Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kolęda

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
03-01-2014 13:51romaro (25211 punktów)Kolęda
Ocena 12 na 12
No to mamy, jak co roku o tej porze, nalot czarnych na nasze domostwa. Swego czasu nalatywali i moją rodzinę. Próbowali mnie przywołać do kościelnego drylu. A pokaż zeszyt, a kiedy w kościele byłeś, a dlaczego nie w tym a tamtym... A jak w końcu mnie raz do pasji doprowadził jeden, to mu wprost powiedziałem, że nie chodzę do kościoła, bo już nie jeden ksiądz mi obrzydził boga. Tak się rozsierdził... Co niektóre dewotki do dzisiaj udają, że mnie nie znają. Chyba mnie oszkalował. Już dawno ksiundzów nie wpuszczałem...Tak sobie pomyślałem, że w tym roku, uczynię księdzu "afront" i nim go nie wpuszczę wylegitymuję go. A co? Może nieładnie? Bo ten nalot ma wiernym uświadomić, że mieszkają w jego sąsiedztwie tacy, co to nie wpuszczając klechy, boga nie szanują. Więc niech wiedzą, że nie tylko boga ale i przebierańców z pomponem na głowie, z miotełką w jednej ręce i teczką "ipn" z dokumentami świadczącymi o współpracy wiernego z pasterską instytucją w drugiej, nie szanuję. Każdy urzędnik, pukający do naszych drzwi, ma obowiązek się wylegitymować i nikt z tego powodu nie czuje się obrażony. W przypadku próby wylegitymowania klechy mogę kogoś drasnąć religijnie, dlatego uprzedziłem już sąsiada żeby na ten czas nosa z chaty nie wyściubiał. Innych nie próbuję. Ksiundza na asfalcie już oczekują, a ja nie mam zamiaru do podziemia zejść.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

03-01-2014 14:01
 Ocena 20 na 20
Meretseger (61860 punktów)
A ja mam spokój od czasu, gdy parę lat temu w nowym miejscu zamieszkania (w sumie dość uprzejmie) oznajmiłam, że księdza po kolędzie nie przyjmuję, opłatków nie potrzebuję, a sąsiadki z jakimś wędrującym obrazkiem spławiłam słowami "nie jestem zainteresowana". Nawet jeśli mnie gdzieś za plecami obgadują, mam to bardzo w tyle, najwyżej im jęzory poodpadają. W oczy nikt mi nie piska i o to chodzi.
03-01-2014 14:27 
 Ocena 15 na 15
romaro (25211 punktów)
>Nawet jeśli mnie gdzieś za plecami obgadują, mam to bardzo w tyle, najwyżej im jęzory poodpadają. W oczy nikt mi nie piska i o to chodzi.
Też mam
W tamtym roku w czasie kolędy ostentacyjnie myłem samochód. Wyszło mi to na dobre, bo się przeziębiłem tak, że żona musiała się mną zająć...
W tej kwestii mi zależy, by dać bardziej klechom do myślenia niż dewotkom, o ile w ogóle one myślą. Nie wiem, może w przyszłym roku wywieszę tabliczkę "Uwaga zły gender".
03-01-2014 15:07 
 Ocena 4 na 4
Vinko (209 punktów)
> wywieszę tabliczkę "Uwaga zły gender".

Rewelacja, muszę taką mieć! Jaki rysunek by najlepiej pasował? Zębata paszcza?
A może na tył samochodu takie cudo przykleić?
03-01-2014 15:22 
 Ocena 2 na 2
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>> wywieszę tabliczkę "Uwaga zły gender".Rewelacja, muszę taką mieć! Jaki rysunek by najlepiej pasował? Zębata paszcza? A może na tył samochodu takie cudo przykleić?<<

Puścić mu to: www.youtube.com/watch?v=WR8-6MiAhkY
NA CAŁY REGULATOR.
03-01-2014 15:27 
 Ocena 3 na 3
romaro (25211 punktów)
>> wywieszę tabliczkę "Uwaga zły gender".
>Rewelacja, muszę taką mieć! Jaki rysunek by najlepiej pasował?
Taki który wystraszył by psa pasterskiego
03-01-2014 16:05 
 Ocena 1 na 1
Vinko (209 punktów)
>>> wywieszę tabliczkę "Uwaga zły gender".
>>Rewelacja, muszę taką mieć! Jaki rysunek by najlepiej pasował?
>Taki który wystraszył by psa pasterskiego
>

Hmm... A sprzedają gdzieś może takie obcisłe T-shirty?
Selanos (12869 punktów)
>Rewelacja, muszę taką mieć! Jaki rysunek by najlepiej pasował? Zębata paszcza?

Buka, buka jest najlepsza.
04-01-2014 09:52 
 Ocena 1 na 1
Lengyel (2127 punktów)
>>Rewelacja, muszę taką mieć! Jaki rysunek by najlepiej pasował? Zębata paszcza?
>Buka, buka jest najlepsza.

