 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-05-2010 21:48 | Lacrimosa (37 punktów) | Miłość (?)
-3 na 5 | Moim skromnym prawda zdaniem, miłość to choroba. Bo czymże ten stan jest, jeśli nie chorobą? Na pewno nie uczuciem. One są przewidywalne, wynikają z funkcjonowania ludzkiego mózgu, z rozrostu kory przed czołowej. Nie oplatają cię szczelnie, nie wnikają w twoje kości, umysł, w całego ciebie by w końcu stać się istotną cechą twojej osoby. Nie są jak blizna, tak stara, że czasami wydaje się, że masz ją od urodzenia. Nie, miłość zdecydowanie jest chorobą. Tak samo słowa "kocham cię" moim zdaniem są przereklamowane (wiem, wiem, nie bijcie  . O wiele lepiej powiedzieć "lubię cię", bo mamy pewność, że jest to wyznanie szczere, gdyż z osobą, której się nie lubi, po prostu się nie przebywa. Miłość jest więc jedynie kwestią przyzwyczajenia (mówię tu o miłości dwojga dorosłych- mężczyzny i kobiety, a w niektórych przypadkach dwóch mężczyzn, bądź kobiet). Szczerze mówiąc, uważam, że jedynie zauroczenie jest dopuszczalne, ale mówimy o nim jako "miłości od pierwszego wejrzenia", przez co obydwa terminy się nam mylą. Zauroczenie jest wtedy, gdy osobę widzi się małą ilość razy i gdy osobę tę darzymy sympatią początkowo bez zapoznania się z jej/jego wadami, które to ujawniają się w miarę dłuższej znajomości, jednak schodzą wtedy na dalszy plan, bo jeśli osoby przypadną sobie do gustu, do głosu dochodzi kwestia właśnie przyzwyczajenia. Wiem, trochę skomplikowane, ale mnie nikt nigdy nie rozumie  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Przepraszam, ale co to za jakieś herezje? Że być może Tobie nie wyszła miłość to nie znaczy, że jest chorobą! Może facet, którego poznałaś był nieodpowiedzialny, niedojrzały, zależało mu na seksie tylko, a o uczucia nie dbał. Chłopy to świnie! Ale zdarzają się też dojrzali, czuli, rozumiejący, opiekuńczy, inteligentni. Kwestia przypadku! Nie można wyciągać ogólnych wniosków z jednostkowych przypadków.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Protestuję. Wcale nie jestem świnią, choć nie mam nic do tych zwierząt. Istnieją odmienne strategie osobników męskich i żeńskich. Nie tylko u ludzi. Związane są one z tym, kto rodzi potomostwo (albo wysiaduje jaja) i kto może w krótkim czasie zapłodnić wiele innych osobników swojego gatunku. Stąd zapewne niekiedy niewierność opłaca się bardziej samcowi niż samicy. Ale, jako że wychowanie dziecka do momentu, kiedy owe dziecko jest w stanie funkcjonować samodzielnie zajmuje Homo sapiens wiele czasu, samce naszego gatunku są dość wierne swoim towarzyszkom. Oczywiście obok podstawowych strategii mamy też trochę elementów nowych, związanych z dużymi mózgami i rozwojem kultury. Przez to możemy być sobie wierni nawet wbrew polityce najlepszej dla genów. Tym niemniej różne bodźce są i u Homo sapiens bardzo silne. Niektóre strategie kobiece są więc egoistyczne z perspektywy idealnego prawa wymyślonego przez męskich poetów i marzycieli, i vice versa. Być może to brzmi dość mało atrakcyjnie, ale starczy sobie zadać pytanie - "po co dzieci?, po co wierność, albo niewierność?". W pierwszym odruchu odpowiedź narzuca się sama i jest zgoła oczywista, ale tak naprawdę nie istnieje w pełni "idealistyczne", abstrachujące od strategi genów wyjaśnienie. Można też zadawać inne pytania - "dlaczego zakładam, że moje dziecko jest mi bliższe od czyjegoś dziecka? dlaczego czuję więcej sympatii do nawet stosunkowo dalekich krewnych, niż do obcych osób? dlaczego cieszy mnie odnajdywanie w kimś podobieństw do siebie?" itd. Nie ma w tym nic złego, ani nic dobrego. Dodam od siebie, że moja lepsza połowa jest moim najlepszym przyjacielem, więc nie mam zbyt silnego nacisku na zdradzanie jej. Ale też poznaliśmy się w mało naturalny sposób, bo przez internet. Nie po twarzy, nie po zapachu, nie po wyglądzie. Zadziałały memy, a nie geny. Ale przypuszczam, że gdyby geny nie stwierdziły "ok, niech już wam będzie", to nic by z tego nie wyszło... Mieliśmy szczęście  Ale wracając. Mężczyźni nie są świniami w większej mierze niż kobiety. Nawet chorobliwą zazdrość dyktującą chore prawa międzypłciowe Grekom, Arabom etc. łatwo zrozumieć gdy zauważy się, iż kobieta jest pewna czyje dziecko rodzi, zaś facet nie. Oczywiście nie usprawiedliwiam w żaden sposób braku równouprawnienia płci, jestem jego ogromnym zwolennikiem, ale weżmy takiego Araba z Arabii Saudyjskiej (bo w Maroku jest z pewnością lepiej). Żyje on w społeczeństwie, które ma od setek lat takie, a nie inne prawa (pod względem kobiet naganne i chore). Musiałby być wyjątkową osobą, aby zerwać z takimi prawami. W tego typu społecznościach relacja mąż - żona jest kwestią całych rodzin. Często bywa, iż matka mężczyzny dba o prześladowanie panny młodej. W ramach zemsty? A może jako bezpłodna już babcia tym bardziej chce wiedzieć, czyje są wnuki? Chce "świadomie", czy też nie? Itd.
