 |
Czym jest oświecenie umysłu? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 01-06-2013 22:52 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Czym jest oświecenie umysłu? | Jak interpretujecie stan, w którym znajduje się np. Eckhart Tole czy mnisi buddyjscy, którzy wiele lat praktykują? Jedność ze światem, zero czarnych myśli, życie bez wspomnień, we wszechogarniającej teraźniejszości... Czy to normalne? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 7 | marcin z torunia (331 punktów) | >Jak interpretujecie stan, w którym znajduje się np. Eckhart Tole czy mnisi buddyjscy, którzy wiele >lat praktykują? Jedność ze światem, zero czarnych myśli, życie bez wspomnień, we wszechogarniającej >teraźniejszości... Czy to normalne? Nie to na pewno nie normalne. Nie jestem biegły w psychologii, czy psychiatrii, ale jest to zapewne trans religijny, może efekt placebo, jak bym miał spokojne życie jak oni też bym nie miał czarnych mysli, a tu niestety robota, robota i robota, ale dobrze,że jest, wole mieć satysfakcję z pracy niż bezproduktywne życie.
|
|
 | 2 na 2 | gibgibgibon (180 punktów) |
> jak bym miał spokojne życie jak oni też bym nie miał czarnych mysli, a tu niestety robota, robota i robota, >
Właśnie o to chodzi, żeby się w takie myśli nie wkręcić. Ludzie za bardzo wierzą swoim myślom. Np jesteś sobie w pracy, nie wszystko idzie tak jak byś tego chciał i przyjdzie Ci do głowy myśl 'co za zj***ny dzień' - uwierzysz w to i dzień faktycznie będzie nie najlepszy. Wystarczy tylko nie przywiązywać do swoich myśli tyle uwagi i okazuje się, że nie wszystko jest takie jakie myślimy, ze jest. Myśl, że to Ty myślisz jest tylko myślą. I myślę, że jest to całkiem racjonalne podejście ; )
|
|
|  | | marcin z torunia (331 punktów) |
> Ludzie za bardzo wierzą swoim myślom. Wnioskuję, że mówisz o efekcie placebo, czy tak?
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Bezproduktywne i spokojne życie nie gwarantuje spokojnego umysłu, mózg jest fabryką złych myśli, przetwarza jakieś straszne wspomnienia, dręczy przyszłością, nawiedza lękiem przed śmiercią.
|
|
|  | 1 na 1 | panTeista (6811 punktów) | >Bezproduktywne i spokojne życie nie gwarantuje spokojnego umysłu,
Wydaje mi się że poczucie bezpieczeństwa przyczynia się do spokoju umysłu.
>mózg jest fabryką złych myśli, przetwarza jakieś straszne wspomnienia
Ale również nadziei i pozytywnych rozwiązań.
>dręczy przyszłością,
To skłania do podjęcia działań służących lepszej przyszłości.
>nawiedza lękiem przed śmiercią.
Lęk przed śmiercią sprawia że jesteśmy ostrożniejsi. Niektórzy (zwłaszcza cierpiący) chcieliby umrzeć.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
 | 2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >wole mieć satysfakcję z pracy niż bezproduktywne życie.
Arbeit macht frei!
bembergiem w berg
|
|
|  | 3 na 3 | pawel_wr (4297 punktów) | >>wole mieć satysfakcję z pracy niż bezproduktywne życie. >Arbeit macht frei!
Ordynarne i prymitywne szyderstwo , jakim było zamieszczenie napisu "Arbeit macht frei" na bramie obozu w Auschwitz , miało upodlić i totalnie zgnoić więźniów.
Fakt , że ty posługujesz się tym zwrotem w dyskusji internetowej , świadczy o Twoim prymitywizmie i pogardzie do setek tysięcy zagazowanych ofiar.
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
| |  | | worek kości (2937 punktów) | >>>wole mieć satysfakcję z pracy niż bezproduktywne życie. >>Arbeit macht frei! >Ordynarne i prymitywne szyderstwo , jakim było zamieszczenie >napisu "Arbeit macht frei" na bramie obozu w Auschwitz , miało >upodlić i totalnie zgnoić więźniów.
Ale ten tekst ma też inne znaczenie, odwołujące się do kultu bezmyślnej "roboty".
bembergiem w berg
|
|
3 na 3 | gibgibgibon (180 punktów) |
Oświecony umysł to coś czego nie da się opisać, bo nic tam nie ma. To zrozumienie, że naturą umysłu jest pustka, że nie ma tu nikogo, żadnej osoby, żadnego JA - wszystkie nasze myśli na temat nas samych to tylko część biologicznego triku, żeby jakoś ciągnąć to dalej. Chodzi w tym o akceptację świata takim jaki jest, porzucenie wszystkich koncepcji na jego temat, nie osądzanie, wyzbycie się pragnień i po prostu bycie..
"praktykowałem to" jakiś czas i uważam, że takie podejście jest całkiem normalne, chociaż łatwo się w tym pogubić.
|
|
 | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Tyle, że brak koncepcji na temat świata jest czymś absurdalnym. Bo jak wtedy odróżnić dobro od zła, jak oceniać innych.
Ciekawi mnie jak oświecenie działa z racjonalnego punktu widzenia. Podejrzewam po prostu, że jeżeli przez wiele lat "katuje" się swój umysł, poddaje go różnym praktykom, medytacjom, to w końcu zostaje uszkodzona jakaś część osobowości, poczucie odrębności. Ale z tego co słyszałem, oświecenie jest pięknym doświadczeniem - i piękny jest świat z punktu widzenia takiej osoby. Ale nie przychodzi mi do głowy bardziej pogłębione wyjaśnienie, tylko taka robocza wizja.
|
|
|  | 1 na 1 | gibgibgibon (180 punktów) | >Tyle, że brak koncepcji na temat świata jest czymś absurdalnym. Bo jak wtedy odróżnić dobro od zła, jak oceniać innych. >Ciekawi mnie jak oświecenie działa z racjonalnego punktu widzenia. Podejrzewam po prostu, że jeżeli przez wiele lat "katuje" się swój umysł, poddaje go różnym praktykom, medytacjom, to w końcu zostaje uszkodzona jakaś część osobowości, poczucie odrębności. Ale z tego co słyszałem, oświecenie jest pięknym doświadczeniem - i piękny jest świat z punktu widzenia takiej osoby. Ale nie przychodzi mi do głowy bardziej pogłębione wyjaśnienie, tylko taka robocza wizja.
Tak jak mówiłem i każdy 'oświecony' Ci to powie: tego nie da się opisać, bo to jest poza wszelkimi opisami. Można tę ideę zrozumieć mentalnie ale wtedy umysł tworzy koncepcje na temat tego jak to jest być oświeconym i siłą rzeczy człowiek się od tego oddala.
To nie jest tak, że całkowicie odrzucasz swoją osobowość, ego itp. bo to jest niemożliwe, nie mógłbyś funkcjonować. Chodzi raczej o to aby nie wkręcać się w gry umysłu który nieustannie pompuje nam różne wyobrażenia. Dobro i zło to tylko koncepcje, ocenianie innych staje się niepotrzebne a zaufaj mi, że oświecony umysł sam doskonale wie co jest 'dobre a co nie'. Oświecenie to wspaniały stan o ile można to tak nazwać - ale nie da się tego 'doświadczyć pośrednio'.
Żeby nie było, że chcę tu kogoś w coś wkręcać w buddyzm albo coś podobnego..
|
|
| |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | W Piśmie Świętym jest zdanie, które bardzo cenię, a które głosi, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. To zasada, która jest słuszna i myślę, że ze względu na nią, nie ma tak dużego znaczenia to co oświeceni mówią sami, że to nie do opisania, etc. Mnie interesuje jak to jest możliwe, że zdrowy i inteligentny człowiek po lakach praktyk czuje, że nie istnieje. Nie można np. wykluczyć, że oświecenie jest chorobą psychiczną. Co do odrzucania koncepcji to, jak już mówiłem, absurd - bo wtedy musiałyby zniknąć sądy i kary za przewinienia. Jeśli dobro i zło są koncepcjami, które należy ograniczyć, to znaczy, że trzeba wyzbyć się instynktu samozachowawczego i wejść pod pierwszy lepszy samochód na jezdni. Kiedy staram się działać racjonalnie i np. uniknąć śmierci na drodze, kieruję się rzecz jasna koncepcjami. No dobrze, piszesz, że wtedy umysł sam wie co dobre a co złe. Wie - ponieważ pewne koncepcje siedzą w nim tak głęboko, że nie za bardzo jest szansa się ich pozbyć. Ale one też muszą być czymś złym z tego punktu widzenia  Może jest jakaś literatura na temat oświecenia? Mam na myśli stricte naukową.
|
|
| | |  | 2 na 2 | gibgibgibon (180 punktów) | > Mnie interesuje jak to jest możliwe, że zdrowy i inteligentny człowiek po lakach praktyk czuje, że nie istnieje.Nie chodzi o to, żeby sobie wkręcić, że się nie istnieje. Nie istnienia nie można czuć. Chodzi bardziej o to, że nie ma tu nikogo konkretnego kto by czuł, że istnieje. Jak odpowiesz sobie na pytania Kim jestem? Gdzie znajduje się moje JA? Kim jest ten który widzi, czuje, słyszy.. Nasze JA nie jest realne. > Nie można np. wykluczyć, że oświecenie jest chorobą psychiczną. Co do odrzucania koncepcji to, jak już mówiłem, absurd - bo wtedy musiałyby zniknąć sądy i kary za przewinienia. Jeśli dobro i zło są koncepcjami, które należy ograniczyć, to znaczy, że trzeba wyzbyć się instynktu samozachowawczego i wejść pod pierwszy lepszy samochód na jezdni. Kiedy staram się działać racjonalnie i np. uniknąć śmierci na drodze, kieruję się rzecz jasna koncepcjami.> No dobrze, piszesz, że wtedy umysł sam wie co dobre a co złe. Wie - ponieważ pewne koncepcje siedzą w nim tak głęboko, że nie za bardzo jest szansa się ich pozbyć. Ale one też muszą być czymś złym z tego punktu widzenia  > Może jest jakaś literatura na temat oświecenia? Mam na myśli stricte naukową.> Nie można tego wykluczyć ale wtedy można równie dobrze uznać każdy inny stan umysłu za chorobę. Ciężko jest o tym pisać.. Koncepcje które się już posiadło nie znikają, chodzi o nie przywiązywanie się do nich, zdanie sobie sprawy, że są tylko soczewką naszego umysłu przez którą przechodzi obraz rzeczywistości. Może taka anegdotka. Jeśli ktoś daje mi prezent(a ja jestem świadomy czym on jest, znam jego funkcję)i ja go nie przyjmuję to nie należy on do mnie tylko do osoby która mi go dała. Np. Ktoś ma w stosunku do mnie negatywne emocje, przychodzi do mnie i chce mi je przekazać (agresja słowna itp.) a ja nie biorę tego do siebie w ogóle. Więc moje 'JA' nie identyfikuje się z tymi emocjami - jestem 'ja' i są emocje, nie są moje, są rozdzielne. Tak samo jest z koncepcjami. W ogóle ciężko jest to sensownie opisać..
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Może ciężko opisać sensownie coś, co nie ma sensu? Co opiera się tylko na emocjach i tezach wynikających z emocji - co gorsza, są to tezy nie do obronienia i nie do uzasadnienia. Mogę mieć intensywne poczucie, że ludzie sa dobrzy i wobec pytania, czy Hitler był dobry, stanąć jako wobec czegoś niewyrażalnego. "No wiesz, Hitler też był dobry, chociaż nie umiem tego opisać"... Dobre, nie? : D
|
|
| | | | |  | | gibgibgibon (180 punktów) | >Może ciężko opisać sensownie coś, co nie ma sensu? Co opiera się tylko na emocjach i tezach wynikających z emocji - co gorsza, są to tezy nie do obronienia i nie do uzasadnienia. Mogę mieć intensywne poczucie, że ludzie sa dobrzy i wobec pytania, czy Hitler był dobry, stanąć jako wobec czegoś niewyrażalnego. "No wiesz, Hitler też był dobry, chociaż nie umiem tego opisać"... >Dobre, nie? : D >
Trzeba to poczuć - nie ma innej możliwości. Zdaję sobie sprawę, że to wygląda na bełkot. Słowo oświecenie sprawia wrażenie bardzo 'mistyczne' i nikt nie potrafi powiedzieć 'jak to jest'. Oświecenie nie oferuje dla przeciętnego człowieka nic co by go interesowało.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Poczuć, poczuć... To samo mówią księża ateistom: negujecie istnienie Boga bo nic nie kumacie, a to trzeba poczuć!
Jednak staram się nie kierować uczuciami, to bardzo zgubne. Raczej stawiam na rzetelne przebadanie zjawiska i wyciągnięcie wniosków.
|
|
| | | | | | |  | | gibgibgibon (180 punktów) | >Poczuć, poczuć... To samo mówią księża ateistom: negujecie istnienie Boga bo nic nie kumacie, a to trzeba poczuć! >Jednak staram się nie kierować uczuciami, to bardzo zgubne. Raczej stawiam na rzetelne przebadanie zjawiska i wyciągnięcie wniosków.
poczuć, doświadczyć, zobaczyć,, ciężko dobrać słowa Tylko, że żaden oświecony nie będzie w to nikogo wkręcał. To poszukiwacze czynią guru. Żaden oświecony nie powie Ci, że jest oświecony, bo wie, że oświecenie to kolejna koncepcja w umyśle. Oświecenie to zdanie sobie sprawy z tego, że każdy z nas jest tylko aktorem na scenie. Chodzi o porzucenie stałych ról..
|
|
| | | | |  | 1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >Może ciężko opisać sensownie coś, co nie ma sensu? Co opiera się tylko na emocjach i tezach wynikających z emocji - co gorsza, są to tezy nie do obronienia i nie do uzasadnienia. Mogę mieć intensywne poczucie, że ludzie sa dobrzy i wobec pytania, czy
Można to bardzo dobrze opisać językiem naukowym przy użyciu psychologii. Są to tezy możliwe do udowodnienia i obronienia, a wiele parametrów daje się zmierzyć lub potwierdzić statystycznie.
> Hitler był dobry, stanąć jako wobec czegoś niewyrażalnego. "No wiesz, Hitler też był dobry, chociaż nie umiem tego opisać"...
Był dobry. Zależy wg jakich i czyich kryteriów.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | eipi (774 punktów) | > Może ciężko opisać sensownie coś, co nie ma sensu? Co opiera się tylko na emocjach i tezach wynikających z emocji - co gorsza, są to tezy nie do obronienia i nie do uzasadnienia.Wybacz, ale kompletnie nie zrozumiałeś, o co chodzi. Zacznijmy od tego (co mniej ważne), że doświadczenia oświeconego umysłu nie mają nic wspólnego z emocjami i nikt na emocje się nie powołuje. Istotniejsze, że - co na portalu "Racjonalista" pewnie zabrzmi jak herezja - jak najbardziej istnieją rzeczy, całkiem sensowne, których nie da się sensownie opisać. Przykład ze współczesnej filozofii: qualia, czyli wszelkie jakości subiektywnie doznawane. Zgodzisz się zapewne, że gdy czujesz słodycz (jedząc miód), czy widzisz czerwień (spoglądając na pomidora), można sensownie powiedzieć, że czujesz słodycz i widzisz czerwień, jak też że nie są to żadne emocje (pomijając zadowolenie ze słodkiego, które jest jednak czymś innym niż sam smak), ani choroba psychiczna, ani złudzenie (choć ja akurat argumentowałem, że poniekąd jest). OK, a teraz spróbuj wytłumaczyć komuś, np. ślepemu od urodzenia, jak to jest widzieć tę czerwień (porównanie z czymkolwiek nic nie da), albo komuś kto żarł tylko ziemniaki i pił wodę, jak też odczuwa się ten słodki smak. Chyba się nie da - tego trzeba właśnie doświadczyć. Przykład inny, bardziej trywialny: sprónuj wytłumaczyć małemu dziecku, jak to jest mieć seks, na czym polega ta przyjemność  Choć przykłady są trywialne, analogia ze stanem oświeconego umysłu jest całkiem bliska - we wszystkich wypadkach chodzi o opisanie pewnego stanu umysłu właśnie. Gdy jest on doznawany subiektywnie, jego natura jawi się bezpośrednio i całkiem jasno i nie potrzebuje opisu. Jednak z tego samego powodu nie da się ich przekazać w słowach - w słowach można zakomunikować tylko, że się ich doznaje, ew. porównać do czegoś (słodycz do miodu, czerwień do pomidora, seks - do czego?) o czym sądzimy, że może być odbiorcy znane. Ale porównanie, to nie to samo, co doznanie (klasyczny przykład: palec wskazujący na księżyc nie jest księżycem). A już sytuacja jest całkiem beznadziejna, gdy nie ma obiektu, do którego dane doświadczenie można by adekwatnie porównać, bo odbiorca komunikatu nigdy czegoś podobnego nie przeżył (tak jak z dzieckiem i seksem). Mam nadzieję, że jest to już w miarę jasne?
|
|
| | | |  | | panTeista (6811 punktów) | > Nasze JA nie jest realne.
