 |
"Poziom wykształcenia telewizora" Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 09-07-2009 00:32 | Małgorzata (3242 punktów) | "Poziom wykształcenia telewizora"
29 na 29 | Elitarna polska uczelnia. Elitarny kierunek, choć tak zwany humanistyczny. Egzamin z pewnego działu matematyki stosowanej, wręcz niezbędnego na tym kierunku. Rozdane arkusze egzaminacyjne. Cztery banalne zadania. Cisza. Skupienie egzaminowanych. Po chwili słychać: O Jezu! Po co mi ta cholerna matematyka? I znowu cisza. Zaobserwować można kilkukrotną zmianę koloru powłok skórnych studentów: od szarego do fioletowego. Z przewagą zielonego. Po chwili 6 osób opuszcza salę. Arkusze - tabula rasa. Pierwsze dwóje.
Rozwiązania. Wartości średnich pozycyjnych w wielu wypadkach podawane przez egzaminowanych w liczbach ujemnych (w zadaniu chodziło o czas połączeń telefonicznych). Hipoteza zerowa sformułowana przez studenta w zadaniu na zastosowanie testu nieparametrycznego: Jakość teleturniejów nie zależy od poziomu wykształcenia telewizorów. Tymczasem stosowne polecenie w zadaniu brzmiało tak: Przyjmując poziom istotności równy 0,05 sprawdź hipotezę o niezależności opinii o jakości teleturniejów od poziomu wykształcenia telewidzów. Można by pomyśleć: Ot, przejęzyczenie. Ale nie; po kilku linijkach obliczeń student informuje, że: Nie ma podstaw do odrzucenia hipotezy zerowej, a zatem jakość teleturniejów nie zależy od wykształcenia telewizorów. Na pytanie, czym jest poziom istotności, student odpowiada: Bo to dla mnie istotne, żeby to policzyć. Cudne, prawda? A oto inne sformułowane przez studentów hipotezy: Poziom nie wpływa na oceny u teleturniejów, Poziom wykształcenia nie zależy od opinii na temat jakości teleturniejów, Poziom wykształcenia telewidzów nie zależy od poziomu wykształcenia z ich opinią na temat wybranych teleturniejów, Istnieje zgodność opinii między przedstawicielami opinii. Głęboka, powalająca na kolana, logika.
Połowa zdających egzaminu nie zaliczyła. Ich braki w wiedzy wynikają z nonszalancji w obliczeniach, braku umiejętności czytania ze zrozumieniem i przerażającego wprost lenistwa umysłowego, które nie pozwala na uruchomienie ostatnich szarych komórek (mózgowych, rzecz jasna, bo przecież nie o telefonach komórkowych teraz piszę).
Za rok obowiązkowa matura z matematyki. Panie i Panowie z Ministerstwa Haniebnej Edukacji! Proponuję od przyszłego roku szkolnego wprowadzić jeszcze dwie dodatkowe godziny katechezy, kosztem choćby i matematyki. Wszak powszechnie i nie od dziś wiadomo, że modlitwą, byle wyklepaną na pamięć i gorliwą, świat cały zawojować można. Pomódlcie się też razem z młodzieżą o swoje, urzędnicze, zdrowie. Bo o rozum już za późno.
Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Fajny bełkot Pani Prezesolożko.
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
 | 3 na 3 | placownik (17853 punktów) |
> Fajny bełkot Pani Prezesolożko. Zawsze będę twierdził, że bąki "humanistyczne" są najbardziej smrodliwe. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | Doprawdy, skoro to był kierunek humanistyczny to uważam, że nieszczęśni studenci byli zupełnie usprawiedliwieni. U mnie na biologii analogiczne teksty, w mniej może eleganckiej formie (na ch** mi to g****!?), produkowała połowa moich 'koleżanek i kolegów". Mój szok wywołany ich zszokowaniem koniecznością używania matematyki w biologii minął mi dopiero po dłuższym czasie. To była naprawdę prosta matematyka (całki, pochodne i zbliżone zagadnienia).
|
|
 | 13 na 13 | R. Grochala (970 punktów) | >Doprawdy, skoro to był kierunek humanistyczny to uważam, że nieszczęśni studenci byli zupełnie usprawiedliwieni.
Uważam, że główną zaletą szkolnictwa polskiego jest wymaganie wszechstronnych zdolności. To że ktoś będzie zarabiał pisząc teksty dla gazety, wcale nie oznacza, że ma nie potrafić liczyć. A to, że ktoś będzie codziennie całkował i ciągle liczył, także nie oznacza, że ma nie potrafić napisać wypracowania na pięć stron na dany temat.
Popatrz na USA. Tam nie ma już wymagania wszechstronnych zdolności. Ze szkół wychodzą matematycy nie znający geografii Ziemi ("po co mi to?"), humaniści mający problemy z zaplanowaniem własnego budżetu ("po co mi to? są doradcy"), zwykli ludzie, którzy nawet uszczelki w kranie nie potrafią wymienić ("po co mi to? wezwę hydraulika"). Komputer też jest jest mistrzem w liczeniu i debilem w pozostałych dziedzinach. USA to kraj komputerów. Dosłownie i w przenośni.
Po co inni bogowie? Ja jestem bogiem samemu sobie!
|
|
|  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>Popatrz na USA. Tam nie ma już wymagania wszechstronnych zdolności.
Ameryka to bogaty kraj. Najlepszą na świecie kuchnię chińską, czy francuska znajdziesz w NY,najlepszych artystów świata na Broadwayu, najtęższe umysły świata na amerykańskich uczelniach. Kupują, bo mają za co, to co najlepsze. To jest interes i inwestycja, w swoje elity.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
> To jest interes i inwestycja, w swoje elity.A elity te wzięły się z napływu imigrantów z całego świata. Typowi Amerykanie wierzą, że Ziemia jest płaska i modlą się pod dystrybutorem o tańszą ropę. Pozdrawiam - Zbyszek  P.S: Ich era dobiega końca. Oby bezwstrząsowego... 
Prawda jest jedna.
|
|
|  | 2 na 2 | aninakcilyb (259 punktów) | >Uważam, że główną zaletą szkolnictwa polskiego jest wymaganie wszechstronnych zdolności. To że ktoś będzie zarabiał pisząc teksty dla gazety, wcale nie oznacza, że ma nie potrafić liczyć. A to, że ktoś będzie codziennie całkował i ciągle liczył, także nie oznacza, że ma nie potrafić napisać wypracowania na pięć stron na dany temat. >Popatrz na USA.
Troche się nie zgodze, wymaganie wszechstronności zdolności jest z góry skazane na niepowodzenie, bo jak wiele osob może być wszechstronnymi? Masz rację, że w Polsce mamy większą ogólną wiedzę niz w USA czy nawet w Anglii i to się sprawdza na poziomie szkoly podstawowej czy lliceum. Do 18 roku zycia mamy zdecydowanie bogatszą wiedze. Problem zaczyna się na studiach, gdzie w Polsce dalej nas ucza ogólnie ,a już powinno się bardziej wąsko, bo po to się wybiera jeden kierunek studiów, aby nie musieć pogłebiać każdej dziedziny. Z kolei np. w Anglii procent studentów jest bardzo mały, ale ci co kończą studia są specjalistami w wybranym przez siebie kierunku, czego o polskich studentach powiedzieć się nie da. Studia koczy co druga osoba, ale poziom tych osób jest bardzo różny, czasami dziwi, że te osoby z bardzo ogólną wiedżą mają w ogóle maturę.
|
|
 | 3 na 3 | Celtyk (3337 punktów) | > Doprawdy, skoro to był kierunek humanistyczny to uważam, że nieszczęśni studenci byli zupełnie usprawiedliwieni. U mnie na biologii analogiczne teksty, w mniej może eleganckiej formie (na ch** mi to g****!?), produkowała połowa moich 'koleżanek i kolegów". Ale nikomu już nie przeszkadza wrzucanie nauk humanistycznych w uczelniach technicznych, a w szczególności w technikum. Dlaczego technik ma jednocześnie być humanistą ale odwrotnie tu już wielkie halo  > Mój szok wywołany ich zszokowaniem koniecznością używania matematyki w biologii minął mi dopiero po dłuższym czasie. To była naprawdę prosta matematyka (całki, pochodne i zbliżone zagadnienia). Jak komu. Jakiś czas temu czytałem o pewnych testach przeprowadzonych na studentach w USA. Wyniki były porażające. znaczy procent studentów bez kalkulatora nie potrafiła dodać dwóch dwucyfrowych liczb, pomijam sprawę pomnożenia, czy potęgowania o pierwiastkowaniu na piechotę nie wspominając (choć dla mnie prywatnie zasady pierwiastkowania przypominają trochę wróżenie ). Uważam, że nauki ścisłe nie są lubiane dlatego, że wymagają od ludzi spójnego myślenia. W wypracowaniu można trochę "polać wody" i jakieś 3 się dostanie. W matematyce zadanie trzeba rozwiązać i miejsca na lanie wody praktycznie brak, więc lawiranci się nie popiszą. Pozdrawiam
Władza doprowadza do obłędu w stopniu większym, niż demoralizuje, uciszając głos sumienia i wyostrzając chęć działania.- WILL I ARIEL DURANT -
|
|
|  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) |
> Ale nikomu już nie przeszkadza wrzucanie nauk humanistycznych w uczelniach technicznych, a w szczególności w technikum. Dlaczego technik ma jednocześnie być humanistą ale odwrotnie tu już wielkie halo  Bo ścisły umysł z biologią i historią sobie poradzi. Praktycznie każdy matematyk byłby w stanie zostać historykiem. W druga stronę ta zasada nie działa. > Jak komu. Jakiś czas temu czytałem o pewnych testach przeprowadzonych na studentach w USA. Wyniki były porażające. znaczy procent studentów bez kalkulatora nie potrafiła dodać dwóch dwucyfrowych liczb, pomijam sprawę pomnożenia,Dlaczego pomijasz mnożenie? Ja w Anglii jestem i widziałem  jak kalkulatora tu używają do mnożenia przez 10. > choć dla mnie prywatnie zasady pierwiastkowania przypominają trochę wróżenie  jest jakiś algorytm ale nigdy go nie starałem sie zapamiętać, bo przy szacowaniu wyników wróżenie plus sprawdzenie przez kwadrat jest szybsze, a jak wynik precyzyjny potrzebny to w tym wypadku kalkulator jak najbardziej usprawiedliwiony. > Uważam, że nauki ścisłe nie są lubiane dlatego, że wymagają od ludzi spójnego myślenia. W wypracowaniu można trochę "polać wody" i jakieś 3 się dostanie. W matematyce zadanie trzeba rozwiązać i miejsca na lanie wody praktycznie brak, więc lawiranci się nie popiszą.Pamiętam z liceum geografa, który potrafił dać bańkę za "świetnie" zdaniem zainteresowanego ucznia napisany sprawdzian. Pytania były zawsze konkretne. Jak napisałeś wszystko co ci się z tym kojarzy, to było 0 punktów z uzasadnieniem, że prawdopodobnie nie masz pojęcia o czym piszesz, skoro piszesz o wszystkim, a nie potrafisz wybrać właściwej odpowiedzi. Pozdrawiam
|
|
| |  | 2 na 2 | Celtyk (3337 punktów) | > Bo ścisły umysł z biologią i historią sobie poradzi. Praktycznie każdy matematyk byłby w stanie zostać historykiem. W druga stronę ta zasada nie działa.Tu masz rację. Co prawda historię polubiłem dopiero w średniej szkole, ale tylko dlatego, że nauczycielka uczyła pokazując poszczególne wydarzenia jako ciąg przyczynowo - skutkowy, czyli wszystko było spójne i logiczne. > Dlaczego pomijasz mnożenie? Ja w Anglii jestem i widziałem jak kalkulatora tu używają do mnożenia przez 10.Bo mnożenia nikt nie ruszył, a dzielenie ... to działanie wymagające profesorskiej wiedzy  > jest jakiś algorytm ale nigdy go nie starałem sie zapamiętać, bo przy szacowaniu wyników wróżenie plus sprawdzenie przez kwadrat jest szybsze, a jak wynik precyzyjny potrzebny to w tym wypadku kalkulator jak najbardziej usprawiedliwiony.Wiem, że jest, ale mechanizm nadal uważam, ża "wróżenie" (oczywiście w uproszczeniu). Jeśli idzie o dokładne wyniki ja miałem w ręku taką książeczkę, która bodaj się nazywa tablice pierwiastków (jak dobrze pamiętam). > Pamiętam z liceum geografa, który potrafił dać bańkę za "świetnie" zdaniem zainteresowanego ucznia napisany sprawdzian.Ja miałem okazję na studiach mieć zajęcia z wykładowcą, który miał zasadę: " Nie pisz nic jeśli nie znasz odpowiedzi - dostaniesz 0 pkt. Jak napiszesz głupoty dostaniesz pkt. ujemne". Egzamin u niego mieścił się zazwyczaj na 1 kartce A4 i jak ktoś oddawał tyle treści zazwyczaj zdawał. Poprawki za punkty ujemne były u niego koszmarem więc je ludzie omijali. > Pytania były zawsze konkretne. Jak napisałeś wszystko co ci się z tym kojarzy, to było 0 punktów z uzasadnieniem, że prawdopodobnie nie masz pojęcia o czym piszesz, skoro piszesz o wszystkim, a nie potrafisz wybrać właściwej odpowiedzi.Też tak uważam, że jak ktoś pisze wszystko co wie to albo nie rozumie pytania albo nie zna na nie odpowiedzi. Obie sytuacje świadczą o brakach w edukacji. Pozdrawiam
Władza doprowadza do obłędu w stopniu większym, niż demoralizuje, uciszając głos sumienia i wyostrzając chęć działania.- WILL I ARIEL DURANT -
|
|
|  | 3 na 3 | surja (13 punktów) | > >Doprawdy, skoro to był kierunek humanistyczny to uważam, że nieszczęśni studenci byli zupełnie usprawiedliwieni. U mnie na biologii analogiczne teksty, w mniej może eleganckiej formie (na ch** mi to g****!?), produkowała połowa moich 'koleżanek i kolegów".> Ale nikomu już nie przeszkadza wrzucanie nauk humanistycznych w uczelniach technicznych, a w szczególności w technikum. Dlaczego technik ma jednocześnie być humanistą ale odwrotnie tu już wielkie halo  Hahaha. Przedmioty humanistyczne na politechnikach i kierunkach scislych spotykaja sie z podobna reakcja co przedmioty scisle na bardziej humanistycznych kierunkach. Tez "po co mi to?", pogardzanie i byle zaliczyc. Czy latwiej zaliczyc? Tak. Chocby dlatego, ze latwiej jest sciagac z takiej historii czy socjologii niz z matematyki. Przykre, ze nawet i tu spotykam sie z pogarda dla humanistow, wywyzszaniem umyslow scislych i jakimis pseudozarcikami. Nie, nie jestem "typowa humanistka", radze sobie zarowno z matematyka jak i historia, wiec nie odbieram tego osobiscie. Ot, takie spostrzezenie.
|
|
| |  | 2 na 2 | Celtyk (3337 punktów) | >Hahaha. Przedmioty humanistyczne na politechnikach i kierunkach scislych spotykaja sie z podobna reakcja co przedmioty scisle na bardziej humanistycznych kierunkach. Tez "po co mi to?", pogardzanie i byle zaliczyc. Czy latwiej zaliczyc? Tak. Chocby dlatego, ze latwiej jest sciagac z takiej historii czy socjologii niz z matematyki. Trafne spostrzeżenie, ale taka jest rzeczywistość. Co do ściągania to nie do końca. Gotowe zadanie z matmy łatwiej ściągnąć niż "wypracowanie" z socjologii. >Przykre, ze nawet i tu spotykam sie z pogarda dla humanistow, wywyzszaniem umyslow scislych i jakimis pseudozarcikami. Chyba mnie źle zrozumiałaś, albo się źle wyraziłem - mea cupla. >Nie, nie jestem "typowa humanistka", radze sobie zarowno z matematyka jak i historia, wiec nie odbieram tego osobiscie. Ot, takie spostrzezenie. Chodzi mi o to, że np.: matura do tej pory była niesprawiedliwa. Humanista mógł się wywinąć od zdawania matematyki np.: zdając historię, czy geografię, ale ktoś z umysłem ścisłym nie mającym predyspozycji do zagadnień humanistycznych polski zdawać musiał. Skutek jest taki, że wiele osób ze ścisłym umysłem nie zdaje matury z polskiego i nie idzie na studia co kończy się defizytem inżynierów na rynku (deficyt inżynierów to informacja z prasy, nie mój pomysł). Nie mam nic przeciw przedmiotom humanistycznym na uczelniach technicznych i przedmiotom ścisłym na humanistycznym. Miło by było aby dwie osoby z wyższym wykształceniem z różnych dziedzin życia miały przynajmniej pojęcie o branżach zawodowych drugiego rozmówcy. Jednak niech to będzie równe traktowanie tak umysłów humanistycznychk jak i ścisłych. Pozdrawiam
Władza doprowadza do obłędu w stopniu większym, niż demoralizuje, uciszając głos sumienia i wyostrzając chęć działania.- WILL I ARIEL DURANT -
|
|
| |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >Nie, nie jestem "typowa humanistka", radze sobie zarowno z matematyka jak i historia, wiec nie odbieram tego osobiscie. Ot, takie spostrzezenie.
Ale z punktem e w § 10 Regulaminu Forum sobie nie poradziłaś(?). Ot, takie spostrzeżenie.
|
|
 | 5 na 5 | Psyk (14071 punktów) | >Doprawdy, skoro to był kierunek humanistyczny to uważam, że nieszczęśni studenci byli zupełnie usprawiedliwieni. U mnie na biologii analogiczne teksty, w mniej może eleganckiej formie (na ch** mi to g****!?), produkowała połowa moich 'koleżanek i kolegów". Mój szok wywołany ich zszokowaniem koniecznością używania matematyki w biologii minął mi dopiero po dłuższym czasie. >To była naprawdę prosta matematyka (całki, pochodne i zbliżone zagadnienia).
Trochę a propos anegdota matematyczna czyli "fakt autentyczny" z uniwerka: Egzamin z rachunku prawdopodobieństwa. Nagle profesor słyszy charakterystyczne stukanie. Podchodzi do studenta a ten rzuca kostkami do gry. - Młody przyjacielu, pan ściąga. - Mówi z wyrzutem. - Nie panie profesorze. Już ściągnąłem. Teraz sprawdzam wyniki.
|
|
11 na 11 | Wojtek (3465 punktów) | > Elitarna polska uczelnia. Elitarny kierunek, choć tak zwany humanistyczny.Małgosiu, elitarne uczelnie to może były kiedyś. Kiedy wykształcenie było elitarne. Obecnie, wykształcenie jest towarem powszechnie dostępnym i możliwym do nabycia w dostatecznie wielu miejscach, by nawet byle głąb mógł sobie na nie pozwolić. Ponieważ, niegdyś elitarne, uczelnie nie mogą sobie pozwolić na utratę państwowych dotacji to i poziom nie jest wymagany zbyt wysoki. > Egzamin z pewnego działu matematyki stosowanej, wręcz niezbędnego na tym kierunku.Matematyka w Polsce jest jak najbardziej zbędna - długie lata zajęło by ją taką uczynić. I aż dziw bierze, że na tym polu mamy jeszcze jakiekolwiek sukcesy. Podobnie jest z informatyką - w wybitnie humanistycznym społeczeństwie mamy sporo wybitnych informatyków. To ciekawostka przyrodnicza, którą wypadałoby zbadać. > Po chwili słychać: O Jezu! Po co mi ta cholerna matematyka?Ale inwokacja w prawidłową stronę  . Czegoś się jednak w szkole nauczyli. > Arkusze - tabula rasa.Nie używaj tak trudnych sformułowań. Tutaj też mogą być studenci. > Rozwiązania. Wartości średnich pozycyjnych w wielu wypadkach podawane przez egzaminowanych w liczbach ujemnych (w zadaniu chodziło o czas połączeń telefonicznych).Małgosiu miła, zabijasz w młodych ludziach przedsiębiorczość. Mając ujemny bilans na rachunku operator im dopłaca. Toż to genialne i zasługuje na najlepszą ocenę. > Hipoteza zerowa sformułowana przez studenta w zadaniu na zastosowanie testu nieparametrycznego: Jakość teleturniejów nie zależy od poziomu wykształcenia telewizorów.Znowuż brak zrozumienia z Twojej strony. Prostym jest, że student operuje na wyższym od Ciebie, poziomie abstrakcji. Być może badał wykształcenie telewizorów i posiada na ten temat dane uzasadniające podaną hipotezę. To, że Ty nie wiesz nic na temat wspomnianego wykształcenia, świadczy wyłącznie o TWOIM niedouczeniu. > Na pytanie, czym jest poziom istotności, student odpowiada: Bo to dla mnie istotne, żeby to policzyć.Czyż student minął się z prawdą? Więcej powiem, poziom istotności rzeczywiście jest istotny w obliczeniach. Powie Ci to każdy statystyk. Oj, nie uważałaś w trakcie studiów... > A oto inne sformułowane przez studentów hipotezy: Poziom nie wpływa na oceny u teleturniejów, Poziom wykształcenia nie zależy od opinii na temat jakości teleturniejów, Poziom wykształcenia telewidzów nie zależy od poziomu wykształcenia z ich opinią na temat wybranych teleturniejów, (...)Te hipotezy są jak dla mnie zbyt wysublimowane. Jam człek prosty, choć czasem czytuję podobnie wzniosłe tezy, a i innych zapraszam do lektury. Niestety, tylko wersja angielska. Acz doprawdy pasjonujące rzeczy - TUTAJ. Zgadnijcie, ile wielkich umysłów zaangażowanych było w stworzenie tak wiekopomnych dzieł. > Istnieje zgodność opinii między przedstawicielami opinii. Głęboka, powalająca na kolana, logika.W końcu okazałaś nieco pokory w ocenie i oddałaś honor wzniosłym i bez wątpienia filozoficznie głębokim myślom studenta. > Połowa zdających egzaminu nie zaliczyła. Ich braki w wiedzy wynikają z nonszalancji w obliczeniach, braku umiejętności czytania ze zrozumieniem i przerażającego wprost lenistwa umysłowego, które nie pozwala na uruchomienie ostatnich szarych komórek.Na poważnie. Dziwisz się temu? Ja nie. Po cóż im jakakolwiek wiedza, której zdobycie wymagałoby wysiłku? Przecież wystarczy konsumować papkę. A właściwie paszę, bo rośnie nam spore stado baranów. Pytanie jednak, czy to wina tych dzieci, czy tych którzy stworzyli taki, a nie inny system edukacji, który odzwierciedla ich własny, mierny poziom intelektualny i potrzeby? > Za rok obowiązkowa matura z matematyki. Panie i Panowie z Ministerstwa Haniebnej Edukacji!Od razu haniebnej. Jak bogoojczyźniana edukacja może być haniebną. W końcu każdy absolwent szkoły średniej wyrecytuje Ci z pamięci jakieś główne grzechy, dekalog (oczywiście w formie zaczerpniętej z katechizmu, broń boże z Pisma), a na dokładkę zdrowaśkę walnie w 6.5 sekundy. > Proponuję od przyszłego roku szkolnego wprowadzić jeszcze dwie dodatkowe godziny katechezy, kosztem choćby i matematyki. Wszak powszechnie i nie od dziś wiadomo, że modlitwą, byle wyklepaną na pamięć i gorliwą, świat cały zawojować można. Pomódlcie się też razem z młodzieżą o swoje, urzędnicze, zdrowie. Bo o rozum już za późno.No cóż, urzędy centralne to temat na długą rozprawę. Choć upraszczając można stwierdzić, że funkcję swą spełniają nadzwyczaj skutecznie. W końcu promują najpotężniejszą siłę na Ziemi. Nawet Einstein nie potrafił jej objąć umysłem. Może dlatego, że natura mu jej poskąpiła. Ja i tak odwiedzając urzędy mam to wspaniałe, misyjne uczucie, że gdy tam wchodzę średnia poziomu inteligencji skacze o rząd wielkości. A najwyższa wartość w rozkładzie tejże cechy w urzędzie nagle skacze o rzędów kilka. Pamiętaj jednak, to tylko dzięki temu, że gdzieś Ci studenci pracować muszą. Pozdrawiam
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
 | | webmaster (moderator) | Trudno dziś o dobrych wykładowców. Jeszcze trudniej o dobrych studentów..  Wprowadzenie zaświadczeń o dyskalkulii na pewno rozwiąże ten problem, legalizując kolejną kategorię analfabetyzmu.
|
|
|  | 1 na 1 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Wprowadzenie zaświadczeń o dyskalkulii na pewno rozwiąże ten problem, legalizując kolejną kategorię analfabetyzmu. 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
|  | 6 na 6 | Sylwek (15472 punktów) |
>Wprowadzenie zaświadczeń o dyskalkulii na pewno rozwiąże ten problem, legalizując kolejną kategorię analfabetyzmu.
Hmm, a nie ma już takich? Ja sam rozmawiałem z jednostką, która tłumaczyła się brakami z racji choroby zwanej dyskalkutą. Jak mniemam to wersja dyskalkulii trapiąca swego czasu matkę Teresę może. A jeśli nie to nie wiem co.
|
|
|  | 10 na 10 | diogenes (42753 punktów) | >Wprowadzenie zaświadczeń o dyskalkulii na pewno rozwiąże ten problem, legalizując kolejną kategorię analfabetyzmu.
Kierunek ewolucji jest prosty: homo dyssapiens.
|
|
| |  | 9 na 9 | Michał Worgacz (2557 punktów) |
>Kierunek ewolucji jest prosty: homo dyssapiens.>
poprawka ... w Katopolsce wykształci się odrębny "hetero dyssapiens"
NON SERVIAM
|
|
| | |  | 1 na 1 | Wojtek (3465 punktów) | > >Kierunek ewolucji jest prosty: homo dyssapiens.>poprawka ... w Katopolsce wykształci się odrębny "hetero dyssapiens"Ładniej brzmi "hetero dysencefalus". Tak bardziej mądrze.  Pozdrawiam
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
 | 1 na 1 | Psyk (14071 punktów) | >W końcu każdy absolwent szkoły średniej wyrecytuje Ci z pamięci jakieś główne grzechy, dekalog (oczywiście w formie zaczerpniętej z katechizmu, broń boże z Pisma), a na dokładkę zdrowaśkę walnie w 6.5 sekundy.
Ja wyciskam zdrowaśkę w 5,9 s. To się nazywa chrystologia logopedii.
|
|
5 na 5 | Sakowicz (285 punktów) | > Elitarna polska uczelnia. Elitarny kierunek, choć tak zwany humanistyczny. Egzamin z pewnego> działu matematyki stosowanej, wręcz niezbędnego na tym kierunku. Rozdane arkusze egzaminacyjne.> Cztery banalne zadania. Cisza. Skupienie egzaminowanych. Po chwili słychać: O Jezu! Po co mi ta> cholerna matematyka? I znowu cisza. Zaobserwować można kilkukrotną zmianę koloru powłok skórnych> studentów: od szarego do fioletowego. Z przewagą zielonego. Po chwili 6 osób opuszcza salę. Arkusze> - tabula rasa. Pierwsze dwóje.> Rozwiązania. Wartości średnich pozycyjnych w wielu wypadkach podawane przez egzaminowanych w> liczbach ujemnych (w zadaniu chodziło o czas połączeń telefonicznych). Hipoteza zerowa sformułowana> przez studenta w zadaniu na zastosowanie testu nieparametrycznego: Jakość teleturniejów nie> zależy od poziomu wykształcenia telewizorów. Tymczasem stosowne polecenie w zadaniu brzmiało> tak: Przyjmując poziom istotności równy 0,05 sprawdź hipotezę o niezależności opinii o jakości> teleturniejów od poziomu wykształcenia telewidzów. Można by pomyśleć: Ot, przejęzyczenie.> Ale nie; po kilku linijkach obliczeń student informuje, że: Nie ma podstaw do odrzucenia hipotezy> zerowej, a zatem jakość teleturniejów nie zależy od wykształcenia telewizorów. Na pytanie, czym> jest poziom istotności, student odpowiada: Bo to dla mnie istotne, żeby to policzyć. Cudne,> prawda? A oto inne sformułowane przez studentów hipotezy: Poziom nie wpływa na oceny u> teleturniejów, Poziom wykształcenia nie zależy od opinii na temat jakości teleturniejów, Poziom> wykształcenia telewidzów nie zależy od poziomu wykształcenia z ich opinią na temat wybranych> teleturniejów, Istnieje zgodność opinii między przedstawicielami opinii. Głęboka, powalająca na> kolana, logika.> Połowa zdających egzaminu nie zaliczyła. Ich braki w wiedzy wynikają z nonszalancji w> obliczeniach, braku umiejętności czytania ze zrozumieniem i przerażającego wprost lenistwa> umysłowego, które nie pozwala na uruchomienie ostatnich szarych komórek (mózgowych, rzecz jasna, bo> przecież nie o telefonach komórkowych teraz piszę).> Za rok obowiązkowa matura z matematyki. Panie i Panowie z Ministerstwa Haniebnej Edukacji!Czemu się dziwisz. Reforma edukacji przeprowadzona przez rząd Buzka wprowadziła system kształcenia idiotów. Nowa matura to jakaś kpina, a nie matura. A w wypadku studiów wyższych liczy się dyplom, a nie kształcenie studenta. Studia to teraz produkt, w którym rozwój indywidualny się nie liczy. Jakby ilość magistrów i inżynierów miała świadczyć o rozwoju społeczeństwa. > Proponuję od przyszłego roku szkolnego wprowadzić jeszcze dwie dodatkowe godziny katechezy, kosztem> choćby i matematyki. Wszak powszechnie i nie od dziś wiadomo, że modlitwą, byle wyklepaną na pamięć> i gorliwą, świat cały zawojować można. Pomódlcie się też razem z młodzieżą o swoje, urzędnicze,> zdrowie. Bo o rozum już za późno.> PozdrawiamSensowny post, a tu nagle wzmianka o spiskowej roli KK w historii dziejów. Księża razem z cyklistami i białymi myszkami działają ku zgubie matematyki jako elementu destruktywnie wpływającego na rozwój poglądów racjonalistyczno-światłych u młodego pokolenia, stanowiącego internacjonalistyczną przyszłość narodu
|
|
 | 2 na 2 | Matix (5786 punktów) | >Studia to teraz produkt, w którym rozwój indywidualny się nie liczy.
Chyba że student to wie i nie chce żeby tak było i dba o swój rozwój. Jestem po 1 roku budownictwa mamy właśnie praktyki z geodezji. Niezwykle ciekawe i niesamowicie przydatne rzeczy, a i tak większość przeklina i chce wakacji i robi "na odpierdol".
|
|
11 na 11 | Psyk (14071 punktów) | A ja dla odmiany znam drugi koniec tego kija. W Szczecinie o pewnym profesorze mówiono, że w ogóle nie czyta prac, bo uważa to za stratę czasu tylko patrzy ile jest stron i ile przypisów i oceny wystawia na tej podstawie - im więcej tym lepiej. Według anegdoty, pewien student "pojechał po bandzie" i w pracy powrzucał całe fragmenty z "Pamiętników Fanny Hill". W różnych miejscach. Praca była gruba, opatrzona kilkudziesięcioma przypisami wziętymi na chybił trafił z katalogu. I dostał piątkę. Z Fanny Hill. Zero reakcji profesora. Więc jest prawda czasu i prawda ekranu. Sam na drugim czy trzecim roku na potwornie smęcącym profesorze przy zdaniu, że jakaś wojna wybuchła w nocy z 21 na 22 czegoś-tam spytałem "Z 21 na który?". A profesor odpowiedział... "na 22". Więc nie ma się co dziwić, że studentki czytały na wykładach branżowe czasopismo prostytutek "Cosmopolitan".
|
|
 | 2 na 2 | Michał Worgacz (2557 punktów) | >spytałem "Z 21 na który?". A profesor odpowiedział... "na 22". >
Co za mało spostrzegawczy profesor ... walnąłeś błąd - a on nie zauważył ... Powinieneś spytać "z 21 na którego ?" a nie na "który" ... pozdrawiam !
NON SERVIAM
|
|
|  | 8 na 8 | placownik (17853 punktów) |
> Powinieneś spytać "z 21 na którego ?" a nie na "który" ... pozdrawiam ! Jednak na który - w domyśle dzień. Często słyszymy niepoprawne: z pierwszego na drugiego, ale już nie: z pierwszego na drugiego dnia. Dodanie dnia sprawia, że niepoprawność staje się oczywista. Mam nadzieję.  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 9 na 9 | Michał Worgacz (2557 punktów) | > >Powinieneś spytać "z 21 na którego ?" a nie na "który" ... pozdrawiam !> Jednak na który - w domyśle dzień. Często słyszymy niepoprawne: z pierwszego na drugiego, ale już nie: z pierwszego na drugiego dnia. Dodanie dnia sprawia, że niepoprawność staje się oczywista. Mam nadzieję. >Cholera - chyba masz rację ...  Muszę więc to przyznać I skruchę tu wyznać ... Poprawiając Psyka Sam walnąłem byka
NON SERVIAM
|
|
 | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | >A profesor odpowiedział... "na 22". Więc nie ma się co dziwić, że studentki czytały na wykładach branżowe czasopismo prostytutek "Cosmopolitan".
Zawsze się zastanawiałem skąd moja uczelniana koleżanka bierze pieniądze na wszystkie super hiper markowe ciuchy. Właśnie się wyjaśniło.
|
|
 | 3 na 3 | sztejkat (4743 punktów) | >A ja dla odmiany znam drugi koniec tego kija. >W Szczecinie o pewnym profesorze mówiono, że w ogóle nie czyta prac,(....)
O wielu mówiono podobnie. Na mojej uczelni: "Rzuca prace w powietrze. Te co spadną na podłogę - nie zdał; te co na biurko, dostateczny; co na notatnik - dobry. A bardzo dobry, to tym, których prace staną kantem.".
Rzeczywistość była inna.
W sumie jednak sprawdzanie prac to chyba koszmar, co nie? Dajesz proste (dla ciebie) zagadnienia, a tam sterty bzdur, ściąganie itp. W dodatku nudne to sprawdzanie jak smok. Szczęściem wielu wpadało na genialny w swej prostocie pomysł: prace przeglądamy na chybcika i ocenimy w sposób zaniżony. Tak ocenione prace oddajemy na kwadrans, dwa studentom "do zapoznania się z oceną".
Ci, których oceniliśmy nietrafnie, przyjdą z reklamacją i wraz z pracą wskażą gdzie "pomyliliśmy" się w ocenie. Ci, których oceniliśmy trafnie i ci, którym dopisał fuks będą siedzieć cicho.
Proste? Proste. I co ciekawe, skuteczne i w miarę sprawiedliwe.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
1 na 1 | R. Grochala (970 punktów) | > Proponuję od przyszłego roku szkolnego wprowadzić jeszcze dwie dodatkowe godziny katechezy, kosztem choćby i matematyki. Wszak powszechnie i nie od dziś wiadomo, że modlitwą, byle wyklepaną na pamięć i gorliwą, świat cały zawojować można. Pomódlcie się też razem z młodzieżą o swoje, urzędnicze, zdrowie. Bo o rozum już za późno.> PozdrawiamNie rozumiem, po co w tym poście znalazł się taki akapit. To NAUKA jest!  Nie pchajmy wszędzie kościołów, religii i bożków. A przynajmniej nie do nauki.
Po co inni bogowie? Ja jestem bogiem samemu sobie!
|
|
 | 2 na 6 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | > >Proponuję od przyszłego roku szkolnego wprowadzić jeszcze dwie dodatkowe godziny katechezy, kosztem choćby i matematyki. Wszak powszechnie i nie od dziś wiadomo, że modlitwą, byle wyklepaną na pamięć i gorliwą, świat cały zawojować można. Pomódlcie się też razem z młodzieżą o swoje, urzędnicze, zdrowie. Bo o rozum już za późno.> > Pozdrawiam> Nie rozumiem, po co w tym poście znalazł się taki akapit. To NAUKA jest! Nie pchajmy wszędzie kościołów, religii i bożków. A przynajmniej nie do nauki.Może dlatego, że obecnie więcej jest katechezy niż geografii, biologii, chemii i innych bzdur. Matematyki jeszcze nie. Jeszcze.
|
|
|  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
> >Nie rozumiem, po co w tym poście znalazł się taki akapit. To NAUKA jest! Nie pchajmy wszędzie kościołów, religii i bożków. A przynajmniej nie do nauki.> Może dlatego, że obecnie więcej jest katechezy niż geografii, biologii, chemii i innych bzdur. I choćby dlatego renegocjujmy Konkordat! Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > >>Nie rozumiem, po co w tym poście znalazł się taki akapit. To NAUKA jest! Nie pchajmy wszędzie kościołów, religii i bożków. A przynajmniej nie do nauki.> >Może dlatego, że obecnie więcej jest katechezy niż geografii, biologii, chemii i innych bzdur.Już kiedyś uzgodniliśmy, że katecheza powinna być ze szkół publicznych wyprowadzona. Nie popadaj jednak w absurd. Czy w tym doszukujesz się mierności nauczania? Degrengolady polskiego szkolnictwa? Pozdrawiam.
|
|
| | |  | 4 na 4 | placownik (17853 punktów) |
>Już kiedyś uzgodniliśmy, że katecheza powinna być ze szkół publicznych wyprowadzona. Nie popadaj jednak w absurd. Czy w tym doszukujesz się mierności nauczania? Degrengolady polskiego szkolnictwa?
Oczywiście, że nie. Ale doba ma 24 godziny. 2 godziny katechezy tygodniowo, to 2 godziny mniej innych przedmiotów. O kosztach (1,5 mld zł rocznie) nie wspominając.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>Już kiedyś uzgodniliśmy, że katecheza powinna być ze szkół publicznych wyprowadzona. Nie popadaj jednak w absurd. Czy w tym doszukujesz się mierności nauczania? Degrengolady polskiego szkolnictwa? > Oczywiście, że nie. Ale doba ma 24 godziny. 2 godziny katechezy tygodniowo, to 2 godziny mniej innych przedmiotów. O kosztach (1,5 mld zł rocznie) nie wspominając.
Ta. Zaczynasz wykazywać skrajną tendencyjność. Powiedz Małgorzacie, że odnalazłeś przyczynę mierności studentów, jej "elitarnej" uczelni.
Pozdrawiam
|
|
12 na 12 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | Gdy moje dzieci chodziły do szkoły czyli gdzieś od 1980 r wprowadzono zmiany w nauczaniu matematyki. Poszatkowanie programu i sposób uczenia sprawiał że moje dzieci mimo jakich takich zdolności matematycznych miały kłopoty z matematyką. Generalnie na wywiadówkach nauczyciele wmawiali rodzicom jaka trudna i niezrozumiała jest ta matematyka. Starszy syn miał jeszcze starą ( wiekiem) nauczycielkę i przez cała podstawówkę nie miał kłopotów ale młodszy był o krok od wmówienia sobie , że matematyki nie da się nauczyć. Pomogły mu to przezwyciężyć moje podręczniki z liceum. Z programu nauczania zniknęły prawie zupełnie zadania wymagające przeprowadzenia dowodu, a także tak przydatne w życiu proporcje. Jak się przekonałam maturę z matematyki można było zdać na 5 a nie potrafić policzyć ile należy wlać wody do 10% octu by uzyskać 6%. Katastrofalny był i jest poziom podręczników z matematyki. Z tych podręczników nie sposób się jej nauczyć. By nauczyć się matematyki (a i fizyki) moje dzieci korzystały z moich podręczników szkolnych bo z ich podręczników mimo znajomości materii sama nie byłam w stanie wiele zrozumieć.
|
|
13 na 13 | Michał Worgacz (2557 punktów) | Poźom wykształcenia, się mojego telewizora jezd wysoki. W czasach, albowiem kedy sie on wykształcał telewizory, cieszyły sie wysokim powarzaniem wogule w sensie, że. No i w zwionsku z tym, ja oglondam ten muj telewizor czensto, i stond tesz wuaśnie poziom ten muj tu prezentowany też ma uzasadnienie takie. Blurp !
NON SERVIAM
|
|
8 na 8 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | Ministerstwo "Oświaty" dostało polecenie od Tuska (kryzys) ograniczenia wydatków. Polecenia zeszły w dół do dyrektorów szkół. Kryzys jest najlepszą okazją by usunąć religię ze szkół. Gdyby to rodzice mieli decydować to zamiast godziny religii byłaby godzina matematyki a drugą godzinę religii zamieniono by na godzinę z języka obcego. Religia jako przedmiot nieobowiązkowy jak już musi być powinna być finansowana z kieszeni rodziców. Ale jak znam życie z powodu oszczędności budżetowych obetnie się po jednej godzinie matematyki i języka.
|
|
 | 5 na 5 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Religia jako przedmiot nieobowiązkowy jak już musi być powinna być finansowana z kieszeni rodziców.
Czyżby? Nauczanie religii leży w interesie Kościoła - to jemu przysparza wyznawców (czytaj: podatników). Zatem to Kościół powinien ponosić koszty tej indoktrynacji.
Z serdecznymi pozdrowieniami.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
|  | 1 na 1 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | |
|
| |  | 5 na 5 | Michał Worgacz (2557 punktów) |
> Widzisz ten płacący kościół?  A ja przeczytałem : "widzisz ten płonący kościół ?" Ech ... podświadomość płata nam figle ...
NON SERVIAM
|
|
| | |  | 1 na 1 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | >A ja przeczytałem : "widzisz ten płonący kościół ?" >Ech ... podświadomość płata nam figle ...
Nie jestem taka pewna czy nie posunęliby się do podpalania kościołów w proteście gdyby zabrano im trochę kasy.
|
|
| | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>Nie jestem taka pewna czy nie posunęliby się do podpalania kościołów w proteście gdyby zabrano im trochę kasy.
Niby Kto?
|
|
| | |  | 5 na 5 | Wojtek (3465 punktów) | > > Widzisz ten płacący kościół?  > A ja przeczytałem : "widzisz ten płonący kościół ?"> Ech ... podświadomość płata nam figle ...Ale wyobrażasz sobie ten płonący kościół z wieżą, czy bez? Muszę wiedzieć, by zanalizować Twój przypadek z perspektywy freudowskiej  Pozdrawiam
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Michał Worgacz (2557 punktów) | > >> Widzisz ten płacący kościół?  > >A ja przeczytałem : "widzisz ten płonący kościół ?"> >Ech ... podświadomość płata nam figle ...> Ale wyobrażasz sobie ten płonący kościół z wieżą, czy bez? Muszę wiedzieć, by zanalizować Twój przypadek z perspektywy freudowskiej Wiesz co - przez moment miałem Ci ochotę odpisać, że z DWOMA wieżami  Ale to nie byłaby prawda ... Mówiąc szczerze wyobraziłem sobie go zupełnie bez wież.
NON SERVIAM
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Wojtek (3465 punktów) | > >Ale wyobrażasz sobie ten płonący kościół z wieżą, czy bez? Muszę wiedzieć, by zanalizować Twój przypadek z perspektywy freudowskiej > Wiesz co - przez moment miałem Ci ochotę odpisać, że z DWOMA wieżami  > Ale to nie byłaby prawda ...> Mówiąc szczerze wyobraziłem sobie go zupełnie bez wież.Wspaniale. Wycisz się teraz i spróbuj przypomnieć sobie, czy drzwi do nawy były otwarte.  Pozdrawiam
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Michał Worgacz (2557 punktów) | > >>Ale wyobrażasz sobie ten płonący kościół z wieżą, czy bez? Muszę wiedzieć, by zanalizować Twój przypadek z perspektywy freudowskiej > >Wiesz co - przez moment miałem Ci ochotę odpisać, że z DWOMA wieżami  > >Ale to nie byłaby prawda ...> >Mówiąc szczerze wyobraziłem sobie go zupełnie bez wież.> Wspaniale. Wycisz się teraz i spróbuj przypomnieć sobie, czy drzwi do nawy były otwarte.  > Pozdrawiam>No to coś czuję, że z tej analizy wyjdą niezłe jaja (nomen omen) Otóż drzwi - w ogóle nie było widać ... Kościół jawił mi się, że się tak wyrażę - od tylca 
NON SERVIAM
|
|
| | | | | | |  | 8 na 8 | Wojtek (3465 punktów) | > >Pozdrawiam>No to coś czuję, że z tej analizy wyjdą niezłe jaja (nomen omen)> Otóż drzwi - w ogóle nie było widać ...> Kościół jawił mi się, że się tak wyrażę - od tylca  Michale, nie mam dla Ciebie dobrych wieści. Z analizy Twoich wyobrażeń jasno wynika, że raczej w najbliższym czasie nie uda Ci się wyjść za mąż. Wyobrażenie kościoła bez wież jasno wskazuje na Twój głęboki lęk przed fallusem. Ponadto, kościół bez drzwi ujawnia kolejną, istotną blokadę w Twojej świadomości. Wypierasz swą prawdziwą naturę, która tkwi w wewnętrznym środku, i nie może być uzewnętrzniona zarówno do wewnątrz, jak i na zewnątrz. Naturą tą jest oczywiście dążenie do duchowej samorealizacji, a ducha tego się boisz i usiłujesz go spalić w zamkniętym kościele. Boisz się do tego stopnia, że nie stoisz przed drzwiami, a od tyłu obserwujesz sytuację. Myślę, że grupa wsparcia jest nieodzowna, choć trudno będzie skompletować grupę aż takich świrów, jak Ty. Pozdrawiam P.S. Po wakacjach składam papiery na psychologię 
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | Michał Worgacz (2557 punktów) |
> Michale, nie mam dla Ciebie dobrych wieści. Z analizy Twoich wyobrażeń (...)>No tego się niestety obawiałem ... Czułem podskórnie że coś może być na rzeczy. > P.S. Po wakacjach składam papiery na psychologię >To jest jednak pocieszające - że analizę powyższą robił kompletny amator, laik i dyletant bez pojęcia  Umysł analityczny może i masz ... ale z naciskiem na może i anal  Niemniej talenta rozwijać należy - przeto trzymam za Ciebie kciuka ... Hmmm ... albo kciuka lepiej nie - cholerna podświadomość ...  Trzymam cośtam za Ciebie - co nie przypomina wcale kciuka, ani niczego do niego podobnego tym bardziej ... Pozdrawiam !!!
NON SERVIAM
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Wspaniale. Wycisz się teraz i spróbuj przypomnieć sobie, czy drzwi do nawy były otwarte.  To już nie ma znaczenia. Diagnoza jest oczywista. Wystąpią moczenia nocne.
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | Wojtek (3465 punktów) | >To już nie ma znaczenia. Diagnoza jest oczywista. Wystąpią moczenia nocne. > Może wystąpią, ale po terapii będzie z nich dumny.
Pozdrawiam
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>To już nie ma znaczenia. Diagnoza jest oczywista. Wystąpią moczenia nocne. >> >Może wystąpią, ale po terapii będzie z nich dumny.
Jak nie znajdzie szybko męża, to mogą wystąpić polucje. Niby nic wielkiego, ale zwiększa to wydatki na pranie. Terapia jest nieodzowna.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Wojtek (3465 punktów) | >Jak nie znajdzie szybko męża, to mogą wystąpić polucje. Niby nic wielkiego, ale zwiększa to wydatki na pranie. Terapia jest nieodzowna. > Na polucje pomaga też modlitwa. Mam nadzieję, że gdy Michał otworzy się na wewnętrzną duchowość, łaska Pańska na niego spłynie i go uleczy.
Pozdrawiam
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Michał Worgacz (2557 punktów) | >>Jak nie znajdzie szybko męża, to mogą wystąpić polucje. Niby nic wielkiego, ale zwiększa to wydatki na pranie.>
Ale coś tak przyziemnego jak pranie, nie może się jednak równać z możliwymi skutkami ubocznymi tych doznań - z wizjami i ostatecznym oświeceniem włącznie ... Mimo ostrzeżeń zaryzykuję, aczkolwiek wdzięcznym Waszmości za troskę ...
>Na polucje pomaga też modlitwa. >
Modlenie się odpada ... jest to bowiem bardzo niebezpieczne. Charles Fort przedstawił wiele autentycznych przypadków, kiedy to niedoświadczeni ludzie, dotknięci, dajmy na to, suszą, modlili się żarliwie o deszcz, na skutek czego zostali zmyci razem z całą swoją wioską przez potężną powódź.
NON SERVIAM
|
|
|  | 2 na 2 | Psyk (14071 punktów) |
> Nauczanie religii leży w interesie Kościoła - to jemu przysparza wyznawców (czytaj: podatników). Zatem to Kościół powinien ponosić koszty tej indoktrynacji. > Z serdecznymi pozdrowieniami. > fides ex necessitate esse non debet
Dodam - tak jak to było w latach 1961-1990 (Kościół płacił katechetom świeckim).
|
|
| |  | -1 na 1 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | >> Nauczanie religii leży w interesie Kościoła - to jemu przysparza wyznawców (czytaj: podatników). Zatem to Kościół powinien ponosić koszty tej indoktrynacji. >> Z serdecznymi pozdrowieniami. >> fides ex necessitate esse non debet >Dodam - tak jak to było w latach 1961-1990 (Kościół płacił katechetom świeckim). Eeee ja jakiś niewierzący jestem...
|
|
| | |  | | Psyk (14071 punktów) | >>> Nauczanie religii leży w interesie Kościoła - to jemu przysparza wyznawców (czytaj: podatników). Zatem to Kościół powinien ponosić koszty tej indoktrynacji. >>> Z serdecznymi pozdrowieniami. >>> fides ex necessitate esse non debet >>Dodam - tak jak to było w latach 1961-1990 (Kościół płacił katechetom świeckim). >Eeee ja jakiś niewierzący jestem... > No i co z tego?
|
|
| | | |  | 1 na 1 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | >>>> Nauczanie religii leży w interesie Kościoła - to jemu przysparza wyznawców (czytaj: podatników). Zatem to Kościół powinien ponosić koszty tej indoktrynacji. >>>> Z serdecznymi pozdrowieniami. >>>> fides ex necessitate esse non debet >>>Dodam - tak jak to było w latach 1961-1990 (Kościół płacił katechetom świeckim). >>Eeee ja jakiś niewierzący jestem... >> >No i co z tego? Nic. Tyle, że trudno w to uwierzyć. (Że Kościół komuś za coś płacił.) ____ A propos: Rozmowy kontrolowane: - Robię takie rzeczy, że nie uwierzysz - Ja już jestem niewierzący.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Psyk (14071 punktów) |
> >No i co z tego?> Nic. Tyle, że trudno w to uwierzyć. (Że Kościół komuś za coś płacił.)Aha, o to chodzi. Kościół jak chce nie takie rzeczy potrafi zaoferować: 1) w 1950 roku Episkopat obiecał wspierać państwo, spółdzielczość, walczyć z resztkami podziemia, wzywać księży do posłuszeństwa władzy i inne (punkty 1-9) www.nonpossumus.pl/porozumienie.html2) zasada "real patronato" (patronat królewski) - obecnie niestosowana zasada, że król mógł prowadzić własną politykę kadrową w Kościele. Po raz ostatni dostał to Franco w konkordacie z 1953 roku. ("In return for the granting by the Vatican of the "royal patronage" (patronato real)[1] to Franco, the concordat gave the Church a set of privileges, e.g. state funding and exemption from government taxation.") en.wikipedia.org/wiki/Concordat_of_1953Dokładnie tego samego zażądali komuniści w tym samym roku (!), ale wówczas odpowiedzią było "Non possumus"!!! zob. pkt 4 www.nonpossumus.pl/nauczanie/nonpossumus.php"W myśl nakazu Boskiego Założyciela Kościoła katolickiego mamy "oddawać, co jest cesarskiego cesarzowi, a co jest Boskiego Bogu". Kościół w Polsce czyni i uczyni wszystko, aby rozkazanie to wypełnić jak najsumienniej. Równocześnie nie może nie widzieć, że "cesarz" sięga w danym wypadku już po rzeczy Boskie, owszem, przywłaszcza sobie prawo sięgania po nie własną mocą stale i systematycznie." Tak więc dla Kościoła Franco był Bogiem, kiedy było korzystne zawrzeć z nim konkordat. 3) możliwość wypowiedzenia konkordatu przez państwo w każdej chwili z okresem wypowiedzenia 6 miesięcy (nieprzyjęty przez czeski sejm projekt konkordatu z 2001) art. 21 ust. 3 Tato smlouva se sjednává na dobu neurčitou. Ka�dá ze smluvních stran v�ak mů�e smlouvu písemně vypovědět, v tom případě skončí platnost smlouvy 6 měsíců ode dne doručení oznámení o výpovědi druhé smluvní straně. spcp.prf.cuni.cz/dokument/sml-cr-v.htm4) przysięga na wierność państwu - zniesiona w 1990 roku. Złożył ją także biskup Wojtyła.
|
|
| | | | | |  | -2 na 4 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | >>>No i co z tego? >>Nic. Tyle, że trudno w to uwierzyć. (Że Kościół komuś za coś płacił.) >Aha, o to chodzi. Kościół jak chce nie takie rzeczy potrafi zaoferować: >(...) ale nigdzie nie dał gotówki >4) przysięga na wierność państwu - zniesiona w 1990 roku. Złożył ją także biskup Wojtyła. Złożył i złamał. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Psyk (14071 punktów) |
> ale nigdzie nie dał gotówki>Owszem, płacił katechetom świeckim. "To była bardziej kwestia przekonań religijnych niż chęci dorobienia, bo wynagrodzenie było symboliczne." gliwice.naszemiasto.pl/wydarzenia/777240.html4) przysięga na wierność państwu - zniesiona w 1990 roku. Złożył ją także biskup Wojtyła. > Złożył i złamał.> PozdrawiamRadzę nie szafować oskarżeniami bez pokrycia. W tej przysiędze chodziło o szkodzenie Polsce i aktywną zdradę, np. kolaborację z wrogiem - to, co zarzucono bp Kaczmarkowi.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | > >ale nigdzie nie dał gotówki>Owszem, płacił katechetom świeckim. "To była bardziej kwestia przekonań religijnych niż chęci dorobienia, bo wynagrodzenie było symboliczne."> gliwice.naszemiasto.pl/wydarzenia/777240.htmlJa naprawdę Ci wierzę. Skoro piszesz, że płacił to płacił. Kościelnym i organistom też płaci (znam co prawda parafie, gdzie nie płaci, ale co do zasady płaci). (Choć w twoich przykładach płacił wieloma rzeczami ale nie gotówką. Zastanawiam się, czy system komputerowy do obsługi parafii - jest taki - ma moduł kasowy i czy wystawia kwity KW.) > 4) przysięga na wierność państwu - zniesiona w 1990 roku. Złożył ją także biskup Wojtyła.> >Złożył i złamał.> Radzę nie szafować oskarżeniami bez pokrycia. W tej przysiędze chodziło o szkodzenie Polsce i aktywną zdradę, np. kolaborację z wrogiem - to, co zarzucono bp Kaczmarkowi.Nie chodziło mi o rzucanie oskarżeń. Może potraktowałem temat za lekko. Ale jeżeli Karol Wojtyła przysięgał na wierność PRL (wiedziałem, że taka przysięga obowiązywała we Francji, do twojego wpisu nie wiedziałem, ze obowiązywała w Polsce), to doprowadzając do upadku tejże PRL (a w telewizorze, że jakoś zahaczę o temat wątku, bo zboczyliśmy, tak właśnie mówią: biskup, elektryk i aktor załatwili PRL) nie działał raczej na jej korzyść... P.S. Poza tym oskarżyłbym co najwyżej o złamanie przysięgi (a nie o zdradę czy inne poważne przestępstwo). Po co wyskakiwać z Kaczmarkiem? Czy jego oskarżenie zmieniłoby się, gdyby nie składał żadnej przysięgi. Jakie tak naprawdę znaczenie ma taka przysięga? I o nic nieznaczenie tej przysięgi mi chodziło. Tu strach się odezwać. Ludzie bierzcie jelenium albo inne ziele bo się pozabijacie. O nic. Następnym razem najpierw czapkę zza węgła na kiju pokarzę. A do Ciebie to tylko pełnymi zdaniami z przypisami.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Psyk (14071 punktów) | > Ja naprawdę Ci wierzę. Skoro piszesz, że płacił to płacił. Kościelnym i organistom też płaci (znam co prawda parafie, gdzie nie płaci, ale co do zasady płaci).Więc skoro wiesz, że płaci(ł) to czemu piszesz, że nie płaci(ł)? > >4) przysięga na wierność państwu - zniesiona w 1990 roku. Złożył ją także biskup Wojtyła.> >>Złożył i złamał.> >Radzę nie szafować oskarżeniami bez pokrycia. W tej przysiędze chodziło o szkodzenie Polsce i aktywną zdradę, np. kolaborację z wrogiem - to, co zarzucono bp Kaczmarkowi.> Nie chodziło mi o rzucanie oskarżeń. Może potraktowałem temat za lekko.> Ale jeżeli Karol Wojtyła przysięgał na wierność PRL (wiedziałem, że taka przysięga obowiązywała we Francji, do twojego wpisu nie wiedziałem, ze obowiązywała w Polsce), to doprowadzając do upadku tejże PRL (a w telewizorze, że jakoś zahaczę o temat wątku, bo zboczyliśmy, tak właśnie mówią: biskup, elektryk i aktor załatwili PRL) nie działał raczej na jej korzyść...Ale w ten sposób wszystko co robili biskupi musiałbyś podciągnąć pod złamanie tej przysięgi a wtedy nie miałaby ona sensu nawet dla komunistów. Czyli jesteś w błędzie. > P.S.> Poza tym oskarżyłbym co najwyżej o złamanie przysięgi (a nie o zdradę czy inne poważne przestępstwo).Pójdź poziomczyński ja Cię uczyć każę: isap.sejm.(*)70010006 1957$01$12&type=2"Ślubuję uroczyście dochować wierności Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, przestrzegać jej porządku prawnego i nie przedsiębrać niczego, co mogłoby zagrażać dobru Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej". Ślubowanie obejmowało arcybiskupów, biskupów diecezjalnych, koadiutorów z prawem następstwa, proboszczów i administratorów parafii co było rozszerzeniem w dół ślubowania na podstawie konkordatu z 1925 roku o proboszczów i administratorów parafii. Rozumiem, że znasz tę rotę, skoro oskarżyłeś Wojtyłę o jej złamanie.W konkordacie z 1925 roku rota była następująca: "Przed Bogiem i na Święte Ewangelie przysięgam i obiecuję, jak przystoi Biskupowi, wierność Rzeczypospolitej Polskiej. Przysięgam i obiecuję, iż z zupełną lojalnością szanować będę Rząd, ustanowiony Konstytucja, i że sprawię, aby go szanowało moje duchowieństwo. Przysięgam i obiecuję poza tym, że nie będę uczestniczył w żadnym porozumieniu ani nie będę obecny przy żadnych naradach, które by mogły przynieść szkodę Państwu Polskiemu lub porządkowi publicznemu. Nie pozwolę memu duchowieństwu uczestniczyć w takich poczynaniach. Dbając o dobro i interes Państwa, będę się starał o uchylenie od niego wszelkich niebezpieczeństw, o których wiedziałbym, że mu grożą." spcp.prf.cuni.cz/dokument/konpol.htm> Po co wyskakiwać z Kaczmarkiem?Żebyś zrozumiał o czym mówi to ślubowanie i co obejmuje. > Czy jego oskarżenie zmieniłoby się, gdyby nie składał żadnej przysięgi.A skąd wiesz, że ją składał? Został mianowany biskupem w 1938 roku czyli składał, ale nie TĘ tylko tę z konkordatu... Oj chłopie, siąść i płakać. > Jakie tak naprawdę znaczenie ma taka przysięga?To głupie pytanie. A po co są przysięgi? Jeśli potrzebujesz łopatologicznie - za zdradę można było powiesić lub zamknąć, jak Stepanica. Poza tym zapewniała rząd, że biskupi nie będą piątą kolumną w państwie. > I o nic nieznaczenie tej przysięgi mi chodziło.To lepiej nigdy niczego nie przysięgaj. Nie ma to dla Ciebie żadnego znaczenia.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | A tak tylko siąść i płakać. Wróć do początku tej dyskusji. Nie pisałem, że nie płaci. Może złośliwie wbiłem szpilę, ale miałem na myśli, że praktyka działania Kościoła powoduje, że odbieram to jako niewiarygodne (w sensie "niebywałe"). No ale się przyczepiłeś, bo to przecież był atak na Ciebie, bo zarzuciłem ci napisanie nieprawdy, prawda? Żeby Cię uspokoić napisałem o co mi chodzi. To mi zrobiłeś wykład ile to kościół potrafił dać. Więc delikatnie ci powiadam, wiele może dać, jeżeli nie dotyczy to pieniędzy. Żaden z twoich przykładów nie podawał, że kościół za coś zapłacił Jak płaci swoim pracownikom to zresztą osobny temat. I wyskoczyłeś z przysięgą jaką składali biskupi PRL-owi. A co to miało do tematu? Jeżeli Karol Wojtyła składał taką przysięgę, to jako Jan Paweł II działał na szkodę PRL. A wartość przysiąg składanych przez purpuratów władzy świeckiej wielokrotnie weryfikowała historia. I tylko tyle miałem na myśli pisząc, że jak składał taką przysięgę, to ją złamał. No chyba, że Jan Paweł II zwolnił Karola Wojtyłę z tej przysięgi... Nie oskarżałem go o żadne przestępstwo. Kaczmarek był sądzony (niezależnie słusznie czy nie) nie o złamanie przysięgi tylko o konkretne przestępstwo z kodeksu karnego. Obowiązującego każdego obywatela. W republice obywateli obowiązuje prawo a nie rytualne przysięgi. I czy składał przysięgę, czy nie, czy przysięgał, czy nie po pojawieniu się podejrzenia podlega, jako obywatel, sądowi państwowemu. Gdyby był artykuł za złamanie tej przysięgi (jak za złamanie przysięgi wojskowej) to faktycznie szafowałbym oskarżeniem. Ale nie ma, więc nie szafowałem.
>To lepiej nigdy niczego nie przysięgaj. Nie ma to dla Ciebie żadnego znaczenia. Co to Ewangelia mówi o przysięganiu? Biskupi jej nie czytają? Ty potrzebujesz cytatu?
I tak z 2 żartów zrobiłeś zagadnienie. I je eskalujesz. Trochę dystansu Katonie.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Psyk (14071 punktów) | >Nie pisałem, że nie płaci. Może złośliwie wbiłem szpilę, ale miałem na myśli, że praktyka działania Kościoła powoduje, że odbieram to jako niewiarygodne (w sensie "niebywałe").
"ale nigdzie nie dał gotówki" - mam dyskutować z faktami? Jeśli masz coś innego na myśli niż piszesz to pisz jasno i zrozumiale, bo widzisz jakie są efekty. Podałem cztery przykłady tego co Kościół potrafi dać - dobre, bo mało znane. Nawet rząd PRL nigdy nie oskarżył JP2 o złamanie przysięgi (ani z tego co wiem żadnego biskupa) więc to co najmniej dziwne, że bardziej bronisz PRL-u niż jego rządy. Złamanie przysięgi to ciężkie oskarżenie, tu nie ma miejsca na żarty i powinno być solidnie uzasadnione. Tymczasem nie dałeś nawet śladu uzasadnienia (pominę milczeniem czy znałeś rotę).
>Gdyby był artykuł za złamanie tej przysięgi (jak za złamanie przysięgi wojskowej) to faktycznie szafowałbym oskarżeniem.
A który to artykuł? Widzisz poziomczyński - takiego artykułu nie ma. Piszesz głupoty. Ale możesz mnie wyprowadzić z błędu - podaj artykuł. Podobnie jak nie ma artykułu za romans czyli złamanie przysięgi małżeńskiej. Strzeliłeś sobie w stopę. Czasem lepiej milczeć niż dać się przyłapać. Pisz to co wiesz, uzasadniaj i nie gdybaj. I nie bierz czasem tego do siebie. A ja cytatu z Biblii nie potrzebuję - wystarczy mi, że nieomylny papież zaaprobował przysięganie biskupów.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | >>Nie pisałem, że nie płaci. Może złośliwie wbiłem szpilę, ale miałem na myśli, że praktyka działania Kościoła powoduje, że odbieram to jako niewiarygodne (w sensie "niebywałe"). >"ale nigdzie nie dał gotówki" - mam dyskutować z faktami? Jeśli masz coś innego na myśli niż piszesz to pisz jasno i zrozumiale, bo widzisz jakie są efekty. >Podałem cztery przykłady tego co Kościół potrafi dać - dobre, bo mało znane. Nawet rząd PRL nigdy nie oskarżył JP2 o złamanie przysięgi (ani z tego co wiem żadnego biskupa) więc to co najmniej dziwne, że bardziej bronisz PRL-u niż jego rządy. Złamanie przysięgi to ciężkie oskarżenie, tu nie ma miejsca na żarty i powinno być solidnie uzasadnione. Tymczasem nie dałeś nawet śladu uzasadnienia (pominę milczeniem czy znałeś rotę). No i co z tego, że rząd PRL nie oskarżył? Jeżeli nie wiesz, czy znałem rotę, to znaczy, że albo nie czytasz tego co napisałem, albo nie rozumiesz tego, co czytasz. Czego nie dałem śladu uzasadnienia? Brak poczucia humoru i dystansu to ciężkie inwalidztwo.
>>Gdyby był artykuł za złamanie tej przysięgi (jak za złamanie przysięgi wojskowej) to faktycznie szafowałbym oskarżeniem. >A który to artykuł? Widzisz poziomczyński - takiego artykułu nie ma. Piszesz głupoty. Ale możesz mnie wyprowadzić z błędu - podaj artykuł. Podobnie jak nie ma artykułu za romans czyli złamanie przysięgi małżeńskiej. Strzeliłeś sobie w stopę. Czasem lepiej milczeć niż dać się przyłapać. Pisz to co wiesz, uzasadniaj i nie gdybaj. I nie bierz czasem tego do siebie. A ja cytatu z Biblii nie potrzebuję - wystarczy mi, że nieomylny papież zaaprobował przysięganie biskupów. Jakiego artykułu nie ma? Za złamanie przysięgi wojskowej? Może nie ma. To znaczy, że nawet sądy polowe sądzą za konkretne przestępstwa. Jeżeli dla ciebie papież jest tak nieomylny, to pomyliłem cię z kimś innym.
Naprawdę widzisz sens ciągnięcia tego, Psyk? Naprawdę masz, Psyk, tak mały dystans do siebie, ze nie zauważasz, że robisz w igły widły? Dyskutowałem z Osnową o zwierzętach domowych. Ja sobie pisałem o moim chomiku on o tym jak ktoś źle (wg niego) potraktował kota. Widzę, że popełniłem podobny błąd. Tym razem trafiłem na nadętego bufona.
Proponuję szklankę wody i ochłonąć. EOT
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Psyk (14071 punktów) |
>>>Gdyby był artykuł za złamanie tej przysięgi (jak za złamanie przysięgi wojskowej) to faktycznie szafowałbym oskarżeniem. >>A który to artykuł? Widzisz poziomczyński - takiego artykułu nie ma. Piszesz głupoty. Ale możesz mnie wyprowadzić z błędu - podaj artykuł. >Jakiego artykułu nie ma? Za złamanie przysięgi wojskowej? Może nie ma. To znaczy, że nawet sądy polowe sądzą za konkretne przestępstwa. >Widzę, że popełniłem podobny błąd. Tym razem trafiłem na nadętego bufona.
Poziomczyński, kręcisz, nicujesz i odwracasz kota do góry ogonem jak rasowy biskup a przyłapany na kłamstwie nazywasz mnie bufonem. Chyba nie zostaniemy przyjaciółmi. Nie gadam z tobą. Nie mam o czym. EOT
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | > >>>Gdyby był artykuł za złamanie tej przysięgi (jak za złamanie przysięgi wojskowej) to faktycznie szafowałbym oskarżeniem.> >>A który to artykuł? Widzisz poziomczyński - takiego artykułu nie ma. Piszesz głupoty. Ale możesz mnie wyprowadzić z błędu - podaj artykuł.>Jakiego artykułu nie ma? Za złamanie przysięgi wojskowej? Może nie ma. To znaczy, że nawet sądy polowe sądzą za konkretne przestępstwa.> >Widzę, że popełniłem podobny błąd. Tym razem trafiłem na nadętego bufona.> Poziomczyński, kręcisz, nicujesz i odwracasz kota do góry ogonem jak rasowy biskup a przyłapany na kłamstwie nazywasz mnie bufonem. Chyba nie zostaniemy przyjaciółmi. Nie gadam z tobą. Nie mam o czym.> EOTNa jakim kłamstwie, Psyk? Wiesz, że ten Polak w zamkniętym pokoju z dwiema kulkami nie mógł jednej zgubić, a drugiej zepsuć? Czy kazałeś komuś tłumaczyć się, jak w zamkniętym pokoju można zgubić kulkę. I jak można drugą zepsuć? Cały twój problem zaczął się od zdania: "Eeee, ja tam niewierzący jestem". Odebrałeś jako zamach na twoją wiarygodność. I zrobiłeś z tego awanturę na 2 dni, w ciągu której zdążyłeś zarzucić mi kłamstwo (ciekawe gdzie?). Zawsze możesz opublikować artykuł o tym jak Karol Wojtyła dochował wierności Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i nie przedsięwziął niczego co mogłoby naruszyć jej dobro. I wykazać jak strasznie naruszyłem dobra Jego Świątobliwości sugerując złamanie przez niego przysięgi. Albo rozprawkę na temat: "Czy pisząc wiedziałem, że taka przysięga obowiązywała we Francji, do twojego wpisu nie wiedziałem, ze obowiązywała w Polsce poziomczyński określił czy znał rotę tejże przysięgi". Bo w odpowiedziach mamy: Rozumiem, że znasz tę rotę, skoro oskarżyłeś Wojtyłę o jej złamanie.I chyba oczekiwałeś odpowiedzi bo niżej piszesz Psyk: pominę milczeniem czy znałeś rotęW wątku przewinął się temat zasadności nauczania matematyki humanistów. No to ja proponuję, żeby nie całą, bo polegną, ale przynajmniej logiki. Choćby troszeczkę. I ten paternalistyczny ton: "widzisz poziomczyński". Niniejszym chciałbym przeprosić wszystkich bufonów. A co do kręcenia w tym wątku raz wystarczy ci opinia nieomylnego papieża w sprawie przysięgania a raz stroisz sobie żarty z konserwatywnych katolików i ich papieża: "To byli po prostu konserwatyści katoliccy... Skoro papież dał im mszę trydencką po łacinie to prawo do wierzenia w teorię geocentryczną jest oczywistą oczywistością..." No i to dzielenie włosa na czworo w sprawie gazów cieplarnianych. On nie zgubił tej kuleczki i nie zepsuł drugiej. To taka przesada była, żeby podkreślić jego "zdolności". P.S. Teksty źródłowe Dwie kulkiSłyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.(Mt 5,33-37) Czy owo ślubowanie na które zezwolił nieomylny papież pochodzi od Złego?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Psyk (14071 punktów) |
>Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.(Mt 5,33-37) >Czy owo ślubowanie na które zezwolił nieomylny papież pochodzi od Złego?
Poziomczyński, ty jesteś po prostu głupi. Nie rozumiesz co się do ciebie pisze.
ty: Co to Ewangelia mówi o przysięganiu? Biskupi jej nie czytają? Ty potrzebujesz cytatu? ja: A ja cytatu z Biblii nie potrzebuję - wystarczy mi, że nieomylny papież zaaprobował przysięganie biskupów.
Jeśli nieomylny papież zaaprobował przysięganie biskupów na wierność Polsce to znaczy, że nie jest to problem teologiczny i Biblia niczego tu nie zmienia. Jeśli potrzebujesz z kimś pogadać o Biblii zadzwoń po Świadków Jehowy. Będą szybciej niż pizza. Próba postawienia biskupom twojego autorytetu ponad autorytet papieża jest albo komiczna albo żałosna. Tak czy owak głupia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Wojtek (3465 punktów) | > Poziomczyński, ty jesteś po prostu głupi. Nie rozumiesz co się do ciebie pisze. Panie Psyk,
Przeginasz Pan znowu, a tak się niefortunnie składa, że moja aktywność na forum zbiegła się z Pańskimi wypowiedziami. Właściwie powinienem dać od razu bana na tydzień, ze względu na beznadziejny przypadek sklerozy połączony z bezczelnością i ADHD. Maćku, pozwalam sobie na tak ostre słowa tylko dlatego, że znów zdajesz się nie znać miary (pozwoliłem sobie również na zwrot bardziej osobisty w nadziei, że łatwiej dotrze Ci do świadomości). Tymczasem ostrzeżenie.
Pozdrawiam
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Psyk (14071 punktów) | >Panie Psyk, >Przeginasz Pan znowu, a tak się niefortunnie składa, że moja aktywność na forum zbiegła się z Pańskimi wypowiedziami. Właściwie powinienem dać od razu bana na tydzień, ze względu na beznadziejny przypadek sklerozy połączony z bezczelnością i ADHD. Maćku, pozwalam sobie na tak ostre słowa tylko dlatego, że znów zdajesz się nie znać miary (pozwoliłem sobie również na zwrot bardziej osobisty w nadziei, że łatwiej dotrze Ci do świadomości). >Tymczasem ostrzeżenie. >Pozdrawiam ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
Wojtku, wybaczam Ci po chrześcijańsku. Ja rozumiem - mus to mus. Aktorstwo przede wszystkim, jak nas nauczył Ojciec Święty. O reszcie pogadamy za sceną.
|
|
|  | 3 na 3 | Psyk (14071 punktów) | >>Religia jako przedmiot nieobowiązkowy jak już musi być powinna być finansowana z kieszeni rodziców. > Czyżby? > Nauczanie religii leży w interesie Kościoła - to jemu przysparza wyznawców (czytaj: podatników). Zatem to Kościół powinien ponosić koszty tej indoktrynacji. > Z serdecznymi pozdrowieniami. > fides ex necessitate esse non debet
Ich tupet i taktyka polega na tym, że mówią innym, że jest ich interesem, aby ich utrzymywali (względnie ich prawem, aby za coś/czegoś nie płacić). Np. Glemp bez zająknięcia mówił, że konkordat jest korzystny dla Polski więc jeśli ktoś jest przeciwko konkordatowi to tym samym szkodzi Polsce... A tam gdzie mogą - nawet obowiązkiem (nowe przykazania kościelne - "dbać o materialne potrzeby Kościoła"). Pół biedy jeśli wierzy w to baran czyli wierny. Gorzej jeśli wierzy w to państwo, bo samo staje się takim baranem, pardon - barankiem Bożym.
|
|
| |  | 4 na 4 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | Widzisz, Maćku, osiągnięcia w zakresie socjo- i psychotechniki są już tak duże, że pozwalają na stosowanie środków manipulacyjnych, które dla wielu ludzi są niezauważalne, a efekt osiągają. Kościół "od zawsze" wmawiał ludziom, że tylko składane nań ofiary są w stanie zapewnić wiernym zbawienie. To są koszty pośrednictwa kapłanów pomiędzy bogiem, a "zwykłym" człowiekiem. "Zwykły" człowiek w to wierzy tym łatwiej, gdyż wie doskonale z doświadczenia, że on sam też musi się jakoś utrzymać, a to kosztuje. Skoro więc kapłan oddaje się całkowicie służbie bogu (dla dobra wiernych, rzecz jasna, a i dla swego zbawienia tak przy okazji), to jest oczywiste, że nie ma już czasu na działalność zarobkową. Trzeba zatem zrobić "zrzutkę" na jego utrzymanie. To wydaje się bardzo oczywiste, zwłaszcza dla każdego wierzącego. Kilka tysięcy lat funkcjonowania mitów o bogach oraz funkcjonowania kapłanów jako pośredników (wybrańców bożych) skutkuje do dziś mitem, że wiara niezinstytucjonalizowana jest niewiele warta! Stąd dążność wszekiej maści nawiedzeńców do tworzenia sekt i wspólnot religijnych. Z jednej bowiem strony działa mechanizm psychologiczny polegający na szukaniu potwierdzenia u INNYCH słuszności własnych przekonań (im więcej wyznawców, tym słuszność bardziej oczywista, "jedynie prawdziwa"), z drugiej zaś - ekonomiczna konieczność zapewnienia SOBIE środków niezbędnych do życia. Jak więc widać, sama wiara jako taka nie ma tu nic do rzeczy. > Gorzej jeśli wierzy w to państwo, bo samo staje się takim baranem, pardon - barankiem Bożym. Rozumiem, że jest to pewne uproszczenie, czyli skrót myślowy.  Państwo jest tylko instytucją i jako takie w nic nie wierzy. Jego charakter ideologiczny zależy w pełni od wypadkowej poglądów (a w rzeczywistości: interesów) ludzi nim rządzących. I to właśnie ten fakt należy uświadamiać szerokim masom. Wtedy może wreszcie przestaną wierzyć w brednie. Serdecznie pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | |  | 3 na 3 | Psyk (14071 punktów) | > Widzisz, Maćku, osiągnięcia w zakresie socjo- i psychotechniki są już tak duże, że pozwalają na stosowanie środków manipulacyjnych, które dla wielu ludzi są niezauważalne, a efekt osiągają.Ja też rozumiem, że to skrót myślowy, bo socjo- i psychotechniki (bardzo dobre!) stosowano przed Augustem Comte i Oświeceniem a tak naprawdę to właśnie wówczas zaczęło się ich "odczarowanie" (posiłkując się Dennettem - pl.wikipedia.org/wiki/Odczarowanie - a raczej zwrotem "breaking the spell"). > Jak więc widać, sama wiara jako taka nie ma tu nic do rzeczy.> >Gorzej jeśli wierzy w to państwo, bo samo staje się takim baranem, pardon - barankiem Bożym.> Rozumiem, że jest to pewne uproszczenie, czyli skrót myślowy.  > Państwo jest tylko instytucją i jako takie w nic nie wierzy. Jego charakter ideologiczny zależy w pełni od wypadkowej poglądów (a w rzeczywistości: interesów) ludzi nim rządzących. I to właśnie ten fakt należy uświadamiać szerokim masom. Wtedy może wreszcie przestaną wierzyć w brednie.> Serdecznie pozdrawiam.Tak, w tym sensie w jakim Polska "wierzy" w to, że trzeba księżom płacić za katechizację, co jest własnym zadaniem Kościoła według soboru watykańskiego II. Oraz świętopietrze w wysokości ok. 100 mln PLN rocznie wypłacane pod pozorem "odszkodowań za nacjonalizację".
|
|
| | |  | -1 na 1 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | > Kościół "od zawsze" wmawiał ludziom, że tylko składane nań ofiary są w stanie zapewnić wiernym zbawienie. To są koszty pośrednictwa kapłanów pomiędzy bogiem, a "zwykłym" człowiekiem. "Zwykły" człowiek w to wierzy tym łatwiej, gdyż wie doskonale z doświadczenia, że on sam też musi się jakoś utrzymać, a to kosztuje. Skoro więc kapłan oddaje się całkowicie służbie bogu (dla dobra wiernych, rzecz jasna, a i dla swego zbawienia tak przy okazji), to jest oczywiste, że nie ma już czasu na działalność zarobkową. Trzeba zatem zrobić "zrzutkę" na jego utrzymanie. To wydaje się bardzo oczywiste, zwłaszcza dla każdego wierzącego. > Kilka tysięcy lat funkcjonowania mitów o bogach oraz funkcjonowania kapłanów jako pośredników (wybrańców bożych) skutkuje do dziś mitem, że wiara niezinstytucjonalizowana jest niewiele warta! Stąd dążność wszekiej maści nawiedzeńców do tworzenia sekt i wspólnot religijnych. Z jednej bowiem strony działa mechanizm psychologiczny polegający na szukaniu potwierdzenia u INNYCH słuszności własnych przekonań (im więcej wyznawców, tym słuszność bardziej oczywista, "jedynie prawdziwa"), z drugiej zaś - ekonomiczna konieczność zapewnienia SOBIE środków niezbędnych do życia. > Jak więc widać, sama wiara jako taka nie ma tu nic do rzeczy.
I w sumie wracamy do zagajenia. Jedyną gałęzią nauki (i to prawdziwej nauki - matematyki), która w rzeczywistości pozbawia kościół argumentów jest statystyka, która po porostu wykazuje brak korelacji (albo nawet korelację inną niż głoszona przez macochę naszą) miedzy zaklinaniem bozi a pomyślnością społeczeństwa.
|
|
4 na 4 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Za rok obowiązkowa matura z matematyki. Panie i Panowie z Ministerstwa Haniebnej Edukacji!> Proponuję od przyszłego roku szkolnego wprowadzić jeszcze dwie dodatkowe godziny katechezy, kosztem> choćby i matematyki. Wszak powszechnie i nie od dziś wiadomo, że modlitwą, byle wyklepaną na pamięć> i gorliwą, świat cały zawojować można. Pomódlcie się też razem z młodzieżą o swoje, urzędnicze,> zdrowie.To jest wstawka niepotrzebna. Od dawna obserwuję, nie tylko ja, degrengoladę procesu nauczania. Marne uczelnie wypuszczają marnych nauczycieli, ci tworzą miernych absolwentów szkół. Znajoma dyrektorka gimnazjum, to potwierdza. Doszukuje się także nijakości w sytuacji polskich rodzin. Mało kto przywiązuje uwagę do edukacji swoich dzieci. Większość jej uczniów pochodzi z rodzin rozbitych i patologicznych. Zwróciła mi uwagę, na galopujące narastanie tego zjawiska. Z wielkim sentymentem wspominam swoich nauczycieli, których się kiedyś baliśmy, nienawidziliśmy za ich srogość, jednak oprócz twardych wymogów związanych z nauczaniem przedmiotu, sporo czasu poświęcali na kształtowanie naszych charakterów i samodzielności myślenia. Może już nikomu nie zależy na społeczeństwie dobrze wykształconym. Jełopami łatwiej sterować. To co opisałaś, na moim kierunku studiów byłoby niemożliwe. Nie było możliwości, żeby student nie potrafił czytać ze zrozumieniem. Nie dostałby się na uczelnię, a jeżeli jakimś cudem tak, to ostra selekcja na pierwszym semestrze, by go wykasowała. Zaczynało studia stu młodych ludzi. Po pięciu latach pozostało trzydziestu. Obecnie na tym kierunku zdobywa "wiedzę" dwa tysiące studentów. P.S. Kolega pochwalił się, że jego syn jednego dnia zdał pięć egzaminów. Tak się studiuje na uczelniach niepublicznych. Tata płaci  Pozdrawiam. P.S. Nie biadol zbytnio, bo Gronostaj zaprosi Ciebie na rozmowę.
|
|
3 na 3 | Grzegorz (5685 punktów) | > Elitarna polska uczelnia. Elitarny kierunek, choć tak zwany humanistyczny. Egzamin z pewnego >działu matematyki stosowanej, wręcz niezbędnego na tym kierunku. Rozdane arkusze egzaminacyjne. Pocieszę Cię że na większości kierunków pewnej dobrej uczelni technicznej byłoby niewiele lepiej. Przyczyn jest tak wiele że trudno powiedzieć gdzie dokładnie dziecko zostało wylane z kąpielą - czy już na etapie szkolnictwa niższego, czy może głównym winowajcą jest system dotacji promujący nieomal "sprzedawanie dyplomów", itd. Ciekawe czy wprowadzenie matury z matematyki coś zmieni. Myślę że niewiele, bo niezależnie od wyników większość maturzystów i tak pójdzie na studia, a uczelnie i tak ze względu na dotacje będą musiały ich przyjąć.
|
|
1 na 3 | jkl; (5859 punktów) | > Elitarna polska uczelnia. Elitarny kierunek, choć tak zwany humanistyczny. Egzamin z pewnego> działu matematyki stosowanej, wręcz niezbędnego na tym kierunku.O Boże, Boże, jak myśmy na psychologii nienawidzili tej cholernej statystyki!!!  W końcu nie po to wybiera się humanistyczny kierunek by potem brnąć przez półstronicowe, piętrowe wzory, i to jeszcze przy świadomości, że istnieją do tego odpowiednie programy komputerowe. > Nie ma podstaw do odrzucenia hipotezy zerowej, a zatem jakość teleturniejów nie zależy od wykształcenia telewizorów.Elitarne uczelnie nie są wolne od matołów. > Za rok obowiązkowa matura z matematyki. Panie i Panowie z Ministerstwa Haniebnej Edukacji!Haniebny to jest właśnie pomysł tej obowiązkowej matematyki. Zdolności matematyczne są takim samym, rzadkim talentem jak zdolności muzyczne czy plastyczne. Równie dobrze można by obowiązkowo egzaminować z fortepianu lub portretu. We wszystkich tych przykładach niewielu umie i rozumie, a resztę można najwyżej małpio wytresować.
|
|
 | 3 na 3 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>Elitarne uczelnie nie są wolne od matołów.
No to już nie są elitarne.
>Haniebny to jest właśnie pomysł tej obowiązkowej matematyki. >Zdolności matematyczne są takim samym, rzadkim talentem jak zdolności muzyczne czy plastyczne. Równie dobrze można by obowiązkowo egzaminować z fortepianu lub portretu. >We wszystkich tych przykładach niewielu umie i rozumie, a resztę można najwyżej małpio wytresować.
To wytresować. Podstawy matematyki powinno się znać.
Pozdrawiam.
|
|
|  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | > >Elitarne uczelnie nie są wolne od matołów.> No to już nie są elitarne.Zależy na co patrzeć- na wyniki wstępnych egzaminów, na iloraz inteligencji uczniów, na ich późniejsze sukcesy zawodowe... Ale w zasadzie masz rację  > To wytresować. Podstawy matematyki powinno się znać.Podstawy biologii również, a obowiązkowa na maturze nie jest. Zresztą, czy ja mówię, że matematykę ze szkół wycofać? Tylko z egzaminów. Nie wydaje Ci się absurdalne, że ktoś kto zawali matmę- bo nie ma ku niej wrodzonych zdolności- nie dostanie się na polonistykę, studia językowe albo akademię sztuk pięknych?
|
|
| |  | 5 na 5 | pavvel (8272 punktów) |
>Nie wydaje Ci się absurdalne, że ktoś kto zawali matmę- bo nie ma ku niej wrodzonych zdolności- nie dostanie się na polonistykę, studia językowe albo akademię sztuk pięknych?
Maturę na poziomie podstawowym z matematyki jest w stanie zdać dobry absolwent gimnazjum. Ktoś, kto ma problemy z tak nisko zawieszoną poprzeczką nie zasługuje moim zdaniem, na prawo studiowania czegokolwiek.
Byłbym skłonny przyznać racje przeciwnikom obowiązkowej matury z matematyki, jeżeli jako uzupełnienie egzaminów na każdym poziomie pojawiłyby się testy na inteligencję.
P.S. Przez parę lat udzielałem korepetycji z matmy i fizyki i wiem, że jeżeli ktoś próbuje coś się nauczyć, jest w stanie pokonać tę swoją wrodzoną niezdolność Gorzej gdy ktoś nawet zdolny uważał, że jemu biologia się bardziej przyda i brał korki tylko dlatego, ze rodzice kazali.
|
|
| |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) |
>Nie wydaje Ci się absurdalne, że ktoś kto zawali matmę- bo nie ma ku niej wrodzonych zdolności- nie dostanie się na polonistykę, studia językowe albo akademię sztuk pięknych?
Wydaje mi się, że problem z matematyką, wynika częściowo z demonizowania tego przedmiotu. Już dzieciom w podstawówce wmawia się, że matematyka jest taka trudna, że aby ją zrozumieć potrzebne są jakieś specjalne zdolności - w takiej sytuacji łatwo jest wytłumaczyć sobie: "Mam kiepskie wyniki z matematyki, bo zapewne brak mi tych zdolności i nigdy tego nie zrozumiem". I jeśli taki uczeń w to uwierzy, to faktycznie może nigdy materiału z matematyki nie opanować.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | |  | 1 na 1 | spray (5875 punktów) | >>Nie wydaje Ci się absurdalne, że ktoś kto zawali matmę- bo nie ma ku niej wrodzonych zdolności- nie dostanie się na polonistykę, studia językowe albo akademię sztuk pięknych? >Wydaje mi się, że problem z matematyką, wynika częściowo z demonizowania tego przedmiotu. Już dzieciom w podstawówce wmawia się, że matematyka jest taka trudna, że aby ją zrozumieć potrzebne są jakieś specjalne zdolności - w takiej sytuacji łatwo jest wytłumaczyć sobie: "Mam kiepskie wyniki z matematyki, bo zapewne brak mi tych zdolności i nigdy tego nie zrozumiem". I jeśli taki uczeń w to uwierzy, to faktycznie może nigdy materiału z matematyki nie opanować. > Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe Tak jakby troche prawdy w tym jest. Ale nie cala. Czyli w sumie : g... prawda! Najwiecej zalezy od nauczyciela, zwlaszcza , gdy mowimy o nauczaniu w szkole podstawowej i gimnazjum. Tym prostym sposobem zwracam uwage na kwalifikacje kadry nauczycielkiej. A tym samym na to, co wyzej sie nie raz powiedzialo o ... przygotowaniu nauczycieli do zawodu. O powolaniu to juz chyba nie warto wspominac?
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) |
>Tak jakby troche prawdy w tym jest. Ale nie cala. >Czyli w sumie : g... prawda! >Najwiecej zalezy od nauczyciela, zwlaszcza , gdy mowimy o nauczaniu w szkole podstawowej i gimnazjum. >Tym prostym sposobem zwracam uwage na kwalifikacje kadry nauczycielkiej. A tym samym na to, co wyzej sie nie raz powiedzialo o ... przygotowaniu nauczycieli do zawodu. O powolaniu to juz chyba nie warto wspominac?
Nie do konca g... prawda, zwłaszcza, że polemizowałam z twierdzeniem jkl o konieczności posiadania specjalnych zdolności matematycznych. Zwróć też uwagę, że użyłam sformułowania " częściowo wynika". To, o czym Ty piszesz, to druga sprawa, a jest i trzecia (zresztą też już w tym wątku poruszona) - mianowicie całkowicie niesprzyjający przyswajaniu matematyki program nauczania. Kolokwialnie rzecz ujmując, dzieci uczą się wszystkiego "po łebkach" i żadnego działu nie ćwiczą wystarczająco długo. A matematyka wymaga systematycznego powtarzania, ćwiczenia, a przede wszystkim opanowania materiału z kolejnych działów. Jeżeli jeden z nich zostanie zaniedbany, to wejście na kolejny poziom staje się trudne. Poza tym nie ma w niej nic szczególnie trudnego. Chyba, że sama, w swojej głowie przekonasz samą siebie, że jest inaczej.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
 | 5 na 5 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | >Haniebny to jest właśnie pomysł tej obowiązkowej matematyki. >Zdolności matematyczne są takim samym, rzadkim talentem jak zdolności muzyczne czy plastyczne. Równie dobrze można by obowiązkowo egzaminować z fortepianu lub portretu. >We wszystkich tych przykładach niewielu umie i rozumie, a resztę można najwyżej małpio wytresować. Przyczyną 95% trudności z matematyką są luki w opanowywanym materiale. Swego czasu zajmowałam się korepetycjami z matematyki. (Dawno temu, kiedy matematyka była na dobrym poziomie.) Podstawą jako takiego sukcesu było znalezienie luk w wiedzy. Czasem to były ułamki, czasem podstawowe definicje z geometrii ( wśród uczniów liceum). Usunięcie luk pozwalało przerobić materiał z sukcesem. Matematyka ma taką cechę , że bez solidnych podstaw nie da się jej nauczyć. Tu nic nie da się wykuć i wyklepać wszystko trzeba zrozumieć. A jak się rozumie to jest bajecznie prosta.
|
|
|  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | > Tu nic nie da się wykuć i wyklepać wszystko trzeba zrozumieć.Zwłaszcza tabliczkę mnożenia  Całą moją edukację matematyczną przeszłam na zasadzie kucia i klepania. Owszem, bywały ciekawsze momenty, ale generalnie cały świat liczb i abstrakcji wywoływał ból głowy i obrzydzenie. Ewentualne "luki" nie były tego przyczyną tylko skutkiem. > A jak się rozumie to jest bajecznie prosta.Ach, to tak zawsze. Ja np uważam, że bajecznie proste jest realistyczne rysowanie z natury. Mogę nawet udzielić korepetycji tym, którzy z jakiś tajemniczych powodów nie czuli potrzeby poświęcić się temu prostemu i fascynującemu zajęciu...
|
|
| |  | | Autografka (10638 punktów) |
> Ja np uważam, że bajecznie proste jest realistyczne rysowanie z natury. Mogę nawet udzielić korepetycji tym, którzy z jakiś tajemniczych powodów nie czuli potrzeby poświęcić się temu prostemu i fascynującemu zajęciu...Przeczytałam to dopiero teraz i uśmiałam się.  Spróbuj ze mną, a Twoja samoocena jako nauczyciela, zanurkuje na samo dno. Już ja Ci to gwarantuję. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | |  | | jkl; (5859 punktów) | > Przeczytałam to dopiero teraz i uśmiałam się. Spróbuj ze mną, a Twoja samoocena jako nauczyciela, zanurkuje na samo dno. Już ja Ci to gwarantuję.  W przeciwieństwie do nauczycieli matematyki nie zmuszałabym Cię do czegoś do czego nie masz predyspozycji. Ot, trochę podstaw, a dalej jak nie to nie... Oczywiście, gdyby była obowiązkowa matura z plastyki trzaskałabyś szkic za szkicem w pocie i we łzach
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) |
> Oczywiście, gdyby była obowiązkowa matura z plastyki trzaskałabyś szkic za szkicem w pocie i we łzach Wiesz, chyba otworzyłaś mi, powyższym zdaniem, oczy.  Czasami trudno się wczuć w położenie innego człowieka, a wyobrażenie sobie obowiązkowej matury z rysunku, chyba pomogło mi zrozumieć ludzi, którzy nie lubią matematyki.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
 | 6 na 6 | sztejkat (4743 punktów) | > >(...)> >działu matematyki stosowanej, wręcz niezbędnego na tym kierunku.> O Boże, Boże, jak myśmy na psychologii nienawidzili tej cholernej statystyki!!! > W końcu nie po to wybiera się humanistyczny kierunek by potem brnąć przez półstronicowe, piętrowe wzory,(....)Jako że różne rzeczy ludzie w pracy drukują na sieciowej drukarce, trafiłem tamże raz jeden na pracę bodajże z socjologii. Jako "gumowe ucho" i człowiek ciekawski rzeczy tak osobliwej nie mogłem nie przeglądnąć. I tak na pierwszy rzut oka: badanie, ankieta, wykresiki, wnioski. Patrzę, szukam i nie widzę. Gdzie liczność próby? Gdzie choćby odchylenie standardowe wyników? Gdzie współczynniki korelacji między cechami? I cała rzesza innych matematycznych bzdur, bez których nie da się w zupełności nic prawdziwego powiedzieć o wynikach badania. Statystyka jest moją słabą stroną. W zasadzie poza rozkładem normalnym i paroma innymi kawałkami to terra incognitaMimo to doświadczyłem wielokrotnie, jak niezbędnym w opracowywaniu wyników jakichkolwiek pomiarów jest rachunek błędów i opracowanie choćby elementarnych cech statystycznych pomiaru. Po porządnym opracowaniu błędów odpowiedź potrafi bowiem zmienić się z "Tak" na "Nie". Choć najczęściej oczywiście na smętne: "pomiar nie pozwala na odrzucenie/potwierdzenie hipotezy". Smętne, bo badanie trzeba zaplanować ponownie i powtórzyć. Jako, że psychologia wydaje się namiętnie korzystać z szerokiej gamy testów czuję się uprawniony do wyciągnięcia wniosku: znajomość statystyki (znacznie bardziej zaawansowana niż moja) jest w tym zawodzie prawdziwemu profesjonaliści niezbędna. Co o tym sądzisz? Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
7 na 7 | Koraszewski (82900 punktów) | A no właśnie. W dzisiejszym wydaniu "Gazety Wyborczej" mój ukochany Janusz Majcherek pomstuje na pomysł matury z matematyki, a tak w ogóle przeklina nadmiar przedmiotów ścisłych w szkole, za co wini pozytywistów rzekomo wprowadzających w błąd opinię publiczną, że komukolwiek jest to do szczęścia potrzebne. To, że jakiś Majcherek ma takie pomysły a nie inne, to jedno, że jest niezwykle wziętym publicystą, którego brednie są eksponowane przez "GW", "Rzeczpospolitą" i inne czołowe pisma, to sprawa znacznie poważniejsza. Jeśli natomiast idzie o dramaty biednych studentów, to moim skromnym zdaniem są one winą kształcenia nauczycieli matematyki. Matematyka prezentowana dziecku z klasy pierwszej czy drugiej może i powinna być jednym pasmem zabawy. Kiedy dziecko dociera do klasy piątej i każda lekcja matematyki jest dla niego pasmem nudy i udręki, to po kolejnych ośmiu latach zmory może uda mu się studiować socjologię, psychologię lub filozofię (o ile jakimś cudem zaliczy obowiązkową statystykę). Produkcja Majcherków jest u nas taśmowa.
|
|
 | -1 na 1 | jkl; (5859 punktów) |
>Jeśli natomiast idzie o dramaty biednych studentów, to moim skromnym zdaniem są one winą kształcenia nauczycieli matematyki. Nie, po prostu matematyka dla większości ludzi jest nudna i niezrozumiała sama z siebie. Trzeba daru, talentu, by ją naprawdę rozumieć i się nią fascynować. Dlatego całe nauczanie matematyki to wbijanie do głów pewnych mechanizmów i schematów oraz ich zastosowań.
Wymagać od humanisty wyższej matematyki, to jak od umysłu ścisłego umiejętności pisania tekstów chwytających za serce. (też pożyteczna umiejętność- może jakieś warsztaty na zaliczenie na kierunkach matematycznych?)
>Produkcja Majcherków jest u nas taśmowa. No to czemu jedynie porządnie wykształceni matematycy są taką mniejszością wśród publicystów?
|
|
|  | | Zyga (1539 punktów) | >Nie, po prostu matematyka dla większości ludzi jest nudna i niezrozumiała sama z siebie. Trzeba daru, talentu, by ją naprawdę rozumieć i się nią fascynować. >Dlatego całe nauczanie matematyki to wbijanie do głów pewnych mechanizmów i schematów oraz ich zastosowań.
Coś w tym może być. Czasem sobie myślę, że gdybym urodził się 15 lat później, miałbym zaświadczenie o ADHD i dysmózgowiu. Robiąc jedną rzecz rozwiązuje w głowie 15 innych problemów. Efekt jest taki, że gdy mam policzyć nakrętki w słoiku (lub zrobić coś równie ciekawego) to mylę się w okolicach 200. W tym czasie zastanawiam się jak poprowadzić instalację w łazience, gdzie będzie najlepszy punkt na powieszenie czujnika gazu... Podobnie miałem w szkole. To co mnie nie interesowało, stawało się dramatem przy zaliczeniach. Z czasem system nauczania wszystko zamieniał w nudne i męczące. Ile można słuchać o produkcji tranzystorów, gdy chce się ich używać, a nie produkować.
|
|
|  | 6 na 6 | Koraszewski (82900 punktów) | >Nie, po prostu matematyka dla większości ludzi jest nudna i niezrozumiała sama z siebie.< Matematyka podobnie jak język jest tylko narzędziem. (Fascynująca staje się dopiero kiedy staję się zagadką.) Ani do nauczenia się matematyki (na poziomie wymaganym na maturze) ani do nauczenia się języka obcego, nie potrzeba szczególnie wysokiego IQ. Dopiero osoby mające umysły uszkodzone przez złych nauczycieli nabierają przekonania, że "nie mają głowy do matematyki", czy że "nie mają głowy do języków". Znajomy nauczyciel angielskiego uczy dorosłych zaczynając od przekleństw i sprośności (żeby ich nie upupiać i nie odzierać z godności dorosłego człowieka). Wystarczy obejrzeć przeciętną klasę prowadzoną przez dobrego nauczyciela matematyki, żeby zrozumieć absurd twoich twierdzeń. Kiedy uczeń ma ogromne zaległości, zaczyna uważać, że opanowanie tego wszystkiego przekracza jego możliwości umysłowe, zaś ratując się przed degradującym poczuciem własnego debilizmu dorabia sobie teorie o wrodzonych zdolnościach, zbędności matematyki, itp. A tego, że można masowo kształcić dobrych nauczycieli matematyki dowiódł ponad wszelką wątpliwość Singapur.
|
|
| |  | | Psyk (14071 punktów) | >Matematyka podobnie jak język jest tylko narzędziem. (Fascynująca staje się dopiero kiedy staję się zagadką.)
