Racjonalista - Strona głównaDo treści
Gender

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
05-12-2013 23:04worek kości (2937 punktów)Gender
Ocena 6 na 6
Przy okazji ostatniego zamieszania wokół Michalika na świeczniku znaleźli się zwolennicy tzw. teorii gender, którzy, jak wieść gminna niesie, m.in. utrzymują, że o tożsamości płciowej świadczy bardziej wychowanie i kultura niż biologia. Wstyd się przyznać, ale jako osoba o wykształceniu humanistycznym mam dość mętne pojęcie o metodologii gender studies, jednak po obejrzeniu np. tego filmu:

www.youtube.com/watch?v=5oGL7njQwrg

Zaczynam sympatyzować ze stroną gender-sceptyczną. Co ciekawe, a o czym się jakoś zbyt głośno nie mówi, między innymi pod wpływem zamieszania wywołanego przez autora tych reportaży, zamknięto w Norwegii instytut gender studies.

Jak się komuś nie chce tego oglądać - chociaż film jest całkiem zgrabnie zmontowany - główne tezy:

1. Istnieją twarde, empiryczne dowody, że dzieci przejawiają cechy "typowo męskie" lub "typowo kobiece" już w pierwszych miesiącach życia, zanim w ogóle nastąpi jakikolwiek proces kulturowej socjalizacji.
2. W bogatych krajach, gdzie warunki ekonomiczne pozwalają kształtować się zawodowo zgodnie z zainteresowaniami, a nie pod przymusem, ujawniają się naturalne ludzkie inklinacje - faceci wybierają zawody techniczne, a kobiety - społeczne (np. w bogatej i tolerancyjnej Norwegii 90% inżynierów to mężczyźni, a 90% pielęgniarek stanowią kobiety).
3. Badacze promujący genders ignorują wyniki badań przyrodniczych w imię "rzucania intelektualnego wyzwania myśleniu biologicznemu" i promują swoje pomysły wbrew empirycznym faktom.

Wniosek:
1. Jeśli biologia stoi ponad kulturą, to pomysły gendersów w stylu np. przebierania chłopców w przedszkolu w sukienki (i zobaczymy, co będzie) to nieodpowiedzialna i być może rzeczywiście, jak twierdzi KK (bo tylko KK o tym głośno mówi), groźna ideologia.
2. Na ironię losu zakrawa fakt, że jeśli zarzuty przedstawione w linkowanym filmie są prawdą, to okazuje się, w przypadku sporu o gender, że to KK jest tutaj stroną, która broni nauki.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>teorii gender, którzy, jak wieść gminna niesie, m.in. utrzymują, że o tożsamości płciowej świadczy
>bardziej wychowanie i kultura niż biologia. Wstyd się przyznać, ale jako osoba o wykształceniu
...
>Zaczynam sympatyzować ze stroną gender-sceptyczną. Co ciekawe, a o czym się jakoś zbyt głośno nie

Ja już od dzieciństwa podejrzewałem, że płeć nie zależy od tego co się dziecku wmówi, a jest (pomijając pewne odchyłki) wrodzona. Cieszę się Worku, że i Ty po latach doszedłeś do podobnych wniosków.
setarkos (10757 punktów)
> Jeśli biologia stoi ponad kulturą, to pomysły gendersów (..) to groźna ideologia.
Groźna dla biologii czy dla kultury?
[I dlaczego założenie o wyższości biologii - czy (ludzka) kultura nie stara się właśnie wydobywać z okowów popędów (lub choć je oswoić)?]

> to KK jest tutaj stroną, która broni nauki.
Jeśli nauka ma umacniać (zakładaną chyba przez KK) przewagę biologii nad kulturą.
A powinna?
06-12-2013 09:11 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
> czy (ludzka) kultura nie stara się właśnie wydobywać z okowów popędów...

Jak to zgrabnie ujął Freud: tam gdzie jest es (natura) powinno być ich (ja, świadomość).

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Przy okazji ostatniego zamieszania wokół Michalika na świeczniku znaleźli się zwolennicy tzw.
>teorii gender, którzy, jak wieść gminna niesie, m.in. utrzymują, że o tożsamości płciowej świadczy
>bardziej wychowanie i kultura niż biologia.

>Jak się komuś nie chce tego oglądać - chociaż film jest całkiem zgrabnie zmontowany

Na kolana nie powala, ale niech będzie.

>1. Istnieją twarde, empiryczne dowody, że dzieci przejawiają cechy "typowo męskie" lub "typowo
>kobiece" już w pierwszych miesiącach życia, zanim w ogóle nastąpi jakikolwiek proces kulturowej
>socjalizacji.

A czy taka predestynacja biologiczna powinna być dominującym czynnikiem, według którego dziecko postrzega samo siebie i jest postrzegane przez społeczeństwo ?

>2. W bogatych krajach, gdzie warunki ekonomiczne pozwalają kształtować się zawodowo zgodnie z
>zainteresowaniami, a nie pod przymusem, ujawniają się naturalne ludzkie inklinacje - faceci
>wybierają zawody techniczne, a kobiety - społeczne (np. w bogatej i tolerancyjnej Norwegii 90%
>inżynierów to mężczyźni, a 90% pielęgniarek stanowią kobiety).

Bo tak było tradycyjnie, a siłą rzeczy społeczeństwo (niestety) nie ucieknie od tradycji.
Warto jednak zauważyć, że inżynieria coraz częściej wybierana jest przez kobiety i zamiast wyciągać tezy dajmy temu jeszcze czas :
en.wikiped(*)istory_of_women_in_engineering

>3. Badacze promujący genders ignorują wyniki badań przyrodniczych w imię "rzucania intelektualnego
>wyzwania myśleniu biologicznemu" i promują swoje pomysły wbrew empirycznym faktom.

Każda socjologia tak robi.

>Wniosek:
>1. Jeśli biologia stoi ponad kulturą, to pomysły gendersów w stylu np. przebierania chłopców w
>przedszkolu w sukienki (i zobaczymy, co będzie) to nieodpowiedzialna i być może rzeczywiście, jak
>twierdzi KK (bo tylko KK o tym głośno mówi), groźna ideologia.

Kościół pieje na to gender, a rzeczywistej szkody jakoś nigdy nie podał. Poza tym, Worku, każdy szczery intelektualnie człowiek Ci powie, że kościół atakuje gender bo zaprzecza ich tradycyjnemu systemowi.

>2. Na ironię losu zakrawa fakt, że jeśli zarzuty przedstawione w linkowanym filmie są prawdą, to
>okazuje się, w przypadku sporu o gender, że to KK jest tutaj stroną, która broni nauki.
>

Nie broni nauki, tylko nie zgadza się teorią socjologiczną.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
16-12-2013 20:49 
 Ocena 1 na 1
Sztyler (2 punktów)
>>3. Badacze promujący genders ignorują wyniki badań przyrodniczych w imię "rzucania intelektualnego
>>wyzwania myśleniu biologicznemu" i promują swoje pomysły wbrew empirycznym faktom.
>Każda socjologia tak robi.

Nie każda socjologia tak robi. Mówię tu o socjobiologii/psychologii ewolucyjnej.
06-12-2013 08:49
 Ocena 14 na 14
Joaśka (59 punktów)

>2. W bogatych krajach, gdzie warunki ekonomiczne pozwalają kształtować się zawodowo zgodnie z
>zainteresowaniami, a nie pod przymusem, ujawniają się naturalne ludzkie inklinacje - faceci
>wybierają zawody techniczne, a kobiety - społeczne (np. w bogatej i tolerancyjnej Norwegii 90%
>inżynierów to mężczyźni, a 90% pielęgniarek stanowią kobiety).


Więc w tym przypadku gender chroni po 10% kobiet i mężczyzn w ww. zawodach, żeby mogli pracować tak jak chcą i byli traktowani na równi z pozostałymi 90% inżynierów/pielęgniarek.
06-12-2013 14:08 
 Ocena 3 na 3
worek kości (2937 punktów)
>Więc w tym przypadku gender chroni po 10% kobiet i mężczyzn w ww. zawodach, żeby mogli pracować tak jak chcą

Takie proporcje ustaliły się same, bez niczyjej ingerencji. Ideolodzy gender wprowadziliby tutaj parytety - żeby kobiet i mężczyzn było po równo. To taka równość na siłę.

bembergiem w berg
07-12-2013 10:09 
 Ocena 5 na 5
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Takie proporcje ustaliły się same, bez niczyjej ingerencji. Ideolodzy gender wprowadziliby tutaj parytety - żeby kobiet i mężczyzn było po równo. To taka równość na siłę.

Dyskutowałbym raczej, że takie proporcje ustaliły się właśnie z racji historycznego postrzegania kobiet, nie pozwalania im iść na uniwersytety i traktowana jako maszynkę do zmywania i rodzenia dzieci.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
09-12-2013 14:11 
 Ocena 2 na 2
Joaśka (59 punktów)
>>Więc w tym przypadku gender chroni po 10% kobiet i mężczyzn w ww. zawodach, żeby mogli pracować tak jak chcą
>Takie proporcje ustaliły się same, bez niczyjej ingerencji. Ideolodzy gender wprowadziliby tutaj parytety - żeby kobiet i mężczyzn było po równo. To taka równość na siłę.
>
bembergiem w berg


No właśnie nie - ja bym podsumowała gender tak - NIC na siłę.
Chodzi o to, żeby każdy mógł żyć tak jak chce i się czuje.
/oczywiście nie robiąc innym krzywdy/

A parytety to inna para kaloszy.
09-12-2013 16:48 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)

>No właśnie nie - ja bym podsumowała gender tak - NIC na siłę.
>Chodzi o to, żeby każdy mógł żyć tak jak chce i się czuje.

Zabawię się w adwokata diabła: Ilu muzyków, sportowców, tancerzy osiągnęło sukcesy i sławę bo rodzice ich zmuszali do nauki, ćwiczeń, treningów, choć dziecko chciało czegoś zupełnie innego?
09-12-2013 16:53 
 Ocena 7 na 7
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Zabawię się w adwokata diabła: Ilu muzyków, sportowców, tancerzy osiągnęło sukcesy i sławę bo rodzice ich zmuszali do nauki, ćwiczeń, treningów, choć dziecko chciało czegoś zupełnie innego?
W takim razie ja odwrócę pytanie - ilu dzieciom rodzice nieudacznicy zmarnowali życie próbując realizować za ich pomocą swoje chore ambicje?
09-12-2013 17:19 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Zabawię się w adwokata diabła: Ilu muzyków, sportowców, tancerzy osiągnęło sukcesy i sławę bo rodzice ich zmuszali do nauki, ćwiczeń, treningów, choć dziecko chciało czegoś zupełnie innego?
>W takim razie ja odwrócę pytanie - ilu dzieciom rodzice nieudacznicy zmarnowali życie próbując realizować za ich pomocą swoje chore ambicje?
Najgorsze jest to, że jak często w życiu bywa - obaj Panowie macie rację.

Ale najgorszym przypadkiem jest chyba marnowanie wielkich talentów przez rodzinę i otoczenie wynikające z biedy i głupoty, a tak wszakże też się często zdarza.
Geniuszy też wcale nie rodzi się więcej w rodzinach bogatych, a ludzkie kariery najczęściej z zamożnością rodzin są połączone.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
09-12-2013 20:14 
 Ocena 5 na 5
szarley (54913 punktów)
>Ale najgorszym przypadkiem jest chyba marnowanie wielkich talentów przez rodzinę i otoczenie wynikające z biedy i głupoty, a tak wszakże też się często zdarza.
>Geniuszy też wcale nie rodzi się więcej w rodzinach bogatych, a ludzkie kariery najczęściej z zamożnością rodzin są połączone.

Dlatego jestem tak gorącym orędownikiem sprawnych systemów stypendialnych, budowania w ośrodkach akademickich tanich kwater dla studentów ze wsi, ulg dla uczniów w komunikacji, wspierania przez społeczeństwo zainteresowań sportowych, artystycznych, naukowych, przywrócenia poziomu telewizji publicznej i mnóstwa innych cińcibołów, które zrobią z Janka Muzykanta Jana Baptystę Kleczyńskiego
(pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Baptysta_Kleczyński)

>Pozdrawiam serdecznie.
Wzajemnie
09-12-2013 20:19 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Zabawię się w adwokata diabła:
>W takim razie ja odwrócę pytanie - ilu dzieciom rodzice nieudacznicy zmarnowali życie próbując realizować za ich pomocą swoje chore ambicje?

Mój klient nie upoważnił mnie do odpowiadania na Twoje pytanie
06-12-2013 08:58
 Ocena 25 na 25
Meretseger (61860 punktów)
Całe zamieszanie wokół gender studies opiera się na nieporozumieniu i/lub świadomej manipulacji. Raczej "i". Tzw. społeczeństwo nie zadaje sobie trudu, by coś na ten temat poważnego poczytać (co się dziwić, niektórzy nie są w stanie nawet zwykłego kryminału przeczytać, co tu mówić o popularnonaukowej książce), naukowcy ze swoim socjologicznym językiem do nich nie trafiają, za to księże kazania i owszem. A kościelni manipulują - podkreślam z całą świadomością - manipulują, bo nie wierzę, żeby uczeni ludzie z doktoratami co najmniej nie rozumieli tak prostych pojęć, jak "płeć biologiczna" i "społeczne postrzeganie płci". Biologicznej płci nie zmienisz żadnym wychowaniem, tak samo jak kociaka syjamskiego nie wychowasz na niemieckiego doga. Możesz za to wychować dwie osoby - chłopca i dziewczynkę - które będą się wzajem szanować i cenić, a dla których nie będzie problemem ani naprawa kranu, ani umycie podłogi, ani przewinięcie niemowlaka. Dla żadnej z tych osób, bez względu na to, która jest którą biologicznie. Taki jest wymóg obecnych czasów i cena cywilizacji XXI wieku. Tego Kościół nijak nie potrafi zrozumieć, bo mentalnie tkwi w pierwszych wiekach chrześcijaństwa i nadal uważa, że kobieta powinna słuchać i służyć, a nie pokazywać, co potrafi. Stąd kościelny ośli upór w kwestii "cech męskich" i "cech kobiecych", które to cechy, właściwe obu płciom bez wyjątku, pogrupowano po uważaniu i tak samo przypisano.
>1. Istnieją twarde, empiryczne dowody, że dzieci przejawiają cechy "typowo męskie" lub "typowo kobiece" już w pierwszych miesiącach życia
W jakim znaczeniu te cechy? Jeśli w biologicznym, to jest to bezspornie prawda, przynajmniej w większości przypadków. Jeśli chodzi o inny aspekt "męskości" czy "kobiecości" (cokolwiek to znaczy), to proszę o przykłady. Dla mnie niemowlęta obu płci tak samo płaczą, śmieją się, jedzą, wydalają, chwytają rączkami kocyk, gaworzą do grzechotki, ciągną matkę za włosy, a ojcu wydłubują oko.
>2. W bogatych krajach, gdzie warunki ekonomiczne pozwalają kształtować się zawodowo zgodnie z zainteresowaniami, a nie pod przymusem, ujawniają się naturalne ludzkie inklinacje - faceci wybierają zawody techniczne, a kobiety - społeczne (np. w bogatej i tolerancyjnej Norwegii 90% inżynierów to mężczyźni, a 90% pielęgniarek stanowią kobiety).
A jak się to rozkłada w grupach wiekowych?
>3. Badacze promujący genders ignorują wyniki badań przyrodniczych w imię "rzucania intelektualnego wyzwania myśleniu biologicznemu" i promują swoje pomysły wbrew empirycznym faktom.
Jakim faktom? Raczej kościelnym faktoidom.
>1. Jeśli biologia stoi ponad kulturą
Wniosek błędny. Biologia nie stoi ani nad, ani pod kulturą.
>pomysły gendersów w stylu np. przebierania chłopców w przedszkolu w sukienki (i zobaczymy, co będzie) to nieodpowiedzialna i być może rzeczywiście, jak twierdzi KK (bo tylko KK o tym głośno mówi), groźna ideologia.
Jeśli KK zacznie tak ludziom wmawiać, to rzeczywiście zrobi się groźnie. Na razie jest to zabawa w typie RPG - poczuj, jak to jest być chłopcem/dziewczynką - z tym, że dziewczynek nie trzeba przebierać w spodnie. Na razie ani to nieodpowiedzialne, ani groźne - odrobina empatii nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Kościół uważa inaczej?
06-12-2013 14:14 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Całe zamieszanie wokół gender studies opiera się na nieporozumieniu i/lub świadomej manipulacji. Raczej "i".
Myślę podobnie, cały "problem" gender, to nieporozumienie.

>Tzw. społeczeństwo nie zadaje sobie trudu, by coś na ten temat poważnego poczytać (co się dziwić, niektórzy nie są w stanie nawet zwykłego kryminału przeczytać, co tu mówić o popularnonaukowej książce), naukowcy ze swoim socjologicznym językiem do nich nie trafiają, za to księże kazania i owszem.
Myślę, że niektórzy czytają, tylko zbyt krótko. W wikipedii pierwsze elementy definicji gender brzmią:

Gender (ang. gender, czyt. dżender - płeć, rodzaj gramatyczny) - płeć kulturowa, płeć społeczna, społeczno-kulturowa tożsamość płciowa...

a więc kojarzy się, że ideologia gender to próba narzucenia płci kulturowej, jkaby nad biologiczną.

Idea (w odróżnieniu od ideologii) gender to nic innego niż po prostu równouprawnienie.

>A kościelni manipulują - podkreślam z całą świadomością - manipulują, bo nie wierzę, żeby uczeni ludzie z doktoratami co najmniej nie rozumieli tak prostych pojęć, jak "płeć biologiczna" i "społeczne postrzeganie płci".
Tak, manipulują. Ja uważam jednak, że gender jest także mocno wykorzystywany przez środowiska antyklerykalne, feministyczne, LGBT do walki o swoje cele. W tym wykorzystywaniu gender nie ma nic złego, o ile nie wykracza to poza zdrowy rozsądek. A wydaje mi się, że niestety często wykracza. I nie zawsze chodzi o równouprawnienei, ale często o walkę z kulturą i zwyczajami oraz po prostu z biologią. I wówczas idea gedner zamienia się w ideologię gender.

Ja sam jestem ideowcem gender, ale nie ideologiem. Przykład:

- jeśli kobieta chce zostać pilotem samolotu, to ma obsolutnie do tego prawo i nikt nie może jej utrudniać kariery, ani nawet krzywo patrzeć że chce być pilotem. To jest idea.

- jeśli jednak ktoś oczekuje że należy się kobietom 50% miejsc za kokpitem to jest to ideologia.

- jeśli kobiet jest mało w polityce, to róbmy wiele, aby było ich więcej, pomagajmy jak możemy, to jest idea,

- jeśli jednak ktoś oczekuje parytetów to jest ideologia,

itd...

Przykładami ideologii, niegroźnymi, bo incydentalnymi są też te z osławionego już przedszkola w Rybniku.

Istnieje całkiem duże ryzyko, aby przez ideologów, doszło do kretyńskich zmian w prawie, jak np w niektórych krajach: parytety dla studentów/tek, w radach nadzorczych. Ale też w Polsce - widziałem kiedyś projekt unijny na budowę kanalizacji ścieków, udowadniano w nim, że kanalizacja będzie w równym stopniu wykorzystywana przez kobiety i meżczyzn, bo za to były punkty przy ocenie proejktu.

Krótko:

idea - tak
ideologia - nie
Fafciu (953 punktów)
>I nie zawsze chodzi o równouprawnienei, ale często o walkę z kulturą
"Wenn ich Kultur höre ... entsichere ich meinen Browning!"


06-12-2013 14:35 
 Ocena-2 na 8
worek kości (2937 punktów)
>Biologicznej płci nie zmienisz żadnym wychowaniem, tak samo jak kociaka syjamskiego nie wychowasz na niemieckiego doga. Możesz za to wychować dwie osoby - chłopca i dziewczynkę - które będą się wzajem szanować i cenić, a dla których nie będzie problemem ani naprawa kranu, ani umycie podłogi, ani przewinięcie niemowlaka.

Dla facetów nigdy nie było problemem naprawić kran, podobnie jak dla kobiet nie było problemem zmienianie pieluch.

>Dla żadnej z tych osób, bez względu na to, która jest którą biologicznie.

Jakoś kobiety nie garną się - jeśli nie muszą - do zawodów wymagających obsługi maszyn, dźwigania i posługiwania się brudnymi narzędziami.

>Taki jest wymóg obecnych czasów

Jasne, to dziejowa konieczność. Świadomie (lub nie) używasz marksistowskiej retoryki, a ludzie się czepiają tych porównań, że niby gender to wcale nie jest marksizmem.

>Tego Kościół nijak nie potrafi zrozumieć, bo mentalnie tkwi w pierwszych wiekach chrześcijaństwa i nadal uważa, że kobieta powinna słuchać i służyć, a nie pokazywać, co potrafi.

