 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-01-2017 01:12 | nicktaki (178 punktów) | Zniszczony człowiek.
3 na 5 | Witam, to mój pierwszy post tutaj i najpewniej ostatni. Przeglądnąłem odrobinę tutejsze teksty i wypowiedzi i widzę, że jest tu spore nasycenie ludzi, którzy potrafią czytać ze zrozumieniem, myśleć i wysławiać się logicznie. Prawdopodobnie też w kwestii moich paru wniosków nie napiszę nic odkrywczego, ale w końcu to dział dla newbies. Chciałbym nawiązać do dwóch tematów, na które trafiłem na tym forum, bo niestety jestem doskonałym przykładem na to do jakiej beznadziei w cierpieniu i bezsensu ("Po co żyć?") może doprowadzić człowieka wychowanie ("Szkody wyrządzone przez religie jednostkom"), które zniszczyło nie tylko młodość, ale opartą na tym fundamencie całą resztę życia. Pochodzę z bardzo niewykształconej, dysfunkcyjnej rodziny, gdzie oboje rodzice nie tylko pili, bo to byłby najbardziej pospolity problem, ale nie posiadali do siebie, ani do mnie żadnego elementarnego szacunku, nie było żadnej kultury. Każdego(!) dnia słyszałem z ich ust setki przekleństw i wyzwisk, którymi obrzucali się wzajemnie oraz mnie. Na każdym kroku słyszałem, jakim jestem debilem, jaki jestem pojebany i działo się milion innych rzeczy, których możecie się domyślać, przemoc fizyczna, psychiczna, wieczny wstyd na osiedlu, ogólnie wzorowa masakra, a jedyne czego mi oszczędzono z patologii, to molestowania seksualnego. Całe moje dzieciństwo, dorastanie/dojrzewanie, młodość, w zasadzie wszystkie najważniejsze okresy życia zdemolowane. Do tego momentu jest jeszcze pospolicie i prosto, bo patologie, to niemal nudny standard. Niestety - nie wiem czy z powodu tego, że jakiekolwiek moje potrzeby, godność, czy moje zdanie miały zerową wartość dla moich rodzicieli, czy z powodu takich po prostu genów - byłem bardzo zamkniętym, spokojnym, cichym, wrażliwym i, co rozumiem teraz, wystraszonym dzieckiem. Na dodatek byłem też bardzo inteligentny (tyle, że nie emocjonalnie...), w wieku 4 lat umiałem płynnie czytać, liczyć, alfabetu nauczyłem się za pierwszym razem, niedługo potem cyrylicy, potem najlepszy uczeń w szkole, olimpiady itd. I tu pojawia się problem. Wierzyłem dorosłym. Wierzyłem babci i dziadkowi, wierzyłem rodzicom, wierzyłem nauczycielom, księdzu na religii, telewizji, filmom i książkom. A wszędzie tam uczono, że seks, imprezowanie, seks, używki, seks, latanie za spódniczkami, seks to coś złego, niemoralnego, niewartościowego. Przeciwstawiano zawsze tym złym rzeczom naukę, skromność, pokorę, uległość, książki, sport... Uczono, że jeśli chcę mieć dobre życie (tylko co to miało znaczyć!), to powinienem być wstrzemięźliwy, spokojny, grzeczny, słuchać starszych, nie zabiegać o przyjemności, grzeczny, grzeczny, grzeczny... A ja naprawdę chciałem mieć dobre życie, więc dlaczego miałem, im nie wierzyć? Mówili, że chcą dla mnie dobrze. Myślałem, że jeśli posłucham mądrzejszych ode mnie, to będę lepszy, niż "cała ta rozwydrzona młodzież, która myśli tylko o piciu, paleniu, imprezowaniu i seksie". Nie buntowałem się. Dalszy ciąg każdy inteligentny człowiek już sobie dopowie: 25 lat bycia prawiczkiem, brak życia towarzyskiego i seksualnego, brak wspomnień, brak młodości, brak możliwości poczucia się mężczyzną. Stracone najlepsze i najważniejsze lata życia, bezpowrotnie, bez możliwości zastąpienia ich czymkolwiek. Teraz mam 34 lata, nie jestem już prawiczkiem, miałem kilka dziewczyn i całkiem niezły seks po 25 roku życia, ale to już było za późno na wszystko. Nie byłem szczęśliwy i wszystkie związki i znajomości zniszczyłem. Bo wiedziałem, że już nigdy nie będę mógł być szczęśliwym człowiekiem. Spełnionym facetem. Zadowolonym z siebie i swojego życia mężczyzną. Nigdy nie przeżyję tego nastoletniego życia, najlepszych szans, najpiękniejszych młodych, otwartych koleżanek, czegoś, co dla innych jest tak oczywiste i banalne, że uważają mnie za pustaka, bo chciałbym tylko tego, co oni sami mieli... Dla wszystkich praktycznie ludzi seks z dyskotekową dajką, albo pustą nastolatką jest takim banałem i tak trywialny, że nim gardzicie. Dla mnie zawsze był nieosiągalnym marzeniem. To, co dla was jest podstawą bycia mężczyzną, możliwość powiedzenia, że to jest was niegodne, dla mnie jest nieosiągalne. Nie miałem wyboru czy i kiedy rozpocząć swoje życie seksualne... Jeśli przeczytasz dowolną książkę, dowolny artykuł, dowolne forum, obejrzysz dowolny film, to widzisz, że wszystko to zostało stworzone przez i dla ludzi, dla których seks w nastoletnim wieku jest czymś tak oczywistym, że ostrzega się jedynie, by z nim nie przesadzać i robić to mądrze. Ten świat jest dla takich ludzi i tylko takich uwzględnia. Mówi się tylko o innych wartościach, zawsze milcząco zakładając, że seks to coś oczywistego... Tacy, jak ja, to margines, który nigdy nie znajdzie zrozumienia, to już akurat wiem. Tak, jak pisaliście, racjonalni ludzie doskonale wiedzą, że życie nie ma z góry narzuconego celu ani sensu i że pytanie o nie jest błędem logicznym. Że po prostu trzeba żyć i, jak ktoś to ujął, robić to, co podnosi Ci poziom serotoniny. W skrócie jedynym sensownym podejściem do życia jest czerpanie z niego przyjemności. Inaczej przecież życie jest po prostu cierpieniem w imię niczego. Dla mnie droga do cieszenia się tym życiem jest dawno i definitywnie zamknięta, przyjemności niedostępne, nie ma znaczenia co sprawiłoby mi przyjemność, nie mogę tego już mieć, czas na to przepadł, wehikułu nie ma i nie będzie. Wiem, że jedynym sposobem na zakończenie mojego cierpienia jest śmierć. Niestety jestem wielokrotnym niedoszłym samobójcą, paniczny strach przed bólem mnie paraliżuje i zawsze sprawiał, że w ostatniej chwili się wycofywałem. Nie ma w tym przesady - żyję tylko dlatego, że panikuję ze strachu przed bólem umierania. Nigdy nie umiera się w zero sekund, widziałem z bliska człowieka, który wyskoczył z 8. piętra, a sam doświadczyłem konwulsji przy próbie powieszenia, w panice zdołałem się odplątać. Nie do opisania... Nie szukam rady, bo na to jej nie ma. Chciałem tylko uświadomić jak może zniszczyć wszechobecna hipokryzja... Szkoda, że właśnie mnie...  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Max Golonko (1811 punktów) | Mylisz się - w ocenie swojej sytuacji. Ja z przyczyn zdrowotnych (wygląd po wypadku - skorygowany opercją ) pierwszy seks miałem w wieku 24 lat. Najfajniejsze szczytowania (najmocniej "wzruszajace") miałem dopiero kilka lat temu (majac ponad 50 lat) - "z ręki kobiety", że tak powiem. Może nie urozmaicasz lub nie realizujesz seksu w trafny sposób. Na wszelke probelmy psychiczne jest jedna rada: PLAN AKTYWNOŚCI (KĘPIŃSKI) I NIE PRZEJMOWANIE SIĘ PRESTIŻEM (JANKOWSKI). co do sensu życia to jest tak: "Co cieszy ateistów? Naturalne, oczywiste radości: Zdrowie, umiarkowane przyjemności fizyczne, przyjemności poznawcze, pomaganie innym (podobnym sobie istotom), a w tym zakresie ewentualne wychowywanie swojego dziecka."
wiecej znajdziesz tam: www.facebook.com/groups/459028540910546/Przyjemności poznawcze to W.Z.R.O.K. Wycieczki Zabawy (sprawnościowe, artystyczne,wynalazcze) Rozmowy Obserwacje Kultura (tu też nauka choćby "popularnonaukowa") p.s. Ja się kompletnie nie przejmuję prestiżem (innych ani swoją własną opinia o sobie) Prestiż jeść nie daje  A TAK W OGÓLE TO ZAZDROSZCZĘ CI - JESTEŚ MŁODY .... A GŁUPI .... NIE WIESZ ILE WIĘCEJ RZECZY MOŻESZ ZROBIĆ NIŻ JA. Może zapisz się do PSR albo Zielonych albo Nowoczesnej albo Razem albo SLD. Sport jakiś, brydż, lornetka NIKON Aculon 10x50 lub teleskop (Sky watcher 8 cali na dobsonie) (najlepsze ci polecam i najlepszy sklep) deltaoptic(*)ta-sk-dobson-8-pyrex,d781.htmllub tańszy mniej nieco osiągajacy ale ok deltaoptic(*)tcher-synta-bk909az3,d815.htmlMnie czasu brakuje  Praca na życie 12 h / d
|
|
 | -1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | >Może nie urozmaicasz lub nie realizujesz seksu w trafny sposób. (...) Nie realizuję seksu w ogóle, bo nie mam z kim. Miałem kilka lat w życiu (26-29), kiedy go uprawiałem i to był bardzo urozmaicony seks, można powiedzieć, że się wręcz wyżywałem. Byłem wtedy w dwóch związkach ze wspaniałymi dziewczynami, które mnie kochały, ale niestety nie mogłem docenić tej miłości, bo nigdy nie wyszalałem się, jak normalny chłopak. Wiedziałem, że nie mogę być szczęśliwym i spełnionym mężczyzną, jeśli nigdy nie byłem chłopakiem. Więc związki się, oczywiście, rozpadły.
>Przyjemności poznawcze to W.Z.R.O.K. (...) MaxGolonko, Ty mi ogólnie rzecz biorąc proponujesz zajęcie się jakimś hobby, ale zupełnie nie o to chodzi. Ja mam swoje zainteresowania, które mogą być dowolnie absorbujące, zresztą realizuję je na codzień. Problem w tym, że wszystkie te zainteresowania i hobby realizuję niejako z musu i w przygnębieniu, wynikającym z tego, że nie mam wyboru. Po prostu nie mogę żyć tak, jak bym chciał (a jak żyje większość społeczeństwa, nie chciałbym wcale niczego wyjątkowego!), więc muszę zadowalać się jakimiś hobby, jak ostatni, najgorszy outcast. Wszystko, co robię, robię dlatego, że nie mogę robić tego, czego chcę. A co dla innych jest czymś zwyczajnym. To nie jest życie...
|
|
 | | Pan Leming (674 punktów) | > Na wszelke probelmy psychiczne jest jedna rada: PLAN AKTYWNOŚCI (KĘPIŃSKI) I NIE PRZEJMOWANIE SIĘ PRESTIŻEM (JANKOWSKI)Mógłbyś wyjaśnić, rozwinąć? Chodzi mi o tytuły książek, czy linki bo nazwiska nic mi nie mówią i za pomocą google nie mogę nic znaleźć. www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
|
|
|  | | Max Golonko (1811 punktów) | "Hipisi w poszukiwaniu ziemi obiecanej" Jankowski "Lęk" i inne. Kepiński. Jeden był psychiatra, drugi psychologiem. Są też inni (Frey) którzy oceniają nadmierną dbałość o prestiż, obrażnie się i przejmowanie opinia za szkodliwe
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | >Są też inni (Frey) którzy oceniają nadmierną dbałość o prestiż, obrażnie się i przejmowanie opinia za szkodliwe
Wszystko, co jest nadmierne, jest szkodliwe. Wszystko.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Max Golonko (1811 punktów) | > >Są też inni (Frey) którzy oceniają nadmierną dbałość o prestiż, obrażnie się i przejmowanie opinia za szkodliwe> Wszystko, co jest nadmierne, jest szkodliwe. Wszystko.> Tak ale w przypadku prestiżu czy tak zwanej potrzeby uznania jest to szczególnie głupie bo prstiż jest wartością funkcjonalną/instrumentalną (porzebną tylko w okreslonych chwilach np podczas szukania pracy) a nie powinien "spędzac snu z powiek i zawracac głowę". Samoocena czy ocena w oczach innych to jest pusta wartość a wielu maci w głowie. Ja tam moge być zerem, onanistą, szczerbatym nieudacznikiem co niogdy nie "zaliczył" ładnej kobiety ... lata mi to  Znam debili co się martwią że ich żona nie była dziewica i oni nigdy żadnej nie rozdziwiczyli. Ja nie miAłem takiej okazji i KOMPLETNIE MAM TO W D.  Ktoś musiał być rzeźnikiem  TO JEST PRESTIŻWARTOŚĆ SAMA W SOBIE PUSTA!
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Tak ale w przypadku prestiżu czy tak zwanej potrzeby uznania jest to szczególnie głupie bo prstiż jest wartością funkcjonalną/instrumentalną (porzebną tylko w okreslonych chwilach np podczas szukania pracy)Oraz podczas szukania partnerki do seksu. > a nie powinien "spędzac snu z powiek i zawracac głowę".> Samoocena czy ocena w oczach innych to jest pusta wartość a wielu maci w głowie.> Ja tam moge być zerem, onanistą, szczerbatym nieudacznikiem co niogdy nie "zaliczył" ładnej kobiety ... lata mi to  > Znam debili co się martwią że ich żona nie była dziewica i oni nigdy żadnej nie rozdziwiczyli.> Ja nie miAłem takiej okazji i KOMPLETNIE MAM TO W D.  > Ktoś musiał być rzeźnikiem  > TO JEST PRESTIŻ> WARTOŚĆ SAMA W SOBIE PUSTA!A jaka wartość nie jest pusta?  Nie znam Cię, ale po kilku Twoich postach wydaje mi się, że masz problem z tym, o czym piszesz, tyle że wypierasz się tego. Dlatego o tym piszesz w taki sposób. Rzeźnikiem też byś z przyjemnością pobył, ale jako że nie możesz i nigdy nie mogłeś (tak, jak ja), to krzykiem wmawiasz sobie, że jesteś zadowolony. Choć nie jesteś. Może oszukiwanie siebie jest dla niektórych sposobem, dla mnie nie jest.
|
|
4 na 4 | ZaKotem (8733 punktów) | > Stracone najlepsze i najważniejsze lata życia, bezpowrotnie,> bez możliwości zastąpienia ich czymkolwiek. Teraz mam 34 lata, nie jestem już prawiczkiem, miałem> kilka dziewczyn i całkiem niezły seks po 25 roku życia, ale to już było za późno na wszystko. Nie> byłem szczęśliwy i wszystkie związki i znajomości zniszczyłem. Bo wiedziałem, że już nigdy nie będę> mógł być szczęśliwym człowiekiem. Spełnionym facetem. Zadowolonym z siebie i swojego życia> mężczyzną. Nigdy nie przeżyję tego nastoletniego życia, najlepszych szans, najpiękniejszych młodych,> otwartych koleżanek, czegoś, co dla innych jest tak oczywiste i banalne, że uważają mnie za pustaka,> bo chciałbym tylko tego, co oni sami mieli... Dla wszystkich praktycznie ludzi seks z dyskotekową> dajką, albo pustą nastolatką jest takim banałem i tak trywialny, że nim gardzicie. Dla mnie zawsze> był nieosiągalnym marzeniem. To, co dla was jest podstawą bycia mężczyzną, możliwość powiedzenia, że> to jest was niegodne, dla mnie jest nieosiągalne. Nie miałem wyboru czy i kiedy rozpocząć swoje> życie seksualne... Jeśli przeczytasz dowolną książkę, dowolny artykuł, dowolne forum, obejrzysz> dowolny film, to widzisz, że wszystko to zostało stworzone przez i dla ludzi, dla których seks w> nastoletnim wieku jest czymś tak oczywistym, że ostrzega się jedynie, by z nim nie przesadzać i> robić to mądrze. Ten świat jest dla takich ludzi i tylko takich uwzględnia.Pierwszy seks miałem na studiach po dwudzieste i wcale nie był udany. Teraz mam 36 lat i jakoś ani nie uprawiam celibatu, ani nie narzekam, że mnie coś ominęło. O seksie na dyskotece ani nigdy nie marzyłem, ani nim nie gardziłem, po prostu to dla mnie równie nieatrakcyjne, jak np. homoseksualizm. Ale jak ktoś ma ochotę, to jego sprawa. Więc jeśli chcesz, to bądź sobie nieszczęśliwy i złamany, na to nikt prócz ciebie nic nie poradzi, natomiast twoje przekonanie, że jesteś zupełnie wyjątkowym marginesem, jest całkowicie błędne. Natomiast nie mam wątpliwości, że twoja rodzina miała wpływ na to, że nie masz poczucia własnej wartosci. Skoro jednak mimo wszystko wyrosłes na inteligentnego i niewykolejonego moralnie człowieka, nic nie stoi na przeszkodzie, abyś i dziś wyrwał się z destrukcyjnego wpływu rodziców i przestał sam sobie wmawiać bzdury "wszystko, co było do zrobienia, należy do przeszłości, a teraz to tylko się upić". www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
 | | nicktaki (178 punktów) | >Pierwszy seks miałem na studiach po dwudzieste i wcale nie był udany. Teraz mam 36 lat i jakoś ani nie uprawiam celibatu, ani nie narzekam, że mnie coś ominęło.
Ja uprawiam celibat, bo nie mam wyboru. A seks na studiach po dwudziestce daje jeszcze całe życie studenckie, które ja zmarnowałem. Więc mieścisz się w rozsądnych normach, a ja niestety przekroczyłem już tę nieostrą granicę, kiedy jest już naprawdę źle i za późno. Życie studenckie to jest zupełny lifechanger, więc nie dziwię się, że nie masz poczucia, że coś straciłeś, zazdroszczę Ci seksu na studiach...
>O seksie na dyskotece ani nigdy nie marzyłem, ani nim nie gardziłem, po prostu to dla mnie równie nieatrakcyjne, jak np. homoseksualizm. Ale jak ktoś ma ochotę, to jego sprawa.
Nie marzyłeś, bo zapewne wiedziałeś, że gdybyś zechciał, miałbyś go w zasięgu ręki. Że nie jest zdobycie tego dla nawet stereotypowego tępego dresa niczym trudnym. W tym właśnie rzecz, że miałeś wybór i wybrałeś tak. Ja wyboru nie miałem, za mnie wybrało życie, wychowanie, geny, nie ma właściwie już znaczenia co. Ważne, że wiedziałem, że nie umiem tego zdobyć, bez względu na to, czy byłoby to dla mnie atrakcyjne, czy nie i czy w ogóle chciałbym z tego korzystać. To różnica pomiędzy byciem facetem, który miał moc, by decydować o swoim życiu seksualnym, a przegrańcem, który nie może i jest zdany na łaskę losu...
|
|
|  | 1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) | Odp: Samozniszczony człowiek. | > >Pierwszy seks miałem na studiach po dwudzieste i wcale nie był udany. Teraz mam 36 lat i jakoś ani nie uprawiam celibatu, ani nie narzekam, że mnie coś ominęło.> Ja uprawiam celibat, bo nie mam wyboru. A seks na studiach po dwudziestce daje jeszcze całe życie studenckie, które ja zmarnowałem. Więc mieścisz się w rozsądnych normach, a ja niestety przekroczyłem już tę nieostrą granicę, kiedy jest już naprawdę źle i za późno. Życie studenckie to jest zupełny lifechanger, więc nie dziwię się, że nie masz poczucia, że coś straciłeś, zazdroszczę Ci seksu na studiach...Przecież mówię, że nie był udany, jeszcze kompleksów dostałem prawie takich jak ty. No, może nie aż tak, żeby o nich opowiadać. Ale jakoś się wyleczylem, a może raczej kobieta mnie wyleczyła, ale to już po studiach. > >O seksie na dyskotece ani nigdy nie marzyłem, ani nim nie gardziłem, po prostu to dla mnie równie nieatrakcyjne, jak np. homoseksualizm. Ale jak ktoś ma ochotę, to jego sprawa.> Nie marzyłeś, bo zapewne wiedziałeś, że gdybyś zechciał, miałbyś go w zasięgu ręki. Że nie jest zdobycie tego dla nawet stereotypowego tępego dresa niczym trudnym.No, ale ja nie byłem dresem i nawet nie wiedziałbym, co się robi na dyskotece, gdybym z jakiegoś powodu zechciał się tam wybrać. > W tym właśnie rzecz, że miałeś wybór i wybrałeś tak.Nie miałem żadnego, bo w czasach liceum też byłem opóźniony emocjonalnie i nie wiedziałem, jak się do dziewczyny zabrać. Nie takiej dyskotekowej, tylko normalnej. A nie, żebym nie chciał. > Ja wyboru nie miałem, za mnie wybrało życie, wychowanie, geny, nie ma właściwie już znaczenia co. Ważne, że wiedziałem, że nie umiem tego zdobyć, bez względu na to, czy byłoby to dla mnie atrakcyjne, czy nie i czy w ogóle chciałbym z tego korzystać. To różnica pomiędzy byciem facetem, który miał moc, by decydować o swoim życiu seksualnym, a przegrańcem, który nie może i jest zdany na łaskę losu...Jesteś przegrańcem, bo taki wyniosłeś wzór z domu. Na to nie masz wpływu, natomiast masz wpływ na to, czy będziesz pieprzyć wzory, czy też konserwatywnie stwierdzisz "mój łojciec był przegrańcem zdanym na łaskę losu i jego łojciec był przegrańcem zdanym na łaskę losu więc i ja będę przegrańcem zdanym na łaskę losu, tak mi Panie Boże domopóż". www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | > Jesteś przegrańcem, bo taki wyniosłeś wzór z domu. Na to nie masz wpływu, natomiast masz wpływ na to, czy będziesz pieprzyć wzory, czy też konserwatywnie stwierdzisz "mój łojciec był przegrańcem zdanym na łaskę losu i jego łojciec był przegrańcem zdanym na łaskę losu więc i ja będę przegrańcem zdanym na łaskę losu, tak mi Panie Boże domopóż".Widzisz, rozumiem co piszesz, bo podobnych rozmów i przemyśleń było już naprawdę bardzo dużo. Bywały nawet momenty, że tak właśnie sobie mówiłem: "OK, było jak było, nie miałem na to wystarczającego wpływu, ale teraz już wszystko wiem i teraz w zasadzie mogę być panem swojego losu". Po czym postanawiałem "wziąć się za siebie", stać się towarzyski i otwarty na ludzi (bo powiedzmy, że teraz już jakoś_tam w miarę potrafię). Niestety bardzo szybko okazuje się, że w moim wieku zdobycie znajomych nie jest już wcale łatwe, a na młodych kolesi, którzy na codzień obcują z młodymi, jeszcze wolnymi, otwartymi, eksperymentującymi, i jednak topowo ślicznymi ze względu na wiek, koleżankami mogę już tylko patrzeć z zazdrością. Nie mogę już takiego życia mieć. Przeciętny nastolatek ma kontakt z takimi dziewczynami, które ja mogę sobie już tylko pooglądać na obrazkach w Internecie, taka prawda... Nie mogę więc cieszyć się tymi resztkami, które zostały mi jeszcze w moim wieku, wiedząc, że nigdy nie zaznałem i nie zaznam tego, co najlepsze. To po co takie życie? No właśnie, przecież życie jest po nic, jedyny sens, to przyjemność... A co jest najprzyjemniejsze...? Ano właśnie... Coś, czego już mieć nie będę, nie dla psa kiełbasa... I koło się zamyka, wyjścia nie ma
|
|
| | |  | 2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) | > >Jesteś przegrańcem, bo taki wyniosłeś wzór z domu. Na to nie masz wpływu, natomiast masz wpływ na to, czy będziesz pieprzyć wzory, czy też konserwatywnie stwierdzisz "mój łojciec był przegrańcem zdanym na łaskę losu i jego łojciec był przegrańcem zdanym na łaskę losu więc i ja będę przegrańcem zdanym na łaskę losu, tak mi Panie Boże domopóż".> Widzisz, rozumiem co piszesz, bo podobnych rozmów i przemyśleń było już naprawdę bardzo dużo. Bywały nawet momenty, że tak właśnie sobie mówiłem: "OK, było jak było, nie miałem na to wystarczającego wpływu, ale teraz już wszystko wiem i teraz w zasadzie mogę być panem swojego losu". Po czym postanawiałem "wziąć się za siebie", stać się towarzyski i otwarty na ludzi (bo powiedzmy, że teraz już jakoś_tam w miarę potrafię). Niestety bardzo szybko okazuje się, że w moim wieku zdobycie znajomych nie jest już wcale łatwe [...]> przecież życie jest po nic, jedyny sens, to przyjemność... A co jest najprzyjemniejsze...? Ano właśnie... Coś, czego już mieć nie będę, nie dla psa kiełbasa... I koło się zamyka, wyjścia nie ma  Jak mówi ruskie przysłowie, z każdej sytuacji są dwa wyjścia, nawet jeśli cię zjedli. A próbowałeś może jakichś spotkań DDA? Na początek zresztą nawet internetowe. Ja mogę cię rozumieć na poziomie intelektualnym, ale przecież skoro nie miałem podobnych przeżyć, nie jestem w stanie ci realnie współczuć, a co najwyżej się litować, a chyba nie o to chodzi. A tymczasem ludzi w podobnej do twojej sytuacji jest setki tysięcy. Seks to jest drobiazg, bo tobie nie seksu brakuje, lecz poczucia własnej wartości. Jeśli wmawiasz sobie, że gdyby tylko pragnęły cię młode laski, to wtedy byłbyś wartościowy dla siebie samego, to jesteś jak grubas, który mowi, że gdyby tylko był trochę chudszy, to by ćwiczył, ale w jego sytuacji nie da rady. Musisz poobracać się w towarzystwie ludzi podobnie porąbanych, a wtedy automatycznie zaczniesz postrzegać się zupełnie inaczej. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Jak mówi ruskie przysłowie, z każdej sytuacji są dwa wyjścia, nawet jeśli cię zjedli.
Najprawdopodobniej wymyślił je ktoś, kto w młodości miał życie seksualne, rozumiesz?
>A próbowałeś może jakichś spotkań DDA? Na początek zresztą nawet internetowe. Ja mogę cię rozumieć na poziomie intelektualnym, ale przecież skoro nie miałem podobnych przeżyć, nie jestem w stanie ci realnie współczuć, a co najwyżej się litować, a chyba nie o to chodzi. A tymczasem ludzi w podobnej do twojej sytuacji jest setki tysięcy.
Nie próbowałem żadnych spotkań z prostego względu: nic nie zwróci mi zmarnowanych najlepszych lat życia. Nigdy nie będę mógł przy piwie pożartować o tym, jak to się kiedyś imprezowało i jakie puste są te młode szmaty, z którymi robiło się takie głupoty za młodu i jak to się teraz tego rzekomo "żałuje" i niby "wstydzi". Nigdy nie będę mógł utożstamić się z żadnym bohaterem z kultury popularnej, a nawet mniej popularnej, cieszyć się książkami i opowieściami w nich, filmami, śmiać z komedii, czy czytać blogów i artykułów o życiu w czasopismach i Internecie, bo żaden nie dotyczy kogoś, dla kogo seks był przez większość życia nieosiągalny, a decyzja o tym czy go uprawiać, czy może "pakować się w związek" w ogóle nie należała do niego. Nie będę mógł nigdy spojrzeć na swoje życie i powiedzieć, że jestem zadowolony z niego, z siebie, spełniony jako facet. Zawsze będę mógł tylko zazdrościć młodym kolesiom, korzystającym z życia w towarzystwie młodych koleżanek, których mijam na ulicy, a którzy na to korzystanie z życia mają jeszcze kilkanaście lat, nim osiągną mój wiek. Tego wszystkiego już nie można zmienić, to życie zawsze już będzie takie, jest stracone, zmarnowane.
>Seks to jest drobiazg, bo tobie nie seksu brakuje, lecz poczucia własnej wartości. Jeśli wmawiasz sobie, że gdyby tylko pragnęły cię młode laski, to wtedy byłbyś wartościowy dla siebie samego, to jesteś jak grubas, który mowi, że gdyby tylko był trochę chudszy, to by ćwiczył, ale w jego sytuacji nie da rady.
Ja w tej chwili, to już nawet nie próbuję dążyć do seksu, już mi jest wszystko jedno, bo wiem, że nie ma to już teraz znaczenia. Nie zwróci mi straconej młodości, jej szans i wszystkich konsewkencji, jakie z nich wynikają. Problemem (nierozwiązywalnym) jest zmarnowany najlepszy czas, nie teraźniejszość.
>Musisz poobracać się w towarzystwie ludzi podobnie porąbanych, a wtedy automatycznie zaczniesz postrzegać się zupełnie inaczej.
Ludzie, którzy mogą decydować o swoim życiu seksualnym, mogą też decydować o tym, w jakim towarzystwie się obracają. Ja mogę zdecydować już tylko jaką książkę przeczytam, lub w jaką grę komputerową zagram.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Max Golonko (1811 punktów) | Mnie koledzy zazdrościli, że co prawda nie mam kobiet ale za to mam szeroką wiedzę bo przeczytałem mnóstwo ksiązek i czasopism jak oni musieli chodzić na randki itp.
Ja udane jako tako życie seksualne zacząłem w 38 roku życia jak poznałem taką jedną.
Ty masz 34 lata i roztkliwiasz się filozoficznie nad "zmarnowanymi szansami". To jest abstrakcyjna głupota. Był taki serial Keep appearance (co ludzie powiedzą) Hiacynta ...
Ateizm polega miedzy innymi na tym ze do spraw podchodzi się rzeczowo, a nie:
Bóg, Honor, Ojczyzna.
Honor katoli to coś podobnego jak twój deficyt prestiżu że nie bzykałeś się za młodu.
Też mi dyshonor - nie bzykałeś się bo ci się inaczej życie ułożyło (między innymi przez katoli) - trudno.
Ale robić z tego problem - po co?
Ku*wa jak ja bym chciał mieć znowu 34 lata (tylko sie cieszyć że młody jesteś) !
ALBERT EINSTEIN BZYKAŁ SIE Z WIeLOMA KOBIETAMI W ŻYCU DOROSŁYM CZYLI ZDECYDOWANIE PO 30-TCE (NAWET ŻONATYMI) ALE NIE PRZYWIAZYWAŁ WIELKIEJ WAGI DO SEKSU czy może kobiet?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | >Mnie koledzy zazdrościli, że co prawda nie mam kobiet ale za to mam szeroką wiedzę bo przeczytałem mnóstwo ksiązek i czasopism jak oni musieli chodzić na randki itp. (...)
Widzę, że na każdym forum się znajdzie jakiś troll. Nie odnoszę się już więcej do Twoich wypowiedzi, pozdrawiam.
W istocie Ci jednak współczuję, bo wydaje mi się, że jesteś podobnie nieszczęśliwy, jak ja i wiem co to znaczy. Ale daj już proszę spokój temu wątkowi, jeśli możesz.
|
|
| | | | | | |  | | Max Golonko (1811 punktów) | Jaki Troll? Zobacz w ilu działach na topie są moje wątki!
Pisałem Ci już przecież ze miałem wypadek w dzieciństwie i jako (w swoim mniemaniu) brzydki nie startowałem do Kobiet aż mi nie poprawili w szpitalu urody w 24 roku życia.
Do tego czasu nie było tajemnica dla moich kolegów, że seksu z Kobietami nie uprawiam ale też w rozmowach ze mną wyczuwali, że dzięki temu że dużo czytam mam sporą wiedzę na różne tematy.
Co w tym złego?
Kobietę wśród znajomych warto mieć, warto chodzić na randki, nie trzeba od razu (lub wcale) z każdą iść do łóżka.
Piszesz że masz już świat erotyki z Kobietami zamknięty jakbyś sobie przypadkiem okaleczył penisa albo był w więzieniu.
Dziwne to.
Ja znam Kobiety co im nie przeszkadza nawet impotencja partnera. Zresztą są inne pieszczoty niż stosunek.
Ja się po prostu programowo nigdy nie przejmowałem prestiżem (nawet własnym) i dlatego brak dziewczyny nie bolał mnie.
Potrzeba uznania (też samouznania) to infantylna potrzeba nadmiernie rozbudzana w dzieciństwie, z której warto wyrosnąć - potrzeba jednak uzmysłowić to sobie i ćwiczyć.
Najbanalniejsze ćwiczenie: zapytaj przypadkową kobietę na ulicy: "Przepraszam, nie wie Pani która jest godzina"
|
|
| | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Jaki Troll? >Zobacz w ilu działach na topie są moje wątki!
Cokolwiek znaczy na topie. Widocznie inne tematy rozumiesz lepiej, tego nie.
>Do tego czasu nie było tajemnica dla moich kolegów, że seksu z Kobietami nie uprawiam ale też w rozmowach ze mną wyczuwali, że dzięki temu że dużo czytam mam sporą wiedzę na różne tematy. >Co w tym złego?
Nic. Ale oni Ci nie zazdrościli. Woleli bzykać, niż tyle czytać. Myślenie, że Ci zazdrościli jest idiotyzmem i oszukiwaniem samego siebie.
>Kobietę wśród znajomych warto mieć, warto chodzić na randki, nie trzeba od razu (lub wcale) z każdą iść do łóżka. >Piszesz że masz już świat erotyki z Kobietami zamknięty jakbyś sobie przypadkiem okaleczył penisa albo był w więzieniu. >Dziwne to.
Zamknięty w tym sensie, że już nawet nie chce mi się dążyć do seksu z kimś, skoro kolesie młodsi ode mnie o pół życia mają z mniejszym wysiłkiem piękniejsze dziewczyny. I na korzystanie z takiego życia mają jeszcze wiele lat. Dlatego już mi nie zależy, już mnie nie cieszy i nie będzie, bo zostały mi resztki. Tego co najlepsze nie zaznam, więc nawet nie chce mi się o nic walczyć.
>Ja znam Kobiety co im nie przeszkadza nawet impotencja partnera. >Zresztą są inne pieszczoty niż stosunek.
Ale ja sobie w łóżku z kobietą umiem radzić. Gdy tam jestem, ale już nie bywam.
>Ja się po prostu programowo nigdy nie przejmowałem prestiżem (nawet własnym) i dlatego brak dziewczyny nie bolał mnie. >Potrzeba uznania (też samouznania) to infantylna potrzeba nadmiernie rozbudzana w dzieciństwie, z której warto wyrosnąć - potrzeba jednak uzmysłowić to sobie i ćwiczyć.
Pieprzenie. Jakkolwiek żyjesz, żyjesz by być ze swojego życia zadowolonym. Cokolwiek tam Cię zadowala: zaliczanie dyskotekowych dajek, trzepanie kapucyna książką, zgłębianie fizyki kwantowej, pomaganie chorym w hospicjum, czy mentalna masturbacja brakiem potrzeby samouznania. Jesteś zadowolony z tego, że nie potrzebujesz być zadowolony.
>Najbanalniejsze ćwiczenie: zapytaj przypadkową kobietę na ulicy: "Przepraszam, nie wie Pani która jest godzina"
O, teraz Ty mi dasz lekcje podrywu? Ale mi nie staje gula w gardle, jak się mam odezwać do kobiety, nic takiego nie mówiłem i powtarzam Ci po raz wtóry, że nie tu leży problem. (Nawiasem mówiąc ta rada jest debilna, bo poza tym, że dowiesz się, która godzina, nic się dalej nie stanie i niczego Ci to dalej nie ułatwi. Lepiej nie dawaj ludziom żadnych rad, niż takie.)
|
|
| | | | | | | | |  | | Max Golonko (1811 punktów) | Nie.
Zadowolony to jestem np. wtedy jak przeczytam dobry dowcip:
Międzynarodowy pociąg wjeżdża do Rosji Do przedziału wchodzi celnik i mówi - Papierosy, spirytus, narkotyki Anglik na to: - Herbatę proszę!
Nauczycielka języka polskiego - Jasiu. Jeżeli ja teraz powiem, że wychodzę za mąż to jaki to będzie czas? - Najwyższy
albo zobaczę fajny film ("Jestem legendą" Smith w roli głównej; "AI"; Piąty Element)
albo zjem coś smacznego
albo już mi się chce i mam sex (taki czy owaki)
albo udowodnię ludziom (mniej zorientowanym ode mnie) że w Polsce nie warto wbudować elektrowni atomowej bo za drogo wyjdzie i pójdziemy z torbami!!!)
NIE KUMAM JAK MAJĄC ZALEDWIE 34 LATA (ja mam 57) MOŻNA MYŚLEC O SAMOBÓJSTWIE O ILE NIE MA SIĘ ZŁOŚLIWEGO NOWOTWORU Z PRZERZUTAMI
nie kumam !
To może być niedobór jakiegoś minerału, białka, witamin albo przefilozofowana idea.
Pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > NIE KUMAM JAK MAJĄC ZALEDWIE 34 LATA (ja mam 57) MOŻNA MYŚLEC O SAMOBÓJSTWIE> O ILE NIE MA SIĘ ZŁOŚLIWEGO NOWOTWORU Z PRZERZUTAMI> nie kumam !> To może być niedobór jakiegoś minerału, białka, witamin albo przefilozofowana idea.> Pozdrawiam serdecznieWitamina C. Lewoskrętna. To musi być to. Masz rację, nie kumasz. Pozdrawiam. EDIT: Jeszcze dopiszę jedno. Moja idea nie jest przefilozofowana, jest najprostsza z możliwych i ogólnie znana racjonalnym ludziom. Wszystko sprowadza się do pytania po co żyjesz. No więc po co? Skoro nie ma żadnego zewnętrznego celu i sensu i jesteśmy jedynie organizmami tu i teraz, to jedynym rozsądnym podejściem jest życie dla przyjemności. Dla radości z tego życia, nic więcej. Dlatego zresztą ludzie, którzy mają w życiu wiele radości, nie zastanawiają się zbyt głęboko po co żyją. Ważne, że jest im dobrze, o to tylko chodzi. Ilekroć ja próbuję cieszyć się życiem, od razu pojawia się temat tego, co cieszy najbardziej, czyli seksu. I od razu ciężki głaz na barki w postaci świadomości, że tego co najpiękniejsze już nie zaznam i nie zaznałem nawet na takim poziomie, jak byle przeciętny nastolatek, czy dres. I natychmiast jedyny sens, czyli poszukiwanie przyjemności, traci sens... Bo i tak wiem, że nie może być dobrze, że nie będę mógł nigdy być spełnionym i zadowolonym ze swego życia mężczyzną, bo zawsze tylko z utęsknieniem i zazdrością będę mógł patrzeć na młodych kolesi z młodymi koleżankami... Coś tak elementarnego i banalnego, a ja choćbym nie wiem co w życiu osiągnął, to tego, co większość miała niemal na tacy, ja nigdy nie osiągnę...
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Max Golonko (1811 punktów) | Tylko te prymitywy co bzykali dajki i siedem koleżanek mają dziś 1. Zniszczone wątroby, nerki 2. Stan przedrakowy (rak krtani lub żołądka lub płuc) 3. Mierne lub żadne partnerki obecnie Ty możesz sprytnie, mądrze, ciekawie pozyć jeszcze 50 lat! Wielu z nich już gryzie trawę od spodu! Męska przyjeność z seksu jest bardzo krótka (kilka sekund a u kobiet jest dluższa) dlatego wiele nie straciłeś  Ośrodek przyjmeności w mózgu jest aktywowany nie tylyko przez seks są różne drogi do szczęścia. Nawet zwykły śmiech. Sukces w rozwiązywaniu jakiegoś problemu, własnoręczne zrobienie teleskopu, itp Weź zapisz się na jakąś wycieczkę zarób ku** kasę (potrafisz?) zwiedź świat.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | > Tylko te prymitywy co bzykali dajki i siedem koleżanek mają dziśJesteś bardzo biedny umysłowo, jeśli twierdzisz, że Ci, którzy uprawiali w młodości dużo seksu są prymitywami. Idź wypłacz się księdzu, albo babci, że seks jest be, a Ci, co go lubią są bardzo be. Idź i nie wracaj, proszę Cię. > 1. Zniszczone wątroby, nerki> 2. Stan przedrakowy (rak krtani lub żołądka lub płuc)> 3. Mierne lub żadne partnerki obecnieŻe co? 1. Ludzie, którzy jeździli motocyklem, poparzyli się smażąc placki. 2. Ludzie, którzy pływali w jeziorze, przegrali w karty dorobek życia. 3. Ludziom, którzy pili alkohol, umarła córka. Naprawdę. > Ty możesz sprytnie, mądrze, ciekawie pozyć jeszcze 50 lat!> Wielu z nich już gryzie trawę od spodu!> Męska przyjeność z seksu jest bardzo krótka (kilka sekund a u kobiet jest dluższa) dlatego wiele nie straciłeś  Męska przyjemnść z udanego życia seksualnego trwa całe życie, w każdej jego sekundzie. > Ośrodek przyjmeności w mózgu jest aktywowany nie tylyko przez seks> są różne drogi do szczęścia. Nawet zwykły śmiech. Sukces w rozwiązywaniu jakiegoś problemu, własnoręczne zrobienie teleskopu, itp> Weź zapisz się na jakąś wycieczkę zarób ku** kasę (potrafisz?)> zwiedź świat.To wszystko ma wartość tylko, kiedy masz czym oddychać, co jeść, i jesteś zaspokojony seksualnie. Wybacz, ale piszesz coraz bardziej pospolite - po prostu - bzdury i przytaczasz argumenty na poziomie forumowiczek z wizaż.pl. Nie rozmawiam z Tobą więcej, bo nie przyszedłem tłumaczyć elemnetarnych rzeczy tutaj. Jeśli mogę Cię prosić, to naprawdę nie pisz już w tym wątku, bo poziom dyskusji spadł tak, że już pewnie nikt nic nie napisze... Bez odbioru, MaxGolonko.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Max Golonko (1811 punktów) | tylko uwaga techniczna Nie łapiesz skrótów myślowych zazdrościsz bzyskania z dajkami ale taki tryb życia wtedy miał swoją cenę medyczną z nimi trzeba było pić alkohole, wdychać dym, ponadto łapałeś różne infekcje (niekoniecznie dramatyczne) które tak czy owak odbijają się potem na zdrowiu. Tak czy owak zawsze są jakieś plusy i minusy. Jasne że antyseksualny chów w Polsce szkodzi i tu masz rację ale elakulacja w Kobietach jest tylko wtedy taka strasznie ważna gdy sobie zrobimy z tego NAJWIĘKSZEGO BOGA - MAGIĘ KOSMICZNĄ. Warto mieć ale nie mitologizuj bo to jakaś nowa wiara  Ja bardzo miło wspominam czas gdy miałem 14-15 lat i w TV leciał jakiś serial z bardzo młoda aktorką. Autoerotyzm z jej widokiem i wyobraźnią sytuacji w jakiej z nią byłem był najpewniej LEPSZY od realu jaki mógłby być gdybym cudem ją zdobył.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | |
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Pani Pawlikowska to pseudo coach. Nie wiem co się z nią stało, bo kiedyś mówiła do rzeczy, ale >widocznie teraz chce zarobić: Nie znam tej książki. Czy w niej jest wyraźnie napisane, że wszelkie zawarte w niej porady powinno się konsultować z lekarzem? Na przykład w książkach OSHO zaleca się by nie eksperymentować samemu z technikami medytacji. Jeżeli jest to tam napisane, to nie odżegnywałbym jej tak od czci i wiary. Beata nie ukrywa, że formalnie posiada jedynie maturę. Dla mnie ważny jest fakt, że jest to jej świadectwo i każdy może sobie z niego wziąć i przetestować to, co mu odpowiada.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > www.youtube.com/watch?v=ep8eBdzkK0M> dajmonionPosłuchałem tego. Ta pani ładnie opowiada o podróżach i mądrze mówi o życiu, ale to nie dotyczy mnie, niestety. "Przecież teraz możesz zrobić każdą rzecz, którą uważasz za ważną. I teraz możesz zmienić każdą rzecz w swoim życiu." Otóż nie mogę już. W tym rzecz. Nie mogę już mieć nastoletniej dziewczyny i chodzić z nią na domówki z nastolatkami. Nie mogę już pożyć, jak nastolatek, nie mogę podrywać w knajpach ślicznych nastoletnich dziewczyn. Nie mogę już poświęci dziesięciu lat życia na bawienie się w szkole i na studiach, by po studiach założyć rodzinę. Tego i wszystkiego, co się z tym wiąże nie mogę i już nie będę nigdy mógł. Nie mogę i nigdy nie będę mógł tego, co może każdy nastolatek. I nigdy tego nie miałem. Dla tych, którzy mieli, ta pani mówi mądre słowa, niestety nie bierze (nikt nie bierze) pod uwagę kogoś z tak beznadziejnie zmarnowaną młodością, jak ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | O tym jak niemożliwe staje się możliwe www.youtube.com/watch?v=RrMSlJqAg8E&t=339sJeżeli takie historie dla Ciebie nic nie znaczą, to znaczy, że nie przyjmujesz faktów. Jak można pomóc komuś kto nie przyjmuje faktów i ciągle powtarza nie mogę, nikt, nigdy? Takich historii jest mnóstwo. Pogrzeb sobie w internecie i posłuchaj różnych historii. Zobacz jak wielkie przeszkody trzeba było pokonać, aby osiągnąć cel.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Aha. Dobrze, to przyjmuję fakty i zainspirowany dramatyczną opowieścią o nielegalnym przewiezieniu gitary samolotem, żeby zaoszczędzić na kurierze, będę szukał wszelkich informacji o tym, jak cofnąć się w czasie do bycia nastolatkiem. NASA zrobiła silnik mikrofalowy, to w sumie - jak to powiedział ślepy dżokej poproszony o udział w zawodach jeździeckich - nie widzę przeszkód. Zbuduję wehikuł czasu. W końcu cofnięcie się w czasie do bycia nastolatkiem nie może być trudniejsze, niż wniesienie gitary do samolotu. O, przepraszam, do dwóch samolotów. To już w ogóle.
Ty naprawdę myślisz, że ja przez kilkanaście lat spędzonych na czytaniu w Internecie i poza nim, nie znam miliona motywujących historii, tekstów, wydarzeń, filmów, opowieści? Znam. I to te najciekawsze wcale nie z Internetu. Ale to są opowieści o walce o jakieś marzenie i ostatecznie spełnieniu go. Ja nawet teoretycznie nie mam już o co walczyć, nie mam o czym marzyć. Nastoletniego życia już nie zaznam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Ty naprawdę myślisz A czy Ty naprawdę myślisz, że trzeba budować wehikuły czasu, by zaznać nastoletniego życia? Nastolatek może mieć mentalność starca i wieść starczy żywot i na odwrót. To nie ma nic wspólnego z wiekiem biologicznym. Wiele dzieci niestety jest z kolei zmuszonych prowadzić dorosłe życie.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >A czy Ty naprawdę myślisz, że trzeba budować wehikuły czasu, by zaznać nastoletniego życia?
Tak.
>Nastolatek może mieć mentalność starca i wieść starczy żywot i na odwrót. To nie ma nic wspólnego z wiekiem biologicznym. Wiele dzieci niestety jest z kolei zmuszonych prowadzić dorosłe życie.
I ja jako nastolatek miałem właśnie mentalność starca, żyłem jak mnich samotnik. Ale na odwrót to nie działa. Trzydziestoparoletni facet nie może żyć, jak nastolatek. Amen.
|
|
1 na 3 | Duch Prawdy (14787 punktów) | Odp: Zniszczony człowiek. | >Teraz mam 34 lata, nie jestem już prawiczkiem, miałem kilka dziewczyn i całkiem niezły seks po 25 roku życia, ale to już było za późno na wszystko. Nie byłem szczęśliwy i wszystkie związki i znajomości zniszczyłem. Bo wiedziałem, że już nigdy nie będę mógł być szczęśliwym człowiekiem. Spełnionym facetem. Zadowolonym z siebie i swojego życia mężczyzną. Nigdy nie przeżyję tego nastoletniego życia, najlepszych szans, najpiękniejszych młodych, otwartych koleżanek, czegoś, co dla innych jest tak oczywiste i banalne, że uważają mnie za pustaka, bo chciałbym tylko tego, co oni sami mieli... Dla wszystkich praktycznie ludzi seks z dyskotekową dajką, albo pustą nastolatką jest takim banałem i tak trywialny, że nim gardzicie. Dla mnie zawsze był nieosiągalnym marzeniem. Żałosny jest człowiek, dla którego seks jest sednem życia. Masz problem psychiczny, znam mężczyzn, którzy mieli swój pierwszy seks po 40-tce i są szczęśliwi bo wiedzą, że Miłość jest sednem życia. Dojrzej psychicznie, masz dopiero 34 lata.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
 | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | >Żałosny jest człowiek, dla którego seks jest sednem życia. Masz problem psychiczny, znam mężczyzn, którzy mieli swój pierwszy seks po 40-tce i są szczęśliwi bo wiedzą, że Miłość jest sednem życia. Dojrzej psychicznie, masz dopiero 34 lata.
Może jestem żałosny, ale z innego powodu, niż twierdzisz. Obok oddychania i pożywiania się, seks jest najbardziej podstawową potrzebą, która niezaspokojona demoluje w zasadzie wszystkie inne aspekty życia, tak samo jak permanenty głód. Zadowolenie z życia seksualnego (co nie musi oznaczać mnóstwa seksu) jest warunkiem koniecznym dla szczęścia i wystarczającym, by chcieć się budzić rano i walczyć o coś więcej. Mówienie, że miłość jest sensem życia, to albo chrzanienie naiwnego (choć dzięki temu szczęśliwego!) parafianina, albo konstatacja kogoś, kto wyszalał się w młodości i dzięki temu dojrzał do tzw. "wyższych wartości". Bo nasycił się niższymi najpierw.
Przede wszystkim spróbuj rozróżnić mówienie o tym jak jest od mówienia o tym, jak uważasz, że powinno być. Jest tak, że młodzi, nastoletni ludzie płci męskiej myślą głównie o seksie, potem długo nic innego, dopiero potem o miłości. I nie bez przyczyny, taka jest hierarchia potrzeb ludzkich, co jest bardzo naturalne, a smutny jest fakt, że te potrzeby seksualne są w naszym społeczeństwie, nawet przez bardzo światłych ludzi, uważane niejako w domyśle za złe. Milcząco zakłada się, że ktoś kto dąży do seksu jest zły i kieruje się najgorszą z wartości. Nic od tej hipokryzji nie wkurwia mnie na świecie bardziej.
|
|
|  | 2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) | > >Żałosny jest człowiek, dla którego seks jest sednem życia. Masz problem psychiczny, znam mężczyzn, którzy mieli swój pierwszy seks po 40-tce i są szczęśliwi bo wiedzą, że Miłość jest sednem życia. Dojrzej psychicznie, masz dopiero 34 lata.> Może jestem żałosny, ale z innego powodu, niż twierdzisz. Obok oddychania i pożywiania się, seks jest najbardziej podstawową potrzebą, która niezaspokojona demoluje w zasadzie wszystkie inne aspekty życia, tak samo jak permanenty głód. Zadowolenie z życia seksualnego (co nie musi oznaczać mnóstwa seksu) jest warunkiem koniecznym dla szczęścia imłodości. zającym, by chcieć się budzić rano i walczyć o coś więcej. Jeśli tak jest, to do tego schematu nie pasujesz. Zauważ, że człowiek glodujacy, gdy dostanie kawałek chleba, nie narzeka, że nie jest prosto z pieca a tak w ogóle to nigdy nie jadł trufli i mu smutno. Ktoś głodujący po prostu wpierdziela wszystko, co nadaje się do jedzenia, a czasem nawet i to, co się nie nadaje. I analogicznie zachowują się ludzie uzależnieni od seksu, którzy NAPRAWDĘ odczuwają wobec seisu to, co głodny wobec chleba. Ty jednak wcale nie zachowujesz się jak ktoś spragniony seksu. Może i napalone siedemnastki są poza twoim zasięgiem (ja też takiej nie miałem i nie liczę na to, a jakoś nie rozpaczam), ale w twoim zasięgu są kobiety w wieku 25-30, może też z kompleksami, może też DDA, ale dla ciebie to nieatrakcyjne, bo ty wolałbyś nastolatkę i to akurat w kiblu, i jeszcze żebyś ty tez był znowu młody. Ty nie pragniesz seksu, tylko prestiżu, jaki daje w twym skrzywionym spojrzeniu bujne życie seksualne w młodości. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | > (...)Ty nie pragniesz seksu, tylko prestiżu, jaki daje w twym skrzywionym spojrzeniu bujne życie seksualne w młodości.Tego, że nie bawiłem się za młodu nikt nie musi wiedzieć i bardzo łatwo to obecnie ukryć, mam zreszta taką aparycję akurat, że większość nowopoznanych ludzi ma mnie za podrywacza-casanovę, nie chodzi więc o prestiż wobec innych. Chodzi o moje własne wewnętrzne poczucie tego, co straciłem i zmarnowałem, a czego już zaznać nie mogę, choć większość zaznała z łatwością
|
|
|  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > >Żałosny jest człowiek, dla którego seks jest sednem życia. Masz problem psychiczny, znam mężczyzn, którzy mieli swój pierwszy seks po 40-tce i są szczęśliwi bo wiedzą, że Miłość jest sednem życia. Dojrzej psychicznie, masz dopiero 34 lata.> Może jestem żałosny, ale z innego powodu, niż twierdzisz.Ja twierdzę, że Ty jesteś żałosny? Absolutnie! Napisałem tylko, że człowiek, dla którego seks jest sednem życia jest żałosny. > Obok oddychania i pożywiania się, seks jest najbardziej podstawową potrzebą, która niezaspokojona demoluje w zasadzie wszystkie inne aspekty życia, tak samo jak permanenty głód. Zadowolenie z życia seksualnego (co nie musi oznaczać mnóstwa seksu) jest warunkiem koniecznym dla szczęścia i wystarczającym, by chcieć się budzić rano i walczyć o coś więcej.Nie wszyscy ludzie tak myślą, 1% ludzkości to aseksualiści, których seks w ogóle nie interesuje: pl.wikipedia.org/wiki/Aseksualizm> Mówienie, że miłość jest sensem życia, to albo chrzanienie naiwnego (choć dzięki temu szczęśliwego!) parafianina, albo konstatacja kogoś, kto wyszalał się w młodości i dzięki temu dojrzał do tzw. "wyższych wartości". Bo nasycił się niższymi najpierw.Wychowałeś się w rodzinie, w której nie było miłości i to jest fundament Twojego problemu, nie potrafisz kochać drugiej osoby, postrzegasz ją tylko jako potencjalny obiekt seksualny. > Przede wszystkim spróbuj rozróżnić mówienie o tym jak jest od mówienia o tym, jak uważasz, że powinno być. Jest tak, że młodzi, nastoletni ludzie płci męskiej myślą głównie o seksie, potem długo nic innego, dopiero potem o miłości. I nie bez przyczyny, taka jest hierarchia potrzeb ludzkich, co jest bardzo naturalne, a smutny jest fakt, że te potrzeby seksualne są w naszym społeczeństwie, nawet przez bardzo światłych ludzi, uważane niejako w domyśle za złe. Milcząco zakłada się, że ktoś kto dąży do seksu jest zły i kieruje się najgorszą z wartości. Nic od tej hipokryzji nie wkurwia mnie na świecie bardziej.To duży problem w naszej kulturze osadzonej na religii, która ciało uważa za nieczyste, grzeszne, a seks za zło. Trzeba z tym walczyć i uczyć młode pokolenia, że seks jest piękny i dobry. To ważne dla prawidłowego psychofizycznego rozwoju człowieka. Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | > >(...)Zadowolenie z życia seksualnego (co nie musi oznaczać mnóstwa seksu) jest warunkiem koniecznym dla szczęścia i wystarczającym, by chcieć się budzić rano i walczyć o coś więcej.> Nie wszyscy ludzie tak myślą, 1% ludzkości to aseksualiści, których seks w ogóle nie interesujeA więc są zadowoleni ze swojego życia seksualnego. A ja do nich nie należę, więc na cóż mi ta informacja? > Wychowałeś się w rodzinie, w której nie było miłości i to jest fundament Twojego problemu, nie potrafisz kochać drugiej osoby, postrzegasz ją tylko jako potencjalny obiekt seksualny.Tak jak nastoletni kolesie, którzy najpierw się muszą wyszumieć, bo tak działa biologia. Nigdy nie przeszedłem tego etapu i już nie będę mógł go przejść... > To duży problem w naszej kulturze osadzonej na religii, która ciało uważa za nieczyste, grzeszne, a seks za zło. Trzeba z tym walczyć i uczyć młode pokolenia, że seks jest piękny i dobry. To ważne dla prawidłowego psychofizycznego rozwoju człowieka.No właśnie. Dla mojego też było ważne...  Szkoda słów...
|
|
| | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>Wychowałeś się w rodzinie, w której nie było miłości i to jest fundament Twojego problemu, nie potrafisz kochać drugiej osoby, postrzegasz ją tylko jako potencjalny obiekt seksualny. >Tak jak nastoletni kolesie, którzy najpierw się muszą wyszumieć, bo tak działa biologia. Nigdy nie przeszedłem tego etapu i już nie będę mógł go przejść... To bez znaczenia, ważne, żebyś nauczył się kochać.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >To bez znaczenia, ważne, żebyś nauczył się kochać.
Tak mi dopomóż boziu wszechmogąca, zawsze dziewica.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>To bez znaczenia, ważne, żebyś nauczył się kochać. >Tak mi dopomóż boziu wszechmogąca, zawsze dziewica. Fałszywe wyobrażenia Boga nic do tego nie mają, wzywanie prawdziwego Boga też Ci nie pomoże, kochać musisz nauczyć się sam, albo pozostaniesz egocentrykiem do śmierci.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >>>To bez znaczenia, ważne, żebyś nauczył się kochać. >>Tak mi dopomóż boziu wszechmogąca, zawsze dziewica. >Fałszywe wyobrażenia Boga nic do tego nie mają, wzywanie prawdziwego Boga też Ci nie pomoże, kochać musisz nauczyć się sam, albo pozostaniesz egocentrykiem do śmierci.
Chyba nie zrozumiałeś sarkazmu. Więc odpowiem inaczej:
Dla kogo ważne, żebym nauczył się kochać, dla Ciebie? Bo Ty tak mówisz? Powiedz to wszystkim 17-letnim kolesiom, którzy zaliczają koleżanki na imprezach. To z miłości? Nie? I Ty myślisz, że to jest złe, prawda? Powiedz, seks jest zły, co? Daruj sobie tępą, oderwaną od rzeczywistości indoktrynację. Bajeczki dla grzecznych dzieci idź wciskać komuś innemu.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>>>To bez znaczenia, ważne, żebyś nauczył się kochać. >>>Tak mi dopomóż boziu wszechmogąca, zawsze dziewica. >>Fałszywe wyobrażenia Boga nic do tego nie mają, wzywanie prawdziwego Boga też Ci nie pomoże, kochać musisz nauczyć się sam, albo pozostaniesz egocentrykiem do śmierci. >Chyba nie zrozumiałeś sarkazmu. Więc odpowiem inaczej: >Dla kogo ważne, żebym nauczył się kochać, dla Ciebie? Dla Ciebie i dla świata, zrozumiesz to dopiero, gdy się nauczysz. >Bo Ty tak mówisz? Każdy kto zrozumiał Ci to powie. >Powiedz to wszystkim 17-letnim kolesiom, którzy zaliczają koleżanki na imprezach. To z miłości? Nie? 17-letni kolesie nie są dojrzałymi umysłowo i moralnie ludźmi, a zdarza się, że 27-letni i starsi też jeszcze nie dojrzeli. >I Ty myślisz, że to jest złe, prawda? Seks nie jest zły, jeśli nie niesie za sobą złych konsekwencji. >Powiedz, seks jest zły, co? Już powiedziałem, jest dobry. >Daruj sobie tępą, oderwaną od rzeczywistości indoktrynację. Gdzie, jaką, zacytuj?! >Bajeczki dla grzecznych dzieci idź wciskać komuś innemu. Nie uprawiaj pustosłowia, zacytuj!
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >>Dla kogo ważne, żebym nauczył się kochać, dla Ciebie? >Dla Ciebie i dla świata, zrozumiesz to dopiero, gdy się nauczysz.
Powiedział najedzony do głodnego. Ten, który się nasycił, do tego, który żył w deprywacji. Niestety, ale to Ty nie rozumiesz.
>>Bo Ty tak mówisz? >Każdy kto zrozumiał Ci to powie.
Każdy, kto miał w młodości życie seksualne.
>17-letni kolesie nie są dojrzałymi umysłowo i moralnie ludźmi, a zdarza się, że 27-letni i starsi też jeszcze nie dojrzeli.
[zaśmiałem się smutno i sarkastycznie] 17-letni kolesie mogą sobie poruchać, pozaliczać śliczne koleżanki, pobawić się, nacieszyć tym, i "podojrzewać sobie" w objęciach koleżanek. Ja sobie nie podojrzewałem...
>>Daruj sobie tępą, oderwaną od rzeczywistości indoktrynację. >Gdzie, jaką, zacytuj?!
Wszędzie, gdzie ignorujesz znaczenie seksu i przeciwstawiasz mu miłość. Co jest kompletnym pomieszaniem z poplątaniem dwóch różnych światów.
>>Bajeczki dla grzecznych dzieci idź wciskać komuś innemu. >Nie uprawiaj pustosłowia, zacytuj!
J.w. Ja mówię, że brakuje mi seksu, bo nie miałem go tak, jak każdy normalny człowiek, a Ty pieprzysz o miłości i moralności. WTF, za przeproszeniem?
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>>Daruj sobie tępą, oderwaną od rzeczywistości indoktrynację. >>Gdzie, jaką, zacytuj?! >Wszędzie, gdzie ignorujesz znaczenie seksu i przeciwstawiasz mu miłość. Czyli nigdzie, bo nigdzie nie ignoruję znaczenia seksu i nigdzie nie przeciwstawiam mu miłości. Twoje trudności ze zrozumieniem co do Ciebie mówię nie wynikają z braku seksu w młodości, ale z braku miłości w umyśle, gdyż wychowałeś się w rodzinie, w której jej nie było. To jest prawdziwy powód twojej niedojrzałości.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | > Powiedział najedzony do głodnego. Ten, który się nasycił, do tego, który żył w deprywacji. Niestety, ale to Ty nie rozumiesz.Żenujący prymitywie! 1 Skąd ulęgło się w twojej prymitywnej główce przeświadczenie, że każdy szczęśliwy człowiek w młodości miał seks z młodymi łatwymi dziewczynami? Podglądałeś świnio? 2 Skąd ulęgło się w Tobie przeświadczenie, że każdy twój rozmówca miał takie przeżycia? Podglądałeś świnio? 3 Skąd ulęgło się w twojej prymitywnej tępej główce przeświadczenie, że to warunek szczęścia? Na temat Twoich kryteriów szczęśliwości się nie wypowiem, człowiek, którego nieszczęśliwym na 70 lat czyni fakt że nie pod.pczył łatwej laski jest pospolitym prymitywem > Każdy, kto miał w młodości życie seksualne.A ty oczywiście wiesz kto je miał a kto nie miał Inkwizytor czy czekista Q Twoja mać > [zaśmiałem się smutno i sarkastycznie] 17-letni kolesie mogą sobie poruchać, pozaliczać śliczne koleżanki,Mogą. Bierz z nich przykład. Pozwól że zrzygam się na widok Twojego podejścia do Kobiet > pozaliczać  > Wszędzie, gdzie ignorujesz znaczenie seksu i przeciwstawiasz mu miłość. Co jest kompletnym pomieszaniem z poplątaniem dwóch różnych światów.No jeśli dla Ciebie seks i miłość to dwa różne światy to naprawdę  > że brakuje mi seksu, bo nie miałem go tak, jak każdy normalny człowiek,Cieszę się, że nie jestem wg ciebie normalny. A lepsza połowa mojego małżeństwa cieszy się zapewne jeszcze bardziej
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > (..) świnio? > Bierz z nich przykład. Pozwól że zrzygam się na widok Twojego podejścia do Kobiet
Szarley, na Boga i wszystkie doczesne świętości - rozmawiasz z 15 latkiem w skórze 34 latka. Nie rozmawiasz z 34 latkiem w skórze 34 latka. Postępowanie z dużym, załamanym i zalęknionym dzieckiem, które coś sobie ubzdurało ma swój rytm i prawa. Przyhamuj, please..
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | > Szarley, na Boga i wszystkie doczesne świętości - rozmawiasz z 15 latkiem w skórze 34 latka. Nie rozmawiasz z 34 latkiem w skórze 34 latka.> Postępowanie z dużym, załamanym i zalęknionym dzieckiem, które coś sobie ubzdurało ma swój rytm i prawa. Przyhamuj, please..OK. masz rację szkoda czasu na myślącego jądrami. Niemniej wychowywano mnie na mężczyznę, uczono mnie, że jak ktoś nie uważa kobiet, to się go wali w ryja, a nie przekonuje i ten samczy atawism jakoś mi pozostał No to dostał w ryja
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > OK. masz rację szkoda czasu na myślącego jądramiSkoro gość myśli obecnie jądrami to jeszcze nie oznacza, że tylko takim muszę go widzieć. Warto czasem spojrzeć poza horyzont.. Gość też ma swoją historię, którą tu opisał, a którą dotknął celnie Duch Prawdy. Szczerze mówiąc z taką historią nie sądzę, żeby sam zapach palonej gumy w wieku nastu lat coś zmienił na lepsze. To dużo trudniejsze. > Niemniej wychowywano mnie na mężczyznę, uczono mnie, że jak ktoś> nie uważa kobiet, to się go wali w ryja, a nie przekonuje i ten> samczy atawism jakoś mi pozostał   Podsyłam ci urywki z etosu prawdziwych mężczyzn  (dzieci właśnie słuchają) i pozdrawiam www.youtube.com/watch?v=_LrwPM4cYHY
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Mogą. Bierz z nich przykład. Pozwól że zrzygam się na widok Twojego podejścia do Kobiet
Jest takie samo, jak większości nastoletnich chłopaków. To, czy Ty to oceniasz negatywnie, pozytywnie, czy jakkolwiek, nie ma tutaj żadnego znaczenia. Żadnego. Mylisz to jak jest z tym, jak uważasz, że powinno być. A jest tak, że nastoletni kolesie chcą uprawiać seks z dziewczynami. Nie miłość, nie dzieci, nie dom, tylko seks. A zaliczenie laski jest bardzo satysfakcjonujące. Po pewnym czasie seks powszednieje i zaczyna się myśleć o "poważniejszych" rzeczach, a ludzie wokół mówią: "o, dojrzał". Cóż, ja nie miałem dostępu do seksu wtedy, gdy moi rówieśnicy mieli. To, że powszechnie szykanuje się nastolatków za to, jak podchodzą do spraw seksu, niczego nie zmienia, oni nadal korzystają i się wyżywają. To, że szykanuje się mnie z tego samego powodu, cóż, też niczego nie zmienia. Tylko, że ja już nie mogę sobie pokorzystać z życia...
|
|
| | | | | | | | | | |  | |
| | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >>Tylko, że ja nie mogę sobie pokorzystać z życia... >Bo co ci na to nie pozwala oprócz własnego mazgajstwa? A zaliczaj sobie laski, szczęść Boże.
Zazdroszczę Ci, że dla Ciebie to tylko kwestia wyboru - chcesz, to zaliczaj. Dla mnie poznanie i namówienie atrakcyjnej dziewczyny na seks, to najtrudniejsza rzecz ze wszystkich, jakie kiedykolwiek w życiu choćby przeszły mi przez myśl. To po pierwsze.
Po drugie w moim wieku tym bardziej nie ma już takich okazji i szans, jak kiedy ma się 20 lat, bo nie ma już nastoletniego towarzystwa. Za późno na poznawanie nastolatek, które to "same zdejmują majtki" i chodzenie z nimi na imprezy... Już nie dla psa kiełbasa...
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | > A jest tak, że nastoletni kolesie chcą uprawiać seks z dziewczynami.Chcą i co z tego, jedni to robią inni nie. Jeszcze inni się tym tylko chwalą. > Nie miłość... tylko seks.Przykro mi, poszukaj innego rozmówcy, ja nie wiem co to jest seks bez miłości. Jestem niesamowitym życiowym szczęściarzem. > A zaliczenie laski jest bardzo satysfakcjonujące.Gratuluję podejścia do kobiet. > Po pewnym czasie seks powszedniejeSerio???? Mnie jeszcze nie spowszedniał.... > Cóż, ja nie miałem dostępu do seksu wtedy, gdy moi rówieśnicy mieli.Tylko się powiesić! > Tylko, że ja już nie mogę sobie pokorzystać z życia...  Kpię, nie zasługujesz na nic więcej. Labidzisz nad sobą, tylko dlatego że omal 20 lat temu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! nie "zaliczyłeś laski" Nie masz szans na satysfakcjonujący seks. Nie masz. Przyczyna jest prosta. Brak uważania dla kobiet. Z Twoim podejściem możesz się tylko masturbować w pochvě.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | W tym wątku rozmówca, który nie rozumie różnicy pomiędzy seksem, a miłością tylko przeszkadza, więc cieszę się, że już nie zasługuję na dyskusję z Tobą. Na dodatek zaprzeczasz sobie sam w obrębie jednej wypowiedzi, najpierw głosząc, że poznawanie dziewczyn dla samego seksu jest takież, ach, złe, a potem - gdy pokazuję Ci, że dla nastoletnich kolesi to standard, dzięki czemu mogą się za młodu wyżyć - piszesz, "co z tego, że chcą". Daruj sobie krucjatę już, skoro jesteś szczęśliwy, to masz na pewno lepsze rzeczy do roboty, pozdro.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | >W tym wątku rozmówca, który nie rozumie różnicy pomiędzy seksem, a miłością tylko przeszkadza,
Nie rozumiem i już nie zrozumiem gdybym chciał spróbować zrozumieć, to żona mi nie pozwoli
Serio myślisz, że wierzę w to, że brak przygodnego seksu z 16-tką jest taką traumą?
Natrząsasz się ze wszystkich na forum i śmiejesz się, że naiwniacy uwierzyli
Zbyszek z Warszawy miał więcej fantazji
Niestety big_żyd zbanowan...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | >Serio myślisz, że wierzę w to, że brak przygodnego seksu z 16-tką jest taką traumą? >Natrząsasz się ze wszystkich na forum i śmiejesz się, że naiwniacy uwierzyli
Jeśli uważasz mnie za trolla, to nie mogę zrobić nic, by Cię przekonać, że jest inaczej. Tym, co mówisz, potwierdzasz natomiast niechcąco, jak bardzo mocno ja i moje życie seksualne odstają od społeczeństwa i jak bardzo są nienormalne. Tak bardzo, że bez względu ile godzin bym płakał, niektórzy nadal nie uwierzą, że można mieć aż tak beznadziejną młodość, że przygodny seks z 16-latką jest nieosiągalnym szczytem marzeń.
I oczywiście spłycasz to nieco, bo gdybyś poczytał ze zrozumieniem, to wiedziałbyś, że nie tyle o sam seks (choć też) chodzi, ale o możliwość decydowania. O możliwość wyboru. Ja nie miałem nigdy wyboru kiedy rozpocząć współżycie. Nie miałem nigdy wyboru z kim rozpocząć współżycie. Nie mogłem wybrać sobie partnerki. Nigdy nie miały znaczenia moje potrzeby. To po prostu nie jest życie, nigdy nie było.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >I oczywiście spłycasz to nieco, bo gdybyś poczytał ze zrozumieniem, to wiedziałbyś, że nie tyle >o sam seks (choć też) chodzi, ale o możliwość decydowania. O możliwość wyboru. Ja nie miałem >nigdy wyboru kiedy rozpocząć współżycie. Nie miałem nigdy wyboru z kim rozpocząć współżycie. Nie >mogłem wybrać sobie partnerki. Nigdy nie miały znaczenia moje potrzeby. To po prostu nie jest >życie, nigdy nie było. I właśnie o tym można pogadać z terapeutą.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | >I właśnie o tym można pogadać z terapeutą.
Pogadać można sobie z każdym... Zmienić nic już z tego nie można...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Przeszłości nie zmienisz, ale możesz zmienić teraźniejszość. I nie potrzeba do tego żadnego terapeuty, choć wydaje mi się, że mogłoby Ci się przydać towarzystwo kogoś komu możesz się wygadać i kto nie będzie tego oceniał jak szarleye, którym chodzi tylko o obronę własnych wierzeń i Głodziki, którym chodzi tylko o to żeby komuś dopiec i postawić się ponad nim jako ktoś rzekomo lepszy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Przeszłości nie zmienisz, ale możesz zmienić teraźniejszość.
Nie mogę mieć takiej teraźniejszości, jaką mają kolesie, których widzę na siłowni i na fb ze ślicznymi, młodymi koleżankami.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | A ja nie mam szans na posiadanie władzy tak jak ci co stoją za politykami rządzącymi. Mam się z tego powodu powiesić?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >A ja nie mam szans na posiadanie władzy tak jak ci co stoją za politykami rządzącymi. Mam się z tego powodu powiesić?
Dostep do władzy mają tylko nieliczni, to nie norma. Dostęp do nastoletniego seksu ma prawie każdy, to norma.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Jakie to ma znaczenie co robią inni i do czego mają dostęp?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | szarley (54913 punktów) | > >Serio myślisz, że wierzę w to, że brak przygodnego seksu z 16-tką jest taką traumą?> >Natrząsasz się ze wszystkich na forum i śmiejesz się, że naiwniacy uwierzyli> Jeśli uważasz mnie za trolla, to nie mogę zrobić nic, by Cię przekonać, że jest inaczej.Uważam Cię za trola, który chce się ponatrząsać z publiki wymyślając historyjkę o ciuliczku, który nie "zaliczył" 16-latki, a wierzy że inni takie "zaliczali" i z tego powodu cierpi jak eunuch w haremie i ma zrypany żywot w wieku 34 lat Otóż, oznajmiam: nie wierzę, że można nabawić się impotenctwa tylko dlatego, że 20 lat temu... Łżesz po to, żeby śmiać się z bytowników forum, którzy dali się nabrać na twoją historyjkę Jeśli przypadkiem jakim piszesz prawdę, to przyczyną twojego nieudanego seksualnego życia jest POGARDA wobec kobiet. Jedynie POGARDA. Oświadczam publicznie: nigdy nikogo nie "zaliczyłem" I jestem szczęśliwym człowiekiem. Głównym zdrojem tego szczęścia jest Kobieta. Kobieta dla której warto żyć, pracować, rezygnować z innych kobiet, budować dom, znosić syberyjskie mrozy i podbiegunowe noce. Jedna, jedyna, cudowna. Taka, której nigdy nie poznasz (o ile piszesz prawdę) bo ty chcesz jak kundel w krzakach "zaliczać" Ominął cię przygodny seks?? Nie! Ominęła Cię największa życiowa satysfakcja: uważanie Kobiety, jej przytulenie, uśmiech, dotyk dłoni, ciepło oczu. Nie rozumiesz? Wiem, że nie rozumiesz. O ile piszesz prawdę, chcesz tylko jak kundel w krzakach "zaliczać", więc nie zrozumiesz. Nigdy nie zrozumiesz. Kobietę nosi się na rękach, żeby zasłużyć na jej uśmiech, w nocy kradnie się kwiaty z samych Hradčan, żeby zasłużyć na iskrę w oku. Nie zrozumiesz. Ty chcesz tylko wydalić spermę. > że można mieć aż tak beznadziejną młodość, że przygodny seks z 16-latką jest nieosiągalnym szczytem marzeń.  Powieś się. Oszczędź swojego jestestwa
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > O ile piszesz prawdę, chcesz tylko jak kundel w krzakach "zaliczać", > więc nie zrozumiesz. Nigdy nie zrozumiesz
Trudno nam będzie zrozumieć kogoś, kto od początku miał spore potrzeby seksualne, jeśli i Ty lub ja mieliśmy jakieś tam, z którymi sobie jakoś radziliśmy.
Kolega opowiadał mi kiedyś jak był na kolonii wychowawcą. Musiał dzieciaki nastoletnie bardzo niekiedy pilnować, by na noc byli w swoich łóżkach. Każdy wychowawca kolonijny ci to powie. Czy to zaliczanie w krzakach? Jak najbardziej, wydaje mi się że niedobrze jest tym gardzić. Czy to robią wszyscy? Oczywiscie nie. Sądzę, że nawet nie 10%. Nicktaki zatrzymał się szeroko w wielu miejscach na etapie myślenia nastolatka + w tym jest jeszcze coś, czego mój inżynierski umysł nie ogarnia. O tyle dziwne, że wielu w jego sytuacji jednak szło dalej. Wydaje mi się, że sprawę umacnia monstrualna wprost nienawiść do swoich rodziców. Bardzo dużo tutaj przesady. W zasadzie jedna przesada goni drugą. Dziwna jest dla mnie decyzja a propos swojej przyszłości którą ponoć hamuje coś, co już się stało i nijak nie można tego zmienić (bo wehikuł czasu nie istnieje). Każdy natomiast, kto to kwestionuje spotyka się albo z odrzuceniem, albo z pretensjami typu "miałeś dziewki w wieku nastu lat i.. g*no możesz o wszystkim wiedzieć - w tym o psychoterapii".
Ten tekst natomiast najbardziej mnie zadziwia: "nie tyle o sam seks (choć też) chodzi, ale o możliwość decydowania. O możliwość wyboru".
Kto z nas w wieku nastu lat miał możliwość wybrania czegoś? Ja w zasadzie wybrałem dwie rzeczy: szkołę sportową i technikum. O resztę naprawdę nikt się mnie nie pytał. O jakim wolnym wyborze w wieku nastu lat zatem tu mowa?
Chłop ma po prostu pecha, że urodził się w takiej rodzinie która albo ważnych rzeczy zakazywała, albo od tłumaczenia ważnych rzeczy stroniła (pewnie sami mieli dużo gorsze dzieciństwo). Czy to jednak tłumaczy siedzenie nicktakiego na czterech literach i biadolenie, że nic się już nie da zrobić? Czy to tłumaczy jego kolejne błędne założenie podczas gdy dziesiątkom tysięcy psychoterapia pomaga? Oczywiście najłatwiej wydzie nieprzekazanie kija w du*pie dalszym pokoleniom nie płodząc ich. Ech, gdyby chłop naprawdę nie miał świadomości gdzie jest i co jest powodem. Ale częściowo ma.
Osobiście przestałem z nim rozmawiać, bo nawija jak zdarta płyta albo jak kto woli: w koło Wojtek. Wg mnie na jego zasadach nie warto brać w tym udziału.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | A mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz. Ciekawe jaka to wielka przemiana w nim zaszła, skoro wtedy bał się panicznie dziewczyn do tego stopnia, że ich nie tknął, mimo, że na niego nogi zakładały, a teraz głównym problemem jest brak wehikułu czasu. Wychodzi więc na to, że gdyby taki się znalazł, to by poszedł jak w dym  Ciekawe. Taka przemiana to nie bagatela.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | 4poryroku (951 punktów) | > A mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz. Ciekawe jaka to wielka przemiana w nim zaszła, skoro wtedy bał się panicznie dziewczyn do tego stopnia, że ich nie tknął, mimo, że na niego nogi zakładały, a teraz głównym problemem jest brak wehikułu czasu. Wychodzi więc na to, że gdyby taki się znalazł, to by poszedł jak w dym Ciekawe. Taka przemiana to nie bagatela.> dajmonionW wziąłeś pod uwagę, że to jest prowokacja od samego początku? Jego nieprzemakalność na argumenty jest przynajmniej zastanawiająca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ciekawe. Taka przemiana to nie bagatela.Racja, przeoczyłem to. Stawiam, że coś się musiało stać, albo spotkał kogoś (może grupę) albo przeczytał jakąś książkę lub oglądnął film. Jeśli spotkał kogoś i to była dziewczyna, naprawdę ma komu dziękować. W misterną prowokację jakoś nie wierzę, choć to być może błąd. Ja to kurcze ufny jestem i nic nie poradzę 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | > > Ciekawe. Taka przemiana to nie bagatela.> Racja, przeoczyłem to. Stawiam, że coś się musiało stać, albo spotkał kogoś (może grupę) ...... czytelników, którzy polemizują z jego bajkami Jacku.. nie można być aż takim kretynem, żeby unikać seksu w wieku lat 34, bo przyczyną jest zawiść wobec kundli w krzakach... ( Olsonowi skończył się ban, ciekawe czy coś przemyślał  )
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Olsonowi skończył się ban, ciekawe czy coś przemyślał  Stawiam na focha. A najlepiej niech się nasz kibol-niewitka przerzuci na konkurencję np. onet, płakać nie będę 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Jacku.. nie można być aż takim kretynem, żeby unikać seksu w wieku lat 34, bo przyczyną jest zawiść wobec kundli w krzakach...
Nie zawiść, ja im nie żałuję, niech to robią, nie chcę, żeby przestali... Po prostu zazdroszczę im, bo też bym chciał, a nie mogę... Nigdy coś, co dla "kundli w krzakach" jest banalne, dla mnie nawet nie było osiągalne... I to jest masakra, mimo tego wszystkiego, co napisałem o sobie tu obok... To wszystko niszczy. Sprawia, że odechciewa mi się starać o kogokolwiek, skoro i tak nie mogę już postarać się o te dziewczyny, które naprawdę mi się podobają, a dla kolesi o pół życia młodszych ode mnie, to wszystko jest na wyciągnięcie ręki...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > przyczyną jest zawiść wobec kundli w krzakach...
Zazdrość. Krzaki trzeba by mnożyć chyba przez setkę, a w nich setka ba, co ja mówię - pięćsetka dziewczyn od 12go do 19 roku życia. Krystkon w wieku 32 lat zapragnął mieć karocę i pałac, a w nim później z tuzin dzieci. Nie mógł tego mieć, więc umierał tu tysiące razy z zawiści że inni siedzą w szklanych wieżowcach i wg niego popijają kawkę lub wyszukaną herbatę z Chin gdy on jeździ po Berlinie dostawczakiem nie jeżdżąc.
Nicktaki podobnie - wielu jeśli już musi, znajdzie sobie coś co nie pozwoli mu pójść dalej tylko dręczy tym zmęczonych forumowiczów. Jak nie seks z 500-tką nastolatek to karoca i pałac. Jak nie pałać, to fetyszyzm połączony z pogardą.
Zapisałeś się na fR, ale ostatnio masz wykazywać zręczność psychiatry. Faktycznie szkoda, że big_zydy zbanowane..
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | >> przyczyną jest zawiść wobec kundli w krzakach... >Zazdrość. Krzaki trzeba by mnożyć chyba przez setkę, a w nich setka ba, co ja mówię - pięćsetka dziewczyn od 12go do 19 roku życia.
Dlatego nie wierzę w te jego bajeczki. Siedzi całą noc przed kompem i ma ubaw, że wkręca bytowników racjonalistycznego forum. Przecież nie da się być aż taką łajzą!!
Niejeden facet z piątką z przodu miewał okazje z nastolatkami
Nawet starszy pan, po kolejowej podróży z Warszawy do Bielska w przedziale z bardzo młodą dziewczyną może zażartować, że ją zaprosi na randkę i czasem dostanie odpowiedź w stylu "Znam w Bielsku fajną kafejkę" Tylko musi z nią rozmawiać a nie przemian płakać, że jej nie "zaliczył" lub wpatrywać się w jej dekolt. Żadna dziewczyna nie zainteresuje się facetem który się ślini lub płacze
>Faktycznie szkoda, że big_zydy zbanowane.. Szkoda.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Mam przemożne wrażenie, że część bytowników naszego forum nie tylko chciałaby wrócić do wieku bycia nastolatkiem, ale na stałe tam zakotwiczyć. Kiepskiego lub nieprzeżytego wg naszych wizji dzieciństwa nic nie wróci, dlatego uważam że nie ma sensu tam parkować. A jeśli ma się taką psychiczną skłonność, należy poszukać specjalisty, żeby tamto mogło wreszcie odejść. A wraz z tym niszczące żal złość i wqrw. Nicktaki jednak uważa inaczej, chce się zadręczać, że na fejsie nie odpisuje mu 100 nastolatek tylko jedna "wybrakowana"  bo koło 30ki i z dzieckiem  - cóż, jego prawo 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Nicktaki podobnie - wielu jeśli już musi, znajdzie sobie coś co nie pozwoli mu pójść dalej tylko dręczy tym zmęczonych forumowiczów. Jak nie seks z 500-tką nastolatek to karoca i pałac.
Widzisz, Jacku, teraz niestety przekręcasz. Raczej mało ludzi na świecie, o ile ktoś w ogóle, urpawiali seks z 500 nastolatek. Ale większość uprawiała z nastolatkami, była z nimi w związkach, czy innych relacjach intymnych i to naturalnie, kiedy sami byli jeszcze młodzi, a nie musieli je sponsorować, albo przynajmniej ukrywać swój prawdziwy wiek, by mieć jakąkolwiek szansę. Więc, jak widzisz, ja nie chcę wcale czegoś wyjątkowego, czy nieosiągalnego (dla większości), jak pałac.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Raczej mało ludzi na świecie, o ile ktoś w ogóle, urpawiali > seks z 500 nastolatek
Oczywiście że przerysowuję dla podkreślenia absurdu twoich marzeń i tęsknot.
> Ale większość uprawiała z nastolatkami
Nie ja.
> była z nimi w związkach
Nie ja.
> czy innych relacjach intymnych
Nie ja.
> i to naturalnie, kiedy sami byli jeszcze młodzi, a nie musieli > je sponsorować, albo przynajmniej ukrywać swój prawdziwy wiek, > by mieć jakąkolwiek szansę
Nie ja. Zacząłem po 20-tce.
> Więc, jak widzisz, ja nie chcę wcale czegoś wyjątkowego, > czy nieosiągalnego (dla większości), jak pałac.
Zrozum chłopie, że wtedy w twoich konkretnych okolicznościach było to dla ciebie nieosiągalne. Gdyby babcia miała wąsy, to byłaby dziadkiem. Ale nie miała.
Miałeś takich rodziców a nie innych i choćbyś wyciskał ich jak tubkę pasty, wiele więcej by z nich nie wyszło, poza tym co już znasz. Nie miałeś szans, los ci ich nie dał. Ale teraz masz.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Zrozum chłopie, że wtedy w twoich konkretnych okolicznościach było to dla ciebie nieosiągalne. >Gdyby babcia miała wąsy, to byłaby dziadkiem. Ale nie miała. >Miałeś takich rodziców a nie innych i choćbyś wyciskał ich jak tubkę pasty, wiele więcej by z nich nie wyszło, poza tym co już znasz.
Ale to ja doskonale rozumiem, co się stało, to się stało, nie mogło stać się inaczej. I dlatego właśnie nie chcę tego życia.
>Nie miałeś szans, los ci ich nie dał. Ale teraz masz.
No właśnie nie mam. Nie mam już szans na posiadanie normalnego życia. Na to, by móc wpisać w Google "facet po 30" i móc przeczytać jakikolwiek artykuł, który potwierdzałby, że jestem częścią społeczeństwa. Nie jestem. Jestem zjebanym odpadem. Odchyłem. Nic, co jest napisane dla ludzi i o ludziach się do mnie i mojego życia nie stosuje. Nie mam już szansy, by być normalnym spełnionym tak, jak inni facetem. Przegrałem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > > Ciekawe. Taka przemiana to nie bagatela.> Racja, przeoczyłem to. Stawiam, że coś się musiało stać, albo spotkał kogoś (może grupę) albo przeczytał jakąś książkę lub oglądnął film.> Jeśli spotkał kogoś i to była dziewczyna, naprawdę ma komu dziękować.> W misterną prowokację jakoś nie wierzę, choć to być może błąd. Ja to kurcze ufny jestem i nic nie poradzę  Bo ja przeszedłem niebagatelną przemianę. Wystarczyło mnie zapytać, zamiast się zastanawiać. Niestety, moje życie jest takie, że jeśli piszę dosłownie i szczerze, to ludzie po prostu nie wierzą. Nie uwierzylibyście też, gdbyście poznali mnie osobiście. Jestem przystojnym, bardzo wysportowanym, ładnie zbudowanym facetem. Wśród kobiet budzę zainteresowanie i teraz już to wiem, wśród facetów respekt i też już to wiem. Wiele osób mi o tym powiedziało lub dało do zrozumienia. Nie licząc całkowitych i żenujących niewypałów z Internetu oraz prostytutek, uprawiałem seks z trzema dziewczynami. Pierwsze dwie, z którymi byłem w związkach i jeszcze dwa lata później przez parę miesięcy z nową koleżanką. Od początku był to seks bardzo wyuzdany i perwersyjny, z wszystkimi trzema. Wszystkie były uległe, a ja dominujący i kreatywny, i wiem, że im się podobało, nie mam na tym polu kompleksów (kiedy byłem jeszcze prawiczkiem, myślałem, że mam małego penisa i to był dramatyczny kompleks, później okazało się, że jest zupełnie w porządku). Szybko się uczę i w łóżku z dziewczynami bardzo szybko zacząłem się czuć, jak ryba w wodzie, nigdy nie miałem problemu z tym co i jak robić, żeby jej się podobało. Od pewnego czasu zacząłem też rozumieć i przypominać sobie wiele sytuacji, które bardzo bezpośrednio świadczą o tym, że nie byłem za młodu nieinteresujący dla dziewczyn, bo interesowały się mną i uważały za atrakcyjnego chłopaka - oczywiście do momentu, kiedy okazywało się jak wycofany jestem. Nie zmieniła mnie żadna pojedyncza książka, film, ani osoba. Zmieniałem się bardzo powoli przez całe lata. Głównie chodzi o to, że zacząłem sobie zdawać sprawę, że fizycznie podobam się kobietom. Mam też całkiem inteligentne poczucie humoru, którego w tym wątku nie pokażę. Zdałem też sobie sprawę z tego, że praktycznie pod każdym względem (pomijając samotność i bycie singlem) większość facetów może mi zazdrościć. Wyglądu, zdrowia i pracy. Mam pracę, która jest właściwie moim hobby i po prostu ją lubię, poza wstawaniem rano, którego nienawidzę, mógłbym robić to samo za darmo i nadal by mnie ciekawiło. Do tego płacą mi dobrze, bo jestem bardzo dobry w tym, co robię. To pokłosie tego, że praktycznie całe życie spędziłem w książkach i czasopismach technicznych, oraz z nosem w elektronice i komputerach. Wtedy, gdy inni spędzali ten czas z nosami w majtkach koleżanek... Mam fajny samochód, właśnie wykańczam nowe mieszkanie. Dużo rozmawiałem z ludźmi, pisałem w necie, na forach, blogach. Z czasem zacząłem zauważać, że kobiety uważają mnie nie tylko za przystojnego, ale też inteligentnego faceta. Zdałem sobie sprawę, że często mam większą wiedzę na wiele tematów, niż ludzie, którzy próbują taką wiedzą szafować. Powoli zacząłem składać to wszystko do kupy i rozumieć, że nie muszę być wycofany, bo reprezentuję sobą (albo raczej - potrafię reprezentować) więcej, niż większość osób wokół. Zresztą już w podstawówce było tak, że chłopaki imponowali dziewczynom rzeczami, w których ja wiedziałem, że byłem znacznie lepszy. Tylko, że o tym zawsze milczałem. Ostatnim ogniwem składanki było więc wyzbycie się nieśmiałości. I wyzbyłem się jej bardzo, bardzo niedawno. Teraz na codzień jestem naprawdę łagodnie pewnym siebie facetem, także w towarzystwie kobiet. Mam coraz więcej koleżanek, m.in. studentek, coraz częściej jestem duszą towarzystwa, dziewczyny prawie natychmiast zaczynają mnie lubić. Nie mam też problemu z flirtowaniem... poza tym, że... no właśnie... poza tym, że wystarczy, że któraś napisze do mnie na fb, a ja tuż obok widzę zdjęcia nastolatek... I od razu wszystkiego mi się odechciewa. I natychmiast wszystko czym jestem i całe życie, jakiego się nauczyłem, traci zupełnie znaczenie, bo jest po prostu za późno... Bo gdybym był choćby przeciętnie ogarnięty w takim wieku, jak inni, to rzeczy, które wiem teraz, wiedziałbym i wykorzystywał 15 lat temu... Widzę dziś co i jak piszą kolesie do dziewczyn na fb... Do jakich dziewczyn... I wiem, że ja do takich dostępu już miał nie będę nigdy. Nie pożyję tak, jak oni. I co mi z tego, że wzbudzam zainteresowanie tych o 10, czy 15 lat starszych... które kiedyś przecież same były nastolatkami i wtedy inni kolesie z nimi się bawili, sypiali... A ja nie byłem w stanie. Zawsze będę od tych kolesi gorszy i nie ma znaczenia jak mało błędów ortograficznych robię, ile zarabiam, czy jak szybko biegam. Nie ma znaczenia... I wszystko wraca do jednej konkluzji. Wszelkie przymioty, jakie zdobyłem przez całe to życie, to odpady, które zdobywałem w ogóle tylko dlatego, że nie mogłem po prostu cieszyć się tym, czym inni... Bo kiedy ja rozbierałem sprzęty, oni rozbierali koleżanki... Kiedy ja czytałem książki o życiu, oni żyli... Więc po prostu jestem skutkiem ubocznym tego, czego nie chciałby nikt... I wiem, że cały ten tekst brzmi, jak wzór prowokacji... Nie jest nią. Ja mam to w dupie, mogę to udowodnić jak chcecie, mogę się z Wami spotkać i to udowodnić... Nigdzie nie skłamałem w tym całym wątku. A że wszystko według was nie trzyma się kupy... gdyby się trzymało nie byłoby mnie tutaj...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Rozpisałeś się tu na temat tego jaki to jesteś zajebisty, żeby potem wyszła Ci konkluzja, że jesteś chu..wy, bo z przyczyn niezależnych od Ciebie nie dymałeś w dzieciństwie. Prawdopodobnie zrobiłeś to dlatego, że Głodzik i szarley zaczęli Cię obrażać za to, że masz problem. Wg mnie zbytnio zwracasz uwagę na innych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Prawdopodobnie zrobiłeś to dlatego, że Głodzik i szarley zaczęli> Cię obrażać za to, że masz problem. Wg mnie zbytnio zwracasz uwagę na innychZacytujmy zatem, co napisałem i na co odpowiada nicktaki: Cytat:Jeśli spotkał kogoś i to była dziewczyna, naprawdę ma komu dziękować. W misterną prowokację jakoś nie wierzę, choć to być może błąd. Ja to kurcze ufny jestem i nic nie poradzę 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | nicktaki (178 punktów) | >Jeśli spotkał kogoś i to była dziewczyna, naprawdę ma komu dziękować.
Ano właśnie... Dziękować, że łaskawie w ogóle ktokolwiek mi się trafił... Bo to dla mnie takie unikatowe... Gdy inni po prostu jeśli chcą, to idą i zaliczają... Boże, jakim jestem dnem dna...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > A mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz. Ciekawe jaka to wielka przemiana w nim zaszła, skoro wtedy bał się panicznie dziewczyn do tego stopnia, że ich nie tknął, mimo, że na niego nogi zakładały, a teraz głównym problemem jest brak wehikułu czasu. Wychodzi więc na to, że gdyby taki się znalazł, to by poszedł jak w dym Ciekawe. Taka przemiana to nie bagatela.Dojrzał i dostrzegł, że wartości jakie mu wkładano do głowy to bzdury. Zorientował się, że zmarnował najlepszy okres życia na bycie mnichem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Kolega opowiadał mi kiedyś jak był na kolonii wychowawcą. Musiał dzieciaki nastoletnie bardzo niekiedy pilnować, by na noc byli w swoich łóżkach. Każdy wychowawca kolonijny ci to powie.
Ech.......
...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Łżesz po to, żeby śmiać się z bytowników forum, którzy dali się nabrać na twoją historyjkęWyobraziłem sobie, że mam normalne życie, a to wszystko napisałem, by ponabijać się z naiwniaków na forum. I bardzo chciałbym, żeby tak właśnie było... Ech... > Jeśli przypadkiem jakim piszesz prawdę, to przyczyną twojego nieudanego seksualnego życia jest POGARDA wobec kobiet. Jedynie POGARDA.Jest dokładnie odwrotnie. Nie zaliczałem jak inni, bo byłem introwertycznym romantykiem, który wierzył we wspaniałą miłość, delikatność wobec kobiet i to, że któraś doceni fakt, że nie biegam za spódniczkami, jak inni. Oczywiście dokładnie przez to przegrałem życie. Inni GARDZILI kobietami tak, że zaliczali co tydzień inną. I tyle na temat gardzenia i jego efektów. > Ominęła Cię największa życiowa satysfakcja: uważanie Kobiety, jej przytulenie, uśmiech, dotyk dłoni, ciepło oczu.> Nie rozumiesz?> Wiem, że nie rozumiesz. O ile piszesz prawdę, chcesz tylko jak kundel w krzakach "zaliczać", więc nie zrozumiesz. Nigdy nie zrozumiesz.Nie ominęło. Miałem dwie dziewczyny, każda z nich naprawdę mnie kochała. Oczywiście już od lat żadna z nich się do mnie nie odzywa. Uważam, że kocham je obie i nigdy nie przestanę. Czasem spojrzę na zdjęcie i wybucham płaczem za tym, co straciłem, za najpiękniejszym, co w życiu mnie spotkało - ich miłością i bliskością. I bylibyśmy razem nadal, szczęśliwi, gdyby nie to, że nigdy nie czułem się, jak prawdziwy facet. Jak facet, który ma kontrolę, który ma wybór wśród kobiet. Dla którego zdobycie laski na seks nie jest żadnym problemem, dlatego zależy mu na tym, by znależć tę jedną, wyjątkową. Ja nie mogłem chcieć tej jednej, wjątkowej, bo nie miałem żadnego wyboru, nie mogłem powiedzieć: te nie są wartościowe, są puste, są jakieś, ale ta jest wspaniała, najdroższa memu sercu ze wszystkich, wybieram ją i ją chcę kochać. A wszyscy wokół tylko trąbili jakie to puste laski są łatwe, jakie to banalne... Dla mnie nie było banalne... dlatego zawsze wiedziałem, że jestem gorszy od innych facetów, dla których zdobycie takiej laski, to pikuś. Dlatego nie potrafiłem być szczęśliwy ani ze sobą, ani z wspaniałymi dziewczynami, które mnie pokochały. Ty nie masz, człowieku, pojęcia, jakim ja jestem (byłem) ciepłym i opiekuńczym facetem. Moja druga miłość, to był największy Skarb, jaki sobie może wyobrazić mężczyzna. A ja widziałem, jak ona chwali się koleżankom, jakiego świetnego faceta znalazła, jak one mnie akceptują, jak jestem natychmiast lubiany. Jak później mówią: myśleliśmy, że Wy już zawsze będziecie razem, byliście taką idealną parą... Nie byliśmy. ALE BYLIBYŚMY. GDYBYM W MŁODOŚCI POŻYŁ, JAK FACET I TYM FACETEM SIĘ CZUŁ. Gdybym nie był gorszy od przeciętnego nastolatka. Gdybym miał kontrolę, gdybym wiedział jakie to całe zaliczanie łatwych lasek jest banalne, trywialne i niewarte świeczki. Gdyby było to dla mnie tak banalne, jak dla wszystkich wokół... Dziś byłbym szczęśliwym ojcem i mężem, tulilibyśmy się jak kiedyś, całowałbym ją, jak kiedyś, w wystającą spod kołdry stópkę, kiedy rano jeszcze spała, gdy ja wychodziłem. Zmienialibyśmy prześcieradło, które zasikał nam kot, a potem znów zapomnielibyśmy zamknąć okna i wstydzili się wyjść z domu, bo wszyscy słyszeli, jak krzyczała przy czwartym, orgazmie. Przy piątym zemdlała. Często mdlała, bo miała słabe serduszko i kłopoty z wątrobą. Byłem wtedy takim tchórzem, bałem się robić jej te zastrzyki, ale tuliłem się wtedy do jej nóg, albo całowałem. Boże, jak się cieszyliśmy, kiedy wirus zszedł do zera. Mam wciąż wyrwane kartki z kalendarza, gdzie zaznaczałem te zastrzyki: prawa strona, lewa strona. Ostatni. Potem wirus wrócił, zapalenie wątroby typu C jest nieuleczalne, w każdym razie nie za pieniądze, jakie kiedykolwiek moglibyśmy zobaczyć, ale da się z tym żyć. I dziś nadal łapałbym ją kiedy mdlała, uwielbiałem być jej aniołem stróżem. Właściwie zdarzyło się to tylko dwa, czy trzy razy, ale raz po karuzeli. Wtedy było naprawdę groźnie, ocknęła się i niczego nie pamiętała. Za chwilę znów. To było, jak w "Pamiętniku". Boże, jak ja ją kochałem. Gdybym tylko wtedy to wiedział... gdybym tylko był facetem, jak inni... Za kilkanaście lat naszym nastoletnim dzieciom powiedziałbym co jest w życiu ważne. Nie patrzyłbym z zazdrością na koleżanki, które przyprowadzają do domu, bo sam miałbym najwspanialszą kobietę świata, a nastoletnie trzpiotki wywoływałyby u mnie łagodny uśmiech na myśl o tym, jak wiele muszą jeszcze zrozumieć na temat życia. I na myśl, jakie głupoty sam robiłem z takimi za młodu  ... Niestety, moja szansa już nie jest moja. Miesiąc temu trafiłem na facebooku na sesję zdjęciową z ich nowonarodzoną córeczką. Chyba nie zgodziłbym się takie imię  ale zgodziłbym się na wszystko inne... Ale teraz to on jest szczęśliwym mężem i ojcem. Cztery lata temu, tuż po tym, jak odeszła do niego, włączyłem netbooka, którego dawno nie używałem. Zahibernowany system potrafi zaskoczyć. W przeglądarce wciąż była zalogowana na swoją pocztę... Przeczytałem tylko jeden list od niego, tylko jeden był. Pisał w nim, jaka jest dla niego ważna i jaka wyjątkowa. Że to czego doświadczył wcześniej, że te "więcej, niż kilka" niedojrzałych siks, to żadne porównanie i żadne wyzwanie, że ona jest dla niego prawdziwym wyzwaniem i wyjątkiem. Wierzę mu. > Powieś się. Oszczędź swojego jestestwaGdybyś tylko rozumiał, jak bardzo bym chciał...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > wierzył we wspaniałą miłość, delikatność wobec kobiet i to, że> któraś doceni fakt, że nie biegam za spódniczkami, jak inni.> Oczywiście dokładnie przez to przegrałem życie. Inni GARDZILI kobietami tak,> że zaliczali co tydzień inną. I tyle na temat gardzenia i jego efektów I doświadczeń tego niedoszłego GARDZENIA żałujesz? Nie rozumiem. Piszesz serio, czy się nabijasz? > wybieram ją i ją chcę kochać(..) Skarb, jaki sobie może wyobrazić> dziś nadal łapałbym ją kiedy mdlała, uwielbiałem być jej aniołem stróżemHm. I czujesz tak nadal? Wiesz, po jakim czasie z reguły mija taki stan? U ciebie nie minął, co mnie przyznam nieco dziwi. > to czego doświadczył wcześniej, że te "więcej, niż kilka"> niedojrzałych siks, to żadne porównanie i żadne wyzwanie, że ona> jest dla niego prawdziwym wyzwaniem i wyjątkiem.> Wierzę mu.Ty chyba wierzysz w magię. A w czym to doświadczenie mu niby pomogło? Uważasz, że można stać się mężczyzną, długofalowo atrakcyjnym i dającym realne oparcie gościem swojej wybrance po.. doświadczeniach w krzakach z sziksami?  Bardzo przewrotne i po prostu tak głupkowate, że brak mi słów. Jak myślisz, co by się w twoim zachowaniu zmieniło po tych jakimś cudem urealnionych i wyuzdanych macankach i figlach z rówieśniczkami począwszy od 14 roku życia? Ale proszę konkretnie, nie jakieś ogólne pierdoły.Czym byś ją mógł wtedy zatrzymać? Co byś robił, a czego nie?
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > I doświadczeń tego niedoszłego GARDZENIA żałujesz? Nie rozumiem.> Piszesz serio, czy się nabijasz?Nie doświadczenia gardzenia. Stanu, w którym dostęp do kobiet jest tak banalny, że można nimi gardzić, a i tak ich nie brakuje. Co jest pospolite wśród młodych kolesi. Ja jestem takim zerem, że całą swoją energię musiałbym poświęcić, żeby mieć jakiekolwiek szanse u choćby jednej średniej laski, podczas gdy młodzi kolesie mają po dziurki w nosie lasek, o których ja mogę tylko marzyć i oglądać na facebooku. > Hm. I czujesz tak nadal? Wiesz, po jakim czasie z reguły mija taki stan?> U ciebie nie minął, co mnie przyznam nieco dziwi.U innych mija, bo mają alternatywy, do których mogą szybko uciec. > Ty chyba wierzysz w magię. A w czym to doświadczenie mu niby pomogło?> Uważasz, że można stać się mężczyzną, długofalowo atrakcyjnym i dającym realne oparcie gościem swojej wybrance po.. doświadczeniach w krzakach z sziksami?Oczywiście, że tak. Trzeba zaznać tego i się wyszumieć, wiedzieć, że ma się kontrolę nad tą częścią życia, że ma się wybór, że nie trzeba za tym tęsknić i marzyć. I wtedy jako zaspokojony facet, można żyć szczęśliwie na kolejnych etapach życia. Ja tego nie wymyślam, taka jest normalna, pospolita kolej rzeczy, tak to działa i to naturalne, że młodość to szaleństwa i wygłupy, a z czasem wartości się zmienia. Ale trzeba najpierw mieć zaspokojone podstawowe tęsknoty. > Jak myślisz, co by się w twoim zachowaniu zmieniło po tych jakimś cudem urealnionych i wyuzdanych macankach i figlach z rówieśniczkami począwszy od 14 roku życia?Byłbym normalnym facetem. Nie wyłączałbym muzyki, filmu, nie zamykał książki, czytając o młodych ludziach. Nie wychodziłbym z lokalu widząc młode dziewczyny i kolesi z nimi. Nie szedłbym płakać do domu, widząc na ulicy młode dziewczyny i kolesi z nimi. Nie płakałbym w łóżku, słysząc wieczorem chichot młodych dziewczyn na ławce pod blokiem z kolesiami. Nie milknąłbym i nie mówił, że muszę iść do domu, gdy ktoś wspomniałby coś o "głupotach" jakie robił w młodości. Próbowałbym podrywać dziewczyny i mógłbym się tym cieszyć, bo wiedziałbym, że nie odstaję od innych kolesi, a teraz nawet jeśli poderwałbym fajną dziewczynę, to i tak zdałbym sobie sprawę, że większość młodych kolesi ma dostęp do młdoszych i atrakcyjniejszych bez wysiłku. A ja, beznadziejny boroczek, miałbym się cieszyć, że udało mi się łaskawie poznać jedną w wieku 34 lat. Żałosne. Każdy taki nastolatek jest lepszy ode mnie, każdy mógłby mi splunąć w twarz i wyśmiać, a ja, bez względu na swoją reakcję na zewnątrz, wewnątrz wiedziałbym, że on ma rację. Że jestem przy nim dnem. Bo mogę mu tylko zazdrościć tego, co w męskim życiu najważniejsze. I już nigdy tego, co on, nie zdobędę... > Ale proszę konkretnie, nie jakieś ogólne pierdoły.Czym byś ją mógł wtedy zatrzymać? Co byś robił, a czego nie?Niewiele musiałem robić, bo ona mnie kochała. Wystarczy, że byłbym normalny. Że nie przestawałbym się odzywać i nie popdadał w skrajne przygnębienie za każdym razem, kiedy widziałem, jak jej koledzy ze studiów bawią się z laseczkami, za każdym razem, kiedy ktoś wspomniał o tym jacy niektórzy to podrywacze i zaliczacze, albo cokolwiek o gimnazjum, czy liceum... Jak to się wtedy robiło głupoty, imprezowało itd. Że nie czułbym się jak dno przy jej znajomych i nie był w stanie przyjść na imprezę po jej obronie, bo wiedziałem, że jestem gorszy od większości jej kolegów, którzy z dziewczynami bawili się od lat. Od niej, bo sama zaczęła upraiwać seks mając 14 lat. Od tych, z którymi to robiła wtedy. Ale nie byłem w stanie docenić i cieszyć się byciem z nią, bo wiedziałem już, że nigdy nie będę normalnym facetem, jak inni, zawsze musiałbym tylko udawać, że TERAZ mam dziewczynę, heh, wielkie osiągnięcie dla takiego dna jak ja, podczas gdy wszyscy inni mieli to już mając naście lat, a do tego czasu to nie wiadomo ile razy... Szkoda słów...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Jeśli to co piszesz jest prawdą, no to schemat jest prosty:
Brak doświadczeń w młodości + źli rodzice = wzorzec bycia gorszym
Przez wzorzec bycia gorszym nie możesz nawiązać relacji na jakiej Ci zależy.
Obwiniasz za to wzorzec bycia gorszym, czyli wydaje Ci się, że winna jest przeszłość, która wyryła się na trwałe w Twojej psychice.
Mogę Ci podać rozwiązanie, ale ludzie rzadko słuchają rad. Poczytaj sobie Nietzschego. Jeśli dobrze zrozumiesz przekaz, to zauważysz pewnie, że masz dużo cech charakterystycznych dla moralności niewolników. Wzorzec bycia gorszym wyrył się na Twojej psychice, ale możesz go zlikwidować. Jeśli osiągniesz emocjonalny spokój i będziesz umiał patrzeć na siebie krytycznie, to automatycznie wynikną z tego zalety, które sprawią, że przestaniesz się wstydzić tego kim jesteś i czuć się gorszym.
To co ja tu widzę to rozbieżność między tym kim chciałbyś być, a tym kim się czujesz i czujesz się gorszy, bo tak cię ukształtowały doświadczenia życiowe.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > kochać musisz nauczyć się sam
Jedna uwaga - powyższe zdanie można zrozumieć co najmniej dwuznacznie. Nikt nie nauczy się miłości sam. Każdy uczy się miłości od kogoś.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Dla wszystkich praktycznie ludzi seks z dyskotekową dajką, albo pustą nastolatką jest takim banałem i tak trywialny, że nim gardzicie. Gwarantuję Ci, że co najmniej połowa nie tylko ludzi, ale wręcz ludzkości nigdy się na "seks z dyskotekową dajką albo pustą nastolatką" nie nasadzała.
Ale może tylko pomyliłeś fora.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
 | | nicktaki (178 punktów) | >Gwarantuję Ci, że co najmniej połowa nie tylko ludzi, ale wręcz ludzkości nigdy się na "seks z dyskotekową dajką albo pustą nastolatką" nie nasadzała.
Jasne, że tak. Nie nasadzali się, bo wiedzieli, że jest to tak banalne i trywialne do osiągnięcia, że nie przedstawiało dla nich żadnej wartości. Zresztą mieli lepsze alternatywy. W tym, o czym ja mówię, nie chodzi o samą czynność seksu (choć ona jest jedynym dowodem, że faktycznie był on w zasięgu), ale o fakt posiadania wyboru. O kontrolę nad własnym życiem seksualnym, o możliwość podjęcia decyzji. Ja nie wiem, czy gdybym miał te dyskotekowe dajki na skinienie w ogóle bym z tego korzystał. Być może bym spróbował, a potem zajął się "wyższymi" hobby i zainteresowaniami. Nie wiem. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że nie miałem wyboru, nie było ważne czego chcę, nie mogłem podjąć decyzji, nie miały znaczenia moje potrzeby. Deprywacja przez wiele lat, podczas, gdy dla innych zdobycie tego jest tak banalne. Skoro nawet najbardziej tępi, niewykształceni, nieodpowiedzialni, niedojrzali i tak szydzeni przez społeczeństwo prości dyskotekowi zaliczacze nie mają żadnego problemu ze zdobywaniem seksu na codzień, to jakim dnem jestem ja, że nawet ten poziom jest dla mnie dalece nieosiągalny? Nie o tym mówię, że tego chcę, mówię o tym, że gdybym chciał, to coś co dla wszystkich innych jest bezproblemowe, dla mnie jest nieosiągalne, jestem gorszy od tych nawet, których powszechnie daje się za przykład najgorszych... To nie jest męskie życie...
|
|
|  | | Max Golonko (1811 punktów) | Orgazm faceta trwa kilka sekund - jest fajny ale jak sie normalnie pomysli to brak kobiety nie stwarza probelmu. Zdarza się nawet facetom w moim wieku, wysokim, w miarę przystojnym, ze kobieta całymi tygodniami ma jakis problem, focha, wyjazd i trzeba radzić sobie samemu z ewentunym podparciem się obrazkiem z internetu.
Kobiety zdobywa sie kulturalną rozmową i realizowaniem postawy:
elegancki, elokwentny, opienkuńczy, czuły.
Zaprasza się na kawę, do kina a nie od razu na chatę.
Nie seks jest ważny tylko randka , rozmowa, znajomość.
Kobiety bardziej potrzebują meżczyzn niż my ich!
Orgazm załatwisz sobie sam - żaden dyshonor! To kika sekund przyjemności nie fetyszyzuj tego i nie rób z tego religii
Masz problemy wydumane.
Wyjdz z domu idż do filharmonii na kręgle na salę gimnastyczną, do kina, do baru, rozglądaj się moze jakaś kobieta odpowie na twój uśmiech
Zapisz sie na
www.twoo.pl
znam sensownych ludzi plci obojga co poznali kogos na twoo.pl
pogadaj z kobietami, umów sie na spotkanie.
Zaufaj nam .
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | >Orgazm faceta trwa kilka sekund - jest fajny ale jak sie normalnie pomysli to brak kobiety nie stwarza probelmu. Zdarza się nawet facetom w moim wieku, wysokim, w miarę przystojnym, ze kobieta całymi tygodniami ma jakis problem, focha, wyjazd i trzeba radzić sobie samemu z ewentunym podparciem się obrazkiem z internetu. >Kobiety zdobywa sie kulturalną rozmową i realizowaniem postawy: >elegancki, elokwentny, opienkuńczy, czuły. >Zaprasza się na kawę, do kina a nie od razu na chatę. >Nie seks jest ważny tylko randka , rozmowa, znajomość. >Kobiety bardziej potrzebują meżczyzn niż my ich! >Orgazm załatwisz sobie sam - żaden dyshonor! To kika sekund przyjemności nie fetyszyzuj tego i nie rób z tego religii >Masz problemy wydumane. >Wyjdz z domu idż do filharmonii na kręgle na salę gimnastyczną, do kina, do baru, rozglądaj się moze jakaś kobieta odpowie na twój uśmiech >Zapisz sie na >www.twoo.pl >znam sensownych ludzi plci obojga co poznali kogos na twoo.pl >pogadaj z kobietami, umów sie na spotkanie. >Zaufaj nam .
Dzięki za Twój czas, ale nie rozumiesz problemu.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Max Golonko (1811 punktów) | Problemu ... masz raka płuc z przerzutami do kości? Nie? A sa tacy co mają! Weź zacznij myśleć pozytywnie. Masz milion razy lepsze życie niż kilkadziesiat tysiący Polaków w tej chwili!
To zamiast mi dziękować za mój czas (tez w nocy) zrób coś dla mnie. Zapisz się na twoo.pl i porozmawiaj tam (wirtualnie) z ludźmi. To nie jest portal randkowy (nie tylko o randki tam chodzi).
Niemęska przeszłość w życiu erotycznym też mi problem. Prestiż! Bez sensu.
Mnie żona nie dawała przez wiele lat. I nie od razu poleciałem na podryw. Lata trwało bez seksu (partnerskiego).
Pozdrawiam
|
|
| | |  | 1 na 1 | Max Golonko (1811 punktów) | jest też możliwe że masz autentyczną depresję. znajdż sensowony portal (była audycja na tokfm) i sam zdiagnozuj się jak masz lieś tam objawów z ilus to potrzebujesz pomocy jest kilka leków - przyjmuje sie długo, zaczynają działać dopiero po kilkunastu dniach przyjmowania. p.s. jesz coś poza chlebem i wodą - może to brak czegos w diecie
|
|
|  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Jasne, że tak. Nie nasadzali się, bo wiedzieli, że jest to tak banalne i trywialne do osiągnięcia, że nie przedstawiało dla nich żadnej wartości.
Czyli gdybym zaszył Ci usta, to zacząłbyś się martwić, bo nie zjesz klocka, a jedzenie kupy stałoby się dla Ciebie wartością?
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | >>Jasne, że tak. Nie nasadzali się, bo wiedzieli, że jest to tak banalne i trywialne do osiągnięcia, że nie przedstawiało dla nich żadnej wartości. >Czyli gdybym zaszył Ci usta, to zacząłbyś się martwić, bo nie zjesz klocka, a jedzenie kupy stałoby się dla Ciebie wartością?
Prawie dobre porównanie, ale jednak nie. Jedzenie kupy nie jest powszechne, a uprawianie seksu z dyskotekowymi dziewczynami jest i odchodzi na porządku dziennym. Więc nie boli mnie, że nie mam dostępu do wszystkiego, w tym najbardziej niszowych rzeczy, ale do czegoś pospolitego, co dla większości jest banałem. To zasadnicza różnica.
|
|
| | |  | 1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) |
> >Czyli gdybym zaszył Ci usta, to zacząłbyś się martwić, bo nie zjesz klocka, a jedzenie kupy stałoby się dla Ciebie wartością?> Prawie dobre porównanie, ale jednak nie. Jedzenie kupy nie jest powszechne, a uprawianie seksu z dyskotekowymi dziewczynami jest i odchodzi na porządku dziennym. Więc nie boli mnie, że nie mam dostępu do wszystkiego, w tym najbardziej niszowych rzeczy, ale do czegoś pospolitego, co dla większości jest banałem. To zasadnicza różnica.> Dobra, skończ już te jęki i przytocz te dane statystyczne, według których WIĘKSZOŚĆ mężczyzn w polsce miała seks z nastolatkami na dyskotece www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Dobra, skończ już te jęki i przytocz te dane statystyczne, według których WIĘKSZOŚĆ mężczyzn w polsce miała seks z nastolatkami na dyskotece
Większość mężczyzn w Polsce miała kontakty seksualne z nastolatkami, gdy sami byli w nastoletnim wieku.
Wiesz, ja mogę skończyć jęki, udawać, że jest OK, chodzić i uśmiechać się jak robocik. Czego zresztą już wielokrotnie próbowałem, bywało że całymi miesiącami. Ale prawda jest taka, że nie jest OK i wiecie o tym Wy i wiem o tym ja. To życie jest spieprzone, a ja nie potrafię go zakończyć, bo tak się boję bólu umierania.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | ZaKotem (8733 punktów) |
> >Dobra, skończ już te jęki i przytocz te dane statystyczne, według których WIĘKSZOŚĆ mężczyzn w polsce miała seks z nastolatkami na dyskotece> Większość mężczyzn w Polsce miała kontakty seksualne z nastolatkami, gdy sami byli w nastoletnim wieku.Prosiłem o dane, nie o wyznanie wiary. "Średni wiek inicjacji seksualnej w Polsce dla wszystkich badanych wynosi 19,5. Im młodsi respondenci tym młodszy wiek pierwszego kontaktu seksualnego. Dla dzisiejszych 35-49 latków średni wiek wynosił 19,3, a dla obecnych 18-24 latków jest to już 17,9. rok życia." WIĘKSZOŚĆ TWOICH RÓWIEŚNIKÓW NIE MIAŁA SEKSU W NASTOLETNIM WIEKU. Takie są FAKTY, natomiast z twoją wiarą nie wchodzę w dyskusje. Nawet gdyby była to większość, tak jak jest dzisiaj (a nie było 15 lat temu) to rzędu 55%, a nie 90%. Twoje przekonanie o własnej beznadziejnosci jest słuszne, ale to, że twoje życie jest spieprzone, nie wynika z późnej inicjacji seksualnej, bardzo mi przykro. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >"Średni wiek inicjacji seksualnej w Polsce dla wszystkich badanych wynosi 19,5. Im młodsi respondenci tym młodszy wiek pierwszego kontaktu seksualnego. Dla dzisiejszych 35-49 latków średni wiek wynosił 19,3, a dla obecnych 18-24 latków jest to już 17,9. rok życia." >WIĘKSZOŚĆ TWOICH RÓWIEŚNIKÓW NIE MIAŁA SEKSU W NASTOLETNIM WIEKU. Takie są FAKTY, natomiast z twoją wiarą nie wchodzę w dyskusje. Nawet gdyby była to większość, tak jak jest dzisiaj (a nie było 15 lat temu) to rzędu 55%, a nie 90%.
Średnia osób starszych ode mnie (bo jestem młodszy niż 35-49!) wciąż wypada więc w nastoletnim wieku. Nie wiem skąd wziąłeś więc wniosek, że większość nie miała seksu w nastoletnim wieku, do tego potrzebna byłaby mediana. Szczególnie zresztą, że średnia jest mocno zawyżana przez nieliczny margines jak ja, który zaczął bardzo późno. A więc jednak większość nastolatków uprawiała seks. Nie mówiąc już o całowaniu, przytulaniu, pettingu i innym spędzaniu czasu z dziewczynami!
>Twoje przekonanie o własnej beznadziejnosci jest słuszne,
Dziekuję, wiem...
>ale to, że twoje życie jest spieprzone, nie wynika z późnej inicjacji seksualnej,
A z czego?
>bardzo mi przykro.
Wątpię.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > "Średni wiek inicjacji seksualnej w Polsce dla wszystkich badanych wynosi 19,5.Cytat:"Z badań przeprowadzonych w 2004 r. wynika, że w naszym kraju przed 15. rokiem życia współżycie rozpoczyna 20 proc. chłopców i 16 proc. dziewcząt. W wieku 17-18 lat inicjację seksualną ma za sobą 40 proc. młodzieży. Tu widać jak marzenia nicktakiego o własnej inicjacji w wieku 16 lat (ta cyfra się u niego powtarza) chcą go postawić w elicie, czyli w jego mniemaniu "tej lepszej mniejszości". Kontynuując temat statystyk z badań prof. Izdebskiego Cytat:Oznacza to, że żadnych kontaktów seksualnych przed 18. rokiem życia nie utrzymuje aż 60 proc. osób - mówi prof. Izdebski." Jeśli przyjąć dla uproszczenia zależność liniową okazuje się, że w 20 roku życia (czyli po 2.5 latach od wieku 17.5 lat) inicjację ma już sa sobą 100%. To oczywiscie nieprawda, gdyż prawdziwa zależność nie jest liniowa. Krzywa wraz z upływem lat nasyca się, ale nigdy nie dochodzi do 100% nawet w wieku śmierci, czyli 70-80 lat. Biorąc to pod uwagę wydaje mi się, że w wieku 20 lat za sobą inicjację będzie mieć około 50-60% ludzi. Zdanie niecktakiego "Większość mężczyzn w Polsce miała kontakty seksualne z nastolatkami, gdy sami byli w nastoletnim wieku" jak narazie wciąż nie ma merytorycznych podstaw. To jego fantazje i auto-dołujące chciejstwo. Może być prawdą i to raczej w wieku 19 lat, a może nie. Co wiemy z pewnoscią: Jego "większośc" nie oznacza zdecydowana większość. Przy dużej dawce optymizmu w wieku 19 lat oznacza "niewiele ponad większość".wiadomosci(*)latkow-nie-uprawia-seksu/2xcb8
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | |  | | Max Golonko (1811 punktów) | No właśnie.
Wychodzi na to że kretyńskie zalecenia homoseksualnych pedofilów i ich kolegów na służbie Watykanu (oraz straszenie ciążą przez mamę) powoduje, że dziewczyny są zastraszone, nierozbudzone i chłopcy z konieczności muszą uprawiać onanizm (który nie jest czymś złym ale niewątpliwie mniej interesujący)
Kilkadziesiat tys lat temu było inaczej (błona dziewicza chroniła dziweczyny (podczas zabaw seksulanych) przed zajściem w ciąze z małolatem około 11 letnim który nie miał jeszcze twardego wzwodu gdyż zarazem w tym wieku plemniki nie są jeszcze najlepsze - co wynika z badań)
ale te zabawy/próby/stosunki były!
Tak czy owak nie warto płakać nad rozlanym (masturbacyjnie) mlekiem ale warto zwalczać wiarę naszych sąsiadów i znajomych w bogusia jahwe w Polsce
aby ludzie odsunęli tych zafałszowanych homoseksualistów i ich kolegów w KrK
od ogłupiania dziewczyn i kolesi takich jak NickTaki
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Widzę, że popełniłem matematyczny błąd. Mea culpa  Aproksymacja liniowa dzieli 20 latków na 60% po inicjacji i 40% przed. Konsekwentnie 19 latków dzieli na 52% po i 48% przed. W praktyce z przyczyn nieliniowości i nasycania się krzywej, procentów po inicjacji będzie mniej. Zdanie nicktakiego "większość mężczyzn w Polsce miała kontakty seksualne z nastolatkami, gdy sami byli w nastoletnim wieku" nie ma żadnych merytorycznych podstaw. Chyba, że kontakty to: całus, obmacywanie się, flirtowanie itd. ale coś mi się zdaje, że fantazje nicktakiego sięgają dużo, dużo dalej..
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Zdanie nicktakiego "większość mężczyzn w Polsce miała kontakty seksualne z nastolatkami, gdy sami byli w nastoletnim wieku" nie ma żadnych merytorycznych podstaw. Chyba, że kontakty to: całus, obmacywanie się, flirtowanie itd. ale coś mi się zdaje, że fantazje nicktakiego sięgają dużo, dużo dalej..A to nie są kontakty z dziewczynami? Całowanie, petting, flirt? Są, bardzo są... I one też zasadniczo zmieniają życie... Poza tym jest oczywistą i powszechną prawdą, że większość nastolatków takie i całkiem seksualne kontaktu ma. Trzeba być oderwanym od rzeczywistości, żeby tego nie widzieć. A fakt, że JA NIE POSIADAM oficjalnych badań na ten temat, nie oznacza, że nie mam racji. I doskonale wszyscy - jestem tego całkowicie pewien - czujecie, że nastoletnie życie obraca się wokół seksu, podrywów i ogólnie kontaktów chłopaków z dziewczynami, a seks dla nastolatków jest czymś OCZYWISTYM. To jest milczące założenie wszystkiego, co da się znaleźć w dowolnej literaturze, popkulturze, blogach, artykułach, wszędzie. Wszędzie. Właściwie sam fakt kłócenia się o to, czy seks w nastoletnim wieku jest normą, jest żenujący. To tak, jakbyśmy teraz zaczęli się spierać, czy przypadkiem Ziemia nie jest płaska, bo przecież te zdjęcia z NASA są sfabrykowane. Szkoda słów, ale w ten prymitywny sposób próbujesz mi wmówić, że nie odstaję od normy, podczas gdy odstaję niemal skrajnie, i że seks wśród nastolatków, to wyjątki  Sorry, ale nie wierzę Ci i sam sobie nie wierzysz.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Poza tym jest oczywistą i powszechną prawdą, że większość> nastolatków takie i całkiem seksualne kontaktu ma.> Trzeba być oderwanym od rzeczywistości, żeby tego nie widziećPisałem o inicjacji, nie kontaktach. Nie zmieniaj tematu. > Właściwie sam fakt kłócenia się o to, czy seks w nastoletnim wieku jest normąHm, to ktoś się o to tutaj kłóci?  > jest żenujący. To tak, jakbyśmy teraz zaczęli się spierać, czy> przypadkiem Ziemia nie jest płaska, bo przecież te zdjęcia z NASA> są sfabrykowane. Szkoda słów, ale w ten prymitywny sposób próbujesz mi wmówić,> że nie odstaję od normy, podczas gdy odstaję niemal skrajnie,> i że seks wśród nastolatków, to wyjątki Sorry, ale nie wierzę Ci i sam sobie nie wierzyszZ tobą w rozmowie można poczuć się, jak dziewczyna średniej urody która zostaje zaproszona na sesję foto odzieży do magazynu 'Twój Styl'. Po tygodniu dostaje do ręki jeszcze świeży egzemplarz. Przegląda z wypiekami na twarzy i szuka siebie. Po przeglądnięciu strony po stronie dwa razy lekko zdziwiona pyta Red. Nacz "a gdzie tu jestem ja?". Brawo Photoshop, brawo kreatywni edytorzy! Brawo nicktaki!
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | No właśnie Ty się skupiłeś na jakimś badaniu i tylko na inicjacji seksualnej, a znaczenie mają wszelkie kontakty seksualne, często kontynuowane przez wiele lat przed inicjacją, czyli stosunkiem dopochwowym. Zdziwiłbyś się jak żyją nastolatki, człowieku, i jakie przeżycia mają za sobą nastoletni kolesie, wydaje mi się, że nie jesteś tego świadom.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > znaczenie mają wszelkie kontakty seksualne, często kontynuowane> przez wiele lat przed inicjacjąZgadzam się. Tyle, że żadne znane badania tego nie potwierdzają ani nie zaprzeczają. Intuicyjnie tak jest, że to jest dobre. Co do Ciebie: udowodnij tezę, że petting i macanki w wieku 15 lat mają kluczowe. Na razie serwujesz pustosłowie. U mnie wielkiego nie miały, zwłaszcza że mogłem sobie marzyć i oglądać koleżanki na basenie, na polu lub w szkole np. wyobrażać sobie że rozwiązuję im stanik (chodziłem do szkoły pływackiej). Człowieku, sam wiesz że żyłeś w ekstremum. Problemem nie jest brak seksu, tylko brak tolerancji, miłości, uwagi i wyższej troski w twojej rodzinie. Rodzice dawali ci jeść, pilnowali żebyś odrabiał lekcje / chodził do szkoły i zapewne tyle. > Zdziwiłbyś się jak żyją nastolatki, człowieku, i jakie> przeżycia mają za sobą nastoletni kolesie, wydaje mi się,> że nie jesteś tego świadomNaprawdę uważasz, że świadomość owych detali jest mnie, czy tobie w naszym wieku do czegoś potrzebna? Gratuluję.  Masz dziecko w nastoletnim wieku? Ja nie.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >> znaczenie mają wszelkie kontakty seksualne, często kontynuowane >> przez wiele lat przed inicjacją >Zgadzam się. Tyle, że żadne znane badania tego nie potwierdzają ani nie zaprzeczają.
Żeby coś działało, nie musi zostać zbadane. A moja osoba to niestety potwierdza. I w tym momencie jestem zniszczonym trzydziestoparolatkiem, który prawdopodobnie sprawi jeszcze wiele problemów swojemu otoczeniu, a w najlepszym razie po prostu w końcu odważy się na samobójstwo i przestanie przykładać się do PKB.
>> Zdziwiłbyś się jak żyją nastolatki, człowieku, i jakie >> przeżycia mają za sobą nastoletni kolesie, wydaje mi się, >> że nie jesteś tego świadom >Naprawdę uważasz, że świadomość owych detali jest mnie, czy tobie w naszym wieku do czegoś potrzebna?
Czy potrzebna? Hm. Oczywiście znacznie lepiej byłoby być nieświadomym. Ale ja już jestem świadomy i nie można tego zmienić. Wiem, że jestem gorszy i że mam gorsze życie od normy, że nie pasuję do tego świata i nie dla mnie jest społeczność, w której żyję, nie dla kogoś takiego, jak ja...
|
|
| | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Wejdź sobie na dowolne forum i poczytaj. Nie przechwałki, poczytaj ludzi poważnych, najlepiej dziewczyny, one nie mają potrzeby przechwalania się. Np. wizaz.pl. Poznaj ogólny klimat forum, to nie są jakieś denne wypociny, forum moderowane sumiennie, osoby można po wielu postach dość dobrze poznać. Znajdź jakiś wątek w stylu "wasz pierwszy raz", albo "wasze najśmieszniejsze wpadki" i poczytaj co ludzie robią i w jakim wieku. I co jest powszechnie uważane za normalne, a z czego już nawet piszący zakłada, że musi się tłumaczyć (a ja zaczęłam dopiero jak miałam 21, ale warto było czekać).
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Wejdź sobie na dowolne forum i poczytaj.
Człowieku, czy ty masz świadomość na co ja odpowiadam?? Cytat: "Większość mężczyzn w Polsce miała kontakty seksualne z nastolatkami, gdy sami byli w nastoletnim wieku". Mylisz się, żadna większość. Poczytaj trochę opracowania naukowe, niekoniecznie siedź za potrzebą narkotyzowania się z nosem w forum.
Aproksymacja liniowa dzieli 20 latków na 60% po inicjacji i 40% przed. Konsekwentnie 19 latków dzieli na 52% po i 48% przed. W praktyce z przyczyn nieliniowości i nasycania się krzywej, procentów po inicjacji będzie mniej.
Twoje twierdzenie nie ma żadnych merytorycznych podstaw.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Aproksymacja liniowa dzieli 20 latków na 60% po inicjacji i 40% przed.> Konsekwentnie 19 latków dzieli na 52% po i 48% przed.> W praktyce z przyczyn nieliniowości i nasycania się krzywej, procentów po inicjacji będzie mniej.> Twoje twierdzenie nie ma żadnych merytorycznych podstaw.Ty za to wcale nie naginasz faktów dla udowodnienia swoich (nawet nie wiem w sumie jakich) racji  Wiedz, że te badania uwzględniają tylko utratę dziewictwa, co w rozumieniu większości nastolatków nie ma nic wspólnego z seksem oralnym i analanym. Nie uwzględnia też całowania, macanek i innego rodzaju bliskości z dziewczynami w młodości. A przecież przed pierwszą penetracją prawie u każdego takie zachowania występują najpierw, niekiedy od lat. To wszystko są "kontakty seksualne", człowieku. Plus do tego to są badania prowadzone na ogół u ludzi z poprzedniej epoki, a zwyczaje na przestrzeni ostatnich dwóch pokoleń zmieniły się kosmicznie. A co uchodzi w społeczeństwie za normę, łatwo zobaczyć właśnie na forach, w komentarzach pod artykułami itd. Co nastolatków szokuje, a co nie wzbudza żadnego zdziwienia. Seks w wieku 15 lat nie wzbudza żadnego zdziwienia. Popatrz na pary nastolatków na fb. Jak rozmawiają o walentynkach, o porno, o prezerwatywach i innych zabawkach. Same te elementy oczywiście wzbudzają emocje, ale nie wzbudzają ŻADNEGO zaskoczenia, czy zdziwienia, to jest normalna część życia nastolatków.
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > >Aproksymacja liniowa dzieli 20 latków na 60% po inicjacji i 40% przed.> >Konsekwentnie 19 latków dzieli na 52% po i 48% przed.> >W praktyce z przyczyn nieliniowości i nasycania się krzywej, procentów po inicjacji będzie mniej.> >Twoje twierdzenie nie ma żadnych merytorycznych podstaw.> Ty za to wcale nie naginasz faktów dla udowodnienia swoich (nawet nie wiem w sumie jakich) racji  > Wiedz, że te badania uwzględniają tylko utratę dziewictwa, co w rozumieniu większości nastolatków nie ma nic wspólnego z seksem oralnym i analanym. Nie uwzględnia też całowania, macanek i innego rodzaju bliskości z dziewczynami w młodości. A przecież przed pierwszą penetracją prawie u każdego takie zachowania występują najpierw, niekiedy od lat. To wszystko są "kontakty seksualne", człowieku.> Plus do tego to są badania prowadzone na ogół u ludzi z poprzedniej epoki, a zwyczaje na przestrzeni ostatnich dwóch pokoleń zmieniły się kosmicznie.> A co uchodzi w społeczeństwie za normę, łatwo zobaczyć właśnie na forach, w komentarzach pod artykułami itd. Co nastolatków szokuje, a co nie wzbudza żadnego zdziwienia. Seks w wieku 15 lat nie wzbudza żadnego zdziwienia. Popatrz na pary nastolatków na fb. Jak rozmawiają o walentynkach, o porno, o prezerwatywach i innych zabawkach. Same te elementy oczywiście wzbudzają emocje, ale nie wzbudzają ŻADNEGO zaskoczenia, czy zdziwienia, to jest normalna część życia nastolatków.Zamiast szczegółowo obliczać wyniki na podstawie wątpliwych i nie wiadomo jak i w jakiej grupie zebranych danych, idź pogadać z ludźmi, którzy teraz mają 20-30 lat. I dowiedz się kiedy zaczynali kontakty z płcią przeciwną i jaki w tej sferze panuje klimat. Idź pogadać na żywo lub na czacie, poczytaj fora. A to dopiero mówię o nastolatkach, nawet nie ma co wspominać o studentach...
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ty za to wcale nie naginasz faktów dla udowodnienia swoich> (nawet nie wiem w sumie jakich) racjiNie wiesz, bo nie czytasz mnie uważne  > Wiedz, że te badania uwzględniają tylko utratę dziewictwa,> co w rozumieniu większości nastolatków nie ma nic wspólnego> z seksem oralnym i analanym. Nie uwzględnia też całowania, macanek> i innego rodzaju bliskości z dziewczynami w młodości. A przecież> przed pierwszą penetracją prawie u każdego takie zachowania występują> najpierw, niekiedy od lat.Tak. I dlatego napisałem to: www.racjonalista.pl/forum.php/s,733711#w736547Ty mnie w ogóle czytasz? Najpierw zdefiniuj o czym chcesz napisać. Od początku pisałem o inicjacji tzn. pełnym stosunku. Tylko takie dane znalazłem (notabene prof. Izdebski w wywiadzie również jest nieprecyzyjny) > To wszystko są "kontakty seksualne", człowieku.Oczywiście. Nicktaki odkrył, że Głodzik coś jednak z tego co on pisze kuma i rozumie. Brawo  Pewnie. Nikt nie zamierza ci tu odbierać etosu, że żyłeś naprawdę w ascezie i że miałeś ciężko. Ano miałeś. I co z tego? To powód, żeby żyć zawiedzioną przeszłością? > Plus do tego to są badania prowadzone na ogół u ludzi z> poprzedniej epoki, a zwyczaje na przestrzeni ostatnich dwóch> pokoleń zmieniły się kosmicznie.Raczej nie sądzę. Z tym bywa różnie. Badania w USA pokazują, że wiek inicjacji nieznacznie tam rośnie. > A co uchodzi w społeczeństwie za normę, łatwo zobaczyć właśnie> na forach, w komentarzach pod artykułami itd. Co nastolatków szokuje,> a co nie wzbudza żadnego zdziwienia. Seks w wieku 15 lat nie wzbudza żadnego zdziwienia.Kolego, do swoich licznych żali dołóż żal do losu, że urodziłeś się 20 lat później niż ci pasowało. > Popatrz na pary nastolatków na fb. Jak rozmawiają o walentynkach,> o porno, o prezerwatywach i innych zabawkach. Same te elementy> oczywiście wzbudzają emocje, ale nie wzbudzają ŻADNEGO zaskoczenia,> czy zdziwienia, to jest normalna część życia nastolatków.Dziś tak. W 90 latach w których dorastałeś było inaczej. Zamierzasz podać tamtejsze społeczeństwo do sądu? Swoich rodziców? Kościół? Mnie by było szkoda na to czasu.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Nie, nie było inaczej. Może nie było fb i nikt o tym nie pisał otwarcie, ale nie było inaczej. Ludzie w moim wieku tak żyli. Wpisz w Google "facet po 30" i przeczytaj treść pod którymkolwiek z linków. Wszędzie, mniej lub bardziej bezpośrednio, przeczytasz coś takiego (cytat): "Lata złych nawyków i totalnej rozpusty co prawda się skończyły, ale...". Ludzie, którzy dziś są w moim wieku żyli tak, kiedy byli nastolatkami. Dla mnie nawet nie jest przeznaczony żaden artykuł w Internecie o życiu ludzi. Wszystko jest dla ludzi, którzy mieli młodość i wszędzie są do tego odniesienia. Wszędzie... Nie mam o to żalu, o nie, byłbym idiotą, gdybym miał. Po prostu wiem, że to życie nie powinno trwać...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Dla mnie nawet nie jest przeznaczony żaden artykuł w Internecie o życiu ludzi.No to ja mam pod tym względem akurat podobnie  Ale czy nie zauważasz przez to bardziej ludzkiej głupoty i prymitywnych schematów ich działań?
|
|
| | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Większość mężczyzn w Polsce miała kontakty seksualne z nastolatkami, gdy sami byli w nastoletnim wieku.
Ale te siksy są głupie i tylko przynoszą więcej nerwów. W łóżku są słabe, bo jeszcze nic nie potrafią i jeszcze udają, że nie są łatwe (w wieku gdy są najłatwiejsze, hehe) i robią z siebie księżniczki.
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Ale te siksy są głupieAle ładne. Zresztą do wyżycia się seksualnego, to nawet lepiej, jeśli głupie. > i tylko przynoszą więcej nerwów.Nie, nie. W pierwszej kolejności przynoszą to, czego facet potrzebuje, a dopiero do tego (być może?) trochę nerwów. A jednak faceci z jakiegoś powodu nadal to z nimi robią, a one same cieszą się gigantycznym powodzeniem. Ten koszt odrobiny nerwów jest wart tego, co się dostaje. Inaczej by się to nie działo powszechnie. > W łóżku są słabe, bo jeszcze nic nie potrafią i jeszcze udają, że nie są łatwe (w wieku gdy są najłatwiejsze, hehe) i robią z siebie księżniczki.Bo mogą. Bo mają takie powodzenie, że mogą być dowolnie głupie i księżniczkowate, a i tak kolesie biją do nich wszystkimi drzwiami, oknami i komunikatorami, żeby zamoczyć. I w ten sposób się wyżyć, zasmakować, poznać, nacieszyć. By potem, tak jak Ty, móc powiedzieć: "A, to głupie siksy są, nie warto". Otóż bardzo warto. Właśnie w tym, co napisałeś leży największy dramat. Ja nigdy nie będę mógł powiedzieć, że to są tylko głupie siksy słabe w łóżku, bo jestem jak widać takim dnem, że nawet tak niski poziom jest dla mnie nie do zdobycia. Dla mnie nie są najłatwiejsze, "hehe"  To jest masakra... A mówienie, że to niewarte niczego siksy, kiedy samemu się pozaliczało jest hipokryzją tak samo, jak mówienie głodnemu dziecku z Afryki, że te ciastka, to wcale takie dobre nie są i nie warto ich jeść. Wcześniej napisałeś jakby mądrzejsze posty, teraz próbujesz mi cisnąć pospolity kit :/
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Ale ładne.
Nie bardzo.
>Zresztą do wyżycia się seksualnego, to nawet lepiej, jeśli głupie.
Ja bym głupiej nie dymał.
>Nie, nie. W pierwszej kolejności przynoszą to, czego facet potrzebuje, a dopiero do tego (być może?) trochę nerwów. A jednak faceci z jakiegoś powodu nadal to z nimi robią, a one same cieszą się gigantycznym powodzeniem.
Powodzeniem sebixów i plebejstwa.
>Ten koszt odrobiny nerwów jest wart tego, co się dostaje. Inaczej by się to nie działo powszechnie.
Dzieje się powszechnie bo większość jest głupia.
>> W łóżku są słabe, bo jeszcze nic nie potrafią i jeszcze udają, że nie są łatwe (w wieku gdy są najłatwiejsze, hehe) i robią z siebie księżniczki. >Bo mogą. Bo mają takie powodzenie, że mogą być dowolnie głupie i księżniczkowate, a i tak kolesie biją do nich wszystkimi drzwiami, oknami i komunikatorami, żeby zamoczyć. I w ten sposób się wyżyć, zasmakować, poznać, nacieszyć.
Nie kolesie tylko zakompleksieni desperaci.
>By potem, tak jak Ty, móc powiedzieć: "A, to głupie siksy są, nie warto". Otóż bardzo warto. >Właśnie w tym, co napisałeś leży największy dramat. Ja nigdy nie będę mógł powiedzieć, że to są tylko głupie siksy słabe w łóżku, bo jestem jak widać takim dnem, że nawet tak niski poziom jest dla mnie nie do zdobycia. To jest masakra...
Dla mnie jesteś dnem bo tak myślisz.
>A mówienie, że to niewarte niczego siksy, kiedy samemu się pozaliczało jest hipokryzją tak samo, jak mówienie głodnemu dziecku z Afryki, że te ciastka, to wcale takie dobre nie są i nie warto ich jeść.
To jest mówienie żebyś zamiast jeść jakieś kinder ciastka, zjadł porządny obiad.
|
|
| | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Cóż, nie potrafiłem osiągnąć nawet tego, co głupia większość, seby i plebsy...
Ty byś głupiej nie dymał, masz wyrobione standardy, bo je sobie wyrobiłeś. Bo miałeś wybór, mogłeś podjąć decyzję, spróbować. Mogłeś wziąć lub pogardzić. Miałeś kontrolę. Jak facet. Ja nie miałem.
Najedzony nie zrozumie głodnego.
|
|
| | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Bzdury, nie miałem żadnego wyboru. Po prostu głupie odrzucają mnie z automatu. Przez swoje upodobania muszę być sam, bo podobają mi się kobiety z nadwagą, co uniemożliwia miłość. I nie ma znanych metod na zmienienie tego. To jest właśnie prawdziwy brak wyboru, ale wystarczy się z tym pogodzić (czas robi tutaj swoje).
Tobie chodzi o nie wiadomo co, bo seks możesz uprawiać, siksy z roksy też możesz dymać, a na miłości ci nie zależy. O co więc chodzi?
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Nie rozumiem. Nadwaga uniemożliwia miłość? Bo na pewno nie brak kobiet z nadwagą, tych jest akurat większość. I na dodatek mają mniejsze powodzenie od szczupłych, więc łatwiej je zdobyć, są bardziej chętne. Niestety dla mnie, bo akurat moim największym fetyszem jest chudość, heh. Ale co Ci tę miłość uniemożliwia, bo nie mogę wymyślić? Sam masz nadwagę, czy co jest?
|
|
| | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | No jak to? Jeśli kobieta ma nadwagę to musi schudnąć, ale wtedy przestanie mi się podobać, czyli miłość odpada. Poza tym:
>więc łatwiej je zdobyć, są bardziej chętne
To mega minus. Takie od razu odpadają. No ale to akurat nie problem bo nie wszystkie takie są.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > No jak to? Jeśli kobieta ma nadwagę to musi schudnąć, ale wtedy przestanie mi się podobać, czyli miłość odpada.Jesteś chyba już bardzo zmęczony dzisiaj. Jeszcze nie słyszałem o kobiecie, która schudła będąc w związku  Zresztą - która w ogóle schudła. Smutne jest to, że spotkało się trzech odmieńców-dziwaków, którzy siedzą po nocy przy komputerze i przekonują siebie samych i nawzajem, że wszystko jest OK, podczas gdy wszyscy normalni zaśmiali się pod nosem i porzucili ten wątek, by iść do swoich dziewczyn i cieszyć się życiem... Ech...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Jesteś chyba już bardzo zmęczony dzisiaj. Jeszcze nie słyszałem o kobiecie, która schudła będąc w związku Zresztą - która w ogóle schudła.No to dowód jedynie na to, że grube kobiety nie kochają, bo mają otłuszczone serca i mózgi  > Smutne jest to, że spotkało się trzech odmieńców-dziwaków, którzy siedzą po nocy przy komputerze i przekonują siebie samych i nawzajem, że wszystko jest OK, podczas gdy wszyscy normalni zaśmiali się pod nosem i porzucili ten wątek, by iść do swoich dziewczyn i cieszyć się życiem... Ech...  > Jak nie można czerpać szczęścia z miłości to może warto spróbować np z nienawiści?  Lubię denerwować buraków poprzez drażnienie ich oczywistościami. Wcześniej lubiłem przedstawiać im fałszywe poglądy żeby zobaczyć jak obalą i już wtedy widziałem, że nie jest dobrze i że nawet jak ktoś się ze mną zgadza to nie można mu ufać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Episode_2 (3284 punktów) |
> No to dowód jedynie na to, że grube kobiety nie kochają, bo mają otłuszczone serca i mózgi  Tu się można wykończyć, na forum. > Jak nie można czerpać szczęścia z miłości to może warto spróbować np z nienawiści?  Też do tego doszedłem - jak nie masz po co żyć, to żyj na złość innym. > ... nawet jak ktoś się ze mną zgadza to nie można mu ufać.Oj nie można nikomu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Duch Prawdy (14787 punktów) | > Tu się można wykończyć, na forum.> >Jak nie można czerpać szczęścia z miłości to może warto spróbować np z nienawiści?  > Też do tego doszedłem - jak nie masz po co żyć, to żyj na złość innym.Faktycznie, tu się można wykończyć... Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > >No to dowód jedynie na to, że grube kobiety nie kochają, bo mają otłuszczone serca i mózgi> Tu się można wykończyć, na forum.Spokojnie. Ten akurat fetyszyzm to tylko u olsona 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | > Jak nie można czerpać szczęścia z miłości to może warto spróbować np z nienawiści?  Dopiero teraz widzę, że od początku masz ze mnie po prostu bekę. Szkoda słów... > Lubię denerwować buraków poprzez drażnienie ich oczywistościami. Wcześniej lubiłem przedstawiać im fałszywe poglądy żeby zobaczyć jak obalą i już wtedy widziałem, że nie jest dobrze i że nawet jak ktoś się ze mną zgadza to nie można mu ufać.Nie mam nawet siły analizować, w którym momencie zacząłeś się ze mnie nabijać. Mieliście coś, o czym nigdy nie myśleliście nawet jako o jakiejś szczególnej wartości, bo było dla was czymś oczywistym... A teraz śmiejecie się z tego, komu życie nie dało do tego dostępu... Z pełnym brzuchem łatwo się moralizuje głodnemu... Echh... Zazdroszczę Wam życia...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Jak nie można czerpać szczęścia z miłości to może warto spróbować np z nienawiści?  > Dopiero teraz widzę, że od początku masz ze mnie po prostu bekę. Szkoda słów...No wg mnie Twój problem jest wyimaginowany, ale nie mam z Ciebie beki. > Nie mam nawet siły analizować, w którym momencie zacząłeś się ze mnie nabijać.Nie nabijam się. > Mieliście coś, o czym nigdy nie myśleliście nawet jako o jakiejś szczególnej wartości, bo było dla was czymś oczywistym... A teraz śmiejecie się z tego, komu życie nie dało do tego dostępu... Z pełnym brzuchem łatwo się moralizuje głodnemu... Echh... Zazdroszczę Wam życia...  Ta, mi też zazdrościsz? Myślisz, że nastolatkowie uprawiają codziennie seks? W tym wieku mało osób ma dziewczynę, a reszta ma pojedyncze przygody, albo też nic.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > No wg mnie Twój problem jest wyimaginowany, ale nie mam z Ciebie beki.Ja bym bardzo chciał, żebyś Ty miał rację. Ale niestety problem jest bardzo realny i prosto zdefiniowany. Wyimaginowany wydaje się każdemu, kto miał kontakty seksualne z dziewczynami w młodości, bo nikt z takich osób (czyli przytłaczająca większość) nie rozumie, że ma to zasadniczy wpływ na każdy aspekt życia do jego końca. Na słowa nie wygram oczywiście ze wszystkimi... Ale to ja wiem jak zdewastowane jest moje życie przez to, nie Wy, to ja siedzę tu sam ze sobą od lat i będę musiał jeszcze wiele lat... Echh..  > >Nie mam nawet siły analizować, w którym momencie zacząłeś się ze mnie nabijać.> Nie nabijam się.Nabijasz. Teksty o otłuszczonych kobietach i niemożliwej miłości. > Ta, mi też zazdrościsz? Myślisz, że nastolatkowie uprawiają codziennie seks? W tym wieku mało osób ma dziewczynę, a reszta ma pojedyncze przygody, albo też nic.Były tu wyżej wklejone statystyki. Zresztą nie jest to wiedza tajemna. Większość nastolatków uprawiała seks, nie mówiąc już o pettingu, całowaniu się itd., trudno o coś bardziej oczywistego. Pojedyncze przygody, to nieskończenie wiele razy więcej, niż zero przygód. Do 25 roku życia (to raz, a potem jeszcze prawie kolejny rok czekania...). I taka też różnica w konsekwencjach dla wszystkiego później...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >No wg mnie Twój problem jest wyimaginowany, ale nie mam z Ciebie beki.> Ja bym bardzo chciał, żebyś Ty miał rację. Ale niestety problem jest bardzo realny i prosto zdefiniowany. Wyimaginowany wydaje się każdemu, kto miał kontakty seksualne z dziewczynami w młodości, bo nikt z takich osób (czyli przytłaczająca większość) nie rozumie, że ma to zasadniczy wpływ na każdy aspekt życia do jego końca. Na słowa nie wygram oczywiście ze wszystkimi... Ale to ja wiem jak zdewastowane jest moje życie przez to, nie Wy, to ja siedzę tu sam ze sobą od lat i będę musiał jeszcze wiele lat... Echh..  Bzdury. Znam kolesi, którzy długo byli prawiczkami. Częsty jest schemat: w młodości sebixy mają dostęp do najatrakcyjniejszych dajek, ale potem zostają bezrobotnymi przegrywami, a do głosu dochodzą kolesie, którzy w młodości się uczyli, a potem mają zainteresowania i kasę. To oni mają wtedy dostęp do najlepszych kobiet. > >>Nie mam nawet siły analizować, w którym momencie zacząłeś się ze mnie nabijać.> >Nie nabijam się.> Nabijasz. Teksty o otłuszczonych kobietach i niemożliwej miłości.No i gdzie tu nabijanie? Nie wierzysz, że komuś mogą się podobać tylko dziewczyny z nadwagą? > Były tu wyżej wklejone statystyki. Zresztą nie jest to wiedza tajemna. Większość nastolatków uprawiała seks, nie mówiąc już o pettingu, całowaniu się itd., trudno o coś bardziej oczywistego.No uprawiają, ale nie codziennie. Rzadko ma się wtedy dziewczynę, a atrakcyjnych dziewczyn jest na tyle mało, że nie starczy dla każdego. > Pojedyncze przygody, to nieskończenie wiele razy więcej, niż zero przygód. Do 25 roku życia (to raz, a potem jeszcze prawie kolejny rok czekania...). I taka też różnica w konsekwencjach dla wszystkiego później...> Współczuję Ci rodziny, ale jeśli chodzi o sytuację to masz dużo lepiej niż ludzie chorzy i zupełnie nieatrakcyjni, a jakoś inni się tak nie użalają. No chyba, że masz fetysz młodych kobiet, ale to wtedy trzeba było tak od razu. Jeśli tak to nic nie zrobisz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >No uprawiają, ale nie codziennie. Rzadko ma się wtedy dziewczynę, a atrakcyjnych dziewczyn jest na tyle mało, że nie starczy dla każdego.
Kur..., a kto mówi, że codziennie, człowieku. Gdyby chociaż raz na rok, od 16 roku życia, to echh... napisałem niżej już o tym... Lifechanger o jakim nie masz pojęcia.
>Współczuję Ci rodziny, ale jeśli chodzi o sytuację to masz dużo lepiej niż ludzie chorzy i zupełnie nieatrakcyjni, a jakoś inni się tak nie użalają.
I dużo gorzej, niż większość. W tym niż sebixy z mojej siłowni.
>No chyba, że masz fetysz młodych kobiet, ale to wtedy trzeba było tak od razu. Jeśli tak to nic nie zrobisz.
Wiem, że nic nie zrobię... Kiedyś tak nie było, ale taki właśnie fetysz wykształcił się w mnie w ciągu tych lat, kiedy zacząłem rozumieć co bezpowrotnie straciłem...
Gdybym w młodości sobie takie młode, tak jak Ty, jak to napisałeś, podymał, to potem mógłbym się rozwijać dalej i nie marzyć tak o tym... A tak stało się to nieosiągalne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Kur..., a kto mówi, że codziennie, człowieku. Gdyby chociaż raz na rok, od 16 roku życia, to echh... napisałem niżej już o tym... Lifechanger o jakim nie masz pojęcia.
To jest wytłumaczenie. Mózg lubi kategoryzować zdarzenia i dorabia interpretacje tam gdzie czegoś nie wie. Nie słyszałem jeszcze o przypadku żeby coś takiego działo się przez brak seksu do 25 roku życia.
>>No chyba, że masz fetysz młodych kobiet, ale to wtedy trzeba było tak od razu. Jeśli tak to nic nie zrobisz. >Wiem, że nic nie zrobię... Kiedyś tak nie było, ale taki właśnie fetysz wykształcił się w mnie w ciągu tych lat, kiedy zacząłem rozumieć co bezpowrotnie straciłem... >Gdybym w młodości sobie takie młode, tak jak Ty, jak to napisałeś, podymał, to potem mógłbym się rozwijać dalej i nie marzyć tak o tym... A tak stało się to nieosiągalne...
No nie wiem. Taki fetysz mógł powstać z innego dowolnego powodu. Nauka nie zna mechanizmów powstawania fetyszy. Mnie jakoś nic przed tym nie uchroniło. I niestety nie da się tego leczyć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >No nie wiem. Taki fetysz mógł powstać z innego dowolnego powodu. Nauka nie zna mechanizmów powstawania fetyszy. Mnie jakoś nic przed tym nie uchroniło. I niestety nie da się tego leczyć.
Tak, czy inaczej, mam pozamiatane. Ale o co Tobie chodzi, nadal nie rozumiem. Podobają Ci się grube, co w tym jest problematycznego? Ich jest więcej, niż chudych, żyć nie umierać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ale o co Tobie chodzi, nadal nie rozumiem. Podobają> Ci się grube, co w tym jest problematycznego?Przecież napisał, a trąbi o tym ponad od roku tzn. zanim go zbanowano: Olson Cytat:Jeśli kobieta ma nadwagę to musi schudnąć, ale wtedy przestanie mi się podobać, czyli miłość odpada Olson wcześniej czy później zmusi ją do schudnięcia bo zdrowie wg niego to podstawa. Myśli, ambicje oraz chęci olsona są dla niego ważniejsze, niż ona. Babka rzeczywiście, by go np. zaspokoić w jednym wariancie chudnie, ale wtedy olson przestanie ją kochać, bo żywi miętę tylko do grubych. Nasz logik to 'przemyślał' i stwierdził, że nie da się jednocześnie kochać i do czegoś nie zmuszać. Istnieje jeszcze jedna opcja: gruba babka nie chce schudnąć, nie chce się zamęczać i lubi siebie jaką jest* co oznacza dla olsona, że jest niezdrowa a nawet trochę chora na umyśle i godna pogardy. Czyli znów beka. Dostaje pałę od naszego nadgorliwego i wszystko kontrolującego logika. Tak czy siak olson zawsze zostaje wykiwany przez olsona-człowieka-z-uczuciami, lub olsona-logika. Do głowy mu nie przyjdzie, by przemyśleć sprawę i odpierd*lić swoją chorą logikę od partnerki, żeby może wreszcie była kochana jaka jest, w zaufaniu i bez względu na wszystko. W takim układzie socjopatia olsona gwarantowana, ale oczywiście to świat + wszystkie zamieszkujące go buraki + los jest winny, nigdy olson. Tak, zdrowie to podstawa. Zwłaszcza psychiczne 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać. * olson: "to dowód jedynie na to, że grube kobiety nie kochają, bo mają otłuszczone serca i mózgi"
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | Czy Olson wyjaśniał gdzieś jak rozumie miłość? Nie jest zdolny do miłości, czyli do czego?
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Czy Olson wyjaśniał gdzieś jak rozumie miłość? Nie jest > zdolny do miłości, czyli do czego?
Nie pamiętam dokładnie, ale na tyle na ile w opisie zbliżał się do tego uczucia - była to gadka zawsze o nim samym: grube babki go wzruszają, tusza coś uruchamia a normalna waga nie uruchamia itd. Pisał o tuszy jako atrybucie w motywacji do związku. Łóżko było w tym wszystkim dość ważne tzn. miłość bez łóżka u niego nie istnieje w takim sensie, że jeśli znika łóżko to znika i miłość.
Podejrzewam, że po Twoim pytaniu "Nie jest zdolny do miłości, czyli do czego?" odpowiedziałby: do łóżka. Chyba również mogłoby paść: do zainteresowania kobietą.
O opiece, trosce, cieple, uważności na drugą osobę, wymianie emocji i energii, szacunku za różne zdolności i działania, oraz szacunku ad hoc, radości z bycia z drugim itd. źródła olsonowe milczą, jak grób. Zapewne wymienione wartości spotkałyby się zresztą z wyśmianiem, pogardą lub wzruszeniem ramionami w geście wyższości. Czyli u mentalnego nastolatka standard.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Czy Olson wyjaśniał gdzieś jak rozumie miłość? Nie jest zdolny do miłości, czyli do czego?Wyjaśniałem. W kontekście miłości w związku widzę to podobnie jak: pl.wikiped(*)a_mi.C5.82o.C5.9Bci_SternbergaNie jestem zdolny do miłości czyli pogodzenia namiętności z intymnością: - pragnienie dbania o dobro partnera, kłóci się z: - Namiętność to przeżywanie silnych emocji zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Gdy intensywność namiętności jest wysoka, przeżywa się takie emocje jak pożądanie, radość, podniecenie, tęsknotę, zazdrość, niepokój. Stanom tym towarzyszy silna motywacja do połączenia się z obiektem miłości, fizycznej bliskości, kontaktów seksualnych. Często miłość utożsamiana jest z namiętnością. To bardzo oczywiste.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Przestałby kochać, gdyby schudła? To znaczyłoby, że nie kochał. Chyba olson myli miłość z pociągiem seksualnym...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Przestałby kochać, gdyby schudła? To znaczyłoby, że nie kochał. Chyba olson myli miłość z pociągiem seksualnym...
Nie mylę, tylko pociąg seksualny jest jednym ze składników miłości. Miałbym się zadowolić białym związkiem? Miałbym być z kobietą, która mi się nie podoba? Miłość sama by wygasła przeradzając się w przyjaźń (wtedy nadal potrzebowałbym miłości z inną kobietą, która spełnia kryterium przyjaźni i seksu), lub sytuacja byłaby przyczyną konfliktów i skończyłoby się to źle.
Najgorsze jest to, że nawet gdyby nie schudła, to i tak wiedziałbym, że to nie miłość. Nie da się pogodzić miłości z takimi upodobaniami.
Zupa pomidorowa to pomidory, włoszczyzna, kurczak, śmietana, makaron, sól i pieprz. Bez soli bym jej nie zjadł, bo by mi nie smakowała. Nie oznacza to jednak, że sól jest najważniejsza, ale po prostu bez niej cała potrawa nie smakuje. Tak samo jest z miłością i seksem, który jest jak sól. I co z tego, że sam seks jest dostępny, skoro sama sól jest niesmaczna? Sama sól jest jak pójście do prostytutki. Mi zostają więc jedynie przekąski, czyli krótkotrwałe znajomości, które są fajne, ale miłości nie zastąpią.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Zupa pomidorowa to pomidory, włoszczyzna, kurczak, śmietana, makaron, sól i pieprz. Bez soli bym jej nie zjadł, bo by mi nie smakowała. Nie oznacza to jednak, że sól jest najważniejsza, ale po prostu bez niej cała potrawa nie smakuje. Tak samo jest z miłością i seksem, który jest jak sól. I co z tego, że sam seks jest dostępny, skoro sama sól jest niesmaczna? Sama sól jest jak pójście do prostytutki. Mi zostają więc jedynie przekąski, czyli krótkotrwałe znajomości, które są fajne, ale miłości nie zastąpią.Masz wspaniałe, wręcz stereotypowo męskie, normalne życie. Bardzo Ci zazdroszczę...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Na tej samej zasadzie dziecko z najbiedniejszej części Afryki zazdrościłoby Ci, że możesz zjeść kanapkę z szynką i wypić piwko.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Tak, czy inaczej, mam pozamiatane. Ale o co Tobie chodzi, nadal nie rozumiem. Podobają Ci się grube, co w tym jest problematycznego? Ich jest więcej, niż chudych, żyć nie umierać.
Jakie znaczenie ma to ile ich jest? Dla miłości żadnego, a więcej ich jednak nie jest, jeśli odrzuci się starych ludzi, ekstremalne przypadki itd.
Znaczenie ma to, że to uniemożliwia miłość i szczęście w związku dla tej kobiety, bo grubym nie jest się przez przypadek, tylko z konkretnych powodów. Miłość wymaga dbania o siebie i odpowiednio wyregulowanego organizmu aby wszystkie mikroelementy się zgadzały. Grube dziewczyny (jeśli nie są takie przez chorobę fizyczną) nie różnią się wiele od alkoholiczek i innych narkomanek. One mają szansę na miłość, bo mogą to zmienić. Ja nie mogę i wyboru w tej kwestii nie mam. Za to wbrew temu co mówią terapeuci, można się z tym pogodzić i czerpać przyjemność mimo braku miłości do końca życia. U grubych osób ten koniec życia następuje szybciej, a poprzedzają go choroby i cierpienie, które jest "pokutą" za to, że wcześniej o siebie nie dbały, lekceważyły ostrzeżenia, albo podchodziły do sprawy nieumiejętnie. Ja wiem jak skutecznie schudnąć. Miałbym to ukrywać przed osobą, którą kocham i dopuścić do tego żeby robiła sobie krzywdę, robiąc ją przy tym wtedy także mnie? Zdrowi ludzie są szczupli, albo umięśnieni. Miałbym jednocześnie chcieć i nie chcieć żeby moja ukochana była zdrowa? A co z przyczynami takiego stanu? Też do zignorowania? To o czym byśmy rozmawiali, skoro ignorowalibyśmy swoje zdrowie, przyszłość, więź i wartości?
Dla miłości ważniejszy od wyglądu jest charakter, ale bez odpowiedniego wyglądu się nie obejdzie. Gdyby faktycznie wygląd nie miał znaczenia, to i płeć by go nie miała i chodziłoby tylko o cechy mentalne. A jeśli chodzi o nie to te także idą w parze z tym czy ktoś ma nadwagę, czy nie. A jak już ma to czy coś z tym robi czy nie. Jeśli nie to taka dziewczyna ma szansę zostać dla mnie najwyżej seks-koleżanką, bo nie będzie mi pasowała z charakteru i jej nie zaufam. Z kolei na przelotną znajomość w sam raz, bo takie kobiety raczej są wtedy wyluzowane, mają w dupie swoje własne życie i jakieś głębsze więzi. Cóż, jak się nie ma co się lubi to się ma to co jest. A to czy jestem szczęśliwy czy nie, to już kwestia fizycznego działania mózgu, a nie spełniania jakichś wyimaginowanych potrzeb zainstalowanych mi w głowie przez tą pseudo kulturę, takich jak np związek miłosny.
Edit: Jacek Głodzik zaznaczył minus przy tej wypowiedzi. Nigdy nie odparł żadnego z tych argumentów, a wręcz przekręcał moje wypowiedzi żeby wyszło, że to ja jestem jakiś zły i dlatego niezdolny do miłości. Jak się nie umie odeprzeć tych argumentów, to klikanie minusa przy wypowiedzi świadczy jedynie o hipokryzji. Do czego niby można się przyczepić w tej konkretnej wypowiedzi? No właśnie, do niczego nie można. I tyle na ten temat.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | Można się przyczepić i to teraz zrobię. Ale dlaczego wy się tu zachowujecie jak dzieci z tymi waszymi kłótniami i osobistymi wycieczkami, to ja nie wiem.
A więc:
>Jakie znaczenie ma to ile ich jest? Dla miłości żadnego, a więcej ich jednak nie jest, jeśli odrzuci się starych ludzi, ekstremalne przypadki itd.
1. Och, ma zasadnicze znaczenie dla miłości. Gdyby były tylko dwie na świecie, w tym żadna w kraju, w którym mieszkasz, jaką miałbyś szansę na poznanie którejś, co jest warunkiem koniecznym do powstania miłości? A jaką miałbyś na to szansę, gdyby był ich miliard? Prawdopodobieństwo, że spotkasz grubą kobietę jest wprost proporcjonalne do ich ilości. 2. Miłość - o czym jestem pewien, że wiesz - to nie jest żadne przeznaczenie i żadna kobieta nie jest w tym względzie wyjątkowa. Zakochać można się w każdej, która odpowiada Ci pod względem stosunkowo prosto dających się opisać cech, które występują u wielu. Wystarczy odpowiednia ilość czasu spędzonego w odpowiednim nastroju i z odpowiednim podejściem. W każdym mieście każdy mógłby znaleźć miłość swojego życia, która potem wydawałaby mu się takaż wyjątkowa.
Z (1) i (2) wynika więc, że liczba grubych kobiet ma bezpośredni (i prawdopodobnie nawet liniowy) wpływ na to, czy znajdziesz miłość.
>(...) Ja wiem jak skutecznie schudnąć. Miałbym to ukrywać przed osobą, którą kocham i dopuścić do tego żeby robiła sobie krzywdę, robiąc ją przy tym wtedy także mnie? (...)
OK, rozumiem wreszcie o co Tobie w ogóle biega. No to powiem Ci tak:
Mnie podniecają tylko szczupłe kobiety i tylko z takimi byłem. Jeśli założę, że z którąś z tych, które kocham, byłbym dziś nadal, nie wyobrażam sobie, żebym mógł przestać ją kochać, gdyby przytyła. Toż to by oznaczało, że to nie była miłość, a tylko samo pożądanie. I myślę, że byłaby w stanie wówczas podniecać mnie nawet będąc grubą, bo wiedziałbym, że to jest moja kochana dziewczyna, dla której chcę być facetem lepszym, niż sama by na to liczyła.
A więc nie mógłbym się zakochać w grubej, ale jeśli już bym zadeklarował jej miłość, nie odkochałbym się, gdyby przytyła.
Powiem więcej - potrafię sobie wyobrazić (choć wcale niekoniecznie i nie uczepiaj się tego), że popsułoby się życie intymne i musielibyśmy się rozejść, ale to nadal byłaby kobieta, którą kocham.
W mojej definicji, bowiem, miłość potrzebuje określonych warunków i cech, by powstać, ale nie może się skończyć nijak, nawet jeśli skończy się związek, intymność, wszystko. Wciąż kocham obie dziewczyny, które kochałem. Myślę, że jestem też zakochany w trzeciej, z którą spotykałem się później, ale też nasze drogi się rozeszły. I czas nijak nie zmienia tych uczuć, nawet jeśli one mnie nienawidzą. W każdej chwili za każdą z nich skoczyłbym w ogień.
>Cóż, jak się nie ma co się lubi to się ma to co jest. A to czy jestem szczęśliwy czy nie,
Z całokształtu Twojej obecności tu wynika, że nie jesteś, trudno tego nie zauważyć. Próbujesz jedynie nas - i chyba w ten sposób siebie samego - przekonać, że jest inaczej.
>to już kwestia fizycznego działania mózgu
Wszystko jest kwestią fizycznego działania mózgu. Nic innego nie ma w naszym odbieraniu i przeżywaniu świata.
>Edit: >Jacek Głodzik zaznaczył minus przy tej wypowiedzi. Nigdy nie odparł żadnego z tych argumentów, a wręcz przekręcał moje wypowiedzi żeby wyszło, że to ja jestem jakiś zły i dlatego niezdolny do miłości. Jak się nie umie odeprzeć tych argumentów, to klikanie minusa przy wypowiedzi świadczy jedynie o hipokryzji. Do czego niby można się przyczepić w tej konkretnej wypowiedzi? No właśnie, do niczego nie można. I tyle na ten temat.
Nie interesują mnie wasze dziecinne animozje tutaj. I nie wiem o co tu chodzi z jakimiś waszymi minusami i plusami. Ty przyszedłeś na forum zbierać plusy? Dejże spokój.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > 2. Miłość - o czym jestem pewien, że wiesz - to nie jest żadne> przeznaczenie i żadna kobieta nie jest w tym względzie wyjątkowa.> Zakochać można się w każdej, która odpowiada Ci pod względem stosunkowo> prosto dających się opisać cech, które występują u wielu. Wystarczy> odpowiednia ilość czasu spędzonego w odpowiednim nastroju i z odpowiednim podejściem.> W każdym mieście każdy mógłby znaleźć miłość swojego życia,> która potem wydawałaby mu się takaż wyjątkowa.I tak i nie. Pasujące osoby muszą być jeszcze "w fazie". Czasem jeśli chłopak jest cierpliwy i ma dostateczną wiarę, czeka rok-dwa na synchronizację. I czasem się doczekuje. > nie wyobrażam sobie, żebym mógł przestać ją kochać, gdyby przytyła (..)> jeśli już bym zadeklarował jej miłość, nie odkochałbym się, gdyby przytyła.> (..) to nadal byłaby kobieta, którą kocham. (..)> miłość potrzebuje określonych warunków i cech, by powstać,> ale nie może się skończyć nijak, nawet jeśli skończy się związek,> intymność, wszystko. Wciąż kocham obie dziewczyny, które kochałem.> Myślę, że jestem też zakochany w trzeciej (..) czas nijak nie zmienia tych uczuć (..)> nawet jeśli one mnie nienawidzą. W każdej chwili za każdą z nich skoczyłbym w ogień.Dziwny pogląd. Naprawdę absolutnie nic nie jest w stanie zakończyć twojego uczucia? Z pewnością słyszałeś historie jak miłość w ludziach czasem zanikała i to zawsze miało swój powód. Z reguły zanika z zaniedbań, czasem z różnych zdarzeń np. parze umiera dziecko i już nie są w stanie podnieść się z traumy, wzajem zaufać etc. Czasem kończy się po zdradzie, choć z reguły nie od razu. Koleżanka z pracy rozwiodła się w połowie zeszłego roku. W chwili, gdy był rozwód jeszcze faceta kochała, choć jednocześnie wiedziała, że chce odejść. Teraz jest już otwarta na kogoś nowego. Tamto odeszło, nie wikła już, nie zajmuje. Dziewczyna zaczyna wreszcie odżywać, widać jak stres znika z jej twarzy i pojawia się ciepły uśmiech i chęć życia  Faktycznie miłość nie może się skończyć nijak, ale jak się kończy - kończy się konkretnie i z jakiegoś niebłahego powodu. Inna sprawa, że są ludzie którzy za wszelką cenę nie chcą pozwolić jej odejść we własnych głowach, choć na zewnątrz dawno już pozamiatane. Trudno im wypuścić z rąk coś co uważają za cenne, gdyż mają małe poczucie własnej wartości, lub zgoła fikcyjne i fałszywe. > > Jacek Głodzik zaznaczył minus przy tej wypowiedzi. Nigdy nie odparł> > żadnego z tych argumentów, a wręcz przekręcał moje wypowiedzi (..)> > Do czego niby można się przyczepić w tej konkretnej wypowiedzi?> Nie interesują mnie wasze dziecinne animozje tutaj. I nie wiem> o co tu chodzi z jakimiś waszymi minusami i plusamiO to w tym chodzi, że oceniono ujemne całokształt jego wypowiedzi ale olson nie daje sobie szans żeby zapytać i przeczytać za co  A jest za co: 1. Chłop traktuje ludzi czysto mechanicznie:. 2. Bierze za kobiety odpowiedzialność jak rodzic za dziecko. A to ma być ponoć miłość partnerska "Zdrowi ludzie są szczupli, albo umięśnieni. Miałbym jednocześnie chcieć i nie chcieć żeby moja ukochana była zdrowa? A co z przyczynami takiego stanu?" Chcieć można różne rzeczy i to normalne, ale działać w tym kierunku, czy mieć obsesje to już zupełnie odrębna sprawa. > o czym byśmy rozmawiali, skoro ignorowalibyśmy swoje zdrowie, przyszłość, więź i wartości?Wbrew pozorom gdy związek się rozwija zawsze jest o czym rozmawiać, ale olson ma jeden kluczowy temat, którego za nic nie odpuści. Ma się to do szacunku i taktu w uczuciu, jak pięść do nosa. Nazywajmy sprawy po imieniu: fetysz to nie miłość. W miłości trzeba równie umiejętnie poruszać pewne kwestie, jak w innym czasie milczeć. Niekoniecznie walić jak z moździerza kiedy się chce. Usiłowałem to tłumaczyć kiedyś olsonowi: jeśli robisz z człowiekiem co chcesz, on się odsuwa bo nikt nie lubi być traktowany jak zabawka względnie jak uczniak "weź się za siebie i schudnij dla Twojego dobra. Poza tym swoją tuszą robisz mi krzywdę* więc tym bardziej się ogarnij" Czysty absurd. > Gdyby faktycznie wygląd nie miał znaczenia, to i płeć by go> nie miała i chodziłoby tylko o cechy mentalneAbsolutnie nikt tu nie twierdzi, że wygląd nie ma znaczenia. Ma. Dałem minus za brak uważnego czytania i umacnianie swoich projekcji. > A jeśli chodzi o nie to te także idą w parze z tym czy> ktoś ma nadwagę, czy nie. A jak już ma to czy coś z tym robi czy nieNadmierna opieka, za nią od początku absurdalny skryty lęk* wynikający raczej z problemu psychiki. Każdej lasce z czasem zrobi się od tego duszno i ciasno. Gdzie tu miłość w tym kloszu? Minus jak z Krakowa do Warszawy. > Jeśli nie to taka dziewczyna ma szansę zostać dla mnie> najwyżej seks-koleżanką, bo nie będzie mi pasowała z charakteru i jej nie zaufam> Z kolei na przelotną znajomość w sam raz, bo takie kobiety raczej są wtedy> wyluzowane, mają w dupie swoje własne życie i jakieś głębsze więziI tylko na taką 'miłość' olsona stać. Tu minusa nie dałbym, każdy ma prawo do swoich małych schiz i braków zwłaszcza wtedy, gdy nie robi nimi krzywdy innym. Nawet małego plusa dałbym za samoświadomość  > A to czy jestem szczęśliwy czy nie, to już kwestia fizycznego> działania mózgu, a nie spełniania jakichś wyimaginowanych potrzeb> zainstalowanych mi w głowie przez tą pseudo kulturę, takich> jak np związek miłosny.Truizm, wieje nudą. Szczerze mówiąc wątku w oryginale nie doczytałem. Można się było spodziewać po samym początku "to czy jestem szczęśliwy czy nie, to już kwestia fizycznego działania mózgu" Mechaniczna pomarańcza olson, a pachnie truchłem. > Ty przyszedłeś na forum zbierać plusy? Dejże spokójJasne. Dręczą go takie sprawy. U narcyza normalne. Nie przypadkiem wyrzucał tu modowi jego 20 domniemanych grzechów głównych 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Można się przyczepić i to teraz zrobię.
Na siłę i bez sensu, co teraz wyjaśnię.
>1. Och, ma zasadnicze znaczenie dla miłości. Gdyby były tylko dwie na świecie, w tym żadna w kraju, w którym mieszkasz, jaką miałbyś szansę na poznanie którejś, co jest warunkiem koniecznym do powstania miłości? A jaką miałbyś na to szansę, gdyby był ich miliard? Prawdopodobieństwo, że spotkasz grubą kobietę jest wprost proporcjonalne do ich ilości.
Argument oderwany od rzeczywistości, bo wystarczyłoby ich 1%. Jakoś homoseksualiści znajdują miłość i związki, choć nie dość, że jest ich mało, to jeszcze się ukrywają. Gdyby podobały mi się tylko rude dziewczyny to też bez problemu bym sobie poradził ze znalezieniem takiej. Czyli Twój argument 1 był nieadekwatny i odpada. Lecimy dalej.
>2. Miłość - o czym jestem pewien, że wiesz - to nie jest żadne przeznaczenie i żadna kobieta nie jest w tym względzie wyjątkowa. Zakochać można się w każdej, która odpowiada Ci pod względem stosunkowo prosto dających się opisać cech, które występują u wielu. Wystarczy odpowiednia ilość czasu spędzonego w odpowiednim nastroju i z odpowiednim podejściem. W każdym mieście każdy mógłby znaleźć miłość swojego życia, która potem wydawałaby mu się takaż wyjątkowa.
Nie do końca. Zawsze wiedziałem, że znalezienie odpowiedniej dla mnie kobiety będzie niesamowicie trudne, bo z charakteru i poglądów odpada mi 90% społeczeństwa. Jestem nietypowy (nie wartościowałbym tego w kwestii lepszy/gorszy, ale fakt, że jestem w mniejszości jeśli chodzi o typowość charakteru). Ale zakochać się można nawet irracjonalnie, od pierwszego wejrzenia.
Każdy mógłby znaleźć miłość swojego życia? Oj nie. Z Twojego pkt 2 wynika tylko, że każdy może się zakochać, a to zupełnie co innego, bo zakochania bywają też nieszczęśliwe - bez wzajemności, albo w osobie, która nie nadaje się na związek.
>Z (1) i (2) wynika więc, że liczba grubych kobiet ma bezpośredni (i prawdopodobnie nawet liniowy) wpływ na to, czy znajdziesz miłość.
No właśnie nie ma. Zresztą wszystkie kobiety mogłyby być grube, ale np za grube, niezgrabne, albo mogłyby mi nie odpowiadać z charakteru i wtedy też by odpadały. A więc ilość miałaby wpływ jedynie w sytuacji gdyby było ich naprawdę bardzo mało, co zresztą za jakieś 10 lat może mieć miejsce, bo nie wiadomo co medycyna odkryje przez ten czas. Tego się trochę boję, bo wtedy nie miałbym nawet szans na seks.
>OK, rozumiem wreszcie o co Tobie w ogóle biega. No to powiem Ci tak: >Mnie podniecają tylko szczupłe kobiety i tylko z takimi byłem. Jeśli założę, że z którąś z tych, które kocham, byłbym dziś nadal, nie wyobrażam sobie, żebym mógł przestać ją kochać, gdyby przytyła. Toż to by oznaczało, że to nie była miłość, a tylko samo pożądanie. I myślę, że byłaby w stanie wówczas podniecać mnie nawet będąc grubą, bo wiedziałbym, że to jest moja kochana dziewczyna, dla której chcę być facetem lepszym, niż sama by na to liczyła. >A więc nie mógłbym się zakochać w grubej, ale jeśli już bym zadeklarował jej miłość, nie odkochałbym się, gdyby przytyła.
