Racjonalista - Strona głównaDo treści
Heraklitejski wieczny ogień

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
11-04-2011 21:04Hodża (11172 punktów)Heraklitejski wieczny ogień
Ocena 1 na 1
Nawiązując do jednego z wcześniejszych wątków dotyczących absolutu, zastanawia mnie, czy nie należy przyjąć (przynajmniej jako hipotezy), że energia w rozumieniu fizycznym posiada pewne cechy, które czynią zeń kandydatkę na coś w rodzaju absolutu. Po pierwsze: jest niezniszczalna i niestwarzalna (wedle dotychczasowej wiedzy prawo zachowania materii-energii jest jednym z najlepiej udokumentowanych i nienaruszalnych praw); po drugie - sama energia nie jest nam dana do bezpośredniej obserwacji, wnioskujemy o jej istnieniu po stanie obiektów fizycznych, które ją przenoszą (zwracam uwagę na to, że np. fala elektromagnetyczna nie jest energią, tylko jej nośnikiem).
Otóż mamy tu do czynienia z pewnym bytem, zawsze manifestującym się pośrednio, nieusuwalnym i stałym w swojej wielkości a jednocześnie odpowiedzialnym za wszystko, co jest(dzieje się), w tym i naszą świadomość oraz możliwość postrzegania świata: stanowi ona najbardziej bezpośredni łącznik człowieka ze światem wobec niego "zewnętrznym" sprawiając, że człowiek jest zjednoczony ze światem najpierw na płaszczyźnie transmisji energii, dopiero w dalszej kolejności wymiany materii. Energia jest absolutnym warunkiem wszelkiego życia i świadomości; przypuszczalnie jest też immanentnie związana z czasem. Czegóż więcej jeszcze trzeba, by uznać tę cudowną, niepoznawalną wprost tajemnicę Absolutem ?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Enzo Salviati (8 punktów)
> Po pierwsze: jest niezniszczalna i niestwarzalna
>(wedle dotychczasowej wiedzy prawo zachowania materii-energii jest jednym z najlepiej
>udokumentowanych i nienaruszalnych praw);

Zasada zachowania energii wynika z symetrii praw fizyki względem czasu. (twierdzenie Noether)
W tym sensie nie jest czymś podstawowym i przynajmniej w zakresie spekulacji
taka symetria może być złamana, np. jeśli w systemie nie sprawdzałaby się zasada najmniejszego działania.

Enzo
finerbijk (17282 punktów)
>Energia jest absolutnym warunkiem wszelkiego życia i świadomości; przypuszczalnie jest też immanentnie związana z czasem. Czegóż więcej jeszcze trzeba, by uznać tę cudowną, niepoznawalną wprost tajemnicę Absolutem ?

A jeśli potwierdzi się istnienie ciemnej energii to jak ją nazwiesz? Szatanem?
Ciągoty do mieszania metafizyki z fizyką prowadzają na konceptualistyczne manowce.
Hodża (11172 punktów)
>Ciągoty do mieszania metafizyki z fizyką prowadzają na konceptualistyczne manowce.

No właśnie zastanawiam się, że żadna metafizyka nie jest potrzebna, by rozważać pewną "substancję wszechświata", której wiele cech odpowiada wyobrażeniom starożytnych myślicieli o absolucie (wciąż nie mogę się zdecydować, czy pisać go z wielkiej litery).
"Ukryty" temat tego wątku jest taki, że rozważania filozoficzne umieszczane tradycyjnie w obrębie metafizyki, wraz z postępem fizyki zostają włączone w obręb jej zainteresowań.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Czegóż więcej jeszcze trzeba, by uznać tę cudowną, niepoznawalną wprost tajemnicę Absolutem ?
Niczego. No i?


Za egzegezę poza eklezją auto-da-fe (graffiti - Wrocław pl. Nankiera 1986)
Hodża (11172 punktów)
>>Czegóż więcej jeszcze trzeba, by uznać tę cudowną, niepoznawalną wprost tajemnicę Absolutem ?
>Niczego. No i?

...warto postawić w domu jakiś choćby maleńki ołtarzyk z miseczką, w której będą się żarzyć wonne zioła...
worek kości (2937 punktów)
>Czegóż więcej jeszcze trzeba, by uznać tę cudowną, niepoznawalną wprost tajemnicę Absolutem ?

O kurczę, ale się zrobiłem pro-absolutystyczny! Gdyby zgodzić się z koncepcją, zgodnie z którą wszechświat jest ze swej istoty niepoznawalną zagadką... Aż dopadła mnie ambiwalencja! No bo z jednej strony wysiłki człowieka, by zrozumieć absolutnie wszystko byłyby całkowicie daremne, ale z drugiej ciągła dostępność nowych zagwozdek dostarczałaby ludzkości intelektualnych rozrywek aż po kres dziejów! Szklanka w połowie pełna, czy w połowie pusta, hmm?

bembergiem w berg
12-04-2011 03:14 
 Ocena 3 na 3
Drobner (19539 punktów)
Kusiło mnie by odpowiedzieć wcześniej. Wyczekałem, doczekałem.
>Szklanka w połowie pełna, czy w połowie pusta, hmm?
Szklanka w połowie pełna Absolutu, smakuje lepiej, niż ta sama szklanka w połowie pełna energii.
Osobiście - pierwszy piję z tej pierwszej.
Drobner, fizycznie doczesny, aczkolwiek nie wykluczający.....
PS. Jakby co, to zwrócę... Zachłanny nie jestem.
Hodża (11172 punktów)
>No bo z jednej strony wysiłki człowieka, by zrozumieć absolutnie wszystko byłyby całkowicie daremne, ale z drugiej ciągła dostępność nowych zagwozdek dostarczałaby ludzkości intelektualnych rozrywek aż po kres dziejów! Szklanka w połowie pełna, czy w połowie pusta, hmm?

Na poziomie kwantowym twierdzenie o "szklance do połowy pełnej" jest zdaniem pozbawionym sensu fizycznego
Zrozumieć absolutnie wszystko - a po co to komu? Nie wystarczy zrozumieć tylko tego, co nam potrzebne by żyć i, ewentualnie, poszerzać obszar swojej dominacji nad światem? Albo innymi, którzy wiedzą mniej?
Jakoś nie ufam wizji "czystej nauki"; od czasów odkrycia energii jądrowej, nauka dowiodła aż nadto, że każde wielkie, przełomowe jej odkrycie może sprowadzić świat na zupełnie nowe tory...
Z jednej strony - ciągłe nienasycenie, niespełnienie - z drugiej - wizja nowego, lepszego świata. To wielka nadzieja, oby nie okazała się fatamorganą. Ja postrzegam współczesną fizykę trochę jak polowanie na ten Heraklitejski ogień i próbę okiełznania go i zamknięcia w jakimś konceptualnym pojemniku ludzkiej myśli. To się nie uda.
12-04-2011 22:48 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
> Zrozumieć absolutnie wszystko - a po co to komu? Nie wystarczy zrozumieć tylko tego, co nam potrzebne by żyć i, >ewentualnie, poszerzać obszar swojej dominacji nad światem? Albo innymi, którzy wiedzą mniej?
czy podstawowym pytaniem nie powinno być jak (dobrze) żyć? poszerzanie dominacji jest moim zdaniem odpowiedzią niedostateczną.

