Racjonalista - Strona głównaDo treści
Pieniądze jako dług

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
24-06-2011 17:53Hodża (11172 punktów)Pieniądze jako dług
Ocena 4 na 4
video.goog(*)ay?docid=-1887591866262119830#

Trwający 47 minut film z polskimi napisami, opisujący mechanizm kreacji pieniądza przez banki. Dobrze zrobiony (uwaga - animacja !). Interesujący.
Nie jestem ekonomistą, ale z pobieżnej weryfikacji podanych tam schematów działania banków wnioskuję, że film przedstawia prawdę. Jeśli tak, to nie powinniśmy się bać diabła, tylko bankowca.

Temat o tyle ciekawy, że wiele osób z uwagą obserwuje to, co się dzieje wokół Grecji. Może ten film nie wiąże się bezpośrednio z tematem złodziejstwa państwowego, niemniej ciekaw jestem opinii osób zaznajomionych z ekonomią na temat tez zawartych w filmie .
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Obejrzałem do dwudziestej minuty.
Ogólnie wszystko się zgadzało, prócz tonu i atmosfery farsy oraz katastrofizmu. oczywiscie nie znam Usańskich reguł bankowych, ale podejrzewam, że są takie, jak w filmiku.

W skrócie cała zabawa polega na tym, że biorąc kredyt "zamienia się zastaw na pieniądze" i nimi dysponuje. Oczywiście ktoś Ci musi dać do ręki papierowe kartoniki i jest to bank - jak się nie wywiążesz z warunków kredytu, to tracisz i kartoniki i zastaw.

Oczywiście są jeszcze procedury przyznawania pożyczki, normy ostrożnościowe itp, ale główna zasada jest podana przeze mnie wyżej.

Pozdrawiam

Nadejdzie czas parad heretyków.
24-06-2011 20:20 
 Ocena 8 na 8
webmaster (moderator)
Sytuacja w skrócie: gospodarka składa się z dwu osób, suma pieniądza na rynku to 200zł.
Kowalski pożycza Iksińskiemu 100zł na rok, na 5%. Iksiński wydaje 100zł, potem pracuje na zwrot pożyczki. Zarobił w końcu te 100zł. Problem zaczyna się, gdy musi zarobić na te 5%. Pozostałe 100zł ma Kowalski, więc skąd Iksiński weźmie 5zł? Ano z banku - zaniesie do banku 100zł a bank da mu kredyt na 105zł (oprocentowany na 6%). Magicznie pojawiło się na rynku 5zł: Kowalski ma już 205zł, a Iksiński musi oddać 106zł. Skąd bank wziął te 105zł? Od Kowalskiego, który trzyma tam pieniądze. Ale bank ma jeszcze więcej, bo współczynnik kreacji pieniądza pozwala mu pożyczyć więcej, niż mają Kowalski i Iksiński razem wzięci.
A jak ten cyrk działa, pokazuje NBP: www.nbport(*)stem_bankowy/mechanizm-kreacji

Zadanie domowe: co się stanie, gdy wszyscy spłacą swoje kredyty?
24-06-2011 20:25 
 Ocena 5 na 5
-jad- (18783 punktów)
>Zadanie domowe: co się stanie, gdy wszyscy spłacą swoje kredyty?

To nie jest możliwe.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
24-06-2011 23:44 
 Ocena 1 na 1
Scarabaeus (2198 punktów)
>Sytuacja w skrócie: gospodarka składa się z dwu osób, suma pieniądza na rynku to 200zł.
>Kowalski pożycza Iksińskiemu 100zł na rok, na 5%. Iksiński wydaje 100zł, potem pracuje na zwrot pożyczki. Zarobił w końcu te 100zł. Problem zaczyna się, gdy musi zarobić na te 5%. Pozostałe 100zł ma Kowalski, więc skąd Iksiński weźmie 5zł? Ano z banku - zaniesie do banku 100zł a bank da mu kredyt na 105zł (oprocentowany na 6%)...

Sytuacja taka byłaby faktycznie idiotyczna gdyby cała praca polegała na wymienianiu się gotówką. Jeżeli w zamian wykonana została jakaś praca to na rynku mamy 200 zł i efekty tej pracy.

>Zadanie domowe: co się stanie, gdy wszyscy spłacą swoje kredyty?

nic?
26-06-2011 12:08 
 Ocena 1 na 1
Jan Rylew (3965 punktów)
>A jak ten cyrk działa, pokazuje NBP: www.nbport(*)stem_bankowy/mechanizm-kreacji
Wygląda to dość rozsądnie. Kiedyś stopa rezerwy wynosiła podobno 10%.

>Zadanie domowe: co się stanie, gdy wszyscy spłacą swoje kredyty?
wtedy "wykreowany" pieniądz znika z obiegu , a konta dłużne w banku mają stan zero.
Pozostaje tam jednak oprocentowanie kredytów.
26-06-2011 14:50 
 Ocena 1 na 1
webmaster (moderator)
>wtedy "wykreowany" pieniądz znika z obiegu , a konta dłużne w banku mają stan zero.
nie da się, nie ma tyle pieniądza w obiegu.
Jan Rylew (3965 punktów)
>>wtedy "wykreowany" pieniądz znika z obiegu , a konta dłużne w banku mają stan zero.
> nie da się, nie ma tyle pieniądza w obiegu.
Myślałem że chodzi o pieniądze, które zostały "wykreowane" w prezentacji NBP.

Można jeszcze tylko zastanowić się nad tą prezentacją NBP. Czy faktycznie chodzi o kreację pieniądza czy też o inne zjawisko ?
Ja przyjmuję, że kreacja dotyczy nowego pieniądza, nazywana jest emisją pieniądza i ta funkcja przysługuje centranym bankom emisyjnym. Emisja pieniędzy niezależnie od banku emisyjnego jest przestępstwem kryminalnym. W przypadku pokazanym w prezentacji
nie chodzi o taką kreację, tą z prezentacji opatruję cudzysłowem. W przypadku pokazanym w prezentacji nie chodzi o kreację nowych pieniędzy lecz o kreację długu w oparciu o ten sam pieniądz. Jest to możliwe dzięki ruchowi kapitału w czasie.

Podobnie wygląda sprawa w handlu. Np.:
Handlarz na targowisku miejskim, sprzedaje swój towar dwa razy w tygodniu
Posiada 10000zł na kupno towaru. W ciągu roku kupuje i sprzedaje ok 100 razy.
Czyli kupuje za jeden milion zł. Czy to znaczy, że "wykreował" 990 000 zł ?

Z kreacją jak rozumiem mielibyśmy do czynienia wtedy gdyby bank np. ten tysiąc zł od Kowalskiego złożył w BC jako rezerwę (3,5%) , a wykreował 27571 zł i pożyczył Iksińskiemu.
26-06-2011 18:50 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>Sytuacja w skrócie: gospodarka składa się z dwu osób, suma pieniądza na rynku to 200zł.
>Kowalski pożycza Iksińskiemu 100zł na rok, na 5%. Iksiński wydaje 100zł, potem pracuje na zwrot pożyczki. Zarobił w końcu te 100zł. Problem zaczyna się, gdy musi zarobić na te 5%. Pozostałe 100zł ma Kowalski, więc skąd Iksiński weźmie 5zł? Ano z banku - zaniesie do banku 100zł a bank da mu kredyt na 105zł (oprocentowany na 6%). Magicznie pojawiło się na rynku 5zł: Kowalski ma już 205zł, a Iksiński musi oddać 106zł. Skąd bank wziął te 105zł? Od Kowalskiego, który trzyma tam pieniądze. Ale bank ma jeszcze więcej, bo współczynnik kreacji pieniądza pozwala mu pożyczyć więcej, niż mają Kowalski i Iksiński razem wzięci.

Dziwię się, że nikt Ci nie wytknął błędów zawartych w tym przykładzie.

Najpierw piszesz:
>gospodarka składa się z dwu osób
i dalej:
>zaniesie do banku 100zł a bank da mu kredyt
oraz
>który trzyma tam pieniądze

Jeśli "gospodarka składa się z dwóch osób" to:
- Iksiński może wydać pieniądze pożyczone od Kowalskiego tylko u Kowalskiego
- Iksiński może pracować tylko u Kowalskiego.
- jeśli na starcie Iksiński nie miał 5.- zł na odsetki, to odpracuje je u Kowalskiego.

Efekt końcowy: Iksiński kupił od Kowalskiego coś warte 100zł za 105zł.


Nie stosuję emoticonów
webmaster (moderator)
>Jeśli "gospodarka składa się z dwóch osób" to:
>- Iksiński może wydać pieniądze pożyczone od Kowalskiego tylko u Kowalskiego
Tak, wówczas Kowalski ma 200zł (w banku).

>- Iksiński może pracować tylko u Kowalskiego.
Tak.

>- jeśli na starcie Iksiński nie miał 5.- zł na odsetki, to odpracuje je u Kowalskiego.
Tak, mógłby zapracować na 105, ale celem Kowalskiego jest mieć więcej niż 200zł, więc zakładamy że Kowalski go zwalnia gdy ma w banku już tylko 100zł.
Bank też musi mieć pewien poziom depozytów, aby w ogóle mógł pożyczyć Iksińskiemu 105zł na 6%. Dlatego Iksiński musi zanieść też swoje 100zł do banku, aby zaspokoić rezerwy obowiązkowe.
Zabawa zaczyna się, gdy dodamy kolejne banki.
A jeszcze lepsza, gdy jeden bank (centralny) zacznie emisję obligacji..
homopitek (1536 punktów)
>>"gospodarka składa się z dwóch osób"

Nie załapałeś istoty problemu. W Twoim przykładzie nie może być banku, jeśli gospodarka składa się tylko z dwóch osób. W nieistniejącym banku nie można trzymać żadnych pieniędzy i nic z niego pożyczać.