Czyli nie rozumiesz. Gdybyś ją kochał i zmieniłaby płeć to nadal byś ją kochał, bo to ta osoba? A odwracając sytuację - gdyby dziewczyna zakochała się we mnie, a jednym z ważnych składników tego byłby mój charakter, to gdybym się zmienił, np złagodniał i zapuścił włosy do pasa, zaczął słuchać innej muzyki i przeszedłbym na wegetarianizm, to gdyby dziewczyna odeszła, znaczyłoby to, że mnie nigdy nie kochała? Otóż nie. Wyobrażam sobie sytuację, w której nadal kochałbym dziewczynę, ale miłość zamieniłaby się wtedy w przyjaźń - odpadłby element seksualny i romantyczny, zostałaby więź. Zresztą zakochałem się kiedyś w szczupłej dziewczynie od 1 wejrzenia i na tamten okres seks stał się całkowicie odrębny od uczucia, ale cierpiałem, bo wiedziałem, że nie dałoby się tego pogodzić. Byłem wtedy jeszcze na tyle młody, że aż tak się nie przejmowałem, bo wiedziałem, że to jeszcze spokojnie minie i kiedyś zakocham się w dziewczynie, która będzie mi odpowiadać i z twarzy i z charakteru i cieleśnie. Wszystko wtedy było podporządkowane tej myśli. Myślałem też, że może dojrzeję i zmienią się upodobania - wtedy je akceptowałem, bo nie myślałem o aspektach takich jak zdrowie, czy psychika. Uważałem, że po prostu jest się albo grubym, albo chudym i jeśli to pierwsze to nie dożyje się do i tak nie potrzebnej i kiepskiej starości.
>Powiem więcej - potrafię sobie wyobrazić (choć wcale niekoniecznie i nie uczepiaj się tego), że popsułoby się życie intymne i musielibyśmy się rozejść, ale to nadal byłaby kobieta, którą kocham.
No tak, zdecydowanie jest to możliwe. Natomiast nie ma i tak szans na miłość, obustronność i bycie w związku z taką kobietą. Obustronnym związku. Wtedy to jest jeszcze gorsze i warto się od takiej miłości uwolnić, bo generuje tylko cierpienie.
>W każdej chwili za każdą z nich skoczyłbym w ogień.
I pisze to koleś, który zdradził dziewczynę tylko dlatego, że pojawiła mu się okazja i myślał, że to wybór i że był na to skazany, bo nie miał seksu w młodości.
>Z całokształtu Twojej obecności tu wynika, że nie jesteś, trudno tego nie zauważyć. Próbujesz jedynie nas - i chyba w ten sposób siebie samego - przekonać, że jest inaczej.
Przedefiniowałem sobie definicję szczęścia. Kiedyś uważałem, że to pozytywne neuroprzekaźniki, spełnienie, częste chwile szczytowe, spełnianie marzeń. Teraz uważam, że to spokój od cierpienia.
>Nie interesują mnie wasze dziecinne animozje tutaj. I nie wiem o co tu chodzi z jakimiś waszymi minusami i plusami. Ty przyszedłeś na forum zbierać plusy? Dejże spokój.
Gdybym przyszedł zbierać plusy to pisałbym pod publikę. Nie o to chodzi.
|
|
1 na 1 | Jużnieborek (579 punktów) | Jeśli chcesz coś zmienić lub chociażby zrozumieć, a nie tylko użalać się nad sobą, jesteś w złym miejscu. Możesz uciekać przed prawdą w filozofowanie, ale możesz również stawić jej czoła. Jeżeli nie jesteś gotów na wzięcie udziału w terapii, spróbuj przynajmniej pójść na spotkanie grupy DDA. To do niczego nie zobowiązuje, a gwarantuję Ci że możesz być zdumiony tym, co tam zobaczysz. Gdyby jednak i to było ponad Twoje siły, jest wiele książek o DDA, wśród nich kilka bardzo wartościowych. Sam je znajdziesz, jeśli rzeczywiście będziesz chciał. Uwierz mi, do bycia zniszczonym człowiekiem jeszcze wiele Ci brakuje.  P.S. Ja im nie wierzyłem, nigdy.
|
|
 | | Max Golonko (1811 punktów) | |
|
 | | nicktaki (178 punktów) | > Jeśli chcesz coś zmienić lub chociażby zrozumieć, a nie tylko użalać się nad sobą, jesteś w złym miejscu.> Możesz uciekać przed prawdą w filozofowanie, ale możesz również stawić jej czoła. Jeżeli nie jesteś gotów na wzięcie udziału w terapii, spróbuj przynajmniej pójść na spotkanie grupy DDA. To do niczego nie zobowiązuje, a gwarantuję Ci że możesz być zdumiony tym, co tam zobaczysz. Gdyby jednak i to było ponad Twoje siły, jest wiele książek o DDA, wśród nich kilka bardzo wartościowych. Sam je znajdziesz, jeśli rzeczywiście będziesz chciał.> Uwierz mi, do bycia zniszczonym człowiekiem jeszcze wiele Ci brakuje. > P.S. Ja im nie wierzyłem, nigdy.Hm. Właśnie w tym rzecz, że ja NIE uciekam przed prawdą, a wszyscy pokazują mi drogi ucieczki i mydlenia sobie samemu oczu. Prawda jest taka, że jestem gorszy od większości społeczeństwa, odstaję zdecydowanie od normy. Jeżeli moi rówieśnicy potrafili zdobyć to, czego potrzebowali, a ja nie potrafiłem, choć potrzebowałem tego samego, to byli lepsi, a ja gorszy. Przegrałem. To jest właśnie prawda. To, że straciłem najlepsze lata życia, najpiękniejsze szanse, okazje i możliwości jest właśnie prawdą. Tak, jak już odpisałem tu komuś, pójście na jakiekolwiek spotkania/terapie itd. jest bezcelowe, bo nie odda mi straconego życia, zmarnowanych najważniejszych, potencjalnie najlepszych lat. Mam już tylko to, co zostało 34-latkowi, nie mam, nigdy nie miałem i nigdy nie zaznam tego, co jest dla nastolatków. Tego co najpiękniejsze i z czego korzysta się w młodości, by później być dojrzałym, spełnionym facetem i móc skupić się na innych wartościach, na kolejnym etapie życia. Ja zawsze już będę mógł tylko żałować, że nie poszalałem, jak inni, nie nacieszyłem się tym, nie nasyciłem, nie znudziłem, by potem bez niespełnionych tęsknot móc żyć jak normalny facet. I co Ty o mnie wiesz, na jakiej podstawie możesz twierdzić, jak wiele brakuje mi do zniszczonego człowieka? Bo umiem składać zdania? Tyle o moim życiu wiesz? Sokro nie jestem zniszczonym człowiekiem, to dlaczego najbardziej banalna rzecz, jaką jest "łatwa" laska na jedną noc, jest dla mnie nieosiągalna, podczas gdy dla wszystkich innych to banał? Jestem gorszy od przeciętnego 20-latka, który jest atrakcyjny dla młodych pięknych dziewczyn i może spędzać z nimi czas i uprawiać seks. Ja nie jestem i nie mogę. W naszym społeczeństwie imprezowanie z łatwymi młodymi dupami powszechnie uważane jest za tak trywialne, mało wartościowe i proste, w zasadzie jest jedną z najniższych wartości, a ja nawet tego nie potrafiłem w życiu osiągnąć i zdobyć. To czy ma ja jestem!? Poniżej wszystkiego. A jako, że ten czas i szanse są już stracone, żadne spotkania ani rozmowy mi tego nie zwrócą, no matter what. Wszystko, co mogą zrobić, to wmawiać mi, że jest OK, choć nei potrafiłem nawet zdobyć tego, co dla innych było standardem. To ja dziękuję, nie będę oszukiwał siebie samego i robił dobrej miny do złej gry...
|
|
|  | | Jużnieborek (579 punktów) | Mylisz się, to o czym piszesz to tylko Twoje błędne wyobrażenia. Dopóki nie zrobisz czegoś z rzeczy które wymieniłem, nie będziesz wiedział o czym mówisz, więc dyskusja nie ma sensu.
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | W którym zdaniu się mylę? Przekonaj mnie jakimkolwiek logicznym argumentem, gdzie nie mam racji.
|
|
|  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Sokro nie jestem zniszczonym człowiekiem, to dlaczego najbardziej banalna rzecz, jaką jest "łatwa" laska na jedną noc, jest dla mnie nieosiągalna, podczas gdy dla wszystkich innych to banał?
Dlaczego jest nieosiągalna?
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | >>Sokro nie jestem zniszczonym człowiekiem, to dlaczego najbardziej banalna rzecz, jaką jest "łatwa" laska na jedną noc, jest dla mnie nieosiągalna, podczas gdy dla wszystkich innych to banał? >Dlaczego jest nieosiągalna?
Bo minął już wiek, w którym można było bawić się w takim towarzystwie na równi z innymi, nie będąc traktowanym jak stary zbok, albo dziadek i adresowanym na dzień dobry per "pan", kiedy można było zagadywać do nastoletnich dziewczyn, wygłupiając się i nie wychodząc na starego desperata, i chodzić na domówki poznawać ich koleżanki. Mam wymieniać dalej?
Poczytaj sobie na forach wypowiedzi nastolatek, co myślą, gdy próbuje podrywać je facet 30+. W skrócie: desperat lub obleśny zbok. Np. jeden z ostatnich tekstów, który przeczytałem, brzmiał mniej więcej tak: "Podrywał mnie jakiś koleś po 30, muszę przyznać, że mnie jarał, był całkiem przystojny i spoko, ale zaraz pomyślałam, że skoro podrywa taką młodą siksę, jak ja, to musi mieć jakiś problem ze sobą i być desperatem, i od razu poczułam do niego obrzydzenie".
I tak dalej. Każdy wiek rządzi się niestety swoimi prawami, których nie można przeskoczyć. Ja swoje najlepsze lata zmarnowałem.
|
|
| | |  | | Max Golonko (1811 punktów) | Baaaaaaaaaaaaaardzo dziwne. Znałem kilka kobiet na przestrzeni lat.
Wszystkie stawały się znacznie lepsze w seksie zdecydowanie oddalając się od 30 w górę.
Taki elokwenty jesteś i nieprestiżowy/niewstydliwy a wyciągasz wnioski z kilku (i to niekoniecznie twoich) porażek.
Jak już chcesz mieć 20 latkę to po prostu podrywaj ją inteligentnie a nie w sytuacji krępującej ją wśród koleżanek.
Zapewniam Cię (z autopsji moich bliskich kolegów) że można poderwać duuuuużo młodsza kobietę no ale nie na dyskotece gdzie będziesz jedynym facetem po 30-tce.
Są TYSIECE innych miejsc i sytuacji.
Można nawet coś zaaranżować jako niby przypadek.
A w ogóle masz tylko 34 lata - możesz mieć jeszcze mnóstwo udanego seksu.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) |
> A w ogóle masz tylko 34 lata - możesz mieć jeszcze mnóstwo udanego seksu.Przecież napisał, że nie może. Co za uparciuchy na tym forum.
|
|
| | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Mając 34 lata możesz sobie spokojnie podrywać 25 - latki, które przecież są ładniejsze od tych młodszych siks.
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Mając 34 lata możesz sobie spokojnie podrywać 25 - latki, które przecież są ładniejsze od tych młodszych siks.
Oczywiście, że nie są ładniejsze. To nastolatki są wzorem piękna, co jest oczywiste, naturalne i powszechnie wiadome. Młode, zgrabne ciało, gładka skóra, idealne buzie itd. Zresztą sam fakt, że teoretycznie mam szanse u 25+, a nie mam u -20, oznacza, że te -20 są atrakcyjniejsze, a więc i bardziej wymagające. Potem jest już tylko gorzej z czasem. Tak więc nie mogę już zaznać tego, co najlepsze, a czego prawie każdy w życiu zaznał w młodości...
Jakoś nie widziałem kremów dla nastolatek, wywołujących zmarszczki, żeby były ładniejsze.
|
|
| | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Oczywiście, że nie są ładniejsze. To nastolatki są wzorem piękna, co jest oczywiste, naturalne i powszechnie wiadome.Co za bzdura. Nastolatki są jak nie do końca dojrzałe owoce, a i umysłowo to jeszcze dzieci. > Młode, zgrabne ciało, gładka skóra, idealne buzie itd.No to właśnie dotyczy 25-latek. > Zresztą sam fakt, że teoretycznie mam szanse u 25+, a nie mam u -20, oznacza, że te -20 są atrakcyjniejsze, a więc i bardziej wymagające. Potem jest już tylko gorzej z czasem. Tak więc nie mogę już zaznać tego, co najlepsze, a czego prawie każdy w życiu zaznał w młodości...Chyba zwariowałeś. Skąd pomysł, że masz szanse u 25+, a u 20 latek nie? Może jedynie dlatego, że z tymi młodszymi nie ma o czym gadać, a stary chłop podrywający takie małolaty jest brany za desperata, który nie ma szans u lasek w swoim roczniku. > Jakoś nie widziałem kremów dla nastolatek, wywołujących zmarszczki, żeby były ładniejsze.25 latki mają zmarszczki?  Ja tam widziałem kremy na trądzik dla tych młodych siks
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > >Oczywiście, że nie są ładniejsze. To nastolatki są wzorem piękna, co jest oczywiste, naturalne i powszechnie wiadome.> Co za bzdura. Nastolatki są jak nie do końca dojrzałe owoce, a i umysłowo to jeszcze dzieci.Chyba dawno nie widziałeś nastolatki. Idź na jakąś dyskotekę i popatrz. Te najzgrabniejsze laski, to są nastolatki. A że z daleka myślisz, że to 25-tki, to już Twoja niewiedza. > >Młode, zgrabne ciało, gładka skóra, idealne buzie itd.> No to właśnie dotyczy 25-latek.Może części jeszcze tak, ale już nie na długo. > Chyba zwariowałeś. Skąd pomysł, że masz szanse u 25+, a u 20 latek nie? Może jedynie dlatego, że z tymi młodszymi nie ma o czym gadać, a stary chłop podrywający takie małolaty jest brany za desperata, który nie ma szans u lasek w swoim roczniku.No właśnie, odpowiedziałeś sobie. Więc jednak nie zwariowałem. To są dwa bardzo silne powody. > >Jakoś nie widziałem kremów dla nastolatek, wywołujących zmarszczki, żeby były ładniejsze.> 25 latki mają zmarszczki? Ja tam widziałem kremy na trądzik dla tych młodych siks  Nadal zależność jest prosta. Nastoletni koleś może lub będzie mógł jeszcze w życiu podrywać dziewczyny/kobiety w każdym wieku. Ja już nie. W miarę jak się starzeję, pozostają mi coraz mniej atrakcyjne do wyboru. Pierwsze odpadają nastolatki właśnie. A skoro (załóżmy) jestem wystarczająco atrakcyjny dla 25+, a dla 15-20 już nie, to prosta logika - młodsze są najatrakcyjniejsze, najtrudniejsze do zdobycia, poza zasięgiem.
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Chyba dawno nie widziałeś nastolatki. Idź na jakąś dyskotekę i popatrz. Te najzgrabniejsze laski, to są nastolatki. A że z daleka myślisz, że to 25-tki, to już Twoja niewiedza.
Nie, po prostu te nastolatki jeszcze nie są w pełni dojrzałe. Czasem wyglądają ładnie, gdy wydaje się, że są starsze. Mają wtedy mądrzejsze spojrzenie.
>No właśnie, odpowiedziałeś sobie. Więc jednak nie zwariowałem. To są dwa bardzo silne powody.
Ale na seks zawsze takie dziewczyny możesz znaleźć. W necie jest mnóstwo ogłoszeń.
>Nadal zależność jest prosta. Nastoletni koleś może lub będzie mógł jeszcze w życiu podrywać dziewczyny/kobiety w każdym wieku. Ja już nie. W miarę jak się starzeję, pozostają mi coraz mniej atrakcyjne do wyboru. Pierwsze odpadają nastolatki właśnie. A skoro (załóżmy) jestem wystarczająco atrakcyjny dla 25+, a dla 15-20 już nie, to prosta logika - młodsze są najatrakcyjniejsze, najtrudniejsze do zdobycia, poza zasięgiem. >
Bzdura, właśnie te młode są najłatwiejsze. Na Twojej zasadzie to najtrudniejsze do zdobycia są 10 letnie dziewczynki.
|
|
| | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Ale na seks zawsze takie dziewczyny możesz znaleźć. W necie jest mnóstwo ogłoszeń.
Od razu widać, że nie szukałeś. A więc uwierz mi na słowo, że nie ma mnóstwa ogłoszeń od nastolatek, w istocie trafić na realne ogłoszenie od nastolatki, z którą uda się umówić, to jest jak wygrać w lotto. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo jeśli mam umawiać się za kasę, to jest dla mnie zerowa satysfakcja. Dla niej i tak jestem nikim.
>Bzdura, właśnie te młode są najłatwiejsze.
No nie są. Mam dwie, czy trzy koleżanki, które są studentkami i mam pwoody, by przypuszczać, że dałyby się namówić na randkę i seks. Ale żadna z nich nie jest w moim typie, nie są to bardzo atrakcyjne dziewczyny. A nastolatki, jakie widzę na ulicy, czy na siłowni, to jest kosmos. Ale takich już ani nie mam gdzie i jak poznać, ani tym bardziej jak zaprosić na randkę w moim wieku (!). A kolesie 20-letni chodzą sobie z nimi na domówki i... echh...
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Ale na seks zawsze takie dziewczyny możesz znaleźć. W necie jest mnóstwo ogłoszeń. >Od razu widać, że nie szukałeś. A więc uwierz mi na słowo, że nie ma mnóstwa ogłoszeń od nastolatek, w istocie trafić na realne ogłoszenie od nastolatki, z którą uda się umówić, to jest jak wygrać w lotto.
No z tego co widzę jest odwrotnie. Ja może nie szukałem, ale znajomi tak.
>Ale to i tak nie ma znaczenia, bo jeśli mam umawiać się za kasę, to jest dla mnie zerowa satysfakcja. Dla niej i tak jestem nikim.
To zweryfikuj to co piszesz, bo przecież przed chwilą twierdziłeś, że chodzi tylko o zaliczanie tych siks, a teraz dodajesz, że chodzi o to żeby one o Tobie dobrze myślały.
>>Bzdura, właśnie te młode są najłatwiejsze. >No nie są. Mam dwie, czy trzy koleżanki, które są studentkami i mam pwoody, by przypuszczać, że dałyby się namówić na randkę i seks. Ale żadna z nich nie jest w moim typie, nie są to bardzo atrakcyjne dziewczyny. A nastolatki, jakie widzę na ulicy, czy na siłowni, to jest kosmos. Ale takich już ani nie mam gdzie i jak poznać, ani tym bardziej jak zaprosić na randkę w moim wieku (!). A kolesie 20-letni chodzą sobie z nimi na domówki i... echh...
Nie rozumiem. Ja w wieku 18 lat nie miałem problemu z równolatkami. Dziś jest mi jeszcze łatwiej nimi manipulować, ale mi się nie chce w ogóle z nimi rozmawiać. Jeśli chodzi Ci tylko o seks i zdobywanie lasek, to proponuję zacząć odwiedzać wiejskie dyskoteki. Tam jest mnóstwo chętnych lasek, które mają po 18 lat i wiele typów tak żałosnych i zmenelonych, że zwykły dresik z miasta wydaje się tym laskom mega elokwentnym gościem.
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >>>Ale na seks zawsze takie dziewczyny możesz znaleźć. W necie jest mnóstwo ogłoszeń. >>Od razu widać, że nie szukałeś. A więc uwierz mi na słowo, że nie ma mnóstwa ogłoszeń od nastolatek, w istocie trafić na realne ogłoszenie od nastolatki, z którą uda się umówić, to jest jak wygrać w lotto. >No z tego co widzę jest odwrotnie. Ja może nie szukałem, ale znajomi tak.
No to widać ja jestem jakiś zjebany, bo mnie żadna nastolatka nie chce.
>>Ale to i tak nie ma znaczenia, bo jeśli mam umawiać się za kasę, to jest dla mnie zerowa satysfakcja. Dla niej i tak jestem nikim. >To zweryfikuj to co piszesz, bo przecież przed chwilą twierdziłeś, że chodzi tylko o zaliczanie tych siks, a teraz dodajesz, że chodzi o to żeby one o Tobie dobrze myślały.
Chodzi o to, że jestem już starym prykiem i nie mogę żyć, jak nastoletni koleś i być postrzegany przez nastolatki, jak on, a więc też nie mogę mieć takich samych możliwości w kwestii umawiania się z nimi, poznawania ich, spędzania czasu z nimi.
>Nie rozumiem. Ja w wieku 18 lat nie miałem problemu z równolatkami.
No właśnie. Dlatego nie rozumiesz. Zazdroszczę Ci życia...
|
|
| | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > No to widać ja jestem jakiś zjebany, bo mnie żadna nastolatka nie chce.Sprawdzałeś wszystkie, że to wiesz? > >To zweryfikuj to co piszesz, bo przecież przed chwilą twierdziłeś, że chodzi tylko o zaliczanie tych siks, a teraz dodajesz, że chodzi o to żeby one o Tobie dobrze myślały.> Chodzi o to, że jestem już starym prykiem i nie mogę żyć, jak nastoletni koleś i być postrzegany przez nastolatki, jak on, a więc też nie mogę mieć takich samych możliwości w kwestii umawiania się z nimi, poznawania ich, spędzania czasu z nimi.Wartość faceta na rynku matrymonialnym na starość często rośnie, a kobiet maleje. > >Nie rozumiem. Ja w wieku 18 lat nie miałem problemu z równolatkami.> No właśnie. Dlatego nie rozumiesz. Zazdroszczę Ci życia...To zazdrościsz czy mi współczujesz? \"nicktaki\":I to jest właśnie smutne, człowieku. Żal mi Ciebie tak samo, jak siebie
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >>No to widać ja jestem jakiś zjebany, bo mnie żadna nastolatka nie chce. >Sprawdzałeś wszystkie, że to wiesz?
Głupia odpowiedź, która nic nie wnosi. Nawet gdybym sprawdził milion i żadna by mnie nie chciała, to nadal mógłbyś to napisać.
>Wartość faceta na rynku matrymonialnym na starość często rośnie, a kobiet maleje.
Ale nie na rynku nastolatek. Żadna moją dziewczyną nie zostanie, nie będę z nią chodził za rączkę i spotykał się w gronie naszych wspólnych znajomych, nie pójdę z żadną na studniówkę itd. O czym tu w ogóle mówić...
|
|
olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Każdego(!) dnia słyszałem z ich ust setki przekleństw i wyzwisk, którymi obrzucali się wzajemnie oraz mnie. Na każdym kroku słyszałem, jakim jestem debilem, jaki jestem pojebany i działo się milion innych rzeczy, których możecie się domyślać, przemoc fizyczna, psychiczna, wieczny wstyd na osiedlu, ogólnie wzorowa masakra, a jedyne czego mi oszczędzono z patologii, to molestowania seksualnego. Całe moje dzieciństwo, dorastanie/dojrzewanie, młodość, w zasadzie wszystkie najważniejsze okresy życia zdemolowane. Do tego momentu jest jeszcze pospolicie i prosto, bo patologie, to niemal nudny standard.
Tu jest przyczyna, stąd niskie poczucie wartości. Są 2 szkoły. Jedna proponuje podnosić to poczucie i wmawiać człowiekowi bajki o tym, że musi się zaakceptować bezwarunkowo, wszyscy są równi, życie ma wartość, trzeba myśleć pozytywnie itd. Skuteczna dla pewnej grupy ludzi, czyli po prostu kretynów, którzy są w stanie łyknąć to co powie autorytet pozytywnego myślenia i się okłamać. Stare błędy poznawcze najczęściej są zastępowane nowymi, nieprzyjemne objawy informujące o problemie zostają zamiecione pod dywan, a terapeuta chwali się "wyleczeniem". Taka osoba potem wychowuje dzieci, jest głucha na to ich potrzeby i wiedzę o właściwym postępowaniu (bo myśli o sobie "bezwarunkowo pozytywnie" więc "nie ma żadnych wad"). I potem to te dzieci mają problemy.
Druga szkoła proponuje doprowadzić do sytuacji, w której emocje się uspokajają i są początkowo przez jakiś czas na niskim, stabilnym poziomie. To powoduje, że człowiek myśli negatywnie, ale bez zbędnych emocji i huśtawek nastroju. Taki stan występuje często po kulminacji cierpienia, gdy umysł stwierdza, że dłużej już nie może. Racjonalizacje odpadają do końca. Giną emocje utożsamiane ze "starym ja". W miejsce obniżonego nastroju pojawia się wyższy (czasem świadomość musi sobie przypomnieć stan przyjemności, co można próbować zrobić różnymi metodami). Nieutożsamienie jest o niebo lepsze od szkoły samookłamywania się.
>Wierzyłem dorosłym. Wierzyłem babci i dziadkowi, wierzyłem rodzicom, wierzyłem nauczycielom, księdzu na religii, telewizji, filmom i książkom. A wszędzie tam uczono, że seks, imprezowanie, seks, używki, seks, latanie za spódniczkami, seks to coś złego, niemoralnego, niewartościowego. Przeciwstawiano zawsze tym złym rzeczom naukę, skromność, pokorę, uległość, książki, sport... Uczono, że jeśli chcę mieć dobre życie (tylko co to miało znaczyć!), to powinienem być wstrzemięźliwy, spokojny, grzeczny, słuchać starszych, nie zabiegać o przyjemności, grzeczny, grzeczny, grzeczny...
Teraz musisz nimi strasznie gardzić, prawda?
To skutek wychowania w kłamstwie. Gdybyś był taki jak oni, robiłbyś to samo. Jesteś bardziej inteligentny, więc w końcu przezwyciężyłeś emocje, które próbowały Cię przekonać do tego, że to tłum ma demokratycznie rację. Nie możesz jednak zaufać ludziom, bo widzisz na otoczenie najbliższych jak są patologiczni i zautomatyzowani.
>Stracone najlepsze i najważniejsze lata życia, bezpowrotnie,
Ani najlepsze, ani najważniejsze.
>bez możliwości zastąpienia ich czymkolwiek.
A po co zastępować czymś przeszłość, skoro już jest nieważna?
Przyczyna:
>Nie realizuję seksu w ogóle, bo nie mam z kim.
Wymówka:
>Byłem wtedy w dwóch związkach ze wspaniałymi dziewczynami, które mnie kochały, ale niestety nie mogłem docenić tej miłości, bo nigdy nie wyszalałem się, jak normalny chłopak. Wiedziałem, że nie mogę być szczęśliwym i spełnionym mężczyzną, jeśli nigdy nie byłem chłopakiem. Więc związki się, oczywiście, rozpadły.
A mi to brzmi jakbyś nie był, albo jakby Cię nie kochały. I teraz wydaje Ci się, że żadna Cię nie pokocha. Oczywiście to, że tak brzmi, nie oznacza, że tak jest. To taka standardowa interpretacja jaka sama się nasuwa.
>Po prostu nie mogę żyć tak, jak bym chciał (a jak żyje większość społeczeństwa, nie chciałbym wcale niczego wyjątkowego!)
Pogodzenie się z taką sytuacją otwiera człowieka na zupełnie inne perspektywy. Myślę, że najważniejsze jest bycie szczerym przed samym sobą i pozbycie się jakichkolwiek oczekiwań od życia (zamiana ich na realne cele).
|
|
 | | nicktaki (178 punktów) | >Teraz musisz nimi strasznie gardzić, prawda? Po prostu ich nienawidzę za to, co mi zrobili. I gówno mnie obchodzi, że nie wiedzieli co robią. Ja się jakoś dowiedziałem, więc gdyby chcieli być rodzicami, na które to miano nie zasłużyli, to też by się dowiedzieli.
>>Stracone najlepsze i najważniejsze lata życia, bezpowrotnie, >Ani najlepsze, ani najważniejsze.
Zdecydowanie najważniejsze. Fundament, z którego wynika wszystko później, nie wiem jak możesz się z tym kłócić, cały ten wątek jest właśnie z tego powodu.
>>Byłem wtedy w dwóch związkach ze wspaniałymi dziewczynami, które mnie kochały, ale niestety nie mogłem docenić tej miłości, bo nigdy nie wyszalałem się, jak normalny chłopak. Wiedziałem, że nie mogę być szczęśliwym i spełnionym mężczyzną, jeśli nigdy nie byłem chłopakiem. Więc związki się, oczywiście, rozpadły. >A mi to brzmi jakbyś nie był, albo jakby Cię nie kochały. I teraz wydaje Ci się, że żadna Cię nie pokocha. Oczywiście to, że tak brzmi, nie oznacza, że tak jest. To taka standardowa interpretacja jaka sama się nasuwa.
Byłem, najpierw z jedną dziewczyną, która wiem, że bardzo mnie kochała, bardzo o mnie walczyła, bardzo chciała mi pomóc. A ja w zamian ją na dodatek skrzywdziłem. Bo po początkowej fascynacji nią i seksem z nią, zacząłem odkrywać, że przecież inni mieli takich dziewczyn i seksu więcej już znacznie wcześniej. Mieli wybór, mogli się wyszaleć, popróbować tu i tam, a ja co? Jedna, która się trafiła... Co z tego, że mnie kochała, że akurat naprawdę była dobra, skoro ja nie czułem się mężczyzną, który ma kontrolę nad tym co i z kim robi? Więc celowo zrywałem z nią, by widzieć jak jej zależy, by poczuć, że mnie też jakaś dziewczyna może chcieć, że mam jakąś kontrolę, że ona za mną płacze, a potem pozwalałem jej wracać. I znów. Tak wiele razy, wiedziałem, że któregoś dnia w końcu przecież nie wróci i tak też się stało.
Potem była druga, śliczne, delikatne, kochane i kochające stworzenie. Do dziś mój ideał, a jednak też to zniszczyłem w podobny sposób, bo wówczas nie doceniłem tego, co mam. Też w końcu nie wytrzymała. Największa strata życia... Głównie dlatego, że zdradziłem ją... z tą poprzednią. Dlaczego? Nie dlatego, że chciało mi się seksu, bo go przecież miałem. Ale dlatego, że wszędzie wokół słychać, jak to faceci zdradzają, ile to mają okazji i tylko od ich dobrej woli i od tego, jacy są wartościowi zależy, czy powstrzymają się przed pokusą! A do mnie nie przychodziły żadne pokusy, nie miałem przed czym się hamować, nie miałem komu odmawiać, nie miałem jak poczuć się facetem... Więc zrobiłem to, gdy ten jeden jedyny raz w życiu się taka możliwość pojawiła... Jeszcze tego samego dnia przyznałem się z płaczem, ale to już nieważne...
>>Po prostu nie mogę żyć tak, jak bym chciał (a jak żyje większość społeczeństwa, nie chciałbym wcale niczego wyjątkowego!) >Pogodzenie się z taką sytuacją otwiera człowieka na zupełnie inne perspektywy. Myślę, że najważniejsze jest bycie szczerym przed samym sobą i pozbycie się jakichkolwiek oczekiwań od życia (zamiana ich na realne cele).
Czyli po prostu nie ma rady. I to jest właśnie szczerość. Nie mogę mieć fajnego męskiego życia. Mogę mieć tylko gorsze, z przymusu. Realne cele? Jakie cele? Cel jest dwa metry pod ziemią, a to, co przeżyjesz w trakcie życia jest jedyną wartością. Ja już nie mogę go przeżyć nawet przeciętnie, mogę już tylko gorzej, niż większość. Więc dążenie do czegokolwiek teraz jest bezsensowne, skoro nigdy nie osiągnę nawet tego, co inni mieli ot tak, za młodu. Muszę już zawsze żyć wiedząc, że jestem w praktyce podczłowiekiem, niepełnowartościowym facetem. Łatwo jest mówić: "wyzbądź się oczekiwań od życia", kiedy samemu się pożyło w młodości i teraz można po prostu spokojnie otworzyć się na to, co jeszcze dodatkowo być może zaoferuje życie. To trochę tak, jakbyś przeczytał wielką, ciekawą księgę i później śmiał się czasem z nowowymyślanych anegdot do poznanej historii. Mnie każesz cieszyć się z samych anegdot.
|
|
|  | 2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) |
> Potem była druga, śliczne, delikatne, kochane i kochające stworzenie. Do dziś mój ideał, a jednak też to zniszczyłem w podobny sposób, bo wówczas nie doceniłem tego, co mam. Też w końcu nie wytrzymała. Największa strata życia... Głównie dlatego, że zdradziłem ją... z tą poprzednią. Dlaczego? Nie dlatego, że chciało mi się seksu, bo go przecież miałem. Ale dlatego, że wszędzie wokół słychać, jak to faceci zdradzają, ile to mają okazji i tylko od ich dobrej woli i od tego, jacy są wartościowi zależy, czy powstrzymają się przed pokusą! A do mnie nie przychodziły żadne pokusy, nie miałem przed czym się hamować, nie miałem komu odmawiać, nie miałem jak poczuć się facetem... Więc zrobiłem to, gdy ten jeden jedyny raz w życiu się taka możliwość pojawiła... Jeszcze tego samego dnia przyznałem się z płaczem, ale to już nieważne...Wiesz, co ja tu widzę? Podrecznikowy schemat zachowania DDA. Tak bardzo budujesz swą tożsamość na byciu zerem, że choćby instynkt dyktował ci co innego, to czujesz się zobowiązany do udowodnienia każdemu, że jesteś szmatą i nie warto cię kochać. Bo tylko w tej roli czujesz się bezpieczny i na właściwym miejscu. Z tego można wyjść, jak się chce, ale skoro nie chcesz, to po co o tym piszesz? Żeby wzbudzać litość? No, to wzbudzasz. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | > Wiesz, co ja tu widzę? Podrecznikowy schemat zachowania DDA. Tak bardzo budujesz swą tożsamość na byciu zerem, że choćby instynkt dyktował ci co innego, to czujesz się zobowiązany do udowodnienia każdemu, że jesteś szmatą i nie warto cię kochać. Bo tylko w tej roli czujesz się bezpieczny i na właściwym miejscu. Z tego można wyjść, jak się chce, ale skoro nie chcesz, to po co o tym piszesz? Żeby wzbudzać litość? No, to wzbudzasz.Tylko po to, by pokazać jak pielęgnuje patologie wszechobecna hipokryzja i zakłamanie, powszechne u rodziców, nauczycieli, w edukacji, mediach, niestety nawet w książkach, które przecież zawsze piętnują tych, którzy myślą o seksie, a wywyższają jedynie dążenie do czystej, monogamicznej, grzecznej, jedynej, wielkiej miłości. Tylko po to, by pokazać skutki, których niestety sam jestem masakrycznym przykładem  A co ze mną... Dobrego wyjścia nie ma. Najlepsze stracone. Będę udawał uśmiech, aż zdobędę odwagę, by to wszystko zakończyć... Tyle.
|
|
| | |  | 2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) | Człowiek zniszczony przez własne przesądy | > >Z tego można wyjść, jak się chce, ale skoro nie chcesz, to po co o tym piszesz? Zeby wzbudzać litość? No, to wzbudzasz.> Tylko po to, by pokazać jak pielęgnuje patologie wszechobecna hipokryzja i zakłamanie, powszechne u rodziców, nauczycieli, w edukacji, mediach, niestety nawet w książkach, które przecież zawsze piętnują tych, którzy myślą o seksie, a wywyższają jedynie dążenie do czystej, monogamicznej, grzecznej, jedynej, wielkiej miłości.Ja tu widzę innego rodzaju patologię. Straszliwa patriarchalna moralność, nazywajaca złym i brudnym seks pozamałżenski, rzeczywiście wyrządzila w swym czasie wiele szkód w ludzkiej psychice. Ale ten czas już przemija. Nawet katecheta o korzyściach duchowych z dziewictwa przed ślubem wspomina jedynie ukradkiem, mając z góry przygotowaną drogę ucieczki przed lawiną śmiechu, jaka niewątpliwie na niego spadnie. Nie ma co jednak ogłaszać triumfu Rozumu nad Przesądem. Przesąd został wprawdzie pokonany, ale nie przez Rozum, lecz przez inny Przesąd, głupotą co najmniej dorównujący poprzednikowi. Bo czym różni się lament kobiety upadłej sprzed stu lat, która ma się za szmatę, bo przed ślubem straciła cnotę i teraz do końca życia pozostaje jej tylko różaniec i czekanie na śmierć w pogardzie dla samej siebie, od lamentu upadłego mężczyzny, który już do końca życia będzie zerem, bo nie zamoczył przed dwudziestką? Przecież autodestrukcyjny idiotyzm obu tych postaw jest identyczny. Jedynie co bardziej zołzowate feministki mogą mieć złośliwą satysfakcję, bo poprzedni Potwór pozerał głównie kobiecy rozum (mężczyznom pozamałżeńskie ekscesy, choć niby też grzeszne, jakoś łatwo wybaczano), natomiast obecny żywi się mózgami głównie męskimi i w nich sieje spustoszenie. Dziewczynie prawie wolno być dziewicą, to wprawdzie obciach, ale wybaczalny, ale chłopak w takiej sytuacji przegrał życie. No dobra, tak naprawdę nie jest tak źle, to jednak nie jest jeszcze obowiązujący schemat - ale jest coraz częstszy i może stać się obowiązujący, jeśli nie zdusimy go w zarodku. Oczywiście zadnym rozwiązaniem nie jest powrót do przesądów przeszłości, jak by to się marzyło konserwatywnym ultrasom! www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Odp: Człowiek zniszczony przez własne przesądy | > Ja tu widzę innego rodzaju patologię.> Straszliwa patriarchalna moralność, nazywajaca złym i brudnym seks pozamałżenski, rzeczywiście wyrządzila w swym czasie wiele szkód w ludzkiej psychice. Ale ten czas już przemija. Nawet katecheta o korzyściach duchowych z dziewictwa przed ślubem wspomina jedynie ukradkiem, mając z góry przygotowaną drogę ucieczki przed lawiną śmiechu, jaka niewątpliwie na niego spadnie. Nie ma co jednak ogłaszać triumfu Rozumu nad Przesądem. Przesąd został wprawdzie pokonany, ale nie przez Rozum, lecz przez inny Przesąd, głupotą co najmniej dorównujący poprzednikowi. Bo czym różni się lament kobiety upadłej sprzed stu lat, która ma się za szmatę, bo przed ślubem straciła cnotę i teraz do końca życia pozostaje jej tylko różaniec i czekanie na śmierć w pogardzie dla samej siebie, od lamentu upadłego mężczyzny, który już do końca życia będzie zerem, bo nie zamoczył przed dwudziestką? Przecież autodestrukcyjny idiotyzm obu tych postaw jest identyczny. Jedynie co bardziej zołzowate feministki mogą mieć złośliwą satysfakcję, bo poprzedni Potwór pozerał głównie kobiecy rozum (mężczyznom pozamałżeńskie ekscesy, choć niby też grzeszne, jakoś łatwo wybaczano), natomiast obecny żywi się mózgami głównie męskimi i w nich sieje spustoszenie. Dziewczynie prawie wolno być dziewicą, to wprawdzie obciach, ale wybaczalny, ale chłopak w takiej sytuacji przegrał życie.> No dobra, tak naprawdę nie jest tak źle, to jednak nie jest jeszcze obowiązujący schemat - ale jest coraz częstszy i może stać się obowiązujący, jeśli nie zdusimy go w zarodku. Oczywiście zadnym rozwiązaniem nie jest powrót do przesądów przeszłości, jak by to się marzyło konserwatywnym ultrasom!Nieźle to wykoncypowałeś, przyznaję, że tak na to nie spojrzałem nigdy. Cieszę się, że ktoś jeszcze mógł mnie zaskoczyć nowym spostrzeżeniem w tym temacie. Choć w praktyce ono nic dla mnie nie zmienia. Bo w moim wypadku nie chodzi o prestiż społeczny. Bo, jak już gdzieś napisałem, nikt kogo poznaję nie musi wiedzieć, i w istocie jeśli sam tego nie powiem nie ma sposobu by się dowiedział, że moje życie jest tak wybrakowane, że nie uprawiałem seksu przed 25 rokiem życia, że zmarnowałem najlepszy okres życia. Bo uprawiałem potem, miałem dziewczyny, miałem doświadczenia, ja już teraz nawet nie jestem nieśmiały, tego wszystkiego już nie widać. Może widać, że coś mnie w środku męczy, ale nikt nigdy się nie domyśli co, nikt jeszcze nigdy się nie domyślił, a nawet ludzie którym mówiłem wprost bardzo długo nie chcieli uwierzyć, uważali że się z nich nabijam. Więc nie chodzi o to, co myślą o mnie ludzie, nie to jest problemem. Chodzi o to, że SAM wiem, że straciłem coś najlepszego w życiu, czego już nigdy nie zaznam. Całe życie i wszystko, co potencjalnie mogłoby mnie jeszcze spotkać, zawsze będzie gorsze od tego, co mnie ominęło. Bo nie mogę już szukać wśród wszystkich kobiet, mogę już tylko wśród tych nienajatrakcyjniejszych. Mam już ograniczenie, które się nie cofnie. A nastoletni chłopak może lub będzie mógł jeszcze wśród wszystkich. Ja już nigdy... Mój sufit jest jego podłogą... A czas, który był ku temu, zmarnowałem, straciłem. Zostały resztki. To, co dla wszystkich innych jest resztkami, dla mnie miałoby być całym życiem... To ja tak po prostu nie chcę
|
|
| | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Chodzi o to, że SAM wiem, że straciłem coś najlepszego w życiu, czego już nigdy nie zaznam. Całe życie i wszystko, co potencjalnie mogłoby mnie jeszcze spotkać, zawsze będzie gorsze od tego, co mnie ominęło. Bo nie mogę już szukać wśród wszystkich kobiet, mogę już tylko wśród tych nienajatrakcyjniejszych. Mam już ograniczenie, które się nie cofnie. A nastoletni chłopak może lub będzie mógł jeszcze wśród wszystkich. Ja już nigdy... Mój sufit jest jego podłogą...
To brzmi jak racjonalizacja złego samopoczucia. Może spróbuj spojrzeć na ten problem z perspektywy naukowej. Pierwotne jest złe samopoczucie - niski poziom dopaminy, serotoniny itd. Umysł racjonalizuje to sobie. Hmm najlepszym przykładem jest działanie narkotyków. Czujesz się źle, masz negatywne myśli, ale wciągasz koks i zaraz myślisz pozytywnie i czujesz się silnie. Świadomość może się całkowicie zmienić. Ludzie utożsamiają się ze swoimi stanami emocjonalnymi. Powstają wtedy racjonalizacje.
Nie musisz brać mojego wpisu na poważnie, ale moim zdaniem masz aktywny ten mechanizm i przeniesiony akurat na ten jeden problem. Czynisz tu ukryte założenie, że gdyby nie inni ludzie (zła rodzina, złe wychowanie), miałbyś dostęp jako 20 latek do dziewczyn SHB10. Myślisz, że gdybyś takie ruchał, to miałbyś wysoką samoocenę. Hmm mi w ten sposób samoocenę podnosiła piłka, ale mniejsza z tym. Przecież to jest oczywisty absurd, bo większość nastolatków nie ma dostępu do takich dziewczyn. Jeśli mają to i tak większość nie ma odwagi, albo mają niską wartość na rynku matrymonialnym.
Czyli potrzebujesz szybkiego podniesienia serotoniny, aby zrozumieć inny stan umysłu. Przyczyną może być niska samoocena wynikająca z DDA, albo czynniki biologiczne (być może masz takie predyspozycje genetyczne).
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > To brzmi jak racjonalizacja złego samopoczucia. Może spróbuj spojrzeć na ten problem z perspektywy naukowej. Pierwotne jest złe samopoczucie - niski poziom dopaminy, serotoniny itd. Umysł racjonalizuje to sobie. Hmm najlepszym przykładem jest działanie narkotyków. Czujesz się źle, masz negatywne myśli, ale wciągasz koks i zaraz myślisz pozytywnie i czujesz się silnie. Świadomość może się całkowicie zmienić. Ludzie utożsamiają się ze swoimi stanami emocjonalnymi. Powstają wtedy racjonalizacje.> Nie musisz brać mojego wpisu na poważnie, ale moim zdaniem masz aktywny ten mechanizm i przeniesiony akurat na ten jeden problem. Czynisz tu ukryte założenie, że gdyby nie inni ludzie (zła rodzina, złe wychowanie), miałbyś dostęp jako 20 latek do dziewczyn SHB10. Myślisz, że gdybyś takie ruchał, to miałbyś wysoką samoocenę. Hmm mi w ten sposób samoocenę podnosiła piłka, ale mniejsza z tym. Przecież to jest oczywisty absurd, bo większość nastolatków nie ma dostępu do takich dziewczyn. Jeśli mają to i tak większość nie ma odwagi, albo mają niską wartość na rynku matrymonialnym.> Czyli potrzebujesz szybkiego podniesienia serotoniny, aby zrozumieć inny stan umysłu. Przyczyną może być niska samoocena wynikająca z DDA, albo czynniki biologiczne (być może masz takie predyspozycje genetyczne).Ci którzy w tej chwili bzykają 17-letnią koleżankę, gdy ja piszę tego posta, nie muszą sobie nic racjonalizować, rozumiesz? Nie muszą wiedzieć co to serotonina, dopamina, samoocena, czynniki, srynniki. Bo mają, co lubią, korzystają i mają spoko, bez zastanawiania się. Bardzo dużo myślałem o tym, że to przecież tylko chemia i elektryka w mojej głowie. Ale to jest ostatecznie myślenie gówno warte, bo inni mają tak samo chemię i elektrykę w głowach. Ale oni mają w życiu te powody do cieszenia się, a ja nie. Oni nie muszą walczyć, tłumaczyć sobie i zastanawiać się. Piszą do "dupy" i się z nią spotykają. To jest życie, nie ta wegetacja, którą ja mam... Tyle lat... kiedy inni żyli... Szkoda słów...
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Ale nie ma znaczenia co myślisz, bo uregulowanie neuroprzekaźników może usunąć problem w obecnej formie. Wg mnie możesz dymać małolatki, ale także nie masz szans na miłość, tak jak ja.
|
|
|  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Odp: Zniszczony człowiek. | > Po prostu ich nienawidzę za to, co mi zrobili. I gówno mnie obchodzi, że nie wiedzieli co robią. Ja się jakoś dowiedziałem, więc gdyby chcieli być rodzicami, na które to miano nie zasłużyli, to też by się dowiedzieli.Nie wiedzieli co robią. Na tym to polega, dlatego ja takich ludzi nienawidzę za to, że są automatycznymi botami. > Zdecydowanie najważniejsze. Fundament, z którego wynika wszystko później, nie wiem jak możesz się z tym kłócić, cały ten wątek jest właśnie z tego powodu.No tak, że najważniejsze lata nie istnieją. Jeśli teraz zaczniesz być szczęśliwy, to za kilka lat będziesz wspominał obecny okres jako najważniejszy. Napisz dlaczego uważasz, że ten okres jest najważniejszy. Ale zastanów się porządnie, bo w takich sytuacjach najczęściej taki schemat myślenia jest typowy dla niskiej samooceny. No więc kilka faktów: - samoocena to nie Ty: Pozamoralne rozumienie dobra i zła i wolna wola raz jeszcze Empiryczne dowody na nieistnienie wolnej woliTytuły dotyczą wolnej woli, ale co za tym idzie, skoro nie możesz dokonywać wyborów, to nie istnieje nikt kto miałby ich dokonywać. - świadomość przy odpowiedniej konfiguracji neuroprzekaźników przeskakuje do innego toku myślenia. Pomyśl teraz o przeczuciu, które można wywołać np narkotykiem. Ktoś ma problem nie do rozwiązania. Czuje smutek, rozpacz, chęć żeby się zabić. Wypija wódkę - czuje agresję, niszczy meble,bije żonę, budzi się z kacem. Zamiast wódki pali jointa - śmieje się, relaksuje i czuje dystans do swoich problemów, albo łapie panikę, czuje zamulenie. Zamiast jointa wciąga kokę - czuje, że ma w dupie ten problem, koncentruje się na innych rzeczach, staje się elokwentny, pewny siebie i zrelaksowany, a chłodna, przyjemna energia przepełnia jego świadomość. Zamiast koksu bierze mefedron i zyskuje poczucie, że jego problem już nie istnieje - jest rozwiązany, a wszystko można zrobić w bardzo łatwy sposób. Nie może sobie przypomnieć jak to jest mieć problemy. Każdemu takiemu stanowi odpowiada stan neuroprzekaźników w odpowiednich rejonach mózgu, aktywność tych obszarów i treść myśli, czyli fizyczne sieci neuronowe. Skoro wiesz, że tak jest po narkotykach, to chyba rozumiesz, że zmierzam do tego, że to co piszesz to tak jakby "DDA" było jakąś substancją, którą połknąłeś w tabletce, albo wciągnąłeś nosem z cycków jakiegoś kur****ona w klubowym kiblu, a Ty jesteś pod wpływem tego. Ale jak ktoś ma bad tripa to mówią mu "mordo, zejdzie ci faza i demonów nie będzie" i nic i myślę, że tak samo może być z Tobą w tym temacie, bo smoki zainstalowane przez społeczeństwo nadal wydają Ci się realnymi postaciami  Moim zdaniem Twój tok myślenia jest tak śmieszny, jakbyś nie chciał jeździć oplem insignia, bo nie jeździłeś wcześniej ferrari 550  > Byłem, najpierw z jedną dziewczyną, która wiem, że bardzo mnie kochała, bardzo o mnie walczyła, bardzo chciała mi pomóc. A ja w zamian ją na dodatek skrzywdziłem. Bo po początkowej fascynacji nią i seksem z nią, zacząłem odkrywać, że przecież inni mieli takich dziewczyn i seksu więcej już znacznie wcześniej. "Inni mieli" - żenujące. > Mieli wybór, mogli się wyszaleć, popróbować tu i tam, a ja co? Jedna, która się trafiła... Co z tego, że mnie kochała, że akurat naprawdę była dobra, skoro ja nie czułem się mężczyzną, który ma kontrolę nad tym co i z kim robi? Więc celowo zrywałem z nią, by widzieć jak jej zależy, by poczuć, że mnie też jakaś dziewczyna może chcieć, że mam jakąś kontrolę, że ona za mną płacze, a potem pozwalałem jej wracać. I znów. Tak wiele razy, wiedziałem, że któregoś dnia w końcu przecież nie wróci i tak też się stało.I dobrze, że ktoś taki nie będzie miał dziewczyny. > Głównie dlatego, że zdradziłem ją... z tą poprzednią. Dlaczego? Nie dlatego, że chciało mi się seksu, bo go przecież miałem. Ale dlatego, że wszędzie wokół słychać, jak to faceci zdradzają, ile to mają okazji i tylko od ich dobrej woli i od tego, jacy są wartościowi zależy, czy powstrzymają się przed pokusą! A do mnie nie przychodziły żadne pokusy, nie miałem przed czym się hamować, nie miałem komu odmawiać, nie miałem jak poczuć się facetem... Więc zrobiłem to, gdy ten jeden jedyny raz w życiu się taka możliwość pojawiła... Jeszcze tego samego dnia przyznałem się z płaczem, ale to już nieważne...Od czytania dostałem raka z przerzutami do wszystkich ciał astralnych i czakr. > Czyli po prostu nie ma rady. I to jest właśnie szczerość. Nie mogę mieć fajnego męskiego życia. Mogę mieć tylko gorsze, z przymusu.I bardzo dobrze. > Realne cele? Jakie cele? Cel jest dwa metry pod ziemią, a to, co przeżyjesz w trakcie życia jest jedyną wartością. Ja już nie mogę go przeżyć nawet przeciętnie, mogę już tylko gorzej, niż większość. Więc dążenie do czegokolwiek teraz jest bezsensowne, skoro nigdy nie osiągnę nawet tego, co inni mieli ot tak, za młodu. Muszę już zawsze żyć wiedząc, że jestem w praktyce podczłowiekiem, niepełnowartościowym facetem.No to chociaż ten dół sobie wykop, to może coś ci w końcu wyjdzie. > Łatwo jest mówić: "wyzbądź się oczekiwań od życia", kiedy samemu się pożyło w młodości i teraz można po prostu spokojnie otworzyć się na to, co jeszcze dodatkowo być może zaoferuje życie.No ja tam za specjalnej młodości nie miałem, a teraz wiem, że nie mam szansy na miłość, ale udało mi się z tym pogodzić. Ludzie nawkładali ci do głowy głupot, że życie i dobro wiąże się ze szczęściem i teraz jeszcze przez to pokutujesz.
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | > Napisz dlaczego uważasz, że ten okres jest najważniejszy. Ale zastanów się porządnie, bo w takich sytuacjach najczęściej taki schemat myślenia jest typowy dla niskiej samooceny.Bo młodość jest czasem, kiedy kształtuje się ludzka psychika, charakter, osobowość na resztę życia. Jest czasem, kiedy najłatwiej o kontakty towarzyskie, jest najwięcej imprez, beztroskiej zabawy, najatrakcyjniejszych, jeszcze niezwiązanych z nikim dziewczyn, czyli szans i okazji, które w późniejszym życiu się już nie pojawiają lub prawie nie pojawiają i nie dają praktycznie wyboru. Jest to czas, kiedy człowiek uczy się współżycia społecznego, kiedy na sucho uchodzą głupoty i nieodpowiedzialność, a wręcz wypada z tego luzu korzystać, by w dorosłe życie wejść z doświadczeniem i dystansem do tego, bez tęsknot i niespełnionych popędów. By później do końca życia nie zazdrościć młodym chłopakom, bo samemu nie miało się tego, czym oni mogą się cieszyć. Widzę to każdego dnia, ale już nie dla psa kiełbasa. Zostaje mi życie człowieka starszego, od którego oczywiście oczekuje się już dojrzałości, nie_desperacji, dystansu itd. W społeczeństwie zakłada się na każdym kroku, w każdej rozmowie, że ten człowiek wie, jak to "szalało się za młodu" i teraz z perspektywy może "gardzić tymi młodzieńczymi wybrykami", a szukać "dojrzałych emocjonalnie i reprezentujących sobą wyższe wartości kobiet, związków itd." Zresztą moje nieskładne tłumaczenie nie jest nawet potrzebne, wystarczy spojrzeć na dowolne publikacje nt. ludzkiej psychologii, wszędzie podkreśla się fakt, że dzieciństwo i młodość determinują w zasadzie wszystko później, a wszelkie niemal problemy wynikają z tego właśnie okresu. > Tytuły dotyczą wolnej woli, ale co za tym idzie, skoro nie możesz dokonywać wyborów, to nie istnieje nikt kto miałby ich dokonywać.Nie musisz mi tłumaczyć determinizmu, zależności przyczynowo-skutkowych, ani faktu, że jesteśmy biologicznymi maszynami, postępującymi po prostu według algorytmów przyjmujących dane z otoczenia i że dlatego wolna wola jest iluzją i niemożliwością. Wiem to i są to rzeczy, do których często sam doszedłem na logikę, zanim o nich przeczytałem. Wiem też i rozumiem, że w związku z tym wszystkie nasze odczucia, myśli i emocje są procesami fizycznymi rozgrywającymi się tylko w naszej głowie, nie na zewnątrz, i zwyczajnie zależnymi od czynników fizycznych/substancji itp. Wiem, że teoertycznie mógłbym mieć stwardnienie rozsiane, stracić w wypadku dzieci i codziennie być szykanowanym przez społeczeństwo, a przyjmować odpowiednie substancje czy stymulatory, dzięki którym to wszystko dawałoby mi radość i pełnię szczęścia. To może być albo przerażające, albo wyzwalające. Jak pisał Lem: "Nigdy nie żałuj, że mogłeś coś w życiu zrobić, ale tego nie zrobiłeś. Nie mogłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś". Ale jednak żyjemy w konkretnym społeczeństwie, które rządzi się konkretnymi prawami i w tym społeczeństwie moje życie odstaje od innych. Bez wpływu na to ja dostałem jednak gorsze życie od większości. I ja muszę sobie z tym radzić, tłumaczyć to teraz sobie na kolejnym forum, a oni w tym czasie po prostu bawią się, za przeproszeniem, kolejną cipką. Nic sobie nie muszą tłumaczyć i uzasadniać, bo dostali wszystko, co potrzebne, by cieszyć się życiem... > Moim zdaniem Twój tok myślenia jest tak śmieszny, jakbyś nie chciał jeździć oplem insignia, bo nie jeździłeś wcześniej ferrari 550  Ej, ale moją Isię, to Ty szanuj, akurat to sobie chwalę. Ale złe porównanie, bo F550 nie jest czymś, co ma większość społeczeństwa. A nastoletni seks jest... To podstawowa, banalna dla innych rzecz, nie marzę o niczym więcej, niż zwykłą przeciętnością, a nawet to jest nie dla mnie...  > "Inni mieli" - żenujące.Ale prawdziwe. Ja muszę sobie tłumaczyć i radzić z tym, jakie dostałem życie, a oni w tym czasie po prostu korzystają i się cieszą z tego, bo dostali to z urzędu...  > I dobrze, że ktoś taki nie będzie miał dziewczyny.Spoko, wiem... > >Czyli po prostu nie ma rady. I to jest właśnie szczerość. Nie mogę mieć fajnego męskiego życia. Mogę mieć tylko gorsze, z przymusu.> I bardzo dobrze.Często zastanawiałem się, dlaczego akurat mnie to spotkało... nie chciałem tego... Dla Ciebie to bez różnicy. > No to chociaż ten dół sobie wykop, to może coś ci w końcu wyjdzie.Zawsze zazdrościłem jeszcze jednej rzeczy nastolatkom. Odwagi. Czasem słyszało się, że jakąś tam laskę, czy kolesia ktoś ośmieszył w klasie, czy w Internecie i powiesili się na skakance, czy pod prysznicem. Z tak błahego powodu. Podziwiam ich odwagę, ja wciąż jej nie mam, wciąż panicznie się boję... > No ja tam za specjalnej młodości nie miałem,Każdy tak mówi, każdy. Ale miałeś jakąś przeciętną, z przeciętnym życiem towarzyskim, czy seksualnym, czy choćby momentem inicjacji. Z przeciętnymi oczywiście problemami nastolatków z tym związanymi itd. Ale ja wiem, że dla Was to nic specjalnego, bo taki seks, to norma, zwyczajność, jak każdy. Ot, zwykłe problemy nastolatków. Ja nie miałem nawet tego... A inne problemy? Też je miałem niezależnie przecież... > a teraz wiem, że nie mam szansy na miłość, ale udało mi się z tym pogodzić. Ludzie nawkładali ci do głowy głupot, że życie i dobro wiąże się ze szczęściem i teraz jeszcze przez to pokutujesz.Na seks może być za późno, ale na miłość? Niby dlaczego miałbyś nie mieć szansy na miłość?
|
|
| | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Tak, młodość jest ważna, ale pewne rzeczy, które zrobi się później, zazwyczaj powodują, że się o tym zapomina. Np ktoś zaliczył pierwszy seks w wieku 30 lat, to jeśli potem robi to regularnie, zapomina o nieudanym okresie. > Ale jednak żyjemy w konkretnym społeczeństwie, które rządzi się konkretnymi prawami i w tym społeczeństwie moje życie odstaje od innych. Bez wpływu na to ja dostałem jednak gorsze życie od większości.No ja też. > I ja muszę sobie z tym radzić, tłumaczyć to teraz sobie na kolejnym forum, a oni w tym czasie po prostu bawią się, za przeproszeniem, kolejną cipką. Nic sobie nie muszą tłumaczyć i uzasadniać, bo dostali wszystko, co potrzebne, by cieszyć się życiem...Nie dostali, bo dostali też w gratisie ignorancję. Mało kto z nich docenia to co ma, bo porównanie do takich ludzi jak my jest dla nich samo w sobie poniżające, tak jak dla mnie mówienie żebym cieszył się tym, że mam ręce i nogi. Ale teraz doceniam bardziej brak bólu i walkę. > Ej, ale moją Isię, to Ty szanuj, akurat to sobie chwalę.> Ale złe porównanie, bo F550 nie jest czymś, co ma większość społeczeństwa. A nastoletni seks jest... To podstawowa, banalna dla innych rzecz, nie marzę o niczym więcej, niż zwykłą przeciętnością, a nawet to jest nie dla mnie...  Ale niekoniecznie z dajkami. Tzn ja uważam, że najważniejszy i najlepszy jest związek, w którym seks jest dobry i regularny, ale nie jest najważniejszą ani jedyną wartością, na której się opiera. Jak nie ma związku to są bardziej przelotne znajomości, ale też niekoniecznie trafia się na dajki i nie jest to raczej kluczowa kwestia. > >"Inni mieli" - żenujące.> Ale prawdziwe. Ja muszę sobie tłumaczyć i radzić z tym, jakie dostałem życie, a oni w tym czasie po prostu korzystają i się cieszą z tego, bo dostali to z urzędu...  No ale po co o nich myślisz? > Często zastanawiałem się, dlaczego akurat mnie to spotkało... nie chciałem tego... Dla Ciebie to bez różnicy.Ja też się tak zastanawiałem, ale właśnie odkąd jest dobrze to się nie zastanawiam, a poza tym to nie ma sensu. Przecież wszystko wylosowaliśmy przez przypadek. > Zawsze zazdrościłem jeszcze jednej rzeczy nastolatkom. Odwagi. Czasem słyszało się, że jakąś tam laskę, czy kolesia ktoś ośmieszył w klasie, czy w Internecie i powiesili się na skakance, czy pod prysznicem. Z tak błahego powodu. Podziwiam ich odwagę, ja wciąż jej nie mam, wciąż panicznie się boję...Przecież oni właśnie byli tchórzami, bo wieszali się z powodów społecznych. Jak dla mnie są 2 powody gdy uważam, ze samobój jest odwagą i dobrą decyzją - bardzo ciężka, bolesna choroba lub brak szans na to co się lubi w życiu. Tylko ludzie często rezygnują nie z powodu braku szans, tylko z powodu tego co inni by powiedzieli na ten temat. > >No ja tam za specjalnej młodości nie miałem,> Każdy tak mówi, każdy. Ale miałeś jakąś przeciętną, z przeciętnym życiem towarzyskim, czy seksualnym, czy choćby momentem inicjacji.No i co z tego, skoro miałem kilka razy szpital i prawie się nie przekręciłem? Inni grali w piłkę i palili blanty, a ja musiałem leżeć z fatalnym samopoczuciem i przebywać z ludźmi często naprawdę biednymi lub okropnymi. Co byś wybrał - szpital i dymanie między okresami choroby, czy zdrowie ale prawictwo i w wieku 25 lat już normalnie seks? Bo ja na bank to drugie i nawet bym się nie wahał. > Na seks może być za późno, ale na miłość? Niby dlaczego miałbyś nie mieć szansy na miłość?Ja właśnie nie rozumiem jak na seks może być za późno w wieku 34 lat. Jeszcze zrozumiałbym gdybyś był prawiczkiem, to wtedy faktycznie ciężki problem. Ale tego twojego jednak nie potrafię zrozumieć.
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Tak, młodość jest ważna, ale pewne rzeczy, które zrobi się później, zazwyczaj powodują, że się o tym zapomina. Np ktoś zaliczył pierwszy seks w wieku 30 lat, to jeśli potem robi to regularnie, zapomina o nieudanym okresie.Nie, bo stracił możliwość przeżycia tego z młodymi, atrakcyjnymi dziewczynami, co dla młodych kolesi jest codziennością. > >Ale jednak żyjemy w konkretnym społeczeństwie, które rządzi się konkretnymi prawami i w tym społeczeństwie moje życie odstaje od innych. Bez wpływu na to ja dostałem jednak gorsze życie od większości.> No ja też.Niczego w moim życiu nie zmienia fakt, że ktoś ma podobnie/równie źle/gorzej. Niczego. Większość wokół nadal ma lepiej i nadal mogę im tylko zazdrościć. > Nie dostali, bo dostali też w gratisie ignorancję. Mało kto z nich docenia to co ma, bo porównanie do takich ludzi jak my jest dla nich samo w sobie poniżające, tak jak dla mnie mówienie żebym cieszył się tym, że mam ręce i nogi. Ale teraz doceniam bardziej brak bólu i walkę.A cóż to za kara - ignorancja? To nagroda, to bilet do radości i szczęścia. Autentycznie jej też zazdroszczę. Doceniać brak bólu i walkę? Inni nie muszą nawet walczyć. > Ale niekoniecznie z dajkami. Tzn ja uważam, że najważniejszy i najlepszy jest związek, w którym seks jest dobry i regularny, ale nie jest najważniejszą ani jedyną wartością, na której się opiera. Jak nie ma związku to są bardziej przelotne znajomości, ale też niekoniecznie trafia się na dajki i nie jest to raczej kluczowa kwestia.Dajki podaję tylko jako sugestywny przykład, by pokazać, że nawet tego, co dla innych jest banalne aż do pogardy, nie potrafiłem w życiu zdobyć. Seks nie może być najważniejszą wartością, najważniejszą są warunki fizyczne na planecie i tlen. Bez tego umiera się w ciągu sekund/minut. Potem pokarm. Bez tego umiera się w ciągu dni/tygodni. Bez seksu wykańcza się powoli latami. To ta sama liga "wartości". To potrzeby fizjologiczne i nie powinny być rozpatrywane w kategoriach abstrakcyjnych wartości ani im przeciwstawiane, czy porównywane. W związku najważniejsze jest oddychanie, jedzenie i picie. Seks nieco mniej ważny. Rozumiesz o czym mówię? > >>"Inni mieli" - żenujące.> >Ale prawdziwe. Ja muszę sobie tłumaczyć i radzić z tym, jakie dostałem życie, a oni w tym czasie po prostu korzystają i się cieszą z tego, bo dostali to z urzędu...  > No ale po co o nich myślisz?Bo codziennie ich widzę i widzę, że do czego bym nie dążył, to nie dostanę nawet tego, co dla nich jest codziennością. Codziennie ich widzę i mogę im tylko zazdrościć. Do końca życia mogę tylko marzyć o tym, co oni mają na codzień. Co większość ma bez szczególnej walki, ot po prostu. Bo oglądam film i widzę młodych kolesi z młodymi laskami, bo czytam książkę i widzę młodych kolesi z młodymi laskami. Młodość. Dziś mam iść ze znajomą do teatru na Mayday 2. Komedia, ludzie będą się śmiać, wiadomo. A ja? Będę patrzył na wątek erotyczny pary 18-latków i tylko mógł zazdrościć...  > >Często zastanawiałem się, dlaczego akurat mnie to spotkało... nie chciałem tego... Dla Ciebie to bez różnicy.> Ja też się tak zastanawiałem, ale właśnie odkąd jest dobrze to się nie zastanawiam, a poza tym to nie ma sensu. Przecież wszystko wylosowaliśmy przez przypadek.Ale ja tego nie chcę. Nie chcę takiego życia. > Przecież oni właśnie byli tchórzami, bo wieszali się z powodów społecznych.Nie byli tchórzami. Może byli głupi, że zrobili to z błahego powodu, bo mogli być jeszcze w życiu szczęśliwi, ale ja nie o tym. Byli odważni, bo skoro zdecydowali, że nie chcą żyć, mieli odwagę się zabić. Ja nie chcę żyć, a panicznie boję się odbierania sobie życia, bólu. To jedyny powód, że jeszcze żyję. Gdybym miał tyle odwagi, co oni, już dawno temu by mnie nie było. > Jak dla mnie są 2 powody gdy uważam, ze samobój jest odwagą i dobrą decyzją - bardzo ciężka, bolesna choroba lub brak szans na to co się lubi w życiu. Tylko ludzie często rezygnują nie z powodu braku szans, tylko z powodu tego co inni by powiedzieli na ten temat.Ale to jest jasne, że w moim wypadku samobójstwo jest dobrą i jedyną rozsądną decyzją. Brak szans na to, co się lubi w życiu. > No i co z tego, skoro miałem kilka razy szpital i prawie się nie przekręciłem? Inni grali w piłkę i palili blanty, a ja musiałem leżeć z fatalnym samopoczuciem i przebywać z ludźmi często naprawdę biednymi lub okropnymi. Co byś wybrał - szpital i dymanie między okresami choroby, czy zdrowie ale prawictwo i w wieku 25 lat już normalnie seks? Bo ja na bank to drugie i nawet bym się nie wahał.Wybrałbym to pierwsze bez wahania. Problem w tym, że Ty tego nie możesz zrozumieć, bo dla Ciebie ten seks był czymś normalnym, jak dla każdego. Nie doceniasz tego, nie rozumiesz, że dziś jesteś zadowolony z siebie właśnie dzięki temu. Że gdybyś przez 25 lat był prawiczkiem, to potem nie byłoby "normalnie seksu" w Twoim życiu. Byłyby bardzo ciężkie problemy z życiem seksualnym do końca życia już. > Ja właśnie nie rozumiem jak na seks może być za późno w wieku 34 lat. Jeszcze zrozumiałbym gdybyś był prawiczkiem, to wtedy faktycznie ciężki problem. Ale tego twojego jednak nie potrafię zrozumieć.Jest za późno na możliwość wyboru. Za późno na domówki z koleżankami ze szkoły. Za późno na możliwość przeżycia i poznania nastoleniego życia. Teraz mogę już tylko próbować wybierać wśród kobiet, na które nastolatkowie nawet by nie spojrzeli, mając wokół takie koleżanki. Regularnie trenuję na siłowni, ZAWSZE jest co najmniej jedna, czasem kilka doskonale ślicznych, obłędnie zgrabnych, po prostu idealnych dziewczyn. I prawie zawsze przychodzą z młodymi kolesiami, co najmniej 10 lat młodszymi ode mnie, a często nastolatkami, co można wywnioskować z rozmów. Odechciewa mi się ćwiczyć, żyć, naprawdę gdyby nie ten cholerny paniczny strach, zabiłbym się bez sekundy wahania. Tylko napisał list pożegnalny, zresztą wystarczyłby link do tego wątku... Nigdy już nie zaznam takiego życia, jak mają Ci kolesie, choćbym nie w
|
|
| | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Nie, bo stracił możliwość przeżycia tego z młodymi, atrakcyjnymi dziewczynami, co dla młodych kolesi jest codziennością.Nie stracił, ani nie jest to codziennością dla młodych kolesi. Dla większości w tym wieku to raczej przygody, przerywnik. Większość facetów ma niskie SMV, podobnie jak ich partnerki i jakoś nie chcą się wieszać z tego powodu. Atrakcyjne osoby to mały procent z ogółu. > Niczego w moim życiu nie zmienia fakt, że ktoś ma podobnie/równie źle/gorzej. Niczego. Większość wokół nadal ma lepiej i nadal mogę im tylko zazdrościć.Racja, to, że ktoś ma gorzej niczego nie polepsza. Tylko, że czy większość faktycznie ma lepiej? Nie sądzę. Większość ma źle, a jeśli myślisz inaczej, to patrz nie na maski, tylko na to co one ukrywają. > A cóż to za kara - ignorancja? To nagroda, to bilet do radości i szczęścia. Autentycznie jej też zazdroszczę. Doceniać brak bólu i walkę? Inni nie muszą nawet walczyć.Jak nie walczą to są bezwartościowi i niczego się nie nauczą. Raczej będą się martwić pierdołami, że aż mi się nóż w kieszeni otwiera, bo jak człowiek nie ma prawdziwych problemów to znajduje sobie sztuczne, albo żyje tak lekkomyślnie, że problemy i tak się pojawią. > Dajki podaję tylko jako sugestywny przykład, by pokazać, że nawet tego, co dla innych jest banalne aż do pogardy, nie potrafiłem w życiu zdobyć.Nie potrafiłeś, czy nie próbowałeś? > Seks nie może być najważniejszą wartością, najważniejszą są warunki fizyczne na planecie i tlen. Bez tego umiera się w ciągu sekund/minut. Potem pokarm. Bez tego umiera się w ciągu dni/tygodni. Bez seksu wykańcza się powoli latami. To ta sama liga "wartości". To potrzeby fizjologiczne i nie powinny być rozpatrywane w kategoriach abstrakcyjnych wartości ani im przeciwstawiane, czy porównywane. W związku najważniejsze jest oddychanie, jedzenie i picie. Seks nieco mniej ważny. Rozumiesz o czym mówię?No tak, racja. Ale kto Cię odcina od seksu? Na roksie jest pełno małolatek, które będą chętne. Nie wierzę, że odmówią Ci ze względu na wiek. > >No ale po co o nich myślisz?> Bo codziennie ich widzę i widzę, że do czego bym nie dążył, to nie dostanę nawet tego, co dla nich jest codziennością. Codziennie ich widzę i mogę im tylko zazdrościć. Do końca życia mogę tylko marzyć o tym, co oni mają na codzień. Co większość ma bez szczególnej walki, ot po prostu. Bo oglądam film i widzę młodych kolesi z młodymi laskami, bo czytam książkę i widzę młodych kolesi z młodymi laskami. Młodość. Dziś mam iść ze znajomą do teatru na Mayday 2. Komedia, ludzie będą się śmiać, wiadomo. A ja? Będę patrzył na wątek erotyczny pary 18-latków i tylko mógł zazdrościć...  Czyli uroiłeś sobie, że większość ma lepiej, choć to nie jest prawda. > Ale ja tego nie chcę. Nie chcę takiego życia.Wydaje mi się, że problem jest gdzie indziej. Skoro chcesz się zabić, to musi istnieć więcej przyczyn. Widzę tu np przedmiotowe podejście do kobiet i związku, czyli upośledzenie relacji. Byłeś z kobietami, których nie kochałeś i w dodatku myślałeś tylko o tym co rzekomo mają inni. Dla mnie to żałosna postawa. > Nie byli tchórzami. Może byli głupi, że zrobili to z błahego powodu, bo mogli być jeszcze w życiu szczęśliwi, ale ja nie o tym. Byli odważni, bo skoro zdecydowali, że nie chcą żyć, mieli odwagę się zabić.Może nie mieli odwagi żyć. Dla mnie samobójstwo ma sens tylko w naprawdę ciężkich sytuacjach, a Twoja jest do rozwiązania w kilka sesji u podrzędnego kołcza albo terapeuty (heh i mówię to ja, wróg terapii). > Ja nie chcę żyć, a panicznie boję się odbierania sobie życia, bólu. To jedyny powód, że jeszcze żyję. Gdybym miał tyle odwagi, co oni, już dawno temu by mnie nie było.Miałem podobnie i może nawet dobrze, że brakło wtedy odwagi. Nie mam szans na miłość, ale już nie sprawia mi to takiego bólu. > Ale to jest jasne, że w moim wypadku samobójstwo jest dobrą i jedyną rozsądną decyzją. Brak szans na to, co się lubi w życiu.To tak czy siak powinieneś się chyba zabić nawet gdybyś miał seks w młodości. Teraz i tak byłbyś skazany na kobiety w starszym wieku, to byś żałował, że już młodość minęła i nie możesz zaliczać młodych lafirynd (tylko, że wg mnie możesz). > Wybrałbym to pierwsze bez wahania. Problem w tym, że Ty tego nie możesz zrozumieć, bo dla Ciebie ten seks był czymś normalnym, jak dla każdego.No właśnie Ty nie rozumiesz chyba czym są choroby, a i tak wybierając moją sytuację nie miałbyś szansy na miłość. W takiej sytuacji seks nie jest aż tak kluczowy. > Nie doceniasz tego, nie rozumiesz, że dziś jesteś zadowolony z siebie właśnie dzięki temu. Że gdybyś przez 25 lat był prawiczkiem, to potem nie byłoby "normalnie seksu" w Twoim życiu. Byłyby bardzo ciężkie problemy z życiem seksualnym do końca życia już.Bzdura. Skąd to wziąłeś? > Jest za późno na możliwość wyboru. Za późno na domówki z koleżankami ze szkoły. Za późno na możliwość przeżycia i poznania nastoleniego życia.Ta i za późno na kolorowanki  > Teraz mogę już tylko próbować wybierać wśród kobiet, na które nastolatkowie nawet by nie spojrzeli, mając wokół takie koleżanki.No nie wiem skąd to wytrzasnąłeś, ale nastolatkowie często marzą o starszych od siebie kobietach, które są w tym wieku niedostępne.
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Dla większości w tym wieku to raczej przygody, przerywnik.Gdybym choć raz w młodości miał taki przerywnik całe moje późniejsze życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Jestem tego na 100% pewien, bo pamiętam jak wiele miałem szans i okazji w życiu, ale nie potrafiłem ich wykorzystać, bo było mi wstyd, że tego jeszcze nie robiłem. Nie masz pojęcia. Jak bardzo inne byłoby moje życie, jak bardzo inny byłbym teraz ja, jak ogromny potencjał zmarnowałem. > >Niczego w moim życiu nie zmienia fakt, że ktoś ma podobnie/równie źle/gorzej. Niczego. Większość wokół nadal ma lepiej i nadal mogę im tylko zazdrościć.> Racja, to, że ktoś ma gorzej niczego nie polepsza. Tylko, że czy większość faktycznie ma lepiej? Nie sądzę. Większość ma źle, a jeśli myślisz inaczej, to patrz nie na maski, tylko na to co one ukrywają.Patrzę i widzę jacy kolesie chodzą za rączkę, albo przychodzą na siłownię z jakimi laseczkami. > >A cóż to za kara - ignorancja? To nagroda, to bilet do radości i szczęścia. Autentycznie jej też zazdroszczę. Doceniać brak bólu i walkę? Inni nie muszą nawet walczyć.> Jak nie walczą to są bezwartościowiCo to znaczy? > i niczego się nie nauczą.Haha, ale po co? Będą szczęśliwi. Kropka. Szach-mat. Po co mają się czegoś uczyć, jak nie potrzebują? > >Dajki podaję tylko jako sugestywny przykład, by pokazać, że nawet tego, co dla innych jest banalne aż do pogardy, nie potrafiłem w życiu zdobyć.> Nie potrafiłeś, czy nie próbowałeś?Byłem parę razy na dyskotekach, albo w barach, nie potrafiłem nic zrobić, do nikogo podejść, zagadać. Po prostu paraliż. Mogłem tylko patrzeć... > No tak, racja. Ale kto Cię odcina od seksu? Na roksie jest pełno małolatek, które będą chętne. Nie wierzę, że odmówią Ci ze względu na wiek.1. Mówisz, bo taka krąży fama? To spróbuj znaleźć tam nastolatkę i się umówić. Graniczy z cudem. To, co widzisz na zdjęciu vs. to, co zastajesz na żywo, to przepaść. Ze dwa, czy trzy razy sprawdziłem i zawsze to była porażka. 2. Nawet jeśli, to nie ma znaczenia. Bo seks za pieniądze niewiele mi daje. Co mi z tego, skoro wiem, że taka laska ma mnie w głębokim poważaniu i za darmo nawet by się do mnie nie uśmiechnęła? Dno. Tyle samo satysfakcji mogę mieć ze strzepania sobie przy pornosie, jeden kit. > Czyli uroiłeś sobie, że większość ma lepiej, choć to nie jest prawda.Nie uroiłem. Codziennie widzę kolesi młodszych ode mnie o czasem naście lat, z dziewczynami, o jakich mogę tylko marzyć. Mam robić zdjęcia na ulicy i siłowni? Nie wierzysz mi? Nie sporadycznie, ale na porządku dziennym widzę. Mają coś, czego nie tylko ja nigdy nie zaznałem i już nie zaznam, ale mają jeszcze wiele lat na bawienie się tym, zanim przyjdzie im czas, by się ustatkować. > >Ale ja tego nie chcę. Nie chcę takiego życia.> Wydaje mi się, że problem jest gdzie indziej. Skoro chcesz się zabić, to musi istnieć więcej przyczyn. Widzę tu np przedmiotowe podejście do kobiet i związku, czyli upośledzenie relacji. Byłeś z kobietami, których nie kochałeś i w dodatku myślałeś tylko o tym co rzekomo mają inni. Dla mnie to żałosna postawa.W szatni na siłowni bez przerwy słyszę rozmowy młodych kolesi o laskach. Ostatnia rozmowa, którą pamiętam: "- Adam jedzie na narty. - Ale przecież on nie umie jeździć. - No, ale jego dziura go nauczy." Mogę dosyłać co parę dni nowe. Kolesie może mają ze 20 lat, nie chcę oceniać, ale z aparycji i dialogów to typowe tępe prostaki, a jednak MOGĄ sobie pozwolić na takie traktowanie dziewczyn, a i tak dostają od nich to, czego potrzebują... Ja zawsze grzeczny i z szacunkiem nie dostałem nic... To tyle, jeśli chodzi o oskarżanie mnie o przedmiotowe traktowanie. Rozróżniasz je w ogóle od popędu seksualnego? Obie dziewczyny, z którymi byłem kochałem i kocham nadal (co zgodnie z moją definicją miłości rozumie się samo przez się), choć żadna z nich już dawno nie utrzymuje ze mną kontaktu. Niestety nie byłem w stanie docenić ich, ani miłości, bo niszczyła mnie tęsknota do tego, by się wyszaleć, by poczuć kontrolę nad swoim życiem seksualnym. > >Byli odważni, bo skoro zdecydowali, że nie chcą żyć, mieli odwagę się zabić.> Może nie mieli odwagi żyć.Nieważne z jakiegokolwiek powodu nie chcieli żyć. Ważne, że skoro nie chcieli, to mieli odwagę się zabić. Ja nie chcę żyć, a tej odwagi mi brak...
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Dla mnie samobójstwo ma sens tylko w naprawdę ciężkich sytuacjach,Kilkanaście lat temu zacząłem odkrywać, że moi rówieśnicy już dawno umawiają się z dziewczynami. Ja nie potrafiłem. Od tamtej pory nie byłem szczęśliwym człowiekiem i miałem wielokrotne próby samobójcze. Z czasem było coraz gorzej. Studia na dwóch uczelniach zawalałem w sumie przez 9 lat, w pracy ani w sporcie nigdy nie rozwinąłem skrzydeł i nie pokazałem na co mnie stać, a w obu miałem duże możliwości. O relacjach towarzyskich oczywiście nie wspominam. Wiesz co to znaczy przez pół roku nie dostać ani jednego sms-a, telefonu, wiadomości innej, niż rachunek za telefon? Nie wiesz. Nie wiesz też, co to znaczy mieć poważnie zniszczony każdy aspekt życia i zmarnowane najlepsze kilkanaście lat. > a Twoja jest do rozwiązania w kilka sesji u podrzędnego kołcza albo terapeuty (heh i mówię to ja, wróg terapii).Kpisz? Od kilkunastu lat myślę o tym codziennie. W międzyczasie było kilka for, blogów, mnóstwo rozmów z ludźmi na żywo i na czatach. Nikt nie powie mi już nic nowego. Żaden śmieszny coach, ani terapeuta, zgasiłbym ich w 45 sekund. Nikt, kto uprawiał seks w młodości nie będzie mi mówił, że to nie szkodzi, że ja nie uprawiałem. Jemu nie szkodzi. Pieprzona hipokryzja. > >Ale to jest jasne, że w moim wypadku samobójstwo jest dobrą i jedyną rozsądną decyzją. Brak szans na to, co się lubi w życiu.> To tak czy siak powinieneś się chyba zabić nawet gdybyś miał seks w młodości. Teraz i tak byłbyś skazany na kobiety w starszym wieku, to byś żałował, że już młodość minęła i nie możesz zaliczać młodych lafirynd (tylko, że wg mnie możesz).Nie żałowałbym, gdybym to przeżył, bo to byłaby naturalna kolej rzeczy. Byłbym normalny, miał normalne doświadczenia i mógł o nich pogadać z kolegami przy piwie. > No właśnie Ty nie rozumiesz chyba czym są choroby, a i tak wybierając moją sytuację nie miałbyś szansy na miłość.Rozumiem. Obie moje dziewczyny były na coś chore. Pierwsza miała uszkodzone chrząstki w kolanach (chondromalacja) i prawie nie mogła chodzić, zawsze z bólem, wieczorami płakała z bólu, po czym od ketonalu dorobiła się wrzodów na żołądku. W perspektywie przeszczep na sztuczne stawy. Druga miała (ma, bo to nieuleczalne) wirusowe zapalenie wątroby typu B. Pomagałem jej robić zastrzyki w brzuch. Zawsze trzeba było pilnować, bo czasem mdlała i leciała na ziemię bez ostrzeżenia. W perspektywie marskość wątroby i krótkie życie. Jeśli powiem, że oddałbym w każdej chwili życie za każdą z nich, to będzie miało małe znaczenie, bo moje życie jest gówno warte. > W takiej sytuacji seks nie jest aż tak kluczowy.Tym bardziej jest na wagę złota. Bo pozwala się czymś cieszyć. Uciec choć trochę od znoju. Ja nigdy nie miałem takiej ucieczki, azylu... > >Nie doceniasz tego, nie rozumiesz, że dziś jesteś zadowolony z siebie właśnie dzięki temu. Że gdybyś przez 25 lat był prawiczkiem, to potem nie byłoby "normalnie seksu" w Twoim życiu. Byłyby bardzo ciężkie problemy z życiem seksualnym do końca życia już.> Bzdura. Skąd to wziąłeś?Stąd, że to ja jestem po tej ciemnej stronie. I wiem jak tu jest. > >Jest za późno na możliwość wyboru. Za późno na domówki z koleżankami ze szkoły. Za późno na możliwość przeżycia i poznania nastoleniego życia.> Ta i za późno na kolorowanki  Na kolorowanki nie jest za późno, mogę sobie kupić i kolorować w każdej chwili, jeśli tylko zdecyduję, że chcę. > >Teraz mogę już tylko próbować wybierać wśród kobiet, na które nastolatkowie nawet by nie spojrzeli, mając wokół takie koleżanki.> No nie wiem skąd to wytrzasnąłeś, ale nastolatkowie często marzą o starszych od siebie kobietach, które są w tym wieku niedostępne.Ale będą później. A dla mnie młode już nie będą nigdy.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nikt nie powie mi już nic nowego. Żaden śmieszny coach, > ani terapeuta, zgasiłbym ich w 45 sekund
Gdybyś wybrał sobie śmiesznego coach'a, czy psychoterapeutę to z pewnością by tak było. Polecam jednak oglądnąć parę odcinków serialu "Bez tajemnic". Daje mniej-więcej orientację, jak się to odbywa.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| Max Golonko (1811 punktów) | Jest wielu ludzi którzy, ze względu choćby na brak urody, NIGDY nie znaleźli osoby, która dobrowolnie uprawiałaby z nimi seks. To jest prawdziwy dramat NIE PRZĘŻYCIA CZEGOŚ. Ich życie można uznać za poznawczo smutne. Filozoficznie ułomne. Ty miałeś seks z kobietami. A ejakulacje z łatwymi głupimi dziewczynami nic już nie wnoszą (poza ilością). Ja nie byłem nigdy poza Europą. Jak żyć? Chyba musze skończyć z sobą. Od dziś całymi nocami będę cierpiał ze jestem zerem jednego kontynentu.  ( Kumasz? Jeszcze raz napiszę: Porównaj się z tymi brzydkimi ludźmi (płci obojga) co nie dane im jest zaznać dobrowolnej miłości. TWÓJ PROBLEM JEST TAK ROZDMUCHANY ZE JEST TO zbędna CHOROBA - WEŹ SIĘ PRZEMYŚL I ZNORMANIEJ I ŻYJ WRESZCIE JAK CZŁOWEIK. Prawie wszyscy nieprymitywni, wrażliwi ludzie w tym chorym katolskim kraju mamy za młodu trudności z seksem (piętnowanym przez cynicznych oszustów - czyli duchownych) Mniejsze lub większe. Nie jesteś wyjątkiem. Mleko się rozlało. Trzeba wytrzeć, zapomnieć i żyć dalej.
|
|
 | | nicktaki (178 punktów) | > Jest wielu ludzi którzy, ze względu choćby na brak urody, NIGDY nie znaleźli osoby, która dobrowolnie uprawiałaby z nimi seks.Procentowo bardzo niewielu. > To jest prawdziwy dramat NIE PRZĘŻYCIA CZEGOŚ.> Ich życie można uznać za poznawczo smutne. Filozoficznie ułomne.> Ty miałeś seks z kobietami.> A ejakulacje z łatwymi głupimi dziewczynami nic już nie wnoszą (poza ilością).> Ja nie byłem nigdy poza Europą.> Jak żyć? Chyba musze skończyć z sobą. Od dziś całymi nocami będę cierpiał ze jestem zerem jednego kontynentu. (> Kumasz?> Jeszcze raz napiszę:> Porównaj się z tymi brzydkimi ludźmi (płci obojga) co nie dane im jest zaznać dobrowolnej miłości.Kumam. Tylko dlaczego cały czas każesz mi równać do tej mniejszości, która ma gorzej? Kiedy większość ma lepiej! Tak myśląc wszyscy powinni porzucić wszystko i przestać dążyć do poprawy swojego życia ponad samo zaspokajanie głodu, bo przecież są ludzie, którzy głodują. Kumasz?
|
|
|  | 1 na 1 | Max Golonko (1811 punktów) | kumam
tylko oni (ci brzydcy - mam taka sąsiadke - stara panna) i ci glodni zyją bez rozmyślania o samobójstwie
ten ruch każdy zostawia sobie na naprawdę czarną godzine (tortury gestapo, rak z przerzutami do kosci)
a Ty myślisz o samobójstwie bo nie dales szansy chorobom wenerycznym przelatując kilkanascie młodych panienk.
NAJPRZYSTOJNIEJSZY (WG DZIEWCZYN BYLA ANKIETA) KOLEGA Z MOJEJ KLASY W LICEUM
do 22 roku zycia z premedytacja nie mail seksu bo chciał mieć z dziewczyna super a nie z byle jaką
mega przystojny facet wybitny sportowiec zresztą nie chciał bzyakac łatwych panieneik
oglądał sobie panienki na ulicy Z DOMU przez lornetkę jak musial się zonanizować
potem (w sumie) miał 3 dziewczny. pierwsza miesioac druga rok trzcia na cale zycie (zona)
był ATEISTĄ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | >kumam >tylko oni (ci brzydcy - mam taka sąsiadke - stara panna) >i ci glodni zyją bez rozmyślania o samobójstwie
Nie wiesz o czym myślą i ile płaczą wieczorem w poduszkę i się nie dowiesz.
>ten ruch każdy zostawia sobie na naprawdę czarną godzine >(tortury gestapo, rak z przerzutami do kosci) >a Ty myślisz o samobójstwie bo nie dales szansy chorobom wenerycznym >przelatując kilkanascie młodych panienk.
Za to dałem sobie szansę na śmierć pod kołami samochodu przechodząc dziś rano przez ulicę. To już i tak ryzykant ze mnie. Twoje debilne argmenty o chorobach, daruj sobie.
