Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dlaczego racjonalizm jest nielubiany

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
25-05-2011 14:59Hodża (11172 punktów)Dlaczego racjonalizm jest nielubiany
Ocena 7 na 9
Oczywiście, zależy przez kogo.
Ja chciałem się w tym wątku przyjrzeć innej stronie tego sposobu pojmowania świata - nie tej z wyżyn Olimpu i niebiańskich łąk mądrych dysput toczonych przez filozofów , naukowców czy ludzi kultury. Chodzi mi o edukację.
Mam pewną hipotezę. Wydaje mi się, że niechęć dorosłego człowieka do racjonalnego myślenia można powiązać z zaniedbaniami systemów szkolnictwa w wielu krajach, zaniedbujących nauczanie matematyki. Nie ma bowiem możliwości prawdziwie racjonalnego rozumienia rzeczywistości, jeśli nie posiadło się przynajmniej w podstawowym zakresie umiejętności logicznego, precyzyjnego wyrażania myśli i operowania na dobrze określonych pojęciach. Tego nie nauczy ani gramatyka języka ojczystego, ani historia, ani biologia. Chyba zapomina się, po co w ogóle wprowadzono do programów matematykę na poziomie wyższym, niż tylko ten obejmujący swoim zakresem cztery podstawowe działania matematyczne: chodzi właśnie o uczenie precyzyjnego, jasnego myślenia. Racjonalizmu.
Pierwsi filozofowie-racjonaliści byli matematykami, i to wielkiego formatu, którzy na zawsze wpisali się w historię "królowej nauk". Tymczasem - niechęć do matematyki, dość powszechna, aż przez niektórych traktowana nawet jako powód do pewnej dumy, bierze się chyba z niechęci do liczb. Zwłaszcza do dwóch liczb.
Pierwszą jest liczba, którą mamy w portfelu, druga - ta, którą mamy wpisaną w akcie urodzenia.
Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

finerbijk (17282 punktów)
>Pierwszą jest liczba, którą mamy w portfelu, druga - ta, którą mamy wpisaną w akcie urodzenia.

Według mnie racjonalizm nie jest nielubiany. Wszystko zależy o jakich dziedzinach życia mówimy w odniesieniu do niego. Księża liczby ze skarbonki traktują bardzo racjonalnie, w przeciwieństwie do innych spraw. Inni mogą racjonalnie się odżywiać i jednocześnie znęcać się nad zwierzętami.

Racjonalizm się kończy tam, gdzie zaczynają się emocje, a że chyba prawie każdy ma rzeczy, które traktuje emocjonalnie, to ciężko cały czas postępować racjonalnie
Przy czym, jak dla mnie wiara w bogów lub jej brak nie stanowi ostatecznego kryterium racjonalizmu, a sam racjonalizm to tylko jeden ze sposobów podejmowania decyzji.
25-05-2011 16:33 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>Racjonalizm się kończy tam, gdzie zaczynają się emocje, a że chyba prawie każdy ma rzeczy, które traktuje emocjonalnie, to ciężko cały czas postępować racjonalnie

Tak, ale o wiele łatwiej ulegają emocjom ludzie, którzy nie poddają ich pod trzeźwy osąd rozumu. O wiele łatwiej manipulowac ludźmi, którzy nie posiadają wiedzy - ani o świecie, ani o tym, jak podejmować decyzje, myśleć, oceniać innych.
Matematyka uczy wielu spośród tych zalet światłego człowieka: przede wszystkim uczy pokory, że nie jesteśmy z urodzenia mędrcami i że musimy podjąć pewien wysiłek, by wznieść się nieco wyżej na drabinie intelektu. Może to trywialne, ale chyba tego najczęściej ludzie (nie tylko młodzi) wręcz nie znoszą w matematyce: poczucia, że jestem niemądry, skoro czegoś nie umiem rozwiązać albo nie rozumiem, chociaż dla innych jest to oczywiste. Człowiek - to chyba jest wręcz jakieś psychologiczne prawo - może pożądać wielu rzeczy; ale kiedy by mu zaproponować, by dodać mu trochę rozumu, zazwyczaj reakcją będzie co najmniej oburzenie.

A swoją drogą to znamienne, że apostołowie prosili Jezusa: "przymnóż nam wiary" a nie "przymnóż nam rozumu".
25-05-2011 17:08 
 Ocena 4 na 4
finerbijk (17282 punktów)
>Może to trywialne, ale chyba tego najczęściej ludzie (nie tylko młodzi) wręcz nie znoszą w matematyce: poczucia, że jestem niemądry, skoro czegoś nie umiem rozwiązać albo nie rozumiem, chociaż dla innych jest to oczywiste.
Wydaje mi się, że przeceniasz matematykę. Sam nie jestem miłośnikiem matematyki, bo w końcu nie po to wymyślono wszystkie te maszynki, aby liczyć na piechotę, podobnie jak nie umiem ładnie śpiewać - tylu potrafi, a tego nie każdy może się nauczyć w przeciwieństwie do matematyki - i jakoś mi te braki nie spędzają snu z powiek.

Byli genialni matematycy kompletnie nieprzystosowani do życia w społeczeństwie, autystyczni, skrajnie ekscentryczni, nieracjonalni i gapowaci w życiu codziennym - ergo twoją tezę uważam za pogrzebaną żywcem.
Matematyka niczego nie uczy oprócz liczenia, trochę logiki i myślenia abstrakcyjnego.

>Człowiek - to chyba jest wręcz jakieś psychologiczne prawo - może pożądać wielu rzeczy; ale kiedy by mu zaproponować, by dodać mu trochę rozumu, zazwyczaj reakcją będzie co najmniej oburzenie.
Tu się zgodzę, jeśli kogoś zapytać o pieniądze, większość ma za mało; jeśli o rozum, większość jest zadowolona z tego co ma.
Hodża (11172 punktów)
>>Może to trywialne, ale chyba tego najczęściej ludzie (nie tylko młodzi) wręcz nie znoszą w matematyce: poczucia, że jestem niemądry, skoro czegoś nie umiem rozwiązać albo nie rozumiem, chociaż dla innych jest to oczywiste.
>Wydaje mi się, że przeceniasz matematykę.

Tyle jest poznania w każdej nauce, ile jest w niej matematyki. To nie ja przeceniam, to raczej nauka docenia a ja w ślad za nią.

>Sam nie jestem miłośnikiem matematyki, bo w końcu nie po to wymyślono wszystkie te maszynki, aby liczyć na piechotę, podobnie jak nie umiem ładnie śpiewać - tylu potrafi, a tego nie każdy może się nauczyć w przeciwieństwie do matematyki - i jakoś mi te braki nie spędzają snu z powiek.

Cóż, to właśnie dotyka tego, o czym piszę - właściwie wątek dotyczy matematyki, przy założeniu, że uczy podstaw ścisłego rozumowania. Ale jak zachęcić młodzież, by się pasjonowała badaniem przebiegu funkcji? Zwłaszcza wtedy, kiedy wszystkie te operacje robią maszyny miliony razy szybciej?

>Byli genialni matematycy kompletnie nieprzystosowani do życia w społeczeństwie, autystyczni, skrajnie ekscentryczni, nieracjonalni i gapowaci w życiu codziennym - ergo twoją tezę uważam za pogrzebaną żywcem.

Moja teza nie została na szczęście pogrzebana, bo nie piszę o skrajnościach, lecz o ogóle społeczeństwa. Cóż, ja też uważam, że pasjonowanie się rozkładem liczb pierwszych w pewnym momencie zaczyna być nieracjonalne

>Matematyka niczego nie uczy oprócz liczenia, trochę logiki i myślenia abstrakcyjnego.

No, tak. Oprócz tych paru rzeczy, niczego.

Pozdrawiam
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>Tyle jest poznania w każdej nauce, ile jest w niej matematyki.
Hm... To w kabale jest sporo tego poznania.
>>Matematyka niczego nie uczy oprócz liczenia, trochę logiki i myślenia abstrakcyjnego.
>No, tak. Oprócz tych paru rzeczy, niczego.
Oprócz tego uczy jeszcze Kamasutry, krojenia pomidorów, obsługi automatycznej sekretarki, robienia siusiu do nocnika, wiązania sznurówek oraz optymizmu.
18-07-2011 14:33 
 Ocena 3 na 3
hubin (2274 punktów)

>Wydaje mi się, że przeceniasz matematykę. Sam nie jestem miłośnikiem matematyki, bo w końcu nie po to wymyślono wszystkie te maszynki, aby liczyć na piechotę, podobnie jak nie umiem ładnie śpiewać - tylu potrafi, a tego nie każdy może się nauczyć w przeciwieństwie do matematyki - i jakoś mi te braki nie spędzają snu z powiek.

Mnie z kolei wydaje się, że:
matematyki najzwyczajniej w świecie nie znasz, nie oskarżam cię o nic, wygląda mi to na ofiarę naszego systemu szkolnictwa.
W swojej wypowiedzi ograniczyłeś matematykę do arytmetyki wzbogaconej o elementy geometrii, kiedyś ten przedmiot nazywał się w szkole rachunki, co było bliższą chyba nazwą wiedzy przekazywanej.
pl.wikipedia.org/wiki/Matematyka

Matematyki też nie każdy może się nauczyć, wystarczy przyjść na zajęcia z analizy matematycznej lub statystyki na uczelniach wyższych by znaleźć przykłady, odnośnie matematyki czystej to już jest forma sztuki intelektualnej wykraczająca poza percepcję zwykłego śmiertelnika np. moją.
Jestem zdania, że "ładnie" operowanie matematyką jest znacznie rzadszym "talentem" wśród populacji niż "ładne" śpiewanie.

"jakoś mi te braki nie spędzają snu z powiek." <- to już brzmi jak pochwała ignorancji i chyba jest najlepszym punktem wyjścia do rozważenia tematu tego wątku.

Racjonalizm wymaga od użytkownika wysiłku intelektualnego, wysiłek natomiast jak dobrze wiemy nie jest zbyt popularny pod żadną postacią. Sądzę nawet, że naturalnie staramy się go unikać.

>Byli genialni matematycy kompletnie nieprzystosowani do życia w społeczeństwie, autystyczni, skrajnie ekscentryczni, nieracjonalni i gapowaci w życiu codziennym - ergo twoją tezę uważam za pogrzebaną żywcem.
Ktoś tu usiłuje używać stereotypów, do potwierdzenia ... no właśnie nie bardzo wiem czego ?
Taki argument rozbraja bo nie wiem za co się zabrać czy za obalanie fałszywych stereotypów, czy korelacji przypadków z głoszoną "tezą".

Jako "racjonalista" mógłbyś się zastanowić czy nie było genialnych muzyków architektów kucharzy, ogrodników lekarzy... kompletnie nieprzystosowanych do życia/ekscentrycznych/gapowatych...
ERGO nie wiem cóż miałbyś tym udowodnić.

Jeżeli uważasz, że brak geniuszu jest wymówką do pozbywania się możliwości korzystania z narzędzia jakim może w jednej ze swych wielu postaci być matematyka, to śmiem nazwać taką postawę ignorancją w klasycznej tego słowa postaci.

Ignorancję natomiast określiłbym jako podstawowego oponenta racjonalizmu.

>Matematyka niczego nie uczy oprócz liczenia, trochę logiki i myślenia abstrakcyjnego.
Jeżeli nawet było by to tylko tyle, to i tak bardzo dużo.

18-07-2011 14:55 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
Ta dyskusja zaraz się przerodzi w rozważania o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy.
Jeśli komuś jakieś gałęzie wiedzy nie są do niczego potrzebne i w związku z tym ich brak nie spędza temu komuś snu z powiek, to po cóż zaraz zwać go ignorantem? Prawdopodobnie jest ekspertem w innej dziedzinie, niż śpiew i analiza matematyczna. Zdanie "jakoś mi te braki nie spędzają snu z powiek." nie brzmi jak pochwała ignorancji, tylko jak zwyczajne stwierdzenie faktu, że czegoś nie umiem i się tym nie przejmuję, ponieważ inni to potrafią, za to nie potrafią tego, co ja i prawdopodobnie też im to snu z powiek nie spędza. Wiedza ludzka jest ogromna. I można powiedzieć (tylko po co?), że każdy człowiek jest ignorantem, bo przecież nikt nie wie wszystkiego.
>Racjonalizm wymaga od użytkownika wysiłku intelektualnego
Prawda, ale niekoniecznie ukierunkowanego na zgłębianie całek, pochodnych i różniczek.
>>Matematyka niczego nie uczy oprócz liczenia, trochę logiki i myślenia abstrakcyjnego.
>Jeżeli nawet byłoby to tylko tyle, to i tak bardzo dużo.
No i o to chodzi. To przewiduje program szkoły średniej.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
18-07-2011 16:50 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Mnie z kolei wydaje się, że:
>matematyki najzwyczajniej w świecie nie znasz,
Zgadza się. Poznałem tylko paru matematyków. Nie jakichś geniuszy, co prawda, ale zwykłych wyrobników. Na tej podstawie stwierdzam, że znajomość tych wszystkich matematycznych zawrotogłowców nie gwarantuje lepszej jakości życia.

>nie oskarżam cię o nic, wygląda mi to na ofiarę naszego systemu szkolnictwa.
Nie oskarżam cię również o nieznajomość mongolskiego*, wyglądasz na ofiarę naszego systemu szkolnictwa.

>W swojej wypowiedzi ograniczyłeś matematykę do arytmetyki wzbogaconej o elementy geometrii, kiedyś ten przedmiot nazywał się w szkole rachunki, co było bliższą chyba nazwą wiedzy przekazywanej.
Tak. Bo nie przypuszczałem, że na maturze wymaga się znajomości matematyki wysokiej.

>Jestem zdania, że "ładnie" operowanie matematyką jest znacznie rzadszym "talentem" wśród populacji niż "ładne" śpiewanie.
W każdej dziedzinie można spotkać rzemieślników, mistrzów i geniuszy, aby zostać tym ostatnim talent jest nieodzowny.

>"jakoś mi te braki nie spędzają snu z powiek." <- to już brzmi jak pochwała ignorancji i chyba jest najlepszym punktem wyjścia do rozważenia tematu tego wątku.
Na to odpowiedziała już wyżej Meretseger.

>Ktoś tu usiłuje używać stereotypów, do potwierdzenia ... no właśnie nie bardzo wiem czego ?
Jakich znowu stereotypów? Pisałem, że wysokie umiejętności w jakiejś dziedzinie nie gwarantują racjonalnego zachowania w pozostałych.

>Jako "racjonalista" mógłbyś się zastanowić czy nie było genialnych muzyków architektów kucharzy, ogrodników lekarzy... kompletnie nieprzystosowanych do życia/ekscentrycznych/gapowatych...
To tylko potwierdza moją wcześniejszą tezę. I nie nazywaj mnie proszę "racjonalistą", bo jeszcze nie wiem dokładnie, co to za zwierzę.

>Jeżeli uważasz, że brak geniuszu jest wymówką do pozbywania się możliwości korzystania z narzędzia jakim może w jednej ze swych wielu postaci być matematyka, to śmiem nazwać taką postawę ignorancją w klasycznej tego słowa postaci.
Brak geniuszu matematycznego zmusza mnie często do korzystania z kalkulatora i komputera a kiedy one nie wystarczają do porady u profesjonalisty, jeśli to jest wyznacznikiem ignorancji to jestem ignorantem czystym, jak dworcowy kibel.

*Jeśli się mylę, to podstaw sobie cokolwiek, co brzmi dla ciebie jak chińszczyzna (no chyba, że wiesz wszystko, to pardon).
18-07-2011 18:18 
 Ocena 1 na 1
Celecrin (6386 punktów)
Witam
Trochę na luzie.
Matematyki nie łączył bym z ściśle racjonalizmem. Matematyka jest abstrakcyjna To fizyka jest królową nauki, matematyka jest jest wiernym psem.
Matematyka nie ma "niemocy" fizyki, dowolnie hula sobie po przestrzeniach wielowymiarowych i kontempluje piękno tesseraktów.

Nie matematykę tu chodzi lecz o nauki ścisłe i tu się z Tobą zgadzam. Paradoksalne jest dla mnie, że w dobie wszechobecnej techniki ludzie młodzi nie są kompletnie zainteresowani kierunkami technicznymi. Rożne są tego przyczyny, to nie tylko wina młodzieży. Częściowo to wszechobecna reklama studiów związanych z szeroko pojętym biznesem, które to (wiele uczelni prywatnych) produkuje teraz bezrobotnych zamiast biznesmenów. Jednak mam wrażenie, że największe szkody powoduje kultura, młodzież chce tańczyć, śpiewać, grać, robić kariery modela, modelki, krótko mówiąc być sławnym celebrantem.
Dosłownie ręce mi opadły, kiedy jakiś stary 78-letni austriacki pryk zaprosił Karime El Mahroug na przedstawienie w Operze Wiedeńskiej, a dziennikarze tratowali się nawzajem by jej zrobić zdjęcie...Może na przedstawieniu był jakiś noblista z fizyki, ale kto by się nim przejął, takim nudziarzem...
25-05-2011 20:50 
 Ocena 7 na 7
DyktaFon (9281 punktów)
>A swoją drogą to znamienne, że apostołowie prosili Jezusa: "przymnóż nam wiary" a nie "przymnóż nam rozumu".

Bo jedno drugie wyklucza. Można się zdecydować tylko na jedno.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>A swoją drogą to znamienne, że apostołowie prosili Jezusa: "przymnóż nam wiary" a nie "przymnóż nam rozumu".
>Bo jedno drugie wyklucza. Można się zdecydować tylko na jedno.

Cytat:
Hegla nie satysfakcjonuje także ortodoksyjna wykładnia nauki i życia Jezusa. W tekście Życie Jezusa stoi on na czysto racjonalistycznej pozycji: cześć jaką oddaje się Bogu wypływa i jest ufundowana na rozumie i prawie moralnym. Jezus ukazany jest jako osoba, której postawa moralna i takaż nauka przegrywa w zetknięciu ze wspólnotą i prawami żydowskimi oraz której ofiara nie prowadzi do wyższego, duchowego życia a zwiększa tylko moc "starej" religii. www.guczalska.pl/teksty/inny_hegel.html

Jak widać Hegel poszedł na całość i zdecydował się na dwa zamiast jednego. Wziął sobie do swych rozważań tezę (religię) oraz antytezę (rozum) i wyszło mu, że Duch odnajduje swą prawdę tylko wtedy, jeżeli w absolutnym rozdarciu odnajduje samego siebie.
astrotaurus (12445 punktów)

>Jak widać Hegel poszedł na całość i zdecydował się na dwa zamiast jednego. Wziął sobie do swych rozważań tezę (religię) oraz antytezę (rozum) i wyszło mu, że Duch odnajduje swą prawdę tylko wtedy, jeżeli w absolutnym rozdarciu odnajduje samego siebie.
Jak widać Hegel poszedł na manowce i wyszedł mu bełkot (albo poezja), który nic nie znaczy.
A ustęp z cytatu:
stoi on na czysto racjonalistycznej pozycji: cześć jaką oddaje się Bogu wypływa i jest ufundowana na rozumie i prawie moralnym.
to czyste kuriozum, którego nie potrafisz obronić Heglem czy Guczalską, czy ebriusem nawet.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>to czyste kuriozum, którego nie potrafisz obronić Heglem czy Guczalską, czy ebriusem nawet.
A skąd przyszło ci do głowy, że bronie w tym momencie heglizmu, Hegla czy własnej filozofii?
26-05-2011 18:23 
 Ocena 8 na 8
diogenes (42753 punktów)
>Racjonalizm się kończy tam, gdzie zaczynają się emocje,...

Racjonalizm zaczyna się tam, gdzie zaczynają się emocje. Bo sztuką jest właśnie umieć sobie z nimi racjonalnie poradzić, opanować je, zrozumieć.

Nie widzę szans na oddzielenie rozumu od serca. Serce, będące symbolem uczuć, bije w mózgu.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
26-05-2011 19:39 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Racjonalizm zaczyna się tam, gdzie zaczynają się emocje.
Racja. Powinienem napisać "gdzie zaczynają rządzić nami emocje".

>Nie widzę szans na oddzielenie rozumu od serca.
Idealnie, kiedy są zgraną parą, ale niestety często bywa, że jedno musi być sługą drugiego. Rozum wymyśla racjonalne sposoby na osiągnięcie nieracjonalnych celów, albo serce trzeba uciszyć, bo rozum pracuje.
neurosurgery (2484 punktów)
>Oczywiście, zależy przez kogo.

No i możemy zakończyć wątek.

>Wydaje mi się, że niechęć dorosłego człowieka do racjonalnego myślenia można
>powiązać z zaniedbaniami systemów szkolnictwa w wielu krajach, zaniedbujących nauczanie matematyki.

A mi się wydaje, że źle Ci się wydaje. Weźmy na przykład Polskę. Jeszcze nie tak dawno zrezygnowano z nauczania całek i pochodnych w liceum, a jakoś wierzących nie przybywa. Czy to wina zaniedbania? Nie sądzę. Zresztą, jeżeli ktoś nie posiada określonego poziomu intelektualnego to racjonalizm nigdy nie będzie jego życiową filozofią.

>Nie ma bowiem możliwości prawdziwie racjonalnego rozumienia rzeczywistości, jeśli nie posiadło się
>przynajmniej w podstawowym zakresie umiejętności logicznego, precyzyjnego wyrażania myśli i
>operowania na dobrze określonych pojęciach.

To fakt.

>Tego nie nauczy ani gramatyka języka ojczystego, ani
>historia, ani biologia.

Stop! Uważasz, że biologia nie nauczy Cię logiki? Wszystko w biologii, podparte ewolucją, układa się w logiczną całość. Biologia jest bardzo logiczna.

>Chyba zapomina się, po co w ogóle wprowadzono do programów matematykę na
>poziomie wyższym, niż tylko ten obejmujący swoim zakresem cztery podstawowe działania matematyczne:
>chodzi właśnie o uczenie precyzyjnego, jasnego myślenia. Racjonalizmu.

Moje wspomnienia z liceum to ciągła walka z nauczycielką matematyki. Ona jedyne czego uczyła to definicji na pamięć. To, że z założenia matematyka ma uczyć logiki nie oznacza, że jej uczy. Nauczyciel jest równie ważny jak podstawa programowa.

>Tymczasem - niechęć do matematyki, dość powszechna, aż przez
>niektórych traktowana nawet jako powód do pewnej dumy, bierze się chyba z niechęci do liczb.

Bierze się przede wszystkim stąd, że ludzie jej nie rozumieją. Nie każdy jest na tyle 'mądry', żeby zrozumieć wiele rzeczy. Świata nie zmienisz, niestety.
25-05-2011 16:43 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>Oczywiście, zależy przez kogo.
>No i możemy zakończyć wątek.
>>Wydaje mi się, że niechęć dorosłego człowieka do racjonalnego myślenia można
>>powiązać z zaniedbaniami systemów szkolnictwa w wielu krajach, zaniedbujących nauczanie matematyki.
>A mi się wydaje, że źle Ci się wydaje. Weźmy na przykład Polskę. Jeszcze nie tak dawno zrezygnowano z nauczania całek i pochodnych w liceum, a jakoś wierzących nie przybywa. Czy to wina zaniedbania? Nie sądzę. Zresztą, jeżeli ktoś nie posiada określonego poziomu intelektualnego to racjonalizm nigdy nie będzie jego życiową filozofią.

To, że nie wzrasta, a maleje liczba wiernych wcale jeszcze nie znaczy, że młodzież jest bardziej racjonalna pomimo tego, że z matematyką u nas jest nędznie. Można być nieracjonalną osobą, która wierzy we wróżki i nie zaprząta sobie chodzeniem do kościoła, bo to nudne.
Nie-racjonalizm posiada wielkie bogactwo swoich manifestacji. Coś jak zielnik z lasów Amazonii

>>Tego nie nauczy ani gramatyka języka ojczystego, ani
>>historia, ani biologia.
>Stop! Uważasz, że biologia nie nauczy Cię logiki? Wszystko w biologii, podparte ewolucją, układa się w logiczną całość. Biologia jest bardzo logiczna.

No to żałuj, że nie widziałeś lekcji biologii, na której moja nauczycielka (niech jej ziemia lekką będzie) próbowała nam objaśnić crossing-over. Po zakończeniu prelekcji w klasie unosił się kredowy pył, cała tablica wyglądała jak plan ataku na Fort Knox a my milczeliśmy zaszokowani. Po lekcji, mój kolega, geniusz chemiczny, westchnął i powiedział : "zamieszała, zamieszała i wyszło".

>Moje wspomnienia z liceum to ciągła walka z nauczycielką matematyki. Ona jedyne czego uczyła to definicji na pamięć. To, że z założenia matematyka ma uczyć logiki nie oznacza, że jej uczy. Nauczyciel jest równie ważny jak podstawa programowa.

Dzięki nauczycielom (i rodzicom, którzy u nich załatwili dla mnie korki) przez matmę bym nie otrzymał promocji do ósmej klasy. Potem już było tylko lepiej (też dzięki korkom).
Pozdrawiam
neurosurgery (2484 punktów)
>To, że nie wzrasta, a maleje liczba wiernych wcale jeszcze nie znaczy, że młodzież jest bardziej racjonalna pomimo tego, że z matematyką u nas jest nędznie.

To nie oznacza także, że większa ilość matematyki = większa ilość racjonalistów.

>No to żałuj, że nie widziałeś lekcji biologii, na której moja nauczycielka (niech jej ziemia lekką będzie) próbowała nam objaśnić crossing-over. Po zakończeniu prelekcji w klasie unosił się kredowy pył, cała tablica wyglądała jak plan ataku na Fort Knox a my milczeliśmy zaszokowani. Po lekcji, mój kolega, geniusz chemiczny, westchnął i powiedział : "zamieszała, zamieszała i wyszło".

No takich doświadczeń na szczęście nie mam. Miałem wspaniałego nauczyciela biologii, którego nie dało się zagiąć.

>Dzięki nauczycielom (i rodzicom, którzy u nich załatwili dla mnie korki) przez matmę bym nie otrzymał promocji do ósmej klasy. Potem już było tylko lepiej (też dzięki korkom).

Czyli, że byłeś dobry z matmy i nauczyciele chcieli od Ciebie kasę wyciągnąć?

>Pozdrawiam

Również pozdrawiam.
hubin (2274 punktów)

>To nie oznacza także, że większa ilość matematyki = większa ilość racjonalistów.
Ale oznacza więcej czasu dla każdego żeby zrozumieć,
czyli masz statystycznie większą szansę na narodziny racjonalisty.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
> Nie-racjonalizm posiada wielkie bogactwo swoich manifestacji. Coś jak zielnik z lasów Amazonii
A racjonalizm jest tylko jeden?
Hodża (11172 punktów)errata
>Dzięki nauczycielom (i rodzicom, którzy u nich załatwili dla mnie korki) przez matmę bym nie otrzymał promocji do ósmej klasy. Potem już było tylko lepiej (też dzięki korkom).

Bez sensu jest powyższe, dzięki korepetycjom i rodzicom nauczyłem się matematyki, taki miał być sens. Mam nadzieję, że to nikogo nie zniechęciło do nauki

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
Odp: Dlaczego racjonalizm jest nielubiany
> Zresztą, jeżeli ktoś nie posiada określonego poziomu intelektualnego to racjonalizm nigdy nie będzie jego życiową filozofią.
E tam. Pan Grzegorz co to spędza całe dnie na piciu piwa na ławce nieopodal krzaczka przed moim blokiem nieustanie podkreśla w bardzo dosadny sposób, że jest racjonalistą i tych kaczorów, rydzyków i innych bałwanów to trzeba by zastrzelić. -Nie ma innego sposobu na tych katoli- zwykł był mówić pan Grzegorz.
28-06-2011 12:56 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
E tam. Pan Marian co to spędza całe dnie na piciu piwa na ławce nieopodal krzaczka przed moim blokiem nieustanie podkreśla w bardzo dosadny sposób, że jest Polakiem - Katolikiem i tych Żydów, komuchów i innych platformersów to trzeba by zastrzelić. - Nie ma innego sposobu na tych zdrajców i złodziei - zwykł był mówić pan Marian.

@@@
.
28-06-2011 13:02 
 Ocena 1 na 1
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>> E tam. Pan Grzegorz
>E tam. Pan Marian

Oby się nie spotkali.
Learning to fly (99 punktów)
Wg mnie, racjonalizm jest nielubiany przez tych, którzy nie potrafią myśleć a to, czy ktoś potrafi myśleć niekoniecznie jest skutkiem "chęci" do matematyki, a zwyczajnie posiadaniem predyspozycji. Niestety, nie każdy ma takie same zdolności, są ludzie, którym są właśnie potrzebne takie reguły, nakazy i zakazy, ustalone odgórnie zasady, najlepiej przez kogoś "ach i och". Stąd powstały religie. Niektórzy bez nich chyba by się pogubili ...
25-05-2011 23:12 
 Ocena 2 na 2
DEMONICON (4893 punktów)
>Wg mnie, racjonalizm jest nielubiany przez tych, którzy nie potrafią myśleć a to, czy ktoś potrafi myśleć niekoniecznie jest skutkiem "chęci" do matematyki, a zwyczajnie posiadaniem predyspozycji. Niestety, nie każdy ma takie same zdolności, są ludzie, którym są właśnie potrzebne takie reguły, nakazy i zakazy, ustalone odgórnie zasady, najlepiej przez kogoś "ach i och". Stąd powstały religie. Niektórzy bez nich chyba by się pogubili ...

Więc ja tam bardzo lubię racjonalizm ...

Pozdrawiam
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>Wg mnie, racjonalizm jest nielubiany przez tych, którzy nie potrafią myśleć
Nie znam żadnej osoby (wyłączając malutkie dzieci), która nie potrafi myśleć.
27-06-2011 09:01 
 Ocena 2 na 2
Learning to fly (99 punktów)
>>Wg mnie, racjonalizm jest nielubiany przez tych, którzy nie potrafią myśleć
>Nie znam żadnej osoby (wyłączając malutkie dzieci), która nie potrafi myśleć.
>
Przepraszam, skróciłam sobie w głowie ... pisałam "myśleć" w głowie miałam "myśleć logicznie"
Bo fakt, że myśleć o niebieskich migdałach każdy potrafi
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>>Wg mnie, racjonalizm jest nielubiany przez tych, którzy nie potrafią myśleć
>>Nie znam żadnej osoby (wyłączając malutkie dzieci), która nie potrafi myśleć.
>>
>Przepraszam, skróciłam sobie w głowie ... pisałam "myśleć" w głowie miałam "myśleć logicznie"
>Bo fakt, że myśleć o niebieskich migdałach każdy potrafi
A czy uważasz, że jak ktoś wierzy w Boga to nie potrafi myśleć logicznie i racjonalnie?
28-06-2011 12:43 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>>>Wg mnie, racjonalizm jest nielubiany przez tych, którzy nie potrafią myśleć
>>>Nie znam żadnej osoby (wyłączając malutkie dzieci), która nie potrafi myśleć.
>>>
>>Przepraszam, skróciłam sobie w głowie ... pisałam "myśleć" w głowie miałam "myśleć logicznie"
>>Bo fakt, że myśleć o niebieskich migdałach każdy potrafi
>A czy uważasz, że jak ktoś wierzy w Boga to nie potrafi myśleć logicznie i racjonalnie?
A uważasz, że przekonanie, że bóg wysłucha naszej modlitwy o zdanie egzaminu na 5, podczas, gdy olewa dzieciaki umierające z głodu i pozwala im umierać jest logiczne i racjonalne?
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>>>>Wg mnie, racjonalizm jest nielubiany przez tych, którzy nie potrafią myśleć
>>>>Nie znam żadnej osoby (wyłączając malutkie dzieci), która nie potrafi myśleć.
>>>>
>>>Przepraszam, skróciłam sobie w głowie ... pisałam "myśleć" w głowie miałam "myśleć logicznie"
>>>Bo fakt, że myśleć o niebieskich migdałach każdy potrafi
>>A czy uważasz, że jak ktoś wierzy w Boga to nie potrafi myśleć logicznie i racjonalnie?
>A uważasz, że przekonanie, że bóg wysłucha naszej modlitwy o zdanie egzaminu na 5, podczas, gdy olewa dzieciaki umierające z głodu i pozwala im umierać jest logiczne i racjonalne?
Nie. A teraz ty mi odpowiedz.
28-06-2011 12:50 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>>>>>Wg mnie, racjonalizm jest nielubiany przez tych, którzy nie potrafią myśleć
>>>>>Nie znam żadnej osoby (wyłączając malutkie dzieci), która nie potrafi myśleć.
>>>>>
>>>>Przepraszam, skróciłam sobie w głowie ... pisałam "myśleć" w głowie miałam "myśleć logicznie"
>>>>Bo fakt, że myśleć o niebieskich migdałach każdy potrafi
>>>A czy uważasz, że jak ktoś wierzy w Boga to nie potrafi myśleć logicznie i racjonalnie?
>>A uważasz, że przekonanie, że bóg wysłucha naszej modlitwy o zdanie egzaminu na 5, podczas, gdy olewa dzieciaki umierające z głodu i pozwala im umierać jest logiczne i racjonalne?
>Nie. A teraz ty mi odpowiedz.
A więc - nie. Uważam, że w wielu aspektach osoby wierzące myślą logicznie, ale jednak w którymś momencie im się sposób myślenia "przełącza" na inny.
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
ebrius & Ania: wycinajcie proszę zbędne cytowania poprzednika
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>A więc - nie. Uważam, że w wielu aspektach osoby wierzące myślą logicznie, ale jednak w którymś momencie im się sposób myślenia "przełącza" na inny.
Zgoda na to. A teraz powiedz mi, czy i racjonalistą nie zdarza się czasem "przełączyć" na inny sposób myślenia?
28-06-2011 13:01 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
Zapewne.
Jednak przynajmniej ja osobiście staram się takie zdarzenia eliminować.
Dotyczy to zabobonów, przesądów, irracjonalnych reakcji lękowych (walczę z arachnofobią) itd.
Nie potrafię wymyślić przykładu, w którym akceptowałabym irracjonalność mojego osądu / myślenia, co więcej, uważałabym, że to jest właśnie słuszne a racjonalne interpretacje z zasady są złe.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>Nie potrafię wymyślić przykładu, w którym akceptowałabym irracjonalność mojego osądu / myślenia,
Bo nie jesteś świadoma wszystkiego.
28-06-2011 13:23 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Nie potrafię wymyślić przykładu, w którym akceptowałabym irracjonalność mojego osądu / myślenia,
>Bo nie jesteś świadoma wszystkiego.
Oczywiście, istnieją na pewno drobiazgi, których nie jestem świadoma.
Jednak widzisz - ja szukam i poprawiam. A nie wmawiam sobie, że moja nieświadomość jest cnotą i niedobrze jest za dużo myśleć.
Tym bardziej, jeśli mówimy o sprawach najważniejszych. Jeśli buduję swój światopogląd i system wartości, to staram się przemyśleć to, tak, aby podstawy były jak najpewniejsze.
Wierzący POWINNI próbować przemyśleć to, a nie dreptać w kółko, że to tajemnica i cnotliwe osoby nie wnikają w to, i nawet jak brzmi to dziwnie, to bóg cię kocha i właśnie twoje kaprysy spełni, właśnie o twoje bezpieczeństwo zadba. Nie jest to jakiś drobiazg, który może umknąć uwadze.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>>Nie potrafię wymyślić przykładu, w którym akceptowałabym irracjonalność mojego osądu / myślenia,
>>Bo nie jesteś świadoma wszystkiego.
>Oczywiście, istnieją na pewno drobiazgi, których nie jestem świadoma.
Według najnowszych badań naukowych to jest wręcz odwrotnie- świadomi jesteśmy tylko drobiazgów.
>Jednak widzisz - ja szukam i poprawiam. A nie wmawiam sobie, że moja nieświadomość jest cnotą i niedobrze jest za dużo myśleć.
>Tym bardziej, jeśli mówimy o sprawach najważniejszych. Jeśli buduję swój światopogląd i system wartości, to staram się przemyśleć to, tak, aby podstawy były jak najpewniejsze.
>Wierzący POWINNI próbować przemyśleć to, a nie dreptać w kółko, że to tajemnica i cnotliwe osoby nie wnikają w to, i nawet jak brzmi to dziwnie, to bóg cię kocha i właśnie twoje kaprysy spełni, właśnie o twoje bezpieczeństwo zadba. Nie jest to jakiś drobiazg, który może umknąć uwadze.
Mam wrażenie, że mówimy o czymś innym. Ty mówisz o niemal wszystkich a ja o wyjątkach.
Dawkins napisał: "Ponura prawda jest niestety taka, iż uczciwa i godna szacunku religia to margines; statystycznie rzecz biorąc, można ją pominąć."
Zgadzam się, że uczciwa i godna szacunku religia to obecnie margines. Jednak ja jej w swoich rozważaniach nie pomijam, a nawet bronię jej.
28-06-2011 21:17 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>>>Nie potrafię wymyślić przykładu, w którym akceptowałabym irracjonalność mojego osądu / myślenia,
>>>Bo nie jesteś świadoma wszystkiego.
>>Oczywiście, istnieją na pewno drobiazgi, których nie jestem świadoma.
>Według najnowszych badań naukowych to jest wręcz odwrotnie- świadomi jesteśmy tylko drobiazgów.
Jakich badań?
>>Wierzący POWINNI próbować przemyśleć to, a nie dreptać w kółko, że to tajemnica i cnotliwe osoby nie wnikają w to, i nawet jak brzmi to dziwnie, to bóg cię kocha i właśnie twoje kaprysy spełni, właśnie o twoje bezpieczeństwo zadba. Nie jest to jakiś drobiazg, który może umknąć uwadze.
>Mam wrażenie, że mówimy o czymś innym. Ty mówisz o niemal wszystkich a ja o wyjątkach.
Wyjątki są nieistotne. Istotny jest ogół danego zjawiska.
>Dawkins napisał: "Ponura prawda jest niestety taka, iż uczciwa i godna szacunku religia to margines; statystycznie rzecz biorąc, można ją pominąć."
>Zgadzam się, że uczciwa i godna szacunku religia to obecnie margines. Jednak ja jej w swoich rozważaniach nie pomijam, a nawet bronię jej.
Możesz bronić. Jednak pytanie - po co?
Czy w imię marginesu, który uważasz za nieszkodliwy warto bronić zjawiska, które z gruntu rzeczy prowadzi do wypaczeń, nadużyć, fanatyzmu, niesprawiedliwych osądów, zakłamania logiki i rozumowania itd?
Po co?
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>Według najnowszych badań naukowych to jest wręcz odwrotnie- świadomi jesteśmy tylko drobiazgów.
>Jakich badań?
Np.:
"Liczbę informacji docierających w ciągu sekundy do zmysłów szacuje się na 100 miliardów bitów, podczas gdy w tej samej sekundzie jesteśmy w stanie uświadomić sobie nie więcej niż 100 bitów, obliczył fizyk i fizjolog, prof. Andrzej Wróbel...."

(Newsweek 1/2008)

>>Zgadzam się, że uczciwa i godna szacunku religia to obecnie margines. Jednak ja jej w swoich rozważaniach nie pomijam, a nawet bronię jej.
>Możesz bronić. Jednak pytanie - po co?
Odpowiedź znajdziesz w wyżej wspomnianym wątku.
02-07-2011 11:05 
 Ocena 5 na 5
maruda (5550 punktów)
>"Liczbę informacji docierających w ciągu sekundy do zmysłów szacuje się na 100 miliardów bitów, podczas gdy w tej samej sekundzie jesteśmy w stanie uświadomić sobie nie więcej niż 100 bitów, obliczył fizyk i fizjolog, prof. Andrzej Wróbel...."

To by się mniej więcej zgadzało, widzisz miliony kolorowych kropek, dopiero mózg przetwarza tą informację i do świadomości dociera tylko przekaz: "Wujek Zdzisiek, ale chyba pijany".
03-07-2011 19:41 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>>Według najnowszych badań naukowych to jest wręcz odwrotnie- świadomi jesteśmy tylko drobiazgów.
>>Jakich badań?
>Np.:
>"Liczbę informacji docierających w ciągu sekundy do zmysłów szacuje się na 100 miliardów bitów, podczas gdy w tej samej sekundzie jesteśmy w stanie uświadomić sobie nie więcej niż 100 bitów, obliczył fizyk i fizjolog, prof. Andrzej Wróbel...."
>(Newsweek 1/2008)
Błąd założeń. Ogromna większość informacji w naszym układzie nerwowym dotyczy układu autonomicznego, który jest "podświadomy". Sterujemy temperaturą, uwodnieniem, sekrecją kanalikową, endokrynologią, tempem uderzeń serca, tętnem i ciśnieniem krwi, naprężeniem soczewek, ruchami gałek ocznych, ruchami oddechowymi, przymykaniem powiek, ruchami perystaltycznymi, zaciskaniem zwieraczy itd.
Te dane to ogromny natłok danych, które obrabia układ nerwowy, dlatego praca umysłowa to zaledwie fragmencik danych docierających do mózgu.
To stwierdzenie nijak się ma do badań naukowych informujących, że świadomie interpretujemy drobne zdarzenia, a podstawowe dane są podświadome, bo o tym pisałam.
Więc jakie badania?
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>Więc jakie badania?
Rozumiem, że w
>>(Newsweek 1/2008)
nie znalazłaś żadnych wyników badań?
03-07-2011 23:24 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>Więc jakie badania?
>Rozumiem, że w
>>>(Newsweek 1/2008)
>nie znalazłaś żadnych wyników badań?
Wnioskuję, że podałeś najbardziej przydatny cytat, nie podałeś linka, nie szukałam artykułu.
Jednak nie chodzi o ŻADNE wyniki badań, a o wyniki dotyczące tej konkretnej kwestii.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>Jednak nie chodzi o ŻADNE wyniki badań, a o wyniki dotyczące tej konkretnej kwestii.
W tej konkretnej kwestii psychologowie od dawna nie mają wiele wątpliwości- to co dostępne w polu świadomości to tylko mały wycinek tego co dzieje się w naszym umyśle.

Jeśli naprawdę interesuje cię ten temat poszukam dla ciebie odpowiedniej bibliografii.
Ania... (14138 punktów)
>>Jednak nie chodzi o ŻADNE wyniki badań, a o wyniki dotyczące tej konkretnej kwestii.
>W tej konkretnej kwestii psychologowie od dawna nie mają wiele wątpliwości- to co dostępne w polu świadomości to tylko mały wycinek tego co dzieje się w naszym umyśle.
A ja pisałam, że można to jednak starać się analizować, nie tylko w ramach różnych terapii.
Nazywamy to poznawaniem siebie i racjonalizacją przeżyć - to drugie to mój prywatny sposób opisu.
>Jeśli naprawdę interesuje cię ten temat poszukam dla ciebie odpowiedniej bibliografii.
Czy niejasno to wyraziłam?
Tak, proszę o konkrety.
28-06-2011 13:03 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Zgoda na to. A teraz powiedz mi, czy i racjonalistą nie zdarza się czasem "przełączyć" na inny sposób myślenia?
Ależ może.
Tyle że człowiek wierzący nie jest w stanie wyjść poza ograniczenia swej wiary i poprawić sposobu myślenia.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>Zgoda na to. A teraz powiedz mi, czy i racjonalistą nie zdarza się czasem "przełączyć" na inny sposób myślenia?
>Ależ może.
>Tyle że człowiek wierzący nie jest w stanie wyjść poza ograniczenia swej wiary
Ależ jest!
>i poprawić sposobu myślenia.
Na jedyny prawdziwy i słuszny kierunek myślenia?
28-06-2011 13:19 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Ależ jest!
Może wyjść poza ograniczenia religijności kulturowej, tradycyjnej, ale nie poza ograniczenia wiary.

>Na jedyny prawdziwy i słuszny kierunek myślenia?
Na taki jaki da się weryfikować w dyskusji z innymi, a obiekty wiary nie podlegają dyskusji.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>Ależ jest!
>Może wyjść poza ograniczenia religijności kulturowej, tradycyjnej, ale nie poza ograniczenia wiary.
Z tym się zgadzam. Podobnie rozum nie jest w stanie wyjść poza swoje ograniczenia.
>>Na jedyny prawdziwy i słuszny kierunek myślenia?
>Na taki jaki da się weryfikować w dyskusji z innymi, a obiekty wiary nie podlegają dyskusji.
Podlegają. Tzn. nie podlegają gdy mamy do czynienia z fanatykami religijnymi. Czy nie pamiętasz jak obiekt wiary Żydów podlegał dyskusji (mam tu na myśli np. dyskusje Jezusa z faryzeuszami)?
28-06-2011 13:44 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Z tym się zgadzam. Podobnie rozum nie jest w stanie wyjść poza swoje ograniczenia.
No tak, trudno przy IQ=50 wymyślić teorie względności...

Rozum nie może pokonać ograniczeń wiary, bo to ona dominuje nad zajętymi przez siebie obszarami postrzegania świata - to jest istotne.

>Podlegają. Tzn. nie podlegają gdy mamy do czynienia z fanatykami religijnymi. Czy nie pamiętasz jak obiekt wiary Żydów podlegał dyskusji (mam tu na myśli np. dyskusje Jezusa z faryzeuszami)?
Wszyscy wierzący są fanatykami religijnymi na miarę obszaru umysłu przez wiarę zajętego i na miarę wymagań obiektów ich wiary.

Z Jezusem i faryzeuszami trudno będzie uzgodnić w co wierzą, a co tylko powtarzają zwyczajowo.
Dyskusja wierzących to tylko opisywanie stanu własnego umysłu, a nie dociekanie stanu świata. i dopóki wiara obejmuje dyskutowane obiekty głusi są na jakiekolwiek argumenty przeciw.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
28-06-2011 13:24 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>Tyle że człowiek wierzący nie jest w stanie wyjść poza ograniczenia swej wiary
>Ależ jest!
Jeśli wyjdzie poza ograniczenia wiary nie będzie wierzącym. Jeśli dalej jest wierzącym to znaczy, że nie wyszedł, a co najwyżej zmienił drobne szczegóły.
28-06-2011 13:27 
 Ocena-1 na 1
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>>Tyle że człowiek wierzący nie jest w stanie wyjść poza ograniczenia swej wiary
>>Ależ jest!
>Jeśli wyjdzie poza ograniczenia wiary nie będzie wierzącym. Jeśli dalej jest wierzącym to znaczy, że nie wyszedł, a co najwyżej zmienił drobne szczegóły.
Albo został agnostykiem. Może także z religi teistycznej przejść na religię ateistyczną. Mozliwości jest dużo.
28-06-2011 13:46 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
> Może także z religi teistycznej przejść na religię ateistyczną.
A dajże już spokój z religiami ateistycznymi!
Kiedy rozmawia się o konkretach trzeba precyzować definicje.

Poza tym obiekty wiary mogą się zmieniać, obszary przez wiarę zajęte mogą się zmniejszać lub zwiększać, ale nie dokonuje się to rozumowo, pod wpływem racjonalnego myślenia, tylko w podświadomości.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Ania... (14138 punktów)
Agnostyk nie jest "wierzącym", więc na jedno wychodzi.
maruda (5550 punktów)
> Może także z religi teistycznej przejść na religię ateistyczną.

Jakie są niby te religie ateistyczne?
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Jakie są niby te religie ateistyczne?
Budda nie jest bogiem.

@@@
.
maruda (5550 punktów)
>>Jakie są niby te religie ateistyczne?
>Budda nie jest bogiem.

To jeden przykład, w zdaniu użyto liczby mnogiej.

Budda czasami bywa traktowany z podobnym pietyzmem jak bogowie w innych religiach. Buddyzm potrafi się stopić z religią teistyczną, czego najlepszym przykładem jest szintoizm.
Ateizm to jednak odrzucenie idei bóstw, a buddyzm po prostu tą kwestę pomija, dla teisty może to wyglądać jak ateizm, ale czy w takim razie faktycznie nim jest?
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>>Jakie są niby te religie ateistyczne?
>>Budda nie jest bogiem.
>To jeden przykład, w zdaniu użyto liczby mnogiej.
>Budda czasami bywa traktowany z podobnym pietyzmem jak bogowie w innych religiach. Buddyzm potrafi się stopić z religią teistyczną, czego najlepszym przykładem jest szintoizm.
>Ateizm to jednak odrzucenie idei bóstw, a buddyzm po prostu tą kwestę pomija, dla teisty może to wyglądać jak ateizm, ale czy w takim razie faktycznie nim jest?
>
Mariusz Agnosiewicz:
Ateizm, od greckiego atheos znaczy 'bez boga'. Bezbożność tedy jest zasadniczą treścią pojęcia ateizm. To że treść ta bywa często utożsamiana z niereligijnością wynika z tego, że bezbożnicy na ogół byli również ludźmi niereligijnymi, materialistami [ 1 ]. Nie przesądza to jednak, że ateista nie może być człowiekiem religijnym, nastawionym na transcendencję, nadprzyrodzoność, myślenie magiczne, kult, sacrum; i nie jest to bynajmniej wyłącznie domeną czasów współczesnych, że spotykamy religijnych ateistów. Jakkolwiek jest to nieczęste, jednak się zdarza.

Na przykład w indyjskim systemie filozoficznym sankhaja widzimy ateizm związany ze spirytualizmem - tworzywo wszechświata ma nie tylko materialny, ale i duchowy charakter.

Jednak nie tylko w systemach filozoficznych napotkać możemy ateizm połączony z transcendencją. Raelici, sekciarze z Kanady wierzący że biblijny Elohim jest związany z kosmitami, sami określają raelityzm jako "religię ateistyczną".

