Racjonalista - Strona głównaDo treści
Związki partnerskie - po co komu?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
29-01-2013 02:10kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Związki partnerskie - po co komu?
Ocena 4 na 4
W jednym z wątków na forum zadałem proste pytanie: "Ja tylko nie rozumiem dlaczego para, która z jakichś powodów nie chce (choć może) wziąć ślubu miałaby uzyskiwać choćby niektóre z praw należnych małżeństwu."
Na to pytanie otrzymałem mocno uzasadnione rzeczowymi argumentami odpowiedzi typu: "Bo maja taką ochotę.", "Bo takie są okoliczności, że inaczej nie mogą [wyraźnie napisałem w pytaniu, że mogą] jest jeszcze wiele powodów a najważniejszy jest taki, że tak chcą.

W innym wątku pojawiły się głosy, które co prawda nie są odpowiedzią na moje pytanie, ale są za to jakby powtórzeniem tego pytania, jako że kwestionują sens prawnego przyznawania heteroseksualnym związkom rezygnującym ze ślubu przywilejów należnych małżeństwom.

Tak więc nadal nie wiem dlaczego tworzyć prawo, które przyzna przywileje ludziom, którzy mogą skorzystać z tych przywilejów, ale nie chcą. Nie wiem tego nie tylko ani nie wyłącznie dlatego, że na tym forum nie uzyskałem odpowiedzi, nie wiem również (a może przede wszystkim) z tego powodu, że nie spotkałem się w ogóle z żadnym uzasadnieniem.

Dopóki nie poznam odpowiedzi, dopóty będą sądził, że w całej sprawie chodzi wyłącznie o prawne usankcjonowanie związków homoseksualnych, czyli de facto o ustanowienie małżeństw homoseksualnych.
Zaznaczam, że nie mam nic przeciw małżeństwom homoseksualnym - uważam, że orientacja seksualna osób pragnących wziąć ślub nie ma żadnego znaczenia.

Na zakończenie zacytuję fragment wypowiedzi jednego z posłów PO, którzy ostatnio zagłosowali przeciw przyjęciem przez sejm projektów "o związkach partnerskich":

Antoni Mężydło:
Dzisiaj jest po prostu moda na homoseksualizm. Rozmawiam z młodymi ludźmi i niektóre kobiety mają problem ze znalezieniem partnera, bo większość potencjalnych kandydatów nawet jak nie jest gejami, to udaje gejów. (źródło)

-------------------------------
Przedstawiającym "argumenty" typu "bo chcą", "bo mają taką ochotę" zgłaszam, że chcę mieć wszystkie przywileje, które wedle prawa nie należą mi się, bo nie jestem np. górnikiem, kolejarzem, związkowcem, policjantem, sędzią, artystą ani posłem.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
"Bo chca" jest dla mnie wystarczajacym argumentem. Zawarcie zwiazku partnerskiego powinno byc tak samo latwe jak zawarcie umowy w studiu fitness. Powinno sie odbywac na zasadzie:

- wchodze do USC i oznajmiam, ze chce ze stojaca obok mnie osoba zawrzec prawny i oficjalny zwiazek

- zwiazek ten ma obejmowac nastepujace punkty
i) kwestia spadkowa - tak
ii) kwestia wychowywania dziecka - tak
iii) kwestia x -tak
iv) kewstia y - nie
itd,itp.
Oczywiscie umowa ta bylaby wiazaca.

Nie rozumiem dlaczego przywileje podatkowe ma miec malzenstwo tradycyjne a zwiazek partnerski nie.
Co sprawia, ze malzenstwo moze miec ulgi a zwiazek nie? Podpis w USC? Zwiazek tez mozna w taki sposob okrasic. Swiadkowie przy szopce malzenskiej? Zwiazek tez moza w ten sposob celebrowac.

Bo to, ze malzenstwo powinno byc tylko pomiedzy kobieta a mezczyzna jest dla mnie smieszne. Malzenstwo to sztuczny wymysl ludzi nie rozniacy sie od wymyslow roznych bozkow. Nie widze roznicy w zyciu z pieczatka od USC i zyciu w powaznym i lojalnym zwiazku partnerskim bez pieczatki.

A twoje porownanie do policjanta czy gornika nie wypalilo bo to sa zawody, ktorych sie przez lata ucze. Nie zdobywam przywilejow z nimi zwiazanych zrobieniem szopki w USC Zdobywam je nauka i egzaminami.

Reasumujac: nie widze roznicy pomiedzy dwoma osobami z certyfikatem USC a dwoma osobami bez certyfikatu. Obie pary zyja sobie razem, razem zbudowali dom i splodzili dzieci i nie sa rowne wedle prawa bo rozni ich smieszny papierek potwierdzajacy udzial w smiesznej szopce, ktora wymyslili sobie ludzie pareset lat temu???
29-01-2013 09:05 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Malzenstwo to sztuczny wymysl ludzi nie rozniacy sie od wymyslow roznych bozkow.

Sztuczny wymysł, w odróżnieniu od umowy cywilnej, jaką jest związek partnerski, która to umowa jest jak najbardziej naturalna i występowała powszechnie w przyrodzie na długo zanim pojawił się homo sapiens, prawda?
Może nawet od czasu wielkiego wybuchu?

Doprawdy, jakież to typowe dla polskiej dyskusji - zawsze pomiędzy kilka rzeczowych argumentów trzeba wcisnąć coś zupełnie od czapy. Bo rzeczowo dyskutować jest nudno.

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
29-01-2013 10:34 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>Sztuczny wymysł, w odróżnieniu od umowy cywilnej, jaką jest związek partnerski, która to umowa jest jak najbardziej naturalna i występowała powszechnie w przyrodzie na długo zanim pojawił się homo sapiens, prawda?
>Może nawet od czasu wielkiego wybuchu?
>Doprawdy, jakież to typowe dla polskiej dyskusji - zawsze pomiędzy kilka rzeczowych argumentów trzeba wcisnąć coś zupełnie od czapy. Bo rzeczowo dyskutować jest nudno.
>
"Religion is the opiate of the masses -

> - and we all know you should never give drugs to kids"

Nie ma nic bardziej naturalnego niż małżeństwo. Występowało już u naszych przodków zaraz po tym jak zeszliśmy z drzew.
Małżeństwo jest tak naturalne, że jest pierwszą myślą jaką ma dwoje ludzi czujących do siebie pociąg

Myślałem, że argument podparty naturą to specjalność religijna
29-01-2013 12:21 
 Ocena 1 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Nie ma nic bardziej naturalnego niż małżeństwo. Występowało już u naszych przodków zaraz po tym jak zeszliśmy z drzew.
>Małżeństwo jest tak naturalne, że jest pierwszą myślą jaką ma dwoje ludzi czujących do siebie pociąg
>Myślałem, że argument podparty naturą to specjalność religijna

I mamy tradycyjną równię pochyłą.

Zaczęło się od histerii na temat ślubu, bo "sztuczny twór" plus oczywiście wywodzenie go z religii (ktoś tu ma braki w historii ludzkiej cywilizacji) a kończy jak zwykle udawaniem, że się nie pamięta, co się pisało dwa posty wcześniej i nie rozumie krótkiej odpowiedzi na ten post.

A może Ty nie udajesz???


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
29-01-2013 10:09 
 Ocena 1 na 1
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Nie rozumiem dlaczego przywileje podatkowe ma miec malzenstwo tradycyjne a zwiazek partnerski nie.
>Co sprawia, ze malzenstwo moze miec ulgi a zwiazek nie? Podpis w USC? Zwiazek tez mozna w taki sposob okrasic. Swiadkowie przy szopce malzenskiej? Zwiazek tez moza w ten sposob celebrowac.

-Małżeństwo to nie tylko przywileje, ale też obowiązki. Jeżeli mamy tworzyć kolejną grupę tylko po to by wyciągała coś od państwa, to lepiej sobie darować. Nieważne jak będziemy nazywać związek dwojga ludzi, bez względu na płeć, ale po co tworzyć kilka typów związków? Tak czy owak trzeba pójść do USC i podpisać "papier". Argument, że ktoś nie chce być w małżeństwie (przecież nie ma przymusu), ale chce korzystać z jego uprawnień można porównać z tym, że nie chce mi się chodzić do roboty, ale chcę dostawać wypłatę.

>Bo to, ze malzenstwo powinno byc tylko pomiedzy kobieta a mezczyzna jest dla mnie smieszne.
-Powiedz to swoim rodzicom. Może nie zauważyłeś, ale to dopiero cywilizacja i technika umożliwia inne pochodzenie dzieci niż z bezpośredniego obcowania kobiety i mężczyzny, więc taki typ małżeństwa powstał "naturalnie" a nie sztucznie.

