Racjonalista - Strona głównaDo treści
Mistycyzm, jako subiektywne doświadczenie psychiczne.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
12-09-2012 17:46Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Mistycyzm, jako subiektywne doświadczenie psychiczne.
Ocena 5 na 5

Pan Marek Bielecki napisał:
"Wiara czy doświadczenia mistyczne nie mają nic wspólnego ze zmysłowością",
a mnie przypomniała się rzeźba G. Berniniego -

Ekstaza św. Teresy.
Szukając fotki znalazłem publikacje o mistycznych ekstazach "Im gorętszy uścisk, tym słodszy smak pocałunków. Im bardziej wzmaga się rozkosz, tym większe ogarnia ją szczęście" - pisała św. Matylda z Magdeburga o swych mistycznych przeżyciach.
Napisałem do Pana Marka: Może rozpocząłby Pan nowy wątek na ten temat. Bardzo chętnie podyskutowałbym o mistycyzmie. Skąd mistycyzm się bierze i jakie czynniki wpływają na przeżycia mistyczne, czy też "tylko głęboką wiarę". Bardzo lubię rozszerzać sobie horyzonty, a temat jest ciekawym, a ponieważ odmówił inicjuję wątek o mistycyzmie sam.

Pozdrawiam.

@@@
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jacek Tabisz (30006 punktów)
Przedstawienie ekstazy erotycznej dokonane przez rzeźbiarza mocno zdystansowanego wobec oficjalnych tematów. Bernini chciał rzeźbą zabłysnąć, aby wrócić do łask mecenasów po niezłych rozróbach. Udało mu się.
12-09-2012 20:36 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Udało mu się.
Moim zdaniem, zdecydowanie udało mu się ukazać piękno ekstazy, choć opisy słowne też są niezłe: "Jeśli ktokolwiek doświadczy duchowego pocałunku ust Chrystusa, już zawsze będzie pragnął otrzymywać go ponownie. Będzie się poniżał, by doznać łaski ucałowania jego stóp, aż stanie się godny złożenia pocałunku na jego dłoni" - nauczał święty Bernard z Clairvaux.

Pani doktor neurochemii Dorota Czajkowska-Majewska z National Institutes of Health w Bethesda pod Waszyngtonem. (Na pewno nie żadna materialistka). Pisze: Autorzy sugerują, że neuronalne mechanizmy transcendencji wyewoluowały z mechanizmów służących doświadczeniom seksualnym, które włączają ekstremalnie silne i przyjemne odczucia podniecenia, ekstazy, błogości i zjednoczenia z obiektem miłości. Uczucia orgazmiczne są jakościowo podobne do wysublimowanych odczuć mistyków i opisywane są podobnym językiem. Miłość, ekstaza - to słowa obcowania z Bogiem jak i doznań miłosno-erotycznych. www.swieta(*)rtykuly/181-tajemnice-ekstazy-

@@@
.
pompa (524 punktów)
Majewska to ta, która widzi związek między szczepieniami a autyzmem.
12-09-2012 21:08 
 Ocena 2 na 2
KarolG (2892 punktów)
>Majewska to ta, która widzi związek między szczepieniami a autyzmem.
To nie ta Majewska, choć też Dorota.

Thank God, I'm an atheist
13-09-2012 00:01 
 Ocena 7 na 7
maceox (6766 punktów)
>>Majewska to ta, która widzi związek między szczepieniami a autyzmem.
>To nie ta Majewska, choć też Dorota.
Może chodziło o tą Majewską:


Święta Wilgefortis, zwana też Kumernis,Kummernis, Dzielną Dziewicą, Świętą Liberatą - legendarna postać uznawana przez niektóre tradycje ludowe za świętą. Przedstawiana jako ukrzyżowana brodata kobieta zwykle bez jednego buta (cudownie zrzucony). Jeżeli istniała naprawdę, żyła w starożytności w Grecji

A jako, że w czasach nowożytnych zwykle przebywa w Wambierzycach, to rzeczywiście pasuje do tego wątku jak ulał.
13-09-2012 10:17 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Artykuł pod linkiem świetny.
18-09-2012 11:05 
 Ocena 2 na 2
hubin (2274 punktów)
Cytat:
Jeszcze innym religię zastępuje nauka, twórczość, humanizm. Wszystkie je łączy wspólny mianownik: pierwotna ludzka potrzeba wykraczania poza granice własnego życia.

Mnie osobiście nie oczarował, zdecydowanie gdy słyszę o powiązaniu teologi z dowolną formą nauki zaczynam się niepokoić. Neurologiczne podstawy wiary są ciekawym zagadnieniem ale już po pierwszych zdaniach zaczynam się obawiać o brak naukowego sceptycyzmu i dystansu.
Cytat:
Religijne przesłania moralno-etyczne umożliwiały bardziej harmonijne życie społeczne. Badania pokazały, że wierzący żyją średnio dłużej, rzadziej chorują i szybciej zdrowieją od niewierzących.

Śmiała teza to już wiem czemu Dawkins się tak ostatnio posunął...
Cytat:
Choć fanatyzm religijny bywał źródłem ludzkich tragedii, zdrowe społeczeństwa broniły się przed nim. Irracjonalne nakazy religijne rodziły bunt, który stymulował pozytywne przemiany społeczne.

...

Szczerze to odniosłem wrażenie, iż autorka stara się mocno usprawiedliwić istnienie religii, co nie dziwi biorąc pod uwagę amerykańskie doświadczenia religijne oraz fakt, że wśród religantów będzie musiała się starać o środki na badania...


>Artykuł pod linkiem świetny.
Biorąc pod uwagę powyższe cytaty, jak i całościowy wydźwięk artykułu, mogę powiedzieć że wydał mi się interesujący (warto go przeczytać), ale na pewno nie uznam go za świetny.

Skoro mam żyć krócej niż religant idę się nacieszyć tym co mi zostało.

Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
18-09-2012 12:41 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Szczerze to odniosłem wrażenie, iż autorka stara się mocno usprawiedliwić istnienie religii, co nie dziwi biorąc pod uwagę amerykańskie doświadczenia religijne oraz fakt, że wśród religiantów będzie musiała się starać o środki na badania...

>>>>Artykuł pod linkiem świetny.
>Biorąc pod uwagę powyższe cytaty, jak i całościowy wydźwięk artykułu, mogę powiedzieć że wydał mi się interesujący (warto go przeczytać), ale na pewno nie uznam go za świetny.
Artykuł znalazł się poście inicjującym nie dlatego, że świetny, tylko dlatego, że krótko dotyka szeregu aspektów ekstazy chrześcijańskiego mistycyzmu. Jego ogólny przekaz jest też zdecydowanie w opozycji do oficjalnego stanowiska do Kościoła wyrażonego tam w opinii na jego temat:
Autor artykułu nie potrafi rozumieć kontekstu pism tych mistyczek, doszukiwanie się w ich wizjach seksualnych podtekstów świadczy o tym, że dzisiejsza cywilizacja ma trudności z rozumowaniem ówczesnego języka poetycko-mistycznego. Psychoanalitycy zaś głosili już nie jedną bzdurę (chociażby Zygmunt Freud)
A tu bronionego przez panów Bieleckiego i Kaktusa.

Pan Kaktus:
>Sprowadzenie mistycyzmu do seksu,czy też cielesności w takich jej przejawach jak zmysłowość,czy rozkosz fizyczna jest niewątpliwie pomieszaniem pojęć.Istotą mistycyzmu z definicji nie jest bowiem i nigdy nie było to, co cielesne i dające się sprowadzić do zmysłowego ale to własnie, co nie tylko wymyka się zmysłowości lecz również rozumowi.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,0/s,518799#w518951

Pan Bielecki:
>Panie Andrzeju, rzeczywiście uważam, że łączne dyskutowanie rozłącznych kwestii, którymi są mistycyzm i zmysłowość, jest kompletnie jałowe, bo w ten sposób nie zbliżymy się do prawdy o mistycyzmie, a co najwyżej będziemy rozmawiali o jakichś nędznych imitacjach mistycyzmu.
Bogusławski:
A kto będzie decydował o tym czy mistycyzm jest prawdziwym, czy to tylko nędzna imitacja mistycyzmu?
Pan, magisterium Kościoła, czy inkwizycja?
www.racjon(*)m.php/s,518799/z,0/d,3#w519426

________________________________

Sam uznaję tylko autorytet nauki i opieram się na dorobku uczonych, a ten można znaleźć tylko w publikacjach naukowych. Publicystyka naukowa jest ważnym źródłem informacji pokazującym ogólnie temat oraz wskazówką dla dalszych poszukiwań i dlatego link do tego artykułu zamieściłem.
Gdy nauka dobiera się religijnej dogmatyce do ... sedna, ta próbuje dokonać przeróżnych intelektualnych wolt, tak aby chociaż rozmydlić sprawę, a ewidentną głupotę fideistycznej interpretacji zasłonić "tajemnicą wiary".
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,518799#w519733

Wszelkie nakazy i dogmaty religijne są dla mnie tylko przedmiotem badań, a nie wytycznymi jak mam myśleć. Racjonalne argumenty fideistów opierające się na religijnych dogmatach, nawet tych wielce utytułowanych i ogromnym Kościelnym autorytecie są dla mnie tylko nędznymi imitacjami racjonalności i nic tu nie pomoże tłumaczenie psychicznych zjawisk z pogranicza patologii starożytnymi koncepcjami filozoficznymi. Taka plątanina, to intelektualna żenada.

Tyle uzupełnienia dla lepszego zrozumienia mojego stanowiska.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
Idąc tropem sugestii zawartej w poście otwierającym wątek mam na tym przykładzie takie pytanie:

Dlaczego w różnych religiach istnieją bardzo różne podejścia do seksualności - w niektórych praktyki seksualne są istotnym elementem rytuałów, a w innych seks staje się tępionym grzechem?
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeśli natomiast chodzi o mistycyzm, to - skoro mowa subiektywnym doświadczeniu psychicznym - może uczestnicy dyskusji zechcieliby się podzielić, w pewnym przynajmniej zakresie, swoimi doświadczeniami na tym polu. Sądzę, że są tu osoby, które mają dużo bogatsze doświadczenia od moich.

Sam tylko raz miałem pewne wrażenie, związane z lekturą pewnej książki o buddyźmie zen, w którym w pewnym momencie ogarnęło mnie uczucie "doskonałego" wręcz spokoju w całkowitym osadzeniu w "tu i teraz" - bez żadnych napięć. To uczucie dość szybko minęło w związku z koniecznością koncentracji nad zwykłymi sprawami.
Nie było w tym stanie żadnego odczucia seksualnego, ale nie było też i żadnego Boga.
Ale możliwe, że pomyliłem wątki i był to tylko jakiś rodzaj stanu relaksacji, a w prawdziwym mistycyźmie rzeczywiście chodzi tylko (lub raczej ) o seks?
13-09-2012 00:54 
 Ocena 7 na 7
Artur@R (7115 punktów)
>Ale możliwe, że pomyliłem wątki i był to tylko jakiś rodzaj stanu relaksacji, a w prawdziwym mistycyźmie rzeczywiście chodzi tylko (lub raczej ) o seks?<
Może nie chodzi o sam sex, ale o "powiązanie" tego rodzaju przeżyć z najsilniejszymi "bodźcami" (hormony, endorfiny itd.) jakie może wytwarzać nasz mózg (wspomniał o tym pan Andrzej).
A te najsilniejsze są właśnie powiązane z doznaniami seksualnymi. Nasze męskie orgazmy to "pikuś" przy możliwych orgazmach kobiecych.
Bywa, że kobieta "płacze ze szczęścia" po takich doznaniach i nie może "się opanować" (byłem tego świadkiem ) - to świadczy o mocy takich doznań (i "śladach" jakie mogą pozostawiać w psychice).
Mechanizmy "przeżyć mistycznych" mogą być różne i ich "siła" oddziaływania również.
Zaczynać się mogą (i kończyć) od szczerego śmiech, stanu głębokiej relaksacji (wyluzowania),transu, głebokiego zachwytu jak i zwykłej radości. O wpływie i konsekwencjach oddziaływania decydują już indywidualne cech fizyczno-psychiczne i specyfika okoliczności.
Ale z pewnością, skoro bez mózgu nie można odczuwać emocji i bardziej "skomplikowanych" uczuć i doznań - to i te "mistyczne przeżycia" zakorzenione są w naszych centralnych ośrodkach nerwowych i umysłach.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
13-09-2012 09:33 
 Ocena 6 na 6
finerbijk (17282 punktów)
>Bywa, że kobieta "płacze ze szczęścia" po takich doznaniach i nie może "się opanować" (byłem tego świadkiem )
Jesteś pewien, że to było ze szczęścia?
13-09-2012 09:44 
 Ocena 3 na 3
finerbijk (17282 punktów)
> może uczestnicy dyskusji zechcieliby się podzielić, w pewnym przynajmniej zakresie, swoimi doświadczeniami na tym polu.
Kiedy nie mogę się skoncentrować i mnie nosi adhd to sobie puszczam 10 min stymulacji na fale alfa z jakimś delikatnym tłem muzycznym i to świetnie relaksuje i ładuje baterie. W połowie mniej więcej można sobie wyobrażać już obcowanie ze wszystkimi bogami, o ile się uda rozbiegany mózg wyciszyć.
Jednak nie powiedziałbym, że to coś z seksualnymi ma wspólnego, polega na czymś przeciwnym. W erotycznych chodzi raczej o koncentrację na chwili, zatraceniu na obiekcie , a tu raczej jest rozpłynięcie się w nicości, utrata świadomości ciała i czasu. Trans jest dobry
maceox (6766 punktów)
>Jednak nie powiedziałbym, że to coś z seksualnymi ma wspólnego, polega na czymś przeciwnym. W erotycznych chodzi raczej o koncentrację na chwili, zatraceniu na obiekcie , a tu raczej jest rozpłynięcie się w nicości, utrata świadomości ciała i czasu.
Ale to zatracenie na obiekcie w seksie jest dla mnie często związane właśnie z utratą świadomości czasu, więc w tym aspekcie nie jest to w moim subiektywnym odczuciu przeciwne. Jest to jednak rzeczywiście innego rodzaju doznanie, innego rodzaju przyjemność.
W relaksacji nie ma chuci.
Zastanawiam się tylko, czy mówiąc z jednej strony i o doznaniach związanych z seksualnością, a z drugiej strony, o doznaniach związanych z relaksacją już wyczerpujemy zakres możliwych doznań MISTYCZNYCH.

Śledząc dzieje mistycyzmu w wymiarze muzycznym zastanawiam się np., czy bliżej transcendencji mistycznej jesteśmy
tu
czy tu,
a może jednak tu
i jak dalece te przykłady są związane z seksualnością, a jak dalece z relaksacją? A może mistycyzm styka się z jednym i z drugim?
Swoją drogą artykuł w wikipedii na temat mistycyzmu nieco wykracza poza zwykłą lapidarność.
13-09-2012 11:26 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ale to zatracenie na obiekcie w seksie jest dla mnie często związane właśnie z utratą świadomości czasu, więc w tym aspekcie nie jest to w moim subiektywnym odczuciu przeciwne. Jest to jednak rzeczywiście innego rodzaju doznanie, innego rodzaju przyjemność.
Zaraz, zaraz!
Wątek nosi tytuł "Mistycyzm, jako subiektywne doświadczenie psychiczne", a jego aspekty seksualne wybiłem mocniej w opozycji do stwierdzenia Pana Marka:
"Wiara czy doświadczenia mistyczne nie mają nic wspólnego ze zmysłowością"
Otóż mają i to bardzo mocne, ale nie jedyne.
Moim zdaniem, przeżycia (stany) mistyczne znane są od początku istnienia ludzkości we wszystkich kulturach i ich początków poszukiwał bym gdzieś w szamanizmie. Stany mistyczne związane są ze swoistymi zachowaniami mózgu, trwającymi na ogół od 1/2 do godziny. (O swoistości tych stanów związanych z jakąś patologią mózgową świadczy możliwość wywoływania ich sztucznie: asceza, chemia, hełm boga itp.)
Stany te są ściśle subiektywne i prawie zawsze związane z kulturą, w której mistyk został ukształtowany. Miedzy stanami mistycznymi występuje okres ich racjonalizacji i wówczas są opisywane.

Pozdrawiam.

@@@
.
maceox (6766 punktów)
>Moim zdaniem, przeżycia (stany) mistyczne znane są od początku istnienia ludzkości we wszystkich kulturach i ich początków poszukiwał bym gdzieś w szamanizmie. Stany mistyczne związane są ze swoistymi zachowaniami mózgu, trwającymi na ogół od 1/2 do godziny. (O swoistości tych stanów związanych z jakąś patologią mózgową świadczy możliwość wywoływania ich sztucznie: asceza, chemia, hełm boga itp.)
>Stany te są ściśle subiektywne i prawie zawsze związane z kulturą, w której mistyk został ukształtowany. Miedzy stanami mistycznymi występuje okres ich racjonalizacji i wówczas są opisywane.
Prawie pełna zgoda, z tym zastrzeżeniem, że ja bym raczej nawet nie mówił o patologii, a o właściwości mózgu - dostępnej przy zastosowaniu odpowiednich technik (choć być może szczególnie rozwiniętej i latwo dostępnej u osób dotkniętych np. pewnym rodzajem padaczki).

Starałem się natomiast odróżnić stan podekscytowania (związany z seksualnością) od raczej wręcz odmiennego od niego stanu głębokiej relaksacji (i ewentualnych wizji w ramach tej relaksacji) i pytam, w jakim stopniu obydwa te stany są związane z kwestią mistycyzmu.

Pozdrawiam
13-09-2012 13:32 
 Ocena 3 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Prawie pełna zgoda, z tym zastrzeżeniem, że ja bym raczej nawet nie mówił o patologii, a o właściwości mózgu - dostępnej przy zastosowaniu odpowiednich technik (choć być może szczególnie rozwiniętej i łatwo dostępnej u osób dotkniętych np. pewnym rodzajem padaczki).
Rozumiem, że według Pana "pewny rodzaj padaczki" nie jest patologią? Ja tu rozumiem patologię szeroko, jako pewną nieprawidłowość w działaniu mózgu, nie jego właściwość. Już choćby z powodu na rzadkość zjawiska i możliwość jego sztucznego wywoływania.

>Starałem się natomiast odróżnić stan podekscytowania (związany z seksualnością) od raczej wręcz odmiennego od niego stanu głębokiej relaksacji (i ewentualnych wizji w ramach tej relaksacji) i pytam, w jakim stopniu obydwa te stany są związane z kwestią mistycyzmu.
Bardzo prosto mówimy tu o mistycyzmie, a nie o podmistycyzmie. Nie mówimy też o stanie głębokiej relaksacji. Proszę przytoczyć relacje mistyków, że wracali ze swoich wizji głęboko zrelaksowani. Choć jeszcze raz podkreślę, iż jest to zdecydowanie subiektywne doświadczenie i nauka dokonuje tylko prób jego obiektywizacji. Czy jest Pan w stanie zobiektywizować wizje występujące w psychozach? Są one zawsze zależne od konkretnej jednostki, ale możemy obiektywizować przyczyny tych wizji i pewne między nimi podobieństwa. To samo dotyczy stanów
mistycznych.
Na przykład można zestawiać mistykę chrześcijańską z sufizmem aby uwzględniając różnice zauważyć podobieństwa.

Do poważnej dyskusji nad mistycyzmem warto brać pod uwagę poniższe opracowania:
koncepcje mechanizmów powstawania różnych rodzajów doświadczeń mistycznych, takich jak objawienia lub opętania, np. psychoanalityczne interpretacje przyczyn objawień Maryjnych Michaela P. Carrolla (1985), wyjaśnienia opętań diabolicznych w Loudun przez Hugo Lietaera i Josefa Corveleyna (1987), czy kulturowa relatywizacja opętań przez Erikę Bourguignon. [...]

psychologiczne koncepcje doświadczeń nieodnoszących się do rzeczywistości nadprzyrodzonej, takich jak doświadczenia szczytowe opisane przez Abrahama H. Maslowa (1986) i doświadczenie przepływu (uskrzydlenia) Mihaly'a Csikszentmihalyi'a (1996).

opisane przez Stanislava Grofa (2000) stany transpersonalne pod wpływem LSD, m.in. doświadczenia okołoporodowe, czy doświadczenia śmierci klinicznej (NDE) w wersji Raymonda Moody ([1975]1980).

Podejście neurofizjologiczne
Badania prądów czynnościowych za pomocą urządzeń rejestrujących (EEG, PET, SPECT) powstających w czasie medytacji, modlitwy itp., praktykowanych z oczekiwaniem pojawienia się stanów mistycznych, przez osoby nieprzygotowane lub osoby reprezentujące religijne lub niereligijne szkoły formowania duchowości, bez zastosowania środków psychoaktywnych lub z ich zastosowaniem, w warunkach o różnym stopniu podobieństwa do naturalnych. Jeśli formułowane są wnioski sugerujące, że zidentyfikowane procesy i struktury (tzw. "ośrodek Boga", ang. God spot) nerwowe dowodzą działania lub (i) istnienia bytów transcendentnych, jest to neuroteologia. Wnioski sugerujące istnienie wyłącznie neuronowego źródła stanów mistycznych i możliwość dowolnego ich generowania elektronicznie lub chemicznie to redukcjonizm.

Stymulacja wybranych obszarów mózgu, np. przeprowadzane przez Michaela Persingera eksperymenty z zastosowaniem "hełmu Boga", urządzenia generującego pola elektromagnetyczne wywołujące przeżycia zbliżone do doświadczeń w stanie śmierci klinicznej.

Podejście psychologiczne eksperymentalne
Eksperyment Wielkopiątkowy Waltera Pahnke (1931-1971). Opierając się na wymienionych wyżej kryteriach doznań mistycznych, Pahnke przeprowadził w warunkach naturalnych eksperyment, w którym udowodnił, że doznania mistyczne powstają nie tyle poprzez sugestywne bodźce sytuacyjne (pomieszczenie przylegające do kaplicy, w której odbywało się nabożeństwo, zadanie skupienia się na medytacji, obecność innych medytujących osób) co na działaniu psylocybiny, narkotyku o własnościach halucynogennych (procedura badania miała uniemożliwić orientację, który uczestnik badania jest pod wpływem narkotyku, a który - placebo).