Kobiety potrafią to samo, co mężczyźni, tylko problem w tym, że jednak co innego je interesuje, a więc rozwijają się w innych dziedzinach. I świetnie to pokazuje przypadek Norwegii - tolerancyjny i zamożny kraj, w którym każdy może robić to, co chce, i nagle kobiety wybierają zawody "typowo kobiece", a faceci "typowo męskie".

>>1. Istnieją twarde, empiryczne dowody, że dzieci przejawiają cechy "typowo męskie" lub "typowo kobiece" już w pierwszych miesiącach życia
>W jakim znaczeniu te cechy? Jeśli w biologicznym, to jest to bezspornie prawda, przynajmniej w większości przypadków. Jeśli chodzi o inny aspekt "męskości" czy "kobiecości" (cokolwiek to znaczy), to proszę o przykłady.

W linkowanym filmie jest mowa o badaniach, z których wynika, że już w okresie niemowlęcym, uwaga chłopców kieruje się ku maszynom/konstrukcjom, a dziewczynek ku twarzom.

>>2. W bogatych krajach, gdzie warunki ekonomiczne pozwalają kształtować się zawodowo zgodnie z zainteresowaniami, a nie pod przymusem, ujawniają się naturalne ludzkie inklinacje - faceci wybierają zawody techniczne, a kobiety - społeczne (np. w bogatej i tolerancyjnej Norwegii 90% inżynierów to mężczyźni, a 90% pielęgniarek stanowią kobiety).
>A jak się to rozkłada w grupach wiekowych?

Nie wiem, a jakie to może mieć znaczenie?

>>3. Badacze promujący genders ignorują wyniki badań przyrodniczych w imię "rzucania intelektualnego wyzwania myśleniu biologicznemu" i promują swoje pomysły wbrew empirycznym faktom.
>Jakim faktom? Raczej kościelnym faktoidom.

Obejrzyj sobie ten filmik.

>Na razie jest to zabawa w typie RPG - poczuj, jak to jest być chłopcem/dziewczynką

A później będzie - bycie dziewczynką lub chłopcem jest czymś dowolnym.

bembergiem w berg
06-12-2013 14:40 
 Ocena 12 na 12
Ratatoskr (4439 punktów)
>>Na razie jest to zabawa w typie RPG - poczuj, jak to jest być chłopcem/dziewczynką
>A później będzie - bycie dziewczynką lub chłopcem jest czymś dowolnym.

Widzisz w tym jakiś problem?
Jeśli ktoś ci każe *dowolnie* wybrać, czy jesteś chłopcem czy dziewczynką, to jaki będzie twój wybór? I czy coś stracisz na takiej możliwości wyboru?
06-12-2013 14:43 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)

>Dla facetów nigdy nie było problemem naprawić kran
Akurat...
>podobnie jak dla kobiet nie było problemem zmienianie pieluch.
Nie wiesz, co mówisz. Było.
>W linkowanym filmie jest mowa o badaniach, z których wynika, że już w okresie niemowlęcym, uwaga chłopców kieruje się ku maszynom/konstrukcjom, a dziewczynek ku twarzom.
Gucio prawda, jak mawia p. Andrzej Bogusławski. Nie wiem, kto robił te "badania", ale chyba w życiu niemowlęcia nie widział.
>>A jak się to rozkłada w grupach wiekowych?
>Nie wiem, a jakie to może mieć znaczenie?
Kluczowe.
>Obejrzyj sobie ten filmik.
Wybacz, ale nie interesuje mnie kościelna propaganda.
06-12-2013 17:07 
 Ocena 1 na 3
worek kości (2937 punktów)
>Wybacz, ale nie interesuje mnie kościelna propaganda.

1. Filmik nie ma nic wspólnego z KK.
2. Jeśli ma Pani czas, to niech Pani przyjdzie 12 grudnia o 15 na KUL, na wykład księdza Oko (www.kul.pl(*)ympozjum_metafizyczne_2013.pdf). Świetna okazja, żeby:
2.1. Zadać księdzu Oko kilka niewygodnych pytań.
2.2. Poznać worka kości (który, co może być nieco zaskakujące, wśród tamtejszych doktorantów ma opinię walczącego ateisty).

bembergiem w berg
08-12-2013 15:22 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>2.1. Zadać księdzu Oko kilka niewygodnych pytań.

Lublin jest za daleko, ale mam jedno niewygodne pytanie dla księdza Oko. Wykład, czy rozmowa działają na emocje i nie ma tam czasu na pokazanie dowodów, jest to bardziej przerzucanie się ogólnikami. Jest też możliwość do mówienia bzdur, bo w czasie takiego występu na żywo nie ma czasu by sprawdzić i wskazać wszystkie te głupoty i przekłamania. Pytanie właściwe, czy ksiądz Oko popełnił jakąś publikację w której są odnośniki do badań na które się ciągle powołuje w swoich wystąpieniach.
09-12-2013 07:34 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>1. Filmik nie ma nic wspólnego z KK.
Formalnie nie.
Zastanawiam się, kto z kogo czerpie - naukawcy z Kościoła, czy Kościół z naukawców.
>2.1. Zadać księdzu Oko kilka niewygodnych pytań.
Obawiam się, że nie zdołam. To czwartek, a w czwartki, chcąc nie chcąc, do 17 tkwię w pracy.
>2.2. Poznać worka kości (który, co może być nieco zaskakujące, wśród tamtejszych doktorantów ma opinię walczącego ateisty).
Kuszące I wcale się nie dziwię tej opinii Worka kości jako osobę... hm... nazwijmy to - nieco przewrotną zdołałam już poznać.
Tylko proszę, nie "Pani".
06-12-2013 19:06 
 Ocena 6 na 6
diogenes (42753 punktów)
>Jakoś kobiety nie garną się - jeśli nie muszą - do zawodów wymagających obsługi maszyn, dźwigania i posługiwania się brudnymi narzędziami.

Tylko że życie zmusza do zmiany ról i ich rozmycia. Nie są to sytuacje wyjątkowe. Wieś na końcu świata (a dużo tych końców). Umiera mąż. Żona zostaje sama z piątką dzieci. Po kilku latach umiera i ona. Najstarszy syn, 17, opiekujue się rocznym dzieckiem. Musi przerwać edukację. Itd. Znam masę takich sytuacji. Kobieta, która na rowerze woziła 7km ogromną bańkę z mlekiem do zlewni na zawsze utkwiła mi w pamięci. Role nie zawsze są kwestą wyboru: to sytuacja zmusza do ich zmiany, co pokazuje, że nie są one dane raz na zawsze. Człowiek jest istotą plastyczną, w pewnym sensie pozbawioną istoty (motyw egzystencjalny). W dobie rozwoju modycyny i biotechnologii zmiany te mogą sięgać do jego biologicznego rdzenia i żadna "ponadnaturalna" instancja (tzn. taki lub inny katabas) nie ma tu nic do gadania. Na setki sposobów definiowano już człowieka. Moim zdaniem człowiek to ciągły eksperyment. Ograniczone umysły chciałyby ograniczyć go do tradycyjnych ról.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Selanos (12869 punktów)
>Dla facetów nigdy nie było problemem naprawić kran, podobnie jak dla kobiet nie było problemem zmienianie pieluch.

Co za dziwna ze mnie istota - tego pierwszego nie chcę mi się robić, a tego drugiego się brzydzę

>Jakoś kobiety nie garną się - jeśli nie muszą - do zawodów wymagających obsługi maszyn, dźwigania i posługiwania się brudnymi narzędziami.

Jedna z moich koleżanek studiuje inżynierię produkcji, czy jakoś tak, a druga jest tanatokosmetologiem. Pierwsze chyba ma jakiś związek z maszynami, przynajmniej takie odnoszę wrażenie patrząc na nazwę, a to drugie na pewno jest dość, jakby to delikatnie ująć, odpychające.

>Kobiety potrafią to samo, co mężczyźni, tylko problem w tym, że jednak co innego je interesuje, a więc rozwijają się w innych dziedzinach. I świetnie to pokazuje przypadek Norwegii - tolerancyjny i zamożny kraj, w którym każdy może robić to, co chce, i nagle kobiety wybierają zawody "typowo kobiece", a faceci "typowo męskie".

W Polsce nie potrafimy się uczyć na własnych błędach, o cudzych nie wspominając. Nie zdziwię się, jak się okaże, że ktoś wpadnie na pomysł w stylu 50% studentów kierunków technicznych to mają być kobiety. I nie zdziwię się, jak to się okażę głupim, niepotrzebnym pomysłem.

>>Na razie jest to zabawa w typie RPG - poczuj, jak to jest być chłopcem/dziewczynką
>A później będzie - bycie dziewczynką lub chłopcem jest czymś dowolnym.

Ło boże, myślę, że gdyby ktoś w przedszkolu kazał mi się przebrać w sukienkę, to byłbym szczerze obrażony i czułbym się poniżony. Ani to wygodne, a jak ego cierpi...
07-12-2013 17:14 
 Ocena 15 na 15
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dla facetów nigdy nie było problemem naprawić kran, podobnie jak dla kobiet nie było problemem zmienianie pieluch.
Moja małżonka jest wnuczką rusznikarza, który był mistrzem w zawodzie wykonującym unikalne egzemplarze broni myśliwskiej. Miała czterech braci bardzo manualnie po dziadku uzdolnionych i od wczesnego dzieciństwa była kształtowana, razem z braćmi, w warsztacie mechanicznym. Nie tylko kran, ale także samochód i telewizor - w czasach gdy jeszcze to naprawiano - nie był dla niej problemem.
Gdyby jej rodzice potrafili to zrozumieć byłaby dziś inżynierem mechanikiem, a nie ogrodnikiem. Córka też wszystkie podstawowe narzędzia mechaniczne potrafi obsłużyć i ani jednej, ani drugiej nie ujmuje to nic kobiecości. Pieluchy mojej córce zmieniałem i żadnej łaski nikomu tym nie robiłem.

>>>>Dla żadnej z tych osób, bez względu na to, która jest którą biologicznie.
>Jakoś kobiety nie garną się - jeśli nie muszą - do zawodów wymagających obsługi maszyn, dźwigania i posługiwania się brudnymi narzędziami.
Nigdy i nigdzie, nie wszyscy i nie razem. Różnie bywa. Ale - jak widać - ma Pan ograniczone znajomości, a także wiedzę o potrzebach kobiet. Naprawdę większość kobiet nie marzy aby zostać zakonnicami, część marzy aby zostać biskupem, a część aby zostać np. dowódcą czołgu, czy lotniskowca itd.

>>>>Taki jest wymóg obecnych czasów
>Jasne, to dziejowa konieczność. Świadomie (lub nie) używasz marksistowskiej retoryki, a ludzie się czepiają tych porównań, że niby gender to wcale nie jest marksizmem.
Trzeba być mocno ograniczonym idiotą nie mającym zielonego pojęcia ani o marksizmie, ani o gender zestawiać te koncepcje ze sobą, choć ani jedno, ani drugie nie jest takie straszne jak to Kościół maluje. W jednym i drugim jest sporo mądrości wynikającej z racjonalnej obserwacji społecznej rzeczywistości. Marks znacznie więcej zaczerpnął z chrześcijaństwa, niż gender czerpie z marksizmu, choć i tu i tu niewiele.

>>>>Tego Kościół nijak nie potrafi zrozumieć, bo mentalnie tkwi w pierwszych wiekach chrześcijaństwa i nadal uważa, że kobieta powinna słuchać i służyć, a nie pokazywać, co potrafi.
>Kobiety potrafią to samo, co mężczyźni, tylko problem w tym, że jednak co innego je interesuje, a więc rozwijają się w innych dziedzinach.
A skąd Pan to wie. Proszę o naukowe dane. Ludzie są różni - niezależnie od płci - i jednych interesuje to, a innych tamto. Kościół chciałby ludziom nakazywać co mają myśleć i robić, a gender uczy możliwości swobodnego wyboru. Nie podobają mi się ani kobiety w wojsku, ani boks kobiecy, ale są takie panie, które to lubią i nie widzę żadnych podstaw, aby ktokolwiek miał prawo im tego zabronić. Istnieją mężczyźni, którzy lubią przebierać się w sukienki - nie podoba mi się to, ale nie widzę żadnych podstaw, aby ktokolwiek miał prawo im tego zabronić.

>I świetnie to pokazuje przypadek Norwegii - tolerancyjny i zamożny kraj, w którym każdy może robić to, co chce, i nagle kobiety wybierają zawody "typowo kobiece", a faceci "typowo męskie".
Zna Pan pozycję kobiet w Norwegii i ich możliwości wyboru? Wydaje mi się, że jak większość polskiego kleru nic Pan na ten temat nie wie? Jeżeli Polki osiągną ten poziom, który jest naturalnym w Norwegii, to polskie feministki będą szczęśliwe, a polski Kościół mocno zgnębiony. Przecież właśnie o to chodzi! O możliwość swobodnego wyboru.

PS. Inteligencja nie boi się "czarnego luda", najlepszym dowodem, że Marks musiał mieć sporo racji jest straszenie nim, a im ktoś mniej wie i rozumie tym więcej straszy. Marks to całkiem przyzwoity XIX wieczny myśliciel. Dzisiaj już zaliczany w świecie do klasyki, bez którego (wraz z grupą kilkudziesięciu innych myślicieli) trudno zrozumieć współczesną rzeczywistość. Krytyczne czytanie rozwija.

Miłego dnia.

@@@
.
07-12-2013 19:39 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>A później będzie - bycie dziewczynką lub chłopcem jest czymś dowolnym.

Radzę zerknąć do statystyki ludzi w momencie przychodzenia na świat. Niemcy: na 2000 urodzin nie da się jednoznacznie ustalić płci noworodka. Sama natura jest gender i akurat w tym przypadku działa poza zasadą tertium non datur.

www.gender(*)zpdf/gkompz_was_ist_gender.pdf

oraz:

www.tvn24.(*)a-plec-w-niemczech,347963.html

Jezus w kiczowatej świadomości społecznej jest też poza logiką dwuwartościwą:




Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
06-12-2013 09:12
 Ocena 16 na 16
diogenes (42753 punktów)
>Jeśli biologia stoi ponad kulturą, to pomysły gendersów...

Celibat to zdaje się też genders. W ogóle asceza (biczowania, posty, itp.) tez ma dowodzić prymatu ducha nad materią. Kościół od początku był gender.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
06-12-2013 09:28 
 Ocena 11 na 11
setarkos (10757 punktów)
> Kościół od początku był gender.
Faktycznie! Nawet gołym okiem widać, że nie wzbrania się przed przebieraniem chłopców w sukienki.
06-12-2013 22:56 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>> Kościół od początku był gender.
>Faktycznie! Nawet gołym okiem widać, że nie wzbrania się przed przebieraniem chłopców w sukienki.

O innych rolach tych chłopców nie wspominając. Chociaż to raczej nawiązanie do starożytnej Grecji, w pewnym pokrętnym sensie.
07-12-2013 16:06 
 Ocena 5 na 5
diogenes (42753 punktów)
>Nawet gołym okiem widać, że nie wzbrania się przed przebieraniem chłopców w sukienki.

Otóż to. Znam historię pewnego powołania zakonnego: wszsytko zaczęło się od tego, że chłopczyk wolał, aby ubierano go w sukienki. No i po czasie zafundował sobie habit. Niestety nie znam ciągu dalszego ewolucji jego seksualności. Stawiam na klasztorną ciotę.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
finerbijk (17282 punktów)
Proponuje w ogóle znieść oficjalny podział na płcie, zamiast wymyślać trzecią płeć, jak w niektórych krajach, lub feminizm, lgbt, gender, i co tam jeszcze zostanie wymyślone, a stanie się powodem niepotrzebnych przepychanek.

Nie ma płci, wszyscy są równi i jest spokój, a swój swojego i tak pozna
06-12-2013 14:30 
 Ocena 7 na 7
diogenes (42753 punktów)
>Nie ma płci, wszyscy są równi i jest spokój...

Otóż płeć jest.
Chodzi o to, jak rozumieć porzekadło, że człowiek jest kowalem swego losu, na przykład płci. Gender jest kwestią wolności, a nie predestynacji biologicznej (np. genetycznej), determinizmu czy fatalizmu. Katabasy nigdy nie zgodzą się na taką koncepcję, bo to oni chcą decydować o losie trzody i jej chlewni; są więc również gender, ale jak zwykle - inaczej.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
06-12-2013 14:50 
 Ocena 3 na 3
finerbijk (17282 punktów)
>Chodzi o to, jak rozumieć porzekadło, że człowiek jest kowalem swego losu, na przykład płci. Gender jest kwestią wolności, a nie predestynacji biologicznej (np. genetycznej), determinizmu czy fatalizmu.
Zniesienie podziału na płci wyeliminowałoby takie problemy raz na zawsze. Są ludzie, którym trudno się identyfikować z jedną płcią, inni transseksualni, itd.. Brak oznaczania płci powoduje, że rozterki w rodzaju "kim jestem" tracą rację bytu - gender to półśrodek, próbuje się określać funkcje, role i różne aspekty właściwe dla płci, ale w sumie po co?

>Katabasy nigdy nie zgodzą się na taką koncepcję, bo to oni chcą decydować o losie trzody i jej chlewni; są więc również gender, ale jak zwykle - inaczej.
Walczą z gender, bo się boją, że będzie to furtka do legalizacji związków homo, co w ramach formalnoprawnych oznacza prawie likwidację podziału płciowego w systemie (jeszcze poza paroma szczegółami, jak wiek emerytalny).
Płeć powinna być sprawą prywatną, jak wyznanie, czy sympatie polityczne, w życiu publicznym nie powinna mieć nic do rzeczy.
06-12-2013 19:16 
 Ocena 1 na 1
Jan Rylew (3965 punktów)
>Chodzi o to, jak rozumieć porzekadło, że człowiek jest kowalem swego losu, na przykład płci. Gender jest kwestią wolności, a nie predestynacji biologicznej (np. genetycznej), determinizmu czy fatalizmu.
Chyba tak, ale w moim odczuciu raczej ideologią wolności wyboru płci, czyli wykiwania jakoś swego losu i stania się kimś innym niż zdecydował los. Tylko co to ma dobrego wykreować ? Chwilowe lepsze samopoczucie czy lepszą pozycję społeczną? I czy domniemane dobro z tego płynące to nie są złudzenia ? A w przypadku rzeczywistych predyspozycji do zmiany płci trudno już mówić o wolnym wyborze, to raczej konieczność i z gender nie ma nic wspólnego.
06-12-2013 20:11 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>w moim odczuciu raczej ideologią wolności wyboru płci, czyli wykiwania jakoś swego losu i stania się kimś innym niż zdecydował los. Tylko co to ma dobrego wykreować ?

Rezultat wyboru płci (czy w ogóle: zmiany człowieka) nie jest kwestią spekulacji, ale jego ocena jest całkowicie w gestii tego, kto np. zmienia płeć. To jego sprawa.

>czy domniemane dobro z tego płynące to nie są złudzenia?

Jw.

Jeśli w przyszłości biotechnologie sprawią, że będziemy mogli mieć skrzydła, to nie widzę w tym problemu. Jeśli nie udało się poezji, to może uda się nauce.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
08-12-2013 15:56 
 Ocena 2 na 2
Jan Rylew (3965 punktów)
>>w moim odczuciu raczej ideologią wolności wyboru płci, czyli wykiwania jakoś swego losu i stania się kimś innym niż zdecydował los. Tylko co to ma dobrego wykreować ?
>Rezultat wyboru płci (czy w ogóle: zmiany człowieka) nie jest kwestią spekulacji, ale jego ocena jest całkowicie w gestii tego, kto np. zmienia płeć.
Tutaj niezupełnie się zgadzam. Każde działanie ma jakąś przyczynę, a działania ludzkie nawet jakiś cel. Ta zmiana człowieka oprócz ewolucyjnego mechanizmu ma także ludzki wpływ. W przypadku gender tym wpływem jest gólnie rzecz biorąc liberalizm, wola emancypacyjna, świadomość nierówności, upośledzenia przez los i bunt przeciwko nim. Celem jest poprawa swego losu na podstawie mniemania, że wynikające z tego dobro da danemu osobnikowi poczucie szczęścia.

Jest to także wyrazem pewnej nieufności w stosunku do natury, a także do kultury, które go uformowały tak niekomfortowo. To jest spekulacja, bo nie wiadomo na pewno czy zmiana da mu spełnienie oczekiwań czy raczej obróci się w ich przeciwieństwo. Działania ludzi, ich wybory nie zawsze są racjonalne, podlegają różnym modom, trendom, ideologiom.

>To jego sprawa.
Oczywiście to jego sprawa jeśli chodzi o wybór, ale ocena ? Czyżby była tylko jego prywatną sprawą ? Póki żyje się społecznie istnieją także nieuniknione oddziaływania na inne jednostki, a ich doświadczenia mogą być różne, tym bardziej, że chodzi o trend społeczny, który poprzez uznanie jako nadrzędne dobra jednostki nie tylko podporządkowuje mu wspólnotę, ale działa na nią wręcz destrukcyjnie. Jest to istotna zmiana dotąd bowiem rozwijaliśmy się jako ludzkość na ogół wspólnotowo, a początki indywidualizmu już dzisiaj budzą uzasadnione obawy o trwałość całej cywilizacji.

>Jeśli w przyszłości biotechnologie sprawią, że będziemy mogli mieć skrzydła, to nie widzę w tym problemu.
To dość odległa przyszłość i trudno przewidzieć jakie będą problemy. Ja także nie widzę problemu, jeśli cywilizacja ludzka upadnie to wszechświat da sobie dalej radę .
08-12-2013 17:30 
 0 na 2
finerbijk (17282 punktów)
> chodzi o trend społeczny, który poprzez uznanie jako nadrzędne dobra jednostki nie tylko podporządkowuje mu wspólnotę, ale działa na nią wręcz destrukcyjnie.
Dobro jednostki zawsze powinno być nadrzędne, byle tylko nie kosztem dobra innych jednostek. Wspólnota to abstrakcja, idea, a jednostka istnieje i czuje realnie i to wspólnota ma istnieć dla niej, a nie odwrotnie.

>Jest to istotna zmiana dotąd bowiem rozwijaliśmy się jako ludzkość na ogół wspólnotowo, a początki indywidualizmu już dzisiaj budzą uzasadnione obawy o trwałość całej cywilizacji.
Rozwijaliśmy się we wspólnotach, ale trzymających się razem z pobudek egoistycznych. Tylko indywidualizm i liberalizm może zapewnić dalszy rozwój cywilizacyjny, ustroje oparte na ideologiach roju już dawno wymarły.
To wszystko oczywiście nie ma nic do rzeczy jeśli chodzi o tożsamość płciową, ale jak słyszę, że gromada ważniejsza od człowieka, to jakoś mi się dziwnie robi...
08-12-2013 18:09 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Dobro jednostki zawsze powinno być nadrzędne, byle tylko nie kosztem dobra innych jednostek. Wspólnota to abstrakcja...

Wspólnota to owe "inne jednostki".

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
finerbijk (17282 punktów)
>>Dobro jednostki zawsze powinno być nadrzędne, byle tylko nie kosztem dobra innych jednostek. Wspólnota to abstrakcja...
>Wspólnota to owe "inne jednostki".
Niezupełnie, to inne jednostki + ta konkretna omawiana jednostka. Wspólnota to bardzo mgliste pojęcie. Człowiek zwykle należy do różnych przenikających się "wspólnot" - rodowych, państwowych, etnicznych, zawodowych, światopoglądowych, organizacyjnych, i innych oraz takich do których należeć nie chce ale musi - a których interesy mogą być i często są sprzeczne, dlatego "dobro wspólne" to tylko slogan.
08-12-2013 18:42 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>>Wspólnota to owe "inne jednostki".
>Niezupełnie, to inne jednostki + ta konkretna omawiana jednostka.

Mówiąc "jednostka", "indywiduum" mam na myśli opozycję "ja" - reszta. W języku psychologii postaci - figurą jestem ja (indywiduum), a tłem - reszta. Nawet jeśli to indywiduum ma wspólnotowe cechy (np. narodowość), to traktujemy je właśnie indywidualistycznie (każdy w inny sposób może przecież rozumieć i odczuwać wspólnotowe cechy).

>Wspólnota to bardzo mgliste pojęcie.

A które pojęcie nie jest rozmyte?
Myślenie to sztuka poruszania się we mgle.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
finerbijk (17282 punktów)
>Mówiąc "jednostka", "indywiduum" mam na myśli opozycję "ja" - reszta. W języku psychologii postaci - figurą jestem ja (indywiduum), a tłem - reszta.
Oczywiście, ale mówiąc "wspólnota" logicznym jest, aby uwzględnić w tej grupie też siebie. Dobro zbioru jest sumą dóbr wszystkich jego elementów.

>Wspólnota to bardzo mgliste pojęcie.
>A które pojęcie nie jest rozmyte?
No tak, ale są mniej i bardziej mgliste. Od indywiduum najczęściej można uzyskać jednoznaczną odpowiedź na dane kwestie, od zbiorowości zwykle ustami jej "przedstawicieli", poprzez ustalenie głosu "większości", uzyskanie "konsensusu" i podobne środki.
09-12-2013 14:56 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>...mówiąc "wspólnota" logicznym jest, aby uwzględnić w tej grupie też siebie.

Chodzi o te własności elementów, które są innego typu niż własności zbiorów: to jest chyba warunek róznicujący element od zbioru. Nie można zakładać, że element zbioru jest leibnizjańską monadą, która nie pozostaje w żadnym stosunku do innych bytów: nie byłby wówczas elementem żadnego zbioru.

>Dobro zbioru jest sumą dóbr wszystkich jego elementów.

Jak definiujesz pojęcia "dobro zbioru", "dobro elementu"?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
09-12-2013 15:17 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Chodzi o te własności elementów, które są innego typu niż własności zbiorów: to jest chyba warunek róznicujący element od zbioru. Nie można zakładać, że element zbioru jest leibnizjańską monadą, która nie pozostaje w żadnym stosunku do innych bytów: nie byłby wówczas elementem żadnego zbioru
Własności stanowiące o przynależności elementów do zbioru muszą być jednakowe, bo tworzą ten zbiór, a wszystkie inne mogą być całkiem różne. Zbiór państwo składa się z ludzi posiadających określone obywatelstwo. Oprócz tego może ich różnić wszystko inne.

>>Dobro zbioru jest sumą dóbr wszystkich jego elementów.
>Jak definiujesz pojęcia "dobro zbioru", "dobro elementu"?
Dobro elementu jest łatwo zdefiniować, bo jak już pisałem wyżej sam "element" ma szansę się wypowiedzieć na ten temat.
Z "dobrem zbioru" jest już zdecydowanie gorzej. Dlatego zbiorowości powinno się tworzyć na podstawie umów obejmujących tylko kwestie podstawowe konieczne do uregulowania stosunków między jednostkami, z postulatem nadrzędnej troski o dobro indywidualne, a nie zbiorowe, przez co rozumiem ochronę jednostki przed zakusami większości, a co może zapewnić wyłącznie pozostawienie możliwie najszerszego marginesu swobody.
08-12-2013 20:10 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>> chodzi o trend społeczny, który poprzez uznanie jako nadrzędne dobra jednostki nie tylko podporządkowuje mu wspólnotę, ale działa na nią wręcz destrukcyjnie.
>Dobro jednostki zawsze powinno być nadrzędne, byle tylko nie kosztem dobra innych jednostek.
Już starożytni zauważyli, iż człowiek jest zwierzęciem społecznym, czyli żyjącym we wspólnotach. Dobro wspólnoty powinno zawsze być - i najczęściej w demokracjach jest - nadrzędnym. Oczywiście przy jak najmniejszym ograniczaniu dobra (możliwości samorealizacji jednostek).

>Wspólnota to abstrakcja, idea,
Wspólnoty to żadne abstrakcje istnieją odkąd możemy cokolwiek powiedzieć o człowiekowatych.

>a jednostka istnieje
Oczywiście wspólnoty składają się z jednostek.

>i czuje realnie
Wszystkie zwierzęta czują, ale człowiek potrafiący abstrakcyjnie myśleć, posiada możliwość intelektualnej refleksji nad rzeczywistością. Tworzy kulturę i ideologiczne konstrukty - religie, ustroje społeczne, moralność, prawo itd itp.

>i to wspólnota ma istnieć dla niej, a nie odwrotnie.
Każdy człowiek żyjący we wspólnocie musi jej się podporządkować i wspólnoty dysponują sankcjami aby takie podporządkowanie wymusić. Ludzkie wspólnoty są tak mocne, że w krótszej lub dłuższej perspektywie są zdolne nawet do neutralizacji różnych tyranów zawłaszczających zbyt dużo praw i materialnego bogactwa.

>>>>Jest to istotna zmiana dotąd bowiem rozwijaliśmy się jako ludzkość na ogół wspólnotowo, a początki indywidualizmu już dzisiaj budzą uzasadnione obawy o trwałość całej cywilizacji.
>Rozwijaliśmy się we wspólnotach, ale trzymających się razem z pobudek egoistycznych.
Tak jest to opisane tylko w neoliberalnych religijnych bajdach próbujących wciskać kit naiwnym. Natura łączyła ludzi w stada z przeróżnych powodów i używała do zagruntowania takich potrzeb przeróżnych narzędzi, także wywołując potrzeby altruistyczne. Wystarczy trochę poczytać, zamiast bzdury opowiadać.

>Tylko indywidualizm i liberalizm może zapewnić dalszy rozwój cywilizacyjny, ustroje oparte na ideologiach roju już dawno wymarły.
Propagandowe pieprzenie o Szopenie nie mającego żadnego poparcia w faktach. Już na szczęście na całym świecie te bzdurne - tak jak bzdurnym był realny socjalizm, czy radziecki komunizm - idee przegrywają. Jeszcze tylko w Polsce dosyć mocno się trzymają. Niech Pan głośno krzyczy! Może jeszcze ktoś w takie brednie uwierzy. Nie znam optymalnego ustroju - szczególnie ustroju dla wszystkich. Należy go szukać indywidualnie dla każdego kraju, ale ponieważ ten ustrój jest lepszym, w którym największy procent obywateli może się samorealizować, to warto szukać wskazówek optymalnych rozwiązań, gdzieś w krajach skandynawskich. Prospołeczny pragmatyzm jest najlepszą formą, a wszystkie jedynie słuszne ekstremalne ideologie nigdy nie przyniosły i nigdy nie przyniosą niczego dobrego.

>To wszystko oczywiście nie ma nic do rzeczy jeśli chodzi o tożsamość płciową,
Dokładnie tak, ale ideologiczny kit można wetknąć wszędzie, tu głupio i bezzasadnie łącząc genderyzm z maksizmem.

>ale jak słyszę, że gromada ważniejsza od człowieka, to jakoś mi się dziwnie robi...
Jak czytam, że ludzka pazerność na dobra doczesne ma być ważniejszą od społecznego dobra, to zastanawiam się z kim mam do czynienia.
"Typowy socjalista, który ma mnóstwo genialnych pomysłów, komu się należy, ile i do czyjej kieszeni sięgnąć. Gorzej z pomysłami jak zarobić. Najlepiej jakby ci paskudni kapitaliści, tak pogardzani za swój materializm i chciwość, że nawet do nieba będą się musieli przeciskać przez ucho igielne, zaczęli regularnie dokarmiać masy rozmnażających się, nic nie robiących ludów Afryki..żeby mogły się jeszcze szybciej rozmnażać."
Przez ludzką chciwość wyginęło i upodlono znacznie więcej ludzi, niż przez chore ustroje różnych politycznych religii - typu komunizm, czy nazizm. Jestem wrogiem wszelkich rewolucji oraz jedynie słusznych ideologii opierających się na wierze, ale jak słyszę gromy na sięganie do kieszeni biednych krwiopijców, to zaczynam rewolucjonistów rozumieć. Nawet mizerne zwierzę ustawione w rogu rzuca się na gnębionego ją potwora. Gdy "Proletariusze nie mają w niej nic do stracenia prócz swych kajdan"., a "Do zdobycia mają cały świat". To muszą upomnieć się o swoje, a wtedy to kończy się tragicznie.

Jestem normalnym człowiekiem, który chciał aby jemu i jego rodzinie było jak najlepiej. Starałem się dobrze zarabiać i awansować. Nie czułem potrzeby dla jakiś tam altruistycznych zachowań, ale jestem człowiekiem i jako taki starałem się być także społecznie użytecznym.
Wykonywałem na rzecz społeczności wiele działań, poświęcając na to swój czas i środki materialne. Nikomu przy tym łaski nie robiłem. Po prostu jestem człowiekiem, a człowieczeństwo do czegoś nas zobowiązuje. Wszystkie trutnie i pasożyty powinny być ze społeczeństwa usuwane. Z pracy i danin na rzecz społeczeństwa mogą być tylko zwolnieni ci, którzy takich prac i danin świadczyć z różnych powodów nie mogą.

Miłego dnia.

@@@
.
08-12-2013 20:35 
 0 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Już starożytni zauważyli, iż człowiek jest zwierzęciem społecznym, czyli żyjącym we wspólnotach.
Szczególnie to dostrzegali niewolnicy pracujący na swoich panów.

>Dobro wspólnoty powinno zawsze być - i najczęściej w demokracjach jest - nadrzędnym.
Niewolnik ma taką wspólnotę i jej dobro w głębokim poważaniu.

>Oczywiście przy jak najmniejszym ograniczaniu dobra (możliwości samorealizacji jednostek).
No i jesteśmy w domu - to się nazywa właśnie liberalizm i indywidualizm.

>Przez ludzką chciwość wyginęło i upodlono znacznie więcej ludzi, niż przez chore ustroje różnych politycznych religii
A co to ma do tematu? Indywidualizm nie oznacza chciwości. To właśnie podporządkowanie jednostki dobru stada przynosiło wspomniane przez Pana fatalne skutki - hitleryzm, stalinizm, maoizm, różne nacjonalizmy, itd. - które niektórzy darzą sentymentem jeszcze dziś.

>Wszystkie trutnie i pasożyty powinny być ze społeczeństwa usuwane.
Pełna zgoda. Dlatego trzeba ciągle uważać na socjalizm, bo on stwarza świetne warunki do ich rozwoju.
09-12-2013 14:02 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Już starożytni zauważyli, iż człowiek jest zwierzęciem społecznym, czyli żyjącym we wspólnotach.
>Szczególnie to dostrzegali niewolnicy pracujący na swoich panów.
Nie wiem? Poziom intelektualny niewolników był przeróżny. Czasem znacznie przewyższali możliwościami intelektualnej refleksji swoich panów. Myślałem tu o np. Arystotelesie i jego poniższych stwierdzeniach:
* (...) człowiek jest z natury stworzony do życia w państwie, taki zaś, który z natury, a nie przez przypadek, żyje poza państwem, jest albo nędznikiem, albo nadludzką istotą...
* Człowiek jest z natury zwierzęciem politycznym.
* Wszystkim ludziom właściwy jest z natury pęd do życia we wspólnocie.


>>>>Dobro wspólnoty powinno zawsze być - i najczęściej w demokracjach jest - nadrzędnym.
>Niewolnik ma taką wspólnotę i jej dobro w głębokim poważaniu.
Niewolnik, to bardziej natura niż przypadłość losowa. Wspólnoty też przeróżne bywają. O Spartakusie i jego wspólnocie to chyba Pan coś słyszał?

>>>>Oczywiście przy jak najmniejszym ograniczaniu dobra (możliwości samorealizacji jednostek).
>No i jesteśmy w domu - to się nazywa właśnie liberalizm i indywidualizm.
Liberalizm, to Szanowny Panie ogromny worek. Mieści się w nim do licha i trochę.

Profesor Andrzej Walicki: Będę mówił o ideowej legitymizacji systemu, w którym żyjemy - nazywanego liberalną demokracją, odwołującego się do szerokiej, wielokulturowej tradycji liberalnej, broniącej wolności jednostki, równoważonej demokratyczną zasadą suwerenności ludu.

Tak ogólne określenie jest jednak bardzo mylące. Słowo "liberalizm" bowiem zawłaszczone zostało u nas przez wyznawców liberalizmu jednostronnie ekonomicznego, dla którego właściwym podmiotem wolności nie jest człowiek, lecz rynek, demokracja zaś traktowana jest jako "populizm" próbujący wymusić na ustawodawcach ograniczenie wolności rynku w imię respektowania "roszczeń" i "przywilejów" takich czy innych grup społecznych - choćby nawet były to postulaty społecznie i moralnie mocno uzasadnione. Do kluczowych słów tak pojętego "liberalizmu" należą oczywiście "prywatyzacja", "reprywatyzacja" i "deregulacja".

Celem "liberalizacji" jest demontaż instytucji i liberalnego państwa opiekuńczego, traktowanego bezpodstawnie jako ograniczenie wolności. Tak jakby wolność możliwa była bez minimum bezpieczeństwa,jakby sprzyja jej niepewność jutra, strach i nieustanna rywalizacja z innymi ludźmi.

Poglądy tego typu nazywać należy nie liberalizmem, lecz "neoliberalizmem", czyli wolnorynkową prawicą, która w połowie lat 70. ubiegłego wieku poczęła przeciwstawiać się z ogromnym impetem dominującemu dotąd kierunkowi ewolucji idei i instytucji liberalnych. Myśl "neoliberalna" (w USA nazywana "neokonserwatywną") i zerwała z troską o zabezpieczenie równowagi między interesami pracy i kapitału, stała się narzędziem pozbawionej skrupułów ofensywy kapitału finansowego pretendującego do narzucania swych warunków państwom terytorialnym.
/Gazeta Wyborcza, 30 listopada - 1 grudnia 2013/

Mam do liberalizmu dużą sympatię. Sam się po części uważam za liberała, ale czy chociaż podobnie rozumiemy znaczenie tego terminu? Mnie bliskimi liberałami są np. Walicki i Rawls, czy Panu też?

Indywidualizm - zasada filozofii politycznej i etyki, zgodnie z którą jednostka ludzka uznawana jest za najwyższe dobro. Przeciwieństwem indywidualizmu jest kolektywizm.

(...) pojęcie indywidualizmu powstało jednak we Francji ok. 1820 r. w kręgach reakcji wobec oświecenia i rewolucji francuskiej. Miało znaczenie negatywne: łączono je z anarchią i rozczłonkowaniem społeczeństwa. (...) Pojęcie zostało następnie przejęte w innych krajach, gdzie zmianie uległy jego znaczenie i ocena. W Niemczech zaczęto je łączyć z romantyzmem, w Wielkiej Brytanii z utylitaryzmem i leseferyzmem, a w Stanach Zjednoczonych z wartościami demokratycznymi i kapitalizmem.
pl.wikipedia.org/wiki/Indywidualizm
Uważam tą koncepcję za szkodliwą społecznie. Nie ma ona nic wspólnego z prawem każdego obywatela żyjącego w określonym społeczeństwie do samorealizacji.

>>>>Przez ludzką chciwość wyginęło i upodlono znacznie więcej ludzi, niż przez chore ustroje różnych politycznych religii
>A co to ma do tematu?
Greka Pan udaje? - "Dobro jednostki zawsze powinno być nadrzędne, byle tylko nie kosztem dobra innych jednostek. (...) Tylko indywidualizm i liberalizm może zapewnić dalszy rozwój cywilizacyjny", Te Pańskie stwierdzenia nie mają nic wspólnego z sobkostwem, chciwością i pazernością?
Wolność to dla Pana "Ale przede wszystkim to bycie własnym nadzorcą, który bezpiecznie siedzi sobie spokojnie w fotelu oglądając i oceniając poczynania podwładnego, od czasu do czasu pociągając za odpowiednie sznurki, jeśli ten zbytnio zbacza z kursu albo nie trzyma pionu". Możliwe, iż Pan należy do tych biednych niezrozumianych. Zupełnie o coś innego Panu chodziło niż ja zrozumiałem.

>Indywidualizm nie oznacza chciwości.
W etyce indywidualizm łączony jest z egoizmem

>>>>Wszystkie trutnie i pasożyty powinny być ze społeczeństwa usuwane.
>Pełna zgoda. Dlatego trzeba ciągle uważać na socjalizm, bo on stwarza świetne warunki do ich rozwoju.
Zna Pan nawet tak mądre słowo jak socjalizm, tylko szkoda, iż nie rozumie jego znaczenia. Mnie się np. skandynawski socjalizm bardzo podoba, a realnego już nie ma.
Myśliciele budują różne konstrukty ideowe i koncepcje socjalistyczne są dla nich ważnym źródłem inspiracji. Warto sobie to poczytać.

@@@
.
09-12-2013 15:02 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>...Wszystkim ludziom właściwy jest z natury pęd do życia we wspólnocie.
To tylko uogólnienia. Już w starożytności zdarzali się tacy, którzy wybierali życie poza społecznością. Jednak, chodzi tutaj o stosunek wspólnoty do jednostki, czy jednostkę traktuje się podmiotowo czy przedmiotowo.

>Niewolnik, to bardziej natura niż przypadłość losowa. Wspólnoty też przeróżne bywają. O Spartakusie i jego wspólnocie to chyba Pan coś słyszał?
To nie była żadna wspólnota tylko przypadkowa zbieranina niezadowolonych. Ludzi połączonych tymczasowym interesem trudno nazywać wspólnotą.

>Słowo "liberalizm" bowiem zawłaszczone zostało u nas przez wyznawców liberalizmu jednostronnie ekonomicznego, dla którego właściwym podmiotem wolności nie jest człowiek, lecz rynek
Dla uściślenia miałem na myśli liberalizm w rozumieniu podstawowym: Liberalizm (łac. liberalis - wolnościowy, od łac. liber - wolny) - ideologia i kierunek polityczny, według którego wolność jest nadrzędną wartością, ma charakter indywidualistyczny i przeciwstawia się kolektywizmowi [wiki]. Fakt, że określenie to ma różne znaczenie w różnym czasie i miejscu, stąd częste nieporozumienia.

