 |
Odpowiedzialność w związkach międzyludzkich. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 30-01-2012 10:17 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) | Odpowiedzialność w związkach międzyludzkich.
28 na 28 | Witam wszystkich. Dawno już nie umieszczałem żadnego wątku na "Racjonalista.pl". Dzisiaj czuję potrzebę napisania o czymś, co od pewnego czasu mnie gnębi. Chodzi o kwestię odpowiedzialnych związków międzyludzkich. W prasie i telewizji (szczególnie w różnego typu serialach i komediach romantycznych) bardzo często propagowany jest model miłości w oderwaniu od wartości (nie dalej jak wczoraj obejrzałem sobie film o miłości policjantki do złodzieja recydywisty, który uciekł z więzienia). Takie historie wywołują emocje, są atrakcyjne dla widza i pozwalają zarobić na filmie kwoty, które czasem idą w miliony dolarów. A tymczasem rzeczywistość potrafi być bardzo brutalna dla tego typu związków, jeśli istotnie się one w niej pojawiają. Po początkowej fascynacji odmiennością partnera nadchodzi moment, w którym ludzie uświadamiają sobie, że zupełnie do siebie nie pasują, że nie mają ze sobą o czym rozmawiać. Pół biedy jeśli z tego typu związku nie ma dzieci. Wtedy można w miarę bezboleśnie się rozstać. Ale gdy dzieci są - wtedy problem jest większy, gdyż to one w takim wypadku będą osobami najbardziej pokrzywdzonymi. Specjalnie podałem tak skrajny przykład jak "miłość" policjantki do złodzieja, ale mnie jako ateisty dużo bardziej interesuje problem związku między ateistą a osobą wierzącą. Obecnie jestem tzw. "singlem", ale mam nadzieję, że taki stan nie będzie w moim przypadku trwał wiecznie. W swoim życiu wielokrotnie dyskutowałem na temat tego, że człowiek nie powinien ulegać presji większości i żyć zgodnie z sobą samym, nie decydować się na kompromisy w kwestiach fundamentalnych - tam gdzie w grę wchodzi jego wiedza, jego wieloletnie doświadczenie, jego głębokie, poparte faktami przekonanie. Tymczasem często spotykam się z atakami ludzi, którzy twierdzą, że jestem jak jakiś Talib, ponieważ uważam, że chciałbym się związać z osobą o poglądach ateistycznych (względnie z agnostyczką nie kultywującą żadnej religii). Tłumaczę, że to dla mnie ważne, że nie chciałbym na przykład, żeby moje dziecko znalazło się między młotem a kowadłem - żeby było wychowane zgodnie z tym co ja, jako rodzic uważam za słuszne i że nie jest możliwe kompromisowe rozwiązanie w sytuacji, kiedy drugi z rodziców prezentuje wobec swojego dziecka postawę zupełnie przeciwną. Tłumaczę, że chciałbym móc porozmawiać z moją "drugą połówką" na wszystkie tematy, które mnie interesują, że jest to dla mnie ważne, aby nie było między dwojgiem ludzi niedomówień i sytuacji, w której jedna ze stron obawia się o obrazę "uczuć religijnych" od drugiej strony. Nie jestem osobą nietolerancyjną w takim sensie, że nie atakuję mniejszości seksualnych, nie zamierzam wtrącać się w związki innych ludzi, nie będę ingerował w czyjeś wyznanie lub głębokie przekonania religijne. Mogę oczywiście o tym porozmawiać, nie zgadzać się, wrazić sprzeciw, przedstawić, że fakty wyglądają inaczej, ale nie walczyć z taką osobą. Nie mam zamiaru stosować przemocy, aby kogoś przekonać do tego, że postawa ateistyczna jest słuszna (wtedy dopiero nakręciłaby się fala agresji - do "świętej wojny" włącznie). Mogę przedstawić swoje racjonalne stanowisko i jeśli ktoś chce je przyjąć - to w porządku, jeśli nie - niech każdy idzie w swoją stronę nie szkodząc drugiemu. Tylko, że jeśli chodzi o osobę, z którą chciałbym się związać, nie chciałbym jej tylko tolerować - chciałbym się z nią zgadzać. Czy to takie dziwne, że mam takie pragnienie? Czy to takie nienormalne (niemoralne?), że chciałbym aby moja "druga połówka" miała zbliżone do moich poglądy, kierowała się podobnym kodeksem moralnym (moralnością rozumu - nie poświęcenia), wyznawała podobną do mojej filozofię i chciała te wartości przekazać naszemu potencjalnemu potomstwu? Jestem heteroseksualnym mężczyzną, któremu podoba się wiele kobiet i do wielu z nich czuję pociąg seksualny, a jednak w przypadku poważnego związku, uważam, że powinna być zachowana zgodność światopoglądowa - że to lepsze rozwiązanie zarówno dla mnie i mojej partnerki, jak i dla dzieci, które mogą się w takim związku pojawić.
Co sądzicie o zachowaniu zgodności światopoglądowej w związku? A może uważacie, że wyznanie partnerów nie ma żadnego znaczenia? A może macie jakąś inną, racjonalną uwagę, myśl, której w ogóle nie wziąłem pod uwagę? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
22 na 22 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Co sądzicie o zachowaniu zgodności światopoglądowej w związku?> A może uważacie, że wyznanie partnerów nie ma żadnego znaczenia?> A może macie jakąś inną, racjonalną uwagę, myśl, której w ogóle nie wziąłem pod uwagę?-Znam Twój ból. Naiwny jest pogląd, że można być w związku z osobą wierzącą tylko na zasadzie wzajemnej tolerancji. Prędzej czy później (raczej prędzej) dojdzie do konfliktu. Tolerancja to mało, to akceptowanie kogoś, kogo się nie lubi, nie zgadza się z nim, nie podoba nam się, ale nie robi nam nic złego i nie przekracza prawa, więc musimy go (ich) tolerować. W związku trzeba też się lubić i rozumieć, mieć z czego wspólnie się pośmiać. Za dużo jest wokół nas religii, świąt, uroczystości religijnych, tematów o wartościach chrześcijańskich w telewizji, prasie, aby dało się zręcznie wszystko omijać. Ktoś musiałby mieć niższy status w związku i wciąż się podporządkowywać, zmilczeć, udawać, że czegoś nie słyszy, a wiadomo, że to nie jest zdrowe, ani zabawne dla żadnej ze stron. -Jedno jest pewne, od początku trzeba jasno wyrazić swoje poglądy i nie brnąć w udawanie jak w jakiejś brazylijskiej telenoweli. -A może ktoś założy portal randkowy dla niewierzących? 
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
 | 9 na 9 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) |
> -A może ktoś założy portal randkowy dla niewierzących?  Byłem na jednym z takich portali i musiałbym się o nim wypowiedzieć niezbyt dobrze, więc może lepiej zmilczę. Oczywiście są portale, gdzie można podać światopogląd, a to już coś. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że osoby podające się za ateistów, są często (choć na szczęście nie zawsze) młodymi buntownikami, względnie osobami niezadowolonymi z działań Kościoła, ale niedoceniającymi racjonalnych wartości i roli rozumu. Niestety jakoś nie mogę sobie wyobrazić związku z taką "ateistką". Naprawdę trudno znaleźć osobę areligijną, poważnie myślącą o życiu, odpowiedzialną i rozumiejącą potęgę umysłu. Ale ciągle mam nadzieję, że mi się to uda
|
|
|  | 10 na 10 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | No to trzymaj się swoich wartości i nie odpuszczaj. Masz ten plus, że usiłejesz poznać i rozumieć siebie, swoje potrzeby i wartości, a nie brniesz bezmyślnie za instynktem, jak ćma do światła. Myślisz racjonalnie na początek, w odróżnieniu od wielu, którzy kieruja się emocjami, zakochaniem czy namiętnościami, co jednak nie oznacza, że to ty nie polegniesz szybciej i mocniej niż ci "bezmyślni". Życie to proces, relacje między ludźmi to proces, związek to proces i wiele zmiennych wchodzi w grę. Czasami nieoczekiwanych, zupełnie zaskakujących, a zawsze tych opisywanych przez fachowców, czyli spadek namiętności czy intymności. Ja jednak lubię, jak ludzie przy tym myślą. Plus. Dwa plusy.
|
|
| |  | 5 na 5 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >No to trzymaj się swoich wartości i nie odpuszczaj. Masz ten plus, że usiłejesz poznać i rozumieć siebie, swoje potrzeby i wartości, a nie brniesz bezmyślnie za instynktem, jak ćma do światła. -Na dodatek często taka postawa jest postrzegana bardzo pozytywnie u płci przeciwnej, nawet u osobników wierzących (nie za mocno) lub wątpiących. Facet z zasadami, swoim zdaniem, którego potrafi jasno i kulturalnie bronić. Niestety gwarancji nigdy nie ma, że w pewnym momencie i to przestanie się podobać.
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
| | |  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Niestety gwarancji nigdy nie ma, że w pewnym momencie i to przestanie się podobać. Bo to z tym podobaniem jest nerwowo. Coś, co wcześniej się podobało, czyli jakoś podniecało, uwodziło, zmienia się w zwykłe docenianie albo nawet obojętność, a może i zacząć drażnić, kiedy druga strona głównie zacznie chcieć stawiać na swoim, kreować wspólną rzeczywistość na własną modłę.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) | No właśnie - to trochę tak jak w tym filmie z miłością policjantki do złodzieja. Na początku to może być ekscytujące - poznać kogoś, kto jest zupełnie inny, przespać się z nim, zobaczyć jak to będzie. Ale potem pojawia się normalne życie, w którym tak poważne rozbieżności charakterów/światopoglądów nie mogą ze sobą pokojowo współegzystować. Jeśli owocem takiej "miłości" (tak naprawdę niebezpiecznej przygody) stanie się dziecko, to dopiero poważny problem. Może się okazać, że nie tyle przejmie ono ziarno pozytywnego wątpienia i otwartości umysłu od ateistycznego rodzica, co stanie na środku pola bitwy między rodzicami i będzie totalnie zdezorientowane, którą stronę powinno obrać. Moralność, w przeciwieństwie do tego, co twierdzi Kościół, nie jest wrodzona - trzeba ją kształtować. Kiedy kształtują ją dwa zupełnie odrębne światopoglądy, wcale nie jest powiedziane, że dziecko da sobie z tym wszystkim radę.
|
|
| | | | |  | darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Bo najpierw mamy namiętność, później namiętność plus intymność, później związek kompletny z zobowiązaniem jako trzecim składnikiem, a jeszcze troszkę później krzywa namiętności spada i mogą zacząć się kłopoty. Zwłaszcza, jak intymność wyparuje. Trzeba spróbować przewidywać, jak to może być, kiedy te klasyczne fazy związku będą następować i co z tym zrobimy oboje. Choć to trochę wróżenie z fusów, jednak lepiej myśleć, niż nie myśleć. Niestety muszę wyjść do wieczora.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) | >Bo najpierw mamy namiętność, później namiętność plus intymność, później związek kompletny z zobowiązaniem jako trzecim składnikiem, a jeszcze troszkę później krzywa namiętności spada i mogą zacząć się kłopoty. Zwłaszcza, jak intymność wyparuje. To istnieje namiętność bez intymności? Tracę nadzieję, że kiedyś uda mi się zrozumieć męskie spojrzenie.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | DeeDee (822 punktów) | to nie męskie spojrzenie, a naukowe.
Z tego co czytałam, to naukowcy już od dawana "pochylaja się" nad zjawiskiem miłości i jako wynik tych obserwacji rozłożyli je na 3 elementy, tj. namiętność, intymność i zobowiązanie (tj. decyzję o byciu razem). Z tego co pamiętam, te elementy mogą występować w różnych konfiguracjach, nie koniecznie wszystkie razem.
Warto poszukać na ten temat informacji i wiedzy, bo mam wrażenie, że choć miłość dotyczy każdego człowieka, to więcej na jej temat przesądów niż prawdy.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) | > to nie męskie spojrzenie, a naukowe. >Z tego co czytałam, to naukowcy już od dawana "pochylaja się" nad zjawiskiem miłości i jako wynik tych obserwacji rozłożyli je na 3 elementy, tj. namiętność, intymność i zobowiązanie (tj. decyzję o byciu razem). Z tego co pamiętam, te elementy mogą występować w różnych konfiguracjach, nie koniecznie wszystkie razem. >Warto poszukać na ten temat informacji i wiedzy, bo mam wrażenie, że choć miłość dotyczy każdego człowieka, to więcej na jej temat przesądów niż prawdy.Osobiście to "naukowe spojrzenie" na milość bardzo mnie interesuje np. jak na moje postrzeganie partnera przy śniadaniu wpłynie oksytocyna wydzielana w moim organizmie w czasie seksu przed śniadaniem. Konkretna substancja, organ, narząd. Namiętność, intymność, zobowiązanie to raczej, dla mnie, nie naukowe pojęcia. Dziekuję za zachetę do poszukiwania wiedzy. pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | DeeDee (822 punktów) | Właściwie to wyniki badań i analiz psychologicznych, a podobno psychologii nie uważa się (jak na razie) za naukę więc może dlatego tak nienaukowo to brzmi. Wszystkim chętnym aby poznać "podstawy" miłości polecam ten artykuł zdrowie.ga(*)e/1,111848,9416624,Milosc.html
|
|
| | | | | | | | | |  | | Gabriel X (957 punktów) | >podobno psychologii nie uważa się (jak na razie) za naukę > Psychologia jest od swego początku dyscypliną naukową, a od 1879 roku nawet eksperymentalną. Należy do grupy nauk społecznych i np. w odróżnieniu od socjologii w wysokim stopniu opiera się także na badaniach empirycznych z silną kontrolą statystyczną ujawnianych związków zależności, korelacji itp. Zagadnienia miłości też znajdują w psychologii dobrą i zweryfikowaną podbudowę teoretyczną. Ale najpiękniej o niej wypowiedział się E. Fromm w "Sztuce miłości".
|
|
| | | | | | | | | | |  | | DeeDee (822 punktów) | Dzięki za sprostowanie  D.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | kognitywista (3391 punktów) | > To istnieje namiętność bez intymności?Tak. Na przykład wtedy, gdy po długiej rozłące zauważasz ukochanego na drugim końcu zatłoczonej sali i masz nieodpartą ochotę na intymność
|
|
| | | | | | | |  | | zupełna (2507 punktów) | >>To istnieje namiętność bez intymności? >Tak. Na przykład wtedy, gdy po długiej rozłące zauważasz ukochanego na drugim końcu zatłoczonej sali i masz nieodpartą ochotę na intymność  Rozumiem, ze w takich warunkach szansa jest jedynie na namiętność. Zabawne.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Intymność, czyli bliskość, to wszelkie pozytywne uczucia i działania wzmagające przywiązanie partnerów.
Według psychologa i psychometry Roberta Sternberga (trójczynnikowa koncepcja miłości), na tak pojmowaną intymność składają się:
-pragnienie dbania o dobro partnera, -przeżywanie szczęścia w obecności partnera i z jego powodu, -szacunek dla partnera, -przekonanie, że można na niego liczyć w potrzebie, -wzajemne zrozumienie, -wzajemne dzielenie się przeżyciami i dobrami duchowymi i materialnymi, -dawanie i otrzymywanie uczuciowego wsparcia, -uważanie partnera za ważny element własnego życia; -wymiana intymnych informacji
Przy czym, nie wszystkie te uczucia muszą występować w związku, żeby związek był intymny. Wystarczy dowolna konfiguracja wystarczająco dużej ilości składników.
W początkach miłości intymność jest niska, rośnie ona stopniowo wraz z czasem trwania związku i jeszcze wolniej opada po osiągnięciu swego maksimum. Emocje składające się na intymność są w dużej mierze wynikiem komunikacji między partnerami i rozumienia potrzeb osoby kochanej. Czyli najpierw potrzeba czasu, obserwacji, nauczenia się czegoś o partnerze, a wtedy namiętność już sobie bryka. Więc istnieje namiętność bez tak rozumianej intymności. Namiętność przynależy do pierwszej fazy związku, czyli zakochania, a wraz z intymnością do drugiej, czyli romantycznych początków. Trzecia, to ów związek kompletny, wtedy kiedy dochodzi zobowiąanie (decyzje, myśli i działania ukierunkowane na przekształcenie relacji miłosnej w trwały związek oraz na utrzymanie tego związku pomimo różnych przeszkód). Czwarta faza to związek przyjacielski (intymność i zobowiązanie, ale już bez namiętności, której można pomagać, ale z zupełną darmochą już nie tak łatwo jak wcześniej), piąta - związek pusty, zobowiązanie, ale już bez intymności, szósta - rozpad związku (wycofanie zobowiązania). Oczywiście, trudno w psychologii mówić o nauce, ale to cała masa badań. 94% badanych zgodziło się, że jeden z tych opisów dobrze oddaje stan ich związku. To nie stanowi dowodu na trafnosć modelu, ale można spokojnie przyjąć, że uwzględnia niemal wszystkie spotykane u ludzi postaci miłości.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) | >-pragnienie dbania o dobro partnera, >-przeżywanie szczęścia w obecności partnera i z jego powodu, ........ >-wymiana intymnych informacji >Przy czym, nie wszystkie te uczucia muszą występować w związku, żeby związek był intymny. Wystarczy dowolna konfiguracja wystarczająco dużej ilości składników.Trochę zastanawia to stwierdzenie o "wystarczająco dużej ilości składników". Oznaczało by to, że np. wzajemnie dzielenie się dobrami duchowymi i materialnymi ( a tak jest w relacji prostytutka-klient) może tworzyć związek intymny. Zmartwiło mnie również, że najintymniejszą relację tworzę z Fredzisławem, a to kot jest. >W początkach miłości intymność jest niska, rośnie ona stopniowo wraz z czasem trwania związku i jeszcze wolniej opada po osiągnięciu swego maksimum. Emocje składające się na intymność są w dużej mierze wynikiem komunikacji między partnerami i rozumienia potrzeb osoby kochanej. Czyli najpierw potrzeba czasu, obserwacji, nauczenia się czegoś o partnerze, a wtedy namiętność już sobie bryka. Więc istnieje namiętność bez tak rozumianej intymności.Tak, bez tak rozumianej intymności namiętność istnieje. Namiętność przynależy do pierwszej fazy związku, czyli zakochania, a wraz z intymnością do drugiej, czyli romantycznych początków. Trzecia, to ów związek kompletny, wtedy kiedy dochodzi zobowiąanie (decyzje, myśli i działania ukierunkowane na przekształcenie relacji miłosnej w trwały związek oraz na utrzymanie tego związku pomimo różnych przeszkód). Czwarta faza to związek przyjacielski (intymność i zobowiązanie, ale już bez namiętności, której można pomagać, ale z zupełną darmochą już nie tak łatwo jak wcześniej), piąta - związek pusty, zobowiązanie, ale już bez intymności, szósta - rozpad związku (wycofanie zobowiązania). Tak, choć często fazy środkowe są pomijane. Oczywiście, trudno w psychologii mówić o nauce, ale to cała masa badań. 94% badanych zgodziło się, że jeden z tych opisów dobrze oddaje stan ich związku. To nie stanowi dowodu na trafnosć modelu, ale można spokojnie przyjąć, że uwzględnia niemal wszystkie spotykane u ludzi postaci miłości. >Jak to w psychologii. 94% badanych zgodziło się. Nie kwestionuję (uchowaj borze) osiągnięć psychologii, ale z racji trudności przeprowadzenia badań na "uśrednionej próbce " dla mnie stanowią jedynie pewną umowę, wskazówkę. pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Trochę zastanawia to stwierdzenie o "wystarczająco dużej ilości składników".Mnie też zastanowiło, ale jak więcej poczytałem o metodologii i różnych dodatkowych badaniach, to uznałem, że sumienne to jest, niemniej, ja również mam dystans do psychologii jako nauki. Absolutnie przyjazny dystans. Zbyt dużo z tego pożytku. > Oznaczało by to, że np. wzajemnie dzielenie się dobrami duchowymi i materialnymi ( a tak jest w relacji prostytutka-klient) może tworzyć związek intymny.Przecież wiesz, że wybrałaś jeden punkt, a to za mało. > Zmartwiło mnie również, że najintymniejszą relację tworzę z Fredzisławem, a to kot jest.  No cóż, bywa. Ale nie wiem, czy to powód do szczególnego zmartwienia. Życie. > Namiętność przynależy do pierwszej fazy związku, czyli zakochania, a wraz z intymnością do drugiej, czyli romantycznych początków. Trzecia, to ów związek kompletny, wtedy kiedy dochodzi zobowiązanie (decyzje, myśli i działania ukierunkowane na przekształcenie relacji miłosnej w trwały związek oraz na utrzymanie tego związku pomimo różnych przeszkód). Czwarta faza to związek przyjacielski (intymność i zobowiązanie, ale już bez namiętności, której można pomagać, ale z zupełną darmochą już nie tak łatwo jak wcześniej), piąta - związek pusty, zobowiązanie, ale już bez intymności, szósta - rozpad związku (wycofanie zobowiązania). > Tak, choć często fazy środkowe są pomijane.Najczęstszymi związkami są oczywiście te, które kończą na fazie drugiej. Do tych środkowych w rzeczywistości nie dochodzi, tak ja zresztą do tych końcowych, bo nie było zobowiązania (oczywiście w tym sensie, o którym wspomniałem). > Jak to w psychologii. 94% badanych zgodziło się. Nie kwestionuję (uchowaj borze) osiągnięć psychologii, ale z racji trudności przeprowadzenia badań na "uśrednionej próbce " dla mnie stanowią jedynie pewną umowę, wskazówkę.Z mojej strony zgoda.
