 |
Czy Einstein splagiatował Smoluchowskiego??? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-11-2017 19:18 | Arminius (25555 punktów) | Czy Einstein splagiatował Smoluchowskiego??? | W związku z setną rocznicą śmierci wybitnego polskiego fizyka, Mariana Smoluchowskiego - program drugi polskiego radia nadał audycję, poświęconą tej, jakże zasłużonej dla nauki polskiej i światowej, postaci. Po jej wysłuchaniu stawiam następujące tezy: Primo: Smoluchowski lepiej i szybciej od Einsteina sformułował teorię ruchów Browna. Secundo: Einstein - w charakterystyczny dla siebie sposób,"podkradł" pomysł Smoluchowskiego", nie wskazując w swoich publikacjach na pierwotnego autora Tertio: w audycji jak wyżej zebrani naukowcy - powodowani źle rozumianą zasadą politycznej poprawności - "chodzili na rzęsach" i posługiwali się przemyślnie eufemizmami - żeby nie nazwać rzeczy po imieniu. Sprawy miały się z grubsza tak: W 1904 r. z okazji 60 - tej rocznicy urodzin profesora Boltzmanna (mistrz Smoluchowskiego), Smoluchowski popełnił artykuł na temat ruchów Browna. Nie ulega wątpliwosci, iż Einstein znał ten artykuł - bowiem go recenzował. Amerykańsko - Izraelski Komitet Einsteinowski ustalił ów fakt niezbicie - także w oparciu o rachunki jakie Einstein otrzymał za recenzję. W 1905 r.Einstein popełnił artykuł w którym opisał ruchy Browna nie wyjaśniając ich istoty - oczywiście nie powołując się na Smoluchowskiego. W 1906 r. Smoluchowski popełnił drugi artykuł - przełomowy, w którym podjął udaną próbę wyjasnienia istoty fenomenu. Obecnie Smoluchowski wespół z Einsteinem uchodzą za tych którzy równolegle i niezależnie od siebie wyjaśnili ów fenomen, przy czym Einstein miał to zrobić w 1905 r. a Smoluchowski w 1906. W procesie amerykańskim istnieje instytucja ustalenia "pattern of behaviour" - wzorca zachowań przestępcy, mogącego mieć kluczowe znaczenie dla wyniku procesu. W przypadku Einsteina taki wzorzec jest już w zsadzie ustalony. Od włoskiego naukowca Olinto De Pretto sciągnął on słynne równanie e = mc2 (dwa lata przed 1905 rokiem ukazało się ono w artykule we włoskim czasopismie naukowym, który to artykuł Einstein najpewniej także recenzował), nie wspominając, kto był jego autorem, od kilku innych zaś naukowców (głównie od Poincare i Lorentza)zasadnicze tezy postawione w swoim osławiony artykule - gdzie sformułował teorię względności, oczywiście także ich nie przywołując. Artykuł jak wyżej pozbawiony był przypisów. Plagiaty Einsteina jak wyżej były już przedmiotem odrębnych wątków i ożywionej debaty na forum "Racjonalisty"( www.racjonalista.pl/forum.php/s,685757) Odsyłając zainteresowanych do podlinkowanej audycji - szczegiólnie polecam wypowiedzi prof. Cichockiego, dotyczące artykułu Smoluchowksiego z 1904 r. oraz znamienne podsumowanie audycji - w którym jest mowa o ....zasadzie Św. Mateusza. www.polski(*)wski-Zapomniany-geniusz-fizykiUprasza się aby chętni do zabrania głosu - uprzednio wysłuchali podlinkowanej audycji. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Na boku i czysto formalnie: uwaga o DePretto jest ordynarnym skrótem (bez)myślowym. Wersja pełniejsza, za wiki:
Preston and De Pretto, following Le Sage, imagined that the universe was filled with an ether of tiny particles that always move at speed c. Each of these particles has a kinetic energy of mc2 up to a small numerical factor. The nonrelativistic kinetic energy formula did not always include the traditional factor of 1/2, since Leibniz introduced kinetic energy without it, and the 1/2 is largely conventional in prerelativistic physics.[68] By assuming that every particle has a mass that is the sum of the masses of the ether particles, the authors concluded that all matter contains an amount of kinetic energy either given by E = mc2 or 2E = mc2 depending on the convention. A particle ether was usually considered unacceptably speculative science at the time,[69] and since these authors did not formulate relativity, their reasoning is completely different from that of Einstein, who used relativity to change frames.
PS Na koniec uwaga. Prof. Cichocki znany jest z dwóch postaw. Pierwsza to uwielbienie dla M. Smoluchowskiego, co nie jest niczym nagannym.
|
|
 | -1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | De Pretto - Smoluchowski - analogie | > uwaga o DePretto jest ordynarnym skrótem (bez)myślowym.Czyżby? W 1903 r. De Pretto napisał artykuł we włoskim czasopiśmie naukowym, w którym sformułował równanie e= mc2. To że, wkomponowane ono było w jego błędne koncepcje dotyczące eteru - jest tu bez większego znaczenia. W 1905 równanie to pojawia się w pracach Einsteina. A wiadomo, iż primo Einstein znał dobrze włoski, secundo, miał paskudną predylekcję do plagiatowania dorobku innych ( w tym swojej żony), tertio często recenzował prace pojawiające się we włoskich czasopismach naukowych. Analogia do casusu Smoluchowskiego jest tu wręcz zastanawiająca. "According to what is said, on November 23, 1903, the De Pretto, an Italian industrialist from Vicenza with a passion for mathematics, published in the scientific magazine Atte an article entitled "Assumptions of the ether in the life of the Universe," in which he argued that "the matter of a body contains an amount of energy represented by the entire mass of the body, which was moving at the same speed of the individual particles." In short, the famous E = mc2 explained word for word, even if De Pretto did not put the formula in connection with the concept of relativity, but with the life of the universe. According to the reconstruction made by Professor Umberto Bartocci, a professor of the History of Mathematics at the University of Perugia, this defect in setting up De Pretto was the reason why the meaning of the equation was not initially understood. Only later, in 1905, the Swiss scholar Michele Besso alerted Einstein would have the work done two years earlier by De Pretto and the conclusions at which he had arrived, that the brilliant physicist and mathematician would have then made his own, but without giving any credit to Italian De Pretto. www.italia(*)ormula-stolen-by-einstein.html> Na koniec uwaga. Prof. Cichocki znany jest z dwóch postaw. Pierwsza to uwielbienie> dla M. Smoluchowskiego, co nie jest niczym nagannym.A druga postawa? Co do meritum zaś pierwszej - no i co z tego? Ja w tej samej manierze mogę powiedzieć, iż Pana postawa to uwielbienie dla Einsteina. Tego typu stwierdzenia są bezprzedmiotowe. Proszę zanegować - na przykład - rewelację podaną przez profesora o rachunkach za recenzję z 1904 r.
|
|
|  | 2 na 2 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: De Pretto - Smoluchowski - analogie | Nie mam uwielbienia dla Einsteina. Szanuję jego wyniki, bo dobry był, herbatnik. Choć było wielu lepszych. DePretto nie czytałem w całości, ale po tytule i otoczce spodziewam się, że mogą to być bzdety. Ciekaw jestem, czy we wspomnieniach Einsteina jest o tym wzmianki, i ew. w jakim tonie.
PS W kwestiach "plagiatów" polecam jeszcze nagminne korzystanie z dorobku kronikarskiego M. Grossmanna - Einstein, jak głosi legenda, na wykłady chadzał "w kratkę".
|
|
| |  | 1 na 1 |
| | |  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Jak widać, wiele zależy tutaj od interpretacji, a interpretacja może być zawsze taka albo inna, w zależności od nastawienia.
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| | | |  | | Arminius (25555 punktów) | kto od kogo zależał | > Jak widać, wiele zależy tutaj od interpretacji, a interpretacja może być zawsze >taka albo inna, w zależności od nastawienia.Kto od kogo zależał - i co nie zostało uznane: "Jules Henri Poincaré (1854 - 1912) was a great scientist who made a significant contribution to special relativity theory. The Internet Encyclopedia of Philosophy website says that Poincaré: 1.sketched a preliminary version of the special theory of relativity" 2.stated that the velocity of light is a limit velocity" (in his 1904 paper from the Bull. of Sci. Math. 28, Poincaré indicated "a whole new mechanics, where the inertia increasing with the velocity of light would become a limit and not be exceeded") 3.suggested that "mass depends on speed" 4. ("formulated the principle of relativity, according to which no mechanical or electromagnetic experiment can discriminate between a state of uniform motion and a state of rest" 5. "derived the Lorentz transformation" It is evident how deeply involved with special relativity Poincaré was. Even Keswani (1965) was prompted to say that, "As far back as 1895, Poincaré, the innovator, had conjectured that it is impossible to detect absolute motion", and that "In 1900, he introduced 'the principle of relative motion' which he later called by the equivalent terms 'the law of relativity' and 'the principle of relativity' in his book, Science and Hypothesis, published in 1902". EINSTEIN ACKNOWLEDGE NONE OF THIS PRECEDING THEORETICAL WORK WHEN HE WROTE HIS UNREFERENCED 1905 PAPER. In addition to having sketched the preliminary version of relativity, Poincaré provided a critical part of the whole concept - namely, his treatment of local time. He also originated the idea of clock synchronization, which is critical to special relativity." www.bibliotecapleyades.net/esp_einstein.htm
|
|
| | | | |  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | Odp: kto od kogo zależał | Mimo pozorów genialnej przenikliwości, tego rodzaju krytyczne uwagi mogą też być odbierane jako demaskujące tylko częściowo. Wynika to stąd, że takim spostrzeżeniom trudno uniknąć uwikłania w dość paradoksalną w swej istocie sytuację intelektualną - jedne zachowania odbiegające od zbiorowych oczekiwań, traktując jako normalne, a nawet - w rezultacie - społecznie pożądane, a z drugiej - utrzymując, że są nienormalne, chorobliwe, mimo że nieuchronne. To wymagałoby zasadniczego zdefiniowania czy sformułowania konstruktów, na bazie których opiera się taką krytykę. 