>Sam się po części uważam za liberała, ale czy chociaż podobnie rozumiemy znaczenie tego terminu? Mnie bliskimi liberałami są np. Walicki i Rawls, czy Panu też?
Teoretycy. Liberalizm rozumiem jako dążenie do możliwie maksymalnej wolności w każdej sferze życia, zarówno gospodarczej, jak i obyczajowej.

>Uważam tą koncepcję za szkodliwą społecznie. Nie ma ona nic wspólnego z prawem każdego obywatela żyjącego w określonym społeczeństwie do samorealizacji.
I znów się odwołam do jakże wygodnej Wikipedii i pierwszego zdania z definicji indywidualizmu: "Indywidualizm - zasada filozofii politycznej i etyki, zgodnie z którą jednostka ludzka uznawana jest za najwyższe dobro. Przeciwieństwem indywidualizmu jest kolektywizm."
Nic dodać, nic ująć. Reszta to sprawy szczegółowe i specyficzne.

>Te Pańskie stwierdzenia nie mają nic wspólnego z sobkostwem, chciwością i pazernością?
Nie.

>Wolność to dla Pana "Ale przede wszystkim to bycie własnym nadzorcą, który bezpiecznie siedzi sobie spokojnie w fotelu oglądając i oceniając poczynania podwładnego, od czasu do czasu pociągając za odpowiednie sznurki, jeśli ten zbytnio zbacza z kursu albo nie trzyma pionu".
A co jest złego w samokontroli i samostanowieniu? A te rzeczy zapewnić może tylko poczucie wolności [bo wolności absolutnej jak wiemy nie ma].

>Myśliciele budują różne konstrukty ideowe i koncepcje socjalistyczne są dla nich ważnym źródłem inspiracji. Warto sobie to poczytać.
Koncepcja realna jest taka, że na socjalizm mogą sobie pozwolić bogaci. Jeśli Szwed zarabia 10 tys. euro to może zapłacić 50 proc. podatku i mu jeszcze zostanie na godne życie; Polak zarobi 1 tys. i ponosząc podobne obciążenia wegetuje.
09-12-2013 17:04 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>...Wszystkim ludziom właściwy jest z natury pęd do życia we wspólnocie.
>To tylko uogólnienia.
Nie - to wiedza naukowa.

>Już w starożytności zdarzali się tacy, którzy wybierali życie poza społecznością.
I to są poważne argumenty inteligentnego racjonalisty? Że zdarzali się tacy, to katecheta już w podstawówce uczy.

>Jednak, chodzi tutaj o stosunek wspólnoty do jednostki, czy jednostkę traktuje się podmiotowo czy przedmiotowo.
Tak, to zależy od jednostki czy traktuję wspólnotę podmiotowo czy przedmiotowo.

>>>>Niewolnik, to bardziej natura niż przypadłość losowa. Wspólnoty też przeróżne bywają. O Spartakusie i jego wspólnocie to chyba Pan coś słyszał?
>To nie była żadna wspólnota tylko przypadkowa zbieranina niezadowolonych.
Nie ulega wątpliwości, że Pańska wiedza jest wielka i łaskawie Pan nam tu ją udostępnia. Szkoda tylko, że nie mająca nic wspólnego z wiedzą historyczną.

>Ludzi połączonych tymczasowym interesem trudno nazywać wspólnotą.
Napisałem: - Już starożytni zauważyli, iż człowiek jest zwierzęciem społecznym, czyli żyjącym we wspólnotach. Wikipedia podaje: Wspólnota - typ zbiorowości oparty na silnych, emocjonalnych więziach, nieformalnej strukturze,
pl.wikipedia.org/wiki/Wspólnota
pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_społeczna
pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_interesu
Przestań Pan bredzić. Nie wszystkim jest trudno używać pojęć zgodnie z encyklopediami i słownikami.

>>>>Słowo "liberalizm" bowiem zawłaszczone zostało u nas przez wyznawców liberalizmu jednostronnie ekonomicznego, dla którego właściwym podmiotem wolności nie jest człowiek, lecz rynek
>Dla uściślenia miałem na myśli liberalizm w rozumieniu podstawowym: Liberalizm (łac. liberalis - wolnościowy, od łac. liber - wolny) - ideologia i kierunek polityczny, według którego wolność jest nadrzędną wartością, ma charakter indywidualistyczny i przeciwstawia się kolektywizmowi [wiki].
Znam to hasło. Tu dalszy jego ciąg: - Liberalizm powstał w epoce oświecenia, w sprzeciwie wobec absolutyzmu i instytucji feudalnych. W XIX wieku stał się szerokim, postępowym ruchem politycznym. Początkowo miał często charakter antydemokratyczny. Z czasem jednak przyjął wartości demokratyczne w formie demokracji liberalnych.

Liberalizm jest obecnie jednym z trzech dominujących stanowisk politycznych, obok konserwatyzmu i lewicy. Najbardziej znaczący podział w ramach liberalizmu zachodzi między socjalliberałami a liberałami klasycznymi.


>Fakt, że określenie to ma różne znaczenie w różnym czasie i miejscu, stąd częste nieporozumienia.
Jakie nieporozumienia, gdy wszystko jest jasne. Neoliberałowie mącą i chcą zawłaszczyć termin, z którym już mają niewiele wspólnego. Pisze o tym przywołany wyżej Walicki. Profesor sam liberał, posiadający ogromną wiedzę na temat liberalizmu.

>>>>Sam się po części uważam za liberała, ale czy chociaż podobnie rozumiemy znaczenie tego terminu? Mnie bliskimi liberałami są np. Walicki i Rawls, czy Panu też?
>Teoretycy. Liberalizm rozumiem jako dążenie do możliwie maksymalnej wolności w każdej sferze życia, zarówno gospodarczej, jak i obyczajowej.
Tak teoretycy. Pan woli praktyków. www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,543847#w544426

>>>>Uważam tą koncepcję za szkodliwą społecznie. Nie ma ona nic wspólnego z prawem każdego obywatela żyjącego w określonym społeczeństwie do samorealizacji.
>I znów się odwołam do jakże wygodnej Wikipedii i pierwszego zdania z definicji indywidualizmu: "Indywidualizm - zasada filozofii politycznej i etyki, zgodnie z którą jednostka ludzka uznawana jest za najwyższe dobro. Przeciwieństwem indywidualizmu jest kolektywizm."
Tak, ten cytat (i trochę więcej) wyżej przytoczyłem. Tak się Pan spieszył z odpowiedzią, że Pan go nie przeczytał?

>Nic dodać, nic ująć.
Bardzo wysoko stawiam jednostkę i jej dobro, ale nie postawię tego dobra wyżej od dobra ogółu.

>Reszta to sprawy szczegółowe i specyficzne.
W Warszawie na Pradze na ulicy Cyryla i Metodego jest komenda policji (dawniej milicji) i warszawiacy ukuli powiedzenie "Cyryl jak Cyryl, gorsze te metody". Szanowny Panie bajeczka komunizmu też jest piękną, tyle że w imię tej pięknej nierealnej bzdury miliony zamordowano. To były te sprawy "szczegółowe i specyficzne".

>>>>Te Pańskie stwierdzenia nie mają nic wspólnego z sobkostwem, chciwością i pazernością?
>Nie.
I niektórzy Panu wierzą. Żyjemy w wolnym kraju.

>>>>Myśliciele budują różne konstrukty ideowe i koncepcje socjalistyczne są dla nich ważnym źródłem inspiracji. Warto sobie to poczytać.
>Koncepcja realna jest taka, że na socjalizm mogą sobie pozwolić bogaci.
A ja napisałem, iż warto sobie poczytać. Zamiast tu propagandowy kit wciskać

>Jeśli Szwed zarabia 10 tys. euro to może zapłacić 50 proc. podatku i mu jeszcze zostanie na godne życie
Szwedzi zarabiają tyle dzięki wieloletniej polityce socjaldemokratów:
- Od lat trzydziestych XX w. władzę sprawowali głownie socjaldemokraci z partii SAP. Ich rządy przyniosły liczne reformy socjalne, przeprowadzone w duchu progresywizmu. W latach 50.-70. nastąpiła rozbudowa państwa opiekuńczego, związana z szybkim rozwojem gospodarczym. Podobnie jest w innych krajach skandynawskich, a ponadto przy rozbudowanej polityce społecznej ich efektywność gospodarcza jest bardzo wysoka i przewyższa wydajność w krajach neoliberalnych.

Trzeba mieć trochę szerszą perspektywę, a nie patrzeć ze szczytu swojego sobkostwa. Razem osiąga się więcej sukcesów.

Miłego dnia.

@@@
.
09-12-2013 17:30 
 Ocena-1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
Pomijając ten ping-pong i różne uszczypliwości odniosę się do moim zdaniem najważniejszego stwierdzenia:

>Bardzo wysoko stawiam jednostkę i jej dobro, ale nie postawię tego dobra wyżej od dobra ogółu.
Proszę mi wyjaśnić, czym jest ten "ogół"? Jeśli ma Pan na myśli większość, to przypomnę, że żyjemy w katolickim kraju, więc należałoby tutaj postępować mając na uwadze dobre samopoczucie "ogółu", a nie wtykać swój ateistyczny kij w bogobojne mrowisko.
Dlatego między innymi, bardziej przemawia do mnie dobro "szczegółu", pamiętając, że obywatel również po to płaci podatki, aby państwo go przed tym "ogółem" chroniło.
09-12-2013 20:43 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Pomijając ten ping-pong i różne uszczypliwości odniosę się do moim zdaniem najważniejszego stwierdzenia:
Bardzo wysoko stawiam jednostkę i jej dobro, ale nie postawię tego dobra wyżej od dobra ogółu.
>Proszę mi wyjaśnić, czym jest ten "ogół"?
A nie prościej zajrzeć do słownika:
2. «zespół osób mających jakąś wspólną cechę, np. zawód, narodowość, zainteresowania»
3. «wszyscy mieszkańcy danego kraju, okręgu, miasta itp»

Jeżeli tego specjalnie nie zaznaczam, to używam słów zgodnie ze słownikiem języka polskiego lub polskimi encyklopediami. Słowa mają znaczenie również w kontekście ich użycia, a więc tu ogół, to wspólnota, społeczeństwo, państwo itp.

>Jeśli ma Pan na myśli większość, to przypomnę, że żyjemy w katolickim kraju,
Nawet gdybym chciał, to nie sposób zapomnieć, że katolicy wszędzie swoje brudne łapska pchają i dążą do tego abyśmy praktycznie byli krajem wyznaniowym. Nawet polski sejm pod krzyżem obraduje.

>więc należałoby tutaj postępować mając na uwadze dobre samopoczucie "ogółu",
Zgodnie ze swoją wiedzą i poczuciem przyzwoitości, będąc obywatelem Rzeczypospolitej Polskiej staram się postępować dla dobra ogólnego całej ojczyzny i wszystkich jej obywateli. Ma Pan coś osobiście mi do zarzucenia, to proszę to tu zrobić.

Proponuję zapoznać się ze znaczeniem terminu konstytucja, a następnie z zawartością "Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej"

PREAMBUŁA

... my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,

zarówno wierzący w Boga

będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,

jak i nie podzielający tej wiary,

a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,

równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego - Polski,...

RZECZPOSPOLITA

Art. 1.

Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.

Art. 2.

Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.


Żyjąc w tej wspólnocie jaką jest Polska wypada znać i rozumieć jej ustawę zasadniczą, która ma najwyższą moc prawną w systemie źródeł prawa.

>a nie wtykać swój ateistyczny kij w bogobojne mrowisko.
Czuję się na naszym racjonalistycznym forum w dużym stopniu "jak u siebie". Trochę tylko mi przeszkadzają ewangelizatorzy wiar wszelakich. Wszyscy, którzy uważają, że jakiś patent na rację mają i są depozytariuszami Prawdy, ale jakoś to znoszę, pamiętając, że nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

>Dlatego między innymi, bardziej przemawia do mnie dobro "szczegółu", pamiętając, że obywatel również po to płaci podatki, aby państwo go przed tym "ogółem" chroniło.
Tak ma Pan rację szczegóły
(1. «drobny składnik jakiejś sprawy, jakiegoś zdarzenia»
2. «drobny element jakiejś rzeczy» )
są bardzo ważne. Szczególnie przy płaceniu podatków, gdyż z tych poszczególnych danin składa się budżet naszego państwa.
A ponieważ zgodnie z konstytucją żyje Pan w demokratycznym państwie prawa, to jest Pan, tak jak i ja i inni obywatele, pod jego ochroną.

Szkoda, iż tak niewiele potrafi Pan zrozumieć z moich wypowiedzi i merytoryczne odniesienie się do tego co zechciał Pan nam tu zaprezentować, traktuje Pan jako "ping-pong i różne uszczypliwości", ale tak napisać jak i zrozumieć innych możemy tylko na tyle, jakie sami mamy możliwości.

Miłego dnia.

@@@
.
10-12-2013 14:04 
 0 na 2
finerbijk (17282 punktów)
Uderzył Pan w tony ojczyźniane, ta konstytucja, itd., tylko ja mam ze sobą ten problem, że jestem jakoś mało patriotyczny i te rzeczy wzruszają mnie tyle, co pierdnięcie hipopotama w tokijskim zoo, a sformułowania jak "równi w prawach", "sprawiedliwość społeczna" i podobne są po prostu sarkastycznie śmieszne.

>będąc obywatelem Rzeczypospolitej Polskiej staram się postępować dla dobra ogólnego całej ojczyzny i wszystkich jej obywateli.
Jeśli dla wszystkich, to proszę napisać co Pan się starał zrobić dobrego w mijającym roku dla sąsiada mojego Walendziaka Mariusza? Jeśli nic, to proszę się nie wygłupiać.

Inna sprawa: a co z obywatelami, którzy zdecydowali się na stałe opuścić Rzeczpospolitą,która ich przedtem wykarmiła i wykształciła? Nie są godni nazywać się Polakami? Może im odbierać obywatelstwo, bo co to za obywatele którzy pracują dla innego kraju? Wypadają ze wspólnoty?
10-12-2013 17:04 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Uderzył Pan w tony ojczyźniane, ta konstytucja, itd.,
Cóż mogę tu powiedzieć? Najwyżej to, iż mi przykro, że nie potrafi pan zrozumieć tekstu, do którego Pan się odnosi.

>tylko ja mam ze sobą ten problem,
Tak, to daje się zauważyć.

>że jestem jakoś mało patriotyczny
Ja średnio, ale to tu nie ma żadnego znaczenia, chyba, że chce Pan wprowadzić jeszcze jeden temat?

>i te rzeczy wzruszają mnie tyle, co pierdnięcie hipopotama w tokijskim zoo,
Możliwe, iż dla Pana jest to ciekawe, ale ja przynajmniej staram się być bardziej merytorycznym i poważnym.
Uważam, że racjonalistyczne forum do czegoś zobowiązuje.

>a sformułowania jak "równi w prawach", "sprawiedliwość społeczna" i podobne są po prostu sarkastycznie śmieszne.
Gratuluję poczucia humoru, ale już spotkałem ludzi, których znacznie więcej śmieszy.
Nawet tak dużo ich śmieszy, że "chichrają" się bez przerwy.

>>>>Zgodnie ze swoją wiedzą i poczuciem przyzwoitości, będąc obywatelem Rzeczypospolitej Polskiej staram się postępować dla dobra ogólnego całej ojczyzny i wszystkich jej obywateli. Ma Pan coś osobiście mi do zarzucenia, to proszę to tu zrobić.
>Jeśli dla wszystkich, to proszę napisać co Pan się starał zrobić dobrego w mijającym roku dla sąsiada mojego Walendziaka Mariusza? Jeśli nic, to proszę się nie wygłupiać.
No, popatrzcie państwo! Logik z Pana i złapał mnie Pan na nieuzasadnionym użyciu w rozmowie wielkiego kwantyfikatora zamiast małego. Tak ma Pan rację powianiem napisać dokładnie, że obywateli, z którymi zetknęło mnie życie bezpośrednio lub tych dla których czyniłem dobrze nie znając ich bezpośrednio.
("Kiedy zaciekły przeciwnik znajduje się w obliczu klęski zupełnie świadomie stara się wyprowadzić swego przeciwnika z równowagi, zdenerwować go, rozgniewać np. przez przesadną drobiazgowość w roz­różnieniu pojęć, udawanie, że się nie rozumie prostych w gruncie rzeczy wywodów, przez krzycząco niespra­wiedliwe oceny wypowiedzi. Gdy przypadkiem gniew nas oślepi, wy­wody nie są należycie rozumiane. Człowiek doprowa­dzony do pasji ma bowiem osłabioną władzę sądzenia i raczej przeżuwa własną słabość, niż uważnie słucha, co mówią inni. Wtedy przeciwnik widząc, że jego ofiara jest już odpowiednio "spreparowana", łatwo wobec innych osób może osiągnąć pozór zwycięstwa".)
Tak - Szanowny Panie - zgadzam się z Panem powinno się unikać używania wielkich kwantyfikatorów. Przepraszam, nie znam żadnego Mariusza Walendziaka (gdyż tak się po polsku pisze) i nie wiem czy konkretnie ja dla niego coś dobrego uczyniłem, a może to było odwrotnie i to on np. płacąc wielokrotnie wyższe podatki lub walcząc o honor ojczyzny w Afganistanie - uczynił coś dobrego dla mnie.

>Inna sprawa: a co z obywatelami, którzy zdecydowali się na stałe opuścić Rzeczpospolitą,która ich przedtem wykarmiła i wykształciła?
Pisze Pan o "wszystkich", czy Mariuszu Walendziaku, ja bym tu rozpatrywał jednak poszczególne przypadki oddzielnie.

>Nie są godni nazywać się Polakami?
Według mnie narodowość jest nam przekazywana kulturowo, ale mamy też osobistą możliwość jej wyboru. Gdy ktoś czuje się członkiem jakiejś wspólnoty, narodowości, to nikt nie jest w stanie mu jej odebrać.

>Może im odbierać obywatelstwo, bo co to za obywatele którzy pracują dla innego kraju?
Tak, obywatelstwo można odebrać, ale jak pokazuje historia w znakomitej większości były to błędne decyzje polityczno-administracyjne.

>Wypadają ze wspólnoty?
Czasem wypadają, a czasem nie!
www.racjon(*)m.php/s,488980/z,0/d,6#w499077

Tego, że nie rozumie Pan moich tekstów jestem prawie pewnym, ale zastanawiam się co Pan tak w ogóle rozumie i nawet czy rozumie Pan sam siebie?

Nie jest to może takie łatwe, ale przecież może Pan zrezygnować z życia we wspólnotach i z ich dorobku. Gdy Pana mocno wspólnota brzydzi, to chyba warto spróbować.

PS. O czym Pan chce ze mną dyskutować? Może warto trochę do rzeczy napisać zamiast poszarpywania, to tu to tam?

Miłego dnia.

@@@
.
10-12-2013 14:40 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>... my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
>zarówno wierzący w Boga
>będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
>jak i nie podzielający tej wiary,
>a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,
Jak ja nie cierpię tej preambuły... To tak, jakbyśmy "my, Naród Polski" dzielili się na jakieś dwa odrębne plemiona, różniące się źródłem wartości. Po jaką, z przeproszeniem, czarną ospę te brednie tam zapisano? Nie wystarczyło proste "... my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego - Polski, ..."???
10-12-2013 15:39 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Jak ja nie cierpię tej preambuły...
Ja też, ale trzeba pamiętać jak cała nasza Konstytucja i jej preambuła powstawała. Naprawdę mogła być znacznie gorszą.

"my, Naród Polski", jak Pani dobrze wie, to też "naród wybrany", gorzej gdy chodzi o mądre wybory, wtedy jakby same ... [owieczki - wodza (lub Chrystusa Króla i Matki Bożej Królowej) potrzebujący].

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
10-12-2013 15:48 
 Ocena 7 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Jak ja nie cierpię tej preambuły... To tak, jakbyśmy "my, Naród Polski" dzielili się na jakieś dwa odrębne plemiona, różniące się źródłem wartości. Po jaką, z przeproszeniem, czarną ospę te brednie tam zapisano? Nie wystarczyło proste "... my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego - Polski, ..."???

Pomyśleć, że cała Preambuła Konstytucji Stanów Zjednoczonych, to raptem jedno zdanie tylko:

We the People of the United States, in Order to form a more perfect Union, establish Justice, insure domestic Tranquility, provide for the common defence, promote the general Welfare, and secure the Blessings of Liberty to ourselves and our Posterity, do ordain and establish this Constitution for the United States of America.

...i, kurde, starcza im już ponad 200 lat...


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
10-12-2013 20:27 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)

>...i, kurde, starcza im już ponad 200 lat...
>
...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)


I jeszcze gdzieś tam ględzą, że w jedności siła. E pluribus unum.
Sie nie znajo, patałachy!

(Rezolucja 396 była porażką Rozumu i początkiem równi pochyłej...)