O jakiej prawisz? Jeśli o tej, co ja myślę, to ona jest Buka - imię własne.
03-01-2014 20:08 
 Ocena 10 na 10
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>A ja mam spokój od czasu, gdy parę lat temu w nowym miejscu zamieszkania (w sumie dość uprzejmie) oznajmiłam, że księdza po kolędzie nie przyjmuję

Mnie to chyba jakoś wyczuwają kocmołuchy, bo 14 lat na nowym miejscu i ani razu nie próbowali nawet. Ze dwa razy nawet ministrantów kręcących się widziałem i nic. Nie dzwonią, nie pukają. Nic. Albo siarkę czują, albo duch święty im coś mówi, albo mają mnie na liście, bo jak byłem przedszkolakiem, to ponoć strzelałem z karabinu do jednego ich funkcjonariusza, albo wiedzą, że ich nie lubię, bo czytają mnie w swoim komputerze. Nie rozumiem. Żeby chociaż raz. Jeden, jedyny. Ale nie. Czuję się kuźwa dyskryminowany. Tylko Jehowi chcą mnie jeszcze czasami zbawić
04-01-2014 17:15 
 Ocena 1 na 1
kogut59 (3090 punktów)
>A ja mam spokój od czasu, gdy parę lat temu w nowym miejscu zamieszkania (w sumie dość uprzejmie) oznajmiłam, że księdza po kolędzie nie przyjmuję, opłatków nie potrzebuję, a sąsiadki z jakimś wędrującym obrazkiem spławiłam słowami "nie jestem zainteresowana". Nawet jeśli mnie gdzieś za plecami obgadują, mam to bardzo w tyle, najwyżej im jęzory poodpadają. W oczy nikt mi nie piska i o to chodzi.
Takie dobre niemieckie powiedzonko wolno przetłumaczone.
"Ist der Ruf erst ruiniert lebt es sich ganz ungeniert"
Jest reputacja całkowicie zrujnowana, żyje się całkiem swobodnie ,nieskrepowanie

03-01-2014 14:16
 Ocena 11 na 13
Ulydighet (242 punktów)
U mnie ksiundza przekazuje się z rąk do rąk. Ksiundz sam się nie hańbi pukaniem do drzwi. Wszyscy stoją na chodniku przed swoimi domostwami, odpierdzieleni w najlepsze garnitury i kiecki. Gdy ksiundz opuści jedno domostwo natychmiast przejmuje go sąsiad. Ja nie czekałem więc ksiundza nie dostałem Chociaż przez okno go widziałem - prawdziwy ksiundz, 150kg żywej wagi, przed nim szedł młody ministrant niosąc na plecach brzuszysko ksiundza. Drugą stronę ulicy robił inny ksiundz, młody jeszcze, nie utyty. Ta otyłość to taka choroba zawodowa u tych ksiundzów? Ktoś wytłumaczy mojej skromnej osobie w kilku zdaniach. Merry nju jear!!! tak swoją drogą, z małym opóźnieniem.
03-01-2014 16:40 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Ta otyłość to taka choroba zawodowa u tych ksiundzów?
> Ktoś wytłumaczy mojej skromnej osobie w kilku zdaniach.

Zhierarchizowana, autorytarna instytucja. Przymykająca oko na seksualne wybryki. Z nadreprezentacją gejów.
Jeżeli akurat jesteś hetero i nie planujesz tego zmieniać - to może lepiej nie być zbyt atrakcyjnym fizycznie...?
03-01-2014 20:03 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
>U mnie ksiundza przekazuje się z rąk do rąk. Ksiundz sam się nie hańbi pukaniem do drzwi. Wszyscy stoją na chodniku przed swoimi domostwami, odpierdzieleni w najlepsze garnitury i kiecki. Gdy ksiundz opuści jedno domostwo natychmiast przejmuje go sąsiad.

Mój borze liściasty, gdzie Pan mieszka? Nawet w moim mieście, Jastrzębiu-Zdroju które jest zagłębiem PiSowskim, takie rzeczy nie przechodzą.
Lengyel (2127 punktów)
>U mnie ksiundza przekazuje się z rąk do rąk. Ksiundz sam się nie hańbi pukaniem do drzwi. Wszyscy stoją na chodniku przed swoimi domostwami, odpierdzieleni w najlepsze garnitury i kiecki. Gdy ksiundz opuści jedno domostwo natychmiast przejmuje go sąsiad. Ja nie czekałem więc ksiundza nie dostałem ;

Ciekawa sprawa - w mojej prowincjonalnej dziurze ten obyczaj jakoś dziwnie zanikł. jeszcze jakieś dziesięć lat temu księże żniwa odbywały się z wielkim hukiem: grona gospodyń domowych wisiały na poręczach schodów, drzwi mieszkań uchylone, aby od razu dał się widzieć ołtarzyk, zamieszanie, przekrzykiwanie, bieganina... Teraz jakoś nic - spokój. Jednego razu nawet, tą ciszą zmylony, otworzyłem drzwi przed staruszkiem zakonnikiem. Nie był jednak nachalny - przeprosił i poszedł.
Sądziłem, że w większych miejscowościach ten folklor zanika szybciej, ale widzę, że nie wszędzie.
03-01-2014 15:44
 Ocena 14 na 14
TyDraniu (6569 punktów)
>Tak sobie pomyślałem, że w tym roku, uczynię księdzu "afront" i nim go nie wpuszczę wylegitymuję go. A co? Może nieładnie?

Bardzo nieładnie. Należy przywitać się elegancko, rękę podać. Powiedzieć "Dziękuję księdzu za jego kazania. Dzięki nim zrozumiałem, że Boga nie ma." Nie wyjdziesz na chama, a on będzie się obwiniał do końca życia.



