 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 03-06-2023 22:31 | qwery (2864 punktów) | Grawitacja | Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na boki powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | piepszot (29 punktów) | >Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na >boki powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji?
Moim zdaniem eter, inaczej pra-materia (materia jest złożoną formą eteru), a pod względem budowy identyczny z tym, co nazywamy polem magnetycznym, nie rozrzedza się, bo wszechświat się nie rozszerza, jest kształtu sferycznego i nie ma czasowego punktu zaistnienia. Fale grawitacyjne nie istnieją. Eter poza skupiskiem materialnej części wszechświata stanowi jej grawitacyjną przeciwwagę. Tyle w ogromnym skrócie.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
 | | qwery (2864 punktów) | > >Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na> >boki powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji?> Moim zdaniem eter, inaczej pra-materia (materia jest złożoną formą eteru),materia jest ponoć drganiami eteru, w całości jest falą eteru > a pod względem budowy identyczny z tym, co nazywamy polem magnetycznym, nie rozrzedza się, bo wszechświat się nie rozszerza, jest kształtu sferycznego i nie ma czasowego punktu zaistnienia. Fale grawitacyjne nie istnieją.No toż się rozpedził  Może się nie rozszerza ale czy się nie rozrzedza miejscowo? > Eter poza skupiskiem materialnej części wszechświata stanowi jej grawitacyjną przeciwwagę. Tyle w ogromnym skrócie.Czyli może być że eter jest w materii rzadszy bo został poza nią wyparty, w sumie to już sobie to wyobrażam. > Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensyDałem plusa za stopkę  W sumie to da się zrozumieć ale najpierw trzeba zmienić kontekstowe znaczenie słów.
|
|
|  | | piepszot (29 punktów) | > >Moim zdaniem eter, inaczej pra-materia (materia jest złożoną formą eteru),> materia jest ponoć drganiami eteru, w całości jest falą eteruMateria, ma różne komplikacje budowy, ale zależy to m.in. od powłok eteru. Eter pewnie jakieś drgania przejawia, ale nie faluje. > >a pod względem budowy identyczny z tym, co nazywamy polem magnetycznym, nie rozrzedza się, >>bo wszechświat się nie rozszerza, jest kształtu sferycznego i nie ma czasowego punktu >>zaistnienia. Fale grawitacyjne nie istnieją.> No toż się rozpedził Może się nie rozszerza ale czy się nie rozrzedza miejscowo?Raczej nie, gdyż grawitacja ma oddziaływania natychmiastowe w każdym miejscu wszechświata. Mój kolega na stronie pinopa.narod.ru/Polska.html wyjaśnia to w artykułach: pinopa.narod.ru/10_C2_Wstyd_uczonych.pdf oraz pinopa.narod.ru/11_C2_Dwa_powody_wstydu.pdf jak też na stronie: www.change(*)ZVIA5-4Lj_TqM=&utm_campaign/Po tekście niemieckim, jest angielski > >Eter poza skupiskiem materialnej części wszechświata stanowi jej grawitacyjną przeciwwagę.> Czyli może być że eter jest w materii rzadszy bo został poza nią wyparty, w sumie to już sobie >to wyobrażam.Może? Ale jak wytłumaczyć ilość eteru, a zatem jego poszczególnych obiektów fizycznych, np. w jednym cm sześciennym przestrzeni międzygwiezdnej, aluminium i gwiazdy neutronowej? > W sumie to da się zrozumieć ale najpierw trzeba zmienić kontekstowe znaczenie słów.Mogę zmienić, ale nie wiem o które chodzi.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| |  | | qwery (2864 punktów) | > >>Moim zdaniem eter, inaczej pra-materia (materia jest złożoną formą eteru),> >materia jest ponoć drganiami eteru, w całości jest falą eteru> Materia, ma różne komplikacje budowy, ale zależy to m.in. od powłok eteru. Eter pewnie jakieś drgania przejawia, ale nie faluje.> >>a pod względem budowy identyczny z tym, co nazywamy polem magnetycznym, nie rozrzedza się, >>bo wszechświat się nie rozszerza, jest kształtu sferycznego i nie ma czasowego punktu >>zaistnienia. Fale grawitacyjne nie istnieją.> >No toż się rozpedził Może się nie rozszerza ale czy się nie rozrzedza miejscowo?> Raczej nie, gdyż grawitacja ma oddziaływania natychmiastowe w każdym miejscu wszechświata. Mój kolega na stronie pinopa.narod.ru/Polska.html wyjaśnia to w artykułach: pinopa.narod.ru/10_C2_Wstyd_uczonych.pdf oraz> pinopa.narod.ru/11_C2_Dwa_powody_wstydu.pdf jak też na stronie:> www.change(*)ZVIA5-4Lj_TqM=&utm_campaign/> Po tekście niemieckim, jest angielski> >>Eter poza skupiskiem materialnej części wszechświata stanowi jej grawitacyjną przeciwwagę.> >Czyli może być że eter jest w materii rzadszy bo został poza nią wyparty, w sumie to już sobie >to wyobrażam.> Może? Ale jak wytłumaczyć ilość eteru, a zatem jego poszczególnych obiektów fizycznych, np. w jednym cm sześciennym przestrzeni międzygwiezdnej, aluminium i gwiazdy neutronowej?> >W sumie to da się zrozumieć ale najpierw trzeba zmienić kontekstowe znaczenie słów.> Mogę zmienić, ale nie wiem o które chodzi.> Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensyzajmę się teraz jedynie koncowka Jeśli by nie mówili np że c jest stale a mówili by że c jest mierzone jako stałe, było by ok, jeśli mówili by nie że czas w oddalającym się obiekcie płynie wolniej a mówili by że czas w oddalającym się obiekcie jest postrzegany jako płynący wolniej też było by ok, i to samo z długością. Oni zaś obiektywizują subiektywizm i nadają każdemu z tych subiektywizmów range zjawiska obiektywnego. Gnoje wywołują tym zainteresowanie byle czym. Gdyby nie to ich kłamstwo to nie interesowało by mnie to tak jak i wiele innych rzeczy np zasada działania tv, jakoś tam działa, zgodnie z logiką, a te cepy burza logikę, konteksty funkcjonalne znaczeń, w imię zainteresowania swoim g.... mar uja mój czas. Gdyby świat był opisywany zrozumiałe przez eter, czynnik konieczny i logiczny, spójny że wszystkim co znamy, to nie marnował bym czasu na te pierdoły, a tak to logiką mnie uwierała dość długo, jak za młodziaka z bożka
|
|
| | |  | | piepszot (29 punktów) | > zajmę się teraz jedynie koncowka> Jeśli by nie mówili np że c jest stale a mówili by że c jest mierzone jako stałe, było by ok, jeśli mówili by nie że czas w oddalającym się obiekcie płynie wolniej a mówili by że czas w oddalającym się obiekcie jest postrzegany jako płynący wolniej też było by ok, i to samo z długością. Oni zaś obiektywizują subiektywizm i nadają każdemu z tych subiektywizmów range zjawiska obiektywnego. Gnoje wywołują tym zainteresowanie byle czym. Gdyby nie to ich kłamstwo to nie interesowało by mnie to tak jak i wiele innych rzeczy np zasada działania tv, jakoś tam działa, zgodnie z logiką, a te cepy burza logikę, konteksty funkcjonalne znaczeń, w imię zainteresowania swoim g.... mar uja mój czas. Gdyby świat był opisywany zrozumiałe przez eter, czynnik konieczny i logiczny, spójny że wszystkim co znamy, to nie marnował bym czasu na te pierdoły, a tak to logiką mnie uwierała dość długo, jak za młodziaka z bożka Niestety, oficjalna nauka zamknęła się w rezerwacie irracjonalizmów, wspierana przez meRdia gównego ścieku. Ja od dwóch dekad obnażam te nonsensy, np. justpaste.it/dlaczego-czas-nie-moze-dylatowac ale oni dalej go dylatują  . Zresztą wielu niezależnych naukowców od lat pisze do różnych ośrodków i pism naukowych ze skutkiem jak na Berdyczów.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| |  | | qwery (2864 punktów) | > >>Moim zdaniem eter, inaczej pra-materia (materia jest złożoną formą eteru),> >materia jest ponoć drganiami eteru, w całości jest falą eteru> Materia, ma różne komplikacje budowy, ale zależy to m.in. od powłok eteru. Eter pewnie jakieś drgania przejawia, ale nie faluje.Aż takim znawca nie jestem. Jest jakaś istotna różnica? Dlaczego jak drga to nie faluje? Atomy w krysztale drgają a nie falują? > >>a pod względem budowy identyczny z tym, co nazywamy polem magnetycznym, nie rozrzedza się, >>bo wszechświat się nie rozszerza, jest kształtu sferycznego i nie ma czasowego punktu >>zaistnienia. Fale grawitacyjne nie istnieją.> >No toż się rozpedził Może się nie rozszerza ale czy się nie rozrzedza miejscowo?> Raczej nie, gdyż grawitacja ma oddziaływania natychmiastowe w każdym miejscu wszechświata. Mój kolega na stronie pinopa.narod.ru/Polska.html wyjaśnia to w artykułach: pinopa.narod.ru/10_C2_Wstyd_uczonych.pdf oraz> pinopa.narod.ru/11_C2_Dwa_powody_wstydu.pdf jak też na stronie:> www.change(*)ZVIA5-4Lj_TqM=&utm_campaign/> Po tekście niemieckim, jest angielskiMoże na chiński  dotarł słyszałem że grawitacja działa z prędkością światła a nie natychmiastowo. Wątpię by w tym się mylono. > >>Eter poza skupiskiem materialnej części wszechświata stanowi jej grawitacyjną przeciwwagę.> >Czyli może być że eter jest w materii rzadszy bo został poza nią wyparty, w sumie to już sobie >to wyobrażam.> Może? Ale jak wytłumaczyć ilość eteru, a zatem jego poszczególnych obiektów fizycznych, np. w jednym cm sześciennym przestrzeni międzygwiezdnej, aluminium i gwiazdy neutronowej?Chyba nie rozumiem. Pytasz o to dlaczego miałby się rozrzedzać? No tak już ma. Nie mam pojęcia czym on jest, Wiem jedynie że skoro materia jest falą to musi mieć ośrodek i nazywam go eterem, to wszystko. Z grawitacja nie ma pewności, może to rozrzedzenie eteru a może jedynie zjawiska falowe w tym. > >W sumie to da się zrozumieć ale najpierw trzeba zmienić kontekstowe znaczenie słów.> Mogę zmienić, ale nie wiem o które chodzi.> Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensyNa to już pisalem
|
|
| | |  | | piepszot (29 punktów) | > Aż takim znawca nie jestem. Jest jakaś istotna różnica? Dlaczego jak drga to nie faluje? Atomy w krysztale drgają a nie falują?Drgania eteru są np. w przestrzeni międzygwiezdnej. Natomiast w materii będą to chmury eteru tworzące elektrony. > Może na chiński dotarł słyszałem że grawitacja działa z prędkością światła a nie natychmiastowo. Wątpię by w tym się mylono.Oddziaływanie grawitacji jest natychmiastowe, a prędkość światła (moim zdaniem) jest wynikiem wielkości wszechświata (zatem zawartej w nim masy eteru). > >Ale jak wytłumaczyć ilość eteru, a zatem jego poszczególnych obiektów fizycznych, np. w jednym cm sześciennym przestrzeni międzygwiezdnej, aluminium i gwiazdy neutronowej?> Chyba nie rozumiem. Pytasz o to dlaczego miałby się rozrzedzać? No tak już ma. Nie mam pojęcia czym on jest, Wiem jedynie że skoro materia jest falą to musi mieć ośrodek i nazywam go eterem, to wszystko. Z grawitacja nie ma pewności, może to rozrzedzenie eteru a może jedynie zjawiska falowe w tym.Mam m.in. artykuły o tym jak rozumiem przestrzeń (bo od tego należy zacząć wszelkie rozważania o funkcjonowaniu wszechświata) oraz grawitację. Mogę podać uaktualnione, więc po angielsku, jakby Cię to interesowało. Google dobrze tłumaczą.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | |  | | qwery (2864 punktów) | Dawaj artykuł o tej przestrzeni,jakiś krótki i bez wzorów  Ja jak pisałem przestrzeń wyobrażam sobie jako zupełna puntke, dla nas niedostepną, może w niej propagować jedynie eter, my za pośrednictwem eteru. A może i eter ma swój pra eter? Na dziś nic o tym nie wiadomo, chyba żeby znaleziono prędkość nadawietlna.