Buddyzm określa się często religią ateistyczną, gdyż przeczy istnieniu boga. Dalajlama narzekał w związku z tym: "Biedny buddyzm - odrzucany (jest) przez filozofów jako religia, zaś przez teologów odrzucany (jest) jako ateistyczna filozofia!". Po cóż przesądzać, że jest to heretyckie mniemanie z ateistycznego punktu widzenia? Znam osobiście wielu buddystów, mieniących się jednocześnie ateistami. Jeden z nich mówił: "Jako konspirujący ateista stałem się zwolennikiem naukowego poglądu na świat. Doznałem więc 'mądrości' lecz równocześnie pojawiła się pustka moralna. Wszelkie próby połączenia materialistycznego, racjonalnego poglądu z etyką wydawały mi się bzdurne... I tu pojawił się buddyzm z jego ateizmem, twardym determinizmem oraz sprzeciwianiem się wszelkim dogmatom... Budda był nie tyle agnostykiem co ateistą." Jest to często spotykane współcześnie podejście do religijności, jako uzasadnienia systemu moralnego. Stoi się w tym przypadku na gruncie ateizmu, gdyż wiara w boga jest odrzucana, ale nie jest to ateizm wolnomyślicieli, gdyż nie sprzeciwia się transcendencji i metafizyce.
www.racjon(*)php/s,1232/q,Ateizm.to.za.malo
maruda (5550 punktów)
System filozoficzny to nie religia. Choć przyznaję spotkałem się z określeniem systemu filozoficznego sankhja jako religii.

Z Buddyzmem jest jednak duży problem, bo to że niektórzy określają go jako coś tam, a inni jako coś innego nie jest jednoznaczne. Duża część Japończyków uważa się równocześnie jako wyznawcę szintoizmu i buddyzmu nie widząc w tym żadnej niekonsekwencji. Dlatego też podeprę się cytatem.

Cytat:
Buddhism is primary atheistic in nature. [...]
However, whatever has been said above can be taken as literally true only of early Buddhism. Later Buddhism accepts Buddha himself as God and believes in various earlier incarnations.

Comparative religion
Kedar Nath Tiwari

> Ateizm, od greckiego atheos znaczy 'bez boga'.
I tu jest główny problem, bo znaczenie słowa ewoluowało przez wieki. Nie ma też jednego, jedynego znaczenia. Ateista to też człowiek który nie wierzy w naszą religię. Z podkreśleniem na słowie naszą. Można być człowiekiem określonej religii w Europie, a ateistą w środku puszczy amazońskiej, ciągle wierząc w to samo.
28-06-2011 14:54 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>ae że człowiek wierzący nie jest w stanie wyjść poza ograniczenia swej wiary
>Ależ jest!
>Na jedyny prawdziwy i słuszny kierunek myślenia?
W jednym zdaniu Pan pisze, że jest, a w drugim sobie zaprzecza.

Są opisane doświadczenia mistyczne przeżywane przez ateistów. Sam też kiedyś próbowałem"przełączać" się inne sposoby myślenia, czy nawet wchodzić w odmienne stany świadomości, to ciekawe doświadczenia, ale po nich wracałem do rzeczywistości i racjonalnego jej osądu.
Twierdzę, na podstawie całej swojej wiedzy i doświadczeń, że nie jest możliwym abym zachowując zdrowe zmysły mógł się "przełączyć" na dłużej na irracjonalizm, a nawet nie wierzę aby komukolwiek się to udało.
Ostatnio np. twierdzono, że Antony Flew się nawrócił. Każdemu kto zna dorobek profesora polecam niby jego książkę "Bóg istnieje", mogącą przekonać o zdrowiu psychicznym staruszka tylko mocno przekonanych.

Tak są znane i opisane przypadki odrzucenia religii wpojonej w procesie socjalizacji.
Dzielą się z nami też swoimi doświadczeniami niektórzy czytelnicy.
Ale od czasu do czasu całkowicie osłabiają mnie intelektualnie takie deklaracje jak poniżej:

Przypadek I

Ja odrzuciłem ateizm nie tylko z emocji (bojąc się śmierci ostatecznej) ale także z rozsądku./.../
Wielu ateistów podkreśla, że wybór takiej a nie innej drogi jest wyrazem ich odwagi, świadczy o tym, że pogodzili się ze śmiercią. Jeszcze raz podkreślę - być może tak jest w istocie. Ateiści powtarzają - Śmierć to nie problem./.../ Spójrzmy jeszcze raz na pytanie - Czy Bóg istnieje? Odpowiadamy prawie zawsze jednoznacznie: Tak - gdy jesteśmy osobami wierzącymi lub Nie - gdy jesteśmy ateistami. Ja uważam, że nie mogę tego rozstrzygnąć. Nie można udowodnić jak jest w rzeczywistości. /.../ Umierając, pomimo nadziei, nigdy nie zostanę wskrzeszony i nie stanę przed Bogiem w dniu Sądu Ostatecznego. Umarłem, moje ciało zgniło i pozostały po mnie tylko wspomnienia u moich dzieci i wnuków. Problem rozwiązuje się sam. Prawda była po stronie ateistów. Ale mnie nie obchodzi "ta prawda".


Przypadek II

Przez kilkadziesiąt lat byłam ateistką.
Walczyłam z Kościołem na wszystkich frontach,nawet napisałam pismo o zakazie budowy kościoła w Gdyni w latach 70,budowa przesunęła się o kilka lat.

Zostałam wyzwolona z indoktrynacji skrajnie zlaicyzowanego i ateistycznego reżimu.
Był on marzeniem niejednego ateisty dziś. W warstwie antyreligijnej naturalnie i antyklerykalnej.


Więcej nie chce mi się tego szukać. Potrafię bardziej racjonalnie umotywować wyznanie, że kiedyś byłam zakonnicą, a nawet przeoryszą, tylko mi coś nie coś urosło - myślę oczywiście o rozumie - i odrzuciłem głupoty niedojrzałego wieku.

Pitu, pitu - kilo kitu u sufitu.

@@@
.
28-06-2011 12:47 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A czy uważasz, że jak ktoś wierzy w Boga to nie potrafi myśleć logicznie i racjonalnie?
Tu odpowiedź jest albo bardzo prosta - tak!
Albo skomplikowana - jak ludzki światopogląd:
Nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.

Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni.

Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania.
Andrzej B. Izdebski, www.racjonalista.pl/kk.php/s,4971

Człowiek potrafi w zakresie różnych tematów wyłączać logikę i racjonalizm.
Stąd naukowy dorobek religinych fideistów, może się liczyć w naturalistycznej nauce.

@@@
.
28-06-2011 14:06 
 Ocena 4 na 4
Learning to fly (99 punktów)

>A czy uważasz, że jak ktoś wierzy w Boga to nie potrafi myśleć logicznie i racjonalnie?

A co to za pytanie? Co ma piernik do wiatraka w tym przypadku? Chyba nic nie pisałam na ten temat w tym wątku.

Ale skoro pytasz odpowiem - wg mnie, człowiek lubiący myśleć, analizować to, co go otacza itd zadaje sobie pytania. I im więcej sobie ich zadaje tym większe ma wątpliwości w to, co jest mu od dziecka wkładane do głowy na siłę, bez racjonalnych wyjaśnień. Bo ludzie wierzą w Boga tylko dlatego, że ktoś im o nim opowiedział.
Gdyby Tobie od dziecka ktoś wmawiał, że istnieją krasnoludki, i 90% społeczeństwa wierzyłaby w nie i oddawała im cześć pewnie też byś uwierzył. A ja, jako osoba lubiąca analizować otaczający mnie świat w końcu również stwierdziłabym,że coś jest nie halo, bo nikt ich nie widział, nie słyszał, a jakaś grupka ludzi robi tylko kasę na naiwności ludzkiej.
25-06-2011 22:03 
 Ocena 3 na 3
Amai (3012 punktów)
>Wg mnie, racjonalizm jest nielubiany przez tych, którzy nie potrafią myśleć a to, czy ktoś potrafi myśleć niekoniecznie jest skutkiem "chęci" do matematyki, a zwyczajnie posiadaniem predyspozycji. Niestety, nie każdy ma takie same zdolności, są ludzie, którym są właśnie potrzebne takie reguły, nakazy i zakazy, ustalone odgórnie zasady, najlepiej przez kogoś "ach i och". Stąd powstały religie. Niektórzy bez nich chyba by się pogubili ...
>
Generalnie racja, tyle, że predyspozycje to nie wszystko.
Kiedyś w pociągu widziałam, jak dziecko (może ze cztery lata, nigdy nie potrafiłam odgadnąć wieku) patrząc na krople na szybie zapytało matkę, skąd się bierze deszcz. Mamusia podniosła wzrok znad kolorowego magazynu, zamrugała i burknęła "nie wiem, nie zadawaj głupich pytań".
Cóż, dzieciak miał predyspozycje do myślenia. Tylko nie jestem pewna, czy ma je nadal.
26-06-2011 10:41 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>Kiedyś w pociągu widziałam, jak dziecko (może ze cztery lata, nigdy nie potrafiłam odgadnąć wieku) patrząc na krople na szybie zapytało matkę, skąd się bierze deszcz. Mamusia podniosła wzrok znad kolorowego magazynu, zamrugała i burknęła "nie wiem, nie zadawaj głupich pytań".
>Cóż, dzieciak miał predyspozycje do myślenia. Tylko nie jestem pewna, czy ma je nadal.

Niestety, ale to jest temat na cały wielki wątek.
Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że - gdyby nie rodzice, w jakiejś mierze też dalsza rodzina, to po tej szkole podstawowej, którą ukończyłem, miałbym co najwyżej solidne podstawy do zostania menelem albo złodziejem. Taka jest brutalna prawda, że w 90% to od rodziców zależy, jak ukształtują dziecko i czy te zalążki ciekawości świata, żądzy wiedzy zdołają przed tym światem ochronić i pomóc im się rozwinąć. Mógłbym na palcach jednej dłoni policzyć nauczycieli z podstawówki, którzy byli nimi "z powołania", jak to się kiedyś mówiło, którzy lubili swój zawód i których cechowała mądra miłość do młodzieży i rzeczywiste poczucie posłannictwa, uczestnictwa tym wielkim cywilizacyjnym procesie, jakim jest przekazywanie wiedzy i budowanie jej kolejnych warstw w nowym pokoleniu. W innych krajach pewnie nie jest lepiej, ale w polskiej kulturze są memy, które wybitnie sprzyjają utrwalaniu ciemnoty, jak choćby to słynne powiedzenie-przekleństwo "obyś cudze dzieci uczył". Najwyraźniej ostatnio widać też, że i własnych dzieci ludziom już też się nie chce uczyć, zresztą czego, jeśli samemu się olewało szkołę i ma się pogląd na świat wzięty z tabloidów.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
27-06-2011 09:22 
 Ocena 1 na 1
Learning to fly (99 punktów)

>Generalnie racja, tyle, że predyspozycje to nie wszystko.
>Kiedyś w pociągu widziałam, jak dziecko (może ze cztery lata, nigdy nie potrafiłam odgadnąć wieku) patrząc na krople na szybie zapytało matkę, skąd się bierze deszcz. Mamusia podniosła wzrok znad kolorowego magazynu, zamrugała i burknęła "nie wiem, nie zadawaj głupich pytań".
>Cóż, dzieciak miał predyspozycje do myślenia. Tylko nie jestem pewna, czy ma je nadal.
>

Dużo racji masz, nie pomyślałam o tym. Faktycznie ważny jest rozwój człowieka od pierwszych dni życia.
Ja miałam na myśli przykłady już z czasów szkolnych, kiedy próbowałam tłumaczyć matematykę koleżankom i niektóre po prostu nie były w stanie zrozumieć. Być może to był też skutek takiego "wychowania" o jakim piszesz.
27-06-2011 11:03 
 Ocena 2 na 2
Amai (3012 punktów)
>Ja miałam na myśli przykłady już z czasów szkolnych, kiedy próbowałam tłumaczyć matematykę koleżankom i niektóre po prostu nie były w stanie zrozumieć. Być może to był też skutek takiego "wychowania" o jakim piszesz.

Skądś to znam
Wśród tych, którym ja tłumaczyłam matematykę czy fizykę, była na przykład jedna z kilku sióstr, które w domu prowadzonym przez matkę uczyły się grać na pianinie, pomagać w kuchni i obsługiwać leżącego na kanapie pana i władcę. Jak się kogoś uczy od małego, że ma tylko być miły, ładnie wyglądać i ładnie powiedzieć wierszyk, bo do myślenia i tak się nie nadaje...
01-08-2011 10:16 
 Ocena 1 na 1
Miłosz Michałowski (1657 punktów)
Zasadniczo masz rację, ale z tym:
"Niestety, nie każdy ma takie same zdolności, są ludzie, którym są właśnie potrzebne takie reguły, nakazy i zakazy, ustalone odgórnie zasady, najlepiej przez kogoś "ach i och". Stąd powstały religie. Niektórzy bez nich chyba by się pogubili ..."
się nie zgodzę.
Otóż wydaję mi się, że to nie tylko kwestia zdolności, ale w dużej mierze wychowania, które wpływa także na zdolności - jeśli jakieś umiejętności intelektualne, jak choćby logicznego czy abstrakcyjnego myślenia nie będą w dziecku rozwijane od małego, to później będą "mniejsze". Wówczas, by tak rzec, twoja wypowiedź jest zasadna.
Oczywiście nawet w sytuacji idealnej, w której każde dziecko, zamiast idiotycznej mitologii rodziców, byłoby uczone samodzielnego myślenia, rozwijania wrodzonej ciekawości, sceptycymu etc., to i tak znalazłoby się kilka osobników, którym myśleć, by się zbytnio nie chciało. Ale nawet wówczas, choć mogliby nie rozumieć fizyki teoretycznej i mieć gdzieś kwestie powstania Wszechświata, trudniej byłoby ich nabrać na demagogię i czary mary.
Moim zdaniem problem leży właśnie w wychowaniu dzieci. Z jednej strony, karmi się je głupotami, którymi byli karmieni ich rodzice, których rodzice... i mówi im się, że te głupoty są ważne, nikiedy, że są prawdziwe albo, że co najmniej zasługują na szacunek. Z drugiej strony, uczy się je matematyki, logiki etc, ale nie przekazuje się postawy racjonalnej - to chyba dość symptomatyczne, że w szkole, w której uczy się o ewolucji "wykłada" tez ksiądz lub katechetka, która uczy o zombie zbawiającym świat swoją krwią...
Dopóki będziemy pielęgnować "takie" tradycje, dopóty zawsze znajdą się dorośli ludzie uzależnienieni od szamanów i innych wodzów, którzy powiedzą im, co mają myśleć na ten bądź inny temat. To nie tylko kwestia logicznego myślenia, ale także, istotna w mym odczuciu, sprawa uczenia racjonalnej etyki i moralności, tj. oderwanej od mitologii - na tym polu jest naprawdę wiele wspaniałych koncepcji, o wiele bardziej wartościowych, z punktu widzenia społecznego współżycia, od etyki biblijnej, koranowej i innych. Sednem jest to, by na pierwszym miejscu były relacje międzyludzkie - za swoje czyny jesteś odpowiedzialny przed sobą i przed drugim człowiekiem, przed innymi ludźmi, których możesz zawieść, i których spotykasz bzpośrednio, a nie odpowiedzialność przed bogami, w dodatku odwleczona w czasie.
Maximus Decimus Meridius (316 punktów)
>powiązać z zaniedbaniami systemów szkolnictwa w wielu krajach, zaniedbujących nauczanie matematyki.

Dokładnie - zgadzam się! Ja sam - zadeklarowany humanista żałuję obecnie, że w czasach edukacji ogólnej zbyt mało przykładałem się do matematyki (pomijając fakt, że znajomość pewnych "zbyt zaawansowanych programowo" pojęć których i tak nas nie uczono przydałaby mi sie w obecnej pracy...)

pozdrawiam

"Kto sieje memy, ten trafia do encyklopedii ..."
Profesor_wykładowca (317 punktów)
(zablokowany)
Pytanie powinno brzmieć proszę Pana:

DLACZEGO NAUKI ŚCISŁE SĄ NIELUBIANE vel NIEPOPULARNE.
25-05-2011 22:48 
 Ocena 7 na 7
DyktaFon (9281 punktów)
>Pytanie powinno brzmieć proszę Pana:
>DLACZEGO NAUKI ŚCISŁE SĄ NIELUBIANE vel NIEPOPULARNE.

A tu odpowiedź jest, moim zdaniem, bardzo prosta: bo w naukach ścisłych nie starczy jedynie łatwość mówienia, trzeba jeszcze mieć co powiedzieć. Trzeba wiedzieć, co się mówi. Natomiast nauki humanistyczne można zawsze jakoś wytłumaczyć płynnością mówienia (podobnie jak religię...). Nie ma ścisłych reguł w humanistyce, niektórzy wręcz zastanawiają się, czy słowo "nauki" powinno być umieszczane przed słowem "humanistyczne", czy nie jest to nadużycie.
26-05-2011 08:11 
 Ocena 13 na 13
Meretseger (61860 punktów)
Hm... Archeologia jest nauką humanistyczną. W sumie tak, bo dotyczy człowieka, ale jak widać, termin "humanistyczna" jest mylący. Jeśli ktoś myśli, że archeologia to takie romantyczne, niekończące się odkopywanie Troi czy Sfinksa spod piasku, to jest w błędzie. Prócz historii, głównie starożytnej, ale nie tylko, archeolog musi znać przynajmniej fragmentarycznie i podstawowo takie nauki ścisłe i przyrodnicze, jak fizyka, chemia, statystyka, geologia, zoologia, antropologia fizyczna, genetyka i jeszcze kilka innych, bo bez tego nie da się funkcjonować w zawodzie.
>Natomiast nauki humanistyczne można zawsze jakoś wytłumaczyć płynnością mówienia (podobnie jak religię...). Nie ma ścisłych reguł w humanistyce
A w życiu. Humanistyczna archeologia podlega ścisłym regułom naukowym. Jak w fizyce, każda hipoteza musi mieć oparcie w badaniach i trzeba znaleźć na nią dowody, jeśli ich nie ma albo wskazują na coś innego, hipoteza idzie do kosza (w razie większego zainteresowania służę przykładami). Samo gadanie nie wystarczy, trzeba wiedzieć, co się mówi i mieć możliwość wskazania rzeczy palcem, inaczej nikt takiego "uczonego" nie traktuje poważnie. Archeolog, który snuje romantyczne wizje przeszłości, a nie ma na ich poparcie nawet cienia dowodu, plasuje się gdzieś pomiędzy poetą a poszukiwaczem Atlantydy, czyli wypada z klanu i tyle.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
26-05-2011 11:28 
 Ocena 1 na 1
DyktaFon (9281 punktów)
Przede wszystkim proszę nie brać moich uwag za bardzo osobiście. Nie uważam, aby nauki humanistyczne nie były potrzebne. To przecież jedne z działań ludzi przydatne dla społeczeństwa. I bez nich rozwój byłby niemożliwy.

>>Natomiast nauki humanistyczne można zawsze jakoś wytłumaczyć płynnością mówienia (podobnie jak religię...). Nie ma ścisłych reguł w humanistyce
>A w życiu. Humanistyczna archeologia podlega ścisłym regułom naukowym. Jak w fizyce, każda hipoteza musi mieć oparcie w badaniach i trzeba znaleźć na nią dowody, jeśli ich nie ma albo wskazują na coś innego, hipoteza idzie do kosza (w razie większego zainteresowania służę przykładami). Samo gadanie nie wystarczy, trzeba wiedzieć, co się mówi i mieć możliwość wskazania rzeczy palcem, inaczej nikt takiego "uczonego" nie traktuje poważnie. Archeolog, który snuje romantyczne wizje przeszłości, a nie ma na ich poparcie nawet cienia dowodu, plasuje się gdzieś pomiędzy poetą a poszukiwaczem Atlantydy, czyli wypada z klanu i tyle.

Nie umniejszając znaczenia archeologii pozwolę sobie zapytać, czy z wykopalisk po moim ogródku działkowym można jednoznacznie stwierdzić, co ja w tym ogródku robiłem tydzień temu? Moim zdaniem można co najwyżej ogólnie powiedzieć o pewnych wyobrażeniach osoby odkopującej moje śmieci. I tyle będzie wersji, ile kopaczy. A nauka, z zasady, powinna dać wyniki, które każdy może zweryfikować. To po pierwsze....

A po drugie: wykorzystywanie innych nauk w archeologii o niczym nie świadczy. Jeśli do wyprodukowania łopaty potrzeba najnowszych osiągnięć chemii, fizyki i matematyki (bo np. zrobimy trzonek z włókna węglowego zmieszanego z żywicą epoksydową), to wcale nie nobilituje to kopania rowów. Sedno tego zajęcie będzie nadal identyczne, jak przy kopaniu zwykłą łopatą

Argument potrzeby np. matematyki (przy uprawianiu archeologii) ma też "nauka" zwana teologią Bo czyż do stwierdzenia ile diabłów mieści się na czubku szpilki nie zaprzęgamy matematyki? ) A do analizy biblii nie stosujemy najnowszych osiągnięć informatyki?

Jednak odbiegamy od zasadniczego tematu, przepraszam jego inicjatora.
27-05-2011 18:09 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>A do analizy biblii nie stosujemy najnowszych osiągnięć informatyki?

To się okazało bardzo owocne. Dzięki temu na przykład wiadomo, że nie wszystkie listy św. Pawła są jego autorstwa. Mówiąc inaczej, informatyka dowiodła, że Biblia kłamie

>Jednak odbiegamy od zasadniczego tematu, przepraszam jego inicjatora.

Nie za ma co , temat jest wyjątkowo rozległy a ja już nie mam zamiaru walczyć o "czystość doktryny wątków", które zakładam, przynajmniej w granicach sensowności dyskusji.
Pozdrawiam
DyktaFon (9281 punktów)
>To się okazało bardzo owocne. Dzięki temu na przykład wiadomo, że nie wszystkie listy św. Pawła są jego autorstwa. Mówiąc inaczej, informatyka dowiodła, że Biblia kłamie

Bój się boga... co Ty mówisz... Szybko to wymarz z internetu! Narazisz cały internet na gniew boży! Będziemy się przez Ciebie smażyli w piekle! I musieli siedzieć po wsze czasy przed komputerem. Za karę.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>Pytanie powinno brzmieć proszę Pana:
>>DLACZEGO NAUKI ŚCISŁE SĄ NIELUBIANE vel NIEPOPULARNE.
>A tu odpowiedź jest, moim zdaniem, bardzo prosta: bo w naukach ścisłych nie starczy jedynie łatwość mówienia, trzeba jeszcze mieć co powiedzieć. Trzeba wiedzieć, co się mówi. Natomiast nauki humanistyczne można zawsze jakoś wytłumaczyć płynnością mówienia (podobnie jak religię...). Nie ma ścisłych reguł w humanistyce, niektórzy wręcz zastanawiają się, czy słowo "nauki" powinno być umieszczane przed słowem "humanistyczne", czy nie jest to nadużycie.
>
No właśnie. Wolter to był dupa a nie żaden mądrala. Matematyki się un za młodu nie nauczył to i pieprzył gupoty. Toć każdy wie, że ino ścisłe umieją poprawnie wnioskować. A te humanisty to ino metafizykujom i wiersze klecom nie wiadomo na co i komu.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> zaniedbujących nauczanie matematyki
Ja zawsze z matematyki byłam noga. Ale może przez to, że moje nauczycielki tego przedmiotu to były wyjątkowe zołzy. I potem już mi tak został ten strach i lęk przed tym przedmiotem.
A racjonalizm jest nielubiany, bo wymaga wysiłku umysłowego.
A ludzie nie lubieją się wysilać. A szczególnie umysłowo. Mózg zużywa strasznie dużo energii i cukru. A cukier dzisiaj drogi!
Poza tym ludzie są przyzwyczajeni do swoich poglądów wyssanych z matczynej piersi.
Wszczepionych im we wczesnym dzieciństwie przez rodziców, księdza dobrodzieja i różne babcie i ciocie.
Trzeba ich zrozumieć. Przewartościować wszystkie wartości to tylko Nietzsche potrafił.
I wiemy jak to się dla niego skończyło. Wylądował w domu wariatów!

Wszystko ma swój początek i koniec.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>> zaniedbujących nauczanie matematyki
Nie zaniedbujmy matematyki. Niech nas uczy Krzysztof Maurin!
>Trzeba ich zrozumieć. Przewartościować wszystkie wartości to tylko Nietzsche potrafił.
>I wiemy jak to się dla niego skończyło. Wylądował w domu wariatów!
Jak by się Nietzsche uczył o wartościach liczb zamiast przewartościowywać to by nie zwariował.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> to by nie zwariował.
John Forbes Nash Jr (ur. 13 czerwca 1928 w Bluefield w Wirginii) - amerykański matematyk i ekonomista.
Nash cierpiał na schizofrenię paranoidalną, która wcześnie wyłączyła go z życia naukowego.

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>> to by nie zwariował.
>John Forbes Nash Jr (ur. 13 czerwca 1928 w Bluefield w Wirginii) - amerykański matematyk i ekonomista.
>Nash cierpiał na schizofrenię paranoidalną, która wcześnie wyłączyła go z życia naukowego.
Naukowcy z uniwersytetów Cambridge i Oksford odkryli u Einsteina i Newtona objawy typowe dla syndromu Aspergera.
U Temple Grandin zdiagnozowano w dzieciństwie autyzm. Grandin to obecnie doktor nauk o zwierzętach oraz profesor na Colorado State University. Jej niezwykłe spostrzeżenia dotyczące zachowań zwierząt są wynikiem innego niż u większości ludzi sposobu percepcji- myślenia obrazami.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Oczywiście, zależy przez kogo.
Ma to niewiele wspólnego z poziomem matematyki w powszechnym myśleniu (choć nie umniejszam jej znaczenia), ale ogromnie dużo jest zależności od ogólnej kultury intelektualnej całego społeczeństwa, a szczególnie jego elit.

Moim zdaniem jest dramatycznie źle.
Wystarczy "otworzyć" telewizor czy jakiś periodyk, technologicznie jest cacy, ale merytorycznie to nie może osiągnąć poziomu socjalistycznej "Przyjaciółki" kierowanej do wiejskich kobiet. Nie mówiąc już o "Kobiecie i Życie".

Według telewizji współczesna kobieta ma pełnię szczęścia, gdy ma odpowiednią podpaskę i schudła w udach. Przeciwko traktowaniu kobiet jako idiotek współczesne feministki nie protestują, a szkoda.

Smutna intelektualnie ta rzeczywistość Wolnej Polski i w takiej rzeczywistości potwierdzają się stare analizy:
Warto tu zacytować wyimki z artykułu sprzed 80 lat - "Homo Neanderthalensis" H. L. Menckena - przywołane w tekście: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".
----------------------------------

Wiele osób w naszym kraju drwi z "moherowych beretów", uważając się za coś lepszego. Poprzez: formalne wykształcenie, poziom zamożności czy też odgrodzone miejsce zamieszkania uzasadniają swoje odcięcie się od plebsu. Dziś spokojnie można uważać się za inteligencką elitę, gdy błogo się łyka kit opakowany przez prezesów Dworaka, Waltera, czy Solorza, ale lekceważąc kit Ojca Rydzyka. Gorzej mają się ci, którym do intelektualnej strawy potrzeba czegoś więcej. W ofercie polskiej telewizji podstawą programową są, najczęściej na żenująco niskim poziomie, seriale i programy rozrywkowe, gęsto przetykane ogłupiającą reklamą. Książki w stosunku do naszych płac są przerażająco drogie. Prasa w swej masie kolorowo-ogłupiająca. Parę lat indoktrynacji i już inteligentowi wstyd publicznie czytać "Nie" lub nawet "Dziś", czy "Przegląd" ale nie jest wstydem publiczne czytanie "Faktu" czy "Super Expresu", nawet wówczas, gdy na jednej stronie pomieszane jest softporno z harddewocją.

Nie oszukujmy się - badania socjologiczne pokazują, że najwięcej fideistów jest wśród matematyków i fizyków, zaś najmniej wśród prawników.

Trzeba podnosić ogólny poziom wiedzy, gdyż wraz z poziomem wykształcenia religijność spada i to jest ważna prawidłowość.

Pozdrawiam.

@@@
.
.
DyktaFon (9281 punktów)
>Według telewizji współczesna kobieta ma pełnię szczęścia, gdy ma odpowiednią podpaskę i schudła w udach. Przeciwko traktowaniu kobiet jako idiotek współczesne feministki nie protestują, a szkoda.

Przecież współczesne reklamy są kierowane głównie do feministek... więc dlaczego miały by protestować? ))
26-05-2011 20:34 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>Według telewizji współczesna kobieta ma pełnię szczęścia, gdy ma odpowiednią podpaskę i schudła w udach. Przeciwko traktowaniu kobiet jako idiotek współczesne feministki nie protestują, a szkoda.
>Przecież współczesne reklamy są kierowane głównie do feministek... więc dlaczego miały by protestować? ))
Nie pociągnę tego wątku dalej. Boję się reakcji nawet mądrych pań.
Mnie te reklamy żenują swym prymitywizmem, a tym bardziej powinny żenować kobiety.

@@@
.
26-05-2011 22:15 
 Ocena 2 na 2
DyktaFon (9281 punktów)
>Nie pociągnę tego wątku dalej. Boję się reakcji nawet mądrych pań.
>Mnie te reklamy żenują swym prymitywizmem, a tym bardziej powinny żenować kobiety.

Mnie nie żenują... reklama ma być skuteczna, to jej jedyne zadanie. A jak to robi, to już inna bajka. Zapewne dostosowuje się do wymagań odbiorców.

Natomiast z obawą o reakcję... to się zgadzam... I jest to smutne, że w XXI wieku, w środku Europy można się bać mówić, co się myśli.... Ale tak już jest. Każdy wiek ma swój straszak, kiedyś była to np. Inkwizycja, a dziś poprawność polityczna.
27-05-2011 18:20 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Nie pociągnę tego wątku dalej. Boję się reakcji nawet mądrych pań.
>Mnie te reklamy żenują swym prymitywizmem, a tym bardziej powinny żenować kobiety.

Tak, w zeszłym roku zauważyłem jakieś szaleństwo: okazało się, że kobiety mają wyłącznie zatwardzenia, biegunki, wzdęcia i muszą walczyć z intymnym zapachem, świądem i podrażnieniami w wiadomych miejscach.
27-05-2011 19:51 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>okazało się, że kobiety mają wyłącznie zatwardzenia, biegunki, wzdęcia i muszą walczyć z intymnym zapachem, świądem i podrażnieniami w wiadomych miejscach.
Właśnie i to na okrągło.

@@@
.
26-05-2011 22:23 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Według telewizji współczesna kobieta ma pełnię szczęścia, gdy ma odpowiednią podpaskę i schudła w udach. Przeciwko traktowaniu kobiet jako idiotek współczesne feministki nie protestują, a szkoda.
>Przecież współczesne reklamy są kierowane głównie do feministek... więc dlaczego miały by protestować? ))
Nie ma opcji na uzyskanie czegokolwiek.
Dodam do listy czynników szczęścia odplamioną koszulę i lustrzanie czyste kafelki w kuchni. Ciekawe, czemu na ani jednej reklamie proszku do prania czy płynu do zmywania garów nie widzimy mężczyzny przy zlewie / pralce...

Szczerze mówiąc nie wiem, które reklamy kierowane są do feministek.
DyktaFon (9281 punktów)
>Szczerze mówiąc nie wiem, które reklamy kierowane są do feministek.
>
Uderz w stół....
26-05-2011 22:34 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Szczerze mówiąc nie wiem, które reklamy kierowane są do feministek.
>>
>Uderz w stół....
>
A jakże
Nie golę nóg!!!

(używam kremu, ale co tam)
DyktaFon (9281 punktów)
>>>Szczerze mówiąc nie wiem, które reklamy kierowane są do feministek.
>>>
>>Uderz w stół....
>>
>A jakże
>Nie golę nóg!!!
>(używam kremu, ale co tam)

Ufff.... czyli ja też nie jestem feministką... a już się obawiałem...
27-05-2011 20:41 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Nie golę nóg!!!
>>(używam kremu, ale co tam)
>Ufff.... czyli ja też nie jestem feministką... a już się obawiałem...
Hmm... sądząc po wyglądzie, są i panowie feministki
DyktaFon (9281 punktów)
>>>Nie golę nóg!!!
>>>(używam kremu, ale co tam)
>>Ufff.... czyli ja też nie jestem feministką... a już się obawiałem...
>Hmm... sądząc po wyglądzie, są i panowie feministki
>
Właśnie dlatego szukałem potwierdzenia, że do nich nie należę

A już poważnie, to chyba wygląd nie stanowi, a zachowanie i poglądy. Więc NA PEWNO są panowie - feminiści. Co już jest całkowitym kuriozum.
01-08-2011 07:20 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Więc NA PEWNO są panowie - feminiści. Co już jest całkowitym kuriozum.
A dlaczego tak sądzisz? Co jest dziwacznego w mężczyźnie, który uważa, że kobieta to taki sam człowiek jak on?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
01-08-2011 11:03 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Co jest dziwacznego w mężczyźnie, który uważa, że kobieta to taki sam człowiek jak on?
To zależy ile ma lat - jak więcej jak szesnaście to dla mnie jest dziwakiem.
Kobiety, na nasze (i dla naszego) szczęścia są różne od mężczyzn, tak jak mężczyźni są różni od kobiet. Kobiety nie są przez to mniej wartościowe - ja uważam, że nawet bardziej.

Razem jesteśmy pełnią człowieczeństwa i żyć bez siebie nie sposób, ale uważanie, że jesteśmy tacy sami, to tylko ideologia, której zaprzecza i nauka i doświadczenie.
Jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek dyskryminacji związanej z płcią i też jestem przeciwnikiem zacierania tych wspaniałych różnorodnych różnic miedzy nami.
Różnijmy się pięknie!

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
01-08-2011 11:12 
 Ocena 6 na 6
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek dyskryminacji związanej z płcią i też jestem przeciwnikiem zacierania tych wspaniałych różnorodnych różnic miedzy nami.
>Różnijmy się pięknie!

Panie Andrzeju! Nie ma problemu, będę się różnić ile wlezie, zaraz po tym, jak pracodawcy przestaną mi mówić, że jestem gorszym materiałem na pracownika, bo mam jajniki i mogę ich użyć


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>Różnijmy się pięknie!
>Panie Andrzeju! Nie ma problemu, będę się różnić ile wlezie, zaraz po tym, jak pracodawcy przestaną mi mówić, że jestem gorszym materiałem na pracownika, bo mam jajniki i mogę ich użyć
Pani Elu, wszakże napisałem: jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek dyskryminacji związanej z płcią,
ale także uważam, że są zawody raczej dla kobiet nie wskazane. Przez prawie całe zawodowe życie zarządzałem zespołami, w których większość stanowiły kobiety i generalizując uważam, że były lepszymi pracownikami od mężczyzn.
Nie znam badań, gdyż interesuje mnie to średnio, ale znakomita większość pań, które spotkałem nie chciałoby aby ich szefem była kobieta. Prawdopodobnie spotykałem te bardziej zacofane, ale chyba coś w tym jest. Sądze że gdyby ktoś zgłosił dobrą kandydatkę na prezydenta Polski, to więcej głosów otrzymałaby od mężczyzn niż od kobiet.
Tak naprawdę, to uważam, że żadna ideologia nie jest na tyle wartościową, aby ją wprowadzać na siłę. Dotyczy to także feminizmu. Propagujmy swoje idee, starajmy się ludzi do nich przekonać, ale pozwólmy ludziom na samodzielne wybory. Jeżeli tylko większość polskich kobiet osądzi, że feminizm jest zbieżny z ich interesem, to przywódczynie tego ruchu odniosą niebywałe sukcesy polityczne. Czego im serdecznie życzę i zapewniam tu Panią, że mój życzliwy sceptyzm jest - dla feminizmu, a szczególnie wszelakich praw kobiet - mało groźnym.

Pozdrawiam serdecznie i życzę mądrych szefów niezależnie od ich płci.

@@@
.
01-08-2011 11:33 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>Kobiety nie są przez to mniej wartościowe - ja uważam, że nawet bardziej.
Panie Andrzeju, horrendum!!! Pan jest skrajnym feministą! Pani Szczuka do pięt Panu nie dorasta!
>uważanie, że jesteśmy tacy sami, to tylko ideologia, której zaprzecza i nauka i doświadczenie.
Ja nie mówię, że jesteśmy tacy sami. Mówię tylko, że jesteśmy takimi samymi ludźmi. Wszak blondyn i brunet też nie są tacy sami...
>Różnijmy się pięknie!
Byle nie zanadto
>Pozdrawiam serdecznie.
I ja wzajemnie


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
01-08-2011 12:41 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Panie Andrzeju, horrendum!!! Pan jest skrajnym feministą!
To fakt, każdy człowiek jest innym, ale uogólniając bardzo sobie cenię kobiety, także jako inteligentnych i odpowiedzialnych pracowników na każdym szczeblu i w większości dziedzin.
Jako mężczyzna podziwiam je także za ich urodę i kobiecość.

>Pani Szczuka do pięt Panu nie dorasta!
Pani Szczuka na tyle mnie przerasta, że nie chciałbym nawet być z nią zestawiany. Gdzie mnie do niej!
Ona posiada patent na racje, a ja nawet nie chciałbym go mieć.

>Ja nie mówię, że jesteśmy tacy sami. Mówię tylko, że jesteśmy takimi samymi ludźmi. Wszak blondyn i brunet też nie są tacy sami...
Myślę, że pomiędzy płciami są ździebko większe różnicel jak te dotyczące koloru włosów (tym bardziej, że kobiety je farbują i tak nie wiemy, jaki mają kolor naprawdę mają).
Trochę jeżdząc po świecie obserwuję ludzi różnych kultur. Dostrzegam podobieństwa, ale dostrzegam też spore różnice. Nie, nie jesteśmy takimi samymi ludźmi, choć wszyscy ludzie mają taką samą wartość - niezależnie od płci, kultury, religii i wielu rożnych różnic między nami.

W tym kawałku rozumieniu rzeczywistości jest różnica miedzy nami. Wydaje mi się drobną - taką: Byle nie zanadto , ale jednak występującą.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
26-05-2011 23:47 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Przeciwko traktowaniu kobiet jako idiotek współczesne feministki nie protestują, a szkoda.

A nie protestują?
Można by się doszukiwać pewnej dezaprobaty w liście otwartym pani Środy:

Cytat:
"Kobiety w reklamach są przedstawiane w sytuacjach dwuznacznych z obyczajowego punktu widzenia lub są infantylizowane, to znaczy, sprowadzane do roli istot prowadzących partnerskie rozmowy z serem, proszkiem do prania czy z domokrążcą oferującym produkty higieniczne". Dodaje, że te reklamy są szkodliwe społecznie, bo upowszechniają wizerunek kobiety "podległej, podrzędnej, infantylnej, której jedyną formą aktywności jest seksualność, opiekuńczość lub inne rodzaje nieodpłatnej pracy na rzecz rodziny".
27-05-2011 09:36 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Można by się doszukiwać pewnej dezaprobaty w liście otwartym pani Środy:
Dziękuję za informację, choć - w moim odbiorze - pani Środzie jako feministce, bardziej przeszkadza zgrabna pupcia od infantylnej idiotki, a mnie jako mężczyźnie zupełnie odwrotnie. Marzą mi się kobiety piękne i inteligentne i lubię dążyć do ideału.
Oczywiście dobrze, że pani profesor zauważa problem i protestuje. Choć powinna dojrzeć i problem skuteczności reklamy. Ona trafia do większości pań i jest skuteczną.
Może już takiego właśnie poziomu intelektualnego dochowawaliśmy się w Wolnej Polsce? Może tylko programy dla mniej sprawnych intelektualnie osiągają właściwe poziomy oglądalności? Może samodzielne myślenie jest nielubiane, gdyż wymaga trudnego tereningu, a politycznie jest niepożądane? Ciągle obcina się budżet na kulturę i oświatę, czy to już niepotrzebne?

Nie wiem?
Ale pytać należy!

@@@
.
DyktaFon (9281 punktów)

>Oczywiście dobrze, że pani profesor zauważa problem i protestuje. Choć powinna dojrzeć i problem skuteczności reklamy. Ona trafia do większości pań i jest skuteczną.

Krytykowanie reklamy w mediach... to świetna reklama Myślę, że reklamodawcy zacierają ręce.

>Może już takiego właśnie poziomu intelektualnego dochowawaliśmy się w Wolnej Polsce? Może tylko programy dla mniej sprawnych intelektualnie osiągają właściwe poziomy oglądalności? Może samodzielne myślenie jest nielubiane, gdyż wymaga trudnego tereningu, a politycznie jest niepożądane? Ciągle obcina się budżet na kulturę i oświatę, czy to już niepotrzebne?

Przypuszczam, że "wolna" lub "zajęta" Polska nie ma nic do rzeczy. Poziom ogółu jest jaki jest. I zmienić go może tylko szkolnictwo. Nic więcej. I to nie nagle, a w kilku pokoleniach. Jednak, moim zdaniem, nic na to nie wskazuje, bo nauczanie prowadzą ludzie, którzy nie nadawali się do żadnej innej pracy, więc zostali nauczycielami (poza pewnymi wyjątkami oczywiście). I nauczą co najwyżej tyle, ile sami umieją. Jeszcze państwo macza w tym swoje paluchy, więc rzecz raczej z góry skazana na przegraną.

Przy okazji zauważę, że nikt jakoś nie obcina budżetu na samochody, telekomunikację i inne gadżety (a kto pamięta, jak były nieustające problemy z telefonami w "zajętej" Polsce?). Więc może powinniśmy przestać w ogóle rozczulać się nad kulturą i oświatą? Wtedy dojdzie ona sama do odpowiedniego stanu (adekwatnego do potrzeb, a nie marzeń co niektórych). Jeszcze nie zdarzyło się w historii, aby dziedzina, którą zajmuje się państwo rozkwitła. Starsi pamiętają zapewne taką "dziedzinę" jak - za przeproszeniem - papier toaletowy. Póki zajmowało się nią państwo, póki były z nią problemy. Aż tu nagle, jak państwo zajęło się innymi sprawami, cudownie ten papier się pojawił. Kolejny cud JPII? Nie widzę innego wytłumaczenia....
27-05-2011 12:48 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
Komuniści obiecywali jedne cuda, mając nieodpartą argumentację, a teraz neoliberałowie mają znowu nieodpartą rację.
Kto chce niech wierzy!


Zdecydowanie nie chce mi się wchodzić z Panem w żadne polemiki. W każdym przypadku mamy tu odmienną ocenę i idące za tym odmienne zdanie, a rozmowa jeden swoje, drugi swoje - niczego nie wnosi.

PS. Nie trzeba było pokoleń, aby podnosząc poziom formalnego wykształcenia, drastycznie obniżyć poziom faktycznego.
Co widać na każdym kroku.

@@@
.
27-05-2011 14:56 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>pani Środzie jako feministce, bardziej przeszkadza zgrabna pupcia od infantylnej idiotki, a mnie jako mężczyźnie zupełnie odwrotnie.

Pani Środzie - jak wynoszę z jej rozmaitych tekstów - przeszkadzają obie kwestie Przy czym kwestia eksponowania kobiecej seksualności w reklamach jest przez różne środowiska feministyczne niejednakowo oceniana, a wspomniany list otwarty wywołał dość ostre reakcje.

>Może już takiego właśnie poziomu intelektualnego dochowawaliśmy się w Wolnej Polsce?

Podejrzewam, że tak. Właśnie takiego.

>Ale pytać należy!

Ależ zgadzam się
27-05-2011 16:01 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Przy czym kwestia eksponowania kobiecej seksualności w reklamach jest przez różne środowiska feministyczne niejednakowo oceniana,
Ja też niejednakowo je oceniam. Jestem za erotycznymi prowokacjami, a przeciw seksualnemu prymitywizmowi.
Sądzę, że już przy ocenach konkretnych reklam zgodzilibyśmy się.

>Ależ zgadzam się
Ależ Pani Paulino, my w bardzo wielu sprawach się zgadzamy i jestem też przekonanym, że jest Pani piękna i mądra.
Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
27-05-2011 16:44 
 Ocena 2 na 2
Alicja Duda (25557 punktów)

>>Może już takiego właśnie poziomu intelektualnego dochowawaliśmy się w Wolnej Polsce?
>Podejrzewam, że tak. Właśnie takiego.
Mnie wkurza nie tyle seks ile kobieta=rzecz
Polecam tekst: www.gender.strony.ug.edu.pl/articles/czegojas.php


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
27-05-2011 17:15 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>Mnie wkurza nie tyle seks ile kobieta=rzecz
>Polecam tekst: www.gender.strony.ug.edu.pl/articles/czegojas.php

Czytałam, ale zgadzam się z nim tylko po części. Skandaliczny jest rzeczywiście fragment o leczeniu homoseksualizmu (uważam, że nie od rzeczy byłaby jakaś interwencja u wydawcy nawet) czy zdecydowanie nieprofesjonalne uwagi na temat chociażby "młodych kobiet, przejętych ideami partnerstwa i równości z mężczyzną", "źródeł nieporozumień, napięć i konfliktów w małżeństwie", etc. Dostrzegam mocno już przebrzmiały i nacechowany tzw. tradycjonalizmem styl opisu - powoływanie się na "normalny" stosunek seksualny, sprowadzanie związków do małżeństwa, mocno subiektywny sposób mówienia o emocjach, podczas gdy w podręcznikach poszukuję sformułowań możliwie neutralnych, nieoceniających i merytorycznych. Z drugiej strony w żaden sposób nie mogę z siebie wykrzesać oburzenia na określeń "pierwiastka" czy "wieloródka" - informacja o przebytych porodach jest całkiem obiektywnie istotna dla personelu zajmującego się ciężarną i nic piętnującego tudzież obraźliwego dla kobiet w określaniu tego jednym wyrazem nie widzę. Nie brzmi też dla mnie brutalnie "uruchamianie położnicy" - równie często mówi się o "uruchamianiu chorego" (czy może autorkę gryzie słowo "położnica"?) - ani bezosobowe formy czasownikowe typu "nacina się" - to po prostu opisy procedur medycznych i tyle (note bene, z tego, co mi wiadomo, o nacinaniu krocza akurat rodzącej niewiele mowi jej ciało, dużo istotniejsza jest obserwacja tegoż przez personel zaangażowany w przebieg porodu).
Mam mieszane uczucia.
27-05-2011 17:29 
 Ocena 1 na 1
Alicja Duda (25557 punktów)
>Mam mieszane uczucia.
Ale przyznasz, że co jak co ale podręczniki powinny reprezentować jakiś poziom, kultury też.
Wiesz kto lub co to jest "zakalec" ? To kobieta która rodzi pierwsze dziecko po 35 roku życia. Sama słyszałam w szpitalu gdy pielęgniarki obgadywały chore.
Język jakim opisuje się procedury ucząc, ma duży wpływ na późniejsze zachowania.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
27-05-2011 17:50 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>>Mam mieszane uczucia.
>Ale przyznasz, że co jak co ale podręczniki powinny reprezentować jakiś poziom, kultury też.

Oczywiście, że powinny. I podkreśliłam, że opisywany podręcznik pełen jest kawałków", których absolutnie we współczesnych podręcznikach nie powinno się spotykać. Podręcznik ma IMHO rzetelnie, możliwie bezemocjonalnie i obiektywnie przekazywać aktualną wiedzę. Przytoczone cytaty dość jednoznacznie pokazują, że książka pana Pisarskiego tego postulatu nie spełnia.

>Sama słyszałam w szpitalu gdy pielęgniarki obgadywały chore.

A to już jest kwestia tzw. kultury osobistej tych pań. Nie nauczyły się tego z podręczników.

>Język jakim opisuje się procedury ucząc, ma duży wpływ na późniejsze zachowania.

Rozumiem, że można polemizować na temat bezosobowego trybu przedstawiania pacjenta przez podręcznik; zetknęłam sie z koncepcją, jakoby potencjalnie sprzyjało to późniejszemu przedmiotowemu traktowaniu pacjenta jako takiego, jakkolwiek do mnie ten argument nieszczególnie przemawia. Dla mnie podręcznik to po prostu almanach wiedzy/zbiór instrukcji i może być pisany dowolnie technicznym językiem (oczywiście, moja specjalizacja może nieco rzutować na mój odbiór tej kwestii ).
Wytłumacz mi zresztą - w jaki sposób określenia "pierwiastka" albo "wieloródka" obrażają kobiety?
27-05-2011 18:06 
 Ocena 1 na 1
Alicja Duda (25557 punktów)
>Wytłumacz mi zresztą - w jaki sposób określenia "pierwiastka" albo "wieloródka" obrażają kobiety?
To akurat też mnie nie szokuje, choć zakalec już tak.
Szokuje mnie oprócz tego co wymieniłaś położenie nacisku na informowanie męża a nie rodzącej kobiety. Przecież w trakcie porodu nie traci się przytomności a między bólami jest się jak najbardziej świadomym.
Nie często mam kontakt ze służbą zdrowia ale jak już, to najbardziej dokucza mi brak rzetelnej informacji.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
27-05-2011 18:46 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>To akurat też mnie nie szokuje, choć zakalec już tak.

Gdyby zakalec był w podręczniku, zszokowałabym się razem z tobą

>Szokuje mnie oprócz tego co wymieniłaś położenie nacisku na informowanie męża a nie rodzącej kobiety. Przecież w trakcie porodu nie traci się przytomności a między bólami jest się jak najbardziej świadomym.

To prawda - bardzo dziwne podejście. Z drugiej strony może miał to być ukłon ze strony tradycyjnie nastawionego autora względem "dziwnych", "nowomodnych" zwyczajów zezwalających na obecność tego męża podczas porodu. Naszego byłego szefa, pana po 70-ce, wciąż taki pomysł zniesmacza.

>Nie często mam kontakt ze służbą zdrowia ale jak już, to najbardziej dokucza mi brak rzetelnej informacji.

A to się zgodzę - informowanie pacjenta nie weszło jeszcze do kanonu zwyczajów lekarskich. A i warunki pracy niekoniecznie temu sprzyjają.
27-05-2011 18:35 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Wytłumacz mi zresztą - w jaki sposób określenia "pierwiastka" albo "wieloródka" obrażają kobiety?

