Racjonalista - Strona głównaDo treści
Religia w zerówce - szkoła publiczna

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
04-09-2013 09:23gothic (9 punktów)Religia w zerówce - szkoła publiczna
Ocena 6 na 6
Wiem, że stoję na z góry przegranej pozycji i nie liczę na to, że ktokolwiek mi coś doradzi, ale pozwólcie, że wyleję tutaj -na forum Racjonalisty - chociaż swoje gorzkie żale, bo już nic innego mi nie pozostało i nawet nie bardzo mam z kim o tym "porozmawiać". Może poczuję się nieco lepiej.

Córka zaczęła właśnie naukę w zerówce, w szkole publicznej, w małym 15 tysięcznym miasteczku. Już w czerwcu złożyłem wniosek z prośbą o organizację lekcji etyki zamiast religii, a jeśli okaże się to niemożliwe (co było w sumie do przewidzenia) prośbę o to, aby lekcja religii odbywała się na początku lub na końcu zajęć.

Rzeczywistość okazała się typowa dla naszego kraju. Na etykę szans brak (nikt więcej nie był chętny z całej szkoły), a religia pojawiła się (och, cóż za niespodzianka) w środku zajęć - i to nie 1 raz, a 2 razy w tygodniu (nawiasem, lekcji angielskiego brak w ogóle w planie).

W praktyce wygląda to bardzo kiepsko. Córka jest w czasie religii "karnie" wyprowadzana do całkiem innej grupy i obcej (jak mówi "złej i krzyczącej") pani, co w połączeniu z jej trudnościami (od zawsze) z adaptacją w grupie bardzo źle na nią wpływa. Tylko i wyłącznie z tego powodu nie chcę chodzić do szkoły (reszta się jej podoba), budząc się po nocach z płaczem.

Sprawa mnie męczy, tym bardziej, że to pierwsze dni w nowej szkole i wiem, że córce nie jest lekko. Tłumaczyliśmy jej te kwestię, ale pamiętajmy że to tylko 6 - letnie dziecko, które nie wszystko jeszcze rozumie. Mimo, że jak na swój wiek, jest bardzo mądra. Z pewnością jest to za wczesny wiek, aby wychowywać indywidualistkę czy też z detalami tłumaczyć zawiłe kwestię religijne (których zresztą nie rozumie 90% dorosłych).

Zastanawiam się już powoli, czy chodzenie na religię nie przyniesie jej mniejszych przykrości i strat niż niechodzenie. Dojdą jednak wtedy problemy z koniecznością każdorazowego "odczarowania" jej chłonnego umysłu od indoktrynacji, gdy wróci do domu. Może - nawet przypadkowo - wchodzić wtedy w polemikę z panią katechetką, co
również nie jest dobrym wyjściem. Poza tym religia w Polsce to "wolna amerykanka", jeśli chodzi o poruszane tam kwestie.

Rozmawiałem z dyrektorką, rozłożyła ręce, etyki nie będzie, planu nie może zmienić, bo "się nie da", a córka w czasie wolnym nie może być w świetlicy "ze swoją panią wychowawczynią", bo "jej pani" ma wtedy okienko i "szkoła jej za to nie płaci". Właściwie zapomniała dodać tylko "pocałujcie mnie Państwo w d....ę".

Aha, z góry dziękuje za wszelkie rady od "bojowniczych ateistów", którzy nie mają dzieci i są tylko mocni w gębie i teorii. Przypomnę też, że "akcja" rozgrywa się w małym miasteczku, a nie W-wie czy Wrocku.

Pozdrawiam,

Mod:
Nalegam na rezygnację z podobnych do podkreślonej obraźliwych uwag.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Zastanawiam się już powoli, czy chodzenie na religię nie przyniesie jej mniejszych przykrości i
>strat niż niechodzenie. Dojdą jednak wtedy problemy z koniecznością każdorazowego "odczarowania" jej
>chłonnego umysłu od indoktrynacji, gdy wróci do domu. Może - nawet przypadkowo - wchodzić wtedy w

Oczywiście chodzenie na religię spowoduje, że będzie miała mniej przykrości i nie narazi się na wytykanie palcami. Konsekwencją tego będzie odmóżdżenie, podatność na manipulacje szarlatanów, nieumiejętność odróżniania fikcji od prawdy itp. Myślisz że 15% Polaków chodzących do wróżek i 30% kreacjonistów skąd się bierze? To ofiary indoktrynacji, którą przeszli będąc dzieckiem. Potem całe życie płacą za krzywdę wyrządzoną przez rodziców, ale przynajmniej nie jest im przykro i mają się z kim bawić na podwórku.
H.Kruger (860 punktów)
Możliwości są trzy i sam je zidentyfikowałeś, Gothicu.
1. Iść na wojnę - czego nie chcesz.
2. Pogodzić się z tym i zostawić jak jest - córka będzie wychodzić do innej grupy.
3. Ugiąć karku i puścić córkę na religię a potem odczarowywać.

Decyzja trudna. Jestem w tej samej sytuacji a walkę musiałbym prowadzić nie tylko ze światem ale i z żoną, która co prawda katoliczką nie jest (raczej deistką) ale walczyć nie chce by życia sobie nie utrudniac (i dziecku).
Więc mały na religię chodzi a ja go domóżdżam. Opowiadam o innych religiach. Wyjaśniam co to są mity i legendy. Opowiadam o naukowacach i odkryciach naukowych. Uwrażliwiam, by grzecznie słuchał katechety i się bez potrzeby nie odzywał. Ma 6 lat - tyle mogę zrobić dziś. Za dwa-trzy lata - powiem mu więcej.
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
Uważam, że dobrym pomysłem będzie pozostawienie dziecka w obecnej sytuacji, tj. chodzenia do innej grupy w trakcie religii. Rozmowa z rodzaju "dlaczego właściwie nie chodzisz na religię" wydaje się i tak nieunikniona, a poznanie nowej grupy będzie przy okazji dobrym pomysłem dla dziecka, skoro ma problemy z integracją. Bez prób socjalizacji te problemy jedynie się pogłębią.
W przypadku aktywnego uczestnictwa dziecka w religii "domóżdżać" ją będzie każdorazowo po lekcjach. Każde przebywanie na zajęciach będzie dla niej ryzykiem bycia zmanipulowaną przez katechetkę. Nie powinno się na to pozwolić.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Uważam, że dobrym pomysłem będzie pozostawienie dziecka w obecnej sytuacji, tj. chodzenia do innej grupy w

Czy rodzic nie może pójść z dzieckiem na zajęcia religii i skonfrontować poglądy katechety? Ja w takiej sytuacji dobrze bym się bawił.
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Czy rodzic nie może pójść z dzieckiem na zajęcia religii i skonfrontować poglądy katechety? Ja w takiej sytuacji dobrze bym się bawił.