|
|
| | | | |  | | piepszot (29 punktów) | > Dawaj artykuł o tej przestrzeni,jakiś krótki i bez wzorów Ja jak pisałem przestrzeń wyobrażam sobie jako zupełna puntke, dla nas niedostepną, może w niej propagować jedynie eter, my za pośrednictwem eteru. A może i eter ma swój pra eter? Na dziś nic o tym nie wiadomo, chyba żeby znaleziono prędkość nadawietlna.O, nie, nie. Przestrzeń to gąszcz. justpaste.it/how-to-comprehend-space
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | > >Dawaj artykuł o tej przestrzeni,jakiś krótki i bez wzorów Ja jak pisałem przestrzeń wyobrażam sobie jako zupełna puntke, dla nas niedostepną, może w niej propagować jedynie eter, my za pośrednictwem eteru. A może i eter ma swój pra eter? Na dziś nic o tym nie wiadomo, chyba żeby znaleziono prędkość nadawietlna.> O, nie, nie. Przestrzeń to gąszcz.> justpaste.it/how-to-comprehend-spaceNie mam aż tak złożonych przemyśleń na temat przestrzeni i eteru. Wydaje mi się jednak że oboje uważamy że to dwie osobne sprawy i że eter istnieje w przestrzeni która albo jest pustka (nie gąszczem, to eter jest gąszczem) albo jest wypełniona proeterem o którym nie mamy pojęcia. Nie wiem dlaczego uważasz że przestrzeń się gdzieś kończy. Logicznie nie może je być przestrzeni, może eter się kończyć, ale nie przestrze.
|
|
| | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | > Nie mam aż tak złożonych przemyśleń na temat przestrzeni i eteru. Wydaje mi się jednak że oboje uważamy że to dwie osobne sprawy i że eter istnieje w przestrzeni która albo jest pustka (nie gąszczem, to eter jest gąszczem) albo jest wypełniona proeterem o którym nie mamy pojęcia. Nie wiem dlaczego uważasz że przestrzeń się gdzieś kończy. Logicznie nie może je być przestrzeni, może eter się kończyć, ale nie przestrze.Pisałem tam, że przestrzeń nie istnieje. Niemniej, jest to wygodny termin dla określenia rzeczywistości fizycznej, pozbawionej (że tak powiem) materii, którą możemy wykryć gołym okiem. Tak więc tzw. przestrzeń, jest wypełniona przede wszystkim eterem (oprócz całego ZOO cząsteczek), który można przyrównać do gęstej mgły z jegoż perspektywy - stanowi jeden organizm z materią, który w sumie zwiemy wszechświatem. Podobnie może się wydawać, że otaczające nas powietrze jest "rzadkie", tymczasem obszary próżni między atomami są podobne do tych jakie istnieją między poszczególnymi jednostkami eteru. Wszechświat jest skończony, a jego ogranicznikiem "poza" nim jest brak tego, co nazywamy przestrzenią. Nie ma "tam" Nic, albo jest "tam" Nic  Uważasz, że są w tak zwanej przestrzeni większe oczka pustki niezagospodarowanej przez eter?
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | > >Nie mam aż tak złożonych przemyśleń na temat przestrzeni i eteru. Wydaje mi się jednak że oboje uważamy że to dwie osobne sprawy i że eter istnieje w przestrzeni która albo jest pustka (nie gąszczem, to eter jest gąszczem) albo jest wypełniona proeterem o którym nie mamy pojęcia. Nie wiem dlaczego uważasz że przestrzeń się gdzieś kończy. Logicznie nie może je być przestrzeni, może eter się kończyć, ale nie przestrze.> Pisałem tam, że przestrzeń nie istnieje. Niemniej, jest to wygodny termin dla określenia rzeczywistości fizycznej, pozbawionej (że tak powiem) materii, którą możemy wykryć gołym okiem. Tak więc tzw. przestrzeń, jest wypełniona przede wszystkim eterem (oprócz całego ZOO cząsteczek), który można przyrównać do gęstej mgły z jegoż perspektywy - stanowi jeden organizm z materią, który w sumie zwiemy wszechświatem. Podobnie może się wydawać, że otaczające nas powietrze jest "rzadkie", tymczasem obszary próżni między atomami są podobne do tych jakie istnieją między poszczególnymi jednostkami eteru. Wszechświat jest skończony, a jego ogranicznikiem "poza" nim jest brak tego, co nazywamy przestrzenią. Nie ma "tam" Nic, albo jest "tam" Nic Uważasz, że są w tak zwanej przestrzeni większe oczka pustki niezagospodarowanej przez eter?Uważam że mogą być. Może istnieć przestrzen całkowicie pusta czyli bez eteru. Może zawierać ona praeter a może nie zawierać nic. Ale nie może istnieć miejsce bez tej absolutnej przestrzeni. Musi być nieskończona, bo niby jak by się kończyła to co było by za jej granicą? Ty pisząc o tym że przestrzeń nie istnieje miałeś na myśli że przestrzenią dla nas nie jest pustka a ośrodek bo pustka dla nas jest nieosiągalna. Ja zgadzam się że dla nas jest nieosiągalna ale to nie znaczy że jej niema.
|
|
| | | | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | > >>Nie mam aż tak złożonych przemyśleń na temat przestrzeni i eteru. Wydaje mi się jednak że oboje uważamy że to dwie osobne sprawy i że eter istnieje w przestrzeni która albo jest pustka (nie gąszczem, to eter jest gąszczem) albo jest wypełniona proeterem o którym nie mamy pojęcia. Nie wiem dlaczego uważasz że przestrzeń się gdzieś kończy. Logicznie nie może je być przestrzeni, może eter się kończyć, ale nie przestrze.> >Pisałem tam, że przestrzeń nie istnieje. Niemniej, jest to wygodny termin dla określenia rzeczywistości fizycznej, pozbawionej (że tak powiem) materii, którą możemy wykryć gołym okiem. Tak więc tzw. przestrzeń, jest wypełniona przede wszystkim eterem (oprócz całego ZOO cząsteczek), który można przyrównać do gęstej mgły z jegoż perspektywy - stanowi jeden organizm z materią, który w sumie zwiemy wszechświatem. Podobnie może się wydawać, że otaczające nas powietrze jest "rzadkie", tymczasem obszary próżni między atomami są podobne do tych jakie istnieją między poszczególnymi jednostkami eteru. Wszechświat jest skończony, a jego ogranicznikiem "poza" nim jest brak tego, co nazywamy przestrzenią. Nie ma "tam" Nic, albo jest "tam" Nic Uważasz, że są w tak zwanej przestrzeni większe oczka pustki niezagospodarowanej przez eter?> Uważam że mogą być. Może istnieć przestrzen całkowicie pusta czyli bez eteru.Nie może, bo grawitacja jest obecna w każdym miejscu wszechświata. Gdyby były takie pustki próżni, stanowiłyby one miejsca doskonałej izolacji. Wszelkie zjawiska zachodzące we wszechświecie łącznie z grawitacją, są możliwe dzięki wszechobecnemu eterowi. > Może zawierać ona praeter a może nie zawierać nic. Ale nie może istnieć miejsce bez tej absolutnej przestrzeni.Co nazywasz absolutną przestrzenią? > Musi być nieskończona, bo niby jak by się kończyła to co było by za jej granicą?czNieskończoności są w matematyce. W fizyce/naturze wszystko jest skończone (choć może się wydawać, że nie). Wszechświat istnieje. Istnienie czegoś realnego oznacza, że to coś ma kształt i miejsce. Nie bacząc na skalę i dokładności, można naszkicować skończony wszechświat. Nieskończonego nie da się. Ty patrzysz na koniec wszechświata z perspektywy człowieka. Wczuj się w jednostkę eteru. Z jego perspektywy tak zwaną przestrzeń można porównać do gęstej mgły, która w pewnym momencie kończy się nagle. Pewną analogią są cząsteczki atmosfery ziemskiej, które do niej należą, a wyżej już zaczyna się kosmos. > Ty pisząc o tym że przestrzeń nie istnieje miałeś na myśli że przestrzenią dla nas nie jest pustka a ośrodek bo pustka dla nas jest nieosiągalna. Ja zgadzam się że dla nas jest nieosiągalna ale to nie znaczy że jej niema.Idealna pustka we wszechświecie nie istnieje, pomijając mikro skalę. Natomiast to, co jest "poza" wszechświatem to NIC, a to oznacza, że nie ma możliwości wtargnięcia w coś co nie istnieje.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | > >>>Nie mam aż tak złożonych przemyśleń na temat przestrzeni i eteru. Wydaje mi się jednak że oboje uważamy że to dwie osobne sprawy i że eter istnieje w przestrzeni która albo jest pustka (nie gąszczem, to eter jest gąszczem) albo jest wypełniona proeterem o którym nie mamy pojęcia. Nie wiem dlaczego uważasz że przestrzeń się gdzieś kończy. Logicznie nie może je być przestrzeni, może eter się kończyć, ale nie przestrze.> >>Pisałem tam, że przestrzeń nie istnieje. Niemniej, jest to wygodny termin dla określenia rzeczywistości fizycznej, pozbawionej (że tak powiem) materii, którą możemy wykryć gołym okiem. Tak więc tzw. przestrzeń, jest wypełniona przede wszystkim eterem (oprócz całego ZOO cząsteczek), który można przyrównać do gęstej mgły z jegoż perspektywy - stanowi jeden organizm z materią, który w sumie zwiemy wszechświatem. Podobnie może się wydawać, że otaczające nas powietrze jest "rzadkie", tymczasem obszary próżni między atomami są podobne do tych jakie istnieją między poszczególnymi jednostkami eteru. Wszechświat jest skończony, a jego ogranicznikiem "poza" nim jest brak tego, co nazywamy przestrzenią. Nie ma "tam" Nic, albo jest "tam" Nic Uważasz, że są w tak zwanej przestrzeni większe oczka pustki niezagospodarowanej przez eter?> >Uważam że mogą być. Może istnieć przestrzen całkowicie pusta czyli bez eteru.> Nie może, bo grawitacja jest obecna w każdym miejscu wszechświata. Gdyby były takie pustki próżni, stanowiłyby one miejsca doskonałej izolacji. Wszelkie zjawiska zachodzące we wszechświecie łącznie z grawitacją, są możliwe dzięki wszechobecnemu eterowi.Nie masz racji. Co z tego że były by miejsca doskonałej izolacji w grawitacji czy rozchodzeniu fal e-m. Może całe bryłki eteru są tak poprzedzielane pustka? Jeśli zaś te pusta miejsca są grawitacja to robi się jeszcze ciekawiej. > >Może zawierać ona praeter a może nie zawierać nic. Ale nie może istnieć miejsce bez tej absolutnej przestrzeni.> Co nazywasz absolutną przestrzenią?To co zostaje bo usunięciu wszelkich ośrodków, eterowi, praeterow, etc. Przestrzeń pusta musi istnieć bo nie może istnieć jej brak. Czym byłby bowiem brak pustki? Czymś pełnym. Napewno nie niczym > >Musi być nieskończona, bo niby jak by się kończyła to co było by za jej granicą?cz> Nieskończoności są w matematyce. W fizyce/naturze wszystko jest skończone (choć może się wydawać, że nie). Wszechświat istnieje. Istnienie czegoś realnego oznacza, że to coś ma kształt i miejsce. Nie bacząc na skalę i dokładności, można naszkicować skończony wszechświat. Nieskończonego nie da się. Ty patrzysz na koniec wszechświata z perspektywy człowieka. Wczuj się w jednostkę eteru. Z jego perspektywy tak zwaną przestrzeń można porównać do gęstej mgły, która w pewnym momencie kończy się nagle. Pewną analogią są cząsteczki atmosfery ziemskiej, które do niej należą, a wyżej już zaczyna się kosmos.To żaden argument. To że coś istnieje nie oznacza wcale że ma kształt i miejsce a poprostu że jest. > >Ty pisząc o tym że przestrzeń nie istnieje miałeś na myśli że przestrzenią dla nas nie jest pustka a ośrodek bo pustka dla nas jest nieosiągalna. Ja zgadzam się że dla nas jest nieosiągalna ale to nie znaczy że jej niema.> Idealna pustka we wszechświecie nie istnieje, pomijając mikro skalę. Natomiast to, co jest "poza" wszechświatem to NIC, a to oznacza, że nie ma możliwości wtargnięcia w coś co nie istnieje.To istnieje, tak jak dla dźwięku w statku kosmicznym istnieje próżnia.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | > >>>>Nie mam aż tak złożonych przemyśleń na temat przestrzeni i eteru. Wydaje mi się jednak że oboje uważamy że to dwie osobne sprawy i że eter istnieje w przestrzeni która albo jest pustka (nie gąszczem, to eter jest gąszczem) albo jest wypełniona proeterem o którym nie mamy pojęcia. Nie wiem dlaczego uważasz że przestrzeń się gdzieś kończy. Logicznie nie może je być przestrzeni, może eter się kończyć, ale nie przestrze.