>Reasumujac: nie widze roznicy pomiedzy dwoma osobami z certyfikatem USC a dwoma osobami bez certyfikatu. Obie pary zyja sobie razem, razem zbudowali dom i splodzili dzieci i nie sa rowne wedle prawa bo rozni ich smieszny papierek potwierdzajacy udzial w smiesznej szopce, ktora wymyslili sobie ludzie pareset lat temu???
-To jest ich wolny wybór. Nawet nieważne czy coś spłodzili. Różnica jest taka, że jednym chciało się związek sformalizować a innym nie, więc nikt nie może mieć tu żadnych pretensji. A większość spraw można załatwić osobnym zapisem u notariusza.


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
29-01-2013 10:29 
 Ocena 10 na 10
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>-Małżeństwo to nie tylko przywileje, ale też obowiązki.

Prawa - nie przywileje. Dwoje ludzi opiekujący się sobą na wzajem nabywa prawa (z powodu tejże opieki i wzajemnych zobowiązań) a nie dostaje od państwa przywileje. Reszta argumentacji oparta na braku tego rozróżnienia jest bezzasadna.

>-Powiedz to swoim rodzicom. Może nie zauważyłeś, ale to dopiero cywilizacja i technika umożliwia inne pochodzenie dzieci niż z bezpośredniego obcowania kobiety i mężczyzny, więc taki typ małżeństwa powstał "naturalnie" a nie sztucznie.

I co z tego? Świat społeczny się zmienia i wymaga nowych rozwiązań prawnych.

>-To jest ich wolny wybór. Nawet nieważne czy coś spłodzili. Różnica jest taka, że jednym chciało się związek sformalizować a innym nie, więc nikt nie może mieć tu żadnych pretensji. A większość spraw można załatwić osobnym zapisem u notariusza.

Obowiązkiem polityków jest życie ułatwiać. To, że można te same, analogiczne lub podobne uprawnienia dla osób homoseksualnych żyjących w związku nabyć na drodze serii umów cywilnoprawnych nie zwalnia z obowiązku uproszczenia procedury dla wygody wszystkich (urzędników, prawników, instytucji, samych zainteresowanych) - a więc wprowadzenia związków partnerskich.

Pozdrawiam.


Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
29-01-2013 10:57 
 Ocena 2 na 2
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>>-Małżeństwo to nie tylko przywileje, ale też obowiązki.
>Prawa - nie przywileje. Dwoje ludzi opiekujący się sobą na wzajem nabywa prawa (z powodu tejże opieki i wzajemnych zobowiązań) a nie dostaje od państwa przywileje.
-Kto komu zakazuje opiekowania się sobą nawzajem? Czy każda taka opieka powinna być zarejestrowana jako związek i być sprawą państwa? A gdy dwoje, ludzi wpadnie na pomysł, że razem się rozliczą, to względem osoby samotnej będzie to przywilej. Czy każdy powinien sobie poszukać partnera na okres rozliczeniowy, żeby nie wyjść na frajera?

>I co z tego? Świat społeczny się zmienia i wymaga nowych rozwiązań prawnych.
-Nowych i wypadałoby prostszych, jaśniejszych, a nie mnożenia typów związków, małżeńskie, partnerskie, może jakieś jeszcze, przyjacielskie, sąsiedzkie, koleżeńskie?

>Obowiązkiem polityków jest życie ułatwiać. To, że można te same, analogiczne lub podobne uprawnienia dla osób homoseksualnych żyjących w związku nabyć na drodze serii umów cywilnoprawnych nie zwalnia z obowiązku uproszczenia procedury dla wygody wszystkich (urzędników, prawników, instytucji, samych zainteresowanych) - a więc wprowadzenia związków partnerskich.
-Państwo nie załatwi za nas wszystkiego. I tak trzeba podnieść tyłek, pójść do USC i zawrzeć odpowiednią umowę zatwierdzającą związek, jakkolwiek by się nie nazywał, tylko po co mnożyć ich rodzaje.

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
29-01-2013 11:48 
 Ocena 2 na 2
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>-Kto komu zakazuje opiekowania się sobą nawzajem? Czy każda taka opieka powinna być zarejestrowana jako związek i być sprawą państwa? A gdy dwoje, ludzi wpadnie na pomysł, że razem się rozliczą, to względem osoby samotnej będzie to przywilej. Czy każdy powinien sobie poszukać partnera na okres rozliczeniowy, żeby nie wyjść na frajera?

Związek o którym mowa ma chyba jednak inny charakter, zakłada np. wzajemne obowiązki alimentacyjne partnerów itp. Wspólne rozliczanie nie ma nic do rzeczy, to tylko element wspierania dwojga ludzi, którzy postanawiają wziąć nawzajem odpowiedzialność za siebie.

>-Nowych i wypadałoby prostszych, jaśniejszych, a nie mnożenia typów związków, małżeńskie, partnerskie, może jakieś jeszcze, przyjacielskie, sąsiedzkie, koleżeńskie?

Zgoda - jak napisałem poniżej pomysł osobnych "związków partnerskich" uważam za zabieg taktyczny. Zrównajmy prawo obywateli do małżeństwa (nieważne - hetero czy homoseksualnego) i problem osobnego rodzaju związków znika.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
29-01-2013 21:25 
 Ocena 1 na 1
kultywator (288 punktów)
>(...) A gdy dwoje, ludzi wpadnie na pomysł, że razem się rozliczą, to względem osoby samotnej będzie to przywilej. Czy każdy powinien sobie poszukać partnera na okres rozliczeniowy, żeby nie wyjść na frajera?

W Irlandii coś takiego praktykują. Wystarczy w rozliczeniu podatkowym wpisać, że jest się w związku (konkubinat) i automatycznie lecą niższe składki od cotygodniowej wypłaty.

Inna sprawa to to, że niektóre pary udają, że nie są w związku, żeby wyciągnąć od państwa większy socjal.

"Policja to nie wojsko, Sanok to nie Irak" - rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>-To jest ich wolny wybór. Nawet nieważne czy coś spłodzili. Różnica jest taka, że jednym chciało się związek sformalizować a innym nie, więc nikt nie może mieć tu żadnych pretensji. A większość spraw można załatwić osobnym zapisem u notariusza.
>
Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus


Czyli dwoje ludzi, którzy podpisali papierek w USC ma prawo do ulg podatkowych a dwoje ludzi, którzy żyją na kocią łapę ale prowadzą takie same gospodarstwo jak ta dwójka z USC już tych praw powinno nie mieć?
Bo małżeństwo to coś innego niż zwykła umowa cywilna? Inna niż ewentualna umowa pomiędzy dwoma ludźmi dowolnej płci?

Jak byś nie zauważył to właśnie ludzie popierający związki partnerskie dążą do formalizacji ich związków.
I nie tylko dla praw ale i również dla obowiązków wynikających z wiążącej umowy.

29-01-2013 10:58 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Ale dwoje ludzi "nie-homoseksualistów" może zawrzeć taką właśnie umowę cywilnoprawną zwaną "małżeństwo". Osoby heteroseksualne powinny być zwyczajnie wykluczone z dalszych rozważań, nie mylmy treści ze scenografią.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
29-01-2013 11:10 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
>Ale dwoje ludzi "nie-homoseksualistów" może zawrzeć taką właśnie umowę cywilnoprawną zwaną "małżeństwo". Osoby heteroseksualne powinny być zwyczajnie wykluczone z dalszych rozważań, nie mylmy treści ze scenografią.
>Pozdrawiam.
>
Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński


I dlatego nie rozumiem całej tej dyskusji i podniecenia "naturalistów" tym tematem.
Dwóch mężczyzn chce podpisać umowę, że będą o siebie dbać, razem żyć, będą przestrzegać prawa i są świadomi, że podpisanie umowy to również przejęcie OBOWIĄZKÓW i tylko dlatego, że jeden z nich nie jest kobietą ich związek ma się w świetle prawa różnić od małżeństwa?
Obowiązki i prawa heteroseksualnej pary są inne niż homoseksualnej?

Pomijam teraz adopcję bo to temat na inną dyskusję.
29-01-2013 12:32 
 Ocena 2 na 2
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>I dlatego nie rozumiem całej tej dyskusji i podniecenia "naturalistów" tym tematem.

"Malzenstwo to sztuczny wymysl ludzi nie rozniacy sie od wymyslow roznych bozkow."

Jak dla kogoś sztuczność jest zarzutem, to można go śmiało nazwać naturalistą, prawda?

ps. Zanim odpowiesz rzuć proszę okiem na swoje wcześniejsze posty w tym wątku.


