Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dlaczego ateistom nie jest wszystko jedno?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
11-10-2013 20:04Polspat (303 punktów)Dlaczego ateistom nie jest wszystko jedno?
Ocena 2 na 2
Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to jedynie skrzyżowane patyki.
Jak to wytłumaczycie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

marcin z torunia (331 punktów)

>Jak to wytłumaczycie?
Może dlatego, że ateisci są za rozdziałem państwa od koscioła i przeszkadzają im symbole religijne w miejscach publicznych.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to
>jedynie skrzyżowane patyki.
>Jak to wytłumaczycie?
W ogóle nie będę się tłumaczył. Krzyże nie mają racji bytu w miejscach publicznych.
11-10-2013 20:32
 Ocena-14 na 20
orchidea78 (385 punktów)dwa skrzyżowane patyki
Krzyż to nie tylko dwa skrzyżowane ze sobą patyki.
Bo przede wszystkim symbolika krzyża jest tutaj najważniejsza. I o eliminację tej symboliki chodzi wojującym .
Dla chrześcijanina krzyż to męczeństwo Chrystusa. W wielu kulturach krzyż jest symbolem pokoju ("uczynić znak krzyża"), łaski i mocy.
Walka z krzyżem w Polsce, to jednak głównie walka z całym dorobkiem cywilizacji łacińskiej.
11-10-2013 20:44 
 Ocena 17 na 19
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
Odp: dwa skrzyżowane patyki
> Krzyż to nie tylko dwa skrzyżowane ze sobą patyki.
No nie, to jeszcze torturowana osoba na owych patykach.
>Bo przede wszystkim symbolika krzyża jest tutaj najważniejsza. I o eliminację tej symboliki chodzi wojującym .
Wojującym? Wojującym niewierzącym jak rozumiem? Tym podłym bezbożnikom, którzy nie zgadzają się na zmianę Polski w państwo wyznaniowe?
>Dla chrześcijanina krzyż to męczeństwo Chrystusa. W wielu kulturach krzyż jest symbolem pokoju ("uczynić znak krzyża"), łaski i mocy.
Jak dla mnie jest symbolem cierpienia, głównie tego spowodowanego przez kk.
>Walka z krzyżem w Polsce, to jednak głównie walka z całym dorobkiem cywilizacji łacińskiej.
"Walka" z krzyżem w Polsce to walka z religijnym obskurantyzmem, z manią oznaczania swojego terenu. Wreszcie to próba przypomnienia, że Polska przynajmniej w teorii jest państwem dla wszystkich nie tylko tych Jezusolubnych.
12-10-2013 11:38 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Bo przede wszystkim symbolika krzyża jest tutaj najważniejsza.
> I o eliminację tej symboliki chodzi wojującym

Widać od razu, że słuchasz jedynie słuszne Radyjo lub argumentacji z podobnych źródeł.
No wiec tak: ateizm nie jedno ma imię: jest ateizm wojujący, naukowy, są ci, którzy wierzą mocno w ateistyczny sposób bycia, nauki które on niesie (na marginesie - później są to bardzo podatni ludzie na tzw. "nawrócenie") i jest postawa wątpiąca, sprawdzająca wszystko na spokojnie i konfrontująca, prowadząca b. często do ateizmu.

Mnie osobiście symbolika krzyża nie przeszkadza. Przeszkadzałaby mi, gdyby ktoś próbował mnie, lub moim dzieciom narzucić "wartości", które za tym krzyżem idą, a w które szczerze i żywotnie od lat wątpię.

Widzisz, wbrew pozorom nie wszystkim chodzi o eliminację tej symboliki i nie wszyscy są wojujący.

Serdecznie pozdrawiam i życzę miłego dnia!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
14-10-2013 18:14 
 Ocena 1 na 3
galvani (1345 punktów)
> Krzyż to nie tylko dwa skrzyżowane ze sobą patyki.
>Bo przede wszystkim symbolika krzyża jest tutaj najważniejsza. I o eliminację tej symboliki chodzi wojującym .
>Dla chrześcijanina krzyż to męczeństwo Chrystusa. W wielu kulturach krzyż jest symbolem pokoju ("uczynić znak krzyża"), łaski i mocy.
>Walka z krzyżem w Polsce, to jednak głównie walka z całym dorobkiem cywilizacji łacińskiej.
>

Krzyż ostatnio stał się symbolem pedofili. Tych, których w żaden sposób nie można sprawiedliwie osądzić i ukarać. Proszę w tym kontekście nie pisać o cywilizacji łacińskiej, Owidiusz w grobie się przewraca.
15-10-2013 15:36 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
> Dla chrześcijanina krzyż to męczeństwo Chrystusa.
A czy mogliby owe męczeństwo ograniczyć do własnych miejsc kultu (jak na porządną sektę przystało)?
15-10-2013 17:19 
 Ocena 5 na 5
Selanos (12869 punktów)
> Krzyż to nie tylko dwa skrzyżowane ze sobą patyki.

Prawda to, wisi na nim jeszcze jakiś gościu. Strasznie niesmaczny symbol. Warto wspomnieć o tym, że w Rzymie to był symbol haniebnej śmierci ;>

>Bo przede wszystkim symbolika krzyża jest tutaj najważniejsza. I o eliminację tej symboliki chodzi wojującym .
>Dla chrześcijanina krzyż to męczeństwo Chrystusa. W wielu kulturach krzyż jest symbolem pokoju ("uczynić znak krzyża"), łaski i mocy.

Prawda to, np. swastyka w III Rzeszy. Też krzyż, symbol łaski i mocy rasy panów. A jaki pokojowy!

>Walka z krzyżem w Polsce, to jednak głównie walka z całym dorobkiem cywilizacji łacińskiej.

Śmieszne. W Polsce nikt nie walczy z krzyżem. Chcesz mieć Pan krzyż w domu, miej Pan. Chcesz mieć w kościele, w swoim ogrodzie - proszę bardzo. Na szyi? Powieś sobie nawet ołowiany, wszystko mi to jedno.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy mówimy o krzyżu w miejscu publicznym. Było już sporo sytuacji kiedy to ktoś sobie postanowił walnąć krzyż na działce należącej do np. gminy, a pobliskie sklepy miały przez to problem z koncesją. Poza tym, kiedy mówimy o szkołach i urzędach, to pamiętajmy, że to są instytucje finansowane również z pieniędzy innowierców i ateistów, a jakby tego było mało, to w konstytucji jest coś o tym, że Polska jest krajem neutralnym światopoglądowo.

Niestety, pewne opcje polityczne konstytucji używają tylko wtedy, kiedy to służy ich celom, w innych momentach mają to gdzieś.
Dariusz Godyń (2403 punktów)Odp: Dlaczego ateistom nie jest wszystko jedno?
>Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to
>jedynie skrzyżowane patyki.
>Jak to wytłumaczycie?
Jedyną inspiracją dla ciebie są pytania mamy? Nie skalałeś własną refleksją na ten temat, nie wpadło Ci do głowy, że nachalne wpychanie tego krzyża w każdy aspekt życia, może irytować. Jak dorośniesz sam odpowiesz sobie na te pytania.
11-10-2013 23:54 
 Ocena 13 na 13
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Jedyną inspiracją dla ciebie są pytania mamy? (...) Jak dorośniesz sam odpowiesz sobie na te pytania.

Daremne nadzieje, w profilu napisał że ma 47 lat...

A odpowiadając na tytułowe pytanie - nie wiem jak inni, ale ja na widok krzyża odczuwam ogromny fizyczny ból, porównywalny chyba tylko z efektem polania wodą święconą, dotykiem srebra i zapachem czosnku.
Frank Holman (5897 punktów)
>Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to
>jedynie skrzyżowane patyki.
>Jak to wytłumaczycie?
A czemu nie odpowiesz mamie. Mamo, ateistom tak na prawdę nie przeszkadzają w ogóle krzyże, tylko wydawanie pieniędzy publicznych na religię i kościół. Mamo załatw, żeby kościół nie ssał kasy publicznej (tylko 3 sprawy: całkowita likwidacja płacenia z budżetu za religię, za kapelanów i za fundusz kościelny), a ja załatwię u ateistów, że w każdym powiecie krzyż z drewna zbiją i w podzięce postawią.
12-10-2013 11:41 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> w każdym powiecie krzyż z drewna zbiją i w podzięce postawią.

Będę pierwszy, który Cię w tym wesprze. Załatwię nawet piłę elektryczną i generator prundu + cosik do popitki w przerwach pracy
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
13-10-2013 13:23 
 Ocena 3 na 3
rafalek111 (93 punktów)
> A czemu nie odpowiesz mamie. Mamo, ateistom tak na prawdę nie przeszkadzają w ogóle krzyże, tylko wydawanie pieniędzy publicznych na religię i kościół. Mamo załatw, żeby kościół nie ssał kasy publicznej (tylko 3 sprawy: całkowita likwidacja płacenia z budżetu za religię, za kapelanów i za fundusz kościelny), a ja załatwię u ateistów, że w każdym powiecie krzyż z drewna zbiją i w podzięce postawią.
Witam wszystkich! Dołożę jeszcze: i opodatkowanie tzw. tacy. I żadnych krzyży w powiatach. Jak ktoś chce, to niech sobie mieszkanie "ukrzyżuje". Jego sprawa.
14-10-2013 18:27 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>i opodatkowanie tzw. tacy.

Z całym szacunkiem, ale nowy podatek i to nakładany na nierejestrowane dobrowolne niskokwotowe darowizny to pomysł ścisłej antyklerykalnej dziecinady, oderwany kompletnie od realiów. Żadnych podatków nie nakłada się w formie całkowicie uniemożliwiającej prowadzenie kontroli podatkowej.
12-10-2013 01:01
 Ocena 15 na 15
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to
>jedynie skrzyżowane patyki.
>Jak to wytłumaczycie?

   Krzyż obok swastyki i sierpa i młota to najhaniebniejsze symbole w historii ludzkości. To symbole w imieniu których zamordowano, zniszczono życie, poniżano, prześladowano miliony ludzi. Nawet w dzisiejszej Polsce wymachując tym znakiem poniża się, stygmatyzuje, obraża, szykanuje inaczej myślących i "niewłaściwie" żyjących.
   Poza tym, symbol ten spełnia względem życia wyjątkowo haniebną funkcję. Mianowicie, nasze życie, jedyne jakie mamy i znamy, sprowadza do roli podrzędnej, tylko pomocniczej względem pośmiertnej wieczności. Krzyż wskazuje, że "życie" po śmierci jest celem, sensem i najwyższą wartością. Od życia prawdziwego trzeba się zbawić, by osiągnąć idiotyczną pośmierć w zaświatach. Na wieczność. To degradacja wartości życia i świata, a zatem i człowieka względem zmyślonej, idiotycznej bredni. Życie prawdziwe jest tutaj de facto tylko rundą kwalifikacyjną, tylko namiastką, tylko czymś podrzędnym względem "doskonałej" fikcji. Dlatego ten znak mi osobiście przeszkadza, ale nie każdy ateista tak ma. Ja jestem na dokładkę antychrześcijański.
   Chrześcijaństwo to wyjątkowe upodlenie życia, które nie jest dla niego najwyższym celem i wartością. Tą jest POŚMIERĆ. O tym nawet starsi bracia w wierze mądrze piszą:

Cytat:
Tora, a w konsekwencji judaizm, skupione są celowo i w pełni nie na tym, co ma nastąpić kiedyś, ale na życiu tu i teraz. Jest to zjawisko wyjątkowe, odróżniające judaizm zarówno od chrześcijaństwa jak i islamu.

