Racjonalista - Strona głównaDo treści
Prawa kobiet

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
08-10-2016 08:46romaro (25211 punktów)Prawa kobiet
Ocena 8 na 8
"Trzeba było zdawać sobie sprawę, komu się dawało to ciało i kiedy się dawało" - powiedział Kukiz. Czy ten slogan wymyślił Kukiz? Nie! Wielu mężczyzn tak właśnie myśli. Bardzo kochają swoje żony. Pochłonięci troską o chleb, muszą znaleźć czas jako ojcowie i zająć się rodziną, jako mężowie muszą być uprzejmi i mili dla swych żon. Jakkolwiek ich przygniata życie, czasami starają się być pogodni i wyrozumiali dla swoich... O tak, niełatwo być dobrym mężem! Ale przecież żony mogą im choć trochę pomóc Tam, gdzie dwoje ludzi żyje wspólnie, koniecznie jedno musi prowadzić i kierować, "rozkazywać". Rodzina, w której nie ma "rozkazu" i "posłuszeństwa", prędzej czy później zginie. "Posłuszeństwo" w małżeństwie polega na tym, że ktoś się podporządkowuje. Kto? "Mądrzejszy ustępuje". Tym mądrzejszym powinna być kobieta.
Szczęśliwe małżeństwo nie jest rzeczą łatwą. Mąż wraca do domu zmęczony i zachmurzony, żona powinna go przyjąć czule i pogodnie. Dziecko płacze, drugie hałaśliwie domaga się jakiejś rzeczy, trzecie prosi - matka musi, wręcz ma obowiązek, wszystkie objąć swoją miłością. Matka musi uspokajać tę kochaną zgraję i być dobrą wychowawczynią. Oprócz tego musi się znać na kuchni, na sprzątaniu, być oszczędna, pracować fizycznie, myć, cerować, naprawiać, być panią domu, przyjąć gości... Trudno być dobrą żoną, ale to nic w obliczu trudu. jaki spoczywa na barkach męża. Ich ojcowie go nieśli, więc i oni....
Nie wymyśliłem tego. Samo życie. Na codzień się spotykamy z taką mentalnością. Jest to wpływ nauczania kościoła, nie tylko na lekcji religii. Na naukach przedmałżeńskich usłyszymy coś takiego:

 "Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia. Uznaj, że tylko wtenczas będziesz szczęśliwa, kiedy uszczęśliwisz drugą osobę; jeśli wyrzekniesz się przyjemności, żeby sprawić przyjemność drugiej osobie - mężowi. Wtenczas będziesz szczęśliwa, gdy się pogodzisz z prawdą, że gdzie dwoje ludzi żyje razem, tam muszą być nieporozumienia, a ty powinnaś je łagodzić."

Kobity na ulicę wyszły - Niepojęte dla Kukiza i fanatyków religijnych. A już najbardziej niepojęte dla nich, że wyszły nie po to aby się szlajać (to jeszcze fanatyzm religijny by przetrawił), ale żeby upomnieć się o swoje prawa. NIEPOJĘTE - I to akurat teraz, gdy Kościół odtrąbił jakim to wielkim sukcesem były ŚDM.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

VonM (709 punktów)
No cóż, nie oszukujmy się. Trudno zaprzeczyć iż poparcie dla aborcji na żądanie z poligamią jest skorygowane bardzo silnie. W stałych związkach, zazwyczaj oboje partnerów wie, kiedy kobieta ma okres, dni płodne i tak dalej i prawdopodobieństwo niechcianej ciąży jest znikome - niekoniecznie chodzi tu o pary katolickie. A po sieci krąży zdjęcie pani z transparentem głoszącym "daję tylko lewakom" - to chyba mówi samo za siebie. Myślę, że Kukiz powiedział po prostu to co myśli większość, tylko w niezbyt parlamentarnej formie.

Absolutnie nie jestem za zakazem aborcji w sytuacjach wyjątkowych, takich jak dopuszcza obecna ustawa. Wtedy jest to wybór mniejszego zła. Jednak kiedy panie lekkich obyczajów wypowiadają się w imieniu ogółu kobiet polskich, delikatnie mówiąc trochę mnie to drażni.
08-10-2016 09:46 
 Ocena 5 na 5
ZaKotem (8733 punktów)
>W stałych związkach, zazwyczaj oboje partnerów wie, kiedy kobieta ma okres, dni płodne i tak dalej i prawdopodobieństwo niechcianej ciąży jest znikome - niekoniecznie chodzi tu o pary katolickie.

Biorąc pod uwagę poziom edukacji seksualnej w Polsce, to naprawdę jesteś nadzwyczajnie optymistyczny. Należałoby raczej napisać: w trwałych związkach ludzi MYŚLĄCYCH aborcja jedynie z powodu "wpadki" praktycznie się nie zdarza.
08-10-2016 15:23 
 Ocena-1 na 3
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Absolutnie nie jestem za zakazem aborcji w sytuacjach wyjątkowych, takich jak dopuszcza obecna ustawa. Wtedy jest to wybór mniejszego zła. Jednak kiedy panie lekkich obyczajów wypowiadają się w imieniu ogółu kobiet polskich, delikatnie mówiąc trochę mnie to drażni.

Ale może to i lepiej, że ku..y nie będą mieć dzieci. Nie przekażą złych genów dalej i nie zdemoralizują dzieci.
10-10-2016 11:00 
 Ocena 6 na 6
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Ale może to i lepiej, że ku..y nie będą mieć dzieci. Nie przekażą złych genów dalej i nie zdemoralizują dzieci.
Czy przez "ku..y" rozumiesz "kukizy"?


Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>>Ale może to i lepiej, że ku..y nie będą mieć dzieci. Nie przekażą złych genów dalej i nie zdemoralizują dzieci.
>Czy przez "ku..y" rozumiesz "kukizy"?
>
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.




Najważniejsze w życiu rzeczy nie są rzeczami.
10-10-2016 13:26 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Czy przez "ku..y" rozumiesz "kukizy"?

Nie. Oni są gorsi od dziwek. Mi chodziło tylko o odniesienie się do "pań lekkich obyczajów", o których pisał VonM. Skoro wg niego chodzi o zdegenerowane kobiety to wg jego logiki lepiej żeby nie rodziły dzieci. Szach i mat z każdej strony.
11-10-2016 10:16 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Mi chodziło tylko o odniesienie się do "pań lekkich obyczajów"
A mnie o styl tego odnoszenia.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
11-10-2016 19:29 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Zwykłe ad hominem, nie wiem dlaczego się czepiasz i skąd minusy za ten post
11-10-2016 20:34 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>skąd minusy za ten post
To na przyszłość ustaw sobie w profilu powiadomienia o głosach.


Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
11-10-2016 21:30 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Mam ustawione. Chodzi mi o przyczynę minusów. Rozumiem, że ten kto kliknął minusa jest przeciwnikiem aborcji i woli żeby te kobiety jednak rodziły dzieci na siłę, ale patrzę na to kto kliknął i się dziwię
08-10-2016 15:50 
 Ocena 10 na 10
Fiedia (1636 punktów)
>No cóż, nie oszukujmy się. Trudno zaprzeczyć iż poparcie dla aborcji na żądanie z poligamią jest skorygowane bardzo silnie.

Skoro trudno zaprzeczyć to łatwo podać dane potwierdzające tą tezę.

>W stałych związkach, zazwyczaj oboje partnerów wie, kiedy kobieta ma okres, dni płodne i tak dalej i prawdopodobieństwo niechcianej ciąży jest znikome - niekoniecznie chodzi tu o pary katolickie.

Inna nazwa kalendarzyka to watykańska (kościelna) ruletka.

>A po sieci krąży zdjęcie pani z transparentem głoszącym "daję tylko lewakom" - to chyba mówi samo za siebie.

Komuś może i to coś mówi, ale nijak nie widzę sposobu na wyciągnięcie wniosków tyczących się ogółu z tej deklaracji.

>Myślę, że Kukiz powiedział po prostu to co myśli większość, tylko w niezbyt parlamentarnej formie.