Nikt do tej pory nie określił dokładnie momentu w historii, w którym człowiek został udomowiony przez kota.
10-12-2013 21:13 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>I jeszcze gdzieś tam ględzą, że w jedności siła. E pluribus unum.
>Sie nie znajo, patałachy!

Mało tego. Oni ględzą też, że Novus Ordo Seclorum...
Masony takie, znaczy się .

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
10-12-2013 23:37 
 Ocena 4 na 4
spray (5875 punktów)
>>I jeszcze gdzieś tam ględzą, że w jedności siła. E pluribus unum.
>>Sie nie znajo, patałachy!
>Mało tego. Oni ględzą też, że Novus Ordo Seclorum...
>Masony takie, znaczy się .
>
...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)


Ha! I wszystko jasne!
Cykliści o wiadomej proweniencji!

Ale damy odpór. Przedmurzem całym damy. A co!
Ino sie najsamprzód podzielimy na wzajemnie zwalczające się frakcje i kartaczem w Żyda! Kartaczem!

Hej! Bigu Najmilejszy

Nikt do tej pory nie określił dokładnie momentu w historii, w którym człowiek został udomowiony przez kota.
12-12-2013 12:59 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ha! I wszystko jasne!
>Cykliści o wiadomej proweniencji!
>Ale damy odpór. Przedmurzem całym damy. A co!
>Ino sie najsamprzód podzielimy na wzajemnie zwalczające się frakcje i kartaczem w Żyda! Kartaczem!

Wszystko jasne: Żydokomuna!

Pozdrawiam.

@@@
.
09-12-2013 02:18 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>Rozwijaliśmy się we wspólnotach, ale trzymających się razem z pobudek egoistycznych. Tylko indywidualizm i liberalizm może zapewnić dalszy rozwój cywilizacyjny, ustroje oparte na ideologiach roju już dawno wymarły.
Przeciwnie - to prawo Smitha (redukujące dobrostan do dóbr jednostkowych) uznaje się za przestarzałe - istotna jest także dbałość jednostki o grupę (John Nash chyba nie przypadkiem otrzymał Nobla za swe pogłębione analizy ekonomiczne).

> jak słyszę, że gromada ważniejsza od człowieka, to jakoś mi się dziwnie robi...
OK. Nie musi być ważniejsza, ale dlaczego zaraz nieważna?
09-12-2013 06:23 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Przeciwnie - to prawo Smitha (redukujące dobrostan do dóbr jednostkowych) uznaje się za przestarzałe - istotna jest także dbałość jednostki o grupę (John Nash chyba nie przypadkiem otrzymał Nobla za swe pogłębione analizy ekonomiczne).
Mało z tego, co powiedziano o ekonomii w XVIII i XIX wieku jest nadal aktualne. Zresztą, nie o gospodarce tu była mowa, ale o priorytetach wartości ogólnych.

>> jak słyszę, że gromada ważniejsza od człowieka, to jakoś mi się dziwnie robi...
>OK. Nie musi być ważniejsza, ale dlaczego zaraz nieważna?
Ważna o tyle, aby nie szkodziła jednostkom w myśl takich frazesów, jak "dobro społeczne", "interes narodowy", "solidaryzm społeczny", itp.. Nie neguję znaczenia kooperacji - jeden człowiek kosmosu nie podbije - tylko, moim zdaniem, nadużywa się różnych pojęć, które tak naprawdę nic nie znaczą, a tylko służą do usprawiedliwienia działań zmierzających do ograniczania podstawowych wolności w celu zadowolenia interesów nielicznych.
10-12-2013 13:14 
 Ocena 2 na 2
Jan Rylew (3965 punktów)
>> chodzi o trend społeczny, który poprzez uznanie jako nadrzędne dobra jednostki nie tylko podporządkowuje mu wspólnotę, ale działa na nią wręcz destrukcyjnie.
>Dobro jednostki zawsze powinno być nadrzędne, byle tylko nie kosztem dobra innych jednostek.
Dobro jednostki jest nadrzędne z punktu widzenia tej jednostki, a dobro innych jednostek nie ma dla niej znaczenia, dlatego w praktyce często powstaje ono kosztem innych jednostek bez względu na klepane przy tym frazesy.

>Wspólnota to abstrakcja, idea, a jednostka istnieje i czuje realnie i to wspólnota ma istnieć dla niej, a nie odwrotnie.
To niezupełnie tak, wspólnota to konkretni ludzie lub zbiorowości połączone wspólnym celem i najczęściej wspólnym dobrem. Dobro jednostki jest w takim układzie pochodną dobra wspólnego.

>Rozwijaliśmy się we wspólnotach, ale trzymających się razem z pobudek egoistycznych.
Owszem, jednostki widziały w przynależności do wspólnoty swoje dobro, większe niż możliwe do zrealizowania indywidualnie.

>Tylko indywidualizm i liberalizm może zapewnić dalszy rozwój cywilizacyjny,
Tak sobie to a priori wygłaszasz ? Wybacz, ale brzmi to jak wyznanie wiary.
Liberalizm i wynikający z niego indywidualizm jest w konsekwencji zaprzeczeniem wspólnotowości, powstaje zatem pytanie : Dlaczego przedtem jednostki widziały swoje dobro i rozwój w przynależności do wspólnoty, a teraz mają widzieć coś wręcz przeciwnego ?

>ustroje oparte na ideologiach roju już dawno wymarły.
Nie bardzo wiem o jakich ustrojach mówisz. Praktyka wspólnotowa jest dość mocno zakorzeniona na świecie.

>To wszystko oczywiście nie ma nic do rzeczy jeśli chodzi o tożsamość płciową, ale jak słyszę, że gromada ważniejsza od człowieka, to jakoś mi się dziwnie robi...
Nie pamiętam gdzie stwierdziłem, że gromada jest ważniejsza od człowieka. W ogóle unikam orzekania w kwestiach typu, co jest ważniejsze jajko czy kura, albo czy lepsza jest kobieta czy mężczyzna lub może rodzina. We wspólnocie każda jednostka ma swoją ważną rolę.
10-12-2013 13:40 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Dobro jednostki jest nadrzędne z punktu widzenia tej jednostki, a dobro innych jednostek nie ma dla niej znaczenia, dlatego w praktyce często powstaje ono kosztem innych jednostek bez względu na klepane przy tym frazesy.
Najczęściej to określone jednostki nadużywały swojej władzy nad innymi klepiąc frazesy o wspólnym dobrze.

>wspólnota to konkretni ludzie lub zbiorowości połączone wspólnym celem i najczęściej wspólnym dobrem. Dobro jednostki jest w takim układzie pochodną dobra wspólnego.
Dobro jest wartością wypracowaną przez jednostkę pomimo obciążeń na rzecz wspólnoty. Wspólnota aby coś mieć, musi to najpierw zabrać innym jednostkom. Jak wszystko jest wspólne to mówimy o komunie, a nie wspólnocie.

>Dlaczego przedtem jednostki widziały swoje dobro i rozwój w przynależności do wspólnoty, a teraz mają widzieć coś wręcz przeciwnego ?
Indywidualizm nie oznacza anarchii. Rozwój następował tam, gdzie wspólnota służyła ochronie interesów jednostek, a nie odwrotnie - czyli generalnie w cywilizacji zachodniej.

>Nie bardzo wiem o jakich ustrojach mówisz. Praktyka wspólnotowa jest dość mocno zakorzeniona na świecie.
O takich ustrojach, w których kolektywizm bądź państwo stawiano na pierwszym miejscu. Chyba nie muszę ich wymieniać?

>Nie pamiętam gdzie stwierdziłem, że gromada jest ważniejsza od człowieka.
Napisałeś, że dobro jednostki nie może być nadrzędne nad dobrem wspólnoty, tak jakby decyzja o własnej płciowości miała tę wspólnotę jakoś obchodzić.
11-12-2013 20:42 
 Ocena 3 na 3
Jan Rylew (3965 punktów)
>>Dobro jednostki jest nadrzędne z punktu widzenia tej jednostki, a dobro innych jednostek nie ma dla niej znaczenia, dlatego w praktyce często powstaje ono kosztem innych jednostek bez względu na klepane przy tym frazesy.
>Najczęściej to określone jednostki nadużywały swojej władzy nad innymi klepiąc frazesy o wspólnym dobrze.
Nie będę się spierał o to jakie jednostki częściej nadużywał swej władzy, klepiąc jakie frazesy, bo nie liczyłem, poza tym to nie jest istotne. Jest jednak istotna różnica. We wspólnocie obowiązuje umowa wspólnoty, "spółki", a ci którzy nadużywają swej władzy dla własnej korzyści mogą być pociągnięci do odpowiedzialności karnej za działanie na szkodę spółki, bo spółka to siła i prawo , może wybrać inne władze. Natomiast w przypadku zbioru niezależnych jednostek, których dobro indywidualnie jest nadrzędne każdy walczy, żeby wydrzeć jak najwięcej bez względu na innych. I to jest ten scenariusz indywidualizmu na który wielu się nie zgadza, bo to jest zamiana ludzkiego życia w bezwzględną walkę każdego z każdym i na wszelkie sposoby, bo w tej walce zwycięzcy zdobywają wszystko, a przegrani wszystko tracą.

>>wspólnota to konkretni ludzie lub zbiorowości połączone wspólnym celem i najczęściej wspólnym dobrem. Dobro jednostki jest w takim układzie pochodną dobra wspólnego.
>Dobro jest wartością wypracowaną przez jednostkę pomimo obciążeń na rzecz wspólnoty.
Mylisz się, prawie wszystko powstaje w procesie społecznym przy wykorzystaniu dóbr naturalnych. Pomyśl co mógłbyś wypracować gdybyś był na bezludnej wyspie.

>Wspólnota aby coś mieć, musi to najpierw zabrać innym jednostkom.
We wspólnocie pracuje się dla siebie i także dla wspólnoty, bo dobro wspólne pozwala osiągać lepsze wyniki. To efekt synergii.

>Indywidualizm nie oznacza anarchii.
Wręcz przeciwnie, w tzw okresie ekspansji Europejczyków na kontynent amerykański miało to miejsce. Wspólnota powstała później.

>Rozwój następował tam, gdzie wspólnota służyła ochronie interesów jednostek, a nie odwrotnie - czyli generalnie w cywilizacji zachodniej.
Interesów, które służyły także interesom wspólnoty. Jednostki które robiły najlepsze interesy musiały płacić bardzo wysokie podatki na rzecz wspólnoty dlatego te ostatnie stały się silne.

>>Nie bardzo wiem o jakich ustrojach mówisz. Praktyka wspólnotowa jest dość mocno zakorzeniona na świecie.
>O takich ustrojach, w których kolektywizm bądź państwo stawiano na pierwszym miejscu.
Kolektywizm jako zmuszanie ludzi do wspólnych działań wbrew ich woli nie reprezentuje wspólnotowości w jej światowym wymiarze, jest raczej jej wypaczeniem, a silne państwo było stawiane zawsze na pierwszym miejscu do kilku ostatnich dziesięcioleci wstecz, gdy zapanowała pewna ideologia o której ciągle się teraz mówi.

>>Nie pamiętam gdzie stwierdziłem, że gromada jest ważniejsza od człowieka.
>Napisałeś, że dobro jednostki nie może być nadrzędne nad dobrem wspólnoty,
Tak, ale z tego nie wynika, że gromada jest ważniejsza, bo i jednostka i wspólnota są ważne i sobie potrzebne, ustanawianie "nadrzędności" prowadzi do psucia wspólnoty.

>tak jakby decyzja o własnej płciowości miała tę wspólnotę jakoś obchodzić.
Pod gender rozumiem dość szerokie zjawisko społeczne, pisałem o tym wcześniej, pisał o tym niedawno Lew Starowicz w 46 numerze "Do Rzeczy". Jak się dobrze zastanowić to skutki społeczne niewątpliwie będą, nawet już są. To ma wpływ na życie innych.

Pozdrawiam.
10-12-2013 15:28 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Dobro jednostki zawsze powinno być nadrzędne, byle tylko nie kosztem dobra innych jednostek.
>Dobro jednostki jest nadrzędne z punktu widzenia tej jednostki, a dobro innych jednostek nie ma dla niej znaczenia, dlatego w praktyce często powstaje ono kosztem innych jednostek bez względu na klepane przy tym frazesy.
Trochę inaczej bym to napisał: Dobro jednostki jest nadrzędne z punktu widzenia tej jednostki, a dobro innych jednostek ma dla niej drugo lub trzeciorzędne znaczenie, dlatego w praktyce prawie zawsze powstaje ono kosztem innych jednostek bez względu na klepane przy tym frazesy.

Tylko indywidualizm i liberalizm może zapewnić dalszy rozwój cywilizacyjny,
>Tak sobie to a priori wygłaszasz? Wybacz, ale brzmi to jak wyznanie wiary.
>Liberalizm i wynikający z niego indywidualizm jest w konsekwencji zaprzeczeniem wspólnotowości,
To nie jest takie proste "neoliberalizm" ma mniej wspólnego z "liberalizmem" niż "socjalizm" z "naukowym komunizmem",
a obie utopie są społecznie bardzo groźne. Pisze o tym prof. Andrzej Walicki w ciekawej nowej książce: "Od projektu komunistycznego do neoliberalnej utopii".

Poniżej cytaty z artykułu profesora w Gazecie Wyborczej:

LIBERALNE PAŃSTWO OPIEKUŃCZE
Reputacja tradycji liberalnej jako ruchu broniącego integralnej wolności ludzkiej uratowana została w ostatniej ćwierci XIX w. dzięki lawinowemu rozwojowi myśli torującemu drogę instytucjom liberalnego państwa opiekuńczego.

W latach 80. XIX w. Francis Charles Montague przeciwstawił się analogii między wolną konkurencją a Darwinowską walką o byt, dowodząc, że w konkurencji ekonomicznej zwycięstwo bywa często udziałem jednostek mało społecznie wartościowych, reprezentujących jedynie spryt i brak skrupułów, a do przegranych należą ludzie intelektualnie i moralnie lepsi.

John Hobson, wybitny teoretyk lewicowego skrzydła angielskiej Partii Liberalny traktował mechanizmy wolnorynkowe jako źródło kolosalnego marnotrawstwa i strukturalnego bezrobocia. Wyprowadza stąd wniosek, że społeczeństwo ma niepodważalne prawo do redystrybucji własności prywatnej. Powoływał się też na teorię "długu społecznego" dowodzącą, że jednostki cieszące się bogactwem zawdzięczają swój sukces w coraz większej mierze dorobkowi społecznemu, a więc zaciągnęły u społeczeństwa dług, który należy spłacić.

Inny wybitny przedstawiciel zdemokratyzowanego pomillowskiego liberalizmu,Leonard Hobhouse, za jedyną legitymizacje liberalnego systemu uznał wspólne dobro, nieodłączne od dobra każdej poszczególnej jednostki. Zdecydowanie odrzucał więc pogląd klasycznej ekonomii politycznej, że pauperyzacja ludu jest konieczną ceną, którą trzeba zapłacić za wzrost bogactwa narodowego". Nie domagał się egalitaryzmu, ale nie zgadzał się na obarczanie kosztami rozwoju najuboższych. Nierówności społeczne, dowodził, tolerować można tylko wtedy, gdy system jako całość sprzyja podnoszeniu poziomu życia najuboższych, a jego radykalna zmiana mogłaby spowodować niepożądane skutki. Rozwinął tę myśl w klasycznej książce "Liberalizm" z 1911 r. 60 lat później identyczną niemal koncepcję moralnego uzasadnienia nierówności rozwinął główny teoretyk liberalnego pojmowania sprawiedliwości John Rawls.

(...)
Przez trzy dekady nazywane nie bez rac "chlubnym 30-leciem" konsensus w sprawię państwa opiekuńczego był na Zachodzie imponując Jego przeciwnicy byli skutecznie zmarginalizowani, panowała zgoda co do tego, że nie wystarcza minimalna opieka społeczna nad środowiskami ludzi "wykluczonych" - trzeba dążyć do zapewnienia wszystkim optymalnej jakości połączonej z maksymalną wolnością. Wydawało się to oczywiste.

Znamienne jest, że próba wszechstronnego uzasadnienia tego ideału podjęta została w przededniu ofensywy neoliberalizmu, w dziele Johna Rawsa"Teoria sprawiedliwości" (1971) definiującym liberalnie pojmowaną sprawiedliwość jako maksymalizację społecznego minimum. Sankcjonowało to praktykę redystrybucyjną państw opiekuńczych, uzasadniało nawet wyrównywanie nierówności społecznych wynikających z naturalnych talentów jako okoliczności przypadkowych.
/30 listopada - 1 grudnia 2013/

>powstaje zatem pytanie : Dlaczego przedtem jednostki widziały swoje dobro i rozwój w przynależności do wspólnoty, a teraz mają widzieć coś wręcz przeciwnego?
Dobrze postawione pytanie, ale odpowiedzi można szukać u proroka Ludwiga von Misesa i jego uczniów w pseudonaukowej doktrynie neoliberalizmu, albo w zwyczajnej ludzkiej pazerności. www.racjon(*).zwierciadle.globalnych.bredni

>>>>ustroje oparte na ideologiach roju już dawno wymarły.
>Nie bardzo wiem o jakich ustrojach mówisz.
Gdy brak argumentów, to epitety stanowią ratunek.

>Praktyka wspólnotowa jest dość mocno zakorzeniona na świecie.
Oczywiście, wątpię czy promil promila ludzkości żyje poza społeczeństwami.

>Nie pamiętam gdzie stwierdziłem, że gromada jest ważniejsza od człowieka.
Wcale Pan nie musiał. Panu 'finerbijk' zdarza się dosyć często polemizować z tym co on myśli, iż ktoś myśli. Taka już jego maniera.

>W ogóle unikam orzekania w kwestiach typu, co jest ważniejsze jajko czy kura, albo czy lepsza jest kobieta czy mężczyzna lub może rodzina. We wspólnocie każda jednostka ma swoją ważną rolę.
Właściwa postawa, ja też staram się taką utrzymywać.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
13-12-2013 14:11 
 Ocena 4 na 4
Jan Rylew (3965 punktów)
Witam i dziękuję za ten ciekawy post i chciałbym się do niego krótko odnieść.

>Trochę inaczej bym to napisał: Dobro jednostki jest nadrzędne z punktu widzenia tej jednostki, a dobro innych jednostek ma dla niej drugo lub trzeciorzędne znaczenie, dlatego w praktyce prawie zawsze powstaje ono kosztem innych jednostek bez względu na klepane przy tym frazesy.
Z takim brzmieniem tego twierdzenia całkowicie się zgadzam, mnie brak często precyzji w formułowaniu swoich myśli co Pan zauważył i naprawił.

>>Liberalizm i wynikający z niego indywidualizm jest w konsekwencji zaprzeczeniem wspólnotowości,
>To nie jest takie proste "neoliberalizm" ma mniej wspólnego z "liberalizmem" niż "socjalizm" z "naukowym komunizmem",
>a obie utopie są społecznie bardzo groźne.
Tak zapewne jest, już nieraz na tym forum pisałem, że liberalizm ma się do neoliberalizmu tak jak krzesło do krzesła elektrycznego. Podobnie miał się socjalizm naukowy z realnym socjalizmem chociaż wydaje się, że realny socjalizm nie był tak przeciwny w skutkach do idei jaka mu przyświecała jak neoliberalizm. Natomiast utopie są groźne wtedy gdy większości nie są mentalnie zgodne z nową wprowadzaną rzeczywistością, a na zmiany społecznej mentalności potrzeba dużo czasu. Tak powstają totalitaryzmy.

Liberalizm jako idea jest antytotalitarny, ale jego mutacje i dzikie pędy w rzeczywistości przybierają totalitarne formy chociaż nieco odmienne od totalitaryzmów których ideą był komunizm. Mam na myśli liberalizm ekonomiczny zwłaszcza w systemie finansowym (wolność do nieograniczonego bogacenia się), bo i on powstaje na bazie liberalnego hasła wolności jednostki jako dobra nadrzędnego.

Pojawiła się także ogromna liczba fałszywych liberałów, którzy wyskakują z różnych uczelni jak trujące grzyby z ziemi w lesie w ciepłą noc lipcową, jakieś muchomory, albo gołąbki wymiotne, tęgoskóry itp. w takiej ilości, że "kosą kosić" . A czym się rózni fałszywy liberał od prawdziwego ? Fałszywy mówiąc wolność myśli o swojej własnej wolności, a prawdziwy o wolności wszystkich.

Prof. Andrzej Walicki jawi mi się jako niezłomny obrońca idei liberalnej i bardzo szanuję jego poglądy, ale nawet tak świetny znawca problematyki liberalizmu nie jest chyba w stanie odkłamać tego zafałszowanego, w skali potrzebnej do zwrotu myślowego setek milionów. Książki jeszcze nie czytałem, ale niedawno skończyłem czytać książkę niemieckiej socjalistki Sahry Wagenknecht pod znamiennym tytułem "Freiheit statt Kapitalismus" w której autorka bardzo ciepło wyraża się o ordoliberaliźmie niemieckim stanowiącym podwalinę powojennej polityki gospodarczej NRF prowadzącej do państwa dobrobytu. Hasła wolnościowe są niezwykle nośne społecznie.

