Racjonalista - Strona głównaDo treści
Bóg nie gra w kości: stosunek wobec przypadkowości

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
24-11-2012 22:20wemir (298 punktów)Bóg nie gra w kości: stosunek wobec przypadkowości
Ocena 1 na 1
Religie mają w zwyczaju interpretować nieco trudniejsze zagadnienia w nurcie nadprzyrodzonym. Tak jest np. z poczęciem, życiem, śmiercią, początkiem i końcem świata, umysłem, moralnością itd.
Zwróciłem ostatnio uwagę na jeszcze jedno zagadnienie, mianowicie stosunek wobec losowości.

W tytule wątku przywołuje co prawda zdanie na temat interpretacji podstaw mechaniki kwantowej. Jednak w tej chwili bardziej interesuje mnie postawa przeciętnego człowieka wobec klasycznej przypadkowości.

Kilku spośród moich religijnych znajomych uparcie odrzuca możliwość jakiegokolwiek przypadku.
Jak myślicie skąd to się bierze?
Czy znacie nie wierzących w przypadek niewierzących?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

worek kości (2937 punktów)
Spotkałem się z definiowaniem przypadku jako wymówki dla naszej ignorancji. Czy znając z maksymalną dokładnością wszelkie parametry praw przyrody, można bezbłędnie przewidzieć przyszłe wydarzenia? Ciężko w to uwierzyć. Niektórzy (Michał Heller) twierdzą, że przypadek to fluktuacje praw przyrody. Czy przypadek jest więc jakąś nieopisaną, tajemniczą kosmiczną siłą, anty-energią, chaosem, czy to po prostu coś, co ujmuje rachunek prawdopodobieństwa, ponieważ nasze matematyczne modele opisujące świat nie są jeszcze doskonale dokładne? No cóż, filozofia, hej.


bembergiem w berg
25-11-2012 00:27 
 Ocena 7 na 7
wemir (298 punktów)
Uderz w kości a worek się odezwie.

Ksiądz Heller to chyba najgorszy autorytet od przypadku jaki można znaleźć, ale pech chce , że to właśnie on na ten temat się wypowiadał.

O matematycznej i fizycznej losowości wiadomo już bardzo dużo, a pojęcia takie jak "tajemniczą kosmiczną siłą" czy "anty-energia" to wydmuszki. Problemy (takie jak wyrażony przez Einsteina) to już może rzeczywiście filozofia mechaniki kwantowej i można je pozostawić fizykom ekspertom.

Mnie jednak zastanawia w tej chwili perspektywa psychologiczna.
Czy stosunek wobec przypadku jest istotnym wyznacznikiem stygmatyzującym umysłowość jednostki?
W szerszej perspektywie mamy tutaj wiarę w przeznaczenie, predestynacje, astrologię, wróżby, kismet, karmę, systemy kastowe, przepowiednie itp.
Podejrzewam jednak, że to wszystko sprowadza się do podstawowego stosunku wobec przypadku.
eipi (774 punktów)
>Kilku spośród moich religijnych znajomych uparcie odrzuca możliwość jakiegokolwiek przypadku.
>Jak myślicie skąd to się bierze?

Rozumiem, że pytaniem nie jest, czy istnieje przypadek, czy nie (zagadnienie, którego raczej nie rozstrzygniemy), lecz dlaczego ten drugi pogląd koreluje z religijnością. To wydaje się prostsze. Sprawa ma co najmniej dwa aspekty.

Z teologicznego (przynajniej chrześcijańskiego, bo już np. nie dyskordiańskiego punktu widzenia, faktycznie trudno pogodzić istnienie absolutnego przypadku z atrybutami boga, konkretnie z jego wszechwiedzą i wszechmocą. Zdarzenie w pełni przypadkowe jest z definicji nie przewidywalne, więc bóg nie znałby z góry jego wyniku, wbrew swej wszechwiedzy. Podobnie, nie wynika ono z żadnej przyczyny, a przecież bóg jest pierwszą przyczyną wszystkiego i "nawet włos człowiekowi nie spadnie bez woli bożej". Tak więc prawdziwy przypadek nie istnieje - przynajmniej z perspektywy boga.

To powyższe to jednak tylko pewna racjonalizacja i zapewne nie w wyniku takiego rozumowania biorą się przekonania Twoich religijnych znajomych. Istotniejszy wydaje mi się apsekt psychologiczny. Trudno tu wdawać się w dogłębną analizę psychologii umysłu religijnego, wydaje mi się jednak, że wśród źródeł postawy religijnej tkwi głęboko zakorzeniona intuicja, wedle której świat i wszystko co się wydarza znajduje się pod kontolą jakiejś siły wyższej (mniejsza, czy kochającej, czy groźnej, czy obojętnej). Skoro zaś istnieje taka kontrola, to nie ma miejsca na przypadek.

Ta intuicja z kolei może brać się stąd, że człowiek sam jest istotą intencjonalną i dąży, nawet skutecznie, do sprawowania kontroli nad swoim wycinkiem świata. Brak kontroli, możliwości wpływu na zdarzenia, zwykle wyzwala frustrację i lęk. Antropomorficzne wyobrażenie jakiejś siły, sprawującej kontrolę, jest mechanizmem wyparcia tego lęku.

Tak bym to widział w skrócie.

>Czy znacie nie wierzących w przypadek niewierzących?

Laplace?
25-11-2012 10:49 
 Ocena 7 na 7
eipi (774 punktów)
Jeszcze parę rzeczy przyszło mi do głowy.

>głęboko zakorzeniona intuicja, wedle której świat i wszystko co się wydarza znajduje się pod kontolą jakiejś siły wyższej (mniejsza, czy kochającej, czy groźnej, czy obojętnej).

Ta sama intuicja, w nieco innej formie jest nawet wcześniejsza niż myślenie religijne i bardzo wyraźna w myśleniu magicznym. Niekoniecznie musi być w nim "siła wyższa", jest jednak tajemny związek wszystkiego ze wszystkim, dzięki któremu możliwy jest magiczny wpływ na rzeczy i zdarzenia. W każdym razie możliwość ich kontroli i zaprzeczenie przypadku.

Jeśli przyjąć, że myślenie religijne wyewoluowało z magicznego, nic dziwnego, że zachowało te same schematy myślowe (tyle że sprawcą zdarzeń jest teraz bóstwo, a nie czarownik czy duchy).

> Brak kontroli, możliwości wpływu na zdarzenia, zwykle wyzwala frustrację i lęk.
Antropomorficzne wyobrażenie jakiejś siły, sprawującej kontrolę, jest mechanizmem wyparcia tego lęku.

Bardzo ładnym, nie religinym przykładem działania tego mechanizmu i wyparcia myśli o przypadkowości są rozmaite teorie spiskowe. Wobec faktycznie zachodzących globalnych zmian społecznych i gospodarczych, które pojedynczego człowieka przerastają i mogą faktycznie być zagrażające, znacznie łatwiejsze do strawienia psychologicznie jest myślenie, że stoi za nimi jakaś złowroga grupa (mędrcy Syjonu, masoni, iluminati, Bilderberg, opus Dei, spiskujący propagatorzy cywilizacji śmierci, słudzy wielkiego szejtana - niepotrzebne skreślić), aniżeli, że są to bezosobowe procesy, nad którymi nikt nie panuje i do końca nie ogarnia.

Można by jeszcze zejść na trzeci poziom wyjaśnienia, na poziom bliższy biologii. Jak wiadomo, mózg jest maszyną niesamowicie efektywną w wykrywaniu rozmaitych korelacji, które na wyższych piętrach przetwarzania informacji interpretowane są jako przyczynowośc. Jest de facto tak dobry, że częstokroć odnajduje korelacje nawet tam gdzie ich nie ma (skąd źródło rozmaitych przesądów). Tak więc to sam mózg ma "skrzywienie" w kierunku myślenia przyczynowego, wykluczającego (a przynajmniej ignorującego przypadek).

Skąd owo skrzywienie, chyba łatwo zrozumieć. Po prostu mózg rozwinął się właśnie w tym celu! Z ewolucyjnego punktu widzenia efektywne wykrywanie korelacji zachodzących w otoczeniu jest bardzo korzystne dla podejmowania adekwatnych reakcji (ucieczki przed zagrożeniem, czy poszukiwania pożywienia). Przeciwnie - wykrywanie przypadkowości nie daje nic lub niewiele (co najwyżej pozwala zaoszczędzić trochę energii na reakcje niepotrzebne). Stąd owo ukierunkowanie mózgu na wykrywanie przyczynowości (choćby nie istniejącej).
wemir (298 punktów)
Doskonale odczytałeś moje intencje w sformułowaniu problemu.
Twoje rozważania całkowicie mnie przekonują.
Przypominam sobie teraz, że już słyszałem o ewolucyjnej przewadze nadpobudliwości przyczynowo-skutkowej.
Podoba mi się też Twoje przejście z interpretacją aż do poziomu somatycznego.

Zauważ, że wspomniana przez Ciebie skłonności do teorii spiskowych świetnie korelują (przynajmniej w Polsce) z religijnością.

Jedynie się martwię teraz, że i mi to wszystko zaczyna się układać w całość tylko dlatego, że też mam taką ewolucyjną nadpobudliwość korelacyjną.
26-11-2012 08:22 
 Ocena-1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Ta sama intuicja, w nieco innej formie jest nawet wcześniejsza niż myślenie religijne i bardzo wyraźna w myśleniu magicznym. Niekoniecznie musi być w nim "siła wyższa", jest jednak tajemny związek wszystkiego ze wszystkim...

W sensie (co prawda źle opisana, ale...) przyczynowość?

>Można by jeszcze zejść na trzeci poziom wyjaśnienia, na poziom bliższy biologii. Jak wiadomo, mózg jest maszyną niesamowicie efektywną w wykrywaniu rozmaitych korelacji, które na wyższych piętrach przetwarzania informacji interpretowane są jako przyczynowośc.

A nie chodzi ci o intencjonalność?
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Kilku spośród moich religijnych znajomych uparcie odrzuca możliwość jakiegokolwiek przypadku.
>Jak myślicie skąd to się bierze?

Stąd, że większość zdarzeń można przewidzieć znając stan początkowy. Znając prędkości samochodów na chwilę przed skrzyżowaniem można przewidzieć, że się zderzą. Mając pełne dane na temat o czym myślą kierowcy, na co patrzą można przewidzieć, że będą mieli za dużą prędkość itp.
Dlatego ludzie doszukują się zależności i dochodzą do błędnego wniosku, że gdyby wszystko wiedzieć, to wszystko można zaplanować. Konsekwencją tego jest doszukiwanie się najwyższego celu, w jakim świat lub człowiek miałby zmierzać.

Cały ten misterny plan jest zburzony samoistnym powstawaniem i znikaniem cząstek wirtualnych na skutek fluktuacji kwantowych. Mamy tu pełną przypadkowość i co gorsza "dzieło stworzenia" bez udziału bogów.

Jest to temat trudny i jak cała mechanika kwantowa abstrakcyjny. Nic dziwnego, że większość umysłów jest za słaba, żeby to zrozumieć.

>Czy znacie nie wierzących w przypadek niewierzących?

To zależy od tego jak sprecyzujesz to pytanie. Na razie mogę odpowiedzieć tak i nie, bo pytasz zbyt ogólnie.
25-11-2012 10:48 
 Ocena 2 na 2
wemir (298 punktów)
>Cały ten misterny plan jest zburzony samoistnym powstawaniem i znikaniem cząstek wirtualnych na skutek fluktuacji kwantowych.

