Racjonalista - Strona głównaDo treści
Zakaz palenia

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
15-11-2010 13:10KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
Zakaz palenia
Ocena 26 na 28
Mimo dość liberalnych poglądów na życie trudno jest mi się zgodzić z wypowiedzią w TVN pana Roberta Makłowicza: "Jeśli w danym kraju wyroby tytoniowe są legalne, to z powodów wolności obywatelskiej nie można zakazać ich spożywania." To tylko fragment artykułu wiadomosci(*)66,wiadomosc.html?ticaid=1b3f6
Zanim zacznie się krzyczeć o absurdach należy racjonalnie pomyśleć. Mianowicie czy z legalnie kupionej broni (nawet wiatrówki) mogę strzelać gdzie mi się podoba ? Czy mogę przyjść do baru np. z legalnie kupionym gwizdkiem sędziowskim i gwizdać ? A może używać tam legalnie kupionych środków przeciw owadom ? Popsykam sobie bo są tam muchy ?! A wolność innych ? Nasza wolność musi być jednak ograniczona tam gdzie naruszamy wolność innych. Mnóstwo artykułów legalnie sprzedawanych jest do wykorzystania w domu lub innym miejscu w ściśle określony sposób.
Legalność nabycia, a legalność użycia to co innego ! Smrodzić sobie, a smrodzić wszystkim to różnica. Nikt mnie co prawda nie zmusza do chodzenia do baru, ani pracowania w nim, ale jakiś wybór by się przydał. To właśnie wolność, możliwość wyboru. W przypadku jednego pomieszczenia takiego wyboru nie ma. Dlatego nie ma co rozpaczać tylko zainwestować w pomieszczenia dla niepalących. To też klienci z pieniędzmi i chętniej przyjdą posiedzieć przy legalnym piwie (ale kupionym w barze oczywiście) bez obawy że na wylot prześmierdną nikotyną. Często odstręczało mnie przed wstąpieniem do baru właśnie to , że świeżo uprane ubranie będzie cuchnęło i trzeba będzie je co najmniej przepłukać bo zasmrodzi jeszcze pół mieszkania.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

15-11-2010 13:59
 Ocena 10 na 12
Andro (1185 punktów)
100% racji.

Dodam więcej. Jestem zaniepokojony wypowiedziami nie tylko osób prywatnych, ale też funkcjonariuszy. Wczoraj w Faktach TVN wypowiadał się wysokiej rangi starżnik miejski, który stwierdził, że tego zakazu palenia, to oni nie będą egzekwować, na przystankach, bo w ustawie nie ma definicji przystanku!

Ciekaw jestem czy jest definicja szpitala, szkoły i tramwaju. Przy takim podejściu "organów porządkowych" będzie to kolejna pusta ustawa.

Podobnie słyszę z ust właścicieli lokali, że ustawa nie nakłada na nich obowiązku jej egzekwowania na klientach, więc nie mają zamiaru tego robić.

Kocham ten kraj za "szacunek" do prawa zarówno zwykłych obywateli, jak i jego stróżów!!!

Bądź zimny albo gorący
letniego wypluję z ust moich
15-11-2010 23:35 
 Ocena 10 na 10
Satyr (4285 punktów)

> Jestem zaniepokojony wypowiedziami nie tylko osób prywatnych, ale też funkcjonariuszy.

A ja jestem zaniepokojony Twoją wypowiedzią oraz ilością "plusów" jakie za nią zgarnąłeś.

>Wczoraj w Faktach TVN wypowiadał się wysokiej rangi starżnik miejski, który stwierdził, że tego zakazu palenia, to oni nie będą egzekwować, na przystankach, bo w ustawie nie ma definicji przystanku!

Otóż, ten człowiek ma rację. Każdy, kto ma pojęcie o legislacji i stosowaniu prawa wie, że prawo nakładające obowiązki i sankcje (czyli np. prawo karne, prawo podatkowe) powinno być precyzyjne. Jeśli facet mówi, że ustawa nie jest jasna i nie wie jak dokładnie ją stosować (bo np. nie określa jak daleko sięga przystanek) to znaczy, że nie powinien jej stosować. Powód jest prosty: stosując ustawę zawierającą nieokreśloną treść de facto nie tyle by ją stosował, co tworzył poprzez użycie! To jest niedopuszczalne w państwie prawnym.

>Kocham ten kraj za "szacunek" do prawa zarówno zwykłych obywateli, jak i jego stróżów!!!
To zdanie to istne kuriozum. Sam kolego nie masz szacunku dla praworządności. Prawo napisane "na odczep się" nie powinno być stosowane, chyba że w dżungli - ale na pewno nie w cywilizowanym kraju.

Pozdrawiam
zachaj (5239 punktów)
>Mimo dość liberalnych poglądów na życie trudno ...

Mój kolega sam skręca sobie papierosy i używa do tego dobrego tytoniu. Lubię ten zapach , jest totalnie inny od smrodu taniego peta. Jednak są miejsca w Warszawie gdzie nie można wysiedzieć z powodu panującej siekiery. Właściwie to chyba już nie ma. Muszę to sprawdzić.
15-11-2010 14:07
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
Pomimo, iż sama palę, to zgadzam się z postulatem ograniczania wolności palenia w miejscach publicznych. Jedzenie obiadu w restauracji w kłębach papierosowego dymu nie jest moim ulubionym zajęciem, podobnie jak wdychanie dymu na przystanku autobusowym. Potrafię okazać niepalącym uprzejmość i nie zmuszać ich do delektowania się moim papierosem, bo to nie jest wielka fatyga.
Zakaz palenia w knajpach mną nie wstrząsnął, natomiast wstrząsnęło to.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
15-11-2010 14:44 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Zakaz palenia w knajpach mną nie wstrząsnął, natomiast wstrząsnęło to.

Cytat:
Noszenie bardzo skąpych ubrań, opalanie się i gra w piłkę nożną w miejscach publicznych - oto przykłady wykroczeń w myśl nowego, kontrowersyjnego zakazu, który od poniedziałku obowiązuje w miejscowości Castellamare di Stabia na południu Włoch.
Każda kobieta - bo to przede wszystkim do nich odnosi się zakaz noszenia wyzywających ubrań - która założy zbyt krótką spódniczkę czy bluzkę ze zbyt głębokim dekoltem, musi się odtąd liczyć z grzywną wysokości od 25 do nawet 500 euro.
(...)
Wprowadzony w poniedziałek zakaz to efekt nadania burmistrzom przez rząd Silvio Berlusconiego większych uprawnień, by mogli działać na rzecz poprawy porządku publicznego.


Eee, tam - w razie czego laska zadzwoni do premiera, premier do prokuratora... Spryciula ten Silvio .
spray (5875 punktów)

>Zakaz palenia w knajpach mną nie wstrząsnął, natomiast wstrząsnęło to.

Phi!
Ja się czuję może lekko wstrząśnieta, ale nie zmieszana.

W globalnej wiosce akurat Italia jest jednym z gorętszych tygli mieszania kultur.
Choćby z racji położenia geograficznego i zaszłości historycznych.

Curiosów takich wręcz należało oczekiwać w miejscu, gdzie Zjednoczona Europa ściera się z tradycją własnej nietolerancji, dorywczo wspartej przez efekt tolerancji

Zło ponoć dobrem się zwycięża?

Też tak myślę!

Nikt nie powiedział, że to będzie łatwe...
diogenes (42753 punktów)
>Nasza wolność musi być jednak ograniczona tam gdzie naruszamy wolność innych.

Czym różni się pierwszy papieros od wypalanego po dziesięciu latach, w sytuacji nałogu. Czy nałóg nie ogranicza naszej wolności? Nasza wolność powinna kończyć się już tam, gdzie narusza naszą wolność.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Scorp (5381 punktów)
> Nasza wolność powinna kończyć się już tam, gdzie narusza naszą wolność.

To znaczy gdzie? Czy chodzi o to, że nie powinno być wolności palenia, bo przekształca się w nałóg?
-
15-11-2010 20:38 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Czy chodzi o to, że nie powinno być wolności palenia, bo przekształca się w nałóg?

Chodzi o to, że w refleksji jesteśmy obecni analogicznie jak inny, drugi człowiek, jak alter ego. I nie powinniśmy ograniczać jego (tzn. naszej) wolności poprzez wszystko, co uzależnia. Odrzucając zniewolenie należy zacząć od siebie.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Matix (5786 punktów)
Hmm... bar jest "przestrzenią publiczną" czy prywatną?
15-11-2010 15:47 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Hmm... bar jest "przestrzenią publiczną" czy prywatną?
To zależy czy możesz wejść bez zaproszenia.

Pozdrawiam

No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
Lucyferus (588 punktów)
>>Hmm... bar jest "przestrzenią publiczną" czy prywatną?
>To zależy czy możesz wejść bez zaproszenia.

Czyli ocena "publiczności" tej samej przestrzeni, może być dla każdego obywatela inna? Bo przecież nie wszędzie tam, gdzie ja mogę wejść bez zaproszenia, możesz to zrobić Ty, i vice versa.
09-12-2010 08:30 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Czyli ocena "publiczności" tej samej przestrzeni, może być dla każdego obywatela inna? Bo przecież nie wszędzie tam, gdzie ja mogę wejść bez zaproszenia, możesz to zrobić Ty, i vice versa.
Rozmawiamy o barze.

Pozdrawiam


Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Lucyferus (588 punktów)
>>>>Hmm... bar jest "przestrzenią publiczną" czy prywatną?
>To zależy czy możesz wejść bez zaproszenia.
>>Czyli ocena "publiczności" tej samej przestrzeni, może być dla każdego obywatela inna? Bo przecież nie wszędzie tam, gdzie ja mogę wejść bez zaproszenia, możesz to zrobić Ty, i vice versa.
>Rozmawiamy o barze.
Aha, czyli wystarczy, że zaproszenia do baru dostaną tylko Ci, którzy akceptują dym papierosowy i już nie będzie to przestrzeń publiczna, bo nie możesz tam wejść bez zaproszenia?
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Przyjęcia z zaproszeniami to nie to samo, co bar.

Pozdrawiam


Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Lucyferus (588 punktów)
>Przyjęcia z zaproszeniami to nie to samo, co bar.
Zaproszenia do takiego baru można sprzedawać, tak jak karnety.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Przyjęcia z zaproszeniami to nie to samo, co bar.
>Zaproszenia do takiego baru można sprzedawać, tak jak karnety.
Nic to nie zmienia. Nadal to będzie bar "dla każdego".

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Lucyferus (588 punktów)
>>>Przyjęcia z zaproszeniami to nie to samo, co bar.
>>Zaproszenia do takiego baru można sprzedawać, tak jak karnety.
>Nic to nie zmienia. Nadal to będzie bar "dla każdego".
Dla każdego, kto zaakceptuje warunki pozyskania zaproszenia.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Obrót zaproszeniami jest publiczny - więc nic to nie zmienia. Właściciel nie wie do kogo zaproszenia trafiają.

Pozdrawiam


Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Lucyferus (588 punktów)
>Obrót zaproszeniami jest publiczny - więc nic to nie zmienia. Właściciel nie wie do kogo zaproszenia trafiają.
Wystarczy, że wie, że trafiają do tych, którzy akceptują ich warunki.
09-12-2010 16:50 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Obrót zaproszeniami jest publiczny - więc nic to nie zmienia. Właściciel nie wie do kogo zaproszenia trafiają.
>Wystarczy, że wie, że trafiają do tych, którzy akceptują ich warunki.
Ale on nie wie. Nie może wiedzieć, bo nie kontroluje obrotu - to po pierwsze (niby jak, jak instalujesz program musisz odklikać akceptację, a tu co klikniesz?).
Po drugie prowadzenie baru jest specyficzną działalnością - i jeśli prowadzi bar, to się podporządkowuje zaleceniom tej działalności. Jeśli urządza zamknięte przyjęcia, to jest to inna działalność.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Lucyferus (588 punktów)
>Ale on nie wie. Nie może wiedzieć, bo nie kontroluje obrotu - to po pierwsze (niby jak, jak instalujesz program musisz odklikać akceptację, a tu co klikniesz?).
Pieniążki za zaproszenie klikniesz

>Po drugie prowadzenie baru jest specyficzną działalnością - i jeśli prowadzi bar, to się podporządkowuje zaleceniom tej działalności.
A jakim prawem chcesz tu wprowadzać jakieś dodatkowe "zalecenia", skoro klient i przedsiębiorca już się dogadali? Dlaczego chcesz się mieszać między dwoje (lub więcej) dorosłych ludzi?

>Jeśli urządza zamknięte przyjęcia, to jest to inna działalność.
To wyobraź sobie, że ktoś wymyślił taki lokal, w którym ciągle są zamknięte przyjęcia.
Aj, zapomniałem - urzędnicy tego jeszcze nie wymyślili więc trzeba poczekać. W końcu jeśli rzeczywistość nie przystaje do urzędniczych pomysłów, tym gorzej dla rzeczywistości, prawda?
09-12-2010 17:34 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Idź pogadaj z przedsiębiorcą lub prawnikiem. Ja nie mam na Ciebie siły, bo straciłem poczucie, że rozmowa z Tobą ma sens.

Pozdrawiam


Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Lucyferus (588 punktów)
>Idź pogadaj z przedsiębiorcą lub prawnikiem. Ja nie mam na Ciebie siły, bo straciłem poczucie, że rozmowa z Tobą ma sens.
Rozmawiałem dość często i gęsto, bo obie "profesje" mam dość obficie "obsadzone" w rodzinie i wśród znajomych. Chyba zapomniałeś dodać, że z takim prawnikiem/przedsiębiorcą, który się z Tobą zgodzi
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Z takim, co ma bar i jednocześnie w nim robi na okrągło zamknięte przyjęcia kosztem otwierania baru dla zwykłych klientów.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Lucyferus (588 punktów)
>Z takim, co ma bar i jednocześnie w nim robi na okrągło zamknięte przyjęcia kosztem otwierania baru dla zwykłych klientów.
A może z takim, który nie chce robić remontu, z powodu radosnej twórczości naszego parlamentu?
Albo z takim, którego klientela to prawie sami palacze?
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
EOT

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Korda (156 punktów)
>>>Obrót zaproszeniami jest publiczny - więc nic to nie zmienia. Właściciel nie wie do kogo zaproszenia trafiają.
>>Wystarczy, że wie, że trafiają do tych, którzy akceptują ich warunki.
>Ale on nie wie. Nie może wiedzieć, bo nie kontroluje obrotu - to po pierwsze (niby jak, jak instalujesz program musisz odklikać akceptację, a tu co klikniesz?)
wystarczy że płacąc za szatnie podpiszesz i zaakceptujesz regulamin, dostaniesz jednorazową kartę członkowską i z baru robi się klub prywatny
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Nie wiem, czy wystarczy, bo nie znam tak dokładnie przepisów.
Rozumiem, że zawsze znajdzie się obejście przepisów - rzecz w tym, że musi się opłacać właścicielowi (cały ten "wysiłek" z kartami i dotrudnianiem osób). W wielu barach istnieje usługa wykupienia zamkniętego lub nie przyjęcia, a przecież właścicielom nie opłaca się przechodzić tylko na tę usługę.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
15-11-2010 16:16 
 Ocena 3 na 3
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Hmm... bar jest "przestrzenią publiczną" czy prywatną?
-Dobre pytanie. Bar zapewne prywatny, a przestrzeń publiczna. A tak poważnie to rzecz w tym, że każdy prowadzący działalność gospodarczą, świadczący jakieś usługi, musi spełniać pewne wymagania (choćby sanitarne) aby dostać pozwolenie, koncesję i różne takie...Wiele z nich jest niezbędnych, szczególnie tam gdzie chodzi nasze zdrowie. W swoim domu mogę się najeść przeterminowanej wędliny, mogę wypić niebadaną wodę z niewiadomego źródła, mogę mieć brudny sedes i niemytą podłogę (moje ryzyko). Nikt nas jeszcze nie sprawdza póki co. Ale jeśli ktoś zarabia na karmieniu i pojeniu ludzi to musi się z tym liczyć. Tu prywatność nie pomoże.
15-11-2010 17:14 
 Ocena 1 na 1
Grodlife (350 punktów)
Rada dla palaczy: przerzućcie się na Tabakę
Marian (5438 punktów)
>Rada dla palaczy: przerzućcie się na Tabakę
   Albo snus Też nie powinien nikomu przeszkadzać. Ja jednak wolę tabakę

   Pozdrawiam.


Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
Korda (156 punktów)
>>Hmm... bar jest "przestrzenią publiczną" czy prywatną?
>-Dobre pytanie. Bar zapewne prywatny, a przestrzeń publiczna. A tak poważnie to rzecz w tym, że każdy prowadzący działalność gospodarczą, świadczący jakieś usługi, musi spełniać pewne wymagania (choćby sanitarne) aby dostać pozwolenie, koncesję i różne takie...Wiele z nich jest niezbędnych, szczególnie tam gdzie chodzi nasze zdrowie. W swoim domu mogę się najeść przeterminowanej wędliny, mogę wypić niebadaną wodę z niewiadomego źródła, mogę mieć brudny sedes i niemytą podłogę (moje ryzyko). Nikt nas jeszcze nie sprawdza póki co. Ale jeśli ktoś zarabia na karmieniu i pojeniu ludzi to musi się z tym liczyć. Tu prywatność nie pomoże.
zależy czy dopilnujesz żeby był przestrzenią prywatną. prowadzę salon fryzjerski i gdyby był przestrzenią publiczną nie mógłbym np. wywalić pijanego klienta, którego nie mam ochoty obsługiwać. nie zmienia to faktu, że muszę spełniać wiele wymogów (choćby sanitarnych)
15-11-2010 20:39 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Hmm... bar jest "przestrzenią publiczną" czy prywatną?

Na ogół cuchnącą.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Elka I Ponura (7473 punktów)
Mnie przeszkadza tylko gniotowatość przepisów wykonawczych tej ustawy (właściwie ich brak) i sposób, w jaki rozfanatyzowała ona niepalących. Na fb powstały grupy typu "Idę na piwo bez papierosa", których wall'e służą zwykle obrzydliwym flame'om na temat palących.

Szczególnie wkurzają mnie pańcie (bo to głównie młode kobiety) piszczące na temat Skandynawii, w której standardowo nie wolno palić w pubach, restauracjach itp. (Prawda jest taka, że w pomieszczeniach w ogóle. W akademikach i wynajmowanych mieszkaniach należących do gminy też nie wolno palić, nb)
Problem polega na tym, że język, jakim się te pańcie posługują opisując palaczy i palenie, byłby w Skandynawii uznany za szczyt chamstwa. Tam palenie uważa się za indywidualną decyzję, pilnuje się tylko, żeby ta decyzja (jak każda inna) nie przeszkadzała innym, podejmującym przeciwną decyzję. Pod klubami są miłe, zadaszone miejsca, gdzie można zapalić, pod każdym wejściem/wyjściem skądkolwiek stoją popielniczki i nikt się nie czepia palących poza zakazaną strefą.

Liczę na to, że zachwyceni ustawą niepalący, wchodzący do klubu/pubu przez ścianę dymu powstrzymają się przed ostentacyjnym krzywieniem się i machaniem łapami. Ja mam zamiar im przypominać, że sami sobie to załatwili, więc niech nie marudzą

Na zakończenie: w kilku miastach przedsiębiorcy myślą o założeniu "Klubów Palacza". Karty wstępu, opłaty pół- i roczne, lista gości etc. Dla niepalących wstęp wzbroniony. To może być ciekawe.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
15-11-2010 23:37 
 Ocena 2 na 2
Gosia (9452 punktów)

>Na zakończenie: w kilku miastach przedsiębiorcy myślą o założeniu "Klubów Palacza". Karty wstępu, opłaty pół- i roczne, lista gości etc. Dla niepalących wstęp wzbroniony.

Pewnie podniesie się wrzask o dyskryminację niepalących, jak swego czasu było z kawiarniami tylko dla kobiet.

>To może być ciekawe.

Ciekawe też, jaki będzie skutek interpelacji posła Balickiego.
16-11-2010 00:42 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Liczę na to, że zachwyceni ustawą niepalący, wchodzący do klubu/pubu przez ścianę dymu powstrzymają się przed ostentacyjnym krzywieniem się i machaniem łapami. Ja mam zamiar im przypominać, że sami sobie to załatwili, więc niech nie marudzą

Tak, zdecydowanie łatwej wstrzymać oddech na cztery sekundy niż cztery godziny.
16-11-2010 06:36 
 Ocena 5 na 5
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Tak, zdecydowanie łatwej wstrzymać oddech na cztery sekundy niż cztery godziny.

Może ja mam skrzywioną perspektywę przez kluby, do których chodzę, ale sprawa wygląda tak: w większości, do których chodziłam, były tak czy śmak podzielone sale albo nikt nie marudził, bo 80% ludzi paliło, a pozostałym najwyraźniej nie przeszkadzało, skoro widywaliśmy się tak często, że w większości znaliśmy swoje imiona.