Nie stosuję emoticonów
24-06-2011 20:51 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
Film zwraca uwagę również i na to, że stałe oprocentowanie (w przybliżeniu stałe) lokat i kredytów wymusza - przy założeniu, że nie ma inflacji - ekspotencjalny w gruncie rzeczy wzrost gospodarczy. Mówiąc inaczej, musi to w końcu doprowadzić albo do sytuacji, w której uruchomi się inflacja (coraz mniej wytwarzanych dóbr w stosunku do ciągłego wzrostu podaży pieniądza), albo do rabunkowej gospodarki zasobami naturalnymi (szczególnie drastycznym, skrajnym przejawem tego rodzaju ekspansji ekonomicznej jest niewolnictwo), albo - do powstawania spirali zadłużenia, która prędzej czy później musi się zakończyć gigantycznym krachem. Autorzy filmu nie mówią, który z tych scenariuszy jest najbardziej prawdopodobny, ale widać z doniesień agencyjnych, że rządy najwyraźniej realizują ten ostatni - odwlekanie nieuchronnego kolapsu systemu za pomocą coraz to nowych poręczeń banków centralnych a nawet drukowania pieniędzy, jak w przypadku USA (tu jest to o tyle uzasadnione, że istotnie pojawiła się groźba deflacji).
Tak więc pieniądz to wątła łódeczka, pływająca między Scyllą deflacji i Charybdą inflacji, ale i tak w końcu ja połknie rekin długu.

Teraz po raz drugi obejrzałem ten film. Pod koniec pojawiają się jakieś wypowiedzi Rockefellera na temat rządu światowego. Ten film należy najwyraźniej do nurtu alterglobalistycznego, ale nie mam tu żadnych uwag, pominąwszy dość ogólnikowe propozycje naprawy systemu. Po chwili zastanowienia się można je odrzucić - żaden system, w którym nie będzie uwolniona indywidualna przedsiębiorczość jednostek (to szczególnie się tyczy operacji finansowych, od nich bowiem w dużej mierze zależy sprawne funkcjonowanie gospodarki rynkowej) nie będzie funkcjonalny. Takie jest moje (umiarkowanie liberalne) zdanie.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-06-2011 21:05 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Niedooglądałem do tego, o czym piszesz.
Ogólnie rzecz biorąc normy ostrożnościowe kredytów powinny blokować spiralę zadłużenia i inne opisane efekty. Na zasadzie, przy braku wzrostu pożyczanie jest rtzykowne i stopy procentowe rosną.

Pozdrawiam

Nadejdzie czas parad heretyków.
24-06-2011 21:30 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>Niedooglądałem do tego, o czym piszesz.
>Ogólnie rzecz biorąc normy ostrożnościowe kredytów powinny blokować spiralę zadłużenia i inne opisane efekty. Na zasadzie, przy braku wzrostu pożyczanie jest rtzykowne i stopy procentowe rosną.

Tak, podejrzewam, że te mechanizmy regulacyjne w postaci stóp procentowych, przepisów prawa bankowego , obowiązkowych depozytów itp. są podstawową wiedzą ekonomiczną i nie chcę się za bardzo w to zagłębiać, choćby z tego powodu, że moja wiedza na ten temat pochodzi wyłącznie z gazet i Wikipedii Chodzi mi o globalny mechanizm, który sprawia, że mamy do czynienia od pewnego czasu ( na zachodzie od dziesiątków lat) z absurdalna sytuacją, w której klient, który chce spłacić swój dług do końca i nie brać już żadnych innych kredytów jest obrzydliwością i zgorszeniem dla banków. Coś, co w niektórych kulturach było cnotą ("dobry zwyczaj - nie pożyczaj", itp.) teraz stało się głównym (ekonomicznym) grzechem.
Często słyszy się głosy ubolewające nad "konsumpcjonizmem, pogonią za doczesnymi dobrami", nie tylko z ust przedstawicieli różnych kościołów, ale też przedstawicieli środowisk twórczych, filozofów, psychologów, organizacji pomocowych itd. itp. Fałszywie moim zdaniem brzmią te lamenty, jeśli nie mówi się wprost, co jest najbardziej bezpośrednią tego przyczyną: łatwy kredyt, który uruchamia samonapędzający się mechanizm rywalizacji międzyludzkiej, w którym starają się dorównać do poziomu życia ustalanego jako aktualnie obowiązujący standard. Chcę w tym miejscu podkreślić, że takie porównywanie się człowieka do pewnego "średniego poziomu odniesienia" samo z siebie nie jest niczym złym i należy z pewnością do naturalnych cech ludzkiego charakteru skłaniających go do zachowań stadnych, co jest nieodłączną cechą człowieczeństwa. Jednak w połączeniu z tym ekonomicznym dopalaczem jakim stał się łatwy kredyt, pojawia się rzeczywiście cała masa obłędnych w gruncie rzeczy zjawisk, tego wyścigu na nowe marki telewizorów, aut, lepiej urządzone domy, gdyż system finansowy z definicji uniemożliwia poczucie stabilności, lecz wprowadza destabilizację, ciągły niepokój, strach o to, czy dorównuję swoim tempem dochodów innym, czy zdołam spłacić ratę, czy ta praca zapewni wystarczający dochód. Z punktu widzenia machiny ekonomicznej jest to wspaniały, diablo dobry wynalazek. Z punktu widzenia człowieka - wyniszczający nerwowo, odbierający radość życia poprzez kradzież czasu, zrywający wszelkie głębokie więzi międzyludzkie.

Niewidzialna ręka rynku trzyma bat o nazwie "kredyt".
I w ten sposób zmusza ludzi, by wypruwali sobie żyły. Tylko, czy to wszystko jest zawsze tego warte? Pewnie tak, jeśli ktoś nigdy nie patrzył, jak rośnie trawa i nie potrafił się zdziwić zapachem powietrza wieczorem na łące.
Ech, to miało być bardziej poetyckie, ale z grubsza chyba wiadomo, o co mi chodzi.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-06-2011 21:58 
 Ocena 8 na 8
webmaster (moderator)
Cytat:
Z punktu widzenia machiny ekonomicznej jest to wspaniały, diablo dobry wynalazek. Z punktu widzenia człowieka - wyniszczający nerwowo, odbierający radość życia poprzez kradzież czasu, zrywający wszelkie głębokie więzi międzyludzkie.

Oprawić i na ścianę.
Dzisiejsze kredyty nie są po to, aby je spłacić. Państwa i banki już o tym wiedzą, a Kowalski ciągle próbuje te swoje kredyty spłacić do końca. Mechanizm opiera się o założenie, że ludzie będą coraz więcej brać i konsumować, a nie oszczędzać i uwalniać się z kredytów. Kiedy to się zawali, najmniejszym zmartwieniem będzie niespłacony kredyt. Więc zamiast iść pieszo, czy nie lepiej załapać się na ten pociąg i nie zainwestować nieswoich pieniędzy w coś trwałego? Orkiestra na Tytanicu grała do końca..
24-06-2011 22:08 
 Ocena 8 na 8
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
Jak dla mnie wynika to z fundamentalnego niezrozumienia natury kredytu w społeczeństwie.

Kredyt nie jest dla biednych, tylko dla bogatych.

Nie służy po to, żeby kupić sobie coś, na co pozwolić sobie nie można- ergo do życia ponad stan. Służy do tego, żeby ktoś zamożny mógł nabyć przedmiot na który go stać ale nie opłaca mu się płacić gotówką, gdyż aktywa ma już zamrożone w inwestycji, której stopa zysku przewyższa oprocentowanie kredytu.

Fabricati Diem, Pvnc!
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Kredyt nie jest dla biednych, tylko dla bogatych.
??

Ponieważ mamy inflację powyższe stwierdzenie jest niemądre.

Pozdrawiam

Nadejdzie czas parad heretyków.
24-06-2011 23:54 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Kredyt nie jest dla biednych, tylko dla bogatych.
Albo tych, którzy mają pomysł, jak takimi się stać
>Nie służy po to, żeby kupić sobie coś, na co pozwolić sobie nie można- ergo do życia ponad stan. Służy do tego, żeby ktoś zamożny mógł nabyć przedmiot na który go stać ale nie opłaca mu się płacić gotówką, gdyż aktywa ma już zamrożone w inwestycji, której stopa zysku przewyższa oprocentowanie kredytu.
Definicja kapitału - 30% środków własnych / 70% kredytu. Tak się tworzy m.in. przedsiębiorstwa (ale 30% trzeba mieć, tak jak świadomość ryzyka ich utraty).
Hodża (11172 punktów)
>Jak dla mnie wynika to z fundamentalnego niezrozumienia natury kredytu w społeczeństwie.
>Kredyt nie jest dla biednych, tylko dla bogatych.

Gdyby tak było, nie byłoby kredytów hipotecznych "NINJA" (No Income, No Job, No Assets).


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
25-06-2011 14:57 
 Ocena 4 na 4
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>>Kredyt nie jest dla biednych, tylko dla bogatych.
>Gdyby tak było, nie byłoby kredytów hipotecznych "NINJA" (No Income, No Job, No Assets).

Kredyty NINJA to przypadek w moim mniemaniu patologiczny i zachęcający do skrajnie nieodpowiedzialnych zachowań hiper- konsumpcyjnych (życia ponad stan). Nie dziwota niniejszym, że przyczyniły się do obecnego kryzysu.

Fabricati Diem, Pvnc!
24-06-2011 22:24 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Bardzo niemądre jest powyższe. Kredyt jest ok, bardzo ok. Ważne by brać go z rozsądkiem.

Pozdrawiam

Nadejdzie czas parad heretyków.
24-06-2011 23:33 
 Ocena 5 na 5
homopitek (1536 punktów)
>Ważne by brać go z rozsądkiem.

I tu jest kłopot zasadniczy, bo rozsądek nie jest czymś "samym w sobie", lecz tworem społecznym. To znaczy, że wzorce rozsądku są różne i dla pokolenia wyrosłego w "świecie wszechkredytu" branie wszelkich możliwych i niemożliwych kredytów jest rozsądne. Podobnie jak bolszewicy wychowali sobie parę pokoleń "nowego człowieka", tak można również wychować "człowieka kredytowego".


Nie stosuję emoticonów
25-06-2011 00:00 
 Ocena 5 na 5
Scarabaeus (2198 punktów)
>>Ważne by brać go z rozsądkiem.
>I tu jest kłopot zasadniczy, bo rozsądek nie jest czymś "samym w sobie", lecz tworem społecznym. To znaczy, że wzorce rozsądku są różne i dla pokolenia wyrosłego w "świecie wszechkredytu" branie wszelkich możliwych i niemożliwych kredytów jest rozsądne. Podobnie jak bolszewicy wychowali sobie parę pokoleń "nowego człowieka", tak można również wychować "człowieka kredytowego".

czym różni się kupowanie za gotówkę (takie kolorowe papierki) od kupowania za kredyt?
W czym jedno miałoby być rozsądniejsze od drugiego?

branie wszelkich możliwych i niemożliwych kredytów nie różni się niczym od przepijania czy innego bezmyślnego wydawania całej gotówki jaką się posiada.