03-01-2014 15:57 
 Ocena 4 na 4
Lengyel (2127 punktów)
>Bardzo nieładnie. Należy przywitać się elegancko, rękę podać. Powiedzieć "Dziękuję księdzu za jego kazania. Dzięki nim zrozumiałem, że Boga nie ma." Nie wyjdziesz na chama, a on będzie się obwiniał do końca życia.

Fajne! Niestety nie wykorzystam, bo do mnie już od lat żaden taki nie zajrzał. Jeszcze tylko świadkowie Jehowy nie tracą nadziei
hamp (3461 punktów)
Rok czy dwa lata temu, na prośbę mamy nie zmyłem się z domu na czas kolędy i później, podczas rozmowy ksiądz zapytał, czemu się nie modliłem. Powiedziałem, że niestety obawiam się, że jestem agnostykiem. A on mi z Zakładu Pascala xD
Pokiwałem uprzejmie głową i podziękowałem... ludzie, którzy trzymają się wiary z powodów przedstawionych w tym zakładzie są naprawdę żałośni. Nie mówiąc już o tym, że nie jest to wiara tylko sprawianie jej pozorów w strachu przed wieczną karą (albo utratą wiecznej nagrody, zwał jak zwał). Próba oszukania Wszystkowiedzącego... doprawdy, kto się może nabrać na takie rozumowanie?..
Drugim argumentem księdza, jaki miał mnie przekonać, były pokazy egzorcystyczne, w których ludzie padali na ziemie i nimi telepało z przedawkowania Ducha Świętego

Ja bym wywiesił na drzwiach/płocie informację "NIE MA MNIE" na czas przechodzenia kolędy - powinno być zrozumiałe
03-01-2014 16:45 
 Ocena 18 na 18
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Drugim argumentem księdza, jaki miał mnie przekonać, były pokazy egzorcystyczne, w których ludzie padali na ziemie i nimi telepało z przedawkowania Ducha Świętego

A to miał być argument za, czy przeciw?

> Ja bym wywiesił na drzwiach/płocie informację "NIE MA MNIE" na czas przechodzenia kolędy

Dla lepszego efektu podpisz: "Bóg"...
03-01-2014 16:55 
 Ocena-1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Powiedziałem, że niestety obawiam się, że jestem agnostykiem. A on mi z Zakładu Pascala

No sorki, ale jak na wstępie uznajesz, że nie da się ani istnienia, ani nieistnienia Boga udowodnić rozumowo, to pozostają argumenty praktyczne - z opłacalności. No i Zakład Pascala jest właśnie takim pragmatycznym podejściem do wiary.

bembergiem w berg
03-01-2014 17:04 
 Ocena 10 na 10
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>No i Zakład Pascala jest właśnie takim pragmatycznym podejściem do wiary.<<
Przy założeniu że ten bóg jest na tyle tępy, że się nie pokapuję, że ktoś coś odbębnia tak na wsiakij pożarnyj słuczaj.
03-01-2014 17:08 
 0 na 2
worek kości (2937 punktów)
>>>No i Zakład Pascala jest właśnie takim pragmatycznym podejściem do wiary.<<
>Przy założeniu że ten bóg jest na tyle tępy

Ale to nie jest argument za istnieniem Boga, tylko za opłacalnością wiary.

bembergiem w berg
03-01-2014 20:36 
 Ocena 18 na 18
Anna Salman (16360 punktów)
>Ale to nie jest argument za istnieniem Boga, tylko za opłacalnością wiary.
A nie przyszło Ci nigdy do głowy coś wręcz przeciwnego? Jeśli nie wierzę, ale żyję sobie skromnie i uczciwie (bo tak mnie wychowano), nie krzywdzę ludzi (przynajmniej nie celowo), a ewentualne nadwyżki pieniędzy przeznaczam np, na bezdomne zwierzęta, to taki bóg, jeżeli jest rzeczywiście miłosierny, inteligentniejszy ode mnie, a przy tym zależy mu, aby świat był sprawiedliwy i tak wpuści mnie do nieba.
Przy tym ile oszczędzam na tacy, kolędzie i innych darowiznach na kościół, co zresztą ociera się często o przekręt podatkowy, czyli jest złodziejstwem (naruszenie dekalogu).
Czy naprawdę ten wszechwiedzący i wszechmocny bóg woli ludzi, którzy kradną, zabijają, cudzołożą (cokolwiek by to miało znaczyć), a potem dają jego urzędnikom pieniądze (łapówki?), żeby się wkupić do nieba. To jakiś geszeft, a nie wiara.
05-01-2014 15:35 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Czy naprawdę ten wszechwiedzący i wszechmocny bóg woli ludzi, którzy kradną, zabijają, cudzołożą (cokolwiek by to miało znaczyć), a potem dają jego urzędnikom pieniądze (łapówki?), żeby się wkupić do nieba. To jakiś geszeft, a nie wiara.

Już nie wchodząc w dywagacje, kto tu kogo stworzył na swój obraz i podobieństwo - tak czy inaczej, wierzący uważają że ich bóg jest do nich podobny. Czyli że jest dokładnie takim samym sukinsynem jako i oni.
05-01-2014 18:19 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>... tak czy inaczej, wierzący uważają że ich bóg jest do nich podobny. Czyli że jest dokładnie takim samym sukinsynem jako i oni.
Czyli jednak alibi dla własnych nieetycznych zachowań, a dzięki temu spokojniejsze "sumienie". To taka wartość dodana.
03-01-2014 23:02 
 Ocena 8 na 8
DyktaFon (9281 punktów)

>Ale to nie jest argument za istnieniem Boga, tylko za opłacalnością wiary.