Czasu przeszłego używam celowo: nie wiem, czy będę dalej chodzić. W moim absolutnie ukochanym klubie właściciel urządził debatę ze stałymi bywalcami, co zrobimy. Bo to tam właśnie występuje owo 80%. Prawdopodobnie trzeba będzie na stałe otworzyć drugą salę, której zwykle nie używamy. Wszyscy i tak będą siedzieć razem, w tym strrrrrrrrasznym dymie, a druga sala będzie świecić pustkami. Nie wiadomo, co z przeliczeniami powierzchni. Właściciel martwi się, że będzie musiał zakazać palenia. W drugim w kolejności lubienia pubie są trzy pomieszczenia - i najprawdopodobniej główne, najfajniejsze i najbardziej lubiane przez klientów, zostanie dla palących, plus jeszcze jedno, jak ocenia właściciel wg ilości palących klientów. To położone najwyżej i najnudniejsze będzie niepalące.

W mojej ulubionej restauracji są dwa poziomy - podziemny, urządzony dla niepalących i nadziemny, gdzie siedzą palacze. Żeby zejść na dół, trzeba przejść przez górę. Właściciel ustawienia prawdopodobnie nie zmieni, bo nie będzie przerabiał restauracji ze względu na jedną ustawę. I to góra jest najczęściej wypakowana po brzegi, a na dole pustki.

To tylko wybrane przykłady. Pójdę parę razy w moje "zwykłe" miejsca, żeby zobaczyć, jak to będzie wyglądać. Jeśli marudzenia niepalących będzie za dużo, przestanę chodzić w ogóle, oprócz mojego "home pub", od czasu do czasu.
Najbardziej cierpię ze względu na moją ulubioną kawiarnię - zazwyczaj jak co rano wsiadałam na rower i, po drodze na miasto, piłam kawę i paliłam, czytając gazetę. Latem - w ogródku, zimą - przy szybie. Teraz nie będę tego miała, dopóki ktoś nie wpadnie na szwedzki (tak, tak, mówimy o tej strasznej, antynikotynowej Szwecji) pomysł - ogródki są całoroczne, przy stolikach stoi ogrzewanie gazowe, leżą kocyki do przykrycia nóg. Tam można usiąść, wypić coś dobrego i zapalić. I nikt nie strzela focha. A już na pewno nie naraża się na ogólnie uznanie za chama za użycie słownictwa, którego się powszechnie używa wobec palaczy w "debatach" na temat naszej nowej, wspaniałej ustawy.

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
16-11-2010 13:16 
 Ocena 1 na 1
kuba1313 (170 punktów)
>>Tak, zdecydowanie łatwej wstrzymać oddech na cztery sekundy niż cztery godziny.
>Może ja mam skrzywioną perspektywę przez kluby, do których chodzę, ale sprawa wygląda tak: w większości, do których chodziłam, były tak czy śmak podzielone sale albo nikt nie marudził, bo 80% ludzi paliło, a pozostałym najwyraźniej nie przeszkadzało, skoro widywaliśmy się tak często, że w większości znaliśmy swoje imiona.

Oczywiście że tak jest, ale tylko dlatego że teraz, ci którym przeszkadza dym nie chodzą tam gdzie jest zadymione (chyba że muszą).

>W mojej ulubionej restauracji są dwa poziomy - podziemny, urządzony dla niepalących i nadziemny, gdzie siedzą palacze. Żeby zejść na dół, trzeba przejść przez górę. Właściciel ustawienia prawdopodobnie nie zmieni, bo nie będzie przerabiał restauracji ze względu na jedną ustawę. I to góra jest najczęściej wypakowana po brzegi, a na dole pustki.

Jeśli nie zmieni może mieć nieprzyjemności, gdyż według ustawy zdecydowanie powinien to zmienić.

>...wpadnie na szwedzki (tak, tak, mówimy o tej strasznej, antynikotynowej Szwecji) pomysł - ogródki są całoroczne, przy stolikach stoi ogrzewanie gazowe, leżą kocyki do przykrycia nóg. Tam można usiąść, wypić coś dobrego i zapalić. I nikt nie strzela focha. A już na pewno nie naraża się na ogólnie uznanie za chama za użycie słownictwa, którego się powszechnie używa wobec palaczy w "debatach" na temat naszej nowej, wspaniałej ustawy.

To trzeba przyznać dobry pomysł.

Pozdrawiam.

"Wierzę, że tam w górze jest coś, co czuwa nad nami. Niestety, jest to rząd." W. Allen
17-11-2010 00:36 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Oczywiście że tak jest, ale tylko dlatego że teraz, ci którym przeszkadza dym nie chodzą tam gdzie jest zadymione (chyba że muszą).

Właśnie marnie to chwilowo wychodzi... Zobaczymy, co będzie dalej.

>>W mojej ulubionej restauracji są dwa poziomy - podziemny, urządzony dla niepalących i nadziemny, gdzie siedzą palacze. Żeby zejść na dół, trzeba przejść przez górę. Właściciel ustawienia prawdopodobnie nie zmieni, bo nie będzie przerabiał restauracji ze względu na jedną ustawę. I to góra jest najczęściej wypakowana po brzegi, a na dole pustki.
>Jeśli nie zmieni może mieć nieprzyjemności, gdyż według ustawy zdecydowanie powinien to zmienić.

Czemu? Sale są szczelnie podzielone. Na dole i na górze jest wentylacja, dym się nie ściele jak iperyt. Po prostu niepalący mają dalej do stolików i trochę gorszy bar. Ale zasady ustawy zachowane.

>To trzeba przyznać dobry pomysł.

Nie mogę się doczekać polskiego wykonania. Nawet mimo to, że chyba mówię to z sarkazmem...

>Pozdrawiam.
I ja też.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
kuba1313 (170 punktów)

>Czemu? Sale są szczelnie podzielone. Na dole i na górze jest wentylacja, dym się nie ściele jak iperyt. Po prostu niepalący mają dalej do stolików i trochę gorszy bar. Ale zasady ustawy zachowane.

Z tego co wiem ustawa wymaga aby niepalący nie musieli przechodzić przez pomieszczenia dla palących chcąc dotrzeć do stolika. Choć mogę się mylić.


"Wierzę, że tam w górze jest coś, co czuwa nad nami. Niestety, jest to rząd." W. Allen
16-11-2010 22:55 
 Ocena 1 na 1
KarolG (2892 punktów)
Przestań z tą Skandynawią. Tu i tak chodzenie do pubu nie jest najpopularniejszą rozrywką. Z tego co widziałem, także w Anglii w pubach nie można palić (przynajmniej w tych małych) i jakoś Angole z tym żyją.
Jeżeli Tobie chodzenie do pubu, w którym nie można zapalić nie pasuje to nie chodź. Mi nie pasuje pub w którym się pali.


Thank God, I'm an atheist
17-11-2010 00:30 
 Ocena 1 na 1
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Przestań z tą Skandynawią. Tu i tak chodzenie do pubu nie jest najpopularniejszą rozrywką. Z tego co widziałem, także w Anglii w pubach nie można palić (przynajmniej w tych małych) i jakoś Angole z tym żyją.

Widzę, że nadal zdarzają się przypadki kulejącego czytania ze zrozumieniem na forum. Trudno.

Uwaga! Pokazuję i objaśniam!
W Skandynawii nie wolno palić w pomieszczeniach, w ogólności. W Skandynawii nie obraża się palących. W Skandynawii, ze względu na zakaz palenia w pomieszczeniach, organizuje się wygodne i estetyczne miejsca poza budynkami, specjalnie dla palaczy.

>Jeżeli Tobie chodzenie do pubu, w którym nie można zapalić nie pasuje to nie chodź. Mi nie pasuje pub w którym się pali.

Nie podoba mi się zmuszanie właścicieli pubów, klubów i knajpek do zmian, których nie chcą ani oni, ani ich zaufana, wypróbowana, spokojna klientela. Widziałam, jak wygląda ten "niepalący tłum". Garstki, prawie w ogóle nie znane, cały czas psioczące, że im nadal śmierdzi, marudzące barmankom, denerwujące wszystkich dookoła.
Było nie wchodzić, jak przeszkadza. Wegetarianin nie chodzi do mięsnego, n'est-ce pas?


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Lucyferus (588 punktów)
>Na zakończenie: w kilku miastach przedsiębiorcy myślą o założeniu "Klubów Palacza". Karty wstępu, opłaty pół- i roczne, lista gości etc. Dla niepalących wstęp wzbroniony. To może być ciekawe.

Jeśli to przejdzie, to dojdzie do jednej z najgłupszych sytuacji jakie widziałem.
Pomyślmy:
1. Można otworzyć "Klub palacza" - miejsce przeznaczone jedynie dla palących.
2. Można otworzyć zwykłą knajpę - obecnie, miejsce przeznaczone jedynie dla niepalących.
3. Dlaczego nie można otworzyć knajpy dla wszystkich? Dlaczego nie mogę spotkać się ze znajomymi w knajpie, gdzie ja spokojnie napiję się piwa, a oni sobie zapalą?
09-12-2010 10:31 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)

>3. Dlaczego nie można otworzyć knajpy dla wszystkich?
Jak nie można, kiedy można? Tylko musisz mieć w tej knajpie dwie odizolowane od siebie sale.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Lucyferus (588 punktów)
>>3. Dlaczego nie można otworzyć knajpy dla wszystkich?
>Jak nie można, kiedy można? Tylko musisz mieć w tej knajpie dwie odizolowane od siebie sale.
No to nie można dopóki nie jest się w stanie zaoferować dwóch wydzielonych pomieszczeń.
Sledziu (1058 punktów)

>Czy mogę przyjść do baru np. z
>legalnie kupionym gwizdkiem sędziowskim i gwizdać ? A może używać tam legalnie kupionych środków
>przeciw owadom ?

Nie możesz. Nie decyduje o tym jednak norma prawna, tylko norma kulturowa, której przestrzeganie jest wymuszone utartym obyczajem. Nie istnieje natomiast obyczaj wstrzymywania się od palenia w barach, stąd można tam trafić na palacza, a na amatora kompulsywnej zabawy gwizdkiem - już nie. Możliwość wypalenia papierosa do piwa i podczas miłej rozmowy jest immanentnym elementem barowej specyfiki i jeśli komuś to nie odpowiada - niech pije piwo w domu.

Pozostając zaś na gruncie Twojego przykładu: twierdzę, że zakaz palenia w barze jest tym samym, co zakaz tworzenia klubów dla miłośników gwizdania. Czyli - drastycznym naruszeniem wolności obywatelskiej.

>A wolność innych ?

Wolność obywatelska to nic innego,jak swoboda podejmowania działań i wchodzenia w interakcje społeczne bez arbitralnej ingerencji drugiego człowieka lub państwa. Wejście do baru jako miejsca, w którym obyczaj zezwala na palenie tytoniu w ilościach hurtowych, jest właśnie aktem takiej swobody.

>Dlatego nie ma co rozpaczać tylko zainwestować w pomieszczenia dla niepalących.

Pewnie - niech tylko państwo zrefunduje ich budowę przedsiębiorcom, którym swoim zakazem utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej. Bo posążek maryjny też można wznieść w każdej knajpie, jeśli sobie aparat urzędniczy tego zażyczy - ale ktoś za ten przymus musi zapłacić.


Lubię placki.
15-11-2010 19:56 
 Ocena 7 na 7
lukasz9 (1220 punktów)
Na tej samej zasadzie można powiedzieć, że zakaz bójek na stadionach jest ograniczeniem wolności kiboli. Dla nich jest to obyczaj, że trzeba się ponapierdzielać (tak jak dla palącego obyczajem jest palenie w pubie).

Co za tym idzie wejście na stadion jako do miejsca, gdzie obyczaj pozwala na oberwanie w papę jest aktem wspomnianej przez Ciebie swobody.

Jeśli komuś nie odpowiada, że bójki są "immanentnym elementem" stadionowej specyfiki - niech ogląda mecze w domu.

Fajnie, że znalazłeś sobie słowo klucz, którym teraz będziesz wszystko tłumaczył, ale niestety to nie obyczaje określają granice wolności. Zresztą na jakiej podstawie oceniać co obyczajem jest, a co nie.
15-11-2010 23:54 
 Ocena 2 na 2
Sledziu (1058 punktów)
>Na tej samej zasadzie można powiedzieć, że zakaz bójek na stadionach jest ograniczeniem wolności kiboli. Dla nich jest to obyczaj, że trzeba się ponapierdzielać (tak jak dla palącego obyczajem jest palenie w pubie).
>Co za tym idzie wejście na stadion jako do miejsca, gdzie obyczaj pozwala na oberwanie w papę jest aktem wspomnianej przez Ciebie swobody.
>Jeśli komuś nie odpowiada, że bójki są "immanentnym elementem" stadionowej specyfiki - niech ogląda mecze w domu.

Nie są żadnym "immanentnym elementem specyfiki", tylko incydentami wywołanymi przez agresywną mniejszość. Jeśliby jednak walki odbywały się od 150 lat - zwyczajowo - podczas każdego meczu, na trybunach obok kiełbasek sprzedawano sztachety, a duży napis na bramie stadionu ekspressis verbis informował, że jest to miejsce przeznaczone dla amatorów mordobicia, to oczywiście - wówczas nikt nie mógłby się skarżyć oberwawszy solidnie w łeb. Jak ktoś się kiedyś trafnie wyraził - jeśli ulicą jedzie czołg, a ostrzeżeni ludzie się nie odsuwają - to jest to ich prawo. Prawem wolnego człowieka żyjącego w wolnym kraju jest dać się rozjechać!

Gdyby powyższy scenariusz istotnie miał miejsce - wrogowie chuligaństwa zorganizowaliby sobie tymczasem własne rozgrywki z zakazem awantur na trybunach i tam chodzili delektować się grą. Wolny rynek!

Lubię placki.
lukasz9 (1220 punktów)

>Nie są żadnym "immanentnym elementem specyfiki", tylko incydentami wywołanymi przez agresywną mniejszość.

W niektórych miastach jest to zjawisko powszechne, więc nie można nazwać tego incydentami. To samo można powiedzieć o palaczach, to nie obyczaj, ale patologiczne zachowanie uzależnionej mniejszości (świadome szkodzenie innym to patologia).

> Jeśliby jednak walki odbywały się od 150 lat - zwyczajowo - podczas każdego meczu, na trybunach obok kiełbasek sprzedawano sztachety
Nieprawda, to że jakieś zachowanie w pewnym środowisku jest obyczajem nie znaczy, że jest akceptowane przez ogół społeczeństwa. Tak samo jest z papierosami, może dla palacza to jest obyczaj, ale większości społeczeństwa to przeszkadza. Oczywiście poziom dezaprobaty jest znacznie niższy niż w przypadku burd na stadionach, ale zasada ta sama.

>Jak ktoś się kiedyś trafnie wyraził - jeśli ulicą jedzie czołg, a ostrzeżeni ludzie się nie odsuwają - to jest to ich prawo.

Nikt nie ma prawa ograniczać mojej wolności poruszania się po ulicach poprzez puszczanie tamtędy czołgów.

>Gdyby powyższy scenariusz istotnie miał miejsce - wrogowie chuligaństwa zorganizowaliby sobie tymczasem własne rozgrywki z zakazem awantur na trybunach i tam chodzili delektować się grą.

Problem w tym, że ich interesują właśnie te rozgrywki, gdzie odbywają się burdy. Skończyłoby się na tym, że wielu osobom nie wystarczyłby substytut, ponosiliby więc ryzyko chodzenia na stadiony, gdzie są kibole albo w ogóle zrezygnowaliby z oglądania meczy na żywo (mniej więcej tak jest teraz).
16-11-2010 00:57 
 Ocena 2 na 2
Sledziu (1058 punktów)
>>Nie są żadnym "immanentnym elementem specyfiki", tylko incydentami wywołanymi przez agresywną mniejszość.
>W niektórych miastach jest to zjawisko powszechne, więc nie można nazwać tego incydentami.

Nigdy i nigdzie ta powszechność nie sięga rangi normy kulturowej, a na żadnym bodaj stadionie świata na stoiskach z kiełbaskami nie stoją kije i pałki. Za to w knajpach od zawsze sprzedaje się papierosy.

>Problem w tym, że ich interesują właśnie te rozgrywki, gdzie odbywają się burdy.

Dlatego spokojni kibice stopniowo wypierają agresorów z trybun - też wolny rynek! Dokonuje się to wprawdzie przy pomocy prawa - ale na wyraźne życzenie klubów piłkarskich, słusznie upatrujących dobrego interesu w zastąpieniu kibica-chuligana ze slumsów kibicem-biznesmenem. Inaczej mówiąc: gdyby chuliganów dało się wyrzucić ze stadionów bez państwa i jego aparatu represji - włodarze klubowi z pewnością by to zrobili.

Analogicznie: gdyby wyrzucenie z knajp palaczy, które akurat da się przeprowadzić bez uciekania się do regulacji ustawowych, miało jakikolwiek sens komercyjny, już dawno by je przeprowadzono.

Lubię placki.
telpeloth (54 punktów)

>Analogicznie: gdyby wyrzucenie z knajp palaczy, które akurat da się przeprowadzić bez uciekania się do regulacji ustawowych, miało jakikolwiek sens komercyjny, już dawno by je przeprowadzono.
Co więcej - często ma sens komercyjny i dzieje się tak, że większość restauracji jest dla niepalących i coraz więcej jest (a właściwie - póki nie zaczęła obowiązywać ustawa) pubów dla niepalących.
01-12-2010 11:52 
 Ocena 3 na 3
Gosia (9452 punktów)

Nie dotyczy Sejmu.
15-11-2010 20:39 
 Ocena 6 na 6
Andro (1185 punktów)
>Możliwość wypalenia papierosa do piwa i podczas miłej rozmowy jest immanentnym elementem barowej specyfiki i jeśli komuś to nie odpowiada - niech pije piwo w domu.
Kultura, nie tylko prawo, powinna wymagać nie smrodzenia tytoniem gdy ktoś sobie tego nie życzy, szczególnie w miejscach gdzie spożywa się posiłki.
Ponad to miłą rozmowę można prowadzić przy piwie bez palenia papierosa, chyba że jest się totalnym nałogiem, ale wtedy to już trzeba sobie zadać pytanie czy nie czas na odwyk.

Bądź zimny albo gorący
letniego wypluję z ust moich
09-12-2010 01:01 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Kultura, nie tylko prawo, powinna wymagać nie smrodzenia tytoniem gdy ktoś sobie tego nie życzy, szczególnie w miejscach gdzie spożywa się posiłki.

Kultura wymaga przede wszystkim tego, żebyś wchodząc na czyiś prywatny teren nie próbował wyznaczać zasad jakie mają u niego panować.
09-12-2010 03:10 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Kultura, nie tylko prawo, powinna wymagać nie smrodzenia tytoniem gdy ktoś sobie tego nie życzy, szczególnie w miejscach gdzie spożywa się posiłki.
>Kultura wymaga przede wszystkim tego, żebyś wchodząc na czyiś prywatny teren nie próbował wyznaczać zasad jakie mają u niego panować.

Lokal -- bar, restauracja -- nie jest czyimś prywatnym terenem.
09-12-2010 12:00 
 Ocena 2 na 2
Lucyferus (588 punktów)
>Lokal -- bar, restauracja -- nie jest czyimś prywatnym terenem.

Nie wiedziałem, że wszystkie lokale, bary i restauracje w Polsce są własnością państwa...
09-12-2010 12:10 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Lokal -- bar, restauracja -- nie jest czyimś prywatnym terenem.
>Nie wiedziałem, że wszystkie lokale, bary i restauracje w Polsce są własnością państwa...
No pewnie, że są. Od swego przecież nie odprowadza się podatku, nie ma potrzeby rejestracji ani zezwolenia. Miło, że w końcu zauważyłeś, że życie w społeczeństwie wymaga "podzielenia się" własnością pewnego rodzaju z państwem.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
09-12-2010 12:26 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>>Nie wiedziałem, że wszystkie lokale, bary i restauracje w Polsce są własnością państwa...
>No pewnie, że są.
Aha, no to chyba, że tak. To zapewne jeden z elementów polityki neoliberalnej, która ponoć opanowała nasz kraj. Będę wiedział, żeby nie inwestować pieniędzy w coś co z automatu, zaraz po powstaniu staje się państwowe.

>Od swego przecież nie odprowadza się podatku, nie ma potrzeby rejestracji ani zezwolenia.
Od swojego domu również odprowadzasz podatek. Jego budowę musisz zarejestrować i potrzebujesz na nią zezwolenia.

>Miło, że w końcu zauważyłeś, że życie w społeczeństwie wymaga "podzielenia się" własnością pewnego rodzaju z państwem.
To mówisz, że chcesz się "podzielić" z państwem "swoim" domem? Może zaczniemy od wyznaczenia osobnego pomieszczenia dla palaczy?
09-12-2010 13:02 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>>Nie wiedziałem, że wszystkie lokale, bary i restauracje w Polsce są własnością państwa...
>>No pewnie, że są.
>Aha, no to chyba, że tak. To zapewne jeden z elementów polityki neoliberalnej, która ponoć opanowała nasz kraj. Będę wiedział, żeby nie inwestować pieniędzy w coś co z automatu, zaraz po powstaniu staje się państwowe.
Nie całkiem państwowe, ale państwo jest ważnym udziałowcem.