Nie rozpatrywałem tej opcji. Mimo niezaprzeczalnie szampańskiej zabawy mógłbyś być posądzony o zakłócanie zajęć. Jakkolwiek zakłócanie religii to chwalebna idea, to nie wiem, czy aby nie będzie miało negatywnych konsekwencji dla dziecka.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Czy rodzic nie może pójść z dzieckiem na zajęcia religii i skonfrontować poglądy katechety? Ja w takiej sytuacji dobrze bym się bawił.
>Nie rozpatrywałem tej opcji. Mimo niezaprzeczalnie szampańskiej zabawy mógłbyś być posądzony o zakłócanie zajęć.

Czy zadawanie pytań o dowody jest zakłócaniem? Czy pytanie o dowody i wykazywanie błędów logicznych podczas zajęć odmóżdżających jest niezgodne z prawem?

> Jakkolwiek zakłócanie religii to chwalebna idea, to nie wiem, czy aby nie będzie miało negatywnych konsekwencji dla dziecka.

Każdy wybór będzie miał jakieś decyzje negatywne. W tej sytuacji nie ma wyboru bez konsekwencji.
10-09-2013 12:52 
 Ocena-2 na 2
TJjnP (-22 punktów)

>Czy zadawanie pytań o dowody jest zakłócaniem? Czy pytanie o dowody i wykazywanie błędów logicznych podczas zajęć odmóżdżających jest niezgodne z prawem?

Czy gdyby był Pan nauczycielem chętnie patrzyłby pan na rodziców przychodzących na Pana lekcje, którzy żądają od Pana dowodów na każdą wypowiedź, która wydaje im się wątpliwa?

Gdzie by Pan ich posadził? Czy wystarczyłoby Panu 45 minut lekcji na wyjaśnienie wszystkich wątpliwości i zrealizowanie programu?

Logika? Szukanie błędów logicznych? To tak jakby nauczyć się matematyki na poziomie akademickim i udowadniać Pani w podstawówce, że nie zna dowodów twierdzeń, których naucza swoich wychowanków. Przykre ...

Trzeba czasem zejść na ziemię.
10-09-2013 13:25 
 Ocena 2 na 2
H.Kruger (860 punktów)
>Czy gdyby był Pan nauczycielem (ciach)
Błąd. Katecheta/ka tudziez ksiądz/siostra - to nie jest nauczyciel. Bo religia nie jest przedmiotem. To są indoktrynatorzy.
>Trzeba czasem zejść na ziemię.
No właśnie chcielibyśmy wreszcie przestać bujać w obłokach i stanąć mocno na ziemi.
finerbijk (17282 punktów)
Mniejsze zło nie posyłać. Nie dlatego, że można ją narazić na indoktrynację - dziecko i tak wynosi więcej z domu niż ze szkoły, a na tym etapie religia polega na kolorowaniu obrazków raczej niż na studiowaniu teologów - ale dlatego, żeby nie uczyć dziecka od małego, że ludzie to hipokryci i obłudnicy, że powinni być inni na użytek domowy, a inni publiczny. Oraz, że należy swoje przekonania ukrywać.
Wyjaśniać stopniowo i zgodnie z prawdą, że w naszej rodzinie nie wierzymy w to co tam mówią i unikamy tego. Z czasem się przyzwyczai do sytuacji i będzie jej mniej przykro. Większą szkodą byłaby nauka kłamstwa, które byłoby nieuniknione z biegiem czasu.
mimika (3 punktów)
Wiesz, jestem w podobnej, a na pewno byłam prawie w identycznej sytuacji, co Ty, staliśmy przed takim dylematem, bo szkoła nie dała nam wyboru Powiem Ci, co zrobiłam. Na razie zostawiłam dziecko z grupą, żeby nie odczuła powagi sytuacji i nie czuła się niepotrzebnie inna. Zanim nie minie rok, pomyślę, co dalej robić. Dobrym wyjściem są pisma z prośbą o zorganizowanie etyki, ale na wsiach to praktycznie nie jest realne, to miejsca opanowane przez kościół. Spróbuj zebrać rodziców, którzy chętni byliby na naukę ich dzieci etyki w szkole. Jeśli to nie wypali, może pozostaw dziecko z grupą, żeby jej nie wyrywali do innej. Masz rację, że dopiero, gdy stoimy przed takim dylematem, zaczynamy batalię ze sobą, indoktrynacją, fałszem, wszystkim po kolei... Najgłośniejsi są racjonaliści bez dzieci. To trudne, ale czasem trzeba wybrać mniejsze zło i na pierwszym miejscu postawić na nie dobro własne, ale dziecka. Dla mnie jest nim pozostawienie dziecka na zajęciach religii i tłumaczenie w domu, że oprócz wiary w Boga są jeszcze inne wierzenia. Po to jesteś rodzicem, tłumacz to córce. Ja np. wyjaśniam, że to pogląd, historia i że każdy człowiek ma prawo do wiary w inną opowieść. Wychowanie dziecka jest trudne, tak czy inaczej, codziennie musisz dziecku tłumaczyć różne sprawy, to tylko dodatkowy temat, potraktuj jako nowe cenne doświadczenie. Ja bym nie panikowała na razie. Osobiście jestem zszokowana religią w zerówce i podobnie zaciskam zęby. Jeśli już ma istnieć w szkole jako przedmiot (zauważcie, że nieobowiązkowy, a wpychany dzieciom na siłę w środku dnia, żeby utrudnić życie rodzinom nią niezainteresowanym), niech się pojawi w liceum po ukończeniu 18 roku życia i będzie świadomą decyzją dorosłego już dziecka. To apel do ludzi u sterów władzy. Dajcie innym żyć! Pozdrawiam oświeconych

