 |
Wielki Chłód - najbardziej prawdopodobny koniec Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 12-09-2021 23:29 | Agares25 (39 punktów) | Wielki Chłód - najbardziej prawdopodobny koniec
1 na 1 | Śmierć cieplna Wszechświata (Wielki Chłód) to według większości astronomów najbardziej prawdopodobny koniec. astronomy.(*)e-big-crunch-vs-the-big-freezeW śmierci cieplnej, Wszechświat będzie się nieprzerwanie rozszerzał, w przeciwieństwie do Wielkiego Odbicia, w którym w pewnym momencie grawitacja przezwycięży ekspansje i znów się zapadnie i znów mamy kolejny Wielki Wybuch i tak cyklicznie, aż do nieskończoności. Kiedyś pisałem o tym w wątku www.racjonalista.pl/forum.php/s,813807W przypadku śmierci cieplnej/Wielkiego Chłodu Wszechświat ulega ciągłemu rozszerzaniu, za wiele setek miliardów/bilionów lat świat będzie bardzo zimnym, ogromnym miejscem. Wszystko będzie się coraz bardziej od siebie oddalać, planety się rozpadną, w końcu atomy o wyższej liczbie atomowej rozpadną się na te o niższej, nawet neutrony zaczną się rozpadać na protony i elektrony, temperatura spadnie w okolice zera absolutnego. Myślę, że w kwestii filozofii i pytań metafizycznych koniec Wszechświata jest ważny. 1. Jeśli Śmierć Cieplna jest prawdziwa - oznacza to, że Wszechświat z naszej perspektywy nie jest nieskończony w czasie. Jest tylko jeden koniec. W przypadku Wielkiego Odbicia rozszerzanie i zapadanie następuje cyklicznie. Nie trzeba pytać o początek. Świat był, jest i będzie. Istniał nieskończenie wiele razy w przeszłości i będzie istniał nieskończenie razy w przyszłości. 2. Czy żyjemy w świecie końca, gdzie kiedyś nie będzie nic? Może to pokrzepiające, w końcu odpoczniemy, czeka nas wieczny sen bez snów. 3. W przypadku Wielkiego Odbicia tak jak kiedyś pisałem. Być może życie rozwija się i umiera nieskończoną ilość razy. Nawet wszystkie warianty Ziemi istniały, my sami też. Czy to nie jest męczące i czy nie jest to pewnego rodzaju przekleństwo. Życie nieskończoną ilość razy, robiąc w kółko to samo (choć nie wiem co się dzieje ze świadomością). Jeśli śmierć cieplna okaże się trafna, wszelkie poglądy czy religie wierzące w cykliczność okażą się niepoprawne. 4. Śmierć Cieplna i Wielkie Odbicie to pewnego rodzaju dwie przeciwstawne teorie. Jedna zakłada cykliczność, druga jej brak. Czas cykliczny vs czas linearny. Co o tym sądzicie? Chyba jednak za wcześnie na wyciąganie wniosków, ale dla mnie jest to strasznie interesujące co będzie na końcu. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Wenancjusz (16441 punktów) | Ponura wizja, ale niestety nieunikniona. Zależy właśnie od tego brzydkiego współczynnika Hubbla. #1. W wypadku śmierci Wszechświata rozszerzającego się bez przerwy, materia rozpadać się będzie, lecz nie zniknie. Wszechświat stanie się skupiskiem śmieci niezdolnych do tworzenia skupisk pozwalających na tworzenie gwiazd. Bo Wszechświat będzie przeogromny (w skali kosmicznej). I teraz, uważam, że musi być jakaś zależność (objętość stosunku do masy Wszechświata) określająca już brak możliwości tworzenia gwiazd). Ale czyżby? Przecież nie eliminujemy grawitacji, która