Andrzeju Ty zawsze jesteś zagadką co znaczy, że matematyka zawsze jest fascynująca. Co należało udowodnić.
|
|
|  | 7 na 7 | Wojtek (3465 punktów) | > Nie, po prostu matematyka dla większości ludzi jest nudna i niezrozumiała sama z siebie. Trzeba daru, talentu, by ją naprawdę rozumieć i się nią fascynować.Niestety, mylisz się co do daru, talentu. Zdolności matematyczne opierają się na wrodzonych mechanizmach i są jak najbardziej możliwe do wypracowania. Jak z każdą zdolnością - poziom wybitny wymaga talentu. Niemniej, obliczenia na poziomie podstawowym (np. statystyczne - to banalna matematyka) są osiągalne dla każdego. Potwierdzone to zostało licznymi badaniami. Ciekawy artykuł na temat zdolności matematycznych i ich rozwijania> Dlatego całe nauczanie matematyki to wbijanie do głów pewnych mechanizmów i schematów oraz ich zastosowań.Oczywiście. Ale to nie o te mechanizmy chodzi, a o możliwość ich powiązania. To o czym mówisz, to właśnie sposób na skuteczne nienauczenie matematyki. Nauczanie matematyki w Polsce polega w głównej mierze na wkuwaniu wzorów. Nie o to zaś w matematyce chodzi. De facto, znając minimalną ilość zasad, ale potrafiąc je logicznie uporządkować i z nich wnioskować można właściwie posiąść całą dostępną wiedzę matematyczną. Do rozwiązania dowolnego zadania z zakresu szkoły średniej wystarczy znajomość pojęć liczb naturalnych i rzeczywistych plus podstawowych operacji arytmetycznych. Nie trzeba nawet znać wartości stałych. Kiedyś, pewien mądry człowiek wyjaśnił mi skąd się bierze PI. Policzyłem je sobie na kartce z niewielką dokładnością. Problem w tym, że rzadko zdarzają się nauczyciele matematyki, którym przyjdzie do głowy wyjaśnić podopiecznym skąd się te wzorki i stałe wzięły. > Wymagać od humanisty wyższej matematyki, to jak od umysłu ścisłego umiejętności pisania tekstów chwytających za serce. (też pożyteczna umiejętność- może jakieś warsztaty na zaliczenie na kierunkach matematycznych?)Większość humanistów nie napisze tekstu chwytającego za serce. Co więcej, wielu napisze tekst, który nawet logicznym nie jest. I w tym tkwi problem. Za cnotę uznano mierność i nazwano umysłem humanistycznym. A tu nie o matematykę idzie, a o zdolność logicznego powiązania faktów, ich przetworzenia. David Hilbert o jednym z byłych uczniów kiedyś powiedział: "Ach, ten, został poetą. Na matematyka miał zbyt mało wyobraźni". W poprzednim moim poście w tym wątku wkleiłem link do pewnego żartobliwego programiku bazującego na żarcie Alana Sokala ( link). Tutaj link do tego żartu z humanistów.
> >Produkcja Majcherków jest u nas taśmowa.> No to czemu jedynie porządnie wykształceni matematycy są taką mniejszością wśród publicystów?Może dlatego, że towarzystwo raczej nie do pogadania? Pozdrawiam
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
 | 10 na 10 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Janusz Majcherek pomstuje na pomysł matury z matematyki, a tak w ogóle przeklina nadmiar przedmiotów ścisłych w szkole, za co wini pozytywistów rzekomo wprowadzających w błąd opinię publiczną, że komukolwiek jest to do szczęścia potrzebne.
Na jaką cholerę, komu potrzebna jest matematyka. Przemysłu nie ma, instytuty go wspierające potrzebne są jak psu piąta noga. Uczenie matematyki powoduje chorą dociekliwość, uczeń zacznie się niezdrowo zastanawiać, co z czego wynika zamiast ufać w łaskę bożą. Deterministyczne myślenie jest nie tylko niebezpieczne dla kościoła, ale, a nawet przede wszystkim, dla korporacji. Poza tym burzy poczucie szczęścia, na półkach sklepowych już jest nie tylko ocet, więc nie ma żadnego powodu niepotrzebnie niepokoić społeczeństwa niezdrowym myśleniem. Aneta Dziwińska
|
|
|  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | > Deterministyczne myślenie jest nie tylko niebezpieczne dla kościoła, ale, a nawet przede wszystkim, dla korporacji. Poza tym burzy poczucie szczęścia, na półkach sklepowych już jest nie tylko ocet, więc nie ma żadnego powodu niepotrzebnie niepokoić społeczeństwa niezdrowym myśleniem. >Aneta Dziwińska > Sluszna uwaga! Jak cholota zacznie myslec, to jeszcze gotowa zaczac sie zastanawiac, dlaczego tylko na ocet ja stac, skoro na polkach jest wszystko. Kiedys, panie, to przynajmniej bylo wiadomo : jest ocet dla wszystkich. A tera, panie, co ? Dla wszystkich tylko ocet ? Wszystko jest przeciez...
|
|
| Kowalska (14008 punktów) | Chyba już czas, by zacząć ratować lasy.
|
|
 | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >Chyba już czas, by zacząć ratować lasy.
Jedziemy na wizję lokalną? >
|
|
3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Połowa zdających egzaminu nie zaliczyła.
Nie zrażaj się. Twardo wymagaj, że mają się nauczyć. Wskaż im skrypt lub podręcznik i konkretnie zaznacz jaki materiał muszą opanować do egzaminu poprawkowego. Daj im zestaw problemów podobnych do pytań egzaminacyjnych i niech ćwiczą. Jak tego nie zrobili w ciągu roku akademickiego to teraz muszą poświęcić na to wakacje. Trudno.
Wiem z własnego doświadczenia, że znakomita większość studentów nie tyle nie potrafi nauczyć się matematyki, co zwyczajnie im się nie chce. Nawet na kierunkach ścisłych matematyczne metody rzadko wzbudzają zainteresowanie. A na kierunkach z pogranicza humanistyki łatwo sobie mogę sobie wyobrazić atmosferę bojkotu i nadzieję, że ujdzie to płazem. Ale jeżeli uczelnia jest elitarna, to realna groźba nie zaliczenia roku poskutkuje i w końcu tylko niewielka część nie zda.
A na początku następnego cyklu wykładów warto zaznaczyć, że zdajesz sobie sprawę z obniżonego standardu matematyki w szkole średniej, ale że standard ten nie zmienił się na Twojej uczelni, i że wszelkie braki studenci będą musieli nadgonić. Warto też omówić jakiś przykład trudniejszego pytania egzaminacyjnego, aby studenci jasno sobie zdawali sprawę jaki poziom jest od nich wymagany.
Życzę powodzenia.
|
|
 | -1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | >A na kierunkach z pogranicza humanistyki łatwo sobie mogę sobie wyobrazić atmosferę bojkotu i nadzieję, że ujdzie to płazem. Obliczenia statystyczne można robić na komputerze. Oczywiście i do tego trzeba jakieś wiedzy o statystyce, ale na pewno nie wyprowadzania skomplikowanych wzorów.
>Ale jeżeli uczelnia jest elitarna, to realna groźba nie zaliczenia roku poskutkuje i w końcu tylko niewielka część nie zda. Bo większość ściągnie albo się wykuje na pamięć. Jasne.
Nie byłoby dobrze dla zawodu psychologa, by dyplom dostawali Ci co zrozumieli wyższą matematykę a nie Ci którzy, np doskonale radzą sobie z nawiązaniem kontaktu i potrafią aktywnie słuchać.
Ludzie nie są wszechstronni i uniwersalni w swych zdolnościach i nie powinno się tego siłą zmieniać.
|
|
|  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Obliczenia statystyczne można robić na komputerze. Oczywiście i do tego trzeba jakieś wiedzy o statystyce, ale na pewno nie wyprowadzania skomplikowanych wzorów.
Z tego co napisała Małgorzata chodzi o zrozumienie metod i umiejętność stosowania ich w praktyce.
> Nie byłoby dobrze dla zawodu psychologa, by dyplom dostawali Ci co zrozumieli wyższą matematykę a nie Ci którzy, np doskonale radzą sobie z nawiązaniem kontaktu i potrafią aktywnie słuchać.
Moim zdaniem znajomość metod statystycznych jest psychologowi niezbędna. Do aktywnego słuchania wystarczy wróżka.
|
|
| |  | | jkl; (5859 punktów) | >> Obliczenia statystyczne można robić na komputerze. Oczywiście i do tego trzeba jakieś wiedzy o statystyce, ale na pewno nie wyprowadzania skomplikowanych wzorów.
>Z tego co napisała Małgorzata chodzi o zrozumienie metod i umiejętność stosowania ich w praktyce. Tak, o to chodzi i tak, to jest słuszne. Ale do tego nie trzeba aż tak pogłębionych matematycznych studiów, jak tego od nas wymagano. Zaawansowanych wzorów prawie nikt nie rozumiał i do niczego później nie używał- a były wymagane na egzaminie.
>Moim zdaniem znajomość metod statystycznych jest psychologowi niezbędna. Jest. I o ile pamiętam, każdy owe metody poznał. W przeciwieństwie do ich matematycznych wyprowadzeń, które zapominało się zaraz po zaliczeniu.
>Do aktywnego słuchania wystarczy wróżka. Do rozpoznania problemu czy wyboru terapii może nie wystarczyć. Dużo jest rzeczy niezbędnych psychologowi...
|
|
|  | 5 na 5 | Wojtek (3465 punktów) | >Obliczenia statystyczne można robić na komputerze. Oczywiście i do tego trzeba jakieś wiedzy o statystyce, ale na pewno nie wyprowadzania skomplikowanych wzorów. Jednak, by dobrze obliczyć coś na komputerze, trzeba wiedzieć jaką miarę wykorzystać w danym przypadku. A miary statystyczne obliczane są w określony sposób. Jeśli nie znasz tego sposobu to możesz przełączyć komputer na pasjansa. Średnia nie daje tej wiedzy co mediana. Średnia bez odchylenia standardowego niesie jedynie minimum informacji. Jeśli nie wiesz jak te miary wyliczyć, skąd się wzięły, to nic nie wiesz o zależnościach pomiędzy nimi i można Ci wcisnąć na ich temat dowolny kit. Tak jak wciskają publicyści piszący o rozmaitych badaniach. Czasem jest to manipulacja celowa. Np. mogę stwierdzić, że średnia IQ wśród racjonalistów to 110. Ale nie powiem, że odchylenie standardowe to 30. Nie przekazuję tym samym informacji, że racjonaliści to albo debile, albo geniusze.
>Bo większość ściągnie albo się wykuje na pamięć. Jasne. >Nie byłoby dobrze dla zawodu psychologa, by dyplom dostawali Ci co zrozumieli wyższą matematykę a nie Ci którzy, np doskonale radzą sobie z nawiązaniem kontaktu i potrafią aktywnie słuchać. Psychologia bez logiki i ścisłej metodologii to nie nauka, a wróżbiarstwo (co już Fizyk podniósł). Nawiązanie kontaktu, aktywne słuchanie? A na jakiej zasadzie ma to działać? Jak klasyfikuje taki psycholog określone zachowania, na jakiej zasadzie je ocenia? Nie chodzi tu o wyższą matematykę, chodzi o logikę. Matematyka jest przydatna, bo w odróżnieniu od humanistycznego wróżenia z fusów nie dopuszcza nielogicznych rozwiązań. Jeśli tego filtru nie będzie znał student dowolnego kierunku, to w efekcie otrzymamy grupę wróżbitów, którym wydawać się będzie, że cokolwiek potrafią zrozumieć i zweryfikować.
Pozdrawiam
ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
|
|
|  | 8 na 8 | placownik (17853 punktów) |
>Obliczenia statystyczne można robić na komputerze.
Opowiadał mi kiedyś znajomy matematyk, jak to zwrócił się do niego zaprzyjaźniony ordynator z prośbą o statystyczne opracowanie wyników prowadzonych przez niego badań. Powodowała nim bynajmniej nie ciekawość, ani naukowa rutyna, lecz redakcyjny wymóg. Bez analizy statystycznej o publikacji mógł zapomnieć.
Materiał składał się z pięciu przypadków.
Dzisiaj ordynator nie zawracałby głowy znajomemu. Wrzuciłby to na komputer. Z pewnością coś by mu wyszło.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 3 na 3 | Psyk (14071 punktów) | >>Obliczenia statystyczne można robić na komputerze. > Opowiadał mi kiedyś znajomy matematyk, jak to zwrócił się do niego zaprzyjaźniony ordynator z prośbą o statystyczne opracowanie wyników prowadzonych przez niego badań.
Ten problem podjął już "Miś" - rozmowa węglarza z inkasentem (cytuję z głowy czyli z niczego):
- I pan się musisz na tym wyrozumieć? - Dotychczas tak było, ale teraz mamy komputer. Nie trzeba się na niczym znać. On sam robi błędy.
[OMG, widziałem ten film kilkanaście razy i za każdym leżałem ze śmiechu]
|
|
| | |  | 2 na 2 | Kowalska (14008 punktów) | > Ten problem podjął już "Miś" - rozmowa węglarza z inkasentem (cytuję z głowy czyli z niczego):> - I pan się musisz na tym wyrozumieć?> - Dotychczas tak było, ale teraz mamy komputer. Nie trzeba się na niczym znać. On sam robi błędy.> [OMG, widziałem ten film kilkanaście razy i za każdym leżałem ze śmiechu]Inkasent: Dzień dobry. Ola: Dzień dobry. Inkasent: Życzenia świąteczne od inkasenta. Ola: Dziękuję. Inkasent: Wesołych Świąt. Śledzie się pojawiły na Grochowie na Terespolskiej. Zobaczymy ile tu się nabiło. Paluch: Czyli, że zasadniczo Pan się musi na tym rozeznać całkowicie żeby wiedzieć ile i gdzie... Inkasent: Dotychczas tak było, ale teraz mamy komputer. Może Pan pisać co tylko Pan chce to nie ma żadnego znaczenia. Paluch: Komputer? Inkasent: Eeee, on się i tak zawsze pomyli przy dodawaniu, proszę pana. Nie było miesiąca, żeby się nie pomylił. Paluch: Czyli, że teraz nie trzeba się tak znać na robocie? Inkasent: A teraz już nie. Teraz jest dużo łatwiej, jest proszę pana.
|
|
| |  | | jkl; (5859 punktów) | >Dzisiaj ordynator nie zawracałby głowy znajomemu. Wrzuciłby to na komputer. Z pewnością coś by mu wyszło.
Trzeba wiedzieć co wrzucić w komputer, trzeba wiedzieć co zrobić z tym co wyszło. Ale za jakie grzechy uczono nas tego robi sam komputer?
|
|
| | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Trzeba wiedzieć co wrzucić w komputer, trzeba wiedzieć co zrobić z tym co wyszło.
W tym konkretnym przypadku przede wszystkim trzeba było wiedzieć, że przy takiej liczebności próby, to co wyjdzie jest bez znaczenia.
>Ale za jakie grzechy uczono nas tego robi sam komputer?
Choćby po to, aby go nie męczyć zbędnymi obliczeniami - patrz wyżej. Oczywiście to żarty, ale nie do końca. Pewna wiedza jest konieczna, aby nie zamienić się w małpę naciskającą klawisze.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | jkl; (5859 punktów) | > >Ale za jakie grzechy uczono nas tego robi sam komputer?> Choćby po to, aby go nie męczyć zbędnymi obliczeniami - patrz wyżej. Oczywiście to żarty, ale nie do końca. Pewna wiedza jest konieczna, aby nie zamienić się w małpę naciskającą klawisze.Nawet tego nie trzeba robić. Kiedy byłam na studiach, komputer nie był aż tak bardzo powszechnym sprzętem, więc często po prostu zlecało się zrobienie obliczeń. I jeśli badanie i interpretację przeprowadzono prawidłowo, to praca mogła być naprawdę wartościowa. Placowniku, można żyć bez osobistego kontaktu z matematyką i być pożytecznym dla świata!
|
|
| | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
> Placowniku, można żyć bez osobistego kontaktu z matematyką i być pożytecznym dla świata!>  Można nawet być przy tym szczęśliwym człowiekiem.  Cóż zrobić. Nic na to nie poradzę, że chętnie każdemu nieba bym przychylił i chciałbym, aby ten brak osobistego kontaktu z matematematyką był wynikiem wolnego wyboru, a nie smutną koniecznością. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
2 na 2 | JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów) | > Elitarna polska uczelnia. Elitarny kierunek, choć tak zwany humanistyczny. Egzamin z pewnego> działu matematyki stosowanej, wręcz niezbędnego na tym kierunku. Rozdane arkusze egzaminacyjne.Onegdaj zwróciłem uwagę na poziom wykształcenia tzw. "przypadkowego społeczeństwa" w dziedzinie zwanej matematyka. Mówisz o poziomie studentów. popatrz na poziom nauczania matematyki w podstawówkach i gimnazjach (obecnego poziomu liceum jeszcze nie przerabiałem, ale jest przede mną). Ręce opadają a scyzoryk sam się w kieszeni otwiera. O czym my tu mówimy. Ano za Fryczem. "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie". I jeszcze jedno spostrzeżenie. Gospodarce nie potrzeba "wykształciuchów", potrzebne jest "mięso przemysłowe" (paralela do armatniego). reformy nauczania prowadza nasze "przypadkowe społeczeństwo" do zmatolenia.  Warto się nad tym zastanowić. Pozdrawiam. JATO
Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
|
|
| Smith (10069 punktów) | >Proponuję od przyszłego roku szkolnego wprowadzić jeszcze dwie dodatkowe godziny katechezy, kosztem choćby i matematyki. Wszak powszechnie i nie od dziś wiadomo, że modlitwą, byle wyklepaną na pamięć i gorliwą, świat cały zawojować można. Pomódlcie się też razem z młodzieżą o swoje, urzędnicze, zdrowie. Bo o rozum już za późno. Dodałby tylko jeszcze ponowne udostępnienie bufetu dla odwiedzających w budynku Ministerstwa Edukacji bo to była jedyna wymierna korzyść z faktu istnienia tej instytucji. Naprawdę dobre i tanie obiady ale cóż pracownicy ministerstwa są tak zapracowani, że nie mogą zaczekać 10 minut, gdyż nie słyszałem o przypadku dłuższego oczekiwania na obiad. Pozdrawiam
|
|
2 na 2 | spray (5875 punktów) | Tak sobie obserwuje te dyskusje od poczatku i nie moge wyjsc z podziwu, ile to mozna nabic piany... Obserwuje, bo myslalam, ze jakies szczegolne odkrycie nastapi, ale objawienia jak nie bylo, tak nie ma. Tym sposobem utwierdzilam sie tylko w podejrzeniu, czy raczej spostrzezeniu, ktore niniejszym nabiera znamion pewnosci. Jest ono takie: 1. ze humanista nigdy nie bedzie prawdziwym humanista, jesli bedzie mu obce myslenie poddane scislym regulom logicznym, 2. ze tzw. "scislowiec" nigdy nie zrozumie natury tego, co bada, gdy nie bedzie bieglym humanista. I bede sie przy tym upierac. Szczegolowych uzasadnien nie podaje, gdyz wydaje mi sie to niepotrzebne. Chyba, ze ktos nie zrozumial, to moze moze pytac o szczegoly...ale nie moge zapewnic, ze odpowiem natychmiast.
|
|
3 na 3 | placownik (17853 punktów) | |
|
 | | Psyk (14071 punktów) | > Na poziomie podstawowym 20% zdających jest przekonane że Słońce krąży wokół Ziemi.
To byli po prostu konserwatyści katoliccy... Skoro papież dał im mszę trydencką po łacinie to prawo do wierzenia w teorię geocentryczną jest oczywistą oczywistością...
> 46% jest przekonane, że gazy cieplarniane niszczą warstwę ozonową
Tu powiem, że sam nie wiem. Wiem, że niszczą freony a czy gazy cieplarniane? Nie wiem, tym bardziej, że nie wiem ile ich jest a w dodatku GHG (gazy cieplarniane) mają różną "toksyczność cieplarnianą". To bardzo trudne pytanie, dla zawodowych chemików. Gdyby było o lodówkach sprawa byłaby dużo prostsza.
|
|
|  | poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | >> Na poziomie podstawowym 20% zdających jest przekonane że Słońce krąży wokół Ziemi. >To byli po prostu konserwatyści katoliccy... Skoro papież dał im mszę trydencką po łacinie to prawo do wierzenia w teorię geocentryczną jest oczywistą oczywistością... Patrz, a ja myślałem, że on nieomylny jest. Ale chyba w tym wątku to inny papież...
|
|
| |  | | Psyk (14071 punktów) | >>To byli po prostu konserwatyści katoliccy... Skoro papież dał im mszę trydencką po łacinie to prawo do wierzenia w teorię geocentryczną jest oczywistą oczywistością... >Patrz, a ja myślałem, że on nieomylny jest. Ale chyba w tym wątku to inny papież...
Wszystko się zgadza - ten dogmat wprowadzono w 1870, prawo nie działa wstecz a Kościół uznał teorię heliocentryczną przed tą datą. Znowu zrobiłeś z siebie pacana. I przestań się przypierdalać.
|
|
| | |  | poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | > >>To byli po prostu konserwatyści katoliccy... Skoro papież dał im mszę trydencką po łacinie to prawo do wierzenia w teorię geocentryczną jest oczywistą oczywistością...> >Patrz, a ja myślałem, że on nieomylny jest. Ale chyba w tym wątku to inny papież...> Wszystko się zgadza - ten dogmat wprowadzono w 1870, prawo nie działa wstecz a Kościół uznał teorię heliocentryczną przed tą datą. Znowu zrobiłeś z siebie pacana. I przestań się przypierdalać.Przedstawił nam się: Cytat: Publicysta, dziennikarz. Ukończył politologię na Uniwersytecie Szczecińskim.
Jednym słowem: Mistrz Ciętej Riposty
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | > Jednym słowem: Mistrz Ciętej RipostyMistrzu  riposty - dwoma słowami
|
|
 | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | Najbardziej podoba mi się to: > Na poziomie zaawansowanym 59% zdających uważa, że prąd elektryczny to przepływ dodatnio naładowanych elektronów.
|
|
 | 1 na 1 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | > Parę kwiatków. > Na poziomie podstawowym 20% zdających jest przekonane że Słońce krąży wokół Ziemi. > Na poziomie średnim tylko 58% zdających wie, że źródłem energii w bateriach słonecznych jest światło słoneczne, a 46% jest przekonane, że gazy cieplarniane niszczą warstwę ozonową > Na poziomie zaawansowanym 59% zdających uważa, że prąd elektryczny to przepływ dodatnio naładowanych elektronów. Zaczyna mnie martwić, że taki wyniki przestają mnie dziwić. Nie wiem czy to realizm czy pesymizm.
|
|
|  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | >Zaczyna mnie martwić, że taki wyniki przestają mnie dziwić. Nie wiem czy to realizm czy pesymizm. Przeglądając Twoje wypowiedzi w wątkach poświęconych ekonomii i polityce społecznej rozumiem, że przestają Cię dziwić. Zamiast roztrząsania "czy to realizm czy pesymizm" na Twoim miejscu zastanowiłbym się raczej nad autopsją.
|
|
| jkl; (5859 punktów) | Ponieważ kilka osób przedstawiło podobne argumenty przeciwko mojemu twierdzeniu, że obowiązkowej matury z matematyki być nie powinno, odpowiem niejako "ogółowi".
Koraszewski: "Dopiero osoby mające umysły uszkodzone przez złych nauczycieli nabierają przekonania, że "nie mają głowy do matematyki" Kiedy uczeń ma ogromne zaległości, zaczyna uważać, że opanowanie tego wszystkiego przekracza jego możliwości umysłowe, zaś ratując się przed degradującym poczuciem własnego debilizmu dorabia sobie teorie o wrodzonych zdolnościach, zbędności matematyki, itp."
Chyba nawet na tym forum, przy okazji rozmów o różnicach między płciami, padał argument, że wśród kobiet zdolności matematyczne są rzadsze, że mają w tej dziedzinie mniejsze osiągnięcia. Były zresztą potwierdzające to badania, mocno zakrzyczane przez okołofeministyczne środowiska za ich rażący brak poprawności politycznej... Mniejsza o to, jak duże jest to zróżnicowanie. Ważne w tym jest to, że jeśli jakaś cecha jest zależna od płci, to znaczy że jest wrodzona. Chyba, że uwierzymy w ogólnoświatowy spisek nauczycieli przeciw dziewczynkom.
Oczywiście, jak każdy talent, zdolności matematyczne dobry nauczyciel rozwinie, a zły zahamuje i ucznia zniechęci.
Witwos: "To wytresować. Podstawy matematyki powinno się znać".
Nigdzie nie twierdziłam, że matematyka jest niepotrzebna. Trzeba jej uczyć, do poziomu który jest niezbędny do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie, czyli (mniej więcej) do końca podstawówki [dawnej] Potem to jest uczenie grania Bacha kogoś pozbawionego słuchu. No owszem, można, tylko po co? Dla nauk ścisłych żadnego pożytku z takiej osoby nie będzie, a i ta osoba zrobi wszystko, by kontaktu z matematyką później nie mieć.
Pavvel: Byłbym skłonny przyznać racje przeciwnikom obowiązkowej matury z matematyki, jeżeli jako uzupełnienie egzaminów na każdym poziomie pojawiłyby się testy na inteligencję.
Proszę bardzo, choć byłoby to trudne, bo jedyny profesjonalny test IQ jest stały i niezmienny. A test arytmetyki jest tylko jednym z kilkunastu części werbalnej. Nie trzeba mieć w nim wysokiego wyniku by ogólny iloraz był wysoki.
Uważam, że jest wielkim błędem naszej edukacji nastawienie, że wykształcony to ten co umie wszystko po trochu. Ukierunkowywanie według zainteresowań i umiejętności powinno być już na etapie gimnazjum, a wszystkie przedmioty maturalne powinien wybierać uczeń.
|
|
 | 2 na 2 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Witwos: "To wytresować. Podstawy matematyki powinno się znać".> Nigdzie nie twierdziłam, że matematyka jest niepotrzebna. Trzeba jej uczyć, do poziomu który jest niezbędny do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie, czyli (mniej więcej) do końca podstawówki [dawnej]I słusznie, jeżeli na poziomie szkoły podstawowej chce się zakończyć swoją edukacje. Matematyka jest podstawowym narzędziem wszelkich nauk przyrodniczych i niektórych naukach humanistycznych. Nieustanny rozwój nauk, pociąga za sobą rozwój matematyki i tu następuje dodatnie sprzężenie zwrotne. Matematyka pochłonęła logikę, przypisywaną filozofii. Już od Platona, wiąże się matematykę z estetyką: pl.wikipedia.org/wiki/Piękno_matematykiOmawiamy tu konkretny przypadek, elitarnej uczelni i kierunku na którym znajomość matematyki w określonym zakresie jest niezbędne. No to jak studenci maja problemy z czytaniem tekstu z jego rozumieniem, a ci co przeczytali nie potrafią rozwiązać zadania, to dla zachowanie elitarności, studentów należy pożegnać. Na siłę tworzyć niedouczonych magistrów? Tylko co na to powie Jego Magnificencja Gronostaj?
|
|
 | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) |
> Chyba nawet na tym forum, przy okazji rozmów o różnicach między płciami, padał argument, że wśród kobiet zdolności matematyczne są rzadsze, że mają w tej dziedzinie mniejsze osiągnięcia.> Ważne w tym jest to, że jeśli jakaś cecha jest zależna od płci, to znaczy że jest wrodzona.Nieważne czy zróżnicowanie jest faktem czy nie. Ważne, że zasady byłyby jednakowe dla wszystkich. Chyba nie chciałabyś, żeby dziewczynom dawać łatwiejsze zadania, bo być może czegoś im brakuje? A swoją drogą, to zastanawiam się dlaczego feministki nie żądają zniesienia segregacji płciowej w szachach lub brydżu sportowym. > Nigdzie nie twierdziłam, że matematyka jest niepotrzebna. Trzeba jej uczyć, do poziomu który jest niezbędny do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie, czyli (mniej więcej) do końca podstawówki [dawnej]No więc jednak się zgadzasz na tę maturę z matmy  Bo kiedyś po podstawówce ośmioklasowej aby pójść do szkoły średniej należało zdać egzamin. Obowiązkowa była na nim matematyka. Poziom zadań na egzaminie był nie niższy niż dziś na podstawowej maturze. Zakres materiału był wprawdzie trochę mniejszy, ale poziom komplikacji zadań zdecydowanie wyższy. No i na zaliczenie nie wystarczało 30% Czyli co? Likwidujemy maturę, a przywracamy obowiązkowy egzamin z matmy do liceum? > Proszę bardzo, choć byłoby to trudne, bo jedyny profesjonalny test IQ jest stały i niezmienny.Przepraszam, że co?  > A test arytmetyki jest tylko jednym z kilkunastu części werbalnej. Nie trzeba mieć w nim wysokiego wyniku by ogólny iloraz był wysoki.Nie chodzi o to, żeby zawierał jej dużo. > Uważam, że jest wielkim błędem naszej edukacji nastawienie, że wykształcony to ten co umie wszystko po trochu.I nie chodzi o to, żeby uczyć wszystkiego po trochu. Na poziomie liceum matematyka jest jedynym przedmiotem gwarantującym odsiew ludzi niezdolnych do myślenia. Z każdego innego przedmiotu dasz radę wykuć materiał na blachę i na maturze jakoś się uda. A przecież umiejętności logicznego myślenia wymagać należy od każdego, kto chce legitymować się tytułem naukowym. No bo chyba nie chcemy, aby uczelnie opanowali ludzie z pokolenia CTRL+C -> CTRL+V ? > Ukierunkowywanie według zainteresowań i umiejętności powinno być już na etapie gimnazjum, a wszystkie przedmioty maturalne powinien wybierać uczeń.OK, czyli na zakończenie gimnazjum robimy porządny egzamin z matematyki. Oczywiście osobno a nie w części przyrodniczej, żeby nie można było nadgonić innymi przedmiotami i ustalamy limit zamykający drogę do szkół średnich. Bo kretyn z dyplomem, nadal pozostanie kretynem. Zgadzasz się na takie rozwiązanie?
|
|
|  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | > >Ważne w tym jest to, że jeśli jakaś cecha jest zależna od płci, to znaczy że jest wrodzona.> Nieważne czy zróżnicowanie jest faktem czy nie. Ważne, że zasady byłyby jednakowe dla wszystkich. Chyba nie chciałabyś, żeby dziewczynom dawać łatwiejsze zadania, bo być może czegoś im brakuje?Nie, chciałam tylko z całą mocą podkreślić, że zdolności matematyczne to talent, dar. I ludzi którym tego daru brakuje nie powinno się zmuszać do tego przedmiotu ponad niezbędne minimum, a z tym właśnie wiąże się obowiązkowa matura. (Bez względu na płeć- znam i mężczyzn stroniących od matematyki) Swoją drogą dziwi mnie opór ludzi uzdolnionych matematycznie przed przyznaniem, że są wyjątkowi! > zastanawiam się dlaczego feministki nie żądają zniesienia segregacji płciowej w szachach lub brydżu sportowym.A na co im jeszcze jedna niekorzystna statystyka?...  > No więc jednak się zgadzasz na tę maturę z matmy  Z wyboru- oczywiście. > Bo kiedyś po podstawówce ośmioklasowej aby pójść do szkoły średniej należało zdać egzamin. Obowiązkowa była na nim matematyka.I z tym również się zgadzam. Jeśli ustalamy obowiązkowy poziom minimum na koniec podstawówki, to normalne, że trzeba go sprawdzić. > Czyli co? Likwidujemy maturę, a przywracamy obowiązkowy egzamin z matmy do liceum?Tak. > >Proszę bardzo, choć byłoby to trudne, bo jedyny profesjonalny test IQ jest stały i niezmienny.> Przepraszam, że co? pl.wikipedia.org/wiki/WAIS_(test_inteligencji) Uzyskanie wysokiego wyniku w arytmetyce nie oznacza automatycznie wysokiej inteligencji. I odwrotnie. > Na poziomie liceum matematyka jest jedynym przedmiotem gwarantującym odsiew ludzi niezdolnych do myślenia.Absolutnie się nie zgadzam. Patrz wyżej. > Z każdego innego przedmiotu dasz radę wykuć materiał na blachę i na maturze jakoś się uda.To też nieprawda. (Za moich czasów matematykę na maturze wybierały największe głąby, którym nie chciało się uczyć, a liczyli na ściągi) > A przecież umiejętności logicznego myślenia wymagać należy od każdego, kto chce legitymować się tytułem naukowym. No bo chyba nie chcemy, aby uczelnie opanowali ludzie z pokolenia CTRL+C -> CTRL+V ?Owszem, tylko nie widzę bezpośredniego związku z matematyką. > >Ukierunkowywanie według zainteresowań i umiejętności powinno być już na etapie gimnazjum, a wszystkie przedmioty maturalne powinien wybierać uczeń.> OK, czyli na zakończenie gimnazjum robimy porządny egzamin z matematyki.> Oczywiście osobno a nie w części przyrodniczej, żeby nie można było nadgonić innymi przedmiotami i ustalamy limit zamykający drogę do szkół średnich.I odwrotnie, żeby matematyką nie nadgonić innych przedmiotów?... Ok, tylko niech to będzie faktycznie podstawowy poziom, dostosowany do realnych umiejętności uczniów. > Bo kretyn z dyplomem, nadal pozostanie kretynem.Obrażasz bardzo wielu inteligentnych ludzi, niecierpiących matematyki...
|
|
| |  | | (Alicja)Duda (25557 punktów) | Czegoś tu nie rozumiem. Przecież podobno przy maturze występuje coś takiego jak poziom podstawowy. Ten poziom powinien być do pokonania.
|
|
| | |  | | Smith (10069 punktów) | >Przecież podobno przy maturze występuje coś takiego jak poziom podstawowy. >Ten poziom powinien być do pokonania. Powinien być do pokonania ale jest nie do przeskoczenia najwidoczniej
|
|
| | | |  | | jkl; (5859 punktów) | >>Przecież podobno przy maturze występuje coś takiego jak poziom podstawowy. >>Ten poziom powinien być do pokonania. >Powinien być do pokonania ale jest nie do przeskoczenia najwidoczniej
Jeśli "poziom podstawowy" jest dla przeciętnego ucznia nie do przejścia bez korepetycji, to widocznie nie jest podstawowy, nawet jeśli tak się wydaje przeciętnemu matematykowi...
|
|
| | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>Jeśli "poziom podstawowy" jest dla przeciętnego ucznia nie do przejścia bez korepetycji, to widocznie nie jest podstawowy, nawet jeśli tak się wydaje przeciętnemu matematykowi...