|
|
1 na 1 | rudyment (3233 punktów) | > Wiem, trochę skomplikowane, ale mnie nikt nigdy nie rozumie  Tylko wtedy, gdy sama w pokoju jesteś.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja uważam, że tak naprawdę nie da się w pełni zrozumieć, dlaczego zakłada się rodzinę z takim, a nie innym partnerem/partnerką. Już gdy pierwszy raz patrzymy na jakąś osobę płci przeciwnej, w odpowiednim wieku rozrodczym, nasz mózg bez tłumaczenia nam szczegółów, dokonuje odpowiednich pomiarów. Jako, że mózg działa w tle, nie możemy tego zrozumieć. Proste - dlaczego Wojtek Z. lubi blondynkę, o rozstawie nosa takim a takim, włosach prostych i brzmieniu głosu średniowysokim, zaś Jerzy C. nie uważa takiej kobiety za aktrakcyjną, lecz ciągnie go do Joanny B., która jest ruda, ma szeroko rozstawione oczy, inny zapach, oraz niski głos. Z kolei Joanna B. widzi więcej w Wojtku Z. Wyjeżdżają razem na weekend i nie bawią się najlepiej. W końcu jednak Jerzy C. zdobywa Jaonnę B., ale ich związek się nie klei (albo się klei). Czy świadomie to przewidują? Badają impulsy płynące w mózgu? Dopasowują swój zapach do wymagań dyktowanych przez taką, a nie inną strukturę genów partnera? Kłócą się, a jednak nie opuszczają? Czy jest to miłość, czy przyzwyczajenie? Mają dzieci? Nie mają? Czy byliby razem, gdybyś któreś z nich było bezpłodne? Można o tym pisać Harlekiny, albo insze rzeczy, ale czy można stwierdzić, iż się rozumie? Czy ktokolwiek w tego typu historiach rozumuje w pełni świadomie?
|
|
1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | > Wiem, trochę skomplikowane, ale mnie nikt nigdy nie rozumie  Piszą na forum dziecko i troll. Intencje mają, chyba, różne lecz cóż z tego gdy efekt ten sam?
Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
|
|
1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >[miłość] Na pewno nie [jest] uczuciem. One są przewidywalne Jeszcze udowodnij te swoje wywody, a nagroda Nobla cię nie minie.
Inteligentni ludzie są często zmuszani do picia, by bezkonfliktowo spędzać czas z idiotami.(E. Hemingway)
|
|
| Michał Żelazny (1528 punktów) | |
|
 | 2 na 2 | awitu (1590 punktów) | >Głębokie...
W ramach akcji "promocja plusów i minusów" Twój post dostaje ode mnie plusa.
ŻĄDAM PRAWA DO WOLNOŚCI OCENIANIA !!!
|
|
|  | 1 na 1 | Kurczewski (2471 punktów) | |
|
| devares (605 punktów) | Cóż za odkrywczy, genialny oraz absolutnie miażdżący wywód, Pani! Teraz jeno pytam się, już nie opluwając się z paskudnego nawyku sarkazmu - co to, curva, ma być?! Ja rozumiem ból, żal, frustracji pierdnięć czar i żar. Acz mię niesławny 'uj' z potęgą strzela, gdy widzę, jak ktoś ze smutkiem wywala mi takowy tekst - czemuż ma służyć? Pocieszeniu? Uporaniu się z cierpieniem autorki? A może swoistą autoterapią? A 'moim (nie)skromnym zdaniem' głupota to kwestia roje... eee, a, tak! przyzwyczajenia! Jednakże, podkreślam ( i pogrubiam) z mocą wielgaśną, to trochę skomplikowane, ale... Ojej! Chlip! nigdy mię nikt nie rozumie!  No i wybacz, Seniorita, jam wykrzywiony! Ja nie przestaję - ba! - w uczucie wierzyć, gdy mi jedno nie wyjdzie - uważam to za nieco... tchórzliwe!  Ps. Nie chciałem nikogo urrrrrazz... wa! chciałem! 