> >>>Pisałem tam, że przestrzeń nie istnieje. Niemniej, jest to wygodny termin dla określenia rzeczywistości fizycznej, pozbawionej (że tak powiem) materii, którą możemy wykryć gołym okiem. Tak więc tzw. przestrzeń, jest wypełniona przede wszystkim eterem (oprócz całego ZOO cząsteczek), który można przyrównać do gęstej mgły z jegoż perspektywy - stanowi jeden organizm z materią, który w sumie zwiemy wszechświatem. Podobnie może się wydawać, że otaczające nas powietrze jest "rzadkie", tymczasem obszary próżni między atomami są podobne do tych jakie istnieją między poszczególnymi jednostkami eteru. Wszechświat jest skończony, a jego ogranicznikiem "poza" nim jest brak tego, co nazywamy przestrzenią. Nie ma "tam" Nic, albo jest "tam" Nic Uważasz, że są w tak zwanej przestrzeni większe oczka pustki niezagospodarowanej przez eter?> >>Uważam że mogą być. Może istnieć przestrzen całkowicie pusta czyli bez eteru.> >Nie może, bo grawitacja jest obecna w każdym miejscu wszechświata. Gdyby były takie pustki próżni, stanowiłyby one miejsca doskonałej izolacji. Wszelkie zjawiska zachodzące we wszechświecie łącznie z grawitacją, są możliwe dzięki wszechobecnemu eterowi.> Nie masz racji. Co z tego że były by miejsca doskonałej izolacji w grawitacji czy rozchodzeniu fal e-m. Może całe bryłki eteru są tak poprzedzielane pustka? Jeśli zaś te pusta miejsca są grawitacja to robi się jeszcze ciekawiej.Stoję przy swoim. Moim zdaniem są. Gdyby były sześcianami, to by tych mikro pustek nie było. Natomiast ruch wszelkich obiektów fizycznych jest możliwy, gdyż wszystkie (materia) są większe od nich. > >>Może zawierać ona praeter a może nie zawierać nic. Ale nie może istnieć miejsce bez tej absolutnej przestrzeni.> >Co nazywasz absolutną przestrzenią?> To co zostaje bo usunięciu wszelkich ośrodków, eterowi, praeterow, etc. Przestrzeń pusta musi istnieć bo nie może istnieć jej brak. Czym byłby bowiem brak pustki? Czymś pełnym. Napewno nie niczymOśrodek jest jeden, czyli eter. Jest on poprzedzielany mikro obszarami pustki, w którą nie wniknie żadna forma materii. Natomiast eterowo-nicowa przestrzeń umożliwia oddziaływania ze sobą wszelkich form materii. > >>Musi być nieskończona, bo niby jak by się kończyła to co było by za jej granicą?cz> >Nieskończoności są w matematyce. W fizyce/naturze wszystko jest skończone (choć może się wydawać, że nie). Wszechświat istnieje. Istnienie czegoś realnego oznacza, że to coś ma kształt i miejsce. Nie bacząc na skalę i dokładności, można naszkicować skończony wszechświat. Nieskończonego nie da się. Ty patrzysz na koniec wszechświata z perspektywy człowieka. Wczuj się w jednostkę eteru. Z jego perspektywy tak zwaną przestrzeń można porównać do gęstej mgły, która w pewnym momencie kończy się nagle. Pewną analogią są cząsteczki atmosfery ziemskiej, które do niej należą, a wyżej już zaczyna się .> To żaden argument. To że coś istnieje nie oznacza wcale że ma kształt i miejsce a poprostu że jest.To podaj definicję istnienia czegoś (po Twojemu bycia czegoś) w fizyce. > >>Ty pisząc o tym że przestrzeń nie istnieje miałeś na myśli że przestrzenią dla nas nie jest pustka a ośrodek bo pustka dla nas jest nieosiągalna. Ja zgadzam się że dla nas jest nieosiągalna ale to nie znaczy że jej niema.> >Idealna pustka we wszechświecie nie istnieje, pomijając mikro skalę. Natomiast to, co jest "poza" wszechświatem to NIC, a to oznacza, że nie ma możliwości wtargnięcia w coś co nie istnieje.> To istnieje, tak jak dla dźwięku w statku kosmicznym istnieje próżnia.Nie rozumiem o co chodzi.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | > >>>>>Nie mam aż tak złożonych przemyśleń na temat przestrzeni i eteru. Wydaje mi się jednak że oboje uważamy że to dwie osobne sprawy i że eter istnieje w przestrzeni która albo jest pustka (nie gąszczem, to eter jest gąszczem) albo jest wypełniona proeterem o którym nie mamy pojęcia. Nie wiem dlaczego uważasz że przestrzeń się gdzieś kończy. Logicznie nie może je być przestrzeni, może eter się kończyć, ale nie przestrze.> >>>>Pisałem tam, że przestrzeń nie istnieje. Niemniej, jest to wygodny termin dla określenia rzeczywistości fizycznej, pozbawionej (że tak powiem) materii, którą możemy wykryć gołym okiem. Tak więc tzw. przestrzeń, jest wypełniona przede wszystkim eterem (oprócz całego ZOO cząsteczek), który można przyrównać do gęstej mgły z jegoż perspektywy - stanowi jeden organizm z materią, który w sumie zwiemy wszechświatem. Podobnie może się wydawać, że otaczające nas powietrze jest "rzadkie", tymczasem obszary próżni między atomami są podobne do tych jakie istnieją między poszczególnymi jednostkami eteru. Wszechświat jest skończony, a jego ogranicznikiem "poza" nim jest brak tego, co nazywamy przestrzenią. Nie ma "tam" Nic, albo jest "tam" Nic Uważasz, że są w tak zwanej przestrzeni większe oczka pustki niezagospodarowanej przez eter?> >>>Uważam że mogą być. Może istnieć przestrzen całkowicie pusta czyli bez eteru.> >>Nie może, bo grawitacja jest obecna w każdym miejscu wszechświata. Gdyby były takie pustki próżni, stanowiłyby one miejsca doskonałej izolacji. Wszelkie zjawiska zachodzące we wszechświecie łącznie z grawitacją, są możliwe dzięki wszechobecnemu eterowi.> >Nie masz racji. Co z tego że były by miejsca doskonałej izolacji w grawitacji czy rozchodzeniu fal e-m. Może całe bryłki eteru są tak poprzedzielane pustka? Jeśli zaś te pusta miejsca są grawitacja to robi się jeszcze ciekawiej.> Stoję przy swoim. Moim zdaniem są. Gdyby były sześcianami, to by tych mikro pustek nie było. Natomiast ruch wszelkich obiektów fizycznych jest możliwy, gdyż wszystkie (materia) są większe od nich.Ty mówisz chyba o skali mikro? W skali makro cały nasz wszechświat może być grudką eteru (złożona z małych jego cząsteczek) a poza nią może być pustka w niej inne takie grudki eteru jak nasz wszechświat. > >>>Może zawierać ona praeter a może nie zawierać nic. Ale nie może istnieć miejsce bez tej absolutnej przestrzeni.> >>Co nazywasz absolutną przestrzenią?> >To co zostaje bo usunięciu wszelkich ośrodków, eterowi, praeterow, etc. Przestrzeń pusta musi istnieć bo nie może istnieć jej brak. Czym byłby bowiem brak pustki? Czymś pełnym. Napewno nie niczym> Ośrodek jest jeden, czyli eter. Jest on poprzedzielany mikro obszarami pustki, w którą nie wniknie żadna forma materii. Natomiast eterowo-nicowa przestrzeń umożliwia oddziaływania ze sobą wszelkich form materii.Ja tego nie podważam, mówię jedynie że w skali makro może istnieć przestrzeń "nicowa", bez eteru. > >>>Musi być nieskończona, bo niby jak by się kończyła to co było by za jej granicą?cz> >>Nieskończoności są w matematyce. W fizyce/naturze wszystko jest skończone (choć może się wydawać, że nie). Wszechświat istnieje. Istnienie czegoś realnego oznacza, że to coś ma kształt i miejsce. Nie bacząc na skalę i dokładności, można naszkicować skończony wszechświat. Nieskończonego nie da się. Ty patrzysz na koniec wszechświata z perspektywy człowieka. Wczuj się w jednostkę eteru. Z jego perspektywy tak zwaną przestrzeń można porównać do gęstej mgły, która w pewnym momencie kończy się nagle. Pewną analogią są cząsteczki atmosfery ziemskiej, które do niej należą, a wyżej już zaczyna się .> >To żaden argument. To że coś istnieje nie oznacza wcale że ma kształt i miejsce a poprostu że jest.> To podaj definicję istnienia czegoś (po Twojemu bycia czegoś) w fizyce.Dla fizyki to eter nie istnieje bo nie idzie go wykryć, lepiej ją więc zostawmy w tej sprawie. Poza tym to nieskończony wszechświat ma miejsce - TU, a że nie ma kształtu, podane przez Ciebie przykłady mgły czy admosfera też pokazują brak kształtu, nie mają przecież jasnej granicy, potrafią swój kształt transformować dzięki czemuś w czym są. Podobnie musi być z naszym wszechświatem, nie że on transformuje swój kształt, a że jest albo nieskończona bryłka cząstek eteru albo jest w przestrzeni nicościowej lub innej. > >>>Ty pisząc o tym że przestrzeń nie istnieje miałeś na myśli że przestrzenią dla nas nie jest pustka a ośrodek bo pustka dla nas jest nieosiągalna. Ja zgadzam się że dla nas jest nieosiągalna ale to nie znaczy że jej niema.> >>Idealna pustka we wszechświecie nie istnieje, pomijając mikro skalę. Natomiast to, co jest "poza" wszechświatem to NIC, a to oznacza, że nie ma możliwości wtargnięcia w coś co nie istnieje.> >To istnieje, tak jak dla dźwięku w statku kosmicznym istnieje próżnia.> Nie rozumiem o co chodzi.Chyba nie potrafię jasniej. Czy dla dźwięku w statku kosmicznym prožnia nie istnieje tylko dlatego że nie potrafi w niej propagować? Nie ma dowodu że poza eterem jest NIC, a jest to logicznie niemożliwe. Dlaczego jest zawsze COŚ a nigdy NIC? Rachunek prawdopodobieństwa. Jest nieskończenie wiele sposobów istnienia Cosia a Tylko jeden jego nie istnienia
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | > Ty mówisz chyba o skali mikro?Tak, o mikroskali. > W skali makro cały nasz wszechświat może być grudką eteru (złożona z małych jego cząsteczek) a poza nią może być pustka w niej inne takie grudki eteru jak nasz wszechświat.Wszechświat jest jeden. Natomiast podobnych skupisk jak przez nas penetrowane, może być wiele. Nie ma żadnego "poza" wielkością wszechświata. > >Ośrodek jest jeden, czyli eter. Jest on poprzedzielany mikro obszarami pustki, w którą nie wniknie żadna forma materii. Natomiast eterowo-nicowa przestrzeń umożliwia oddziaływania ze sobą wszelkich form materii.> Ja tego nie podważam, mówię jedynie że w skali makro może istnieć przestrzeń "nicowa", bez eteru.Nie ma przestrzeni "nicowej". Nic = brak przestrzeni (czegokolwiek). > >Pewną analogią są cząsteczki atmosfery ziemskiej, które do niej należą, a wyżej już zaczyna się kosmos.> >To podaj definicję istnienia czegoś (po Twojemu bycia czegoś) w fizyce.> Dla fizyki to eter nie istnieje bo nie idzie go wykryć, lepiej ją więc zostawmy w tej sprawie.Której fizyki? Gównego ścieku, czy racjonalnej? > Poza tym to nieskończony wszechświat ma miejsce - TU,Niestety, nie ma TU miejsca. > a że nie ma kształtu, podane przez Ciebie przykłady mgły czy admosfera też pokazują brak kształtu, nie mają przecież jasnej granicy, potrafią swój kształt transformować dzięki czemuś w czym są.Jak to nie mają kształtu? Wszystkie cząsteczki/związki chemiczne mają kształt. > Podobnie musi być z naszym wszechświatem, nie że on transformuje swój kształt, a że jest albo nieskończona bryłka cząstek eteru albo jest w przestrzeni nicościowej lub innej.Nieskończoności to matematyka. Nie ma przestrzeni, która byłaby "nicowa". To co rozumiemy przez przestrzeń, jest Cosiem. > >>>>Ty pisząc o tym że przestrzeń nie istnieje miałeś na myśli że przestrzenią dla nas nie jest pustka a ośrodek bo pustka dla nas jest nieosiągalna. Ja zgadzam się że dla nas jest nieosiągalna ale to nie znaczy że jej niema.> >>>Idealna pustka we wszechświecie nie istnieje, pomijając mikro skalę. Natomiast to, co jest "poza" wszechświatem to NIC, a to oznacza, że nie ma możliwości wtargnięcia w coś co nie istnieje.> >>To istnieje, tak jak dla dźwięku w statku kosmicznym istnieje próżnia.> >Nie rozumiem o co chodzi.> Chyba nie potrafię jasniej. Czy dla dźwięku w statku kosmicznym prožnia nie istnieje tylko dlatego że nie potrafi w niej propagować? Nie ma dowodu że poza eterem jest NIC, a jest to logicznie niemożliwe.> Dlaczego jest zawsze COŚ a nigdy NIC? Rachunek prawdopodobieństwa. Jest nieskończenie wiele sposobów istnienia Cosia a Tylko jeden jego nie istnienia  >
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | >Wszechświat jest jeden. Natomiast podobnych skupisk jak przez nas penetrowane, może być wiele. Nie ma żadnego "poza" wielkością wszechświata.