Na opłacalność wiary nie potrzeba argumentów, to widać gołym okiem. Jeśli ktoś ma słaby wzrok, to zapraszam na wycieczkę do Watykanu. Tam nawet niewidomi zobaczą Cud.
04-01-2014 11:32 
 Ocena 6 na 6
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>>>>No i Zakład Pascala jest właśnie takim pragmatycznym podejściem do wiary.<<
>>Przy założeniu że ten bóg jest na tyle tępy
>Ale to nie jest argument za istnieniem Boga, tylko za opłacalnością wiary.

Zgodzisz się, że ten argument jest co najmniej dyskusyjny, bo żeby się zgodzić co do tego, że wiara jest korzystniejsza, trzeba się uprzednio zgodzić, że niewiara przyniesie korzyści znacznie mniejsze.

Dlaczego zakładasz więc, że potencjalne życie wieczne jest bardziej dochodowe niż szczęśliwe życie na ziemi i ewentualne późniejsze zaleganie n kacu z szatanem do końca świata?

Jak to w ogóle porównujesz?

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
04-01-2014 22:29 
 Ocena 4 na 4
Frank Holman (5897 punktów)
>Zgodzisz się, że ten argument jest co najmniej dyskusyjny, bo żeby się zgodzić co do tego, że wiara jest korzystniejsza, trzeba się uprzednio zgodzić, że niewiara przyniesie korzyści znacznie mniejsze.
Odpowiedzią na tzw. zakład Pascala jest to genialne stwierdzenie, które dawno padło na naszym forum:
Cytat:
Tyle się męczysz katoliku, żeby iść do raju, a skąd wiesz, że Bóg nie wypędzi cię kiedyś za kolejne jabłuszko albo inna pierdółkę?
, a z którego jasno wynika, iż wierzyć to bardzo ryzykowna sprawa i może nie tylko nie przynieść korzyści, ale wręcz podwójną stratę.

A jeśli chodzi o tzw. kolędę, to polecam zapoznać się z tą niestety nie do końca udaną akcją wyborcza.p(*)go_imienia_Kosciola___Nie.html
05-01-2014 13:01 
 Ocena 4 na 4
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Odpowiedzią na tzw. zakład Pascala jest to genialne stwierdzenie, które dawno padło na naszym forum:
> Cytat:
Tyle się męczysz katoliku, żeby iść do raju, a skąd wiesz, że Bóg nie wypędzi cię kiedyś za kolejne jabłuszko albo inna pierdółkę?
, a z którego jasno wynika, iż wierzyć to bardzo ryzykowna sprawa i może nie tylko nie przynieść korzyści, ale wręcz podwójną stratę.


Dokładnie to jest całkowicie przemilczana część zakładu Pascala. Nawet jeśli uprościmy sprawę i przyjmiemy, że mamy tylko 3 opcje chrześcijańską, judaistyczną i muzułmańską oraz że postępowanie według doktryny chrześcijańskiej 100% gwarantuje nagrodę to wciąż mamy tylko 33% na dostanie się do nieba. Czyli wybieramy mniej opłacalną opcję.

W jednej z książek na temat rozwoju wolnomyślicielstwa czytałem wolnomyślicielską "przypowieść", która pojawiała się w różnych wariantach u różnych filozofów praktycznie od oświecenia. Mamy 3 pierścienie, z których podobno jeden posiada ogromną wartość. Każdy z tych pierścieni jest w posiadaniu innego człowieka, który utrzymuje, że to jego pierścień jest tym jedynym.

Praktycznie pierścienie są nieodróżnialne nawet wagowo. Nie mamy możliwości porozmawiania z żadnymi świadkami, którzy towarzyszyli powstaniu, z któregokolwiek z tych pierścieni. Dodatkowo wszystkie historyczne zapisy dotyczące każdego z pierścieni utrzymują, że to on jest tym jedynym, a pozostałe są fałszywe. Jestesmy więc zmuszeni określić, który z nich jest tym jedynym pierścieniem, jedynie na podstawie tego co mówią ich właściciele.

Praktycznie nie da się racjonalnie, logicznie ustalić który pierścień jest tym jedynym. Można jedynie komuś zawierzyć i tyle.

Bo jakie tu można przyjąć kryterium o rozstrzygalności? Zrobić głosowanie?

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
04-01-2014 15:24 
 Ocena 2 na 2
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>argument za opłacalnością wiary.<<
Zaraz pewnie Pana odwiedzi taki, dla którego wiara jest bardzo opłacalna. W końcu o tym jest ten wątek.
05-01-2014 11:58 
 Ocena 1 na 1
pawel_wr (4297 punktów)

>>Przy założeniu że ten bóg jest na tyle tępy
>Ale to nie jest argument za istnieniem Boga, tylko za opłacalnością wiary.

Dlaczego zakład Pascala wymusza wierzenie w Trójjedynego Boga Wszechmogącego i Maryje zawsze niepokalaną Dziewicę?

Dlaczego nie mogę wierzyć w starogreckiego Zeusa czy słowiańskiego Światowida ?