Ale tak jest wszędzie. Na całej kuli ziemskiej. Jedynie uciekając od społeczeństwa w głuszę można mieć coś swojego (na tyle, na ile przyroda pozwala).

>>Od swego przecież nie odprowadza się podatku, nie ma potrzeby rejestracji ani zezwolenia.
>Od swojego domu również odprowadzasz podatek. Jego budowę musisz zarejestrować i potrzebujesz na nią zezwolenia.
Wiem. Nie przeszkadza mi to wcale, a wcale.

>>Miło, że w końcu zauważyłeś, że życie w społeczeństwie wymaga "podzielenia się" własnością pewnego rodzaju z państwem.
>To mówisz, że chcesz się "podzielić" z państwem "swoim" domem? Może zaczniemy od wyznaczenia osobnego pomieszczenia dla palaczy?
Ja mam aż dwa takie "Nabalkonwon" i "Zadrzwinamróz".

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
09-12-2010 13:19 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>>Aha, no to chyba, że tak. To zapewne jeden z elementów polityki neoliberalnej, która ponoć opanowała nasz kraj. Będę wiedział, żeby nie inwestować pieniędzy w coś co z automatu, zaraz po powstaniu staje się państwowe.
>Nie całkiem państwowe, ale państwo jest ważnym udziałowcem.
Bandytę, który zbiera od tej knajpy haracz też nazwiesz "udziałowcem", bo trzeba mu płacić?

>Ale tak jest wszędzie. Na całej kuli ziemskiej. Jedynie uciekając od społeczeństwa w głuszę można mieć coś swojego (na tyle, na ile przyroda pozwala).
Mylisz obciążenia podatkowe ze wskazaniem podmiotu ustalającego zasady panujące na danym terenie i nim dysponującym. Powszechnie nazywamy go właścicielem. Nie wszędzie i nie zawsze państwo mogło wpychać swoje rączki gdzie mu się żywnie podobało.

>Ja mam aż dwa takie "Nabalkonwon" i "Zadrzwinamróz".
Postuluję zatem aby każdej knajpie zaliczyć te pomieszczenia jako wydzielone do palenia.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>>Aha, no to chyba, że tak. To zapewne jeden z elementów polityki neoliberalnej, która ponoć opanowała nasz kraj. Będę wiedział, żeby nie inwestować pieniędzy w coś co z automatu, zaraz po powstaniu staje się państwowe.
>>Nie całkiem państwowe, ale państwo jest ważnym udziałowcem.
>Bandytę, który zbiera od tej knajpy haracz też nazwiesz "udziałowcem", bo trzeba mu płacić?
Realnie jest udziałowcem - jeśli mu płacisz.

>>Ale tak jest wszędzie. Na całej kuli ziemskiej. Jedynie uciekając od społeczeństwa w głuszę można mieć coś swojego (na tyle, na ile przyroda pozwala).
>Mylisz obciążenia podatkowe ze wskazaniem podmiotu ustalającego zasady panujące na danym terenie i nim dysponującym. Powszechnie nazywamy go właścicielem. Nie wszędzie i nie zawsze państwo mogło wpychać swoje rączki gdzie mu się żywnie podobało.
Czasy jaskiń minęły dawno temu. Zawsze w społeczeństwie formuje się twór stanowiący (i ustanawiający) zasady. Historycznie działało to mniej więcej tak: rodzina, klan, plemię, dwór (oligarchia), państwowość (od mniej do bardziej rozwiniętej).
Jesteś fetyszystą rozpoznającym "państwo" po nazwie, zaś pomijasz istotę, która wyraża się w formowanych strukturach. Założyłbym się, że w swojej rodzinie, grupie rówieśniczej czy współpracowników lub znajomych jesteś w stanie zobaczyć takie struktury, które mają wpływ na proces decyzyjny pomimo nie posiadania przez te struktury praw własności do rzeczy, które proces obejmuje. Albo niewspółmierny wpływ. Przy czym takie samoorganizowanie się niekoniecznie jest wymuszone - najczęściej to mieszanina dobrowolności, wymuszenia i przypadku. To jest państwo.
Jedyna różnica to formalizacja.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
09-12-2010 14:55 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Nie całkiem państwowe, ale państwo jest ważnym udziałowcem.
>>Bandytę, który zbiera od tej knajpy haracz też nazwiesz "udziałowcem", bo trzeba mu płacić?
>Realnie jest udziałowcem - jeśli mu płacisz.
No to przynajmniej tutaj się zgadzamy, bo tylko na takiej zasadzie państwo jest "udziałowcem" w mojej firmie.

>Czasy jaskiń minęły dawno temu. Zawsze w społeczeństwie formuje się twór stanowiący (i ustanawiający) zasady. Historycznie działało to mniej więcej tak: rodzina, klan, plemię, dwór (oligarchia), państwowość (od mniej do bardziej rozwiniętej).
To dotyczy tematu "kto stanowi prawo", a nie czy dane prawo jest zasadne.

>Jesteś fetyszystą rozpoznającym "państwo" po nazwie (...) Przy czym takie samoorganizowanie się niekoniecznie jest wymuszone - najczęściej to mieszanina dobrowolności, wymuszenia i przypadku. To jest państwo.
>Jedyna różnica to formalizacja.
Nie - jedyna różnica to aparat przymusu.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>>Czasy jaskiń minęły dawno temu. Zawsze w społeczeństwie formuje się twór stanowiący (i ustanawiający) zasady. Historycznie działało to mniej więcej tak: rodzina, klan, plemię, dwór (oligarchia), państwowość (od mniej do bardziej rozwiniętej).
>To dotyczy tematu "kto stanowi prawo", a nie czy dane prawo jest zasadne.
Prawo wyegzekwowane samo z siebie jest zasadne.

>Nie - jedyna różnica to aparat przymusu.
Zawsze i wszędzie jest aparat przymusu. Spójrz na historię - w jaskiniach tylko było inaczej, bo śmiertelnym wspólnym wrogiem była przyroda i od niej pochodził przymus.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
09-12-2010 15:24 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Prawo wyegzekwowane samo z siebie jest zasadne.
Więc, dla przykładu, wszystkie egzekwowane prawa przed '89 też musisz uznać za uzasadnione.

>Zawsze i wszędzie jest aparat przymusu. Spójrz na historię - w jaskiniach tylko było inaczej, bo śmiertelnym wspólnym wrogiem była przyroda i od niej pochodził przymus.
Rozmawiamy o prawach ludzkich.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Prawo wyegzekwowane samo z siebie jest zasadne.
>Więc, dla przykładu, wszystkie egzekwowane prawa przed '89 też musisz uznać za uzasadnione.
Ależ nie były. Przynajmniej nie wszystkie - ponieważ były prawa bezzasadne załamał się ustrój.

>>Zawsze i wszędzie jest aparat przymusu. Spójrz na historię - w jaskiniach tylko było inaczej, bo śmiertelnym wspólnym wrogiem była przyroda i od niej pochodził przymus.
>Rozmawiamy o prawach ludzkich.
To odpowiedz na kwestie "zawsze jest aparat przymusu", a nie czepiasz się części z przyrodą.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
09-12-2010 16:29 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Prawo wyegzekwowane samo z siebie jest zasadne.
>>Więc, dla przykładu, wszystkie egzekwowane prawa przed '89 też musisz uznać za uzasadnione.
>Ależ nie były. Przynajmniej nie wszystkie - ponieważ były prawa bezzasadne załamał się ustrój.
Zdecyduj się, albo egzekucja prawa implikuje wg Ciebie jego zasadność, albo nie.

>Zawsze i wszędzie jest aparat przymusu. Spójrz na historię - w jaskiniach tylko było inaczej, bo śmiertelnym wspólnym wrogiem była przyroda i od niej pochodził przymus.
>>Rozmawiamy o prawach ludzkich.
>To odpowiedz na kwestie "zawsze jest aparat przymusu", a nie czepiasz się części z przyrodą.
Wśród ludzi istniał przymus pt. "silniejszy ma zawsze rację", który dzisiaj potępiamy. Części z przyrodą się czepiam, bo absurdalna jest argumentacja typu "deszcz musi padać, więc mogę Ci dyktować zasady funkcjonowania Twojego biznesu".
09-12-2010 16:44 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Prawo wyegzekwowane samo z siebie jest zasadne.
>>>Więc, dla przykładu, wszystkie egzekwowane prawa przed '89 też musisz uznać za uzasadnione.
>>Ależ nie były. Przynajmniej nie wszystkie - ponieważ były prawa bezzasadne załamał się ustrój.
>Zdecyduj się, albo egzekucja prawa implikuje wg Ciebie jego zasadność, albo nie.
Jakbyś mi podał konkret, to bym się zdecydował.
Zakaz zgromadzeń przed '89 nie był wyegzekwowany. Ale był egzekwowany.
Rozwiązanie "Solidarności" i innych związków zawodowych nie było wyegzekwowane.
Najfajniejsze jest to, że po wprowadzeniu demokracji można rozliczać przeszły okres - nadaje się nowe prawo, które podważa prawo sprzed '89 i się je egzekwuje. Oczywiście podważone prawo nazywa się zbrodniczym, nieuzasadnionym, by nie burzyć 'ciągłości prawa'.

>Wśród ludzi istniał przymus pt. "silniejszy ma zawsze rację", który dzisiaj potępiamy.
Przymus nie opiera się na "silniejszy". To uproszczenie przeddarwinowskie.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
09-12-2010 17:10 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Jakbyś mi podał konkret, to bym się zdecydował.
Aha, czyli brzmienie zasady, zależy od konkretnego przypadku, który jej podlega. Bez komentarza.

>Zakaz zgromadzeń przed '89 nie był wyegzekwowany. Ale był egzekwowany.
>Rozwiązanie "Solidarności" i innych związków zawodowych nie było wyegzekwowane.
Praktycznie żadne prawo nie jest do końca wyegzekwowane. Szczególnie przepisy takie jak ten, o niepaleniu w knajpach.

>Najfajniejsze jest to, że po wprowadzeniu demokracji można rozliczać przeszły okres - nadaje się nowe prawo, które podważa prawo sprzed '89 i się je egzekwuje. Oczywiście podważone prawo nazywa się zbrodniczym, nieuzasadnionym, by nie burzyć 'ciągłości prawa'.
Albo nie rozumiesz co znaczy "ciągłość prawa", albo się nieprecyzyjnie wyraziłeś. Co ciągłość prawa ma do nazywania go zbrodniczym?
09-12-2010 17:31 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>>Zakaz zgromadzeń przed '89 nie był wyegzekwowany. Ale był egzekwowany.
>>Rozwiązanie "Solidarności" i innych związków zawodowych nie było wyegzekwowane.
>Praktycznie żadne prawo nie jest do końca wyegzekwowane. Szczególnie przepisy takie jak ten, o niepaleniu w knajpach.
Usilnie starasz się bym rozmawiał z Tobą, jak z dzieckiem. Mam Ci wyjaśnić różnicę między zapaleniem papierosa w knajpie wbrew zakazowi, a nieudaną delegalizacją Solidarności?
Spoważniej. Nie chowaj się po abstrakcyjnych światach.

>>Najfajniejsze jest to, że po wprowadzeniu demokracji można rozliczać przeszły okres - nadaje się nowe prawo, które podważa prawo sprzed '89 i się je egzekwuje. Oczywiście podważone prawo nazywa się zbrodniczym, nieuzasadnionym, by nie burzyć 'ciągłości prawa'.
>Albo nie rozumiesz co znaczy "ciągłość prawa", albo się nieprecyzyjnie wyraziłeś. Co ciągłość prawa ma do nazywania go zbrodniczym?
Idź do prawnika i spytaj o tę "drugą ciągłość" (w sensie podważania porządku prawnego, aktów prawnych).
Specyficzny z Ciebie człowiek. W Twoich oczach widzisz swoje błędy jako niedopatrzenia innych. Jesteś posiadaczem 100% racji. Jak w dowcipie żydowskim.

Przykro mi, ale kończy mi się cierpliwość. Jeśli tak dalej będzie, to niedługo zrezygnuje z dyskusji.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
09-12-2010 17:41 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Usilnie starasz się bym rozmawiał z Tobą, jak z dzieckiem. Mam Ci wyjaśnić różnicę między zapaleniem papierosa w knajpie wbrew zakazowi, a nieudaną delegalizacją Solidarności?
To Ty wyjechałeś z Solidarnością w wątku o zakazie palenia.

>Idź do prawnika i spytaj o tę "drugą ciągłość" (w sensie podważania porządku prawnego, aktów prawnych).
Zadałem proste pytanie - co ma w tym wypadku ocena prawa do jego ciągłości?

>Specyficzny z Ciebie człowiek. W Twoich oczach widzisz swoje błędy jako niedopatrzenia innych. Jesteś posiadaczem 100% racji. Jak w dowcipie żydowskim.
Dyskutuję z Tobą bodaj drugi raz i drugi raz zamiast odpowiedzi na pytania "dowiaduję" się o sobie interesujących rzeczy. To więcej mówi o Tobie niż o mnie.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Jest mi niezmiernie przykro, ale wątek o paleniu i zakazie skończył się tu dla mnie - gdy uznałem, że nie mam o czym z Tobą dyskutować - napisałem Ci to zresztą.
Napisałem Ci też, jak jesteś przeze mnie odbierany: jak postać z żydowskiego dowcipu, co ma 100% racji.
Cenię sobie swój czas i dlatego kończę. Jeśli wyniosłeś z dyskusji jakąś naukę, to brawo, jak nie, to zbytnio Cię żałować nie będę. A jeśli fakt, że tracisz dyskutanta masz za zwycięstwo, to niewielu musisz mieć przyjaciół.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
Lucyferus (588 punktów)
Wycieczka osobista na koniec. Jak miło. I racjonalnie.
09-12-2010 14:21 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Ja mam aż dwa takie "Nabalkonwon" i "Zadrzwinamróz".
U mnie w drodze wyjątku uruchamia się trzecie pomieszczenie: "Jazdadokuchniztympapierosem". Ale dopiero wtedy, gdy temperatura na zewnątrz spada poniżej -20.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-12-2010 12:13 
 Ocena 2 na 2
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>Lokal -- bar, restauracja -- nie jest czyimś prywatnym terenem.
>Nie wiedziałem, że wszystkie lokale, bary i restauracje w Polsce są własnością państwa...

"Łapanie" za słówka nie jest dobrym kierunkiem w rozmowie.
Tym sposobem zrób sobie prywatny lokal gdzie będzie można przybijać gwoździami do ściany osoby "chcące aby je do ściany przybijać".

Jeszcze jest coś takiego jak prawo. I TAK - prawo ogranicza wolność. Podobnie jak czyjaś wolność ograniczyć może Twoja wolność.


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Lucyferus (588 punktów)
>Lokal -- bar, restauracja -- nie jest czyimś prywatnym terenem.
>>Nie wiedziałem, że wszystkie lokale, bary i restauracje w Polsce są własnością państwa...
>"Łapanie" za słówka nie jest dobrym kierunkiem w rozmowie.
To nie jest łapanie za słówka. Jak teren nie jest prywatny, to znaczy, że jest państwowy (albo miejski, gminny etc.).

>Tym sposobem zrób sobie prywatny lokal gdzie będzie można przybijać gwoździami do ściany osoby "chcące aby je do ściany przybijać".
Zdajesz sobie sprawę, że nie ma zakazu "przybijania się do ściany"? Tak samo jak nie ma zakazu łamania sobie rąk. A jednak nikt tego nie robi. Jak myślisz, dlaczego?

>Jeszcze jest coś takiego jak prawo. I TAK - prawo ogranicza wolność. Podobnie jak czyjaś wolność ograniczyć może Twoja wolność.
I co z tego wynika? Przecież właśnie dyskutujemy nad zasadnością konkretnej części tego prawa. Prawo samo dla siebie nie stanowi uzasadnienia.
09-12-2010 14:11 
 Ocena 4 na 4
Gosia (9452 punktów)

>>Tym sposobem zrób sobie prywatny lokal gdzie będzie można przybijać gwoździami do ściany osoby "chcące aby je do ściany przybijać".
>Zdajesz sobie sprawę, że nie ma zakazu "przybijania się do ściany"?

Użyty przez Ciebie zaimek zwrotny "się", zupełnie zmienia sens zdania można przybijać gwoździami do ściany osoby "chcące aby je do ściany przybijać".
Jeśli się przybiję do ściany - to moja sprawa i ewentualnie mojego psychiatry, ale jeśli ktoś mnie przybije do ściany (nawet za moją zgodą) to tutaj już prawo ma wiele do powiedzenia. I owszem, taki zakaz prawny istnieje.
Jest to dość dobra analogia do zakazu palenia - jeśli palisz w miejscu do tego przeznaczonym i odizolowanym od tych, co nie chcą palić, "przybijasz się do ściany". Jeśli jednak palisz w miejscu publicznym, gdzie postronne osoby wdychają dym wraz z Tobą, to tak jakbyś "przybijał ich do ściany".
Lucyferus (588 punktów)
>Użyty przez Ciebie zaimek zwrotny "się", zupełnie zmienia sens zdania można przybijać gwoździami do ściany osoby "chcące aby je do ściany przybijać".
Źle zrozumiałaś przykład (być może z mojej winy). Miał on tłumaczyć, że nie ma sensu ustanawiać zakazów robienia rzeczy szkodliwych dla siebie. Jeśli ludzie nie akceptują dymu tytoniowego, to właściciele knajp sami zaczną wydzielać im pomieszczenia lub otwierać bary i restauracje tylko dla nich (co już się dzieje). W ten sposób każdy ma wybór i może iść tam gdzie mu lepiej. Odgórny zakaz powoduje ograniczenie wyboru do opcji preferowanych przez jedną grupę.

>Jest to dość dobra analogia do zakazu palenia - jeśli palisz w miejscu do tego przeznaczonym i odizolowanym od tych, co nie chcą palić, "przybijasz się do ściany". Jeśli jednak palisz w miejscu publicznym, gdzie postronne osoby wdychają dym wraz z Tobą, to tak jakbyś "przybijał ich do ściany".
Te osoby postronne weszły tam z własnej woli, akceptując panujące tam zasady i w każdej chwili mogą wyjść.
09-12-2010 17:44 
 Ocena 4 na 4
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Lokal -- bar, restauracja -- nie jest czyimś prywatnym terenem.
>Nie wiedziałem, że wszystkie lokale, bary i restauracje w Polsce są własnością państwa...

Nie muszą. Podlegają przepisom jako lokale usługowe, nie są "terenem prywatnym" w sensie np. art. 193 kk. Spróbuj jako właściciel lokalu kazać go opuścić wybranemu losowo klientowi, powołując się na wtargnięcie. Daj znać na forum jak dokładnie obśmiała cię policja i ile sobie od ciebie cywilnie zasądził wyrzucany klient. Czy będący prywatną własnością czy nie, lokal usługowy nie jest "terenem prywatnym".
09-12-2010 18:21 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
Fakt, jest różnica pomiędzy terenem prywatnym, w powszechnym (już coraz mniej) znaczeniu, a tym co stanowi prawo. Nie dyskutujemy tu jednak nad aktualnym stanem prawnym, tylko nad jego zasadnością. Właśnie tego typu ingerencje w działanie prywatnych firm (nie tylko pubów i restauracji) są naturalną konsekwencją sytuacji, w której czyjejś restauracji nie traktuje się jak terenu prywatnego (na który właściciel jedynie wpuszcza ludzi na określonych przez siebie zasadach).
09-12-2010 18:35 
 Ocena 4 na 4
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Nie dyskutujemy tu nad aktualnym stanem prawnym, tylko nad jego zasadnością.

Uważasz, że uznanie prywatnie posiadanego lokalu usługowego za coś innego niż po prostu "teren prywatny" jest bezzasadne? To może jakoś to uzasadnij. Ja nie widzę problemu w tym, że lokale usługowe podlegają przepisom ppoż, sanitarnym itd. itp. Nie mam najmniejszej ochoty na uznawanie pełnej autonomii właścicieli np. jeśli chodzi o decyzję na temat zapobiegania namnażaniu się gryzoni w spiżarniach i kuchniach, oraz zdawanie się na niewidzialną rękę rynku w celu wyeliminowania zatruć i chorób.

>Właśnie tego typu ingerencje w działanie prywatnych firm (nie tylko pubów i restauracji) są naturalną konsekwencją sytuacji, w której czyjejś restauracji nie traktuje się jak terenu prywatnego

Sorki, ale mnie tu logicznie zgubiłeś. Ingerencje są konsekwencją? W sensie, ponieważ wstrętne prawo nie zrównuje lokalu usługowego z terenem prywatnym, to pojawiają się np. przepisy sanitarne i ppoż? Zastanów się, czy może nie pomyliłeś kierunku wynikania.
09-12-2010 18:54 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>>Nie dyskutujemy tu nad aktualnym stanem prawnym, tylko nad jego zasadnością.
>Uważasz, że uznanie prywatnie posiadanego lokalu usługowego za coś innego niż po prostu "teren prywatny" jest bezzasadne? To może jakoś to uzasadnij.
Klient akceptuje warunki właściciela, jeśli decyduje się u niego coś kupić. Tyle. A Tobie nic do tego, nie musisz tam jeść.