Są tacy, którzy kupują auto na kredyt a potem pracują i głodują latami by spłacić ten kredyt.
Są też tacy, którzy pracują i głodują latami by kupić sobie auto za gotówkę.

Ja osobiście nie dostrzegam jakiejś zasadniczej różnicy między jednymi a drugimi.
25-06-2011 00:57 
 Ocena 5 na 5
homopitek (1536 punktów)
>czym różni się kupowanie za gotówkę (takie kolorowe papierki) od kupowania za kredyt?

Kupowanie za gotówkę ma fizyczny ogranicznik - ilość kolorowych papierków. Poza tym najczęściej jest tańsze dla kupującego.

>W czym jedno miałoby być rozsądniejsze od drugiego?

Tego nie wiem - to Twoja myśl.
Mogę tylko zgadywać, że większa porcja rozsądku kryje się w ujawnieniu (przy zakupie gotówkowym) aktualnych realnych możliwości ekonomicznych kupującego.

>Są też tacy, którzy pracują i głodują latami by kupić sobie auto za gotówkę.

Będą głodować, ale nigdy nie umrą z głodu, ponieważ zawsze wiedzą jakie są ich realne zasoby. Nie mogą pozwolić sobie na śmierć głodową, gdyż wtedy nie zrealizują zakupu. Nie mogą wyznawać maksymy "po nas choćby potop".


Nie stosuję emoticonów
25-06-2011 08:36 
 Ocena 6 na 6
salek (4701 punktów)
>Są tacy, którzy kupują auto na kredyt a potem pracują i głodują latami by spłacić ten kredyt.
>Są też tacy, którzy pracują i głodują latami by kupić sobie auto za gotówkę.
>Ja osobiście nie dostrzegam jakiejś zasadniczej różnicy między jednymi a drugimi.
>
O, jest zasadnicza. Akumulowane pieniądze pracują dla ich właściciela, a pochodzące z kredytu - dla kredytodawcy. Mówiąc po ludzku, różnicą jest czas - odkładając pieniądze samochód kupię później, ale szybciej będzie moją własnością. Ale właśnie tempo wejścia w posiadanie rzeczy się ludziom nie podoba, a z późniejszego rzeczy nabycia nie chcą zdawać sobie sprawy..
25-06-2011 11:13 
 Ocena 5 na 5
Hodża (11172 punktów)
>czym różni się kupowanie za gotówkę (takie kolorowe papierki) od kupowania za kredyt?
>W czym jedno miałoby być rozsądniejsze od drugiego?

W tym, że kiedy nabywasz to na kredyt, pojęcie "kupowania" staje się wyzbyte pierwotnej treści przynależnej temu słowu. Jesteś nabywcą tylko względem sprzedawcy, na którego konto wpłynęła zapłata; względem siebie nie jesteś faktycznym właścicielem
dóbr, których się stałeś dysponentem. Mieszkanie obciążone hipoteką nie jest twoje w takim sensie, jak twoje jest mieszkanie, które nie jest obciążone zobowiązaniami wobec banku.

>branie wszelkich możliwych i niemożliwych kredytów nie różni się niczym od przepijania czy innego bezmyślnego wydawania całej gotówki jaką się posiada.

Zgoda.

>Są tacy, którzy kupują auto na kredyt a potem pracują i głodują latami by spłacić ten kredyt.
>Są też tacy, którzy pracują i głodują latami by kupić sobie auto za gotówkę.
>Ja osobiście nie dostrzegam jakiejś zasadniczej różnicy między jednymi a drugimi.

Tu poruszyłeś bardzo ważny element w całej masie problemów wiążących się z kredytami. Otóż "ukredytowienie" społeczeństw (czego skutkiem jest "konsumpcjonizm") wynika właśnie z tego oczywistego faktu, że ciułanie kasy na to, by w końcu kupić jakieś drogie dobro za gotówkę ma tę zasadniczą wadę, którą likwiduje kredyt, że przez cały czas pracy nie można korzystać z tego dobra, co w przypadku dużych zakupów - jak mieszkanie chociażby, często oznaczałoby przesunięcie perspektywy nabycia własnego mieszkania na wiek przedemerytalny lub później. Nie ma co się dziwić ludziom, że biorą mieszkania na kredyt, gdyż nie ma praktycznie w skali całego społeczeństwa innej szansy jego kupna; kredyt pozwala cieszyć się z dobra już teraz, natomiast spłacanie zastępuje oszczędzanie. Tyle tylko, że ten model "juz dziś miej to, na co byś musiał pracować latami" rozszerzył się praktycznie na wszelkie rodzaje dóbr i usług a nawet świąt (są specjalne kredyty świąteczne) nie mówiąc już o tym typowo patologicznym elemencie całego systemu, jakim jest branie kredytów na spłatę innych kredytów.
Bez kredytu gospodarka nie może funkcjonować; jednak istotne jest, by to bank centralny rzeczywiście kontrolował ilość pieniądza kreowanego w postaci długu, a już kompletnym absurdem (moim zdaniem) jest pożyczanie przez rząd od banków komercyjnych. To w gruncie rzeczy odwraca hierarchię władzy, rządy stają się zakładnikami banków a banki urastają do roli jedynych suwerenów, nienazwanych mocarstw, faktycznie rządzących światem polityki.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
25-06-2011 15:02 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>czym różni się kupowanie za gotówkę (takie kolorowe papierki) od kupowania za kredyt?
>W czym jedno miałoby być rozsądniejsze od drugiego?

Kupując za gotówkę trudniej na fali entuzjazmu stracić rachubę. A już na pewno niemożliwe jest kupienie czegoś, na co nas de facto nie stać.

>branie wszelkich możliwych i niemożliwych kredytów nie różni się niczym od przepijania czy innego bezmyślnego wydawania całej gotówki jaką się posiada.

Bezmyślność jest i pozostanie bezmyślnością. Finansowym credo powinno być zachowanie płynności poprzez kontrolę zadłużenia i odpowiednio dobrane oszczędzanie.

>Są tacy, którzy kupują auto na kredyt a potem pracują i głodują latami by spłacić ten kredyt.
>Są też tacy, którzy pracują i głodują latami by kupić sobie auto za gotówkę.
>Ja osobiście nie dostrzegam jakiejś zasadniczej różnicy między jednymi a drugimi.

Różnica jest zasadnicza: kupowanie za odkładaną gotówkę nie powoduje zadłużenia, to raz. Dwa- oszczędności odpowiednio ulokowane są chronione przed inflacją a nawet mogą dalej na siebie zarabiać.


Fabricati Diem, Pvnc!
25-06-2011 19:23 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

>Ja osobiście nie dostrzegam jakiejś zasadniczej różnicy między jednymi a drugimi.

Różni się matematyką. Kupując za gotówkę płacisz 100 zł . Kupując na kredyt płacisz 100 zł + procent. Weź kredyt w obcej walucie a dowiesz się czym różni się jedno od drugiego. Polecam modnego ostatnio "Franka"
25-06-2011 00:35 
 Ocena 2 na 2
homopitek (1536 punktów)
>Fałszywie moim zdaniem brzmią te lamenty, jeśli nie mówi się wprost, co jest najbardziej bezpośrednią tego przyczyną: łatwy kredyt, który uruchamia samonapędzający się mechanizm rywalizacji międzyludzkiej, w którym starają się dorównać do poziomu życia ustalanego jako aktualnie obowiązujący standard.

Twoje wyjaśnienie nie mówi dlaczego łatwy kredyt pojawił się niedawno (w skali historycznej) chociaż banki istnieją od dawna. Wygląda na to, że przestawiłeś kolejność zdarzeń. Kapitalizm i związane z nim upowszechnienie się ostrej rywalizacji międzyosobniczej jest chyba starszy od łatwego kredytu?

Nie stosuję emoticonów
25-06-2011 11:31 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>>Fałszywie moim zdaniem brzmią te lamenty, jeśli nie mówi się wprost, co jest najbardziej bezpośrednią tego przyczyną: łatwy kredyt, który uruchamia samonapędzający się mechanizm rywalizacji międzyludzkiej, w którym starają się dorównać do poziomu życia ustalanego jako aktualnie obowiązujący standard.
>Twoje wyjaśnienie nie mówi dlaczego łatwy kredyt pojawił się niedawno (w skali historycznej) chociaż banki istnieją od dawna. Wygląda na to, że przestawiłeś kolejność zdarzeń. Kapitalizm i związane z nim upowszechnienie się ostrej rywalizacji międzyosobniczej jest chyba starszy od łatwego kredytu?

Tu nie wymyślę nic więcej ponad to, o czym pisze Zygmunt Bauman: kapitalizm potrzebuje nowych obszarów ekspansji. Istotą jego funkcjonowania jest "zdobywanie dziewiczych ziem". Kiedy wyczerpują się możliwości ekspansji terytorialnej, zaczyna się ekspansja na siły ludzkie (niewolnictwo), potem - na wprowadzanie maszyn i masową produkcję. Potem kapitalizm kreuje nowe potrzeby, mody, a w końcu sprzedaje nawet zasady, dzięki którym funkcjonował - jak tę, że nie wolno udzielać kredytu tym, którzy go nie będą w stanie spłacić.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
25-06-2011 18:03 
 Ocena 3 na 3
homopitek (1536 punktów)
>Tu nie wymyślę nic więcej ponad to, o czym pisze Zygmunt Bauman: kapitalizm potrzebuje nowych obszarów ekspansji. Istotą jego funkcjonowania jest "zdobywanie dziewiczych ziem". Kiedy wyczerpują się możliwości ekspansji terytorialnej, zaczyna się ekspansja na siły ludzkie (niewolnictwo), potem - na wprowadzanie maszyn i masową produkcję. Potem kapitalizm kreuje nowe potrzeby, mody, a w końcu sprzedaje nawet zasady, dzięki którym funkcjonował - jak tę, że nie wolno udzielać kredytu tym, którzy go nie będą w stanie spłacić.

Ależ własnie chodzi o to co piszasz za Baumanem: kapitalizm, na róznych etapach rozwoju, używa różnych "silników napędowych". Po wyczerpaniu się "siły pociągowej" tkwiącej w danym "silniku" tworzy się następny i następny. Łatwy kredyt, który pojawił się w latach 70. to właśnie taki kolejny "silnik" (kasa dla wszystkich), który ciągnął gospodarkę przez kilkadziesiąt lat. Kiedy jednak przestał wystarczać podrasowano go "imstrumentami pochodnymi" różnej maści i znów interes się kręcił w pożądanym tempie przez kilkanaście lat.
Przyczepiłem się tylko do kolejności zdarzeń wskazującej na kierunek przyczynowości. Łatwy kredyt nie jest przyczyną silnej konkurencji wewnątrzspołecznej w kapitalizmie wolnorynkowym.


Nie stosuję emoticonów
26-06-2011 16:40 
 Ocena 3 na 3
Jan Rylew (3965 punktów)
> Niewidzialna ręka rynku trzyma bat o nazwie "kredyt". I w ten sposób zmusza ludzi, by wypruwali sobie żyły. Tylko, czy to wszystko jest zawsze tego warte? Pewnie tak, jeśli ktoś nigdy nie patrzył, jak rośnie trawa i nie potrafił się zdziwić zapachem powietrza wieczorem na łące.
Hodża , masz u mnie plus, dlatego że myślę podobnie i za poetyckie inklinacje.
Chociaż należę do ludzi którzy kredytów nie biorą, sam mam wątpliwości, zwłaszcza w odniesieniu do kredytów na powiększenie budżetu państw. Wydaje się jednak, że tutaj
system jest wadliwy. Świadczą o tym nie tylko lawinowo narastające zadłużenia państw, ale i dotkliwe dla ludzi obciążenia oprocentowaniami.

Kredyty dla osób fizycznych są dobre, tylko oprocentowania złe . Nie każdy zdaje sobie sprawę z prawdy zawartej w przysłowiu "kto kredytem płaci dwa razy płaci"(albo trzy). Tutaj przyznam rację temu kto powiedział, że "Kredyt nie jest dla biednych, tylko dla bogatych."

Konsumpcjonizm to szukanie szczęścia w posiadaniu przedmiotów, dóbr materialnych
( "Wszystko to marność nad marnościami"), to przeminie kiedyś. Już dzisiaj wielu ludziom odechciewa się oglądania reklam w ich nowym telewizorze HD .

*****
Człowiek nie jest bogaty tym, co posiada, lecz tym, bez czego z godnością może się obejść.
( I. Kant )
salek (4701 punktów)
>Dobrze zrobiony (uwaga - animacja !). Interesujący.
Niestety, dobrze zrobiony..

>Nie jestem ekonomistą, ale z pobieżnej weryfikacji podanych tam schematów działania banków
>wnioskuję, że film przedstawia prawdę. Jeśli tak, to nie powinniśmy się bać diabła, tylko bankowca.
A trzeba być przynajmniej dobrze zaznajomionym z rachunkowością, aby wskazać gdzie autorzy nieco mijają się z prawdą.

>Temat o tyle ciekawy, że wiele osób z uwagą obserwuje to, co się dzieje wokół Grecji. Może ten film
>nie wiąże się bezpośrednio z tematem złodziejstwa państwowego, niemniej ciekaw jestem opinii osób
>zaznajomionych z ekonomią na temat tez zawartych w filmie .
>
Było już co najmniej raz. Było też i drugi.
Hodża (11172 punktów)
>Było już

...dlatego dobrze, że nie ma "FAQ" dla tego Forum. Pewne tematy powracają jak bumerang i czas oświetla je w coraz to nowych kontekstach

Ale, ale - to znaczy, uważasz, że banki nie kreują pieniędzy z długu? Wiadomo, że muszą mieć obowiązkowe rezerwy, jednak te zdaje się stanowią niewielką część z tego, co jest wygenerowanym przez nie kredytem.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-06-2011 21:53 
 Ocena 4 na 4
salek (4701 punktów)
>Ale, ale - to znaczy, uważasz, że banki nie kreują pieniędzy z długu? Wiadomo, że muszą mieć obowiązkowe rezerwy, jednak te zdaje się stanowią niewielką część z tego, co jest wygenerowanym przez nie kredytem.
Problem podstawowy polega na tym, że mechanizm kreacji pieniądza, który kiedyś wydawał mi się stosunkowo prostym najwyraźniej takim nie jest, sądząc po popularności głupot serwowanych przez 'dzieła' w rodzaju wspomnianego na początku filmu. Banki z pewnością nie kreują pieniędzy metodą wyjmowania ich z kapelusza, jeżeli to rozumiesz jako kreowanie pieniądza z długu. Dług po prostu jest jedynie jednym z elementów mechanizmu, a kluczowe dla problemu zrozumienie roli długu domorosłym ekonomistom najwyraźniej umyka, przesłonięte znacznie atrakcyjniejszą wizją spisku. Cóż, tak skonstruowana jest ludzka psychika..
Hodża (11172 punktów)
>Dług po prostu jest jedynie jednym z elementów mechanizmu,

Właśnie o tym mechanizmie traktuje ten film. A co, konkretnie, jest w tym filmie nieprawdziwe?

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
salek (4701 punktów)
>>Dług po prostu jest jedynie jednym z elementów mechanizmu,
>Właśnie o tym mechanizmie traktuje ten film. A co, konkretnie, jest w tym filmie nieprawdziwe?
Twierdzenie, że banki wyjmują pieniądze z kapelusza. Reszta to sprytne przemycenie tej bredni do świadomości oglądacza-laika - na tyle sprytne, że nawet mający pewne pojęcie o temacie dają się złapać.
26-06-2011 10:35 
 Ocena 3 na 3
rexus (2343 punktów)
Ilość pieniądza na rynku musi się zgadzać z ilością dóbr.
Banki kreują pieniądze na ludzkiej przedsiębiorczości, w której ludzie z własnej inicjatywy wytwarzają dobra.
Bank centralny oczywiście dodrukowuje pieniądze ale o współczynnik równy wzrostowi gospodarczemu co jest zrozumiałe i logiczne.

Ok. Nikt nic nie kradnie.

Ale sam mechanizm, który rządzi bankami jest chory. Bank nie ma zysku gdy ktoś mu oddaje dług, tylko zarabia wtedy kiedy ktoś pożycza. Ten oddany pieniądz musi szybko pożyczyć komuś innemu. W przypadku gdy pojawia się recesja w gospodarce, banki nie mają komu pożyczać, więc bank centralny obniża stopy procentowe, żeby nagonić im ludzi.
Ideą banków jest by każdy obywatel miał wobec nich zobowiązania, pieniądz traktują jak produkt własny. I to jest właśnie chore.

Powinien być zakaz pożyczania pieniędzy instytucjom państwowym, przez banki komercyjne. Zaś bank centralny powinien pożyczać pieniądze bezpośrednio obywatelom bez prowizji i zysku, i dopiero obywatele mogą powierzać te pieniądze bankom komercyjnym.
Jeśli by taki stan rzeczy, nie odpowiadał bankom komercyjnym, zawsze mogą sobie drukować własny pieniądz, na zasadzie parytetu.
25-06-2011 14:25 
 Ocena 2 na 2
Marian (5438 punktów)
> [...] przesłonięte znacznie atrakcyjniejszą wizją spisku.
   Ech tam spisek od razu. Po prostu zwykła, ludzka chciwość, chęć posiadania i zysku, doprawiona hojną dawką głupoty i krótkowzroczności. To zupełnie emergentny system; żaden „spisek” potrzebny nie był.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
25-06-2011 16:02 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>   Ech tam spisek od razu. Po prostu zwykła, ludzka chciwość, chęć posiadania i zysku, doprawiona hojną dawką głupoty i krótkowzroczności. To zupełnie emergentny system; żaden „spisek” potrzebny nie był.

Tego rodzaju wyłanianie się "milczącego porozumienia", które nie jest przecież żadnym spiskiem, świetnie opisał Dawkins w "Samolubnym genie" na przykładzie prawników.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
25-06-2011 21:00 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
A czy ja twierdzę spisek? Po prostu łatwiej trafić do głupców jakąś szokującym hasłem (np. banki dają pieniądze z niczego), zwłaszcza jeżeli można hasło podbudować czymś mądrze wyglądającym i związanym z tematem, niż stwierdzeniem iż to jest jasne i zrozumiałe, tylko trzeba włożyć sporo wysiłku w zrozumienie. No, a jak już głupota się zakorzeni.. o to już na nieusuwalność.
Marian (5438 punktów)
>A czy ja twierdzę spisek?
   Zdawałeś się sugerować. Miło, że to odwołałeś.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
salek (4701 punktów)
>>A czy ja twierdzę spisek?
>   Zdawałeś się sugerować. Miło, że to odwołałeś.
Nie odwołałem. Jest różnica między 'spisek' a 'wizja spisku'.

>   Pozdrawiam.
>
Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0

Marian (5438 punktów)
>Nie odwołałem. Jest różnica między 'spisek' a 'wizja spisku'.
   W takim razie niemiło z Twojej strony. Zatem moja pierwsza odpowiedź nadal obowiązuje. Podmień „spisek” na „wizję spisku” i spróbuj jeszcze raz.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
Scarabaeus (2198 punktów)

>Ale, ale - to znaczy, uważasz, że banki nie kreują pieniędzy z długu?

Zapytam jako laik. Czy to znaczy, że istnieje jakiś pieniądz, który w ten czy inny sposób nie jest wykreowany?
25-06-2011 00:01 
 Ocena 5 na 5
Anna Salman (16360 punktów)
>Zapytam jako laik. Czy to znaczy, że istnieje jakiś pieniądz, który w ten czy inny sposób nie jest wykreowany?
Tak, a jego poziom procentowy to tzw. współczynnik wypłacalności. Wynosi on na ogół od 8 do 10% (dla nowo tworzonych banków z reguły wyżej). Jeżeli spada poniżej 8% - niewypłacalność (potencjalna, zależy na jak długo i do jakiego poziomu). Powyżej 15% - nadpłynność, czyli złe zarządzanie aktywami.
Wysokość współczynnika określają przepisy danego kraju - w Polsce ustawa Prawo bankowe.
salek (4701 punktów)
>Zapytam jako laik. Czy to znaczy, że istnieje jakiś pieniądz, który w ten czy inny sposób nie jest wykreowany?
Tak. Gotówka.
Anna Salman (16360 punktów)
>z pobieżnej weryfikacji podanych tam schematów działania banków wnioskuję, że film przedstawia prawdę.
Prawdę nieco zmanipulowaną i zaprezentowaną jako kolejna teoria spiskowa.
>Jeśli tak, to nie powinniśmy się bać diabła, tylko bankowca.
Nowa jakość po Żydach i masonach
>ciekaw jestem opinii osób zaznajomionych z ekonomią na temat tez zawartych w filmie
Nie jestem może zaznajomiona z ekonomią, ale z bankowością co nieco. Mechanizm kreowania pieniądza przez bank komercyjny został istotnie stworzony przez angielskie domy depozytowe na przełomie XVII i XVIIIw, w oparciu m.in. o wcześniej już istniejące narzędzia kredytowe - weksle (średniowieczne Włochy). I działał dobrze do czasu Wielkiego Kryzysu, podczas którego stwierdzono konieczność uregulowania działania systemu, aby zabezpieczyć depozytariuszy. Od tamtej pory, aż do lat 70-tych ubiegłego wieku, kiedy to USA zaczęły rozmontowywać zabezpieczenia u siebie, żeby wpompować więcej pieniędzy w gospodarkę, nie było problemów z tym mechanizmem.