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>"Malzenstwo to sztuczny wymysl ludzi nie rozniacy sie od wymyslow roznych bozkow."
>Jak dla kogoś sztuczność jest zarzutem, to można go śmiało nazwać naturalistą, prawda?
>ps. Zanim odpowiesz rzuć proszę okiem na swoje wcześniejsze posty w tym wątku.
>
"Religion is the opiate of the masses -

> - and we all know you should never give drugs to kids"

Sztuczne w kontekscie robienia szopki ze swiadkami i formulek rytualnych.
Zarzut moj dotyczy przymusu robienia ze zwiazku malzenskiego malego przedstawienia teatralnego a nie zwyklego, prozaicznego podpisu pod papierem zobowiazujacym dwoch ludzi do pewnych obowiazkow i nadajacym pewne prawa.
W tym kontekscie nie rozumiem dlaczego takiego prozaiczno-zobowiazujacego podpisu nie moze zlozyc para niezaleznie od tego jak operuje swoimi narzadami plciowymi. Nie rozumiem, ze jesli penis penetruje pochwe to jest wszystko o.k. a jak penis penetruje meski odbyt to zwiazek z definicji nie moze byc powazny i dlugotrwaly i musi roznic sie tym, ze nie tylko nie moze sie nazywac malzentwem ale i nie moze rowniez miec tych samych praw i obowiazkow (adpopcja to temat na odrebna dyskusje).

Nie mialem na mysli sztucznosci jako przeciwienstwa natury.
29-01-2013 11:25 
 Ocena 2 na 2
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Czyli dwoje ludzi, którzy podpisali papierek w USC ma prawo do ulg podatkowych a dwoje ludzi, którzy żyją na kocią łapę ale prowadzą takie same gospodarstwo jak ta dwójka z USC już tych praw powinno nie mieć?
-Jestem przeciwnikiem jakichkolwiek ulg dla kogokolwiek. Za każą ulgę ktoś inny płaci i godzi to w równość obywateli. Nie rozumiem o co ci chodzi z tą kocią łapą, to wolny wybór dwojga ludzi. Chcą mieć prawa jak małżeństwo, niech je zawrą, świadomie z tego rezygnują, więc ich problem. Nic takiego im się nie dzieje skoro tak sobie żyją bo tak im dobrze. Chcesz chodzić po domach i pytać czy może komuś potrzeba uprawnień jak małżonkom, gdy nie chce im się pójść do USC? Skąd różne instytucje (Urząd Skarbowy, Szpital) mają wiedzieć, że dwoje ludzi jest w jakimkolwiek związku, jeśli same tego nie zgłoszą i nie zarejestrują?

>Bo małżeństwo to coś innego niż zwykła umowa cywilna? Inna niż ewentualna umowa pomiędzy dwoma ludźmi dowolnej płci?
-Może trochę inna, wyjątkowa, może nie, ale jeśli taka sama to w czym problem, dlaczego ma nie wystarczać, po co tworzyć kolejne? Przeszkadza sama nazwa?

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
29-01-2013 12:28 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>-Może trochę inna, wyjątkowa, może nie, ale jeśli taka sama to w czym problem, dlaczego ma nie wystarczać, po co tworzyć kolejne? Przeszkadza sama nazwa?

Sadząc z niektórych wypowiedzi, bardzo przeszkadza.

Spotkałam się już w wypowiedzeniem tego wprost, coś w stylu "chcemy być formalnie razem, ale po co od razu NAZYWAĆ to małżeństwem".

Czy nie jest to jakieś myślenie magiczne, jakieś pozostałości szamanizmu? Jakby terminologia mogła zmieniać rzeczywistość.

Dodatkowo niektórzy wyrażają przekonanie, że ślub (formalne zawarcie związku małżeńskiego w świetle prawa) musi od razu oznaczać imprezę za 200 osób, białą suknię, najdroższy garnitur w życiu, badziewną orkiestrę i pijaństwo do rana, a samej kościelnej szopce nie wspominając. Bo jak nie to "ciotka się obrazi" albo "rodzice nas wydziedziczą" (nota bene nie tak łatwo dziecko wydziedziczyć).

Brałam ślub cywilny, cichy, kameralny, tylko najbliższa rodzina, przyrzeczenie (a raczej zaledwie oświadczenie woli, jak u notariusza) jest bardzo rozsądne - trzeba oświadczyć, że się rozumie, w co się pakuje i że nie ma przeszkód prawnych, żeby wziąć ślub (jak przy każdej umowie), wiemy, że mamy równe prawa i obowiązki i że się postaramy, żeby nam małżeństwo się dobrze układało. Żadnego "aż do śmierci", nawet nic o wierności nie ma.

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
29-01-2013 14:40 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)

>Brałam ślub cywilny, cichy, kameralny, tylko najbliższa rodzina, przyrzeczenie (a raczej zaledwie oświadczenie woli, jak u notariusza) jest bardzo rozsądne - trzeba oświadczyć, że się rozumie, w co się pakuje i że nie ma przeszkód prawnych, żeby wziąć ślub (jak przy każdej umowie), wiemy, że mamy równe prawa i obowiązki i że się postaramy, żeby nam małżeństwo się dobrze układało. Żadnego "aż do śmierci", nawet nic o wierności nie ma.

Jak będziesz brała rozwód (czego Ci oczywiście nie życzę) to przekonasz się , że ślub cywilny to jednak zupełnie co innego niż umowa u notariusza.
29-01-2013 14:48 
 Ocena 4 na 4
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Jak będziesz brała rozwód (czego Ci oczywiście nie życzę) to przekonasz się , że ślub cywilny to jednak zupełnie co innego niż umowa u notariusza.

Gdybyś mi nie życzył, napisałbyś "jeżeli".
Pomyłka freudowska?

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
30-01-2013 07:55 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Jak będziesz brała rozwód (czego Ci oczywiście nie życzę) to przekonasz się , że ślub cywilny to jednak zupełnie co innego niż umowa u notariusza.

I co z tego? Jeśli bierzesz na siebie odpowiedzialność za drugą osobę przepisy prawa i sąd mają obowiązek zapewnić Tobie i drugiej stronie symetryczną ochronę praw i interesów. Rozwój jest traumatyczny i kosztowny? Nie trzeba było brać ślubu. Chcesz mieć prawa przysługujące małżonkom bez ślubu? Czyli bez ewentualnych kosztów rozwiązania związku? To niemoralne.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
30-01-2013 17:14 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>I co z tego? Jeśli bierzesz na siebie odpowiedzialność za drugą osobę przepisy prawa i sąd mają obowiązek zapewnić Tobie i drugiej stronie symetryczną ochronę praw i interesów. Rozwój jest traumatyczny i kosztowny? Nie trzeba było brać ślubu. Chcesz mieć prawa przysługujące małżonkom bez ślubu? Czyli bez ewentualnych kosztów rozwiązania związku?
Prawa przysługują małżonkom na mocy ustawy i nic nie stoi na przeszkodzie aby takie same lub podobne prawa przysługiwały związkom partnerskim na mocy innej ustawy.
Tak, chcę mieć takie prawa, zgadzam się na takie same obowiązki, ale stanowczo nie zgadzam się aby o tym czy mogę się rozejść z moją partnerką decydowały osoby trzecie.Szczególnie, że mogłaby to być sędzia Pawłowicz.
>To niemoralne.
Jedyne co niemoralne jest przy rozwodzie to właśnie obciążanie rozwodzących kosztami.Szczególnie kiedy w związkach są dzieci.
31-01-2013 08:11 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Prawa przysługują małżonkom na mocy ustawy i nic nie stoi na przeszkodzie aby takie same lub podobne prawa przysługiwały związkom partnerskim na mocy innej ustawy.

Podkreślę za Ciebie, bo nie zauważyłeś - małżonkom.

>Tak, chcę mieć takie prawa, zgadzam się na takie same obowiązki, ale stanowczo nie zgadzam się aby o tym czy mogę się rozejść z moją partnerką decydowały osoby trzecie.Szczególnie, że mogłaby to być sędzia Pawłowicz.

Ale tylko sąd może zapewnić realizację interesów obu stron. Jeśli Ty postanowisz z pozycji siły (nieważne - fizycznej, społecznej czy ekonomicznej) przymusić partnerkę do opuszczenia wspólnego mieszkania to zgodnie z Twoim postulatem będzie to zachowanie "dowolne, nie pod prawnym przymusem". Sąd wydaje mi się jednak lepszym rozwiązaniem, mniej szkodliwym.

>Jedyne co niemoralne jest przy rozwodzie to właśnie obciążanie rozwodzących kosztami.Szczególnie kiedy w związkach są dzieci.

Koszty na nich spadają ze względu na wzajemne zobowiązania a nie rozwód. Jeśli komuś to przeszkadza - mógł nie zawierać małżeństwa. Każdy dorosły i sprawny umysłowo obywatel powinien zawczasu zapoznać się z katalogiem praw i obowiązków jakie na siebie przyjmuje.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
31-01-2013 08:30 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>Sąd wydaje mi się jednak lepszym rozwiązaniem, mniej szkodliwym.
Za to bardzo, bardzo długim.
31-01-2013 08:41 
 Ocena 2 na 2
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Za to bardzo, bardzo długim.

To nie jest argument przeciwko sądowemu rozpatrywaniu spraw rozwodowych a tylko przeciw słabej wydolności systemu sądowego. Mój interlokutor uważa, że powinien mieć prawo rozwodzić się bez sądów, a Ty - że sądy działają nieefektywnie. Przecież w tej drugiej kwestii zgoda pełna!