Jeżeli "poziom podstawowy" jest do przeskoczenia po zażyciu korepetycji, albo trawki, to świadczy tylko o tym, że nauczyciel jest do du...
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | >Jeżeli "poziom podstawowy" jest do przeskoczenia po zażyciu korepetycji, albo trawki, to świadczy tylko o tym, że nauczyciel jest do du... Albo o tym, że czasy się zmieniają. Kiedyś nie matura lecz chęć szczera a teraz nie chęć szczera tylko dyplom kosztem przeciętności i korepetycji.
|
|
| | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>Kiedyś nie matura lecz chęć szczera a teraz nie chęć szczera tylko dyplom kosztem przeciętności i korepetycji.
No właśnie. Czy każdy musi być oficerem? >
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | > Kiedyś nie matura lecz chęć szczera a teraz nie chęć szczera tylko dyplom... Kiedyś autograf lub słowo też miały większą wartość niż pieczątka czy kontrakt 15 kartkowy. Mój ojciec często mi powtarzał: dyplom za ciebie dachów robił nie będzie.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Smith (10069 punktów) | > Kiedyś autograf lub słowo też miały większą wartość niż pieczątka czy kontrakt 15 kartkowy.Teraz zdolność kredytowa ma największe > Mój ojciec często mi powtarzał: dyplom za ciebie dachów robił nie będzie. A mój "kolega" businessman mówi: Ważne ile da się pożyczyć, nieważne ile będzie można oddać. Długów ma chyba więcej niż wszyscy użytkownicy tego portalu razem wzięci a co roku ma nowe auto klasy S. w leasingu co prawda ale co to zmienia. Co za casy Panie, co za casy
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | >Jeśli "poziom podstawowy" jest dla przeciętnego ucznia nie do przejścia bez korepetycji, to widocznie nie jest podstawowy, nawet jeśli tak się wydaje przeciętnemu matematykowi... Kwestia czy przeciętny uczeń nie kwalifikuje się do podstawowego poziomu nauczania czy podstawowy poziom nauczania do podstawowego poziomu egzaminu? Czy może to przeciętny matematyk nie nadaje się do podstawowego poziomu nauczania skoro przeciętny uczeń potrzebuje korepetycji do zdania egzaminu na podstawowym poziomie? I kto powiedział, że przeciętny uczeń ma zdawać egzamin umożliwiający rozpoczęcie wyższej edukacji, która z definicji nie jest dla przeciętnych? Ps. wybaczcie te poprawki ale główka coś mi dzisiaj wyjątkowo z paluszkami nie współgra.
|
|
| | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | >Kwestia czy przeciętny uczeń nie kwalifikuje się do podstawowego poziomu nauczania Powinien się kwalifikować. >czy podstawowy poziom nauczania do podstawowego poziomu egzaminu? Podstawowy poziom egzaminu powinien obejmować tylko podstawowy poziom...
>Czy może to przeciętny matematyk nie nadaje się do podstawowego poziomu nauczania skoro przeciętny uczeń potrzebuje korepetycji do zdania egzaminu na podstawowym poziomie? Matematyk ma wypaczone pojęcie "prostoty". Czego sobie zwykle nie uświadamia.
>I kto powiedział, że przeciętny uczeń ma zdawać egzamin umożliwiający rozpoczęcie wyższej edukacji, która z definicji nie jest dla przeciętnych? Nie każda wyższa edukacja musi się wiązać z wyższą matematyką. I nie tylko "umysł ścisły" wyrasta ponad przeciętność.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > >I kto powiedział, że przeciętny uczeń ma zdawać egzamin umożliwiający rozpoczęcie wyższej edukacji, która z definicji nie jest dla przeciętnych?> Nie każda wyższa edukacja musi się wiązać z wyższą matematyką.> I nie tylko "umysł ścisły" wyrasta ponad przeciętność.Jasne. Jeżeli ktoś jest zdolny do kształcenia się na poziomie podstawowym, to niech się tak kształci i pozostanie na tym etapie. Nie chodzi tu tylko o matematykę. Czemu matematykowi nie obniżyć wymogów z języka polskiego. Tworzymy w ten sposób rzeszę wąsko wyspecjalizowanych debili. W tej masie zaniknęła już mądrość, zaniknie intelektualizm. Może tak ma być. Głupawym społeczeństwem łatwiej sterować. To jednostki wybitne zmieniają świat. Po co komu te jednostki i zmiany? Można przecież zarządzać poprzez kolektywy wyspecjalizowanych ćwierćinteligentów. Czterech ćwierć, to jak jeden cały  >
|
|
| | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | >Jeżeli ktoś jest zdolny do kształcenia się na poziomie podstawowym, to niech się tak kształci i pozostanie na tym etapie. Jeśli ze wszystkich przedmiotów, to tylko łopata...
A jeśli jest wybitny w innej dziedzinie niż matematyka, to co wtedy? Odsiać go mimo wszystko? Po co nam taki "wąsko wyspecjalizowany debil" jak Janko Muzykant...
>Nie chodzi tu tylko o matematykę. Czemu matematykowi nie obniżyć wymogów z języka polskiego. Jak najbardziej! Jeśli dzięki temu będzie miał więcej czasu na zdobywanie matematycznej wiedzy...
>Można przecież zarządzać poprzez kolektywy wyspecjalizowanych ćwierćinteligentów. Inteligencja ma mniejszy związek z wykształceniem niż się wydaje... A ćwierćinteligentów najłatwiej wyhodować napełniając mózgi wszystkich tą samą, uniwersalną papką, ignorując predyspozycje i zainteresowania.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>Jeżeli ktoś jest zdolny do kształcenia się na poziomie podstawowym, to niech się tak kształci i pozostanie na tym etapie. >Jeśli ze wszystkich przedmiotów, to tylko łopata... >A jeśli jest wybitny w innej dziedzinie niż matematyka, to co wtedy? Odsiać go mimo wszystko? >Po co nam taki "wąsko wyspecjalizowany debil" jak Janko Muzykant...
Wśród setek bzdur, które musiałem wkuć, niewiele rzeczy mi się w życiu przydało. Nawet nigdy nie uprawiałem wyuczonego zawodu. Dawałem sobie jednak radę, bo to co musiałem wkuć, dało mi podstawę do szybkiego uczenia się rzeczy innych. Janko Muzykant nie musi umieć czytać, ani pisać. Przeżyje grając na jarmarkach, weselach, albo w najlepszych salach koncertowych świata. Jednak nie będzie stanowił nigdy, bez elementarnej wiedzy, autorytetu.
>>Nie chodzi tu tylko o matematykę. Czemu matematykowi nie obniżyć wymogów z języka polskiego. >Jak najbardziej! Jeśli dzięki temu będzie miał więcej czasu na zdobywanie matematycznej wiedzy...
Zwalniasz matematyka z obowiązku posługiwania się poprawną polszczyzną?
>>Można przecież zarządzać poprzez kolektywy wyspecjalizowanych ćwierćinteligentów.
>Inteligencja ma mniejszy związek z wykształceniem niż się wydaje... >A ćwierćinteligentów najłatwiej wyhodować napełniając mózgi wszystkich tą samą, uniwersalną papką, ignorując predyspozycje i zainteresowania.
Człowiek podobny jest w zasadzie do komputera. Jeżeli przyjąć, że system operacyjny to odpowiednik inteligencji, a zasoby twardego dysku, to zasób wiedzy, to jedno bez drugiego nie funkcjonuje, nic nie znaczy. Wolę komputer uniwersalny, taki co liczy i poprawia błędy ortograficzne, niż posiadać dwa. Jeden do liczenia, drugi do pisania. Uniwersalny komputer, w zależności co w niego załaduje, jakie dane i jakie systemy, nabierze swojej własnej specjalizacji.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | >Powinien się kwalifikować. To kwalifikuje się czy nie? >Podstawowy poziom egzaminu powinien obejmować tylko podstawowy poziom... Obejmuje czy nie? >Matematyk ma wypaczone pojęcie "prostoty". Czego sobie zwykle nie uświadamia. Studenci bardzo często mają wypaczone pojęcie "zakrętu" po hiszpańsku i używają go w rozmowach w miejsce interpunkcji. Czego sobie też nie uświadamiają. >Nie każda wyższa edukacja musi się wiązać z wyższą matematyką. Mowa jest o podstawowej >I nie tylko "umysł ścisły" wyrasta ponad przeciętność. Ściśnięty nadmiarem podstawowej wiedzy nie wyrośnie.
|
|
| | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | "Podstawowa matematyka" to taka, której zrozumienie nie wymaga talentu, i/lub jest niezbędna do funkcjonowania w społeczeństwie. Można by ją sprawdzać po podstawówce i niechby nawet obowiązkowo.
Natomiast na maturze matematyka powinna być dobrowolna, i wtedy -zakładając, że przystępują do niej ludzie zainteresowani przedmiotem- odpowiednio trudna.
>>Matematyk ma wypaczone pojęcie "prostoty". Czego sobie zwykle nie uświadamia. >Studenci bardzo często mają wypaczone pojęcie "zakrętu" po hiszpańsku i używają go w rozmowach w miejsce interpunkcji. Czego sobie też nie uświadamiają. Znaczy się- w obu przypadkach głupi odruch?
>>Nie każda wyższa edukacja musi się wiązać z wyższą matematyką. >Mowa jest o podstawowej Mowa o tym, że nie widzę powodu by wszystkich chcących dalej się uczyć uziemiać matematyką.
>>I nie tylko "umysł ścisły" wyrasta ponad przeciętność. >Ściśnięty nadmiarem podstawowej wiedzy nie wyrośnie. Jeśli wszystko po trochu, to automatycznie niedużo.
|
|
| | | | | | | | |  | | Smith (10069 punktów) | >"Podstawowa matematyka" to taka, której zrozumienie nie wymaga talentu, i/lub jest niezbędna do funkcjonowania w społeczeństwie. Można by ją sprawdzać po podstawówce i niechby nawet obowiązkowo. Chyba nasz rację. Ja całą szkołę średnią przeleciałem na tym czego się nauczyłem z matematyki w szkole podstawowej, gdzie nawet chcieli wysyłać mnie na olimpiady ale się nie dałem bo matma była dla mnie prosta i nudna. Co prawda podstawówka moja to "oksfordem" nie była o czym może świadczyć pokaźny procent "kolegów" z klasy po wyrokach. Nie mniej jednak, moje mało wybiórczo seksualne podejście nastolatka do edukacji, pozwoliło mi, systemem zaliczania semestrów tzn. pisania zaległych sprawdzianów pod koniec półrocza, na zdanie matury. >Natomiast na maturze matematyka powinna być dobrowolna, i wtedy -zakładając, że przystępują do niej ludzie zainteresowani przedmiotem- odpowiednio trudna. A na maturze mogłem jeszcze sobie wybierać i wybrałem historię co w efekcie okazało się nie najlepszym wyborem. Bo matma to matma albo wynik się zgadza albo zadanie jest rozwiązane źle. A interpretacja faktów nie zawsze musi być zgodna z przekonaniami egzaminatora i tak np. po krótkiej dyskusji na temat Powstania Warszawskiego, zostałem posądzony o brak patriotyzmu dlatego, że rozumiem go trochę inaczej. Tzn. mniej romantycznie niż ówczesna pani dyrektor. I jaja wolna solidarnościowa Polska podręczniki komunistyczne a odpowiedź bez oczekiwanego etosu i bez znienawidzonej propagandy. >>>Matematyk ma wypaczone pojęcie "prostoty". Czego sobie zwykle nie uświadamia. >>Studenci bardzo często mają wypaczone pojęcie "zakrętu" po hiszpańsku i używają go w rozmowach w miejsce interpunkcji. Czego sobie też nie uświadamiają. >Znaczy się- w obu przypadkach głupi odruch? Tak. Głupi na tyle, że wypaczone pojęcie się prostuje i Uroboros. Wąż zaczyna połykać swój ogon jak w zabobonach. >Mowa o tym, że nie widzę powodu by wszystkich chcących dalej się uczyć uziemiać matematyką. Czyli jednak podstawowy poziom za wysoki jest. Czy wystarczy zwyczajnie brak obowiązkowego egzaminu na poziomie podstawowym? >Jeśli wszystko po trochu, to automatycznie niedużo. I tak i nie. Epoka renesansu dawno się skończyła a żeby przeczytać wszystkie książki napisane o Rewolucji Francuskiej to nie wystarczy kurs szybkiego czytania i okres długości życia ludzkiego. PS. Się rozpisałem. Ciekawe ile razy będę poprawiał?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | pavvel (8272 punktów) | >>>Przecież podobno przy maturze występuje coś takiego jak poziom podstawowy.
>Jeśli "poziom podstawowy" jest dla przeciętnego ucznia nie do przejścia bez korepetycji, to widocznie nie jest podstawowy, nawet jeśli tak się wydaje przeciętnemu matematykowi...
Poziom podstawowy z matematyki na maturze jest dużo łatwiejszy do zdania niż dawny egzamin do liceum. Ja podstawówkę kończyłem w 92roku i z mojego rocznika egzaminy do szkół średnich zdało około 30 procent uczniów.
Na maturze jest tablica z potrzebnymi wzorami. Tak naprawdę nie trzeba mieć żadnej wiedzy. Wystarczy umieć myśleć.
Na dawnym egzaminie do szkoły średniej wszystkie wzory musiałaś mieć w głowie.
Z matury wystarczy 30 procent. Na egzaminie trzeba było mieć ponad połowę możliwych punktów, żeby mierną dostać.
W liceum też nie było żadnej taryfy ulgowej. Jak na zebraniu rodzice się skarżyli, ze matematyczka za dużo wymaga, to wychowawczyni (polonistka) odpowiedziała, że nie każdy musi mieć średnie wykształcenie.
Piszesz wyżej, że zdolności matematyczne to jakiś specjalny dar. Może na pewnych poziomach i owszem. Gdyby jednak założyć, że Twoja wiedza matematyczna jest dokładnie na poziomie podstawowego egzaminu maturalnego, to piętnaście lat temu nie miałabyś szans do etapu matura dojść. Odpadłabyś na egzaminie do liceum, a jeśli przypadkiem byś go przeszła, zakończyłabyś liceum na pierwszej klasie.
Przepraszam, że tak bezpośrednio, ale jak pierwszy raz zobaczyłem nową maturę z matmy, to szlag mnie trafił, że takie coś maturą nazywają. A jak słyszę narzekania, że to i tak jest za trudne, to zaczyna mi brakować słów nieobraźliwych dla dyskutanta.
Szkoda, że to na tyle odległe czasy, że ciężko szukać zadań z dawnych egzaminów do liceum w internecie.
Mówiąc, że wolałabyś egzamin przed liceum na tym samym poziomie co kiedyś godzisz się tym samym na dużo większy odsiew. I tylko w tym przyznam Ci rację. Ten odsiew powinien się jak najwcześniej zaczynać.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | > Ja podstawówkę kończyłem w 92roku i z mojego rocznika egzaminy do szkół średnich zdało około 30 procent uczniów.Ja też w `92  Zdałam matematykę do liceum- wszak nie na darmo nauczycielka motywowała nas mrocznymi słowami Pamiętajcie, to będzie na egzaminie!Wyryło się schematy działań i schematycznie problemy rozwiązało. I to miał być ten cenny odsiew po kątem logicznego myślenia? To było zaprzeczenie logicznego myślenia, żeby nie powiedzieć myślenia w ogóle... > Na maturze jest tablica z potrzebnymi wzorami. Tak naprawdę nie trzeba mieć żadnej wiedzy. Wystarczy umieć myśleć.Myśleć matematycznie. A jak ktoś myśli głównie obrazowo, to się czuje jak daltonista układający mandalę. > Na dawnym egzaminie do szkoły średniej wszystkie wzory musiałaś mieć w głowie.Łatwiej wykuć wzór niż policzyć coś w pamięci. Mniejsze ryzyko pomyłki. > Z matury wystarczy 30 procent. Na egzaminie trzeba było mieć ponad połowę możliwych punktów, żeby mierną dostać.W przypadku egzaminu do liceum nie przeszkadza mi ewentualna obowiązkowość. Ważne by poziom nie był zbyt trudny. Natomiast w przypadku matury dokładnie odwrotnie. > Mówiąc, że wolałabyś egzamin przed liceum na tym samym poziomie co kiedyś godzisz się tym samym na dużo większy odsiew.Nie sądzę. Egzamin licealny miałby za zadanie nie odsiew, tylko zachętę do nauki. Gdybym zdawała matmę na maturze, musiałbym polskiego uczyć się za ściąg, ukochaną biologię odstawić na bok i ślęczeć godzinami nad czymś co mnie nie interesuje i męczy. Po co? W liceum młodzież z grubsza orientuje się w swoich zainteresowaniach i zdolnościach. Powinni mieć możliwość wyboru, nawet jeśli oznaczałoby to pożegnanie z matematyką. Niech nam rosną specjaliści, a nie wszechstronnie niekompetentni.
|
|
 | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>Chyba nawet na tym forum, przy okazji rozmów o różnicach między płciami, padał argument, że wśród kobiet zdolności matematyczne są rzadsze, że mają w tej dziedzinie mniejsze osiągnięcia. Były zresztą potwierdzające to badania, mocno zakrzyczane przez okołofeministyczne środowiska za ich rażący brak poprawności politycznej... Mniejsza o to, jak duże jest to zróżnicowanie. >Ważne w tym jest to, że jeśli jakaś cecha jest zależna od płci, to znaczy że jest wrodzona.
Wyciągam stąd mało poprawny politycznie wniosek: dziewczęta należy uczyć matematyki inaczej !
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 6 na 6 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | > >Ważne w tym jest to, że jeśli jakaś cecha jest zależna od płci, to znaczy że jest wrodzona.> Wyciągam stąd mało poprawny politycznie wniosek: dziewczęta należy uczyć matematyki inaczej ! PozdrawiamBardzo niepoprawny wniosek!  Wystarczyłoby nie powielać stereotypów, które wmawiają dziewczętom jakoby matematyka na poziomie liceum była dla nich za trudna. Jak człowiek powie sobie, że coś jest dla niego za trudne to nigdy się nie nauczy. Jakoś dawniej dziewczęta nie miały takich kompleksów. W mojej klasie dziewczęta były lepsze od chłopców z przedmiotów ścisłych. Wprawdzie prymusem był chłopiec, ale to był geniusz został zresztą najmłodszym profesorem w Polsce. Ale wmówić sobie podobno można wszystko, nawet "dziecko w brzuch".
|
|
| |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
O czym marzy dziewczyna (angielska) Gdy dorastać zaczyna... Kim chciałabyś być, kiedy dorośniesz (możesz wybrać trzy możliwości). Modelką 32% Aktorką 29% Nauczycielką 28% Prawniczką 24% Dziennikarką 24% Muzyczką 20% Lekarką 20% Kosmetyczką/fryzjerką 14% Naukowcem (?) 14% Gospodynią domową 12% Inżynierką 4% Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | | jkl; (5859 punktów) | Która najszybciej wyrwie faceta?...
|
|
| |  | 3 na 3 | Autografka (10638 punktów) |
> Bardzo niepoprawny wniosek!  > Wystarczyłoby nie powielać stereotypów, które wmawiają dziewczętom jakoby matematyka na poziomie liceum była dla nich za trudna.Wydaje mi się, że to "wmawianie" dotyczy ogółu uczniów. Nigdy nie zauważyłam (nie mam tu na myśli tego forum  ), żeby ktoś mi sugerował, że nie opanuję matematyki z uwagi na to, że jestem kobietą.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| |  | 1 na 1 | Gosia (9452 punktów) | > Wystarczyłoby nie powielać stereotypówW hołdowaniu stereotypom wyprzedzają nas tylko Chiny: Jeśli inżynier - to mężczyzna, jeśli kobieta - to humanistka. Tak w uproszczeniu działa ten stereotyp, i to w każdym z 34 badanych krajów, choć jego siła jest różna: największa w Chinach, zaraz potem w PolsceI dalej W tych państwach, gdzie siła stereotypu jest najmniejsza, np. skandynawskich, wyniki dziewcząt nie różnią się znacząco od wyników chłopców. Im zaś przekonanie o wrodzonych zdolnościach jest większe, tym większy rozziew między osiągnięciami obu płci. - A to znaczy, że są one skutkiem różnic w kulturze, a nie w biologii - mówi główny autor pracy Brian Nosek z Uniwersytetu Wirginii.Polecam też
|
|
|  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Wyciągam stąd mało poprawny politycznie wniosek: dziewczęta należy uczyć matematyki inaczej !
Wniosek politycznie niebezpieczny, możesz stracić część elektoratu i nie zostaniesz prezydentem, logicznie poprawny.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | 3 na 3 | spray (5875 punktów) | >> Wyciągam stąd mało poprawny politycznie wniosek: dziewczęta należy uczyć matematyki inaczej !Wniosek politycznie niebezpieczny, możesz stracić część elektoratu i nie zostaniesz prezydentem, logicznie poprawny. >Pozdrawiam. Ze politycznie niebezpieczny, to fakt. Ale tez tzw. betka.
Gdyz albowiem poniewaz wprawdzie na obserwacjach oparty, lecz z gruntu bledny co do przyczyny. Nie nalezy dziewczat inaczej uczyc matematyki. Trzeba je tylko inaczej wychowywac. Zdaje sie, ze przemiany spoleczno-kulturowe i tak ciaza w tym kierunku, ale zanim nastapi faktyczne rownouprawnienie plci, duzo wody z topniejacych lodowcow uplynie... oj, duzo !
|
|
| | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Nie nalezy dziewczat inaczej uczyc matematyki. Trzeba je tylko inaczej wychowywac. Ważne w tym jest to, że jeśli jakaś cecha jest zależna od płci, to znaczy że jest wrodzona.
Bo Ona jest z Wenus, a On z Marsa. Przez wychowanie nie będą z Merkurego. > Zdaje sie, ze przemiany spoleczno-kulturowe i tak ciaza w tym kierunku, ale zanim nastapi faktyczne rownouprawnienie plci, duzo wody> z topniejacych lodowcow uplynie... oj, duzo !Jaka ciąża?!!! Jednak wolę, żeby On był sprawcą wielu ciąż , jako mąż i nie mąż  Szybciej się wszystkie lodowce roztopią niż On zacznie chodzić w ciąży. Tak widzisz to równouprawnienie? Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | spray (5875 punktów) | > >Nie nalezy dziewczat inaczej uczyc matematyki. Trzeba je tylko inaczej wychowywac.> Ważne w tym jest to, że jeśli jakaś cecha jest zależna od płci, to znaczy że jest wrodzona.Zalezna jest od plci, z pewnoscia. Ale na ile jest to uwarunkowane genetycznie, a na ile kulturowo ? > Bo Ona jest z Wenus, a On z Marsa. Przez wychowanie nie będą z Merkurego.Obcy, znaczy sie. > >Zdaje sie, ze przemiany spoleczno-kulturowe i tak ciaza w tym kierunku, ale zanim nastapi faktyczne rownouprawnienie plci, duzo wody> >z topniejacych lodowcow uplynie... oj, duzo !> Jaka ciąża?!!! Jednak wolę, żeby On był sprawcą wielu ciąż , jako mąż i nie mąż Szybciej się wszystkie lodowce roztopią niż On zacznie chodzić w ciąży. Tak widzisz to równouprawnienie?> Pozdrawiam  Ty mozesz sobie wolec, a ona mogla chodzic na basen (patrz wyzej). Wprawdzie nie podejrzewam, zeby amatorki kapieli w basenie jako sposobu na uzyskanie progenitury byly zdolne do przywrocenia matriarchatu, bo raczej same sie wyelimimuja w wyscigu o przekazanie genow, ale nie wszystkie panie zachodza w ten oryginalny sposob. Jeno w inny - dajacy wieksza pewnosc na utrwalenie swego osobistego zestawu genow w przyszlosci gatunku. Reszte sobie sam dopowiedz
|
|
| | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > Bo Ona jest z Wenus, a On z Marsa. Przez wychowanie nie będą z Merkurego.Obcy, znaczy się. Na swój sposób tak, odmienni. Ale w tej odmienności cały urok. Mamy inne budowy mózgów i inne ich funkcjonowanie. Mężczyźni mają wierszą zdolność myślenia perspektywicznego i abstrakcyjnego. Kobieta swoim myśleniem, uzupełnia męskie niedostatki. > Wprawdzie nie podejrzewam, żeby amatorki kąpieli w basenie jako sposobu na uzyskanie progenitury były zdolne do przywrócenia matriarchatu, bo raczej same się wyeliminują w wyścigu o przekazanie genów, ale nie wszystkie panie zachodzą w ten oryginalny sposób.Wszystko zdarzyć się może. Ponoć i wiatropylne bywają. A Jagna utraciła dziewictwo, przechodząc przez płot. Jeno w inny - dający większą pewność na utrwalenie swego osobistego zestawu genów w przyszłości gatunku. Resztę sobie sam dopowiedz  Zdecydowanie popieram tę metodę  To jest właśnie. walka o przetrwanie genów. Ja tam jedną taka namawiałem, żebyśmy zakonserwowali swoje geny, najlepiej w formie dziewczynki (wiesz, kobieto ty puszko marna), ale to racjonalistko - materialistka. Dziecko przeszkadza w robieniu kariery i kosztuje. Eh...  Pozdrawiam. >
|
|
| | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Nie nalezy dziewczat inaczej uczyc matematyki. Trzeba je tylko inaczej wychowywac.
Żeby były bardziej podobne do chłopców, bo wtedy częściej będą ogrywały ich w szachy?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | 1 na 1 | spray (5875 punktów) | > >Nie nalezy dziewczat inaczej uczyc matematyki. Trzeba je tylko inaczej wychowywac.> Żeby były bardziej podobne do chłopców, bo wtedy częściej będą ogrywały ich w szachy?> Pozdrawiam> Niech strój słów podkreśla urodę myśliW jakim sensie bardziej podobne ? Ja raczej facetow w szachy ogrywam, a nie czuje sie bardziej do chlopca podobna  C Jednak co ciekawe - bardziej atrakcyjni wydaja mi sie faceci, ktorych trudno mi ograc. Taka ewolucyjno - kulturowa przypadlosc... czy co? Co ciekawsze - ci, ktorych wlasnie ograc nie zdolalam, jakos dziwnie zainteresowani moja ... "slaboscia". Cos w tym jest
|
|
| | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Jednak co ciekawe - bardziej atrakcyjni wydaja mi sie faceci, ktorych trudno mi ograc.> Taka ewolucyjno - kulturowa przypadlosc... czy co?> Co ciekawsze - ci, ktorych wlasnie ograc nie zdolalam, jakos dziwnie zainteresowani moja ... "slaboscia".> Cos w tym jest  Jest. Ci co ogrywają Ciebie w szachy, już dawno są ograni, tylko o tym nie wiedza. Ja tam lubię być tak ogrywany. To nie jest zainteresowanie ową słabością, tylko kobiecością, a tę w kobiecie lubię najbardziej.  Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
> W jakim sensie bardziej podobne ? W sensie rozwoju psychicznego i intelektualnego. > Ja raczej facetow w szachy ogrywam, a nie czuje sie bardziej do chlopca podobna  Taka argumentacja nie przystoi w wątku poświęconym nieprzezwyciężalnym kłopotom w pojmowaniu statystyki. Chyba, że... [...]dzieci rozwijają się we własnym tempie. W ich rozwoju intelektualnym są pewne progi, kamienie milowe. Dziecko, które nie weszło jeszcze na właściwy etap, nie będzie w stanie przyswoić pewnych matematycznych umiejętności, choćby nie wiadomo jak się starało. W pokonywaniu kolejnych progów dzieci trzeba wspierać, podobnie jak im się pomaga w nauce chodzenia czy przyswajaniu języka. Czy założenie, że owe progi w rozwoju występują u chłopców w innym wieku niż u dziewczynek nie zasługuje na coś więcej, niż święte oburzenie Alicji, czy nie najwyższego lotu żarty poziomczyńskiego i witwosa? Czy to wrednemu seksistowskiemu wychowaniu zawdzięczać należy fakt, że panie znacznie częściej niż panowie mają kłopoty z właściwym nazywaniem kierunków (prawy, lewy)? Czy zaganianie dziewczynek do zabaw samochodzikami sprawi, że nie będą one, znacznie częściej niż panowie, pytały o drogę, trzymając w garści dokładny plan okolicy w której się znajdują? Czy chowanie głowy w piasek to najlepsza metoda na zmienianie rzeczywistości? Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) |
> Czy to wrednemu seksistowskiemu wychowaniu zawdzięczać należy fakt, że panie znacznie częściej niż panowie mają kłopoty z właściwym nazywaniem kierunków (prawy, lewy)? > Czy zaganianie dziewczynek do zabaw samochodzikami sprawi, że nie będą one, znacznie częściej niż panowie, pytały o drogę, trzymając w garści dokładny plan okolicy w której się znajdują? > Czy chowanie głowy w piasek to najlepsza metoda na zmienianie rzeczywistości?
Nawet jeżeli "panie częściej", to czy jest to wystarczająca przesłanka do postulowania zastosowania odmiennych metod nauczania dziewczynek ( wszystkich)?
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Nawet jeżeli "panie częściej", to czy jest to wystarczająca przesłanka do postulowania zastosowania odmiennych metod nauczania dziewczynek ( wszystkich)?
Z pewnością wystarczająca, aby się tematowi przyjrzeć bliżej, a nie udawać, że go nie ma.
>( wszystkich)?
Tak. Podobnie jak Ty, jestem za indywidualizacją metod nauczania. Nie tylko matematyki.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) | >>Nawet jeżeli "panie częściej", to czy jest to wystarczająca przesłanka do postulowania zastosowania odmiennych metod nauczania dziewczynek ( wszystkich)? > Z pewnością wystarczająca, aby się tematowi przyjrzeć bliżej, a nie udawać, że go nie ma. >>( wszystkich)? > Tak. Podobnie jak Ty, jestem za indywidualizacją metod nauczania. Nie tylko matematyki. > Pozdrawiam
Nie do końca to miałam na myśli. Co innego indywidualizacja wynikająca z przeprowadzonych badań predyspozycji uczniów (a i tu należałoby zachować bardzo daleko idącą ostrożność i wcale nie jestem pewna, że to dobry pomysł), a co innego twierdzenie, że wszystkie dziewczynki, jedynie z uwagi na płeć powinny być poddane jakiemuś specjalnemu nauczaniu.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
Czyli: Albo inaczej uczyć, (nie wiem jak, wydaje mi się jedynie, że rzecz warta jest zbadania) czemu z zasady jesteś przeciwna. Albo inaczej wychowywać - i tutaj nie widzę problemów - wychowywać tak jak chłopców, skoro to zapewnia sukces, co jednak również budzi Twój sprzeciw.
Cóż więc robić? Wychodzi na to, że nic, mając nadal wszystkim dookoła za złe to, że chłopcy są w matematyce lepsi (średnio!).
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Autografka (10638 punktów) | > Czyli: > Albo inaczej uczyć, (nie wiem jak, wydaje mi się jedynie, że rzecz warta jest zbadania) czemu z zasady jesteś przeciwna. > Albo inaczej wychowywać - i tutaj nie widzę problemów - wychowywać tak jak chłopców, skoro to zapewnia sukces, co jednak również budzi Twój sprzeciw. > Cóż więc robić? Wychodzi na to, że nic, mając nadal wszystkim dookoła za złe to, że chłopcy są w matematyce lepsi (średnio!). > Pozdrawiam
To zależy co rozumiemy przez indywidualizację nauczania (bo być może się nie rozumiemy).
1. Jeżeli ma to być dostosowanie metody nauczania, mającej doprowadzić do tego samego efektu (metoda dobierana wg predyspozycji uczniów), to jestem jak najbardziej za.
2. Jeżeli wynikiem badania predyspozycji miałoby być "obniżenie poprzeczki" dla części dzieciaków - jestem przeciw. Niebezpieczeństwo widzę w niedoskonałości metod badania predyspozycji (żadna z nich nie będzie przecież bezbłędna). W ten sposób łatwo można kogoś skrzywdzić, a przecież odpowiednia motywacja może zdziałać "cuda". Takie podejście przypomina bardziej hodowlę, niż wychowanie.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>Takie podejście przypomina bardziej hodowlę, niż wychowanie.
Nie bardzo wiem w czym teraz problem. Dzieci są, jakie są. Mizerii nauczanie dopatruj się w mierności ciał pedagogicznych. No chyba, że z racji innej dyspozycji rozumowej chłopców i dziewczynek, oraz rożnego tępa dojrzewania, wrócić do szkół żeńskich i męskich.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | >>Takie podejście przypomina bardziej hodowlę, niż wychowanie. >Nie bardzo wiem w czym teraz problem. Dzieci są, jakie są. Mizerii nauczanie dopatruj się w mierności ciał pedagogicznych. No chyba, że z racji innej dyspozycji rozumowej chłopców i dziewczynek, oraz rożnego tępa dojrzewania, wrócić do szkół żeńskich i męskich.
Pomysłu odrębnych szkół dla chłopców i dziewcząt, pozwolisz, nie będę komentować. O co chodzi? O to, w ocenę predyspozycji istnieje możliwość popełnienia błędu. Na przykład ocenimy, że czyjeś predyspozycje pozwalają danej osobie na karierę malarza pokojowego, a tak naprawdę mógłby on zostać malarzem artystą. Powiesz, błąd statystyczny. Ale, jeżeli ktoś w coś takiego uwierzy, nigdy nie wespnie sie na wyżyny swoich możliwości. Z punktu widzenia pojedynczej osoby, może to być życiowa porażka. I nie da sie jej naprawić.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >... w ocenę predyspozycji istnieje możliwość popełnienia błędu. Jasne.
>Na przykład ocenimy, że czyjeś predyspozycje pozwalają danej osobie na karierę malarza pokojowego... No to co? (Bo już nie pytam: jak to ocenić.)
>... a tak naprawdę mógłby on zostać malarzem artystą. Jeśli będzie mógł i chciał, to zostanie.
>Powiesz, błąd statystyczny. Nie, ja powiem, że kompletnie przedmiotowe traktowanie delikwenta.
>Ale, jeżeli ktoś w coś takiego uwierzy, nigdy nie wespnie sie na wyżyny swoich możliwości. Niby dlaczego? Dlatego, że Ty mu powiesz o bezsensie wspinaczki? Uważasz wszystkich za głupszych od siebie, czy tylko niektórych?
>Z punktu widzenia pojedynczej osoby, może to być życiowa porażka. I nie da sie jej naprawić. Wydaje mi się, że wymyśliłaś jakiś program przymusowego uzawodowienia pacjentów i odnosisz się do swoich konfabulacji. Zupełnie nie dostrzegasz indywidualnych chęci i możliwości ludzi.
> Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe No właśnie... treścią tej stopki w tę że kończynę sobie strzelasz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Autografka (10638 punktów) | > >... w ocenę predyspozycji istnieje możliwość popełnienia błędu.> Jasne.> >Na przykład ocenimy, że czyjeś predyspozycje pozwalają danej osobie na karierę malarza pokojowego...> No to co? (Bo już nie pytam: jak to ocenić.)To, że takie zasugerowanie może wpłynąć na dalsze decyzje związane z jego edukacją. > >... a tak naprawdę mógłby on zostać malarzem artystą.> Jeśli będzie mógł i chciał, to zostanie.Ale będzie mu trudniej. > >Powiesz, błąd statystyczny.> Nie, ja powiem, że kompletnie przedmiotowe traktowanie delikwenta.O to mi właśnie chodzi. > >Ale, jeżeli ktoś w coś takiego uwierzy, nigdy nie wespnie sie na wyżyny swoich możliwości.> Niby dlaczego? Dlatego, że Ty mu powiesz o bezsensie wspinaczki?Tu chodzi o dzieci. Ich psychika nie jest jeszcze ukształtowana, a rodzice dowiedziawszy się, że badania wskazały takie, a nie inne predyspozycje, będą skłonni (aby ułatwić dziecku osiągnięcie sukcesu) je rozwijać, kosztem innych. To naturalne, że będą chcieli oszczędzić dziecku stresów. Część pewnie zakwestionuje wyniki badań, ale część nie. I raczej dziecko nie będzie tu miało dużo do powiedzenia w swojej własnej sprawie. "Chcesz być piłkarzem? Niestety, z badań wyszło, że w ogóle nie masz do tego predyspozycji, więc lepiej zajmij się fizyką." Ja nie twierdzę, że taki pomysł jej bezsensowny. Zauważam tylko, że należy tu zachować ostrożność. > Uważasz wszystkich za głupszych od siebie, czy tylko niektórych?Generalnie, nie zwykłam oceniać ludzi w tych kategoriach. Każdy ma swoją mądrość i swoją "głupiość".  > >Z punktu widzenia pojedynczej osoby, może to być życiowa porażka. I nie da sie jej naprawić.> Wydaje mi się, że wymyśliłaś jakiś program przymusowego uzawodowienia pacjentów i odnosisz się do swoich konfabulacji. Zupełnie nie dostrzegasz indywidualnych chęci i możliwości ludzi.Owszem, ale to przejaskrawienie jest celowe - chciałam pokazać zagrożenia. > Zupełnie nie dostrzegasz indywidualnych chęci i możliwości ludzi.Ależ jest wręcz przeciwnie i jeśli tego nie widzisz, to chyba się nie zrozumieliśmy. W innym przypadku, po co miałabym wskazywać zagrożenia związane z indywidualizacją nauczania? Uważam, że ludzie sami powinni wybierać, co chcą robić. Faktem jest, że wielu błądzi i istnieje możliwość porażki i rozczarowania, ale uważam, że jest to lepsze, niż wpychanie człowieka już w dzieciństwie, w sztywne ramy wynikające z wyniku badania predyspozycji (lub, od czego zaczęłam tu moje pisanie - płci). Samo określenie zdolności, może być bardzo pomocne, ale należy uważać, aby jego wyniku nie uznawać za jedną, jedyną prawdę o dziecku. > > Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe> No właśnie... treścią tej stopki w tę że kończynę sobie strzelasz.Oj, Adamiaku. Chyba w ferworze pisania, nie zauważyłeś w tej kończynie dwóch kluczowych słów: "Nie zawsze". 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > > No to co? (Bo już nie pytam: jak to ocenić.)> To, że takie zasugerowanie może wpłynąć na dalsze decyzje związane z jego edukacji. Przecież też jestem przeciwny takim sugestiom - jestem za wolnym wyborem dyktowanym okolicznościami i chęcią. > > Jeśli będzie mógł i chciał, to zostanie.> Ale będzie mu trudniej. Co jeszcze chcesz ułatwić? Można też do 30 roczku życia dzieciaczkowi kroić chlebek, bo nóż ostry. > > Nie, ja powiem, że kompletnie przedmiotowe traktowanie delikwenta.> O to mi właśnie chodzi. Więc się zgadzamy. > > Niby dlaczego? Dlatego, że Ty mu powiesz o bezsensie wspinaczki?> Tu chodzi o dzieci. Wiem. > Ich psychika nie jest jeszcze ukształtowana, a rodzice dowiedziawszy się, że badania wskazały takie, a nie inne predyspozycje, będą skłonni (aby ułatwić dziecku osiągnięcie sukcesu) je rozwijać, kosztem innych. Dlatego pisałem o przedmiotowym traktowaniu - nadmierną troskę też postrzegam jako przejaw prób projekcji na dziecko niezrealizowanych ambicji rodziców... jak nauka gry na skrzypcach, bo "dziecko takie zdolne, no i ten Kulka taki szanowany... wie pani".  > To naturalne, że będą chcieli oszczędzić dziecku stresów. To nienaturalne, bo bez stresów nie ma samodzielnego funkcjonowania. > Część pewnie zakwestionuje wyniki badań, ale część nie. Dlatego widzę tylko teoretycznie-pomocniczą rolę takich badań- swoje predyspozycje ludzie (mali też) widzą i znają, lub poznają sami. > I raczej dziecko nie będzie tu miało dużo do powiedzenia w swojej własnej sprawie. A szkoda. > "Chcesz być piłkarzem? Niestety, z badań wyszło, że w ogóle nie masz do tego predyspozycji, więc lepiej zajmij się fizyką." Przecie nie "lubimy" przedmiotowego traktowania ludzi - ja spytałbym: czym chcesz się zająć? > Ja nie twierdzę, że taki pomysł jej bezsensowny. Zauważam tylko, że należy tu zachować ostrożność. A ja twierdzę, że sensowność takich badań można określić jako wprost proporcjonalną do wpływu dziecka (czyli zainteresowanego) na ich wykorzystanie. > >Uważasz wszystkich za głupszych od siebie, czy tylko niektórych?> Generalnie, nie zwykłam oceniać ludzi w tych kategoriach. Każdy ma swoją mądrość i swoją "głupiość".  Więc zmienię "głupszych" na eufemistycznie "mniej zaradnych", bo doszły inne przesłanki. > Owszem, ale to przejaskrawienie jest celowe - chciałam pokazać zagrożenia. Widzę. > >Zupełnie nie dostrzegasz indywidualnych chęci i możliwości ludzi.> Ależ jest wręcz przeciwnie i jeśli tego nie widzisz, to chyba się nie zrozumieliśmy. Pewnie nie. > W innym przypadku, po co miałabym wskazywać zagrożenia związane z indywidualizacją nauczania? Nie wiem. > Uważam, że ludzie sami powinni wybierać, co chcą robić. Pisząc tutaj: Ale, jeżeli ktoś w coś takiego uwierzy, nigdy nie wespnie sie na wyżyny swoich możliwości. Z punktu widzenia pojedynczej osoby, może to być życiowa porażka. ... nie bardzo wierzysz w ich racjonalne wybory. > Faktem jest, że wielu błądzi i istnieje możliwość porażki i rozczarowania, ale uważam, że jest to lepsze, niż wpychanie człowieka już w dzieciństwie, w sztywne ramy wynikające z wyniku badania predyspozycji (lub, od czego zaczęłam tu moje pisanie - płci). Uważasz, że płeć też można człowiekowi wmówić? Czy raczej jej brak? > Oj, Adamiaku. Chyba w ferworze pisania, nie zauważyłeś w tej kończynie dwóch kluczowych słów: "Nie zawsze".  No tak, zapomniałem, że nie zawsze jest się pozbawianym płci, do końca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) |
Zastanawiam się o co Ci właściwie chodzi, skoro ogólnie zgadzamy się co do oceny omawianej kwestii, czyli indywidualizacji nauczania. Może jednak źle rozumiem, ale to zapewne z tego powodu, że jeszcze nie do końca jestem pozbawiona płci. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | Może jednak źle rozumiem, ale to zapewne z tego powodu, że jeszcze nie do końca jestem pozbawiona płci.  Bogu dzięki
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Zastanawiam się o co Ci właściwie chodzi, skoro ogólnie zgadzamy się co do oceny omawianej kwestii, czyli indywidualizacji nauczania. Ano, chodzi mi o to, że chyba inaczej ten indywidualizm pojmujemy. W poście od którego zaczęliśmy rozmowę napisałaś: Na przykład ocenimy, że czyjeś predyspozycje pozwalają danej osobie na karierę malarza pokojowego sugerując poniekąd, że indywidualizacja nauczania ma (może?) polegać na wyborze za kogoś kierunku jego rozwoju, czym możemy mu złamać życie, bo jeżeli ktoś w coś takiego uwierzy, nigdy nie wespnie sie na wyżyny swoich możliwości. Mówiąc krótko: wyniki jakichś badań nad predyspozycjami dzieci przenosisz natychmiast na realizowanie ich, jako zaleceń w życiowej karierze, nie biorąc pod uwagę tego, co chcą delikwenci. Więc mniej lub bardziej świadomie ujmujesz im autonomii, że o mądrości nie wspomnę. Natomiast ja jestem za jakimiś badaniami, lecz jedynie jako pomocy w wyborze indywidualnego toku nauki przez samego delikwenta. > Może jednak źle rozumiem, ale to zapewne z tego powodu, że jeszcze nie do końca jestem pozbawiona płci. No tutaj już słusznie się poprawiłaś, że głupie jest "... wpychanie człowieka już w dzieciństwie, w sztywne ramy wynikające z wyniku badania predyspozycji...". lecz nie wiem, po jaką cholerę dorzuciłaś "... (lub, od czego zaczęłam tu moje pisanie - płci)."...? Naprawdę uważasz, że płeć niczego nie determinuje? Czy też uważasz, że w "ramy płciowe" uda się człowieka nie wepchnąć? > Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe Chyba trochę szerzej wybrzmiewa mi ta myśl Goethe'go.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | > >Zastanawiam się o co Ci właściwie chodzi, skoro ogólnie zgadzamy się co do oceny omawianej kwestii, czyli indywidualizacji nauczania.> Ano, chodzi mi o to, że chyba inaczej ten indywidualizm pojmujemy.> W poście od którego zaczęliśmy rozmowę napisałaś:> Na przykład ocenimy, że czyjeś predyspozycje pozwalają danej osobie na karierę malarza pokojowego sugerując poniekąd, że indywidualizacja nauczania ma (może?) polegać na wyborze za kogoś kierunku jego rozwoju, czym możemy mu złamać życie, bo jeżeli ktoś w coś takiego uwierzy, nigdy nie wespnie sie na wyżyny swoich możliwości. > Mówiąc krótko: wyniki jakichś badań nad predyspozycjami dzieci przenosisz natychmiast na realizowanie ich, jako zaleceń w życiowej karierze, nie biorąc pod uwagę tego, co chcą delikwenci. Więc mniej lub bardziej świadomie ujmujesz im autonomii, że o mądrości nie wspomnę.Niczego nikomu nie ujmuję, tylko zwracam uwagę, że mogłoby się tak zdarzyć. Sądzisz, że to niemożliwe? > Natomiast ja jestem za jakimiś badaniami, lecz jedynie jako pomocy w wyborze indywidualnego toku nauki przez samego delikwenta.> >Może jednak źle rozumiem, ale to zapewne z tego powodu, że jeszcze nie do końca jestem pozbawiona płci. > No tutaj już słusznie się poprawiłaś,Nie poprawiłam się. Od początku tak twierdzę: > że głupie jest "... wpychanie człowieka już w dzieciństwie, w sztywne ramy wynikające z wyniku badania predyspozycji...".> lecz nie wiem, po jaką cholerę dorzuciłaś "... (lub, od czego zaczęłam tu moje pisanie - płci)."...?Po taką, że od tego zaczęłam w tym wątku moją wymianę zdań z placownikiem i z tego wyniknęły wszystkie następne rozważania - na temat indywidualizacji nauczania. > Naprawdę uważasz, że płeć niczego nie determinuje? Czy też uważasz, że w "ramy płciowe" uda się człowieka nie wepchnąć?Czyli w przypadku płci, to już można traktować ludzi stereotypowo w nauczaniu matematyki - wszystkie dziewczynki nauczajmy inaczej? Ciekawe dlaczego akurat w tym przypadku można?
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >Więc mniej lub bardziej świadomie ujmujesz im autonomii, że o mądrości nie wspomnę.> Niczego nikomu nie ujmuję... Jasne, źle przeczytałem.  > ... tylko zwracam uwagę, że mogłoby się tak zdarzyć. Sądzisz, że to niemożliwe? Mnie to nie przyszło do głowy... może z powodu zbyt indywidualnego postrzegania ludzi. Właściwie może masz rację, to jest możliwe, ale myślałem, że gadamy o warunkach w Polsce a nie w Korei Północnej.  > Nie poprawiłam się. Od początku tak twierdzę: Więc przepraszam, doczytałem się nieistniejącego. > Po taką, że od tego zaczęłam w tym wątku moją wymianę zdań z placownikiem i z tego wyniknęły wszystkie następne rozważania - na temat indywidualizacji nauczania. Czytałem, a jakże. > >Naprawdę uważasz, że płeć niczego nie determinuje? Czy też uważasz, że w "ramy płciowe" uda się człowieka nie wepchnąć?> Czyli w przypadku płci, to już można traktować ludzi stereotypowo w nauczaniu matematyki... Piszę coś wręcz przeciwnego. > ... wszystkie dziewczynki nauczajmy inaczej? Jednak przyznaję się do mizerii intelektualnej - nie przyszłoby mi do głowy w rozważania o indywidualnych predyspozycjach wciskać słowa "wszystkie"... > Ciekawe dlaczego akurat w tym przypadku można? Dlaczego nie da rady wypchnąć człowieka poza ramy płci? Serio pytasz? Właściwie to już tak śmiesznie się zrobiło, że proponuję, byś z tym pytaniem zwróciła się do portalu homosie.pl A o nauczaniu w Korei tutaj. Pozdrówka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) |
Ekwilibrystyka słowna, zaiste na poziomie godnym pozazdroszczenia.  Za link do informacji o Korei dziękuję, chętnie się zapoznam. > Pozdrówka.  I dla Ciebie również 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Ekwilibrystyka słowna, zaiste na poziomie godnym pozazdroszczenia.  Próbowałem się tylko- z iście męską niezgrabnością, za co przepraszam- dostosować.  Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | > >Ekwilibrystyka słowna, zaiste na poziomie godnym pozazdroszczenia.  > Próbowałem się tylko- z iście męską niezgrabnością, za co przepraszam- dostosować.  > Pozdrawiam.Dostosować się? Ja Ci w tej grze do pięt nie dorastam. Oj, nieładna taka fałszywa skromność. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | Z punktu widzenia pojedynczej osoby, może to być życiowa porażka. I nie da sie jej naprawić.
Tak to w tym życiu jest. Edukacja nie jest panaceum na życiowy sukces. Najwyżej go może przybliżyć. Zresztą, czym ten sukces jest? Życie jest splotem przypadków. Niezaprzeczalnie najwybitniejszy mój wykładowca, obdarzony niesamowitym uznaniem i szacunkiem studentów, nie mógł robić kariery naukowej, bo nie kochał socjalizmu. Publikował w specjalistycznej prasie zachodniej, jeżdżąc na granicę, i wręczając kopertę i należność na znaczek, kierowcom TIR-ów. Inny, przyjaciel z lat młodości St. Lema, poświęcił całe swoje życie na zdobywanie wiedzy. Została po nim gigantyczna biblioteka, kilka listów z korespondencji z Kotarbińskim, Państwem Tatarkiewiczami i jakimś profesorem kosmologii z AGH, no i córka, mająca żal do ojca, że nie poświęcił jej jednej nawet minuty. Mój przyjaciel, wybitny matematyk, indywidualista, który nie musiał zbytnio studiować, bo sam rozwiązywał problemy, swoimi metodami, popadł w alkoholizm już na studiach. Od pewnego czasu słuch o nim zaginął. Wiem tylko, że żyje i jest gdzieś na dnie.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>>Takie podejście przypomina bardziej hodowlę, niż wychowanie. >>Nie bardzo wiem w czym teraz problem. Dzieci są, jakie są. Mizerii nauczanie dopatruj się w mierności ciał pedagogicznych. No chyba, że z racji innej dyspozycji rozumowej chłopców i dziewczynek, oraz rożnego tępa dojrzewania, wrócić do szkół żeńskich i męskich. >Pomysłu odrębnych szkół dla chłopców i dziewcząt, pozwolisz, nie będę komentować.
Czemu nie? Skomentuj.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
> 1. Jeżeli ma to być dostosowanie metody nauczania, mającej doprowadzić do tego samego efektu (metoda dobierana wg predyspozycji uczniów), to jestem jak najbardziej za. To tak jak ja. > 2. Jeżeli wynikiem badania predyspozycji miałoby być "obniżenie poprzeczki" dla części dzieciaków - jestem przeciw. Ja również. > Niebezpieczeństwo widzę w niedoskonałości metod badania predyspozycji (żadna z nich nie będzie przecież bezbłędna). W ten sposób łatwo można kogoś skrzywdzić, a przecież odpowiednia motywacja może zdziałać "cuda".> Takie podejście przypomina bardziej hodowlę, niż wychowanie. Zamiast badań predyspozycji mamy testy. Po szkole podstawowej, po gimnazjum. Ich wyniki są dokładnie analizowane, a jakże. Przykład: test1.oke.(*)library/File/pdfy/RapSP206.pdf Obszerna, bo 30 stronicowa, analiza wyników sprawdzianu testu szóstoklasistów z województwa wrocławskiego i opolskiego (2006 rok) zawiera 1, słownie jeden, akapit poświęcony różnicy wyników sumarycznych uzyskiwanych przez chłopców i dziewczęta. Wyniki te różnią się w sposób znaczący na korzyść dziewcząt. I nic z tego nie wynika! Nikogo nie interesują różnice uzyskiwane przez chłopców i dziewczęta w odpowiedziach na poszczególne pytania. Wygląda to na temat tabu. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | > >1. Jeżeli ma to być dostosowanie metody nauczania, mającej doprowadzić do tego samego efektu (metoda dobierana wg predyspozycji uczniów), to jestem jak najbardziej za.> To tak jak ja.> >2. Jeżeli wynikiem badania predyspozycji miałoby być "obniżenie poprzeczki" dla części dzieciaków - jestem przeciw.> Ja również.> >Niebezpieczeństwo widzę w niedoskonałości metod badania predyspozycji (żadna z nich nie będzie przecież bezbłędna). W ten sposób łatwo można kogoś skrzywdzić, a przecież odpowiednia motywacja może zdziałać "cuda".> >Takie podejście przypomina bardziej hodowlę, niż wychowanie.> Zamiast badań predyspozycji mamy testy. Po szkole podstawowej, po gimnazjum. Ich wyniki są dokładnie analizowane, a jakże.> Przykład: test1.oke.(*)library/File/pdfy/RapSP206.pdf> Obszerna, bo 30 stronicowa, analiza wyników sprawdzianu testu szóstoklasistów z województwa wrocławskiego i opolskiego (2006 rok) zawiera 1, słownie jeden, akapit poświęcony różnicy wyników sumarycznych uzyskiwanych przez chłopców i dziewczęta. Wyniki te różnią się w sposób znaczący na korzyść dziewcząt. I nic z tego nie wynika! Nikogo nie interesują różnice uzyskiwane przez chłopców i dziewczęta w odpowiedziach na poszczególne pytania. Wygląda to na temat tabu.Rzeczywiście, w opracowaniu jest tylko to jedno zdanie. Czy jest to temat tabu wynikający z politycznej poprawności, nie wiem. Wiem tylko, że z ogólnej analizy wyników testu nie wynika istnienie problemu mniejszego potencjału intelektualnego dziewczynek w porównaniu z chłopcami. Może dlatego temat nie jest pogłębiany. Gdyby osiągnęły znacznie słabszy wynik, wtedy zapewne szukano by bardziej szczegółowych wyjaśnień.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Tak. Podobnie jak Ty, jestem za indywidualizacją metod nauczania. Nie tylko matematyki.Żebyś się nie czepiał, to trochę poważniej. Udzielałem kilkakrotnie korepetycji z matematyki. Pierwszy raz na studiach, koledze, uczniowi wieczorowego technikum, doskonałemu brydżyście. W ciągu dwóch godzin nauczyłem go rachunku całkowego, wraz z całkami wielokrotnymi z zakresu moich studiów, czym dnia następnego zaszokował swojego nauczyciela matematyki. Drugi raz nauczałem siostrzeńca przed egzaminami do liceum. W ciągu kilku godzin przerobiliśmy cały zakres szkoły podstawowej i gimnazjum. Nagle to, co było nie do pojęcia stało się dla chłopca jasne. Nie uczyłem go wzorów, tylko logicznej ich interpretacji i prawidłowego zastosowania. Noga z matematyki kilka dni później zdała egzamin na piątkę. Jako student udzielałem także korepetycji córkom sąsiada w odstępie dwóch lat. Tu żadnych sukcesów dydaktycznych nie odniosłem. Głąby absolutne. Za to doświadczaliśmy się w zakresie zgoła innej wiedzy, a tata za to płacił i całkiem nieźle. Tak więc sukces dydaktyczny zależny jest zarówno od podejścia nauczyciela jak i zdolności ucznia. Nie da się uogólnić. Dla równowago muszę powiedzieć, że miałem koleżanki osiągające znacznie lepsze wyniki,(tu ukłon w stronę Pań), za to ja miałem więcej wolnego czasu. Jak to mówią nauczyciele, wszystkie dzieci rodzą się mądre, a potem idą do szkoły.  Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Autografka (10638 punktów) |
Ja natomiast miałam wątpliwą przyjemność udzielać korepetycji z chemii synowi sąsiada (bo ponoć nie rozumiał). Okazało się, że nie rozumie, bo po prostu nie opanował najbardziej podstawowych podstaw. Wypisałam co ma wykuć i kazałam wrócić, kiedy już będzie to umiał. Nie wrócił, więc zakładam, że po wykuciu, zaczął rozumieć resztę.  Uczyłam też siostrę koleżanki, która faktycznie nie rozumiała pewnych zależności. I nauczyła się. Co prawda chemia to nie matematyka, ale myślę, że każda dziedzina wiedzy ma pewien podstawowy zakres, bez opanowania którego nie pójdzie się dalej.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | spray (5875 punktów) |
> Tak więc sukces dydaktyczny zależny jest zarówno od podejścia nauczyciela jak i zdolności ucznia. Nie da się uogólnić. Dla równowago muszę powiedzieć, że miałem koleżanki osiągające znacznie lepsze wyniki,(tu ukłon w stronę Pań), za to ja miałem więcej wolnego czasu.> Jak to mówią nauczyciele, wszystkie dzieci rodzą się mądre, a potem idą do szkoły. > Pozdrawiam.Twoj uklon jest co najmniej falszywy. Pieprzysz, jak typowy samiec, ktory chce odpowiednia pozycje wsrod samcow utrzymac, a jednoczesnie paniom doslodzic, zeby jakby cos, to wiadomo, gdzie szukac  Mowie to z pozycji dziewczynki, ktora wolala samochodziki i w porywach misie, zas wielka awersje miala do lalek. Wiemy, ze mozg kobiety dziala troche inaczej, niz mozg mezczyzny. Ale wiemy tez, ze w procesie wychowania pewne cechy umyslu moga ulec wzmocnieniu, zas inne zniwelowaniu, lub wrecz wyeliminowaniu. W czystej postaci nie wystepuje w naturze ani mozg typowo kobiecy, ani typowo meski. Takze wiemy juz, ze mozg ludzki nie jest dany od urodzenia i na zawsze w "sztywnej" postaci, lecz jest struktura dynamiczna i jego ksztalt fizyczny, a tym samym manifestacja wobec otoczenia, czyli swiadomosc i osobowosc, jest raczej procesem, niz konstrukcja. I ze nieustannie dostosowuje sie do srodowiska, w ktorym ma przetrwac. I tu jest Burek pogrzebany. Trening do przetwania w srodowisku uksztaltowanym przez patriarchat ( a z tym mamy aktualnie do czynienia) zawsze bedzie preferowal wychowanie stawiajace dziewczynki w sytuacji podrzednej, albo wrecz sluzebnej. Na pewnym etapie rozwoju cywilizacyjnego byc moze jest to nawet korzystne. Moze nawet niezbedne. Ale po odegraniu swojej roli zaczyna tylko szkodzic...
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) |
> Pieprzysz, jak typowy samiecŻeby tylko on jeden 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > >Pieprzysz, jak typowy samiec> Żeby tylko on jeden  Czy możesz tę wypowiedź jakoś rozwinąć
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | |
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | |  | | spray (5875 punktów) | > >>Pieprzysz, jak typowy samiec> >Żeby tylko on jeden  > Czy możesz tę wypowiedź jakoś rozwinąć A czy jakos nie rozwinelam? Domniemywam, ze masz jakies szczegolowe pytania. Prosze je wyartykulowac konkretnie.
|
|
| | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Twój ukłon jest co najmniej fałszywy.Jest fałszywy, ale tylko trochę  > Pieprzysz, jak typowy samiec,Zgoda całkowita.  > Wiemy, ze mózg kobiety dziala troche inaczej, niz mózg mezczyzny.Wiemy, stąd ta mała fałszywość.  > Ale wiemy tez, ze w procesie wychowania pewne cechy umysłu mogą ulec wzmocnieniu, zasną inne zniwelowaniu, lub wręcz wyeliminowaniu.Wiemy, ale nie wyeliminowuje to różnic miedzy budową i funkcjonowaniem mózgów dwojga płci. Nie twierdzę przecież, że mężczyzna w każdej sytuacji jest bardziej analityczny, a kobiety spontaniczny. Nie twierdze, że nie ma lepszych umysłów kobiecych, przewyższających męskie. Jednak w swej ogólności te cechy się uwidaczniają. Są przecież kobiety grające w szachy na poziomie arcymistrzowskim. Jednak o tytuł mistrza świata walczą mężczyźni. To inna liga. > I tu jest Burek pogrzebany.> Trening do przetrwania w środowisko ukształtowanym przez patriarchat ( a z tym mamy aktualnie do czynienia) zawsze będzie preferował wychowanie stawiające dziewczynki w sytuacji podrzędnej, albo wręcz służebnej.Jestem absolutnym przeciwnikiem takiego stawiania sprawy. To znowu pojęcia feministyczne, mojej ontologii obce. Dane mi było poznać kilka osób, o których mogę powiedzieć "giganci umysłowi". Nie było wśród nich kobiety. Może to tylko zbieg okoliczności. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
>Jestem absolutnym przeciwnikiem takiego stawiania sprawy. To znowu pojęcia feministyczne, mojej ontologii obce. Spróbuj poznać inne ontologie. >Dane mi było poznać kilka osób, o których mogę powiedzieć "giganci umysłowi". Nie było wśród nich kobiety. Może to tylko zbieg okoliczności. Nie. To "efekt koleiny".
|
|
| | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>Nie. To "efekt koleiny".
Jakiej koleiny? W procesie ewolucji?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | >>Nie. To "efekt koleiny". >Jakiej koleiny? W procesie ewolucji? > Nie, w procesie wychowania i kształcenia. Nie udawaj, że nie rozumiesz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>>Nie. To "efekt koleiny". >>Jakiej koleiny? W procesie ewolucji? >> >Nie, w procesie wychowania i kształcenia. Nie udawaj, że nie rozumiesz.
Nie rozumiem. Jadę do mamy na obiadek niedzielny. Mam jej coś przekazać na temat, jakiejś koleiny w procesie mojego wychowania? Jeżeli chodzi o edukację to może być jakaś koleina. Tak wyszło, że technikum i studia były typowo męskie. Dziewczyny się nie garnęły. Ciekawe dlaczego? Sam zaspokoję swoją ciekawość. Nie miały tam większych szans. Było kilka, wszystkie brzydkie jak noc, to miały dużo czasu na naukę. A z nami inna historia. Ci co nie musieli nadrabiać braku zdolności, ciężką pracą, biegali po sąsiednich wydziałach, uczelniach, klubach studenckich, w poszukiwaniu przygód. Jeżeli któryś nie przepłacił tego zrujnowanym życiem, ciężkim alkoholizmem, szedł w kadry zarządzające. Taka to szkoła alkoholików i dyrektorów. Nikt przecież dziewczynom nie zabraniał tam studiować. Jednak moje znajomości nie ograniczają się tylko do tych z okresu edukacji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
> Nie rozumiem. Jadę do mamy na obiadek niedzielny. Mam jej coś przekazać na temat, jakiejś koleiny w procesie mojego wychowania?Masz siostrę? To spytaj, jak Twoja mama rozumiała wychowywanie Ciebie, a jak wychowywanie jej. > Jeżeli chodzi o edukację to może być jakaś koleina. Tak wyszło, że technikum i studia były typowo męskie. Dziewczyny się nie garnęły. Ciekawe dlaczego?Bo je skutecznie zniechęcono na wcześniejszym etapie edukacji. > Sam zaspokoję swoją ciekawość. Nie miały tam większych szans.Szans na co? > Było kilka, wszystkie brzydkie jak nocAha. Zdolne i pracowite, ale brzydkie, więc "po cholerę toto żyje"?  > Nikt przecież dziewczynom nie zabraniał tam studiować.Oczywiście, że nie zabraniał. Wystarczyło, że powiedział z uśmieszkiem politowania "nie dasz sobie rady na politechnice, to męska uczelnia". Wystarczyło. Na szczęście nie wszystkim. > Jednak moje znajomości nie ograniczają się tylko do tych z okresu edukacji.Wystarczy, że ograniczają się do tego pokolenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Masz siostrę?Mam. Cholernie zdolne babsko było. O rok starsza. Świetnie się uczyła. Ja o rok młodszy jechałem na jej sławie. > To spytaj, jak Twoja mama rozumiała wychowywanie Ciebie, a jak wychowywanie jej.Nie muszę pytać. Nie było różnicy. > >Jeżeli chodzi o edukację to może być jakaś koleina. Tak wyszło, że technikum i studia były typowo męskie. Dziewczyny się nie garnęły. Ciekawe dlaczego?> Bo je skutecznie zniechęcono na wcześniejszym etapie edukacji.> >Sam zaspokoję swoją ciekawość. Nie miały tam większych szans.> Szans na co?Szans na ich skończenie. Wiadomo było, że 30% odpada na pierwszym roku, do końca dobija 35%. Nikt tam się szczególnie nie pchał. Wykładowcy się nie patyczkowali. Jeżeli ktoś się nie nauczył, wylatywał. Wartości dopiero nabierali studenci od trzeciego roku. To był faktycznie elitarny wydział. Rok po moim ich ukończeniu, na sto miejsc zgłosiło się siedemdziesięciu kandydatów. Przyjęto wszystkich bez egzaminów. Z wielkiej radości wyrzucili przez okna wszystkie meble z sali, w której to ogłoszona. O tych już dbano bardzo. Co to za uczelnia bez studentów? > >Było kilka, wszystkie brzydkie jak noc> Aha. Zdolne i pracowite, ale brzydkie, więc "po cholerę toto żyje"?  Przesoliłaś. > >Nikt przecież dziewczynom nie zabraniał tam studiować.> Oczywiście, że nie zabraniał. Wystarczyło, że powiedział z uśmieszkiem politowania "nie dasz sobie rady na politechnice, to męska uczelnia". Wystarczyło. Na szczęście nie wszystkim.Inne kierunki Politechniki, były przez dziewczyny zdominowane np ekonomia, chemia. Ten nie. > >Jednak moje znajomości nie ograniczają się tylko do tych z okresu edukacji.> Wystarczy, że ograniczają się do tego pokolenia.Tu właśnie mowa o pokoleniu obecnym i poziomie ich kształcenia. Niby co się zmieniło? Wyewoluował inny uczeń? Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
> >>Było kilka, wszystkie brzydkie jak noc> >Aha. Zdolne i pracowite, ale brzydkie, więc "po cholerę toto żyje"?  > Przesoliłaś.Nie, to Ty przesoliłeś, do spraw wykształcenia mieszając urodę (bądź jej brak). To nie ma nic do rzeczy, a podobne wtręty bardzo brzydko się kojarzą. Miałam na myśli "tamto" pokolenie, to z lat Twojej edukacji. W tym (obecnym) pokoleniu uczących się różnice się zacierają. Coraz więcej genialnych dziewczyn pojawia się na uczelniach, bo już się ich tak nie tłamsi, jak kiedyś. No i bardzo dobrze.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>Nie, to Ty przesoliłeś, do spraw wykształcenia mieszając urodę (bądź jej brak). To nie mam nic do rzeczy, a podobne wtręty bardzo brzydko się kojarzą.
Masz racje. Przepraszam. Za to miłe bardzo i dobre kumpele. Wstawka moja niegrzeczna, ale prawdziwa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>Nie, to Ty przesoliłeś, do spraw wykształcenia mieszając urodę (bądź jej brak). To nie mam nic do rzeczy, a podobne wtręty bardzo brzydko się kojarzą. >Masz racje. Przepraszam. Za to miłe bardzo i dobre kumpele. Wstawka moja niegrzeczna, ale prawdziwa. > >Miałam na myśli "tamto" pokolenie, to z lat Twojej edukacji. W tym (obecnym) pokoleniu uczących się różnice się zacierają. Coraz więcej genialnych dziewczyn pojawia się na uczelniach, bo już się ich tak nie tłamsi, jak kiedyś. No i bardzo dobrze.