Mówiąc o skupiskach masz na myśli skupiska eteru czy skupiska materi?
>>Ja tego nie podważam, mówię jedynie że w skali makro może istnieć przestrzeń "nicowa", bez eteru. >Nie ma przestrzeni "nicowej". Nic = brak przestrzeni (czegokolwiek).
. Tak, przestrzeń nawet bez eteru to nadal nie nic.
>> a że nie ma kształtu, podane przez Ciebie przykłady mgły czy admosfera też pokazują brak kształtu, nie mają przecież jasnej granicy, potrafią swój kształt transformować dzięki czemuś w czym są. >Jak to nie mają kształtu? Wszystkie cząsteczki/związki chemiczne mają kształt.
Jakiego kształtu i co najważniejsze jakiego rozmiaru jest elektron?
>>Podobnie musi być z naszym wszechświatem, nie że on transformuje swój kształt, a że jest albo nieskończona bryłka cząstek eteru albo jest w przestrzeni nicościowej lub innej. >Nieskończoności to matematyka. Nie ma przestrzeni, która byłaby "nicowa". To co rozumiemy przez przestrzeń, jest Cosiem.
Już o tym pisałem wyżej. Przestrzenią nicowa nazwałem nieopacznie przestrzeń bez eteru.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | >>Nie ma przestrzeni "nicowej". Nic = brak przestrzeni (czegokolwiek).
>. Tak, przestrzeń nawet bez eteru to nadal nie nic.
Nie. NIC to literalnie NIC, bo nic tam nie może wtargnąć
>>> a że nie ma kształtu, podane przez Ciebie przykłady mgły czy admosfera też pokazują brak kształtu, nie mają przecież jasnej granicy, potrafią swój kształt transformować dzięki czemuś w czym są.
Nie ma fizyki bez obiektów fizycznych. Żadna transformacja materii nie pozbawia jej kształtu. Mgła składa się z wody, budowa której również ma kształt. W atmosferze nie jest inaczej.
>>Jak to nie mają kształtu? Wszystkie cząsteczki/związki chemiczne mają kształt.
>Jakiego kształtu i co najważniejsze jakiego rozmiaru jest elektron?
Jest sferyczny. Jego promień = 2,817 940 3227(19) ⋅ 10-15 m
>>>Podobnie musi być z naszym wszechświatem, nie że on transformuje swój kształt, a że jest albo nieskończona bryłka cząstek eteru albo jest w przestrzeni nicościowej lub innej. >>Nieskończoności to matematyka. Nie ma przestrzeni, która byłaby "nicowa". To co rozumiemy przez przestrzeń, jest Cosiem.
>Już o tym pisałem wyżej. Przestrzenią nicowa nazwałem nieopacznie przestrzeń bez eteru.
Nie ma przestrzeni bez eteru.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | >>>Nie ma przestrzeni "nicowej". Nic = brak przestrzeni (czegokolwiek). >>. Tak, przestrzeń nawet bez eteru to nadal nie nic. >Nie. NIC to literalnie NIC, bo nic tam nie może wtargnąć
Nie wiem o co ci chodzi. Ja piszę że przestrzeń to nie NIC a ty mi że nic to to nic. Przecież to nie jest sprzeczne.
>>>> a że nie ma kształtu, podane przez Ciebie przykłady mgły czy admosfera też pokazują brak kształtu, nie mają przecież jasnej granicy, potrafią swój kształt transformować dzięki czemuś w czym są. >Nie ma fizyki bez obiektów fizycznych. Żadna transformacja materii nie pozbawia jej kształtu. Mgła składa się z wody, budowa której również ma kształt. W atmosferze nie jest inaczej.
Materia to jakaś emanacją energi, nie ma stałego kształtu.
>>>Jak to nie mają kształtu? Wszystkie cząsteczki/związki chemiczne mają kształt. >>Jakiego kształtu i co najważniejsze jakiego rozmiaru jest elektron? >Jest sferyczny. Jego promień = 2,817 940 3227(19) ⋅ 10-15 m
Tak? To jakim cudem przechodzi przez 2 szczeliny na raz. Są one oddalone o znacznie większą odległość niż podana przez ciebie.
>>>>Podobnie musi być z naszym wszechświatem, nie że on transformuje swój kształt, a że jest albo nieskończona bryłka cząstek eteru albo jest w przestrzeni nicościowej lub innej. >>>Nieskończoności to matematyka. Nie ma przestrzeni, która byłaby "nicowa". To co rozumiemy przez przestrzeń, jest Cosiem. >>Już o tym pisałem wyżej. Przestrzenią nicowa nazwałem nieopacznie przestrzeń bez eteru. >Nie ma przestrzeni bez eteru.
Bo ty tak powiedziałeś?Czy jest jakiś istotny powód? Skoro dopuszczasz przestrzeń między składowymi eteru gdy nie są sześcianami to może ona istnieć i w większych skupiskach bez eteru.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | >>>>Nie ma przestrzeni "nicowej". Nic = brak przestrzeni (czegokolwiek). >>>. Tak, przestrzeń nawet bez eteru to nadal nie nic. >>Nie. NIC to literalnie NIC, bo nic tam nie może wtargnąć >Nie wiem o co ci chodzi. Ja piszę że przestrzeń to nie NIC a ty mi że nic to to nic. Przecież to nie jest sprzeczne.
Przestrzeń jest rzeczywistością fizyczną zawierającą obiekty fizyczne. "Poza" wszechświatem nie ma żadnych obiektów fizycznych (materii, eteru).
>>>>> a że nie ma kształtu, podane przez Ciebie przykłady mgły czy admosfera też pokazują brak kształtu, nie mają przecież jasnej granicy, potrafią swój kształt transformować dzięki czemuś w czym są. >>Nie ma fizyki bez obiektów fizycznych. Żadna transformacja materii nie pozbawia jej kształtu. Mgła składa się z wody, budowa której również ma kształt. W atmosferze nie jest inaczej.
>Materia to jakaś emanacją energi, nie ma stałego kształtu.
To poproszę o zdefiniowania pojęcia "energia". Każdy obiekt fizyczny ma kształt.
>>>>Jak to nie mają kształtu? Wszystkie cząsteczki/związki chemiczne mają kształt. >>>Jakiego kształtu i co najważniejsze jakiego rozmiaru jest elektron? >>Jest sferyczny. Jego promień = 2,817 940 3227(19) ⋅ 10-15 m >Tak? To jakim cudem przechodzi przez 2 szczeliny na raz. Są one oddalone o znacznie większą odległość niż podana przez ciebie.
W fizyce/naturze nie ma cudów. Coś tam musiało być błędnie zarejestrowane/zinterpretowane.
>>>>>Podobnie musi być z naszym wszechświatem, nie że on transformuje swój kształt, a że jest albo nieskończona bryłka cząstek eteru albo jest w przestrzeni nicościowej lub innej. >>>>Nieskończoności to matematyka. Nie ma przestrzeni, która byłaby "nicowa". To co rozumiemy przez przestrzeń, jest Cosiem. >>>Już o tym pisałem wyżej. Przestrzenią nicowa nazwałem nieopacznie przestrzeń bez eteru. >>Nie ma przestrzeni bez eteru.
>Bo ty tak powiedziałeś?Czy jest jakiś istotny powód? Skoro dopuszczasz przestrzeń między składowymi eteru gdy nie są sześcianami to może ona istnieć i w większych skupiskach bez eteru.
Między jednostkami eteru są mikro-obszary pustki. Eter we wszechświecie jest wszędzie i stanowi z nim jedność. Takie jest moje zdanie.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | >>>>>Nie ma przestrzeni "nicowej". Nic = brak przestrzeni (czegokolwiek). >>>>. Tak, przestrzeń nawet bez eteru to nadal nie nic. >>>Nie. NIC to literalnie NIC, bo nic tam nie może wtargnąć >>Nie wiem o co ci chodzi. Ja piszę że przestrzeń to nie NIC a ty mi że nic to to nic. Przecież to nie jest sprzeczne. >Przestrzeń jest rzeczywistością fizyczną zawierającą obiekty fizyczne. "Poza" wszechświatem nie ma żadnych obiektów fizycznych (materii, eteru).
Nie widzę nic zaskakującego w tym co mówisz.
>>>>>> a że nie ma kształtu, podane przez Ciebie przykłady mgły czy admosfera też pokazują brak kształtu, nie mają przecież jasnej granicy, potrafią swój kształt transformować dzięki czemuś w czym są. >>>Nie ma fizyki bez obiektów fizycznych. Żadna transformacja materii nie pozbawia jej kształtu. Mgła składa się z wody, budowa której również ma kształt. W atmosferze nie jest inaczej. >>Materia to jakaś emanacją energi, nie ma stałego kształtu. >To poproszę o zdefiniowania pojęcia "energia". Każdy obiekt fizyczny ma kształt.
Skoro zgadzamy się że jest eter wypelniajaćy przestrzeń to energia są drgania tego eteru, cząstka ma centrum tych drgań ale ona się nie kończy w tym centrum.
>>>>>Jak to nie mają kształtu? Wszystkie cząsteczki/związki chemiczne mają kształt. >>>>Jakiego kształtu i co najważniejsze jakiego rozmiaru jest elektron? >>>Jest sferyczny. Jego promień = 2,817 940 3227(19) ⋅ 10-15 m >>Tak? To jakim cudem przechodzi przez 2 szczeliny na raz. Są one oddalone o znacznie większą odległość niż podana przez ciebie. >W fizyce/naturze nie ma cudów. Coś tam musiało być błędnie zarejestrowane/zinterpretowane.
Nie, to właśnie dlatego że cząstka nie jest punktowa a taka jak napisałem wyżej.
>>>>>>Podobnie musi być z naszym wszechświatem, nie że on transformuje swój kształt, a że jest albo nieskończona bryłka cząstek eteru albo jest w przestrzeni nicościowej lub innej. >>>>>Nieskończoności to matematyka. Nie ma przestrzeni, która byłaby "nicowa". To co rozumiemy przez przestrzeń, jest Cosiem. >>>>Już o tym pisałem wyżej. Przestrzenią nicowa nazwałem nieopacznie przestrzeń bez eteru. >>>Nie ma przestrzeni bez eteru. >>Bo ty tak powiedziałeś?Czy jest jakiś istotny powód? Skoro dopuszczasz przestrzeń między składowymi eteru gdy nie są sześcianami to może ona istnieć i w większych skupiskach bez eteru. >Między jednostkami eteru są mikro-obszary pustki. Eter we wszechświecie jest wszędzie i stanowi z nim jedność. Takie jest moje zdanie.
Sorry ale mnie nie obchodza prawdy objawione więc postaraj się o jakąś argumentację. Twoje tu pierwsze zdanie wydaje mi się prawdopodobne ale drugie brzmi niedorzecznie, niby dlaczego eter miałby być wszędzie w przestrzeni.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | >>>Materia to jakaś emanacją energi, nie ma stałego kształtu.
>>To poproszę o zdefiniowania pojęcia "energia". Każdy obiekt fizyczny ma kształt.
>Skoro zgadzamy się że jest eter wypelniajaćy przestrzeń to energia są drgania tego eteru, cząstka ma centrum tych drgań ale ona się nie kończy w tym centrum.
Niejasne. Masz na myśli "eter to energia", czy "energią są drgania"? Drgania nie są energią.
>Nie, to właśnie dlatego że cząstka nie jest punktowa a taka jak napisałem wyżej.