Sam prof. Walicki też chyba skorygował swoje poglądy. Wcześniej mówił o "tanim demonie" neoliberalizmu broniąc liberalizmu, zaś w lipcu 2013 w tekście pt "Czy jest możliwy liberalizm lewicowy" lewica.pl/(*)możliwy-liberalizm-lewicowy?
pisze o neoliberaliźmie. Cytat:
" Najbardziej chyba odrażającą cechą zwycięskiej ideologii "neoliberalnej" (vel "neokonserwatywnej") jest intencja godzenia dogmatyki wolnorynkowej z "wartościami rodzinnymi", proklamowanymi w USA przez Ronalda Reagana, a w Anglii przez Margaret Thatcher (która, jak wiadomo, nie wahała się głosić, że realnie istnieją tylko rodziny i jednostki, społeczeństwo natomiast jest fikcją)."

Ja w neoliberaliźmie widzę wiele odrażających cech. Pisałem o tym w swoim wątku pt: "Rekolekcje z neoliberalizmu" www.racjonalista.pl/forum.php/s,518827

A. Walicki sporo pisze o "liberalnym państwie opiekuńczym". Mnie to określenie już jakoś razi. Wolałbym raczej państwo równych szans i praw człowieka. Ale to już jakby inny temat.
Tekst Andrzeja Izdebskiego bardzo dobry, także tekst Macieja Kassnera. A propos, określenie Walickiego "Dziecięca choroba prawicowości" dot " Zawłaszczenia liberalizmu przez rynkowych fundamentalistów" nie jest dokładne powiedziałbym raczej, że "w tym szaleństwie była metoda" .

Pozdrawiam również.
13-12-2013 23:21 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Z takim brzmieniem tego twierdzenia całkowicie się zgadzam, mnie brak często precyzji w formułowaniu swoich myśli co Pan zauważył i naprawił.
Cieszę się, iż udało mi się bardziej Pańską myśl sprecyzować, a kłopoty aby dokładnie oddać słowami swoje przemyślenia mają prawie wszyscy, a przynajmniej ci którzy myślą samodzielnie.

... obie utopie są społecznie bardzo groźne.
>Tak zapewne jest, już nieraz na tym forum pisałem, że liberalizm ma się do neoliberalizmu tak jak krzesło do krzesła elektrycznego.
Zgoda.

>Podobnie miał się socjalizm naukowy z realnym socjalizmem chociaż wydaje się, że realny socjalizm nie był tak przeciwny w skutkach do idei jaka mu przyświecała jak neoliberalizm.
Dwie ideologie przypisują sobie naukowość - "naukowy komunizm" i "naukowy neoliberalizm" i obie z naukowością nie mają nic wspólnego. Na społeczno-ekonomicznych koncepcjach Marksa i Engelsa wywodzących się z krytyki XVIII - XIX wiecznego kapitalizmu Lenin i rosyjscy bolszewicy, a później stalinowcy zbudowali swoją koncepcję socjalistycznego państwa radzieckiego, którego historię znamy wszyscy (no, prawie). Ponieważ niemożliwym jest podporządkowanie życia ideologii, to wszystkie próby jakie zna ludzkość (chrześcijaństwo, stalinizm, nazizm, neoliberalizm itp.) prowadziły tylko do masowych nieszczęść i zbrodni.

>Natomiast utopie są groźne wtedy gdy większości nie są mentalnie zgodne z nową wprowadzaną rzeczywistością, a na zmiany społecznej mentalności potrzeba dużo czasu.
Tak, na zmiany mentalne potrzeba jest dużo czasu, ale niezależnie od tego wszystkie "skoki w utopie" są społecznie groźne i dlatego osobiście jestem zwolennikiem prospołecznego pragmatyzmu - czegoś na podobieństwo socjaldemokratycznych ustrojów krajów skandynawskich.

>Liberalizm jako idea jest antytotalitarny, ale jego mutacje i dzikie pędy w rzeczywistości przybierają totalitarne formy chociaż nieco odmienne od totalitaryzmów których ideą był komunizm.
Nigdy i nigdzie nie było faktycznego komunizmu, choć w różnych ideologiach to określenie się przewijało, a zadekretowany, to chyba był tylko w Albanii, gdyż w Związku Radzieckim w preambule Konstytucji ZSRR z 1977r. mamy zapisane:
"... Po wypełnieniu zadań dyktatury proletariatu państwo radzieckie stało się państwem ogólnonarodowym, wzrosła kierownicza rola partii komunistycznej-awangardy całego narodu w ZSRR zbudowano rozwinięte społeczeństwo socjalistyczne. (...)
Rozwinięte społeczeństwo socjalistyczne stanowi prawidłowy etap na drodze do komunizmu.

A więc ZSRR było tylko państwem w drodze do komunizmu, a nie komunistycznym.
Natomiast teraz, gdy nawet "realny socjalizm" już nie istnieje, to epitet "komunizm" służy za idola ("czarnego luda"),
z którym się ostro walczy, a nawet dzielnie zwalcza. Mamy dziś (nawet na naszym forum) wielu bohaterów antykomunistycznej walki urodzonych już po 1980 roku. Za PRL-u było popularne powiedzenie: "Lenin wiecznie żywy",
a w III RP mamy "wiecznych obalaczy komunizmu".
Myślę, iż ważniejszą dla przyszłości jest krytyczna refleksja nad stanem obecnym, w czym może być pomocną książka prof. Kieżuna.

>Prof. Andrzej Walicki jawi mi się jako niezłomny obrońca idei liberalnej i bardzo szanuję jego poglądy, ale nawet tak świetny znawca problematyki liberalizmu nie jest chyba w stanie odkłamać tego zafałszowanego, w skali potrzebnej do zwrotu myślowego setek milionów.
Zgoda, ale prof. Walicki należy do grupy opiniotwórczych Polaków, a dla mnie do sporej grupy mędrców, z których zdaniem się liczę i z których elementów poglądów zbudowałem własny światopogląd.

>Sam prof. Walicki też chyba skorygował swoje poglądy.
Inteligentni ludzie permanentnie korygują swoje poglądy, a tylko mało inteligentni przyjmują całość - na mocy autorytetu - całość czyichś poglądów. Nigdy wcześniej, a i teraz nie zgadzałem się i nie zgadzam z każdym poglądem profesora, tak jak i wszystkich mądrych ludzi.

>Wcześniej mówił o "tanim demonie" neoliberalizmu broniąc liberalizmu, zaś w lipcu 2013 w tekście pt "Czy jest możliwy liberalizm lewicowy" lewica.pl/(*)możliwy-liberalizm-lewicowy? pisze o neoliberalizmie. Cytat: "Najbardziej chyba odrażającą cechą zwycięskiej ideologii "neoliberalnej" (vel "neokonserwatywnej") jest intencja godzenia dogmatyki wolnorynkowej z "wartościami rodzinnymi", proklamowanymi w USA przez Ronalda Reagana, a w Anglii przez Margaret Thatcher (która, jak wiadomo, nie wahała się głosić, że realnie istnieją tylko rodziny i jednostki, społeczeństwo natomiast jest fikcją)."
Nie bardzo tu dostrzegam "skorygowanie" - jeżeli już, to bardziej precyzowanie.

>A. Walicki sporo pisze o "liberalnym państwie opiekuńczym". Mnie to określenie już jakoś razi. Wolałbym raczej państwo równych szans i praw człowieka. Ale to już jakby inny temat.
Mnie nie razi, szczególnie w koncepcjach Rawlsa i Walickiego, choć osobiście wolę koncepcje: Socjaldemokratyczne welfare state - w tym państwie dekomodyfikacja jest bardzo wysoka. Tutaj przykładem są kraje skandynawskie, gdzie pomoc socjalną przyjmują nie tylko klasy robotnicze, ale też klasy średnie. W tych krajach odrzucony jest dualizm państwa i rynku. Państwo chce zapewniać jak najwyższe standardy a nie tylko pomoc najuboższym. Ideałem w tym wzorze jest rozwój niezależności jednostkowej. pl.wikipedia.org/wiki/Państwo_opiekuńcze

>Tekst Andrzeja Izdebskiego bardzo dobry, także tekst Macieja Kassnera.
To proszę o linka.

Pozdrawiam.

@@@
.
14-12-2013 17:52 
 Ocena 1 na 1
Jan Rylew (3965 punktów)
Cieszę się, że między naszymi poglądami na omawiane kwestie panuje tak duża zbieżność.

Chciałbym tylko jeszcze wyjasnić, że określenie "państwo opiekuńcze" razi mnie nieco dlatego, że w nim zawarta jest sugestia, że państwo ma się "opiekować" obywatelami. Szczerze mówiąc wolałbym takie państwo w którym obywatele mogliby się opiekować sami sobą i swoimi bliskimi, a państwo tylko (i aż) stworzyłoby warunki, które taką sytuację by umożliwiły. Natomiast opiekować się trzeba ludźmi niezdolnymi do pracy i nie posiadającymi środków do życia. Poza tym "opieka" może być ograniczona lub zaprzestana w niekorzystnych warunkach, podczas gdy zmiany strukturalne w stosunkach społeczno ekonomicznych państwa równych praw i sprawiedliwego podziału wytworzonych dóbr nie pozwolą na szybkie pożegnanie "uciążliwej" dla niektórych opieki. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że do takiego państwa jeszcze dość daleko. Nawet nie opracowano jeszcze modelu takiego państwa. Powinien uczynić to ktoś z lewicy. Model socjaldemokratycznego państwa welfar state opracowała szwedzka lewica i tylko lewica może uczynić krok dalej.

>>Tekst Andrzeja Izdebskiego bardzo dobry, także tekst Macieja Kassnera.
>To proszę o linka.
Spełniam to życzenie, chociaż przypuszczam, że Pan to czytał .

www.racjon(*)rciadle.globalnych.bredni#p387

kulturalib(*)ej-utopii-andrzeja-walickiego/

Pozdrawiam także.
14-12-2013 21:50 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Cieszę się, że między naszymi poglądami na omawiane kwestie panuje tak duża zbieżność.
Proszę łaskawie przejrzeć zalinkowany tu wątek: www.racjonalista.pl/forum.php/s,342849 z czerwca 2010 roku.
Krytykowałem tam i neoliberalizm i Trickle-down theory - "teorię skapywania" ("Jeśli zachęcimy bogatych do maksymalnego bogacenia się i stworzymy im do tego warunki - poprzez niskie podatki wysokie pensje, opcje na zakup akcji i bonusy, dodatkowe świadczenia spłyną w czarodziejski sposób do kieszeni najuboższych") w teorii, która - jak potwierdziło to życie - tak jak na poniższym obrazku wygląda w praktyce.



To, że to się podoba tym, którzy się załapali i nachapali, to zupełnie zrozumiałe, ale czemu reszta klaszcze i głosuje wbrew swoim interesom, to już rozumiem znacznie mniej, ale widocznie tak ich Bóg, a w jego imieniu Święty Kościół Katolicki prowadzi. Ale jak tak lubią, to niech im kapie ta pańska dobroć dalej.

Wyrażonych w tamtym wątku poglądów jakoś bardzo nie musiałem zmieniać i dziwnie jestem pewien, że jeszcze długo ich zmieniać nie będę musiał. Odwrotnie to ideologia neoliberalna sypie się na całym świecie.
(Z Walickim w "Gazecie Wyborczej" z 14 -15 grudnia 2013 polemizuje komisarz Unii Europejskiej dr Janusz Lewandowski. Polemika ta świadczy, że religijnych przekonań neoliberałów nie da się naprawić, a refleksji Walickiego nad złożoną rzeczywistością społeczną przeciwstawiona jest tam tylko głęboka wiara w słuszność własnych przekonań, ale przeczytać warto aby poznać argumentację człowieka, który wraz z prof. Balcerowiczem zmusił nasz kraj do skoku w neoliberalistyczny kapitalizm i pseudowolność jednostki.)

>Chciałbym tylko jeszcze wyjaśnić, że określenie "państwo opiekuńcze" razi mnie nieco dlatego, że w nim zawarta jest sugestia, że państwo ma się "opiekować" obywatelami.
Może Pan ten system (ustrój) nazywać "państwem dobrobytu" lub "państwem bezpieczeństwa socjalnego" - nazwa przecież jest wtórna. Natomiast podejście jest właściwe. W demokracjach w imieniu obywateli państwo (zgodnie z trójpodziałem władz) jest suwerenem i to ono winno właśnie zapewnić bezpieczeństwo - także socjalne - swoim obywatelom.

>Szczerze mówiąc wolałbym takie państwo w którym obywatele mogliby się opiekować sami sobą i swoimi bliskimi, a państwo tylko (i aż) stworzyłoby warunki, które taką sytuację by umożliwiły.
To już są właśnie koncepcje neoliberalne. Natomiast dla optymalizacji opieki władza powinna być maksymalnie w miarę możliwości decentralizowania i rola tzw. "instytucji pozarządowych" powinna być spora.

>Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że do takiego państwa jeszcze dość daleko.
I tak i nie. Mnie "Duński model państwa dobrobytu" satysfakcjonuje całkowicie.

>Nawet nie opracowano jeszcze modelu takiego państwa.
Są rożne bardzo ciekawe koncepcje, choć moim zdaniem, ucząc się od wszystkich i nikogo nie małpując, każde państwo musi samo decydować czego chce i co jest dobre dla samorealizacji jak największej grupy obywateli i ogólnego rozwoju.

>Powinien uczynić to ktoś z lewicy.
Zupełnie tu wtórnym jest tu autor/autorzy opracowania - istotnym jest to, kto to wdroży? Do tego potrzebną jest władza zdobyta w demokratycznych wyborach. W Polsce do zdobycia władzy przez lewicę jeszcze daleka droga.
_______________________

>>>>To proszę o linka.
>Spełniam to życzenie, chociaż przypuszczam, że Pan to czytał .
>kulturalib(*)ej-utopii-andrzeja-walickiego/
Sam nawet, do recenzji książki Walickiego napisanej przez Kassnera, wyżej Pana odesłałem. Recenzję przeczytałem dokładnie, ale nie zwróciłem uwagi na nazwisko jej autora.
Przepraszam.

O link do red. Izdebskiego nie prosiłem - znam wszystkie jego publikacje, jak i jego samego, bardzo dobrze, ale dziękuję.

Pozdrawiam.

@@@
.
Jan Rylew (3965 punktów)
>>Szczerze mówiąc wolałbym takie państwo w którym obywatele mogliby się opiekować sami sobą i swoimi bliskimi, a państwo tylko (i aż) stworzyłoby warunki, które taką sytuację by umożliwiły.
>To już są właśnie koncepcje neoliberalne.
Raczej powierzchowne podobieństwo retoryki , a jeśli spojrzeć głębiej to widać, że podstawy filozoficzne są inne. Neoliberalne koncepcje wywodzą się od prawa własności i głoszone są często przez ludzi którym doskwiera konieczność płacenia wysokich podatków od swoich wysokich dochodów. Głoszą je także fałszywi liberałowie mówiąc np. "własność jest najważniejsza". Nietrudno zgadnąć, że to filozofia "mieć". Ja natomiast myślę o prawach człowieka, a szczególnie o prawie do pracy, ta bowiem daje człowiekowi poczucie przydatności społecznej, bezpieczeństwa socjalnego i godności. Z pracy pochodzi wytworzone dobro. To filozofia być, uczestniczyć w społecznym podziale pracy, chodzić z podniesionym czołem. Oczywiście praca z odpowiednim wynagrodzeniem. Tak jest w państwach gdzie faktyczne bezrobocie jest niskie (poniżej 3%).

Oczywiście w dzisiejszym turbokapitaliźmie z jego wadliwym systemem finansowym trudno zapewnić każdemu pracę dlatego jestem sceptyczny co do przyszłości modelu państwa dobrobytu. Niemiecki model państwa socjalnego już dawno został pożegnany, właśnie trwa jego stopniowy demontaż. W Szwecji jeśli pamiętam bezrobocie wzrosło do 8%. Potrzebne są zmiany systemowe, dlatego mówiłem o potrzebie opracowania modelu wykraczającego poza dotychczasowy model państwa dobrobytu, uwzględniającego ścieżkę dojścia.

Graficzne przedstawienie neoliberalnej teorii "skapywania" bardzo realistyczne.

Pozdrawiam.
17-12-2013 21:08 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>czywiście praca z odpowiednim wynagrodzeniem. Tak jest w państwach gdzie faktyczne bezrobocie jest niskie (poniżej 3%).
Nie wiem, czy w jakimkolwiek kraju, za wyjątkiem utrzymujących "przymus pracy" udało się zmniejszyć bezrobocie do poziomu poniżej 4,5 % . Gdyby stosować obecne metody pomiarowe, to w "socjalistycznej" Czechosłowacji w latach 70-tych i 80-tych tyle właśnie wynosiło.
Bezpieczny poziom to raczej ok 5%.
Ważne jest zachowanie równowagi. Zbyt wysokie bezrobocie powoduje, że pracownicy zmuszani są nie tylko do rezygnacji z godziwej płacy ale z godności jako takiej. Zbyt niskie, powoduje że dyscyplina pracy spada a w ślad za tym spada wydajność pracy i gospodarka cierpi.
18-12-2013 11:00 
 Ocena 2 na 2
Jan Rylew (3965 punktów)
>>czywiście praca z odpowiednim wynagrodzeniem. Tak jest w państwach gdzie faktyczne bezrobocie jest niskie (poniżej 3%).
>Nie wiem, czy w jakimkolwiek kraju, za wyjątkiem utrzymujących "przymus pracy" udało się zmniejszyć bezrobocie do poziomu poniżej 4,5 % . Gdyby stosować obecne metody pomiarowe, to w "socjalistycznej" Czechosłowacji w latach 70-tych i 80-tych tyle właśnie wynosiło.
Witam!
Właściwie miałem na myśli "demoludy", ale i w państwach kapitalistycznych zdarzały się takie przypadki po wojnie. W Szwecji, w BRD, a nawet jeśli dobrze pamiętam zdarzyło się w latach 90 w USA (pewnie i wcześniej zaraz po wojnie). Jakby dobrze poszukać to zapewne i w Danii, Norwegii, Finlandii były zbliżone wartości stopy bezrobocia.

>Bezpieczny poziom to raczej ok 5%.
Myślę podobnie i to myślenie pochodzi jeszcze z okresu PRL, ale teraz po doświadczeniach transformacji i lepszym poznaniu mechanizmów gospodarki kapitalistycznej zastanawiam się coraz częściej i mam mieszane odczucia.

>Zbyt wysokie bezrobocie powoduje, że pracownicy zmuszani są nie tylko do rezygnacji z godziwej płacy ale z godności jako takiej.
Tak na ogół jest chociaż bywają różnice tam gdzie poziom bezpieczeństwa socjalnego jest wysoki. Istotny jest także wyjściowy poziom płac.

>Zbyt niskie, powoduje że dyscyplina pracy spada a w ślad za tym spada wydajność pracy i gospodarka cierpi.
Tak właśnie było w PRL kiedy właściwie cały czas bezrobocie było niewielkie, praktycznie żadne w porównaniu z dzisiejszym. Lud pracujący miał niczym nie zmąconą pewność, że praca zawsze będzie. W gospodarkach zachodnich działają już nieco inne mechanizmy i sprawa się komplikuje.
19-12-2013 23:43 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Szczerze mówiąc wolałbym takie państwo w którym obywatele mogliby się opiekować sami sobą i swoimi bliskimi, a państwo tylko (i aż) stworzyłoby warunki, które taką sytuację by umożliwiły.
>>>>To już są właśnie koncepcje neoliberalne.
>Raczej powierzchowne podobieństwo retoryki,
Nie umiem oceniać ponadto co mogę przeczytać.

>a jeśli spojrzeć głębiej to widać, że podstawy filozoficzne są inne.
Nie jestem aż tak przenikliwy aby przeniknąć do podstaw filozoficznych.

>Neoliberalne koncepcje wywodzą się od prawa własności
Nie, jednak teoretyczne to od praw wolności.

> i głoszone są często przez ludzi którym doskwiera konieczność płacenia wysokich podatków od swoich wysokich dochodów.
Podstawą neoliberalizmu jest "Mantra powtarzana przez Gekko - 'chciwość jest dobra' - stała się wkrótce ulubionym powiedzeniem wszystkich Wielkich Kutasów z Nowego Jorku i Londynu - Panów Wszechświata". /Francis Wheen/

>Głoszą je także fałszywi liberałowie mówiąc np. "własność jest najważniejsza".
Nie wiem kim są "fałszywi", tak jak i "prawdziwi" liberałowie. Ten propagandowy przymiotnik jest fałszywy. Neoliberałowie głoszą (choć to nie ich wymysł) wprost, że własność jest święta i nienaruszalna. Gdy słyszę takie hasło jakoś zdecydowanie wtedy odbijam w lewo.