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
31-01-2013 13:42 
 Ocena 3 na 3
lukaszewicz (5674 punktów)
>>Prawa przysługują małżonkom na mocy ustawy i nic nie stoi na przeszkodzie aby takie same lub podobne prawa przysługiwały związkom partnerskim na mocy innej ustawy.
>Podkreślę za Ciebie, bo nie zauważyłeś - małżonkom.

Zauważyłem, ale równie dobrze może powstać ustawa gdzie zamiast "małżonkom" będzie "partnerom"

>Ale tylko sąd może zapewnić realizację interesów obu stron. Jeśli Ty postanowisz z pozycji siły (nieważne - fizycznej, społecznej czy ekonomicznej) przymusić partnerkę do opuszczenia wspólnego mieszkania to zgodnie z Twoim postulatem będzie to zachowanie "dowolne, nie pod prawnym przymusem". Sąd wydaje mi się jednak lepszym rozwiązaniem, mniej szkodliwym.

Nie ma znaczenia czy wyrzucę z mieszkania małżonkę, partnerkę czy wspólniczkę.Jeżeli to były współwłaścicielki to w każdym tym przypadku chroni je prawo.

>>Jedyne co niemoralne jest przy rozwodzie to właśnie obciążanie rozwodzących kosztami.Szczególnie kiedy w związkach są dzieci.
>Koszty na nich spadają ze względu na wzajemne zobowiązania a nie rozwód.

Tutaj się mylisz.Sam rozwód również kosztuje.Są to:koszty sądowe, koszty wynajęcia adwokata/ów, koszty stawiania się na kolejne rozprawy, koszty związane z podziałem majątku itp.
Do tego doliczyć trzeba koszty takie jak: strata czasu, traumatyczne doświadczenia dotykające dzieci zmuszane do brania udziału w tym przedstawieniu przez sądy, koszty związane ze skłanianiem świadków do składania fałszywych zeznań.
Niebagatelnym kosztem społecznym jest również pogorszenie się, na skutek przeciągającego się procesu, często dobrych relacji pomiędzy rozwodzącymi się stronami.

>jeśli komuś to przeszkadza - mógł nie zawierać małżeństwa. Każdy dorosły i sprawny umysłowo obywatel powinien zawczasu zapoznać się z katalogiem praw i obowiązków jakie na siebie przyjmuje.

Tak przeszkadza mi i właśnie dlatego nie chcę zawierać małżeństwa.Mam jednak rodzinę i domagam się aby państwo (zgodnie z paragrafem 18 Konstytucji), szczególnie ją chroniło.

>Pozdrawiam.

Pozdrawiam
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Nie ma znaczenia czy wyrzucę z mieszkania małżonkę, partnerkę czy wspólniczkę.Jeżeli to były współwłaścicielki to w każdym tym przypadku chroni je prawo.

Bez znaczenia - moja żona nie jest współwłaścicielką naszego mieszkania i w sytuacji rozwodu ponoszę odpowiedzialność alimentacyjną jeśli jej nie będzie stać na wynajęcie własnego. To jest prawne zobowiązanie moje jako małżonka. O takim obowiązku mówię - czyli o sytuacjach niestandardowych.

>Tutaj się mylisz.Sam rozwód również kosztuje.Są to:koszty sądowe, koszty wynajęcia adwokata/ów, koszty stawiania się na kolejne rozprawy, koszty związane z podziałem majątku itp.

Zdarza się. Będąc świadkiem na dwóch rozwodach twierdzę jednak, że zwyczajnie histeryzujesz.

>Do tego doliczyć trzeba koszty takie jak: strata czasu, traumatyczne doświadczenia dotykające dzieci zmuszane do brania udziału w tym przedstawieniu przez sądy, koszty związane ze skłanianiem świadków do składania fałszywych zeznań.

Nikt nie zmusza dzieci - wystarczy, że rodzice się dogadają. Wtedy, nawet przy wspólnym majątku i dzieciach, rozwód trwa jedną rozprawę. Chyba, że jedna ze stron dostaje więcej, a więc rozkład kosztów i zysków jest nierównomierny, wtedy sąd interweniuje. Albo w sytuacji, gdy niezbędna jest mediacja by osiągnąć minimalny konsensus. Histeryzujesz.

>Niebagatelnym kosztem społecznym jest również pogorszenie się, na skutek przeciągającego się procesu, często dobrych relacji pomiędzy rozwodzącymi się stronami.

To zależy od dojrzałości stron - nie od jakiegoś szczególnego elementu postępowania sądowego. Zarzut skierowany raczej w stronę małżonków a nie małżeństwa.

>Tak przeszkadza mi i właśnie dlatego nie chcę zawierać małżeństwa.Mam jednak rodzinę i domagam się aby państwo (zgodnie z paragrafem 18 Konstytucji), szczególnie ją chroniło.

Chroni - jeśli jest zarejestrowane jako małżeństwo (a więc uzyskuje status prawny). Dziwnym by było, gdyby państwo uznaniowo, bez żadnej procedury weryfikacyjnej, twierdziło, że coś jest a coś nie jest małżeństwem. Zresztą - nie za bardzo rozumiem co miało by chronić?

Pozdrawiam serdecznie.


Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
29-01-2013 13:26 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Czyli dwoje ludzi, którzy podpisali papierek w USC ma prawo do ulg podatkowych a dwoje ludzi, którzy żyją na kocią łapę ale prowadzą takie same gospodarstwo jak ta dwójka z USC już tych praw powinno nie mieć?

Do jakich ulg?


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
29-01-2013 17:57 
 Ocena 1 na 1
Ania. (14138 punktów)
>>Czyli dwoje ludzi, którzy podpisali papierek w USC ma prawo do ulg podatkowych a dwoje ludzi, którzy żyją na kocią łapę ale prowadzą takie same gospodarstwo jak ta dwójka z USC już tych praw powinno nie mieć?
>Do jakich ulg?
No właśnie...
Tu nie chodzi o ulgi, a o pewne regulacje. Np. takie, że jeśli partner ma wypadek i ląduje na OIOMie, to udzielą mi informacji o jego stanie zdrowia i mogę go odwiedzić. Albo prawo do odziedziczenia emerytury po zmarłym, o ile to nadal funkcjonuje, bo coś przebąkiwali że trzeba to znieść.
Albo regulację ojcostwa bez komplikacji, jeśli pojawią się dzieci oraz prawo dziedziczenia bez testamentu.
29-01-2013 11:51 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)

>-To jest ich wolny wybór. Nawet nieważne czy coś spłodzili. Różnica jest taka, że jednym chciało się związek sformalizować a innym nie, więc nikt nie może mieć tu żadnych pretensji.

Nieformalny związek, gdy są dzieci, daje pewne korzyści. Matka może się rozliczać podatkowo z dzieckiem, łatwej jej o miejsc w żłobku lub przedszkolu.
Związek partnerski wykluczałby rozliczanie się rodzica z dzieckiem (bo jak "samotnie wychowuje" skoro zadeklarował oficjalnie, że nie jest samotny?) a nie pamiętam, czy któryś z projektów przewidywał wspólne rozliczenie podatkowe partnerów.
Zresztą jeżeli obydwoje pracują i ich zarobki są porównywalne, to wspólne rozliczenie małżeńskie będzie zawsze mniej korzystne niż to dla samotnego rodzica.

>A większość spraw można załatwić osobnym zapisem u notariusza.

Papier zniesie wszystko, problem w tym żeby potem ten papier miał moc prawną.
Prawo spadkowe jest przeciwko "obcej osobie".
Zapisy na wypadek śmierci, np. co do pogrzebu, też można sobie zwinąć w trąbkę jeżeli rodzina zdecyduje inaczej.
Szpitale patrzą nieufnie na notarialne pełnomocnictwo do podejmowania decyzji w razie choroby czy wypadku - jeżeli znajdzie się jakiś krewny, będzie miał z marszu więcej do powiedzenia niż "obcy".
Nawet na poczcie trzeba się naszarpać, żeby uznali pełnomocnictwo notarialne.
Bo poczta ma swoje własne, pocztowe i nie lubi innych.

Niemniej quid pro quo. To naturalne, że życiowe wybory stawiają nas w sytuacji decydowania co wolimy stracić, żeby coś innego zyskać.
I jeżeli ktoś nie ma prawa do takiego wyboru, to jest niesprawiedliwe. Pary homo nie mają.