Eksperyment w komorze izolacyjnej Ralpha W. Hooda i Ronalda J. Morrisa (1981). Grupy E (eksperymentalna) i K (kontrolna) dobrano tak, aby połowa ich uczestników reprezentowała typ W o wewnętrznej (zaangażowanej) orientacji religijnej i połowa osób typu Z - o orientacji zewnętrznej (utylitarnej). Osoby z grupy E w trakcie przebywania w komorze wyobrażały sobie postacie religijne (boskie), religijne sytuacje i okoliczności, osoby z grupy K wyobrażały sobie postaci z kreskówek. Po spędzeniu 1. godziny w komorze izolacyjnej okazało się, że tylko osoby typu W z grupy eksperymentalnej przeżyły istotnie więcej wyobrażeń religijnych (nie doświadczyły ich pozostałe osoby: ani osoby typu Z z grupy eksperymentalnej, ani osoby obu typów z grupy kontrolnej). Funkcję pobudzania religijnych treści wyobrażeń pełniła wyłącznie orientacja religijna.
(Wikipedia).

Pozdrawiam.

@@@
.
13-09-2012 19:27 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Prawie pełna zgoda, z tym zastrzeżeniem, że ja bym raczej nawet nie mówił o patologii, a o właściwości mózgu - dostępnej przy zastosowaniu odpowiednich technik (choć być może szczególnie rozwiniętej i łatwo dostępnej u osób dotkniętych np. pewnym rodzajem padaczki).
>Rozumiem, że według Pana "pewny rodzaj padaczki" nie jest patologią?
Nie wiem, czy Pan zauważył słówko "choć".
Uważam po prostu, że mistycyzm nie musi być związany z patologią, choć może tak być i często tak jest.

>Ja tu rozumiem patologię szeroko, jako pewną nieprawidłowość w działaniu mózgu, nie jego właściwość.
Ja również.

>Już choćby z powodu na rzadkość zjawiska i możliwość jego sztucznego wywoływania.
Dla mnie to jeszcze nie świadczy o patologii.

>Bardzo prosto mówimy tu o mistycyzmie, a nie o podmistycyzmie. Nie mówimy też o stanie głębokiej relaksacji. Proszę przytoczyć relacje mistyków, że wracali ze swoich wizji głęboko zrelaksowani.
Dostrzegam jedynie, że w ramach definicji mistycyzmu z wikipedii mieści się również joga klasyczna. Z tego, co czytałem na ten temat, to zaawansowani jogini dochodzą do stanów - które jeśli już do czegoś porównywać - są raczej zbliżone do głębokiej relaksacji, i nie są związane ani z patologią, ani z ekstazą.

Sądzę, że podobny efekt jest zresztą możliwy również w kontemplacji chrześcijańskiej. Jednak chrześcijaństwo nie wykształciło tak rozbudowanych technik medytacyjnych (w tym fizycznych i oddechowych) - a moim zdaniem również nie wyksztalciło filozofii, która sprzyjałaby praktykowaniu medytacji. W związku z tym mistyka chrześcijańska częściej pewnie jest skutkiem patologii właśnie, gdzie te doświadczenia powstają niejako samoistnie.

Sądzę również, że próby uzyskania mistycznych stanów umysłu bez odpowiedniego przygotowania mentalno-fizycznego (z jakim mamy do czynienia w jodze) mogą prowadzić między innymi do psychoz. Dlatego też brak tego rodzaju szczególnych praktyk przygotowawczych w chrześcijaństwie prowadzi do tego, że mistycyzm chrześcijański często bywa związany ze stanami chorobowymi.

Istnieją jednak dzieła pochodzące od mistyków chrześcijańskich, które przypominają wzory stosowane w mistycyźmie wschodnim. To jednak pewnie świadczy o tym, że mózg ludzki działa podobnie na całym świecie.

Pozdrawiam.
13-09-2012 20:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>(choć być może szczególnie rozwiniętej i łatwo dostępnej u osób dotkniętych np. pewnym rodzajem padaczki).
>>>>Rozumiem, że według Pana "pewny rodzaj padaczki" nie jest patologią?
>Nie wiem, czy Pan zauważył słówko "choć".
Nie tylko "choć" zauważyłem, ale "całe" poprzedzające to "choć" Pańskie zdanie: Prawie pełna zgoda, z tym zastrzeżeniem, że ja bym raczej nawet nie mówił o patologii, a o właściwości mózgu - dostępnej przy zastosowaniu odpowiednich technik
>Uważam po prostu, że mistycyzm nie musi być związany z patologią, choć może tak być i często tak jest.
Nie wiem czy Pan zauważył iż nie użyłem nigdzie słowa "musi"?

>>>>Ja tu rozumiem patologię szeroko, jako pewną nieprawidłowość w działaniu mózgu, nie jego właściwość.
>Ja również.
>>>>Już choćby z powodu na rzadkość zjawiska i możliwość jego sztucznego wywoływania.
>Dla mnie to jeszcze nie świadczy o patologii.
Więc dziwię się zgodzie na wyższe zdanie.

>>>>Bardzo prosto mówimy tu o mistycyzmie, a nie o podmistycyzmie. Nie mówimy też o stanie głębokiej relaksacji. Proszę przytoczyć relacje mistyków, że wracali ze swoich wizji głęboko zrelaksowani.
>Dostrzegam jedynie, że w ramach definicji mistycyzmu z wikipedii mieści się również joga klasyczna. Z tego, co czytałem na ten temat, to zaawansowani jogini dochodzą do stanów - które jeśli już do czegoś porównywać - są raczej zbliżone do głębokiej relaksacji, i nie są związane ani z patologią, ani z ekstazą.
Jak Pan sam zauważył hasło w Wikipedii jest mocno przegadane. W moim odbiorze głównie po to aby rozmyć sedno. Ale możemy mistycyzm rozszerzać na przeróżne psychozy, które są bardziej związane z przeżyciami mistycznymi niż np różne formy relaksacji.

>Sądzę, że podobny efekt jest zresztą możliwy również w kontemplacji chrześcijańskiej. Jednak chrześcijaństwo nie wykształciło tak rozbudowanych technik medytacyjnych (w tym fizycznych i oddechowych) - a moim zdaniem również nie wykształciło filozofii, która sprzyjałaby praktykowaniu medytacji. W związku z tym mistyka chrześcijańska częściej pewnie jest skutkiem patologii właśnie, gdzie te doświadczenia powstają niejako samoistnie.
Wiem, że lubi Pan mieszać, ale moim zdaniem zdecydowanie relaksacje i medytacje w stanach mistycznych się nie mieszczą.
Może warto skorzystać z sugestii Pana Marka Bieleckiego: W tych kwestiach polecałbym pisma właśnie Jana od Krzyża oraz "Wiedzę Krzyża" Edyty Stein.
www.voxdomini.com.pl/duch/mistyka/jk/dr-spis.htm
mazowsze.h(*)a_Plockie-r2005-t33-s71-80.pdf
Choć te dwie postaci dalece nie wypełniają zjawiska mistycyzmu chrześcijańskiego.

>Istnieją jednak dzieła pochodzące od mistyków chrześcijańskich, które przypominają wzory stosowane w mistycyzmie wschodnim.
Dzieła przypominające wzory. Przyznam się, że nie rozumiem.

>To jednak pewnie świadczy o tym,
O niczym to nie świadczy. Proszę to uargumentować.

>mózg ludzki działa podobnie na całym świecie.
Zdecydowanie tak i dlatego napisałem: Moim zdaniem, przeżycia (stany) mistyczne znane są od początku istnienia ludzkości we wszystkich kulturach i ich początków poszukiwał bym gdzieś w szamanizmie. Stany mistyczne związane są ze swoistymi zachowaniami mózgu, trwającymi na ogół od 1/2 do godziny. (O swoistości tych stanów związanych z jakąś patologią mózgową świadczy możliwość wywoływania ich sztucznie: asceza, chemia, hełm boga itp.)
Stany te są ściśle subiektywne i prawie zawsze związane z kulturą, w której mistyk został ukształtowany. Miedzy stanami mistycznymi występuje okres ich racjonalizacji i wówczas są opisywane. Nie przeczytał Pan, czy nie zrozumiał?

Pozdrawiam.

@@@
.
14-09-2012 01:38 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Uważam po prostu, że mistycyzm nie musi być związany z patologią, choć może tak być i często tak jest.
>Nie wiem czy Pan zauważył iż nie użyłem nigdzie słowa "musi"?
To w takim razie nie widzę (już) problemu.

>>>>>Ja tu rozumiem patologię szeroko, jako pewną nieprawidłowość w działaniu mózgu, nie jego właściwość.
>>Ja również.
>>>>>Już choćby z powodu na rzadkość zjawiska i możliwość jego sztucznego wywoływania.
>>Dla mnie to jeszcze nie świadczy o patologii.
>Więc dziwię się zgodzie na wyższe zdanie.
Uważam, że rzadkość nie świadczy o nieprawidłowości.

>Jak Pan sam zauważył hasło w Wikipedii jest mocno przegadane. W moim odbiorze głównie po to aby rozmyć sedno. Ale możemy mistycyzm rozszerzać na przeróżne psychozy, które są bardziej związane z przeżyciami mistycznymi niż np różne formy relaksacji.
Możemy tak rozszerzać, choć zastanawiam się, czy nie jest to raczej (zbytnie) zawężanie?

>Wiem, że lubi Pan mieszać, ale moim zdaniem zdecydowanie relaksacje i medytacje w stanach mistycznych się nie mieszczą.
Wpisałem w googla "medytacja mistycyzm" i wyskoczyło na chybił trafił:
1. Jak pisze jeden z najwybitniejszych współczesnych mistyków Indii Hazrat Inayat Khan: "Mistycyzm nie jest wiarą (...) ani dogmatem, (...) nie może być prosto wyjaśniony w zwykłych słowach". Odrobinę upraszczając zagadnienie - terminem mistycyzm określa się ścieżki poszukujące poznania za pomocą metod medytacyjnych. Jedną z takich metod jest sufizm uniwersalny.

2. Jedną z najważniejszych praktyk mistycznych jest modlitwa albo medytacja.

3. w tradycji zach. jest znana "medytacja cierpienia" (oparta na "mistyce krzyża", którą podejmował m.in. św. o. Pio); w takiej obopólnej "personalizacji" aktywność ludzka traci swą wartość i prowadzi do biernego doświadczenia ciszy, spokoju, daru ( mistyka mówi także o tzw. "modlitwie odpocznienia");
Ale to są wysoce niesprawdzone źródła. Przytoczyłem te cytaty tylko po to, żeby ukazać, że takie zestawienia tych dwóch wyrazów są powszechnie stosowane. Możliwe jednak, że ludzie nie wiedzą, jak jest naprawdę.
Dlatego sięgnąłem do fachowca:
Mircea Eliade - "Joga. Nieśmiertelność i wolność", str. 176:
"Jest także prawdą, że medytacja i koncentracja stają się tu narzędziami unionis mysticae z jednym Bogiem, objawiającym się jako Osoba"

Ale to było wyrwane z kontekstu, a Pan jest religioznawcą i domyślam się, że potrafi Pan sensownie oddzielić medytację od mistycyzmu.

>Może warto skorzystać z sugestii Pana Marka Bieleckiego: W tych kwestiach polecałbym pisma właśnie Jana od Krzyża [...]
W mistycyzmie każdy ma swoje własne tempo. Ja jestem jeszcze na etapie rysunków z objaśnieniami:
www.gnosis(*)on/jan_od_krzyza_gora_dosk.htm
Bardzo dokładnie swego czasu przestudiowałem, co jest na tym rysunku napisane i stąd właśnie wzięła się moja stopka, którą jeszcze w zeszłym tygodniu stosowałem. Uważam, że jest tu zawarty całkiem cenny psychologicznie przekaz. Czytanie takich rzeczy działa na mnie raczej kojąco. Może trzeba wariatów do tego, żeby ich czytelnicy łagodnieli?

>>Istnieją jednak dzieła pochodzące od mistyków chrześcijańskich, które przypominają wzory stosowane w mistycyzmie wschodnim.
>Dzieła przypominające wzory. Przyznam się, że nie rozumiem.
Na przykład:



>O niczym to nie świadczy. Proszę to uargumentować.
>>mózg ludzki działa podobnie na całym świecie.
>Zdecydowanie tak
Skoro się Pan zgadza, to już nie muszę argumentować.

>i dlatego napisałem: Moim zdaniem, przeżycia (stany) mistyczne znane są od początku istnienia ludzkości we wszystkich kulturach i ich początków poszukiwał bym gdzieś w szamanizmie. Stany mistyczne związane są ze swoistymi zachowaniami mózgu, trwającymi na ogół od 1/2 do godziny. (O swoistości tych stanów związanych z jakąś patologią mózgową świadczy możliwość wywoływania ich sztucznie: asceza, chemia, hełm boga itp.)
>Stany te są ściśle subiektywne i prawie zawsze związane z kulturą, w której mistyk został ukształtowany. Miedzy stanami mistycznymi występuje okres ich racjonalizacji i wówczas są opisywane.

A ja dlatego napisałem, że się z tym zgadzam, poza tą "patologią".

>Nie przeczytał Pan, czy nie zrozumiał?
Nie bardzo rozumiem, czego miałem nie zrozumieć. Raczej sądzę, że zrozumiałem, a na jakiej podstawie Pan twierdzi inaczej?

Jak dobrze znów porozmawiać.
Pozdrawiam serdecznie
14-09-2012 13:35 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>>>Już choćby z powodu na rzadkość zjawiska i możliwość jego sztucznego wywoływania.
>>>Dla mnie to jeszcze nie świadczy o patologii.
>>Więc dziwię się zgodzie na wyższe zdanie.
>Uważam, że rzadkość nie świadczy o nieprawidłowości.
Rzadkość - jeszcze nie. Na przykład uważam, że ateizm - nie ten przeczący istnieniu Boga - a ateizm, któremu istnienie świata nadprzyrodzonego nie jest do niczego potrzebne. Taki jak niżej opisany:
Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".

Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym.

Występuje poniżej promila w całej populacji ludzkości, a więc jest znacznie rzadszy od mistycyzmu, ale proszę go sztucznie wywołać lub podać źródło do opisu takiego doświadczenia.

Czy mistycyzm związany jest z patologią można spróbować sobie odpowiedzieć po przeczytaniu książki Jacka Sieradzana "Szaleństwo w religiach świata", a mnie tu najbardziej interesuje rozdział: Szaleństwo i anormalność na tle zdrowia psychicznego i normalności. Według zawartych tam opisów związek ten jest ewidentny.

Mogę jednak zgodzić się z tezą, że zjawisko przeżyć mistycznych występuje także przy mózgach prawie normalnych, a nawet normalnych pobudzonych jedynie swoistymi okolicznościami (czynnikami) zewnętrznymi i wewnętrznymi (Szczególnym rodzajem wydarzeń lub przeżyć, chemią itp.)

>Ale to było wyrwane z kontekstu, a Pan jest religioznawcą i domyślam się, że potrafi Pan sensownie oddzielić medytację od mistycyzmu.
Potrafię, ale nie wolno tego polecać. Polecę więc książkę Grof Stanislav, Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD. Wydawnictwo A, Kraków 2000. Można szybko na sobie sprawdzić czym jest stan mistyczny.

Niektórzy uczeni wyróżniają takie kryteria:
Zdaniem Waltera Pahnke, prace Stace'a i wcześniejszych autorów (James, Leuba) umożliwiają wyróżnienie dziewięciu kryteriów doznań mistycznych:

Doświadczenie jedności lub jedyności, lokalizowane w świecie zewnętrznym lub w czystej świadomości
Transcendencja czasu i przestrzeni w kierunku "wieczności" i "nieskończoności"
Głębokie odczucie pozytywnego nastroju, stan łaski, ukojenia
Odczucie świętości
Przekonanie o obiektywności i realności treści doznań
Paradoksalność lub niespójność logiczna
Rzekoma niewyrażalność
Nietrwałość, ulotność
Utrwalenie się pozytywnych zmian w postawach i zachowaniu.


Mnie najbardziej interesuje podejście naukowe i redukcja mistycyzmu do zjawisk poddających się badaniu:
Biologii, szczególnie fizjologii: mistycyzm to rezultat wpływu na mózg substancji chemicznych wytworzonych naturalnie (przez odpowiednie struktury mózgu lub innych narządów (np. endorfiny) lub wprowadzonych z zewnątrz (np. halucynogeny). Jeszcze prościej - według poglądów psychiatrów i innych lekarzy z przełomu XIX i XX wieku - doświadczenia mistyczne są skutkiem zaburzeń funkcjonowania określonych narządów.
Psychologii - doświadczenia mistyczne są rezultatem sugestii (łącznie z autosugestią) lub (i) działania innych procesów psychicznych, które prowadzą do zmiany zwykłego stanu czuwania w stan nadzwyczajny, subiektywnie określany w różny - zależny od jego fizjologicznego i psychicznego podłoża - sposób.
Oczywiście na to należy nakładać uwarunkowania kulturowe.

-----------------

Reasumując:
Dla mistyka świat jego wizji jest bardziej realny od świata rzeczywistego.
I dopóki nie osiągnie się takiego stanu nie może być mowy o przeżyciach mistycznych.

PS. Oczywiście przy refleksji nad mistycyzmem należy zdawać sobie sprawę, że uczeni o światopoglądzie fideistycznym starają się zracjonalizować to zjawisko. Nie mówiąc już o wierzącej inteligencji.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
14-09-2012 13:51 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>W mistycyzmie każdy ma swoje własne tempo.
Stany mistyczne i drogi dojścia do nich są różnorodne, a przeżycia bardzo subiektywne.

>Czytanie takich rzeczy działa na mnie raczej kojąco.
To bardzo, bardzo dobrze, ale chyba jeszcze nie wprowadza Pana w stany mistyczne.

>Może trzeba wariatów do tego, żeby ich czytelnicy łagodnieli?
Znacznie mnie ludzi obrazi się na określenie "wariat", niż "psychicznie chory", a upośledzenia psychiczne (patologie) istnieją prawie u każdego, choć w różnym stopniu. Gratuluję pewności, że Pański mózg żadnej patologii (upośledzenia) nie posiada. Ja mam odwrotną pewność. Wiem, że mam jakieś tam patologie, tyle, że jeszcze nie zdefiniowane, ale gdyby się wziął za mnie dobry psychiatra na pewno by coś znalazł.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
14-09-2012 14:14 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>Znacznie mnie ludzi obrazi się na określenie "wariat", niż "psychicznie chory", a upośledzenia psychiczne (patologie) istnieją prawie u każdego, choć w różnym stopniu. Gratuluję pewności, że Pański mózg żadnej patologii (upośledzenia) nie posiada. Ja mam odwrotną pewność. Wiem, że mam jakieś tam patologie, tyle, że jeszcze nie zdefiniowane, ale gdyby się wziął za mnie dobry psychiatra na pewno by coś znalazł.<

Wszyscy jesteśmy psychiczni tylko nie wszyscy zdiagnozowani i w jakimś stopniu każdy z nas żyje, po trosze, w urojonym na swoje potrzeby świecie.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
14-09-2012 14:02 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Sądzę, że podobny efekt jest zresztą możliwy również w kontemplacji chrześcijańskiej. Jednak chrześcijaństwo nie wykształciło tak rozbudowanych technik medytacyjnych (w tym fizycznych i oddechowych) - a moim zdaniem również nie wyksztalciło filozofii, która sprzyjałaby praktykowaniu medytacji. W związku z tym mistyka chrześcijańska częściej pewnie jest skutkiem patologii właśnie, gdzie te doświadczenia powstają niejako samoistnie.

A skąd wiadomo czy "częściej"? Robiono jakieś ilościowe badania? Nawiasem mówiąc, stany psychotyczne mogą też być efektem niektórych technik medytacyjnych popularnych w therawadzie.
13-09-2012 13:25 
 Ocena 2 na 2
kaktus5 (306 punktów)
>Wątek nosi tytuł "Mistycyzm, jako subiektywne doświadczenie psychiczne", a jego aspekty seksualne wybiłem mocniej w opozycji do stwierdzenia Pana Marka:
>"Wiara czy doświadczenia mistyczne nie mają nic wspólnego ze zmysłowością"
>Otóż mają i to bardzo mocne, ale nie jedyne.
>Moim zdaniem, przeżycia (stany) mistyczne znane są od początku istnienia ludzkości we wszystkich kulturach i ich początków poszukiwał bym gdzieś w szamanizmie. Stany mistyczne związane są ze swoistymi zachowaniami mózgu, trwającymi na ogół od 1/2 do godziny. (O swoistości tych stanów związanych z jakąś patologią mózgową świadczy możliwość wywoływania ich sztucznie: asceza, chemia, hełm boga itp.)
>Stany te są ściśle subiektywne i prawie zawsze związane z kulturą, w której mistyk został ukształtowany. Miedzy stanami mistycznymi występuje okres ich racjonalizacji i wówczas są opisywane.
Czytając twoją wypowiedzi nasuwa się fundamentalne pytanie, mianowicie czym jest mistycyzm i o czym w ogóle rozmawiamy? Sformułowany przez ciebie post jak rozumiem zakłada zredukowanie mistycyzmu do sfery zjawisk, a konkretniej przeżyć psychicznych.Niepokoi jednak sensowność tak postawionego zagadnienia.Jeżeli redukujemy to zagadnienie do sfery psychicznej, czy emocjonalnej,redukujemy go do płaszczyzny psychologicznej, a także tych, które we współczesnej nauce są z nią powiązane jak psychiatria,biologia itd. Tak czy inaczej w każdym z tych wypadków rozmawiać będziemy bądź to o emocjach, czy stanach psychicznych w rozumieniu psychologii lub psychiatrii,bądź o procesach biologicznych zachodzących w organiźmie itd.W żadnym jednak wypadku nie będziemy rozmawiać o mistycyźmie,ponieważ kategoria ta nie przynależy do obszaru,którymi zajmują się te dziedziny.Tym samym wcześniej wymienione w ogóle się nią nie zajmują.Mistycyzm jest kategorią pojawiająca się w dziedzinach takich jak filozofia, czy teologia i ściśle do nich przynależną.Określa ona intencjonalną relację podmiotu przeżywającego doświadczenie mistyczne, do transcendencji w tym przeżyciu obecnej.Jeżeli więc rozmawiamy o mistycyźmie,rozmawiamy o przeżyciu mistycznym z konieczności,o jego istocie, strukturze itd.W przeciwnym razie rozmawiamy jedynie o stanach psychicznych,emocjach,procesach biologicznych,chemicznych, nie zaś o mistycyźmie.Dlatego też, dziwi mnie takie sformułowanie zagadnienia, ponieważ wymieniane wcześniej dziedziny nauki nie potrzebują kategorii "mistycyzm", do tego aby w ich ramach rozważać sobie o emocjach,stanach psychicznych,czy procesach biologicznych lub chemicznych. Wobec powyższego stoję na stanowisku,że tak sformułowane zagadnienie pozbawione jest sensu,chyba,że zmieni się jego formułę na "Stany psychiczne,emocjonalne,procesy biologiczno-chemiczne,fizyczne itd...w rozumieniu wspólczesnych dyscyplin naukowych A MISTYCYZM".
13-09-2012 12:10 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Ale to zatracenie na obiekcie w seksie jest dla mnie często związane właśnie z utratą świadomości czasu,
Świadomość czasu to się zatraca przy każdym dużym zaangażowaniu w cokolwiek. W seksie chce się żeby chwila trwała, żeby się nią delektować, a przy relaksacji dąży się do wyjścia niejako poza czas. Inaczej mówiąc: wyostrzenie odczuwania kontra maksymalne odcięcie się od niego.