Widać, że w rozmowie o losowości w świecie realnym, trudno uciec od fizyki.
Ciekawie na ten temat pisze redaktor Wiedzy i Życia:
ethefor.blog.onet.pl/Losowosc,2,ID313489400,n

Systematyzując i syntetyzując możliwości fizyczne losowości i dwie postawy światopoglądowe wobec niej mamy:

R N
P x x
B x x

P - przypadkowość w świecie
B - brak przypadku

R - religijny światopogląd
N - niereligijny światopogląd

więc 4 typy pojmowania rzeczywistości to: PR, PN i BR, BN.

Najpopularniejsza jest chyba postawa religijna BR (brak przypadkowości w świecie, bóg o nas dba), a w alternatywnej postawie PR i tak bóg ustawia przypadkowe stany kwantowe i nadzoruje ewolucje.
Niereligijne pojmowania losowości wynikają natomiast ze stopnia rozwoju nauki (Laplacowi (BN) nie śniła się mechanika kwantowa) lub obecnie z własnej filozoficznej interpretacji mechaniki kwantowej.

>>Czy znacie nie wierzących w przypadek niewierzących?
>To zależy od tego jak sprecyzujesz to pytanie. Na razie mogę odpowiedzieć tak i nie, bo pytasz zbyt ogólnie.

Wszelkie odpowiedzi są mile widziane. Możesz opowiedzieć o takich Twoich znajomych, ale też chętnie posłucham o myślicielach sprzed czasów Newtona, czy współczesnych fizykach.
25-11-2012 10:57 
 Ocena 4 na 4
eipi (774 punktów)
>Wszelkie odpowiedzi są mile widziane. Możesz opowiedzieć o takich Twoich znajomych, ale też chętnie posłucham o myślicielach sprzed czasów Newtona, czy współczesnych fizykach.

Sprzed Newtona? No to klasycznym przykładem będzie Demokryt, który był pierwszym znanym deterministą, a zarazem materialistą. Co ciekawe, Epikur, który rozwinął atomizm Demokryta (a w bogów za bardzo też nie wierzył), dołożył do jego systemu właśnie element przypadkowości.
25-11-2012 11:50 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Ciekawie na ten temat pisze redaktor Wiedzy i Życia:
>ethefor.blog.onet.pl/Losowosc,2,ID313489400,n

Z zainteresowanie zaznajomiłem się z tym linkiem - szczególnie zaciekawiło mnie to:

Cytat:
Trudno zresztą wyobrazić sobie teorię, która byłaby idealnie niedeterministyczna, a przy tym nadawała się do jakichkolwiek zastosowań. Wymogi te są sprzeczne! Teoria niedeterministyczna nie pozwalałaby przecież nic przewidywać, a tym samym byłaby całkowicie bezużyteczna. W rezultacie nie można by jej było nawet nazywać teorią."


Niby oczywiste ale często takie oczywistości uciekają.

Odnośnie poniższego komentarza:

Cytat:
Trzeba być bardzo ostrożnym w odnoszeniu wyników badań fizycznych do religii, ale w tej losowości, która jest w mechanice kwantowej można dopatrywać się właśnie losowości, na którą wpływ może mieć Bóg.


1. Skąd się ten "Bóg" w ogóle tu znalazł? Jaka jest definicja tego czegoś? Mam takie wrażenie, że zawsze używa się tego pojęcia bez wyjaśniania go bo "Bóg" to "Bóg" i wszystko jakoś niby miało by być jasne.

2. Co to znaczy konkretnie losowości, na którą wpływ może mieć Bóg.? Jeśli miałby mieć "wpływ", czymkolwiek jest, to chyba przeczy losowości jako takiej?

3. Czy "Bóg" w tym kontekście to nie kolejna "zapchajdziura"?
25-11-2012 12:02 
 Ocena 3 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>3. Czy "Bóg" w tym kontekście to nie kolejna "zapchajdziura"?

Tak. I produkt uboczny wirusa umysłowego jakim jest skażony autor artykułu.
wemir (298 punktów)
> Cytat:
Trzeba być bardzo ostrożnym w odnoszeniu wyników badań fizycznych do religii, ale w tej losowości, która jest w mechanice kwantowej można dopatrywać się właśnie losowości, na którą wpływ może mieć Bóg.

>1. Skąd się ten "Bóg" w ogóle tu znalazł? Jaka jest definicja tego czegoś? Mam takie wrażenie, że zawsze używa się tego pojęcia bez wyjaśniania go bo "Bóg" to "Bóg" i wszystko jakoś niby miało by być jasne.
>2. Co to znaczy konkretnie losowości, na którą wpływ może mieć Bóg.? Jeśli miałby mieć "wpływ", czymkolwiek jest, to chyba przeczy losowości jako takiej?
>3. Czy "Bóg" w tym kontekście to nie kolejna "zapchajdziura"?
>

Ad 2. Całkowita zgoda. To samo jest z ewolucją, którą akceptują niektórzy ludzie religijni, jednocześnie jej zaprzeczając twierdząc że i tak wyższa istota dba żeby wszystko układało się po jej myśli.
Ad 3. Raczej "Bóg" granicy zrozumienia.

Tak się jeszcze składa, że złożone procesy takie jak ewolucja biologiczna, ewolucja wszechświata czy ewolucja stanów kwantowych zawierają jednocześnie zarówno pierwiastek probabilistyczny i deterministyczny. I jak już Jan Werbiński napisał: "Nic dziwnego, że większość umysłów jest za słaba, żeby to zrozumieć."

Proces jednocześnie losowy i deterministyczny może być opisany np. algorytmem Metropolisa:

1. Wylosuj rozwiązanie (lub zmianę rozwiązania).
2. Sprawdź czy nowe rozwiązanie spełnia jakieś zadane kryterium (np. zmniejsza czas, drogę czy energię).
3. Zaakceptuj lub odrzuć ten nowy wynik.
i tak w kółko

Ja rozumiem, że tak np. działa ewolucja:
1. Losujemy nowy genom podobny do już istniejących.
2. Sprawdzamy czy osobnik z tak określonym fenotypem daje sobie w życiu rade (zdąży się rozmnożyć zanim go zjedzą)
3. Nowy układ genów zostaję albo odziedziczy przez potomstwo, albo zostaje strawiony.
25-11-2012 13:20 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Ad 3. Raczej "Bóg" granicy zrozumienia.

To dalej nic nie wyjaśnia, a tylko zamazuje obraz. Pominąłeś ad1., a właśnie punkt pierwszy jest najważniejszy - dlatego też go tam umieściłem. Dopiero uporanie się z tym punktem może prowadzić do jakiejś rozumnej dyskusji. Napisałeś na swoim blogu:

Cytat:
wielu fizykom nie podoba się takie szybkie odnoszenie nauki do wiary


Pytanie jest co konkretnie mają odnieść. Wymogiem stawianym hipotezom naukowym jest zdefiniowanie obiektu badań - w tym przypadku nie tylko takiej definicji nie ma ale dodatkowo podaje się atrybuty wzajemnie sprzeczne co wyklucza możliwość stworzenia takowej. Skoro nie wiadomo co ma się badać to tym bardziej nie wiadomo co miałoby być dowodem. Trudno więc żeby fizyk, czy szerzej naukowiec, zawracał sobie głowy tą koncepcją skoro na wejściu jest ona całkowicie nonsensowna. W dyskursie naukowym jedyne sensowne określenie to "niewiadomoco".

Oczywiście da się zdefiniować niezliczone bóstwa ale jako postacie literackie. Teologia sytuuje zaś bóstwa nie na poziomie hipotezy ale wręcz teorii naukowej nie kłopocząc się bynajmniej, że ten cały koncept nie spełnia nawet wymogów hipotezy właśnie.

Na poziomie literackim używanie terminu "bóg" ma odpowiedni sens natomiast używanie go w innym terminie, czyli umiejscowienie go w Rzeczywistości, pociąga za sobą konieczność przynajmniej próby określenia co dokładnie masz na myśli. Póki co więc ja Twoje zdanie rozumiem w ten sposób:

Cytat:
Trzeba być bardzo ostrożnym w odnoszeniu wyników badań fizycznych do religii, ale w tej losowości, która jest w mechanice kwantowej można dopatrywać się właśnie losowości, na którą wpływ może mieć "niewiadomoco".
25-11-2012 13:32 
 Ocena 2 na 2
wemir (298 punktów)
>Napisałeś na swoim blogu:

Nie, to nie mój blog. Ja tylko wkleiłem tego linka, bo uznałem, że wypowiedź redaktora WiŻ wnosi coś do dyskusji.

Ja a propos punktu pierwszego całkowicie się z Tobą zgadzam, dlatego nie komentowałem.

Na racjonaliście jest świetny artykuł na poruszony przez Ciebie temat sposobu mówienia o bogu:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,948
25-11-2012 13:53 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

>Nie, to nie mój blog. Ja tylko wkleiłem tego linka, bo uznałem, że wypowiedź redaktora WiŻ wnosi coś do dyskusji.

A to przepraszam.

>Ja a propos punktu pierwszego całkowicie się z Tobą zgadzam, dlatego nie komentowałem.

Uroki dyskusji na forum - zmylił mnie właśnie brak odpowiedzi

>Na racjonaliście jest świetny artykuł na poruszony przez Ciebie temat sposobu mówienia o bogu:
>www.racjonalista.pl/kk.php/s,948

Uważam trafne podsumowanie webmastera:

Cytat:
Zdania dzielą się tylko na sensowne i bezsensowne, a nie na dotyczące rzeczywistości i zaświatów.

26-11-2012 08:28 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>Pytanie jest co konkretnie mają odnieść. Wymogiem stawianym hipotezom naukowym jest zdefiniowanie obiektu badań

E, konia z rzędem temu kto da precyzyjną definicję genetyki czy epigenetyki.

No ale może biologia to religia, kto wie.

(Napisałem to z perspektywy biologa, który zna te problemy praktycznie i z pierwszej ręki, ale jakoś lektury filozofów nauki takich jak Popper, Kuhn czy Lakatos sceptycznie mnie nastawiają do możliwości definiowania w innych dziedzinach).
26-11-2012 08:47 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

>E, konia z rzędem temu kto da precyzyjną definicję genetyki czy epigenetyki.

Jednak ich użyteczność jest wystarczająca by wiadomo było o czym się rozmawia.

>No ale może biologia to religia, kto wie.

W religii:

Primo - jak dowodzi historia, definicja jest do niczego nie potrzebna;

Secundo - jest wręcz niewskazana bo by wierni pytali nie o to co trzeba;

Tertio - zawsze można jakieś "dowody" znaleźć.

>(Napisałem to z perspektywy biologa, który zna te problemy praktycznie i z pierwszej ręki, ale jakoś lektury filozofów nauki takich jak Popper, Kuhn czy Lakatos sceptycznie mnie nastawiają do możliwości definiowania w innych dziedzinach).

Nawet uwzględniając te wszystkie problemy to dalej wystarczająco by się rozumnie komunikować, a przynajmniej by główny dyskurs był niezakłócony. Ja z kolei zajmuje się ekonomią gdzie o ostrą definicję zdaje się jeszcze trudniej, a wszystko to jakoś funkcjonuje.
26-11-2012 08:56 
 Ocena 2 na 4
Sylwek (15472 punktów)

>Primo - jak dowodzi historia, definicja jest do niczego nie potrzebna;
Powiedziałbym, że teologia definicjami stoi. A ściślej jej filozoficzna podstawa - scholastyka.

>Secundo - jest wręcz niewskazana bo by wierni pytali nie o to co trzeba;

Główna katolicka modlitwa to definicja prawdziwie wierzącego.

