w ogólę robię?
Co my wszyscy - użytkownicy języka - w ogole robimy?
Już wiem - na pewno nie tracimy czasu na jałowe definiowanie.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>W takim razie od razu musicie przestać: przecież nawet to co napisałem musi być dla ciebie niezrozumiałym bełkotem, nie uzgodniliśmy wszak, co znaczy "takim", "razie", "od", "musieć" i tak dalej. Jeżeli używasz terminów z języka ukształtowanego społecznie, kulturowo, opisanego w słownikach i innych księgach, używanego powszechnie to nie musi być to niezrozumiałym bełkotem. Językowo, bo logicznie to i owszem jest. Chyba że się mylę, bo Ty potrafisz wyjaśnić co mówisz.
>Już wiem - na pewno nie tracimy czasu na jałowe definiowanie. Sylwku, przerabialiśmy kiedyś ten temat, naprawdę nic do Ciebie nie dotarło? Definiowanie nie jest jałowe, to jest podstawa poznania. Każdy obiekt musi mieć definicję w umyśle dowolnego człowieka - inaczej po prostu dla niego nie istnieje
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 3 | Sylwek (15472 punktów) |
>Sylwku, przerabialiśmy kiedyś ten temat, naprawdę nic do Ciebie nie dotarło? Naprawdę nie.
>Definiowanie nie jest jałowe, to jest podstawa poznania.
Ale bądźmy poważni: albo to jest "podstawa poznania", a wtedy bez definicji nie rozumiesz słów, albo nie jest, a wtedy jest to strata czasu. Ale będąc zupełnie powaznym: całe to hokus-pokus z definiowaniem to przesąd filozofii analitycznej, który został wielokrotnie skutecznie skrytykowany. Co do zasady wywodzi się z Wittgensteina, i to twórca tej metody, he he, "poznania", wykazał później jej nędzę tworząc koncepcję "gier językowych".
>Każdy obiekt musi mieć definicję w umyśle dowolnego człowieka - inaczej po prostu dla niego nie istnieje
Co to jest obiekt? Co to jest istnienie?
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Ale bądźmy poważni: albo to jest "podstawa poznania", a wtedy bez definicji nie rozumiesz słów, albo nie jest, a wtedy jest to strata czasu. Bądźmy więc. Nie mówimy o jakiejś alternatywie czy przeciwnościach - definicja to jest wyrażenie językowe.
>Ale będąc zupełnie powaznym: całe to hokus-pokus z definiowaniem to przesąd filozofii analitycznej, który został wielokrotnie skutecznie skrytykowany. Co do zasady wywodzi się z Wittgensteina, i to twórca tej metody, he he, "poznania", wykazał później jej nędzę tworząc koncepcję "gier językowych". Będąc zupełnie poważnym unikam rozmów typu "Co astrotaurus sądzi, że Sylwek sądzi, że sądził Wittgenstein...". Korzystaj dowolnie z dorobku ludzkości, ale mów za siebie: jak Ty uzasadniasz nędzę definiowania.
>Co to jest obiekt? Co to jest istnienie? Nie mam ochoty na niemądre sztuczki i zachęcam do posługiwania się ustalonym językiem polskim. W razie rozbieżności, niemożności osiągnięcia porozumienia możemy uściślać, wyjaśniać, precyzować ... hmmm... definicje jakich używamy.
I ciągle najzupełniej poważnie: wedle swojego rozumienia takich pojęć jak obiekt, istnienie , definicja wskaż obiekt (dowolnego rodzaju), który istnieje (istnieniem dowolnego rodzaju) bez definicji (co by to nie było).
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>I ciągle najzupełniej poważnie: wedle swojego rozumienia takich pojęć jak obiekt, istnienie , definicja wskaż obiekt (dowolnego rodzaju), który istnieje (istnieniem dowolnego rodzaju) bez definicji (co by to nie było).
Myślę, że każda ofiara czarnej ospy przed XiX wiekiem dość istotnie doświadczyła "czarnej ospy" nie mając pojęcia o jej definicji ani obiekcie/obiektach ją wywołujących. Ja zasadniczo do dzisiaj nie zupełnie rozumiem słowo "istnieć", ale wydaje mi się, że jeśli coś oddziałuje na coś, to to coś istnieje. Inna rzecz, że nie wiem o jakich obiektach mówisz? Przecież "definicja" rzeczy materialnych dotyczy ich formy i cech określajacych przynależność do desygnacji słowa nazywajacego daną rzecz, ale czy chcesz powiedzieć, że forma rzeczy istnieje w oderwaniu od poszczególnych rzeczy jako "obiekt"? To znaczy jako co? Idea platońska?
Nie, żeby to były kwestie istotne. Nawet jeśli obaj nie potrafimy identycznie sformułować definicji słowa definicja, to ile ktoś nie wyskoczy z zaklęciem definiowania, możemy spokojnie i w miarę zrozumiale rozmawiać.
No i tak naprawdę, to o jaką definicję ci chodzi? jest przecież mnóstwo jej rodzajów.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Myślę, że każda ofiara czarnej ospy przed XiX wiekiem dość istotnie doświadczyła "czarnej ospy" nie mając pojęcia o jej definicji ani obiekcie/obiektach ją wywołujących. Myślisz zatem nierozumnie. Każda ofiara czarnej ospy przed XIX wiekiem doświadczyła "czarnej ospy" definiując ją stosownie do swej wiedzy. Nie zapominaj, że podmiotem poznawczym tworzącym definicje w swoim języku jest człowiek. Niewątpliwie dzisiejsza definicja czarnej ospy jest pełniejsza, niż dawniejsze, ale to nie znaczy ani że jest ostateczna, ani że wcześniej jej nie było w ogóle.
>Ja zasadniczo do dzisiaj nie zupełnie rozumiem słowo "istnieć", ale wydaje mi się, że jeśli coś oddziałuje na coś, to to coś istnieje. Czy abstrakcyjny konstrukt myślowy oddziałuje na coś? Na wyobraźnię? Jest raczej jej wytworem.... Istnienie jest chyba jednym z pojęć podstawowych i według mnie oznacza cechę, która pozwala na mówić o czymkolwiek "to jest" (z dowolną ilością dodatków). Najważniejsze by umieć określić rodzaj, charakter istnienia dowolnego obiektu i na przykład Boga z wyobraźni nie umiejscawiać w świecie poza wyobraźnią.
>Inna rzecz, że nie wiem o jakich obiektach mówisz? Przecież "definicja" rzeczy materialnych dotyczy ich formy i cech określajacych przynależność do desygnacji słowa nazywajacego daną rzecz, Mówię o obiektach w znaczeniu najszerszym. Także kompletnie abstrakcyjnych - ich definicja, jak to definicja, obejmuje przecież ich cechy.
>ale czy chcesz powiedzieć, że forma rzeczy istnieje w oderwaniu od poszczególnych rzeczy jako "obiekt"? A skąd ten pomysł?
>Nie, żeby to były kwestie istotne. Nawet jeśli obaj nie potrafimy identycznie sformułować definicji słowa definicja, to ile ktoś nie wyskoczy z zaklęciem definiowania, możemy spokojnie i w miarę zrozumiale rozmawiać. Definiowanie to podstawa poznania i komunikacji, a nie zaklęcie. I musi być coraz bardziej precyzyjne i szczegółowe w miarę zagłębiania się w dowolny temat. Sam też to robisz tylko w imię jakiejś dziwacznej pozy intelektualnej usiłujesz rolę definiowania deprecjonować choć nie potrafisz wskazać pojęcia którego definiowane jest jałowe jak powiadasz czy też wskazać czegokolwiek co istnieje bez definicji.
>No i tak naprawdę, to o jaką definicję ci chodzi? jest przecież mnóstwo jej rodzajów. Zwyczajną. Taką która odpowiada na pytanie co to jest to coś definiowane i pozwala to coś odróżnić od wszystkiego innego.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Definiowanie to podstawa poznania i komunikacji, a nie zaklęcie. I musi być coraz bardziej precyzyjne i szczegółowe w miarę zagłębiania się w dowolny temat. Sam też to robisz tylko w imię jakiejś dziwacznej pozy intelektualnej usiłujesz rolę definiowania deprecjonować choć nie potrafisz wskazać pojęcia którego definiowane jest jałowe jak powiadasz czy też wskazać czegokolwiek co istnieje bez definicji.
LOL
Dla precyzji: nie psoługujemy się definicjami ostensywnymi, prawda? NIE POKAZUJEMY SOBIE NA FORUM RZECZY?
Nie posługujemy się definicjami operacyjnymi, prawda? NIE MÓWIMY SOBIE NA FORMU JAK MIERZYĆ WIELKOŚCI CECH ILOŚCIOWYCH?
Zasadniczo posługujemy się innymi formami definicji cząstkowych (no bo zupełnych nie, skoro twierdzisz, że ewoluują w czasie).
Ich definiensy powinny zawierać terminy do których redukujemy znaczenie definiendów. Każdy, kto serio traktuje wymóg "precyzowania" staje przed problemem: jak uzyskać precyzyjne definiensy by za ich pomocą precyzować definiendum na drodze definiowania? Ano, trza też je (precyzyjnie) zdefiniować. Za pomocą innych definiensów. Ad infinitum.
ET ABSURDUM
Moja "poza intelektualna" nosi w pewnych kręgach nazwę "logiki", ale zdążyłem zauważyć, że jest ona dość obca róznym formom sekciarskiego "racjonalizmu" pożenionego z jakimś biednym scjentyzmem, który w ciągu ostatnich 3-4 lat się strasznie rozplenił na tym forum.
Dla mnie EOT.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Dla precyzji: nie psoługujemy się definicjami ostensywnymi, prawda? NIE POKAZUJEMY SOBIE NA FORUM RZECZY? >Nie posługujemy się definicjami operacyjnymi, prawda? NIE MÓWIMY SOBIE NA FORMU JAK MIERZYĆ WIELKOŚCI CECH ILOŚCIOWYCH? To jakieś przykazania Twojej religii? Nie śledzę wszystkich wypowiedzi na forum, ale ani nie ma tu zakazu jakichkolwiek sposobów definiowania, ani nie widzę powodu dla dyskryminacji jakiegokolwiek sposobu, bo to konieczna podstawa poznania/komunikacji.
>Zasadniczo posługujemy się innymi formami definicji cząstkowych (no bo zupełnych nie, skoro twierdzisz, że ewoluują w czasie). A nie ewoluują? Potrafią się nawet zmieniać nie do poznania. Co nie przeszkadza aby definicja była na tyle zupełna na ile nas w danej chwili stać - oczywiście stosownie do sytuacji i potrzeby.
>Ich definiensy powinny zawierać terminy do których redukujemy znaczenie definiendów. Każdy, kto serio traktuje wymóg "precyzowania" staje przed problemem: jak uzyskać precyzyjne definiensy by za ich pomocą precyzować definiendum na drodze definiowania? Ano, trza też je (precyzyjnie) zdefiniować. Za pomocą innych definiensów. Ad infinitum. A ktoś obiecywał że będzie łatwo?
>Moja "poza intelektualna" nosi w pewnych kręgach nazwę "logiki", Przechwałki Ci wychodzą, nie powiem. Poproszę zatem po raz kolejny o przykład pojęcia którego definiowanie jest wedle Twojej logiki zbyteczne/jałowe i przykład czegoś istniejącego bez definicji.
>Dla mnie EOT. Znaczy: nie doczekam....
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>bez tego (bez uzgodnienia pojęć) trudno nam będzie się porozumieć. >W takim razie od razu musicie przestać: przecież nawet to co napisałem musi być dla ciebie niezrozumiałym bełkotem, nie uzgodniliśmy wszak, co znaczy "takim", "razie", "od", "musieć" i tak dalej. Gdy nie zgadza się Pan z definicjami zawartymi w słowniku języka polskiego, to rzeczywiście mamy problem, gdyż faktyczny problem z definicjami występuje dopiero wtedy, gdy jakiś termin/pojęcie nie jest zrozumiałe jednakowo dla obu porozumiewających się stron. Gdy nie ma takiego zrozumienia jest bezsensowne pieprzenie o Szopenie, na które czasu szkoda.
Akurat tu z wieloma osobami rozumiem się bardzo dobrze bez potrzeby specjalnego definiowania terminów, z kilkoma czasem precyzujemy nasze rozumienie jakiegoś tam pojęcia, a z kilkoma zupełnie zrozumieć się nie mogę. Właśnie z powodu zupełnie innego rozumienia tych samych pojęć, używanych w tym samym języku.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | Okej, więc znowu jak krowie na rowie: precyzowanie czy wyjasnianie to nie to samo co definiowanie. Gdy ludzie biorą się za "definiowanie" zazwyczaj produkują jakies bezsensowne gołosłowne formułki. Całe to osobliwe uwielbienie dla "definicji" wprowadza tylko niejasności do dyskusji, zamiast je usuwać, bo ludzie zamiast na przykład dobrych przykładów czy eksperymentów myślowych, czy czegokolwiek co jest dobrym sposobem przekazywnia treści, tworzą czcze pustosłowie.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Okej, więc znowu jak krowie na rowie: precyzowanie czy wyjasnianie to nie to samo co definiowanie.Ja oba pojęcia rozróżniam: pl.wikipedia.org/wiki/Wyjaśnianiepl.wikipedia.org/wiki/DefiniowanieChoć są sobie bliskie i w części nawet zachodzą na siebie. > Gdy ludzie biorą się za "definiowanie" zazwyczaj produkują jakies bezsensowne gołosłowne formułki.Dlatego proponuje Pan swoje koleżanki krowy? Ja jednak pozostanę przy ludziach - pomimo całej ich ułomności - gdyż podejmują się prób zdefiniowana dla innych ludzi. > Całe to osobliwe uwielbienie dla "definicji" wprowadza tylko niejasności do dyskusji,Akurat nie wydaje mi się abym na tym forum wykazywał się uwielbieniem dla niejasności dyskusji i gmatwania pojęć. > zamiast je usuwać, bo ludzie zamiast na przykład dobrych przykładów czy eksperymentów myślowych, czy czegokolwiek co jest dobrym sposobem przekazywnia treści, tworzą czcze pustosłowie.Może zamiast widzieć całe zło w innych warto zajrzeć do lusterka. Deklaracjami o swojej racji nie zastąpi się racjonalnej argumentacji. Chce Pan wziąć tu nas "na huki? Jakoś mało się boję. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Chce Pan wziąć tu nas "na huki? Jakoś mało się boję.
Chyba zbyt rzadko tu huczę by się tym w ogole przejmować, prawda?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Chce Pan wziąć tu nas "na huki? Jakoś mało się boję. >Chyba zbyt rzadko tu huczę by się tym w ogole przejmować, prawda? Sądzi Pan, że dla mnie akurat częstotliwość Pańskich huków ma znaczenie? Wolę aby Pan wrócił do używania merytorycznych argumentów. O ile to możliwe?
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | |
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>O ile to możliwe?> Tylko czasami, gdy trace dystans do tego cyrku: www.racjonalista.pl/forum.php/s,539097#w539706Oprócz logiki klasycznej i matematycznej (i paru jeszcze innych) istnieje też logika praktyczna nadająca sens temu co robimy i temu co piszemy. Podstawą tej logiki jest pozostawanie w środowiskach, które nas rozumieją i w których dobrze się czujemy. Cóż z tego, że mamy rację, gdy nikt lub niewiele osób nas rozumie. Zostajemy wyalienowani i czując frustrację stajemy się agresywni i jeszcze bardziej niekomunikatywni. Dlatego ja na przykład nie piszę nic na fideistycznych stronach. Przecież przymusu nie ma, a tam nikogo do siebie bym nie przekonał. Pan Astrotaurus napisał: Definiowanie to podstawa poznania i komunikacji, a nie zaklęcie. I musi być coraz bardziej precyzyjne i szczegółowe w miarę zagłębiania się w dowolny temat. Sam też to robisz tylko w imię jakiejś dziwacznej pozy intelektualnej usiłujesz rolę definiowania deprecjonować choć nie potrafisz wskazać pojęcia którego definiowane jest jałowe jak powiadasz czy też wskazać czegokolwiek co istnieje bez definicji.A Pan opierając się na bardziej szczegółowej wiedzy o tworzeniu definicji sprowadził jego wypowiedź do absurdu. Czy słusznie? Nie wiem? Może dawniej inaczej bywało, ale moim zdaniem nie, gdyż nawet potwierdzając Pańską w tym zakresie wiedzę nie widzę tu zaprzeczenia jego myśli: Definiowanie to podstawa poznania i komunikacji, a nie zaklęcie. Panie Sylwku, przeczytałem tu sporo mądrych Pańskich postów i sporo się od Pana nauczyłem. Uważam, że szkoda Pańskiej wiedzy na drobne pyskówki. Przecież to co tu prowadzimy to tylko rozmowy. Chciałbym aby były one na jak najwyższym poziomie merytorycznym, ale to tylko rozmowy. Nie wiem jak inni, ale ja w wyniku tych rozmów zaglądam do książek, także aby sprawdzić własną wiedzę i czasem stwierdzam, że to nie jest dokładnie tak - jak napisałem. Wydaje mi się iż forum uczy myśleć i rozmawiać na poważne tematy. Mnie się tu podoba. Życzę Panu wszystkiego najlepszego z okazji imienin. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>A Pan opierając się na bardziej szczegółowej wiedzy o tworzeniu definicji sprowadził jego wypowiedź do absurdu.
Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem czemu wobec siebie (to jest, jakże dumnie nazywanych, racjonalistów) mamy stosować inne, szokująco zaniżone standardy klarowność myśli i ścisłości niż wobec, na przykład, nieszczęsnych fideistów. Przecież jeśli dla pana Astrotaurusa (i co najmniej trzech innych osób) łańcuch ad infinitum to po prostu "nie będzie łatwo", to niewątpliwie jest równie optymistycznie nastawiony do koncepcji "stworzyć świat z niczego" (nie będzie łatwo, ale...), albo "przyczyna bez przyczyny" (nie będzie łatwo, ale...).
Pozdrawiam i życzę szampańskiej zabawy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>A Pan opierając się na bardziej szczegółowej wiedzy o tworzeniu definicji sprowadził jego wypowiedź do absurdu. >Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem czemu wobec siebie (to jest, jakże dumnie nazywanych, racjonalistów) mamy stosować inne, szokująco zaniżone standardy klarowność myśli i ścisłości niż wobec, na przykład, nieszczęsnych fideistów. Ja wobec siebie staram się ulg nie stosować, ale (powtarzam) tu prowadzimy tylko rozmowy i ich podstawą jest komunikatywność. Winniśmy się starać aby inteligentny absolwent gimnazjum mógł nasze wywody zrozumieć.
>Przecież jeśli dla pana Astrotaurusa (i co najmniej trzech innych osób) łańcuch ad infinitum to po prostu "nie będzie łatwo", to niewątpliwie jest równie optymistycznie nastawiony do koncepcji "stworzyć świat z niczego" (nie będzie łatwo, ale...), albo "przyczyna bez przyczyny" (nie będzie łatwo, ale...). Nie wiem, o jakich osobach Pan tu myśli, ale ja znacznie wyżej stawiam wypowiedzi przedstawiciela nauk przyrodniczych (tu pana Fizyka), nad filozofa (kilka osób). -----------------
Regressus ad infinitum [łac., 'cofanie się w nieskończoność'], nie mający końca łańcuch rozumowań, wynikający z tego, że każde twierdzenie jest poprzedzone uzasadnieniem, które z kolei też wymaga uzasadnienia;
Racjonalne myślenie opiera się na założeniu, że dostępną nam rzeczywistością rządzą jakieś prawa, dotyczące zarówno przeszłości, jak i przyszłości, czyli niezmienne w czasie. Z prawdą jest trochę inaczej. Do prawdy stale dochodzimy, ale nikt nie może uzurpować sobie prawa do jej posiadania. Prawda zmienia się w czasie i na przykład mechanikę Newtonowską zastąpiono mechaniką Einsteinowską.
W stopniu dalece mnie nie satysfakcjonującym znam zagadnienia logiczne i chyba dlatego jestem zwolennikiem logiki praktycznej łączącej rozumowe myślenie z weryfikacją przez doświadczenie. Co za tym idzie, uważam także, że tylko praktyka (weryfikowalne naukowo doświadczenie) może być ostatecznym kryterium prawdziwości sądów. Choć różne są drogi dochodzenia do tego kryterium, to pierwszym krokiem prawie zawsze są intelektualne spekulacje, z których najważniejszymi są te powiązane z filozofią.
Logika formalna jest algebrą myślenia, a więc nauką ścisłą i jako taka jest luźno powiązana z bogactwem życia społecznego. Jest ona wyrazem racjonalności myślenia, ale nie udziela nam odpowiedzi na wiele pytań egzystencjalnych (zwrócił na to uwagę prof. Kazimierz Ajdukiewicz), a ponadto jest chyba tak, że gdy w jej ramach przyjmiemy aksjomat np. o istnieniu Boga, to w następstwie i dalsze rozważania teologicznie mogą zachować walor logicznej racjonalności. Idąc tym tropem przez historię logiki filozoficznej dostrzegamy jak wielu wśród największych myślicieli godziło logiczne myślenie z fideistyczną postawą światopoglądową, Mówiąc krócej założenie istnienia absolutu (Bóg filozofów na ogół bardzo różni się od Boga teologów) nie przeszkadzało im w posługiwaniu się logiką, a nawet odkrywaniu zasad logicznego myślenia i tworzeniu własnych systemów logicznych.
Wchodząc do czasów nowożytnych warto sięgnąć do Johna Henry'ego Newmana z jego Logiką wiary z 1870r. (choć sam autor nie był przekonany co do logicznej mocy swoich dowodów), a także do współczesnego filozofa analitycznego - a więc przywiązującego wagę do logiki - Alwina Platinga, który używając sprawnie własnego rozumu, sugestywnie (choć mnie nie przekonał) broni racjonalnej akceptowalności twierdzenia o istnieniu Boga. Na polskim gruncie za logików związanych z Kościołem katolickim uznawani są między innymi: ks. prof. Jan Salamucha, sławny Ojciec Innocenty, czyli ks. prof. Józef Maria Bocheński oraz żyjący prof. Andrzej Grzegorczyk. Moim zdaniem, wszyscy oni wychodząc od nieprawdziwych (nieweryfikowalnych) przesłanek w konsekwencji wyciągali mylne wnioski. Ale uważam, że to ludzie mądrzy - warci tego, aby poznawać ich przemyślenia oraz podejmować polemikę z ich poglądami.
Tu też rodzi się kłopot z definicją racjonalności. Wszak ratio to: rachunek; osąd; rozum; metoda. Tu przyjąłem, że racjonalny to: rozumny; oparty na zasadach poprawnego myślenia i skutecznego działania; uzasadniony; wyrozumowany. Co prawda np. Joachim Wehler rozróżnia i definiuje: racjonalność, intelekt i rozum, ale wydaje się, że jak na publicystykę to zbyt szczegółowe.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem czemu wobec siebie (to jest, jakże dumnie nazywanych, racjonalistów) mamy stosować inne, szokująco zaniżone standardy klarowność myśli i ścisłości niż wobec, na przykład, nieszczęsnych fideistów. Szczerze mówiąc nie tylko nie bardzo rozumiem, ale bardzo nie rozumiem jak chcesz zachować klarowność myśli i ścisłość lekceważąc elementarny cel definiowania. Toż to fideiści właśnie tworzą niedookreślony bełkot wychodząc u podstaw z niezdefiniowanego rzetelnie pojęcia Boga. A Ty, mimo ponawianych próśb, nie chcesz pokazać jak żyć bez definiowania.
>Przecież jeśli dla pana Astrotaurusa (i co najmniej trzech innych osób) łańcuch ad infinitum to po prostu "nie będzie łatwo", to niewątpliwie jest równie optymistycznie nastawiony do koncepcji "stworzyć świat z niczego" (nie będzie łatwo, ale...), albo "przyczyna bez przyczyny" (nie będzie łatwo, ale...). Z pustej beletrystyki zbudowanej na niechęci do oponenta trudno wysnuć coś mądrego. Nie da się wszystkiego opisać w twierdzeniach typu matematycznego zwłaszcza kiedy operujemy w pobliżu zakresu pojęć podstawowych, ale to nie zmienia faktu, że Twój łańcuch ad infinitum to sztuczny i wydumany problem pomijający najważniejszy fakt, że to człowiek jest podmiotem poznawczym. Człowiek ze swoimi ograniczeniami, ze swoją historią powstania , w tym historią powstania świadomości i języka (wraz z definiowaniem). Niewątpliwie znajdziesz wielu ochotników do filozoficznych rozważań czy da się wyjaśnić wyjaśnienie do wyjaśnienia, ja wolę rozmowy o konkretach. Zobacz choćby czemu wprowadziłem pojęcie definiowania do wątku. Zrobiłem to w reakcji na pseudointelektualny bełkot o niemożności dowodzenia nieistnienia za jakim chętnie kryją fideiści swoje wymysły, a co "racjonaliści" bez sensu z pokorą często przyjmują nie dając fideistom szansy zrozumienia. Ty wprowadziłeś zamęt którego celu i zasadności ja ciagle nie widzę, bo ich nie przedstawiasz.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Zobacz choćby czemu wprowadziłem pojęcie definiowania do wątku. Zrobiłem to w reakcji na pseudointelektualny bełkot o niemożności dowodzenia nieistnienia za jakim chętnie kryją fideiści swoje wymysły, a co "racjonaliści" bez sensu z pokorą często przyjmują nie dając fideistom szansy zrozumienia.
Nie, racjonalista stwierdzi, że owszem, nie da się dowieść nieistnienia i wzruszy ramionami, dokładnie tak jak wzruszy na niedowiedzione nieistnienie potwora z Loch Ness, czy Niewidzialnego Jednorożca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Nie, racjonalista stwierdzi, że owszem, nie da się dowieść nieistnienia i wzruszy ramionami, Racjonalista stwierdzi, powiadasz? A jakie masz, poza zadowoleniem z siebie, podstawy do takiego wróżbiarstwa? Bo Twoje pojęcie o racjonalizmie blade jest nad wyraz. Nic nie stoi na przeszkodzie by dowodzić nieistnienia dowolnych obiektów kiedy tylko mają one porządną i w miarę potrzeby poprawianą definicję a budzą zainteresowanie racjonalisty.
>dokładnie tak jak wzruszy na niedowiedzione nieistnienie potwora z Loch Ness, czy Niewidzialnego Jednorożca. Dokładnie, abo niedokładnie - patrz poprzedni akapit.
>Okej, więc znowu jak krowie na rowie: precyzowanie czy wyjasnianie to nie to samo co definiowanie. Nie wykręcaj się sianem. Krowie na rowie trzeba detalicznie. Wskaż jakieś rozumne, Twoim zdaniem, definicje (jeśli się nie brzydzisz) użytych przez siebie pojęć, bo po mojemu definiowanie to wyjaśnianie o czym mowa i precyzowanie tego wyjaśniania do stopnia pozwalającego odróżnić to coś od wszystkiego innego w zakresie niezbędnym/pożądanym w danych okolicznościach.
>Gdy ludzie biorą się za "definiowanie" zazwyczaj produkują jakies bezsensowne gołosłowne formułki. A gdzieś to widział? Bo ja co zajrzę do dzieł pełnych definicji rozlicznych pojęć to tylko mądrzejszy od tego jestem. Polecam Ci wiki dla wprawy...
>Całe to osobliwe uwielbienie dla "definicji" wprowadza tylko niejasności do dyskusji, zamiast je usuwać, bo ludzie zamiast na przykład dobrych przykładów czy eksperymentów myślowych, czy czegokolwiek co jest dobrym sposobem przekazywnia treści, tworzą czcze pustosłowie. Nie twórz zatem dodatkowego czczego pustosłowia. Prosiłem już kilkakroć o konkrety - wskazówki jak żyć bez definicji i o przykłady obiektów obywających się bez tego, Twoim zdaniem, pustosłowia. Jeden przykład i leżę!, wszak twierdzę, że definicja jest do istnienia konieczną. Gdybyś miał kłopoty z przypomnieniem sobie jakiegoś przykładu obiektu istniejącego bez definicji to może przypomnisz sobie jakąś dziedzinę życia gdzie super efekty daje posługiwanie się niezdefiniowanymi pojęciami... Daj może link do gotowego podręcznika, albo sam wyjaśnij o co proszę, choćby używając "na przykład dobrych przykładów czy eksperymentów myślowych, czy czegokolwiek co jest dobrym sposobem przekazywnia treści". Ale "treści" .... pliiiisssss.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >jak żyć bez definicji
To chyba pytanie do Tuska.
>Daj może link do gotowego podręcznika, albo sam wyjaśnij o co proszę, choćby używając "na przykład dobrych przykładów czy eksperymentów myślowych, czy czegokolwiek co jest dobrym sposobem przekazywnia treści".
Już was, czciciele definicji, żem się pytał jak radzicie sobie z redukcją do nieskończoności, zawartą w strukturze definicji... z definicji.
Już nie pamiętam czy to ty, czy inny geniusz, odpowiedział, że "nie będzie łatwo".
Ano nie będzie, wytłumaczyć wam wasze błędy, jak mnie to pouczyło, byłoby jeszcze trudniej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>To chyba pytanie do Tuska. Nie wykręcaj się sianem. Sam gadasz głupstwa, sam za nie odpowiadaj.
>Już was, czciciele definicji, żem się pytał jak radzicie sobie z redukcją do nieskończoności, zawartą w strukturze definicji... z definicji. To Twój osobisty głupkowaty wymysł ta nieskończoność. Dla człowieka kres może być co najwyżej w rejonie pojęć podstawowych, co żem Ci już mówił, ale jak zwykle żeś nie doczytał ze zrozumieniem. I to będzie kres (niekoniecznie ostateczny jednak - definicje ewoluują wraz z poszerzaniem zakresu wiedzy - pamiętasz?) tylko dla skończonego gamonia, albo dla uparciucha co sieje wiatr by zbierać burze, bo tak po prostu lubi.
>Już nie pamiętam czy to ty, czy inny geniusz, odpowiedział, że "nie będzie łatwo". >Ano nie będzie, wytłumaczyć wam wasze błędy, jak mnie to pouczyło, byłoby jeszcze trudniej. Spróbuj, jeno po kolei, małymi kroczkami, jak chłop krowie na rowie. Może sam coś też na tym skorzystasz. Kiedy epatujesz siebie całą swą mądrością niesłychaną tylko swoje ego nadymasz, a rozumu nie.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >jak radzicie sobie z redukcją do nieskończoności, zawartą w strukturze definicji... z definicji. Te definicje rekurencyjne zasługiwałyby na miano definicji, których efekty są zbieżne do skończoności (a nie rozbieżne). Być może nie każde ad infinitum musi być ad absurdum.
|
|
|  | 3 na 3 | panTeista (6808 punktów) | >Nie ma, bo nie można udowodnić nieistnienie czegoś.
Przecież nie piszę że nie ma dowodów na nieistnienie ale piszę nie ma dowodów na istnienie Boga biblijnego i koranicznego.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
5 na 5 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > Weżmy mechanikę kwantową:tu przypadek goni przypadek, nie możemy nawet wyliczyć , czy elektronrozpadnie się w tej, czy innej sekundzie. Przypuszczam, że to przejęzyczenie, albo może profesor miał na myśli coś takiego?> Fanatyzm ateistyczny w gruncie rzeczy bardzo niewiele różni od fanatyzmu religijnego.> Stwierdzenie gołosłowne, nie poparte żadnymi argumentami czy faktami.A ja zgadzam się z profesorem. Wszystkie fanatyzmy są do siebie podobne w samouwielbieniu i braku chęci do dyskusji z innymi poglądami, a nawet z rzeczywistością.> Myslę, że Richard Dawkins walczy z takim Panem Bogiem, którego i ja nie uznaję, czyli z kiepską ideą Boga.> Zręczny to unik teologiczny, ot ateiści zwalczaja kiepską koncepcję Boga wiec profesorska wersja pozostaje nietknięta!No cóż, naukowiec nie może przecież wierzyć w Boga biblijnego i w te wszystkie biblijne bajki, dlatego religijni naukowcy twierdzą, że Bóg to jakaś Siła Sprawcza, Energia Wszechświata i tym podobne określenia, które nic nie znaczą.
Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
|
|
 | | Jacholek (5699 punktów) | > >Weżmy mechanikę kwantową:tu przypadek goni przypadek, nie możemy nawet wyliczyć , czy elektron> rozpadnie się w tej, czy innej sekundzie.> Przypuszczam, że to przejęzyczenie, albo może profesor miał na myśli coś takiego?Nie sądzę by to o to chodziło, w cytowanej pracy to efekt "pozorny",kolektywny - elektrony dzielą się na kwazicząstki. Elektron jako cząstka elementarna jest obiektem trwałym ! > > Fanatyzm ateistyczny w gruncie rzeczy bardzo niewiele różni od fanatyzmu religijnego.> >Stwierdzenie gołosłowne, nie poparte żadnymi argumentami czy faktami.> A ja zgadzam się z profesorem. Wszystkie fanatyzmy są do siebie podobne w samouwielbieniu i braku chęci do dyskusji z innymi poglądami, a nawet z rzeczywistością.Niezupełnie bym sie z tym zgodził bo nie spotkałem się jeszcze z fanatyzmem ateistycznym. Faktem zaś jest że fanatycy religijni palili na stosach heretyków czy ateistów. > >Myslę, że Richard Dawkins walczy z takim Panem Bogiem, którego i ja nie uznaję, czyli z kiepską ideą Boga.> >Zręczny to unik teologiczny, ot ateiści zwalczaja kiepską koncepcję Boga wiec profesorska wersja pozostaje nietknięta!> No cóż, naukowiec nie może przecież wierzyć w Boga biblijnego i w te wszystkie biblijne bajki, dlatego religijni naukowcy twierdzą, że Bóg to jakaś Siła Sprawcza, Energia Wszechświata i tym podobne określenia, które nic nie znaczą.Ale to jest deizm a nie religia... > Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
|
|
|  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ale to jest deizm a nie religia... Deizm - nurt religijno-filozoficzny, którego cechą wspólną jest przekonanie, że racjonalnie można uzasadnić istnienie jedynie Boga bez-osobowego, będącego konstruktorem świata rozumianego jako maszyna oraz źródłem praw, według których ta maszyna świata działa. Tak rozumiany Bóg nie ingeruje w raz ustanowione prawa. Deizm nie jest zwartym systemem ani szkołą filozoficzną. Rozpowszechnił się głównie w Europie, a także w Ameryce Północnej.Istnienie i natura Boga
Deiści twierdzą, iż o istnieniu stwórcy można wnioskować w sposób pośredni, fizykalno-teologiczny. Refleksja polega na odkrywaniu porządku świata w rozumieniu praw fizyki rządzących materią. Według deistów, o istnieniu duchowej siły sprawczej świadczy racjonalny porządek świata materialnego. Bóg-Stwórca jest swego rodzaju konstruktorem maszyny-przyrody, dla której ustanawia prawa i dalej już nie ingeruje w jej rozwój przyrodniczy, społeczny czy osobniczy.Religia. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
|  | 1 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > Nie sądzę by to o to chodziło, w cytowanej pracy to efekt "pozorny",kolektywny - elektrony dzielą się na kwazicząstki. Elektron jako cząstka elementarna jest obiektem trwałym !Czyli przejęzyczenie. Naprawdę nie przypuszczam, aby fizykowi brakowało podstawowej wiedzy.> Niezupełnie bym sie z tym zgodził bo nie spotkałem się jeszcze z fanatyzmem ateistycznym. Faktem zaś jest że fanatycy religijni palili na stosach heretyków czy ateistów.Encyklopedia PWN:fanatyzm [łac. fanaticus 'zagorzały', 'szalony'], postawa przejawiająca się w ślepej wierze w słuszność bezkrytycznie przyjętych poglądów religijnych, politycznych, społecznych oraz w skrajnej nietolerancji wobec wyznawców i zwolenników innych poglądów niż własne. Fanatyzm kojarzy się z religiami, ale fanatykiem jakiejś idei nie musi być osoba religijna. Można być fanatycznym wyznawcą wolnego rynku, fanatycznym kibicem, fanatycznym przeciwnikiem szczepienia dzieci, fanatycznym przeciwnikiem GMO itd. itp.> >No cóż, naukowiec nie może przecież wierzyć w Boga biblijnego i w te wszystkie biblijne bajki, dlatego religijni naukowcy twierdzą, że Bóg to jakaś Siła Sprawcza, Energia Wszechświata i tym podobne określenia, które nic nie znaczą.> Ale to jest deizm a nie religia...Nie religia, ale wiara w Boga - tak czy owak nazywanego i traktowanego.
Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
|
|
| |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | >>Nie sądzę by to o to chodziło, w cytowanej pracy to efekt "pozorny",kolektywny - elektrony dzielą się na kwazicząstki. Elektron jako cząstka elementarna jest obiektem trwałym ! >Czyli przejęzyczenie. Naprawdę nie przypuszczam, aby fizykowi brakowało podstawowej wiedzy.
... czy oprócz Michała Kazimierza Hellera (ur. 12 marca 1936 w Tarnowie) - polskiego prezbitera katolickiego, teologa, profesora nauk filozoficznych specjalizującego się w filozofii przyrody, fizyce, kosmologii relatywistycznej oraz relacji nauka - wiara istnieje jakiś inny Heller będący profesorem, a nie tylko pasjonatem fizyki? Wiem, że Heller interesuje się fizyką, i że ma dość dużą wiedzę na ten temat, ale żeby był fizykiem?...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | |  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Nietrudno znaleźć teksty, w których o Hellerze pisze się jako o fizyku i kosmologu. Poza tym Heller habilitował się w dziedzinie kosmologii.
Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Irracja (4721 punktów) | > Nietrudno znaleźć teksty, w których o Hellerze pisze się jako o fizyku i kosmologu. Poza tym Heller habilitował się w dziedzinie kosmologii.... kosmologia i fizyka - rzeczywiście, to nie duża różnica. Kto by zwracał uwagę na takie bzdurne drobnostki. Już nawet nie będę pytał czy habilitował się w "kosmologii obserwacyjnej, teoretycznej, czy może baśniowej/mitologicznej"... upsss, miało być "religijnej/teologicznej" 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacholek (5699 punktów) | >>Nie sądzę by to o to chodziło, w cytowanej pracy to efekt "pozorny",kolektywny - elektrony dzielą się na kwazicząstki. Elektron jako cząstka elementarna jest obiektem trwałym ! Czyli przejęzyczenie. Naprawdę nie przypuszczam, aby fizykowi brakowało podstawowej wiedzy. >[color=#330000]color]
Z drugiej strony z czym można bylo o pomylić elektron ? Ongiś poszukiwano usilnie rozpadających się protonów (niektóre modele to przewidywały) ale nic konkretnego z tego nie wyszło. Chyba że protony żyją tak długo iz nie ma szans (w skończonym czasie) wykryć ich rozpad. Natomiast elektron był zawsze "solidną" cząstką nie wzbudzającą żadnych podejrzeń co do jej trwałości. Ewentualnie chodziło o rozpad beta, lecz wtedy elektron jest tylko produktem rozpadu. Czyli zagadka tego przejęzyczenia (nie chcę pochopnie oskarżać prof. Hellera o niewiedzę) pozostaje w dalszym ciągu niewyjaśniona !!!
|
|
|  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Niezupełnie bym sie z tym zgodził bo nie spotkałem się jeszcze z fanatyzmem ateistycznym.
LOL
>Faktem zaś jest że fanatycy religijni palili na stosach heretyków czy ateistów.
A ateistyczni fanatycy komunizmu mordowali ludzi w gułagach...
Mała wskazówka: masz do czynienia z fanatykiem ateizmu, gdy wyciaga takie argumentacyjne suchary jak stosy i Inkwizycję.
|
|
| |  | 2 na 2 | Jacholek (5699 punktów) |
>A ateistyczni fanatycy komunizmu mordowali ludzi w gułagach... >Mała wskazówka: masz do czynienia z fanatykiem ateizmu, gdy wyciaga takie argumentacyjne suchary jak stosy i >Inkwizycję. Dawno takich komunalow nie slyszalem: utozsamianie komunizmu z ateizmem. Stalin np. jako niedoszly seminarysta mial inne cele anizeli "szerzenie ateizmu". Chcial byc absolutnym wladca (bogiem narodu) i kwestia metod byla dla niego drugorzedna. Ateizm to nie zadna ideologia ale raczej ich odrzucenie, sceptyczne podejscie do kwestii autorytetow i wladzy, w tym religijnej. Jefferson tez byl komunista ? To juz predzej u Jezusa mozna sie dopatrzec elementow komunizmu...
|
|
 | 5 na 7 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | >No cóż, naukowiec nie może przecież wierzyć w Boga biblijnego i w te wszystkie biblijne bajki, dlatego religijni naukowcy twierdzą, że Bóg to jakaś Siła Sprawcza, Energia Wszechświata i tym podobne określenia, które nic nie znaczą. ...I na dodatek są sprzeczne z nauką Kościoła Katolickiego, który autorytatywnie stwierdza, że bóg jest bytem osobowym, a nie żadną sprawczą energią.
Przeklęte lenistwo, w imię siedmiocyfrowej kwoty na koncie, opuść to pracowite ciało!
|
|
|  | 3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Najwyraźniej wiara w istnienie takiego niezgodnego z religiami Boga jest tym ludziom do czegoś potrzebna. Zaspokaja jakieś ich potrzeby, które uniemożliwiają im pójście o krok dalej i pozbycie się tego "resztkowego" Boga.
Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
|
|
15 na 15 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ks. prof. Heller: Myślę, że Richard Dawkins walczy z takim Panem Bogiem, którego i ja nie uznaję, czyli z kiepską ideą Boga. >Zręczny to unik teologiczny, ot ateiści zwalczają kiepską koncepcję Boga wiec profesorska wersja pozostaje nietknięta! >Co na to wszystko koledzy forumowicze? Nic, każdy wierzy w takiego Boga na jakiego go stać intelektualnie. Ks. prof. Heller wymyślił sobie już dawno swojego Boga i w niego wierzy, tylko ten Bóg niema nic wspólnego z doktrynalnym osobowym Bogiem katolików. Dla znających podstawy teologii katolickiej profesorowie Życiński i Heller już bardzo dawno temu przekroczyli granice herezji, ale Kościołowi wygodnie jest tego faktu nie zauważać. Na nasze forum też wchodzą różni teiści podający się nawet za racjonalistów i czasem dla wygody tego nie zauważamy. Jak komuś będzie się chciało i odtworzy tu koncepcję Boga księdza profesora Hellera, to nawet Dawkinsa nie będzie potrzeba, aby ją obalić.
Ks. prof. Heller: Fanatyzm ateistyczny w gruncie rzeczy bardzo niewiele różni od fanatyzmu religijnego. Akurat tu zgadzam się z ks. prof., gdyż uważam właśnie samą wiarę, a nie przedmiot wiary za źródło zła i wszystko jedno czy ktoś wierzy, że jego Bóg nosi imię Jahwe, Jezus, Allah, Józef, Adolf, czy Pol-Pot, to w imię tego Boga jest gotów do złych czynów.
Tyle tylko, że należy odróżniać religie, które część swojej doktryny nazwały ateizmem od ateizmu racjonalistycznego, do którego dochodzi się poprzez pracę intelektualną. Ateizmu opartego na sceptycyzmie a nie na wierze w cokolwiek.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
 | 2 na 4 | Jacholek (5699 punktów) |
>Akurat tu zgadzam się z ks. prof., gdyż uważam właśnie samą wiarę, a nie przedmiot wiary za źródło zła i wszystko >jedno czy ktoś wierzy, że jego Bóg nosi imię Jahwe, Jezus, Allah, Józef, Adolf, czy Pol-Pot, to w imię tego Boga jest >gotów do złych czynów. >Tyle tylko, że należy odróżniać religie, które część swojej doktryny nazwały ateizmem od ateizmu racjonalistycznego, >do którego dochodzi się poprzez pracę intelektualną. Ateizmu opartego na sceptycyzmie a nie na wierze w cokolwiek. Oczywiscie każdy fanatyzm jest wart tyle samo, chodziło mi tylko o to iż niesłusznie sam ateizm utożsamia się z fanatyzmem, co jest nieuczciwe intelektualnie. By sięgnać do klasycznej analogii - niepalenie nie można identyfikować z nałogiem. A np ateistyczne bilboardy odbierane są przez KrK jako przejaw fanatyzmu i agresji. Pozdrawiam.
|
|
|  | 3 na 3 | worek kości (2937 punktów) | >Oczywiscie każdy fanatyzm jest wart tyle samo, chodziło mi tylko o to iż niesłusznie sam ateizm utożsamia się z fanatyzmem
A gdzie ty takie utożsamienie znalazłeś (ateizm=fanatyzm)?
>np ateistyczne bilboardy odbierane są przez KrK jako przejaw fanatyzmu i agresji.
Nie przesadzamy trochę?
bembergiem w berg
|
|
| |  | 3 na 3 | Jacholek (5699 punktów) | >>Oczywiscie każdy fanatyzm jest wart tyle samo, chodziło mi tylko o to iż niesłusznie sam ateizm utożsamia się z fanatyzmem >A gdzie ty takie utożsamienie znalazłeś (ateizm=fanatyzm)? To nie ja, przeczytaj ten wywiad z prof. Hellerem. Dla niego jak ateizm to odrazu fanatyzm antyreligijny. >>np ateistyczne bilboardy odbierane są przez KrK jako przejaw fanatyzmu i agresji. >Nie przesadzamy trochę? Tylko trochę. Słuchałem kiedys kazania (zaprowadzam tam czasami osobe bardzo starszą) w którym komentowane były tego typu akcje, w tym właśnie duchu. > bembergiem w berg
|
|
| | |  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >>>Oczywiscie każdy fanatyzm jest wart tyle samo, chodziło mi tylko o to iż niesłusznie sam ateizm utożsamia się z fanatyzmem >>A gdzie ty takie utożsamienie znalazłeś (ateizm=fanatyzm)? >To nie ja, przeczytaj ten wywiad z prof. Hellerem. Dla niego jak ateizm to odrazu fanatyzm antyreligijny.
Z cytatu który przytoczyłeś wynika, że Heller mówił o fanatycznych odmianach ateizmu, a nie o samym ateizmie.
>>>np ateistyczne bilboardy odbierane są przez KrK jako przejaw fanatyzmu i agresji. >>Nie przesadzamy trochę? >Tylko trochę. Słuchałem kiedys kazania (zaprowadzam tam czasami osobe bardzo starszą) w którym komentowane były tego typu akcje, w tym właśnie duchu.
No sorry, ale żeby z usłyszenia, że ktoś robił coś w jakimś "duchu", przejść do tezy, że cały KK tak robi, no, to po prostu jest dość słabe i tyle.
bembergiem w berg
|
|
|  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Oczywiście każdy fanatyzm jest wart tyle samo, chodziło mi tylko o to iż niesłusznie sam ateizm utożsamia się z fanatyzmem, co jest nieuczciwe intelektualnie.Dobrze, że ma Pan poczucie humoru. Wiara i uczciwość intelektualna, to alternatywa. Albo albo! > By sięgnąć do klasycznej analogii - niepalenie nie można identyfikować z nałogiem.> A np ateistyczne bilbordy odbierane są przez KrK jako przejaw fanatyzmu i agresji.www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,538650#w538868Pozdrawiam. @@@ .
|
|
10 na 12 | astrotaurus (12445 punktów) | Taaak, przypadek ks. Hellera to trudny przypadek. Niedawno Polityka wydrukowała wywiad z inkryminowanym guru. Miałem okazję wypowiedzieć swoje w dyskusji na tamtejszym forum, nie będę zatem tu, teraz wszystkiego powtarzał, zwrócę jednak uwagę na fragment wywiadu z odniesieniem do Dawkinsa wobec którego Heller ma chyba spory kompleks sądząc po sposobie w jaki wtrąca jego nazwisko zarówno do wywiadów jak i do swoich rozlicznych wykładów: a to że Dawkins jest agresywny, a to że Heller z problemami poruszanymi przez Dawkinsa uporał się jak miał 17 lat itp. W wywiadzie Polityki też wspomina o debacie z Dawkinsem: "Ktoś nas w końcu zapytał, jaka jest główna różnica między poglądami moimi i Dawkinsa, bo on sam był chyba zaskoczony, że nie walczyłem np. z teorią ewolucji. Powiedziałem, że widzę między nami jedną małą różnicę - in spelling, w pisowni... Co to znaczy, pyta Dawkins? Bo ty słowo rationality mówisz małą literą, a ja dużą - odpowiedziałem. On chwilę pomyślał i odrzekł: you are probably right, chyba masz rację." Bóg księdza katolickiego to Racjonalność - ciekawe jak on tego Racjonalność w wafelki zaklina.... I kuriozalny jest fakt, że zakłamany heretyk w oczach wielu ludzi legitymizuje katolickie bzdury, czyni je oczywiście uprawnionymi. Ks. Heller próbował zracjonalizować niedorzeczności w książce napisanej z ks. Coyne'm "Pojmowalny wszechświat" (echa widoczne w wywiadzie) i jak tu się dziwić pokiereszowanym umysłom katolickim, że mienią się być racjonalnymi?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
 | | worek kości (2937 punktów) | >Bóg księdza katolickiego to Racjonalność - ciekawe jak on tego Racjonalność w wafelki zaklina....
No właśnie, ciekawe. A może po prostu stara się nie mieszać religii do filozofii? Wytykanie komuś, że jest księdzem, to zwykły chwyt erystyczny.
>zakłamany heretyk
W jakim sensie?
>Ks. Heller próbował zracjonalizować niedorzeczności w książce napisanej z ks. Coyne'm "Pojmowalny wszechświat" (echa widoczne w wywiadzie) i jak tu się dziwić pokiereszowanym umysłom katolickim, że mienią się być racjonalnymi?