Bardzo możliwe. Nie od dziś wiadomo, że Polak lubi zakazywać i popisywać się buractwem.

>Absolutnie nie jestem za zakazem aborcji w sytuacjach wyjątkowych, takich jak dopuszcza obecna ustawa. Wtedy jest to wybór mniejszego zła.

Możesz sobie absolutnie nie być, ale nic ci do gadania w tej kwestii. Nie twoje ciało.

>Jednak kiedy panie lekkich obyczajów wypowiadają się w imieniu ogółu kobiet polskich, delikatnie mówiąc trochę mnie to drażni.

Mógłbyś sobie darować ten prymitywizm. Nie zgadza się z twoim widzimisie w kwestii aborcji więc nazwę ją kurwą? Dziecinada.


Pierwsza rewolta winna być rewoltą przeciwko tyranii teologii, przeciw widmu boga. Dopóki mamy pana w niebiosach, dopóty będziemy niewolnikami.
Michaił Bakunin.
08-10-2016 16:25 
 Ocena 2 na 2
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)

>>Jednak kiedy panie lekkich obyczajów wypowiadają się w imieniu ogółu kobiet polskich, delikatnie mówiąc trochę mnie to drażni.
>Mógłbyś sobie darować ten prymitywizm. Nie zgadza się z twoim widzimisie w kwestii aborcji więc nazwę ją kurwą? Dziecinada.
>
Pierwsza rewolta winna być rewoltą przeciwko tyranii teologii, przeciw widmu boga. Dopóki mamy pana w niebiosach, dopóty będziemy niewolnikami.

> Michaił Bakunin.

Dziękuję ci, miłośniku kurew. Djangonina- jedna z nich.

Najważniejsze w życiu rzeczy nie są rzeczami.
08-10-2016 16:28 
 Ocena 6 na 6
Grzegorz (5685 punktów)
>No cóż, nie oszukujmy się. Trudno zaprzeczyć iż poparcie dla aborcji na żądanie z poligamią jest skorygowane bardzo silnie. W stałych związkach, zazwyczaj oboje partnerów wie, kiedy kobieta ma okres, dni płodne i tak dalej i prawdopodobieństwo niechcianej ciąży jest znikome (...)

Aborcja na żądanie nie ma nic wspólnego z obecnymi protestami. Przypominam że obecnie obowiązuje tzw. "kompromis" który aborcje dopuszcza jedynie w szczególnie określonych przypadkach - takich jak gwałt, ciężkie wady rozwojowe płodu lub zagrożenie zdrowia matki. Nie ma tu wymienionej aborcji na żądanie, i kobiety wyszły na ulice nie po to aby się jej domagać, tylko aby się nie cofać w stosunku do wymienionego kompromisu.

BTW stały związek nie chroni przed żadną w wymienionych w "kompromisie" możliwości (gwałt, zagrożenie życia matki, itd.)
08-10-2016 17:56 
 Ocena 12 na 12
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>Trudno zaprzeczyć iż poparcie dla aborcji na żądanie z poligamią jest skorygowane bardzo silnie.
Powiadasz, że jedno z drugim jest "skorygowane"? Gdybym nie widział innych twoich wpisów, uznałbym to za przejęzyczenie, ponieważ je widziałem - uznaję za kolejny przejaw ignorancji, który należy skorygować, i dopowiadam zagubionemu autorowi, że miał na myśli inne "strasznie trudne" słowo - 'skorelowane'.
A na przyszłość sugeruję ci nieużywanie słów, których znaczenia nie znasz.
Oczywiście, z wielką niecierpliwością czekam na sko..., skory..., skore... poparcia dla aborcji na żądanie z poligamią. To zapewne musi być taka zależność jak na przykład między liczbą samobójstw a średnim spożyciem margaryny na obywatela w jednostce czasu.

>W stałych związkach, zazwyczaj oboje partnerów wie, kiedy kobieta ma okres, dni płodne i tak dalej i prawdopodobieństwo niechcianej ciąży jest znikome - niekoniecznie chodzi tu o pary katolickie.
A konkretnie jak znikome jest to prawdopodobieństwo? Z utęsknieniem czekam na dane.

>niekoniecznie chodzi tu o pary katolickie.
Z pewnością "niekoniecznie chodzi tu o pary katolickie", bo wszak bycie katolikiem nie wpływa na biologię człowieka (chyba że się ktoś opłatkiem zadławi).

>A po sieci krąży zdjęcie pani z transparentem głoszącym "daję tylko lewakom" - to chyba mówi samo za siebie.
Samo za siebie może to mówi, ale z pewnością nie za ogół.

>Myślę, że Kukiz powiedział po prostu to co myśli większość, tylko w niezbyt parlamentarnej formie.
A skąd wiesz, co myśli większość w tej sprawie?

>Absolutnie nie jestem za zakazem aborcji w sytuacjach wyjątkowych, takich jak dopuszcza obecna ustawa.
A ja też absolutnie nie jestem za takim zakazem, który nie zabroniłby ci korzystania na przykład z usług fryzjerskich w sytuacjach wyjątkowych (szczegóły do ustalenia).

>Jednak kiedy panie lekkich obyczajów wypowiadają się w imieniu ogółu kobiet polskich, delikatnie mówiąc trochę mnie to drażni.
Ona z pewnością nie wypowiadała się "w imieniu ogółu kobiet polskich", bo na taką wypowiedź przecież trzeba mieć zgodę episkopatu.
08-10-2016 18:49 
 Ocena 2 na 2
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>>Jednak kiedy panie lekkich obyczajów wypowiadają się w imieniu ogółu kobiet polskich, delikatnie mówiąc trochę mnie to drażni.
>Ona z pewnością nie wypowiadała się "w imieniu ogółu kobiet polskich", bo na taką wypowiedź przecież trzeba mieć zgodę episkopatu.
>
Nie powiedziałabym,że dawanie lewakom jest takie lekkie. Bywa ciężko,ech.

Nadal jedna z nich.


Najważniejsze w życiu rzeczy nie są rzeczami.
ZaKotem (8733 punktów)

>Nie wymyśliłem tego. Samo życie. Na codzień się spotykamy z taką mentalnością. Jest to wpływ
>nauczania kościoła, nie tylko na lekcji religii. Na naukach przedmałżeńskich usłyszymy coś takiego:
> "Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia. Uznaj, że tylko
>wtenczas będziesz szczęśliwa, kiedy uszczęśliwisz drugą osobę; jeśli wyrzekniesz się przyjemności,
>żeby sprawić przyjemność drugiej osobie - mężowi. Wtenczas będziesz szczęśliwa, gdy się pogodzisz z
>prawdą, że gdzie dwoje ludzi żyje razem, tam muszą być nieporozumienia, a ty powinnaś je łagodzić."

Na naukach przedmałżeńskich różniste kurioza możemy usłyszeć, jednakże takie bzdury już coraz rzadziej. Byłem na takich naukach więc wiem, co mówię. Patriarchalizm nie jest wynikiem nauczania KK, gdyby tak było, trudno byłoby wyjaśnić to zjawisko np. w Japonii czy Korei. Jest to objaw pewnego etapu rozwoju społecznego, Kościół zaś, jako instytucja wybitnie konserwatywna, zawsze jest ze sto lat do tyłu. Co oznacza, że w kościelnym feminizmie mamy rok 1916 i właśnie się na serio zaczyna. Dawniej w Polsce patriarchalizm zawsze był dużo SŁABSZY niż w krajach zachodu, a tym bardziej północy. Dlatego też i siła reakcji feministycznej była mniejsza. W krajach protestanckich władza mężczyzny nad kobietą stała się absolutna. Dziś jest zupełnie inaczej.

> Kobity na ulicę wyszły - Niepojęte dla Kukiza i fanatyków religijnych. A już najbardziej niepojęte
>dla nich, że wyszły nie po to aby się szlajać (to jeszcze fanatyzm religijny by przetrawił), ale
>żeby upomnieć się o swoje prawa. NIEPOJĘTE - I to akurat teraz, gdy Kościół odtrąbił jakim to
>wielkim sukcesem były ŚDM.