>Nawet uwzględniając te wszystkie problemy to dalej wystarczająco by się rozumnie komunikować, a przynajmniej by główny dyskurs był niezakłócony. Ja z kolei zajmuje się ekonomią gdzie o ostrą definicję zdaje się jeszcze trudniej, a wszystko to jakoś funkcjonuje.

To jest właśnie kluczowe, o to mnie chodziło: inaczej niż na przykład w teologii czy innych scholastycznych dziedzinach, w nauce wóz jedzie na krzywych kołach dziurawych definicji. To jest w niej piękne. Dyskurs się odbywa ale nie dzięki explicite sformułowanym "precyzyjnym" definicjom, a dzięki wyspecjalizowanemu, uczonemu w trakcie "socjalizacji" językowi o silnie kontekstowym charakterze i słownictwie zrozumiałym tylko w danej dziedzinie.
26-11-2012 09:15 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)
>>Primo - jak dowodzi historia, definicja jest do niczego nie potrzebna;
>Powiedziałbym, że teologia definicjami stoi. A ściślej jej filozoficzna podstawa - scholastyka.

Co mi z tego jak sobie zbuduje rower, a nie mam łańcucha - nawet nie wiem co to jest ten łańcuch i nikt nie ma nawet bladego pojęcia czym on miałby być?

>Główna katolicka modlitwa to definicja prawdziwie wierzącego.

To dowodzi tylko, że można wierzyć w każdą bzdurę - nie ma to przecież wpływu czy przedmiot wiary jest bytem realnie istniejącym, co więcej, jak historia dowodzi, to nie ma on nawet prawa istnieć.

>To jest właśnie kluczowe, o to mnie chodziło: inaczej niż na przykład w teologii czy innych scholastycznych dziedzinach, w nauce wóz jedzie na krzywych kołach dziurawych definicji. To jest w niej piękne. Dyskurs się odbywa ale nie dzięki explicite sformułowanym "precyzyjnym" definicjom, a dzięki wyspecjalizowanemu, uczonemu w trakcie "socjalizacji" językowi o silnie kontekstowym charakterze i słownictwie zrozumiałym tylko w danej dziedzinie.

Owszem ale póki jedzie to chyba problemu nie ma - trudno żeby definicje były stałe i ostre jak podlegają ciągłej weryfikacji. Teologii tu chyba znacznie łatwiej.

Jaka, wg Ciebie, jest granica między zdrowym naukowym sceptycyzmem, a jego fundamentalistyczną wersją? Dla mnie taką jest użyteczność.
26-11-2012 09:18 
 Ocena-1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Owszem ale póki jedzie to chyba problemu nie ma

Chyba nie, tak przecież już napisałem.

>trudno żeby definicje były stałe i ostre jak podlegają ciągłej weryfikacji.

Trudno, owszem, jak napisałem.

>Teologii tu chyba znacznie łatwiej.

Łatwiej, jak napisałem.

> Jaka, wg Ciebie, jest granica między zdrowym naukowym sceptycyzmem, a jego fundamentalistyczną wersją?

Nie wiem co to fundamentalistyczny sceptycyzm.

>Dla mnie taką jest użyteczność.

Ok.
26-11-2012 09:33 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)
>>Owszem ale póki jedzie to chyba problemu nie ma
>Chyba nie, tak przecież już napisałem.
>>trudno żeby definicje były stałe i ostre jak podlegają ciągłej weryfikacji.
>Trudno, owszem, jak napisałem.
>>Teologii tu chyba znacznie łatwiej.
>Łatwiej, jak napisałem.

Chciałem potwierdzić/zgodzić się. Mało ważne.

>> Jaka, wg Ciebie, jest granica między zdrowym naukowym sceptycyzmem, a jego fundamentalistyczną wersją?

Jak zejdziesz na niższe poziomy analizy to prędzej czy później okaże się, że w ogóle nie ma żadnych definicji i wszystko jest bez sensu, a praktyka mówi coś dokładnie przeciwnego. Gdzie uważasz jest Rubikon? Mogę domniemywać, być może błędnie, że widzisz tu związek z "socjalizacją języka" - pytanie co miałoby być jej sensowną granicą?
26-11-2012 09:37 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>Jak zejdziesz na niższe poziomy analizy to prędzej czy później okaże się, że w ogóle nie ma żadnych definicji i wszystko jest bez sensu

W takich momentach lubię powiedzieć, że większość ludzi nie umie zdefiniować młotka, a mimo to potrafi nim wbijać gwoździe, bo się nauczyła. Słowa są jak młotki (tak, trop z socjalizacją jest dobry - kompetencje językowe raczej nie są czymś co da się wyrazić explicite w formie opisowej).
26-11-2012 14:28 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

>W takich momentach lubię powiedzieć, że większość ludzi nie umie zdefiniować młotka, a mimo to potrafi nim wbijać gwoździe, bo się nauczyła.

Na poziomie podstawowej komunikacji to wyjaśnienie by wystarczało ale w jaki sposób byś w takim razie wyjaśnił w ogóle powstanie języka jako takiego? Jeśli korzystamy z naszego softwaru najczęściej tylko na autopilocie, to w którym momencie przechodzimy na sterowanie ręczne? A przechodzimy na pewno bo przecież tworzymy wciąż nowe słowa i teorie.

> Słowa są jak młotki (tak, trop z socjalizacją jest dobry - kompetencje językowe raczej nie są czymś co da się wyrazić explicite w formie opisowej).

Jakieś hipotezy się jednak tworzy - ciekaw jestem Twojej.
25-11-2012 21:01 
 Ocena 1 na 1
inveniam viam aut faciam (155 punktów)
>>Kilku spośród moich religijnych znajomych uparcie odrzuca możliwość jakiegokolwiek przypadku.
>>Jak myślicie skąd to się bierze?
>Stąd, że większość zdarzeń można przewidzieć znając stan początkowy. Znając prędkości samochodów na chwilę przed skrzyżowaniem można przewidzieć, że się zderzą. Mając pełne dane na temat o czym myślą kierowcy, na co patrzą można przewidzieć, że będą mieli za dużą prędkość itp.
>Dlatego ludzie doszukują się zależności i dochodzą do błędnego wniosku, że gdyby wszystko wiedzieć, to wszystko można zaplanować. Konsekwencją tego jest doszukiwanie się najwyższego celu, w jakim świat lub człowiek miałby zmierzać.

Ja bym do tego jeszcze dodał zjawisko psychologiczne, które zwróciło moja uwagę na forum "nauka". Fakt, że nasz umysł jest bardzo źle dostosowany do interpretacji zjawisk bardzo rzadko się wydarzających. Mamy tendencję do traktowania ich w kategorii cudu .

Nie od rzeczy tez jest przywołanie argumentacji o tym, że niekoniecznie musimy uznawać, że w przyrodzie istnieją jakiekolwiek prawa. W tym i prawa statystyki. Ciekawą dyskusję na ten temat
mozna znaleźć pod tym linkiem.
Być może nie istnieją procesy ściśle deterministyczne lub całkowicie chaotyczne. A my staramy się tylko przybliżyć rzeczywistość szukając jakichś reguł i próbując opisać to wzorami matematycznymi.
26-11-2012 00:05 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Ja bym do tego jeszcze dodał zjawisko psychologiczne, które zwróciło moja uwagę na forum "nauka". Fakt, że nasz umysł jest bardzo źle dostosowany do interpretacji zjawisk bardzo rzadko się wydarzających. Mamy tendencję do traktowania ich w kategorii

Nasz umysł jest szalenie nieprzystosowany do zrozumienia pojęć przekraczających grajdołek, w którym się wychowaliśmy. Jak sobie uświadomić, że przestrzeni nie ma, albo nie ma czasu? Jak zrozumieć singularity czarnej dziury? W celu przyswojenia tych abstrakcji naukowcy wymyślają cząstkom atrybuty, ale i tak jest trudno.

Nieco łatwiej jest zrozumieć dlaczego wiele ludzi nie rozumie czasu geologicznego i to że człowiek jest świeżo powstałym gatunkiem. Na tym przykładzie widać jak niezrozumienie zakresu czasowego prowadzi do zaprzeczenia teorii ewolucji. A przecież mamy tutaj do czynienia z czymś nam znanym - czasem. Są tylko znacznie inne zakresy znanego nam parametru, a jak trudno to zrozumieć i wytłumaczyć. Tym trudniej jest zrozumieć dwoistość materii, spin cząstki lub teorię strun.

> Być może nie istnieją procesy ściśle deterministyczne lub całkowicie chaotyczne. A my staramy się tylko przybliżyć rzeczywistość szukając jakichś reguł i próbując opisać to wzorami matematycznymi.

Matematyka i fizyka z pewnością nie istnieje ściśle jako rzeczywistość, a jedynie bardzo skutecznie ją opisuje. Na tyle skutecznie, że możemy to wykorzystać do tworzenia technologii. Tam gdzie kończy się fizyka newtonowska zaczyna się kwantowa. Ta też jest wadliwa i posiada braki, ale mimo to również ją potrafimy wykorzystać.
25-11-2012 22:35 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>>Kilku spośród moich religijnych znajomych uparcie odrzuca możliwość jakiegokolwiek przypadku.
>>Jak myślicie skąd to się bierze?
>Stąd, że większość zdarzeń można przewidzieć znając stan początkowy. Znając prędkości samochodów na chwilę przed skrzyżowaniem można przewidzieć, że się zderzą. Mając pełne dane na temat o czym myślą kierowcy, na co patrzą można przewidzieć, że będą mieli za dużą prędkość itp.

... tak, w tym kontekście przypadki nie istnieją. Jednak biorąc pod uwagę, że przed zdarzeniem nie mamy wszystkich danych - ani nie mamy wpływu na zachowania innych - można by przyjąć, iż zdarzenie jest przypadkiem. W ocenie przypadkowości dużo zależy od punktu widzenia, czasu oceny i zakresu danych jakie wtedy posiadamy, od czasookresu przed zdarzeniem (jaki uwzględnimy), itp, itd.

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
To nie jest tylko kwestia ludzi religijnych, u których przeświadczenie o determinizmie wszystkiego jest poparte wiarą w starożytne gusła, a problem znacznej części populacji: przeciętny Jan Kowalski nie potrafi pojąć idei losowości, czy prostych praw statystyki. Przeciętny Jan Kowalski widzi jedynie warunki brzegowe, gdy coś się może stać, to się na pewno stanie.

Lepsze pytanie brzmi, z czego to właściwie wynika ?


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
25-11-2012 12:28 
 Ocena 1 na 1
wemir (298 punktów)
>Lepsze pytanie brzmi, z czego to właściwie wynika ?

Niezłą interpretację ewolucyjną skłonności do myślenia deterministycznego dał już powyżej eipi.

A skąd wynikają trudności w rozumieniu matematyki i fizyki statystycznej np. w szkole średniej?
Myślę że zagadnienia te są dość skomplikowane i wymagają już pewnej swobody posługiwania się prostszą matematyką. Sami nauczyciele za dobrze nie rozumieją tych tematów. Książek do matematyki i fizyki i tak przeciętny uczeń nie czyta. Dodatkowo jakiekolwiek pojęcie o statystyce zaciera się bardzo szybko po szkole średniej i już nic z tego nie zostaje na dorosłe życie.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>interesuje mnie postawa przeciętnego człowieka wobec klasycznej
>przypadkowości.