>Nie mam najmniejszej ochoty na uznawanie pełnej autonomii właścicieli np. jeśli chodzi o decyzję na temat zapobiegania namnażaniu się gryzoni w spiżarniach i kuchniach, oraz zdawanie się na niewidzialną rękę rynku w celu wyeliminowania zatruć i chorób.
Tyle, że niewiele masz tu do powiedzenia. Bo to sprawa między klientem a przedsiębiorcą. Ty możesz jadać tylko tam gdzie są spełnione wszystkie sanitarne wymogi jeśli chcesz. Nie możesz mi zabronić iść do knajpy gdzie nie ma wydzielonego pomieszczenia dla niepalących.

>Ingerencje są konsekwencją?
Tak, bo ogólnie przyjęte jest, że to właściciel decyduje. Jeśli uznamy, że knajpa nie jest już tak do końca jego własnością, to naturalne jest, że ktoś inny zaczyna ingerować w proces decyzyjny.
09-12-2010 19:30 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Uważasz, że uznanie prywatnie posiadanego lokalu usługowego za coś innego niż po prostu "teren prywatny" jest bezzasadne? To może jakoś to uzasadnij.
>Klient akceptuje warunki właściciela, jeśli decyduje się u niego coś kupić.

A właściciel akceptuje obowiązujące go przepisy otwierając lokal usługowy.

>To sprawa między klientem a przedsiębiorcą.

Bynajmniej. Istnieje jeszcze, wbrew neofickim wyznawcom Świętego Rynku i Niewidzialnej Ręki Jego, taka kategoria jak dobro wspólne.

>Jeśli uznamy, że knajpa nie jest już tak do końca jego własnością, to naturalne jest, że ktoś inny zaczyna ingerować w proces decyzyjny.

Pomyliłeś kierunek wynikania o 180 stopni. Nikt nie twierdzi, że właściciel przestał być tak całkiem właścicielem, więc teraz go obłożymy przepisami. Przeciwnie: wprowadzane są przepisy, w wyniku których właściciel lokalu nie może już zrobić z nim czy w nim tego, co może na terenie prywatnym.
09-12-2010 19:48 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>A właściciel akceptuje obowiązujące go przepisy otwierając lokal usługowy.
Akceptuje, bo państwo narzuca mu je przemocą. Przez takie warunki (np. wydzielone pomieszczenia dla palaczy) wiele osób w ogóle nie otwiera knajp, a klienci mają mniejszy wybór. Klient natomiast wchodzi do knajpy dla palaczy, mimo, że są inne lokale.

>Bynajmniej. Istnieje jeszcze, wbrew neofickim wyznawcom Świętego Rynku i Niewidzialnej Ręki Jego, taka kategoria jak dobro wspólne.
Dla mnie nadrzędna jest wolność jednostki, bo to społeczeństwo jest dla jednostki, a nie jednostka dla społeczeństwa. "Dobro wspólne" nie daje Ci prawa do jej (wolności jednostki) łamania, bo stawiasz się wtedy w pozycji tego, który "wie lepiej", jak mam żyć. Jeśli nie możesz za mnie umrzeć to nie możesz mi mówić jak mam żyć.

>Pomyliłeś kierunek wynikania o 180 stopni. Nikt nie twierdzi, że właściciel przestał być tak całkiem właścicielem, więc teraz go obłożymy przepisami. Przeciwnie: wprowadzane są przepisy, w wyniku których właściciel lokalu nie może już zrobić z nim czy w nim tego, co może na terenie prywatnym.
No właśnie. Nie może zrobić tego, co może zrobić w innych swoich włościach, bo ktoś podjął już część decyzji za niego.
09-12-2010 22:31 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>A właściciel akceptuje obowiązujące go przepisy otwierając lokal usługowy.
>Akceptuje, bo państwo narzuca mu je przemocą.

I co w tym według ciebie takiego strasznego?

>>Bynajmniej. Istnieje jeszcze, wbrew neofickim wyznawcom Świętego Rynku i Niewidzialnej Ręki Jego, taka kategoria jak dobro wspólne.
>Dla mnie nadrzędna jest wolność jednostki, bo to społeczeństwo jest dla jednostki, a nie jednostka dla społeczeństwa.

Poważnie? Dlaczego? Grupa bez jednostki spokojnie sobie poradzi, a kiedy ostatnio widziałeś jednostkę radzącą sobie bez grup? Twoim ideałem jest człowiek odcinający wszystkie więzi społeczne? To jest obraz patologii i upadku.

>"Dobro wspólne" nie daje Ci prawa do jej (wolności jednostki) łamania, bo stawiasz się wtedy w pozycji tego, który "wie lepiej", jak mam żyć.

A co robisz, kiedy masz konflikt dobra wspólnego z wolnością jednostki? Społeczność ma się podporządkować, bo wolność jednostki jest ważniejsza? Nieważne, że boimy się o swoje dzieci, ten pan ma mieć prawo jechać po osiedlu setką na podwójnym gazie, bo nie wolno ograniczać jego wolności?

>>wprowadzane są przepisy, w wyniku których właściciel lokalu nie może już zrobić z nim czy w nim tego, co może na terenie prywatnym.
>No właśnie. Nie może zrobić tego, co może zrobić w innych swoich włościach, bo ktoś podjął już część decyzji za niego.

No i? To jest cecha każdej społeczności od początku świata. Tobie się naprawdę marzy patologia w postaci jednostek nieskrępowanych ograniczeniami społecznymi? Przecież to mrzonka. Gdybyś zrobił eksperyment usiłując wprowadzić jakiś ustrój (jaki? gdzie i kiedy niby ludzie tak żyli?) oparty na tej zasadzie, po roku ludzie sami by ci się spontanicznie zorganizowali się w hierarchiczną społeczność kierującą się określonymi regułami i egzekwującą je od siebie nawzajem. To co proponujesz jest sprzeczne z ludzką naturą i tysiącami lat naszej historii.
11-12-2010 02:13 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>>Klient akceptuje warunki właściciela, jeśli decyduje się u niego coś kupić.
>A właściciel akceptuje obowiązujące go przepisy otwierając lokal usługowy.
>>Akceptuje, bo państwo narzuca mu je przemocą.
>I co w tym według ciebie takiego strasznego?
Nie chodzi o straszność, tylko o to, że klientowi nikt każe akceptować warunków właściciela pod groźbą użycia siły.

>>Dla mnie nadrzędna jest wolność jednostki, bo to społeczeństwo jest dla jednostki, a nie jednostka dla społeczeństwa.
>Poważnie? Dlaczego?
Z tego samego powodu, dla którego w razie nawet małych wątpliwości, lepiej nie skazać winnego niż skazać niewinnego. Dla społeczeństwa mniej szkodliwe jest to drugie, a jednak, póki co, przyjęta jest inna zasada. Jak myślisz, dlaczego?

>A co robisz, kiedy masz konflikt dobra wspólnego z wolnością jednostki? Społeczność ma się podporządkować, bo wolność jednostki jest ważniejsza?
Patrz wyżej. Tzw. "dobro ogółu" było zawsze używane do wprowadzania coraz to bardziej totalitarnego prawa.

>Nieważne, że boimy się o swoje dzieci, ten pan ma mieć prawo jechać po osiedlu setką na podwójnym gazie, bo nie wolno ograniczać jego wolności?
Pudło. Droga jest wspólna - wspólnie ustalamy zasady.

>>Jeśli uznamy, że knajpa nie jest już tak do końca jego własnością, to naturalne jest, że ktoś inny zaczyna ingerować w proces decyzyjny.
>(...)wprowadzane są przepisy, w wyniku których właściciel lokalu nie może już zrobić z nim czy w nim tego, co może na terenie prywatnym.
>>No właśnie. Nie może zrobić tego, co może zrobić w innych swoich włościach, bo ktoś podjął już część decyzji za niego.
>No i?
No i państwo podjęło te decyzje dlatego, że knajpa nie jest już dzisiaj jego, w takim stopniu jak inne jego włości - np. dom. Dlatego odnośnie domu tych decyzji podjąć (jeszcze) nie mogło, a odnośnie knajpy - mogło.

>To jest cecha każdej społeczności od początku świata. Tobie się naprawdę marzy patologia w postaci jednostek nieskrępowanych ograniczeniami społecznymi? Przecież to mrzonka. Gdybyś zrobił eksperyment usiłując wprowadzić jakiś ustrój (jaki? gdzie i kiedy niby ludzie tak żyli?) oparty na tej zasadzie, po roku ludzie sami by ci się spontanicznie zorganizowali się w hierarchiczną społeczność kierującą się określonymi regułami i egzekwującą je od siebie nawzajem. To co proponujesz jest sprzeczne z ludzką naturą i tysiącami lat naszej historii.
Poszanowanie prawa własności jest niezgodne z historią? Z organizacją społeczeństwa? Dla Ciebie to to samo co anarchia?
11-12-2010 08:23 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Nie chodzi o straszność, tylko o to, że klientowi nikt każe akceptować warunków właściciela pod groźbą użycia siły.

A te warunki są mu przedstawiane? Właściciel uprzedza go, że po kuchni biegają szczury, przed zamówieniem obiadu?

>Z tego samego powodu, dla którego w razie nawet małych wątpliwości, lepiej nie skazać winnego niż skazać niewinnego.

Na razie powtarzasz to samo innymi słowami. Ja pytałem dlaczego jedno stawiasz ponad drugim.

>Tzw. "dobro ogółu" było zawsze używane do wprowadzania coraz to bardziej totalitarnego prawa.

Bzdura i nonsens.

>>Nieważne, że boimy się o swoje dzieci, ten pan ma mieć prawo jechać po osiedlu setką na podwójnym gazie, bo nie wolno ograniczać jego wolności?
>Pudło. Droga jest wspólna - wspólnie ustalamy zasady.

Znaczy, po prywatnej autostradzie już można?

>No i państwo podjęło te decyzje dlatego, że knajpa nie jest już dzisiaj jego, w takim stopniu jak inne jego włości

Bzdura i nonsens. Państwo wprowadziło pewne regulacje w ramach zabezpieczania słabszej strony pewnego kontraktu, jakim jest świadczenie usług. Regulacje przez ogół społeczności bez problemu akceptowane, ponieważ jasne są pożytki jakie one przynoszą. Prawo własności nie jest absolutne. Nidgy nie było.

>Poszanowanie prawa własności jest niezgodne z historią?

Wynoszenie praw jednostki ponad wszystko inne jest zjawiskiem niespotykanym w ludzkiej historii. Nie znajdziesz w niej ustroju, który realizowałby te twoje ideały. Na całe szczęście, można by dodać, bo najpewniej byłby to skrajny totalitaryzm.
11-12-2010 16:10 
 Ocena 2 na 2
Lucyferus (588 punktów)
>A te warunki są mu przedstawiane? Właściciel uprzedza go, że po kuchni biegają szczury, przed zamówieniem obiadu?
Jeśli właściciel pozwala, by po kuchni biegały mu szczury, to oczywiście nie informowanie o tym klienta byłoby nielegalne, bo odbiega to od standardów. Poza tym, na razie dyskutujemy o paleniu w knajpach - a w tym względzie klienci są całkiem dobrze zorientowani.

>>Z tego samego powodu, dla którego w razie nawet małych wątpliwości, lepiej nie skazać winnego niż skazać niewinnego.
>Na razie powtarzasz to samo innymi słowami. Ja pytałem dlaczego jedno stawiasz ponad drugim.
Bo taki mam system wartości. Zasady na których się opieramy to najczęściej aksjomaty. Jeśli Ty wyżej stawiasz ogół niż jednostkę to trudno. Życzę powodzenia jeśli się okaże, że Twoje nerki i serce mogą uratować życie trojgu ważnych dla społeczeństwa ludzi, np. wybitnych naukowców. W końcu dobro ogółu jest nadrzędne, prawda?

>Znaczy, po prywatnej autostradzie już można?
Jeśli właściciel się zgodzi to tak.

>Bzdura i nonsens. Państwo wprowadziło pewne regulacje w ramach zabezpieczania słabszej strony pewnego kontraktu, jakim jest świadczenie usług. Regulacje przez ogół społeczności bez problemu akceptowane, ponieważ jasne są pożytki jakie one przynoszą. Prawo własności nie jest absolutne. Nidgy nie było.
Dawno nie było też tak poniewierane jak dziś. Wystarczyłoby przyjąć zasadę, że właściciel ma obowiązek informować klienta o wszystkim, co odbiega od standardów na niekorzyść klienta. A od rozstrzygania sporów byłyby sądy. Inaczej dochodzimy do takich absurdów jak np. to, że nie możemy sobie otworzyć knajpy dla palaczy.

>>Poszanowanie prawa własności jest niezgodne z historią?
>Wynoszenie praw jednostki ponad wszystko inne jest zjawiskiem niespotykanym w ludzkiej historii. Nie znajdziesz w niej ustroju, który realizowałby te twoje ideały. Na całe szczęście, można by dodać, bo najpewniej byłby to skrajny totalitaryzm.
Nie wiem, jak z poszanowania praw jednostki wyniknął Ci totalitaryzm, ale ja w tym miejscu nie mam więcej pytań
16-12-2010 23:23 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Jeśli właściciel pozwala, by po kuchni biegały mu szczury, to oczywiście nie informowanie o tym klienta byłoby nielegalne, bo odbiega to od standardów.

No jak to? Ma przecież pełną wolność, jest u siebie, restauracja to jego własność. Dlaczego nagle miałbyś ograniczać jego wolność robienia tego co chce na jego własnym terenie? Nagle sobie postanowiłeś, że odbierzesz mu część wolności i praw? Że będzie można go sądzić za zgodność z jakimiś bez jego woli ustalanymi "standardami"?

>Poza tym, na razie dyskutujemy o paleniu w knajpach

Jak widzę, dyskutujemy o tym, o czym ci akurat wygodniej dyskutować. Przed chwilą zapewniałeś, że mówisz o tym co co powinno być.

>>Na razie powtarzasz to samo innymi słowami. Ja pytałem dlaczego jedno stawiasz ponad drugim.
>Bo taki mam system wartości. Zasady na których się opieramy to najczęściej aksjomaty.

Nie, to nie są aksjomaty. Moralność jest racjonalna, tak samo jak aksjologia. Hierarchie wartości również się uzasadnia.

>>Prawo własności nie jest absolutne. Nidgy nie było.
>Dawno nie było też tak poniewierane jak dziś.

Bardzo proszę, nie róbmy sobie jaj. Kiedy niby było bardziej szanowane? Kiedy przez całe stulecia byle z bożej łaski król mógł ci po prostu zabrać to, co akurat chciał ci zabrać?

>>Wynoszenie praw jednostki ponad wszystko inne jest zjawiskiem niespotykanym w ludzkiej historii. Nie znajdziesz w niej ustroju, który realizowałby te twoje ideały. Na całe szczęście, można by dodać, bo najpewniej byłby to skrajny totalitaryzm.
>Nie wiem, jak z poszanowania praw jednostki wyniknął Ci totalitaryzm

Przecież ty nie mówisz o "poszanowaniu praw jednostki", mówisz o wyniesieniu jej praw ponad wszystko inne. Co automatycznie oznacza odrzucenie -- zapewne siłowe -- każdej umowy społecznej w ramach której uzgadnia się jej egzekwowanie. Trudno to wyczuć, bo takiego ustroju jaki sugerujesz nigdy nie było i zapewne nie będzie.
17-12-2010 00:16 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>No jak to? Ma przecież pełną wolność, jest u siebie, restauracja to jego własność. Dlaczego nagle miałbyś ograniczać jego wolność robienia tego co chce na jego własnym terenie? Nagle sobie postanowiłeś, że odbierzesz mu część wolności i praw? Że będzie można go sądzić za zgodność z jakimiś bez jego woli ustalanymi "standardami"?
Nie za zgodność, tylko za nieinformowanie o zasadach, których zaakceptowania wymaga od klienta. Robić dalej może co chce, tylko musi informować klientów na co się godzą.

>Przed chwilą zapewniałeś, że mówisz o tym co co powinno być.
Tak, konkretniej o tym, co powinno być postanowione w kwestii palenia w knajpach.

>Nie, to nie są aksjomaty. Moralność jest racjonalna, tak samo jak aksjologia.
Aksjomat to coś, czego z definicji się nie uzasadnia. To założenie. Co ciekawe, nie odniosłeś się do pytania o ratowaniu ważnych dla społeczeństwa ludzi, kosztem "mniej ważnych" jednostek. Niewygodne pytanie?

>Bardzo proszę, nie róbmy sobie jaj. Kiedy niby było bardziej szanowane? Kiedy przez całe stulecia byle z bożej łaski król mógł ci po prostu zabrać to, co akurat chciał ci zabrać?
Tak samo jak teraz może parlament. I znacznie częściej zabiera. Czy w średniowieczu był VAT?

>Przecież ty nie mówisz o "poszanowaniu praw jednostki", mówisz o wyniesieniu jej praw ponad wszystko inne.
Nie nad wszystko - na razie tylko nad "dobro ogółu". Czytanie ze zrozumieniem się kłania.
17-12-2010 00:46 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Nagle sobie postanowiłeś, że odbierzesz mu część wolności i praw? Że będzie można go sądzić za zgodność z jakimiś bez jego woli ustalanymi "standardami"?
>Nie za zgodność, tylko za nieinformowanie o zasadach, których zaakceptowania wymaga od klienta.

W dalszym ciągu jest to arbitralne ograniczenie jego wolności. Dlaczego niby miałby na nim ciążyć przymus jakiegoś informowania o czymkolwiek? Czy ktoś zmusza jego gości do przychodzenia akurat do niego?

>>Nie, to nie są aksjomaty. Moralność jest racjonalna, tak samo jak aksjologia.
>Aksjomat to coś, czego z definicji się nie uzasadnia. To założenie.

A woda to związek tlenu i wodoru. Ponownie: ani moralność, ani hierarchie wartości to nie są aksjomaty. Są racjonalne i podlegają uzasadnieniom.

>Co ciekawe, nie odniosłeś się do pytania o ratowaniu ważnych dla społeczeństwa ludzi, kosztem "mniej ważnych" jednostek. Niewygodne pytanie?

Nie, zasady forum. Nie należy cytować zbyt wiele, a to pytanie nie ma żadnego sensu.

>>Bardzo proszę, nie róbmy sobie jaj. Kiedy niby było bardziej szanowane? Kiedy przez całe stulecia byle z bożej łaski król mógł ci po prostu zabrać to, co akurat chciał ci zabrać?
>Tak samo jak teraz może parlament. I znacznie częściej zabiera.

Nonsens. Każdy podatek musi zostać choćby właśnie przez ten parlament zaakceptowany. Tymczasem pan feudalny robił z tobą co zechciał, obkładał rentami, czynszami, pogłównymi, mytami, nakazem kupowania alkoholu z jego dystrybucji, karami za pędzenie bimbru, gdzieniegdzie i czasami miał też choćby i prawo do pierwszej nocy z twoją żoną -- albo brał od ciebie pieniądze ze zrezygnowanie z tego prawa. Rozumiem, że ideolo każe ci mówić takie rzeczy, ale bzdurzysz.

>>Przecież ty nie mówisz o "poszanowaniu praw jednostki", mówisz o wyniesieniu jej praw ponad wszystko inne.
>Nie nad wszystko - na razie tylko nad "dobro ogółu".

A jakie wartości wynosisz ponad wolność jednostki, jeśli wolno spytać?
17-12-2010 16:25 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>W dalszym ciągu jest to arbitralne ograniczenie jego wolności. Dlaczego niby miałby na nim ciążyć przymus jakiegoś informowania o czymkolwiek? Czy ktoś zmusza jego gości do przychodzenia akurat do niego?
Bo informacje o panujących u właściciela zasadach to podstawa umowy z klientem. Liberalizm natomiast nie postuluje możliwości oszukiwania się nawzajem, a jedynie zawierania umów (formalnych i nieformalnych) na dowolnych warunkach, dobrowolnie akceptowanych przez obie strony.

>A woda to związek tlenu i wodoru. Ponownie: ani moralność, ani hierarchie wartości to nie są aksjomaty. Są racjonalne i podlegają uzasadnieniom.
Ja nie mam potrzeby przekonywania Cię do stawiania jednostki ponad ogółem. Tym bardziej, że moim zdaniem to aksjomaty. Jeśli wg Ciebie są to rzeczy "uzasadnialne", to może sam jakieś uzasadnienie przedstawisz?

>Nie, zasady forum. Nie należy cytować zbyt wiele, a to pytanie nie ma żadnego sensu.
To z przykładem winny/niewinny pewnie też nie miało dla Ciebie sensu? Pokazałem Ci jedynie do czego prowadzi odwrócenie wyżej omawianej hierarchii. Jeśli masz inne zdanie i/lub chcesz robić uniki by nie odpowiadać na niewygodne pytania, to już nie mój problem.