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | zupełna (2507 punktów) | :D  >>Zmartwiło mnie również, że najintymniejszą relację tworzę z Fredzisławem, a to kot jest.  >No nie mogę się oprzeć i muszę dopisać. Twój związek z Fredzisławem posiada krzywą intymności na wysokim pułapie. A więc albo to jest faza romantycznych początków albo związku kompletnego, w którego skład wchodzi też zobowiązanie i namiętność. Jak mocno namiętnie Fredzisława tarmosisz a on głośno mruczy, to jest to związek kompletny, więc trudno komuś innemu dorównać. To raczej związek kompletny.Po 1,5 roku wspólnego życia dzielimy się wartościami duchowymi i materialnymi (ja-karma, on owady), czujemy się szczęśliwi, itd. Mamy też zobowiązania, przynajmniej ja. Jesteście w optimum, jak krzywa trochę opadnie i przejdziecie w związek przyjacielski (tarmoszenie nieco spowszechnieje) to może ktoś inny Fredzisława zmieni. >Mi trochę już spowszedniało. Może oboje popadliśmy w rutynę? Czasem przychodzi mi do głowy pomysł wprowadzenia do domu drugiego kota brytyjskiego.... p.s. Przezabawny post popełniłeś.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Czasem przychodzi mi do głowy pomysł wprowadzenia do domu drugiego kota brytyjskiego.... Fajny, ale czytam, że ma angielski charakter, posiada dżentelmeńskie obycie i stoicki spokoj. Ważniak. Jeżeli Fredzisław to prosty dachowiec, to możesz go zdołować. Wiesz, jak to z chłopami.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | zupełna (2507 punktów) | >>Czasem przychodzi mi do głowy pomysł wprowadzenia do domu drugiego kota brytyjskiego.... >Fajny, ale czytam, że ma angielski charakter, posiada dżentelmeńskie obycie i stoicki spokoj. Ważniak. Jeżeli Fredzisław to prosty dachowiec, to możesz go zdołować. Wiesz, jak to z chłopami. Fredzisław to właśnie kot brytyjski. Zatem konkurencyjny dla związku z Fredzisławem może być tylko związek z drugim brytyjczykiem. p.s. Fredzisław nie zachowuje się jak ważniak. Po prostu zna swoją wartość. W euro.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Fredzisław nie zachowuje się jak ważniak. Po prostu zna swoją wartość. No to go lubię. >W euro. Sprawdziłem ceny. Warto. Strasznie fajnie się na nie patrzy. Maluchy są słodkie, a do tych większych aż chce się zwracać "sir".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Jak to jest właściwie, że prawie każdy temat i tak w końcu schodzi na koty?  Mind control spod biurka.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | darkside (7775 punktów) (zablokowany) | |
|
| | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Anna Salman (16360 punktów) | > Fajny, ale czytam, że ma angielski charakter, posiada dżentelmeńskie obycie i stoicki spokoj. Ważniak. Jeżeli Fredzisław to prosty dachowiec, to możesz go zdołować. Wiesz, jak to z chłopami.Muszę zaprotestować. Jaki dachowiec? Kot europejski krótkowłosy. Poza tym moje KEK (jeden był płci męskiej) nie miały żadnych kompleksów. Wręcz przeciwnie - obecna znajducha (9 lat związku), siłom i godnościom osobistom bije na głowę wszystkie szpanerskie odmiany. Wyznacznikiem klasy kota nie jest cena, lecz: umiejętność manipulacji człowiekiem  , siła pomruku, finezyjność ruchów oraz zestaw figur tzw. płaskich (trzy ostatnie jako zestaw środków socjotechniki do osiągnięcia pierwszego).
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > finezyjność ruchów oraz zestaw figur tzw. płaskich (trzy ostatnie jako zestaw środków socjotechniki do osiągnięcia pierwszego).Hmm...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Anna Salman (16360 punktów) | Zdjęcie cudne, ale takich słów żaden kot nie używa. Przynajmniej żaden KEK. Już prędzej właściciel (ka).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > Zdjęcie cudne, ale takich słów żaden kot nie używa. Przynajmniej żaden KEK. Już prędzej właściciel (ka).Niewiadomo co sobie w duchu myśli? Może czasem mięsem rzuci, a ludzki partner nie musi tego wiedzieć...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | > >...takich słów żaden kot nie używa...> ...Może czasem mięsem rzuci, a ludzki partner nie musi tego wiedzieć...  Od tego jest ludzki partner, żeby wiedział, czytał w myślach i uprzedzał życzenia. Na tym polega tzw. wychowywanie kota. Dlatego ... na dłuższą metę nie polecam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Anna Salman (16360 punktów) | > Chciałaś chyba powiedzieć: na tym polega być wychowywanym przez kota  Pozwól mi zachować pozory (resztki godności).  > Ach, ja bym chciał powrócić do ojcowania jakiejś ślicznotce, bez względu na rasę, niestety umowa najmu mi nie pozwala  Za to masz marzenie (jak Martin Luther), czyli masz po co żyć. O ile nadal chodzi o kota, a nie np. o ...  nieletnią Azjatkę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | >Może czasem mięsem rzuci W przenośni - być może, dosłownie - z całą pewnością. Łapa do miski, kawałek wołowiny na pazur i fru! machnięcie łapą i mięso leci na środek kuchni, gdzie następnie, po kilku podrzuceniach i przydepnięciach, jest zjadane z podłogi. Ręce opadają...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Łoo Jezusicku, czy jest tutaj jakaś kobieta, która nie ma kota?  P.S. to o dachowcach, odszczekuję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Anna Salman (16360 punktów) | > Łoo Jezusicku, czy jest tutaj jakaś kobieta, która nie ma kota?  Jeżeli nie w znaczeniu metaforycznym, to ja - jak najbardziej. > P.S. to o dachowcach, odszczekuję.Idź, a nie grzesz więcej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | > Każdy ma kota. Jak nie futrzastego, to metaforycznego  ...każdy go ma , ale nie każdy o tym wie  (i to właśnie jest problemem)
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Anna Salman (16360 punktów) | > Też tak uważałam zanim poznałam koty brytyjskie. Tu nie chodzi o szpanerskość odmiany, tylko o wymieniony przez Ciebie zestaw kocich cech. Kot brytyjski to koci geniusz. ...>  Nie kategoryzuję tak ludzi, jak i kotów. Rasy są owszem kształtowane dla wzmocnienia pewnych cech, ale obstaję przy swoim - żadna rasa nie może sobie rościć praw do wyjątkowości. Ogółem, z obecnym, miałam 4 egzemplarze i zapewniam - każdy musi być rozpatrywany indywidualnie.  Do niedawna mieszkałam z czymś takim, co możnaby zjeść na surowo: rudy, wielki, puchaty, z brązowymi oczami i kompletnie debilnym spojrzeniem. Do tego pomruk miał jak traktor. Na sam jego widok człowiek miękł i czuł się jak pyłek w kosmosie - taka siła perswazji. Kot jest szczytowym osiągnięciem ewolucji w zakresie estetyki i inteligencji.
|
|
|  | 12 na 12 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > >-A może ktoś założy portal randkowy dla niewierzących?  > Byłem na jednym z takich portali i musiałbym się o nim wypowiedzieć niezbyt dobrze, więc może lepiej zmilczę.-Haha. Wiem. Jedni boją się słowa ateizm, a inni chcą się nim popisać. > Oczywiście są portale, gdzie można podać światopogląd, a to już coś.> Z własnego doświadczenia wiem jednak, że osoby podające się za ateistów, są często (choć na szczęście nie zawsze) młodymi buntownikami, względnie osobami niezadowolonymi z działań Kościoła, ale niedoceniającymi racjonalnych wartości i roli rozumu. Niestety jakoś nie mogę sobie wyobrazić związku z taką "ateistką".-Tak, tak. Ateistka, zamiłowania i pasje; astrologia lub/i medycyna alternatywna. Poza tym może jakaś reinkarnacja i sprawiedliwość kosmosu. > Naprawdę trudno znaleźć osobę areligijną, poważnie myślącą o życiu, odpowiedzialną i rozumiejącą potęgę umysłu. Ale ciągle mam nadzieję, że mi się to uda  -Aha. Jeszcze jakby to był ktoś co przeszedł swoją drogę od wiary do ateizmu i rozumiał z czego się wyzwolił. Niektórzy nigdy nie indoktrynowani religijnie mają bardzo naiwne podejście do wierzących, nie wiedzą czym to wszystko naprawdę pachnie z bliska. Kościoły widzą jak domy kultury i muzea, a ludzie tam fajnie śpiewają i tworzą wspólnotę czyli w sumie fajne ziomale (oczywiście są i tacy, szczególnie gdy się nie porusza pewnych kwestii i nie ma zbyt ścisłych relacji). Takie podejście mają ci, którzy nie wiedzą skąd religia się wywodzi, nie znają jej prawdziwej historii i świętych ksiąg (choćby pobieżnie), a cały pogląd kształtują na podstawie dyskusji miłych księży i zakonników występujących w mediach, opowiadających o pomocy dla biednych i wartościach moralnych.
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
| |  | 11 na 11 | jasenka (1863 punktów) | > -Haha. Wiem. Jedni boją się słowa ateizm, a inni chcą się nim popisać.A jeszcze inni kompletnie nie rozumieją, co to słowo znaczy  Odnoszę wrażenie, że dla większości ateista to taki, co narzeka na kościół i księży. Ostatnio miałam - trudno powiedzieć związek - raczej zalążek znajomości - z takim właśnie "ateistą". Wszystko było cacy, dopóki nie powiedziałam, że nie znoszę Bożego Narodzenia z całym jego inwentarzem. Dowiedziałam się, że wypieram się tradycji polskiej  A ja jestem patriotką. A to była jakaś podróba a nie ateista!
|
|
| | |  | 1 na 1 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) | Doskonale Cię rozumiem. Jeśli o mnie chodzi, to o okresie świat często mam takie wrażenie, jakby cały świat zwariował...
|
|
| | |  | KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > >-Haha. Wiem. Jedni boją się słowa ateizm, a inni chcą się nim popisać.> A jeszcze inni kompletnie nie rozumieją, co to słowo znaczy > Odnoszę wrażenie, że dla większości ateista to taki, co narzeka na kościół i księży.-Czyli mylą ateistę z antyklerykałem. Zabawne, że dość często spotykam wierzących o wiele bardziej antyklerykalnie nastawionych ode mnie. W sumie coś w tym jest, oni powinni wymagać od swoich duszpasterzy, mi raczej "wiszą i powiewają" i nie zarabiają na mnie. > A to była jakaś podróba a nie ateista!  -Widać teraz wszystko takie podrabiane. Sprawdziłaś czy nie miał metki "Made in China"? 
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | jasenka (1863 punktów) | > >Odnoszę wrażenie, że dla większości ateista to taki, co narzeka na kościół i księży.> -Czyli mylą ateistę z antyklerykałem. Zabawne, że dość często spotykam wierzących o wiele bardziej antyklerykalnie nastawionych ode mnie.Ja też! Ja znam nawet kilku księży, których rozumiem, bo traktuję to jako zawód, coś w rodzaju agenta ubezpieczeniowego - też wciska kit nieświadomym osobom. Niektórzy księża jednak robią dość pożyteczne rzeczy, więc dlatego nie skreślam wszystkich na wstępie. Co lepsze - od razu mówię, że jestem ateistką i nie spotkałam się z moralizowaniem, już częściej się mądrzą racjonalne profesorki, co zjadły każdy rozum, leżący w pobliżu. > >A to była jakaś podróba a nie ateista!  > -Widać teraz wszystko takie podrabiane. Sprawdziłaś czy nie miał metki "Made in China"?  No nie doszło do sprawdzenia metki
|
|
| | | | |  | KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Ja też! Ja znam nawet kilku księży, których rozumiem, bo traktuję to jako zawód, coś w rodzaju agenta ubezpieczeniowego - też wciska kit nieświadomym osobom.-Ten, który krąży w mojej okolicy, dla niego będącej parafią, stosuje wobec mnie (jak już jakoś wejdę mu w drogę) inne słownictwo, nie szczęść boże, tylko witam. No i wzajemnie. > >-Widać teraz wszystko takie podrabiane. Sprawdziłaś czy nie miał metki "Made in China"?  > No nie doszło do sprawdzenia metki  -Ups  To nawet lepiej w takim przypadku.
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Gapa (597 punktów) |
>-Czyli mylą ateistę z antyklerykałem.
No to mam problem, bo tak naprawde nigdy wczesniej nie usilowalam sie siebie zaklasyfikowac. Zawsze bylam dla siebie i innych po prostu Agata i kropka. Bo: generalne zasady wszystkich religii sa dla mnie akceptowalne. Wspanialy jest pomysl reinkarnacji. Po smierci czeka mnie wielka nicosc z ktorej i tak nie zdam sobie sprawy. Mam dylemat czy mnie skremowac czy nie, zeby byc bardziej ekologicznie "wydajna". No i wierze, ze w kosmosie jest cos-ktos, jakies istotki chocby pierwotniaczki "marsjanskie", ze za kilkaset lat beda odkryte. No i wkurzaja mnie ksieza i caly ten cyrk z nimi, ta pazernosc, i ta pewnosc wlasnej nieomylnosci, a najbardziej to, ze okazuje sie ze bycie po prostu soba bez klasyfikacji nie mam szans, bo mam religie w szkole i nagle musze sie komus tlumaczyc co i dlaczego, zajmowac stanowisko...
No to kim jestem?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | > No to kim jestem?Sobą. > >-Czyli mylą ateistę z antyklerykałem.> No to mam problem, bo tak naprawde nigdy wczesniej nie usilowalam sie siebie zaklasyfikowac. Zawsze bylam dla siebie i innych po prostu Agata i kropka.> Bo: generalne zasady wszystkich religii sa dla mnie akceptowalne.Czyli jesteś "areligijna" > Wspanialy jest pomysl reinkarnacji.Ale w niego nie wierzysz? > Po smierci czeka mnie wielka nicosc z ktorej i tak nie zdam sobie sprawy. Czyli nie wierzysz w życie po śmierci.> Mam dylemat czy mnie skremowac czy nie, zeby byc bardziej ekologicznie "wydajna".Czyli jesteś pro-ekologiczna > No i wierze, ze w kosmosie jest cos-ktos, jakies istotki chocby pierwotniaczki "marsjanskie", ze za kilkaset lat beda odkryte.To dość racjonalne podejście > No i wkurzaja mnie ksieza i caly ten cyrk z nimi, ta pazernosc, i ta pewnosc wlasnej nieomylnosci,dla mnie to antyklerykalizm - też tak mam  > a najbardziej to, ze okazuje sie ze bycie po prostu soba bez klasyfikacji nie mam szans, bo mam religie w szkole i nagle musze sie komus tlumaczyc co i dlaczego, zajmowac stanowisko...Czy ja wiem czy to takie złe... Klasyfikowanie naszych poglądów ułatwia nam wymienianie ich. Nie oznacza to oczywiście, że naszą osobę opisuje tylko jedna cecha, nie jesteśmy WYŁĄCZNIE ateistami, agnostykami, antyklerykałami, mamy tysiące innych cech i poglądów.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Gapa (597 punktów) | Dziękuję. Areligijna, może być. W reinkarnację to "wierzę":  w końcu "mój skład chemiczny" rozejdzie się po świecie, czyli "będę" wszystkim, nie będąc sobą. To mnie trochę uspokaja, że po śmierci jednak coś się będzie ze mną działo. Areligijna, może być. Zapomniałam dodać, że całym sercem wierzę w "amulety", które daje mi mój syn, włożył w nie tyle serca i miłości, że jak potrzebuje otuchy, to zabieram je ze sobą. Zostawiam niuanse nazw. Jestem sobą i to musi wystarczyć i mi, i wszystkim.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >>-Czyli mylą ateistę z antyklerykałem. > No to mam problem, bo tak naprawde nigdy wczesniej nie usilowalam sie siebie zaklasyfikowac. Zawsze bylam dla siebie i innych po prostu Agata i kropka. -Nie ma potrzeby klasyfikowania siebie. To człowiek wymyśla definicje i nazwy. Jeśli ktoś wierzy w boga jest teistą, jeśli nie wierzy, ateistą. To tylko określenie poglądów w danej materii. W obydwu przypadkach nadal możesz być (jesteś) Agatą i kropka.
>Bo: generalne zasady wszystkich religii sa dla mnie akceptowalne. -To pewnie niewiele o nich wiesz, bo często sobie przeczą. Czy wiara islamistów, że zabijanie niewiernych prowadzi prosto do raju też jest dla Ciebie akceptowalna? Albo kamienowanie cudzołożnic? Oj nazbierałoby się tego...
>Wspanialy jest pomysl reinkarnacji. Po smierci czeka mnie wielka nicosc z ktorej i tak nie zdam sobie sprawy. Mam dylemat czy mnie skremowac czy nie, zeby byc bardziej ekologicznie "wydajna". No i wierze, ze w kosmosie jest cos-ktos, jakies istotki chocby pierwotniaczki "marsjanskie", ze za kilkaset lat beda odkryte. -W ten sposób można wymyślić wszystko, nawet Jezusa. Tylko poco, nie lepiej poznawać świat prawdziwy?
>No i wkurzaja mnie ksieza i caly ten cyrk z nimi, ta pazernosc, i ta pewnosc wlasnej nieomylnosci, a najbardziej to, ze okazuje sie ze bycie po prostu soba bez klasyfikacji nie mam szans, bo mam religie w szkole i nagle musze sie komus tlumaczyc co i dlaczego, zajmowac stanowisko... -Nie musisz. Możesz powiedzieć NIE bez tłumaczenia.
>No to kim jestem? -Możesz być kim zechcesz. Ale przecież nie potrzebujesz definicji.
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
| | | | | |  | | Gapa (597 punktów) | -To pewnie niewiele o nich wiesz, bo często sobie przeczą.Prawda. Przeczytalam tylko jedna grubasna ksiazke "religioznastwo", stwierdzilam, ze kazda z religi opisanych znajdzie na pewno amatora. -W ten sposób można wymyślić wszystko, nawet Jezusa. Tylko poco, nie lepiej poznawać świat prawdziwy?Swiat prawdziwy jest swiatem realnym, a ja lubie puszczac wodze fantazji, kochalam m.in.Lema. Swiat wyobrazni, jest swiatem tylko moim. Nie zamierzam go nikomu narzucac  Chyba ze synowi w postaci bajek na dobranoc wprost z glowy. A marsjankich robaczkow to juz przeciez szukaja. Ja nie chce byc sama we wszechswiecie-sasiedzi z innej planety moga byc fajni albo i nie.... Albo kamienowanie cudzołożnic?Na moj chlopski rozum, co innego wiara a co innego fanatyzm. Dylemat muzlumanek, jak karmic dziecko piersia.... itd, itp... Nie musisz. Możesz powiedzieć NIE bez tłumaczeniaNie... nie moge.... mam klopoty z asertywnoscia.... nie umiem wprost powiedziec Nie, Bo NIE. Unikam jak moge sytuacji. Szybko sie pesze. Czy jest tu jakis psycholog?
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | zupełna (2507 punktów) | >-Nie ma potrzeby klasyfikowania siebie. To człowiek wymyśla definicje i nazwy. Jeśli ktoś wierzy w boga jest teistą, jeśli nie wierzy, ateistą. To tylko określenie poglądów w danej materii. W obydwu przypadkach nadal możesz być (jesteś) Agatą i kropka. plus >>Bo: generalne zasady wszystkich religii sa dla mnie akceptowalne. >-To pewnie niewiele o nich wiesz, bo często sobie przeczą. Czy wiara islamistów, że zabijanie niewiernych prowadzi prosto do raju też jest dla Ciebie akceptowalna? Albo kamienowanie cudzołożnic? Oj nazbierałoby się tego... plus >->-W ten sposób można wymyślić wszystko, nawet Jezusa. Tylko poco, nie lepiej poznawać świat prawdziwy? plus >-Nie musisz. Możesz powiedzieć NIE bez tłumaczenia. duży plus >>No to kim jestem? >-Możesz być kim zechcesz. Ale przecież nie potrzebujesz definicji. bardzo duży plus A tylko jeden mogę postawić.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 makuś (5578 punktów) (zablokowany) | -Możesz być kim zechcesz. Ale przecież nie potrzebujesz definicji.
hej, Wydaje mi się , że nie można być kim się chce Na przykład nie możesz być wielorybem albo chińczykiem Nie możesz być dwu metrowym facetem będąc calineczką
Wydaje mi się też że potrzebujemy definicji Potrzebujemy jej choćby po to aby wiedzieć kim nie jesteśmy Nie można być wszystkim lub niczym A jeśli nie jestem wszystkim i nie jestem niczym to czymś przecież jestem ...