Co to jest klasyczna przypadkowość? Mnie się ona kojarzy z rzucaniem symetryczną kostką. Jeżeli wrzucę kostkę do puszki, potrząsną nią wielokrotnie i wyrzucę ją z dachu wieżowca przy wietrznej pogodzie, to wynik takiego rzutu każdemu wyda się przypadkowy, bez odwoływania się do kwantowych praw fizyki. Nie wierzę, że przeciętny religijny człowiek mógłby mieć nadzieję przewidywania wyników takich rzutów na podstawie żarliwej modlitwy czy innych metod komunikacji z wszechwiedzącym Bogiem.

Załóżmy optymistycznie, że przeciętny religijny człowiek rozumie matematykę na podstawowym poziomie. Jego wniosek jest wtedy oczywisty: Bóg pilnuje, aby klasyczna przypadkowość zachodziła w świecie, tak jakby Bóg pragnął ukryć przed ludźmi swoją wszechwiedzę i wszechmoc. W swoim życiu nie raz spotkałem się z tego rodzaju argumentacją: Bóg nie dostarcza niedowiarkom fizycznych dowodów swojego istnienia. Dlaczego nie chce dostarczyć nam takich dowodów, tego nie zrozumiałem. Jednak mimo to cała ta kwestia wydaje mi się mało interesująca. Klasyczna przypadkowość jest faktem, a więc hipoteza skrytego Boga jest zupełnie zbędna. Ludzie religijni nie mają interesu w podnoszeniu kwestii przypadkowości.

doku (Tomasz Kamiński)
wemir (298 punktów)
>Co to jest klasyczna przypadkowość? Mnie się ona kojarzy z rzucaniem symetryczną kostką.

Zawsze warto sprecyzować co się rozumie pod danym pojęciem.
Ja pisząc "klasyczna przypadkowość" chciałem się odciąć od rozważań fizyki kwantowej.
Jak najbardziej rzut symetryczną kostką może być tutaj dobrym przykładem.

>to wynik takiego rzutu każdemu wyda się przypadkowy

I tutaj "Przeciętny Religijny Człowiek" jednocześnie z taką przypadkowością się zgadza i jej przeczy.
PRC zazwyczaj mi tłumaczy, że bóg pod pozorem przypadku, może bez ujawniania się, rozdawać każdemu co mu się należy.

>Klasyczna przypadkowość jest faktem, a więc hipoteza skrytego Boga jest zupełnie zbędna.

Zgoda. I pięknie tu również działa brzytwa Ockhama. Mimo to, z moich obserwacji wynika, że PRC nie uznaje całkowicie naturalnej przypadkowości. Jedynie jest różnica w ilościowej ocenie jak często bóg przejmuje stery losu (spotkałem się nawet z opinią, że nadzoruje 100% przypadków).

>Ludzie religijni nie mają interesu w podnoszeniu kwestii przypadkowości.
Przyznam się, że tego zdania nie rozumiem.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>Ludzie religijni nie mają interesu w podnoszeniu kwestii przypadkowości.
>Przyznam się, że tego zdania nie rozumiem.

To o tych znajomych, którzy się upierają


doku (Tomasz Kamiński)
OCELOTIC (-34 punktów)
>Religie mają w zwyczaju interpretować nieco trudniejsze zagadnienia w nurcie nadprzyrodzonym. Tak
>jest np. z poczęciem, życiem, śmiercią, początkiem i końcem świata, umysłem, moralnością itd.
>Zwróciłem ostatnio uwagę na jeszcze jedno zagadnienie, mianowicie stosunek wobec losowości.

"Einstein powiedział: "Bóg nie gra w kości". Miał rację. Bóg gra w scrabble."
Philip Gold

Przypadków nie ma, ponieważ wszystko ma swoja przyczynę. Skoro jest skutek, musi być także przyczyna.
27-11-2012 16:15 
 Ocena 1 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>Przypadków nie ma, ponieważ wszystko ma swoja przyczynę

To teza metafizyczna.
27-11-2012 21:54 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
>>Przypadków nie ma, ponieważ wszystko ma swoja przyczynę
>To teza metafizyczna.

Raczej psychologiczna.
27-11-2012 21:57 
 Ocena-1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Raczej psychologiczna.

Można prosić o więcej?
28-11-2012 07:10 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>>>> Przypadków nie ma, ponieważ wszystko ma swoja przyczynę.
>>> To teza metafizyczna.
>> Raczej psychologiczna.
> Można prosić o więcej?
Wzajemnie.
28-11-2012 07:51 
 0 na 2
Sylwek (15472 punktów)
No, metafizyczność tezy o wszechobejmującym prawie przyczynowości zwykle nie jest czymś wynikłym z teorii i sprawdzalnym doświadczalnie, tylko przyjmowanym a priori założeniem.

Być może jest inaczej w jakiś ezoterycznych działach mechaniki kwantowej - nie rozsądzę bo się nie znam. Ale większość teorii naukowych jako takich nie traktuje przyczynowości inaczej jak aksjomatu, a więc właśnie takiej metafizyki - czegoś poza obszarem poddawanym weryfikacji empirycznej.
29-11-2012 06:01 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> No, metafizyczność tezy o wszechobejmującym prawie przyczynowości zwykle nie jest czymś wynikłym z teorii i sprawdzalnym doświadczalnie, tylko przyjmowanym a priori założeniem.

Przyczynowość jest w tym sensie założeniem, iż zakładamy możliwość opisu świata w kategoriach przyczyn i skutków. Jednak przyczynowość nie jest obiektywną cechą tego świata, lecz jedynie sposobem ludzkiego myślenia. Dlatego postulat przyczynowości jest tezą nie metafizyczną lecz psychologiczną.
29-11-2012 09:12 
 Ocena 2 na 4
Sylwek (15472 punktów)

>Przyczynowość jest w tym sensie założeniem, iż zakładamy możliwość opisu świata w kategoriach przyczyn i skutków. Jednak przyczynowość nie jest obiektywną cechą tego świata, lecz jedynie sposobem ludzkiego myślenia. Dlatego postulat przyczynowości jest tezą nie metafizyczną lecz psychologiczną.

Nie bardzo rozumiem, każda teoria naukowa jest też "implementacją" tego co pan nazwał "sposobem ludzkiego myślenia" - fizyka to tez psychologia? Równania nie są "obiektywne", są też (jakże zawodnym) sposobem na "opisanie świata".

Wydaje mi się, że metodologiczne kryterium, zgodnie z którym te teorie, które przyjmuje się bez weryfikacji (lub ściślej, które nie mogą być poddane empirycznej weryfikacji) to właśnie metafizyka.

Pozdrawiam.
30-11-2012 16:20 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
>> Przyczynowość jest w tym sensie założeniem, iż zakładamy możliwość opisu świata w kategoriach przyczyn i skutków. Jednak przyczynowość nie jest obiektywną cechą tego świata, lecz jedynie sposobem ludzkiego myślenia. Dlatego postulat przyczynowości jest tezą nie metafizyczną lecz psychologiczną.

> Nie bardzo rozumiem, każda teoria naukowa jest też "implementacją" tego co pan nazwał "sposobem ludzkiego myślenia" - fizyka to tez psychologia? Równania nie są "obiektywne", są też (jakże zawodnym) sposobem na "opisanie świata".

Tak, z grubsza o to chodzi. Problem polega na tym, czy odkrywamy obiektywny porządek świata, czy też swoim sposobem myślenia narzucamy światu ten porządek.

> Wydaje mi się, że metodologiczne kryterium, zgodnie z którym te teorie, które przyjmuje się bez weryfikacji (lub ściślej, które nie mogą być poddane empirycznej weryfikacji) to właśnie metafizyka.

Jednak ten problem to nie tylko metafizyka. W miarę postępu nauki, z tej metafizyki potrafimy coraz więcej wydzielić obiektywnej fizyki oraz subiektywnej psychologii sposobu myślenia. Obawiam się, że uniwersalność łańcuchów przyczynowo-skutkowych należy do tej ostatniej dziedziny.

Jeżeli do pewnego zjawiska potrafimy przykleić etykietki przyczyn i skutków, to nam te etykietki ułatwiają zrozumienie tego zjawiska. Jeżeli nam się to jednak nie udaje, to można się bez nich obejść. Na przykład, nie da się wskazać przyczyny dlaczego konkretne jądro uranu 238 rozpadło się w pewnym momencie a nie milion lat wcześniej lub później. Niemniej, nie przeszkadza nam to w zbudowaniu elektrowni jądrowej.
04-12-2012 10:10 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
> Przyczynowość jest w tym sensie założeniem, iż zakładamy możliwość opisu świata w kategoriach przyczyn i skutków. Jednak przyczynowość nie jest obiektywną cechą tego świata, lecz jedynie sposobem ludzkiego myślenia. Dlatego postulat przyczynowości jest tezą nie metafizyczną lecz psychologiczną.
Ująłbym to w ten sposób, że nasz umysł jako funkcja mózgu będącego produktem ewolucji ma ograniczone możliwości poznawcze. Potrafimy pojąć tylko to, na co nam ów mózg pozwala, a przecież w swej historii najkrócej służył do myślenia.

>Jednak ten problem to nie tylko metafizyka. W miarę postępu nauki, z tej metafizyki potrafimy coraz więcej wydzielić obiektywnej fizyki oraz subiektywnej psychologii sposobu myślenia. Obawiam się, że uniwersalność łańcuchów przyczynowo-skutkowych należy do tej ostatniej dziedziny.
Wydaje mi się, że nauka badając całą rzeczywistość, bada i odkrywa zależności istniejące pomiędzy poszczególnymi elementami tej rzeczywistości. Ponieważ owa rzeczywistość ulega przemianom, to można również powiedzieć, że nauka bada ewolucję szerokopojętej materii. Jeśli rzeczywistość jest jedna i wszystkie jej elementy w różny sposób wzajemnie na siebie oddziaływują i jest to obiektywne - no to wydaje mi się właśnie, że oznacza to, iż to jednak obiektywnie istnieją między tymi elementami przyczyny i skutki.
Natomiast tam, gdzie nauka nie odkryła przyczyny pozostaje chyba tylko powiedzieć "nie wiemy".

>Jeżeli do pewnego zjawiska potrafimy przykleić etykietki przyczyn i skutków, to nam te etykietki ułatwiają zrozumienie tego zjawiska. Jeżeli nam się to jednak nie udaje, to można się bez nich obejść. Na przykład, nie da się wskazać przyczyny dlaczego konkretne jądro uranu 238 rozpadło się w pewnym momencie a nie milion lat wcześniej lub później. Niemniej, nie przeszkadza nam to w zbudowaniu elektrowni jądrowej.
Ale pomimo probabilistyki w mikroskali elektrownia jądrowa działa tylko dlatego, że potrafimy przewidzieć, jak się w interesujących nas warunkach - i dla interesujących nas celów - zachowają cząsteczki przy ich rozsczepianiu. Potrafimy to kontrolować i tylko dlatego umiemy pozyskiwać stąd energię. A to oznacza, że w ramach tej technologii znamy ciąg przyczyn i skutków, który jest w tym celu potrzebny.

Mam do Pana pytanie
Co Pan sądzi na temat poniższej tezy kolegi Wemira, wedle której probabilistyka fizyki kwantowej może mieć jednak znaczenie dla mutacji genetycznych leżących u podstaw ewolucji biologicznej
www.racjonalista.pl/forum.php/s,531902#w533642

Cytat:
W przypadku mutacji, przynajmniej ułamek zmian jest związany bezpośrednio z efektami kwantowymi. Będą to np. losowe spontaniczne rozpady (patrz okres półrozpadu) cięższych jąder w wyniku których emitowane będą wysokoenergetyczne fotony, które jeśli znajdą się w okolicy łańcucha dna wywołują bałagan vide mutacje.
Zaburzenia w dna mogą być związane również, z wiązaniami chemicznymi pomiędzy poszczególnymi atomami i molekułami. Wiązania mają jak najbardziej kwantowy charakter i element probabilistyczny może również powodować mutacje.