>Nietrudno zgadnąć, że to filozofia "mieć".
Tak, to taka filozofia, a moją jest "być", ale aby być człowiekiem trzeba mieć możliwości do samorealizacji i tu sama wolność do wyboru mostu, pod którym mogę spać jest dalece nie wystarczająca. Polecam tu liberała Rawlsa.

>Ja natomiast myślę o prawach człowieka, a szczególnie o prawie do pracy, ta bowiem daje człowiekowi poczucie przydatności społecznej, bezpieczeństwa socjalnego i godności.
Bzdura, co w ogóle znaczy "prawo do pracy" w Polsce ma je niby każdy gwarantuje to nam aż Konstytucja RP. www.przegl(*)-przezytek-realnego-socjalizmu
Prawo do pracy w kapitalizmie to czysta żenada dobra dla naiwnych. Kapitalizm na tym polega, że inwestuje się swój kapitał dla spodziewanych i uzyskiwanych zysków. Kapitalista zatrudnia kiedy musi i stara się o zatrudnienie najbardziej przydatnych mu ludzi, jak najniższym kosztem. Kapitalistę interesują tylko rynki zbytu, na których będzie mógł sprzedać - swój wytworzony po najniższej cenie towar - po cenie najwyższej. Gdy potrzebni mu do tego ludzie, to ich zatrudnia, gdy przestają być potrzebni to ich zwalnia.

Dlatego to suweren, czyli państwo musi ekonomicznymi narzędziami wymuszać na kapitalistach zatrudnienie. Jak? W uproszczeniu tak: Zbierać jak najwyższe możliwe (nie zarzynać kur znoszących jaja) podatki dochodowe. Pobierane solidarnie czyli progresywnie według bogactwa i dbać o dostarczenie jak największej ilości pieniędzy najbiedniejszym czyli np. ustawić jak najwyższą (znowu możliwą) stopę wolną od podatku i pobierać jak najniższy możliwy VAT. Biedni błyskawicznie uruchamiają uzyskane środki i tworzy się zapotrzebowanie na towary.

Tu podałem prymitywną i mocno uproszczoną receptę, ale znane są doskonałe opracowania na ten temat. Żadne prawo do pracy nie jest nikomu potrzebne. W kapitalizmie to tylko pusty frazes.

>Z pracy pochodzi wytworzone dobro.
Ej, ej tam, te dobra to niech sobie kupią potrzebujący, mnie niech pozostawią tylko "wartość dodaną".

>jestem sceptyczny co do przyszłości modelu państwa dobrobytu.
Sceptycyzm, to ogólnie dobra rzecz, ale z nim to jest podobnie jak liberalizmem.
www.racjon(*)rum.php/z,0/d,1/s,63046#w63387

>Niemiecki model państwa socjalnego już dawno został pożegnany, właśnie trwa jego stopniowy demontaż.
Wszystkie doniesienia o jego śmierci są dalece przedwczesne, choć występują tam różne starcze dolegliwości, ale w ideologiach na starym rodzi nowe.

>W Szwecji jeśli pamiętam bezrobocie wzrosło do 8%.
Tak, tam też mają trochę kłopotów, ale jakoś mało się martwię o krach gospodarczy państw skandynawskich. Mimo różnych kryzysów dadzą sobie radę.

>Potrzebne są zmiany systemowe, dlatego mówiłem o potrzebie opracowania modelu
Jest już wiele takich prób, choć zupełnie jeszcze nie wiadomo, która wygra.

>wykraczającego poza dotychczasowy model państwa dobrobytu,
Zupełnie nie rozumiem, co to miałaby znaczyć, gdy będzie nowe, to oczywiście wykroczy poza - gdy nie uwzględni doświadczeń, to będzie głupie i na dłuższą metę społeczeństwa tego nie kupią.

>uwzględniającego ścieżkę dojścia.
Każdy kraj jest w innej sytuacji gospodarczej, a jego mieszkańcy mają różną mentalność i różne przyzwyczajenia. Jednym jest potrzebna ścieżka dojścia, innym przyspieszenia, a jeszcze innym skrętu. Polecam tu dorobek: Tadeusza Kowalika.
Można też sobie wybrać ekonomiczne koncepcje intelektualistów nowego typu np. dr Łukasza Gibałę (Liberała, polityka, posła. Doktora filozofii!) Przyznaję, że najbardziej zacietrzewione komuchy stalinowskiego okresu, to przy nim wysiadają. To jest właśnie ten poziom, który nam polscy neoliberałowie fundują z uporem twierdząc, że on jest bezalternatywnym.

Pozdrawiam.

@@@
.
22-12-2013 12:35 
 Ocena 1 na 1
Jan Rylew (3965 punktów)
Panie Andrzeju,
nie bardzo wiem co odpowiedzieć. Moim zdaniem większość rozbieżności jakie Pan wysunął to niewielkie różnice w stosunku do tego co i ja myślę i właściwie nie ma tu z czym polemizować.

Nie posługuję się określeniem "prawdziwi liberałowie", bo mnie to określenie jakoś razi, ale wyobrażam sobie, że są to ludzie, których dzieła Pan poleca choćby Rawls i inni, których poleca i myśli przybliża także Andrzej Walicki. To tacy, którzy istoty wolności dopatrują się w równości i prawach człowieka. Fałszywi liberałowie o których zwykle piszę to ci którzy epatują ludzi (zwłaszcza młodych) ideologią wolności (głównie negatywnej), a pod hasłem wolności gospodarczej wprowadzają stosunki społeczne sprzyjajace powiększaniu nierówności, nie zaprzątając sobie głowy granicami owej wolności i jej skutkami. Problem w tym, że tych pierwszych się prawie nie zna, i ich myśli nie mają żadnego przeniesienia na praktykę społeczno gospodarczą, a ci drudzy łapią głosy wyborców i działając w rządach robią swoją szkodliwą dla dużej większości społeczeństwa robotę. (Liberałowie w Niemczech w ostatnich wyborach nie weszli do Bundestagu, świadomość, że jest to grupka która obsługuje wąską klientelę najbogatszych zaczęła działać).

W kwestii prawa do pracy dodam, że owszem, to prawo dzisiaj jest pustym zapisem. Niemcy mówią: Prawo mieć, a prawo wyegzekwować to duż różnica. Ale takie prawo musi najpierw być oczywistością dla większości, a sprawą ludzi jest je wyegzekwować. Nie wystarczy prawo do zasiłku socjalnego. Prawo do miski i dachu nad głową mają zwierzęta domowe, ludzie powinni mieć prawo do pracy, a zasiłek socjalny tylko w wypadku braku odpowiedniej pracy. Popieram konkluzję autora tekstu wg podanego linku.

Ładnie Pan pisze: "Państwo suweren", dodaję zwykle państwo to my, ale o suwerenność społeczeństwa trzeba dopiero walczyć. To tak jak z tym prawem do pracy w kapitaliźmie. Dzisiaj suwerenem jest światowy syndykat finansowy, a rządy, kogokolwiek nie wybrać to marionetki w ich rękach. ("Partia kieruje rząd rządzi"- mówi to coś Panu ? Bo tak jest dzisiaj, tylko że partię zastąpił syndykat.)
Nowy model gospodarczy musi zaprogramować odebranie mu zabawek tak, żeby przestał się bawić ludzką dolą i niedolą. Bez tego będzie tylko coraz gorzej, może tylko raz wolniej raz szybciej.

Nie, nie czytam p. Gibały, po kilku jego wypowiedzach wpisałem go do zbioru nicponi i błaznów politycznych. Wolę czytać Piotra Szumlewicza przynajmniej u niego znajduję więcej rozsądku, a mniej politycznej hucpy. Albo prof. Tadeusza Kowalika do którego książki "Systemy gospodarcze" ciągle wracam.

To tyle w tym wątku (chyba piszemy nie na temat. Ja muszę trochę zredukować swój udział na forum. Mimo swojego wieku mam jeszcze wiele obowiązków. Proszę się nie gniewać jeśli na ew. replikę nie odpowiem. Z przyjemnością spotkam się z Panem na forum w przyszłym roku.
Pozdrawiam.
22-12-2013 14:46 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Panie Andrzeju,
>nie bardzo wiem co odpowiedzieć. Moim zdaniem większość rozbieżności jakie Pan wysunął to niewielkie różnice w stosunku do tego co i ja myślę i właściwie nie ma tu z czym polemizować.
Napisał Pan wcześniej: - Cieszę się, że między naszymi poglądami na omawiane kwestie panuje tak duża zbieżność i ja się z tym zgadzam, ale dla mnie słowa (sformułowania) mają bardzo duże znaczenie i zupełnie nie jest mi wszysko jedno jakich słów do opisu własnych poglądów się używa. Właśnie ze względu na (moim zdaniem) inne użycie od przyjętych powszechnie znaczeń słów tworzą się rozbieżności pomiędzy nami. (Nie widzę też potrzeby, a tym bardziej konieczności odpowiadania na wszystkie posty.)

>Nie posługuję się określeniem "prawdziwi liberałowie", bo mnie to określenie jakoś razi,
To po co się Pan nim posłużył?

ale wyobrażam sobie, że są to ludzie, których dzieła Pan poleca choćby Rawls i inni, których poleca i myśli przybliża także Andrzej Walicki. To tacy, którzy istoty wolności dopatrują się w równości i prawach człowieka.
Nie sądzę aby Rawls czy Andrzej Walicki z tym przymiotnikiem w stosunku do siebie by się zgodzili. Jeżeli już bym musiał to nazwałbym ich socjalliberałami, czy lewicą liberalną. Warto to sobie jednak choć trochę uporządkować:
www.forumliberalne.pl/liberalizm-socjalny/
pl.wikipedia.org/wiki/Liberalny_socjalizm

Fałszywi liberałowie o których zwykle piszę to ci którzy epatują ludzi (zwłaszcza młodych) ideologią wolności (głównie negatywnej), a pod hasłem wolności gospodarczej wprowadzają stosunki społeczne sprzyjające powiększaniu nierówności, nie zaprzątając sobie głowy granicami owej wolności i jej skutkami.
Nie znam żadnych "fałszywych" liberałów, ale to co Pan tu opisuje mieści się w doktrynie neoliberalizmu.

>W kwestii prawa do pracy dodam, że owszem, to prawo dzisiaj jest pustym zapisem.
Żadne dzisiaj. Zawsze w kapitalizmie. Taki to już ustrój.

>Niemcy mówią: Prawo mieć, a prawo wyegzekwować to duż różnica.
Niemcy mają rację, a więc po tworzyć puste - nikomu nic nie dające - prawa i o tym właśnie napisałem.

>Ale takie prawo musi najpierw być oczywistością dla większości,
I co z takiej oczywistości ma wynikać? Oczywistością dla znakomitej większości jest nie zdradzanie małżonka, a statystki mówią, że to dosyć popularny w Europie zwyczaj.

>a sprawą ludzi jest je wyegzekwować.
Jakich ludzi? Jesteś Pan ludź, to je egzekwuj.

>Nie wystarczy prawo do zasiłku socjalnego. Prawo do miski i dachu nad głową mają zwierzęta domowe, ludzie powinni mieć prawo do pracy, a zasiłek socjalny tylko w wypadku braku odpowiedniej pracy.
Słowa, słowa, słowa. Jakie z nich wynikają treści, jakie postulaty, jak to ma być wpisane w ustrój itd.?

Popieram konkluzję autora tekstu wg podanego linku.
Tą? Pod jednym wszelako istotnym względem należy oddać sprawiedliwość prof. Balcerowiczowi (i prof. Łętowskiej): czas skończyć z przepisami czysto sloganowymi i z poszukiwaniem praw \"na gwiazdach\". Gdy sprawowałem urząd rzecznika praw obywatelskich, mówiłem stale, że bronię praw obywateli na podstawie praw ustawowych, a nie na podstawie \"wartości\" niemających przełożenia na język ustaw zwykłych. Nie mogę ścierpieć górnolotnej preambuły do obecnej konstytucji, której frazeologia jest wprost nie do zniesienia, zwłaszcza dla prawniczego umysłu.
F. Bacon mówił, że rozumowi ludzkiemu nie skrzydeł, lecz ołowiu potrzeba. Niechby tę radę wzięli sobie do serca twórcy praw Rzeczypospolitej.

Ja też! Tylko widocznie inaczej ją rozumiemy.

>Ładnie Pan pisze: "Państwo suweren",
www.infor.(*)Rzeczypospolitej-Polskiej.html
www.wykop.(*)ielka-mistyfikacja-demokracja/
Staram się zawsze rozumieć to co piszę i jakich używam określeń.

>dodaję zwykle państwo to my,
Panu w wolnym kraju wolno sobie dodawać, tylko proszę o nie dodawanie mnie.

>ale o suwerenność społeczeństwa trzeba dopiero walczyć.
W konstytucji jest spora, ale faktycznie mała. Społeczeństwo polskie bardziej kieruje się emocjami niż intelektem i słabe jest rozumienie własnych interesów. (Na przykład inteligencja głosuje na PiS, biedacy na PO itd. itp.).

>To tak jak z tym prawem do pracy w kapitaliźmie.
Czy tak trudno zrozumieć to co wyżej napisałem, że kapitalizm i prawo do pracy, to sprzeczność. W kapitalizmie pracę większości obywateli zapewnia się w zupełnie inny sposób niż przez prawne zapisy. (Choćby przez pracochłonne inwestycje, dopływ gotówki do biednych itd.)

>Nie, nie czytam p. Gibały, po kilku jego wypowiedzach wpisałem go do zbioru nicponi i błaznów politycznych.
Ktoś tego pana wybrał posłem i czyjejś interesy on reprezentuje. Takich wybranych przez naród (konstytucyjnego suwerena) jest wielu.

>Proszę się nie gniewać jeśli na ew. replikę nie odpowiem.
Nigdy i na żadną. Nie istnieje taka konieczność. Na pewno się nie pogniewam.

>Z przyjemnością spotkam się z Panem na forum w przyszłym roku.
Zdrowych wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku życzę Panu i wszystkim jego bliskim.

Pozdrawiam.

@@@
.
Jan Rylew (3965 punktów)
>>Popieram konkluzję autora tekstu wg podanego linku.
>Tą? [color=blue]Pod jednym wszelako istotnym względem należy oddać sprawiedliwość prof. Balcerowiczowi (i prof. Łętowskiej): czas skończyć z przepisami czysto sloganowymi i z poszukiwaniem praw \"na gwiazdach\".
Z tą się zupełnie nie zgadzam.
Miałem na myśli tą:
"Źle się dzieje w państwie polskim, gdy nie tylko neoliberałowie, ale także uczeni atakują ideę prawa do pracy jako przeżytek realnego socjalizmu."

Litera prawa zawsze będzie pustym sloganem jeśli nie będzie woli i sił na jego wyegzekwowanie. W takim kontekście obowiązuje już tylko prawo silniejszego. Nie dziwię się Balcerowiczowi, ale tym innym już tak.

>Zdrowych wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku życzę Panu i wszystkim jego bliskim.
Wzajemnie i pozdrawiam również.
08-12-2013 18:04 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>W przypadku gender tym wpływem jest gólnie rzecz biorąc liberalizm... Celem jest poprawa swego losu

Zgoda. Musimy rozróżnić działania polegające na np. wyjęciu kamyka z buta (poprawia to aktualne samopoczucie), od ingerencji w geny, medycyny, biotechnologii, reform polityczno-społecznych, itp., które trwale zmieniają właśnie los jednostek i społeczeństw. Tym niemniej "poprawa swego losu" tu i teraz uważam za punktem wyjścia. U jego podstaw leży proste rozumowanie: jeśli mogę poprawić swoją aktualną sytuację, to mogę również poprawić swój los. Logicznie rzecz biorąc to rozumowanie zawodne: nie ma przejścia od teraz do zawsze. Nie inaczej sprawa wygląda w ideologiach, które zmianę losu przenoszą w zaświaty.

>Jest to także wyrazem pewnej nieufności w stosunku do natury, a także do kultury, które go uformowały tak niekomfortowo. To jest spekulacja, bo nie wiadomo na pewno czy zmiana da mu spełnienie oczekiwań czy raczej obróci się w ich przeciwieństwo.

Historycznie rzecz biorąc zmiany wychodzą samopoczuciu człowieka (jako gatunku) na dobre, ale czy dalekosiężne skutki cywilizacji nie okażą się jej grobem - trudno powiedzieć. Ilościowe i jakościowe zwiększanie komfortu ("szczęścia") może okazać się zgubne, ale pytanie - kto powinien uprawiać życiową ascezę - jest otwarte.

>Działania ludzi, ich wybory nie zawsze są racjonalne, podlegają różnym modom, trendom, ideologiom.

Myślę, że racjonalizm jest zawsze ograniczony przez uczucia (emocje), które stanowią pierwotny motyw (w sensie źródła ruchu) naszego zachowania. Inteligencja może naszkicować co najwyżej plan realizacji względnie bliskich celów. Warunki brzegowe są jednak irracjonalne. Rozum jest wyspą w morzu absurdu.

>Póki żyje się społecznie istnieją także nieuniknione oddziaływania na inne jednostki,...

Oczywiście. Ale rozróżnijmy odziaływanie np. fryzurą czy kolorem spodni (odziaływania drobne), od odziaływań głebokich (np. ingerencja w płeć, strukturę rodziny, itp.)...

>chodzi o trend społeczny, który poprzez uznanie jako nadrzędne dobra jednostki nie tylko podporządkowuje mu wspólnotę, ale działa na nią wręcz destrukcyjnie.

Myślę, że to dziejowy eksperyment. Jeśli jednostki zauważą, że indywidualizm jest destrukcyjny nie tylko dla wspólnoty, ale również dla indywiduów - przyjdzie czas na refleksję i - ewentualnie - na opamiętanie.

>...dotąd bowiem rozwijaliśmy się jako ludzkość na ogół wspólnotowo,...

Tak, np. na monetach III Rzeszy:



widnieje napis: dobro wspólne przed dobrem jednoski. Nie kojarzy się to najlepiej. To były konsekwencje wpólnotowej politycznej filozofii dziejów doprowadzone do ostateczności. Jakie będą ostateczne konsekwencje indywidualizmu? Sądzę, że myślenie w kategoriach logiki dwuwartościowej jest w tej materii niebezpieczne. Pozostaje dialektyka tego co, wspólnotowe, i tego, co indywidualistyczne. Czyli stary dobry - złoty środek.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
Dżender:
rzeczownik
znaczenie:
Ogół zjawisk, które nie podobają się polskim hierarchom.

> ale jako osoba o wykształceniu humanistycznym mam dość mętne pojęcie o metodologii gender studies, jednak po obejrzeniu np. tego filmu:
> www.youtube.com/watch?v=5oGL7njQwrg
> Zaczynam sympatyzować ze stroną gender-sceptyczną.

Taak, film norweskiego komika to najlepsze miejsce, gdzie osoba o wykształceniu humanistycznym może szukać informacji na temat metodologii różnych dziedzin badań.

Dżender taki jak przedstawiony w filmie nie występuje w Polsce.

Nasz swojski, słowiański dżender jest słomiany, wypchany i służy do chłostania biczem krytyki podczas spędów owiec.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Przy okazji ostatniego zamieszania wokół Michalika na świeczniku znaleźli się zwolennicy tzw. teorii gender, którzy, jak wieść gminna niesie, m.in. utrzymują, że o tożsamości płciowej świadczy bardziej wychowanie i kultura niż biologia. Wstyd się przyznać, ale jako osoba o wykształceniu humanistycznym mam dość mętne pojęcie o metodologii gender studies,
Najciekawsze jest tu to, iż pan Piotr, gdy chce to potrafi rozmawiać. Myślę iż interesującej odpowiedzi udzieliła tu Panu pani Meretseger. Sam nie jestem ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem teorii gender, choć jestem zdecydowanym przeciwnikiem wiar wszelakich. Naukę - gdy jest to tylko możliwe - trzeba trzymać jak najdalej od wszelakich religii/ideologii. Człowiek jest tylko zwierzęciem, ale to fenomenalne zwierzę, u którego "nakładka" kulturowa ma ogromne znaczenie i dlatego jesteśmy mieszaniną tego daje nam natura z tym co daje nam kultura.

Wszelkie religie/ideologie dążą do zapanowania nad silnymi popędami wynikającymi z naszej natury i dlatego np. Kościół Katolicki najbardziej zainteresowany jest (poza zaspokajaniem pazerności kleru na dobra doczesne) sprawami seksu.
Chce wykrzywiać zgodnie z jego pseudomoralnymi nakazami całą naturę ludzkich popędów, z potrzebami seksualnymi na czele. Jestem pragmatykiem przeciwnym wszelkim ekstremom. Uważam, że np. z kościelnym środowiskiem radiomaryjnym nie warto rozmawiać, a co najwyżej zwalczać je śmiechem, ale istnieje też środowisko "Tygodnika Powszechnego", czy dawniej KUL-u, z którym odwrotnie - rozmawiać warto.