>Zastanawiam się tylko, czy mówiąc z jednej strony i o doznaniach związanych z seksualnością, a z drugiej strony, o doznaniach związanych z relaksacją już wyczerpujemy zakres możliwych doznań MISTYCZNYCH.
Mistycyzm ma tyle znaczeń i odcieni, że można by pisać cały rok. W sensie poczucia ekstatycznego stanu obecności transcendencji może być moim zdaniem bliski efektom głębokiej relaksacji, ale jest pozbawiony jej dobroczynnych skutków. Jak wiemy często mistycy, to były osoby, które wymyśliły, że najbliżej do boga przez skrajne dręczenie własnego ciała. Tu już bliżej do seksu; sado-maso.
Jeśli chodzi o muzykę to sprawa co kto lubi i po czym dostaje muzycznego orgazmu, którego chyba doznaje większość ludzi, gdy po jakimś fragmencie utworu ciarki przechodzą człowieka po plecach.
13-09-2012 11:00 
 Ocena 4 na 4
kaktus5 (306 punktów)
>Sam tylko raz miałem pewne wrażenie, związane z lekturą pewnej książki o buddyźmie zen, w którym w pewnym momencie ogarnęło mnie uczucie "doskonałego" wręcz spokoju w całkowitym osadzeniu w "tu i teraz" - bez żadnych napięć. To uczucie dość szybko minęło w związku z koniecznością koncentracji nad zwykłymi sprawami.
>Nie było w tym stanie żadnego odczucia seksualnego, ale nie było też i żadnego Boga.
>Ale możliwe, że pomyliłem wątki i był to tylko jakiś rodzaj stanu relaksacji, a w prawdziwym mistycyźmie rzeczywiście chodzi tylko (lub raczej ) o seks?
Sprowadzenie mistycyzmu do seksu,czy też cielesności w takich jej przejawach jak zmysłowość,czy rozkosz fizyczna jest niewątpliwie pomieszaniem pojęć.Istotą mistycyzmu z definicji nie jest bowiem i nigdy nie było to, co cielesne i dające się sprowadzić do zmysłowego ale to własnie, co nie tylko wymyka się zmysłowości lecz również rozumowi.Mistycyzm jako taki wyznacza dziedzinę, w której z jednej strony mamy do czynienia ze swoistego rodzaju przeżyciem (stąd kluczowa kategoria przeżycia mistycznego), z drugiej zaś pewną transcendencją ku której zwraca się intencjonalnie przeżywający.Można zatem określić mistycyzm jako taki, jako swoistego rodzaju relację przezywającego, do tego co transcendentne ( a więc pozostające poza rozumowym poznaniem,jak również wymykające się zmysłowości).Nie mniej jednak owa relacja,chociaż wymykająca się obiektywnemu poznaniu zarówno zmysłowemu jak i rozumowemu, stanowi dla przeżywającego, w jego jednostkowej perspektywie, osobliwe przeżycie, czy jak często określali to mistycy bezpośrednie "spotkanie" z transcendencją.Dlatego należy sobie uświadomić,że mówiąc o mistycyźmie niezbędne jest przeniesienie naszej perspektywy na płaszczyznę egzystencjalną,której domeną jest kategoria indywidualnego przeżycia,wymykającego się wszelkiej konceptualizacji ,czy jak kto woli obiektywizacji.
13-09-2012 14:34 
 Ocena 1 na 1
ulcia1414 (278 punktów)
Nie wydaje mi się, aby mistycyzm można było rozpatrywać na podstawie regułki z punktu widzenia jednej osoby. To jak Pan napisał >kategoria indywidualnego przeżycia>.

>Sprowadzenie mistycyzmu do seksu,czy też cielesności w takich jej przejawach jak zmysłowość,czy rozkosz fizyczna jest niewątpliwie pomieszaniem pojęć.
A dlaczego nie? Czy seks nie jest także rozkoszą psychiczną, a orgazm (przynajmniej u kobiet)wyzwoleniem i wstąpieniem właśnie w swoistą, choć krótkotrwałą transcendencję.
Z mojego punktu widzenia cały akt seksualny jest mistyczny.
13-09-2012 15:32 
 Ocena 4 na 4
kaktus5 (306 punktów)
>Nie wydaje mi się, aby mistycyzm można było rozpatrywać na podstawie regułki z punktu widzenia jednej osoby. To jak Pan napisał >kategoria indywidualnego przeżycia>.
Szanowna Pani wyartykułowane wcześniej określenie mistycyzmu, nie jest "regułką" ja to Pani nazwała, tylko ujęciem istoty mistycyzmu, formułowanym od czasów starożytnych po współczesność,przez dziedziny które nim się zajmują w ramach poszczególnych nurtów i kierunków.Aczkolwiek należy uściślić,ze przytoczona przeze mnie opcja określająca to zagadnienie, przejawia wyraźne i silne powinowactwo naszego kręgu kulturowego,ponieważ została ona sformułowana własnie w jego obrębie i współcześnie przybrała taką postać, w ramach dziedzin zajmujących się problematyką mistycyzmu (antropologia filozoficzna,filozofia religii,teologia i wiele innych).Proszę zatem rozróżniać "regułki" stanowiące gotowe propozycje odpowiedzi w formie na tyle prostej i płytkiej, aby sprostać określonemu poziomowi znajomości danego zagadnienia, od jego istoty, możliwej do uchwycenia tylko w kontekście jego problematyki oraz tych elementów, które ją konstytuują (a więc elementów niezbędnych do tego, aby w ogóle można było mówić o danym zagadnieniu). W tym przypadku kategorie mistycyzmu wyznaczają te elementy, które wymieniłem wcześniej,podając jego określenie,a które spotykamy w każdym współczesnym ujęciu zarówno filozoficznym jak i teologicznym odnoszącym się do dyskutowanego przez nas zagadnienia.W przeciwnym wypadku nie mamy do czynienia z mistycyzmen, a jedynie samym terminem "mistycyzm",którego desygnat może przyjąć dowolną postać,tak samo jak może być nazwą zupełnie pustą.
>A dlaczego nie? Czy seks nie jest także rozkoszą psychiczną, a orgazm (przynajmniej u kobiet)wyzwoleniem i wstąpieniem właśnie w swoistą, choć krótkotrwałą transcendencję.
Proszę Panią nie wypowiadałem się na temat rozkoszy psychicznych ani orgazmów,tylko mistycyzmu. Orgazmy to orgazmy,rozkosz to rozkosz,a mistycyzm to mistycyzm.Jeżeli orgazm dla Pani jest "wyzwoleniem i wstąpieniem w swiostą,krótkotrwałą transcendencję" odpowiadam Pani,że nie rozumie Pani, co oznacza pojęcie transcendencji,której nie przysługuje kategoria czasowości,wyzwolenia i zniewolenia,podobnie jak koloru,kształtu,smaku i zapachu,ponieważ z definicji transcendentne znaczy tyle, co leżące poza poznaniem zmysłowym i rozumowym,w ogóle nie poddające się płaszczyźnie poznawczej.
>Z mojego punktu widzenia cały akt seksualny jest mistyczny.
W takim razie gratuluję Pani udanego życia seksualnego.Mówiąc natomiast poważnie, co innego mistycyzm, o którym była mowa, a co innego nazywanie czegoś mistycznym,tajemniczym,ekstrawypasionym,zajefajnym, itd. Dla mnie np.ekstrawypaniona babka,która ma zajefajne ciało i tajemnicze spojrzenie może być mistyczna, że ho ho ho.
pozdrawiam
13-09-2012 17:43 
 Ocena 2 na 2
ulcia1414 (278 punktów)

Szanowny Panie, przyznam że brak cudzysłowia w wyrazie "regułka" zmienił kontekst wypowiedzi. Nie krytykuję Pańskiego punktu widzenia, ale wyrażam swój. Tylko, skoro mistycyzm można rozpatrywać w tak wielu dziedzinach, to dlaczego wyklucza go Pan z seksu, to przecież nie tylko cielesność? I takie wydaje mi się, było główne założenie wątku. Każdy rozumie mistycyzm indywidualnie, więc nie ograniczajmy się tylko do płaszczyzny naukowej. Bo skoro chrześcijanin rozpatruje to na swojej płaszczyźnie, czy np. palacz opium na swojej, tak ja mam prawo odnieść go do erotyzmu, nie wykluczając jednocześnie innych dziedzin.

>odpowiadam Pani,że nie rozumie Pani, co oznacza pojęcie transcendencji,której nie przysługuje kategoria czasowości,wyzwolenia i zniewolenia,podobnie jak koloru,kształtu,smaku i zapachu,ponieważ z definicji transcendentne znaczy tyle, co leżące poza poznaniem zmysłowym i rozumowym,w ogóle nie poddające się płaszczyźnie poznawczej.
Odpowiadam Panu, że rozumiem pojęcie transcendencji i użyłam go bardzo świadomie.
Nie rozumiem za to Pańskiego "najeżenia".
I proszę wybaczyć prosty język, ale jestem prostą kobietą.

Pozdrawiam.
13-09-2012 22:29 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tylko, skoro mistycyzm można rozpatrywać w tak wielu dziedzinach, to dlaczego wyklucza go Pan z seksu, to przecież nie tylko cielesność?
Można i należy rozpatrywać go także w aspekcie seksualnym (szczególnie ten katolicki). Seks należy do podstawowych potrzeb człowieka, a Kościół starał się zapanować nad tą potrzebą, tym samym pobudzając kler i wierzących do przeróżnych seksualnych patologii i nawet deklaratywne odcinanie się od seksualności i potępianie jej przejawów niczego tu nie zmienia. Znajomość historycznych faktów ukazuje, jak bardzo sprawami seksu Kościół Katolicki był i jest przepełniony.

>I takie wydaje mi się, było główne założenie wątku.
Nie do końca, gdyż choć seks odgrywał znaczącą rolę w przeżyciach mistycznych (głównie mistyków katolickich) to nie możemy tego zjawiska tylko do spraw seksu ograniczyć.

>Każdy rozumie mistycyzm indywidualnie, więc nie ograniczajmy się tylko do płaszczyzny naukowej.
Mnie najbardziej interesuje tu naukowe uogólnienie zjawiska mistycyzmu.

>I proszę wybaczyć prosty język, ale jestem prostą kobietą.
Spokojnie, proszę Pani, wcale wyszukany pseudonaukowy język nie musi zaraz świadczyć o czyjejś mądrości. Czasem pokrywa on tylko treściową pustkę, a czasem służy manipulacji.

Pozdrawiam.

@@@
.
14-09-2012 15:17 
 Ocena 2 na 2
kaktus5 (306 punktów)
>Szanowny Panie, przyznam że brak cudzysłowia w wyrazie "regułka" zmienił kontekst wypowiedzi. Nie krytykuję Pańskiego punktu widzenia, ale wyrażam swój.
Ja za to jasno napisałem Pani, dlaczego to, co Pani napisała ni jak ma się do zagadnienia.
>Tylko, skoro mistycyzm można rozpatrywać w tak wielu dziedzinach, to dlaczego wyklucza go Pan z seksu, to przecież nie tylko cielesność?
Proszę przeczytać moje wcześniejsze posty to zrozumie Pani,o czym pisałem. A pisałem właśnie o tym ,że do rozpatrywania mistycyzmu potrzebna jest określona perspektywa poznawcza,tak samo jak do rozpatrywania czegokolwiek innego.W przeciwnym razie każdy rozpatruje co i jak mu się podoba.Można rozpatrywać zjawisko zakrzywienia czasoprzestrzeni w ramach dziedziny takiej jaką jest technologia żywienia, tylko co to ma do rzeczy?
>Każdy rozumie mistycyzm indywidualnie, więc nie ograniczajmy się tylko do płaszczyzny naukowej.
Rozumienie proszę Pani nie jest kwestią indywidualną lecz intersubiektywną. Dlatego jeśli zapyta mnie Pani,czy rozumiem czym jest seks przy zgaszonym świetle, a ja odpowiem, że "własnie tym' i zapalę lampkę nocną,po czym włączę mecz w telewizji,okaże swój brak zrozumienia.
>Bo skoro chrześcijanin rozpatruje to na swojej płaszczyźnie, czy np. palacz opium na swojej, tak ja mam prawo odnieść go do erotyzmu, nie wykluczając jednocześnie innych dziedzin.
Nie bronię Pani odnoszenia czegokolwiek do czegokolwiek.Mówię jedynie o tym, że niektóre "odniesienia" pozbawione są sensu,chociażby ze względu na pomieszanie kategorii,zakresu pojęć,pogwałcenie zasad semantycznych i syntaktycznych zdań w ramach danej teorii,zakresów przedmiotowych danych dziedzin itd.
>Odpowiadam Panu, że rozumiem pojęcie transcendencji i użyłam go bardzo świadomie.
Jeżeli przypisuje Pani cechę czasowości pojęciu transcendencji mam obowiązek wątpić w to,że go Pani rozumie.Jeżeli zaś świadomie błędnie posługuje się pani pojęciem łamiąc jego zakres semantyczny,z nikim się Pani nie dogada i ma Pani do tego pełne prawo.
>Nie rozumiem za to Pańskiego "najeżenia".
Ja nie rozumiem, co mam wspólnego z najeżeniem ale to mało znaczące.Proszę nie skupiać się na mnie, tylko na zagadnieniu-ona jest o wiele ciekawsze.A tak na marginesie to bardzo sympatyczne określenie
>I proszę wybaczyć prosty język, ale jestem prostą kobietą.
Nie mam czego Pani wybaczać,bo to zapewne nie Pani wina.A tak całkiem poważnie prostotę uważam za zaletę, pod warunkiem,że ktoś nie myli jej z prostatą albo prostactwem.
13-09-2012 19:48 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Sprowadzenie mistycyzmu do seksu,czy też cielesności w takich jej przejawach jak zmysłowość,czy rozkosz fizyczna jest niewątpliwie pomieszaniem pojęć.
>A dlaczego nie? Czy seks nie jest także rozkoszą psychiczną, a orgazm (przynajmniej u kobiet)wyzwoleniem i wstąpieniem właśnie w swoistą, choć krótkotrwałą transcendencję.
>Z mojego punktu widzenia cały akt seksualny jest mistyczny.









Z życzeniem wspaniałych ekstaz.

@@@
.
14-09-2012 14:14 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)

>Sprowadzenie mistycyzmu do seksu,czy też cielesności w takich jej przejawach jak zmysłowość,czy rozkosz fizyczna jest niewątpliwie pomieszaniem pojęć.Istotą mistycyzmu z definicji nie jest bowiem i nigdy nie było to, co cielesne i dające się sprowadzić do zmysłowego ale to właśnie, co nie tylko wymyka się zmysłowości lecz również rozumowi.

Chciałeś przez to powiedzieć: mistycy mówią, że ich nader zmysłowe i umysłowe przeżycia i stany psychologiczne i fizjologiczne nie są zmysłowej i umysłowej natury, a ponieważ jest to nielogiczne, to dodają, że przeżycia te wymykają się rozumowi.

Jeśli czegoś nas to uczy, to odwiecznej prawdy, że "istota rzeczy" to inna nazwa dla "nie umiem wyjaśnić co i jak i dlaczego".

>Mistycyzm jako taki wyznacza dziedzinę, w której z jednej strony mamy do czynienia ze swoistego rodzaju przeżyciem

Ja rozumiem, że to przeżycie nie jest kwestią oka czy ucha, ale galareta zwana mózgiem i jej stany mentalne to taka sama cielesność jak lędźwie.

>(stąd kluczowa kategoria przeżycia mistycznego), z drugiej zaś pewną transcendencją ku której zwraca się intencjonalnie przeżywający.

Owa "transcendencja" to zazwyczaj nic innego jak lokalna religijna mitologia. Tyle jej niezwykłości i niezwiązania z "cielesnością". Ma to też inne skutki: jeśli lokalna mitologia nie jest pruderyjna i jej sacrum obejmuje seks, to ów mistycyzm bywa explicite zabarwiony seksualnie: vide tantra buddyzmu tybetańskiego.

>Można zatem określić mistycyzm jako taki, jako swoistego rodzaju relację przezywającego, do tego co transcendentne ( a więc pozostające poza rozumowym poznaniem,jak również wymykające się zmysłowości).

Krótko mówiąc mózg emocjonalnie i z ekstremalnym skupieniem i zaangażowaniem (często na granicy fizjologicznych możliwości) myśli o treściach lokalnej mitologii i religii. Rzeczywiście, poza rozumem i zmysłami.

>Nie mniej jednak owa relacja,chociaż wymykająca się obiektywnemu poznaniu zarówno zmysłowemu jak i rozumowemu, stanowi dla przeżywającego, w jego jednostkowej perspektywie, osobliwe przeżycie, czy jak często określali to mistycy bezpośrednie "spotkanie" z transcendencją.

Kant zauważył (przytomnie), tak jak Nagarjuna przed nim, że "transcendencja" wcale nie jest transcendentalna i jak wszystko inne przynależy do porządku przedstawienia zmysłowego, ewentualnie porządkowanego intelektem.

>Dlatego należy sobie uświadomić,że mówiąc o mistycyźmie niezbędne jest przeniesienie naszej perspektywy na płaszczyznę egzystencjalną,której domeną jest kategoria indywidualnego przeżycia,wymykającego się wszelkiej konceptualizacji ,czy jak kto woli obiektywizacji.

Aha, czyli pisałeś, a więc konceptualizowałeś, a więc obiektywizowałeś (dosłownie, w popperowskim rozumieniu "świata 3") o rzeczach niekonceptualnych, nieobiektywnych, niewyjawialnych. Chylę czoła.
17-09-2012 10:02 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>Chciałeś przez to powiedzieć: mistycy mówią, że ich nader zmysłowe i umysłowe przeżycia i stany psychologiczne i fizjologiczne nie są zmysłowej i umysłowej natury, a ponieważ jest to nielogiczne, to dodają, że przeżycia te wymykają się rozumowi.
Mylisz się.Nie pisałem o przeżyciach tylko mistycyźmie.Proszę czytać uważnie.Czym innym jest mistycyzm, a czym innym OPIS przeżywania czegokolwiek.Tak samo jak czym innym jest mistycyzm, a czym innym PRZEŻYCIE mistyczne.
>Jeśli czegoś nas to uczy, to odwiecznej prawdy, że "istota rzeczy" to inna nazwa dla "nie umiem wyjaśnić co i jak i dlaczego"
Pisałem o istocie mistycyzmu,nie o "istocie rzeczy" to raz.Po drugie jeśli już wprowadzasz "istotę rzeczy", to powinieneś wiedzieć, że nie jest to kategoria epistemiczna, czyli poznawcza ale ontyczna i nie oznacza tego, co wziąłeś w cudzysłów,tylko od czasów Tomasza z Akwinu stanowi element konstytuujący byt w obrębie realizmu ontologicznego.
>>(stąd kluczowa kategoria przeżycia mistycznego), z drugiej zaś pewną transcendencją ku której zwraca się intencjonalnie przeżywający.
>Owa "transcendencja" to zazwyczaj nic innego jak lokalna religijna mitologia.
Transcendencja nie może być utożsamiana z mitologią,ponieważ nie podlega obiektywizacji ani pozytywnej charakterystyce.
>>Można zatem określić mistycyzm jako taki, jako swoistego rodzaju relację przezywającego, do tego co transcendentne ( a więc pozostające poza rozumowym poznaniem,jak również wymykające się zmysłowości).
>Krótko mówiąc mózg emocjonalnie i z ekstremalnym skupieniem i zaangażowaniem (często na granicy fizjologicznych możliwości) myśli o treściach lokalnej mitologii i religii. Rzeczywiście, poza rozumem i zmysłami.
>Kant zauważył (przytomnie), tak jak Nagarjuna przed nim, że "transcendencja" wcale nie jest transcendentalna i jak wszystko inne przynależy do porządku przedstawienia zmysłowego, ewentualnie porządkowanego intelektem.
Po pierwsze Kant rozróżnił dwa pojęcia.Obszar transcendencji ulokował w rzeczywistości noumenów, a więc mówiąc językiem Kanta "rzeczy samych w sobie",które pozostają poza jakimkolwiek epistemologicznym zasięgiem.Transcendentalne u Kanta znaczy zaś tyle,co konstytuujące poznanie,a wiec takie w ramach którego poznanie jest możliwe.W przypadku Kanta są to aprioryczne struktury podmiotu transcendentalnego,w ramach których rozpatrujemy jedynie świat fenomenów, a wiec zjawisk.Jeżeli już odwołujesz się do Kanta,powinieneś wiedzieć,że mówiąc o mistycyźmie,z konieczności kierujemy się w stronę tego ,co Kant ulokował w świecie noumenów.
>>Dlatego należy sobie uświadomić,że mówiąc o mistycyźmie niezbędne jest przeniesienie naszej perspektywy na płaszczyznę egzystencjalną,której domeną jest kategoria indywidualnego przeżycia,wymykającego się wszelkiej konceptualizacji ,czy jak kto woli obiektywizacji.
>Aha, czyli pisałeś, a więc konceptualizowałeś, a więc obiektywizowałeś (dosłownie, w popperowskim rozumieniu "świata 3") o rzeczach niekonceptualnych, nieobiektywnych, niewyjawialnych. Chylę czoła.
Wręcz przeciwnie.Pisałem o tym,że mistycyzm jako taki nie przynależy do porządku epistemicznego i dlatego nie może być rozpatrywany w perspektywie epistemologicznej,tylko egzystencjalnej.
kaktus5 (306 punktów)
Usunięte przez moderatora
17-09-2012 10:33 
 Ocena 5 na 5
Sylwek (15472 punktów)

>Mylisz się.Nie pisałem o przeżyciach tylko mistycyźmie.Proszę czytać uważnie.Czym innym jest mistycyzm, a czym innym OPIS przeżywania czegokolwiek.Tak samo jak czym innym jest mistycyzm, a czym innym PRZEŻYCIE mistyczne.