Obecnie jak widzę istnieje potrzeba stworzenia mitu, który wyjaśni Amerykanom, jak ich oszukano. Mieszkańcy kraju z wzorcową (podobno) gospodarką wolnorynkową nie wiedzieli, że przy dochodzie 2000 USD/mies. nie zaciąga się kilku kredytów, których spłaty miesięczne wynoszą 1500 USD/mies (wersja light - niektórzy brali więcej)?
I receptą ma być interwencja państwa? Wychowałam się i nawet rozpoczęłam pracę w systemie politycznym, dyktującym bankom, komu i na jakich zasadach należy udzielić kredytu. Ten eksperyment nie działa.
Inne pomysły typu powrót do wymiany towarowej lub parytetu kruszca to chyba żart. A deflacja? To może raczej wprowadźmy potlacz?
25-06-2011 02:26 
 Ocena 3 na 3
homopitek (1536 punktów)
>I receptą ma być interwencja państwa?

A myślisz, że istnieją jakieś samorzutne mechanizmy regulacyjne, które mogą coś poprawić? Przecież organizacje gospodarcze nie zrezygnują z propagandy konsumpcji, bo to wbrew ich doraźnym interesom. Bez tego raczej można zapomnieć o zmianie zachowań większości ludzi. Ludzie będą chcieli nieustannie kupować, a banki będą ich kredytować ile wlezie, bo właściciele są zainteresowani stałym wzrostem zysków.


Nie stosuję emoticonów
26-06-2011 12:19 
 Ocena 5 na 5
Anna Salman (16360 punktów)
>A myślisz, że istnieją jakieś samorzutne mechanizmy regulacyjne, które mogą coś poprawić?
Na pewno nie, wbrew temu, co głoszą neoliberałowie. Idea absolutnie wolnego rynku może funkcjonować jedynie jako model ekonomiczny. Jednak to danego państwa powinno tylko wyznaczać ramy, w jakich działają instytucje. Jeżeli prawo jest dobre i skutecznie egzekwowane nie powinno dochodzić do patologii. Tylko czy pojęcie państwa prawa, to nie jest kolejny ideał bez pokrycia w rzeczywistości...
Jestem jednak przekonanana, że bezpośrednie interwencje państwa w zasady działania poszczególnych uczestników rynku, są równie szkodliwe, co zostawianie tymże uczestnikom nieograniczonej swobody.
26-06-2011 17:16 
 Ocena 3 na 3
homopitek (1536 punktów)
>Na pewno nie, wbrew temu, co głoszą neoliberałowie. Idea absolutnie wolnego rynku może funkcjonować jedynie jako model ekonomiczny.

Niestety wielu ludzi bierze wolny rynek dosłownie, bo jest im tak wygodniej.

Co do wpływu państwa (interwencji na różnych poziomach) to problem jest prawdopodobnie w braku odpowiednio wyważonych relacji między sferą gospodarczą i społeczną. Interwencje państwa, moim zdaniem, najczęściej wynikają z braku wcześniej ustalonych granic "stref wpływu" tych sfer. Gospodarka skonstruowana według zasad agresywnej konkurencyjności (ekonomicznej wojny domowej) nie jest w stanie samorzutnie hamować swojego ślepego pędu do podporządkowywania sobie innych sfer ludzkiej aktywności. W efekcie stale generuje napięcia społeczne.

W kwestii samego sposobu interwencji oczywiście zgadzam się z Tobą.

Uzupełnienie.
=============

W kwestii samego prawa powtórzę swoją ulubioną tezę, że powinna panować nie tylko równość wobec prawa, lecz również równość praw.


Nie stosuję emoticonów
26-06-2011 19:34 
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)
>Co do wpływu państwa (interwencji na różnych poziomach) to problem jest prawdopodobnie w braku odpowiednio wyważonych relacji między sferą gospodarczą i społeczną. Interwencje państwa, moim zdaniem, najczęściej wynikają z braku wcześniej ustalonych granic "stref wpływu" tych sfer.
Stara prawda, że w mętnej wodzie najlepiej się ryby łowi. Wzajemne przenikanie się sfery biznesu i polityki sprawia, że gubi się zarówno interes społeczny, jak i zdrowe relacje ekonomiczne (np. realną konkurencyjność)

>W kwestii samego prawa powtórzę swoją ulubioną tezę, że powinna panować nie tylko równość wobec prawa, lecz również równość praw.
Fakt
27-06-2011 02:16 
 Ocena 2 na 2
homopitek (1536 punktów)
>Stara prawda, że w mętnej wodzie najlepiej się ryby łowi. Wzajemne przenikanie się sfery biznesu i polityki sprawia, że gubi się zarówno interes społeczny, jak i zdrowe relacje ekonomiczne (np. realną konkurencyjność)

Chodzi nie tylko o "zamglenie" strefy przenikania się, lecz o właściwą proporcję ważności tych stref dla całego życia społecznego. Moim zdaniem gospodarka jest przewartościowana - są ważniejsze sfery ludzkiego życia. Jestem zdania, że świadomośc społeczna zbliża się do punktu, w którym zwycięży pogląd, że nie nos (człowiek) jest dla tabakiery (gospodarki), lecz odwrotnie. W niektórych krajach zdają się rozumieć, że podporządkowywanie życia społecznego wymogom gospodarki wolnorynkowej jest na długą metę ryzykowne, ponieważ niektóre procesy społeczne (np. demograficzne) mają "gdzieś" potrzeby gospodarki. I jedynym wyjściem jest dostosowanie życia gospodarczego do warunków dyktowanych przez te procesy.

Nie stosuję emoticonów
25-06-2011 11:25 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>z pobieżnej weryfikacji podanych tam schematów działania banków wnioskuję, że film przedstawia prawdę.
>Prawdę nieco zmanipulowaną i zaprezentowaną jako kolejna teoria spiskowa.
>>Jeśli tak, to nie powinniśmy się bać diabła, tylko bankowca.
>Nowa jakość po Żydach i masonach

Coś chyba w tym jest, że ludzie próbuja pojąć, jak mogą otrzymywać milionowe premie prezesi i członkowie rad nadzorczych banków "zbyt dużych, aby upaść" i ratowanych przez państwo. Czy tak działa "nowy kapitalizm" ? Czy nie jest to po prostu zalegalizowana przez państwo forma rabunku na skalę, jakiej nie znał świat w całej swojej historii? Z całą pewnością tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze, tam wiele spraw załatwia się po cichu, a ci, którzy są "przy korycie" mogą i z tej możliwości skwapliwie korzystają, się zdrowo nażreć. Nie potrzeba tu żadnego spisku, wystarczy umiejętność posługiwania się kalkulatorem.

>>ciekaw jestem opinii osób zaznajomionych z ekonomią na temat tez zawartych w filmie
>Nie jestem może zaznajomiona z ekonomią, ale z bankowością co nieco. Mechanizm kreowania pieniądza przez bank komercyjny został istotnie stworzony przez angielskie domy depozytowe na przełomie XVII i XVIIIw, w oparciu m.in. o wcześniej już istniejące narzędzia kredytowe - weksle (średniowieczne Włochy). I działał dobrze do czasu Wielkiego Kryzysu, podczas którego stwierdzono konieczność uregulowania działania systemu, aby zabezpieczyć depozytariuszy. Od tamtej pory, aż do lat 70-tych ubiegłego wieku, kiedy to USA zaczęły rozmontowywać zabezpieczenia u siebie, żeby wpompować więcej pieniędzy w gospodarkę, nie było problemów z tym mechanizmem.

Cóż, to "pompowanie" chyba miało coś na celu? Może jednak jakiś... zysk???

>Obecnie jak widzę istnieje potrzeba stworzenia mitu, który wyjaśni Amerykanom, jak ich oszukano. Mieszkańcy kraju z wzorcową (podobno) gospodarką wolnorynkową nie wiedzieli, że przy dochodzie 2000 USD/mies. nie zaciąga się kilku kredytów, których spłaty miesięczne wynoszą 1500 USD/mies (wersja light - niektórzy brali więcej)?
>I receptą ma być interwencja państwa? Wychowałam się i nawet rozpoczęłam pracę w systemie politycznym, dyktującym bankom, komu i na jakich zasadach należy udzielić kredytu. Ten eksperyment nie działa.

A nie jest interwencją państwa ratowanie banków w USA? Wielkich koncernów motoryzacyjnych, które de facto były przez pewien czas znacjonalizowane? I chyba działa, tyle tylko, że jako nadzwyczajna interwencja. Jednak państwo okazuje sę być nieusuwalnym elementem wolnego rynku, niestety, wolny rynek już wycenił państwo i kwestią czasu jedynie jest, kiedy i ono pójdzie pod młotek.

>Inne pomysły typu powrót do wymiany towarowej lub parytetu kruszca to chyba żart. A deflacja? To może raczej wprowadźmy potlacz?

Co to jest potlacz?


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
26-06-2011 13:44 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Coś chyba w tym jest, że ludzie próbuja pojąć, jak mogą otrzymywać milionowe premie prezesi i członkowie rad nadzorczych banków "zbyt dużych, aby upaść" i ratowanych przez państwo. Czy tak działa "nowy kapitalizm" ? Czy nie jest to po prostu zalegalizowana przez państwo forma rabunku na skalę, jakiej nie znał świat w całej swojej historii?
Tak, jak najbardziej. Gorzej, gdy zamiast analizy sytuacji (wymagającej przemyślenia) otrzymują kolejny uproszczony schemat świata niszczonego przez jakieś ukryte, diabelskie siły. Jest to łatwiejsze do przyswojenia dla ogółu, jednak na dłuższą metę nie ułatwi rozwiązania problemu. Wykorzystuje się odwieczny mechanizm znalezienia kozła ofiarnego, na którym wszyscy odreagują złość. Teraz padło na bankowców - politycy nie brali w tym udziału?