To kto pisze na komputerze?
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | |  | | gibgibgibon (180 punktów) |
>To kto pisze na komputerze?
Można powiedzieć, że jakaś nieokreślona inteligencja. Natomiast całe to JA jest tylko programem w umyśle który ułatwia funkcjonowanie w społeczeństwie, podział na jednostki. To fikcyjne JA które uważamy, że jest tym które widzi przez nasze oczy jest tak naprawdę niczym. Nic tam nie ma.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Stanisław Lem stwierdził, że jesteśmy próżnią. Rejestrujemy wrażenia i odbieramy bodźce, jednak jesteśmy pustką.
|
|
| | | | | | |  | | gibgibgibon (180 punktów) | O to właśnie chodzi komuś kto twierdzi, że nie istnieje. Jesteśmy sumą doświadczeń, niezmienna jest tylko pustka która to widzi, czuje, słyszy.. Jak czujemy się z myślą, że wszystkie nasze starania, działania i wysiłki w pewnym momencie zwanym śmiercią zostaną unicestwione, przestaną mieć znaczenie..? Jedyne co można stracić to idea, koncepcja kogoś kto miał coś, kogoś kto coś osiągnął.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | panTeista (6811 punktów) | >Stanisław Lem stwierdził, że jesteśmy próżnią.
To twórca fantastyki, a nie wyrocznia.
>Rejestrujemy wrażenia i odbieramy bodźce, jednak jesteśmy pustką.
Bez układu nerwowego nie moglibyśmy rejestrować. Układ nerwowy jest materialny.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | eipi (774 punktów) | > > Nasze JA nie jest realne.> To kto pisze na komputerze?A KTO maluje tęczę na niebie? (o ile pamiętam, to płanetnicy  Ważkim (przynajmniej dla mnie) argumentem podnoszonym przez krytyków religii (por. np. Dennett) jest to, iż mamy naturalną skłonność doszukiwania się "intencjonalnego agenta". Dlatego jeszcze u Talesa "świat jest pełen bogów". Wraz z rozwojem wiedzy i naszego zrozumienia, tych "bogów" ubywa. Niemniej tę wrodzoną (i zrozumiałą ewolucyjnie) tendencję mamy nadal. W płanetników nie wierzy już chyba nikt. W różnej maści teorie spiskowe, Iluminatów, NWO itp. - wierzy jednak nadal sporo osób. W "kogoś" kto pisze na komputerze wierzą niemal wszyscy  Oczywiście nie znaczy to, że nie ma tęczy, ani globalnych przemian społecznych, ani tego tekstu napisanego na komputerze (może nawet z sensem). Różnica dotyczy stopnia wpojenia wiary w "agenta". Wiara w agenta w nas samych kształtowana jest bezustannie od dziecka (m.in. przez język), tak że jego obecność wydaje się być bezpośrednim doświadczeniem i trudno zrozumieć, że może to być iluzja. Tak samo mamy (i zapewnie wiąże się z tym) nieodparte poczucie świadomego sprawstwa naszych działań - wolnej woli. Jednak odnośnie tego zaczynamy rozumieć że jest to iluzja - przełomem był tu eksperyment Libeta (bardziej szczegółowa analiza u Sama Harrisa). Oczywiście - jakieś decyzje są podejmowane i jakieś działania są wykonywane - ale nie dzieje się to w taki sposób, jak sobie wyobrażamy. Dlaczego wyobrażamy sobie tak, nie inaczej, to już inna historia.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | panTeista (6811 punktów) | > A KTO maluje tęczę na niebie? (o ile pamiętam, to płanetnicy  Tęcza nie jest malowana, to się dzieje. Niewiele wydarzeń w świecie dzieje się intencjonalnie. Intencje są właściwością istot świadomych. > mamySkoro my mamy (liczba mnoga) to nie jesteśmy jednością (Umysłem, duszą, emanacją Boga). > naturalną skłonność doszukiwania się "intencjonalnego agenta".Czy nie jest nieuzasadnioną skrajnością twierdzić, że człowiek nie ma intencji? > W różnej maści teorie spiskowe, Iluminatów, NWO itp. - wierzy jednak nadal sporo osób.Niektóre wydarzenia, rzeczy ludzie wykonują w porozumieniu i planowo. > W "kogoś" kto pisze na komputerze wierzą niemal wszyscy  A Ty nie wierzysz? > Oczywiście nie znaczy to, że nie ma tęczy, ani globalnych przemian społecznych, ani tego tekstu napisanego na komputerze (może nawet z sensem).Ja dostrzegam różnicę. Tęcza powstaje bez intencji, komputer jest efektem świadomego działania intencjonalnego. > Wiara w agenta w nas samychNie wierzę w agenta (duszę) w nas samych, to cała świadoma istota (człowiek) jest tym postrzegającym i intencjonalnym agentem. > tak że jego obecność wydaje się być bezpośrednim doświadczeniem i trudno zrozumieć, że może to być iluzja.Mnie odrębność osoby wydaje się bezpośrednim doświadczeniem. > Tak samo mamy (i zapewnie wiąże się z tym) nieodparte poczucie świadomego sprawstwa naszych działań - wolnej woli.Wola nasza jest ograniczona ale czy nasze działania są tylko złożonymi odruchami? Nie czuję się całkowicie zdeterminowany- pozbawiony wolnej woli. Pozdrawiam
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | eipi (774 punktów) | > >A KTO maluje tęczę na niebie? (o ile pamiętam, to płanetnicy  > Tęcza nie jest malowana, to się dzieje. Niewiele wydarzeń w świecie dzieje się intencjonalnie. Intencje są właściwością istot świadomych.Oczywiście że tęcza nie jest malowana. To co robimy też "się dzieje". Właśnie usiłowałem w ten sposób dać przykład przez analogię (ułomny, jak każda analogia). Twoje stwierdzenie na temat intencji, jest tylko petitio principi. > >mamy> Skoro my mamy (liczba mnoga) to nie jesteśmy jednością (Umysłem, duszą, emanacją Boga).Tak - bo inaczej nie da się tego w sposób gramatyczny powiedzieć. Wskazujesz tylko na to, że nasz język narzuca takie właśnie rozumienie. Czyli coś, o czym pisałem. > >naturalną skłonność doszukiwania się "intencjonalnego agenta".> Czy nie jest nieuzasadnioną skrajnością twierdzić, że człowiek nie ma intencji?Ok. A małpa? Pies? A owady? Bakterie? Wirusy? Robot marsjański "curiosity"? Mój robot kuchenny?  I właściwie dlaczego? Ale zgoda. Człowiek przejawia intencjonalność, to jasne. Pies (a chyba i "curiosity") także. Tylko że to samo można powiedzieć inaczej (tu akurat język pozwala): działania człowieka wyglądają na intencjonalne. To jest wszystko, co można stwierdzić "z zewnątrz" (nie odwołując się do wewnętrznego poczucia). A z tego w żaden sposób nie wynika, że jest jakiś "ktoś", kto za tym stoi. Są po prostu pewne procesy psychiczne (które przekładają się na fizyczne - np. ruch moich palców po klawiaturze w tej chwili), w określony sposób ze sobą sprzęgnięte. > >W różnej maści teorie spiskowe, Iluminatów, NWO itp. - wierzy jednak nadal sporo osób.> Niektóre wydarzenia, rzeczy ludzie wykonują w porozumieniu i planowo.Niektóre roboty też. > >W "kogoś" kto pisze na komputerze wierzą niemal wszyscy  > A Ty nie wierzysz?To chyba nie ma wiele do rzeczy, ale odpowiem: jak większość, mam poczucie obecności tego "kogoś" (czyt. nie osiągnąłem "oświecenia", bo o tym chyba zaczął się ten wątek). Natomiat intelektualnie i racjonalnie - nie wierzę. > >Oczywiście nie znaczy to, że nie ma tęczy, ani globalnych przemian społecznych, ani tego tekstu napisanego na komputerze (może nawet z sensem).> Ja dostrzegam różnicę. Tęcza powstaje bez intencji, komputer jest efektem świadomego działania intencjonalnego.Znowu petitio principi. Po prostu stwierdzasz ("komputer jest..."), to co de facto zakładasz. Ja powiedziałbym, że komputer jest efektem procesów nieporównanie bardziej złożonych, niż te odpowiedzialne za postawanie tęczy. Różnica ilościowa, nie jakościowa. > >Wiara w agenta w nas samych> Nie wierzę w agenta (duszę) w nas samych, to cała świadoma istota (człowiek) jest tym postrzegającym i intencjonalnym agentem.Jasne. Pytanie o którym dyskutujemy, to czym jest ta "świadoma istota". Piszesz "cała istota". Ok. Jeśli wyrwę włos, to już nie? A jeśli utnę nogę? (nie rękę, bo ręką piszę  A jeśli amputuję prawą półkulę mózgową? (lewą nie, bo tam jest ośrodek mowy) A jeśli zachoruję na Alezheimera i na końcu stanę się nieświadomy jak warzywo? Ew. do którego momentu będę tym "postrzegającym i intencjonalnym agentem"? Czy ja wczorajszy i jutrzejszy jestem dokładnie tym samym? A jeśli dziś w nocy przeżyję epifanię, nawrócę się na jedynie słuszną wiarę i zrewiduję swój światopogląd o 180 stopni? Naprawdę będę tym samym? Czy potrafisz wskazać cokolwiek stałego i inherentnego w tym moim "ja"? > >tak że jego obecność wydaje się być bezpośrednim doświadczeniem i trudno zrozumieć, że może to być iluzja.> Mnie odrębność osoby wydaje się bezpośrednim doświadczeniem.Byłoby zaskakujące, gdyby nie. Oczywiście, że jest to bardzo przekonywujące, ale nie stanowi dowodu. Mistykom obecność boga też wydaje się bezpośrednim doświadczeniem, owszem, bardziej realnym niż zwyczajna rzeczywistość. Nie wspomnę chorób psychicznych. Ot, banalne marzenia senne: gdy je przeżywasz, też masz poczucie sibie i jakiegoś działania - nie masz poczucia, że jest ono pozorne. > >Tak samo mamy (i zapewnie wiąże się z tym) nieodparte poczucie świadomego sprawstwa naszych działań - wolnej woli.> Wola nasza jest ograniczona ale czy nasze działania są tylko złożonymi odruchami? Nie czuję się całkowicie zdeterminowany- pozbawiony wolnej woli.Nie napisałem, że działania są złożonymi odruchami. To byłoby zbytnie uproszczenie i chyba nieprawda. Sądzę, że nasz złożony mózg powstał właśnie po to, by możliwe były działania bardziej skomplikowane, niż nawet najbardziej złożone odruchy. Ale to nie ma nic do rzeczy. To że masz poczucie wolnej woli, to też naturalne. A zarazem bardzo dobry przykład na nasze codzienne samo-oszustwo. Bo co powiesz na to poczucie, w zestawieniu z eksperymentem Libeta?
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Czy potrafisz wskazać cokolwiek stałego i inherentnego w tym moim "ja"? Wydaje mi się, że niektóre rzeczy są stałe. Mam na myśli cechy wrodzone. Nie tylko te, które są wspólne wszystkim ludziom. Były obserwacje na bliźniętach jednojajowych, które zostały adoptowane i wychowywały się w różnych rodzinach. Nie miały kontaktu ze sobą. Okazało się, że dorosłe osoby były bardzo podobne do siebie z zachowania, upodobań. Im były starsze, tym bardziej. W młodości różnice były duże, a potem się zacierały. Ale trudno jest odróżnić, co jest mną, a co już nie jest.
|
|
| | |  | Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >W Piśmie Świętym jest zdanie, które bardzo cenię, a które głosi, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. To zasada, która jest słuszna i myślę, że ze względu na nią, nie ma tak dużego znaczenia to co oświeceni mówią sami, że to nie do opisania, etc.
Bzdura. Naprędce znajduję dwa argumenty przeciw powyższemu twierdzeniu. Są sprawy tak proste i jednoznaczne, że ocena prawdy czy poznanie rzeczywistości nie zależy od osądu i oceny innych. Można zorganizować i być może istnieją takie środowiska, w którym samo postawienie pod osąd zawsze doprowadza do przegranej i tym samym pozwala eksploatować każdego, kto uważa jak wyżej.
|
|
| | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Nie musisz rozumieć przytoczonego przeze mnie zdania jako zasadę absolutną. Po prostu wobec siebie zawsze jesteśmy bardziej tolerancyjni, więcej mamy na swoje usprawiedliwienie niż na usprawiedliwienie innych.
|
|
| | |  | 1 na 1 Romański (2650 punktów) (zablokowany) | > Mnie interesuje jak to jest możliwe, że zdrowy i inteligentny człowiek po lakach praktyk czuje, że nie istnieje.Błędny wniosek - zasada anatman oznacza, że nie istnieje ostateczna inherentna cecha bytu (a więc substancja). Nie tylko w jednostce, ale także w świecie przyrodniczym. > Co do odrzucania koncepcji to, jak już mówiłem, absurd - bo wtedy musiałyby zniknąć sądy i kary za przewinienia. Jeśli dobro i zło są koncepcjami, które należy ograniczyć, to znaczy, że trzeba wyzbyć się instynktu samozachowawczego i wejść pod pierwszy lepszy samochód na jezdni.A nie są koncepcjami?! To dlaczego są zmienne w czasie? Dlaczego dziś za niesprawiedliwe uważamy niewolnictwo? Złodziejom nie obcinamy rąk a ateistów nie wysyłamy na stos? Jeśli dobro i zło są stałe (trwałe - a więc, w nomenklaturze buddyzmu, posiadają stałą, ostateczną cechę) to nie mogą się zmieniać, czyż nie? > No dobrze, piszesz, że wtedy umysł sam wie co dobre a co złe. Wie - ponieważ pewne koncepcje siedzą w nim tak głęboko, że nie za bardzo jest szansa się ich pozbyć. Ale one też muszą być czymś złym z tego punktu widzeniaNie użył bym pojęcia "złe". Raczej niesatysfakcjonujące. Każda koncepcja jest iluzją, do której jesteśmy przywiązani, jakby była ostateczną rzeczywistością. Także buddyjska idea pustki, nie-myślenia czy oświecenia, w tekstach buddyjskich jest uznawana za przeszkodę do oświecenia. Cytując jednego z mistrzów zen, Lin-Chi - "jeżeli spotkasz buddę - zabij go!"  > Może jest jakaś literatura na temat oświecenia? Mam na myśli stricte naukową.Niema. Są tylko badania medytujących, m. in. Matthieu Ricard'a, kiedyś genetyka i biologa - dziś mnicha buddyjskiego. Pozdrawiam.
Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
|
|
|  | 2 na 2 | eipi (774 punktów) | > Tyle, że brak koncepcji na temat świata jest czymś absurdalnym.Absurdalnym dla kogoś, kto opiera się tylko na koncepcjach. W istocie nie chodzi o kompletny brak koncepcji - pogrążenie w jakimś totalnym myślowym chaosie - ile o pewien rodzaj wolności od nich. Każda z naszych koncepcji stanowi pewien filtr, który kształtuje nasze spojrzenie na rzeczywistość, a zarazem ją fałszuje - nieraz drastycznie. Z kolei to zafałszowane spojrzenie determinuje nasz stosunek do niej, nasze emocje, nasze działania itd. Tym samym, do pewnego stopnia jesteśmy w niewoli naszych koncepcji (jakkolowiek można się spierać, na ile są one adaptacyjne, a na ile pasożytami umysłu). Powyższe nie jest bynajmniej domeną jakiejś mistyki, czy filozoficznych spekulacji. Fascynująo - zwłaszcza że w oparciu o konkretne badania empiryczne - piszą na ten temat np. Susan Blackmore, czy Sam Harris. Rzecz w tym, że na ogół nie jesteśmy tego wszystkiego świadomi, a jeśli już, to tylko chwilami i powierzchownie. Nie wiem, czy umysł oświecony potrafi pozbyć się koncepcji (a jeśli tak, to w jaki sposób funkcjonuje), bo sam oświecony nie jestem  W każdym razie, zapewne, jeśli ma jakieś koncepcje, jest świadom, że są to koncepcje właśnie i potrafi od nich abstrahować. > Bo jak wtedy odróżnić dobro od zła, jak oceniać innych.W oświeceniu chodzi m.in. o to, by nie oceniać innych (można ich rozumieć, współczuć itd. ale to inna jakość). Zatrzymaj się na moment i rozważ - jak najbardziej racjonalnie - co takie ocenianie Ci daje? "Ocenianie" w tym sensie, w jakim tego słowa (chyba) tu użyłeś (nie np. ocenianie czyichś zamiarów w danej konkretnej sytuacji) > Ciekawi mnie jak oświecenie działa z racjonalnego punktu widzenia. Podejrzewam po prostu, że jeżeli przez wiele lat "katuje" się swój umysł, poddaje go różnym praktykom, medytacjom, to w końcu zostaje uszkodzona jakaś część osobowości, poczucie odrębności. Ale z tego coZ pewnością praktyki te służą temu, żeby coś w umyśle przekształcić - wyobrażam sobie, że nawet czysto fizycznie, zmienić jakieś szlaki neuronalne. Jednak słowo "uszkodzić" zawiera już w sobie ukrytą negatywną ocenę. Dlaczego nie napisałeś, że coś ulega naprawieniu? Np. że oświecony umysł pozbywa się złudzeń, w których żył do tej pory? (takim złudzeniem może być poczucie odrębności, jeśli chcesz, chociaż to chyba fantazjowanie na temat). Oczywiście (jak się domyślam) nie odczuwasz, że może z Tobą być coś nie w porządku, co wymagałoby naprawy - wszystko jest naturalne i na swoim miejscu (więc można tylko popsuć). Czy na pewno? Posłużę się przykładem. Otóż, na tym portalu często (i słusznie) zwraca się uwagę na szkody, jakie czyni indoktrynacja religijna, szczególnie małych dzieci. Jest ona tak szkodliwa m.in. dlatego, że owe fantastyczne (i często niemoralne) treści wrastają w umysł i kształtują go, stając się jego integralną częścią, niemal niemożliwą do usunięcia. De facto wymagałoby to przeszktałcetnia samego umysłu właśnie. Co to ma wspólnego? Otóż to, że Ty, ja i każdy z nas zostaliśmy tak samo "zindoktrynowani". Tyle że treściami niekoniecznie religijnymi, bardziej przyziemnymi i neutralnymi. Jednak nie ma ani jednej rzeczy, którą wiesz, której się kiedyś nie dowiedziałeś. Owszem, wszystkie te treści umysł integruje i przekształca w indywidualny sposób, ale dzieje się to na bazie informacji albo nabytej z zewnątrz, albo wrodzonej (z genami). W istocie trudno byłoby znaleźć coś (poglądy, wspomniane wyżej "koncepcji na temat świata", sposoby reagowania) co w nas byłoby w pełni, naprawdę "nasze". Może więc jednak jest co naprawiać?
|
|
| |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Tak, to co piszesz jest niegłupie. Można założyć, że życie w świecie tworzy pewne iluzje, fałszywe założenia.
Natomiast co do oceniania ludzi, to bardzo proste. Ocenianie innych pozwala unikać cierpienia. Jeżeli wiem, że ktoś jest np. nałogowym alkoholikiem, skrajnym egoistą, prymitywem - czyli, że jest złym człowiekiem - wtedy nie rozmawiam z taką osobą, ona wniosłaby w mój świat potężne ładunki pesymizmu i wniosłaby do mojego życia szkody. Jeżeli wiem, że ktoś jest mądry - wtedy do niego lgnę, wiem, że on mnie może wzbogacić.
Natomiast w ogóle nie oceniać? Czyli co: nie ma złych i dobrych, każdy ma swoje powody, powody bardzo skomplikowane, i w żadnym wypadku poza obroną własną nie można unicestwić innego człowieka? To przerażające. Rzecz jasna staram się być powściągliwy w sądzeniu i mam świadomość, że człowiek jest bardzo złożony. Ale nie dajmy się zwariować, źli istnieją.
|
|
| | |  | | gibgibgibon (180 punktów) | >Tak, to co piszesz jest niegłupie. Można założyć, że życie w świecie tworzy pewne iluzje, fałszywe założenia. >Natomiast co do oceniania ludzi, to bardzo proste. Ocenianie innych pozwala unikać cierpienia. Jeżeli wiem, że ktoś jest np. nałogowym alkoholikiem, skrajnym egoistą, prymitywem - czyli, że jest złym człowiekiem - wtedy nie rozmawiam z taką osobą, ona wniosłaby w mój świat potężne ładunki pesymizmu i wniosłaby do mojego życia szkody. Jeżeli wiem, że ktoś jest mądry - wtedy do niego lgnę, wiem, że on mnie może wzbogacić.
O tym właśnie pisałem. Nie bierzesz tych emocji do siebie i nikomu nie uda się zmącić spokoju. Wtedy każde doświadczenie wzbogaca, zmienia nas, bez szufladkowania - dobre, złe, pozytywne, negatywne itd..
To tak jak z półokręgiem, z jednej strony jest wklęsły, z drugiej wypukły a z ..trzeciej.. po prostu jest.
|
|
| | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Wzbogaca... no proszę. Kojarzy mi się to z lewackim multikulturalizmem, który też ma nas wzbogacać. Nic bardziej mylnego - wzbogaca tylko obcowanie z wartościowymi rzeczami, obcowanie z np. kimś złym sprawia, że nawet kiedy nie biorę tego do siebie, ryzykuję, że zostanę wykorzystany czy też zostanie wykorzystana jakaś bliska osoba.
|
|
| | | | |  | | gibgibgibon (180 punktów) | >Wzbogaca... no proszę. Kojarzy mi się to z lewackim multikulturalizmem, który też ma nas wzbogacać. Nic bardziej mylnego - wzbogaca tylko obcowanie z wartościowymi rzeczami, obcowanie z np. kimś złym sprawia, że nawet kiedy nie biorę tego do siebie, ryzykuję, że zostanę wykorzystany czy też zostanie wykorzystana jakaś bliska osoba.
Nie to miałem na myśli. Nawet jeśli koncepcja braku koncepcji jest dla mnie najlepsza to nie oznacza, że teraz oleję dosłownie wszystko, zostawię bliskich, wpuszczę do kraju fanatyków i się będę z tego cieszył.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Czemu? Bo to takie nieżyciowe, nie? Z jednej strony koncepcje są złe, z drugiej nie wpuścisz fanatyków (a przecież fanatyzm to nic innego jak koncepcja). Czegoś tu nie rozumiem. Mam podejrzenie, że te anty-koncepcje są miłę dla ucha, jednak niemiłe dla życia. Są przy okazji na rękę różnym zboczeńcom i przestępcom, którzy nie chcą aby przypinać im takie łatki, takie koncepcje, które pozwalają odróżniać ich od innych.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | gibgibgibon (180 punktów) |
Całkowite pozbycie się koncepcji o ile w ogóle możliwe jest nierealne w miejscu i czasie w którym się teraz znajdujemy. Chcę żyć i jakoś współgrać z innymi więc muszę się posługiwać koncepcjami chociażby w relacjach z innymi (różnica polega na tym, że ja traktuje owe koncepcje jako 'dodatek' do życia a dla wielu ludzi to wszystko co mają i będą ich bronić do upadłego), nigdy nie stwierdziłem, że jestem oświecony lub, że to jest najlepsza z dróg ale taka która mi najbardziej odpowiada. Nie ma jednej recepty na życie to oczywiste.
Wydaje mi się, że każdy człowiek powinien bronić się przed kimś kto świadomie lub nie poprzez jakiś rodzaj agresji czy szantażu chce zaprowadzić swój porządek.
|
|
| | |  | 4 na 4 | eipi (774 punktów) | > Można założyć, że życie w świecie tworzy pewne iluzje, fałszywe założenia.Najwięcej takich iluzji tworzy prawdopodobnie sam język. Jedna z moich ulubionych: znajdując się na jakimś skrzyżowaniu, normalnie powiemy, że pójdziemy w prawo, prosto, lub w lewo. Ale Aborygen powie, że idzie (dajmy na to) na południe, zachód, lub północ - i to nie tylko na skrzyżowaniu dróg (co jeszcze moglibyśmy zrozumieć), ale np. korytarzy w zamkniętym labiryncie (jak oni to robią?  . Jednak bodaj jeszcze więcej naszych iluzji jet wrodzonych, uwarunkowanych naszym aparatem poznawczym. Od kwestii tak banalnych (?) jak widzenie. Patrząc na kwiat, powiedzmy: bratek, widzisz jakiś kolor, ew. wzór płatków i na ogół myślisz, że tak właśnie wygląda bratek. A to nieprawda. Pszczoła widzi go zupełnie inaczej, bo widzi w ultrafiolecie, który ujawnia zupełnie inne wzory. Jak więc wygląda kwiat? W ogóle nie wygląda. To co widzimy to nie kwiat, tylko pewną jego reprezentację. Ale na ogół nie myślimy w ten sposób. Podobnie z ludźmi  O ile przykład z widzeniem jest w miarę zrozumiały, to co powiesz na inny (znowu mój ulubiony przykład i znowu ze stronami świata). Istnieją mianowicie ludzie (po pewnych uszkodzeniach neurologicznych), dla których lewa strona (czegokolwiek) kompletnie nie istnieje. Osoba taka widzi normalnie, ale rysując np. twarz narysuje tylko prawą połowę. Poproszona o opisanie swojej ulicy opisze tylko prawą stronę - i będzie zaprzeczać, że coś pominęła - ale poproszona by "odwróciła się" w myślach, opisze stronę przeciwną, a pominie, to co opisała przed chwilą. Nie ma ona żadnego pojęcia czegoś, co jest "lewą stroną" ani poczucia, że coś z jej obrazem świata jest nie tak. Skoro takie rzeczy są możliwe, skąd możemy mieć pewność, że nasz aparat poznawczy daje już pełny i adekwatny obraz? Oczywiste zresztą, że nie daje, bo nie po to został stworzony. Został on ukształtowany przez ewolucję, by w miarę sprawnie unikać tygrysów i polować na mamuty, a nie do dociekań filozoficznych  > Natomiast co do oceniania ludzi, to bardzo proste. Ocenianie innych pozwala unikać cierpienia. Jeżeli wiem, że ktoś jest np. nałogowym alkoholikiem, skrajnym egoistą, prymitywem - czyli, że jest złym człowiekiem - wtedy nie rozmawiam z taką osobą, ona wniosłaby w mój świat potężne ładunki pesymizmu i wniosłaby do mojego życia szkody. Jeżeli wiem, że ktoś jest mądry - wtedy do niego lgnę, wiem, że on mnie może wzbogacić.Wydaje mi się, że należy odróżnić dwie rzeczy - to o czym piszesz i ocenę moralną, czy też "szufladkowanie" ludzi (dlatego zaznaczyłem to w swojej odpowiedzi). To pierwsze jest jak najbardziej uzasadnione i potrzebne. Jednak nie ma najmniejszej potrzeby zabarwiać tego negatywnymi emocjami względem danej osoby (ani zresztą pozytywnymi, jak idealizowanie). To naturalne, ale niczemu nie służy, a często przeszkadza. > Natomiast w ogóle nie oceniać? Czyli co: nie ma złych i dobrych, każdy ma swoje powody, powody bardzo skomplikowane,Oczywiście, że są "dobrzy" i "żli", tylko że przyklejanie takich etykietek niczego nie wyjaśnia ani w niczym nie pomaga. Aby zająć właściwą postawę względem danej osoby (jak piszesz wyżej) nie potrzebujesz używać kategorii moralnych. Z drugiej strony, jeśli uznać (jak próbowałem wykazać), że w tym jaka dana osoba jest, praktycznie nie ma "jej" wkładu (wszystko pochodzi z biologii lub wpływu środowiska), ocena moralna praktycznie traci sens. Brak takie oceny NIE znaczy, że ludzie nie mają ponosić konsekwencji swoich działań - że np. pijaka będziesz unikać, jak piszesz, a przestępców będzie się zamykać w więzieniu. To są kwestie pragmatyczne. Moralność, to kolejna nasza iluzja. Tak przywykliśmy do ocen w jej kategoriach, że trudno może być zrozumieć, jak można równocześnie w pełni tłumaczyć czyjeś zachowanie wpływami zewnętrznymi i go za nie kararać. Tymczasem to proste. Tygrysom już raczej nie przypisujemy etycznych intencji, niemniej wiemy, że należy zamyukać je w klatkach (przynajmniej jeśli ktoś nie chce być zjedzony). Skądinąd tygrysa umieny też wytresować. O ludziach nie myślimy w ten sposób, co nie zmiena faktu, że wszyscy siebie nawzajem tresujemy, w zasadzie bez ustanku i od najwcześniejszego dzieciństwa. Jeśli tego nie widać, to dlatego, że mamy poczucie własnej wyjątkowości i tego, że generalnie behawior człowieka jest znacznie bardziej skomplikowany niż innych zwierząt (więc tresura także  > i w żadnym wypadku poza obroną własną nie można unicestwić innego człowieka?Co masz na myśli?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Mam na myśli karę śmierci, która jest absolutnym potępieniem człowieka (nie żadnych czynów czy działań - przecież kara śmierci nie służy obronie przed krzywdzicielem tylko min. zaspokojeniu głodu sprawiedliwości). Absolutne potępienie człowieka prowadzi do jego zabicia, są to więc koncepcje absolutne, łatki absolutne. Gdyby się takiej oceny wyzbyć i starać się myśleć "antykoncepcyjnie", w zgodzie z tym co piszesz, trzeba by zrobić tak: czyny przynoszą szkody więc robimy coś, żeby było ich mniej i wsadzamy delikwenta do więzienia - natomiast odebranie życia jest czymś niedopuszczalnym bo nikt nie ma prawa stwierdzić, że ktoś jest tak zły, że zasługuje na śmierć.
Nie rozumiem czemu moralność ma być iluzją. To, że zwierzęta jej nie posiadają wynika z tego, że są głupie, niezdolne do głębokiej analizy. Robią więc to, co przynosi im pożytek (chociaż zdarzają się wypadki altruizmu wśród nich, np. widziałem jak pies łapami oparł się o klamkę po to, żeby otworzyć kotu drzwi). Jednak skoro ludzie mogą wyzbyć się egoizmu i myśleć również o innych, moralność zdaje się być czymś realnym. A z twojego wywodu nie wynika, że tak nie jest (być może wynika, ale tego nie dostrzegam).
|
|
| | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Nie rozumiem czemu moralność ma być iluzją. To, że zwierzęta jej nie posiadają wynika z tego, że są głupie, niezdolne do głębokiej analizy. Robią więc to, co przynosi im pożytek (chociaż zdarzają się wypadki altruizmu wśród nich, np. widziałem jak pies łapami oparł się o klamkę po to, żeby otworzyć kotu drzwi). Jednak skoro ludzie mogą wyzbyć się egoizmu i myśleć również o innych, moralność zdaje się być czymś realnym. A z twojego wywodu nie wynika, że tak nie jest (być może wynika, ale tego nie dostrzegam).Zwierzęta również mają swoją moralność. Co do samego istnienia moralności to o ile różni ludzie uznają różne czyny za moralne (lub nie), to ciężko zaprzeczać istnieniu samej moralności, choćby jako społecznego konstruktu, który ułatwia nam ocenę innych. Ps. Ciekawie do moralności podchodzi Sam Harris w swojej książce - Pejzaż moralny.
|
|
| | | | |  | | eipi (774 punktów) | >Mam na myśli karę śmierci, która jest absolutnym potępieniem człowieka (nie żadnych czynów czy działań - przecież kara śmierci nie służy obronie przed krzywdzicielem
Właśnie nie do końca - i w tej obronie upatrywałbym jedynego, ewentualnie godnego uwagi argumentu za istnieniem kary śmierci.