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| | |  | 3 na 3 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: De Pretto - Smoluchowski - analogie | > Jest jeszcze to:> pl.wikipedia.org/wiki/Henri_PoincarĂŠTransformacje Lorentza (tworzące dziś grupę Poincare'go) znane są od ok. 1890, więc na interpretację fizyczną w wykonaniu Einsteina czekały 15 lat i cięzko się dziwić, że "robiły" przy tym rozmaite nazwiska.
|
|
| | | |  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Wcale nie takie rozmaite. Ile w Europie około 1900 roku było umysłów zdolnych nie tyle pojąć idee Poincarégo, co jeszcze się nimi zapalać do nowych odkryć? 
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
|  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Proszę, żebyśmy dobrze odróżniali opinie od faktów. Opinia tym się różni od faktów, że - według definicji słownikowej - jest to przekonanie o takim a nie innym stanie rzeczy, zawierające element oceny. Opinia to też stanowisko specjalisty w jakiejś sprawie, zbieżnej z kwalifikacjami tegoż specjalisty. Jest to istotna różnica.
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| |  | | Arminius (25555 punktów) | odróżniajmy | > Proszę, żebyśmy dobrze odróżniali opinie od faktów.
Fakty są takie, iż - na przykład - Poincare przygotował całe zaplecze pod teorię względności (zapodane w moim poprzednim komentarzu) - co nie zostało przez Einsteina w ogóle przyznane w jego słynnym artykule z 1905 r gdzie sformułował on teorię względności. Artykuł był bowiem bez przypisów.
|
|
| | |  | 2 na 2 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | Odp: odróżniajmy | Z perspektywy czasu i historii nauki jest ewidentne, że pewne idee można odnaleźć równolegle w wielu jednocześnie funkcjonujących teoriach naukowych. W istocie bowiem w większości koncepcji naukowych, jakie pojawiają się w danej epoce historycznej, a więc również - na danym etapie rozwoju nauki, pojawiają się podobne lub zbliżone myśli. Wynika to po prostu stąd, że na danym etapie rozwoju nauki pojawiają się dominujące nurty teoretyczne, które stanowią w danym czasie zasadnicze elementy systemu naukowego wyjaśniania rzeczywistości. Większość działalności naukowej - refleksyjnej, badawczej, w końcu - publikacyjnej, mieści się w tym głównym nurcie, charakterystycznym dla panującej w danej epoce perspektywy teoretycznej, choć często z przyjęciem dodatkowych założeń, które sprawiają, że działalność naukowa w danej epoce jest wprawdzie mniej jednorodna, ale dzięki temu bardziej twórcza. Wniosek z tego taki, że mimo niewątpliwych podobieństw w myśli naukowców działających w danym czasie, największą wartość w rozwoju nauki mają niewielkie, z pozoru, różnice, jakie występują między nimi. 
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| | | |  | | Arminius (25555 punktów) | > Z perspektywy czasu i historii nauki jest ewidentne, że pewne idee można odnaleźć równolegle w wielu jednocześnie funkcjonujących teoriach naukowych. W istocie bowiem w większości koncepcji naukowych, jakie pojawiają się w danej epoce historycznej, a więc również - na danym etapie rozwoju nauki, pojawiają się podobne lub zbliżone myśli. Wynika to po prostu stąd, że na danym etapie rozwoju nauki pojawiają się dominujące nurty teoretyczne, które stanowią w danym czasie zasadnicze elementy systemu naukowego wyjaśniania rzeczywistości. Większość działalności naukowej - refleksyjnej, badawczej, w końcu - publikacyjnej, mieści się w tym głównym nurcie, charakterystycznym dla panującej w danej epoce perspektywy teoretycznej, choć często z przyjęciem dodatkowych założeń, które sprawiają, że działalność naukowa w danej epoce jest wprawdzie mniej jednorodna, ale dzięki temu bardziej twórcza. Wniosek z tego taki, że mimo niewątpliwych podobieństw w myśli naukowców działających w danym czasie, największą wartość w rozwoju nauki mają niewielkie, z pozoru, różnice, jakie występują między nimi.  Jest też ewidentnym, iż w 1905 r. Einstein w swoim słynny artykule nie zamieścił przypisów. Wywołało to zdumienie innych wielkich fizyków, na przykład Maxa Borna: "Apparently there was no attempt at quality control when it was published in Annalen der Physik. Most competent editors would have rejected the paper without even reading it. At the barest minimum, one would expect the editor to research the literature to determine whether Einstein's claim of primacy was correct. Max Born stated, "The striking point is that it contains not a single reference to previous literature" (Born, 1956) He is clearly indicating that the absence of references is abnormal and that, even by early 20th century standards, this is most peculiar, even unprofessional. Einstein twisted and turned to avoid plagiarism charges, but these were transparent. From Bjerknes (2002), we learn the following passage from James MacKaye: "Einstein's explanation is a dimensional disguise for Lorentz's. Thus Einstein's theory is not a denial of, nor an alternative for, that of Lorentz. It is only a duplicate and disguise for it. Einstein continually maintains that the theory of Lorentz is right, only he disagrees with his 'interpretation'. Is it not clear, therefore, that in this [case], as in other cases, Einstein's theory is merely a disguise for Lorentz's, the apparent disagreement about 'interpretation' being a matter of words only?" Poincaré wrote 30 books and over 500 papers on philosophy, mathematics and physics. Einstein wrote on mathematics, physics and philosophy, but claimed he'd never read Poincaré's contributions to physics. Yet many of Poincaré's ideas - for example, that the speed of light is a limit and that mass increases with speed - wound up in Einstein's paper, "On the Electrodynamics of Moving Bodies" without being credited. Einstein's act of stealing almost the entire body of literature by Lorentz and Poincaré to write his document raised the bar for plagiarism. In the information age, this kind of plagiarism could never be perpetrated indefinitely, yet the physics community has still not set the record straight. In his 1907 paper, Einstein spelled out his views on plagiarism: "It appears to me that it is the nature of the business that what follows has already been partly solved by other authors. Despite that fact, since the issues of concern are here addressed from a new point of view, I am entitled to leave out a thoroughly pedantic survey of the literature..." ( www.bibliotecapleyades.net/esp_einstein.htm)
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | >Wywołało to zdumienie innych wielkich fizyków (...), Wymień pan jakichś jeszcze. >na przykład Maxa Borna:
>Apparently there was no attempt at quality control when it was published in Annalen der Physik. Most competent editors would have rejected the paper without even reading it. At the barest minimum, one would expect the editor to research the literature to determine whether Einstein's claim of primacy was correct. TO NIE JEST CYTAT Z BORNA tylko z kłamcy nazwiskiem Moody, który n.b. nie jest fizykiem.
>Max Born stated, >"The striking point is that it contains not a single reference to previous literature" >(Born, 1956) Tylko to jest cytatem z Borna
>He is clearly indicating that the absence of references is abnormal and that, even by early 20th century standards, this is most peculiar, even unprofessional. A to już jest swobodna interpretacja Moody'ego który jakby nie zwrócił uwagi na to, co pisze Born kilka zdań wcześniej: (...)Wtedy (1907) wróciłem do mojego rodzinnego Wrocławia, gdzie w końcu usłyszałem nazwisko Einsteina i przeczytałem jego prace. (...) Chociaż byłem już wówczas dobrze zaznajomiony z relatywistyką i transformacjami Lorentza, rozumowanie Einstaina było dla mnie rewelacją. Powoływanie się na Borna próbując udowodnić rzekomy plagiat Einsteina, jest prostacką manipulacją.
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
|
|
| | | | | |  | | Arminius (25555 punktów) | tylko to i aż to | > Max Born stated,> "The striking point is that it contains not a single reference to previous literature"> (Born, 1956)> Tylko to jest cytatem z BornaTak, tylko to i aż to. Przecież to oczywiste, iz cała reszta nie była cytatem z Borna. Wynika to jednoznacznie z zacytowanego fragmentu. Z uwagi Borna wynika zaś jednoznacznie, iż skandalem było, iż Einstein nie opatrzył odnośnikami swojej pracy - w której powołał się na szereg tez opracowanych przez innych naukowców - ergo wypełnił swoim zachowaniem definicję plagiatora - złodzieja własności intelektulanej. A oto inny cytat dotyczący debatowanego problemu. Proszę czytać (cytat i podlinkowany tekst) ze zrozumieniem i przyswajać sobie fakty: "Background Henri Poincaré had developed the theory of relativity by 1904. This was before Einstein's 1905 paper on relativity. Einstein had read Poincare's work on relativity up to 1902. It is on record that it kept him "breathless with excitement for weeks". Einstein denied reading Poincare's 1904 paper. Our belief in Einstein's greatness depends critically upon whether or not we believe him on this point. Sir Edumund Whittaker disbelieved Einstein. Why? Because Einstein in 1905 used the terms used in Poincare's 1904 paper, but not earlier. I pointed out that Einstein used a peculiar term, used for the first and last time in Lorentz's 1904 paper, which too Einstein denied reading. So, there is circumstantial evidence that Einstein had seen the 1904 papers of Poincare and Lorentz. So why should we believe Einstein? Should we believe Einstein? It was in this context that I pointed out that it was not as if Einstein was a person of such high moral character that he never told a lie. My point was NOT that Einstein had one or more children out of wedlock. I do not regard that as immoral, and I specifically stated that "Children are not illegitimate, though parents or the social order may be." My point was that Einstein lied lifelong about his first "illegitimate" child Lieserl. He never saw her face. He did this cruel and unpardonable thing to his own child, just so that society should think well of him. My point was that a man who could do this could tell a hundred lies about what papers he had read or not read. Should we give Einstein benefit of doubt? It is strange that the story of the greatest scientific genius of all time can be defended only on grounds of this principle of criminal law. But benefit of doubt does not apply: that is a principle of criminal law meant to save living human beings from judicial mistakes. In history we must do justice. This point about Einstein's character was only meant for laypersons. For people with some knowledge, I have a much stronger point from Einstein's mistake, given below (and in the excerpts)." Już Pan ochłonął po lekturze??? ckraju.net/misc/Einstein.html
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | Odp: tylko to i aż to |
Pozostaje Ci jeszcze zaproponowanie odpowiedzi na pytanie, co zdecydowało, że wspomniane idee - opracowane jakoby wcześniej przez innych - właśnie w wydaniu Einsteina okazały się tak płodne, że aż rewolucyjne? No i jeszcze jedno pytanie: Czy nauka to każdy z nich osobno, zamknięty hermetycznie w swojej dziedzinie badań, która należy bezwzględnie tylko i wyłącznie do niego, czy jednak wszyscy razem, których połączył strumień wiedzy, płynący przez nich i dynamicznie przepływający między nimi? en.wikiped(*)ile:Solvay_conference_1927.jpg
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| | | | |  | 2 na 2 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | Odp: odróżniajmy | Trzeba jednak się zastanowić, czy mamy tu do czynienia z działaniem złośliwym i celowym, czy też - jeżeli już - jednak z jakimś rodzajem nonutylitaryzmu? Innymi słowy - czy naukowiec, który postępuje w opisany sposób, kierował się tutaj rzeczywiście pozbawionym skrupułów, wyrachowanym utylitaryzmem, czy też można dopuścić myśl, że kryło się za tym jakieś inne, na przykład - nonkonformistyczne motywacyjne podłoże? Jeżeli zaś prowadziło to do rezultatów świeżych i oryginalnych, mimo przekroczenia szeroko akceptowanych konwencji zachowań, to czy nie jest to zarazem ze strony takiego naukowca intelektualisty gestem demonstracyjnego obnażenie fałszywych wartości, jakimi kierują się inni ludzie związani ze zinstytucjonalizowaną nauką?