Czym innym jest seksualizm, a czym innym przeżycie seksualne.

>Pisałem o istocie mistycyzmu,nie o "istocie rzeczy" to raz.

No tak, mistycyzm to nie rzecz. To element egzystencji.

>Po drugie jeśli już wprowadzasz "istotę rzeczy", to powinieneś wiedzieć, że nie jest to kategoria epistemiczna, czyli poznawcza ale ontyczna i nie oznacza tego, co wziąłeś w cudzysłów,tylko od czasów Tomasza z Akwinu stanowi element konstytuujący byt w obrębie realizmu ontologicznego.

Chyba ci się Tomasz pomylił z Platonem. To, że ktoś wespół z innym szacownym grekiem włożył mnóstwo wysiłku w zepsucie nader spójnego esencjalizmu założyciela Akademii nie czyni go jeszcze twórcą jakiejś koncepcji. To powiedziawszy, właściwa uwaga do twojej uwagi: co z tego? Po prostu konstrukt "istoty mistycyzmu" jaki nam tu serwujesz jest jakąś dziwaczną aksjologią w przebraniu.

>Transcendencja nie może być utożsamiana z mitologią,ponieważ nie podlega obiektywizacji ani pozytywnej charakterystyce.

Dość tych zaklęć. Wszystkie opisy mistycznych przeżyć tworzone są w języku i przy użyciu symboliki całkowicie zależnej od lokalnej mitologii mającego te przeżycia. To dla tego różne tam Faustyny przeżywają ekstazę z Jezusem, a mistycy z Nepalu widzą boginie-energie. To z kolei prowadzi do smutnego, materialistycznego wniosku, iż odarty z treści mitologicznych "mistycyzm" jest ekstatycznym "och i ach" przyprawionym dowolnymi lub żadnymi zwidami. Czym zawsze był, gdy jeszcze miał postać szamanizmu.

>Po pierwsze Kant rozróżnił dwa pojęcia.Obszar transcendencji ulokował w rzeczywistości noumenów, a więc mówiąc językiem Kanta "rzeczy samych w sobie",które pozostają poza jakimkolwiek epistemologicznym zasięgiem.

Acha, powinieneś dwa razy przeczytać co napisałeś. Umiejscowił transcendencję (a więc, jakieś tam wyobrażenia życia po lub poza) w świecie noumenów. No przecież każdy wie, że nawet on sam świadom był nędzy wiary, że dusza i cała reszta to noumeny. Nawet jeśli trzeba było Schopenhauera, który powiedział to głośno i bez sentymentów.

>Transcendentalne u Kanta znaczy zaś tyle,co konstytuujące poznanie,a wiec takie w ramach którego poznanie jest możliwe.W przypadku Kanta są to aprioryczne struktury podmiotu transcendentalnego,w ramach których rozpatrujemy jedynie świat fenomenów, a wiec zjawisk.Jeżeli już odwołujesz się do Kanta,powinieneś wiedzieć,że mówiąc o mistycyźmie,z konieczności kierujemy się w stronę tego ,co Kant ulokował w świecie noumenów.

Gdyby tak był, mistycy by milczeli o "istocie" swoich przeżyć. Jeśli coś nam to mówi, to że być może mistycyzmem trzymającym się kupy jest negatywne przedstawianie nirwany w tradycji buddyjskiej (tylko niektórych jej odłamach).

Tymczasem większość mistyków bez oporu papla o swoich przeżyciach nie mając żadnych problemów z rekonstruowaniem ich w ramach swojego aparatu poznawczego konstytuującego świat fenomenów.

>Wręcz przeciwnie.Pisałem o tym,że mistycyzm jako taki nie przynależy do porządku epistemicznego i dlatego nie może być rozpatrywany w perspektywie epistemologicznej,tylko egzystencjalnej.

"Perspektywa egzystencjalna" - a więc "ochy i achy" po prostu?
17-09-2012 12:46 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>No tak, mistycyzm to nie rzecz. To element egzystencji.
Element egzystencji?Jeśli twoim zdaniem kategorii egzystencji przysługuje cecha składania się z elementów,gratuluję znajomości tematyki.
>>Po drugie jeśli już wprowadzasz "istotę rzeczy", to powinieneś wiedzieć, że nie jest to kategoria epistemiczna, czyli poznawcza ale ontyczna i nie oznacza tego, co wziąłeś w cudzysłów,tylko od czasów Tomasza z Akwinu stanowi element konstytuujący byt w obrębie realizmu ontologicznego.
>Chyba ci się Tomasz pomylił z Platonem.
Raczej Tobie pomyliły się rzeczy z ideami.Platon nie zajmował się rzeczami tylko ideami.Nie mówił o "istocie rzeczy" tylko o ideach.Kompletna bzdura.Jeżeli już wprowadzasz kategorię "istoty rzeczy" dobrze byłoby wiedzieć,że jako pierwszy o rzeczach mówił Arystoteles w ramach hylemorficznej koncepcji bytu,czyli jego złożenia z "formy" i "materii", a o "istocie rzeczy" Tomasz z Akwinu, który charakteryzował rzecz jako złożenie "istoty" i "istnienia", a więc elementu esencjalnego i egzystencjalnego.
>To powiedziawszy, właściwa uwaga do twojej uwagi: co z tego? Po prostu konstrukt "istoty mistycyzmu" jaki nam tu serwujesz jest jakąś dziwaczną aksjologią w przebraniu.
Istota czegokolwiek jest tym ,bez czego coś traci swoją tożsamość.Tożsamość zaś logiczną relacją czegoś do siebie samego.Bardzo proste.Skoro wspominasz Platona powinieneś doskonale, o tym wiedzieć.
>>Transcendencja nie może być utożsamiana z mitologią,ponieważ nie podlega obiektywizacji ani pozytywnej charakterystyce.
>Dość tych zaklęć. Wszystkie opisy mistycznych przeżyć tworzone są w języku i przy użyciu symboliki całkowicie zależnej od lokalnej mitologii mającego te przeżycia.
Nie wypowiadałem się na temat tworzenia opisów przeżyć mistycznych tylko na temat kategorii transcendencji,którą błędnie utożsamiłeś w poprzednim poście z "mitologią".
>To dla tego różne tam Faustyny przeżywają ekstazę z Jezusem, a mistycy z Nepalu widzą boginie-energie. To z kolei prowadzi do smutnego, materialistycznego wniosku, iż odarty z treści mitologicznych "mistycyzm" jest ekstatycznym "och i ach" przyprawionym dowolnymi lub żadnymi zwidami. Czym zawsze był, gdy jeszcze miał postać szamanizmu.
Po pierwsze nie mistycyzm tylko co najwyżej OPIS przeżycia mistycznego.Po drugie po raz kolejny mylą Ci się zakresy semantyczne pojęć MISTYCYZM,PRZEŻYCIE I OPIS.
>>Po pierwsze Kant rozróżnił dwa pojęcia.Obszar transcendencji ulokował w rzeczywistości noumenów, a więc mówiąc językiem Kanta "rzeczy samych w sobie",które pozostają poza jakimkolwiek epistemologicznym zasięgiem.
>Acha, powinieneś dwa razy przeczytać co napisałeś. Umiejscowił transcendencję (a więc, jakieś tam wyobrażenia życia po lub poza) w świecie noumenów.
Kolejna Bzdura. Transcendencja w rozumieniu Kanta nie ma nic wspólnego z "jakimiś tam tam wyobrażeniami życia lub poza".Co więcej, nie ma w ogóle nic z wspólnego z wyobrażeniem czegokolwiek.Gdzieś to wyczytał? W razie Wątpliwości odsyłam do "Krytyki czystego rozumu" jego autorstwa.
>No przecież każdy wie, że nawet on sam świadom był nędzy wiary, że dusza i cała reszta to noumeny.
"Dusza" wedle Kanta nie jest noumenem tylko ideą regulatywną,która wraz z jej podobnymi ideami regulatywnymi takimi jak BÓG i ŚWIAT stanowi praktyczne uzupełnienie apriorycznych struktur transcendentalnego podmiotu poznającego.To po pierwsze. Po drugie, zarówno DUSZA,BÓG i ŚWIAT nie mieszczą się już w porządku epistemologicznym ale są tylko i wyłącznie rozpatrywanie z perspektywy praktycznej.W razie wątpliwości odsyłam do "Krytyki praktycznego rozumu" autorstwa wyżej wspomnianego Kanta.
>Nawet jeśli trzeba było Schopenhauera, który powiedział to głośno i bez sentymentów.
Mylisz się. Schopenchauer w przeciwieństwie do Kanta był człowiekiem starającym się włączyć kategorie egzystencjalne takie jak np. "wiara" do porządku epistemologicznego.Tym samym wykonał krok do tyłu z punktu widzenia epistemologii,natomiast niewątpliwie otworzył drzwi,perspektywie filozofii egzystencji, czego słynnym przykładem była twórczość Nietschego.
>>Transcendentalne u Kanta znaczy zaś tyle,co konstytuujące poznanie,a wiec takie w ramach którego poznanie jest możliwe.W przypadku Kanta są to aprioryczne struktury podmiotu transcendentalnego,w ramach których rozpatrujemy jedynie świat fenomenów, a wiec zjawisk.Jeżeli już odwołujesz się do Kanta,powinieneś wiedzieć,że mówiąc o mistycyźmie,z konieczności kierujemy się w stronę tego ,co Kant ulokował w świecie noumenów.
>Gdyby tak był, mistycy by milczeli o "istocie" swoich przeżyć.
Nie ma takiej konieczności. Opisywać i gadać może sobie każdy jak mu się podoba.Pytanie tylko, czy to, o czym mówi ma charakter poznawczy ,czy jest tylko wyrazem indywidualnego przeżycia i niczym więcej.Jeżeli ktoś ma pretensję do mistyków o to ,że "bredzą", odpowiadam mu,że nie rozróżnia porządku poznawczego od egzystencjalnego.
>Jeśli coś nam to mówi, to że być może mistycyzmem trzymającym się kupy jest negatywne przedstawianie nirwany w tradycji buddyjskiej (tylko niektórych jej odłamach).
To samo mógłbyś w takim razie powiedzieć o wszystkich mistykach,którzy milczą na temat tego czego doświadczyli.Nie trzeba jednak szukać tak daleko.Nie trzeba nawet do tego żadnej religii,jak ciągle przewijające się tutaj chrześcijaństwo nad którym większość niepotrzebnie się pastwi,aż do znudzenia.Dla urozmaicenia i z racji tego że negatywne przedstawienie przeżycia uważasz za "bardziej trzymające się kupy", polecam Ci chociażby zaznajomienie się z przeżyciem "sytuacji granicznej" wedle Karla Jaspersa.To tak dla przykładu,ze nie tylko w religiach i na dalekim wschodzie ale również w ramach propozycji ateistycznych, mamy do czynienia z tego rodzaju wątkami.
>Tymczasem większość mistyków bez oporu papla o swoich przeżyciach nie mając żadnych problemów z rekonstruowaniem ich w ramach swojego aparatu poznawczego konstytuującego świat fenomenów.
Demokracja jest więc w czym problem?Niech sobie paplają.
17-09-2012 13:14 
 Ocena 6 na 6
Sylwek (15472 punktów)

>Raczej Tobie pomyliły się rzeczy z ideami.Platon nie zajmował się rzeczami tylko ideami.

Które, w sposób dla ciebie najwyraźniej zupełnie niezwiązany, były wyjaśnieniem tego, że wielość rzeczy daje się ując w pojęciach ogólnych. Krótko mówiąc idee były (generatywnym) wyjaśnieniem podobieństwa rzeczy zmiennych , oraz wzorców w zmiennym świecie. Nie da się tego powiedzieć o "formach" Arystotelesa/Akwinaty, gdyż ci nigdy nie dali wyjaśnienia, czemu właściwie form jest tyle ile jest gatunków a nie tyle i ile rzeczy (skoro są "osadzone" w rzeczach, są ich "entelechiami").

Pójdę na skróty: jeśli nie mamy dobrych powodów by postępować inaczej - lepiej być nominalistą. A wiec nie gadać od rzeczy o "istocie mistycyzmu", tylko skupiać się na tym czym on faktycznie jest: a jest zazwyczaj ekstatycznymi przeżyciami, opisami tychże i ewentualnie dorobiona post-factum teologią.

>Nie mówił o "istocie rzeczy" tylko o ideach.Kompletna bzdura.Jeżeli już wprowadzasz kategorię "istoty rzeczy" dobrze byłoby wiedzieć,że jako pierwszy o rzeczach mówił Arystoteles w ramach hylemorficznej koncepcji bytu,czyli jego złożenia z "formy" i "materii", a o "istocie rzeczy" Tomasz z Akwinu, który charakteryzował rzecz jako złożenie "istoty" i "istnienia", a więc elementu esencjalnego i egzystencjalnego.

Aha, a formy odciśnięte w amorficznym tworzywie chora, którego inherentną własnością jest degradowanie pierwotnej, doskonałej formy, to też wymyślił Arystoteles? Czy tylko wykorzystał tę koncepcję przy tworzeniu swojego hylemorfizmu, jednocześnie degradując całą teorię przez pozbycie się źródła wzorców w świecie - nomen omen transcendentnych idei?

>Nie wypowiadałem się na temat tworzenia opisów przeżyć mistycznych tylko na temat kategorii transcendencji,którą błędnie utożsamiłeś w poprzednim poście z "mitologią".

Tylko, że "kategoria transcendencji" to jakiś bełkot. Nie mamy żadnych powodów by wierzyć w te tłumaczenia, znacznie spójniejszym jest przyznanie, że "mistycyzm" to nic innego jak wprowadzanie umysłu w stany ekstatyczne, które dodatkowo wzmacniane są przez wiedzą przeżywającego podmiotu, tak się składa, z przyczyn historycznych, zwykle zanurzonego w religijnej, mitologicznej symbolice. Ponieważ ludzie chcą nadawać znaczenie swoim doświadczeniom, a szczególnie silnym doświadczeniom szczególnie silne znaczenie - dorabiają do tego uduchowione tłumaczenia, Gdy są bardziej oczytani - nazywają to transcendencją, ale z tego naprawdę nic nie wynika.

>Po pierwsze nie mistycyzm tylko co najwyżej OPIS przeżycia mistycznego.Po drugie po raz kolejny mylą Ci się zakresy semantyczne pojęć MISTYCYZM,PRZEŻYCIE I OPIS.

A ty dalej nie widzisz, że twoje rozróżnienie jest tego rodzaju co między rzeczą a opisem rzeczy. W trywialnym sensie jest oczywiście prawdziwe, w mniej trywialnym sensie ignoruje fakt, iż "rzeczy" to poznawcze konstrukty. Zdefiniowałeś sobie "mistycyzm" tak, by go nie dotykała doczesność i cielesność i proszę bardzo, możesz sobie tak definiować, To znaczy tylko, że z jakiegoś powodu świadomie odmawiasz poznawania tego zjawiska. Nie jesteś jednak w stanie stwierdzić, że definicje, które ujmują mistycyzm jako część poddającego się poznaniu świata są złe.

>Kolejna Bzdura. Transcendencja w rozumieniu Kanta nie ma nic wspólnego z "jakimiś tam tam wyobrażeniami życia lub poza".Co więcej, nie ma w ogóle nic z wspólnego z wyobrażeniem czegokolwiek.Gdzieś to wyczytał?

U Kanta. Już sam fakt, że pisze o RZECZACH samych w sobie, pokazuje, iż wbrew własnym staraniom, mówił o jakimś doświadczeniu. Dlatego w XX wieku filozofowie analityczni (Hilary Putnam na ten przykład) zaczęli skłaniać się do poglądu, że "noumen" w kantowskim użyciu jest pojęciem pustym.

>Mylisz się. Schopenchauer w przeciwieństwie do Kanta był człowiekiem starającym się włączyć kategorie egzystencjalne takie jak np. "wiara" do porządku epistemologicznego.Tym samym wykonał krok do tyłu z punktu widzenia epistemologii

Chyba z punktu widzenia kogoś, kto po prostu ad hoc zakłada, że pewne kategorie muszą być poza poznaniem.

>>>Transcendentalne u Kanta znaczy zaś tyle,co konstytuujące poznanie,a wiec takie w ramach którego poznanie jest możliwe.W przypadku Kanta są to aprioryczne struktury podmiotu transcendentalnego,w ramach których rozpatrujemy jedynie świat fenomenów, a wiec zjawisk.Jeżeli już odwołujesz się do Kanta,powinieneś wiedzieć,że mówiąc o mistycyzmie,z konieczności kierujemy się w stronę tego ,co Kant ulokował w świecie noumenów.

Dlatego mistycyzm de facto przynależy do świata fenomenów, bo doświadczenie mistyczne bardzo często jest czymś, o czym potrafi się mówić. Ale nawet gdyby się nie potrafiło - wciąż byłoby doświadczeniem. Zaś mistycyzm, tak jak ty go rozumiesz, próbuje wbrew oczywistym faktom umieszczać doświadczenie poza doświadczeniem, co wybacz, ale jest bełkotem.

Prowadzi nas to do dwóch wniosków: albo uznajemy mistycyzm za bełkot a doświadczenia mistyczne za złudzenia, albo traktujemy je poważnie, ale wtedy tak modyfikujemy "mistycyzm" by usunąć z niego niepoważne odrywanie tych doświadczeń od doczesności, cielesności i psychiki (z czym nie-chrześcijańskie mistycyzmy zwykle nie mają problemów, bo nie o transcendencję tu idzie, ale kulturowo warunkowaną pruderię i niechęć do ciała).

>Nie ma takiej konieczności.

Nie ma, wystarczy przyjąć, że ciało i umysł to jedno, lub manifestacja jednego.

>To samo mógłbyś w takim razie powiedzieć o wszystkich mistykach,którzy milczą na temat tego czego doświadczyli.

Niektóre odłamy buddyzmu, to tylko przykłady.

>To tak dla przykładu,ze nie tylko w religiach i na dalekim wschodzie ale również w ramach propozycji ateistycznych, mamy do czynienia z tego rodzaju wątkami.