No, jeśli udało mu się zracjonalizować "niedorzeczność", no to nie można się chyba dziwić katolickim umysłom, że mienią się być racjonalnymi, skoro ich "niedorzeczność" została zracjonalizowana.
bembergiem w berg
|
|
|  | 9 na 11 | astrotaurus (12445 punktów) |
> No właśnie, ciekawe.To Ty masz znajomości wśród czarodziejów wafelków. To Ty mógłbyś postarać się informacje z pierwszej ręki. Ja tam od dawna się dziwię, że ks. Heller poświęca tyle czasu by douczyć z podstaw fizyki katolików, a olewa nauczanie religii niedowiarków jak tutejsi na przykład. Co z tego, że gromada "paciorkowców" usłyszy coś mądrego o istnieniu spinu? Przecież w niebie niedługo i tak się dowiedzą wszystkiego! Za to ja choć o spinie pojęcie mam jakieś bez pojęcia o Bogu pójdę do piekła na zawsze, a Hellerowi to wisi. Worek kości musi tu za niego gardłować biorąc księże pieprzenie o miłości bliźniego i zagubionych owieczkach za dobra monetę. > A może po prostu stara się nie mieszać religii do filozofii?Po prostu, powiadasz? Nie mieszać najważniejszych faktów z losu wszechświata i człowieka (chyba ksiądz swoje brednie uważa za fakty...?) do rozważań o tym losie? > Wytykanie komuś, że jest księdzem, to zwykły chwyt erystyczny.Wytykanie komuś wytykanie czegoś czego on nie wytyka to raczej w tym przypadku nie jest chwyt erystyczny - tak wiele razy udowodniłeś nieumiejętność czytania i myślenia że Ty chyba tak na poważnie.... Ja - jeśli już - to wytykam Hellerowi udawanie, że księdzem katolickim nie jest. > W jakim sensie?W najdosłowniejszym. O herezji Hellera wspomniał już choćby P. Andrzej Bogusławski. Wszelkie wywiady czy wykłady Hellera mijają się z treścią oficjalnej teologii KK, w jednym ze starszych wywiadów wypowiedział się np. z wielkim pobłażaniem o ludzkiej czy raczej ludowej/ludycznej potrzebie wiary we wcielenie Boga - w wykonaniu księdza katolickiego taka uwaga to dziwoląg, nie sądzisz? To pomijanie katolickich bzdetów w wywiadach i wykładach, to lekceważenie polecenia "idźcie i nauczajcie" to również dowód zakłamania. > No, jeśli udało mu się zracjonalizować "niedorzeczność", no to nie można się chyba dziwić katolickim umysłom, że mienią się być racjonalnymi, skoro ich "niedorzeczność" została zracjonalizowana.Taaaa... znów ta Twoja nieumiejętność czytania i myślenia.... Ja pisałem o próbie racjonalizacji. Rozumny człowiek nie ma jak wypatrzeć w mojej wypowiedzi sugestii skuteczności tej próby.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| |  | | worek kości (2937 punktów) | >>No właśnie, ciekawe. >To Ty masz znajomości wśród czarodziejów wafelków. To Ty mógłbyś postarać się informacje z pierwszej ręki.
E, żebym miał od razu. Ale fakt, kilka razy Życińskiego i Hellera miałem okazję spotkać.
>Ja tam od dawna się dziwię, że ks. Heller poświęca tyle czasu by douczyć z podstaw fizyki katolików, a olewa nauczanie religii niedowiarków jak tutejsi na przykład.
Najwyraźniej specjalizuje się w czymś innym.
>Co z tego, że gromada "paciorkowców" usłyszy coś mądrego o istnieniu spinu? Przecież w niebie niedługo i tak się dowiedzą wszystkiego! Za to ja choć o spinie pojęcie mam jakieś bez pojęcia o Bogu pójdę do piekła na zawsze, a Hellerowi to wisi.
E, jestem przekonany, że by się za Ciebie przynajmniej pomodlił.
>>A może po prostu stara się nie mieszać religii do filozofii? >Po prostu, powiadasz? Nie mieszać najważniejszych faktów z losu wszechświata i człowieka (chyba ksiądz swoje brednie uważa za fakty...?) do rozważań o tym losie?
No.
>>Wytykanie komuś, że jest księdzem, to zwykły chwyt erystyczny. >Ja - jeśli już - to wytykam Hellerowi udawanie, że księdzem katolickim nie jest.
No, na to samo wychodzi i jest równie zabawne.
>>W jakim sensie? >W najdosłowniejszym. O herezji Hellera
No sorry, ale fakt, że nikt Hellera z KK nie chce wykluczyć, świadczy chyba o tym, że organizacja ta wbrew pozorom wcale nie jest tak zamknięta na swobodną wymianę myśli, jakby się to tutejszym racjonalistom wydawało.
>To pomijanie katolickich bzdetów w wywiadach i wykładach, to lekceważenie polecenia "idźcie i nauczajcie" to również dowód zakłamania.
No sorry, ale to rozczulające. Heller chodzi przecież i naucza.
>>No, jeśli udało mu się zracjonalizować "niedorzeczność", no to nie można się chyba dziwić katolickim umysłom, że mienią się być racjonalnymi, skoro ich "niedorzeczność" została zracjonalizowana. >Ja pisałem o próbie racjonalizacji. Rozumny człowiek nie ma jak wypatrzeć w mojej wypowiedzi sugestii skuteczności tej próby.
Może dla Ciebie nieskuteczna, masz prawo do swojej opinii. Tymczasem dla części katolików, którym się chce do książek Hellera zajrzeć, próba ta o ile nie musi być skuteczną, to przynajmniej wydaje się ciekawa. No i to nie są prawdy objawione, tylko filozoficzne argumenty, z którymi można się spierać. A tutaj jakieś dziwne pretensje - bądź księdzem! Nie bądź zakłamany!
Wytykanie komuś niekonsekwencji, bo on "jako ksiądz" nie powinien przecież tego mówić, to marna sofistyka, tchórzliwe unikanie dyskusji.
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 10 na 12 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Najwyraźniej specjalizuje się w czymś innym.Najwyraźniej sam dostarczasz dowodów na jego zakłamanie. On jest przede wszystkim specjalistą od zbawienia - poznawanie świata można rozłożyć na całą wieczność, zbawienia nie. > E, jestem przekonany, że by się za Ciebie przynajmniej pomodlił.Tak samo może się modlić za niedouczonych gamoni chodzących na jego wykłady, a jednak wiedzą naukową się popisuje przed nimi z lubością. > No.No to nie dziwne że żyjecie w rozkroku intelektualnym. > No, na to samo wychodzi i jest równie zabawne.W Twoim trollowatym/katolickim pojęciu humoru. Dla normalnego człowieka udawanie, że się nie jest tym kim się jest czy - ogólniej - głoszenie zasad których się nie popiera nie jest zabawą najwyższych lotów. > No sorry, ale to rozczulające. Heller chodzi przecież i naucza.Nie będę karmił trolla w nieskończoność - poczytaj jeszcze raz o różnych specjalizacjach Hellera i o związanych z nimi dziedzinach nauczania. > Może dla Ciebie nieskuteczna, masz prawo do swojej opinii.Całą próbę racjonalizacji wiary w niedorzeczności w książce o której mówię można zamknąć w zdaniu Hellera o racjonalności przez R - bełkot i tyle. Gdyby ktoś miał przeciwną opinię i umiał ją uzasadnić można by pogadać. > Tymczasem dla części katolików, którym się chce do książek Hellera zajrzeć, próba ta o ile nie musi być skuteczną, to przynajmniej wydaje się ciekawa.Nie interesują mnie badania społeczne/statystyczne/socjologiczne, ale dociekanie prawdy. Wiem jak działa wiara i czego ludzie do jej usprawiedliwienia w swoim umyśle potrzebują. > No i to nie są prawdy objawione, tylko filozoficzne argumenty, z którymi można się spierać.Religijne bzdety, z którymi dyskusji nie ma. Wynoszenie ich do rangi filozofii to fałsz, zwłaszcza w wykonaniu księdza katolickiego i jego poplecznika. > A tutaj jakieś dziwne pretensje - bądź księdzem! Nie bądź zakłamany!Ale on jest księdzem! I jest zapraszany na wywiady z racji bycia księdzem, a potem wielkie udawanie, że księdzem nie jest. > Wytykanie komuś niekonsekwencji, bo on "jako ksiądz" nie powinien przecież tego mówić, to marna sofistyka,A co to za głupawe sztuczki z cudzysłowem? Normalny, uczciwy człowiek nie mówi różnych rzeczy w imieniu różnych swych osobowości: co innego jako naukowiec, co innego jako ksiądz. > tchórzliwe unikanie dyskusji.To Heller tchórzliwie unika dyskusji pławiąc się w podziwie gamoni słuchających wykładów czy w uniżoności przeprowadzających z nim wywiady. I to gwiazdorstwo najwyraźniej mu odbija co widać we fragmencie wywiadu w Polityce: - A religia ma jakiś wpływ na to, jak Ksiądz uprawia naukę? - Ma, i to duży. Gdybym nie był człowiekiem religijnym, to nauka byłaby dla mnie grą z przyrodą, wyrywaniem kawałków wiedzy. A tak mam poczucie, że siadłem do gry z Panem Bogiem, dysponentem sensu i tajemnicy - i to jest fascynujące. Nauka jest poniżej godności Hellera, on gra z Panem Bogiem! Pajac i tyle.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | -2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | > On jest przede wszystkim specjalistą od zbawieniaNope, z tego co się orientuję, to Heller ma niewiele publikacji z dziedziny soteriologii. W jego wikipedycznej biografii stoi za to jak byk, że specjalizuje się w "filozofii przyrody, fizyce, kosmologii relatywistycznej oraz relacji nauka - wiara" > poznawanie świata można rozłożyć na całą wieczność, zbawienia nie.E, może w jakichś protestanckich ruchach, nie wiem, w pietyzmie, gdzie niektórzy wyznają terminizm, czyli przekonanie, że z przyjęciem wiary należy się spieszyć i nie odkładać jej do śmierci, bo jak się przekroczy wyznaczony przez Boga termin, to popij wodą i musztarda po obiedzie. W KK wierzą w Boga miłosiernego, który jest do tego cierpliwy. > >E, jestem przekonany, że by się za Ciebie przynajmniej pomodlił.> Tak samo może się modlić za niedouczonych gamoni chodzących na jego wykłady, a jednak wiedzą naukową się popisuje przed nimi z lubością.Może i modlić się i uczyć, przecież to się nie wyklucza. > >No.> No to nie dziwne że żyjecie w rozkroku intelektualnym.Jest to kwestia metody naukowej, znanej już w średniowiecznej scholastyce -, przede wszystkim rozróżniać. > Dla normalnego człowieka udawanie, że się nie jest tym kim się jest czy - ogólniej - głoszenie zasad których się nie popiera nie jest zabawą najwyższych lotów.A moim zdaniem Heller głosi zasady, które popiera. > >No sorry, ale to rozczulające. Heller chodzi przecież i naucza.> Nie będę karmił trolla w nieskończoność - poczytaj jeszcze raz o różnych specjalizacjach Hellera i o związanych z nimi dziedzinach nauczania."filozofii przyrody, fizyce, kosmologii relatywistycznej oraz relacji nauka - wiara" > >Może dla Ciebie nieskuteczna, masz prawo do swojej opinii.> Całą próbę racjonalizacji wiary w niedorzeczności w książce o której mówię można zamknąć w zdaniu Hellera o racjonalności przez R - bełkot i tyle.Skąd się wzięły prawa fizyki? > I to gwiazdorstwo najwyraźniej mu odbija co widać we fragmencie wywiadu w Polityce:> - A religia ma jakiś wpływ na to, jak Ksiądz uprawia naukę? >- Ma, i to duży. Gdybym nie był człowiekiem religijnym, to nauka byłaby dla mnie grą z przyrodą, wyrywaniem kawałków wiedzy. A tak mam poczucie, że siadłem do gry z Panem Bogiem, dysponentem sensu i tajemnicy - i to jest fascynujące. Nauka jest poniżej godności Hellera, on gra z Panem Bogiem! Pajac i tyle.Coś Ci się pokićkało. Jeśli ktoś uważa, że rzeczywistość jest matematyczna, więc racjonalna, czyli poznawalna, no to musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czemu w ogóle tak jest - czemu prawa fizyki są takie, a nie inne, skąd się to wszystko wzięło, skąd energia, aby ten cały mechanizm puścić w ruch, skąd ta cała matematyka. No i czemu w ogóle istnieje raczej coś niż nic. Heller, jako katolik, wierzy, że za tym wszystkim stoi jakaś inteligencja, Bóg, i to Bóg osobowy, bo bycie osobą wydaje się dla racjonalności i inteligencji warunkiem koniecznym.
bembergiem w berg
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . o. Jana Mikruta CSsR. Żyjemy w czasach, w których podważa się prawdę o Bogu osobowym. Szerzą się nowe religie i prądy myślowe, które odrzucają osobowy wymiar Boga [Nasz BÓG JEST Osobowy. Nieprawdą jest twierdzenie jakoby BÓG był energią kosmiczną i my byśmy byli częścią BOGA. To rozmydlenie stara się wprowadzić demon]. Konsekwencją odrzucenia Boga osobowego jest ubóstwianie człowieka i kosmosu; człowiek traci punkt odniesienia - sam staje się nim dla siebie. To zagraża jego naturze, jego istnieniu oraz całej cywilizacji. Człowiek bowiem stworzony jest na obraz i podobieństwo Boże, czyli jako osoba, istota rozumna, wolna i społeczna - istniejąca ze względu na innych i dla innych.
>Heller, jako katolik, wierzy, że za tym wszystkim stoi jakaś inteligencja, Bóg, i to Bóg osobowy, bo bycie osobą wydaje się dla racjonalności i inteligencji warunkiem koniecznym. Tak właśnie - jak niedawno tu pisałem - dla katolickiej racjonalności i inteligencji ciąg myślowy: "jakaś inteligencja"→ "Bóg"→ "Bóg osobowy" →"Trójca Święta" wydaje się warunkiem koniecznym. Już to jest pewnym - po wyjaśnieniu Pana Piotra - że ks. profesor rozumie Boga na podobieństwo ludzkie, a nie jako jakieś tam inteligentne mechanizmy kosmiczne.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Nope, z tego co się orientuję, to Heller ma niewiele publikacji z dziedziny soteriologii. Z tego czynię zarzut, jeszcze nie pojąłeś?
>W jego wikipedycznej biografii stoi za to jak byk, że specjalizuje się w "filozofii przyrody, fizyce, kosmologii relatywistycznej oraz relacji nauka - wiara" Gdziekolwiek pojawia się jako filozof, fizyk, kosmolog pojawia się tam jako ksiądz. A ta specjalizacja w relacji nauka-wiara to jakiś pusty bzdet. Nie potrafisz przytoczyć i obronić (za niego) jakiegokolwiek rozumnego poglądu w tej dziedzinie.
>E, może w jakichś protestanckich ruchach, nie wiem, w pietyzmie, gdzie niektórzy wyznają terminizm, czyli przekonanie, że z przyjęciem wiary należy się spieszyć i nie odkładać jej do śmierci, bo jak się przekroczy wyznaczony przez Boga termin, to popij wodą i musztarda po obiedzie. W KK wierzą w Boga miłosiernego, który jest do tego cierpliwy. Czy Ty w ogóle ludzkiej mowy nie rozumiesz? Powiedziałem: poznawanie świata można rozłożyć na całą wieczność, zbawienia nie. Jak cierpliwy jest katolicki Bóg? Ile wieków czy milionleci po śmierci można się zdecydować i doznać zbawienia? Śmierć nie jest nienaruszalną cezurą?
>Może i modlić się i uczyć, przecież to się nie wyklucza. Ile razy do trolla trzeba mówić aby raz dotarło? Może Heller się modli i za ateistów i za katolickich tumanów, ale naucza tylko tych drugich fizyki, a pierwszych religii nie.
>Jest to kwestia metody naukowej, znanej już w średniowiecznej scholastyce -, przede wszystkim rozróżniać. Anuluj zatem to głupkowate "No" i odpowiedz bezpośrednio na moją wypowiedź o pomijaniu istotnych faktów.
>A moim zdaniem Heller głosi zasady, które popiera. Jako ksiądz katolicki popiera/legitymizuje idiotyzmy których niby nie głosi.
>Skąd się wzięły prawa fizyki? Bozia wyczarowała? Czy z własności materii?
>Coś Ci się pokićkało. Jeśli ktoś uważa, że rzeczywistość jest matematyczna, więc racjonalna, czyli poznawalna, no to musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czemu w ogóle tak jest - czemu prawa fizyki są takie, a nie inne, skąd się to wszystko wzięło, skąd energia, aby ten cały mechanizm puścić w ruch, skąd ta cała matematyka. No i czemu w ogóle istnieje raczej coś niż nic. I do zadawana sobie takich pytań trzeba być pretensjonalnym pajacem co brzydzi się zwykłą nauką i gra z Panem Bogiem? Nie, bycie kimś takim zapewnia takie "odpowiedzi".