tą całą masę Wszechświata próbuje skupiać. Nawet grawitacja gęstszego skupiska cząstek/molekuł. Stąd i uwaga, że masa Wszechświata musiała by być idealnie rozłożona równo w przestrzeni. A to jest niemożliwe bo wszystko jest w ruchu. #2. W wypadku Wielkiego Odbicia materia może się w końcu przestać rozrzedzać w przestrzeni i zacząć się skupiać, co sugeruje powrót do następnego Wielkiego Wybuchu. A może Wszechświat zamieni się w wielką czarną dziurę? I co wtedy? Proces nieodwracalny? bo czarna dziura wbrew pozorom oddaje jakaś energię (twarde promieniowanie rentgenowskie) ale problem, bo nie będzie przestrzeni. To jak to może być? Czarna dziura udławi się tą energią? Naprawdę trudno sobie to wyobrazić, bo wyjaśnienia dotychczasowe co się dzieje w środku czarnej dziury w postaci osobliwości materii, nie wyjaśnia nic, bo nie wiemy w zasadzie co ta osobliwość ma znaczyć. Więc traktuję Twoją wypowiedź jako zabawę intelektualną, bo na razie nie stać nas na nic więcej. A zjawisk tych tak czy owak nie doświadczymy, bo nas nie będzie. Ja mam mocne podejrzenia, że ludzkość może nie dożyć nawet roku trzytysięcznego, choćby dlatego że sama sobie utrudnia byt, stwarzając zagrożenia życia wszelkich istnień. A w sumie jeśli się nie wytłucze na własne życzenie to i tak jest skazana na emigrację i szukania nowej Ziemi w Kosmosie. Ale to jeszcze daleko w czasie. Właśnie przez naszą gwiazdę zwaną Słońcem, przekształcającą się w czerwonego olbrzyma, gdy zacnie się kończyć paliwo gwiazdy (wodór).
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
 | 2 na 2 | Rowerex (859 punktów) | >Ponura wizja, ale niestety nieunikniona. Zależy właśnie od tego brzydkiego współczynnika Hubbla. >#1. W wypadku śmierci Wszechświata rozszerzającego się bez przerwy (...) >#2. W wypadku Wielkiego Odbicia (...)
Tak amatorsko i dyletancko: scenariusze #1 i #2 by oznaczały, że ewentualna "funkcja matematyczna" opisująca Wszechświat daje stabilne wyniki, czyli "idzie" i będzie sobie spokojnie i wytrwale szła albo po ścieżce #1 albo po ścieżce #2. Ale skoro "idzie i będzie szła stabilnie", to można założyć, że tak było zawsze - zatem nic i nigdy, żaden współczynnik, żaden zestaw współczynników i warunków, nie powodowały "gwałtownych" (w skali kosmicznej) zmian i przejść na inne ścieżki - no ale tu mi się nasuwa głupie pytanie (może bez związku, ale się mi nasuwa): dlaczego wygląda to tak, że wokół nas (i chyba też dość daleko od nas) "wygrała" materia, a nie antymateria, bo skoro zawsze był "spokój i stabilność", to nigdy nie mogło być żadnej "bitwy", więc nie powinno być mowy o żadnym "zwycięzcy" i żadnym "przegranym"...?
>A w sumie jeśli się nie wytłucze na własne życzenie to i tak jest skazana na emigrację i szukania nowej Ziemi w Kosmosie. Ale to jeszcze daleko w czasie. Właśnie przez naszą gwiazdę zwaną Słońcem, przekształcającą się w czerwonego olbrzyma, gdy zacnie się kończyć paliwo gwiazdy (wodór).
Pytanie: czy i jak będą się zmieniały orbity obiektów Układu Słonecznego wraz z ewolucją Słońca, wszak ono traci i będzie traciło masę, zresztą, pobliskie gwiazdy też będą przechodziły ewolucję.