Banał.
18-09-2012 14:37 
 Ocena 2 na 2
kaktus5 (306 punktów)
>>Raczej Tobie pomyliły się rzeczy z ideami.Platon nie zajmował się rzeczami tylko ideami.
>Które, w sposób dla ciebie najwyraźniej zupełnie niezwiązany, były wyjaśnieniem tego, że wielość rzeczy daje się ując w pojęciach ogólnych.
>Krótko mówiąc idee były (generatywnym) wyjaśnieniem podobieństwa rzeczy zmiennych , oraz wzorców w zmiennym świecie.
Oj,Oj...Muszę przyznać,że zdumiewa mnie twoja wiedza z zakresu ontologii.Naprawdę nie chcę być uszczypliwy ale trzeba pamiętać,że piszemy na forum i ludzie to czytają, a potem powtarzają tego rodzaju bzdury.Po pierwsze od kiedy w koncepcji Platona mamy do czynienia z rzeczami?To jakaś wierutna bzdura.Jedyne, co u Platona posiada status bytu to idee-reszta nie istnieje.Nie istnieją żadne zmienne rzeczy,ani żadna ich wielość.Bytem jest tylko to, co ogólne, a więc idee i tylko one istnieją.Wszystko pozostałe to złudzenie,któremu nie przysługuje kategoria istnienia, a zatem jest niebytem.Po drugie idee nie były żadnym wyjaśnieniem podobieństwa żadnych rzeczy tylko realnie istniejącymi bytami.To są podstawy realizmu ontologicznego Platona i proszę nie wypisywać podobnych bzdur.
>Nie da się tego powiedzieć o "formach" Arystotelesa/Akwinaty, gdyż ci nigdy nie dali wyjaśnienia, czemu właściwie form jest tyle ile jest gatunków a nie tyle i ile rzeczy (skoro są "osadzone" w rzeczach, są ich "entelechiami").
Kolejny ontologiczny majsterszczyk.Jeżeli podejmujesz zagadnienia filozoficzne wypadało by wiedzieć o czym piszesz.Podpowiem Ci tylko,ze nawet na poziomie szkoły średniej,każdy uczeń powinien wiedzieć,ze forma arystotelesowska jest zasadą ogólną natomiast materia stanowi zasadę jednostkowienia konkretnej rzeczy.Jaki więc sens miałaby jednostkowa forma,która z definicji jest czymś ogólnym w przeciwieństwie do materii?Proszę poczytać "metafizykę" Arystotelesa,to może zrozumiesz,o czym piszesz.
>Pójdę na skróty: jeśli nie mamy dobrych powodów by postępować inaczej - lepiej być nominalistą.
Mnie się wydaje,że lepiej być bogatym albo chociaż strażakiem. A tak poważnie, co to ma do rzeczy?
>A wiec nie gadać od rzeczy o "istocie mistycyzmu", tylko skupiać się na tym czym on faktycznie jest: a jest zazwyczaj ekstatycznymi przeżyciami, opisami tychże i ewentualnie dorobiona post-factum teologią.
Mistycyzm nie jest "opisami" ani żadnego rodzaju "teologią" tylko mistycyzmem.Tak samo mistycyzm nie jest "przeżyciami" tylko mistycyzmem. Podobnież ból zęba nie jest stomatologią, tak samo jak opis zdjęcia rentgenowskiego szczęki również stomatologią nie jest. Czym innym jest PRZEŻYCIE,czym innym OPIS PRZEŻYCIA, czym innym PRZEŻYCIE MISTYCZNE, czym innym OPIS PRZEŻYCIA MISTYCZNEGO i wreszcie czym innym MISTYCYZM.Natomiast istotą pojęcia jest jego "rdzeń semantyczny" wyznaczający zakres owego pojęcia.Jeżeli zostanie on pominięty pojęcie traci swoje znaczenie.W razie wątpliwości odsyłam do "LOGIKI PRAGMATYCZNEJ" Ajdukiewicza, bądź też "TEORII NONSENSU" GRUDZIŃSKIEGO. Istotą pojęcia mistycyzm jak pisałem na początku, jest kategoria przeżycia mistycznego oraz transcendencja.Oznacza to, że jeśli pominiemy którąkolwiek z tych kategorii nie mówimy o mistycyźmie tylko o czymś innym.
>Aha, a formy odciśnięte w amorficznym tworzywie chora, którego inherentną własnością jest degradowanie pierwotnej, doskonałej formy, to też wymyślił Arystoteles?Czy tylko wykorzystał tę koncepcję przy tworzeniu swojego hylemorfizmu, jednocześnie degradując całą teorię przez pozbycie się źródła wzorców w świecie - nomen omen transcendentnych idei?
Kolejna bzdura. Podstawowa cechą starożytnej filozofii greckiej jest to,że nigdzie nie mamy do czynienia z "transcendentnymi ideami" Gdzieś to wyczytał?W wikipedii?Jeżeli już idee istnieją tak jak u Platona, to z definicji są poznawalne,dlatego nie mogą być transcendentne. Kompletne bzdury.
18-09-2012 14:38 
 Ocena 3 na 3
kaktus5 (306 punktów)
>Tylko, że "kategoria transcendencji" to jakiś bełkot. Nie mamy żadnych powodów by wierzyć w te tłumaczenia.
Po pierwsze kategoria transcendencji nie jest bełkotem tylko jedną z podstawowych kategorii filozoficznych.Jeżeli nie ma się pojęcia o ontologii,epistemologi,metafizyce,antropologi filozoficznej,filozofii religii,fenomenologi,filozofii egzystencji i wielu innych dziedzinach,w których ona występuję, trudno nie bełkotać o tym ,że coś jest bełkotem.Wypadało by wpierw poznać to z czym się ma do czynienia, a dopiero później ogłaszać światu, co jest bełkotem, a co nie jest.
>znacznie spójniejszym jest przyznanie, że "mistycyzm" to nic innego jak wprowadzanie umysłu w stany ekstatyczne,
Mistycyzm jest mistycyzmem, a stany ekstatyczne są stanami ekstatycznymi.Wypadało by odóżniać zakresy semantyczne pojęć.Bo za chwile się dowiemy,że np. Europa jest kanapką.
>które dodatkowo wzmacniane są przez wiedzą przeżywającego podmiotu, tak się składa, z przyczyn historycznych, zwykle zanurzonego w religijnej, mitologicznej symbolice. Ponieważ ludzie chcą nadawać znaczenie swoim doświadczeniom, a szczególnie silnym doświadczeniom szczególnie silne znaczenie - dorabiają do tego uduchowione tłumaczenia, Gdy są bardziej oczytani - nazywają to transcendencją, ale z tego naprawdę nic nie wynika.
Jeśli piszesz o doświadczeniach, to pisz o doświadczeniach, a nie o mistycyżmie.Mistycyzm to nie doświadczenia ani przeżycia.
>Zdefiniowałeś sobie "mistycyzm" tak, by go nie dotykała doczesność i cielesność i proszę bardzo, możesz sobie tak definiować,
Po pierwsze nie ja zdefiniowałem.Zrobili to specjaliści z tych dziedzin,które się nim zajmują.Po drugie nie twierdzę ,że nie dotyka go cielesność i doczesność,tylko że nie da się do nich sprowadzić.To zupełnie inna kwestia.
>To znaczy tylko, że z jakiegoś powodu świadomie odmawiasz poznawania tego zjawiska.
Bzdura.Na samym początku pisałem o tym,że badanie mistycyzmu polega na analizie RELACJI przeżywającego mistyczne doświadczenie do obecnej w nim transcendencji i że zajmują się tym dyscypliny wymienione przeze mnie wcześniej.Czym innym natomiast jest badanie przeżyć emocjonalnych- tym zajmuje się psychologia, czym innym procesów biologicznych towarzyszących przeżyciom- tym zajmuje się biologia itd., czym innym przeżycia w ujęciu egzystencjalnym- antropologia filozoficzna.
>Nie jesteś jednak w stanie stwierdzić, że definicje, które ujmują mistycyzm jako część poddającego się poznaniu świata są złe.
Definicja nie może być zła tylko błędna.Zło jest kategorią etyczną,błąd definicji logiczną.
>U Kanta. Już sam fakt, że pisze o RZECZACH samych w sobie, pokazuje, iż wbrew własnym staraniom, mówił o jakimś doświadczeniu.
Naprawdę po raz kolejny nie chce mi się prostować podstaw znajomości idealizmu transcendentalnego Kanta.Rzecz sama w sobie nie ma nic wspólnego z doświadczeniem.Doświadczenie kończy się na fenomenach.koniec kropka.bzdura i jeszcze raz bzdura.
>Dlatego w XX wieku filozofowie analityczni (Hilary Putnam na ten przykład) zaczęli skłaniać się do poglądu, że "noumen" w kantowskim użyciu jest pojęciem pustym.
I podali bardzo ciekawe argumenty za tym przemawiające,których prekursorem był na wiele wieków przed nimi Hegel,tworząc dialektyczną koncepcję rozwoju "ducha dziejów".Tylko co z tego, co to ma do rzeczy?
>>Mistycyzm de facto przynależy do świata fenomenów, bo doświadczenie mistyczne bardzo często jest czymś, o czym potrafi się mówić.
Ale nawet gdyby się nie potrafiło - wciąż byłoby doświadczeniem.
Mistycyzm nie jest doświadczeniem,tylko kategorią w zakres której, wpisuje się pojęcie doświadczenia mistycznego.
>Zaś mistycyzm, tak jak ty go rozumiesz, próbuje wbrew oczywistym faktom umieszczać doświadczenie poza doświadczeniem, co wybacz, ale jest bełkotem.
Masz rację przypisywanie mi takiego rozumienia mistycyzmu jest bełkotem.
18-09-2012 14:43 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>I podali bardzo ciekawe argumenty za tym przemawiające,których prekursorem był na wiele wieków przed nimi Hegel,tworząc dialektyczną koncepcję rozwoju "ducha dziejów".

Odechciało mi się gadać.
18-09-2012 14:50 
 Ocena 1 na 3
kaktus5 (306 punktów)
>>I podali bardzo ciekawe argumenty za tym przemawiające,których prekursorem był na wiele wieków przed nimi Hegel,tworząc dialektyczną koncepcję rozwoju "ducha dziejów".
>Odechciało mi się gadać.
Tak to jest jak o czymś nie napiszą w wikipedii.pozdrawiam
18-09-2012 14:53 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>Tak to jest jak o czymś nie napiszą w wikipedii.pozdrawiam

Derridę czy innych szarlatanów też przywołasz? Mały szczegół: o tym pseudofilozofie piszą dużo na wiki. W każdym razie nie wiem jakim cudem można Hegla mieszać do argumentów Putnama (lub kogokolwiek, kto dba o sens), ale już osobliwe uwagi o hylemorfizmie pouczyły mnie, że chyba się posługujesz gorszymi źródłami niż wikipedia.
19-09-2012 13:38 
 Ocena 2 na 2
kaktus5 (306 punktów)
>Derridę czy innych szarlatanów też przywołasz? Mały szczegół: o tym pseudofilozofie piszą dużo na wiki.
Jak na razie to nazwisko przywołałeś Ty,tylko nie wiadomo w jakim celu.Chcesz dyskutować o Derridzie?
>W każdym razie nie wiem jakim cudem można Hegla mieszać do argumentów Putnama (lub kogokolwiek, kto dba o sens),
Po pierwsze nie pisałem o Putnamie,tylko o wspomnianych przez Ciebie filozofach analitycznych.Warto wiedzieć,że jeśli już powołujesz się na filozofię analityczną to bardziej wartościowe i trafne, przy całym szacunku dla amerykańskiego "myśliciela" jest odwoływanie się do klasyków,którzy położyli fundamenty pod ten nurt: Leibniz,Hegel,Brentano,Moore,a z którego czerpali klasycy nurtu analitycznego Carnap,Schlick,Comte,Wittgenstein,Austin,Russel,Ayer,Quine, czy nasi Ajdukiewicz,Tarski,Łukasiewicz,Kotarbiński etc.Nie trzeba aż tak wielkiej wiedzy,żeby prześledzić jaki wpływ na tych panów miała "Fenomenologia Ducha" Hegla i w jaki sposób korzystano z jego utożsamienia "czystego bytu i "czystego niebytu", przy formułowaniu zagadnienia "pojęć pustych", o których wspomniałeś, odwołując się do kategorii transcendencji.Jak poczytasz,to może zrozumiesz, co ma Hegel do "pustych pojęć" i do filozofii analitycznej.
>ale już osobliwe uwagi o hylemorfizmie pouczyły mnie, że chyba się posługujesz gorszymi źródłami niż wikipedia.
Jeżeli dzieła Arystotelesa, w których zawarł hylemorficzną koncepcję bytu uważasz za gorsze źródło wiedzy na jej temat od wikipedii, to jak najbardziej masz rację.Ja jednak uważam przeciwnie.Dlatego na początek polecam księgę "Metafizyka" Arystotelesa ,traktującą o podstawach tej koncepcji bytu i o jak to nazwałeś "osobliwych uwagach" o hylemorfiźmie.
pozdrawiam.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Im gorętszy uścisk, tym słodszy smak
>pocałunków. Im bardziej wzmaga się rozkosz, tym większe ogarnia ją szczęście"[/color] -
>pisała św. Matylda z Magdeburga o swych mistycznych przeżyciach.


www.focus.(*)/publikacje/mistyczne-ekstazy/

To rozwinięcie. Życzę wszystkim przyjemnej lektury.

>Napisałem do Pana Marka: Może rozpocząłby Pan nowy wątek na ten temat. Bardzo chętnie
>podyskutowałbym o mistycyzmie. Skąd mistycyzm się bierze i jakie czynniki wpływają na przeżycia
>mistyczne, czy też "tylko głęboką wiarę". Bardzo lubię rozszerzać sobie horyzonty, a temat jest
>ciekawym, a ponieważ
>odmówił
inicjuję wątek o mistycyzmie sam.

Ja się nie dziwię, że Marek odmówił, bo my prawdopodobnie nie jesteśmy w ogóle w stanie zrozumieć, że nie ma sensu z nami o tych sprawach rozmawiać. Jesteśmy pozbawionymi łaski "kalekami duchowymi". Poza tym, wydaje mi się, że to coś, co oni mają, a my nie, to to się tylko czuje i wie, a nie ubiera w słowa (nie oczekiwałbym więc tutaj ich objaśnień). My nie mamy dostępu do ponadnaturalnego, ponadrzeczywistego, tajemniczego, transcendentnego, niewyrażalnego. Oni mają. Jesteśmy ograniczeni, a nasze życie jest ubogie. Ich jest bogate. Nie da się z nami rozmawiać, nie ma to najmniejszego sensu. Nie ma łaski panie Andrzeju, to nie ma możliwości dostępu. Tylko Bóg/Jezus nas może uratować.

A tak na poważnie, kościół posiadł umiejętność utrzymywania swych owieczek w stanie dziecięctwa, nieustannie infantylizując im obraz rzeczywistości, nie pozwalając dorosnąć. Te tajemnice, nadrzeczywistości, rytuały, inne światy, duchy i postaci oraz emocje z tym powiązane, to nic innego, tylko przedłużanie magicznej osobowości dziecka, której, jeśli jest podtrzymywana, nie chcemy wcale się pozbywać, bo to przestrzenie budowane w ramach poczucia bezpieczeństwa względem skomplikowanego, niezrozumiałego świata. Przebywanie pośród zabawek, baśni i mitów pozwala ukryć się przed rzeczywistością, a dzięki religiom można pozostać w tej skorupce przez całe życie.
13-09-2012 11:09 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>My nie mamy dostępu do ponadnaturalnego, ponadrzeczywistego, tajemniczego, transcendentnego, niewyrażalnego. Oni mają.
(Nie) zgadzam się z Tobą. Już te parę wpisów w tym wątku świadczy o tym, że ludzie ciekawi świata (nie koniecznie wierzący) mają jak najbardziej dostęp do tych doświadczeń, tyle tylko że je inaczej nazywają i inaczej tlumaczą źródło ich powstania.
13-09-2012 11:24 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ależ ja tylko półżartem wyraziłem ichni pogląd, z ichniej perspektywy, czyli konkretnego/religijnego/ichniego doświadczenia mistycznego.
13-09-2012 11:42 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Ależ ja tylko półżartem wyraziłem ichni pogląd, z ichniej perspektywy, czyli konkretnego/religijnego/ichniego doświadczenia mistycznego.
Między innymi z tego względu wziąlem też to moje ("nie") w nawias.
Jednak chciałem jednocześnie powiedzieć wprost (a nie tylko ironicznie), że zasadniczo każdy ma dostęp do przeróżnych stanów umysłu.
Choć inspirowanie się pewnym rodzajem treści (raczej irracjonalnych) prawdopodobnie temu sprzyja. Chciałbym też zaznaczyć, że irracjonalizm nie musi być zły, pytanie tylko kiedy, w jakich okolicznościach, w jakiej dyskusji, no i oczywiście w jakiej formie.
13-09-2012 14:35 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
>Jednak chciałem jednocześnie powiedzieć wprost (a nie tylko ironicznie), że zasadniczo każdy ma dostęp do przeróżnych stanów umysłu.<
I to jest clue tego wątku. Wszystkie te przeżycia , w tym te nazywane "mistycznymi" są doznaniami psychicznymi, stanami naszego mózgu/umysłu, mechanizmami działania mózgu lub/i ich zakłóceniami - wszystko co ponadto od Złego pochodzi ...że tak sobie polecę ironią.

>Chciałbym też zaznaczyć, że irracjonalizm nie musi być zły, pytanie tylko kiedy, w jakich okolicznościach, w jakiej dyskusji, no i oczywiście w jakiej formie.<
W Prologu, Mariusz Agnosiewicz, "racjonalność" definiuje tak(dla mnie to było odkrycie):
"Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych '10%'."
a we Wprowadzeniu napisał tak:
Zarazem racjonalizm i irracjonalizm przedstawiane są w kostiumach. Człowiek ma w sobie zarówno przymiot racjonalności myślenia, jak i podatność na mrzonki. To antynomia. Ale by przytłumić racjonalność na ogół nie skutkuje wyrażenie tego expressis verbis. Nie mówi się więc: bądź nierozumny, bądź rozumny-inaczej, lecz: "sięgaj Prawdy głębokiej; wyższej rzeczywistości; unieś się pod niebiosa; zdobądź Prawdę bytu; poznaj niepoznawalne; przekrocz samego siebie; wyraź autentyczną pełnię swojego człowieczeństwa, itd., etc." - jak podrzędna margaryna, która ma być "sublimacją wrażeń" jedzenia kanapki.

Te 10% naszej racjonalności należy wykorzystywać by zrozumieć, rozpoznać naszą irracjonalność - tylko tak, IMO, stajemy się ludzimi.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
13-09-2012 23:24 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Chciałbym też zaznaczyć, że irracjonalizm nie musi być zły, pytanie tylko kiedy, w jakich okolicznościach, w jakiej dyskusji, no i oczywiście w jakiej formie.<
>W Prologu, Mariusz Agnosiewicz, "racjonalność" definiuje tak(dla mnie to było odkrycie):
> "Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych '10%'."
Tak, znam tą wypowiedź. W niektórych dyskusjach na forum - tam gdzie chodziło o ten problem - starałem się ją trochę uściślić, gdyż trochę trudno tu mówić o procentach.

Kiedy jesteśmy irracjonalni, a kiedy racjonalni? A kiedy na pewno należy kierować się względami racjonalnymi? A kiedy wręcz przeciwnie?

Otóż sądzę, że przy opisywaniu i wyjaśnianiu świata należy rozumować w pełni racjonalnie i tą właśnie dziedziną zajmuje się nauka.
Jednak oprócz tego jest również zwykłe doświadczanie życia, w którym już chociażby ze względu na towarzyszące nam emocje nie możemy być w pełni racjonalni (Damasio wykazuje nawet w "Błędzie Kartezjusza", że racjonalne myślenie bez emocji jest niemożliwe). Niezależnie od tego sądzę, że jak najbardziej mogą nas wzbogacić irracjonalne treści i odczucia z nimi związane przy np. obcowaniu ze sztuką. W ogóle przyjaźń, czy miłość - to co w nas chyba najcenniejsze - nie rządzą się przy ich doświadczaniu racjonalnym zamysłem, choć oczywiście mogą być ex-post i raczej w sposób uogólniony tłumaczone racjonalnie.

>a we Wprowadzeniu napisał tak:
> Zarazem racjonalizm i irracjonalizm przedstawiane są w kostiumach. Człowiek ma w sobie zarówno przymiot racjonalności myślenia, jak i podatność na mrzonki. To antynomia. Ale by przytłumić racjonalność na ogół nie skutkuje wyrażenie tego expressis verbis. Nie mówi się więc: bądź nierozumny, bądź rozumny-inaczej, lecz: "sięgaj Prawdy głębokiej; wyższej rzeczywistości; unieś się pod niebiosa; zdobądź Prawdę bytu; poznaj niepoznawalne; przekrocz samego siebie; wyraź autentyczną pełnię swojego człowieczeństwa, itd., etc." - jak podrzędna margaryna, która ma być "sublimacją wrażeń" jedzenia kanapki.
Tu jest akurat wątek o mistycyzmie. Ja nigdy nie ukrywałem, że pewne inspiracje czerpałem z filozofii wschodu, np. ZEN, a tam mówi się dość wyraźnie o tym, by właśnie być nierozumnym. Oczywiście nie stosuję tego zawsze. Sądzę tylko, że czasem warto wyłączyć myślenie, chociażby po to, żeby odpocząć.

>Te 10% naszej racjonalności należy wykorzystywać by zrozumieć, rozpoznać naszą irracjonalność - tylko tak, IMO, stajemy się ludzimi.
Tak, to jest chyba główny cel psychologii i to zarówno tej nienaukowej, analitycznej, jak i poznawczej i ewolucyjnej. Ale widząc po różnych relacjach z innymi, to ludzie nawet bez pojęcia o tych dziedzinach psychologii zastanawiają się dlaczego ktoś tam coś zrobił tak, a nie inaczej - starają się zrozumieć motywacje innych - to jest normalne, bo właśnie jesteśmy ludźmi i to rozumienie, to zastanawianie się i tłumaczenie wszystkiego wyróżnia nas od reszty przyrody.
14-09-2012 02:41 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Otóż sądzę, że przy opisywaniu i wyjaśnianiu świata należy rozumować w pełni racjonalnie i tą właśnie dziedziną zajmuje się nauka<
I jest to odpowiedź na postawione przez Ciebie powyżej pytania.

>Jednak oprócz tego jest również zwykłe doświadczanie życia, w którym już chociażby ze względu na towarzyszące nam emocje nie możemy być w pełni racjonalni (Damasio wykazuje nawet w "Błędzie Kartezjusza", że racjonalne myślenie bez emocji jest niemożliwe).<
Coś mi tu nie gra, w tym co podkreśliłem.

>(Damasio wykazuje nawet w "Błędzie Kartezjusza", że racjonalne myślenie bez emocji jest niemożliwe)<
Twierdzi nawet więcej (również w pozostałych ksiażkach), że bez emocji i uczyć nie byłoby naszego umysłu.

> W ogóle przyjaźń, czy miłość - to co w nas chyba najcenniejsze - nie rządzą się przy ich doświadczaniu racjonalnym zamysłem<
To akurat widze troszkę inaczej: te więzi są cenne, gdy opieraja się na rozumie-niu właśnie.
Kiedy są tylko emocjami tracą "na cenie", bo jak to emocje - szybko przemijają (pozostawiając zdziwienie-"dlaczego?")

> Sądzę tylko, że czasem warto wyłączyć myślenie, chociażby po to, żeby odpocząć.<
Tak, "Wiedza jest przekleństwem" (Dr.House).
Co do odpoczynku - sam mózg też tak myśli - dlatego "kładzie nas spać"

Ale zostawmy to, bo chyba zbyt odbiegamy od tematu wątku.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
14-09-2012 14:18 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Co do odpoczynku - sam mózg też tak myśli - dlatego "kładzie nas spać"

Akurat wątpliwe, by sen był "wyłączeniem" mózgu, lub by dajmy na to medytacja zen pozwoliła zastąpić sen, tudzież by sen dawał takie skutki jak zazen. Jakby tak było, to by nie było zen, a każdy byłby buddą
14-09-2012 19:17 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>Akurat wątpliwe, by sen był "wyłączeniem" mózgu,<
Przecież nigdzie nie napisałem o "wyłączaniu" się mózgu tylko o odpoczynku (wytchnieniu, "zwolnieniu obrotów").
W czasie snu mózg wyłącza część swoich funkcji odpowiedzialnych za przetwarzanie bodźców z zewnętrznego świata, pozostając w "stand by-u" i zajmuje się "porządkowaniem" pamięci krótkotrwałej: co "istotne" przenosi do pamięci trwałej i "segreguje", a co jest "mniej istotne" usuwa lub pozostawia do "nadpisania" - te działania mózgu są naszymi snami.