PS. Mam zapytanie do rodziców starszych dzieci, które chodzą mimo wszystko na religię. Co zrobiliście później? Chodzi mi o okres, w którym ksiądz przygotowuje dzieci do sakramentów, np. komunia :/ Chciałabym się dowiedzieć, czy można dziecko pozostawić na zajęciach religii w celach "edukacyjnych", jednocześnie nie godząc się na inicjacje ze strony kościoła. Pozostawienie dziecka na religii wiąże się z taką sytuacją. Z drugiej strony może dojść do sytuacji, w której dziecko będzie chciało z klasą przystąpić do komunii tylko dlatego, że cała reszta tak zrobi. Zmuszanie swojego dziecka, by się wykruszyło, może też naruszyć jego psychikę i zachwiać systemem adaptacji społecznej.
06-09-2013 14:35 
 Ocena 2 na 2
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
Cyt. "Najgłośniejsi są racjonaliści bez dzieci..."

Wychowaliśmy z żoną dwójkę. zdrowych, pogodnych, ciekawych życia i stojących na solidnych podstawach sceptycyzmu ale też i ciekawości świata ludzi. Jedno już po studiach, drugie w gimnazjum. Oboje niewierzacy.

>Zmuszanie swojego dziecka, by się wykruszyło, może też naruszyć jego psychikę i zachwiać systemem adaptacji społecznej.
>
"Nie zmuszanie", jest w stanie spowodować o wiele większe straty. Trauma wyjścia z katolicyzmu jest o wiele bardziej bolesna, niż proces nie wchodzenia w niego.
mimika (3 punktów)

>Wychowaliśmy z żoną dwójkę. zdrowych, pogodnych, ciekawych życia i stojących na solidnych podstawach sceptycyzmu ale też i ciekawości świata ludzi. Jedno już po studiach, drugie w gimnazjum. Oboje niewierzacy.

Na pewno mieszkacie na wsi, otoczeni ze wszystkich stron murem milczenia? Nie dotknęły Was żadne etykiety?

>"Nie zmuszanie", jest w stanie spowodować o wiele większe straty. Trauma wyjścia z katolicyzmu jest o wiele bardziej bolesna, niż proces nie wchodzenia w niego.

Tak, oczywiście, zawsze są dwie strony medalu. Żeby dziecko wiedziało, czym jest katolicyzm, musi w niego wdepnąć. A o tym pomyślałeś?

Ps. Nie widać żadnych porad na główny problem. Każdy znajduje się w innej jednostkowej sytuacji, nie można uogólniać. Może zamiast przytykać komuś, zacznijmy rozmawiać.
07-09-2013 09:15 
 Ocena 3 na 3
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
>>Wychowaliśmy z żoną dwójkę. zdrowych, pogodnych, ciekawych życia i stojących na solidnych podstawach sceptycyzmu ale też i ciekawości świata ludzi. Jedno już po studiach, drugie w gimnazjum. Oboje niewierzący.
>Na pewno mieszkacie na wsi, otoczeni ze wszystkich stron murem milczenia? Nie dotknęły Was żadne etykiety?

Dotknęły, ale mamy grube skóry.

>>"Nie zmuszanie", jest w stanie spowodować o wiele większe straty. Trauma wyjścia z katolicyzmu jest o wiele bardziej bolesna, niż proces nie wchodzenia w niego.
>Tak, oczywiście, zawsze są dwie strony medalu. Żeby dziecko wiedziało, czym jest katolicyzm, musi w niego wdepnąć. A o tym pomyślałeś?

Pomyślałem. Dzeci dowiedziały się o katolicyzmie i innych religiach od nas a śledząc media i obserwując świat, wyrobiły sobie o nim zdanie, nie musząc być jego wyznawcami. Tego im oszczędziliśmy.

>Ps. Nie widać żadnych porad na główny problem. Każdy znajduje się w innej jednostkowej sytuacji, nie można uogólniać. Może zamiast przytykać komuś, zacznijmy rozmawiać.

Był to jedynie przykład, że można. Poradzić sobie musisz sama, a ton cierpiętnika, (być może źle zinterpretowałem Twoją wypowiedź), jest mi obcy i irytujący.
PS. Nie tylko na wsi trzeba walczyć o niezależność i komfort swobodnego wyrażania siebie.
Pozdrawiam i pomysłu na satysfakcjonujące rozwiązanie problemu życzę.
mimika (3 punktów)
Poradzić sobie musisz sama, a ton cierpiętnika, (być może źle zinterpretowałem Twoją wypowiedź), jest mi obcy i irytujący.
>PS. Nie tylko na wsi trzeba walczyć o niezależność i komfort swobodnego wyrażania siebie.
>Pozdrawiam i pomysłu na satysfakcjonujące rozwiązanie problemu życzę.