Coś lubię , czegoś nie znoszę , coś uznaje za wartościowe , co innego uznaję za niebezpieczne ... Muszę stworzyć jakieś "JA" choćby po to aby się wobec tego móc zdystansować
makuś
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >>-Możesz być kim zechcesz. Ale przecież nie potrzebujesz definicji. >hej, >Wydaje mi się , że nie można być kim się chce >Na przykład nie możesz być wielorybem albo chińczykiem >Nie możesz być dwu metrowym facetem będąc calineczką >Wydaje mi się też że potrzebujemy definicji >Potrzebujemy jej choćby po to aby wiedzieć kim nie jesteśmy
-Chodzi o określenie osobowości. Najpierw coś myślę, w coś wierze lub nie, coś lubię czegoś nie cierpię i dopiero wtedy sprawdzam jaka jest tego ogólna definicja, jeśli jestem jej ciekaw oczywiście. Najgorsze jest działanie odwrotne czyli określenie kim mam być, i dopasowywanie się do definicji.
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Sewerin (6 punktów) | > No to kim jestem?Człowiekiem
|
|
| |  | 2 na 2 | Gapa (597 punktów) | > -Aha. Jeszcze jakby to był ktoś co przeszedł swoją drogę od wiary do ateizmu i rozumiał z czego się wyzwolił. Niektórzy nigdy nie indoktrynowani religijnie mają bardzo naiwne podejście do wierzących, nie wiedzą czym to wszystko naprawdę pachnie z bliska. < Nie mogę jeszcze dodawać plusów, ale mam po sobie przykład, ze lekceważąco podchodzę/łam, do tematu. Dopiero kilka rozpaczliwych postów na forum od ludzi, zwłaszcza dorosłych(!)dzieci zmuszanych do czego nie chcą bierzmowanie/chodzenie do kościoła/i in. Nie wolno zmuszać kogokolwiek do czegokolwiek w tej kwestii. Nie miałam pojęcia, jak cierpią ludzie, którzy są narażeni na codzienne niszczenie psychiczne. Właśni rodzice, ktoś w kim ZAWSZE powinno się mieć oparcie i kogoś kto wysłucha...
|
|
 | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | > -A może ktoś założy portal randkowy dla niewierzących?  Wolę organizować spotkania niewierzących, nie randkowe. Organizujmy się, spotykajmy, poznajmy innych, jednak portale randkowe są... niepoważne. A spotykając innych masz większe szanse na spotkanie kogoś interesującego, kto wie...
|
|
|  | | MH1978 (462 punktów) |
>Wolę organizować spotkania niewierzących, nie randkowe.
To bardzo ciekawe. Sama organizujesz takie spotkania? Bo jeśli tak, to bardzo chętnie skorzystałbym z takiej formy - oczywiście jeśli takie spotkania są otwarte, a nie tylko dla Twoich najbliższych znajomych.
|
|
| |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) | Spotkania organizuje PSR ( tu zwykle zamieszczane są ogłoszenia), bywają też spotkania organizowane spontanicznie przez forumowiczów.
|
|
| | |  | | MH1978 (462 punktów) | Muszę zacząć śledzić te ogłoszenia. Jeśli będzie coś ciekawego w Poznaniu lub okolicy to pewnie się wybiorę.
|
|
| |  | | Ania... (14138 punktów) | > >Wolę organizować spotkania niewierzących, nie randkowe.> To bardzo ciekawe. Sama organizujesz takie spotkania? Bo jeśli tak, to bardzo chętnie skorzystałbym z takiej formy - oczywiście jeśli takie spotkania są otwarte, a nie tylko dla Twoich najbliższych znajomych.To za dużo powiedziane, chociaż jestem stałym uczestnikiem. ARGutowski organizuje je na Śląsku, z ramienia PSR, chociaż chodzą na nie raczej osoby sympatyzujące. Warto pójść na spotkanie PSRu, nawet nie zamierzając się zrzeszać, na pewno nikt nie wygoni, przeciwnie - śmiem przypuszczać, że na każdym spotkaniu przyjmą z otwartymi rękami, o ile jest otwarte. Wygodnym narzędziem do umawiania się jest FB.
|
|
7 na 7 | DeeDee (822 punktów) | Całkowicie Cię rozumiem i nie jest to nic wyjątkowego. Uważam, że zgodność w kwestii kluczowej, jaką jest światopogląd, jest bazą udanego związku. Również jestem singielką i nie wyobrażam sobie związku z mężczyzną wierzącym. Tak samo jak nie wyobrażam sobie związku z mężczyzną palącym. W obydwu sytuacjach dochodziłoby do powtarzających się sporów, które powoli podkopywałyby związek. Efekt tego jest łatwy do przewidzenia. Kiedy poznałam mojego ostatniego, byłego już chłopaka, czując, że jest chemia miedzy nami, i sprawa jest rozwojowa, zapytałam go, czy jest wierzący.. zawahał się, co mnie ucieszyło, i od razu mu powiedziałam, że ja jestem niewierząca. Był to idealny moment aby go zniechęcić albo upewnić się, że naprawdę jest zainteresowany i coś z tego będzie  No i wyszło, nie na długo jednak... ale to inna historia. A Tobie radzę trzymać się przyjętej linii postępowania w relacjach damsko-męskich (i nie tylko), aby zaoszczędzić sobie i innym niepotrzebnych nieporozumień
|
|
 | 5 na 5 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) |
> A Tobie radzę trzymać się przyjętej linii postępowania w relacjach damsko-męskich (i nie tylko), aby zaoszczędzić sobie i innym niepotrzebnych nieporozumień  Wiem, o czym mówisz. Spróbowałem kiedyś (i to całkiem niedawno) związku z osobą wierzącą. Nie wnikając w szczegóły - wszystko zakończyło się niemiłym zerwaniem wszelkich kontaktów... Ale dzięki temu jeszcze bardziej zrozumiałem jakie to ważne, żeby się zgadzać ze swoją partnerką w kwestii światopoglądu. Błędy to też droga do prawdy - byleby tylko wyciągać z nich wnioski.
|
|
 | | kika (1657 punktów) |
> Również jestem singielką i nie wyobrażam sobie związku z mężczyzną wierzącym. Tak samo jak nie wyobrażam sobie związku z mężczyzną palącym.Uwielbiam racjonalność, ale nie w miłości.Miłość której przeszkadza dym papierosowy? Musiałaby być bardzo słaba, niegodna tej nazwy. Ja polubiłam z jej powodu wady mojej teściowej. A nie było łatwo. I jestem jej teraz szczerze oddana. Z wzajemnością.
|
|
|  | 1 na 1 | DeeDee (822 punktów) | No cóż, jak powiedział T. Konwicki "miłość jak każda choroba psychiczna, przebiega w różnym nasileniu, zależnie od charakteru i wydolności wewnętrznej pacjenta (...)", ale to dla mnie nie powód aby żyć w smrodzie i narażać się na raka płuc. Zresztą to ja wątpiłabym w miłość osobnika, który by mnie na takie tortury narażał.. Poza tym czy miłość może być słaba lub mocna, czy po prostu jest albo jej nie ma... oto jest pytanie!!
|
|
|  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Uwielbiam racjonalność, ale nie w miłości.Miłość której przeszkadza dym papierosowy? Musiałaby być bardzo słaba, niegodna tej nazwy. 20 lat temu ani trochę mi to nie przeszkadzało. Dzisiaj po prostu nienawidzę dymu papierosowego, tak mam od kilku lat. Coś się u mnie zmieniło. Radykalnie.
|
|
 | 6 na 6 | Ania... (14138 punktów) | > A Tobie radzę trzymać się przyjętej linii postępowania w relacjach damsko-męskich (i nie tylko), aby zaoszczędzić sobie i innym niepotrzebnych nieporozumień  Zupełnie nie wyobrażam sobie budowania związku z osobą o całkowicie sprzecznych poglądach. W ramach tolerancji możemy tworzyć kompromis w kwestii zupy na świątecznym stole (tak, oboje jesteśmy niewierzący - mogę chyba tak napisać, chociaż M. się tak nie określa, jednak czyny i poglądy na całą resztę go określają dość jasno), ale nie w kwestii np. wartości, które uznajemy za istotne. Przyjaciółka żaliła się na związek, zerwała zaręczyny ale są nadal razem - uprosił chłopak o trochę czasu... nie ważne w sumie. Wyżalała się i na koniec stwierdziła, że nie może znieść jeszcze czegoś: dla niego asfalt ma leżeć na jezdni a gejów wystrzelać. Nie wyobrażam sobie związku z kimś takim! I nie wyobrażam sobie, aby taka osoba wychowywała nasze dzieci i przekazała im swoją fobię.
|
|
18 na 18 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > A może macie jakąś inną, racjonalną uwagę, myśl, której w ogóle nie wziąłem pod uwagę?
Nie traktuj poniższego zbyt poważnie, ale... rozważmy taki (bardzo uproszczony) model:
1. Katolik z katoliczką płodzą zazwyczaj dużą ilość małych katolików (3+). 2. Ateista z ateistką spłodzą (o ile w ogóle zdecydują się na dzieci...) 1-2 małych ateistów. Przyjmijmy, że jedno. 3. Z małżeństwa "mieszanego" powstanie jakaś średnia ilość (2?), no powiedzmy - agnostyków.
Weźmy teraz 4 osoby, dwoje katolików i dwoje ateistów. Jak połączyć ich w pary?
Jeżeli ateiści zwiążą się ze sobą, to w drugim pokoleniu mamy (w przybliżeniu) jedno dziecko ateistyczne i trójkę katolików. Katolicy oczywiście palą ateistę na stosie i przegrywamy.
Jeżeli natomiast zdecydujemy się na związki mieszane, rezultatem będzie dwójka agnostyków. A przynajmniej - ludzi zaszczepionych na wirusa absolutnej pewności co do własnej racji. Wygrana.
Wniosek: wiążąc się z katoliczką, neutralizujesz jej niebezpieczny potencjał reprodukcyjny i masz swój udział w czynieniu świata lepszym miejscem. Peace!
|
|
 | 2 na 2 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) | Podoba mi się Twój sposób myślenia - jest on bardzo pozytywny. Ja jednak widzę tutaj jeszcze kwestię kulturowych memów (kulturowy odpowiednik genów). Otóż Kościół Katolicki dysponuje potężnym mechanizmem indoktrynacji od najmłodszych lat. Wszelkie ceremonie kościelne poprzedzane są wielogodzinnymi "naukami", które demoralizują młody umysł tłumacząc mu, że sprzeczności mogą istnieć w namacalnej rzeczywistości. Biorąc pod uwagę siłę indoktrynacji, jak również potęgę tradycji taki młody ni to katolik, ni agnostyk może się wstydzić swoich wątpliwości w swoim własnym związku i ślepo (nawet dla świętego spokoju) skopiować memy kulturowe wierzącego rodzica. W takim wypadku kolejne pokolenie przechodzi regres do religii i ateistyczny światopogląd przegrywa. Znajomość funkcjonowania memów kulturowych jest potężną bronią KK, z której ateiści nie zawsze sobie zdają sprawę.
|
|
|  | | spellbinder (8577 punktów) | > Otóż Kościół Katolicki dysponuje potężnym mechanizmem indoktrynacji od najmłodszych lat.Tatuś też może  Jak by na to nie spojrzeć, warto nauczyć dziecko sceptycyzmu. Umiejętności zastanowienia się nad pewnymi sprawami nie tylko, kiedy idzie o duszki. Wtedy żadna religia nie będzie młodemu człowiekowi robić wody z mózgu.
|
|
|  | 1 na 1 | Ronja (626 punktów) | > Wszelkie ceremonie kościelne poprzedzane są wielogodzinnymi "naukami", które demoralizują młody umysł tłumacząc mu, że sprzeczności mogą istnieć w namacalnej rzeczywistości.Oczywiście masz rację. Zauważ jednak, że indoktrynacja katolicka/religijna wiąże się ze znoszeniem różnych niedogodności. Ja do tej pory pamiętam, że jak miałam pierwszą spowiedź, to straciłam odcinek "Wojowniczych żółwi ninja"  A te wszystkie rekolekcje, nabożeństwa różańcowe, pierwsze piątki... Dla dziecka godzina w kościele ciągnie się jak całe lata, a pokusa zajmowania się czymś ciekawszym jest naprawdę silna  Więc propozycja "mama wyjechała, nie idziemy do kościoła, tylko na basen" jest całkiem atrakcyjna. Przypuszczam, że przy braku zdecydowanego frontu rodzicielskiego, restrykcyjnie zmuszającego do czynności religijnych, wyrośnie nam ateista/agnostyk.
|
|
| |  | 1 na 1 | MH1978 (462 punktów) | A ja wspominam swoją pierwszą spowiedź jako potężny STRES. Kazano mi wierzyć, że wyznanie swoich grzechów oczyszcza i po nim poczuję się lepiej. Jakkolwiek wygadanie się pacjenta przechodzącego przez proces psychoanalizy ma duże znaczenie terapeutyczne, to jednak to co jako katolik miałem uważać za grzech zostało mi narzucone z góry (czy czułem, że to było coś złego, czy nie - miałem czuć i miałem za to żałować). Zastanawiam się czy ulga związana z zakończeniem pierwszej spowiedzi była bardziej spowodowana tym, że mam już to za sobą, czy też tym, że wyrzuciłem z siebie to, co mnie męczyło. Zresztą - nie oszukujmy się - jakie potworności może popełnić ośmiolatek (przy założeniu, że nie pochodzi ze slumsów Rio De Janeiro). Ale kościół od początku swojego istnienia wykorzystuje mechanizm poczucia winy i potrzeby jej wybaczenia (stworzę chyba nowy wątek takie to ważne) w celu zawładnięcia ludzkimi umysłami (choć sam pewnie myśli o zawładnięciu dusz).
Kiedy dziś widzę dzieci przystępujące do pierwszej komunii mam ochotę do nich krzyczeć - uciekajcie, uciekajcie najdalej jak możecie! Ale one już nie usłyszą. Wtedy po raz pierwszy w życiu młodego człowieka proces indoktrynacji zbiera swoje żniwo. Bardziej wrażliwe dzieci przechodzą religijną ekstazę (ja należałem do tych bardziej wrażliwych), natomiast te mniej wrażliwe czekają na wymierną korzyść z religii - prezenty po całej tej błazenadzie. Niezależnie jednak od faktycznych uczuć dziecka, zostaje ono zwerbowane i nie ma ochoty opuszczać "koszar"; tylko nielicznym udaje się zdezerterować, tylko nieliczni wolą mieć wolny umysł, który pomoże im znaleźć prawdę. Większość wybiera konformizm.
|
|
 | 5 na 5 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >Wniosek: wiążąc się z katoliczką, neutralizujesz jej niebezpieczny potencjał reprodukcyjny i masz swój udział w czynieniu świata lepszym miejscem. Peace!
-Tak, ale może chłop wreszcie chciałby trochę pożyć z kimś normalnym w spokoju, bez ciągłych męczących dyskusji i kazań wzajemnych. Walczyć można z całym światem, ale ciągłe mocowanie się z najbliższą osobą nie daje satysfakcji. Racjonalista to zawsze trochę (albo i nie trochę) hedonista, liczy się jak najwięcej przyjemności w życiu.
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
 | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Genialne. Masz podejście - duży plus. Jednak MH ma dalej wątpliwości - istnieje obawa, że nie był jeszcze w żadnym porządnym związku i dopiero doświadczenie go nauczy. Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) | >Jednak MH ma dalej wątpliwości - istnieje obawa, że nie był jeszcze w żadnym porządnym związku i dopiero doświadczenie go nauczy.
Prawdę mówiąc byłem kiedyś w jednym poważnym związku (z ateistką), ale niestety nie tylko światopogląd ma znaczenie... Oczywiście zdobywanie doświadczeń uczy, choć niestety zbyt duża liczba złych doświadczeń trochę podcina skrzydła.
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
Napisałem niżej, co uważam za najważniejsze w związku. Pozdrawiam
|
|
 | 10 na 10 | jasenka (1863 punktów) | > 1. Katolik z katoliczką płodzą zazwyczaj dużą ilość małych katolików (3+).> 2. Ateista z ateistką spłodzą (o ile w ogóle zdecydują się na dzieci...) 1-2 małych ateistów. Przyjmijmy, że jedno.> 3. Z małżeństwa "mieszanego" powstanie jakaś średnia ilość (2?), no powiedzmy - agnostyków.> Wniosek: wiążąc się z katoliczką, neutralizujesz jej niebezpieczny potencjał reprodukcyjnyDobre  Ale ci agnostycy z mieszanego mają ukryte recesywne kato-allele. Jak oni się potem spotkają, to znowu mogą napłodzić katolików. Na dodatek mogą powstać groźne mutacje
|
|
 | 2 na 2 | Gapa (597 punktów) |
> Jeżeli ateiści zwiążą się ze sobą, to w drugim pokoleniu mamy (w przybliżeniu) jedno dziecko ateistyczne i trójkę katolików. Katolicy oczywiście palą ateistę na stosie i przegrywamy. Przy zalozeniu, ze gen ateizmu jest recesywny. Z moich jablizszych obserwacji wynika tak: -on aiteista -ona praktykujaca katoliczka (jak sie tesciowej pochwalila, ze cnote zachowala do slubu, to za odpowiedz uslyszala -to glupia jestes) wynik: 4 potomkow: trzech ateistow, jeden agnostyk. Ten gen jest zdecydowanie dominujacy  Mysle ze trzeba bardzo przy badaniach brak pod uwage srodowisko naturalne w otoczeniu.
|
|
|  | | Gapa (597 punktów) |
Blad  powinno byc "przy zalozeniu, ze gen aateizmu jest dominujacy" Sorry
|
|
4 na 4 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
> A może macie jakąś inną, racjonalną uwagę, myśl, której w ogóle nie wziąłem pod uwagę?Zacznij od związku z psem (bez seksualnych podtekstów). Psa musisz wyprowadzać na spacer, dbać o niego, nawiązać więź emocjonalną. Poglądy religijne, filozoficzne, czy nawet polityczne, mają u psa drugo albo i trzeciorzędne znaczenie. Najważniejsza jest zdolność do nawiązania zdrowej więzi emocjonalnej. Skup się na tym. Bo jak to nie wyjdzie, to żadne zgodności poglądów czy dobre chęci nie utrzymają związku - co najwyżej podtrzymają jego wydmuszkę. Brutalne, ale prawdziwe. Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) | Rozumiem o co Ci chodzi - poza tym mam psa, trzy koty i rybki w akwarium  Ale dziękuję za uwagę tłustym drukiem - warto mieć ją na uwadze.
|
|
|  | 5 na 5 | Piątkowski (5131 punktów) | > Rozumiem o co Ci chodzi - poza tym mam psa, trzy koty i rybki w akwarium  > Ale dziękuję za uwagę tłustym drukiem - warto mieć ją na uwadze.No to masz dla kogo żyć...
|
|
 | 3 na 3 | zupełna (2507 punktów) | >Zacznij od związku z psem (bez seksualnych podtekstów). >Psa musisz wyprowadzać na spacer, dbać o niego, nawiązać więź emocjonalną. Poglądy religijne, filozoficzne, czy nawet polityczne, mają u psa drugo albo i trzeciorzędne znaczenie. >Najważniejsza jest zdolność do nawiązania zdrowej więzi emocjonalnej. Skup się na tym. Bo jak to nie wyjdzie, to żadne zgodności poglądów czy dobre chęci nie utrzymają związku - co najwyżej podtrzymają jego wydmuszkę. Więź emocjonalna z psem jednak różni się nieco od więzi z drugim człowiekiem np. kobieta, dzieckiem, przyjacielem, matką, ojcem, kuzynką szwagra itd. Owszem, kobiety też lubią być wyprowadzane na spacer i jak "ktoś o nie dba", jakolwiek to zrozumiemy (bez podtekstu seksualnego), to jednak nie wystarcza to nawiązania więzi emocjonalnej skutkującej szczęśliwym związkiem na lata. Brutalne ale prawdziwe.
|
|
|  | 3 na 3 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) | Na dobrą sprawę to już temat na nowy (ciekawy) wątek, ale aż sobie zapisałem w prywatnym pamiętniku pogrubiony fragment Sceptymuchy. Ale tak sobie myślę, że żeby więź emocjonalna była ZDROWA - nie może być karmiona negatywnymi emocjami, a takie pojawią się prędzej czy później w związku, w którym istnieje poważna rozbieżność światopoglądowa. Coś mi się zdaje, że w odróżnieniu od relacji z psem, koniem czy innym zwierzęciem, które faktycznie nie ma swoich poglądów filozoficznych (chociaż czy naprawdę nie ma żadnych - no cóż - wydaje mi się, że niektóre zwierzęta, w szczególności naczelne, ale też psy czy konie, odczuwają emocje i mają uczucia, czy zatem na pewno nie mają jakiejś swojej prymitywnej filozofii? - trzeba być otwartym na to, że mogą mieć), relacje międzyludzkie w dużym stopniu zależą od przyjętej filozofii. Coś co na początku znajomości może być "zamiatane pod dywan", coś, od czego świadomie się uchylamy, albo czego nie chcemy do końca przyjąć do wiadomości, do końca zgłębić, może stać się powodem do rozpadu związku w przyszłości. W tym miejscu aż się prosi o przytoczenie cytatu Terrego Goodkinda: "rozmyślne uchylanie się od prawdy jest zdradą wobec siebie" - ten rodzaj zdrady, podobnie jak każdy inny może z czasem stać się ością w gardle...
|
|
| |  | 2 na 2 | zupełna (2507 punktów) | Coś co na początku znajomości może być "zamiatane pod dywan", coś, od czego świadomie się uchylamy, albo czego nie chcemy do końca przyjąć do wiadomości, do końca zgłębić, może stać się powodem do rozpadu związku w przyszłości. Na początku znajomości skupiamy się przeważnie na tym co mamy wspólnego z druga stroną, a nie to co nas dzieli. Kiedy poznajemy, że sporo trzeba zamieść pod dywan (kiedy skończy się okres godowy) czujemy się już na tyle związani emocjonalnie, że zamiatamy pod dywan to co bez emocji wydawało nam się nie do przyjęcia. Trzeba sporo dojrzałości i doświadczania różnych sytuacji, żeby nie pozwolić sobie na takie błędy. Nieudanych, zakończonych związków, nie należy traktować jako porażki ale jak lekcje.
|
|
| | |  | | Mariusz Hyżorek (462 punktów) |
> Nieudanych, zakończonych związków, nie należy traktować jako porażki ale jak lekcje.Święta prawda  A co do "zamiatania pod dywan" - pamiętam jak na początku mojego jednego (obiecującego) związku po cichu przymykałem oko na pewne rzeczy w "okresie godowym", ale mimo wszystko gdzieś to we mnie tkwiło i po jakimś czasie odbiło się czkawką. Jednym z moich wniosków jest właśnie to, że nie powinno się zamiatać ważnych rzeczy pod dywan i udawać, że nic się nie dzieje. Lepiej rozmawiać o problemach, starając się je rozwiązać, niż udawać, że wszystko jest OK.
|
|
| | | |  | KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Jednym z moich wniosków jest właśnie to, że nie powinno się zamiatać ważnych rzeczy pod dywan i udawać, że nic się nie dzieje. Lepiej rozmawiać o problemach, starając się je rozwiązać, niż udawać, że wszystko jest OK.-Tylko najpierw umieć ustalić jakie rzeczy i dla kogo są ważne, a na co można i trzeba machnąć ręką. A o problemach oczywiście rozmawiać, ale nie za często, bo wtedy stajesz się zbyt problematyczny. 