To bardzo istotny fakt i ma głębokie konsekwencje: jeżeli religia przywiązuje wielką wagę do zagadnienia "życia po życiu", jeżeli skupia się na problemie zbawienia, to automatycznie życie doczesne staje się dla człowieka okresem jedynie przejściowym, świat jest jedynie "przedsionkiem", a ludzkie istnienie w nim ma charakter tymczasowy. Konsekwencja jest oczywista: gdy to, co ma nadejść po śmierci, jest celem ostatecznym, w żaden sposób nie może być głównym celem to, co trwa teraz.

W judaizmie jest inaczej.

Doczesne życie jest najważniejsze. Dlatego dążeniem człowieka powinno być nie czekanie na "świat, który ma nadejść", ale tikkun olam - "naprawianie" istniejącego, realnego świata, w którym żyjemy. Judaizm głosi, że celem istnienia Żydów jest "doskonalenie świata poprzez Królestwo Wszechmogącego" ("L'takken olam b'malkut Szaddaj").

Stąd charakterystyczna dla judaizmu postawa aktywna wobec życia, stąd intensywne docenianie tego, co jest, ale i również ciągłe nawoływanie do naprawiania, ulepszania, doskonalenia siebie samego i świata.

W judaizmie celem człowieka nie ma być "zbawienie", ale wykorzystywanie wolnej woli do zbliżania się do Boga i czynienia dobra wobec ludzi - tu i teraz.


   I takie, witalne podejście względem życia, ja osobiście głęboko szanuję (choć nie podobają mi się w judaizmie różne inne historie).
   Zaświatyzm chrześcijaństwa, to oferta ZDRADY świata, życia człowieka. To umieszczenie najwyższych wartości POZA światem i życiem prawdziwym. W fikcji. Niezwykła nikczemność względem tychże już od fundamentu i żadne, tyleż natchnione, co fałszywe pieprzenie o "miłości" bliźniego nie jest w stanie tego haniebnego błędu założycielskiego w najmniejszym stopniu nadrobić. Ja nie jestem zdolny do takiej zdrady. Żadnych zmyślonych alternatyw i pośmiertnych "lepszych" światów. Całkowicie za tym życiem i tym światem. Do końca wierny. A Ty i mamusia za czym?
12-10-2013 11:43
 Ocena 19 na 19
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże
Pytanie mamy jest porównywalne z pytaniem dlaczego księża katoliccy to pedofile?
Jednym ateistom przeszkadzają innym nie. W moim mieszkaniu wisi kilkanaście krzyży i nie tylko, iż mi nie przeszkadzają, to jestem dumnym z ich posiadania. (Mam sporą domową biblioteczkę, a jako zakładek często używam "świętych obrazków". Zebrałem już ich co najmniej tysiąc i zbieram nadal.)

>skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to jedynie skrzyżowane patyki.
Dla jednych to skrzyżowane patyki, ale dla większości, to symbol, a czasem i dzieło sztuki. Można zastanawiać się nad znaczeniem tego symbolu jak np. Hamilton, ale nieliczni z nich uważają, że to tylko dwa patyki na krzyż.

>Jak to wytłumaczycie?
Bardzo prosto. Nie dla wszystkich Polaków krzyż jest symbolem ich wiary, a Polska zgodnie z konstytucją jest państwem świeckim i dlatego krzyż powinien mieć swoje miejsce ograniczone do osób i instytucji religijnych. Niewielu osobom przeszkadzają dyndające krzyże na szyjach, czy stojące na kościołach. (Osobiście jestem zafascynowany sztuką sakralną.) Natomiast bardzo przeszkadza mi katolicka konieczność (na podobieństwo psiej) krzyżowania Polski. Oni muszą oznakować swoim smrodem wszystko. Nawet instytucje świeckie. Uważam, że hańbą jest krzyż wiszący w sejmie. Krzyże w szkołach i urzędach. Wszystko jest to wynikiem prymitywnej i nachalnej propagandy kościelnej. Próbami wciskania nam religijnego kitu, a kto głupi, to to kupi.

Nie proszę Pana - ateistom krzyże zwykle nie przeszkadzają. Przeszkadza im (nam) głupota i ograniczenia intelektualne nie pozwalające zrozumieć, iż ludzi i ich poglądy należy szanować. Szacunek przysługuje wszystkim - niezależnie od płci, kolory skóry, wyznawanej religii lub jej odrzucenia, orientacji seksualnej itp. i właśnie dlatego nikomu nie wolno na chama narzucać swoich. Nawet wtedy, gdy własne uważamy za jedynie słuszne poglądy, gdyż są zgodne z naszą jedynie prawdziwą wiarą.

Miłego dnia.

@@@
.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to
>jedynie skrzyżowane patyki.
>Jak to wytłumaczycie?

Zapraszamy Twoją mamę na nasz portal, do rozmowy na forum. Myślę, że tak lepiej jej można wszystko wytłumaczyć, nadto bez pośredników.

Swoją drogą ciekawe jaki jest powód, że zapytała o to akurat Ciebie. Czy masz coś wspólnego z ateizmem?

Ludzie zaznali wiele krzywdy od chrześcijan. Również dziś się to dzieje, popatrz choćby na wylewającą się od paru lat sprawę pedofilii polskiego kleru i nieudolne tłumaczenia hierarchów łącznie z ich 'lapsusami'.
Penalizowanie seksu przed ślubem, setki zakazów i nakazów, setki ograniczeń na zdrową ciekawość człowieka.
Wreszcie fikcja wkładana dzieciom w szkołach na nauce religii, że jesteśmy z natury źli i za coś należało nas odkupić, musimy być teraz temu komuś, kto wisi na krzyżu dozgonnie wdzięczni.
Wątpliwa moralność.
Krzyż jest tego wszystkiego symbolem, rozumiesz.
Ateiści chcą, aby jego eksponowanie zostało ograniczone do tej grupy, która jest mu wierna. Przestrzeń publiczna powinna być natomiast czysta.
To tak w skrócie
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to jedynie skrzyżowane patyki. Jak to wytłumaczycie?

Krzyże raczej nikomu nie przeszkadzają, chyba że ktoś postawi takowy w miejscu, że trzeba się będzie o niego potykać. Proponuję jednak rozważyć inną kwestię i zastanowić się nad następującym pytaniem:

Czym różni się zjawisko stawiania krzyży od smarowania murów napisami typu: "Widzew Rządzi", "Cracovia Pany", "Arka tu była" itd. ?
12-10-2013 14:22 
 Ocena 3 na 3
Pandorra (1289 punktów)

>Czym różni się zjawisko stawiania krzyży od smarowania murów napisami typu: "Widzew Rządzi", "Cracovia Pany", "Arka tu była" itd. ?

Ciekawe spojrzenie. Jedno i drugie jest sposobem na znakowanie terenu.


Nie pytaj co rząd może zrobić dla ciebie. Pytaj jak możesz temu zapobiec
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to
>jedynie skrzyżowane patyki.

Krzyż to symbol głupoty, nienawiści i okrucieństwa fałszywie przedstawiany jako symbol mądrości i miłości.
worek kości (2937 punktów)
>Krzyż to symbol głupoty, nienawiści i okrucieństwa fałszywie przedstawiany jako symbol mądrości i miłości.

Kto jest arbitrem wskazującym, które znaczenie symbolu jest prawdziwe, a które fałszywe?

bembergiem w berg
12-10-2013 15:46 
 Ocena 5 na 5
maruda (5550 punktów)
>Kto jest arbitrem wskazującym, które znaczenie symbolu jest prawdziwe, a które fałszywe?

Właśnie kto ustala co jest prawdą a co fałszem, skoro nawet znaczenie tych słów nie jest jednoznaczne i jest manipulowane. "Jam jest prawdą."
worek kości (2937 punktów)
>Właśnie kto ustala co jest prawdą a co fałszem

W tym wątku, jak się zdaje, ta fucha przypadła Janowi Werbińskiemu.

bembergiem w berg
12-10-2013 15:54 
 Ocena 3 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Krzyż to symbol głupoty, nienawiści i okrucieństwa fałszywie przedstawiany jako symbol mądrości i miłości.
>Kto jest arbitrem wskazującym, które znaczenie symbolu jest prawdziwe, a które fałszywe?

Każdy kto umie używać rozumu, logiki i racjonalnego myślenia może określić prawdziwość. Arbitrzy są potrzebni jedynie ludziom, którzy powyższych używać samodzielnie nie umieją.
worek kości (2937 punktów)
>Każdy kto umie używać rozumu, logiki i racjonalnego myślenia może określić prawdziwość.

A jak dwie osoby, które potrafią używać rozumu, logiki i racjonalnego myślenia, dochodzą do przeciwnych wniosków, to jak rozstrzygnąć, która z nich ma rację?

bembergiem w berg
12-10-2013 18:00 
 Ocena 4 na 4
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Każdy kto umie używać rozumu, logiki i racjonalnego myślenia może określić prawdziwość.
>A jak dwie osoby, które potrafią używać rozumu, logiki i racjonalnego myślenia, dochodzą do przeciwnych wniosków, to jak rozstrzygnąć, która z nich ma rację?

Sprawdzić argumenty każdej z nich. Nie ma czegoś takiego jak sprzeczności. Jedna lub obie z tych osób są w błędzie.
12-10-2013 18:52 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> Nie ma czegoś takiego jak sprzeczności.
To nie takie proste. Nawet w matematyce twierdzenia wzajem sprzeczne są nie do uniknięcia - nie udaje się zbudowanie absolutnie 'twardej' matematyki (weźmy hipotezę continuum lub ogólniej: nierozstrzygalność).
> Jedna lub obie z tych osób są w błędzie.
A jak Pan sobie wyobraża .. bezbłędność?

[W moim odczuciu pożegnanie z religią i jej symbolami można wiązać z odejściem od "prawd absolutnych".]
12-10-2013 19:51 
 Ocena 2 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>> Nie ma czegoś takiego jak sprzeczności.
>To nie takie proste. Nawet w matematyce twierdzenia wzajem sprzeczne są nie do uniknięcia - nie udaje się zbudowanie absolutnie 'twardej' matematyki (weźmy hipotezę continuum lub ogólniej: nierozstrzygalność).

Matematyka jest językiem opisu rzeczywistości, a nie rzeczywistością.

>> Jedna lub obie z tych osób są w błędzie.
>A jak Pan sobie wyobraża .. bezbłędność?

Całkowita bezbłędność? Chyba nie ma czegoś takiego i nie ma potrzeby aby było.
Wystarczy prawdopodobieństwo 99,99999999999999999%?
No to proszę:
Planeta Ziemia istnieje.
12-10-2013 18:16 
 Ocena 1 na 1
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>A jak dwie osoby, które potrafią używać rozumu, logiki i racjonalnego myślenia, dochodzą do przeciwnych wniosków, to jak rozstrzygnąć, która z nich ma rację?

Na zasadzie dyskusji, a następnie wniosków optymalnych dla obu stron. Jakieś odgórne, transcendentne źródło prawdy nikomu nie jest potrzebne.

PS.
Kiedy wróciłeś ?

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>Jakieś odgórne, transcendentne źródło prawdy nikomu nie jest potrzebne.

Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że nie ma potrzeby mówienia, że świat, taki jak go postrzegamy, istnieje obiektywnie. A jednak zakładamy, że świat istnieje, i że poznajemy go w sposób adekwatny. No a skoro zakładamy istnienie świata, oraz zakładamy możliwość prawdziwego tego świata poznanie, to czymś konsekwentnym wydaje się także założenie, że istnieje pewna obiektywna prawda, do której - w procesach nauko-twórczych - zmierzamy.

>Kiedy wróciłeś ?