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
29-01-2013 17:55 
 Ocena 1 na 1
Ania. (14138 punktów)
>>-To jest ich wolny wybór. Nawet nieważne czy coś spłodzili. Różnica jest taka, że jednym chciało się związek sformalizować a innym nie, więc nikt nie może mieć tu żadnych pretensji.
>Nieformalny związek, gdy są dzieci, daje pewne korzyści. Matka może się rozliczać podatkowo z dzieckiem, łatwej jej o miejsc w żłobku lub przedszkolu.
Znam pary, które brały fikcyjny rozwód aby uzyskać rozdzielność majątkową i ulgi dla samotnej matki.
29-01-2013 17:54 
 Ocena 1 na 1
Ania. (14138 punktów)
>>Nie rozumiem dlaczego przywileje podatkowe ma miec malzenstwo tradycyjne a zwiazek partnerski nie.
>>Co sprawia, ze malzenstwo moze miec ulgi a zwiazek nie? Podpis w USC? Zwiazek tez mozna w taki sposob okrasic. Swiadkowie przy szopce malzenskiej? Zwiazek tez moza w ten sposob celebrowac.
>-Małżeństwo to nie tylko przywileje, ale też obowiązki.
Przepraszam ale jakie konkretnie obowiązki?

Czy prawo nakłada na mnie obowiązek reprodukcji? Albo sprzątania mieszkania? Albo mycia garów?

Jakie obowiązki spoczywają na mnie, jako na mężatce inne, niż na każdej innej kobiecie / człowieku?
30-01-2013 11:10 
 Ocena 1 na 1
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Przepraszam ale jakie konkretnie obowiązki?
>Czy prawo nakłada na mnie obowiązek reprodukcji? Albo sprzątania mieszkania? Albo mycia garów?
>Jakie obowiązki spoczywają na mnie, jako na mężatce inne, niż na każdej innej kobiecie / człowieku?
-Mam tylko na myśli odpowiedzialność za druga osobę, z którą się wchodzi w związek, jakikolwiek, nie tylko małżeństwo. A gdy pojawia się dziecko, nie z obowiązku reprodukcji, tylko z chęci posiadania takowego, pojawia się też odpowiedzialność prawna. Ale oczywiście nie ma żadnego przymusu, sprzątania, mycia garów, reprodukcji i przede wszystkim wstępowania w jakikolwiek związek. Twoja sprawa jak sobie ułożysz stosunki z ewentualnym partnerem/ką (małżonkiem/ką).


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
02-02-2013 14:04 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Różnica jest taka, że jednym chciało się związek sformalizować a innym nie, więc nikt nie może mieć tu żadnych pretensji.

Pozostają jeszcze te pary, którym prawo obecnie nie pozwala sformalizować związku.

>A większość spraw można załatwić osobnym zapisem u notariusza.

Och, naprawdę?

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny"
Matix (5786 punktów)
>Nie rozumiem dlaczego przywileje podatkowe ma miec malzenstwo tradycyjne a zwiazek partnerski nie.
>Co sprawia, ze malzenstwo moze miec ulgi a zwiazek nie?

Źródłem, a raczej powodem istnienia takich ulg jest możliwość wychowania dzieci, a nie sam związek. Dlatego uprawomocnienie związków partnerskich bez możliwości adopcji dla par homoseksualnych jest bez sensu. Co komu po papierku, że są razem? To jakaś masturbacja mentalna? To już bez papierka nie można się kochać dzisiaj?
29-01-2013 11:41 
 Ocena 2 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Źródłem, a raczej powodem istnienia takich ulg jest możliwość wychowania dzieci, a nie sam związek. Dlatego uprawomocnienie związków partnerskich bez możliwości adopcji dla par homoseksualnych jest bez sensu. Co komu po papierku, że są razem? To jakaś masturbacja mentalna? To już bez papierka nie można się kochać dzisiaj?

No to ulgi nie powinny przysługiwać małżeństwom bezdzietnym. Bądźmy konsekwentni.
Matix (5786 punktów)
Zgoda.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>No to ulgi nie powinny przysługiwać małżeństwom bezdzietnym. Bądźmy konsekwentni.

Które ulgi? Na internet czy na wydatki na rehabilitację?


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
29-01-2013 13:32 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>No to ulgi nie powinny przysługiwać małżeństwom bezdzietnym. Bądźmy konsekwentni.
>Które ulgi? Na internet czy na wydatki na rehabilitację?

Żadne. Posługuję się rozumowaniem rozmówcy.
29-01-2013 13:41 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>>No to ulgi nie powinny przysługiwać małżeństwom bezdzietnym. Bądźmy konsekwentni.
>>Które ulgi? Na internet czy na wydatki na rehabilitację?
>Żadne. Posługuję się rozumowaniem rozmówcy.

To rozmawiamy o rzeczywistych problemach czy o gruszkach na wierzbie?

Kurcze, zawsze mi umknie ten moment, kiedy dyskutanci tracą kontakt z rzeczywistością, po prostu nagle widzę, że wszyscy zainteresowanie już odlecieli, stoję sama na twardym gruncie i trochę mi głupio.


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
29-01-2013 14:19 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>To rozmawiamy o rzeczywistych problemach czy o gruszkach na wierzbie?
>Kurcze, zawsze mi umknie ten moment, kiedy dyskutanci tracą kontakt z rzeczywistością, po prostu nagle widzę, że wszyscy zainteresowanie już odlecieli, stoję sama na twardym gruncie i trochę mi głupio.

Pytasz o moją opinię? Też żadne, ale z zupełnie innych powodów, niż kontekst watku.
29-01-2013 21:02 
 Ocena 3 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>Pytasz o moją opinię? Też żadne, ale z zupełnie innych powodów, niż kontekst watku.<
Halo! Imć Janie no przecież Szanowny " Opisuje jedynie rzeczywistość, a nie swoje poglądy".
Jak widzisz, Twoją "pozę" nie tylko ja zauważam - Maddy, również i do tego podobnie to ocenia. "Odlatujesz Waćpan, odlatujesz"...albo z oportunizmu, wygody albo nie panujesz nad tym.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Pytasz o moją opinię? Też żadne, ale z zupełnie innych powodów, niż kontekst watku.<
>Halo! Imć Janie no przecież Szanowny " Opisuje jedynie rzeczywistość, a nie swoje poglądy".

Dlatego dopytałem się, że rozmówcy chodzi o coś nietypowego i niepotrzebnego w dyskusji - prywatną opinię.
30-01-2013 07:25 
 Ocena-1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>Dlatego dopytałem się, że rozmówcy chodzi o coś nietypowego i niepotrzebnego w dyskusji - prywatną opinię.<
Tak, tak wiem...robisz za "newsletter-a" albo "wyszukiwarkę".
Ale ja tam wolę książki poczytać...a rozmawiać z żywymi, istniejącymi ludźmi, a nie z "odlatującym" boot-ami czy algorytmem z ludzkim nickiem.
A z tym psychologiem to był dobry pomysł.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
29-01-2013 17:45 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>>No to ulgi nie powinny przysługiwać małżeństwom bezdzietnym. Bądźmy konsekwentni.
>Które ulgi? Na internet czy na wydatki na rehabilitację?

Tak po cichu podejrzewam, że Werbińskiemu chodzi nie tyle o ulgi podatkowe, ile o możliwość wspólnego rozliczania się współmałżonków.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
30-01-2013 13:19 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6808 punktów)
>Dlatego uprawomocnienie związków partnerskich bez możliwości adopcji dla par homoseksualnych jest bez sensu. Co komu po papierku, że są razem? To jakaś masturbacja mentalna? To już bez papierka nie można się kochać dzisiaj?

Sensem związku partnerskiego jest możliwość dziedziczenia po partnerze, możliwość otrzymywania informacji o jej stanie zdrowia i decydowania o zabiegu medycznym w przypadku utraty przytomności.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
romaro (25211 punktów)
>zadałem proste pytanie: "Ja tylko nie rozumiem dlaczego para, która z jakichś powodów nie chce (choć może) wziąć ślubu miałaby uzyskiwać choćby niektóre z praw należnych małżeństwu."