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
|  | 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | Odp: De Pretto - Smoluchowski - analogie | >>uwaga o DePretto jest ordynarnym skrótem (bez)myślowym. >Czyżby? W 1903 r. De Pretto napisał artykuł we włoskim czasopiśmie naukowym, w którym sformułował równanie e= mc2. To że, wkomponowane ono było w jego błędne koncepcje dotyczące eteru - jest tu bez większego znaczenia. W 1905 równanie to pojawia się w pracach Einsteina. A wiadomo, iż primo Einstein znał dobrze włoski, secundo, miał paskudną predylekcję do plagiatowania dorobku innych ( w tym swojej żony), tertio często recenzował prace pojawiające się we włoskich czasopismach naukowych. Analogia do casusu Smoluchowskiego jest tu wręcz zastanawiająca. Po raz kolejny serwuje pan spleśniałego suchara. Samo napisanie E=mc2 to żadne osiągnięcie nawet 150 lat temu. Że iloczyn masy i prędkości w kwadracie ma wymiar energii to oczywistość. A skoro c oznacza pewną bardzo szczególną prędkość to mc2 może (ale nie musi) oznaczać jakąś szczególną energię. Stąd całkiem liczne koncepcje zawierające taki lub równoważny wzór.
De Pretto - podobnie jak Preston, powtarzał dawno zarzuconą teorię grawitacji De Sage'a. Z niej BŁĘDNIE wnioskował o energi kinetycznej ciał w ruchu jako E=mv2. A ponieważ (wg. niego) cząstki każdego ciała drgają z prędkością światła to niosą ze sobą energię sumaryczną równą mc2. Przypadkowo (bo wzięła się z błedu) zgadza się matematyczna postać wzoru. Natomiast jego sens jest bzdurny i nie ma nic wspólnego z relatywistyką. Nawet jeśli Einstein czytał pracę De Pretto, to przydać mu się mogła jedynie w wychodku.
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
|
|
| |  | | Arminius (25555 punktów) | wychodkowa filozofia | >Po raz kolejny serwuje pan spleśniałego suchara. >Samo napisanie E=mc2 to żadne osiągnięcie nawet 150 lat temu. Że iloczyn masy i >prędkości w kwadracie ma wymiar energii to oczywistość. A skoro c oznacza pewną >bardzo >szczególną prędkość to mc2 może (ale nie musi) oznaczać jakąś szczególną >energię. Stąd >całkiem liczne koncepcje zawierające taki lub równoważny wzór.
Po pierwsze, równanie e= mc2 jest powszechnie przypisywane Einsteinowi - więc jeżeli - jakby to miało wynikać z Pana wypowiedzi - była to tako oczywista oczywistoś na 50 lat przed napisaniem kluczowego artykułu przez Einsteina - to dlaczego w chwili obecnie uprtawia się dezinformację na tak wielką skalę. Trzeba więc wyjaśniać, iż e=mc2 nie ma nic wspólnego z nazwiskiem Einsteina, nieprawdaż?
>De Pretto - podobnie jak Preston, powtarzał dawno zarzuconą teorię grawitacji De >Sage'a. Z niej BŁĘDNIE wnioskował o energi kinetycznej ciał w ruchu jako E=mv2. A >ponieważ (wg. niego) cząstki każdego ciała drgają z prędkością światła to niosą ze >sobą energię sumaryczną równą mc2. Przypadkowo (bo wzięła się z błedu) zgadza się >matematyczna postać wzoru. Natomiast jego sens jest bzdurny i nie ma nic wspólnego z >relatywistyką. >Nawet jeśli Einstein czytał pracę De Pretto, to przydać mu się mogła jedynie w >wychodku.
Faktem jest, iż równanie e=mc2 pojawia się dwa lata wcześniej przed Einsteinem. I faktem jest, iz Einstein recenzował prace naukowców włoskich - bo znał język włoski. Więc - zwżywszy jego inne przypadki bezprawnego korzystania z dorobku innych ( Poincare, Lorentz) jest wielc eprawdopodobnym, iż przywłaszczył sobie równanie De Pretto do swojej koncepcji. To że owo równanie znlazło się w tekście dotyczącym innej problematyki - jest tu bez znaczenia. Uwagi o podcieraniu się w wychodku pracami innych naukowców - w przypadku Einsteina - plagiatora nabierają żałosnego wydżwięku i są sygnałem dochodzenia do głosu czynników emocjonalnych.
|
|
| | |  | 4 na 4 | uxbridge (5980 punktów) | Odp: wychodkowa filozofia | Pisanie na tematy o których ma się blade pojęcie - w tym wypadku o fizyce - kończy się właśnie w ten sposób. Bezmyślnym powtarzaniem andronów. Proszę się douczyć i napisać jaki jest sens równania u Einsteina a jaki u De Pretto ale własnymi słowami. Wtedy możemy kontynować. Inaczej z mojej strony: siadaj Walusiak, pała. Nt. poglądów politycznych, czy życia seksualnego Einsteina może pan sobie dywagować do woli. Ale żeby rozmawiać o jego pracach z fizyki, trzeba ją co nieco rozumieć. Przecież gdybym zasugerował, że jestem z tej samej sekty i wymyślił dowolną bzdurę z d..y rodem np. "Już Leibniz odkrył, że czynnik 1/2 w wyrażeniu na energię kinetyczną jest niepotrzebny, więc mc2 to naturalna konsekwencja tego faktu, a Einstein niczego tu nie odkrył". Pan w to z radością uwierzy. Panu można wcisnąć dowolne takie g...no i pan to łyka, bo braki w wiedzy nie pozwalają zweryfikować najprostszych stwierdzeń. Wiem, że to frustrujące. Pewnie stąd ta kompulsywna potrzeba istnienia na forum. Nie moja sprawa, ale zgaduję - ma pan poważne problemy w życiu osobistym, prawda?
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
|
|
| | |  | 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | > Po pierwsze, równanie e= mc2 jest powszechnie przypisywane Einsteinowi - więc jeżeli - jakby to miało wynikać z Pana wypowiedzi - była to tako oczywista oczywistoś na 50 lat przed napisaniem kluczowego artykułu przez Einsteina - to dlaczego w chwili obecnie uprtawia się dezinformację na tak wielką skalę. Trzeba więc wyjaśniać, iż e=mc2 nie ma nic wspólnego z nazwiskiem Einsteina, nieprawdaż?Tak ciężko zrozumieć, że samo równanie jest bez znaczenia o ile nie kryje się za nim fizyczny sens? A ten sens można określić dopiero kiedy autor pokaże, jak do wzoru doszedł i jak go rozumie. Otóż sens wzoru De Pretto jest błedny. Mówi on bowiem: Sumaryczna energia cząstek dowolnego ciała wynosi mc2, ponieważ cząstki drgają z prędkością światła (!) a energia jest równa iloczynowi masy i prędkości w kwadracie (!). Obydwa te stwierdzenia są błędne i ich błędność była dość oczywista w momencie publikacji pracy De Pretto. Zresztą cała praca De Pretto jest pełna błedów i zwykłych absurdów oraz niczym nie popartych hipotez. www.cartesio-episteme.net/st/mem-depr-vf.htmKtokolwiek chciałby czerpać inspirację z De Pretto, musiałby być fizycznym nieukiem. Ta praca była całkowicie bezwartościowa już w momencie wydania. Zresztą De Pretto również nie dał żadnych przypisów, chociaż część jego koncepcji była bardzo podobna do prac S.T. Prestona. P.S. Prostuję swoją sugestię umieszczenia pracy De Pretto w wychodku. Absolutnie odradzam! Ktoś mógłby zechcieć ją tam przeczytać i w efekcie uwalać się spadając z kibla ze śmiechu.
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
|
|
| | |  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Nie odpowiedziałeś na moje wcześniejsze pytanie o podstawy, na których można by oprzeć przekonanie o trafności Twoich zarzutów wobec Einsteina, dlatego pozwól, że zapytam ponownie o to, jakie przyjąłeś kryteria zasadności czy trafności Twoich ram odniesienia dla stanowiska wyrażanego w poruszanej przez Ciebie sprawie? Co, poza konformizmem wobec niekiedy dość patologicznych norm zachowania, obowiązujących w środowiskach związanych ze zinstytucjonalizowaną nauką, motywuje i usprawiedliwia Twoje zarzuty?
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
 | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | Odp: Czy Einstein splagiatował Smoluchowskiego??? |
Jak zwróciłeś uwagę, możliwe są różne odpowiedzi na to pytanie. Mogą to być odpowiedzi przeczące albo twierdzące, lub jakieś formy pośrednie - ni to twierdzące, ni to przeczące - w niezdecydowaniu kompletnie zrównoważone, albo też jednak przechylone w różnym stopniu na jedną lub drugą stronę. 