> Jakoś nie ufam wizji "czystej nauki"; od czasów odkrycia energii jądrowej, nauka dowiodła aż nadto, że każde >wielkie, przełomowe jej odkrycie może sprowadzić świat na zupełnie nowe tory...
> Z jednej strony - ciągłe nienasycenie, niespełnienie - z drugiej - wizja nowego, lepszego świata. To wielka >nadzieja, oby nie okazała się fatamorganą. Ja postrzegam współczesną fizykę trochę jak polowanie na ten >Heraklitejski ogień i próbę okiełznania go i zamknięcia w jakimś konceptualnym pojemniku ludzkiej myśli. To się nie >uda.
Na razie się nie udaje. Może w przyszłości na pytanie "jak żyć" - pytanie, które moim zdaniem zbyt rzadko ludzie sobie stawiają - odpowiedzi udzieli fizyka. Do tego czasu warto moim zdaniem mimo wszystko korzystać z dorobku ludzkich myśli (filozofia, nauki społeczne, psychologia głębii) i ze sprawdzonych praktyk (psychoanaliza, yoga, a nawet religie - te ostatnie postrzegane jako metafory będące spoiwem dla ludzkiego rozdarcia pomiędzy ludzkimi przeciwieństwami, w których istniejemy - takich jak życie/śmierć - chwila/wieczność - umysł/materia - ja/inni - znane/nieznane).
?


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Hodża (11172 punktów)
>Na razie się nie udaje. Może w przyszłości na pytanie "jak żyć" - pytanie, które moim zdaniem zbyt rzadko ludzie sobie stawiają - odpowiedzi udzieli fizyka. Do tego czasu warto moim zdaniem mimo wszystko korzystać z dorobku ludzkich myśli (filozofia, nauki społeczne, psychologia głębii) i ze sprawdzonych praktyk (psychoanaliza, yoga, a nawet religie - te ostatnie postrzegane jako metafory będące spoiwem dla ludzkiego rozdarcia pomiędzy ludzkimi przeciwieństwami, w których istniejemy - takich jak życie/śmierć - chwila/wieczność - umysł/materia - ja/inni - znane/nieznane).

Filozofia - tak, religie - to tylko programowanie nieukształtowanych dziecięcych umysłów, naprawdę tylko do tego się sprowadza cała ich "funkcjonalność".
13-04-2011 16:39 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Hodża, lubię Twoje wpisy, bo często poruszają tematy, które są dla mnie ciekawe, a najczęściej robisz to również w sposób, który mi odpowiada pod kątem stylu i przedstawienia tematu.
Jednak uważam, że Twój poniższy wpis jest zupełnie nieuzasadniony:
>Filozofia - tak, religie - to tylko programowanie nieukształtowanych dziecięcych umysłów, naprawdę tylko do tego >się sprowadza cała ich "funkcjonalność".
Na taki wniosek mógłbyś sobie pozwolić ewentualnie w oparciu o jakieś cytaty z badań psychologów i religioznawców.
Takie sobie tylko rzucenie uwagi o funkcjonalności religii jest bez uzasadnienia niczym innym jak często spotkaną tu na forum poezją ateistów, w ramach której lubią sobie np. mówić o opętaniu wierzących, o religijnych bzdurach i o religijnym kicie.
Takich wypowiedzi nie zaliczyłbym do wiele wnoszących do tematu.
Jeśli chodzi o programowanie dziecęcych umysłów - to trzebaby się przyjrzeć z bliska.
Akurat jeśli o mnie chodzi, to jako dziecko, tak powiedzmy aż do 25 roku życia religia nie interesowała mnie wcale, w żadnym aspekcie. W kościele się nudziłem i nigdy nie nauczyłem się solidnie żadnej modlitwy. Moje programowanie było przez rodziców ograniczone do próby nauczenia mnie "ojcze nasz" i posłania na lekcje religii, z których nie wiele wyniosłem, bo mnie specjalnie nie interesowały. Nie wiem więc, jak bardzo zostałem zaprogramowany - raczej sądzę, że obecnie sam z własnej woli interesuję się znaczeniem religii i mitów dla psychologii człowieka i po lekturze Eliadego, Junga i Josepha Campbella, na których często się tu powołuję wynika dla mnie, że religie wcale nie są bez sensu.
Na wstępie mogę zaproponować cytat z książki Eliadego "Obrazy i symbole": " myślenie symboliczne nie jest wyłącznie domeną dziecka, poety czy osoby niezrównoważonej psychicznie: jest ono nieodłącznie związane z ludzkim istnieniem, poprzedza mowę i myśl dyskursywną. Symbol odsłania pewne aspekty rzeczywistości - te najgłębsze - które wymykają się wszelkim innym sposobom poznania. Obrazy, symbole, mity nie są przypadkowymi wytworami psychiki; odpowiadają one pewnej potrzebie i spełniają określoną funkcję, polegającą na obnażeniu najskrytszych form istnienia. Z tego też względu badanie ich pozwala na lepiej poznać człowieka 'po prostu człowieka', który nie wszedł jeszcze w układy z warunkami historycznymi."

Na podobnej zasadzie joga - wyrastająca z głęboko religijnych koncepcji - jest równocześnie praktyką umysłową i fizyczną, sprzyjającą zarówno zdrowiu mentalnemu (relaksacja), jak i fizycznemu, co wiem zarówno z lektury książek (znów nie da się ominąć Eliadego), a także od ludzi, którzy jogę praktykują.

Tak więc to wszystko nie takie proste. Oczywiście można się koncentrować wyłącznie na świecie fizycznym i na jego badaniu. Moim zdaniem ciekawsza jest droga "do wewnątrz". Ostatecznie świat fizyczny też jest objęty w świecie mojego umysłu, ale fizyka świata umysłu nie wyczerpuje.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
13-04-2011 17:05 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Hodża, lubię Twoje wpisy, bo często poruszają tematy, które są dla mnie ciekawe, a najczęściej robisz to również w sposób, który mi odpowiada pod kątem stylu i przedstawienia tematu.

Miło mi.

>Jednak uważam, że Twój poniższy wpis jest zupełnie nieuzasadniony:
>>Filozofia - tak, religie - to tylko programowanie nieukształtowanych dziecięcych umysłów, naprawdę tylko do tego >się sprowadza cała ich "funkcjonalność".
>Na taki wniosek mógłbyś sobie pozwolić ewentualnie w oparciu o jakieś cytaty z badań psychologów i religioznawców.
>Takie sobie tylko rzucenie uwagi o funkcjonalności religii jest bez uzasadnienia niczym innym jak często spotkaną tu na forum poezją ateistów, w ramach której lubią sobie np. mówić o opętaniu wierzących, o religijnych bzdurach i o religijnym kicie.
>Takich wypowiedzi nie zaliczyłbym do wiele wnoszących do tematu.