>Heller, jako katolik, wierzy, że za tym wszystkim stoi jakaś inteligencja, Bóg, i to Bóg osobowy, bo bycie osobą wydaje się dla racjonalności i inteligencji warunkiem koniecznym. Ma prawo do wierzenia w cokolwiek i wydawania sobie czegokolwiek. Nie jest moim celem, ani nie sprawia mi przyjemności jego szczegółowe diagnozowanie.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | |  | -1 na 3 | worek kości (2937 punktów) | > >Nope, z tego co się orientuję, to Heller ma niewiele publikacji z dziedziny soteriologii.> Z tego czynię zarzut, jeszcze nie pojąłeś?Totalnie nie kumam tego zarzutu. Co ma piernik do wiatraka? Heller uprawia filozofię, a nie teologię, w filozofii bierze się pod uwagę spójność logiczną argumentów, a nie zgodność z dogmatami wyznawanej wiary. > >W jego wikipedycznej biografii stoi za to jak byk, że specjalizuje się w "filozofii przyrody, fizyce, kosmologii relatywistycznej oraz relacji nauka - wiara"> Gdziekolwiek pojawia się jako filozof, fizyk, kosmolog pojawia się tam jako ksiądz.No bo jest księdzem. Czy próbujesz zarzucać Hellerowi apologetykę jakiejś opcji religijnej, lobbing, że nie będzie obiektywny w swoich rozważaniach nad kosmosem, bo to ksiądz? Może i miałbyś rację, tylko czy nie jest tak, że każdy kto bierze się za jakieś badania światopoglądowo obciążone, nie narzuca swojej wizji świata? Jeśli twierdzisz, że Heller przez swoje bycie księdzem z natury nie będzie obiektywnym naukowcem, to ten sam zarzut można postawić Dawkinsowi, że jako ateista też nie będzie obiektywny - naturalizm metodologiczny, jako paradygmat uprawiania nauki, wyklucza nie tylko wyjaśnianie zjawisk przez odwołanie się do przyczyn nadnaturalnych, ale wyklucza również samo mówienie o istnieniu/nie-istnieniu takich zjawisk. > A ta specjalizacja w relacji nauka-wiara to jakiś pusty bzdet. Nie potrafisz przytoczyć i obronić (za niego) jakiegokolwiek rozumnego poglądu w tej dziedzinie.Jak pisałem Ci o problemie genezy praw przyrody i tezę Hellera, że skoro świat jest racjonalny i daje się matematycznie opisać, to za tym wszystkim musi stać jakiś "Rozum", to zacząłeś kpić. No sorry, jeśli uważasz, że to tylko sztuczki, powinieneś wykazać gdzie tkwi błąd. > poznawanie świata można rozłożyć na całą wieczność, zbawienia nie.Mieszasz teraz perspektywę ogólnoludzką z jednostkowym człowiekiem. W KK zarówno poznawania świata jak i staranie się o zbawienie prowadzone jest do tego samego momentu - do śmierci. > Może Heller się modli i za ateistów i za katolickich tumanów, ale naucza tylko tych drugich fizyki, a pierwszych religii nie.Ejże, ostatnia jego książka z tego roku to "Wszechświat jest tylko drogą. Kosmiczne rekolekcje". Zakup książki nie musi zostać poprzedzony deklaracją światopoglądową, ateista też tam może zajrzeć. > Anuluj zatem to głupkowate "No" i odpowiedz bezpośrednio na moją wypowiedź o pomijaniu istotnych faktów.Cytat:>>A może po prostu stara się nie mieszać religii do filozofii? >Po prostu, powiadasz? Nie mieszać najważniejszych faktów z losu wszechświata i człowieka (chyba ksiądz swoje brednie uważa za fakty...?) do rozważań o tym losie? Ja nie wiem jakie to istotne fakty pomija Heller, nie raczyłeś tego napisać. > >Skąd się wzięły prawa fizyki?> Bozia wyczarowała? Czy z własności materii?Z własności materii, jasne, a skąd się wzięła materia? Z własności praw fizyki. Dla jednych "bozia wyczarowała" świat, dla innych, jak np. dyskusję na ten temat ucinał Bertrand Russell - świat istnieje, bo istnieje. I już. Czyżby? > I do zadawana sobie takich pytań trzeba być pretensjonalnym pajacem co brzydzi się zwykłą nauką i gra z Panem Bogiem?Jaki Ty masz męczący styl prowadzenia "dyskusji". Pajacem? Brzydzi się? Wiem, że to internet i w ogóle, ale z takim nastawieniem nie tylko niczego się nie dowiesz, ale i nikogo nie przekonasz - prowokujesz tylko reakcje obronne. > >Heller, jako katolik, wierzy, że za tym wszystkim stoi jakaś inteligencja, Bóg, i to Bóg osobowy, bo bycie osobą wydaje się dla racjonalności i inteligencji warunkiem koniecznym.> Ma prawo do wierzenia w cokolwiek i wydawania sobie czegokolwiek. Nie jest moim celem, ani nie sprawia mi przyjemności jego szczegółowe diagnozowanie.No, Ty wolisz zatrzymać się przy epitetach. Zakłamane bzdury pretensjonalnego pajaca! No sorry...
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 4 na 6 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Totalnie nie kumam tego zarzutu. Co ma piernik do wiatraka? Heller uprawia filozofię, a nie teologię, w filozofii bierze się pod uwagę spójność logiczną argumentów, a nie zgodność z dogmatami wyznawanej wiary. No to już chyba nie zakumasz. Heller uprawia i filozofię i teologię, nawet na swój użytek. Dogmaty wiary zaś to dla upośledzonego nią umysłu opis rzeczywistości, a filozofia bez związku z rzeczywistością to nie filozofia.
> ten sam zarzut można postawić Dawkinsowi, że jako ateista też nie będzie obiektywny - naturalizm metodologiczny, jako paradygmat uprawiania nauki, wyklucza nie tylko wyjaśnianie zjawisk przez odwołanie się do przyczyn nadnaturalnych, ale wyklucza również samo mówienie o istnieniu/nie-istnieniu takich zjawisk. A bez bełkotu o nadnaturalności worek kości musiałby studiować coś rozumnego u rozumnych ludzi i on by tego nie wytrzymał.
>Jak pisałem Ci o problemie genezy praw przyrody i tezę Hellera, że skoro świat jest racjonalny i daje się matematycznie opisać, to za tym wszystkim musi stać jakiś "Rozum", to zacząłeś kpić. No sorry, jeśli uważasz, że to tylko sztuczki, powinieneś wykazać gdzie tkwi błąd. Bo wczoraj urwałeś się z choinki i jesteś zdziwiony, że wyskakujący z kapelusza Bóg pobudza kogoś do kpin.
>Mieszasz teraz perspektywę ogólnoludzką z jednostkowym człowiekiem. W KK zarówno poznawania świata jak i staranie się o zbawienie prowadzone jest do tego samego momentu - do śmierci. A po śmierci nie stanie się dla was wszystko jasne? Nie rozgryziecie problemów teodycei na przykład? Konstrukcja wszechświata nie stanie się dla was przejrzysta itp? Przecież będziecie zyć wiecznie. Śmierć dla poznania nie jest końcem. Zbawienia nie da się przełożyć na później, wiedzę jak najbradziej.
>Ejże, ostatnia jego książka z tego roku to "Wszechświat jest tylko drogą. Kosmiczne rekolekcje". Zakup książki nie musi zostać poprzedzony deklaracją światopoglądową, ateista też tam może zajrzeć. Hmmmm, jeszcze nie czytałem... Może to bedzie to, zobaczymy. Wiem że oglądałem sporo jego wykładów, czytałem sporo jego książek (także "Wszechświat i teologia") i wiem że wszystkie odniesienia do Boga kierowane są do otumanionych poszukujacych jak sam Heller ciągłego uzasadniania, racjonalizowania swojej głupoty. Straszyć przestarszonych i nawracać nawróconych jest łatwiej niż przemawiać do myślacych krytycznie i samodzielnie. A może Ty już masz lekturę za sobą? I dyskusje, recenzje w gronie kościelnych i przykościelnych mędrków? Podrzuć tu zatem światłą myśl z tej książki....
>Ja nie wiem jakie to istotne fakty pomija Heller, nie raczyłeś tego napisać. To Ty nie raczyłeś przeczytać choć to ciągle sie przewija - katolickie brednie, które dla Hellera (przynajmniej w powszechnym odbiorze) SĄ FAKTAMI.
>Z własności materii, jasne, a skąd się wzięła materia? Z własności praw fizyki. Dla jednych "bozia wyczarowała" świat, dla innych, jak np. dyskusję na ten temat ucinał Bertrand Russell - świat istnieje, bo istnieje. I już. Czyżby? A jeśli Bozia wyczarowała to już bez "czyżby"?
>Jaki Ty masz męczący styl prowadzenia "dyskusji". A mnie męczy Twój styl trollowatych przepychanek bez skupienia na jakimkolwiek problemie, z obnażającymi Twoją indolencję zajazdami typu "skąd sie wzięły prawa fizyki" po tak długim pobycie na tym forum.
>Pajacem? Brzydzi się? Wiem, że to internet i w ogóle, ale z takim nastawieniem nie tylko niczego się nie dowiesz, ale i nikogo nie przekonasz - prowokujesz tylko reakcje obronne. Gdybyś miał coś mądrego do powiedzenia to byś to powiedział, a ja bym coś z tego dla siebie wyłuskał. Gdybyś był zdolny do przekonania Cię to bym próbował Cię przekonywać. Ja natomiast próbuję Ci pomóc myśleć, przebić się przez Twoje bariery obronne. Nie ucz mnie jak to robić tylko korzystaj z szansy.
>No, Ty wolisz zatrzymać się przy epitetach. Zakłamane bzdury pretensjonalnego pajaca! No sorry... Przywykłeś do powszechnych pieszczot z głoszonymi przez was bredniami, a to przecież nie jest konieczne, ale wręcz chore traktować brednie i głupotę z estymą.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >>Totalnie nie kumam tego zarzutu. Co ma piernik do wiatraka? Heller uprawia filozofię, a nie teologię, w filozofii bierze się pod uwagę spójność logiczną argumentów, a nie zgodność z dogmatami wyznawanej wiary. >Heller uprawia i filozofię i teologię, nawet na swój użytek. Po tym stwierdzeniu idzie ogólnik: >Dogmaty wiary zaś to dla upośledzonego nią umysłu opis rzeczywistości, a filozofia bez związku z rzeczywistością to nie filozofia. Który jest pseudoargumentem bez związku. W jaki sposób i gdzie dogmaty wiary Hellera odrywają jego filozofię od rzeczywistości? Niewiadmo.
>A bez bełkotu o nadnaturalności worek kości musiałby studiować coś rozumnego u rozumnych ludzi i on by tego nie wytrzymał. Ad personam, oj wstyd.
>>(...) powinieneś wykazać gdzie tkwi błąd. >Bo wczoraj urwałeś się z choinki i jesteś zdziwiony, że wyskakujący z kapelusza Bóg pobudza kogoś do kpin. Tak źle to dawno nie było, parszywie się tu zrobiło beze mnie.
>>Z własności materii, jasne, a skąd się wzięła materia? Z własności praw fizyki. Dla jednych "bozia wyczarowała" świat, dla innych, jak np. dyskusję na ten temat ucinał Bertrand Russell - świat istnieje, bo istnieje. I już. Czyżby? >A jeśli Bozia wyczarowała to już bez "czyżby"? Odpowiedz na zadane pytanie. Sam jestem ciekaw.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
>W jaki sposób i gdzie dogmaty wiary Hellera odrywają jego filozofię od rzeczywistości? Niewiadmo. No jak nie wiadomo jak wiadomo i sam to bystrze zauważyłeś pisząc choćby o Hellera " próbach wysnuwania metafizycznych wniosków z fizycznych przesłanek".
>Ad personam, oj wstyd. E tam wstyd! Worek kości to trudny przypadek, trudno więc mu pomóc. Na rozumne argumenty podawane prosto nie reaguje, może obejście barykady przez emocje coś da...
>Tak źle to dawno nie było, parszywie się tu zrobiło beze mnie. Oj, Zbawco Z Dawna Żądany! Może na początek wyjaśnisz detalicznie co parszywego zobaczyłeś w moim zdaniu?
>Odpowiedz na zadane pytanie. Sam jestem ciekaw. Pytanie było do worka kości i dotyczyło meandrów jego...hmmm... myślenia. Mogę na razie tylko bezradnie powtórzyć za Tobą "Sam jestem ciekaw"
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | >>W jaki sposób i gdzie dogmaty wiary Hellera odrywają jego filozofię od rzeczywistości? Niewiadmo. >No jak nie wiadomo jak wiadomo i sam to bystrze zauważyłeś pisząc choćby o Hellera " próbach wysnuwania metafizycznych wniosków z fizycznych przesłanek". To jest jego błąd wnioskowania, a nie dogmatyzm. Nadal więc pytanie pozostaje otwarte. Tylko, że trzebaby przeczytać coś Hellera...
>Worek kości to trudny przypadek, trudno więc mu pomóc. Na rozumne argumenty podawane prosto nie reaguje, może obejście barykady przez emocje coś da... >(...) >Może na początek wyjaśnisz detalicznie co parszywego zobaczyłeś w moim zdaniu? On zadaje racjonalne pytanie ("powinieneś wykazać gdzie tkwi błąd"), a Ty nie wykazujesz gdzie tkwi błąd, tylko stwierdzasz, że urwał się z choinki. Właściwie worek kosci mówi o Hellerze, Ty o worku kości plus troche komunałów nt. katolicyzmu. I taka to rozmowa, bez światła mojej racjonalizującej obecności i mojej racji nt wszystkiego.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> >>>A jeśli Bozia wyczarowała to już bez "czyżby"?> Odpowiedz na zadane pytanie. Sam jestem ciekaw.Próba odpowiedzi przez filozofa: Kategorie i twierdzenia dotyczące natury rzeczywistości, jej składników, struktury i procesów w niej zachodzących proponuję podzielić na następujące rodzaje i odpowiadające im poziomy analizy:
Poziom 1 ("głębokiej metafizyki") obejmuje przede wszystkim najbardziej ogólne empirycznie neutralne twierdzenia na temat bytu czy istnienia jako takiego. Przykładowe tezy występujące na tym poziomie analizy to: "Byt jest, a niebytu nie ma"; "Byt bytuje, nicość nicościuje" i tym podobne. Do tego zakresu zaliczałyby się też niektóre twierdzenia teologii trynitarnej o relacji między osobami Trójcy Świętej, o Bogu jako bycie koniecznym, czy o stałym podtrzymywaniu świata w istnieniu przez Boga. Żadne szczegółowe badania empiryczne nie rozstrzygają o trafności ustaleń dokonanych na tym poziomie. W tym sensie można powiedzieć, że są one zupełnie pozbawione treści empirycznej.
Twierdzenia tego poziomu są także zupełnie neutralne wobec twierdzeń ze wszystkich niższych poziomów, nie tylko twierdzeń o charakterze empirycznym, które należą do poziomu najniższego. Przykładowo stanowisko, że Bóg będący bytem koniecznym nieustannie stwarza świat, podtrzymując każdy proces przyrodniczy w istnieniu, bez trudu można uzgodnić z alternatywnymi stanowiskami w sporze nominalizmu z realizmem metafizycznym
(Poziom 2), interwencjonizmu z antyinterwencjonizmem (Poziom 3), kreacjonizmu z ewolucjonizmem (według rozumienia tego sporu zgodnie z poziomem 4) czy dowolnymi twierdzeniami z poziomu najniższego. Widać więc, jak rzeczywiście nazbyt "łatwy" jest wskazany wyżej sposób godzenia nauki i religii poprzez redukcję koncepcji działania Bożego i stworzenia do koncepcji stałego podtrzymywania świata w istnieniu czy stałego stworzenia.
Poziom 2 ("metafizyki płytszej") obejmuje twierdzenia o racjonalności świata, o istnieniu lub nieistnieniu racjonalnego Stwórcy jako podstawy tej racjonalności; ogólne twierdzenia o deterministycznym lub indeterministycznym charakterze tego, co istnieje; o celowości i braku celowości świata jako takiego. Tu można umiejscowić dyskusje dotyczące wartości czy sensu tego, co istnieje. Na tym poziomie występowałaby dyskusja między realizmem a nominalizmem w sporze o istnienie desygnatów pojęć ogólnych. Zatem występowałyby tu twierdzenia o istnieniu świata idei, będącego wzorcem dla świata rzeczy, czy twierdzenia, że wszystkie zdarzenia w świecie są wytworem ślepego przypadku.
Twierdzenia z tego poziomu także nie podlegają testowaniu empirycznemu i przyjęcie ich nie jest wynikiem argumentów empirycznych. Jednak mogą one służyć jako założenia dla interpretacji twierdzeń związanych ze stosowaniem naukowych metod poznawczych. Przykładowo założenie o racjonalności i poznawalności świata może być uznane za ugruntowujące możliwość prowadzenia badań naukowych. Einstein, który nie wierzył w istnienie Boga ingerującego w przyrodę, mówił o religijnym charakterze nauki właśnie w sensie naukowego obrazu Wszechświata jako bytu racjonalnego, inteligibilnego.