>Cóż, to "pompowanie" chyba miało coś na celu? Może jednak jakiś... zysk???
Na pewno - wzrost popytu, co przy łatwo dostępnym pieniądzu (w tym przypadku coraz częściej pochodzącym z kredytu, a nie oszczędności lub bieżących dochodów) jest łatwo osiągalne. Wystarczy wmówić klientom, że posiadanie pewnych dóbr zapewni im szczęście lub jest warunkiem koniecznym osiągnięcia statusu społecznego.

>A nie jest interwencją państwa ratowanie banków w USA? Wielkich koncernów motoryzacyjnych, które de facto były przez pewien czas znacjonalizowane? I chyba działa, tyle tylko, że jako nadzwyczajna interwencja.
Tak i dlatego system gospodarczy USA można obecnie nazwać socjalizmem dla bogatych, a nie gospodarką wolnorynkową / liberalną, czy jakich tam jeszcze efamizmów się używa. To tylko podtrzymywanie mitu wbrew faktom.
> Jednak państwo okazuje sę być nieusuwalnym elementem wolnego rynku
Nie tyle wolnego rynku, ile funkcjonowania społeczeństwa, jako takiego. I nie zniknie, zwłaszcza w epoce podsycania nacjonalizmów i innych izolacjonizmów. Interwencja państwa na wolnym rynku powinna być ograniczona do ustanawiania dobrego prawa i jego skutecznego egzekwowania. Natomiast, gdy wkracza ono w jakiejkolwiek formie, jako uczestnik tegoż rynku i reguluje uznaniowo zobowiązania pieniędzmi wyciśniętymi z podatników zaczyna się horror - jak widać prawie taki sam w gospodarce centralnie planowanej, jak i kapitalistycznej, kierowanej przez coś na kształt oligarchii finansowej.
>Co to jest potlacz?
Taka egzotyczna forma wzajemnego obdarowywania się występująca wśród niektórych plemion indiańskich, polegająca na licytowaniu się, kto się pozbędzie większej liczby własnych dóbr. Największy prestiż uzyskiwał ten, który rozdał / zniszczył największą część własnego mienia. Zapewne Wikipedia albo inne źródła internetowe dokładniej i przystępniej opisują to zjawisko. A najdokładniej podręczniki do antropologii. Ja piszę niestety z głowy (czyli z niczego, jak powiedziałaby moja koleżanka), i tylko mam nadzieję, że nie zagmatwałam.
26-06-2011 15:23 
 Ocena 3 na 3
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>>Cóż, to "pompowanie" chyba miało coś na celu? Może jednak jakiś... zysk???
>Na pewno - wzrost popytu (...).
Owszem, pośrednio- zysk. Bezpośrednio ożywienie koniunktury.

>>A nie jest interwencją państwa ratowanie banków w USA? Wielkich koncernów motoryzacyjnych, które de facto były przez pewien czas znacjonalizowane? (...).
>Tak i dlatego system gospodarczy USA można obecnie nazwać socjalizmem dla bogatych, a nie gospodarką wolnorynkową / liberalną, czy jakich tam jeszcze efamizmów się używa. To tylko podtrzymywanie mitu wbrew faktom.

Nigdy nie wybaczę tego administracji Obamy. A premie spadochronowe powinny według mnie bardzo srogo opodatkowane. Nie, nie zakazane, nie popieram interwencjonizmu. Ale odstraszający podatek byłby na miejscu.

>Nie tyle wolnego rynku, ile funkcjonowania społeczeństwa, jako takiego. I nie zniknie, zwłaszcza w epoce podsycania nacjonalizmów i innych izolacjonizmów. Interwencja państwa na wolnym rynku powinna być ograniczona do ustanawiania dobrego prawa i jego skutecznego egzekwowania. Natomiast, gdy wkracza ono w jakiejkolwiek formie, jako uczestnik tegoż rynku i reguluje uznaniowo zobowiązania pieniędzmi wyciśniętymi z podatników zaczyna się horror (...).

Ditto!

Fabricati Diem, Pvnc!
26-06-2011 19:05 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>A premie spadochronowe powinny według mnie bardzo srogo opodatkowane. Nie, nie zakazane, nie popieram interwencjonizmu. Ale odstraszający podatek byłby na miejscu.
Nie tylko premie, od wielu lat rozsądni ludzie mówią o konieczności opodatkowania przepływów kapitałowych. Niemożność natychmiastowego wycofywania pieniędzy z rynku stanowiłaby lepszą ochronę miejsc pracy, a w konsekwencji wpływów do budżetu, niż najbardziej restrykcyjne kodeksy pracy.
26-06-2011 19:17 
 Ocena 1 na 1
wacus47 (666 punktów)
>>A premie spadochronowe powinny według mnie bardzo srogo opodatkowane. Nie, nie zakazane, nie popieram interwencjonizmu. Ale odstraszający podatek byłby na miejscu.
>Nie tylko premie, od wielu lat rozsądni ludzie mówią o konieczności opodatkowania przepływów kapitałowych. Niemożność natychmiastowego wycofywania pieniędzy z rynku stanowiłaby lepszą ochronę miejsc pracy, a w konsekwencji wpływów do budżetu, niż najbardziej restrykcyjne kodeksy pracy.

Jedynym skutkiem takich regulacji byłoby to, że inwestor zastanowiłby się 128 razy czy na pewno zainwestować. Najprawdopodobniej liczba inwestycji bardzo by spadła bo inwestor wyniósłby się tam gdzie dodatkowych regulacji by nie było - efekt byłby odwrotny do postulowanego - mniej nowych miejsc pracy. W olbrzymiej większości przypadków jest tak : więcej regulacji to mniej miejsc pracy i wyższe ceny Najlepszym przykładem na tą zasadę jest Wrocław, który jako jedyny ma określono urzędowo maksymalne ceny dla taksówkarzy za 1km, efekt? Najwyższe ceny za taxi ze wszystkich dużych miast w Polsce
26-06-2011 19:56 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Jedynym skutkiem takich regulacji byłoby to, że inwestor zastanowiłby się 128 razy czy na pewno zainwestować. Najprawdopodobniej liczba inwestycji bardzo by spadła bo inwestor wyniósłby się tam gdzie dodatkowych regulacji by nie było - efekt byłby odwrotny do postulowanego - mniej nowych miejsc pracy.
Tak - gdyby dotyczyło to tylko jednego regionu. Bez tych ograniczeń też spada liczba miejsc pracy. Sztandarowym przykładem są znowu Stany, skąd przenoszono latami miejsca pracy głównie do Azji. Obecnie tamtejsi pracownicy żądają wyższych płac i innych przywilejów, co w połączeniu z kosztami transportu powoduje nieopłacalność produkcji. Jednak odbudowa przemysłu to zadanie na lat kilkanaście, a już dziś firmy chińskie wykupują ziemie w USA. Nie mówiąc o tym, że większość obligacji USA jest w posiadaniu Chin.
Efektem tej polityki był głównie znaczny wzrost bezrobocia w Stanach, spadek znaczenia tego kraju na arenie międzynarodowej, ale tak jest zawsze, kiedy planuje się na kilka lat - szybki zyski w krótkim czasie, a po nas choćby potop.
Alternatywą dla ograniczenia przepływów kapitałowych mogłaby być liberalizacja rynku pracy. Czyli ... wszyscy otwieramy granice i rynek staje się rzeczywiście wolny. Aha, znosimy jeszcze bariery celne i inne blokady przepływu towarów, po czym sprawdzamy, już w skali światowej, jak działa konkurencja. Są chętni?
Przykład Wrocławia nieco z innej dziedziny - bezpośrednia interwencja polityczna w działanie konkretnego podmiotu na rynku, a nie ustalanie zobowiązań tego podmiotu wobec kraju, w którym działa.
26-06-2011 20:39 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>Jedynym skutkiem takich regulacji byłoby to, że inwestor zastanowiłby się 128 razy czy na pewno zainwestować.

Mnie się to podoba, ze inwetorzy będa się zastanawiać nad konsekwencjami swoich poczynań. Może dzięki temu wymyślą, że warto kalkulować długofalowo.

>Najprawdopodobniej liczba inwestycji bardzo by spadła bo inwestor wyniósłby się tam gdzie dodatkowych regulacji by nie było - efekt byłby odwrotny do postulowanego - mniej nowych miejsc pracy.

Dużo zależy od skali zjawisk. Gdyby wsztscy europejscy inwestorzy przenieśli się gdzieś do Afryki, to większość z nich by zbankrutowała, bo nie mieliby komu sprzedawać swoich produktów - Europa stałaby się za biedna by je kupić.
Zapominasz, że ten "kij" ma dwa końce. Jeden to koszty produkcji, a drugi to siła nabywcza potencjalnego klienta. Przenoszenie inwestycji ma sens o ile można wrócić z wyprodukowanym towarem i go dobrze sprzedać, a do tego ostatniego potrzebny jest odpowiednio zasobny nabywca.
Poza tym jest jeszcze aspekt czysto polityczny tego problemu, czyli stabilność polityczna kraju, do którego uciekasz z inwestycją. To jest nawet ważniejsze od dolegliwości jakichś dodatkowych regulacji rynku.