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
| | |  | KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Nieudanych, zakończonych związków, nie należy traktować jako porażki ale jak lekcje.-No dobrze, ale ile można chodzić do szkoły?  -A np. tacy "porządni" chrześcijanie, łapu capu, przysięga przed ołtarzem i załatwione, całe życie razem. Czasami nawet bez odrabiania lekcji, choć trudno oczywiście stwierdzić na ile to u kogo jest udane i jak bardzo są razem. 
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | zupełna (2507 punktów) | >>Nieudanych, zakończonych związków, nie należy traktować jako porażki ale jak lekcje. >-No dobrze, ale ile można chodzić do szkoły?  Szczerze to ja zaniechałam dalszej edukacji >-A np. tacy "porządni" chrześcijanie, łapu capu, przysięga przed ołtarzem i załatwione, całe życie razem. Czasami nawet bez odrabiania lekcji, choć trudno oczywiście stwierdzić na ile to u kogo jest udane i jak bardzo są razem.  Wiara pozwala znosić im ten krzyż ?  Myślę, że to kwestia oczekiwań jakie mamy. Jeśli chcemy mieć wybuchającą supernową nie raz na milion lat ale każdego poranka, to albo szukamy albo, po latach, pasujemy.
|
|
| | | | |  | KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > >>Nieudanych, zakończonych związków, nie należy traktować jako porażki ale jak lekcje. >>-No dobrze, ale ile można chodzić do szkoły?  > Szczerze to ja zaniechałam dalszej edukacji  -Czyli przypadkiem odkryłem znaczenie Twojego nicka, "zupełna"? 
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
|  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |  Ja miałem do przekazania to, że poglądy na religię czy politykę są w związku sprawą drugo albo trzeciorzędną, chyba, że przeszkadzają sprawie pierwszorzędnej, czyli "zdrowej więzi emocjonalnej". Jeśli miałaś do przekazania, że więź emocjonalna z psem, to nie to samo, co więź emocjonalna z człowiekiem, to zgoda. Ale, na litość Odyna  , jak są problemy, to może warto zacząć od więzi z psem, a później próbować coś bardziej skomplikowanego. Jeśli wolno wtrącić dygresję. Osobiście uważam, że jeszcze lepszym zwierzęciem do takiego eksperymentu jest chomik dżungalski. Trzeba tylko takiego wypuszczać czasem z klatki, by pobiegał wolno po pokoju. Oczywiście, jak się taki trochę oswoi z otoczeniem, to ucieka pod regał, czy w inny niedostępny kąt. Nie dość, że nie chce wychodzić, to jeszcze nawet, jak go złapiesz, musisz pod regałem posprzątać (w zależności na ile czasu uciekł). Jednak człowiek uczy się, że nawet takie proste stworzenie, jak chomik, ma swój rozum i według tego rozumu postępuje. Więcej, jeśli nie dasz mu tej odrobiny wolności, by choć czasem postępowało według swojego "widzimisię", to nie masz szans się z nim zaprzyjaźnić, choćbyś karmił je najlepszym jedzeniem, a w klatce umieścił najbardziej wyszukane zabawki. Na nieszczęście ludzie nie są chomikami. Taki dżungalski, jak go wypuścić, to najwyżej coś popodgryza (ale kabli nie je) lub zrobi maciusieńkie kupki. A człowiek gotów najwieksze świństwa wyprawiać, jak trafisz na nieodpowiedniego. Z drugiej strony może próbować Cię w klatce trzymać do końca życia. Także klatce swoich przekonań. Jak trafisz na osobe, która rozumie Twoje emocje i ma do nich szacunek, to jeszcze tylko trzeba odrobiny wzajemnego zakochania i przepis na związek gotowy. Oczywiście o ile Ty rozumiesz emocje tej osoby i masz do nich szacunek. Jasne, że nawet wtedy nie masz gwarancji, ale masz duże szanse i prawdopodobnie nawet, jak nie wyjdzie, nie bedziesz żałować "straty" czasu. Najwyżej, że nie wyszło będziesz żałować. Tyle. Mądre te chomiki, oj mądre. Tyle potrafią nauczyć. I jak tu twierdzić, że człowiek to korona stworzenia. Nie da się. Bo my daleko w tyle za chomikami człapiemy. Pozdrawiam
|
|
| |  | 3 na 3 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) | Właśnie sobie coś uświadomiłem. To w sumie trochę odbiega od tematu, ale uświadomiłem sobie, że więzi emocjonalne są potężną bronią KK. Twierdzenie, że emocje są w życiu człowieka sprawą drugorzędną jest błędne. Są one nic nie mniej ważne co racjonalne postrzeganie świata. To tak jakby druga strona medalu. Jeśli człowieka wiąże z kimś bardzo silna więź emocjonalna, to nie będzie on działał przeciwko osobie, z którą taką więzią jest związany. Tak więc organizacja (np. KK), której uda się powiązać ludzkie emocje z sobą samą zyskuje potężną WŁADZĘ dzięki temu. Znając pewne mechanizmy psychologiczne możemy je wykorzystać w dobrym celu (np. do wyleczenia kogoś z nerwicy), ale też w złym celu - żeby manipulować ludźmi. Dlatego tak ważne dla KK są cotygodniowe spotkania wiernych - tworzą one więź emocjonalną nie z budynkiem, w którym odbywają się "magiczne rytuały", ale ze społecznością oraz kapłanami znajdującymi się wewnątrz. Teraz dostrzegam, że problem jest dużo głębszy. Jeśli np. jeden z małżonków, związany silną więzią emocjonalną z drugim, zaczyna wątpić w podstawy ich wspólnej religii (powiedzmy, że dostał się na portal racjonalista.pl i lektura tekstów na nim widniejących niezwykle go zaabsorbowała - trudno się zresztą dziwić  ) to drugi nie koniecznie musi w ogóle się tym interesować. Tak czy owak ten drugi może po prostu nie chcieć nic zmieniać w swoim życiu - nie chce też, żeby jego partner/ka znalazł/a się po innej stronie niż do tej pory. Więź emocjonalna istniejąca między partnerami i jej wartość dla obu spowoduje, że strona zaczynająca wątpić odpuści sobie dalsze poszukiwania, gdyż stwierdzi, że gra jest niewarta świeczki. Ale, jak sobie to właśnie uświadamiam - nie dotyczy to tylko więzi między partnerami seksualnymi, dotyczy to wszelkich więzi międzyludzkich: pomiędzy rodzicami a dziećmi, pomiędzy pozostałą częścią rodziny i powinowatych, pomiędzy sąsiadami. Wiedząc to wszystko i znając wartość więzi emocjonalnej KK może czuć się silny i bezpieczny. Może bezkarnie wykorzystywać ten mechanizm psychologiczny do swoich celów. To jeden z fundamentów istnienia religii w ogóle!!! Wielkie dzięki za naprowadzenie na nowy "kontynent"  !!!
|
|
| | |  | darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Dlatego tak ważne dla KK są cotygodniowe spotkania wiernych - tworzą one więź emocjonalną nie z budynkiem, w którym odbywają się "magiczne rytuały", ale ze społecznością oraz kapłanami znajdującymi się wewnątrz.
Czasami wszystko ma swoją wagę, budynek też. Kiedy mnie próbowano "prać" jak byłem małym dzieciakiem i ciągano do kościoła, to się to nie mogło udać, bo w pierwszym było obrzydliwie ponuro, wilgotno, zimno i zawsze śmierdziało, a kiedy wybudowano bliżej nowy kościół (a raczej jego część) to było ciasno jak w puszce, nie było czym oddychać i oczywiście nic nie było widać. I zamiast tworzyć ową więź emocjonalną ze społecznoscią i kapłanami, myślałem tylko o końcu tej męczarni, a w wieku 9, 10 lat w ogóle dałem sobie z tym spokój (sama matka nie mogła dać mi rady - zawsze zwiałem). Nie cierpiałem tego miejsca i tak mi zostało, ale co ciekawe nadal nie cierpię katolickich i prawosławnych kościołów - od wewnątrz - a protestanckie mi nie przeszkadzają, chyba ze względu na skromność i ład, może dlatego też, że są mniej przaśne, ludyczne, mniej obciachu obrazkowego i figurkowego.
|
|
| |  | 3 na 3 | zupełna (2507 punktów) | > >Ja miałem do przekazania to, że poglądy na religię czy politykę są w związku sprawą drugo albo trzeciorzędną, chyba, że przeszkadzają sprawie pierwszorzędnej, czyli "zdrowej więzi emocjonalnej".Zgadzam się z tym, ale jedynie w odniesieniu do więzi emocjonalnej z kotem, psem a nawet chomikiem dżungalskim. Tu poglądy polityczne i religijne sa sprawą drugo a nawet całkowicie do pominięcia. Natomiast więź w związku między człowiekiem a człowiekiem bez uwzględnienia przekonań, tak ważnych dla okreslenia osobowości partnera, to ułuda albo wydmuszka. >Jeśli miałaś do przekazania, że więź emocjonalna z psem, to nie to samo, co więź emocjonalna z człowiekiem, to zgoda. Ale, na litość Odyna , jak są problemy, to może warto zacząć od więzi z psem, a później próbować coś bardziej skomplikowanego.I tak inie. Owszem życie zdrugą istotą jest treningiem a casem pozwala poznać swoje nie odkryte cechy (nie znoszę świnek morskich), ale jeśli był by to trening wystarczający to właściciele pupili domowych tworzyli by jedynie udane związki też z ludzmi. Bo my daleko w tyle za chomikami człapiemy.Jak się zostawi tatę chomika z resztą rodziny to wszamie dzieci....
|
|
| | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
> Natomiast więź w związku między człowiekiem a człowiekiem bez uwzględnienia przekonań, tak ważnych dla określenia osobowości partnera, to ułuda albo wydmuszka.Przekonania religijne u katolików? Zwykle poza chęcią obchodzenia świąt i obowiązkiem chodzenia do kościoła, nic tam nie ma. > ...ale jeśli był by to trening wystarczający to właściciele pupili domowych tworzyli by jedynie udane związki też z ludzmi.A nie tworzą? Takie związki niewymuszone, oczywiście. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | zupełna (2507 punktów) | >>Natomiast więź w związku między człowiekiem a człowiekiem bez uwzględnienia przekonań, tak ważnych dla określenia osobowości partnera, to ułuda albo wydmuszka. >Przekonania religijne u katolików? Zwykle poza chęcią obchodzenia świąt i obowiązkiem chodzenia do kościoła, nic tam nie ma.Nieco jesteś niesprawiedliwy dla katolików. Mam serdecznych znajomych, katolików, tak wiernych założeniom katolicyzmu, że stosują tzw. naturalne metody antykoncepcji, w wakacje rekolekcje, roraty itd. A mnie do domu wpuszczają i nie ewangelizują >>...ale jeśli był by to trening wystarczający to właściciele pupili domowych tworzyli by jedynie udane związki też z ludzmi. >A nie tworzą? Takie związki niewymuszone, oczywiście.Niestety nie tylko udane związki tworzą.  p.s. Jak rozumiesz związki wymuszone ?
|
|
| | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
> >Przekonania religijne u katolików? Zwykle poza chęcią obchodzenia świąt i obowiązkiem chodzenia do kościoła, nic tam nie ma.[/color]> Nieco jesteś niesprawiedliwy dla katolików. Mam serdecznych znajomych, katolików, tak wiernych założeniom katolicyzmu, że stosują tzw. naturalne metody antykoncepcji, w wakacje rekolekcje, roraty itd. A mnie do domu wpuszczają i nie ewangelizują  Trochę niesprawiedliwy musiałem być - inaczej nie dało by się uogólnić. Zawsze jednak najważniejsze jest, co Ty masz przed oczami w konkretnym przypadku, a nie obraz "przeciętnego katolika". Sorki, że nie napisałem, że chodzi mi o "przeciętnego katolika". > >>...ale jeśli był by to trening wystarczający to właściciele pupili domowych tworzyli by jedynie udane związki też z ludzmi. >>A nie tworzą? Takie związki niewymuszone, oczywiście.> Niestety nie tylko udane związki tworzą.Szkoda. Mój chomik mnie wiele nauczył. Myślałem, że to jakaś stała zależność - skoro ze zwierzeciem nie pogadasz, a musisz choć troszkę zrozumieć, by się zaprzyjaźnić. > Jak rozumiesz związki wymuszone ?Różnie - począwszy od silnej presji rodziny przez wpadki po jakieś patologie. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | zupełna (2507 punktów) | >>Niestety nie tylko udane związki tworzą. >Szkoda. Mój chomik mnie wiele nauczył. Myślałem, że to jakaś stała zależność - skoro ze zwierzeciem nie pogadasz, a musisz choć troszkę zrozumieć, by się zaprzyjaźnić.Obcowanie z zwierzakiem uczy troski, uważności czasem delikatności i odpowiedzialności. Pewnie tu się zgodzimy. Nie uważam jednak, by był to wystarczający trening do nawiązywania udanych relacji z życiowym partnerem. Kluczowe słowo "wystarczający". pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
> Nie uważam jednak, by był to wystarczający trening do nawiązywania udanych relacji z życiowym partnerem.Niech to zdanie będzie za podsumowanie. Sam nie czuję, jak rymuję. Pozdrawiam
|
|
 | 2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | > Psa musisz wyprowadzać na spacer, dbać o niego, nawiązać więź emocjonalną. Poglądy religijne, filozoficzne, czy nawet polityczne, mają u psa drugo albo i trzeciorzędne znaczenie.Eee tam. Psy są bardzo religijne. Koty też. Mój kot dla przykładu ma całkiem fajnego boga
|
|
 | 1 na 1 | link100 (4 punktów) |
>Zacznij od związku z psem (bez seksualnych podtekstów). >Psa musisz wyprowadzać na spacer, dbać o niego, nawiązać więź emocjonalną. Poglądy religijne, filozoficzne, czy nawet polityczne, mają u psa drugo albo i trzeciorzędne znaczenie. >Najważniejsza jest zdolność do nawiązania zdrowej więzi emocjonalnej. Skup się na tym. >Brutalne, ale prawdziwe.
Za taki życiowy pogląd autora powinni płacić. Ale nie wielu tak potrafi myśleć rozsądnie. I życiowo. To najlepsza wypowiedż w tym wątku. Brawo sceptymucha. Życie to nie takie tam gadanie i niby układanie.
|
|
1 na 1 | Artaso (380 punktów) | Nie widze zbytnio problemu. Druga polowa powinna, moim zdaniem, byc partnerem intelektualnym, co nie oznacza, ze musi byc w tej samej szufladzie co ty. Byle nie operowala dogmatami, a co najwyzej w miare racjonalna teologia.
O czym rozmawiac z osoba o takich samych pogladach?
- Boga nie ma - No.
A ewentualne potomstwo z takiego heteropogladowego zwiazku sie nauczy a) sztuki dyskusji b) tolerancji.
|
|
 | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | O wielu rzeczach może rozmawiać, nie rozbijając przy tym rozmowy o nieistniejące duszki.
|
|
 | 6 na 6 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) | Byle nie operowala dogmatami, a co najwyzej w miare racjonalna teologia.
Hmm... moim zdaniem w miarę racjonalna teologia to takie zjawisko jak w miarę humanitarny oficer SS - przepraszam jeśli za ostro, ale tak właśnie myślę.
|
|
 | 2 na 2 | Ronja (626 punktów) | > Nie widze zbytnio problemu. Druga polowa powinna, moim zdaniem, byc partnerem intelektualnym, co nie oznacza, ze musi byc w tej samej szufladzie co ty. Byle nie operowala dogmatami, a co najwyzej w miare racjonalna teologia.Przydałoby się, gdyby była również partnerką seksualną. Ja osobiście średnio wyobrażam sobie udane życie seksualne ateisty i zaangażowanej katoliczki, stosującej czasową abstynencję jako metodę zapobiegania ciąży. > O czym rozmawiac z osoba o takich samych pogladach?> - Boga nie ma> - No.Chyba wyślę powyższe mojemu mężowi, od pięciu lat związku prawie codziennie rozmawiamy dosyć ciekawie i inteligentnie, a najwyraźniej niepotrzebnie strzępimy języki
|
|
2 na 2 | wafelos (517 punktów) | Ostatnio na religii ksiądz puścił nam dokument o stronie dla zakochanych katolików. Od razu mówię że chodzę na religię po to by dowiedzieć się coś o kulturze chrześcijan. Modlić się nie modle. Ale wracając do tematu. Ten dokument był tak nastawiony na pranie mózgu , że aż był śmieszny. Przytoczę kilka fragmentów z dokumentu żeby pokazać jak ci ''katolicy'' rozumieją prawdziwą miłość: A:Zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia , pewnego dnia poszliśmy do niego do domu. Zobaczyłam że nie ma krzyżyka na ścianie. Dałam mu w policzek i wyszłam nie mówiąc ani słowa. B:Kiedy postanowiliśmy mieć dzieci , postanowiłam się go spytać co opowie dziecku co to jest opłatek ponieważ jest on ateistą. Powiedział że powie dziecku że to tylko symbol. Nie mogłam tego wytrzymać. Takie głupoty dziecku gadać. Wyrzuciłam go z domu. Nasze dziecko nie może tak cierpieć nie zaznając miłości pana naszego. Potem owa pani znalazła swoją katolicką miłość i jej historia kończy się chrztem ich dziecka. Filmu nie mogłem nigdzie znaleźć. Jak znajdę to wrzucę ale ostrzegam że to kupa śmiechu, trzeba zrobić sobie popcorn, kupić piwo lub cole. Usiąść wygodnie na kanapie i oglądnąć ten tak żałosny że aż śmieszny dokument  . Choć pewnie na youtube znajdzie się więcej takich dziwnych dokumentów .
|
|
 | 1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Podaj jakieś namiary na film z chęcią pomogę w poszukiwaniach  Edycja: Czyżby chodziło o ten reportaż?Strzelam bo dopiero zacząłem oglądać  zapowiada się zabawnie Edycja2: Nie wiem jednak gdzie jest całość  Edycja3: A może ten filmik z Youtube?Edycja4: Polecam ten filmik na YT  Edycja5: Co ja oglądam...