>lub by dajmy na to medytacja zen pozwoliła zastąpić sen, tudzież by sen dawał takie skutki jak zazen.<
"Siedzenie w medytacji", IMO, jest kolejnym ze "sztucznych" sposoby "stymulacji" mózgu - powodujący doznania również bardzo subiektywne.
Medytacja ma działanie uspokająjące, relaksujące, pomaga w harmonizowaniu "przeżywania życia", ale tego - "przebijania się przez nasze błędne pojęcie ego, przebudzianie prawdziwej uniwersalnej jaźni, odrzucanie urojonego ja i wracanie do naszej pierwotnej natury Buddy." - nie kupuje.
To nic innego jak kolejne "wariacje w temacie mistycyzmu" i można je odnieść do wcześniej już przytoczonych zdań z Wprowadzania:
"Nie mówi się więc: bądź nierozumny, bądź rozumny-inaczej, lecz: " sięgaj Prawdy głębokiej; wyższej rzeczywistości; unieś się pod niebiosa; zdobądź Prawdę bytu; poznaj niepoznawalne; przekrocz samego siebie; wyraź autentyczną pełnię swojego człowieczeństwa, itd., etc."


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
14-09-2012 11:20 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Ja się nie dziwię, że Marek odmówił, bo my prawdopodobnie nie jesteśmy w ogóle w stanie zrozumieć, że nie ma sensu z nami o tych sprawach rozmawiać. Jesteśmy pozbawionymi łaski "kalekami duchowymi". Poza tym, wydaje mi się, że to coś, co oni mają, a my nie, to to się tylko czuje i wie, a nie ubiera w słowa (nie oczekiwałbym więc tutaj ich objaśnień). My nie mamy dostępu do ponadnaturalnego, ponadrzeczywistego, tajemniczego, transcendentnego, niewyrażalnego. Oni mają. Jesteśmy ograniczeni, a nasze życie jest ubogie. Ich jest bogate. Nie da się z nami rozmawiać, nie ma to najmniejszego sensu.

Twoja sarkastyczna wypowiedź prezentuje mój pogląd w sposób silnie zniekształcony. Raczej nie mówiłbym o "kalectwie duchowym", gdyż ułomność, o której mówimy, jest odwracalna. Raczej mówiłbym o "końskich okularach". Posiadanie łaski wiary nie jest warunkiem koniecznym elementarnego rozumienia doświadczeń mistycznych - niektórzy badacze mistycyzmu nie byli osobami wierzącymi.

A rozmawiać zawsze warto, o ile rozmówcy dążą do prawdy.
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

O mistycyzmie można sensownie rozmawiać na podstawie:
1) relacji mistyków
2) analiz badaczy mistycyzmu.

To pierwsze uważam za praktycznie niewykonalne na tym forum - byłaby to rozmowa ślepych o kolorach.

Natomiast bardziej realne jest to drugie podejście. I tutaj można by zacząć od klasycznych analiz np. Williama Jamesa (który mistykiem w żadnym razie nie był). W książce Doświadczenie religijne (Warszawa, 1958) przytacza on np. taką typową dla doświadczeń mistycznych relację:

"W moim uniesieniu Bóg nie posiadał ani kształtu, ani barwy, ani zapachu, ani smaku - jednym słowem, poczuciu Jego obecności nie towarzyszyło żadne szczególne umiejscowienie Go: było tak, jakby moja osobowość została przemieniona przez obecność jakiegoś ducha duchowego. Atoli im usilniej szukam wyrazów na oddanie tego obcowania serdecznego, tym mocniej czuję niemożliwość wyrażenia tego za pomocą obrazów zwykłych. Ostatecznie to, co czułem, można by tak wyrazić:
Bóg był obecny, chociaż niewidzialny, chociaż nie podpadał pod żaden zmysł, ale moja świadomość postrzegała Go" (s. 65)

Łączenie mistycyzmu ze zmysłowością uniemożliwia sensowną rozmowę o mistycyzmie, wikłając ją w niszowe, sfalsyfikowane koncepcje freudowskie.
14-09-2012 11:31 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>O mistycyzmie można sensownie rozmawiać na podstawie:
>1) relacji mistyków
>2) analiz badaczy mistycyzmu.
>To pierwsze uważam za praktycznie niewykonalne na tym forum - byłaby to rozmowa ślepych o kolorach.

Dość trafne sformułowanie. Chyba faktycznie przeżycia mistyczne nie nadają się do analiz spektralnych, ponieważ tyczą zjawisk z 'drugiej strony oczu', dostępnych tylko poszczególnym przeżywającym, przez co miary porównawczej zyskać nie mogą a tylko wymianę wrażenia niesłychanej niezwykłości.

>Natomiast bardziej realne jest to drugie podejście.
Zapewne. Daruj porównanie, ale można faktycznie badać np. opracowania marzeń sennych zawarte w rozlicznych sennikach. Nikt chyba z racjonalistów nie zaprzeczy, że sny bywają emocjonujące i czasem nawet inspirujące. Poza tym wrażenia senne są powszechne, a ich opisy można porównywać i pokusić się o analityczne uogólnienia albo wyróżnianie specyficznych niezwykłości.

Tak - wyobrażenia kolorów przedstawiane przez ślepców można uznać za całkiem realną część ludzkiego życia.
14-09-2012 14:00 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
> Nikt chyba z racjonalistów nie zaprzeczy, że sny bywają emocjonujące i czasem nawet inspirujące. Poza tym wrażenia senne są powszechne, a ich opisy można porównywać i pokusić się o analityczne uogólnienia albo wyróżnianie specyficznych niezwykłości.<
Ja mam takie powtarzające się mistyczne przeżycia senne. Prawie za każdym razem jak czymś się przejmuję, martwię (trochę bardziej niż zazwyczaj lub potrzeba) to śni mi się, że nie mogę znaleźć pozostawionego na parkingu auta - albo ktoś mi go przestawia albo kradnie lub/i niszczy . Jak mnie te sny wk...ją. Chyba świętym mistykiem nie zostanę, co?


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
14-09-2012 11:45 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>"W moim uniesieniu Bóg nie posiadał ani kształtu, ani barwy, ani zapachu, ani smaku - jednym słowem, poczuciu Jego obecności nie towarzyszyło żadne szczególne umiejscowienie Go: było tak, jakby moja osobowość została przemieniona przez obecność jakiegoś ducha duchowego. Atoli im usilniej szukam wyrazów na oddanie tego obcowania serdecznego, tym mocniej czuję niemożliwość wyrażenia tego za pomocą obrazów zwykłych. Ostatecznie to, co czułem, można by tak wyrazić:
>Bóg był obecny, chociaż niewidzialny, chociaż nie podpadał pod żaden zmysł, ale moja świadomość postrzegała Go" (s. 65)

No tak. To co urodził/wymyślił Akwinata, znalazło swój wyraz w powyższych mutacjach. A leciało to tak:

"A ponieważ teologowie sądzili, że wszelkie imię przez nas nadawane nie dostaje do Boga, stąd też oni właśnie, spośród wszystkich sposobów, na które możemy wspiąć się indywidualnie do Boga, postawili na pierwszym miejscu ten, który jest przez negację, przez który wspinamy się w jakimś porządku. Po pierwsze bowiem, nasza dusza jakby wyrywa sie i powstaje z rzeczy materialnych, które są dla niej naturalne. Dokonuje się to wtedy, kiedy pojmujemy, że Bóg nie jest czymś zmysłowym czymś materialnym, albo ciałem. W ten sposób, negując, dusza nasza idzie przez wszystkie boskie intelekty (!!@#%&!!!), tj. przez wszystkie anielskie hierarchie, od których Bóg jest oddzielony. On bowiem jest ponad wszelką nazwą, sensem lub myślą ( o to to, ten myk, po którym rodzą się niezmierzone "mistyczne" możliwości). Wreszcie dusza nasza łączy się z Bogiem, wstępując poprzez negację do kresu wszystkich całości, tj. do ostatecznych kresów najbardziej powszechnych i wyniesionych stworzeń. A zjednoczenie duszy z Bogiem dokonuje sie na tyle, na ile jest to dla nas możliwe teraz z Bogiem sie łączyć. Bowiem w obecnym czasie intelekt nasz nie łączy sie z Bogiem tak, żeby widzial Jego istotę. Lecz tyle tylko, że poznaje o Bogu, kim nie jest. Stąd też takie nasze zjednoczenie z Bogiem, które jest dla nas możliwe w tym życiu, doskonali się, kiedy dochodzimy do tego, iż jest on pona najwznioślejszymi stworzeniami".

I tak oto Tomasz stworzył przeogromne przestrzenie dla niezmierzonych podróży wyobraźni, rodzących nieograniczone obrazy wywołujące "stany mistyczne" oraz rozmaite odczucia, uczucia, emocje, co podsumował James w powyższej wypowiedzi. Taka "bańka spekulatywna", ukierunkowana. Świat fikcji wypłynął na otwarty ocean i może żeglować do woli. I do końca świata.
14-09-2012 15:56 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>To co urodził/wymyślił Akwinata, znalazło swój wyraz w powyższych mutacjach.
>I tak oto Tomasz stworzył przeogromne przestrzenie dla niezmierzonych podróży wyobraźni, rodzących nieograniczone obrazy wywołujące "stany mistyczne" oraz rozmaite odczucia, uczucia, emocje, co podsumował James w powyższej wypowiedzi. Taka "bańka spekulatywna", ukierunkowana. Świat fikcji wypłynął na otwarty ocean i może żeglować do woli. I do końca świata.

Ciekawa teoria, tyle że jawnie fałszywa. Mistycy byli zarówno po Akwinacie, jak i przed, a nawet sam Akwinata pod koniec życia miał doświadczenie mistyczne, po którym podobno nie napisał już ani jednego słowa, bo to, czego doświadczył, pozwoliło mu zobaczyć, jak nieadekwatne są słowa do rzeczywistości duchowej.
15-09-2012 13:13 
 Ocena 4 na 4
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Mistycy byli zarówno po Akwinacie, jak i przed, a nawet sam Akwinata pod koniec życia miał doświadczenie mistyczne, po którym podobno nie napisał już ani jednego słowa, bo to, czego doświadczył, pozwoliło mu zobaczyć, jak nieadekwatne są słowa do rzeczywistości duchowej.

Wszystko to prawda, cóż by zrobił Tomasz w tym temacie bez Pseudo Dionizego? Ale on to jednak zebrał, poukładał, poszerzył i sam stał się olbrzymią inspiracją na wieki. Mniejsza jednak z tym, wróćmy do meritum. I do tego:

>"W moim uniesieniu Bóg nie posiadał ani kształtu, ani barwy, ani zapachu, ani smaku - jednym słowem, poczuciu Jego obecności nie towarzyszyło żadne szczególne umiejscowienie Go: było tak, jakby moja osobowość została przemieniona przez obecność jakiegoś ducha duchowego. Atoli im usilniej szukam wyrazów na oddanie tego obcowania serdecznego, tym mocniej czuję niemożliwość wyrażenia tego za pomocą obrazów zwykłych. Ostatecznie to, co czułem, można by tak wyrazić:
>Bóg był obecny, chociaż niewidzialny, chociaż nie podpadał pod żaden zmysł, ale moja świadomość postrzegała Go".

Skupmy sie na dwóch rodzajach "doświadczenia mistycznego". Mamy ten bezwzglednie zmysłowy. Chyba najlepiej to skojarzymy poprzez grupy charyzmatyczne, czy podobne ruchy religijne, choćby popapranych amerykańców, gdzie mamy ludzi ewidentnie uzależnionych od silnych, egzaltowanych emocji. Ci ludzie twierdzą, że czują dotyk Boga, jego obecność, bliską relację. Rozumiem, że tutaj sie zgadzasz, że to nie tyle kontakt z Bogiem, ile z własnymi emocjami, doznanie jest zmysłowe, mamy poruszenie emocjonalne, często egzaltowane, które nie jest "właściwym" mistycznym doswiadczeniem. Jest to bardziej uzależnienie od stymulujących doznań, często od grupy z którą taka osoba się identyfikuje. Psychomanipulacja, autooszustwo, pielęgnowanie w sobie mechanizmów wywołujących określoną reakcję.

Ty przywołujesz ten "wyższy" mistycyzm. Od razu ustawię sprawę tak, że moim zdaniem mamy do czynienia z psychomanipulacją i samooszustwem wyższego rzędu, znacznie bardziej wyrafinowaną, wysublimowana, "tajemniczą" i mniej przejrzystą, niż przy pierwszym mistycyzmie. Bierzemy choćby Jana od Krzyża i jego "noc zmysłów", czyli zupełnie inne działanie mistyczne. Ja ten mistycyzm nazywam sobie "nirwanowatym" i on skutecznie uwodzi "wtajemniczonych" złudzeniem, że jest inny, właściwy, głębszy, pozazmysłowy i tym, że daje złudzenie otwarcia "wyższego wymiaru duchowego" w człowieku. Wyłączamy emocje, wyłączamy myśli, możemy wyłączyć ego, zrobić potężny kolaps do wewnątrz. W zależności od regionu świata, dominującej religii i stopnia zainfekowania umysłu mistyk taki moze mieć poczucie przekroczenia podmiotu i przedmiotu, dobra i zła i wpaść w stan/relację, który nazwie Miłością, Ojcem, Światłem, Bogiem, Buddą, Prawdziwą Naturą, Oceanem czy Pustką, ale będzie twierdził, że żadne słowo nie jest w stanie TEGO nawet dotknąć. Taki myk.
Chrześcijański mistyk tego rodzaju dotyka tutaj Boga, który jest miłością. Ale miłością niepojętą oczywiście, bo nie jest za, po coś czy do, ale jest sama w sobie. Bóg nie jest za bardzo kimś kto kocha, tylko samym kochaniem. Całkowicie bezinteresownym i bezwarunkowym, nie przepływa skądś dokądś, jest wszystkim i wszędzie, niczego nie wyróżnia, nie dzieli, nie wyklucza. Jednak nasze codzienne rozumienie istnienia, dobroci czy miłości to pikuś z "boskimi" - wszechogarniającymi i niemierzalnymi odpowiednikami, odnajdywanymi w owych stanach mistycznych. Wszystko dzięki temu, że mistyk jest poza myślami, słowami, tylko odbiera/odczuwa. Taki myk.
Jak ktoś jest dobry w tym i podatny, to tak to czuje, ale oczywiście ja tutaj operuję językiem, który jest nieadekwatny, bo to nie jest świat słów, tylko odczuwania (a więc emocji) do ekstazty włącznie.
I powtórzę jeszcze raz, jest to inny sposób mistycznego samooszustwa, tylko po prostu działa to poprzez pierwotne wygaszenie emocji, a nie poprzez ich nakręcanie. Sam efekt końcowy też jest nieco inny. Żeby to jako tako zobrazować, to podam innego rodzaju przykłady doświadczeń szczytowych i momentu osiągnięcia takiego samego stanu. Spełnienie w miłości, czyli obiekt zainteresowań odpowiada pozytywnie na nasze pragnienia. Narodziny dziecka. Jakiś ewidentny sukces, taki np. jak złoto olimpijskie. I nie chodzi o ten pierwszy euforyczny moment, tylko o ten, kiedy już się taka osoba wyciszy, wyłączy, pozostaje tylko poczucie wypełnienia, harmonii, spójności, błogości i tajemniczej, wszechogarniającej mistyki bycia. Mistyk z Twojej bajki potrafi ten stan wywoływać bez realnej przyczyny zewnętrznej, ale posługując się boskim obiektem. Ba, potrafi ten stan przeciągać, utrzymywać, kiedy w realnych sytuacjach życiowych tego typu poczucie pojawia się nagle i szybko odpływa. Nie jest dziwne, że Tomasz przestał pisać, jak znalazł kod do tego boskiego Matrixa.
14-09-2012 14:19 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Łączenie mistycyzmu ze zmysłowością uniemożliwia sensowną rozmowę o mistycyzmie, wikłając ją w niszowe, sfalsyfikowane koncepcje freudowskie.

To tyle jeśli chodzi o poszukiwanie prawdy. Zapomniałeś dodać, że ślepcy to też marksiści.
14-09-2012 14:56 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>O mistycyzmie można sensownie rozmawiać na podstawie:
>1) relacji mistyków
>2) analiz badaczy mistycyzmu.
Czyżby chciał Pan powiedzieć, iż to co napisałem tu na temat mistycyzmu jest bezsensowne.

>1) relacji mistyków
>To pierwsze uważam za praktycznie niewykonalne na tym forum - byłaby to rozmowa ślepych o kolorach.
Po pierwsze chciałbym aby Pan uargumentował stwierdzenie, że byłaby to rozmowa ślepego o kolorach. Czyżby dawał Pan gwarancję, iż nikt z nas nie przeżywał stanów mistycznych? Natomiast zgadzam się, że relacje mistyków są skrajnie subiektywne i z trudnością poddają się naukowemu badaniu, ale takie badania porównawcze były robione.

>Natomiast bardziej realne jest to drugie podejście. I tutaj można by zacząć od klasycznych analiz np. Williama Jamesa (który mistykiem w żadnym razie nie był).
Ale sam się deklaruje protestantem i jak pisze: "jakżeż może jakiś sędzia lub krytyk uchronić się od stronniczości dla tej religii, która odpowiada najlepiej jego własnym potrzebom "- co nie umniejsza jego dążenia do naukowego obiektywizmu.

>W książce Doświadczenie religijne (Warszawa, 1958) przytacza on np. taką typową dla doświadczeń mistycznych relację:
>"W moim uniesieniu Bóg nie posiadał ani kształtu, ani barwy, ani zapachu, ani smaku - jednym słowem, poczuciu Jego obecności nie towarzyszyło żadne szczególne umiejscowienie Go: było tak, jakby moja osobowość została przemieniona przez obecność jakiegoś ducha duchowego. Atoli im usilniej szukam wyrazów na oddanie tego obcowania serdecznego, tym mocniej czuję niemożliwość wyrażenia tego za pomocą obrazów zwykłych. Ostatecznie to, co czułem, można by tak wyrazić:
>Bóg był obecny, chociaż niewidzialny, chociaż nie podpadał pod żaden zmysł, ale moja świadomość postrzegała Go" (s. 65)
Szkoda, że nie posunął się Pan dalej. Na stronie 344 rozpoczyna się rozdział mistycyzmowi poświęcony, a na str. 351 jest napisane:
Tlenek azotu i eter, a szczególnie tlenek azotu, gdy jest dostatecznie rozcieńczony powietrzem, nadzwyczajnie podnieca świadomość mistyczną. Przed wdychającym zdają się otwierać całe otchłanie prawdy. Prawda ta jednak blednie i niknie, gdy podejdziemy do niej, i jeżeli pozostanie z niej kilka słów, w których zdawała się ona zawierać, słowa te okazują się najzupełniej pozbawionymi znaczenia. Pomimo to pozostaje wrażenie, że było tam coś głęboko rozumnego, i znam niejedną osobę przekonaną, że podczas odurzenia tlenkiem azotu doznajemy istotnego objawienia metafizycznego.

>2) analiz badaczy mistycyzmu.
Kogo Pan jeszcze poleca?

>Łączenie mistycyzmu ze zmysłowością uniemożliwia sensowną rozmowę o mistycyzmie,
Rozmowę kogo z kim i na jakim gruncie? Wielokrotnie już pisałem, że z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Tak, rozmowa wierzącego, że mistycyzm jest stanem łączącym człowieka z transcendencją, z naturalistą starającym się zrozumieć stany mistyczne od strony naukowej jest istotnie niemożliwą. Wiec zasadnicze tu pytanie czy możliwa jest pomiędzy mami rozmowa na racjonalnym gruncie? To znaczy - czy będzie Pan przedstawiał racjonalne argumenty, a nie dogmaty do uwierzenia?

>wikłając ją w niszowe, sfalsyfikowane koncepcje freudowskie.
Nie trzeba zaraz być Freudem, gdyż nawet bardzo mało inteligentny, a w miarę obiektywny badacz, dostrzeże ogromne uwikłanie Kościoła Katolickiego w sprawy seksu od początków jego istnienia. Nie należy więc się dziwić, że mistycyzm katolicki (choć nie tylko on) jest najbardziej z seksem powiązany. Seks pętany, tłumiony, wygłaszany, tworzy przeróżne patologie i mistyków i seryjnych zbrodniarzy. Nie, nie twierdzę, że cały mistycyzm katolicki opiera się na seksie lub, że seks stanowi jego zasadniczy element, ale stanowi on element bardzo istotny, tak istotny, że nie sposób go pominąć.
I cytat z poleconego przez Pana Jamesa:
Rozkosz niektórych stanów mistycznych zdaje się przekraczać wszystko znane w świadomości zwykłej. Widocznie zawierają one w sobie coś z czuć ustrojowych, ponieważ mówi się tam o rzeczach zbyt silnych do zniesienia, o biczowaniu do bólu cielesnego. Jest to jednak rozkosz zbyt subtelna i zbyt przenikająca, aby można było ją wyrazić słowami zwykłymi.
W osłaniającej to wszystko frazeologii mówi się o dotknięciach bożych, o ranach od jego włóczni, wspomina o upojeniu winem i o złączeniu małżeńskim.


Miłego dnia.

@@@
.
14-09-2012 16:46 
 Ocena 1 na 1
Marek Bielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
Panie Andrzeju, rzeczywiście uważam, że łączne dyskutowanie rozłącznych kwestii, którymi są mistycyzm i zmysłowość, jest kompletnie jałowe, bo w ten sposób nie zbliżymy się do prawdy o mistycyzmie, a co najwyżej będziemy rozmawiali o jakichś nędznych imitacjach mistycyzmu.

>Po pierwsze chciałbym aby Pan uargumentował stwierdzenie, że byłaby to rozmowa ślepego o kolorach. Czyżby dawał Pan gwarancję, iż nikt z nas nie przeżywał stanów mistycznych?

Doświadczenia mistyczne są niezwykle rzadkie, więc uważam za bardzo mało prawdopodobne, żeby na to forum trafiły aż dwie osoby z takimi doświadczeniami, które na dodatek chciałyby ze sobą o tym rozmawiać.