Ja mam takie dziwne wrażenie, że cokolwiek by o człowieku nie powiedzieć, to się obrazi Jak o grubasie powiedzą "grubas", to grubas się obrazi. Jak o idiocie, który sobie rękę porżnął na pile (bo zamiast ustawić tak, żeby piła "wypychała" drewienko, to ustawił tak, żeby je wciągnęła), powiedzą "idiota", to też się obrazi.
Ja się założe, że nawet za nawoływanie po nazwisku by się obraził niejeden pacjent.

Bo też jest tak, że pacjent nie rozumie jednej rzeczy - on w szpitalu nie jest już, z punktu widzenia lekarza, człowiekiem, a jednostką chorobową. Przypadkiem. Niekiedy upierdliwym.

Moja babcia kiedyś gnębiła jednego kardiologa, że jej synuś, a mój ojciec (cierpiący z resztą na nerwicę) ma na pewno jakiś defekt serca. I łaziła za tym lekarzem, aż jej powiedział, żeby się "odpier***" od niego, że synek ma serce jak koń, tylko mózg przez matkę zrypany.

Duży wpływ na to ma natłok prac, jakie lekarz musi wykonać. Nie ma szans, żeby spamiętał. Łapie dziesięć srok za ogon, dobrze jak jedną zapamięta. Pacjenci mają też zabawną tendencję do zadawania głupich pytań, które czasami wręcz proszą się o głupią odpowiedź - koleżanka się puszczała, złapała jakieś paskudztwo i się pyta lekarki, "to co ja teraz mam zrobić?", takie pytanie wręcz świaopoglądowe, bo co zrobić od strony medycznej, to już było ustalone. A lekarka na to "nie moja sprawa". I się koleżanka skarży, że lekarka niemiła.

Raz w życiu spotkałem taka panią weterynarz, która zawsze - nie dość, że pamiętała, to jeszcze zawsze radosna chodziła, taka skora do wyjaśnień i pomocy. Inna charakterystyka zawodu, ale też trzeba przyznać, że kobita miała podejście i do zwierząt i do ludzi.

A w zawodzie lekarza element empatii, czy wręcz całej inteligencji emocjonalnej nie jest najważniejszy. Ta niewielka część lekarzy będzie przez cały okres pracy zawodowej pamiętać, że człowiek to człowiek, i że teraz się boi i trzeba/można mu jakoś pomóc. A inny, mniej inteligentny emocjonalnie, za cholery nie będzie chciał ani potrafił. A takich jest więcej. Mówi co ma powiedzieć i spiernicza gdzie pieprz rośnie, bo samo przebywanie z osobą, która oczekuje pomocy, czy znajduje się w trudnej emocjonalnie sytuacji, jest źródłem negatywnego pobudzenia.

W takim wypadku dehumanizowanie pacjenta jest bardzo skutecznym środkiem do redukowania u siebie niegatywnego pobudzenia i do zapewnienia możliwości w miarę normalnego funkcjonowania. I tak po prawdzie, ciężko mi jest za to lekarza potępić. Pomyślę sobie "o ty, penisie złamany", ale już na poziomie racjonalizacji, a nie odczuwania emocji, jak najbardziej go rozumiem.
Hodża (11172 punktów)
>Może już takiego właśnie poziomu intelektualnego dochowawaliśmy się w Wolnej Polsce? Może tylko programy dla mniej sprawnych intelektualnie osiągają właściwe poziomy oglądalności? Może samodzielne myślenie jest nielubiane, gdyż wymaga trudnego tereningu, a politycznie jest niepożądane? Ciągle obcina się budżet na kulturę i oświatę, czy to już niepotrzebne?
>Nie wiem?
>Ale pytać należy!

To właśnie jest również jednym z powodów, dla których wszcząłem tę dyskusję. Czytając "Boga urojonego" znalazłem w tej książce potwierdzenie tezy, którą kiedyś słyszałem i sam do niej nabrałem przekonania, a mianowicie, że wolny rynek jest z natury anty-racjonalny. Nie wynika to z żadnego spisku; jest to jedynie naturalny, ewolucyjny proces, w którym presja na zwiększanie sprzedaży i skuteczność marketingu w pewnym momencie przyjmuje postać celowego ogłupiania ludzi, aby mając upośledzony krytycyzm zamieniali się powoli w masę konsumencką, reagującą dobrze na dostarczane bodźce, nie żądali rygorystycznej kontroli procesów produkcji, nie narzucali poprzez swoje wybory polityczne ograniczeń wielkim strukturom ekonomicznym. To szalenie niebezpieczny proces, prowadzący do degradacji umysłowej - kulturowej i, również, umysłowej, który, niestety, w ostatnich latach z całą wyrazistością można obserwować na całym świecie.
27-05-2011 19:56 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To właśnie jest również jednym z powodów, dla których wszcząłem tę dyskusję. Czytając "Boga urojonego" znalazłem w tej książce potwierdzenie tezy, którą kiedyś słyszałem i sam do niej nabrałem przekonania, a mianowicie, że wolny rynek jest z natury anty-racjonalny.
No teraz to Pan podpadł całkowicie neoliberałom, którzy uważają, że ich jedynie słuszna ideologia opiera na racjonalnych i naukowych podstawach.

Pozdrawiam.

@@@
.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
> Czytając "Boga urojonego" znalazłem w tej książce potwierdzenie tezy, którą kiedyś słyszałem i sam do niej nabrałem przekonania, a mianowicie, że wolny rynek jest z natury anty-racjonalny. Nie wynika to z żadnego spisku; jest to jedynie naturalny, ewolucyjny proces, w którym presja na zwiększanie sprzedaży i skuteczność marketingu w pewnym momencie przyjmuje postać celowego ogłupiania ludzi, aby mając upośledzony krytycyzm zamieniali się powoli w masę konsumencką, reagującą dobrze na dostarczane bodźce, nie żądali rygorystycznej kontroli procesów produkcji, nie narzucali poprzez swoje wybory polityczne ograniczeń wielkim strukturom ekonomicznym. To szalenie niebezpieczny proces, prowadzący do degradacji umysłowej - kulturowej i, również, umysłowej, który, niestety, w ostatnich latach z całą wyrazistością można obserwować na całym świecie.

No to trzeba ten wolny rynek wynaturzyć wtedy będzie racjonalny.
Btw. co jest bardziej ogłupia ludzkość: wolny rynek (na którym dzięki Bogu można kupić książki Dawkinsa) czy katolicyzm?
A tak w ogóle to, jeśli dobrze pamiętam lekcje historii, to wolny rynek jest wynalazkiem racjonalistów...
27-05-2011 18:16 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Nie oszukujmy się - badania socjologiczne pokazują, że najwięcej fideistów jest wśród matematyków i fizyków, zaś najmniej wśród prawników.

U pierwszych wynika to - w przypadku matematyków idealistów - z przeświadczenia o realnym istnieniu liczb. U drugich wynika to z przeświadczenia o realnym istnieniu kwarków

>Trzeba podnosić ogólny poziom wiedzy, gdyż wraz z poziomem wykształcenia religijność spada i to jest ważna prawidłowość.

Ważna, ale najważniejsza moim zdaniem prawidłowość jest taka, że solidne wykształcenie łagodzi obyczaje społeczne. Przesądy, myślenie doktrynalne (czyli właściwie proteza myślenia) - to wszystko sprzyja zachowaniom prostackim i bezwzględnym.

>Pozdrawiam.

Pozdrawiam również.
27-05-2011 19:48 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>U pierwszych wynika to - w przypadku matematyków idealistów - z przeświadczenia o realnym istnieniu liczb. U drugich wynika to z przeświadczenia o realnym istnieniu kwarków
Nie wiem, ale to możliwe.

>Ważna, ale najważniejsza moim zdaniem prawidłowość jest taka, że solidne wykształcenie łagodzi obyczaje społeczne. Przesądy, myślenie doktrynalne (czyli właściwie proteza myślenia) - to wszystko sprzyja zachowaniom prostackim i bezwzględnym.
Zgoda.

Pozdrawiam.

@@@
.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>Trzeba podnosić ogólny poziom wiedzy, gdyż wraz z poziomem wykształcenia religijność spada i to jest ważna prawidłowość.
U nas w Polsce to spada przede wszystkim poziom kształcenia. Poziom religijność też spada ale to głównie dzięki wygibasom Rydzyka i powszechnemu lenistwu. Większość moich kumpli do kościoła przestała chodzić wcale nie dlatego, że pokończyli uniwersytety, tylko dlatego, że w niedziele po robocie wolą iść na piwo niż do kościoła.
>Ważna, ale najważniejsza moim zdaniem prawidłowość jest taka, że solidne wykształcenie łagodzi obyczaje społeczne. Przesądy, myślenie doktrynalne (czyli właściwie proteza myślenia) - to wszystko sprzyja zachowaniom prostackim i bezwzględnym.
Jest na to jakiś dowód?
25-06-2011 16:11 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Ważna, ale najważniejsza moim zdaniem prawidłowość jest taka, że solidne wykształcenie łagodzi obyczaje społeczne. Przesądy, myślenie doktrynalne (czyli właściwie proteza myślenia) - to wszystko sprzyja zachowaniom prostackim i bezwzględnym.
>Jest na to jakiś dowód?
Ano jest. Ateizm jest bardzo rzadki w więzieniach, co pokazują statystyki.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>>Ważna, ale najważniejsza moim zdaniem prawidłowość jest taka, że solidne wykształcenie łagodzi obyczaje społeczne. Przesądy, myślenie doktrynalne (czyli właściwie proteza myślenia) - to wszystko sprzyja zachowaniom prostackim i bezwzględnym.
>>Jest na to jakiś dowód?
>Ano jest. Ateizm jest bardzo rzadki w więzieniach, co pokazują statystyki.
A czego to dowodzi? że ateiści są sprytniejsi i nie dają się złapać?
25-06-2011 19:08 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>>>Ważna, ale najważniejsza moim zdaniem prawidłowość jest taka, że solidne wykształcenie łagodzi obyczaje społeczne. Przesądy, myślenie doktrynalne (czyli właściwie proteza myślenia) - to wszystko sprzyja zachowaniom prostackim i bezwzględnym.
>>>Jest na to jakiś dowód?
>>Ano jest. Ateizm jest bardzo rzadki w więzieniach, co pokazują statystyki.
>A czego to dowodzi? że ateiści są sprytniejsi i nie dają się złapać?
Nie sądzę. Uważasz, że ateiści są z zasady mądrzejszy od osób wierzących? Śmiała teza.
Raczej rozważania na temat wiary wymagają pewnego poziomu intelektualnego. Osoby, które nie zastanawiają się nad tym, zwykle określają się jako "wierzący, niepraktykujący", nie próbują walczyć ze stereotypowymi zasadami.
Takie postępowanie zwykle skojarzone jest z analizą zasad etycznych i wartościowaniem ich. Co ciekawe - osoby, które uważam za uczciwe i porządne są bardzo często ateistami, nie znam ateisty, który uważałby, że kradzież i pobicie przypadkowej osoby są w porządku, za to znam osoby wierzące, które to świetnie racjonalizują i nie widzą w tym sprzeczności, ba - wielu robi to z imieniem boga na ustach, jak nasza ulubiona Młodzież Wszechpolska.

Odsetek ateizmu rośnie wraz z kolejnymi progami wykształcenia. W rodzinach ateistycznych odsetek rozwodów jest niższy, niż w katolickich. Spada również przestępczość w sposób znaczący.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
> Uważasz, że ateiści są z zasady mądrzejszy od osób wierzących? Śmiała teza.
Nie uważam tak.
>Raczej rozważania na temat wiary wymagają pewnego poziomu intelektualnego.
Nie sądzę. Rozważać może każdy na różne sposoby.
> Co ciekawe - osoby, które uważam za uczciwe i porządne są bardzo często ateistami, nie znam ateisty, który uważałby, że kradzież i pobicie przypadkowej osoby są w porządku, za to znam osoby wierzące, które to świetnie racjonalizują i nie widzą w tym sprzeczności, ba - wielu robi to z imieniem boga na ustach, jak nasza ulubiona Młodzież Wszechpolska.
No cóż. Przyjdź do mnie na osiedle. Poznasz wielu ateistów, którzy piorą po mordach, kradną, ćpają... Normalna patologia. Ateistyczna.
>Odsetek ateizmu rośnie wraz z kolejnymi progami wykształcenia.
Odsetek ateizmu rośnie wraz ze zmianą stylu życia. Wśród młodzieży ateizm jest obecnie modny bo religia kojarzy się z prostakami w stylu Rydzyka i jemu podobnych. Nie zapominaj także o wpływie propagandy i wielu innych czynnikach. Wątpię w to, że jakikolwiek rozważny socjolog potrafiłby przypisać wzrost zainteresowania ateizmem wśród młodzieży jednemu tylko czynnikowi. Ja stałem się ateistą nie dlatego, że pokonałem kolejne progi wykształcenia, ale dlatego, że uwolniłem się od wpływu tradycyjnego myślenia mojej rodziny i poddałem się wpływom nowoczesnym. Zbuntowałem się jak to młodzi mają w zwyczaju. Tak jakoś się utarło dzisiaj, że bunt przeciw starym wiąże się bardzo często z odrzuceniem ich wiary.
>W rodzinach ateistycznych odsetek rozwodów jest niższy, niż w katolickich. Spada również przestępczość w sposób znaczący.
> Ale zauważ także, że rodzin zakładanych przez ateistów jest znacznie mniej niż katolickich bo po tzw. wpadce nie zmusza się do ślubu. Przybywa za to z roku na rok samotnych matek i dzieci, które widują ojca od czasu do czasu. Wiem to, bo sam jestem takim ojcem. Nowy, zachodni model życia, który zdobywa u nas rzesze zwolenników, sprawia, że coraz rzadziej decydują się na założenie rodziny, spłodzenie potomstwa. Patologie wynikające z tego nowego sposobu życia są zupełnie inne niż te, które spotykamy w modelu tradycyjnym.
Spróbuj spojrzeć nieco szerzej na zjawiska jakie cię otaczają.
Jak obserwuje z okna mego bloku młodych ludzi, którzy w nic nie wierzą bo wszystko mają w dupie oprócz własnego ego, to nie obwiniam o to Kościoła stojącego nieopodal. Bo oni do niego nie chodzą. Nie mogę też obwiniać szkoły, bo do niej też nie chodzą. Mogę tylko obwiniać sklep monopolowy i dilera bo do nich chodzą często.

W amerykańskich więzieniach jest więcej czarnych niż białych. Dlaczego? Bo czarni są bardziej religijni?
25-06-2011 20:10 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>> Uważasz, że ateiści są z zasady mądrzejszy od osób wierzących? Śmiała teza.
>Nie uważam tak.
Ale to zaproponowałeś jako alternatywne wyjaśnienie. Jeśli nie, to jak ustosunkujesz się do tych wyników? Skoro nie sądzisz, że są mądrzejsi, to jednak rzadziej popełniają przestępstwa? Czy jest trzecie wyjaśnienie?

>>Raczej rozważania na temat wiary wymagają pewnego poziomu intelektualnego.
>Nie sądzę. Rozważać może każdy na różne sposoby.
Nie sądzisz, że aby rozważać cokolwiek trzeba osiągnąć pewien poziom?
Ciekawe...

>> Co ciekawe - osoby, które uważam za uczciwe i porządne są bardzo często ateistami, nie znam ateisty, który uważałby, że kradzież i pobicie przypadkowej osoby są w porządku, za to znam osoby wierzące, które to świetnie racjonalizują i nie widzą w tym sprzeczności, ba - wielu robi to z imieniem boga na ustach, jak nasza ulubiona Młodzież Wszechpolska.
>No cóż. Przyjdź do mnie na osiedle. Poznasz wielu ateistów, którzy piorą po mordach, kradną, ćpają... Normalna patologia. Ateistyczna.
Nie znam Twojego osiedla. Ale to faktycznie ciekawe środowisko musi być.

>>Odsetek ateizmu rośnie wraz z kolejnymi progami wykształcenia.
>Odsetek ateizmu rośnie wraz ze zmianą stylu życia. Wśród młodzieży ateizm jest obecnie modny bo religia kojarzy się z prostakami w stylu Rydzyka i jemu podobnych.
Wydaje mi się, że prościej jest olać sprawę, osoby niedojrzałe intelektualnie po prostu nie określają swoich poglądów. Jeśli ktoś zrywa z etykietką i uznaje siebie za ateistę, to raczej nie wynika to z lenistwa. To nie ten mechanizm.

>Spróbuj spojrzeć nieco szerzej na zjawiska jakie cię otaczają.
>Jak obserwuje z okna mego bloku młodych ludzi, którzy w nic nie wierzą bo wszystko mają w dupie oprócz własnego ego, to nie obwiniam o to Kościoła stojącego nieopodal. Bo oni do niego nie chodzą. Nie mogę też obwiniać szkoły, bo do niej też nie chodzą. Mogę tylko obwiniać sklep monopolowy i dilera bo do nich chodzą często. Nie. Sklep monopolowy był i przy moim domu. To nie wina sklepu. To raczej wina rodziny i samych zainteresowanych.
26-06-2011 11:13 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
Jako bardzo młody człowiek na drewnianym płocie zauważyłem napis: D U P A
Pogłaskałem i ....
wbiłem sobie zadrę, od tamtego czasu wątpię i deklaracje i w słowo pisane.

Ktoś rzuca terminem: ateista i jakie ten termin ma znaczenie?
Chyba kilkadziesiąt rożnych.
To, że jakiś księżulo nazywa grupę żulików ateistami, dla mnie, tak samo niewiele znaczy, jak i gdy młodzieniaszki, którym nie chce się chodzić do kościoła tak się sami nazywają.
Żenujące są też stwierdzenia ateistą byłem, ale się nawróciłem i to te deklaracje występujące w internecie, w tym na naszym forum, jak i w "poważnych" dziełach chrześcijańskich. Zarówno gdy czyni to Alister McGrath, jaki Antony Flew.
Z drugiej strony wielu ateistów dla konformizmu chodzi grzecznie do kościółka. Tu przykład choćby księdza Mesliera. Odrzucenie religii w indoktrynującym środowisko religijnym jest poważnym procesem intelektualnym, a więc wymaga dosyć wysokiego poziomu intelektu i dlatego epitetowanie jakiś grup tym terminem jest zupełnie bez sensu poznawczego.

Trochę poznała Pani moje poglądy. Też nie jestem ateistą - nie warto przeczyć istnienia temu co nie istnieje, jestem naturalistą ontologicznym - czy przy moich poglądach - jestem bliższym religijnego fideizmu, czy dalszym.

>>>>No cóż. Przyjdź do mnie na osiedle. Poznasz wielu ateistów, którzy piorą po mordach, kradną, ćpają... Normalna patologia. Ateistyczna.

>>>>Odsetek ateizmu rośnie wraz ze zmianą stylu życia. Wśród młodzieży ateizm jest obecnie modny bo religia kojarzy się z prostakami w stylu Rydzyka i jemu podobnych.

>>>>Jak obserwuje z okna mego bloku młodych ludzi, którzy w nic nie wierzą bo wszystko mają w dupie oprócz własnego ego, to nie obwiniam o to Kościoła stojącego nieopodal. Bo oni do niego nie chodzą. Nie mogę też obwiniać szkoły, bo do niej też nie chodzą. Mogę tylko obwiniać sklep monopolowy i dilera bo do nich chodzą często. Nie. Sklep monopolowy był i przy moim domu. To nie wina sklepu. To raczej wina rodziny i samych zainteresowanych.

Ja nie jestem w stanie dyskutować poważnie o ateizmie opisanej tu młodzieży, gdyż ona jest ateistyczną tylko w mocno religijnych głowach.
Pani dużo zdrowia życzę.

Pozdrawiam.

@@@
.
26-06-2011 11:45 
 Ocena 1 na 1
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
I tu dochodzimy jakby do porozumienia bo widzi pan- ta młodzież o której pisałem to ateistyczny odpowiednik tzw. religiantów. I tak samo jak nie powinniśmy mówić o ateizmie do którego nie dochodzi się sporym wysiłkiem intelektualnym, jako o grupie dla ateizmu reprezentatywnej, takoż o leniwych katolikach nie powinniśmy mówić jako o ludziach, którzy wybrali wiarę i religię na drodze jakiegoś ważnego procesu. Nie mówmy o religii pokazując zboczonych księży (bo zaczniemy także mówić o ateistach pokazując zboczonych naukowców) ani też nie mówmy o dewocji jako części reprezentatywnej bo z drugiej strony mamy przecież przysłowiowe, rewolucyjne dokonania "amerykańskich naukowców". Jak sobie tak będziemy przeciwstawiać to co z tego wyniknie?

Jeśli utrzyma się aktualna tendencja wzrostowa to za 50 lat 50% społeczeństwa będzie zdeklarowanymi ateistami. Ale tylko zdeklarowanymi bo poza tymi deklaracjami będzie pustka, którą w formie zalążkowej dostrzec można już dziś. Wtedy dopiero racjonalizm naprawdę będzie nielubiany i to nie przez kler, ale przez młodych, wykształconych, inteligentnych ludzi którzy dziś szukają czegoś, co wypełni im życie stając się neopoganami, praktykując buddyzm, fascynując się filozofią Osho (jego książki dostępne są niemal w każdej księgarni) czytują książki Paola Coelho, Anthony'ego de Mello, Éric-Emmanuela Schmitta, Khalila Gibrana i innych.
Wielu inteligentnych ludzi deklarujących się jako ateiści, których spotkałem, uważa racjonalizm za siano- trawę pozbawioną życiodajnych soków.
26-06-2011 12:58 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>I tu dochodzimy jakby do porozumienia bo widzi pan- ta młodzież o której pisałem to ateistyczny odpowiednik tzw. religiantów.
Zupełnie niemożliwym jest abyśmy doszli do porozumienia, są miedzy nami zbyt duże różnice, ale spróbujmy tego "jakby": Według internetowych słowników religiant to człowiek przesadnie gorliwy w praktykach religijnych, odwołujący się we wszystkim do religii; synonimy: bigot, dewot, klerykał, nabożniś, pobożniś, religiant, świętoszek, jak to się ma do młodzieży, o której Pan pisał?

>I tak samo jak nie powinniśmy mówić o ateizmie do którego nie dochodzi się sporym wysiłkiem intelektualnym, jako o grupie dla ateizmu reprezentatywnej,
A dlaczego nie powinniśmy o ateizmie faktycznym tylko o ateizmie epitetowym. Dlatego, że tego epitetu klechy używają?

>takoż o leniwych katolikach nie powinniśmy mówić jako o ludziach, którzy wybrali wiarę i religię na drodze jakiegoś ważnego procesu.
Może to i dziwnym, ale w 999 promilach religii się nie wybiera, tylko przejmuje od środowiska, w którym jest się socjalizowanym. Chce Pan o tym promilu podyskutować, czy o zbuntowanej nieracjonalnie, choć słusznie młodzieży?

>Nie mówmy o religii pokazując zboczonych księży
A dlaczego, gdy jest to ważny element ewangelizacji młodzieży oraz poziomu intelektualnego i moralnego kleru?

>(bo zaczniemy także mówić o ateistach pokazując zboczonych naukowców)
Bardzo proszę, ateizm nie ma żadnych świętych, choć zawsze możemy pokazać wzorcowe postawy przyzwoitości wśród znanych ateistów.

>ani też nie mówmy o dewocji jako części reprezentatywnej
Tak, w Polsce dewocja jest najbardziej znaczącą intelektualnie grupą katolików.

>bo z drugiej strony mamy przecież przysłowiowe, rewolucyjne dokonania "amerykańskich naukowców".
Ateiści nie mają tematów tabu. Śmiało - niech Pan wyciąga te rewolucyjne dokonania, które się Panu nie podobają.

>Jak sobie tak będziemy przeciwstawiać to co z tego wyniknie?
Bardzo dużo dobrego. Pokazywanie patologii, na ogół, uzdrawia.

>Jeśli utrzyma się aktualna tendencja wzrostowa to za 50 lat 50% społeczeństwa będzie zdeklarowanymi ateistami.
Jest Pan ogromnym optymistą, ja nie wierzę, że 100 lat będzie 10%.
Indyferentyzm religijny w najbogatszych państwach Europy jeszcze wcale nie oznacza ateizmu.

>Ale tylko zdeklarowanymi bo poza tymi deklaracjami będzie pustka, którą w formie zalążkowej dostrzec można już dziś.
W Polsce katolicyzm jest głównie deklaratywny i poza deklaratywnością najczęściej pokrywa tylko intelektualną pustkę, ale czy nic z takiej religijności nie wynika?
Moim zdaniem sporo?
Z deklaratywnego ateizmu np. w państwach skandynawskich i Czechach wynika sporo dobrego, daj nam Boże jak najczęściej takie postawy społeczne w Polsce.

>Wtedy dopiero racjonalizm naprawdę będzie nielubiany i to nie przez kler,
Racjonalizm, jest intelektualnie trudnym i dlatego nielubianym. Już prawie przed wiekiem w artykule "Homo Neanderthalensis" H. L. Mencken napisał: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki.

Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".
, dlatego łatwiej szukać odpowiedzi w religii, jeżeli przestaną młodym, wykształconym, inteligentnym ludziom którzy dziś szukają czegoś, co wypełni im życie przestanie odpowiadać zastana religia staną się neopoganami, praktykując buddyzm, fascynując się filozofią Osho

>Wielu inteligentnych ludzi deklarujących się jako ateiści, których spotkałem, uważa racjonalizm za siano- trawę pozbawioną życiodajnych soków.
Z jednej strony ma Pan pecha, ale z drugiej najczęściej trafia się na to czego się szuka i co się potrafi zrozumieć.
Racjonalizm jest i będzie elitarnym, a jak jeden z naszych czytelników twierdzi on w o ogóle książek dla elyt się nie tyka. Bycie racjonalistą wymaga dużego intelektualnego wysiłku, ale moim zdaniem warto i wszystkich do tego zachęcam.
Choć jestem też świadomym jak mało z tego skorzysta.

Pozdrawiam.

@@@
.
26-06-2011 16:12 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>I tu dochodzimy jakby do porozumienia bo widzi pan- ta młodzież o której pisałem to ateistyczny odpowiednik tzw. religiantów. I tak samo jak nie powinniśmy mówić o ateizmie do którego nie dochodzi się sporym wysiłkiem intelektualnym, jako o grupie dla ateizmu reprezentatywnej, takoż o leniwych katolikach nie powinniśmy mówić jako o ludziach, którzy wybrali wiarę i religię na drodze jakiegoś ważnego procesu. Nie mówmy o religii pokazując zboczonych księży (bo zaczniemy także mówić o ateistach pokazując zboczonych naukowców) ani też nie mówmy o dewocji jako części reprezentatywnej bo z drugiej strony mamy przecież przysłowiowe, rewolucyjne dokonania "amerykańskich naukowców". Jak sobie tak będziemy przeciwstawiać to co z tego wyniknie?

Przepraszam, że się wtrącę.
Jeśli o mnie chodzi, to, by najkrócej ująć moje rozumienie racjonalizmu, powiem tak - jest on jak narzędzie, po prostu, ani dobry, ani zły. Racjonalizm bez humanizmu będzie co najwyżej wyrachowaniem, a może być nawet zbrodniczy. I z drugiej strony, może być, ubogacony o humanizm, najlepszym przyjacielem człowieka.

>Wielu inteligentnych ludzi deklarujących się jako ateiści, których spotkałem, uważa racjonalizm za siano- trawę pozbawioną życiodajnych soków.

Racjonalizm jest jedyną możliwą podstawą do tworzenia powszechnej wiedzy na temat świata, jeśli iść za definicją Ajdukiewicza bodajże. Nie wiem, czy nie ma życiowych soków, ale te wszystkie elektroniczne urządzonka, przy których klepiemy te posty są właśnie owocami racjonalizmu jako takiego (nie ateizmu ani teizmu).


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
26-06-2011 16:43 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Przepraszam, że się wtrącę.
Tu wtrącanie się jest dobrze widziane.

>Jeśli o mnie chodzi, to, by najkrócej ująć moje rozumienie racjonalizmu, powiem tak - jest on jak narzędzie, po prostu, ani dobry, ani zły.
Każdy ma prawo do własnych przekonań i własnego zdania, ale gdy dany termin funkcjonuje w języku bardzo długo, a tak jest z racjonalizmem, należy najpierw poznać przyjęte znaczenia i dopiero zaznaczać własne. Na naszym forum warto rozważania o racjonalizmie zacząć np. od: www.racjonalista.pl/kk.php/d,67 "Wprowadzenia": racjonaliści, czyli ludzie, którzy chcą aby społeczeństwa rządziły się rozumem, to w większości ci, którzy na swoim przykładzie dostrzegają, że jest to narzędzie sprawne - choć niedoskonałe, lecz najskuteczniejsze; zaś piewcy fideizmu i irracjonalizmu, czyli ludzie, którzy eksponują głównie ułomności rozumu, to w większości ci, którzy nie mieli okazji przekonać się o skutecznym działaniu narzędzia racjonalności. Kto nie potrafi rozumować sprawnie, siłą rzeczy nie będzie głosił wymagającego racjonalizmu, gdyż z racjonalności wielu pożytków sam nie wyciągnie. "Dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i głupota ludzka, choć co do Wszechświata to nie byłbym tak całkiem pewny." - mówił Einstein. Więc o ile ideologia racjonalistyczna jest narzędziem, to dosyć specyficznym, głównie oddzielającym alternatywne postawy poznania i rozumienia świata.
Dla mnie jest to bardzo dobre narzędzie.

>Racjonalizm jest jedyną możliwą podstawą do tworzenia powszechnej wiedzy na temat świata, jeśli iść za definicją Ajdukiewicza bodajże. Nie wiem, czy nie ma życiowych soków, ale te wszystkie elektroniczne urządzonka, przy których klepiemy te posty są właśnie owocami racjonalizmu jako takiego (nie ateizmu ani teizmu).
Dokładnie tak.
Tylko wiedza oparta o naturalizm poznawczy daje nam praktyczną możliwość korzystania z postępu naukowo-technicznego.
Na modłach nie dolecimy ani do Afryki, ani do Ameryki.

Pozdrawiam.

@@@
.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
> "Dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i głupota ludzka, choć co do Wszechświata to nie byłbym tak całkiem pewny." - mówił Einstein.

Albert mówił też tak:

Religia przyszłości będzie religią kosmiczną. Przekroczy ona osobowego Boga i odrzuci dogmaty i teologię. Obejmując to, co naturalne i to, co duchowe, odnajdzie oparcie w umyśle religijnym, powstałym z doświadczenia wszystkich naturalnych i duchowych rzeczy jako pełnej znaczenia jedności. Buddyzm odpowiada temu opisowi. Jeżeli istnieje jakakolwiek religia, która jest w stanie podołać współczesnym wymaganiom nauki- jest nią buddyzm.
26-06-2011 17:30 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Albert mówił też tak:
>Religia przyszłości będzie religią kosmiczną.
Albert mówił bardzo dużo rzeczy mądrych, ale trochę też głupich. Był genialnym fizykiem i zwyczajnym człowiekiem.
Światopoglądowo był gdzieś pomiędzy ateizmem i deizmem, ale przecież nie w kwestiach światopoglądowych, a fizyce teoretycznej był geniuszem.

Żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo do własnych poglądów. Są tacy, którzy najbardziej cenią sobie wolność i tacy, którzy muszą jakieś tam kajdanki nosić.
Żadna religia, ani ideologia nie jest w stanie podołać współczesnym wymaganiom nauki. Nauka musi - choć jest rzadko - być wolną od wszelakich ideologii.

@@@
.
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>>Albert mówił też tak:
>>Religia przyszłości będzie religią kosmiczną.Albert mówił bardzo dużo rzeczy mądrych, ale trochę też głupich. Był genialnym fizykiem i zwyczajnym człowiekiem.
>Światopoglądowo był gdzieś pomiędzy ateizmem i deizmem, ale przecież nie w kwestiach światopoglądowych, a fizyce teoretycznej był geniuszem.
Nie tylko w kwestiach fizyki teoretycznej był geniuszem. Czytałem kiedyś korespondencje jego z Freudem. Uważam, że napisał tam wiele bardzo mądrych rzeczy bynajmniej nie o fizyce.

Tak jak stworzona przez niego koncepcja postrzegania świata przez pryzmat myśli, która została potwierdzona na drodze eksperymentów naukowych i dowodów matematycznych, tak może i ta dotycząca religi przyszłości się sprawdzi.
Jest ktoś kto zechce uczciwie zająć się tym problemem?
26-06-2011 17:25 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>>Przepraszam, że się wtrącę.
>Tu wtrącanie się jest dobrze widziane.
>>Jeśli o mnie chodzi, to, by najkrócej ująć moje rozumienie racjonalizmu, powiem tak - jest on jak narzędzie, po prostu, ani dobry, ani zły.
>Każdy ma prawo do własnych przekonań i własnego zdania, ale gdy dany termin funkcjonuje w języku bardzo długo, a tak jest z racjonalizmem, należy najpierw poznać przyjęte znaczenia i dopiero zaznaczać własne. Na naszym forum warto rozważania o racjonalizmie zacząć np. od: www.racjonalista.pl/kk.php/d,67

Świetnie napisane. Zachęca do tego, by się bliżej z tą postawą zapoznać, zwłaszcza, że dla każdego rozsądnego człowieka powinno być zrozumiałe, że umiejętność krytycznego myślenia - zwłaszcza w dzisiejszych czasach, tak epatujących pozorem a często i bezczelnym oszustwem - leży przede wszystkim w jego jak najbardziej indywidualnym interesie. Dopiero w ostatnich latach obserwuję coraz większe zrozumienie wśród "prostych ludzi" pewnych nieubłaganych praw rządzących ekonomią i światem polityki; chociaż nie jest to, niestety, proces bezbolesny, to pozwala mieć nadzieję, że jednak będzie, mimo wszystkich prób obrony "bezmyślenia ", początkiem odmitologizowania naszego życia społecznego. A wiele jest demonów, które straszą to społeczeństwo, które pora pozbawić ich wampirycznych mocy.

> Dla mnie jest to bardzo dobre narzędzie.>

Dodam, że wolę zrozumieć, dlaczego jakieś prawo czy nakaz religijny ma sens (jeśli ma), niż to samo przyjmować na wiarę. Każdy normalnie w miarę myślący człowiek zdaje sobie chyba z tego sprawę, że większy komfort poznawczy daje zrozumienie, niż uwierzenie.
Pozdrawiam


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
26-06-2011 17:33 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dodam, że wolę zrozumieć,
Dlatego jest Pan racjonalistą.

Pozdrawiam.

@@@
.
Piotrjot (-39 punktów)
(zablokowany)
"Dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i głupota ludzka, choć co do Wszechświata to nie byłbym tak całkiem pewny." - mówił Einstein.[/color] Więc o ile ideologia racjonalistyczna jest narzędziem, to dosyć specyficznym, głównie oddzielającym alternatywne postawy poznania i rozumienia świata.

Skoro Pan Bogusławski twierdzi, iż wtrącanie jest wskazane, to postanawiam to uczynić.
Co do nieskończoności głupoty ludzkiej, pragnę zaprzeczyć, ponieważ kończy się ona w najlepszym wypadku w trumnie. I zastanawiałem się, dlaczego tak jest, jeżeli tak być nie musi. W części odpowiedź jest w lenistwie przed używaniem rozumu, jako narzędzia poznawczego, którą to kwestię jak zauważam Pan również podziela. Wszak już Darwin(którego nie wszystkie dokonania uważam za słuszne) zauważył, iż narządy nieużywane zanikają, a mózg nie sposób uznać za narząd zbędny, tak obecnie jak i w przyszłości.
Co do Wszechświata, to mnie osobiście najbardziej interesuje przestrzeń kilka metrów w głąb Ziemi i do chmur, więc nie będę się wypowiadał na ten temat.
Natomiast zaintrygowało mnie Pana stwierdzenie o racjonaliźmie jako ideologii.
Cytat z wikipedii:
"Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania."

Czyżby Pan uważał, że logiczne myślenie i empiryczne poznanie może być oparte na ideologii, czy jeśli już to raczej na ciągłej jej zmienności, czyli zakładać ewentualną nietrwałość rzeczy i zjawisk już znanych? Tylko w takim wypadku, czy racjonalizm nie stanie się przysłowiowym "piórkiem na wietrze", zależnym od innych ideologii, które niekoniecznie muszą mieć interes w kierunku szerszego poznawania rzeczywistości?
Odnośnie tytułu tematu o lubieniu racjonalizmu
27-06-2011 12:23 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Skoro Pan Bogusławski twierdzi, iż wtrącanie jest wskazane, to postanawiam to uczynić.
>Co do nieskończoności głupoty ludzkiej,
To nie Bogusławski tylko Einstein. Choć Bogusławski żałuje, że to nie on.

>pragnę zaprzeczyć, ponieważ kończy się ona w najlepszym wypadku w trumnie.
W trumnie kończy się człowiek, a nie ludzkość i dlatego głupota ludzka ma tendencje rozwojowe.

>I zastanawiałem się, dlaczego tak jest, jeżeli tak być nie musi.
Jak ja znam rzeczywistość - wszystko co się urodziło musi umrzeć, choć czas pomiędzy jednym, a drugim bywa różnym.

>W części odpowiedź jest w lenistwie przed używaniem rozumu, jako narzędzia poznawczego, którą to kwestię jak zauważam Pan również podziela.
Tak, podzielam te poglądy.

>Wszak już Darwin(którego nie wszystkie dokonania uważam za słuszne) zauważył, iż narządy nieużywane zanikają, a mózg nie sposób uznać za narząd zbędny, tak obecnie jak i w przyszłości.
Zakładając, że był człowiekiem, a nie Bogiem, uczonym, a nie prorokiem - uważam wszystkie jego dokonania za słuszne. Natomiast nie znalazł tak prostych rozwiązań (które mi bardziej pachną Miczurinem jak Darwinem) jakie Pan nam tu przedstawia.

>Co do Wszechświata, to mnie osobiście najbardziej interesuje przestrzeń kilka metrów w głąb Ziemi i do chmur, więc nie będę się wypowiadał na ten temat.
Słusznie! Każdy powinien się wypowiadać o tym o czym ma pojęcie. Reszty warto się uczyć.

>Natomiast zaintrygowało mnie Pana stwierdzenie o racjonaliźmie jako ideologii.
>Cytat z wikipedii:
>"Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania."
>Czyżby Pan uważał, że logiczne myślenie i empiryczne poznanie może być oparte na ideologii, czy jeśli już to raczej na ciągłej jej zmienności, czyli zakładać ewentualną nietrwałość rzeczy i zjawisk już znanych? Tylko w takim wypadku, czy racjonalizm nie stanie się przysłowiowym "piórkiem na wietrze", zależnym od innych ideologii, które niekoniecznie muszą mieć interes w kierunku szerszego poznawania rzeczywistości?
Zajrzał Pan do Wikipedii aby sprawdzić czym jest racjonalizm, ale zajrzeć tam aby sprawdzić czym jest ideologia, to już się Panu nie chciało:
Ideologia jest to powstała na bazie danej kultury wspólnota światopoglądów, u podstaw której tkwi świadome dążenie do realizacji określonego interesu klasowego lub grupowego albo narodowego.

Mianem ideologii określa się każdy zbiór uporządkowanych poglądów - religijnych, politycznych, prawnych, przyrodniczych, artystycznych, filozoficznych - służących ludziom o tożsamych poglądach do objaśniania otaczającego ich świata. Społeczną funkcją ideologii jest artykulacja celów aktywności i dopuszczalnych sposobów ich osiągania oraz motywacja ich zasadności względami uznawanymi za wyższe niż jednostkowy interes. Zapotrzebowanie na ideologie wynika z właściwego ludziom poszukiwania odpowiedzi na pytania o sens i sposób istnienia.

Wystarczy teraz pomyśleć i łatwo stwierdzić, że podany przez Pana cytat z Wikipedii dotyczący racjonalizmu jest właśnie hasłem ideologicznym.
Nie, nie myślę, że logiczne myślenie i empiryczne poznanie może być oparte na ideologii, ponieważ ideologia, którą ja się kieruję takie podejście odrzuca przyjmując oparcie swoich sądów na czysto logicznym myśleniu oraz empirycznym poznaniu. Nie widzę też konieczności zależności jakiejś ideologii od innych ideologii, jak nie widzę też przeszkód podporząkowania swych działań kilku ideologiom. Mnie, na przykład, odpowiada humanizm i racjonalizm, ale tak ogólnie to zbudowałem sobie na podstawie kilku ideologii - ideologię Bogusławskiego.
Wolno mi, czy nie?

>Odnośnie tytułu tematu o lubieniu racjonalizmu
Tu Pan urwał, a ja w wyższych postach już napisałem czemu, moim zdaniem, racjonalizm jest nielubianym i nadal to podtrzymuję. To postawa elitarna, a nie wchodząc do elity, na ogół - poza elitą kapłańską - jej się nie lubi.
Najlepiej do niej wejść, ale to wymaga sporej pracy intelektualnej i trochę talentu.
Myślę, że jest Pan na jak najlepszej drodze.

Pozdrawiam.

@@@
.
29-06-2011 04:04 
 Ocena-2 na 2
Piotrjot (-39 punktów)
(zablokowany)

Ja za ideologię uważam twór powstały z umysłu ( może być też urojeniem,świadomym fałszerstwem w celu destrukcyjnej manipulacji, powielaniem głupoty) nie mający oparcia na rzeczywistych podstawowych wartościach warunkujących rozwój życia na Ziemi w prawidłowym kierunku.
Podstawowe wartości nie podlegają dowolności interpretacji i należy je przyjąć, zrozumieć i stosować i nie naruszać pod żadnym pretekstem.

Odnośnie Darwina, to jego twierdzenie o " niezbywalności czynnika zwierzęcego w ludziach" jest zaprzeczeniem prawie całej jego teorii. Gdyby taki Darwin, żyjący w tzw. epoce kamienia łupanego stwierdził, iż ludzkość ma niezbywalny czynnik umożliwiający wyjście jej z tej epoki, to by mu w najlepszym przypadku łeb kamieniem rozłupali.
Podobny bez sens występuje we wszelkiego typu ideologiach religijnych.
Czy nadal ktokolwiek trochę rozumny uważa za sensowne podtrzymywanie obowiązku nauki w szkołach?
Rozumu należy racjonalnie używać. Proponuję rozwiązanie i logiczne uzasadnienie zadania z geografii w dziale nauka. W obecnym świecie geografia jawi się jako najbardziej rzeczywista nauka.
29-06-2011 06:59 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Ja za ideologię uważam twór powstały z umysłu ( może być też urojeniem,świadomym fałszerstwem w celu destrukcyjnej manipulacji, powielaniem głupoty) nie mający oparcia na rzeczywistych podstawowych wartościach

Rzeczywiste od nierzeczywistych po czym odróżniasz znienacka?

>warunkujących rozwój życia na Ziemi w prawidłowym kierunku.

Ahaaaa..... po prawidłowym kierunku...

>Podstawowe wartości nie podlegają dowolności interpretacji i należy je przyjąć, zrozumieć i stosować i nie naruszać pod żadnym pretekstem.

Bo jak nie, to jaka władza wpierdoli?

>Odnośnie Darwina, to jego twierdzenie o " niezbywalności czynnika zwierzęcego w ludziach" jest zaprzeczeniem prawie całej jego teorii. Gdyby taki Darwin, żyjący w tzw. epoce kamienia łupanego stwierdził, iż ludzkość ma niezbywalny czynnik umożliwiający wyjście jej z tej epoki, to by mu w najlepszym przypadku łeb kamieniem rozłupali.

Co ma Darwin do wiatraka?

>Czy nadal ktokolwiek trochę rozumny uważa za sensowne podtrzymywanie obowiązku nauki w szkołach?

Jeśli osobistego mnie za choć trochę rozumnego uznać, to - i owszem.

>Rozumu należy racjonalnie używać. Proponuję rozwiązanie i logiczne uzasadnienie zadania z geografii w dziale nauka. W obecnym świecie geografia jawi się jako najbardziej rzeczywista nauka.

Bo taka np. chemia to już na radosną twórczość Natchnionych Wizjonerów Ci wygląda?

Istotne jest jednak, by język mówienia o Trójcy nie uległ chorobie abstrakcji i oderwania od życia. (kard. Joseph Ratzinger)
29-06-2011 09:10 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Ja za ideologię uważam twór powstały z umysłu ( może być też urojeniem,świadomym fałszerstwem w celu destrukcyjnej manipulacji, powielaniem głupoty) nie mający oparcia na rzeczywistych podstawowych wartościach warunkujących rozwój życia na Ziemi w prawidłowym kierunku.
Żyje Pan w wolnym kraju i wolno Panu wiele uważać, aby jednak można było się porozumieć warto używać znaczeń słów zgodnie z językiem polskim. (Stąd moje odwołanie do słownika). Tak, może też być ..... . Ideologie to także systemy religijne.
Natomiast czysta ideologia zawarta w zdaniu: oparcia na rzeczywistych podstawowych wartościach warunkujących rozwój życia na Ziemi w prawidłowym kierunku - jest dla mnie mało zrozumiałym, wprost bełkotliwym przekazem.
Zupełnie nie rozumiem: jakie są rzeczywiste wartości i jak odróżniać je od nierzeczywistych, nie bardzo wiem, które wartości uznaje Pan za podstawowe, a już zupełnie nie rozumiem jaki miałby być prawidłowy kierunek rozwoju życia na ziemi?

>Podstawowe wartości nie podlegają dowolności interpretacji i należy je przyjąć, zrozumieć i stosować i nie naruszać pod żadnym pretekstem.
Nie wiem, jakie są te podstawowe? Dlaczego miałyby nie podlegać interpretacji? Dlaczego nie wolno ich naruszać?
Znowu ideologiczne hasełko! Czy to urojenie, świadome fałszerstwo w celu destrukcyjnej manipulacji, czy tylko powielenie głupoty?

>Odnośnie Darwina, to jego twierdzenie o " niezbywalności czynnika zwierzęcego w ludziach" jest zaprzeczeniem prawie całej jego teorii.
Za mało inteligentny jestem i nic z tego zdania nie rozumiem. Tak, czynnik zwierzęcy jest niezbywalny - po prostu jesteśmy zwierzętami - i jest to potwierdzeniem teorii Darwina.

>Gdyby taki Darwin, żyjący w tzw. epoce kamienia łupanego stwierdził, iż ludzkość ma niezbywalny czynnik umożliwiający wyjście jej z tej epoki, to by mu w najlepszym przypadku łeb kamieniem rozłupali.
A gdyby Pan żył w epoce kamienia łupanego pewnie uznali by Pana za mędrca i czcili jak boga.

>Podobny bez sens występuje we wszelkiego typu ideologiach religijnych.
>Czy nadal ktokolwiek trochę rozumny uważa za sensowne podtrzymywanie obowiązku nauki w szkołach?
>Rozumu należy racjonalnie używać. Proponuję rozwiązanie i logiczne uzasadnienie zadania z geografii w dziale nauka. W obecnym świecie geografia jawi się jako najbardziej rzeczywista nauka.
No cóż, czytając powyższe zdania rodzi się wiele osobistych pytań do Pana, ale spuśćmy na to zasłonę milczenia.

PS. Czy sam siebie to Pan rozumie?

@@@
.
29-06-2011 09:16 
 Ocena 5 na 5
astrotaurus (12445 punktów)
>Ja za ideologię uważam twór powstały z umysłu ( może być też urojeniem,świadomym fałszerstwem w celu destrukcyjnej manipulacji, powielaniem głupoty) nie mający oparcia na rzeczywistych podstawowych wartościach warunkujących rozwój życia na Ziemi w prawidłowym kierunku.
A czemu w ogóle ogólnie przyjęta definicja ideologii tak Ci wadzi?

I, jak big_zyd chciałbym wiedzieć co to jest prawidłowy kierunek, co to są rzeczywiste wartości , kto je obowiązująco interpretuje itp.

>Odnośnie Darwina, to jego twierdzenie o " niezbywalności czynnika zwierzęcego w ludziach" jest zaprzeczeniem prawie całej jego teorii.
A w jaki sposób?

>Gdyby taki Darwin, żyjący w tzw. epoce kamienia łupanego stwierdził, iż ludzkość ma niezbywalny czynnik umożliwiający wyjście jej z tej epoki, to by mu w najlepszym przypadku łeb kamieniem rozłupali.
Prorok jaki czy co?

>Czy nadal ktokolwiek trochę rozumny uważa za sensowne podtrzymywanie obowiązku nauki w szkołach?
A jak myślisz? Masz jakieś informacje na ten temat upoważniające Cię do przypuszczeń, że tylko ciemnota propaguje obowiązek nauki w szkołach?

>Rozumu należy racjonalnie używać.
A recepta na to jaka?

>W obecnym świecie geografia jawi się jako najbardziej rzeczywista nauka.
Każdy przejaw poznawania świata to jest jak najbardziej rzeczywista nauka.
Z definicji.
Czy definicja nauki też Ci się nie podoba?

Chyba zbyt wiele emocjonalnych grzybów w ten barszcz naćkałeś.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
29-06-2011 11:14 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>.. rozwój życia na Ziemi w prawidłowym kierunku.
To znaczy w jakim?
29-06-2011 11:38 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>Podstawowe wartości nie podlegają dowolności interpretacji i należy je przyjąć, zrozumieć i stosować i nie naruszać pod żadnym pretekstem.
A jakie to są podstawowe wartości i skąd je mamy, jeśli nie z interpretacji rzeczywistości?

>Odnośnie Darwina, to jego twierdzenie o " niezbywalności czynnika zwierzęcego w ludziach" jest zaprzeczeniem prawie całej jego teorii. Gdyby taki Darwin, żyjący w tzw. epoce kamienia łupanego stwierdził, iż ludzkość ma niezbywalny czynnik umożliwiający wyjście jej z tej epoki, to by mu w najlepszym przypadku łeb kamieniem rozłupali.
Hmm... czyli rozumiem uważasz, że się mylił, co oznacza, że człowiek nie jest zwierzęciem...

>Czy nadal ktokolwiek trochę rozumny uważa za sensowne podtrzymywanie obowiązku nauki w szkołach?
Tak. Wiele osób. Ośmielam się pomyśleć, że większość osób, którym zależy na poziomie kształcenia społeczeństwa.