>NAJPRZYSTOJNIEJSZY (WG DZIEWCZYN BYLA ANKIETA) KOLEGA Z MOJEJ KLASY W LICEUM >do 22 roku zycia z premedytacja nie mail seksu bo chciał mieć z dziewczyna >super a nie z byle jaką >mega przystojny facet wybitny sportowiec zresztą nie chciał bzyakac łatwych panieneik >oglądał sobie panienki na ulicy Z DOMU przez lornetkę jak musial się zonanizować >potem (w sumie) miał 3 dziewczny. pierwsza miesioac druga rok trzcia na cale zycie (zona) >był ATEISTĄ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zazdroszczę mu bardzo. To jest męskie życie, to jest kontrola nad swoim życiem seksualnym. Miał wybór. Mógł podjąć decyzję, czy chce i z kim chce seksu. Miał to, czego chciał. Ja nie miałem wyboru... Nie miałem tego, czego chciałem i już nie mogę...
|
|
| | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Zazdroszczę mu bardzo. To jest męskie życie, to jest> kontrola nad swoim życiem seksualnym. Miał wybórCzy bardziej chodzi ci o wybór, czy raczej sam seks z nastolatką? > Ja nie miałem wyboru... Nie miałem tego, czego chciałem i już nie mogę...Zgadza się. Ile razy chcesz to jeszcze powtarzać? Tysiąc? Każdy kto czytał twoje wpisy wie, że nie miałeś wyboru i b. tego teraz żałujesz. Wiemy to.W kwestii wyboru jeszcze: naprawdę sądzisz, że koleś który ma idee fixe przespać się z meta-miss world i żadnej zgodnej z jego wyobrażeniami dziewczyny wokół nie dostrzega, kieruje się.. wolnym wyborem?  Ja tak nie uwazam. Wiesz, co to nerwica natręctw www.medone(*)-natrectw,artykul,1626177.htmlAutomatycznie przypsujesz przystojniakowi z opowieści Maxa zdrowie i wolną wolę. A tak nie musi być i najprawdopodobniej nie jest. Skąd się twoje mocno ukierunkowane fantazje biorą na temat bliźnich? Mnie fizycznie podobało się naprawdę wiele lasek w wieku nastu lat. W tym oczywiście aktorki. To jest realna przesłanka do prawdziwego i nieskrępowanego wyboru, a nie fiksowanie się na meta-miss world, która najprawdopodobniej nie istnieje, bo realne miss world pewnie mają chore zęby, albo gdzieś pieprzyk, zbyt dużą łydkę, znamię którego pod kostiumem kąpielowym nie widać, są oziębłe, oschłe, podczas rozmowy odstręczające etc.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Czy bardziej chodzi ci o wybór, czy raczej sam seks z nastolatką?
O bycie normalnym mężczyzną, co jest już niemożliwe. A więc o życie, w którym wiem, że mam wybór i kontrolę, a nie seks jeden raz na cztery lata.
A chęć na nastolatki, to już tylko desperacka, niemająca szansy powodzenia próba "nadrobienia" i zaznania młodości, której nie miałem. Tak jakby miało to sprawić, że będę dzięki temu spełnionym facetem i zmienią mi się wartości, bym mógł znaleźć sobie wspaniałą żonę i założyć szczęśliwą rodzinę. Nie będę. Ale nie mam odwagi popełnić samobójstwa i życie jest dla mnie totalną agonią i przede wszystkim zupełnym bezsensem. Więc to wszystko, co robię, to chaos. Bo wiem, że nie ma już nic, co mogę zrobić, by być spełnionym, szczęśliwym i zadowolonym z siebie mężczyzną.
>To jest realna przesłanka do prawdziwego i nieskrępowanego wyboru, a nie fiksowanie się na meta-miss world, która najprawdopodobniej nie istnieje, bo realne miss world pewnie mają chore zęby, albo gdzieś pieprzyk, zbyt dużą łydkę, znamię którego pod kostiumem kąpielowym nie widać, są oziębłe, oschłe, podczas rozmowy odstręczające etc.
Ja niczego nie mówiłem o żadnej miss. Mówię o konkretnych dziewczynach, które widzę codziennie na siłowni, na ulicy, w sklepie, nawet w pracy. Nie wymagam (tak, jakbym w ogóle mógł czegoś wymagać... żałosne...), by były idealne. Mnie kręci prawie każda szczupła dziewczyna... To nie jest aż tak wygórowane. A poza tym jest sporo dziewczyn, które są PRAWIE idealne. Zresztą z kilkoma w końcu uprawiałem seks i wiem jak to wygląda od kuchni. I uważam, że dwie z nich miały idealną figurę, jeśli chodzi o moje preferencje. Nie ma żadnego kreowania nieosiągalnych standardów Barbie itd., to jest biadolenie tłustych dup, które zazdroszczą powodzenia szczupłym. Jest mnóstwo dziewczyn, których ciała są praktycznie idealnie seksowne. Niestety dramatyczna większość z nich, to nastolatki, najdalej studentki, potem to się pogarsza wykładniczo. Ale mnie nic do tego, nie dla psa kiełbasa...
|
|
 | | nicktaki (178 punktów) | Jeszcze coś:
>A ejakulacje z łatwymi głupimi dziewczynami nic już nie wnoszą (poza ilością).
Wnoszą. Świadomość kontroli nad swoim życiem seksualnym. Ja nigdy nie byłem w stanie zdobyć łatwej głupiej dziewczyny dla zwykłego zaspokojenia, co jest tak łatwe dla innych. Więc nie mam kontroli nad swoim życiem, nie mam wyboru (!), nie mogę decydować, nie ma znaczenia czego chcę...
|
|
| Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Tak, jak pisaliście, racjonalni ludzie doskonale wiedzą, że życie nie ma z góry narzuconego celu ani sensu i że pytanie o nie jest błędem logicznym.
Racjonaliści deklarują, że ich stanowisko jest oparte na argumentacji i są gotowi zmienić zdanie kiedy pojawią się nowe argumenty. Szkoda tylko, że zapominają o tej zasadzie wtedy gdy ich stanowisko jest rzeczywiście zagrożone. Ja już nie raz próbowałem im wytłumaczyć, że nie tylko nasze życie nie ma sensu, ale także życie przyszłych pokoleń go nie ma. Powiedz to racjonaliście to albo wymyśli sobie jakąś mocno naciąganą hipotezę ad hoc aby się usprawiedliwić albo uda że nie wie o czym mówisz i zmieni temat albo zacznie z ciebie drwić co jest po prostu kolejnym społecznym mechanizmem obronnym. Dlatego ja nie wierzę, że racjonalne argumenty czegokolwiek dowodzą. To biologia, interesy i kultura decyduje o tym w co wierzymy, nie logiczne argumenty.
.
|
|
 | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | Ee... Gdzie widzisz tych racjonalistów, którzy uważają, że życie przyszłych pokoleń ma więcej sensu niż obecnego?
|
|
|  | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Ee... >Gdzie widzisz tych racjonalistów, którzy uważają, że życie przyszłych pokoleń ma więcej sensu niż obecnego?
Nic takiego nie napisałem. Wystarczy, że ma tyle sensu co obecnego. Nikt normalny nie powie, że ludziom którzy się nie urodzili dzieje się krzywda, więc po co kogokolwiek rodzić i narażać go na krzywdę ?
.
|
|
| |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) |
>Nic takiego nie napisałem. A co napisałeś?
>więc po co kogokolwiek rodzić i narażać go na krzywdę? To proste. Jak dziecko ma dobrych rodziców, to jest odporne na przeciwności losu i nie cierpi tak bardzo z byle powodu. A jak mieć ma złych rodziców to taki argument dla nich nie istnieje.
|
|
| | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>>Nic takiego nie napisałem. >A co napisałeś?
To zacytuj to zdanie w którym napisałem, że racjonaliści uważają, że życie przyszłych pokoleń ma więcej sensu niż obecnego. Ja takiego nie widzę.
>>więc po co kogokolwiek rodzić i narażać go na krzywdę? >Jak dziecko ma dobrych rodziców, to jest odporne na przeciwności losu i nie cierpi tak bardzo z byle powodu.
Kiepski argument, bo niby skąd ta pewność ? Życie pokazuje co innego. Jak widać także racjonaliści muszą sobie dorobić jakieś wytłumaczenie, bo inaczej szybko by wymarli. Nic dziwnego, bo mózg wyewoluował ze względu na zdolność do samopowielania. W tej sytuacji trudno się spodziewać, że nawet najlepsze argumenty antyprokreacyjne nagle znajdą posłuch.
.
|
|
| | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) |
> >A co napisałeś?> To zacytuj to zdanie w którym napisałem, że racjonaliści uważają, że życie przyszłych pokoleń ma więcej sensu niż obecnego. Ja takiego nie widzę.No więc pytam ponownie. Nie wykluczam, że źle zinterpretowałem Twoją wypowiedź, więc proszę jaśniej. Napisałeś: > >>Ja już nie raz próbowałem im wytłumaczyć, że nie tylko nasze życie nie ma sensu, ale także życie przyszłych pokoleń go nie ma. Powiedz to racjonaliście to albo wymyśli sobie jakąś mocno naciąganą hipotezę ad hoc aby się usprawiedliwić albo uda że nie wie o czym mówisz i zmieni temat albo zacznie z ciebie drwić co jest po prostu kolejnym społecznym mechanizmem obronnym.Co ten racjonalista wymyśla, w jakim celu i przed czym się usprawiedliwia? > niby skąd ta pewność ?Jeśli ktoś potrzebuje pewności, to może się nie mnożyć, bo istotnie nawet najszczęśliwsze dziecko może mieć wypadek i zastać sparaliżowane. Większość ludzi jednak inaczej zarządza ryzykiem. > Życie pokazuje co innego.Istotnie  nie wziąłem pod uwagę, że każdemu wydaje się, że jest dobrym rodzicem. Chodziło mi o to, żer dając wsparcie dziecku powodujemy, że jego problemy są mniej straszne, a nawet całkiem nieistotne. > Jak widać także racjonaliści muszą sobie dorobić jakieś wytłumaczenie, bo inaczej szybko by wymarli. Nic dziwnego, bo mózg wyewoluował ze względu na zdolność do samopowielania. W tej sytuacji trudno się spodziewać, że nawet najlepsze argumenty antyprokreacyjne nagle znajdą posłuch.To oczywiste. Żyjemy po to, żebyśmy robili, co chcemy. I tylko szkopuł w tym, żeby wiedzieć, czego się chce.
|
|
| | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
Nie męcz mnie już, bo wyjaśnianie tego jest jeszcze bardziej przygnębiające. I tak cię nie przekonam. Tu miałeś to prosto napisane: Cytat:Nikt normalny nie powie, że ludziom którzy się nie urodzili dzieje się krzywda, więc po co kogokolwiek rodzić i narażać go na krzywdę ? .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | >Nie męcz mnie już, bo wyjaśnianie tego jest jeszcze bardziej przygnębiające. I tak cię nie przekonam. Ale może ja Ciebie przekonam, że nie jest to takie przygnębiające. Też nie?
|
|
| | | | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>>Nie męcz mnie już, bo wyjaśnianie tego jest jeszcze bardziej przygnębiające. I tak cię nie przekonam. >Ale może ja Ciebie przekonam, że nie jest to takie przygnębiające. >Też nie?
Miło mi, ale dzięki. Poprawność argumentu przeciw prokreacji nie zależy od tego czy jestem przygnębiony czy nie.
.
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Myślę, że wystarczyłaby zmiana języka. Przedefiniowanie pojęć i rozwój mentalny społeczeństwa, zmieniłyby sytuację. Zła sytuacja nabiera innych ram, gdy nie konfrontujemy jej z tym co nam wmówiono (rzekomo dobrym światem i wyimaginowanymi wartościami), tylko z tym co jest (czyli jeśli uznamy marność życia i brak realnych wartości).
Cierpienie jest nieodłącznym elementem życia, a sposobem na życie jest walka. Im człowiek silniejszy, tym mocniej walczy.
|
|
| | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Cierpienie jest nieodłącznym elementem życia, a sposobem na życie jest walka. Im człowiek silniejszy, tym mocniej walczy.
Nie im silniejszy, tym mocniej walczy. Im bardziej JEST ZMUSZONY walczyć, tym mocniej walczy. Niektórzy są zmuszani, a niektórzy nie mają w życiu żadnej ciężkiej walki, bo dostali z urzędu co trzeba do szczęścia...
|
|
| | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Cierpienie jest nieodłącznym elementem życia, a sposobem na życie jest walka. Im człowiek silniejszy, tym mocniej walczy. >Nie im silniejszy, tym mocniej walczy. Im bardziej JEST ZMUSZONY walczyć, tym mocniej walczy.
Nie ma przymusu. Możesz się położyć na torach, albo zostać bezdomnym menelem. Nikt po Tobie nie będzie płakał. To od tego czy jesteś silny zależy czy jednak będziesz dążył do lepszego życia.
Podejrzewam, że nie chcesz współczucia. Czujesz się bezradny i chciałbyś aby ktoś doradził Ci coś rozsądnego.
>Niektórzy są zmuszani, a niektórzy nie mają w życiu żadnej ciężkiej walki, bo dostali z urzędu co trzeba do szczęścia...
Rzadko dostaje się coś z urzędu. Gdy ktoś nie zna życia i dostaje wszystko na starcie, to rzadko osiąga szczęście. W ogóle szczęście rzadko się osiąga. To przereklamowana idea.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >>Nie im silniejszy, tym mocniej walczy. Im bardziej JEST ZMUSZONY walczyć, tym mocniej walczy. >Nie ma przymusu. Możesz się położyć na torach,
Chciałem, ale spanikowałem, kilkukrotnie. Mówiłem to wielokrotnie. Nie potrafię się zabić, więc mam przymus trwania w tym piekle...
>albo zostać bezdomnym menelem.
Nie rozumiem tej logiki, albo znów się nabijasz. Menel, czy nie, w żaden sposób nie rozwiązuje to mojego problemu.
> Nikt po Tobie nie będzie płakał.
I nikt z powodu mojego nieszczęścia nie płacze, tylko ja, to jest jasne, wiem.
>To od tego czy jesteś silny zależy czy jednak będziesz dążył do lepszego życia.
Większość dostała za sam fakt istnienia to, o czym ja mogę tylko już marzyć i zazdrościć. Oni nie musieli o to walczyć. A ja choćbym teraz nie wiadomo jak walczył, już nawet tego nie osiągnę nigdy... To w takim razie faktycznie, nie mam po co walczyć... Nie mam do czego dążyć już, nie będę nigdy spełnionym, szczęśliwym facetem...
>Podejrzewam, że nie chcesz współczucia. Czujesz się bezradny i chciałbyś aby ktoś doradził Ci coś rozsądnego.
Nie chcę rad, znam je wszystkie i wiem, że nie może istnieć dobra rada, bo tego problemu nie da się rozwiązać. Nic nigdy nie zwróci mi straconego życia i nie sprawi, że nie będę miał powodu, by zazdrościć nastolatkom, jakich widzę na codzień... Zawsze to, co mają oni, dla mnie pozostanie już tylko w sferze niemożliwych do spełnienia tęsknot. I nic się z tym nie da zrobić, wehikułu czasu nie ma. Zmarnowane...
>W ogóle szczęście rzadko się osiąga. To przereklamowana idea.
Po prostu źle zrozumiana. Szczęście, to moim zdaniem chęć budzenia się rano i życia. Jeśli ktoś chce żyć, to znaczy, że jest mu wystarczająco dobrze.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Chciałem, ale spanikowałem, kilkukrotnie. Mówiłem to wielokrotnie. Nie potrafię się zabić, więc mam przymus trwania w tym piekle...Czyli masz jakiś cień nadziei. Gdyby było inaczej, pytałbyś się na forach o metody na samobója i dostawałbyś odpowiedzi od debili, którzy by Ci za to cisnęli, albo namawiali, że życie jest piękne  Nie każda metoda jest bolesna, ale więcej nie napiszę, bo jeszcze by to odebrano za pomoc w samobójstwie. > >albo zostać bezdomnym menelem.> Nie rozumiem tej logiki, albo znów się nabijasz. Menel, czy nie, w żaden sposób nie rozwiązuje to mojego problemu.W ogóle się nie nabijam. Piszę tylko, że nie masz żadnego przymusu, tylko raczej przeszkody. > Nie chcę rad, znam je wszystkie i wiem, że nie może istnieć dobra rada, bo tego problemu nie da się rozwiązać. Nic nigdy nie zwróci mi straconego życia i nie sprawi, że nie będę miał powodu, by zazdrościć nastolatkom, jakich widzę na codzień... Zawsze to, co mają oni, dla mnie pozostanie już tylko w sferze niemożliwych do spełnienia tęsknot. I nic się z tym nie da zrobić, wehikułu czasu nie ma. Zmarnowane...No to czego oczekujesz od forum? > Po prostu źle zrozumiana. Szczęście, to moim zdaniem chęć budzenia się rano i życia. Jeśli ktoś chce żyć, to znaczy, że jest mu wystarczająco dobrze.> No tak, za to odpowiadają neuroprzekaźniki. Ja nie mam szansy na miłość, też nie będę spełnionym facetem bo sam seks bez miłości tego nie da. Nie mam depresji bo pogodziłem się z tą marnością i chce mi się wstawać rano, odkąd nauczyłem się olewać swoje pragnienia i żyć chwilą obecną.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) | >>Szczęście, to moim zdaniem chęć budzenia się rano i życia. Jeśli ktoś chce żyć, to znaczy, że jest mu wystarczająco dobrze. >No tak, za to odpowiadają neuroprzekaźniki.
I to jest sedno szczęścia.
>Nie mam depresji bo pogodziłem się z tą marnością i chce mi się wstawać rano, odkąd nauczyłem się olewać swoje pragnienia i żyć chwilą obecną.
I do szczęścia brakuje jeszcze tylko trochę więcej neuroprzekaźników. I będzie full wypas.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >I do szczęścia brakuje jeszcze tylko trochę więcej neuroprzekaźników. >I będzie full wypas.
Musiałby istnieć czynnik, który wyzwala te pozytywne neuroprzekaźniki. Ograniczeń jest tu sporo. Ja wiem, że szczęśliwy nie będę już nigdy, ale już mi to aż tak nie przeszkadza. Dłuższe cierpienie nieraz wzmaga odporność, zmniejsza ogólnie siłę odczuwania bodźców. Gdy marzenia są koszmarem, człowiek w końcu sam zaczyna się przed nimi bronić. Bez spełniania marzeń nie będzie prawdziwego szczęścia (chyba, że momentami np po jakimś narko), ale bez marzeń nie będzie prawdziwego cierpienia. Tak bym to ujął.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
> >Chciałem, ale spanikowałem, kilkukrotnie. Mówiłem to wielokrotnie. Nie potrafię się zabić, więc mam przymus trwania w tym piekle...> Czyli masz jakiś cień nadziei. Gdyby było inaczej, pytałbyś się na forach o metody na samobója i dostawałbyś odpowiedzi od debili, którzy by Ci za to cisnęli, albo namawiali, że życie jest piękne  Ja przez całe życie nie miałem ani jednej próby samobójczej, ale jeśli miałbym się zdecydować zamiast tracić czas na forach z pewnością sięgnąłbym do literatury. Widziałem kilka konkretnych pozycji na ten temat. Ale sama świadomość, że rzeczywiście można to bezboleśnie zrobić już sama w sobie bardzo pomaga. Czytałem gdzieś, że właśnie z tego powodu ponad połowa ludzi z tych, którzy wywalczyli sobie zgodę na eutanazję nie korzysta z niej. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Ja przez całe życie nie miałem ani jednej próby samobójczej, ale jeśli miałbym się zdecydować zamiast tracić czas na forach z pewnością sięgnąłbym do literatury. Widziałem kilka konkretnych pozycji na ten temat. Ale sama świadomość, że rzeczywiście można to bezboleśnie zrobić już sama w sobie bardzo pomaga. Czytałem gdzieś, że właśnie z tego powodu ponad połowa ludzi z tych, którzy wywalczyli sobie zgodę na eutanazję nie korzysta z niej.
Ja bym skorzystał. Bo miałem wiele prób, ale zawsze w ostatniej chwili panikowałem. Natomiast nie chcę tu rozszerzać tego wątku, ale zrobiłem szeroki research nt. możliwości zakończenia życia i wiem, że właściwie nie ma sposobu, który byłby na 100% pewny i bezbolesny. Ani przerwanie rdzenia kręgowego stryczkiem, czy kołem pociągu (bo mózg żyje i funkcjonuje jeszcze przez pewien czas), ani przedawkowanie żadnych środków (bo na ogół kończy się to śmiercią przypominającą atak serca/konwulsje/duszenie się). Obiecująco brzmi zaczadzenie się tlenkiem węgla, ale niestety nie jest zbyt pewne, a na dodatek bardzo ryzykowne, bo przeżycie grozi uszkodzeniami mózgu, zmniejszonym ilorazem inteligencji, pamięcią i ogólnie prowadzi do bycia, mniej lub bardziej, roślinką.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Episode_2 (3284 punktów) |
> Szczęście, to moim zdaniem chęć budzenia się rano i życia.Dokładnie tak samo rozumiem szczęście
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Ale może ja Ciebie przekonam, że nie jest to takie przygnębiające.
Dla kogo nie jest? Uważam, że aby być szczęśliwym trzeba być po części psychopatą. Trzeba mieć w poważaniu ludzkie cierpienie i trzeba nauczyć się ignorować nawet własne. Człowiek w końcu się przyzwyczaja. Ważne aby się nie oszukiwać, bo próba wmówienia sobie, że jest dobrze, ma poważne konsekwencje dla psychiki i wyznawanych wartości. Niestety defaultowo życie jest negatywne. Da się być szczęśliwym. Jest to jednak stan nietrwały, wynikający z przypadku (ale na ten przypadek składa się też ciężka praca) i z czegoś ponad normę. Norma to dno i bylejakość. Norma to powtarzanie bez zrozumienia durnych sloganów i odczuwanie emocji z tym związanych. Norma to przekręcanie cudzych wypowiedzi i interpretowanie ich po swojemu, przez pryzmat sztywnych, przyjętych z otoczenia wierzeń. Norma to uważanie się za eksperta od wszystkiego. Norma to odpalanie się chaotycznych emocji i brak autonegacji i głębszych samodzielnych analiz. Norma to wiara i personalizm. Bycie normalnym brzmi dla mnie jak jakaś obelga.
Ile zarabia przeciętny człowiek i jakie ma perspektywy? Ile ma kredytów? Jaką świadomość? Jak bardzo jest zadowolony z życia? Czy jest zdrowy psychicznie? Czy tworzy satysfakcjonujące związki? Czy spełnia się zawodowo? Czy czuje się potrzebny, czy może czuje, bo sobie to wmawia, bo się oszukuje lub jest głupi? Jakie ma choroby? Czy postępuje zgodnie z sumieniem? Czy jeśli tak, to czy wychodzi to na dobre, czy może moralność prowadzi często ludzi do złych wyborów? Czy istnieją jakieś wartości uniwersalne, które należy wpajać wszystkim dzieciom? Wg mnie nie i nie istnieje instytucja, która miałaby rozstrzygać słuszność moralności.
Ludzie rodzą się po to by zdychać, a po drodze chorować, wierzyć w jakieś głupoty, oszukiwać siebie i innych, żyć w niezrozumieniu siebie i poszukiwaniu iluzji stałości. Śmieszy mnie to żałosne tałatajstwo, które myśli, że cokolwiek znaczy i że jego zdanie się gdzieś liczy. Mądre słowa ludziom źle się kojarzą, układają się w negatywne narracje, więc ci je odrzucają, aby zracjonalizować pozytywne samopoczucie. Mózg oszukuje się aby czuć się dobrze i w tym celu zakłamuje moralność. Życie w takim społeczeństwie jest dla mnie podobnym przeżyciem emocjonalnym jak ciemne kamienice i szare bloki. W tych blokach szary plebs. Ludzie, na których działają reklamy i mechanizmy stadne. No szkoda strzępić ryja. Życie wygrywają silni, a siłę się dostaje od losu - większość jej nie dostaje, a inni dostają wybiórczo w pojedynczych dziedzinach.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | >Dla kogo nie jest? Uważam, że aby być szczęśliwym trzeba być po części psychopatą.
W takim razie potwierdzasz tylko, jak i Tobie trzeba współczuć (bez cynizmu) i jak jest Ci ciężko. Bo, żeby być szczęśliwym nie trzeba mieć w sobie nic z psychopaty. Trzeba być normalnym człowiekiem, który ma normalne życie, jakie dało mu z definicji chęć budzenia się rano.
>Niestety defaultowo życie jest negatywne.
J.w.
>Da się być szczęśliwym. Jest to jednak stan nietrwały, wynikający z przypadku (ale na ten przypadek składa się też ciężka praca) i z czegoś ponad normę.(...)
Nie, szczęście to chęć życia. Chęć budzenia się rano i ochota na pokonywanie problemów/wyzwań. Mylisz szczęście z radością/przyjemnością. Nie musi (i nie może) być cały czas radośnie i przyjemnie, ale może być cały czas szczęśliwie. I większość ludzi jest szczęśliwych, mimo wszystko. Bo defaultowo życie jest pozytywne dla nich.
>Ile zarabia przeciętny człowiek i jakie ma perspektywy? Ile ma kredytów? Jaką świadomość? Jak bardzo jest zadowolony z życia? Czy jest zdrowy psychicznie? Czy tworzy satysfakcjonujące związki? Czy spełnia się zawodowo? Czy czuje się potrzebny, czy może czuje, bo sobie to wmawia, bo się oszukuje lub jest głupi? Jakie ma choroby? Czy postępuje zgodnie z sumieniem? Czy jeśli tak, to czy wychodzi to na dobre, czy może moralność prowadzi często ludzi do złych wyborów? Czy istnieją jakieś wartości uniwersalne, które należy wpajać wszystkim dzieciom? Wg mnie nie i nie istnieje instytucja, która miałaby rozstrzygać słuszność moralności.
Przeciętny człowiek chce rano wstać i przeżyć kolejny dzień. Nieważne ile ma kredytów i chorób. Jest wystarczająco szczęśliwy, by chcieć żyć dalej.
>Ludzie rodzą się po to by zdychać, a po drodze chorować, wierzyć w jakieś głupoty, oszukiwać siebie i innych, żyć w niezrozumieniu siebie i poszukiwaniu iluzji stałości. Śmieszy mnie to żałosne tałatajstwo, które myśli, że cokolwiek znaczy i że jego zdanie się gdzieś liczy. Mądre słowa ludziom źle się kojarzą, układają się w negatywne narracje, więc ci je odrzucają, aby zracjonalizować pozytywne samopoczucie. Mózg oszukuje się aby czuć się dobrze i w tym celu zakłamuje moralność. Życie w takim społeczeństwie jest dla mnie podobnym przeżyciem emocjonalnym jak ciemne kamienice i szare bloki. W tych blokach szary plebs. Ludzie, na których działają reklamy i mechanizmy stadne. No szkoda strzępić ryja.
Ludzie żyją po to, by zdychać, a po drodze być szczęśliwymi.
>Życie wygrywają silni, a siłę się dostaje od losu - większość jej nie dostaje, a inni dostają wybiórczo w pojedynczych dziedzinach.
Życie wygrywają szczęśliwi. W tym słabi, którzy nie muszą być silni, bo nie muszą walczyć. Silne to muszą być Hioby i święte Alekse, bo im szczęśliwi wmówili, że cierpienie jest szlachetne, żeby sobie konkurencję zmniejszyć. Jeśli masz takie życie, że musisz być silny, to już właśnie przegrywasz. Ale niestety wmówiono Ci, że to dobre i szlachetne, i fajnie jest być silnym i walczyć. Mhm. Walczyć o to, czym inni się cieszą i korzystają bez walki. Nie bądź naiwny. Jesteś przesycony biblijnym mesjanizmem, jak Fremen melanżem.
Cierpienie nie uszlachetnia. Cierpienie sprawia, że cierpisz.
|
|
| | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Dla kogo nie jest? Uważam, że aby być szczęśliwym trzeba być po części psychopatą. >W takim razie potwierdzasz tylko, jak i Tobie trzeba współczuć (bez cynizmu) i jak jest Ci ciężko. Bo, żeby być szczęśliwym nie trzeba mieć w sobie nic z psychopaty. Trzeba być normalnym człowiekiem, który ma normalne życie, jakie dało mu z definicji chęć budzenia się rano.
Chęć budzenia się rano to neuroprzekaźniki. Jak masz mało serotoniny i dopaminy to nie chce się wstawać. Czasem ludzie mają depresję o podłożu biologicznym, której nie da się wyleczyć. Jak ktoś jest wrażliwy i zależy mu na tym żeby na świecie było dobrze, na wartościach itd, to nie będzie szczęśliwy. Aby nie cierpieć trzeba tak selekcjonować swoje emocje, aby nie przejmować się realnymi negatywnymi rzeczami. Jedni się w tym celu oszukują i są bezmyślni, a inni nie potrafią i muszą sobie radzić z ciężką prawdą.
Często widzę u ludzi nieszczęśliwych taką idealizację szczęścia i życia ludzi, którzy mają lepiej. To tylko pogłębia cierpienie i jest zaburzeniem.
>Nie, szczęście to chęć życia. Chęć budzenia się rano i ochota na pokonywanie problemów/wyzwań. Mylisz szczęście z radością/przyjemnością. Nie musi (i nie może) być cały czas radośnie i przyjemnie, ale może być cały czas szczęśliwie. I większość ludzi jest szczęśliwych, mimo wszystko. Bo defaultowo życie jest pozytywne dla nich.
Nie jest pozytywne. Muszą się oszukiwać aby takie się wydawało, ale kłamstwo ma krótkie nogi.
>Przeciętny człowiek chce rano wstać i przeżyć kolejny dzień. Nieważne ile ma kredytów i chorób. Jest wystarczająco szczęśliwy, by chcieć żyć dalej.
Mam wrażenie, że żyjesz w jakiejś izolacji od ludzi i ich rzeczywistych problemów.
>Ludzie żyją po to, by zdychać, a po drodze być szczęśliwymi.
Ale najczęściej jednak być nieszczęśliwymi. A jak jest dobrze to nigdy nie ma pewności, że dalej będzie. Wystarczy jedna choroba, jeden wypadek.
>Jesteś przesycony biblijnym mesjanizmem, jak Fremen melanżem. >Cierpienie nie uszlachetnia. Cierpienie sprawia, że cierpisz.
Bzdura. Jestem wrogiem biblijnego mesjanizmu. Życie nie ma sensu, więc uszlachetniające cierpienie też. Nie ma żadnego celu. Bóg testujący Hioba byłby ostrym psychopatą, którego musiałbym nienawidzić gdyby istniał.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) | >Uważam, że aby być szczęśliwym trzeba być po części psychopatą. Ja się tam o byle co nie obrażam.
>Życie w takim społeczeństwie jest dla mnie podobnym przeżyciem emocjonalnym jak ciemne kamienice i szare bloki. W tych blokach szary plebs. A nad głowami krążą kruki na tle szarego nieba. W niektórych dzielnicach diabeł mówi dobranoc jeszcze przed zachodem słońca.
Tak, tak, ja to wszystko znam.
|
|
| | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Uważam, że aby być szczęśliwym trzeba być po części psychopatą.> Ja się tam o byle co nie obrażam.Ja uważam, że do bycia po części psychopatą trzeba dążyć jeśli się cierpi bez szans na normalne rozwiązanie problemu. Jeśli nie da się go rozwiązać to trzeba olać. > >Życie w takim społeczeństwie jest dla mnie podobnym przeżyciem emocjonalnym jak ciemne kamienice i szare bloki. W tych blokach szary plebs.> A nad głowami krążą kruki na tle szarego nieba.Raczej gołębie latają nad niebem pełnym smogu i srają na chodnik, którym pani Jadzia codziennie idzie do warzywniaka i do piekarni
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Raczej gołębie latają nad niebem pełnym smogu i srają na chodnik,> którym pani Jadzia codziennie idzie do warzywniaka i do piekarni  A moderatorzy na bogu ducha winnego olsona, który nic a nic nie podziela postaw kibolskich 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > To oczywiste. Żyjemy po to, żebyśmy robili, co chcemy. I tylko szkopuł w tym, żeby wiedzieć, czego się chce.Napisane przez szczęśliwego człowieka. Zazdroszczę Wam tego, że jedynym szkopułem jest dla Was kwestia czego się chce... W moim życiu nigdy nie miało znaczenia czego chcę. I tak nie mogę tego mieć... Choć ma to niemal każdy...
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | tarkos (10757 punktów) | > jedynym szkopułem jest dla Was kwestia czego się chce...To kwestia niebylejaka, gdyż błędne ulokowanie chęci unieszczęśliwia (często z pobudek masochistycznych). > W moim życiu nigdy nie miało znaczenia czego chcę. I tak nie mogę tego mieć...A czy czasami zajmujesz się czymś osiągalnym, czy zawsze chcesz czegoś niemożliwego? > Choć ma to niemal każdy...  Czego zazdrościsz dzisiaj innym (oprócz przeszłości, której zmienić nie sposób)? >
|
|
| | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > > jedynym szkopułem jest dla Was kwestia czego się chce...> To kwestia niebylejaka, gdyż błędne ulokowanie chęci unieszczęśliwia (często z pobudek masochistycznych).Faktycznie, błędnie ulokowałem chęci, bo chciałbym tylko czegoś, co jest najspospolitsze i najnormalniejsze na świecie, co miał każdy przeciętny nastolatek... Moje wybujałe wymagania... > > W moim życiu nigdy nie miało znaczenia czego chcę. I tak nie mogę tego mieć...> A czy czasami zajmujesz się czymś osiągalnym, czy zawsze chcesz czegoś niemożliwego?Jakie to ma znaczenie, czym innym się zajmuję. Sam fakt, że coś, co dla niemal wszystkich innych jest w życiu elementarne i oczywiste, a jednocześnie tak ważne, dla mnie pozostało nieosiągalne... > > Choć ma to niemal każdy...  > Czego zazdrościsz dzisiaj innym (oprócz przeszłości, której zmienić nie sposób)?Niczego innego.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Episode_2 (3284 punktów) |
>Faktycznie, błędnie ulokowałem chęci, Tu nie chodzi o chęci. Tu chodzi o to, że uzależniasz szczęście od jednej rzeczy.
|
|
| | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Niekoniecznie. Ja np bez wahania zabiłbym się gdybym nie mógł jeść, albo musiałbym non stop leżeć w łóżku bez wstawania. Gardzę ludźmi, którzy godzą się na takie mierne życie. Co innego uzależniać życie od jednej rzeczy, a co innego stracić podstawę, która dla większości jest oczywistością. Z brakiem seksu też bym się nie pogodził. Gdyby tak było już dawno bym wisiał. Z brakiem miłości jeszcze można się jakoś pogodzić, bo w pewnym sensie to nie są nasze pragnienia, tylko wdruki. Zastanawia mnie dlaczego autor wątku faktycznie myśli, że małolaty są niedostępne. Dla mnie to najłatwiejszy "towar" (nie lubię tego określenia, ale pasuje do kontekstu). Takie małolaty reagują na proste patterny, którymi można je wyrywać.
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Zazdroszczę Ci życia...
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Zazdroszczę Ci życia...Ale gdzie tu widzisz życie??  Olson: > Ja np bez wahania zabiłbym się gdybym nie mógł jeśćTu jest o samobójstwie i umieraniu. Olson: > albo musiałbym non stop leżeć w łóżku bez wstawaniaO cierpieniu. Olson: > Gardzę ludźmi, którzy godzą się na takie mierne życieO pogardzie względem nieidealnego* życia i własnym lęku (bo przecież olson non stop leżeć w łóżku bez wstawania obecnie nie musi, tylko się tego boi) Olson: > Co innego uzależniać życie od jednej rzeczy, a co innego> stracić podstawę, która dla większości jest oczywistościąOlsonowi zdaje się, że odkrył podstawę życia. Tylko, że nie ma śmiałości aby ją otwarcie nazwać, bo prawdopodobnie by się ośmieszył. Jak zresztą w wielu innych miejscach skompromitował się np. w wykazywaniu lepszości dyktatu bliżej nieokreślonego idealnego wybrańca nad demokracją. Olson: > Z brakiem seksu też bym się nie pogodziłTu jest o niezgodzie na różne perypetie życia, które one niesie. A stała niezgoda to zamrażarka, czyli odwrotność życia. Swoją drogą szarley nie przypadkiem podejrzewa, że olson - pierwszy chwalipięta fR - nie uprawia seksu. Prawdopodobnie tylko starzeje się przed kompem, względnie w gabinetach psychoterapeutów którym próbuje udowodnić że są wielbłądami zamiast zająć się sobą i korzystać. Niewiele więcej. Olson: > Gdyby tak było już dawno bym wisiałZnów o śmierci i samobójstwie. O życiu dokładnie zero.Olson: > Z brakiem miłości jeszcze można się jakoś pogodzić, bo> w pewnym sensie to nie są nasze pragnienia, tylko wdrukiAkurat. Racjonalizacja zagubionego dzieciaka nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością ani życiem. Olson: > Zastanawia mnie dlaczego autor wątku faktycznie myśli, że> małolaty są niedostępne. Dla mnie to najłatwiejszy "towar"A najłatwiejszy przed kompem. Cóż, olson to ponoć informatyk  Olson: > Takie małolaty reagują na proste patterny, którymi można je wyrywaćW tym pustosłowiu pasożyta uwiązanego do kompa, własnej pogardy i cudzej dopaminy / serotoniny odkrywasz jakieś życie? Winszuję!  Ja nic takiego nie widzę. A co widzę - napisałem wyżej.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać. * motocyklista sunie pięknym, błyszczącym i nowym Harleyem. Nad głową świeci słońce, maszyna mrucząc widlastym silnikiem pożera miarowo kilometry szerokiej asfaltowej drogi, a wokół rozciągają się coraz to nowe i piękniejsze widoki. Motocyklista ma szaloną satysfakcję z panowania nad ciężką maszyną, z głów które co rusz oglądają się za nim w mijanych miasteczkach (w tym głów pięknych i młodych dziewczyn oślepianych odbłyskami słońca od motocykla). W pewnym momencie wjeżdża w niewielką kałużę. Woda rozbryzguje się na boki i w zasadzie nic nie brudzi pięknego Harleya, poza.. kropelką, która zostawia na chromie mały siny ślad. Cały czar pryska. Wytrącony z równowagi motocyklista zsiada i uważnie ogląda motocykl. Znajdując plamkę wyciera miejsce starannie przez kilka minut, mamrocząc pod nosem wulgaryzmy. Po chwili słyszy z góry czyjś głos: ta plamka będzie cię błogosławić..
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > >Zazdroszczę Ci życia...> Ale gdzie tu widzisz życie?? Tu: Olson: > Z brakiem seksu też bym się nie pogodził.A więc przynajmniej ma ten piękny azyl... Ten sam, do którego uciekają nagminnie wszyscy Ci niby_tacy_poszkodowani z rozmaitych patologii, które w efekcie doprowadzają ich do mnóstwa seksu. I jakimś cudem, heh, sprawiają, że jakoś jednak chcą żyć. Szkoda gadać...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ten sam, do którego uciekają nagminnie wszyscy Ci niby_tacy_poszkodowani> z rozmaitych patologii, które w efekcie doprowadzają ich do mnóstwa seksuPrzede wszystkim Olson ani nie posiada mnóstwa seksu, ani nawet na dnie szklanki. Chwalić się jedno, a real który przedziera mu między wierszami - drugie. > I jakimś cudem, heh, sprawiają, że jakoś jednak chcą żyćPiękna projekcja  . Oczywiście rozmawiałes z nim przez rok jak ja czy szarley, i wiesz co mówisz  Naprawdę polecam z nim dłużej porozmawiać jeśli wróci po tych 7 dniach wakacji od fR, lub przeczytać choćby jego posty uważniej i szerzej.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Przede wszystkim Olson ani nie posiada mnóstwa seksu, ani nawet na dnie szklanki.> Chwalić się jedno, a real który przedziera mu między wierszami - drugie.Nie znam człowieka, ale nie wiem po co miałby na internetowym forum zmyślać historie, by móc się chwalić. Cóż by mu to miało dać. > > I jakimś cudem, heh, sprawiają, że jakoś jednak chcą żyć> Piękna projekcja . Oczywiście rozmawiałes z nim przez rok jak ja czy szarley, i wiesz co mówisz  Mówiłem raczej generalnie o tym, że pospolite patologie w stylu przemoc/alkohol w rodzinie itd. na ogół prowadzą do bujnego życia towarzysko/imprezowo/seksualnego, do którego ucieka dziecko z takiej rodziny. Ja nie miałem nawet tego azylu, po prostu nic. Nawet nie ma słów, żeby określić jakim dnem jestem... A ta bliskość fizyczna innych osób i seks są nieporównywalnie ważniejsze, niż wyniki w nauce, praca i kwestie ekonomiczne. Te można nadrobić później z normalnym skutkiem, co zresztą jest kanwą mnóstwa "inspirujących opowieści" w stylu Gangster's Paradise. Zmarnowanych przymiotów i ofert młodości nadrobić się później już nie da...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie znam człowieka, ale nie wiem po co miałby na internetowym forum> zmyślać historie, by móc się chwalić. Cóż by mu to miało dać.Najpierw poczytaj, a może zobaczysz. Ludzie różne rzeczy sobie tak kompensują: czasem po prostu pokazują boleśnie rozdęte ego. A jak ktoś im z tego ego-balona powietrze upuści, to wmawiają innym i sobie że to powiew wiosennego wicherka jest  Z jakiego powodu olson udowadniał szarleyowi, że dobra dyktatura jest możliwa? Głównie by pofantazjować, też by go wkurzyć i uszczknąć dopaminy / serotoniny udowadniając, że szarley jest wielbłądem, a olson stoi chłodny i intelektualnie skoncentrowany obok emocji. Nie udało się, to olson tryskał negatywnymi emocjami stając się kibolem, z braku argumentów zaczął bluzgać i chłopaka zbanowano. Samo życie  Trzymaj się, bez odbioru.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Przede wszystkim Olson ani nie posiada mnóstwa seksu, ani nawet na dnie szklanki. >>Chwalić się jedno, a real który przedziera mu między wierszami - drugie. >Nie znam człowieka, ale nie wiem po co miałby na internetowym forum zmyślać historie, by móc się chwalić. Cóż by mu to miało dać.
Chwalić to się może ten kto każdą laskę ma na skinienie palcem. Ja tylko zdementowałem wypociny jakie Jacek w nerwach wymyślił na mój temat. A właściwie wymyślił to szarley, a Jacek powtarza. Wydaje im się, że mnie tym zdenerwują, co świadczy o ich płytkim postrzeganiu świata przez pryzmat swoich projekcji. Odpisałem także Tobie, że gdybym nie miał szans na seks, to bym się zabił, podobnie jakbym nie mógł jeść, chodzić, albo posługiwać się rękami. Jacek ma rację jedynie w tym aspekcie, że nie posiadam mnóstwa seksu, ale o to także nie zabiegam. A teraz gdy po depresji znów jest dobrze, najważniejsze wydaje mi się zarabianie kasy i podnoszenie umiejętności, a także hedonistyczny tryb życia mieszany ze spokojem.
>Mówiłem raczej generalnie o tym, że pospolite patologie w stylu przemoc/alkohol w rodzinie itd. na ogół prowadzą do bujnego życia towarzysko/imprezowo/seksualnego, do którego ucieka dziecko z takiej rodziny. Ja nie miałem nawet tego azylu, po prostu nic. Nawet nie ma słów, żeby określić jakim dnem jestem...
I nawet nie wiesz pewnie jakie problemy generuje taki tryb życia. Powieliłbyś tylko wzorzec alkoholowy Twoich starych, może wpadłbyś w jakieś narko, albo sprawy przestępcze.
>A ta bliskość fizyczna innych osób i seks są nieporównywalnie ważniejsze, niż wyniki w nauce, praca i kwestie ekonomiczne. Te można nadrobić później z normalnym skutkiem, co zresztą jest kanwą mnóstwa "inspirujących opowieści" w stylu Gangster's Paradise. Zmarnowanych przymiotów i ofert młodości nadrobić się później już nie da... >
Nie zgadzam się. Nie można niczego nadrobić później, bo większość czasu pochłania praca i dojazd do niej, nie ma czasu i pieniędzy na naukę itd. A bliskość i seks można nadrobić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >I nawet nie wiesz pewnie jakie problemy generuje taki tryb życia. Powieliłbyś tylko wzorzec alkoholowy Twoich starych, może wpadłbyś w jakieś narko, albo sprawy przestępcze.
Nieważne, byłbym szczęśliwszy, niż teraz. Byłyby przynajmniej rzeczy, do których chciałbym dążyć, o których wiedziałbym, że mogą dać mi więcej szczęścia. Teraz takich nie ma. Bo wehikuł czasu jest niemożliwy.
>>A ta bliskość fizyczna innych osób i seks są nieporównywalnie ważniejsze, niż wyniki w nauce, praca i kwestie ekonomiczne. Te można nadrobić później z normalnym skutkiem, co zresztą jest kanwą mnóstwa "inspirujących opowieści" w stylu Gangster's Paradise. Zmarnowanych przymiotów i ofert młodości nadrobić się później już nie da... >Nie zgadzam się. Nie można niczego nadrobić później, bo większość czasu pochłania praca i dojazd do niej, nie ma czasu i pieniędzy na naukę itd. A bliskość i seks można nadrobić.
Jest dokładnie odwrotnie, niż mówisz. Ale skąd możesz wiedzieć, skoro w wieku 18 lat nie miałeś problemu z podrywaniem lasek. Nie wiesz nawet, że gdybyś miał, to nie dałoby się tego nadrobić. Bo teraz w istocie też nie nadrabiasz, gdyż nie umawiasz się z nastolatkami, a po prostu kontynuujesz ze starszymi, jak każdy normalny facet. Ja nie miałem czego kontynuować, a nadrobić nie mogę. A historii o ludziach, którzy byli biedni, rypali za grosze, ale się ogarnęli i zostali bogaczami jest 9328479.
Kasę można zarobić w każdym wieku. Spotykać się z nastoletnimi koleżankami nie. Game over.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>I nawet nie wiesz pewnie jakie problemy generuje taki tryb życia. Powieliłbyś tylko wzorzec alkoholowy Twoich starych, może wpadłbyś w jakieś narko, albo sprawy przestępcze. >Nieważne, byłbym szczęśliwszy, niż teraz. Byłyby przynajmniej rzeczy, do których chciałbym dążyć, o których wiedziałbym, że mogą dać mi więcej szczęścia. Teraz takich nie ma. Bo wehikuł czasu jest niemożliwy.
Ale dymanie małolatek jest możliwe, a Ty niby tego chcesz, a tworzysz wymówki żeby tak nie robić.
>Jest dokładnie odwrotnie, niż mówisz. Ale skąd możesz wiedzieć, skoro w wieku 18 lat nie miałeś problemu z podrywaniem lasek.
A Ty skąd możesz wiedzieć skoro się wtedy uczyłeś i dzięki temu masz teraz kasę?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Ale dymanie małolatek jest możliwe, a Ty niby tego chcesz, a tworzysz wymówki żeby tak nie robić.
Jest niezwykle trudne, praktycznie nierealne już w mojej sytuacji, najtrudniejsze ze wszystkiego, czego próbowałem w życiu. Nie tworzę wymówek, po prostu jest to dla mnie niedostępne. A poza tym nawet gdyby było (choć nadal nie jest, mimo iż najlepszy ku temu czas dawno minął), to i tak nie będzie tak łatwe, jakby było, gdybym zaczął to robić w nastoletnim wieku, kiedy mogłem bez wysiłku obracać się w ich towarzystwie i nie ryzykować żadnym ośmieszeniem z powodu bycia starym dziadem. Więc nie dość, że zupełnie tego nie potrafię, to na dodatek same warunki są już znacznie gorsze i trudniejsze, niż gdybym był młody. Pozamiatane...
>>Jest dokładnie odwrotnie, niż mówisz. Ale skąd możesz wiedzieć, skoro w wieku 18 lat nie miałeś problemu z podrywaniem lasek. >A Ty skąd możesz wiedzieć skoro się wtedy uczyłeś i dzięki temu masz teraz kasę?
Bo widzę po ludziach. A kasę Ty też masz, zgaduję, że więcej, niż ja. Ja nie mam wcale dużo i niczego tak naprawdę nie osiągnąłem. Moi rówieśnicy w firmach, w których pracowałem, mają tyle samo kasy, a do tego byli normalnymi nastolatkami, teraz mają żony, dzieci, wpsomnienia z młodości i chęć do dorosłego życia. Ja jestem zerem.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >>Zazdroszczę Ci życia...> >Ale gdzie tu widzisz życie?? > Tu:> Olson:> > Z brakiem seksu też bym się nie pogodził.No i gdzie tu widzisz życie? Wiesz co czuje ktoś kto nie może jeść przez długi czas? Wydaje mu się, że jedzenie to szczyt marzeń. Murzyńskie dziecko w Afryce gdyby dowiedziało się, że masz w domu lodówkę i parówki, zazdrościłoby Ci tak jak Ty zazdrościsz tym, którzy nie mają braku seksu. Ale już nie pytasz o to jaki jest ten seks, jak często, czy np czasem nie chodzi jedynie o k...y, do których przecież też mógłbyś mieć dostęp. Jak dla mnie brak szansy na seks może mieć tylko 4 przyczyny: - mechaniczne uszkodzenie orgazmu lub erekcji, lub inna fizyczna choroba, np smród z narządów rozrodczych - brak chęci na seks (często przyczyny to traumy lub brak jakichś neuroprzekaźników lub mikroelementów) - paskudny wygląd, bycie kompletnie nieatrakcyjnym - fetysz uniemożliwiający seks lub powodujący, że jest on niezgodny z prawem lub wyrządza komuś krzywdę > A więc przynajmniej ma ten piękny azyl... Ten sam, do którego uciekają nagminnie wszyscy Ci niby_tacy_poszkodowani z rozmaitych patologii, które w efekcie doprowadzają ich do mnóstwa seksu. I jakimś cudem, heh, sprawiają, że jakoś jednak chcą żyć. Szkoda gadać...Niekoniecznie do takiego mnóstwa. Nie pisałem tak naprawdę niczego o swoim życiu seksualnym, poza samymi upodobaniami uniemożliwiającymi miłość romantyczną. I nie zamierzam o tym pisać, bo to nikogo nie powinno interesować. P.S. Większość typów uprawia seks z brzydkimi dziewczynami, bo takich jest większość. A większość dziewczyn ma brzydkich i głupich facetów. Im chyba nie zazdrościsz?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Jak dla mnie brak szansy na seks może mieć tylko 4 przyczyny:
Ja mam szanse na seks aktualnie. Ale już nie z takimi dziewczynami, z jakimi nastoletni kolesie, więc nie chcę wcale, nie będę udawał, że się zadowalam czymś gorszym, podczas gdy tylko pomarzyć mogę o tym, co mają licealiści. Żałosne...
>Większość typów uprawia seks z brzydkimi dziewczynami, bo takich jest większość. A większość dziewczyn ma brzydkich i głupich facetów. Im chyba nie zazdrościsz?
To chyba nie tak. Stawiałbym, że 80% typów uprawia imprezowy seks z 20% najładniejszych i najbardziej pociągających lasek. Te brzydkie na ogół są brzydkie dlatego, że nie zależy im na przygodnym seksie, więc nie dbają o posiadanie fajnej szczupłej dupy i tapety na twarzy, gdyż uważają, że nie za wygląd powinien je doceniać facet. A te kreujące się na ładne i powabne są zaliczane przez wielu, przynajmniej przez ogarniętych oczywiście, nie takich, jaki byłem ja...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Jak dla mnie brak szansy na seks może mieć tylko 4 przyczyny:> Ja mam szanse na seks aktualnie. Ale już nie z takimi dziewczynami, z jakimi nastoletni kolesie, więc nie chcę wcale, nie będę udawał, że się zadowalam czymś gorszym, podczas gdy tylko pomarzyć mogę o tym, co mają licealiści. Żałosne...Chyba wywalę samochód na złom, bo inni mają porshe, albo ferrari  > >Większość typów uprawia seks z brzydkimi dziewczynami, bo takich jest większość. A większość dziewczyn ma brzydkich i głupich facetów. Im chyba nie zazdrościsz?> To chyba nie tak. Stawiałbym, że 80% typów uprawia imprezowy seks z 20% najładniejszych i najbardziej pociągających lasek.Skąd masz te dane? W tym momencie po prostu skisłem  > Te brzydkie na ogół są brzydkie dlatego, że nie zależy im na przygodnym seksie, więc nie dbają o posiadanie fajnej szczupłej dupy i tapety na twarzy, gdyż uważają, że nie za wygląd powinien je doceniać facet.Ale bzdury. Piszę tu o urodzie. > A te kreujące się na ładne i powabne są zaliczane przez wielu, przynajmniej przez ogarniętych oczywiście, nie takich, jaki byłem ja...Ale stereotypy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Chyba wywalę samochód na złom, bo inni mają porshe, albo ferrari  Debilne porównanie, na które już odpowiadałem. Nieliczni mają Porshe albo Ferrari. Większość miała nastoletni seks.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >* motocyklista sunie pięknym, błyszczącym i nowym Harleyem. Nad głową świeci słońce, maszyna mrucząc widlastym silnikiem pożera miarowo kilometry szerokiej asfaltowej drogi, a wokół rozciągają się coraz to nowe i piękniejsze widoki. Motocyklista ma szaloną satysfakcję z panowania nad ciężką maszyną, z głów które co rusz oglądają się za nim w mijanych miasteczkach (w tym głów pięknych i młodych dziewczyn oślepianych odbłyskami słońca od motocykla).
Dlaczego młodych? Czy to nie stare są atrakcyjniejsze?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | I tylko to z tego wyciągnąłeś. Smutne. Młodych, bo wpis i historyjka były adresowane do Ciebie. Ja nie lubuję się w starych, ale w 12-latkach też nie.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >I tylko to z tego wyciągnąłeś. Smutne.
Ano smutne, głodnemu chleb na myśli. Najedzony nie zwróci uwagi.
Powiem więcej - to jest właśnie najbardziej bolesne. Każda książka, film, artykuł, opowieść, która mówi o czymś "więcej", o "ważnych wartościach" i innych "pięknych życiowych tematach" itd., zupełnie jak Twoja opowieść, która miała przecież przekazać coś zupełnie innego, milcząco zakłada pewne oczywiste rzeczy. Rzeczy, których nikt z normalnym życiem nie zauważa, bo są dla niego normalne. Rzeczy tak oczywiste i elementarne. To wszystko jest tworzone przez i dla ludzi, dla których pewne elementarne rzeczy są oczywistością. Nie dla kogoś z tak skrajnie wybrakowanym życiem, jak ja.
To jakbyś głodnemu gościowi z Etiopii pokazywał film "Wielkie żarcie" i rozwodził się nad techniką kinematograficzną, albo fabułą, a potem szydził, że prostak tylko o jedzeniu myśli, a nie interesują go głębokie analizy.
>Młodych, bo wpis i historyjka były adresowane do Ciebie.
Nie, nie dlatego, że do mnie. Do każdego innego napisałbyś to tak samo. I każdy inny też użyłby w takiej historii młodych, pięknych dziewczyn. To naturalne.
>Ja nie lubuję się w starych, ale w 12-latkach też nie.
I po co atakujesz? Ja bym tylko chciał być przeciętny i tego, co przeciętny chłopak, a później facet, zaznać. Żeby nie ominął mnie czas nastoletniego życia towarzyskiego i seksualnego. Ech.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > po co atakujesz?
Szkoda gadać. Ręce opadają.
> Ja bym tylko chciał być przeciętny i tego, co przeciętny chłopak, a > później facet, zaznać. Żeby nie ominął mnie czas nastoletniego > życia towarzyskiego i seksualnego. Ech.
Zamiast się użalać idź na terapię. Ale Ty oczywiście wiesz lepiej co tam znajdziesz, a raczej czego nie. Dziękuję za rozmowę.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Zamiast się użalać idź na terapię. Ale Ty oczywiście wiesz lepiej co tam znajdziesz, a raczej czego nie. Dziękuję za rozmowę.
Nie wiem jakie techniki znajdę. Ale wiem do czego mają doprowadzić. Do tego, bym cieszył się życiem, nie myśląc o tym, że nie mogłem i nie mogę mieć tego, co inni. Gardzę takim ogłupianiem. Już to gdzieś pisałem: "Wojtusiu, nie patrz na te piękne zabawki, inni mogą się nimi bawić, Ty nie, ale zobacz, mam tu dla Ciebie inne, gorsze, ciesz się nimi."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Powiem więcej - to jest właśnie najbardziej bolesne. Każda książka, film, artykuł, opowieść, która mówi o czymś "więcej", o "ważnych wartościach" i innych "pięknych życiowych tematach" itd., zupełnie jak Twoja opowieść, która miała przecież przekazać coś zupełnie innego, milcząco zakłada pewne oczywiste rzeczy. Rzeczy, których nikt z normalnym życiem nie zauważa, bo są dla niego normalne. Rzeczy tak oczywiste i elementarne. To wszystko jest tworzone przez i dla ludzi, dla których pewne elementarne rzeczy są oczywistością. Nie dla kogoś z tak skrajnie wybrakowanym życiem, jak ja.
Nie! Te książki i filmy to mundrości ala Coelho - tania moralizacja, pseudo romantyczne zakłamane filmy oderwane od rzeczywistości itd. I do tego jeszcze "możesz wszystko" i "walcz o marzenia", ble ble, jakieś pierdoły. Porządne filmy pokazują rozmycie moralne, brutalny i niesprawiedliwy świat, wybory życiowe gdzie trzeba wybrać mniejsze zło, głupotę ludzką, korupcję, oszustwa itd.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Tu chodzi o to, że uzależniasz szczęście od jednej rzeczy.
Skąd wiesz, że od jednej? Naprawde sądzisz, że gdyby w młodości tą jedną wyeliminować, wszystko potoczyłoby się gładko? Nie jestem takim optymistą.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Faktycznie, błędnie ulokowałem chęci, bo chciałbym tylko > czegoś, co jest najspospolitsze i najnormalniejsze na świecie, > co miał każdy przeciętny nastolatek... Moje wybujałe wymagania...
Z twojego wpisu przebija ogromny żal. Z innych wpisów widać, że nie zamierzasz poprzestać na czymś przeciętnym, ani nawet na tym co nie gwarantuje najwyższej jakości typu aksamitna młoda skóra, jędrne pośladki / piersi, świeży i pełny młodej energii uśmiech, gracja w energicznych młodzieńczych ruchach tudzież młode libido pragnące tu i teraz ciebie bez zobowiązań (a jutro kogoś innego).
Wiele osób rodzi się bez nóg / bez rąk, niektóre kobiety tracą piersi w wieku nastu lat. Inni popadają w grupy inwalidzkie, które uniemożliwiają im aktywne życie (a tak je kochali) jeszcze zanim osiągną pełnoletność. Jedni z nich się jakoś dźwigają i akceptują stan obecny bo wiedzą, że bez tego stracą jeszcze więcej, inni pozostają w rozpamiętywaniu straty i szybko znikają z horyzontu.
Wg mnie kwestia nie w żadnych wybujałych wymaganiach, tylko w nieumiejętności pojednania i pożegnania się z demonami przeszłości. Do tego lepiej jednak nie zabierać się samemu..
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Z twojego wpisu przebija ogromny żal. >Z innych wpisów widać, że nie zamierzasz poprzestać na czymś przeciętnym, ani nawet na tym co nie gwarantuje najwyższej jakości typu aksamitna młoda skóra, jędrne pośladki / piersi, świeży i pełny młodej energii uśmiech, gracja w energicznych młodzieńczych ruchach tudzież młode libido pragnące tu i teraz ciebie bez zobowiązań (a jutro kogoś innego).
Cóż, młodzi, przeciętni kolesie to mają. Ja nie miałem i nigdy miał nie będę.
>Wiele osób rodzi się bez nóg / bez rąk, niektóre kobiety tracą piersi w wieku nastu lat. (...)
A jeszcze więcej osób rodzi się z nogami, rękami i penisami, po czym imprezuje i bawi się z nastolatkami.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > A jeszcze więcej osób rodzi się z nogami, rękami i > penisami, po czym imprezuje i bawi się z nastolatkami.
I mają fun. A inni bez tego też, tylko trochę później.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | >Wiem, że jedynym sposobem na zakończenie mojego cierpienia jest śmierć. Masz rację. Ale umrzeć masz nie Ty, tylko programy, które zostały w Tobie zapisane, a które nie są Tobą. Każdy negatywny i uogólniający głos, który słyszysz w swojej głowie na swój temat nie jest prawdą. Ogranicz się w krytyce do konkretów: Przypaliła się zupa. Mówisz: Błąd, przypaliłem zupę. I nic więcej. Wszystko co ponadto nie jest Tobą. Zostało w Ciebie włożone. Zaobserwuj te negatywne myśli i uczucia (przyłap je na gorącym uczynku) i powiedz sobie: To nie jestem ja. To nie ma ze mną nic wspólnego. Bądź świadom tego. Nie bój się tego. Nie musisz się tego bać, bo to są obce wpływy. Poprzez świadomość być może uda Ci się zyskać dystans. Twoi rodzice nie umieli sobie poradzić ze sobą, a Ty byłeś akurat pod ręką. Ale to nie ma z Tobą nic wspólnego.
dajmonion
|
|
 | | nicktaki (178 punktów) | >>Wiem, że jedynym sposobem na zakończenie mojego cierpienia jest śmierć. >Masz rację. Ale umrzeć masz nie Ty, tylko programy, które zostały w Tobie zapisane, a które nie są Tobą. Każdy negatywny i uogólniający głos, który słyszysz w swojej głowie na swój temat nie jest prawdą. Ogranicz się w krytyce do konkretów: Przypaliła się zupa. Mówisz: Błąd, przypaliłem zupę. I nic więcej. Wszystko co ponadto nie jest Tobą. Zostało w Ciebie włożone. Zaobserwuj te negatywne myśli i uczucia (przyłap je na gorącym uczynku) i powiedz sobie: To nie jestem ja. To nie ma ze mną nic wspólnego. Bądź świadom tego. Nie bój się tego. Nie musisz się tego bać, bo to są obce wpływy. Poprzez świadomość być może uda Ci się zyskać dystans. >Twoi rodzice nie umieli sobie poradzić ze sobą, a Ty byłeś akurat pod ręką. Ale to nie ma z Tobą nic wspólnego.
Właśnie streściłeś "Przebudzenie" Anthony'ego de Mello. Rozumiem o czym piszesz, ale niestety do mnie się to nie odnosi... Zresztą to mądre podejście, ale nie wytrzymuje zderzenia z praktyką, z życiem. Bo nadal musisz jeść, oddychać i uprawiać seks. A jak tego nie zrobisz, to możesz się dystansować i dystansować, a i tak się wykończysz w męczarniach. I jeszcze coś - łatwo się dystansować do seksu, jak się samemu miało życie seksualne w młodości. Nie chcę znów używać słowa hipokryzja, ale ono prawie zawsze pasuje. Nawet jeśli to jest hipokryzja niezłośliwa lub nieświadoma. "Sam to miałem i się tym cieszyłem, ale Tobie powiem, że to nic takiego, że Ty tego nie miałeś." Ech.
I jeszcze raz: większość ludzi na świecie nie musi rozkminiać takich problemów, jak my. Nie muszą, bo są szczęśliwi z urzędu, bez tego. Ja siedzę tu i czytam, że powinienem mieć dystans, by nie cierpieć, blah, blah, blah, a oni w tym czasie umawiają się z kolejną dupą na zabawę. Tyle w temacie. A lata minęły i nie wrócą...
|
|
|  | | dajmonion (3663 punktów) | >Nie chcę znów używać słowa hipokryzja, ale ono prawie zawsze pasuje. Nawet jeśli to jest >hipokryzja niezłośliwa lub nieświadoma. "Sam to miałem i się tym cieszyłem, ale Tobie powiem, że >to nic takiego, że Ty tego nie miałeś." Ech. Ja bym się nie podpisał pod tym cytatem. Skoro znasz de Mello, to pewnie wiesz, że on zachęcał by doświadczać różnych rzeczy bezpośrednio i nie bazować na teoriach. I ja też tak uważam. Powinieneś mieć jak najwięcej seksu, skoro tak go chcesz. >Ja siedzę tu i czytam, że powinienem mieć dystans, by nie cierpieć, blah, blah, blah, a oni w >tym czasie umawiają się z kolejną dupą na zabawę. Umów się i Ty. >Nie muszą, bo są szczęśliwi z urzędu Nie wiem kto jest szczęśliwy z urzędu. To by trzeba było chyba wejść komuś do głowy. >Zresztą to mądre podejście, ale nie wytrzymuje zderzenia z praktyką, z życiem. Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak mądre i jednocześnie nieżyciowe czy niepraktyczne. To oksymoron. >Rozumiem o czym piszesz, ale niestety do mnie się to nie odnosi... Naprawdę? A skąd bierze się twój pogląd jakoby w wieku 34 lat było na coś za późno. Przecież to nie jest twoje. Ani Twoje, ani prawdziwe. Jako ciekawostkę powiem Ci, że z punktu widzenia klasyfikacji socjologicznych jesteś osobą młodą.
dajmonion
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | >Powinieneś mieć jak najwięcej seksu, skoro tak go chcesz.
Aha. Ale nie mam.
>>Ja siedzę tu i czytam, że powinienem mieć dystans, by nie cierpieć, blah, blah, blah, a oni w >tym czasie umawiają się z kolejną dupą na zabawę. >Umów się i Ty.
Nie umiem, nie mam z kim, nie mogę już z takimi dziewczynami, z jakimi mogą 20-letni kolesie.
>>Zresztą to mądre podejście, ale nie wytrzymuje zderzenia z praktyką, z życiem. >Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak mądre i jednocześnie nieżyciowe czy niepraktyczne. To oksymoron.
Masz rację. Plus za czytanie ze zrozumieniem. Nie jest mądre. Jest pozornie mądre.
>>Rozumiem o czym piszesz, ale niestety do mnie się to nie odnosi... >Naprawdę? A skąd bierze się twój pogląd jakoby w wieku 34 lat było na coś za późno. Przecież to nie jest twoje. Ani Twoje, ani prawdziwe. Jako ciekawostkę powiem Ci, że z punktu widzenia klasyfikacji socjologicznych jesteś osobą młodą.
Nie z punktu widzenia nastoletnich dziewczyn.
|
|
| | |  | 3 na 3 | dajmonion (3663 punktów) | >Nie z punktu widzenia nastoletnich dziewczyn. Jeżeli myślisz sobie: Nastoletnie dziewczyny mnie nie chcą, to co możesz zrobić z tą myślą? Możesz albo zachować sobie ten konstrukt myślowy i go hołubić, albo zdystansować się do niego. Jeżeli chcesz zachować swoje uogólnienia, to na co liczysz w związku z dyskusjami na racjonalistycznym serwisie? Uogólnienia, to jest to co idzie na pierwszy ogień. Zresztą załóżmy na chwilę, że te uogólnienia jakoś tam korespondują z faktami. I co w związku z tym? Masz wybór: Albo powiedzieć: Nie będę nic robił, bo przeważnie jest tak i tak. Albo też zaczniesz sprawdzać to wszystko. Mnie już tyle rzeczy zaskakiwało w życiu. Już byłem niemal pewien i nagle .. niespodzianka.
dajmonion
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Albo powiedzieć: Nie będę nic robił, bo przeważnie jest tak i tak.> Albo też zaczniesz sprawdzać to wszystko. Mnie już tyle rzeczy> zaskakiwało w życiu. Już byłem niemal pewien i nagle .. niespodziankaNie zacznie sprawdzać. Po co zaczynać, skoro już się w "wie" - z pewnym rodzajem wiary zwłaszcza we własną rację dyskusji nie ma, cudze kwestionowanie jej jest niekoszerne i wywołuje tylko złość, względnie zniechęcenie czy nawet obrzucanie inwektywami jak u olsona, a w końcu nudę i depresję (względnie gonitwę za cudzą dopaminą/serotoniną). nicktaki Cytat: Nikt nie powie mi już nic nowego. Żaden śmieszny coach, ani terapeuta, zgasiłbym ich w 45 sekund Po co sprawdzać, skoro już na początku wszystko wiadomo? Lepiej żyć w depresji, tak łatwiej - robić nic specjalnie nie trzeba, tylko egzaltować się ulubionymi myślami.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Uwielbiam te projekcje pl.wikipedia.org/wiki/Projekcja_(psychologia) > Nie zacznie sprawdzać. Po co zaczynać, skoro już się w "wie" - z pewnym rodzajem wiary zwłaszcza we własną rację dyskusji nie ma, cudze kwestionowanie jej jest niekoszerne i wywołuje tylko złość, względnie zniechęcenie czy nawet obrzucanie inwektywamiTak robi jacuś. No i nic dziwnego, że projektuje na mnie swoje cechy. Olson to wykreowana postać na potrzebę trollingu. Nie mogę się emocjonować wyimaginowanymi cechami wymyślonej postaci. Za to jak ktoś taki jak Jacek realnie na to reaguje to mam pewność, że zadziałały mechanizmy, o których piszę. Ośmieszaj się dalej  Jedyne co jest prawdą to problem z brakiem szansy na miłość przez złe upodobania do kobiet z nadwagą, czego nie da się zwalczać znanymi na dziś metodami. Nic dziwnego, że Jacek ze swoim urażonym ego lata za mną i pisze o mnie także w innych postach, nie skierowanych do mnie bezpośrednio. Myśli, że jak napisze do kogoś, że olson cośtam, to inni go poklepią po plecach i powiedzą "no tak, jacusiu, zły olson, masz rację"  > nicktaki Cytat: Nikt nie powie mi już nic nowego. Żaden śmieszny coach, ani terapeuta, zgasiłbym ich w 45 sekund > Po co sprawdzać, skoro już na początku wszystko wiadomo? Lepiej żyć w depresji, tak łatwiej - robić nic specjalnie nie trzeba, tylko egzaltować się ulubionymi myślami.A skąd pomysł, że jakiś terapeuta pomoże? To fetysz, a tego nie da się leczyć wg oficjalnej nauki.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Uwielbiam (..) projekcje  Nuda. Już dość dawno zauważyłem  > A skąd pomysł, że jakiś terapeuta pomoże?Z badań statystycznych?  > To fetyszNapisał meta-psycholog olson. Alleluja i do przodu!
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Że to fetysz to napisał niktaki pisząc, że podobają mu się seksualnie tylko młode kobiety, a potem podał typową racjonalizację. Z badań statystycznych wynika, że terapeuta niekoniecznie pomoże, a skoro to fetysz to na pewno nie pomoże. Oglądnij wykład, który ostatnio tu wkleiłem, tam masz choćby o tym, że badania na temat skuteczności psychologii robią psycholodzy, więc to nie jest wiarygodne. To tak jakby wróżki robiły badania o skuteczności magii  No i terapia może też poważnie zaszkodzić i tego też nie przedstawią w badaniach psycholodzy, którzy w ten sposób szkodziliby sobie. Znów marnie trollujesz zamiast argumentować.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Że to fetysz to napisał niktaki pisząc, że podobają mu się> seksualnie tylko młode kobiety, a potem podał typową racjonalizację.Naprawdę uważasz że niktaki jest wyrocznią w kwestii kwalifikacji swojej i tego typu przypadłości? wow!  O "swojej" jeszcze będzie niżej. > Z badań statystycznych wynika, że terapeuta niekoniecznie pomożeZgadza się. Ale też wynika, że jego interwencja statystycznie nie pozostaje neutralna ze wskazaniem na plus. > a skoro to fetyszA chodzi oczywiście o fetysz, oraz tylko i wyłącznie  (co ja gadam - skoro meta-psycholog powie, to nie może być inaczej. Nawet poparcie nicktaki nie jest potrzebne) olson Cytat:Twoja (sytuacja) jest do rozwiązania w kilka sesji u podrzędnego kołcza albo terapeuty (heh i mówię to ja, wróg terapii). Odlot, ty już dawno przestałeś sam siebie rozumieć  > to na pewno nie pomoże. Oglądnij wykład, który> ostatnio tu wkleiłem, tam masz choćby o tym, że badania> na temat skuteczności psychologii robią psycholodzySam sprawdziłeś te wszystkie których pdf podesłałem miesiące temu, czy wierzysz swojemu autorytetowi? On je może sprawdził?  Pewnie dostawiłeś już figurkę na ołtarzyku  > więc to nie jest wiarygodneOjojoj jak to prosto przekreślić o umyśle krystk-olsona..  > terapia może też poważnie zaszkodzićJeśli słowotok nie wystarcza, zawsze można użyć argumentu typu nie kupuj samochodu, bo możesz mieć wypadek  Istotnie czasem może, jeśli jest robiona bez kwalifikacji, superwizji czy też odpowiedniego wyczucia. A ciebie to wystarczy tylko cytować  olson Cytat:Twoja (sytuacja) jest do rozwiązania w kilka sesji u podrzędnego kołcza albo terapeuty (heh i mówię to ja, wróg terapii).
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Naprawdę uważasz że niktaki jest wyrocznią w kwestii kwalifikacji swojej i tego typu przypadłości? wow! Typie to jest prosta sytuacja. Gdyby podobały mu się starsze kobiety, to problemu by nie było. Jeśli nie fetysz to co? Ewentualnie jakieś zaburzenia psychotyczne o nietypowym przebiegu, ale to raczej mniej prawdopodobne. > Zgadza się. Ale też wynika, że jego interwencja statystycznie nie pozostaje neutralna ze wskazaniem na plus.Nie wynika. > > a skoro to fetysz> A chodzi oczywiście o fetysz, oraz tylko i wyłącznie (co ja gadam - skoro meta-psycholog powie, to nie może być inaczej. Nawet poparcie nicktaki nie jest potrzebne)Nie tylko i wyłącznie. Jeszcze racjonalizacja. Jacuś nie ma argumentów, ale do tego co pisze olson musi się tradycyjnie czepiać, niezależnie od tego co napiszę  > olson Cytat:Twoja (sytuacja) jest do rozwiązania w kilka sesji u podrzędnego kołcza albo terapeuty (heh i mówię to ja, wróg terapii). > Odlot, ty już dawno przestałeś sam siebie rozumieć Typie, poczytaj sobie dyskusję. Ten cytat to prowokacja do tego aby autor doszedł do wniosku, że jego problemem nie jest to co początkowo przedstawiał. > > to na pewno nie pomoże. Oglądnij wykład, który> > ostatnio tu wkleiłem, tam masz choćby o tym, że badania> > na temat skuteczności psychologii robią psycholodzy> Sam sprawdziłeś te wszystkie których pdf podesłałem miesiące temu, czy wierzysz swojemu autorytetowi? On je może sprawdził? Pewnie dostawiłeś już figurkę na ołtarzyku  Oczywiście zamiast argumentów kolejna autokompromitacja. Tak, zapoznałem się dawno temu z argumentami za i przeciw. Badania na to, ze religia leczy też istnieją, ale co z tego? Jakieś zmanipulowane propagandowe wyniki mnie nie interesują. > Jeśli słowotok nie wystarcza, zawsze można użyć argumentu typu nie kupuj samochodu, bo możesz mieć wypadek  Porównywanie psychoterapii do kupna samochodu? Serio? Prędzej można ją porównać do wizyt u księdza Mateusza  > Istotnie czasem może, jeśli jest robiona bez kwalifikacji, superwizji czy też odpowiedniego wyczucia.No i ok 80% terapeutów taka jest. Można trafić też na dobrego, ale to nie takie łatwe. Trzeba być turbo-debilem żeby mówić komuś, że ma się pogodzić z fetyszem uniemożliwiającym miłość, a jednocześnie że nie da się pogodzić z brakiem miłości jeśli ma się taką potrzebę. Brak słów.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Typie, poczytaj sobie dyskusję. Ten cytat to prowokacja do tego> aby autor doszedł do wniosku, że jego problemem nie jest to co> początkowo przedstawiał.. ale to, co już o tym wie od wieków wujek Olson.  Wygodne wykręcanie się po niewczasie. Hipokryzja olsonkowi nie przeszkadza, ale do czasu. Niestety wyobcowanie rośnie. Ty już może zostaw nicktaki w skoju, prowadził ślepy kulawego. > Tak, zapoznałem się dawno temu z argumentami za i przeciwUhm  > zmanipulowane propagandowe wyniki mnie nie interesująZmanipulowane, bo dr Tomasz Witkowski (figurka w olsona ołtarzyku) tak twierdzi  > >Jeśli słowotok nie wystarcza, zawsze można użyć argumentu typu nie kupuj samochodu, bo możesz mieć wypadek  > Porównywanie psychoterapii do kupna samochodu? Serio?Bardzo mi przykro, Twój 'argument' na nieskuteczność psychoterapii w postaci jej zagrożeń, a efekty psychoterapii to niestety jeszcze nie to samo. Baaaaardzo mi przykro  > Prędzej można ją porównać do wizyt u księdza Mateusza  Napisał meta-psychoterapeuta-niezależny-statystyk-olson  > Można trafić też na dobrego, ale to nie takie łatweTak, ale Olson jest uparty jak osioł i tacy jak on mogą trafić  (co jeszcze nie znaczy, że mogą uzyskać pomoc)  > ma się pogodzić z fetyszem uniemożliwiającym miłośćI ja gdzies o tym piszę?  > jednocześnie że nie da się pogodzić z brakiem miłości> jeśli ma się taką potrzebę. Brak słów.Bez komentarza.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | No i cóż my tu mamy poza emocjonalnymi wyznaniami wiary? Ano nic więcej. Festiwal hipokryzji Jacusia, który jak coś napisze, to tak musi być (tupanie nóżką). Ech...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Festiwal hipokryzji Jacusia, który jak coś napisze, to tak musi być
Smutno patrzeć, jak powoli i w nieunikniony sposób gubisz siebie i zatracasz się w bezrefleksyjnym kopiowaniu słów. Żegnam już małpo-papużkę, pa!
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Smutno patrzećbardzo wiarygodne > jak powoli i w nieunikniony sposób gubisz siebie i zatracasz się w bezrefleksyjnym kopiowaniu słów.Każdy może tak napisać. Np smutno patrzeć jak powoli i w nieunikniony sposób zjadasz własnego klocka, albo kradniesz sąsiadce brudne majtki. I bez żadnego potwierdzenia można tak ze wszystkim i Jacuś postanowił pisać tylko tak, żeby wyjść na kogoś kto poza pustosłowiem i projekcją nie potrafi nic. > Żegnam już małpo-papużkę, pa!alleluja i do przodu... no tak, ja to non stop powtarzam jak papużka, kolejny raz piękne samozaoranie jacusia
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Np smutno patrzeć jak powoli i w nieunikniony sposób zjadasz> własnego klocka, albo kradniesz sąsiadce brudne majtki.> I bez żadnego potwierdzenia można tak ze wszystkimNiniejszym potwierdzam, że smutno się patrzy na kierunek w który brniesz i którego jesteś niewolnikiem. Jakiego jeszcze potwierdzenia oczekujesz? Od twojej figurki na ołtarzyku, czyli dr Witkowskiego? > no tak, ja to non stop powtarzam jak papużka Pa!
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Z badań statystycznych?  Statystycznie 90% ludzi uprawia seks w nastoletnim wieku. Nie mówiąc o pettingu, całowaniu się, imprezowaniu, dotykaniu i rozmawianiu z nastoletnimi dziewczynami. Ja zawsze jestem na obrzeżach statystyk, poza tym nie można rozpatrywać głęboko jednego przypadku, analizować, a potem powiedzieć, że statystycznie powinno być tak. Idąc tym tokiem myślenia, jeśli statystycznie strzelec strzela 80% karnych, to rozpatrując każdy pojedynczy przypadek jesteś pewien, że strzeli? Idiotyzm.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > >Z badań statystycznych?  > Statystycznie 90% ludzi uprawia seks w nastoletnim wieku> Nie mówiąc o pettingu, całowaniu się, imprezowaniu, dotykaniu> i rozmawianiu z nastoletnimi dziewczynamiPrzypomnijmy, olson pytał "A skąd pomysł, że jakiś terapeuta pomoże?" Sprawa dotyczyła terapii, nie wieku inicjacji. > Ja zawsze jestem na obrzeżach statystykRadzę spojrzeć na te statystyki pod innym kątem. Tzn korelacji wieku inicjacji z późniejszą jakością życia, zdrowiem itp. > poza tym nie można rozpatrywać głęboko jednego przypadku, analizować,> a potem powiedzieć, że statystycznie powinno być tak.Zgadzam się.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Statystycznie 90% ludzi uprawia seks w nastoletnim wiekuProjekcja desperata, prawda jest inna: w Polsce do wieku 19 lat około 50%. www.racjonalista.pl/forum.php/s,733711#w736547
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Nikt nie powie mi już nic nowego. Żaden śmieszny coach, ani terapeuta, zgasiłbym ich w 45 sekund To pierwsze zdanie jest w sumie prawdziwe. Nikt mu nie powie nic nowego. Bo tu nie chodzi o szukanie nowości. Chodzi o zajęcie się system, który zniekształca najprostsze prawdy powtarzane przez mędrców od dawna, od zawsze.
dajmonion
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >>Nikt nie powie mi już nic nowego. Żaden śmieszny coach, >> ani terapeuta, zgasiłbym ich w 45 sekund > To pierwsze zdanie jest w sumie prawdziwe. Nikt mu nie powie > nic nowego. Bo tu nie chodzi o szukanie nowości
Dotąd się zgadzam. W serialu "Bez tajemnic" który wg mnie dość dobrze ukazuje proces terapii widać, że nie o samo mówienie chodzi, ani tym bardziej o szukanie nowości. Chodzi o wyrażenie własnych emocji i uczuć długo skrywanych, osobie doświadczonej, która potrafi otwarcie to przyjąć. Chodzi również o zrozumienie takich a nie innych powodów danego stanu rzeczy. Zrozumienie w szerszej perspektywie, ale nie takiej sucho-statystycznej. Perspektywie osobistej, której podstawą będą zdarzenia z własnego życia, może też życia najbliższych osób: rodzeństwa, rodziców a może i dziadków.
> Chodzi o zajęcie się system, który zniekształca najprostsze prawdy > powtarzane przez mędrców od dawna, od zawsze.
Zgadzam się, choć to akurat można i należy robić niezależnie od przypadku niktaki. Aby jego przypadek się nie powtarzał albo powtarzał w zmniejszonej liczbie. Co jednak zajęcie się systemem by konkretnie niktakiemu dało? Uważam, że w jego obecnym położeniu dokładnie nic.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Co jednak zajęcie się systemem by konkretnie niktakiemu dało? Uważam, że w jego obecnym >położeniu dokładnie nic. Chodziło mi o konkretną osobowość.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Chodziło mi o konkretną osobowość.
Czyli - jak się domyślam - nie konkretnie o niktakiego.. Hm. A może ja to błędnie rozumiem. Możesz rozwinąć?
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | >>Chodziło mi o konkretną osobowość. >Czyli - jak się domyślam - nie konkretnie o niktakiego.. >Hm. A może ja to błędnie rozumiem. Możesz rozwinąć? Myślę, że dobrze rozumiesz. Ogólnie chodzi o to, że każdy z nas ma w głowie system, a więc również autor wątku i ten system przekształca informacje, które do nas docierają. Dlatego de Mello mówił o tym, że główne zadanie mistrza polega na usuwaniu, odejmowaniu zbędnych elementów. "Unlearning all the rubbish they told you". Samej prawdy mistrz nie może pokazać.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Samej prawdy mistrz nie może pokazać.Chodzi Ci o to, że zawsze pokazana byłaby jakaś informacja, która nie byłaby prawdą dla siebie odkrytą? Hm. Myślę że system działał również, a może przede wszystkim w jego rodzicach, którzy cenili taki a nie inny system wartości samemu przeżywając podobne piekło. Przy odpowiednim stopniu nasączenia cudzymi "prawdami" trudno już odróżnić co jest nasze a co połknięte, nie mówiąc o pozbywaniu się szkodliwych złogów. I tak cudze i nikomu niepotrzebne "prawdy" żyją przekazywane przez pokolenia i szkodzą. To przedziwne, ale przeważnie zawsze odczuwam bardzo pozytywne uczucia i szacunek, gdy dostrzegam w kimś przyrodzoną autentyczność nie do podrobienia. To jest b. ożywcze odczucie. niestety takich osób nie ma wiele. Ciekawe czy to tylko coś rezonuje, czy może jednak widzi się daną osobę bez zbroi tzn taką jaka jest. A może jedno i drugie 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | > > Samej prawdy mistrz nie może pokazać.> Chodzi Ci o to, że zawsze pokazana byłaby jakaś informacja, która nie byłaby prawdą dla siebie odkrytą?Tak sądzę. W niedzielę była słoneczna pogoda i fajny mrozek. Wybrałem się wobec tego na spacer w okolice rzeki. Nagle poczułem, że jestem mieszkańcem Ziemi. Oczywiście wiedziałem o tym od dawna. Ale tego dnia to poczułem. > To przedziwne, ale przeważnie zawsze odczuwam bardzo pozytywne uczucia i szacunek, gdy dostrzegam w kimś przyrodzoną autentyczność nie do podrobienia. To jest b. ożywcze odczucie.> niestety takich osób nie ma wiele.> Ciekawe czy to tylko coś rezonuje, czy może jednak widzi się daną osobę bez zbroi tzn taką jaka jest.> A może jedno i drugie  Jedno i drugie, bo jedno jest drugim  Rezonuje to co wspólne, czyli to co poza zbroją. Prawdopodobnie wyczuwasz, że ktoś odnosi się do Ciebie z pozycji 'hara'. Dokładniej wyjaśnia to ta Pani: www.youtube.com/watch?v=zNLrIkccOck
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >W serialu "Bez tajemnic" który wg mnie dość dobrze ukazuje proces terapii widać, że nie o samo mówienie chodzi, ani tym bardziej o szukanie nowości. >Chodzi o wyrażenie własnych emocji i uczuć długo skrywanych, osobie doświadczonej, która potrafi otwarcie to przyjąć. >Chodzi również o zrozumienie takich a nie innych powodów danego stanu rzeczy. Zrozumienie w szerszej perspektywie, ale nie takiej sucho-statystycznej. >Perspektywie osobistej, której podstawą będą zdarzenia z własnego życia, może też życia najbliższych osób: rodzeństwa, rodziców a może i dziadków.
Ale ja rozumiem dobrze powody takiego stanu rzeczy. I jest jasne, że wszystko wynika z tego, w jakich warunkach byłem "wychowywany" przez moją dysfunkcyjną rodzinę o skrajnie niskiej inteligencji emocjonalnej. Z tych właśnie powodów byłem zawsze outcastem i z tych powodów nie umiałem nawet zbliżyć się do dziewczyny w młodości. I z tych powodów mam zniszczoną młodość. I z tym muszę żyć na tym padole aż łaskawie zdechnę...
>Aby jego przypadek się nie powtarzał albo powtarzał w zmniejszonej liczbie.
...
echhh.....
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > I jest jasne, że wszystko wynika z tego, w jakich warunkach byłem> "wychowywany" przez moją dysfunkcyjną rodzinę o skrajnie niskiej> inteligencji emocjonalnejCzyżby? Naprawdę nie było w tym żadnych wyjątków? Też tak kiedyś częściowo myślałem. Jednak okazało się, że w mojej rodzinie wyjątki były. Czyli jak zwykle  Sprawy zazwyczaj nie są tak proste, jak nam się z początku wydaje. > Z tych właśnie powodów byłem zawsze outcastem i z tych powodów> nie umiałem nawet zbliżyć się do dziewczyny w młodościStają mi tu przed oczami "Wyznania" pewnego Biskupa Hippony (Św. Augustyna). Warto czasem krytycznie poczytać 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Jeżeli chcesz zachować swoje uogólnienia, to na co liczysz w związku z dyskusjami na racjonalistycznym serwisie? (...)
Na nic nie liczę, bo nic nie może pomóc w sytuacji, w której jedyną pomocą byłby wehikuł czasu i druga szansa na to, by nie zmarnować najważniejszych lat życia. Napisałem dlatego, że postepuję chaotycznie, gdyż nie ma znaczenia już co w życiu zrobię... siłą rzeczy muszę więc robić rzeczy, które nie dadzą dobrych rezultatów. Nic ich nie może dać. Niech więc będzie, że napisałem, by posłużyć przykładem, jak bardzo niszczycielski wpływ na życie może mieć głupie, zabobonne wychowanie i nauczanie w naszym kraju. Trochę uczulić, może dzięki temu jakiś rodzic nie zniszczy życia kolejnemu pokoleniu...
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | > Na nic nie liczę, bo nic nie może pomóc w sytuacji, w której jedyną pomocą byłby wehikuł czasu i >druga szansa na to, by nie zmarnować najważniejszych lat życia.> Niech więc będzie, że napisałem, by posłużyć przykładem, jak bardzo niszczycielski wpływ na >życie może mieć głupie, zabobonne wychowanie i nauczanie w naszym kraju. Trochę uczulić, może >dzięki temu jakiś rodzic nie zniszczy życia kolejnemu pokoleniu...A to przepraszam. Sądziłem, że próbujesz rozwiązać swój problem wspólnie z nami. A Ty tu robisz kampanię społeczno - informacyjną. Jak rodzic ma problemy ze sobą, to Twoje uczulanie nic nie da. Taki rodzić powinien popracować nad sobą, czyli zrobić dokładnie to, na co Ty nie masz najmniejszej ochoty. Myślę, że Beata ma sporo racji w tym co mówi: www.youtube.com/watch?v=W9aVNZ0Fegc
dajmonion
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Ja nie mam już po co nad sobą pracować. Nie ma już do czego dążyć.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ja nie mam już po co nad sobą pracować. Nie ma już do czego dążyć.
Mantra
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Ja nie mam już po co nad sobą pracować. Nie ma już do czego dążyć.
Też tak myślałem. Gdybyś się z tym pogodził, uregulował neuroprzekaźniki, za jakiś czas cele same by się wykrystalizowały. A Ty możesz popracować nad podrywem. Zazdroszczę Ci tego, że nie potrzebujesz miłości i wystarczy Ci sam seks. Przecież gdybym miał tak od początku, to zaoszczędziłbym sobie dosyć długiej jak dla mnie depresji i kilku innych rzeczy.
|
|
| | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >>Ja nie mam już po co nad sobą pracować. Nie ma już do czego dążyć. >Też tak myślałem. Gdybyś się z tym pogodził, uregulował neuroprzekaźniki, za jakiś czas cele same by się wykrystalizowały.
Nastoletni kolesie, których widzę na siłowni i na fb nie muszą, do k***y nędzy, z niczym się godzić, ani nic regulować. Po prostu ruchają zajebiste dupy. Tyle w temacie godzenia się i neuropierdolników.
>A Ty możesz popracować nad podrywem. Zazdroszczę Ci tego, że nie potrzebujesz miłości i wystarczy Ci sam seks. Przecież gdybym miał tak od początku, to zaoszczędziłbym sobie dosyć długiej jak dla mnie depresji i kilku innych rzeczy.