Materia jest złożona z "punktowego" eteru.
>>>>Nie ma przestrzeni bez eteru. >>>Bo ty tak powiedziałeś?Czy jest jakiś istotny powód? Skoro dopuszczasz przestrzeń między składowymi eteru gdy nie są sześcianami to może ona istnieć i w większych skupiskach bez eteru.
>>Między jednostkami eteru są mikro-obszary pustki. Eter we wszechświecie jest wszędzie i stanowi z nim jedność. Takie jest moje zdanie.
>Sorry ale mnie nie obchodza prawdy objawione więc postaraj się o jakąś argumentację.
Co Ty mówisz? Każdy może sformułować teorię. Warunek, musi ona oferować racjonalne wyjaśnienie.
>Twoje tu pierwsze zdanie wydaje mi się prawdopodobne ale drugie brzmi niedorzecznie, niby dlaczego eter miałby być wszędzie w przestrzeni.
Bo nie byłoby wszechobecnej i natychmiastowej grawitacji. Bum tarara
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | > >>>Materia to jakaś emanacją energi, nie ma stałego kształtu.> >>To poproszę o zdefiniowania pojęcia "energia". Każdy obiekt fizyczny ma kształt.> >Skoro zgadzamy się że jest eter wypelniajaćy przestrzeń to energia są drgania tego eteru, cząstka ma centrum tych drgań ale ona się nie kończy w tym centrum.> Niejasne. Masz na myśli "eter to energia", czy "energią są drgania"?> Drgania nie są energią.Dla nas są. Przyjmijmy że świat skladą sie z pramateri czyłi eteru (dalej już nie schodzmy bo i tak dość kłopotu) materi która jest drganiami w formie fal stojących tego eteru i energi która nie jest materia a jest drganiami eteru w formie innej niż fala stojąca. > >Nie, to właśnie dlatego że cząstka nie jest punktowa a taka jak napisałem wyżej.> Materia jest złożona z "punktowego" eteru.> >>>>Nie ma przestrzeni bez eteru.> >>>Bo ty tak powiedziałeś?Czy jest jakiś istotny powód? Skoro dopuszczasz przestrzeń między składowymi eteru gdy nie są sześcianami to może ona istnieć i w większych skupiskach bez eteru.> >>Między jednostkami eteru są mikro-obszary pustki. Eter we wszechświecie jest wszędzie i stanowi z nim jedność. Takie jest moje zdanie.> >Sorry ale mnie nie obchodza prawdy objawione więc postaraj się o jakąś argumentację.> Co Ty mówisz? Każdy może sformułować teorię. Warunek, musi ona oferować racjonalne wyjaśnienie.Ale twoja nie oferuje, niby dlaczego nie miało by być obszarów przestrzeni w makroskali pozbawionych eteru? Zdaje się też że teoria powinna coś przewidywać ale mniejsza z tym. > >Twoje tu pierwsze zdanie wydaje mi się prawdopodobne ale drugie brzmi niedorzecznie, niby dlaczego eter miałby być wszędzie w przestrzeni.> Bo nie byłoby wszechobecnej i natychmiastowej grawitacji. Bum tararaAle ty mówisz jedyńie o obszarze możliwym dla nas do obserwacji a ja o obszarach tak dalekich że niemożliwych dla nas na dziś do obserwacji. Poza tym z tego co mi wiadomo to grawitacja nie działa natychmiastowo a z c, i jest to potwierdzone obserwacyjnej, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, tak jak do tego że np elektron przechodzi przez dwie szczeliny naraz więc nam tu nie pitol
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | > >>>>Materia to jakaś emanacją energi, nie ma stałego kształtu.> >>>To poproszę o zdefiniowania pojęcia "energia". Każdy obiekt fizyczny ma kształt.> >>Skoro zgadzamy się że jest eter wypelniajaćy przestrzeń to energia są drgania tego eteru, cząstka ma centrum tych drgań ale ona się nie kończy w tym centrum.> >Niejasne. Masz na myśli "eter to energia", czy "energią są drgania"?> >Drgania nie są energią.> Dla nas są. Przyjmijmy że świat skladą sie z pramateri czyłi eteru (dalej już nie schodzmy bo i tak dość kłopotu) materi która jest drganiami w formie fal stojących tego eteru i energi która nie jest materia a jest drganiami eteru w formie innej niż fala stojąca.> >>Nie, to właśnie dlatego że cząstka nie jest punktowa a taka jak napisałem wyżej.> >Materia jest złożona z "punktowego" eteru.> >>>>>Nie ma przestrzeni bez eteru.> >>>>Bo ty tak powiedziałeś?Czy jest jakiś istotny powód? Skoro dopuszczasz przestrzeń między składowymi eteru gdy nie są sześcianami to może ona istnieć i w większych skupiskach bez eteru.> >>>Między jednostkami eteru są mikro-obszary pustki. Eter we wszechświecie jest wszędzie i stanowi z nim jedność. Takie jest moje zdanie.> >>Sorry ale mnie nie obchodza prawdy objawione więc postaraj się o jakąś argumentację.> >Co Ty mówisz? Każdy może sformułować teorię. Warunek, musi ona oferować racjonalne wyjaśnienie.> Ale twoja nie oferuje, niby dlaczego nie miało by być obszarów przestrzeni w makroskali pozbawionych eteru? Zdaje się też że teoria powinna coś przewidywać ale mniejsza z tym.Jest taka kolejność: hipoteza - teoria - wnioski. To co ja przedstawiam trudno nazwać teorią, ale staram się, by idea była racjonalna. Moim wnioskiem jest to, że grawitacja jest wynikiem przeciwwagi eteru (pra-materii) względem materii. Pierwotny wszechświat moim zdaniem składał się wyłącznie z eteru (Big Bangu - irracjonalny pomysł - nie było). > >>Twoje tu pierwsze zdanie wydaje mi się prawdopodobne ale drugie brzmi niedorzecznie, niby dlaczego eter miałby być wszędzie w przestrzeni.> >Bo nie byłoby wszechobecnej i natychmiastowej grawitacji. Bum tarara> Ale ty mówisz jedyńie o obszarze możliwym dla nas do obserwacji a ja o obszarach tak dalekich że niemożliwych dla nas na dziś do obserwacji. Poza tym z tego co mi wiadomo to grawitacja nie działa natychmiastowo a z c, i jest to potwierdzone obserwacyjnej, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, tak jak do tego że np elektron przechodzi przez dwie szczeliny naraz więc nam tu nie pitol  Nie. Ja mówię o całym wszechświecie, którego minimalny promień nawet obliczyłem. Grawitacja jest natychmiastowa. Uważam, że prędkość światła jest wynikiem jego wielkości, jego mas eteru. Być może nawet nie tylko grawitacja jest natychmiastowa. Jeżeli elektron przechodzi przez dwie szczeliny jednocześnie, to albo się rozdziela, albo jest to łgarstwo.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | |  | | alsor (3283 punktów) | > Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensyależ ja doskonale rozumiem relatywizm.... podobnie jak i logikę trójwartościową: prawda, fałsz, nonsens.  można sobie poćwiczyć troszeczkę: nonsens and nonsens = ? prawda or nonsens = ? ... to jest proste.
|
|
| | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | > > Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy> ależ ja doskonale rozumiem relatywizm....Ale mi nie chodzi o pogląd filozoficzny, tylko teorię fizyczną. > podobnie jak i logikę trójwartościową:> prawda, fałsz, nonsens.  > można sobie poćwiczyć troszeczkę:> nonsens and nonsens = ?> prawda or nonsens = ?> ...> to jest proste.Fałsz może wynikać np. z błędnych wyliczeń, niedokładności itp., a droga do sformułowania fałszywego twierdzenia/uzyskania fałszywego wyniku - mimo nieprawdziwości może być sensowna (racjonalna). Natomiast nonsens, to po prostu irracjonalizm. Ja irracjonalnych teorii nie rozumiem i nie jestem wyjątkiem. Prosty przykład: Tak zwana dylatacja czasu jest nonsensem (irracjonalizmem), gdyż czasowi, a zatem matematycznemu wzorowi, przypisuje się możliwość zwalniania prędkości. Jest to zrozumiałe? Załóżmy, że wzór matematyczny to potrafi. Zatem jaka wtedy będzie różnica między s/v a s/t? Czy czas będzie równocześnie sobą i prędkością? 
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | | | |  | | alsor (3283 punktów) | > >> Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy> >ależ ja doskonale rozumiem relatywizm....> Ale mi nie chodzi o pogląd filozoficzny, tylko teorię fizyczną.Nie ma teorii pt. relatywizm; Szczególna czy Ogólna Teoria Względności to tylko taka nazwa, bo to nie jest teoria w poprawnym sensie, lecz zaledwie konwencja... naukowa, powiedzmy. No, ostatecznie możne to być nawet i teoria, ale jako dział algebry - te operatory, wzory, na 4-wektorach, Minkowski, itd. czyli coś jak (prawie) analiza funkcji zespolonych albo kwaternionów. > >podobnie jak i logikę trójwartościową:> >prawda, fałsz, nonsens.  > >można sobie poćwiczyć troszeczkę:> >nonsens and nonsens = ?> >prawda or nonsens = ?> >...> >to jest proste.> Fałsz może wynikać np. z błędnych wyliczeń, niedokładności itp., a droga do sformułowania fałszywego twierdzenia/uzyskania fałszywego wyniku - mimo nieprawdziwości może być sensowna (racjonalna). Natomiast nonsens, to po prostu irracjonalizm. Ja irracjonalnych teorii nie rozumiem i nie jestem wyjątkiem. Prosty przykład: Tak zwana dylatacja czasu jest nonsensem (irracjonalizmem), gdyż czasowi, a zatem matematycznemu wzorowi, przypisuje się możliwość zwalniania prędkości. Jest to zrozumiałe? Załóżmy, że wzór matematyczny to potrafi. Zatem jaka wtedy będzie różnica między s/v a s/t? Czy czas będzie równocześnie sobą i prędkością?  Ale co jest nonsens? Podaj przykłady nonsensów. Na tym można normalnie operować, i stąd termin logika 3-wartościowa, jako naturalne i poprawne rozszerzenie tradycyjnej logiki - 2-wartościowej. Pytanie: czy można to jeszcze bardziej poszerzyć - logika 4-wartościowa? Podejrzewam że tak... i chyba relatywizm jest właśnie czymś takim.
|
|
| | | | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | > Nie ma teorii pt. relatywizm;A gdzie ja powiedziałem "relatywizm"? > Szczególna czy Ogólna Teoria Względności> to tylko taka nazwa, bo to nie jest teoria w poprawnym sensie,> lecz zaledwie konwencja... naukowa, powiedzmy.Sama nazwa mówi, że jest to teoria. Dodam, teoria absurdalna. > No, ostatecznie możne to być nawet i teoria,> ale jako dział algebry - te operatory, wzory, na 4-wektorach, Minkowski, itd.> czyli coś jak (prawie) analiza funkcji zespolonych albo kwaternionów.Matematyka niczego nie wyjaśnia. W najlepszym wypadku, opisuje. > >>podobnie jak i logikę trójwartościową:> >>prawda, fałsz, nonsens.  > >>można sobie poćwiczyć troszeczkę:> >>nonsens and nonsens = ?> >>prawda or nonsens = ?> >>...> >>to jest proste.> >Fałsz może wynikać np. z błędnych wyliczeń, niedokładności itp., a droga do sformułowania fałszywego twierdzenia/uzyskania fałszywego wyniku - mimo nieprawdziwości może być sensowna (racjonalna). Natomiast nonsens, to po prostu irracjonalizm. Ja irracjonalnych teorii nie rozumiem i nie jestem wyjątkiem. Prosty przykład: Tak zwana dylatacja czasu jest nonsensem (irracjonalizmem), gdyż czasowi, a zatem matematycznemu wzorowi, przypisuje się możliwość zwalniania prędkości. Jest to zrozumiałe? Załóżmy, że wzór matematyczny to potrafi. Zatem jaka wtedy będzie różnica między s/v a s/t? Czy czas będzie równocześnie sobą i prędkością?  > Ale co jest nonsens?Ano np. to, że czas (pojęcie abstrakcyjne) nie może dylatować i nie może być jednocześnie prędkością. > Podaj przykłady nonsensów.Np. strzałka czasu, podróż w przyszłość i wiele innych absurdów. > Na tym można normalnie operować, i stąd termin logika 3-wartościowa,> jako naturalne i poprawne rozszerzenie tradycyjnej logiki - 2-wartościowej.> Pytanie: czy można to jeszcze bardziej poszerzyć - logika 4-wartościowa?> Podejrzewam że tak... i chyba relatywizm jest właśnie czymś takim.  Relatywizm, jak wcześniej pisałem, jest poglądem filozoficznym, a relatywistyka teorią fizyczną.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | | | | | |  | | alsor (3283 punktów) | Nie na tym to polega.