>>W książce Doświadczenie religijne (Warszawa, 1958) przytacza on np. taką typową dla doświadczeń mistycznych relację:
>>"W moim uniesieniu Bóg nie posiadał ani kształtu, ani barwy, ani zapachu, ani smaku - jednym słowem, poczuciu Jego obecności nie towarzyszyło żadne szczególne umiejscowienie Go: było tak, jakby moja osobowość została przemieniona przez obecność jakiegoś ducha duchowego. Atoli im usilniej szukam wyrazów na oddanie tego obcowania serdecznego, tym mocniej czuję niemożliwość wyrażenia tego za pomocą obrazów zwykłych. Ostatecznie to, co czułem, można by tak wyrazić:
>>Bóg był obecny, chociaż niewidzialny, chociaż nie podpadał pod żaden zmysł, ale moja świadomość postrzegała Go" (s. 65)
>Szkoda, że nie posunął się Pan dalej. Na stronie 344 rozpoczyna się rozdział mistycyzmowi poświęcony, a na str. 351 jest napisane:
> Tlenek azotu i eter, a szczególnie tlenek azotu, gdy jest dostatecznie rozcieńczony powietrzem, nadzwyczajnie podnieca świadomość mistyczną. Przed wdychającym zdają się otwierać całe otchłanie prawdy. Prawda ta jednak blednie i niknie, gdy podejdziemy do niej, i jeżeli pozostanie z niej kilka słów, w których zdawała się ona zawierać, słowa te okazują się najzupełniej pozbawionymi znaczenia. Pomimo to pozostaje wrażenie, że było tam coś głęboko rozumnego, i znam niejedną osobę przekonaną, że podczas odurzenia tlenkiem azotu doznajemy istotnego objawienia metafizycznego.

Moja wypowiedź dotyczyła tego, że z analiz nieuprzedzonych badaczy wynika, że mistycyzm z wrażeniami zmysłowymi nie ma na ogół zbyt wiele wspólnego. Sztuczne indukowanie stanów, które w jakichś drugorzędnych elementach mogą wykazywać jakieś podobieństwo do doświadczeń mistycznych, to zupełnie inny temat.

>>2) analiz badaczy mistycyzmu.
>Kogo Pan jeszcze poleca?

Lepiej znam samych mistyków niż badaczy mistycyzmu.
Do klasyki badań należy na pewno Mysticism Evelyn Underhill.
14-09-2012 17:43 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, rzeczywiście uważam, że łączne dyskutowanie rozłącznych kwestii, którymi są mistycyzm i zmysłowość, jest kompletnie jałowe, bo w ten sposób nie zbliżymy się do prawdy o mistycyzmie, a co najwyżej będziemy rozmawiali o jakichś nędznych imitacjach mistycyzmu.
Można i tak podchodzić do zagadnień przeżyć mistycznych jak opisuje to nam Nonsensopedia
Czym dokładniej i w jaki sposób zajmuje się mistyka bliżej nie wiadomo, gdyż parający się nią ludzie niechętnie dzielą się tą, a jeśli już, to najczęściej w formie telefonicznej 4.88 zł VAT. Udało się nam jednak ustalić kilka faktów:

Mistyka odrzuca możliwość zdobywania wiedzy przez prozaiczną metodę obserwacji i dedukcji, wszelką wiedzę zdobywa się przez nagłe i niespodziewane oświecenie, często bolesne. Tak np. w czasie iluminacji można oślepnąć. Zauważalny jest wśród mistyków duży odsetek chromych, kalek i garbatych. Zagadką pozostaje więc, jak odbierają telefon;

Mistyka dopuszcza istnienie dowolnej proweniencji bóstwa, do którego można wznosić jęki rozkoszy spowodowane falami kolejnych iluminacji. Mogą być to np. prośby o uzdrowienie i rozpoczęcie normalnego życia;

Mistyka prowadzi do rozpłynięcia się w bogu który obecny jest w każdym pierwiastku natury ożywionej i nieożywionej (która oczywiście jest tym samym), i w skrajnych przypadkach kończy się utopieniem w morzu lub zjedzeniem przez niedźwiedzia.

Mistyka zakłada długie medytacje nad ważkimi problemami natury abstrakcyjnej. Przykładowe zagadnienia to jaki dźwięk wydaje jedna klaszcząca dłoń przy założeniu że klaszczący nie ma rąk lub czy gęś jest u mnie w piwnicy, skoro nie mam domu? W tym miejscu jeszcze jedna uwaga. Mistycy nie znają takich przyziemnych spraw jak dom czy meldunek. Żyją z reguły w odosobnieniu, czasem w tzw. miejscu odosobnienia, a nawet w górniczej sztolni, dokąd zawędrowali kolejnym napadem świetlistych języków. Oczywiście mistyk przeżywa spadek do sztolni.

Mistyka nie wymaga od swoich adeptów szczególnej dyscypliny pokarmowej, aczkolwiek żołądek powinien pozostać możliwie jak najbardziej pusty na wypadek gastroskopii, gdyż do wykonania tego zabiegu także potrzebne jest światło.

Mistycy źle patrzą na książki o mistyce. Jak sami mówią: "albo łapiesz od razu, albo musisz spędzić trochę czasu w samych slipach na lodowcu". Czy tragicznie zmarły Roald Amundsen nosił slipy?


Od strony teologicznej dla mnie równie bezsensownej:
Mistycyzm w ogólnym pojęciu jest doświadczeniem religijnym o charakterze ponad przestrzennym oraz ponadrzeczywistym. Mistycyzm ma znamiona boskiej obecności przy człowieku. Dotyczy ona transcendencji, czyli swoistego, metaforycznego "przechodzenia" w różnych znaczeniach tego wyrazu. Nazywany jest też wiedzą religijną. Nazywane jest też doświadczeniem wiary - urzeczywistnieniem jej w życiu codziennym poprzez jej doświadczenie.

Według chrześcijan mistycyzm prowadzi do zjednoczenia duszy człowieka z największą świętością - Bogiem. Jest to jakby związek dusz.

Objawienia zazwyczaj mają ci, którzy zostali oznaczeni obecnością Ducha Świętego. Są to święci oraz błogosławieni. W doświadczeniu mistycznym liczy się najbardziej osobiste odczuwanie. Bóg staje się tutaj emanacją świetlaną przenikającą duszę człowieka na wskroś. Jest to doświadczenie duszy, a nie ciała.
Mistycyzm chrześcijański, bezpośrednie doświadczenie obcowania z Bogiem kontrastujące z innymi formami partycypacji w realności sakralnej.


Lub historyczno-teologicznej:
Mistycyzm chrześcijański wyrasta z tradycji głównie orfickiej wzbogaconej przez gnostyków o wpływy platonizmu, wynikające z nauki o ideach i możności zbliżenia się do nich oraz ich poznania, a także ze stopienia się w gnozie, tworzonej przez Cernitusa, Bazylidesa, Walentyna i Marcjona, wierzeń orientalnych (głównie perskich i syryjskich) z judaistyczną teologią oraz filozofią platońską, stoicką i pitagorejską.

W poł. II w. w gminach chrześcijańskich w Azji Mniejszej biorą początek ruchy chrześcijańskie o charakterze mistycznym, łączące w praktyce elementy religijne frygijskie - stany ekstatyczne - ze starochrześcijańskimi wierzeniami o bezpośrednim działaniu Ducha św. w człowieku.

W III w. propagatorami mistycyzmu chrześcijańskiego byli Klemens z Aleksandrii i Orygenes.

Św. Augustyn nie zaprzeczył w Wyznaniach znaczenia kontemplacji i ekstazy, co w okresach późniejszych stało się przyczyną rozwoju zakonów kontemplacyjnych i chrześcijańskiej doktryny mistycyzmu.
(Tak przy okazji pytanie: dlaczego Orygenes się własnoręcznie wykastrował?)

Można oczywiście pieprzyć "głodne kawałki", że do zrozumienia mistycyzmu konieczna jest nam konieczną chrześcijańska (lub minimum fideistyczna) perspektywa poznawcza, ale to jest tylko dowodem, że z wierzącymi dyskutować nie można. Natomiast zupełnie nie przeczy możliwości naukowego badania przeżyć mistycznych.

>>>>Po pierwsze chciałbym aby Pan uargumentował stwierdzenie, że byłaby to rozmowa ślepego o kolorach. Czyżby dawał Pan gwarancję, iż nikt z nas nie przeżywał stanów mistycznych?
>Doświadczenia mistyczne są niezwykle rzadkie, więc uważam za bardzo mało prawdopodobne, żeby na to forum trafiły aż dwie osoby z takimi doświadczeniami, które na dodatek chciałyby ze sobą o tym rozmawiać.
Chrześcijańscy badacze mistycyzmu T. Freke i P. Gandy twierdzą, że są wprost bardzo częste. Osobiście znam bardzo blisko osoby z takimi doświadczeniami.

Proszę o przeczytanie wszystkich moich wypowiedzi w tym wątku, a warto zajrzeć także tu: www.niniwa2.cba.pl/mistycy.htm

Miłego dnia.

@@@
.
14-09-2012 18:25 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Moja wypowiedź dotyczyła tego, że z analiz nieuprzedzonych badaczy wynika, że mistycyzm z wrażeniami zmysłowymi nie ma na ogół zbyt wiele wspólnego.
Nieuprzedzonych, tzn. podzielających Pańskie stanowisko zgodne z magisterium KK.

>Sztuczne indukowanie stanów, które w jakichś drugorzędnych elementach mogą wykazywać jakieś podobieństwo do doświadczeń mistycznych, to zupełnie inny temat.
W tym akapicie:
Tlenek azotu i eter, a szczególnie tlenek azotu, gdy jest dostatecznie rozcieńczony powietrzem, nadzwyczajnie podnieca świadomość mistyczną. Przed wdychającym zdają się otwierać całe otchłanie prawdy. Prawda ta jednak blednie i niknie, gdy podejdziemy do niej, i jeżeli pozostanie z niej kilka słów, w których zdawała się ona zawierać, słowa te okazują się najzupełniej pozbawionymi znaczenia. Pomimo to pozostaje wrażenie, że było tam coś głęboko rozumnego, i znam niejedną osobę przekonaną, że podczas odurzenia tlenkiem azotu doznajemy istotnego objawienia metafizycznego. polecony przez Pana James staje się już "uprzedzonym" i sztucznie indukuje stany wykazujące jakieś podobieństwo do doświadczeń mistycznych. Tylko takich indukcji dokonuje znakomita większość uczonych zajmujących się mistycyzmem. Oczywiście dla Pana hagiografowie katolicy są jedynymi obiektywnymi, a ja akurat ich twierdzenia jako nienaukowe odrzucam.

Miłego dnia.

@@@
.
14-09-2012 19:46 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
Sztuczne indukowanie stanów, które w jakichś drugorzędnych elementach mogą wykazywać jakieś podobieństwo do doświadczeń mistycznych, to zupełnie inny temat.
>W tym akapicie:
>Tlenek azotu i eter, a szczególnie tlenek azotu, gdy jest dostatecznie rozcieńczony powietrzem, nadzwyczajnie podnieca świadomość mistyczną. Przed wdychającym zdają się otwierać całe otchłanie prawdy. Prawda ta jednak blednie i niknie, gdy podejdziemy do niej, i jeżeli pozostanie z niej kilka słów, w których zdawała się ona zawierać, słowa te okazują się najzupełniej pozbawionymi znaczenia. Pomimo to pozostaje wrażenie, że było tam coś głęboko rozumnego, i znam niejedną osobę przekonaną, że podczas odurzenia tlenkiem azotu doznajemy istotnego objawienia metafizycznego. polecony przez Pana James staje się już "uprzedzonym" i sztucznie indukuje stany wykazujące jakieś podobieństwo do doświadczeń mistycznych.<

A zdanie wcześniej we wskazanym rozdziale "Mistycyzm" W.James pisze tak (nawiązując do alkoholu):
"Świadomość pijana jest częścią swiadomości mistycznej i nasz pogląd na nią musi wynikać z pogladu na świadomośc mistyczną w ogóle"
Czyli dobra whisky do dzioba, byle "nie dla perwesji" i nie do "granicy zezwierzęcenia i upadku" a można "spojrzeć w nieskończoność" i jest szansa bycia mistykiem .


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
15-09-2012 14:10 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, rzeczywiście uważam, że łączne dyskutowanie rozłącznych kwestii, którymi są mistycyzm i zmysłowość, jest kompletnie jałowe, bo w ten sposób nie zbliżymy się do prawdy o mistycyzmie, a co najwyżej będziemy rozmawiali o jakichś nędznych imitacjach mistycyzmu.
A kto będzie decydował o tym czy mistycyzm jest prawdziwym, czy to tylko nędzna imitacja mistycyzmu?
Pan, magisterium Kościoła, czy inkwizycja?

Leszek Biały napisał tu tylko o problemach z mistycyzmem hiszpańskim:
Walka Inkwizycji hiszpańskiej przeciw nieortodoksyjnym lub szalbierczym nurtom mistycyzmu, prowadzona nie tylko w imię czystości wiary, ale także w imię zdrowego rozsądku, była walką bardzo trudną i nie została nigdy uwieńczona pełnym sukcesem. Zapotrzebowanie na cudowność i niemal namacalne dowody istnienia świata nadprzyrodzonego było w ówczesnej Hiszpanii tak wielkie i powszechne, że Święte Oficjum płynęło w tym wypadku pod prąd wierzeń i oczekiwań przytłaczającej większości społeczeństwa. W miejsce jednych zdemaskowanych heretyków lub oszustów natychmiast pojawiali się inni i walka z nimi przypominała pojedynek z hydrą. Inkwizycja potrafiła rozgromić judaizantes, przyczynić się do wykorzenienia w Hiszpanii islamu i zlikwidować w zarodku rodzimy protestantyzm, ale nie umiała dać sobie rady z wynaturzeniami mistycyzmu, które pieniły się bujnie na glebie ludowej religijności, skłonnej do zabobonu, łatwowierności i, tak charakterystycznego dla Hiszpanów, anarchicznego indywidualizmu. O porażce poniesionej przez inkwizytorów na tym polu świadczy najlepiej fakt, że przypadki fałszywego mistycyzmu i podejrzanej sławy, jaką cieszyły się rozmaite rozhisteryzowane beatas, zdarzały się w Hiszpanii jeszcze w mocno zaawansowanym wieku XIX, a więc w wiele lat po zniesieniu samego Trybunału Wiary. Warto przeczytać całość: www.niniwa2.cba.pl/mistycy.htm

Kto podejmie ocenę zdrowia psychicznego i wpływu na ekstazy tłumionego seksualizmu świętych mistyków?
Pan, czy Kościół?

Ja polecam rozdział "Kwestia zdrowia psychicznego świętych" w książce Jacka Sieradzana "Szaleństwo w religiach świata".
Warto też przeczytać rozdział "Chrześcijaństwo a seksualność" w książce Kazimierza Imielińskiego "Seksuologia".
Rozdział: "Chrześcijański ideał czystości i konsekwencje ograniczeń swobód erotycznych" w książce Zdzisława Wróbla "Erotyzm w religiach świata".
Rozdział "Katolicyzm" w książce Zbigniewa Lew-Starowicza "Seks w religiach świata".

Panie Marku, ja uznaję tylko autorytet nauki i opieram się na dorobku uczonych. Wszelkie nakazy i dogmaty religijne są dla mnie tylko przedmiotem badań, a nie wytycznymi jak mam myśleć. Racjonalne argumenty fideistów opierające się na religijnych dogmatach, nawet tych wielce utytułowanych i ogromnym Kościelnym autorytecie są dla mnie tylko nędznymi imitacjami racjonalności. Więc rozmowy pomiędzy racjonalistami, a fideistami na tematy religijne są prawie niemożliwe.

Pozdrawiam.

@@@
.
Hotbit (1772 punktów)
(zablokowany)
halucynacja czyli przeżycie mistyczne
Orgazmy, natręctwa, urojenia, wizje psychotyczne, halucynacje... gdy dorzuci się jednak słowo ''bóg'' lub ''święty'' powyższe słowa należy koniecznie zamienić na ''przeżycia mistyczne''.

Pokrewne synonimy, których użycie jest sytuacyjne:
na podwórku - wariat, ...(bzzzzzzzz - autocenzura)
w szpitalu psychiatrycznym - chory psychicznie, schizofrenik
w kościele - mistyk albo opętany*

*to określenie ostatnio wychodzi z użycia

I cytat:
Bardzo dobrze pamiętam ,,duże oko, które prześwietlało moje myśli,, czułam, że to BÓG wpatruje się w mój umysł, miałam w sobie wtedy dużo pokory i strachuO matko jednak pod zamkniętymi powiekami nagle nachodziło światło, które znacznie mnie uspokajało.
źródło: 1ja.pl/archive/index.php?thread-36.html
15-09-2012 08:40 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: halucynacja czyli przeżycie mistyczne
.
>Orgazmy, natręctwa, urojenia, wizje psychotyczne, halucynacje... gdy dorzuci się jednak słowo ''bóg'' lub ''święty'' powyższe słowa należy koniecznie zamienić na ''przeżycia mistyczne''.
Czy mistycyzm związany jest z patologią umysłową można spróbować sobie odpowiedzieć po przeczytaniu książki Jacka Sieradzana "Szaleństwo w religiach świata", a mnie tu najbardziej interesuje rozdział: Szaleństwo i anormalność na tle zdrowia psychicznego i normalności. Według zawartych tam opisów związek ten jest ewidentny. www.racjon(*)m.php/s,518799/z,0/d,2#w519207

@@@
.
15-09-2012 12:25 
 Ocena 1 na 1
Hotbit (1772 punktów)
(zablokowany)

>Czy mistycyzm związany jest z patologią umysłową można spróbować sobie odpowiedzieć po przeczytaniu książki Jacka Sieradzana...
Książka wygląda ciekawie, będzie trzeba nabyć

Niektóre przejawy mistycyzmu, jak ten wyłaniający się z cytatu w moim poprzednim poście, jest niewątpliwie związany z patologią umysłową. Przypuszczam jednak, że ludzki mózg jest takim ułomnym, szalonym, biologicznym komputerem, dla którego myślenie logiczne i konsekwentne jest dużym wyzwaniem. Myślenie, przeżycia ''mistyczne'' są z kolei zupełnie powszechne - każdy śni, a sen to wizualne i dźwiękowe halucynacje; ponieważ na czas snu mózg paraliżuje ciało - grzecznie leżymy w łóżku, gdy jednak z paraliżem coś nie wyjdzie - można kogoś przez sen kopnąć, a nawet pójść na długi spacer. Łatwo jest sobie w tym momencie wyobrazić, że jakieś drobne zaburzenie może prowadzić do ''snu na jawie'' czyli przeżycia ''mistycznego''. Zresztą - w religiach objawienia senne bywały traktowane na równi z objawieniami na jawie. Stąd wniosek że ''przeżycia mistyczne'' są powszechne i codzienne.

Pomiędzy medytacją a halucynacjami (''przeżyciami mistycznymi'') nie widzę żadnej ostrej granicy. (badanie mózgu buddysty w czasie medytacji) andrewnewberg.com/research.asp
>The first image shows that the front part of the brain, which is usually involved in focusing attention and concentration, is more active during meditation. This makes sense since meditation requires a high degree of concentration. The second image (above) shows that there is decreased activity in the parietal lobe. This area of the brain is responsible for giving us a sense of our orientation in space and time. We hypothesized that blocking all sensory and cognitive input into this area during meditation results in the sense of no space and no time which is so often described in meditation.
''Pierwsza ilustracja pokazuje, że przednia część mózgu, która jest zaangażowana przy skupieniu uwagi i koncentracji, jest bardziej aktywna w czasie medytacji. (...) Drugi obrazek pokazuje zmniejszenie aktywności w płacie ciemieniowym. Ta część mózgu jest odpowiedzialna za poczucie orientacji w czasie i przestrzeni. Zgodnie z naszą hipotezą blokada bodźców sensorycznych do tego obszaru w czasie medytacji daje w rezultacie poczucie braku czasu i przestrzeni, które jest często opisywane jako doznanie odczuwane w czasie medytacji.''
15-09-2012 13:21 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niektóre przejawy mistycyzmu, jak ten wyłaniający się z cytatu w moim poprzednim poście, jest niewątpliwie związany z patologią umysłową. Przypuszczam jednak, że ludzki mózg jest takim ułomnym, szalonym, biologicznym komputerem, dla którego myślenie logiczne i konsekwentne jest dużym wyzwaniem. Myślenie, przeżycia ''mistyczne'' są z kolei zupełnie powszechne - każdy śni, a sen to wizualne i dźwiękowe halucynacje; ponieważ na czas snu mózg paraliżuje ciało - grzecznie leżymy w łóżku, gdy jednak z paraliżem coś nie wyjdzie - można kogoś przez sen kopnąć, a nawet pójść na długi spacer. Łatwo jest sobie w tym momencie wyobrazić, że jakieś drobne zaburzenie może prowadzić do ''snu na jawie'' czyli przeżycia ''mistycznego''. Zresztą - w religiach objawienia senne bywały traktowane na równi z objawieniami na jawie.
>Stąd wniosek że ''przeżycia mistyczne'' są powszechne i codzienne.
Gdyby z tym się zgodzić, to wówczas byłoby bardzo trudno wytyczyć granicę pomiędzy tym co jeszcze jest mistyką, a tym co mistyką już nie jest

>Pomiędzy medytacją a halucynacjami (''przeżyciami mistycznymi'') nie widzę żadnej ostrej granicy.
O żadnej "ostrej", to oczywiście mowy być nie może, ale jeżeli Pan nie dostrzega granicy, to worek jest rzeczywiście ogromnie pojemnym. Ja taką granicę dostrzegam.
Dla mistyka świat jego wizji jest bardziej realny od świata rzeczywistego.
I dopóki nie osiągnie się takiego stanu nie może być mowy o przeżyciach (ekstazach) mistycznych.

Pozdrawiam.

@@@
.
Hotbit (1772 punktów)
(zablokowany)
>Dla mistyka świat jego wizji jest bardziej realny od świata rzeczywistego.
Ja bym tutaj wprowadził następujące rozróżnienie:
1) przeżycia mistyczne w języku religijnym - czyli halucynacje i sny; na ogół są krótkotrwałe i nie muszą mieć wpływu na światopogląd;
2) światopogląd mistyczny Dla mistyka świat jego wizji jest bardziej realny od świata rzeczywistego. Światopogląd ma charakter trwały.

Halucynacje i sny, czyli tzw, przeżycia mistyczne mogą być wynikiem patologicznego funkcjonowania mózgu (schizofrenia, NO, padaczka - Joanna D'Arc) lub wynikiem jego w pełni normalnego działania (sny).

Zmęczenie, medytacja mogą również wywoływać halucynacje, nie nazwał bym jednak funkcjonowania mózgu pod ich wpływem patologicznym, myślę że wprost przeciwnie, jest ono całkowicie normalne. Nie oznacza to oczywiście, że mózg postrzega wówczas świat prawidłowo, wprost przeciwnie.
hubin (2274 punktów)Odp: Mistycyzm, jako subiektywne doświadczenie psychiczne.
Zamieszczona fotka Ekstaza św. Teresy, sugeruje jednak kontekst erotyczny mistycyzmu, jeden członów dyskusji poszedł tym kierunkiem zatem go pominę. Dość interesującym wydał mi się jeden z zamieszczonych artykułów choć chyba nieco nieobiektywny, o czym już napisałem wcześniej. www.swieta(*)rtykuly/181-tajemnice-ekstazy-

Pan Bielecki powoływał się na rzadkość przeżyć mistycznych oraz duże nieprawdopodobieństwo znalezienia się na naszym forum przynajmniej dwóch osób które by
miały na koncie takie przeżycia.

>Bardzo chętnie
>podyskutowałbym o mistycyzmie. Skąd mistycyzm się bierze i jakie czynniki wpływają na przeżycia
>mistyczne, czy też "tylko głęboką wiarę". Bardzo lubię rozszerzać sobie horyzonty, a temat jest
>ciekawym,[/color] a ponieważ

Temat faktycznie wydał mi się interesującym.
Jeżeli weźmiemy definicję z wiki dotyczącą mistycyzmu, i skupimy się na religijnym aspekcie mistycyzmu to faktycznie raczej ciężko racjonalistę podejrzewać o przeżycia mistyczne. Dlatego tak ciekawym wydał się artykuł zacytowany zdaje się przez Pana Andrzeja Bogusławskiego, który nie jako przyznaje prawo doznań mistycznych i transcendentnych również naukowcom i osobom nie związanym konkretnie z religią.
Pomijam kwestię uczucia poznania czy zrozumienia jakiego doznajemy przy rozwiązaniu jakiegoś problemu lub jego pełnym pojęciu (brzmi niezgrabnie wiem).
Kwestie seksualnej ekstazy też już były dyskutowane, zatem skupić bym się chciał na samych postaciach mistyków.

Nie wiem czy zgodzicie się ze mną, ale gdy sięgam w pamięci do pojęcia mistyka to przychodzą mi do głowy postacie rachitycznych pustelników, umartwiających się ascetów odrzucających nie tylko bogactwa ale często wszystko co uznają za zbytki.
Ktoś tego pokroju:
boskiateis(*)ess.com/2010/03/guru.jpg?w=614

Jaki zatem jest związek między nadwagą, ascezą, umartwieniem się a mistycyzmem, czy zna ktoś przykład spasionego tłustego mistyka? Zapewne znajdą się, natomiast raczej nie są oni zbyt często występującą odmianą, jako przywódcy sekt mogą być wysoce zainteresowani opowiadaniem o swoich doznaniach mistycznych?

Kilkukrotnie doświadczyłem transcendentnych/mistycznych doznań, byłem wtedy poważnie odwodniony, wygłodzony na totalnym odludziu, umysł potrafi w takiej sytuacji płatać niezłe figle - jestem wręcz pewny, że osoba religijna lub wierząca zinterpretowałaby takie doznania religijnie. Zresztą gdy rozmawiałem o tych przeżyciach z osobami które doświadczyły podobnych sytuacji, często słyszałem interpretacje w wersji religijnej.
\"Bogusławski\":
Dla mistyka świat jego wizji jest bardziej realny od świata rzeczywistego.
I dopóki nie osiągnie się takiego stanu nie może być mowy o przeżyciach (ekstazach) mistycznych.

Moje doznania w danej chwili spełniały ten warunek.

Zatem chcecie doznań mistycznych to wystarczy zrzucić parę kilo poleźć sobie w jakąś odludną alpejską lub tatrzańską dolinkę pogłodzić się, odwodnić i mistyczne doznania same przyjdą, problem raczej w tym żeby to jeszcze przeżyć ;p.

Sądzę zatem, że doznania mistyczne są dostępne każdemu, lecz tylko czasami popełniania jest ich nadinterpretacja.
18-09-2012 13:47 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zamieszczona fotka Ekstaza św. Teresy, sugeruje jednak kontekst erotyczny mistycyzmu, jeden członów dyskusji poszedł tym kierunkiem zatem go pominę.
Wolno, go Panu pomijać, ale zupełnie nie wolno pomijać tego kontekstu w rozważaniach o mistyce.

>Pan Bielecki powoływał się na rzadkość przeżyć mistycznych oraz duże nieprawdopodobieństwo znalezienia się na naszym forum przynajmniej dwóch osób które by miały na koncie takie przeżycia.
Pan Bielecki sam nie miał przeżyć mistycznych, a swoją wiedzę na ten temat czerpie z literatury chrześcijańskiej. Natomiast odmawia innym prawa do czerpania wiedzy o mistycyzmie ze źródeł świeckich, a nie daj już Boże od niewierzących uczonych.

Przeżycia mistyczne są bardzo subiektywne i z trudnością poddają się opisowi nawet przez samych mistyków. Sam opis jest tylko kulturową mistyfikacją przeżytego stanu i dlatego opisy mieszczą się w kulturze i psychice określonego mistyka. Chrześcijanie doświadczają najczęściej Jezusa i Matkę Boską. Warto zajrzeć np do artykułu Stefana Borowieckiego "Epidemia psychiczna w Słupi pod Środą". Rocznik Psychiatryczny 7, ss.2-19, 1928 oraz do książki Stefana Błachowskiego "O sztucznych ekstazach i widzeniach" (1938).

Na naszym forum z dużym prawdopodobieństwem znajdują się osoby, które chemicznie doświadczały mistycyzmu i (z mniejszym) z innych powodów, ale są to sprawy zdecydowanie osobiste.
Mistycy podlegali przeróżnym badaniom uczonych i te badania są opisane.

>Temat faktycznie wydał mi się interesującym.
>Jeżeli weźmiemy definicję z wiki dotyczącą mistycyzmu, i skupimy się na religijnym aspekcie mistycyzmu to faktycznie raczej ciężko racjonalistę podejrzewać o przeżycia mistyczne.
A dlaczego mamy skupiać się na religijnym, lub tylko katolickim?

>Jaki zatem jest związek między nadwagą, ascezą, umartwieniem się a mistycyzmem, czy zna ktoś przykład spasionego tłustego mistyka?
Ten Panu pasuje?


>Kilkukrotnie doświadczyłem transcendentnych/mistycznych doznań, byłem wtedy poważnie odwodniony, wygłodzony na totalnym odludziu, umysł potrafi w takiej sytuacji płatać niezłe figle - jestem wręcz pewny, że osoba religijna lub wierząca zinterpretowałaby takie doznania religijnie. Zresztą gdy rozmawiałem o tych przeżyciach z osobami które doświadczyły podobnych sytuacji, często słyszałem interpretacje w wersji religijnej.
Dokładnie tak. Proszę poznać np przerażającą biografię Andrzeja Świerada (Bardziej drastyczne szczegóły jego ascezy można znaleźć w innych źródłach) oraz biografie innych ascetów mistyków.
Wiara, nie równa się psychozie, ale czy możemy przedstawione tu problemy wyłączyć z naszych rozważań o religijnych przeżyciach.
Nie bardzo zgadzam się z Freudem i całym nurtem psychoanalizy, ale czy mamy odrzucić dorobek tych mądrych ludzi, wówczas gdy piszą o postawach i uwarunkowaniach religijnych psychoz?

>Zatem chcecie doznań mistycznych to wystarczy zrzucić parę kilo poleźć sobie w jakąś odludną alpejską lub tatrzańską dolinkę pogłodzić się, odwodnić i mistyczne doznania same przyjdą, problem raczej w tym żeby to jeszcze przeżyć ;p.
Nie tak łatwo i nie tak prosto, choć to możliwe. Grzybki są znacznie łatwiejsze. Ale wszystkie przeżycia mistyczne są z tego świata, zgodne z ludzką skomplikowaną psychiką i możliwością wpływu na nasz mózg/umysł wielu przeróżnych czynników. Jest to dosyć rzadkie zjawisko, ale nie ma w nim żadnej cudowności i daje się opisać naukowym językiem naturalizmu metodologicznego.

Pozdrawiam.

@@@
.
18-09-2012 17:16 
 Ocena 4 na 4
martok (1115 punktów)

>Ten Panu pasuje?

   Domyślam się, że obraz przedstawia św. Tomasza z Akwinu. Dodam więc następującą ciekawostkę: św. Tomasz był tak gruby, że aby mógł siąść przy stole trzeba było w blacie wycinać półkolisty otwór.
*
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Ten Panu pasuje?
>   Domyślam się, że obraz przedstawia św. Tomasza z Akwinu.
Tak, to święty Tomasz z fresku w "Angelicum".

>Dodam więc następującą ciekawostkę: św. Tomasz był tak gruby, że aby mógł siąść przy stole trzeba było w blacie wycinać półkolisty otwór.
Tak pamiętam, ale w tym kontekście warte jest to przypomnienia. Dziękuję.

Pozdrawiam.

@@@
.
19-09-2012 10:54 
 Ocena 1 na 1
hubin (2274 punktów)

>Wolno, go Panu pomijać, ale zupełnie nie wolno pomijać tego kontekstu w rozważaniach o mistyce.
Pominąłem z uwagi na to, iż zwyczajowo ten wątek cieszył się dużym zainteresowaniem, nie sądzę abym miał do dodania na temat tej formy mistyki coś więcej niźli inni dyskutanci. Ponadto nie byłbym w stanie nadążyć w tamtym wątku za resztą dyskutantów.

>Przeżycia mistyczne są bardzo subiektywne i z trudnością poddają się opisowi nawet przez samych mistyków.
Dlatego nawet nie próbowałem tych przeżyć opisywać.

"Epidemia psychiczna w Słupi pod Środą". - Czyżbym musiał poszukiwać egzemplarza papierowego? Ma ktoś może linka do tego artykułu?

>A dlaczego mamy skupiać się na religijnym, lub tylko katolickim?
wiki:
Mistycyzm - wieloznaczny termin opisujący doświadczenie religijne, polegające na bezpośredniej, czyli niezależnej od rytów i obrzędów, relacji człowieka z rzeczywistością poza-materialną, pozazmysłową lub transcendentną.

Cóż mistycyzm pozareligijny przez jakiegoś geniusza wikipedystę został potraktowany po macoszemu.

>>Jaki zatem jest związek między nadwagą, ascezą, umartwieniem się a mistycyzmem, czy zna ktoś przykład spasionego tłustego mistyka?

>Ten Panu pasuje?

Chyba się w tym aspekcie nie zrozumieliśmy, nie neguję istnienia otyłych mistyków tym bardziej ich przedstawień jeżeli chodzi o buddę. Pytanie jednak czy doznania mistyczne są związane z np ascezą nie różnią się od tych wynikłych z zaburzeń psychicznych, środków farmakologicznych, etc.

Było to raczej intuicyjne naprowadzanie się na zagadnienie jednolitej definicji mistycyzmu, czy nie nazywamy przypadkiem tak worka z różnymi doznaniami nie przystającymi do siebie?

BTW otyły mistyk może być już wiele lat po doznaniach mistycznych, chciałbym też byśmy zastanowili się czy to nie jest trochę tak jak z PZPN że mamy działaczy i sportowców jeden z drugim nie ma wiele wspólnego, zatem niektórzy określani mianem mistyków wydają się być zwolennikami "mistycznego poznania" choć sami doznań takich niekoniecznie doświadczali. Na ten trop naprowadził mnie Bernard z Clairvaux podawany przez wiki jako przykład mistyka.

Andrzeja Świerada - w tym kontekście dobrowolne poszukiwanie doznań mistycznych faktycznie można połączyć z psychozą. Zabawne, że te doznania w formie wydają się najbliższe moim ;].

>Grzybki są znacznie łatwiejsze. Ale wszystkie przeżycia mistyczne są z tego świata, zgodne z ludzką skomplikowaną psychiką i możliwością wpływu na nasz mózg/umysł wielu przeróżnych czynników.
Ciekaw jestem czy doznania takie nazwijmy je farmakologiczne można porównywać z tymi wynikającymi z "zaburzeń funkcjonowania organizmu".

>Jest to dosyć rzadkie zjawisko, ale nie ma w nim żadnej cudowności i daje się opisać naukowym językiem naturalizmu metodologicznego.

Przez chwilę nawet w to nie wątpiłem, lecz temat miał dotyczyć subiektywnych doświadczeń psychicznych, a te jak Pan sam podkreślił opisowi nie podlegają, w przeciwieństwie do procesów zachodzących w tym czasie w naszym organizmie.

Pozdrawiam

Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
19-09-2012 12:56 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Jaki zatem jest związek między nadwagą, ascezą, umartwieniem się a mistycyzmem, czy zna ktoś przykład spasionego tłustego mistyka?
>>Ten Panu pasuje?
>Chyba się w tym aspekcie nie zrozumieliśmy,
Naprawdę to pytanie można zrozumieć jeszcze inaczej.

>nie neguję istnienia otyłych mistyków tym bardziej ich przedstawień jeżeli chodzi o buddę.
Ja Buddy nie pokazywałem tylko św. Tomasza, a jego otyłość nie była żadnym przedstawieniem tylko potwierdzonym w wielu źródłach faktem.

>Pytanie jednak czy doznania mistyczne są związane z np ascezą nie różnią się od tych wynikłych z zaburzeń psychicznych, środków farmakologicznych, etc.
Sądzę, że według nauczania Kościoła i reprezentujących tu Kościół to różnią się nawet istotnie. W Górze Kalwarii przed wojną spotyka się dwóch obywateli wyznania mojżeszowego. Słuchaj czy wiesz jaka jest różnica pomiędzy opowieścią, że Jezus chodził suchą stopą po jeziorze Genezaret, a tym, że nasz cadyk chodził tu po stawku? Nie wiem? A to proste - różnią się tylko tym, że z naszym cadykiem to prawda.
Były prowadzone badania naukowe i w sposób sztuczny wywoływano ekstazy religijne. Warto do nich zajrzeć. (Pisałem o tym wyżej.)

>Było to raczej intuicyjne naprowadzanie się na zagadnienie jednolitej definicji mistycyzmu, czy nie nazywamy przypadkiem tak worka z różnymi doznaniami nie przystającymi do siebie?
Brak zainteresowania po stronie religijnej do wypracowania jednolitej definicji mistycyzmu. Świeccy uczeni psychologowie i psychiatrzy takich prób dokonywali, nie dostrzegając różnic przeżyć w zależności od kulturowego podłoża.

>BTW otyły mistyk może być już wiele lat po doznaniach mistycznych,
Św. Tomasz miał stany mistyczne w stanie najwyższej otyłości.

>chciałbym też byśmy zastanowili się czy to nie jest trochę tak jak z PZPN że mamy działaczy i sportowców jeden z drugim nie ma wiele wspólnego,
Ogromnie nie lubię mieszania pojęć i zagadnień nie mających ze sobą nic wspólnego.

>zatem niektórzy określani mianem mistyków wydają się być zwolennikami "mistycznego poznania" choć sami doznań takich niekoniecznie doświadczali.
Przyznaję, że nie rozumiem co Pan w tym zdaniu chciał powiedzieć, ale proponuję więcej poczytać. Nawet w tym wątku.

>Na ten trop naprowadził mnie Bernard z Clairvaux podawany przez wiki jako przykład mistyka.
Bernard z Clairvaux jest twórcą spekulatywnej mistyki:
W mistyce spekulatywnej doświadczenie misterium ujmowane jest głównie w kategoriach metafizycznych. Oznacza to, że duch (umysł ludzki) podążając drogą logosu stara się wejść w obszar translogiczny, to znaczy w procesie konceptualizacji przekroczyć ścisłe reguły myślenia przyczynowo-skutkowego. Niemniej jednak w relacji podmiot-przedmiot dominuje aspekt noetyczny, poznawczy.
Jak z powyższego widać to bardzo dobry trop. Szczególnie dla teologicznego bełkotu.

Wikipedia ma swoje zalety, ale ma też swoje wady i należy zawarte tam "tropy" przyjmować z ostrożnością. (Przy sporej liczbie haseł dosyć łatwo odczytać światopogląd autora.)

>>>>Jest to dosyć rzadkie zjawisko, ale nie ma w nim żadnej cudowności i daje się opisać naukowym językiem naturalizmu metodologicznego.
>Przez chwilę nawet w to nie wątpiłem, lecz temat miał dotyczyć subiektywnych doświadczeń psychicznych, a te jak Pan sam podkreślił opisowi nie podlegają, w przeciwieństwie do procesów zachodzących w tym czasie w naszym organizmie.
Znowu jest mi trudno zrozumieć o co dokładnie Panu chodzi?
Napisałem:
Przeżycia mistyczne są bardzo subiektywne i z trudnością poddają się opisowi nawet przez samych mistyków. Sam opis jest tylko kulturową mistyfikacją przeżytego stanu i dlatego opisy mieszczą się w kulturze i psychice określonego mistyka. Chrześcijanie doświadczają najczęściej Jezusa i Matkę Boską. Warto zajrzeć np do artykułu Stefana Borowieckiego "Epidemia psychiczna w Słupi pod Środą". Rocznik Psychiatryczny 7, ss.2-19, 1928 oraz do książki Stefana Błachowskiego "O sztucznych ekstazach i widzeniach" (1938).

Uzupełnię może bardziej jasno, to o co mi chodzi. Wizje, omamy, ekstazy, czyli to co mistyk przeżywa podczas "transu" jest subiektywne i trudne (co wcale nie znaczy, iż jest to niemożliwe) do opisu, tym bardziej, że każdy mistyk ten stan już po zdarzeniu fabularyzuje i racjonalizuje zgodnie z własną kulturą, wiedzą i osobowością. Uczeni systematyzując te subiektywne opisy jednak znajdują ich cechy wspólne. To naprawdę kawałek ciekawej wiedzy, ale nie ma szans, aby przeprowadzić podczas rozmowy na naszym forum cykl wykładów na ten temat. Gdy coś jest interesujące to trzeba samemu doczytać.

Pozdrawiam.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>"Epidemia psychiczna w Słupi pod Środą". - Czyżbym musiał poszukiwać egzemplarza papierowego? Ma ktoś może linka do tego artykułu?
Linka do artykułu Borowieckiego nie znam, ale polecam ten artykuł: www.racjon(*).php/s,511985/z,0/d,45#w521435
a także te: [Załącznik] [Załącznik]. Warto też przeczytać to: warszawa.p(*)rzenia-dysocjacyjne-a1-29.html

Pozdrawiam.

@@@
.
18-09-2012 14:51 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Jaki zatem jest związek między nadwagą, ascezą, umartwieniem się a mistycyzmem, czy zna ktoś przykład spasionego tłustego mistyka? <
Ten....może być, choć nie chrześcijański?




"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
hubin (2274 punktów)

>Ten....może być, choć nie chrześcijański?
Gruby buddha

To teraz się zastanówmy ile przedstawienie ma wspólnego z osobą, zwłaszcza w przypadku bogów, półbogów, bogów synów, duchów, duchów świętych i innych...

Gruby buddha wydaje mi się raczej koncepcją w stylu ciało i krew ostatnia wieczerza etc...

upload.wik(*)ommons/6/6a/Buddha_1251876.jpg
To przedstawienie jest już zdecydowanie inne, rzekłbym nawet niepodobne.
Może przez grubego chciano przedstawić, wielkość, bogactwo duchowe, szczęście?

Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
19-09-2012 12:13 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>To teraz się zastanówmy ile przedstawienie ma wspólnego z osobą, zwłaszcza w przypadku bogów, półbogów, bogów synów, duchów, duchów świętych i innych...<
A to już inny temat niż ten poruszony w wątku.

"Przeżycia mistyczne" są odczuciami psychicznymi, można je "wywoływać" czy też "wspomagać" stymulując nasz mózg/umysł na różne sposoby: można chemią, seksem, ascezą, obżarstwem, można medytacją, itd.
Istotą jest to, że są one wytworem naszego mózgu/umysłu, "sposobem jego działania" lub/i "zakłuceń" normalnego funcjonowania. Cała reszta jest tylko interpretacją subiektywnych wrażeń stąd mogą się pojawiać trudności z definiowaniem.
To tylko "powtórka" tego co pisał już wsześniej pan Andrzej:
Andrzej Bogusławski:
Moim zdaniem, przeżycia (stany) mistyczne znane są od początku istnienia ludzkości we wszystkich kulturach i ich początków poszukiwał bym gdzieś w szamanizmie. Stany mistyczne związane są ze swoistymi zachowaniami mózgu, trwającymi na ogół od 1/2 do godziny. (O swoistości tych stanów związanych z jakąś patologią mózgową świadczy możliwość wywoływania ich sztucznie: asceza, chemia, hełm boga itp.)
Stany te są ściśle subiektywne i prawie zawsze związane z kulturą, w której mistyk został ukształtowany. Miedzy stanami mistycznymi występuje okres ich racjonalizacji i wówczas są opisywane.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
GrzeTor (1279 punktów)
W filmie "God on the brain" (około 18 min, 40s) jest opisany eksperyment, w którym poddano ludzi chorujących na padaczkę płatów skroniowych badaniu na reakcję na słowa. Osoby chore reagowały na słowa religijne podobnie jak osoby zdrowe na słowa związane z seksem.

video.goog(*)play?docid=7991385426492181792
08-10-2012 10:32 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>W filmie "God on the brain" (około 18 min, 40s) jest opisany eksperyment, w którym poddano ludzi chorujących na padaczkę płatów skroniowych badaniu na reakcję na słowa. Osoby chore reagowały na słowa religijne podobnie jak osoby zdrowe na słowa związane z seksem.
>video.goog(*)play?docid=7991385426492181792
Dziękuję. Film jest wart obejrzenia, a przedstawione tam problemy do rozważenia, ale po fideistach i tak spłynie jak woda po kaczce, "gdyż tam nie występują prawdziwi mistycy chrześcijańscy". To znaczy ci, których np pan Bielecki uznaje za prawdziwych.

PS. Polecam też ten artykuł red. Agnosiewicza.
www.racjonalista.pl/kk.php/s,8417

Pozdrawiam.

@@@
.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365