Oczywiście kara następuje post factum, więc bezpośrednio ofiary już nie chroni. Chronić może jednak strach przestępcy przed karą. Dotyczy to zarówno tego konkretnego przestępcy, jak i innych, potencjalnych. Warunkiem skuteczności odstraszania jest jednak realność groźby kary, więc jeśli, dajmy na to morderca zostałby złapany, trzebaby go faktycznie powiesić (czy zrobić mu coś równie nieprzyjemnego).
OK, hipotetycznie system mógłby działać bez wykonywania kary śmierci: egzekucję z udziałem przestępcy należałoby sfingować, nagrać i transmitować w porze najlepszej oglądalności, a samego delikwenta w tajemnicy zamknąć dożywotnio w całkowicie odizolowanym więzieniu. Wszystko jednak musiałoby być w 100% wiarygodne, a tym samym w 100% tajne, czego przeprowadzenie nie wydaje się realne (nie mówiąc już o trudnościach natury prawnej).
> tylko min. zaspokojeniu głodu sprawiedliwości).
Zgadza się. Niestety obecnie jest to bodaj główny motyw.
Jako że użyłeś tak zgrabnego wyrażenia, pozwolę sobie zauważyć, że jeszcze jakieś 10 tys. lat temu (a gdzie niegdzie do XX w.) niektórych zabijano w celu zaspokojenia głodu zwykłego, fizycznego. Jakkolwiek przyznaję, że głód sprawiedliwości jest u człowieka równie naturalny i także ważny, to jednak ważniejszy wydaje mi się głód fizyczny (taki prawdziwy, gdzie ból kiszki skręca). Niemniej jakoś, przez te 10 tys. lat ludzkość doszła do dziwnej refleksji, że jednak zabijać swoich bliźnich w celach konsumpcyjnych, nie jest takie całkiem właściwe...
>nikt nie ma prawa stwierdzić, że ktoś jest tak zły, że zasługuje na śmierć.
Jak próbowałem wykazać, w całej sprawie nie o to chyba chodzi (a przynajmnniej nie powinno chodzić)
>Nie rozumiem czemu moralność ma być iluzją.
Przepraszam - nadmierny skrót myślowy. Oczywiście moralność - w sensie naszych intuicji moralnych i zachowań moralnych - nie jest iluzją; jest faktem. Jak słusznie zauważasz, i jak ciekawie pisał tu w swoim cyklu artykułów p. Koraszewski - zalążki takich tendencji i zachowań można obserwować już u zwierząt i zapewne nasza moralność wywodzi się od naszych zwierzęcych przodków.
Chodziło mi o to, że iluzją są pewne abstrakty, takie jak "dobro" i "zło", które do naszej pragmatycznej moralności dorabiamy i absolutyzujemy, czy to w postaci niezmiennych praw bożych, czy platońskich idei, a którym w istocie nic nie odpowiada (ani też, dla istnienia moralności nie są one najzupełniej potrzebne).
|
|
| | | | | |  | | eipi (774 punktów) | > Oczywiście kara następuje post factum, więc bezpośrednio ofiary już nie chroni. Chronić może jednak strach przestępcy przed karą. Dotyczy to zarówno tego konkretnego przestępcy, jak i innych, potencjalnych. Warunkiem skuteczności odstraszania jest jednak realność groźby kary, więc jeśli, dajmy na to morderca zostałby złapany, trzebaby go faktycznie powiesić (czy zrobić mu coś równie nieprzyjemnego).> OK, hipotetycznie system mógłby działać bez wykonywania kary śmierci: egzekucję z udziałem przestępcy należałoby sfingować, nagrać i transmitować w porze najlepszej oglądalności,A propos tego przyszło mi do głowy jeszcze, że w odniesieniu do kary śmierci widać zadziwiającą niekonsekwencję. Kierując się bowiem wskazaniami etyki utylitarnej (a tym powyższa argumentacja de facto jest) na równi z karą śmierci (albo i wyżej) należałoby zaakceptować również tortury (nie chodzi o tortury w śledztwie, ale jako karę - np. chłosty, łamania kołem, czy palenia). Po prostu dlatego, że prawdopodobnie miałyby one jeszcze większą siłę odstraszającą. Tymczasem społeczna akceptacja dla tortur zdaje się (liczb nie znam) znacznie mniejsza, niż dla kary śmierci. No ale ludzie rzadko myślą racjonalnie. Z tej samej przyczyny - tak jak napisałem - wykonywanie kary (jeśli już jest) powinno być możliwie najbardziej nagłaśniane. Rozumiano to dawniej i rozumieją to dziś w reżimach totalitarnych, gdzie egzekucje urządza(ło) się publicznie. W naszym kręgu kulturowym, z powodu jakiejś moralnej hipokryzji uważa się to za niewłaściwe, co już stanowi kompletne rozdwojenie jaźni. Jakkolwiek jakąś namiastką i zastępnikiem tego są może nagłaśniane przez media w USA batalie prawne o ułaskawienie tego i owego skazanego. Na koniec, dla jasności, chciałem zaznaczyć, że nie opowiadam się za takim czy innym rozwiązaniem - po prostu rozważam temat, w odpowiedzi na pytanie
|
|
| | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | Dla mnie argumentem za karą śmierci jest tylko to, że skazanego nie trzeba utrzymywać. Myślisz, że kara śmierci bardziej odstrasza niż dożywocie?
|
|
| | | | | | |  | | eipi (774 punktów) | >Dla mnie argumentem za karą śmierci jest tylko to, że skazanego nie trzeba utrzymywać.
Z moralnego punktu widzenia argument kiepski. Tym bardziej należałoby poddawać wszystkich emerytów przymusowej eutanazji - korzyści ekonomiczne byłyby nieporównanie większe.
>Myślisz, że kara śmierci bardziej odstrasza niż dożywocie?
Nie wiem. Napisałem tylko, że jest to możliwy argument (i jedyny dla mnie przekonywujący). Z pewnością należałoby to gruntownie zbadać, gdyby miało to być podstawą podejmowania jakichś decyzji. Zapewne zresztą różne typy przestępców bardziej odstrasza co innego.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Z moralnego punktu widzenia argument kiepski. Zmuszanie rodziny ofiary do płacenia za utrzymanie przestępcy również nie wygrywa w konkursie na najbardziej moralne rozwiązanie. Osobiście jestem za karą śmierci dla morderców - życie za życie. >Tym bardziej należałoby poddawać wszystkich emerytów przymusowej eutanazji - korzyści ekonomiczne byłyby nieporównanie większe. To dwie różne sprawy. Bycie emerytem nie jest przestępstwem, a propozycja przymusowej eutanazji mogłaby powstać tylko w chorym umyśle. >Nie wiem. Napisałem tylko, że jest to możliwy argument (i jedyny dla mnie przekonywujący). Z pewnością należałoby to gruntownie zbadać, gdyby miało to być podstawą podejmowania jakichś decyzji. Podobno najbardziej odstrasza nieuchronność kary, nie jej wymiar. Odstraszanie nie jest złym argumentem, ale do mnie przemawia też całkowita likwidacja zagrożenia jakie stanowi sobą przestępca oraz minimalizacja kosztów.
|
|
| | | | | | | | |  | | eipi (774 punktów) | >Osobiście jestem za karą śmierci dla morderców - życie za życie.
Szanuję pogląd. Ale "osobiście jestem za" nie jest zbyt silnym racjonalnym argumentem. Swoją drogą nie jestem przekonany, czy w kwestiach aksjologicznych, możliwe są całkowicie racjonalne rozstrzygnięcia
>>Tym bardziej należałoby poddawać wszystkich emerytów przymusowej eutanazji - korzyści ekonomiczne byłyby nieporównanie większe. >To dwie różne sprawy. Bycie emerytem nie jest przestępstwem, a propozycja przymusowej eutanazji mogłaby powstać tylko w chorym umyśle.
Oczywiście że tak. Na tym polega sprowadzenie argumentu przedmówcy do absurdu. Stwierdził bowiem, że czynnik ekonomiczny jest JEDYNYM dla niego argumentem za karą śmierci. Skoro jedynym, to miałby on zastosowanie i do emerytów. Dowodzi to tylko, że tak naprawdę kieruje się on (również) innymi przesłankami, tyle że tego nie widzi, bądź nie chce przyznać.
>Podobno najbardziej odstrasza nieuchronność kary, nie jej wymiar.
Oczywisty nonsens. Oba czynniki łącznie są istotne.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Szanuję pogląd. Ale "osobiście jestem za" nie jest zbyt silnym racjonalnym argumentem. Nie mówię, że to silny argument. To tylko moje zdanie. >Oczywiście że tak. Na tym polega sprowadzenie argumentu przedmówcy do absurdu. Stwierdził bowiem, że czynnik ekonomiczny jest JEDYNYM dla niego argumentem za karą śmierci. Skoro jedynym, to miałby on zastosowanie i do emerytów. Nie zgodzę się. To, że Grey uznaje tylko czynnik ekonomiczny za argument za karą śmierci nijak nie wskazuje na chęć zabijania emerytów. Nie wskazuje też na chęć cięcia kosztów poprzez pozbawianie życia niewinnych ludzi. Krótko mówiąc wedle mnie są to dwie różne sprawy. >Oczywisty nonsens. Oba czynniki łącznie są istotne. Może ujmę to inaczej. Nieuchronność ma być ważniejsza niż wymiar, przy niskiej wykrywalności strach opada. Nie mówię, że to jak wygląda kara nie jest ważne.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | eipi (774 punktów) | >Nie zgodzę się. To, że Grey uznaje tylko czynnik ekonomiczny za argument za karą śmierci nijak nie wskazuje na chęć zabijania emerytów. Nie wskazuje też na chęć cięcia kosztów poprzez pozbawianie życia niewinnych ludzi. Krótko mówiąc wedle mnie są to dwie różne sprawy.
Ależ ja mu takiej chęci nie imputuję! Jeśli jednak oszczędność ma być JEDYNYM czynnikiem branym pod uwagę przy decyzji nt. pozbawienia życia przestępców - czyli JEŚLI inne czynniki nie są brane pod uwagę - to przestępca nie różni się od emeryta. I dalej, należy zastosować te same kryteria.
W sumie nie ma chyba co wałkować tematu - to przecież tylko taka drobna wprawka erystyczno-logiczna
>>Oczywisty nonsens. Oba czynniki łącznie są istotne. >Może ujmę to inaczej. Nieuchronność ma być ważniejsza niż wymiar, przy niskiej wykrywalności strach opada. Nie mówię, że to jak wygląda kara nie jest ważne.
Ależ ja też o tym słyszałem. Tylko że stały pewnie za tym jakieś badania (których akurat nie widziałem), a zmieniło się to w rodzaj bzdurnego komunału. Tak jak jest jasne, że przy znikomej wykrywalności strach maleje, tak samo malałby, gdyby przy wykrywalności 100% za nacięższe przestępstwa dawano klapsa. Więc do to znaczy, który czynnik jest ważniejszy? (i jak to poprawnie zmierzyć, biorąc jeszcze poprawkę na inne czynniki, niż te dwa). Dopóki się tego dobrze nie zdefiniuje, mówienie o tym nie ma za bardzo sensu.
Ale - jak pisałem - za bardzo odbiegliśmy od tematu...
|
|
| | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >Stwierdził bowiem, że czynnik ekonomiczny jest JEDYNYM dla niego argumentem za karą śmierci. Skoro jedynym, to miałby on zastosowanie i do emerytów. >Dowodzi to tylko, że tak naprawdę kieruje się on (również) innymi przesłankami, tyle że tego nie widzi, bądź nie chce przyznać. Rozumiem o co Ci chodzi w tej pokrętnej logice. Inne argumenty są przeciw i dlatego nie wspomniałem o nich w zdaniu "Dla mnie argumentem za karą śmierci jest tylko to, że skazanego nie trzeba utrzymywać." Ale w przypadku emerytów może być więcej argumentów przeciw. Twoja argumentacja ma sens przy takim rozszerzeniu tematu, żeby nie wiadomo było, co jest argumentem za, a co przeciw.
|
|
| | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >Tym bardziej należałoby poddawać wszystkich emerytów przymusowej eutanazji - korzyści ekonomiczne byłyby nieporównanie większe.
Nie tylko emerytów. Mam na oku więcej osób. No dobra - żartuję. Niesłusznie rozszerzasz temat w tym kierunku. Chodzi mi o to, że nie wiadomo, czy w ogóle kara ma sens. Podejrzewam, że kara nie działa na morderców. Nie odstrasza ani nie wychowuje. Trzeba ich zamykać tylko po to, żeby chronić resztę ludzi. Ja ich nawet nie bardzo obwiniam o to, że są, kim są.
>Napisałem tylko, że jest to możliwy argument (i jedyny dla mnie przekonywujący). No właśnie dla mnie ten argument jest inny.
>Zapewne zresztą różne typy przestępców bardziej odstrasza co innego. Można by poeksperymentować, może coś z tego wyjdzie.
|
|
| | | | | | | | |  | | eipi (774 punktów) | > >Tym bardziej należałoby poddawać wszystkich emerytów przymusowej eutanazji - korzyści ekonomiczne byłyby nieporównanie większe.> Niesłusznie rozszerzasz temat w tym kierunku.Ja nie rozszerzam - ja używam tego jako jako argumentu wykazującego fałszywość pewnego stwierdzenia. > Chodzi mi o to, że nie wiadomo, czy w ogóle kara ma sens.> Podejrzewam, że kara nie działa na morderców. Nie odstrasza ani nie wychowuje.Nie jestem kryminologiem, więc nie mogę wypowiadać się kompetentnie, jednak zgodnie ze zdrowym rozsądkiem jakieś oddziaływanie powinno istnieć. Zgodziłbym się z podejrzeniem, że groźba kary nie ma większego (a może i żadnego) znaczenia w przypadku zabójstw w afekcie, pewnie też niewielkie dla przpadkowych zabójstw w bójkach. Sądziłbym jednak, że może mieć spore np. przy morderstwach z premedytacją, na tle rabunkowym. Poza tym jest jasne, że kara jest tylko jednym z czynników - innym, pewnie ważniejszym, jest kultura i jej stosunek względem przemocy. Dlatego nie można bezkrytycznie interpretować statystyk na temat związku istnienia kary śmierci i pewencji zabójstw. > Trzeba ich zamykać tylko po to, żeby chronić resztę ludzi.To też, rzecz jasna > >Zapewne zresztą różne typy przestępców bardziej odstrasza co innego.> Można by poeksperymentować, może coś z tego wyjdzie.Zastanawiam się tylko, czy za bardzo nie odbiegliśmy od tematu? Miało być o naturze oświecenia umysłu, a zeszło na sposoby karania morderców...
|
|
| | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >Ja nie rozszerzam - ja używam tego jako jako argumentu wykazującego fałszywość pewnego stwierdzenia. Moja wypowiedź dotyczyła przestępców, a Ty ją rozszerzyłeś na wszystkich ludzi. Jeśli wziąć pod uwagę wszystkich ludzi to rzeczywiście trzeba dorzucić inne argumenty, choćby takie, że ktoś jest albo nie jest przestępcą.
>Zastanawiam się tylko, czy za bardzo nie odbiegliśmy od tematu? To chyba normalka na forum?
|
|
|  | 2 na 2 | Lodowy (1486 punktów) | >Tyle, że brak koncepcji na temat świata jest czymś absurdalnym. Bo jak wtedy odróżnić dobro od zła, jak oceniać innych. Co to jest dobro i zło?
|
|
| |  | -1 na 1 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | To są pojęcia graniczne, takich pytań się nie zadaje. Mogę ci podać przykłady dobra i zła - złem i dobrem wtedy będzie to, co jest ich cechą wspólną. Oczywiście każdy człowiek ma odmienne granice tych pojęć, jednak każdy normalny człowiek wie, że np. wojna jest gorsza od pokoju a życie lepsze od śmierci.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Lodowy (1486 punktów) | >To są pojęcia graniczne, takich pytań się nie zadaje. Dlaczego? Wg mnie to bardzo ważne, wręcz fundamentalne pytania. >Mogę ci podać przykłady dobra i zła - złem i dobrem wtedy będzie to, co jest ich cechą wspólną. Oczywiście każdy człowiek ma odmienne granice tych pojęć, jednak każdy normalny człowiek wie, że np. wojna jest gorsza od pokoju a życie lepsze od śmierci. Z powyższego nic nie wynika. Najpierw piszesz, że pojęcie dobra i zła jest subiektywne, a potem wykazujesz, że każdy wie co jest dobre a co złe. Poza tym pisanie o pojęciu dobra i zła w odniesieniu np. do wojny jest trywializowaniem zagadnienia.
|
|
| | |  | 3 na 3 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >To są pojęcia graniczne, takich pytań się nie zadaje. Mogę ci podać przykłady dobra i zła - złem i dobrem wtedy będzie to, co jest ich cechą wspólną. Oczywiście każdy
No podaj. Myślę że nie masz racji.