>Rozumu należy racjonalnie używać. Proponuję rozwiązanie i logiczne uzasadnienie zadania z geografii w dziale nauka. W obecnym świecie geografia jawi się jako najbardziej rzeczywista nauka.
I mówi to ktoś, kto nadal twierdzi, że przyrost promieniowy to ściema.
Geografia była nauką "dominującą" w zeszłym wieku. Ale już od lat 40-50 została zdominowana bez reszty przez chemię, fizykę i biologię z medycyną. Obecny świat to przede wszystkim te właśnie dziedziny nauk ścisłych. To im zawdzięczamy nasze możliwości. Oczywiście można nie dowierzać naukom, wolny wybór. Ale to oznacza życie w realiach sprzed dwóch wieków. Tacy Amisze?
26-06-2011 16:50 
 Ocena 1 na 1
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli o mnie chodzi, to, by najkrócej ująć moje rozumienie racjonalizmu, powiem tak - jest on jak narzędzie, po prostu, ani dobry, ani zły. Racjonalizm bez humanizmu będzie co najwyżej wyrachowaniem, a może być nawet zbrodniczy. I z drugiej strony, może być, ubogacony o humanizm, najlepszym przyjacielem człowieka.
I tu się zasadniczo z tobą zgadzam. Problem jednak pojawia się z tym wzbogacaniem o humanizm bo przecież taki np. Jerzy Prokopiuk to wzbogacanie rozumie chyba nieco inaczej niż ty.
>>Wielu inteligentnych ludzi deklarujących się jako ateiści, których spotkałem, uważa racjonalizm za siano- trawę pozbawioną życiodajnych soków.
>Racjonalizm jest jedyną możliwą podstawą do tworzenia powszechnej wiedzy na temat świata, jeśli iść za definicją Ajdukiewicza bodajże. Nie wiem, czy nie ma życiowych soków, ale te wszystkie elektroniczne urządzonka, przy których klepiemy te posty są właśnie owocami racjonalizmu jako takiego (nie ateizmu ani teizmu).
Tu się nie zgadzam. Internet powstał w celach wojskowych (a cele wojskowe dalekie są od celów racjonalnych) a mój komputer powstał z chęci zysku koncernu Toshiba.
26-06-2011 17:03 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Tu się nie zgadzam. Internet powstał w celach wojskowych (a cele wojskowe dalekie są od celów racjonalnych) a mój komputer powstał z chęci zysku koncernu Toshiba.

Jeśli cele wojskowe będą nieracjonalne, to los armii będzie taki, jak w wyniku kampanii napoleońskiej czy operacji "Barbarossa".
Imperia zdobywały często nawet w niegodziwy sposób obszary i ludy ale tylko wtedy, gdy zamierzenia i plany były tworzone rozumnie. Racjonalnie. Podsumowując, racjonalizm jest koniecznym (choć niekoniecznie dostatecznym) warunkiem powodzenia każdego wielkiego projektu. A i w przypadku mniejszych projektów, jak tworzenie budżetu domowego, bywa przydatny.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
26-06-2011 17:04 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Tu się nie zgadzam. Internet powstał w celach wojskowych (a cele wojskowe dalekie są od celów racjonalnych)
A ja się nie zgodzę. Racjonalność celu nie jest wartością obiektywną. To, co dla jednych jest racjonalne, dla innych może być irracjonalne albo wręcz idiotyczne i odwrotnie - to, co dla jednych jest bez sensu, dla inny ma sens głęboki i jest racjonalne.
>a mój komputer powstał z chęci zysku koncernu Toshiba.
Z punktu widzenia koncernu chęć zysku jest bardzo racjonalna.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Hodża (11172 punktów)
>>Tu się nie zgadzam. Internet powstał w celach wojskowych (a cele wojskowe dalekie są od celów racjonalnych)
>A ja się nie zgodzę. Racjonalność celu nie jest wartością obiektywną.

Tak. Załóżmy, że pojawia się pomysł: zbudujmy Imperium. To, czy jest on racjonalny, czy nie, zależeć będzie od wielu czynników, od tego, jakie granice ekspansji zostaną zakreślone, jakie jej kierunki, jakie środki do realizacji celów. Może się okazać, że nie ma żadnych racjonalnie uzasadnionych możliwości realizacji tego pomysłu i dopiero wtedy można go ocenić jako w gruncie rzeczy nieracjonalny.

Tak, jak trudno było podejrzewać, że pomysł zbudowania autostrady z Łodzi do Warszawy jest pomysłem w istocie nieracjonalnym... wydawało by się, ze istnieje taki sposób realizacji, który by uprawdopodobniał szanse jego powodzenia

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
Dlaczego racjonalizm jest nielubiany? Bo trzeba myśleć, a to niestety z miejsca większość ludzi osobiście obraża.
Kasza (396 punktów)
Zawsze myślałem, że racjonalista jest trochę synonimem humanisty, czyli "nie-matematyka", to po prostu generalizowanie. W gimnazjum miałem trójkę z matmy, w technikum piątkę, z matury będzie 90% na pewno, a nigdy się tak naprawdę nie uczyłem dużo.
A tak trochę offtopowo: jeśli inteligencja jest wrodzona, oznaką samodzielnego myślenia, a bez tego forum nie udałoby mi się dojść do prawdy o religii, to na ile ja jestem inteligentny ?
ebrius (225 punktów)
(zablokowany)

>Pierwsi filozofowie-racjonaliści byli matematykami, i to wielkiego formatu, którzy na zawsze
>wpisali się w historię "królowej nauk".
Czy Pitagoras był racjonalistą? Czy był filozofem? A może był zwykłym mistykiem, któremu przez przypadek ułożyło się jakieś ważne twierdzenie (ale na poziomie szkoły podstawowej)?
aljen (377 punktów)
>Nie ma bowiem możliwości prawdziwie racjonalnego rozumienia rzeczywistości, jeśli nie posiadło się
>przynajmniej w podstawowym zakresie umiejętności logicznego, precyzyjnego wyrażania myśli i
>operowania na dobrze określonych pojęciach. Tego nie nauczy ani gramatyka języka ojczystego [...]

Ojczystego może nie, ale łacińska gramatyka bez wątpienia. Niestety za moich czasów™ (lata 1970te) w normalnych ogólnokształcących liceach łacina była rzadkością.

Jeśli chodzi o matematykę - uczyłem się w mat-fiz, jak to się wtedy nazywało, i dość wcześnie przestałem ufać w racjonalność nauki, zajmującej się liczbami urojonymi Dobiło mnie, jak się okazało, że geometria euklidesowa jest tylko jedną z wielu możliwych, a prawo Gödela wykluczyło mnie przez nokaut. Tyle tam racjonalizmu, co u Bretona.

Sensowna była natomiast nauka logiki formalnej i praktycznej.

"I tolerate this century but I don_t enjoy it"
[Doctor Who]
Hodża (11172 punktów)
>Jeśli chodzi o matematykę - uczyłem się w mat-fiz, jak to się wtedy nazywało, i dość wcześnie przestałem ufać w racjonalność nauki, zajmującej się liczbami urojonymi

Liczby urojone są po prostu naszą nazwą dla ukrytej struktury pewnego problemu, najwygodniej było je tak nazwać. Nie są one w moim odczuciu ani trochę mniej albo bardziej "realne" od liczb rzeczywistych - ot, pewien zgrabny język opisu naszej rzeczywistości. natomiast niewiele osób chyba wierzy w to, że "liczby jako takie" mają jakiś inny byt poza językowym - moim zdaniem są one po prostu słowami języka naturalnego z dobrze określonymi relacjami, stworzonymi przez kupców i poborców podatkowych

>Dobiło mnie, jak się okazało, że geometria euklidesowa jest tylko jedną z wielu możliwych, a prawo Gödela wykluczyło mnie przez nokaut. Tyle tam racjonalizmu, co u Bretona.

Czemuż to. Zważ na to, że z geometrią nieeuklidesową mamy do czynienia de facto na Ziemi; w stanach Środkowego Zachodu w USA (Dakota Pn., Pd., Nebraska, itd.) drogi przemierzające w układzie "szachownicowym" prerię, mimo, że są równoległe, muszą miec co jakiś czas "poprawki", bo się "schodzą". Wynika to stąd, że definiując prostą jako wielki okręg na sferze, dwie takie proste zawsze gdzieś się przecinają.

>Sensowna była natomiast nauka logiki formalnej i praktycznej.

Prawko?
Pozdrawiam

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Jajcenty (82 punktów)
>Sensowna była natomiast nauka logiki formalnej i praktycznej.

No i wystarczy zmienić jeden aksjomat i już dostajemy logikę rozmytą. Co gorsza, tak jak w przypadku liczb i liczb urojonych, nie wiemy która jest lepsza
pwjot (7 punktów)

>Ja chciałem się w tym wątku przyjrzeć innej stronie tego sposobu pojmowania świata - nie tej z
>wyżyn Olimpu i niebiańskich łąk mądrych dysput toczonych przez filozofów , naukowców czy ludzi
>kultury. Chodzi mi o edukację.
>Mam pewną hipotezę. Wydaje mi się, że niechęć dorosłego człowieka do racjonalnego myślenia można
>powiązać z zaniedbaniami systemów szkolnictwa w wielu krajach, zaniedbujących nauczanie matematyki.

Owszem, te zaniedbania są. Np. w tzw. Radzie Naukowej brak matematyków. Może wszyscy matematycy są wierzącymi racjonalistami a nie ateistycznymi racjonalistami?

Podoba mi się stwierdzenie, że matematyka jest jedynym językiem, za pomocą którego Bóg pozwala nam poznawać świat. Poznajemy ten świat stopniowo i już prawie na pewno wiemy, że kolejne aparaty matematyczne są tylko kolejnymi przybliżeniami i tak będzie zawsze.

Racjonalizm wymaga myślenia. Z definicji. Ponieważ moje ułomne myślenie pokazuje mi skalę mojej (i innych mądrzejszych) niewiedzy, wnioskuję, że Ktoś to wszystko jakoś zorganizował.

Pozdrawiam
23-07-2011 08:42 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Ponieważ moje ułomne myślenie pokazuje mi skalę mojej (i innych mądrzejszych) niewiedzy, wnioskuję, że Ktoś to wszystko jakoś zorganizował.

Zgadza się. Wiara jest namiastką wiedzy.
pwjot (7 punktów)
>> Ponieważ moje ułomne myślenie pokazuje mi skalę mojej (i innych mądrzejszych) niewiedzy, wnioskuję, że Ktoś to wszystko jakoś zorganizował.
>Zgadza się. Wiara jest namiastką wiedzy.
>

Nie. Wiara obejmuje obszary niedostępne dla wiedzy. Dlatego jest wiarą.
23-07-2011 09:18 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

> Podoba mi się stwierdzenie, że matematyka jest jedynym językiem, za pomocą którego Bóg pozwala nam poznawać świat.
Ano, wierzący lubią taki beztreściowy , nadęty bełkot. Ludzka mowa jest im obca i obrzydliwa.

>Poznajemy ten świat stopniowo i już prawie na pewno wiemy, że kolejne aparaty matematyczne są tylko kolejnymi przybliżeniami i tak będzie zawsze.
Heisenberg nie wystarczy? Musi być to "Bóg" - co by to nie znaczyło?

>Racjonalizm wymaga myślenia. Z definicji. Ponieważ moje ułomne myślenie pokazuje mi skalę mojej (i innych mądrzejszych) niewiedzy, wnioskuję, że Ktoś to wszystko jakoś zorganizował.
I to już wychodzi poza skalę niewiedzy?
To na pewno racjonalne wnioskowanie czy raczej bezrozumna wiara?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
pwjot (7 punktów)
>> Podoba mi się stwierdzenie, że matematyka jest jedynym językiem, za pomocą którego Bóg pozwala nam poznawać świat.
>Ano, wierzący lubią taki beztreściowy , nadęty bełkot. Ludzka mowa jest im obca i obrzydliwa.

Jeśli jest obrzydliwa, to jest mi obca.

>>Poznajemy ten świat stopniowo i już prawie na pewno wiemy, że kolejne aparaty matematyczne są tylko kolejnymi przybliżeniami i tak będzie zawsze.
>Heisenberg nie wystarczy? Musi być to "Bóg" - co by to nie znaczyło?

Heisenbergowi udało się odkryć za pomocą matematyki przybliżenie jednego z praw fizyki, fundamentalnego według aktualnej wiedzy. Odkrycie było genialne - jak na miarę człowieka. Ale takie odkrycia uczą pokory w stosunku do Stwórcy - co by to nie znaczyło.
24-07-2011 23:37 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Jeśli jest obrzydliwa, to jest mi obca.
Wypowiedziałeś kwestię w jakimś pseudointelektualnym bełkocie. Kwestię, której nie potrafisz w ludzkiej mowie wyłożyć. Nie żongluj słówkami bez treści stwarzając pozory , tylko wróć do tego na co zwrócono Ci uwagę i wyjaśnij czy stwierdzenie: Podoba mi się stwierdzenie, że matematyka jest jedynym językiem, za pomocą którego Bóg pozwala nam poznawać świat.
znaczy cokolwiek.

>Ale takie odkrycia uczą pokory w stosunku do Stwórcy - co by to nie znaczyło.
Znowu bełkoczesz coś bez sensu. Na pewno nie potrafisz wyjaśnić co to jest ta "Stwórca" i czemu wkład Heisenberga w proces poznania świata miałby uczyć pokory wobec tego czegoś.

>A skąd przyszło ci do głowy, że bronie w tym momencie heglizmu, Hegla czy własnej filozofii?
A stąd, że wciskasz jakieś cytaty ni z gruchy, ni z pietruchy zamiast mówić jasno o swoich poglądach. W kontekście rozmowy oczywiście.

>Wiara obejmuje obszary niedostępne dla wiedzy. Dlatego jest wiarą.
Nie całkiem tak, nawet jak na nieprecyzyjność pojęć.
Kiedy wiara obejmie jakieś obszary umysłu stają się one niedostępne dla wiedzy - takiej zwyczajnej: rozumnej, naukowej.
Ale ona sama stanowi jakiś wynaturzony rodzaj wiedzy a priori. Głupia ta "wiedza", nierozumna, fałszywa, nieweryfikowalna, ale człowiek z umysłem upośledzonym wiarą ma ułudę zwyczajnej wiedzy.

A "jest wiarą", bo tak po prostu nazwano taki kuriozalny stan umysłu.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
26-07-2011 09:26 
 Ocena 1 na 1
pwjot (7 punktów)
>>Jeśli jest obrzydliwa, to jest mi obca.
>Wypowiedziałeś kwestię w jakimś pseudointelektualnym bełkocie. Kwestię, której nie potrafisz w ludzkiej mowie wyłożyć. Nie żongluj słówkami bez treści stwarzając pozory , tylko wróć do tego na co zwrócono Ci uwagę i wyjaśnij czy stwierdzenie: Podoba mi się stwierdzenie, że matematyka jest jedynym językiem, za pomocą którego Bóg pozwala nam poznawać świat.
>znaczy cokolwiek.
Matematyka tworzy modele rzeczywistości zastanej (wg mnie stworzonej przez Boga). Modele te są nieprecyzyjne na pewno (np. model Newtona) lub prawie na pewno (Einsteina). Istnieje teoria, że żaden model matematyczny nie będzie dokładnie opisywał rzeczywistości, czyli że rzeczywistość jest do końca niepoznawalna dla ludzkiego umysłu, gdyż jak dotąd nie wymyśliliśmy niczego lepszego od matematyki.

>>Ale takie odkrycia uczą pokory w stosunku do Stwórcy - co by to nie znaczyło.
>Znowu bełkoczesz coś bez sensu. Na pewno nie potrafisz wyjaśnić co to jest ta "Stwórca" i czemu wkład Heisenberga w proces poznania świata miałby uczyć pokory wobec tego czegoś.

Ale dlaczego tryskasz takim jadem? Dajesz mi w ten sposób podstawy do wiary w szatana, który Tobą rządzi.
Odkrycie Heisenberga pokazało, że świat nie jest taki prosty, jak zadało się nam na podstawie teorii Newtona i nie jest prymitywnie zdeterminowany, jak chcieli materialiści komunistyczni.

>>A skąd przyszło ci do głowy, że bronie w tym momencie heglizmu, Hegla czy własnej filozofii?
>A stąd, że wciskasz jakieś cytaty ni z gruchy, ni z pietruchy zamiast mówić jasno o swoich poglądach. W kontekście rozmowy oczywiście.

Pomyliłeś rozmówców w swoim zacietrzewieniu.

>>Wiara obejmuje obszary niedostępne dla wiedzy. Dlatego jest wiarą.
>Nie całkiem tak, nawet jak na nieprecyzyjność pojęć.
>Kiedy wiara obejmie jakieś obszary umysłu stają się one niedostępne dla wiedzy - takiej zwyczajnej: rozumnej, naukowej.

Jak na razie tych obszarów niedostępnych dla nauki jest całkiem sporo i w miarę nowych odkryć coraz więcej. Moja wiara jest więc niezagrożona jeszcze przez długi czas. Zresztą najwybitniejsi naukowcy nie byli ateistami.

>Ale ona sama stanowi jakiś wynaturzony rodzaj wiedzy a priori. Głupia ta "wiedza", nierozumna, fałszywa, nieweryfikowalna, ale człowiek z umysłem upośledzonym wiarą ma ułudę zwyczajnej wiedzy.
Znowu mieszasz wiedzę z wiarą. Wiedza jest weryfikowalna, wiara nie. Nie mam takich problemów. Zresztą jestem prostym człowiekiem, mieszkam na podkarpackiej wsi, ale sporo już widziałem i słyszałem. Nawet w jakimś bardzo skromnym zakresie byłem prześladowany za wiarę, co ją oczywiście tylko umocniło.

>A "jest wiarą", bo tak po prostu nazwano taki kuriozalny stan umysłu.

Mój słaby umysł się przed tym stanem nie broni.
27-07-2011 09:41 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Odkrycie Heisenberga pokazało, że świat nie jest taki prosty, jak zadało się nam na podstawie teorii Newtona i nie jest prymitywnie zdeterminowany, jak chcieli materialiści komunistyczni.

Wbrew obiegowej opinii, to nie jest prawda. Istnieje całkowicie deterministyczna interpretacja mechaniki kwantowej, zgodna ze wszystkimi znanymi faktami doświadczalnymi.
pwjot (7 punktów)

>Wbrew obiegowej opinii, to nie jest prawda. Istnieje całkowicie deterministyczna interpretacja mechaniki kwantowej, zgodna ze wszystkimi znanymi faktami doświadczalnymi.
>
Trochę protezą zalatuje, chyba ta teoria nie cieszy się uznaniem w kegach naukowych.
31-07-2011 21:32 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Wbrew obiegowej opinii, to nie jest prawda. Istnieje całkowicie deterministyczna interpretacja mechaniki kwantowej, zgodna ze wszystkimi znanymi faktami doświadczalnymi.

> Trochę protezą zalatuje, chyba ta teoria nie cieszy się uznaniem w kegach naukowych.

A tak konkretnie, to co masz jej do zarzucenia?
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>> Wbrew obiegowej opinii, to nie jest prawda. Istnieje całkowicie deterministyczna interpretacja mechaniki kwantowej, zgodna ze wszystkimi znanymi faktami doświadczalnymi.
>> Trochę protezą zalatuje, chyba ta teoria nie cieszy się uznaniem w kegach naukowych.
>A tak konkretnie, to co masz jej do zarzucenia?
Czy można ustalić model falsyfikalności?
Nie chcę przy tym wchodzić w rolę 'pwjot'a. Po prostu mam pomysł.
Myśląc o kawałku: "In de Broglie-Bohm theory, the wavefunction travels through both slits, but each particle has a well-defined trajectory and passes through exactly one of the slits. The final position of the particle on the detector screen and the slit through which the particle passes by is determined by the initial position of the particle. Such initial position is not controllable by the experimenter, so there is an appearance of randomness in the pattern of detection."
Można się zastanawiać, czy da się udowodnić lub choć poszlakowo wskazać istnienie obiektu, którym jest 'wavefunction bez cząstki' lecąca przez szczelinę. Mam pomysł dotyczący tej części.

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
01-08-2011 10:19 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Można się zastanawiać, czy da się udowodnić lub choć poszlakowo wskazać istnienie obiektu, którym jest 'wavefunction bez cząstki' lecąca przez szczelinę. Mam pomysł dotyczący tej części.

Masz pomysł jak to zrobić, czy się tylko pytasz?
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>> Można się zastanawiać, czy da się udowodnić lub choć poszlakowo wskazać istnienie obiektu, którym jest 'wavefunction bez cząstki' lecąca przez szczelinę. Mam pomysł dotyczący tej części.
>Masz pomysł jak to zrobić, czy się tylko pytasz?
Mam pomysł. Do realizacji potrzebny byłby podwójny zestaw, jak przy eksperymencie z dwoma szczelinami. Główna idea polega na tym, że jeśli w fizyce kwantowej mamy nierozróżnialne cząstki, to zakładam, że 'wavefunctions bez cząstki' mają tę własność również. Można by badać, czy taka 'wavefunction bez cząstki' od jednej cząstki [cząstki nr1] interferuje w szczególnych warunkach z inną cząstką [cząstką nr2] ('przygotowaną' odpowiednio).
Są dwa (lub trzy) możliwe wyniki eksperymentu:
1. Brak zjawiska interferencji
2. Interferencja 'wavefunction bez cząstki' od cząstki nr1 z cząstką nr2.
(3. "Częściowa interferencja" - mamy obraz, który nie jest ani interferencją, ani jej brakiem)
Wynik 2. daje silne poszlaki, by sądzić, że 'wavefunction bez cząstki' jest oddzielnym obiektem fizycznym.
Wynik 1. sugeruje, że nasze pojęcie 'wavefunction bez cząstki' jako oddzielnego bytu zdolnego doczepić się do innej cząstki jest najprawdopodobniej złe/niepełne.

Opisałem pomysł, choć nie chciałem tak lekko go wrzucać na forum. Liczę, że zostanie przeanalizowany.

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
01-08-2011 16:03 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Do realizacji potrzebny byłby podwójny zestaw, jak przy eksperymencie z dwoma szczelinami. Główna idea polega na tym, że jeśli w fizyce kwantowej mamy nierozróżnialne cząstki, to zakładam, że 'wavefunctions bez cząstki' mają tę własność również.

Tak, identyczne funkcje falowe są nierozróżnialne, jak i również ich puste odgałęzienia (te bez cząstki).

> Można by badać, czy taka 'wavefunction bez cząstki' od jednej cząstki [cząstki nr1] interferuje w szczególnych warunkach z inną cząstką [cząstką nr2] ('przygotowaną' odpowiednio).

Niestety, nie interferuje. Tylko odgałęzienia funkcji falowej należące do tej samej cząstki interferują ze sobą. Fizycy mówią skrótowo: elektron (czy foton) interferuje tylko sam ze sobą.

Chociaż wobec powyższego reszta Twojego pomysłu odpada, to jest prostszy sposób, wykorzystujący pierwotne doświadczenie z dwoma szczelinami. Rozumowanie jest następujące:
   1. Gdy obie szczeliny są odsłonięte, na ekranie jest obraz interferencyjny. Skoncentrujmy się na jednym z minimów - ilość elektronów tam rejestrowanych jest bliska zeru.
   2. Zasłaniamy jedną szczelinę. Teraz do ekranu w sumnie dochodzi mniej elektronów a zarazem tam, gdzie przedtem było minimum, jest ich teraz więcej. Jak to możliwe?
   3. Jedynym sensownym wytłumaczeniem punktu 2 jest, że w punkcie 1 coś przechodziło przez obie szczeliny. Tym czymś jest funkcja falowa.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>> Do realizacji potrzebny byłby podwójny zestaw, jak przy eksperymencie z dwoma szczelinami. Główna idea polega na tym, że jeśli w fizyce kwantowej mamy nierozróżnialne cząstki, to zakładam, że 'wavefunctions bez cząstki' mają tę własność również.
>Tak, identyczne funkcje falowe są nierozróżnialne, jak i również ich puste odgałęzienia (te bez cząstki).
Ok. Super.

>> Można by badać, czy taka 'wavefunction bez cząstki' od jednej cząstki [cząstki nr1] interferuje w szczególnych warunkach z inną cząstką [cząstką nr2] ('przygotowaną' odpowiednio).
>Niestety, nie interferuje. Tylko odgałęzienia funkcji falowej należące do tej samej cząstki interferują ze sobą. Fizycy mówią skrótowo: elektron (czy foton) interferuje tylko sam ze sobą.
Nie słyszałem ani o doświadczeniu, ani o tak sformułowanym poglądzie (z "tylko"). Znaczyłoby to, że ktoś udowodnił, że przy oświetleniu dwóch szczelin światłem obraz interferencyjny pochodzi tylko od oddziaływań foton-"jego pusta część funkcji falowej". Słyszałem, że jednak dopuszcza się, że fotony interferują ze sobą. Jeśli tak, to dopiero trzeba by to sprawdzić.
Rozumiem, że aparat matematyczny pustego odgałęzienia funkcji falowej jest tak skonstruowany, że musi ona działac na sprzężony z nią foton/cząstkę. Jednak tu mamy do czynienia z hipotezą, że "pusta część funkcji falowej" jest oddzielnym bytem przemieszczającym się w przestrzeni. Jeśli więc napotka foton/elektron, jak rozpoznaje, że napotkała swój? Jeśli fazy się zgadzają nie powinna móc odróżnić 'swojego' od 'nieswojego'.
Jeśli był eksperyment na ten temat, chętnie bym się o nim dowiedział.

>Chociaż wobec powyższego reszta Twojego pomysłu odpada, to jest prostszy sposób, wykorzystujący pierwotne doświadczenie z dwoma szczelinami. Rozumowanie jest następujące:
>    1. Gdy obie szczeliny są odsłonięte, na ekranie jest obraz interferencyjny. Skoncentrujmy się na jednym z minimów - ilość elektronów tam rejestrowanych jest bliska zeru.
>    2. Zasłaniamy jedną szczelinę. Teraz do ekranu w sumnie dochodzi mniej elektronów a zarazem tam, gdzie przedtem było minimum, jest ich teraz więcej. Jak to możliwe?
>    3. Jedynym sensownym wytłumaczeniem punktu 2 jest, że w punkcie 1 coś przechodziło przez obie szczeliny. Tym czymś jest funkcja falowa.
W standardowej interpretacji nie przypisuje się funkcji falowej części z cząstką/fotonem i bez cząstki/fotonu. Raczej mówi, że cząstka/foton zachowuje się, jakby pokonywała obie drogi jednocześnie. Wynika to prawdopodobnie z tego, że nikt nie pokusił się o przeprowadzenie (udanego) eksperymentu rozwiewającego wątpliwości.
Jeśli się mylę, poprosze o linka czy w inny sposób naprowadzenie na sprawę.

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
02-08-2011 19:24 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> elektron (czy foton) interferuje tylko sam ze sobą.

> Nie słyszałem ani o doświadczeniu, ani o tak sformułowanym poglądzie (z "tylko"). Znaczyłoby to, że ktoś udowodnił, że przy oświetleniu dwóch szczelin światłem obraz interferencyjny pochodzi tylko od oddziaływań foton-"jego pusta część funkcji falowej". Słyszałem, że jednak dopuszcza się, że fotony interferują ze sobą. Jeśli tak, to dopiero trzeba by to sprawdzić.

To stwierdzenie pochodzi od Diraca [P.A.M. Dirac, Quantum Mechanics (Oxford University Press, London, 1958), 4th ed, p. 9]. Z fotonami sprawa jest śliska, bo można się uprzeć, że foton to tylko porcja energii elektromagnetycznej i nie istnieje jako cząstka mająca określone położenie przed pomiarem. Co więcej, zerowa masa spoczynkowa fotonu powoduje, że nie da się skonstruować dla niego funkcji falowej. Wydawało by się, że interferencja wiązek światła z dwóch różnych laserów [ R.L. Pfleegor and L. Mandel, "Interference of independent photon beams," Phys. Rev. 159 (1967), 1084] pokazuje to co chcesz, jednak standardowa interpretacja tego doświadczenia mówi, że nawet w tym wypadku foton interferuje tylko sam ze sobą, choć pochodzi z dwóch różnych laserów.

Z elektronami też nie jest łatwo, bo odpychają się poprzez swoje ładunki elektryczne i trzeba uważać aby oddzielić to oddziaływanie od efektów ewentualnej interferencji. Ponadto sprawę komplikuje antysymetria funkcji falowej wymuszona spinem połówkowym elektronów (są fermionami).

Jeżeli jednak obejść te wszystkie komplikacje i rozważyć fikcyjne cząstki o niezerowej masie spoczynkowej ale zerowym spinie i ładunku, to takie cząstki niewątpliwie będą interferować tylko same ze sobą a nie z inną taką cząstką. Wynika to z prostego matematycznego faktu, że funkcję falową wielu takich cząstek można zapisać w postaci iloczynu indywidualnych funkcji falowych; po wstawieniu takiej funkcji falowej do równania Schroedingera, równanie to rozpada się na równania dla każdej cząsteki z osobna (tzw. separacja zmiennych). Tym sposobem funkcje falowe każdej z cząstek zostają oddzielone od siebie i nie ma możliwości interferencji pomiędzy różnymi cząstkami.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Jeżeli jednak obejść te wszystkie komplikacje i rozważyć fikcyjne cząstki o niezerowej masie spoczynkowej ale zerowym spinie i ładunku, to takie cząstki niewątpliwie będą interferować tylko same ze sobą a nie z inną taką cząstką. Wynika to z prostego matematycznego faktu, że funkcję falową wielu takich cząstek można zapisać w postaci iloczynu indywidualnych funkcji falowych; po wstawieniu takiej funkcji falowej do równania Schroedingera, równanie to rozpada się na równania dla każdej cząsteki z osobna (tzw. separacja zmiennych). Tym sposobem funkcje falowe każdej z cząstek zostają oddzielone od siebie i nie ma możliwości interferencji pomiędzy różnymi cząstkami.
Tak jest przy przyjęciu dzisiejszego formalizmu matematycznego. Jednak, jeśli przyjęliśmy założenie, że część funkcji falowej "z cząstką" i część funkcji falowej "bez cząstki" pędzą osobne żywoty, to poniekąd podważamy/rozbudowujemy ten formalizm - ponieważ on nigdzie nie opisuje tej lub podobnej sytuacji. Musimy przyjąć jakieś założenia co do funkcji falowej "z cząstką" i "bez cząstki". Więcej nawet, musimy zrobić to tak, by rzecz można było falsyfikować - jeśli nie dziś, to w przyszłości.
   Ja przyjąłem, że część "bez cząstki" ma wszystkie własności, co część "z cząstką" prócz ładunku i masy (dla elektronu trzeba jeszcze rozważać spin). Na tej podstawie zaprojektowałem eksperyment.
Jeśli założymy, że w eksperymencie z dwoma szczelinami interferencję powoduje tylko oddziaływanie między cząstką, a jej funkcją falową "bez cząstki", to nie ma szans na falsyfikacje teorii występowania rozdzielnie części funkcji falowej "z cząstką" i "bez cząstki". Stajemy wtedy w miejscu. Nie sposób udowodnić, czy ta interpretacja, czy standardowa są prawdziwe.

Wracając do formalizmu matematycznego. Jeśli przyjmiemy, że można rozseparować w równaniu Schroedingera także część "z cząstką" i "bez cząstki", to wszystko zależy, jak ta separacja będzie wyglądała. Niemniej wychodzimy teraz poza przyjętą wiedzę i potrzeba eksperymentu by weryfikować teorię.
Niestety nie mam szans, aby taki eksperyment przeprowadzić.

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
03-08-2011 18:58 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Jednak, jeśli przyjęliśmy założenie, że część funkcji falowej "z cząstką" i część funkcji falowej "bez cząstki" pędzą osobne żywoty, to poniekąd podważamy/rozbudowujemy ten formalizm - ponieważ on nigdzie nie opisuje tej lub podobnej sytuacji.

Jestem bardzo sceptycznie nastawiony co do możliwości jakiejkolwiek zmiany formalizmu mechaniki kwantowej. Był on przetestowany tyle razy w laboratoriach i praktycznych zastosowaniach, że trzeba by mieć pomysł na stworzenie jakichś bardzo ekstremalnych warunków, aby mieć choćby cień nadziei na zauważenie odstępstw od ortodoksji.

Według tego formalizmu część funkcji falowej "bez cząstki" różni się od części "z cząstką" tylko tym, że cząstki w tej pierwszej po prostu nie ma, o czym możemy się dowiedzieć jedynie przeprowadzając pomiar jej położenia. Następuje wtedy redukcja (kolaps) funkcji falowej, co jest zabiegiem czysto matematycznym podyktowanym tym, że pusta część funkcji falowej nie może już oddziaływać z pełną (bo zostały zaburzone) i można spokojnie o tej pustej zapomnieć.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
A jeśli rozbudowa opisu funkcji falowej cząstki/fotonu nie stoi w sprzeczności z zebranymi do tej pory wynikami?

Nie chcę podważać mechaniki kwantowej, bo to bez sensu. Być może wcześniej użyłem złego wyrażenia. W końcu piszę te słowa na komputerze, który działa w oparciu o zasady kwantów, a informacje biegną po cześci światłowodami, które też działają według fizyki kwantowej (co najmniej na końcach przy przemianie światła w impuls elektryczny).

Natomiast co do formalizmu, jeśli opieramy się na przytoczonej deterministycznej interpretacji mechaniki kwantowej de Broglia-Bohma, to podejmuję próbę falsyfikacji dla określonego wariantu tej interpretacji. Eksperyment miałby roztrzygnąć, czy przyjęcie założenia, że pilot-wave może oddziaływać z dowolną nierozróżnialną cząstką o określonych parametrach.
Nie mogę ręczyć, że pomysł wypali. Z drugiej strony nie znam ani jednego eksperymentu, który by wykluczał, że nie wypali.
Zresztą nawet "niewypalenie eksperymentu" uznałbym za cenne, ponieważ mógłbym stwierdzić, że rzeczywiście pilot-wave, jeśli istnieje, rozróżnia stowarzyszoną z nią cząstkę spośród takich samych cząstek.

Wszystko ostatecznie rozbija się o możliwości eksperymentowania. Ponieważ są one ograniczone, rozumiem, że muszę dość mocno przekonywać o sensowności swego pomysłu. Usiłuje to robić.

W szczególności chciałbym skorzystać z części tekstu pod podanym wcześniej linkiem:
"Hidden variables

De Broglie-Bohm theory is often referred to as a "hidden variable" theory. The alleged applicability of the term "hidden variable" comes from the fact that the particles postulated by Bohmian mechanics do not influence the evolution of the wavefunction. The argument is that, because adding particles does not have an effect on the wavefunction's evolution, such particles must not have effects at all and are, thus, unobservable, since they cannot have an effect on observers. There is no analogue of Newton's third law in this theory. The idea is supposed to be that, since particles cannot influence the wavefunction, and it is the wavefunction that determines measurement predictions through the Born rule, the particles are superfluous and unobservable.

Bohm and Hiley have stated that they found their own choice of terms of an "interpretation in terms of hidden variables" to be too restrictive. In particular, a particle is not actually hidden but rather "is what is most directly manifested in an observation", even if position and momentum of a particle cannot be observed with arbitrary precision.[20] Put in simpler words, the particles postulated by the de Broglie-Bohm theory are anything but "hidden" variables: they are what the objects we see in everyday experience are made of; it is the wavefunction itself which is "hidden" in the sense of being invisible and not-directly-observable.

Even a whole particle trajectory can be measured by a weak measurement. Such a measured trajectory coincides with the de Broglie-Bohm trajectory. In this sense, de Broglie-Bohm trajectories are not hidden variables. Or at least they are not more hidden than the wave function, in the sense that both can only be experimentally determined through a large number of measurements on an ensemble of equally prepared systems."

Chciałbym spytać, czy eksperyment, jaki zaproponowałem nie mieściłby się w ramach "weak measurement"?

Pozdrawiam


Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
04-08-2011 10:25 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Nie chcę podważać mechaniki kwantowej, bo to bez sensu.

Więc tu się zgadzamy.

> Natomiast co do formalizmu, jeśli opieramy się na przytoczonej deterministycznej interpretacji mechaniki kwantowej de Broglia-Bohma, to podejmuję próbę falsyfikacji dla określonego wariantu tej interpretacji. Eksperyment miałby roztrzygnąć, czy przyjęcie założenia, że pilot-wave może oddziaływać z dowolną nierozróżnialną cząstką o określonych parametrach.

To może mieć sens.

> Chciałbym spytać, czy eksperyment, jaki zaproponowałem nie mieściłby się w ramach "weak measurement"?

Zaproponowałeś? Napisałeś tylko:
Cytat:
Można by badać, czy taka 'wavefunction bez cząstki' od jednej cząstki [cząstki nr1] interferuje w szczególnych warunkach z inną cząstką [cząstką nr2] ('przygotowaną' odpowiednio).

Napisz konkretnie, jaki układ doświadczalny proponujesz. Jak przygotowujesz cząstki? Co mierzysz? I jaki wynik byłby rozstrzygający?
04-08-2011 15:39 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Spróbujmy najpierw dla fotonów:



Mamy dwa źródła światła, które produkują nam takie same fotony. Fotony te padają na lustra półprzepuszczalne, gdzie dochodzi do "podziału" funkcji falowej na pilot-wave oraz część funkcji falowej z cząstką.
Od tej chwili każdy foton (nr 1 i nr 2) ma dwie drogi optyczne. Drogi optyczne od obydwu źródeł prowadzące na "Ekran główny" są tak ustalone, by zachodziła interferencja.
Interesują nas takie konfiguracje, gdy na ekran główny pada foton z jednego źródła, a pilot-wave z drugiego.
Rozpatrując różne przypadki zachodzi to, gdy:
a) przez pierwsze lustra półprzepuszczalne w kierunku ekranu głównego przechodzi foton z jednego źródła i pilot-wave z drugiego, a na lustrze półprzepuszczalnym przed ekranem głównym foton zostaje skierowany na ekran główny.
b) przez pierwsze lustra pp. w kierunku ekranu głównego przechodzą fotony, ale na lustrze pp. przed ekranem głównym w jego kierunku przechodzi foton i pilot-wave od drugiego.
Zakładamy, że w powyższych przypadkach wystąpienie interferencji fotonu z jednego źródła i pilot-wave od fotonu z drugiego źródła jest silnym przyczynkiem, by uznać interpretację de Broglie-Bohma za prawdziwą.

Układ wzorowałem na układzie "bomb testera Elitzur-Vaidmana"
en.wikiped(*)ur-Vaidman_bomb_tester
Najchętniej zrezygnowałbym z lustra półprzepuszczalnego przed ekranem głównym, ale nie wiem, jak to zrobić, by nie zniszczyć eksperymentu (bo zakładam, że potrzeba porozdzielać drogi optyczne po przejściu fotonu przez pierwsze lustro półprzepuszczalne).

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
08-08-2011 07:46 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Spróbujmy najpierw dla fotonów: [...] Układ wzorowałem na układzie "bomb testera Elitzur-Vaidmana" en.wikiped(*)ur-Vaidman_bomb_tester

Z fotonami tego typu eksperymenty zostały już szczegółowo obmyślane i zrobione w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci. Choćbyś nie wiem jak kombinował, wynik jest zawsze ten sam: jeżeli wiesz, że do ekranu głównego została skierowana fala pusta (bo zarejestrowałeś foton na ekranie nr 1 lub 2), to interferencja znika.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>> Spróbujmy najpierw dla fotonów: [...] Układ wzorowałem na układzie "bomb testera Elitzur-Vaidmana" en.wikiped(*)ur-Vaidman_bomb_tester
>Z fotonami tego typu eksperymenty zostały już szczegółowo obmyślane i zrobione w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci. Choćbyś nie wiem jak kombinował, wynik jest zawsze ten sam: jeżeli wiesz, że do ekranu głównego została skierowana fala pusta (bo zarejestrowałeś foton na ekranie nr 1 lub 2), to interferencja znika.

Potrzebuję czasu, by przeanalizować eksperyment pod linkiem.
Dostałem do myślenia.

Edit: tak na szybko - zlikwidowanie Ekranu nr 1 i Ekranu nr 2 "podtrzymuje" sensowność eksperymentu.

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Miałem duży problem z powyższym eksperymentem. Głównie dlatego, że wystepuje w nim kilka zjawisk kwantowych.
Zacznijmy trochę od końca. Mamy dwa elektrony "wyprodukowane" w BBO, które są splątane. Z zasady nieoznaczoności wynika, że nie możemy dla jednego z nich zmierzyć położenia, dla drugiego pędu. Także, jeśli jeden z nich zostanie zarejestrowany na ekranie, to takie zdarzenie określa funkcje falową drugiego.
Poniekąd strasznie to kłopotliwe. Jeśli rozważamy pilot-wave i zakładamy, że w BBO "wyprodukowane" zostają dwie nowe pilot-wave, analogicznie do tego, co dzieje się z elektronem, to powstaje pytanie, czy splątanie obejmuje nowe pilot-wave i elektrony powstałe w BBO. Wyniki eksperymentu sugerują, że tak.
Jeśli przyjmujemy, że pilot-wave jest cały czas splątana ze stanem elektronów, to powyższy eksperyment różni się wyraźnie od zaproponowanego przeze mnie.
Obserwacja elektronu na ekranie D0 powoduje "zabicie" pilot-wave - w sensie zablokowania możliwości interferencji z drugim elektronem.

Powstaje pytanie, czy w takim razie nie znaczy to, że zaproponowany przeze mnie eksperyment jest dobrze skonstruowany. Odpowiedź w dużym stopniu zależała by od interpretacji ( en.wikiped(*)/Delayed_choice_quantum_eraser ) wyników przytoczonego eksperymentu.
Chcąc rozwiać wątpliwości sugerowałbym, by przeprowadzić eksperyment analogiczny do zaproponowanego przeze mnie, tylko nie dla pojedynczych fotonów, ale "zwykłego" źródła światła. Jeśli wystąpi obraz interferencyjny, kwestia czy foton i "obca" pilot-wave interferują pozostanie w grze, czy może dwa różne fotony interferują ze sobą. Jeśli będzie inny wynik - złożenie obrazu interferencyjnego z nieinterferencyjnym, to też będzie co rozważać - ostatecznie potwierdzi się, że obce fotony interferują ze sobą. Brak obrazu interferencyjnego potwierdzi, że interferować mogą tylko foton ze swoją własną pilot-wave.

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
24-08-2011 13:44 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Jeśli rozważamy pilot-wave i zakładamy, że w BBO "wyprodukowane" zostają dwie nowe pilot-wave, analogicznie do tego, co dzieje się z elektronem, to powstaje pytanie, czy splątanie obejmuje nowe pilot-wave i elektrony powstałe w BBO. Wyniki eksperymentu sugerują, że tak.

Tak, zgadza się.

> Jeśli przyjmujemy, że pilot-wave jest cały czas splątana ze stanem elektronów, to powyższy eksperyment różni się wyraźnie od zaproponowanego przeze mnie.

Tak, Twoja propozycja jest prostsza. Nie potrafię Ci wskazać publikacji podającej wyniki experymentu dokładnie odpowiadającego Twojej propozycji, ale jestem przekonany, że został on wykonany i wyniki są jak napisałem powyżej: jeżeli wiesz, że do ekranu głównego została skierowana fala pusta (bo zarejestrowałeś foton na ekranie nr 1 lub 2), to interferencja znika. Gdyby tak nie było, to quantum eraser działałby inaczej niż działa. Jeżeli chcesz znaleźć tę publikację to możesz przeszukać litaraturę wstecz od cytowanej w en.wikiped(*)/Delayed_choice_quantum_eraser .

> Chcąc rozwiać wątpliwości sugerowałbym, by przeprowadzić eksperyment analogiczny do zaproponowanego przeze mnie, tylko nie dla pojedynczych fotonów, ale "zwykłego" źródła światła.

Zwykłe źródło światła, np. z żarówki, jest dużo gorsze, bo fotony są bozonami, które "lubią" występować w grupach i trudno jest zapewnić, że eksperyment jest wykonywany na pojedynczym fotonie. Cała ta komplikcja z kryształem BBO i koincydencjami ma na celu uzyskanie tej pewności.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Nie potrafię odnaleźć eksperymentu, jaki wymyśliłem - przeszukiwałem wcześniej sieć. Teraz na szybko też nic nie znalazłem.

Natomiast rozważałem rozwinięcie eksperymentu tak, aby się pozbyć efektu "znikania" jednego fotonu z quantum erasera (z miernika D0).
W quantum eraserze efekt interferencyjny występuje tylko, gdy nie wiemy, którą szczeliną podróżował foton. Gdyby w moim układzie zamiast ekranu nr1 i ekranu nr2 wstawić lustra kierujące światło na nowy, wspólny dla obydwu ekran (dokładnie tak samo, jak to zostało zrobione przy puszczaniu światła na ekran główny), mielibyśmy 'czysty' eksperyment sprawdzający, czy pilot-wave istnieje i działa na każdy foton o takich samych własnościach.
Można to też skomplikować o tyle, że puszczać u mnie fotony z BBO jako dwóch źródeł (czyli splątane) i patrzeć na wyniki - czy będzie interferencja.

Ostatecznie w quantum eraserze możnaby próbować czegoś podobnego - puszczać foton nie na D0, ale tak by się w jego miejscu odbił i mógł wpaść na drogę do reszty detektorów. Ciekawe, czy interferowałby.

Rozumiem wątpliwości, co do eksperymentu. Jest też taka opcja, że istnienia pilot-wave nie da się tak udowodnić. Niemniej zrobiono eksperyment delayed choice quantum eraser mimo, że i tak nie powinien wyjść w żaden zaskakujący sposób. Czyli jest na świecie potencjal drążenia tematu, rozwijania badań nad double-slit.

Pozdrawiam

Miłość bez wzajemności?
Wystarczy spojrzeć na pokolenia Polaków i ich afekt do piłki nożnej!
24-08-2011 23:33 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Nie potrafię odnaleźć eksperymentu, jaki wymyśliłem - przeszukiwałem wcześniej sieć. Teraz na szybko też nic nie znalazłem.

Literatura na ten temat jest bardzo bogata: wystarczy wpisać w googla hasła welcher weg experiments lub empty waves Bohm.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Znalazłem tu. W rozdziale "triple-slit experiments". Jednak o ile sam pomysł eksperymentu w nim pada, to wygląda na to, że ów nie został przeprowadzony.

Reszta poszukiwań, jak na razie prowadziła mnie w większości do prac typu: co lepsze pilot-wave czy wieloświaty. Ponieważ prace te nie są oparte o nowe eksperymenty trudno mi z nich wiele wnioskować. Chyba tylko tyle, że piszący również nie dotarli do eksperymentów blokujących rozważania o pilot-wave, albo, że ich koncepcja pilot-wave jest niesprawdzalna eksperymentalnie.

Pozdrawiam

Miłość bez wzajemności?
Wystarczy spojrzeć na pokolenia Polaków i ich afekt do piłki nożnej!
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Teraz elektrony:



O ile wiem, dużo trudniej jest uzyskać z różnych źródeł elektrony tak, by nie różniły się energią czy polaryzacją spinu. A to jest tu potrzebne.
Za to sam schemat eksperymentu wygląda prościej niż u fotonów. Rozpatrujemy dla naszych potrzeb zdarzenia, gdy tylko jeden z elektronów padnie na ekran nr 1 lub ekran nr 2. oznacza to, że do ekranu głownego leci elektron i pilot-wave od drugiego elektronu. Jeśli dostaniemy efekt interferencji w opisanych przypadkach, uzyskamy to, o co nam chodziło.

Pozdrawiam

Niech Ci aIIaH masaż zrobi!
08-08-2011 07:46 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Teraz elektrony: [...]

Z elektronami jest to samo: jak zarejestrujesz elektron na ekranie 1 lub 2, to na ekranie głównym interferencja znika. Akurat tego eksperymentu jeszcze nie wykonano bo zbyt trudno jest przygotować spójne wiązki elektronów z dwóch niezależnych źródeł. Wykonano doświadczenie podobne, ale jedyne co widać, to korelacje związane z antysymetrią funkcji falowej elektronów, o czym pisałem powyżej.
28-07-2011 20:39 
 Ocena 4 na 4
astrotaurus (12445 punktów)

>Matematyka tworzy modele rzeczywistości zastanej (wg mnie stworzonej przez Boga). Modele te są nieprecyzyjne na pewno (np. model Newtona) lub prawie na pewno (Einsteina). Istnieje teoria, że żaden model matematyczny nie będzie dokładnie opisywał rzeczywistości, czyli że rzeczywistość jest do końca niepoznawalna dla ludzkiego umysłu, gdyż jak dotąd nie wymyśliliśmy niczego lepszego od matematyki.
A o jakiej niepoznawalności tu jest mowa? I co zakres i przyczyny tej niepoznawalności mają ciągle do "Boga" i "Stwórcy"? Na podstawie jakich obserwacji, jakich definicji, jakich teorii wprowadzasz takie dziwolągi pojęciowe do rozmowy?

>Ale dlaczego tryskasz takim jadem?
To tylko Twoja emocjonalna opinia. Ja tryskam uśmiechami.

>Dajesz mi w ten sposób podstawy do wiary w szatana, który Tobą rządzi.
Och, czegóż można się spodziewać po wierzącym?
Nie potrzebujesz do wiary żadnych podstaw - to takie zakażenie umysłu. Tyle że ona potem każe Ci doszukiwać się uzasadnień, usprawiedliwień. Nawet najbezsensowniejszych.

>Odkrycie Heisenberga pokazało, że świat nie jest taki prosty, jak zadało się nam na podstawie teorii Newtona i nie jest prymitywnie zdeterminowany, jak chcieli materialiści komunistyczni.
Heisenberg odkrył nowe detale wiedzy o świecie, a Newton co stwierdził to ciągle działa. Z tym determinizmem też zawołałeś "hop!" za wcześnie, jak to już Fizyk zauważył.

>Pomyliłeś rozmówców w swoim zacietrzewieniu.
Eee tam zacietrzewienie... mało mam czasu na pogaduchy i w biegu niepotrzebnie scaliłem okienka. Przepraszam.

>Jak na razie tych obszarów niedostępnych dla nauki jest całkiem sporo i w miarę nowych odkryć coraz więcej. Moja wiara jest więc niezagrożona jeszcze przez długi czas.
Kiedyś Einstein powiedział, że zawsze idea osobowego Boga znajdzie schowanko poza rozumem, ale już dzisiaj jesteście śmieszni kiedy przyjdzie do szczegółów.

>Zresztą najwybitniejsi naukowcy nie byli ateistami.
Panta rei...

>Znowu mieszasz wiedzę z wiarą. Wiedza jest weryfikowalna, wiara nie.
Ja nie mieszam, ja mówię wyraźnie, że wiara to jest rodzaj wynaturzonej wiedzy, ułuda wiedzy naukowej. Termin "wiedza" nie jest zarezerwowany wyłącznie dla wiedzy naukowej i może ułatwić opis stanu rzeczy choćby w przypadku umysłu upośledzonego wiarą: nie jest on w stanie rozdzielić urojeń i wiedzy - te urojenia są dla niego wiedzą.

>Nie mam takich problemów. Zresztą jestem prostym człowiekiem, mieszkam na podkarpackiej wsi, ale sporo już widziałem i słyszałem. Nawet w jakimś bardzo skromnym zakresie byłem prześladowany za wiarę, co ją oczywiście tylko umocniło.
Uważasz to za jakieś argumenty?

>Mój słaby umysł się przed tym stanem nie broni.
Tego nie możesz wiedzieć, bo taka walka odbywa się w podświadomości. Ty - świadomy jesteś już zdeterminowany do najdzikszych nawet łamańców dla ochrony wiary w swym umyśle. To wiara panuje nad świadomością, a nie odwrotnie.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
31-07-2011 19:20 
 Ocena-7 na 7
pwjot (7 punktów)
>>Matematyka tworzy modele rzeczywistości zastanej (wg mnie stworzonej przez Boga). Modele te są nieprecyzyjne na pewno (np. model Newtona) lub prawie na pewno (Einsteina). Istnieje teoria, że żaden model matematyczny nie będzie dokładnie opisywał rzeczywistości, czyli że rzeczywistość jest do końca niepoznawalna dla ludzkiego umysłu, gdyż jak dotąd nie wymyśliliśmy niczego lepszego od matematyki.
>A o jakiej niepoznawalności tu jest mowa? I co zakres i przyczyny tej niepoznawalności mają ciągle do "Boga" i "Stwórcy"? Na podstawie jakich obserwacji, jakich definicji, jakich teorii wprowadzasz takie dziwolągi pojęciowe do rozmowy?

Aktualnie za najlepszy uważany jest model, nazwijmy go umownie Einsteina. Ale wiadomo, że jest on aktualnie weryfikowalny tylko w zakresie dzisiejszych możliwości pomiarowych. Jak te możliwości wzrosną, trzeba będzie stworzyć lepszy model i tak bez końca. Te modele są modelami matematycznymi, jak najbardziej racjonalnymi.


>>Jak na razie tych obszarów niedostępnych dla nauki jest całkiem sporo i w miarę nowych odkryć coraz więcej. Moja wiara jest więc niezagrożona jeszcze przez długi czas.
>Kiedyś Einstein powiedział, że zawsze idea osobowego Boga znajdzie schowanko poza rozumem, ale już dzisiaj jesteście śmieszni kiedy przyjdzie do szczegółów.

Jakich szczegółów? Matematycznych modeli rzeczywistości stworzonej przez Boga? Bo te modele są najwybitniejszym dziełem racjonalnego rozumu ludzkiego.

>>Zresztą najwybitniejsi naukowcy nie byli ateistami.
>Panta rei...
Wierzący też są naukowcami

>>Nie mam takich problemów. Zresztą jestem prostym człowiekiem, mieszkam na podkarpackiej wsi, ale sporo już widziałem i słyszałem. Nawet w jakimś bardzo skromnym zakresie byłem prześladowany za wiarę, co ją oczywiście tylko umocniło.
>Uważasz to za jakieś argumenty?

Dla mnie tak. Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie (statystyka to też matematyka) znani mi ateiści byli złymi ludźmi. Najwybitniejsi (Marks i spółka) też są powszechnie znani z obserwacji i nauki historii. Więc nie widzę alternatywy dla wiary, nawet jeśli jej instytucjonalne wcielenie w Polsce nie jest idealne.
01-08-2011 09:22 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
Dla mnie tak. Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie (statystyka to też matematyka) znani mi ateiści byli złymi ludźmi. Najwybitniejsi (Marks i spółka) też są powszechnie znani z obserwacji i nauki historii. Więc nie widzę alternatywy dla wiary, nawet jeśli jej instytucjonalne wcielenie w Polsce nie jest idealne.
Tak, trzeba otwarcie przyznać, że wszyscy fideiści (a Pan Pwjot szczególnie) to to tuzy intelektu i moralności.
Owocny dialog jest z nimi możliwym, a gdy nas wywołają do swojej tablicy, to nawet koniecznym.

Miłego dnia i Szcześć Boże w rozważaniach nad własną mądrością.

@@@
.
01-08-2011 11:19 
 Ocena 5 na 5
Rafaela (2059 punktów)

>Dla mnie tak. Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie (statystyka to też matematyka) znani mi ateiści byli złymi ludźmi.(...)Więc nie widzę alternatywy dla wiary, nawet jeśli jej instytucjonalne wcielenie w Polsce nie jest idealne.
Tak się zastanawiam, po co rejestrowałeś się na tym forum? Może nie wiesz, że duża liczba forumowiczów to ateiści z wyboru, którzy dzięki własnemu rozumowi nimi się stali, porzucając wiarę? Jeśli uogólniłeś sąd o nich (ateistach) mówiąc 'wszyscy ateiści' albo używając zwrotu na ich określenie 'odpady' to logika nakazuje wnioskować, że masz ich (ateistów) za 'byle kogo'. Mimo, że na tym forum panuje wolność słowa, to jednak ja na Twoim miejscu czułabym się jak persona non grata.

*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
06-08-2011 22:53 
 0 na 2
pwjot (7 punktów)
Mimo, że na tym forum panuje wolność słowa, to jednak ja na Twoim miejscu czułabym się jak persona non grata.

Czuję się.
I widzę, że trafiłem na towarzystwo wzajemnej adoracji. Część z piszących na tym forum ateistów jest bardzo zaangażowana w swoją "religię" i alergicznie reaguje na każdy przejaw innego światopoglądu.
Kościół katolicki też przez to przeszedł w okresie kontrreformacji.
A jeśli chcecie dyskutować tylko we własnym gronie, stwórzcie forum zamknięte, tylko dla wtajemniczonych i po kłopocie.
07-08-2011 14:30 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Mimo, że na tym forum panuje wolność słowa, to jednak ja na Twoim miejscu czułabym się jak persona non grata.
>Czuję się.
Prawidłowo, tylko warto zastanowić się z jakich powodów? Ze względu na poglądy? Wątpię?

>I widzę, że trafiłem na towarzystwo wzajemnej adoracji.
Naprawdę zechciał Pan przeczytać nasze wieloletnie dyskusje i rozmowy. Ja pamiętam co najmniej kilka dosyć ostrych polemik, ale tak - większością są tu sceptyczni racjonaliści i jest to już w założeniach "linii" portalu.

>Część z piszących na tym forum ateistów jest bardzo zaangażowana w swoją "religię" i alergicznie reaguje na każdy przejaw innego światopoglądu.
Niech Pan udowodni, że ja - tak jak większość tutaj - wyznaję jakąś religię. Alergicznie reaguję na każdą głupotę i nie moja już to wina, że zdecydowanie jej więcej wśród wierzących i to im głębsza wiara, tym głupoty więcej.

> Kościół katolicki też przez to przeszedł w okresie kontrreformacji.
Przez co biedny Kościół Katolicki przeszedł? Znam perły baroku i rokoka. W psychice kleru nadal głęboko tkwiące.

>A jeśli chcecie dyskutować tylko we własnym gronie, stwórzcie forum zamknięte, tylko dla wtajemniczonych i po kłopocie.
Wiemy, wiemy, że choć jesteśmy nieliczni, to drażnimy, jak gwóźdź w bucie, ale my chcemy to nadal robić. Od istnienia naszego otwartego forum mądrych ludzi w naszym kraju przybywa. Niech Pan sobie poczyta jak wiele młodzieży znalazło tu argumenty przeciwko nachalnej katolickiej indoktrynacji. Robimy dobrą robotę dla naszej ojczyzny i mamy zamiar nadal tak czynić. (Na szczęście jeszcze Kościół nie ma takiej mocy aby nas zamknąć i to pomimo wielkiej na to ochoty)

Dyskutować chcemy z każdym otwartym na dyskusję i bez pardonu kpimy z tych, którzy przychodzą nas tu pouczać i ewangelizować.

To forum dla racjonalistycznej inteligencji. Otwarte! I dlatego tu serdecznie wszystkich chcących porozmawiać zapraszamy, a że nie wszyscy tu najlepiej się czują, to chyba też oczywiste. Dla nich są np. różne fideistyczne fora i jest tego w internecie bez liku.
Mnie tam, to nawet by nie przyszło do głowy aby się z czymś wypowiedzieć.
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

Pozdrawiam.

@@@
.
07-08-2011 19:06 
 Ocena 5 na 5
Rafaela (2059 punktów)

> I widzę, że trafiłem na towarzystwo wzajemnej adoracji.
A co złego widzisz w takim towarzystwie?
Jeśli możliwość swobodnego wypowiadania się, bez chęci przypodobania się komukolwiek, a zgodnie z własnym osądem/poglądem w danym temacie uważasz za adorację, to tak - to forum skupia osoby wzajemnie adorujące się.

>Część z piszących na tym forum ateistów jest bardzo zaangażowana w swoją "religię" i alergicznie reaguje na każdy przejaw innego światopoglądu.
Rozmowa polegająca na ciągłym wzajemnym przytakiwaniu traci sens. Nie można wymagać od interlokutora, by zgadzał się z naszą oceną i nie po to dyskutujemy z osobą o odmiennym poglądzie w danym temacie, by, kolokwialnie mówiąc, przeciągnąć ją na naszą stronę, ale po by przedstawić swoje i poznać jego zdanie, po to by zmusić ją do zastanowienia się/refleksji, nawet jeśli w swoich poglądach jest niewzruszony.

>A jeśli chcecie dyskutować tylko we własnym gronie, stwórzcie forum zamknięte, tylko dla wtajemniczonych i po kłopocie.
Jesteś bardzo niesprawiedliwy, albowiem jesteś najlepszym przykładem osoby, z której poglądami część osób na tym forum nie zgadza się, a mimo to nadal z Tobą prowadzą dialog sieciowy. Dyskusja 'we własnym gronie' nie oznacza nic innego jak rozmowa prowadzona przez osoby zarejestrowane na Racjonaliście, także przez Ciebie, a jak sadzę ateistą nie jesteś.

*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
01-08-2011 11:38 
 Ocena 3 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Dla mnie tak. Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie (statystyka to też matematyka) znani mi ateiści byli złymi ludźmi.
Na forum masz do czynienia z wieloma ateistami. Obrażasz ich. Na razie tylko upomnienie.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
01-08-2011 13:59 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>Dla mnie tak. Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie (statystyka to też matematyka) znani mi ateiści byli złymi ludźmi.
> Na forum masz do czynienia z wieloma ateistami. Obrażasz ich. Na razie tylko upomnienie.
Bardzo przepraszam, ale ja nie zgadzam się też - na nazywanie alkoholików, "komunistów" odpadami, to obraża moją godność, pomimo tego, że jestem żadnym z nich. Znam - przynajmniej z lektur - bardzo przyzwoitych, dobrych i mądrych ludzi mających komunistyczne poglądy, czy też walczących z chorobą alkoholową.
Natomiast zdecydowanie bardzo złymi i groźnymi (szczególnie, gdy mają władzę) - są ludzie"małego formatu", zdolni właśnie do takich wypowiedzi.
Z tym, że nie wydaje mi się celowe podejmowanie rozmowy z takimi intelektualnymi prymitywami, którzy nie potrafią w człowieku różniącym się poglądami dostrzec równego sobie partnera. Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
03-08-2011 04:04 
 Ocena-3 na 5
Oliwia Sandra Nowak (758 punktów)
(zablokowany)
>Bardzo przepraszam, ale ja nie zgadzam się też - na nazywanie alkoholików, "komunistów" odpadami, to obraża moją godność, pomimo tego, że jestem żadnym z nich. Znam - przynajmniej z lektur - bardzo przyzwoitych, dobrych i mądrych ludzi mających komunistyczne poglądy, czy też walczących z chorobą alkoholową.
W myśl Art.13 Konstytucji komunizm jest - z grubsza biorąc - nielegalny, więc komuniści z mocy prawa są niejako odpadami. Zaś w sprawie alkoholików przypomnę, że nie "zachorowują" abstynenci, tylko wcześniej nadużywający, czyli pijacy.

Nazywanie ludzi odpadami jest naganne, ale w tych przypadkach sprzeciw ma słabe oparcie i w prawie, i w etyce.

>nie wydaje mi się celowe podejmowanie rozmowy z takimi intelektualnymi prymitywami, którzy nie potrafią w człowieku różniącym się poglądami dostrzec równego sobie partnera.
Jak rozumiem nie wydaje się Panu celowe rozmawianie z takimi, którym nie wydaje się celowe rozmawianie z innymi? Hm...

Wynika z Pana wypowiedzi, że ceni Pan pijaków i łamiących prawo, a gardzi sam sobą. Co jako racjonalistka Panu wytykam ku chwale stroskanego poziomem racjonalizmu autora wątku.
03-08-2011 09:32 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>>Bardzo przepraszam, ale ja nie zgadzam się też - na nazywanie alkoholików, "komunistów" odpadami, to obraża moją godność, pomimo tego, że jestem żadnym z nich. Znam - przynajmniej z lektur - bardzo przyzwoitych, dobrych i mądrych ludzi mających komunistyczne poglądy, czy też walczących z chorobą alkoholową.
>W myśl Art.13 Konstytucji komunizm jest - z grubsza biorąc - nielegalny, więc komuniści z mocy prawa są niejako odpadami. Zaś w sprawie alkoholików przypomnę, że nie "zachorowują" abstynenci, tylko wcześniej nadużywający, czyli pijacy.
>Nazywanie ludzi odpadami jest naganne, ale w tych przypadkach sprzeciw ma słabe oparcie i w prawie, i w etyce.
>>>>nie wydaje mi się celowe podejmowanie rozmowy z takimi intelektualnymi prymitywami, którzy nie potrafią w człowieku różniącym się poglądami dostrzec równego sobie partnera.
>Jak rozumiem nie wydaje się Panu celowe rozmawianie z takimi, którym nie wydaje się celowe rozmawianie z innymi? Hm...
>Wynika z Pana wypowiedzi, że ceni Pan pijaków i łamiących prawo, a gardzi sam sobą. Co jako racjonalistka Panu wytykam ku chwale stroskanego poziomem racjonalizmu autora wątku.
Cóż - wiem, że są ludzie o poglądach bliskich Panu Pwjotowi i Pani Oliwi Sandrze Nowak, ale zdecydowanie i rozumowo i kulturowo nie po drodze mi z nimi.

Z wytykami "racjonalistki", ku mojej chwale, też zupełnie zgodzić się nie mogę - widocznie zupełnie innych nauczycieli i wychowawców mieliśmy. Używamy innych języków i opieramy się na innej logice. Nie ten poziom.
Spokojnie też może zaliczyć mnie Pani do odpadów. Zdecywanie wolę być po ich - niż po Waszej stronie!

Miłego dnia.

@@@
.
03-08-2011 11:35 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowak (758 punktów)
(zablokowany)
>rozumowo i kulturowo nie po drodze mi z nimi
Kulturę widać w rozumnym podejściu do meritum.

Zachwalanie własnej kultury jako wyższej jest częścią innej niż komunizm, ale też nielegalnej ideologii, a tu mi przychodzi do głowy argument na rzecz tezy wątku, że matematyki walorem jest pozostawanie poza wszelką ideologią.

Pwjotowe uszczypliwości tkwiły między wierszami kwestii merytorycznych, i to właśnie czyniło je trudnymi do podważenia. Ale przecież to Pan jako pierwszy się uporał się z tą sztuczką używając jeszcze trudniejszego do obalania sarkazmu, skąd więc nagle frustracja i powrót, by dobijać raz powalonego?

>widocznie zupełnie innych nauczycieli i wychowawców mieliśmy.
Wybitni wychowawcy uczyliby odpowiedzialności za swoje wybory?

A na optymalną nauczycielkę autor wątku proponuje matematykę; skupienie się na meritum byłoby złym wyborem?
03-08-2011 15:21 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>W myśl Art.13 Konstytucji komunizm jest - z grubsza biorąc - nielegalny, więc komuniści z mocy prawa są niejako odpadami. Zaś w sprawie alkoholików przypomnę, że nie "zachorowują" abstynenci, tylko wcześniej nadużywający, czyli pijacy.
>Nazywanie ludzi odpadami jest naganne, ale w tych przypadkach sprzeciw ma słabe oparcie i w prawie, i w etyce.
A ja przypomnę, że komunizm nie był jedynym ustrojem totalitarnym.
A artykuł odnosi się nie do komunizmu, a do totalitaryzmu.

Co do przyczyn alkoholizmu, to również nie jest rzeczowa opinia. Przyczyny są głębsze i śmiem twierdzić, że jest dokładnie odwrotnie. Osoby predysponowane do alkoholizmu wpadają w uzależnienie po znacznie mniejszej ilości alkoholu, niż inne osoby. Etap, który ślicznie określono jako "pijaństwo" (dokładnie osoby - pijacy) to jest efekt, a nie przyczyna uzależnienia. Szczególnie interesujący jest fakt, że osoby uzależnione często reprezentują pewne określone cechy osobowości, którymi się wyróżniają. Zlokalizowano również pewne nieprawidłowości wydzielania neuroprzekaźników, co jest raczej wrodzone.

>>nie wydaje mi się celowe podejmowanie rozmowy z takimi intelektualnymi prymitywami, którzy nie potrafią w człowieku różniącym się poglądami dostrzec równego sobie partnera.
>Jak rozumiem nie wydaje się Panu celowe rozmawianie z takimi, którym nie wydaje się celowe rozmawianie z innymi? Hm...
>Wynika z Pana wypowiedzi, że ceni Pan pijaków i łamiących prawo, a gardzi sam sobą. Co jako racjonalistka Panu wytykam ku chwale stroskanego poziomem racjonalizmu autora wątku.
Myślę, że nadużyto słowa "racjonalistka".
Jak wywnioskowałaś ze słów adwersarza swój wniosek?
Jest całkowicie bezpodstawny.
03-08-2011 21:07 
 0 na 2
Oliwia Sandra Nowak (758 punktów)
(zablokowany)
>A artykuł odnosi się nie do komunizmu, a do totalitaryzmu.
Art.13 odnosi się do totalitaryzmów, a wyszczególnia m.in. komunizm.

>Co do przyczyn alkoholizmu, to również nie jest rzeczowa opinia. Przyczyny są głębsze [...] Osoby predysponowane do alkoholizmu wpadają w uzależnienie po znacznie mniejszej ilości alkoholu, niż inne osoby.
Przecież wystarczy pozostać w alkoholowej abstynencji, żeby w żadne uzależnienie nie popaść. Ale się ludziom wmawia jakie to z nich chore biedaczki, no to hulaj-dusza na umór!

>Zlokalizowano również pewne nieprawidłowości wydzielania neuroprzekaźników, co jest raczej wrodzone.
Taak? Zatem niech piją na własne ryzyko i koszt. Albo niech sobie zawczasu te neuroprzekaziory zbadają, a jak mimo negatywnego wyniku się rozpiją, pardon: rozchorują się na alkoholizm, niech się procesują z ZOZ-em za błędną diagnozę.

>Myślę, że nadużyto słowa "racjonalistka".
Ale czemu tak myślisz?

>Jak wywnioskowałaś ze słów adwersarza swój wniosek?
>Jest całkowicie bezpodstawny.
Chętnie wyjaśnię, jeśli zdołam, tylko wskaż o którym moim wniosku piszesz, bo tradycyjnie niewiele wycinasz i nie widać omawianej kwestii.
03-08-2011 21:23 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>Przecież wystarczy pozostać w alkoholowej abstynencji, żeby w żadne uzależnienie nie popaść. Ale się ludziom wmawia jakie to z nich chore biedaczki, no to hulaj-dusza na umór!
Nie. Wiemy, że osoby podatne na uzależnienia rozwijają alternatywne formy uzależnień, jak pracoholizm (typowe uzależnienie trzeźwiejących alkoholików), hazard czy inne.
Ba - niektóre osoby uprawiające intensywnie tzw. sporty ekstremalne wykazują podobne reakcje neurologiczne.

>>Zlokalizowano również pewne nieprawidłowości wydzielania neuroprzekaźników, co jest raczej wrodzone.
>Taak? Zatem niech piją na własne ryzyko i koszt. Albo niech sobie zawczasu te neuroprzekaziory zbadają, a jak mimo negatywnego wyniku się rozpiją, pardon: rozchorują się na alkoholizm, niech się procesują z ZOZ-em za błędną diagnozę.
Wybacz, ale chyba za mało wiesz w temacie, aby się z tego nabijać.
Mówi ci to DDA - dorosłe dziecko alkoholika, który wygrał i nie pije od 14 lat.
Ja wiem najlepiej, jakie koszty spadają na rodzinę. Ale nawet ja, która naprawdę oberwałam w życiu od pijącego ojca (nie fizycznie, bo bita nigdy nie byłam, ale emocjonalnie) nie odważyłabym się na podobny brak szacunku.
Twoje zachowanie świadczy wyłącznie o Tobie.

>>Myślę, że nadużyto słowa "racjonalistka".
>Ale czemu tak myślisz?
Z poniższego:
>>Jak wywnioskowałaś ze słów adwersarza swój wniosek?
>>Jest całkowicie bezpodstawny.
>Chętnie wyjaśnię, jeśli zdołam, tylko wskaż o którym moim wniosku piszesz, bo tradycyjnie niewiele wycinasz i nie widać omawianej kwestii.
Proszę:
>>>>nie wydaje mi się celowe podejmowanie rozmowy z takimi intelektualnymi prymitywami, którzy nie potrafią w człowieku różniącym się poglądami dostrzec równego sobie partnera.
>Jak rozumiem nie wydaje się Panu celowe rozmawianie z takimi, którym nie wydaje się celowe rozmawianie z innymi? Hm...
>Wynika z Pana wypowiedzi, że ceni Pan pijaków i łamiących prawo, a gardzi sam sobą. Co jako racjonalistka Panu wytykam ku chwale stroskanego poziomem racjonalizmu autora wątku.
Z uwagi o braku szacunku wobec osób o odmiennych poglądach, oraz zakwestionowania napiętnowania i braku szacunku wobec ogromnej grupy osób, w tym, jak wymieniłam gdzieś indziej: Zbigniew Religa, Anna Dymna, Marek Grechuta i wielu innych, wywnioskowałaś j.w., zapominając i nie biorąc pod uwagę, że alkoholizm wynika z czegoś. Wiemy, że nie jest wynikiem wyboru, co opisałam wyżej.
03-08-2011 22:42 
 0 na 2
Oliwia Sandra Nowak (758 punktów)
(zablokowany)
>osoby podatne na uzależnienia rozwijają alternatywne formy uzależnień, jak pracoholizm (typowe uzależnienie trzeźwiejących alkoholików)
Chcesz powiedzieć, że od roboty lepsza wóda?

>Wybacz, ale chyba za mało wiesz w temacie, aby się z tego nabijać.
Raczej Ty wiesz za mało, żeby sensownie na moje argumenty odpowiedzieć.

>Mówi ci to DDA - dorosłe dziecko alkoholika, który wygrał i nie pije od 14 lat.
Twoje doświadczenia są dla mnie nieweryfikowalne, więc po co je przytaczasz?

>Ja wiem najlepiej
Ty? Jezu! Chryste! Że Kopernik była kobietą, to już wiemy, ale Chrystusem?

>nie odważyłabym się na podobny brak szacunku.
O jaki brak szacunku Ci chodzi, może przyłóż łapki do klawiatury, napisz całym zdaniem, z czym ten problem.

>Twoje zachowanie świadczy wyłącznie o Tobie.
I ja tak mam i on tak ma. I Ty. Każdy. A coś konkretnie?

>Z uwagi o braku szacunku wobec osób o odmiennych poglądach, oraz zakwestionowania napiętnowania i braku szacunku wobec ogromnej grupy osób, w tym, jak wymieniłam gdzieś indziej: Zbigniew Religa, Anna Dymna, Marek Grechuta i wielu innych, wywnioskowałaś j.w., zapominając i nie biorąc pod uwagę, że alkoholizm wynika z czegoś.
Pitolenie. Cały ten alkoholizm to taka dziwna "choroba", że nieleczona jakoś nie będzie się rozwijała, wystarczy nie karmić - odstawić wódkę. A jak wysłać delikwenta na bezludną wyspę i posiedzi trochę trzeźwiuteńki, to umrze? Nie, a do tego nic a nic się to jego uzależnienie nie rozwinie! Zapewne się nawet cofnie, bo jak się taki rozsmakuje się w trzeźwości, to może się i od trzeźwości uzależnić.

>Wiemy, że nie jest wynikiem wyboru, co opisałam wyżej.
A moje pisanie o tym, że nie mam szacunku do pijaństwa też nie jest wynikiem wyboru, tylko prawdą, która mnie dusi i uwiera. I którą muszę z siebie wyrzucić, bo inaczej dostanę racjonalistycznej delirki. Tylko że medycyna jeszcze w powijakach, więc nie sklasyfikowała mojego uzależnienia i neuroprzekaźników nie zbadano.

I nie waż się mnie obrażać.
03-08-2011 23:05 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>osoby podatne na uzależnienia rozwijają alternatywne formy uzależnień, jak pracoholizm (typowe uzależnienie trzeźwiejących alkoholików)
>Chcesz powiedzieć, że od roboty lepsza wóda?
No comments.
Widocznie nie wiesz również, jakie szkody emocjonalne dla osoby jak i dla rodziny powoduje pracoholizm.
Słowne przepychanki sobie podaruję, nie zejdę poniżej pewnego poziomu rozmowy.

>>nie odważyłabym się na podobny brak szacunku.
>O jaki brak szacunku Ci chodzi, może przyłóż łapki do klawiatury, napisz całym zdaniem, z czym ten problem.
O szacunek dla człowieka. Jest coś takiego.

>>Z uwagi o braku szacunku wobec osób o odmiennych poglądach, oraz zakwestionowania napiętnowania i braku szacunku wobec ogromnej grupy osób, w tym, jak wymieniłam gdzieś indziej: Zbigniew Religa, Anna Dymna, Marek Grechuta i wielu innych, wywnioskowałaś j.w., zapominając i nie biorąc pod uwagę, że alkoholizm wynika z czegoś.
>Pitolenie.

Uroczo.
>Cały ten alkoholizm to taka dziwna "choroba", że nieleczona jakoś nie będzie się rozwijała, wystarczy nie karmić - odstawić wódkę. A jak wysłać delikwenta na bezludną wyspę i posiedzi trochę trzeźwiuteńki, to umrze? Nie, a do tego nic a nic się to jego uzależnienie nie rozwinie! Zapewne się nawet cofnie, bo jak się taki rozsmakuje się w trzeźwości, to może się i od trzeźwości uzależnić.
Ano, niekiedy umrze. Wiesz co to delirium albo odstawienie? Zdarza się, że po odstawieniu środka uzależniającego delikwent umiera.
A poza tym Twoja osobista opinia przeciwna opiniom lekarzy, neurologów, biochemików specjalizujących się w badaniu fizjologii mózgu - to faktycznie argument.

>>Wiemy, że nie jest wynikiem wyboru, co opisałam wyżej.
>A moje pisanie o tym, że nie mam szacunku do pijaństwa też nie jest wynikiem wyboru, tylko prawdą, która mnie dusi i uwiera. I którą muszę z siebie wyrzucić, bo inaczej dostanę racjonalistycznej delirki. Tylko że medycyna jeszcze w powijakach, więc nie sklasyfikowała mojego uzależnienia i neuroprzekaźników nie zbadano.
A więc nagle rozumiesz, o jakim braku szacunku mówisz?
Problem polega na tym, że Twój brak szacunku dotyka nie zjawiska, a osób. I to osób, które na szacunek zasługują.

>I nie waż się mnie obrażać.
A jak znowuż Cię obraziłam? Tym razem?
Czy imputując Ci niewiedzę? Nie muszę. Nieznajomość tematu uzależnień widać w każdym słowie tej dyskusji. Zresztą co ciekawe, niedojrzałość również. A jednak da się ją zauważyć...
03-08-2011 23:09 
 Ocena 9 na 9
fiedorek.t (5805 punktów)
>A moje pisanie o tym, że nie mam szacunku do pijaństwa też nie jest wynikiem wyboru, tylko prawdą, która mnie dusi i uwiera. I którą muszę z siebie wyrzucić, bo inaczej dostanę racjonalistycznej delirki. Tylko że medycyna jeszcze w powijakach, więc nie sklasyfikowała mojego uzależnienia i neuroprzekaźników nie zbadano.
>I nie waż się mnie obrażać.
Nie czytałem pani wcześniejszych wpisów ale na temat alkoholizmu powiem tak,nic pani nie wie, prócz pani doświadczeń z ludzmi, których pani widzi na ulicy w stanie upodlenia. Po czym wnioskuję? Po pani pogardzie i nie chęci zrozumienia, że to taka sama choroba jak inne, którą leczy się trudniej niż inne. Pracując na odziale psychiatrycznym mam z takimi ludzmi stale do czynienia. Nie widzę powodów, do szydzenia i pogardy. Proces leczenia jest długi i bez pomocy pacjenta rokuje niewielkie szanse na powodzenie. Co nie świadczy o tym, żeby nie dać tym ludziom szansy. Postawy podobne pani, w zderzeniu z tymi ludzmi udowadniają im, że cały proces leczenia, któremu się poddają i tak nie pozwoli im wrócić do społeczeństwa jako jego pełnoprawny składnik. Cała nadzieja w tym, że pani podobnych jest coraz mniej. Pozdrawiam.
05-08-2011 09:08 
 Ocena 1 na 1
Oliwia Sandra Nowak (758 punktów)
(zablokowany)
>nic pani nie wie, prócz pani doświadczeń z ludzmi, których pani widzi na ulicy w stanie upodlenia. Po czym wnioskuję? Po pani pogardzie i nie chęci zrozumienia, że to taka sama choroba jak inne, którą leczy się trudniej niż inne.
Raczej mną się tu pogardza z powodu poglądów. Ja alkoholikami jakoś specjalnie nie nie pogardzam, choć na szacunek też miejsca nie widzę. Alkoholizm o tyle tylko jest chorobą, że lekarze postanowili tak zjawisko nazwać.

>Postawy podobne pani, w zderzeniu z tymi ludzmi udowadniają im, że cały proces leczenia, któremu się poddają i tak nie pozwoli im wrócić do społeczeństwa
Przecież to nie ja im wmawiam, że problem z wódką czyni z nich osoby na zawsze już upośledzone (czuje Pan etymologię tego terminu?). Ja o pijakach głoszę, że są zdolni do decydowania o sobie jak każdy człowiek, więc nie widzę w moim podejściu utrudniania zaprzestania picia.

Natomiast wmawianie ludziom, że alkoholikiem będzie się już zawsze, na pewno utrudnia pogodzenie się z - niechlubną przecież - przeszłością.

Ludzie nabierają różnych złych nawyków, pijaństwo jest tylko jednym z nich. Ale każdy może się zebrać do kupy i przestać kraść, bić żonę czy upijać się. Zbędne są tu jakieś terapie, a status "chorego na wolę" tylko delikwenta rozleniwia. Gdy pijakowi grozi śmierć, np ma wszyty jakiś preparat (esperal?), to jakoś nagle nie pije, jego "nieprzeparty przymus" w obliczu ryzyka pryska jak bańka mydlana.
05-08-2011 20:19 
 Ocena 1 na 1
fiedorek.t (5805 punktów)
>Raczej mną się tu pogardza z powodu poglądów. Ja alkoholikami jakoś specjalnie nie nie pogardzam, choć na szacunek też miejsca nie widzę. Alkoholizm o tyle tylko jest chorobą, że lekarze postanowili tak zjawisko nazwać.

Jeżeli w moim wpisie wyczuła Pani pogardę, to przepraszam. Nie miałem takich intencji.
Specjalnie Pani nie pogardza, ale taka zwykła pog.. przepraszam, brak szacunku świadczy o zaniku uczuć wyższych, czasami wystarczy zobaczyć w drugim człowieka, a nie zapijaczonego stwora. Empatia to może zbyt wielkie słowo, ale choć odrobinę współczucia i zrozumienia. Gdyby lekarze nie nazwali zapalenia płuc chorobą, to czym by było?

>Przecież to nie ja im wmawiam, że problem z wódką czyni z nich osoby na zawsze już upośledzone (czuje Pan etymologię tego terminu?). Ja o pijakach głoszę, że są zdolni do decydowania o sobie jak każdy człowiek, więc nie widzę w moim podejściu utrudniania zaprzestania picia.

Nawet Pani nie zdaje sobie sprawy, że nikomu nic nie trzeba wmawiać. Wystarczy poinformować. Poza tym pacjenci, którzy już się leczą, są całkowicie świadomi swojego upośledzenia. Nie tylko alkoholicy, ale również osoby z innymi typami zaburzeń psychicznych. Bardzo często ta świadomość, że "jestem idiotą" prowadzi do prób samobójczych, nierzadko udanych. Proszę też pamiętać, że w wyniku choroby ich zdolność do podejmowania słusznych decyzji jest ograniczona.

>Natomiast wmawianie ludziom, że alkoholikiem będzie się już zawsze, na pewno utrudnia pogodzenie się z - niechlubną przecież - przeszłością.

Oni zdają sobie sprawę, że zostaną alkoholikami do końca życia. Zrzeszają się w fora i wspólnie szukają drogi do wyjścia z nałogu.A tu taki przykład, jeden z wielu:

www.leczmy(*)rg/forum/showthread.php?tid=39

>Ludzie nabierają różnych złych nawyków, pijaństwo jest tylko jednym z nich. Ale każdy może się zebrać do kupy i przestać kraść, bić żonę czy upijać się.
>Zbędne są tu jakieś terapie, a status "chorego na wolę" tylko delikwenta rozleniwia. Gdy pijakowi grozi śmierć, np ma wszyty jakiś preparat (esperal?), to jakoś nagle nie pije, jego "nieprzeparty przymus" w obliczu ryzyka pryska jak bańka mydlana.

I tu wychodzi na jaw Pani niewiedza. "Preparat" jak go Pani nazwała służy do "wymuszania astynencji" poprzez wywoływanie nieprzyjemnych efektów picia alkoholu. Obecnie coraz częściej uznawany jako nieetyczny, a nie do straszenia śmiercią. Zbyt wiele opowieści ludowych Pani słyszała. Więcej racjonalnego myślenia proponuję, a mniej przyjmowania na "wiarę" co ludzie mówią. Żeby nie rozpisywać się zabardzo dołączam garść linków, które powinny dać Pani obraz współczesnych metod leczenia alkoholizmu. Skupiłem się na farmakologicznych sugerując się Pani "esperalem", ale obecnie najczęściej, przynajmniej w Irlandii, stosuje się "metodę kombinowaną". Farmakologia+ psychoterapia. Proszę też nie pisać, że kolejny forumowicz zmusza Panią do czytania lub dodatkowej nauki. Wszystko znajdzie Pani w internecie, mam nadzieję, że będzie łatwiej i przyjemniej

alkoholizm.eu/?sel=leczenie

www.medox.(*)alkoholizmu-klinika-medox.html

www.resmedica.pl/pl/archiwum/zdart4005.html
www.ipin.edu.pl/ain/archiwum/2001/1/t14n1_8.pdf
www.narkot(*)znien/farmakologiczneleczenie/
Jeżeli Pani sobie życzy dodam garść albo i dwie angielskojęzycznych, ale liczę, że wzbudzę ciekawość i sama Pani poszuka.
06-08-2011 15:32 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Natomiast wmawianie ludziom, że alkoholikiem będzie się już zawsze, na pewno utrudnia pogodzenie się z - niechlubną przecież - przeszłością.
> Oni zdają sobie sprawę, że zostaną alkoholikami do końca życia. Zrzeszają się w fora i wspólnie szukają drogi do wyjścia z nałogu.A tu taki przykład, jeden z wielu:
>www.leczmy(*)rg/forum/showthread.php?tid=39
Oczywiście, alkoholikiem jest się całe życie. Można być trzeźwym, można być trzeźwym i pracującym nad sobą, a można być pijącym.

> >Zbędne są tu jakieś terapie, a status "chorego na wolę" tylko delikwenta rozleniwia. Gdy pijakowi grozi śmierć, np ma wszyty jakiś preparat (esperal?), to jakoś nagle nie pije, jego "nieprzeparty przymus" w obliczu ryzyka pryska jak bańka mydlana.
> I tu wychodzi na jaw Pani niewiedza. "Preparat" jak go Pani nazwała służy do "wymuszania astynencji" poprzez wywoływanie nieprzyjemnych efektów picia alkoholu.
Co więcej, wiele osób potrafiło w chwili przymusu picia wyciąć sobie wszywkę, co niekiedy prowadziło do poważnych powikłań, albo zapić z wszywką, co mogło być tragiczne dla pacjenta. Również dlatego uznano, że efekt był marny, ponieważ pacjent tuż po pozbyciu się problemu (wszywka nie jest wieczna) wracał zwykle do nałogu. Alkoholik potrafi często zobowiązać się do abstynencji na określony czas i bez wszywki, co nie znaczy, że po roku problem nie wróci. Najczęściej wraca.
Najlepsze efekty ma właśnie wyśmiana przez koleżankę terapia. To terapia po leczeniu farmakologicznym oraz okresach abstynencji dobrowolnej uwolniły mojego osobistego ojca. I to wyłącznie dzięki terapii po dłuższym czasie stał się przyzwoitym człowiekiem.
> Obecnie coraz częściej uznawany jako nieetyczny, a nie do straszenia śmiercią. Zbyt wiele opowieści ludowych Pani słyszała. Więcej racjonalnego myślenia proponuję, a mniej przyjmowania na "wiarę" co ludzie mówią.
Jednym z mitów jest "jak nie będzie pił to będzie dobrze". Nie będzie. Pije, bowiem nie jest zdolny do normalnego funkcjonowania i dopiero długotrwała praca nad własnymi reakcjami, osądami, charakterem, sposobem myślenia zmienią to. Alkoholik zachowujący abstynencję nadal jest tym samym człowiekiem, którym był w czasie picia. Z tymi samymi zachowaniami.
06-08-2011 17:11 
 Ocena 2 na 2
fiedorek.t (5805 punktów)
>Najlepsze efekty ma właśnie wyśmiana przez koleżankę terapia. To terapia po leczeniu farmakologicznym oraz okresach abstynencji dobrowolnej uwolniły mojego osobistego ojca. I to wyłącznie dzięki terapii po dłuższym czasie stał się przyzwoitym człowiekiem.
Jestem świadkiem, że łączenie terapii z leczeniem farmakologicznym jest skuteczne. Oczywiście nie można nikogo do niczego zmusić, ale jeśli chorego uświadomić, że naprawdę tego potrzebuje, chętnie i z większą nadzieją na wyleczenie przystępują do programu leczenia. Współpraca chorego z lekarzem i terapeutami jest połową sukcesu, o ile można to tak nazwać. Myślę, że właśnie ta wyśmiana terapia ma ogromne znaczenie. Są oczywiście ludzie, którzy odrzucają udział w zajęciach. Podam przykład meżczyzny, który dostał od rodziny ostatnią szansę, przebywał w szpitalu przez kilka miesięcy jednak stanowczo odmawiał udziału w spotkaniach terapeutycznych. Jego leczenie było wyłącznie farmakologiczne. Po dwóch dniach, od opuszczenia placówki spotkałem go na ulicy. Był już bezdomny, rodzina spełniła grozby, z puszka piwa w ręku i kompletnie pijanego. Powiedział mi, że najbardziej zawiódł sam siebie.
Już napisałem, że do wyleczenia jest długa i trudna droga. Nie wiem skąd u naszej koleżanki taka niechęć do zrozumienia, że problem jest ogromny i tylko nasza pomoc uratuje tych ludzi. Może wolałaby rozwiązać sprawę w podobny sposób tak jak jeden pan z wąsikiem rozwiązał problem z umysłowo chorymi? A może to po prostu brak doświadczeń z ludzmi uzależnionymi?
09-08-2011 09:20 
 Ocena 1 na 1
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>łączenie terapii z leczeniem farmakologicznym jest skuteczne.
A postraszenie pijaka nie byłoby skuteczniejsze?

Proponowałam eksperyment myślowy "co będzie gdy pijaka nastraszyć?" i wskazałam jako straszak esperal. Ale skoro skrytykował Pan ten wybór, niech straszakiem będzie broń palna. Więc czy w obliczu strzału w głowę alkoholik wypije, czy zaniecha alkoholu? Na moje wyczucie w min. 99% zaniecha i nawet gdyby celować w kolano, odsetek zaniechań niewiele spadnie. Bo aż taki chory to nikt nie jest.

>Nie wiem skąd u naszej koleżanki taka niechęć do zrozumienia, że problem jest ogromny i tylko nasza pomoc uratuje tych ludzi.
Koleżanka właśnie zrozumiała, że nabrzmiałym problemem jest postawa terapeutów uważających się za zbawicieli.

>Może wolałaby rozwiązać sprawę w podobny sposób tak jak jeden pan z wąsikiem
Pan tu widzi jakąś sprawę, ja proponuję wymagać od pijaka jak od każdego innego.
09-08-2011 09:49 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Pan tu widzi jakąś sprawę, ja proponuję wymagać od pijaka jak od każdego innego.
Nie każdy pijak jest alkoholikiem, od tego należy zacząć. Tak samo jak nie każdy palący trawę jest narkomanem. Od zwykłego pijaka czy palacza trawki można wymagać, jasne (pod warunkiem, że akurat nie jest "pod wpływem"). Gorzej, gdy ma się do czynienia z uzależnieniem. Widzę, że nie rozumiesz mechanizmu uzależnienia. Uzależnionym można być od alkoholu, narkotyków, komputera, papierosów, zakupów, słodyczy i wielu innych rzeczy. Uzależnienie traktowane jest jako zaburzenie psychiczne, czyli rodzaj choroby. Może to coś Ci rozjaśni.
A terapeuci nie uważają się za zbawicieli, tylko za ludzi chcących pomóc. To tak jak danie aspiryny przeziębionemu.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-08-2011 12:15 
 Ocena-1 na 3
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Nie każdy pijak jest alkoholikiem, od tego należy zacząć.
Zacząć należy od sprawdzenia.
sjp.pwn.pl/szukaj/alkoholik
sjp.pwn.pl/szukaj/pijak
Jak widać to samo.

Ale rozumiem że to się zmieni, na razie różnica tylko w odwykowej praktyce, gdzie zwykłego pijaka na alkoholika awansuje jego terapeuta. Nobilitujący tytuł przysługuje delikwentowi dożywotnio, dzięki czemu dożywa on swoich dni w przekonaniu o swej wynikającej z bezsilności wobec alkoholowych mocy wyjątkowości. I zażywa zapodane leki, uczęszcza na zalecone spotkania, terapeuci zarabiają, farmaceuci się bogacą, a płaci ze tę całą szarlatanerię ogłupiałe społeczeństwo.

Kościoły i odwyki proponuję fundować zainteresowanym za ich pieniądze, kto wierzy, niech płaci.

>Może to coś Ci rozjaśni.
Tak potrzebuję tych "rozjaśnień" jak ateista Biblii. Klerowi opłaca się odsyłać niedowiarków do Biblii, a terapeuci alkoholików tworzą swoją literaturę mającą przekonać do słuszności ich misji.

Edit: A mądrala, który mi minusy tak szybko stawia, niech sobie lepiej zobaczy, że na zalecanej mi stronie nawet linki nie działają.

>A terapeuci nie uważają się za zbawicieli, tylko za ludzi chcących pomóc.
"Tylko nasza pomoc uratuje tych ludzi" napisał fiedorek.t.
09-08-2011 20:57 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>łączenie terapii z leczeniem farmakologicznym jest skuteczne.
>A postraszenie pijaka nie byłoby skuteczniejsze?
Nie.

>Proponowałam eksperyment myślowy "co będzie gdy pijaka nastraszyć?" i wskazałam jako straszak esperal.
Który wielu wycinało sobie na żywca, albo piło nie zważając na konsekwencje - niekiedy dramatyczne?
Raz tłumaczy się, ale nie, swoje dalej, a potem dziwi się, że jak dziecko traktują.

>>Nie wiem skąd u naszej koleżanki taka niechęć do zrozumienia, że problem jest ogromny i tylko nasza pomoc uratuje tych ludzi.
>Koleżanka właśnie zrozumiała, że nabrzmiałym problemem jest postawa terapeutów uważających się za zbawicieli.
>>Może wolałaby rozwiązać sprawę w podobny sposób tak jak jeden pan z wąsikiem
>Pan tu widzi jakąś sprawę, ja proponuję wymagać od pijaka jak od każdego innego.

Wiesz, DZIECKO, jaki jest najczęstszy i najokropniejszy koszmar senny mojego trzeźwego od kilkunastu lat ojca? Taki, po którym budzi się zlany potem?
Ano taki, że wchodzi do knajpy i sięga po kieliszek.

A wiesz, co to znaczy nie móc mieszkać np. w hotelu robotniczym na wyjeździe do pracy za granicę? Być zmuszonym do wydawania grubej kasy na osobne mieszkanie, bo mieszkanie "pod jednym dachem" z pijącymi to praktycznie wyrok? Albo ile stresu powoduje podróż kuszetką, zastanawianie się, czy nie trafi Ci się kompan pijący przez te 24 godziny, co byłoby być może tym jednym krokiem za daleko i Twoje życie skończyło by się gdzieś na trasie, bo z zapicia możesz nie wyjść żywy?
Nie wiesz - to nie wypowiadaj się!
Musiałam wiele wybaczyć mojemu ojcu, pełnego zaufania chyba nigdy nie zbudujemy, ale Twoja nienawiść, kapiąca z każdego słowa jest DLA MNIE jako człowieka policzkiem. Ani mój ojciec, ani wielu innych, których nawet nie znasz i dlatego właśnie nie masz prawa oceniać, nie zasłużyli sobie na to.

I tak poza nawiasem - naprawdę życzę Ci, abyś nigdy nie dowiedziała się, czym jest uzależnienie własne lub bliskich. Ale obawiam się, że prędzej czy później dowiesz się, bo statystyki nie są zachęcające i praktycznie w każdej rodzinie ten problem istnieje.
09-08-2011 09:20 
 Ocena 1 na 1
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>brak szacunku świadczy o zaniku uczuć wyższych,
Nikt nie szanuje każdego, na tej zasadzie zanik uczuć wyższych ma i Pan.

>Gdyby lekarze nie nazwali zapalenia płuc chorobą, to czym by było?
Gdyby lekarze grywanie w ping-ponga nazwali chorobą, to byłoby nią?

Teoretycznie lekarze mogliby cokolwiek nazwać chorobą, ale czy każde wskazanie jest Pan gotów uznać? Podkreśliłam teoretycznie, aby mimo ew. oporów przeprowadził zaproponowany powyżej eksperyment myślowy i po nim odpowiedział sobie na pytanie czy wszystko co mogliby powiedzieć lekarze jest Pan w stanie zaakceptować?

Jeśli odrzuca Pan "teorię chorobliwego ping-ponga" to właśnie na tej samej zasadzie ja odrzucam teorię medycyny o alkoholizmie, a jeśli wg Pana autorytet głoszących przesądza o akceptacji teorii, to jest Pan człowiekiem wierzącym, co stanowi poważną przeszkodę, by kontynuować te rozważania, bo nie jestem gotowa na dialog z potencjalnym wyznawcą piłeczek pingpongowych.

Powtórzę: alkoholizm o tyle jest chorobą, że lekarze postanowili tak zjawisko nazwać.

>dołączam garść linków, które powinny dać Pani obraz współczesnych metod leczenia alkoholizmu.
Zdumiewa mnie Pan tymi licznymi linkami. Przecież nie twierdzę, że "leczenie alkoholików" nie ma miejsca, albo że nie stosuje się z tej okazji różnych terapii!

Twierdzę tylko, że te wszystkie zabiegi są zbędne, bo niepicie po piciu spowodować może jedynie rozżalenie. Wmawianie ludziom, że jest inaczej buduje w nich naiwne przekonanie o własnej wyjątkowości, to po prostu indoktrynacja alkoholowa.

No i tak na logikę biorąc, to co właściwie jest celem terapii odwykowych, o których Pan pisze, czyżby zachowanie abstynencji w środowisku pijaków? Ale w takim razie wszyscy - poza ewidentnymi abstynentami - jesteśmy chorzy.

Jeśli jednak celem tym jest trwanie w abstynencji w środowisku niepijących, to nie potrzeba nikogo leczyć, bo niepijący nie mają napojów alkoholowych.
04-08-2011 08:36 
 Ocena 3 na 3
maceox (6766 punktów)
>Chcesz powiedzieć, że od roboty lepsza wóda?
>Pitolenie. Cały ten alkoholizm to taka dziwna "choroba", że nieleczona jakoś nie będzie się rozwijała, wystarczy nie karmić - odstawić wódkę. A jak wysłać delikwenta na bezludną wyspę i posiedzi trochę trzeźwiuteńki, to umrze? Nie, a do tego nic a nic się to jego uzależnienie nie rozwinie! Zapewne się nawet cofnie, bo jak się taki rozsmakuje się w trzeźwości, to może się i od trzeźwości uzależnić.

Padło już tu parę przykładów. Ze swej strony bardzo chciałbym polecić Pani niektóre książki Wiktora Osiatyńskiego:
pl.wikipedia.org/wiki/Wiktor_Osiatyński
jednocześnie polecam autobiografię Erica Claptona, a w tym przede wszystkim historię powstania ośrodka Crossroads Centre w Antigua:
crossroadsantigua.org/history_letter.aspx
>A moje pisanie o tym, że nie mam szacunku do pijaństwa też nie jest wynikiem wyboru, tylko prawdą, która mnie dusi i uwiera.
Czym innym jest szacunek dla pijaństwa, a czym innym szacunek dla ludzi (np. cierpiących na chorobę alkoholową). Proszę o tym pamiętać.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
05-08-2011 09:08 
 0 na 2
Oliwia Sandra Nowak (758 punktów)
(zablokowany)
>Padło już tu parę przykładów.
Właśnie, "padły" dobrze powiedziane.

>bardzo chciałbym polecić Pani niektóre książki Wiktora Osiatyńskiego:
>pl.wikipedia.org/wiki/Wiktor_Osiatyński
>jednocześnie polecam autobiografię Erica Claptona, a w tym przede wszystkim historię powstania ośrodka Crossroads Centre w Antigua:
>crossroadsantigua.org/history_letter.aspx
Dziękuję bardzo, ale przecież nikt nie może przeczytać wszystkiego! Inny rozmówca polecił mi książkę o Mikołajku, a trzy różne panie niezależnie od siebie zdaje się próbują wysłać mnie na studia, każda na inne...

Ale myślę, że polecane przez Pana, z pewnością znakomite pozycje, już Panu dostarczyły tak ogromnej wiedzy, że może Pan śmiało użyć jej do sformułowania ostatecznego argumentu w naszej dyskusji.

>Czym innym jest szacunek dla pijaństwa, a czym innym szacunek dla ludzi (np. cierpiących na chorobę alkoholową). Proszę o tym pamiętać.
Ochrona przed znieważaniem nie jest równoznaczna z obowiązkiem okazywania innym szacunku. Proszę tego nie mylić.
05-08-2011 10:25 
 Ocena 5 na 5
Alicja Duda (25557 punktów)
>Dziękuję bardzo, ale przecież nikt nie może przeczytać wszystkiego! Inny rozmówca polecił mi książkę o Mikołajku, a trzy różne panie niezależnie od siebie zdaje się próbują wysłać mnie na studia, każda na inne...

Na tym portalu uczestnicy uczą się nawzajem od siebie. Skoro wypisujesz brednie proszą cię byś udokumentowała swoje stanowisko, albo tłumaczą ci jak dziecku, że się mylisz.
Jeżeli chcesz korzystać z tego forum to się ucz. Dyskusja polega na przedstawieniu argumentów a nie twoich widzimisię.
Pisanie dla samego pisania nie jest tu mile widziane.


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
05-08-2011 11:04 
 Ocena-1 na 3
Oliwia Sandra Nowak (758 punktów)
(zablokowany)
>Skoro wypisujesz brednie
Lecz skoro Ty wypisujesz brednie? Hm?

>Jeżeli chcesz korzystać z tego forum to się ucz.
Jeżeli chcesz gdziekolwiek pisać z sensem, to myśl.

>Dyskusja polega na przedstawieniu argumentów a nie twoich widzimisię.
O, to to: "dyskusja polega na przedstawieniu argumentów, a nie twoich widzimisię.

>Pisanie dla samego pisania nie jest tu mile widziane
Jak widzę ja nie jestem tu mile widziana.
05-08-2011 11:40 
 Ocena 5 na 5
Przemek J. (3008 punktów)
>>Jeżeli chcesz korzystać z tego forum to się ucz.
>Jeżeli chcesz gdziekolwiek pisać z sensem, to myśl.

Szkoda, że nie stosujesz się do swoich zasad lub po prostu nie widzisz różnicy między myśleniem jako swobodnym przepływem impulsów elektrycznych pod Twoimi włosami, a myśleniem związanym ze zrozumieniem dyskutowanych argumentów i wyciąganiem logicznych wniosków.

>>Pisanie dla samego pisania nie jest tu mile widziane
>Jak widzę ja nie jestem tu mile widziana.

W końcu dociera
05-08-2011 10:52 
 Ocena 5 na 5
Przemek J. (3008 punktów)
>Inny rozmówca polecił mi książkę o Mikołajku, a trzy różne panie niezależnie od siebie zdaje się próbują wysłać mnie na studia, każda na inne...

I nie daje to Ci do myślenia? Bo moim zdaniem powinno.

Ja po takich uwagach zastanowiłbym się czy aby nie zmienić forum, bo tutaj widać, same miernoty umysłowe, które Cię nie rozumieją tylko każą czytać.

Inna opcja, to zacząć więcej czytać i sprawdzić w tych książkach, co też ci wszyscy interlokutorzy tam znaleźli. Później może faktycznie jakieś studia?
05-08-2011 11:05 
 Ocena 1 na 1
Oliwia Sandra Nowak (758 punktów)
(zablokowany)
>tutaj widać, same miernoty umysłowe
A widać, ale nigdzie nie powiedziałam, że same.
03-08-2011 19:48 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Co jako racjonalistka Panu wytykam ku chwale stroskanego poziomem racjonalizmu autora wątku.

Och, dziękuję, ale nie trzeba... zwłaszcza, że nie bardzo zręcznie się czuję jako opozycja, którą bynajmniej nie jestem


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
03-08-2011 21:34 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowak (758 punktów)
(zablokowany)
>Och, dziękuję, ale nie trzeba... zwłaszcza, że nie bardzo zręcznie się czuję jako opozycja, którą bynajmniej nie jestem
Zatem zabieram odrzucony laur, cofając twierdzenie o Pana zatroskaniu poziomem racjonalizmu.

A na odzyskanym listku (który po użyciu przemienił się w bobkowy) spróbuję jaką inną racjonalność wysmażyć.
04-08-2011 13:38 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>W myśl Art.13 Konstytucji komunizm jest - z grubsza biorąc - nielegalny, więc komuniści z mocy prawa są niejako odpadami.
Proponuję na początek dobrze wczytać się w art. 30 naszej konstytucji:
"Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna..."
Polecam także art. 47 konstytucji - już na właną rękę.
Prawo wbrew pozorom nie jest szczególnie trudną dziedziną, choć nie wszystko jest w nim ponumerowane po kolei. Wiem coś na ten temat i dlatego zachęcam do dalszych studiów.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
05-08-2011 09:08 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowak (758 punktów)
(zablokowany)
>Proponuję na początek dobrze wczytać się w art. 30 naszej konstytucji:
Nie jesteśmy na początku, jesteśmy przy Art.13. Pan zaś proponuje posunąć się do 30-go czyli jeszcze dalej! Tylko po co, skoro nawet przeczytanie całej Konstytucji od końca nie zniesie jej ustalenia wcześniejszego, wg którego komunizm jest nielegalny.

>Polecam także
W takim razie ja Panu polecam wysilenie się na formułowanie argumentów.

>Prawo wbrew pozorom nie jest szczególnie trudną dziedziną, choć nie wszystko jest w nim ponumerowane po kolei. Wiem coś na ten temat i dlatego zachęcam do dalszych studiów.
Akurat Konstytucja ponumerowana jest po kolei, zachęcam do przekonania się osobiście.

A ponieważ dyskusja nie polega na komenderowaniu rozmówcą do czego się Pan ograniczył, nie zdołał Pan obalić mojego twierdzenia. Podtrzymuję zatem, a przy okazji rozwijam swoje twierdzenie, że skoro komunizm jest nielegalny, to jego głosiciele sami siebie stawiają po stronie niepraworządnych. Określenie "niepraworządny" w różnych okolicznościach może być zastępowane innymi niechlubnymi, no i w tym wątku nadano wypowiedzi ekspresji używając metaforycznego określenia "odpad".

Kto się uważa za obrażonego, może protestować, ale ponieważ autor epitetu zdecydował się zainteresowanych przeprosić, jest już "po ptokach".
07-08-2011 00:56 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>W takim razie ja Panu polecam wysilenie się na formułowanie argumentów.
>>Prawo wbrew pozorom nie jest szczególnie trudną dziedziną, choć nie wszystko jest w nim ponumerowane po kolei. Wiem coś na ten temat i dlatego zachęcam do dalszych studiów.
>Akurat Konstytucja ponumerowana jest po kolei, zachęcam do przekonania się osobiście.
Czasem interesujące bywają studia porównawcze. W konstytucji Niemiec odpowiednik naszego art 30 "Godność człowieka jest nienarszalna" został ustanowiony zaraz w pierwszym artykule. Tak więc moim zdaniem tam jest to po kolei, a u nas jest nie po kolei, a szkoda, bo czasem ta odpowiednia kolejność mogłaby zaosczędzić niepotrzebnych epitetów, zanim się doczyta do dalszych artykułów. Tyle w kwestii numerologii.
A teraz do rzeczy:
>Podtrzymuję zatem, a przy okazji rozwijam swoje twierdzenie, że skoro komunizm jest nielegalny, to jego głosiciele sami siebie stawiają po stronie niepraworządnych.
Powołuje Pani art. 13 konstytucji:
"Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa"
Jak Pani widzi, nawet na podstawie samej wykładni literalnej (według brzmienia słów) można poprzez zwykłą lekturę stwierdzić, co jest zakazane na mocy tego przepisu. Chodzi tu o PARTIE ODWOŁUJĄCE SIĘ W SWOICH PROGRAMACH DO TOTALITARNYCH METOD I PRAKTYK DZIAŁANIA NAZIZMU FASZYZMU i KOMUNIZMU.
Wykładnia historyczna (w jakim momencie dziejowym Polski powstawała konstytucja) wskazuje, że użyte tu słowo komunizm należy zawężyć do niedemokratycznego ustroju, tego rodzaju, jaki panował w Polsce po wojnie do przemian ustrojowych 1989 roku. Potwierdza to wykładnia systemowa - miejsce art. 13 w rozdziale I konstytucji, w którym określa się ustrój RP. Art. 13 należy więc interpretować oczywiście w świetle art. 2, zgodnie z którym "Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym". Chodzi tu więc o zapobieżenie zaistnienia niedemokratycznego ustroju totalitarnego takiego jakim był ten, który miał miejsce w Polsce we wskazanym czasie, a określano go jako tak zwany "komunizm". Taki jest też cel tego przepisu konstytucji.
Jednocześnie należy rozważyć stosunek art. 13 do praw obywatela. W tym zakresie wystarczy wskazać, że prawa te są ograniczone jedynie w takim zakresie, w jakim ktoś chciałby założyć partię odwołująca się w swoim programie do TOTALTARNYCH METOD i praktyk działania np. tzw. "komunizmu" i tylko tego obywatelom nie wolno. W pozostałym zakresie art. 13 nie ustanawia ograniczeń, a kontytucja gwarantuje obywatelom ponadto między innymi prawo do wyrażania własnych poglądów (art. 54 konstytucji).
Tak więc nie ma żadnych podstaw, aby osobę - jak Pani pisze - "głoszącą komunizm" uznać za osobę niepraworządną. Byłoby tak na podstawie art. 13 dopiero wtedy, gdyby osoba ta chciała założyć partię odwołującą się do totalitarnych metod...
Obowiązuje tu ponadto jak zwykle zasada nullum crimen sine lege, a więc czyn może być karany jedynie wówczas, gdy jest on określony jako przestępstwo. Tu można wskazać art. 256 kodeksu karnego, zgodnie z którym " Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa [...] podlega karze [...]." Karze podlega tu więc propagowanie TOTALITARNEGO USTROJU, o którym to mowa również w art. 13 konstytucji.
A zatem: osoba mająca tylko poglądy komunistyczne nie może w żadnym razie zostać uznana na podstawie obowiązującego prawa za osobę niepraworządną, a dopóki poglądy te nie będą stanowiły propagowania totalitaryzmu, to może je nawet głosić. Można tu sobie wyobrazić na przykład zwolenników demokratycznego marksizmu. W żadnym razie nie obejmuje ich ani zakaz art. 13 ani art. 256 kodeksu karnego.
Jest to moje zdanie wyrażone na potrzeby dyskusji na forum i powyższy wywód jest zaledwie skrótem tego, czym powinna być opinia prawna z prawdziwego zdarzenia. Należałoby w każdym razie powołać się na piśmiennictwo i poszukać ewentualnego orzecznitwa. Jednak ponieważ to Pani podniosła tezę co do "niepraworządności komunistów na podstawie art. 13 konstytucji", to również na Pani ciąży obowiązek wykazania jej prawidłowości, a zatem to do Pani należy dalsze zgłębienie stanu prawnego.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
08-08-2011 11:03 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>W konstytucji Niemiec odpowiednik naszego art 30 "Godność człowieka jest nienarszalna" został ustanowiony zaraz w pierwszym artykule. Tak więc moim zdaniem tam jest to po kolei,
Ponieważ konstytucja ma zakreślać ramy prawne państwa, polski porządek wygląda na trafniejszy od niemieckiego.

>Wykładnia historyczna (w jakim momencie dziejowym Polski powstawała konstytucja) wskazuje, że użyte tu słowo komunizm należy zawężyć do niedemokratycznego ustroju, tego rodzaju, jaki panował w Polsce po wojnie do przemian ustrojowych 1989 roku. Potwierdza to wykładnia systemowa - miejsce art. 13 w rozdziale I konstytucji, w którym określa się ustrój RP.
Zaproponowane przez Pana kategoryczne powiązanie Art.13 z niedawną historią Polski jest chybione: artykuł ten na równi z komunizmem zakazuje politycznego praktykowania nie związanych w taki sam sposób z naszą historią innych systemów, mianowicie nazizmu i faszyzmu. Nie należy więc tego konstytucyjnego zakazu zawężać, jak Pan proponuje, raczej powinno się jego zakres uogólnić na cechy wymienionych równorzędnie systemów politycznych. Takie wskazanie zresztą zawarto w słowach "i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk".

>Art. 13 należy więc interpretować oczywiście w świetle art. 2, zgodnie z którym "Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym". Chodzi tu więc o zapobieżenie zaistnienia niedemokratycznego ustroju totalitarnego takiego jakim był ten, który miał miejsce w Polsce we wskazanym czasie
Nie ma tu oczywistości którą Pan percypuje: ani w Art.13 ani w 2 nie dokonano żadnego czasowego wskazania, artykuły te w sposób oczywisty łączy tylko osadzenie ich w rozdziale traktującym o kształcie ustrojowym państwa.

Ale w związku z poniżej wyklarowaną racją dotychczasowe rozważania oddzielam jako już tylko dokumentalne.
_________________________________


>nie ma żadnych podstaw, aby osobę - jak Pani pisze - "głoszącą komunizm" uznać za osobę niepraworządną. Byłoby tak na podstawie art. 13 dopiero wtedy, gdyby osoba ta chciała założyć partię odwołującą się do totalitarnych metod...
Skoro więc istnieje taka definicja "komunisty" wg której narusza on porządek prawny, to od początku należało przypisywać pwjotowi użycie owego terminu w takim właśnie znaczeniu. A nie domniemywać takiej interpretacji, która czyni go winnym!

Dlatego pwjot na moment stawianego mu zarzutu jest z niego oczyszczony, chyba że sam to wykluczy, ja odpowiadam za swoją błędną interpretację użytego przez niego terminu, ale obwiniający go uczestnicy forum odpowiedzialni są za co najmniej przedwczesne domniemywanie jego winy.

Pwjot w międzyczasie przeprosił, co jest równoznaczne z przyznaniem się do winy, ale nie można wykluczyć działania pod odgórną oraz liczebną presją uczestników forum.
10-08-2011 10:04 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>W konstytucji Niemiec odpowiednik naszego art 30 "Godność człowieka jest nienarszalna" został ustanowiony zaraz w pierwszym artykule. Tak więc moim zdaniem tam jest to po kolei,
>Ponieważ konstytucja ma zakreślać ramy prawne państwa, polski porządek wygląda na trafniejszy od niemieckiego.
Obydwie konstytucje zawierają też katalog podstawowych praw obywatela. Warto się z nimi zapoznać.
>>Wykładnia historyczna (w jakim momencie dziejowym Polski powstawała konstytucja) wskazuje, że użyte tu słowo komunizm należy zawężyć do niedemokratycznego ustroju, tego rodzaju, jaki panował w Polsce po wojnie do przemian ustrojowych 1989 roku. Potwierdza to wykładnia systemowa - miejsce art. 13 w rozdziale I konstytucji, w którym określa się ustrój RP.
>Zaproponowane przez Pana kategoryczne powiązanie Art.13 z niedawną historią Polski jest chybione: artykuł ten na równi z komunizmem zakazuje politycznego praktykowania nie związanych w taki sam sposób z naszą historią innych systemów, mianowicie nazizmu i faszyzmu. Nie należy więc tego konstytucyjnego zakazu zawężać, jak Pan proponuje, raczej powinno się jego zakres uogólnić na cechy wymienionych równorzędnie systemów politycznych. Takie wskazanie zresztą zawarto w słowach "i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk".
Na ten temat rzeczywiście można dyskutować. Jednak jest oczywiste, że chodzi po pierwsze o totalitarne metody i praktyki działania dookreślone następnie jako metody i praktyki nazizmu, faszyzmu i komunizmu. Powstaje pytanie jak w tym kontekście rozumieć komunizm - jak interpretować to słowo. I tu - tak jak napisałem - wykładnia historyczna prowadzi do wniosku, że chodzi o niedemokratyczny ustrój, TEGO RODZAJU, jaki panował w Polsce po wojnie do przemian ustrojowych 1989 roku. Również wymienienie w tym kontekście nazizmu i faszyzmu nie wzięło się z nikąd, a jest podyktowane historycznie - chodziło o bezpośrednie wskazanie tych konkretnych totalitaryzmów, które dotknęły Polskę w najnowszej historii. Pozostałe rodzaje wykłądni mogą ten zakres znaczenia tego słowa poszerzać, jednak zawsze chodzić tu będzie o totalitaryzm. Tak więc na pewno chodzi tu tylko o taki komunizm, który jest niedemokratyczny - totalitarny. W art. 13 chodzi o ZAKAZANIE PARTII politycznych i innych ORGANIZACJI odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod. Tylko w tym zakresie art. 13 zawęża swobodę wyrażania pogladów. W żadnym razie nie inkryminuje on np. osób z różnych powodów "tęskniących" za czasami sprzed 89 roku, ani nawet byłych komunistów, o ile tylko nie chcą oni dzisiaj założyć partii lub organizacji odwołujących się do metod totalitarnych.

>>nie ma żadnych podstaw, aby osobę - jak Pani pisze - "głoszącą komunizm" uznać za osobę niepraworządną. Byłoby tak na podstawie art. 13 dopiero wtedy, gdyby osoba ta chciała założyć partię odwołującą się do totalitarnych metod...
>Skoro więc istnieje taka definicja "komunisty" wg której narusza on porządek prawny, to od początku należało przypisywać pwjotowi użycie owego terminu w takim właśnie znaczeniu. A nie domniemywać takiej interpretacji, która czyni go winnym!
Nie wgłębiam się we wpisy Pan pwjota. Zareagowałem natomiast na próbę uzasadnienia nazwania kogoś odpadem poprzez powołanie się na zapis konstytucji, a to już Pani pomysł. Jest to zupełnie niedopuszczalne i nawet nie powinno w ogóle podlegać dyskusji.
Później dopiero zaroponowała Pani nazwanie komunistów osobami niepraworządnymi. Jeśli miała Pani na myśli wyłącznie osoby usiłujące aktualnie w Polsce założyć partię lub organizację odwołującą się w swoim programie do totalitarnych metod, to rzeczywiście - ma Pani rację - takie osoby można nazwać niepraworządnymi już na podstawie art. 13 konstytucji. Ile jest w Polsce takich osób i czy na pewno wyłącznie o nich Pani oraz Pan pwjot mówiliście?

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
11-08-2011 20:24 
 Ocena 1 na 1
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Obydwie konstytucje zawierają też katalog podstawowych praw obywatela. Warto się z nimi zapoznać.
Prawa obywatela są w co najmniej większości konstytucji, ciekawiej byłoby zobaczyć taką, w której tych praw nie uwzględniono.

>Powstaje pytanie jak w tym kontekście rozumieć komunizm - jak interpretować to słowo. I tu - tak jak napisałem - wykładnia historyczna prowadzi do wniosku,
Ale ponieważ - jak już raz pisałam - dla równorzędnie wymienionych w Art.13 nazizmu i faszyzmu polskie doświadczenie nie ma zastosowania, to i komunizm należy interpretować w znaczeniu ogólniejszym niż nieokrojone do polskiego doświadczenia; jeżeli tę argumentację uważa Pan za wadliwą, to proszę te wady wskazać.

>Zareagowałem natomiast na próbę uzasadnienia nazwania kogoś odpadem poprzez powołanie się na zapis konstytucji, a to już Pani pomysł. Jest to zupełnie niedopuszczalne i nawet nie powinno w ogóle podlegać dyskusji.
No ale kogo nazwano odpadem?

Konstytucja wytycza obywatelom granice legalności ich działań, a w ramach swobód obywatelskich wolno nazywać rzeczy po imieniu. Więc dyskusyjna może być najwyżej lotność epitetu, ale ta jest kwestią gustu.

>Jeśli miała Pani na myśli wyłącznie osoby usiłujące aktualnie w Polsce założyć partię lub organizację odwołującą się w swoim programie do totalitarnych metod, to rzeczywiście - ma Pani rację - takie osoby można nazwać niepraworządnymi już na podstawie art. 13 konstytucji.
>Ile jest w Polsce takich osób i czy na pewno wyłącznie o nich Pani oraz Pan pwjot mówiliście?
Ja nikogo nie przezywałam, cały czas mówimy o wypowiedzi pwjota, dotyczącej osób, z którymi się on zetknął. Ponieważ w żaden inny sposób ich nie określił, należało od początku uznać, że terminu "komunista" użył w znaczeniu czyniącym jego epitet legalnym.

Mówiąc prościej (bo nas tu różni czytają): gdy określę mianem "smark" jakąś osobę bez wskazywania jej tożsamości, to należy przyjąć, że chodzi o osobę niepełnoletnią, ponieważ tych osób prawo nie chroni przed lżeniem.
11-08-2011 23:25 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Powstaje pytanie jak w tym kontekście rozumieć komunizm - jak interpretować to słowo. I tu - tak jak napisałem - wykładnia historyczna prowadzi do wniosku,
>Ale ponieważ - jak już raz pisałam - dla równorzędnie wymienionych w Art.13 nazizmu i faszyzmu polskie doświadczenie nie ma zastosowania,
a ja już napisałem w poprzednim wpisie, że jak najbardziej ma zastosowanie, bo Polska została jak najbrutalniej dotknięta właśnie skutkami nazizmu i faszyzmu i WYKŁADNIA HISTORYCZNA wskazuje tu na dzieje Polski podobnie jak w przypadku komunizmu.
>to i komunizm należy interpretować w znaczeniu ogólniejszym niż nieokrojone do polskiego doświadczenia; jeżeli tę argumentację uważa Pan za wadliwą, to proszę te wady wskazać.
czy chodzi Pani o to, że komunizm należy interpretować w znaczeniu ogólniejszym niż okrojony do polskiego doświadczenia?
Tak, zwłaszcza na podstawie wykładni celowościowej (ratio legis) jest to możliwe, jednak wykładnia literalna bardzo wyraźnie ogranicza tutaj zakres takiego poszerzenia. Wyraźnie jest bowiem mowa o totalitarnych metodach i praktykach. Tak więc chodzi tylko o totalitarny komunizm. (Aczkolwiek mogłaby Pani z tego zdania w art. 13 konstytucji wyciągnąć coś, co w większym stopniu przemawiałoby za bardzo szerokim rozumieniem komunizmu, ale na razie nie będę sam Pani podpowiadał. To co mam na myśli i tak by nie przeszło ze względu na wykałdnię systemową, ale zawsze mogłaby to Pani podnieść. A jednak podpowiem: proszę uważnie przeczytać art. 13 i gramatyczną relację w tym zdaniu komunizmu do totalitarnych metod).
>>Zareagowałem natomiast na próbę uzasadnienia nazwania kogoś odpadem poprzez powołanie się na zapis konstytucji, a to już Pani pomysł. Jest to zupełnie niedopuszczalne i nawet nie powinno w ogóle podlegać dyskusji.
>No ale kogo nazwano odpadem?
Odpowiedź proszę sobie odczytać z Pani słów: "W myśl Art.13 Konstytucji komunizm jest - z grubsza biorąc - nielegalny, więc komuniści z mocy prawa są niejako odpadami".
>Konstytucja wytycza obywatelom granice legalności ich działań, a w ramach swobód obywatelskich wolno nazywać rzeczy po imieniu.
Nazwanie komunisty odpadem nie jest nazwaniem rzeczy po imieniu.
>Więc dyskusyjna może być najwyżej lotność epitetu, ale ta jest kwestią gustu.
Są różne poziomy rozmów. Jest poziom ulicy, poziom baru, poziom dziennikarski, poziom języka prawniczego i poziom nauki - niekoniecznie w tej kolejności, ale każdy z tych poziomów ma swoje wymogi co do - jak to Pani nazwała - lotności epitetów, gdzie pewne sformułowania przestają być zależne wyłącznie od gustu. Pani wprowadziła argument prawny i oczekiwałbym dyskusji na tym poziomie, i dlatego razi mnie bardzo nazywanie kogokolwiek odpadem. Ale nawet na poziomie dyskusji barowej powiedziałbym Pani jak najbardziej po imieniu, co o takim epitecie myślę.
>Ja nikogo nie przezywałam, cały czas mówimy o wypowiedzi pwjota, dotyczącej osób, z którymi się on zetknął. Ponieważ w żaden inny sposób ich nie określił, należało od początku uznać, że terminu "komunista" użył w znaczeniu czyniącym jego epitet legalnym.
Dobrze, Pan pwjot korzysta z domniemania niewinności, niech się więc dalej na swój sposób broni. Nie jestem pewien, czy Pani linia jego obrony, mimo szczerych Pani chęci przyniesie mu wiele pożytku. Ale tu tylko forum i tak sobie tylko rozmawiamy - o żadnej winie nie będziemy tu przesądzać. Każdy wpis mówi za siebie.
>Mówiąc prościej (bo nas tu różni czytają): gdy określę mianem "smark" jakąś osobę bez wskazywania jej tożsamości, to należy przyjąć, że chodzi o osobę niepełnoletnią, ponieważ tych osób prawo nie chroni przed lżeniem.
Czy mogłaby Pani uzasadnić, dlaczego Pani zdaniem osób niepełnoletnich prawo miałoby nie chronić przed lżeniem? Mi akurat przychodzą do głowy powołany już art. 30 konstytucji (godność człowieka jest nienaruszalna), a także art. 216 kodeksu karnego (zniewaga) i art. 23 i 24 kodeksu cywilnego (ochrona dóbr osobistych). Nie dostrzegam w tym zakresie żadnego ograniczenia ochrony małoletnich. Wręcz przeciwnie - zwracam dodatkowo uwagę na art. 72 konstytucji - ochrona praw dziecka.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
12-08-2011 23:52 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>a ja już napisałem w poprzednim wpisie, że jak najbardziej ma zastosowanie, bo Polska została jak najbrutalniej dotknięta właśnie skutkami nazizmu i faszyzmu i WYKŁADNIA HISTORYCZNA wskazuje tu na dzieje Polski podobnie jak w przypadku komunizmu.
Moje niedopatrzenie, przepraszam, faktycznie całość materii z Art.13 uznał Pan za związaną z narodowymi doświadczeniami. Z czym się trudno zgodzić z dwóch powodów: po pierwsze w samym zapisie nie ma nawet śladu wskazań do takiego ograniczenia, a po wtóre byłoby skrajną nieracjonalnością ustawodawcy silenie się na tworzenie prawnych luk.

>(Aczkolwiek mogłaby Pani z tego zdania w art. 13 konstytucji wyciągnąć coś, co w większym stopniu przemawiałoby za bardzo szerokim rozumieniem komunizmu [...] proszę uważnie przeczytać art. 13 i gramatyczną relację w tym zdaniu komunizmu do totalitarnych metod).
Doczytuję więc, że Art.13 wyklucza nie tyle komunizm jako polityczną zasadę, co każdy przejaw komunistycznego totalitaryzmu z osobna. A więc żaden kiedykolwiek funkcjonujący system nie został w tym artykule wskazany.

>>No ale kogo nazwano odpadem?
>Odpowiedź proszę sobie odczytać z Pani słów: "W myśl Art.13 Konstytucji komunizm jest - z grubsza biorąc - nielegalny, więc komuniści z mocy prawa są niejako odpadami".
Z zastosowania partykuły "niejako". wynika, że tylko rozważałam trafność takiego sformułowania.

>Nazwanie komunisty odpadem nie jest nazwaniem rzeczy po imieniu.
Właśnie próbujemy to rozstrzygnąć.

>Są różne poziomy rozmów. Jest poziom ulicy, poziom baru, poziom dziennikarski, poziom języka prawniczego i poziom nauki - niekoniecznie w tej kolejności, ale każdy z tych poziomów ma swoje wymogi co do - jak to Pani nazwała - lotności epitetów, gdzie pewne sformułowania przestają być zależne wyłącznie od gustu. Pani wprowadziła argument prawny i oczekiwałbym dyskusji na tym poziomie, i dlatego razi mnie bardzo nazywanie kogokolwiek odpadem.
Przypominam, że przystąpił Pan do dyskusji właśnie dlatego, że powołałam prawo dla ustalenia czy można nazwać kogoś odpadem. Jeśli chodzi o poziomy dyskusji, to wystarcza mi, gdy rozmówca skupia się na meritum i nie przypuszcza na mnie personalnych ataków.

>Dobrze, Pan pwjot korzysta z domniemania niewinności, niech się więc dalej na swój sposób broni. Nie jestem pewien, czy Pani linia jego obrony, mimo szczerych Pani chęci przyniesie mu wiele pożytku.
Sprawy pwjota już nie ma, gdzieś tam po drodze przeprosił, a tylko mnie nie przestaje trapić niepokój o zasadę.

>Czy mogłaby Pani uzasadnić, dlaczego Pani zdaniem osób niepełnoletnich prawo miałoby nie chronić przed lżeniem?
To nie jest moje zdanie, tylko taką praktykę obserwuję w narodzie. Epitet "smarki" testowałam nawet tym forum i okazało się, że jest obraźliwy w stosunku do dorosłych, ale uchodzi jako określenie niepełnoletniego.
13-08-2011 11:29 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>Moje niedopatrzenie, przepraszam, faktycznie całość materii z Art.13 uznał Pan za związaną z narodowymi doświadczeniami. Z czym się trudno zgodzić z dwóch powodów: po pierwsze w samym zapisie nie ma nawet śladu wskazań do takiego ograniczenia, a po wtóre byłoby skrajną nieracjonalnością ustawodawcy silenie się na tworzenie prawnych luk.
Proszę Pani,
ponieważ sam wiele głupot na tym forum już powipysywałem w dziedzinach, na których mało się znam i w odpowiedzi często dostałem wiele celnych wyjaśnień, to postaram się - powiedzmy "w zamian" - coś samemu wyjaśnić w działce, o której coś niecoś wiem ze względu na moje ukończone studia i zawodowe doświadczenie prawnika.
W skrócie tok prawniczego myślenia jest taki:
1. W stosowaniu prawa głównie chodzi o to, żeby odpowiedzieć na pytanie, czy dany stany faktyczny (to co się wydarzyło w rzeczywistości) kwalifikuje się w ramach przesłanek danej normy prawnej. Jeśli się kwalifikuje, to wówczas zachodzą konsekwencje wskazane w przepisie.
2. W tym celu konieczne jest dokonanie wykładni przepisu - aby określić jego zakres stosowania.
Są różne rodzaje wykładni - głównie: literalna (językowa), systemowa (co stanowią sąsiednie przepisy i rozdział ustawy, w jakim ten przepis się znajduje?), historyczna (rozwój ustawodwstawa w danej materii, ale również KONTEKST HISTORYCZNY powstawania przepisu i tak pojęta jego geneza) i celowościowa (ratio legis, a więc jaki jest sens i CEL tego przepisu)
3. Każdy prawnik w pracy zawodowej interpretuje przepisy i te interpretacje bywają bardzo różne. Jest doktryna (piśmiennictwo) które również to robi, a stoi za nim autorytet tytułów profesorskich. Są wreszcie sądy, które mają za zadanie ostatecznie orzekać w konkretnych sprawach i one rozstrzygają w tym zakresie o tym, jaką wykładnię należy zastosować.

Proszę dla naszego wątku konkretnie wziąć tu pod uwagę, że istnieje wykładnia historyczna, a to dla tego, że na stanowienie normy prawnej ma wpływ dana sytuacja dziejowa, w jakiej znajduje się ustawodawca. Z tego właśnie względu przy wykładni przepisów jak najbardziej uwzględnia się tą sytuację dziejową i jej kontekst historyczny.

Czasem prawnicy sięgają do wskazań piśmiennictwa i w tym zakresie można wskazać dwa komentarze do konstytucji:
komentarz prof. Wiesława Skrzydły:
art. 13: "[...] Konstytucja wprowadza odrębny przepis oparty na doświadczeniach historii i związany z możliwością zagrożeń dla ustroju demokratycznego wypływających z posiadania monopolu przez jedną partię na sprawowanie władzy, przy tym partię przyjmującą niedemokratyczne struktury organizacyjne, metody działania i ideologię."
komentarz prof. Piotra Winczorka:
art. 13: "[...] Komentowany przepis wyklucza z polskiego życia publicznego wszelkie organizacje, które w swojej działalności, a choćby tylko w programach, "odwołują się" (określenie to może być przedmiotem rozbieżnych interpretacji) do doktryn i praktyk totalitaryzmu. Wymienia się tu trzy historycznie znane odmiany totalitaryzmu: nazizm (narodowy socjalizm) istniejący w Niemczech hitlerowskich, faszyzm, który znalazł najpełniejszy wyraz we Włoszech Benito Mussoliniego, i komunizm w postaci doktryn leninizmu i stalinizmu oraz praktyk ustrojowych funkcjonujących w ZSRR i w pozostałych państwach obozu radzieckiego w latach 1917-1990"
Czy Pani to wystarczy, by zmienić swoje poniższe zdanie:
>A więc żaden kiedykolwiek funkcjonujący system nie został w tym artykule wskazany.
>>(Aczkolwiek mogłaby Pani z tego zdania w art. 13 konstytucji wyciągnąć coś, co w większym stopniu przemawiałoby za bardzo szerokim rozumieniem komunizmu [...] proszę uważnie przeczytać art. 13 i gramatyczną relację w tym zdaniu komunizmu do totalitarnych metod).
>Doczytuję więc, że Art.13 wyklucza nie tyle komunizm jako polityczną zasadę, co każdy przejaw komunistycznego totalitaryzmu z osobna.
Tu idzie Pani w dobrym kierunku. Chodziło mi o to, że konstytucja posługuje się gramatycznie w zdaniu takim sformułowaniem: "[...] totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu [...]
Takie sformułowanie - totalitarne metody komunizmu - mogłyby przy zastosowaniu wykładni literalnej oznaczać, że konstytucja wskazuje, że komunizm po prostu zawsze posługuje się totalitarnymi metodami i że nie ma tu jakichś różnych rodzajów komunizmu, pośród których jakiś inny rodzaj mógłby posługiwać się metodami demokratycznymi.
Możnaby stąd wyciągnąć wniosek, że ponieważ wedle takiego literalnego rozumienia komunizm niejako zawsze stosuje metody totalitarne - to jest on zawsze, w każdej postaci zakazany, nawet wówczas gdy jeszcze tych niedemokratycznych zapędów nie zdradza.
Jak powiedziałem taka literalna wykładnia byłaby jednak niezgodna z systemem rozdziału I konstytucji, w ramach którego mieści się art. 13 i który to rozdział określa DEMOKRATYCZNE zasady ustroju RP. Z zasad demokracji wywieść należy bowiem, że zakazane są jedynie totalitaryzmy, a nie wszystko to co tylko posiada nazwę "komunizm", a w rzeczywistości jakichkolwiek zapędów totalitarnych nie zdradza.
>Z zastosowania partykuły "niejako". wynika, że tylko rozważałam trafność takiego sformułowania.
wiele rzeczy można rozważać, ale wskazane jest, by czasem o pewnych rzeczach decydować szybko. Nazwanie kogolwiek odpadem nawet nie podlega rozważaniu.
>>Nazwanie komunisty odpadem nie jest nazwaniem rzeczy po imieniu.
>Właśnie próbujemy to rozstrzygnąć.
Pani jeszcze tego nie rozsztrzygnęła?
>>Czy mogłaby Pani uzasadnić, dlaczego Pani zdaniem osób niepełnoletnich prawo miałoby nie chronić przed lżeniem?
>To nie jest moje zdanie, tylko taką praktykę obserwuję w narodzie. Epitet "smarki" testowałam nawet tym forum i okazało się, że jest obraźliwy w stosunku do dorosłych, ale uchodzi jako określenie niepełnoletniego.
Proponuję jednak smarki testować chusteczkami do nosa. Nie jestem narodem i ja tak dzieci nie nazywam. Osób niepełnoletnich, to już w ogóle.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodu
17-08-2011 10:31 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>postaram się - powiedzmy "w zamian" - coś samemu wyjaśnić w działce, o której coś niecoś wiem ze względu na moje ukończone studia i zawodowe doświadczenie prawnika....
Ale skoro się rzekło, iż "prawo wbrew pozorom nie jest szczególnie trudną dziedziną" wypadałoby teraz... nie stwarzać pozorów.

>Czy Pani to wystarczy, by zmienić swoje poniższe zdanie:
>>A więc żaden kiedykolwiek funkcjonujący system nie został w tym artykule wskazany.
Nie wystarczy, i nie pomogą interpretacje, ponieważ są one czym innym niż tekst interpretowany; w Art.13 podano zasadę, nie fakty.

Ale przyjmuję do wiadomości, że nie jest Pan odosobniony w przekonaniu, iż Art.13 odnosi się wyłącznie do totalitaryzmów takich, jakie są związane z polskim doświadczeniem. Tyle, że zgodność poglądów tym zakresie występuje dopiero w stosunku do drugiego z zacytowanych przez Pana komentatorów, prof. Winczorka; prof. Skrzydło zakaz z Art.13 przedstawia jako - zasadę wprawdzie wywiedzioną z ogólnie wskazanego historycznego doświadczenia, ale uniwersalną. Poniżej ten komentarz w całości, pogrubienia moje.

Istnienie i działalność partii politycznych jest warunkiem prawidłowego funkcjonowania demokratycznego państwa. Niezależnie od omówionego już art. 11, Konstytucja wprowadza odrębny przepis oparty na doświadczeniach historii i związany z możliwością zagrożeń dla ustroju demokratycznego wypływających z posiadania monopolu przez jedną partię na sprawowanie władzy, przy tym partię przyjmującą niedemokratyczne struktury organizacyjne, metody działania i ideologię. Konstytucja wprowadza więc zakaz istnienia takich partii politycznych i innych organizacji, który został oparty na trzech przesłankach. Pierwsza dotyczy metod działania partii lub organizacji, a chodzi tu o ugrupowania, które odwołują się w swych programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu. Druga dotyczy programu tych ugrupowań, jeśli dopuszczają one lub zakładają nienawiść rasową i narodowościową bądź stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa. Trzecia obejmuje organizację, która zakłada utajnienie swych struktur lub członkostwa. Na gruncie art. 13 powstaje wątpliwość, czy wystarczająco precyzyjnie określony został ten zakaz i czy rzeczywiście program partii może przesądzać jednoznacznie o metodach jego realizacji.

Tak więc Trybunał Konstytucyjny może orzec niezgodność z Konstytucją celów lub działań partii, która głosi nietolerancję, brak poszanowania praw człowieka, propaguje rasizm, użycie przemocy lub narusza obowiązujące prawo.

Utrzymanie tej kompetencji Trybunału grozi wciągnięciem go w rozstrzyganie kwestii politycznych i odejściem od głównego zadania bycia sądem prawa na rzecz sądu faktów, do czego bardziej powołane są sądy powszechne.


>Z zasad demokracji wywieść należy bowiem, że zakazane są jedynie totalitaryzmy, a nie wszystko to co tylko posiada nazwę "komunizm", a w rzeczywistości jakichkolwiek zapędów totalitarnych nie zdradza.
A nie zastanowiło Pana czemu ów bogu ducha winien komunizm umieszczono pośród totalitaryzmów w jednym szeregu z nazizmem i faszyzmem? I czemu w ogóle nie uogólniono wykluczenia do totalitaryzmu, tylko usilnie wprowadzano terminy "nazim", "faszyzm", "komunizm"?

>wiele rzeczy można rozważać, ale wskazane jest, by czasem o pewnych rzeczach decydować szybko.
Toteż natychmiast zdecydowałam, by kwestię "pwjotowego" epitetu rozważyć.

>Nazwanie kogolwiek odpadem nawet nie podlega rozważaniu.
Więc i obraza Pana Andrzeja Bogusławskiego musi być nierozważna.

>>Właśnie próbujemy to rozstrzygnąć.
>Pani jeszcze tego nie rozsztrzygnęła?
Ja tak. My - nie.

Na koniec podsumuję, że zarówno wypowiedź "pwjota" o komunistach jak i wzmianka w Konstytucji nt. komunizmu mają wspólną cechę, mianowicie w obu tych wypadkach komunizm przedstawiany jest jako zjawisko niepożądane, pejoratywne. A ponieważ Konstytucja wobec działań w państwie, w tym postępowania jej obywateli jest nadrzędna, to jej zapis stanowi dla "pwjotowego" epitetu usprawiedliwienie.

>Proponuję jednak smarki testować chusteczkami do nosa.
Na nic chusteczki, gdy smarki sterczą z nosa wysoko zadartego, taki niełatwo przytrzeć.

Dlatego użyłam Pana.
17-08-2011 23:15 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>postaram się - powiedzmy "w zamian" - coś samemu wyjaśnić w działce, o której coś niecoś wiem ze względu na moje ukończone studia i zawodowe doświadczenie prawnika....
>Ale skoro się rzekło, iż "prawo wbrew pozorom nie jest szczególnie trudną dziedziną"
Całkowicie podtrzymuję to moje zdanie. Wbrew powszechnej opinii prawo nie jest szczególnie trudną dziedziną. Nie jest trudne nawet w porównaniu do pozostałych nauk humanistycznych, i na pewno jest zdecydowanie prostsze od nauk przyrodniczych. Prawo to - powiedzmy - tylko taka umowa między ludźmi dotycząca niektórych aspektów ich zachowania. To już z założenia nie może być szczególnie trudne w porównaniu do badania związków przyczynowych panujących w naturze.
>wypadałoby teraz... nie stwarzać pozorów.
mimo że prawo uważam za dziedzinę nieszczególnie trudną w porównaniu do innych nauk, to jednak wiedzy do ogarnięcia jest sporo - studiuje się ją pięć lat, a potem dopiero się zaczyna uczyć zawodu i to też trochę trwa.
>>Czy Pani to wystarczy, by zmienić swoje poniższe zdanie:
>>>A więc żaden kiedykolwiek funkcjonujący system nie został w tym artykule wskazany.
>Nie wystarczy, i nie pomogą interpretacje, ponieważ są one czym innym niż tekst interpretowany;
Pani pierwsza powołała się na przepisy prawa próbując coś z nich wywieść. W związku z tym próbowałem Pani nieco przybliżyć sposób prawniczego rozumowania - w szczególności w poprzednim wpisie. Od Pani zależy, czy Pani rzeczywiście zależy na tym, żeby zrozumieć wskazany przez Panią przepis konstytucji i nie widzę tu innej drogi, jak właśnie zapoznanie się w pierwszej kolejności - przynajmniej bardzo ogólnie z metodologią prawnicżą. Mam trochę wrażenie, że raczej zależy Pani tylko na przekomarzaniu się ze mną, ale na wszelki wypadek powtórzę:

Interpretacja przepisu prawa ma określić jego zakres stosowania. A konkretnie: Interpretacja słowa "komunizm" w art. 13 konstytucji prowadzi do określenia zakresu znaczeniowego tego słowa w rozumieniu konstytucji.
Przy czym uwaga: należy mieć przy tym na uwadze konkretny stan faktyczny, który podlega weryfikacji prawnej.
Z tych względów interpretacje jak najbardziej pomagają, a nawet są niezbędne.
>w Art.13 podano zasadę, nie fakty.
To prawda. W metodologii prawniczej fakty podlegają kwalifikacji w ramach przepisu. To znacza bada się, czy dany stan faktyczny (to, co się wydarzyło) spełnia przesłanki danej normy. Jeśli tak, to zachodzą konsekwencje wskazane w tym przepisie. W tym przypadku mamy określenie człowieka jako "komunistę" jako fakt. I określenie w konstytucji "komunizm" jako przesłankę. Konsekwencją jest to co w art. 13 jest określone jako "zakazane".
I dla laika wniosek jest prosty.
A dla prawnika: W życiu samo przylepienie komuś ogólnej etykietki "komunisty" nie wystarcza, aby zakwalifikować jego zachowanie w ramach tego, co konstytucja rozumie pod nazwą "komunizm" w art. 13. Trzebaby więcej wiedzieć o zachowaniach i czynach tego człowieka i wówczas możnaby rozważyć kwalifikację jego zachowania w ramach tego artykułu, gdzie przydatna będzie interpretacja owego przepisu. (I to o ile w ogóle ten przepis konstytucji może być rozważany jako mający zastosowanie do jednostek!)
>Ale przyjmuję do wiadomości, że nie jest Pan odosobniony w przekonaniu, iż Art.13 odnosi się wyłącznie do totalitaryzmów takich, jakie są związane z polskim doświadczeniem. Tyle, że zgodność poglądów tym zakresie występuje dopiero w stosunku do drugiego z zacytowanych przez Pana komentatorów, prof. Winczorka; prof. Skrzydło zakaz z Art.13 przedstawia jako - zasadę wprawdzie wywiedzioną z ogólnie wskazanego historycznego doświadczenia, ale uniwersalną.
nie dostrzegam sprzeczności pomiędzy komentarzami obydwu profesorów
>A nie zastanowiło Pana czemu ów bogu ducha winien komunizm umieszczono pośród totalitaryzmów w jednym szeregu z nazizmem i faszyzmem? I czemu w ogóle nie uogólniono wykluczenia do totalitaryzmu, tylko usilnie wprowadzano terminy "nazim", "faszyzm", "komunizm"?
No właśnie, a jak Pani sądzi? Dlaczego w konstytucji uchwalonej w wyniku zmian ustrojowych po pół wieku komunizmu w Polsce, który nastąpił po II wojnie światowej wprowadzono do niej te terminy?
>>wiele rzeczy można rozważać, ale wskazane jest, by czasem o pewnych rzeczach decydować szybko.
>Toteż natychmiast zdecydowałam, by kwestię "pwjotowego" epitetu rozważyć.
>>Nazwanie kogolwiek odpadem nawet nie podlega rozważaniu.
>Więc i obraza Pana Andrzeja Bogusławskiego musi być nierozważna.
Nie odpowiadam za posty Pana Andrzeja Bogusławskiego, ale powiem Pani, że jest on jednym z mądrzejszych ludzi na tym forum. Przyznam się, że też kiedyś myślałem prawie już, że mnie obraża.
Mogę tu tylko dodać tylko tyle, że w każdym nowym środowisku jest tak, że nowa osoba musi się jakoś wkupić. Tutaj takim wkupieniem jest zasadniczo rozsądne myślenie. Jeśli jednak nie jest ono poparte ani wiedzą, ani przynajmniej rozwagą przy formułowaniu argumentów, to wielu przyjaciół tu taka osoba nie znajdzie - i dodam już całkiem od siebie - chyba, że jest ateistą - wtedy ma pewne szanse (ale raczej nie sądzę, żeby wystarczyło to dla Pana Bogusławskiego).
>>>Właśnie próbujemy to rozstrzygnąć.
>>Pani jeszcze tego nie rozsztrzygnęła?
>Ja tak. My - nie.
nie rozumiem
>Na koniec podsumuję, że zarówno wypowiedź "pwjota" o komunistach jak i wzmianka w Konstytucji nt. komunizmu mają wspólną cechę, mianowicie w obu tych wypadkach komunizm przedstawiany jest jako zjawisko niepożądane, pejoratywne. A ponieważ Konstytucja wobec działań w państwie, w tym postępowania jej obywateli jest nadrzędna, to jej zapis stanowi dla "pwjotowego" epitetu usprawiedliwienie.
Rozumiem, że moich ogólnych uwag dotyczących prawniczego rozumowania nie musi Pani chcieć czytać. Proszę spróbować innych autorów. Nawet internetowa "ściąga" na początek starczy
19-08-2011 08:46 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Wbrew powszechnej opinii prawo nie jest szczególnie trudną dziedziną.
Nie oparłam się na powszechnej opinii, tylko na Pana słowach, z których przeziera ironia.

>>>Czy Pani to wystarczy, by zmienić swoje poniższe zdanie:
>>>>A więc żaden kiedykolwiek funkcjonujący system nie został w tym artykule wskazany.
>>Nie wystarczy, i nie pomogą interpretacje, ponieważ są one czym innym niż tekst interpretowany;
>Pani pierwsza powołała się na przepisy prawa próbując coś z nich wywieść. W związku z tym próbowałem Pani nieco przybliżyć sposób prawniczego rozumowania
Żadne rozumowanie, w tym i "rozumowanie prawnicze" nie sprawi, by w ustawie pojawiły się niezapisane w niej treści. Przypomnę, że zwalczał Pan moje twierdzenie, iż "żaden kiedykolwiek istniejący komunizm nie został w Art.13 Konstytucji wskazany". I że u prof. Skrzydły, którego komentarz sam Pan przytaczał, również nie ma takiego wskazania. A może profesor Skrzydło nie rozumuje dostatecznie prawniczo?