>Każdy podatek musi zostać choćby właśnie przez ten parlament zaakceptowany.
Tak samo jak tam przez feudała. To logiczne
>obkładał rentami, czynszami, pogłównymi, mytami,
Teraz mamy VAT, dochodowy, akcyzę, cło, podatek od darowizn, od nieruchomości, od oszczędności (zyski kapitałowe), od wyjazdów służbowych (autorstwa PO), od wygranych... . A "renty" i emerytury to się głównie zmniejsza.
>nakazem kupowania alkoholu z jego dystrybucji
Teraz mamy nakaz kupowania gazu, prądu, "opieki medycznej" i "zabezpieczenia emerytalnego".
>karami za pędzenie bimbru
A teraz za to kar nie ma?
>gdzieniegdzie i czasami miał też choćby i prawo do pierwszej nocy z twoją żoną
Teraz, za to, nie gdzieniegdzie i nie czasami, a zupełnie normalnie i często, państwo ma prawo kształcić Twoje dzieci wg własnego widzimisię i odebrać Ci je, jeśli się stawiasz, albo "nie zapewniasz godziwych warunków".

>A jakie wartości wynosisz ponad wolność jednostki, jeśli wolno spytać?
W tej dyskusji wolność jednostki wyniosłem jedynie ponad "dobro ogółu". Najpierw odnieś się do tego i odpowiedz na pytania, które Ci w związku z tym zadałem. Później powiem Ci na którym miejscu prywatnie stawiam wolność jednostki.
17-12-2010 18:13 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Bo informacje o panujących u właściciela zasadach to podstawa umowy z klientem. Liberalizm natomiast nie postuluje możliwości oszukiwania się nawzajem, a jedynie zawierania umów (formalnych i nieformalnych) na dowolnych warunkach, dobrowolnie akceptowanych przez obie strony.

No to niech się niezadowoleni goście cywilnie z nim procesują, prawda? A ty używasz nagle słowa "nielegalne", tak jakbyś chciał oddawać władzę nad pilnowaniem przestrzegania zasad przy umowach temu wstrętnemu państwu. I jeszcze może dawać mu uprawnienia do egzekucji kar?

>Ja nie mam potrzeby przekonywania Cię do stawiania jednostki ponad ogółem. Tym bardziej, że moim zdaniem to aksjomaty.

Nie, nie są. Nie trzeba wiele, żeby sobie z tego zdawać sprawę. Wystarczy zrozumienie czym jest dyskusja etyczna czy aksjologiczna: odwoływaniem się do racji stojących za postawami i hierarchiami wartości.

>Jeśli wg Ciebie są to rzeczy "uzasadnialne", to może sam jakieś uzasadnienie przedstawisz?

Uzasadnienie _czego_?

>>Każdy podatek musi zostać choćby właśnie przez ten parlament zaakceptowany.
>Tak samo jak tam przez feudała. To logiczne

Nie, bynajmniej nie tak samo, co sam potwierdzasz uznając potrzebę wstawienia w tym miejscu smileya. Feudała sobie jednak nie wybierałeś.

[ciach przykłady]

Jeśli chciałeś udowodnić, że obecna sytuacja nie różni się od historycznej, to jest to już zupełnie coś innego niż "wcześniej nie było tak źle". A biorąc pod uwagę legitymizację "z bożej łaski" feudała z jednej strony, a parlamentów z drugiej strony, możesz sobie spokojnie założyć, że jest lepiej niż było, bo spora część dzisiejszych ograniczeń wypływa z akceptowanych umów społecznych. Przejdź się z ankietą i sprawdź, co ludzie myślą na temat ograniczeń które ich obowiązują, a potem przypomnij sobie zasadę "volenti non fit iniuria".

>W tej dyskusji wolność jednostki wyniosłem jedynie ponad "dobro ogółu". Najpierw odnieś się do tego i odpowiedz na pytania, które Ci w związku z tym zadałem.

Na to demagogiczne coś o rozbieraniu mnie na części dla innych osób? Może najpierw sam się zastanów dlaczego to pytanie jest taką właśnie bzdurką pozbawioną sensu.
18-12-2010 00:16 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>No to niech się niezadowoleni goście cywilnie z nim procesują, prawda? A ty używasz nagle słowa "nielegalne", tak jakbyś chciał oddawać władzę nad pilnowaniem przestrzegania zasad przy umowach temu wstrętnemu państwu.
Tak, wg klasycznej liberalnej koncepcji państwo powinno zajmować się przede wszystkim pilnowaniem przestrzegania umów. Z kolei aby była umowa, musi być informacja o zasadach dostępna dla obu stron. Sądy zaś mogą skazać tylko za to co jest nielegalne (tutaj: złamanie umowy).

>Nie, nie są. Nie trzeba wiele, żeby sobie z tego zdawać sprawę. Wystarczy zrozumienie czym jest dyskusja etyczna czy aksjologiczna: odwoływaniem się do racji stojących za postawami i hierarchiami wartości.
Argumenty dotyczące wartości to najczęściej argumenty redukcyjne (czyli pokazywanie wniosków jakie płyną z przyjęcia danego założenia). I takich argumentów dostarczyłem Ci dwa, jednak usilnie unikasz na nie odpowiedzi.

>>Jeśli wg Ciebie są to rzeczy "uzasadnialne", to może sam jakieś uzasadnienie przedstawisz?
>Uzasadnienie _czego_?
Twojego systemu wartości, konkretniej - postawienia ogółu ponad jednostką (wnioskuje, że taki jest, po Twojej polemice).

>Każdy podatek musi zostać choćby właśnie przez ten parlament zaakceptowany.
>>Tak samo jak tam przez feudała. To logiczne
>Nie, bynajmniej nie tak samo, co sam potwierdzasz uznając potrzebę wstawienia w tym miejscu smileya.
Zatem feudał nie musi zaakceptować podatku, który nakłada? Interesujące. A smiley to bardziej wyraz rozczulenia jakie budzi we mnie Twoja logika.

>Feudała sobie jednak nie wybierałeś.
Parlamentu również. Narzuciła mi go większość.

>Jeśli chciałeś udowodnić, że obecna sytuacja nie różni się od historycznej, to jest to już zupełnie coś innego niż "wcześniej nie było tak źle".
Popatrz na moje przykłady. Jest ich znacznie więcej niż Twoich. Ponadto prawie wszystkie odnoszą się do tego co jest, a nie tego co potencjalnie może się stać. Zapominasz również, że wasal nie pracował na swojej ziemi, więc tu problem polega nie tyle na poszanowaniu własności, co sposobie jej zawłaszczania.

>A biorąc pod uwagę legitymizację "z bożej łaski" feudała z jednej strony, a parlamentów z drugiej strony,
Stwierdzę, że feudał przynajmniej musiał pasożytować ostrożniej, bo wasale stanowili jego źródło utrzymania do końca życia. Parlamentarzyści natomiast chcą jak najszybciej się nachapać, nie licząc się zbytnio ze swoimi "wasalami", bo są wybierani tylko na parę lat, więc problemy i tak spadną na ich następców.

>Przejdź się z ankietą i sprawdź, co ludzie myślą na temat ograniczeń które ich obowiązują, a potem przypomnij sobie zasadę "volenti non fit iniuria".
Ta zasada odnosi się do jednostki, a nie zbiorowości. No, chyba że jesteś zwolennikiem odpowiedzialności zbiorowej.

>Na to demagogiczne coś o rozbieraniu mnie na części dla innych osób? Może najpierw sam się zastanów dlaczego to pytanie jest taką właśnie bzdurką pozbawioną sensu.
Zadałem dwa pytania. Wiedziałem, że będą dla Ciebie niewygodne, ale nie sądziłem, że aż tak.
18-12-2010 08:47 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Tak, wg klasycznej liberalnej koncepcji państwo powinno zajmować się przede wszystkim pilnowaniem przestrzegania umów. Z kolei aby była umowa, musi być informacja o zasadach dostępna dla obu stron. Sądy zaś mogą skazać tylko za to co jest nielegalne (tutaj: złamanie umowy).

Jakie znowu złamanie umowy? Kto i kiedy ją niby zawiera w przykładowej restauracji? Na jakie _zapisy_ umowy może się powołać taki niezadowolony klient? Tobie się marzy taka wolność, w której klient zaczyna wizytę w restauracji od negocjacji iluś tam stronic prawniczego drobnego druku, zanim przejdzie do inspekcji lokalu?

>Argumenty dotyczące wartości to najczęściej argumenty redukcyjne (czyli pokazywanie wniosków jakie płyną z przyjęcia danego założenia). I takich argumentów dostarczyłem Ci dwa, jednak usilnie unikasz na nie odpowiedzi.

Chodzi ci o tę demagogię z rozbieraniem na części do przeszczepów? Sorki, ale nazywanie tego "argumentem" to niezasłużony komplement.

>>Uzasadnienie _czego_?
>Twojego systemu wartości, konkretniej - postawienia ogółu ponad jednostką (wnioskuje, że taki jest, po Twojej polemice).

Źle wnioskujesz.

>>Feudała sobie jednak nie wybierałeś.
>Parlamentu również. Narzuciła mi go większość.

Jeśli nie chodzisz na wybory, do siebie tylko miej pretensje.

>Zapominasz również, że wasal nie pracował na swojej ziemi, więc tu problem polega nie tyle na poszanowaniu własności, co sposobie jej zawłaszczania.

Ponownie: żartujesz sobie chyba. Nie chodziło bynajmniej tylko o ziemię.

>>A biorąc pod uwagę legitymizację "z bożej łaski" feudała z jednej strony, a parlamentów z drugiej strony,
>Stwierdzę, że feudał przynajmniej musiał pasożytować ostrożniej, bo wasale stanowili jego źródło utrzymania do końca życia.

I znowu nie na temat. Wady demokracji wszyscy pewnie znają, niemniej nie ma lepszego od niej ustroju. Jaką legitymację poza "z bożej łaski" miał feudał?

>Zadałem dwa pytania. Wiedziałem, że będą dla Ciebie niewygodne, ale nie sądziłem, że aż tak.

Przepraszam, ale demagogię często po prostu ignoruję, również po prostu w ramach życzliwości dla rozmówcy.
Lucyferus (588 punktów)
>Jakie znowu złamanie umowy? Kto i kiedy ją niby zawiera w przykładowej restauracji? Na jakie _zapisy_ umowy może się powołać taki niezadowolony klient? Tobie się marzy taka wolność, w której klient zaczyna wizytę w restauracji od negocjacji iluś tam stronic prawniczego drobnego druku, zanim przejdzie do inspekcji lokalu?
Umowy bywają także nieformalne.

>Uzasadnienie _czego_?
>>Twojego systemu wartości, konkretniej - postawienia ogółu ponad jednostką (wnioskuje, że taki jest, po Twojej polemice).
>Źle wnioskujesz.
Czyli jednak wyżej stawiasz jednostkę? Czy może raz jedno, raz drugie - zależnie od "widzimisię"? Przypominam, że równoważność nie zdaje egzaminu w sytuacji konfliktowej.

>Feudała sobie jednak nie wybierałeś.
>>Parlamentu również. Narzuciła mi go większość.
>Jeśli nie chodzisz na wybory, do siebie tylko miej pretensje.
Chodzę - ale jakoś tak się składa, że to nic nie zmienia.

>Nie chodziło bynajmniej tylko o ziemię.
Co konkretnie masz na myśli?

>>Stwierdzę, że feudał przynajmniej musiał pasożytować ostrożniej, bo wasale stanowili jego źródło utrzymania do końca życia.
>I znowu nie na temat. Wady demokracji wszyscy pewnie znają, niemniej nie ma lepszego od niej ustroju. Jaką legitymację poza "z bożej łaski" miał feudał?
Nie ma lepszego bo Ty tak mówisz? Nadanie losowe ("z bożej łaski", dziedzicznie etc.) to jedno. Ale feudał czy monarcha przynajmniej musiał uważać by nadmiernie nie uciskać swoich poddanych. Parlament nawet tego bata nad sobą nie ma. Ponadto wcale nie jest powiedziane czy nadanie losowe jest gorsze od nadania przez niekompetentną (bo większość ludzi nie ma pojęcia o kierowaniu państwem) większość.

>>Zadałem dwa pytania. Wiedziałem, że będą dla Ciebie niewygodne, ale nie sądziłem, że aż tak.
>Chodzi ci o tę demagogię z rozbieraniem na części do przeszczepów? Sorki, ale nazywanie tego "argumentem" to niezasłużony komplement.
>(...)
>Przepraszam, ale demagogię często po prostu ignoruję, również po prostu w ramach życzliwości dla rozmówcy.
Ach... jakiś Ty życzliwy, a już myślałem, że zwyczajnie nie masz argumentów.
19-12-2010 23:05 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Umowy bywają także nieformalne.

I wobec złamania cywilnej nieformalnej umowy używałeś słowa "nielegalne"?

>Czyli jednak wyżej stawiasz jednostkę? Czy może raz jedno, raz drugie - zależnie od "widzimisię"?

Przepraszam, a ty uważasz że zawsze jedno wybrane powinno przeważać? To nie dość że bezmyślny dogmatyzm, to jeszcze skrajny absurd.

>Nie ma lepszego bo Ty tak mówisz?

Wymień ustrój "lepszy" od demokracji. Najlepiej z jakimś przykładem jego rzeczywistej realizacji, a nie tylko o teoretycznych zaletach. I żeby nie było niedomówień, taki dla kilkudziesięciomilionowego kraju, a nie np. wspólnotę plemienną.

>Ach... jakiś Ty życzliwy, a już myślałem, że zwyczajnie nie masz argumentów.

Argumentów na co? Że wizja rozbierania ludzi na części dla innych to demagogia? Jeśli sam tego nie widzisz, to już pewnie nie zobaczysz.
19-12-2010 23:33 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

>I wobec złamania cywilnej nieformalnej umowy używałeś słowa "nielegalne"?

Słusznie zrobił, używając tego słowa. Umowa ustanawia stosunek prawny, więc nieprzestrzeganie go jest złamaniem prawa, ergo - jest nielegalne. Twoje zdziwienie wynika z faktu, że zapewne słowo "nielegalny" stosujesz do takich zachowań, za które grozi sankcja karna. To błąd - w istocie za większość z działań "nielegalnych" grozi odpowiedzialność cywilna, wobec drugiej strony umowy. Kara kryminalna jest stosowana
wyjątkowo, w tych szczególnie drastycznych punktach, gdzie państwo uznaje karę za niezbędną.

>Przepraszam, a ty uważasz że zawsze jedno wybrane powinno przeważać? To nie dość że bezmyślny dogmatyzm, to jeszcze skrajny absurd.
Nie jest to absurd. Jest to sensowna zasada - aczkolwiek kontrowersyjna - która sprawia, że arbitralność władzy jest wyłączona. To naprawdę istotna zaleta.

>Wymień ustrój "lepszy" od demokracji. Najlepiej z jakimś przykładem jego rzeczywistej realizacji,
Myślę, że ustrojem odmiennym i lepszym od współczesnej demokracji jest również demokracja, tyle, że w stylu amerykańskim, szczególnie z XIX wieku. Cechowała się przemożną siłą konstytucji, na straży której stał Sąd Najwyższy, a władza ludu ograniczała się głównie do wyboru ludzi, którzy zapisy tej konstytucji będą wykonywać. Człowiek wiedział, że przez lata w kraju będą obowiązywać określone reguły, które potwornie ciężko jest zmienić - mógł więc podejmować sensowne decyzje o swoich interesach bądź zamieszkaniu.
Było to o wiele lepsze od obecnej demokracji, gdzie w kretyńskim referendum lub za pomocą ustawy można zmieniać konstytucję choćby co miesiąc, a ciężar decyzji spoczywa na ludziach, którzy np. kiepski stan finansów publicznych uświadomią sobie dopiero wtedy, gdy listonosz nie przyniesie emerytury.

Pozdrawiam
20-12-2010 06:12 
 Ocena 4 na 4
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Przepraszam, a ty uważasz że zawsze jedno wybrane powinno przeważać? To nie dość że bezmyślny dogmatyzm, to jeszcze skrajny absurd.
>Nie jest to absurd. Jest to sensowna zasada - aczkolwiek kontrowersyjna - która sprawia, że arbitralność władzy jest wyłączona.

Nie jestem pewien, czy mówimy o tym samym. Przedkładanie zawsze, bez względu na okoliczności, dobra jednostki nad dobro wspólne, lub vice versa, jest "sensowną zasadą"?

>Myślę, że ustrojem odmiennym i lepszym od współczesnej demokracji jest również demokracja, tyle, że w stylu amerykańskim

Dziękuję, postoję.

>szczególnie z XIX wieku. Cechowała się przemożną siłą konstytucji, na straży której stał Sąd Najwyższy, a władza ludu ograniczała się głównie do wyboru ludzi, którzy zapisy tej konstytucji będą wykonywać. Człowiek wiedział, że przez lata w kraju będą obowiązywać określone reguły, które potwornie ciężko jest zmienić - mógł więc podejmować sensowne decyzje o swoich interesach bądź zamieszkaniu.

Niestety, wiedział też np, że praktyka to rządy oligarchiczne i monopole.

>Było to o wiele lepsze od obecnej demokracji, gdzie w kretyńskim referendum lub za pomocą ustawy można zmieniać konstytucję choćby co miesiąc

Pokaż mi jeden przykład państwa, w którym zmienia się konstytucję ustawami co miesiąc.
Lucyferus (588 punktów)
>Przepraszam, a ty uważasz że zawsze jedno wybrane powinno przeważać? To nie dość że bezmyślny dogmatyzm, to jeszcze skrajny absurd.
Nie - zasady i hierarchie wartości muszą być stałe. Jeśli postulujesz zmienianie zasad w zależności od konkretnego przypadku, to znaczy, że postulujesz tworzenie prawa, za którym nie stoją żadne zasady, a więc z definicji, prawa nieuzasadnionego.

>Niestety, wiedział też np, że praktyka to rządy oligarchiczne i monopole.
Aha, monopole. To pewnie dlatego US się tak szybko rozwinęły?

>OK, dzięki, ale to nadal oznacza najwyżej sprawę cywilną.
I jaki tu widzisz problem? Myślisz, że teraz za nieprzestrzeganie warunków sanitarnych zakłada się sprawy karne?
21-12-2010 00:51 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Przepraszam, a ty uważasz że zawsze jedno wybrane powinno przeważać? To nie dość że bezmyślny dogmatyzm, to jeszcze skrajny absurd.
>Nie - zasady i hierarchie wartości muszą być stałe.

No przecież mówię: skrajnie absurdalny dogmatyzm. "Wolność jednostki jest najważniejsza" naprawdę musi pociągać za sobą "a więc ten pan ma prawo strzelać do ludzi z okna samochodu, bo realizuje swoją wolność"?

>Jeśli postulujesz zmienianie zasad w zależności od konkretnego przypadku, to znaczy, że postulujesz tworzenie prawa, za którym nie stoją żadne zasady, a więc z definicji, prawa nieuzasadnionego.

Mieszasz prawo z moralnością. To są dwie całkiem odrębne rzeczy.

>>Niestety, wiedział też np, że praktyka to rządy oligarchiczne i monopole.
>Aha, monopole. To pewnie dlatego US się tak szybko rozwinęły?

USA były relatywnym zadupiem do czasów II wojny światowej, a najszybciej rozwijały się w czasach, w których były najściślej regulowaną gospodarką tzw. Zachodu. Natomiast od ok. 30 lat realizują eksperyment neoliberalny -- właśnie dobrze widać z jakimi skutkami.

>>OK, dzięki, ale to nadal oznacza najwyżej sprawę cywilną.
>I jaki tu widzisz problem? Myślisz, że teraz za nieprzestrzeganie warunków sanitarnych zakłada się sprawy karne?

Myślę, że teraz Sanepid może ci po prostu zamknąć budę bez żadnej sprawy, karnej czy cywilnej, a karną będziesz miał kiedy spróbujesz im w tym przeszkodzić albo nie wykonasz polecenia.
Lucyferus (588 punktów)
>No przecież mówię: skrajnie absurdalny dogmatyzm. "Wolność jednostki jest najważniejsza" naprawdę musi pociągać za sobą "a więc ten pan ma prawo strzelać do ludzi z okna samochodu, bo realizuje swoją wolność"?
Ten pan, strzelając do ludzi przede wszystkim nie szanuje ich wolności. Jego wolność kończy się tam gdzie zaczyna się ich wolność. Myślałem, że takich podstaw idei liberalnych nie trzeba tłumaczyć.

>Mieszasz prawo z moralnością. To są dwie całkiem odrębne rzeczy.
Czyli według Ciebie prawo może być sprzeczne z zasadami moralnymi?

>USA były relatywnym zadupiem do czasów II wojny światowej, a najszybciej rozwijały się w czasach, w których były najściślej regulowaną gospodarką tzw. Zachodu.
USA były najbardziej socjalistycznym krajem Zachodu? Bez komentarza.