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | 1 na 1 | Mariusz Hyżorek (462 punktów) | Dwa lata temu podjąłem się tłumaczenia książki "We the Living" Ayn Rand (do dnia dzisiejszego nie znalazłem zainteresowanego tą książką wydawnictwa, ale mimo wszystko było to moje największe wyzwanie z angielskiego) - w książce tej jest opisany sposób sowieckiej indoktrynacji w Rosji po Rewolucji Październikowej (ocenzurowany, "nieco" przerobiony amerykański film). Metody były dokładnie takie same - ośmieszyć kapitalistów i pokazać, że nie są zdolni do prawdziwej miłości. A na końcu filmu główna bohaterka wybiera największego Czerwonego Komunistę z ludu i żyli długo i szczęśliwie.
Metody opisane w Twoim filmie są dokładnie takie same, tylko że zamiast Lenina jest Bóg, zamiast sierpa i młota - krzyż, zamiast katolika - komunista.
Możemy sobie wziąć colę lub piwko, zasiąść wygodnie przed telewizorem lub komputerem i pośmiać się z takich głupot, tylko że niestety te głupoty mają władzę nad milionami (miliardami?) ludzi!
|
|
2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | Jestem w związku z ateistką. Szukałem swego czasu ateistki. Jako "dzieciak" byłem w związku z praktykującą katoliczką i wtedy też uznałem, po kilku latach męczenia się, że to zasadniczo nie ma sensu. Dlatego też dziś mogę dostać ochrzan za zostawianie wszędzie talerzy bez żadnych podtekstów religijnych
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >A może uważacie, że wyznanie partnerów nie ma żadnego znaczenia?
Poza wyznaniem miłosnym żadne inne wyznanie nie ma znaczenia.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
2 na 2 | Zenia (-3 punktów) |
Osobiście po wielu przemyśleniach dotyczących miłości i uważam ze kwestia dotycząca światopoglądu jest bardziej niż ważna. Myślę ze podstawa udanego związku z drugim człowiekiem jest świadomość siebie. Myślę ze wiara w Boga, podejście do świąt, i wszystkie aspekty życia społecznego powiązane z religia są niezwykle istotne. Z założenia powinny być podobne. I dalej, po wielu osobistych przemyśleniach, uważam ze miłość jest kwestia wyboru, i ze każdy jest zdolny do mądrej miłości. I jednocześnie to jest kwestia poznania tej właściwej osoby. Nie chciałabym być źle zrozumiana. Nie przeznaczenia. Nie polówek jabłka. Po prostu, aby osoba świadoma siebie i swoich poglądów, zdecydowała się na ten wybór musi zaistnieć zjawisko zwane fascynacją drugą osobą, kimś kompletnie rożnym ( tu jedynie namiętny romans wydaje się mieć racje bytu) kimś kompletnie podobnym, tu można budować.
odnośnie wszystkich dyskusji dotyczących osób nazywającymi się ateistami
piszecie a słychać przez was pretensje do ludzi się posługujących tym określeniem, a jeśli nawet ktoś jest ateista przez 2 miesiące to nie znaczy ze nim nie był, po prostu zmienił zdanie. Każdy ma do tego prawo a otwarty umysł cechuje się tym ze rozumie prawo innych do wyboru.
"Pewne religijne i duchowe systemy, takie jak formy buddyzmu, które nie wspierają wiary w bogów, bywają opisywane jako ateistyczne. Choć część ateistów skłania się w kierunku świeckich teorii, takich jak: humanizm, racjonalizm i naturalizm[, to nie ma jednej ideologii lub zbioru zachowań, przy których obstawaliby wszyscy ateiści." "Ateizm - światopogląd negujący istnienie jakichkolwiek istot fantastycznych niezdolnych do poznania empirycznie, które wytworzyły się na drodze niezrozumienia pewnych zjawisk przyrody przez cywilizacje wcześniejsze, a przez to błędne przekonania o istnieniu różnych form nadprzyrodzonych"
rożne są definicje, ale należy pamiętać ze ateista nie równa racjonalista przemawiają przez was pretensje jakbyście wy byli jedynymi-słusznie-określającymi-się. Ja to znam własnie ze wszystkich religii, dziwi mnie to i mnie to nie dziwi. Osobiście chciałabym znaleźć kogoś kto wnioskuje poprzez fakty, racjonalistę, ale takiego który nie sprawia wrażenia bycia nieomylnym właścicielem patentu na prawdę.
|
|
 | | MH1978 (462 punktów) |
>Osobiście chciałabym znaleźć kogoś kto wnioskuje poprzez fakty, racjonalistę, ale takiego który nie sprawia wrażenia bycia nieomylnym właścicielem patentu na prawdę. >
Nic dodać, nic ująć!
|
|
 | 1 na 1 | Marcin Szwajcer (10 punktów) | Witam Jest to jednoczesnie moj debiut tutaj  Jestem ateista z tzw. wyboru, ale nie przeciwko kosciolowi, klerykalizmowi itp. itd. Nawet nie z powodu przekonan wprost, ale z powodu tego ze zauwazylem lata temu ze kosciol nie jest mi do niczego potrzebny poniewaz problemy ktore porusza nigdy nie byly dla mnie dylematyczne nawet w najbardizej skrajnych sytuacjach zyciowych. Bycmoze zostalem wychowany w bardzo jasnych zasadach. Mniejsza o to w tym momemcnie. Odkad pamietam zawsze wiedzialem ze chce zeby moja zona nie byla wierzaca. Moja zona kiedy ja poznalem byla, jak wielu ludzi, osoba ktora mianowala sie wierzaca, ale w praktyce osoba wierzaca nie byla nigdy. Bardzo szybko przyjela moje wartosci poniewaz byly jasne, zasadnicze, nie budzace jej watpliwosci i przede wszystkim przestrzegane przeze mnie w kazdej sytuacji (w przeciwienstwie do rzekomych wartosci jej rodziny). Moja zona mowi ze wrecz zakochala sie w tym ze jestem mezczyzna z zasadami i ani sie tego nie wstydze ze te zasady bywaja "naiwne" wedlug cynikow, ani nie uwazam sie za lepszego od reszty swiata. Mysle ze gdyby nie ta zgodnosc pomiedzy nami, nasz zwiazek nie mialby szans sie rozwijac. Ateizm nie daje czlowiekowi drog ucieczki w trudnych sytuacjach zyciowych. Problemom trzeba stawic czola bo sa jakie sa (jest to tez element racjonalizmu). Ktos w tym watku powiedzial ze cechy ateistyczne i racjonalistyczne wrecz pociagaja wiele kobiet. Zgadzam sie z tym calkowicie! Kobieta zawsze instynktownie szuka oparcia w mezczyznie i taka postawa zyciowa to zapewnia. Ale jest tez druga strona medalu. W Polsce przynaleznosc do katolicyzmu jest niemal graniczaca z obligatoryjna. Bycie ateista i reacjojnalista jest jednak wyjsciem poza pewien schemat. I tutaj ze swojego doswiadczenia wiem ze wiele kobiet z jednej strony marzy o wyjsciu poza ten schemat, z drugiej jednak strony model wychowania dziewczynek w naszym kraju skazuje je na spelnianie norm spolecznych, a wsrod nich jest wlasnie ta obligatoryjna schematycznosc. Czysty konflikt! Z tego tez powodu uwazam ze wychowanie dziewczynek w naszym kraju jest wrecz SZKODLIWE dla psychiki. Paradoks w moim wypadku polega na tym ze dopiero moja zona, ktora sama dawno zauwazyla i okreslila hipokryzje i nielogicznosc zasad we wlasnej rodzinie, jakby z automatu zauwazyla ze moj ateistyczny i racjonalistyczny sposob postepowania jest po prostu spojny, logiczny i przede wszystkim PRZESTRZEGANY przeze mnie samego. Racjonalizm (choc to trudne) wyklucza relatywizm. Religia katolicka na tle wszystkich innych jest w okrutny sposob dla czlowieka relatywistyczna moim zdaniem, mimo ze podobno ustala jasne zasady. Zycze kazdemu czlowiekowi, ktory szuka swojej "drugiej polowy" takie zony jak moja
|
|
|  | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | > Kobieta zawsze instynktownie szuka oparcia w mezczyznie  Czy mógłbyś w przyszłości używać słów typu "zawsze" z pewną dozą ostrożności? Przynajmniej na tym forum? Przy okazji proszę też, byś pamiętał o prawidłowej pisowni. Ta prośba obejmuje m.in. odpowiednie znaki diakrytyczne.> Racjonalizm (choc to trudne) wyklucza relatywizm.Zabrakło tu frazy "moim zdaniem" moim zdaniem
|
|
| |  | | Marcin Szwajcer (10 punktów) | > Czy mógłbyś w przyszłości używać słów typu "zawsze" z pewną dozą ostrożności? Przynajmniej na tym forum?Oczywiście. Zagalopowałem się w tym uogólnieniu. Rozumiem że nie jest to bezwzględną regułą, popełniłem "uproszczenie". > Przy okazji proszę też, byś pamiętał o prawidłowej pisowni. Ta prośba obejmuje m.in. odpowiednie znaki diakrytyczne.Pamiętam o prawidłowej pisowni. Nie mogłem wczoraj używac znaków diakrytycznych. Teraz jak widać używam  > >Racjonalizm (choc to trudne) wyklucza relatywizm.> Zabrakło tu frazy "moim zdaniem" moim zdaniem  Moim zdaniem racjonalizm jest tak uniwersalny, że jego inklinacje wykluczają tutaj uznaniowość. Interpretacja może się różnić, ale logicznie rzecz biorąc racjonalne postrzeganie świata nakazuje wręcz rozumienie relawizmu wielu spraw, ale (moim zdaniem) wyklucza relatywizowanie spraw w obrębie jednostki. Nie wyraziłem się precyzyjnie i nie rozwinąłem całkiem myśli. Chodziło mi o to że jednostka która jest racjonalna przeczyłaby swojej racjonalności gdyby relatywizowała swoje postępowanie w zależności od sytuacji. Nie da się od tego do końca uciec tak samo jak nie ma możliwości żeby stać się absolutnie obiektywnym w swoich ocenach, ale jak się dobrze nad tym zastanowić, to skrajny racjonalizm wyklucza (na poziomie jednostki) relatywizm (moim zdaniem oczywiście
|
|
|  | | MH1978 (462 punktów) | Moim zdaniem ŚWIETNY debiut! Aż poprawił mi się humor  Poza tym wspominasz o schematach - to tak naprawdę głębszy problem polegający na kopiowaniu memów kulturowych - w szczególności zaś religijnych. Przypominam sobie sytuację z mojego życia sprzed jakichś sześciu lat. Na mojej drodze pojawiła się całkiem atrakcyjna katoliczka, która czynnie angażowała się w działalność Kościoła. Pamiętam, że była pod wrażeniem tego, co mówiłem i że podobała jej się moja inność. Dziś już praktycznie nie mam kontaktu z tą kobietą, ale czasem się zastanawiam, czy ta moja "inność", atrakcyjność tego, co mówiłem, wystarczyłaby do tego, żeby ona zerwała swoje silne więzi z kościołem. Wtedy, kiedy nasze drogi przez jakiś czas biegły blisko siebie, wydawało mi się, że ona NIGDY nie zrezygnowałaby ze swojego Kościoła i dlatego nasze drogi dość szybko się rozeszły (jeszcze zanim na dobre się ze sobą skrzyżowały). Z tego co napisałeś wynika, że to moje NIGDY wcale nie jest takie pewne. W tym miejscu aż prosi się o słowa uznania dla wszystkich osób wierzących, skrępowanych absurdalnymi wierzeniami religijnymi, oszukiwanych, indoktrynowanych od najmłodszych lat przez kapłanów, którzy potrafili zerwać to błędne koło i przejść na stronę umysłu mimo mimo wszelkich konsekwencji społecznych z tym związanych. Chylę przed nimi czoła - w szczególności zaś chylę czoła przed kobietami, którym się to udało.
|
|
| |  | 1 na 1 | Marcin Szwajcer (10 punktów) | Wiesz co, to nie jest moim zdaniem problem wiary czy religijności, tylko jakości kościoła katolickiego. Kiedyś kręgi kościelne zrzeszały intelektualistów. Dzisiaj dla intelektualistów nie są w żaden sposób atrakcyjne. "Sukces" katolicyzmu w PL moim zdaniem zbudowany został własnie na tym pokoleniu szalenie nieraz inteligencnych kapłanów. Śmiem odważnie twierdzić, że to element racjonalnego rozumowania przyciągnął do kościoła swojego czasu elity. Ten czas jednak przeminął. Ja swojej żony nie musiałem jakoś "nawracać" ze ścieżki wiary bo to co za nią uważała, było nią jedynie z nazwy. Moja rola ograniczyła sie jedynie do ukazania jej że ja jako człowiek niewierzący mam w sobie więcej, nazwijmy to ryzykownie "iskry bożej" niż ludzie których znała, a którze na wiarę w Boga się powoływali. Co do twojej koleżanki katoliczki. Mnie bardzo interesują znajomości z ludźmi, dla których wiara autentycznie jest czymś czystym, wyjątkowym, pozytywnym. Ale bardzo często te własnie osoby cechują się ogromna otwartością na odmienność poglądów. Różnice potrafia być fascynujące, ale na fascynacjach nie da się moim zdaniem zbudować poważnego związku. Ja swoja żoną ciągle bywam zafascynowany, ale nie są to fascynacje bazujące na różnicach między nami, tylko na tym czego o niej jeszcze nie wiem, albo w jaki sposób jej tok rozumowania zaskakuje mnie swoim punktem widzenia, dzięki któremu dostrzega sprawy na które ja jestem ślepy. To jest dopełnienie mojego postrzegania świata, a nie jego antagonizowanie  Natomiast w kwestii wychodzenia poza schematyczność i umiejętność "postawienia" się przyzwyczajenio i zwyczajom. Rzeczą według mnie absolutnie konieczną ku temu jest całkowita samodzielność materialno-socjalna. Wtedy można zacząc usamodzielniać się mentalnie. Według mnie za mały nacisk kładzie się w wychowaniu na samodzielność kobiet. Kobiety są bardzo zaradne, wytrwałe, ale podświadomie nasza kultura wbija im do głów jakąś formę uzależnienia czy to od rodziny, woli rodziny, mężczyzny, norm społecznych itp. itd. Ciekawe jest to że jednak częsciej widuję dośc inteligentną, obrotną kobietę z facetem który wydaje sie na nią nie zasługiwać, niż odwrotnie. Paradoks?
|
|
| |  | 1 na 1 | Ronja (626 punktów) |
> Przypominam sobie sytuację z mojego życia sprzed jakichś sześciu lat. Na mojej drodze pojawiła się całkiem atrakcyjna katoliczka, która czynnie angażowała się w działalność Kościoła. Pamiętam, że była pod wrażeniem tego, co mówiłem i że podobała jej się moja inność. Dziś już praktycznie nie mam kontaktu z tą kobietą, ale czasem się zastanawiam, czy ta moja "inność", atrakcyjność tego, co mówiłem, wystarczyłaby do tego, żeby ona zerwała swoje silne więzi z kościołem.Nie wiem, jak bardzo atrakcyjna jest Twoja inność  , ale zaangażowanie w życie Kościoła Katolickiego niekoniecznie świadczy o braku wątpliwości czy krytycznego nastawienia. Ja przez całą moją katolicką młodość miotałam się straszliwie. Odejście od katolicyzmu przyniosło mi wielką ulgę. Pogodzenie wszystkich przykazów Kościoła ze zdrowym rozsądkiem i poczuciem sprawiedliwości jest bardzo, bardzo trudne
|
|
|  | | Konowal (6291 punktów) | >Witam
Witam
> Racjonalizm (choc to trudne) wyklucza relatywizm.
Zawsze dobrze jest rozpocząć tydzień od dobrego dowcipu :-D
A tak z innej strony. To po co Ci zasady? Po co się ograniczać, przecież nic z tego nie będziesz miał w przyszłości.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| |  | 1 na 1 | MH1978 (462 punktów) |
> A tak z innej strony. To po co Ci zasady? Po co się ograniczać, przecież nic z tegoPozwolę sobie zabrać głos. Twierdzenie, że ateistom/racjonalistom nie jest potrzebna moralność, że dla ateistów najważniejsze jest hasło "róbta co chceta" to największy błąd wierzących świadczący o braku wiedzy na ten temat. Nie sposób objąć tematu w krótkim mailu (świetnie rozprawiła się z nim Ayn Rand w "Atlasie Zbuntowanym" - w przedstawionej tam przemowie Johna Galta jest bodajże (zeusdajże  ) 70 stron na temat moralności racjonalnej. W skrócie - dla każdej istoty żywej - czy to będzie roślina, zwierzę, czy człowiek istnieje zbiór zachowań, albo strategii przetrwania, zgodnie z którymi istota żywa może przeżyć. W przypadku roślin i zwierząt nieobdarzonych mózgiem działania mające na celu przeżycie są automatyczne - roślina, dajmy na to nie może wybrać "programu" dążącego do jej autodestrukcji. Istota rozumna ma możliwość wyboru - może wybrać zło (może się na przykład powiesić, albo wysadzić w powietrze z imieniem Boga na ustach). Dobrem jest to, co służy zdrowiu i życiu istoty rozumnej; złem jest to - co je niszczy. Wybranie zła nigdy nie jest pozbawione kosztów (polecam "Zbrodnię i Karę" Dostojewskiego). Jeśli osobnik nie jest klinicznym psychopatą, to niecne - szkodzące życiu lub zdrowiu jego samego bądź innych - działania odbiją się na nim albo w formie bezpośredniego działania ze strony innych (np. obrona własna), albo ze strony negatywnego działania jego psychiki na niego samego (świetnie zrobił to Dostojewski przedstawiając postać Raskolnikowa). Mówienie o tym, że ateiści są na bakier z moralnością, ponieważ ich system wartości nie opiera się na "prawdach" objawionych jest totalną bzdurą. Zdecydowanie lepszym od tych objawionych "prawd" jest kodeks moralny oparty na rozumie jako głównym narzędziu przetrwania człowieka (tak samo jak kodeks moralny lwa chcącego przeżyć na afrykańskiej sawannie jest oparty na jego kłach i pazurach - pozbaw lwa tych jego narzędzi, a zabijesz go!). Twierdzenie, że jedynym powodem postępowania moralnego jest obawa przed zagrożeniem karą w zaświatach jest moim zdaniem głęboko niemoralne! Uważam, że ludzie, którzy postępują moralnie tylko z obawy przed pójściem do piekła, są głęboko zdemoralizowani! Dobry człowiek to taki człowiek, który postępuje rozumnie, gdyż wie, że dla istoty rozumnej bycie moralnym oznacza bycie rozumnym. Postępuje tak, ponieważ wie, że postępowanie nierozumne zagraża życiu lub zdrowiu Człowieka Myślącego!
|
|
| | |  | -1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | Co innego jeżeli mówimy o ogóle a co innego o jednostce. Nie neguję potrzeby istnienia zasad, takich czy owakich i potrzeby istnienia instytucji je wymuszających dla dobra ogółu, ale nie widzę powodu dla którego racjonalista miałby być moralny.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Chlodwig (10939 punktów) | >Nie neguję potrzeby istnienia zasad, takich czy owakich i potrzeby istnienia instytucji je wymuszających dla dobra ogółu, ale nie widzę powodu dla którego racjonalista miałby być moralny.
To tylko znaczy, że sam, bez klawisza obserwującego twe poczynania, żadnymi normami byś się nie przejmował. Dla religijnych typowe.
|
|
| | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | >>Nie neguję potrzeby istnienia zasad, takich czy owakich i potrzeby istnienia instytucji je wymuszających dla dobra ogółu, ale nie widzę powodu dla którego racjonalista miałby być moralny. >To tylko znaczy, że sam, bez klawisza obserwującego twe poczynania, żadnymi normami byś się nie przejmował. Dla religijnych typowe.
Jakich religijnych? scjentystów? budystów? konfusjonitów? czy himalaistów ??? a może ateistów?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Chlodwig (10939 punktów) | >>To tylko znaczy, że sam, bez klawisza obserwującego twe poczynania, żadnymi normami byś się nie przejmował. Dla religijnych typowe. >Jakich religijnych?
Wszystkich.