Nie prowokuj mnie do udzielania nielegalnych odpowiedzi!


bembergiem w berg
12-10-2013 21:23 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Jakieś odgórne, transcendentne źródło prawdy nikomu nie jest potrzebne.
>Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że nie ma potrzeby mówienia, że świat, taki jak go postrzegamy, istnieje obiektywnie. A jednak zakładamy, że świat istnieje, i że poznajemy go w sposób adekwatny.

Świat poznajemy subiektywnie, ale staramy się to obiektywizować przez poznawanie cudzych doświadfczeń i porównywanie do naszych. Jak dotąd wiadomo, że swiata aspekty są poznawalne we wszystkich miejsach i czasie, a doswiadczenia powtarzalne.
Natomiast transcendentne źródło prawdy raz jest, raz nie ma, temu ukazuje się w sposób taki, owemu się nie ukazuje, a jeszcze innemu owaki. Natomiast cała reszta wierzących wierzy w to, co stało się w kupczeniu objawieniem najpopularniejsze. W grę wchodzą również autorytety typu Ojca Świętegio (który na marginesie ani święty, ani ojciec)

> No a skoro zakładamy istnienie świata

A to z jakiego powodu mamy coś zakładać? Ślepyś? Głuchyś? Nie czujesz? Nie smakujesz?

> oraz zakładamy możliwość prawdziwego tego świata poznanie

Owszem, nie tylko zakładamy.

> to czymś konsekwentnym wydaje się także założenie, że
> istnieje pewna obiektywna prawda, do której - w procesach
> nauko-twórczych - zmierzamy.

Istnieje. Ale nic w oderwaniu.

>> Kiedy wróciłeś ?
> Nie prowokuj mnie do udzielania nielegalnych odpowiedzi!

Też chciałbym wiedzieć jak to się podziało. No ciutkę chociaż

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
12-10-2013 21:46 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Świat poznajemy subiektywnie, ale staramy się to obiektywizować przez poznawanie cudzych doświadfczeń i porównywanie do naszych.

Przejście od tego, co subiektywne, do tego, co obiektywne, to stara filozoficzna zagwozdka. Poczytaj sobie o qualiach:

www.staff.amu.edu.pl/~klawiter/wyklad3-sw-2011.pdf

>Jak dotąd wiadomo, że swiata aspekty są poznawalne we wszystkich miejsach i czasie, a doswiadczenia powtarzalne.

Potrafisz zaproponować eksperyment, który wykaże, że nasze (np. Twoje i moje) doświadczanie świata jest identyczne?

>Natomiast transcendentne źródło prawdy raz jest, raz nie ma, temu ukazuje się w sposób taki, owemu się nie ukazuje, a jeszcze innemu owaki.

Wprowadzasz do dyskusji wątki religijne, a chyba można sobie wyobrazić filozoficzną dyskusję o Bogu, która nie jest konfesyjna?

>> No a skoro zakładamy istnienie świata
>A to z jakiego powodu mamy coś zakładać? Ślepyś? Głuchyś? Nie czujesz? Nie smakujesz?

Zakładamy więc, że nasze zmysły nas nie zwodzą. Już Kartezjusz nad tym medytował.

>> oraz zakładamy możliwość prawdziwego tego świata poznanie
>Owszem, nie tylko zakładamy.

A istnieje dowód, że poznajemy świat w sposób prawdziwy?

>> to czymś konsekwentnym wydaje się także założenie, że
>> istnieje pewna obiektywna prawda, do której - w procesach
>> nauko-twórczych - zmierzamy.
>Istnieje. Ale nic w oderwaniu.

To na jaki nieoderwany sposób taka prawda istnieje - Twoim zdaniem?

A jak chcesz prywatnie wymienić kilka myśli, to zgłoś się na mojego racjonalistycznego maila: lp.pw@icsokkerow Nie chcę brzmieć paranoicznie, ale w końcu oficjalnym faktem jest, że wiadomości prywatne wysyłane przez ten portal są/mogą być podglądane.

bembergiem w berg
12-10-2013 22:11 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Potrafisz zaproponować eksperyment, który wykaże, że nasze
> (np. Twoje i moje) doświadczanie świata jest identyczne?

Rzuć klasyczną, dokładnie wykonaną kostką do gry. Po kilkudziesięciu próbach porównajmy ilość trafień dowolnie wybranej przez Ciebie i przeze mnie liczby.
Uważam, że mój wynik będzie zbliżony z Twoim, przy powtórzeniach zmierzajacych do nieskończoności będzie się zbliżał do identycznego.

> Wprowadzasz do dyskusji wątki religijne, a chyba można sobie
> wyobrazić filozoficzną dyskusję o Bogu, która nie jest konfesyjna?

Wyobrazić sobie owszem można. Niestety ja jestem fenomenologiem, lubię stąpiać po ziemi.

> Zakładamy więc, że nasze zmysły nas nie zwodzą. Już Kartezjusz nad tym medytował.

Widzę, że koniecznie chcesz skierować rozmowę w kierunku filozofii. Pytanie, czy w moim przypadku ma to sens.

>>> oraz zakładamy możliwość prawdziwego tego świata poznanie
>>Owszem, nie tylko zakładamy.
>A istnieje dowód, że poznajemy świat w sposób prawdziwy?

A komu potrzebny taki dowód? Pytam najzupełnie serio. Zastanów się głębiej.
Czy potrzebny Ci dowód, skoro widzisz, że dziewczyna do której wzdychasz od paru tygodni nagle zapałała do Ciebie uczuciem?

>>> czymś konsekwentnym wydaje się także założenie, że
>>> istnieje pewna obiektywna prawda, do której - w procesach
>>> nauko-twórczych - zmierzamy.
>> Istnieje. Ale nic w oderwaniu.
> To na jaki nieoderwany sposób taka prawda istnieje - Twoim zdaniem?

Na fizyczny. Możesz tego dotknąć, możesz zmierzyć, mozesz doświadczyć.
W chwili jednak, gdy odchodzisz od fenomenu by stworzyć sobie model, gdy bierzesz zapamiętane wrażenia do laboratorium, symulujesz, omawiasz, ubierasz w liczby, ogłaszasz na sympozium, spierasz się i słyszysz aprobujące oceny innych, lub tylko klakierów - jest on oderwany.

> A jak chcesz prywatnie wymienić kilka myśli, to zgłoś się na
> mojego racjonalistycznego maila: lp.pw@icsokkerow Nie chcę
> brzmieć paranoicznie, ale w końcu oficjalnym faktem jest, że wiadomości
> prywatne wysyłane przez ten portal są/mogą być podglądane.

Też mam konto na tym portalu
Na jaki, nieoderwany sposób prawda o Twoim koncie na Wirtualnej Polsce istnieje - Twoim zdaniem?
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
14-10-2013 10:30 
 Ocena 10 na 10
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Zakładamy więc, że nasze zmysły nas nie zwodzą.

Na podstawie danych zmysłowych Twój mózg buduje model świata, który oczywiście nie jest (bo ani nie może, ani też nie musi być) perfekcyjny. Przy użyciu różnych substancji wpływających na mózg, możesz ten model znacznie pogorszyć, ale na ogół korelacja z rzeczywistością jest dostatecznie wysoka, żebyś nie wpadał na ściany. Co niewątpliwie nastąpi, jeżeli zaczniesz budować model świata bez użycia danych zmysłowych (spróbuj koniecznie).

> Już Kartezjusz nad tym medytował.

To ten, co najpierw wyciągnął sobie ex culo Złośliwego Demona Zwodziciela, a potem pokonał go wyciągniętym z tego samego miejsca boskim Gwarantem Wiarygodności Zmysłów? Ach, jakiż to był epicki bój.

> A istnieje dowód, że poznajemy świat w sposób prawdziwy?

Formalnego nie ma, bo zawsze może być tak, że "prawda" ukrywa się o jedno piętro dalej niż sięgasz. Jest natomiast pragmatyczny, bo łatwo wykazać, że model świata tworzony przy pomocy zmysłów sprawdza się lepiej, niż tworzony bez ich użycia. Gdybyś miał wątpliwości, przeprowadź eksperyment na ruchliwej autostradzie.

Reasumując - do momentu kiedy zaproponujesz jakiś lepszy niż zmysłowy sposób poznawania świata (i wykażesz jego przewagę nad zmysłowym), pozwolisz że z przyczyn praktycznych będę nadal korzystał ze zmysłów. I rekomendował to innym.
14-10-2013 12:12 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>> Zakładamy więc, że nasze zmysły nas nie zwodzą.
>Na podstawie danych zmysłowych Twój mózg buduje model świata
>na ogół korelacja z rzeczywistością jest dostatecznie wysoka, żebyś nie wpadał na ściany.

Jest jednak do pomyślenia, że mózg buduje model świata, który skutecznie pomaga nam unikać niebezpieczeństw, będąc jednocześnie fałszywym tego świata obrazem.

>> Już Kartezjusz nad tym medytował.
>To ten, co najpierw wyciągnął sobie ex culo Złośliwego Demona Zwodziciela, a potem pokonał go wyciągniętym z tego samego miejsca boskim Gwarantem Wiarygodności Zmysłów? Ach, jakiż to był epicki bój.

Kartezjusz wskazał pewien problem. Bez boskiego lub jakiegokolwiek innego gwaranta zaufanie do wiedzy zmysłowej ma naturę czysto praktyczną, a nie racjonalną, co sam przyznajesz.

>model świata tworzony przy pomocy zmysłów sprawdza się lepiej, niż tworzony bez ich użycia.

Wydaje mi się, że osiągnięcia współczesnej fizyki opierają się jednak w większości na czystej matematyce.

bembergiem w berg
14-10-2013 12:47 
 Ocena 11 na 11
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Jest jednak do pomyślenia, że mózg buduje model świata, który skutecznie pomaga nam unikać niebezpieczeństw, będąc jednocześnie fałszywym tego świata obrazem.

Życzliwa rada - bardziej przejmuj się tym, co prawdopodobne, a nie zaledwie "do pomyślenia".
"Do pomyślenia" to jest legion pomysłów - fakt że któryś z nich lubisz, nie czyni go uprzywilejowanym.

"Ukryta prawda" o świecie podpada pod Brzytwę Ockhama - po co Ci ona, skoro nie masz do niej dostępu?

> Bez boskiego lub jakiegokolwiek innego gwaranta zaufanie do wiedzy zmysłowej ma naturę czysto praktyczną, a nie racjonalną, co sam przyznajesz.

Nie zamierzam przyznać, że jest tu jakaś dychotomia. Człowiek racjonalny rozwiązuje bieżące problemy korzystając z najlepszych dostępnych praktycznych narzędzi. Nie czeka na cudowne objawienie się najlepszych możliwych narzędzi, ani też nie wymyśla sobie magicznych (i gwałcących Brzytwę O.) uzasadnień dla działania tych, których używa.

>> model świata tworzony przy pomocy zmysłów sprawdza się lepiej, niż tworzony bez ich użycia.
> Wydaje mi się, że osiągnięcia współczesnej fizyki opierają się jednak w większości na czystej matematyce.

Czy może stosowanej "na ślepo"? Losowo aplikowanej do opisu zjawisk? Nie weryfikowanej eksperymentalnie?

Jak wyglądałaby "fizyka" oderwana zupełnie od danych zmysłowych? Dokładnie tak, jak wygląda matematyka "niestosowana". Albo teologia - tzn. gdyby ją oczyścić z wewnętrznych sprzeczności.
14-10-2013 17:36 
 0 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Życzliwa rada - bardziej przejmuj się tym, co prawdopodobne, a nie zaledwie "do pomyślenia".

To był pewnie jeden z tekstów, którymi Inkwizycja próbowała zgasić Galileusza, gdy ten rozprawiał o nieruchomym Słońcu.