W tym punkcie możemy więc ze spokojem mówić o przypadkowości bez cudzysłowu.


Cytat:
Przynajmniej część warunków środowiskowych funkcjonowania życia w skali mikro ulega wpływom procesów mających mechanizmy całkowicie kwantowe czyli probabilistyczne.


Cytat:
A ponieważ rzeczywistość jest na pewnym poziomie kwantowa to ta kwantowość wpływa na skalę makro domieszkując indeterminizm min. do procesu ewolucji.


???
06-12-2012 11:31 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Jeśli rzeczywistość jest jedna i wszystkie jej elementy w różny sposób wzajemnie na siebie oddziaływują i jest to obiektywne - no to wydaje mi się właśnie, że oznacza to, iż to jednak obiektywnie istnieją między tymi elementami przyczyny i skutki.

Niewątpliwie istnieją związki między elementami rzeczywistości, ale nie zawsze nazwanie dwóch związanych zdarzeń przyczyną i skutkiem jest poprawne, bo taka nazwa sugeruje czasową asymetrię, której na podstawowym poziomie zazwyczaj nie ma. Na przykład, trzecie prawo Newtona jest zupełnie symetryczne i można sobie dowolnie wybrać, którą siłę nazwiemy akcją, a którą reakcją. Inny przykład, jeszcze bardziej urągający naszemu przyczynowo-skutkowemu myśleniu, jest czasowo-symetryczna teoria elektomagnetyzmu, w której zupełnie poprawnie można powiedzieć, że przyczyną wybuchu supernowej w odległej galaktyce jest zaobserwowanie przez nas tego wybuchu wiele milionów lat później.

> Ale pomimo probabilistyki w mikroskali elektrownia jądrowa działa tylko dlatego, że potrafimy przewidzieć, jak się w interesujących nas warunkach - i dla interesujących nas celów - zachowają cząsteczki przy ich rozsczepianiu.

Tak. Potrafimy statystycznie przewidzieć jak reaktor się zachowa.

> Potrafimy to kontrolować i tylko dlatego umiemy pozyskiwać stąd energię. A to oznacza, że w ramach tej technologii znamy ciąg przyczyn i skutków, który jest w tym celu potrzebny.

Ten ciąg przyczyn i skutków jest znany i użyteczny na poziomie makroskopowym (prętów paliwowych reaktora), ale na poziomie mikroskopowym (poszczególnych atomów uranu) jest nie tylko nieznany, ale przede wszystkim jest mało przydatnym pojęciem w teorii reakcji jądrowych.

> Co Pan sądzi na temat poniższej tezy kolegi Wemira, wedle której probabilistyka fizyki kwantowej może mieć jednak znaczenie dla mutacji genetycznych leżących u podstaw ewolucji biologicznej. www.racjonalista.pl/forum.php/s,531902#w533642

Należy rozróżnić dwa rodzaje efektów kwantowych przekładających się na przypadkowość makroskopowego świata zjawisk codziennych. Używając popularnego języka, te dwa rodzaje efektów można nazwać trywialną i subtelną kwantowością. Ściśle opisuje to teoria dekoherencji, gdzie te efekty opisują odpowiednio diagonalne i pozadiagonalne elementy macierzy gęstości.

Choć w zasadzie trywialna kwantowość jest bardzo pospolita, to jest ona nie do odróżnienia od klasycznej przypadkowości. Na przykład, gdy cząsteczka białka wielokrotnie zderza się z cząsteczkami wody, to niewielkie rozmycie początkowego jej położenia wynikające z zasady Heisenberga ulega wykładniczemu zwielokrotnieniu i w ułamku sekundy przypadkowość jej końcowego położenia jest na tyle duża, że zmienia ona przebieg reakcji biochemicznej, którą białko to może skatalizować. W tym sensie przypadkowość biochemii naszych organizmów ma w zasadzie podłoże kwantowe, ale praktycznie jest ona tym samym co klasyczny chaos wynikający z niedokładnej znajomości początkowych położeń układu składającego się z wielu cząstek.

Jednak gdy mówimy o zjawiskach kwantowych w układach biologicznych, to zazwyczaj mamy na myśli to co nazwałem subtelną kwantowością: coś co daje makroskopowo odmienny efekt od klasycznego chaosu. Subtelne zjawiska kwantowe są rzadkie i wymagają specjalnego przygotowania. Są to zjawiska takie jak wiązka lasera, nadprzewodnictwo, nadciekłość, czy kondensat Bosego-Einsteina. Przyczyną ich rzadkości jest bardzo szybka dekoherencja pozadiagonalnych elementów macierzy gęstości w typowych układach oddziaływujących z otoczeniem. Z tego powodu teoria kwantowego źródła świadomości (w znaczeniu subtelnej kwantowości) wysunięta przez Rogera Penrose'a wydaje się być błędną. W tym subtelnym sensie zjawiska kwantowe nie grają roli w biologii.
12-12-2012 00:12 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>> Co Pan sądzi na temat poniższej tezy kolegi Wemira, wedle której probabilistyka fizyki kwantowej może mieć jednak znaczenie dla mutacji genetycznych leżących u podstaw ewolucji biologicznej. www.racjonalista.pl/forum.php/s,531902#w533642
>Należy rozróżnić dwa rodzaje efektów kwantowych przekładających się na przypadkowość makroskopowego świata zjawisk codziennych. Używając popularnego języka, te dwa rodzaje efektów można nazwać trywialną i subtelną kwantowością. Ściśle opisuje to teoria dekoherencji, gdzie te efekty opisują odpowiednio diagonalne i pozadiagonalne elementy macierzy gęstości.
Pozwalam sobię zadawać pytania jako laik, ponieważ interesuje mnie kwestia, czy możliwe jest mówienie o przypadku (rozumianym jako pełny, obiektywny indeterminizm) w ewolucji biologicznej. Na podstawie dotychczasowych Pańskich ocen niektórych moich wypowiedzi utwierdzałem się w przekonaniu, że nie jest to możliwe (że mianowice nieokreśloność fizyki kwantowej nie przenosi się na wektory sił decydujące o ruchach i reakcjach związków chemicznych odpowiedzialnych za mutacje genetyczne i w związku z tym te ostatnie są całkowicie zdeterminowane). Jednak ostatni Pański wpis trochę mnie zbił z tropu.

Z tego, co do tej pory rozumiałem przyjmując interpretację kopenhaską zjawiska fizyki kwantowej mają charakter w pełni indeterministyczny. Nie przekłada się to jednak na fizykę klasyczną, w której ciała oddziaływują względem siebie zgodnie z prawami Newtona.

Proszę w miarę możliwości o następujące wyjaśnienia (zakładam interpretację kopenhaską, bo jeśli dobrze rozumiem przy de Broglie'u-Bohmie w ogóle nie powstaje możliwość całkowitego indeterminizmu po wielkim wybuchu):

>Choć w zasadzie trywialna kwantowość jest bardzo pospolita, to jest ona nie do odróżnienia od klasycznej przypadkowości.
Czy mówiąc tu o klasycznej przypadkowości ma Pan na myśli całkowity indeterminizm?

>Na przykład, gdy cząsteczka białka wielokrotnie zderza się z cząsteczkami wody, to niewielkie rozmycie początkowego jej położenia wynikające z zasady Heisenberga ulega wykładniczemu zwielokrotnieniu i w ułamku sekundy przypadkowość jej końcowego położenia jest na tyle duża, że zmienia ona przebieg reakcji biochemicznej, którą białko to może skatalizować.
Czyli skoro indeterministyczne jest to początkowe położenie, ale ZMIENIA przebieg, to ten indeterminizm odbija sie na świecie makro?

>W tym sensie przypadkowość biochemii naszych organizmów ma w zasadzie podłoże kwantowe, ale praktycznie jest ona tym samym co klasyczny chaos wynikający z niedokładnej znajomości początkowych położeń układu składającego się z wielu cząstek.
Ale jeśli przyjmujemy interpretację kopenhaską, to czy ten chaos świata makro jest deterministyczny, czy indeterministyczny? Ze sformułownia zdania rozumiem, że ten chaos jest deterministczny (pomimo kwantowego podłoża), jednak w poprzednim zdaniu mówiliśmy o ZMIANIE przebiegu?

>Jednak gdy mówimy o zjawiskach kwantowych w układach biologicznych, to zazwyczaj mamy na myśli to co nazwałem subtelną kwantowością: coś co daje makroskopowo odmienny efekt od klasycznego chaosu. Subtelne zjawiska kwantowe są rzadkie i wymagają specjalnego przygotowania. Są to zjawiska takie jak wiązka lasera, nadprzewodnictwo, nadciekłość, czy kondensat Bosego-Einsteina. Przyczyną ich rzadkości jest bardzo szybka dekoherencja pozadiagonalnych elementów macierzy gęstości w typowych układach oddziaływujących z otoczeniem. Z tego powodu teoria kwantowego źródła świadomości (w znaczeniu subtelnej kwantowości) wysunięta przez Rogera Penrose'a wydaje się być błędną. W tym subtelnym sensie zjawiska kwantowe nie grają roli w biologii.
Czyli w ramach tej subtelnej kwantowości raczej nie ma nawet mowy o możliwości indeterminizmu w biologii.

Dziękuję za Pańskie odpowiedzi, sądzę, że nie tylko mnie się przydadzą. Dopytuję, ponieważ uważam, że słowo "przypadek" jest przez wielu ludzi nadużywane, a już na pewno bardzo różnie rozumiane (bo w dyskusjach rzadko się uściśla, czy pod tym pojęciem rozumie się indeterminizm, czy tylko o brak wiedzy o warunkach wstępnych).

Swoją drogą zastanawiam, czy nie za wielę usiłuję zrozumieć jak na stan mojej wiedzy. Jeśli ostatecznie fizyka kwantowa opisuje realny świat, to wiedząc o interpretacji kopenhaskiej powinienem się chyba pogodzić się z tym, że właśnie ta sama ewolucja może być przynajmniej w skali MIKRO indeterministyczna - rzeczywiście całkowicie i obiektywnie przypadkowa.
Konowal (6291 punktów)
ciężko strawne ale na "+" zasługuje

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
15-12-2012 09:41 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Pozwalam sobie zadawać pytania jako laik, ponieważ interesuje mnie kwestia, czy możliwe jest mówienie o przypadku (rozumianym jako pełny, obiektywny indeterminizm) w ewolucji biologicznej.

Hmm... Nie to, żebym uchylał się od odpowiedzi na te interesujące pytania, ale wydaje mi się, że problem leży gdzie indziej. Cóż to może być ten "pełny, obiektywny indeterminizm"? Nazwa ta sugeruje jakąś zmienność przyszłości. Ale to przecież nie ma miejsca! Przyszłość jest tylko jedna: co będzie to będzie. Wszelkie dywagacje na temat indeterminizmu wynikają jedynie z trudności przewidzenia tego co będzie.

Z tego puntu widzenia nie ma żadnej fundamentalnej różnicy między indeterminizmami klasycznym, kwantowym, Laplace'a, czy współczesnej teorii chaosu. Wszystkie te indeterminizmy opisują jedynie naszą niemożność przewidywania, a nie obiektywną przypadkowość świata. W tym dosłownym sensie obiektywny indeterminizm nie istnieje.