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | >>>To tylko znaczy, że sam, bez klawisza obserwującego twe poczynania, żadnymi normami byś się nie przejmował. Dla religijnych typowe. >>Jakich religijnych? >Wszystkich. Więc jakiegoś nadzorującego warto mieć. Ja wolę Boga, a jak ktoś woli Tuska to jego sprawa.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| |  | 3 na 3 | zupełna (2507 punktów) | >A tak z innej strony. To po co Ci zasady? Po co się ograniczać, przecież nic z tego nie będziesz miał w przyszłości. Tu zawarta jest główna różnica między ateistą a np.katolikiem: katolik nie będzie kradł, zabijał itd. bo może w ten sposób zasłuży na coś dobrego u Boga swego a ateista nie chce szkodzić innym.
|
|
| | |  | 1 na 1 | MH1978 (462 punktów) | Racjonalny Ateista (celowo z dużej litery) będzie się starał własnymi siłami wzbogacać swoje życie i przeżywać je najlepiej jak umie, bo wie, że drugiego mieć nie będzie. Wie też, że gwałty i grabieże nie mogą mu zapewnić szczęścia w życiu. Szkodzenie innym nie jest ani właściwą ani racjonalną drogą do osiągnięcia osobistego szczęścia, które według Rand (i z czym sam się zgadzam) jest najwyższym celem moralnym człowieka. Każdego dnia kolejni ludzie, którzy sądzili, że przemoc lub grabież zapewni im raz na zawsze szczęście przekonują się o tym, że tak nie jest. Często mają długie lata z widokiem na kraty w oknach, żeby się zastanowić nad swoim postępowaniem. Moim zdaniem Ateista, który sam, własnymi siłami potrafi się zatroszczyć o własne życie i nie szuka swojego szczęścia kosztem zdrowia i życia innych, będzie wiódł po prostu ciekawe, szczęśliwe życie. Takie życie jest celem samym w sobie i nie potrzebuje żadnego wyższego celu, żeby siebie usprawiedliwiać. Człowiek, który sobie to uświadomi nie pragnie transcendentnego raju, gdyż nie jest mu on do niczego potrzebny. Ale ktoś, kto marnuje swoje życie na ziemi ma powody, żeby pragnąć nowego, lepszego życia w świecie, którego istnienia nijak nie da się udowodnić, ale w który można głęboko wierzyć. Im głębiej wierzy w życie pozagrobowe - tym bardziej czuje się rozgrzeszony ze wszystkich zbrodni i zaniechań w koszmarze jakim jest jego rzeczywiste życie.
|
|
| | | |  | | Konowal (6291 punktów) | Moim zdanie to jest filozofia tak samo dobra jak każda inna w tym i chrześcijańska i wcale nie jest najlepsza i bez wad.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | |  | | Konowal (6291 punktów) | > >A tak z innej strony. To po co Ci zasady? Po co się ograniczać, przecież nic z tego nie będziesz miał w przyszłości. >Tu zawarta jest główna różnica między ateistą a np.katolikiem: katolik nie będzie kradł, zabijał itd. bo może w ten sposób zasłuży na coś dobrego u Boga swego a ateista nie chce szkodzić innym.
Tak ale jak dojdzie do wniosku że jednak szkodzenie innym mu się opłaca to bez problemu to uczyni.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | Szukasz dziury w całym. Jeden dojdzie, drugi nie dojdzie. Jeden katolik przestraszy się kary boskiej, a drugi uzna, że ukradnie, a potem się wyspowiada i też bez problemu to uczyni. W więzieniach nie siedzą sami ateiści.
|
|
| | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Szukasz dziury w całym. Jeden dojdzie, drugi nie dojdzie. Jeden katolik przestraszy się kary boskiej, a drugi uzna, że ukradnie, a potem się wyspowiada i też bez problemu to uczyni. W więzieniach nie siedzą sami ateiści.No trochę szukam - ale dlatego że mnie to interesuje 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Chlodwig (10939 punktów) | >>katolik nie będzie kradł, zabijał itd. bo może w ten sposób zasłuży na coś dobrego u Boga swego a ateista nie chce szkodzić innym. >Tak ale jak dojdzie do wniosku że jednak szkodzenie innym mu się opłaca to bez problemu to uczyni.
A katolik, gdy dojdzie do wniosku że szkodzenie innym zbawi ich dusze, bez problemu zabije.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | MH1978 (462 punktów) | >A katolik, gdy dojdzie do wniosku że szkodzenie innym zbawi ich dusze, bez problemu zabije.
Wcale nie trzeba gdybać. Co prawda mam teraz na myśli inne niż chrześcijańskie wyznanie, ale bardzo wielu ludzi z niego się wywodzących jest przekonanych, że zabicie innego człowieka z powodów religijnych może być dla nich zbawienne. Jest wiele "zasądzonych" kar śmierci dla ludzi, którzy jawnie sprzeciwili się religijnym fundamentalistom (choćby Salman Rushdie). Istnieją na świecie ludzie, którzy uważają wykonanie takiego wyroku za słuszne, sprawiedliwe i dobre!
Moralność nie jest domeną religii, a przynajmniej nie powinna być. Co więcej, religia (każda jedna) tworzy obszary, całkiem spore obszary, które są wyłączone z jurysdykcji rozumu (święte dogmaty), a ponieważ rozum jest źródłem moralności, w takich obszarach moralność zostaje "wyłączona".
Kiedy człowiek kieruje się dogmatycznymi zasadami religii może postępować właściwie o ile te dogmaty nie są niemoralne, ale wyłączając myślenie nie można mieć gwarancji, że spełnianie jakiegoś religijnego nakazu bez zastrzeżeń nie będzie postępowaniem wbrew zdrowiu i życiu, a więc postępowaniem niemoralnym.
|
|
| | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | >>>katolik nie będzie kradł, zabijał itd. bo może w ten sposób zasłuży na coś dobrego u Boga swego a ateista nie chce szkodzić innym. >>Tak ale jak dojdzie do wniosku że jednak szkodzenie innym mu się opłaca to bez problemu to uczyni. >A katolik, gdy dojdzie do wniosku że szkodzenie innym zbawi ich dusze, bez problemu zabije.
A ateista zrobi to bez żadnego powodu.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Chlodwig (10939 punktów) | > >A katolik, gdy dojdzie do wniosku że szkodzenie innym zbawi ich dusze, bez problemu zabije.> A ateista zrobi to bez żadnego powodu.Udowodnij. Monoteiści to robią od 4tys lat, o ateistach jakoś nie słychać. I nie wyskakuj mi z komunizmem, bo to też forma religii monoteistycznej. Oto przykład: wiadomosci(*)yleciala_z_kondolencjami_.html
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | MH1978 (462 punktów) | Komunizm to jak najbardziej religia - wystarczy prosty eksperyment myślowy: Zastąp Boga - Proletariatem; zapytaj się dla kogo powinien żyć człowiek w jednym i drugim systemie (z pewnością nie dla siebie).
Zarówno religie jak i komunizm umniejszają rolę jednostki. Dla ludzi religijnych święty jest Bóg, dla komunistów, święte jest społeczeństwo (choć w praktyce - tylko ta jego część, która może się szczycić mianem Proletariuszy). Działania człowieka religijnego powinny zmierzać do zadowolenia Boga, działania komunisty - do zadowolenia wszystkich Proletariuszy. W jednym i drugim przypadku istnieje byt wyższy, któremu człowiek winien jest posłuszeństwo i szacunek, w jednym i drugim przypadku ciężko stwierdzić jaka jest natura tego bytu i jakie są jego prawdziwe pragnienia - tylko kasta kapłanów wie co może się spodobać Bogu; tylko kasta komisarzy ludowych wie co jest dobre dla społeczeństwa.
Jakie są plany Boga? - odpowiedzą ci kapłani. Jakie są plany społeczeństwa? - odpowiedzą ci komisarze ludowi. Co jest dobre dla Boga? - odpowiedzą ci kapłani. Co jest dobre dla Proletariatu? - odpowiedzą ci komisarze ludowi.
Czym jest Bóg? - Kimś kogo nie sposób pojąć, ani do końca określić jego pragnień. Czym jest Proletariat? - Zbiorowość bez mózgu i woli, której pragnień nie da się do końca sprecyzować. Ale to właśnie im masz służyć! Dlaczego? Bo jak nie to kulka w łeb! I przestań pytać dlaczego, bo się NAM narazisz.
|
|
| | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > >>A katolik, gdy dojdzie do wniosku że szkodzenie innym zbawi ich dusze, bez problemu zabije.> >A ateista zrobi to bez żadnego powodu.> Udowodnij.To dla mnie dogmat 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| |  | 2 na 2 | Marcin Szwajcer (10 punktów) | > A tak z innej strony. To po co Ci zasady? Po co się ograniczać, przecież nic z tego nie będziesz miał w przyszłości.Nie traktuję zasad jako waluty. Trzeba absolutnie rozdzielić dwie sprawy. Bycie ateistą nie oznacza bycia przeciwieństwiem chrześcijanina. Ateizm zakłada brak istnienia Boga, nie brak potrzeby istnienia zasad! Można przyjąć że "Bóg" stworzył zasady, według ateisty zasad nie stworzył Bóg, ale nie oznacza to że one nie istnieją. Według logiki chrześcijanina, skoro ateista nie wierzy z Boga, który stworzyl zasady, to nie wierzy w istnienie zasad. I tutaj widać błąd w rozumowaniu, ponieważ idąc tym samym tokiem rozumowania, według chrześcijanina ateista musiałby nie istnieć, ponieważ nie wierząc w Boga, nie wierzy w to że ten stworzył człowieka, a więc sam musiałby nie zaistnieć. Po co mi zasady? Po to żeby żyć wśród ludzi. To, że nie żyję jak hedonista, bierze się tylko i wyłącznie z tego że wychowano mnie na cżłowieka który nie idzie na łatwiznę i tym samym zawsze szuka w zyciu wyborów, które nie krzywdzą innych ludzi. Częściowo zawdzięczam to wartościom chrześcijańskim, ponieważ nie wyprę się tego w jakiej kulturze mnie wychowano i w jakim wyznaniu wychowano moją mamę. Jak już wspomniałem, bycie ateistą nie oznacza bycia przeciwieństwem chrześcijanina. Jestem ateistą z wyboru, a nie przeciwko czemuś
|
|
| | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Po co mi zasady? Po to żeby żyć wśród ludzi.
Posiadanie zasad, systemu czy kodeksu moralnego w żaden sposób nie czyni jeszcze człowieka moralnym. Ba, może wręcz to blokować i uniemożliwiać, co, moim zdaniem, najczęściej ma miejsce. Samo posiadanie zasad, czyli identyfikacja z jakimś zbiorem reguł jest tylko "zimnym", automatycznym odnoszeniem się do owego zbioru. To tylko przestrzeganie wdrukowanego (samemu lub przez innych) programu moralnego. Ale to niepełna, kulawa, ułomna moralność. Dlaczego? Bo za taką (wyłącznie kodeksową) postawą stoi osamotniony program - zbiór praw i obowiązków plus autorytet (tym może być zarówno konkretny człowiek, zbiorowość - jak kościół, czy abstrakt - jak taki czy inny Bóg, zdrowy rozsądek lub rozum). Tylko tyle. Moralność właściwa, że tak ją pozwolę sobie nazwać, zaczyna się dopiero tam, gdzie nad zasadami i kodeksowymi autorytetami góruje bezpośrednie i głębokie doświadczenie Drugiego. Czym jest owa umiejętność bezpośredniego i głębokiego doświadczenia Drugiego? Tym jest silny, empatyczny, dobrze funkcjonujący czyli automatyczny i właściwie rozpoznający Drugiego wgląd (rozpoznanie i twarde odczucie, empatia to umiejętność współodczuwania). Wgląd w jego postawę, emocje, uczucia, wartości i zbudowane na szacunku dla tak postrzeganej przestrzeni Drugiego działania własne, czyli przemyślenia, odczucia, decyzje, postępowanie, reakcje. Oczywiście zespół relacji danego podmiotu JA obejmuje nie tylko Drugiego, ale moze odnosić się do zbioru ludzi, nawet ludzkości jako całości, do zwierząt, przyrody, planety, itp. Empatyczny wgląd nie jest czymś, co bierze się z powietrza, czy siłą rzeczy albo biologii (chociaż potencjał w nas jest - czyt. neurony lustrzane), ale wymaga dopiero wypracowania w sferze interakcji kulturowych, najlepiej popartych głęboko uzasadnionymi przemyśleniami i nabieranym doświadczeniem i najlepiej wsparcia, tym razem sensownym autorytetem. Żaden kodeks, system czy zasady nie stworzą moralnej jednostki, jedynie wypracują automatyzm do przestrzegania przyjętych dyrektyw, co moim zdaniem nie buduje pełnej, a nawet, rzekłbym, właściwej moralności. Taka osoba będzie dalej mniej lub bardziej nieprzewidywalna, bo działa tu tylko zasada kagańca jak dla niebezpiecznego psa, kiedy oczekiwalibyśmy, żeby kaganiec był zbędny. To można osiągnąć jednak dopiero wtedy, kiedy empatyczny wgląd będzie dobrze wypracowany, czyli funkcjonuje automatycznie, szybko, na bieżąco, nie biorąc pod uwagę punkty z kodeksów, ale błyskawicznie i jak najcelniej czytając emocje, uczucia, pragnienia, potrzeby, postawę, wartości Drugiego oraz szacunek dla Jego przestrzeni i wolności. To jest możliwe do wypracowania, najlepiej od wczesnego dzieciństwa (nie mówić do dziecka, że tak nie wolno bo nieładnie albo że Bozia czy grzech, ale zwracać uwagę na to, co czuje druga osoba). To jest baza właściwie ukształtowanej osoby moralnej, która oczywiście może, a nawet musi, brać pod uwagę sugestie takich czy innych zasad czy systemów etycznych, ale dopiero jako instrument pomocniczy. Same systemy są pozbawione czegoś podstawowego, czyli empatycznej bazy, a więc systemowo skonstruowana osoba chodzi po prostu w kagańcu, a gdyby miała w sobie zbudowany właściwie wgląd empatyczny, jej wyczulenie na cierpienie, przykrość, uszczerbek, stratę czy choćby tylko dyskomfort Drugiego, zablokowałoby jej krzywdzące postępowanie automatycznie, zostałoby zdławione w zarodku. Oczywiście, nie będziemy dzięki temu wolni od błędów, czasami zabraknie nam doświadczenia, spotkamy się z sytuacjami nieznanymi czy skomplikowanymi, będziemy mieli kiepski dzień, no, nie jesteśmy robotami. Jednak taka konstrukcja wewnętrzna osoby, daje dobre efekty. Nie blokuje dostępu do zbudowania od podstaw konstrukcji moralnej, do czego doprowadza stosowanie tylko samych zasad, kodeksów, systemów. Empatyczna konstrukcja moralna jest zbudowana od wewnątrz, a nie inspirowana z zewnętrznych unormowań, co oczywiście jest przydatne, ale nie ogranicza się tylko do oddziaływania zewnętrznego, co ma miejsce w przypaku konstrukcji kodeksowych, bez znaczenia, religijnych czy niereligijnych. Empatyczny wgląd to silna identyfikacja z Drugim, z Innym i jego przestrzenią/wolnością jako podstawową wartością, a więc prawdziwie mocne hamulce przed naszymi nie zawsze przyjaznymi popędami. Empatia pozwala również na dogłębną analizę zasad/kodeksów moralnych, mocne ich przetrawienie, silne odczucie, dogłębne przemyślenie i lepsze zbudowanie. Do tego oczywiście nie wystarczy automatycznie wypracowana empatia, ale również głęboka świadomość zachodzących w świecie i życiu mechanizmów. A więc też i sporo pracy do wykonania, najczęściej nigdy nie dokończonej, bo człowiek uczy się całe życie, a życie jest plastyczne i cały czas konstruuje nowe zmienne i takież wyzwania.
Oczywiście, dochodzi tutaj jeszcze kwestia dobrze zbudowanej asertywności, bo, jak wiemy, czasami lepiej sprawić komuś jakąś przykrosć (i samemu ją przyjąć) bo taka sytuacja bywa korzystna. Empatia nie jest po to, żeby sie roztkliwiać, ale po to, żeby umieć dobrać właściwe rozwiązania do danej sytuacji. I nie możemy być pewni, że nie zbłądzimy albo, że nie zostaniemy skrzywdzeni. Ale to inny temat.
|
|
| | |  | | Konowal (6291 punktów) | Ale nie mając zasad niejako "odgórnych" zawsze można je zmienić, więc po co ograniczać się i je sobie narzucać ?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | |  | | MH1978 (462 punktów) | > Ale nie mając zasad niejako "odgórnych" zawsze można je zmienić, więc po co ograniczać się i je sobie narzucać ?Zgadza się - nie mając "odgórnych" zasad można je zmienić, a czasem nawet TRZEBA! Małe dziecko ma "odgórne" zasady wpojone przez rodziców, gdyby ich nie miało, to pewnie nie pożyłoby długo. Moralność, że tak powiem jest dziedziczona, podobnie jak DNA (oczywiście dziecko może odziedziczyć też niemoralność - błędne wzorce zachowań). Rodzice przekazują dziecku, oprócz kodu genetycznego, cały zestaw wzorców zachowań (memów), dzięki któremu dziecko może się rozwijać. Poza tym rodzice są głęboko PRZEKONANI co do słuszności tego zestawu (zakładając, że mamy do czynienia z dobrymi rodzicami pragnącymi WYCHOWAĆ dziecko). Ale może się zdarzyć, że któryś element przekazywanych wzorców jest obiektywnie zły (aż chciałoby się powiedzieć np. religia  ). Ponieważ jednak (moim zdaniem) nic nie jest dane człowiekowi "z góry" to i do poprawności zestawu zasad moralnych człowiek musi się upewnić. Jeśli są to "święte dogmaty" to człowiek nie ma prawa ich weryfikować i będzie postępował zgodnie z nimi nawet jeśli są one szkodliwe dla zdrowia i życia. Może się zdarzyć, że jakaś odwieczna zasada, albo reguła okazuje się zła (przykładów jest mnóstwo: od niewolnictwa począwszy, poprzez poniżanie kobiet, aż do wykorzystania energii nuklearnej). Człowiek myślący (czyli niewyrzekający się narzędzia moralności - rozumu) zrozumie, że kierował się złą zasadą i zmieni ją (na lepszą - miejmy nadzieję  ), natomiast człowiek religijny będzie trwał przy swojej zasadzie - nawet jeśli wszystkie fakty będą dla niej druzgocące. Człowiek religijny będzie tak racjonalizował, żeby dopasować rzeczywistość do zasady w ten sposób, aby dowieść słuszność zasady. Człowiek myślący (moralny) zmieni zasadę, która okaże się zła - dostosuje ją do rzeczywistości.
|
|
| | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | Czyli wychodzi na to że jedni i drudzy będą dostosowywali zasady do potrzeb z tm że wierzący będą mieli jakiś wzorzec (lepszy czy gorszy to inna sprawa) zaś niewierzący będą zmieniali zasady od widzimisię wypadkowej potrzeb danej grupy. Co lepsze to już do osądu każdego z nas należy.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | MH1978 (462 punktów) | >Czyli wychodzi na to że jedni i drudzy będą dostosowywali zasady do potrzeb z tm że wierzący będą mieli jakiś wzorzec (lepszy czy gorszy to inna sprawa) zaś niewierzący będą zmieniali zasady od widzimisię wypadkowej potrzeb danej grupy. Co lepsze to już do osądu każdego z nas należy.
Nie rozumiem dlaczego użyłeś sformułowania "potrzeb danej grupy" - moralność - czyli postępowanie zgodnie z tym, o czym WIEMY (a nie wierzymy), że jest dobre, nie jest domeną grupy - jest domeną jednostki. Nie ma znaczenia, czy problem tego, czy coś jest słuszne czy nie, dotyczy silnika spalinowego, czy związków międzyludzkich, ponieważ w każdym przypadku myślący człowiek odpowiada sobie na pytania "prawdziwe, czy fałszywe, słuszne, czy nie słuszne?", a to są pytania moralne.
Moralność (zestaw zasad) w przypadku myślącego człowieka ewoluuje. Podobnie jak w przypadku nowego silnika, czy nowego procesora, wzorce te stają się coraz lepsze. Myślący człowiek wie, że nie jest wszechwiedzący i że nigdy nie będzie, wie, że będzie popełniał błędy, ale wie też, że będzie się na nich uczył. Moralność w racjonalnym społeczeństwie (moim zdaniem) będzie jak ten procesor - każdego pokolenia będą w nim istnieć lepsze wzorce, będą się oczywiście pojawiać nowe zagrożenia cywilizacyjne (jak choćby wzrost emisji dwutlenku węgla), ale w kolejnych pokoleniach, kolejni ludzie będą działać na rzecz ich wyeliminowania (np. poprzez opracowanie metody zimnej fuzji).
Zestaw zasad narzucony przez religię jest natomiast sztywny, bardzo sztywny i często będą musiały minąć całe milenia, zanim cokolwiek drgnie na płaszczyźnie moralności (to nie gdybanie - wystarczy wziąć pod lupę średniowiecze). Co więcej - bardzo wielu religijnych ludzi będzie postępować "niemoralnie", to znaczy niezgodnie z zasadami swojej religii, ale zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, ale mimo to będą oni odczuwać poczucie winy! (Jak sobie pomyślę jaką tragedią dla człowieka jest wybór pomiędzy popełnieniem grzechu w zgodzie ze swoim rozsądkiem a popełnieniem "dobra" przeciwko zdrowemu rozsądkowi...).
Człowiek myślący wie, że myślenie jest zawsze lepsze od niemyślenia, nawet jeśli popełni błąd. Człowiek religijny będzie się uchylał od myślenia stosując się ślepo do swoich zasad i trwając w błędzie, którego nawet nie chce dostrzec!