>> Bez boskiego lub jakiegokolwiek innego gwaranta zaufanie do wiedzy zmysłowej ma naturę czysto praktyczną, a nie racjonalną, co sam przyznajesz.
>Nie zamierzam przyznać, że jest tu jakaś dychotomia. Człowiek racjonalny

Zdaje się, że rozumiemy nieco inaczej termin "racjonalny". Twoje rozumienie jest potoczne - racjonalny, czyli optymalny, praktyczny itd. Ja użyłem tego terminu w znaczeniu epistemicznym: racjonalny, czyli uzasadniony przy pomocy samego rozumu, z pominięciem empirii.

>Jak wyglądałaby "fizyka" oderwana zupełnie od danych zmysłowych?

Tak samo jak teraz - mieszanka spekulacji i matematyki.

>Dokładnie tak, jak wygląda matematyka "niestosowana".

Masz jakiś problem z czystą matematyką?

bembergiem w berg
14-10-2013 22:17 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> bardziej przejmuj się tym, co prawdopodobne, a nie zaledwie "do pomyślenia".
> To był pewnie jeden z tekstów, którymi Inkwizycja próbowała zgasić Galileusza

Jeżeli masz model, który umożliwia weryfikowalne predykcje, przechodzisz z krainy nieskrępowanej fantazji do krainy wiedzy. Owszem, model Ptolemeusza był podówczas dokładniejszy, ale Kopernik też nieźle sobie radził - i ten fakt już nie dawał się łatwo "zgasić".

> racjonalny, czyli uzasadniony przy pomocy samego rozumu, z pominięciem empirii

Słownik jest jednak po mojej stronie. Może miałeś na myśli "racjonalistyczny"?

> Masz jakiś problem z czystą matematyką?

Używając metafory Lema, matematyka jak szalony krawiec szyje wszelkie możliwe ubrania, nie dbając czy będą na kogoś pasowały czy nie. Aczkolwiek zadziwiająco często okazuje się, że odkrywamy nowego "stwora" i któryś ze strojów okazuje się pasować idealnie.

Dobrze że nie zapytałeś, czy nie mam problemu z teologią - ta szykuje uparcie jedno ubranko, co prawda zdobione z bizantyjskim przepychem, tyle że klienta jakoś nie za bardzo widać...
15-10-2013 01:30 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> racjonalny, czyli uzasadniony przy pomocy samego rozumu, z pominięciem empirii.
Tak się nie da, tzn. pominąć praktyki. Nawet genialny produkt rozumu wymaga chyba weryfikacji. Weźmy choćby dowód twierdzenia matematycznego lub odkrywczą myśl w teorii fizycznej - przecie wymagają one sprawdzenia czy umysł nie spłatał autorowi figla (a historia myśli ludzkiej pokazuje wiele ślepych zaułków).
Trzeba to, co rozum dyktuje spisać, narysować, sformułować, obejrzeć i poddać krytyce - to sporo 'ręcznej roboty'.
worek kości (2937 punktów)
>> racjonalny, czyli uzasadniony przy pomocy samego rozumu, z pominięciem empirii.
>Tak się nie da, tzn. pominąć praktyki.

Da się. Przykładem postaci takiego naukowca - fizyka teoretycznego - jest Sheldon Cooper z The Big Bang Theory. Ktoś taki zmaga się z problemami naukowymi tylko w swojej głowie, w odróżnieniu od tych przebrzydłych empirystów, babrających się w brudzie (materii).

bembergiem w berg
setarkos (10757 punktów)
> Ktoś taki zmaga się z problemami naukowymi tylko w swojej głowie,
Ale pewnie efekty tych zmagań jakoś uzewnętrznia i ów produkt może podlegać obróbce dla zbudowania adekwatnego modelu (chyba że on poeta i nie dba o prozaiczną czytelność swych dzieł).
> w odróżnieniu od tych przebrzydłych empirystów, babrających się w brudzie (materii).
No nie wiem czy materia cieszy się atrybutem bycia brudną (wiązałbym tę cechę raczej z niesterylnością biologiczną). Miałem na myśli babranie się w zapisach myśli (np. dowód Wilesa twierdzenia Fermata (wielkiego) mógł zostać uznany dopiero po wnikliwej pracy recenzentów (którzy nb wykryli 'drobną nieścisłość', kosztującą Wilesa kolejne dwa lata pracy)).
15-10-2013 13:23 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Jest jednak do pomyślenia, że mózg buduje model świata, który skutecznie pomaga nam unikać niebezpieczeństw, będąc jednocześnie fałszywym tego świata obrazem.

Nie, nie może być tak, co wynika z definicji prawdy. Jeżeli mamy dwa różne modele świata, które jednakowo dobrze sprawdzają się w doświadczeniu, to są one równie prawdziwe. Przykład: dualizm korpuskularno-falowy.
worek kości (2937 punktów)
>Jeżeli mamy dwa różne modele świata, które jednakowo dobrze sprawdzają się w doświadczeniu, to są one równie prawdziwe.

Ale w podanej przez Ciebie definicji mamy zgodność intelektu z rzeczywistością, a nie z doświadczeniem, a rzeczywistość, jak sam pisałeś, jest czymś, co próbujemy dopiero odkryć. Twoja definicja prawdy jest więc pragmatyczna (priorytetem jest w niej skuteczność/sprawdzalność), a nie korespondencyjna, gdzie liczy się adekwatność. W historii nie raz zdarzało się przecież, że teoria, która zakładała fałszywy obraz świata, dawała lepsze wyniki, niż teoria oparta na prawdziwych założeniach (np. Ptolemeusz vs Kopernik).

bembergiem w berg
15-10-2013 15:00 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> w podanej przez Ciebie definicji mamy zgodność intelektu z rzeczywistością, a nie z doświadczeniem

Dychotomia jest pozorna, jako że "rzeczywistość" to "miejsce, z którego pochodzą wyniki doświadczeń"...

> teoria, która zakładała fałszywy obraz świata, dawała lepsze wyniki, niż teoria oparta na prawdziwych założeniach (np. Ptolemeusz vs Kopernik)

Dlatego nie ma większego sensu wycieranie sobie buzi "prawdą" - są tylko lepsze i gorsze pod względem "mocy predykcyjnej" modele. Gdyby Kopernika nie udało się poprawić, nadal obowiązywałby skuteczniejszy model Ptolemeusza.
15-10-2013 14:42 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Jest jednak do pomyślenia, że mózg buduje model świata, który skutecznie pomaga nam unikać niebezpieczeństw, będąc jednocześnie fałszywym tego świata obrazem.
> Nie, nie może być tak, co wynika z definicji prawdy.

Będę adwokatem diabła i zaproponuję świat, w którym mózg buduje mi model "twardej" ściany (i sugeruje unikać mocnych zderzeń) - podczas gdy tak naprawdę ściany są miękkie, ale wypełnione krasnoludkami, które w momencie zderzenia z jakimś obiektem, uderzają w ten obiekt z odpowiednią siłą małymi młoteczkami.

> Jeżeli mamy dwa różne modele świata, które jednakowo dobrze sprawdzają się w doświadczeniu, to są one równie prawdziwe.

Opierając się na przykładzie z krasnoludkami, dodałbym tu jeszcze zastrzeżenie, że założenia tych modeli powinny być możliwie dokładnie okrojone Brzytwą Ockhama. Obawiam się, że każdy sprawdzający się w doświadczeniu model mogę sobie w nieskończoność rozbudowywać o urojone byty - wciąż jednak zachowując zgodność z doświadczeniem! - no ale chyba nieporozumieniem byłoby nazywać taką klasę modeli "równie prawdziwymi"? Dla każdego nadmiarowego ontologicznie bytu, postulowanego przez takie "rozdęte" modele, orzekałbym "brak podstaw do stwierdzenia zgodności z rzeczywistością".

> Przykład: dualizm korpuskularno-falowy

Tu sytuacja jest na tyle czysta, że oba modele są proste w sensie Brzytwy Ockhama - tzn. z żadnego z nich nie da się usunąć czegoś i jednocześnie zachować "mocy predykcyjnej".
16-10-2013 10:06 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
>>> Jest jednak do pomyślenia, że mózg buduje model świata, który skutecznie pomaga nam unikać niebezpieczeństw, będąc jednocześnie fałszywym tego świata obrazem.
>> Nie, nie może być tak, co wynika z definicji prawdy.
> Będę adwokatem diabła i zaproponuję świat, w którym mózg buduje mi model "twardej" ściany (i sugeruje unikać mocnych zderzeń) - podczas gdy tak naprawdę ściany są miękkie, ale wypełnione krasnoludkami, które w momencie zderzenia z jakimś obiektem, uderzają w ten obiekt z odpowiednią siłą małymi młoteczkami.

Tak naprawdę, to te krasnoludki z młoteczkami tam są, tyle że nazwaliśmy je atomami z elektronami.

> Opierając się na przykładzie z krasnoludkami, dodałbym tu jeszcze zastrzeżenie, że założenia tych modeli powinny być możliwie dokładnie okrojone Brzytwą Ockhama.

Do machania Brzytwą Ockhama tak się przyzwyczaiłem, że często jej użycia nawet nie zauważam. Oczywiście te krasnoludki nie mają żadnych cech ponad te, które mają atomy. Czerwone czapeczki i siwe brody zostały zgolone.
16-10-2013 10:46 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> mózg buduje model świata, który skutecznie pomaga nam unikać niebezpieczeństw, będąc jednocześnie fałszywym tego świata obrazem.
Zauważ, że 'prawdziwy' obraz świata musi zawierać ludzkie w nim trwanie (choćby nietrwałe) - bez instrukcji unikania niebezpieczeństw byłby co najmniej niekompletny. Nie możemy nie brać pod uwagę (słabej) zasady antropicznej.

[Prawda, że nasze modele są skrzywione 'naszością', jednak nauka ma chyba możliwości i ambicje wykraczania poza ludzki interes (nawet zagrażania).
Wydaje się do pomyślenia, że modele ateistyczne mogą być akceptowalne dla innych cywilizacji - w odróżnieniu od wizji religijnych, gdzie poszczególne legendy są zwykle rozbieżne a cudzy Bóg znaczy tyle co Zły.]
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że nie ma potrzeby mówienia, że świat, taki jak go postrzegamy, istnieje obiektywnie. A jednak zakładamy, że świat istnieje, i że poznajemy go w sposób adekwatny. No a skoro zakładamy istnienie świata, oraz zakładamy możliwość prawdziwego tego świata poznanie, to czymś konsekwentnym wydaje się także założenie, że istnieje pewna obiektywna prawda, do której - w procesach nauko-twórczych - zmierzamy.

Zgadza się, jednak ta obiektywna prawda, postrzegana przez wszystkich jest z racji jej obiektywizmu dokładnie taka sama, więc racjonalnie i odpowiednio dokładnie poznający ją badacze będą ostatecznie widzieć dokładnie to samo.

Ale wszak tu nie o nauki empiryczne chodzi, tylko o jakieś normy współżycia.

>Nie prowokuj mnie do udzielania nielegalnych odpowiedzi!

A jest jakiś fragment regulaminu, który mówi, że to, o co proszę jest nielegalne ?

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>obiektywna prawda, postrzegana przez wszystkich jest z racji jej obiektywizmu dokładnie taka sama, więc racjonalnie i odpowiednio dokładnie poznający ją badacze będą ostatecznie widzieć dokładnie to samo.

Jak zwykle w takich sytuacjach pewnym problemem będzie wskazanie, w którym momencie spojrzenie badaczy jest ostatecznie identyczne.

>jest jakiś fragment regulaminu, który mówi, że to, o co proszę jest nielegalne ?

§ 38. Decyzje Moderatora nie mogą być przedmiotem publicznych dyskusji.

bembergiem w berg
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Jak zwykle w takich sytuacjach pewnym problemem będzie wskazanie, w którym momencie spojrzenie badaczy jest ostatecznie identyczne.