>Od Pani zależy, czy Pani rzeczywiście zależy na tym, żeby zrozumieć wskazany przez Panią przepis konstytucji i nie widzę tu innej drogi, jak właśnie zapoznanie się w pierwszej kolejności - przynajmniej bardzo ogólnie z metodologią prawnicżą.
Jest proszę Pana odwrotnie: od Pana zależy, czy zechce Pan dostrzec jasny konstytucyjny zapis i posłużyć się logiką formalną i nie widzę tu innej drogi, jak wczytanie się w rzecz podstawową, w literę prawa mianowicie, a także zaniechanie na rzecz "dyskusji na poziomie forum" swojej prawniczej nowomowy.

Jeśli językiem potocznym nie można się w sprawie Konstytucji porozumieć, to jako prawnik powinien Pan wiedzieć o tym od początku i do tej dyskusji, jako źle rokującej nie przystępować. A nawiasem mówiąc, taki stan rzeczy, w którym obywatele nie są w stanie rozumieć własnej Konstytucji, to ciekawy temat na odrębny wątek: czy należy tak kształcić obywateli, aby rozumieli obowiązujące ich prawo? A może lepiej by było utworzyć instytucję "prawnika rodzinnego" i odprowadzać stosowne składki na Narodowy Fundusz Prawa? Może ktoś się pokusi i taki wątek założy.

>Interpretacja przepisu prawa ma określić jego zakres stosowania. A konkretnie: Interpretacja słowa "komunizm" w art. 13 konstytucji prowadzi do określenia zakresu znaczeniowego tego słowa w rozumieniu konstytucji.
>Przy czym uwaga: należy mieć przy tym na uwadze konkretny stan faktyczny, który podlega weryfikacji prawnej.
>Z tych względów interpretacje jak najbardziej pomagają, a nawet są niezbędne.
"Uwagę" rozumiem w ten sposób, że interpretację tego samego przepisu prawnego zamierza Pan każdorazowo przykrawać na miarę rozpatrywanego przypadku. Tylko że zasady winny być ogólne, przecież permanentne interpretacje przekreślą ideę prawa jako zbioru zasad.

>W życiu samo przylepienie komuś ogólnej etykietki "komunisty" nie wystarcza, aby zakwalifikować jego zachowanie w ramach tego, co konstytucja rozumie pod nazwą "komunizm"w art. 13. Trzebaby więcej wiedzieć o zachowaniach i czynach tego człowieka i wówczas możnaby rozważyć kwalifikację jego zachowania w ramach tego artykułu, gdzie przydatna będzie interpretacja owego przepisu.
A to może zamiast grzebać w życiorysach i zamiast etykietek "komunista" poróbmy etykietki z napisem "zbój"? I niech jakiś zbójofil, powiedzmy Bogusław Andrzejewski (wszelkie podobieństwo nazwiska przypadkowe) nie pozwala na zbójów złego słowa powiedzieć, hm?

>nie dostrzegam sprzeczności pomiędzy komentarzami obydwu profesorów
Proszę dostrzec, że wskazałam nie sprzeczności, a rozbieżności.

>>A nie zastanowiło Pana czemu ów bogu ducha winien komunizm umieszczono pośród totalitaryzmów w jednym szeregu z nazizmem i faszyzmem? I czemu w ogóle nie uogólniono wykluczenia do totalitaryzmu, tylko usilnie wprowadzano terminy "nazim", "faszyzm", "komunizm"?
>No właśnie, a jak Pani sądzi?
Sądzę, że z tupetem uchylił się Pan od odpowiedzi na moje pytanie. Które podtrzymuję: dlaczegóż to wśród konstytucyjnie zakazanych totalitaryzmów miałby się znajdować jakiś hipotetyczny "obłaskawiony komunizm"?

>Nie odpowiadam za posty Pana Andrzeja Bogusławskiego,
Przecież nie to proponuję. Proponuję, aby w obliczu swojego twierdzenia, iż "nazwanie kogoś odpadem nawet nie podlega rozważeniu" oraz faktu, że Pan Andrzej Bogusławski z powodu nazwania kogoś odpadem obraził się, wziął Pan odpowiedzialność za swoje twierdzenie i napisał w jakim świetle stawia ono czyn Pana Andrzeja Bogusławskiego.

>powiem Pani, że jest on jednym z mądrzejszych ludzi na tym forum.
Rekomendowanie osoby Pana Andrzeja Bogusławskiego jest tu zbędne.

>w każdym nowym środowisku jest tak, że nowa osoba musi się jakoś wkupić.
Powiedzmy, że każdy jakoś daje się poznać; o mnie pewnie już wiadomo, że się nie przymilam.

>wielu przyjaciół tu taka osoba nie znajdzie
To jest forum dyskusyjne, a polemika jest pojedynkiem na argumenty. Gdy ma się istotne sprawy do zakomunikowania, to dyskusja dla dobra takiej sprawy powinna przebiegać jak najbardziej serio, bez taryfy ulgowej. W realu niełatwo o takie warunki, ale mamy internet, zatem korzystajmy! Zatem można powiedzieć, że tutaj raczej szukam przeciwników niż przyjaciół.

>>>>Właśnie próbujemy to rozstrzygnąć.
>>>Pani jeszcze tego nie rozsztrzygnęła?
>>Ja tak. My - nie.
>nie rozumiem
Nie wiadomo mi, abyśmy MY coś rozstrzygnęli. Panu wiadomo?

>Rozumiem, że moich ogólnych uwag dotyczących prawniczego rozumowania nie musi Pani chcieć czytać. Proszę spróbować innych autorów. Nawet internetowa "ściąga"...
Zamiast mnie kolejny raz pouczać i wskazywać lektury obowiązkowe proszę samemu z tych świetnych ksiąg wyuczyć się takiego argumentowania, żeby mnie raz wreszcie z moimi durnymi twierdzeniami w kozi róg zagnać.
19-08-2011 14:22 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>A to może zamiast grzebać w życiorysach i zamiast etykietek "komunista" poróbmy etykietki z napisem "zbój"? I niech jakiś zbójofil, powiedzmy Bogusław Andrzejewski (wszelkie podobieństwo nazwiska przypadkowe) nie pozwala na zbójów złego słowa powiedzieć, hm?

Zalecam powstrzymywanie się w przyszłości od tego typu wstawek.
19-08-2011 17:52 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>>Wbrew powszechnej opinii prawo nie jest szczególnie trudną dziedziną.
>Nie oparłam się na powszechnej opinii, tylko na Pana słowach, z których przeziera ironia.
Wytłumaczyłem Pani w poprzednim wpisie, dlaczego uważam prawo za prostsze od wielu innych nauk i nie było to ironiczne. Wytłumaczyłem też, że pomimo powyższej mojej opinii wiedzy do opanowania jest sporo. Teraz dodam, że metodologii, pewnych zasad rozumowania też się trzeba nauczyć, ale również one nie są trudne w porównaniu do metodologii innych nauk.
>Żadne rozumowanie, w tym i "rozumowanie prawnicze" nie sprawi, by w ustawie pojawiły się niezapisane w niej treści.
W pełni się z Panią zgadzam i nigdy nie podnosiłem czegoś, co byłoby z tym Pani zdaniem niezgodne. Zasadniczo interpretacja nie ma prowadzić do "pojawienia się w ustawie niezapisanych w niej treści", a do określenia zakresu stosowania danego przepisu.
>Przypomnę, że zwalczał Pan moje twierdzenie, iż "żaden kiedykolwiek istniejący komunizm nie został w Art.13 Konstytucji wskazany".
Nie zwalczałem, tylko z nim polemizowałem. Nadal uważam, że to twierdzenie jest całkowicie błędne i poparłem to dwoma komentarzami profesorów prawa.
>I że u prof. Skrzydły, którego komentarz sam Pan przytaczał, również nie ma takiego wskazania.
dokładnie tak - u prof. Skrzydły nie ma wskazania, jakoby "żaden kiedykolwiek istniejący komunizm nie został w Art.13 Konstytucji wskazany", a wręcz przeciwnie - jest wskazanie, że jest to "odrębny przepis oparty na doświadczeniach historii"
>A może profesor Skrzydło nie rozumuje dostatecznie prawniczo?
Nie wiem co Pani próbuje wykazać tą spekulacją.
>Jest proszę Pana odwrotnie: od Pana zależy, czy zechce Pan dostrzec jasny konstytucyjny zapis i posłużyć się logiką formalną i nie widzę tu innej drogi, jak wczytanie się w rzecz podstawową, w literę prawa mianowicie, a także zaniechanie na rzecz "dyskusji na poziomie forum" swojej prawniczej nowomowy.
Nie moja wina, że w naszym kręgu kulturowym zapisy ustawowe są formułowane w sposób ogólny, aby obejmowały generalnie ujęte przesłanki i przy stosowaniu prawa konieczne jest dokonanie kwalifikacji prawnej konkretnego czynu w ramach tych przesłanek, co odbywa się za pomocą interpretacji przepisu. Te rozważania nad właściwą kwalifikacją prawną rzeczywiście brzmią dla laików jak nowomowa, a ja staram się tu tylko przedstawić podstawy tej metodologii, aby to trochę wyjaśnić.
Użyte przez art. 13 konstytucji pojęcie "komunizm" jest bardzo szerokim i bardzo różnie rozumianym pojęciem i w związku z tym wymaga dokonania bardzo skrupulatnej wykładni.
>Jeśli językiem potocznym nie można się w sprawie Konstytucji porozumieć,
W sprawie konstytucji można się porozumieć językiem potocznym, jednak aby wywieść skutki prawne z danego przepisu należy zawsze dokonać kwalifikacji czynu w ramach przesłanek tego przepisu. Rzeczywiście może to być skomplikowane.
>to jako prawnik powinien Pan wiedzieć o tym od początku i do tej dyskusji, jako źle rokującej nie przystępować.
To Pani zaczęła dyskusję od sformułowania, że nazwanie komunistów odpadami można uzasadnić na podstawie art. 13 konstytucji, co jest oczywistą bzdurą i poczułem się zobowiązany do zabrania głosu.
>A nawiasem mówiąc, taki stan rzeczy, w którym obywatele nie są w stanie rozumieć własnej Konstytucji, to ciekawy temat na odrębny wątek: czy należy tak kształcić obywateli, aby rozumieli obowiązujące ich prawo? A może lepiej by było utworzyć instytucję "prawnika rodzinnego" i odprowadzać stosowne składki na Narodowy Fundusz Prawa? Może ktoś się pokusi i taki wątek założy.
Bardzo ciekawy temat na nowy wątek. Zgadzam się z Panią.
>"Uwagę" rozumiem w ten sposób, że interpretację tego samego przepisu prawnego zamierza Pan każdorazowo przykrawać na miarę rozpatrywanego przypadku.
Nie każdorazowo przykrawać, tylko każdorazowo sprawdzać, czy konkretny przypadek jest objęty danym przepisem, czy nie. Odbywa się to w drodze kwalifikacji prawnej, w której pomocne są różne rodzaje interpretacji przepisu. Czasem kwalifikacja jest bardzo prosta, a czasem bardzo skomplikowana. Im bardziej skomplikowana, tym więcej zależy od interpretacji.
>Tylko że zasady winny być ogólne,
tak nawet jest rzeczywiście - zasady są ogólne
>przecież permanentne interpretacje przekreślą ideę prawa jako zbioru zasad.
Jest wręcz przeciwnie - nie przekreślą - tylko dookreślą, czyli sprecyzują. W konkretnych przypadkach są potrzebne, by dany stan faktyczny zakwalifikować w ramach danej normy.
>A to może zamiast grzebać w życiorysach i zamiast etykietek "komunista" poróbmy etykietki z napisem "zbój"? I niech jakiś zbójofil, powiedzmy Bogusław Andrzejewski (wszelkie podobieństwo nazwiska przypadkowe) nie pozwala na zbójów złego słowa powiedzieć, hm?
Zupełnie nie rozumiem Pani skojarzeniowego toku myślenia. Jestem miłośnikiem psychologii głębii i interpretacji mitów, ale niekoniecznie w ramach dyskusji o prawie.
>>nie dostrzegam sprzeczności pomiędzy komentarzami obydwu profesorów
>Proszę dostrzec, że wskazałam nie sprzeczności, a rozbieżności.
Nie dostrzegam również merytorycznych rozbieżności.
>Sądzę, że z tupetem uchylił się Pan od odpowiedzi.
Do tej pory to Pani wykazuje się tupetem
> na moje pytanie, które podtrzymuję: dlaczegóż to wśród konstytucyjnie zakazanych totalitaryzmów miałby się znajdować jakiś hipotetyczny "obłaskawiony komunizm"?
Po raz pierwszy zadała Pani to pytanie, a nie je tylko podtrzymuje. Odpowiadam:
Nie ma do tego żadnych powodów. Jeśli Pani uważa, że wśród konstytucyjnie zakazanych totalitaryzmów nie znajduje się jakiś hipotetyczny "obłaskawiony komunizm", to ja się z tym w pełni zgadzam i nigdy nie podniosłem czegoś przeciwnego.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
21-08-2011 17:47 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>>Przypomnę, że zwalczał Pan moje twierdzenie, iż "żaden kiedykolwiek istniejący komunizm nie został w Art.13 Konstytucji wskazany".
>Nie zwalczałem, tylko z nim polemizowałem. Nadal uważam, że to twierdzenie jest całkowicie błędne i poparłem to dwoma komentarzami profesorów prawa.
Z komentarza prof. Skrzydły nie wynika, by w Art.13 wskazano którykolwiek historyczny komunizm, lecz że fakty historyczne przyczyniły się do jego powstania.

>Zupełnie nie rozumiem Pani skojarzeniowego toku myślenia.
A ja zupełnie nie pojęłam Pana toku myślenia, wg którego miałoby się badać życiorysy hipotetycznych osób! Dlatego podejmując "etykietkową" metaforykę zaproponowałam taki napis, dzięki któremu sytuację daje się prześledzić na przykładzie neutralnej terminologicznie materii. I przekonać się, że nie wydaje się słuszne, by tam, gdzie prawnie zakaże się zbójowania, zbójów mogły przed lżeniem chronić protesty miłośników Rumcajsa.

>Nie dostrzegam również merytorycznych rozbieżności.
Rozbiezność jest taka, że profesor Skrzydło, choć wskazał, iż przepis Art.13 "oparty jest na doświadczeniach historii", to nie określił by zakazywano totalitaryzmów analogicznych z faktycznymi, natomiast profesor Winczorek takie wskazanie uczynił: "wymienia się tu trzy historycznie znane odmiany totalitaryzmu: nazizm (narodowy socjalizm) istniejący w Niemczech hitlerowskich, faszyzm, który znalazł najpełniejszy wyraz we Włoszech Benito Mussoliniego, i komunizm w postaci doktryn leninizmu i stalinizmu oraz praktyk ustrojowych funkcjonujących w ZSRR i w pozostałych państwach obozu radzieckiego w latach 1917-1990"

A u Skrzydły, przypomnę, mamy czystą zasadę: "Konstytucja wprowadza więc zakaz istnienia takich partii politycznych i innych organizacji, który został oparty na trzech przesłankach. Pierwsza dotyczy metod działania partii lub organizacji, a chodzi tu o ugrupowania, które odwołują się w swych programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu. Druga dotyczy programu tych ugrupowań, jeśli dopuszczają one lub zakładają nienawiść rasową i narodowościową bądź stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa. Trzecia obejmuje organizację, która zakłada utajnienie swych struktur lub członkostwa"

>Po raz pierwszy zadała Pani to pytanie, a nie je tylko podtrzymuje.
Punkt dla Pana, faktycznie po tym, jak zrobił Pan unik, ponowiłam swoje pytanie niedokładnie. Tyle mojej ekspiacji, ale i dla Pana ciągle jest szansa, w tym celu ponawiam pytanie: a nie zastanowiło Pana czemu ów bogu ducha winien komunizm umieszczono pośród totalitaryzmów w jednym szeregu z nazizmem i faszyzmem?I przypominam kontekst.
25-08-2011 10:51 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Jednak jeszcze odpowiem, gdyż dostrzegam, że w ostatnim wpisie koncentruje się Pani w większości na argumentach logicznych i merytorycznych.
>Z komentarza prof. Skrzydły nie wynika, by w Art.13 wskazano którykolwiek historyczny komunizm, lecz że fakty historyczne przyczyniły się do jego powstania.
Ściśle literalnie tak i nie trzeba sięgać do żadnych komentarzy, a tylko przeczytać art. 13, by rzeczywiście stwierdzić, że pojawia się tam tylko słowo "komunizm", a nie np. "PRL". Pytanie jednak, jak ten "komunizm" rozumieć.
Próbowałem w poprzednich wpisach trochę wyjaśnić na czym polega interpretacja prawa i jakie są jej rodzaje. Interpretacja literalna jest tylko jedną z możliwych, ale jej zastosowanie nie polega tylko i wyłącznie na samym tylko odczytaniu słów przepisu, a na rozważeniu ich definicji - potocznych i słownikowych.
Jednocześnie powtórzę, że istnieje ponadto między innymi wykładnia historyczna, a to dla tego, że na stanowienie normy prawnej ma wpływ dana sytuacja dziejowa, w jakiej znajduje się ustawodawca. Z tego właśnie względu przy wykładni przepisów jak najbardziej uwzględnia się tą sytuację dziejową i jej kontekst historyczny.
Dodam, że wykładnię prawa można też podzielić na zawężającą (bardzo wąski zakres rozumienia danego pojęcia przepisu) i rozszerzającą (szerokie rozumienie danego pojęcia).
Proszę również zwrócić uwagę na to, że napisałem, że wykładnia historyczna prowadzi do wniosku, że chodzi o niedemokratyczny ustrój, TEGO RODZAJU, jaki panował w Polsce po wojnie do przemian ustrojowych 1989 roku. Gdy po raz drugi napisałem Pani to zdanie w tym wątku pogrubiłem słowa "tego rodzaju" aby podkreślić, że wcale nie trzeba zawężać "komunizmu" z art. 13 wyłącznie do PRL-u. Jednak wykładnia historyczna poza tym, że uzasadnia, dlaczego w ogóle ustawodawca posłużył się słowem "komunizm" przy wymienianiu totalitaryzmów, wskazuje również na zaistniałe w praktyce cechy tego systemu (np. brak wolności politycznych, kierownicza rola jednej partii, brak wolnych wyborów, gospodarka planowa), które to cechy nie muszą wynikać koniecznie z samej tylko słownikowej, czy encyklopedycznej definicji bardzo ogólnie pojętego komunizmu jako idei filozoficzno-społecznej. Tak więc wykładnia historyczna wcale nie musi być w tym przypadku zawężająca, natomiast w każdym razie zbliża nas do tego, co ustawodawca chciał zakazać w art. 13.
Przytoczone przeze mnie cytaty z komentarzy dwóch profesorów tylko to rozumowanie potwierdzają.
W tym kontekście Pani zdanie: "żaden kiedykolwiek istniejący komunizm nie został w Art.13 Konstytucji wskazany" nie ma większego sensu. Z jednej strony jest bowiem oczywistością, ze sam art. 13 wymienia obok innych ideologii po prostu "komunizm" nie określając go bliżej, a z drugiej strony pominięcie doświadczeń historycznych przy interpretacji tego słowa nie daje żadnych szans na jego prawidłowe zrozumienie.
>A ja zupełnie nie pojęłam Pana toku myślenia, wg którego miałoby się badać życiorysy hipotetycznych osób!
To nie jest mój tok myślenia, to jest co najwyżej Pani tok myślenia o moim myśleniu. Mi chodziło o to, że nazwanie kogoś komunistą (i to nawet jeśli on sam by siebie tak nazywał) nie uprawnia nas do zakwalifikowania go w ramach jakiegokolwiek przepisu. Nie uprawnia nas to też do nazwania go - jak Pani proponuje - osobą niepraworządną, gdyż musielibyśmy najpierw coś wiedzieć o jego czynach. W ramach demokracji nie karzemy nikogo za poglądy.
>Dlatego podejmując "etykietkową" metaforykę zaproponowałam taki napis, dzięki któremu sytuację daje się prześledzić na przykładzie neutralnej terminologicznie materii.
Przepisy są sformułowane ogólnie, komentarze doktryny mogą również w ogólny sposób te przepisy opisywać. Jednak w stosowaniu prawa zawsze chodzi o zakwalifikowanie w ramach tych przepisów konkretnego przypadku, który wystąpił w życiu. W sytuacji gdy chodzi o to co zakazane musimy znać konkretny czyn, by móc stwierdzić, czy osoba, która go popełniła wykroczyła poza granice prawa, czy też nie. Nie wiedząc nic o czynach danej osoby, nawet hipotetycznej, nie jesteśmy w stanie wypowiedzieć się co do jej "praworządności" opierając się wyłącznie na nazwaniu jej poglądów. Gdyby można było tak uczynić, byłby to właśnie totalitaryzm najwyższego stopnia.
>Rozbiezność jest taka, że profesor Skrzydło, choć wskazał, iż przepis Art.13 "oparty jest na doświadczeniach historii", to nie określił by zakazywano totalitaryzmów analogicznych z faktycznymi, natomiast profesor Winczorek takie wskazanie uczynił.
Profesor Winczorek po prostu bardziej szczegółowo rozpisał to, na co ogólnie wskazał prof. Skrzydło.
> ale i dla Pana ciągle jest szansa,
dziękuję za udzielenie mi szansy
> a nie zastanowiło Pana czemu ów bogu ducha winien komunizm umieszczono pośród totalitaryzmów w jednym szeregu z nazizmem i faszyzmem?
Dlatego, że podobnie jak nazizm i faszyzm, również komunizm był w praktyce systemem totalitarnym, o czym przekonaliśmy się w historii.
Przy czym już na podstawie chociażby lektury odpowiednich artykułów w wikipedii widać, jak bardzo wprowadzanie komunizmu w praktyce odeszło od sensu samej idei. Podobna rozbieżność, choć w dużo mniejszym zakresie miała miejsce w przypadku faszyzmu, a nawet nazizmu. Moim zdaniem ten ostatni jest już pod względem ideowym najgorszy z nich wszystkich. Jednak właśnie rozpatrywanie samych podstaw ideologicznych tych systemów ma niewielką wartość, jeśli nie uwzględni się związanych z nimi doświadczeń historycznych. I o tym trzeba również pamiętać przy lekturze art. 13 konstytucji.
Tak więc przy rozpatrywaniu "totalitarnych metod i praktyk działania komunizmu" w rozumieniu konstytucji należy mieć na uwadze, nie tylko to, że w ramach założeń ideowych system ten miał być osiągnięty na drodze rewolucji (co byłoby nielegalne), ale również to, jakimi metodami posługiwała się władza w historycznie zaistniałym komunizmie, takim jaki istniał w PRL i w innych państwach bloku wschodniego, choć oczywiście są to tylko przykłady.
30-08-2011 12:36 
 Ocena 2 na 4
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Jednak jeszcze odpowiem, gdyż dostrzegam, że w ostatnim wpisie koncentruje się Pani w większości na argumentach logicznych i merytorycznych.
Ja zwykłam odpisywać nie w nagrodę, lecz raczej za karę, reaguję zwłaszcza wtedy, gdy w czyjejś wypowiedzi widzę wady, logiczne w szczególności.

>Przytoczone przeze mnie cytaty z komentarzy dwóch profesorów tylko to rozumowanie potwierdzają.
Rozbieżne opinie potwierdzić cokolwiek mogą tylko w takim zakresie, w jakim są zgodne, a w tym wypadku obaj profesorowie zgodnie twierdzą tyle tylko, że Art.13 powstawał w związku z historycznymi zdarzeniami.

Natomiast Pańskie twierdzenie, iż "profesor Winczorek po prostu bardziej szczegółowo rozpisał to, na co ogólnie wskazał prof. Skrzydło" jest pewnym nadużyciem, nie wiemy na ile prof. Skrzydło zgodziłby się z przestawionymi przez prof. Winczorka szczegółami, na pewno co najmniej uznał takowe za mniej istotne, skoro sam ich nie podał, możliwe jest także, że w ogóle uważa je za nieuprawnione.

>W tym kontekście Pani zdanie: "żaden kiedykolwiek istniejący komunizm nie został w Art.13 Konstytucji wskazany" nie ma większego sensu.
Jeśli moje - prawdziwe w świetle Konstytucji - twierdzenie "żaden kiedykolwiek istniejący komunizm nie został w Art.13 Konstytucji wskazany" traci sens w zestawieniu z Pańską tej Konstytucji interpretacją, to należy poszukać nie wad w moim - konstytucyjnie przecież zweryfikowanym zdaniu, ale w Pańskiej interpretacji. By od razu znaleźć oczywistość, iż historyczne wskazania obecne są wyłącznie interpretacjach, tylko jako inspiracje, a nie uregulowania i że eksperci nie określają zgodnie jaka i która historia wyła brana pod uwagę, a którą - ewentualnie - pominięto.

Ale niezależnie od tego, czy Art.13 konstruowano w oparciu o historię, czy antycypacje, to Artykuł ten, jako składnik aktu tworzonego, jak głosi preambuła "w trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny" ma za zadanie uchronić przed złem, a w tym wypadku przed totalitaryzmem, a także jego wiadomymi i wskazanymi źródłami, jak właśnie owe zweryfikowane historycznie ustroje polityczne, w tym komunizm. Zatem totalitaryzm wykluczono jako patologię porządku społecznego, której to patologii wiadomym nosicielem miałby być m.in. komunizm. Nie można wykluczyć, że jeśli komunizmu nie zakazano całkowicie, to być może z powodów politycznych, takich jak np. realizacja porozumień Okrągłego Stołu.

Dodam, że legalność i innych przejawów komunizmu się waży, np. jakiś rok temu uchwalono zakaz używania komunistycznej symboliki, ustawa wprawdzie upadła właśnie w Trybunale Konstytucyjnym, ale przecież jej źródeł sam ustawodawca dopatrywał się właśnie w Konstytucji. Podobne uregulowania próbuje się wprowadzać i w innych państwach dawnego bloku wschodniego.

I tylko Austria niewzruszenie używa herbu z sierpem i młotem.

>pominięcie doświadczeń historycznych przy interpretacji tego słowa [komunizm] nie daje żadnych szans na jego prawidłowe zrozumienie.
Pominięcie któregokolwiek znaczeniowego aspektu zuboży zakres znaczeniowy.

>nazwanie kogoś komunistą [...] nie uprawnia nas do zakwalifikowania go w ramach jakiegokolwiek przepisu.
Podobnie nazwanie kogoś "rozbójnikiem" nie uprawnia. Ale skoro prawo zakazuje działań, które stanowią kwintesencję zbójectwa, to jakie szanse mają pretensje osobnika AB, który oglądał "Przygody Rozbójnika Rumcajsa" i twierdzi, że z tego powodu nie może ścierpieć przypisywania zbójcom łotrostwa?

> Nie wiedząc nic o czynach danej osoby, nawet hipotetycznej, nie jesteśmy w stanie wypowiedzieć się co do jej "praworządności" opierając się wyłącznie na nazwaniu jej poglądów.
Nie dano nam osoby, której czyny moglibyśmy zbadać, a tylko kategorię osób wyodrębnioną w oparciu o ich czyny. Hipotetyczny komunista może popełniać czyny co najwyżej hipotetyczne - będące efektem naszej, "pwjota" czy też skarżącego się Pana Andrzeja Bogusławskiego - wyobraźni.
19-08-2011 17:53 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
> Proponuję, aby w obliczu swojego twierdzenia, iż "nazwanie kogoś odpadem nawet nie podlega rozważeniu" oraz faktu, że Pan Andrzej Bogusławski z powodu nazwania kogoś odpadem obraził się
Nie sądzę, żeby się obraził, tylko po prostu nie miał ochoty z Panią rozmawiać. Ale sądzę tak tylko po jego wpisie, o którym Pani chyba mówi.
>wziął Pan odpowiedzialność za swoje twierdzenie i napisał w jakim świetle stawia ono czyn Pana Andrzeja Bogusławskiego.
Przepraszam, nie wiem o które moje twierdzenie chodzi, bo ten link nie działa. Niezależnie od tego chciałbym tylko Pani powiedzieć, że tu na forum zamierzam wypowiadać się tylko wtedy, kiedy sam uznam to za stosowne. Zamiast pisać o czynach Pana Andrzeja Bogusławskiego, bardzo polecam lekturę jego wypowiedzi. Nawet konkretnie ponowną lekturę tej wypowiedzi, którą Pani wskazuje.
>Powiedzmy, że każdy jakoś daje się poznać; o mnie pewnie już wiadomo, że się nie przymilam.
Myślę, że to jest w ogóle Pani credo życiowe - pytanie czy jedyne.
>To jest forum dyskusyjne, a polemika jest pojedynkiem na argumenty. Gdy ma się istotne sprawy do zakomunikowania, to dyskusja dla dobra takiej sprawy powinna przebiegać jak najbardziej serio, bez taryfy ulgowej. W realu niełatwo o takie warunki, ale mamy internet, zatem korzystajmy! Zatem można powiedzieć, że tutaj raczej szukam przeciwników niż przyjaciół.
"spór jest ojcem wszystkich rzeczy" - ale spór trzeba umieć prowadzić.
>Nie wiadomo mi, abyśmy MY coś rozstrzygnęli. Panu wiadomo?
Nie sądzę, żebyśmy mogli cokolwiek rozstrzygnąć. Z tego też powodu chciałbym już zakończyć tę dyskusję z Panią w tym temacie. Uzasadniłem już z jakich względów na podstawie art. 13 konstytucji nie można nazywać komunistów ani odpadami, ani ludźmi niepraworządnymi (chyba że wyłącznie w konkretnym przypadku próby założenia organizacji odwołującej się do totalitarnych zasad). Nie widzę dalszej potrzeby prowadzenia z Panią tej dyskusji.
>Zamiast mnie kolejny raz pouczać i wskazywać lektury obowiązkowe proszę samemu z tych świetnych ksiąg wyuczyć się takiego argumentowania, żeby mnie raz wreszcie z moimi durnymi twierdzeniami w kozi róg zagnać.
Szanowna Pani - nikogo nie zamierzam zapędzać w kozi róg. Wcale też nie uważam, żeby wszystkie Pani twierdzenia były durne. Jak już powiedziałem, uważam Panią za inteligentną osobę, która niepotrzebnie skupia się na mało konstruktywnym wykorzystaniu tej inteligencji. Szuka Pani niepotrzebnie sporów, tam gdzie ich nie ma.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
21-08-2011 17:48 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>> Pan Andrzej Bogusławski z powodu nazwania kogoś odpadem obraził się
>Nie sądzę, żeby się obraził, tylko po prostu nie miał ochoty z Panią rozmawiać.
Chodzi o tę obrazę Pana Bogusławskiego, którą on sam zgłosił.

>ten link nie działa.
Bo to nie był link, tylko zwykłe podkreślenie (podlinkowany tekst jest bledszy i zakończony ikonką).

>spór trzeba umieć prowadzić.
Tu akurat spierałabym się.

>Uzasadniłem już z jakich względów na podstawie art. 13 konstytucji nie można nazywać komunistów ani odpadami, ani ludźmi niepraworządnymi
Przyjmując, że Pan to udowodnił musielibyśmy się też zgodzić z twierdzeniem, iż pomimo istnienia Art.13 faszyści, naziści i komuniści są w Polsce równoprawnymi, legalnie działającymi obywatelami.

>Nie widzę dalszej potrzeby prowadzenia z Panią tej dyskusji.
I ja Panu serdecznie dziękuję za rozmowę.

>Szuka Pani niepotrzebnie sporów
Pomimo, że "spór jest ojcem wszechrzeczy"?

Lepszy porządny spór niż kiepski konsensus.
maceox (6766 punktów)
>>Uzasadniłem już z jakich względów na podstawie art. 13 konstytucji nie można nazywać komunistów ani odpadami, ani ludźmi niepraworządnymi
>Przyjmując, że Pan to udowodnił musielibyśmy się też zgodzić z twierdzeniem, iż pomimo istnienia Art.13 faszyści, naziści i komuniści są w Polsce równoprawnymi, legalnie działającymi obywatelami.
W sąsiednim poście, który dzisiaj umieściłem w tym wątku wskazuję dlaczego wszelkie określenia danych osób odnoszące się do ich poglądów - nawet jeśli one same miałyby się do tych określeń, czy poglądów przyznawać - nie wystarczają do ich ścigania, czy też ukarania, jeśli nie wiemy nic konkretnego o ich czynach.
Tak więc co do zasady wszyscy są równoprawnymi i legalnie działającymi obywatelami i ich prywatne poglądy są nieistotne z punktu widzenia prawa, dopóki nie dopuszczają się oni jakichś konkretnych czynów z prawem niezgodnych, takich jak np. w tym kontekście - propagowanie faszyzmu lub innego totalitarnego ustroju (art. 256 k.k.), albo założenia partii odwołującej się do totaltarnych metod (art. 13 konstytucji).


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
30-08-2011 13:34 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>W sąsiednim poście, który dzisiaj umieściłem w tym wątku wskazuję dlaczego wszelkie określenia danych osób odnoszące się do ich poglądów - nawet jeśli one same miałyby się do tych określeń, czy poglądów przyznawać - nie wystarczają do ich ścigania, czy też ukarania, jeśli nie wiemy nic konkretnego o ich czynach.
Czy Pan w ogóle zrozumiał kontekst i sens tej wypowiedzi, na którą Pan tu odpowiedział?

Po raz kolejny powołuje się Pan na prawo, chociaż sądząc po Pana dotychczasowych wpisach bardzo niewiele Pan z prawa rozumie. Ale nie byłoby to tak negatywne, gdyby chociaż wykazywał się pan DOBRĄ WOLĄ przy zrozumieniu przesłania tkwiącego za wpisami innych forumowiczów... Itd. itp.

Miłe?

To jeszcze dodam, że wystrzeganie się wypowiedzi ad personam jest nie tylko kwestią dobrego tonu.

Ad rem: nie "nazwanie odpadem" miałoby być dla komunistów karą za poglądy, i w ogóle nie mają być komuniści za poglądy ścigani, rozpatrujemy tu całkiem inną sytuację, mianowicie wystosowano pejoratywny epitet pod adresem osób z powodu ich nielegalnej działalności i właśnie z powodu tej nielegalności nie ma jak tych osób ochronić. I dlatego, czyli na mocy tej ustawy, która czyni komunizm nielegalnym, skarga komunisty z powodu urażonej jego godności nie może być skuteczna; skarga osoby tylko szanującej komunistów - również.

Czy i na ile komunizm jest w Polsce nielegalny to szczegół będący ratunkiem dla Pana koncepcji, ja zaś mam rację, co do zasady, że nie można prawnie obronić czci osoby, której samo prawo tej czci odmawia.

>Tak więc co do zasady wszyscy są równoprawnymi i legalnie działającymi obywatelami i ich prywatne poglądy są nieistotne z punktu widzenia prawa, dopóki nie dopuszczają się oni jakichś konkretnych czynów z prawem niezgodnych...
Nieprawda. Bo czy prawo będzie tak samo chronić przed zniesławieniem człowieka, który nawet nie kradnie, a tylko wyznaje pogląd, iż kraść należy i z tego powodu pozwie mnie za nazywanie złodziei łotrami, jak i człowieka, którego nazwę łotrem za - np. popieranie legalnie działającego Ruchu Poparcia Palikota? (W tym miejscu pozdrowienia dla entuzjastycznych zwolenników i zagorzałych przeciwników RPP. )
30-08-2011 13:57 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)

>To jeszcze dodam, że wystrzeganie się wypowiedzi ad personam jest nie tylko kwestią dobrego tonu.
Look who's talking...


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
17-08-2011 23:17 
 Ocena 2 na 2
maceox (6766 punktów)
>>Proponuję jednak smarki testować chusteczkami do nosa.
>Na nic chusteczki, gdy smarki sterczą z nosa wysoko zadartego,
taki niełatwo przytrzeć.
Nie wypowiadałem się we wskazanym przez Panią wątku. Pani postawiła tezę, że prawo nie chroni osób niepełnoletnich przed lżeniem i co do tej tezy się wypowiedziałem. O szczególnych zasadach i warunkach tej ochrony można już doczytać w odpowiednich przepisach i podręcznikach.
Przy okazji - jak na razie dużo więcej zupełnie niewyważonych i prowokacyjnych bez celu sformułowań dostrzegam w Pani wypowiedziach, niż w wypowiedziach Pani Meretseger, czy Pana Bogusławskiego.
Ale ja tu jestem też jeszcze stosunkowo nowy, więc zarówno Pani, jak i ja musimy jeszcze zapracować na to, żeby nas ceniono. Aczkolwiek ja nie mam nawet takich ambicji - w tych wątkach, w których zadałem konkretne pytania uzyskałem bardzo satysfakcjonujące mnie odpowiedzi. W tych, w których tylko wziąłem udział w dyskusji też było ciekawie.
Zadam Pani pytanie:
Czego Pani oczekuje od tego forum? Proszę odpowiedzieć szczerze.


Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
06-08-2011 22:57 
 0 na 2
pwjot (7 punktów)
>>Dla mnie tak. Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie (statystyka to też matematyka) znani mi ateiści byli złymi ludźmi.
> Na forum masz do czynienia z wieloma ateistami. Obrażasz ich. Na razie tylko upomnienie.

Pisałem o znanych mi ateistach. Najprawdopodobniej nie znam żadnego z forumowiczów. Jeśli napiszesz, że znani Tobie wierzący to źli ludzie, nie obrażę się, bo nie jestem Twoim znajomym.
Piszę, to co piszę i proszę o czytanie tak, jak napisałem, bez czytanie między wierszami.
01-08-2011 12:04 
 Ocena 8 na 8
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Dla mnie tak. Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie (statystyka to też matematyka) znani mi ateiści byli złymi ludźmi.

Taaaaak? Ciekawe, większość katolików, prawosławnych, ŚJ, muzułmanów i zielonoświątkowców, których ja poznałam (wliczając w to moją własną rodzinę), okazało się nieukami, opornymi na logikę i fakty, zapatrzonymi w swoją świętą wyższość, a bardzo często również hipokrytami pierwszej wody. Z małą domieszką totalnych szajbusów i kompletnych popaprańców.
Różnica między mną a tobą polega na tym, że ja nie rozciągam tej klasyfikacji na religię w całości, a już na pewno nie powiem, że to oznacza, że w/w byli "złymi ludźmi". Chociażby dlatego, że udało mi się poznać kilku całkiem fajnych katolików. Jeden to nawet mój najlepszy przyjaciel. Coś mi się widzi, że powinieneś się ruszyć z tej swojej wsi spokojnej i rozszerzyć horyzonty. To pomaga.

Ponadto - alkoholizm to choroba. Brzydka, niewdzięczna, trudno się nią pochwalić w kolejce do lekarza i pojojczyć, jak to służba zdrowia nas olewa, ciężko się ją leczy. Mimo wszystko odrzucam określenie alkoholika jako "byle kogo" czy "odpad". Znam uroczych i inteligentnych trzeźwiejących lub już trzeźwych alkoholików, nic mi nigdy nie zrobili. Każda szkoda w moim życiu to dzieło zupełnie trzeźwego lub pijącego standardowo. Statystycznie więc...

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
03-08-2011 20:26 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>Ponadto - alkoholizm to choroba. Brzydka, niewdzięczna, trudno się nią pochwalić w kolejce do lekarza i pojojczyć, jak to służba zdrowia nas olewa, ciężko się ją leczy. Mimo wszystko odrzucam określenie alkoholika jako "byle kogo" czy "odpad".

Miałem z tym do czynienia w rodzinie. Dalszej, ale nie tak bardzo, bym nie poznał dokładnie sprawy. Bardzo poczciwi ludzie, kiedy trzeźwi - do rany przyłóż, zdolni, pomocni, często bezinteresowni, jak tylko dostali grosz do ręki szli w cug. Jeden zapił się, na drugiego teraz często patrzę i wiem już, że finał jest bliski. A nie jest łatwo tak patrzeć, bo razem trochę wędrowaliśmy i poznałem go jako wspaniałego kompana. Ale nie jest w stanie przyznać się sam przed sobą, że nie może sobie z tym poradzić.
To straszna choroba. Ba, można by wręcz powiedzieć opętanie, ale nie słyszałem, niestety, by jakiś egzorcysta wygrał z tym diabłem.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
03-08-2011 20:49 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Ponadto - alkoholizm to choroba.
Tak, znałem kilkunastu wspaniałych ludzi walczących z tą chorobą, wygrało dwóch, może trzech.

Nie wartościuję ludzi ze względu na choroby i nie widzę też powodu aby pokazywać tu wielkich alkoholików, ale ostatnio zmarł taki "odpad" Maciek Zembaty i dziennikarze opisali jego - w sumie przegraną - walkę z alkoholem.
Współczuję jego bliskim, ale jestem wdzięczny losowi, że pozwolił mi poznać jego twórczość. Takich jak Zembaty było w historii tysiące! Wśród humanistów i ścisłowców o światowym dorobku także.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
03-08-2011 21:15 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
Alkoholikiem był Zbigniew Religa.
Z grona innych osób - Anna Dymna i Marek Grechuta.
Jeśli te osoby to również byle kto, to nie wiem, co trzeba zrobić, aby zasłużyć na szacunek.

Jedni wygrywają, inni przegrywają... jak to z chorobą.

Wbrew pozorom i mitom AA to nie są wyłącznie odpady społeczeństwa, w tej grupie jest wiele osób niezmiernie ciekawych, co dziwne, sporo policjantów, lekarzy i księży...
03-08-2011 21:23 
 Ocena 2 na 2
i.czaplicka (5782 punktów)
O Relidze dużo słyszałam. Córkę mojej znajomej zbadał bez skierowania i bez pieniędzy. Lekarz z powołania.
Mieszkał w klinice, w pokoiku zawalonym papierami. Mógł mieszkać w luksusie, w Warszawie.
03-08-2011 21:50 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>O Relidze dużo słyszałam. Córkę mojej znajomej zbadał bez skierowania i bez pieniędzy. Lekarz z powołania.
>Mieszkał w klinice, w pokoiku zawalonym papierami. Mógł mieszkać w luksusie, w Warszawie.
Tym bardziej, ale nawet gdyby był nieprzyjemnym, gburowatym wyzyskiwaczem, to jego osiągnięcia w medycynie nadal byłyby większe, niż owoce pracy niejednego z nas, nie ubliżając oczywiście nikomu - sama chciałabym kiedyś osiągnąć coś porównywalnego, ale to takie górnolotne marzenie, szczególnie, że nie jestem lekarzem, a botanikiem, więc serca na pewno nie przeszczepię

A tu jakiś człowieczek określił go "byle kim"...
pwjot (7 punktów)
>>Ponadto - alkoholizm to choroba.
>Tak, znałem kilkunastu wspaniałych ludzi walczących z tą chorobą, wygrało dwóch, może trzech.

Wierzący alkoholicy częściej wygrywają z uzależnieniem - stwierdzone przez terapeutów.

>Nie wartościuję ludzi ze względu na choroby i nie widzę też powodu aby pokazywać tu wielkich alkoholików, ale ostatnio zmarł taki "odpad" Maciek Zembaty i dziennikarze opisali jego - w sumie przegraną - walkę z alkoholem.
>Współczuję jego bliskim, ale jestem wdzięczny losowi, że pozwolił mi poznać jego twórczość. Takich jak Zembaty było w historii tysiące! Wśród humanistów i ścisłowców o światowym dorobku także.

Tylko ja miałem na myśli konkretnego człowieka, który za pomocą ateizmu i działalności w PZPR ratował się przed zwolnieniem z pracy, którą wykonywał bardzo źle.

>Pozdrawiam serdecznie.

Też pozdrawiam.
07-08-2011 11:37 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Wierzący alkoholicy częściej wygrywają z uzależnieniem - stwierdzone przez terapeutów.
Tu mamy zwyczaj. Podajemy źródło.
Biorąc pod uwagę, że w Polsce 95% społeczeństwa to wierzący - to zarówno wierzący muszą częściej wygrywać i jak i przegrywać z alkoholizmem.
Zresztą zupełnie nie o tym tu mowa. Ja twierdzę tylko, że ta - bardzo zła - choroba dotyka różnych ludzi, także wielkich np. geniusza Richarda Feynmana i nie widzę powodów aby deprecjonować czyjeś człowieczeństwo ze względu na jego choroby.
Osobiście zdecydowanie niżej sobie cenię ideowych (tzn. nie piję, gdyż taka moja wola - a nie np. nie mogę pić, gdyż wróciłaby moja choroba) abstynentów od alkoholików.
Po prostu, niżej sobie cenię ludzi głęboko wierzących - ze względu na ich ograniczenia intelektualne, niezależnie od przedmiotu ich wiary - od sceptyków.
Ale co wcale nie znaczy, że głęboko wierzącym nie należy się szacunek przynależny każdemu człowiekowi.
Tak, wszyscy ludzie dopóki nie czynią źle i nie zmuszają innych do swojej wiary, mają pełne prawo nawet do najgłupszych przekonań.

>Tylko ja miałem na myśli konkretnego człowieka, który za pomocą ateizmu i działalności w PZPR ratował się przed zwolnieniem z pracy, którą wykonywał bardzo źle.
Zupełnie nie odpowiadam za Pańskie znajomości, a nawet nie mogę sobie wyrobić opinii, o konkretnym człowieku, na podstawie tylko Pańskiego zdania.
Przy mojej wierze w ludzi uważam, że musiały stać za nim jakieś racje, lub był tylko słabym człowiekiem, ale znowu raczej pogardzam "rycerzami bez skazy", gotowymi kamieniować innych, od ludzi słabych, zaplątanych w historię i społeczne uwarunkowania.
Zdecydowanie już z natury jestem obrońcą, a nie oskarżycielem.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
29-08-2011 09:54 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Osobiście zdecydowanie niżej sobie cenię ideowych (tzn. nie piję, gdyż taka moja wola - a nie np. nie mogę pić, gdyż wróciłaby moja choroba) abstynentów od alkoholików.
>Po prostu, niżej sobie cenię ludzi głęboko wierzących - ze względu na ich ograniczenia intelektualne, niezależnie od przedmiotu ich wiary - od sceptyków.
Niezależnie od tego, czy alkoholizm jest chorobą, czy wymysłem terapeutów (za czym się opowiadam), to jedyną do niego drogą jest pijaństwo. Zatem praktykujący pijaństwo są w swej wierze, iż unikną popadnięcia w alkoholizm, intelektualnie ograniczeni; dopatrzenie się w ich postawie sceptycyzmu wymagać musi zaiste głębokiej wiary.
01-08-2011 14:38 
 Ocena 3 na 3
Oliwia Sandra Nowak (758 punktów)
(zablokowany)
>Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie
A może sobie dla odmiany pojedź do Chin? Tam będziesz miał szansę spostrzec, że statystycznie to ateiści są skośnoocy?
pwjot (7 punktów)
>>Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie
>A może sobie dla odmiany pojedź do Chin? Tam będziesz miał szansę spostrzec, że statystycznie to ateiści są skośnoocy?

Ale nie żyjemy w Chinach. Może dlatego żyjemy - zawłaszcza Ty. Ja jako noworodek płci męskiej miałbym większe szanse na przeżycie.

Pozdrawiam
09-08-2011 12:33 
 Ocena 2 na 2
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>Ale nie żyjemy w Chinach.
Dlatego zaproponowałam żebyś tam pojechał.
Np. tam, zresztą.
03-08-2011 15:15 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>>Panta rei...
>Wierzący też są naukowcami
O ile ich badania nie wkraczają w obszar sprzeczny z ich wierzeniami, wtedy często jakoś magicznie "przestają" być naukowcami, a zaczynają być manipulatorami.

>Dla mnie tak. Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie (statystyka to też matematyka) znani mi ateiści byli złymi ludźmi. Najwybitniejsi (Marks i spółka) też są powszechnie znani z obserwacji i nauki historii. Więc nie widzę alternatywy dla wiary, nawet jeśli jej instytucjonalne wcielenie w Polsce nie jest idealne.
Za to minus.
Ja nie poznałam zbyt wielu protestantów, a ci, których poznałam byli obłudnikami i podlecami. Co nie zmienia faktu, że nie oceniam protestantów jako obłudników i podleców. Nie oceniam, bowiem nie mam podstaw do weryfikacji tej grupy.
Wypraszam sobie określanie grupy, która jest najliczniej reprezentowana np. w gronie noblistów, która ma najniższą statystykę przestępczości, niższą od wszystkich grup religijnych, jako "byle kto".
Nie wiem, w jakim towarzystwie się obracasz, ale chyba nie za ciekawym, skoro doszedłeś do takich wniosków.
03-08-2011 18:33 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Aktualnie za najlepszy uważany jest model, nazwijmy go umownie Einsteina. Ale wiadomo, że jest on aktualnie weryfikowalny tylko w zakresie dzisiejszych możliwości pomiarowych. Jak te możliwości wzrosną, trzeba będzie stworzyć lepszy model i tak bez końca. Te modele są modelami matematycznymi, jak najbardziej racjonalnymi.
Ale po co w ogóle rozdzierać szaty nad taką niepoznawalnością?
Poznajemy świat coraz bardziej, coraz lepiej, aż dojdziemy do jakiegoś kresu: poznamy co jest do poznania, albo znowu skończą się bieżące możliwości (w różnych tematach czy zakresach). Żeby stworzyć "wszystkowiedzący" model czegoś trzeba układu większego, niż obiekt modelowany - skąd mamy wziąć coś większego od wszechświata, którego jesteśmy częścią?
Twoje malkontenctwo ma jakieś religijno -filozoficzne podłoże , ale sensu za grosz.

>Jakich szczegółów? Matematycznych modeli rzeczywistości stworzonej przez Boga? Bo te modele są najwybitniejszym dziełem racjonalnego rozumu ludzkiego.
Nie. Szczegółów opowieści religijnych. Bzdurnych, nietrzymających się kupy.