Andromeda "zderzy" się (raczej "zmiesza") z Drogą Mleczną zdaje się znacznie później, gdy Słońce będzie już karłem.
|
|
|  | | Wenancjusz (16441 punktów) | >>Ponura wizja, ale niestety nieunikniona. Zależy właśnie od tego brzydkiego współczynnika Hubbla. >>#1. W wypadku śmierci Wszechświata rozszerzającego się bez przerwy (...) >>#2. W wypadku Wielkiego Odbicia (...) >Tak amatorsko i dyletancko: scenariusze #1 i #2 by oznaczały, że ewentualna "funkcja matematyczna" opisująca Wszechświat daje stabilne wyniki, czyli "idzie" i będzie sobie spokojnie i wytrwale szła albo po ścieżce #1 albo po ścieżce #2. Ale skoro "idzie i będzie szła stabilnie", to można założyć, że tak było zawsze - zatem nic i nigdy, żaden współczynnik, żaden zestaw współczynników i warunków, nie powodowały "gwałtownych" (w skali kosmicznej) zmian i przejść na inne ścieżki - no ale tu mi się nasuwa głupie pytanie (może bez związku, ale się mi nasuwa): dlaczego wygląda to tak, że wokół nas (i chyba też dość daleko od nas) "wygrała" materia, a nie antymateria, bo skoro zawsze był "spokój i stabilność", to nigdy nie mogło być żadnej "bitwy", więc nie powinno być mowy o żadnym "zwycięzcy" i żadnym "przegranym"...? >>A w sumie jeśli się nie wytłucze na własne życzenie to i tak jest skazana na emigrację i szukania nowej Ziemi w Kosmosie. Ale to jeszcze daleko w czasie. Właśnie przez naszą gwiazdę zwaną Słońcem, przekształcającą się w czerwonego olbrzyma, gdy zacnie się kończyć paliwo gwiazdy (wodór). >Pytanie: czy i jak będą się zmieniały orbity obiektów Układu Słonecznego wraz z ewolucją Słońca, wszak ono traci i będzie traciło masę, zresztą, pobliskie gwiazdy też będą przechodziły ewolucję.
Orbit najbliższych Słońca planet układu nie będzie. Jeśli już to tylko będą wypalone kikuty planet pochłaniane przez Słońce w rozkwicie do wielkości czerwonego olbrzyma. To dopiero co? I jak tu obliczyć orbity nie istniejących już planet? A co nas obchodzą najbliższe układowi gwiazdy? Każda ma swój czas by się zdegenerować. To nie jest tak, że jak Słońce traci walor gwiazdy układu, to zaraz inne gwiazdy to odczują podobnie. To nie pastwisko na któryn jak jedna krowa machnie ogonem to cała reszta krów za nią.
>Andromeda "zderzy" się (raczej "zmiesza") z Drogą Mleczną zdaje się znacznie później, gdy Słońce będzie już karłem.
To będzie nieprzewidywalna kaszanka i smród. Były układ słoneczny zniknie tak, że nawet porucznik Colombo go nie odtworzy. Taki romantyczny zamęt, gdzie można wyławiać najlepsze kąski. To jakaś gwiazda z Andromedy przykarauli sobie z dwie planetki z Drogi Mlecznej, to się zderzą jakie dwie awanturnicze planetki, to nasze karłowate Słońce już po latach swojej chwały utworzy układ podwójny z gwiazdą z Andromedy, no ogólnie ciekawie. Jeśli już przenikanie się skończy to ani Droga Mleczna, ani Andromeda, nie będą tak samo wyglądały. Ludzkości na pewno nie będzie dane to oglądać.