Wśród kukizowców jest sporo ludzi niereligijnych, którzy swój obyczajowy hiperkonserwatyzm uzasadniają inaczej niż wiarą. Zazwyczaj zresztą ludowy konserwatyzm nie wymaga wcale żadnego uzasadnienia: za mego łojca było tak, i za łojca mego łojca było tak, i tak ma dalej być.
08-10-2016 10:25 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)
>za mego łojca było tak, i za łojca mego łojca było tak, i tak ma dalej być.
Oczywiście, że masz rację.
A Kościół? On konserwuje takie myślenie. Należy to do "tradycji chrześcijańskiej" i choć w rzeczywistości patiarchalizm istniał już "przed Chrystusem", to nie zmienia faktu, że na tej podbudowie kościół stworzył swoje dogmaty. Najlepszym tego przykładem są encykliki JPII, no i najgłośniejsza jego teza "miejsce kobiety jest przy mężu". A na kogo, jak nie na niego, powołuje się wiele Polek/Polaków i to nie tylko głęboko wierzących.
szarley (54911 punktów)
>Na naukach przedmałżeńskich usłyszymy coś takiego:
> "Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia.

Gdzie to słyszałeś??
romaro (25211 punktów)
>Gdzie to słyszałeś??
A skąd to zdziwienie? Kawaler?
Jeżeli nie słyszałeś, to wejdź na stronę Opoki. Ale tak naprawdę małe znaczenie ma to czego księża "uczą" na naukach przedmałżeńskich. Dałem ten przykład jako dowód, że kk utrwala taką mentalność o której pisałem już wyżej.
08-10-2016 11:42 
 Ocena 5 na 5
Abdullah (1241 punktów)
>>Gdzie to słyszałeś??
>A skąd to zdziwienie? Kawaler?
>Jeżeli nie słyszałeś, to wejdź na stronę Opoki. Ale tak naprawdę małe znaczenie ma to czego księża "uczą" na naukach przedmałżeńskich. Dałem ten przykład jako dowód, że kk utrwala taką mentalność o której pisałem już wyżej.
Od razu kawaler. Może po prostu czarnemu katabasowi nie dał szmalu za ślub. Ja nie dałem - na żadne nauki nie chodziłem
szarley (54911 punktów)

Cytat:
Na naukach przedmałżeńskich usłyszymy coś takiego:

Cytat:
Ale tak naprawdę małe znaczenie ma to czego księża "uczą" na naukach przedmałżeńskich. D


No to się zastanów

>>Gdzie to słyszałeś??
>A skąd to zdziwienie? Kawaler?
Nie. Kursa przedmałżeńskie robiłem bardzo daaaaawno temu. Owszem spotkałem się z opowiadaniem głupstw, zwłaszcza na temat seksu i antykoncepcji, ale to co piszesz nijak nie przystaje ani do wiejskiego śląskiego kościoła, ani do krakowskich dominikanów.

Powtórzę pytanie gdzie to słyszałeś?

>Jeżeli nie słyszałeś, to wejdź na stronę Opoki.
Zalinkujesz?

>Dałem ten przykład jako dowód, że kk utrwala taką mentalność o której pisałem już wyżej.
Duchowieństwo opowiada sporo bzdur, w tym także niezgodnych nie tylko z oficjalnym nauczaniem kościoła, ale też (jeszcze częściej) niezgodnych z nauczaniem Jezusa, nie trzeba wymyślać kojenych. A jeśli wymyślisz, bądź łaska uzasadnić, inaczej dojdziesz do etapu do jakiego doszedł autor filmów przywołanych w zagajeniu tego wątku:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,642213
który twierdził, że Tiso był nazistowskim prezydentem Czechosłowacji w latach 1933 - 45
08-10-2016 15:25 
 Ocena 3 na 3
romaro (25211 punktów)
>Zalinkujesz?
A po cholerę? Ręce Ci do tyłka przyrosły? Szukaj sobie, a znajdziesz nie tylko takie kwiatki
>Duchowieństwo opowiada sporo bzdur, w tym także niezgodnych nie tylko z oficjalnym nauczaniem kościoła, ale też (jeszcze częściej) niezgodnych z nauczaniem Jezusa, nie trzeba wymyślać kolejnych.
A co tu wymyślać skoro już jeden duchowny wymyślił wymyślił. Czy przeciętnego katolika interesuje co jest, a co nie oficjalne? Więc specjalnie dla Ciebie - oficjalne stanowiska nauczania kościoła w tej materii:

"Emancypacja społeczna polega na tym, że kobieta powinna się zająć sprawami społecznymi, co naturalnie pociąga za sobą zaniedbanie męża i dzieci. Naturalnie, chrześcijaństwo potępia takie stanowisko..."

Przemyśl to, a gdyby Ci się miało na strofowwanie mnie, polecam zajrzeć do papieskich encyklik. Zaoszczędzisz sobie czasu na czekanie na ponowną moją odpowiedź.
Pozdrawiam
08-10-2016 15:27 
 Ocena 3 na 3
szarley (54911 punktów)
>>Zalinkujesz?
>A po cholerę? Ręce Ci do tyłka przyrosły? Szukaj sobie, a znajdziesz nie tylko takie kwiatki

Twierdzisz? - udowodnij.

Twierdzisz że coś słyszałeś na przedmałżeńskich kursach? Pytałem w której parafie, okazuje się że w... opoce... a i tego zalinkować nie poradzisz

Zastanów się co piszesz zanim dojdziesz do zarzutu ludożerstwa dla jezuitów
08-10-2016 17:53 
 Ocena 2 na 2
Pan Leming (674 punktów)
08-10-2016 18:16 
 Ocena 4 na 4
farmer (22440 punktów)
Nie byłem nigdy na takim kursie mam "tylko" ślub cywilny więc z autopsji nie potwierdzę, nie mniej toi owo się słyszało od ludzi.
Czy to wystarczy? Nie wiem czy w tej materii istnieje jakaś wspólna linia ale na katechezach też odchodzą różne akcje o których nie przeczytasz w oficjalnym programie nauczania.

"Żona musi zawsze stać za mężem i wystrzegać się fochów" to tak pierwszy lepszy z brzegu tekst z netu.
08-10-2016 18:33 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>Nie byłem nigdy na takim kursie mam "tylko" ślub cywilny więc z autopsji nie potwierdzę, nie mniej toi owo się słyszało od ludzi.

To i owo przeczytasz nawet na fR:
www.racjonalista.pl/forum.php/z,6/t,64226

Nie brakuje głupot wygadywanych na przedmałżeńskich "kursach" sam o nich też pisałem (!)http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,724884#w724903.

Jeśli ktoś jednak pisze, że na takim kursie usłyszał:
Cytat:
Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia.

to ja grzecznie pytam w jakiej to parafii. Jeśli tego w żadnej parafii nie usłyszał, to dołącza do krystkona a jego konfabulacjami i zmianami tematu. Okazuje się, że nie kursach tylko w opoce, nie na Placu Czerwonym, a przed dworcem, i nie samochody a rowery....
08-10-2016 18:46 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

>Jeśli ktoś jednak pisze, że na takim kursie usłyszał:

?
.....Na naukach przedmałżeńskich usłyszymy coś takiego:.....

Nie no nie BAWmy się w Chętną... bo ja tu widzę co innego bez przekręcania.
yyy szkoda bić piany szarley. Kontekst jest raczej czytelny i na h.j drążyć temat
08-10-2016 18:56 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>Jeśli ktoś jednak pisze, że na takim kursie usłyszał:
>?
> .....Na naukach przedmałżeńskich usłyszymy coś takiego:.....