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Jest to zaiste potencjalnie bardzo interesująca kwestia dla tych, którzy mogą nią mocno się interesować. 
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
 | | Arminius (25555 punktów) | nadzwyczaj interesujące | > Jest to zaiste potencjalnie bardzo interesująca kwestia dla tych, którzy mogą nią mocno się interesować.  Szczególnie jeżeli uwzględnimy ją w kontekście szerszym - to jest szeregu przypadków, w których zachodzą bardzo poważne podejrzenia o korzystaniu przez Einsteina z dorobku innych ( w tym z dorobku żony) - bez przyznawania tego faktu
|
|
|  | 2 na 2 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: nadzwyczaj interesujące | >Szczególnie jeżeli uwzględnimy ją w kontekście szerszym - to jest szeregu przypadków, w których zachodzą bardzo poważne podejrzenia o korzystaniu przez Einsteina z dorobku innych ( w tym z dorobku żony) - bez przyznawania tego faktu
Której żony?
|
|
|  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Nawet jeśli tak było, to nie może być w tym nic bulwersującego dla kogoś, kto rozumie, że w pewnych obszarach życia nigdy nie działała sprawna kontrola formalna, a nawet jeżeli z jakichś względów chciano by ją tam wprowadzić, to równie co pożyteczne, może się to okazać szkodliwe, a więc lepiej pozostawić te obszary we władaniu kontroli nieformalnej bądź - po prostu - bez kontroli. Są to obszary raczej intymnej samoorganizacji społecznej, jak w przypadku związków seksualnych i erotycznych czy bliższych kontaktów towarzyskich (np. sympatie i przyjaźnie), które kierują się własnymi regułami zachowań. Stosowanie tu norm czy zasad oceny funkcjonujących w obszarach wysokiej organizacji społecznej, takich jak organizacje i instytucje, nie jest w żaden sposób uzasadnione. 
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| |  | 3 na 3 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Powiem tak: może tak było, ale do "oceny" p. Arminius jest nieco za krótki w obwodzie czaszki i trochę zbyt niespokojny.
PS Przychylałbym się do oceny, gdyby wówczas Razgłaz miał 50 lat. Miał jakieś 25, i to z mojego punktu widzenia kończy sprawę. Jeśli podobne zarzuty sprawdziłyby się w pracy o OTW, czyli ok. 10 lat później - niedobrze by to zrobiło jego reputacji. Wyniki - jak dotąd mają się wspaniale, a od paru miesięcy jeszcze lepiej.
|
|
| | |  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
W kontekście wątku, którego Autor ciągle wspomina coś o plagiacie, pojawia się uzasadnione pytanie, kto może teraz głosić prawo do rozporządzania własnością w postaci masy spadkowej (potencjalnej) po słynnym fizyku, i kto ma wyłącznie prawo nią rozporządzać? No i na czym jest zasadzone przekonanie o wyższości tego prawa nad ewentualnymi roszczeniami otoczenia... 
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | Odp: Czy Einstein splagiatował Smoluchowskiego??? | >W 1904 r. z okazji 60 - tej rocznicy urodzin profesora Boltzmanna (mistrz Smoluchowskiego), >Smoluchowski popełnił artykuł na temat ruchów Browna. Nie ulega wątpliwosci, iż Einstein znał ten >artykuł - bowiem go recenzował. Amerykańsko - Izraelski Komitet Einsteinowski ustalił ów fakt >niezbicie - także w oparciu o rachunki jakie Einstein otrzymał za recenzję. Krótko - co to jest Amerykańsko - Izraelski Komitet Einsteinowski? Bo nie można znaleźć tej nazwy w Sieci? Proszę podać wiarygodne źródło tej informacji, bo trudno uwierzyć, że w 1904 KTOKOLWIEK mógł się zwracać o recenzję pracy naukowej do nikomu nieznanego urzędnika patentowego w Bernie.
A poza wszystkim. Rozwiązanie ruchów Browna przedstawione przez Einsteina w 1905 i przez Smoluchowskiego w 1906 są kompletnie inne. Obaj uzyskują ten sam rezultat stosując wręcz odwrotne podejście do zagadnienia. Przy czym, stosując insynuacyjną metodę autora wątku, można spokojnie zarzucić plagiat Smoluchowskiemu. Twierdził bowiem, że nikt przed nim, nie zastanawiał się nad tym zagadnieniem, po czym powtórzył rozumowanie przedstawione parę lat wcześniej wcześniej przez Raileigha i Pearsona. Oczywiście, nikt normalny nie zarzuci tego Smoluchowskiemu, bo miał prawo tych prac nie znać a dowodu na plagiat nie ma. N.b Wielu fizyków uważa, że podejście Smoluchowskiego do rozwiązania było bardziej eleganckie niż Einsteina. Szkoda, że odrobinę spóźnione. Nauka jest brutalna. Bycie drugim często oznacza to samo co ostatnim.
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
|
|
 | | Arminius (25555 punktów) | recenzowanie | >Krótko - co to jest Amerykańsko - Izraelski Komitet Einsteinowski? Bo nie można >znaleźć tej nazwy w Sieci?
Proszę o to ewentualnie spytać prof. Cichockiego. Przecież wyraźnie o tym mówi w audycji???
>Proszę podać wiarygodne źródło tej informacji, bo trudno uwierzyć, że w 1904 >KTOKOLWIEK mógł się zwracać o recenzję pracy naukowej do nikomu nieznanego urzędnika >patentowego w Bernie.
Einstein pisał przecież mnóstwo recenzji. W ten sposób - jak można podejrzewać - zapoznawał się z dorobkiem innych i później z niego korzystał nie przyznając tego faktu. Przecież z równaniem e= mc2 De Pretto zapoznał się poprzez recenzje prac pisanych we włoskich czasopismach naukowych.
>N.b Wielu fizyków uważa, że podejście Smoluchowskiego do rozwiązania było bardziej eleganckie niż Einsteina. Szkoda, że odrobinę spóźnione. Nauka jest brutalna. Bycie drugim często oznacza to samo co ostatnim.
Są jednakże poważne poszlaki, iż Einstein nie był pierwszy. Poza tym, problem z nim - w ujęciu ogólnym - polega na tym, iż nawet jak był pierwszy, to nie chciał przyznawać dorobku innych.
|
|
|  | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | Odp: recenzowanie | >>Krótko - co to jest Amerykańsko - Izraelski Komitet Einsteinowski? Bo nie można >znaleźć tej nazwy w Sieci? >Proszę o to ewentualnie spytać prof. Cichockiego. Przecież wyraźnie o tym mówi w audycji??? Prof Cichocki jest niedokładny. Nie ma żadnego komitetu. Jest PROJEKT (Einstein Papers Project) ufundowany na uniwersytecie Bostońskim, mający zebrać cały dorobek piśmienniczy Einsteina. Cichocki w luźnej wypowiedzi ma prawo się mylić. Natomiast pan dokonuje manipulacji (mimowolnej jak sądzę) podając nazwę własną - pisaną z dużych liter - nieistniejącej instytucji.
>>Proszę podać wiarygodne źródło tej informacji, bo trudno uwierzyć, że w 1904 >KTOKOLWIEK mógł >Einstein pisał przecież mnóstwo recenzji. W ten sposób - jak można podejrzewać(...) Właśnie. Pan nie sprawdza źródeł, pan nie weryfikuje informacji, pan "podejrzewa" a w efekcie kłamie lub kłamstwa świadomie powtarza. To co pasuje do pana pokrętnego światopoglądu pan podaje jako pewnik. To co się z nim nie zgadza - przemilcza.
Pierwsze recenzje w "Annalen der Physik" Einstein zaczął publikować w 1905, kiedy miał już za sobą cały szereg publikacji w tymże czasopiśmie. Nie recenzował jak sugeruje P. profesor pracy Smoluchowskiego. Teoretycznie mógł ją natomiast znać. Tylko to nie ma żadnego znaczenia. Praca Smoluchowskiego z 1904 r nie zawiera niczego o czym Einstein już nie wiedział. Bo Einstein zajmował się termodynamiką (w tym ruchami Browna) od co najmniej 1902 r kiedy opublikował pierwsze prace na ten temat. To może Smoluchowski od niego ściągał?
Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
|
|
| |  | 4 na 4 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Źródła p. Arminiusa jak zwykle zioną wiarygodniością - wystarczy obciąć to, co linkuje z konkretnego artykułu i obejrzeć samą stronę. Warte to jest funta kłaków i trzech łusek z psychosorbitolu, jeśli chcemy rozprawiać o naukowcach. www.bibliotecapleyades.net
|
|
| | |  | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | nie warte nawet funta kłaków | >Źródła p. Arminiusa jak zwykle zioną wiarygodniością - wystarczy obciąć to, co >linkuje z konkretnego artykułu i obejrzeć samą stronę. Warte to jest funta kłaków >i trzech łusek z psychosorbitolu, jeśli chcemy rozprawiać o naukowcach.
Zamiast epatować grafomańskimi i sztubackimi metaforami i porównaniami - proszę lepiej odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Einstein nie opatrzył swojego artykułu z 1905 r. żadnymi odnośnikami? I dlaczego wydało się to tak bardzo dziwne Maxowi Bornowi - też nota bene Żydowi?
|
|
| | | |  | 4 na 4 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: nie warte nawet funta kłaków | >>Źródła p. Arminiusa jak zwykle zioną wiarygodniością - wystarczy obciąć to, co >>linkuje z konkretnego artykułu i obejrzeć samą stronę. Warte to jest funta kłaków >>i trzech łusek z psychosorbitolu, jeśli chcemy rozprawiać o naukowcach. >Zamiast epatować grafomańskimi i sztubackimi metaforami i porównaniami -
To tylko pana ocena, więc "zamiast" jest marną próbą tego, w czym i tak jest pan dobry. Co nie znaczy, że nikt tego nie zauważa.
> proszę lepiej odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Einstein nie opatrzył (...)
Niestety - zły adres. Nie zajmuję się wywoływaniem duchów.
|
|
| | | | |  | | Arminius (25555 punktów) | kwestia stylu | >>Źródła p. Arminiusa jak zwykle zioną wiarygodniością - wystarczy obciąć to, co >>linkuje z konkretnego artykułu i obejrzeć samą stronę. Warte to jest funta kłaków >>i trzech łusek z psychosorbitolu, jeśli chcemy rozprawiać o naukowcach.