Nie stosuję emoticonów
26-06-2011 22:46 
 Ocena 1 na 1
wacus47 (666 punktów)
>>Jedynym skutkiem takich regulacji byłoby to, że inwestor zastanowiłby się 128 razy czy na pewno zainwestować.
>Mnie się to podoba, ze inwetorzy będa się zastanawiać nad konsekwencjami swoich poczynań. Może dzięki temu wymyślą, że warto kalkulować długofalowo
Odnoszę wrażenie (może mylne), że traktujesz inwestorów jak zło konieczne, tymczasem bez tych krwiopijczych, przebrzydłych kapitalistów wielu ludzi nie miałoby żadnej pracy.
>>Najprawdopodobniej liczba inwestycji bardzo by spadła bo inwestor wyniósłby się tam gdzie dodatkowych regulacji by nie było - efekt byłby odwrotny do postulowanego - mniej nowych miejsc pracy.
>Dużo zależy od skali zjawisk. Gdyby wsztscy europejscy inwestorzy przenieśli się gdzieś do Afryki, to większość z nich by zbankrutowała, bo nie mieliby komu sprzedawać swoich produktów - Europa stałaby się za biedna by je kupić.
Przecież większość produkcji zostałą już dawno przeniesiona do Azji... Europa Zachodnia żyję z usług ( radzę spojrzeć jaki procent PKB np Wielkiej Brytanii jest wytwarzany przez sektor usług a jaki przez sektor produkcyjyjny).
>Zapominasz, że ten "kij" ma dwa końce. Jeden to koszty produkcji, a drugi to siła nabywcza potencjalnego klienta. Przenoszenie inwestycji ma sens o ile można wrócić z wyprodukowanym towarem i go dobrze sprzedać, a do tego ostatniego potrzebny jest odpowiednio zasobny nabywca.
Ok... Załóżmy, że fabryki gwoździ zostawiamy dajmy na to w Niemczach. Koszty lecą do góry co ma przełożenie na cenę, która też szybuje do góry. Czy siła nabywcza obywatela zwiększy się? jest to wątpliwe...
Zresztą jak pokazała rzeczywistość przenoszenie wielu inwestycji do krajów biednych nie ma żadnego wpływu na zamożność obywateli vide Wielka Brytania, Niemcy, USA

>Poza tym jest jeszcze aspekt czysto polityczny tego problemu, czyli stabilność polityczna kraju, do którego uciekasz z inwestycją. To jest nawet ważniejsze od dolegliwości jakichś dodatkowych regulacji rynku.

>
Nie stosuję emoticonów

homopitek (1536 punktów)
>Odnoszę wrażenie (może mylne), że traktujesz inwestorów jak zło konieczne,

Dlatego że chciałbym aby działali długofalowo?

> tymczasem bez tych krwiopijczych, przebrzydłych kapitalistów wielu ludzi nie miałoby żadnej pracy.

To tak samo dobre jak: bez leniwych i roszczeniowych pracowników wielu kapitalistów nie miałoby zysków.
Rzecz nie w sympatiach, lecz w użyteczności poszczególnych grup dla całego społeczeństwa.

>>Dużo zależy od skali zjawisk. Gdyby wsztscy europejscy inwestorzy przenieśli się gdzieś do Afryki, to większość z nich by zbankrutowała, bo nie mieliby komu sprzedawać swoich produktów - Europa stałaby się za biedna by je kupić.
>Przecież większość produkcji zostałą już dawno przeniesiona do Azji... Europa Zachodnia żyję z usług (radzę spojrzeć jaki procent PKB np Wielkiej Brytanii jest wytwarzany przez sektor usług a jaki przez sektor produkcyjyjny).

Czy nie zauważyłeś różnicy pomiędzy moim "wszyscy europejscy inwestorzy" a Twoim "większość produkcji"? Poza tym we współczesnej nowomowie "produkt" to wszystko co da się sprzedać, a nie tylko wyrób materialny.

Przenoszenie produkcji (a nawet usług) do tańszych krajów to proces stopniowy, długotrwały i dotyczący tylko pewnej jej części. Odpływ tych inwestycji był na tyle powolny, że nowe inwestycje (np. nowe działy gospodarki) wypełniały lukę. Gdyby jednak ten odpływ przekroczył możliwości "regeneracji", to skurczyłyby się możliwości zbytu produkcji przeniesionej do tanich krajów niezaleznie od spadku ich cen.

>Ok... Załóżmy, że fabryki gwoździ zostawiamy dajmy na to w Niemczach. Koszty lecą do góry co ma przełożenie na cenę, która też szybuje do góry. Czy siła nabywcza obywatela zwiększy się? jest to wątpliwe...

Tego, który nie zostałby zwolniony z powodu przeniesienia produkcji gwoździ z Niemiec do Zimbabwe bez wątpienia będzie większa niż bezrobotnego.

>Zresztą jak pokazała rzeczywistość przenoszenie wielu inwestycji do krajów biednych nie ma żadnego wpływu na zamożność obywateli vide Wielka Brytania, Niemcy, USA

Patrz wyżej o "regeneracji".


Nie stosuję emoticonów
26-06-2011 16:35 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>Gorzej, gdy zamiast analizy sytuacji (wymagającej przemyślenia) otrzymują kolejny uproszczony schemat świata niszczonego przez jakieś ukryte, diabelskie siły. Jest to łatwiejsze do przyswojenia dla ogółu, jednak na dłuższą metę nie ułatwi rozwiązania problemu. Wykorzystuje się odwieczny mechanizm znalezienia kozła ofiarnego, na którym wszyscy odreagują złość. Teraz padło na bankowców - politycy nie brali w tym udziału?

"Diabelskie" to określenie dziwnie dobrze pasujące do niektórych cech systemu bankowego... kuszenie pieniędzmi... za które można sobie (tu następuje lista i kilka sugestywnych obrazków)... elegancki, pachnący pan w garniturze chce nawet przyjechać do Twojego domu (miałem takie telefony w okresie bumu kredytowego), by podpisać cyrograf... tfu, umowę... apage, satanas!

Od pewnego czasu stosuję kryterium pieniądza-suwerena w ocenie odpowiedzialności za politykę. Polega to na tym, że nie wierzę, że danym krajem rządzi premier, prezydent, czy parlament, którzy łącznie dysponują ułamkiem środków pieniężnych pozostających w dyspozycji banków. Władza w demokratycznych państwach odbywa sie de facto tylko za pośrednictwem pieniądza a skorumpować można dziś już nie tylko poszczególne jednostki, ale - i to jest zupełnie nowa jakość - całe grupy zawodowe i instytucje w zgodzie z prawem. Według zasady- uchwalimy sobie ładne pensyjki, a wy nam za to pomożecie sfinansować takie to a takie inwestycje na przykład. A media nas za to nie będą ścigać. Spisek? Nie, handel.

>Tak i dlatego system gospodarczy USA można obecnie nazwać socjalizmem dla bogatych, a nie gospodarką wolnorynkową / liberalną, czy jakich tam jeszcze efamizmów się używa. To tylko podtrzymywanie mitu wbrew faktom.

Kiedyś o amerykańskiej gospodarce mówiło się , że każdy tam ma szansę zostać milionerem, nawet pucybut. Od dwóch pokoleń sami Amerykanie się z tego śmieją, a jest to śmiech tym bardziej gorzki, im bardziej widoczna jest pauperyzacja klasy średniej i koszmarnie nieproporcjonalnie wzrastający udział dochodów najbogatszych.

>> Jednak państwo okazuje sę być nieusuwalnym elementem wolnego rynku
>Nie tyle wolnego rynku, ile funkcjonowania społeczeństwa, jako takiego. I nie zniknie, zwłaszcza w epoce podsycania nacjonalizmów i innych izolacjonizmów. Interwencja państwa na wolnym rynku powinna być ograniczona do ustanawiania dobrego prawa i jego skutecznego egzekwowania. Natomiast, gdy wkracza ono w jakiejkolwiek formie, jako uczestnik tegoż rynku i reguluje uznaniowo zobowiązania pieniędzmi wyciśniętymi z podatników zaczyna się horror - jak widać prawie taki sam w gospodarce centralnie planowanej, jak i kapitalistycznej, kierowanej przez coś na kształt oligarchii finansowej.

Państwo moim zdaniem musi poskramiać wolny rynek, inaczej ten żywioł, a jest to żywioł - zniszczy w błyskawicznym tempie nawet to, co wydaje się być fundamentem państwa, a mianowicie minimum zabezpieczenia zdrowotnego, prawo do powszechnej edukacji na poziomie podstawowym. Jednak najgorsze jest to, że nieokiełznany rozwój wolnego rynku zawsze wywiera presję na prawo karne, dążąc do wycięcia z niego kolejnych kategorii przestępstw. Zaczyna się, oczywiście, od przestępstw podatkowych, ale dalej już idzie np. handel bronią, "miękkimi " narkotykami. Tak, tak, to też jest cecha wolnego rynku.

>>Co to jest potlacz?
>Taka egzotyczna forma wzajemnego obdarowywania się występująca wśród niektórych plemion indiańskich

O, Wielki Manitu, czego ludzie nie wymyślili, to z pewnością zostanie kiedyś wymyślone. Howgh
Pozdrawiam

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Anna Salman (16360 punktów)
>Państwo moim zdaniem musi poskramiać wolny rynek ...
Przymierzałam się przez chwilę do napisania artykułu (nie wiem, czy redakcja by mi go opublikowała) na temat wolnego rynku, a w zasadzie fikcji wolnego rynku. Uznałam jednak, że jestem na taki temat zbyt "cienka", ponadto zbyt lewacka i anarchistyczna.
Również pozdrawiam
26-06-2011 21:00 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>>Państwo moim zdaniem musi poskramiać wolny rynek ...
>Przymierzałam się przez chwilę do napisania artykułu (nie wiem, czy redakcja by mi go opublikowała) na temat wolnego rynku, a w zasadzie fikcji wolnego rynku. Uznałam jednak, że jestem na taki temat zbyt "cienka", ponadto zbyt lewacka i anarchistyczna.
>Również pozdrawiam

Ja - pomimo swoich bardzo, bardzo krytycznych uwag pod adresem neoliberalizmu, jestem w dziedzinie ekonomii tak jakby liberałem jednak. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę z tego, że oznacza to zgodę na niedostatek, cierpienie i wielkie nierówności społeczne. To wszystko, o czym pisał Marks opisując los dzieci w kopalniach angielskich, itp. W Polsce też mamy co powspominać.
Rzecz w tym, że żaden pogląd, ani liberalny, ani lewicowy, nie oddaje rzeczywistej dynamiki sił wytwórczych a przede wszystkim udziału ludzkiej psychologii w zjawiskach ekonomicznych (coś, co okazało się achillesową piętą marksizmu). Dziś coraz więcej myślicieli zajmujących się ekonomią skłania się w kierunku oscylacyjnych modeli ustrojów ekonomicznych, przemierzających obszar od gospodarki liberalnej, z minimum ingerencji państwa aż po modele kapitalizmu pracowniczego (czy jak to tam się nazywa, chodzi o współudział w środkach produkcji) i szerokich zabezpieczeń socjalnych. Wydaje mi się, jak nie mam pojęcia o konkretnych pomysłach, że problemem tu zawsze będzie to, jakie mechanizmy transformacji z jednego wariantu (liberalnego) w drugi (socjalny) mogą być skuteczne i możliwe, bo wiadomą rzeczą jest, że dużo łatwiej przeprowadzić coś w stronę socjalu, z powrotem już droga nie jest równie łatwa (co jest i będzie widać w Grecji).