A Mars będzie miał choć raz ciepło, a Jowisz będzie ogołocony "na Adama" z jego powłoki gazowej przez wiatr słoneczny a i Saturna nie ominie golizna i jego "kapelusz zniknie. To dopiero za ok. 3,5 mld. lat, czyli pełnych obiegów Ziemi wokół naszej gwiazdy. No ale wracając do zabawy w śmierć cieplną Wszechświata. Tworzący ten post autor nie zdawał sobie sprawy ze skali czasu, jak wzorcowy katolik nie uznający żadnej chronologii zdarzeń. Dla takiego czas nie ma istotnego znaczenia. Stąd i wyliczenia pewnego niemieckiego biskupa, że świat organiczny i tym samym człowiek istnieją od 6,5 tys. lat. No ale fakt, że się przejmuje. To tylko pociesza.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
|  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>Ponura wizja, ale niestety nieunikniona. Zależy właśnie od tego brzydkiego współczynnika Hubbla. >>#1. W wypadku śmierci Wszechświata rozszerzającego się bez przerwy (...) >>#2. W wypadku Wielkiego Odbicia (...) >Tak amatorsko i dyletancko: scenariusze #1 i #2 by oznaczały, że ewentualna "funkcja matematyczna" opisująca Wszechświat daje stabilne wyniki, czyli "idzie" i będzie sobie spokojnie i wytrwale szła albo po ścieżce #1 albo po ścieżce #2. Ale skoro "idzie i będzie szła stabilnie", to można założyć, że tak było zawsze - zatem nic i nigdy, żaden współczynnik, żaden zestaw współczynników i warunków, nie powodowały "gwałtownych" (w skali kosmicznej) zmian i przejść na inne ścieżki - no ale tu mi się nasuwa głupie pytanie (może bez związku, ale się mi nasuwa): dlaczego wygląda to tak, że wokół nas (i chyba też dość daleko od nas) "wygrała" materia, a nie antymateria, bo skoro zawsze był "spokój i stabilność", to nigdy nie mogło być żadnej "bitwy", więc nie powinno być mowy o żadnym "zwycięzcy" i żadnym "przegranym"...? WłAŚNIE. Tak naprawdę to chłopski rozum podpowiada, że materii było więcej. Jak dotąd nie ma przekonującej argumentacji poza tą najprostszą. To tak zapytałeś jak pewna turystka z Warszawy pytała bacę: Panie baco czy to prawda, że czarne owce jedzą mniej? Baca na to; Ano prowda. A dlaczego tak jest? Baca się zamyślił i odpowiada: Ano jest ich mnij. >>A w sumie jeśli się nie wytłucze na własne życzenie to i tak jest skazana na emigrację i szukania nowej Ziemi w Kosmosie. Ale to jeszcze daleko w czasie. Właśnie przez naszą gwiazdę zwaną Słońcem, przekształcającą się w czerwonego olbrzyma, gdy zacnie się kończyć paliwo gwiazdy (wodór). >Pytanie: czy i jak będą się zmieniały orbity obiektów Układu Słonecznego wraz z ewolucją Słońca, wszak ono traci i będzie traciło masę, zresztą, pobliskie gwiazdy też będą przechodziły ewolucję. >Andromeda "zderzy" się (raczej "zmiesza") z Drogą Mleczną zdaje się znacznie później, gdy Słońce będzie już karłem.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
|  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | To nie współczynniki powodują jakieś zmiany w kosmologii. My operujemy współczynnikami na podstawie obserwacji. My tworzymy pewne współczynniki dla zobrazowania zjawiska. Prawo Hubble'a-Lemaître'a (dawniej prawo Hubble'a) - podstawowe prawo kosmologii obserwacyjnej, wiążące odległości galaktyk r z ich tzw. prędkościami ucieczki v (których miarą jest przesunięcie ku czerwieni z). Prawo to określa, iż te dwie wielkości są do siebie proporcjonalne, a stałą proporcjonalności jest stała Hubble'a H0 v=H0*r Istnienie takiej proporcjonalności przewidział w 1927 roku Georges Lemaître, a wykazał jako pierwszy Edwin Hubble w roku 1929. Dokonał on pomiaru odległości do sześciu galaktyk w Grupie Lokalnej przy użyciu cefeid jako świec standardowych, a następnie rozszerzył próbkę do 18 galaktyk, sięgając odległości gromady Virgo i wybierając jako świece najjaśniejsze gwiazdy w galaktykach. Prawo