Nonsens to np.:
piję chleb.
albo
jasno oświetlony cień.
To są takie zdania, którym nie można przypisać prawdy ani fałszu, bo to jest niejednoznaczne, albo zupełnie nieokreślone jak np.: jest urwałem ale twarz, lub: xds hsjsfd sdfhassga. ........
jak z tego dobitnie widać:
my ciągle i bez przerw mamy do czynienia z nonsensami, i dajemy sobie z tym radę... a jak to możliwe?!
bo my w życiu używamy logiki 3-wartościowej - z prozaicznej konieczności, a nie tej prostej - znanej ze szkoły - 2-wartościowej.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | >Nie na tym to polega. >Nonsens to np.: >piję chleb. >albo >jasno oświetlony cień. >To są takie zdania, którym nie można przypisać prawdy ani fałszu, bo to jest niejednoznaczne, albo zupełnie nieokreślone jak np.: jest urwałem ale twarz, lub: xds hsjsfd sdfhassga. >........ >jak z tego dobitnie widać: >my ciągle i bez przerw mamy do czynienia z nonsensami, >i dajemy sobie z tym radę... a jak to możliwe?! >bo my w życiu używamy logiki 3-wartościowej - z prozaicznej konieczności, > a nie tej prostej - znanej ze szkoły - 2-wartościowej.
Ty dajesz definicje z logiki. Natomiast słowo "nonsens" potocznie rozumiane jest jako coś co jest pozbawione sensu. Słowo to jest bliskoznaczne potocznemu "absurd", czyli "niedorzeczność". Ponadto TW nie powinna była być włączona w poczet teorii naukowych, bo w fizyce nie może być obserwatorów faktu. Obserwacja implikuje subiektywność. Nie można więc odwoływać się do opinii zależnych od obserwatora.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | >>Nie na tym to polega. >>Nonsens to np.: >>piję chleb. >>albo >>jasno oświetlony cień. >>To są takie zdania, którym nie można przypisać prawdy ani fałszu, bo to jest niejednoznaczne, albo zupełnie nieokreślone jak np.: jest urwałem ale twarz, lub: xds hsjsfd sdfhassga. >>........ >>jak z tego dobitnie widać: >>my ciągle i bez przerw mamy do czynienia z nonsensami, >>i dajemy sobie z tym radę... a jak to możliwe?! >>bo my w życiu używamy logiki 3-wartościowej - z prozaicznej konieczności, >> a nie tej prostej - znanej ze szkoły - 2-wartościowej. >Ty dajesz definicje z logiki. Natomiast słowo "nonsens" potocznie rozumiane jest jako coś co jest pozbawione sensu. Słowo to jest bliskoznaczne potocznemu "absurd", czyli "niedorzeczność". >Ponadto TW nie powinna była być włączona w poczet teorii naukowych, bo w fizyce nie może być obserwatorów faktu. Obserwacja implikuje subiektywność. Nie można więc odwoływać się do opinii zależnych od obserwatora.
Dlatego TW nazywamy konwencja pomiarowa. Również dlatego że nie wyjaśnia ona świata a jedynie pokazuje jak liczyć. Zupełnie jak "teoria Ptolemeusza"
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | alsor (3283 punktów) | > Ty dajesz definicje z logiki. Natomiast słowo "nonsens" potocznie rozumiane jest jako coś co jest pozbawione sensu. Słowo to jest bliskoznaczne potocznemu "absurd", czyli "niedorzeczność".Tak, ale to jest chyba to samo, znaczy nonsens = absurd. W potocznym jest z tym chyba inaczej: absurdem nazywamy często coś ewidentnie fałszywego, np. kwadratowa kula. tylko że to nie jest wcale fałszywe, bo to jest nonsens właśnie! W tym chodzi o znaczenie słów, symboli... i pewne kombinacje są niejednoznaczne, po prostu. i nie można tego dzielić na mniej lub bardziej niejednoznaczne. Np. kwadratowa kula jest tak samo nonsensem jak: but mama jest, ale i: burruhrararuuuu - dowolna losowa seria liter! > Ponadto TW nie powinna była być włączona w poczet teorii naukowych, bo w fizyce nie może być obserwatorów faktu. Obserwacja implikuje subiektywność. Nie można więc odwoływać się do opinii zależnych od obserwatora.Ale istnieje teoria obserwacji, pomiaru, detekcji sygnałów, np. akustyka i optyka; zatem ta teoria generalnej obserwacji mogłaby nazywać się np.: relatywizm (obserwacyjno-poznawczy).
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | > >Ty dajesz definicje z logiki. Natomiast słowo "nonsens" potocznie rozumiane jest jako coś co jest pozbawione sensu. Słowo to jest bliskoznaczne potocznemu "absurd", czyli "niedorzeczność".> Tak, ale to jest chyba to samo, znaczy nonsens = absurd.OK > W potocznym jest z tym chyba inaczej:> absurdem nazywamy często coś ewidentnie fałszywego, np. kwadratowa kula.> tylko że to nie jest wcale fałszywe, bo to jest nonsens właśnie!> W tym chodzi o znaczenie słów, symboli... i pewne kombinacje są niejednoznaczne, po prostu.> i nie można tego dzielić na mniej lub bardziej niejednoznaczne.> Np. kwadratowa kula jest tak samo nonsensem jak: but mama jest,> ale i: burruhrararuuuu - dowolna losowa seria liter!Nie zgodzę się, bo "nonsens"/"absurd" używane są również przez fizyków w potocznym znaczeniu, że np. teoria/idea jest nielogiczna/irracjonalna. Czy ktoś używa w nauce takich pojęć jak kwadratowa kula? Czy podobnych jakie wymieniłeś? A może wolałbyś "głupoty" lub "idiotyzmy"? > >Ponadto TW nie powinna była być włączona w poczet teorii naukowych, bo w fizyce nie może być obserwatorów faktu. Obserwacja implikuje subiektywność. Nie można więc odwoływać się do opinii zależnych od obserwatora.> Ale istnieje teoria obserwacji, pomiaru, detekcji sygnałów,> np. akustyka i optyka;To o czym mówisz, to technologia. > zatem ta teoria generalnej obserwacji mogłaby nazywać się np.: relatywizm (obserwacyjno-poznawczy).  Nauka jaką jest fizyka jest wolna od obserwatorów. Ma racjonalnie wyjaśniać zjawiska fizyczne.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) |
>Nauka jaką jest fizyka jest wolna od obserwatorów. Ma racjonalnie wyjaśniać zjawiska fizyczne.
Tak powinno być, jednak wraz z tzw TW zrobil się z niej jakiś pokaż iluzjonistów. I to nawet nie na początku, Ejnsz5ajn w stw nic takiego nie wydział , dopiero potem wraz z minkowskim się zaczęła to głupota a fizycy byli wówczas kimś na kształt celebrytów i im dziwńien mówili tym zainteresowanie było wi3ksze, z rad i ten epr. Ale że to się tyl3 utrzymało to jaka jakies
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | alsor (3283 punktów) | > >>Ty dajesz definicje z logiki. Natomiast słowo "nonsens" potocznie rozumiane jest jako coś co jest pozbawione sensu. Słowo to jest bliskoznaczne potocznemu "absurd", czyli "niedorzeczność".> >Tak, ale to jest chyba to samo, znaczy nonsens = absurd.> OK> >W potocznym jest z tym chyba inaczej:> >absurdem nazywamy często coś ewidentnie fałszywego, np. kwadratowa kula.> >tylko że to nie jest wcale fałszywe, bo to jest nonsens właśnie!> >W tym chodzi o znaczenie słów, symboli... i pewne kombinacje są niejednoznaczne, po prostu.> >i nie można tego dzielić na mniej lub bardziej niejednoznaczne.> >Np. kwadratowa kula jest tak samo nonsensem jak: but mama jest,> >ale i: burruhrararuuuu - dowolna losowa seria liter!> Nie zgodzę się, bo "nonsens"/"absurd" używane są również przez fizyków w potocznym znaczeniu, że np. teoria/idea jest nielogiczna/irracjonalna. Czy ktoś używa w nauce takich pojęć jak kwadratowa kula? Czy podobnych jakie wymieniłeś? A może wolałbyś "głupoty" lub "idiotyzmy"?Obawiam się że to jest znowu to samo. idiotyzm to taki absurd, czyli nonsens, tyle że popularnie traktowanych jako ewidentny fałsz, czyli coś jakby bardzo fałszywego. no, ale stopniowanie fałszu: coś jest słabo fałszywe, a tamto bardziej... to przecież kolejny nonsens.  ..... jak wiadomo wedle relatywistów: czas to jest to co odmierzają zegary. zatem ja sądzę że istnieje taki główny - naczelny zegar, który odmierza czas całego tego kosmosu... Wszechświata! zatem kiedyś go znajdę... a wtedy zatrzymam, no i tym sposobem będziemy żyć wiecznie!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | > >>>Ty dajesz definicje z logiki. Natomiast słowo "nonsens" potocznie rozumiane jest jako coś co jest pozbawione sensu. Słowo to jest bliskoznaczne potocznemu "absurd", czyli "niedorzeczność".> >>Tak, ale to jest chyba to samo, znaczy nonsens = absurd.> >OK> >>W potocznym jest z tym chyba inaczej:> >>absurdem nazywamy często coś ewidentnie fałszywego, np. kwadratowa kula.> >>tylko że to nie jest wcale fałszywe, bo to jest nonsens właśnie!> >>W tym chodzi o znaczenie słów, symboli... i pewne kombinacje są niejednoznaczne, po prostu.> >>i nie można tego dzielić na mniej lub bardziej niejednoznaczne.> >>Np. kwadratowa kula jest tak samo nonsensem jak: but mama jest,> >>ale i: burruhrararuuuu - dowolna losowa seria liter!> >Nie zgodzę się, bo "nonsens"/"absurd" używane są również przez fizyków w potocznym znaczeniu, że np. teoria/idea jest nielogiczna/irracjonalna. Czy ktoś używa w nauce takich pojęć jak kwadratowa kula? Czy podobnych jakie wymieniłeś? A może wolałbyś "głupoty" lub "idiotyzmy"?> Obawiam się że to jest znowu to samo.> idiotyzm to taki absurd, czyli nonsens,> tyle że popularnie traktowanych jako ewidentny fałsz, czyli coś jakby bardzo fałszywego.> no, ale stopniowanie fałszu: coś jest słabo fałszywe, a tamto bardziej...> to przecież kolejny nonsens.  No nie wiem. Jak powiem że przyleciałem z Radomia gdy przyleciałem że Szczecina to to będzie tak trochę fałszywe, ale jak powiem że przyleciałem z księżyca to raczej bardziej. > .....> jak wiadomo wedle relatywistów: czas to jest to co odmierzają zegary.> zatem ja sądzę że istnieje taki główny - naczelny zegar,> który odmierza czas całego tego kosmosu... Wszechświata!> zatem kiedyś go znajdę... a wtedy zatrzymam,> no i tym sposobem będziemy żyć wiecznie!>
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | alsor (3283 punktów) | To działa całkiem inaczej. kwadratowa kula co coś jak: miękki diament, albo gorący lód; nie jest to fałszem ani prawdą, bo to zależy od kontekstu - co fizycy nazywają interpretacją. kwadratowa kula może być poprawna - prawdziwa, no bo to np. taki sześcian pozaokrąglany... albo kula, która powstała ze szlifu sześcianu. i dalej - odwróćmy to: kulisty sześcian? ....... Mam cię w garści! no i co - prawda to czy fałsz?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | piepszot (29 punktów) | > >Nie zgodzę się, bo "nonsens"/"absurd" używane są również przez fizyków w potocznym znaczeniu, że np. teoria/idea jest nielogiczna/irracjonalna. Czy ktoś używa w nauce takich pojęć jak kwadratowa kula? Czy podobnych jakie wymieniłeś? A może wolałbyś "głupoty" lub "idiotyzmy"?> Obawiam się że to jest znowu to samo.Niezupełnie i uzupełnię. Niektórzy fizycy (mogę dać przykład) dodają wzmocnienie przymiotnikowe nonsensu, mianowicie "utter"  > idiotyzm to taki absurd, czyli nonsens,> tyle że popularnie traktowanych jako ewidentny fałsz, czyli coś jakby bardzo fałszywego.> no, ale stopniowanie fałszu: coś jest słabo fałszywe, a tamto bardziej...> to przecież kolejny nonsens.  > .....> jak wiadomo wedle relatywistów: czas to jest to co odmierzają zegary.> zatem ja sądzę że istnieje taki główny - naczelny zegar,> który odmierza czas całego tego kosmosu... Wszechświata!> zatem kiedyś go znajdę... a wtedy zatrzymam,> no i tym sposobem będziemy żyć wiecznie!Oby jak najszybciej, bo nam planetę zdepopulują.