> człowiek ma odmienne granice tych pojęć, jednak każdy normalny człowiek wie, że np. wojna jest gorsza od pokoju a życie lepsze od śmierci.
Znowu mijasz się z prawdą. Każdy mądry człowiek wie, że wojna jest gorsza od pokoju dla tych co ją przegrali. Dla wygranych i cieszących się łupami jest czymś dobrym. Życie nie zawsze jest lepsze od śmierci a dowodem na to są ludzie chcący eutanazji.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Boże, ale ty jesteś drobiazgowy... nigdy nie używasz skrótów myślowych? Wyobrażam sobie twoją wizytę w sklepie:
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - To zależy co pani rozumie przez pomoc. Pomagać finansowo pani nie może - sklep to nie opieka społeczna. Nie powinna pani więc pytać w czym pomóc, tak jakby miała pani do zrobienia coś innego niż sprzedanie towaru. Jeśli już mnie pani zapytała, interesuje mnie kupno Coli w puszce. - Tak myślałam, odkąd jest promocja, każdy chce ode mnie colę... - Każdy? Co to znaczy każdy - prezydent Anglii i Królowie Polski (wszyscy bez wyjątku) też chcieli od pani Colę w puszce? Jak w ogóle można tak generalizować, kto dał pani prawo mówić, że "każdy" chce tego czy tego?
|
|
|  | | panTeista (6811 punktów) | >Podejrzewam po prostu, że jeżeli przez wiele lat "katuje" się swój umysł, poddaje go różnym praktykom, medytacjom, to w końcu zostaje uszkodzona jakaś część osobowości,
Osobowość zostaje częściowo zmieniona. Ale o to zdaje się chodzi tym którzy praktykują. Chcą dokonać zmian w swoim życiu.
>Ale z tego co słyszałem, oświecenie jest pięknym doświadczeniem
Jeśli do czegoś dążysz i to osiągasz jesteś zadowolony.
>- i piękny jest świat z punktu widzenia takiej osoby.
W stwierdzeniu "piękny jest świat" jest ocena, czy więc taka osoba uwolniła się od oceniania?
>Ale nie przychodzi mi do głowy bardziej pogłębione wyjaśnienie, tylko taka robocza wizja.
Niekiedy osoby doznające oświecenia przez krótki czas zachowują się jakby zwariowały, opis jest w książce "Trzy filary zen" autor Philip Kapleau.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
 | | Grey (2102 punktów) | Z tym wyzbyciem się pragnień to nie do końca. Możesz mieć pragnienia, ale nie przeszkadzają Ci one. Nie robi Ci jakiejś wielkiej różnicy, czy czegoś pragniesz, czy nie.
>"praktykowałem to" jakiś czas To zdanie budzi moje największe wątpliwości. Wydaje mi się, że oświecenie to zrozumienie czegoś. Jak ktoś coś zrozumie, to nie może przestać rozumieć. Ale mogę się mylić.
|
|
|  | | gibgibgibon (180 punktów) |
Pragnienia pozostają ale nie są już one tą siłą napędową w życiu, wtedy zaczyna się po prostu 'bycie'.
Chodziło mi raczej o medytacje i tym podobne sprawy dlatego w cudzysłowiu.
Tak, oświecenie to zrozumienie pewnych kwestii.
|
|
1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Jak interpretujecie stan, w którym znajduje się np. Eckhart Tole czy mnisi buddyjscy, którzy wiele >lat praktykują? Jedność ze światem, zero czarnych myśli, życie bez wspomnień, we wszechogarniającej >teraźniejszości... Czy to normalne? Po pierwsze to należałoby zapytać czy rzeczywiście są oni w jakimkolwiek specjalnym stanie, czy tylko coś tam gadają o jedności ze wszechświatem czy co tam jeszcze? Również mogę zadeklarować, że nie mam żadnych czarnych myśli, osiągnąłem harmonię z kosmosem i cokolwiek jeszcze przyjdzie mi do głowy, ale to żaden dowód, tylko słowa.
|
|
 | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Nie no, skrajna ignorancja nie jest niczym pomocnym w tym wypadku. Ludzie praktykujący ileś tam lat najczęściej już mają pewne przebłyski - które są bezpośrednim dowodem na to, że można kiedyś tego oświecenia dostąpić. I praktykują dalej w końcu osiągając to.
|
|
|  | 2 na 2 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Nie no, skrajna ignorancja nie jest niczym pomocnym w tym wypadku. Ludzie praktykujący ileś tam lat najczęściej już mają pewne przebłyski - które są bezpośrednim dowodem na to, że można kiedyś tego oświecenia dostąpić. I praktykują dalej w końcu osiągając to. Ciekawe gdzie ta skrajna ignorancja? Co to za oświecenie? Co to za stan, czym się charakteryzuje, jakie są dowody na istnienie owego stanu? I cóż to za przebłyski mają ci ludzie? Jak już pisałem, sam mogę takie bajki wymyślić, nie w takie głupoty ludzie wierzyli.
|
|
| |  | -1 na 3 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Po prostu z całego serca chcesz wierzyć, że to nieprawda. Są bardzo liczne wywiady z mnichami buddyjskimi - oświeceni nauczyciele mają swoich uczniów, którym pomagają w ten stan wejść, etc. Pomysł, że buddyści wymyślili sobie oświecenie i od tysięcy lat kłamią, że go doświadczają, jest irracjonalny. Ja nie widzę powodu, żeby im nie wierzyć.
|
|
| | |  | 3 na 3 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Po prostu z całego serca chcesz wierzyć, że to nieprawda. Są bardzo liczne wywiady z mnichami buddyjskimi - oświeceni nauczyciele mają swoich uczniów, którym pomagają w ten stan wejść, etc. Pomysł, że buddyści wymyślili sobie oświecenie i od tysięcy lat kłamią, że go doświadczają, jest irracjonalny. Ja nie widzę powodu, żeby im nie wierzyć.Ot do ciekawej konkluzji doszedłeś. Nic nie muszę chcieć, nie podałeś żadnych argumentów za prawdziwością mnisiej bajeczki. Nie podałeś żadnego dowodu, stwierdziłeś tylko, że jacyś mnisi w jakiś stan wchodzą. Słowa, których nic nie popiera nie są wiele warte. Co do buddystów to ja nie widzę powodów, żeby im wierzyć. Zaś pomysł, że katolicy wymyślili sobie niebo i od tysięcy lat kłamią o zmierzaniu tam po śmierci jest irracjonalny
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Jasne, że jest irracjonalny. Bo przecież oni realnie dążą do tego nieba. Niebo co prawda nie istnieje, ale dążenia są prawdziwe.
Z buddystami jest podobnie. Nie będę przecież streszczał czym się oświecenie charakteryzuje, zakładam, że osoba inteligentna już to wie. A jak nie wie, może sobie posłuchać wspomnianych wywiadów z mnichami czy z Eckhartem Tole, który mówi rzeczy ciekawe.
Jakiego jeszcze dowodu byś chciał? Nie ma sposobu aby uwięzić gdzieś i pokazać ludzkie odczucia, które są bardzo subiektywne. Idąc tym tropem można założyć np. że żaden człowiek nie nienawidzi drugiego - bo przecież gadać, że nienawidzi, to sobie może. Zwłaszcza, że oświecenie jest stanem umysłu - a nie żadnym niebem, czy tam innym obiektem, którego istnienia trzeba by dowieść namacalnie.
Na pewno rzeczy, które buddyści opisują, są prawdziwe, tzn. doświadczają ich naprawdę, nie zaś wmawiają innym, że doświadczają. Pytanie tylko: czym te rzeczy naprawdę są, bo zakładam tutaj jakieś urojenia.
|
|
| | | | |  | 1 na 3 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Jasne, że jest irracjonalny. Bo przecież oni realnie dążą do tego nieba. Niebo co prawda nie istnieje, ale dążenia są prawdziwe. Może jakiś błąd składni popełniłem bo chciałem delikatnie zasugerować, że twierdzenia mnichów są tak samo wiarygodne jak twierdzenia katolików o życiu po śmierci. >Jakiego jeszcze dowodu byś chciał? Nie ma sposobu aby uwięzić gdzieś i pokazać ludzkie odczucia, które są bardzo subiektywne. Idąc tym tropem można założyć np. że żaden człowiek nie nienawidzi drugiego - bo przecież gadać, że nienawidzi, to sobie może. Zwłaszcza, że oświecenie jest stanem umysłu - a nie żadnym niebem, czy tam innym obiektem, którego istnienia trzeba by dowieść namacalnie. Jakiegokolwiek. Wypowiedzenie słowa nie czyni go prawdą. Oświecenie jest stanem umysłu powiadasz. A czy owo oświecenie w ogóle istnieje? Co przemawia za jego istnieniem? Słowa mnichów? Za istnieniem boga opowiada się Biblia, z boskiego natchnienia pisana. Jakiego więcej dowodu trzeba na istnienie boga? >Na pewno rzeczy, które buddyści opisują, są prawdziwe, tzn. doświadczają ich naprawdę, nie zaś wmawiają innym, że doświadczają. Pytanie tylko: czym te rzeczy naprawdę są, bo zakładam tutaj jakieś urojenia. Czemu na pewno? Na pewno to nie wiadomo czy do jutra człowiek przeżyje. Jeśli już coś przeżywają to prędzej urojenia niż oświecenie.
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | No tak, urojenia są prostszym wyjaśnieniem niż oświecenie - bo bardzo trudno byłoby w ogóle wyjaśnić, czym jest oświecenie, jeśli nie urojeniem. Więc tutaj zgoda.
Natomiast co do tego "na pewno" to jak mówiłem - można też założyć, że nikt nie czuje do nikogo nienawiści, bo słowa nie są żadnym dowodem. A jeśli chodzi o rzeczy namacalne to człowiek oświecony jest szczęśliwszy od nieoświeconego co widać na pierwszy rzut oka (potwierdzają to osoby, które mają właśnie takich oświeconych nauczycieli czy też partnerów). W końcu czym ma się przejmować człowiek, który twierdzi, że jest nieograniczoną przestrzenią i nigdy nie istniał.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >No tak, urojenia są prostszym wyjaśnieniem niż oświecenie - bo bardzo trudno byłoby w ogóle wyjaśnić, czym jest oświecenie, jeśli nie urojeniem. Więc tutaj zgoda. Owszem, zgoda. >Natomiast co do tego "na pewno" to jak mówiłem - można też założyć, że nikt nie czuje do nikogo nienawiści, bo słowa nie są żadnym dowodem. Nieszczególnie. Śmiem twierdzić, iż jeśli żywi się do kogoś nienawiść to będzie to widać czy w gestach, mimice czy działaniu. >A jeśli chodzi o rzeczy namacalne to człowiek oświecony jest szczęśliwszy od nieoświeconego co widać na pierwszy rzut oka (potwierdzają to osoby, które mają właśnie takich oświeconych nauczycieli czy też partnerów). W końcu czym ma się przejmować człowiek, który twierdzi, że jest nieograniczoną przestrzenią i nigdy nie istniał. Powiedziałbym, że człowiek który uważa, że nie istnieje ma sporo powodów do zmartwień. Choćby rachunek od psychiatry.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | No właśnie, coś w tym jest. Mimo, że napisałeś to żartobliwie, jest jakaś sprzeczność w oświeconych. Niby człowiek nie istnieje, ale zabijać nie wolno...
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | >No właśnie, coś w tym jest. Mimo, że napisałeś to żartobliwie, jest jakaś sprzeczność w oświeconych. Niby człowiek nie istnieje, ale zabijać nie wolno...
Rzecz jasna mówię to w kontekście rachunku. Bo rachunek od psychiatry w kontekście nieistniejącego człowieka stwarza ciekawą antynomię. Coś przyziemnego i materialnego z absolutną nicością.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > No właśnie, coś w tym jest. Mimo, że napisałeś to żartobliwie, jest jakaś sprzeczność w oświeconych. Niby człowiek nie istnieje, ale zabijać nie wolno...Jeśli uznać oświecenie za urojenie to nic dziwnego, że nie można zabijać. Mózg wciąż walczy o istnienie  .
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >No tak, urojenia są prostszym wyjaśnieniem niż oświecenie - bo bardzo trudno byłoby w ogóle wyjaśnić, czym jest oświecenie, jeśli nie urojeniem. Więc tutaj zgoda.
Wygląda na to, że jest to urojenie lub opowieści wyssane z palca w celu pozyskania wyznawców.
>A jeśli chodzi o rzeczy namacalne to człowiek oświecony jest szczęśliwszy od nieoświeconego co widać na pierwszy rzut oka >(potwierdzają to osoby, które mają właśnie takich oświeconych nauczycieli czy też partnerów). W końcu czym ma się przejmować człowiek, który twierdzi, że jest
Na tej samej zasadzie, co człowiek zarażony wirusem wiary jest szczęśliwszy od niewierzącego? To ja dziękuję za takie "szczęście". I co w tym namacalnego ponad to, że został zmanipulowany?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >Z buddystami jest podobnie. Nie będę przecież streszczał czym się oświecenie charakteryzuje, zakładam, że osoba inteligentna już to wie. A jak nie wie, może sobie posłuchać wspomnianych wywiadów z mnichami czy z Eckhartem Tole, który mówi rzeczy ciekawe.
Nie wiem czym jest oświecenie. Tym samym, co przekonanie o poznaniu prawd wiary, boga i przyszłym zbawieniu? Czy może chodzi Ci o stan zen opisywany przez buddyjskich mnichów?
Obydwie te sytuacje są psychologii znane i w pewnym stopniu zbadane.
>Jakiego jeszcze dowodu byś chciał? Nie ma sposobu aby uwięzić gdzieś i pokazać ludzkie odczucia, które są bardzo subiektywne. Idąc tym tropem można założyć np. że żaden
Oczywiście że jest taki sposób. Ludzie umiejący się posługiwać językiem pokazują swoje odczucia w postaci prozy, muzyki, śpiewu czy poezji i można je uwięzić na stosownym nośniku.
> Zwłaszcza, że oświecenie jest stanem umysłu - a nie żadnym niebem, czy tam innym obiektem, którego istnienia trzeba by dowieść namacalnie.
Stan umysłu też jest możliwy do namacalnego zbadania. Jeszcze nie tak w 100%, ale są przesłanki do twierdzenia że stanie się to możliwe w niedalekiej przyszłości. To tylko chemia, potencjały elektryczne itp.
>Na pewno rzeczy, które buddyści opisują, są prawdziwe, tzn. doświadczają ich naprawdę, nie zaś wmawiają innym, że doświadczają. Pytanie tylko: czym te rzeczy naprawdę są, bo zakładam tutaj jakieś urojenia.
Te ich doświadczenia rzekomo prawdziwe są właśnie urojeniami. Tzn do rzeczywistych doświadczeń np podczas medytacji dopisują sporo urojonych historii i w ten sposób rzekomo masz stan oświecenia.
|
|
| |  | | Grey (2102 punktów) | > jakie są dowody na istnienie owego stanu?Podobno są dowody - badanie aktywności mózgu mnichów w czasie medytacji. Nie wygląda to jak zwykła aktywność. Nie chce mi się tego szukać, możesz się wkurzać.
|
|
| | |  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Podobno są dowody - badanie aktywności mózgu mnichów w czasie medytacji.> Nie wygląda to jak zwykła aktywność.> Nie chce mi się tego szukać, możesz się wkurzać.  Podobno? Jeśli nawet są to czy ów "stan" jest tym czym mnisi deklarują że jest. Im się może wydawać, że osiągnęli harmonię ze wszechświatem a tu dajmy na to zwykłe halucynacje. Może owo oświecenie jest chorobą psychiczną? Póki nie zobaczę dowodów, które potwierdzą tezy mnichów nie mam powodów wierzyć w ich słowa.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Grey (2102 punktów) | Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że coś takiego ja poczucie jedności z Wszechświatem to jest subiektywne odczucie? Jak chcesz sprawdzić, czy ktoś ma jakieś odczucie, czy udaje? No, można jeszcze sprawdzić poziom hormonów, ale okazuje się, że medytacja ma wpływ na poziom hormonów.
|
|
| | | | |  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że coś takiego ja poczucie jedności z Wszechświatem to jest subiektywne odczucie? Jak chcesz sprawdzić, czy ktoś ma jakieś odczucie, czy udaje? >No, można jeszcze sprawdzić poziom hormonów, ale okazuje się, że medytacja ma wpływ na poziom hormonów. No ale pomiędzy odczuciem a stanem jest różnica, czyż nie? Być może owi mnisi coś tam sobie odczuwają, może wpadają w jakiś trans, ale czy jest to czymś więcej niż urojeniem? Co do sprawdzenia, być może podczas badań wykrywano by aktywność innych części mózgu?
|
|
| | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >No ale pomiędzy odczuciem a stanem jest różnica, czyż nie? Być może owi mnisi coś tam sobie odczuwają, może wpadają w jakiś trans, ale czy jest to czymś więcej niż urojeniem? Nie bardzo wiem, o co pytasz. Czy np. zakochanie się jest wg Ciebie, stanem, odczuciem czy urojeniem?