>Zamiast epatować grafomańskimi i sztubackimi metaforami i porównaniami -
>To tylko pana ocena, więc "zamiast" jest marną próbą tego, w czym >i tak jest pan dobry. Co nie znaczy, że nikt tego nie zauważa.
"Funt kłaków i trzy łuski z psychosorbitolu" - to metafora będąca miarką pańskiego stylu. Postaram się ukazać jej miałkość i pospolitość, poprzez obniżenie lotów do pańskiego pułapu. Czy Pan wie, iż Einstein w języku niemieckim znaczy "jeden kamień"? Jeden kamień czyli "półgłówek" - bo tak też nazywano jeden płat mózgu - a wiadomo, iż mózg ma ich dwa.
>Niestety - zły adres. Nie zajmuję się wywoływaniem duchów.
Wracając do należytego poziomu debaty należy podkreślić, iż nie musi Pan wywoływać ducha Einsteina. Zostawił on szereg corpus delicti, które dosyć jednoznacznie wskazują na przymioty jego.....ducha
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: kwestia stylu | >>>Źródła p. Arminiusa jak zwykle zioną wiarygodniością - wystarczy obciąć to, co >>>linkuje z konkretnego artykułu i obejrzeć samą stronę. Warte to jest funta kłaków >>>i trzech łusek z psychosorbitolu, jeśli chcemy rozprawiać o naukowcach. >>Zamiast epatować grafomańskimi i sztubackimi metaforami i porównaniami - >>To tylko pana ocena, więc "zamiast" jest marną próbą tego, w czym >>i tak jest pan dobry. Co nie znaczy, że nikt tego nie zauważa. >"Funt kłaków i trzy łuski z psychosorbitolu" - to metafora będąca miarką pańskiego stylu.
To próbka. Kłóciłbym się, że niereprezentatywna, ale nie mam z kim i po co.
> Postaram się ukazać jej miałkość i pospolitość, poprzez obniżenie lotów do pańskiego pułapu.
Zahaczył pan o brzozę.
> Czy Pan wie, iż Einstein w języku niemieckim znaczy "jeden kamień"?
A Arminius może znaczyć mniej więcej biedak w stanach zjednoczonych. I co? Też wiadro. Działa pan głupio. Ale nie wiem, czy jest pan głupi tak bardzo, jak pan działa. Nie moja rzecz zresztą.
>>Niestety - zły adres. Nie zajmuję się wywoływaniem duchów. >Wracając do należytego poziomu debaty należy podkreślić, iż nie musi Pan wywoływać ducha Einsteina. Zostawił on szereg corpus delicti, które dosyć jednoznacznie wskazują na przymioty jego.....ducha
Jeśli znajdzie pan stwierdzenie od Einsteina, że nie zacytował X'a, bo tamten miał wytarty surdut - postawi pan na swoim; póki co pytanie wydaje mi się być może dobrze postawione, ale zadane w niewłaściwym kierunku.
Właściwym spojrzeniem na sprawę, wg mnie, jest odkopanie 100 prac z tamtej epoki - to na początek. Ciągu dalszego należy się domyślać.
|
|
| | | | | | |  | | Arminius (25555 punktów) | deklaracje | >To próbka. Kłóciłbym się, że niereprezentatywna, ale nie mam z kim i po co.
Pan już raz deklarował, ze nie będzie ze mną debatował. No i nadal Pan to robi - pisząc androny jak powyżej.
>Zahaczył pan o brzozę.
Ale nie była pancerna, więc sobie jeszcze trochę z panem pogawędzę.
>A Arminius może znaczyć mniej więcej biedak w stanach zjednoczonych. >I co? Też wiadro. Działa pan głupio. Ale nie wiem, czy jest pan głupi >tak bardzo, jak pan działa. Nie moja rzecz zresztą.
Arminius był wodzem germańskich Cherusków w bitwie w Lesie Teutoburskim. Znów Pan daje plamę ze znajomości historii. I do tego jeszcze te przyprawiające o ból oczu metafory typu: "i co, też wiadro"? To jest forum Racjonalisty nie więzienny spacerniak!
>Jeśli znajdzie pan stwierdzenie od Einsteina, że nie zacytował X'a, bo >tamten miał wytarty surdut - postawi pan na swoim; póki co pytanie >wydaje mi się być może dobrze postawione, ale zadane w niewłaściwym >kierunku. >Właściwym spojrzeniem na sprawę, wg mnie, jest odkopanie 100 prac z tamtej >epoki - to na początek. Ciągu dalszego należy się domyślać.
Mowa - trawa, pustosłowie. Trudno tu cokolwiek komentować.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: deklaracje | >>To próbka. Kłóciłbym się, że niereprezentatywna, ale nie mam z kim i po co. >Pan już raz deklarował, ze nie będzie ze mną debatował. No i nadal Pan to robi - pisząc androny jak powyżej.
Lubię wkurzać kłamców, manipulatorów i resztę hałastry, zwłaszcza tych o krótkich nogach. Co do andronów - chyba lepsze to niż grubymi nićmi szyte kłamstwa i manipulacje, systematycznie zresztą wskazywane przez Publiczność.
>>Zahaczył pan o brzozę. >Ale nie była pancerna, więc sobie jeszcze trochę z panem pogawędzę.
Ba; dachowanie jest przywilejem niewielu. Może o takich tuzach jak Rońda czy Binienda też pan coś napisze? Bo chętnie bym poczytał.
>>A Arminius może znaczyć mniej więcej biedak w stanach zjednoczonych. >>I co? Też wiadro. Działa pan głupio. Ale nie wiem, czy jest pan głupi >>tak bardzo, jak pan działa. Nie moja rzecz zresztą. >Arminius był wodzem germańskich Cherusków w bitwie w Lesie Teutoburskim. Znów Pan daje plamę ze znajomości historii.
A Mścisław Waligóra herbu Ochlaj był moim przodkiem. Ukłuł widłami sąsiada, złupił mu kurnik. Jego praprawnuk został szlachciurą-chudopachołkiem.
> I do tego jeszcze te przyprawiające o ból oczu metafory typu: "i co, też wiadro"? To jest forum Racjonalisty nie więzienny spacerniak!
Pan zapewne na Montelupich zwiedzał?
>>Właściwym spojrzeniem na sprawę, wg mnie, jest odkopanie 100 prac z tamtej >>epoki - to na początek. Ciągu dalszego należy się domyślać. >Mowa - trawa, pustosłowie. Trudno tu cokolwiek komentować.
Jeśli tylko tyle się rozumie, to rzeczywiście trudno.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | Odp: kwestia stylu |
Jak zauważyłem w jednym z pierwszych swoich wpisów w tym wątku - należy ostrożnie oddzielać fakty od opinii, ponieważ w przypadku zaniedbania tego elementarnego nawyku, sprowadza się dyskusję na manowce. Marną mam satysfakcję, że miałem rację, a teraz nie mam satysfakcji zgoła żadnej, będąc narażonym na obcowanie z opłakanymi zaiste efektami tego zaniedbania. Nie niesie to wprawdzie za sobą czysto fizycznego bólu, ale - z drugiej strony - doświadczanie pewnego dyskomfortu psychicznego jest w takich razach trudne do uniknięcia. Tym bardziej, że w zasadzie trudno jest znaleźć usprawiedliwienie dla tego pełnego, jak widać, udręki procesu, który został tutaj jakby z premedytacją uruchomiony. Nie da się ukryć, że punkt dojścia był tu niejako zdeterminowany obraniem takiego a nie innego punktu wyjścia. Pojawia się pytanie, czy w tej sytuacji mamy jeszcze prawo wyboru między jednym a drugim? 
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| |  | | Arminius (25555 punktów) | bez erystyki proszę | >Prof Cichocki jest niedokładny. Nie ma żadnego komitetu. Jest PROJEKT (Einstein >Papers Project) ufundowany na uniwersytecie Bostońskim, mający zebrać cały dorobek >piśmienniczy Einsteina.
Więc jednak jest jakaś instytucja, która zajmuje się dokładnie tym, o czym powiedział profesor. Nazwa tej instytucji ma znaczenie trzeciorzędne dla debatowanego problemu.
>Cichocki w luźnej wypowiedzi ma prawo się mylić. Natomiast pan dokonuje manipulacji >(mimowolnej jak sądzę) podając nazwę własną - pisaną z dużych liter - nieistniejącej >instytucji.
Ja dokonałem zapisu wypowiedzi profesora. Nic więcej. Zresztą tak jak w poprzednim wypadku - to jak ja zapisałem nazwę instytucji jak wyżej jest bez znaczenia dla debatowanego problemu - i jest, domniemywam, erystyczna próbą odciągnięcia debaty od zasadniczego wątku.
>Pan nie sprawdza źródeł, pan nie weryfikuje informacji, pan "podejrzewa" a w efekcie >kłamie lub kłamstwa świadomie powtarza. To co pasuje do pana pokrętnego światopoglądu >pan podaje jako pewnik. To co się z nim nie zgadza - przemilcza.
Podałem - także w tym wątku - szereg cytatów i linków do rzetelnych materiałów na temat. Proszę więc nie kłamać jak wyżej. Perfidia takiego oskarżenia polega na tym, iż Pan broni ewidentnego kłamcę i krętacza - Einsteina, imputując innym taka postawę moralną.
>Pierwsze recenzje w "Annalen der Physik" Einstein zaczął publikować w 1905, kiedy >miał już za sobą cały szereg publikacji w tymże czasopiśmie. Nie recenzował jak >sugeruje P. profesor pracy Smoluchowskiego. Teoretycznie mógł ją natomiast znać. >Tylko to nie ma żadnego znaczenia. Praca Smoluchowskiego z 1904 r nie zawiera niczego >o czym Einstein już nie wiedział. Bo Einstein zajmował się termodynamiką (w tym >ruchami Browna) od co najmniej 1902 r kiedy opublikował pierwsze prace na ten temat. >To może Smoluchowski od niego ściągał?