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
05-01-2014 12:23 
 Ocena 4 na 4
i.czaplicka (5782 punktów)
05-01-2014 18:18 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
A w jaki to cudowny sposób opłaca się wiara, jeśli Boga nie ma? Toż to wtedy zupełnie wszystko jedno, wierzysz, czy nie. Moim zdaniem to nie jest w ogóle żaden argument, za niczym. To zwyczajne tchórzostwo, wiara "na wszelki wypadek".
03-01-2014 17:09 
 Ocena 12 na 12
hamp (3461 punktów)
>No i Zakład Pascala jest właśnie takim pragmatycznym podejściem do wiary.
Pragmatycznym? To oportunizm i tchórzostwo.
"Bardziej opłaca mi się wierzyć, więc wierzę. Tak Boże, naprawdę w Ciebie wierzę, nigdy nawet nie wątpiłem! Wpuścisz do nieba?.. Proszę?"
03-01-2014 17:13 
 Ocena 8 na 8
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>No sorki, ale jak na wstępie uznajesz, że nie da się ani istnienia, ani nieistnienia Boga udowodnić rozumowo, to pozostają argumenty praktyczne - z opłacalności. No i Zakład Pascala jest właśnie takim pragmatycznym podejściem do wiary.

Który był obalany miliardy razy, chociażby na podstawie, że wierząc w jakieś bóstwo automatycznie nie wierzysz, a więc jesteś grzesznikiem dla niemal nieskończonej ilości (powiedzmy, 1000a odkrytych i kiedykolwiek czczonych) bóstw heretykiem i grzesznikiem, więc pójdziesz do tamtejszego piekła.
Drugim argumentem przeciw jest to, że wiara na zasadzie "opłaca mi się" przeczy założeniom wielu religii, z chrześcijaństwem na czele.
Czy Ty na prawdę szczerze chcesz używać zakładu Pascala jako dobry argument za wiarą ?

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
04-01-2014 11:26 
 Ocena 11 na 11
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Gwoli ścisłości zakład Pascala jest sofizmatem.

Niepoprawną przesłanką jest tu przekonanie, że jest to albo, albo. Albo nie ma żadnego Boga, albo istnieje ten jeden konkretny Bóg rzymskokatolicki.

Co z Bogami innych odłamów chrześcijaństwa, innych religii?

Większość trzeźwo myślących wolnomyślicieli i teologów wytknie Ci jeszcze więcej ukrytych, zupełnie bezpodstawnych presupozycji tego "zakładu". Nie wspominając już o tym, że taki pragmatyzm stoi w sprzeczności z podstawami wiary rzymskokatolickiej.

Zakład Pascala to wizytówka osób coś-tam-słyszałem-co-pasuje-do-moich-poglądów-nigdy-nad-tym-nie-myślałem-powtarzam-jak-leci.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Ratatoskr (4439 punktów)
>No to mamy, jak co roku o tej porze, nalot czarnych na nasze domostwa.

E... tam, co za problem? Wystarczy grzecznie podziękować. Nakazów rewizji przecież im jeszcze nie wydają.
03-01-2014 20:05 
 Ocena 6 na 6
Selanos (12869 punktów)
>E... tam, co za problem? Wystarczy grzecznie podziękować. Nakazów rewizji przecież im jeszcze nie wydają.

Słowo klucz: jeszcze.
Olek Mularski (3178 punktów)
Chyba się księżulo nie obrazi, jak potraktuję go jak konkurencyjną firmę jehowych? W końcu wyznają tego samego boga i tak samo nachodzą ludzi niczym domokrążca. Dla mnie nie ma różnicy.
03-01-2014 20:06 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
>Chyba się księżulo nie obrazi, jak potraktuję go jak konkurencyjną firmę jehowych? W końcu wyznają tego samego boga i tak samo nachodzą ludzi niczym domokrążca. Dla mnie nie ma różnicy.

Tak się zastanawiam... czy zainstalowanie przed domem zraszacza do trawników, co dziwnym zbiegiem okoliczności włącza się jak przychodzą księdzowaci albo jehowi, jest nielegalne? Bo tak sobie myślę, że chciałbym mieć angielski trawnik który podlewałbym nawet zimą
Selanos (12869 punktów)
Od kilku lat jak ksiądz w dom, to ja na miasto. Ja staram się grzecznie i bezkonfliktowo, ale rodzina żyć nie daje. Jak widzę tę szopkę, to mi się chce płakać: odkurzanie, ścieranie kurzów, szukanie krzyża i świec, poprawianie choinki, ubieranie się w coś eleganckiego, przecież to jakiś żart. Nie zapomnijmy o najważniejszym - koperta. Mógłbym znaleźć sto lepszych zastosowań dla tych pieniędzy.
03-01-2014 22:33 
 Ocena 4 na 4
Paul Figura (1368 punktów)
> Jak widzę tę szopkę, to mi się chce płakać.

Pochodząc z "rdzenia polskiej ciemnoty" doskonale rozumiem, co czujesz dla mnie najbliższa rodzina okazała sie czyms, w rodzaju "fatum" ktore mogło być bezpośrednią przyczyną końcowej klęski i tragedii.Tak się nie stało wygrałem bitwe lecz nie wojne.Czeka mnie jeszcze długa droga oby była owocna.Pozdrawiam.
03-01-2014 23:45 
 Ocena 3 na 3
Lengyel (2127 punktów)
>Czeka mnie jeszcze długa droga oby była owocna.Pozdrawiam.