>Co do sprawdzenia, być może podczas badań wykrywano by aktywność innych części mózgu? Można wykryć różnice w aktywności mózgu i w poziomie hormonów. Pozostaje pytanie, jak te zmiany przekładają się na odczucia i obraz świata.
|
|
| | | | | | |  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Nie bardzo wiem, o co pytasz. Czy np. zakochanie się jest wg Ciebie, stanem, odczuciem czy urojeniem? Zakochanie to stan w jakim się człowiek znajduje. Miłość to uczucie/odczucie. Ale chodziło mi o coś innego. Odczucie może być fałszywe (patrz koszmary senne i spadanie w czasie ich trwania), stan zaś jest (spadanie z samolotu). Choć w sumie się zgodzę, być może mnisi istotnie - subiektywnie - odczuwają ową harmonię ze wszechświatem, ale czy można to nazwać oświeceniem. Innymi słowy czy oświecenie to coś więcej niż wrażenie owej jedności ze wszechświatem? Bo czym miałaby się charakteryzować prawdziwa jedność? No i czy nie byłaby sprawdzalna?
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Jedność polega na tym, że wszystko jest Umysłem. To znaczy, że świadomość jest jedna - podzielona na światy i osoby. Tak rozumiana jedność jest absolutnie niesprawdzalna.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | >Jedność polega na tym, że wszystko jest Umysłem. To znaczy, że świadomość jest jedna - podzielona na światy i osoby. Tak rozumiana jedność jest absolutnie niesprawdzalna.
Trudno też byłoby to obalić. Trzeba by wykazać jakieś logiczne sprzeczności w nauczaniu o Umyśle, a to trudna rzecz. Budda przy oświeceniu zobaczył wszystkie wcielenia swoje, i różne cuda temu towarzyszyły - może trzeba by obalić istnienie reinkarnacji, wykazać w jaki sposób mózg tworzy fałszywe wspomnienia.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Budda przy oświeceniu zobaczył wszystkie wcielenia swoje, i różne cuda temu towarzyszyły - może trzeba by obalić istnienie reinkarnacji, wykazać w jaki sposób mózg tworzy fałszywe wspomnienia. Nie obalić, tylko podać jakiekolwiek argumenty za reinkarnacją, oraz istnieniem duszy. Znaczy się naukowe, nie z książek i podań religijnych. Tymczasem takich brak.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | W buddyjskiej wersji nie istnieje dusza tylko wszystko jest Umysłem. Jeden człowiek jest innymi ludźmi. Argumentem za tym są doświadczenia Buddy, wspomniane zobaczenie wszystkich wcieleń.
Chociaż widziałbym tu jeden słaby punkt. Skoro Umysł jest absolutem, samowystarczalnym i bogatym, nie ma powodu aby stwarzał światy (bo - jak wiemy - materia jest iluzją nieoświeconego umysłu, na wykładzie niemieckiego nauczyciela buddyjskiego słyszałem o mnichach, co to zrozumieli, ze materia jest iluzją, i od tamtej pory potrafią latać, zginać kamienie, przesuwać szafy myślami... tylko nie chcą o tym mówić, aby nie przyciągać ludzi ze względu na sensacje).
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > W buddyjskiej wersji nie istnieje dusza tylko wszystko jest Umysłem. Jeden człowiek jest innymi ludźmi. Argumentem za tym są doświadczenia Buddy, wspomniane zobaczenie wszystkich wcieleń.Argumentów żadnych nie ma. To tak jakby powiedzieć, że dowodem wskrzeszenia Łazarza jest to, że tak napisano w Biblii. To po prostu religijny dogmat. > Chociaż widziałbym tu jeden słaby punkt. Skoro Umysł jest absolutem, samowystarczalnym i bogatym, nie ma powodu aby stwarzał światy (bo - jak wiemy - materia jest iluzją nieoświeconego umysłu, na wykładzie niemieckiego nauczyciela buddyjskiego słyszałem o mnichach, co to zrozumieli, ze materia jest iluzją, i od tamtej pory potrafią latać, zginać kamienie, przesuwać szafy myślami... tylko nie chcą o tym mówić, aby nie przyciągać ludzi ze względu na sensacje).Czemu miałby nie mieć powodów? Czyż bóg nie był taki? Mimo to zdecydował się stworzyć świat. Co do latających mnichów poleciłbym uważać na nisko latające samoloty  względnie wizytę u psychiatry.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | panTeista (6811 punktów) | >W buddyjskiej wersji nie istnieje dusza tylko wszystko jest Umysłem.
Coś mi się wydaje że różnica jest tylko w słownictwie. Co za różnica czy reinkarnuje dusza czy Umysł? Motyw jest podobny: dąży się do przerwania reinkarnacji (narodzin, starości, śmierci) i połączenia się ze wszechogarniającym Umysłem (lub duszą).
>Jeden człowiek jest innymi ludźmi.
Budda nie jest mną, a ja nie jestem Buddą.
>Argumentem za tym są doświadczenia Buddy, wspomniane zobaczenie wszystkich wcieleń.
Legenda.
>bo - jak wiemy - materia jest iluzją nieoświeconego umysłu,
Takiego oświecenia- żeby nie wierzyć zmysłom, doświadczeniom (coś w podobie do solipsyzmu) to ja nie chcę.
>na wykładzie niemieckiego nauczyciela buddyjskiego słyszałem o mnichach, co to zrozumieli, ze materia jest iluzją, i od tamtej pory potrafią latać, zginać kamienie, przesuwać szafy myślami... tylko nie chcą o tym mówić, aby nie przyciągać ludzi ze względu na sensacje.
W tych cudach jest tyle prawdy co w rzekomych cudach chrześcijan. Karol Wojtyła rzekomo uzdrawiał modlitwą. Chrześcijanie modlą się o deszcz, o zdrowie, a część adeptów buddyzmu praktykuje aby zyskać moce o których piszesz. Jedno i drugie to są obietnice bez pokrycia.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | > słyszałem o mnichach, co to zrozumieli, ze materia jest iluzją, i od tamtej pory potrafią latać, zginać kamienie, przesuwać szafy myślami... tylko nie chcą o tym mówić, aby nie przyciągać ludzi ze względu na sensacje).Moja teściowa też potrafi przesuwać materię na odległość  Jej telefon z krótkim komunikatem "jadę do was" przesuwa moje ciało do baru
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | rafal7 (138 punktów) |
> na wykładzie niemieckiego nauczyciela buddyjskiego słyszałem o mnichach, co to zrozumieli, ze materia jest iluzją, i od tamtej pory potrafią latać, zginać kamienie, przesuwać szafy myślami... tylko nie chcą o tym mówić, aby nie przyciągać ludzi ze względu na sensacjeBierzesz w ogóle pod uwagę taką ewentualność, że jest to prawda?!
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Biorę. Nie mam pewności, że zginanie kamieni jest niemożliwe, ale raczej myślę że to bajki.
|
|
| | | | | | | | | |  | Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >>Jedność polega na tym, że wszystko jest Umysłem. To znaczy, że świadomość jest jedna - podzielona na światy i osoby. Tak rozumiana jedność jest absolutnie niesprawdzalna.
Jak każda wymyślona bzdura jest pozornie niesprawdzalna. Dopóki ktoś nie zauważy, że to urojenie oparte na wymyślonych definicjach i pseudo dowodach.
>Trudno też byłoby to obalić. Trzeba by wykazać jakieś logiczne sprzeczności w nauczaniu o Umyśle, a to trudna rzecz. Budda przy oświeceniu zobaczył wszystkie wcielenia swoje, i różne cuda temu towarzyszyły - może trzeba by obalić istnienie
Nie trzeba wykazać logicznych sprzeczności w czymś, co nie powstało udowodnione. Podstawową logiczną sprzecznością jest postawienie fałszywych założeń: że to co budda będąc w nietypowym stanie psychicznym (medytacja, narkotyki) zobaczył jest rzeczywistością wymagającą lub choćby zasługującą na obalanie. I jeszcze towarzyszyły temu jakieś cuda. Taaa...
>reinkarnacji, wykazać w jaki sposób mózg tworzy fałszywe wspomnienia.
Reinkarnacja nie istnieje. Nie ma czego obalać. W celu wykazania jak mózg tworzy fałszywe wspomnienia polecam douczyć się z psychologii. To wszystko już jest zbadane.
|
|
| | | | | | | | | |  | | panTeista (6811 punktów) | >Budda przy oświeceniu zobaczył wszystkie wcielenia swoje, i różne cuda temu towarzyszyły - może trzeba by obalić istnienie reinkarnacji,
To jest legenda. W nauczaniu buddyjskim są i prawdy, np. można się wyrwać z kołowrotu narodzin, starości i śmierci.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | | | | | |  | | panTeista (6811 punktów) | >Jedność polega na tym, że wszystko jest Umysłem.
Dostrzegam tu podobieństwo z panteizmem. Cała przyroda jest nazywana Bogiem lub Umysłem.
>To znaczy, że świadomość jest jedna - podzielona na światy i osoby.
Świadomość osoby, w tej części w której jest nieprzekazana, ginie wraz ze śmiercią osoby.
>Tak rozumiana jedność jest absolutnie niesprawdzalna.
Kiedyś wytapiano żelazo w piecach dymarkach, dziś ludzie nie potrafią tego odtworzyć. Świadomość jak to zrobić zaginęła wraz z ludźmi. Moim zdaniem świadomość, Umysł potrzebuje nośnika.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Odczucie może być fałszywe (patrz koszmary senne i spadanie w czasie ich trwania), stan zaś jest (spadanie z samolotu). Teraz rozumiem jeszcze mniej - przecież jak komuś się śni, że spada to spadanie nie jest faktycznym stanem, tylko urojeniem.
>ale czy można to nazwać oświeceniem. Ale oświecenie to jest nazwa tego stanu, o którym mówimy. Skoro ktoś to tak nazwał, to tak się to nazywa. Inna sprawa, czym to jest.
>Innymi słowy czy oświecenie to coś więcej niż wrażenie owej jedności ze wszechświatem? Bo czym miałaby się charakteryzować prawdziwa jedność? No i czy nie byłaby sprawdzalna? Prawdziwa jedność ze Wszechświatem jest faktem - jesteśmy częścią wszechświata tak samo jak każdy kamień, gwiazda, każdy atom. Czy robisz takie rozróżnienie: to jest kamień a to jest reszta Wszechświata? Bez sensu. Sztuczny podział. Natomiast większość ludzi tak postrzega siebie: To jestem ja a to reszta świata. Być może to też jest sztuczny podział. Załóżmy, że mnisi postrzegają siebie jako część wszechświata. Na tym polega różnica - na postrzeganiu i odczuciach wynikających z tego.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Nie część tylko jako jeden jedyny byt. Chociaż jako ludzie rzecz jasna nie istnieją, istnieje to co patrzy przez ich oczy i słyszy przez ich uszy, a tym czymś jest właśnie ten byt, to wszystko.
"Istnieje jedna rzeczywistość - ty jesteś nią choć o tym nie wiesz. Kiedy obudzisz się w tej rzeczywistości, nie będziesz czymś, będziesz wszystkim, to jest wszystko".
|
|
| | | | | | | | | |  | | gibgibgibon (180 punktów) | >Nie część tylko jako jeden jedyny byt. Chociaż jako ludzie rzecz jasna nie istnieją, istnieje to co patrzy przez ich oczy i słyszy przez ich uszy, a tym czymś jest właśnie ten byt, to wszystko. >"Istnieje jedna rzeczywistość - ty jesteś nią choć o tym nie wiesz. Kiedy obudzisz się w tej rzeczywistości, nie będziesz czymś, będziesz wszystkim, to jest wszystko".
Jesteśmy wszechświatem doświadczającym siebie subiektywnie - cokolwiek to oznacza ; )
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Teraz rozumiem jeszcze mniej - przecież jak komuś się śni, że spada to spadanie nie jest faktycznym stanem, tylko urojeniem.Może powiem to inaczej: odczucie jest prawdziwe tylko dla mnie, stan zaś dla wszystkich. To, że mi jest zimno nie znaczy, że wszyscy wokół odczuwają to tak samo, najpewniej są to moje problemy ze zdrowiem. > Ale oświecenie to jest nazwa tego stanu, o którym mówimy. Skoro ktoś to tak nazwał, to tak się to nazywa.W sumie nazwa jest bez znaczenia. > Prawdziwa jedność ze Wszechświatem jest faktem - jesteśmy częścią wszechświata tak samo jak każdy kamień, gwiazda, każdy atom. Czy robisz takie rozróżnienie: to jest kamień a to jest reszta Wszechświata? Bez sensu. Sztuczny podział. Natomiast większość ludzi tak postrzega siebie: To jestem ja a to reszta świata. Być może to też jest sztuczny podział.Z tym, że jesteśmy częścią Wszechświata jak najbardziej się zgadzam. Ale z tym, że jesteśmy z nim jednością? Wątpię. Nie widzę, też pożytku z uznania się za jedność z Wszechświatem. > Załóżmy, że mnisi postrzegają siebie jako część wszechświata.> Na tym polega różnica - na postrzeganiu i odczuciach wynikających z tego.Nie mówią, że czegoś tam owi mnisi nie mogą odczuwać. Niech nawet nazywają to sobie oświeceniem, co mi do tego. Ale to tylko ich odczucie. Postrzegam owe mnisie oświecenie tak jak stygmaty: wierzący uważają to za znak od boga, powtórkę męki Chrystusa czy co tam jeszcze, a w rzeczywistości to samookaleczenie. Tak samo mnisi, sądzą iż osiągają mistyczny stan harmonii a to być może choroba psychiczna.
|
|
| | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Samookaleczenie? Ja bym nie był tego taki pewny. Weźmy takiego Ojca Pio. Bardzo wierzący człowiek, można powiedzieć: absolutnie wierzący. Boi się grzechu jak diabeł święconej wody - czy taka osoba mogłaby sobie ot tak okłamywać wszystkich? Nie ma pewności, że nie okłamywał, jednak mi się prawdopodobne wydaje też inne wyjaśnienie: stan umysłu w jakiś sposób może oddziaływać na ciało, tak daleko posunięta wiara może sprawiać, że na ciele pojawiają się stygmaty.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Samookaleczenie? Ja bym nie był tego taki pewny. Weźmy takiego Ojca Pio. Bardzo wierzący człowiek, można powiedzieć: absolutnie wierzący. Boi się grzechu jak diabeł święconej wody - czy taka osoba mogłaby sobie ot tak okłamywać wszystkich? Nie ma pewności, że nie okłamywał, jednak mi się prawdopodobne wydaje też inne wyjaśnienie: stan umysłu w jakiś sposób może oddziaływać na ciało, tak daleko posunięta wiara może sprawiać, że na ciele pojawiają się stygmaty. Właśnie o oddziaływanie umysłu na ciało chodziło. Zresztą w linku wszystko jest napisane. Co do wierzącego ojca Pio: matka Teresa też była wierząca a pozwalał chorym cierpieć i umierać (Ch. Hitchens, Misjonarska miłość. Matka Teresa w teorii i praktyce.) Wiara nie jest gwarantem moralności.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Hehe, właśnie skonczyłem czytać ten artykuł. Fajnie, że sam wymyśliłem wyjaśnienie, które już naukowcy podają.