Profesor Cichocki uważa, iż było raczej na odwrót. Jest on profesorem fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Warszawskim. Dlaczegóż mam wierzyć Panu a nie Jemu? Zwłaszcza że wiem, iż są inne, liczne i skandaliczne przypadki plagiatowania dorobku innych ( przykłady podlinkowane w moich wypowiedziach w tym wątku i kilku innych)"w dorobku" Einsteina???
|
|
| | |  | 2 na 2 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: bez erystyki proszę | Wiele bym dał za to, żeby czytali to absolwenci FUW...
|
|
| | | |  | | Arminius (25555 punktów) | profesor "FUW"? | >Wiele bym dał za to, żeby czytali to absolwenci FUW...
Czy FUW to skrót od "Fizyka Uniwersytet Warszawski" ??? Jezeli tak, to mam nadzieję, że niektórzy czytają. Bo przecież cały ten wątek, jest oparty na wypowiedziach radiowych ich mistrza, profesora "FUW"
|
|
| | | | |  | 2 na 2 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: profesor "FUW"? | >>Wiele bym dał za to, żeby czytali to absolwenci FUW... >Czy FUW to skrót od "Fizyka Uniwersytet Warszawski" ???
???, niezmiennie dziecinnie.
>Jezeli tak, to mam nadzieję, że niektórzy czytają. >Bo przecież cały ten wątek, jest oparty na wypowiedziach radiowych ich mistrza, profesora "FUW"
Myślę, że niektórzy śmieją się jeszcze bardziej, niż dotąd. Ale nie wiem, co to FUW. Zapomniałem...
edit. Jeszcze jedno. Odsyła pan do jakichś dawnych spraw z forum, przez siebie nb. założonych. Proszę pana, uwaga "I o owych naukowcach, Einstein zapominał wspomnieć w swoich pracach - wykorzystując ich dorobek. Zwłaszcza Gaussowi zawdzięczał podobno dużo. " jest idiotyczna*; z czasem pewne osiągnięcia przechodzą do tak często używanych standardów, że powoływanie się na nie wraz z odnośnikami traci sens. Albo pan o tym nie wie, albo szuka na siłę punktu zaczepienia. Dziś, kiedy pisze się pracę o jakichś-tam własnościach równań Einsteina czy ich rozwiązań, oryginalną pracę Einsteina cytują dzieciaki i crackpoty. Wyrobnicy dłubią w tym, o czym "fizjologom się nie śni".
* z punktu widzenia jakkolwiek pojętej socjologii nauki. Bo tak w ogóle niby ma sens i bełkotem nie jest.
|
|
| | | | | |  | | Arminius (25555 punktów) | trefniś forumowy??? | >>Wiele bym dał za to, żeby czytali to absolwenci FUW... >Czy FUW to skrót od "Fizyka Uniwersytet Warszawski" ???
???, niezmiennie dziecinnie.
>Jezeli tak, to mam nadzieję, że niektórzy czytają. >Bo przecież cały ten wątek, jest oparty na wypowiedziach radiowych ich mistrza, profesora "FUW"
>Myślę, że niektórzy śmieją się jeszcze bardziej, niż dotąd. Ale nie wiem, >co to FUW. Zapomniałem...
Pan to na forum błaznuje jak wyżej dla tej porcji smiechu "niektórych"...???
>Jeszcze jedno. Odsyła pan do jakichś dawnych spraw z forum, przez siebie >nb. założonych. Proszę pana, uwaga "I o owych naukowcach, Einstein zapominał wspomnieć >w swoich pracach - wykorzystując ich dorobek....."
Paplanina jak wyżej nie zmieni Pan faktu, iż kluczowa praca Einsteina na temat teorii względnosci nie miała przypisów - a sam Pan przyznaje, iż Einstein wiele zawdzięczał innym. Ergo, Einstein swoją postawą wypełnia definicję plagiatora - złodzieja własności intelektualnej.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: trefniś forumowy??? | >Pan to na forum błaznuje jak wyżej dla tej porcji smiechu "niektórych"...???
Myśli pan, że są takie okoliczności, w których by było warto? Może dla siebie - bo uśmiałem się serdecznie, za okazję (mimowolną) - dziękuję.
>>Jeszcze jedno. Odsyła pan do jakichś dawnych spraw z forum, przez siebie >>nb. założonych. Proszę pana, uwaga "I o owych naukowcach, Einstein zapominał wspomnieć >w swoich pracach - wykorzystując ich dorobek....." >Paplanina jak wyżej nie zmieni Pan faktu, iż kluczowa praca Einsteina na temat teorii względnosci nie miała przypisów - a sam Pan przyznaje, iż Einstein wiele zawdzięczał innym.
Pan nic nie zrozumiał. Ale proszę ścigać każdego geodetę, który wyliczy długość jakiejś przeciwprostokątnej bez przywoływania imienia "Pitagoras", albo inżyniera, co przy "zasadach dynamiki" nie odda czci Newtonowi - może wtedy pan zrozumie. (Ew. pogodynce, która poda jakieś ciśnienie i o biografii Pascala się nie zająknie...)
>Ergo, Einstein swoją postawą wypełnia definicję plagiatora - złodzieja własności intelektualnej.
"Ergo" może dla pana, i to jeszcze chętnie w wersji, żebym to ja owo "ergo" wypowiedział. Pan musi mieć na codzień jakiś mało wymagający "target"... A w tekście "Zur Elektrodynamik..." roi się od "równań Maxwella", nie od "(anonimowych) równań elektrodynamiki". Więc niech pan znów nie przesadza z tym złodziejstwem.
|
|
| | | | | | | |  | | Arminius (25555 punktów) | rzeczy po imieniu | >Myśli pan, że są takie okoliczności, w których by było warto?
Nie wiem, to Pan błaznuje dla porcji śmiechu "niektórych". Wiem natomiast iż do poziomu Stańczyka jeszcze Panu daleko
>Pan nic nie zrozumiał. Ale proszę ścigać każdego geodetę, który wyliczy >długość jakiejś przeciwprostokątnej bez przywoływania imienia "Pitagoras", >albo inżyniera, co przy "zasadach dynamiki" nie odda czci Newtonowi - >może wtedy pan zrozumie. (Ew. pogodynce, która poda jakieś ciśnienie i >o biografii Pascala się nie zająknie...)
Chyba jest jednak na odwrót - i to Pan niewiele rozumie. Odsyłam - dla zrozumienia - do opinii Maxa Borna na temat braku przypisów w pracy Einsteina.
>"Ergo" może dla pana, i to jeszcze chętnie w wersji, żebym to ja owo >"ergo" wypowiedział. Pan musi mieć na codzień jakiś mało wymagający >"target"... A w tekście "Zur Elektrodynamik..." roi się od "równań Maxwella", >nie od "(anonimowych) równań elektrodynamiki". Więc niech pan znów nie >przesadza z tym złodziejstwem.
Przesadzać w niczym nie należy, co wcale nie oznacza, iż nie należy też nazywać rzeczy po imieniu.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: rzeczy po imieniu | >>Myśli pan, że są takie okoliczności, w których by było warto? >Nie wiem, to Pan błaznuje dla porcji śmiechu "niektórych".
Czyli pan stwierdza "fakt", a poprzednio pan tylko pytał. A odpowiedzi na moje pytanie pan nie podał. Zabawne. Śmiałem się z tego, co pan napisał, nie z tego, co ja. I absolwentom FUW życzyłem czytania pańskich enuncjacji, a zwłaszcza odwołań do profesora, którego raczył pan uraczyć mianem "mistrza".
Aha, dalej nie pamiętam, o co szło z tym FUWem. Zęby już nie te.
> Wiem natomiast iż do poziomu Stańczyka jeszcze Panu daleko
Nie aspirowałem, wzorce czerpię skądinąd - pudło zatem...
>>"target"... A w tekście "Zur Elektrodynamik..." roi się od "równań Maxwella", >>nie od "(anonimowych) równań elektrodynamiki". Więc niech pan znów nie >>przesadza z tym złodziejstwem. >Przesadzać w niczym nie należy, co wcale nie oznacza, iż nie należy też nazywać rzeczy po imieniu.
Jeśli się bardzo usilnie chce, to oczywiście można. Kwestia, czy przypadkiem sobie wtedy nie wystawiamy jakiegoś marnego świadectwa. Pan wg mnie tak, ale w żadnym wypadku nie należy się tym przejmować.
Dodam jeszcze, że praktycznie wszystkie nazwiska w pracy z 1905 są podane drukiem "rozstrzelonym", a przyrostek -sche (Maxwellsche np.) już nie. Więc zdecydowanie jest tu element tego, co anglosasi zwą "giving credit". Pozostaje sprawdzić, czy była to wówczas norma, oddzielnie dla prac "standardowych" i jakoś okrzepłych, oddzielnie dla świeżych.
Jeśli nie zacytował świeżych i na 100% z nich korzystał w sposób twórczy, to oczywiście nieładnie.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | zapewnienia rozstrzelone | >Dodam jeszcze, że praktycznie wszystkie nazwiska w pracy z 1905 są podane >drukiem "rozstrzelonym", a przyrostek -sche (Maxwellsche np.) już nie. Więc >zdecydowanie jest tu element tego, co anglosasi zwą "giving credit". Pozostaje >sprawdzić, czy była to wówczas norma, oddzielnie dla prac "standardowych" i >jakoś okrzepłych, oddzielnie dla świeżych.
Proszę więc "przekleić" ów rozstrzelony druk z nazwiskami Poincare, Lorentza, etc.....??? Bo z takimi, niezweryfikowanymi zapewnieniami jak wyżej - postępujesz Pan trochę w manierze plagiatora Einsteina.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: Czy Einstein splagiatował Smoluchowskiego??? | Po pierwsze przestań pan do wuja ciężkiego zmieniać tytuły - czyżby tytuł własnego wątku już za bardzo kłuł w gały? Nie chce albo nie umie pan wyszukać i kto wie, czy nie liczy pan na ustrzelenie mnie na kłamstewku ("sądząc po sobie"?), proszę bardzo. Naprawdę paradne jest podejrzewanie mnie o siedzenie z nosem w tak zakurzonych klasykach i wymyślanie z perspektywy krzesła niesprawdzonych rewelacji. Ale pofatygowałem się wcześniej i zajrzałem. Niniejszym wyciągam - cokolwiek zatłuszczonego i znaczonego asa pik - widocznie innego nie jesteś pan godzien... users.phys(*)nert/files/1905_17_891-921.pdfAha, z takiego pdf-a ciężko jest "przekleić" rozstrzelenia do tekstu; ale to już pańskiej kompiuternej wiedzy może umykać; a dobrym OCRem nie dysponuję. Jeszcze jedno: odkrycia naukowe nie są żadną "własnością intelektualną", zwłaszcza te w obszarze bliskim matematyce i sprawom podstawowym. Taką "własnością"* są sprawy opatentowane - w tych kwestiach popieram postawę niejakiego RMSa; mogę na koniec wyrazić zdziwienie, że Einstein pracował w urzędzie patentowym - nie znam jego wspomnień na ten temat, może da się to gdzieś znaleźć. Więc złodzieja pan z Einsteina w tym przypadku nie zrobisz. Najwyżej studenciaka nieobeznanego z dworską etykietą nauki, być może postępującego tak później, co byłoby z dzisiejszej perspektywy nagannie. A tak - skacz pan, a wyżej wiadomego poziomu - bez zmiany podejścia, na co nie liczę - nie podskoczysz pan. Spocznij, wolno palić. * - cudzysłów, bo i tak w ostateczności zarabiają na tym głównie urzędnicy i prawnicy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | Odp: zapewnienia rozstrzelone | W naukach ścisłych koncepcja plagiatu nie jawi się wcale tak zupełnie jasno, jak w innych dziedzinach ludzkiej działalności, ponieważ kwestia - czy idee naukowe mają swoich właścicieli, wymaga przekonującego uzasadnienia. Udowodnienie w nauce plagiatu, czyli zanegowania pewnych norm w dziedzinie własności intelektualnej, może być trudne, ponieważ naukowe idee, teorie czy prawa - po pierwsze - nie mogą mieć żadnych właścicieli, ponieważ byłoby to zaprzeczeniem zasady wolności w nauce, po drugie - są efektem długiego procesu kumulacji wiedzy indywidualnej, ale i w dużej mierze - zbiorowej; po trzeciej - fakt, że jednostka wyzwolona spod społecznych konwencji lub umiejętnie je omijająca staje się sprawcą ciekawych, a częstokroć - przełomowych dokonań, nie może zasługiwać na potępienie, ale - przeciwnie - zasługuje właśnie na uznanie. 
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Podejście współczesne jest takie, że cytuje się prace w "wąskich" działkach. Np. jeśli ktoś zajmuje się kosmologią, nie cytuje pracy Einsteina z 1915, ani nawet Friedmanna (1920 bodajże), ale jeśli ma do zaprezentowania nowy pomysł z teorii promieniowania tła, to cytuje wszystkich po (i włączając) tych specjalistach/ów od gołębi robiących w antenę (Arno i Penzias). Wszystkich, którzy w miarę bezpośrednio (a) wpłynęli na działkę, (b) mieli wyniki, które się modyfikuje, weryfikuje, ulepsza dokładność/elegancję, etc. Chyba że piszemy pracę przeglądowo-historyczną; ale na to jesteśmy za młodzi, i tego się trzymajmy [1].
Co do oceny postawy Einsteina - należy znać kontekst i historyczny i indywidualny. I kto wie, czy nie zajrzeć (choć to brzydko) do jego korespondencji ze współczesnymi. Jedyny brzydki przypadek był w sprawie Schwarzschilda, który odwalił (będąc na froncie!) kawał solidnej roboty, od której Einstein się przedtem był wykpił, a później K.S. nieco zlekceważył, bo sam walnął się w rachunkach. Później odwołał, ale chyba przed zejściem adresata nie zdążył.
[1] "O teorii i praktyce uchwytów", Zdzisław Pikuta, Acta Inżynierika Polonika, UJ Krakoski, 1934, s. 234.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Sprawy poruszone w Twojej wypowiedzi nie zmieniają zasadniczo zaproponowanej przeze mnie płaszczyzny rozważań, ale uwypukliły te aspekty kontroli społecznej, które zarówno w płaszczyźnie teoretycznej, jak i praktyczno-empirycznej, ujawniają skalę dewiacji i najprawdziwszych patologii, z jakimi mamy dziś do czynienia w zinstytucjonalizowanej nauce, a która widomie wynika z gry nienasyconych ambicji i bezgranicznej częstokroć małostkowości przedstawicieli tego środowiska. Konkurencja, konflikt, walka - o punkciki, cytowania, odnośniki itp. to stan umysłowości ludzi, którzy mienią się dziś awangardą naukowego postępu. Jak mawiają - patologia jest procesem, więc pewnie niejedno obrzydliwe zboczenie doprowadzone do najskrajniejszych skrajności jeszcze tu zobaczymy. Tym bardziej podziwiać trzeba tych naukowców, którzy ponownie odkrywając rolę swobodnego, nieskrępowanego myślenia czy eksperymentowania, wolnego od drobiazgowej troski o rzeczy trzeciorzędnej wagi, dochodzą do nadzwyczajnych osiągnięć.
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | To osobny problem; Przy czym dla naprawdę średnio ogarnietego naukowca (wyrobnika, nie geniusza; ci raczej - albo oby - nie muszą widzieć brudów i bzdetów i mają szansę po prostu wynajdywać złote bryłki w swoim lesie) - te brudy są widoczne, a obchodzenie rozmaitych przepisów nagminne. Często przez to, że przepisy te z punktu widzenia uczelni czy instytucji badawczej są po prostu głupie i nieżyciowe - tj. nieprzystające do realiów.
PS Uwaga osobista: uważam się (raz na miesiąc, przez 10 minut - inaczej byłoby to niehigieniczne) za ofiarę części z tego, co przedstawiłeś, i po części swojego ówczesnego nie-wygadania i braku politycznego nosa. Gdybym umiał się "urządzać" - myślę, że bym przetrwał. Dziś chyba umiem, ale nie korzystam - tj. pracuję, bo "urządziłem się" u siebie, ale "niezgodnie" z wykształceniem.
Swego czasu, będąc wyrobnikiem (momentami w niezłej formie), chciałem uprawiać małe poletko za pensję +/-nauczycielską (niecałe 1500 na rękę miesięcznie, w 2013/4), ale w związku ze skasowaniem asystentury jako takiej, miejsca nie było nigdzie. Wszyscy chcieli, żeby za nowym ryjem w instytucji przyszły konkretne pieniążki z UE albo KBN/MN - bo przecież instytutową geriatrię (nie wszyscy są niepotrzebni, ale dużo takich jest - czy to za starych, czy wypalonych, ale trzymanych na dośmiertnych stanowiskach) za coś utrzymywać trzeba.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Mamy do czynienia z sytuacją, gdy błyskotliwy naukowiec, mający na swoim koncie kilka bardzo udanych wcześniejszych tekstów, nadsyła do redakcji szanowanego czasopisma naukowego przełomowy artykuł, zawierającą głównie nowe idee, ujęte w bardzo oryginalny sposób. I co - wydawca ma opóźnić jej publikację o kilka miesięcy, bo nie ma przypisów? 
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | Odp: Czy Einstein splagiatował Smoluchowskiego??? | >Odsyłając zainteresowanych do podlinkowanej audycji - szczegiólnie polecam wypowiedzi prof. >Cichockiego, dotyczące artykułu Smoluchowksiego z 1904 r. oraz znamienne podsumowanie audycji - w >którym jest mowa o ....zasadzie Św. Mateusza.
... tak się zastanawiam co filozof i politolog może wiedzieć o fizyce. Prof. Cichocki jest spod znaku PiS, więc jedyne co mi przychodzi na myśl to chęć promocji (mało znanego) Polaka kosztem jakiegoś "żydka". Bo pewnie tak myśli o Eisteinie (który jest żydowskiego pochodzenia) katolicki profesor Cichocki...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
 | 2 na 2 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | "Nie dosięgłeś klamki" - B.C. to fizyk. Jeśli katolik, to na tle najskrajniejszych z tego środowiska - bardzo prywatny. A jeśli jest jakiś kato-socjologo-fizjolog B.C. - to ktoś inny. I mówi to B.C.-fizyk, zdecydowanie.
Nie plam Cichockiego po-PR-dywaniem Arminiusa, bo nie ma za co.
PS Smoluchowski swoje miejsce w poczcie fizyków światowej sławy ma.
|
|
|  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | >"Nie dosięgłeś klamki" - B.C. to fizyk. Jeśli katolik, to na tle najskrajniejszych >z tego środowiska - bardzo prywatny. A jeśli jest jakiś kato-socjologo-fizjolog B.C. >- to ktoś inny. I mówi to B.C.-fizyk, zdecydowanie.
... programu nie oglądałem, gdyż ten dział fizyki mnie nie interesuje. A i wiedzę, choć dość obszerna to niewystarczająca w tym "dziale nauki". Po wpisaniu (u wujcia Google) hasła "prof. Cichocki" wyskakuje lista kilku panów Cichockich, w tym Bogdan Cichocki jest potraktowany marginalnie. Więc może pomyliłem dwóch panów. Więc Sorry...
>Nie plam Cichockiego po-PR-dywaniem Arminiusa, bo nie ma za co.
... w wątku Arminiusa uderzył mnie następny (w dzisiejszych realiach Polski) motyw antysemityzmu. Bo tak to odebrałem. Nota bene, czy wspominanie kogoś (zwłaszcza w kontekście wielu osób o tym samym nazwisku) bez podania imienia, nie wykazuje cech manipulacji? Arminiusa odbieram jako "niechętnego żydom", choć nie powoduje to jakiejś niechęci do niego. Znam dużo gorszych i głupszych, czego o Arminiusie nie mogę powiedzieć. Nawet chętnie czytam jego wypowiedzi, choć z pewnym sceptycyzmem. Zwłaszcza w innych tematach. Arminius, przepraszam jeżeli w czymś uraziłem.
>PS Smoluchowski swoje miejsce w poczcie fizyków światowej sławy ma.