Twój ton wypowiedzi oceniającej (sic!) również jest przykładem, że wśród tzw. racjonalistów zdarzają się błędy w komunikacji. Nigdy nie czułam się cierpiętnikiem, wręcz przeciwnie, mam naturę waleczną Pomyśl, po co cierpiętnikowi debaty na forum Racjonalisty? Interpretuj sobie jak chcesz, oczywiście też masz do tego prawo. Oczywiście, że każdy musi poradzić sobie sam. Jakże ten świat byłby wspaniałym miejscem i idyllicznym, jeśliby wszyscy postępowaliby altruistycznie. Nie ma tak łatwo, jak widać, padół ziemski to miejsce egoistyczne. Jako osoba zawodowo ukształtowana w kierunku teologicznym i filozoficznym w charakterze stricte naukowym na bieżąco zajmuję pozycję edukacyjną w domu i moje dziecko potrafi rozróżnić podstawową kwestię traktującą o tym, że są na świecie inne religie i że nie musi żadnej być zwolennikiem. Na szczęście ono będzie podejmować swoje decyzje niezależnie od moich nakazów i zakazów w swoim pełnoletnim okresie. Nie ciągnąc więc już z Tobą nużącej polemiki, nie ukrywam, że Twój ton wypowiedzi także jest nieprzyjemny, a podejście do świata jednostronne. Pomysłów i Tobie życzę udanych. Pozdrawiam serdecznie głównego autora wątku i życzę Jemu spokojnego i rozważnego podejmowania decyzji, bez ubocznych konsekwencji. Trzymam kciuki!
07-09-2013 20:06 
 Ocena 2 na 2
szarley (54912 punktów)
>>Wychowaliśmy z żoną dwójkę. zdrowych, pogodnych, ciekawych życia i stojących na solidnych podstawach sceptycyzmu ale też i ciekawości świata ludzi. Jedno już po studiach, drugie w gimnazjum. Oboje niewierzacy.
>Na pewno mieszkacie na wsi, otoczeni ze wszystkich stron murem milczenia? Nie dotknęły Was żadne etykiety?

Nie rozumiem. Mieszkam na wsi, znakomita większość mieszkańców to katolicy, ale są też świadkowie Jehowy, zielonoświątkowcy i ateiści i nikt nikomu jakoś domu nie podpala. Owszem na piwo z świadkami czy zielonoścwiatkowcami się nie chodzi, ale nie dlatego że są gorzej traktowani, tylko nie piją. W małych społecznościach bardziej jest się zmuszonym do poznania sąsiada do pomagania mu do korzystania z jego pomocy i bardziej ocenia się człowieka na podstawie tego jak się zachowuje a nie jakiego jest wyznania czy narodowości.
A może tak jest tylko w mojej okolicy?
24-09-2013 12:14 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52266 punktów)
.
>A może tak jest tylko w mojej okolicy?
Dokładnie tak!

@@@
.
25-09-2013 12:02 
 Ocena 2 na 2
ziemiojad (338 punktów)
Obawiam się, że im dłużej dziecko będzie chodzić na religię tym trudniej. Dzieci będą przygotowywać się do komunii, a nasze dziecko nie? Będzie siedziało i nudziło się, kiedy katecheta będzie przepytywał inne dzieci z modlitw i sakramentów? Nie dostanie prezentów? Poza tym pewne sprawy dla katolików są oczywistością i nikt się nad nimi nie zastanawia, i skąd dziecko ma wiedzieć, że niektóre zachowania są zarezerwowane dla osób wierzących, które takie nie są, które ma pomijać, a które ma stosować? Choćby żegnanie się - pozwalasz dziecku żegnać się i modlić?
Wydaje mi się, że dziecko może lepiej poznać religię katolicką kiedy opowiada o niej rodzic (tak samo jak opowiada się dziecku o grawitacji, porach roku, samolotach itp.) niż kiedy uczestniczy w zajęciach z religii. Rodzic mówi tylko o najważniejszych założeniach, głównych zasadach, najbardziej popularnych zwyczajach, odpowiadając na bardzo konkretne w danej sytuacji pytanie/zapotrzebowanie dziecka, a nie pozwala doświadczać w praktyce zupełnie nieracjonalnych zachowań, których znaczenia dziecko nie rozumie.

Mieszkam na wsi jeszcze mniejszej niż Twoja (idę o zakład) ;D
Moim zdaniem dziecku od małego trzeba wpajać tolerancję i przekonanie, że (nie)religijność, tak samo jak fakt bycia biednym/bogatym, ewentualna niepełnosprawność czy brzydota nie świadczą o wartości człowieka. Jak również mówić o tym, że nie każdy każdego musi lubić, ale tolerować należy. I że są sytuacje, w których można i należy się "wyłamywać" z tłumu (choćby zbiorowe wagary, stosowanie używek i inne stwarzające zagrożenie zachowania).
TJjnP (-22 punktów)Odp: Religia w zerówce - szkoła publiczna - nie róbmy z dzieci ofiar
>W praktyce wygląda to bardzo kiepsko. Córka jest w czasie religii "karnie" wyprowadzana do całkiem
>innej grupy i obcej (jak mówi "złej i krzyczącej") pani, co w połączeniu z jej trudnościami (od
>zawsze) z adaptacją w grupie bardzo źle na nią wpływa. Tylko i wyłącznie z tego powodu nie chcę
>chodzić do szkoły (reszta się jej podoba), budząc się po nocach z płaczem.

Rada na to jest bardzo prosta. Proszę nie stawiać córki w gronie ofiar i pozwolić dziecku uczęszczać na lekcję religii, tak jak to czynią inne dzieci. Realizowanie swoich ambicji, w tym przypadku dotyczących żalu i nienawiści do Kościoła, za pomocą dzieci, jest dużą krzywdą, jaką nieświadomie rodzice wyrządzają swoim dzieciom. To tak jakby zbojkotować nauczanie angielskiego w szkole i zapisać dziecko na chiński, bo rodzice interesują się wschodnimi sztukami walki

Przy okazji wspomnę, że nie do końca zdrowe ambicje rodziców objawiają się na dzieciach między innymi w postaci imion nadawanych swoim pociechom. Dziwaczne imiona, które mają się wyróżniać lub coś oznaczać, coś z zakresu zainteresowań rodziców, są pierwszym sygnałem, po którym powinna zapalić się czerwona lampka .

Pozwólmy normalnie rozwijać się naszym dzieciom w grupie rówieśniczej. Niech poznają dobrą nowinę o Panu Jezusie nawet, jeśli rodzice się od Niego na pewnym etapie życia odwrócili.
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Pozwólmy normalnie rozwijać się naszym dzieciom w grupie rówieśniczej. Niech poznają dobrą nowinę o Panu Jezusie nawet, jeśli rodzice się od Niego na pewnym etapie życia odwrócili.

Do tego zdania powiedzmy, że post był sensowny.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
10-09-2013 11:40 
 Ocena 3 na 3
H.Kruger (860 punktów)
No co Ty, ja bym powiedział, że do tego. Reszta już do wycięcia.
>Rada na to jest bardzo prosta. Proszę nie stawiać córki w gronie ofiar (...).

Gdybyż to chodziło tylko o uprzedzenia do Kościoła. Po prosty wiara jest konstrukcyjnie wielopoziomowym złem, którego trzeba dziecku oszczędzić. A stawianie dziecka w gronie ofiar nie jest konsekwencją działania rodzica, który nie chce puścić swej pociechy na katechezę, ale ostracyzmu środowiskowego spowodowanego tym faktem. Ostracyzmu napędzanego przez miłość bożą, jak się domyślam.

Parę dni temu zrobiłem błąd. Mój syn pytał mnie o spowiedź. Opowiedziałem mu o spowiedzi, o grzechach, o piekle i niebie. Pytał na jak długo się idzie do piekłą. Zgodnie z religijną prawdą odparłem, ze na zawsze. Wtedy się przestraszył i rozpłakał. A nie jest znów taki emocjonalny. I pojąłem, że uczyniłem dziecku zło. Chcą przekazać mu jak wygląda świat wokół niego, by rozumiał religię i nie czuł się wyobcowany, sprzedałem mu najgorsze katolickie gówno. Chyba z godzinę spędziłem odkręcając ten błąd, tłumacząc że jego grzechy są co najwyżej małe, że jest dobry i na pewno do piekła nie pójdzie. Mam taki niesmak do siebie, że bajka.
A weźcie wy tego swojego Jezusa do swoich domów, w cholerę.
>Niech poznają dobrą nowinę o Panu Jezusie nawet, jeśli rodzice się od Niego na pewnym etapie życia odwrócili.
Wyzwolili, cwaniaku. Wyzwolili. To jak komuna, tylko bardziej.
10-09-2013 13:21 
 Ocena-8 na 8
TJjnP (-22 punktów)

> Opowiedziałem mu o spowiedzi, o grzechach, o piekle i niebie. Pytał na jak długo się idzie do piekłą. Zgodnie z religijną prawdą odparłem, ze na zawsze. Wtedy się przestraszył i rozpłakał. A nie jest znów taki emocjonalny. I pojąłem, że uczyniłem dziecku zło.

A to dobre. Osoba niewierząca opowiada dziecku o piekle, grzechach i spowiedzi. Nie ma się co dziwić, że się dziecko od Kościoła odstraszy, taki jest zresztą podświadomy cel takiego przekazu. Objaw dziecka jak najbardziej zdrowy, boi się piekła bo jeszcze nie wie, że Pan Jezus przyszedł na świat po to, żeby tego piekła nie musiało się bać. Żal mi tak bardzo tych wszystkich dzieciaków, na których rodzice eksperymentują, realizując swoje prywatne ambicje.

Dziecku trzeba opowiadać o Panu Jezusie i odnosić wydarzenia z Ewangelii do codziennego życia. Nigdy nie widziałem, żeby jakiekolwiek dziecko płakało wiedząc, że Pan Jezus go kocha, że dzięki Niemu nigdy nie trafi w sidła szatana, a na co dzień jest z dzieckiem zawsze Anioł Stróż. Codziennie widzę dzieci, które z radością odmawiają "Aniele Boży stróżu mój..." bo wiedzą, że nic im nie grozi, a już na pewno nie piekło.

>Wyzwolili, cwaniaku. Wyzwolili. To jak komuna, tylko bardziej.

Tego nie skomentuję, bo jest to niestety charakterystyczne dla ludzi oddalonych od Boga. Taka pogarda dla drugiego człowieka ... . Żal tych dzieci tylko ...
10-09-2013 13:45 
 Ocena 6 na 6
H.Kruger (860 punktów)
Mój ty smutasku zatroskany...
Wyobraź sobie, że nikt z mojej kochającej bogobojnej rodziny nie robi nic, by mojego syna w religię wprowadzić w ten łagodny, juzesokochający sposób. Ba, w żaden sposób.
Tylko ja.
A wiesz dlaczego? Bo żyje w Polsce. Wśród takich katolików jak ty. Jak nie pójdzie do komunii, to wyszydzą. Więc pewnie pójdzie. A ja chcę, żebym wiedział gdzie, po co i dlaczego idzie. No dalej, uświadom mnie, jak wytłumaczyć dziecku sens spowiedzi bez opowieści o grzechach, spowiedzi, skrusze i odpuszczeniu grzechów?
Mam opowiadać o Jezusie, dzięki któremu ma się nie bać piekła? Halooo, nie wstawiaj bzdur, nie znasz własnej doktryny, czy jak?
Jezus nam załatwił odpuszczenie grzechu pierworodnego. Tylko i wyłącznie. Jego miłość nie uchroni żadnego grzesznika przed piekłem.
Prawda jest taka, że już sama koncepcja grzechu i piekła jako wiecznej kary jest okrutna. Przedstawienie jej dziecku, czego żałuję, jest właśnie po to, by zaczęło się bać. Zdrowa reakcja? Dziękuję.

