Racjonalista - Strona głównaDo treści
Quo Vadis?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
15-10-2004 13:27dr Natalia SzuliakQuo Vadis?
Przeżyłam poppersów, metalmanię, ruchy punko- i skinerskopodobne i inne subkulturowe zjawiska lat 80 tych. Przezyje i racjonalistow.
Mam wrażenie, że współczesna młodzież (jak każda zresztą młodzież) szuka nowej ideologii i sposobu na życie (co zresztą jest zjawiskiem jak najbardziej pozytywnym i potrzebnym). Poniewaz ostatnio malo rzeczy szokuje, a mlodziez odstawac lubi, nowym wyzwaniem ideologicznym w katolickim kraju stalo sie bycie racjonalista. Hej to my! mniej naiwni, bardziej sprytni, osadzeni w logice i madrosciach pozbawionego bzdur swiatopogladu zmierzamy odwaznie przez zycie...Tylko dokad? (To pytanie nurtuje mnie odkad z niemala ciekawoscia czytuje ow serwis).
Zauwazylam ze po okresie intensywnej walki z naduzyciami kosciola katolickiego tematyka jakos sie wyczerpala i krazy wokol polityki, gospodarki, prawodawstwa i historii. Pytam więc: Co dalej i gdzie jest horyzont?
Skoro racjonalizm ma byc uznawany za swiatopoglad, zostawcie juz udowodniona stukrotnie zabobonnosc i omamy irracjonalistycznego kolka i zajmijcie sie powaznymi tematami , a przynajmniej sprobujcie odpowiedziec na pytania, na ktore inni szukaja odpowiedzi...bo mam wrazenie ze popadacie w wygodnictwo intelektualne...

Niemłody

>Hej to my!
>mniej naiwni, bardziej sprytni, osadzeni w logice i
>madrosciach pozbawionego bzdur swiatopogladu zmierzamy
>odwaznie przez zycie...Tylko dokad?

O co Ci chodzi, niewiasto? Dokąd zmierzamy? Tam, gdzie i Ty! Dokładnie w to samo miejsce - domyślasz się, gdzie?
A może myślisz, że Ty ulegniesz reinkarnacji, albo coś takiego? Dusza Twoja siedem razy wcieli się w inne ciało? Albo może w Dzień Sądu nastąpi reintegracja atomów, które tworzyły Twoją uczoną osobę, po czym nastąpi regresja do wieku najpiękniejszej młodości i wszystko będzie już zawsze dobrze?
kafir (363 punktów)
>Hej to my!
>mniej naiwni, bardziej sprytni, osadzeni w logice i madrosciach pozbawionego bzdur swiatopogladu zmierzamy odwaznie przez zycie...Tylko dokad?

Do jego końca! A nie do celu! Cel i sens to wymysł człowieka!
Ale to nie jest wcale łatwe, bo żyjąc tylko raz trzeba żyć pięknie, a odpowiedzialność za decyzje wziąć wyłącznie na siebie.
Tu nie ma rozgrzeszenia!
Pytasz, dokąd idę, a ja idę sobie. Idę, rozglądam się, uczę, pytam...
Powiesz, że to hedonizm! A niech będzie i hedonizm skoro przyjemnością jest patrzeć jak rośnie mój syn, a nowoczesna medycyna pozwala mojej mamie dłużej cieszyć się życiem!
Jeśli komuś pomagam, cieszę się! I znów gloryfikacja rozkoszy!
Ale skoro zanim się urodziłem, nie było mnie, a po tym jak umrę też mnie nie będzie, to pozostaje się cieszyć, że jeszcze jestem.
Nie będę się biczował i umartwiał. Problemy i troski są w życiu rzeczami naturalnymi, ale mnożyć ich nie mam zamiaru.
Adam Nowak pięknie śpiewa, że "trudno nie wierzyć w nic"! To prawda, ale jeszcze nie powód by wierzyć. Może i trudno, ale warto!
Pytasz: "...Tylko dokąd?"
Śmiem twierdzić, że wszyscy jesteśmy egocentrykami, więc do samospełnienia i samozadowolenia, choć i tak pewnie zabraknie mi czasu na wszystko.
Jeśli Tobie czasu nie żal, to szukaj celu drogi i sensu życia.

Owocnych poszukiwań życzę i pozdrawiam!

Ps. Polecam "Sens życia według Monty Pythona"

leo_z (935 punktów)
>Przeżyłam poppersów, metalmanię, ruchy punko- i skinerskopodobne i inne subkulturowe zjawiska lat 80 tych. Przezyje i racjonalistow.
Mam nadzieję, że śp. R. Riedel nie będzie mi miał za złe użycie tekstu jego piosenki jako odpowiedzi
Kiedy byłem mały, zawsze chciałem dojść na koniec świata.
Kiedy byłem mały, pytałem gdzie i czy w ogóle kończy się ten świat.
W życiu piękne są tylko chwile, w życiu piękne są tylko chwile. TAK TAK
Kiedy byłem mały, pytałem co to życie, co to życie mamo,
Widzisz życie to ja i ty, ten ptak to drzewo i kwiat - odpowiadała mi!
W życiu piękne są tylko chwile, w życiu piękne są tylko chwile!
Teraz jestem duży i wiem, że w życiu piękne są tylko chwile!
Dlatego czasem warto żyć, dlatego czasem warto żyć
!
Pani dr Natalia Szuliak... lata 80-te trzeba było "przeżywać" w inny, całkiem odmienny sposób... intensywnie...TAK TAK...
mohawk (2936 punktów)
Czy można wiedzieć czego doktorem jest Szanowna Pani i z jakich przyczyn nie figuruje w wykazie nauki polskiej? