W audycji radiowej traktującej o postaci Emanuela Ringelbluma ( archiwum getta warszawskiego, kronika getta), pod sam koniec programu, profesor Jacek Leociak - jeden z uczestników dyskusji - wyjaśnił słuchaczom, iż bohater audycji, został rozstrzelany i pochowany w ruinach getta warszawskiego - w miejscu gdzie dzisiaj stoi budynek Muzeum Historii Żydów Polski Polin. Nastepnie wyrażając głębokie ubolewanie, iż fakt ów jak również rocznica śmierci i urodzin Ringelbluma nie zostały wogóle odnotowane przez przedmiotowe muzeum - poinformował słuchaczy o skandalu jaki ostatnio miał miejsce w murach - tej zdawałoby się - szacownej instytucji. Otóż obecna tam Doda miała pozwolić sobie na ściągnięcie majtek i paradowanie po salach muzeum bez owej newralgicznej częśći składowej damskiej bielizny.
Informacja była jak groma z jasnego nieba - więc czym prędzej zweryfikowałem ją w sieci. I rzeczywiście. Kilka dni temu w Muzeum rzeczonym odbywała isę komercyjna impreza pod tytułem "finałowa gala konkursu Viva! Photo Awards 2015”. W związku z nią w murach instytucji zjawiła się Doda. Ubrana była jak drugorzędna gwiazda trzeciorzędnego filmu porno, cała wyoliwiona, lśniąca od smarów i olejów (na zdjęciach łudząco przypomina manekiny z muzeum figur woskowych), wypinająca profesjonalnie do teleobiektywów reporterskich poszczególne morgi swojego - jak utrzymują niektórzy - ponętnego areału. O szczegółach jej pobytu w przestrzeniach muzealnych i ściągnięciu majtek traktuje tekst profesora Leociaka - do którego odsyłam. Ja natomiast chciałbym dokonać paru konstatacji - jakie nieuchronnie cisną się na usta w konsekwencji zdarzenia jak wyżej.
Po pierwsze skandalem jest iż tego typu komercyjne imprezy odbywają się w murach takiego właśnie muzeum - którego cel i misja powinny a priori wykluczać odbywanie się tego typu "eventów" na jego terenie.
Po drugie, zdublowanym skandalem jest że na tego typu "eventach" zjawiają się takie "celebrytki" jak Doda, ubrane jak na załączonych fotach i redukujące się w wymiarze garderobianym do poziomu erotycznego negliżu
Po trzecie potrójnym skandalem jest, iż państwo polskie i samorząd warszawski ( środki publiczne) finansuje tego typu skandaliczne sytuacje.
Po czwarte - skandalem skumulowanym do potęgi czwartej jest status Muzeum. Otóż jest ono publiczno-prywatną instytucją tworzoną przez państwo polskie (Ministerstwo Kultury), Gminę Miejską Warszawa oraz organizację pozarzadową - Żydowski Instytut Historyczny, przy czym ŻIH posiada pozycję nadrzędną i uprzywilejowaną wobec pozostałych partnerów. Bo to ŻIH ma decydujący głos przy wyborze dyrektora i rady muzeum i to ŻIH wyraża zgodę na podział lub likwidację muzeum. Rola Organizatorów (warszawska gmina oraz Ministerstwa Kultury) jest ograniczona do nieustannego finansowania muzeum i - ewentualnego - wpływania sugestiami na politykę personalną muzeum.
Chyba wszystko jasne, nieprawdaż?
Kilka dni temu zamieściłem wątek traktujący o dojeniu przez fundację żydowską w Szwajcarii praw copyright do spuścizny wydawniczej po Annie Frank (
www.racjonalista.pl/forum.php/s,686807 ). Wydaje się, iż przypadek omawiany jest kolejną odsłoną tego samego fenomenu. Grupa żydowskich czy też polsko - żydowskich hochsztaplerów, podpiąwszy się umiejętnie pod nośny i zamykający wszystkim usta wątek: "historia Żydów polskich" - uprawia analogiczne dojenie, eksploatując, w tym wypadku, środki państwa polskiego i warszawskiego samorządu. I żeby było tragikomicznie - robi to w sposób będący klasyczną hucpą - angażując do swojego procederu siksy pierwszego sortu.
www.polski(*)luma-Ocalona-codziennosc-gettajewish.pl/(*)um-polin-wyskakuje-z-majtek-2/