Przypadek splagiatowania przez Einsteina dorobku naukowego profesora Smoluchowskiego, jest cokolwiek szczególny, bo w końcu był to wybitny, zdecydowanie za mało doceniany polski uczony.
Temat był już kiedyś poruszony w wątku pt. "Czy Einstein splagiatował Smoluchowskiego" (
www.racjonalista.pl/forum.php/s,756374).
W wielkim skrócie krętactwo Einsteina polegało na tym, że "W 1904 r. z okazji 60 - tej rocznicy urodzin profesora Boltzmanna (mistrz Smoluchowskiego), Smoluchowski popełnił artykuł na temat ruchów Browna. Nie ulega wątpliwości, iż Einstein znał ten artykuł - bowiem go recenzował. Amerykańsko - Izraelski Komitet Einsteinowski ustalił ów fakt niezbicie - także w oparciu o rachunki jakie Einstein otrzymał za recenzję. W 1905 r. Einstein popełnił artykuł w którym opisał ruchy Browna nie wyjaśniając ich istoty - oczywiście nie powołując się na Smoluchowskiego. W 1906 r. Smoluchowski popełnił drugi artykuł - przełomowy, w którym podjął udaną próbę wyjaśnienia istoty fenomenu. Obecnie Smoluchowski wespół z Einsteinem uchodzą za tych którzy równolegle i niezależnie od siebie wyjaśnili ów fenomen, przy czym Einstein miał to zrobić w 1905 r. a Smoluchowski w 1906.". Einstein, co bardzo wymowne, stanowczo zaprzeczał jakoby kiedykolwiek przed napisaniem artykułu z 1906 r., miał wiedzę o pracy Smoluchowskiego na temat. Dzisiaj wiemy ze stuprocentową pewnością, iż paskudnie kłamał, o czym zaświadczają rachunki za recenzje jak wyżej.
Dzisiaj wracam do tematu, bo okazuje się, iż jest wielce prawdopodobnym, iż Einstein dopuścił się kradzieży intelektualnej na Smoluchowskim dwukrotnie! Pierwszym razem w przypadku ruchów Browna, drugim razy przy wyjaśnianiu dlaczego...niebo jest niebieskie.
Smoluchowski w 1907 r. napisał artykuł pt. "Teoria kinetyczna opalescencji gazów w stanie krytycznym oraz innych zjawisk pokrewnych". Autor tekstu do którego podaję link, tak go charakteryzuje: "Smoluchowski zwrócił uwagę na to, że fluktuacje powinny spowodować występowanie zjawisk charakterystycznych dla ośrodków mętnych, tj. zjawiska opalescencji oraz tzw. zjawiska Tyndalla, polegającego na rozpraszaniu promieniowania przechodzącego przez ośrodek mętny. W bliskości stanu krytycznego fluktuacje powodują powstanie opalescencji. Smoluchowski stwierdził też, że fluktuacje gęstości w powietrzu wywołują również lokalne zmiany współczynnika załamania i powodują przez to rozpraszanie światła w atmosferze. Ponieważ jest ono najsilniejsze dla fal krótkich, wynikiem przechodzenia światła dziennego przez atmosferę jest błękitny kolor nieba. Smoluchowski nie przeprowadził jednak obliczenia natężenia światła rozproszonego."
Trzy lata później Einstein w artykule pt. "Teoria opalescencji cieczy jednorodnych i mieszanin w pobliżu stanu krytycznego" dokonał wtórnego i subsydiarnego uzupełnienia tez Smoluchowskiego.
Jednakże to właśnie on, Einstein uchodzi zazwyczaj za tego, który wyjaśnił dlaczego niebo jest niebieskie. Czasami, zawsze jako drugi, uwzględniany jest Smoluchowski. A powinno być dokładnie na odwrót.
Przypadek opisany jest bardzo charakterystyczny dla modus operandi Einsteina. "Podpiął" się następczo do dorobku innego naukowca, napisał coś na temat wtórnego i nie przełomowego - i uchodzi obecnie za tego który dzierży palmę pierwszeństwa. Proszę zwrócić uwagę na tytuły artykułów naukowych Smoluchowskiego i Einsteina. Już ich brzmienie odzwierciedla wtórność i subsydiarność pracy Einsteina i nawiązywanie do dorobku Smoluchowskiego.
www.deltam(*)017/08/16/Marian_Smoluchowski/