I powstrzymaj swój moralizatorski ton, Gówno wiesz co i dlaczego memu dziecku opowiadam.
>Tego nie skomentuję, bo jest to niestety charakterystyczne dla ludzi oddalonych od Boga. Taka pogarda dla drugiego człowieka ... . Żal tych dzieci tylko ...
Charakterystyczne jest to dla ludzi, którzy są zmęczeni debilizmem i bełkotem.
I nie oddalili się od Boga. Jego nie ma. Jest tylko klasterek w Twoim mózgu.
Przyjdzie kiedyś moment, gdy się o tym przekonasz. Umrzesz, a dalej nic nie będzie. Oj, ale wtopa.
Co ja gadam. Nie przekonasz się. Przecież już Cię nie będzie.
Aha, pogarda. Może się unosze zanadto, wnerwiony jestem po tym, jak moje dziecko zaczęło cierpieć. Pośrednio z moich rąk, bezpośrednio - zgadnij przez kogo.
Nie, nie gardzę ludźmi. Gardzę głupcami.
I dzieci żal, owszem. Tych w trakcie indoktrynacji.
24-09-2013 13:03 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52266 punktów)
.
>A to dobre. Osoba niewierząca opowiada dziecku o piekle, grzechach i spowiedzi.
Szanowny Pan jest wierzącym - ja nie. Chce Pan podyskutować na ten temat na podstawie katechizmu, Breviarium Fidei, kodeksu prawa kanonicznego i katolickiej teologii?
A to dobre, gdy byle głąb katolicki (nawet po seminarium) uważa iż musi mieć większa wiedzę o własnej religii od niewierzącego.

>Nie ma się co dziwić, że się dziecko od Kościoła odstraszy, taki jest zresztą podświadomy cel takiego przekazu.
Wielce Szanowny Panie, od Kościoła i religii to najbardziej odstraszają głupi katecheci, a takich jest na pęczki. Skutecznie odstraszającą instytucją jest religia w szkołach i chwała tu prof. Samsonowiczowi, że przy udziale nawiedzonych katolików wprowadził tak dobry program szkolnej ateizacji. Nawet "komuchom" się to nie udawało.

>Objaw dziecka jak najbardziej zdrowy, boi się piekła bo jeszcze nie wie, że Pan Jezus przyszedł na świat po to, żeby tego piekła nie musiało się bać.
O kurtka na wacie, a Szanowny Pan skąd to wziął? Proszę o źródła, choć niewiele dokumentów jest bardziej mętnych jak dokumenty kościelne.
[ 17 ] Szatan istnieje; Ks. Andrzej Ziółkowski CM ostrzega: "diabeł lubi, gdy się o nim mówi, pisze, rozważa, snuje ciekawe domysły, studiuje, rysuje, maluje, rzeźbi... Wierzymy, że on istnieje, ale nienawidzimy go. Diabeł boi się czystego sumienia, dobroci, miłości do Boga i bliźniego. Ci, którzy pragną studiować demonologię (nauka o szatanie), powinni najpierw mieć silną wiarę i poznać bardzo dobrze angelologię (nauka o aniołach)." "- toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności." (Gaudium et spes. II Sobór Watykański). Przypominają o jego istnieniu ostatni papieże, Kongregacja Doktryny Wiary oraz jej prefekt. Zło nie jest więc jakimś brakiem, lecz siłą działającą, istnieje w postaci żywej istoty duchowej, istoty przewrotnej (...) Jest to rzeczywistość straszna, tajemnicza, budząca grozę (...) Szatan i jego wpływ, jaki wywierać może na poszczególne jednostki i na zbiorowości, na całe społeczeństwa - to mógłby być jeden z ważniejszych rozdziałów nauki katolickiej, który należałoby na nowo studiować. (Paweł VI (15. 11. 1972)). Istnienie szatana i jego demonów nie stało się wprawdzie w ciągu wieków wyraźnie przedmiotem wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego, kto jednak sprzeciwia się przyjęciu tej rzeczywistości, ten opuszcza teren nauki biblijnej i kościelnej. (Dokument Kongregacji Doktryny Wiary z 26 czerwca 1975 r.). Są już oznaki powrotu ciemnych sił, a w zlaicyzowanym świecie rozwija się kult szatana (...) Diabeł to obecność tajemnicza, lecz realna, cielesna, a nie symboliczna. I jest istotą potężną książę tego świata - jak go nazywa "Nowy Testament", który wielokrotnie przypomina o jego istnieniu. (Joseph Ratziger). Działalność szatana w stosunku do ludzi objawia się przede wszystkim w kuszeniu do zła. Zły duch usiłuje wpłynąć na człowieka, na jego wyobraźnię oraz wyższe władze jego duszy, by odwrócić je od prawa Bożego. (Jan Paweł II, środowe katechezy w 1985 r.). Książe tego świata, Beele, Belzebub, Belial, Duch nieczysty, Kusiciel, Zły i wreszcie Antychryst. Jest porównywalny do lwa, smoka, lub węża. Tak mówi Pismo święte. (Jan Paweł II (15. 08. 1986)).
www.racjon(*)s,5022/q,Szatanskie.propozycje

>Żal mi tak bardzo tych wszystkich dzieciaków, na których rodzice eksperymentują, realizując swoje prywatne ambicje.
Tak, żal mi dzieciaków, gdyż Kościół wciska się wszędzie już od przedszkoli ze swoją nachalną prymitywną indoktrynacją, starając się ogłupić i pozbawić samodzielnej refleksji swoich przyszłych płatników. Poza naprawdę pojedynczymi przypadkami patologicznymi rodzice starają się aby ich dzieciom było jak najlepiej. Nawet wtedy, gdy czynią im krzywdę wychowując religijnie.