Na kursach przedmałżeńskich usłyszysz tak zabawne głupstwa, że nawet cytować się ich nie chce. Ja byłem świadkiem, jak katechetka wyprosiła mężczyzn z salki, że powiedzieć kobietom gdzie mierzyć temperaturę. Te kursa mają tak niską wartość, że są stratą czasu. Niemniej:
1 krystkonopodobnych konfabulacji mam po dziurki w nosie.
2 hasło: "Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia" nijak nawet do tych głupich kursów nie pasuje

Antyklerykalizm nie polega na wymyślaniu, że franciszkańscy misjonarze zjadali Murzynów.
08-10-2016 19:08 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)

>2 hasło: "Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia" nijak nawet do tych głupich kursów nie pasuje

....Ofiarność - wymiar ściśle duchowy, którego podstawą jest analogia św. Pawła porównująca małżeństwo do przymierza Chrystusa z Kościołem; zakłada trud i cierpienie związane z uświęcaniem współmałżonka, wskazuje na zbawczy sens cierpienia w doświadczeniu miłośc....
pl.wikiped(*)ment_małżeństwa

HGW o co w tym chodzi....ale pole do interpretacji...panie że hej
szarley (54911 punktów)
>....Ofiarność - wymiar ściśle duchowy,
Ofiarność to nie cierpienie. To dwa różne słowa.
Popatrz na swoje małżeństwo i jeśli nie znajdujesz w nim ofiarności dla żony i ofiarności żony, to... źle widzisz. Wiele sobie wzajem poświęciliście i to mówię w ciemno, nie znając Was.
Małżeństwo ma w sobie wiele ofiarności, ale nie jest cierpieniem.
A jeśli ktoś tak twierdzi, to chcę wiedzieć kto. Niestety ostatnie o to pytanie zostało ocenzurowane
08-10-2016 19:31 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>....Ofiarność - wymiar ściśle duchowy,
>Ofiarność to nie cierpienie. To dwa różne słowa.
>Popatrz na swoje małżeństwo i jeśli nie znajdujesz w nim ofiarności dla żony i ofiarności żony, to... źle widzisz. Wiele sobie wzajem poświęciliście i to mówię w ciemno, nie znając Was.
>Małżeństwo ma w sobie wiele ofiarności, ale nie jest cierpieniem.
>A jeśli ktoś tak twierdzi, to chcę wiedzieć kto. Niestety ostatnie o to pytanie zostało ocenzurowane

.....Małżeństwo również niesie ze sobą wymiar cierpienia, od którego nie należy beztrosko lub tchórzliwie uciekać...
liturgia.niedziela.pl/?data=2015-10-04

Masz tu kazanie official.

Dobra ja pass.
szarley (54911 punktów)
>liturgia.niedziela.pl/?data=2015-10-04
>Masz tu kazanie official.

A gdzie tu o tym, że małżeństwo jest cierpieniem wg Chrostowskiego?
08-10-2016 20:07 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>liturgia.niedziela.pl/?data=2015-10-04
>>Masz tu kazanie official.
>A gdzie tu o tym, że małżeństwo jest cierpieniem wg Chrostowskiego?

A wymiar cierpienia to na ile ustalił? 25% 33% czy 8%? I jak to ustalił?
Kurka wodna szarley, romaro coś zapodał Ty żądasz nazwisk a clou jest wszystkim znane.
szarley (54911 punktów)
>Kurka wodna szarley, romaro coś zapodał Ty żądasz nazwisk a clou jest wszystkim znane.

Nie żądam nazwisk, ale mam dość krystkonieńskch konfabulacyj. Skoro ktoś pisze
Cytat:

Nie wymyśliłem tego. Samo życie. Na codzień się spotykamy z taką mentalnością. Jest to wpływ nauczania kościoła, nie tylko na lekcji religii. Na naukach przedmałżeńskich usłyszymy coś takiego:

"Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia. Uznaj, że tylko wtenczas będziesz szczęśliwa, kiedy uszczęśliwisz drugą osobę; jeśli wyrzekniesz się przyjemności, żeby sprawić przyjemność drugiej osobie - mężowi. Wtenczas będziesz szczęśliwa, gdy się pogodzisz z prawdą, że gdzie dwoje ludzi żyje razem, tam muszą być nieporozumienia, a ty powinnaś je łagodzić."


a potem pisze Cytat:

Jeżeli nie słyszałeś, to wejdź na stronę Opoki

Z czego jednoznacznie wynika, że słowa te zostały już powiedziane/napisane
a potem

Cytat:

Czy ja użyłem słowa "usłyszałem". Użyłem słowa "usłyszymy".liczba mnoga. Czas przyszły.


z czego równie jednoznacznie wynika, że słowa te NIE zostały, ale dopiero zostaną wg proroka wypowiedziane

To postrzegam w tym fałsz.
Ty nie?
08-10-2016 20:36 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

>To postrzegam w tym fałsz.
>Ty nie?

Postrzegam że nie popełnił tego tekstu jakiś ateistyczny ruch oporu tylko powstał "gdzieś" i został opublikowany na łamach OPOKI i przeklejony tu. I jak sądzę nie jest oderwany od rzeczywistości.

Nie przesiaduje w salkach katechetycznych przez ostatnie 20 lat jestem turystą w kościele głównie na pogrzebach i ślubach.

Spotkałam się nawet z opinią, że jak w domu rządzi kobieta, to jakby rządził szatan


To nie powstaje w moim umyśle ale w umyśle kobiet wierzących i to z jakiegoś powodu.
Pewnie nie wszystkich. Ale jednak.
szarley (54911 punktów)
>>To postrzegam w tym fałsz.
>>Ty nie?
>Postrzegam że nie popełnił tego tekstu jakiś ateistyczny ruch oporu tylko powstał "gdzieś" i został opublikowany na łamach OPOKI i przeklejony tu.

Właśnie nie.
Cytat:
Czy ja użyłem słowa "usłyszałem". Użyłem słowa "usłyszymy".liczba mnoga. Czas przyszły.


Najpierw autor odsyła do opoki, a potem pisze, że jestem tępy bo to ma być przyszłość?
08-10-2016 21:55 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)
Jako że założyłem ten temat, proszę Cię grzecznie przestań przynudzać. Nie to, że nie znoszę krytyki. Nie znoszę nudziarzy. Mógłbym skorzystać z prawa i większość twoich tutaj wypowiedzi usunąć, ale nie zrobię tego przez szacunek dla innych.

PS
Mam nadzieję, że twoja ocena nie jest spowodowana chwilową utratą zimnej krwi? Wybacz jeżeli się do tego przyczyniłem. Myślę, że to nie wpłynie negatywnie na naszą wirtualną znajomość. I ręczę, że jeżeli spotkam się z mądrą wypowiedzią, możesz liczyć na plusa z mojej strony.
Pozdrawiam
09-10-2016 09:24 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>Jako że założyłem ten temat, proszę Cię grzecznie przestań przynudzać. Nie to, że nie znoszę krytyki. Nie znoszę nudziarzy. Mógłbym skorzystać z prawa i większość twoich tutaj wypowiedzi usunąć, ale nie zrobię tego przez szacunek dla innych.
>PS
>Mam nadzieję, że twoja ocena nie jest spowodowana chwilową utratą zimnej krwi?

Moja ocena jest spowodowana Twoim wpisem.