Twierdzenie o istnieniu racjonalnej istoty, będącej Stwórcą świata, może być traktowane jako wyjaśniające pochodzenie racjonalności świata, która zakładana jest przy prowadzeniu empirycznych badań nauki. W każdym razie przyjęcie lub odrzucenie tych twierdzeń nie jest związane z argumentacją odwołującą się do doświadczenia, lecz wcześniejsze przyjęcie tych twierdzeń wpływa na interpretację doświadczenia. Na tym poziomie analizy wpływ na interpretację doświadczenia wyraża przykładowo argumentacja, według której tylko oczami wiary można dostrzec w przyrodzie działanie Boga czy celowość w procesie ewolucji. Ponieważ na tym poziomie występują sądy wartościujące, to przez odwołanie do twierdzeń z tego poziomu uznaje się uprawianie nauki za zajęcie ważne i sensowne. Żadne ustalenia naukowe co do danych empirycznych, wyrażone w twierdzeniach najniższego poziomu, nie rozstrzygają natomiast problemu wartości nauki jako takiej.
Poziom 3 ("ontologii przyrody"). Jest to ostatni z poziomów analizy, którego kategorie zasadniczo nie występują w artykułach publikowanych w czasopismach naukowych, a przynajmniej nie występują tam, gdy dana dziedzina nauki znajduje się w okresie rozwoju określanym przez Kuhna jako "nauka normalna". Twierdzenia z tego poziomu wpływają jednak zasadniczo na treść teorii naukowych, stanowiąc ich integralną część, tak że jedynie w analizie abstrakcyjnej można je jakby "sztucznie" odseparować od innych twierdzeń z niższych poziomów analizy, występujących w konkretnych koncepcjach naukowych. Na tym poziomie występują dyskusje nad trafnością ujęć procesów przyrodniczych wyrażonych w sporach między determinizmem i indeterminizmem, mechanicyzmem i finalizmem, redukcjonizmem i antyredukcjonizmem, atomizmem i hylemorfizmem, interwencjonizmem i intyinterwencjonizmem oraz wyznaczony przez ten kontekst spór ewolucjonizmu i kreacjonizmu, dyskusje nad relacją ciała i umysłu czy kompatybilicystycznym i inkomaptybilicystycznym ujęciem wolnej woli człowieka i tym podobne.
Na tym poziomie dokonuje się więc rozstrzygnięć na temat deterministycznej czy indeterministycznej interpretacji fizyki kwantowej. Do tego poziomu analizy odnosiłaby się wypowiedź Einsteina, że "Bóg nie gra w kości", w której krytykował kopenhaską interpretację fizyki kwantowej. Do tego poziomu należą tezy o determinizmie równań teorii chaosu. Na tym poziomie występują twierdzenia neodarwinizmu o przypadkowym, niekierowanym charakterze procesu ewolucji jako wyniku przypadkowych mutacji i niekierowanego doboru naturalnego czy twierdzenia o subtelnym, niedostrzegalnym dla nauki wpływie Boga na kierunek ewolucji. [Więcej w referacie: www.nauka-(*)/index.php?action=tekst&id=245 ] @@@ .
|
|
| | | | |  | 9 na 9 | Fizyk (17637 punktów) | > Skąd się wzięły prawa fizyki?Prawa fizyki wzięły się z elementarnych symetrii otaczającego nas świata. Polecam zapoznać się z twierdzeniem Noether.  Na przykład, prawo zachowania energii bierze się z symetrii przesunięcia w czasie, co znaczy, że te same warunki początkowe dają ten sam przebieg zjawisk, niezależnie od chwili ich ustawienia - czy dziś, czy jutro, czy kiedykolwiek indziej. Prawo zachowania pędu wynika z podobnej symetrii przesunięcia w przestrzeni, prawo zachowania krętu - z izotropią przestrzeni, itd.
|
|
| | | | | |  | -1 na 5 | worek kości (2937 punktów) | >> Skąd się wzięły prawa fizyki? >Prawa fizyki wzięły się z elementarnych symetrii otaczającego nas świata.
To najpierw był otaczający nas świat, a potem dopiero fizyka? Nie jest to przypadkiem pomieszanie przyczyny ze skutkiem? Świat nie mógłby powstać, gdyby prawa fizyki były inne niż są. A skąd się wzięła symetria? Nie liczę, że odpowiesz, nikt tego nie wie, ale problem jest ciekawą gimnastyką dla umysłu.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 5 na 7 | Alicja Duda (25557 punktów) | > To najpierw był otaczający nas świat, a potem dopiero fizyka? Nie jest to przypadkiem pomieszanie przyczyny ze skutkiem? Świat nie mógłby powstać, gdyby prawa fizyki były inne niż są. A skąd się wzięła symetria? Nie liczę, że odpowiesz, nikt tego nie wie, ale problem jest ciekawą gimnastyką dla umysłu.Brawo! ten wywód to prawie jak religia!  Przeczytaj co napisałeś i zastanów się nad logiką twojej wypowiedzi. Ale i tak należą ci się brawa bo na koniec roku rozśmieszyłeś mnie do łez.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | | | | |  | | worek kości (2937 punktów) | > Brawo! ten wywód to prawie jak religia!  > Przeczytaj co napisałeś i zastanów się nad logiką twojej wypowiedzi.> Ale i tak należą ci się brawa bo na koniec roku rozśmieszyłeś mnie do łez.Wyjaśnij mi tą dowcipność i nielogiczność.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | |  | 11 na 11 | Fizyk (17637 punktów) | > >> Skąd się wzięły prawa fizyki?> > Prawa fizyki wzięły się z elementarnych symetrii otaczającego nas świata.> To najpierw był otaczający nas świat, a potem dopiero fizyka? Nie jest to przypadkiem pomieszanie przyczyny ze skutkiem?Nie ma tu przyczyn ani skutków, bo nie ma tu następstwa czasowego. Jest tylko logiczne wynikanie, np. jeżeli istnieje symetria obrotu w przestrzeni, to moment pędu musi być zachowany. > Świat nie mógłby powstać, gdyby prawa fizyki były inne niż są.Wśród kosmologów istnieje silne podejrzenie, że prawa fizyki nie mogą być inne niż są. Ponieważ zdajesz się być teistą, podam Ci ten problem w słowach Einsteina Cytat:Czy Bóg miał jakikolwiek wybór przy stworzeniu świata? Chociaż nie mamy jeszcze pełnej odpowiedzi na to pytanie, to w miarę rozwikływania coraz wcześniejszych etapów Wielkiego Wybuchu, coraz mniej jest tu swobody i zdajemy się zbliżać do kategorycznego "Nie, nie miał żadnego". (A jeśli tak było, to do czego był w ogóle potrzebny możesz odpowiedzieć sobie sam.) > A skąd się wzięła symetria?Symetria to prostota niewymagająca wyjaśnienia. Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się np. dlaczego jak obrócisz linijkę, to nie zmienia ona swej długości? Gdyby zmieniała, to byś dopiero pytał się dlaczego tak się dzieje. Brak symetrii a nie jej obecność wymaga wyjaśnienia. To spontaniczne łamanie symetrii doprowadziło Wszechświat od początkowej prostoty do obecnej różnorodności.
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) | >>>> Skąd się wzięły prawa fizyki? >>> Prawa fizyki wzięły się z elementarnych symetrii otaczającego nas świata.
Moim zdaniem powinieneś napisać książkę która by przekładała jezyk terminologi fizyki naukowej na ludzki, podobnie jak Krotka historia czasu.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Skąd się wzięły prawa fizyki? >>>>>Prawa fizyki wzięły się z elementarnych symetrii otaczającego nas świata. >Moim zdaniem powinieneś napisać książkę która by przekładała język terminologi fizyki naukowej na ludzki, podobnie jak Krótka historia czasu. Zamawiam egzemplarz!
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | -3 na 7 | worek kości (2937 punktów) | > >>> Skąd się wzięły prawa fizyki?> >> Prawa fizyki wzięły się z elementarnych symetrii otaczającego nas świata.No ok, to jakbyś mógł to opisać na konkretnym przykładzie. W jakim sensie np. prawo grawitacji wyłoniło się z elementarnych symetrii otaczającego nas świata? > > To najpierw był otaczający nas świat, a potem dopiero fizyka? Nie jest to przypadkiem pomieszanie przyczyny ze skutkiem?> Nie ma tu przyczyn ani skutków, bo nie ma tu następstwa czasowego. Jest tylko logiczne wynikanie, np. jeżeli istnieje symetria obrotu w przestrzeni, to moment pędu musi być zachowany.Ale omawiasz tutaj obiekty, które zdążyły zaistnieć oraz zostały wprawione w ruch, ruch, który można opisać odpowiednim wzorem fizycznym. Mówisz po prostu - świat powstał razem z fizyką. Gdyby nie było świata, nie byłoby fizyki, gdyby nie było fizyki, nie byłoby świata. > > Świat nie mógłby powstać, gdyby prawa fizyki były inne niż są.> Wśród kosmologów istnieje silne podejrzenie, że prawa fizyki nie mogą być inne niż są. Ponieważ zdajesz się być teistą, podam Ci ten problem w słowach Einsteina> Cytat:Czy Bóg miał jakikolwiek wybór przy stworzeniu świata? Chociaż nie mamy jeszcze pełnej odpowiedzi na to pytanie, to w miarę rozwikływania coraz wcześniejszych etapów Wielkiego Wybuchu, coraz mniej jest tu swobody i zdajemy się zbliżać do kategorycznego "Nie, nie miał żadnego". (A jeśli tak było, to do czego był w ogóle potrzebny możesz odpowiedzieć sobie sam.)Na co można by odpowiedzieć - Bóg nie miał innego wyboru podczas stwarzania świata, ponieważ ten świat, który stworzył, jest światem najlepszym z możliwych. Nie da się praw fizyki poprawić, wszystkie są idealne.
bembergiem w berg
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >Ale omawiasz tutaj obiekty, które zdążyły zaistnieć oraz zostały wprawione w ruch, Czyżby? Czy ktoś tu twierdzi, jakoby istniał kiedykolwiek "stan spoczynku obiektów"?
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Na co można by odpowiedzieć - Bóg nie miał innego wyboru podczas stwarzania świata, ponieważ ten świat, który stworzył, jest światem najlepszym z możliwych. Nie da się praw fizyki poprawić, wszystkie są idealne. Co znaczy: "Można by odpowiedzieć"? Odpowiadasz czy nie? Kolejna trollowatość, pysknięcie byle pysknąć? Z wyznaniem wiary dyskusji przecież nie ma, a jeśli coś w ogóle myślisz na ten temat to mów co myślisz i bierz za to odpowiedzialaność. A czemu akurat pokrętnemu czubkowi z opowieści katolickich miałoby zależeć na idealnych prawach fizyki skoro olał idealnych aniołów i ludzi? Wiesz coś na ten temat, znasz Go na tyle?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) | > To najpierw był otaczający nas świat, a potem dopiero fizyka? Nie jest to przypadkiem pomieszanie przyczyny ze skutkiem?Polecam artykuł: www.racjonalista.pl/kk.php/s,8604Nieustannie cos powstaje, trwa jakiś czas, i się zapada. Ta sama fizyka tym powoduje.
|
|
| | |  | 11 na 11 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >No sorry, ale fakt, że nikt Hellera z KK nie chce wykluczyć, świadczy chyba o tym, że organizacja ta wbrew pozorom wcale nie jest tak zamknięta na swobodną wymianę myśli, jakby się to tutejszym racjonalistom wydawało. Może poda Pan jakieś źródła tego "nikt". Pamiętam artykuły z poważniejszej prasy katolickiej, że parę osób jednak by chciało, tyle tylko z rachunku wyników wychodzi, że Kościołowi bardzo by się to nie opłaciło. Natomiast świadomość heretyckości Życińskiego i Hellera w kościelnym środowisku zainteresowanych jest powszechną.
>Może dla Ciebie nieskuteczna, masz prawo do swojej opinii. Tymczasem dla części katolików, którym się chce do książek Hellera zajrzeć, próba ta o ile nie musi być skuteczną, to przynajmniej wydaje się ciekawa. No i to nie są prawdy objawione, tylko filozoficzne argumenty, z którymi można się spierać. A tutaj jakieś dziwne pretensje - bądź księdzem! Nie bądź zakłamany! Jestem tylko nominalnym katolikiem, ale do książek obu księży zaglądałem i chętnie bym podyskutował o Bogu ks. Hellera i o tym co ten Bóg ma wspólnego z Bogiem z Magisterium Kościoła i teologii katolickiej.
>Wytykanie komuś niekonsekwencji, bo on "jako ksiądz" nie powinien przecież tego mówić, to marna sofistyka, tchórzliwe unikanie dyskusji. Proszę wybaczyć, ale dla normalnie myślącego człowieka jest różnicą czy o Bogu mówi świecki, czy kapłan. Gdy kapłan nie uznaje istnienia "Boga osobowego" i szuka go gdzieś wśród "demiurgów", to zupełnie uprawnionym jest zadawanie pytania: Jakiego Kościoła jest to kapłan? Chyba że też zgadzamy się na istnienie "nominalnych" księży katolickich?
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Proszę wybaczyć, ale dla normalnie myślącego człowieka jest różnicą czy o Bogu mówi świecki, czy kapłan. Gdy kapłan nie uznaje istnienia "Boga osobowego" i szuka go gdzieś wśród "demiurgów", to zupełnie uprawnionym jest zadawanie pytania: Jakiego Kościoła jest to kapłan? Chyba że też zgadzamy się na istnienie "nominalnych" księży katolickich?
Wystarczy zgodzić się, że jakolwiek zupełnie innego stopnia, w ramach sruktur KK tez istnieje jakaś wolność poglądów i dyskusja. Europejska nauka i filozofia rozwijały się calkiem nieźle przez ponad tysiąc lat w środowisku "koscielnym".
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Proszę wybaczyć, ale dla normalnie myślącego człowieka jest różnicą czy o Bogu mówi świecki, czy kapłan. Gdy kapłan nie uznaje istnienia "Boga osobowego" i szuka go gdzieś wśród "demiurgów", to zupełnie uprawnionym jest zadawanie pytania: Jakiego Kościoła jest to kapłan? Chyba że też zgadzamy się na istnienie "nominalnych" księży katolickich?> Wystarczy zgodzić się, że jakolwiek zupełnie innego stopnia, w ramach sruktur KK tez istnieje jakaś wolność poglądów i dyskusja."jakowiek" i "jakaś" - to się zgadzam. Aby nie przypominać co drobniejszych, to znam i Augustyna i Tomasza. Szkoda, iż Pan np. tu nie włączył się w dyskusję: www.racjonalista.pl/forum.php/s,531808> Europejska nauka i filozofia rozwijały się calkiem nieźle przez ponad tysiąc lat w środowisku "koscielnym".Który tysiąc? I co to znaczy - "całkiem nieźle"? ------------------------------------------------ Czy to jest odpowiedź na pytanie? Proszę wybaczyć, ale dla normalnie myślącego człowieka jest różnicą czy o Bogu mówi świecki, czy kapłan. Gdy kapłan nie uznaje istnienia "Boga osobowego" i szuka go gdzieś wśród "demiurgów", to zupełnie uprawnionym jest zadawanie pytania: Jakiego Kościoła jest to kapłan? Chyba że też zgadzamy się na istnienie "nominalnych" księży katolickich?Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Który tysiąc? I co to znaczy - "całkiem nieźle"?
To znaczy, że nawet poza mitycznym średniowieczem zepsuci księża potrafili dokonać rzeczy wielkich intelektualnie. Współczesna genetyka też się narodziła w zakonie. Gdyby Mendel miał nieszczęście byc osądzany przez "racjonalistycznych" moralistów z tego forum, wywaliliby jego "zakłamaną" naukę do kosza.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Który tysiąc? I co to znaczy - "całkiem nieźle"?> To znaczy, że nawet poza mitycznym średniowieczem zepsuci księża potrafili dokonać rzeczy wielkich intelektualnie.Dalej nie rozumiem ani sensu Pańskich wypowiedzi, ani Pańskich frustracji? Czy chce Pan powiedzieć, że ci "zepsuci księża potrafili dokonać rzeczy wielkich intelektualnie", a ci niezepsuci działali w inkwizycji czyli policji myśli. Jeszcze raz pytam o jakie tysiąclecie Panu chodzi? Osobiście uważam, że przez całe dwa tysiące lat wśród wyświęconych znajdywali się ludzie mądrzy, a w czasach gdy Kościół zdominował całkowicie naukę raczej poza wyświęconymi odnajdywać się nie mogli. > Współczesna genetyka też się narodziła w zakonie. Gdyby Mendel miał nieszczęście być osądzany przez "racjonalistycznych" moralistów z tego forum, wywaliliby jego "zakłamaną" naukę do kosza.Nie mam zwyczaju wypowiadać się na tematy, o których nie mam zielonego pojęcia. Pan - pomimo wieloletniego udziału w naszym forum - nie wie nic o racjonalizmie, a feruje wyroki. To przypomina mi ludzi świecie wierzących w jedyno-słuszność własnej prawdy, a przecież Pan jest myślącym człowiekiem. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | Mówiąc krótko: dyskredytowanie Hellera jako naukowca za to, że jest księdzem, jest równie słabe jak dyskredytowanie go jako księdza, za to, że jest naukowcem. Nie wiem jak można jaśniej.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Mówiąc krótko: dyskredytowanie Hellera jako naukowca za to, że jest księdzem, jest równie słabe jak dyskredytowanie go jako księdza, za to, że jest naukowcem. Nie wiem jak można jaśniej. Ja zaś nie wiem, jak można bardziej ściemniać? Rozmowa tu się zaczęła: Proszę wybaczyć, ale dla normalnie myślącego człowieka jest różnicą czy o Bogu mówi świecki, czy kapłan. Gdy kapłan nie uznaje istnienia "Boga osobowego" i szuka go gdzieś wśród "demiurgów", to zupełnie uprawnionym jest zadawanie pytania: Jakiego Kościoła jest to kapłan? Chyba że też zgadzamy się na istnienie "nominalnych" księży katolickich? Co to ma wspólnego z Pańską konstatacją: "dyskredytowanie Hellera jako naukowca za to, że jest księdzem, jest równie słabe jak dyskredytowanie go jako księdza, za to, że jest naukowcem". To ja już nie wiem? Rodzi się tylko we mnie pytanie, czy sam Pan siebie rozumie?
Pan Sylwek: Co do zasady wywodzi się z Wittgensteina, i to twórca tej metody, he he, "poznania", wykazał później jej nędzę tworząc koncepcję "gier językowych". Jakoś dla mnie Pańskie gierki językowe są mało zabawne i mało konstruktywne, ale może innych bawią i są w pełni zrozumiałe.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Zaczynam się zastaanwiać skąd ta troska o religijną prawomyślność Hellera. No chyba jednak w tym watku niedwuznacznie wynika ona z rozważania Hellera prawomyślności w ogóle? Ale może nie, chyba faktycznie nie wiem co czytam.
Życzę miłego dnia.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Zaczynam się zastaanwiać skąd ta troska o religijną prawomyślność Hellera. Niech więc zastanawia się Pan dalej. Mnie ona po prostu bawi i to nie w kontekście samego księdza profesora, a w kontekście instytucji Kościoła Katolickiego i jego doktryny religijnej, w którą wierzą święcie katolicy, ale nie wszyscy mają takie samo poczucie humoru i Pana akurat to nie bawi.
>No chyba jednak w tym watku niedwuznacznie wynika ona z rozważania Hellera prawomyślności w ogóle? Dla racjonalistów z myśli księdza Hellera niedwuznacznie wynika jak bardzo religijna doktryna - pomimo utrzymywanych na siłę pozorów - nie trzyma się kupy.
>Ale może nie, chyba faktycznie nie wiem co czytam. Ja też odnoszę takie wrażenie i to mnie dosyć dziwi. Może wstał Pan nie tą nogą co trzeba, albo spotkała Pana jakaś przykrość od kogoś miłego i tu chce Pan odreagować. Nie wiem i nie rozumiem?
Życzę miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Zaczynam się zastanawiać skąd ta troska o religijną prawomyślność Hellera.
Nie o religijną prawomyślność Hellera a o intelektualną jakość oferty Kościoła Rzymsko-Katolickiego tu chodzi. Przypadek prof. Hellera pokazuje, że oferta ta jest nie do zaakceptowania przez rzetelnego naukowca.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Nie o religijną prawomyślność Hellera a o intelektualną jakość oferty Kościoła Rzymsko-Katolickiego tu chodzi. Przypadek prof. Hellera pokazuje, że oferta ta jest nie do zaakceptowania przez rzetelnego naukowca.
Oferta intelektualna BBC też nie, ale nie widzę wątków poświęconych racjonalnej ekskomunice Davida Attenborough.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | rysiek (4593 punktów) | Czy mógłbyś uzasadnić to porównanie?
|
|
| | |  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | > >>No sorry, ale fakt, że nikt Hellera z KK nie chce wykluczyć, świadczy chyba o tym, że organizacja ta wbrew pozorom wcale nie jest tak zamknięta na swobodną wymianę myśli, jakby się to tutejszym racjonalistom wydawało. ... hmmm, podoba mi się nawet ten tok myślenia. Skoro niewykluczenie Hellera z KRK jest oznaką popierania jego poglądów - to znaczy, że KRK popiera również poglądy "ojca dyrektora". A ten nadal sieje nienawiść do wszystkiego co "niekatolickie". Nareszcie ktoś to zauważył, i to nie ateista... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) | >... hmmm, podoba mi się nawet ten tok myślenia. Skoro niewykluczenie Hellera z KRK jest oznaką popierania jego poglądów - to znaczy, że KRK popiera również poglądy "ojca dyrektora". Ba! KRK nie wyklucza, pazurami trzyma nawet ateistów/apostatów... popiera zatem zapewne również ateizm. Taki kościelny tok ....hmmm.... myślenia zaszczepiono i workowi kości, a on się z tego cieszy i chyba nawet jest dumny z siebie.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >... hmmm, podoba mi się nawet ten tok myślenia. Skoro niewykluczenie Hellera z KRK jest oznaką popierania jego poglądów - to znaczy, że KRK popiera również poglądy "ojca dyrektora".> Ba! KRK nie wyklucza, pazurami trzyma nawet ateistów/apostatów... popiera zatem zapewne również ateizm.> Taki kościelny tok ....hmmm.... myślenia zaszczepiono i workowi kości, a on się z tego cieszy i chyba nawet jest dumny z siebie.... hmmm, z tego samozadowolenia nie będę go już rozliczał. Zostawię to jego "niebieskiemu przełożonemu" - jeżeli istnieje... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
2 na 2 | sinapis (1725 punktów) | > Co na to wszystko koledzy forumowicze ?Że Michaś, zorientowawszy się, iż kiepsko mu idzie wyścig na fizycznej kobyle, przesiadł się na religijną i tu idzie mu wyraźnie lepiej - nobla mu nie dali, a templetona i owszem  "Męty są ciemne i patrzą przez to na głębię" (Lem "Wizja lokalna")
|
|
4 na 4 | makoshika (1454 punktów) | Tytuły profesorskie nie chronią przed byciem amoralnym. Nawet nie chodzi o to, że zjadanie ciała dawno nie żyjącego człowieka i popijanie go jego własną krwią (taki posiłek codziennie spożywa profesor Heller), jest nonsensowne z punktu widzenia nauki. To jest najzwyczajniej amoralne z punktu widzenia funkcjonowania w społeczeństwie, które naukę powinno uprawiać ku swej pomyślności, nie zaś dla uzasadniania przesądów utrzymujących owo społeczeństwo w posłuszeństwie. Ku pomyślności, dodam, kasty, z której wywodzi się Heller, a która toleruje go tylko dlatego, że jest użyteczny. Co gorsza, mam wrażenie, że Heller zdaje sobie z tego sprawę. I co stawia go w baaardzo, baaardzo złym świetle nie jako naukowca, lecz jako człowieka.
Po przeczytaniu ostatniego zdania zastanowiłem się trochę. Jednak po namyśle twierdzenie w nim zawarte podtrzymuję w całości. Utwierdzają mnie w tym wielokrotnie spotykane u Hellera odwołania do Dawkinsa, które wyglądają jak sąd kapturowy (inkwizycyjny?) nad bezbożnikiem - bez przytaczania dat i miejsc cytatów, z cwaniackim wyrywaniem zdań z kontekstu, ustawianiem przeciwnika w rogu, w którym on nigdy nie chciałby stanąć i walenie go po pysku bez prawa zabrania głosu... Heller wie, że Dawkins nie ma szans na ripostę, ale mimo to zachowuje się tak, jakby prowadził z nim dyskusję (czy Dawkins w ogóle chciałby?), co jest zabiegiem dość podłym z arsenału najprymitywniejszej sojotechniki. Nieładnie zabawia się pan profesor, oj, nieładnie.
|
|
 | | worek kości (2937 punktów) | Jedna wypowiedź, a tyle wątków. Najpierw komentarz odnoszący się do higieny dyskusyjnej, który potraktuję jako motto dla mojej wypowiedzi. Jest więc źle, gdy ktoś prowadzi polemikę w taki oto sposób: Cytat:bez przytaczania dat i miejsc cytatów, z cwaniackim wyrywaniem zdań z kontekstu, ustawianiem przeciwnika w rogu, w którym on nigdy nie chciałby stanąć i walenie go po pysku bez prawa zabrania głosu. Po czym (chociaż czasowo wcześniej) następuje taka życzliwa charakterystyka upodobań kulinarnych Hellera: > Tytuły profesorskie nie chronią przed byciem amoralnym. Nawet nie chodzi o to, że zjadanie ciała dawno nie żyjącego człowieka i popijanie go jego własną krwią (taki posiłek codziennie spożywa profesor Heller), jest nonsensowne z punktu widzenia nauki.Czy aby na pewno Heller myśli tak prymitywnie o Eucharystii, czy jest to właśnie "ustawiania przeciwnika w rogu"? > To jest najzwyczajniej amoralne z punktu widzenia funkcjonowania w społeczeństwie, które naukę powinno uprawiać ku swej pomyślności, nie zaś dla uzasadniania przesądów utrzymujących owo społeczeństwo w posłuszeństwie. Ku pomyślności, dodam, kasty, z której wywodzi się Heller, a która toleruje go tylko dlatego, że jest użyteczny.No tak, czyli głównym celem KK jest trzymanie ludzi w ciemnym posłuszeństwie. A imputowanie adwersarzowi niemoralnych motywacji nie jest ustawianiem go w wygodnym rogu? > Co gorsza, mam wrażenie, że Heller zdaje sobie z tego sprawę. I co stawia go w baaardzo, baaardzo złym świetle nie jako naukowca, lecz jako człowieka.No, wrażenie mieć można, ale czy nie trąci ono tutaj telepatią? Czy czytanie w myślach i wyciąganie z tego wniosku, że przeciwnik ma umysł skażony niegodziwością, nie będzie ustawianiem w rogu? No i gdzie te daty i cytaty... > Po przeczytaniu ostatniego zdania zastanowiłem się trochę. Jednak po namyśle twierdzenie w nim zawarte podtrzymuję w całości.Jaki to musiał być zacięty bój z myślami! > Utwierdzają mnie w tym wielokrotnie spotykane u Hellera odwołania do Dawkinsa, które wyglądają jak sąd kapturowy (inkwizycyjny?) nad bezbożnikiem - bez przytaczania dat i miejsc cytatów, z cwaniackim wyrywaniem zdań z kontekstu, ustawianiem przeciwnika w rogu, w którym on nigdy nie chciałby stanąć i walenie go po pysku bez prawa zabrania głosu...A jakieś daty i, że tak się nieśmiało zapytam, cytaty? > Heller wie, że Dawkins nie ma szans na ripostę, ale mimo to zachowuje się tak, jakby prowadził z nim dyskusję (czy Dawkins w ogóle chciałby?)Tak się składa, że Heller i Dawkins mieli okazję oficjalnie spotkać się na debacie BBC - God under the microscope: www.youtube.com/watch?v=2gTYFolrpNU> co jest zabiegiem dość podłym z arsenału najprymitywniejszej sojotechniki. Nieładnie zabawia się pan profesor, oj, nieładnie.No widzi, a jakby się dłużej pozastanawiał, to może by się od takich pochopnych oskarżeń powstrzymał.
bembergiem w berg
|
|
|  | 13 na 13 | Fizyk (17637 punktów) | > Tak się składa, że Heller i Dawkins mieli okazję oficjalnie spotkać się na debacie BBC - God under the microscope: www.youtube.com/watch?v=2gTYFolrpNUI tak się składa, że w 19-tej minucie tej debaty Heller stwierdza, że religia była, jest i będzie w konflikcie z nauką. Jest to czysta herezja, jawnie przecząca temu co Kościół Rzymsko-Katolicki oficjalnie głosi.
|
|
| |  | | worek kości (2937 punktów) | > > Tak się składa, że Heller i Dawkins mieli okazję oficjalnie spotkać się na debacie BBC - God under the microscope: www.youtube.com/watch?v=2gTYFolrpNU> I tak się składa, że w 19-tej minucie tej debaty Heller stwierdza, że religia była, jest i będzie w konflikcie z nauką.Tak, ale nie mówi, że wynika to z doktryny KK, tylko z "mentalności" poszczególnych członków Kościoła, którzy są skłonni wierzyć w różne przesądy. Rolą nauki, o czym Heller mówi w dalszej części, jest również oczyszczenie samej religii ze szkodliwych zabobonów. > Jest to czysta herezja, jawnie przecząca temu co Kościół Rzymsko-Katolicki oficjalnie głosi.KK może sobie głosić różne rzeczy, a przeciętny katolik, co pokazały niedawne sondaże we Włoszech, w razie potrzeby pomodli się do Jezusa jako 6 w kolejce, przed innymi świętymi. W mentalności tzw. katolików-nieświadomych, deklaracyjnych, nie ma żadnej sprzeczności w rozumieniu swojej religii na modłę politeistyczną, w chodzeniu do kościoła w niedzielę, a do wróżki w sobotę, a nawet wiara w zbawienię i reinkarnację jednocześnie. To o tych różnicach w mentalności "ludzi Kościoła" i naukowców mówi Heller, i to tutaj dopatruje źródła konfliktów.
bembergiem w berg
|
|
|  | 1 na 1 | panTeista (6808 punktów) | >No tak, czyli głównym celem KK jest trzymanie ludzi w ciemnym posłuszeństwie.
Tu się z wami zgadzam.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
 | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Tytuły profesorskie nie chronią przed byciem amoralnym. Nawet nie chodzi o to, że zjadanie ciała dawno nie żyjącego człowieka i popijanie go jego własną krwią (taki posiłek codziennie spożywa profesor Heller), jest nonsensowne z punktu widzenia nauki. To jest najzwyczajniej amoralne z punktu widzenia funkcjonowania w społeczeństwie, które naukę powinno uprawiać ku swej pomyślności
Ty serio? To własnie przez okno wywaliłes 90% współczesnej nauki uprawianej dla pozyskania patentów i aplikacji, które da się zmonetyzować.
|
|
|  | 2 na 2 | makoshika (1454 punktów) | >>Tytuły profesorskie nie chronią przed byciem amoralnym. Nawet nie chodzi o to, że zjadanie ciała dawno nie żyjącego człowieka i popijanie go jego własną krwią (taki posiłek codziennie spożywa profesor Heller), jest nonsensowne z punktu widzenia nauki. To jest najzwyczajniej amoralne z punktu widzenia funkcjonowania w społeczeństwie, które naukę powinno uprawiać ku swej pomyślności >Ty serio? To własnie przez okno wywaliłes 90% współczesnej nauki uprawianej dla pozyskania patentów i aplikacji, które da się zmonetyzować.
To jest właśnie to czego nie trawię u Hellera - ustawianie przeciwnika w rogu z powodu czegoś, czego przeciwnik nigdy nie powiedział i walenie w niego, jak w bęben. Żeby było jasne. Mniej więcej od czasów Adama Smitha, który to zwerbalizował, wiadomo, że w gospodarce rynkowej, bardziej niż w jakiejkolwiek innej, egoizm jednostek może z powodzeniem budować pomyślność ogółu. Tłumacząc na współczesny: "90% współczesnej nauki uprawianej dla pozyskania patentów i aplikacji, które da się zmonetyzować", prędzej czy później ma szansę służyć pomyślności ogółu. Tylko tyle chciałem powiedzieć i aż tyle. Ja dostrzegam tę zależność i jest to dla mnie oczywiste.
|
|
| |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
> Żeby było jasne. Mniej więcej od czasów Adama Smitha, który to zwerbalizował, wiadomo, że w gospodarce rynkowejMniej więcej od czasów Marksa wiadomo, że kapitalistyczna walka klas doprowadzi do upadku systemu i stworzenia prawdziwie egalitarnego społeczeństwa komunistycznego. A serio: ekonomia to pseudonauka, pamiętaj o tym: leiterrepo(*)g/2004/10/is_economics_a_.htmlPS: nie, kapitalizacja nauki służy czemuś dokładnie przeciwnemu: coraz bardziej podkopuje fundament nauki jakim sa badania podstawowe, która z natury rzeczy nie mogą rościc sobie ambicji aplikacyjnych. Ale to one tez zawsze były źródłem największych innowacji.
|
|
| | |  | 5 na 5 | makoshika (1454 punktów) |
> Mniej więcej od czasów Marksa wiadomo, że kapitalistyczna walka klas doprowadzi do upadku systemu i stworzenia prawdziwie egalitarnego społeczeństwa komunistycznego.> A serio: ekonomia to pseudonauka, pamiętaj o tym: leiterrepo(*)g/2004/10/is_economics_a_.html> PS: nie, kapitalizacja nauki służy czemuś dokładnie przeciwnemu: coraz bardziej podkopuje fundament nauki jakim sa badania podstawowe, która z natury rzeczy nie mogą rościc sobie ambicji aplikacyjnych. Ale to one tez zawsze były źródłem największych innowacji.Niestety, muszę powtórzyć, że podążasz prostą drogą erystycznych osiągnięć Hellera. Bo czemu niby ma służyć ten wtręt z Marksa (wyjątkowo obrzydliwy w naszym, polskim kontekście), jeśli nie wyłącznie zohydzeniu poglądów antagonisty? Podobnie jest z ekonomią jako "pseudonauką", z czym absolutnie się zgadzam, ale dla ciebie jest to dobra okazja, żeby kogoś postawić do kąta, choć ten ktoś wskazał tylko na jeden ze sprawdzalnych i udowodnionych aspektów myśli Smitha. Co do badań podstawowych... Szanuję, ale absolutyzowanie ich znaczenia jako źródła "największych innowacji" wymagałoby dłuższego wywodu, a nie tylko gołosłownego stwierdzenia, w istocie tylko dowodzącego pogardy dla common rail i automatycznych ołówków.