Krzyżyk na tę drogę - ale taki ateistyczny, znaczy się plus.
04-01-2014 02:43 
 Ocena 3 na 3
Selanos (12869 punktów)
>Pochodząc z "rdzenia polskiej ciemnoty" doskonale rozumiem

Moi rodzice i dziadkowie nie są zbyt religijni, w zasadzie to nikt w moim domu nie chodzi regularnie do kościoła. Żadnych mszy, pasterek, święcenia jajek, tylko śluby i pogrzeby. Dziwi mnie trochę zwyczaj mojej babci, która chociaż cały czas krytykuje kościół, to zawsze w popielec (według słownika mojej przeglądarki z małej litery jest błędem), karnie stawia się w "domu bożym". Czy to jest jakieś przyzwyczajenie, tak samo jak naleganie na kolędę i wkładanie pieniędzy do koperty?

Jestem w stanie zrozumieć ludzi bardzo religijnych, którym być może przez myśl nie przejdzie to, że religia to taka bujda, zwyczajna szopka i gra aktorska śmiesznych ludzi w kolorowych pelerynkach ale nie rozumiem tych, którzy na co dzień mają to gdzieś, a w kilka wybranych dni w roku dostają objawienia albo innego raka.

Gratuluję, że "pochodząc z rdzenia polskiej ciemnoty", jest Pan tu gdzie Pan jest Dla mnie deklaracja, że jestem ateistą była stosunkowo łatwa, tak długo jak zbyt często nie poruszam tematu poza unikaniem religijnych dyrdymałów, tak długo mam spokój.
astrotaurus (12445 punktów)
>w popielec (według słownika mojej przeglądarki z małej litery jest błędem)
Mimo to musiałeś napisać małą (lub od małej, nigdy z małej!)....? bez sprawdzenia...?
Można ewentualnie olać kurtuazję wobec dziwactw i dętości języka kościelnego (np. Bóg co nie jest bogiem), ale nie zasady zwyczajnej, ludzkiej mowy.

>Jestem w stanie zrozumieć ludzi bardzo religijnych, którym być może przez myśl nie przejdzie to, że religia to taka bujda, zwyczajna szopka i gra aktorska śmiesznych ludzi w kolorowych pelerynkach ale nie rozumiem tych, którzy na co dzień mają to gdzieś, a w kilka wybranych dni w roku dostają objawienia albo innego raka.
Przypominam elementarz: ci drudzy też najczęściej* są bardzo religijni! Tyle że ich wiara i determinowana nią obrzędowość sięga mniej w dewocję. Ich Bóg nie wymaga zainteresowania codziennego i tylko dlatego mogą sobie na to pozwolić.

*)pomijam tu roboczo przypadki obrzędowości wynikającej wyłącznie z bezmyślności a także z hipokryzji

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
04-01-2014 14:34 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
>>w popielec (według słownika mojej przeglądarki z małej litery jest błędem)
>Mimo to musiałeś napisać małą (lub od małej, nigdy z małej!)....? bez sprawdzenia...?

Tak. Taka drobna złośliwość, bóg, boże narodzenie, wielkanoc itd. też piszę z małej. Niech się pieklą
04-01-2014 15:51 
 Ocena 1 na 1
szarley (54906 punktów)
>>>w popielec (według słownika mojej przeglądarki z małej litery jest błędem)
>>Mimo to musiałeś napisać małą (lub od małej, nigdy z małej!)....? bez sprawdzenia...?
>Tak. Taka drobna złośliwość, bóg, boże narodzenie, wielkanoc itd. też piszę z małej. Niech się pieklą

Jak widać mnóstwo użytkowników forum Racjonalista.pl piekli się, że aż gorąco od tego piekła bucha
Lodowy (1486 punktów)
>Tak sobie pomyślałem, że w tym roku, uczynię księdzu "afront" i
>nim go nie wpuszczę wylegitymuję go. A co? Może nieładnie? Bo ten nalot ma wiernym uświadomić,
>że mieszkają w jego sąsiedztwie tacy, co to nie wpuszczając klechy, boga nie szanują. Więc niech
>wiedzą, że nie tylko boga ale i przebierańców z pomponem na głowie, z miotełką w jednej ręce i
>teczką "ipn" z dokumentami świadczącymi o współpracy wiernego z pasterską instytucją w drugiej, nie
>szanuję.
Wg mnie to dziecinada. Nie wystarcza Ci sam ateizm? Jeśli widzą to sąsiedzi to utwierdzą się w przekonaniu, że ateista to taki nieprzyjemny awanturnik.
04-01-2014 02:49 
 Ocena 6 na 6
Selanos (12869 punktów)
>Wg mnie to dziecinada. Nie wystarcza Ci sam ateizm? Jeśli widzą to sąsiedzi to utwierdzą się w przekonaniu, że ateista to taki nieprzyjemny awanturnik.

Według mnie to utarcie nosa księdzowatym. Ta instytucja czuje się w Polsce bezkarna, oni myślą, że są poza prawem. Zadowoleni ze swojego (szybko znikającego) "autorytetu moralnego" uważają, że wszyscy ich kochają, są gotowi służyć, a jak ksiądz powie "hop", to baranki będą pytać jak wysoko. Niech się przekonają, że są tacy, którym ich szopka jest obojętna, a nawet bywa zbyt nachalna.

Nie widzę nic złego w wylegitymowaniu kogoś. Jak w ogłoszeniu o korkach napisałem, że jestem studentem filologii angielskiej, to mama jednego ucznia umawiając się na lekcje poprosiła mnie, żebym pokazał legitymację studencką. No i wszystko od tego momentu było jasne i klarowne, płacą to wymagają, a przede wszystkim wiedzą kogo wpuszczają do domu.
Lodowy (1486 punktów)
>Według mnie to utarcie nosa księdzowatym.
To ma być utarcie nosa??? To jest po prostu śmieszne.
>Ta instytucja czuje się w Polsce bezkarna, oni myślą, że są poza prawem. Zadowoleni ze swojego (szybko znikającego) "autorytetu moralnego"
A co to jest "autorytet moralny"?
>Niech się przekonają, że są tacy, którym ich szopka jest obojętna...
Legitymowanie księdza czy jak sam piszesz "utarcie nosa" nie świadczy o obojętności.
>Nie widzę nic złego w wylegitymowaniu kogoś.
Nikt nie napisał, że to coś złego.
>Jak w ogłoszeniu o korkach napisałem, że jestem studentem filologii angielskiej, to mama jednego ucznia umawiając się na lekcje poprosiła mnie, żebym pokazał legitymację studencką. No i wszystko od tego momentu było jasne i klarowne, płacą to wymagają, a przede wszystkim wiedzą kogo wpuszczają do domu.
Mama wymagała, bo miałeś świadczyć usługę. Romaro chce wylegitymować gościa, ale nic od niego nie chce. Naprawdę nie widzisz różnicy?
04-01-2014 15:48 
 Ocena 1 na 1
szarley (54906 punktów)
>Nie widzę nic złego w wylegitymowaniu kogoś. Jak w ogłoszeniu o korkach napisałem, że jestem studentem filologii angielskiej, to mama jednego ucznia umawiając się na lekcje poprosiła mnie, żebym pokazał legitymację studencką.
.. i od tego uzależniała swoją decyzję wpuścić/nie wpuścić. Jeśli ktoś chce legitymować wiedząc, że i tak nie wpuści, to takie zachowanie nie ma sensu.
04-01-2014 18:15 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
> .. i od tego uzależniała swoją decyzję wpuścić/nie wpuścić. Jeśli ktoś chce legitymować wiedząc, że i tak nie wpuści, to takie zachowanie nie ma sensu.

Czy ma sens, to nie wiem, ale jednak jest różnica między tym, kiedy tylko odmawiasz i nie wpuszczasz, a tym, kiedy chcesz gościa wylegitymować i nie wpuszczasz. W pierwszym przypadku jest to raczej sytuacja już dla księdza znana i normalna, a więc emocjonalnie obojętna. W drugim już raczej nie. W drugim może (nie musi, w zależności od specyfiki wewnętrznej legitymowanego) dać coś odczuć. Przy pierwszej sytuacji, nic się właściwie nie dzieje, druga wiąże się z ewidentną, mniej lub bardziej skrywaną niechęcią wobec księdza, którą ten pewnie jakoś w sobie odczuje. Inną sprawą jest to, czy to ma sens. Może i ma, żeby dać im odczuć narastającą niechęć ludzi wobec nich. Jest to jakaś forma ostracyzmu, upokorzenia, poniżenia. Z kulturą jest tu słabo, ale może czasami i warto na zasadzie "jak Kuba Bogu, tak Bóg kubie". Nie oceniam.
szarley (54906 punktów)
>> .. i od tego uzależniała swoją decyzję wpuścić/nie wpuścić. Jeśli ktoś chce legitymować wiedząc, że i tak nie wpuści, to takie zachowanie nie ma sensu.
>Czy ma sens, to nie wiem, ale jednak jest różnica między tym, kiedy tylko odmawiasz i nie wpuszczasz, a tym, kiedy chcesz gościa wylegitymować i nie wpuszczasz.
Nie widzisz sensu a widzisz różnicę?

>W pierwszym przypadku jest to raczej sytuacja już dla księdza znana i normalna, a więc emocjonalnie obojętna. W drugim już raczej nie. W drugim może (..) dać coś odczuć. Przy pierwszej sytuacji, nic się właściwie nie dzieje, druga wiąże się z ewidentną, mniej lub bardziej skrywaną niechęcią wobec księdza, którą ten pewnie jakoś w sobie odczuje.
Raczej w duchu wyśmieje myśląc że gospodarz szwank na umyśle poczuł.

Wyobraź sobie, że jako radny przychodzisz do kogoś np z ankietą, gospodarz Cię legitymuje, mówi "tak to ty" i zamyka drzwi. Co pomyśisz?
04-01-2014 19:22 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>>> .. i od tego uzależniała swoją decyzję wpuścić/nie wpuścić. Jeśli ktoś chce legitymować wiedząc, że i tak nie wpuści, to takie zachowanie nie ma sensu.
>>Czy ma sens, to nie wiem, ale jednak jest różnica między tym, kiedy tylko odmawiasz i nie wpuszczasz, a tym, kiedy chcesz gościa wylegitymować i nie wpuszczasz.
>Nie widzisz sensu a widzisz różnicę?

Różnicę widzę, ale gra chyba niewarta świeczki, więc sens jakby słaby.

>>W pierwszym przypadku jest to raczej sytuacja już dla księdza znana i normalna, a więc emocjonalnie obojętna. W drugim już raczej nie. W drugim może (..) dać coś odczuć. Przy pierwszej sytuacji, nic się właściwie nie dzieje, druga wiąże się z ewidentną, mniej lub bardziej skrywaną niechęcią wobec księdza, którą ten pewnie jakoś w sobie odczuje.
>Raczej w duchu wyśmieje myśląc że gospodarz szwank na umyśle poczuł.