>Dziecku trzeba opowiadać o Panu Jezusie i odnosić wydarzenia z Ewangelii do codziennego życia. Nigdy nie widziałem, żeby jakiekolwiek dziecko płakało wiedząc, że Pan Jezus go kocha, że dzięki Niemu nigdy nie trafi w sidła szatana, a na co dzień jest z dzieckiem zawsze Anioł Stróż. Codziennie widzę dzieci, które z radością odmawiają "Aniele Boży stróżu mój..." bo wiedzą, że nic im nie grozi, a już na pewno nie piekło.
Wielce Szanowny Panie, jak widać z Pańskich wypowiedzi, to zupełnie niewiele Pan widział, niewiele wie, a jeszcze mniej rozumie. "Dziecko wie"! Pieprzy Pan jak ciężko potłuczony, a skąd dziecko może wiedzieć coś czego nikt nie wie i wiedzieć nie może. To tylko przedmiot wiary, która została mu zaindoktrynowana od najwcześniejszego dzieciństwa. Dziecko tylko bardziej ufnie od Pana wierzy w ten sam zestaw religijnych głupot.
www.racjon(*).php/s,478028/z,0/d,14#w486007
www.racjon(*).php/s,478028/z,0/d,15#w486897

>>>>Wyzwolili, cwaniaku. Wyzwolili. To jak komuna, tylko bardziej.
>Tego nie skomentuję, bo jest to niestety charakterystyczne dla ludzi oddalonych od Boga.
Wielce Szanowny Panie, ja nie wchodzę na żadne religijne fora i nie staram się tak wierzących ateizować (zresztą zaraz by mnie stamtąd wyrzucono), a co Was zmusza aby wchodzić na forum dla samodzielnie myślącej inteligencji i podejmować permanentne i bezowocne próby ewangelizacji. Czy zechciał Pan choć "Wprowadzenie" przeczytać?

>Taka pogarda dla drugiego człowieka ... .
Nie, Proszę Szanownego Pana, mam ogromy szacunek dla ludzi, ale pogardzam tylko głupotą. Szczególnie zaś tą zadufaną i utytułowaną. Np. Ks. apb prof. zw. dr hab.

>Żal tych dzieci tylko ...
100% zgody. Przestać indoktrynować.

@@@
.
11-09-2013 16:38 
 Ocena 1 na 1
rafal7 (138 punktów)

>sprzedałem mu najgorsze katolickie gówno.

Sprzedałeś mu raczej swoje wyobrażenie. Jeśli chciałeś przekazać mu wiedzę o nauczaniu KK, to lepiej było sięgnąć do katechizmu KK:
KKK 1033. Nie możemy być zjednoczeni z Bogiem, jeśli nie wybieramy w sposób dobrowolny Jego miłości. Nie możemy jednak kochać Boga, jeśli grzeszymy ciężko przeciw Niemu, przeciw naszemu bliźniemu lub przeciw nam samym: "Kto... nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego" (1 J 3, 14 c-15). Nasz Pan ostrzega nas, że zostaniemy od Niego oddzieleni, jeśli nie wyjdziemy naprzeciw ważnym potrzebom ubogich i maluczkich, którzy są Jego braćmi (Por. Mt 25, 31-46). Umrzeć w grzechu śmiertelnym, nie żałując za niego i nie przyjmując miłosiernej miłości Boga, oznacza pozostać z wolnego wyboru na zawsze oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem i świętymi określa się słowem "piekło".
H.Kruger (860 punktów)
Toś mnie pocieszył. Już pędzę do syna, by mu wyjasnić by się nie przejmował, bo wizja piekła jaką mu przedstawiłem jest li tylko mym czczym wymysłem.Nie wiem co prawda, że siedmiolatek zakuma tę prawidłową definicję piekła z KKK, ale to juz jego problem.
ziemiojad (338 punktów)
> Ten stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem i świętymi określa się słowem "piekło".
Podoba mi się ta wizja piekła. Chętnie samowykluczę się z tego towarzystwa.
20-09-2013 11:04 
 Ocena 1 na 1
ziemiojad (338 punktów)

>Parę dni temu zrobiłem błąd. Mój syn pytał mnie o spowiedź. Opowiedziałem mu o spowiedzi, o grzechach, o piekle i niebie.
Ja też odpowiadam jeżeli dziecko mnie pyta, ale mówię, że nie ma: piekła, nieba itd., lub że inni wierzą że... ale my nie. Na razie wystarcza.
Najtrudniej jest gdy dziecko, mimo że nie chodzi na religię, przyniesie jakieś treści do domu, bo w naszej szkole religijność jest taką oczywistością, że zwykła pani na zwykłych zajęciach śpiewa religijne pieśni i opowiada o świętach. Raz moja córka wróciła ze śpiewem na ustach i deptała szatana ("niżej niżej niżej, szatan coraz niżej, zdeptać go!"), innym razem pani opowiedziała dzieciom o szczegółach ukrzyżowania i dziecko nie chciało samo spać w nocy. Mimo że jestem opatrzona ze zwłokami na krzyżu i dawno zaznajomiona z całą tą historią, to jednak gdy słyszę z ust sześciolatki o dźwiganiu krzyża, piciu octu, wbijaniu gwoździ itd. to naprawdę brzmi jak horror, i dla dziecka takim horrorem jest. I jeszcze jedna ciekawostka zawleczona ze szkoły - w czasie burzy córka staje w oknie i składa ręce jak do modlitwy - podobno "dzieci w szkole tak robią"...
10-09-2013 18:51 
 Ocena 2 na 2
szarley (54912 punktów)

>Przy okazji wspomnę, że nie do końca zdrowe ambicje rodziców objawiają się na dzieciach między innymi w postaci imion nadawanych swoim pociechom. Dziwaczne imiona, które mają się wyróżniać lub coś oznaczać, coś z zakresu zainteresowań rodziców, są pierwszym sygnałem, po którym powinna zapalić się czerwona lampka .

Druga czerwona lampka przy malowaniu paznokci na czarno - szatan szatan szatan!!!!!!
10-09-2013 21:02 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> Dziwaczne imiona..
Dla jasności - czy wszystkie spoza listy świętych katolickich są "dziwaczne"?
gothic (9 punktów)Odp: Religia w zerówce - szkoła publiczna
Jako założyciel wątku, chciałbym podziękować wszystkim za poświęcony mi czas i odpowiedzi.

Szczególnie cenne były / są dla mnie wpisy osób, które stały przed podobnym problemem - dzięki.

Czekałem ze swoim wpisem na rozwój sytuacji w "mojej" w szkole, bo kilka spraw było "rozwojowych". Napiszę, jak to obecnie wygląda po tych niecałych dwóch tygodniach:

1. Córka (mimo wszystko) na razie nie chodzi na religię. Mimo, że sprawa nie jest jednoznaczna, najbliżej mi do zasady, że nie da się wychowywać dzieci w "czymś" zupełnie innym, niż się samemu żyje, tym bardziej, że parę lat temu dokonałem apostazji. Córka nie jest oczywiście ochrzczona. Żona nie jest tak zdeklarowana jak ja, ale od wiary i kościoła oddala się z roku na rok coraz bardziej.