Nie to, że nie znosisz krytyki, ale krytykę nazywasz nudziarstwem, co tak naprawdę pozbawia mnie prawa do krytyki na poziomie merytorycznym i skazuje na krytykę na poziomie symboli czyli minusów. Sprawdź, zapewne plusów masz ode mnie moc więcej.
09-10-2016 10:10 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)
>Moja ocena jest spowodowana Twoim wpisem.
>Nie to, że nie znosisz krytyki, ale krytykę nazywasz nudziarstwem, co tak naprawdę pozbawia mnie prawa do krytyki na poziomie merytorycznym i skazuje na krytykę na poziomie symboli czyli minusów. Sprawdź, zapewne plusów masz ode mnie moc więcej.
Oczywiście cieszę się, że w niektórych sferach mamy wspólne zdanie i doceniam to. Masz rację - masz prawo ocenić moją grę słów. Źle rozegrałem? Być może, ale żeby tak to na drobne rozmieniać?
Kończę i szczerze pozdrawiam.
08-10-2016 19:49 
 0 na 2
Jan Bednarski (1879 punktów)
>Małżeństwo ma w sobie wiele ofiarności, ale nie jest cierpieniem.
>A jeśli ktoś tak twierdzi, to chcę wiedzieć kto. Niestety ostatnie o to pytanie zostało ocenzurowane

Ja dorzucę coś od ateistów:


Aby nie być gołosłownym, oto fragment eseju Schopehauer'a na temat metafizyki miłości płciowej:

"Małżeństwo z miłości zawarte zostaje w interesie gatunku, a nie jednostek. Wprawdzie uczestnikom wydaje się, że działają dla własnego szczęścia, ale prawdziwy cel jest im samym nie znany, polega on bowiem na stworzeniu osobnika, który tylko dzięki nim może powstać. Połączeni tym celem, muszą odtąd starać się radzić sobie możliwie jak najlepiej. Bardzo często jednak para połączona owym instynktownym złudzeniem, które jest istotą namiętnej miłości, będzie miała poza tym cechy bardzo odmienne. Wychodzi to na jaw, kiedy złudzenie znika, a to nastąpić musi. Zgodnie z tym małżeństwa zawarte z miłości z reguły są nieszczęśliwe: albowiem dzięki nim ma miejsce troska o przyszłe pokolenia kosztem obecnego. Quien se casa por amores, ha de vivir con dolores (Kto się żeni z miłości, spędzi życie w cierpieniach) powiada hiszpańskie przysłowie. - Na odwrót jest z małżeństwami konwencjonalnymi, zawartymi przeważnie na mocy wyboru rodziców. Względy jakie tu decydują, są przynajmniej realne, nie mogą więc zniknąć same przez się..."

.
romaro (25211 punktów)
Z pierwszą częścią się zgodzę. Natomiast z tym nie:
>Zgodnie z tym małżeństwa zawarte z miłości z reguły są nieszczęśliwe: albowiem dzięki nim ma miejsce troska o przyszłe pokolenia kosztem obecnego.
Pamiętajmy, że pisał to w okresie, gdy młodzi rzadko mogli decydować o swojej przyszłości. Rodzice dokonywali wyboru przyszłych żon swoim synom. Liczył się posąg, a u bardziej bogatych rodowód.
08-10-2016 20:39 
 0 na 2
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Pamiętajmy, że pisał to w okresie, gdy młodzi rzadko mogli decydować o swojej przyszłości. Rodzice dokonywali wyboru przyszłych żon swoim synom. Liczył się posąg, a u bardziej bogatych rodowód.

Wiem, ale czytanie przedlewackich myślicieli bardzo otwiera oczy. To pokazuje jak wiele potrzeb u współczesnego człowieka jest sztucznie kreowanych przez popkulturę (telewizja, internet, gazety, reklamy itp). Ludzie po prostu bezmyślnie powielają obserwowane zachowania. Dawniej w ogóle nie znano pojęcia miłości, a jakoś nikomu tego nie brakowało. To dość nowy wytwór kultury, znacznie młodszy niż religia czy nauka. W starożytności najbliższy znaczeniowo wyraz to było "przyjaźń", a od średniowiecza aż do czasów Schopenhauera pojęcie to ma charakter zdecydowanie pejoratywny. Zresztą to zjawisko nie dotyczy jedynie etapu historycznego, gdyż obserwowane jest tylko w niektórych społecznościach (w zdecydowanej większości mem miłości nie występuje).

.
09-10-2016 08:21 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Dawniej w ogóle nie znano pojęcia miłości, a jakoś nikomu tego nie brakowało. To dość nowy wytwór kultury, znacznie młodszy niż religia czy nauka. W starożytności najbliższy znaczeniowo wyraz to było "przyjaźń", a od średniowiecza aż do czasów Schopenhauera pojęcie to ma charakter zdecydowanie pejoratywny.

Nonsens. Nie słyszałeś o Orfeuszu i Eurydyce? O jednym z najpiękniejszych mitów greckich? O miłości silniejszej niż śmierć?
09-10-2016 14:56 
 Ocena 1 na 3
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Nonsens. Nie słyszałeś o Orfeuszu i Eurydyce? O jednym z najpiękniejszych mitów greckich? O miłości silniejszej niż śmierć?

Zawartość starożytnych mitów jest w dużym stopniu projekcją memów obecnych w głowach współczesnych historyków, archeologów, egiptologów, badaczy Pisma Świętego itp. Wiele starożytnych opisów wydaje się wzorcem zacofania, lecz nie wydaje się przekonujące, że starożytne ludy zajmowały się czymś tak bezużytecznym (wudu, alchemia, medycyna Chińska). Po prostu złudzenie bezsensowności dawnych praktyk jest jedynie odbiciem ignorancji zachodnich antropologów, którzy przy swej nikłej wiedzy (np. medycznej, fizycznej, astronomicznej) nie są w stanie prawidłowo skojarzyć elementów wiedzy obecnych w rożnych kulturach. Podobnie nie wierzę, że można obiektywnie przetłumaczyć jakiś starożytny mit - zawsze musimy spojrzeć z perspektywy naszej kultury m.in. silne ograniczenie stanowi tu zasób języka. Nadal twierdzę, że w starożytności nie było pojęcia, które dobrze oddaje tę cząstkę kultury, którą zwiemy dziś miłością - przecież to nawet przy tłumaczeniu współczesnych tekstów jest duży problem z wykonaniem tego w sposób prawidłowy. My ludzie dzielimy swój subiektywny świat i wiemy, że robimy to niedoskonale, w sposób całkowicie zależny od kultury, rasy, płci czy doświadczeń.

O starożytnej koncepcji miłości można się dużo dowiedzieć z dialogów Platona. Nie wiem, być może dużo umknęło przez przekład, ale nie znalazłem tam nic o miłości w małżeństwie. Mit o którym wspominasz również tego nie dotyczy. Małżeństwo bowiem od zarania dziejów służyło wyłącznie prokreacji, czyli funkcjom naturalnym. Konserwatyści często w ogólnie nie rozumieją o czym mówicie, gdyż błędnie używacie tego słowa !

Współczesna miłość jest prawdziwa w sensie subiektywnym, czyli w takim w jakim stanowi skuteczne narzędzie samozadowolenia i samooszukiwania. (to co użyteczne jest prawdziwe, patrz: teorie fizyczne, wierzenia religijne). Z biologicznego puntu widzenia dobór naturalny powinien promować takie pojmowanie prawdy, która byłaby zgodna z naszymi celami. Teraz dzieje się to także na poziomie kulturowym. Na naszych oczach sądy etyczne w magiczny sposób zmieniają się w fakty naukowej (patrz: definicja choroby, "śmierć" mózgowa).


"Granice mojego języka są granicami mojego świata" (Wittgenstein <- nieżonaty)
09-10-2016 15:22 
 Ocena 7 na 7
romaro (25211 punktów)
Myślę że nie każdemu było/jest dane kochać. Schopehauer twierdził, że nie czerpiemy swej wiedzy z bezpośredniego doświadczenia. Był on odludkiem i z tego wnioskuję że nie dane było mu zaznać miłości z odwzajemnieniem. Powoływać się na niego... to tak jakby dzisiaj Kaczyński miałby być dla ogółu autorytetem w sprawach sercowych.
09-10-2016 23:39 
 Ocena-1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Myślę że nie każdemu było/jest dane kochać.