Hubble'a jest matematyczną interpretacją astronomicznego zjawiska, potocznie określanego jako "ucieczka galaktyk", a objawiającego się tym, że światło niemal wszystkich galaktyk jest przesunięte ku czerwieni. Im większa odległość do danej galaktyki, tym przesunięcie jej widma ku dłuższym falom jest większe. Przez analogię z prawem Dopplera można stwierdzić oddalanie się dowolnej galaktyki względem pozostałych. Wnioskuje się na tej podstawie, że musiały dawniej znajdować się w jednym miejscu (bardzo blisko siebie), a ruch wszystkich został zapoczątkowany przez Wielki Wybuch. Prawo Hubble'a (obowiązujące lokalnie) można również wywnioskować na gruncie ogólnej teorii względności przy założeniu, iż Wszechświat jest jednorodny i izotropowy. Ekspansja jest wówczas opisana równaniem Friedmanna. Oprócz efektu związanego z ruchem galaktyk, zmiana długości fali elektromagnetycznej docierającej z odległości kosmologicznych jest powodowana również rozszerzaniem się samej przestrzeni. Odstępstwa od prawa Hubble'a są związane z tzw. prędkościami swoistymi galaktyk. W jednorodnie ekspandującym Wszechświecie prawo Hubble'a jest liniowe i interpretowane jako zależne od czasu kosmicznego. Relacja ta teoretycznie jest spełniona przez wszystkich obserwatorów fundamentalnych, ale w rzeczywistości zależy od wybranego kierunku w przestrzeni. Stała Hubble'a opisuje tempo rozszerzania się Wszechświata w funkcji czasu. Za jednostkę przyjęto liczbę kilometrów, o jaką zwiększa się jeden megaparsek w ciągu jednej sekundy [(km/s)/Mpc]. Wartość stałej Hubble'a jest trudna do wyznaczenia. Wynika to po pierwsze z problemów z dokładnym określaniem odległości do galaktyk, a po drugie z faktu, że oprócz prędkości wynikających z ekspansji Wszechświata, galaktyki mają również prędkości swoiste, co prowadzi do lokalnych odstępstw od prawa Hubble'a. Ogólnie stała Hubbla jeśli jest większa od >1 to Wszechświat się rozszerza, jeśli jest ujemna <1 to Wszechświat się "kurczy". No i w tym "matematyczny problem".
>...- no ale tu mi się nasuwa głupie pytanie (może bez związku, ale się mi nasuwa): dlaczego wygląda to tak, że wokół nas (i chyba też dość daleko od nas) "wygrała" materia, a nie antymateria, bo skoro zawsze był "spokój i stabilność", to nigdy nie mogło być żadnej "bitwy", więc nie powinno być mowy o żadnym "zwycięzcy" i żadnym "przegranym"...?
Ależ mówiliśmy o jakimś meczu? Wygrany-przegrany?
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| |  | | Rowerex (859 punktów) | >To nie współczynniki powodują jakieś zmiany w kosmologii. My operujemy współczynnikami na podstawie obserwacji. My tworzymy pewne współczynniki dla zobrazowania zjawiska.
I nie znamy wszystkich, a czasem gdybamy nad "stałością" kilku znanych, nawet takich dotyczących poziomów atomowych, a nie kosmicznych, łącznie ze stałością ich wzajemnych stosunków, nie mówiąc już o ewentualnych przyczynach i skutkach ich zmian.
Gdzieś mi się obiło o uszy, że gdyby stosunek czegoś to czegoś był inny, to prawdopodobnie nawet atomy nie mogłyby istnieć, a nie wiadomo dlaczego ów stosunek jest "właśnie taki".
>>...- no ale tu mi się nasuwa głupie pytanie (może bez związku, ale się mi nasuwa): dlaczego wygląda to tak, że wokół nas (i chyba też dość daleko od nas) "wygrała" materia, a nie antymateria, bo skoro zawsze był "spokój i stabilność", to nigdy nie mogło być żadnej "bitwy", więc nie powinno być mowy o żadnym "zwycięzcy" i żadnym "przegranym"...? >Ależ mówiliśmy o jakimś meczu? Wygrany-przegrany?
Tak, mówimy o meczu, bo możemy w ogóle mówić, owce i baca istnieją, więc turystka może całkiem realnie o nie bacę zapytać. Skoro istniejemy wraz z obserwowalnym otoczeniem, to "coś" chyba "wygrało", coś innego niż "zero", więc jakiś "mecz" zaistniał.