Z jakichś powodów nie chcą zawierać ślubu. Nie chcą i już. Czy mają obowiązek się z tego tłumaczyć? Czy wystarczyłaby ci odpowiedź - Nie chcę zawierać ślubu, żeby ktoś mi nie powiedział, że moje miejsce jest przy mężu. Znałem sytuację kobiety - Mąż pijak znęcał się nad nią. Sprawa rozwodowa się przeciągała, bo "dobry" ojciec nie zgadzał się na rozwód bez orzekania winy. Nie muszę dodawać chyba kogo winił. Innym powodem może być strach przed ponownym "urzędowym" związkiem. Są ludzie, którzy zawierają małżeństwa po kilka razy. Zawierają już tylko dlatego, by nie byli na cenzurowanym, by nie czuli się, jak niegdyś czuły się "panny z dzieckiem".
Powodów jest wiele, o finansowych, świadkach i innych ujach mujach nie wspomnę. Nie naszą rolą jest wnikać w nie.
Na koniec - Nie jest udane małżeństwo, które nie opiera się na partnerstwie. Żaden świadek, żaden ksiądz, żaden urzędnik nie zapewni małżeństwu szczęścia. Państwo, stosując ulgi może jednak się do tego przyczynić, ale dlaczego w takim razie nie miałoby pomóc osobom uważającym taki związek za przeżytek?
Irracja (4721 punktów)
    ... proponuję zacząć od prostych pytań. Od tego by to pan odpowiedział na te pytania...
- "Dlaczego związek partnerski heteroseksualny musi odpowiadać wzorcowi ustalonemu przez kościół i być legalizowany tylko przez ślub?"...
- "Dlaczego trzeba wziąć ślub by mieć prawną wspólnotę majątkową, domniemane prawo do informacji o stanie zdrowia bliskiej osoby, itp?"...
- "Dlaczego w ogóle trzeba mieć ślub, by funkcjonować jako związek i rodzina?"...
- "Dlaczego ktoś musi brać ślub cywilny, lub kościelny skoro ich nie uznaje z racji własnego wyznania i kultury?" Romowie nie uznają ślubów cywilnych, a są do nich zmuszani. I proszę nie pisać o młodym wieku ich "panien młodych", gdyż przy rejestracji i tak trzeba okazać odpowiednie dokumenty...
- "Dlaczego tylko KRK ma mieć prawo do "rejestracji" ślubów religijnych?" "Młoda para" nawet nie musi iść do USC, a w każdej innej religii muszą się stawić osobiście i przejść procedurę "ślubu cywilnego"...

>>Przedstawiającym "argumenty" typu "bo chcą", "bo mają taką ochotę" zgłaszam, że chcę mieć wszystkie przywileje, które wedle prawa nie należą mi się, bo nie jestem np. górnikiem, kolejarzem, związkowcem, policjantem, sędzią, artystą ani posłem.
    ... bo chcę pracować jako np. górnik, policjant. Chcę wykonywać te obowiązki i mieć ich prawa. Chcę podlegać prawu górniczemu i ustawie o policji. Jednak nie chcę podlegać prawu związkowemu, a tym bardziej należeć do związków zawodowych. Czy to trudno zrozumieć? Zwłaszcza gdy, w przypadku związków partnerskich, "związek zawodowy KRK" bardziej przeszkadza, niż pomaga...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
Kowalski4 (762 punktów)
>Tak więc nadal nie wiem dlaczego tworzyć prawo, które przyzna przywileje ludziom, którzy mogą
>skorzystać z tych przywilejów, ale nie chcą.
Co to znaczy 'przywileje'?
Ja sobie bardzo łatwo mogę wyobrazić sytuację, że dwie osoby chcą razem prowadzić gospodarstwo domowe. I nic więcej -- na przykład, wcale nie muszą z sobą uprawiać seksu, łączyć swoich rodzin, itp.. Wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego oznacza już pewną troskę o drugą osobę, oznacza też problemy z podziałem majątku i dziedziczeniem po śmierci jednej z nich.
panTeista (6808 punktów)
>Co to znaczy 'przywileje'?

Chyba chodzi o możliwość wspólnego rozliczania podatku, co jest w porównaniu do osób samotnych mieszkających np. z rodzicem przywilejem.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Co to znaczy 'przywileje'?
>Chyba chodzi o możliwość wspólnego rozliczania podatku, co jest w porównaniu do osób samotnych mieszkających np. z rodzicem przywilejem.

W powyższej sytuacji jest przywilejem, ale małżeństwo jednocześnie pozbawia innego przywileju, a mianowicie możliwości rozliczania wspólnego podatku z dzieckiem, który np przysługuje samotnym matkom.
Ja widzę więcej wad, niż zalet związków, ale jeśli ludzie sami się w to pchają, to dlaczego mamy im zabraniać?
30-01-2013 14:11 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6808 punktów)
>to dlaczego mamy im zabraniać?

Jestem za wprowadzeniem możliwości zawierania związków homo, obojętne czy partnerskich czy małżeńskich.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Zgadzam się prawie ze wszystkim co napisałeś - chodzi tak naprawdę o związki jednopłciowe a ukrywanie tego pod przykrywką "związków partnerskich dla wszystkich" ma na celu prewencyjną pacyfikację zarzutów o nietolerancję i dyskryminację osób heteroseksualnych.

Jednakże cały problem jest źle postawiony - nie chodzi o jakieś magiczne przywileje a o równe prawa. Konserwatywna prawica konsekwentnie używa tego rozróżnienia ustawiając całą debatę publiczną w sposób, który pozwala stosować argument o "nieuprawnionych roszczeniach". Wydaje mi się, iż należy jasno zaprotestować przeciw takim metodom.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
rysiek (4593 punktów)
Widzę że masz z tym poważny problem.
Zagadnienie związków partnerskich ma wiele aspektów, w tym administracyjno-prawny.
Ja to widzę podobnie jak np. zagadnienie prowadzenia tzw. działalności gospodarczej, można ją prowadzić w wielu formach prawnych, np. spółka z o.o., spółka jawna, komandytowa itd. Nawet taki, że "spółka" może być jednoosobowa - straszne! Dlaczego ten formalny aspekt związku między ludźmi miałby być dopuszczalny tylko w jednej formie?

>W jednym z wątków na forum zadałem proste pytanie: "Ja tylko nie rozumiem dlaczego para, która z jakichś powodów nie chce (choć może) wziąć ślubu miałaby uzyskiwać choćby niektóre z praw należnych małżeństwu."
Dlaczego ograniczasz ten problem do przypadku "choć może", wydaje mi się że clou tego projektu i sporu tkwi w czym innym (związki jednopłciowe). A tak naprawdę głównym powodem sprzeciwu jest: bo nie podoba się to bozi.
Ty pytasz "dlaczego przyznać?" ja, dlaczego nie przyznać?

>Na to pytanie otrzymałem mocno uzasadnione rzeczowymi argumentami odpowiedzi typu: "Bo maja taką ochotę." "Bo takie są okoliczności, że inaczej nie mogą [wyraźnie napisałem w pytaniu, że mogą] jest jeszcze wiele powodów a najważniejszy jest taki, że tak chcą.
Bo jest to rzeczywiście argument podstawowy w wielu sprawach. I w wielu przypadkach powinien wystarczyć.
I dlaczego co chwilę mówisz o "przywilejach", gdy są to w rzeczywistości przysługujące im, z racji bycia w związku, prawa.

A tekst pana Mężydły, raczej na poziomie kiepskiego kabaretu.
29-01-2013 22:12 
 Ocena 3 na 3
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Właśnie tak to widzę. Są różne formy "bycia ze sobą" i wszystkie wiążą się z jakimiś (potencjalnymi) konsekwencjami prawnymi. Dlaczego możliwa ma być tylko opcja: małżeństwo albo nic?
Dodatkowo pragnąłbym przypomnieć, ze prawo doskonale radzi sobie z relacją rodzicielstwa i nie musi jej łączyć z małżeństwem/partnerstwem.
29-01-2013 11:28
 Ocena 10 na 10
Wacław (1038 punktów)
Napisałem w jednym z wątków - sam funkcjonowałem w związku nieformalnym przez ponad 7 lat, dorobiłem się w tym czasie z partnerką dziecka. Ślub braliśmy dla ułatwienia sobie życia w kwestiach urzędowych niż z potrzeby ducha. Na pytanie z wątku autora nie odpowiem, a sam zadam serią pytań:

Dlaczego muszę brać ślub, by móc swobodnie dowiadywać się o stanie zdrowia partnerki i dziecka? Pewnie można wszystko uregulować stosownymi pełnomocnictwami potwierdzonymi notarialnie i decyzjami sądu rodzinnego w sprawie dziecka, ale dlaczego dopiero małżeństwo i tylko ono ma ułatwiać życie mnie i mojej rodzinie?

Jak jestem przy rodzinie, to dlaczego rodzina ma się rzekomo tworzyć dopiero po ślubie? W czym moja "nieoficjalna" rodzina była gorsza od tej ze ślubem i dlaczego ma tak być?

Dlaczego muszę brać ślub by rozliczać się wspólnie z podatków, mimo że na stałe mieszkam z druga osobą, cały majątek mamy wspólny i koszty życia ponosimy wspólnie?

Dlaczego muszę brać ślub by móc w pierwszej kolejności dziedziczyć po partnerce bo np. nie lubiący mnie teściowie prawem do zachowku zagarną sporą część majątku na który ja również pracowałem?

Idea związku partnerskiego ma wprowadzić równość obywatela wobec prawa i tyle. Obecny stan faworyzuje jedną grupę (ślubnych) wobec innych i wyłącznie to jest istotą tematu. Mielenie językami o homoseksualistach jest tylko argumentem pewnej grupy ideologicznej by związki partnerskie nigdy nie stały się faktem i póki co skutecznie im to wychodzi. Pod płaszczykiem religii próbuje się utrzymać stan prawny nieadekwatny do rzeczywistości i potrzeb obywateli. A prawo tworzone i egzekwowane przez państwo ma chronić obywateli i wspierać ich w realizacji ich potrzeb, a nie skutecznie utrudniać życie.
29-01-2013 11:40 
 Ocena 4 na 4
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Dlaczego muszę brać ślub, by móc swobodnie dowiadywać się o stanie zdrowia partnerki i dziecka? Pewnie można wszystko uregulować stosownymi pełnomocnictwami potwierdzonymi notarialnie i decyzjami sądu rodzinnego w

W skrócie:
Małżeństwo jest instytucją chronioną przez państwo, która pozwala radzić sobie z problemami dyskryminującymi pary niemałżeńskie, które zostały nałożone przez to samo państwo.