W przypadku empirycznych nauk - jak zgodzą się na to samo, albo wyprowadzą jedną interpretację z drugiej, czy też obie z jakiejś trzeciej, starszej, bardziej podstawowej.

>§ 38. Decyzje Moderatora nie mogą być przedmiotem publicznych dyskusji.

Nie wiem, na ile w tym punkcie przez "dyskusje" rozumie się rozmowę, a na ile kwestionowanie. Jak nie chcesz się dzielić, Twoja wola.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
worek kości (2937 punktów)
>Nie wiem, na ile w tym punkcie przez "dyskusje" rozumie się rozmowę, a na ile kwestionowanie. Jak nie chcesz się dzielić, Twoja wola.

Jak pisałem wcześniej Jackowi Głodzikowi - prywatne myśli mogę wymienić mailowo (worekkosci@wp.pl).

bembergiem w berg
13-10-2013 08:19 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie wiem, na ile w tym punkcie przez "dyskusje" rozumie się rozmowę,
> a na ile kwestionowanie. Jak nie chcesz się dzielić, Twoja wola.

Nie chce się dzielić, bo lubi u nas i z nami pisać a nie do końca wiadomo, co by z tego wszystkiego wyniknęło.
Może rzeczy nie po worka myśli.. uszanujmy to, oraz prawa moderatorów, którzy w końcu odwalają tutaj m.in. dla nas kawał roboty
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
15-10-2013 01:00 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> skoro zakładamy istnienie świata, oraz zakładamy możliwość prawdziwego tego świata poznania, to czymś konsekwentnym wydaje się także założenie, że istnieje pewna obiektywna prawda, do której - w procesach nauko-twórczych - zmierzamy.
To w końcu dopiero zmierzamy do Prawdy, czy już Ją możemy zakładać?
worek kości (2937 punktów)
>To w końcu dopiero zmierzamy do Prawdy, czy już Ją możemy zakładać?

Zakładamy istnienie prawdy, do której możemy zmierzać.

bembergiem w berg
setarkos (10757 punktów)
>Zakładamy istnienie prawdy, do której możemy zmierzać.
Skoro jej jeszcze nie mamy, to dlaczego zakładać, jakoby już istniała?
worek kości (2937 punktów)
>>Zakładamy istnienie prawdy, do której możemy zmierzać.
>Skoro jej jeszcze nie mamy, to dlaczego zakładać, jakoby już istniała?

Bez tego założenia, że naukowcy zbliżają się do odkrycia jakiejś istniejącej już prawdy, nauka straciłaby sporo ze swojego uroku.

bembergiem w berg
15-10-2013 13:08 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> Bez tego założenia, że naukowcy zbliżają się do odkrycia jakiejś istniejącej już prawdy, nauka straciłaby sporo ze swojego uroku.

Błędnie używasz pojęcia prawdy. Prawda to nie obiekt, lecz cecha zgodności konstrucji umysłowej z rzeczywistością. Przypominam klasyczną definicję prawdy.
Veritas est adaequatio rei et intellectus.

Poprawiona Twoja wypowiedź powinna brzmieć:
> Bez tego założenia, że naukowcy zbliżają się do odkrycia jakiejś istniejącej już rzeczywistości, nauka straciłaby sporo ze swojego uroku.
15-10-2013 13:46 
 Ocena 9 na 9
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Poprawiona Twoja wypowiedź powinna brzmieć:
>> Bez tego założenia, że naukowcy zbliżają się do odkrycia jakiejś istniejącej już rzeczywistości, nauka straciłaby sporo ze swojego uroku.

Jeszcze lepiej brzmiałoby: "Gdyby nie fakt, że naukowcy..."

Worek używa słowa "założenie" jako postmodernistycznego wirusa - najpierw pokażmy, że wszystko jest "tylko założeniem" (skojarzenia z "tylko teorią" kreacjonistów jak najbardziej na miejscu); później argumentujmy, że nie da się inaczej niż arbitralnie wyróżnić "założeń" lepszych i gorszych; a na koniec ustawmy swoje ulubione "założenia" (na ogół autorstwa palących jakieś zioła pasterzy kóz z epoki brązu) na tej samej półce, co nauka.

Jak to ujął Keith Sewell w moim ulubionym manifeście:
"Obecnie najbardziej palącym pytaniem jest: Dlaczego nie odcinamy postmodernistów od prądu?"
12-10-2013 20:49 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Kto jest arbitrem wskazującym, które znaczenie symbolu jest prawdziwe, a które fałszywe?

Za symbolem zawsze coś stoi. Spróbuj się na chwilę wyciszyć i zważyć w sercu, czy czujesz się silniejszy, czy jednak słabszy po usłyszeniu "umarłem za Twoje grzechy". Jeśli zrobisz to sumiennie, będziesz wiedział.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
12-10-2013 20:55 
 0 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Za symbolem zawsze coś stoi.

No, za symbolem stoi pewne znaczenie.

>Spróbuj się na chwilę wyciszyć i zważyć w sercu, czy czujesz się silniejszy, czy jednak słabszy po usłyszeniu "umarłem za Twoje grzechy".

Gdyby każdy próbował rozumieć symbole w tak subiektywny sposób, panowałby straszny bałagan w kulturze.

bembergiem w berg
12-10-2013 21:07 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Gdyby każdy próbował rozumieć symbole w tak
> subiektywny sposób, panowałby straszny bałagan w kulturze.

Odwrotnie, panuje straszny bałagan m.in. w definicjach wyznawanych warości i płynących z tego zysków, bo prawie nikt nie odważa się rozumieć tego w tak osobisty sposób. Więszość kopiuje do wnętrza to, co ktoś kiedyś im powiedział.
I jak doświadczenie worku, spróbowałeś się wyciszyć i zważyć ów cytat w sercu?
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
worek kości (2937 punktów)
>panuje straszny bałagan m.in. w definicjach
>prawie nikt nie odważa się rozumieć tego w tak osobisty sposób.

No sorry, ale definicja jest chyba z natury czymś obiektywnym i ma właśnie chronić przed rozumieniem czegoś na swój "osobisty sposób"?

>I jak doświadczenie worku, spróbowałeś się wyciszyć i zważyć ów cytat w sercu?

Nie chcę być uszczypliwy, ale serce służy tylko do pompowania krwi. Od ważnienia cytatów są inne organy.

bembergiem w berg
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> definicja jest chyba z natury czymś obiektywnym
> i ma właśnie chronić przed rozumieniem czegoś na swój "osobisty sposób"?

Ależ! W skrócie definicja pomaga ludziom się dogadać. Natomiast doświadczenie, do którego Cię namawiam, w ogóle doświadczenie to zupełnie inna para kaloszy.

>> I jak doświadczenie worku, spróbowałeś się wyciszyć i zważyć ów cytat w sercu?
> Nie chcę być uszczypliwy, ale serce służy tylko do pompowania krwi. Od ważnienia cytatów są inne organy.

Widzę uciekasz w uszczypliwość. Chyba do nieczego Cię dziś nie namówię, no cóż, trudno
Serdecznie pozdrawiam!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
rafalek111 (93 punktów)
>Za symbolem zawsze coś stoi. Spróbuj się na chwilę wyciszyć i zważyć w sercu, czy czujesz się silniejszy, czy jednak słabszy po usłyszeniu "umarłem za Twoje grzechy". Jeśli zrobisz to sumiennie, będziesz wiedział.
Grzech jest pojęciem stosunkowo względnym i zależy od uwarunkowań kulturowych. Tak samo sumienie. Czy seryjni mordercy mają sumienie i pojecie grzechu? Skoro ktoś "umarł za Twoje grzechy" to w jaki sposób może mi to powiedzieć?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Skoro ktoś "umarł za Twoje grzechy" to w jaki sposób może mi to powiedzieć?

W rligii katolickiej ówi się to właściwie co chwilę - przecież to jedna z kluczowych rzeczy.
a) jesteś grzeszny i zasługujesz na piekło
b) swoimi siłami nie jesteś się z tego w stanie uwolnić
c) na szczęście jest ktoś, kto poświęcił m.in. dla Ciebie swoje życie na krzyżu, by Ciebie i Twoje grzechy odkupić.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
14-10-2013 10:36 
 Ocena 1 na 1
rafalek111 (93 punktów)
>> Skoro ktoś "umarł za Twoje grzechy" to w jaki sposób może mi to powiedzieć?
>W rligii katolickiej ówi się to właściwie co chwilę - przecież to jedna z kluczowych rzeczy.
>a) jesteś grzeszny i zasługujesz na piekło
>b) swoimi siłami nie jesteś się z tego w stanie uwolnić
>c) na szczęście jest ktoś, kto poświęcił m.in. dla Ciebie swoje życie na krzyżu, by Ciebie i Twoje grzechy odkupić.
>pozdrawiam
Że się mówi to fakt. Że nikt tego nie przestrzega drugi fakt. A że nie ma na to żadnych dowodów - trzeci fakt.
pawel_wr (4297 punktów)
>>Krzyż to symbol głupoty, nienawiści i okrucieństwa fałszywie przedstawiany jako symbol mądrości i miłości.
>Kto jest arbitrem wskazującym, które znaczenie symbolu jest prawdziwe, a które fałszywe?

A jakie jest Twoje zdanie ? Które znaczenie symbolu krzyża jest dla Ciebie
prawdziwe,a które fałszywe ?

Dlaczego zadałeś pytanie o arbitra wskazującego prawdziwość symboliki krzyża,
a sam się do tej symboliki nie odniosłeś ?

Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
Pandorra (1289 punktów)
>Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla
>jedynie skrzyżowane patyki.

Może z takiej samej przyczyny, z której katolikom przeszkadzają gwiazdy Dawida, czy islamski półksiężyc. W szkołach ich powiesić nie pozwolą. Ciekawe czemu...

Nie pytaj co rząd może zrobić dla ciebie. Pytaj jak możesz temu zapobiec
12-10-2013 14:58 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>W szkołach ich powiesić nie pozwolą.

Ktoś próbował w ogóle?

bembergiem w berg
12-10-2013 17:37 
 Ocena 10 na 10
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Michał Aleksy Mentrak:
Moim zdaniem nie chodzi tu wcale o meritum sporu, bo to jest poza wszelką dyskusją - w świetle obowiązującego u nas prawa wszystkie symbole religijne powinny natychmiast zniknąć z instytucji państwowych. Koniec. Kropka. Tu nie ma miejsca ani na dyskusję o czymkolwiek, ani - tym bardziej - na jakieś wyimaginowane kompromisy.
>>>>W szkołach ich powiesić nie pozwolą.
>Ktoś próbował w ogóle?
Znowu Pan "udaje Greka" lub "rżnie głupa".
Pan nie wie, gdzie Pan żyje?
To jest Polska właśnie!
www.gs24.p(*)D=/20110228/SZCZECIN/812939273
www.kurier(*),t,sm,sg.html#galeria-material
Ja nie chcę w szkołach i urzędach państwowych żadnych ideologicznych symboli. Słusznych, czy niesłusznych. Jedynym symbolem winno tam być godło państwa.

Miłego dnia.

@@@
.
Pandorra (1289 punktów)
>>W szkołach ich powiesić nie pozwolą.
>Ktoś próbował w ogóle?
>
bembergiem w berg

>
Nie sądzę, żeby zdeklarowani samobójcy chwytali się takiego sposobu.

Nie pytaj co rząd może zrobić dla ciebie. Pytaj jak możesz temu zapobiec
12-10-2013 18:58 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)

>Nie sądzę, żeby zdeklarowani samobójcy chwytali się takiego sposobu.

Wut??

bembergiem w berg
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ktoś próbował w ogóle?