Tę książkę będę musiał przeczytać, pamiętam, że pisał o niej Dawkins w Bogu urojonym.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | No dobrze, ale napisałeś, że zakochanie się to jest stan. Myślę, że oświecenie to jest stan w takim samym sensie. Zmienia się postrzeganie rzeczywistości, odczucia, reakcje, pomimo, że w świecie zewnętrznym nic się zmieniło. Jak się zakochasz, to ta osoba nie staje się piękniejsza, tylko tak ją postrzegasz, mimo, że wygląda tak, jak wyglądała.
>Z tym, że jesteśmy częścią Wszechświata jak najbardziej się zgadzam. Ale z tym, że jesteśmy z nim jednością? Wątpię. A na czym polega różnica?
>Nie widzę, też pożytku z uznania się za jedność z Wszechświatem. Pożytek polega na tym, że człowiek lepiej się z tym czuje, ale zgodzę się, że nie dla każdego to jest pożytek.
Co do choroby, to zależy od definicji, co jest chorobą. Dla mnie choroba to coś, co utrudnia życie i powoduje złe samopoczucie. Normy mnie nie interesują. >To, że mi jest zimno nie znaczy, że wszyscy wokół odczuwają to tak samo, najpewniej są to moje problemy ze zdrowiem. Sugerujesz, że jak ktoś odczuwa coś innego, niż większość osób, to jest chory?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > No dobrze, ale napisałeś, że zakochanie się to jest stan. Myślę, że oświecenie to jest stan w takim samym sensie. Zmienia się postrzeganie rzeczywistości, odczucia, reakcje, pomimo, że w świecie zewnętrznym nic się zmieniło.Chodzi też o to czy im rzeczywiście się to postrzeganie zmienia. Nie sztuka powiedzieć, że coś odczuwam, szczególnie gdy dotyczy to takich nieostrych pojęć jak harmonia ze Wszechświatem. Kto i w jaki sposób udowodni mi że kłamię? Poza tym jeśliby uznać to za stan, to chyba coś musi go charakteryzować. W takim razie co charakteryzuje oświecenie? > A na czym polega różnica?Może na odczuwaniu? Czy miałaby się taka jedność charakteryzować? > Co do choroby, to zależy od definicji, co jest chorobą. Dla mnie choroba to coś, co utrudnia życie i powoduje złe samopoczucie. Normy mnie nie interesują.Są choroby, które przebiegają bezobjawowo, przynajmniej na początku. Jako przykład podam stłuszczenie wątroby. > Sugerujesz, że jak ktoś odczuwa coś innego, niż większość osób, to jest chory?Zależy co odczuwa. Jeśli chce zabijać wszystkich wokół to z pewnością coś z nim nie tak. Z tym podanym jako przykład zimnem tak właśnie jest, przyczyną może być brak witamin, a więc problem zdrowotny. Ps. Najlepiej - według mnie - scharakteryzował owo oświecenie Finerbijk: Cytat:Tym samym co bezmyślność, tylko ładniej nazwanym. Poczucie zrozumienia bez wiedzy, jedności bez połączenia i harmonii bez odniesienia. Pojęcie wymyślone przez mistyków, mające uzasadnić długotrwałe praktyki, które nie służą niczemu innemu niż pojęcie tego, co jest dostępne dla każdego w każdej chwili, że ideałem jest nicość, do której wszyscy chcemy czy nie dążymy, a reszta to jak się komu podoba.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | Wiesz, zgadzam się, że potrzebne są badania, żeby określić, co się zmienia u tych osób i w jakim stopniu. Napisałem, jak ja to widzę, ale szczegółów nie znam. Dla mnie to jest ciekawe i chcę to badać.
>>A na czym polega różnica? >Może na odczuwaniu? Wydaje mi się, że przede wszystkim o to chodzi.
>>Sugerujesz, że jak ktoś odczuwa coś innego, niż większość osób, to jest chory? >Zależy co odczuwa. No właśnie.
A co do cytatu - co poradzić na to, że ktoś bez praktyk nie potrafi pojąć tego, co teoretycznie jest dostępne dla każdego?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Wiesz, zgadzam się, że potrzebne są badania, żeby określić, co się zmienia u tych osób i w jakim stopniu. Napisałem, jak ja to widzę, ale szczegółów nie znam. Dla mnie to jest ciekawe i chcę to badać. O to mi chodzi. Nie widzę powodów aby na piękne oczy przyjmować istnienie owego oświecenia, a co dopiero tego jakie podobno daje skutki. Szczególnie gdy chodzi o coś tak trudnego do zdefiniowania jak harmonia ze Wszechświatem. >A co do cytatu - co poradzić na to, że ktoś bez praktyk nie potrafi pojąć tego, co teoretycznie jest dostępne dla każdego? Najpierw trzeba by sprawdzić czy owo coś faktycznie istnieje, i wygląda tak jak ma według mnichów wyglądać. Może to taka wschodnia wersja stygmatów? Może to próba poradzenia sobie mózgu z izolacją?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | Jestem bardzo ciekaw tych badań, ale dopóki ich nie ma nie chcę czekać bezczynnie, aż mi ktoś coś poda gotowe na tacy. Takie mam hobby - zgłębianie tajemnic. Nie odrzucam czegoś tylko dlatego, że nauka tego jeszcze nie zbadała.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Jestem bardzo ciekaw tych badań, ale dopóki ich nie ma nie chcę czekać bezczynnie, aż mi ktoś coś poda gotowe na tacy. Takie mam hobby - zgłębianie tajemnic. Nie odrzucam czegoś tylko dlatego, że nauka tego jeszcze nie zbadała. Co kto lubi. Mnie nie interesuje to w takim stopniu aby to badać. Nie sądzę też aby badania przyniosły jakiś pożytek, ale póki nie będę musiał ich finansować jest mi to obojętne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Nie sądzę też aby badania przyniosły jakiś pożytek, Cóż, ja uważam, że badania nad ludzką psychiką mogą przynieść pożytek. Ale jak już wcześniej wspomniałem, ktoś może mieć inne zdanie na temat, co jest pożyteczne.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | >>Z tym, że jesteśmy częścią Wszechświata jak najbardziej się zgadzam. Ale z tym, że jesteśmy z nim jednością? Wątpię. Nie widzę, też pożytku z uznania się za jedność z Wszechświatem. ... wątpisz bo spostrzegasz ludzi z punktu widzenia "naszej makroskali". Dlatego np. decyzja gdzie przejdziesz przez trawnik jest, według Ciebie bez znaczenia... ... odnieś jednak tę decyzję do "mikroskali" stworzeń żyjących wśród traw (to też część wszechświata), a wtedy zauważysz, że Twoje decyzje są na skalę życia i śmierci... ... gdyby te małe i mikro stworzenia myślały kategoriami ludzi religijnych, to byłbyś dla nich (realnym a nie mistycznym) bogiem decydującym o ich istnieniu... ... kwestia pożyteczności też jest zależna od skali (makro, czy mikro) rozpatrywania tej kwestii...
>>Załóżmy, że mnisi postrzegają siebie jako część wszechświata. >>Na tym polega różnica - na postrzeganiu i odczuciach wynikających z tego. >Nie mówią, że czegoś tam owi mnisi nie mogą odczuwać. Niech nawet nazywają to sobie oświeceniem, co mi do tego. Ale to tylko ich odczucie... ... przyrównałbym tych mnichów do dużej rzeszy kierowców, którzy słysząc sygnał karetki z tyłu potrafią stanąć na 1-2 metry przed zatoką autobusową. I już czują się bezpieczni i nieodpowiedzialni za to co będzie dalej - wszak zrobili wystarczając dużo by jak najmniej utrudnić przejazd karetki. Zaś racjonalnie myślący człowiek potrafi przyśpieszyć i przejechać nawet kilkanaście/kilkadziesiąt metrów, by wjechać do zatoki autobusowej - po to by jak najbardziej ułatwić przejazd karetki. Ale to wymaga kreatywnego myślenia i braku strachu przed skutkami własnych decyzji...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | > samookaleczenie.O, ja p.... Więc to prawda, że przy pomocy psychiki można takie cuda robić???
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >O, ja p.... >Więc to prawda, że przy pomocy psychiki można takie cuda robić??? Najwyraźniej. Mnie jednak zastanawia czy wyjaśnienie nie jest bardziej prozaiczne? Być może ludzie sami się ranią i później tego nie pamiętają? Być może udają niepamięć i świadomie kłamią? Praktycznie każde wyjaśnienie - a nawet jego brak - jest bardziej prawdopodobne od interwencji bozi.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | > Być może ludzie sami się ranią i później tego nie pamiętają?To byłoby najprostsze wyjaśnienie, jednak z artykułu wynika coś innego: Cytat:nieliczne spośród kilkuset odnotowanych przypadków stygmatyzacji zostało na tyle udokumentowane, by poważnie traktować je z naukowego punktu widzenia.(...)specjaliści na podstawie tych przypadków skłaniają się ku zdiagnozowaniu stygmatów jako zjawiska psychosomatycznego
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > To byłoby najprostsze wyjaśnienie, jednak z artykułu wynika coś innego:> Cytat:nieliczne spośród kilkuset odnotowanych przypadków stygmatyzacji zostało na tyle udokumentowane, by poważnie traktować je z naukowego punktu widzenia.(...)specjaliści na podstawie tych przypadków skłaniają się ku zdiagnozowaniu stygmatów jako zjawiska psychosomatycznego Daj linki do tych dokumentów. Oby się nie okazało, że to są tacy specjaliści jak ci eksperci lotniczy od smoleńskiej brzozy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | |
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > >Daj linki do tych dokumentów.> Ten artykuł jest tutaj, druga strona, II.3. Psychosomatyka> www.racjonalista.pl/kk.php/s,3558Nie widzę tam żadnych dokumentacji, dowodów ani badań. Jedynie spekulacje z wyraźnym zastrzeżeniem że nieliczne stygmaty spowodowane prawdopodobnie psychosomatycznie zostały udokumentowane na tyle rzetelnie, żeby traktować je poważnie z naukowego punktu widzenia. I nie były to sytuacje dotyczące ran itp, ale łatwe do symulowania lub innego wytłumaczenia utrudnienia w chodzeniu. Takie stygmaty, to ja miałem po imprezie. Podsumowując: nie ma żadnych dowodów ani dokumentów.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > To byłoby najprostsze wyjaśnienie, jednak z artykułu wynika coś innego:> Cytat:nieliczne spośród kilkuset odnotowanych przypadków stygmatyzacji zostało na tyle udokumentowane, by poważnie traktować je z naukowego punktu widzenia.(...)specjaliści na podstawie tych przypadków skłaniają się ku zdiagnozowaniu stygmatów jako zjawiska psychosomatycznego Jak widać jedynie nieliczne przypadki zostały dokładnie udokumentowane. Pozostałe mogły być ranami zadanymi samemu sobie. Generalnie jednak nic nie mam przeciwko uznaniu stygmatów za zjawisko psychosomatyczne, wątpię jednak w to, iż wszystkie mają takie podłoże.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | >Generalnie jednak nic nie mam przeciwko uznaniu stygmatów za zjawisko psychosomatyczne, wątpię jednak w to, iż wszystkie mają takie podłoże. Na pewno nie wszystkie. Chodzi mi jednak o samą możliwość takich zdarzeń, a nie o jakąś statystykę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Na pewno nie wszystkie.Tu się zgadzamy. > Chodzi mi jednak o samą możliwość takich zdarzeń, a nie o jakąś statystykę.Nie żebym dysponował jakąś dogłębną wiedzą medyczną, ale ilekroć czytałem artykuły poświęcone stygmatom pojawiała się tam m. in. teza o podłożu psychosomatycznym. Wobec tego uważam, że jest to jak najbardziej możliwe. Z drugiej jednak strony, nie wszystkie źródła są zgodne co do podłoża psychosomatycznego i sugerują raczej samookaleczenia i oszustwa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Grey (2102 punktów) | Zajrzałem jeszcze tuWygląda na to, że religijnym stygmatykom nie można ufać, ale są niereligijne podobne przypadki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Zajrzałem jeszcze tu> Wygląda na to, że religijnym stygmatykom nie można ufać, ale są niereligijne podobne przypadki.Cóż, różne rzeczy ludziom do głowy przychodzą. Samookaleczenie nie jest w końcu czymś niespotykanym.
|
|
 | | eipi (774 punktów) | > Również mogę zadeklarować, że nie mam żadnych czarnych myśli, osiągnąłem harmonię z kosmosem i cokolwiek jeszcze przyjdzie mi do głowy, ale to żaden dowód, tylko słowa.
Mam nadzieję, że istotnie, przynajmniej częściowo tak jest i czujesz się dobrze i jesteś zadowolony z życia. Ale jeśli tak, to czy zechciałbyś mi to jakoś udowodnić? Tylko proszę, żeby nie były to "tylko słowa", bo zgadzam się, że to nie żaden dowód. Jak sobie taki dowód wyobrażasz?
|
|
|  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Mam nadzieję, że istotnie, przynajmniej częściowo tak jest i czujesz się dobrze i jesteś zadowolony z życia. Ale jeśli tak, to czy zechciałbyś mi to jakoś udowodnić? Tylko proszę, żeby nie były to "tylko słowa", bo zgadzam się, że to nie żaden dowód. W tym rzecz, że nie muszę Ciebie przekonywać o tym, że dobrze się czuje. Nie widzę takiej potrzeby, ani żadnego z tego pożytku. No i po ludziach jednak widać zadowolenie (lub jego brak). Jak się przejawia bycie w harmonii ze Wszechświatem? >Jak sobie taki dowód wyobrażasz? Po pierwsze naukowe zdefiniowanie takiego stanu harmonii ze Wszechświatem, po drugie zaś działanie w zgodzie z tą definicją. Wtedy uwierzę, że ktoś taki stan osiąga.
|
|
2 na 2 | Marek Lew-Mazurkiewicz (93 punktów) | >Jak interpretujecie stan, w którym znajduje się np. Eckhart Tole czy mnisi buddyjscy, którzy wiele >lat praktykują? Jedność ze światem, zero czarnych myśli, życie bez wspomnień, we wszechogarniającej >teraźniejszości... Czy to normalne?
Kilka zdań od medytującego praktyka:
Po pierwsze ten stan jest chwilowy a nie trwały. Jest to odczucie spokoju, spełnienia, jedności, chwilowy zanik poczucia odrębności, pustka umysłu w sensie braku myśli lub wyobrażeń, bycie "tu i teraz", stan bycia obserwatorem rzeczywistości tzw uważność.
Z neurologicznego punktu widzenia jest to prawdopodobnie chwilowe wygaszenie aktywności jakiś obszarów mózgu odpowiedzialnych za wytwarzanie poczucia odrębności - poczucia "Ja", oraz obszarów odpowiedzialnych za wytwarzanie zwerbalizowanych myśli, i "przerzucenie" świadomości na inne obszary. Odbieram to jako rodzaj odpoczynku a nie stłumienia. Prawdopodobnie jest to do osiągnięcia dzięki niektórym narkotykom choć nie próbowałem.
Nigdy nie przedłużałem tego stanu "na siłę" ponieważ w naturalny sposób się z niego wychodzi. Mam odczucie że osiągnięcie na trwałe tego stanu byłoby rodzajem upośledzenia choć przyjemnego. Człowieczeństwo to m.in. również te obszary mózgu które w stanie przebudzenia-oświecenia są mniej aktywne. Ten stan daje wgląd w naukową prawdę iż nasze "JA" to rodzaj programu w mózgu. Podobnie z poczuciem odrębności. Ale nie da się raczej normalnie fukcjonować w ten sposób cały czas. Chyba że ktoś "robi" za mistrza duchowego a resztę robią za niego inni.
Dla osób poszukujących duchowo jest to bardzo przyjemne doświadczenie dające poczucie jedności z wszechświatem i wyraźnej świadomości że wszelkie koncepcje (w tym Bóg) są tylko koncepcjami a nie bezpośrednio doświadczaną rzeczywistością.
|
|
 | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Oświecenie jest stanem stałym i nieodwracalnym. Inne doświadczenia chwilowe, przebłyski, czy migawki, to nie jest oświecenie.
Co do funkcjonowania, myślę że to jest jakiś mit. Bo przecież taki pustelnik, jakich wielu w Indiach, kiedy już przebudzi się, musi sobie jakoś radzić...
|
|
|  | -1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >Oświecenie jest stanem stałym i nieodwracalnym. Inne doświadczenia chwilowe, przebłyski, czy migawki, to nie jest oświecenie.
Urojone bzdury.
|
|
|  | 2 na 2 | Marek Lew-Mazurkiewicz (93 punktów) | > Oświecenie jest stanem stałym i nieodwracalnym.Wszystko zależy definicji oświecenia. Czy poznanie na przykład zasady zachowania pędu uznamy za trwałe jeśli wystarczy że bedziemy ją umieli zastosować w razie potrzeby? Czy uznamy za trwałe dopiero wtedy gdy będziemy nieustannie utrzymywać w umyśle w polu świadomości tą zasadę zachowania pędu? Dla mnie ten drugi wariant byłby rodzajem upośledzającego transu. Podobnie jest z oświeceniem moim zdaniem. To po prostu jeden z rodzajów aktywności umysłu. Bardzo cenny ale nie jedyny. Ludzie którzy wytworzyli pojecie "trwałego" oświecenia prawdopodobnie zrobili to po to by utrzymywać się z datków od wiecznie nieoświeconych lub tylko częściowo oświeconych uczniów  A wiem co mówię bo znam trochę to środowisko  Całkowite samospełnienie "konsumenta" jest "groźne" dla każdej dziedziny gospodarki, również w branży duchowej
|
|
5 na 5 | finerbijk (17282 punktów) | >Czym jest oświecenie umysłu? Tym samym co bezmyślność, tylko ładniej nazwanym. Poczucie zrozumienia bez wiedzy, jedności bez połączenia i harmonii bez odniesienia. Pojęcie wymyślone przez mistyków, mające uzasadnić długotrwałe praktyki, które nie służą niczemu innemu niż pojęcie tego, co jest dostępne dla każdego w każdej chwili, że ideałem jest nicość, do której wszyscy chcemy czy nie dążymy, a reszta to jak się komu podoba.
|
|
2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | >Jak interpretujecie stan, w którym znajduje się np. Eckhart Tole czy mnisi buddyjscy, którzy wiele lat praktykują? Jedność ze światem, zero czarnych myśli, życie bez wspomnień, we wszechogarniającej teraźniejszości... Czy to normalne?
... tak, taka reakcja obronna jest normalna. Tak samo normalna jak reakcja małego dziecka, które chcąc się ukryć, zakrywa sobie oczy...
... przy okazji, może warto zacytować dla takich ludzi pewną sentencję:...
"Pamiętajcie !!! Chowając głowę w piasek, wypinacie własny...tyłek !!!
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
2 na 2 | panTeista (6811 punktów) | >Jak interpretujecie stan, w którym znajduje się np. Eckhart Tole czy mnisi buddyjscy, którzy wiele lat praktykują?
Trochę to podobne do doświadczenia istnienia Boga. Wiele lat praktyki np. studiowania pism "świętych", modlitw, postów może doprowadzić do iluzji, urojenia Boga.
>Jedność ze światem,
Moje doświadczenia, przeżycia nie są doświadczeniami innych ludzi. W tym sensie jestem kimś innym aniżeli pozostali ludzie.
>zero czarnych myśli,
Myślenie że coś może się nie powieść ma funkcję adaptacyjną. Pozwala przygotować się na niepomyślne okoliczności.
>życie bez wspomnień,
To by wyglądało na utratę pamięci, niekorzystanie z doświadczeń przeszłości.
>we wszechogarniającej teraźniejszości...
Życie bez planów, celów, dążeń to nie każdemu może odpowiadać.
>Czy to normalne?
To odmienne od powszechnego, niektórych to kręci.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
1 na 1 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Jak interpretujecie stan, w którym znajduje się np. Eckhart Tole czy mnisi buddyjscy, którzy wiele lat praktykują? Jedność ze światem, zero czarnych myśli, życie bez wspomnień, we wszechogarniającej teraźniejszości... Czy to normalne?<< To wygląda na świadome wyłączenie mózgu. Niech se taki siedzi i się kiwa, albo i nie kiwa. Świat przestał go interesować, dlaczego więc świat miałby się nim interesować? Ale w dzisiejszym świecie pędzącym w zawrotnym tempie dobrze by było wyłączyć się od czasu do czasu. Ale mówimy tu o kwadransie, godzinie, ale nie latach.
|
|
4 na 4 | Ratatoskr (4439 punktów) | >Jak interpretujecie stan, w którym znajduje się np. Eckhart Tole czy mnisi buddyjscy, którzy wiele >lat praktykują?
Mogę coś spekulować jedynie w oparciu o nieliczne doświadczenia z psychodelikami, ale myślę, że jest to zdolność osiągania innego stanu umysłu niż tylko jawa i sen oraz wiedza wynikająca z tych doświadczeń.
A wiedza ta mówiłaby, że: 1). Trzeźwa jawa, którą zazwyczaj uznajemy za racjonalną i obiektywną wcale taka nie jest. W stanie jawy mózg nasz wykonuje mnóstwo "podprogramów" filtrujących np. informacje pochodzące ze zmysłów i dostarczające do świadomości tylko to, co ewolucyjnie "uznano" za najważniejsze.
Trzeźwa jawa rządzi się paradygmatem minimalizmu energetycznego, oznaczającego, że myśleć należy tak naprawdę jak najmniej, maksymalnie bazując na istniejących już stereotypach.
Trzeźwa jawa pełna jest wreszcie mechanizmów obronnych, które starają się nedopuszczać do naszej świadomości pewnych myśli, a w każdym razie dopuszczać je tylko w konkretnym ujęciu (np. wierzący będzie unikał rozważania koncepcji, że bóg nie istnieje, ktoś krzywdzący innych, myśli o tym, że jest egoistią itp.).
2) Trzeźwa jawa jest w większości przypadków trybem umysłu, który nazywam "operacyjno symbolicznym". Umysł zajmuje się codziennie rozwiązywaniem tysięcy drobnych "testów" w oparciu o znane sobie metody ich rozwiązywania i nie zajmuje się filozofowaniem, wymyślaniem nowych (rewolucyjnych) podejść, bazuje na statycznym systemie aksjologicznym i stara się wedle niego działać, nie zaś oceniać jego słuszność i ew. go przebudowywać.
Trzeźwa jawa operuje w ramach pewnych konwencji biorąc je najzupełniej serio i nie zdając sobie sprawy, że są jedynie konwencjami. Np: mi się to (estetycznie) podoba, a im nie, więc coś jest z nimi nie tak, zamiast zdania sobie sprawy z umowności pewnych spraw i niedyskutowalności gustów np.
p.s. Wiem, że to trochę offtop i dygresja, ale chyba nie znajdziesz tu zbyt wielu oświeconych dyskutantów, by mogli rozmawiać, ściśle trzymając się topiku.
|
|
 | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) |
> Trzeźwa jawa rządzi się paradygmatem minimalizmu energetycznego, oznaczającego, że myśleć należy tak naprawdę jak najmniej, maksymalnie bazując na istniejących już stereotypach.Dobrze, że moja praca w szkole dobiega końca  Doktorat bym napisał na potwierdzenie tej tezy
|
|
 | | eipi (774 punktów) | > Mogę coś spekulować jedynie w oparciu o nieliczne doświadczenia z psychodelikami, ale myślę, że jest to zdolność osiągania innego stanu umysłu niż tylko jawa i sen oraz wiedza wynikająca z tych doświadczeń.> A wiedza ta mówiłaby, że:(...) Zaskakujące, że wśród tutejszych racjonalistów, tak oddanych nauce, wiedza ta zdaje się być zasadniczo nieznana (jak wynika z dyskusji). > p.s. Wiem, że to trochę offtop i dygresja, ale chyba nie znajdziesz tu zbyt wielu oświeconych dyskutantów, by mogli rozmawiać, ściśle trzymając się topiku.Celna uwaga!  Oczywiście sam też oświecony nie jestem, niemniej uroczo jest czytać niektóre "fantazje na temat".
|
|
5 na 5 | -jad- (18783 punktów) | >Jak interpretujecie stan, w którym znajduje się np. Eckhart Tole czy mnisi buddyjscy, którzy wiele >lat praktykują?
"Pewnego razu pogrążony w medytacji Wielki Mistrz Kim-Lan posłyszał głos przemawiający doń z kosmosu. Skoncentrował na nim całą swą uwagę, lecz słowa wymykały mu się, a przed oczami poczęły latać białe i czarne pasy. Mistrz jednak nie zaniechał wysiłków i każdego dnia próbował głębiej zrozumieć mistyczny przekaz. Po roku pierwsze wizje wypełniły mu umysł - ujrzał tłumy pogrążone w bratobójczych walkach, mężczyzn biegających po wielkich polach trawy, a wreszcie rozpustne orgie na które aż miło było popatrzeć. Tak oto Wielki Mistrz nauczył się odbierać Canal+ bez dekodera."
|
|
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Jak interpretujecie stan,...
Interpretacje dotyczą wypowiedzi na temat stanów umysłu. Mnożymy słowa.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | eipi (774 punktów) | > Interpretacje dotyczą> wypowiedzi na temat stanów umysłu.> Mnożymy słowa.Brawo! Jeszcze trochę za dużo sylab, ale prawie haiku Ci wyszło!
|
|
1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >Jak interpretujecie Prawdopodobnie chodzi o zmianę modelu myślenia - wyjście z egocentryzmu. Nie jest przy tym konieczny mistycyzm. Każdy (chyba)) dochodzi czasem do wniosku, że nie jest "pępkiem świata" i potrafi z tej konstatacji widzieć świat bez centrum. > Czy to normalne? Nie widać w tym nic dziwnego.
|
|
| gibgibgibon (180 punktów) |
Dla ciekawskich tematu oświecenia polecam zapoznać się z wykładami Anthonego De Mello lub Alana Wattsa na youyube. Osobiście uważam, że w bardzo przystępny sposób omawiają temat. np ten www.youtube.com/watch?v=xGwH85gDpjM
|
|
| TheGanka (3 punktów) | Jesteśmy uwarunkowani w uwarunkowaniach i uzależnieni od zależności. Oświecenie jest "bytem" lub "byciem" nieuwarunkowanym i niezależnym. Umysł jest takim motorkiem, procesorem, czy jakby tego nie nazywać, bycia. Ciało to jakby nasz pojazd w którym się to wszystko mieści. Rzeczywistość, w której żyjemy jest wytworem niezliczonej liczby umysłów. Umysłów i ich wytworów czyli myśli. Bo wszystko co powstało kiedyś było tylko myślą. Osoby oświecone są świadome co jest wytworem umysłu a co jest "byciem". Bez umysłu siedziały by pewnie gdzieś w baobabie w medytacji i nie mówiły nic. Bo po co? Skoro "bycie" jest wszystkim i zarazem niczym.
Czy to normalne? I tu kolejne zależności umysłu - co jest normalnością a co nią nie jest? Wszystko zależne od uwarunkowania. Bez tych uwarunkowań jest tylko "bycie". A jednak osoby takie od tysięcy lat próbują skłonić ludzi do odkrycia tego bytu. Emanuje z nich spokój i radość bez powodu.
|
|
 | | panTeista (6811 punktów) | >Umysł jest takim motorkiem, procesorem, czy jakby tego nie nazywać, bycia. Ciało to jakby nasz pojazd w którym się to wszystko mieści.
Zauważę że umysł jest przejawem działania mózgu. Umysłu nie można od ciała odłączyć.
>Rzeczywistość, w której żyjemy jest wytworem niezliczonej liczby umysłów. >Umysłów i ich wytworów czyli myśli.
Tu bym polemizował. Istoty żywe cechuje umysł i zmieniają one rzeczywistość ale rzeczywistość (np. kosmos) nie jest wytworem umysłów.
>Bo wszystko co powstało kiedyś było tylko myślą.
Naprawdę? Czyją myślą?
Pozdrawiam Maitrea Budda
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
|  | | TheGanka (3 punktów) | >>Umysł jest takim motorkiem, procesorem, czy jakby tego nie nazywać, bycia. Ciało to jakby nasz pojazd w którym się to wszystko mieści. >Zauważę że umysł jest przejawem działania mózgu. Umysłu nie można od ciała odłączyć. A co w takim razie z wychodzeniem z ciała? >>Rzeczywistość, w której żyjemy jest wytworem niezliczonej liczby umysłów. >>Umysłów i ich wytworów czyli myśli. >Tu bym polemizował. Istoty żywe cechuje umysł i zmieniają one rzeczywistość ale rzeczywistość (np. kosmos) nie jest wytworem umysłów. O kosmosie nic nie wiemy. Czy istnieją tam inne byty. Może istnieje coś ponad kosmosem? A może jest nieskończenie wiele kosmosów. Tutaj można by sobie gdybać. >>Bo wszystko co powstało kiedyś było tylko myślą. >Naprawdę? Czyją myślą? Każdej osoby, która tę myśl kreuję. Zanim coś zrobisz to o tym najpierw musisz pomyśleć.
Jakby na to nie patrzeć, zjawiska o których tutaj mówimy, każda osoba może postrzegać inaczej. I chociaż prawdopodobnie mówimy o tym samym, inaczej postrzegamy i opisujemy swoje spostrzeżenia. Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia. Pozdrawiam
|
|
| |  | | panTeista (6811 punktów) | >>>Umysł jest takim motorkiem, procesorem, czy jakby tego nie nazywać, bycia. Ciało to jakby nasz pojazd w którym się to wszystko mieści. >>Zauważę że umysł jest przejawem działania mózgu. Umysłu nie można od ciała odłączyć. >A co w takim razie z wychodzeniem z ciała?
Skąd przekonanie o wychodzeniu umysłu z ciała? Czyż nie są to legendy?
>>>Bo wszystko co powstało kiedyś było tylko myślą. >>Naprawdę? Czyją myślą? >Każdej osoby, która tę myśl kreuję. Zanim coś zrobisz to o tym najpierw musisz pomyśleć.
A zatem potrzebna jest osoba która myśl kreuje. Z tego by wynikało że istoty kreujące myśl powstały przed myślą.
Pozdrawiam
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | |  | | TheGanka (3 punktów) |
> Skąd przekonanie o wychodzeniu umysłu z ciała? Czyż nie są to legendy?Doświadczenie osób może i jest legendą, ale tylko dlatego, że na obecnym etapie rozwoju nie możemy tego sprawdzić naukowo. Chociaż gdzieś kiedyś czytałam różne opracowania Pana doktora Pająka na ten temat i wiele zjawisk jest on w stanie wyjaśnić naukowo. Podejrzewam, że wraz z rozwojem cywilizacji i to będzie wytłumaczalne  > A zatem potrzebna jest osoba która myśl kreuje. Z tego by wynikało że istoty kreujące myśl powstały przed myślą.Skąd wiemy, że tylko osoba może kreować myśl? Myśl jako energia subtelna może istanieć bez osoby (w sensie osoby ludzkiej). Za mało jeszcze wiemy, zbyt dużo zjawisk jest niewyjaśnionych a jednak istnieją  Poczekamy zobaczymy, jeśli dożyjemy  Pozdrawiam > Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
1 na 1 | Maciej Feczko (285 punktów) | > Jak interpretujecie stan, w którym znajduje się np. Eckhart Tole czy mnisi buddyjscy, którzy wiele> lat praktykują? Jedność ze światem, zero czarnych myśli, życie bez wspomnień, we wszechogarniającej> teraźniejszości... Czy to normalne?Jest strasznie prosty sposób na sprawdzenie tego. Składa się z kliku czynników. 1. Siądzcie/ połóżcie się gdzieś gdzie nikomu nie będziecie przeszkadzać, ani nikt Wam. 2. Bez ruchu tak 3-4 dni. Medytując. 3. Po paru dniach doznacie oświecenia. 4. Medycyna ma na to swoje określenia, na pewno są tu ludzie którzy to wytłumaczą. A tak poprawdzie jak usiądziecie w miejscy i czasie gdzie nikt nie może wam przedzkodzić i potraficie się wyciszyć i medytować - to nie jest złe. To nie jest nadnaturalne. A jeszcze proponuje pewien eksperyment dla chętnego: Nie jedz przez 4 dni. To zobaczymy oświecenie  No Niestety tak nasz organizm działa. Każdy chętny może siedzieć bez ruchu i nie jeść nie pić przez 3 dni. Medycyna ma na to wyjaśnienie co się dziej w mózgu mimo wszystko jest to ciekawe przeżycie.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|