2. Udało się nam znaleźć - na chwilę obecną - tymczasowe wyjście z sytuacji. Otóż, na czas zajęć z religii, córka idzie do zacisznej, szkolnej biblioteki, gdzie pod opieką pani ogląda sobie książki. Dobrze się złożyło, bo ona uwielbia książki, dlatego, bardzo się cieszy na te "bibliotekarskie przerwy".

3. Córka pyta jednak koleżanek (wiadomo, dziecięca ciekawość), po każdej "lekcji" religii, o czym były dane zajęcia. Wczoraj, dzieci jej powiedziały, że "pani mówiła o diabłach". Trochę mnie to przeraziło. Dotychczas - w najgorszym scenariuszu - brałem pod uwagę możliwość, aby (jeśli będzie bardzo naciskać) posłać ją na kilka lekcji religii, jako "wolnego słuchacza", ale teraz mam coraz większe wątpliwości i póki co, nie biorę tego pod uwagę.

4. Jednocześnie zacząłem szukać chętnych do zorganizowania w szkole lekcji etyki. Tutaj wielkich szans sobie nie daję, choć na razie mam już jednych chętnych, a rodzicie drugiego dziecka się zastanawiają. Nie prowadzę oczywiście w szkole żadnej agresywnej agitacji na rzecz etyki, chcąc aby była to jak najbardziej samodzielna decyzja rodziców.

Brak mojej "silnej agitacji" wynika również z faktu, że - mimo, że jestem zwolennikiem lekcji etyki jako takiej - nie mam żadnej pewności czy nawet w wypadku zorganizowania tych zajęć, poziom tych lekcji będzie wystarczająco wysoki. Nie wiem, czy zajęć nie będzie prowadził czasami "ksiądz z odpowiednim papierkiem" albo czy lekcje nie będę odbywać się na przykład o 6 rano lub 19 wieczorem. Nie chcę być zatem adwokatem diabła, ale poszukiwania chętnych - mimo wszystko - wciąż prowadzę.

Przy okazji chciałbym Was zapytać, czy możecie polecić mi jakieś ciekawe lektury dla dzieci w wieku 5-6 dotyczące kwestii etyczno - religijnych, (religioznawstwo dla dzieci?) ale rzecz jasna z pozbawione wszelkiej indoktrynacji. Kilka publikacji już posiadam - np. "Jest wiele wiar: O co pytają dzieci.", ale żadna pozycja do końca mi nie odpowiada.

Pozdrawiam,
19-09-2013 23:16 
 Ocena 3 na 3
ziemiojad (338 punktów)
Cieszę się, że jakoś się układa. Mam siedmiolatkę, obecnie w klasie pierwszej, na religię nie chodzi i nigdy nie chodziła, a do szkoły uczęszcza już trzeci rok (wcześniej do punktu przedszkolnego w tym samym budynku). Czas religii spędza zazwyczaj w bibliotece, czasem w świetlicy, czasem z panią gdzie indziej.
Uważam, że lepiej jest nie posyłać jednak dziecka na religię. Po pierwsze, uczestnictwo w tych zajęciach miesza dziecku w głowie mocno i rodzi wiele pytań, a wcale nie uważam żeby było to konieczne dla poznawania świata. I tak dziecko pyta o zagadnienia religijne dość często i staram się wyjaśniać jak umiem, choć na pytanie dlaczego inni wierzą trudno jest coś sensownego wymyślić ;P
Po drugie, chodzenie na religię tylko wzmocniłoby poczucie inności, bo np. wszyscy chodzą do kościoła - my nie, idą do Pierwszej Komunii - ja nie, są ochrzczeni - ja nie itd. I tylko od taktu i dobrej woli katechety zależałoby czy dziecko nie czułoby się jak intruz, dziwadło czy jakoś inaczej ułomne. Jeżeli już posyłać na religię to pozwolić na wszystko - mszę co niedziela, białą sukienkę itd. - tylko wtedy będzie "w grupie".
24-09-2013 10:21 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> na pytanie dlaczego inni wierzą trudno jest coś sensownego wymyślić

Trudniej wymyślić coś uprzejmego.
24-09-2013 15:18 
 Ocena 7 na 7
ziemiojad (338 punktów)
Utrafiłeś w sedno. Żarty żartami, ale mam olbrzymi problem by odpowiadać dziecku tak, by osoby wierzące nie wyszły w jego oczach na "głupków". A moje rozmowy z dzieckiem przebiegają najczęściej według poniższego schematu.

dziecko: Mamo, a po co dzieci klęczą?
ja: Modlą się.
dziecko: A po co?
ja: yyyy, rozmawiają z bogiem.
dziecko: Przecież boga nie ma.
ja: No nie ma, ale im się wydaje że jest i że z nim rozmawiają.

W końcu dochodzimy do jakiejś wersji, że my myślimy tak, oni myślą inaczej, a każdemu wolno myśleć co chce, ale lekko nie jest. Jestem wymęczoną codziennym życiem matką trójki małych dzieci; mój wyczerpany, dziurawy mózg ogranicza wszelką aktywność umysłową do minimum i bardzo trudno wspiąć mi się na wyżyny dyplomacji by ostatecznie wymanewrować z takich sytuacji bez uszczerbku dla czyjegoś wizerunku. Zwłaszcza że każde tego typu pytanie obnaża bezlitośnie irracjonalność poczynań naszych katolickich znajomych i sąsiadów, a ja w pierwszej chwili odpowiadam spontanicznie i bez namysłu. Jeśli ktoś ma jakieś sprawdzone metody na rozmowy z dzieckiem tak by nikogo w efekcie nie urazić, to ja poproszę o wskazówki

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365