Prawdopodobnie się boją. Ciekawe czego.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
12-10-2013 13:39
 Ocena 17 na 17
Fizyk (17637 punktów)
> Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to jedynie skrzyżowane patyki.

Krzyż to ponure narzędzie tortur. Zapytaj mamę, czy by lubiła gdyby w urzędach państwowych wisiały stryczki, w dodatku często z wisielcem.
worek kości (2937 punktów)
13-10-2013 13:35 
 Ocena 1 na 1
rafalek111 (93 punktów)
>Krzyż to ponure narzędzie tortur. Zapytaj mamę, czy by lubiła gdyby w urzędach państwowych wisiały stryczki, w dodatku często z wisielcem.
>
Lub zakrwawione topory.
panTeista (6808 punktów)
Te skrzyżowane patyki są oznaką wpływów sukienkowego wojska.

Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
12-10-2013 19:02 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>Te skrzyżowane patyki są oznaką wpływów sukienkowego wojska.

Jakiś pomysł czemu w ogóle tak na tych patykach kobietom w armii zależy?

bembergiem w berg
12-10-2013 20:53 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Jakiś pomysł czemu w ogóle tak na tych patykach kobietom w armii zależy?

Moze dlatego więszości zależy, że warunkowano ich od dziecka? Jak myślisz?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
worek kości (2937 punktów)
>> Jakiś pomysł czemu w ogóle tak na tych patykach kobietom w armii zależy?
>Moze dlatego więszości zależy, że warunkowano ich od dziecka? Jak myślisz?

Możesz mieć rację, ale tylko przy założeniu, że większość populacji to bezmózgie zombie.


bembergiem w berg
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Możesz mieć rację, ale tylko przy założeniu, że
> większość populacji to bezmózgie zombie.

Hm, ciekawie piszesz. Osobiscie nie sięgam aż tak daleko w moich ocenach i dociekaniach. Wiesz, że człowiek wykorzystuje do 10% zdolnosci swojego mózgu. U jednego będzie to 0.1%, u innego 3% a jeszcze inny wskoczy wyzej. Jak mówią: potrzeba matką wynalazku. Racjonaliście, czy ateiście trudniej, ma też większe potrzeby

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
12-10-2013 21:36 
 Ocena 3 na 3
worek kości (2937 punktów)
>Wiesz, że człowiek wykorzystuje do 10% zdolnosci swojego mózgu.

Ponoć jest to mit. Ponoć wykorzystujemy swój mózg optymalnie.

bembergiem w berg
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Ponoć jest to mit. Ponoć wykorzystujemy swój mózg optymalnie.

Każdy? Ojciec Dyrektor na równi ze Stephenem Hawkingiem i Papieżem Franciszkiem?

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
worek kości (2937 punktów)
>> Ponoć jest to mit. Ponoć wykorzystujemy swój mózg optymalnie.
>Każdy? Ojciec Dyrektor na równi ze Stephenem Hawkingiem i Papieżem Franciszkiem?

To uściślę - wykorzystujemy optymalnie na miarę tego konkretnego mózgu możliwości.


bembergiem w berg
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> wykorzystujemy optymalnie na miarę tego konkretnego
> mózgu możliwości.

Z tym się zgodzę, zwłaszcza że to bliskie egzystencjalizmowi, który 'wyzanję'.
Choć różnice między aktywnością mózgów ludzkich o b. podobnej budowie istnieją.
Również w wykorzystaniu swoich potencjalnych możliwości.

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
12-10-2013 23:41 
 Ocena 1 na 1
Christos (2696 punktów)
>> Ponoć jest to mit. Ponoć wykorzystujemy swój mózg optymalnie.
>Każdy? Ojciec Dyrektor na równi ze Stephenem Hawkingiem i Papieżem Franciszkiem?
>
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać

Rydzykowi można zarzucić różne rzeczy, ale nie to, że jest idiotą. Gdyby istniała nagroda za cwaniactwo, o. Dyrektor pierwszy zebrałby złote laury. Po zestawieniu wysiłku intelektu do osiągniętego celu, ośmielam się twierdzić, że Rydzyk osiągnął sukces w tym co robi. Pomijając oczywiście motywy jakie mu przyświecają.
13-10-2013 07:45 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Gdyby istniała nagroda za cwaniactwo, o. Dyrektor pierwszy
> zebrałby złote laury.

To prawda Ale mówisz tu raczej o spryciarstwie, które opiera się na instynktach i emocjach, mniej na rzetelnym i mozolnym wykorzystywaniu mózgu np. w próbie rozumienia czegoś, elementarnej uczciwości i odpowiedzialności które są przecież dziełem rozumu.

> Po zestawieniu wysiłku intelektu do osiągniętego celu,
> ośmielam się twierdzić, że Rydzyk osiągnął sukces w tym
> co robi. Pomijając oczywiście motywy jakie mu przyświecają.

Wiesz długo nie mogłem zrozumieć gdzie tkwi jego 'sukces'. W latach 90tych częściej słuchałem tego radia, teraz sporadycznie - choć mam kolegów, którzy robią to pasjami i czasem zdają mi relacje. Gigantyczny populizm, sianie strachu, cenzura, która jest tam nawet większa, niż w PRL. Ksenofobia. Rzecz jasna stonowany nieco, ale wciąż obecny antysemityzm.
Więc, o co tutaj chodzi? Normalny człowiek słuchając 'milutkiego' głosu o. Dyrektora ma odruch wymiotny . Ale te 3 czy 4 miliony wciąż tego radia słucha i treści asymiluje, daje datki i w niczym nie przejmuje się tym, że finanse są nadal mało klarowne.
Jak powiedział p. Andrzej Bogusławski - jest logika i logika katolicka, której nigdy chyba nie zrozumiem
pozdrowienia
PS z tym intelektem trochę przesadziłeś. To tak, jakby mówić że cała Solidarność lat 80tych była wysiłkiem intelektu jednego człowieka: Lecha Wałęsy

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
13-10-2013 13:38 
 Ocena 1 na 1
rafalek111 (93 punktów)

>PS z tym intelektem trochę przesadziłeś. To tak, jakby mówić że cała Solidarność lat 80tych była wysiłkiem intelektu jednego człowieka: Lecha Wałęsy
Wałęsa jest o tym przekonany.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Wałęsa jest o tym przekonany.

Właśnie. To też jakoś świadczy o głębokości jego intelektu

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
rafalek111 (93 punktów)
>> Wałęsa jest o tym przekonany.
>Właśnie. To też jakoś świadczy o głębokości jego intelektu
Nazwać to intelektem to zdecydowane nadużycie tego słowa.
13-10-2013 11:52 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Możesz mieć rację, ale tylko przy założeniu, że większość populacji to bezmózgie zombie.

A może to jest tak, że większość tej populacji to wcale nie bezmózgie zombie, tylko przez lata wmawiano im od maleńkości, że używanie własnego rozumu i stawianie niewygodnych pytań to grzech?
Jak myślisz, z jakiego powodu Kościół zmienił biblijną praktykę chrztu tylko dorosłych katechumenów w chrzest dzieci?
Jest taka opowiastka autorstwa o. Tony'ego De Mello (nomen-omen ksiądz katolicki), jak to jajo orła podrzucono do kurnika. Orzeł wychował się z kurczakami: chodził po klepisku jak one, dziobał ziarno jak one, czasem trochę podskakiwał, żeby gdzieś tam podlecieć i tak w obrębie tego kurnika dorastał.
Kiedyś spojrzał w górę i ujrzał majaczące, szeroko rozpostarte skrzydła drugiego orła.
- Oj, jak ja bym tak chciał jak on.. - westchnął i zabrał się ponownie za skrobanie pazurem w klepisku.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
13-10-2013 14:49 
 Ocena 9 na 9
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>>>>Może dlatego większości zależy, że warunkowano ich od dziecka? Jak myślisz?
Aby myśleć trzeba czytać ze zrozumieniem więcej niż przez władze duchowne zezwolone. Lub przy wciskaniu kitu nie udawać Greka

>Możesz mieć rację, ale tylko przy założeniu,
Rację to się miewa, ale przy myśleniu, a nie "założeniu"!

>że większość populacji to bezmózgie zombie.
Z "Albo, albo", to do Kierkegaarda - racjonaliści znają stopniowanie.
Tak, większość populacji porusza się w bardzo podstawowym poziomie refleksji intelektualnej.
Z badania przeprowadzonego wśród poborowych w wieku 18-19 lat wynika, że 80% poborowych nie rozumie prostego publicystycznego tekstu. Czyli ich zasób słów jest mniejszy niż pięć tysięcy, a może nawet potrafią funkcjonować przy dwu-trzech tysiącach.

Współczesna nauka jest złożonym systemem i zrozumienie nawet jej zarysów wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. Człowiek mało wykształcony szuka drogi na skróty. Takimi skrótami są doktryny religijne, które mogą uprościć i uczynić zrozumiałymi odpowiedzi na odwieczne pytania o sens świata, a w nim na rolę człowieka.

Ponad dziewięćdziesiąt osiem procent Polaków to chrześcijanie. 95% to katolicy, a z tego 66% to słuchacze Radia Maryja. Ale tylko 82% uważa się za osoby wierzące, gdyż wiele osób chodzi do kościoła tylko po to aby zachować tradycję i dać przykład dzieciom, lub z powodu przyzwyczajenia, czy też z poczucia obowiązku.

Rafał Boguszewski, analityk z Centrum Badania Opinii Społecznej na wyżej opisanym panelu poświęconym sekularyzacji powiedział: "Obecnie Kościół katolicki należy do instytucji cieszących się bardzo dużym autorytet społecznym. W maju 2008 roku aprobatę dla jego działań wyrażało ponad dwie trzecie Polaków (69%), a tylko niespełna jedna czwarta (24%) wypowiadała się o jego działalności negatywnie. Co istotne, obecnie autorytet Kościoła jest na tyle silny, że nawet wydarzenia i skandale na tle obyczajowym (np. sprawa abp. Paetza) czy kontrowersje wokół lustracji w Kościele, na czele z szeroko komentowanym przypadkiem abp. Wielgusa i jego współpracy z SB, nie powodują wyraźnego spadku zaufania do Kościoła, jeśli nawet, to zmiany te są krótkotrwałe".

Analizy te mogłyby wskazywać, że światopogląd katolicki trzyma się w Polsce mocno, gdyby nie inne przesłanki wskazujące, że przywiązanie do wiary przodków i deklaratywna akceptacja doktryny nie przekłada się na codzienne życie.


Warto zacytować wyimki z artykułu sprzed 80 lat - "Homo Neanderthalensis" H. L. Menckena - przywołane w tekście: " Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".

Wiele osób w naszym kraju drwi z "moherowych beretów", uważając się za coś lepszego. Poprzez: formalne wykształcenie, poziom zamożności czy też odgrodzone miejsce zamieszkania uzasadniają swoje odcięcie się od plebsu. Dziś spokojnie można uważać się za inteligencką elitę, gdy błogo się łyka kit opakowany przez prezesów Dworaka, Waltera, czy Solorza, ale lekceważąc kit Ojca Rydzyka. Gorzej mają się ci, którym do intelektualnej strawy potrzeba czegoś więcej. W ofercie polskiej telewizji podstawą programową są, najczęściej na żenująco niskim poziomie, seriale i programy rozrywkowe, gęsto przetykane ogłupiającą reklamą. Książki w stosunku do naszych płac są przerażająco drogie. Prasa w swej masie kolorowo-ogłupiająca. Parę lat indoktrynacji i już inteligentowi wstyd publicznie czytać "Nie" lub nawet "Dziś", ale nie jest wstydem publiczne czytanie "Faktu" czy "Super Expresu", nawet wówczas, gdy na jednej stronie pomieszane jest softporno z harddewocją.