Dawno temu natknąłem się na bloga kogoś zajmującego się fizyką i ów ktoś zamieścił tam posta na temat równania 0=0. Treści nie pamiętam, ale to równanie jakoś mi w pamięci utkwiło. "To coś" co obserwujemy, zwane Wszechświatem, mogło na równaniu 0=0 poprzestać i to nawet w skali tak lokalnej jak ludzka, atomowa, kwantowa itp, ale zdaje się, że nie poprzestało.
Stąd moje gdybania na temat "stabilności", bowiem równanie 0=0 oznacza stan stabilny, nie ma niczego i nigdzie, nic nie "powstało" i nic nie musi "umierać", z całym Wszechświatem na czele... A jednak wydaje się jakby było inaczej, więc można mieć wątpliwości również co do "stabilnej śmierci" Wszechświata wg scenariusza #1 lub #2.
|
|
2 na 2 | zeniu73 (6483 punktów) | Nie mam najmniejszej wątpliwości, że niemieccy zieloni uratują świat przed Wielkim Chłodem. Podatkami, zakazami, nakazami i głoszeniem wody a piciem wina.
|
|
| alsor (3283 punktów) | Nic się tu nie rozszerza niestety. Widać to wyraźnie po obrazkach z tzw. głębokiego pola Hubbla: en.wikipedia.org/wiki/Hubble_Ultra-Deep_Fieldwystarczy pomierzyć rozmiary kątowe w funkcji odległości, i tam wychodzi jak byk: v = 0 ! znaczy to jest full stacjonarne - żadnej ekspansji!
|
|
 | | DyktaFon (9281 punktów) | Już się pogubiłem... cały czas walczę z globalnym ociepleniem, a teraz jakieś ochłodzenie... To z czym mam walczyć? Tylko pokażcie mi tego przeciwnika...
|
|
|  | 1 na 1 | zeniu73 (6483 punktów) | >Już się pogubiłem... cały czas walczę z globalnym ociepleniem, a teraz jakieś ochłodzenie... To z czym mam walczyć? >Tylko pokażcie mi tego przeciwnika...
Ty nie walczysz. Walczą twoje pieniądze. Walczą pieniądze z podatku na CO2, z podatku na paliwo, z podatku na olej grzewczy, z podatku na śmieci, z podatku na dowolny zielony idiotyzm.
Nie walczą pieniądze firm, bo te przekładają podatek za CO2 bezpośrednio na ciebie. Także możesz spokojnie spać wiedząc, że walczą twoje pieniądze a nie ty 😂😂😂😂
Śmiejemy się z ludzi średniowiecza, że Kościół na spółkę z arystokracją jebał ich od tyłu a my we wspaniałej demokracji żyjemy jak pączki w maśle.
Praca do 65 (w niedalekiej przyszłości do 70), połowa zarobku idzie na arystokracj (dziś zwaną politykami), znaczna część pozostawionej tobie kasy (który TY zarobiłeś w pocie czoła) idzie na następne podatki i podatki od podatków.
Demokracja definiuje sobie straszne niebezpieczeństwo i zakazuje ci podróży, demonstracji i wielu innych czynności, o których w szkołach uczy, ze są filarem demokracji.