A w jakim sensie istnieje? Z tym mam kłopot.
18-01-2013 10:20 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>> Pozwalam sobie zadawać pytania jako laik, ponieważ interesuje mnie kwestia, czy możliwe jest mówienie o przypadku (rozumianym jako pełny, obiektywny indeterminizm) w ewolucji biologicznej.
>Hmm... Nie to, żebym uchylał się od odpowiedzi na te interesujące pytania, ale wydaje mi się, że problem leży gdzie indziej. Cóż to może być ten "pełny, obiektywny indeterminizm"?
Zachodziłby on wówczas, gdyby dany rezultat nie miał przyczyny, np. dokładnie takie same warunki wstępne dawałyby różne rezultaty. Jestem laikiem, ale myślałem, że interpretacja kopenhaska to właśnie przyjmuje.

>Nazwa ta sugeruje jakąś zmienność przyszłości. Ale to przecież nie ma miejsca!
Myślałem, że nie da się dokłądnie ustalić chwili rozpadu jądra atomu - ale nie dlatego, że nie znamy przyczyny, tylko dlatego, że jej w ogóle nie ma.

>Z tego puntu widzenia nie ma żadnej fundamentalnej różnicy między indeterminizmami klasycznym, kwantowym, Laplace'a, czy współczesnej teorii chaosu. Wszystkie te indeterminizmy opisują jedynie naszą niemożność przewidywania, a nie obiektywną przypadkowość świata. W tym dosłownym sensie obiektywny indeterminizm nie istnieje.
>A w jakim sensie istnieje? Z tym mam kłopot.
W żadnym razie nie czuję się uprawniony do udzielania odpowiedzi, ale gdzieś wyczytałem, że indeterminizmu nigdy nie da się pozytwnie potwierdzić, ponieważ zawsze można sobie wyobrazić istnienie jednak jakiejś przyczyny, tyle, że chwilowo nieodkrytej. Rozumiem, że taką dodatkową przyczynę zakłada się w ramach interpretacji de Broglie'ego i Bohma.
Pozdrawiam
21-01-2013 07:44 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>>> Pozwalam sobie zadawać pytania jako laik, ponieważ interesuje mnie kwestia, czy możliwe jest mówienie o przypadku (rozumianym jako pełny, obiektywny indeterminizm) w ewolucji biologicznej.
>> Hmm... Nie to, żebym uchylał się od odpowiedzi na te interesujące pytania, ale wydaje mi się, że problem leży gdzie indziej. Cóż to może być ten "pełny, obiektywny indeterminizm"?
> Zachodziłby on wówczas, gdyby dany rezultat nie miał przyczyny, np. dokładnie takie same warunki wstępne dawałyby różne rezultaty. Jestem laikiem, ale myślałem, że interpretacja kopenhaska to właśnie przyjmuje.

Problem jest w określeniu "takie same". Takie same warunki wstępne w interpretacji kopenhaskiej niekoniecznie są takie same w innych interpretacjach.

>> Nazwa ta sugeruje jakąś zmienność przyszłości. Ale to przecież nie ma miejsca!
> Myślałem, że nie da się dokłądnie ustalić chwili rozpadu jądra atomu - ale nie dlatego, że nie znamy przyczyny, tylko dlatego, że jej w ogóle nie ma.

To jest kwestia interpretacji faktów doświadczalnych. Wszelka przyczynowość jest filozoficzną nadbudową wykraczającą poza czystą empirię.

>> Z tego puntu widzenia nie ma żadnej fundamentalnej różnicy między indeterminizmami klasycznym, kwantowym, Laplace'a, czy współczesnej teorii chaosu. Wszystkie te indeterminizmy opisują jedynie naszą niemożność przewidywania, a nie obiektywną przypadkowość świata. W tym dosłownym sensie obiektywny indeterminizm nie istnieje.
>> A w jakim sensie istnieje? Z tym mam kłopot.
> W żadnym razie nie czuję się uprawniony do udzielania odpowiedzi, ale gdzieś wyczytałem, że indeterminizmu nigdy nie da się pozytwnie potwierdzić, ponieważ zawsze można sobie wyobrazić istnienie jednak jakiejś przyczyny, tyle, że chwilowo nieodkrytej.

Obecnie tak uważamy, ale przez 20 lat ubiegłego wieku pogląd ten był uważany za błędny. W 1932 roku John von Neumann opublikował Mathematische Grundlagen der Quantenmechanik (matematyczne podstawy mechaniki kwantowej). W tej przełomowej pracy zamieścił dowód nieistnienia zmiennych ukrytych - właśnie tych przyczyn, o których piszesz. Sprawa była przesądzona: świat jest indeterministyczny a interpretacja kopenhaska jest jedyną prawdziwą. Aż...

> Rozumiem, że taką dodatkową przyczynę zakłada się w ramach interpretacji de Broglie'ego i Bohma.

... w 1952 roku Dawid Bohm zrobił coś co uznane było za niemożliwe: opracował matematycznie ścisłą, całkowicie deterministyczną interpretację mechaniki kwantowej. Dowód von Neumanna był błędny i przez wiele lat nikt tego błędu nie zauważył. Co gorsze, na tym błędzie zbudowano sporo filozofii, która pokutuje do dzisiaj.
28-11-2012 07:57 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>>>Przypadków nie ma, ponieważ wszystko ma swoja przyczynę
>>To teza metafizyczna.
>Raczej psychologiczna.
   Przypadek to nieuświadomiona konieczność -- któryś z klasyków marksizmu, chyba Engels.
28-11-2012 02:00 
 0 na 2
OCELOTIC (-34 punktów)
>>Przypadków nie ma, ponieważ wszystko ma swoja przyczynę
>To teza metafizyczna.
Nie tylko naukowa też.
setarkos (10757 punktów)
>.. wszystko ma swoja przyczynę.
Stwórca jednak stoi ponad tą zasadą?
Cytat:
.. Kategorię przyczyny uważał Hume za czysty wytwór wyobraźni. W żadnym wypadku nie należy przypisywać jej rozumowi. Pojęcie przyczynowości powstaje w wyobraźni ludzkiej na skutek przyzwyczajenia wywołanego nagromadzeniem doświadczenia.
28-11-2012 19:22 
 0 na 4
OCELOTIC (-34 punktów)
>>.. wszystko ma swoja przyczynę.
>Stwórca jednak stoi ponad tą zasadą?
>Cytat:
.. Kategorię przyczyny uważał Hume za czysty wytwór wyobraźni. W żadnym wypadku nie należy przypisywać jej rozumowi. Pojęcie przyczynowości powstaje w wyobraźni ludzkiej na skutek przyzwyczajenia wywołanego nagromadzeniem doświadczenia.

Nie o to chodzi. Wszystko co zaczyna istnieć ma przyczynę. Wszechświat zaczął istnieć zatem ma przyczynę. Bóg jest wieczny, to znaczy istniał od zawsze, dlatego nie wymaga przyczyny.
28-11-2012 20:03 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie o to chodzi. Wszystko co zaczyna istnieć ma przyczynę. Wszechświat zaczął istnieć zatem ma przyczynę. Bóg jest wieczny, to znaczy istniał od zawsze, dlatego nie wymaga przyczyny.
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,22690

@@@
.
28-11-2012 20:17 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>.. Wszystko co zaczyna istnieć ma przyczynę.
Co stoi na przeszkodzie, by świat uznać za odwieczny?
28-11-2012 22:51 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>>.. Wszystko co zaczyna istnieć ma przyczynę.
>Co stoi na przeszkodzie, by świat uznać za odwieczny?

... co, a w zasadzie kto stoi na przeszkodzie?... "Bóg"...


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
28-11-2012 23:00 
 Ocena-1 na 3
OCELOTIC (-34 punktów)
>>.. Wszystko co zaczyna istnieć ma przyczynę.
>Co stoi na przeszkodzie, by świat uznać za odwieczny?
Kilka rzeczy, a po za tym z tego co wiem, nauka twierdzi ,że wszechświat ma początek w Wielkim Wybuchu!!!! A wiec raczej nie ma miejsca dla wieczności świata.
28-11-2012 22:59 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)

>Wszystko co zaczyna istnieć ma przyczynę.

... nooo, zgoda (!)...

>Wszechświat zaczął istnieć zatem ma przyczynę.

... chodzi o wszechświat nam znany, czy też inny, np. wcześniejszy, równoległy, itp...

>Bóg jest wieczny, to znaczy istniał od zawsze, dlatego nie wymaga przyczyny.

... to założenie, teza... i nic nad to. Brak dowodów, by uznać tę tezę za twierdzenie...

... natrafiłem na kilka/naście pana wypowiedzi, w których pisze pan o Bogu. A o którym Bogu pan pisze? O żydowskim, chrześcijańskim, czy o islamskim?...

... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
28-11-2012 23:11 
 Ocena 1 na 3
OCELOTIC (-34 punktów)

>... chodzi o wszechświat nam znany, czy też inny, np. wcześniejszy, równoległy, itp..
Masz na myśli teorie wszechświatów? Oczywiście chodzi o nasz wszechświat, o ile wiem innych nauka jeszcze nie odkryła.
>>Bóg jest wieczny, to znaczy istniał od zawsze, dlatego nie wymaga przyczyny.
>... to założenie, teza... i nic nad to. Brak dowodów, by uznać tę tezę za twierdzenie...
Jeśli ma być jakiś Bóg, to właśnie taki. No chyba że uważasz inaczej.
>... natrafiłem na kilka/naście pana wypowiedzi, w których pisze pan o Bogu. A o którym Bogu pan pisze? O żydowskim, chrześcijańskim, czy o islamskim?...

Pisze o Bogu niematerialnym, ponadczasowym, osobowym posiadającym wolę i potężną moc. O ile się nie mylę, żydowski Bóg jest Bogiem chrześcijan, a islamski jest kopią tego Boga.
29-11-2012 08:11 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>>... chodzi o wszechświat nam znany, czy też inny, np. wcześniejszy, równoległy, itp..
>Masz na myśli teorie wszechświatów? Oczywiście chodzi o nasz wszechświat, o ile wiem innych nauka jeszcze nie odkryła.

... no cóż, trudno odkryć coś co nie istnieje już, a z czego zbudowany jest nasz wszechświat. To teza tak samo prawdopodobna jak inne...

>>>Bóg jest wieczny, to znaczy istniał od zawsze, dlatego nie wymaga przyczyny.
>>... to założenie, teza... i nic nad to. Brak dowodów, by uznać tę tezę za twierdzenie...
>Jeśli ma być jakiś Bóg, to właśnie taki. No chyba że uważasz inaczej.

... nie ważne co uważam. Wszystko to tylko tezy, założenia...

>>... natrafiłem na kilka/naście pana wypowiedzi, w których pisze pan o Bogu. A o którym Bogu pan pisze? O żydowskim, chrześcijańskim, czy o islamskim?...
> a islamski jest kopią tego Boga.

... "kopią"? A więc gorszy. A już myślałem, że spotkam choć jedną osobę która rzeczywiście wierzy, że "Bóg jest jeden".



... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
30-11-2012 02:03 
 Ocena 1 na 3
OCELOTIC (-34 punktów)

>... "kopią"? A więc gorszy. A już myślałem, że spotkam choć jedną osobę która rzeczywiście wierzy, że "Bóg jest jeden".

Kopia nie jest Bogiem, a jedynie kopią. A więc jest jeden Bóg.
30-11-2012 07:23 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
>>... "kopią"? A więc gorszy. A już myślałem, że spotkam choć jedną osobę która rzeczywiście wierzy, że "Bóg jest jeden".
>Kopia nie jest Bogiem, a jedynie kopią. A więc jest jeden Bóg.