Nie najlepiej o nas sądził kilka lat temu profesor Stefan Opara: "Żyjemy w kraju, w którym od lat często zdarzają się przypadki, gdy: - ludzie głupi obdarzani są zaszczytami i wysokim stanowiskami; - czyny głupie są wychwalane i powszechnie aprobowane; - głupi bohaterowie historyczni i literaccy stawiani są za wzór dla młodzieży". A profesor Bronisław Łagowski widząc aktualne wydarzenia zauważa: "Do nieszczęścia dochodzi, gdy naród zostaje poddany takiemu praniu mózgów, że staje się dziwadłem w Europie. W tym praniu mózgów partia uchodząca za liberalną nie daje się wyprzedzić Radiu Maryja".

Lewica intelektualnie skapitulowała i oddała rząd dusz narodowo-katolickiej prawicy, a ona konsekwentnie uważa, że nie wolno masom pozwolić na Sapere aude! - odwagę i umiejętność posługiwania się samodzielnie własnym rozumem. "Każdy kanciarz robiący sztuczki z trzema kartami wie, że powodzenie tricku zależy od tego, czy uda się zmylić całą publiczność. Trzeba natychmiast uciszyć każdego człowieka z tłumu, który wskaże, że operacja jest szwindlem. Jeśli tego nie zrobi, mało kto będzie chciał zaryzykować swoje dziesięć dolarów". Serwilistyczne mass media, wspomagane z ambon, robią to doskonale.


To, że sporo różnych bezwolnych "zombie" jest w społeczeństwie, to naturalne zjawisko, gorzej gdy tacy dominują na uczelniach zdominowanych przez jeden jedynie słuszny światopogląd, a jeszcze gorzej gdy ten światopogląd jest wtłaczany się na siłę przez znakomitą większość mediów.

@@@
.
14-10-2013 00:47 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Możesz mieć rację, ale tylko przy założeniu, że większość populacji to bezmózgie zombie.<
Gdyby tak było jak piszesz, religia byłaby zjawiskiem marginalnym. Rozwój naszego mózgu ma związek z przyjęciem postawy pionowej. Ta metoda poruszania się wymagała o wiele sprawniejszego aparatu obliczeniowego, koordynującego wzajemną współpracę mięśni aparatu ruchowego. Kręgowce mają wiele ruchliwych i zwrotnych punktów, w pozycji pionowej wymagało to dokładnej koordynacji. Nasz mózg nie został stworzony w pierwszej kolejności do gry w szachy i jego zadaniem nie było podejmowanie najbardziej optymalnych obiektywnie decyzji, tylko decyzji najszybszych w przypadku zagrożenia. Wiele osób przeżyło podobne sytuacje, lekarz w czasie operacji, kierowca w czasie zagrożenia wypadkiem, zachwianie na zboczu góry. To wszystko wymaga błyskawicznych decyzji i w podobnych sytuacjach zagrożenia nasze myśli są szybkie jak błyskawica. W takich sytuacjach wykorzystujemy maksymalne moce mózgu. Na ogół mózg nasz pracuje na wolnych obrotach, będą jednak w każdej chwili gotów do wydania pełnej mocy. Różnica między silnikiem samochodowym a naszym mózgiem polega na tym że w braku potrzeby pełnej mocy nie możemy ograniczyć zdolności naszego mózgu do reakcji poprzez zmniejszenie dopływu paliwa. Te wolne moce istnieją nie tylko nominalnie ale są włączone. Szukając sobie zajęcia zajmują się różnymi rzeczami które z zachowaniem gatunku nie mają nic wspólnego. Jednym z takich zajęć jest religia.


Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
14-10-2013 17:41 
 Ocena 1 na 1
worek kości (2937 punktów)
>podejmowanie najbardziej optymalnych

Nie przesadzamy nieco?

>Szukając sobie zajęcia zajmują się różnymi rzeczami które z zachowaniem gatunku nie mają nic wspólnego. Jednym z takich zajęć jest religia.

Wynika z tego, że najlepiej by było, gdybyśmy w ogóle nie posiadali świadomości, bo ta ewolucyjna ekstrawagancja tylko nasze mózgi rozprasza. Na marginesie, taką tezę postawił Peter Watts, w świetnej powieści sf - Ślepowidzenie. Polecam.


bembergiem w berg
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Nie przesadzamy nieco?<
Bardzo podobają mi się ludzie którzy brak wiedzy w temacie nadrabiają pewnością siebie.
>Wynika z tego, że najlepiej by było, gdybyśmy w ogóle nie posiadali świadomości, bo ta ewolucyjna ekstrawagancja tylko nasze mózgi rozprasza.<
Jeżeli twój mózg jest rozproszony to niezmiernie współczuję. Widać nie wypełnia on całej danej mu do dyspozycji objętości w czaszce.
>Na marginesie, taką tezę postawił Peter Watts, w świetnej powieści sf - Ślepowidzenie. Polecam.<
Dziękuję nie skorzystam. Nie czytam beletrystyki. Nie wiem kim jest P. Watts a przedstawione przeze mnie twierdzenia znajdziesz books.goog(*)ance&lr=&hl=de&sitesec=reviews
Jeżeli ci nie szkoda 60 € to polecam. Jeżeli ci za drogo to możesz poczytać urywki. Może ci Google odsłoni te strony na których pisze to o czym wspomniałem.
Recenzję możesz przeczytać bez ograniczeń. Excellent. The best book on evolutionary epistemology.

Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
worek kości (2937 punktów)
>>Nie przesadzamy nieco?
>Bardzo podobają mi się ludzie którzy brak wiedzy w temacie nadrabiają pewnością siebie.

Subtelnie starałem się tylko wskazać, że "najbardziej optymalny" to pleonazm.

>>Wynika z tego, że najlepiej by było, gdybyśmy w ogóle nie posiadali świadomości, bo ta ewolucyjna ekstrawagancja tylko nasze mózgi rozprasza.
>Jeżeli twój mózg jest rozproszony to niezmiernie współczuję.

Wskazujesz na religię jako zjawisko, które powstało w konsekwencji "szukania sobie zajęcia" przez "moce mózgu" w chwili przerwy od spraw istotnych z punktu widzenia przetrwania gatunku. No ale co z tego miałoby wynikać w kontekście mojej wątpliwości czy większość ludzi wierzących rzeczywiście wyznaje swoją religię w sposób bezwolny? Bo to, że nie wszystko, cokolwiek robimy, robimy z myślą o rozmnażaniu, jest chyba dość oczywiste.

>Nie czytam beletrystyki.

No cóż.

>Excellent. The best book on evolutionary epistemology

Nie wątpię.

>Nasz mózg nie został stworzony w pierwszej kolejności do gry w szachy i jego zadaniem nie było podejmowanie najbardziej optymalnych obiektywnie decyzji, tylko decyzji najszybszych w przypadku zagrożenia

Wychodząc z podobnego twierdzenia Plantinga przedstawia swój słynny ewolucjonistyczny argument przeciwko naturalizmowi - skoro ewolucyjnym priorytetem naszych mózgów jest skuteczne unikanie niebezpieczeństw, a nie posiadanie prawdziwych przekonań o świecie, to czy taka znaturalizowana epistemologia, nie mogąc ufać generowanej przez siebie wiedzy o świecie, jest w ogóle możliwa?

bembergiem w berg
15-10-2013 22:18 
 Ocena 5 na 5
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Subtelnie starałem się tylko wskazać, że "najbardziej optymalny" to pleonazm.<
Myślałem już że chciałeś powiedzieć coś na temat ewolucji a ty zajmujesz się liczeniem krupów w garnku.
Tu znajdziesz odpowiedź na twój problem: en.wiktionary.org/wiki/optimal
>Wskazujesz na religię jako zjawisko, które powstało w konsekwencji "szukania sobie zajęcia" przez "moce mózgu" w chwili przerwy od spraw istotnych z punktu widzenia przetrwania gatunku. No ale co z tego miałoby wynikać w kontekście mojej wątpliwości czy większość ludzi wierzących rzeczywiście wyznaje swoją religię w sposób bezwolny? Bo to, że nie wszystko, cokolwiek robimy, robimy z myślą o rozmnażaniu, jest chyba dość oczywiste.<
Nigdzie ani jedną sylabą nie wyraziłem skąd pochodzi zjawisko religii. Ale ty , w swojej ulubionej manierze przekształcania i deformowania wypowiedzi dopatrzyłeś się tego. Manipulacja jest twoją metodą prowadzenia dyskusji.

Większość ludzi nie wyznaje swojej religii. Nie są ani na jotę lepsi od niewierzących. Tak samo są złodziejami, kłamcami, manipulantami jak pozostali. Jak zauważył pewien internauta, katolik wyróżnia się tym że jadąc w tramwaju, żegna się za każdym razem gdy tramwaj przejeżdża obok kościoła. Stojącej obok ciężarnej kobiecie nie ustąpi miejsca, natomiast głośno krzyczy o ochronę życia nienarodzonego. Jedyne co odróżnia wierzących od niewierzących to to że w sposób bezwolny biorą udział w religijnych rytuałach. Mały wyjątek tych którzy religię przeżywają są jeszcze gorsi. Z nich wyrastają fanatycy religijni, nie akceptujący tolerancji, pozbawieni krytycyzmu i niezdolni do obiektywnej oceny. Ty też się do nich zaliczasz. Twoje próby obrony Rydzyka, pedofilów i przestępców chroniących się w Kościele są tego dowodem. Twoje obsesyjne naprowadzanie na temat procesu Galilei z lekceważeniem faktów które ci zostały przedstawione przed paru tygodniami, nie świadczą o twojej zdolności lub woli do obiektywnej oceny.
Pierwsze co zrobił Mojżesz po powrocie z narady z gadającym krzakiem od którego otrzymał zakaz zabijania, to rozkaz wymordowania 3000 swoich braci. To jest ta twoja religia i jej moralność.
>Wychodząc z podobnego twierdzenia Plantinga przedstawia swój słynny ewolucjonistyczny argument przeciwko naturalizmowi - skoro ewolucyjnym priorytetem naszych mózgów jest skuteczne unikanie niebezpieczeństw, a nie posiadanie prawdziwych przekonań o świecie, to czy taka znaturalizowana epistemologia, nie mogąc ufać generowanej przez siebie wiedzy o świecie, jest w ogóle możliwa?<
Twoje przedstawienie tez Plantingi jest nieprawdziwe. Plantinga przyjmował naturalizm metafizyczny, o którym ty swego czasu się wyraziłeś że nie istnieje. Jeżeli chcesz dyskutować o Plantindze to musisz przedstawić jeszcze jego definicję prawdy i jego argumentację. Najwyraźniej nie znasz ich bo bez trudu mógłbyś dostrzec że Plantinga albo gada bzdury albo zaprzecza samemu sobie. Ale jeżeli masz ochotę podyskutować to proszę, otwórz taki wątek. Przedstaw cały tekst Plantingi a nie to co ci się wydaje, przedstaw jego tezy, jego argumentację i możemy podyskutować.

Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
worek kości (2937 punktów)
>Nigdzie ani jedną sylabą nie wyraziłem skąd pochodzi zjawisko religii.

Napisałeś: "Szukając sobie zajęcia [moce mózgu - przyp. worek] zajmują się różnymi rzeczami które z zachowaniem gatunku nie mają nic wspólnego. Jednym z takich zajęć jest religia".

Najwyraźniej "moce mózgu" cierpiące na ADHD to tylko przyczyna "trwania" religii, geneza tego zjawiska jest pewnie jeszcze bardziej skomplikowana.

>Jedyne co odróżnia wierzących od niewierzących to to że w sposób bezwolny biorą udział w religijnych rytuałach.