To zależy, jak całą sytuację poprowadzimy. Patrz ostatnie zdanie poniżej.

>Wyobraź sobie, że jako radny przychodzisz do kogoś np. z ankietą, gospodarz Cię legitymuje, mówi "tak to ty" i zamyka drzwi. Co pomyślisz?

Jako radny, mogę to zrozumieć, bo nie mam tego napisane na czole kim jestem i jeżeli jednak odmówiłby mi i zamknął drzwi, to nie widzę w tym niczego niestosownego. Ale ksiądz po kolędzie nie chodzi po cywilu i do tego jeszcze w obstawie ministrantów, czując się prawdopodobnie jak ważna persona przyjmowana z honorami i czołobitnością najczęściej. Legitymowanie go, to na pewno nie jest dla niego normalna sytuacja, sądzę że byłoby to jednak dość upokarzające. Zawsze można to jeszcze wzmocnić jakimś dodatkowym zachowaniem, gestem, słowem, żeby nie miał wątpliwości o co chodzi i nie musiał się domyślać, jak Ty
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>No to mamy, jak co roku o tej porze, nalot czarnych na nasze domostwa. Swego czasu nalatywali i

Przesadzasz. Ja się wręcz nie mogę dociekać, kiedy po roku znów ksiądz przyjdzie do mnie na szkolenie.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,542701
04-01-2014 17:30 
 Ocena 2 na 2
Paul Figura (1368 punktów)

>Przesadzasz. Ja się wręcz nie mogę dociekać, kiedy po roku znów ksiądz przyjdzie do mnie na szkolenie.
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,542701

Jeżeli ma dobrą pamięc to tym razem ominie pana dom, z daleka.

05-01-2014 06:23 
 Ocena 2 na 2
osobliwy nick (32 punktów)
>>Przesadzasz. Ja się wręcz nie mogę dociekać, kiedy po roku znów ksiądz przyjdzie do mnie na szkolenie.
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,542701
>Jeżeli ma dobrą pamięc to tym razem ominie pana dom, z daleka.
>
>

Niestety z przekonywaniem wierzących do logicznych argumentów jest jak z odczuwaniem strachu przed psami. Jeżeli sami nie zaczną szukać i w ich głowach nie zrodzą się wątpliwości to wszelkiego rodzaju próby tłumaczenia im, że są w błędzie spełzną się na niczym. A głównym powodem takiego stanu rzeczy jest strach, który zawsze ma przewagę nad logiką. Jeżeli boisz się psów, na ile to możliwe unikasz kontaktów z nimi, nawet wówczas gdy zauważysz, że pies twoich znajomych jest zupełnie niegroźny i nie ma logicznych powodów, aby go unikać. Nadal unikasz psów, pomimo, że akurat tego jednego nieco mniej się boisz. Komuś kto od dziecka był mamiony bajeczną wizją nieba oraz jednocześnie zastraszany wiecznymi katuszami jest bardzo trudno przedłożyć logiczne argumenty (edukacja dzieci to bardzo przebiegłe i zmyśle posunięcie kościoła). Nawet jeżeli je zrozumie, nie zaakceptuje ich, zignoruje, jak błąd w maszynopisie podczas czytania lektury. Dlatego ja po dziesiątkach czy może nawet setkach nieudanych dyskusji z niewierzącymi zupełnie zaprzestałem rozmów na ten temat. Dla sportu i gimnastyki umysłu - warto, jednak będzie to nadal tylko walka z wiatrakami. Twoja historia to potwierdza
05-01-2014 14:44 
 Ocena 3 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Przesadzasz. Ja się wręcz nie mogę dociekać, kiedy po roku znów ksiądz przyjdzie do mnie na szkolenie.
>>www.racjonalista.pl/forum.php/s,542701
>Jeżeli ma dobrą pamięc to tym razem ominie pana dom, z daleka.

Pamięć ma bardzo dobrą, bo latem zagadał do mnie mniej więcej tymi słowami: "No ładnie Pan napisał o kolędzie na Racjonaliście". Okazuje się że czasem tu zagląda.
Antyislamista (262 punktów)
(zablokowany)
Co wy za cyrk robicie komentatorzy? Sami się nakręcacie, jak nie przymierzając jakieś radio co ma ryja - tylko a rebours! U mnie ksionc zapukał, zapytał, z uśmiechem powiedziałem, że dziękuję, nie. I tyle. Gdzie tu miejsce na jakieś ateistyczne histerie?
05-01-2014 22:17 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Nie wszyscy "są u siebie". Niektórzy mieszkają z rodzicami albo innymi krewnymi, czy też współlokatorami, nie wspominając o osobach związanych z osobami wierzącymi.

Ja też odkąd mieszkam sobie sam po prostu dziękuję za kolędę, ale jak widać większość osób nie ma takiego komfortu.

Inni lubią sobie porozmawiać z osobami wierzącymi z różnych powodów i mimo to mogą chcieć przyjąć księdza skoro już przyszedł.

Ludzie są różni i mają różne podejście. Jakby nie było księża pukają z kolędą do chyba wszystkich drzwi, więc ten temat dotyczy bardziej osoby zamieszkałe na terenie jakiejś parafii, niż tylko katolików. Że parafie są wszędzie to dotyczy to raczej całego społeczeństwa.

Dlatego mi się taka wymiana doświadczenia podoba. Ludzie opisują swoje ciekawe przeżycia i przemyślenia. Żaden cyrk, zwykła dyskusja.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365