>Natomiast od ok. 30 lat realizują eksperyment neoliberalny -- właśnie dobrze widać z jakimi skutkami.
Mhm, zwłaszcza ciągłe zwiększanie healthcare, wycofanie standardu złota, system bazylejski, polityka "mieszkaniowa" Pana Clintona, zabawy przy stopach procentowych... - no po prostu kwintesencja liberalizmu. Chyba, że tego z "neo" na początku. Ale w takim wypadku to neoliberalizm ma tyle wspólnego z liberalizmem, co grabie z grabarzem.

>Myślę, że teraz Sanepid może ci po prostu zamknąć budę bez żadnej sprawy, karnej czy cywilnej, a karną będziesz miał kiedy spróbujesz im w tym przeszkodzić albo nie wykonasz polecenia.
No właśnie - może zamykać lokale, z których i klienci i właściciele są zadowoleni. W tym wątku przykład.
24-12-2010 01:16 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Ten pan, strzelając do ludzi przede wszystkim nie szanuje ich wolności. Jego wolność kończy się tam gdzie zaczyna się ich wolność. Myślałem, że takich podstaw idei liberalnych nie trzeba tłumaczyć.

No i teraz otwiera się ogromna przestrzeń do twórczych interpretacji tych "wolności". Zabijanie, OK, narusza. A niesprzątanie po swoim psie w parku? Czy to jest wolność, której należy bronić, czy też należy bronić wolności innych ludzi od psich kup?

>>Mieszasz prawo z moralnością. To są dwie całkiem odrębne rzeczy.
>Czyli według Ciebie prawo może być sprzeczne z zasadami moralnymi?

Prawo ma zapewniać obszar interakcji w którym ścierać się będą bardzo różne i często sprzeczne zasady czy raczej postawy moralne. Prawo nie ma i nie powinno służyć wdrażaniu moralności. Dążenie do kształtowania ludzkich postaw i promowania słusznej moralności przy pomocy prawa jest cechą systemów politycznych z którymi chyba nie chciałbyś mieć wiele wspólnego.

>>USA były relatywnym zadupiem do czasów II wojny światowej, a najszybciej rozwijały się w czasach, w których były najściślej regulowaną gospodarką tzw. Zachodu.
>USA były najbardziej socjalistycznym krajem Zachodu? Bez komentarza.

Nie przestaje mnie zdumiewać zdolność tego kraju do propagowania wśród podatnych umysłów różnych propagandowych mitów nie mających niczego wspólnego z rzeczywistością. Kochany kolego, przez większość XX wieku w USA obowiązywały urzędowo ustalane cenniki usług w transporcie lotniczym, kolejowym i drogowym, oraz ceny przesyłu ropy i gazu, łącznie z cenami minimalnymi. Ceny fabryczne ropy i gazu były ustalane sądownie. Telekomunikacja była urzędowo regulowanym monopolem. Stopy oprocentowania depozytów w bankach komercyjnych i kasach oszczędnościowo-pożyczkowych były narzucane odgórnie, niedozwolone było stosowanie konkurencyjnych stóp procentowych. Nie wolno było otworzyć oddziału banku poza granicami macierzystego stanu. 90% rolnictwa było subsydiowane, ze specjalnymi dopłatami do eksportu. Urzędowo ustalane były widełki cen dla elektrowni, gazowni, wodociągów i kanalizacji. Wiele gałęzi przemysłu było sterowanych pośrednio, przez urzędową regulację monopolisty czy oligopolu narzucającego w dół poziom cen reszcie rynku.

I dziwnym trafem USA rozwijały się wówczas szybko i nie popadały w zależność od głębokich kieszeni Chińczyków i Saudyjczyków, tak jak po trzydziestu latach eksperymentów z deregulacją.

>>Natomiast od ok. 30 lat realizują eksperyment neoliberalny -- właśnie dobrze widać z jakimi skutkami.
>Mhm, zwłaszcza ciągłe zwiększanie healthcare, wycofanie standardu złota, system bazylejski, polityka "mieszkaniowa" Pana Clintona

Pan Clinton zostawił Panu Dabju Buszowi 5,6 bilionów nadwyżki budżetowej w skali dekady, z czego niesłychanie wolnorynkowy Pan Dabju Busz zrobił 8 bilionów deficytu w skali dekady, dorzucając jako premię najgorsze od 75 lat wskaźniki zatrudnienia. Tak że ostrożnie z tą krytyką, Amerykanie mogą cię niechcący zlinczować kiedy zaczniesz im udowadniać jaki ten Clinton był zły.

>>Myślę, że teraz Sanepid może ci po prostu zamknąć budę bez żadnej sprawy, karnej czy cywilnej, a karną będziesz miał kiedy spróbujesz im w tym przeszkodzić albo nie wykonasz polecenia.
>No właśnie - może zamykać lokale, z których i klienci i właściciele są zadowoleni. W tym wątku przykład.

Link z tego wątku prowadzi w pustkę.
Lucyferus (588 punktów)
>No i teraz otwiera się ogromna przestrzeń do twórczych interpretacji tych "wolności". Zabijanie, OK, narusza. A niesprzątanie po swoim psie w parku? Czy to jest wolność, której należy bronić, czy też należy bronić wolności innych ludzi od psich kup?
Należy zostawić decyzję właścicielowi parku. W tym wypadku, właścicielem jest miasto i to jego struktury decydują, więc wszystko jest ok.

>>Czyli według Ciebie prawo może być sprzeczne z zasadami moralnymi?
>Prawo ma zapewniać obszar interakcji w którym ścierać się będą bardzo różne i często sprzeczne zasady czy raczej postawy moralne. Prawo nie ma i nie powinno służyć wdrażaniu moralności. Dążenie do kształtowania ludzkich postaw i promowania słusznej moralności przy pomocy prawa jest cechą systemów politycznych z którymi chyba nie chciałbyś mieć wiele wspólnego.
Nie pytałem, czy prawo ma "promować" moralność, tylko czy samo w sobie może być niemoralne (sprzeczne z zasadami moralnymi)?

>>USA były najbardziej socjalistycznym krajem Zachodu? Bez komentarza.
>Nie przestaje mnie zdumiewać(...)
1. Okres o którym piszesz (po New Deal) nie był najszybszym okresem rozwoju USA. Najszybciej US rozwijały się w drugiej połowie XIX w. kiedy to kilkukrotnie zwiększyły swoją produkcję.
2. Piszesz głównie o ograniczeniach związanych z energią, ropą, gazem itd. - ceny akurat tych rzeczy w owym czasie, podobnie jak i później, mocno wzrastały.
3. Poza powyższymi ograniczeniami, zapomniałeś wspomnieć, że poziom regulacji, których musiał wówczas przestrzegać przeciętny przedsiębiorca, był bez porównania niższy niż ma to miejsce dziś. Nikomu wtedy się nawet nie śniło, że można ustawowo zakazać palenia w prywatnych lokalach.

>Pan Clinton zostawił Panu Dabju Buszowi 5,6 bilionów nadwyżki budżetowej w skali dekady, z czego niesłychanie wolnorynkowy Pan Dabju Busz zrobił 8 bilionów deficytu w skali dekady, dorzucając jako premię najgorsze od 75 lat wskaźniki zatrudnienia. Tak że ostrożnie z tą krytyką, Amerykanie mogą cię niechcący zlinczować kiedy zaczniesz im udowadniać jaki ten Clinton był zły.
Jak sprzedawał obligacje z marnym pokryciem, to pewnie że została nadwyżka. Gorzej było później, kiedy obligacje trzeba było spłacić. A za Busha, mieliśmy koncert życzeń pt. "healthcare i warfare" oraz zabawy ze stopami procentowymi. Również za jego kadencji, w 2006 r. FED przestał publikować wskaźnik kreacji pieniądza. Tak więc obaj panowie mieli z liberalnym podejściem do gospodarki niewiele wspólnego.

>>No właśnie - może zamykać lokale, z których i klienci i właściciele są zadowoleni. W tym wątku przykład.
>Link z tego wątku prowadzi w pustkę.
Pewnie artykuł wygasł. Ale z samej dyskusji można się tam w miarę nieźle zorientować w szczegółach.
19-12-2010 23:20 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)
>Jakie znowu złamanie umowy? Kto i kiedy ją niby zawiera w przykładowej restauracji? Na jakie _zapisy_ umowy może się powołać taki niezadowolony klient?

Jest to umowa ustna. Takie umowy są regułą - w polskim kodeksie cywilnym umowy zawierane w tzw. formach szczególnych, czyli np. pisemne lub w formie aktu notarialnego są wyjątkowe, co zresztą potwierdza ich nazwa. Umowa dochodzi do skutku przez zgodne oświadczenie woli, a oświadczenie woli może nastąpić, wedle art. 60 kc, przez dowolne zachowanie osoby, które dostatecznie ujawnia ową wolę. Wchodząc do tramwaju zawierasz umowę z przewoźnikiem.

W kwestii postanowień umowy ustnej sprawa jest prosta - kierujemy się zdrowym rozsądkiem. Jeśli sprzedawca ma zamiar wydać ci towar lub usługę, która nie spełnia pewnych zwyczajowych kryteriów, znanych przeciętnie rozgarniętemu uczestnikowi obrotu prawnego, to powinien o tym poinformować nabywcę.

Jeśli wyraźnie poinformuje, że na zapleczu biegają nie tylko szczury, ale i aligator, to jak dla mnie wszystko jest w porządku. Nie róbmy z ludzi debili.

Żeby wskazać, że liberalizm na tym terenie nie jest tylko zbiorem ideałów, wspomnę o tym, że laureat nagrody Nobla z 1982 roku, George Stigler, pokazał w jaki sposób regulacja rynku służy nie wyrównaniu deficytu informacji konsumenta, lecz utrudnieniu dostępu do rynku nowym podmiotom, co jest na rękę dużym sieciom i korporacjom.

Pozdrawiam
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Jest to umowa ustna. Takie umowy są regułą - w polskim kodeksie cywilnym umowy zawierane w tzw. formach szczególnych, czyli np. pisemne lub w formie aktu notarialnego są wyjątkowe, co zresztą potwierdza ich nazwa. Umowa dochodzi do skutku przez zgodne oświadczenie woli, a oświadczenie woli może nastąpić, wedle art. 60 kc, przez dowolne zachowanie osoby, które dostatecznie ujawnia ową wolę.

OK, dzięki, ale to nadal oznacza najwyżej sprawę cywilną.
09-12-2010 10:23 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Kultura wymaga przede wszystkim tego, żebyś wchodząc na czyiś prywatny teren nie próbował wyznaczać zasad jakie mają u niego panować.
Prywatna szkoła nie jest tym samym, co prywatna szopa na narzędzia na prywatnej działce. W każdej szkole powinien istnieć zakaz palenia z definicji. Dlatego, że to szkoła. Ładnie byśmy wyglądali, gdyby nie funkcjonowały takie podstawowe zasady kultury, jak niepalenie w szkole czy szpitalu, niezależnie od tego, kto jest ich właścicielem. To samo dotyczy lokali. Póki są ogólnie dostępne, mają w nich obowiązywać ogólne zasady i przepisy prawa. Nikt nie ma nic przeciwko zakładaniu Klubów Palaczy, tylko dla palących i urządzaniu tam zamkniętych imprez. Tam możesz sobie palić ile chcesz, nikomu innemu to nie zaszkodzi. Ale jeśli chcesz prowadzić publiczny (choć prywatny) lokal, licz się z obowiązującym prawem.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-12-2010 11:32 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Prywatna szkoła nie jest tym samym, co prywatna szopa na narzędzia na prywatnej działce....

oj... tu bym ostrożnie czasem bywaja same młotki... może i bogato złocone... ale młotki... i to na potężnej działce...!

>Nikt nie ma nic przeciwko zakładaniu Klubów Palaczy, tylko dla palących i urządzaniu tam zamkniętych imprez. Tam możesz sobie palić ile chcesz, nikomu innemu to nie zaszkodzi. Ale jeśli chcesz prowadzić publiczny (choć prywatny) lokal, licz się z obowiązującym prawem.

Lub zapisz do Klubu Fajczarzy i po kłopocie!
Np:


Popalisz (za darmo!) i po świecie pojeździsz (nie zupełnie za darmo)... jak jest się pełnoletnim oczywiście!

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
09-12-2010 12:10 
 Ocena 2 na 2
Lucyferus (588 punktów)
>Nikt nie ma nic przeciwko zakładaniu Klubów Palaczy, tylko dla palących i urządzaniu tam zamkniętych imprez.
A jak założę taki klub, to mogę tam wpuszczać również niepalących?

>Ale jeśli chcesz prowadzić publiczny (choć prywatny) lokal, licz się z obowiązującym prawem.
Liczyć się, oczywiście, trzeba - dlatego prawo nie powinno ingerować tam, gdzie obie strony (18+) dobrowolnie się na coś umawiają.

>Prywatna szkoła nie jest tym samym, co prywatna szopa na narzędzia na prywatnej działce. W każdej szkole powinien istnieć zakaz palenia z definicji. Dlatego, że to szkoła. Ładnie byśmy wyglądali, gdyby nie funkcjonowały takie podstawowe zasady kultury, jak niepalenie w szkole czy szpitalu, niezależnie od tego, kto jest ich właścicielem.
Właśnie. Kultury. A nie prawa.
09-12-2010 12:15 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)

>A jak założę taki klub, to mogę tam wpuszczać również niepalących?
Jeśli im nie przeszkadza...
>Właśnie. Kultury. A nie prawa.
A co zrobisz, jak kultury w narodzie nie staje...


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-12-2010 12:50 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>>A jak założę taki klub, to mogę tam wpuszczać również niepalących?
>Jeśli im nie przeszkadza...
I czym ten klub będzie się różnił w praktyce od zwykłej knajpy bez zakazu palenia?

>>Właśnie. Kultury. A nie prawa.
>A co zrobisz, jak kultury w narodzie nie staje...
Jak kultury nie wystarczy, to wystarczy instynktu samozachowawczego. Żaden prywatny szpital czy szkoła nie chce płoszyć klientów.
09-12-2010 12:59 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>I czym ten klub będzie się różnił w praktyce od zwykłej knajpy bez zakazu palenia?
Brakiem koncesji na sprzedaż alkoholu

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-12-2010 13:06 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>>I czym ten klub będzie się różnił w praktyce od zwykłej knajpy bez zakazu palenia?
>Brakiem koncesji na sprzedaż alkoholu

A to palaczom nie dają koncesji? Ach, ten nasz "wolny" kraj.
09-12-2010 12:39 
 Ocena 1 na 1
telpeloth (54 punktów)
>>Kultura wymaga przede wszystkim tego, żebyś wchodząc na czyiś prywatny teren nie próbował wyznaczać zasad jakie mają u niego panować.
>Prywatna szkoła nie jest tym samym, co prywatna szopa na narzędzia na prywatnej działce. W każdej szkole powinien istnieć zakaz palenia z definicji. Dlatego, że to szkoła. Ładnie byśmy wyglądali, gdyby nie funkcjonowały takie podstawowe zasady kultury, jak niepalenie w szkole czy szpitalu, niezależnie od tego, kto jest ich właścicielem.
Z całym szacunkiem, ja rozumiem, że możesz nie chcieć by w szkołach czy szpitalach palono, ale argumentujesz na poziomie 'bo tak'. Gdybyś jeszcze chciał na siłę dbać o zdrowie innych albo chociaż o wychowanie w papierosowej abstynencji... Nie zrozum mnie źle, ja ROZUMIEM Twoją niechęć do dymu papierosowego, tylko rozmawiając z inteligentnymi ludźmi wypadałoby dodać coś więcej

> To samo dotyczy lokali.
Błąd logiczny - dlaczego? Nawet przyjmując, że z jakiś względów akceptujemy zakaz palenia w szkołach/szpitalach, jak argumentujesz przeniesienie dość specyficznych warunków szkolnych/szpitalnych do pubów.

> Póki są ogólnie dostępne, mają w nich obowiązywać ogólne zasady i przepisy prawa.
Wszędzie mają. Rzecz tylko w tym, żeby to 'prawo' respektowało pierwotne prawo własności.
> Ale jeśli chcesz prowadzić publiczny (choć prywatny) lokal, licz się z obowiązującym prawem.
No tak, w tym rzecz, że dyskutujemy o tym, że to prawo jest złe. Prawa musisz przestrzegać również wtedy, gdy każe Ci wytatuować na czole narodowość i wyznanie (bo jak nie to czapa), co nie zmienia faktu, że może być to prawo złe i trzeba działać, by je zmienić.
15-11-2010 20:44 
 Ocena 4 na 4
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
> Możliwość wypalenia papierosa do piwa i podczas miłej rozmowy jest immanentnym elementem barowej specyfiki i jeśli komuś to nie odpowiada - niech pije piwo w domu.
- Czyli nie wszyscy mogą skorzystać z baru ? Bary dla palaczy, a reszta w domu niech pije ? Bo tak się utarło....to teraz ucieramy na nowo, każdy bar ma dwa pomieszczenia i wszyscy mogą korzystać. "King Sajz" dla każdego !

>Pewnie - niech tylko państwo zrefunduje ich budowę przedsiębiorcom, którym swoim zakazem utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej.
- Wielu na tym nawet zyskało i tendencja ta będzie się utrzymywać. Ilość niepalących wzrasta więc coraz więcej ludzi będzie mogło korzystać z PUBów. A palący się dostosują zamiast odwrotnie.
15-11-2010 23:44 
 Ocena 3 na 3
Sledziu (1058 punktów)
>> Możliwość wypalenia papierosa do piwa i podczas miłej rozmowy jest immanentnym elementem barowej specyfiki i jeśli komuś to nie odpowiada - niech pije piwo w domu.
>- Czyli nie wszyscy mogą skorzystać z baru ?

Wszyscy mogą - o ile akceptują ofertę jego ofertę! O jej treści rozstrzyga zaś właściciel; domagać się ustawowego wyłączenia z niej możliwości puszczenia dymka to tyle co żądać, by Sejm nakazał restauracjom McDonalda sprzedaż hot-dogów - tak, żeby miłujący parówki w bułce przeciwnik hamburgerów mógł jeść w McDonaldzie.

>>Pewnie - niech tylko państwo zrefunduje ich budowę przedsiębiorcom, którym swoim zakazem utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej.
>- Wielu na tym nawet zyskało i tendencja ta będzie się utrzymywać. Ilość niepalących wzrasta więc coraz więcej ludzi będzie mogło korzystać z PUBów. A palący się dostosują zamiast odwrotnie.

Bzdura. Przez lata - i dziś nie jest inaczej - niepalący akceptowali kulturę barową i dla dobrego towarzystwa i wszystkich innych dobrodziejstw związanych z przesiadywaniem w knajpie byli skłonni zaakceptować drobną niedogodność, jaką jest wąchanie dymu tytoniowego. Nie znam nikogo, kto z uwagi na jego obecność omijałby bary szerokim łukiem. Znam natomiast gros palaczy, którzy z uwagi na nowe restrykcje zrezygnują z przesiadywania w nich.

Lubię placki.
16-11-2010 00:13 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)

>Bzdura. Przez lata - i dziś nie jest inaczej - niepalący akceptowali kulturę barową i dla dobrego towarzystwa i wszystkich innych dobrodziejstw związanych z przesiadywaniem w knajpie byli skłonni zaakceptować drobną niedogodność, jaką jest wąchanie dymu tytoniowego. Nie znam nikogo, kto z uwagi na jego obecność omijałby bary szerokim łukiem. Znam natomiast gros palaczy, którzy z uwagi na nowe restrykcje zrezygnują z przesiadywania w nich.

Nigdy nie akceptowali, ale jedyne co mogli zrobić to do nich nie chodzić. Ja znam mnóstwo takich osób (sam z tego powodu rzadko bywam w lokalach gdzie się pali) i z tego co się orientuję potwierdzają to dane z krajów gdzie wprowadzono zakaz. Tam liczba osób niepalących chodzących do pubów się zwiększyła.
16-11-2010 00:46 
 Ocena 4 na 4
Sledziu (1058 punktów)

>Nigdy nie akceptowali,

Zdumiewa zatem fakt, że ich sprzeciw nie znajdywał nigdy wyrazu nie tylko w debacie publicznej, ale też w bardziej niszowych publikacjach czy sztuce. Niepalący ulegli fanatyzacji stosunkowo niedawno - po tym, jak krucjatę przeciwko palaczom ogłosili lekarze i politycy. Dawna mniejszość zwietrzyła zaś swoją szansę na ordynarne szczucie ludzi.

>ale jedyne co mogli zrobić to do nich nie chodzić. Ja znam mnóstwo takich osób (sam z tego powodu rzadko bywam w lokalach gdzie się pali) i z tego co się orientuję potwierdzają to dane z krajów gdzie wprowadzono zakaz.

Przeciwnie: np. w Irlandii rozważano niedawno porzucenie antytytoniowych restrykcji, mając na uwadze właśnie ogromne straty właścicieli barów. Nadto: jeżeli dotąd nie wystąpiła w Polsce podaż w postaci knajp z wewnętrznym zakazem palenia, to znaczy, że popyt na nie jest wystarczająco duży - i w interesie właścicieli jest nie dopuścić do prohibicji na fajki.