Po pierwsze - nie jestem ateistą, przynajmniej wedle własnego mniemania; neguję natomiast to, że wielkie religie, w szczególności katolicyzm i pewne odłamy protestantyzmu, które jako tako poznałem "od środka" mówią cokolwiek o Bogu. Staram się od początku mojej obecności na tym Forum oddzielać to, co mówię na temat religii od własnych spekulacji na temat Absolutu, Boga, czy też zastanawiania się w ogóle nad tym, czy pojęcie Boga ma dla nas jakiekolwiek znaczenie (nawet, jeśli gdzieś istnieje On). Religie tak mają się do tych filozoficznych rozważań (wliczam w to argumentacje ateistów),jak komiks o Asterixie do biografii Juliusza Cezara.

>Nie wiem więc, jak bardzo zostałem zaprogramowany - raczej sądzę, że obecnie sam z własnej woli interesuję się znaczeniem religii i mitów dla psychologii człowieka i po lekturze Eliadego, Junga i Josepha Campbella, na których często się tu powołuję wynika dla mnie, że religie wcale nie są bez sensu.

Nie twierdzę bynajmniej, że są "bez sensu" - to tak, jakbym miał np. stwierdzić, że ptaki są bez sensu, bo już kilka razy mi narobiły na głowę. Pojęcie sensu w przypadku religii nie znajduje miejsca w moim myśleniu jako element rozważań, założenie czy próba dopasowania do jakiejś teorii. Na gruncie rozumowym religia jako taka jest bez sensu, czego dowodem jest to, że poszczególne systemy religijne przeczą sobie nawzajem. Oczywiście, zawsze możemy założyć, że jeden tylko jest prawdziwy system wierzeń, reszta zaś jest dziełem szatana, ale ja już na ten poziom dywagacji nie wrócę. Wyrosłem zdecydowanie z piaskownicy.

>Tak więc to wszystko nie takie proste. Oczywiście można się koncentrować wyłącznie na świecie fizycznym i na jego badaniu.

Tak, i warto to robić, a już na pewno nie warto szukać czegoś poza tym fizycznym światem, gdyż jest on sam w sobie wystarczająco duchowy.
Jeśli ktoś mi powie, że istnieje np. coś takiego, jak dusza, to prosiłbym bardzo, by wskazał na - nie dowód, ale choćby jeden mocny argument za tym, że coś takiego istnieje. Jak się przejawia? Skąd wniosek o jej istnieniu? Czy przypadkiem - tak, jak z owymi pierwszymi koncepcjami absolutu, jak z ogniem heraklitejskim, nie jest ona nazwaniem tego, co intuicja poszukiwała zaś rozum zdołał dopiero w ostatnim stuleciu zdefiniować w terminach naukowych? Dla mnie jest dość oczywiste, że tak.
Doprawdy, dużo więcej zła dzieje się dlatego, że ludzie przyjmują na wiarę np. koncepcje grzechu, zamiast zrozumieć, dlaczego określone postępowanie jest nieracjonalne.
Wiara to narkotyk; pod wpływem narkotyku można mieć wspaniałe, nawet odkrywcze wizje, ale można też wyrządzić zupełnie niepojęte ludzkim rozumem zło.
17-04-2011 00:13 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Po pierwsze - nie jestem ateistą, przynajmniej wedle własnego mniemania; neguję natomiast to, że wielkie religie, w szczególności katolicyzm i pewne odłamy protestantyzmu, które jako tako poznałem "od środka" mówią cokolwiek o Bogu.
no, trochę jednak mówią - pytanie tylko, czy akurat w sposób, który do Ciebie trafia
>Staram się od początku mojej obecności na tym Forum oddzielać to, co mówię na temat religii od własnych spekulacji na temat Absolutu, Boga, czy też zastanawiania się w ogóle nad tym, czy pojęcie Boga ma dla nas jakiekolwiek znaczenie (nawet, jeśli gdzieś istnieje On). Religie tak mają się do tych filozoficznych rozważań (wliczam w to argumentacje ateistów),jak komiks o Asterixie do biografii Juliusza Cezara.
wszystko zależy od tego, jakich interpretatorów religii spotkałeś, niektórzy są prawie tak dobrzy jak biografowie Juliusza Cezara.
>Nie twierdzę bynajmniej, że są "bez sensu" - to tak, jakbym miał np. stwierdzić, że ptaki są bez sensu, bo już kilka razy mi narobiły na głowę. Pojęcie sensu w przypadku religii nie znajduje miejsca w moim myśleniu jako element rozważań, założenie czy próba dopasowania do jakiejś teorii.
pisząc "bez sensu" miałem na myśli "bzdury", "bujdy", "wyssane z palca historie". Otóż uważam, że religie nie są bez sensu i nie są to ani bzdury, ani bujdy, ani wyssane z palca historie. Duży wpływ miała na mnie myśl Josepha Campbella. Polecam Ci wywiad z nim - zamieszczony na stronie racjonalisty:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3344/q,Droga.mitu
>Na gruncie rozumowym religia jako taka jest bez sensu, czego dowodem jest to, że poszczególne systemy religijne >przeczą sobie nawzajem.
Właśnie Campbell dowodzi, że wręcz przeciwnie - w każdym razie mity - bo ściśle rzec zbiorąc o nich najczęściej mówi - wykazują jego zdaniem tak znaczne podobieństwa na całym świecie, że wręcz opowiadają tę samą historię.
Od siebie dodam, że twierdzenie, że systemy religijne przeczą sobie nawzajem jest tak samo prawdziwe, jak to, że różne style myzyczne przeczą sobie nawzajem - blues jest nie do pogodzenia z tango. Jest, czy nie jest?
>Tak, i warto to robić, a już na pewno nie warto szukać czegoś poza tym fizycznym światem, gdyż jest on sam w sobie wystarczająco duchowy.
no, zależy jak interpretujesz świat fizyczny, ale jeśli zgodzić się z podziałem Poppera na świat fizyczny, świat umysłu i świat kultury, to w takim razie koncentracja na samym tylko świecie fizycznym to dla mnie zdecydowanie za mało.
> Jeśli ktoś mi powie, że istnieje np. coś takiego, jak dusza, to prosiłbym bardzo, by wskazał na - nie dowód, ale choćby jeden mocny argument za tym, że coś takiego istnieje. Jak się przejawia? Skąd wniosek o jej istnieniu?
Dusza jest dla mnie pojęciem poetyckim - aczkolwiek trzeba być z nim bardzo ostrożnym, bo etymologia tego słowa jest dość skomplikowana i nie zawsze wiadomo, o którą definicję chodzi.
>Czy przypadkiem - tak, jak z owymi pierwszymi koncepcjami absolutu, jak z ogniem heraklitejskim, nie jest ona >nazwaniem tego, co intuicja poszukiwała zaś rozum zdołał dopiero w ostatnim stuleciu zdefiniować w terminach >naukowych?
nie bardzo rozumiem, co zdołał zdefiniować rozum w terminach naukowych w ostatnim stuleciu. Duszę? Absolut? Czy ogień heraklitejski?
> Doprawdy, dużo więcej zła dzieje się dlatego, że ludzie przyjmują na wiarę np. koncepcje grzechu,
z tą częścią zdania się zgodzę
>zamiast zrozumieć, dlaczego określone postępowanie jest nieracjonalne.
a co do tej części zdania, to powiem tyle, że zrozumieć w ogóle postępowanie człowieka jest bardzo trudne. Zrozumieć postępowanie nieracjonalne jest prawie niemożliwe. Aczkolwiek psychoanaliza wiele wyjaśniła na tym polu. I zwróć uwagę: nie uczyniła tego nauka przyrodnicza - a psychoanaliza, która dla wielu nie zasługuje nawet na miano nauki.
>Wiara to narkotyk; pod wpływem narkotyku można mieć wspaniałe, nawet odkrywcze wizje, ale można też wyrządzić zupełnie niepojęte ludzkim rozumem zło.
wiara to narkotyk, pieniądz to władza, miłość to śmierć - POEZJA jest mi bliska, ale czasem warto uściślić, o czym się mówi. Są różne wiary - między innymi wiara w siebie - jej działanie bardzo dobrze zna ktokolwiek choć trochę miał doczynienia ze sportem.
Jeśli chodzi o wiarę religijną, to śmiem twierdzić - że jest tyle poglądów na ten temat ile ludzi. Na mnie osobiście w pewnym stopniu wpłynęła lektura Eliade:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,5083/k,3
Sądząc po Twoich wpisach, pewnie też coś u niego znalazłeś dla siebie, aczkolwiek nie jestem pewien.
Dla mnie religie to wielkie metafory odnoszące się do świata umysłowego człowieka. Chodzi tu o myślnie symboliczne - niekoniecznie racjonalne. A wiara to dla mnie utożsamienie się z religijną treścią. Na podobnej zasadzie jak w literaturze świeckiej - gdy książka Ci się bardzo spodoba - utożsamiasz się z bohaterem, a akcja chodzi Ci po głowie - podobnie w literaturze religijnej - chodzi o odniesienie do siebie opowiadanej historii i włączenie jej do swojej rzeczywistości umysłowej. Oczywiście im bardziej się jest otwartym (najczęściej w wyniku lektury różnych książek), tym bardziej wiara też może być otwarta, a nie przecząca czemukolwiek. Można też być fundamentalistą. Mam wrażenie, że 90% ataków ateistów skierowanych jest na ludzi, których ja już nazwałbym fundamentalistami, choć oni sami pewnie by się od tego odżegnywali.
Ale chyba się zaczynam za bardzo rozpisywać
Pozdrawiam