>Wierzący też są naukowcami
W dziedzinie swej nauki.
W dziedzinie swej wiary są takimi samymi nieukami jak wszyscy inni wierzący.

>Dla mnie tak. Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie (statystyka to też matematyka) znani mi ateiści byli złymi ludźmi. Najwybitniejsi (Marks i spółka) też są powszechnie znani z obserwacji i nauki historii. Więc nie widzę alternatywy dla wiary, nawet jeśli jej instytucjonalne wcielenie w Polsce nie jest idealne.
Ależ bełkot!
Nie wiem w jakiego konkretnie Boga wierzysz, ale on musi być nieźle stuknięty, skoro cieszą go takie potoki bezrozumnej nienawiści.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
04-08-2011 00:16 
 0 na 2
pwjot (7 punktów)

>Poznajemy świat coraz bardziej, coraz lepiej, aż dojdziemy do jakiegoś kresu: poznamy co jest do poznania, albo znowu skończą się bieżące możliwości (w różnych tematach czy zakresach). Żeby stworzyć "wszystkowiedzący" model czegoś trzeba układu większego, niż obiekt modelowany - skąd mamy wziąć coś większego od wszechświata, którego jesteśmy częścią?

Albo nie dojdziemy do żadnego kresu - i tu jest miejsce na wiarę.

>Twoje malkontenctwo ma jakieś religijno -filozoficzne podłoże , ale sensu za grosz.

A to jest Twoje zdanie. Ja się z nim nie zgadzam.

>>Wierzący też są naukowcami
>W dziedzinie swej nauki.
>W dziedzinie swej wiary są takimi samymi nieukami jak wszyscy inni wierzący.

Cóż, oni zwykle oddzielają naukę od wiary, jakoś bezkonfliktowo.

>>Dla mnie tak. Wszyscy ateiści, z jakimi miałem do czynienia w dość długim już życiu byli byle kim (alkoholicy, "komuniści", itp. odpady). Więc statystycznie (statystyka to też matematyka) znani mi ateiści byli złymi ludźmi. Najwybitniejsi (Marks i spółka) też są powszechnie znani z obserwacji i nauki historii. Więc nie widzę alternatywy dla wiary, nawet jeśli jej instytucjonalne wcielenie w Polsce nie jest idealne.
>Ależ bełkot!

Widzę, że opinie, z którymi się nie zgadzasz, nazywasz seryjnie "bełkotem" - to takie Twoje słowo - wytrych.

>Nie wiem w jakiego konkretnie Boga wierzysz, ale on musi być nieźle stuknięty,

Skoro nas stworzył, to chyba masz rację, na pewno ma poczucie humoru

>skoro cieszą go takie potoki bezrozumnej nienawiści.

Gdzie Ty ją widzisz? Poza tym nie piszę w imieniu Boga, tylko swoim. Opinie dotyczące znanych mi "ateistów" dotyczyły właśnie ich, a że innych nie znałem (i nie znam osobiście), więc wyciągnąłem wnioski na własny użytek. Ateista - alkoholik to były nauczyciel, który deklaracją ateizmu i członkostwem w PZPR zapobiegł wyrzuceniu go z pracy. Sposób w jaki nas indoktrynował wielu odrzucił od ateizmu - może robił to celowo? (głupi to on nie był).

Wielu młodych nie chce pamiętać, że w Polsce przez 45 lat obowiązywał urzędowy ateizm, który wielu przybliżył do Boga. Również to ateiści - komuniści byli największymi zbrodniarzami w historii najnowszej - to chyba słaba reklama ateizmu - oni w imię ateizmu mordowali nie byli zatem w niczym lepsi od Alkaidy. Chrześcijaństwo jednoznacznie za wartość najwyższą uważa ludzkie życie - to też wielu bardzo boli.

Pozdrawiam wszystkich i przepraszam za słowo "odpad" - nie miałem racji - człowiek to człowiek i jako dzieło Boga zasługuje na szacunek.
04-08-2011 08:17 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Albo nie dojdziemy do żadnego kresu - i tu jest miejsce na wiarę.
Właściwie to zawsze jesteśmy u jakiegoś kresu i ciągle przesuwamy jego granice, a wydumany "kres ostateczny" to twór filozoficzny czy religijny.
A miejsce na wiarę rzeczywiście jest tylko w obszarze poza poznaniem, poza rozumem.

>A to jest Twoje zdanie. Ja się z nim nie zgadzam.
Jasne! Ale ciągle nie potrafisz wyjaśnić o czym niedobrym by miał świadczyć brak ostatecznej poznawalności i co ma do tego jakaś ta Twoja "Stwórca" czy inny "Bóg".

>Cóż, oni zwykle oddzielają naukę od wiary, jakoś bezkonfliktowo.
Umysł ludzki jest na tyle elastyczny, że zmieści się w nim naraz dr. Jeckyll i mr. Hyde.
Wierzący naukowcy jednakże na obronę swojego rozszczepienia jaźni potrafią powiedzieć jedynie to co tu przytoczyłeś: "Nie widzę konfliktu". Jednakże nikt nigdy nie wyjaśnił w uczciwej dyskusji jak to jest, że nie wywołuje w nich konfliktu naukowość z bezkrytycznym głoszeniem idiotyzmów.
Jak chcesz to pogugluj, ale nic nie znajdziesz - ani jednego rozumnego zdania w tym względzie.

>Widzę, że opinie, z którymi się nie zgadzasz, nazywasz seryjnie "bełkotem" - to takie Twoje słowo - wytrych.
Nie wytrych, tylko słowo, które coś znaczy.
Twoja wypowiedź, do której to określenie odniosłem ma wszelkie cechy bełkotu z takim nagromadzeniem i pomieszaniem materii: z Twoimi niedorzecznymi uogólnieniami własnych wycinkowych obserwacji i "instytucjonalnym wcieleniem wiary" na czele.

>Gdzie Ty ją widzisz?
Ona się z Ciebie wylewa! To widać, słychać i czuć. I nie potrafisz racjonalnie uzasadnić parszywych uogólnień, którymi ciskasz.

>Poza tym nie piszę w imieniu Boga, tylko swoim.
Nawet gdybyś był przekonany, że masz upoważnienie od Boga to i tak byś mówił w swoim imieniu i ja tego inaczej nie odbieram. Chodzi o to, że jeśli wierzysz w jakiegoś Boga to on musi być niezłym bydlakiem skoro mając świadomość jego nadzoru możesz tak się zgodnie z jego oczekiwaniami zachowywać.

>Opinie dotyczące znanych mi "ateistów" dotyczyły właśnie ich, a że innych nie znałem (i nie znam osobiście), więc wyciągnąłem wnioski na własny użytek.
I to jest właśnie bardzo nierozumne. Twoje osobiste animozje to nie jest dobre narzędzie opisu całej rzeczywistości.

>Również to ateiści - komuniści byli największymi zbrodniarzami w historii najnowszej - to chyba słaba reklama ateizmu - oni w imię ateizmu mordowali nie byli zatem w niczym lepsi od Alkaidy.
>Chrześcijaństwo jednoznacznie za wartość najwyższą uważa ludzkie życie - to też wielu bardzo boli.
Powtarzasz jak papuga schematyczne niedorzeczności, których ani Ty, ani nikt z cwańszych od Ciebie co Ci tych głupot do głowy nakładli nie potraficie uzasadnić.
Jasne, że Ty nie lubisz racjonalizmu, bo musiałbyś umieć wytłumaczyć wypowiadane treści, a plucie nagromadzoną żółcią jest dla Ciebie o niebo łatwiejsze i przyjemniejsze.

>Pozdrawiam wszystkich i przepraszam za słowo "odpad" - nie miałem racji - człowiek to człowiek i jako dzieło Boga zasługuje na szacunek.
Ależ to puste, mściwe, obleśne...
W jakiego Boga wierzysz jeśli to nie tajemnica?

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
pwjot (7 punktów)

>Wierzący naukowcy jednakże na obronę swojego rozszczepienia jaźni potrafią powiedzieć jedynie to co tu przytoczyłeś: "Nie widzę konfliktu". Jednakże nikt nigdy nie wyjaśnił w uczciwej dyskusji jak to jest, że nie wywołuje w nich konfliktu naukowość z bezkrytycznym głoszeniem idiotyzmów.

Widzisz - co innego rozumiemy pod pojęciem idiotyzmów.

> I nie potrafisz racjonalnie uzasadnić parszywych uogólnień, którymi ciskasz.

Co innego jest racjonalne dla Ciebie, co innego dla mnie. Ja np. staram się nie obrażać swoich rozmówców. Nie użyłem żadnego obraźliwego epitetu na temat Twoich beztreściowych (to pierwszy epitet) wypowiedzi.

> Chodzi o to, że jeśli wierzysz w jakiegoś Boga to on musi być niezłym bydlakiem skoro mając świadomość jego nadzoru możesz tak się zgodnie z jego oczekiwaniami zachowywać.

Ale Cię boli ten Bóg!


>Ależ to puste, mściwe, obleśne...

Przegiąłeś. Naucz się czytać.

>W jakiego Boga wierzysz jeśli to nie tajemnica?

Nie tajemnica. Nic oryginalnego - rzymski katolik.

Czy jeśli napiszę, że pomodlę się za Ciebie do Boga, tak z autentycznej życzliwości, bez cienia złośliwości, to poczujesz się obrażony?

Pozdrawiam

>
04-08-2011 15:56 
 Ocena 2 na 4
maruda (5550 punktów)
>Również to ateiści - komuniści byli największymi zbrodniarzami w historii najnowszej - to chyba słaba reklama ateizmu - oni w imię ateizmu mordowali nie byli zatem w niczym lepsi od Alkaidy.

   Ostatnio gdy sprawdzałem oficjalne stanowisko kościoła to brzmiało ono "semel catholicus semper catholicus" i nie zmieniało się od długiego czasu. Dlatego mówiąc o tych wstrętnych ateistach proszę byś zachowywał się zgodnie z doktryną kościoła i pokazał że ludzie ci nie byli ochrzczeni, zostali wychowani bez religijnych podtekstów i dopiero w tym momencie wolno ci powiedzieć o tych niegodziwych ateistach.
   W każdym innym wypadku popełniasz nadużycie retoryczne, nazywając najpierw ateistów komunistami, później komunistów ateistami i bijesz w tak przygotowany przez siebie obraz ateisty.
04-08-2011 20:00 
 Ocena 7 na 7
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Poza tym nie piszę w imieniu Boga, tylko swoim.
Całe szczęście, gdyby Pan uważał się za Boga, to już by była ciężka psychoza.

>Opinie dotyczące znanych mi "ateistów" dotyczyły właśnie ich, a że innych nie znałem (i nie znam osobiście), więc wyciągnąłem wnioski na własny użytek.
Wyciąganie na własny użytek, to jest zachowanie we własnej pamięci. Pan jednostkowe przypadki uogólnia i wyciąga z nich publiczne (takie jest nasze forum) wnioski.

>Ateista - alkoholik to były nauczyciel, który deklaracją ateizmu i członkostwem w PZPR zapobiegł wyrzuceniu go z pracy. Sposób w jaki nas indoktrynował wielu odrzucił od ateizmu - może robił to celowo? (głupi to on nie był).
Podobnych temu panu jest tysiące kapłanów. Wielu jednostkowo opisanych, a całość tego zła ujawnia się w różnych badaniach naukowych.

>Wielu młodych nie chce pamiętać, że w Polsce przez 45 lat obowiązywał urzędowy ateizm, który wielu przybliżył do Boga.
Jestem stary i twierdzę, że Pan kłamie.
W okresie PRL wybudowano w Polsce więcej kościołów niż w poprzednim tysiącleciu. Tak, rzeczywiście Kościół nie mógł tak ordynarnie narzucać swej doktryny jak robi to teraz i nie mógł aż tak okradać państwa.

>Również to ateiści - komuniści byli największymi zbrodniarzami w historii najnowszej - to chyba słaba reklama ateizmu - oni w imię ateizmu mordowali nie byli zatem w niczym lepsi od Alkaidy.
Tak, jeżeli Pan jeszcze doda, że na terenie Związku Radzieckiego będzie to sama prawda.

"Ateiści - komuniści", a czy oni mają coś wspólnego z "Księżmi Komunistami"? (Byli tacy w łonie Kościoła Katolickiego.)
Bzdura! Ja bardziej jestem katolikiem niż komuniści byli ateistami.

Rzucanie epitetami, to najłatwiejsza sprawa. Największymi masowymi zbrodniarzami byli zawsze ludzie wierzący - im głębiej wierzyli tym łatwiej im zbrodnie przychodziły. Wszystko jedno czy przedmiotem ich wiary był Bóg Miłości - Jezus Chrystus, czy Bóg Zła - Józef Stalin. Czy wierzyli w magisterium Kościoła i nauczanie kapłanów, czy wierzyli w postanowienia kolejnego plenum i nauczanie sekretarzy.
Tu najbardziej się liczy się "prawdziwa" wiara "prawdziwych" katolików (chrześcijan), czy "prawdziwych" komunistów.
Tylko jest taki drobiazg to chrześcijaństwo było nauczycielem najobrzydliwszych technik i metod prześladowania ludzi i dla faszystów i komunistów, a nie odwrotnie.

>Chrześcijaństwo jednoznacznie za wartość najwyższą uważa ludzkie życie - to też wielu bardzo boli.
Zdecydowanie można znienawidzić Kościół głównie za dwie sprawy: pierwsza to fanatyczna ślepa pazerność na dobra doczesne, a drugie to wszechogarniająca hipokryzja.

Modlenie się o zbawienie skazywanych na tortury i stosy, głaskanie i pieszczoty dzieci gwałconych dzieci.
Mówienie, że za najwyższą wartość uważa się ludzkie życie, gdy bezpośrednio lub pośrednio jest się winnym w swojej działalności śmierci dziesiątków milionów ludzi, to jest sztuka obłudy posunięta do najwyższych granic. Myślę, że tych szczytów nikomu się przekroczyć nie dało.
-------------------------

Niech się Pan obudzi, niech Pan poczyta trochę książek - nawet chrześcijan, ale tych obiektywnych, a nie tylko tylko tych piszących kościelne apologie.

Albo Pan naprawdę nic nie wie, albo Pan ordynarnie kłamie myśląc, że tu znajdzie łatwowiernych. Większość z nas do swojego ateizmu doszła drogą intelektualną przez racjonalizm. Sporo przeczytaliśmy i zastanawialiśmy się nad tym co czytamy i kto to napisał. Mamy szacunek dla ludzi - niezależnie od ich poglądów, ale nie możemy i nie chcemy traktować poważnie głupoty i tu prosimy o odrobinę szacunku dla nas i nie wstawianie nam kitu.

Pozdrawiam.

@@@
.
06-08-2011 23:33 
 Ocena-1 na 1
pwjot (7 punktów)

>>Wielu młodych nie chce pamiętać, że w Polsce przez 45 lat obowiązywał urzędowy ateizm, który wielu przybliżył do Boga.
>Jestem stary i twierdzę, że Pan kłamie.

Taak, a PZPR nie była partią rządzącą i programowo ateistyczną?

>W okresie PRL wybudowano w Polsce więcej kościołów niż w poprzednim tysiącleciu.

A to wbrew władzy.

> Tak, rzeczywiście Kościół nie mógł tak ordynarnie narzucać swej doktryny jak robi to teraz i nie mógł aż tak okradać państwa.

Proszę o przykład.

>>Również to ateiści - komuniści byli największymi zbrodniarzami w historii najnowszej - to chyba słaba reklama ateizmu - oni w imię ateizmu mordowali nie byli zatem w niczym lepsi od Alkaidy.
>Tak, jeżeli Pan jeszcze doda, że na terenie Związku Radzieckiego będzie to sama prawda.

No cóż, w Polsce na pewno mniej, ale też komuniści mają wiele na sumieniu.

>"Ateiści - komuniści", a czy oni mają coś wspólnego z "Księżmi Komunistami"? (Byli tacy w łonie Kościoła Katolickiego.)

Możliwe/

>Bzdura! Ja bardziej jestem katolikiem niż komuniści byli ateistami.

Zależy którzy komuniści.

>Rzucanie epitetami, to najłatwiejsza sprawa. Największymi masowymi zbrodniarzami byli zawsze ludzie wierzący - im głębiej wierzyli tym łatwiej im zbrodnie przychodziły. Wszystko jedno czy przedmiotem ich wiary był Bóg Miłości - Jezus Chrystus, czy Bóg Zła - Józef Stalin. Czy wierzyli w magisterium Kościoła i nauczanie kapłanów, czy wierzyli w postanowienia kolejnego plenum i nauczanie sekretarzy.

Tylko że w czasach najnowszych prym w zbrodni wiedli ateiści.

>>Chrześcijaństwo jednoznacznie za wartość najwyższą uważa ludzkie życie - to też wielu bardzo boli.
>Zdecydowanie można znienawidzić Kościół głównie za dwie sprawy: pierwsza to fanatyczna ślepa pazerność na dobra doczesne,

Nie utożsamiam chrześcijaństwa tylko i wyłącznie z hierarchią kościelną.

a drugie to wszechogarniająca hipokryzja.
>Modlenie się o zbawienie skazywanych na tortury i stosy, głaskanie i pieszczoty dzieci gwałconych dzieci.
>Mówienie, że za najwyższą wartość uważa się ludzkie życie, gdy bezpośrednio lub pośrednio jest się winnym w swojej działalności śmierci dziesiątków milionów ludzi, to jest sztuka obłudy posunięta do najwyższych granic. Myślę, że tych szczytów nikomu się przekroczyć nie dało.

Cóż, kontrreformacja nie jest chwalebnym okresem w historii Kościoła. Tylko że było to dawno, Kościół przyznał się do błędów, przeprosił, a dla nas Polaków też jest pociechą to, że Polska była "krajem bez stosów".

>-------------------------
>Niech się Pan obudzi, niech Pan poczyta trochę książek - nawet chrześcijan, ale tych obiektywnych, a nie tylko tylko tych piszących kościelne apologie.

Nie jestem apologetą Kościoła.

>Albo Pan naprawdę nic nie wie, albo Pan ordynarnie kłamie myśląc, że tu znajdzie łatwowiernych. Większość z nas do swojego ateizmu doszła drogą intelektualną przez racjonalizm.

Również przez racjonalizm można dojść do wiary.



>Pozdrawiam.

Również pozdrawiam
07-08-2011 12:56 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Taak, a PZPR nie była partią rządzącą i programowo ateistyczną?
Była i nawet w swoim szczytowym okresie liczyła ponad 3 miliony członków, co razem z rodzinami daje jedną trzecią społeczeństwa, ale czy wśród jej członków była choć jedna trzecia niewierzących, nawet na najwyższych szczeblach, to mam wielkie wątpliwości.

>>>>W okresie PRL wybudowano w Polsce więcej kościołów niż w poprzednim tysiącleciu.
>A to wbrew władzy.
To silna ta władza była, czy nie miała nic do powiedzenia?
Proszę sobie poczytać dokumenty episkopatu (są dostępne) W programie polskiego Kościoła Katolickiego było propagandowe założenie wyrabianie wśród wiernych przekonania o "oblężonej twierdzy", a praktycznie współpraca episkopatu i komitetu centralnego układała się dosyć dobrze. Oczywiście były zgrzyty i różne okresy, gdyż bliskie sobie ideologie musiały być konkurencyjne i trzeba było negocjacji. Niech Pan sięgnie do tak oficjalnych dokumentów jak: "Listy pasterskie Prymasa Polski oraz Episkopatu 1975 -1981". Paris 1988., czy książek Petera Rainy i przestanie tu bajeczki opowiadać.
Przy budowie nielicznych kościołów władza usiłowała się przeciwstawić, ale (chyba) wszędzie przegrała, więc wydawała zezwolenia na budowę i zakupy materiałów budowlanych, które można by przeznaczyć na ważniejsze cele.

>>>>Tak, rzeczywiście Kościół nie mógł tak ordynarnie narzucać swej doktryny jak robi to teraz i nie mógł aż tak okradać państwa.
>Proszę o przykład.
Tak, rzeczywiście trudno ślepemu mówić o kolorach. Za mało miejsca dla przykładów jest w poście, ale może Pan sobie na naszym portalu poszukać - znajdzie Pan ich tysiące. Może Pan zacząć od Konkordatu, a dalej: aborcja, badania prenatalne, in vitro, katecheza w szkołach, a nawet przedszkolach. Komisja wspólna do przekazywania Kościołowi majątku. Szkoda słów, z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

>No cóż, w Polsce na pewno mniej, ale też komuniści mają wiele na sumieniu.
A jak by tak każdy we własne piersi się uderzył? Trudno to precyzyjnie zważyć, ale ja jakoś dziwnie jestem przekonany, że w Polsce to więcej zła i podłości leży po stronie Kościoła Katolickiego niż komunistów.

>>>>Bzdura! Ja bardziej jestem katolikiem niż komuniści byli ateistami.
>Zależy którzy komuniści.
Zdecydowanie tak, twierdzę nawet ku oburzeniu niektórych, że wśród komunistów byli ludzie niesłychanie dobrzy i przyzwoici, to i ateiści zdarzać się musieli. Znam też niesłychanie dobrych i przyzwoitych katolików. Ludzie są różni - i to często niezależnie od wyznawanej przez siebie ideologii.
Oglądałem wczoraj dobry film "Papieżyca Joanna" i niezależnie od prawdziwości zdarzeń, myślałem sobie, jak odwieczną jest walka mądrości z głupotą i jak źle się stało, że "Joanna" nie zwyciężyła/.

>>Rzucanie epitetami, to najłatwiejsza sprawa. Największymi masowymi zbrodniarzami byli zawsze ludzie wierzący - im głębiej wierzyli tym łatwiej im zbrodnie przychodziły. Wszystko jedno czy przedmiotem ich wiary był Bóg Miłości - Jezus Chrystus, czy Bóg Zła - Józef Stalin. Czy wierzyli w magisterium Kościoła i nauczanie kapłanów, czy wierzyli w postanowienia kolejnego plenum i nauczanie sekretarzy.
>Tylko że w czasach najnowszych prym w zbrodni wiedli ateiści.
No i jak z Panem rozmawiać, gdy nawet zupełnie oczywistych argumentów nie potrafi lub nie chce Pan zrozumieć? Niepiśmienny chłop lub umiejący się podpisać robotnik, to ateiści? Po prostu bzdury Pan opowiada, radzieccy komuniści byli ludźmi głęboko wierzącymi w religię aksjologicznie (Kazanie na Górze) bardzo bliską chrześcijaństwu i dlatego panujące tam chrześcijaństwo uważali (słusznie) za wypaczenie pięknej idei, na rzecz pazerności kleru. Komunizm to była para-religia, a z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii. Steven Weinberg

>>>>Zdecydowanie można znienawidzić Kościół głównie za dwie sprawy: pierwsza to fanatyczna ślepa pazerność na dobra doczesne,
>Nie utożsamiam chrześcijaństwa tylko i wyłącznie z hierarchią kościelną.
Tak, i ogon rządzi psem.

>Cóż, kontrreformacja nie jest chwalebnym okresem w historii Kościoła.
A który okres od edyktu mediolańskiego jest chwalebnym?

>Tylko że było to dawno, Kościół przyznał się do błędów, przeprosił,
Jan Paweł coś tam zamruczał, ale znalazło się zaraz tysiące reakcji "prostujących" wypowiedź papieża. Pan kpi, czy o drogę pyta?

>a dla nas Polaków też jest pociechą to, że Polska była "krajem bez stosów".
A kto Panu takich bzdur naopowiadał, jest dosyć rzetelna naukowa pozycja Małgorzaty Pilaszek "Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVII" Kraków 2008. Polecam.

>Nie jestem apologetą Kościoła.
Nie znam Pana, na podstawie lektur Pańskich postów uważam, że zdecydowanym, choć tu polecałem tylko oparcie się na obiektywnej literaturze przedmiotu.

>Również przez racjonalizm można dojść do wiary.
A to ciekawe?
Powiem też szczerze, że w to nie wierzę!

PS. Przed chwilą znalazłem wypowiedź: www.racjonalista.pl/forum.php/s,440446#w440472 , czy na jej podstawie mam prawo do uogólnienia, że bracia zakonni, to sami zboczeńcy.

Pozdrawiam.

@@@
.
pwjot (7 punktów)

>Przy budowie nielicznych kościołów władza usiłowała się przeciwstawić, ale (chyba) wszędzie przegrała, więc wydawała zezwolenia na budowę i zakupy materiałów budowlanych, które można by przeznaczyć na ważniejsze cele.

Np. wysłać do ZSRR.

>>>>>Tak, rzeczywiście Kościół nie mógł tak ordynarnie narzucać swej doktryny jak robi to teraz i nie mógł aż tak okradać państwa.
>>Proszę o przykład.
>Tak, rzeczywiście trudno ślepemu mówić o kolorach. Za mało miejsca dla przykładów jest w poście, ale może Pan sobie na naszym portalu poszukać - znajdzie Pan ich tysiące. Może Pan zacząć od Konkordatu, a dalej: aborcja,

Czy brak zgody na morderstwo to okradanie państwa?

?
>badania prenatalne, in vitro,

Gdzie tu okradanie?

>katecheza w szkołach, a nawet przedszkolach.

Tu się w zasadzie zgodzę.

>A jak by tak każdy we własne piersi się uderzył? Trudno to precyzyjnie zważyć, ale ja jakoś dziwnie jestem przekonany, że w Polsce to więcej zła i podłości leży po stronie Kościoła Katolickiego niż komunistów.

Kwestia punktu widzenia.

>Zdecydowanie tak, twierdzę nawet ku oburzeniu niektórych, że wśród komunistów byli ludzie niesłychanie dobrzy i przyzwoici, to i ateiści zdarzać się musieli. Znam też niesłychanie dobrych i przyzwoitych katolików. Ludzie są różni - i to często niezależnie od wyznawanej przez siebie ideologii.

A tu się zgadzam całkowicie.

>>>Rzucanie epitetami, to najłatwiejsza sprawa. Największymi masowymi zbrodniarzami byli zawsze ludzie wierzący - im głębiej wierzyli tym łatwiej im zbrodnie przychodziły. Wszystko jedno czy przedmiotem ich wiary był Bóg Miłości - Jezus Chrystus, czy Bóg Zła - Józef Stalin. Czy wierzyli w magisterium Kościoła i nauczanie kapłanów, czy wierzyli w postanowienia kolejnego plenum i nauczanie sekretarzy.

Czyli najlepsi są wierzący (wyznający) w wielkie NIC?

>>Tylko że w czasach najnowszych prym w zbrodni wiedli ateiści.
>No i jak z Panem rozmawiać, gdy nawet zupełnie oczywistych argumentów nie potrafi lub nie chce Pan zrozumieć? Niepiśmienny chłop lub umiejący się podpisać robotnik, to ateiści?
Ateiści wydawali rozkazy.



>>Tylko że było to dawno, Kościół przyznał się do błędów, przeprosił,
>Jan Paweł coś tam zamruczał,

Dość głośno i wyraźnie.


>>Również przez racjonalizm można dojść do wiary.
>A to ciekawe?
>Powiem też szczerze, że w to nie wierzę!

A proszę - racjonalista posługuje się wiarą

>Pozdrawiam.

Też pozdrawiam
08-08-2011 08:59 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
W polemice można się z oponentem nie zgadzać i wtedy dyskusja jest konstruktywna, ale jeżeli nie rozumie się tego co on pisze, to jest to zwykła pyskówka - niegodna naszego forum.
Wielce Szanowny Panie, nikt nas bardziej nie skompromituje, niż uczynimy to sami.
Ta rozmowa z Panem przeradza się w ruchy frykcyjne, a chłop z chłopem - to obrzydliwość i obraza boska.
Nie sądzę, abym jeszcze cokolwiek miał Panu do powiedzenia, a więc dużo zdrowia i wszelkiej boskiej łaskawości życzę.

Pozdrowienia.

@@@
.
Rafaela (2059 punktów)
>Chyba zapomina się, po co w ogóle wprowadzono do programów matematykę na poziomie wyższym, niż tylko ten obejmujący swoim zakresem cztery podstawowe działania matematyczne: chodzi właśnie o uczenie precyzyjnego, jasnego myślenia. Racjonalizmu.
Tak, matematyka jest podstawą racjonalnego myślenia i tego nikt nie zmieni, także ten, kto matematyki nigdy nie znosił/rozumiał, a przyszło mu np. w dorosłym życiu 'bawić się' w decydowanie o tym, czego w szkole powinno się nauczać i w jakim kolorze stroju naukę pobierać. Jeśli logika decydenta jest zachwiana niedouczeniem, to trudno się dziwić, że pozbawia go racjonalnego/logicznego myślenia. Z drugiej jednak strony osoba decydująca, która zna swoje braki i ich powód, powinna wszystko zrobić, by jego dzieci oraz ogólnie przyszłe pokolenia były douczone i umiały racjonalnie myśleć, bo to korzyść nie tylko dla nich samych, ale przede wszystkim dla całego społeczeństwa. Nie rozumiem, gdy nie zauważa tej potrzeby.

>Tymczasem - niechęć do matematyki, dość powszechna, aż przez niektórych traktowana nawet jako powód do pewnej dumy, bierze się chyba z niechęci do liczb. Zwłaszcza do dwóch liczb. Pierwszą jest liczba, którą mamy w portfelu, druga - ta, którą mamy wpisaną w akcie urodzenia.
Nie do końca się z Tobą zgodzę, bo w momencie, gdy młody człowiek rozpoczyna naukę liczenia, na ogół w latach przedszkolnych, ma do niej zapał i nieźle mu ona wychodzi, z czego dziecięca duma niejednokrotnie go rozpiera. Wtedy jeszcze owe dwie liczby nie mają najmniejszego znaczenia dla niego. Potem - w szkole, która powinna jeszcze bardziej utwierdzić go w tym, że nie jest to wcale trudne i warto kontynuować pogłębianie wiedzy matematycznej i innej ścisłej - zaczynają się pierwsze schody i co rok narastająco pogłębiają. Oczywiście nie uogólniam. I to wcale nie jest prawda to co często twierdzą rodzice/nauczyciele, że dzieci są humanistami i dlatego nie mogą nauczyć się matematyki. Często stanie się humanistą jest skutkiem złego nauczania matematyki. Wtedy ucieka się ku przedmiotom, które można uczyć się czytając, niekoniecznie rozumiejąc dokładnie o czym. Dobra pamięć wiele załatwia.
Moja córka chodzi do klasy z rozszerzoną matematyką i słyszy od nauczycieli nie tylko ścisłych, że uczenie w klasach, które nie są humanistyczne to czysta przyjemność, bo uczniowie wszystkiego łatwiej się uczą, nawet wiersza na pamięć.
Pozdrawiam


*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
01-08-2011 11:26 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>uczenie w klasach, które nie są humanistyczne to czysta przyjemność, bo uczniowie wszystkiego łatwiej się uczą, nawet wiersza na pamięć.
Kategorycznie protestuję przeciwko nazywaniu nieuków "humanistami"! Humanista to jest ktoś, kto umie myśleć i z matematyką na podstawowym poziomie maturalnym nie ma większych problemów, tylko po prostu woli historię od fizyki. Szkoły przeprowadzają selekcję - ci zdolniejsi trafiają do klas "matematycznych", co mniej zdolni - do "humanistycznych". Tak było już we wczesnych latach 70. ubiegłego wieku w niektórych liceach, na przykład w moim, tylko wtedy było więcej klas nieprofilowanych, niż profilowanych, więc mniej zdolni trafiali do nieprofilowanych, a profil mat-fiz od humanistycznego tylko tym się różnił, że my mieliśmy 2 godziny matematyki więcej, a humanistyczni w tym czasie łacinę. I też nauczyciele twierdzili, że nauczanie w klasach a i b to przyjemność, a w c, d, e, f i g to przyjemność mniejsza.
>Często stanie się humanistą jest skutkiem złego nauczania matematyki. Wtedy ucieka się ku przedmiotom, które można uczyć się czytając, niekoniecznie rozumiejąc dokładnie o czym.
No, to na pewno nie są humaniści. Humanistą może być tylko ta osoba, która rozumie słowo pisane.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Rafaela (2059 punktów)
>>uczenie w klasach, które nie są humanistyczne to czysta przyjemność, bo uczniowie wszystkiego łatwiej się uczą, nawet wiersza na pamięć.
>Kategorycznie protestuję przeciwko nazywaniu nieuków "humanistami"!
A gdzie ja napisałam o nieukach? Wskaż, proszę.
Powołałam się na opinię pedagogów (matematyków, fizyków, chemików, polonistów, historyków, lingwistów etc.) którzy uczą w klasach o profilu ścisłym.

>Humanista to jest ktoś, kto umie myśleć i z matematyką na podstawowym poziomie maturalnym nie ma większych problemów,
Nie neguję, tak być powinno. Realia są inne - w 2011 roku co czwarty maturzysta nie zdał matury z matematyki na poziomie podstawowym. Dla mnie to skandal.

>Szkoły przeprowadzają selekcję - ci zdolniejsi trafiają do klas "matematycznych", co mniej zdolni - do "humanistycznych".
Chętnie poznam taką szkołę, która sama dokonuje selekcji, wbrew uczniom.
Nie spotkałam się z tym nigdy i nie słyszałam o takiej szkole. Kandydat składa dokumenty i sam określa klasę, w której chce się uczyć. W przypadku braku miejsc dokonuje nowego wyboru - sam. Rola szkoły sprowadza się jedynie na tym etapie do przedstawienia swojej oferty i zachęceniu, by uczeń z jej skorzystał.

>>Często stanie się humanistą jest skutkiem złego nauczania matematyki. Wtedy ucieka się ku przedmiotom, które można uczyć się czytając, niekoniecznie rozumiejąc dokładnie o czym.
>No, to na pewno nie są humaniści. Humanistą może być tylko ta osoba, która rozumie słowo pisane.
Być może nie są humanistami, ale tak siebie nazywają i ich rodzice, także nauczyciele. Czytanie bez rozumienia i nauka na pamięć nie jest czyś nieznanym w dzisiejszych czasach. Wiele się o tym nasłucham przez cały rok szkolny.

Pozdrawiam


*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
01-08-2011 13:37 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tak było już we wczesnych latach 70. ubiegłego wieku w niektórych liceach, na przykład w moim,
Każdy ma inne doświadczenia, ja osobiście wybrałem - choć chyba niesłusznie - humanistykę. Nie miałem trudności w liceum ani z matematyką, ani z fizyką, ani z chemią, która wydawała mi się wówczas zabawnie prostą. Pokpiwałem sobie nawet ze ścisłowców, którzy mieli kłopoty z przedmiotami humanistycznymi. Dziś właśnie ze względu na swoje zdecydowanie humanistyczne zainteresowania wybrałbym zupełnie inaczej, gdyż wiem, że łatwiej się samemu douczyć wiedzy, która człowieka interesuje - od wiedzy, która jest tylko przydatną.
Tak, dziś już mam sporą wiedzę o swojej niewiedzy, a nawet o praktycznym braku możliwości jej uzupełnienia. Ale mam też spore wątpliwości, czy młodzi ludzie mogą dokonywać świadomych wyborów, kierując się wiedzą o konsekwencji swoich wyborów w przyszłości. Zupełnie nie wiemy jak się nasz los potoczy.

Ma Pani dokładnie rację, że nasze wybory kierunku w szkołach wynikają najczęściej z wyboru ciekawszych i mądrzejszych nauczycieli, a dopiero później z naszych preferencji intelektualnych.

Śmieszą mnie dywagacje, kto reprezentuje sprawniejszy umysł według zainteresowań. Sprawność umysłową, czy ogólnie wiedzę i intelekt, każdy człowiek wykazuje osobiście w swoim działaniu. Po przeczytaniu paru stron - poza czystymi wyliczeniami, które należy sprawdzić - najczęściej już wyczuwamy, z kim mamy doczynienia. Po przeczytaniu książki - na ogół wiemy.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
01-08-2011 14:13 
 Ocena 7 na 7
diogenes (42753 punktów)
>Ale mam też spore wątpliwości, czy młodzi ludzie mogą dokonywać świadomych wyborów, kierując się wiedzą o konsekwencji swoich wyborów w przyszłości.

Okres dojrzewania wiązano przede wszystkim z działaniem hormonów. Okazuje się, że ma on o wiele głębsze, bo mózgowe podłoże. Dużo połączeń synaptycznych zostaje zresetowanych. Nowa organizacja postępuje od starszych do młodszych ewolucyjnie piętr mózgowia. Sfery motywacji, planowania, oceny konsekwencji działania i kontrola impulsów emocjonalnych (a więc neocortex) dojrzewa najpóźniej. Młodzi mają pecha, że najważniejsze wybory podejmować muszą akurat wtedy, gdy neurofizjologia nakazywałaby wstrzemięźliwość w podejmowaniu decyzji. Dojrzałość nie jest kwestią tylko egzaminu (śmieszna matura), ale przede wszystkim dojrzałości organiczno-funkcjonalnej. Nieliczni trafiają w swój los.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
01-08-2011 14:50 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Okres dojrzewania wiązano przede wszystkim z działaniem hormonów. Okazuje się, że ma on o wiele głębsze, bo mózgowe podłoże. Dużo połączeń synaptycznych zostaje zresetowanych. Nowa organizacja postępuje od starszych do młodszych ewolucyjnie piętr mózgowia. Sfery motywacji, planowania, oceny konsekwencji działania i kontrola impulsów emocjonalnych (a więc neocortex) dojrzewa najpóźniej. Młodzi mają pecha, że najważniejsze wybory podejmować muszą akurat wtedy, gdy neurofizjologia nakazywałaby wstrzemięźliwość w podejmowaniu decyzji. Dojrzałość nie jest kwestią tylko egzaminu (śmieszna matura), ale przede wszystkim dojrzałości organiczno-funkcjonalnej. Nieliczni trafiają w swój los.
Bardzo słuszna i rzeczowa uwaga.
Podobny był mój sposób myślenia postululący opóźnianie terminu ostatecznych wyborów. Nie podoba mi się podział na humanistów i ścisłowców w szkołach średnich. Tu powinien być taki dobór nauczycieli aby potrafili przekazać zainteresowanie i nauczyć wiadomości z dziedziny przeciwnej preferencjom ucznia. Ale to tylko nierealne marzenia.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
pacanZwyboru (88 punktów)
>Nieliczni trafiają w swój los.
A co z resztą?
01-08-2011 21:59 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>Nieliczni trafiają w swój los.
>A co z resztą?
Nie trafiają, tak jak na przykład Pan, zaczepiając mnie o wypowiedź Pana Diogenesa.

Pozdrawiam.

@@@
.
03-08-2011 15:08 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>Podobny był mój sposób myślenia postululący opóźnianie terminu ostatecznych wyborów. Nie podoba mi się podział na humanistów i ścisłowców w szkołach średnich. Tu powinien być taki dobór nauczycieli aby potrafili przekazać zainteresowanie i nauczyć wiadomości z dziedziny przeciwnej preferencjom ucznia. Ale to tylko nierealne marzenia.
W szkole pisywano ucznia. Nie pamiętam, czy na świadectwie, czy w jakiejś karcie, ale coś takiego było. O mnie pisywano "umysł humanistyczny".
Kuper że tak powiem, a nie humanistyczny. Może staram się wyrażać poprawnie, wychodzi różnie, może lubię czytać książki i sporo czasu na to poświęcam, ale to nie czyni ze mnie umysłu humanistycznego! Ścisły jestem, i to do granic możliwości. Panie nauczycielki po prostu nie potrafiły ocenić zdolności. Ale kogoś to dziwi? Nie uczono ich tego, podobnie jak nie uczono tego mnie, a papiery pedagogiczne mam.
04-08-2011 10:02 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>O mnie pisywano "umysł humanistyczny".
>Kuper że tak powiem, a nie humanistyczny.
Oj, Pani Aniu!
Dosyć pilnie czytając Pani wypowiedzi i znając wykształcenie - ja jednak będę się upierał, że umysł to ma Pani humanistyczny.

>Ścisły jestem, i to do granic możliwości.
E tam, ścisły to taki, że nic więcej do niego nie wejdzie, a Pani stale się uczy i swój umysł rozszerza.

>a papiery pedagogiczne mam.
Wszelakie papiery to ważne są zawodowo, a tu to tylko widać, że inteligentna i oczytana z Pani babka. Zresztą na naszym forum jest kilka damskich znakomitości i kilka razy więcej mądrych pań. Naprawdę panowie w kompleksy mogą wpadać.

Tak trzymać Pani Aniu. Czytanie Pani tekstów sprawia mi przyjemność, a zarazem czegoś nauczyć się mogę.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
04-08-2011 13:44 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>.
>>O mnie pisywano "umysł humanistyczny".>Kuper że tak powiem, a nie humanistyczny.
>Oj, Pani Aniu!
>Dosyć pilnie czytając Pani wypowiedzi i znając wykształcenie - ja jednak będę się upierał, że umysł to ma Pani humanistyczny.
>>Ścisły jestem, i to do granic możliwości.
>E tam, ścisły to taki, że nic więcej do niego nie wejdzie, a Pani stale się uczy i swój umysł rozszerza.
Dziękuję, ale nie zgadzam się. Ścisły umysł nie oznacza "wąskiego", czy "małopojemnego"
To po prostu trochę inne zdolności, inne metody pracy umysłowej, inne sposoby rozumowania.

Dziękuję za ciepłe słowa - dodam, że z wzajemnością, również "wyczulona" jestem na Pana nazwisko i zawsze zaglądam, co ciekawego Pan napisał
Pozdrawiam i kończymy to kółko adoracji
02-08-2011 17:52 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>.
>>Tak było już we wczesnych latach 70. ubiegłego wieku w niektórych liceach, na przykład w moim,
>Każdy ma inne doświadczenia, ja osobiście wybrałem - choć chyba niesłusznie - humanistykę. Nie miałem trudności w liceum ani z matematyką, ani z fizyką, ani z chemią, która wydawała mi się wówczas zabawnie prostą. Pokpiwałem sobie nawet ze ścisłowców, którzy mieli kłopoty z przedmiotami humanistycznymi. Dziś właśnie ze względu na swoje zdecydowanie humanistyczne zainteresowania wybrałbym zupełnie inaczej, gdyż wiem, że łatwiej się samemu douczyć wiedzy, która człowieka interesuje - od wiedzy, która jest tylko przydatną.

Ten aspekt problemu - owo fałszywe przeciwstawienie humanizmu i nauk ścisłych - rzeczywiście, jak się głębiej nad tym zastanowić, ma swoje źródła w tej selekcji negatywnej, jaka ma miejsce właściwie od lat 70-tych, w której do klas humanistycznych szli ci, którzy bali się matematyki lub byli z niej słabi. Tymczasem wiedza matematyczna na poziomie licealnym, wbrew tym wszystkim obiegowym stereotypom, jest równie prosta i przyswajalna jak działania rachunkowe w szkole podstawowej, problemem więc nie jest treść, tylko forma - brak nauczycieli z powołania, z pasją, ten nieszczęsny przesąd dotyczący matematyki jako czegoś niedostępnego normalnemu człowiekowi. Tu ma się sprawa podobnie jak z kwestią zdolności matematycznych kobiet - dopiero ostatnio udało się wykazać, że ich "upośledzenie" matematyczne ma bez wątpienia podłoże kulturowe - społeczeństwo "programuje" dziewczynki do ról, w których nie ma miejsca na wiedzę ścisłą a koedukacja raczej wzmaga niż osłabia ten proces.

Tymczasem matematyka i kultura stanowią jedną, niepodzielną całość. Klasyczne kanony piękna, owe cudownie proporcjonalne bryły greckich świątyń, zakładanych na planie prostokąta o bokach pozostających w proporcji złotego podziału, te wszystkie anegdoty o Pitagorasie, Talesie, Heronie Aleksandryjczyku, wreszcie o matematykach bardziej już nam współczesnych - to wszystko jest bardzo, bardzo ważny element kultury, zaś umiejętność rachowania nie powinna nigdy przesłonić nam swoją trywialnością tej prawdy, że matematyka oferuje nam najpotężniejsze narzędzia jakie zna świat i chociaż nie mówi nic na temat miłości, to kiedyś pomoże uleczyć nas z tych niedostatków naszej egzystencji, które tę miłość zaprawiają domieszką goryczy.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
03-08-2011 12:32 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Ten aspekt problemu - owo fałszywe przeciwstawienie humanizmu i nauk ścisłych - rzeczywiście, jak się głębiej nad tym zastanowić, ma swoje źródła w tej selekcji negatywnej, jaka ma miejsce właściwie od lat 70-tych, w której do klas humanistycznych szli ci, którzy bali się matematyki lub byli z niej słabi.
Na początku lat 70-tych to ja już po studiach byłem, ale zapewniam Pana, że przeciwstawienie humanizmu i nauk ścisłych tkwiło w świadomości większości polskich inteligentów (a do nich zaliczam nauczycieli) już w okresie międzywojennym.

>Tymczasem wiedza matematyczna na poziomie licealnym, wbrew tym wszystkim obiegowym stereotypom, jest równie prosta i przyswajalna jak działania rachunkowe w szkole podstawowej, problemem więc nie jest treść, tylko forma - brak nauczycieli z powołania, z pasją, ten nieszczęsny przesąd dotyczący matematyki jako czegoś niedostępnego normalnemu człowiekowi.
Całkowicie się z Panem zgadzam stawiając nacisk na brak dobrych programów dydaktycznych i odpowiednich nauczycieli potrafiących je realizować.

>Tymczasem matematyka i kultura stanowią jedną, niepodzielną całość.
W moim mniemaniu muszą, gdyż matematyka po prostu jest częścią kultury, a ponadto jest to jedno z najznakomitszych narzędzi do opisu, a nawet zrozumienia świata.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
shalom77 (-12 punktów)
(zablokowany)
>Oczywiście, zależy przez kogo.
>Ja chciałem się w tym wątku przyjrzeć innej stronie tego sposobu pojmowania świata - nie tej z
>wyżyn Olimpu i niebiańskich łąk mądrych dysput toczonych przez filozofów , naukowców czy ludzi
>kultury. Chodzi mi o edukację.
>Mam pewną hipotezę. Wydaje mi się, że niechęć dorosłego człowieka do racjonalnego myślenia można
>powiązać z zaniedbaniami systemów szkolnictwa w wielu krajach, zaniedbujących nauczanie matematyki.
>Nie ma bowiem możliwości prawdziwie racjonalnego rozumienia rzeczywistości, jeśli nie posiadło się
>przynajmniej w podstawowym zakresie umiejętności logicznego, precyzyjnego wyrażania myśli i
>operowania na dobrze określonych pojęciach. Tego nie nauczy ani gramatyka języka ojczystego, ani
>historia, ani biologia. Chyba zapomina się, po co w ogóle wprowadzono do programów matematykę na
>poziomie wyższym, niż tylko ten obejmujący swoim zakresem cztery podstawowe działania matematyczne:
>chodzi właśnie o uczenie precyzyjnego, jasnego myślenia. Racjonalizmu.
>Pierwsi filozofowie-racjonaliści byli matematykami, i to wielkiego formatu, którzy na zawsze
>wpisali się w historię "królowej nauk". Tymczasem - niechęć do matematyki, dość powszechna, aż przez
>niektórych traktowana nawet jako powód do pewnej dumy, bierze się chyba z niechęci do liczb.
>Zwłaszcza do dwóch liczb.
>Pierwszą jest liczba, którą mamy w portfelu, druga - ta, którą mamy wpisaną w akcie urodzenia.
>Pozdrawiam

racjonalizm jest lubiany
ludzie lubią logikę i Bóg się argumentów nie boi
problem jest w tym że sami ateiści mają problem z logicznym myśleniem bo oni po prostu wybierają sobie ten rodzaj faktów który odpowiada ich światopoglądowi, a nie podążają za faktyczną prawdą
do głosu u nich dochodzą raczej uprzedzenia oraz/lub subiektywne upodobania niż poznanie dociekanie prawdy
ot i cała prawda
07-08-2011 07:41 
 Ocena 3 na 3
hubin (2274 punktów)

>racjonalizm jest lubiany
>ludzie lubią logikę i Bóg się argumentów nie boi

Sarkazm, w połączeniu z nieodpartą logiką niech mnie kule biją jeżeli to nie sam stwórca do nas przemawia, rękami tej istoty.

>problem jest w tym że sami ateiści mają problem z logicznym myśleniem bo oni po
>prostu wybierają sobie ten rodzaj faktów który odpowiada ich światopoglądowi, a >nie podążają za faktyczną prawdą

Generalizacja ateistów się nie ima, ateizm jest jedynie wspólnym podejściem odnośnie jednej kwestii, we wszystkich innych kierujemy się raczej własnymi osądami (tak pachnie wolnomyślicielstwem).

>wybierają sobie ten rodzaj faktów który odpowiada ich światopoglądowi

Widzisz tak może jest w twej wierze, jednak ateizm nie jest wiarą, o dziwo dwóch ateistów może mieć zupełnie różne poglądy. Jeżeli zaś odnosiłeś się do wolnomyślicielstwa, cóż mogę powiedzieć za siebie że w procesie poznawczym człowiek powinien opierać się głównie na racjonalizmie, logice oraz wiedzy naukowej.

Może dokładniej w dużym uproszczeniu: wiedza naukowa jest dostosowywana do wyników obserwacji, wiara jest zaprzeczeniem obserwacji służącym zachowaniu poglądu.

>nie podążają za faktyczną prawdą

Hmm znasz takową? Może przemawia przez ciebie sam stwórca?
Faktyczna prawda to taka bardziej twojsza niż mojsza tak ?
W większości przypadków odpowiedzi na te pytania proponuję rozmowę z lekarzem specjalistą.

>do głosu u nich dochodzą raczej uprzedzenia oraz/lub subiektywne upodobania niż poznanie dociekanie prawdy
>ot i cała prawda

Ciekawa fiksacja na słowie prawda, w książeczce jakiejś to wyczytałeś czy tak sam z siebie dałeś nam dostęp do krynicy mądrości.

Hah mamy rodzynka z Radio Maryjnej reklamy!

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365