... niemniej, mówienie o Allachu jako o "kopii Boga" chrześcijańskiego, czy judaistycznego jest, z lekka mówiąc manipulacją. Stawia islam na pozycji "tych gorszych", na pozycji bałwochwalców. Muzułmanie wierzą w TEGO SAMEGO BOGA co chrześcijanie i religia judaistyczna. Odrzucają boskość Jezusa, ale uznają go za "oficjalnego proroka", wymienianego wśród innych takich jak Abraham i Mojżesz. Różnica między chrześcijaństwem a islamem wywodzi się z takiej samej przyczyny jak różnica między chrześcijaństwem a judaizmem. Dla islamu chrześcijanie nie są wyznawcami innego Boga, lecz wiernymi którzy źle w niego wierzą, bo nie wierzą według słów ostatniego proroka - za jakiego uważają Mahometa.


... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
29-11-2012 08:34 
 Ocena 6 na 6
astrotaurus (12445 punktów)

>Masz na myśli teorie wszechświatów? Oczywiście chodzi o nasz wszechświat, o ile wiem innych nauka jeszcze nie odkryła.
Bogów żadnych nauka też nie odkryła, nie ma nawet rozumnej hipotezy takiego czegoś. A że wiedza ludzi załamuje się na razie na poziomie osobliwości z której wyłonił się znany nam wszechświat doprawdy nic nie znaczy.

>Jeśli ma być jakiś Bóg, to właśnie taki.
Jeśli ma być...., powiadasz?
Wierzący zdolni są do dowolnych łamańców umysłowych byle był w ich wyobraźni. Twoje jeślichciejstwo to jednak dużo za mało by był w świecie poza wyobraźnią.

>Pisze o Bogu niematerialnym, ponadczasowym, osobowym posiadającym wolę i potężną moc.
Czyli zwyczajne religijne bzdety niemające uzasadnienia w rzeczywistości.

>O ile się nie mylę, żydowski Bóg jest Bogiem chrześcijan, a islamski jest kopią tego Boga.
Religijnemu trollowi nawet trudno wyobrazić sobie jak bardzo się myli, jak żałosna jest jego wiedza w zestawieniu tępym zadowoleniem z siebie.

A karmienie trolla zawsze źle rokuje.

Spróbuj wziąć pod uwagę, że nie jesteś pierwszy, jedyny, wyjątkowy. Trolli naspidowanych głupotami religijnymi, tworzonych przez masowe kalkowanie jest dostatek, także tutaj.
Zamiast epatować wszystkimi głupstwami wtłoczonymi Ci do głowy przez otumanionych jak Ty nieuków spróbuj cywilizowanej metody dysputy: wybierz jeden temat, jedną istotną kwestię i rozpraw się z oponentami korzystając z całego dorobku religijnego tysiącleci. Może wtedy dasz radę spostrzec jak jałowe intelektualnie są religijne wypociny mimo tysięcy lat wiary, mimo tysięcy Bogów, miliardów wierzących, mrowia religijnych nieuczelni itp.
Ja trzymam za Ciebie kciuki.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
29-11-2012 22:38 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>.. istniał od zawsze, dlatego nie wymaga przyczyny.
Spójrz na to, co piszesz.
Stawiasz tezę bytu spoza zasady przyczynowości, którego istnienie wywodzisz z zasady przyczynowości.
Gdzie tu logika?
30-11-2012 01:58 
 Ocena 1 na 3
OCELOTIC (-34 punktów)
>>.. istniał od zawsze, dlatego nie wymaga przyczyny.
>Spójrz na to, co piszesz.
>Stawiasz tezę bytu spoza zasady przyczynowości, którego istnienie wywodzisz z zasady przyczynowości.
>Gdzie tu logika?
Gdzie tu brak logiki?
30-11-2012 09:36 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>>Gdzie tu logika?
>Gdzie tu brak logiki?
Szanowny Panie Kolego OCELOTIC, dostałem od Kolegi minus za poniższą wypowiedź:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,511985#w532954
Ja nie wiem, z czym się tu można w ogóle spierać, ale proszę mi napisać, co się konkretnie Panu w tej wypowiedzi nie podoba, gdyż to jest racjonalistyczne forum i wymaga się na nim uzasadnień dla swoich sądów, a nie tylko czystej miłości bliźniego.

Tamten wątek został zamknięty, ale spokojnie może Kolega kontynuować rozmowę w tym tu wątku, gdyż dostrzegam sporą, że tak powiem homogeniczność w wypowiedziach kolegi, więc jest bez znaczenia, pod jakim tematem akurat kolega swe uniwersalne mądrości wypowiada.
30-11-2012 10:34 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>Gdzie tu brak logiki?
Skoro zasada przyczynowości ma ograniczone zastosowanie
[bo (jak twierdzisz) nie wszystko "wymaga przyczyny"],
to wolno użyć tej zasady tylko w zakresie jej stosowalności.

[Nb można wymienić wiele rzeczy i zjawisk, pomiędzy którymi nie zachodzi związek przyczynowo-skutkowy.]

Ty zaś chciałbyś chyba uznać jednocześnie, że
zasada przyczynowości nie jest dość dobra (bo nie dość ogólna), oraz że
zasada przyczynowości jest wystarczająco dobra, by wnioskować z niej...
No właśnie o czym? O czymś ponad to, że jest 'kiepska'?

W takim 'wnioskowaniu' nie widać logiki.
Jacholek (5699 punktów)
Zdumiewa powodzenie różnych wróżbitów, w tym i tych telewizyjnych. Są napewno dodatnie korelacje pomiędzy religijnością i wiara w "przeznaczenie" (w sensie zaprzeczenia jakiejkolwiek losowości). Scisły determinizm już dawno "wyskoczył" z poważnej nauki, nawet z dobrze nam znanej mechaniki klasycznej: nie mozna gwarantować stabilności (i przewidywalności)nawet układu Słonecznego w skali setek milionów lat (chaos). Nie mówiąc już o mechanice kwantowej, pomimo że tu spory o interpretację ciągle trwają. Powszechna jest ignorancja nawet podstaw rachunku prawdopodobieństwa, więc przy okazji jeden link do metody, której aplikacje do nauk przyrodniczych mnożą się jak grzyby po deszczu:
en.wikipedia.org/wiki/Bayesian_inference
maceox (6766 punktów)
>Zwróciłem ostatnio uwagę na jeszcze jedno zagadnienie, mianowicie stosunek wobec losowości.
Może warto byłoby zdefiniować pojęcie przypadku?
Jeśli ma ono być równoznaczne z pełnym indeterminizmem, to czy nie jest tak, że możliwość jego wystąpienia istnieje tylko w fizyce kwantowej, a mianowicie w ramach interpretacji kopenhaskiej?

Czy nie jest tak, że fizyka klasyczna jest całkowicie deterministyczna?

Gdyby właśnie tak jednak było, to zarówno rzuty kostką, jak również ewolucja biologiczna na ziemi są deterministyczne, gdyż przy tłumaczeniu tych zjawisk można pominąć fizykę kwantową.

Przy rzucie kostką tzw. "przypadkowość" nie polega na indeterminiźmie, lecz na braku możliwości przewidzenia przez człowieka z wystarczającą precyzją wszystkich determinujących warunków.

Natomiast tzw. "przypadkowość" w ewolucji biologicznej polega na:
- braku możliwości przewidzenia mutacji genetycznych (zdeterminowanych prawami fizyki klasycznej)
- braku możliwości przewidzenia warunków środowiskowych (zdeterminowanych prawami fizyki klasycznej)
- niezależności ciągu przyczynowego mutacji organizmów od ciągu przyczynowego zmian w środowisku zewnętrznym. Tzn. mutacje w organizmach zachodzą niezależnie od zmian w środowisku, a dopiero wypadkowa jednego z drugim daje efekt w postaci ewolucji. Należy jednak pamiętać o tym, że te dwa ciągi przyczynowe są "niezależne" dopiero od pewnego czasu. Obydwa te ciągi wynikły w sposób przyczynowy i deterministyczny z ruchów materii zachodzących przy kształtowaniu się kuli ziemskiej.
Tak więc również w ramach ewolucji biologicznej przypadek (losowość) nie oznacza indeterminizmu.

Szansa na całkowity indeterminizm istnieje najwyraźniej tylko w fizyce kwantowej.

Przy czym obawiam się, że pozytywnie potwierdzić można tylko zjawiska deterministyczne. Tam, gdzie nie odkryto związku przyczynowego nie można na 100% potwierdzić, że jest to indeterministyczne, gdyż zawsze może jednak istnieć jakaś przyczyna, która nie została jeszcze odkryta - i tak jest w przypadku deterministycznej interpretacji fizyki kwantowej.

Reasumjując: nie jest rozstrzygnięte, czy wszechświwat jest deterministyczny u swych podstaw, jednak od pewnej skali wielkości cial fizycznych (tam gdzie nie odgrywa już roli fizyka kwantowa) kształt świata jest zdeterminowany.

Dla wątku istotne jest to, że moje powyższe rozważania są całkowicie areligijne.
29-11-2012 09:13 
 Ocena-1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Czy aby na pewno zasadne jest całkowite ignorowanie efektów kwantowych w układach biologicznych?
29-11-2012 10:10 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Czy aby na pewno zasadne jest całkowite ignorowanie efektów kwantowych w układach biologicznych?
W żadnym układzie nie da się całkowicie zignorować mechaniki kwantowej, gdyż ona tłumaczy jak funkcjonuje materia w najmniejszej skali (np. jak to jest, że elektron krąży wokół jądra i się ani od niego nie oderwie, ani nie wpadnie do środka).
Jednak najmniejsze układy biologiczne są wystarczająco duże, aby probabilistykę kwantową można było pominąć. W tej skali do opisu zjawisk wystarczą deterministyczne wektory sił znane z fizyki klasycznej.

Tak przynajmniej sądzę, z tego co na ten temat słyszałem. Nie jestem specjalistą i jeśli się mylę, to chętnię nauczę się, jak jest naprawdę.
02-12-2012 00:46 
 Ocena 1 na 1
wemir (298 punktów)
>Dla wątku istotne jest to, że moje powyższe rozważania są całkowicie areligijne.

Tutaj jest właśnie część istoty ogólnie poruszanego w tym wątku problemu psychiki wobec przypadkowości. Będąc człowiekiem racjonalnym, opierającym swoje opinie na faktach, to w zależności od dostępnych w danej epoce najlepszych obserwacji i teorii postawa areligijna może być zarówno pro jak i antydeterministyczna.

>możliwość jego [przypadku] wystąpienia istnieje tylko w fizyce kwantowej, a mianowicie w ramach interpretacji kopenhaskiej?

Też bym to tak rozumiał.

>Czy nie jest tak, że fizyka klasyczna jest całkowicie deterministyczna?

Z tego co wiem to całkowicie.

>Gdyby właśnie tak jednak było, to zarówno rzuty kostką, jak również ewolucja biologiczna na ziemi są deterministyczne, gdyż przy tłumaczeniu tych zjawisk można pominąć fizykę kwantową.

Gdyby tak było, że oba powyższe twierdzenia były prawdziwe?
Poniżej postaram się odpowiedzieć.

>Przy rzucie kostką tzw. "przypadkowość" nie polega na indeterminizmie, lecz na braku możliwości przewidzenia przez człowieka z wystarczającą precyzją wszystkich determinujących warunków.

Zgoda.