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
Hodża (11172 punktów)
>>Na gruncie rozumowym religia jako taka jest bez sensu, czego dowodem jest to, że poszczególne systemy religijne >przeczą sobie nawzajem.
>Właśnie Campbell dowodzi, że wręcz przeciwnie - w każdym razie mity - bo ściśle rzec zbiorąc o nich najczęściej mówi - wykazują jego zdaniem tak znaczne podobieństwa na całym świecie, że wręcz opowiadają tę samą historię.

Cóż, dla mnie to jedynie dowód na to, że religie można poddać ściśle naukowej analizie, rozumowemu poznaniu, że są fenomenem przyrodniczym jedynie, nie nadprzyrodzonym. Coraz więcej mam przesłanek skłaniających mnie ku takiemu przekonaniu.

>Od siebie dodam, że twierdzenie, że systemy religijne przeczą sobie nawzajem jest tak samo prawdziwe, jak to, że różne style muzyczne przeczą sobie nawzajem - blues jest nie do pogodzenia z tango. Jest, czy nie jest?

To zależy, czy umiemy zgrać metrum parzyste na synkopowanych triolach z parzystym na zwykłych wartościach dwudzielnych. Jakby się postarać, to każde dwa style muzyczne można ze sobą połączyć, ze skutkiem zależnym od talentu aranżera, ale jest język muzyki językiem nie odnoszącym się do kwestii zbawienia, więc nie jest to żadna analogia.

>>Tak, i warto to robić, a już na pewno nie warto szukać czegoś poza tym fizycznym światem, gdyż jest on sam w sobie wystarczająco duchowy.
>no, zależy jak interpretujesz świat fizyczny, ale jeśli zgodzić się z podziałem Poppera na świat fizyczny, świat umysłu i świat kultury, to w takim razie koncentracja na samym tylko świecie fizycznym to dla mnie zdecydowanie za mało.

Może niewłaściwie się wyraziłem, co by mogło zostać zinterpretowane jako ograniczenie wartościowego poznania li tylko do fizyki. Miałem na myśli ogólnie nauki przyrodnicze.
Nie powiem, że poznawanie świata kultury jest bezwartościowe, ale - te odkrycia, jakie na tym polu dokonywano i jakie jeszcze będą zapewne poczynione, nie zwiększą ani o jotę przeżywalności noworodków, długowieczności człowieka, nie wyleczą świata z nieuleczalnych dotychczas chorób. Mogą co najwyżej służyć rozwijaniu intuicji, czym jest humanizm, mogą - i istotnie tak się dzieje - pokazać, że wszelkie religie w gruncie rzeczy stanowią zaprzeczenie humanizmu, że depczą człowieka. To ważna rola.
Ale by uratować komuś życie lub zmniejszyć sumę cierpień ludzkości, sięgać musimy do konkretów, do materii fizycznej i kropka. Żadne rojenia pięknoduchów o symbolice wczesnochrześcijańskiej nic do tego nie wnoszą a moim zdaniem - są tylko czczą paplaniną i stratą czasu ludzi, którzy swoją inteligencję mogliby wykorzystać lepiej dla pożytku swojego i ogółu rodzaju ludzkiego.

>>Czy przypadkiem - tak, jak z owymi pierwszymi koncepcjami absolutu, jak z ogniem heraklitejskim, nie jest ona >nazwaniem tego, co intuicja poszukiwała zaś rozum zdołał dopiero w ostatnim stuleciu zdefiniować w terminach >naukowych?
>nie bardzo rozumiem, co zdołał zdefiniować rozum w terminach naukowych w ostatnim stuleciu. Duszę? Absolut? Czy ogień heraklitejski?

Energia w moim rozumieniu jest tym, o czym pisał Heraklit mówiąc, że ogień jest prasubstancją, fundamentem wszelkich zjawisk zachodzących w świecie.

>> Doprawdy, dużo więcej zła dzieje się dlatego, że ludzie przyjmują na wiarę np. koncepcje grzechu,
>z tą częścią zdania się zgodzę
>>zamiast zrozumieć, dlaczego określone postępowanie jest nieracjonalne.
>a co do tej części zdania, to powiem tyle, że zrozumieć w ogóle postępowanie człowieka jest bardzo trudne. Zrozumieć postępowanie nieracjonalne jest prawie niemożliwe. Aczkolwiek psychoanaliza wiele wyjaśniła na tym polu. I zwróć uwagę: nie uczyniła tego nauka przyrodnicza - a psychoanaliza, która dla wielu nie zasługuje nawet na miano nauki.

Nie wiem, co odkryła psychoanaliza. Ja wiem na przykład - że nie warto chodzić na dziwki, bo można złapać jakiegoś parcha. I że nie warto zaczynać w szesnastym roku życia i zasuwać aż w wieku lat trzydziestu człowiek straci ochotę do życia - bo wiem (a jest to wiedza ściśle naukowa) - że wszelka moja aktywność ma podłoże biologiczne, a istotą tejże jest moja reprodukcja, więc w istocie to popęd seksualny jest źródłem wszelkiej mojej życiowej aktywności i nie należy bezmyślnie eksploatować tego akumulatora, zwłaszcza jeśli się nie wie, jak by go można ponownie zregenerować. Jestem wdzięczny nauce za tę wiedzę i nie potrzebuję (już) duchowego przewodnika, który by mnie straszył piekłem za rozwiązłość.