Bardzo potrzebuję miłości, a największa strata, jaką poniosłem w życiu, to wspaniała dziewczyna, z którą byłem i która pozostaje moim ideałem. Najsłodsze, najukochańsze stworzenie pod Słońcem, z którym nie mogłem być, bo nie byłem szczęśliwy z powodu niebycia prawdziwym facetem. Jej aktualny facet w młodości zaliczał siksy, dziś są szczęśliwym małżeństwem i właśnie urodziła im się córeczka. Bardzo potrzebuję miłości, ale najpierw potrzebuję przeżycia męskiej młodości, jak inni. Przez jej brak jednak wiem, że nigdy nie będę w stanie z nikim szczęśliwie żyć. Po prostu wszystko stało się za późno...
|
|
| | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Nastoletni kolesie, których widzę na siłowni i na fb nie muszą, do k***y nędzy, z niczym się godzić, ani nic regulować. Po prostu ruchają zajebiste dupy. Tyle w temacie godzenia się i neuropierdolników.A co oni mają wspólnego z tematem Twojego samopoczucia i neuroprzekaźników? > Bardzo potrzebuję miłości, a największa strata, jaką poniosłem w życiu, to wspaniała dziewczyna, z którą byłem i która pozostaje moim ideałem. Najsłodsze, najukochańsze stworzenie pod Słońcem, z którym nie mogłem być, bo nie byłem szczęśliwy z powodu niebycia prawdziwym facetem. Jej aktualny facet w młodości zaliczał siksy, dziś są szczęśliwym małżeństwem i właśnie urodziła im się córeczka.> Bardzo potrzebuję miłości, ale najpierw potrzebuję przeżycia męskiej młodości, jak inni. Przez jej brak jednak wiem, że nigdy nie będę w stanie z nikim szczęśliwie żyć. Po prostu wszystko stało się za późno...Jesteś bardziej zryty ode mnie, a to w pewnym sensie sztuka
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > >Nastoletni kolesie, których widzę na siłowni i na fb nie muszą, do k***y nędzy, z niczym się godzić, ani nic regulować. Po prostu ruchają zajebiste dupy. Tyle w temacie godzenia się i neuropierdolników.> A co oni mają wspólnego z tematem Twojego samopoczucia i neuroprzekaźników?To, że pokazują jak wygląda dobre męskie życie, którego ja nie mogę już mieć. > >Bardzo potrzebuję miłości, ale najpierw potrzebuję przeżycia męskiej młodości, jak inni. Przez jej brak jednak wiem, że nigdy nie będę w stanie z nikim szczęśliwie żyć. Po prostu wszystko stało się za późno...> Jesteś bardziej zryty ode mnie, a to w pewnym sensie sztuka  To oczywiste. Ty w młodości miałeś seks, ja nie. Więc jestem zryty, Ty nie.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Najsłodsze, najukochańsze stworzenie pod Słońcem, z którym > nie mogłem być, bo nie byłem szczęśliwy z powodu niebycia > prawdziwym facetem. Jej aktualny facet w młodości zaliczał > siksy, dziś są szczęśliwym małżeństwem i właśnie urodziła > im się córeczka. Bardzo potrzebuję miłości, ale najpierw potrzebuję > przeżycia męskiej młodości, jak inni.
Jedna uwaga: chłopak nie staje się mężczyzną poprzez zaliczanie w młodości sziks. Zaliczanie sziks powoduje tylko mechaniczną i roszczeniową postawę wobec kobiet później. Taki ktoś staje się z czasem odpychający. Proces stawania się mężczyzną jest czymś zupełnie innym, percepcja zupełnie ci to pomija. Wg mnie to jest właśnie prawdziwy i podstawowy problem, nie żadne tam niemłócone wieku n-astu lat sziks.
Masz naprawde bardzo naiwną i wykrzywioną wizję męskości, do tego zupełnie nie czujesz skąd płynie męskość.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Proces stawania się mężczyzną polega na kontaktach z kobietami. (mówimy o osobach hetero, żeby nie było, że jestem homofobem, nie jestem)
Z jakiegoś powodu normą i oczywistością jest, że od nastoletniego wieku do dwudziestukilku lat się szaleje i wyżywa, a "facet po 30", to już nieco inna historia być zaczyna.
Wpisz w Google "facet po 30" i przeczytaj dowolny artykuł. To truizm, że młodość, to czas szaleństw. A, cytując: "Lata złych nawyków i totalnej rozpusty co prawda się skończyły, ale..."
Wszędzie przeczytasz dokładnie to samo. To czywiste. I z jakiegoś powodu tak właśnie ludzkie życie się toczy. I to jest ważny powód. I z jakiegoś powodu też młodzi kolesie młócą siksy. Albo potem zostają frustratami i desperatami, jak ja. Tyle w temacie...
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Proces stawania się mężczyzną polega na kontaktach> z kobietamiI te kobiety powiedzą Ci jak z nimi rozmawiać, będą miały cierpliwość do Twoich błędów, sprawią że staniesz się pewny siebie, będziesz wiedział jak dbać o rodzinę, jak znajdować wyjście z sytuacji gdy np. kobietę napełnia strach, albo jeszcze lepiej - energicznie odradza Ci ryzyko, które spokojnie możesz podjąć?  Ciekawe. > Wpisz w Google "facet po 30" i przeczytaj dowolny artykuł.> To truizm, że młodość, to czas szaleństw. A, cytując: "Lata> złych nawyków i totalnej rozpusty co prawda się skończyły, ale..."W Internecie znajdziesz prawie wszystko - totalne głupoty, fantazje różnych nawiedzonych "odkrywców" pokroju Ducha Prawdy, również garść ciekawych rzeczy i artykułów pisanych przed doświadczonych życiem ludzi. Człowiek opierający swoją wiedzę tylko na internecie przeważnie zawsze znajdzie potwierdzenie swoich projekcji, nawet niekiedy znajdzie nieliczny tłumek swoich wielbicieli - jak np. Brevik. Dlatego w kwestii ważnych rzeczy np. jaki kierunek obrać po 30 nie opierałem się na artykułach w internecie, a już zwłaszcza na tych które mi się najbardziej podobają. Ale Ty rób jak uważasz. "Proces stawania się mężczyzną polega na kontaktach z kobietami" - dobre  Wybacz że się powtórzę: masz bardzo naiwną i wykrzywioną wizję męskości, do tego zupełnie nie czujesz, skąd płynie męskość. I nie pytasz o to, bo myślisz że wszystko wiesz. Z tym już niestety niewiele można zrobić..
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > >Powinieneś mieć jak najwięcej seksu, skoro tak go chcesz.> Aha. Ale nie mam.Nie masz, bo nie chcesz mieć. Proste. Wolisz żyć niespełnionymi marzeniami Cytat:Ja mam szanse na seks aktualnie. Ale już nie z takimi dziewczynami, z jakimi nastoletni kolesie, więc nie chcę wcale, nie będę udawał, że się zadowalam czymś gorszym, podczas gdy tylko pomarzyć mogę o tym, co mają licealiści.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Jużnieborek (579 punktów) | To, co pisze nicktaki jest wewnętrznie sprzeczne, więc - ponieważ nie wygląda na to, by powodem mogła być niewystarczająca inteligencja - obstawiam, że w którymś punkcie nie jest do końca szczery. Jeśli jednak jego słowa brać na poważnie, co nie jest łatwe,  wychodzi na to, że prawdziwy problem to nie żaden żal za tym co go ominęło, a jedynie skrzywienie preferencji seksualnych polegające na tym, że interesuje go seks tylko z nastolatkami. Ot i cała filozofia. PS Z tego względu jeśli jest wcieleniem innego użytkownika, to raczej bliżej mu do znanego wszystkim miłośnika młodych chłopców niż do imć Olsona.
|
|
| | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > PS Z tego względu jeśli jest wcieleniem innego użytkownika, to raczej> bliżej mu do znanego wszystkim miłośnika młodych chłopców niż do imć Olsona.  No nie wiem. Dla mnie nicktaki (jeśli wierzyć jego wpisom) raczej odgrywa podświadomie scenariusz, który zna z przeszłości: niby mogę, ale nie mogę. Chcę, ale nie chcę, bo nie mogę tak jak chcę. A nie mogę tak jak chcę, bo kiedyś nie mogłem tak jak chcę dziś (osobisty dramat dziecka z czasem niezaopiekowany i niezaleczony zamienił się w prozaiczny foch). Stawiam, że będziemy tu świadkami tylko dalszego zataczania kółek tańcem św. Wita.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > To, co pisze nicktaki jest wewnętrznie sprzeczne, więc - ponieważ nie wygląda na to, by powodem mogła być niewystarczająca inteligencja - obstawiam, że w którymś punkcie nie jest do końca szczery.To jedna z możliwości. Odkładam ją na później, bo mi to wygląda na TYPOWY przypadek jaki może rozkminiać człowiek interesujący się psychologią. > Jeśli jednak jego słowa brać na poważnie, co nie jest łatwe, wychodzi na to, że prawdziwy problem to nie żaden żal za tym co go ominęło, a jedynie skrzywienie preferencji seksualnych polegające na tym, że interesuje go seks tylko z nastolatkami. Ot i cała filozofia.To prawdopodobne. Ale jest jeszcze alternatywne rozwiązanie, które wyłania się z jego późniejszych postów. Koleś miał w domu patologię, czuje silną nienawiść do rodziców. Nagle przebudził się z matrixa jaki mu zainstalowali i zorientował się, że stracił młodość. Uznał, że jest frajerem, kimś najgorszym. Zapragnął normalnego życia małolata, które go ominęło. Wcześniej to wypierał, przyjmując kulturowe wypociny swoich wypaczonych rodziców. Teraz wie, że to płytkie i w dodatku ma silną racjonalizację co do tego, że jest zjebany i żadna kobieta by go nie chciała. Klasyczny konflikt emocji i myśli, gdzie dodatkowo emocje związane z samooceną i kulturowymi wzorcami tworzą racjonalizacje zaburzające treść myśli. @nicktaki, byłeś szczery z kobietami, które kochałeś? Ukrywałeś fakt, że byłeś tak długo niekumaty? Przedstawiałeś się w lepszym świetle? No tak, odsłonić swoje słabości przed kobietą pewnie było Ci ciężko, bo z domu wyniosłeś wzorzec, że nikogo nie interesujesz i to musiało się odbić na bliskości. Z filmów i kultury wyniosłeś wzorce tego jaki powinieneś być. > PS Z tego względu jeśli jest wcieleniem innego użytkownika, to raczej bliżej mu do znanego wszystkim miłośnika młodych chłopców niż do imć Olsona.  > Po co w ogóle to porównanie do mnie? A miłośnik młodych chłopców miał charakterystyczny styl, który od razu był rozpoznawany. Pytał o to dlaczego pedofilia jest zła i miał aktywne wyparcie z zaprzeczeniem. Czyżbyś sugerował, że został zaorany na tyle, że się przebudził i teraz ma problem z tym jak żyć bez seksu?
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Wymyślcie dowolny sposób, w jaki miałbym udowodnić swoją szczerość, zrobię to. Mogę nawet się spotkać na żywo. Nie mam nic do ukrycia i nie mam powodu, żeby kłamać. Gdyby to, co piszę było kłamstwem, to naprawdę miałbym lepsze w życiu rzeczy do robienia. > >Jeśli jednak jego słowa brać na poważnie, co nie jest łatwe, wychodzi na to, że prawdziwy problem to nie żaden żal za tym co go ominęło, a jedynie skrzywienie preferencji seksualnych polegające na tym, że interesuje go seks tylko z nastolatkami. Ot i cała filozofia.To też nie jest tak, że pociągają mnie tylko nastolatki. Ten fetysz młodości pojawił się u mnie dopiero, kiedy zrozumiałem, że to właśnie mnie ominęło, tak mi się wydaje. Natomiast największym afrodyzjakiem dla mnie jest szczupła sylwetka, już prędzej chudość to mój fetysz i zapewne wynika z faktu, że od zawsze żyłem sportem, napatrzyłem się na idealne sylwetki itd. Równie mocno, jak nastolatki, kręcą mnie studentki, oczywiście te, które spełniają to kryterium. A nawet kobiety starsze niż studentki, jeśli są w taki sposób zadbane. Ale tutaj mówię o tym, co mnie pociąga, a nie o tym, co mogłoby mnie uczynić szczęśliwym. Bo takiego czegoś już nie ma. Dlatego nie mam nawet siły starać się o to, co mnie pociąga... Nie ma to już sensu  > To prawdopodobne. Ale jest jeszcze alternatywne rozwiązanie, które wyłania się z jego późniejszych postów. Koleś miał w domu patologię, czuje silną nienawiść do rodziców. Nagle przebudził się z matrixa jaki mu zainstalowali i zorientował się, że stracił młodość. Uznał, że jest frajerem, kimś najgorszym. Zapragnął normalnego życia małolata, które go ominęło. Wcześniej to wypierał, przyjmując kulturowe wypociny swoich wypaczonych rodziców. Teraz wie, że to płytkie i w dodatku ma silną racjonalizację co do tego, że jest zjebany i żadna kobieta by go nie chciała. Klasyczny konflikt emocji i myśli, gdzie dodatkowo emocje związane z samooceną i kulturowymi wzorcami tworzą racjonalizacje zaburzające treść myśli.Jest mniej więcej tak, jak napisałeś, z jednym wyjątkiem. Nie uważam, że teraz żadna kobieta by mnie nie chciała, bo gdyby nie mój problem, który niszczy każdy aspekt i możliwość cieszenia się czymkolwiek w życiu, to mam co zaoferować kobiecie, która byłaby zainteresowana. Nie pisałem przez jakiś czas i w tym czasie spotykałem się z jedną, która jednak nie była do końca w moim typie, bo była dość przy kości. Poza tym była cudowną osobą, w której mógłbym się zakochać, ale mnie nie pociągała. Nawet, gdy spaliśmy ze sobą. Spotykałem się z nią, bo naprawdę nadawaliśmy na podobnych falach, poza tym potrzeba mi było choćby bliskości i przytulenia i pomyślałem, że zobaczę co będzie. Ale w końcu powiedziałem jej, że mnie nie pociąga seksualnie i nie będzie z tego związku, że chciałbym się tylko przyjaźnić. Przeżyła to bardzo ciężko i oczywiście obraziła się śmiertelnie, bo uznała że zagrałem na jej uczuciach, oczywiście się do mnie nie odzywa już. Podkreślam, że to była BARDZO inteligentna dziewczyna. > @nicktaki, byłeś szczery z kobietami, które kochałeś? Ukrywałeś fakt, że byłeś tak długo niekumaty? Przedstawiałeś się w lepszym świetle? No tak, odsłonić swoje słabości przed kobietą pewnie było Ci ciężko, bo z domu wyniosłeś wzorzec, że nikogo nie interesujesz i to musiało się odbić na bliskości. Z filmów i kultury wyniosłeś wzorce tego jaki powinieneś być.Pewnie znów uznacie to za niespójne, a na pewno podejrzane, ale właśnie problem w tym, że byłem śmiertelnie szczery. Zawsze. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nigdy w życiu w żadnej sprawie nie okłamałem nikogo, kto nie należał do mojej "rodziny", nauczycieli lub pracodawców. Nigdy nie kłamię ludzi, z którymi jestem w prywatnych stosunkach z wyboru. Naprawdę nigdy. I to był właśnie trigger do wszystkich problemów. Bo mówiłem moim dziewczynom, że pociągają mnie inne. Mówiłem, że zazdroszczę młodym kolesiom ich dziewczyn, ich młodości. Wiedziały o tym. Dlatego związki mogły trwać tylko tak długo, jak długo one mogły to wytrzymać. Kiedy zdradziłem, przyznałem się natychmiast, jak zostałem sam w mieszkaniu. W moich związkach nigdy nie było tajemnic i niedomówień, ja jestem człowiekiem, który rozmawia o wszystkim. To wszystko było cholernie mocne i intensywne. I byliśmy ze sobą całkowicie otwarci w każdym aspekcie. Przykładowo większość stosunków seksualnych zaczynała się od leżenia i nakręcania się bezpardonowymi rozmowami o naszych fantazjach seksualnych. I naprawdę były takie tematy, że nawet bym o tym anonimowo nie wspomniał. Nie krępowało mnie nic, a po niedługim czasie ich też już nic. Ja wiedziałem o nich wszystko i one o mnie też w tym względzie. Całkowita otwartość. Po prostu kiedyś wychodziłem z założenia, że jeżeli dam się poznać z najgorszych stron i dana osoba nadal mnie akceptuje, to potem może być już tylko lepiej. Niestety to było jeszcze zanim tak naprawdę dotarło do mnie, ile życia mnie bezpowrotnie ominęło... Jeszcze wtedy chyba miałem jakieś nadzieje... Teraz już nie mam. Tylko na to, że kiedyś wymyślę sposób, by pokonać strach i to wszystko zakończyć... Innej nadziei nie mam, bo nie ma już na co.
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Nie mam nic do ukrycia i nie mam powodu, żeby kłamać. Gdyby to, co piszę było kłamstwem, to naprawdę miałbym lepsze w życiu rzeczy do robienia.
Ja uważam, że nie kłamiesz, ale jesteś nieświadomy sam siebie i jak na swój wiek niedojrzały.
>To też nie jest tak, że pociągają mnie tylko nastolatki
No więc sam widzisz, że absurdalnie to sobie tłumaczysz.
>Jest mniej więcej tak, jak napisałeś, z jednym wyjątkiem. Nie uważam, że teraz żadna kobieta by mnie nie chciała, bo gdyby nie mój problem, który niszczy każdy aspekt i możliwość cieszenia się czymkolwiek w życiu, to mam co zaoferować kobiecie, która byłaby zainteresowana.
No ale ten problem jest wyimaginowany, skoro sam przyznajesz, że jednak to nie do końca fetysz młodości, tylko świadomość tego co straciłeś. Zamiast myśleć o tym co przed Tobą, myślisz o tym co pozornie straciłeś, zamiast wyciągnąć z tego jakąś dojrzałość i pozytywy. Wg mnie to dlatego, że masz bardzo niską samoocenę i depresję. Mógłbyś jeszcze to zmienić, ale się boisz i nie umiesz. Tutaj nie dostaniesz zbyt wielu rad. Nie dostaniesz ich nigdzie. Możesz teraz zginąć jako nikomu nie potrzebny malkontent, albo uznać, że i tak jest już tak jakbyś nie żył i zacząć żyć normalnie. I nie pisz, że normalnie już nie możesz, bo to bzdura. Wolałbym być w takiej sytuacji jaką przedstawiasz, niż w takiej jaką mam.
|
|
2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) | >Witam, to mój pierwszy post tutaj i najpewniej ostatni. Obiecanki cacanki.
Ale do rzeczy. Jest taka teoria, że jak ktoś opuści jakiś ważny etap życia, to zawsze będzie mu tego brakowało i nie będzie mógł przejść do następnego etapu. Nie wiem ile w tym prawdy, ale u mnie się sprawdziło. U mnie był inny problem - nie akceptowała mnie matka. Dopóki nie spotkałem ludzi, którzy zaakceptowali mnie bezwarunkowo, nie miałem spokoju na świecie. Ale gdy już usłyszałem od kogoś "akceptuję cię razem z rogami z kopytami", to jakby ktoś mnie odczarował.
|
|
 | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | Winszuję.
|
|
|  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Winszuję
A co Episode_2 po Twoim winszowaniu? Gość napisał "Dopóki nie spotkałem ludzi, którzy zaakceptowali mnie bezwarunkowo (..) jakby ktoś mnie odczarował". Szukasz kogoś takiego?
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | >A co Episode_2 po Twoim winszowaniu? >Gość napisał "Dopóki nie spotkałem ludzi, którzy zaakceptowali mnie bezwarunkowo (..) jakby ktoś mnie odczarował". >Szukasz kogoś takiego?
Nie, mnie nie może odczarować żadna jedna osoba, bo problem jest inny, niż Episode_2. Jemu winszuję rozwiązania jego problemu. Rozwiązanie mojego nie jest możliwe...
Fakt, nic mu po moim winszowaniu. To był tylko wyraz mojej zazdrości...
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >>Szukasz kogoś takiego? >Nie
Właśnie.
> mnie nie może odczarować żadna jedna osoba
Skąd to wiesz?
> bo problem jest inny, niż Episode_2
Aksjomat: 1. Jest inny i nierozwiązywalny przez nikogo 2. Jeśli jest inaczej - parz pkt 1. A gdzie dowody?
> To był tylko wyraz mojej zazdrości
Twoja nostalgia, żal i ból za brakiem swobodnego seksu w wieku nastu lat, jest przede wszystkim wynikiem twojej zazdrości związanej z wydumanymi zyskami zobrazowanymi na ołtarzu swojego cierpienia. Z realem ma to niewiele wspólnego.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > > bo problem jest inny, niż Episode_2> Aksjomat:> 1. Jest inny i nierozwiązywalny przez nikogo2. Jeśli jest inaczej - parz pkt 1.> A gdzie dowody?Problemem jest zmarnowana młodość, tęsknota za tym, co mnie ominęło. Do młodości wrócić i jej przeżyć nie można. Więc przyczyny problemu rozwiązać nie można. Ot, i dowód. > > To był tylko wyraz mojej zazdrości> Twoja nostalgia, żal i ból za brakiem swobodnego seksu w wieku nastu lat, jest przede wszystkim wynikiem twojej zazdrości związanej z wydumanymi zyskami zobrazowanymi na ołtarzu swojego cierpienia. Z realem ma to niewiele wspólnego.Nigdy nic nie mówiłem o zyskach, ani o wielkiej wartości nastoleniego seksu. W istocie mówię o czymś dokładnie odwrotnym. O tym właśnie, że coś tak powszechnie bezwartościowego i banalnego, do tego stopnia, że ludziom się to odradza i nawołuje ich do hamowania się przed tym, bo tak bardzo jest dla nich dostępne, dla mnie nigdy nawet dostępne nie było... Bo ktoś mnie tak spierdolił, że zabrał mi nawet coś tak cholernie elementarnego i trywialnego... To jest koszmar
|
|
| | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Problemem jest zmarnowana młodość, tęsknota za tym, co mnie ominęło. > Do młodości wrócić i jej przeżyć nie można. Więc przyczyny problemu > rozwiązać nie można. Ot, i dowód.
To żaden dowód. Przypomnijmy aksjomat: 1. Problem jest inny i nierozwiązywalny przez nikogo. 2. Jeśli jest inaczej - parz. pkt 1.
Dowodu na to, że przyczyny problemu rozwiązać nie można nie podałeś. To Tylko twoje fałszywe założenie. Owszem, do młodości wrócić i jej przeżyć nie można, ale też nie trzeba jej ponownie przeżywać magicznym wehikułem czasu, by pozbyć się jej oddziaływania.
> coś tak powszechnie bezwartościowego i banalnego, do tego stopnia, > że ludziom się to odradza i nawołuje ich do hamowania się przed tym, > bo tak bardzo jest dla nich dostępne
Zależy w jakich środowiskach odradza. Ale że w Polsce panuje pruderia, zwłaszcza w środowiskach chrześcijańskich to też jest fakt.
> ktoś mnie tak spierdolił, że zabrał mi nawet coś tak cholernie > elementarnego i trywialnego... To jest koszmar
Czy zabrał na zawsze - tego nie wiesz, gdyż nigdy o to nie zawalczyłeś jako dorosły, by m.in. pożegnać się z traumą. Wolisz to albo gnieść w środku, albo pisać na fR, co z pewnością wiele nie da.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Dowodu na to, że przyczyny problemu rozwiązać nie można nie podałeś. To Tylko twoje fałszywe założenie. Owszem, do młodości wrócić i jej przeżyć nie można, ale też nie trzeba jej ponownie przeżywać magicznym wehikułem czasu, by pozbyć się jej oddziaływania.
Trzeba.
>> coś tak powszechnie bezwartościowego i banalnego, do tego stopnia, >> że ludziom się to odradza i nawołuje ich do hamowania się przed tym, >> bo tak bardzo jest dla nich dostępne >Zależy w jakich środowiskach odradza. Ale że w Polsce panuje pruderia, zwłaszcza w środowiskach chrześcijańskich to też jest fakt.
W tym zdaniu chodziło tylko o pokazanie jak bardzo dostępne dla innych jest to, co dla mnie nieosiągalne.
>Czy zabrał na zawsze - tego nie wiesz, gdyż nigdy o to nie zawalczyłeś jako dorosły, by m.in. pożegnać się z traumą. Wolisz to albo gnieść w środku, albo pisać na fR, co z pewnością wiele nie da.
Nie ma już o co walczyć. Zawsze patrząc na młodych kolesi z laseczkami na ulicy będę mógł im tylko zazdrościć. Oni mogli, mogą, zaznali, ja nie i nie zaznam. Amen. Nic nic nie da, nic nie wolę.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >Nie ma już o co walczyć. Zawsze patrząc na młodych kolesi z laseczkami na ulicy będę mógł im tylko zazdrościć. Oni mogli, mogą, zaznali, ja nie i nie zaznam. Amen. >Nic nic nie da, nic nie wolę.
liliac pożegnała się
big_zyd zbanowan Iwan Denisowicz zbanowan Quetzalcoatl zbanowan W.R.zbanowan
Lilly Amina milczy Anna Salman milczy Andrzej Bogusławski milczy maceox milczy Marek okmarek Okrągły milczy Fizyk milczy Worek kości milczy
Nawet Elasp milczy...
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>>Nie ma już o co walczyć. Zawsze patrząc na młodych kolesi z laseczkami na ulicy będę mógł im tylko zazdrościć. Oni mogli, mogą, zaznali, ja nie i nie zaznam. Amen. >>Nic nic nie da, nic nie wolę. >liliac pożegnała się >big_zyd zbanowan >Iwan Denisowicz zbanowan >Quetzalcoatl zbanowan >W.R.zbanowan >Lilly Amina milczy >Anna Salman milczy >Andrzej Bogusławski milczy >maceox milczy >Marek okmarek Okrągły milczy >Fizyk milczy >Worek kości milczy >Nawet Elasp milczy... Twój przedmówca napisał "oni mogli, ja nie mogę", czy Twoja wypowiedź jest analogią postrzegania własnego położenia?
Wszystko co od tej chwili napiszesz może być wykorzystane przeciwko Tobie.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Amen. Nic nic nie da, nic nie wolę.
Mantra
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Mantra
Próbujesz tym określeniem zdeprecjonować wszystko, co piszę, ale nie zmienia to faktu, że to nadal jest prawda.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Mantra nie musi wcale być koniecznie kłamstwem, fałszem czy czystą fantazją. Najważniejsze w niej, że międlona po wielokroć pozwala uciec od rzeczywistości, nawet od tkwiącej w niej prawdy. Działa jak auto-hipnoza. Jeśli nie można spać w nieskończoność, można przynajmniej powtarzać mantry.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > "akceptuję cię razem z rogami z kopytami", to jakby ktoś mnie odczarował.Tak, to jest ważne  Serdecznie pozdrawiam!
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
 | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >U mnie był inny problem - nie akceptowała mnie matka.
U mnie było odwrotnie - cokolwiek by mnie zrobił to matka "kocha", czyli nie ma znaczenia jaki jestem, co osiągam, czyli taka miłość jest sztuczną protezą - instynktem macierzyńskim, ślepym. Co mi po "miłości", która nie zależy od tego jaki jestem?
>Dopóki nie spotkałem ludzi, którzy zaakceptowali mnie bezwarunkowo, nie miałem spokoju na świecie.
Co to znaczy "bezwarunkowo"?
>Ale gdy już usłyszałem od kogoś "akceptuję cię razem z rogami z kopytami", to jakby ktoś mnie odczarował.
Akceptacja cudzych wad jest normalna jeśli rekompensują to zalety.
|
|
|  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) |
> Co to znaczy "bezwarunkowo"?Niezależnie od tego, jaki jestem i co robię. Oczywiście pytanie słuszne, obce osoby rzadko akceptują kogoś bezwarunkowo. A gdyby tak było, to musieli akceptować każdego. Dobrze, że wcześniej na to nie wpadłem, bo cały efekt by diabli wzięli. Ważne, że w ogóle mnie akceptowali. > Akceptacja cudzych wad jest normalna jeśli rekompensują to zalety.Jeśli już mówimy o normach, to normalne jak najbardziej jest to, że matka akceptuje dziecko bezwarunkowo. > U mnie było odwrotnie - cokolwiek by mnie zrobił to matka "kocha"Nie wiem, jak u Ciebie było, ale możesz mieć rację. Są takie matki, które na wszystko pozwalają dzieciom, a to powoduje wysoki poziom stresu u dzieci. > czyli taka miłość jest sztuczną protezą - instynktem macierzyńskim, ślepym??? Instynkt macierzyński jest sztuczny?
|
|
| |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Co to znaczy "bezwarunkowo"?> Niezależnie od tego, jaki jestem i co robię.> Oczywiście pytanie słuszne, obce osoby rzadko akceptują kogoś bezwarunkowo. A gdyby tak było, to musieli akceptować każdego. Dobrze, że wcześniej na to nie wpadłem, bo cały efekt by diabli wzięli. Ważne, że w ogóle mnie akceptowali.No ale nigdy nie ma takiej bezwarunkowości, poza instynktem macierzyńskim, który właśnie dlatego jest dla mnie bezwartościowy. Mi było nieprzyjemnie gdy uświadomiłem sobie, że matka kochałaby mnie nawet gdybym nie był sobą, czyli nie kochałaby i tak nigdy mnie  No ale potem się do tego przyzwyczaiłem. Ludzie Cię zaakceptowali ze względu na zalety jakie masz i dzięki temu przymykają też oko na wady. > >Akceptacja cudzych wad jest normalna jeśli rekompensują to zalety.> Jeśli już mówimy o normach, to normalne jak najbardziej jest to, że matka akceptuje dziecko bezwarunkowo.No taka jest norma biologiczna. > >U mnie było odwrotnie - cokolwiek by mnie zrobił to matka "kocha"> Nie wiem, jak u Ciebie było, ale możesz mieć rację. Są takie matki, które na wszystko pozwalają dzieciom, a to powoduje wysoki poziom stresu u dzieci.Nie chodzi mi o pozwalanie, tylko o sam fakt "kocham cię niezależnie od wszystkiego". Ale za te same cechy u innych ludzi obgaduje. No to powstaje z tego konkluzja, że matka nie kocha mnie za to jaki jestem. Podobnym absurdem są zakochania od 1 wejrzenia. > >czyli taka miłość jest sztuczną protezą - instynktem macierzyńskim, ślepym> ???> Instynkt macierzyński jest sztuczny? Tzn jest sztuczną miłością
|
|
| | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) |
>Ludzie Cię zaakceptowali ze względu na zalety jakie masz i dzięki temu przymykają też oko na wady. Hmm.. Myślałem, że dość jasno napisałem. Rzeczywiście tak musiało być, ale nie pomyślałem o tym wcześniej.
>Mi było nieprzyjemnie gdy uświadomiłem sobie, że matka kochałaby mnie nawet gdybym nie był sobą, czyli nie kochałaby i tak nigdy mnie No tak, mogło Cię nie być a zamiast Ciebie inne dziecko i Twoja matka też by je kochała. Ale to normalka.
>>Instynkt macierzyński jest sztuczny? >Tzn jest sztuczną miłością Jak instynkt może być czymś sztucznym? Prędzej za sztuczne można uznać reakcje wdrukowane, wyuczone. W pewnym stopniu sztuczne.
|
|
| | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >No tak, mogło Cię nie być a zamiast Ciebie inne dziecko i Twoja matka też by je kochała. Ale to normalka.
Nie o to chodzi. Raczej o to, że mógłbym zabijać, gwałcić, ćpać, zrobić kupę na środku ulicy i machać ludziom, a i tak matka "kocha" gdy instynkt działa. A przecież wartościowa miłość wiąże się też z uznaniem czyjejś wartości. Mogę kochać tylko osoby, które uważam za wartościowe, lepsze od reszty pod jakimiś względami i te względy muszą być kluczowe, żeby też można było akceptować wady.
>>>Instynkt macierzyński jest sztuczny? >>Tzn jest sztuczną miłością >Jak instynkt może być czymś sztucznym?
No normalnie, nie ma tu miłości, tylko jest jakiś algorytm, który ją imituje, czyli instynkt. I co gorsza nie jest on zależny od wartości, tylko jest przypisany do własności. Dla matki dziecko jest "moje" na zawsze, nawet jeśli jest faktycznie bezwartościowe. Dlatego uważam, że instynkt jest sztuczny.
Dziecko przez instynkt macierzyński sprowadza się jedynie do otagowanego obiektu, który u matki odpala odpowiednie emocje (czyli odpowiednią chemię).
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | Hej. Jak zwykle mam do Ciebie pytanie tak ni z gruszki ni z pietruszki. Czy nie sądzisz, że nienawiść do siebie i do innych musi być czymś powszechnym w sytuacji, gdy nie doświadcza się zadowolenia z chwili obecnej? Gdy szczęście jest w przyszłości, to nasze i innych działania przybliżają nas do tego lub oddalają. Zatem wciąż towarzyszy temu napięcie i wciąż unieszczęśliwiamy albo samych siebie albo inni nas. Co Ty na to?
dajmonion
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Opisałeś mechanizm wiary (czyli także marzeń). Np gdy nazywa się instynkt macierzyński, albo związki matrymonialne miłością i kojarzy się te emocje z wartościami, moralnością i próbuje się racjonalnie to tłumaczyć, powstaje napięcie narzucające nam jaka powinna być prawda. Powstaje więc dysonans między tym co jest, a tym co powinno być. To "powinno" wiąże się z wiarą, a to "jest" wiąże się z często bardzo negatywnymi mechanizmami. Brak cierpienia w chwili obecnej często przecież idzie w parze z negatywnymi ocenami różnych rzeczy lub ludzi, ale szczęśliwi tracą wtedy powagę i część empatii. Luźno traktują moralność. Przede wszystkim nie przywiązują wagi do personalizmu. To z pewnością warunki prawdziwego, niezakłamanego szczęścia.
Spójrz jakie ludzkie cechy poddaję ocenie i z jakich ludzi szydzę.
Szydzę także z wielu śmiesznych teoryjek psychoterapeutów. Np, że rodzic musi akceptować dziecko aby było szczęśliwe - nieprawda. Jedni tego potrzebują, a inni mają to gdzieś i są szczęśliwi mimo braku czegoś. Nie szukają wymówki do bycia nieszczęśliwymi i nie powielają destrukcyjnych wzorców, a ich mózgi działają prawidłowo. Ich chłodna, racjonalna ocena jest przecież zazwyczaj negatywna. Nie ma co się oszukiwać. To tworzy napięcie, a napięcie jest związane z wiarą.
Jestem szczęśliwy. Otacza mnie pieprzony plebs, w kraju jest źle, na świecie jest wiele syfu, głupoty, chorób, złe skutki korzystania z pozytywnych aspektów życia. Właśnie dlatego, że jestem z tym pogodzony to jestem szczęśliwy, a kiedyś to samo sprawiało ból lub nerwy, podczas gdy miałem depresję. Ludzie zazwyczaj żyją w iluzji, jak twierdził de Mello, śpią. Ich sen polega na dysonansie między "jest", a "powinno być"/"wierzę". Próbują się oszukać, że jest tak jak powinno. Ludzi bezwartościowych próbuje się nazywać wartościowymi i zrównuje się podludzi z normalnymi ludźmi poprzez stwierdzonka "wszyscy są równi". Albo mówi się "miłość jest bezwarunkowa". Nie cierpię tego słowa. W sumie i słowa "miłość" i głupiej wiary w to, że coś może być bezwarunkowe. A już mówienie, że miłość ma być bezwarunkowa, to tak jakby mówić, że dziwka jest bezwarunkowo dziewicą.
Plebs to ludzie, którzy próbują wmawiać sobie i innym, że wszystko jest ok i że wszystko trzeba zaakceptować, co nazywa się jąkąś miłością do tego wszystkiego. Pokochaj wroga, pokochaj swojego raka, pokochaj swoje negatywne cechy i pragnienia, a potem powiedz najgorszemu śmieciowi, że wszyscy są równi i najgorszemu psychopacie żeby zaakceptował to, że nie może nic zrobić z tym, że gwałci i morduje.
Episode_2 po prostu użył niefortunnego słowa żeby opisać spełnienie potrzeby akceptacji. Ale nie trzeba było tego spełniać. W odwrotną stronę też jest dobrze - zdanie sobie sprawy, że taka akceptacja nie jest mu do niczego potrzebna i że gdy człowiek zdaje sobie sprawę z własnych zalet i wad i niczego nie próbuje wypierać, to nie potrzebuje już akceptacji, tylko chce otaczać się osobami, które są tego godne, a z planktonem gada się już tylko tak żeby go prowokować dla zabawy. Podobnie jedni coś robią i wiedzą jakie to jest w gruncie rzeczy schematyczne, a inni widzą to z zewnątrz i dostrzegają w tym sztukę i magię.
Bywa tak, że gardzi się tymi, którzy czegoś nie mają, bo wtedy domagają się aby to mieć i wydaje im się to taką magią. Np poczucie własnej wartości, albo chęć przynależności do grupy - gardzi się tymi, którzy tego nie mają, bo oni chcąc to zdobyć uobiektowiają się. Gdy ktoś już coś ma, to jest to dla niego tak normalne, że nie wyobraża sobie tego nie mieć i gardzi tymi, dla których to takie ważne. Gdy ktoś ma silną osobowość to nie czuje potrzeby aby się z nią utożsamiać. Gdy ktoś nie lekceważy dążenia do prawdy, to jego ocena świata i życia jest odgraniczona od tego co czuje.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >Jestem szczęśliwy. Otacza mnie pieprzony plebs, w kraju jest źle, na świecie jest wiele syfu, głupoty, chorób, złe skutki korzystania z pozytywnych aspektów życia. Właśnie dlatego, że jestem z tym pogodzony to jestem szczęśliwy,
>Plebs to ludzie, którzy próbują wmawiać sobie i innym, że wszystko jest ok i że wszystko trzeba zaakceptować,
Kto jest pogodzony ten akceptuje i... kto tu jest plebs? Tak niestety objawia się brak seksu...
|
|
| | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Bywa tak, że gardzi się tymi, którzy czegoś nie mają, bo wtedy domagają się aby to mieć i wydaje im się to taką magią. Np poczucie własnej wartości, albo chęć przynależności do grupy
...albo seks...
> - gardzi się tymi, którzy tego nie mają, bo oni chcąc to zdobyć uobiektowiają się. Gdy ktoś już coś ma, to jest to dla niego tak normalne, że nie wyobraża sobie tego nie mieć i gardzi tymi, dla których to takie ważne.
Dokładnie taki jest schemat tego, jak gardzicie mną. Dlatego, że marzę o czymś, co dla was jest normalką.
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Bywa tak, że gardzi się tymi, którzy czegoś nie mają, bo wtedy domagają się aby to mieć i wydaje im się to taką magią. Np poczucie własnej wartości, albo chęć przynależności do grupy >...albo seks...
Seks nie. Nie mówię tu o materialnych rzeczach, tylko tych związanych z ego.
>> - gardzi się tymi, którzy tego nie mają, bo oni chcąc to zdobyć uobiektowiają się. Gdy ktoś już coś ma, to jest to dla niego tak normalne, że nie wyobraża sobie tego nie mieć i gardzi tymi, dla których to takie ważne. >Dokładnie taki jest schemat tego, jak gardzicie mną. Dlatego, że marzę o czymś, co dla was jest normalką.
Skąd taki pomysł? Napisałeś przecież, że źle traktowałeś kobiety, z którymi byłeś, a w dodatku nie widzisz nic złego w upodobaniu do grubych kobiet. Za to można gardzić, podobnie jak za wiarę w to, że młode siksy są dla Ciebie niedostępne. A już w szczególności za to, że boisz się odrzucenia takich siks i tego co powiedzą inni na to, że masz 34 lata, a byłbyś widywany z 18 latkami.
Edit: a taki Głodzik gardzi Tobą bo masz problemy i nie słuchasz jego rady o pójściu do terapeuty. Szarley gardzi bo ma inne wyobrażenie seksu i nie umie się pogodzić z tym, że inni mogą mieć inaczej niż on. Są różne motywy pogardy, czy nienawiści.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | >Skąd taki pomysł? Napisałeś przecież, że źle traktowałeś kobiety, z którymi byłeś, a w dodatku nie widzisz nic złego w upodobaniu do grubych kobiet. Za to można gardzić, podobnie jak za wiarę w to, że młode siksy są dla Ciebie niedostępne. A już w szczególności za to, że boisz się odrzucenia takich siks i tego co powiedzą inni na to, że masz 34 lata, a byłbyś widywany z 18 latkami.
Po pierwsze odpowiem jeszcze raz na to, co co chwilę sprytnie przemycasz, a więc kwestię grubych kobiet. Otóż jeśli sugerujesz, a tak rozumiem powyższe, że fakt niewidzenia niczego złego w czyimś upodobaniu do grubych kobiet jest godny pogardy, to jesteś albo faktycznie idiotą, albo po prostu kokietujesz, by Ci mówić, że wcale nie. No więc wcale nie. Ja, wyobraź sobie, mam gigantyczny pociąg do kobiet chudych i tylko do takich. Może raz, czy dwa w życiu widziałem grubą, przy której wyobraziłem sobie, że potencjalnie mógłby mi stanąć. Na widok chudej zaś często mam wzwód jeszcze zanim zobaczę twarz, czy nawet wiek. Nie rozumiem więc kompletnie co jest złego w posiadaniu preferencji i w pociągu do grubych. Przestań już o tym p*****lić, tylko po porstu przyznaj, że żadna gruba Cię nie chce i dlatego wolisz siedzieć na tym srakoburakowym forum i sobie tworzyć wizje. Bo gdyby chciały, to byś ruchał, zamiast klepać w swoją zaciapaną klawiaturę. To było po pierwsze. Po drugie, nie próbuj sugerować, że nastoletnie siksy są dla mnie dostępne. Jasne, podejrzewam, że poświęcając cały swój czas na próby poznawania i zdobywania takich, w końcu, po wielu mękach, udałoby mi się jedną zaliczyć. Może z jedną na rok, czy dwa, by się trafiło. Ale to nie jest takie życie, jakie ma nasto- czy dwudziestoletni koleś, który z takimi koleżakami przebywa i pisze codziennie. Z dziesiątkami. Który swobodnie może zagadać do każdej i żadna nie odrzuci go ze względu na wiek na samym starcie. Ma kumpli, z którymi może wychodzić imprezować i poznawać całe grupki dziewczyn. Rozumiesz, człowieku? Może się z nimi umawiać na imprezę, na domówkę, żyć w całej tej młodej społeczności. Wtedy chętnie same się znajdą, same zdejmą majtki... Po trzecie ja nie miałbym problemu z tym, że ktoś widziałby mnie z nastolatką. Serio to jest ostatnia rzecz, którą bym się miał martwić.
|
|
| | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Przestań już o tym p*****lić, tylko po porstu przyznaj, że żadna gruba Cię nie chce i dlatego wolisz siedzieć na tym srakoburakowym forum i sobie tworzyć wizje. Bo gdyby chciały, to byś ruchał, zamiast klepać w swoją zaciapaną klawiaturę. To było po pierwsze.
Po pierwsze to ruchanie nie przeszkadza w pisaniu na forum. Mam pracę w domu, przy kompie, więc i zostaje mi mnóstwo czasu na pierdoły. Po drugie chciały mnie i szczupłe kobiety, takie 7/10, tylko to ja nie chciałem.
>Po drugie, nie próbuj sugerować, że nastoletnie siksy są dla mnie dostępne.
Są dostępne.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >>Po drugie, nie próbuj sugerować, że nastoletnie siksy są dla mnie dostępne. >Są dostępne.
Ty wiesz lepiej. W teorii. Ale to ja żyję w tym życiu, codziennie. W praktyce. I wiem jak to wygląda. Nie są.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) |
>Jestem szczęśliwy. Od kiedy? Bo mam wrażenie, że to jakaś nowość. W każdym razie gratuluję.
>Plebs to ludzie, którzy próbują wmawiać sobie i innym, że wszystko jest ok i że wszystko trzeba zaakceptować, co nazywa się jąkąś miłością do tego wszystkiego. Pokochaj wroga, pokochaj swojego raka, pokochaj swoje negatywne cechy i pragnienia, a potem powiedz najgorszemu śmieciowi, że wszyscy są równi i najgorszemu psychopacie żeby zaakceptował to, że nie może nic zrobić z tym, że gwałci i morduje. Takich ludzi jest niewielu, większość ciągle narzeka. Coś ten plebs topnieje w oczach.
>W odwrotną stronę też jest dobrze - zdanie sobie sprawy, że taka akceptacja nie jest mu do niczego potrzebna i że gdy człowiek zdaje sobie sprawę z własnych zalet i wad i niczego nie próbuje wypierać, to nie potrzebuje już akceptacji, Oczywiście. Nigdy nie wiadomo, co kogo uszczęśliwi.
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Jestem szczęśliwy.> Od kiedy? Bo mam wrażenie, że to jakaś nowość. W każdym razie gratuluję.Od niedawna, jeszcze pół roku nie minęło. Mój problem się rozwiązał, gdy pojąłem, że miłość to sztuczny mem, a pragnienie miłości jest wyimaginowane i zniewalające. Takie pojęcie było możliwe dzięki długiemu cierpieniu i uregulowaniu neuroprzekaźników. Wcześniej takie stany trwały kilka dni, a potem znów był dół i pragnienie miłości. Teraz takie doły zdarzają się już dużo rzadziej i trwają chwilę, a potem wszystko wraca do normy. > Takich ludzi jest niewielu, większość ciągle narzeka. Coś ten plebs topnieje w oczach.Wg mnie wielu i to zdecydowana większość. Ci sami ludzie też często narzekają i to rozdwojenie im nie przeszkadza. Niektórzy nie narzekają w ten sposób, ale besztają tych, którzy z jakiegoś powodu nie są szczęśliwi. Oszukują się tak głęboko, że cudze cierpienie i zła sytuacja wywołuje u nich dysonans poznawczy, więc mają jakąś deskę ratunku jak np religia albo wiara w idealne działanie psychoterapii. Mówią wtedy "jesteś sobie sam winny bo nie robisz tego i tego i nie wierzysz w to i to, tylko w tamto". Wiąże się z tym wielkie ego i pomieszanie z poplątaniem. Chyba już wiesz przy okazji kogo tu opisałem
|
|
| | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Od niedawna, jeszcze pół roku nie minęło. Mój problem się rozwiązał, gdy pojąłem, że miłość to sztuczny mem, a pragnienie miłości jest wyimaginowane i zniewalające. Takie pojęcie było możliwe dzięki długiemu cierpieniu i uregulowaniu neuroprzekaźników. Wcześniej takie stany trwały kilka dni, a potem znów był dół i pragnienie miłości. Teraz takie doły zdarzają się już dużo rzadziej i trwają chwilę, a potem wszystko wraca do normy.
I to jest właśnie smutne, człowieku. Żal mi Ciebie tak samo, jak siebie. Inni ludzie mają miłość i seks od nastoletniego wieku i kompletnie nie muszą nawet znać słów takich, jak neuroprzekaźnik, akceptacja, czy inne wmuszane sobie gówna. Im po prostu jest dobrze. Bez myślenia o tym. Nie muszą sobie niczego tłumaczyć, walczyć ze stanami i tłumaczyć sobie niczego. Oni po prostu sobie żyją fajnie z płcią przeciwną i jedyne problemy, jakie mają są takie, że któraś dupa się na nich obrazi, bo zobaczy ich z drugą. A my siedzimy w tym czasie na tym przefilozofowanym forum, gdzie ludzie, którzy po prostu nie dostali od życia tego, co inni, próbują sobie to na wsze sposoby "mądrze" tłumaczyć i udawać przed samymi sobą, wmawiać sobie latami, że przecież tak też jest fajnie. Nie jest. Inni nie muszą sobie wmawiać, bo po prostu mają to, co nie wymaga żadnego potwierdzenia ani przekonywania siebie, czy akceptowania. Żałosne. Ale takie są fakty.
|
|
| | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >I to jest właśnie smutne, człowieku. Żal mi Ciebie tak samo, jak siebie.
No może i tak jest, ale skoro się tym przestałem martwić to może nie jest?
>Inni ludzie mają miłość i seks od nastoletniego wieku i kompletnie nie muszą nawet znać słów takich, jak neuroprzekaźnik, akceptacja, czy inne wmuszane sobie gówna.
I są przez to bardziej bezmyślni.
>Im po prostu jest dobrze. Bez myślenia o tym. Nie muszą sobie niczego tłumaczyć, walczyć ze stanami i tłumaczyć sobie niczego. Oni po prostu sobie żyją fajnie z płcią przeciwną i jedyne problemy, jakie mają są takie, że któraś dupa się na nich obrazi, bo zobaczy ich z drugą.
Nie masz pojęcia o ludzkich problemach. Myślisz, że na seksie z siksami świat się kończy?
Większość na tym świecie cierpi z różnych powodów, a w pełni szczęśliwi są najczęściej debile niedostrzegający zagrożeń i faktów. No i garstka szczęściarzy mających od dziecka dobre wzorce, geny, kształtujące sobie dobre nawyki itd.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >>Inni ludzie mają miłość i seks od nastoletniego wieku i kompletnie nie muszą nawet znać słów takich, jak neuroprzekaźnik, akceptacja, czy inne wmuszane sobie gówna. >I są przez to bardziej bezmyślni.
No tak, właśnie o to chodzi. To dobrze dla nich. Zazdroszczę im życia.
>>Im po prostu jest dobrze. Bez myślenia o tym. Nie muszą sobie niczego tłumaczyć, walczyć ze stanami i tłumaczyć sobie niczego. Oni po prostu sobie żyją fajnie z płcią przeciwną i jedyne problemy, jakie mają są takie, że któraś dupa się na nich obrazi, bo zobaczy ich z drugą. >Nie masz pojęcia o ludzkich problemach. Myślisz, że na seksie z siksami świat się kończy?
Oczywiście, że nie. Mają inne problemy, ale o mniejszym znaczeniu, bo podstawowe fizjologiczne potrzeby mają zaspokojone. Tak samo mój problem ma mniejsze znaczenie od problemów wykańczających się z głodu ludzi.
>Większość na tym świecie cierpi z różnych powodów, a w pełni szczęśliwi są najczęściej debile niedostrzegający zagrożeń i faktów. No i garstka szczęściarzy mających od dziecka dobre wzorce, geny, kształtujące sobie dobre nawyki itd.
Większość jest szczęśliwa i cieszy się swoim życiem na tyle, że nie chcą go stracić.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | >>>Jestem szczęśliwy. >>Od kiedy? Bo mam wrażenie, że to jakaś nowość. W każdym razie gratuluję. >Od niedawna, jeszcze pół roku nie minęło. I to jest właśnie smutne. Jak się czujesz z tym, że inni cierpią za Ciebie? Chyba nietęgo, skoro dopiero po pół roku się przyznałeś.
|
|
| | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | To do czego pijesz, dotyczyło sytuacji hipotetycznej gdyby ktoś miał guzik wyłączający cały świat. Teraz nie jestem odpowiedzialny za resztę. Czy uważasz, że świat jest dobry, a życie to wartość sama w sobie? Ja nie i tego nie zmieniłby nawet fakt odczuwania przeze mnie trwałego szczęścia. Mi chodzi właściwie o deklarację, za którą nie stoją żadne konkretne czyny, tylko postawy, a ludzie i tak nie chcą zmienić myślenia, jeśli zdążyli już w coś uwierzyć. Ja to widzę tak, że człowiek standardowo jest ignorantem powtarzającym losowo zaczerpnięte ze środowiska memy i powielającym programy genetyczne. Wraz z rozwojem rozszerza się światopogląd, a dawne przekonania się przedefiniowują lub zmieniają. Są postawy blokujące rozwój i wiążą się one z wiarą i ego. Złych nawyków celowo tu nie wymieniam, bo to coś trudniejszego do zmiany, a czasem jest to nawet niemożliwością. Ego i wiara to jednak kwestia prosta jak pstryknięcie palcem. Chodzi o zrozumienie.
>dopiero po pół roku się przyznałeś.
Ale nie chciałem jeszcze rezygnować z depresyjnej retoryki. Wiesz czemu? Bo ona jest skrajnie racjonalna i całkowicie przefiltrowana z emocji. A to czy czujemy się dobrze i jakie mamy poglądy na różne kontrowersyjne sprawy, to dwie odrębne kwestie, choć często się łączą. Cierpienie może czegoś nauczyć, ale najpierw muszą posypać się przekonania na temat prawdy, potem na temat wolnej woli, sensu i etyki, a potem emocji. No chyba, że ktoś jest szczęściarzem i jego życie jest idyllą, albo nie wyciąga wniosków z błędów i żyje w przekonaniu, że wszystko jest ok.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) | >To do czego pijesz, dotyczyło sytuacji hipotetycznej gdyby ktoś miał guzik wyłączający cały świat. Teraz nie jestem odpowiedzialny za resztę. Ale wyłączyłbyś świat, gdyby była taka możliwość?
>Ale nie chciałem jeszcze rezygnować z depresyjnej retoryki. Jeszcze? To kiedy zrezygnujesz?
Sam jesteś szczęśliwy a próbujesz obrzydzić życie innym. Nie wygląda to dobrze...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Ale wyłączyłbyś świat, gdyby była taka możliwość?
Tak naprawdę to nie wiem co bym zrobił. To zależy od szans na naprawę świata. Myślisz, że jest taka szansa? Jedyna nadzieja to rozwój AI, ale tu jest problem z moralnością tych maszyn. Myślę, że lepiej dać szansę AI, ale nie wiem czy byłaby to moralna decyzja, bo to by oznaczało, że ludzie cierpią po to żeby na końcu ktoś miał dobrze. Moralne byłoby wyłączenie.
>>Ale nie chciałem jeszcze rezygnować z depresyjnej retoryki. >Jeszcze? To kiedy zrezygnujesz? >Sam jesteś szczęśliwy a próbujesz obrzydzić życie innym. Nie wygląda to dobrze...
Ale czemu mam z tego rezygnować? To nie obrzydzanie życia innym, tylko obnażanie ich zakłamania, a kto nie jest zakłamany, albo jest z tym pogodzony i taka świadomość nie przeszkadza mu w byciu szczęśliwym, albo jest na etapie godzenia się z tym. Ewentualnie jeszcze ktoś może się nie zgadzać i posiadać racjonalne kontrargumenty, ale wtedy nie obrzydza mu to życia.
Ja tylko próbuję otworzyć oczy na pewne sprawy i pobudzić do myślenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) |
>Tak naprawdę to nie wiem co bym zrobił. Czyli jest taka możliwość, że postąpisz niemoralnie i pozwolisz, żeby inni cierpieli za Ciebie? A tyle pisałeś na temat bezwartościowych ludzi...
>To nie obrzydzanie życia innym, tylko obnażanie ich zakłamania, Przecież to na jedno wychodzi w większości wypadków.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Tak naprawdę to nie wiem co bym zrobił. >Czyli jest taka możliwość, że postąpisz niemoralnie i pozwolisz, żeby inni cierpieli za Ciebie? A tyle pisałeś na temat bezwartościowych ludzi...
Nie pisałem, że ja jestem tym wartościowym. Wszyscy w pewnym sensie jesteśmy gównem, choć są jakieś wyjątki wliczone w statystykę. Tylko, że niektórzy są jeszcze gorsi - to kwestia autonegacji i przyznawania się przed samym sobą do pewnych rzeczy (umiejętność panowania nad racjonalizacją, wyparciem, zaprzeczeniem, ego, wiarą).
>>To nie obrzydzanie życia innym, tylko obnażanie ich zakłamania, >Przecież to na jedno wychodzi w większości wypadków.
Jesteś pewien? A co jest warte takie zakłamane poczucie pseudo szczęścia z tombaku? Jeśli ktoś musi się oszukiwać, żeby myśleć, że jest szczęśliwy, to czyż to właśnie nie oznacza, że i tak był nieszczęśliwy, tylko próbował to wyprzeć i się oszukać? A właściwie to te próby wyparcia zachodzą samoistnie. Sam fakt samoistnego zajścia identyfikacji w sobie tych mechanizmów, likwiduje je i wprowadza zrozumienie, któremu towarzyszy chęć przekonania innych do tego, że da się inaczej, lepiej i że to jest zgodne z ich wieloma deklarowanymi wartościami. To kluczowy element naturalnego pragnienia tworzenia relacji z innymi ludźmi. Bez tego każda relacja jest bezwartościowa i sztuczna i nie mam w ogóle potrzeby zadawania się z podbydłem, które nie rozumie najprostszych rzeczy i żyje w zamknięciu bo ego nie pozwala wiedzieć więcej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) |
>Nie pisałem, że ja jestem tym wartościowym. Aaa, chyba że tak.
>Jesteś pewien? A co jest warte takie zakłamane poczucie pseudo szczęścia z tombaku? Jeśli ktoś musi się oszukiwać, żeby myśleć, że jest szczęśliwy, to czyż to właśnie nie oznacza, że i tak był nieszczęśliwy, tylko próbował to wyprzeć i się oszukać? To zależy, jak rozumieć szczęście. O ile pamiętam, tu się różnimy.
>A właściwie to te próby wyparcia zachodzą samoistnie. Ale przecież i tak nie znamy prawdy. Co z tego, że ktoś jedną iluzję zastąpi inną iluzją? Jeśli to mu daje poczucie szczęścia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Nie pisałem, że ja jestem tym wartościowym.> Aaa, chyba że tak.Piszę z perspektywy bezosobowej, abstrahując od tego, że jestem człowiekiem, który ma różne cechy. Zresztą właśnie dlatego tylu narcyzów ma ból tylnej części ciała, gdy czytają moje wpisy  > >Jesteś pewien? A co jest warte takie zakłamane poczucie pseudo szczęścia z tombaku? Jeśli ktoś musi się oszukiwać, żeby myśleć, że jest szczęśliwy, to czyż to właśnie nie oznacza, że i tak był nieszczęśliwy, tylko próbował to wyprzeć i się oszukać?> To zależy, jak rozumieć szczęście. O ile pamiętam, tu się różnimy.Już nie pamiętam jak Ty je rozumiesz. > >A właściwie to te próby wyparcia zachodzą samoistnie.> Ale przecież i tak nie znamy prawdy. Co z tego, że ktoś jedną iluzję zastąpi inną iluzją? Jeśli to mu daje poczucie szczęścia.Iluzja iluzji nierówna. To co napisałeś jest argumentem przeciwko myśleniu, posiadaniu wartości itd, co powoduje sprzeczność gdy ktoś abstrahuje od wartości po to żeby wmówić sobie, że jest wartościowy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) |
>Piszę z perspektywy bezosobowej, To niczego nie zmienia.
>Już nie pamiętam jak Ty je rozumiesz. Odczucie, radość, że nastał kolejny dzień.
>Iluzja iluzji nierówna. Zgadza się, jedne są lepsze a inne gorsze. Tylko nie wiadomo, które.
>To co napisałeś jest argumentem przeciwko myśleniu, posiadaniu wartości Jeśli komuś myślenie albo wartości przynoszą więcej szkody niż pożytku to jest to argument przeciw nim, nie przeczę.
>co powoduje sprzeczność gdy ktoś abstrahuje od wartości po to żeby wmówić sobie, że jest wartościowy. Chyba większość ludzi sobie przeczy w jakimś zakresie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Piszę z perspektywy bezosobowej,> To niczego nie zmienia.Zmienia wszystko, bo gdy coś krytykuję, to nie jest to projekcja jak u większości, tylko coś co bardzo często opisuje mnie samego, tylko to nieistotne dla prawdy. > >Już nie pamiętam jak Ty je rozumiesz.> Odczucie, radość, że nastał kolejny dzień.Bardzo wiele osób nie ma szans na doświadczanie czegoś takiego. Jest to raczej ekskluzywny przywilej garstki osób i to tylko na jakiś czas. > >Iluzja iluzji nierówna.> Zgadza się, jedne są lepsze a inne gorsze. Tylko nie wiadomo, które.Dlaczego uważasz, że nie wiadomo? Często wiadomo, które są gorsze. > >To co napisałeś jest argumentem przeciwko myśleniu, posiadaniu wartości> Jeśli komuś myślenie albo wartości przynoszą więcej szkody niż pożytku to jest to argument przeciw nim, nie przeczę.Nie jest, bo bez myślenia i wartości nie można wysnuć żadnego argumentu, bo wszystko jest puste. Nie może wtedy istnieć pozytywna wartość takiego osobnika. > >co powoduje sprzeczność gdy ktoś abstrahuje od wartości po to żeby wmówić sobie, że jest wartościowy.> Chyba większość ludzi sobie przeczy w jakimś zakresie.No ale bez przesady. Gdyby większość piła swój mocz to nie byłby to argument za tym, że picie moczu jest dobre
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) |
>Bardzo wiele osób nie ma szans na doświadczanie czegoś takiego. Tu by się przydały jakieś dane statystyczne, a nie tak sobie strzelać. Nawet jeśli tak jest, to nie ma znaczenia w tym temacie.
>Dlaczego uważasz, że nie wiadomo? Bo to kwestia oceny, a każdy ma własne.
>Nie jest, bo bez myślenia i wartości nie można wysnuć żadnego argumentu, Argumenty są potrzebne tylko wtedy, kiedy trzeba kogoś do czegoś przekonać.
>Nie może wtedy istnieć pozytywna wartość takiego osobnika. A co to za problem w ogóle?
>Gdyby większość piła swój mocz to nie byłby to argument za tym, że picie moczu jest dobre. Ale byłby to argument, żeby to tolerować.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Bardzo wiele osób nie ma szans na doświadczanie czegoś takiego.> Tu by się przydały jakieś dane statystyczne, a nie tak sobie strzelać.Cierpienie w Afryce i nieuleczalnie chorzy to za mało? > Nawet jeśli tak jest, to nie ma znaczenia w tym temacie.A dlaczego tak uważasz? > >Dlaczego uważasz, że nie wiadomo?> Bo to kwestia oceny, a każdy ma własne.Skrajny relatywizm jest także relatywizacją i negacją stwierdzenia, które go wprowadza. Usprawiedliwiasz w ten sposób np psychopatę, który czerpie przyjemność tylko z mordowania i to tylko niewinnych dzieci. Na mocy Twojego argumentu, który tu podałeś, to tylko jakaś tam kwestia oceny i wszystko jedno czy tego typu osobniki tak robią, czy się hamują. > >Nie jest, bo bez myślenia i wartości nie można wysnuć żadnego argumentu,> Argumenty są potrzebne tylko wtedy, kiedy trzeba kogoś do czegoś przekonać.No tak, psychopata nie musi nikogo przekonywać. > >Nie może wtedy istnieć pozytywna wartość takiego osobnika.> A co to za problem w ogóle?No dla psychopaty żaden  > >Gdyby większość piła swój mocz to nie byłby to argument za tym, że picie moczu jest dobre.> Ale byłby to argument, żeby to tolerować.Raczej żeby otruć pojemniki, do których szczają, to by było o wielu debili mniej
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) |
> Cierpienie w Afryce i nieuleczalnie chorzy to za mało?Osoby chore mogą być szczęśliwe, jeśli pogodzą się z losem i doceniają to, co mają. Zresztą kryterium zdrowia nie jest tak istotne, bo zdrowi zwykle nie doceniają zdrowia, dopóki go nie stracą. > >Nawet jeśli tak jest, to nie ma znaczenia w tym temacie.> A dlaczego tak uważasz?Pisałeś: > >>A co jest warte takie zakłamane poczucie pseudo szczęścia z tombaku? Jeśli ktoś musi się oszukiwać, żeby myśleć, że jest szczęśliwy, to czyż to właśnie nie oznacza, że i tak był nieszczęśliwy, tylko próbował to wyprzeć i się oszukać?Liczba osób nie jest w tej kwestii istotna. > Skrajny relatywizm jest także relatywizacjąAle dlaczego sprowadzasz wszystko do skrajności? To samo dotyczy cierpiących w Afryce. > Raczej żeby otruć pojemniki, do których szczają, to by było o wielu debili mniej  Ta wstawka o psychopacie to oczywiście żadna projekcja, tylko tak krytykujesz wszystkich równo łącznie z sobą?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Cierpienie w Afryce i nieuleczalnie chorzy to za mało?> Osoby chore mogą być szczęśliwe, jeśli pogodzą się z losem i doceniają to, co mają.Zależy jak chore. Często się tak nie da. > Zresztą kryterium zdrowia nie jest tak istotne, bo zdrowi zwykle nie doceniają zdrowia, dopóki go nie stracą.To samo można powiedzieć o posiadaniu dachu nad głową. > >>Nawet jeśli tak jest, to nie ma znaczenia w tym temacie.> >A dlaczego tak uważasz?> Pisałeś:> >>>A co jest warte takie zakłamane poczucie pseudo szczęścia z tombaku? Jeśli ktoś musi się oszukiwać, żeby myśleć, że jest szczęśliwy, to czyż to właśnie nie oznacza, że i tak był nieszczęśliwy, tylko próbował to wyprzeć i się oszukać?> Liczba osób nie jest w tej kwestii istotna.No bo czemu ktoś ma być szczęśliwy przez oszukiwanie się, skoro tyle osób cierpi przez prawdę? > >Skrajny relatywizm jest także relatywizacją> Ale dlaczego sprowadzasz wszystko do skrajności?> To samo dotyczy cierpiących w Afryce.Wydaje mi się, że Ty teraz sprowadziłeś to do skrajności. Sformułowałeś argument, a ja go rozwinąłem  > >Raczej żeby otruć pojemniki, do których szczają, to by było o wielu debili mniej  > Ta wstawka o psychopacie to oczywiście żadna projekcja, tylko tak krytykujesz wszystkich równo łącznie z sobą?Tu akurat żadna projekcja, bo to był akurat żart - skrajność będąca przeciwieństwem Twojej skrajności, czyli tolerowania ich
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) |
> Zależy jak chore. Często się tak nie da.Nie tak często, żeby można było mówić o większości. > No bo czemu ktoś ma być szczęśliwy przez oszukiwanie się, skoro tyle osób cierpi przez prawdę?Dlaczego ma być więcej szczęśliwych, jak może być mniej? Do tego to się sprowadza. > skrajność będąca przeciwieństwem Twojej skrajności, czyli tolerowania ichŻe co?  tolerowanie to skrajność? Przeciwieństwem otrucia pojemników byłoby produkowanie przypraw do moczu, żeby zachęcić tych, którzy jeszcze nie piją. Nic takiego nie proponowałem. Chociaż sądzę, że to byłby niezły biznes.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Zależy jak chore. Często się tak nie da.> Nie tak często, żeby można było mówić o większości.Skąd wiesz? > >No bo czemu ktoś ma być szczęśliwy przez oszukiwanie się, skoro tyle osób cierpi przez prawdę?> Dlaczego ma być więcej szczęśliwych, jak może być mniej?Szczęście zbudowane na kłamstwie nie powoduje, że więcej ludzi jest szczęśliwych. To wręcz generuje cierpienie niewinnych istot, więc należy z tym walczyć. > >skrajność będąca przeciwieństwem Twojej skrajności, czyli tolerowania ich> Że co? tolerowanie to skrajność?Pewne rzeczy powinno się tolerować, a pewnych nie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) |
>Skąd wiesz? No patrz, jaki sprytny jesteś. A ja Ciebie nie zapytałem, skąd wiesz, że często tak się nie da i jak często.
>Szczęście zbudowane na kłamstwie nie powoduje, że więcej ludzi jest szczęśliwych. To wręcz generuje cierpienie niewinnych istot, więc należy z tym walczyć. Jakim cudem? Tylko już nie pisz o tym guziczku, który pojawia się i znika, jak Tobie wygodnie.
>Pewne rzeczy powinno się tolerować, a pewnych nie. Zgadza się. I co z tego wynika dla tematu?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Skąd wiesz? >No patrz, jaki sprytny jesteś. A ja Ciebie nie zapytałem, skąd wiesz, że często tak się nie da i jak często.
Walka o przetrwanie wcale nie łączy się ze szczęściem. Szczęście to coś ponad, podobnie jak wartość. Cierpienie od zawsze jest nieodłącznym elementem życia. W warunkach gdzie to człowiek przystosowuje się do otoczenia, w którym ewoluuje, luki w naszych uwarunkowaniach i działaniu są weryfikowane za pomocą cierpienia. O cierpienie nie trzeba się starać i jest o nie dużo łatwiej niż o szczęście.
>>Szczęście zbudowane na kłamstwie nie powoduje, że więcej ludzi jest szczęśliwych. To wręcz generuje cierpienie niewinnych istot, więc należy z tym walczyć. >Jakim cudem? Tylko już nie pisz o tym guziczku, który pojawia się i znika, jak Tobie wygodnie.
Zakłamane społeczeństwo powoduje, że ludzie są w nim odrzucani za szczerość. Memy wmawiane na wiarę jako prawdy objawione (nie mówię tylko o religii, tylko o powszechnych w społeczeństwie przekonaniach) i niemożność dyskutowania z nimi, a także przymus fałszywie pojmowanej tolerancji dla nich, powodują, że kontakty z ludźmi stają się przedmiotowe. Moim zdaniem to jedno z głównych źródeł uzależnień. Naturalna potrzeba tworzenia bliskich, szczerych relacji w zakłamanym otoczeniu staje się niemożliwa do spełnienia. Odbija się to na neuroprzekaźnictwie i odczuwanym zmniejszeniem szczęścia, przez co trzeba czymś zastąpić niemożliwe do zrealizowania potrzeby, które nadałyby życiu sens, gdyby były możliwe.
Aby się okłamywać, ludzie muszą aktywnie wypierać niewygodne emocje. Odbija się to na ich działaniach, niezdolności do empatii. Wzmacnia się ego i narcyzm, co z drugiej strony jest przyczyną zachowań antyspołecznych wśród ludzi, którzy to dostrzegają.
>>Pewne rzeczy powinno się tolerować, a pewnych nie. >Zgadza się. I co z tego wynika dla tematu?
Prześledź od czego zaczęła się ta wymiana zdań, bo nie będę jej tu przecież wklejał, skoro jest powyżej. Chodziło tam o tolerancję dla tego co źle odbija się na społeczeństwie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | >>>Skąd wiesz? >>No patrz, jaki sprytny jesteś. A ja Ciebie nie zapytałem, skąd wiesz, że często tak się nie da i jak często. >Walka o przetrwanie wcale nie łączy się ze szczęściem. Ale też nie wyklucza się, jeśli ta walka nie absorbuje wszystkich sił. Są ludzie, którzy lubią pracować i dla nich walka o byt nie jest jakąś udręką. Poza tym spora część ludzi ma genetycznie uwarunkowany wysoki bazowy poziom szczęścia.
>Zakłamane społeczeństwo powoduje, że ludzie są w nim odrzucani za szczerość. Wiesz... Nie każdy ma potrzebę mówienia ludziom, że są źli, głupi i najlepiej, żeby ich nie było. Zwłaszcza szczęśliwi ludzie życzliwie podchodzą do innych.
>Naturalna potrzeba tworzenia bliskich, szczerych relacji w zakłamanym otoczeniu staje się niemożliwa do spełnienia. Ale przecież nie z każdym trzeba wchodzić w bliską relację a paru przyjaciół chyba każdy może znaleźć. Nawet najbardziej zrypani ludzie znajdują swoich "bliźniaków" z podobną historią życiową. Największy problem mają osoby nietypowe, ale przeciętniacy spotykają "swoich" na każdym kroku.
>Prześledź od czego zaczęła się ta wymiana zdań, bo nie będę jej tu przecież wklejał, skoro jest powyżej. Chodziło tam o tolerancję dla tego co źle odbija się na społeczeństwie. Chodziło o tolerancję dla wewnętrznych sprzeczności. Zacząłeś już od siebie? Nietolerancja chyba po to ma być, żeby wymuszać zmiany, a nie tak sztuka dla sztuki?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>>>Skąd wiesz? >>>No patrz, jaki sprytny jesteś. A ja Ciebie nie zapytałem, skąd wiesz, że często tak się nie da i jak często. >>Walka o przetrwanie wcale nie łączy się ze szczęściem. >Ale też nie wyklucza się, jeśli ta walka nie absorbuje wszystkich sił. Są ludzie, którzy lubią pracować i dla nich walka o byt nie jest jakąś udręką. >Poza tym spora część ludzi ma genetycznie uwarunkowany wysoki bazowy poziom szczęścia.
No tak, ale ci ludzie są właśnie najbardziej zakłamani i egocentryczni.
>>Zakłamane społeczeństwo powoduje, że ludzie są w nim odrzucani za szczerość. >Wiesz... Nie każdy ma potrzebę mówienia ludziom, że są źli, głupi i najlepiej, żeby ich nie było. Zwłaszcza szczęśliwi ludzie życzliwie podchodzą do innych.
Przecież nie o to chodzi i rozczarowuje mnie to, że przypisujesz mi właśnie takie myślenie. Przecież to jest tak, że ludzie okazują się źli i głupi w zetknięciu z normalnymi sytuacjami.
>>Naturalna potrzeba tworzenia bliskich, szczerych relacji w zakłamanym otoczeniu staje się niemożliwa do spełnienia. >Ale przecież nie z każdym trzeba wchodzić w bliską relację a paru przyjaciół chyba każdy może znaleźć. Nawet najbardziej zrypani ludzie znajdują swoich "bliźniaków" z podobną historią życiową.
Ale ci ludzie gorszego sortu pojawiają się na każdym kroku i irytują. A gdziekolwiek byś nie poszedł, tam ktoś odwala fuszerę zamiast dobrej roboty.
>Największy problem mają osoby nietypowe, ale przeciętniacy spotykają "swoich" na każdym kroku.
Przeciętniacy się jakoś niezbyt liczą, bo gdy umierają, to nie ma różnicy, bo jest wielu im podobnych i rodzą się nowi, lepsi o doświadczenie poprzednich debili. Większość to przewijający się podobni sobie przeciętni... brak słów, bo chciałbym sformułować jakieś określenie, ale żadne nie zostałoby uznane za niechamskie.
>Chodziło o tolerancję dla wewnętrznych sprzeczności. Zacząłeś już od siebie?
Nie toleruję wewnętrznych sprzeczności jako takich. Kontrasty między poszczególnymi elementami to co innego. Sprzeczność dotyczy meta-poziomu stwierdzeń odnoszących się do zrozumienia. Niektórzy szukają sprzeczności tam, gdzie ich nie ma, bo słówka im się kojarzą (na forum są przykłady). Zrozumiana sprzeczność to dylemat. Mam ich trochę, ale nie jestem sprzeczny.
>Nietolerancja chyba po to ma być, żeby wymuszać zmiany, a nie tak sztuka dla sztuki?
Nie by cokolwiek wymuszać, tylko by trzymać pewne stanowisko. I gdy to stanowisko wynikające z racjonalnego myślenia jest przeciw emocjom, to niestety trzeba wybrać ten racjonalizm. Jak miałoby być inaczej? Sytuacja jest taka:
- pragnienie X przeczy pragnieniu Y, podczas gdy X i Y są niezbędne do szczęścia - Nie da się usunąć, ani zmienić X i Y
Gdy ktoś ma taką sytuację, to jak ma nie starać się zrozumieć świata właśnie takiego jaki jest, naukowego, chłodnego, przypadkowego i jednocześnie racjonalnego? W pewnym momencie człowiek dochodzi do wniosku, że nie ma co się ze sobą patyczkować i albo dostosuje się do świata, albo dostosuje świat pod siebie, albo przegra i wszystko co zrobi jest nieistotne. I oczywiście tylko pierwsza opcja wchodzi w grę, a druga tylko częściowo. Trzecia i tak jest faktem w szerszym spojrzeniu, gdzie 100 lat to tyle co cierpienie robaka lub antylopy w paszczy lwa. A i tak każde nieuzasadnione cierpienie rodzi jakiś żal, jest niestety czymś co bardziej uzasadnia bezsens życia niż jego sens.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | >Są ludzie, którzy lubią pracować i dla nich walka o byt nie jest jakąś udręką. >>Poza tym spora część ludzi ma genetycznie uwarunkowany wysoki bazowy poziom szczęścia. >No tak, ale ci ludzie są właśnie najbardziej zakłamani i egocentryczni. A wydawało mi się, że zakłamani są Ci, którzy udają.
A egocentryczni... No w każdym razie najmniej egocentryczni są ci, którzy zadręczają ludzi swoimi problemami.
> Przecież to jest tak, że ludzie okazują się źli i głupi w zetknięciu z normalnymi sytuacjami. Tego nie rozumiem.
>Przeciętniacy się jakoś niezbyt liczą, Ta uwaga jest bez sensu w kontekście rozmowy. Było o tym, ile mniej- więcej osób ma szansę na szczęście. Chyba, że chodzi Ci o to, ile nieprzeciętnych osób ma szansę na szczęście. To trzeba było tak od razu.
>Niektórzy szukają sprzeczności tam, gdzie ich nie ma, Pytałem, bo kiedyś przyznałeś się w rozmowie ze mną do wewnętrznych sprzeczności. Tak że na kombinacje jest za późno.
>>Nietolerancja chyba po to ma być, żeby wymuszać zmiany, a nie tak sztuka dla sztuki? >Nie by cokolwiek wymuszać, tylko by trzymać pewne stanowisko. Hm... uważasz, że ludzie tolerancyjni nie trzymają żadnego stanowiska?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Są ludzie, którzy lubią pracować i dla nich walka o byt nie jest jakąś udręką.> >>Poza tym spora część ludzi ma genetycznie uwarunkowany wysoki bazowy poziom szczęścia.> >No tak, ale ci ludzie są właśnie najbardziej zakłamani i egocentryczni.> A wydawało mi się, że zakłamani są Ci, którzy udają.By odczuwać to szczęście ludzie się oszukują. Bądź na odwrót - odczuwają szczęście, więc ignorują ważne negatywy, jakie mają inni ludzie. Wysoki bazowy poziom szczęścia wiąże się także z mniejszą skłonnością do empatii i refleksji, szczególnie autorefleksji. Te cechy raczej wyrastają z cierpienia. > A egocentryczni... No w każdym razie najmniej egocentryczni są ci, którzy zadręczają ludzi swoimi problemami.Np w jaki sposób wyglądałoby to "zadręczanie" i co mają czyjeś problemy do egocentryzmu? Egocentryzm właśnie może wyjść jako reakcja na czyjeś problemy, poprzez lekceważenie ich lub śmianie się z kogoś kto ma problem, by fałszywie poczuć się lepszym. > > Przecież to jest tak, że ludzie okazują się źli i głupi w zetknięciu z normalnymi sytuacjami.> Tego nie rozumiem.No napisałeś wcześniej: Cytat:Nie każdy ma potrzebę mówienia ludziom, że są źli, głupi i najlepiej, żeby ich nie było i to odpowiedź. Napisałem, że ludzie okazują się źli i głupi w zetknięciu z normalnymi sytuacjami, a nie gdy mówi się im, że tacy są. > >Przeciętniacy się jakoś niezbyt liczą,> Ta uwaga jest bez sensu w kontekście rozmowy. Było o tym, ile mniej- więcej osób ma szansę na szczęście. Chyba, że chodzi Ci o to, ile nieprzeciętnych osób ma szansę na szczęście. To trzeba było tak od razu.Nie o to chodzi. Jeśli ktoś osiąga szczęście dzięki temu, że jest bezwartościowy, to jego szczęście też raczej wartością nie jest. Szczęśliwi powinni być ludzie, którzy na to zasługują, a najlepiej by było żeby ludzie niezasługujący się zmienili i zaczęli zasługiwać. > >Niektórzy szukają sprzeczności tam, gdzie ich nie ma,> Pytałem, bo kiedyś przyznałeś się w rozmowie ze mną do wewnętrznych sprzeczności. Tak że na kombinacje jest za późno.Toteż odpowiedziałem całym tekstem: Cytat:Nie toleruję wewnętrznych sprzeczności jako takich. Kontrasty między poszczególnymi elementami to co innego. Sprzeczność dotyczy meta-poziomu stwierdzeń odnoszących się do zrozumienia. Niektórzy szukają sprzeczności tam, gdzie ich nie ma, bo słówka im się kojarzą (na forum są przykłady). Zrozumiana sprzeczność to dylemat. Mam ich trochę, ale nie jestem sprzeczny. > >>Nietolerancja chyba po to ma być, żeby wymuszać zmiany, a nie tak sztuka dla sztuki?> >Nie by cokolwiek wymuszać, tylko by trzymać pewne stanowisko.> Hm... uważasz, że ludzie tolerancyjni nie trzymają żadnego stanowiska?> Nie, a to pytanie zadałeś w stylu chętnie_racjonalistki  > >Nietolerancja chyba po to ma być, żeby wymuszać zmiany, a nie tak sztuka dla sztuki?> Nie by cokolwiek wymuszać, tylko by trzymać pewne stanowisko. I gdy to stanowisko wynikające z racjonalnego myślenia jest przeciw emocjom, to niestety trzeba wybrać ten racjonalizm
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) | > Bądź na odwrót - odczuwają szczęście, więc ignorują ważne negatywy, jakie mają inni ludzie.Czyli nie są zakłamani, jeśli nie dostrzegają tych negatywów naprawdę. > Wysoki bazowy poziom szczęścia wiąże się także z mniejszą skłonnością do empatii i refleksji, szczególnie autorefleksji.Czyli nie są zakłamani, jeśli szczerze nie interesuje ich sens życia i inne ciekawe tematy. > Np w jaki sposób wyglądałoby to "zadręczanie"opowiadanie o tym często > i co mają czyjeś problemy do egocentryzmu?To samo, co ma czyjeś szczęście do egocentryzmu. Jedni ciągle chwalą się w necie zdjęciami z wakacji z ukochanym/ą, słodkim dzidziusiem, wypasioną furą, a inni ciągle zawracają dupę swoimi problemami. Chodzi o to, żeby skupiać uwagę na sobie. > Egocentryzm właśnie może wyjść jako reakcja na czyjeś problemy, poprzez lekceważenie ich lub śmianie się z kogoś kto ma problem, by fałszywie poczuć się lepszym.To druga strona. Może wyjść, ale raczej nie wyjdzie, bo większość ludzi udaje, że komuś współczuje a w duszy się śmieją. > Napisałem, że ludzie okazują się źli i głupi w zetknięciu z normalnymi sytuacjami, a nie gdy mówi się im, że tacy są.Ale jakie to ma znaczenie, w kontekście odrzucania za szczerość? Przecież szczerość polega na mówieniu, co się myśli, a nie na mówieniu prawdy.  > Jeśli ktoś osiąga szczęście dzięki temu, że jest bezwartościowy, to jego szczęście też raczej wartością nie jest.Zależy dla kogo. > Szczęśliwi powinni być ludzie, którzy na to zasługują, a najlepiej by było żeby ludzie niezasługujący się zmienili i zaczęli zasługiwać.Ehh... żeby to zawsze było tak, jak według każdego powinno być... > Zrozumiana sprzeczność to dylemat.Ciekawe... > Mam ich trochę, ale nie jestem sprzeczny.Na czym polega różnica? Nie napisałem, że jesteś sprzeczny, bo nie widzę potrzeby etykietowania nikogo. > Nie, a to pytanie zadałeś w stylu chętnie_racjonalistki  Jakiś problem? Na przykład z odpowiedzią?  > Nie by cokolwiek wymuszać, tylko by trzymać pewne stanowisko. I gdy to stanowisko wynikające z racjonalnego myślenia jest przeciw emocjom, to niestety trzeba wybrać ten racjonalizmAha, już wiem, nie zrozumieliśmy się dobrze. Nietolerancja jest po to, żeby wymuszać na innych pewne zachowania, a właściwie unikanie rzeczy nietolerowanych. Nie sądziłem, że ktoś może sam dla siebie potrzebować nietolerancji, ale widać można...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Bądź na odwrót - odczuwają szczęście, więc ignorują ważne negatywy, jakie mają inni ludzie.> Czyli nie są zakłamani, jeśli nie dostrzegają tych negatywów naprawdę.Wtedy właśnie są najbardziej zakłamani, bo nawet sobie z tego nie zdają sprawy. Jeśli zdają i się okłamują, to są choć po części niezakłamani. Niezdający sobie sprawy są zakłamani w 100%. > >Wysoki bazowy poziom szczęścia wiąże się także z mniejszą skłonnością do empatii i refleksji, szczególnie autorefleksji.> Czyli nie są zakłamani, jeśli szczerze nie interesuje ich sens życia i inne ciekawe tematy.Tak by było gdyby nie wmawiali sobie sensu czegokolwiek, a tymczasem ci szczęśliwi ludzie racjonalizują sobie byle gówno. > >Np w jaki sposób wyglądałoby to "zadręczanie"> opowiadanie o tym częstoTo nie żadne zadręczanie, tylko opowiadanie często. Wg Ciebie jak ktoś ma przerąbane to ma się nie odzywać, albo kłamać i udawać szczęśliwego, czy unikać towarzystwa? > >i co mają czyjeś problemy do egocentryzmu?> To samo, co ma czyjeś szczęście do egocentryzmu.> Jedni ciągle chwalą się w necie zdjęciami z wakacji z ukochanym/ą, słodkim dzidziusiem, wypasioną furą, a inni ciągle zawracają dupę swoimi problemami. Chodzi o to, żeby skupiać uwagę na sobie.Jesteś pewien, że o to chodzi? Co za prymitywna interpretacja. Takich ludzi jest mały odsetek. Większości po prostu jest źle. W dodatku psychopatyczni idioci wokół mówią, że chodzi o "skupienie uwagi na sobie" bo projektują jakąś swoją cechę, albo faktycznie tak płytko myślą. Jednocześnie nie przeszkadza im to zazwyczaj w skupianiu uwagi na sobie, gdy bredzą jakieś pseudopozytywne lub pseudofajne wypociny. > >Egocentryzm właśnie może wyjść jako reakcja na czyjeś problemy, poprzez lekceważenie ich lub śmianie się z kogoś kto ma problem, by fałszywie poczuć się lepszym.> To druga strona. Może wyjść, ale raczej nie wyjdzie, bo większość ludzi udaje, że komuś współczuje a w duszy się śmieją.No nie wiem. Ja często współczuję właśnie wtedy gdy się najpierw zaśmieję, albo najpierw współczuję, a potem śmieję się gdy o tym opowiadam, a często jest tak (najczęściej), że współczuję i się nie śmieję, ale najchętniej wolałbym o tym nie myśleć, tylko napić się piwka, albo pokopać w piłkę. > >Napisałem, że ludzie okazują się źli i głupi w zetknięciu z normalnymi sytuacjami, a nie gdy mówi się im, że tacy są.> Ale jakie to ma znaczenie, w kontekście odrzucania za szczerość?> Przecież szczerość polega na mówieniu, co się myśli, a nie na mówieniu prawdy.  Ma to takie znaczenie, że gdy jestem szczery, czyli mówię co myślę, więc mówię prawdę, to ludzie okazują się najczęściej głupi. Szczerość polega na mówieniu tego co jest prawdą wg tego kto to wypowiada. > >Jeśli ktoś osiąga szczęście dzięki temu, że jest bezwartościowy, to jego szczęście też raczej wartością nie jest.> Zależy dla kogo.Ogólnie. To, że dla idioty coś ma wartość, to znaczenia nie ma. Wystarczy być od niego ciut mądrzejszym. > Ehh... żeby to zawsze było tak, jak według każdego powinno być...A jeśli nie jest to lepiej to zmieniać, czy pogodzić się z tym, że jest źle? > >Zrozumiana sprzeczność to dylemat.> Ciekawe...No to podam przykład. Koleś X pije codziennie wódkę, ale mówi kolegom, że chce założyć rodzinę, że zdrowo się odżywia i ćwiczy itd. Koleś Y pije codziennie wódkę, chce założyć rodzinę i być zdrowy, ale zdaje sobie sprawę, że nie da się tego pogodzić. Obaj mają tą samą sprzeczność, ale jeden tego nie rozumie, więc jest sprzecznym hipokrytą, a drugi to rozumie, ale jest wobec tego bezsilny. Ten pierwszy po prostu jest sprzeczny i nieświadomy, a ten drugi ma dylemat. Jego sprzeczność jest więc pozorna. > >Mam ich trochę, ale nie jestem sprzeczny.> Na czym polega różnica?> Nie napisałem, że jesteś sprzeczny, bo nie widzę potrzeby etykietowania nikogo.No mam konflikt między etyką, a estetyką, co pozornie dawałoby sprzeczność, ale ktoś inny w podobnej sytuacji mógłby nie zdawać sobie z tego sprawy - wtedy byłby faktycznie godnym pogardy debilem, który zasługiwałby na uświadomienie mu, że źle myśli. To jednak spora różnica - mieć pragnienie, którego realizacja byłaby frajerstwem, ale kontrolowanie go i nie uleganie temu, vs mieć frajerskie pragnienie i wmawiać sobie (a często także innym) że to tak naprawdę dobre. > >Nie, a to pytanie zadałeś w stylu chętnie_racjonalistki  > Jakiś problem?> Na przykład z odpowiedzią?  Nie. Raczej to pytanie świadczy o problemie z odpowiedzią zadającego. > >Nie by cokolwiek wymuszać, tylko by trzymać pewne stanowisko. I gdy to stanowisko wynikające z racjonalnego myślenia jest przeciw emocjom, to niestety trzeba wybrać ten racjonalizm> Aha, już wiem, nie zrozumieliśmy się dobrze. Nietolerancja jest po to, żeby wymuszać na innych pewne zachowania, a właściwie unikanie rzeczy nietolerowanych. Nie sądziłem, że ktoś może sam dla siebie potrzebować nietolerancji, ale widać można...Nietolerancja jest tylko stosunkiem do pewnych wyborów, których można uniknąć. Czasem olbrzymim kosztem, ale czyż to nie ten koszt świadczy właśnie o człowieczeństwie i odróżnia nas od najgorszej kategorii podgówna?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Episode_2 (3284 punktów) |
>>Czyli nie są zakłamani, jeśli szczerze nie interesuje ich sens życia i inne ciekawe tematy. >Tak by było gdyby nie wmawiali sobie sensu czegokolwiek, A... czyli jest jakaś nadzieja, na bycie szczęśliwym niezakłamanym
>Wg Ciebie jak ktoś ma przerąbane to ma się nie odzywać, albo kłamać i udawać szczęśliwego, czy unikać towarzystwa? Człowiek, który nie jest egocentrykiem, obserwuje reakcje słuchaczy i wie, jak się zachować, a nie zadaje takich głupich pytań.
>Takich ludzi jest mały odsetek. Owszem, to był symetryczny przykład na zachowania egocentryków.
>Większości po prostu jest źle. Mięczakom zawsze jest źle, ale nie krytykuję, bo to nie ich wina. Inna sprawa - w Polsce jest moda na narzekanie, a jak zaproponować takiemu narzekającemu, żeby zmienił to, co mu nie odpowiada, to nawet nie chce o tym słyszeć. I jak tu traktować poważnie takich maruderów.
>gdy jestem szczery, czyli mówię co myślę, więc mówię prawdę No tak... nie bierzesz pod uwagę, że możesz się pomylić.
>Ma to takie znaczenie, że gdy jestem szczery, czyli mówię co myślę, więc mówię prawdę, to ludzie okazują się najczęściej głupi. Możesz to wyjaśnić? Bo nie rozumiem związku między Twoim mówieniem prawdy a głupotą ludzi.