Lubię placki.
09-12-2010 17:46 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Niepalący ulegli fanatyzacji stosunkowo niedawno - po tym, jak krucjatę przeciwko palaczom ogłosili lekarze i politycy. Dawna mniejszość zwietrzyła zaś swoją szansę na ordynarne szczucie ludzi.

Ot, zwykła reakcja na wieloletnie, ordynarne trucie ludzi.
Madman (7811 punktów)
>domagać się ustawowego wyłączenia z niej możliwości puszczenia dymka to tyle co żądać, by Sejm nakazał restauracjom McDonalda sprzedaż hot-dogów - tak, żeby miłujący parówki w bułce przeciwnik hamburgerów mógł jeść w McDonaldzie.
Bezsensowne porównanie.
16-11-2010 10:58 
 Ocena 3 na 3
Andro (1185 punktów)
Śledziu. Według Ciebie to powinno nie być zakazów również w prywatnych szkołach, prywatnych autobusach, prywatnych szpitalach? Coś się chyba zagalopowałeś. W końcu to palacze mają problem z nałogiem i niekulturalnym smrodzeniem w miejscach gdzie są również niepalący. Jeśli nie egzekwuje tego ich kultura to musi wyegzekwować prawo.


Bądź zimny albo gorący
letniego wypluję z ust moich
16-11-2010 15:39 
 Ocena 3 na 3
Sledziu (1058 punktów)
>Śledziu. Według Ciebie to powinno nie być zakazów również w prywatnych szkołach, prywatnych autobusach, prywatnych szpitalach? Coś się chyba zagalopowałeś. W końcu to palacze mają problem z nałogiem i niekulturalnym smrodzeniem w miejscach gdzie są również niepalący. Jeśli nie egzekwuje tego ich kultura to musi wyegzekwować prawo.

Jak wszystkie totalniaki, nie rozumiesz podstawowych mechanizmów rynkowych. Siłą rzeczy nie rozumiesz również mojej argumentacji. Otóż zakaz palenia w prywatnych szkołach, autobusach i szpitalach nie jest potrzebny - bo też każda szkoła, szpital czy przedsiębiorstwo przewozowe, w których ofercie leżałaby możliwość nieskrępowanego palenia, zwyczajnie zbankrutowałyby wskutek braku zainteresowania ze strony konsumentów.

Najrozmaitszego autoramentu totalniaki wolą tymczasem, by to aparat biurokratyczny, nie zaś my sami jako wolne podmioty działające w realiach wolnego rynku, rozstrzygał o naszych sprawach - od kołyski, aż po grób.

Widzisz, na tym polega fundamentalna różnica między mną a Wami - zwolennikami tego barbarzyńskiego zakazu. Ja opowiadam się po stronie wolności, Wy - po stronie urzędniczej wszechwładzy.


Lubię placki.
19-11-2010 09:24 
 Ocena 1 na 1
Andro (1185 punktów)
Rozumiem, że wielbisz anarchię. Trudno.
   Tak na marginesie - ciekawa jest Twoja wiara w samoregulujące się rynki. Takiego doświadczenia nikt nie robił od czasów pierwszych władców feudalnych. Najlepiej znieść wszystkie biurokratyczne ograniczenia na "rynku". Wtedy zapanuje powszechny dostatek i szczęście.
   Jeszcze kolejny margines - jakoś szybko wyrabiasz sobie zdanie o rozmówcy. Nie wiem co to takiego "totalniak", ale rozumiem, że nie jest to komplement. Wnioskuję, że zaprzeczeniem "totalniaka" jest "anarchiak"?

Bądź zimny albo gorący
letniego wypluję z ust moich
01-12-2010 11:36 
 Ocena 1 na 1
telpeloth (54 punktów)
>Rozumiem, że wielbisz anarchię. Trudno.
Ja na ten przykład wielbię minarchię.

>Tak na marginesie - ciekawa jest Twoja wiara w samoregulujące się rynki. Takiego doświadczenia nikt nie robił od czasów pierwszych władców feudalnych. Najlepiej znieść wszystkie biurokratyczne ograniczenia na "rynku". Wtedy zapanuje powszechny dostatek i szczęście.
Bingo. Tylko wolny rynek i władcy feudalni użyte w jednym zdaniu to jakieś kompletne nieporozumienie. Feudalizm ma mniej więcej tyle wolnego rynku co faszyzm i socjalizm i tylko odrobinę więcej niż komunizm.
09-12-2010 17:49 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>każda szkoła, szpital czy przedsiębiorstwo przewozowe, w których ofercie leżałaby możliwość nieskrępowanego palenia, zwyczajnie zbankrutowałyby wskutek braku zainteresowania ze strony konsumentów.

Nonsens. Zakładasz sobie idealnie sferycznego konia poruszającego się w próżni ruchem harmonicznym, czyli doskonale działający rynek. Nie ma czegoś takiego, nigdy nie było i na 99,9999% nigdy nie będzie.
Lucyferus (588 punktów)
>Według Ciebie to powinno nie być zakazów również w prywatnych szkołach, prywatnych autobusach, prywatnych szpitalach?
Po pierwsze, to nie jestem pewien, ale chyba prawo nie zakazuje palenia w prywatnych busach i szkołach? Poproszę o źródło.

Po drugie, w takich miejscach nie musi być zakazu, z tego samego powodu, z którego nie musi być zakazu sprzedawania par butów, w których oba buty są prawe, lub oba lewe. Jak myślisz, dlaczego?
09-12-2010 11:22 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>Według Ciebie to powinno nie być zakazów również w prywatnych szkołach, prywatnych autobusach, prywatnych szpitalach?
>Po pierwsze, to nie jestem pewien, ale chyba prawo nie zakazuje palenia w prywatnych busach i szkołach? Poproszę o źródło.

Źródeł poszukaj sam
Lenistwo nie jest cecha pozytywną...

ale jako ciekawostka:

Np znasz takie forum? !Forum Prawne!=> Mandat za palenie na terenie placówki oświatowej
forumprawn(*)renie-placowki-oswiatowej.html

Szkoła, każda, jest placówką oświatowa.

miłego filozofowania!

edycja:
Palarnia w placówce oświatowej
www.eksper(*)nia-w-placowce-oswiatowej.html


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Lucyferus (588 punktów)
>Źródeł poszukaj sam
Nie, jeśli ktoś opiera się na jakimś przepisie prawnym, to musi być gotowy podać źródło.

>ale jako ciekawostka (...)
Ok, w placówkach oświatowych istniały wyznaczone miejsca do palenia. O prywatnych busach jednak nie ma ani słowa.
09-12-2010 14:46 
 Ocena 2 na 2
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>Źródeł poszukaj sam
>Nie, jeśli ktoś opiera się na jakimś przepisie prawnym, to musi być gotowy podać źródło.
art. 63 ust. 5 np.
Kiepski z waść internauta. Przed obraniem nazwy Luceferus trza było trochę poczytać.
Np. CS Lewis "Listy starego diabła do młodego"
Źródła nie podaje. Ot, nie chce mi się.Leniwy bab jestem.

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Lucyferus (588 punktów)
>>>Źródeł poszukaj sam
>>Nie, jeśli ktoś opiera się na jakimś przepisie prawnym, to musi być gotowy podać źródło.
>art. 63 ust. 5 np.
To odnośnie czego? Palenia w prywatnych busach? Jaki kodeks?

>Kiepski z waść internauta.
Nie - zwyczajnie nie lubię odwalać cudzej roboty.

>Przed obraniem nazwy Luceferus trza było trochę poczytać.
Właśnie, droga koleżanko. Proponuję zacząć od nicków swoich adwersarzy - mój to Lucyferus, a nie Luceferus.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>Przed obraniem nazwy Luceferus trza było trochę poczytać.
>Właśnie, droga koleżanko. Proponuję zacząć od nicków swoich adwersarzy - mój to Lucyferus, a nie Luceferus.

Cytat:

Obaj panowie prezentują się doskonale w kobiecych wcieleniach. Jerry staje się obiektem miłosnych westchnień pewnego podstarzałego milionera. Joe natomiast przepada z kretesem - zakochany w nie podejrzewającej niczego najpiękniejszej dziewczynie w orkiestrze.


czyli ostatnie zdanie z tego filmu....

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Lucyferus (588 punktów)
Cóż, sztuka uników łatwiejsza jest, niż sztuka dyskusji...
09-12-2010 15:35 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Cóż, sztuka uników łatwiejsza jest, niż sztuka dyskusji...
Otóż i to: też mierze czasem ludzi "swoja miarą"! Ale w tym przypadku nie udało się.... szkoda....
Ale takie życie.


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
15-11-2010 20:44 
 Ocena 4 na 4
spellbinder (8577 punktów)
>Nie możesz. Nie decyduje o tym jednak norma prawna, tylko norma kulturowa, której przestrzeganie jest wymuszone utartym obyczajem. Nie istnieje natomiast obyczaj wstrzymywania się od palenia w barach, stąd można tam trafić na palacza, a na amatora kompulsywnej zabawy gwizdkiem - już nie. Możliwość wypalenia papierosa do piwa i podczas miłej rozmowy jest immanentnym elementem barowej specyfiki i jeśli komuś to nie odpowiada - niech pije piwo w domu.

Ależ nie popadajmy w skrajności. Są ludzie, w moim otoczeniu w zasadzie tylko tacy, którzy przychodząc do mnie do domu nie mieliby czelności zakazywać mi palić w salonie - tak jak i ja nie miałbym absolutnie żadnego pomysłu w stylu palenie u nich w salonie. Dzieje się tak głównie dlatego, że tym ludziom (moim znajomym) nie przeszkadza moje palenie. Jeśli komuś przeszkadza... cóż. Nie spotykam się z nim u siebie w domu.

Chcą iść do knajpy z paleniem. Prosz bardzo. Rozumiem też, że są ludzie, którzy nie mają ochoty wąchać papierosowego dymu - niech będą knajpy dla niepalących, ale niech będą też tylko dla palących i problem z bani.

Zasadniczo mi to zwisa, bo klubów i pubów z zasady nie lubię.

A i jeszcze jedna rzecz dotycząca nowych przepisów - one nie uderzają w normalnego palacza, a w jakiegoś skończonego buca. Bo tylko buc-socjopata pali w tramwaju, na klatce schodowej czy w pociągu. Media jednak specjalnie przedstawiają sytuację tak, żeby każdy palacz poczuł się urażony, choć tak naprawdę specjalnego powodu nie ma.
15-11-2010 23:32 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

>Chcą iść do knajpy z paleniem. Prosz bardzo. Rozumiem też, że są ludzie, którzy nie mają ochoty wąchać papierosowego dymu - niech będą knajpy dla niepalących, ale niech będą też tylko dla palących i problem z bani.

W wielu miejscowościach jest tylko jedna.
01-12-2010 11:50 
 Ocena 1 na 1
telpeloth (54 punktów)
>A i jeszcze jedna rzecz dotycząca nowych przepisów - one nie uderzają w normalnego palacza, a w jakiegoś skończonego buca. Bo tylko buc-socjopata pali w tramwaju, na klatce schodowej czy w pociągu. Media jednak specjalnie przedstawiają sytuację tak, żeby każdy palacz poczuł się urażony, choć tak naprawdę specjalnego powodu nie ma.

Au contraire - z powodu nowych przepisów po dupie najbardziej dostaną przedsiębiorcy, ludzie palący do piwa i ci, którzy zapalą na pustym przystanku czekając na nocny autobus. Dresiarze palący w tramwajach czy autobusach pozostaną bezkarni, bo nasi 'strażnicy' mają wyjątkowo wybiórczy wzrok. Vide np. doniesienia o tym, że w kawiarni w sejmowym hotelu posłanki nie można było zmusić do zgaszenia papierosa.
16-11-2010 00:45 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Nie możesz. Nie decyduje o tym jednak norma prawna, tylko norma kulturowa, której przestrzeganie jest wymuszone utartym obyczajem. Nie istnieje natomiast obyczaj wstrzymywania się od palenia w barach, stąd można tam trafić na palacza, a na amatora kompulsywnej zabawy gwizdkiem - już nie. Możliwość wypalenia papierosa do piwa i podczas miłej rozmowy jest immanentnym elementem barowej specyfiki i jeśli komuś to nie odpowiada - niech pije piwo w domu.

Wiesz, do palaczy też to się stosuje - mogą wypić w domu. Ale trochę masz rację z tą normą kulturową. Do palaczy jeszcze nie dotarło, że palenie w towarzystwie jest jak pierdzenie - nieładne i śmierdzi - by posłużyć się cudnym i trafnym porównaniem W. Orlińskiego.

>Pewnie - niech tylko państwo zrefunduje ich budowę przedsiębiorcom, którym swoim zakazem utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej. Bo posążek maryjny też można wznieść w każdej knajpie, jeśli sobie aparat urzędniczy tego zażyczy - ale ktoś za ten przymus musi zapłacić.

Można przerzucić środki zaoszczędzone na ochronie zdrowia. Prawdopodobnie starczy z naddatkiem.
09-12-2010 13:47 
 Ocena 2 na 2
Lucyferus (588 punktów)
>Można przerzucić środki zaoszczędzone na ochronie zdrowia. Prawdopodobnie starczy z naddatkiem.

Żaden polityk nawet o tym nie pomyśli.
Kuba K. (3909 punktów)
Myślę, że jest tu możliwy kompromis - z tego co wiem, wprowadzone przepisy zabraniają palenia tytoniu, nie zakazują natomiast używania w tych wszystkich miejscach tzw. "papierosów elektronicznych" (jeśli się mylę - proszę wyprowadzić mnie z błędu). A te ani nie cuchną, ani nikomu nie powinny przeszkadzać. Palacze mnie pewnie zaraz zakrzyczą, że to nie to samo, ale z tym się nie zgadzam. Od wielu lat nie palę, ale kiedyś byłem palaczem i jakiś czas temu z czystej ciekawości wypróbowałem rzeczony wynalazek. Jak dla mnie - bomba! Dymek leci, nic nie cuchnie, cały zestaw niezbędnych dla rytuału ruchów (przykładanie "papierosa do warg, zaciąganie się itd.) obecny, a i głód nikotynowy zgasić można (choć są też wkłady beznikotynowe). Nie znoszę palaczy w swoim towarzystwie - taka zapewne gorliwość neofity , ale elektroniczne papierosy kompletnie mi nie przeszkadzają. I może to jest właśnie rozwiązanie?
15-11-2010 23:30 
 Ocena 11 na 11
Gosia (9452 punktów)
>Myślę, że jest tu możliwy kompromis - z tego co wiem, wprowadzone przepisy zabraniają palenia tytoniu, nie zakazują natomiast używania w tych wszystkich miejscach tzw. "papierosów elektronicznych" (jeśli się mylę - proszę wyprowadzić mnie z błędu).

Nie mylisz się.

>Jak dla mnie - bomba!

Ale nie dla koncernów produkujących gumy i plastry nikotynowe. Już raz próbowali przeforsować prawny zakaz e-papierosów. Wtedy się nie udało, ale nie ma gwarancji, że nie spróbują znowu.
Pamiętam, jak w czasie debaty padł "argument", że e-papierosy są niebezpieczne, bo przez przypadek jakieś dziecko może dorwać wkład z ciekłą nikotyną i wypić jego zawartość. Pomyślałam wtedy, że niezbędny jest także zakaz sprzedaży domestosa, wszelkich chemicznych środków czystości, płynów do prania itp, bo jeszcze przypadkiem jakieś dziecko itd...
Satyr (4285 punktów)
> A wolność innych ? Nasza wolność musi być jednak ograniczona tam gdzie naruszamy wolność innych.

To prawda, tyle, że nikt nikogo nie zmusza, żeby wchodził do prywatnego baru.
Twój argument nie jest trafny, gdyż bar to pomieszczenie na ogół prywatne - ktoś go otworzył, za swoje pieniądze, i nikogo na siłę tam nie ciągnie. Więc to właściciel powinien decydować, czy wolno tam palić, czy może psikać środkami na insekty.

>Nikt mnie co prawda nie zmusza do chodzenia do baru, ani pracowania w nim, ale jakiś wybór by się przydał. To właśnie wolność,
Nie, to nie jest wolność, tylko włażenie z buciorami w życie prywatne innego człowieka. Jak słusznie zauważyłeś, nikt Cię tam na siłę nie ciągnie. Tak samo nie jest usprawiedliwioną wolnością podkradanie ludziom pieniędzy z portfela - choć może i taki "wybór by się przydał" wedle niektórych członków społeczeństwa.

Pewnych rzeczy robić się nie powinno na poziomie nakazów/zakazów prawnych - jeśli państwo może tak głęboko ingerować w życie prywatne, to co jeszcze może zrobić? Dajemy biurokratom uprawnienia, których nigdy nie powinni posiadać.

Nie łudzę się jednak, że moje zdanie kogoś tu przekona, bo wśród forumowiczów w kwestii wolności osobistych i prywatności jestem raczej w głębokiej opozycji.

Oczywiście sprawa inaczej się przedstawia w miejscach użyteczności publicznej - ulice, przystanki itp.

Pozdrawiam

P.S. Nie jestem palaczem. Muszę przyznać, że to nowe prawo wzbudziło we mnie pewną prymitywną radość, bo nie będę musiał wąchać dymu. Gdy tylko sobie tą radość uświadomiłem, to zrobiło mi się nieco wstyd za samego siebie. Bo trzeba mieć zasady, i czasem powściągać swoje preferencje.
16-11-2010 00:49 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>> A wolność innych ? Nasza wolność musi być jednak ograniczona tam gdzie naruszamy wolność innych.
>To prawda, tyle, że nikt nikogo nie zmusza, żeby wchodził do prywatnego baru.
>Twój argument nie jest trafny, gdyż bar to pomieszczenie na ogół prywatne - ktoś go otworzył, za swoje pieniądze, i nikogo na siłę tam nie ciągnie. Więc to właściciel powinien decydować, czy wolno tam palić, czy może psikać środkami na insekty.

Osobliwe. Czy od woli właściciela zależy też czy poda piwo czy truciznę. Wiadomo - jakby co jest wolny rynek i jak ktoś umrze to po prostu więcej tam nie pójdzie, jak przy każdej nieudanej usłudze.

>Nie, to nie jest wolność, tylko włażenie z buciorami w życie prywatne innego człowieka. Jak słusznie zauważyłeś, nikt Cię tam na siłę nie ciągnie.
Palaczy też nie.

>Pewnych rzeczy robić się nie powinno na poziomie nakazów/zakazów prawnych - jeśli państwo może tak głęboko ingerować w życie prywatne, to co jeszcze może zrobić? Dajemy biurokratom uprawnienia, których nigdy nie powinni posiadać.

Wiele może. Reguluje na przykład sprawy łóżkowe. Palenie przy tym to betka.

>Oczywiście sprawa inaczej się przedstawia w miejscach użyteczności publicznej - ulice, przystanki itp.
Na przystanki też nikomu nikt nie każe chodzić.

>P.S. Nie jestem palaczem. Muszę przyznać, że to nowe prawo wzbudziło we mnie pewną prymitywną radość, bo nie będę musiał wąchać dymu. Gdy tylko sobie tą radość uświadomiłem, to zrobiło mi się nieco wstyd za samego siebie. Bo trzeba mieć zasady, i czasem powściągać swoje preferencje.

???

A czemu nie oczekujesz takiego samozaparcia ze strony palaczy?
16-11-2010 01:04 
 Ocena 4 na 4
Sledziu (1058 punktów)

>Osobliwe. Czy od woli właściciela zależy też czy poda piwo czy truciznę.

Jeżeli wywiesi nad wejściem do baru tabliczkę z informacją, że tego dnia zamiast piwa z pipy będzie się lała trucizna - to oczywiście, że tak - totalniaku.


Lubię placki.
Sylwek (15472 punktów)
Rzekłbym... anarchistyczna koncepcja
16-11-2010 01:19 
 Ocena 7 na 7
Sledziu (1058 punktów)
>Rzekłbym... anarchistyczna koncepcja

Raczej: libertariańska, minarchistyczna.

Wracając zaś do innych Twoich zarzutów:

>Wiesz, do palaczy też to się stosuje - mogą wypić w domu. Ale trochę masz rację z tą normą kulturową. Do palaczy jeszcze nie dotarło, że palenie w towarzystwie jest jak pierdzenie - nieładne i śmierdzi - by posłużyć się cudnym i trafnym porównaniem W. Orlińskiego.

Kobiecy srom też zdaniem wielu jest nieładny i śmierdzi - a mimo to norma kulturowa słusznie nakazuje mężczyznom traktować go z pełną rewerencją.

Palenie było natomiast przez dziesiątki lat akceptowalnym wariantem "pierdzenia". Dopiero w ostatnim czasie, wskutek zdominowania kultury masowej przez najukochańsze dziecko konsumeryzmu,tj. - jak ja to nazywam - ideologię "higienizmu", zaczęto sekować każdego, kto praktykuje działania sprzeczne z wszechobecnym kultem ciała. Palacze nie będą ostatni - po nich przyjdzie czas np. na grubasów, co niejako antycypujesz w swojej wypowiedzi o służbie zdrowia.