>>Wiara to narkotyk; pod wpływem narkotyku można mieć wspaniałe, nawet odkrywcze wizje, ale można też wyrządzić zupełnie niepojęte ludzkim rozumem zło.
>wiara to narkotyk, pieniądz to władza, miłość to śmierć - POEZJA jest mi bliska, ale czasem warto uściślić, o czym się mówi. Są różne wiary - między innymi wiara w siebie - jej działanie bardzo dobrze zna ktokolwiek choć trochę miał doczynienia ze sportem.

Wiara w siebie m.in. powoduje uwalnianie różnych substancji w mózgu, których działanie przypomina działanie dopalaczy, więc - ponad wszelką wątpliwość, wiara jest narkotykiem, narkotykiem w niewielkich dawkach niezbędnym i działającym wówczas jak dobry stymulant bądź lekarstwo, ale w wielkich dawkach można się spodziewać dokładnie takich samych skutków, jak po zażyciu amfetaminy czy heroiny. Niewiele jest takich "poetyckich" porównań, które by z taką dokładnością zostały potwierdzone przez naukę.

pozdrowienia
12-04-2011 12:21 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
> Szklanka w połowie pełna, czy w połowie pusta, hmm?

A po co było w ogóle brać dwa razy za duży pojemnik?

MSPANC

"Każde wczoraj było jutrem przedwczoraj"
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Nawiązując do jednego z wcześniejszych wątków dotyczących absolutu, zastanawia mnie, czy nie należy
>przyjąć (przynajmniej jako hipotezy), że energia w rozumieniu fizycznym posiada pewne cechy, które
>czynią zeń kandydatkę na coś w rodzaju absolutu.

A że się tak z głupia frant zapytam: po co? Po co komu "absolut"?

Taka natrętna potrzeba zidentyfikowania sobie jakiegoś absolutu jawi mi się jako coś w rodzaju intelektualnej choroby sierocej.


"Każde wczoraj było jutrem przedwczoraj"
Hodża (11172 punktów)
>A że się tak z głupia frant zapytam: po co? Po co komu "absolut"?

Może i po nic, ale podziwiam to, jak bardzo intuicje człowieka sprzed 2500 lat odpowiadają pewnym dziś powszechnie akceptowanym prawdom ściśle naukowym.
12-04-2011 12:19 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>A że się tak z głupia frant zapytam: po co? Po co komu "absolut"?
>Może i po nic, ale podziwiam to, jak bardzo intuicje człowieka sprzed 2500 lat odpowiadają pewnym dziś powszechnie akceptowanym prawdom ściśle naukowym.

A odpowiadają?
Podziwiam siłę Twoje dobrej woli. Trzeba ogromnej, żeby to dostrzec.


"Każde wczoraj było jutrem przedwczoraj"
Hodża (11172 punktów)
>Podziwiam siłę Twoje dobrej woli. Trzeba ogromnej, żeby to dostrzec.

Dziękuję
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
A może rozszerzyć pojęcie zasady zachowania energii i stwierdzić, że jeśli energia gdzieś znika, to musi się jednocześnie gdzieś pojawić?

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy tę rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymać ją za jej radosną zgodą..
Hodża (11172 punktów)
>A może rozszerzyć pojęcie zasady zachowania energii i stwierdzić, że jeśli energia gdzieś znika, to musi się jednocześnie gdzieś pojawić?

No chyba właśnie na tym polega ta zasada. Nie mówi ona, że energia zawsze musi być zachowana "lokalnie" tylko "globalnie", co jest istotne mając na względzie np. efekty kwantowe. Jedynym ograniczeniem jest prędkość światła; żadna transmisja energii nie może przekroczyć tej wartości.
diogenes (42753 punktów)
>energia w rozumieniu fizycznym posiada pewne cechy, które czynią zeń kandydatkę na coś w rodzaju absolutu.

A dlaczego nie materia, skoro jest równoważna energii?
Dialektycznie myślący Heraklit stawiał znak równości nawet między przeciwieństwami.
Jeśli w czymś upatrywał doskonałości, to w ukrytej harmonii przeciwieństw: najpiękniejsza harmonia powstaje przez połączenie przeciwieństw. Odrzucał skrajności, które potem uświęcił Arystoteles w swej zasadzie niesprzeczności. Był Heraklit zwolennikiem różnorodności, co czyni go myślicielem niezwykle nowoczesnym: nie cenił wprawdzie demokracji, ale jego pochwała różnorodności i harmonii przeciwieństw brzmi nowocześnie i demokratycznie. Mądrość była dlań rozumieniem przemian, zasad kierujących procesami. Był daleki od substancjalistycznego myślenia: arche jego świata nie był ogień (jako żywioł natury), lecz logos - rozum.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>>energia w rozumieniu fizycznym posiada pewne cechy, które czynią zeń kandydatkę na coś w rodzaju absolutu.
>A dlaczego nie materia, skoro jest równoważna energii?

Materia-energia, tak.

>Dialektycznie myślący Heraklit stawiał znak równości nawet między przeciwieństwami.

Może nie tyle równości, co "równoważności" - jak wtedy, gdy dwie różne rzeczy położone na szalkach wagi pozostają w równowadze.

>Jeśli w czymś upatrywał doskonałości, to w ukrytej harmonii przeciwieństw: najpiękniejsza harmonia powstaje przez połączenie przeciwieństw.

W gruncie rzeczy cały proces poznawczy człowieka polega na wyodrębnianiu pewnych faktów i ich definiowaniu przez oddzielenie od ich przeciwieństwa.

>Był daleki od substancjalistycznego myślenia: arche jego świata nie był ogień (jako żywioł natury), lecz logos - rozum.

Czytałem też, że ten "ogień" według niego był "rozumny".
12-04-2011 13:08 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>cały proces poznawczy człowieka polega na wyodrębnianiu pewnych faktów i ich definiowaniu przez oddzielenie od ich przeciwieństwa.

Nie rozumiem kwestii definiowania faktów. Weźmy prosty fakt (jego opis): Świeci słońce. Co by znaczyło jego definiowanie? Może chodzi o wyjaśnianie? Wyjaśnij mi, na czym polega...!


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>>cały proces poznawczy człowieka polega na wyodrębnianiu pewnych faktów i ich definiowaniu przez oddzielenie od ich przeciwieństwa.
>Nie rozumiem kwestii definiowania faktów. Weźmy prosty fakt (jego opis): Świeci słońce.

Tu nie chodzi o definiowanie, akurat w przypadku obiektów wizualnie dostępnych sam proces zmysłowy postrzegania wyodrębnia nam obiekt z otaczającego tła i to wyodrębnienie obiektu od otoczenia(czyli jego negacji) zachodzi na poziomie funkcji biologicznych. Tak podejrzewam.
12-04-2011 14:22 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>wyodrębnienie obiektu od otoczenia(czyli jego negacji) zachodzi na poziomie funkcji biologicznych.