>A jeśli nie jest to lepiej to zmieniać, czy pogodzić się z tym, że jest źle? Chcesz jakąś uniwersalną regułę?
>Nietolerancja jest tylko stosunkiem do pewnych wyborów, których można uniknąć. Ale ja mówiłem o funkcji, jaką pełni nietolerancja, nie o definicji. Ntb. nie zgadzam się z tą definicją. Nietolerować można np. czyjś kolor skóry, a tego trudno uniknąć nawet zakładając istnienie wolnej woli.
>najgorszej kategorii podgówna W jakim celu te epitety? Nie żebym się czepiał, ale zastanawiam się, co chcesz przez to osiągnąć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > A... czyli jest jakaś nadzieja, na bycie szczęśliwym niezakłamanymTak, ale ma to swoje warunki jakie są kwestią tego co się wylosowało przy narodzinach. Kolejny czynnik to dalszy tok zdarzeń jaki nastąpił później, a który wynikał z poprzedniego toku zdarzeń i pewnie losowości. Jako szczęśliwy i niezakłamany człowiek pewnie powiedziałbym o sobie, że jestem socjopatą i mam w dupie ludzkie cierpienie, bo mam miłość, zdrowie i majątek, a inni są słabi, to niech zdychają. Cieszyłbym się, że mam farta i nie przejmowałbym się przyszłością, nie analizowałbym, ani bym nie planował. Właściwie wszystko najgorsze już się stało w momencie narodzin, więc trzeba żyć chwilą. Tak by było gdyby trafił mi się taki fart. Jedynie majątek mogę zdobyć realnie i jedynie o to się nie martwię, gdy planuję przyszłość, nawet gdy obecnie coś się nie domyka, bo to akurat olałem. Skoro mam w dupie swoje życie to moja koncentracja jest skierowana na zewnątrz, na mechanizmy świata i innych ludzi. > >Wg Ciebie jak ktoś ma przerąbane to ma się nie odzywać, albo kłamać i udawać szczęśliwego, czy unikać towarzystwa?> Człowiek, który nie jest egocentrykiem, obserwuje reakcje słuchaczy i wie, jak się zachować, a nie zadaje takich głupich pytań.Człowiek, który nie jest egocentrykiem nie uważa takich pytań za głupie, bo obserwuje reakcje słuchaczy i widzi, że: - większość z nich jest egocentryczna i głupia - część jest pseudoempatyczna, tzn tacy ludzie wcielają się w rolę "wybawcy", który udziela "dobrej rady", która w rzeczywistości jest denna i świadczy o tym, że taki człowiek nic nie zrozumiał - część jest ok, ale ci ludzie rzadko są szczęśliwi i też nie mają odpowiedzi na ważne pytania, ale są tego świadomi i nie reagują emocjonalnie > >Takich ludzi jest mały odsetek.> Owszem, to był symetryczny przykład na zachowania egocentryków.Nie był. Ludzie, którzy chwalą się fotkami z wakacji itd to jeden rodzaj egocentryzmu, jako taki nieszkodliwy, ale upierdliwy i bardzo powszechny. Ludzie, którzy mówią o problemach to najczęściej ci mający problem (pewnie największy odsetek z nich to właśnie ta grupa) i są to właśnie często ludzie doświadczeni przez los, przez co empatyczni i nie do końca egocentryczni. I egocentrycy często doszukują się w nich egocentryzmu, bo projektują na nich własne cechy. > >Większości po prostu jest źle.> Mięczakom zawsze jest źle, ale nie krytykuję, bo to nie ich wina.> Inna sprawa - w Polsce jest moda na narzekanie, a jak zaproponować takiemu narzekającemu, żeby zmienił to, co mu nie odpowiada, to nawet nie chce o tym słyszeć.> I jak tu traktować poważnie takich maruderów.Mięczaki to się dostosowują najczęściej do otoczenia i wmawiają sobie, że jest im dobrze, choć nie jest. Żyją w świecie iluzji i kłamstw i prymitywnej bezmyślności. Piszę o ludziach, którym jest źle, bo są w sytuacjach bez wyjścia i żadna pseudopropozycja pseudozmiany proponowana przez wspomnianych Januszy jakich nazywam "wybawicielami" nie ma zastosowania do tych przypadków, choć prostakom wydaje się, że ich rady są złote i mają zastosowanie. A Ty piszesz tu chyba o mechanizmie brnięcia, tylko w zawoalowanej formie. Np ktoś źle lokuje swoje finanse i mu o tym mówisz, a potem tłumaczysz jak jest dobrze. I masz tu brnięcie na 2 możliwe sposoby: - ktoś Cię zrozumiał, ale wstyd mu to przyznać, więc udaje, że ma rację i wymyśla racjonalizacje - ktoś nie rozumie bo jest głupi i Ty go wtedy też nie rozumiesz, a jego racjonalizacje są po prostu jego faktycznymi wierzeniami. - a no i jest jeszcze 3 wyjście, że to on ma rację, a Twoja rada jest jednak kiepska i tego nie zrozumiałeś i wtedy to Ty brniesz - nie ma zewnętrznego algorytmu do rozstrzygania tego kto ma rację, wiec trzeba czytać treść i wyabstrahować meritum, a większość tego nie potrafi, a to jest też z kolei niezależne od bycia mięczakiem lub kozakiem, bo jedni i drudzy dzielą się na myślących i bezmyślnych  Faktyczna sytuacja jest wg mnie najważniejsza i to ona determinuje wszystko. > >gdy jestem szczery, czyli mówię co myślę, więc mówię prawdę> No tak... nie bierzesz pod uwagę, że możesz się pomylić.Skąd taki szarleyowski wniosek?  Pisałem o tym, że w tym kontekście mówienie prawdy jest tym samym co mówienie tego co się myśli, bo przeciwieństwem prawdy jest kłamstwo, czyli mówienie tego co jest sprzeczne z tym co się myśli i jest wersją mającą celowo wprowadzić kogoś w błąd. Czym innym jest zwrot "mówić prawdę", a czym innym filozoficzno-naukowe zagadnienie "czy to co myślę to prawda ontologiczna?". > >Ma to takie znaczenie, że gdy jestem szczery, czyli mówię co myślę, więc mówię prawdę, to ludzie okazują się najczęściej głupi.> Możesz to wyjaśnić? Bo nie rozumiem związku między Twoim mówieniem prawdy a głupotą ludzi.Tu są 3 kwestie: - mówienie prawdy wiąże się czasem z ujawnieniem, że ma się od kogoś większą wiedzę i nie każdemu się to podoba, bo ludzie chcą myśleć, że mają rację i nawet gdy jej nie mają to stosują erystykę i oszukują się, że jest inaczej, albo próbują celowo oszukać rozmówcę i wtedy pod wpływem emocji brną w zaparte - szczerość często uderza w czyjeś ego i prowokuje denne, prymitywne reakcje małpoludzkich trollobotów - szczerość wywołuje pseudorady i wcielanie się w rolę "wybawiciela" i tego kto "wie lepiej" > >A jeśli nie jest to lepiej to zmieniać, czy pogodzić się z tym, że jest źle?> Chcesz jakąś uniwersalną regułę?Gdybym chciał to bym o to zapytał. Pisaliśmy przecież o konkretach, tylko się wycięły: > >Szczęśliwi powinni być ludzie, którzy na to zasługują, a najlepiej by było żeby ludzie niezasługujący się zmienili i zaczęli zasługiwać.> Ehh... żeby to zawsze było tak, jak według każdego powinno być...To Ty tu włożyłeś słowa "zawsze" i "każdego", a teraz pytasz o to czy chcę uniwersalną regułę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Nietolerancja jest tylko stosunkiem do pewnych wyborów, których można uniknąć. >Ale ja mówiłem o funkcji, jaką pełni nietolerancja, nie o definicji. >Ntb. nie zgadzam się z tą definicją. >Nietolerować można np. czyjś kolor skóry, a tego trudno uniknąć nawet zakładając istnienie wolnej woli.
Nie piszę o żadnej wolnej woli, tylko o możliwości uniknięcia pewnych wyborów.
Poza tym tu nie ma co się zgadzać czy nie zgadzać z definicją, bo ta jest faktem, a to że jest jeszcze inna definicja, o której piszesz, to inna sprawa.
Między nietolerowaniem koloru skóry, a nietolerowaniem wandalizmu jest chyba różnica, prawda? Nietolerancja to po prostu odrzucenie, podobnie jak nietolerancja pokarmowa. Ale odrzucenie może być słuszne lub nie. Nie można więc wartościować tolerancji jako czegoś pozytywnego, a nietolerancji jako negatywnego. To zależy od konkretnych przypadków.
>>najgorszej kategorii podgówna >W jakim celu te epitety? Nie żebym się czepiał, ale zastanawiam się, co chcesz przez to osiągnąć.
Epitet to rzeczownik i wyraz, który go określa np "kompletny kretyn". Ja tu tylko zastosowałem eufemizm.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) | >Nie można więc wartościować tolerancji jako czegoś pozytywnego, a nietolerancji jako negatywnego. Tylko można wartościować nietolerancję jako słuszną albo niesłuszną.
>Ja tu tylko zastosowałem eufemizm. A odpowiedzi nie ma.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Nie można więc wartościować tolerancji jako czegoś pozytywnego, a nietolerancji jako negatywnego.> Tylko można wartościować nietolerancję jako słuszną albo niesłuszną.To to samo i nie można. Językowym ciamajdom może się wydawać, że jest inaczej, bo wierzą w swoje definicje. > >Ja tu tylko zastosowałem eufemizm.> A odpowiedzi nie ma.Odpowiedzi na co? Twojej merytorycznej? No tym razem się nie postarałeś i nie ma
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Episode_2 (3284 punktów) |
>Jako szczęśliwy i niezakłamany człowiek pewnie powiedziałbym ... >...Tak by było gdyby trafił mi się taki fart. Niedawno pisałeś, że jesteś szczęśliwy. Czyli jesteś zakłamany?
>Człowiek, który nie jest egocentrykiem nie uważa takich pytań za głupie, bo obserwuje reakcje słuchaczy i widzi, że: >- większość z nich jest egocentryczna i głupia >- część jest pseudoempatyczna, tzn tacy ludzie wcielają się w rolę "wybawcy", który >udziela "dobrej rady", która w rzeczywistości jest denna i świadczy o tym, że taki człowiek nic nie zrozumiał >- część jest ok, ale ci ludzie rzadko są szczęśliwi i też nie mają odpowiedzi na ważne pytania, ale są tego świadomi i nie reagują emocjonalnie I wobec tego nie wie, jak się zachować i pyta ludzi?
> Ludzie, którzy mówią o problemach to najczęściej ci mający problem (pewnie największy odsetek z nich to właśnie ta grupa) i są to właśnie często ludzie doświadczeni przez los, przez co empatyczni i nie do końca egocentryczni. Jeśli naprawdę są empatyczny, to powinni wiedzieć, że nie każdy ma ochotę słuchać o ich problemach. A niektórzy nawet na imprezach, zamiast dać innym się bawić, trują o swoich problemach.
>- nie ma zewnętrznego algorytmu do rozstrzygania tego kto ma rację, Nigdzie nie próbuję dociekać, kto ma rację. To raczej Ty ciągle sugerujesz, że istnieje jakaś racja. Nie projektuj tego na mnie.
>>>Szczęśliwi powinni być ludzie, którzy na to zasługują, a najlepiej by było żeby ludzie niezasługujący się zmienili i zaczęli zasługiwać. >>Ehh... żeby to zawsze było tak, jak według każdego powinno być...
>To Ty tu włożyłeś słowa "zawsze" i "każdego", a teraz pytasz o to czy chcę uniwersalną regułę.
Nic podobnego nie zrobiłem. To była zawoalowana krytyka Twojej wypowiedzi. Dlaczego miałoby być tak, jak Ty uważasz, że powinno być?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Jako szczęśliwy i niezakłamany człowiek pewnie powiedziałbym ...> >...Tak by było gdyby trafił mi się taki fart.> Niedawno pisałeś, że jesteś szczęśliwy. Czyli jesteś zakłamany?Zapomniałeś chyba o tym, że mowa o 2 różnych definicjach szczęścia. Twoje pytanie jest więc bezzasadne. 1. szczęście - stan równowagi, bez uniesień i radości - wolność od cierpienia, stan "zero". 2. szczęście - stan, w którym chce się rano wstawać i ma się wrażenie, że jest "po co" żyć. > I wobec tego nie wie, jak się zachować i pyta ludzi?A kto nie wie jak się zachować i o co pyta ludzi? I jak ma się to do tematu? > Jeśli naprawdę są empatyczny, to powinni wiedzieć, że nie każdy ma ochotę słuchać o ich problemach.No tak, wszakże naprawdę empatyczni ludzie też wiedzą, że na świecie istnieją także ludzie nieempatyczni i egocentryczni, których interesuje tylko własne "ja" i przejściowy komfort. > A niektórzy nawet na imprezach, zamiast dać innym się bawić, trują o swoich problemach.Tak może napisać tylko ktoś nieempatyczny, albo nieasertywny. > >- nie ma zewnętrznego algorytmu do rozstrzygania tego kto ma rację,> Nigdzie nie próbuję dociekać, kto ma rację. To raczej Ty ciągle sugerujesz, że istnieje jakaś racja. Nie projektuj tego na mnie.Czyli uważasz, że racja nie istnieje i każde Twoje słowo znaczy tyle samo co "gekgeg ge ekgej ge ghegk 4g8hhhh3838ge4r884 e gdkg dj", czy przeczysz sobie i zgadzasz się, że jednak istnieje? > >>Ehh... żeby to zawsze było tak, jak według każdego powinno być...> >To Ty tu włożyłeś słowa "zawsze" i "każdego", a teraz pytasz o to czy chcę uniwersalną regułę.> Nic podobnego nie zrobiłem.No qrn2a nie, wcale  > To była zawoalowana krytyka Twojej wypowiedzi.Zbyt ją zawoalowałeś, jak homeopaci zawoalowali swoje lekarstwa i krytykę medycyny konwencjonalnej  > Dlaczego miałoby być tak, jak Ty uważasz, że powinno być?A kto twierdzi, że powinno być tak jak uważam, że powinno? Lepiej odnieś się do meritum i wykaż dlaczego wg Ciebie nie wyjaśniłem swojego stanowiska, zamiast bawić się w taką jawną erystykę
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) | >Zapomniałeś chyba o tym, że mowa o 2 różnych definicjach szczęścia. Twoje pytanie jest więc bezzasadne. No tak. Używasz słowa w różnych znaczeniach i pytanie bezzasadne. A jeszcze coś pisałeś o ciamajdach językowych.
>A kto nie wie jak się zachować i o co pyta ludzi? Pytałeś: >>Wg Ciebie jak ktoś ma przerąbane to ma się nie odzywać, albo kłamać i udawać szczęśliwego, czy unikać towarzystwa?
>No tak, wszakże naprawdę empatyczni ludzie też wiedzą, że na świecie istnieją także ludzie nieempatyczni i egocentryczni, których interesuje tylko własne "ja" i przejściowy komfort. No między innymi.
>Czyli uważasz, że racja nie istnieje A co to jest racja według Ciebie? Co istnieje?
>>Dlaczego miałoby być tak, jak Ty uważasz, że powinno być?
>A kto twierdzi, że powinno być tak jak uważam, że powinno? Napisałeś: >>>Szczęśliwi powinni być ludzie, którzy na to zasługują. Czyli co? Nie powinno być tak jak powinno. A, chyba że tak.
>Lepiej odnieś się do meritum i wykaż dlaczego wg Ciebie nie wyjaśniłem swojego stanowiska. Pisałem że nie wyjaśniłeś stanowiska? Cały czas chyba dyskutuję z Twoim stanowiskiem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Zapomniałeś chyba o tym, że mowa o 2 różnych definicjach szczęścia. Twoje pytanie jest więc bezzasadne.> No tak. Używasz słowa w różnych znaczeniach i pytanie bezzasadne.> A jeszcze coś pisałeś o ciamajdach językowych.No tak, czyli także o tych, którzy nie odróżniają kontekstu w jakim dane słowo zostało użyte. Miałbyś chyba duży problem z angielskim, bo tam jest jeszcze więcej wielokontekstowych słówek. Przypomnę, że o jednej definicji pisałem, gdy twierdziłem, że jestem szczęśliwy w kontekście uwolnienia się od cierpienia (to też było w sumie tymczasowe, ale czasem taki stan wraca), a o drugiej pisałeś Ty. > >A kto nie wie jak się zachować i o co pyta ludzi?> Pytałeś:> >>Wg Ciebie jak ktoś ma przerąbane to ma się nie odzywać, albo kłamać i udawać szczęśliwego, czy unikać towarzystwa?No pytałem Cię o uzupełnienie luki w Twojej wypowiedzi, ale jak widać wygodniej Ci było uciec. > >Czyli uważasz, że racja nie istnieje> A co to jest racja według Ciebie? Co istnieje?Eee beee, kto zamawiał ten kotlet i co to kotlet i gdzie restauracja i co to restauracja? Połóż się spać i odpisz jutro, bo zaczynasz naprawdę mocno bredzić  > >>Dlaczego miałoby być tak, jak Ty uważasz, że powinno być?> >A kto twierdzi, że powinno być tak jak uważam, że powinno?> Napisałeś:> >>>Szczęśliwi powinni być ludzie, którzy na to zasługują.> Czyli co? Nie powinno być tak jak powinno.> A, chyba że tak.No tak, że się straszne plączesz i zastanawiam się czy szarley nie zhackował Ci konta  Zadałeś złe pytanie, a potem gdy zapytałem o to kto twierdzi, że powinno być tak jak uważam, że powinno, wyciągnąłeś z tego wniosek jakbym napisał, że nie powinno. No chłopie, założyliście się z Janem Bednarskim o to kto napisze większą głupotę?  > >Lepiej odnieś się do meritum i wykaż dlaczego wg Ciebie nie wyjaśniłem swojego stanowiska.> Pisałem że nie wyjaśniłeś stanowiska?Próbowałeś odwrócić kota ogonem, sprowadzając mój argument do tego, że to ja tak uważam. Tymczasem ja wyjaśniłem swoje stanowisko, więc to do niego powinieneś się odnieść, a nie do tego, że ja tak uważam, > Cały czas chyba dyskutuję z Twoim stanowiskiem.Raczej bawisz się ostatnio w erystykę jak chętnie_racjonalistka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | John Doe (782 punktów) |
> >Odczucie, radość, że nastał kolejny dzień.> Bardzo wiele osób nie ma szans na doświadczanie czegoś takiego. Jest to raczej ekskluzywny przywilej garstki osób i to tylko na jakiś czas.O rany, jakiś wyjątek jestem i to od lat  Trzeba siedzieć cicho (dobrze że u Olsona w KF). Jeszcze mnie skasuje za to. W końcu to Wielki Olson ocenia kto szczęśliwy a kto nie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | |
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Albo mówi się "miłość jest bezwarunkowa". Zależy jak rozumiesz miłość. Jeśli potraktujesz siebie jako centrum energetyczne, to to centrum może wydzielać z siebie energię bezwarunkowo, z poczucia nadmiaru. >Plebs to ludzie, którzy próbują wmawiać sobie i innym, że wszystko jest ok i że wszystko trzeba >zaakceptować, co nazywa się jąkąś miłością do tego wszystkiego. Pokochaj wroga, pokochaj swojego >raka, pokochaj swoje negatywne cechy i pragnienia, a potem powiedz najgorszemu śmieciowi, że >wszyscy są równi i najgorszemu psychopacie żeby zaakceptował to, że nie może nic zrobić z tym, >że gwałci i morduje. Jeżeli chcesz się czemuś przyjrzeć, to musisz zrobić krok do tyłu. Albo akceptujesz i dopuszczasz, albo nie akceptujesz i wypierasz.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Albo mówi się "miłość jest bezwarunkowa". >Zależy jak rozumiesz miłość. Jeśli potraktujesz siebie jako centrum energetyczne, to to centrum może wydzielać z siebie energię bezwarunkowo, z poczucia nadmiaru.
Ale nie traktuję siebie jako centrum energetycznego, a nadmiar dobrych neuroprzekaźników nie prowadzi przecież do bezwarunkowej miłości.
Ja rozumiem miłość na różny sposób, bo są różne miłości. Zawsze są jednak oparte na pozytywach, choć często wiążą się z różnymi negatywnymi konsekwencjami.
>Jeżeli chcesz się czemuś przyjrzeć, to musisz zrobić krok do tyłu. Albo akceptujesz i dopuszczasz, albo nie akceptujesz i wypierasz.
Przedstawiłeś to zbyt zero jedynkowo, a tak nie jest. Mogę dopuszczać i nie akceptować, a często po prostu umiem nie reagować emocjonalnie, zachować spokój. Czasem to czego nie akceptujemy i nie umiemy wyprzeć jest najczęściej pojawiającą się treścią umysłu.
|
|
| | | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>>Albo mówi się "miłość jest bezwarunkowa". >>Zależy jak rozumiesz miłość. Jeśli potraktujesz siebie jako centrum energetyczne, to to centrum może wydzielać z siebie energię bezwarunkowo, z poczucia nadmiaru. >Ale nie traktuję siebie jako centrum energetycznego, Jak to? Czym są w takim razie zasilane twoje reakcje? >a nadmiar dobrych neuroprzekaźników nie prowadzi przecież do bezwarunkowej miłości. A co z sytuacją , gdy rozpiera nas energia i spontanicznie chcemy z kimś żartować? Ja bym tu dopatrywał się bezwarunkowości. W tej spontaniczności. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że np. fizyka wszędzie widzi wymianę. Ale posługując się fizyką bardzo trudno dojść do sedna sprawy. Jest tak pewnie dlatego, że fizyka podchodzi do tematu od strony bytów. Liczy je, mierzy. Z kolei literatura mądrościowa (np. OSHO) podchodzi do sprawy od strony bycia. I od tej strony jedni ludzie noszą w sobie brak, inni nadmiar. Zauważ, że mędrcy robią dwie główne rzeczy. Z jednej strony zachęcają do medytacji, która podnosi poziom energii. Z drugiej strony poprzez przypowieści próbują usunąć z naszego umysłu cały ten balast, który oddziela nas od bycia i który sprawia, że marnotrawimy energię. Na przykład w ten sposób, że zużywana jest na niepotrzebne zamartwianie się. Jest taka bajka, w której do mistrza przychodzi człowiek i skarży się, że mu ciasno w domu. Mistrz nakazuje mu, aby wprowadził do mieszkania wszystkie zwierzęta gospodarskie. Ów człowiek to robi, potem przychodzi za tydzień do mistrza na skraju wyczerpania nerwowego. Ten mówi, aby teraz wyrzucić te zwierzęta. Znowu mija tydzień, po czym ów człowiek pojawia się przed mistrzem pełen wdzięczności. >Ja rozumiem miłość na różny sposób, bo są różne miłości. Zawsze są jednak oparte na pozytywach, choć często wiążą się z różnymi negatywnymi konsekwencjami. >>Jeżeli chcesz się czemuś przyjrzeć, to musisz zrobić krok do tyłu. Albo akceptujesz i dopuszczasz, albo nie akceptujesz i wypierasz. >Przedstawiłeś to zbyt zero jedynkowo, a tak nie jest. Mogę dopuszczać i nie akceptować W jakimś sensie musisz jednak zaakceptować. Tak aby w ogóle wpuścić. Czy nie sądzisz, że to minimum akceptacji, które otwiera drzwi to już bardzo dużo? Bo to oznacza, że przestałeś się utożsamiać.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Ale nie traktuję siebie jako centrum energetycznego,> Jak to? Czym są w takim razie zasilane twoje reakcje?Zasilane energią, a powodowane wcześniejszymi reakcjami i prawami wszechświata. Ja po prostu nie wierzę w żadne centrum. Wręcz przeciwnie. Szukanie takiego centrum to próba zaszufladkowania fenomenu świadomości do jakichś najprostszych modeli. > >a nadmiar dobrych neuroprzekaźników nie prowadzi przecież do bezwarunkowej miłości.> A co z sytuacją , gdy rozpiera nas energia i spontanicznie chcemy z kimś żartować? Ja bym tu dopatrywał się bezwarunkowości. W tej spontaniczności. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że np. fizyka wszędzie widzi wymianę. Ale posługując się fizyką bardzo trudno dojść do sedna sprawy.Dlaczego bezwarunkowości? Nie chcę żartować z kimś kogo nie lubię, chyba że żartuję sobie z niego. Poza tym, interesem jest samo żartowanie, które jest reakcją uwarunkowaną dobrym samopoczuciem. > Jest tak pewnie dlatego, że fizyka podchodzi do tematu od strony bytów. Liczy je, mierzy. Z kolei literatura mądrościowa (np. OSHO) podchodzi do sprawy od strony bycia. I od tej strony jedni ludzie noszą w sobie brak, inni nadmiar.Właśnie bycie jest niepoliczalne i pod tym względem jesteśmy równi. Tylko pod tym względem. Nadmiar lub niedobór dotyczą policzalnych bytów. > Zauważ, że mędrcy robią dwie główne rzeczy. Z jednej strony zachęcają do medytacji, która podnosi poziom energii.Ja to widzę zupełnie inaczej. Medytacja ma doprowadzić do zaprzestania utożsamiania się, wypierania i racjonalizowania. W efekcie to uspokaja i podnosi samopoczucie. > Z drugiej strony poprzez przypowieści próbują usunąć z naszego umysłu cały ten balast, który oddziela nas od bycia i który sprawia, że marnotrawimy energię. Na przykład w ten sposób, że zużywana jest na niepotrzebne zamartwianie się.A to widzę jako rozwalanie przekonań, które powodują utożsamienie, są treścią emocji i racjonalizacji (wierzeń). > Jest taka bajka, w której do mistrza przychodzi człowiek i skarży się, że mu ciasno w domu. Mistrz nakazuje mu, aby wprowadził do mieszkania wszystkie zwierzęta gospodarskie. Ów człowiek to robi, potem przychodzi za tydzień do mistrza na skraju wyczerpania nerwowego. Ten mówi, aby teraz wyrzucić te zwierzęta. Znowu mija tydzień, po czym ów człowiek pojawia się przed mistrzem pełen wdzięczności.Tylko, że to działa na chwilę jak np luz po kacu. > W jakimś sensie musisz jednak zaakceptować. Tak aby w ogóle wpuścić. Czy nie sądzisz, że to minimum akceptacji, które otwiera drzwi to już bardzo dużo? Bo to oznacza, że przestałeś się utożsamiać.sjp.pwn.pl/sjp/akceptacja;2439112.htmlakceptacja 1. «aprobata» 2. «formalna zgoda na coś» 3. «pogodzenie się z czymś, czego nie można zmienić» 4. «uznanie czyichś cech, czyjegoś postępowania za zgodne z oczekiwaniami» 5. zob. akcept w zn. 1. No więc ja piszę o nieakceptowaniu wg definicji 1 i 2. Ty piszesz o 3, ale tu wg mnie lepiej pasuje zwrot "dopuszczenie do siebie". Przestałem się utożsamiać jednak dopiero później. U mnie schemat jest taki, że najpierw coś dociera wbrew temu czego bym chciał, więc to nie pozwala się cieszyć i atakuje psychikę. Potem się cierpi, podczas gdy inni to wypierają i nie dopuszczają tego do siebie. Może trwać walka, szukanie rozwiązania. Brak zaślepienia wiarą powoduje ciągłą negację, która często prowadzi do stwierdzenia, że czegoś nie wiadomo. Czas i mechaniczne dbanie o neuroprzekaźniki powoduje, że człowiek się przestraja i zaczyna się z tym godzić, ale to godzenie się z porażką, a nie "akceptacja", która prowadzi do tego, że ktoś wie, że coś jest złe, a oszukuje się, że to dobre, albo nieszkodliwe. Tu może najbardziej pasuje słowo tolerancja. Tak jak toleruję głośnego sąsiada, ale uważam to za negatywne zjawisko, tak też można tolerować choroby, niemożliwość miłości itd. Da się tolerować coś złego (czegoś dobrego się nie da, bo słowo tolerancja jest wtedy nieadekwatne), ale tylko gdy jest coś co dają jakąś tam radość i gdy to faktycznie nie przesłania szansy na szczęście.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >No więc ja piszę o nieakceptowaniu wg definicji 1 i 2. Ty piszesz o 3 Tak sobie teraz myślę, że słownik tego nie odda. To trzecie znaczenie też nie pasuje, bo ja nie wiem co można, a czego nie można w kwestiach psychiki. Masz racje, słowo 'dopuszczenie' jest lepsze. Ale też nadal nieodpowiednie. Bo nie chodzi o to, aby dopuszczać lub nie dopuszczać. OSHO tłumaczył, że słowem kluczowym jest tu bierność. Jesteś świadomy zarówno dopuszczania jak i tego, że nie chcesz dopuszczać. Innymi słowy utożsamienie się z dopuszczającym byłoby błędem. Krąpiec kiedyś pisał o absolucie, że jest zarówno immanentny jak i transcendentny w stosunku do tego co się dzieje. On miał na myśli boga, ale tak naprawdę siebie, bo kogóż by innego. Nie widzę innego wyjścia jak tylko oddać stan świadomości w medytacji poprzez paradoks. >>A co z sytuacją , gdy rozpiera nas energia i spontanicznie chcemy z kimś żartować? Ja bym tu >>dopatrywał się bezwarunkowości. W tej spontaniczności. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że np. >>fizyka wszędzie widzi wymianę. Ale posługując się fizyką bardzo trudno dojść do sedna sprawy. >Dlaczego bezwarunkowości? Nie chcę żartować z kimś kogo nie lubię, chyba że żartuję sobie z >niego. Może tak być, ale wtedy stajesz się handlarzem. Temu dam, a temu nie. Handlowanie ma dla Ciebie wtedy znaczenie. Ale nie zawsze jesteśmy handlarzami z punktu widzenia stanu umysłu. Gdy rozpiera Cię energia, to nie ma dla Ciebie znaczenia kto z niej korzysta, bo samo jej uwalnianie wystarcza Ci. Jest źródłem doskonałej satysfakcji. Co byś pomyślał o śpiewaku, który stwierdza, że nie będzie śpiewał, bo istnieje spore prawdopodobieństwo, że usłyszą go ci, których nie lubi? Piszesz o żartowaniu jako o reakcji na dobre samopoczucie, a to z kolei jest pewnie reakcją na pogodę i stan hormonów. To wprowadzanie naukowej perspektywy. Perspektywy bytów, a nie bycia. Moim zdaniem miłości bezwarunkowej trzeba szukać w stanie umysłu. Pytanie brzmi: W jaki sposób umysł zniekształca miłość bezwarunkową?
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Tak sobie teraz myślę, że słownik tego nie odda.Tak jest zazwyczaj z mądrzejszymi przemyśleniami. > OSHO tłumaczył, że słowem kluczowym jest tu bierność. Jesteś świadomy zarówno dopuszczania jak i tego, że nie chcesz dopuszczać. Innymi słowy utożsamienie się z dopuszczającym byłoby błędem.Dokładnie tak. Myśli z kolei same płyną i nie są elementem powiązanym z "ja". Ego to tylko element opisu. Taki stan powoduje, że myśli same swobodnie płyną, dzięki czemu zanikają mechanizmy cenzurujące myśli przed sobą samym, bo nie ma tego kto cenzuruje, ani tego kto powinien żyć w nieświadomości tego co naprawdę myśli i czuje. > Krąpiec kiedyś pisał o absolucie, że jest zarówno immanentny jak i transcendentny w stosunku do tego co się dzieje. On miał na myśli boga, ale tak naprawdę siebie, bo kogóż by innego. Nie widzę innego wyjścia jak tylko oddać stan świadomości w medytacji poprzez paradoks.Zgadzam się. > Może tak być, ale wtedy stajesz się handlarzem. Temu dam, a temu nie. Handlowanie ma dla Ciebie wtedy znaczenie.Raczej z mojego punktu widzenia "handlarzem" staję się gdy ja mam jakiś interes w tym aby ktoś chciał "towaru", a gdy nie chcę z kimś rozmawiać, to po prostu dlatego, że dana osoba wydaje mi się nieciekawa, nie interesuje mnie, albo jej nie lubię, więc nie chcę się spoufalać. > Ale nie zawsze jesteśmy handlarzami z punktu widzenia stanu umysłu. Gdy rozpiera Cię energia, to nie ma dla Ciebie znaczenia kto z niej korzysta, bo samo jej uwalnianie wystarcza Ci. Jest źródłem doskonałej satysfakcji.A skoro nie ma znaczenia to i nie interesuje mnie czy komuś pomogę, czyli nie ma mowy o bezwarunkowej miłości, tylko raczej o tym, że dobry nastrój przejawia się w taki sposób, że inni czasem mogą coś na tym skorzystać. > Co byś pomyślał o śpiewaku, który stwierdza, że nie będzie śpiewał, bo istnieje spore prawdopodobieństwo, że usłyszą go ci, których nie lubi?Pomyślałbym, że coś przyćpał  Gdy mam dobry nastrój wśród osób, których nie lubię, to czuję się jakby ich nie było wokół, po prostu stanowią tło, a z tłem się wtedy nie wchodzi w interakcję. No albo skoro jesteśmy przy analogii do śpiewaka, chciałbym aby wrogowie usłyszeli moją piosenkę o tym jak ich besztam argumentami. To ja nie muszę słuchać ich wypocin, bo są dla mnie w tym momencie zerową informacją zwrotną. > Piszesz o żartowaniu jako o reakcji na dobre samopoczucie, a to z kolei jest pewnie reakcją na pogodę i stan hormonów. To wprowadzanie naukowej perspektywy. Perspektywy bytów, a nie bycia.A z perspektywy bycia po prostu jest wtedy spoko. > Moim zdaniem miłości bezwarunkowej trzeba szukać w stanie umysłu. Pytanie brzmi: W jaki sposób umysł zniekształca miłość bezwarunkową?A dlaczego myślisz, że istnieje jakaś miłość bezwarunkowa i jest zniekształcana prze umysł? Bo wg mnie miłość bezwarunkowa to mem/emocja czyli wytwór umysłu, element jego algorytmu. Uważam, że dobry nastrój to nie miłość bezwarunkowa, tylko serotonina, dopamina, GABA, acetyloholina, noradrenalina i ich występowanie w różnych rejonach mózgu.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Zależy jak rozumiesz miłość. Jeśli potraktujesz siebie jako centrum> energetyczne, to to centrum może wydzielać z siebie energię> bezwarunkowo, z poczucia nadmiaruSądzisz, że powyższy opis pasuje do kogoś kto - jak sam twierdzi - Bogu ducha winien przyszedł tu po dopaminę / serotoninę od innych, którzy nieuczciwie ją posiedli? olson Cytat: tylko że ja jestem nieco socjopatą i przyszedłem sobie po Twoją dopaminkę i serotoninkę, a Ty dobrowolnie mi dajesz pożywkę (..) chodzi o wyrównanie nierówności jakbym kosił trawnik. To raczej wyrównywanie rachunków i odbiór tego co narcyzi sobie zabierają od innych ludzi, niewinnych www.racjonalista.pl/forum.php/s,731738#w731858www.racjonalista.pl/forum.php/s,731738#w731866Wg mnie olson raczej nie wygląda na centrum które może wydzielać z siebie energię bezwarunkowo. Wygląda raczej na to: www.space.(*)polation=lanczos-none&downsize
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | > Wygląda raczej na to:> www.space.(*)polation=lanczos-none&downsizeBez przesady. Nie wierzę w to, że Olson nigdy nie działa spontanicznie i bezwarunkowo. Fala może zapomnieć o oceanie, ale ocean nie zapomni o fali.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Zgadzam, też nie wierzę. Postaram się odpowiedzieć dyplomatycznie: kilka miesięcy temu jeden polityk oskarżył drugiego polityka w radiu o to, że mówi prawdę jedynie wtedy, gdy się pomyli.. 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Bez przesady. Nie wierzę w to, że Olson nigdy nie działa spontanicznie i bezwarunkowo.
Nie wiem co on pisze na mój temat, ale jeśli napisał, że nie działam spontanicznie to mamy kolejne urojenie tego osobnika. Kolejne kłamstwo oparte na swojej nieznajomości ludzkiej psychiki i narcystycznych projekcjach. No ale bezwarunkowo nie działam, bo tak się nie da. Zawsze coś powoduje działanie. Gdyby nic go nie powodowało, a działanie by było to byłaby to nie lada zagadka. Udowodnienie, że taka bezwarunkowość istnieje, zaorałoby całą logikę i matematykę jaką się posługujemy. Byłoby to nie tylko godne nagrody Nobla, ale także jakichś specjalnych dodatkowych nagród wszech czasów.
Inna sprawa, że czasem nie wiem co mną pokierowało w danej sytuacji, a 100% pewności nie można mieć nigdy. Wiadomo jednak, że jakieś warunki i przyczyny istnieją, bo muszą.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >>Bez przesady. Nie wierzę w to, że Olson nigdy nie działa spontanicznie i bezwarunkowo. >Nie wiem co on pisze na mój temat, ale jeśli napisał, że nie działam spontanicznie to mamy kolejne urojenie tego osobnika.
To czytaj co napisał. Nie poradzisz czytać? Tak, wiem, kończyłeś prywatną szkołę
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Episode_2 (3284 punktów) |
>Nie o to chodzi. Raczej o to, że mógłbym zabijać, gwałcić, ćpać, zrobić kupę na środku ulicy i machać ludziom, a i tak matka "kocha" gdy instynkt działa. Nie wiadomo. Znam matkę, która wyrzuciła syna z domu, bo ją okradał.
>>Jak instynkt może być czymś sztucznym? >No normalnie, nie ma tu miłości, tylko jest jakiś algorytm, który ją imituje, czyli instynkt. I co gorsza nie jest on zależny od wartości, tylko jest przypisany do własności. Dla matki dziecko jest "moje" na zawsze, nawet jeśli jest faktycznie bezwartościowe. Dlatego uważam, że instynkt jest sztuczny. Ale to nijak nie spełnia definicji sztuczności.
|
|
| | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Nie o to chodzi. Raczej o to, że mógłbym zabijać, gwałcić, ćpać, zrobić kupę na środku ulicy i machać ludziom, a i tak matka "kocha" gdy instynkt działa. >Nie wiadomo. Znam matkę, która wyrzuciła syna z domu, bo ją okradał.
I mogła to zrobić z miłości. Syn ją okradał, trzeba było go wyrzucić, a miłość pozostaje, choć nie każda kobieta tak ma.
>>No normalnie, nie ma tu miłości, tylko jest jakiś algorytm, który ją imituje, czyli instynkt. I co gorsza nie jest on zależny od wartości, tylko jest przypisany do własności. Dla matki dziecko jest "moje" na zawsze, nawet jeśli jest faktycznie bezwartościowe. Dlatego uważam, że instynkt jest sztuczny. >Ale to nijak nie spełnia definicji sztuczności.
Spełnia. Nie jest to prawdziwa miłość, tylko instynkt, który ją imituje.
|
|
| | | | | | |  | | Episode_2 (3284 punktów) |
>>Ale to nijak nie spełnia definicji sztuczności. >Spełnia. Którą definicję?
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>>Ale to nijak nie spełnia definicji sztuczności. >>Spełnia. >Którą definicję? > sztuczny - nieprawdziwy
|
|
2 na 2 | szarley (54913 punktów) | > Wiedziałem, że nie mogę być szczęśliwym i spełnionym mężczyzną, jeśli nigdy nie byłem chłopakiem. Więc związki się, oczywiście, rozpadły.1 Kto Ci taką ciemnotę wcisnął? 2 Rozpadły się właśnie dlatego, że jeszcze byłeś chłopakiem a raczej dzieciuchem. > Ja uprawiam celibat, bo nie mam wyboru. A seks na studiach po dwudziestce daje jeszcze całe życie studenckie, które ja zmarnowałem. Więc mieścisz się w rozsądnych normach, a ja niestety przekroczyłem już tę nieostrą granicę, kiedy jest już naprawdę źle i za późno. Życie studenckie to jest zupełny lifechanger, więc nie dziwię się, że nie masz poczucia, że coś straciłeś, zazdroszczę Ci seksu na studiach...Jakże mi żal ciula, który pokazuje wszystkim swoje genitalia i płacze nad nimi, że ich nie używa > Niestety bardzo szybko okazuje się, że w moim wieku zdobycie znajomych nie jest już wcale łatwe, a na młodych kolesi, którzy na codzień obcują z młodymi, jeszcze wolnymi, otwartymi, eksperymentującymi, i jednak topowo ślicznymi ze względu na wiek, koleżankami mogę już tylko patrzeć z zazdrościąNiewiele mi już brakuje do emerytury, a jeszcze poznaję moc nowych ciekawych ludzi, nawet niektórzy na tym forum zapraszają mnie "jak będziesz w Warszawie, Krakowie, Moskwie..." ale beksy ani zawistnika nikt do stoła prosił nie będzie > Nie próbowałem żadnych spotkań z prostego względu: nic nie zwróci mi zmarnowanych najlepszych lat życia.No przykra prawda. Nikt i nic nie zwróci tego co było. Pytanie czy naprawdę były zmarnowane, to już stanowczo tylko do siebie samego, ale skoro jedynym kryterium było wyrwanie jakiejś laski... współczuję myślenia jądrami > Zawsze będę mógł tylko zazdrościć młodym kolesiom, korzystającym z życia w towarzystwie młodych koleżanek, których mijam na ulicy, a którzy na to korzystanie z życia mają jeszcze kilkanaście lat, nim osiągną mój wiek.prof Belka nie zazdrościł temu kto sypiał z Jennifer Lopez. a ja nie zazdroszczę tym, którzy skaczą ze spadochronem > Ja w tej chwili, to już nawet nie próbuję dążyć do seksu, już mi jest wszystko jedno, bo wiem, że nie ma to już teraz znaczenia. Nie zwróci mi straconej młodości, jej szans i wszystkich konsewkencji, jakie z nich wynikają. Problemem (nierozwiązywalnym) jest zmarnowany najlepszy czas, nie teraźniejszość.i tylko płacz i płacz i płacz. > Zamknięty w tym sensie, że już nawet nie chce mi się dążyć do seksu z kimś, skoro kolesie młodsi ode mnie o pół życia mają z mniejszym wysiłkiem piękniejsze dziewczyny. I na korzystanie z takiego życia mają jeszcze wiele lat. Dlatego już mi nie zależy, już mnie nie cieszy i nie będzie, bo zostały mi resztki. Tego co najlepsze nie zaznam, więc nawet nie chce mi się o nic walczyć."Kolesie" młodsi ode mnie mogą wychodzić na Everest a dziewczyn mogą mieć kilka dziennie tylko... mnie to jakoś nie rajcuje (choć Everestu im zazdroszczę). > Ilekroć ja próbuję cieszyć się życiem, od razu pojawia się temat tego, co cieszy najbardziej, czyli seksu. I od razu ciężki głaz na barki w postaci świadomości, że tego co najpiękniejsze już nie zaznam i nie zaznałem nawet na takim poziomie, jak byle przeciętny nastolatek, czy dres.Kiedy już dorośniesz... Jak dotąd jesteś na mentalnim poziomie tego dresa. > Może jestem żałosny,Nie da się ukryć > ale z innego powodu, niż twierdzisz. Obok oddychania i pożywiania się, seks jest najbardziej podstawową potrzebą, która niezaspokojona demoluje w zasadzie wszystkie inne aspekty życia, tak samo jak permanenty głód. Zadowolenie z życia seksualnego (co nie musi oznaczać mnóstwa seksu) jest warunkiem koniecznym dla szczęścia i wystarczającym, by chcieć się budzić rano i walczyć o coś więcej. Mówienie, że miłość jest sensem życia, to albo chrzanienie naiwnego (choć dzięki temu szczęśliwego!) parafianina, albo konstatacja kogoś, kto wyszalał się w młodości i dzięki temu dojrzał do tzw. "wyższych wartości". Bo nasycił się niższymi najpierw.W młodości nie jadłem wielu potraw. Nie było ich na stole. W młodości nie widziałem wielu krajów, w młodości nie przeczytałem wielu książek. Dziś jem, podróżuję, czytam, jeśli mam zaległości, nadrabiam je tym łapczywiej zamiast płakać że coś mnie w życiu ominęło. Nawet uczę się nowych języków choć to w moim wieku trudne Nie pieprzyłeś jak miałeś 16, to nie możesz kiedy masz 34? > Jest tak, że młodzi, nastoletni ludzie płci męskiej myślą głównie o seksie, potem długo nic innego, dopiero potem o miłości.Ty jak widać nadal nie wyrosłeś z cielęcego wieku. Pi.da Ci oczy przesłania. Chętnie racjonalistka: Cytat:Gwarantuję Ci, że co najmniej połowa nie tylko ludzi, ale wręcz ludzkości nigdy się na "seks z dyskotekową dajką albo pustą nastolatką" nie nasadzała. Rzadko się z nią zgadzam, ale tym razem ma rację. A Ty zamiast zrozumieć prosty komunikat odpowiedziałeś łzami rozżalonego impotenta, któremu w młodości nie pozwolono pod.pczyć na dyskotece > Większość mężczyzn w Polsce miała kontakty seksualne z nastolatkami, gdy sami byli w nastoletnim wieku.a większość moich rówieśników chwali się że jeszcze mogą trzy razy dziennie. Jakoś nie wpędzają mnie tym w kompleksy. Niech się chwalą. > To życie jest spieprzone, a ja nie potrafię go zakończyć, bo tak się boję bólu umierania.Jak dotąd więcej bólu sprawiasz oczom innych swoimi lamentami > Zresztą do wyżycia się seksualnego, to nawet lepiej, jeśli głupie.Tak, stanowczo nie polecam Ci inteligentnej Kobiety. Wyszedłbyś na takiego idiotę, że popadłbyś w jeszcze gorsze kompleksy po rozmowie "po" Zawiścisz Olsonowi rzekomego seksu z głupimi, mimo że napisał: Cytat:Po prostu głupie odrzucają mnie z automatu Jakoś (jedynie w tym przypadku) stanowczo podzielam i w pełni rozumiem jego pogląd
|
|
 | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | >>Wiedziałem, że nie mogę być szczęśliwym i spełnionym mężczyzną, jeśli nigdy nie byłem chłopakiem. Więc związki się, oczywiście, rozpadły. >1 Kto Ci taką ciemnotę wcisnął?
Nikt. Zazdrościłem tym, którzy się wyszaleli, którzy szaleli, którzy spotykali się z różnymi dziewczynami, którzy mieli wybór, zanim związali się z kimś na stałe.
>2 Rozpadły się właśnie dlatego, że jeszcze byłeś chłopakiem a raczej dzieciuchem.
No tak. Bo nigdy nie przeszedłem etapu nastolatka i doświadczeń z nastoletnimi koleżankami.
>Jakże mi żal ciula, który pokazuje wszystkim swoje genitalia i płacze nad nimi, że ich nie używa
Dziękuję, mi też jest żal siebie i swojego zmarnowanego życia.
>Niewiele mi już brakuje do emerytury, a jeszcze poznaję moc nowych ciekawych ludzi, nawet niektórzy na tym forum zapraszają mnie "jak będziesz w Warszawie, Krakowie, Moskwie..." ale beksy ani zawistnika nikt do stoła prosił nie będzie
Ja nie pisałem ani słowa o poznawaniu ciekawych ludzi. To jest łatwe. Poznawanie nastolatek na seks jest skrajnie trudne.
>No przykra prawda. Nikt i nic nie zwróci tego co było. Pytanie czy naprawdę były zmarnowane, to już stanowczo tylko do siebie samego, ale skoro jedynym kryterium było wyrwanie jakiejś laski... współczuję myślenia jądrami
Powiedział ten, który poruchał za młodu, a teraz cwaniaczy, że dojrzał.
>prof Belka nie zazdrościł temu kto sypiał z Jennifer Lopez. >a ja nie zazdroszczę tym, którzy skaczą ze spadochronem
Ja nie zazdroszczę nikomu niczego, co wykracza poza przeciętność, więc porównanie pierwsze jest debilne - większość osób na świecie nie sypiała z Jennifer Lopez. A większość facetów w nastolenim wieku sypiała (uprawiała seks) z nastoletnimi dziewczynami. Porównanie drugie już w ogóle jest słabe. Skok ze spadochronem = 800zł i jest normalnym produktem, który można kupić, a ja nie mówię o dobrach materialnych, które nie wymagają niczego poza pieniędzmi.
>>Ja w tej chwili, to już nawet nie próbuję dążyć do seksu, już mi jest wszystko jedno, bo wiem, że nie ma to już teraz znaczenia. Nie zwróci mi straconej młodości, jej szans i wszystkich konsewkencji, jakie z nich wynikają. Problemem (nierozwiązywalnym) jest zmarnowany najlepszy czas, nie teraźniejszość. >i tylko płacz i płacz i płacz.
Często płaczę w domu. Co zrobić, jeśli wiadomo, że nic nie da się zrobić...
>"Kolesie" młodsi ode mnie mogą wychodzić na Everest a dziewczyn mogą mieć kilka dziennie tylko... mnie to jakoś nie rajcuje (choć Everestu im zazdroszczę).
Większość ludzi na świecie nie weszła na Everest. Ale większość facetów w nastolenim wieku uprawiało seks z nastoletnimi dziewczynami. Jeśli nie rajcują Cię dziewczyny, to sorry, rozmowa jak ze świnią o gwiazdach. A Everestu też nie zazdroszczę, bo gdybym chciał, wszedłbym na niego i zorganizowanie tego byłoby bez porównania łatwiejsze, niż zdobycie ładnych młodych dziewczyn na seks.
>> Ilekroć ja próbuję cieszyć się życiem, od razu pojawia się temat tego, co cieszy najbardziej, czyli seksu. I od razu ciężki głaz na barki w postaci świadomości, że tego co najpiękniejsze już nie zaznam i nie zaznałem nawet na takim poziomie, jak byle przeciętny nastolatek, czy dres. >Kiedy już dorośniesz... >Jak dotąd jesteś na mentalnim poziomie tego dresa.
No tak. Bo nigdy nie przeszedłem etapu nastolatka i doświadczeń z nastoletnimi koleżankami.
>W młodości nie jadłem wielu potraw. Nie było ich na stole. W młodości nie widziałem wielu krajów, w młodości nie przeczytałem wielu książek. Dziś jem, podróżuję, czytam, jeśli mam zaległości, nadrabiam je tym łapczywiej zamiast płakać że coś mnie w życiu ominęło. Nawet uczę się nowych języków choć to w moim wieku trudne
Nadal nie rozumiesz. Potrawy, kraje i książki są takie same dla osób w każdym wieku. Dziewczyny nie. Game over.
>Nie pieprzyłeś jak miałeś 16, to nie możesz kiedy masz 34?
Nie takie dziewczyny, jakie pieprzą kolesie, którzy mają 16 lat. Takich mogę już tylko zazdrościć...
>>Jest tak, że młodzi, nastoletni ludzie płci męskiej myślą głównie o seksie, potem długo nic innego, dopiero potem o miłości. >Ty jak widać nadal nie wyrosłeś z cielęcego wieku. Pi.da Ci oczy przesłania.
No tak. Bo nigdy nie przeszedłem etapu nastolatka i doświadczeń z nastoletnimi koleżankami.
>Chętnie racjonalistka: >>Gwarantuję Ci, że co najmniej połowa nie tylko ludzi, ale wręcz ludzkości nigdy się na "seks z dyskotekową dajką albo pustą nastolatką" nie nasadzała. >Rzadko się z nią zgadzam, ale tym razem ma rację. A Ty zamiast zrozumieć prosty komunikat odpowiedziałeś łzami rozżalonego impotenta, któremu w młodości nie pozwolono pod.pczyć na dyskotece
Powiedział ten, który poruchał za młodu, a teraz cwaniaczy, że dojrzał.
>a większość moich rówieśników chwali się że jeszcze mogą trzy razy dziennie. Jakoś nie wpędzają mnie tym w kompleksy. Niech się chwalą.
No i? Problemy z potencją są w dojrzałym wieku pospolite. Brak seksu przez całą młodość, czas szkoły średniej i studiów BARDZO nie. Nieadekwatne porównanie.
>>To życie jest spieprzone, a ja nie potrafię go zakończyć, bo tak się boję bólu umierania. >Jak dotąd więcej bólu sprawiasz oczom innych swoimi lamentami
Wątpię, że sprawiłem tu komuś ból.
>Tak, stanowczo nie polecam Ci inteligentnej Kobiety. Wyszedłbyś na takiego idiotę, że popadłbyś w jeszcze gorsze kompleksy po rozmowie "po"
Inteligentne kobiety są najłatwiejsze w rozmowie.
>Zawiścisz Olsonowi rzekomego seksu z głupimi, mimo że napisał: >>Po prostu głupie odrzucają mnie z automatu >Jakoś (jedynie w tym przypadku) stanowczo podzielam i w pełni rozumiem jego pogląd
Zawiść jest, gdy życzę komuś, by czegoś nie miał, a tak nie jest. Po prostu też chciałbym mieć normalne życie, a już nie jest to możliwe. Seks, ale PRZEDE WSZYSTKIM możliwość wyboru i decydowania o tym czy chcę głupią dajkę, czy nie. Ja możliwości wyboru nigdy nie miałem. Ty miałeś, więc możesz cwaniaczyć, jaki jesteś zajebisty, a ja chujowy. Tak, jest
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Seks, ale PRZEDE WSZYSTKIM możliwość wyboru i decydowania o tym> czy chcę głupią dajkę, czy nie. Ja możliwości wyboru nigdy nie miałemTrudno, 'to se ne vrati'. Ale z jakiegoś powodu żeś się na tym zafiksował, prawda? Bo takie zafiksowanie nie działa z automatu u wszystkich. Z tego tekstu - wybacz - nieco wynika, że jakbyś posiadł wtedy dajkę, byłbyś szczęśliwy. A to nie tak. Miałem trochę podobne dzieciństwo wyłączywszy oblewających egzamin z wychowywania rodziców (ogólnie są w porządku, choć swoje wady oczywiście też mieli). Pamiętam, jak w wieku nastu lat spalałem się dokładnie, jak śpiewa Kazik w piosence "Spalam się". Przychodzą mi na myśl różne sytuacje w których 'paliłem cegłę', albo nie rozumiałem sytuacji albo poprostu brak mi było odwagi. Szkoda, ale cóż - takie życie  Wszystko jest do nadrobienia, ja zacząłem nadrabiać w wieku 22 lat. Trochę mi to zajęło. > Ja nie pisałem ani słowa o poznawaniu ciekawych ludzi. To jest łatwe.> Poznawanie nastolatek na seks jest skrajnie trudneAle teraz nie masz nastu lat, prawda?  Widząc paru moich kolegów - szkolnych wyjadaczy - bardzo im to nie służyło. Jeden z nich (ksywka "Ogier") wpadł w wieku 19 lat. Ożenił się, małżeństwo było mało udane. Koleżanka siostry widziała go wiele lat później, rozwiedzionego i przyszarzałego. Wg mnie zrobiłeś sobie ołtarzyk z chętnych licealistek. Pytanie czy na pewno warto przy nim tkwić. Uwaga: tekst "Powiedział ten, który poruchał za młodu, a teraz cwaniaczy, że dojrzał" mnie nie dotyczy. > nigdy nie przeszedłem etapu nastolatka i doświadczeń z nastoletnimi koleżankamiJa też nie - poza rzecz jasna krępującymi rozmowami.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | >Uwaga: tekst "Powiedział ten, który poruchał za młodu, a teraz cwaniaczy, że dojrzał" mnie nie dotyczy. >> nigdy nie przeszedłem etapu nastolatka i doświadczeń z nastoletnimi koleżankami >Ja też nie - poza rzecz jasna krępującymi rozmowami.
Krystkon wie lepiej, że siedzisz w szklanej wieży i wypełniasz kwity. O mnie też wie, że się wyszalałem!!. Podglądał chyba, psia jego mać, tak jak z tymi samolotami do Dubaju...
Jedni popadają w kompleksy bo nie "zaliczyli" 16-letniej dziewczyny, inni z powodu niedostępności szajspapieru w Berlinie...
Suchar (uprzedzam)
60-latek przychodzi do lekarza "Panie doktorze, moi rówieśnicy chwalą się że jeszcze codziennie mogą. Co mam robić?" "To samo, też się chwalić"
Moja koleżanka, ostatnio cytowała z pamięci jakiś artykuł z naukowej gazety. Wynikało z tego artykułu, że mężczyźni mają dwakroć więcej stosunków tygodniowo niż kobiety, a średni czas stosunku mężczyzny jest trzykroć dłuższy.
Traktuj to jako anegdotę, ale przecież wiesz dobrze skąd jej się ta anegdota wzięła. A tu "dorosły" facet płacze że inni się chwalili....
Żal za tym, że inni mieli a on nie... znam jedną panią w mojej gminie, też ją wszyscy mieli, jakoś mi nie żal że jestem wyjątkiem
Krystkon wróć.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Jak przyszedłem do mojego biura, za kulisami czasem wspominano z przekąsem wywiad jakiegoś mojego kolegi po fachu w TV. To było zdaje się coś w rodzaju dyskusji u Ewy Drzyzgi. Tytułem programu była miłość w pracy. Sam programu nie widziałem, powtarzam. Gość ponoć miał powiedzieć, że miał wszystkie kobiety w biurze.  Koleżanki mówiły o tym z tłumionym śmiechem i ubolewaniem 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | Ja też jeszcze raz chciałbym kochać się z Valérie Kaprisky Już raz chciałem
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Wreszcie rąbek skrywanych tajemnic hihi  Wrzuciłem w google. Piękna kobieta.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Najbardziej idiotyczne wydaje mi się sugerowanie, że seks wśród nastolatków nie jest popularny. Jest rzadkością, a wszystko, o czym trąbi cały świat jest wymysłem i mokrymi snami.
Wy myślicie, że mi koledzy chwalili się jak to nie pozaliczali i dlatego jest mi źle? Może jestem idiotą, ale nie aż tak tępym. Jest inaczej. I użyję właśnie przykładu, który zdarzył się oto w piątek. Byłem na piwie z kumplem, co zdarza się bardzo rzadko, trochę się napiłem, więc zacząłem coś buczeć o tym, jak zmarnowałem młodość. On autentycznie chciał mnie pocieszyć i powiedział, że sam miał w życiu tylko trzy partnerki. 15-letnią koleżankę, z którą przeżył swój pierwszy raz w wieku 18 lat i dwie kolejne żony. A jego pierwszy raz wyglądał tak, że po domówce został sam z dwiema 15-latkami i wyrażał żal, że zdarzyło się to tylko raz w życiu. To normalny facet w moim wieku, ma żonę i dziecko, jest bardzo w porządku i jestem pewien, że nie ściemniał. On nawet nie zrozumiał do końca na czym polega mój problem, bo nie powiedziałem mu wprost. Nie mógłbym mu potem spojrzeć w oczy...
Ja nigdy w życiu nie byłem na domówce, na której były nastoletnie dziewczyny. Nigdy...
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) | > Ja nigdy w życiu nie byłem na domówce, na której były nastoletnie dziewczyny. Nigdy...Ja też, i od tego wcale mnie nie porąbało i nie mam depresji. Jak ten niezwykły fakt wytłumaczysz? www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
| | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >>Ja nigdy w życiu nie byłem na domówce, na której były nastoletnie dziewczyny. Nigdy... >Ja też, i od tego wcale mnie nie porąbało i nie mam depresji. Jak ten niezwykły fakt wytłumaczysz?
Nie znam Cię, więc mogę tylko zgadywać. Myślę, że raczej kłamiesz, ale na potrzeby tej rozmowy założę, że nie. Może więc wolałeś umawiać się z koleżankami/dziewczynami sam na sam. Może mimo to uprawiałeś petting, seks, całowanie, czy inne formy spędzania czasu z płcią przeciwną. Albo może po prostu woleliście się bawić w jakichś lokalach, czy na ławce pod blokiem, zamiast w domu, nie wiem, możliwości jest mnóstwo. Jest jeszcze opcja, że jesteś zindoktrynowany i cieszysz się, że grzecznie wypełniasz nakazy i zakazy swojego boga, ale wtedy ten dialog możemy od razu zakończyć.
A może byłeś nerdem i spędzaliście noce grając w Starcrafta, albo jakieś RPG-i. A może sportowcem i bzykałeś koleżanki z kadry w hotelach. A może po prostu zacząłeś się bawić i korzystać z życia na studiach i dlatego brak nastolatek, ale już imprezy ze studentkami jak najbardziej. Cóż, to też mnie ominęło praktycznie. Co prawda na kilku studenckich imprezach byłem, ale nie miało to znaczenia, bo mój kontakt z dziewczynami właściwie nie istniał przez skrajne zahukanie, strach i nieśmiałość.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | ZaKotem (8733 punktów) | > >>Ja nigdy w życiu nie byłem na domówce, na której były nastoletnie dziewczyny. Nigdy...> >Ja też, i od tego wcale mnie nie porąbało i nie mam depresji. Jak ten niezwykły fakt wytłumaczysz?> Nie znam Cię, więc mogę tylko zgadywać.Nie tylko, masz inne opcje. Mógłbyś na przykład zapytać, i w ten sposób nawiązać kontakt z rzeczywistą osobą, a nie tylko z jej modelem w swohej wyobraźni. Spróbuj kiedyś. Gdybyś, hipotetycznie, zapytał, odpowiedziałbym: nue miałem dziewczyny przrd dwudziestką, ponieważ nie miałem pojęcia, jak je sobą zainteresować. Czyli chyba podobnie, jak ty. Potem się nauczyłem i aż mnie zaszokowało, jakie to banalne, no ale już nie byłem nastolatkiem i one też nie. > A może byłeś nerdem i spędzaliście noce grając w Starcrafta, albo jakieś RPG-i. A może sportowcem i bzykałeś koleżanki z kadry w hotelach. A może po prostu zacząłeś się bawić i korzystać z życia na studiach i dlatego brak nastolatek, ale już imprezy ze studentkami jak najbardziej. Cóż, to też mnie ominęło praktycznie. Co prawda na kilku studenckich imprezach byłem, ale nie miało to znaczeniaNie bywałem na żadnych imprezach, gdyż fizycznie nie znoszę hałasu. Taką mam usterkę. Nigdy też nie zdarzyło mi się nikogo bzykać . Wszystkie moje związki z kobietami (wszystkie powyżej 20. roku życia, przerażające, co nie? ) były oparte na emocjach i przynajmniej nadziei na trwałość. I co? I nic, znalazłem już tę odpowiednią i fajnie mi. OK, rozumiem, że ty masz inaczej, takie masz zboczenie i nic na nie nie poradzisz. Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś fobie ma. Współczułbym ci, gdybyś nie robił świństwa: usilujesz wmówić ludziom że wszyscy mają tak jak ty i albo mieli mnóstwo seksu z nastolatkami, albo nie mieli i marzą o tym po nocach, płacząc nad seoim losem. Otóż nie, miliony ludzi nie miało i nie płaczą. Moje istnienie DOWODZI, że brak seksu z nastolatką nie oznacza nieszczęścia i jeśli ty odczuwasz nieszczęście - a wierzę, że tak - to znaczy, że powód jest inny i w złym miejscu go szukasz, przez co nigdy nie rozwiążesz problemu. Przestań KŁAMAĆ, a zobaczysz, że ktoś kiedyś zacznie cię szanować. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
| | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Już mi nie zależy...
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > I co? I nic, znalazłem już tę odpowiednią i fajnie miGratuluję.  Twoja historia tu opisana paroma pociągnięciami łudząco przypomina moją 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Żal za tym, że inni mieli a on nie... znam jedną panią w mojej gminie, też ją wszyscy mieli, jakoś mi nie żal że jestem wyjątkiem
Bo to Twój wybór, że jej nie miałeś. Mógłbyś, gdybyś chciał. To zmienia dokładnie wszystko.
>Krystkon wróć.
Kto to jest Krystkon?
|
|
| | | |  | | szarley (54913 punktów) | SIEDZI SOBIE CEP PRZED KOMPEM I WYMYŚLA JAK WKRĘCIĆ CZYTELNIKÓW OPISEM JAKI TO JEST NIESZCZĘŚLIWY Z RACJI TEGO ŻE JAKO JEDYNY NA PÓŁNOC OD ŚRÓDZIEMNEGO MORZA NIE "ZALICZYŁ LASKI"
>>Żal za tym, że inni mieli a on nie... znam jedną panią w mojej gminie, też ją wszyscy mieli, jakoś mi nie żal że jestem wyjątkiem >Bo to Twój wybór, że jej nie miałeś. Mógłbyś, gdybyś chciał. To zmienia dokładnie wszystko. Chcesz jej adres?
>>Krystkon wróć. >Kto to jest Krystkon? Facet, który też poradził nad sobą lamentować, ale jednak robił to inteligentniej i z większym wdziękiem niż Ty.
Obrażał, ale o osobach trzecich nie wyrażał się z taką pogardą jak Ty.
Nie pisz do mnie więcej.
|
|
| | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Obrażał, ale o osobach trzecich nie wyrażał się z taką pogardą jak Ty.> Nie pisz do mnie więcej.Nikogo nie próbuję i nie próbowałem obrazić. Z pogardą to wyrażacie się o mnie Wy, za to, że pragnę czegoś, co sami mieliście. Ja z pogardą wyrażam się tylko o tej właśnie hipokryzji. A właściwie, to bardziej z żalem, niż pogardą, bo mogę Wam tylko zazdrościć. W ogóle fakt, że nie widzicie jak kluczowe dla wszystkich aspektów Waszego życia jest życie seksualne, pokazuje tylko jak bardzo oczywiste i normalne dla Was jest. I jak bardzo nienormalne jest moje życie przez brak czegoś tak oczywistego dla wszystkich...
|
|
| | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Z pogardą to wyrażacie się o mnie Wy, za to, że pragnę czegoś,> co sami mieliście. W ogóle fakt, że nie widzicie jak kluczowe dla wszystkich aspektów> Waszego życia jest życie seksualne, pokazuje tylko jak bardzo> oczywiste i normalne dla Was jestnicktaki Cytat: Nie, nie i jeszcze raz nie czynię zarzutów ludziom, którzy w nastoletnim wieku używają sobie seksu. Myślałem, że to jasne. Wspaniale dla nich, że to robią, tak powinno być.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > > Z pogardą to wyrażacie się o mnie Wy, za to, że pragnę czegoś,> co sami mieliście. W ogóle fakt, że nie widzicie jak kluczowe dla wszystkich aspektów> > Waszego życia jest życie seksualne, pokazuje tylko jak bardzo> > oczywiste i normalne dla Was jest> nicktaki Cytat: Nie, nie i jeszcze raz nie czynię zarzutów ludziom, którzy w nastoletnim wieku używają sobie seksu. Myślałem, że to jasne. Wspaniale dla nich, że to robią, tak powinno być. > Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.No i nie rozumiem co tu chciałeś pokazać. 1. Stwierdziłem, że gardzicie mną, bo pragnę tego, co sami mieliście. 2. Nadal nie czynię żadnych zarzutów o to, że mieliście to, czego mnie brakuje. To Wy czynicie mi zarzut, że TEŻ bym tego chciał.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > czynicie mi zarzut, że TEŻ bym tego chciał.
W którym miejscu? Podaj cytat.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >> czynicie mi zarzut, że TEŻ bym tego chciał. >W którym miejscu? Podaj cytat.
Nie w jednym skondensowanym miejscu, ta dyskusja ma już kilometr. A wy próbujecie mi udowodnić, że nie powinienem tego chcieć, czego chcę.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > próbujecie mi udowodnić, że nie powinienem tego chcieć, czego chcę
Nie tylko powinieneś, ale na chwilę obecną w swojej historii życiowej nie masz innego wyjścia. Chciej nastolatek, ale wiedz że wikła cię to w rozwoju. Dla mnie to w każdym razie jest ewidentnie widoczne. Dalej: od ciebie zależy czy coś z tym dalej zrobisz, czy jednak z tym przymusem pozostaniesz do etapów z czwórką, piątką etc. z przodu.
W każdym razie ode mnie masz 100% pozwolenie. Chciej. Naprawde ja z tym żadnego problemu nie mam.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >> próbujecie mi udowodnić, że nie powinienem tego chcieć, czego chcę >Nie tylko powinieneś, ale na chwilę obecną w swojej historii życiowej nie masz innego wyjścia. >Chciej nastolatek, ale wiedz że wikła cię to w rozwoju. Dla mnie to w każdym razie jest ewidentnie widoczne. Dalej: od ciebie zależy czy coś z tym dalej zrobisz, czy jednak z tym przymusem pozostaniesz do etapów z czwórką, piątką etc. z przodu. >W każdym razie ode mnie masz 100% pozwolenie. Chciej. Naprawde ja z tym żadnego problemu nie mam.
No Ty nie masz... W moim życiu nigdy nie miało znaczenia czego chcę i nadal nie ma. Tylko Wy, normalni ludzie, mówiąc do mnie "chciej", rozumiecie to jako "a rób sobie to". Dla mnie chcieć oznacza tylko chcieć. Dostać tego, czego chcę, i tak nie mogę...
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Facet, który też poradził nad sobą lamentować, ale jednak robił> to inteligentniej i z większym wdziękiem niż Ty.> Obrażał, ale o osobach trzecich nie wyrażał się z taką pogardą jak Ty.Hanek tęsknisz za elaspem, zaczynasz za krystkonem, pewnie będziesz za olsonem. Wszystko w porządku? Ja tęsknię za big_zydem, Bogusławskim, maceoxem, fizykiem, liliac, Anią Salman, Meretseger gdy jeszcze dużo pisała - nie tak jak teraz 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | szarley (54913 punktów) | > > Facet, który też poradził nad sobą lamentować, ale jednak robił> > to inteligentniej i z większym wdziękiem niż Ty.> > Obrażał, ale o osobach trzecich nie wyrażał się z taką pogardą jak Ty.> Hanek tęsknisz za elaspem, zaczynasz za krystkonem, pewnie będziesz za olsonem.Elas wqrwiał, ale nie aż tak Krystkon wymyślał sobie życiorys, ale aż tak nad sobą się nie użalał!! Olson ma cechę wspólną z tymtakim. Brak seksu. tylko O. pręży muskle jak komar alfa, a ten labidzi i labidzi. Dziecko, któremu nie kupiono rurki z kremem, kiedy rówieśnicy takie mieli też czasem popłacze. Nie wszystkie jego wpisy czytam, ale coraz bardziej umacniam się w przekonaniu, że wymyślił tę swoją historyjkę, żeby wkręcić czytelników. Przecież nie da się być takim łajzą! Przy moich leciech czasem jeszcze bywa, że poflirtuję sobie z dziewczętami 20, 30 40 letnimi! Poflirtuję, bo na więcej żona nie pozwoli, ale jeśli kto jest wolny, I KOBIETY SZANUJE!!!!!!!!! to od takiego flirtu i przed ołtarz można trafić > Wszystko w porządku?Nieeee wiem  > Ja tęsknię za big_zydem, Bogusławskim, maceoxem, fizykiem, liliac, Anią Salman, Meretseger gdy jeszcze dużo pisała - nie tak jak teraz www.racjonalista.pl/forum.php/s,731109"Podoba" mi się sposób Maxa na orgazm Cytat:Dlatego zwalczaj kler i wiarę w bzdury, a nie pleć bzdur że miałeś za mało seksu z pochwami kobiecymi. Mocne!
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | nie tak jak teraz  > www.racjonalista.pl/forum.php/s,731109Z bełkotu krystkona: "zwracam uwagę, że uzasadniam swoje wywody, argumentuję, szukam porównań w zamian dostając plwocinę na twarz". Ten pseudonaukowy bełkot najbardziej mnie w nim mierził a potem zasmucał. To była chyba największa manifestacja zagubienia 40-letniego chłopaka. W tym się krył, gdy dostawał bęcki za wiadomo co. Krył się w popłochu, bezmyślnie, bełkotliwie, z wielką wiarą że to co mówi ma sens i ktoś go za to pogłaszcze. Być może z wiarą że ktoś odkryje wielki talent naukowego geniusza!A tylko wq*wiał, gdy ktoś się tym serio zainteresował bo merytorycznych treści ni odnośników do fizycznego świata w tym nie było. Przyznam że niewiele czytywałem tego naukowego bełkotu - jeśli już, odczuwałem wtedy tylko odrzut oraz smutek zdając sobie sprawę, jak dziecko patrzy przez szybę na smakołyki i wyobraża sobie jak je kładzie sobie na język (choć wenancjusz go próbował dydaktycznie prostować, ale nic z tego nie wychodziło). W odpowiedzi na mój apel o pójście do zaocznego technikum zostałem najpierw wyśmiany, a później zaatakowany. Smutne 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | >Nie wszystkie jego wpisy czytam, ale coraz bardziej umacniam się w przekonaniu, że wymyślił tę swoją historyjkę, żeby wkręcić czytelników. Przecież nie da się być takim łajzą!
Kim bym nie był, jakim samcem alfa, nie odpisze mi 100 dziewczyn w ciągu godziny na facebooku, jak anonimowemu 17-latkowi, który poprzez Spotted pisze, że szuka miłej dziewczyny. Nie zaproszą mnie na domówkę. Co najwyżej pewnie mógłbym jedną na tysiąc namówić na sponsoring. Ale to nie jest to, co mają Ci kolesie, normalne życie z takimi koleżankami, możliwość podrywania ich, spędzania czasu... I wiele lat na to...
>Przy moich leciech czasem jeszcze bywa, że poflirtuję sobie z dziewczętami 20, 30 40 letnimi! Poflirtuję, bo na więcej żona nie pozwoli, ale jeśli kto jest wolny, I KOBIETY SZANUJE!!!!!!!!! to od takiego flirtu i przed ołtarz można trafić
To jest inna skala już. Może raz na ruski rok się zdarzy, że się z kimś poflirtuje, z tego szansa na coś więcej jeszcze mniejsza. A nastolatek, które flirtują z dwa razy starszymi od siebie facetami jest jakiś marginalny promil. 20-letni koleś może z powodzeniem flirtować z 10 dziennie i choćby jedna na 10 się zgodziła na spacer, to i tak bije o rzędy wielkości wybór i możliwości w porównaniu do moich. Zresztą w ten sposób wkręca się w towarzystwo, staje się częścią społeczności itd... Inny świat... Nie mówiąc już o tym, że u mnie każdy kolejny rok to już oddalanie się i jeszcze dalsze zmniejszanie swoich marnych już szans w postępie wykładniczym, a taki koleś ma jeszcze kilkanaście lat, zanim wskoczy mu trójka z przodu... Kompletnie, kompletnie inne życia...
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Kim bym nie był, jakim samcem alfa, nie odpisze mi 100 dziewczyn w ciągu godziny na facebooku, jak anonimowemu 17-latkowi
Potrzebujesz 100 dziewczyn, czy tych, które potrzebujesz?
>>Przy moich leciech czasem jeszcze bywa, że poflirtuję sobie z dziewczętami 20, 30 40 letnimi! Poflirtuję, bo na więcej żona nie pozwoli, ale jeśli kto jest wolny, I KOBIETY SZANUJE!!!!!!!!! to od takiego flirtu i przed ołtarz można trafić >To jest inna skala już. Może raz na ruski rok się zdarzy, że się z kimś poflirtuje, z tego szansa na coś więcej jeszcze mniejsza.
Ale bzdura. Małżeństwo rodziców mojego kumpla się rozpadło, bo jego ojciec był seksoholikiem, który podrywał 18 latki. Raz został na tym złapany przez owego kumpla, który rozpoznał siksę z równoległej klasy. Teraz ten gość dalej to robi. Spotkałem go niedawno, typ mimo 60 na karku ma powodzenie, ale zawdzięcza to temu, że ma psychikę młodego kolesia, dużo bardziej młodego ode mnie. Inny kumpel jest w Twoim wieku i każda laska może być jego. Młode go chcą co chwilę, ale odmawia. To kwestia skilla do wytrenowania, więc nie zasłaniaj się wiekiem. A może Tobie chodzi o to, że przez zepsutą młodość myślisz sobie, że nie masz odpowiedniej historii życia, gdybyś poznał kobietę, z którą chciałbyś być? Dlatego mógłbyś myśleć, że nie da się tego teraz zmienić nawet gdybyś zaliczał te małolaty hurtem.
>A nastolatek, które flirtują z dwa razy starszymi od siebie facetami jest jakiś marginalny promil.
Co za bzdura. Ja mając 18 lat żałowałem, że jestem takim gówniarzem, bo dziewczynom podobają się starsi faceci. Tylko, że takie nastolatki interesuje opinia otoczenia, więc wolą się z tym tak nie obnosić.
|
|
| | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >A może Tobie chodzi o to, że przez zepsutą młodość myślisz sobie, że nie masz odpowiedniej historii życia, gdybyś poznał kobietę, z którą chciałbyś być? Dlatego mógłbyś myśleć, że nie da się tego teraz zmienić nawet gdybyś zaliczał te małolaty hurtem.
Nie istnieje kobieta, z którą chciałbym być tak, jak to się rozumie powszechnie wśród normalnych ludzi. Owszem, istnieją kobiety, które mi się obłędnie podobają, ale żeby chcieć z kimś być, trzeba w ogóle chcieć żyć. A ja już nie mogę być w tym życiu szczęśliwy i tego życia po prostu nie chcę.
|
|
| | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | No ale czemu nie możesz być szczęśliwy? Bo to ukryłeś pod jakimiś racjonalizacjami, a ja nie dam się na to nabrać. Może po prostu masz poryte neuroprzekaźniki?
|
|
|  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Tak, stanowczo nie polecam Ci inteligentnej Kobiety. Wyszedłbyś> > na takiego idiotę, że popadłbyś w jeszcze gorsze kompleksy po rozmowie "po"> Inteligentne kobiety są najłatwiejsze w rozmowieNaprawdę sądzisz, że Doda (nomen-omen inteligentna kobieta) jest łatwa w rozmowie?  A co z seksem, też są po rozmowie łatwe? Szarleya "nie polecam Ci inteligentnej Kobiety" to trochę szach, a ty idziesz z rezygnacją z gry na łatwiznę.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | > Naprawdę sądzisz, że Doda (nomen-omen inteligentna kobieta) jest łatwa w rozmowie? Tak. Jestem pewien, że łatwiej rozmawiałoby się z nią, niż z przeciętną nastolatką. Zawsze byłby jakiś temat, który możnaby pociągnąć, do którego nawiązać, żeby z czasem móc przemycić jakieś aluzje i wyczuć, czy w ogóle jest zainteresowana. Z nastolatką nie mam o czym już rozmawiać ze względu na mój wiek, nie jestem dla takiej interesujący. I nawet nie mam jak takiej poznać i stworzyć okazji do rozmowy w ogóle. W moim wieku nie mam gdzie i jak poznawać nastolatek, żeby nie wychodzić na obleśnego desperata. > A co z seksem, też są po rozmowie łatwe? Szarleya "nie polecam Ci inteligentnej Kobiety" to trochę szach, a ty idziesz z rezygnacją z gry na łatwiznę.Jeśli jest o czym rozmawiać i widzę, że ona chce rozmawiać, to łatwo potem zainteresować ją coraz bardziej. Nastolatka z facetem w moim wieku nie nawiązuje takich rozmów, j.w.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jestem pewien, że łatwiej rozmawiałoby się z nią, niż > z przeciętną nastolatką. Zawsze byłby jakiś temat, który > możnaby pociągnąć, do którego nawiązać, żeby z czasem móc > przemycić jakieś aluzje i wyczuć, czy w ogóle jest zainteresowana.
Doda przede wszystkim szybko się wszystkim nudzi (jak sama przyznała). Wątpię żeby rozmowa z nią była łatwa, a zwłaszcza długofalowo inspirująca. Chyba że interesuje cię nieustająca gonitwa za egoistycznym i narcystycznym króliczkiem.
> Z nastolatką nie mam o czym już rozmawiać ze względu na mój wiek, > nie jestem dla takiej interesujący.
Co ciekawe - ona jako osoba również dla ciebie nie jest interesująca, poza oczywiscie młodym ciałkiem i rodzącym się w niej zwierzęcym odruchem.
> Jeśli jest o czym rozmawiać i widzę, że ona chce rozmawiać, to łatwo > potem zainteresować ją coraz bardziej. Nastolatka z facetem w moim wieku > nie nawiązuje takich rozmów, j.w.
Ani facet z nastolatką w twoim wieku (choć różne wyjątki oczywiście się zdarzają). Zanudziłby się, albo odczucia ojcowskie walczyłyby z hucią. Oglądałem wczoraj jeszcze raz "Leona zawodowca". Natalie Portman gra tam 12 latkę, w pewnym momencie chce się kochać z Jean Reno (różnica między nimi to 33 lata). Dylemat pokazany jest po mistrzowsku.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Co ciekawe - ona jako osoba również dla ciebie nie jest interesująca, poza oczywiscie młodym ciałkiem i rodzącym się w niej zwierzęcym odruchem.
A więc jest dla mnie interesująca, i to bardzo, nieważne z jakiego powodu, ważne że trafia w mój gust. Ja dla niej nadal nie jestem.
>> Jeśli jest o czym rozmawiać i widzę, że ona chce rozmawiać, to łatwo >> potem zainteresować ją coraz bardziej. Nastolatka z facetem w moim wieku >> nie nawiązuje takich rozmów, j.w. >Ani facet z nastolatką w twoim wieku (choć różne wyjątki oczywiście się zdarzają). Zanudziłby się, albo odczucia ojcowskie walczyłyby z hucią. Oglądałem wczoraj jeszcze raz "Leona zawodowca". Natalie Portman gra tam 12 latkę, w pewnym momencie chce się kochać z Jean Reno (różnica między nimi to 33 lata). >Dylemat pokazany jest po mistrzowsku.
Poza śmiercią głównego bohatera na końcu, to mnie właśnie najbardziej w tym (niezwykle pięknym, nawiasem mówiąc) filmie wkurwia. Jak w każdej hollywoodzkiej produkcji bohaterowie są zawsze nieskalani, biali i posiadają wszelkie cnoty uznane przez zindoktrynowane społeczeństwo. Nienawidzę tego tym bardziej, że sam się na takich filmach wychowałem, wierząc, że pokora, niewalczenie o zaspokajanie własnych potrzeb, skromność, grzeczność, spokój i nadstawianie drugiego policzka, to coś dobrego i pożądanego i prowadzi do dobrego życia. Oczywiście nie udowodnię tego i nie przeprowadzałem badań, ale jestem zupełnie przekonany, że większość samotnych facetów z przyjemnością skorzystałaby z oferty Matyldy i jest to po prostu naturalne. Zresztą o ile pamiętam w filmie miała lat 13, a taki jest wiek przyzwolenia np. w Hiszpanii. Więc w Hiszpanii sami pedofile, a nasz katolski rząd ma rację?
Ale nie wiem po co my w ogóle o tym rozmawiamy... Nawet mi się nie chce tego kontynuować.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > to mnie właśnie najbardziej w tym (niezwykle pięknym, nawiasem mówiąc) > filmie wkurwia. Jak w każdej hollywoodzkiej produkcji bohaterowie > są zawsze nieskalani, biali i posiadają wszelkie cnoty uznane przez > zindoktrynowane społeczeństwo
Oczywiście. Ale oj tam - taka jest konwencja tego typu filmów i tyle, a widz nie będący dzieckiem przecież wie, że w życiu czasem bywa różnie. Zresztą reżyser nie pokazuje całego życia Matyldy, tylko jej b. wąski wycinek. Taka postać zresztą w realu w dalszym życiu ma przesrane.
> Nienawidzę tego tym bardziej, że sam się na takich filmach > wychowałem, wierząc, że pokora, niewalczenie o zaspokajanie > własnych potrzeb, skromność, grzeczność, spokój i nadstawianie > drugiego policzka, to coś dobrego i pożądanego i prowadzi do dobrego życia
Wychowywanie się tylko na filmach rzeczywiscie nie jest dobrym pomysłem. Lepiej być wychowywanym przez mądrych i otwartych rodziców, a jak ich nie stanie - lepiej znaleźć sobie takowego wychowawcę, gdy ma się już te 20+, 30+, 40+ czy nawet pięćdziesiąt plus lat.
> jestem zupełnie przekonany, że większość samotnych facetów z > przyjemnością skorzystałaby z oferty Matyldy i jest to po prostu naturalne.
No nie wiem. Gdybym był Leonem, prawdopodobnie zrobiłbym to co on. Matyldla musiałaby być starsza o te kilka lat conajmniej.
> Zresztą o ile pamiętam w filmie miała lat 13
Postać Matyldy dwanaście. Natalie biorąc pod uwagę, że zdjęcia były kręcone w 1993r. też dwanaście.
> a taki jest wiek przyzwolenia np. w Hiszpanii. Więc w Hiszpanii > sami pedofile, a nasz katolski rząd ma rację?
Jestem daleki od rozpatrywania tego w kategoriach jednej racji przede wszystkim dlatego, że w Hiszpanii mamy genetycznie tych samych ludzi, ale już nie tych samych osobowościowo, psychicznie, kulturowo itd. Co dobre dla jednych, nie musi być takowe dla drugich. W Niemczech w pracy można pić wino (doświadczyłem tego we Frankfurcie nad Menem). W Rosji podaje się szklankę wódki do lunchu (doświadczyłem tego w Moskwie). U nas lampka wina na biurku czy piwo wywołują mieszane uczucia.
>Ale nie wiem po co my w ogóle o tym rozmawiamy... Nawet mi się nie chce tego kontynuować.
Ok. Dziękuję za rozmowę.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Wychowywanie się tylko na filmach rzeczywiscie nie jest dobrym pomysłem. >Lepiej być wychowywanym przez mądrych i otwartych rodziców, a jak ich nie stanie - lepiej znaleźć sobie takowego wychowawcę, gdy ma się już te 20+, 30+, 40+ czy nawet pięćdziesiąt plus lat.
Za późno. Teraz już nie ma po prostu po co.
>Jestem daleki od rozpatrywania tego w kategoriach jednej racji przede wszystkim dlatego, że w Hiszpanii mamy genetycznie tych samych ludzi, ale już nie tych samych osobowościowo, psychicznie, kulturowo itd. Co dobre dla jednych, nie musi być takowe dla drugich.
Nie chcę rozwijać tego wątku, bo to już kompletnie inny temat, ale nie mów mi, że akurat nasz rząd wie, co jest dla ludzi dobre i mądrze i optymalnie nam dobiera zasady. Pusty śmiech.
>W Niemczech w pracy można pić wino (doświadczyłem tego we Frankfurcie nad Menem). >W Rosji podaje się szklankę wódki do lunchu (doświadczyłem tego w Moskwie). >U nas lampka wina na biurku czy piwo wywołują mieszane uczucia.
I właśnie dlatego jesteśmy tacy zahukani, zabobonni i wsytraszeni jako społeczeństwo. Bo większość ludzi nie potrafi samodzielnie myśleć i zastanowić się co faktycznie ma złe skutki, a co tak naprawdę pozytywne. Przyjmuje się z góry jakieś chore ograniczenia i zasady, nie daje ludziom swobody, wszyscy mają w dupie kij i wkładają go kolejnym pokoleniom.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > I właśnie dlatego jesteśmy tacy zahukani, zabobonni i wsytraszeni jako> społeczeństwo. Bo większość ludzi nie potrafi samodzielnie myśleć i> zastanowić się co faktycznie ma złe skutki, a co tak naprawdę pozytywneTy umiesz samodzielnie myśleć.. wypowiadając co rusz mantry? Acha  > Przyjmuje się z góry jakieś chore ograniczenia i zasady, nie daje> ludziom swobody, wszyscy mają w dupie kij i wkładają go kolejnym pokoleniom.Amen t.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Ty umiesz samodzielnie myśleć.. wypowiadając co rusz mantry? Acha  Mantra... cóż z tego, że się powtarzam, skoro mam rację w tym, co mówię. Może i mantra, ale prawda. A ta prawda jest taka, że tego, co najlepsze, mogę tylko zazdrościć, obejść się smakiem. Zaznać już w moim wieku nie. Codziennie widzę doskonale śliczne dziewczyny, czy na żywo, czy na facebooku. Ktoś się z nimi spotyka, ktoś uprawia z nimi seks, nawet nudzi się nimi i je zostawia. Ja tylko mogę popatrzeć jakie piękno życia mnie ominęło...
|
|
| | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Nienawidzę tego tym bardziej, że sam się na takich filmach wychowałem, wierząc, że pokora, niewalczenie o zaspokajanie własnych potrzeb, skromność, grzeczność, spokój i nadstawianie drugiego policzka, to coś dobrego i pożądanego i prowadzi do dobrego życia.
Te filmy po prostu są przesłodzone i wyidealizowane w taki sposób w jaki robi to religia. I te sztuczne uśmiechy i udawanie, że jest ok. Świat i życie są super, a jeśli ktoś cierpi to dlatego, że jest zły i to jego wolna wola.
Ja miewam coś podobnego z filmami, w których w oczach społeczeństwa źli bohaterowie, którzy są mega lojalni dla swoich przyjaciół, wygrywają na końcu. W rzeczywistości zawsze przegrywają, a wygrywają pragmatycy bez zasad i uczuć i plebs, którego siłą jest liczebność. Szlachetni ideowcy wygrywają ze złym systemem: też piękne, prawda? Ale w rzeczywistości to zły system dominuje i jest nie do ruszenia.
Po tym co teraz piszesz mam o Tobie więcej informacji i jestem niemal pewien, że ma to związek z religią. W podświadomości została wyparta wiara. Generuje ona takie emocje, które tworzą racjonalizacje wokół moralności. Masz tu religię plus wzorce. Wierzysz w to dlatego, że po pierwsze tak Ci wmawiano od dziecka, gdy jeszcze byłeś nieświadomy i umysł uczył się świata i chłonął wszystko jak gąbka. A te debile jeszcze mówią do dzieci jak do debili, bo nie chce im się tłumaczyć, "bo dziecko i tak nie zrozumie". Święty Mikołaj przyniesie ci prezenty etc. Ale to się przekłada też na całe życie. Rodzice wybielają się przed dziećmi i robią to tym więcej, im bardziej są zakłamani i im bardziej ego związane z niską samooceną jest narcystyczne. Typ bije żonę, a potem przynosi jej kwiaty i mówi, że ją kocha. I potem jest przez jakiś czas "kochającym" mężem, wręcz bardziej idealnym niż byłby normalny koleś. Bo ten psychopata umie dobrze grać i ma w tym interes. Dziecko obserwuje skrajny dysonans między tym co dorośli mówią, a tym co robią. Jednocześnie jest to sprzeczne z ich emocjami. Dojrzewanie to kontrola emocji. Dzieci ulegają impulsom, są podatne na konfabulacje i ego ma u nich ogromny wpływ na myślenie i zachowania. Są bardzo emocjonalne i zewnątrzsterowne. Część rzeczy odrzuca się łatwo bo przekonujemy się, że jest inaczej niż myśleliśmy, ale są jeszcze takie rzeczy, których nie da się w prosty sposób zweryfikować. Czymś takim jest moralność. Odrzuciłeś wiarę w nielogiczne bozie, ale pozostała kulturowa moralność. Wynika to z braku wzorca od rodziców, bo oni dawali antyprzykład.