A to, że ktoś jest zakochany to nie miłość, więc przypuszczam, że nikomu nie było dane. Nie ma czegoś takiego jak "tak naprawdę kochać", bo to już wkracza w rejony prawdy ontologicznej, a znamy tylko swoje interpretacje. Możemy za to badać tylko zjawisko, neuroprzekaźniki, aktywność różnych części mózgu, treść umysłu, wzajemne relacje. Logicznie to jednak nie ma sensu dla nas, bo z pkt widzenia przetrwania gatunku to ma głęboki sens ewolucyjny. Małpki buszują sobie po gałęziach, a gołąbki srają na chodnik. Ludzie z kolei często wierzą w Boga, albo w miłość.
10-10-2016 06:53 
 Ocena 3 na 3
Pan Leming (674 punktów)
>A to, że ktoś jest zakochany to nie miłość, więc przypuszczam, że nikomu nie było dane.
Nie ma pewnego dysonansu między tym twierdzeniem, a tym (o ile dobrze pamiętam) że akurat Ty nie masz szans na miłość na skutek pewnych preferencji? No bo skoro nikt nie ma szans na taką wyidealizowaną miłość to dlaczego wymagać sprostania jej wymaganiom od siebie?

www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
10-10-2016 13:51 
 0 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie. Po prostu z powodu mojej sytuacji odpadły mi racjonalizacje tworzone wokół potrzeby "miłości" i zorientowałem się, że i tak to bez sensu. W parze z tym idzie permanentne zdziwienie, że kiedyś mogłem być tak głupi i myśleć inaczej. Nie zmienia to faktu, że w emocjach takie pragnienie zostaje i że nic już nie może dać mi szczęścia. Być może to właśnie efekt prania mózgu jakie funduje społeczeństwo. Samotność i czas na przemyślenie zmienia punkt widzenia, jednak dopóki miałem irracjonalną nadzieję na miłość, utrzymywała mi się iluzja, że to faktycznie wyższa wartość i coś realnego.
10-10-2016 14:56 
 Ocena 5 na 5
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>Nie. Po prostu z powodu mojej sytuacji odpadły mi racjonalizacje tworzone wokół potrzeby "miłości" i zorientowałem się, że i tak to bez sensu. W parze z tym idzie permanentne zdziwienie, że kiedyś mogłem być tak głupi i myśleć inaczej. Nie zmienia to faktu, że w emocjach takie pragnienie zostaje i że nic już nie może dać mi szczęścia. Być może to właśnie efekt prania mózgu jakie funduje społeczeństwo. Samotność i czas na przemyślenie zmienia punkt widzenia, jednak dopóki miałem irracjonalną nadzieję na miłość, utrzymywała mi się iluzja, że to faktycznie wyższa wartość i coś realnego.

'Lis i winogrona'.

Najważniejsze w życiu rzeczy nie są rzeczami.
10-10-2016 17:26 
 0 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>'Lis i winogrona'.

Zdecydowanie nie. Model "kwaśnych winogron" istnieje, ale to nie znaczy, że odzwierciedla każdą sytuację, do której teoretycznie można go dopasować.

Tutaj sytuacja jest banalna. Twoja próba zastosowania akurat tego modelu to racjonalizacja Twojego przekonania na temat miłości. Jest ono głęboko zakorzenione w emocjach i działa na dokładnie tej samej zasadzie co wiara w Boga. Nie powiesz chyba "lis i winogrona" gdy ktoś rezygnuje z wiary w Boga? Z miłością jest dokładnie to samo. Człowiek może w to wierzyć i potem z różnych przyczyn może się przebudzić.

Pragnienie "miłości" to nałóg, a "miłość" to narkotyk. Ma on zastąpić bezsensowność życia, a jego bazą są mechanizmy doboru naturalnego i przekonania przejęte od społeczeństwa. Trzeba przyznać, że od dzieciństwa karmi się nas romantycznymi bajeczkami i większość z tego nie wyrasta.

Napisałaś tak, a nie inaczej i podejrzewam, że nic Cię nie przekona, tak jak katolika nic nie przekona do ateizmu. Zazwyczaj, bo czasem różne czynniki prowadzą do przebudzenia.

Ponadto uważam, że każdy ateista, który uważa się za racjonalistę, a wierzy w takie głupoty jak "miłość", albo "wolna wola", tak naprawdę przeczy sobie, jest hipokrytą i żyje w zakłamaniu, bowiem atakuje (słusznie) religię, samemu mając aktywne analogiczne mechanizmy. To jak komórki rakowe udające zdrowe. Ten kto wierzy w Boga lub miłość myśli, że to właściwe. Emocje stoją na straży tego przekonania i atakują logikę, nie pozwalają na refleksję na dany temat i przyczyniają się do tworzenia racjonalizacji.

Dobór naturalny i procesy, które wchodzą w jego obręb to przedmiot badania nauki. Obala to romantyczne mity o miłości, dwóch połówkach jabłka i tego typu głupoty.

To na kimś kto twierdzi, że miłość (Bóg, krasnoludki lub czajniczek Russela) istnieje, spoczywa onus probandi. Nikt jednak tego nie udowodni, a jako argument może podać odwołanie do doświadczeń, co nie może być argumentem, bo dokładnie taki sam w przypadku katolików i różnych mistyków odrzucamy. No chyba, że ktoś przyjmuje każde takie wierzenie, ale to wtedy wpada znów w sprzeczność między tymi wierzeniami i nie wie jak je selekcjonować, całkowicie rozmywa mu się pojęcie prawdy.

Wiara w "miłość" jest więc taką samą schizofrenią światopoglądową jak wiara w Boga. Problem ze schizolami polega jednak na tym, że racjonalizują swoje silne emocje i nie negują swoich urojeń. Nie da rady nic wytłumaczyć. W tym przypadku dodatkowo chodzi o powszechne społeczne przekonania, a wiadomo, że jak ktoś mówi inaczej niż reszta to jest uważany za wariata (szczególnie gdy treść wypowiedzi nie pasuje większości, która woli żyć w kłamstwie).

P.S.

Po takim wpisie standardową odpowiedzią mogłoby być "miłość musi istnieć, bo bez tego byłoby bez sensu", albo "skoro miłość nie istnieje to dwie osoby, które w nią wierzą mogą ją stworzyć". Taaa, stworzyć... To też typowe przejawy racjonalizacji.

Podobnie jest przecież z Bogiem. Wielu wierzących, których zapędzałem w kozi róg, twierdziło w końcu "mam prawo wierzyć, bo gdyby nie Bóg to wszystko byłoby bez sensu". Żałosne mechanizmy mające okłamać ludzi i oddalić ich od prawdy, którą postrzegają jako bolesną pustkę gdy jej nie znają.
09-10-2016 23:30 
 Ocena 1 na 1
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
> Teraz dzieje się to także na poziomie kulturowym. Na naszych oczach sądy etyczne w magiczny sposób zmieniają się w fakty naukowej (patrz: definicja choroby, "śmierć" mózgowa).

Przyłączam się do przekonania, ze prawda i fałsz są pochodną emocji i że prawdziwe staje się wszystko co przydaje się a fałszywe co nie przydaje się.
09-10-2016 23:41 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Przyłączam się do przekonania, ze prawda i fałsz są pochodną emocji i że prawdziwe staje się wszystko co przydaje się a fałszywe co nie przydaje się.

Bzdura, tak myśli degenerat. Prawda nie musi być wcale użyteczna. Może nawet zabijać.
10-10-2016 00:49 
 Ocena 1 na 1
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Bzdura, tak myśli degenerat. Prawda nie musi być wcale użyteczna. Może nawet zabijać.

Dużo słów nacechowanych emocjonalnie jak na człowieka wyzutego z emocji.

Być może niewłaściwie rozumiesz znaczenie "użyteczności". Użyteczny nie oznacza korzystny, opłacalny, dający zysk ale raczej dający rozwiązanie, przynoszący wynik, prowadzący do przełomu, przekształcający, zmieniający.

Prawda to to co ma wpływ, kiedy fałsz to to co wpływu nie ma.
Prawda i fałsz to poróżnienie istotnego znaczenia z brakiem znaczenia.

Wynik prawdy nie musi być wcale korzystny, może być zupełnie niekorzystny ale zawsze jest ISTOTNY, zatem UŻYTECZNY.

Istotny, użyteczny, znaczący, ważny - inaczej prawdziwy - jest pochodną twoich emocji, bo to emocje nadają wszystkiemu znaczenie/istotę.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Dużo słów nacechowanych emocjonalnie jak na człowieka wyzutego z emocji.