A co z estetyką? Powiedzmy, że szukam motywu fotograficznego. Proces widzenia, wyodrębniania to rzecz jasna optyka, biologia. Ale temat, koncepcja plastyczna obrazu, jego miejsce w stylistyce autora, itp.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>>wyodrębnienie obiektu od otoczenia(czyli jego negacji) zachodzi na poziomie funkcji biologicznych.
>A co z estetyką? Powiedzmy, że szukam motywu fotograficznego. Proces widzenia, wyodrębniania to rzecz jasna optyka, biologia. Ale temat, koncepcja plastyczna obrazu, jego miejsce w stylistyce autora, itp.

Nie wiem, czy w tym obszarze można mówić o jakichkolwiek "procesach poznawczych" - grają tu rolę chyba głównie emocje, pewne wzorce tego, co wyobrażamy sobie jako "piękne", dlatego wszelkie granice są dość nieostre; chyba, że przyjmiemy, że istnieje pewien zbiór "algorytmów selekcji" w naszym mózgu oceniających czy to, co widzimy, spełnia pewne (niekoniecznie uświadomione w pełni) kryteria estetyczne. Wtedy - być może - cały proces wyboru jakiegoś tematu do uwiecznienia na fotografii czy obrazie również polega na ciągłym oddzielaniu tego, co "ładne "(subiektywnie) od tego, co brzydkie.
Tutaj pomocą może służyć obserwacja malarza (ściennego) wybierającego kolor farby, którą ma pomalować pokój. Często wygląda to tak (jak zauważyłem), że po ogólnym określeniu pewnego koloru i odcienia, szuka się skrajności (np. "zdecydowanie zbyt ciemny", "zdecydowanie zbyt jasny") i dzięki takim "ogranicznikom" dość dobrze można utrafić w zamierzoną tonację barwy. A więc jednak posługujemy się często opozycją względem tego, co zamierzamy - nawet na niwie estetyki - osiągnąć.
12-04-2011 21:39 
 Ocena 2 na 2
Almentyna (417 punktów)
>Nie wiem, czy w tym obszarze można mówić o jakichkolwiek "procesach poznawczych" - grają tu rolę chyba głównie emocje, pewne wzorce tego, co wyobrażamy sobie jako "piękne", dlatego wszelkie granice są dość nieostre;

Zaprotestuję. Twórca obrazów, jeśli nie jest amatorem, to wie coś o sztuce. Wie też co nieco o procesach powstawania koncepcji i możliwych trybach realizacji swojego dzieła. Czynnik estetyczny nie jest wcale determinantą w tym procesie. Nawet może w ogóle nie występować.

>chyba, że przyjmiemy, że istnieje pewien zbiór "algorytmów selekcji" w naszym mózgu oceniających czy to, co widzimy, spełnia pewne (niekoniecznie uświadomione w pełni) kryteria estetyczne. Wtedy - być może - cały proces wyboru jakiegoś tematu do uwiecznienia na fotografii czy obrazie również polega na ciągłym oddzielaniu tego, co "ładne "(subiektywnie) od tego, co brzydkie.

Dobrze, że dodajesz "być może".
A co powiesz o innych kryteriach selekcji? O szukaniu symboliki, o celowym wywieraniu wpływu na widzenie różnych spraw i problemów, o wyrażaniu emocji za pomocą środków plastycznych, które w żaden sposób nie uwzględniają "poczucia piękna"? Albo grają ideą "ładności" w sposób przewrotny? Bo piękno jest odczytywane przez odbiorców i wytwórców obrazów nie w sposób absolutny, lecz kulturowy i społeczny. I nie piszę tu o estetyce w znaczeniu filozoficznym, to odrębne zagadnienie.

> Tutaj pomocą może służyć obserwacja malarza (ściennego) wybierającego kolor farby, którą ma pomalować pokój. Często wygląda to tak (jak zauważyłem), że po ogólnym określeniu pewnego koloru i odcienia, szuka się skrajności (np. "zdecydowanie zbyt ciemny", "zdecydowanie zbyt jasny") i dzięki takim "ogranicznikom" dość dobrze można utrafić w zamierzoną tonację barwy.

Jasność i ciemność barwy to nie tonacja, tylko walor.

>A więc jednak posługujemy się często opozycją względem tego, co zamierzamy - nawet na niwie estetyki - osiągnąć.

Ten wniosek podoba mi się, chociaż niekoniecznie wywód go poprzedzający.
:- )

Jest na świecie wiele cudownych rzeczy, ale cudów nie ma.
Hodża (11172 punktów)
>A co powiesz o innych kryteriach selekcji? O szukaniu symboliki, o celowym wywieraniu wpływu na widzenie różnych spraw i problemów, o wyrażaniu emocji za pomocą środków plastycznych, które w żaden sposób nie uwzględniają "poczucia piękna"? Albo grają ideą "ładności" w sposób przewrotny? Bo piękno jest odczytywane przez odbiorców i wytwórców obrazów nie w sposób absolutny, lecz kulturowy i społeczny. I nie piszę tu o estetyce w znaczeniu filozoficznym, to odrębne zagadnienie.

Oczywiście , że prześlizguję się nad zagadnieniem w sposób absolutnie nieprofesjonalny; gdyby ktoś chciał zanalizować dogłębnie to zagadnienie, to spokojnie mógłby poświęcić na to całe życie i napisać potężną monografię. Ja załatwiam problem krótko: jest zapewne tyle kryteriów selekcyjnych, ile zamierzonych artystycznie celów- włączając w to pojęcia "przewrotności", "symboliki" itp. Przecież np. turpiści celowo posługiwali się brzydotą i tu działało inne kryterium - zamierzonego wrażenia u odbiorcy.
Nie dam się wciągnąć na głębokie wody tych rozważań, gdyż moja niewiedza byłaby łatwą ofiarą chwytliwych macek Twojej argumentacji


>Ten wniosek podoba mi się, chociaż niekoniecznie wywód go poprzedzający.
>:- )

Dobre i to na początek. Poprawię swoją retorykę
Grzegorz z Koszalina (102 punktów)
(zablokowany)
Specjalnie te dywagacje mnie nie zaskoczyły. Traktuję ją jako:

Skulony w jakiejś ciemnej jamie smaczniem sobie spał
I spały małe wilczki dwa - zupełnie ślepe jeszcze
Wtem stary wilk przewodnik, co życie dobrze znał
Łeb podniósł, warknął groźnie, aż mną szarpnęły dreszcze
Poczułem nagle wokół siebie nienawistną woń
Woń, która tłumi wszelki spokój, zrywa wszystkie sny
Z daleka ktoś gdzieś krzyknął nagle krótki rozkaz - goń!
I z czterech stron wypadły na nas cztery gończe psy!
Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie, zapalczywe, w gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!
Ten, który na mnie rzucił się, niewiele szczęścia miał
Bo wpadł prosto mi na kły i krew trysnęła z rany
Gdym teraz - ile w łapach sił - przed siebie prosto gnał
Ujrzałem małe wilczki dwa na strzępy rozszarpane!
Zginęły ślepe, ufne tak, puszyste kłębki dwa
Bezradne na tym świecie złym, nie wiedząc kto je zdławił
I zginie także stary wilk, choć życie dobrze zna
Bo z trzema na raz walczy psami i trzech ran na raz krwawi.
Obława! Obława! Na młode wilki...
Wypadłem na otwartą przestrzeń, pianę z pyska tocząc,
Lecz tutaj także ze wszech stron - zła mnie otacza woń!
A myśliwemu co mnie dojrzał już się śmieją oczy
O ręka pewna, niezawodna podnosi w górę broń!
Rzucam się w bok, na oślep gnam, aż ziemia spod łap tryska
I wtedy pada pierwszy strzał, co kark mi rozszarpuje
Wciąż pędzę słyszę jak on klnie i krew mi płynie z pyska
On strzela po raz drugi! Lecz teraz już pudłuje!
Obława! Obława! Na młode wilki...
Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las,
Lecz ile szczęścia miałem w tym to każdy chyba przyzna
Leżałem w śniegu, jak nieżywy długi, długi czas
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna!
Lecz nie skończyła się obława i nie śpią gończe psy
I giną ciągle wilki młode na całym wielkim świecie
Nie dajcie z siebie zedrzeć skór! Brońcie się i wy!
O bracia wilcy! Brońcie się nim wszyscy wyginiecie!
Obława! Obława! Na młode wilki...
J.Kaczmarski.

Nie mnożcie bytów ponad miarę bo nienadążam, nie mam czasu. Jednakowoż by jakoś podnieść poziom dyskusji, dorzucę:

"Interpretacja myśli nie jest łatwa, jego wypowiedzi są w wysokim stopniu niejasne i metaforyczne. Jego myśl jest dialektyczna; podobnie jego styl jest antytetyczny. Słowa i zdania przeciwstawiają się sobie w ten sposób, że obnażają sprzeczności wyrażonych przez nie myśli. W języku o takim bogactwie form fleksyjnych towarzyszą ciągłe rymy i asonanse, a Heraklit dodaje do niech jeszcze kalambury, które powszechnie charakteryzują mowę pierwotną i mają za zadanie nadać tej mowie znaczenie magiczne lub mistyczne. Platon w "Teajtecie" tak charakteryzuje ustami Teodora technikę dyskutowania heraklitejczyków i ich styl filozofowania: "Bo o tych heraklitejczykach zupełnie mówić nie można z tymi tam koło Efezu; oni robią takie miny, jakby się na doświadczeniu opierali, a w rozmowie - jakby ich szerszeń ukuł. Po prostu nosi ich coś, oni nawet tak piszą. A to, żeby zostać przy jednej myśli, żeby wytrwać przy zagadnieniu, żeby spokojnie punkt po punkcie odpowiadać - tego u nich jest mniej niż nic".
Antytetyczny i zarazem aforyczny styl, w jakim Heraklit wypowiadał swe myśli, uniemożliwiał jednolitą interpretację jego filozofii. Na jego niejasny styl zwrócił również uwagę Arystoteles, pisząc w "Retoryce": "Ustalić interpunkcję w dziele Heraklita, to nie lada zadanie, gdyż często nie wiemy, czy poszczególne słowo należy do tego, co je poprzedza, czy do tego, co po nim następuje, tak np. jak na początku jego dzieła "Bo chociaż wszystko się dzieje według tego "logosu" zawsze tego ludzie nie pojmują". Nie jest wszak jasne do czego "zawsze" powinno być punktacją przydzielone". W późniejszej starożytności niejasność stylu Heraklita stała się przysłowiowa, tak że Tymon z Fliuntu nazwał go "mówiącym zagadkami", a "ciemnym" czy "mrocznym" nazwał go Strabon z Amazei. Sokrates zapytany przez Eurypidesa, co sądzi o dziele Heraklita, odparł: "To, co zrozumiałem, jest znakomite, a sadzę, że jest takie również i to, czego nie zrozumiałem; lecz do zgłębienia tego potrzebny by był nurek delijki." Cytat: K. Leśniak, "Materialiści greccy w epoce przedsokratejskiej", W- wa 1972.
Nazywanie Heraklita pierwszym w dziejach ludzkości myślicielem, który zrozumiał proces transformacji różnych form energii, jest takim samym świadectwem poziomu wiedzy, a raczej jego braku, jakim wykazują się, jak do tej pory, różni "znawcy" archeologii, kultury czy religii innych "wcześniejszych" cywilizacji. Za taką interpretację tego przekazu nie winiłbym jednakże żadnego z nich, ponieważ, jak widać na przykładzie tego "starego lisa" Heraklita, myśli i teorie tych filozofów były celowo tak zagmatwane i niejasne.
Przed zanurzeniem się w głębinach znaczeń i symboli tej celowo niezrozumiałej w stylu [ciemnej] filozofii Heraklita, powinniśmy niczym nurek delijski, zaczerpnąć spory łyk powietrza. Niech tym ożywczym, wypełniającym płuca powietrzem, będzie rozwiązanie problemu interpunkcji, który od wieków już nastręczał tak wiele kłopotów miłośnikom mądrości.
Otóż w zdaniu "Bo chociaż wszystko się dzieje według tego logosu zawsze ludzie tego nie pojmują", wystarczy słowo - zawsze - użyć dwa razy, rozdzielając przecinkiem, aby cały ukryty sens tego zdania, nabrał po ponad dwóch i pół tysiącach lat, swego właściwego znaczenia. Znamiennym jest fakt, że po wykonaniu swojego zadania - czyli zbudowania "Arki" w postaci symboli zakodowanych w jońskiej filozofii przyrody, mądrość tych filozofów "nagle" stała się niezrozumiała dla ich doksografów.
12-04-2011 20:47 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Nazywanie Heraklita pierwszym w dziejach ludzkości myślicielem, który zrozumiał proces transformacji różnych form energii

...aż tak daleko bym nie szedł, zwłaszcza, że o filozofii Heraklita czytam z bryku, który nawet nie może pretendować do miana podręcznika historii filozofii (chyba, że na poziomie liceum).
Jednak to, co Pan pisze na temat filozofii tego mędrca, spowodowało, że... kto wie, kto wie... może kiedyś zapragnę przyswoić sobie klasyczną grekę
Grzegorz z Koszalina (102 punktów)
(zablokowany)
Proponuję mniej oficjalny ton. Wspomniałeś coś o:
>P.S. Starożytni wyróżniali cztery żywioły: wodę, powietrze, ziemię i ogień. >Przestrzeń kosmiczna jest żywiołem piątym.
Oto inny bryk "z Heraklita"