Wytworzyły Ci się wzorce ofiary. Dlatego nie miałeś wyboru, bo go sobie nie stworzyłeś. Nie zrobiłeś tego bo nie wiedziałeś jak i to wina kulturowych wzorców i Twoich rodziców, a także głupich wychowawców w szkole podstawowej (tam zazwyczaj uczą półgłówki).
Powiedz, czy gdybyś był zaspokojony, potrzebowałbyś miłości?
>Oczywiście nie udowodnię tego i nie przeprowadzałem badań, ale jestem zupełnie przekonany, że większość samotnych facetów z przyjemnością skorzystałaby z oferty Matyldy i jest to po prostu naturalne. Zresztą o ile pamiętam w filmie miała lat 13, a taki jest wiek przyzwolenia np. w Hiszpanii. Więc w Hiszpanii sami pedofile, a nasz katolski rząd ma rację?
Są gówniary, które wyglądają w tym wieku dojrzale i są kobiety w wieku 30 lat wyglądające młodo. Założę się też, że czasem na siłce masz dziewczyny w wieku np 25 lat, które wyglądają na 19.
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Powiedz, czy gdybyś był zaspokojony, potrzebowałbyś miłości?
Tak. Teraz też jej potrzebuję, ale już wiem, że ona sama nie wystarczy. A zaspokojony nigdy już nie będę, więc i miłość nie ma racji bytu, w każdym razie żadna szczęśliwa miłość. Gdybym w młodości pożył, jak normalny człowiek, dziś byłbym mężem i ojcem i wiem, że bylibyśmy szczęśliwi. Ale przez brak młodości straciłem najpiękniejszą szansę mojego życia. Znacznie więcej szans, zresztą, o tej jedynie wiem, że na pewno była wspaniała... To życie przepadło. Pozostaje tłumaczenie sobie i przekonywanie siebie, że "tak też może być fajne". Już to pisałem i napiszę znów: to żałosne. Młodzi kolesie nie muszą.
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Wygodna wymówka, gdy masz poczucie bycia nieudacznikiem. Możesz powiedzieć, że to nie Twoja wina, że jesteś taki biedny i poszkodowany, a tak naprawdę nie umiesz wyrwać młodej siksy i boisz się to przełamać. Dzięki temu możesz wierzyć, że gdyby nie to, byłbyś prze ch...m, który wygrywa życie i wszyscy mu zazdroszczą.
|
|
| | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Nie rozumiem, co tutaj próbowałeś przekazać. Oczywiście, że nie umiem. Ale nie ma większego znaczenia już teraz czyja to wina, może być moja, jak najbardziej. Wszystko jedno, efekt jest jaki jest. Nie mogę być już kolesiem, który wygrywa życie, to już dziś nie jest możliwe. To co najważniejsze i najlepsze, już przegrałem.
|
|
| | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Jeśli się poddałeś, to przegrałeś.
|
|
1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >Prawda jest taka, że jestem gorszy od większości społeczeństwa, odstaję zdecydowanie od normy. Jeżeli moi rówieśnicy potrafili zdobyć to, czego potrzebowali, a ja nie potrafiłem, choć potrzebowałem tego samego, to byli lepsi, a ja gorszy. Przegrałem. To jest właśnie prawda. To, że straciłem najlepsze lata życia, najpiękniejsze szanse, okazje i możliwości jest właśnie prawdą. naj naj naj a jedyne co Ci w głowie to pod.pczyć łatwą, głupią nastolatkę i takie niepod.pczenie świadczy o zmarnowanym życiu? Prymitywny jesteś skoro tak niewiele potrzeba żeby życia nie zmarnować
>Mam już tylko to, co zostało 34-latkowi, nie mam, nigdy nie miałem i nigdy nie zaznam tego, co jest dla nastolatków. Tego co najpiękniejsze Nooo z serca współczuję, jeśli przygodny seks z głupimi dziewczynami ma być najpiękniejszym przeżyciem żywota.
>Jestem gorszy od przeciętnego 20-latka, który jest atrakcyjny dla młodych pięknych dziewczyn i może spędzać z nimi czas i uprawiać seks. a Ty wieku 34 lat już nie możesz... co będzie jak Ci stuknie 50-tka!
>Poczytaj sobie na forach wypowiedzi nastolatek, co myślą, gdy próbuje podrywać je facet 30+. W skrócie: desperat lub obleśny zbok. Np. jeden z ostatnich tekstów, który przeczytałem, brzmiał mniej więcej tak: "Podrywał mnie jakiś koleś po 30, muszę przyznać, że mnie jarał, był całkiem przystojny i spoko, ale zaraz pomyślałam, że skoro podrywa taką młodą siksę, jak ja, to musi mieć jakiś problem ze sobą i być desperatem, i od razu poczułam do niego obrzydzenie". Jedyny powód, dla którego nie mogę Ci pokazać jak się podrywa 20-latki, to.... żona nie pozwala. Niemniej nie narzekam, bo ilekroć jakąś poznaję, to jeśli jest inteligentna, udaje mi się ją ze wzajemnością polubić
>To nastolatki są wzorem piękna, co jest oczywiste, naturalne i powszechnie wiadome. Głupiś. Najpiękniejsza kobieta świata ma już dość ładnie po 50-tce.... żadna nastolatka nie może nawet równać się z jej uśmiechem, ciepłem jej oczu... Ech, żal mi Cię że nigdy nie zrozumiesz
Nie masz szans na seks z wartościową kobietą? Przyczyna jest bardzo prosta. To nie chcesz seksu z nią, ty chcesz seksu dla siebie, zero uważania dla kobiet, pozostaje Ci lalka. Każdą kobietę traktujesz jak worek na zużytą prezerwatywę. Kup lalkę, ona uważania nie potrzebuje.
Każdego coś w życiu ominęło, mnie randka z Valérie Kaprisky, wyjście na K-2, brak znajomości hebrajskiego, a na wiele rzeczy dziś jeszcze żona nie pozwoli. Jeśli miałbym to czuć jako dramat...
Jesteś prymitywnym łajzowatym exhibicjonistą.
|
|
 | | nicktaki (178 punktów) | >naj naj naj a jedyne co Ci w głowie to pod.pczyć łatwą, głupią nastolatkę >i takie niepod.pczenie świadczy o zmarnowanym życiu? Prymitywny jesteś skoro tak niewiele potrzeba żeby życia nie zmarnować
Kojarzysz co to logika? Jeśli niepodupczenie świadczy o zmarnowanym życiu, to podupczenie wcale nie świadczy o niezmarnowanym. O zniszczonym życiu świadczy fakt, że nie miałem wyboru i kontroli nad swoim życiem seksualnym.
>>Mam już tylko to, co zostało 34-latkowi, nie mam, nigdy nie miałem i nigdy nie zaznam tego, co jest dla nastolatków. Tego co najpiękniejsze >Nooo z serca współczuję, jeśli przygodny seks z głupimi dziewczynami ma być najpiękniejszym przeżyciem żywota.
Chodzi o świadomość, że jako facet mam wybór i jeśli mam potrzebę, mogę sobie taką głupią znaleźć. Dla innych to trywialnie łatwe, dla mnie niemożliwie wręcz trudne. Dopiero kiedy ma się tę świadomość kontroli nad swoim życiem, można się nim cieszyć.
>>Jestem gorszy od przeciętnego 20-latka, który jest atrakcyjny dla młodych pięknych dziewczyn i może spędzać z nimi czas i uprawiać seks. >a Ty wieku 34 lat już nie możesz...
Dla nastolatek jestem już prawie dziadkiem.
>co będzie jak Ci stuknie 50-tka!
Nic. Każdego dnia jestem starszy, tego się nie cofnie. Lepiej już nigdy nie będzie. Młode, piękne dziewczyny nigdy nie były dla mnie i już nie będą...
>Jedyny powód, dla którego nie mogę Ci pokazać jak się podrywa 20-latki, to.... żona nie pozwala. Niemniej nie narzekam, bo ilekroć jakąś poznaję, to jeśli jest inteligentna, udaje mi się ją ze wzajemnością polubić
Hehe. Znasz takie słowo "friendzone"?
>>To nastolatki są wzorem piękna, co jest oczywiste, naturalne i powszechnie wiadome. >Głupiś. >Najpiękniejsza kobieta świata ma już dość ładnie po 50-tce.... żadna nastolatka nie może nawet równać się z jej uśmiechem, ciepłem jej oczu... Ech, żal mi Cię że nigdy nie zrozumiesz
Ja mówię o fizycznej urodzie i atrakcyjności SEKSUALNEJ, która sprawia, że robi Ci się natychmiast ciasno w spodniach. Ty mówisz o partnerstwie, inteligencji, głębi, cieple, miodku i innych romantyzmach. Nastolatkowie chcą (i robią to) umoczyć penisa w cipce, wiesz? Ale serio - wiesz o tym? Aha, to według Ciebie jest złe?
>Nie masz szans na seks z wartościową kobietą?
Wartościową? Dzielisz ludzi na bardziej i mniej wartościowych? Co Cię upoważnia do tego? Każde ludzkie życie jest wartościowe. Wartościowy piekarz, to taki, który piecze dobry chleb. Wartościowa partnerka życiowa, to taka, która jest kochająca i kochana. Wartościowa dziewczyna do seksu, to taka, na widok której twardnieje mi penis i przeszywają dreszcze.
>Przyczyna jest bardzo prosta. To nie chcesz seksu z nią, ty chcesz seksu dla siebie, zero uważania dla kobiet, pozostaje Ci lalka. Każdą kobietę traktujesz jak worek na zużytą prezerwatywę. Kup lalkę, ona uważania nie potrzebuje.
Oj, ale kłuje. Według Ciebie kobiety nie mają prawa, by chcieć samego seksu bez zobowiązań? Nie wolno im, czy co? Kto tu uważa kobiety za gorsze? Mnie interesują takie, które właśnie tego chcą, seksu. Tak, jak ja. Które mnie i mojego penisa potraktują tak jak ja je i ich cipkę. Dla fizycznego zaspokojenia. Coś w tym złego, według Ciebie, jak rozumiem? Dlaczego chcesz zabronić tego ludziom, którzy tego chcą!?
>Każdego coś w życiu ominęło, mnie randka z Valérie Kaprisky, wyjście na K-2, brak znajomości hebrajskiego, a na wiele rzeczy dziś jeszcze żona nie pozwoli. Jeśli miałbym to czuć jako dramat...
Randki z Valérie Kaprisky, wejścia na K-2 i znajomości hebrajskiego nie miało większość ludzi świata, a seks w nastoletnim wieku tak. To, że jesteś ze swoją żoną jest Twoim wyborem, dobrowolnie godzisz się także na ograniczenia, jakie Ci stawia. Miałeś wybór - tak wybrałeś. Ja nie miałem wyboru, nie byłem w stanie zdobyć tego, czego chciałem...
|
|
|  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >Randki z Valérie Kaprisky, wejścia na K-2 i znajomości hebrajskiego nie miało większość ludzi świata, a seks w nastoletnim wieku tak.
Wielu facetów miało też seks z jedną motyką w mojej gminie. Ponoć miał ją, kto chciał. Nie żałuję że nie chciałem, żal mi Ciebie, że będziesz jej brak przeżywał kolejne 30 lat.
A może chcesz jej adres?
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > A może chcesz jej adres?Valérie Kaprisky?  
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > o, że jesteś ze swoją żoną jest Twoim wyborem, dobrowolnie godzisz> się także na ograniczenia, jakie Ci stawia. Miałeś wybór - tak wybrałeśZgadza się. Tak wybrał. > Ja nie miałem wyboruI tego właśnie tutaj nie rozumiemy. Miałeś dziewczyny po 20tce, czy tam po 30tce, więc mnichem w pustelni nie jesteś. > nie byłem w stanie zdobyć tego, czego chciałem...Dziś wybierasz życie przeszłością pomimo że masz dopiero 34 lata i możesz wszystko spokojnie w sobie poustawiać - ok. Czasem ludzie mają z życia przeszłością jakąś ukrytą przyjemność i ja to szanuję. W końcu łatwiej oczywiście marzyć w nieskończoność o nastolatkach, niż pójść do psychoterapeuty. Co do jednej rzeczy bądź pewien: ewolucja ludzkiej rasy poradzi sobie bez Ciebie. Spokojnie  Żyj przeszłością jak długo chcesz, pozdrawiam
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > I tego właśnie tutaj nie rozumiemy. Miałeś dziewczyny po 20tce, czy tam po 30tce, więc mnichem w pustelni nie jesteś.Kto nie rozumie, ten nie rozumie. Nietrudno się domyślić, że skoro seks ze starszymi kobietami niż 20 latki nie sprawia mu takiej przyjemności, czyli chodzi o fetysz. I w takiej sytuacji mówienie mu żeby spotykał się ze starszymi kobietami jest jak mówienie smakoszowi wina żeby napił się jabola. Cała reszta wpisów to racjonalizacje - koleś musi sobie jakoś wytłumaczyć sytuację. Wydaje mu się, że jego problem jest związany z brakiem seksu przed 25 rokiem życia, ale gdyby akurat miał wtedy seks, a problem by istniał, to znalazłby sobie inne wytłumaczenie. > Czasem ludzie mają z życia przeszłością jakąś ukrytą przyjemność i ja to szanuję.> W końcu łatwiej oczywiście marzyć w nieskończoność o nastolatkach, niż pójść do psychoterapeuty.Nie mają żadnej przyjemności - to mechanizm, który przekazuje do świadomości taką treść, co powoduje cierpienie. Człowiek nie jest personą kierującą się własnym jak najlepszym interesem. Człowiek to konglomerat różnych mechanizmów, które nieraz działają na niekorzyść nosiciela. Twoje ignoranckie podejście do psychologii, brak empatii i to prostackie przeramowanie budzi mój odruch wymiotny. A psychoterapeuta może w tej sytuacji nie pomóc. Polecam: racjonalis(*)erapeutow-dr-tomasz-witkowski/
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nietrudno się domyślić, że skoro seks ze starszymi kobietami niż> 20 latki nie sprawia mu takiej przyjemności, czyli chodzi o fetysz.> I w takiej sytuacji mówienie mu żeby spotykał się ze starszymi> kobietami jest jak mówienie smakoszowi wina żeby napił się jabolaZestawienie mocno nietrafione. Porównanie raczej powinno odnosić się do smakosza etykietek na winach o których inni mówią że są super. Ewent. 'wyobrażacza' co w środku. Druga sprawa, odpowiedziałem na akapit "To, że jesteś ze swoją żoną jest Twoim wyborem, dobrowolnie godzisz się także na ograniczenia, jakie Ci stawia. Miałeś wybór - tak wybrałeś. Ja nie miałem wyboru, nie byłem w stanie zdobyć tego, czego chciałem..."Nawet dziecko nie dostaje wszystkiego czego chce, ale nie na tym przecież polega wychowywanie go, aby mu wszystko dawać co chce. Wielu forumowiczów tutaj pisze, że chciało i też seksu nie miało w wieku nastu lat (ze mną włącznie). Co do fetyszu masz rację. Tu racjonalne argumenty się załamują. Nie jestem seksuologiem, po prostu trudno mi to zrozumieć. Z pewnością tobie łatwiej. > Wydaje mu się, że jego problem jest związany z brakiem seksu przed> 25 rokiem życia, ale gdyby akurat miał wtedy seks, a problem by> istniał, to znalazłby sobie inne wytłumaczenieTo całkiem prawdopodobne. > Nie mają żadnej przyjemności - to mechanizm, który przekazuje do świadomości> taką treść, co powoduje cierpienieNiekoniecznie tylko. To fakt powszechnie znany, że masochiści czerpią z cierpienia również przyjemność. Wiązać się z różnymi rzeczami można na różne sposoby, tu również panuje pewna względność. 'Wychowanica' Josefa Fritzla przez pewien czas cierpiała na tęsknotę do swojego oprawcy. Być może chodziło o to, by czymś zapełnić skołatany umysł, pustka najgorsza. Zanim dojdą tam w sprzyjających okolicznościach inne bardziej pozytywne treści, postacie i uczucia - trochę mija. > Człowiek nie jest personą kierującą się własnym jak najlepszym> interesem. Człowiek to konglomerat różnych mechanizmów, które nieraz> działają na niekorzyść nosicielaDzięki że to piszesz, ale dla mnie to naprawdę nie nowina  > Twoje ignoranckie podejście do psychologii, brak empatii i to> prostackie przeramowanie budzi mój odruch wymiotnyTwoje oceny moich cech niewiele mnie interesują. Zdążyłem poznać twoje kwalifikacje, sposób myślenia i motywacje, wiem jak oceniasz innych i dlaczego. Nie znajduję powodu, dla którego miałbym się tym co piszesz o mnie przejmować. Dziękuję natomiast, że pomyślałeś iż mógłbyś być pierwszą osobą która podsuwa mi dociekania dr Tomasza Witkowskiego 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Niekoniecznie tylko. To fakt powszechnie znany, że masochiści czerpią z cierpienia również przyjemność.Przecież to jest oksymoron. Nie czerpią przyjemności z cierpienia. masochizm 1. «znajdowanie przyjemności w zadawaniu sobie cierpień lub w poddawaniu się im» Zasadniczo nie można jednocześnie czuć cierpienia i przyjemności. Jeśli przyjemność przewyższa cierpienie, to nie mówimy wtedy o cierpieniu, tylko najwyżej dyskomforcie. Cierpienie sprawiające przyjemność przestaje być cierpieniem. Osoby użalające się na serio nad swoim losem nie czerpią z tego przyjemności, tylko czują bezsilność. Są jeszcze tacy, którzy użalają się bo są atencyjnymi szmatami, może im to wtedy sprawiać przyjemność, ale naprawdę nie cierpią. > Wiązać się z różnymi rzeczami można na różne sposoby, tu również panuje pewna względność. 'Wychowanica' Josefa Fritzla przez pewien czas cierpiała na tęsknotę do swojego oprawcy. Być może chodziło o to, by czymś zapełnić skołatany umysł, pustka najgorsza. Zanim dojdą tam w sprzyjających okolicznościach inne bardziej pozytywne treści, postacie i uczucia - trochę mija.Tylko psychopata może tak to zinterpretować. Nie chodzi o żadne zapełnienie niczego. Mowa o: pl.wikipedia.org/wiki/Syndrom_sztokholmski lub po prostu o poczucie więzi z jedyną osobą z jaką ma się kontakt. Toksyczne relacje to nie nowość. > Dzięki że to piszesz, ale dla mnie to naprawdę nie nowinaSkoro to nie nowina, to dlaczego doszukujesz się świadomych motywów? Gdybyś to faktycznie rozumiał, to nie napisałbyś tego: > Czasem ludzie mają z życia przeszłością jakąś ukrytą przyjemność i ja to szanuję.> W końcu łatwiej oczywiście marzyć w nieskończoność o nastolatkach, niż pójść do psychoterapeuty.To przecież nic innego jak przeramowanie i personifikacja mechanizmów psychicznych. > Dziękuję natomiast, że pomyślałeś iż mógłbyś być pierwszą osobą która podsuwa mi dociekania dr Tomasza Witkowskiego  Skąd pomysł, że tak pomyślałem? Za co dziękujesz?  P.S. Porównanie do wina bardzo dobre. Autor tematu jest "smakoszem" młodych siks, a pozostałe są dla niego jak jabcok. Co mają do rzeczy etykietki?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Nie czerpią przyjemności z cierpienia.> masochizm> 1. «znajdowanie przyjemności w zadawaniu sobie cierpień lub w poddawaniu się im»To był skrót. Zadawanie sobie cierpień leży w zakresie, o jakim pisze. Oczywiście pominąłeś drugi pkt. definicji PWN 2. «zboczenie polegające na doznawaniu satysfakcji seksualnej pod wpływem bólu i upokorzenia» > Zasadniczo nie można jednocześnie czuć cierpienia i przyjemnościAcha. A olson przyswaja coś poza swoim konfabulacjami z wewnątrz?  > Jeśli przyjemność przewyższa cierpienie, to nie mówimy> wtedy o cierpieniu, tylko najwyżej dyskomforciePo pierwsze tutaj nie wiadomo, czy przewyższa. Po drugie coś jest powodem trwania. To hipoteza, że ma bonus w zamian. Po trzecie meta-papużko, nie psychologizuj i nie racjonalizuj. Jako chory kompletnie się na tym nie znasz. > Cierpienie sprawiające przyjemność przestaje być cierpieniemI mamy analogię do jednego bita. Jakiś ty czytelny  A słyszałeś o procesach współbieżnych, czy poprzestałeś na pzretwarzanu jednowątkowym? > Osoby użalające się na serio nad swoim losem nie czerpią z tego> przyjemności, tylko czują bezsilnośćSą różne rodzaje użalania się nad sobą. W niektórych z nich jest bonus, w innych cierpienie mija, gdy zdjąć zewnętrzną barykadę. Jaką zewnętrzną barykadę ma przed sobą nicktaki? > Tylko psychopata może tak to zinterpretowaćTypowy tekst, nuda > Toksyczne relacje to nie nowość.Dziękuję za objaśnienie, inaczej nie miałbym o tym zielonego pojęcia  > > dlaczego doszukujesz się świadomych motywów?A gdzie się doszukuję <<świadomych>>?  > >Gdybyś to> > faktycznie rozumiał, to nie napisałbyś tego:> > Czasem ludzie mają z życia przeszłością jakąś ukrytą przyjemność i ja to szanuję.> >W końcu łatwiej oczywiście marzyć w nieskończoność o nastolatkach, niż pójść do psychoterapeuty.Jak ty. Powinno brzmieć "faktycznie rozumiał jak ja-fetyszysta". Alleluja!  Czy ty aby na pewno rozumiesz w tym kontekście słowo "ukrytą"? > Porównanie do wina bardzo dobre. Autor tematu jest> "smakoszem" młodych siks, a pozostałe są dla niego jak jabcok.> Co mają do rzeczy etykietki?Ty go w ogóle czytałeś? Smakuje te sziksy organo-leptycznie + wężem, czy jednak patrzy z zewnątrz na etykietki tzn. wyobraża sobie "jak by było" i ewent. obserwuje? Wątpię że czytałeś, a jeśli tak - nic jak zwykle nie rozumiesz, stosujesz to jako trampolinę do swoich aberracji i tyle. O niechęci do rozumienia moich wpisów tylko wspomnę. Żal d*pę ściska.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > To był skrót. Zadawanie sobie cierpień leży w zakresie, o jakim pisze.> Oczywiście pominąłeś drugi pkt. definicji PWN 2. «zboczenie polegające na doznawaniu satysfakcji seksualnej pod wpływem bólu i upokorzenia»No pominąłem, bo nie był tu istotny. Istotne jest to czego nie zrozumiałeś. Jeśli ktoś zadaje sobie niby-cierpienie aby czuć przyjemność, to albo przeważa jedno, albo drugie. Jeśli czerpie przyjemność, to cierpienie już nie jest cierpieniem. > >Zasadniczo nie można jednocześnie czuć cierpienia i przyjemności> Acha. A olson przyswaja coś poza swoim konfabulacjami z wewnątrz?  Zamiast odpowiedzi typowa ucieczka. > > Jeśli przyjemność przewyższa cierpienie, to nie mówimy> > wtedy o cierpieniu, tylko najwyżej dyskomforcie> Po pierwsze tutaj nie wiadomo, czy przewyższa.To ty zacząłeś pisać o masochizmie. Typie, pisz na temat, bo już chyba sam nie wiesz o czym masz pisać. > Po drugie coś jest powodem trwania. To hipoteza, że ma bonus w zamian.Chłopie, w zamian za co? Przecież mówi, że źródłem problemu jest czerpanie przyjemności seksualnej tylko z młodymi siksami. To nie jest coś na co człowiek się decyduje, żeby mieć coś w zamian. > Po trzecie meta-papużko, nie psychologizuj i nie racjonalizuj. Jako chory kompletnie się na tym nie znasz.Ech, uwielbiam czytać właśnie takie wypowiedzi pełne jadu u pod-trolli, których akurat wybieram na ofiary. Ciśnij dalej w bezsilności, ale nic mądrego nie wymyślisz  I o jaką chorobę ci chodzi? Kolejne kłamstwo - pierd jacusia. Nie masz pojęcia o psychologii, nie masz do tego nawet predyspozycji, więc nie pouczaj. Typ, który polecał analizę transakcyjną powinien zapaść się pod ziemię ze wstydu. > > Cierpienie sprawiające przyjemność przestaje być cierpieniem> I mamy analogię do jednego bita. Jakiś ty czytelny A słyszałeś o procesach współbieżnych, czy poprzestałeś na pzretwarzanu jednowątkowym?Jakiego jednego bita? Przyjemność i cierpienie to przeciwieństwa. Jeśli bodziec będący normalnie cierpieniem, staje się przyjemnością to w końcu mówimy o przyjemności. > Są różne rodzaje użalania się nad sobą. W niektórych z nich jest bonus, w innych cierpienie mija, gdy zdjąć zewnętrzną barykadę. Jaką zewnętrzną barykadę ma przed sobą nicktaki?Tak, wymyślaj sobie swoje własne klasyfikacje użalania się nad sobą  O lool, jakbym czytał Grzesiaka albo Wawrzyniaka. A jaką ma mieć barykadę? Chodzi przecież o seks. > >Tylko psychopata może tak to zinterpretować> Typowy tekst, nudaAle trafny  > > Toksyczne relacje to nie nowość.> Dziękuję za objaśnienie, inaczej nie miałbym o tym zielonego pojęcia  Niesamowicie "kreatywna" odpowiedź. Twoje posty do mnie to praktycznie samo takie pustosłowie, więc od tej pory wrzucam cię na ignora. Co już się miałem pośmiać to się pośmiałem. > >> dlaczego doszukujesz się świadomych motywów?> A gdzie się doszukuję <<świadomych>>?  Tu: > >>W końcu łatwiej oczywiście marzyć w nieskończoność o nastolatkach, niż pójść do psychoterapeuty.Czyli tak jakby to był jego świadomy wybór bo mu tak łatwiej. Sam nawet nie widzisz co napisałeś. > >>Gdybyś to>> faktycznie rozumiał, to nie napisałbyś tego:> >> Czasem ludzie mają z życia przeszłością jakąś ukrytą przyjemność i ja to szanuję.> >>W końcu łatwiej oczywiście marzyć w nieskończoność o nastolatkach, niż pójść do psychoterapeuty.> Jak ty. Powinno brzmieć "faktycznie rozumiał jak ja-fetyszysta".Zdecyduj się czy podzielasz zdanie terapeutów i wtedy nie jestem fetyszystą, a takie upodobania są normalne, czy jednak zgadzasz się ze mną, że to choroba (fetysz), ale jeśli tak to musiałbyś też przyznać, że nie da się z tym nic zrobić, bo tak mówi oficjalnie psychologia. Pięknie się zaplątałeś, brawo!  > Alleluja!  Ty myślisz, że te twoje alleluje są zabawne, śmieszne?  > Ty go w ogóle czytałeś?> Smakuje te sziksy organo-leptycznie + wężem, czy jednak patrzy z zewnątrz na etykietki tzn. wyobraża sobie "jak by było" i ewent. obserwuje?Ty masz autyzm? Nie każde porównanie uwzględnia każdą analogię. To wystarczyło i nie będzie mnie jakiś chłystek pouczał, zwłaszcza, że kompromituje się średnio 5 razy w każdej wypowiedzi. Jest smakoszem młodych siks i bez znaczenia czy akurat ma do nich dostęp czy nie. Męska seksualność ma to do siebie, że przed stosunkiem zachodzi selekcja czy chcemy go uprawiać czy nie, patrząc już na sam wygląd. Jeśli wygląd odpada, to nie ma szans żeby cokolwiek innego nas przekonało. Jeśli wygląd jest ok, to może nas przekonać albo odstraszyć charakter, poglądy, poczucie humoru, inteligencja itd. Że też o takich oczywistościach trzeba pisać. > Wątpię że czytałeś, a jeśli tak - nic jak zwykle nie rozumiesz, stosujesz to jako trampolinę do swoich aberracji i tyle.> O niechęci do rozumienia moich wpisów tylko wspomnę.> Żal d*pę ściska.Napisał sobie autorytarnie jacuś (ten co to zrozumiał moje wpisy  ). Nerwy, ach nerwy  To dlatego piszesz tak głupio, a jeszcze bardziej żałosne jest to, że masz jeszcze do mnie pretensje, choć non stop obrażasz w amoku i nudzisz jakimiś allelujami jak jakaś papużka (taka z projekcją, bo non stop na tych projekcjach się wywalasz, a taki niby psycholog z ciebie).
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > No pominąłem, bo nie był tu istotnyOczywiście, to co istotne definiuje tylko chory na obsesję grubych kobiet Olson  > istotne jest to czego nie zrozumiałeśUwielbiam takie samograje. Jacek Głodzik nic nie rozumie, więc istotne jest nie to co pisze / mówi więc trudno mu zrozumieć. Wtedy już nie trzeba odnosić się do jego argumentów, ani rozumieć co chciał napisać. Tylko tak dalej Olsonie. > Jeśli ktoś zadaje sobie niby-cierpienie aby czuć przyjemność, to> albo przeważa jedno, albo drugieByć może i przeważa, ale nie zlewa ignorancie. Jeśli już coś zresztą przeważa, to jeszcze mało, aby choć zbliżyć się do ukrytego tu meritum. > Jeśli czerpie przyjemność, to cierpienie już nie jest cierpieniem.Zwykły dwulatek ma na to trzeźwiejszy ogład niż informatyk Olson (tu nastąpi zapewne chęć olsona by mu bliżej wytłumaczyć gdzie się myli) > >>Zasadniczo nie można jednocześnie czuć cierpienia i przyjemności >>Acha. A olson przyswaja coś poza swoim konfabulacjami z wewnątrz? >Zamiast odpowiedzi typowa ucieczka.Zamiast refleksji typowa ocena + odrzucenie zagrażającej sugestii. Czyli standard. Nie spodziewałem się po tobie więcej. > >Po drugie coś jest powodem trwania. To hipoteza, że ma bonus w zamian.> Chłopie, w zamian za co?W zamian za cierpienie idące równolegle z działań. Nie czytasz ze zrozumieniem, a ja nie pojmuję po co w ogóle zabierasz się za pisanie na fR. Twoją 'wielkość' każdy już tu dawno poznał . jesteś 'wielki', potwierdzam. A teraz trzeba by zrobić kolejny krok, ale na to raczej zbyt duże ciśnienie w twoim balonie. > Przecież mówi, że źródłem problemu jest czerpanie przyjemności> seksualnej tylko z młodymi siksamiDeklarowanym problemem jest raczej brak możliwości czerpania. Gdybyś choć liznął ze zrozumieniem literaturę psychologiczną - wiedziałbyś, że to akurat żadnym źródłem być nie może. > To nie jest coś na co człowiek się decyduje, żeby mieć coś w zamian.Oczywiście, bo ja to o "świadomym decydowaniu" piszę  > Ciśnij dalej w bezsilności, ale nic mądrego nie wymyśliszMylisz ciśnienięcie ci z upuszczaniem ciśnienia. A to kiciuś dwie różne rzeczy  No cóż, trudno też nie przyznać że mam z półgłówków, takich którzy rękami i nogami szamocą się przyciśnięci do muru. Takie skrzywienie  > Nie masz pojęcia o psychologii, nie masz do tego nawet predyspozycjiNapisał meta-psycholog, meta-filozof i meta-polityk Olson, któy przypisał sobie wielkie kwalifikacje w ocenianiu bliźnich a jeszcze sądzi, że ich tymi kwalifikacjami smaga niczym biczykiem  > Przyjemność i cierpienie to przeciwieństwaTypowe informatyczne podejście ignoranta do człowieka. > Jeśli bodziec będący normalnie cierpieniem, staje się przyjemnością> to w końcu mówimy o przyjemności.No comments. J.w. > A jaką ma mieć barykadę? Chodzi przecież o seks.Po raz setny nie rozumiesz co mam na myśli, a mnie nudzi mi się tłumaczyć jak 2-latkowi. Spadzikowiski Leon. > >Typowy tekst, nuda> Ale1 > trafny  2. Jeśli jest inaczej - patrz pkt 1. Specjalizację w nudnych mantrach otwórz  > >> Toksyczne relacje to nie nowość.> >Dziękuję za objaśnienie, inaczej nie miałbym o tym zielonego pojęcia  > Niesamowicie "kreatywna" odpowiedźKreatywne odpowiedzi tworzę w rozmach z kreatywnymi ludźmi. Tutaj w nabijaniu się z twoich skrzywień, toczeniu ci piany z pyska i odczytywaniu twoich słabych prowokacji nie mam aż tak wielkich ambicji. Ale rozumiem, że jak zwykle chciałbyś od bliźniego coś konkretnego, czego ci brakuje. I nawet wiem w jakim celu  > od tej pory wrzucam cię na ignoraJasne, ostatecznie zawsze kończy się na ucieczce. Nawet cię trochę rozumiem - potrzeba odizolowanie się, by samotnie napawać się własną wielkością kusi. Nie mniej nie mam wątpliwości, że z czasem z tej norki znów wychyniesz, by zalewać mi skrzynkę tonami rozwodnionego kitu. A ja od czasu do czasu wbiję igiełkę i znów powietrze ujdzie  > Tu:> >>>W końcu łatwiej oczywiście marzyć w nieskończoność o nastolatkach, niż pójść do psychoterapeuty.A o tej świadomości matołku to gdzie, bo jak można było przypuszczać - nigdzie nie ma  > Czyli tak jakby to był jego świadomy wybór'Tak jakby', acha..  > bo mu tak łatwiejOczywiście, że łatwiej. Na tamtą chwilę. Utknął, ale życie niestety nie stoi w miejscu a on nie ma siły, ani nie widzi możliwości aby się ruszyć. Znasz to, prawda? C.D.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Ciąg dalszy: > Sam nawet nie widzisz co napisałeś.Naprawdę cieszę się, iż wszystko fenomenalnie dostrzegasz i mam takiego uważnego fana  > >musiałbyś też przyznać, że nie da się z tym nic zrobić, bo tak mówi> > oficjalnie psychologia. Pięknie się zaplątałeś, brawo!  Czyżby?  Wszystko wskazuje na to że jesteś fetyszystą, choć nie jestem psychiatrą ani psychologiem, nie jest to diagnoza kliniczna ale może być przyjęta jako hipoteza robocza. Co do nicktakiego natomiast przesłanki mówią, że jednak nie można tego tak przyjąć. Po drugie to tylko twoja hipoteza - gościa który nagina wszystko pod swoje gdyż brakuje mu dopaminy/serotoniny oraz co jakiś czas zwykłego normalnego ludzkiego środowiska (tzn. wtedy gdy nie daje drapaka do swojej głowy). > Nie każde porównanie uwzględnia każdą analogięBardzo mi przykro, że to akurat porównanie którego użyłeś nie uwzględniało żadnej analogii. Baardzo.  > To wystarczyło i nie będzie mnie jakiś chłystek pouczał> zwłaszcza, że kompromituje się średnio 5 razy w każdej wypowiedziEmocje podchodzą do gardła? A miało być tak pięknie bez nich..  > Jest smakoszem młodych siks i bez znaczenia czy akurat ma do nich dostęp czy nieHm. Tak jak smakosz dobrych win który nigdy żadnego z nich w ustach nie miał, tylko czyta etykietki, względnie powiela cudze opisy drinkowania?  Alleluja! > Męska seksualność ma to do siebie, że przed stosunkiem zachodzi> selekcja czy chcemy go uprawiać czy nie, patrząc już na sam wyglądTo na początku. Później zazwyczaj się angażujemy w coś więcej. To 'później' to nie to samo co piszesz. I znów wyszedł dwulatek z olsona, którego wiecznie trzeba korygować, a nawet pouczać bo sam zginie w dorosłym świecie. > Jeśli wygląd odpada, to nie ma szans żeby cokolwiek innego nas przekonałoChyba, że ma się już pewne doświadczenie i zwraca uwagę na ruchy, tembr głosum, sens wypowiedzi oraz inne szczegóły niż ładna gładka twarz, figura, włosy czy kształt bioder. Swoją drogą gratuluję ci doświadczenia, szarley raczej wiele się nie pomylił  > Jeśli wygląd jest ok, to może nas przekonać albo odstraszyć charakter,> poglądy, poczucie humoru, inteligencja itd. Że też o takich oczywistościach> trzeba pisać.Nie trzeba, ale stawiając chochoły właściwie rozmawiasz sam ze sobą, więc chyba musisz gdyż te typy tak mają. > masz jeszcze do mnie pretensjeŻe ignorujesz podstawowe kwestie i zasady funkcjonowania ludzkiego albo prozaicznie ich nie znasz? Że projektujesz swoje problemy na innych i nie jesteś w stanie ich zobaczyć? Że nie rozumiesz swoich rozmówców? A dlaczegóż miałbym mieć o to do ciebie pretensje? Każdy ma swoją historię, byłbym naprawdę prymitywem gdybym żywił pretensje do kołka w płocie że jest kołkiem, kamienia że kamieniem i leży tam od milionów lat. Ty naprawdę od początku zupełnie nie rozumiesz co jest moją motywacją w tego typu 'rozmowach', a czego nigdy nie ukrywałem. Lubię czasem przycierać nosa takim du*kom jak ty. Nie ma w tym większej głębi. Ją akurat zachowuję dla innych. > jak jakaś papużka (taka z projekcją, bo non stop na tych> projekcjach się wywalasz, a taki niby psycholog z ciebie).I tak zawsze będziesz ględził (vide filmik o popisującej się musze). Tak cię zostawiam, papa!
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | > Czasem ludzie mają z życia przeszłością jakąś ukrytą przyjemność i ja to szanuję.> W końcu łatwiej oczywiście marzyć w nieskończoność o nastolatkach, niż pójść do psychoterapeuty.Nie mam przyjemności z tego. Nie wiem nawet jak Ci to napisać, żeby nie brzmiało tandetnie. Nienawidzę tego życia, nienawidzę zasypiać, bo to oznacza, że będę musiał znów się obudzić. I przeżywać kolejny dzień, podczas gdy nie ma do czego dążyć, po co żyć. Obserwować ludzi, którzy walczą o poprawianie sobei jakości życia i wiedzieć, że choćbym nie wiem co robił ze swoim, to nie będę nigdy nawet na takim etapie, jak oni byli na starcie. Szkoda słów po prostu... Uwierz mi, że nie ma w tym żadnej ukrytej przyjemności  Jest panika, bo wiem, że jeszcze tyle lat przede mną, które - gdybym miał normalne życie towarzyskie i seksualne w młodości - mogłyby mi jeszcze zaoferować tak wiele, wciąż nowe i ciekawsze rzeczy. Ale ja nie mam i nigdy nie będę miał nawet podłogi, na której mógłbym cokolwiek położyć, a inni już dawno budują kolejne i kolejne piętra. Nie wiem jak to jeszcze wyjaśnić... > Co do jednej rzeczy bądź pewien: ewolucja ludzkiej rasy poradzi sobie bez Ciebie.> Spokojnie  Wiem, dzięki... > Żyj przeszłością jak długo chcesz, pozdrawiamKażdy nią żyje, bo wszystko dziś wynika z przeszłości... Poza tym to nie tylko przeszłość, ja na codzień widzę młodych kolesi z tak przepięknymi dziewczynami... o których ja już mogę tylko marzyć. A oni je mają. Nie dla psa już kiełbasa. Dla mnie zostało już tylko to, co gorsze...
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jest panika, bo wiem, że jeszcze tyle lat przede mną, które - gdybym> miał normalne życie towarzyskie i seksualne w młodości - mogłyby mi> jeszcze zaoferować tak wiele, wciąż nowe i ciekawsze rzeczy. Ale ja> nie mam i nigdy nie będę miał nawet podłogi, na której mógłbym cokolwiek> położyć, a inni już dawno budują kolejne i kolejne piętra. Nie wiem jak to jeszcze wyjaśnić...Jesteś z tym sam. Tym bardziej znalazłbym sobie kogoś mądrego, komu mógłbym zaufać. Wbrew pozorom to wiele zmienia. Oglądałeś ów serial który ci poleciłem "Bez tajemnic"? > Co do jednej rzeczy bądź pewien: ewolucja ludzkiej rasy poradzi sobie bez Ciebie.> > Spokojnie> Wiem, dzięki...Proszę bardzo. > >Żyj przeszłością jak długo chcesz, pozdrawiam> Każdy nią żyje, bo wszystko dziś wynika z przeszłości...Ja nie. Trudno żyć przeszłością budując kolejne piętro  Uprzedzam: wcale nie miałem łatwo, również z seksem. > Dla mnie zostało już tylko to, co gorsze...Gorsze, bo starsze od 17latki o 10 lat? Bzdura! Zafiksowałes się na seksie, zewnętrzności i zazdrości względem wydumanych benefitów a piękno i uczucie nie tylko na tym polega. Wiele lat temu byłem z 19latką zabujaną we mnie po uszy. Wcale nie uważam, że było to najlepsze co mi się trafiło. Również w seksie 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Jesteś z tym sam.Wiem o tym. I tak zostanie. > Tym bardziej znalazłbym sobie kogoś mądrego, komu mógłbym zaufać.> Wbrew pozorom to wiele zmienia.Bzdet. > Oglądałeś ów serial który ci poleciłem "Bez tajemnic"?Nie, nie oglądam seriali. > > Każdy nią żyje, bo wszystko dziś wynika z przeszłości...> Ja nie. Trudno żyć przeszłością budując kolejne piętro  > Uprzedzam: wcale nie miałem łatwo, również z seksem.Może nieświadomie, ale budujesz wszystko na tym, co dała Ci przeszłość. Tyle w temacie. > > Dla mnie zostało już tylko to, co gorsze...> Gorsze, bo starsze od 17latki o 10 lat? Bzdura!> Zafiksowałes się na seksie, zewnętrzności i zazdrości względem wydumanych benefitów a piękno i uczucie nie tylko na tym polega. Wiele lat temu byłem z 19latką zabujaną we mnie po uszy. Wcale nie uważam, że było to najlepsze co mi się trafiło. Również w seksie  Nie wydumanych benefitów, tylko banalnej oczywistości dostępnej z łątwością dla większości, a dla mnie nieosiągalnej, bez znaczenia dla moich chęci, potrzeb, decyzji... Odpisałem Ci na ten sam zarzut w innym miejscu przed momentem.
|
|
| | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > >Jesteś z tym sam.> Wiem o tym. I tak zostanie.Dla mnie w porządku. Ty wybierasz i ja Ci kłód pod nogi rzucać nie będę, ale moje zdanie znasz. > >Tym bardziej znalazłbym sobie kogoś mądrego, komu mógłbym zaufać.> >Wbrew pozorom to wiele zmienia.> Bzdet.J.w. > >Oglądałeś ów serial który ci poleciłem "Bez tajemnic"?> Nie, nie oglądam seriali.Pewnie, po co brać od kogoś jakieś inspiracje? Wszyscy gó*no wiedzą, a Ty wszystko lepiej od tych dupków znasz  > >> Każdy nią żyje, bo wszystko dziś wynika z przeszłości...> >Ja nie. Trudno żyć przeszłością budując kolejne piętro  > >Uprzedzam: wcale nie miałem łatwo, również z seksem.> Może nieświadomie, ale budujesz wszystko na tym, co dała Ci przeszłość. Tyle w temacie.Pięknie utwierdziłeś się w swojej nieomylności. Gratuluję. > Nie wydumanych benefitów, tylko banalnej oczywistości dostępnej> z łątwością dla większościObojętnie na czym, ale się zafiksowałeś i czołg cię z tego zafiksowania nie wyrwie, jeśli nie będziesz chciał. W porządku, ja się zgadzam  > a dla mnie nieosiągalnej, bez znaczenia dla moich chęci, potrzeb,> decyzji... Odpisałem Ci na ten sam zarzut w innym miejscu przed momentem.Tak, przeczytałem.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Pewnie, po co brać od kogoś jakieś inspiracje? Wszyscy gó*no wiedzą, a Ty wszystko lepiej od tych dupków znasz  Zgadzamy się w tym, że czasu cofnąć i przeżyć młodości inaczej nie można. Ty mi próbujesz oferować jakieś środki zastępcze. Ja nie chcę żadnych środków zastępczych, bo to mi szczęścia nie da. Więc z definicji mojego problemu usunąć się nie da (chyba, że razem ze mną).
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > próbujesz oferować jakieś środki zastępcze
Bzdura.
> mojego problemu usunąć się nie da (chyba, że razem ze mną).
Mantra.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >> próbujesz oferować jakieś środki zastępcze >Bzdura.
No ewidentnie nie bzdura. Namawiasz mnie, bym przestał chcieć tego, czego chcę i zadowolił się czymś gorszym, podczas gdy inni zadowalają się lepszym.
|
|
| | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Zostaw w spokoju innych. To pomoże Ci się skupić na Twoim problemie. Myśląc o innych, postrzegasz świat przez pryzmat cenzury umysłu, która każe Ci się z nimi porównywać. Zawsze znajdą się tacy, którzy mają lepiej, jak i ci mający gorzej. Takie jest życie. Ty masz swój problem i zajmij się tylko nim. Oddziel go od tego co myślisz na temat życia innych.
Rozmawiałem z ludźmi, którym inni zazdroszczą. Czy faktycznie są tacy szczęśliwi? Najczęściej nie, a ich zachowania to tylko maski.
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Zostaw w spokoju innych. To pomoże Ci się skupić na Twoim problemie. Myśląc o innych, postrzegasz świat przez pryzmat cenzury umysłu, która każe Ci się z nimi porównywać. Zawsze znajdą się tacy, którzy mają lepiej, jak i ci mający gorzej. Takie jest życie. Ty masz swój problem i zajmij się tylko nim. Oddziel go od tego co myślisz na temat życia innych.
To, co ja w życiu straciłem, to nie jest coś, co mają tylko niektórzy, mający lepiej. To coś, co jest pospolite do bólu, co jest podstawową częścią życia każdego człowieka, normą, czymś elemntarnym, fundamentalnym i tak oczywistym dla ludzi, jak zjedzenie śniadania. Tak bardzo, że negują wartość tego, bo mają to tak łatwo.
Dziś czytałem ulotkę jednego leku nasennego, a tam w niepożądanych skutkach, że może powodować w nocy m.in. stosunki seksualne, których się nie pamięta. To też lek dla normalnych ludzi... jak wszystko wokół.
>Rozmawiałem z ludźmi, którym inni zazdroszczą. Czy faktycznie są tacy szczęśliwi? Najczęściej nie, a ich zachowania to tylko maski. Aha, rozmawiałeś. I tak Ci powiedzieli. No to masz informację ze źródła, czy mogłoby być coś bardziej wiarygodnego?
Wiesz dlaczego tak powiedzieli? Bo każdy tak powie, nikt nie przyzna, że ma łatwo, bo to nie wypada. "Nie, nie, wcale nie jest tak różowo. Co prawda od zawsze miałem powodzenie u lasek, same wchodziły mi do łóżka i mogłem sobie wybierać i przebierać w życiu dowoli, ale wiesz, to nie jest w życiu najważniejsze, tak ogólnie to życie jest ciężkie."
Najczęściej są szczęśliwi i kochają swoje życie. I tyle.
|
|
| | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >To, co ja w życiu straciłem, to nie jest coś, co mają tylko niektórzy, mający lepiej. To coś, co jest pospolite do bólu, co jest podstawową częścią życia każdego człowieka, normą, czymś elemntarnym, fundamentalnym i tak oczywistym dla ludzi, jak zjedzenie śniadania. Tak bardzo, że negują wartość tego, bo mają to tak łatwo.
Nieprawda. To tylko Twoje złudzenie, wynikające ze straty. Na tej zasadzie kiedyś wydawało mi się, że miłość jest najważniejsza, bo po prostu nie mam na nią szans. Dla alkoholika najważniejszy może być alkohol, a dla ciebie jest seks z małolatkami.
>Dziś czytałem ulotkę jednego leku nasennego, a tam w niepożądanych skutkach, że może powodować w nocy m.in. stosunki seksualne, których się nie pamięta. To też lek dla normalnych ludzi... jak wszystko wokół.
xD
Podaj nazwę leku, tak z ciekawości.
>>Rozmawiałem z ludźmi, którym inni zazdroszczą. Czy faktycznie są tacy szczęśliwi? Najczęściej nie, a ich zachowania to tylko maski. >Aha, rozmawiałeś. I tak Ci powiedzieli.
No wyobraź sobie, że ludzie się zwierzają, gdy widzą, że ktoś chce tego wysłuchać i jest w stanie zrozumieć. Na zewnątrz się uśmiechają, ale w głębi nie są szczęśliwi, ale nie rozmawiają o tym z każdą napotkaną osobą.
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Zgadzamy się w tym, że czasu cofnąć i przeżyć młodości inaczej nie można. Ty mi próbujesz oferować jakieś środki zastępcze. Ja nie chcę żadnych środków zastępczych, bo to mi szczęścia nie da. Więc z definicji mojego problemu usunąć się nie da (chyba, że razem ze mną).
Da się. I robi się to tak: ustawiasz sobie seks z 18 latką SHB10. Jeśli nie wiesz jak to zrobić to już pisałem - wiejskie dyskoteki. Rozwiązanie ma 2 wady: karki i dramatyczna muzyka. Z pierwszym radzisz sobie biorąc na wyprawę pistolet na kulki. Typki się porobią w gacie, a u laseczki jest +100 do respektu i wzbudzania w niej emocji. To jest precyzyjny plan przewidujący wszystkie szczegóły, choć ten jest raczej mało prawdopodobny. Z muzyką radzisz sobie poprzez alko, czy może ewentualnie jeśli preferujesz jakieś inne wspomagacze. Trzeba pamiętać żeby nie przesadzić. Choć nie rozumiem czemu na siłce nie wyrwiesz jakiejś małolatki. Przecież wiele z nich przychodzi tam tylko po to żeby ktoś się patrzył na ich dupy. Podbijasz z odpowiednią bajerką, czyli dostosowaną do poziomu takiej dziewczyny, czyli głupią. Inna opcja to tinder, wpisujesz sobie 28 lat, ubierasz ciuchy, które Cię odmłodzą i dalej wiadomo co. Kurczę, rozkminienie seksu z małolatką jest nieporównywalnie prostsze od poderwania starszej i bardziej ogarniętej kobiety. Niektóre dziewczyny wolą dużo starszych facetów, z którymi relacja przypomina im emocjonalnie relację z ojcem. I moja teoria jest taka, że jak podymasz i spełnisz te potrzeby z przeszłości, to jeśli jest tak jak sam piszesz, że to o to chodzi, to powinno chyba być spoko, prawda?
|
|
| | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Da się. I robi się to tak: ustawiasz sobie seks z 18 latką SHB10. Jeśli nie wiesz jak to zrobić to już pisałem - wiejskie dyskoteki. Rozwiązanie ma 2 wady: karki i dramatyczna muzyka. Z pierwszym radzisz sobie biorąc na wyprawę pistolet na kulki. Typki się porobią w gacie, a u laseczki jest +100 do respektu i wzbudzania w niej emocji. To jest precyzyjny plan przewidujący wszystkie szczegóły, choć ten jest raczej mało prawdopodobny. Z muzyką radzisz sobie poprzez alko, czy może ewentualnie jeśli preferujesz jakieś inne wspomagacze. Trzeba pamiętać żeby nie przesadzić.
Dla kogoś, kto w wieku 18 lat nie miał problemu z podrywaniem nastolatek to brzmi prosto, dla mnie to skok na najgłębszą wodę.
>Choć nie rozumiem czemu na siłce nie wyrwiesz jakiejś małolatki. Przecież wiele z nich przychodzi tam tylko po to żeby ktoś się patrzył na ich dupy.
Kto Ci tak powiedział? Kolejne urban legend.
>Podbijasz z odpowiednią bajerką, czyli dostosowaną do poziomu takiej dziewczyny, czyli głupią.
1. Nie umiem. 2. W moim wieku narażę się automatycznie na śmieszność w jej oczach.
>Inna opcja to tinder, wpisujesz sobie 28 lat, ubierasz ciuchy, które Cię odmłodzą i dalej wiadomo co.
20-letni kolesie nie muszą kłamać na temat swojego wieku, w moim wypadku jest on ewidentnie już wadą i przeszkodą, co właśnie udowodniłeś. To poniżające i żałosne. I zmniejsza moje szanse w oczywisty sposób. Mam zaczynać próby w wieku 34 lat z ewidentnie zmniejszonymi szansami, które na dodatek zmniejszają się z każdym rokiem wykładniczo, podczas, gdy 19-latek bez wysiłku po prostu jest w odpowiednim wieku, nie ma ujemnego handicapu i na dodatek ma jeszcze wiele lat na próbowanie i treningi, a wciąż jego wiek nie będzie przeszkodą tak, jak mój jest już teraz. Żałosne.
>Kurczę, rozkminienie seksu z małolatką jest nieporównywalnie prostsze od poderwania starszej i bardziej ogarniętej kobiety.
Bzdura. Bez problemu mogę (sprawdzałem) flirtować z atrakcyjną równolatką z pracy. Do tego stopnia, że sama zarezerwowała meeting room dla nas dwoje, żebym ją zlał po dupie. Tak, lubi klapsy, a mąż na wyjeździe. Nie poszedłem. Pomyślalem jak musiała wyglądać, kiedy miała 16 lat - gdy poznała swojego męża, który wtedy ją już posuwał. I tak nie zaznam już tego, co on... Dlatego zrezygnowałem i dlatego rezygnuję ze wszystkiego już...
>Niektóre dziewczyny wolą dużo starszych facetów, z którymi relacja przypomina im emocjonalnie relację z ojcem.
Może jakiś promil, na który można cudem trafić w sprzyjających okolicznościach i ogromnej dozie farta. 18-koleś ma wokół mnóstwo koleżanek, które normalnie lecą na rówieśników, lub nieco starszych. Nieporównywalnie więcej możliwości i czasu na korzystanie z nich. A ja teraz co... resztki, odpady, margines...
>I moja teoria jest taka, że jak podymasz i spełnisz te potrzeby z przeszłości, to jeśli jest tak jak sam piszesz, że to o to chodzi, to powinno chyba być spoko, prawda?
Nie jestem już w stanie spełnić tych potrzeb. Jest za późno na to z powodów, o których mówiłem już tysiąc razy, choćby powyższych. Nie poimprezuję i nie pobawię się z nastoletnimi koleżankami przez 10 lat teraz, a 15-letni kolesie spokojnie mają na to tyle czasu. Tyle mogą przeżyć. Ja już niewiele, w porównaniu do nich. I z o wiele większym trudem, ze względu na utrudnienie, jakim jest mój wiek, konieczność udawania młodszego, kłamania co do wieku, oszukiwania ubiorem itd. Kpina. A za 10 lat będę miał 44 i będę ojcem w wieku dziadka dla moich dzieci, nie pożyjemy sobie jak młode małżeństwo z moją młodą żoną... po prostu całe życie jest spaprane, wszystko za późno, wszystko potracone. Nie da się przeskoczyć tego, że mój czas minął.
|
|
| | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Dla kogoś, kto w wieku 18 lat nie miał problemu z podrywaniem nastolatek to brzmi prosto, dla mnie to skok na najgłębszą wodę.No to skacz i się nauczysz pływać. Wiesz dlaczego wtedy nie miałem problemu? Bo 18 latkom wystarczyło wciskać kit. Łatwo wierzą w to co się im powie, są niedoświadczone w wielu sprawach. > >Choć nie rozumiem czemu na siłce nie wyrwiesz jakiejś małolatki. Przecież wiele z nich przychodzi tam tylko po to żeby ktoś się patrzył na ich dupy.> Kto Ci tak powiedział? Kolejne urban legend.Urban legend bo Ty tak powiedziałeś? > >Podbijasz z odpowiednią bajerką, czyli dostosowaną do poziomu takiej dziewczyny, czyli głupią.> 1. Nie umiem.To się naucz. > 2. W moim wieku narażę się automatycznie na śmieszność w jej oczach.To tylko strach przed odrzuceniem. Przełam go. > >Inna opcja to tinder, wpisujesz sobie 28 lat, ubierasz ciuchy, które Cię odmłodzą i dalej wiadomo co.> 20-letni kolesie nie muszą kłamać na temat swojego wieku, w moim wypadku jest on ewidentnie już wadą i przeszkodą, co właśnie udowodniłeś.Nie udowodniłem. To była rada mająca zadziałać dla Ciebie jak placebo. Że się przełamiesz i to zrobisz, a wtedy zaliczysz. Bo teraz blokuje Cię jedynie Twój strach i niska samoocena. > >Kurczę, rozkminienie seksu z małolatką jest nieporównywalnie prostsze od poderwania starszej i bardziej ogarniętej kobiety.> Bzdura. Bez problemu mogę (sprawdzałem) flirtować z atrakcyjną równolatką z pracy. Do tego stopnia, że sama zarezerwowała meeting room dla nas dwoje, żebym ją zlał po dupie. Tak, lubi klapsy, a mąż na wyjeździe.Nie wierzę Ci. Wybacz, ale zbyt wiele słyszałem takich historii. Małolatce po prostu wciska się kit. Starsze kobiety są częściej inteligentniejsze, bardziej doświadczone, mają doświadczenia z kolesiami wciskającymi kit itd. > >Niektóre dziewczyny wolą dużo starszych facetów, z którymi relacja przypomina im emocjonalnie relację z ojcem.> Może jakiś promil, na który można cudem trafić w sprzyjających okolicznościach i ogromnej dozie farta.Bzdura. To duża liczba dziewczyn, szczególnie w dzisiejszych czasach. > 18-koleś ma wokół mnóstwo koleżanek, które normalnie lecą na rówieśników, lub nieco starszych. Nieporównywalnie więcej możliwości i czasu na korzystanie z nich. A ja teraz co... resztki, odpady, margines...W wieku 18 lat żałowałem, że dla 24 latek jestem gówniarzem, a gdybym tylko miał 30 lat, swój samochód, mieszkanie i kasę, to... > >I moja teoria jest taka, że jak podymasz i spełnisz te potrzeby z przeszłości, to jeśli jest tak jak sam piszesz, że to o to chodzi, to powinno chyba być spoko, prawda?> Nie jestem już w stanie spełnić tych potrzeb. Jest za późno na to z powodów, o których mówiłem już tysiąc razy, choćby powyższych.To tylko wymówki. Zrobisz jak uważasz, ale wg mnie powinieneś robić wszystko aby się przedymnać z tymi siksami, to wiedziałbyś czy to coś pomogło czy nie. A Ty z góry mówisz, że się nie da. Nie każdy tak ma, np zobacz początek pierwszej zwrotki, dosłownie pierwsze wersy www.youtube.com/watch?v=tCNzbq27ht4
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > No to skacz i się nauczysz pływać. Wiesz dlaczego wtedy nie miałem problemu? Bo 18 latkom wystarczyło wciskać kit. Łatwo wierzą w to co się im powie, są niedoświadczone w wielu sprawach.I to Cię ustawiło na całe życie. Żeby wciskać 18-latkom kit, trzeba je najpierw znać. Przebywać w ich towarzystwie. Spędzać z nimi czas. A nie błagać o jedno spotkanie na fb albo czacie, bo dla żadnej z nich po prostu nie istniejesz. W tym wieku już jest za późno. > Urban legend bo Ty tak powiedziałeś?Może i przychodzą się lansować, ale nie przed facetami w średnim wieku, jak ja. > To się naucz.Za późno. Możliwości i szanse już nigdy nie będą takie, jak gdybym zaczął jako nastolatek, jak inni. > To tylko strach przed odrzuceniem. Przełam go.Po pierwsze to uzasadniony strach. Po drugie to też rezygnacja, bo to już nie jest męskie życie, jakąkolwiek dziewczynę bym teraz poderwał, to młodsi o pół życia kolesie mają takie same, albo jeszcze lepsze na codzień. A ile pokorzystają, zanim będą w moim wieku... O czym my tu w ogóle rozmawiamy, nie ma porównania. Jak miałbym się cieszyć jakąś dziewczyną, że teraz, jak ślepej kurze mi się coś trafiło wielce, podczas gdy dla nastoletnich dresów to jest taka codzienność, że mogą się o tym wyrażać z totalnym luzem i pogardą. Słyszę te rozmowy czasem w szatni nawet. Dziury, dupy, rury, dla nich to jest jak pójść do sklepu po mięso. Nie muszą szanować, bo mają nadmiar, kiedy chcą. I te dupy ich chcą. Piszą do nich kotku, misiaczku, czemu jesteś dla mnie taki oschły, a i tak dają im dupy. To są faceci, którzy mają kontrolę nad życiem. Ja nawet nie umiem określić jakim jestem przy nich żałosnym dnem... > Nie wierzę Ci. Wybacz, ale zbyt wiele słyszałem takich historii. Małolatce po prostu wciska się kit. Starsze kobiety są częściej inteligentniejsze, bardziej doświadczone, mają doświadczenia z kolesiami wciskającymi kit itd.Nie musisz wierzyć, ale nie wiem po co miałbym kłamać. A to, że kobieta jest inteligentna nie utrudnia, tylko ułatwia jej poderwanie. Ułatwia rozmowę, zrozumienie, wszystko. > Bzdura. To duża liczba dziewczyn, szczególnie w dzisiejszych czasach.Starszych może tak, o kilka lat, nie o kilkanaście. Poczytaj sobie co piszą na forach. > W wieku 18 lat żałowałem, że dla 24 latek jestem gówniarzem, a gdybym tylko miał 30 lat, swój samochód, mieszkanie i kasę, to...Hipokryzja. Żałowałeś? A jednak korzystałeś z uroków życia nastoleniego, a potem 20-letniego, a potem 30-letniego (nie wiem ile masz teraz lat). Wykorzystałeś wszystkie te etapy, więc nie chrzań. > To tylko wymówki. Zrobisz jak uważasz, ale wg mnie powinieneś robić wszystko aby się przedymnać z tymi siksami, to wiedziałbyś czy to coś pomogło czy nie. A Ty z góry mówisz, że się nie da. Nie każdy tak ma, np zobacz początek pierwszej zwrotki, dosłownie pierwsze wersy  > www.youtube.com/watch?v=tCNzbq27ht4Koleś, który po pierwsze zaczynał jako nastolatek, ma mnóstwo kontaktów, wtyków, znajomości, koleżanek, byłych, aktualnych, przyszłych, jest od zawsze znany w środowisku, otoczeniu, okolicy, a po drugie jest znanym raperem. Pracował na to całe życie, że teraz ma dupy. Nie zaczął w wieku 34 lat. Nie ma zmarnowanej młodości, nie ma czego zazdrościć kazdemu nastolatkowi na ulicy. Co Ty porównujesz. Sean'a Connery pewnie i teraz by chętnie osiemnastki zaprosiły na domówkę i zostały z nim sam na sam.
|
|
| | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>No to skacz i się nauczysz pływać. Wiesz dlaczego wtedy nie miałem problemu? Bo 18 latkom wystarczyło wciskać kit. Łatwo wierzą w to co się im powie, są niedoświadczone w wielu sprawach. >I to Cię ustawiło na całe życie. >Żeby wciskać 18-latkom kit, trzeba je najpierw znać. Przebywać w ich towarzystwie. Spędzać z nimi czas.
No właśnie nie do końca. Wtedy się ich nie znało i robiło się to co wydawało się skuteczne, z obserwacji otoczenia, głównie starszych. Dużo ważniejsze są relacje, które tworzy się później, a przecież byłeś w związkach, więc dla mnie Twój problem jest nie do końca zrozumiały. Tzn wg mnie to racjonalizacja tego, że źle się czujesz.
>W tym wieku już jest za późno.
Nieprawda
>Po pierwsze to uzasadniony strach.
Nieuzasadniony. To strach dziecka, nieobjęty zrozumieniem.
>Po drugie to też rezygnacja, bo to już nie jest męskie życie, jakąkolwiek dziewczynę bym teraz poderwał, to młodsi o pół życia kolesie mają takie same, albo jeszcze lepsze na codzień.
No i co z tego? Jakie to ma znaczenie co mają inni kolesie?
>Koleś, który po pierwsze zaczynał jako nastolatek, ma mnóstwo kontaktów, wtyków, znajomości, koleżanek, byłych, aktualnych, przyszłych, jest od zawsze znany w środowisku, otoczeniu, okolicy, a po drugie jest znanym raperem. Pracował na to całe życie, że teraz ma dupy. Nie zaczął w wieku 34 lat. Nie ma zmarnowanej młodości, nie ma czego zazdrościć kazdemu nastolatkowi na ulicy. Co Ty porównujesz. Sean'a Connery pewnie i teraz by chętnie osiemnastki zaprosiły na domówkę i zostały z nim sam na sam.
No czyli gdybyś zwiększył swoją pozycję, to miałbyś szansę, więc co stoi na przeszkodzie?
|
|
 | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | > Jesteś prymitywnym łajzowatym exhibicjonistą.Jestem prymitywny, bo nigdy nie udało mi się zaspokoić swoich elementarnych potrzeb, gdy był ku temu czas. Łajzowatym - ok, pewnie mógłbyś tu wstawić dowolny inny epitet. Po prostu jestem zniszczony już przez świadomość, że nigdy nie zaznam nawet tego, co przeciętny nastolatek, że zawsze będę mógł takiemu tylko zazdrościć, a większość z nich mogłaby mnie wyśmiać w twarz, bo mają takie laski, które dla mnie to już tylko do podziwiania z daleka lub na obrazku... A ekshibicjonistą chyba nie... po prostu jest mi tak skrajnie i beznadziejnie źle, że żyję w całkowitym chaosie... bo cóż mam robić, skoro wiem, że nic już nie można zrobić... To jest definicja piekła... Widzisz, kiedy byłem dzieckiem i nastolatkiem, byłem właśnie takim, jakiego określiłbyś tym idiotycznym słowem "wartościowy". Zawsze byłem skromny, pokorny i grzeczny, szanowałem dziewczyny, uważając, że namawianie je na seks, to przedmiotowe traktowanie, że to złe. Nigdy nie wyrzucałem papierka na ulicę, zawsze odnosiłem się z szacunkiem do starszych, byłem uczciwy. Oburzałem się, gdy słyszałem jak koledzy w rozmowach zamiast "dziewczyna" mówili "dupa", "dziura" itd. Jak tak można, byli tacy niegrzeczni. Ja byłem grzeczny i dobry. Fascynowała mnie wschodnia kultura, etos romantycznego bohatera oddanego bezgranicznie swojej kobiecie. Wierzyłem w to, w sensie naprawdę w to wierzyłem szczerze, przez wiele lat, jeszcze chyba jakiś czas po tym, jak nie byłem już prawiczkiem. Potem zacząłem powoli odkrywać, że to nie jest tak, że piękne dziewczyny doceniają takich białych rycerzy, a gardzą tymi, którzy nazywają je dupami i obmacują po kątach, zapijają się do porzygu, klną, jarają fajki i w ogóle całe to zło. Zacząłem zauważać, że to ja zostałem oszukany. Że oni wszyscy przez te wszystkie lata żyli, a ja nie. Pamiętam, jak na koniec technikum chłopaki wspominali jak parę lat wcześniej mieli pierwsze razy z dziewcznami, jakie to były emocje. Pamiętam, jak pomyślałem wtedy... boże, oni znają dziewczyny i się spotykają z dziewczynami, chodzą z nimi do łóżka... A ja myślałem, że to przecież "wartościowe", grzeczne, mądre chłopaki, którzy tak jak ja uczą się i doskonalą z myślą o szczęśliwej, mądrej przyszłości... Pamiętam, jak na zajęciach z wychowania do życia w rodzinie, pani powiedziała, że czas inicjacji seksualnej nie jest ściśle określony, że każdy ma swój moment, kiedy będzie odpowiedzialny, gotowy, z odpowiednią osobą w związku itd. Wielu się wtedy zaśmiało, a ja pomyślałem, że skoro pani tak mówi, to pewnie ma rację, w końcu tylko ta nieliczna dzisiejsza zła, rozwydrzona młodzież, jakaś patologia robi to wcześnie, bez długiego związku itd. Przecież pani chce dla nas dobrze, uczy nas jak mądrze żyć. Że wszystko przyjdzie samo we właściwym czasie i to będzie najlepszy czas, by być szczęśliwym. Więc robiłem wszystko, by być jak najlepszym człowiekiem, uczyłem się, uprawiałem sport, nie chodziłem na imprezy, dyskoteki, nie piłem, nie biegałem za spódniczkami, bo to takie puste. I czekałem, aż to wszystko samo przyjdzie, tak jak wszyscy mówili... Aż te piękne chwile przyjdą... Skończyło się technikum. Skończyły się studia. Nic nie przyszło... nic się nie wydarzyło... nic mnie nie spotkało... Z czasem dowiedziałem się tylko, że inni uprawiają seks już od wielu, wielu lat... I to nawet Ci niegrzeczni, chamscy, którzy klęli, pili, imprezowali zamiast się uczyć i czytać książki... Rozumiesz, do k***y nędzy, jak zostałem okłamany w życiu? Bo słuchałem takich hipokrytów, jak Ty, którzy pieprzą mi o "wartościowych" ludziach, cieple w oczach i innym gównie. Podczas gdy 90% nastolatków rucha się dla samego ruchania. I NIE MA W TYM SEKSIE DLA SEKSU NICZEGO ZŁEGO. Seks jest dobry sam w sobie, bez związku, bez zobwiązań, bez inteligencji, bez ciepła, bez dodatkowych wartości, wytłumaczeń, uzasadnień i motywów, jeśli tylko znajdą się dwie, lub więcej, osoby, które chcą to robić. Rozumiesz? Przestań, do cholery jasnej, prawić mi tanie morały. Wystarczająco w życiu już mi zabrano. Wystarczająco, bym nigdy już nie zaznał tego, co normalny człowiek...  Szkoda, że tak bardzo późno, to wszystko zrozumiałem, że wierzyłem tym, którzy mówili, że to dla mojego dobra, że wartości itd... Aż zobaczyłem, że jestem jedynym, który stracił to wszystko, co było w młodości najlepsze, najciekawsze, najpiękniejsze... k***a... ja nigdy nie żyłem. Dajcie mi już spokój, albo pomóżcie się zabić  ((
|
|
|  | | szarley (54913 punktów) | >Seks jest dobry sam w sobie, bez związku, bez zobwiązań, bez inteligencji, bez ciepła, bez dodatkowych wartości, wytłumaczeń, uzasadnień i motywów, jeśli tylko znajdą się dwie, lub więcej, osoby, które chcą to robić. Rozumiesz?
Niestety. Nie rozumiem. I już nigdy nie zrozumiem. I wcale nie żałuję
|
|
| |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Ma rację. Nie każda dziewczyna chce się wiązać mimo że daje znaki. Czasem po prostu ma ochotę na romans. Więc jeśli ktoś to akceptuje i w danej sytuacji odnajduje się - czemu nie?
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jesteś prymitywnym łajzowatym exhibicjonistąJa bym tak nie powiedział. Trochę go rozumiem 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
|  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | > > Jesteś prymitywnym łajzowatym exhibicjonistą> Ja bym tak nie powiedział. Trochę go rozumiem  A ja kompletnie nie rozumiem. 1 Nie miewałem "przygód" o jakich pisze i wcale mnie to nie martwi. 2 Gdybym miał problem, poszedłbym do lekarza, a nie pokazywał jaj na publicznym forum 3 Stałem kiedyś u podnóża Elbrusu. Ciężko było. Przegrałem i musiałem zawrócić. Niestety to była ostatnia szansa w życiu, już więcej jej nie będę zdobywał. Starość. Szkoda, ale przecież nie będę z tego powodu wył po nocach jak pięciolatek po ukochanej lalce! Tego lata wyjdę na Großglocknera (a może nie...  )
|
|
| |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Jeden jest taki, drugi śmaki. I fajnie  Ale co racja to racja: również poszedłbym do lekarza. Po co się męczyć?
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Ale co racja to racja: również poszedłbym do lekarza. Po co się męczyć?
Aha. Czyli lekarz da mi tabletkę, dzięki której już nie będę świadomy tego, że straciłem w życiu coś, co miał każdy inny i będę sobie chodził z uśmiechem, jak roślinka. Dając tabletkę zaś, sam uśmiechnie się pod nosem na wspomnienie o tym, jak to się wygłupiało w młodości.
Zbyt dobrze wiem, co straciłem i zbyt dokładnie widzę to na codzień. To najważniejsza sfera ludzkiego życia.
|
|
| | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >> Ale co racja to racja: również poszedłbym do lekarza. Po co się męczyć? > Aha. Czyli lekarz da mi tabletkę (ciach)
Lekarza w rozumieniu psychoterapeuty. On nie daje tabletek.
> Zbyt dobrze wiem, co straciłem i zbyt dokładnie widzę > to na codzień. To najważniejsza sfera ludzkiego życia.
To jedno. Ale nie widzisz drugiej rzeczy: jak z tą stratą mocno się związałeś.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Lekarza w rozumieniu psychoterapeuty. On nie daje tabletek.
Potraktuj to, jak przenośnię, niech daje, czy robi co chce. Jakichkolwiek technik użyje, może tylko próbować schować przede mną zabawki. Którymi zresztą sam się bawił. "Jasiu, zapomnij, lepiej żebyś nie widział w ogóle tych pięknych zabawek, którymi nie możesz się pobawić. Żeby Ci nie było przykro, że są dla wszystkich innych, tylko nie dla Ciebie."
>> Zbyt dobrze wiem, co straciłem i zbyt dokładnie widzę >> to na codzień. To najważniejsza sfera ludzkiego życia. >To jedno. Ale nie widzisz drugiej rzeczy: jak z tą stratą mocno się związałeś.
To Ty nie widzisz, że ta sfera jest odpowiedzialna także za Twoje życie i szczęście. Ale - jak to wyżej bardzo trafnie napisał Olson, zresztą zacytowałem go potem - jest to dla Ciebie tak normalne i zwyczajne, że nigdy nie zrozumiesz jak ważne dla każdego innego aspektu Twojego życia. Mogę wymyślić na poczekaniu sto metafor. Jest jak płótno, na którym malujesz obraz. Choćbyś był najgenialniejszym malarzem i miał najlepsze farby, nie namalujesz jak nie masz płótna. W "Damie z łasiczką" najważniejsze jest płótno, ale jego roli nikt nie zauważa. Bo jest traktowane jak oczywistość, pewnik, coś elementarnego, trywialnego. Tym czymś elementarnym jest życie seksualne, które masz. Ale nikt nie powie, że jest ważniejsze, niż inne "wartości". Choć bez niego, te wszystkie wartości byłyby na gówno warte.
Mógłbym (mogłem) osiągnąć naprawdę dużo w kilku dziedzinach, bo jestem w pewnych rzeczach dobry. Mogłem być bardzo, bardzo dobry. Ale nie zrobiłem tego przez zjebane życie seksualne. Nie rozwinąłem skrzydeł w żadnym aspekcie. Bo nie miałem tego najważniejszego. Ty miałeś, dlatego go nie widzisz,tak jak nie doceniasz tlenu, którym oddychasz. I dlatego moim żalem gardzisz.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jakichkolwiek technik użyje, może tylko próbować schować przede> mną zabawki. Którymi zresztą sam się bawił. "Jasiu, zapomnij,> lepiej żebyś nie widział w ogóle tych pięknych zabawek, którymi> nie możesz się pobawić. Żeby Ci nie było przykro, że są dla wszystkich> innych, tylko nie dla Ciebie."Przykrawasz psychoterapeutę do wygodnego obrazu. Niestety z rzeczywistością ten obraz ani metody psychoterapii nie mają nic wspólnego. > > To jedno. Ale nie widzisz drugiej rzeczy: jak z tą stratą mocno się związałeś.> To Ty nie widzisz, że ta sfera jest odpowiedzialna także za Twoje życie i szczęścieStrefa jest. Ale magiczna granica 20-ki już nie. > Ale - jak to wyżej bardzo trafnie napisał Olson, zresztą zacytowałem go potemOlson nie jest tutaj dla nikogo żadnym autorytetem. Tym bardziej dla mnie. Radze poczytać go uważniej przez ostatnie kilka miesięcy, zwłaszcza ostatnie wpisy, za które m.in. dostał bana. > - jest to dla Ciebie tak normalne i zwyczajne, że nigdy nie zrozumiesz> jak ważne dla każdego innego aspektu Twojego życiaZnów stawiasz chochoła. Jakoś nie czuję żeby to co piszesz miało cokolwiek ze mną wspólnego. > Mogę wymyślić na poczekaniu sto metafor. Jest jak płótno, na którym> malujesz obraz. Choćbyś był najgenialniejszym malarzem i miał> najlepsze farby, nie namalujesz jak nie masz płótnaWielu forumowiczów pisało, że nie mieli kobiet przed 20-ką tzn wg. Ciebie nie mieli płótna. Ale oni malują. Nie zastanawia cię to? > W "Damie z łasiczką" najważniejsze jest płótno, ale jego roli nikt nie zauważaAberracja skrojona wprost pod utrzymywanie swojej obsesji. Nie podzielam twojego poglądu że "jest traktowane jak oczywistość, pewnik, coś elementarnego, trywialnego. Tym czymś elementarnym jest życie seksualne, które masz". Bardzo dużo zależy dla kogo i w jakim wymiarze, zresztą ty tez je masz. > Ale nikt nie powie, że jest ważniejsze, niż inne "wartości".Nikt nie powie. Dla Ciebie jest seks w wieku nastu lat z nastolatką, ale dla mnie ważny byłby również powód dlaczego myśleli tak również rodzice. Bo czy tak robili jak mówili - tutaj pewności już nie ma. Dalej piszesz już standard który czytaliśmy wiele razy. Pozwól, że go opuszczę. > Ty miałeś, dlatego go nie widzisz,tak jak nie doceniasz> tlenu, którym oddychasz. I dlatego moim żalem gardzisz.Zwykła projekcja, która nie ma ze mną nic wspólnego. Ale ty oczywiście wiesz lepiej. Swoją drogą ładny wyrażasz szacunek dla żalu 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Przykrawasz psychoterapeutę do wygodnego obrazu. >Niestety z rzeczywistością ten obraz ani metody psychoterapii nie mają nic wspólnego.
Jaki wobec tego jest cel terapii (niezależnie od metod)? Jaki jest pożądany, zamierzony outcome? Człowiek, który akceptuje siebie i swoje życie, mimo iż jest chujowsze od żyć większości. Człowiek, który uśmiecha się i nie boli go, gdy widzi, że wszyscy wokół mają z łatwością coś, o czym on całe życie mógł tylko marzyć. Szczęśliwy mimo to. Pomimo tego jak odstaje od społeczeństwa. Niezwracający uwagi, nieporównujący się do innych, zadowolony w swoim światku, w którym nie ma (bo przecież nie musi mieć) dostępu do przyjemności dostepnych dla innych ludzi. Czy nie tak?
>Strefa jest. Ale magiczna granica 20-ki już nie.
Jeśli zacząłeś mając choćby 21-22 lata, to i tak miałeś jeszcze normalne życie studenckie.
>Olson nie jest tutaj dla nikogo żadnym autorytetem. Tym bardziej dla mnie. Radze poczytać go uważniej przez ostatnie kilka miesięcy, zwłaszcza ostatnie wpisy, za które m.in. dostał bana.
Nie mówię, że jest autorytetem, nikogo z Was tutaj nie znam, nie wiem czym się zajmujecie. Nie wiem też za co został zbanowany, bo nie czytam w zasadzie innych wątków, odpisywanie na ten jest wystarczająco absorbujące. Tak się składa natomiast, że jest osobą, która najlepiej rozumiała mnie ze wszystkich tutaj, nawet jeśli oczywiście nie we wszystkim się z nim zgadzałem. Na pewno jednak ta jego wypowiedź trafia w punkt:
"Bywa tak, że gardzi się tymi, którzy czegoś nie mają, bo wtedy domagają się aby to mieć i wydaje im się to taką magią. Np poczucie własnej wartości, albo chęć przynależności do grupy [albo seks - przyp. mój] - gardzi się tymi, którzy tego nie mają, bo oni chcąc to zdobyć uobiektowiają się. Gdy ktoś już coś ma, to jest to dla niego tak normalne, że nie wyobraża sobie tego nie mieć i gardzi tymi, dla których to takie ważne."
>Wielu forumowiczów pisało, że nie mieli kobiet przed 20-ką tzn wg. Ciebie nie mieli płótna. >Ale oni malują. Nie zastanawia cię to?
Myślę o tym wszystkim dużo, właściwie myślę o tym nieustannie, to jest niestety treść mojego życia, mojej egzystencji. Więc zastanawiało mnie wiele rzeczy i na większość z nich znalazłem już odpowiedzi. I te odpowiedzi są niestety przygnębiające, ale nie chcę okłamywać samego siebie. Jeśli nie mieli kobiet przed 20-tką, to mieli je wkrótce po, na pierwszych latach studiów, a to jeszcze daje trochę czasu, by pożyć fajnie. Takich, którzy byli prawiczkami do 25 roku życia jest ekstremalnie mało i dla każdego jest to problem.
>> Ale nikt nie powie, że jest ważniejsze, niż inne "wartości". >Nikt nie powie. Dla Ciebie jest seks w wieku nastu lat z nastolatką, ale dla mnie ważny byłby również powód dlaczego myśleli tak również rodzice. >Bo czy tak robili jak mówili - tutaj pewności już nie ma.
Nie rozumiem. Sugerujesz, że pogląd o nastoletnim seksie mam od rodziców? Mój ojciec, to niespełniony samiec beta, który poza agresją i darciem mordy po pijanemu jest tępą ciotą, którą nie zainteresowała by się żadna normalna kobieta, a moja matka była jego jedyną partnerką seksualną w życiu (oj, nasłuchałem się pijackich gadek...). Na dodatek niby są tacy wierzący, choć oczywiście do kościoła zaczęli chodzić dopiero, jak ich zaczęły choroby na starość łapać. I jak stracili syna, którego nigdy nie szanowali. Wtedy spotulnieli. To wystraszeni ludzie, dla których słowa seks i bóg to takie tabu, że przez całe życie, kiedy z nimi mieszkałem, nie użyli ich nigdy. Boją się nawet o tym wspomnieć, a co dopiero użyć mózgu i pomyśleć, zakwestionować cokolwiek. Właśnie dlatego, że z nimi żyłem, tak długo nie wiedziałem, jak bardzo tracę życie. Myślałem, że takie życie jest. Nienawidzę ich za to, zabrali mi wszystko. Kiedy zacząłem sam się wyzwalać z tej obłudy, było już za późno, bo żeby choćby zacząć otwierać oczy, trzeba wiedzieć, że w ogóle może być inaczej... Ja jeszcze będąc na studiach nie wiedziałem, że ludzie tak powszechnie uprawiają przygodny seks, że to tak normalne... Myślałem, że to, co widzę, to ewenementy, wyjątki. Masakra.
>> Ty miałeś, dlatego go nie widzisz,tak jak nie doceniasz >> tlenu, którym oddychasz. I dlatego moim żalem gardzisz. >Zwykła projekcja, która nie ma ze mną nic wspólnego. Ale ty oczywiście wiesz lepiej.
Nie znam Ciebie i Twojego życia. Ale sam gdzieś wspominałeś o statystyce. Mogę więc powiedzieć jak ogólnie wyglądało czyjekolwiek życie seksualne w młodości i mam 80-90% szans, że będę miał rację...
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | >Jaki wobec tego jest cel terapii (niezależnie od metod)? >Człowiek, który uśmiecha się i nie boli go, gdy widzi, że wszyscy wokół mają z łatwością coś, o >czym on całe życie mógł tylko marzyć. Terapeuta mógłby zaproponować Ci udział w terapii grupowej. Tam byś się dowiedział jak to łatwo wszystkim wszystko przychodzi. Tam już nie mógłbyś celebrować swojej wyjątkowości (sam być ją odrzucił, bo by nie korespondowała z tym co słyszysz). Tam już nie mógłbyś tak łatwo odrzucać argumentów innych tak jak odrzucasz argumenty Jacka, który przecież ma, a Ty nie masz ergo wszystko, co pisze się nie liczy. Obawiam się, że nic od niego nie przyjmiesz, bo to tak jakby pani Clinton próbowała się skomunikować z wyborcami Trumpa. Tam byś się przekonał, że niektórzy faktycznie mieli z łatwością sex, ale na przykład nie mogą dostać czegoś innego, na czym zależy im tak samo lub może nawet bardziej niż Tobie na seksie z nastolatką.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Tam byś się przekonał, że niektórzy faktycznie mieli z łatwością sex, ale na przykład nie mogą dostać czegoś innego, na czym zależy im tak samo lub może nawet bardziej niż Tobie na seksie z nastolatką.
Ja to już wiem... Ale cokolwiek innego to jest, nie jest tak elementarne i ważne, jak życie seksualne, a brak tego nie ma tak dramatycznych skutków. Ale.. nieważne już... Ja już wiem wszystko, wiem co się nie zmieni i wiem jakie życie mi pozostało... można zamknąć temat...
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | dajmonion (3663 punktów) | >Ale cokolwiek innego to jest, nie jest tak elementarne i ważne, jak życie seksualne, a brak tego >nie ma tak dramatycznych skutków. Życie seksualne jest ważne. Ale problemy seksualne są z różną intensywnością przeżywane przez poszczególne osoby. To Ty na bazie swoich doświadczeń i postaw nadajesz takie lub inne znaczenie swoim brakom. Dla Ciebie tragedią jest brak seksu z nastolatką. Dla kogoś innego tragedią jest coś innego. Subiektywnie doznawane cierpienie jest nieprzekazywalne. Nie wiesz, bo nie możesz wiedzieć czy Ty cierpisz bardziej niż ktoś inny z innego powodu.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jaki wobec tego jest cel terapii (niezależnie od metod)?Dostałbyś pomoc w zdefiniowaniu go samemu. Ale stanowczo pokazywano by ci, co jest realne a co nie, co gonieniem za znikającym punktem a co co warto walczyć. O ile byś wytrzymał, może coś by z tego było. > Człowiek, który akceptuje siebie i swoje życie, mimo iż jest> chujowsze od żyć większości. Człowiek, który uśmiecha się i nie> boli go, gdy widzi, że wszyscy wokół mają z łatwością coś,> o czym on całe życie mógł tylko marzyć. Szczęśliwy mimo toI co cię właściwie w tym boli? Ten człowiek? Na niego tu przecież kładziesz nacisk. Wszyscy powinni mieć taki zakaz, jak ty? Wtedy poczułbyś sie lepiej? Po coś się niewinnego człowieka uczepił? > Pomimo tego jak odstaje od społeczeństwa. Niezwracający uwagi,> nieporównujący się do innych, zadowolony w swoim światku, w> którym nie ma (bo przecież nie musi mieć) dostępu do przyjemności> dostepnych dla innych ludzi. Czy nie tak?O kim ty piszesz i po co? Nie rozumiem. Wiesz, kto to Waris Dirie? > >Strefa jest. Ale magiczna granica 20-ki już nie.> Jeśli zacząłeś mając choćby 21-22 lata, to i tak miałeś jeszcze normalne życie studenckie.A jakie jest wg ciebie normalne życie studenckie? Podaj jakieś statystyki, z pewnością jakieś masz w głowie. Zweryfikujemy je z realem. > nikogo z Was tutaj nie znam, nie wiem czym się zajmujecieMożna to poznać, trzeba tylko przestać na chwilę zajmować się swoim Wielkim Bólem i poczytać. Szarley jest inżynierem, farmer jeździł na TIRach a teraz prowadzi mały biznes. Ja również jestem inżynierem pracującym w Krakowie. Krystkon to niespełniony ekonomista tyrający dziś w praktyce bo kiedyś przeholował z pazernością na kasę i chęcią sterowania ludzkimi losami (windykacja). Są tu lekarze, informatycy, tłumacze, studenci nawet artyści ale ciebie to nie bardzo interesuje. Własny ból i niespełniony seks ważniejsze. > Nie wiem też za co został zbanowany, bo nie czytam w zasadzie innych wątkówNo właśnie. > Tak się składa natomiast, że jest osobą, która najlepiej rozumiała> mnie ze wszystkich tutajNaprawde współczuję. > "Bywa tak, że gardzi się tymi, którzy czegoś nie mają, bo wtedy domagają się aby to mieć i wydaje im się to taką magią. Np poczucie własnej wartości, albo chęć przynależności do grupy [albo seks - przyp. mój] - gardzi się tymi, którzy tego nie mają, bo oni chcąc to zdobyć uobiektowiają się.A co to za nowomowa? To nawet trudno zrozumieć. > Gdy ktoś już coś ma, to jest to dla niego tak normalne, że nie wyobraża> sobie tego nie mieć i gardzi tymi, dla których to takie ważnePogarda jest w olsonie w ogóle wielka i to niekoniecznie związana z tym co ktoś inny ma, lub nie ma. To zwykły arogancki chłystek który ciągnie ludzi na dno i ma ambicję by wysysać dopaminę / serotoninę. To główna oś i sens jego żywota. Nic wiecej. > Jeśli nie mieli kobiet przed 20-tką, to mieli je wkrótce po,> na pierwszych latach studiów, a to jeszcze daje trochę czasu,> by pożyć fajnie. Takich, którzy byli prawiczkami do 25 roku życia> jest ekstremalnie mało i dla każdego jest to problemOk, w końcu widzę że odczepiłeś się od tych nastolatek. Wg mnie seks jest ważny i jeśli ktoś nie zazna go do pewnej umownej granicy - wg mnie leżącej w wieku około 30 lat - to później może być mocno zahamowany. > >Bo czy tak robili jak mówili - tutaj pewności już nie ma.> Nie rozumiemJedno lub drugie mogło mieć życie seksualne przed 20ką ale z jakiegoś powodu o tym nie chcą mówić, bo np. źle to na nich podziałało. > Sugerujesz, że pogląd o nastoletnim seksie mam od rodziców?Bynajmniej. > Mój ojciec, to niespełniony samiec beta, który poza agresją i darciem> mordy po pijanemu jest tępą ciotą, którą nie zainteresowała by się żadna> normalna kobietaPytałeś go kiedyś, czy miał jakieś dziewczyny poniżej swojego 20 roku życia? > a moja matka była jego jedyną partnerką seksualną w życiu (oj,> nasłuchałem się pijackich gadek...)Zweryfikowałeś to z kimś? Np. ciotką, wujem, jego kolegą? > To wystraszeni ludzie, dla których słowa seks i bóg to takie tabu, że> przez całe życie, kiedy z nimi mieszkałem, nie użyli ich nigdy.> Boją się nawet o tym wspomnieć, a co dopiero użyć mózgu i pomyśleć,> zakwestionować cokolwiekBoją się rozmów o seksie, a może tego że zaczniesz interesować się skąd te wszystkie zahamowania się u ciebie wzięły? Że zaczniesz robić wywiad?  > Ja jeszcze będąc na studiach nie wiedziałem, że ludzie tak powszechnie> uprawiają przygodny seks, że to tak normalne... Myślałem, że to, co widzę,> to ewenementy, wyjątki. Masakra.Niestety jest gorzej. Prawdopodobnie nie widziałeś, iż niejedna nastolatka lub 20+ patrzyła na ciebie przed laty łakomym okiem. Wiem co mówię - z perspektywy mnie również żal niektórych sytuacji z których nie skorzystałem, a nawet które nieprawidłowo odczytywałam. Cóż, c'est la vie  > Mogę więc powiedzieć jak ogólnie wyglądało czyjekolwiek życie> seksualne w młodości i mam 80-90% szans, że będę miał rację...Oprócz statystyki warto pamiętać, że nie każde życie seksualne w młodości jest satysfakcjonujące i daje radość. Czasem rodzi traumy. Pozdrawiam
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | > >Jeśli zacząłeś mając choćby 21-22 lata, to i tak miałeś jeszcze normalne życie studenckie.> A jakie jest wg ciebie normalne życie studenckie?Mam wrażenie, że wiem jak nicktaki pojmuje normalne życie studenckie: - rano seks przy śniadaniu (lub zamiast) - w drodze na zajęcia student "zalicza" dwie laski w parku i jedną na sali zanim przyjdzie wykładowca. - w przerwie seks z przypadkową maturzystką, która przyszła złożyć papiery - w drodze powrotnej do akademika mija żeńskie LO - wieczorem dwie zaproszone licealistki i sąsiadka A skoro jego to ominęło, to teraz już do końca żywota nie zazna udanego seksu (przy okazji : znam 40-latków skutecznie podrywających 18-letnie dziewczyny. Nawet z małżeńskim finałem) > Szarley jest inżynierem,Nie  choć wykonuję typowo inżynierską pracę > > Tak się składa natomiast, że jest osobą, która najlepiej rozumiała> > mnie ze wszystkich tutaj> Naprawde współczuję.Obydwaj mają podobny problem. Brak seksu.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > znam 40-latków skutecznie podrywających 18-letnie dziewczyny.> Nawet z małżeńskim finałem)I to się zdarza. A nicktakiemu byłoby łatwiej, wszak nie o małżeństwo mu chodzi. Trzeba tylko chcieć i nie oglądać się na konwenanse, czy cudze gadanie w stylu "obleśniak" itd. Kiedyś koleżanka w poprzedniej firmie zwierzyła mi się, że.. w młodym wieku wyszła za nauczyciela z podstawówki  O ile dobrze pamiętam, mają trójkę dzieci. > >Szarley jest inżynierem,> Nie choć wykonuję typowo inżynierską pracęOoops! bibsy.pl/U(*)st-pelne-roznych-niespodzianekPrzepraszam. Ale uczyłeś w szkole. > Obydwaj mają podobny problem. Brak seksu.Pod tym względem nicktaki stoi wyżej: potrafi się do tego przyznać i wie co jest lekarstwem na brak seksu: sex 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Mam wrażenie, że wiem jak nicktaki pojmuje normalne życie studenckie: >- rano seks przy śniadaniu (lub zamiast) >- w drodze na zajęcia student "zalicza" dwie laski w parku i jedną na sali zanim przyjdzie wykładowca. >- w przerwie seks z przypadkową maturzystką, która przyszła złożyć papiery >- w drodze powrotnej do akademika mija żeńskie LO >- wieczorem dwie zaproszone licealistki i sąsiadka
Teraz nastąpi zdanie wielokrotnie złożone. Różnica pomiędzy uprawianiem seksu jeden raz na miesiąc przez całe życie studenckie, a uprawianiem go zero razy na miesiąc, jest w skutkach dramatycznie nieporównywalna do różnicy pomiędzy uprawianiem seksu jeden raz na miesiąc przez całe życie studenckie, a trzydzieści razy na miesiąc.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Teraz nastąpi zdanie wielokrotnie złożone. Różnica pomiędzy > uprawianiem seksu jeden raz na miesiąc przez całe życie studenckie, > a uprawianiem go zero razy na miesiąc, jest w skutkach dramatycznie > nieporównywalna do różnicy pomiędzy uprawianiem seksu jeden raz na > miesiąc przez całe życie studenckie, a trzydzieści razy na miesiąc.