Moim zdaniem człowiek religijny to człowiek niemoralny, ponieważ odrzuca główne narzędzie poznania dobra i zła - ludzki umysł. Człowiek myślący to człowiek moralny, choć z pewnością nie jest "zabezpieczony" od wszystkich możliwych błędów, które może w swoim życiu popełnić.
|
|
| | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | Bzdury piszesz. To właśnie wolna wola leży u podstaw chrześcijaństwa, czyli decydowanie o sobie i branie na siebie odpowiedzialności.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | MH1978 (462 punktów) | Coś mi się wydaje, że u podstaw chrześcijaństwa leży kłamstwo na temat życia i zmartwychwstania Jezusa z Nazaretu (polecam chociażby lekturę czterech ewangelii i wzięcie pod lupę licznych sprzeczności między nimi). O ile historyczność tej postaci trudno zanegować (choć według najnowszych badań, o których czytałem są co do niej coraz większe wątpliwości), o tyle jego boskość bądź zmartwychwstanie można już przyjąć tylko na wiarę.
Kwestia wolnej woli i odpowiedzialności za siebie jest dużo starsza niż chrześcijaństwo. Już chociażby tacy poganie jak starożytni greccy filozofowie prowadzili długie dysputy na ten temat i mogę się założyć, ze nie byli pierwsi.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | MH1978 (462 punktów) | >Ale nie mając zasad niejako "odgórnych" zawsze można je zmienić, więc po co ograniczać się i je sobie narzucać ?
Muszę jeszcze coś dodać - bo to wydaje mi się bardzo ważne.
Jakkolwiek człowiek myślący może popełnić nawet fatalny w skutkach błąd, to jednak zostawia sobie narzędzie pozwalające na jego naprawę (albo - w najgorszym wypadku - pozwalające mu uniknąć podobnego błędu w przyszłości). Tym narzędziem jest oczywiście ludzki umysł.
Człowiek religijny natomiast będzie powielał dogmatyczne wzorce zachowań bez względu na wszystko i wszystkich. Nie obchodzi go, czy dana zasada jest szkodliwa czy nie, obchodzi go natomiast jej ślepe przestrzeganie (za które dostanie nagrodę w raju!).
|
|
| | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | >Człowiek religijny natomiast będzie powielał dogmatyczne wzorce zachowań bez względu na wszystko i wszystkich. Nie obchodzi go, czy dana zasada jest szkodliwa czy nie, obchodzi go natomiast jej ślepe przestrzeganie (za które dostanie nagrodę w raju!).
Wystarczy postudiować troszkę historii żeby wiedzieć że masz całkowicie mylne poglądy.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | |  | | MH1978 (462 punktów) | >>Człowiek religijny natomiast będzie powielał dogmatyczne wzorce zachowań bez względu na wszystko i wszystkich. Nie obchodzi go, czy dana zasada jest szkodliwa czy nie, obchodzi go natomiast jej ślepe przestrzeganie (za które dostanie nagrodę w raju!). >Wystarczy postudiować troszkę historii żeby wiedzieć że masz całkowicie mylne poglądy.
Wygląda na to, że popełniłem małą pomyłkę, napisałem bowiem "człowiek religijny będzie powielał...", a powinienem był napisać "człowiek głęboko wierzący będzie powielał...". Oczywiście, że nie miałem na myśli typowego katolika, który najczęściej nawet nie wie do końca w co wierzy, ale człowieka głęboko religijnego, dla którego wiara jest ważniejsza od wiedzy, który choćby nie wiem jakie fakty mu przedstawić i tak pozostanie wierny dogmatom swojej religii.
Nie trzeba studiować (odległej) historii, żeby wiedzieć jakie skutki może nieść za sobą głęboka wiara - wystarczy cofnąć się do 11 września 2001 roku. Ludzie, którzy zniszczyli WTC byli ludźmi głęboko wierzącymi - przyświecała im ślepa wiara i nadzieja na 77 dziewic czekających na nich w raju. W żadnym razie, ani jeden z nich nie uważał się za złego człowieka. Czynili oni, ich zdaniem, czyste dobro, za które należy im się nagroda w raju.
Wzorcem zachowania była tu wpojona od maleńkości zasada świętej wojny z niewiernymi - gdyby ktoś nie wiedział.
|
|
| | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | Wątpię. Dla samej religii nikt nie ginie w jakichś wojnach - dochodzą do tego też inne czynniki. A to że na religijnych czynnikach najłatwiej manipulować ludźmi to inna sprawa.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | MH1978 (462 punktów) | >Wątpię. Dla samej religii nikt nie ginie w jakichś wojnach
Niestety zupełnie się z Tobą nie zgadzam - to właśnie za religię ludzie najbardziej ochoczo oddają swoje życie, na drugim miejscu będzie pewnie ojczyzna, a dalej inne rzeczy. Poza tym większość wojen wybucha na podłożu religijnym (konflikt w Jugosławii, Afganistanie, Somalii, Iraku, na Bliskim Wschodzie, w Irlandii Północnej - a to przecież konflikty z najbliższej historii lub ciągle jeszcze trwające). Im głębsze podłoże religijne wojny - tym gorszych czynów ludzie się dopuszczają (kiedy walczy się w imieniu Boga, wszystkie chwyty są dozwolone, a niewiernych można traktować gorzej niż psy). Dodam tylko, że moim zdaniem komunizm i faszyzm są też formą religii (choć w obu tych systemach mistycy ducha zostają zastąpieni mistykami mięśni, a spirytualizm - materializmem). Stalin, Hitler, Kim Dzong Ill - to zresztą postacie, które przez swoich wyznawców były traktowane z nie mniejszym szacunkiem i respektem niż Bóg.
Patrząc na wszystkie wojny w historii trudno znaleźć takie, w których element religijny nie odgrywał żadnej roli. Władcom prowadzącym wojny element religijny jest bardzo na rękę, ponieważ w obronie swojej wiary oraz mając wizję nadprzyrodzonej nagrody wierni są w stanie posunąć się do wszystkiego.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | >Wątpię. Dla samej religii nikt nie ginie w jakichś wojnach - dochodzą do tego też inne czynniki. A to że na religijnych czynnikach najłatwiej manipulować ludźmi to inna sprawa. Wręcz przeciwnie. Jeśli nie występuje konflikt religijny, to często konflikty innej natury są rozwiązywane pokojowo. Jesteśmy skłonni do kompromisów. Ale dołóżmy do tego konflikt religii - wstępuje w nas szatan wcielony.
Niewiele jest konfliktów zbrojnych, w których nie byłoby różnic religijnych, chociażby tak subtelnych jak przysłowiowe jajko w podróżach Gulivera. Przeanalizuj historię przemocy i wojen, sam zobaczysz.
|
|
2 na 2 | neurosurgery (2484 punktów) | Więc i ja pozwolę sobie zabrać głos... Przez nieracjonalną miłość, do nieodpowiedniej osoby, o mały włos nie stoczyłem się na tyle, żeby nie powrócić do normalności. Od tamtego czasu związek tylko z ateistką - racjonalistką i kierowanie się w większym stopniu rozumem, a nie samymi emocjami.  Piszę to ja - romantyk, któremu przeszło.
Nie chcę wierzyć. Chcę WIEDZIEĆ.
|
|
 | 4 na 4 | MH1978 (462 punktów) | Znam ten ból - można się zauroczyć/zakochać w nieodpowiedniej dla nas osobie. W telenowelach takie przypadki kończą się zawsze happy-endem, choć czasem musi upłynąć 200 odcinków, ale w normalnym życiu konflikt niemalże murowany - chyba, że któraś strona odpuści sobie i wbrew swoim najgłębszym przekonaniom uzna, że lepiej jest odstawiać kłamliwą szopkę (ślub kościelny, chrzciny, komunie, święta etc.) niż żyć w zgodzie z tym, co uważa za słuszne. Patrząc na niektórych moich znajomych sprzed lat wiem (nie wierzę), że odpuścili sobie i odstawili niezbędną szopkę "dla ludu". Odstawiają ją zresztą przez cały czas i pewnie tak będzie do końca ich życia i o parę dni dłużej (katolicki pogrzeb). Czy ich za to winię? To nie moje życie, ale ich. Jeśli są w stanie żyć w ciągłym kłamstwie i potrafią to znieść to właściwie podziwiam ich za siły psychiczne, które im to umożliwiają. Ze swej strony wydaje mi się, że po prostu nie dałbym rady i popadłbym co najmniej w poważną depresję. A tak na marginesie - myślę sobie czasami o ludziach, którzy przeżyli holocaust i o wyborach moralnych, przed którymi musieli stawać - przed którymi żaden normalny człowiek nie chciałby stanąć nawet w swoim najgorszym koszmarze. Nie mogę winić tych, którzy dajmy na to, w obawie przed utratą życia własnego lub osób im najbliższych, wydali miejsce, w którym znajdują się Żydzi, wojska koalicji antyhitlerowskiej lub partyzanci. Nie mogę winić człowieka podejmującego decyzję, za którą inni go potępią, jeśli do tej decyzji zmusiła go lufa karabinu. Ale jeśli człowiek z własnej woli, bez zagrożenia zdrowia i życia, postanawia zdradzić samego siebie... Tak sobie myślę, że albo ci niektórzy moi znajomi mają w nocy koszmary i nie mogą patrzeć w lustro, albo mają już totalny olew na wszystko i traktują życie jako wielką błazenadę, w której każdy musi odstawiać swoją komedię.
|
|
|  | 2 na 2 | jasenka (1863 punktów) | > ale w normalnym życiu konflikt niemalże murowany - chyba, że któraś strona odpuści sobie i wbrew swoim najgłębszym przekonaniom uzna, że lepiej jest odstawiać kłamliwą szopkę (ślub kościelny, chrzciny, komunie, święta etc.) niż żyć w zgodzie z tym, co uważa za słuszne.Mnie nawet szopka nie przeszkadza (taka zabawa w tubylcze zwyczaje), ale życie z kimś, kto wierzy w zabobony byłoby dla mnie koszmarem zażenowania, bo nie mogłabym znieść głupoty obok mnie. Wątpie, czy mogłabym się zreszta zakochac w kimś takim, ale jeśliby mi zależało, to moje politowanie przebiłoby wszelkie uniesienia. Miałabym pewnie co chwilę taką minę:  albo taką:  a podczas najgorszych momentów robiłabym tak:
|
|
|  | | Ania... (14138 punktów) | Taak, kumpel się żeni. Tekst: bo ja teraz muszę chodzić do kościoła co niedzielę... a raz mnie tak wysiudała, powiedziała że jedziemy tylko załatwić coś ze ślubem, a tam na mszy zostaliśmy! Ja bez kurtki, z nosa mi leci...
Katastrofa!!!
|
|
| szemrany robert (425 punktów) | Wbrew opinii dr. House'a twierdzę, że ludzie jednak czasem się zmieniają (przynajmniej swoje przekonania). Na forum są osoby, którym udało się przekonać swoje "drugie połówki" do ateizmu/agnostycyzmu lub chociaż wzbudzić u nich wątpliwości. > Jestem heteroseksualnym mężczyzną, któremu podoba się wiele kobiet i do wielu z nich czuję pociąg seksualny, a jednak w przypadku poważnego związku, uważam, że powinna być zachowana zgodność światopoglądowa - że to lepsze rozwiązanie zarówno dla mnie i mojej partnerki, jak i dla dzieci, które mogą się w takim związku pojawić.Zastanów się czy koniecznie chcesz tylko "poważnych" związków. Proponuję sprawdzić się w kilku "niepoważnych", żeby za którymś razem zdecydować, że z aktualnego warto uczynić związek "poważny" (plus dzieci etc.)
|
|
 | 1 na 1 | Marcin Szwajcer (10 punktów) | >Wbrew opinii dr. House'a twierdzę, że ludzie jednak czasem się zmieniają (przynajmniej swoje przekonania). Na forum są osoby, którym udało się przekonać swoje "drugie połówki" do ateizmu/agnostycyzmu lub chociaż wzbudzić u nich wątpliwości.
Ja nawet nie musialem przekonywac czy wzbudzac watpliwosci. Dla mojej zony bylo to odkrycie czegos czego brakowalo w jej zyciu. Osoby wierzace czesto z powodu swojej perspektywy religii jako czegos waznego co wypelnia czesc ich zycia wewnetrznego, postrzegaja ateizm jako jakis rodzaj pustki, braku czegos istotnego w zyciu. Moja zona wlasnie paradoksalnie w tym "modelu" odnalzazla sposob na wyczyszczenie "smietnika" ktory zostal jej "wrzucony" do glowy w modelu wychowawczym. Z tego co zauwazylem na jej przykladzie, model jej wychowania zupelnie nie nakazywal rozwiazywania swoich wewnetrznych problemow. Dopiero moje racjonalne, ale empatyczne podejscie do innych ludzi pomoglo jej (jak rowniez mnie) rozwiazac niejeden dlugo skrywany gdzies w sobie problem lub przynajmniej zapoczatkowac proces rozwiazywania takich problemow juz samodzielnie. Zauwazylem ze odkad przyjela taka postawe w stosunku do siebie znacznie lepiej przyjmuje krytyke, nie dusi w sobie problemow, w otwarty sposob okazuje radosc. To ze sie bardzo kochamy oczywiscie dodaje skrzydel, ale samo kochanie sie nie czyni ludzi szczesliwymi w dluzszej perspektywie. Ateizm moim zdaniem pozwala czlowiekowi nie filtrowac swojego postepowania przez pewna "matryce norm, nakazow i zakazow". Ateizm moim zdaniem uczy intuicyjnosci w postepowaniu a nie tak jak wielu obroncow religii twierdzi, jedynie instynktownosci. Wydaje mi sie ze problem przekonania drugiej osoby w swoim zyciu do ateizmu nie tkwi w samym ateizmie, tylko bardzo czesto z koniecznoscia stawienia czola odmiennosci pogladow w rodzinie. Moja zona bala sie rowniez tego. Na jednym z pierwszych spotkan z przyszlymi tesciami na pytanie o malzenstwo odpowiedzialem ze bedzie cywilne. Na pytanie o chrzest przyszlego potomka odpowiedzialem ze nie bedzie chrztu poniewaz wybralismy ateizm. Nie bylo nawet prob podejmowania dyskusji. Moja szwagierka twierdzi ze bylem prawdopodobnie pierwszym ateista z jakim mieli w zyciu stycznosc i zszokowal ich fakt ze jestem czlowiekiem ktorego od razu polubili i pdobno jedynym Zieciem ktorego na prawde szanuja. Takze ten ateizm chyba nie jest az taki trudny, trzeba po prostu byc w swoim ateizmie po prostu normalnym czlowiekiem i nie obnosic sie z nim pretensjonalnie. Ludzie przyjmuja cudze normy za normalne, jesli przedstawia sie je w normalny sposob (moim zdaniem oczywiscie).
|
|
|  | | szemrany robert (425 punktów) | > Ja nawet nie musialem przekonywac czy wzbudzac watpliwosci.Niemniej to za twoją sprawą żona wybrała ateizm. Posłużyłem się skrótem myślowym. Zmiana poglądów, jak np. przejście na ateizm, to kwestia pewnej otwartości umysłu, zdolności przyznania się do błędu, rewizji poglądów. Nie sądzę, żeby była ona możliwa bez nabytego wcześniej sceptycyzmu (postawy racjonalnej). > Dla mojej zony bylo to odkrycie czegos czego brakowalo w jej zyciu.Gratuluję mądrej żony  > Osoby wierzace czesto z powodu swojej perspektywy religii jako czegos waznego co wypelnia czesc ich zycia wewnetrznego, postrzegaja ateizm jako jakis rodzaj pustki, braku czegos istotnego w zyciu.Zgoda. > Moja zona wlasnie paradoksalnie w tym "modelu" odnalzazla sposob na wyczyszczenie "smietnika" ktory zostal jej "wrzucony" do glowy w modelu wychowawczym. Z tego co zauwazylem na jej przykladzie, model jej wychowania zupelnie nie nakazywal rozwiazywania swoich wewnetrznych problemow. Dopiero moje racjonalne, ale empatyczne podejscie do innych ludzi pomoglo jej (jak rowniez mnie) rozwiazac niejeden dlugo skrywany gdzies w sobie problem lub przynajmniej zapoczatkowac proces rozwiazywania takich problemow juz samodzielnie. Zauwazylem ze odkad przyjela taka postawe w stosunku do siebie znacznie lepiej przyjmuje krytyke, nie dusi w sobie problemow, w otwarty sposob okazuje radosc.Doprecyzuję, że prawdopodobnie wiele ważniejsze od kwestii poglądów na istnienie boga było dla twojej żony odrzucenie religii (choć obie kwestie są silnie związane), bo to religie właśnie (i inne totalitarne ideologie) narzucają pakiety jedynie słusznych odpowiedzi na niemal wszystkie pytania. > To ze sie bardzo kochamy oczywiscie dodaje skrzydel, ale samo kochanie sie nie czyni ludzi szczesliwymi w dluzszej perspektywie.Zbieżność poglądów i osobowości podstawą udanego związku  > Ateizm moim zdaniem pozwala czlowiekowi nie filtrowac swojego postepowania przez pewna "matryce norm, nakazow i zakazow".Zgoda, choć ja zastąpiłbym ateizm racjonalizmem. > Ateizm moim zdaniem uczy intuicyjnosci w postepowaniu a nie tak jak wielu obroncow religii twierdzi, jedynie instynktownosci.Powiedziałbym raczej, że pomaga w samodzielnym myśleniu i podejmowaniu decyzji. > Wydaje mi sie ze problem przekonania drugiej osoby w swoim zyciu do ateizmu nie tkwi w samym ateizmie, tylko bardzo czesto z koniecznoscia stawienia czola odmiennosci pogladow w rodzinie.To raczej problem jego ujawnienia  > Ludzie przyjmuja cudze normy za normalne, jesli przedstawia sie je w normalny sposob (moim zdaniem oczywiscie).Niestety tylko niektórzy  Jeśli nie spotkałeś osobiście nikogo z tej drugiej grupy, to chyba możesz uważać się za szczęściarza
|
|
makuś (5578 punktów) (zablokowany) | Co sądzicie o zachowaniu zgodności światopoglądowej w związku?
hej, Temat jest oczywiście wielowątkowy . Ty podkreślasz i uwypuklasz kwestię dzieci ... to rzeczywiście bardzo istotne i dlatego pozwolę sobie na kilka uwag w tym zakresie : Co jest dobre dla dzieci ? Jeżeli mamy do czynienia ze zgodnością światopoglądową fanatyków religijnych to czy to na pewno będzie dla dzieci lepsze niż różnice światopoglądowe rodziców ? Jasne jest , że nienawiść między rodzicami nie wpływa pozytywnie na zdrowy rozwój dziecka . Rozwój intelektualny , psychiczny , etyczny a jednak ... może lepiej będzie dla dziecka kiedy pozna różnorodność stanowisk niż gdyby miało być poddane jednostronnej obróbce i praniu mózgu ? Czy zgodność światopoglądowa pedofilów czy morderców może być dla dziecka lepsza niż nieustanne kłótnie ludzi różniących się nawet we wszystkich kwestiach ? Wydaje mi się , że totalitaryzm , fanatyzm , skrajność zawsze jest zła ! Natomiast niezgodność poglądów , konfliktowa różnorodność o ile potrafią być kulturalnie dyskutowane i roztrząsane mogą być dla dziecka inspirujące i płodne i owocne ... Tak że ... nie tyle chodzi o zgodność czy nie zgodność poglądów lecz o zdolność do mówienia i dyskutowania . Często jednak jest tak że jakość światopoglądu wpływa bezpośrednio na jakość dyskusji . makuś
|
|
 | 1 na 1 | MH1978 (462 punktów) | Z pewnością zgodność światopoglądowa rodziców morderców, pedofilów, rasistów itd. itp. nie jest dobra dla wychowania dziecka. Wychowanie w duchu powszechnie obowiązującej religii jest, moim zdaniem, bardzo wygodne i zaoszczędzi dziecku wielu problemów - np. w szkole, w której dziecko może się spotkać z nietolerancją.
ALE problem jest tak naprawdę o wiele głębszy.