... o Smoluchowskim wiem, że raczej w innych (niż fizyka) naukach się udzielał, co nie znaczy, że i tutaj czegoś nie dokonał. Warto może promować go jako tego, który położył podwaliny pod rozwój fizyki w tym segmencie. Ale posądzać kogoś o plagiatowanie Smoluchowskiego? Nawet jeżeli ktoś znał prace Smoluchowskiego. To chyba gruba przesada, mogąca mieć konotacje z antysemityzmem (vide: pochodzenie Einsteina). I na to zwróciłem uwagę...
... pozdrawiam...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| |  | 3 na 3 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | >... programu nie oglądałem, gdyż ten dział fizyki mnie nie interesuje.
Jest to typowa radiowa audycja popularyzatorska, w której bazując na różnych prostych chwytach dziennikarskich i producenckich próbuje się u mniej wyrobionego słuchacza wywołać pewien rodzaj powierzchownej ekscytacji, dzięki której propaguje się szerzej niezbyt głęboką wiedzę, ograniczającą się do kilku okrągłych formułek, kilku frazesów i pewnej ilości mocno naciąganych półprawd, wygłaszanych w jak najbardziej szlachetnym celu. Dla bardziej wyrobionego słuchacza - w dużej mierze pustosłowie, więc rezygnując z odbioru, wiele nie straciłeś.
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| |  | 4 na 4 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Posty p. Arminiusa w dużej części powstają wg pewnego klucza, ale kłóciłem się już z Alderykiem, że dążenie do zabraniania/cenzury jest chybione. W korespondencji ze mną p. Arminius parę razy zagrał bardzo brudno i mu to wytknąłem.
Nie wiem, czy dobrze rozumiem* p. Arminiusa, ale albo lubi prowokacje albo istotnie Żydów nie znosi. Ale zgranych pytań o powody ani możliwości poprawy oszczędzę. Hurtem oceniając - przypomina to mniej więcej pisanie z perspektywy Niemca, że "samochody kradną nam sąsiedzi ze wschodu, ale bez pisania, którzy sąsiedzi konkretnie, więc jeśli ktoś z Polaków się poczuwa, no to jego sprawa". O żydowskim pochodzeniu Einsteina nic tu nie padło - także ze strony osobników wypowiadających się Arminiuso-sceptycznie. I moim zdaniem bardzo dobrze. A czy z tyłu głowy świeciło się komuś, że kogoś dziś broni - jego sprawa.
*rozumiem != usprawiedliwiam czy popieram.
|
|
| | |  | 2 na 2 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Uważam, że nie ma się co tak zapalać z powodu specyficznej formy trollingu i hatingu ze strony jakiegoś wysoce specyficznego usera, tym bardziej gdy content umieszczany przez niego na Forum ma nikłą wartość merytoryczną, a więc w zasadzie - nie ma o co kopii kruszyć. Zaznaczam, że nie chodzi mi tutaj o żadnego konkretnego osobnika w tym gatunku. Moje uwagi są natury ogólnej. Z drugiej jednak strony - gratuluję erystycznej sprawności.
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| | | |  | 2 na 2 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | >Uważam, że nie ma się co tak zapalać z powodu specyficznej formy trollingu i hatingu ze strony jakiegoś wysoce specyficznego usera, tym bardziej gdy content umieszczany przez niego na Forum ma nikłą wartość
poor value.
I'm so mean. Jestem bardzo średni.
> merytoryczną, a więc w zasadzie - nie ma o co kopii kruszyć. Zaznaczam, że nie chodzi mi tutaj o żadnego konkretnego osobnika w tym gatunku. Moje uwagi są natury ogólnej. Z drugiej jednak strony - gratuluję erystycznej sprawności.
Nie lubię ego określenia; wątek uważam za czysto polityczny i w tym sensie "wszystko jest dozwolone", ale podkreślam, że nie staram się bronić Einsteina za wszelką cenę - po prostu na oskarżycielu spoczywa jako-takie umocowanie tego oskarżenia. (Zresztą zawsze może się wycofać rakiem - wszak pytanie w wątku oskarżeniem być nie może z przyczyn czysto językowych... Coś z gatunku "Uprzejmie informuję, że podobno małżonka się panu puszcza Życzliwy"...)
:D
|
|
| | | | |  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
>poor value.
Mimo że zawartość niektórych wątków merytorycznie jest marna, a sposób ujęcia w nich określonej tematyki - wyraźnie w złym guście, z tego jeszcze nie wynika, że jest antyintelektualna. Trzeba bowiem mieć świadomość, że wśród trolli i hejterów walory intelektualne, w formie pewnego rodzaju sprytu czy cwaniactwa, cenione są zawsze bardzo wysoko. Dlatego, z pewnych względów, aktywność niektórych userów, ograniczająca się w gruncie rzeczy do umiejętnego manipulowania publicznością za pomocą zróżnicowanej klasy zachowań (którą można by nazwać roboczo - "wpuszczaniem w maliny"), nie musi być zupełnie nieinteresująca dla innych użytkowników, traktujących interakcję z trollem czy hejterem jako okazję do osiągania własnych celów. W środowisku Forum, gdzie trolling i hejting przyjmuje głównie formy werbalne, pozwala to choćby na doskonalenie właśnie pewnych umiejętności werbalnych, takich jak mniej lub bardziej wyrafinowane wyzwiska i przekleństwa.
>poor value.
Rzeczywiście, zazwyczaj uważa się, że wspomniane wyżej wartości cenione są głównie w kulturze niższych warstw społecznych, niedorozwiniętych intelektualnie, moralnie i estetycznie, zwanych też motłochem, ciemnotą, prymitywem, chamstwem, biedotą czy "patologią".
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Cenne w wymiarze intelektualno-manipulatorskim być może, ale (bez przykładania moralizatorskich łatek) jednak w czymś naganne - - traktowanie czytelników/dyskutantów jako otępiałej ludziny. W kontekście antysemityzmów bez wahania porównałbym to do rozlania benzyny w pokoju i krzesania z zapalniczki co minutę. Nawet jeśli nie będzie wybuchu, to i tak wszyscy wyjdą w stanie nasztachanym.
Co do moich wątków - drugie dno może jakieś jest, ale rzadko kiedy chcę manipulować - wolę po prostu pewne rzeczy przegadać i popatrzeć, jak inni patrzą - choćby żeby samemu nie popadać w głupie skrajności. Które przecież niby zwalczam. Ale przyznaję, że w tym środowisku bardzo często się dziwię. A zresztą - ile ja tych wątków tu produkuję w porównaniu do stachanowców...
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Jak już wspomniałem, krytyczna analiza zachowania trolli i hejterów internetowych nie oznacza automatycznie jej deprecjonowania w każdym wymiarze. Podkreślono już, że ich aktywność, choć z określonej perspektywy - dewiacyjna, wcale nie musi być istotnie aintelektualna czy nawet antyintelektualna. Często jest właśnie wprost przeciwnie - trolling i hejting staje się właśnie sposobnością do zaprezentowania własnych walorów umysłowych. Trzeba przecież wiedzieć, że internet wytwarza coś, co jest formą podskórnej kultury, w której cenione są pewne wartości i postawy dla niej charakterystyczne. Ponieważ internet jest medium bardzo zdemokratyzowanym, nie można się dziwić, że za zdecydowaną większość (pojmowaną w kategoriach czysto ilościowych) aktywności w internecie odpowiadają niższe warstwy społeczne, czego przejawy, choćby w postaci braku pewnego rodzaju ogłady typowej dla klas wyższych, napotykamy na każdym niemal kroku.
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Klasowe ujmowanie problemów jest mi bliskie, ale kłóciłbym się z tą demokratycznością. Raczej jest egalitaryzm i anarchia. Kwestia, do kiedy znośna. Choć ma w porównaniu z wszelkimi totalitaryzmami i utopiami jedną podstawową zaletę - łatwiej się z tego czy owego bagienka wypisać
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | >Raczej jest egalitaryzm i anarchia.
Jeśli chodzi o rozważania terminologiczne, to nawet lepiej niż o demokracji, egalitaryzmie i anarchii, trzeba by tu mówić o pluralizmie. Kultura internetowa z całą pewnością jest pluralistyczna. Mimo to duża część internetowej infrastruktury pozostaje we władaniu klas wyższych. Dzięki temu chłopcy, którzy w internecie zabawiają się w trolling czy hejting i tak nie mają z klasami wyższymi żadnych szans w walce o status, a to z tego powodu, że zostali poddani odmiennej socjalizacji, która nie wyposażyła ich w konieczne ku temu kompetencje. Mówiąc językiem zaczerpniętym z kultury słowa warstw niższych - mogą sobie pofikać.
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Używając klucza germańskiego - właśnie pofikać nie mogą. Mogą ew. skoczyć.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | >Używając klucza germańskiego - właśnie pofikać nie mogą. Mogą ew. skoczyć.
Niestety, takie uparte przywiązanie do swoistej aksjologii funkcjonującej w obrębie kultury warstw niższych oznacza nieuchronnie obniżenie szans na asymilację do układów kulturowych warstw wyższych, a podejmowane mimo to próby asymilacji mogą spotykać się w takim razie ze strony warstw wyższych z obojętnością czy wrogością, połączoną z izolacją i odrzuceniem. Niższy status wiąże się, co chyba nie wymaga bliższych wyjaśnień, ze zmniejszonymi możliwościami zdobycia uznania ze strony otoczenia. W takiej sytuacji może to skutkować u aspirującego przedstawiciela niższych sfer kulturowych narastaniem frustracji, która jest naturalnym następstwem braku kompetencji, które są niezbędne do osiągniecia pożądanego przezeń statusu. W efekcie - zachowania takiego wyrzutka mogą stawać się coraz bardziej jaskrawe i prowokacyjne, aby mimo wszystko przyciągnąć uwagę przedstawicieli sfery wyższej, której nie potrafi zdobyć typowymi dla niej środkami. Co oczywiste, wobec braku adekwatnych kompetencji, może się to odbywać tylko z wykorzystaniem kompetencji kulturowych nabytych podczas socjalizacji w niższych sferach społecznych. Stąd wrażenie komizmu i absmaku powstające u wyżej ustratyfikowanych społecznie obserwatorów takich prymitywnych wyczynów.
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|