Z mojego wydziału szło się do przemysłu, albo podejmowało swoją działalność, przeważnie produkcyjną. Do tej pory jest to wydział typowo męski. Dziwne? Już nikt nikogo przecież nie tłamsi. Kiedyś na wydziale studiowało nas stu, teraz ok dwóch tysięcy. Papier trzeba mieć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | >>>Nie miały tam większych szans. >>Szans na co? >Szans na ich skończenie. Wiadomo było, że 30% odpada na pierwszym roku, do końca dobija 35%. Nikt tam się szczególnie nie pchał. Wykładowcy się nie patyczkowali. Jeżeli ktoś się nie nauczył, wylatywał. Ciekawe. Wynika z tego, że wylatywali ci, którzy się nie nauczyli, a nie dziewczyny. Dlaczego zatem uważasz, że nie miały szans na skończenie? Czy leciały po 1 roku niezależnie od tego, czy się uczyły, czy nie? Czy dlatego, że były dziewczynami, a więc z definicji głupsze? Ale jak to się ma do tego, co pisałeś o swojej siostrze?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>>>Nie miały tam większych szans. >>>Szans na co? >>Szans na ich skończenie. Wiadomo było, że 30% odpada na pierwszym roku, do końca dobija 35%. Nikt tam się szczególnie nie pchał. Wykładowcy się nie patyczkowali. Jeżeli ktoś się nie nauczył, wylatywał. >Ciekawe. Wynika z tego, że wylatywali ci, którzy się nie nauczyli, a nie dziewczyny. Dlaczego zatem uważasz, że nie miały szans na skończenie? Czy leciały po 1 roku niezależnie od tego, czy się uczyły, czy nie? Czy dlatego, że były dziewczynami, a więc z definicji głupsze? Ale jak to się ma do tego, co pisałeś o swojej siostrze?
Dziewczyny były mądrzejsze. Nie porywały się na coś, co było mało pewne. Tu szli tylko desperaci. W tym kilka dziewczyn, chyba cztery( albo trzy, nie pamiętam). Dwie skończyły w terminie. Moja siostra nigdy by nie poszła na takie studia, zerowe zdolności inżynierskie. Ja w sumie tez tego wyboru żałuje. >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
> Dziewczyny były mądrzejsze. Nie porywały się na coś, co było mało pewne. Tu szli tylko desperaci. W tym kilka dziewczyn, chyba cztery( albo trzy, nie pamiętam). Dwie skończyły w terminie. Moja siostra nigdy by nie poszła na takie studia, zerowe zdolności inżynierskie. Ja w sumie tez tego wyboru żałuje.Nie żałuję wyboru studiów, raz tylko pożałowałam wyboru pracy... ale ją zmieniłam i nie ma o czym mówić  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | Czy dlatego, że były dziewczynami, a więc z definicji głupsze? Ale jak to się ma do tego, co pisałeś o swojej siostrze? Właśnie wróciłem z obiadu. Zapytałem o wychowanie, mama się zdziwiła. Nie wie o jakich różnicach mowie i nie potwierdza. Zaznaczyła tylko, że mnie mniej w domu było i się bardziej o mnie zamartwiała, zwłaszcza w nocy.  Siostra zapytana czy by studiowała na moim kierunku, wymownie popukała się w czoło i przypomniała mi powiedzenie z tamtych lat. "Lepiej nosem orać ziemię, niż studiować na BM-ie".( W oryginale nie było nosem )  >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
> Właśnie wróciłem z obiadu. Zapytałem o wychowanie, mama się zdziwiła. Nie wie o jakich różnicach mowie i nie potwierdza.No i prawidłowo [brawo} > Zaznaczyła tylko, że mnie mniej w domu było i się bardziej o mnie zamartwiała, zwłaszcza w nocy.  Matki tak mają  Moja mama do dziś się niepokoi, gdy gdzieś wyjeżdżam, zwłaszcza samolotem  > Siostra zapytana czy by studiowała na moim kierunku, wymownie popukała się w czoło i przypomniała mi powiedzenie z tamtych lat. "Lepiej nosem orać ziemię, niż studiować na BM-ie".( W oryginale nie było nosem )  Domyślam się, że nie  Grunt to wolność wyboru. Zawsze powtarzam, żeby każdy robił, co chce i do czego czuje powołanie. Zdaje mi się, że wydziały mechaniczne ogólnie nie są mile widziane przez kobiety. W Lublinie też jest ich tam mało. Ale już na budownictwie, elektrotechnice, informatyce, inżynierii środowiska jest ich pełno. No i na zarządzaniu, rzecz jasna  Ale tam też trzeba się wykazać znajomością matematyki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > > wymownie popukała się w czoło i przypomniała mi powiedzenie z tamtych lat. "Lepiej nosem orać ziemię, niż studiować na BM-ie".( W oryginale nie było nosem )  > Domyślam się, że nie  > Grunt to wolność wyboru. Zawsze powtarzam, żeby każdy robił, co chce i do czego czuje powołanie.> Zdaje mi się, że wydziały mechaniczne ogólnie nie są mile widziane przez kobiety. W Lublinie też jest ich tam mało. Ale już na budownictwie, elektrotechnice, informatyce, inżynierii środowiska jest ich pełno. No i na zarządzaniu, rzecz jasna Ale tam też trzeba się wykazać znajomością matematyki.Na tych kierunkach w Szczecinie też jest pełno dziewczyn. Nie wiem czemu negowałaś to co mówiłem o swoim kierunku. Ważne, że w tej dyskusji miałeś poparcie, jak się domyślam koleżanek. Jeżeli zdarzy się rozmowa o umysłach genialnych, to opowiem, możesz również Ty jeżeli takie znasz, ale ja znam tylko przypadki męskie. Nie pisz tylko o koleinach i męskim szowinizmie. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
> Na tych kierunkach w Szczecinie też jest pełno dziewczyn. Nie wiem czemu negowałaś to co mówiłem o swoim kierunku.Nie negowałam tego, co mówiłeś o swoim kierunku, tylko uogólnianie. > Ważne, że w tej dyskusji miałeś poparcie, jak się domyślam koleżanek.Niekoniecznie  > Jeżeli zdarzy się rozmowa o umysłach genialnych, to opowiem, możesz również Ty jeżeli takie znasz, ale ja znam tylko przypadki męskie.Ja znam również żeńskie, kiedyś możemy je opisać. > Nie pisz tylko o koleinach i męskim szowinizmie.Ale takie są fakty. Istnieje jedno i drugie. > Pozdrawiam.Pozdrawiam i uciekam do pracy
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | pavvel (8272 punktów) | > Moja mama do dziś się niepokoi, gdy gdzieś wyjeżdżam, zwłaszcza samolotem  Wiem że nie ten wątek, ale mi się akurat skojarzyło: Mama do świeżo upieczonego pilota: - Tylko pamiętaj synku, masz latać nisko i powoli. > Zdaje mi się, że wydziały mechaniczne ogólnie nie są mile widziane przez kobiety.Ja studiowałem zarządzanie produkcją. Więcej niż połowa przedmiotów była z wydziału mechanicznego. Więcej niż połowa mojego roku to były dziewczyny  Jedynym przedmiotem, na którym było zdecydowanie widać różnice miedzy dziewczynami a facetami była geometria wykreślna. No i trochę ciężej im 3D w CADzie przychodziło. Oczywiście nie wszystkim, ale różnice były raczej zauważalne. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Jedynym przedmiotem, na którym było zdecydowanie widać różnice miedzy dziewczynami a facetami była geometria wykreślna. No i trochę ciężej im 3D w CADzie przychodziło. Oczywiście nie wszystkim, ale różnice były raczej zauważalne.
Tu się zgadzam. Na takim przedmiocie jak geometria wykreślna zdecydowanie widać różnice pomiędzy dziewczynami a facetami - zwłaszcza wówczas, gdy 3D umieścimy w CADzie - widać to gołym okiem.
>Pozdrawiam
Ja również.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | aninakcilyb (259 punktów) | >>>Nie. To "efekt koleiny". >>Jakiej koleiny? W procesie ewolucji? >Nie, w procesie wychowania i kształcenia. Nie udawaj, że nie rozumiesz.
>Nie rozumiem.
Może chodzi o to, że kiedy wychowuje się chłopców to motywuje się ich do bycia kreatywnymi, dziewczynki przez długie lata miały być głównie posłuszne i grzeczne, jako ich najwyższa cnota, a takie wychowanie niestety nie przysaprza mozliwosci do otwartego myślenia. Poza tym dziewczynki często wychowuje się tak ,że nie musza być specjalnie mądre, wpaja im się,ze mają ładnie wyglądać, chłopcy natomiast muszą byc zaradni, a żeby radzic sobie w życiu trzeba rozwijac inteligencję. W rodzinach, gdzie rodzenstwem są chłopyi dziewcznki, chłopy idą z tatą majsterkować przy samochodzie, a dziewczynki są zbierane do kuchni. Moze w częsci przypadków natualnie się tak 'uklada', ale jest wiele dziewcyznek,ktore marzą, aby z tatą majsterkowac i są chłpocy , którzy lubią gotować. To się w tej chwili oczywiscie zmienia, ale na wielu osobach ciązy takie wychowanie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Meretseger (61860 punktów) | Dokładnie o to mi chodziło
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > Dokładnie o to mi chodziło  Niby o co? TY masz jakieś uprzedzenia i nieaktualne dane.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | , dziewczynki przez długie lata miały być głównie posłuszne i grzeczne, jako ich najwyższa cnota, a takie wychowanie niestety nie przysaprza mozliwosci do otwartego myślenia.
No to już masz dziewczynek przewagę. Idź do dowolnej szkoły gimnazjalnej i zapytaj. Wśród dziewczynek kwitnie wyjątkowe chamstwo, i brutalizacja zachowań. Oto skutki wychowania feministycznego.
>Poza tym dziewczynki często wychowuje się tak ,że nie musza być specjalnie mądre, wpaja im się,ze mają ładnie wyglądać,
Gdybym miał córkę, zawsze o niej marzyłem, to zadbał bym o jej mądrość i piękny wygląd. Bo ja taki antyfeminista jestem.
>chłopcy natomiast muszą byc zaradni, a żeby radzic sobie w życiu trzeba rozwijac inteligencję. W rodzinach, gdzie rodzenstwem są chłopyi dziewcznki, chłopy idą z tatą majsterkować przy samochodzie, a dziewczynki są zbierane do kuchni.
Mimo wszystko wolałbym, żeby przy wyciąganiu silnika z samochodu, pomagał mi syn. Nie razi mnie, kiedy mężczyzna podaje mi na przywitanie sękata łapę. Wolałbym, aby dłonie mojej potencjalnej córki były delikatne, jej potencjalny mąz pewnie tez, no chyba, że masochista.
>Moze w częsci przypadków natualnie się tak 'uklada', ale jest wiele dziewcyznek,ktore marzą, aby z tatą majsterkowac i są chłpocy , którzy lubią gotować. To się w tej chwili oczywiscie zmienia, ale na wielu osobach ciązy takie wychowanie.
Raz syna pochwaliłem, że obiera ziemniaki lepiej ode mnie i od tej pory obiera on. Nauczyłem się gotować, od kobiet, nieźle mi to idzie. Teraz uczę syna. W czym rzecz? Zniewieściały?
Pozdrawiam >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) |
>Mimo wszystko wolałbym, żeby przy wyciąganiu silnika z samochodu, pomagał mi syn. Nie razi mnie, kiedy mężczyzna podaje mi na przywitanie sękata łapę. Wolałbym, aby dłonie mojej potencjalnej córki były delikatne, jej potencjalny mąz pewnie tez, no chyba, że masochista. Czysty stereotyp, żeby nie powiedzieć - uprzedzenie do kobiet pracujących w warsztatach mechanicznych. Na marginesie - silnik z samochodu najlepiej wyjmować w rękawicach. Uniknie się wtedy efektu "sękatych łap", a przede wszystkim możliwej kontuzji. >Raz syna pochwaliłem, że obiera ziemniaki lepiej ode mnie i od tej pory obiera on. Nauczyłem się gotować, od kobiet, nieźle mi to idzie. Teraz uczę syna. W czym rzecz? Zniewieściały? Bardzo Ci się to chwali, ale jedna... no, dwie jaskółki wiosny nie czynią.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>Mimo wszystko wolałbym, żeby przy wyciąganiu silnika z samochodu, pomagał mi syn. Nie razi mnie, kiedy mężczyzna podaje mi na przywitanie sękata łapę. Wolałbym, aby dłonie mojej potencjalnej córki były delikatne, jej potencjalny mąz pewnie tez, no chyba, że masochista. >Czysty stereotyp, żeby nie powiedzieć - uprzedzenie do kobiet pracujących w warsztatach mechanicznych.
Nie, jakie uprzedzenia? Jak chcesz mieć sękate dłonie, z odciskami, egzema od smarów i brudów to sobie miej. Jestem ciekawy jakie są Twoje dłonie. Ile w warsztacie przepracowałaś? W każdym razie nie lubię dotyku szorstkich i twardych damskich łap.
>Na marginesie - silnik z samochodu najlepiej wyjmować w rękawicach. Uniknie się wtedy efektu "sękatych łap", a przede wszystkim możliwej kontuzji.
Ta. Masz bardzo duże doświadczenie. To widać. Do mechanika samochodowego, amatora mówisz, a okrętowego z zawodu.
>>Raz syna pochwaliłem, że obiera ziemniaki lepiej ode mnie i od tej pory obiera on. Nauczyłem się gotować, od kobiet, nieźle mi to idzie. Teraz uczę syna. W czym rzecz? Zniewieściały? >Bardzo Ci się to chwali, ale jedna... no, dwie jaskółki wiosny nie czynią.
Nie żartuj. Mężczyźni gotują lepiej. Ja nawet chętnie. Obiady niedzielne zawsze robi mój szwagier, mistrz kuchni. >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | aninakcilyb (259 punktów) | >No to już masz dziewczynek przewagę. Idź do dowolnej szkoły gimnazjalnej i zapytaj. Wśród dziewczynek kwitnie wyjątkowe chamstwo, i brutalizacja zachowań. Oto skutki wychowania feministycznego.
To nie są skutki wychowania feministycznego, bo takiego wychowania w polskich szkołach nie ma. Brutalizacja zachowań i wulgaryzacja języka jest raczej uwarunkowana różnymi społecznymi czynnikami.
>Poza tym dziewczynki często wychowuje się tak ,że nie musza być specjalnie mądre, wpaja im się,ze mają ładnie wyglądać, >Gdybym miał córkę, zawsze o niej marzyłem, to zadbał bym o jej mądrość i piękny wygląd. Bo ja taki antyfeminista jestem.
Chyba lubisz dostawiać sobie tytuły : ) Chociaż nie wiem co jest szczytnego w byciu antyfeminista, bo to prawie tak samo jakbyś powiedział , ze jesteś antydemokratą.
>Raz syna pochwaliłem, że obiera ziemniaki lepiej ode mnie i od tej pory obiera on. Nauczyłem się gotować, od kobiet, nieźle mi to idzie. Teraz uczę syna. W czym rzecz? Zniewieściały?
Fajnie. A kto twierdzi, ze zniewieściały?
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>No to już masz dziewczynek przewagę. Idź do dowolnej szkoły gimnazjalnej i zapytaj. Wśród dziewczynek kwitnie wyjątkowe chamstwo, i brutalizacja zachowań. Oto skutki wychowania feministycznego. >To nie są skutki wychowania feministycznego, bo takiego wychowania w polskich szkołach nie ma. Brutalizacja zachowań i wulgaryzacja języka jest raczej uwarunkowana różnymi społecznymi czynnikami.
Czemu więc dominuje wśród dziewczyn?
>>Poza tym dziewczynki często wychowuje się tak ,że nie musza być specjalnie mądre, wpaja im się,ze mają ładnie wyglądać, >>Gdybym miał córkę, zawsze o niej marzyłem, to zadbał bym o jej mądrość i piękny wygląd. Bo ja taki antyfeminista jestem. >Chyba lubisz dostawiać sobie tytuły : )
Chciałbym, aby mała kobietka, wyrosła kiedyś na kobietę.
>Chociaż nie wiem co jest szczytnego w byciu antyfeminista, bo to prawie tak samo jakbyś powiedział , ze jesteś antydemokratą.
Bo jestem. Demokracja jet ułomna. Niestety, nikt nic lepszego nie wymyślił. Osobiście wolałbym rządy autorytetu.
>>Raz syna pochwaliłem, że obiera ziemniaki lepiej ode mnie i od tej pory obiera on. Nauczyłem się gotować, od kobiet, nieźle mi to idzie. Teraz uczę syna. W czym rzecz? Zniewieściały? >Fajnie. A kto twierdzi, ze zniewieściały? >Pozdrawiam
No chyba Ty. Wykonuje przecież pracę, kobietom tradycją przypisaną, według Ciebie.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | pavvel (8272 punktów) |
>Jako student udzielałem także korepetycji córkom sąsiada w odstępie dwóch lat. Tu żadnych sukcesów dydaktycznych nie odniosłem. Głąby absolutne.
Ja dużo częściej udzielałem korepetycji płci piękniejszej i wiem, że nie ma reguły. Na geniuszy żadnej płci raczej nie trafiałem, co jest chyba oczywiste, bo geniusze korków raczej nie specjalnie potrzebują. Przeważnie większe problemy miałem ucząc chłopaków, ale to też nie ze względy na ich tępotę wrodzoną, tylko na mniejszy zapał do nauki.
> Za to doświadczaliśmy się w zakresie zgoła innej wiedzy, a tata za to płacił i całkiem nieźle.
No widzisz, jak korepetycje z biologii zamiast z matematyki dawałeś, to nie dziwne, że ocen z matmy panny nie poprawiały. Mi również zdarzało się ulegać urokowi uczennic, ale umawiałem się z nimi po zajęciach i nie brałem za to pieniędzy.
>Tak więc sukces dydaktyczny zależny jest zarówno od podejścia nauczyciela jak i zdolności ucznia.
Oczywiście, tu masz rację. Przy czym uczeń naprawdę zdolny poradzi sobie bez nauczyciela. Przy uczniu zdolnym zdecydowanie mniej od nauczyciela zależy praktycznie wszystko.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | > Czy założenie, że owe progi w rozwoju występują u chłopców w innym wieku niż u dziewczynek nie zasługuje na coś więcej, niż święte oburzenie Alicji, czy nie najwyższego lotu żarty poziomczyńskiego i witwosa? Znajomi specjaliści w poradni szkolnej mówili, że około 30% dzieci rozpoczynających naukę kłopoty w szkole spowodowane innym tempem rozwoju. Te dolegliwości wyrównują się po trzech czterech latach. Są to kłopoty z czytaniem, pisaniem, możliwością skupienia się i coś tam jeszcze już nie pamiętam. Ale jeden z tych kłopotów dotyczy w jakimś stopniu matematyki. Nie wiem czy jest podział na płeć. Jeżeli nawet dziewczęta mają mniejsze zdolności z matematyki to nadrabiają to większymi możliwościami skupienia uwagi, pilnością i pracowitością. Inne możliwości mózgów męskich i żeńskich mogą się ujawnić dopiero przy matematyce wyższej (wysoki stopień abstrakcji), a nie na poziomie matematyki w liceum. > Czy to wrednemu seksistowskiemu wychowaniu zawdzięczać należy fakt, że panie znacznie częściej niż panowie mają kłopoty z właściwym nazywaniem kierunków (prawy, lewy)? > Czy zaganianie dziewczynek do zabaw samochodzikami sprawi, że nie będą one, znacznie częściej niż panowie, pytały o drogę, trzymając w garści dokładny plan okolicy w której się znajdują? Nigdy nie miałam z tym problemów i nie zauważyłam takich prawidłowości u moich znajomych. Ale to może dlatego, że kiedyś było harcerstwo i orientację w terenie i czytanie map trzeba było opanować. Natomiast zauważyłam taką prawidłowość, że mężczyźni wolą jeździć w kółko i szukać drogi samodzielnie niż zatrzymać się i spytać o drogę ( myślałam , że to kwestia ambicji a nie orientacji) > Czy chowanie głowy w piasek to najlepsza metoda na zmienianie rzeczywistości? Jeżeli dziewczynka od małego słyszy, że ma wprawdzie tylko jedną 4 ale z matematyki więc jest usprawiedliwiona. I jeżeli słyszy i to na każdym kroku, że matematyka i wszelka technika jest nie dla niej to zaczyna w to wierzyć. Zastanów się i pomyśl jak byś zareagował gdyby twoje dziecko usiłując naprawić gniazdko elektryczne spowodowało spięcie? Jeżeli masz syna to go opieprzysz, że głupol nie wyłączył bezpieczników i mógł ulec porażeniu. A zastanów się jak byś zareagował gdyby to samo zrobiła twoja córka? Czy twoja tyrada nie zakończyłaby się wtedy zakazem na przyszłość dotykania wszystkiego co ma z prądem do czynienia? Takie pytanie zadałam moim znajomym i przypominając sobie różne wydarzenia z przeszłości potwierdzali istnienie takiej prawidłowości. Inaczej traktuje się dziewczynki inaczej chłopców. Dziewczynki zniechęca się do działania a chłopców dopinguje. Najgorsze jest to, że robimy to zupełnie nieświadomie.
|
|
| | | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Czy założenie, że owe progi w rozwoju występują u chłopców w innym wieku niż u dziewczynek nie zasługuje na coś więcej, niż święte oburzenie Alicji, czy nie najwyższego lotu żarty poziomczyńskiego i witwosa?
O czym tu mowa bo się pogubiłem. Ja żartobliwie, nie żartuję.
|
|
| | | | | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | > Czy to wrednemu seksistowskiemu wychowaniu zawdzięczać należy fakt, że panie znacznie częściej niż panowie mają kłopoty z właściwym nazywaniem kierunków (prawy, lewy)?A mają? Nie zauważyłam, przynajmniej nie u znanych mi kobiet. Te zawsze potrafią nazwać rzecz i kierunek po imieniu. Nie wiem, na jakich próbach te badania przeprowadzano, ale mam niejasne wrażenie, że jeśli na 1000 badanych osób każdej płci 800 mężczyzn i 798 kobiet wskazało kierunki poprawnie, to statystycznie jest to argument za stwierdzeniem "kobiety sobie nie radzą z właściwym nazwaniem kierunku"... > Czy zaganianie dziewczynek do zabaw samochodzikami sprawi, że nie będą one, znacznie częściej niż panowie, pytały o drogę, trzymając w garści dokładny plan okolicy w której się znajdują?Lepsze to, niż błądzić przez godzinę w labiryncie bocznych uliczek lub dać się GPSowi wyprowadzić w kartofle, co nader często zdarza się panom, mającym święte przekonanie o własnej nieomylności lub nadmierne zaufanie do urządzenia... To nie zaganianie do zabaw samochodzikami zmieni ten stan rzeczy, ale dokładniejsze zaznajamianie dziewczynek (uczennic) z mapą i orientowaniem mapy w terenie. Zdarzało mi się, jako przewodnikowi, całe lata temu to było, prowadzić grupy szkolne. Dziwnym trafem nauczyciele-opiekunowie ZAWSZE powierzali mapy chłopcom - "bo oni sobie lepiej poradzą". Z moich obserwacji wynika, że radzili sobie równie dobrze, jak dziewczynki - pod warunkiem, że i jednych, i drugie tego nauczono. Plany okolicy rzadko bywają dokładne, co jako stary wędrowiec mam szczegółowo przetestowane na mapach turystycznych. Zdziwiłbyś się, jak często drogi na nich zaznaczone nie zgadzają się z drogami występującymi w naturze. Ale to tylko taka uwaga na marginesie, bez związku z tematem  > Czy chowanie głowy w piasek to najlepsza metoda na zmienianie rzeczywistości?Nie, rzeczywistość zmieniać trzeba aktywnie. Statystyka w tym nie zawsze pomaga. Statystycznie Ty i Twój pies macie po trzy nogi. Wpychanie wszystkich kobiet/mężczyzn w jedną koleinę tylko dlatego, że statystycznie coś wychodzi im lepiej lub gorzej o kilka procent do niczego dobrego nie doprowadzi. Wychowanie i wykształcenie wymyka się statystykom. To jest chyba najbardziej indywidualna rzecz na świecie. Problem polega na tym, żeby pozwolić dziewczynce, która ma na to ochotę, bawić się samochodzikami, a chłopcu, który ma na to ochotę, bawić się lalkami i nie wyrywać im tych zabawek z krzykiem, że to nie dla nich. Niech dziewczynki, jeśli chcą, uczą się matematyki, a chłopcy, którzy tego chcą, niech się uczą historii. Wszystko jest dla ludzi - dla tych, którzy tego chcą i są w tym dobrzy. Nikomu niczego nie wolno wmawiać ani odmawiać, zwłaszcza przy użyciu statystyki, bo to uczyni tych ludzi niespełnionymi i nieszczęśliwymi. Statystyka ma być nie argumentem za takimi czy innymi predyspozycjami, lecz wskazaniem, co należy zmienić, by było lepiej. Jeśli wychodzi, że więcej kobiet niż mężczyzn nie radzi sobie z rozwiązaniem zadania, trzeba się zastanowić, dlaczego, a nie wzruszyć ramionami i skwitować rzecz słowami "kobiety sobie nie radzą". Być może przyczyny leżą właśnie we wczesnym dzieciństwie, w tym wyrywaniu dziewczynkom samochodzików z rąk. Zniechęcone wtedy do techniki, a w szkole do matematyki, mają w dorosłym życiu wyniki gorsze. Reasumując - uczyć i wychowywać trzeba jednakowo, to znaczy bez taryfy ulgowej i bez komentarzy statystycznych, a co z tego wyjdzie, to czas pokaże. > PozdrawiamPozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) | > > Czy to wrednemu seksistowskiemu wychowaniu zawdzięczać należy fakt, że panie znacznie częściej niż panowie mają kłopoty z właściwym nazywaniem kierunków (prawy, lewy)?> A mają? Nie zauważyłam, przynajmniej nie u znanych mi kobiet.Nieważne jak się nazwie, ważne żeby wiedzieć gdzie się idzie  > > Czy zaganianie dziewczynek do zabaw samochodzikami sprawi, że nie będą one, znacznie częściej niż panowie, pytały o drogę, trzymając w garści dokładny plan okolicy w której się znajdują?> Lepsze to, niż błądzić przez godzinę w labiryncie bocznych uliczek lub dać się GPSowi wyprowadzić w kartofle, co nader często zdarza się panom, mającym święte przekonanie o własnej nieomylności lub nadmierne zaufanie do urządzenia...Masz rację co do skutków, ale nie co do przyczyn. Sporo kobiet niezależnie od tego czy mapa dokładna czy nie, będzie wolało zapytać o drogę. Większość facetów będzie wolało się męczyć z ewentualnymi błędami na mapie, bo ambicja i duma nie pozwolą im się przyznać, że nie potrafią drogi odnaleźć. U mnie dodatkowym problemem jest to, że bardziej ufam swojej wiedzy niż innych, wiec jeżeli już zmuszony jestem pytać o drogę to najczęściej zaczepiam więcej niż jedną osobę  > To nie zaganianie do zabaw samochodzikami zmieni ten stan rzeczy, ale dokładniejsze zaznajamianie dziewczynek (uczennic) z mapą i orientowaniem mapy w terenie. Zdarzało mi się, jako przewodnikowi, całe lata temu to było, prowadzić grupy szkolne. Dziwnym trafem nauczyciele-opiekunowie ZAWSZE powierzali mapy chłopcom - "bo oni sobie lepiej poradzą". Z moich obserwacji wynika, że radzili sobie równie dobrze, jak dziewczynki - pod warunkiem, że i jednych, i drugie tego nauczono.Mnie i mam wrażenie, że dotyczy to większości facetów, nikt obchodzenia się z mapą uczyć nie musiał. Po prostu biorę i korzystam. Nie usiłujmy udawać, że nie ma różnic, jeżeli one są jak najbardziej rzeczywiste. Panie najczęściej gorzej radzą sobie w terenie, ale mają na przykład jedną cechę której im zazdroszczę. Większość kobiet potrafi jednocześnie pracować (np pisać coś przy komputerze) i rozmawiać z kimś zupełnie o czymś innym. Ja tak nie potrafię. > Plany okolicy rzadko bywają dokładne, co jako stary wędrowiec mam szczegółowo przetestowane na mapach turystycznych. Zdziwiłbyś się, jak często drogi na nich zaznaczone nie zgadzają się z drogami występującymi w naturze. Ale to tylko taka uwaga na marginesie, bez związku z tematem  Ma związek, bo to jest główna przyczyna tego, że panowie błądzą mimo posiadania mapy. > > Czy chowanie głowy w piasek to najlepsza metoda na zmienianie rzeczywistości?> Nie, rzeczywistość zmieniać trzeba aktywnie. Statystyka w tym nie zawsze pomaga. >Statystycznie Ty i Twój pies macie po trzy nogi.No właśnie, jeżeli są różnice, nie powinno się ich nie zauważać  > Niech dziewczynki, jeśli chcą, uczą się matematyki, a chłopcy, którzy tego chcą, niech się uczą historii. Wszystko jest dla ludzi - dla tych, którzy tego chcą i są w tym dobrzy.Dokładnie  > Reasumując - uczyć i wychowywać trzeba jednakowo, to znaczy bez taryfy ulgowej i bez komentarzy statystycznych, a co z tego wyjdzie, to czas pokaże.Tak jak mówisz, jednakowo traktować wszystkich. Zwłaszcza, że statystyka mówi tylko o wynikach, nie mówi o ich przyczynach. Żeby mieć pewność, że różnica jest statystycznie istotna należy zlikwidować pozostałe przyczyny mogące różnicować wynik. > > Pozdrawiam> PozdrawiamJa również pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>>Reasumując - uczyć i wychowywać trzeba jednakowo, to znaczy bez taryfy ulgowej i bez komentarzy statystycznych, a co z tego wyjdzie, to czas pokaże. >Tak jak mówisz, jednakowo traktować wszystkich.
Czyli jak w fabryce? To absurd.
>Zwłaszcza, że statystyka mówi tylko o wynikach, nie mówi o ich przyczynach.
Niestety zamiast szukać przyczyn często statystyce zamyka się gębę. Amerykańskie testy osiągnięć szkolnych, które decydują o przyjęciu do college'u są konstruowane w ten sposób, aby wyniki dziewcząt i chłopców były (statystycznie) jednakowe. Test, który daje w tej materii wyniki różne, jest uważany za źle skonstruowany.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) | > >>Reasumując - uczyć i wychowywać trzeba jednakowo, to znaczy bez taryfy ulgowej i bez komentarzy statystycznych, a co z tego wyjdzie, to czas pokaże.> >Tak jak mówisz, jednakowo traktować wszystkich.> Czyli jak w fabryce? To absurd.Jednakowo, czyli jeżeli dziewczyna będzie chciała zostać na przykład hydraulikiem, to nie powinieneś jej zniechęcać bardziej niż zniechęcałbyś chłopaka. Większość kobiet sama uznaje, że ich ta praca nie interesuje. Jeżeli jakaś będzie chciała, dlaczego jej tego odmawiać? Co w tym absurdalnego widzisz? > >Zwłaszcza, że statystyka mówi tylko o wynikach, nie mówi o ich przyczynach.> Niestety zamiast szukać przyczyn często statystyce zamyka się gębę. Amerykańskie testy osiągnięć szkolnych, które decydują o przyjęciu do college'u są konstruowane w ten sposób, aby wyniki dziewcząt i chłopców były (statystycznie) jednakowe. Test, który daje w tej materii wyniki różne, jest uważany za źle skonstruowany.No i to jest paranoja. Egzamin na studia powinien badać predyspozycje i wiedzę przydatne na danym kierunku studiów. I moje traktować jednakowo miało znaczyć, że wymagać należy tego co potrzeba niezależnie od płci. Zresztą testy na inteligencję przechodziły podobne poprawki. Między innymi stąd są w nich obecnie zadania językowe. > PozdrawiamRównież pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>Jednakowo, czyli jeżeli dziewczyna będzie chciała zostać na przykład hydraulikiem, to nie powinieneś jej zniechęcać bardziej niż zniechęcałbyś chłopaka.
Jeśli moja córka chciałaby wybrać ten piękny zawód, a ja byłym przekonany, że stać ją na więcej, to ani chwili nie zastanawiałbym się nad użyciem argumentu, że to nie jest zawód dla pań.
>No i to jest paranoja.