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Niestety, muszę powtórzyć, że podążasz prostą drogą erystycznych osiągnięć Hellera.
Może też jestem księdzem i z tego wynika moja nieprawość?
>Bo czemu niby ma służyć ten wtręt z Marksa (wyjątkowo obrzydliwy w naszym, polskim kontekście
Marks to wybitny filozof, jeśli odwołania doń są "obrzydliwe" w PL_kontekście, to co najwyżej świadczy to o nędzy kontekstu.
>jeśli nie wyłącznie zohydzeniu poglądów antagonisty?
Cóż poradzić, że neoliberalna dogmatyka o wszechdobroci kapitalizmu jawi mi się równie ohydną co rojenia o komunistycznej równości?
>Podobnie jest z ekonomią jako "pseudonauką", z czym absolutnie się zgadzam
Aha
>jeden ze sprawdzalnych i udowodnionych aspektów myśli Smitha
Kto to sprawdził i udownodnił? Bo rozumiem, że nie ekonomiści - wszak zgodziłeś się, że ekonomia to pseudonauka?
>Szanuję, ale absolutyzowanie ich znaczenia jako źródła "największych innowacji" wymagałoby dłuższego wywodu, a nie tylko gołosłownego stwierdzenia, w istocie tylko dowodzącego pogardy dla common rail i automatycznych ołówków.
Panie, co mam wymieniac? Każdą znaczącą teorię naukową? Przecie prawie żadna nie powstała w celu zastosowań apliakcyjnych. Współczesna fizyka rodziła się ze swobodnego teoretyzowania a nie inżynierskiej optymalizacji. Nim biotechnolodzy mogli sobie zacząć patentować geny trzeba było najpierw wymyślic genetykę, potem odkryc DNA, a potem zrozumieć mechanizmy replikacji, transkrypcji i translacji. Żadna z wymienionych rzeczy nie została odkryta w ramach czegokolwiek co przypominało by badanie w ramach "obiecujacyh kierunków o potencjalnie istotnych zastosowaniach".
|
|
| | | | |  | | makoshika (1454 punktów) |
>Może też jestem księdzem i z tego wynika moja nieprawość?
To by wszystko wyjaśniało.
>Cóż poradzić, że neoliberalna dogmatyka o wszechdobroci kapitalizmu jawi mi się równie ohydną co rojenia o komunistycznej równości?
Zastanów się, człowieku nad sobą. W życiu trzeba coś wybrać, a ty nawet nie jesteś jak rozkapryszone dziecko, tylko jesteś zgorzkniałym abnegatem w sile wieku. Ale czemu się dziwić, skoro zaprowadziło cię to do seminarium duchownego? Chociaż może to i lepiej, bo dlaczego miałbyś komus zatruwać życie rodzinne?
>>jeden ze sprawdzalnych i udowodnionych aspektów myśli Smitha >Kto to sprawdził i udownodnił? Bo rozumiem, że nie ekonomiści - wszak zgodziłeś się, że ekonomia to pseudonauka?
Życie udowodniło. Zmysł obserwacji. Nie trzeba być wyjątkowo bystrym, żeby zauważyć, iż egoizm piekarza leży w moim interesie. Podobnie jak nienasycona żądza zysku Steve'a Jobsa (rip). A także marzenia i pasje ludzi z CERN-u.
Pa!
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Może też jestem księdzem i z tego wynika moja nieprawość? >To by wszystko wyjaśniało. Co by wyjaśniało?
>>>>Cóż poradzić, że neoliberalna dogmatyka o wszechdobroci kapitalizmu jawi mi się równie ohydną co rojenia o komunistycznej równości? >Zastanów się, człowieku nad sobą. W życiu trzeba coś wybrać, A dlaczego musi istnieć konieczność wyboru pomiędzy ideologicznymi głupotami?
>a ty nawet nie jesteś jak rozkapryszone dziecko, tylko jesteś zgorzkniałym abnegatem w sile wieku. To słowo pochodzenia łacińskiego (łac. abnegatio = 'odmowa, wyparcie się'), którym określa się kogoś niedbającego o swój wygląd zewnętrzny (polskim odpowiednikiem tego słowa jest flejtuch) Fajne takie rozkapryszone dzieci o takiej wiedzy jaką reprezentuje tu pan Sylwek i rzeczywiście może go trafiać, gdy napotyka flejtuchów słowa.
>Ale czemu się dziwić, skoro zaprowadziło cię to do seminarium duchownego? Gdy napiszę, że może jestem długonogą panienką, to Pan wyciągnie wniosek, że zaprowadziło mnie to burdelu. Nie jest Pan zbyt pochopny w ocenach?
>Chociaż może to i lepiej, bo dlaczego miałbyś komus zatruwać życie rodzinne? A Pan jest całkowicie pewien swojego związku? Niczego Pan partnerowi nie zatruwa?
>jeden ze sprawdzalnych i udowodnionych aspektów myśli Smitha >>>>Kto to sprawdził i udowodnił? Bo rozumiem, że nie ekonomiści - wszak zgodziłeś się, że ekonomia to pseudonauka? >Życie udowodniło. Zmysł obserwacji. Nie trzeba być wyjątkowo bystrym, żeby zauważyć, iż egoizm piekarza leży w moim interesie. W przeciwieństwie do Szanownego Pana jestem wyjątkowo tępym, gdyż moją wiedza i obserwacje każą mi twierdzić, że podstawowymi przyczynami wszelakiego ludzkiego zła na świecie są: pazerność na dobra doczesne, zaspakajanie chuci i wiara w jedynosłuszność wyznawanej doktryny. Może poważna lektura np. "Moralności mieszczańskiej" Marii Ossowskiej pozwoliło by zrozumieć Panu, że chciwość piekarza nie jest w Pańskim interesie, już na pewno nie jest nim nienasycona żądza zysku finansowych spekulantów.
>A także marzenia i pasje ludzi z CERN-u. Szanowny Panie, badania podstawowe są tylko źródłem ogromnych kosztów, a uczeni je prowadzący z trudem dorabiają się standardów życia klasy średniej. Zwolennicy maksymalizacji zysków nie mają nic wspólnego z marzeniami i pasjami uczonych.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
11 na 11 | Fizyk (17637 punktów) | > No i ostatni rodzynek z tegoż wywiadu: Cytat:Myslę, że Richard Dawkins walczy z takim Panem Bogiem, którego i ja nie uznaję, czyli z kiepską ideą Boga. Oczywiście, że Dawkins innego Boga nazywa urojeniem, bo bóg Hellera to nie bóg katolicki ani nawet chrześcijański. Heller używa słowa "Bóg" tylko do okraszenia swoich wykładów, które są ściśle naukowe. Za tym słowem Hellera nie stoi nawet żadna teologia. Równie dobrze Dawkins mógłby prowadzić swoje wykłady z biologii ewolucyjnej w sali z krucyfiksem i tylko na wstępie i w zakończeniu coś luźno bąknąć o Bogu - pewnie też zakosiłby nagrodę Templetona.
|
|
 | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Heller używa słowa "Bóg" tylko do okraszenia swoich wykładów, które są ściśle naukowe. Za tym słowem Hellera nie stoi nawet żadna teologia.Może i nie, ale na pewno stoi za nim wielka mistyfikacja. Otoczka tych wykładów cuchnie stęchlizną kruchty. W linkowanym filmiku godny uwagi jest wygłaszający słowo wstępne prof.dr. używający co i rusz zwrotu : "my, kosmologowie". Mówi np. o świętowaniu przez "naukowy Szczecin" rocznicy urodzin Grassmanna konferencją naukową i jako jedyne goszczone znakomitości wymienia dwóch laureatów Templetona! O Hellerze mówi "geniusz naszych czasów" i chwali go za wykonywanie "posługi kapłańskiej" czyli za co? Za co chwali kosmolog kosmologa? Za wskazywanie drogi przez durne bajki starożytnych, za odpuszczane grzechów w imieniu bożka, w którego ks.prof. nie wierzy? Mnie to zawsze zgrzyta, im nie.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
1 na 1 | Jacholek (5699 punktów) | @Damian Orzeszek Grasował na tym forum pod osłona nocy nie pozostawiając tu zadnej opinii czy oceny. Przyklad podziemnej działalności tzw. Trola ?
|
|
| sable (465 punktów) | > Wpadł mi w ręce ostatni numer Newsweek'a (1/2013)Toż to nie ostatni a pierwszy  Czyżby Newsweek to pismo katolickie, propagujące urywki z biblii "... ostatni będą pierwszymi..."
|
|
 | | Jacholek (5699 punktów) | > >Wpadł mi w ręce ostatni numer Newsweek'a (1/2013)> Toż to nie ostatni a pierwszy "Ostatni" to pojecie wzgledne, data numeru byla antycypowana. > Czyżby Newsweek to pismo katolickie, propagujące urywki z biblii "... ostatni będą pierwszymi..." > Nie sadze, w koncu inny popularny kaznodzieja, Holownia, opuscil Newsweek'a by przeniesc sie do innego, spokojniejszego czasopisma. A propos to oryginalny, amerykanski Newsweek konczy wydawanie edycji papierowej!
|
|
3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | Heller to ciekawa postać. Przy całym szacunku do posiadanej przezeń wiedzy i pomysłów, dziwię się, że używa w publikacjach takiego pojęcia-kukiełki "Filozofa", jak mniej więcej pojęcie "osoby wierzącej" na tym forum: "filozof" to ktoś niezbyt inteligentny, ograniczony w światopoglądzie i doświadczeniu, popełniający logiczne błędy, do tego zadufany.
Wydaje mi się, że konsekwencją tego nastawienia jest fakt, iż Heller poniekąd powiela pewne stare rozwiązania intelektualne, formułując je po swojemu i w przekonaniu, że jest świeży i nie zacofany. Potem dumnie walczy tymi "zdobyczami" z np. Berkeleyem albo Leibnizem.
We "Wszechświecie i filozofii" wprowadza pojęcie matematyczności świata, które w swoich cechach odpowiada temu, co zwykło nazywać się "formą". "Świat jest matematyczny" wygląda mi na mniej więcej "świat ma racjonalną formę" - ale tak Heller nie powie, za to powie, że "stawia taką hipotezę", nota bene dwa tysiące lat po Pitagorasie.
Znów, aby wzmocnić tę "hipotezę" opiera się na empirii i mówi, że probabilistyka świetnie wyjaśnia doświadczenie, że konsekwencja występująca w rzutach kostką świadczy o matematyczności świata. Tymczasem, jeśli stosować ścisłość jakiej sam wymaga od filozofów trzebaby go złapać za słowo i powiedzieć, że świadczy to tylko o matematyczności kostki, w dodatku jako przedmiotu zdefiniowanego bardzo po ludzku, co do którego mamy szereg matematycznych uprzedzeń i że poznaliśmy nie więcej niż 4% wszechświata wedle pewnych zadeklarowanych naukowych szacunków. Czemu rzutować własności jakiejkolwiek kostki na cały świat? Dalej znów pisze, że "usprawiedliwieniem metody empirycznej jest matematyczność świata", czym circulus viciosus się ostatecznie zamyka. Bardzo niefachowa filozoficzna robota.
Że jest filozującym naukowcem poznaję nie tylko po kpieniu z filozofów nie-naukowców ale i po próbach wysnuwania metafizycznych wniosków z fizycznych przesłanek. Bierze ze świata to, co racjonalne i ubrane w modele, to co skatalogowane w wykładach przyrodoznawstwa - aby propagować ideę, że cały świat ma model i jest matematyzowalny. Irracjonalne poglądy na rzeczywistość określa jako "wizje", bezwartościowe, dopóki nie zostaną logicznie przeformułowane. Tymczasem jego własny pogląd o totalnej matematyczności jest właśnie "wizją", którą traktuje dogmatycznie i ściśle nie uzasadnia ani nie wyjaśnia, jak gdybyśmy wszyscy wiedzieli czym jest owa platoniczna "Matematyka ostateczna" definiująca świat i rozumieli jej konieczność. Niby zdaje sobie sprawę, że jest Ona nieosiągalna intelektualnie przez ludzkość, ale jednocześnie wyraża przekonanie, że "odkryliśmy" jej spory fragment (fragment Boga zarazem) - to ma przekonać mnie, Ciebie i Derridę do jego ontologii z matplanety. W świetle tego, co się stało w matematyce w XX wieku to pogląd przestarzały i zbyt idealizujący. Matematyka rozpada się na wątki, ucieka poza ludzki horyzont umysłowy, zyskują w niej uznanie metody empiryczne, czyli niepewne, niewielka jej część ma zastosowanie w fizyce. "Matematyczność" Hellera wydaje się ekonomiczną konwencją zapisu obserwacji.
Heller deklaruje antyfundacjonizm "ogólny", wzorując się naiwnie na antyfundacjonizmie matematycznym - co jest podejrzane bo wymaga wielkiego nakładu pracy. Skoro bowiem każde zdanie fundamentalne trzeba w imię antyfundacjonizmu rozpatrywać na "tak" lub "nie" (conajmniej), to musiałby Heller konstruować 2^n systemów ontologicznych z n hipotetycznych założeń. Ale w jego wypowiedziach roi się od "z pewnością", "jest niewątpliwą prawdą", "musi być" i od niejawnego traktowania hipotez jako tez roztrzygniętych na "tak" - dzięki czemu przekonany jest nie do 2^n, tylko do jednej filozofii przyrody. Jeśli się jest filozoficznym antyfundacjonistą, to trzeba by milczeć, prawda?
Pamiętam, że wspominał też coś o "metodologii filozofii", co świadczy o jego ignorancji w dziedzinie. Cytuje Husserla, który co prawda deklarował "naukowość" filozofii ale stworzył system nieracjonalny, gdyby Heller pogrzebał, poczytał, to by go odrzuciło.
Na pewno warto czytać: krytycznie i na bieżąco redagować ołówkiem.
>Myslę, że Richard Dawkins walczy z takim Panem Bogiem, którego i ja nie uznaję, czyli z kiepską ideą Boga. Dawkins, kolejny zaślepiony dziadek. Jest taki doniosły moment w życiu naukowca, kiedy wydaje mu się, że dzięki badaniom w swojej dziedzinie odkrył jakąś głęboką prawdę w dziedzinie, którą się do tej pory w ogóle nie zajmował. To dobry moment na przejście na emeryturę.
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Że jest filozofującym naukowcem poznaję nie tylko po kpieniu z filozofów nie-naukowcówAkurat tu z księdzem profesorem się zgadzam. Trudno współcześnie uprawiać filozofię bez zgłębienia nauk przyrodniczych. Trudno, to wcale nie znaczy, iż jest to niemożliwym, ale wtedy to już potrzebne są konkretne przykłady. > ale i po próbach wysnuwania metafizycznych wniosków z fizycznych przesłanek.Tak, ten filozoficzno-teologiczny bałagan jest dosyć niepokojący i dlatego z zainteresowaniem przeczytałem pewną ciekawą próbę jego uporządkowania przedstawioną przez dr Bylicę. Polecam Pańskiej uwadze i wszystkich zainteresowanych: Piotr Bylica
Zarys modelu poziomów analizy w badaniach relacji nauki i religii
Streszczenie:
W artykule proponuję model podziału twierdzeń o rzeczywistości, różnicujący je pod względem stopnia ich empirycznego charakteru. Zaproponowany model ma ułatwiać analizę zagadnień z zakresu relacji nauki i religii. Na najwyższym poziomie znajdują się twierdzenia metafizyczne (w neopozytywistycznym rozumieniu kategorii "metafizyki"), czyli zupełnie nieempiryczne lub empirycznie całkowicie neutralne. Do najniższego poziomu zaliczają się twierdzenia o najwyższym stopniu empiryczności. Schemat zawiera też stopnie pośrednie. W artykule pokazuję, w jaki sposób na spotykane w literaturze stanowiska dotyczące relacji między twierdzeniami nauki i religii na temat świata, wpływa nieuwzględnianie poziomów analizy podejmowanych zagadnień. www.nauka-(*)/index.php?action=tekst&id=245Miłego dnia. @@@ .
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|