To nie są słowa nacechowane emocjonalnie. Zasygnalizowałeś teraz, że tak je odebrałeś. Były to słowa cechowane negatywnie. Ja to bardziej rozumiem niż czuję. Pewnie uderzyłem Ci teraz w mechanizm kłamstwa. Próbujesz uciec od tego, że prawda jest negatywna i wcale nie uwzględnia Twoich planów. Chcesz być kimś i boisz się być zmiażdżonym przez świat. Wiesz, że do tego to zmierza. Próbujesz się okłamać, że będzie dobrze. Wielu ludzi w fatalnych sytuacjach nadal utrzymuje przekonanie, że jest dobrze. To zakłamanie jest jednocześnie żałosne i smutne, ale jednocześnie bardzo powszechne i spełniające swoją rolę - dla większości jest niedostrzegalne.

>Być może niewłaściwie rozumiesz znaczenie "użyteczności". Użyteczny nie oznacza korzystny, opłacalny, dający zysk ale raczej dający rozwiązanie, przynoszący wynik, prowadzący do przełomu, przekształcający, zmieniający.
>Prawda to to co ma wpływ, kiedy fałsz to to co wpływu nie ma.
>Prawda i fałsz to poróżnienie istotnego znaczenia z brakiem znaczenia.
>Wynik prawdy nie musi być wcale korzystny, może być zupełnie niekorzystny ale zawsze jest ISTOTNY, zatem UŻYTECZNY.

Chyba rozumiem o co Ci chodzi. Piszesz teraz o działających rozwiązaniach i nazywasz je prawdą. Faktycznie jest to część prawdy. Skuteczność. Ja jednak kładę nacisk na bardziej elementarne sprawy, bo większość ludzi na tym poziomie kieruje się emocjonalnymi racjonalizacjami. Dlatego tak ważne jest ustalenie stanu obecnego. Chłodne spojrzenie, które ma na celu znajdowanie parametrów świata, w którym żyjemy. Patrzę na karty, które są rozdane, a nie na to jakie rozdania byłyby optymalne gdyby świat był fajny. Dopiero z tej sytuacji szukamy wyjścia. Nie da się wybrać idealnie, choć mózg jest w stanie wyobrażać sobie różne utopie. Jakiś optymalny wybór istnieje, ale nie wiadomo który to. Są również sytuacje, w których nie ma wyboru. Człowiek jest skazany na to co dostał od losu. Ma wpływ na różne rzeczy, ale nie na te najważniejsze, od których zależy to czy życie może być udane.

>Istotny, użyteczny, znaczący, ważny - inaczej prawdziwy - jest pochodną twoich emocji, bo to emocje nadają wszystkiemu znaczenie/istotę.

Nie nadają, ale są istotne.
10-10-2016 08:27 
 Ocena 2 na 2
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)

>Nie nadają, ale są istotne.

Nadają, nadają. Bez emocji nic nie miałoby sensu a zatem wszystko byloby bez żadnego znaczenia.

Zauważ, ze nawet w matematyce posługujemy się pojęciami dobrze/źle.
Czyż można znaleźć lepszy przykład obrazujący, iż prawda i fałsz pochodzą od uczuć a te jak wiemy każdy ma inne.

A niby dlaczego ludzie w tak wielu sprawach nie mogą zgodzić się ze sobą co jest prawdą a co fałszem?
Bo prawda i fałsz są wyrazami wewnętrznych znaczeń człowieka a te znaczenia nadają emocje. Co dla jednego słodkie, dla drugiego gorzkie, co dla jednego cieple to dla drugiego zimne, co dla jednego dobre to dla drugiego złe.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Nie nadają, ale są istotne.
>Nadają, nadają.

Nie nadają. Sam widzisz, że jest coś ponad emocjami. Gdyby było inaczej to wszyscy by ćpali, kłamali jeszcze bardziej, ulegali słabościom jeszcze bardziej, zdradzali jeszcze więcej. Uważam, że rozsądne planowanie i optymalizacja działań (moralność) jest ponad emocjami. Tym różnią się niektórzy ludzie od pozostałych zwierząt. Przecież gady też mają emocje. Dla mnie to taki mechanizm jak jedzenie, seks czy robienie kupy.

>Bez emocji nic nie miałoby sensu a zatem wszystko byloby bez żadnego znaczenia.

No nic nie ma sensu, ale znaczenie istnieje indywidualnie. Negatywne rzeczy lub ich brak mają duże znaczenie.

>Zauważ, ze nawet w matematyce posługujemy się pojęciami dobrze/źle.

To maksymalne uproszczenie. Modele, którymi się posługujemy nie odzwierciedlają rzeczywistości, tylko służą do poruszania się po niej.

>Czyż można znaleźć lepszy przykład obrazujący, iż prawda i fałsz pochodzą od uczuć a te jak wiemy każdy ma inne.

Nie od uczuć, bo uczucia to tylko jeden czynnik. Badasz poziom neuroprzekaźników w danych obszarach mózgu i masz dzięki temu info o stanie uczuciowym danej osoby. Z uczuciem może wiązać się błąd i wtedy prawdą jest to, że ktoś się myli w uczuciach.

>A niby dlaczego ludzie w tak wielu sprawach nie mogą zgodzić się ze sobą co jest prawdą a co fałszem?

Bo nie mamy 100% możliwości poznania prawdy. Człowiek praktycznie nie posługuje się żadną prawdą, tylko modelami mającymi pomóc przetrwać. Ludzie są bardzo omylni, dlatego musi istnieć intersubiektywny model prawdy, do którego każdy może się odwołać.

>Bo prawda i fałsz są wyrazami wewnętrznych znaczeń człowieka a te znaczenia nadają emocje. Co dla jednego słodkie, dla drugiego gorzkie, co dla jednego cieple to dla drugiego zimne, co dla jednego dobre to dla drugiego złe.

Bzdura. To tylko lingwistyczne zamotanie. Jak operujesz przymiotnikami jak manipulująca 16-latka to tak wychodzi. Dlatego zamiast ciepły/zimny mamy np 14 stopni Celsiusza, zamiast słodkie mamy np 4 g cukru na 100 ml itd.
09-10-2016 14:55 
 Ocena 9 na 9
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>Dawniej w ogóle nie znano pojęcia miłości, a jakoś nikomu tego nie brakowało. ... W starożytności najbliższy znaczeniowo wyraz to było "przyjaźń",
To, co napisałeś, można określić słowami: "słyszał, że dzwonią, ale nie wie, w którym kościele".

W starożytności rozróżniano poszczególne rodzaje więzi łączących ludzi: miłość kochanków (gr. eros, łac. amor), miłość wśród członków rodziny i między przyjaciółmi: (gr. philia, łac. amicitia), miłość bliźniego (gr. agape, łac. caritas).

Dzwon, który usłyszałeś, rozgłaszał specyfikę łacińskiego pojęcia amicitia.

Tematyka miłosna (w sensie gr. eros, łac. amor) występowała już u Homera, Safony, Anakreonta, Horacego, Owidiusza i innych, a więc można ją znaleźć w utworach powstałych nawet kilka wieków przed naszą erą.

>a od średniowiecza aż do czasów Schopenhauera pojęcie to ma charakter zdecydowanie pejoratywny.
"Romea i Julii" - jak widzę - nie znasz (podobnie jak zapewne wielu innych utworów literackich poświęconych tematyce miłosnej). Przypuszczalnie Szekspir był dla ciebie zbyt "lewacki" i zgodnie z tym, co sam napisałeś:
>Wiem, ale czytanie przedlewackich myślicieli bardzo otwiera oczy.
czytaniem go nie chciałeś sobie zamknąć oczu, ślepcze.

>(w zdecydowanej większości mem miłości nie występuje).
Mem miłości nie istnieje, bo istnienia memów kulturowych jak na razie nikt wykazał.
08-10-2016 19:21 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)
Tak na marginesie, dostało Ci się przez przypadek. Słowa pod twoim wpisem kierowałem do kogo innego. Skasowałem, niemniej przepraszam.
08-10-2016 19:06 
 Ocena 2 na 2
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
..
Szarley daj spokój. Akurat nauczanie patriarchalne jest zgodne z biblią. Nie będę niczego cytować bo zakładam, że masz jakąś w domu i sam potrafisz znaleźć odpowiednie wersety i to sporo.