Każdy z niżej wymienionych filozofów, tworząc swoją kosmologiczną doktrynę, za materiał wyjściowy, pierwotną zasadę, z której dzięki przemianie powstaje i zmienia się Wszechświat i Życie w tym Wszechświecie, uważał inną substancję. Po ustawieniu wszystkich tych elementów [substancji] w zgodnej z naszą wiedzą kolejności, jasnym okaże się, iż filozofowie ci stanowili nieformalną i niezrozumiałą przez innych grupę uczonych, którzy zostali wtajemniczeni w symbolikę uroczystości religijnych i w misteria, podobnie zresztą jak Orficy czy wyznawcy kultu Mitry, przez egipskich i irańsko- babilońskich kapłanów. Koronnym dowodem takiej inspiracji są peregrynacje tych myślicieli "poszukujący wiedzy i prawdy" w Egipcie, Babilonie i Persji - Demokryt, Tales i inni.
Podobnie jak cztery ściany piramidy, historię powstania naszego Wszechświata i Życia na Ziemi, można podzielić na cztery etapy - kroki.
Powietrze Anaksymenesa - to proces tworzenia się Wszechświata po Wielkim Wybuchu.
Z chmury gazowo- pyłowej powstaje Układ Słoneczny [Słońce i pozostałe planety z najważniejszą dla nas Ziemią].
Ogień Heraklita - to formowanie się skorupy ziemskiej. W wyniku stygnięcia ta rozgrzana do czerwoności lawa przyjmowała różne stany skupienia.
Woda Talesa - to powstałe z pary wodnej pierwsze morza i oceany, w których pojawiły się pierwsze organizmy.
Ziemia Demokryta - to zmaterializowane w postaci Człowieka odwieczne deterministyczne i mechanistyczne "marzenie" Boga- Stwórcy. Człowiek ten mógł "powstać" tylko dzięki Ewolucji Życia na Ziemi.
Miłość i Nienawiść Empedoklesa - to dwie przeciwstawne sobie strony Dualizmu - Dobro i Zło - czyli Kobieta i Mężczyzna. Konsekwencją wypierania się tych dwóch sił jest Cykliczność Wszechświata. Zebrane w jedną całość cztery elementy: powietrze, ogień, woda i ziemia to zaledwie połowa [oczywiście ta lepsza] "Megacyklu"- czyli "Miłość", po której nastąpi końcowy kolaps - czyli "Nienawiść".
Apeiron Anaksymandra - to określenie Kwintesencji opisanej w "teorii" dr Smoły i prof. Pierza - czyli substancja nie określona pod każdym względem. "Jest poza czasem i przestrzenią, wszystko obejmuje i wszystkim rządzi, jest nieśmiertelna i niezniszczalna.
Sfairos Empedoklesa - to nic innego jak symbol przyszłego Królestwa Bożego - gwiazdozbiór Oriona- Gwiazda Dawida.
Logos Heraklita - to określenie samego Boga- Stwórcy, który czasem ludziom dotkniętym NDE ukazuje się jako "starzec z siwą brodą", ale w gruncie rzeczy należałoby się zgodzić
z Heraklitem, że Logos, który przenika całą rzeczywistość i wyznacza jego bieg jest zarówno myślą ludzką, jak i rządzącą zasadą świata. Myśl ludzka - to trójkąt skierowany ku górze, a zasada rządząca światem [czyli Logos] - to trójkąt skierowany ku dołowi.
Te cztery elementy: powietrze, ogień, woda i ziemia które Empedokles zebrał w jedną całość, stanowią historię powstania Wszechświata i Życia i skali kosmicznej. Jest jednakże jeszcze jedna, równie ważna, jeżeli nie ważniejsza interpretacja przemiany tych "pierwotnych substancji".
Tą zaszyfrowaną w skali pojedynczego człowieka wiedzą, jest heraklitejska teoria przemiany ognia, którą można bardzo łatwo odkodować za pomocą tego samego, co w poprzednich przypadkach, klucza. Stopniowo wraz z rozkodowaniem, punkt po punkcie, wszystkich fragmentów pism Heraklita, ukaże się nam całe bogactwo jego myśli, które stanowiło pożywkę dla wszystkich następnych po nim filozofów, nie wyłączając największych i najbardziej znanych tej epoki: Platona, Epikura, Arystotelesa i innych.
Czy z tego wynika, że Arystoteles, Platon czy Tymon z Fliuntu i inni filozofowie starożytnej Grecji, nie byli wtajemniczeni w plan budowy "Arki"? Było to raczej niemożliwe, ponieważ wiedza ta w owym czasie była, co prawda nie wszystkim, ale jednak elicie intelektualnej dostępna.
13-04-2011 09:59 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
Rzeczywiście, zaczynam dostrzegać, dlaczego nazywano Heraklita "mrocznym". Hm.
Natomiast kiedy słyszę o piramidach, włącza mi się żółta lampka ostrzegawcza
13-04-2011 10:25 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Natomiast kiedy słyszę o piramidach, włącza mi się żółta lampka ostrzegawcza
I słusznie Ci się włącza. Takiej piramidy bzdur, jak o piramidach, o niczym innym nie czytałam. Te o kodzie numerycznym, zaklętym w wymiarach Wielkiej Piramidy czy o ostrzeniu żyletek należą do najłagodniejszych i najnieszkodliwszych bredni, z jakimi się zetknęłam, bo są to brednie ewidentne. Gorsze są takie, które mają pozory naukowe.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
13-04-2011 07:39 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Jednakowoż by jakoś podnieść poziom dyskusji, dorzucę:



Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.
Z drugiej strony, podoba mi się to. Zero fałszywej skromności.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Grzegorz z Koszalina (102 punktów)
(zablokowany)
O jest i "Pani Obrażalska"
Do M...
Precz z moich oczu!... posłucham od razu,
Precz z mego serca!... i serce posłucha,
Precz z mej pamięci!... nie tego rozkazu
Moja i twoja pamięć nie posłucha.

A. Mickiewicz.
13-04-2011 10:39 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Ja się nie obrażam, ja tylko nie mogę znieść... pewnych... nazwijmy to, nieścisłości.




Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Grzegorz z Koszalina (102 punktów)
(zablokowany)
Piramida to wiedzy tajemnej esencja. W niej odnajdziesz prawa proporcji i umiaru. Piramida dumna stoi milczeniem nabrzmiałymi treściami. Znaczeń w niej labirynt cały. W niej świat masz spisany. Stań u szczytu piramidy, a w centrum się znajdziesz Całości. Sześć piramid sześcian tworzy. Gdy każdą z nich rozumem obejmiesz i wiedzę z niej spijesz, znak to, żeś wszystko pojął.
Abraham Abulafi
13-04-2011 11:23 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Dobranoc

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
13-04-2011 13:42 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Piramida to wiedzy tajemnej esencja. W niej odnajdziesz prawa proporcji i umiaru. Piramida dumna stoi milczeniem nabrzmiałymi treściami. Znaczeń w niej labirynt cały. W niej świat masz spisany. Stań u szczytu piramidy, a w centrum się znajdziesz Całości. Sześć piramid sześcian tworzy. Gdy każdą z nich rozumem obejmiesz i wiedzę z niej spijesz, znak to, żeś wszystko pojął.
>Abraham Abulafi

Nie, raczej Bernard "Bernie" Madoff. Chyba rzeczywiście pojął jakąś tajemną wiedzę, bo sąd założył, że będzie żył co najmniej 350 lat.
13-04-2011 13:47 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>sąd założył, że będzie żył co najmniej 350 lat.
Aż tyle dostał? Wydawało mi się, że tylko 150, ale mogę nie pamiętać.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
13-04-2011 14:54 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>>sąd założył, że będzie żył co najmniej 350 lat.
>Aż tyle dostał? Wydawało mi się, że tylko 150, ale mogę nie pamiętać.

Tak, przesadziłem, dostał "tylko" 150. Ale te 200 ma ode mnie zupełnie gratis.
Niech sobie żyje, jak tylko długo może.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365