To tak jak socjalizm. Pomaga w problemach, które nie występują w innym ustroju.
29-01-2013 12:45 
 Ocena 2 na 2
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Ślub braliśmy dla ułatwienia sobie życia w kwestiach urzędowych niż z potrzeby ducha.
-Przecież po to samo ma być związek partnerski. Jeżeli ma być identyczny w prawach jak małżeństwo, to po co jeść tę żabę? Zawarłeś małżeństwo, czyli można? Jeżeli związki partnerskie w końcu "przejdą", to się rozwiedziesz by zmienić status związku?

>Dlaczego muszę brać ślub, by móc swobodnie dowiadywać się o stanie zdrowia partnerki i dziecka?
-Nie musisz, tylko skąd służba zdrowia ma wiedzieć,że pacjent jest w jakimś formalnym związku z odwiedzającym? Na słowo? Trzeba i tak papier.

>Dlaczego muszę brać ślub by rozliczać się wspólnie z podatków, mimo że na stałe mieszkam z druga osobą, cały majątek mamy wspólny i koszty życia ponosimy wspólnie?
-Bo urząd skarbowy, ani żaden inny nie ma pojęcia z kim żyjesz i w jakich stosunkach jesteście. Znowu potrzebny papier, jeżeli związek partnerski ma to załatwić to też trzeba pójść i go zawrzeć.

>Dlaczego muszę brać ślub by móc w pierwszej kolejności dziedziczyć po partnerce bo np. nie lubiący mnie teściowie prawem do zachowku zagarną sporą część majątku na który ja również pracowałem?
-J.w.
>Idea związku partnerskiego ma wprowadzić równość obywatela wobec prawa i tyle.
-Od tego jest konstytucja.

>Obecny stan faworyzuje jedną grupę (ślubnych) wobec innych i wyłącznie to jest istotą tematu.
-Każdemu wolno być "ślubnym". A gdy związek partnerski będzie równy małżeństwu to też będzie faworyzował "partnerów", wobec tych, którym nie chciało się tego związku zawrzeć?
-Może ktoś wyjaśni czym ma się różnić zawarcie związku partnerskiego od zawarcia małżeństwa? I po co dwie opcje, skoro mają dawać takie same prawa?

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
29-01-2013 14:13 
 Ocena 5 na 5
Wacław (1038 punktów)
>-Przecież po to samo ma być związek partnerski. Jeżeli ma być identyczny w prawach jak małżeństwo, to po co jeść tę żabę? Zawarłeś małżeństwo, czyli można ? Jeżeli związki partnerskie w końcu "przejdą", to się rozwiedziesz by zmienić status związku?

No właśnie diabeł tkwi w szczegółach - dla ciebie "można", a dla mnie i żony był to przymus i smutna nauka wyciągnięta podczas szarpanek z kilkoma urzędami, że łatwiej w życiu mają związkowi. Dlatego musiała się odbyć cała szopka ze świadkami, znalezieniem terminu żebyśmy my i świadkowie mogli się pojawić itp. Na zachodzie najprostsze związki partnerskie można załatwiać przez internet i potwierdzić oficjalnie w dowolnie przez siebie wybranym dniu w odpowiednim urzędzie w wyznaczonym przedziale czasowym.

>-Nie musisz, tylko skąd służba zdrowia ma wiedzieć,że pacjent jest w jakimś formalnym związku z odwiedzającym? Na słowo? Trzeba i tak papier.

Tylko owy papier w związkach małżeńskich jest z automatu wydawany w postaci aktu zawarcia, a często wystarczy dowód osobisty z nazwiskiem hospitalizowanego partnera. Pamiętaj, że nie mówimy wyłącznie o odwiedzinach ale często o podejmowaniu decyzji o tym czy jakiś zabieg przeprowadzić czy też nie bo jest ryzykowny - a to mogą na chwilę obecną tylko małżonkowie. Ludzie żyjący w niezalegalizowanych związkach muszą obijać się o notariuszy poświadczających oświadczenia woli i dopuszczenia jednej strony do spraw partnera. Bo Cię potem od własnego dziecka i partnerki w szpitalu odprawią z kwitkiem jak kiedyś mnie. Czyli znowu musisz się pobrać by rzeczy oczywiste były łatwiejsze i nie masz innej alternatywy. Rozwiązania regulujące takie sprawy i związki nieformalne masz choćby na Węgrzech i w Szwajcarii.

>-Bo urząd skarbowy, ani żaden inny nie ma pojęcia z kim żyjesz i w jakich stosunkach jesteście. Znowu potrzebny papier, jeżeli związek partnerski ma to załatwić to też trzeba pójść i go zawrzeć.

No właśnie, czyli ludzie żyjący w związkach nieformalnych są dyskryminowani ze względu na to, że nie są zarejestrowani. A co jeśli ktoś nie chce brać ślubu? Rozumiem, że ma mieć pod górkę i już? Ponownie, wystarczy zerknąć na rozwiązania choćby z Nowej Zelandii gdzie stosowne zapisy nowelą dodano do prawa z lat 70-tych i teraz ludzie żyjący w nieformalnych związkach mogą dziedziczyć i rozliczać się przed tamtejszym fiskusem. Ten ostatni sprawdza prawdziwość związku / oświadczenia, bo od tego między innymi jest - to państwo jest dla obywatela, a nie odwrotnie.

>>Dlaczego muszę brać ślub by móc w pierwszej kolejności dziedziczyć po partnerce bo np. nie lubiący mnie teściowie prawem do zachowku zagarną sporą część majątku na który ja również pracowałem?
>-J.w.

Ponownie, mam mieć pod górkę i już? Pomijam już kwestię opodatkowania spadku w przypadku gdy moja partnerka nie jest moją żoną co jawnie dyskryminuje związek nie małżeński. Odsyłam do moich powyższych odpowiedzi - choćby Szwajcaria.

>-Od tego jest konstytucja.

Tylko że konstytucja mówi szeroko o rodzinie i dlatego trzeba się uciekać do półśrodków jak projekty ustaw o związkach partnerskich żeby ludzie nie będący w związku małżeńskim rodziną mogli zostać. To jest proste - ludzie nie będący w formalnym związku (a taki jest chwilowo jeden - ślub) nie istnieją obecnie w naszym prawie. To właśnie trzeba zmienić, bo rzeczywistość dookoła nas się zmienia w odróżnienia do ram prawnych.

>-Każdemu wolno być "ślubnym". A gdy związek partnerski będzie równy małżeństwu to też będzie faworyzował "partnerów", wobec tych, którym nie chciało się tego związku zawrzeć?
>-Może ktoś wyjaśni czym ma się różnić zawarcie związku partnerskiego od zawarcia małżeństwa? I po co dwie opcje, skoro mają dawać takie same prawa?

Każdy może, ale dlaczego musi żeby żyć łatwiej? Polecam lekturę w sieci na temat związków partnerskich i mnogości ich form - od takich będących kopiami związków małżeńskich (ewidentnie pod małżeństwa ludzi tych samych płci), do niemalże nieformalnych związków ale rejestrowanych przez państwo i dających wyłącznie minimum przywilejów jak choćby wspólne opodatkowanie i odbiór urzędowej korespondencji w imieniu partnera. U nas problemem są homofobia i religijny fanatyzm przesłaniające oczy wielu politykom i zamiast dostosowywać rozwiązania prawne do obywateli i ich potrzeb, tkwimy przy tym co jest.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>"Bo maja taką ochotę.",
>"Bo takie są okoliczności, że inaczej nie
>mogą [wyraźnie napisałem w pytaniu, że mogą] jest jeszcze wiele powodów a najważniejszy jest
>taki, że tak chcą.


I taka jest prawda.

Związek lub małżeństwo jest sposobem na sztucznie tworzone problemy.

Można je też ominąć w inny sposób:
- prawo spadkowe ominąć testamentem, ale nie do końca,
- upoważnienie do dowiadywania się o zdrowiu napisać przed chorobą,
- wspólnotę majątkową uzyskać przez założenie spółki,
- rozliczanie wspólne podatków przez ich płacenie w UE poza Polską,

>Tak więc nadal nie wiem dlaczego tworzyć prawo, które przyzna przywileje ludziom, którzy mogą
>skorzystać z tych przywilejów, ale nie chcą. Nie wiem tego nie tylko ani nie wyłącznie

Bo może tak jest prościej. I poza bezinteresowną staropolską zawiścią nie ma powodów, żeby im to utrudniać. Ale to Polska więc...