Ci którzy twierdzą, że rozumieją relatywistykę, automatycznie przyznają, że rozumieją nonsensy
|
|
| konradsadlik (308 punktów) | >Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na boki >powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji?
Niestety ta koncepcja nie trzyma się kupy. Gdyby to było rozrzedzenie medium to jak słuszne zauważyłeś gdzieś musiałoby wystąpić zagęszczenie, a więc grawitacja ujemna...
|
|
 | | qwery (2864 punktów) | >>Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na boki >>powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji? >Niestety ta koncepcja nie trzyma się kupy. Gdyby to było rozrzedzenie medium to jak słuszne zauważyłeś gdzieś musiałoby wystąpić zagęszczenie, a więc grawitacja ujemna...
Nie. Tak, miałem taką watpliwość, ale zdałem sobie sprawę że faktycznie tak jak napisałem z przekąsem na początku - eter wypiernicza na boki. Tyle że aż po kres naszej bryłki eteru (wyobrażam sobie przestrzeń i bez eteru). Czyli mamy chwilowe minimalne zagęszczenie eteru po sferze wokół centrum zdarzenia (powstania masy) i to zagęszczenie w coraz mniejszym natężeniu rozchodzi się po wszechświecie, jest to fala grawitacyjna, jak dojdzie do brzegu naszej bryłki eteru to ją nieco uwypukli, tak że bryłka urośnie.
|
|
|  | | konradsadlik (308 punktów) | Ok. Rozumiem. Tylko, że medium wcale nie musi zmieniać swojej gęstości żeby zmienić prędkość rozchodzenia się fal (bo zresztą jaki małby być mechanizm zmiany tej gęstości?)
Zakrzywianie toru światła w pobliżu koncentracji dużych mas może wynikać wyłacznie z samej mechaniki fal.
Jeżeli masz koncentryczne fale stojące, i skierujesz w kierunku takiej fali dodatkową falę biegnącą, to w miejscach w których koncentryczna fala stojąca ma większą amplitudę (a więc bliżej centrum) fala płaska będzie poruszała się z mniejszą prędkością.
Czyli to większe zagęszczenie materii będzie się przekładać na zakrzywienie toru światła w pobliżu koncentracji dużych mas, a także wywołać efekt grawitacji (czyli przesuwania się materii w kierunku w którym prędkość fal ( w więc i "ciśnienie promieniowania") będzie mniejsze. Każda refrakcja działa zresztą na takiej zasadzie.
Efekt działania OTW będzie taki sam tylko, że tam c=constans, więc wszystko musi odbywać się nie na zasdach działania refrakcji tylko na znacznie bardziej enigmatycznej zasadzie zaginania czasoprzestrzeni zgodnie z równaniami OTW.
|
|
| |  | | qwery (2864 punktów) | > Ok. Rozumiem.> Tylko, że medium wcale nie musi zmieniać swojej gęstości żeby zmienić prędkość rozchodzenia się fal (bo zresztą jaki małby być mechanizm zmiany tej gęstości?)No może np elementy eteru dostając energię na odpowiednim poziomie zaczynały by drgać rozpychając się na boki  > Zakrzywianie toru światła w pobliżu koncentracji dużych mas może wynikać wyłacznie z samej mechaniki fal.> Jeżeli masz koncentryczne fale stojące, i skierujesz w kierunku takiej fali dodatkową falę biegnącą, to w miejscach w których koncentryczna fala stojąca ma większą amplitudę (a więc bliżej centrum) fala płaska będzie poruszała się z mniejszą prędkością.> Czyli to większe zagęszczenie materii będzie się przekładać na zakrzywienie toru światła w pobliżu koncentracji dużych mas, a także wywołać efekt grawitacji (czyli przesuwania się materii w kierunku w którym prędkość fal ( w więc i "ciśnienie promieniowania") będzie mniejsze.> Każda refrakcja działa zresztą na takiej zasadzie.> Efekt działania OTW będzie taki sam tylko, że tam c=constans, więc wszystko musi odbywać się nie na zasdach działania refrakcji tylko na znacznie bardziej enigmatycznej zasadzie zaginania czasoprzestrzeni zgodnie z równaniami OTW.Dziękiuje że wyjaśnienia. Wydaja się bardzo sensowne, sensowniejsze niż pomysł z rozrzedzającym się eterem. PS Czy mógłbyś mi wyjaśnić gdzie ja błąd robię podając sposób znalezienia UUO www.racjonalista.pl/forum.php/s,905534Wydaje się że STW sama sobie nogę podstawiala już na samym początku a olał mnie nawet alsor
|
|
| |  | | qwery (2864 punktów) | Czy dwie fale stojące będą się do siebie przyciągać?
|
|
| | |  | | konradsadlik (308 punktów) | >Czy dwie fale stojące będą się do siebie przyciągać?
Zależy od różnicy faz. Drgające zgonie będą się odpychać (jak elektron-elektron), a te w przeciwfazie przyciągać (elektron-pozyton).
|
|
| | | |  | | qwery (2864 punktów) | >>Czy dwie fale stojące będą się do siebie przyciągać? >Zależy od różnicy faz. Drgające zgonie będą się odpychać (jak elektron-elektron), a te w przeciwfazie przyciągać (elektron-pozyton).
Więc to raczej słaby pomysł na wytłumaczenie grawitacji. Trudno np żeby obiekty A B i C miały wszystkie wzajemnie przeciwne fazy.
|
|
| | | | |  | | alsor (3283 punktów) | > >>Czy dwie fale stojące będą się do siebie przyciągać?> >Zależy od różnicy faz. Drgające zgonie będą się odpychać (jak elektron-elektron), a te w przeciwfazie przyciągać (elektron-pozyton).> Więc to raczej słaby pomysł na wytłumaczenie grawitacji. Trudno np żeby obiekty A B i C miały wszystkie wzajemnie przeciwne fazy.Obawiam się że istnieje coś takiego jak uzgadnianie faz. Jest to od dawna znane, no i właśnie dlatego... ziarno maku, kminku, itp. zawsze się przyciągają w garnku z wodą, zamiast odpychać - rozpraszać się równomiernie w wodzie po wymieszaniu, one się skupiają w centrum.
|
|
| | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | > >>>Czy dwie fale stojące będą się do siebie przyciągać?> >>Zależy od różnicy faz. Drgające zgonie będą się odpychać (jak elektron-elektron), a te w przeciwfazie przyciągać (elektron-pozyton).> >Więc to raczej słaby pomysł na wytłumaczenie grawitacji. Trudno np żeby obiekty A B i C miały wszystkie wzajemnie przeciwne fazy.> Obawiam się że istnieje coś takiego jak uzgadnianie faz.No to jak by sobie wszystkie trzy uzgodniły tak samo to by sie odpychały a na przeciwne nie dadza rady bo ciała są 3 a przeciwne fazy dwie. > Jest to od dawna znane, no i właśnie dlatego...> ziarno maku, kminku, itp. zawsze się przyciągają w garnku z wodą, zamiast odpychać - rozpraszać się równomiernie w wodzie po wymieszaniu, one się skupiają w centrum.  To może jakiś inny powód jest? Napięcie powierzchniowe? Pod hasłem uzgodnienie faz w necie nic ciekawego w temacie ńie znalazłem.
|
|
| | | | | | |  | | alsor (3283 punktów) | > >Obawiam się że istnieje coś takiego jak uzgadnianie faz.> No to jak by sobie wszystkie trzy uzgodniły tak samo to by sie odpychały a na przeciwne nie dadza rady bo ciała są 3 a przeciwne fazy dwie.niby dlaczego trzy fazy miałby stanowić problem, skoro grube tysiące funkcjonują wg tej zasady - uzgadniają fazy!? > >Jest to od dawna znane, no i właśnie dlatego...> > ziarno maku, kminku, itp. zawsze się przyciągają w garnku z wodą, zamiast odpychać - rozpraszać się równomiernie w wodzie po wymieszaniu, one się skupiają w centrum.  > To może jakiś inny powód jest? Napięcie powierzchniowe? Pod hasłem uzgodnienie faz w necie nic ciekawego w temacie ńie znalazłem.To jest normalna sprawa: masz te fale stojące, itd.
|
|
| | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | > >>Obawiam się że istnieje coś takiego jak uzgadnianie faz.> >No to jak by sobie wszystkie trzy uzgodniły tak samo to by sie odpychały a na przeciwne nie dadza rady bo ciała są 3 a przeciwne fazy dwie.> niby dlaczego trzy fazy miałby stanowić problem, skoro grube tysiące funkcjonują wg tej zasady - uzgadniają fazy!?> >>Jest to od dawna znane, no i właśnie dlatego...> >> ziarno maku, kminku, itp. zawsze się przyciągają w garnku z wodą, zamiast odpychać - rozpraszać się równomiernie w wodzie po wymieszaniu, one się skupiają w centrum.  > >To może jakiś inny powód jest? Napięcie powierzchniowe? Pod hasłem uzgodnienie faz w necie nic ciekawego w temacie ńie znalazłem.> To jest normalna sprawa: masz te fale stojące, itd.> Czyli jak wytworze najpierw osobno, np 3 fale stojące w różnych miejscach basenu, a potem zrobię to jednoczasowo to wówczas one wejdą w interreakcje zbliżajac się do siebie? Albo Cię nie rozumiem. Czy nie uwazaszaleś że grawitacja nie ma podloża falowego a jej źrodlo jest w rozrredzeniu eteru?
|
|
| | | | | | | | |  | | alsor (3283 punktów) | >Czyli jak wytworze najpierw osobno, np 3 fale stojące w różnych miejscach basenu, a potem zrobię to jednoczasowo to wówczas one wejdą w interreakcje zbliżajac się do siebie? Albo Cię nie rozumiem. Czy nie uwazaszaleś że grawitacja nie ma podloża falowego a jej źrodlo jest w rozrredzeniu eteru?
Nie. Test - weryfikacja tego zjawiska wygląda tak:
ustawiamy 2 czy 17 sfer w basenie, które wibrują - oscylują sobie...
no i to zacznie się przyciągać, zawsze! z powodu tego uzgadniania faz, oczywiście.
To jest po prostu zasada minimum... i takie tam sprawy. ............
Natomiast motyw z rozrzedzaniem medium jest zapisany explicite w OTW... a inaczej tego nie można zapisać.
Zatem wniosek jest natychmiastowy i oczywisty: medium istnieć musi!
Wszelkie te szkolne interpretacje: o gięciu przestrzeni i czasu można sobie w... buty wsadzić.
|
|
| | | | | | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | >>Czyli jak wytworze najpierw osobno, np 3 fale stojące w różnych miejscach basenu, a potem zrobię to jednoczasowo to wówczas one wejdą w interreakcje zbliżajac się do siebie? Albo Cię nie rozumiem. Czy nie uwazaszaleś że grawitacja nie ma podloża falowego a jej źrodlo jest w rozrredzeniu eteru? >Nie. Test - weryfikacja tego zjawiska wygląda tak: >ustawiamy 2 czy 17 sfer w basenie, które wibrują - oscylują sobie... >no i to zacznie się przyciągać, zawsze! z powodu tego uzgadniania faz, oczywiście. >To jest po prostu zasada minimum... i takie tam sprawy.
To ciekawe, można gdzieś w internecie zobaczyć jak to się przyciąga. Czy musi być basen gdzie fale będą się odbijać od brzegów czy z środkiem oceanu też by wyszło jak by te sfery ustawić blisko siebie?
>............ >Natomiast motyw z rozrzedzaniem medium jest zapisany explicite w OTW... >a inaczej tego nie można zapisać. >Zatem wniosek jest natychmiastowy i oczywisty: medium istnieć musi!
Jeśli faktycznie tak to otw zapisuje to tak
>Wszelkie te szkolne interpretacje: o gięciu przestrzeni i czasu można sobie w... buty wsadzić. >
Oczywiście
|
|
| | | | |  | | konradsadlik (308 punktów) | >>>Czy dwie fale stojące będą się do siebie przyciągać? >>Zależy od różnicy faz. Drgające zgonie będą się odpychać (jak elektron-elektron), a te w przeciwfazie przyciągać (elektron-pozyton). >Więc to raczej słaby pomysł na wytłumaczenie grawitacji. Trudno np żeby obiekty A B i C miały wszystkie wzajemnie przeciwne fazy.