"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji." mentalrapist.blogspot.com/
|
|
| Andrzej Bogusławski (52272 punktów) |
. > Wiem, trochę skomplikowane, ale mnie nikt nigdy nie rozumie  To po co się wysilać! Jest tyle wspaniałych rzeczy do zrobienia. Jak byłem w Pani wieku, to mawiano: "Miłość to uczucie głupie - zaczyna się na ustach, a kończy się w łóżku". Szanowna Pani, można na ten temat nieskończenie. I pamiętam jak jedna z moich pięknych znajomych powiedziała: "Ja mogłabym się kochać bez przerwy." Myślę, że teraz - po kilkudziesięciu latach - to głównie przerwy jej zostały. Dlatego powtórzę: warto przejść teraz do robienia rzeczy łatwiej akceptowalnych, które później robić będzie trudno. Miłego dnia. .
|
|
 | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | > Jak byłem w Pani wieku, to mawiano: "Miłość to uczucie głupie - zaczyna się na ustach, a kończy się w łóżku".To nie do rymu mawiano 
Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
|
|
|  | | Lacrimosa (37 punktów) | > >Jak byłem w Pani wieku, to mawiano: "Miłość to uczucie głupie - zaczyna się na ustach, a kończy się w łóżku".> To nie do rymu mawiano  "Miłość to uczucie głupie- zaczyna się na ustach, a kończy w d..."
|
|
| |  | 1 na 1 | stanik (453 punktów) | Miłość i sraczka to dwa morderce.Sraczka niszczy dupę a kochanie serce.Nie wiem kto jest autorem,ja nauczyłem się od taty.
|
|
| Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ostro reagujecie na ten post. A to wcale nie takie głupie rzucenie kwestii. Mam wrażenie, że znów dotyka się jakiegoś tabu. Ja często o tym rozmawiam z moją żoną i stwierdzamy, iż tak naprawdę przyjaźń i wspólnota zainteresowań łączą w sposób uchwytny. Może to sie różnie objawiać. Nie tylko dyskusjami. Może być wspólnota zainteresowań związanych z milczeniem nad kawą...  Miłość podyktowana przez geny i (lub) prostą ocenę pozycji społecznej, też może być barwna i pełna. Ale nie musi. Bardzo często nazywa się czymś ogromnie głębokim i niezbywalnym zwykłe przyzwyczajenie. Gdy przypadek ześle później osobnika o szczególnie wymownej dla genów danej osoby urodzie (albo w miarę atrakcyjnego/ą przyjaciela/przyjaciółkę, który/a umie doskonale milczeć nad kawą) mogą się pojawić problemy. Ale boimy się jak ognia sugestii, iż to nie w pełni my częstokroć wybieramy partnerów. Bo przecież to dziwne, iż w tak bardzo intymnej sytuacji, znacznie bliższej chwilom naszego życia, niż praca, spacery, lektury, rodzice, wspomnienia, pamiętniki, niekoniecznie my decydujemy. Oczywiście, ktoś może stwierdzić, iż praktycznie nie ocenia po wyglądzie ewentualnych partnerów seksualnych, zwłaszcza tych na całe życie. Ale czy nie istnieją pewne widełki? Ja na przykład, choć lubię wszystkie rasy ludzi, i nie uważam, iż Murzyni są głupsi (gorsi, etc) od Europejczyków, czy Chińczycy od Hindusów, przeważnie bardziej doceniam urodę Hindusek z północy, niż mieszkanek Zimbabwe, czy Chinek uważanych przez samych Chińczyków za seksbomby (przeważnie Indoeuropejczyk docenia urodę Chinek i Japonek, które mężczyznom Dalekiego Wschodu wydają się średniociekawe). Nie dziwi mnie ani trochę, że piękna Hinduska z Delhi wydaje mi się również piękna, podczas gdy z pięknościami różnych (ale nie wszystkich) ludów Afryki miałbym problem. Zbyt duże zróżnicowanie genetyczne najwyraźniej przeszkadza naszym podprogowym wyborom. Oczywiście przeważnie, gdyż niektóre kobiety i mężczyźni mają za pewne gen pożądający rzadkich w ich populacji cech, a za to częstych u odległej nacji. Inne widełki to na przykład otyłość, oszpecenie twarzy, bardzo brzydki (dla nas) zapach etc. Prawdopodobnie zapach paradoksalnie potrafii być przeszkodą nie do przebycia, gdyż jest bardzo archaicznym zmysłem. Stąd na przykład całe wachlarze wspomnieć wywołane zapachem. Nie raz mi się na przykład zdarzało być w kinie, i mieć wrażenie, iż cały film "pachnie" wonią (naturalną, lub sztuczną) jakiegoś zupełnie mi obcego sąsiada/sąsiadki. Obrazy, dźwięki, fabuła nie mogły zredukować tego skojarzenia, choć węch ludzki przy wzroku na przykład to straszne byle co.
|
|
| kognitywista (3391 punktów) | >Moim skromnym prawda zdaniem, miłość to choroba. Bo czymże ten stan jest, jeśli nie chorobą? Na >pewno nie uczuciem.
Miłość jest konglomeratem przeróżnych emocji i uczuć. Może tam być (ale nie musi) w różnych proporcjach: zauroczenie, pożądanie, sympatia, tęsknota, pragnienie posiadania (na wyłączność ?), empatia, przyjaźń, przyzwyczajenie itp. Dlatego tak trudno ją zdefiniować i dlatego tak różne miewa odcienie ...
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|