No i właśnie o tej paranoi usiłuję dyskutować. Z marnym skutkiem.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) |
> Jeśli moja córka chciałaby wybrać ten piękny zawód, a ja byłym przekonany, że stać ją na więcej, to ani chwili nie zastanawiałbym się nad użyciem argumentu, że to nie jest zawód dla pań. Ja bym raczej użyła argumentu, że stać ją na więcej... Bo dlaczego nie dla pań? Taki sam dobry, jak inny. Na przykład pielęgniarka... albo, o, tapicer. Niedawno dziewczyna naprawiała mi kanapę. Świetnie to zrobiła.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) | > >Jednakowo, czyli jeżeli dziewczyna będzie chciała zostać na przykład hydraulikiem, to nie powinieneś jej zniechęcać bardziej niż zniechęcałbyś chłopaka.> Jeśli moja córka chciałaby wybrać ten piękny zawód, a ja byłym przekonany, że stać ją na więcej, to ani chwili nie zastanawiałbym się nad użyciem argumentu, że to nie jest zawód dla pań.To zwojowałbyś tylko tyle, że chciałaby Ci udowodnić, że jednak może być i dla pań. > >No i to jest paranoja.> No i właśnie o tej paranoi usiłuję dyskutować. Z marnym skutkiem.Paranoją jest stosowanie testów fałszujących różnice. Nie jest paranoją, jeżeli ktoś chce robić coś, co w powszechnym mniemaniu należy do płci przeciwnej. Wiadomo, że kobieta dziecka nie spłodzi, a facet nie urodzi. Reszta powinna być dozwolona w miarę chęci i umiejętności. > Pozdrawiam> Niech strój słów podkreśla urodę myśliMam wrażenie, że tym razem urodą słów chciałeś ukryć znaczenie myśli  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) |
> Czyli jak w fabryce? To absurd.Nie jak w fabryce, tylko jak w szkole. Jeśli do przejścia na kolejny, wyższy poziom edukacji lub do przyjęcia na określone studia wymagane są pewne określone umiejętności, to należy: a. zadbać, aby te umiejętności mogli posiąść wszyscy bez wyjątku; b. kto ich nie będzie posiadał (bo nie potrafi albo mu się nie chce), nie dostanie się na określony kierunek. Bez taryfy ulgowej i bez zniechęcania, zwłaszcza bez mówienia "to nie dla kobiet". Kobiety mają dość rozumu, by nie podejmować się zadań, co do których mają świadomość, że są z góry skazane na porażkę. Przykładowo - wnoszenia fortepianu na czwarte piętro bez windy  . Pozostaje jeszcze kwestia zainteresowań, które mądrzy rodzice rozwijają w dziecku, a nie tłamszą. Jeśli córka woli dłubać z tatusiem w samochodzie, zamiast gotować obiad z mamusią, to co w tym złego?
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
> > Czyli jak w fabryce? To absurd.> Nie jak w fabryce, tylko jak w szkole.> Jeśli do przejścia na kolejny, wyższy poziom edukacji lub do przyjęcia na określone studia wymagane są pewne określone umiejętności, to należy:> a. zadbać, aby te umiejętności mogli posiąść wszyscy bez wyjątku; Jeśli istnieją wrodzone różnice w predyspozycjach pomiędzy płciami, to warto poznać te różnice po to, aby wypracować skuteczne metody ich niwelacji. Tym czasem panie bardzo często istnienie tych różnic negują, winiąc za wszystko stereotypy w wychowaniu. Mają częściowo rację, ale tylko częściowo. Tutaj masz piękny przykład absurdów do jakich prowadzi takie bicie piany. Pani Jo Bolander w jednym miejscu stwierdza, że testy nie wykazują istotnych różnic w osiągnięciach dziewcząt i chłopców, aby w innym miejscu potwierdzić, że wyjątkiem jest test osiągnięć matematycznych, dodając od razu, że w dużej mierze winić za to należy formę testu (sic!). > Jeśli córka woli dłubać z tatusiem w samochodzie, zamiast gotować obiad z mamusią, to co w tym złego? Nic. Jeśli chce, niech dłubie. Pełna zgoda. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kowalska (14008 punktów) | > Jeśli istnieją wrodzone różnice w predyspozycjach pomiędzy płciami, to warto poznać te różnice po to, aby wypracować skuteczne metody ich niwelacji. < Jakoś nie pojmuję... Tej niwelacji.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Kowalska (14008 punktów) | > > Jeśli istnieją wrodzone różnice w predyspozycjach pomiędzy płciami, to warto poznać te różnice po to, aby wypracować skuteczne metody ich niwelacji. <> > Jakoś nie pojmuję... Tej niwelacji.  > Dlaczego? Przecież to proste. sjp.pwn.pl/lista.php?co=niwelacja Że warto poznać te wrodzone różnice, to ja się zgadzam całym sercem! Ale na wypracowywanie skutecznych metod ich niwelacji odpowiadam stanowczym NIE!. I już!
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Autografka (10638 punktów) |
> Jeśli istnieją wrodzone różnice w predyspozycjach pomiędzy płciami, to warto poznać te różnice po to, aby wypracować skuteczne metody ich niwelacji. Tym czasem panie bardzo często istnienie tych różnic negują, winiąc za wszystko stereotypy w wychowaniu. Mają częściowo rację, ale tylko częściowo. Tutaj masz piękny przykład absurdów do jakich prowadzi takie bicie piany. Pani Jo Bolander w jednym miejscu stwierdza, że testy nie wykazują istotnych różnic w osiągnięciach dziewcząt i chłopców, aby w innym miejscu potwierdzić, że wyjątkiem jest test osiągnięć matematycznych, dodając od razu, że w dużej mierze winić za to należy formę testu (sic!).Jeśli istnieją różnice, to może warto by się zastanowić, z czego wynikają i czy na pewno są wrodzone? Liliac wyszukała w sieci TO. Może przyczyna jest właśnie taka.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) |
> Jeśli istnieją różnice, to może warto by się zastanowić, z czego wynikają i czy na pewno są wrodzone?> Liliac wyszukała w sieci TO. Może przyczyna jest właśnie taka.O, jejku.... Toz ja wlasnie sugeruje od dawna, ze przyczyna jest wlasnie taka ! Albo przynajmniej moze byc. Bo z cala pewnoscia to badanie nie obejmuje uwrunkowan kulturowych na przestrzeni ostatnich... przynajmniej pieciu-szesciu ostatnich tysiacleci.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
Poczytajcie Płeć i poznanie. Co prawda trochę stare, oddaje stan badań na początku lat 90, ale daje do myślenia. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | > Poczytajcie Płeć i poznanie. Co prawda trochę stare, oddaje stan badań na początku lat 90, ale daje do myślenia.> Pozdrawiam> Niech strój słów podkreśla urodę myśliChętnie poczytam  edit: Jak znajdę tę książkę w sieci. Ale wygląda na to, że raczej będę się musiała wykosztować.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | > Poczytajcie Płeć i poznanie. Co prawda trochę stare, oddaje stan badań na początku lat 90, ale daje do myślenia.W ten sposób do ukichanej śmierci możemy się przerzucać książkami, w których jedni psychologowie mówią to, a inni tamto. Nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby dać wszystkim jednakowe szanse poznawcze, a co wybiorą, zgodnie ze swoimi zdolnościami i upodobaniami, ale bez nacisków i sugestii, to już ich sprawa. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | pavvel (8272 punktów) | Witam  > Ja raczej facetow w szachy ogrywam, a nie czuje sie bardziej do chlopca podobna  Zagramy kiedyś? > Jednak co ciekawe - bardziej atrakcyjni wydaja mi sie faceci, ktorych trudno mi ograc.  > Co ciekawsze - ci, ktorych wlasnie ograc nie zdolalam, jakos dziwnie zainteresowani moja ... "slaboscia".Ja będę dziwnie zainteresowany jak przegram  > Cos w tym jest  Tylko co?  Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | > Wyciągam stąd mało poprawny politycznie wniosek: dziewczęta należy uczyć matematyki inaczej ! Pozdrawiam
Na kalendarzyku?
|
|
| |  | 4 na 4 | spray (5875 punktów) | > > Wyciągam stąd mało poprawny politycznie wniosek: dziewczęta należy uczyć matematyki inaczej ! Pozdrawiam> Na kalendarzyku?Wyglada na to, ze wlasnie taki rewolucyjny model nauczania nauk scislych preferuje sie na tym portalu , hehe... Wystarczy poczytac pare wypowiedzi powyzej
|
|
| | |  | 5 na 5 | Autografka (10638 punktów) | > >> Wyciągam stąd mało poprawny politycznie wniosek: dziewczęta należy uczyć matematyki inaczej ! Pozdrawiam> >Na kalendarzyku?> Wyglada na to, ze wlasnie taki rewolucyjny model nauczania nauk scislych preferuje sie na tym portalu , hehe...> Wystarczy poczytac pare wypowiedzi powyzej > Pewnie zaraz zaproponują liczenie kalorii. I jak ja to swoim kobiecym móżdżkiem ogarnę? No jak?! 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> >Wyglada na to, ze wlasnie taki rewolucyjny model nauczania nauk scislych preferuje sie na tym portalu , hehe...> >Wystarczy poczytac pare wypowiedzi powyzej > >> Pewnie zaraz zaproponują liczenie kalorii. I jak ja to swoim kobiecym móżdżkiem ogarnę? No jak?!  Tu nic nie musisz ogarniać, masz to we krwi, to instynkt. Wystarczy dodawanie i odejmowanie, podczas kontroli męskiego portfela. (Z przewagą odejmowania) Pozdrawiam
|
|
 | 3 na 3 | Smith (10069 punktów) | >Chyba, że uwierzymy w ogólnoświatowy spisek nauczycieli przeciw dziewczynkom. Znowu cały temat idzie w kierunku rozdrobnienia tak typowego dla naszej nacji lubiącej dzielić włos na czworo. "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie" - Andrzej Frycz Modrzewski, Cytat z księgi V pt. "O szkole". Reforma szkolnictwa zamiast reformować program nauczania i system promocji objęła swoim działaniem instytucje w nadziei, że jak przed wojną były gimnazja i poziom nauczania był wysoki to wystarczy, że je wprowadzimy i będzie super. Podobnie jak działalność naszej władzy ustawodawczej po tym jak mesjański naród przeprowadził Europę wschodnią z komunizmu do kapitalizmu. Nastał kapitalizm ale bez polskiego kapitału i jak wypowiadał się któryś z naszych deputowanych, że powodem braku prac nad legislacją gospodarczą było pozostawienie wolnego pola jednostkom bardziej przedsiębiorczym w celu zgromadzenia kapitału. Moim zdaniem "podsiębiorczym" ale niech mu będzie. Problem w tym, że ważniejszy był orzeł w koronie, ochrona życia poczętego, konkordat i oczywiście lustracja, mogąca odsunąć od świeżego żłoba populistycznych krzykaczy, którzy powinni Jaruzelskiemu wystawić pomnik zamiast ciągać go po sądach bo: "....I sekretarz KW tow. A. Żabiński zaproponował wtedy strategię walki z Solidarnością: « - Nie należy ich zwalczać - powiedział tow. Żabiński - przeciwnie, trzeba im dać gabinety, sekretarki, palmy przy biurkach i służbowe samochody. Wtedy sami zagryzą się na śmierć». Jaruzelski nie posłuchał tego wizjonera". " W. ŁYSIAK. A na lustracji zyskała nasza proletariacka arystokracja tak wspaniale sprawująca władzę, że aż musiała ją "oddać" w obliczu bankructwa ekonomicznego kraju. Wracając do reformy oświaty. System promocji w którym uczeń walczy przepchnięcie go do następnej klasy, kosztem czego cierpi reszta uczniów ze względu na zaniżanie poziomu. We Francji jest inaczej tam uczeń może powtarzać klasę tylko na własne życzenie i za zgodą rodziców bo co kilka lat jest odsiew a uczeń przez cały czas zbiera punkty za swoje osiągnięcia i jak mu się nie uda nazbierać ich wystarczająco dużo to zwyczajnie nie będzie już musiał uczyć się matematyki tylko zamiast tego będzie się uczył wkręcania śrubek. Dzieciak od najmłodszych lat wie, że jak sobie pościele tak się wyśpi. U nas najczęściej tak się wyśpi jak pościelą rodzice. Efektem takich działań jest gro dzieci, które żeby zdać egzaminy wstępne lub maturę potrzebuje korepetycji najczęściej u któregoś z członków komisji egzaminacyjnej bo program nauczania skupia się zamiast na uczeniu samodzielnego myślenia na tępym wkuwaniu regułek, gdyż wykazanie się tym pierwszym może przynieść uszczerbek na autorytecie nauczyciela. Kwestia kuratoriów oświaty czyli biurokratycznej maszyny potrzebnej tak naprawdę do niczego innego jak do produkcji makulatury i przejadania pieniędzy dla nauczycieli bo kto idzie do szkolnictwa ze względu na zarobki? Chyba tylko Ci którzy nie są w stanie znaleźć zatrudnienia gdzie indziej. Natomiast jeżeli ktoś zaczyna uczyć w szkole dla idei to dostaje po głowie papierową bombą tworzenia programów, sprawozdań z ich realizacji, protokołów z rad pedagogicznych itp. potrzebnych po to, żeby znudzony kuratoryjny pierdzistołek mógł wyjechać w delegację i sprawdzić czy przypadkiem czegoś w tej makulaturze nie brakuje. O ile, nie aż tak idiotycznie rozumiany, egalitaryzm kształcenia można przyjąć od biedy w szkolnictwie niższym o tyle jego obecność na wyższych uczelniach to skandal. Szkolnictwo wyższe z definicji jest elitarne i ma dostosowywać swój poziom do trendów i wymagań światowych standardów nauki (w rozumieniu wiedzy naukowej). W naszym kraju panuje egalitaryzm w szkolnictwie wyższym czyli poziom nauczania dostosowuje się do poziomu studentów, co później skutkuje poziomem kadry naukowej. Jest to moim zdaniem konsekwencja centralnego systemu zarządzania, gdyż uczelnia dostaje pieniądze proporcjonalnie do ilości studentów i ilości tytułów naukowych kadry dydaktycznej. Dodatkowo co najmniej zastanawiającą jest dla mnie decyzja o stypendiach socjalnych dla studentów zaocznych, ale może np. Pan poziomczyński wyjaśni mi jej sens swoim nietoperzo-dalekowzrocznym spojrzeniem na politykę jego ulubionej fundacji czyli państwa.
|
|
|  | 6 na 6 | liliac (147340 punktów) | >O ile, nie aż tak idiotycznie rozumiany, egalitaryzm kształcenia można przyjąć od biedy w szkolnictwie niższym o tyle jego obecność na wyższych uczelniach to skandal. Szkolnictwo wyższe z definicji jest elitarne i ma dostosowywać swój poziom do trendów i wymagań światowych standardów nauki (w rozumieniu wiedzy naukowej). W naszym kraju panuje egalitaryzm w szkolnictwie wyższym czyli poziom nauczania dostosowuje się do poziomu studentów, co później skutkuje poziomem kadry naukowej. Jest to moim zdaniem konsekwencja centralnego systemu zarządzania, gdyż uczelnia dostaje pieniądze proporcjonalnie do ilości studentów i ilości tytułów naukowych kadry dydaktycznej. >Dodatkowo co najmniej zastanawiającą jest dla mnie decyzja o stypendiach socjalnych dla studentów zaocznych, ale może np. >
Miód na moje uszy... Konceptu, że wszyscy w kraju muszą studiować, ni cholery pojąć nie mogę. Przecież ekspedientka, magazynier, fryzjer, etc naprawdę dyplomu ukończenia studiów wyższych nie potrzebują. Studia mają chyba świadczyć edukację na poziomie ponad poziomem średnim, a my próbujemy osiągnąć absurdalną sytuację, w której ponad połowa Polaków ma mieć wykształcenie wyższe niż średnie. Jeśli edukacja wyższa ma być rzeczywiście wyższa, nie może równać do przeciętności. Jeśli ktoś sobie na studiach nie radzi, powinien z nich wylecieć.
|
|
| |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Miód na moje uszy...Na moje przemęczone oczy jak okłady z rumianku  > Konceptu, że wszyscy w kraju muszą studiować, ni cholery pojąć nie mogę. Przecież ekspedientka, magazynier, fryzjer, etc naprawdę dyplomu ukończenia studiów wyższych nie potrzebują. Studia mają chyba świadczyć edukację na poziomie ponad poziomem średnim, a my próbujemy osiągnąć absurdalną sytuację, w której ponad połowa Polaków ma mieć wykształcenie wyższe niż średnie.Żeby wyrównać na siłę dysproporcje wykształcenia z resztą Europy. Zobacz ile ukazuje się ogłoszeń, gdzie wymagane są studia. Ile ustaw, wprowadza obowiązek ich ukończenia. > Jeśli edukacja wyższa ma być rzeczywiście wyższa, nie może równać do przeciętności. Jeśli ktoś sobie na studiach nie radzi, powinien z nich wylecieć.Podwoziłem mojego siostrzeńca pod Uniwersytet Szczeciński, musiał sprawdzić wyniki ważnego egzaminu, z przedmiotu wiodącego. Poszedłem przez ciekawość z nim. Raczej popatrzeć na młodzież. Pod tablica ogłoszeniowa kłębiła się masa studentów. Okazuje się, że ten najważniejszy z egzaminów, zdawał jednocześnie cały rok, w auli, metoda testową. To przecież nie studia , a przedłużenie szkółki. Degrengolada totalna. Pozdrawiam. >
|
|
| | |  | | liliac (147340 punktów) | >Zobacz ile ukazuje się ogłoszeń, gdzie wymagane są studia.
Widzę, ale wydawało mi się, że to raczej skutek nadmiernego wylewu absolwentów z naszych prześwietnych uczelni, a nie przyczyna ich nadprodukcji.
>Ile ustaw, wprowadza obowiązek ich ukończenia.
Które ustawy?? Myślałam, że ten absurd zakończył się na pielęgniarkach i ratownikach.
|
|
| | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>Zobacz ile ukazuje się ogłoszeń, gdzie wymagane są studia. >Widzę, ale wydawało mi się, że to raczej skutek nadmiernego wylewu absolwentów z naszych prześwietnych uczelni, a nie przyczyna ich nadprodukcji.
Tak właśnie jest. Dyplom uczelni znaczy obecnie tyle, co kiedyś matura.
>>Ile ustaw, wprowadza obowiązek ich ukończenia. >Które ustawy?? Myślałam, że ten absurd zakończył się na pielęgniarkach i ratownikach.
Nie da się tego wymienić. To nie dotyczy tylko wymogów, stawianych urzędnikom państwowym i samorządów terytorialnych, ale także sektora prywatnego.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | Przeokropne i przeabsurdalne. Studia znaczą tyle, co matura, a matura w sumie nie znaczy już nic. Depresjogenne.
|
|
| | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | > Przeokropne i przeabsurdalne. Studia znaczą tyle, co matura, a matura w sumie nie znaczy już nic. Depresjogenne.Ale to jest szczera prawda. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | > >Przeokropne i przeabsurdalne. Studia znaczą tyle, co matura, a matura w sumie nie znaczy już nic. Depresjogenne.> Ale to jest szczera prawda.  > Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. GoetheWiem. Nie zmienia to faktu, że to przeokropne. Tak sobie będę kontestować rzeczywistość
|
|
| | | |  | 1 na 1 | J.Szulc (5723 punktów) |
>Które ustawy?? Myślałam, że ten absurd zakończył się na pielęgniarkach i ratownikach.
Niestety, to "bagno" trwa nadal. A najgorsze w tym jest to, że w/w dają się "wpuszczać w te maliny" cały czas. Niech mi moze ktos wytłumaczy, po co dobrej pielęgniarce, która nie ma "zapędów" do robienia hm... kariery, dyplom wyzszej uczelni? Do mycia d.... ? Zabawne, żeby nie powiedzieć inaczej... Jednak powiela się te absurdy i to jest już żałosne...
Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > >Które ustawy?? Myślałam, że ten absurd zakończył się na pielęgniarkach i ratownikach.> Niestety, to "bagno" trwa nadal. A najgorsze w tym jest to, że w/w dają się "wpuszczać w te maliny" cały czas.> Niech mi moze ktos wytłumaczy, po co dobrej pielęgniarce, która nie ma "zapędów" do robienia hm... kariery, dyplom wyzszej uczelni? Do mycia d.... ? Zabawne, żeby nie powiedzieć inaczej...> Jednak powiela się te absurdy i to jest już żałosne...Wszystkie znane mi pielęgniarki, albo robią/zrobiły studia, po tym symboliczna podwyżka, albo odeszły z zawodu. Po studiach robiły to samo co przed i tak samo dobrze. Miały jednak większe możliwości pracy za granicą. Serdecznie, jak zwykle  >
|
|
| |  | 2 na 2 | Smith (10069 punktów) | > Jeśli edukacja wyższa ma być rzeczywiście wyższa, nie może równać do przeciętności. Jeśli ktoś sobie na studiach nie radzi, powinien z nich wylecieć.I popsuć świetlaną statystykę o bezrobociu panującym w kraju? Dać zajęcie zapracowanym urzędom pracy, które nie mają ani czasu ani środków na to by zająć się bezrobotnym bo przecież muszą jakoś uzasadnić przejadanie czwartej części przyznanego im budżetu? Są jeszcze szkolenia zawodowe czy choćby jedno i dwuletnie szkoły policealne finansowane np. z funduszu Kapitał Ludzki www.kapitalludzki.gov.pl/o-programie/ X populistyczno-truistycznych priorytetów i "Całość kwoty, jaką przewidziano na realizację PO Kapitał Ludzki, wynosi prawie 11,5 mld euro, w tym 9,7 mld euro (85%) to wszystkie środki Europejskiego Funduszu Społecznego w Polsce, na lata 2007 - 2013 a pozostałą część (15%) stanowić będą środki krajowe. EFS wspiera politykę społeczną i finansuje działania państw członkowskich na dwóch płaszczyznach: przeciwdziałania bezrobociu oraz rozwoju zasobów ludzkich." Zapisałem się do takiej "szkoły" i po dwóch dniach zajęć dałem sobie spokój. Do tego czasu byłem przekonany, że istnieją dwa rodzaje wykładowców. Pierwszy, rzadziej spotykany, to ci którzy wiedzą co mówią. Drugi ci, którzy mówią co wiedzą. Tam poznałem trzeci. Mianowicie tych co nie wiedzą co mówią. Zwyczajna żenada viva la ZDRE bo tak niedługo będzie się nazywać EC z jej centralnym systemem zarządzania.
|
|
 | 3 na 3 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | |
|
|  | | Smith (10069 punktów) | ""Kiedy dziewczęta słyszą, że są mniej zdolne, tracą motywację do nauki" - mówi dr Norbert Maliszewski, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego, koordynator badań w Polsce. Ponadto nauczyciele, przekonani, że chłopcy są zdolniejsi, na nich skupiają większą uwagę." Ciekawe jak pan dr odkrył tę zasadę ni jak nie dotyczącą chłopców. Może prowadził tę część badań w żeńskiej szkole z internatem. Natomiast to, że Księża pedofile też przeważnie skupiają się na chłopcach szczególnie ministrantach na pewno może potwierdzić drugą tezę opartą zapewne na badaniach w szkole pożarnictwa albo seminarium duchownym. Wybaczcie ale to albo przez moje nieodkryte szowinistyczne uprzedzenia albo przez fakt edukacji w grupach wyjątkowo wręcz znajdujących się w granicy błędu statystycznego ni jak nie mogę sobie przypomnieć faktów z lat szkolnych potwierdzających twierdzenia dr Maliszewskiego. Chyba, że to jakieś najnowsze badania i świat się zmienił diametralnie co dodatkowo biorąc pod uwagę wpływ reformy edukacji jest bardzo niewykluczone. Ale i tak wierzyć mi się w to nie chce podobnie jak w autorytet dr Norberta Projekty badawcze: 1. "BST - Euro 2012 bez uprzedzeń? Zmiana negatywnych utajonych postaw wobec kibiców innych drużyn" na śmierci Jasia to mógłby habilitacje co najmniej zrobić czy kursy np. hal.psych.(*)alog2008.cgi?co=kurs&kurs=2271
|
|
5 na 5 | Kowalska (14008 punktów) | A rozwiązywaliście te testy, co to je Wyborcza zamieszcza? Mój ojciec nawet do gimnazjum się nie dostał, a ja ledwo maturę zdałam  A co do matematyki, to moim zdaniem uczą nie tej co trzeba. Kończy taki łebek liceum, i nawet odsetek od swojego kredytu w banku nie potrafi policzyć, a objętość to tylko kufla zna. Matematyka jest we wszystkim. W każdej dziedzinie. Gdyby połączyć ją na lekcjach z historią, językami, geografią, biologią, to i te przedmioty łatwiej by do głów wchodziły, i matematyka bardziej zrozumiała by się stała.
|
|
3 na 3 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) |
Całkowicie zgadzam się z autorką wątku i z ogólnym tonem wypowiedzi forumowiczów. We wstydzie i pokorze wyznaję też, że w krytycznych dla mej edukacji latach sam matematyki unikałem jak czarnej dżumy - dopiero dużo później pojąłem, jak katastrofalny był to błąd i jak wiele straciłem. Dziś chyba za późno już, by to naprawić - no, może gdybym wybrał się do Fatimy boso, we włosienicy na grzbiecie, pokazując palcami rogi...  . Nie mogę się jednak powstrzymać przed tym, by - dla symetrii obrazu - opowiedzieć przypadek przeciwny, ilustrujący porażającą zaiste niekompetencję humanistyczną niektórych umysłów ścisłych. W czasach studeckich, lat temu kilkanaście, dane mi było przez rok mieszkać w akademiku ze - skądinąd osobiście wybitnie sympatycznym, a także bardzo zdolnym, wnosząc z ocen w indeksie - studentem drugiego roku matematyki, elitarnego, a jakże, UJ. Wraz z kolegą filologiem szybko odkryliśmy, że horyzont mentalny owego studenta obejmuje niestety wyłącznie dwie rzeczy: matematykę i wiadomości sportowe. Wielki mieliśmy więc ubaw wysłuchując jego - ponad wszelką wątpliwość szczerych - odpowiedzi na pytania z zakresu humanistyki. Kilka przykładów, jakie zapadły mi w pamięć: -Gdzie rośnie drzewo genealogiczne? -W Afryce! (w sumie, patrząc ewolucyjnie, poniekąd prawda...  przyp. big_zyd ) -Kim Był Spartakus? -Spartakus, Spartakus... Spartakus Jelenia Góra! Drugie miejsce w tabeli drugiej ligi koszykówki! -Kim był Dedal? -Dedal, Dedal... On wypadł z samolotu... -Ok. A Ikar? -Jego ojciec -A "Zbrodnia i kara"? -Wypchnął go -Co to jest "gnom"? -Kogo? A to tylko drobna próbka... . Poznawszy kilku kolegów z roku naszego "współspacza", przekonaliśmy się też, że nie był on bynajmniej wyjątkiem, przeciwnie - zjawiskem w pełni typowym. Podane przykłady - za których autentyczność ręczę - choć humorystyczne, napawają jednak głębokim smutkiem, zwłaszcza w zestawieniu z tym, co opisuje Małgorzata. Gdy do debilizmu matematycznego humanistów dołączymy otchłanną ignorancję humanistyczną matematyków, to już nam chyba faktycznie tylko Najświętsza Panienka pozostanie. Może zresztą taki jest chytry plan naszych władz edukacyjnych?
|
|
 | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
Wybitni matematycy są jak jętki jednodniówki. Jeśli chcą coś osiągnąć, nie mogą tracić czasu na pierdoły. Ich czas kończy się przed trzydziestką. Później już tylko odcinają kupony, za to horyzonty zaczynają im się wtedy rozszerzać w błyskawicznym tempie.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 1 na 1 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Wybitni matematycy są jak jętki jednodniówki. Jeśli chcą coś osiągnąć, nie mogą tracić czasu na pierdoły. Ich czas kończy się przed trzydziestką.Ok, zgoda, wybitnych bym się nie czepiał. Ale aż Nashem czy Galois to mój kolega nie był. Zwykły zdolny student, jakich na szczęście jest sporo, a którzy później kształtują pewne ramy krajobrazu intelektualnego kraju - i właśnie z tej racji warto, by trochę czasu na "pierdoły" jednak poświęcili. > Później już tylko odcinają kupony, za to horyzonty zaczynają im się wtedy rozszerzać w błyskawicznym tempie.Ups! Niebacznie użyłem przykładu Nasha - ale mam nadzieję, że nie o takie "rozszerzanie horyzontów" chodzi?  > PozdrawiamPozdrawiam również i
|
|
| |  | | placownik (17853 punktów) |
> Ups! Niebacznie użyłem przykładu Nasha - ale mam nadzieję, że nie o takie "rozszerzanie horyzontów" chodzi? ;- Czyżbyś sądził, że są zbyt wąskie? Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 1 na 1 | Kowalska (14008 punktów) | > Wybitni matematycy są jak jętki jednodniówki. Jeśli chcą coś osiągnąć, nie mogą tracić czasu na pierdoły. Ich czas kończy się przed trzydziestką. Później już tylko odcinają kupony, za to horyzonty zaczynają im się wtedy rozszerzać w błyskawicznym tempie.
Ech... Kiedyś to przynajmniej na suchoty umierali. A dzisiaj? Nie dość, że kupony odcinają, to jeszcze im się horyzontów zachciewa.
|
|
5 na 5 | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
Być może prawdą jest to, że poziom tych, którzy obecnie robią doktoraty, odpowiada magistrom z lat osiemdziesiątych a poziom magistrów, poziomowi ówczesnych maturzystów. Druga sprawa. Słyszałem ostatnio wypowiedź rektora którejś z uczelni technicznych. Mówił, że przed rozpoczęciem studiów prowadzą zajęcia mające na celu wyrównanie poziomu przyjmowanych. Okazuje się, że niektórzy studenci na pytanie, ile wynosi suma 1/3+1/4 odpowiadają, że 1/12... Doznałem szoku. Po powrocie do domu zapytałem syna w nadziei, że wie(kiedy był w gimnazjum, przerabialiśmy ułamki, wtedy wiedział). Zastanowił się i odpowiedział, że 1/7...  Aktualnie zdał do czwartej klasy technikum elektronicznego. Pozdrawiam - Zbyszek  P.S: Podejrzewam, że istnieje sprzężenie zwrotne. Kiedy uczniowie nie dają rady, nauczyciele obniżają wymagania, by jakoś "wyjść na swoje". Obniżenie wymagań skutkuje jeszcze mniejszą chęcią do nauki.
Prawda jest jedna.
|
|
 | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
> Po powrocie do domu zapytałem syna w nadziei, że wie(kiedy był w gimnazjum, przerabialiśmy ułamki, wtedy wiedział). Zastanowił się i odpowiedział, że 1/7...  > Aktualnie zdał do czwartej klasy technikum elektronicznego.Zadzwoniłam do córki i spytałam, ile to jest 1/3 + 1/4. Odruchowo odpowiedziała "7/12", a potem mnie opieprzyła, że zadaję głupie pytania...  Nie jest tak źle z naszymi dziećmi  > P.S: Podejrzewam, że istnieje sprzężenie zwrotne. Kiedy uczniowie nie dają rady, nauczyciele obniżają wymagania, by jakoś "wyjść na swoje". Obniżenie wymagań skutkuje jeszcze mniejszą chęcią do nauki.Jestem skłonna się z Tobą zgodzić. Pozdrawiam
|
|
|  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
> Nie jest tak źle z naszymi dziećmi Naszymi?Z moimi nie jest za dobrze, ale "jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz..." Poza tym: Cytat:Wszyscy dla wszystkich
Murarz domy buduje, Krawiec szyje ubrania, Ale gdzieżby co uszył, Gdyby nie miał mieszkania?
A i murarz by przecie Na robotę nie ruszył, Gdyby krawiec mu spodni I fartucha nie uszył.
Piekarz musi mieć buty, Więc do szewca iść trzeba, No, a gdyby nie piekarz, Toby szewc nie miał chleba.
Tak dla wspólnej korzyści I dla dobra wspólnego Wszyscy muszą pracować, Mój maleńki kolego.
[Julian Tuwim] Pozdrawiam - Zbyszek 
Prawda jest jedna.
|
|
 | 4 na 4 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | > Być może prawdą jest to, że poziom tych, którzy obecnie robią doktoraty, odpowiada magistrom z lat osiemdziesiątych a poziom magistrów, poziomowi ówczesnych maturzystów.Ups! A ja właśnie robię doktorat! Ale z powodu endemicznego lenistwa robię go już bardzo dłuuuuugo. A matura w 1988. I bądź tu mądry, i odnajdź swą grupę wsparcia... ojojoj... Podważyłeś mi tożsamość!  > Druga sprawa. Słyszałem ostatnio wypowiedź rektora którejś z uczelni technicznych. Mówił, że przed rozpoczęciem studiów prowadzą zajęcia mające na celu wyrównanie poziomu przyjmowanych. Okazuje się, że niektórzy studenci na pytanie, ile wynosi suma 1/3+1/4 odpowiadają, że 1/12...> Doznałem szoku.Ja też. > P.S: Podejrzewam, że istnieje sprzężenie zwrotne. Kiedy uczniowie nie dają rady, nauczyciele obniżają wymagania, by jakoś "wyjść na swoje". Obniżenie wymagań skutkuje jeszcze mniejszą chęcią do nauki.Moje doświadczenia nauczycielskie potwierdzają pierwszą część tezy w pełni, drugą, na szczęście, częściowo tylko. Jeśli nie zawsze obniżenie wymagań skutkuje mniejszą chęcią do nauki, to dlatego, że ciągle znajdują się nauczyciele ( i to całkiem liczni  ), którzy ten efekt potrafią zrównoważyć talentem pedagogicznym i osobowością. Pozdrawiam
|
|
|  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
> A ja właśnie robię doktorat! Ale z powodu endemicznego lenistwa robię go już bardzo dłuuuuugo. A matura w 1988. I bądź tu mądry, i odnajdź swą grupę wsparcia... ojojoj... Podważyłeś mi tożsamość! Masz szczęście - załapałeś się jeszcze na porządną, komunistyczną maturę.  Oby nauczycielom "chciało się chcieć". Dawniej traktowali ten zawód poważnie, jako przywilej i powołanie, byli z niego dumni. Teraz byle do wcześniejszej emerytury, szkoda przecież tracić zdrowie... Króluje bylejakość. Pozdrawiam - Zbyszek 
Prawda jest jedna.
|
|
| Smith (10069 punktów) | > Wszak powszechnie i nie od dziś wiadomo, że modlitwą, byle wyklepaną na pamięć i gorliwą, świat cały zawojować można. Pomódlcie się też razem z młodzieżą o swoje, urzędnicze, zdrowie. Bo o rozum już za późno.Kazaniem też, nie wiem czy wyklepanym na pamięć ale bardzo gorliwym, cały świat można przynajmniej próbować zawojować. www.racjon(*)orum.php/s,220597/i,88#w234374Temat na nowy wątek "Poziom wykształcenia pelikana" ale w tym napisano już tyle, że w nowym pewnie byłyby powtórki większości treści np. dotyczących płci wspomnianego osobnika w miejsce telewizora. Pozdrawiam
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|