A na dodatek są darmowe jelenie, które tę demokrację bronią do ostatniej kropli krwi 😂😂😂😂
Btw. Już nie mogę się doczekać jak potrójnie zaszczepieni będą z mordą lecieli na tylko podwójnie zaszczepionych 😂😂👍👍👍
|
|
| |  | 1 na 1 | Rowerex (859 punktów) | > Demokracja definiuje sobie straszne niebezpieczeństwoHipotezy dotyczące końca Wszechświata: #1. Wielki Chłód (śmierć cieplna) #2. Wielki Kolaps (odwrotność Wielkiego wybuchu) #3. Lewactwo i Demokracja (przemiana fazowa Wszechświata w Nicość z nieskończoną szybkością)
|
|
| | |  | 1 na 1 | zeniu73 (6483 punktów) | > >Demokracja definiuje sobie straszne niebezpieczeństwo> Hipotezy dotyczące końca Wszechświata:> #1. Wielki Chłód (śmierć cieplna)> #2. Wielki Kolaps (odwrotność Wielkiego wybuchu)> #3. Lewactwo i Demokracja (przemiana fazowa Wszechświata w Nicość z nieskończoną szybkością)>  #4. Zagenderowanie się na śmierć (rodzaj żeński pod groźbą kary śmierci będzie musiał być używany nawet wtedy, kiedy będzie przeczył prawom logiki, fizyki, chemii, biologii oraz przede wszystkim zdrowemu rozsądkowi)
|
|
| |  | | DyktaFon (9281 punktów) | > >Już się pogubiłem... cały czas walczę z globalnym ociepleniem, a teraz jakieś ochłodzenie... To z czym mam walczyć?> >Tylko pokażcie mi tego przeciwnika...> Ty nie walczysz. Walczą twoje pieniądze. Walczą pieniądze z podatku na CO2, z podatku na paliwo, z podatku na olej grzewczy, z podatku na śmieci, z podatku na dowolny zielony idiotyzm.Ale ja chcę walczyć! Pieniądze się nie liczą. Tymi opiekują się doskonale nasi politycy. Ja tu jestem od walczenia  > Nie walczą pieniądze firm, bo te przekładają podatek za CO2 bezpośrednio na ciebie. Także możesz spokojnie spać wiedząc, że walczą twoje pieniądze a nie ty 😂😂😂😂> Śmiejemy się z ludzi średniowiecza, że Kościół na spółkę z arystokracją jebał ich od tyłu a my we wspaniałej demokracji żyjemy jak pączki w maśle.> Praca do 65 (w niedalekiej przyszłości do 70), połowa zarobku idzie na arystokracj (dziś zwaną politykami), znaczna część pozostawionej tobie kasy (który TY zarobiłeś w pocie czoła) idzie na następne podatki i podatki od podatków.Przecież płacenie podatków to nasz obywatelski obowiązek. Jak można nie płacić podatków? > Demokracja definiuje sobie straszne niebezpieczeństwo i zakazuje ci podróży, demonstracji i wielu innych czynności, o których w szkołach uczy, ze są filarem demokracji.> A na dodatek są darmowe jelenie, które tę demokrację bronią do ostatniej kropli krwi 😂😂😂😂Tu masz na myśli honorowych dawców krwi?  > Btw. Już nie mogę się doczekać jak potrójnie zaszczepieni będą z mordą lecieli na tylko podwójnie zaszczepionych 😂😂👍👍👍To jest doskonały pomysł. Trzeba to wdrożyć do praktyki
|
|
|  | 2 na 2 | alsor (3283 punktów) | >Już się pogubiłem... cały czas walczę z globalnym ociepleniem, a teraz jakieś ochłodzenie... To z czym mam walczyć?
Nie ma z czym walczyć: energia jest niezniszczalna, niestety. Zatem to pozostanie takie jakie jest... niezależnie od losów poszczególnych pionków, oczywista: co jedni tracą inni to zyskują.
|
|
4 na 4 | Duch Prawdy (14790 punktów) | > W przypadku śmierci cieplnej/Wielkiego Chłodu Wszechświat ulega ciągłemu rozszerzaniu, za wiele setek miliardów/bilionów lat świat będzie bardzo zimnym, ogromnym miejscem. Wszystko będzie się coraz bardziej od siebie oddalaćGalaktyki się od siebie oddalają..., a czasami dochodzi do zderzenia galaktyk. 
(Jedyną i) Absolutną Prawdą jest (Bezinteresowna) Miłość.
|
|
2 na 2 | Berzerac (5671 punktów) |
>Co o tym sądzicie? Chyba jednak za wcześnie na wyciąganie wniosków, ale dla mnie jest to strasznie >interesujące co będzie na końcu.
W rzeczy samej to bardzo interesujące. Nikt jednak z nas, ani w ogóle ludzkość nigdy nie dowie się, jaki będzie ten koniec. Dla nas koniec nastąpi długo wcześniej.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|