>Natomiast tzw. "przypadkowość" w ewolucji biologicznej polega na:
>- braku możliwości przewidzenia mutacji genetycznych (zdeterminowanych prawami fizyki klasycznej)

Pozwolę się nie zgodzić, ale jak tego wymaga spór naukowy jednocześnie wyjaśnić mój odmienny punkt widzenia. W przypadku mutacji, przynajmniej ułamek zmian jest związany bezpośrednio z efektami kwantowymi. Będą to np. losowe spontaniczne rozpady (patrz okres półrozpadu) cięższych jąder w wyniku których emitowane będą wysokoenergetyczne fotony, które jeśli znajdą się w okolicy łańcucha dna wywołują bałagan vide mutacje.
Zaburzenia w dna mogą być związane również, z wiązaniami chemicznymi pomiędzy poszczególnymi atomami i molekułami. Wiązania mają jak najbardziej kwantowy charakter i element probabilistyczny może również powodować mutacje.

W tym punkcie możemy więc ze spokojem mówić o przypadkowości bez cudzysłowu.

>- braku możliwości przewidzenia warunków środowiskowych (zdeterminowanych prawami fizyki klasycznej)

I tutaj znów muszę protestować w podobnym tonie jak powyżej. Przynajmniej część warunków środowiskowych funkcjonowania życia w skali mikro ulega wpływom procesów mających mechanizmy całkowicie kwantowe czyli probabilistyczne.

Trzeci podpunkt pomijam milczeniem, gdyż zgadzam się z tymi jego fragmentami, które zrozumiałem.

>Tak więc również w ramach ewolucji biologicznej przypadek (losowość) nie oznacza indeterminizmu.

Mam nadzieję, że przekonałem Cię że jest jednak inaczej.

>Szansa na całkowity indeterminizm istnieje najwyraźniej tylko w fizyce kwantowej.

A ponieważ rzeczywistość jest na pewnym poziomie kwantowa to ta kwantowość wpływa na skalę makro domieszkując indeterminizm min. do procesu ewolucji.

>Przy czym obawiam się, że pozytywnie potwierdzić można tylko zjawiska deterministyczne. Tam, gdzie nie odkryto związku przyczynowego nie można na 100% potwierdzić, że jest to indeterministyczne, gdyż zawsze może jednak istnieć jakaś przyczyna, która nie została jeszcze odkryta - i tak jest w przypadku deterministycznej interpretacji fizyki kwantowej.

A jest taka?
Jeżeli jest to proszę o jakieś dodatkowe informacje na ten temat.

>Reasumjując: nie jest rozstrzygnięte, czy wszechświwat jest deterministyczny u swych podstaw, jednak od pewnej skali wielkości cial fizycznych (tam gdzie nie odgrywa już roli fizyka kwantowa) kształt świata jest zdeterminowany.

Reasumując: nie jest rozstrzygnięte, przy obecnym stanie wiedzy. Ale czy teoria zmiennych ukrytych w mechanice kwantowej został udowodniona być niemożliwą albo fałszywą?
A właśnie, że nie jest.
maceox (6766 punktów)
>>Dla wątku istotne jest to, że moje powyższe rozważania są całkowicie areligijne.
>Tutaj jest właśnie część istoty ogólnie poruszanego w tym wątku problemu psychiki wobec przypadkowości. Będąc człowiekiem racjonalnym, opierającym swoje opinie na faktach, to w zależności od dostępnych w danej epoce najlepszych obserwacji i teorii postawa areligijna może być zarówno pro jak i antydeterministyczna.
Bardzo słuszna uwaga i również dlatego uważam, że podnoszony przeciwko teistom argument, że życie powstało "przypadkiem" jest nieracjonalny, już chociażby dlatego, że kompletnie nic nie tłumaczy, a tylko gmatwa. Chyba że odpowiednio zdefiniuje się "przypadek", ale to rzadko następuje.

>>Natomiast tzw. "przypadkowość" w ewolucji biologicznej polega na:
>>- braku możliwości przewidzenia mutacji genetycznych (zdeterminowanych prawami fizyki klasycznej)
>Pozwolę się nie zgodzić, ale jak tego wymaga spór naukowy jednocześnie wyjaśnić mój odmienny punkt widzenia. W przypadku mutacji, przynajmniej ułamek zmian jest związany bezpośrednio z efektami kwantowymi. Będą to np. losowe spontaniczne rozpady (patrz okres półrozpadu) cięższych jąder w wyniku których emitowane będą wysokoenergetyczne fotony, które jeśli znajdą się w okolicy łańcucha dna wywołują bałagan vide mutacje.
>Zaburzenia w dna mogą być związane również, z wiązaniami chemicznymi pomiędzy poszczególnymi atomami i molekułami. Wiązania mają jak najbardziej kwantowy charakter i element probabilistyczny może również powodować mutacje.
>W tym punkcie możemy więc ze spokojem mówić o przypadkowości bez cudzysłowu.
Jesteś tego pewien? Pan Fizyk raczej do tej pory potwierdzał moje stwierdzenia, że w mutacjach mechanika kwantowa nie odgrywa roli. Ciekawe, co powie na Twoją tezę.

>Trzeci podpunkt pomijam milczeniem, gdyż zgadzam się z tymi jego fragmentami, które zrozumiałem.
ładnie to ująłeś - a czego nie zrozumiałeś?

>>Tak więc również w ramach ewolucji biologicznej przypadek (losowość) nie oznacza indeterminizmu.
>Mam nadzieję, że przekonałem Cię że jest jednak inaczej.
Twoja argumentacja brzmi przekonująco. Mi się wydawało, że fizyka kwantowa odgrywa raczej rolę na poziomie subatomowym. I jak mam już w DNA kawał guaniny albo adeniny, to już na ruchy tych substancji efetky kwantowe roli nie odgrywają. Ale nie wiem. Chętnie sprawdziłbym Twoją tezę. Wiesz to na pewno? Masz jakiś podręcznik albo artykuł?

>>Szansa na całkowity indeterminizm istnieje najwyraźniej tylko w fizyce kwantowej.
>A ponieważ rzeczywistość jest na pewnym poziomie kwantowa to ta kwantowość wpływa na skalę makro domieszkując indeterminizm min. do procesu ewolucji.
Ok, ale jakoś mojej tezy, że jednak nie wpływa Fizyk nie zakwestionował, a wręcz przeciwnie.

>>Przy czym obawiam się, że pozytywnie potwierdzić można tylko zjawiska deterministyczne. Tam, gdzie nie odkryto związku przyczynowego nie można na 100% potwierdzić, że jest to indeterministyczne, gdyż zawsze może jednak istnieć jakaś przyczyna, która nie została jeszcze odkryta - i tak jest w przypadku deterministycznej interpretacji fizyki kwantowej.
>A jest taka?
>Jeżeli jest to proszę o jakieś dodatkowe informacje na ten temat.
de Broglie'a i Bohma:
en.wikipedia.org/wiki/Pilot_wave
www.racjonalista.pl/forum.php/s,288859#w289412

>>Reasumjując: nie jest rozstrzygnięte, czy wszechświwat jest deterministyczny u swych podstaw, jednak od pewnej skali wielkości cial fizycznych (tam gdzie nie odgrywa już roli fizyka kwantowa) kształt świata jest zdeterminowany.
>Reasumując: nie jest rozstrzygnięte, przy obecnym stanie wiedzy. Ale czy teoria zmiennych ukrytych w mechanice kwantowej został udowodniona być niemożliwą albo fałszywą?
>A właśnie, że nie jest.
Niestety jestem laikiem zainteresowanym temat tylko ze względów - powiedzmy - językowych, a mianowicie związanych z nadużywaniem (moim zdaniem) przez racjonalistów słowa "przypadek". Ale czy te "zmienne ukryte" nie występują przypadkiem tylko właśnie w interpretacji deterministycznej, o której ja mówiłem?

Z tego co wiem, to jednak większość naukowców opowiada się za interpretacją kopenhaską, ponieważ lepiej przechodzi przez brzytwę Ockhama.
Pzodrawiam
racjanin (53 punktów)
Moim zdaniem nie ma żadnej przypadkowości,
ponieważ zgodnie z równaniem Schrodingera wszystkie możliwe rozwiązania funkcji falowej realizują się w równoległych światach.
Rzucając monetą w jednym świecie wypadnie orzeł a w drugim reszka, itp.
Tym samym jestem zwolennikiem interpretacji wieloświatowej.
Ponadto uważam że scenariusze przynajmniej niektórych naszych snów są w istocie zlepkiem przeżyć innych naszych "ja" w tych równoległych światach.
Tym samym mózg byłby komputerem kwantowym, gdyż wg jego twórcy - Davida Deutscha, taka jest właśnie jego istota działania - w wielu światach.
02-12-2012 00:04 
 Ocena 1 na 1
wemir (298 punktów)
>Moim zdaniem nie ma żadnej przypadkowości,
>ponieważ zgodnie z równaniem Schrodingera wszystkie możliwe rozwiązania funkcji falowej realizują się w równoległych światach.

Wytoczyłeś ciężkie działa, które wolałem trzymać w zbrojowni.
Interpretację Everetta, albo rozumiesz, albo lepiej pozostawić wyciąganie wniosków zawodowcom.

Już samo to, że wspominasz interpretację wielu światów mówi o Tobie dużo dobrego, ale nie rozpędzałbym się tak w przyjmowaniu modelu wieloświatów za swój światopogląd, albo filozofię.

Jeżeli jesteś fizykiem, albo dobrze znasz temat, to z ciekawością bym się od Ciebie dowiedział czegoś więcej, jak na patrzysz na tę teorię.
Jak np. się wnioskuje z modelu Everetta, że nie ma przypadkowości?
Myślałem, że wniosek jest wręcz odwrotny.

>Ponadto uważam że scenariusze przynajmniej niektórych naszych snów są w istocie zlepkiem >przeżyć innych naszych "ja" w tych równoległych światach.

Tutaj poszedłeś za daleko.
Jeżeli opierasz swoje zdanie na jakiś faktach to proszę przytocz je.

>Tym samym mózg byłby komputerem kwantowym, gdyż wg jego twórcy - Davida Deutscha,

Rozumiem, że uważasz iż Deutsch jest twórcą komputera kwantowego.
Sprawdzisz dla mnie, czy tak na pewno jest?
Będę wdzięczny.
A z tego co wiem to też nie jest potwierdzony kwantowy charakter funkcjonowania mózgu.
Klasyczne modele z przepływem ładunków przez przewody zdają się odnosić olbrzymie sukcesy ostatnimi czasy.
Oczywiście trzeba analizować szczególnie złożone układy, ale podstawowe procesy są klasyczne.

>taka jest właśnie jego istota działania - w wielu światach.

Tutaj pojawia się delikatna kwestia styku rzeczywistości i teoretycznego modelu fizycznego.
Jestem szczerze przekonany iż teoria Deutscha jest bezbłędna.
Jednak nie każda spójna teoria zgadza się z rzeczywistością.
Aby uzyskać przekonanie iż to właśnie wieloświaty dobrze opisują rzeczywistość trzeba porównać przewidywania teoretycznego modelu z wynikami pomiarów.
Nie znam wyników, które by obalały tę teorię, albo jednoznacznie ją wskazywały jako najlepszy model naszej rzeczywistości.
Do czasu jednoznacznego wyklarowania sprawy najlepiej pozostawać sceptycznym.
Można jeszcze zająć się samodzielnymi próbami badania tej teorii, ale z wiadomych względów to zadanie nie dla każdego.

Serdecznie pozdrawiam i czekam na ripostę.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365