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
homopitek (1536 punktów)
> koszmarnie nieproporcjonalnie wzrastający udział dochodów najbogatszych.

I to może być istotna bariera rozwoju gospodarki. Im większa koncentracja środków, tym trudniej coś sprzedawać, bo jest mniej potencjalnych klientów o odpowiednio zasobnym portfelu.


Nie stosuję emoticonów
26-06-2011 19:25 
 Ocena 2 na 2
homopitek (1536 punktów)
>Tak i dlatego system gospodarczy USA można obecnie nazwać socjalizmem dla bogatych, a nie gospodarką wolnorynkową / liberalną, czy jakich tam jeszcze efamizmów się używa. To tylko podtrzymywanie mitu wbrew faktom.

Ideologie z reguły prowadzą do wynaturzeń, ponieważ ich celem nadrzędnym jest takie konstruowanie rzeczywistości społecznej by zawsze była ona w zgodzie z ideą przewodnią, a nie z aktualnymi realiami. W przypadku USA "przegięcie" jest na tyle duże, że nawet tubylby zaczęli mieć wątpliwości. Rząd najpierw wykupił "General Motors" ratując go przed upadkiem, a gdy firma (już państwowa) wyszła na prostą (ponad 1 mld $ dochodu za kwartał) to ogłosił, że chce sprzedać swoje udziały nawet ze stratą, bo państwo nie powinno być właścicielem firm.
Teraz to już im chyba zostało tylko wprowadzenie podatku od płac na fundusz ratowania firm.

Nie stosuję emoticonów
26-06-2011 20:01 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Teraz to już im chyba zostało tylko wprowadzenie podatku od płac na fundusz ratowania firm.
Coś w tym stylu właśnie robią - chcą podnieść składkę na ubezpieczenie państwowe (ichniejszy ZUS) z 1% na 30%, bo fundusze, w których pracownicy lokowali składki po kolei plajtują albo szacują o wiele niższe zyski w przyszłości - lokowały w akcjach przeszacowanych przedsiębiorstw i banków...
26-06-2011 20:55 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>fundusze, w których pracownicy lokowali składki po kolei plajtują albo szacują o wiele niższe zyski w przyszłości - lokowały w akcjach przeszacowanych przedsiębiorstw i banków...

Prawdopodobnie inwestowali patrząc na giełdowe indeksy, a nie dywidendy wypłacane akcjonariuszom. Liczyli spekulacyjne "zyski", a nie realne dochody wypracowywane przez firmy. Ciekawe, że państwowego norweskiego funduszu naftowego (stara nazwa pokazująca źródło środków) jakoś nie ruszają te wszystkie finansowe "zadymy". Różnica jest taka, że Norwegowie w ogóle nie spekulują papierami - kupują "raz na zawsze". Chyba jedyne przypadki pozbycia się jakiś udziałów (a mają w ok. 2000 firm) miały miejsce po ujawnieniu, że dana firma wykorzystuje pracę dzieci, czyli była to "karna" wyprzedaż.
Przeszacowanie wartości jest istotą spekulacji.


Nie stosuję emoticonów
26-06-2011 21:18 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
> Różnica jest taka, że Norwegowie w ogóle nie spekulują papierami - kupują "raz na zawsze". Chyba jedyne przypadki pozbycia się jakiś udziałów (a mają w ok. 2000 firm) miały miejsce po ujawnieniu, że dana firma wykorzystuje pracę dzieci, czyli była to "karna" wyprzedaż.
I za to kocham tych skandynawskich nudziarzy.
Pozdrawiam
26-06-2011 21:21 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Norwegowie w ogóle nie spekulują papierami - kupują "raz na zawsze".

W ogóle chłodni Skandynawowie chyba nie mają żyłki do hazardu

>Przeszacowanie wartości jest istotą spekulacji.

Marks nazywał to "przeinwestowaniem", ale nie sposób zaprzeczyć, że jego "opisanie kapitalizmu" jako gospodarki skazanej na cykl koniunkturalny i mechanizmu tego procesu jest trafne. Bardziej współczesnym językiem (analizy systemów) można powiedzieć, że kapitalizm jest systemem niestabilnym, gdyż wykluczone są w nim procesy liniowe (przewidywalne) z powodu praktycznej niemożliwości zablokowania sprzężeń zwrotnych wynikających z wyceniania przez rynek parametrów samego systemu.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Selanos (12869 punktów)
Początek filmu przypadł mi do gustu, koniec filmu już nie. Nie znam się na ekonomii, nawet więcej, nie mam o tym pojęcia, ale to, że z pieniędzmi jest coś nie tak, wywnioskowałem już jakiś czas temu. Boję się rat, debetów i kredytów, bo myśl o tym, że kupie coś za dyszkę, a płacę za to 11 zł, jest dla mnie obrzydliwy. Okazuje się, że pieniądze które mam w portfelu to dług. Tyz fajnie.

Za ten dług kupie sobie coś, co jeszcze dłuuugo nie straci na wartości: złoto. Jakoś nie zanosi się na to, żeby ludzkość wybrała się do pasa planetoid, czy w inne miejsce gdzie jest dużo tego metalu, więc o wartość złota mogę być spokojny. A że czekam na to, aż Polska zbankrutuje... I nie boje się, że ktoś mi to ukradnie! Tyle złota na ile mnie stać, mogę schować wszędzie. Nawet za przeproszeniem... aah, tego już nie napisze.
Jajcenty (82 punktów)
>Za ten dług kupie sobie coś, co jeszcze dłuuugo nie straci na wartości: złoto.

Nic z tego. Złoto, jak każdy inny kruszec, surowiec, walor, papier, etc, zmienia swą wartość. Akurat w tej chwili wydaje się, że zloto jest na górce, podobne jak frank. Dlatego raczej należy się zadłużać w złocie lub we franku
Selanos (12869 punktów)
Złoto zawsze będzie warte dość sporo. Za to pieniądz papierowy może stać się całkiem bezwartościowy. Mieliśmy już takie przypadki w Polsce. Ciekawsze byly po wojnie na Węgrzech, albo niedawno w Zimbabwe.
Głąbiński (3538 punktów)
>... film ... opisujący mechanizm kreacji pieniądza przez banki.
Wadą omawianego filmu jest - jak sądzę - fundamentalistyczne traktowanie pieniądza (Marks nazwał to fetyszyzmem) jako przedmiotu przeznaczenia i właściwości podobnych do zboża, ubrania, ropy naftowej i in. Jednak pieniądz jest jedynie środkiem wymiany, stąd potrzeba jego "ilości" wynika jedynie z ilości towarów biorących udział w tej wymianie. Rzeczowo biorąc ważne jest tylko, by pieniędzy było tyle, ile jest na rynku mających zbyt towarów, a skąd się te pieniądz biorą, jest rzeczą drugorzędną, stwarzającą zaburzenia jedynie w wyniku komplikacji stwarzanych przez ludzką psychikę i przez prawo. Ponieważ zaś bez pieniędzy obrót towarowy w zaawansowanej cywilizacji jest niemożliwy, chwała tym, którzy tworzą go "z niczego", byle tylko znalazł się ktoś rozsądny, kto zadba o zachowanie granic, o to by pieniędzy nie było za dużo (ponad dopuszczalną skalę inflacji), ani za mało (kryzys deflacyjny).
Nie zgadzam się z Hodżą, że pieniądz w ekonomii jest najważniejszy. Nie jest też prawdą (tego dopatrzyłem się w postcie innego autora), że pieniądz jest jednoznacznie związany z kapitalizmem. Natomiast faktem jest, że w tej formacji jest on szczególniej narażony na powodujące katastrofę deformacje jego użycia, co zwłaszcza dotyczy traktowania pieniądza jako towaru. O ile bowiem we wszystkich systemach społecznych dominuje i dominowała rola pieniądza jako środka pozwalającego zdobycie dóbr rzeczywistej wartości, to w przedsiębiorstwie kapitalistycznym nie produkcja, nie zaspokajanie potrzeb, lecz zdobycie większej ilości pieniędzy jest celem działania. Tendencja ta, utrzymana w rozsądnych granicach sprawia, że wydajność przedsiębiorstwa kapitalistycznego jest niezwykle wysoka, z czego korzystamy wszyscy. Nieszczęście powstaje, gdy obieg pieniądza w sposób krańcowy odrywa się od produkcji dóbr, co np. ma miejsce w niektórych operacjach giełdowych. No ale to już inny temat.

Stach M. G.
Hodża (11172 punktów)
>Nie zgadzam się z Hodżą, że pieniądz w ekonomii jest najważniejszy.

Jeśli użyłem kiedyś takiego sformułowania, to przepraszam - nie uważam, że jest najważniejszy, tak, jak trudno powiedzieć, że dla życia organizmu ludzkiego najważniejsza jest krew. Należy po prostu do najbardziej elementarnych składników rzeczywistości społecznej, którego niczym nie da się zastąpić.

>Natomiast faktem jest, że w tej formacji jest on szczególniej narażony na powodujące katastrofę deformacje jego użycia, co zwłaszcza dotyczy traktowania pieniądza jako towaru. O ile bowiem we wszystkich systemach społecznych dominuje i dominowała rola pieniądza jako środka pozwalającego zdobycie dóbr rzeczywistej wartości, to w przedsiębiorstwie kapitalistycznym nie produkcja, nie zaspokajanie potrzeb, lecz zdobycie większej ilości pieniędzy jest celem działania. Tendencja ta, utrzymana w rozsądnych granicach sprawia, że wydajność przedsiębiorstwa kapitalistycznego jest niezwykle wysoka, z czego korzystamy wszyscy. Nieszczęście powstaje, gdy obieg pieniądza w sposób krańcowy odrywa się od produkcji dóbr, co np. ma miejsce w niektórych operacjach giełdowych. No ale to już inny temat.

Pełna zgoda. Dodam, że na wszelkiego rodzaju giełdach nigdy nie da się wytyczyć wyraźnych granic między wyceną fundamentalną a grą w kasynie, to znaczy, że np. nigdy nie będzie możliwe ustalenie kryteriów, pozwalających jednoznacznie zdiagnozować powstawanie "baniek".


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365