To są dwa zupełnie różne zjawiska i różne mechanizmy. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z interferencją (miejscowe wzmacnianie i wygaszanie fal), natomiast w drugim z refrakcją (zmienna prędkość rozchodzenia się fal w ośrodku).
|
|
| | | | | |  | | qwery (2864 punktów) | >>>>Czy dwie fale stojące będą się do siebie przyciągać? >>>Zależy od różnicy faz. Drgające zgonie będą się odpychać (jak elektron-elektron), a te w przeciwfazie przyciągać (elektron-pozyton). >>Więc to raczej słaby pomysł na wytłumaczenie grawitacji. Trudno np żeby obiekty A B i C miały wszystkie wzajemnie przeciwne fazy. >To są dwa zupełnie różne zjawiska i różne mechanizmy. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z interferencją (miejscowe wzmacnianie i wygaszanie fal), natomiast w drugim z refrakcją (zmienna prędkość rozchodzenia się fal w ośrodku).
Czyli jeśli mamy 3 ciała to bez uciekania się do pomysłu z rozredzeniem eteru można wytłumaczyć to że one się przyciągają grawitacyjnie? Jak? Przez wspomniana interferencje?
|
|
| | | | | | |  | | konradsadlik (308 punktów) | >Czyli jeśli mamy 3 ciała to bez uciekania się do pomysłu z rozredzeniem eteru można wytłumaczyć to że one się przyciągają grawitacyjnie? Jak? Przez wspomniana interferencje?
Nie. Kwestia interferencji dotyczy tylko odziaływań elektromagneycznych czy nawet słabych/silnych.
Natomiast grawitacja to efekt właśnie tego spowolnienia fal materii (w tym światła) w pobliżu dużych mas.
Właściwie to mówimy o tym samym, tylko Ty uważasz, że to tego spowolnienia światła potrzeba rozrzedzenia eteru, a tak wcale nie musi być.
|
|
 | | alsor (3283 punktów) | >>Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na boki >>powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji? >Niestety ta koncepcja nie trzyma się kupy. Gdyby to było rozrzedzenie medium to jak słuszne zauważyłeś gdzieś musiałoby wystąpić zagęszczenie, a więc grawitacja ujemna...
Ten Eter jest solidem a nie gazem.
prędkość:
c^2 = A ke^2/ma
m = masa elektronu, a - stała sieci,
A - współczynnik zależny od struktury sieci, np. kubiczna centrowana ma A = 1.6 około.
itd.
no i wtedy c = c, zawsze, hihi!
|
|
| alsor (3283 punktów) | > Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na boki> powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji?Wedle moich prywatnych dedukcji i nie tylko..  masa - ta materia to takie obszary deficytu tego eteru, znaczy my żyjemy w negatywie jakby. i teraz: jak grawitacja z tego się robi? To jest proste: w pobliżu dużych masywnych obiektów ten eter tak stopniowo i szeroko się rozrzedza, a nie momentalnie. No i gradient tej deformacji eteru jest właśnie opisany w OTW. g = grad Eter density. bo to nie są de facto siły lecz coś ala teoria płynów - ciśnienia, gradienty, ect. prędkość fali w dowolnym medium: c^2 = sprężystość/gęstość, więc gdy to się rozrzedza wtedy z automatu to c maleje, stąd te gięcia światła na gwiazdach itd. Jest tu jeszcze drugi istotny motyw, a i trzeci nawet.. no ale ... nie dla frajerów.
|
|
 | | qwery (2864 punktów) | > >Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na boki> >powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji?> Wedle moich prywatnych dedukcji i nie tylko..  > masa - ta materia to takie obszary deficytu tego eteru,> znaczy my żyjemy w negatywie jakby.> i teraz: jak grawitacja z tego się robi?> To jest proste: w pobliżu dużych masywnych obiektów> ten eter tak stopniowo i szeroko się rozrzedza, a nie momentalnie.No pewnie że stopniowo ale jeśli od stworzeni masy wszechświat się nie powiększy o wyparty eter to gdzieś powstanie jego zagęszczenie czyli antygrawitacjai od tego miejsca masa przestanie oddziaływać na dalsze obiekty. Tak chyba nie jest. > No i gradient tej deformacji eteru jest właśnie opisany w OTW.> g = grad Eter density.> bo to nie są de facto siły lecz coś ala teoria płynów - ciśnienia, gradienty, ect.> prędkość fali w dowolnym medium:> c^2 = sprężystość/gęstość, więc gdy to się rozrzedza wtedy z automatu to c maleje, stąd te gięcia światła na gwiazdach itd.> Jest tu jeszcze drugi istotny motyw, a i trzeci nawet.. no ale ... nie dla frajerów.
|
|
|  | | alsor (3283 punktów) | > >>Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na boki> >>powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji?> >Wedle moich prywatnych dedukcji i nie tylko..  > >masa - ta materia to takie obszary deficytu tego eteru,> >znaczy my żyjemy w negatywie jakby.> >i teraz: jak grawitacja z tego się robi?> >To jest proste: w pobliżu dużych masywnych obiektów> >ten eter tak stopniowo i szeroko się rozrzedza, a nie momentalnie.> No pewnie że stopniowo ale jeśli od stworzeni masy wszechświat się nie powiększy o wyparty eter to gdzieś powstanie jego zagęszczenie czyli antygrawitacjai od tego miejsca masa przestanie oddziaływać na dalsze obiekty. Tak chyba nie jest.marnie kombinujesz. ten eter nigdzie nie wycieka - i to jest przy okazji podstawa tych zasad: zachowania energii itd. bo kosmos nie ma brzegów... to się nie kończy - to jest wszędzie i koniec gadki! i dalej: antygrawitacja = grawitacja. bo to jest to samo: gęste wchodzi w rzadkie... więc automatycznie rzadkie w gęste... zawracanie dupy.
|
|
| |  | | qwery (2864 punktów) | > >>>Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na boki> >>>powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji?> >>Wedle moich prywatnych dedukcji i nie tylko..  > >>masa - ta materia to takie obszary deficytu tego eteru,> >>znaczy my żyjemy w negatywie jakby.> >>i teraz: jak grawitacja z tego się robi?> >>To jest proste: w pobliżu dużych masywnych obiektów> >>ten eter tak stopniowo i szeroko się rozrzedza, a nie momentalnie.> >No pewnie że stopniowo ale jeśli od stworzeni masy wszechświat się nie powiększy o wyparty eter to gdzieś powstanie jego zagęszczenie czyli antygrawitacjai od tego miejsca masa przestanie oddziaływać na dalsze obiekty. Tak chyba nie jest.> marnie kombinujesz.> ten eter nigdzie nie wycieka - i to jest przy okazji podstawa tych zasad: zachowania energii itd.> bo kosmos nie ma brzegów... to się nie kończy - to jest wszędzie i koniec gadki!> i dalej:> antygrawitacja = grawitacja.> bo to jest to samo: gęste wchodzi w rzadkie... więc automatycznie rzadkie w gęste... zawracanie dupy.Domyślam się że eter to ciało stałe jednak nie mam wyjścia, muszę od jeść się przez analogię do wody, np bobla wody w próżni. Gdy wewnątrz tego bąbla spowodujemy rozrzedzenie, np przez stworzenie tam bąbelka pary wodnej (jakoś tam podgrzejemy laserem jak w medycynie? ) To co się stanie z wodą? Zacznie przez nią iść fala zagęszczenia aż do brzegu bąbla, jeśli niema brzegu to w nieskonczonosc
|
|
| | |  | | alsor (3283 punktów) | > >>>>Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na boki> >>>>powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji?> >>>Wedle moich prywatnych dedukcji i nie tylko..  > >>>masa - ta materia to takie obszary deficytu tego eteru,> >>>znaczy my żyjemy w negatywie jakby.> >>>i teraz: jak grawitacja z tego się robi?> >>>To jest proste: w pobliżu dużych masywnych obiektów> >>>ten eter tak stopniowo i szeroko się rozrzedza, a nie momentalnie.> >>No pewnie że stopniowo ale jeśli od stworzeni masy wszechświat się nie powiększy o wyparty eter to gdzieś powstanie jego zagęszczenie czyli antygrawitacjai od tego miejsca masa przestanie oddziaływać na dalsze obiekty. Tak chyba nie jest.> >marnie kombinujesz.> >ten eter nigdzie nie wycieka - i to jest przy okazji podstawa tych zasad: zachowania energii itd.> >bo kosmos nie ma brzegów... to się nie kończy - to jest wszędzie i koniec gadki!> >i dalej:> >antygrawitacja = grawitacja.> >bo to jest to samo: gęste wchodzi w rzadkie... więc automatycznie rzadkie w gęste... zawracanie dupy.> Domyślam się że eter to ciało stałe jednak nie mam wyjścia, muszę od jeść się przez analogię do wody, np bobla wody w próżni. Gdy wewnątrz tego bąbla spowodujemy rozrzedzenie, np przez stworzenie tam bąbelka pary wodnej (jakoś tam podgrzejemy laserem jak w medycynie? ) To co się stanie z wodą? Zacznie przez nią iść fala zagęszczenia aż do brzegu bąbla, jeśli niema brzegu to w nieskonczonosctu masz coś - namiastkę na temat struktury eteru: groups.goo(*)a/c/f9FAsilHu4E/m/CO35U1VGBgAJ
|
|
| | | |  | | qwery (2864 punktów) | > >>>>>Jeśli jest to rozrzedzenie eteru to gdzie ten eter ląduje, wypiernicza z szybkością światła na boki> >>>>>powodując tam chwilowe zagęszczenie co zwie się fala grawitacji?> >>>>Wedle moich prywatnych dedukcji i nie tylko..  > >>>>masa - ta materia to takie obszary deficytu tego eteru,> >>>>znaczy my żyjemy w negatywie jakby.> >>>>i teraz: jak grawitacja z tego się robi?> >>>>To jest proste: w pobliżu dużych masywnych obiektów> >>>>ten eter tak stopniowo i szeroko się rozrzedza, a nie momentalnie.> >>>No pewnie że stopniowo ale jeśli od stworzeni masy wszechświat się nie powiększy o wyparty eter to gdzieś powstanie jego zagęszczenie czyli antygrawitacjai od tego miejsca masa przestanie oddziaływać na dalsze obiekty. Tak chyba nie jest.> >>marnie kombinujesz.> >>ten eter nigdzie nie wycieka - i to jest przy okazji podstawa tych zasad: zachowania energii itd.> >>bo kosmos nie ma brzegów... to się nie kończy - to jest wszędzie i koniec gadki!> >>i dalej:> >>antygrawitacja = grawitacja.> >>bo to jest to samo: gęste wchodzi w rzadkie... więc automatycznie rzadkie w gęste... zawracanie dupy.> >Domyślam się że eter to ciało stałe jednak nie mam wyjścia, muszę od jeść się przez analogię do wody, np bobla wody w próżni. Gdy wewnątrz tego bąbla spowodujemy rozrzedzenie, np przez stworzenie tam bąbelka pary wodnej (jakoś tam podgrzejemy laserem jak w medycynie? ) To co się stanie z wodą? Zacznie przez nią iść fala zagęszczenia aż do brzegu bąbla, jeśli niema brzegu to w nieskonczonosc> tu masz coś - namiastkę na temat struktury eteru:> groups.goo(*)a/c/f9FAsilHu4E/m/CO35U1VGBgAJ>  Ale że to miało coś mi wyjasnić
|
|
| | | | |  | | alsor (3283 punktów) | > >tu masz coś - namiastkę na temat struktury eteru:> >groups.goo(*)a/c/f9FAsilHu4E/m/CO35U1VGBgAJ> > > Ale że to miało coś mi wyjasnić>  Oczywiście! Nie jest kompletne, znaczy ten temat tam, ale potem wyliczałem to dokładnie, no i tam faktycznie wychodzi perfect... chodzi o motyw pt. promień elektronu, i Comptona - jako stała sieci a, którą dawno eksperymentalnie zmierzono. Sieć elektronów/pozytonów w układzie optymalnego pakowania, czyli CC (coś jak diament chyba), idealnie pasuje! mathworld.wolfram.com/SpherePacking.htmlNumery zawsze mówią prawdę... i dlatego mam to w garści! :0 ........ pozostaje nadal kwestia protonów, bo one są mniejsze od elektronów, 0.8fm około, a elektron z 8fm chyba... a masy jak 1/1836 !  no ale dobrze - właśnie tak musi być! sqrt3 1836 = 12.24, i znowu perfekt!
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|