Zaręczam ci, znajdę setki przykładów na uprawianie seksu kilka razy w ciągu studiów.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Zaręczam ci, znajdę setki przykładów na uprawianie seksu kilka razy w ciągu studiów.
No właśnie. Chyba nie zrozumiałeś. Uprawianie seksu choćby kilka razy w ciągu studiów, to coś cudownego, o czym ja mogę tylko pomarzyć i coś nieskończenie wiele razy lepszego, niż uprawianie go zero razy. Uprawianie go nawet codziennie nie robi już na przyszłość takiej różnicy w stosunku do uprawiania go raz na miesiąc, jak uprawianie raz na miesiąc do nieuprawiania wcale. Czyli gdybym w ciągu nastoletniego i akademikowego życia uprawiał seks choćby kilka razy, to życie byłoby zupełnie inne.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Pisałeś już to wszystko kilka razy. Na tym naszą rozmowę chciałbym zakończyć.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Dostałbyś pomoc w zdefiniowaniu go samemu. Ale stanowczo pokazywano by ci, co jest realne a co nie, co gonieniem za znikającym punktem a co co warto walczyć."Warto"? Co warto? Warto, żeby Wszechświat istniał, czy niewarto? Hedonizm to jedyne racjonalne podejście. A ja na tym polu już spełniony być nie mogę. Game over. > > Pomimo tego jak odstaje od społeczeństwa. Niezwracający uwagi,> > nieporównujący się do innych, zadowolony w swoim światku, w> > którym nie ma (bo przecież nie musi mieć) dostępu do przyjemności> > dostepnych dla innych ludzi. Czy nie tak?> O kim ty piszesz i po co? Nie rozumiem.Piszę o zamierzonym efekcie terapii. O tym do jakiego mnie dążyłby terapeuta. > Wiesz, kto to Waris Dirie?Przezcytałem na Wikipedii. O "Kwiecie pustyni" słyszałem i tematyce obrzezania co nieco czytałem. Ale nie widzę związku. > A jakie jest wg ciebie normalne życie studenckie? Podaj jakieś statystyki, z pewnością jakieś masz w głowie. Zweryfikujemy je z realem.Wystarczy jedna statystyka. Studenci (w typowym wieku studenckim, tj. 20-23 lata) uprawiają seks. Nieważne jak często. Nawet Ci, którzy uprawiają go najrzadziej, robili to nieskończenie wiele razy częściej niż ja. Niż zero. A to zmienia życie jak jedynka Heavyside'a funkcję. > > nikogo z Was tutaj nie znam, nie wiem czym się zajmujecie> Można to poznać, trzeba tylko przestać na chwilę zajmować się swoim Wielkim Bólem i poczytać.> Własny ból i niespełniony seks ważniejsze.A czy Twoje życie nie jest dla Ciebie ważniejsze, niż moje? Poza tym moje zainteresowanie nie jest Wam do niczego potrzebne. > > Tak się składa natomiast, że jest osobą, która najlepiej rozumiała> > mnie ze wszystkich tutaj> Naprawde współczuję.Cóż mi z tego... Ale dzięki... > Wg mnie seks jest ważny i jeśli ktoś nie zazna go do pewnej umownej granicy - wg mnie leżącej w wieku około 30 lat - to później może być mocno zahamowany.Nie chcę być złośliwy, ale tutaj muszę. Skąd to wziąłeś? Jak uroiłeś sobie, że około 30 lat akurat? Zrobiłeś badania, czy tak sobie myślisz, tak Ci się wydaje? Wymyśliłeś sobie statystykę z dupy? Bo ja niestety wiem z własnego przykładu, że cholernie nie masz racji. > Jedno lub drugie mogło mieć życie seksualne przed 20ką ale z jakiegoś powodu o tym nie chcą mówić, bo np. źle to na nich podziałało.(...)Cały ten wątek moich "rodziców" możemy odpuścić. Wielokrotnie w różnych kontekstach i sytuacjach słyszałem rozmowy, z których bezpośrednio i pośrednio wynikało, że mój ojciec nie miał nikogo poza moją matką. Być może z tego powodu cierpiał, bo z wyczuwalnym żalem raz w życiu, oczywiście po pijanemu, powiedział mi, że cipkę widział dopiero jak miał 19 lat. Może faktycznie mu to pasuje, a może zaczął uciekać w religię, żeby czuć, że to jednak dobrze, że tak wyszło. Nie wiem, nie chcę się nad tym zastanawiać, ani poświęcać mu żadnej uwagi, mam to autentycznie głęboko gdzieś. Nie ma to dziś już znaczenia, skutek jest jaki jest. > Boją się rozmów o seksie, a może tego że zaczniesz interesować się skąd te wszystkie zahamowania się u ciebie wzięły? Że zaczniesz robić wywiad?  Nie, są po prostu okropnie tępi. Przez całe życie, cały okres, który powinien służyć wychowaniu, nigdy nie porozmawiali ze mną na żaden temat poza ocenami w szkole. Ani jeden raz. Jeżeli w ogóle próbowali zacząć jakikolwiek poważny temat, zawsze (nie koloryzuję) robili to tylko i wyłącznie po pijanemu. Tylko wtedy mieli odwagę, na trzeźwo każdy życiowy temat wywoływał w nich wstyd, którego nigdy, bez wyjątku nigdy, nie pokonali. k***a, jak ja ich nienawidzę... Ojciec kiedyś przyłapał mnie na oglądaniu porno na VHS, wrócił wcześniej z domu, a ja w panice nie zdążyłem wyciągnąć kasety z magnetowidu, żeby zatrzeć ślady. Spodnie, koszulka i moje speszone, wystraszone zachowanie ewidentnie sugerowały, że się masturbowałem. Kaseta została schowana, temat nigdy nie pojawił się w żadnej formie, absolutne przemilczenie. A taka sytuacja zdarzyła się ze dwa razy. Udawanie, że nikt nic nie widział. Tylko raz, potem, w jakiejś kłótni matka wyrzuciła mi chamskim tonem że "walę konia", z takim jadem i nienawiścią, jakby to była nagorsza zbrodnia przeciw ludzkości. Oni nawet nie porozmawiali ze mną po mojej próbie samobójczej w wieku 17 lat, kiedy połknąłem kilka opakowań Paracetamolu (wszystkie opakowania znaleźli) i rzygałem przez 5 godzin żółcią o mało się nie wykańczając. Nie nawiązali żadnej rozmowy ani tego dnia, ani nigdy później. Żadnych życiowych tematów, ŻADNYCH. Tego samego dnia, jak przestałem wymiotować i trochę się ogarnąłem, opierdolili mnie jeszcze, że nie wyniosłem śmieci. Nigdy tego nie zapomnę. Nie chcę o tym mówić. To, że oni są przyczyną moich problemów i zjebanego życia, to wiem. Ale teraz nie ma to już znaczenia. Skutek już się stał. cdn.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > "Warto"? Co warto? Warto, żeby Wszechświat istniał, czy niewarto?Warto żyć w komforcie i bez deprechy. Jedni muszą na to ciężko zapracować np. z terapeutą, inni to mają ad hoc, ale często wtedy nie doceniają i tracą, lub bezmyślnie rozmieniają na drobne. Wot życie  > Hedonizm to jedyne racjonalne podejście. A ja na tym polu> już spełniony być nie mogę. Game over.Nie przyklasnę ci jeśli chodzi o hedonizm. Skąd wiesz, ze game over? Prorok jaki, czy co? Zdaje ci się, a to słaby argument. > >> Pomimo tego jak odstaje od społeczeństwa. Niezwracający uwagi,> >> nieporównujący się do innych, zadowolony w swoim światku, w> >> którym nie ma (bo przecież nie musi mieć) dostępu do przyjemności> >> dostepnych dla innych ludzi. Czy nie tak?> >O kim ty piszesz i po co? Nie rozumiem.> Piszę o zamierzonym efekcie terapii. O tym do jakiego mnie dążyłby terapeutaTerapeuta dążyłby do takiego ciebie, jakiego byś zechciał. Ale na pewno nie nierealnego. To by ci od razu dał pod uwagę, żebyś się nie łudził. Ale Ty już wszystko wiesz na bank jakby było, więc o czym tu mówimy. Nie idąc do niego tu i teraz wybierasz jakąś drogę czy chcesz tego, czy nie. > >Wiesz, kto to Waris Dirie?> Przezcytałem na Wikipedii. O "Kwiecie pustyni" słyszałem i tematyce obrzezania co nieco czytałem. Ale nie widzę związkuTa kobieta nigdy nie czyniła zarzutów innym babkom, że nie są obrzezane. Ty robisz to właściwie co drugie zdanie. > >A jakie jest wg ciebie normalne życie studenckie? Podaj jakieś statystyki, z pewnością jakieś masz w głowie. Zweryfikujemy je z realem.> Wystarczy jedna statystyka. Studenci (w typowym wieku studenckim, tj. 20-23 lata)> uprawiają seksPisałem o statystykach, a nie suchym stwierdzeniu typu "idę chodnikiem". Ty chyba nie bardzo jesteś w stanie zrozumieć cudze pytania. > Nieważne jak często. Nawet Ci, którzy uprawiają go najrzadziej,> robili to nieskończenie wiele razy częściej niż ja.> Niż zero. A to zmienia życie jak jedynka Heavyside'a funkcję.Nieprawda. Znajdę ci kilku, którzy nie uprawiali. > A czy Twoje życie nie jest dla Ciebie ważniejsze, niż moje?Oczywiście, że tak. Jednak przyjrzyjmy się, czy to złe? Czy przez to Twoje ma być mniej ważne dla Ciebie? Ja o swoje dbam i znajduję czas, żeby rozmawiać m.in. z Tobą. Czy to takie karygodne? > Poza tym moje zainteresowanie nie jest Wam do niczego potrzebneJeśli chodzi o mnie, jestem ciekaw ludzi. Po drugie - czy Tobie jest potrzebne? Albo tego nie wiesz, albo nie jest potrzebne. Potrzeba Ci na razie się jedynie wyżalić obojętnie komu. Tak wynika z Twoich wpisów. > Nie chcę być złośliwy, ale tutaj muszę. Skąd to wziąłeś? Jak> uroiłeś sobie, że około 30 lat akurat? Zrobiłeś badania, czy tak> sobie myślisz, tak Ci się wydaje? Wymyśliłeś sobie statystykę z dupy?Trochę się gotujesz, prawda? Nie wymyślałem żadnej statystyki. Napisałem, że wg moich spostrzeżeń. > Bo ja niestety wiem z własnego przykładu, że cholernie nie masz racji.A ja wiem że mam, i to nie tylko z mojego przypadku. > >Jedno lub drugie mogło mieć życie seksualne przed 20ką ale z jakiegoś powodu o tym nie chcą mówić, bo np. źle to na nich podziałało.(...)> Cały ten wątek moich "rodziców" możemy odpuścićOczywiscie. Odpuszczamy gdyż temat nieeksplorowany okazuje się zbyt trudny do podjęcia, a jeszcze trudniejszy do próby zrozumienia dlaczego tak się stało. > Nie wiem, nie chcę się nad tym zastanawiać, ani poświęcać mu> żadnej uwagi, mam to autentycznie głęboko gdzieś. Nie ma to dziś> już znaczenia, skutek jest jaki jest.Tyś rzekł. > > Boją się rozmów o seksie, a może tego że zaczniesz interesować> > się skąd te wszystkie zahamowania się u ciebie wzięły? Że zaczniesz> > robić wywiad?  > Nie, są po prostu okropnie tępi. Przez całe życie, cały okres, który> powinien służyć wychowaniu, nigdy nie porozmawiali ze mną na> żaden temat poza ocenami w szkole. Ani jeden raz.Więc na złość mamie odmrozisz sobie uszy i nie zainteresujesz się, co było u nich powodem takiego a nie innego stanu rzeczy. Rozumiem.  > Tylko wtedy mieli odwagę, na trzeźwo każdy życiowy temat wywoływał> w nich wstyd, którego nigdy, bez wyjątku nigdy, nie pokonali.> k***a, jak ja ich nienawidzę...Tak. Jak i ich wstydu, który przeszedł na Ciebie, ale oczywiście nie podejmiesz pracy by się od niego samemu uwolnić i znaleźć genezę wstydu u nich. > Udawanie, że nikt nic nie widział.Nieśmiało zauważę, że teraz już nie masz 17 lat. Możesz coś więcej np. spróbować z nim spokojnie porozmawiać. Albo z terapeutą. > Tylko raz, potem, w jakiejś kłótni matka wyrzuciła mi chamskim> tonem że "walę konia", z takim jadem i nienawiścią, jakby to była> nagorsza zbrodnia przeciw ludzkości.Z tym, że to już było. A Ty ciągniesz te emocje dalej, do teraźniejszości. > Nie nawiązali żadnej rozmowy ani tego dnia, ani nigdy późniejKolejny temat tabu. Dużo ich. Oczywiście Ty też go zostawisz i nigdy już go z nimi nie podejmiesz jako dorosły. Smutne. > Nie chcę o tym mówić.Widać. Chcesz pisac na forum, zamiast pójśc do terapetuty lub zainicjowac z nimi rozmowę. > To, że oni są przyczyną moich problemów i zjebanego życia, to wiem.> Ale teraz nie ma to już znaczenia. Skutek już się stał.Z tego co wiem nic w sprawach emocji i uczuć nie dzieje się raz na zawsze.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | > Warto żyć w komforcieNiemożliwe. Z tego życia i z siebie w nim nigdy nie będę już zadowolony. > Skąd wiesz, ze game over? Prorok jaki, czy co? Zdaje ci się, a to słaby argument.Bo nie mogę już mieć tego, czego mi brakuje. > >Piszę o zamierzonym efekcie terapii. O tym do jakiego mnie dążyłby terapeuta> Terapeuta dążyłby do takiego ciebie, jakiego byś zechciał.Czyli do niemożliwego już. Chcę być normalnym facetem, który miał normalne dorastanie i normalne, pospolite w nim problemy. Niemożliwe. > Ta kobieta nigdy nie czyniła zarzutów innym babkom, że nie są obrzezane.> Ty robisz to właściwie co drugie zdanie.Nie, nie i jeszcze raz nie czynię zarzutów ludziom, którzy w nastoletnim wieku używają sobie seksu. Myślałem, że to jasne. Wspaniale dla nich, że to robią, tak powinno być. Jedyne, co mówię, to właśnie, że to ja i moje życie jesteśmy zjebani i tego żałuję. Co najwyżej wyrzucam hipokryzję, bo każdy sobie tego zaznał, a potem wielce głosi, że to było mało ważne. To mnie wkurwia. Bo wam zazdroszczę, że jest to dla was tak oczywiste, że aż nieważne. Ta kwestia była tu już poruszana kilka razy co najmniej, więc się powtarzamy... > Pisałem o statystykach, a nie suchym stwierdzeniu typu "idę chodnikiem".> Ty chyba nie bardzo jesteś w stanie zrozumieć cudze pytania.Próbuję Ci tylko uświadomić, że choćby pojedyncze uprawianie seksu w danym okresie życia to totalny lifechanger w porównaniu do bycia prawiczkiem. > Nieprawda. Znajdę ci kilku, którzy nie uprawiali.A ja Ci znajdę miliony, którzy uprawiali. Jak by nie patrzeć, zawsze będę marginesem i odmieńcem. Cóż z tego, że jest nas aż kilku na sto, że ktoś inny też ma chujowo? Nic mi z tego. Moi znajomi wokół widzę, jak żyją. (I nie, nie przechwalają się, mam właśnie spokojnych, poukładanych znajomych samych, a mimo to widzę i słyszę czasem w rozmowach jakie rzeczy są dla nich oczywistościami.) > Potrzeba Ci na razie się jedynie wyżalić obojętnie komu.Nie na razie. O beznadziejności sytuacji zdałem sobie sprawę już dość dawno i ten stan nigdy nie zmieni się, bo nie może, ja już nie odmłodnieję. To nie jest etap przejściowy do czegoś dalej. Nic dalej już nie ma. Wyżaliłem się już setkom ludzi w Internecie i z kilkunastu w życiu (większość z nich już dlatego nie utrzymuje ze mną kontaktu). Jest tak, bo po prostu nie ma nic w moim życiu, co miałoby sens, jest chaos. Co robisz, jeśli wiesz, że nie można nic zrobić i nie potrafisz się zabić? Działasz chaotycznie, bezcelowo, beznadziejnie. Jednym z takich działań jest żalenie się ludziom, innym granie w szachy z komputerem, bo wtedy na chwilę zapominam o życiu. Chciałem zostać alkoholikiem i zapić się może na śmierć, ale od razu wymiotuję i boli mnie głowa po alkoholu. Śmiej się. > >Cały ten wątek moich "rodziców" możemy odpuścić> Oczywiscie. Odpuszczamy gdyż temat nieeksplorowany okazuje się zbyt trudny do podjęcia, a jeszcze trudniejszy do próby zrozumienia dlaczego tak się stało.Co za różnica dlaczego dokładnie tak się stało? Wiem mniej więcej jakie są przyczyny, dzisiaj już zgłębianie ich jest bezcelowe. 15 lat temu jeszcze mogłoby mieć znaczenie, bo jeszcze mógłbym zdążyć mieć normalne życie. Teraz już jest pozamiatane, więc serio, ja nie uciekam przed tym, po prostu to już nie jest ważne. Jeśli urwie Ci nogę, to już naprawdę nie ma znaczenia jak dokładnie to się stało. Znaczenie ma, że nie masz już nogi. > Więc na złość mamie odmrozisz sobie uszy i nie zainteresujesz się, co było u nich powodem takiego a nie innego stanu rzeczy. Rozumiem.  (...) > Tak. Jak i ich wstydu, który przeszedł na Ciebie, ale oczywiście nie podejmiesz pracy by się od niego samemu uwolnić i znaleźć genezę wstydu u nich.(...) > Kolejny temat tabu. Dużo ich. Oczywiście Ty też go zostawisz i nigdy już go z nimi nie podejmiesz jako dorosły.Nawet nie wiem jak napisać to zdanie, żeby było wystarczająco nienawistne w ich kierunku. Gnoje nie zasługują nawet na skrawek rozmowy ze mną, a co dopiero żebym poświęcał czas na analizowanie ich sytuacji. Mam nadzieję, że cierpią i będą cierpieć do końca swoich nędznych dni. Ja się mam teraz nimi interesować!? Skurwiele nie potrafili się zainteresować swoimi dziećmi nigdy. Ja mam z nimi teraz rozmawiać? Oni nigdy nie porozmawiali ze mną. Gdybym z nimi teraz zaczął rozmawiać i wyjaśniać, to pewnie zmniejszyłoby ich cierpienie. Nie zasługują na to ode mnie. Że byli tępi i nie rozumieli co robią? To trzeba było się zainteresować co to znaczy być rodzicem i jak nie zniszczyć dziecku życia, na czym polega wychowanie! Poczytać coś, zamiast chlać i gapić się w tępe (tfu) TV. Mnie nikt k***a nie poprowadził, a jakoś mogłem się pewnych rzeczy dowiedzieć. Niech wypierdalają. Nawet nie wiesz, jakbym chciał, żeby zdechli, ile razy sobie wyobrażałem, że rozjebali się tym swoim samochodzikiem razem, żeby nie słyszeć lamentów drugiego. Nigdy nie zasłużyli na miano rodziców, więc nie zasłużyli, by mieć syna. Najpierw zniszczyli mi życie, a teraz ja mam naprawiać ich? Niedoczekanie. Tyle mam do powiedzenia na ich temat. > Z tego co wiem nic w sprawach emocji i uczuć nie dzieje się raz na zawsze.Bezpośrednia przyczyna mojego bólu, czyli zmarnowany najlepszy czas życia, to przyczyna nieusuwalna. Zawsze będzie ciężarem, choćbym nie wiem od jakiego stopnia nauczył się sobie z tym radzić, zawsze to będzie piętno i coś, co podcina skrzydła, nigdy odwrotnie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | * zanim przeczytasz moja odpowiedź - spójrz na gwiazdkę na końcu.
>>Warto żyć w komforcie >Niemożliwe. Z tego życia i z siebie w nim nigdy nie będę już zadowolony.
Tyś rzekł. Skoro tak chcesz i wierzysz, że inaczej nie można - to tak będzie.
>>Skąd wiesz, ze game over? Prorok jaki, czy co? Zdaje ci się, a to słaby argument. >Bo nie mogę już mieć tego, czego mi brakuje.
Tylko zaklinasz rzeczywistość. Istnieje duża szansa, że terapia ci pomoże. Podesłać Ci zestawienie badań nad jej skutecznością? Tylko napisz, że nie chcesz czytać i chcesz dalej się użalać, to nie zrobię tego. Zresztą pora tą rozmowę kończyć. Do niczego nie prowadzi, bo nie chcesz żeby prowadziła.
>>>Piszę o zamierzonym efekcie terapii. O tym do jakiego mnie dążyłby terapeuta >>Terapeuta dążyłby do takiego ciebie, jakiego byś zechciał. >Czyli do niemożliwego
J.w.
> już. Chcę być normalnym facetem, który miał normalne > dorastanie i normalne, pospolite w nim problemy. Niemożliwe.
To akurat jest niemożliwe, zgadza się. Ale możliwe jest bycie człowiekiem bez cierpienia, za to z zadowoleniem oraz brakiem deprechy.. bez stosowania wehikułu czasu. Ty jednak tą możliwość odrzucasz, dlatego albo będzie to samo jak codzień, albo z każdym dniem ciut gorzej.
> ja i moje życie jesteśmy zjebani i tego żałuję.
Nie ma co żałować, na co nie miało się wpływu. Ale pożałujesz jeśli teraz z tym nic nie zrobisz. Czuj, że to zagwarantowane.
> Co najwyżej wyrzucam hipokryzję, bo każdy sobie tego zaznał, > a potem wielce głosi, że to było mało ważne
Kłamstwo i własne projekcje promujesz pisząc, że każdy.
> Nic dalej już nie ma. Wyżaliłem się już setkom ludzi w Internecie > i z kilkunastu w życiu (większość z nich już dlatego nie utrzymuje ze mną kontaktu)
Więc może pora skończyć ten taniec św. Wita i pójść do terapeuty?
> Co robisz, jeśli wiesz, że nie można nic zrobić i nie potrafisz > się zabić? Działasz chaotycznie
Nie. Jest jeszcze coś: powierzam się w ręce mądrego człowieka.
> Chciałem zostać alkoholikiem i zapić się może na śmierć, ale od > razu wymiotuję i boli mnie głowa po alkoholu. Śmiej się.
Niepotrzebny ten ślepy wyrzut. Nic Ci nie zrobiłem, chyba że masz żal do mnie, że w ogóle z Tobą gadam, to może zakończymy rozmowę w tej chwili. ** Z alkoholem mam podobnie.
>Co za różnica dlaczego dokładnie tak się stało?
Fundamentalna. M.in. rozumiesz że to nie spadło na Ciebie z nieba. Rozumienie daje ulgę.
> Jeśli urwie Ci nogę, to już naprawdę nie ma znaczenia jak > dokładnie to się stało. Znaczenie ma, że nie masz już nogi.
Tobie nogi nie urwało. Porównanie chybione.
> Ja mam z nimi teraz rozmawiać? Oni nigdy nie porozmawiali ze mną. > Gdybym z nimi teraz zaczął rozmawiać i wyjaśniać, to pewnie zmniejszyłoby > ich cierpienie. Nie zasługują na to ode mnie
Wywal swój gniew na nich. Później za jakiś czas pytaj.
> Mnie nikt k***a nie poprowadził, a jakoś mogłem się pewnych > rzeczy dowiedzieć
A internet, smartfony i TV z setką programów w każdym wtedy rogu były Nie pier*ol. Wisłocka była i tyle.
> Najpierw zniszczyli mi życie, a teraz ja mam naprawiać ich? > Niedoczekanie
Dopowiadasz sobie. Niepotrzebnie. Nigdzie nie napisałem, że masz naprawiać ich. Nie ku*wa. Chodzi o Ciebie i tylko ciebie.
>> Z tego co wiem nic w sprawach emocji i uczuć nie dzieje >> się raz na zawsze. > Bezpośrednia przyczyna mojego bólu, czyli zmarnowany > najlepszy czas życia, to przyczyna nieusuwalna. Zawsze będzie ciężarem, > choćbym nie wiem od jakiego stopnia nauczył się sobie z tym radzić, > zawsze to będzie piętno i coś, co podcina skrzydła, nigdy odwrotnie.
Nie przekonujesz mnie. To co piszesz to klasyczna matra, a z nią dyskusji nie ma. *Dziękuję ci za rozmowę, na tym chciałbym ją zakończyć.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >To akurat jest niemożliwe, zgadza się. Ale możliwe jest bycie człowiekiem bez cierpienia, za to z zadowoleniem oraz brakiem deprechy.. bez stosowania wehikułu czasu. Ty jednak tą możliwość odrzucasz, dlatego albo będzie to samo jak codzień, albo z każdym dniem ciut gorzej.
Nie jest możliwe. Do końca życia będę widział jakie dziewczyny mają młodzi kolesie, jak się z nimi umawiają na fb, czy gdzie indziej i zawsze będę mógł o nich tylko marzyć.
>> Co robisz, jeśli wiesz, że nie można nic zrobić i nie potrafisz >> się zabić? Działasz chaotycznie >Nie. Jest jeszcze coś: powierzam się w ręce mądrego człowieka.
Nie. Bo nawet najmądrzejszy człowiek na świecie nie sprawi, że będę mógł umawiać się z takimi dziewczynami, z jakimi umawiają się Ci młodzi kolesie na fb. Nigdy. I wiem, że z tym nie można nic zrobić. Pozamiatane.
>Fundamentalna. M.in. rozumiesz że to nie spadło na Ciebie z nieba. >Rozumienie daje ulgę.
Serio? G..., a nie ulgę. Rozumienie, że trafiło mi się chujowe życie, nieprzystające nijak do normalnego życia większości nie daje mi, k***a, ulgi. Rozumienie, heh. W istocie rozumienie większości mechanizmów życia to przekleństwo. Ale w tym wypadku nie ma znaczenia.
>> Jeśli urwie Ci nogę, to już naprawdę nie ma znaczenia jak >> dokładnie to się stało. Znaczenie ma, że nie masz już nogi. >Tobie nogi nie urwało. Porównanie chybione.
To porównanie nie jest chybione, jest wręcz doskonałe. Utrata nogi jest tak samo bezpowrotna, jak utrata najlepszego, co oferowała młodość. I skutki także są ciężarem do końca życia.
>Wywal swój gniew na nich. Później za jakiś czas pytaj.
O, nie. Wyrzucenie im teraz wszystkiego i wywalenie na nich gniewu oznaczałoby wytłumaczenie im o co chodzi. Nie zasługują nawet by wiedzieć i rozumieć dlaczego ich nienawidzę. Mogą się domyślać, ale nigdy o tym z nimi nie porozmawiam, nie dam im tego zaspokojenia.
>> Mnie nikt k***a nie poprowadził, a jakoś mogłem się pewnych >> rzeczy dowiedzieć >A internet, smartfony i TV z setką programów w każdym wtedy rogu były Nie pier*ol. >Wisłocka była i tyle.
Nigdy (!) nie widziałem żadnego z moich "rodziców" czytającego książkę. Jakąkolwiek. Teraz, jak już są po 50., to wiem, że coś tam zaczęli wypożyczać z biblioteki. k***a, jacy są żałośni...
>Dopowiadasz sobie. Niepotrzebnie. Nigdzie nie napisałem, że masz naprawiać ich. Nie ku*wa. Chodzi o Ciebie i tylko ciebie.
Człowieku. Mnie nic nie wróci tego, co straciłem i nigdy nie zaznam tego, co widzę codziennie na siłowni, na fb, w knajpie, wszędzie wokół. Żadne rozkminianie już dlaczego, dlaczego, dlaczego. Nie ma znaczenia dlaczego. Stało się. Przepadło. Mogę patrzeć i się ślinić. Tyle.
>Nie przekonujesz mnie. To co piszesz to klasyczna matra, a z nią dyskusji nie ma.
Nazwij to mantrą, czy jak chcesz. Ale dyskusji z nią nie ma, bo jest prawdą. Mogę do końca swoich dni tylko patrzeć i zazdrościć.
W dwie godziny gość dostał 110 komentarzy od lasek, większość z nich ślicznie się pręży na swoich facebookowych zdjęciach. Bo i mają co prężyć. A gość tylko napisał, że ma 17 lat i szuka miłej, normalnej dziewczyny, anonimowo, nie podając jeszcze swojego zdjęcia/profilu, tak działa np. to Spotted. Jak ja napisałem w pewnym miejscu jeden komentarz, zareagowała na niego tylko jakaś samotna matka z dzieckiem. I znów - tyle w temacie mojego życia. Nie dla psa kiełbasa. Resztki jakieś by się jeszcze znalazły. Heh.
>*Dziękuję ci za rozmowę, na tym chciałbym ją zakończyć.
Przestań odpowiadać, przecież się nie obrażę, nie rozśmieszaj mnie...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Więc na złość mamie odmrozisz sobie uszy i nie zainteresujesz się, co było u nich powodem takiego a nie innego stanu rzeczy. Rozumiem.  > (...)> >Tak. Jak i ich wstydu, który przeszedł na Ciebie, ale oczywiście nie podejmiesz pracy by się od niego samemu uwolnić i znaleźć genezę wstydu u nich.> (...)Znając przyczynę ich głupoty miałbyś im wybaczyć. Wybaczyć i zapomnieć, że tacy ludzie gdzieś istnieją. Oczywiście geneza ich zachowania jest dla Twojej sytuacji nieistotna, ale już pozbycie się nienawiści do rodziców jest potrzebne. > >Kolejny temat tabu. Dużo ich. Oczywiście Ty też go zostawisz i nigdy już go z nimi nie podejmiesz jako dorosły.> Nawet nie wiem jak napisać to zdanie, żeby było wystarczająco nienawistne w ich kierunku. Gnoje nie zasługują nawet na skrawek rozmowy ze mną, a co dopiero żebym poświęcał czas na analizowanie ich sytuacji. Mam nadzieję, że cierpią i będą cierpieć do końca swoich nędznych dni. Ja się mam teraz nimi interesować!? Skurwiele nie potrafili się zainteresować swoimi dziećmi nigdy. Ja mam z nimi teraz rozmawiać? Oni nigdy nie porozmawiali ze mną. Gdybym z nimi teraz zaczął rozmawiać i wyjaśniać, to pewnie zmniejszyłoby ich cierpienie. Nie zasługują na to ode mnie. Że byli tępi i nie rozumieli co robią? To trzeba było się zainteresować co to znaczy być rodzicem i jak nie zniszczyć dziecku życia, na czym polega wychowanie! Poczytać coś, zamiast chlać i gapić się w tępe (tfu) TV. Mnie nikt k***a nie poprowadził, a jakoś mogłem się pewnych rzeczy dowiedzieć. Niech wypierdalają. Nawet nie wiesz, jakbym chciał, żeby zdechli, ile razy sobie wyobrażałem, że rozjebali się tym swoim samochodzikiem razem, żeby nie słyszeć lamentów drugiego. Nigdy nie zasłużyli na miano rodziców, więc nie zasłużyli, by mieć syna. Najpierw zniszczyli mi życie, a teraz ja mam naprawiać ich? Niedoczekanie. Tyle mam do powiedzenia na ich temat.Tu poruszasz najsmutniejszy temat. Masz z nimi dalej kontakt?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Znając przyczynę ich głupoty miałbyś im wybaczyć. Wybaczyć i zapomnieć, że tacy ludzie gdzieś istnieją. Oczywiście geneza ich zachowania jest dla Twojej sytuacji nieistotna, ale już pozbycie się nienawiści do rodziców jest potrzebne.
Do niczego nie jest potrzebne, bo nie ma już w czym przeszkadzać. Nie mam już nic do osiągnięcia, ani do walczenia o.
>Tu poruszasz najsmutniejszy temat. Masz z nimi dalej kontakt?
Tak. Oni od jakiegoś czasu, mniej więcej odkąd wyprowadziłem się na swoje i zobaczyli, że nie mogą już mną pomiatać, bo "mieszkam u nich" i "jem za ich", stali się obrzydliwie ulegli, dzwonią i kochaniują, i skarbiują mi, wyraźnie boją się jakiejkolwiek różnicy zdań, kłótni, nie chcą, żebym się na nich zdenerwował, nagle zabiegają o moją uwagę, proszą żebym im opowiedział co u mnie. Są tak żałośni, że chce mi się rzygać. Ja do nich nigdy nie dzwonię, ale odbieram, kiedy oni dzwonią. Z raz na dwa miesiące jadę ich odwiedzić, ale mimo ich prób nie ma i nie będzie rozmów na żadne moje osobiste tematy. W chuuuj za późno, o tym trzeba było zacząć rozmawiać 25 lat temu. Ale wtedy się myślało, że można bezkarnie mnie gnoić i nieszanować, bo się mnie utrzymuje. Okej. Zemsta najlepiej smakuje na zimno. Ostatnio pojechałem do nich, bo obiecali dać mi trochę kasy na remont. Oczywiście, że wziąłem, dlaczego miałbym nie wziąć? Nie doceniają mojego cynizmu, jeśli myślą, że kupią nagle moją wdzięczność. Są mi winni nieskończenie wiele więcej, bez względu na to ile by mi dali, to jest nadal zero. Najbardziej mnie wkurwia, że jak się zestarzeją i będą wymagać opieki, to pojawi się oczekiwanie, że ja mam im pomagać. A ja chcę, żeby zdychali w cierpieniu, rozumiejąc, że pracowali na to przez całe moje dzieciństwo i dojrzewanie. Oczekiwanie zapewne pojawi się ze strony reszty rodziny, mojej siostry i tak dalej. I oczywiście to ja będe tym złym, bo oni nie wiedzą co zostało mi zrobione. Dziadek, który skończył 6 klas podstawówki, a artykuły w Fakcie są dla niego zbyt skomplikowane, mówi do mnie: "Nie być taki hardy dla rodziców! Nie być taki cwaniak! Już nie takie cwaniaki były. Zobaczysz, wspomnisz moje słowa." Mędrzec się znalazł. Najbardziej mnie denerwuje, że nie mam jak zerwać z nimi definitywnie kontaktu. Po prostu wiem, że pojawiłby się lament, telefony, przyjeżdżanie do mnie, próby rozmawiania, tłumaczenia, pytania. To nie są ludzie, którzy potrafiliby zrozumieć i z godnością wypierdalać. Wystarczy, że wiedzą, gdzie mieszkam i by przypełzaliby na kolanach, żebym to ja czuł się winny za to, co robię. Wszyscy wokół by to sprawili. Ale póki co sytuacja jest o tyle stabilna, że zaczynają chyba rozumieć, iż ja z nimi o swoim życiu rozmawiał nie będę. A jeżdżę tam czasem najzwyczajniej dla świętego spokoju, bo jak się z raz na 2 miesiące pojawię, to mi nie lamentują przez telefon. Musiałbym wyjechać za granicę i urwać całkowicie kontakt, żeby się odczepili, ale ilekroć o tym myślę, uświadamiam sobie, że to już przecież nie ma znaczenia, bo szczęśliwym facetem być już nie mogę. Nie ma więc po co tego ogarniać, z innych powodów na zadowolenie z życia jest już za późno.
PS.: Jako, że jestem wrażliwym facetem, czasem nachodzi mnie taka melancholia i zaczyna mi być ich żal. Myślę sobie, że przecież to wszystko było częściowo niezależne od nich, nie wiedzieli, nie umieli, nie potrafili, nie rozumieli co się dzieje. Na dodatek teraz, jak mnie widzą, to są tacy grzeczni, kochaniutcy, dobrzy. Na szczęście zaraz przypominam sobie, że moje życie przez nich nigdy nie będzie takie, jakie mogło być, gdyby chciało im się zainteresować co robią z życiem swoim i moim. Mogli. Nie byli bogaci, pracowali ciężko, ale nie głodowaliśmy. Na wódkę też wystarczało. Niestety na zabranie swoich dzieci chociaż jeden raz w góry, do kina, teatru... k***a, ludzie, nawet byście nie zrozumieli, jaka to abstrakcja. Ja w ogóle nie wiedziałem, że takie aktywności istnieją, że ktoś takie rzeczy robi. Tak, jak aż do nastoletniego wieku nie wiedziałem, że niektórzy rodzice się nie upijają. Naprawdę. Nie zasługują na nic ode mnie, nawet, że to tutaj opisuję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Do niczego nie jest potrzebne, bo nie ma już w czym przeszkadzać. Nie mam już nic do osiągnięcia, ani do walczenia o.
Serio dobre samopoczucie nie jest dla Ciebie niczym wartościowym?
>>Tu poruszasz najsmutniejszy temat. Masz z nimi dalej kontakt? >Tak. Oni od jakiegoś czasu, mniej więcej odkąd wyprowadziłem się na swoje i zobaczyli, że nie mogą już mną pomiatać, bo "mieszkam u nich" i "jem za ich", stali się obrzydliwie ulegli, dzwonią i kochaniują, i skarbiują mi, wyraźnie boją się jakiejkolwiek różnicy zdań, kłótni, nie chcą, żebym się na nich zdenerwował, nagle zabiegają o moją uwagę, proszą żebym im opowiedział co u mnie. Są tak żałośni, że chce mi się rzygać. Ja do nich nigdy nie dzwonię, ale odbieram, kiedy oni dzwonią. Z raz na dwa miesiące jadę ich odwiedzić, ale mimo ich prób nie ma i nie będzie rozmów na żadne moje osobiste tematy. W chuuuj za późno, o tym trzeba było zacząć rozmawiać 25 lat temu. Ale wtedy się myślało, że można bezkarnie mnie gnoić i nieszanować, bo się mnie utrzymuje. Okej. Zemsta najlepiej smakuje na zimno.
Nienawiść do rodziców rzutuje zazwyczaj na całe życie. Z jednej strony Ci na nich zależy, a z drugiej ich nienawidzisz za to jacy są. Nie lepiej mieć ich naprawdę gdzieś i traktować to faktycznie na zimno?
>Najbardziej mnie denerwuje, że nie mam jak zerwać z nimi definitywnie kontaktu. Po prostu wiem, że pojawiłby się lament, telefony, przyjeżdżanie do mnie, próby rozmawiania, tłumaczenia, pytania.
Możesz ich traktować z dystansem, odzywać się gdy napiszą jak do tej pory, ale zachować wobec nich obojętność. Oczywiście nie zawsze się tak da, ale gdyby tak się stało to dla Ciebie byłoby to korzystne.
>Jako, że jestem wrażliwym facetem, czasem nachodzi mnie taka melancholia i zaczyna mi być ich żal. Myślę sobie, że przecież to wszystko było częściowo niezależne od nich, nie wiedzieli, nie umieli, nie potrafili, nie rozumieli co się dzieje. Na dodatek teraz, jak mnie widzą, to są tacy grzeczni, kochaniutcy, dobrzy.
No bo faktycznie trochę żal, a trochę się nienawidzi. Żal bo gdyby mieli wybór to nie byliby tacy, nie wybraliby tego. Ale jednak nienawiść za to jacy są. Najlepiej więc to olać bo myślenie o tym gwarantuje same sprzeczności.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Serio dobre samopoczucie nie jest dla Ciebie niczym wartościowym?
Żadna zmiana w kwestii relacji z moimi rodzicami, w żadną stronę i w żaden sposób, nie może sprawić, że będę miał dobre samopoczucie. Nic nie może tego sprawić już, przyczyny nie można i nigdy nie będzie można usunąć.
>Możesz ich traktować z dystansem, odzywać się gdy napiszą jak do tej pory, ale zachować wobec nich obojętność. Oczywiście nie zawsze się tak da, ale gdyby tak się stało to dla Ciebie byłoby to korzystne.
W zasadzie tak właśnie teraz jest, ale jak już mówiłem, nie ma to wielkiego znaczenia dla mojego życia. Ono jest zepsute już i tak.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>Serio dobre samopoczucie nie jest dla Ciebie niczym wartościowym? >Żadna zmiana w kwestii relacji z moimi rodzicami, w żadną stronę i w żaden sposób, nie może sprawić, że będę miał dobre samopoczucie. Nic nie może tego sprawić już, przyczyny nie można i nigdy nie będzie można usunąć.
Przyczyny nie, ale obecne myślenie może dać się zmienić.
>>Możesz ich traktować z dystansem, odzywać się gdy napiszą jak do tej pory, ale zachować wobec nich obojętność. Oczywiście nie zawsze się tak da, ale gdyby tak się stało to dla Ciebie byłoby to korzystne. >W zasadzie tak właśnie teraz jest, ale jak już mówiłem, nie ma to wielkiego znaczenia dla mojego życia. Ono jest zepsute już i tak.
Teraz tak myślisz, bo masz depresję.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | tarkos (10757 punktów) | >.. Hedonizm to jedyne racjonalne podejście. Chyba tylko dla spełnionych hedonistów.. > A ja na tym polu już spełniony być nie mogę. Zatem dla Ciebie to irracjonalne podejście. > Game over. Jeśli zamierzasz zakończyć ten przydługi wątek, to z całego serca popieram. ... >cdn. Proszę, nie! [Nie masz innych zainteresowań poza Twoim brakiem młodzieńczego seksu?] >
|
|
| | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >>.. Hedonizm to jedyne racjonalne podejście. >Chyba tylko dla spełnionych hedonistów.. >> A ja na tym polu już spełniony być nie mogę. >Zatem dla Ciebie to irracjonalne podejście.
Nie. Zatem po prostu przegrałem życie. Nie zdołałem zdobyć tego, czego chciałem, a co inni zdobyli z łatwością.
>> Game over. >Jeśli zamierzasz zakończyć ten przydługi wątek, to z całego serca popieram. >...
Pewnie wkrótce się zakończy. Jeśli komuś bardzo przeszkadza, moderator pewnie może zamknąć...
>[Nie masz innych zainteresowań poza Twoim brakiem młodzieńczego seksu?]
Mam mnóstwo innych zainteresowań. Nie mają żadnego znaczenia wobec niezaspokojonych elementarnych fizjologicznych potrzeb.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Max Golonko (1811 punktów) | >Mam mnóstwo innych zainteresowań. Nie mają żadnego znaczenia wobec niezaspokojonych elementarnych fizjologicznych potrzeb.
Naprawdę nawet się nie onanizowałeś? Byłeś aż takim debilem?
Kilka lat temu brytyjscy naukowcy ogłosili wynik badań z których wynika, że onanizm zmniejsza ryzyko raka prostaty u mężczyzn. Z kolei inne badania dowiodły, ze orgazmy u mężczyzny podnoszą odporność organizmu (wiecej białych ciałek krwi).
Z przyjemnościowego punktu widzenia nie ma wielkiej rożnicy miedzy ejakulacją w towarzystwie kobiety, a masturbacyjną.
Jesteś trollem czy idiotą?
Zgadzam się z Tobą tylko co do tego, że wiara w bzdury czyli w Jahwe powoduje zubożenie i zmniejszenie szans na seksualne przjemności w życiu.
Dlatego zwalczaj kler i wiarę w bzdury, a nie pleć bzdur że miałeś za mało seksu z pochwami kobiecymi.
Myśl sprawniej o tym wszystkim.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | nicktaki (178 punktów) | Masz bardziej zrytą banię, niż ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Max Golonko (1811 punktów) | >Masz bardziej zrytą banię, niż ja.
Nie dbam o prestiż (bo to bzdurna potrzeba) więc ta opinia mnie nie wrusza.
Ale dobrze, że uzmysłowiłeś sobie coś co do swojej psychiki.
To jest szansa, że zrozumiesz, że nie kopulowanie z ławymi młodymi laskami nie jest warte darcia szat obecnie.
Zwalczaj religijną głupotę ludzi w Polsce, a nie dywaguj nad niedokonanymi ejakulacjami w oparciu o kobiece ciała.
Jest to (taka ejakulacja w pochwie) nieco bardziej interesujące ale fizjologicznie i zdrowotnie i przyjemnościowo bez znaczenia - dla sprawnego intelektualnie faceta!
|
|
| | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | > Niestety jest gorzej. Prawdopodobnie nie widziałeś, iż niejedna nastolatka lub 20+ patrzyła na ciebie przed laty łakomym okiem. Wiem co mówię - z perspektywy mnie również żal niektórych sytuacji z których nie skorzystałem, a nawet które nieprawidłowo odczytywałam.Od pewnego czasu przypominam sobie naprawdę sporo sytuacji, w których dziewczyny, w tym takie, które bardzo mi się podobały, były mną ewidentnie zainteresowane. Ale ja wtedy byłem tak wystraszony, że nawet tego nie rozumiałem, nie mówiąc już o zrobieniu czegokolwiek. Nawet nie chcę o tym myśleć. Dziewczyna, która podobała mi się najbardziej w ciągu całych moich studiów zapraszała mnie na piwo i mówiła, że jest łatwa. Wprost. A ja spuszczałem głowę. Pamiętam to, jak dziś. Tak byłem zawstydzony i sparaliżowany. W wieku 23 lat mieszkałem w Irlandii z dwiema Polkami, które same zaczepiły mnie na ulicy i same zaproponowały miejscówkę, mówiąc, że szukają współlokatora. Spałem między nimi w jednym łóżku, a one kładły na mnie swoje nogi. Jedna chwaliła moje umięśnienie, druga mówiła, że lubi prawiczków. Podobała mi się bardzi... A ja tak się wstydziłem, że nie zrobiłem nic... Potem zostałem ich pośmiewiskiem. Takich niewykorzystanycyh sytuacji było znacznie więcej. Każdą z nich dziś umiałbym wykorzystać z łatwością, niektóre były tak bezpośrednie i oczywiste, że ech... Wszystkie zmarnowane, wszystkie co do jednej... Szkoda słów... Boże, jak ja nienawidzę tego życia...  > Oprócz statystyki warto pamiętać, że nie każde życie seksualne w młodości jest satysfakcjonujące i daje radość. Czasem rodzi traumy.Jazda na motocyklu też czasem powoduje śmierć.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | To musiała być naprawdę przykra sprawa. To już przeszłość i można zadbać, aby już nie oddziaływała.
>Jazda na motocyklu też czasem powoduje śmierć
Napisałem "Oprócz statystyki warto pamiętać, że nie każde życie seksualne w młodości jest satysfakcjonujące i daje radość. Czasem rodzi traumy" ale nie robiłbym z tego jakiegoś ołtarzyka bólu. Można i warto uwolnić się od oddziaływania, co nie znaczy że wymażemy przeszłość. Pewnie, że niekiedy powoduje śmierć. Mam ciężkiego cruisera, na którym co-nieco jeździłem po Europie.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >To musiała być naprawdę przykra sprawa. To już przeszłość i można zadbać, aby już nie oddziaływała.
Za późno, zbyt wiele zostało stracone, już nie ma po co. Nie mógłbym się cieszyć resztkami, które miałbym zdobywać teraz, wiedząc, że kiedyś miałem tyle pięknych szans, które totalnie zmarnowałem. I widząc, jak mają i wykorzystują je inni, o pół życia młodsi ode mnie. Po prostu nie ma już nic, o co chciałbym walczyć.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie mógłbym się cieszyć resztkami, które miałbym zdobywać teraz, > wiedząc, że kiedyś miałem tyle pięknych szans, które totalnie > zmarnowałem
Tak naprawdę ich wtedy nie miałeś. Masz teraz.
> I widząc, jak mają i wykorzystują je inni
Zwłaszcza porównania są źródłem naszego cierpienia. Może poczytaj trochę mądrzejszych ludzi od siebie.
> Po prostu nie ma już nic, o co chciałbym walczyć.
Ok. Pora kończyć nasza rozmowę. Ty wiesz swoje, ja wiem swoje. Dziękuję.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | Miałem te szanse, wówczas nie miałem pojęcia jak je wykorzystać, ale gdybym nie był zjebany od podstaw, to bym je wykorzystał i normalnie bym żył. I tu nie chodzi o porównania. Wchodzę na facebook'a i widzę, jak za pośrednictwem Spotted: Miasto, nastolatki się umawiają, klikam głębiej i widzę ich zdjęcia. Widzę jakie niewyobrażalnie śliczne dziewczyny mają nastoletni kolesie. Ideały, po prostu, w najświeższym, najjędrniejszym, najpiękniejszym momencie swojego życia. Widzę co i jak do siebie piszą, jak tematy seksu są dla nich oczywistością,jak po prostu żyją. I ja już tak żyć nie mogę. Nie mogę do nich pisać i ich podrywać, wiek mnie praktycznie dyskwalifikuje. A na post 17-letniego kolesia jest w godzinę sto komentarzy od ślicznych dziewczyn (!), od ich koleżanek, które je reklamują, polecają. Młody koleś może pisać do nich wszystkich, próbować umawiać się ze wszystkimi. Zaraz powiesz, że większość mu odmówi. OK, ale część nie odmówi, z częścią się umówi, zapozna, czasem spotka, pozna kolejne itd... tak się toczy życie. Ja już tak nie mogę, nie z takimi dziewczynami. Bez względu na to, co powiedzą mądrzejsi ode mnie.
Wczoraj postanowiłem napisać do jednej, która na tym fb się ogłaszała. 19 lat, studentka. Odpisała: "nie obraź się, ale nie chciałabym wyglądać przy Tobie, jakbyś był moim sponsorem". Tyle w temacie.
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Jaki wobec tego jest cel terapii (niezależnie od metod)? Jaki jest pożądany, zamierzony outcome? Człowiek, który akceptuje siebie i swoje życie, mimo iż jest chujowsze od żyć większości.
Bezsens, dlatego lepiej jest pogodzić się z losem, niekoniecznie akceptując go. Chodzi o to, że pewien próg cierpienia może spowodować pojawienie się takiej myśloemocji "nie mogę tak dłużej, chcę mieć spokój". Stopniowo pojawia się luz. Koncentrujesz się np na tym, że siedzisz przed komputerem z kawą i pracujesz. Mózg działa dobrze, więc nie myślisz o tym w czym masz gorzej. Nie porównujesz tego co masz z tym co mają inni, choć wiesz, że tak jest, bo już masz to przemyślane. I masz to gdzieś. Okresy luzu trwają coraz dłużej, nastrój coraz bardziej się poprawia i jeśli wszystko działa dobrze, to po prostu sobie żyjesz.
>>Olson nie jest tutaj dla nikogo żadnym autorytetem. Tym bardziej dla mnie. Radze poczytać go uważniej przez ostatnie kilka miesięcy, zwłaszcza ostatnie wpisy, za które m.in. dostał bana. >Nie mówię, że jest autorytetem, nikogo z Was tutaj nie znam, nie wiem czym się zajmujecie. Nie wiem też za co został zbanowany, bo nie czytam w zasadzie innych wątków, odpisywanie na ten jest wystarczająco absorbujące.
Nikt tu nie jest autorytetem, a już na bank nie Głodzik. Ja jestem tu nielubiany, bo piszę ludziom niewygodne rzeczy, które woleliby wypierać. Bana dostałem za użycie nieodpowiednio brzmiących słów, czyli za nic wielkiego.
>Nie znam Ciebie i Twojego życia. Ale sam gdzieś wspominałeś o statystyce. Mogę więc powiedzieć jak ogólnie wyglądało czyjekolwiek życie seksualne w młodości i mam 80-90% szans, że będę miał rację...
A co oni mają do rzeczy? Twój problem przecież nie jest związany z innymi ludźmi, którzy mieli udany seks.
|
|
| | | | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Bezsens, dlatego lepiej jest pogodzić się z losem, niekoniecznie akceptując go. Chodzi o to, że pewien próg cierpienia może spowodować pojawienie się takiej myśloemocji "nie mogę tak dłużej, chcę mieć spokój". Stopniowo pojawia się luz. Koncentrujesz się np na tym, że siedzisz przed komputerem z kawą i pracujesz. Mózg działa dobrze, więc nie myślisz o tym w czym masz gorzej. Nie porównujesz tego co masz z tym co mają inni, choć wiesz, że tak jest, bo już masz to przemyślane. I masz to gdzieś. Okresy luzu trwają coraz dłużej, nastrój coraz bardziej się poprawia i jeśli wszystko działa dobrze, to po prostu sobie żyjesz.
Nie, o(O?)lson, to tak nie działa. Nie żyję sobie, bo na każdym kroku wszędzie widzę piękne, młode dziewczyny, których mi się chce tak okrutnie, że wszystko inne nie ma żadnego znaczenia.
>A co oni mają do rzeczy? Twój problem przecież nie jest związany z innymi ludźmi, którzy mieli udany seks.
Ano właśnie. Jest związany w ten sposób, że wiem, iż dla nich dostęp do tych dziewczyn to banał, a dla mnie nieosiągalny szczyt, co potwierdza jakim jestem dnem i nieudacznikiem. I siedzenie sobie z kawą, podczas gdy inni siedzą sobie ze ślicznotkami to jedynie udawanie przed samym sobą, że jest ok. Nie jest, gdyby było, ani ja, ani Ty, byśmy tu nie pisali!
|
|
| | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Nie, o(O?)lson, to tak nie działa. Nie żyję sobie, bo na każdym kroku wszędzie widzę piękne, młode dziewczyny, których mi się chce tak okrutnie, że wszystko inne nie ma żadnego znaczenia.
Właśnie tak to działa i w ten sposób rozwiązałem swój problem. Miałem wybór między kilkoma opcjami: - cierpieć dalej i żałować, że nie mam szansy na miłość, podczas gdy wiele ludzi ją ma (większość ma, ale nie korzysta) - popełnić samobójstwo i zakończyć cierpienie - wyluzować tak jak to opisałem
Wyszło to trzecie, bo mimo tego, że najbardziej racjonalne wydawało mi się samobójstwo, to jeszcze bardziej najbardziej racjonalne byłoby dalsze życie, no bo cierpienie było generowane przez poczucie braku czegoś czego na 100% nigdy nie mam szans osiągnąć. Ale gdybym tak mógł żyć bez tego poczucia braku? Wtedy byłoby jak dawniej - byłoby fajnie gdy czytam książkę, gram w piłkę, jem coś dobrego itd. Czy brakowałoby mi tego? Nie, gdy dominuje poczucie braku szans na miłość, ale gdyby tego nie było to tak, brakowałoby. I z tego powstaje świadomość, że po prostu cierpienie się nie opłaca. Gdy człowiek się stresuje, organizm nie pracuje tak jak powinien. Dzięki temu, że to rozumiem, wiem że stres pojawia się z dwóch powodów: - faktyczny problem - złe działanie chemii w organizmie
Po jakimś czasie faktyczne problemy się oddalają i stają się fikcyjne. Cały świat to fikcja, a ja jestem tylko wyobrażeniem, które umrze wraz z ciałem fizycznym. Nie ma niczego czego bałbyś się zrobić, ale wizja normalnego i udanego życia Cię przed tym blokowała? Np ekstremalna jazda na motorze, ryzykowne inwestycje finansowe etc? Gdy mózg działa prawidłowo, to oglądanie filmu i rozmowa z kumplem sprawia przyjemność, choć teraz oczywiście myślisz inaczej. Aha, czasem się nie da naprawić tego co źle działa w mózgu - wtedy jest największa lipa, której byś naprawdę nie chciał.
>>A co oni mają do rzeczy? Twój problem przecież nie jest związany z innymi ludźmi, którzy mieli udany seks. >Ano właśnie. Jest związany w ten sposób, że wiem, iż dla nich dostęp do tych dziewczyn to banał, a dla mnie nieosiągalny szczyt, co potwierdza jakim jestem dnem i nieudacznikiem.
Czyli porównujesz się do innych w kwestii, w której jesteś gorszy, przez co wychodzisz na nieudacznika i dno. Sam tak wybierasz, choć właściwszym byłoby stwierdzenie, że taki wybór zapada w Twojej głowie, co jest wynikiem pracy neuronów, ale także jelit, żołądka itd. Jesteś zwierzęcym organizmem stworzonym przez ewolucję, więc skąd pomysł, że jesteś ekspertem od samego siebie, swoich zachowań, reakcji i stanów emocjonalnych?
>I siedzenie sobie z kawą, podczas gdy inni siedzą sobie ze ślicznotkami to jedynie udawanie przed samym sobą, że jest ok. Nie jest, gdyby było, ani ja, ani Ty, byśmy tu nie pisali!
Ja się nie oszukuję, że jest ok. Nie jest. Ale pomimo tego można się czuć dobrze. Tobie w tym przeszkadza zły stan neuroprzekaźników i zaniżona samoocena. Rodzice wmawiali Ci, że jesteś gównem, a teraz ta emocja została i sieje syf, tworząc racjonalizację dla tego przekonania. Akurat padło na sferę, w której jesteś najsłabszy.To normalne, że człowiek chce najczęściej tego czego nie ma, a to jak radzi sobie z brakiem to już kwestia genów, wychowania i wpływu środowiska na organizm.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Jużnieborek (579 punktów) | >Mógłbym (mogłem) osiągnąć naprawdę dużo w kilku dziedzinach, bo jestem w pewnych rzeczach dobry. Mogłem być bardzo, bardzo dobry. Ale nie zrobiłem tego przez zjebane życie seksualne. Nie rozwinąłem skrzydeł w żadnym aspekcie. Bo nie miałem tego najważniejszego.
Skoro kilkanaście lat zgłębiania tej tematyki utwierdziło Cię w przekonaniu, że między seksem a osiągnięciami jest taka zależność, to masz rację, nie ma już dla Ciebie ratunku. Ale tak naprawdę to coś mi mówi, że Szarley Cię rozgryzł.
|
|
| | | | | | |  | | nicktaki (178 punktów) | >Skoro kilkanaście lat zgłębiania tej tematyki utwierdziło Cię w przekonaniu, że między seksem a osiągnięciami jest taka zależność, to masz rację, nie ma już dla Ciebie ratunku.
Akurat tego, że życie seksualne ma zasadniczy wpływ na każdy inny aspekt życia jestem całkowicie pewien. Myślenie, że jest inaczej oznacza po prostu bycie ignorantem.
>Ale tak naprawdę to coś mi mówi, że Szarley Cię rozgryzł.
Rozgryzł? W sensie z czym? Bo ja raczej skrajnie otwarcie piszę, nie wiem po co miałbym przyjść tutaj i ściemniać. Więc co tu rozgryzać? W sensie, że jestem trollem, a to jest zmyślone, czy o co chodzi?
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Jużnieborek (579 punktów) | >Akurat tego, że życie seksualne ma zasadniczy wpływ na każdy inny aspekt życia jestem całkowicie pewien. Myślenie, że jest inaczej oznacza po prostu bycie ignorantem.
Napisałem o takiej zależności, a nie o braku zależności.
|
|
| | | | | | |  | | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>>Mógłbym (mogłem) osiągnąć naprawdę dużo w kilku dziedzinach, bo jestem w pewnych rzeczach dobry. Mogłem być bardzo, bardzo dobry. Ale nie zrobiłem tego przez zjebane życie seksualne. Nie rozwinąłem skrzydeł w żadnym aspekcie. Bo nie miałem tego najważniejszego. >Skoro kilkanaście lat zgłębiania tej tematyki utwierdziło Cię w przekonaniu, że między seksem a osiągnięciami jest taka zależność, to masz rację, nie ma już dla Ciebie ratunku.
Ma racje ! Literatura podaje:
"Oto niektóre formalne warunki, które musi spełnić prawowita dziedziczka obalonej teorii. Przyjmując te warunki, dzięki metodzie wysuwania hipotez i obalania ich, przechodzi się od teorii mniej ogólnych do bardziej ogólnych i poszerza treść empiryczną ludzkiej wiedzy. Coraz więcej faktów zostaje odkrytych (lub skonstruowanych za pomocą oczekiwań), a następnie wyjaśnionych za pomocą teorii. Nie ma gwarancji, ze człowiek rozwiąże wszystkie problemy i zastąpi każdą obaloną teorie następną, spełniającą powyższe warunki formalne. Tworzenie teorii zależy od naszego talentu i innych sprzyjających okoliczności, takich jak zadowalające życie seksualne. Jednak jak długo utrzymuje się talent, poniższy schemat stanowi poprawne ujęcie rozwoju wiedzy, zgodnie z zasadami krytycznego racjonalizmu"(Feyerabend, Przeciw Metodzie str. 154)
.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jużnieborek (579 punktów) | >Ma racje ! Literatura podaje:
Nie literatura, a jeden z autorów, który choć interesujący, nie w tej tematyce się specjalizował.
|
|
| | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >To Ty nie widzisz, że ta sfera jest odpowiedzialna także za Twoje życie i szczęście. Ale - jak to wyżej bardzo trafnie napisał Olson, zresztą zacytowałem go potem - jest to dla Ciebie tak normalne i zwyczajne, że nigdy nie zrozumiesz jak ważne dla każdego innego aspektu Twojego życia.
Tak wcale nie jest i Jacek o tym pisał. W młodości nie miał łatwo z seksem, stąd teraz projekcje skierowane w moją stronę. W ogóle jak widzisz z tym emocjonalnym botem dyskutujesz tylko po to by go zdenerwować. Już to nieco zrobiłeś, bo nie zgadzasz się z jego teoryjkami o psychoterapijkach.
>Mogę wymyślić na poczekaniu sto metafor. Jest jak płótno, na którym malujesz obraz. Choćbyś był najgenialniejszym malarzem i miał najlepsze farby, nie namalujesz jak nie masz płótna. W "Damie z łasiczką" najważniejsze jest płótno, ale jego roli nikt nie zauważa. Bo jest traktowane jak oczywistość, pewnik, coś elementarnego, trywialnego. Tym czymś elementarnym jest życie seksualne, które masz. Ale nikt nie powie, że jest ważniejsze, niż inne "wartości". Choć bez niego, te wszystkie wartości byłyby na gówno warte.
Podobnie jest ze zdrowiem i kasą, a także jedzeniem i piciem, albo posiadaniem paznokcia na palcu wskazującym i kciuku. Ale zauważ, że ludzie robią z seksu jakiś temat tabu. Oczywiście jeśli odbiegasz od przeciętnych ludzi, bo jeśli jesteś taki jak inny to możesz z dumą mówić, że masz fetysz stóp albo paznokci i nikt się nie przyczepi.
>Mógłbym (mogłem) osiągnąć naprawdę dużo w kilku dziedzinach, bo jestem w pewnych rzeczach dobry. Mogłem być bardzo, bardzo dobry. Ale nie zrobiłem tego przez zjebane życie seksualne. Nie rozwinąłem skrzydeł w żadnym aspekcie. Bo nie miałem tego najważniejszego. Ty miałeś, dlatego go nie widzisz,tak jak nie doceniasz tlenu, którym oddychasz. I dlatego moim żalem gardzisz. >
Po tym co pisze Głodzik, wydaje mi się, że on gardzi każdym kto wyda mu się słabszy z jakiegoś wyimaginowanego powodu, np ma jakieś problemy, o których napisze i w dodatku się z nim nie zgadza. W dodatku jest zafiksowanym fanatykiem psychoterapii, choć nie rozumie podstaw i odpowiada wymijająco, byle zaatakować bez argumentu i stworzyć jakieś niedopowiedzonko.
To co piszesz jest typowe. Dużo osób z różnych powodów marnuje swój potencjał. Czasem to seks, czasem miłość, czasem nieudacznictwo życiowe i brak pieniędzy, czasem złe nawyki i uzależnienia, czasem tylko lenistwo i brak ambicji. Jeśli jest tak jak piszesz i nic nie ukrywasz to nie jesteś pod tym względem wyjątkiem i nie Ty jeden masz myśli samobójcze i brak motywacji.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Najpiękniejsza kobieta świata ma już dość ładnie po 50-tce....> żadna nastolatka nie może nawet równać się z jej uśmiechem,> ciepłem jej oczu... Ech, żal mi Cię że nigdy nie zrozumiesNieprawda. Najpiękniejsza kobieta świata (zaraz po mojej żonie) to 22 letnia wychowawczyni na kolonii w Gdańsku-Oliwie w 1986 r. widziana oczami 14 latka 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
2 na 2 | Kaszman (396 punktów) | Trochę Cię rozumiem, sam będę miał niedługo 26 lat i prawiczkiem pozostanę przez pewnie co najmniej... kilka lat ? Wzięło się to stąd, że byłem chorobliwie nieśmiały odkąd skończyłem 11 lat - nie wiem skąd mi się to wzięło, dosłownie jeszcze rok wcześniej wszędzie było mnie pełno, rodziców mam normalnych, więc cholera to wie, mam kilka teorii, ale nawet wszystkie razem nie tłumaczą tego choćby w połowie. W gimnazjum jedna dziewczyna była mną zainteresowana, ale ja nią kompletnie nie, bo była "kujonką" - żeby było śmieszniej wyrosła z brzydkiego kaczątka  . Plułem sobie w brodę za to bardzo długo. Miałem też paru kumpli z którymi się trzymałem, ale chyba w końcu znudziło ich to, że się W OGÓLE nie odzywałem. Później w technikum sytuacja podobna - paru kumpli i koleżanek z którymi kontakt się utrzymywał do matury. Teraz trochę żałuję, że nie chciałem pójść na imprezę, która robili rok po maturze, ale w sumie i tak nie gadaliśmy ze sobą mimo, że wszystkich mam na fejsbuku jako znajomych, więc nie widziałem w tym sensu. I przyszedł czas na studia - jakieś trzeba zrobić, bo jak to tak bez studiów ? Bez żadnego pomysłu na życie poszedłem na AiR, mimo, że średnio mnie to interesowało. 4. rok - mam zacząć pisać inżynierkę i... nie napisałem, 4 lata zmarnowane. Teraz przynajmniej studiuję to, co rzeczywiście mnie interesuje i jadę na Erasmusa. Może się nauczę jak żyć samodzielnie, a nie obijać się na garnuszku rodziców. A co Ci mogę poradzić ? Przestań pier*olić. Mi wprawdzie zaprzestanie użalania się nad sobą póki co jeszcze nie pomogło i może zostanę prawiczkiem do śmierci, ale to nie tak, że pierwsze 20 lat mojego życia kompletnie zdeterminowało resztę. Po przeczytaniu kilku twoich wypowiedzi miałem szczerą ochotę Ci przyłożyć czymś ciężkim.
Where's your god now ?
|
|
 | | nicktaki (178 punktów) | Na Erasmusie będzie otwarte towarzystwo, mnóstwo imprez i chętne dziewczyny. Bardzo Ci zazdroszczę, ja byłem zbyt nieogarnięty społecznie, więc nigdzie nie pojechałem i to tylko jedna z wielu szans, które przeminęły bezpowrotnie... Najlepszy czas życia...
|
|
| gorky105 (656 punktów) | Dobra, poświęciłem dość sporo swego życia na przebrnięcie przez Twoje wypowiedzi. Większość z nich to ekshibicjonistyczne wyżalanie się, ale masz też sporo racji. Chcę Ci przekazać to co ja o tym myślę, a że trochę tego jest i ilość znaków jest mocno ograniczona, to może wyjść nieco mało składnie. Trudno. Jakoś to przeżyjesz.
Przede wszystkim masz całkowitą rację mówiąc, że powinno się żyć dla przyjemności. Życie jest krótkie i mamy je tylko jedno, a seks jest niewątpliwie największą z uciech. Jednakże totalnym pieprzeniem jest gadanie ,,to mnie już ominęło, już nic mnie takiego nie czeka, najpiękniejsze młode kobiety są poza moim zasięgiem". No właśnie nie. Obudziłeś się częściowo z tego letargu, z tej hipokryzji jaką okłamuje się społeczeństwo, a więc masz szanse nadrobić to wszystko co straciłeś. Kto Ci wmówił, że nie możesz? Właśnie społeczeństwo, bo jesteś w swoim (społeczeństwa!) mniemaniu ,,dziadkiem", albo ,,zboczeńcem". Odrzuć to gadanie i zacznij żyć dokładnie tak jak Ty chcesz. Teraz, bo masz jedynie teraz. Przeszłość to tylko wspomnienia, a przyszłość to jedynie przypuszczenia. Znasz taką głupkowatą komedię ,,Yes Man"? Zawiera ona jedną cholernie ważną myśl -> skoro chcesz czegoś, to to zrób teraz. Carpe diem. Więc przestań się nad sobą użalać, a już na pewno nie trać czasu na żadne terapie, gdyż depresje można zdecydowanie wyleczyć samemu poprzez zmianę zachowania (wniosek bardzo osobisty, wynikający z autopsji). Ja również pochodzę z raczej dysfunkcyjnej rodziny (,,jedynie" alkoholizm), która jednak wpoiła mi kilka mocnych i ważnych zasad (jak chociażby patriotyzm). Również byłem nieśmiały i miałem problemy z relacjami społecznymi. Borykałem się ze straszną depresją, miałem dwie próby samobójcze (teraz widzę, że to był raczej krzyk niż rzeczywista próba odebrania sobie życia na którą to nigdy nie miałem odwagi). W pewnym momencie powiedziałem dość i zacząłem żyć wg. zasady carpe diem. Dużo zabawy, alkoholu, przygodnego seksu, a i czasem narkotyków. I tak jakoś przez nieco ponad rok.A teraz? Teraz prowadzę nieźle prosperującą firmę, jestem zaręczony z najcudowniejszą kobietą na świecie (poczułem przesyt przygodnymi romansami, jednakże doskonale rozumiem Twoją potrzebę)i cieszę się każdą chwilą.
Po drugie nie popełniaj dwóch ogromnych błędów: 1. Nie słuchaj tego gadania, że facet musi być opiekuńczy, miły, wyrozumiały i nie naciskać na seks. To społeczne mity. Tym zdobędziesz co najwyżej friendzone, albo zdesperowaną i samotną mamuśkę, czy też kobietę która szuka frajera. To ułuda którą ludzie sobie wmawiają, aby czuć się lepszymi. Prawda jest taka, że posiadamy takie same mózgi jak przysłowiowi jaskiniowcy. Podniecają nas osobniki mogące zapewnić najlepsze geny potomstwu. Ewolucja nie postępuje tak szybko jak myśl techniczna. I tak my zwracamy uwagę na piersi (dojrzałość seksualna, możliwość wykarmienia potomstwa), biodra (zdolność do rodzenia dzieci), na figurę (zdrowa figura, większa szansa na zdrowe potomstwo) i na emocjonalność, a także wierność kobiety (znów kwestia tych nieszczęsnych dzieci). Natomiast kobiety nieco mniej zwracają uwagę na wygląd (ale też jest bardzo ważny! -> głównie to, aby być zadbanym i nie bać się posiadać swój oryginalny styl), znacznie ważniejsze jest to, czy jesteś typem przywódcy, czyli samcem alfa. Dlaczego? Prosta sprawa. To przywódca plemienia zawsze dzierżył największą liczbę zasobów, a co za tym idzie był największym gwarantem zapewnienia potomstwu i kobiecie dostatniego bytu. Cechy przywódcy to zdecydowanie, pewność siebie, umiejętność zjednywania ludzi, posiadanie silnych zasad, ambicja, inteligencja, a także odpowiedzialność. Jeżeli wypracujesz w sobie te cechy, to będziesz postrzegany przez kobiety jako alfa (one bardzo szybko to zauważają, ale i bardzo łatwo wyczuwają nieszczerość, czyli próbę udawania). Dlaczego dresy mają tyle pięknych dziewczyn? Bo właśnie reprezentują większość z tych cech, zwłaszcza te najważniejsze, które zaznaczyłem pogrubieniem. 2. Nie słuchaj tego co publicznie kobiety mówią o samym podrywaniu, facetach i przygodnym seksie (tutaj odnoszę się zwłaszcza do przywoływania przez Ciebie wypowiedzi z kobiecych for internetowych). One nieświadomie kłamią. I zanim uruchomią się tutaj jakieś feministki, albo feminiści, to śpieszę z tłumaczeniem. Głównym powodem tego (samo)okłamywania jest to, że nasze patriarchalne społeczeństwo wykształciło kompletnie idiotyczny zbiór zasad, mówiący że kobieta lubiąca seks to ,,dziwka", a dziewczyna uprawiająca miłość z wieloma facetami jest ,,łatwą dupodajką", albo co gorsza ,,kurwą". To totalna bzdura! Każdy (poza jednostkami aseksualnymi) uwielbia seks, a kobiety kochają seks bardziej niż my, gdyż jest on dla nich znacznie silniejszym przeżyciem, zarówno duchowym jak i czysto fizycznym. Tylko, że muszą to ukrywać, aby właśnie na te dziwki nie wyjść. I to jest chore. Wystarczy jednak, że będziesz dyskretny i będziesz szanował honor kobiety (np. nie narażał jej na ośmieszenie przed znajomymi, czy też obiecasz, że ten romans to wasz sekret i nikt się nie dowie), a zobaczysz jakie są naprawdę. Klucz do zrozumienia tego, że kobiety jedynie udają niedostępne(i pieprzą głupoty o tych miłych i dżentelmeńskich rycerzykach), to klucz do kobiecej sypialni. Każdy człowiek stara się racjonalizować swoje postępowanie i większość z nas nawet nie wie jak często w życiu kierujemy się prymitywnymi emocjami. Więcej rad co do podrywu dawać Ci nie będę, a większości idzie się nauczyć samemu, pamiętaj jednak, że równie ważne jest okazywanie kobiecie uwielbienia (nie poprzez prezenty, to też droga do friendzone) i dawanie jej wielu emocji, niezależnie od tego czy jest to przygodny romans, czy też stały związek.
Po trzecie nie wyżalaj się ze swoich problemów innym ludziom. Nikt Cię tak naprawdę nie zrozumie jak Ty sam rozumiesz siebie. Tylko Ty sam siebie oceniaj, bo tylko Ty masz do tego pełne prawo.
Odbieraj życie jak luźną bzdurę!
|
|
 | | nicktaki (178 punktów) | > W pewnym momencie powiedziałem dość i zacząłem żyć wg. zasady carpe diem. Dużo zabawy, alkoholu, przygodnego seksu, a i czasem narkotyków.Heh. To ile mam zabawy i seksu nigdy nie zależało - jak u Ciebie - od tego, czego chcę. Nie mają znaczenia moje potrzeby. Nie mogę pójść do sklepu i powiedzieć: poproszę dużo zabawy i przygodnego seksu. Zazdroszczę Ci życia, bardzo...  Te rady i kwestie ewolucyjnych mechanizmów, które opisałeś, dobrze znam. Ale w moim wypadku to wszystko na nic. Jest za późno, młodości już nie zaznam. Ty zacząłeś (jestem pewien) dużo wcześniej niż ja i przeżyłeś rzeczy, które dla mnie już nigdy nie będą dostępne. Nie mam jak, gdzie, z kim. Łatwo powiedzieć: > Odbieraj życie jak luźną bzdurę!jak się w odpowiednim wieku miało możliwości i je wykoryztało, by czerpać z życia to, co najlepsze. Wtedy wiadomo, że można sobie luźno żyć i p*****lić wszystko... Dla mnie tego, co najlepsze, już nie ma...
|
|
1 na 1 | tarkos (10757 punktów) | > .. nie ma znaczenia co sprawiłoby mi przyjemność, nie mogę tego już mieć, czas na to przepadł, wehikułu nie ma i nie będzie.Nawet matczynej piersi possać nie sposób, czas wszystko zabija, beznadziejna sytuacja.. > .. Niestety jestem wielokrotnym niedoszłym samobójcą, paniczny strach przed bólem mnie paraliżuje i zawsze sprawiał, że w ostatniej chwili się wycofywałem.Nie martw się - jak przyjdzie czas, to i strach nic nie da. > Nie szukam rady, bo na to jej nie ma.Nie ma rady, bo nie szukasz*? > Chciałem tylko uświadomić jak może zniszczyć wszechobecna> hipokryzja... Szkoda, że właśnie mnie...  U Ciebie hipokryzja jest wszechobecna? Jednak, zauważ, nie utraciłeś zdolności pisania. Może to niedopatrzenie. Może w proteście przeciw takiej niesprawiedliwości dziejowej i wobec tragedii, jaka Cię spotkała powinieneś zaniemówić? > *Dopytaj Szarleya co znaczy "szukać".
|
|
 | | nicktaki (178 punktów) | >*Dopytaj Szarleya co znaczy "szukać".
Jeśli pijesz do języka czeskiego, to wiedz, że ja pracuję w Czechach. Badum tsss. Reszta Twojej wypowiedzi, to pastwienie się, daruj sobie.
|
|
|  | 1 na 1 | Max Golonko (1811 punktów) | Najmądrzejszym i najinteligentniejszym człowiekiem ostatniego tysiąclecia (oprócz Einsteina) był autor utworu "Eseje" (i innych). Michel de Montaigne.Poczytaj go! Tu zaś wyborne cytaty z jego twórczości wyodrębnione: pl.wikiquote.org/wiki/Michel_de_MontaigneMiłej nocy
|
|
|  | 2 na 2 | tarkos (10757 punktów) | >.. Reszta Twojej wypowiedzi, to pastwienie się, daruj sobie. Cóż, sam się zadręczasz niebyłą przeszłością, której nikt nie zmieni. Przy okazji pastwisz się nad 'tubylcami', do znudzenia powtarzając mantrę, jakie to "niewątpliwe" atrakcje Cie ominęły. [Strach otworzyć lodówkę, bo może z niej wyskoczyć nicktaki!] Pokazuję tylko (przyznaję - nie bez dozy ironii), że można z jeszcze większym pesymizmem (niż Twój) oceniać własne życie. Ale OK - daruję sobie. I Ty też sobie daruj.
Na koniec cytat z (polecanego przez Maxa) M.Motaigne:
" Moje życie pełne było strasznych nieszczęść, z których większość się nie zdarzyła. " >
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | >Na koniec cytat z (polecanego przez Maxa) M.Motaigne: >" Moje życie pełne było strasznych nieszczęść, z których większość się nie zdarzyła. "
Powiedział najedzony głodnemu.
|
|
1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | Czytałem wszystk0o co forumowicze się wypowiadali. Niby to dyskusja o sprawach najważniejszych, czyli popędowi do podtrzymania gatunku i jest mi nie obce. Mam już prawie 70 lat (za trzy miesiące). I powiem Wam, że seks mam na zawołanie. To nie jest złośliwość w stosunku do niezdary, który nie umie zawinąć dziewczyny i "czarować" ją. Mimo tego wieku, nikt nie uwierzy, ale zabijam "gadką" i inteligencją. Poza tym wręcz pretensjonalną grą że ona najważniejsza i otaczanie jej atmosferą zrozumienia i pozorów. Sama się podda takiemu czarowi, bo jej rówieśnicy to tylko po.uchać w krzakach i wypierd.laj. Niestety w jej kobiecej naturze są jeszcze jakieś szczątki uczciwości i to one tego potrzebują! Uszanujmy to, Wy tzw. mężczyźni. Jesteście samolubni i nie szukacie kontaktu tylko seksualnego rozładowania napięcia.. Szukacie wyzwolenia się od napięcia seksualnego, co wiadomo, że u samca jest wręcz sytuacją prowadzącą do agresji. To jest równie żałosne, co poniżające naturę męską. "Mężczyzna bijący się o kobietę?" To niewyobrażalne. Także samo mężczyzna bijący kobietę, bo mu nie uległa jest tylko troglodytą, a nie każda kobieta to lubi. Jeśli kobieta, która zauważy u Ciebie jakieś interesujące wartości zaczyna zbliżać się do Ciebie, to jest sygnał zbyt wyraźny, że chce z Tobą być bliżej niż sobie wyobrażasz. Zaimponuj jej. A Ty dobry człowieku kryjący się pod nickiem "nicktaki" wypłakujesz się na tym forum, wywołując po prostu zamęt (Czasem myślę, żeś pipa a nie oficer). Co tłumaczyć niezdarze życiowemu? Dziwię się, że tylu chętnych do porad się znalazło! Przecież każdy jakąś tam partnerkę znajduje w końcu. Po to by dalej, we dwoje, żyć i tworzyć potomstwo oraz bronić wspólnie jednoty stadła stworzonego. Jeśli niemożebnie ubolewasz nad tym, że jako 17-latek nie "zaliczyłeś" dziewczyny, toś po prostu głupek nieziemski. A jak nie możesz wytrzymać to dam radę: "najepsza baba to własna graba". To nie żarty. Takie jest wyjście z naprężenia spiętrzeń lub spiętrzenia naprężeń. To robili żołnierze w wojsku w kiblu lub też i pod kocem na łóżku żołnierskim. To nie żaden wstyd, a zwyczajna potrzeba natury mężczyzny. I nie ma się co tu cackać. Tak jest po prostu. Ale Ty szukasz dla swojej niezdarności usprawiedliwienia na tym forum. Zaręczam, ze trafisz na taką, która Ciebie "zawiruje" i nie wypłakuj się, bo to nie męskie.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
 | | nicktaki (178 punktów) | >Jeśli kobieta, która zauważy u Ciebie jakieś interesujące wartości zaczyna zbliżać się do Ciebie, to jest sygnał zbyt wyraźny, że chce z Tobą być bliżej niż sobie wyobrażasz.
Dyskotekowi zaliczacze nie potrzebują żadnych "wartości", by zaliczać. Nie wciskaj mi więc naiwnego kitu o wartościach...
|
|
|  | 3 na 3 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>Jeśli kobieta, która zauważy u Ciebie jakieś interesujące wartości zaczyna zbliżać się do Ciebie, to jest sygnał zbyt wyraźny, że chce z Tobą być bliżej niż sobie wyobrażasz. >Dyskotekowi zaliczacze nie potrzebują żadnych "wartości", by zaliczać. Nie wciskaj mi więc naiwnego kitu o wartościach...
Widzę, że nie rozumiesz moich intencji. Decyduję więc nie kontynuować z Tobą wymiany żadnych uwag. O co Tobie do cholery w końcu chodzi??! Czy Twój ekshibicjonizm daje Tobie radość i upust łagodząc Twoje napięcie sexualne? Czasem wygląda to na szczerą wypowiedź, ale w końcu i tak wracamy do Twojego stanu psychicznego zwanego ekshibicjonizmem psychicznym. No co Tobie da takie zachowanie? Szukasz tu czego? Porady? Ulitowania się nad Tobą? Pochylenia nad Twoim wydumanym problemem (tak, wydumanym co wskazuje, że problemów to Ty w życiu nie masz)? Dość wskazówek otrzymałeś jak "zaliczać" dyskotekowe "cichodajki"! Mało? Ciągle kręcisz nosem i jesteś niezadowolony. Wygląda to jak zaczepki z Twojej strony i zagadywanie. Złapiesz tu takich co mogą lubić takie tematy, bez obaw. Ja też nie uprawiałem sexu do 22 roku życia. No i co? Myślisz, że myśli miałem samobójcze? Nawet poważnie o tym nie myślałem. Wiesz dlaczego? Miałem mnóstwo innych absorbujących zajęć. Uprawiałem kolarstwo od 16 roku życia, w zimie gdy sezon kolarski przymierał, podnosiłem ciężary (i nawet miałem drobne sukcesy), a w przerwach między treningami ciężarowców rąbałem w brydża i nie powiem na tym polu sukcesy miałem sukcesy największe. A potem, po ukończeniu technikum, studia, gdzie nie było czasu na sexualne przygody i miłosne "bijatyki". Zamiast się użalać winieneś się czymś ciekawszym zająć. Czekasz tu na jakieś pomysły? Forumowicze wyłażą ze skóry i podsuwają Tobie pomysły/rozwiązania. A Ty ciągle niezadowolony. No to co z takim rozmawiać i o czym?
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| |  | | nicktaki (178 punktów) | >Czasem wygląda to na szczerą wypowiedź, ale w końcu i tak wracamy do Twojego stanu psychicznego zwanego ekshibicjonizmem psychicznym.
Wszystko tu jest szczere. To nie jest ekshibicjonizm, tylko panika.
>No co Tobie da takie zachowanie? Szukasz tu czego? Porady? Ulitowania się nad Tobą?
Tak, jak napisałem w głównym poście, nie szukam tu niczego, bo wiem, że niczego znaleźć nie mogę. Piszę tu (gdzieś), bo coś muszę w tym życiu robić, a jako że nie cieszy mnie już nic, to sobie siedzę i dogorywam powoli tutaj. Bez oczekiwań, mówiłem to od początku. Nigdy, nigdzie nie poprosiłem o pomoc, ani radę. Po prostu podzieliłem się swoim zniszczonym życiem, informacyjnie... Nie odpowiadam za to, jak ludzie na to reagują.
>Pochylenia nad Twoim wydumanym problemem(tak, wydumanym co wskazuje, że problemów to Ty w życiu nie masz)?
Nie jest wydumany. Z powodu tego problemu ucierpiał każdy aspekt mojego życia. Także mogłem odnieść sukcesy w sporcie, trenowałem sporty siłowe, walczyłem na zawodach w sportach walki, dobrze gram w szachy, szybko biegam. Tak samo w nauce, tak samo w pracy. Nie będę sztucznie skromny, prawda jest taka, że we wszystkim, za co wziąłem się w życiu, praktycznie na starcie byłem powyżej przeciętnej, mogłem wybrać cokolwiek, co chciałbym wymasterować. Ale nie zrobiłem tego z niczym właśnie przez mój problem. Bywało, że proponowano mi rolę lidera w takim, czy innym projekcie, a ja rezygnowałem i później tantiemy zbierał ktoś inny, od kogo byłem potencjalnie o wiele lepszy. Zrobienie dyplomu inżyniera zajęło mi 9 lat, chociaż Ci, którzy ukończyli w terminie, prosili mnie o tłumaczenie im. Nie chodziłem na zajęcia, dziekanki brałem, bo nie miałem motywacji, żeby iść na egzaminy, nawet nie wstawałem z łóżka. Życie towarzyskie zaś, tak jak mogłoby lawinowo piąć się w górę, tak lawinowo zostało zniszczone.
>Dość wskazówek otrzymałeś jak "zaliczać" dyskotekowe "cichodajki"! Mało? Ciągle kręcisz nosem i jesteś niezadowolony.
Bo ja nie mogę już z tego życia być zadowolonym. Te wskazówki ja już znam, ale możliwości, które straciłem, możliwości nastolatka nie da mi już nic.
>Ja też nie uprawiałem sexu do 22 roku życia.
No to nie "też". Ja nie uprawiałem do 25, a tak naprawdę to był tylko jeden nieudany raz i zacząłem więcej mając dopiero 26.
>A potem, po ukończeniu technikum, studia, gdzie nie było czasu na sexualne przygody i miłosne "bijatyki".
Był czas, tylko wybrałeś coś innego. Ja nie wybrałem.
>Zamiast się użalać winieneś się czymś ciekawszym zająć.
Aha, czyli radzisz mi całkowicie odciąć się od życia seksualnego. Rozumiem, to nie dla mnie, nie należy mi się, powinienem wrócić do innych zabawek...
>Czekasz tu na jakieś pomysły?
Jedyne, na co czekam, to śmierć.
>Forumowicze wyłażą ze skóry i podsuwają Tobie pomysły/rozwiązania. A Ty ciągle niezadowolony. No to co z takim rozmawiać i o czym?
Nie da się o niczym już ze mną rozmawiać. I zupełnie nie musisz tego robić, ja nie czaję się na Ciebie w lodówce. Idź i ciesz się życiem, bo nie każdy może...
|
|
| | |  | | Max Golonko (1811 punktów) | ZAJMIJ SIĘ TYM wszędzie sa mikrometeoryty nawet spoza ukladu słonecznego TO ABSOLUTNA NOWOŚĆ - BeDZIESZ NAJLPESZY W POLSCE ZBIERANIE ... www.nytime(*)sectioncollection/space&_r=0a na dobry mikroskop cie nie stać?
|
|
| Jużnieborek (579 punktów) | |
|
1 na 1 |
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|