Najważniejsze w życiu rzeczy nie są rzeczami.
08-10-2016 19:13 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>..
>Szarley daj spokój. Akurat nauczanie patriarchalne jest zgodne z biblią.
A gdzie tu była mowa o patriarchalizmie?

Odniosłem się do słów
Cytat:
Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia.


To nie jest patriarchalizm.
08-10-2016 19:22 
 Ocena 2 na 2
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>>..
>>Szarley daj spokój. Akurat nauczanie patriarchalne jest zgodne z biblią.
>A gdzie tu była mowa o patriarchalizmie?
>Odniosłem się do słów
> Cytat:
Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia.

>To nie jest patriarchalizm.

Patriarchat ma bardzo dużo wspólnego z cierpieniem kobiet i dzieci, choć faktycznie to nie to samo.

Najważniejsze w życiu rzeczy nie są rzeczami.
08-10-2016 19:30 
 Ocena 3 na 3
romaro (25211 punktów)
>> Cytat:
Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia.

I to jest oficjalne nauczanie kościoła. Cierpienie wpisali w każdy aspekt ludzkiego życia, bo jak nauczają, bez cierpienia nie ma zbawienia.
szarley (54911 punktów)
>I to jest oficjalne nauczanie kościoła. Cierpienie wpisali w każdy aspekt ludzkiego życia, bo jak nauczają, bez cierpienia nie ma zbawienia.

Chyba niewiele zrozumiałeś.

Niemniej nadal nie wiem gdzie w "opoce" (do której mnie odesłałeś) znaleźć połączenie małżeństwa z cierpieniem wg Twojego cytatu

Cytat:
Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>> Cytat:
Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia.

>I to jest oficjalne nauczanie kościoła. Cierpienie wpisali w każdy aspekt ludzkiego życia, bo jak nauczają, bez cierpienia nie ma zbawienia.

Niezła profanacja, prawda?

Tylko, że jest w tym mnóstwo prawdy. To cierpienie uczy i wyrabia charakter. To cierpienie prowadzi do rozpadu prymitywnego ego i tępych emocji. Często to cierpienie zmusza ludzi do poszukiwania prawdy. Cierpienie jest też wyrzeczeniem, czyli wyborem moralnym. Standardowo występują konflikty między "chcę", a "powinienem" i wg Kościoła pary powinny być ze sobą do końca życia, czyli wiadomo, że także gdy uczucie się już wypali. I to jest właśnie poświęcenie - koszt, który ma być wartością samą w sobie. Rezygnacją z pozornego dobra. Każdy medal ma dwie strony.

Bo czy to miłość, że partnerzy dobierają się na podstawie doboru naturalnego i wzajemnych korzyści jakie sobie nawzajem dają? Czy przypadkowe spotkanie się jakiegoś Sebixa i Karyny musi urastać do rangi wzniosłego uczucia? Czy jeśli będą mieć potomstwo, to jest w tym coś pięknego, świętego i jest to cud? I rodzisz się po to żeby cierpieć, albo być bezmyślnym debilem.
08-10-2016 19:46 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>> Cytat:
Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia.

>Patriarchat ma bardzo dużo wspólnego z cierpieniem kobiet i dzieci, choć faktycznie to nie to samo.

Masz rację, ale nadal nie widzę związku między KONIECZNOŚCIĄ łączenia małżeństwa z cierpieniem
romaro (25211 punktów)
Daj spokój. On mówi o oficjalnym nauczaniu. A na jakim oficjalnym stanowisku ma być oparte nauczanie przedmałżeńskie, poza tym, że podstawą ma być wpuszczenie Jezusa do wyra? Czy coś jeszcze? W zasadzie dochodzi jeszcze wstrzemięźliwość, a więcej? A więcej to już fantazje nauczycieli. A kto prowadzi nauki przedmałżeńskie? Ksiądz. A jakie ma ów doświadczenie? Że spowiedzi? Równie dobrze może powiedzieć koneser pornusów, że seksu zasmakował nigdy go nie uprawiając.seksu
A może z własnego doświadczenia? Ale to jak współżyć w ukryciu par nie interesuje.
szarley (54911 punktów)
>Daj spokój. On mówi o oficjalnym nauczaniu.
Nie. Pytałem w jakiej parafii to słyszałeś. Nawet nie podważyłem Twojej prawdomówności(!) Tylko mam dość krystkonopodobnych konfabulacji i wymagam raczej odpowiedzialności za słowo
romaro (25211 punktów)
Czy ja użyłem słowa "usłyszałem". Użyłem słowa "usłyszymy".liczba mnoga. Czas przyszły. Ale tak zupełnie serio - nie obrażaj Krystkona. Nie znasz jego stanowiska w tej dyskusji, ale jeżeli porównanie do niego uważasz za obrazę, to jesteś całkiem tępy. Nie, nie chce Ciebie obrażać, jednak skoro to "wyróżnienie" Krystkona sprawia Ci przyjemność, to na lepsze traktowanie nie zasługujesz.
szarley (54911 punktów)
>Czy ja użyłem słowa "usłyszałem". Użyłem słowa "usłyszymy".liczba mnoga. Czas przyszły.

I przy tym odesłałeś do opoki, żebym szukał tego co już napisano - czas przeszły

W jakim czasie żyjesz?

To usłyszymy czy usłyszeliśmy?
Kronan (488 punktów)
(zablokowany)
>>>"Trzeba było zdawać sobie sprawę, komu się dawało to ciało i kiedy się dawało" <<<

Tym stwierdzeniem -kolejnym bardzo niemądrym- Paweł Kukiz tylko potwierdził że moja decyzja żeby skreślić jego ugrupowanie z mojej optyki była słuszna.Nie wiem co się stało z Kukiz15 ale miało być to ugrupowanie pluralistyczne,obywatelskie a nie kato-prawicowe na które mi wygląda teraz niestety.Dziwne dlaczego samo pozycjonuje się dokładnie do PiS w kolejnej już sprawie.Nic na tym nie zyska a wiele straci.
A samo stwierdzenie to totalna porażka.Kobieta może zostać poszkodowana w kontakcie seksualnym nawet przez swojego stałego partnera w tym także męża który może próbować ją do zbliżenia po prostu chcieć zmusić.I co wtedy?Rozumiem że tradycyjnie gwałtu na żonie KK nie uznaje,a wiadomo że do takiego kościoła uczęszcza Paweł Kukiz.Normalnie totalna porażka.I znowu będę chodził na wybory żeby kreślić całą tę oszukańczą hałastrę równo z rynsztokiem.No i się zdołowałem z rana znowu
Drobner (19539 punktów)
>"Trzeba było zdawać sobie sprawę, komu się dawało to ciało i kiedy się dawało" - powiedział Kukiz.

Ciekawym, czy Kukiz zdaje sobie sprawę, komu i kiedy 'dał ciała' (politycznie)?

Drobner, w kwestii autorefleksji...

PS. Kukiz tak powiedział, że tak nie powiedział.
Fiedia (1636 punktów)
Szkoda, że Kukiza matka nie zdawała sobie sprawy z tego komu i kiedy dawała. Przy odrobinie ostrożności z jej strony nie bylibyśmy raczeni podobnymi mądrościami.

Poważniej: czegóż innego można po tym człowieku oczekiwać?


Pierwsza rewolta winna być rewoltą przeciwko tyranii teologii, przeciw widmu boga. Dopóki mamy pana w niebiosach, dopóty będziemy niewolnikami.
Michaił Bakunin.
Jacholek (5699 punktów)Odp: Prawa kobiet i mężczyzn !

> O tak, niełatwo być dobrym mężem! Ale przecież żony mogą im choć trochę
>pomóc
No ale niestety nie zawsze pomagają a niekiedy nawet pojawiaja się patologie w których to mężczyźni są dręczeni i maltretowani przez kobiety, tak tak - www.the-so(*)omestic+Violence+Against+Men/. By równowaga nie była zwichnięta ...

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365