>Można przerzucić środki zaoszczędzone na ochronie zdrowia. Prawdopodobnie starczy z naddatkiem.

Czyli - hamburgerów też zakazujemy?

Lubię placki.
16-11-2010 10:48 
 Ocena 4 na 4
kognitywista (3391 punktów)
>Palacze nie będą ostatni - po nich przyjdzie czas np. na grubasów

Już przyszedł
16-11-2010 16:10 
 Ocena 6 na 6
Satyr (4285 punktów)

>Osobliwe. Czy od woli właściciela zależy też czy poda piwo czy truciznę. Wiadomo - jakby co jest wolny rynek i jak ktoś umrze to po prostu więcej tam nie pójdzie, jak przy każdej nieudanej usłudze.

Jeśli właściciel poda informację, że zamiast piwa jest trucizna, to czemu nie?
Warunkiem uczciwiej wymiany jest tylko to by dorosły klient otrzymał informację o tym, co kupuje - państwo ma zapewnić, by sprzedawca nie oszukiwał w kwestii jakości towarów. To wystarczy, przecież ludzie nie są debilami.

>Palaczy też nie.
Tylko, że teraz chce im się zabronić.

>Wiele może. Reguluje na przykład sprawy łóżkowe. Palenie przy tym to betka.
Wiesz co Sylwek, usprawiedliwiasz pewne uprawnienia biurokracji, oddanie im we władanie pewnych narzędzi. Teraz Ci się to podoba, bo w tej chwili używają tego zgodnie z Twoim widzimisię w kwestii tego, jak inni ludzie powinni żyć. Ale jak użyją tych samych narzędzi w sposób, który Ci się nie spodoba, to będziesz kwiczał, że "państwo faszystowskie", że "homofobia, dyskryminacja". Zlituj się nad samym sobą, skoro nad innymi nie potrafisz.

>Na przystanki też nikomu nikt nie każe chodzić.
Tyle, że bar wybudował ktoś za własne pieniądze, wedle własnego pomysłu i z własnej inicjatywy. Naprawdę nie widzisz różnicy między prywatnym a publicznym?

>A czemu nie oczekujesz takiego samozaparcia ze strony palaczy?
Oczekuję tego ze strony wszystkich, bo to podstawa cywilizacji. Przecież palacze nikomu nie zabraniają przychodzić do barów.

Nie jestem zdziwiony, że tu na forum panuje taka radocha z tej ustawy - w końcu forum jest lewicowe, a dla lewicowców coś takiego jak wolność do władania własnością, wolność osobista, sfera prywatna - to tylko słowa. Teraz władztwo państwowe wam się podoba, bo pasuje do waszej wizji tego, jak inni żyć powinni (i basta) ale jak władza przy użyciu tych samym środków wam da się we znaki, to będzie jęk, skowyt cierpienia, lamenty i wrzaski. Powiedzieć o lewicy że jest pełna hipokryzji, to mało.

Pozdrawiam i przemyśl sprawę (może zamiast zmuszać innych do respektowania Twoich reguł sam załóż pub dla niepalących?).
Appenzeller (3118 punktów)
>Teraz władztwo państwowe wam się podoba, bo pasuje do waszej wizji tego, jak inni żyć powinni (i basta) ale jak władza przy użyciu tych samym środków wam da się we znaki, to będzie jęk, skowyt cierpienia, lamenty i wrzaski. Powiedzieć o lewicy że jest pełna hipokryzji, to mało.
Z przyjemnością po przejrzeniu tematu zgodziłem się i z tobą, i kol. Śledziu, że wprowadzone prawo co najmniej w kilku miejscach jest bezsensownym regulowaniem tego, co regulacji nie wymaga, i raczej utrudnianiem życia palaczom (np. brak sensownych miejsc do palenia, w kontraście do cytowanej tu Skandynawii) niż rozwiązywaniem kwestii. Ale z taką samą przyjemnością nie zgadzam się z Tobą w bezkrytycznym libertarianizmie. Regulacje prawne współżycia społecznego są konieczne od czasów Hammurabiego, a nawet od jaskini pierwotnej, bo to socjalizacja zrobiła z nas ludzi, szympanse się nie załapały. Kwestią rozumu ludzkiego jest użyć takich środków jak najlepiej, a nie zwalać wszystkiego na tzw. wolny rynek, bo takiego zwierzęcia nie było, nie ma i nie potrzeba. Samo, to się grzmi i błyska, ale nie współżyje w społeczeństwie. Przykładów jest dość pośród krajów o najwyższej jakości życia, z nieśmiertelnym przykładem Skandynawii na czele. Powiedzieć o libertarianach, że bredzą, to mało.


Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
19-11-2010 10:55 
 Ocena 2 na 2
kognitywista (3391 punktów)
Ten casus jest idealnym papierkiem lakmusowym, wykazującym, że to jednak Satyr ma rację i przepis jest raczej bezmyślnym hołdowaniem modzie oraz totalniackim gwałceniem swobód obywatelskich niż racjonalną próbą ochrony ofiar biernego palenia.

P.S. Jestem osobą niepalącą, nie znoszącą zapachu dymu papierosowego i zwolennikiem sensownej ochrony niepalących.
16-11-2010 08:26 
 Ocena 3 na 3
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>To prawda, tyle, że nikt nikogo nie zmusza, żeby wchodził do prywatnego baru.
>Twój argument nie jest trafny, gdyż bar to pomieszczenie na ogół prywatne - ktoś go otworzył, za swoje pieniądze, i nikogo na siłę tam nie ciągnie. Więc to właściciel powinien decydować, czy wolno tam palić, czy może psikać środkami na insekty.

- Niestety pudło. Tam gdzie ktoś skorzystał z prawa do zarabiania na karmieniu i pojeniu ludzi muszą być jednak jakieś przepisy sanitarne. Wszędzie są. Wchodzę do baru zamawiam piwo czy coś do jedzenia, a nagle wchodzi grupa palaczy i zaczyna kopcić....i to niestety ja musiałem się wynieść jak mi przeszkadzało. Ich wolność palenia była ważniejsza niż moja spokojnego zjedzenia.
16-11-2010 15:56 
 Ocena 5 na 5
Satyr (4285 punktów)

>- Niestety pudło. Tam gdzie ktoś skorzystał z prawa do zarabiania na karmieniu i pojeniu ludzi muszą być jednak jakieś przepisy sanitarne.

Wcale nie pudło. Przepisy sanitarne służą temu, by nikt Cię nie oszukał, a nie temu, byś się nie zatruł (tzn. temu też, ale pośredno) - gdyby państwo miało dbać, żebyś się nie zatruł, to kuchnia w Twoim mieszkaniu też byłaby nimi objęta. Standaryzacja w kwestiach sanitarnych ma wyrównać deficyt informacji po stronie klienta.

Jak wchodzisz do baru, to widzisz, czy się tam pali, czy nie - natomiast warunków sanitarnych nie jesteś w stanie sprawdzić, stąd ich kodyfikacja i standaryzacja. Z papierosami jest zupełnie inaczej, bo łatwo się dowiedzieć, czy w barze się pali, czy nie. Wystarczyłaby zresztą plakietka: "Lokal również dla palących" i wtedy jak tam wejdziesz, to nie możesz mieć pretensji, że ktoś pali.

Pozdrawiam
Kurczewski (2471 punktów)
Cytat:
Zanim zacznie się krzyczeć o absurdach należy racjonalnie pomyśleć.


Rzeczywiście, byłoby to wskazane.

Cytat:
Nikt mnie co prawda nie zmusza do chodzenia do baru, ani pracowania w nim, ale jakiś wybór by się przydał. To właśnie wolność, możliwość wyboru. W przypadku jednego pomieszczenia takiego wyboru nie ma. Dlatego nie ma co rozpaczać tylko zainwestować w pomieszczenia dla niepalących.


Sęk w tym że ustawa nie zezwala na stworzenie barów wyłącznie dla palaczy. W imię czego ? Jeśli właściciel lokalu chce ponieść takie ryzyko finansowe, jeśli jego klientom odpowiada takie a nie inne podejście- dlaczego nie ? Bo politycznie poprawne jest coś innego ?


erka.ovh.org/
hototogitsu.blogspot.com/
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
> Cytat:
Zanim zacznie się krzyczeć o absurdach należy racjonalnie pomyśleć.

>Rzeczywiście, byłoby to wskazane.
- Wyraźnie zaznaczyłem w wątku kto zaczął krzyczeć o absurdach i dlaczego. Podtrzymuję argument nie do zbicia moim zdaniem, że legalność nabycia i legalność użycia to nie to samo.

>Sęk w tym że ustawa nie zezwala na stworzenie barów wyłącznie dla palaczy. W imię czego ? Jeśli właściciel lokalu chce ponieść takie ryzyko finansowe, jeśli jego klientom odpowiada takie a nie inne podejście- dlaczego nie ? Bo politycznie poprawne jest coś innego ?
-Sęk w tym, że dotąd niepalący byli prześladowani i nie mogli spokojnie skorzystać z barów. Jak najbardziej jestem za barami tylko dla palących. Chociaż specjalnie nie mam w imię czego się nimi przejmować gdy oni całe lata mieli gdzieś to, że smrodzą innym. Jak jakaś szlachta, a to zwykły nałóg, którego każdy racjonalnie myślący człowiek powinien się wstydzić.
19-11-2010 10:37 
 Ocena 4 na 4
Kurczewski (2471 punktów)
Cytat:
Podtrzymuję argument nie do zbicia moim zdaniem, że legalność nabycia i legalność użycia to nie to samo.


Próbujesz udowadniać że użycie jest nielegalne ? To absurd- jest legalne, może być co najwyżej ograniczone w sytuacji kiedy jest to konieczne. W tym przypadku ograniczenie jest nieproporcjonalnie drastyczne i zakrawają na "my wiemy lepiej jak powinniście żyć".

Cytat:
>-Sęk w tym, że dotąd niepalący byli prześladowani i nie mogli spokojnie skorzystać z barów.


Serio ? Zabraniano im korzystania z barów wykorzystując w tym celu przepisy prawne i kary ? A mi to wygląda tak: mogli korzystać ile chcieli, ale nie potrafili wymusić na właścicielach barów rezygnacji z palącej części klienteli zwykłymi metodami ("nie chodzimy do barów w których się pali") więc próbują docinać świat do swoich potrzeb przy pomocy prawa. Skończy się jak każde umoralnianie i uzdrawianie na siłę.

Cytat:
Jak najbardziej jestem za barami tylko dla palących. Chociaż specjalnie nie mam w imię czego się nimi przejmować gdy oni całe lata mieli gdzieś to, że smrodzą innym. Jak jakaś szlachta, a to zwykły nałóg, którego każdy racjonalnie myślący człowiek powinien się wstydzić.


Racjonalnie myślący człowiek nie próbuje niepotrzebnie ograniczać wolności osobistej innych ludzi wymachując batem na prawo i lewo. Dla porządku- nie palę więc ewentualne oskarżenia o stronniczość są niezasadne.


erka.ovh.org/
hototogitsu.blogspot.com/
19-11-2010 11:27 
 Ocena 1 na 1
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Próbujesz udowadniać że użycie jest nielegalne ? To absurd- jest legalne, może być co najwyżej ograniczone w sytuacji kiedy jest to konieczne. W tym przypadku ograniczenie jest nieproporcjonalnie drastyczne i zakrawają na "my wiemy lepiej jak powinniście żyć".
-Użycie czego ? Kupić można niemal wszystko. Sam kupiłem właśnie wiatrówkę ale wiem ,że nie wszędzie mogę jej legalnie używać i nie do wszystkiego strzelać. alkohol kupie legalnie, ale w parku np. pic go nie wolno, nie mówiąc o prowadzeniu pojazdów.

>Serio ? ("nie chodzimy do barów w których się pali")
-Czyli kiedyś do żadnego praktycznie. Wszędzie palono.

>więc próbują docinać świat do swoich potrzeb przy pomocy prawa. Skończy się jak każde umoralnianie i uzdrawianie na siłę.
-Dokładnie. Każdy próbuje docinać świat do swoich potrzeb i walczy o swoje ile się da, nic niezwykłego. To także moja planeta.

>Racjonalnie myślący człowiek nie próbuje niepotrzebnie ograniczać wolności osobistej innych ludzi wymachując batem na prawo i lewo.
-A czy palący nie ograniczali wolności niepalących. Wolności do oddychania czystym powietrzem ?
20-11-2010 08:33 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
>-Użycie czego ? Kupić można niemal wszystko. Sam kupiłem właśnie wiatrówkę ale wiem ,że nie wszędzie mogę jej legalnie używać i nie do wszystkiego strzelać. alkohol kupie legalnie, ale w parku np. pic go nie wolno, nie mówiąc o prowadzeniu pojazdów.

Użycie wiatrówki regulowane jest prostymi zasadami które ją definiują- to broń rekreacyjna i takim celom ma służyć. Strzelanie do wszystkiego zaprzecza tym celom. Alkohol jest- podobnie jak papierosy- używką. Jego użycie jest ograniczone- tak jak w przypadku papierosów. Czy postulujesz wprowadzenie zakazu picia alkoholu w barach dlatego że abstynentom przeszkadza widok upojonych ?

>-Czyli kiedyś do żadnego praktycznie. Wszędzie palono.

Nie, nie wszędzie. Podział na sale dla palących i niepalących istnieje od dawna.

>-Dokładnie. Każdy próbuje docinać świat do swoich potrzeb i walczy o swoje ile się da, nic niezwykłego. To także moja planeta.

Także- ale nie wyłącznie, a stanowiąc prawo które ma obowiązywać wszystkich ale dopasowane jest do Ciebie stawiasz się w pozycji "króla planety". Właściciel baru (czy innego przybytku) powinien mieć prawo do decydowania: "rezygnuję z klientów palących/niepalących" bądź "wydzielam oddzielne sale dla obu grup". W myśl obecnego prawa nie może tego zrobić

>-A czy palący nie ograniczali wolności niepalących. Wolności do oddychania czystym powietrzem ?

A czy jeżdżący samochodami nie ograniczali wolności pieszych do przechodzenia w dowolnym momencie ? Mamy różne, często wzajemnie sprzeczne, potrzeby. Ich rozwiązaniem nie jest premiowanie jednej grupy kosztem drugiej a kompromis. Zaproponowane rozwiązanie nie jest kompromisem- to czysty syndrom Wielkiego Brata który "wie lepiej" i nakazuje wszystkim dookoła jak mają żyć. Tak samo jest z eutanazją, aborcją i setkami innych kwestii -"my wiemy lepiej a wy się zamknijcie i słuchajcie"


erka.ovh.org/
hototogitsu.blogspot.com/
20-11-2010 10:35 
 Ocena 1 na 1
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
> Czy postulujesz wprowadzenie zakazu picia alkoholu w barach dlatego że abstynentom przeszkadza widok upojonych ?
-Tu się trochę pogubiłeś w interpretacji. Do baru właśnie przychodzi się wypić, wiem o tym i po to tam chodzę, abstynenci nie mają tam czego szukać. Bar "żyje" ze sprzedaży alkoholu, natomiast papierosy każdy przynosi ze sobą, więc zysku bezpośredniego z tego nie ma.

>Nie, nie wszędzie. Podział na sale dla palących i niepalących istnieje od dawna.
-Tak, ale symboliczny, niczym nie przedzielone sale i śmierdziało wszędzie. Właśnie po to jest potrzeby przepis aby to dopracować, nie udawać że jest miejsce dla wszystkich tylko je zorganizować.
21-11-2010 05:59 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)

>-Tu się trochę pogubiłeś w interpretacji. Do baru właśnie przychodzi się wypić, wiem o tym i po to tam chodzę, abstynenci nie mają tam czego szukać. Bar "żyje" ze sprzedaży alkoholu, natomiast papierosy każdy przynosi ze sobą, więc zysku bezpośredniego z tego nie ma.

Wręcz przeciwnie. Nie dotykam kwestii zarobku ani faktu czy bar zarabia na sprzedaży fajek (zwykle tak). Zwracam uwagę na to, że obie używki są szkodliwe (jeśli chodzi o szkodliwość społeczną alkohol przebija nawet WSZYSTKIE znane narkotyki) i mają swoje określone środki uboczne. Widok i zapach pijanych nie jest w żaden sposób milszy niż palących, a jednak postulujesz ograniczanie tylko tych drugich. Dlaczego ?

>-Tak, ale symboliczny, niczym nie przedzielone sale i śmierdziało wszędzie. Właśnie po to jest potrzeby przepis aby to dopracować, nie udawać że jest miejsce dla wszystkich tylko je zorganizować.

No nie- ten zapis po prostu zabrania palenia wszędzie poza domem. To nie jest próba "wypracowania" czegokolwiek tylko czysty zamordyzm i ubezwłasnowolnianie obywateli. Co po tym ? Zakaz noszenia krótkich gaci bo można się przeziębić ?


erka.ovh.org/
hototogitsu.blogspot.com/
23-11-2010 08:05 
 Ocena 3 na 3
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Zwracam uwagę na to, że obie używki są szkodliwe (jeśli chodzi o szkodliwość społeczną alkohol przebija nawet WSZYSTKIE znane narkotyki) i mają swoje określone środki uboczne.
-A co mnie to wzrusza dopóki nikt mnie nie zmusza do ich używania. Nikt nie leje mi alkoholu do gardła, a palacz niestety bucha dymem w nozdrza, nawet na ulicy, na chodniku. dotychczas po zwróceniu mu uwagi mógł mi pokazać gest Kozakiewicza, teraz chwilę się zastanowi.

>Widok i zapach pijanych nie jest w żaden sposób milszy niż palących, a jednak postulujesz ograniczanie tylko tych drugich. Dlaczego ?
-Bo ci drudzy maja gdzieś że komuś smrodzą, a po takich melinach gdzie aż smierdzi alkohol to nie chodzę. Tam palacze niech sobie uczęszczają.

>No nie- ten zapis po prostu zabrania palenia wszędzie poza domem.
-Wiele rzeczy nie wolno robić poza domem, choćby chodzić nago.

>To nie jest próba "wypracowania" czegokolwiek tylko czysty zamordyzm i ubezwłasnowolnianie obywateli. Co po tym ? Zakaz noszenia krótkich gaci bo można się przeziębić ?
-Hehe. To już dobre. Od tego że KTOŚ chodzi w krótkich gaciach nawet w styczniu JA się nie przeziębię. Wisi mi to. Nikogo nie chcę uszczęśliwiać na siłę. Ale palacz ma wpływ na innych, na mnie także. Naprawdę nie widzisz różnicy ?
23-11-2010 08:16 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>-Wiele rzeczy nie wolno robić poza domem, choćby chodzić nago.
Również pić nie powinno być wolno poza domem. Przyczepiający się na przystanku pijak, śmierdzący alkoholem i nie tylko i coś bełkoczący jest gorszy niż dmuchający dymem w nos palacz. Nigdy nie miałeś takiej przygody? Bo ja tak i wierz mi, choć nie cierpię, gdy mnie (palaczce) ktoś dmucha w nos (dlatego też ja tego innym nie robię), to ten pijaczek przebił wszystkich niekulturalnych chamów z papierosami.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
23-11-2010 08:40 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>Również pić nie powinno być wolno poza domem. Przyczepiający się na przystanku pijak, śmierdzący alkoholem i nie tylko i coś bełkoczący jest gorszy niż dmuchający dymem w nos palacz.

Oj bywa, i owszem, bardziej dokuczliwy, to prawda, ale i tak całkiem tolerowany przez prawo chyba nie jest. Czy przypadkiem nie grozi mu tzw. "wytrzeźwiałka"?
23-11-2010 08:48 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Czy przypadkiem nie grozi mu tzw. "wytrzeźwiałka"?
Jeśli ktoś policję wezwie, to tak... Ten "mój" się przespał w "żłobku", nie da się ukryć Ja nie mam litości, ale ogólne nastawienie w społeczeństwie jest tolerancyjne, ludziska się uśmiechają "ale się urżnął", traktując to jak coś normalnego - nie wiem, z czego to wynika. Z narodowej tradycji picia na umór?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
23-11-2010 09:11 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
Cytat:
>-Bo ci drudzy maja gdzieś że komuś smrodzą, a po takich melinach gdzie aż smierdzi alkohol to nie chodzę. Tam palacze niech sobie uczęszczają.


Serio ? W barach pijanych nie ma i nie śmierdzi tam alkoholem ?

Cytat:
>-Hehe. To już dobre. Od tego że KTOŚ chodzi w krótkich gaciach nawet w styczniu JA się nie przeziębię. Wisi mi to. Nikogo nie chcę uszczęśliwiać na siłę. Ale palacz ma wpływ na innych, na mnie także. Naprawdę nie widzisz różnicy ?


Uporczywie nie zauważasz że ustawa nie pozwala stworzenia pubów wyłącznie dla palących czy- jak wolisz- melin. Widzę że chcesz dyktować innym jak mają żyć bo Ty wiesz co dla nich dobre. Dość typowe dla wszelkiej maści uszczęśliwiaczy ludzkości.

erka.ovh.org/
hototogitsu.blogspot.com/
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
Propagandowo:



I... realistycznie:



Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365