Oczywiście istnieją ekstremalne ideologiczne formy genderyzmu, czy feminizmu (jak we wszystkich ludzkich poglądach) i jak ktoś lubi, to może z nimi i ich wiarą walczyć. Ale przecież to, że są krzykliwi, to jeszcze wcale nie znaczy, że oni stanowią większość, a przecież racjonalne formy genderyzmu i feminizmu - podkreślające równą wartość ludzi niezależnie od ich płci - mają rację. Ludzi nie wolno dyskryminować, że względu na ich płeć, orientację seksualną, kolor skóry, narodowość i poglądy. W tym zakresie jesteśmy wszyscy równi. Dlatego każdy człowiek oraz idee które się takiej dyskryminacji przeciwstawiają są dla mnie godnymi najwyższego szacunku.

Miłego dnia.

@@@
.
06-12-2013 18:38 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
> Naukę - gdy jest to tylko możliwe - trzeba trzymać jak najdalej od wszelakich religii/ideologii.

To niemożliwe. Nauka ma również aspekt ideologiczny. A sam postulat (norma) "trzymania nauki jak najdalej od ideologii" jest rodem skąd? A fundusze na naukę proceduje się gdzie? W laboratoriach czy w parlamentach, o reputacji których wiemy juz to i owo?

>Ludzi nie wolno dyskryminować, że względu na ich płeć, orientację seksualną, kolor skóry, narodowość i poglądy. W tym zakresie jesteśmy wszyscy równi.

Jakiego rodzaju to równość? Czy równość pozwalająca bez żadnych ceregieli zastąpić w jakiejś strukturze ixa igrekiem (np.traktorzystę kobietą w ciąży)?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
06-12-2013 21:24 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Naukę - gdy jest to tylko możliwe - trzeba trzymać jak najdalej od wszelakich religii/ideologii.
>To niemożliwe. Nauka ma również aspekt ideologiczny. A sam postulat (norma) "trzymania nauki jak najdalej od ideologii" jest rodem skąd? A fundusze na naukę proceduje się gdzie? W laboratoriach czy w parlamentach, o reputacji których wiemy juz to i owo?
Dlatego napisałem - "gdy jest to tylko możliwe". Staram się zachować racjonalizm.

>>>>Ludzi nie wolno dyskryminować, że względu na ich płeć, orientację seksualną, kolor skóry, narodowość i poglądy. W tym zakresie jesteśmy wszyscy równi.
>Jakiego rodzaju to równość? Czy równość pozwalająca bez żadnych ceregieli zastąpić w jakiejś strukturze ixa igrekiem (np.traktorzystę kobietą w ciąży)?
Swoje wypowiedzi na tym forum kieruję do racjonalistów. Nie widzę żadnych przeszkód zastępowania 'ixa igrekiem' (nawet beż żadnych ceregieli) "bez względu na ich płeć, orientację seksualną, kolor skóry, narodowość i poglądy", gdy pożądane na określonym stanowisku parametry są takie same lub porównywalne. Pomiędzy dyskryminacją, a zrozumieniem uwarunkowań (np. tych, iż mężczyźni nie rodzą dzieci, a jawnego ateistę raczej nie powinno się wyświęcać na biskupa) są spore różnice - jak sądzę - przez racjonalistów zauważalne.

Pozdrawiam.

@@@
.
Ratatoskr (4439 punktów)
>1. Istnieją twarde, empiryczne dowody, że dzieci przejawiają cechy "typowo męskie" lub "typowo
>kobiece" już w pierwszych miesiącach życia, zanim w ogóle nastąpi jakikolwiek proces kulturowej
>socjalizacji.

Oczywiście.

>2. W bogatych krajach, gdzie warunki ekonomiczne pozwalają kształtować się zawodowo zgodnie z
>zainteresowaniami, a nie pod przymusem, ujawniają się naturalne ludzkie inklinacje - faceci
>wybierają zawody techniczne, a kobiety - społeczne (np. w bogatej i tolerancyjnej Norwegii 90%
>inżynierów to mężczyźni, a 90% pielęgniarek stanowią kobiety).

Oczywiście.
Co nie oznacza, że należy każdego od urodzenia przykrawać do tego 90 (czy ilo tam procentowego) modelu, tylko dobrze jest dać każdemu człowiekowi, niezależnie od płci, swobodę wyboru.

>3. Badacze promujący genders ignorują wyniki badań przyrodniczych w imię "rzucania intelektualnego
>wyzwania myśleniu biologicznemu" i promują swoje pomysły wbrew empirycznym faktom.

Zacytuję wypowiedź Grodzkiej z jej wczorajszej dyskusji z Niesiołowskim:

Cytat:
człowiek ma pewne cechy wrodzone i pewne nabyte. Gender mówi o tym, co jest wrodzone, a co nabyte, w jaki sposób i jak funkcjonuje w naszym życiu


I to się pokrywa z moim rozumieniem Gender Studies. Jeśli są jacyś osobnicy, którzy twierdzą, że biologia nie ma znaczenia, a *wszystko* co płciowe jest nabyte, no to niestety paplają sobie.

>Wniosek:
>1. Jeśli biologia stoi ponad kulturą, to pomysły gendersów w stylu np. przebierania chłopców w
>przedszkolu w sukienki (i zobaczymy, co będzie) to nieodpowiedzialna i groźna ideologia.

A:
- co mają sukienki wspólnego z biologią?
- czy powyższe zastrzeżenie tyczy się również ubiorów krajów arabskich i europejskich w okresie Rzymskim?
- czy powyższe zastrzeżenie tyczy się również ubioru księży katolickich?
06-12-2013 13:23 
 Ocena 17 na 17
liliac (147340 punktów)
>>1. Jeśli biologia stoi ponad kulturą, to pomysły gendersów w stylu np. przebierania chłopców w przedszkolu w sukienki (i zobaczymy, co będzie) to nieodpowiedzialna i groźna ideologia.
>(...) - czy powyższe zastrzeżenie tyczy się również ubiorów krajów arabskich i europejskich w okresie Rzymskim?

Nie musimy wcale sięgać tak daleko
Wygląda na to, że straszny dżęder molestował chłopców w wieku przedszkolnym nawet w zeszłym stuleciu

Biedny Franklin Delano Roosevelt... Ta sukieneczka, ta fryzura... Jakież to groźne i nieodpowiedzialne było ze strony jego opętanych dżęderem opiekunów




"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
Selanos (12869 punktów)
Łolaboga, rodzice go nie kochali

Tylko o co w ogóle chodzi? Już któryś raz kolei widzę starą fotografię chłopca, przebranego za dziewczynkę, jakaś moda na to była?
07-12-2013 04:46 
 Ocena 1 na 1
Ratatoskr (4439 punktów)
>Tylko o co w ogóle chodzi? Już któryś raz kolei widzę starą fotografię chłopca, przebranego za dziewczynkę, jakaś moda na to była?

Tak, była.
Można by powiedzieć taki XIX - wczesno-XX wieczny "genderyzm"
09-12-2013 16:02 
 Ocena 7 na 9
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Biedny Franklin Delano Roosevelt... Ta sukieneczka, ta fryzura... Jakież to groźne i nieodpowiedzialne było ze strony jego opętanych dżęderem opiekunów
>


Jemu przynajmniej dane było z tego wyrosnąć. A takiemu Wielce Chrześcijańskiemu Królowi-Słońce...



...to się te loczki, koronki, pończoszki, obcasiki do starości zostały...

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
06-12-2013 13:53 
 Ocena 14 na 14
szarley (54913 punktów)
>dobrze jest dać każdemu człowiekowi, niezależnie od płci, swobodę wyboru.

To jedna trzecia część tematu.

Drugą tercją jest nauczenie umiejęności niezbędnych w życiu, bez wzglęu na płeć i płci niepotrzebnie przypisywanych. Wyśmiałbym mężczyznę, który pozostawiony w domu z półrocznym dzieckiem (bo żona np trafiła do szpitala) dzwoni do swojej mamusi i pyta "jak się pierze papmersy?"

Trzecią tercją jest wpojenie zwykłego szacunku do innych ludzi i ich pracy. Jeśli facet pije piwo kiedy jego żona myje okna to nie jest mu potrzebny żaden gender tylko szmata do łapy.

Mam wrażenie, że zostałem wychowany w duchu genderyzmu, ale moi rodzice nazywali to normalnością.
oportunista (1711 punktów)
Nie wiem tak do końca czym jest gender, wśród jego głosicieli, też nie ma jednolitej definicji. Z tego do czego się dokopałem rozumiem, że jest to nowa dziedzina nauki, badająca oddziaływanie uwarunkowań biologicznych i kulturowych na rozwój człowieka w odniesieniu do płci, lecz nie tylko.
Może źle rozumuje, ale gdy w przedszkolu ktoś manipuluje dzieckiem przebierając chłopców w dziewczynki i na odwrót, to jest to temat do przeanalizowania przez speców od gender, czy placówka zatrudnia aby właściwy personel.
Nie sądzę aby nasi biskupi zadali sobie trud uczciwego zgłębiania tematu, kombinują tak, Środa i Senyszyn jest za, wiec oczywistą oczywistością jest, że są przeciw. Kobieta powinna rodzić i wychowywać dzieci, stać przy garach i nie mędrkować, w kościele księdzu dupy nie zawracać. Facet powinien trzymać porządek, przylać od czasu do czasu i kasę na tace wybulić.
Model wzorcowy jest prosty i dobrze się do tej pory sprawdzał. Tymczasem wszystko się dookoła pozmieniało, siła fizyczna już nie jest argumentem ostatecznym. Odkąd kobieta potrafi zarobić na siebie i dziecko, nie potrzebuje niańczyć faceta, jest nawet gotowa korzystać z banku spermy, by chłop jej d.... nie zawracał. Sama potrafi o siebie zadbać, wywalczy to co się jej należy i potrafi postawić na swoim. Boją się księżulkowie takich bab i nie tylko oni. Sami nie potrafią wymyślić sposobu na zatrzymanie tendencji, bo i kijem rzeki nie zawrócisz, podłapali więc genderowców i leją na odlew, ja popadnie. Poklask jaki im towarzyszy jest małą pociechą, ujawnia tylko głupotę i ptasie móżdżki, karawana i tak pojedzie dalej, jak mawiał Rywiński.
06-12-2013 17:18 
 Ocena 5 na 5
mayolina (2278 punktów)
>Nie wiem tak do końca czym jest gender, wśród jego głosicieli, też nie ma jednolitej definicji.

Jak to nie ma? A to?:
Cytat:
Gender is the range of physical, biological, mental and behavioral characteristics pertaining to, and differentiating between, masculinity and femininity.

Taka sama definicja jak i definicja fizyki w encyklopedii. I jak to w naukach społecznych bywa, dyskusje są co do zasięgu badań,(samo)ograniczaniu pojęć. Czy jest to nowa dziedzina? Istnieje od lat 70., a więc nowa czy stara?

>Może źle rozumuje, ale gdy w przedszkolu ktoś manipuluje dzieckiem przebierając chłopców w dziewczynki i na odwrót, to jest to temat do przeanalizowania przez speców od gender, czy placówka zatrudnia aby właściwy personel.
Zdecydowanie źle rozumujesz; patrz definicję gender powyżej. I chyba przydałyby ci się lekcje z gender skoro przedszkolne zajęcia uświadamiające dzieciom, że pewne role są kulturowo uwarunkowane, nazywasz manipulacją. Inna sprawa, że rodzic, który nie potrafi odpowiedzieć dziecku na pytanie o sukienkę tatusia (o spodnie mamusi nikt nie pyta, bo tę kwestię społeczeństwo przerobiło dawno temu), więc krytykuje przedszkole. I tu Episkopat strzelił w 10 z wyborem publicznego zagrożenia nr. 1: o gender mało kto wie, a jak się jeszcze słowo badania zmieni na ideologię, to już ma się zagwarantowane poparcie bo ideologie są groźne przecież.

Dobry opis gender jest w angielskojęzycznej wikipedii
06-12-2013 23:01 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>Nie wiem tak do końca czym jest gender, wśród jego głosicieli, też nie ma jednolitej definicji.

Ja też nie wiem. Im więcej czytam, tym bardziej jestem przekonany, że to coś czym dotychczas zajmowały się kierunki biologiczne i psychologia.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zaczynam sympatyzować ze stroną gender-sceptyczną.
???

>Jak się komuś nie chce tego oglądać - chociaż film jest całkiem zgrabnie zmontowany
to polecam tą rozmowę: www.youtube.com/watch?v=i_ntRu3-gHk

Miłego dnia.

@@@
.
schlawiner (400 punktów)
>2. W bogatych krajach, gdzie warunki ekonomiczne pozwalają kształtować się zawodowo zgodnie z
>zainteresowaniami, a nie pod przymusem, ujawniają się naturalne ludzkie inklinacje - faceci
>wybierają zawody techniczne, a kobiety - społeczne (np. w bogatej i tolerancyjnej Norwegii 90%
>inżynierów to mężczyźni, a 90% pielęgniarek stanowią kobiety).
Z mojego w Norwegii budowlanego doświadczenia: wolę kierownictwo/współpracę kobiety - inżyniera! Że to się przekłada na wydajność, wie każdy mądry przedsiębiorca, niezależnie od deklarowanego światopoglądu.
Jako dyrektor szpitala natomiast wylałbym - dla jej również dobra - z roboty flejkę, która uważa "namaszczenie chorych" za terapeutyczny standard (sprawa Jerzego R.) i zatrudnił faceta z kręgosłupem.

Eliath (1441 punktów)
Ja chciałbym wrócić na chwilkę do zdjęcia młodego Roosevelta, no raczej do artykułu podlinkowanego, oraz nawiązać do pojawiających się odwołań do dzieci w sukienkach w przedszkolach. Wydaje mi się, że nie wszyscy przeczytali, czy zastanowili się chwilką, a warto!

Po pierwsze primo: hist(e/o)ria z przebieraniem dzieci w "dżender" przedszkolach jest jak z historią o samobójczych lemingach.
To podobno tak szło:
-Było o strojach w przedszkolu w tym o szkotach i plemionach afrykańskich;
-Dziecko zapytało w domu tatę: "Czemu ty nie chodzisz w sukience?"
(Dzieci tak mają z natury, tej przez duże "N" też, dlatego nie siedzimy pod drzewem jedząc surową padlinę);
-Tata miast odpowiedzieć, uniósł się "słusznym" gniewem!
(Fanatycy tak mają, dlatego nadal siedzimy na ziemi);
Cała historia świadczy NA KORZYŚĆ "dżender", nie przeciw... ale to moja, mam nadzieję racjonalna, interpretacja.

Po drugie primo: Co do Roosevelta: jak się można dowiedzieć z artykułu - to nie "dżender zboczenie", ale standard epoki. Dzieci biegały w kieckach do szustego roku życia, kiedy to pierwszy raz je strzyżono. Dziwnym trafem, kojarzy się to nie tylko z XIX w. i nie tylko z USA. Takie miejsca jak starożytny Rzym, Sparta, Grecja (rozdzielone niebezpodstawnie- w kontekście wychowania dzieci, a i szerszym takoż).
Jednak nie tylko obce a wraże to twory. Termin taki jak postrzyżyny brzmi swojsko, i to z dobrych powodów.

Wszelcy obrońcy tradycji/natury jak i wartości z nimi związanych, których oburza tak wielce chłopczyk w kiecy, powinni teraz przeprosić i obiecać w akcie ekspiacji promować ubieranie dzidzi wszelkich w sukieneczki.
No chyba, że jakiś chwat/ka potrafi mi tu dowieść tezy: im mniej technologii i cywilizacyjnego rozwoju tym dalej od natury.

Można wydziwiać i kombinować, że wiązało się to z dużą śmiertelnością w wieku niemowlęcym.
Wiązało się, ale nie sposób wtedy uciec od innych "niewłaściwych" faktów i wniosków. Jest taki piękne określenie "two-spirit", jest też taki piękny mit o Hermafrodycie.
Czyżby nasze praszczury z praktyki wiedziały, że sprawa nie jest prosta?
Zapewne braku "bagażu" kulturowego (względnie: ponieważ Jehowa jeszcze nie raczył się objawić) popełnili straszną zbrodnie i potraktowali rzeczy tak jak je widzieli? Jako naturalne! (Obecnie dzięki interwencji Jehowy - względzie dzięki kulturze ukształtowanej przez tą idee) wiemy. że jest to nienaturalne i do tego "be be"!

Zaraz, zaraz czy (niezależnie czy uznajemy to za "fuj" czy nie) właśnie nie udowodniliśmy iż kultura wpływa na postrzeganie płci (znaczy "dżenderu" podłego)?
Pech! Taki problem z myśleniem. Prowadzi do wniosków, które niekoniecznie są "słuszne". Dlatego teologia i poznanie przez objawienie, są "słusznie" uznawane za wyższe!

Natomiast w kwestii tak wielkich haseł pojawiających się w wątku, oraz samego "dżender" polecam cytat:

Cytat:
Między rolą społeczeństwa a rolą jednostki nie istnieje właściwie żaden antagonizm. Jedną z najbardziej błędnych i
mylnych koncepcji, jakie zawdzięczamy dziewiętnastowiecznemu dualizmowi, jest idea głosząca, że to, co zostało odjęte
jednostce, zyskuje społeczeństwo. Na tym dualizmie zbudowane byty filozofie wolności, polityczne credo leseferyzmu i
rewolucje obalające dynastie. Spór w teorii antropologicznej nad znaczeniem wzoru kulturowego a jednostką jest tylko
drobnym odbiciem tej fundamentalnej koncepcji dotyczącej istoty społeczeństwa.
W rzeczywistości społeczeństwo i jednostka nie są antagonistami. Kultura społeczeństwa dostarcza surowego materiału, z którego jednostka formuje swoje życie. Jeśli surowiec ten jest ubogi, cierpi na tym jednostka; jeśli jest bogaty, jednostka
zyskuje szansę wykorzystania swych możliwości. Wszelkie prywatne zainteresowania każdego mężczyzny i każdej kobiety wzbogacają tradycyjne zasoby ich kultury. Nawet największa wrażliwość muzyczna może rozwinąć się tylko w ramach tego
wyposażenia i wzorów, jakimi dysponuje tradycja. Wrażliwość ta doda coś - być może istotnego - do tej tradycji, ale jej osiągnięcia pozostają w jakimś stosunku do poziomu instrumentów i teorii muzycznej danej kultury. Podobnie w jednym z
plemion melanezyjskich dar obserwacji zużywa się w mało istotnej dziedzinie magiczno-religijnej. Urzeczywistnienie jego potencjalnych możliwości zależy od rozwoju metodologii naukowej i nie da żadnych owoców, dopóki dana kultura nie
wypracuje nieodzownych pojęć i narzędzi.


To oczywiście fragment "Wzory kultury" pani Ruth Benedict z 1934 r. Polecam.

Rzeczywistość jest kłamstwem
Kacprzyński (29 punktów)
(zablokowany)
Co do genderu... osoba zmieniająca płeć z kobiety na mężczyznę ( transmężczyzna ) przeważnie staje się macho a osoba która zmieni płeć z mężczyzny na kobietę ( transkobieta) jest często bardziej kobieca od tzw. genetycznych kobiet.

Ale, wcale niekoniecznie, kształci się w stereotypowym dla swojej właściwej płci kierunku. Np. transkobieta może być informatyczką, a transmężczyzna psychologiem ).
22-12-2013 14:47 
 Ocena 1 na 1
Ratatoskr (4439 punktów)
>Co do genderu... osoba zmieniająca płeć z kobiety na mężczyznę ( transmężczyzna ) przeważnie staje się macho a osoba która zmieni płeć z mężczyzny na kobietę ( transkobieta) jest często bardziej kobieca od tzw. genetycznych kobiet.

Nie. Może przez jakiś czas w pierwszym okresie badania swojej nowej roli. Na dłuższą metę raczej tak nie jest.
Kacprzyński (29 punktów)
(zablokowany)
>>Co do genderu... osoba zmieniająca płeć z kobiety na mężczyznę ( transmężczyzna ) przeważnie staje się macho a osoba która zmieni płeć z mężczyzny na kobietę ( transkobieta) jest często bardziej kobieca od tzw. genetycznych kobiet.
>Nie. Może przez jakiś czas w pierwszym okresie badania swojej nowej roli. Na dłuższą metę raczej tak nie jest.
Tj. żyje sobie po prostu i zachowuje się dokładnie tak samo, jak genetyczne kobiety... Oczywiście po staniu się sobą i wejściu w mieszane płciowo środowisko ?.
Kacprzyński (29 punktów)
(zablokowany)
>>>Co do genderu... osoba zmieniająca płeć z kobiety na mężczyznę ( transmężczyzna ) przeważnie staje się macho a osoba która zmieni płeć z mężczyzny na kobietę ( transkobieta) jest często bardziej kobieca od tzw. genetycznych kobiet.
>>Nie. Może przez jakiś czas w pierwszym okresie badania swojej nowej roli. Na dłuższą metę raczej tak nie jest.
>Tj. żyje sobie po prostu i zachowuje się dokładnie tak samo, jak genetyczne kobiety... Oczywiście po staniu się sobą i wejściu w mieszane płciowo środowisko ?.

Bywa różnie.... www.transfuzja.org .

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365