Jeśli ja uważam, że teoria ewolucji to nie jakaś tam hipoteza, tylko na dobrą sprawę PRAWO przyrody działające na Ziemi (i najprawdopodobniej na wszystkich innych planetach, na których istnieje życie), a ktoś inny uważa, że świat został stworzony przez Boga w 7 dni, to nie można mówić, że oba punkty widzenia są jednakowo prawdopodobne, że może między nimi istnieć jakiś kompromis. Wykształcony człowiek (a już na pewno wykształcony biolog) nie może traktować teorii ewolucji jako hipotezy równie prawdopodobnej jak stworzenie świata w 7 dni. Może on być tolerancyjny w stosunku do kreacjonistów, ale tylko w takim stopniu, że pozwala im żyć w swoich złudzeniach - tak samo, jak pozwala żyć bezdomnemu pijakowi w opuszczonej ruderze albo na ogródkach działkowych. Tak naprawdę nie obchodzą go zachowania grupki kretynów, którzy twierdzą, że świat powstał w 7 dni, jak również wspomnianego pijaka. Póki oni nie wchodzą mu w drogę, póki nie zagrażają jego zdrowiu i życiu, póty ich toleruje - nie zamierza prowadzić z nimi żadnej wojny - bo i po co. Ale co innego, jeśli tacy ludzie zaczynają mieć wpływ na niego samego lub na jego dzieci. Jeśli w szkole pada propozycja, żeby obok teorii ewolucji była wykładana teoria kreacjonistyczna - jako dwa przedmioty równe rangą, jako dwie hipotezy jednakowo prawdopodobne, to żaden szanujący się biolog nie powinien na coś takiego pozwolić. Podobnie jak rodzic troszczący się o dobro swoich dzieci nie powinien pozostać obojętny na to, jeśli syn lub córka zacznie się zadawać ze wspomnianym wcześniej pijakiem, jeśli ten pijak postanowi przelać (w przenośni i dosłownie) swoje wzorce zachowań na dziecko owego rodzica.
Różnorodności mogą być oczywiście owocne. Ale częstą słabością ateistów i racjonalistów w ogóle jest to, że w imię tolerancji postępują jak biolog, który dla świętego spokoju i zachowania "różnorodności" pozwoli na wprowadzenie do szkoły teorii kreacjonistycznej, albo jak rodzic, który pozwoli swojemu dziecku na utrzymywanie bliskich (żeby nie powiedzieć dogłębnych) stosunków z pijakami czy narkomanami.
Teoria ewolucji i teoria kreacjonistyczna nie są równie prawdopodobne i obie nie mogą być prawdziwe. Ziemia nie może być płaskim dyskiem położonym na siedmiu krokodylach i jednocześnie jedną z wielu planet krążących wokół jednego z wielu słońc w jednej z wielu galaktyk.
Są takie sprawy, w których skrajność - totalna, absolutna skrajność - jest dobra!
Teoria heliocentryczna jest skrajna - i właściwa. Kopernik nie znał wszystkich szczegółów dotyczących orbity naszej planety i nie jest wykluczone, że np. teoria kwantowa pozwoli nam na korektę orbity o jeden mikrometr na rok, ale to, że Ziemia obiega swoje słońce jest faktem! I nie jest to taki sam fakt jak to, że Jezus zmartwychwstał, albo że przemienił wodę w wino!
Każde nowe odkrycie doprowadza nas do głębszego poznania prawdy. Są odkrycia, które nie są tylko hipotezami, teoriami, ale które stanowią PRAWA natury. Te prawa są zawsze skrajne, ponieważ ich zaprzeczenie nie może istnieć w rzeczywistości. Decyzja o tym, czy rzeczywiście jest to prawo natury sprowadza się do odpowiedzi na to, czy prawem mogłaby teoria przeciwna (jeśli nie jesteśmy pewni - mamy do czynienia z HIPOTEZĄ). Jedynym "dogmatem" w nauce jest to, że sprzeczności nie istnieją. Ten "dogmat" nauki jest jednocześnie najgorszym koszmarem religii, która opiera się na wierze w to, że sprzeczności mogą istnieć, która wprowadza święte dogmaty tam, gdzie pojawiają się sprzeczności i nie pozwala na ich weryfikację!
Czasem się zastanawiam, dlaczego MY - ludzie myślący - boimy się mówić, że po prostu mamy rację...
Bo jeśli jej nie mamy, to alternatywą jest to, że mają ją ludzie wierzący - NIEmyślący, że ich WIARA w stworzenie świata w 7 dni jest równoprawna z naszą rozległą WIEDZĄ o otaczających nas świecie i jego prawach.
Podsumowując - moim zdaniem - zgodność światopoglądowa rodziców racjonalistów (świadomych ateistów, bądź ludzi nie wyznających żadnej religii, choć niekoniecznie wykluczających w stu procentach istnienie jakiegoś Stwórcy) nie jest tym samym, co zgodność światopoglądowa pedofilów lub morderców, nie jest tym samym co zgodność światopoglądowa fundamentalistów, ani nawet ludzi "normalnie" wierzących. Taka zgodność światopoglądowa jest znacznie cenniejsza niż jakakolwiek inna zgodność - znacznie cenniejsze jest również przekazanie potomstwu racjonalnych wzorców postępowania.
|
|
1 na 1 | szuro (1757 punktów) | >Co sądzicie o zachowaniu zgodności światopoglądowej w związku? >A może uważacie, że wyznanie partnerów nie ma żadnego znaczenia? >A może macie jakąś inną, racjonalną uwagę, myśl, której w ogóle nie wziąłem pod uwagę?
Moim zdaniem temat sprowadza się do priorytetów. Zgodność światopoglądowa jest konieczna tylko w tych elementach które są najważniejsze z Twojego punktu widzenia. Biorąc pod uwagę ilość czynników które wpływają na konstrukt psychologiczny i światopogląd człowieka zgodność całkowita jest bardzo mało prawdopodobna. Także moim zdaniem najważniejsze jest to co jesteś w stanie odpuścić a czego nie. Jeżeli znasz odpowiedź na to pytanie to cała reszta jest jasna.
|
|
 | 1 na 1 | MH1978 (462 punktów) |
>Moim zdaniem temat sprowadza się do priorytetów. Zgodność światopoglądowa jest konieczna tylko w tych elementach które są najważniejsze z Twojego punktu widzenia. >Także moim zdaniem najważniejsze jest to co jesteś w stanie odpuścić a czego nie. Jeżeli znasz odpowiedź na to pytanie to cała reszta jest jasna.
Zgadzam się z tym co mówisz. Znam bardzo wielu ludzi, dla których religia bądź wyznawana filozofia życiowa ma dziesięciorzędne znaczenie. Szopkę związaną z rytuałami religijnymi traktują oni jako coś koniecznego, mało istotnego, ale coś czemu trzeba się poddać - podobnie jak na przykład złożenie PIT-a w urzędzie skarbowym (a może nawet umycie rąk przed jedzeniem).
Z mojego punktu widzenia jednak, po długich latach drążenia, po przeczytaniu wielu interesujących pozycji, po odblokowaniu umysłu i "oddogmatyzowaniu" go, nieprawdopodobne wydaje się dla mnie, że mógłbym uznać, że taka sprawa jak otwartość umysłu i odrzucenie religii jest mało ważna. Trudno mi sobie wyobrazić, że mógłbym to sobie odpuścić i "przystosował" się do standardów większości. Trudno mi sobie wyobrazić, że mógłbym o tym wszystkim nie rozmawiać z "drugą połówką" i że nagle uznałbym temat za mało ważny. Wniosek z tego taki, że związanie się z ateistką, agnostyczną, osobą bezwyznaniową jest dla mnie bardzo ważne. Jeśli się to komuś nie podoba, to trudno. Ze swej strony nie mam nic do ludzi, którzy dajmy na to, pasjonują się wspinaczką wysokogórską i nie wyobrażają sobie związku z osobą, która nie wspinałaby się z nimi po górach. Ja ich rozumiem i szanuję ich kryteria. Mam tylko nadzieję, że moje kryteria w tym, jakby nie było, ultrakatolickim kraju, też będą rozumiane i szanowane.
|
|
-1 na 1 ojciec.Romuald.Kwiczoł.SI (24 punktów) (zablokowany) | >sądzicie o zachowaniu zgodności światopoglądowej w związku?
Osoba wierząca,mowa tutaj o katoliku czy katoliczce będzie musiała przystąpić do sakramentu małżeństwa z partnerem. Tym samym osoba nie wierząca weźmie udział w pewnej formie religijnej,być może dzięki temu się nawróci.
>A może uważacie, że wyznanie partnerów nie ma żadnego znaczenia?
Nie ma znaczenia w przypadku osoby wierzącej żyjącą w związku z osobą nie wierzącą.Osoba nie wierząca dojrzeje duchowo do przyjęcia wiary u boku partnera .Początkowe różnice więc nie mają tutaj znaczenia.
A może macie jakąś inną, racjonalną uwagę, myśl, której w ogóle nie wziąłem pod uwagę?
Wiara jest zawsze silniejsza niż nie wiara ponieważ nie wiara po prostu jest,natomiast istnieją różne stopnie nasilenia wiary.
|
|
 | 6 na 6 durius (516 punktów) (zablokowany) | > Wiara jest zawsze silniejsza niż nie wiara ponieważ nie wiara po prostu jest,natomiast istnieją różne stopnie nasilenia wiary.Na ogół staram się nie wypowiadać w kwestiach wiary, ale tym razem po prostu muszę, bo inaczej coś we mnie eksploduje. takiego potworka językowo-logicznego dawno nie widziałem  Czy napięcie elektryczne jest silniejsze od śmierci? Śmierć po prostu istnieje, a napięcie ma "różne stopnie nasilenia" wyrażane zazwyczaj w voltach
|
|
 | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | Mam nadzieję, że to sarkazm.
|
|
 | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | Czy "wiara" mogłaby zwracać większą uwagę na poprawną polszczyznę? Prawidłowe wersje to "niewiara" i "niewierzący".
Edit: Ban, katechetko. Znów.
|
|
|  | 3 na 3 durius (516 punktów) (zablokowany) | > Ban, katechetko. Znów.Pytanie techniczne  Skąd wiesz, że to znowu Katechetka? I pytanie nie na temat, kiedy minie ban dla Grabowskiej?
|
|
|  | Prokaczystowska_Cesarzowa_Trolli (1 punktów) (zablokowany) | Usunięte przez moderatora
|
|
 | | MH1978 (462 punktów) |
>Osoba wierząca,mowa tutaj o katoliku czy katoliczce będzie musiała przystąpić do sakramentu małżeństwa z partnerem. Tym samym osoba nie wierząca weźmie udział w pewnej formie religijnej,być może dzięki temu się nawróci.
W żadnym wypadku nie chciałbym się "nawracać" do czegoś, o czym dogłębnie zrozumiałem, że nie tylko jest oparte na kłamstwie, ale również propaguje niewłaściwy dla istoty rozumnej kodeks moralny (moralność poświęcenia w której człowiek pełni rolę zwierzęcia ofiarnego, względnie do końca swoich dni musi się korzyć przed "światłem Stwórcy").
>Nie ma znaczenia w przypadku osoby wierzącej żyjącą w związku z osobą nie wierzącą.Osoba nie wierząca dojrzeje duchowo do przyjęcia wiary u boku partnera .Początkowe różnice więc nie mają tutaj znaczenia.
Dojrzałość duchowa, moim zdaniem, nie polega na przyjęciu jakiejkolwiek wiary, tylko na jej odrzuceniu. Dusza = świadomość może być tylko wtedy zdrowa, jeśli nie istnieją w niej sprzeczności będące nieodłącznym towarzyszem każdej irracjonalnej wiary.
>Wiara jest zawsze silniejsza niż nie wiara ponieważ nie wiara po prostu jest,natomiast istnieją różne stopnie nasilenia wiary. >
Rzeczy, które po prostu są to (nie tylko moim zdaniem): rzeczywistość i świadomość jej istnienia - reszta to ich pochodna (Polecam dzieła Arystotelesa i bardziej współczesnej Ayn Rand). Wiara to niebezpieczny skrót demoralizujący świadomość (albo jak kto woli demoralizujący duszę). Wiara jest silniejsza tylko tam, gdzie stoi za nią przemoc (wojny religijne) lub głęboka indoktrynacja (postępowanie Kościoła Katolickiego lub Kim Dzong Ila w Korei). W normalnych przypadkach natomiast silniejsza jest wiedza i logika. To dzięki potędze umysłu, a nie ślepej wierze, istnieje cały postęp cywilizacyjny na Ziemi i wszelkie dobro, jakie kiedykolwiek się na niej dokonało. Podstawowym źródłem zła natomiast są religie z irracjonalną wiarą na czele. Myślę, że przykłady w postaci setek, tysięcy wojen religijnych, terroryzmu, poniżania człowieka (w szczególności zaś kobiet) są wystarczająco wymowne i wystarczająco mocno potwierdzają moje słowa.
|
|
 | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >Wiara jest zawsze silniejsza O tak. Bezdyskusyjnie. Nie pozwoli sobie na wątpliwość, bo prędzej nazwie ją słabością niż pójdzie po rozum do głowy. Wiara jest świetna - im większa tym lepsza. To ostateczny, przenajdoskonalszy wynalazek ludzkości. Dość mocna, by zastąpić rozsądek, wiedzę, pracę, szacunek dla człowieka i inne 'drobiazgi'. W klinicznych przypadkach umożliwia przenoszenie gór i samoistną (przy użyciu samej intencji) regulację wszechrzeczy - iście diabelska to sztuczka.
|
|
 | | miss_Antropia (155 punktów) | Cytat:Osoba nie wierząca dojrzeje duchowo do przyjęcia wiary u boku partnera ... Szkoda, że autor powyższego stwierdzenia dostał bana, bo bardzo chętnie bym wysłuchała, co rozumie przez "duchowe dojrzewanie" w kontekście religijnym. :> Kolejne pustosłowie - opakowywana w piękne, świąteczne papierki pustka, niemożliwa do wytłumaczenia czy uzasadnienia. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, aby w pełni sprawny umysłowo racjonalista mógł pod wpływem kogokolwiek uwierzyć w stek bzdur nie mający nic wspólnego z rozumem...Czy ktoś może zna takie przypadki z życia?
|
|
|  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) |
> Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, aby w pełni sprawny umysłowo racjonalista mógł pod wpływem kogokolwiek uwierzyć w stek bzdur nie mający nic wspólnego z rozumem...Czy ktoś może zna takie przypadki z życia?Hehe nie bądź śmieszna, nawet Tusku w kampanii gdzieś gadał że go pontyfikat JPII oświecił 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
> nawet Tusku w kampanii gdzieś gadał że go pontyfikat JPII oświecił  Otóż to. Gadał - to jest słowo kluczowe.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | > >nawet Tusku w kampanii gdzieś gadał że go pontyfikat JPII oświecił  > Otóż to. Gadał - to jest słowo kluczowe.Ja tam już nie wnikam w duszę "słońca peru" ale jak o tym mówił tz. że takie przypadki są po pierwsze primo. Zaś po drugie primo społeczeństwo polskie patrzy na nie przychylnie 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | |  | 1 na 1 | miss_Antropia (155 punktów) | > >>nawet Tusku w kampanii gdzieś gadał że go pontyfikat JPII oświecił  > >Otóż to. Gadał - to jest słowo kluczowe.> Ja tam już nie wnikam w duszę "słońca peru" ale jak o tym mówił tz. że takie przypadki są po pierwsze primo.A kto powiedział, że Tusk ma cokolwiek wspólnego z racjonalnym myśleniem ?    Dobre!
|
|
| | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | >   Dobre!  Rozumiem że dla Ciebie nie ma problemu wygrać dwa razy wybory z rzędu i utrzymać się na stanowisku premiera - to taka rada startuj w wyborach, pewnie nic nie zdziałasz, sądząc po wypowiedziach z forum, ale przynajmniej pensja niezła.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | miss_Antropia (155 punktów) | > >  Dobre!  > Rozumiem że dla Ciebie nie ma problemu wygrać dwa razy wybory z rzędu i utrzymać się na stanowisku premiera [...]A co ma wygrywanie wyborów do racjonalnego rozumowania? Zdradzę Ci tajemnicę - Ratzinger też wygrał "wybory" na papieża i w dodatku nawet nie będzie musiał walczyć o przedłużenie "kadencji" - toż to on musi być super-racjonalistą nad racjonalistami w takim razie...
|
|
| | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > >>  Dobre!  > >Rozumiem że dla Ciebie nie ma problemu wygrać dwa razy wybory z rzędu i utrzymać się na stanowisku premiera [...]> A co ma wygrywanie wyborów do racjonalnego rozumowania?A co modlił się o wygraną czy jak? > Zdradzę Ci tajemnicę - Ratzinger też wygrał "wybory" na papieża i w dodatku nawet nie będzie musiał walczyć o przedłużenie "kadencji" - toż to on musi być super-racjonalistą nad racjonalistami w takim razie...Wybór a wybory to jednak mają dwa różne znaczenia - ale dla Ciebie jak widać nie ma to znaczenia
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | |  | 3 na 3 | perun (8610 punktów) | Masz rację Konowale. Gdyby Tusk przed wyborami się nie nawrócił po iluś tam latach i nagle nie doznał olśnienia, że w grzechu żyje bez ślubu kościelnego, dzisiaj być może nie mielibyśmy tegoż wspaniałego premiera z cudów słynącego  Teraz zaś go oświeciło i zaś rzecze, że przed biskupami klękał nie będzie. Widać kolana mu ''storgły'' 
Ci, którzy zrzekają się nieodłącznej człowiekowi wolności, w celu uzyskania krótkotrwałej odrobiny bezpieczeństwa, ani na jedno, ani na drugie nie zasługują - George Washington
|
|
| | |  | 3 na 3 | Domestos z Bidetu (6257 punktów) |
> Otóż to. Gadał - to jest słowo kluczowe.Obawiam się, że nie "gadanie" jest słowem kluczowym a położenie geograficzne - my tu mamy jakieś pola... Oczywiście BIO!pola.. Świebodzińskie! I pod wpływem tych pół każdy - w naszym Kraju - TYM Kraju... - czyli geografia  - ma jakieś kluczowe ... objawienia  nie tak dawno... Cytat:"Spojrzał na mnie, a ja mu powiedziałem: Jurek, przecież ty nie żyjesz (...) A on odpowiedział: hm... Ja na to: słuchaj, jak już cię widzę, to powiedz, jak to było? A on odpowiedział: no przecież wiesz, kto to organizował. Odpowiedziałem: no tak, ale mi chodzi o te ostatnie sekundy. Chciał mi coś powiedzieć, ale niestety zniknął. W tym momencie się obudziłem" - relacjonuje Leszek Miller. Miller: Śnił mi się Szmajdziński. Zapytałem go o ostatnie sekundy przed katastrofą w Smoleńsku...
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
 | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Dlaczego Szanownemu Panu, tak zależy na dyskredytacji inteligencji kościelnych funkcjonariuszy? Nie mam o nich zbyt dobrego zdania, ale są zdecydowanie wyżej od zaprezentowanego tu przez Pana poziomu. > Osoba wierząca, mowa tutaj o katoliku czy katoliczce będzie musiała przystąpić do sakramentu małżeństwa z partnerem.We współczesnej Polsce jednak większość związków zawiera się z "chcenia" a nie z "muszenia". > Tym samym osoba nie wierząca weźmie udział w pewnej formie religijnej,być może dzięki temu się nawróci.Tym samym niewierzący bierze udział w jakimś obrzędowym spektaklu teatralnym. > >>>A może uważacie, że wyznanie partnerów nie ma żadnego znaczenia?> Nie ma znaczenia w przypadku osoby wierzącej żyjącą w związku z osobą nie wierzącą.Może mieć przeróżne znaczenie w zależności od głębokości wiary i uczucia. Stopnia tolerancji i dominacji. Z fanatykiem/fanatyczką nic nam nie wyjdzie. To tylko przyczajony potwór. > Osoba nie wierząca dojrzeje duchowo do przyjęcia wiary u boku partnera.W większości przypadków osoba wierząca przyjmuje racjonalne argumenty, ale nie zawsze. Może być i odwrotnie. www.racjonalista.pl/kk.php/s,5169Ale najczęściej był to wówczas racjonalizm słabej próby intelektualnej. > Początkowe różnice więc nie mają tutaj znaczenia.Tak, na początku mogą nie mieć znaczenia. Uczucia i seks przesłaniają wszystko, a potem rodzi się zimna chrześcijańska nienawiść i walka o unieważnienie. > Wiara jest zawsze silniejsza niż nie wiaraDokładnie tak, rodzi się w genach, następnie jest wdrukowywana w dziecięcy umysł w procesie religijnej indoktrynacji. Na szczęście > istnieją różne stopnie nasilenia wiary.I nie każdy zaraz jest ograniczonym intelektualnie religijnym fanatykiem. Przy bardziej niepokornych naturach, zadających pytania i samodzielnie szukających odpowiedzi, myślenie i nauka mogą przywieść do racjonalizmu, wręcz ateistycznego. Jest sporo takich przykładów nawet na naszym forum. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| borsuk (-5 punktów) | Paradoksalnie doskonale Cię rozumiem. Jestem osobą wierzącą i nie wyobrażam sobie życia z ateistą. Nie byłoby o czym rozmawiać. Nie byłoby trwałego fundamentu.
|
|
| KalaSz (21 punktów) | >Witam wszystkich(nie dalej jak wczoraj obejrzałem sobie film >o miłości policjantki do złodzieja recydywisty, który uciekł z więzienia). Takie historie wywołują >emocje, są atrakcyjne dla widza i pozwalają zarobić na filmie kwoty, które czasem idą w miliony >dolarów. >A tymczasem rzeczywistość potrafi być bardzo brutalna dla tego typu związków, jeśli istotnie się one >w niej pojawiają.
Moją odpowiedzią niech będzie film Kubricka "Oczy szeroko zamknięte".
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|