>Dopóki nie poznam odpowiedzi, dopóty będą sądził, że w całej sprawie chodzi wyłącznie o prawne
>usankcjonowanie związków homoseksualnych, czyli de facto o ustanowienie małżeństw
>homoseksualnych.

To też.

>Zaznaczam, że nie mam nic przeciw małżeństwom homoseksualnym - uważam, że orientacja seksualna osób
>pragnących wziąć ślub nie ma żadnego znaczenia.

Chyba jesteś nieszczery...

>[cytat=Antoni Mężydło]Dzisiaj jest po prostu moda na homoseksualizm. Rozmawiam z młodymi ludźmi i
>niektóre kobiety mają problem ze znalezieniem partnera, bo większość potencjalnych kandydatów nawet
>jak nie jest gejami, to udaje gejów.

Bzdura. Poseł i te kobiety powinni zaprzestać odwiedzania gejowskich klubów.
Niektóre kobiety lecą na gejów, bo ci często są bardziej zadbani i lepiej ubrani od hetero. Problem leży w trudnych do spełnienia oczekiwaniach kobiet.

>Przedstawiającym "argumenty" typu "bo chcą", "bo mają taką ochotę" zgłaszam, że chcę mieć
>wszystkie przywileje, które wedle prawa nie należą mi się, bo nie jestem np. górnikiem, kolejarzem,
>związkowcem, policjantem, sędzią, artystą ani posłem.[/color]

Jestem za likwidacją wszelkich przywilejów. Wtedy problem zniknie samoistnie. Do tego czasu półśrodkiem jest włąśnie związek partnerski.
Scarabaeus (2198 punktów)
Zawarcie małżeństwa to złożenie przysięgi przed urzędnikiem państwowym.
Z założenia jest to związek wymagający od partnerów wierności a jego rozwiązanie wymaga przeprowadzenie rozprawy rozwodowej. Brak wierności może być powodem rozwodu z orzeczeniem winy. (To tylko podstawowe różnice)

Związek partnerski z założenia ma być podpisaniem umowy między dwoma osobami bez wzajemnych zobowiązań. Rozwiązanie związku partnerskiego jest dużo prostsze.

Związek partnerski potrzebny jest parom hetero, by rozwiązać problemy, z którymi mogą się spotkać pary żyjące bez związku małżeńskiego. (dostęp do informacji o stanie zdrowia partnera, alimenty, podział majątku i tym podobne)

Prawa i obowiązki wynikające z zawarcia małżeństwa lub związku partnerskiego nie muszą być identyczne. Są to dwa różne związki. Prawo do adopcji, sposób rozwiązania związku, rozliczenia podatkowe czy sprawy majątkowe to tylko niektóre z praw, które mogą być rozwiązane inaczej. (piszę o parach hetero, pary homoseksualne powinny uzyskiwać pełnie praw zawierając małżeństwo)

Związki partnerskie dla par homoseksualnych, są rozwiązaniem niepełnym (tymczasowym) bo nie są małżeństwem. Związek partnerski pozwala im jedynie na funkcjonowanie w społeczeństwie, które nie zezwala na małżeństwa homoseksualne.

Pary homo jak i hetero powinny na równych prawach zawierać małżeństwo.
Związek partnerski jest innym rodzajem umowy skierowanym zarówno dla jednych jak i drugich par.

Nacisk na związki partnerskie jako rozwiązanie dla par homoseksualnych wynika jedynie z chorej sytuacji gdzie udzielenie im małżeństwa jest niemożliwe.
29-01-2013 16:42
 Ocena 10 na 10
Scorp (5381 punktów)
>Dopóki nie poznam odpowiedzi, dopóty będą sądził, że w całej sprawie chodzi wyłącznie o prawne
>usankcjonowanie związków homoseksualnych, czyli de facto o ustanowienie małżeństw
>homoseksualnych.

Nie wypowiadam się o związkach homo, bo się nie znam. Spójrzmy na małżeństwo heteroseksualne, ten temat przerobiłem.

Małżeństwo hetero ma trzy składniki: seksualny, prokreacyjny i partnerski.
Fascynacja seksualna trwa krótko, potem ten składnik blednie.
Prokreacja angażuje najmocniej przez ok 20 - 25 lat, potem dzieci "idą na swoje" i para zostaje sama.
Partnerstwo trwa przez cały czas małżeństwa, a w końcowym, często najdłuższym, okresie jest jedynym spoiwem małżeństwa. Jest też składnikiem najistotniejszym od kiedy nie aranżuje się już małżeństw dla majątku. Jest decydujące dla jakości małżeństwa. Nie miłość, nie wspólne dzieci, ale wspólnota partnerska tworzy małżeństwo. Inne składniki można sobie zapewnić nie wchodząc w żaden związek.

Osoby samotne, bez najbliższych przyjaciół, żyją krócej, psychicznie mają się gorzej, są mniej bezpieczne na starość, wymagają więcej troski ze strony społeczeństwa (i głupoty częściej chodzą im po głowie). Zapełniają izby wytrzeźwień i schroniska Brata Alberta. Osobie takiej nikt nie pomoże oprócz pielęgniarki z pomocy społecznej. Partnerstwo jest ubezpieczeniem, motywacją, tworzy środowisko życiowe takie, jakie powinno być, ponieważ człowiek jest istotą socjalną.

Skoro tak, to dlaczego osoby samotne nie chcą się żenić?
- dlatego że małżeństwo ma trzy składniki a nie jeden, więc gdy nie są w stanie zrealizowac seksu albo opieki nad dzieckiem, to małżeństwo wydaje im się nazbyt wymagającą imprezą
- dlatego że najczęściej są związani uczuciowo ze swoją poprzednią rodziną: jakieś dzieci, matka staruszka, a nawet poprzedni małżonek który już umarł ale jeszcze zalega w sercu.
- albo mają niedobre wspomnienia z poprzedniego małżeństwa, więc w obecnym związku chcą mieć tylko to co co najwartościowsze.
- albo są starzy i żeniaczka w tym wieku byłaby śmieszna, albo są młodzi i nie mają za co się żenić, albo są inne przyczyny rodzinne, zawodowe, psychiczne.

Tak czy inaczej, jeżeli chcą zawrzeć umowę na życiowe partnerstwo, to dlaczego mamy na to kręcić nosem? Należy im to umożliwić a nawet zapewnić z tego tytułu pewne korzyści, bo to jest korzystne dla społeczeństwa też. Drobne ulgi w zamian za zalegalizowaną obietnicę wzajemnej odpowiedzialności, to się, moim zdaniem, społeczeństwu opłaci.
-
Kowalski (2244 punktów)
Jeśli chcemy prowadzić działalność gospodarczą mamy do wyboru cały szereg form prawnych, podobnie jest w przypadku zrzeszeń osób. Natomiast kiedy dwie osoby chcą zawrzeć ze sobą związek wyboru nie mają. Małżeństwo zarezerwowane jest dla osób odmiennej płci, narzuca cały szereg obowiązków, daje co prawda też przywileje, ale jego rozwiązanie jest kosztowne i kłopotliwe. Wyobraźmy sobie na przykład dwie staruszki, które postanawiają ze sobą zamieszkać, prowadzić wspólne gospodarstwo i narzucić sobie wzajemne zobowiązania. Chciałyby jednak, by ich umowa była prawnie usankcjonowana. Dlaczego nie pozwolić im zawrzeć związku partnerskiego? Czy jest w tym coś obrzydliwego, że dwie starsze panie będą sobie pomagać, a zawarcie związku pomoże im w załatwianiu formalności i ułatwi dziedziczenie na wypadek śmierci? Cóż takiego straci na tym społeczeństwo? Moim zdaniem zyska.
Xitami (133 punktów)
moje dwie przyjaciółki wybudowały razem dom.
na kogoś trzeba było go zapisać
później coś zdechło, rozpadło się
sam sąd zjadł połowę domu
i o to tu qrwa chodzi.
DyktaFon (9281 punktów)
Nie wiem, czy to na temat... ale chciałbym związków partnerskich łysych. Bo oni są pokrzywdzeni... podobnie jak homo... Czy ktoś jest za? Mogę liczyć na poparcie, czy akurat ta mniejszość dziś nie jest w modzie?

To tylko częściowo żart...
Rafał Poniecki (7132 punktów)
30-01-2013 22:35 
 Ocena 2 na 2
Scarabaeus (2198 punktów)
>Nie wiem, czy to na temat... ale chciałbym związków partnerskich łysych. Bo oni są pokrzywdzeni... podobnie jak homo... Czy ktoś jest za? Mogę liczyć na poparcie, czy akurat ta mniejszość dziś nie jest w modzie?
>To tylko częściowo żart...
>

Łysy mężczyzna nie może wziąć ślubu z łysą kobietą?

Kiepski żart, chyba niezbyt przemyślany.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365