To niewierzący biorą udział w tych rytuałach dobrowolnie? Ech, ci niewierzący i ich dziwaczne hobby.

>fanatycy religijni, nie akceptujący tolerancji, pozbawieni krytycyzmu i niezdolni do obiektywnej oceny. Ty też się do nich zaliczasz.

Auć.

>Twoje próby obrony Rydzyka,

Prosiłem wcześniej, poproszę jeszcze raz - wklej chociaż jedną antysemicką wypowiedź Rydzyka.

>pedofilów

Nie pedofilów, tylko ludzi oskarżonych o pedofilię, na których wiesza się psy przed oficjalnym wyrokiem sądu.

>Twoje obsesyjne naprowadzanie na temat procesu Galilei

O co chodziło?

>To jest ta twoja religia i jej moralność.

A właśnie, że twoja.

>Najwyraźniej nie znasz ich bo bez trudu mógłbyś dostrzec że Plantinga albo gada bzdury albo zaprzecza samemu sobie.

A to dobre. Ciekawe jak długo jeszcze zabawiałbym użytkowników tego portalu, gdybym zaczął ich gasić w podobny sposób: "ewidentnie nie wiesz, o czym mówisz, bo gdybyś się zapoznał z tematem, to byś wiedział, że to bzdury".

I tak coś czuję, że za mną nie przepadasz.
media0.giphy.com/media/nlYANXaU495cc/giphy.gif

bembergiem w berg
14-10-2013 22:41 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Dziękuję nie skorzystam. Nie czytam beletrystyki.

Akurat tu wyjątkowo się zgodzę z workiem - Wattsa warto poznać. I to nie tylko Ślepowidzenie, ale też Trylogię ryfterów i niedawno wydany zbiór opowiadań (Odrutka na optymizm).

Może to kogoś niechętnego beletrystyce dodatkowo zachęci - powieści Wattsa mają bibliografię

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
15-10-2013 23:39 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Może to kogoś niechętnego beletrystyce dodatkowo zachęci - powieści Wattsa mają bibliografię <
Dziękuję za zachętę. Do czytania potrzebny jest czas i czytanie musi sprawiać przyjemność. Czasu nie mam za wiele więc czytam to co wiem że sprawi mi przyjemność. Gatunku s/f nie lubię, jedyne co czytam z tego gatunku, to znana praca zbiorowa nieznanych autorów.
Lubuję się w czytaniu starych kronik w których też można znaleźć romans, humor lub podobne.
Na przykład opis procesu inkwizycyjnego w którym sądzony był koń za zabójstwo. Spłoszony stratował człowieka i stanął przed trybunałem. Znalazł się nawet rzeczoznawca który "rozumiał" mowę konia, sędziowie zadawali pytania koniowi a koń.... leciał w zaparte i nie odpowiadał. Więc przymuszono go do wypowiedzi torturami i rzeczywiście wydał głos który rzeczoznawca ocenił jako przyznanie się do winy. W majestacie prawa i w imię Boga koń został skazany na wyrok śmierci przez ścięcie mieczem. Wyrok wykonano. Nie jest to czarny humor w najlepszym wydaniu.
Takich autentycznych historyjek można znaleźć wiele. Nie trzeba kryminału o podkopie do banku. Może być autentyczna historia o podkopie mnichów do pobliskiego klasztoru żeńskiego. Życie jest najlepszym autorem a wszystkiego ani przeczytać się nie da, ani nie warto. Kiedyś gdy będę miał już czas, planuję piwniczkę z zapasem czerwonego wina i sporą biblioteczkę. Mam parę tytułów które koniecznie chcę jeszcze przeczytać. Już dziś skupuję w antykwariatach pozycje które będą mi towarzyszyć w długich zimowych wieczorach gdy będę już emerytem.


Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
16-10-2013 10:55 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> books.goog(*)ance&lr=&hl=de&sitesec=reviews
> Excellent. The best book on evolutionary epistemology.

Zainteresowałem się i przeczytałem na Google Books streszczenie rozdziału 5 o naukach przyrodniczych (str. 77). Niestety, nieco rozczarowałem się, bo autor wysuwa tam 6 znanych mi już tez, ale zdaje się poprzestawać na ogólnikach. Na przykład, teza (3): pozaziemska cywilizacja może mieć opis świata zupełnie odmienny od naszego. Ale czy autor podaje choćby ograniczony przykład takiego opisu?

Książka jest wydana w 1990 roku, a przez te ćwierć wieku ewolucyjne zrozumienie wielu sfer działalności człowieka znacznie pogłębiono.
13-10-2013 17:01 
 Ocena 3 na 3
panTeista (6808 punktów)
>>Te skrzyżowane patyki są oznaką wpływów sukienkowego wojska.
>Jakiś pomysł czemu w ogóle tak na tych patykach kobietom w armii zależy?

W sukienkowym wojsku (Watykańskiej armii) dominują przebrani mężczyźni, a zależy im na umieszczaniu skrzyżowanych patyków bo znaczą nimi swoje terytorium wpływów.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
14-10-2013 10:00 
 Ocena 2 na 2
Christos (2696 punktów)
>>>Te skrzyżowane patyki są oznaką wpływów sukienkowego wojska.
>>Jakiś pomysł czemu w ogóle tak na tych patykach kobietom w armii zależy?
>W sukienkowym wojsku (Watykańskiej armii) dominują przebrani mężczyźni, a zależy im na umieszczaniu skrzyżowanych patyków bo znaczą nimi swoje terytorium wpływów.
>
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.

Umieszczanie symboli religijnych, nie tylko ale głównie krzyży gdzie się da wynika i z tradycji, i z wiary siłę sprawczą symboli. Czemu nie należy się dziwić bo Kościół z uporem maniaka tłumaczy zjawiska fizyczne jako działanie sił nadprzyrodzonych. A do sukienkowego wojska trafiają ludzie, którzy umiejętność czytania i pisania opanowali w skromnym zakresie. Seminaria cieszą się takim zainteresowaniem wśród młodych ludzi, że od parunastu lat czarni zrezygnowali ze stawiania jakichkolwiek chyba wymagań poza religijnymi przy naborze. Ustami takich to intelektualistów Kościół karmi "strawą duchową" swoje owieczki. Przejawy zaawansowanej aktywności mózgu traktowane są tak, jak ks. Lemański doświadczył na własnej skórze.
pawel_wr (4297 punktów)
>jedynie skrzyżowane patyki.
>Jak to wytłumaczycie?

Bo religia to bzdura.
Amen.


Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
Agnies (398 punktów)
To proste bo krzyże kojarzą im się częściej nie z Bogiem tylko z katolickim klerem i jego warcholską reprezentacją w Sejmie III RP.
Christos (2696 punktów)
>Mama mnie zapytała dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to
>jedynie skrzyżowane patyki.
>Jak to wytłumaczycie?
Bo takie standardy sobie jako cywilizacja ustanowiliśmy. Skoro w Konstytucji zapisaliśmy, że państwo jest neutralne światopoglądowo, to należy tej zasady przestrzegać. Jeśli nie, to maczuga pod pachę i do jaskini. Tam stosunki społeczne są prostsze.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
E... To niewierzący chcą usunięcia Boga, w którego nie wierzą ze ścian instytucji publicznych, czy krzyża, który nic z działaniem i przynależnością (do polskiego państwa, które ma inny symbol opisany w konstytucji) tych instytucji nie ma wspólnego?

Niech katolicy w ramach solidarności wywiesza muzułmańskie półksiężyce obok krzyży, bo przecież w Allaha i Mahometa nie wierzą, więc czemu ma im przeszkadzać?

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
13-10-2013 20:46 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Niech katolicy w ramach solidarności wywiesza muzułmańskie
> półksiężyce obok krzyży, bo przecież w Allaha i Mahometa nie
> wierzą, więc czemu ma im przeszkadzać?

Bo konkurencja?
A na serio - w bardziej liberalnych kręgach katolickich, który reprezentuje m.in. były ksiądz Stanisław Obirek, lansuje się tezę, że najbardziej wartościowe i ekonomicznie jest korzystanie z tej wiary, w której się wyrosło, w którą ziarno naszego życia rzucono. Nie oznacza to bynajmniej odcinania się od poznawania założeń innych religii, również ateizmu. Taką odwagę w ludziach wierzących z tej grupy osobiście cenię, pomimo że nie mają czasem możliwości czy siły wspiąć się ciutkę wyżej, by nie być zależnym od żadnego z tych korowodów, lub by korzystać, ale wybiórczo.
pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
hunbin (2274 punktów)
>dlaczego ateistom przeszkadzają krzyże skorą nie wierzą w Boga i dla nich są to
>jedynie skrzyżowane patyki.

Podobnie do Pana Andrzeja Bogusławskiego posiadam w domu przynajmniej jeden krzyż, co prawda jest on dość nietypowy, ale bez wątpienia sprawia wrażenie pełniącego funkcję religijną, posiadam też dwa obrazki "Maryjne" w tym jeden podarowany przez członka episkopatu.

Oprócz tego posiadam też wyobrażenia boga Wisznu (Vishnu), kilka kalendarzy Azteckich, Shintoistyczne błogosławieństwo (prawdopodobnie), kilka figurek buddy, popiersie Arystotelesa oraz kilka innych form/symboli mogących uchodzić za religijne.

W moim mieszkaniu jednak nie pełnią one żadnej funkcji religijnej i absolutnie mi nie przeszkadzają.
Co więcej owe symbole nie przeszkadzają mi w niczym znajdując się w dowolnej innej prywatnej strefie dowolnego człowieka. Trochę niepokoju może budzić we mnie fakt, iż owe symbole mają pewne znaczenie dla ludzi ale jeżeli nie czczą Quetzalcoatla, tudzież bóstwa o podobnych apetytach, to spokojnie przechodzę nad tym do porządku dziennego.

Trochę zmienia się sytuacja ze sferą publiczną, krzyż na kościele czy też piersiach osoby religijnej mam w nosie, natomiast w chwili gdy z partyzanta ktoś instaluje krzyże przy drogach wnosi na Rysy oraz wciska przy każdej możliwej okazji jaką sobie uroi w dowolnym innym miejscu.

Gdy krzyże tudzież inne symbole religijne są instalowane w świeckich instytucjach świeckiego Państwa, gdy zmusza się mnie do oddawania hołdu krzyżom wieszanym obok symboli Państwowych, w takim czasie i miejscu traktuję to jako napaść na moje prawa obywatelskie.

Idea Rzeczypospolitej tak bardzo droga mojemu sercu, jest ideą starszą niźli całe chrześcijaństwo, zatem terroryzm współczesnych krzyżaków uważam za napaść na siebie.

Pozdrowienia dla Mamy.

Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
Todo (9 punktów)
>Jak to wytłumaczycie?
Zawieszenie krzyża w dowolnym miejscu publicznym, to jest to samo co zawieszenie plakatu lub baneru reklamowego. Jest to identyfikacja wizualna za pomocą logo. W tym wypadku rolę logo pełnią
>skrzyżowane patyki.

Promując w ten sposób instytucje, promujemy również jej przekonania itd.
Część ludzi (nie będę określał dokładną ilość) ma inne prekonania: ateiści, prawosławni, muzułmanie... Czy oni też moga powiesić obok teko krzyża znak (logotyp) identyfikujacy się z ich przekonaniami?
- Nie nie mogą! przykładem jest - Symbole religijne usuwane z sali sesyjnej Rady Miasta.

Więc, żeby nie było kontrowersji
>skrzyżowane patyki
powinny zniknąć z przestrzeni publicznej!
A do tego momentu instytucja (kościół) powinna płacić za wynajęcia miejsc reklamowych stosownym podmiotom.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365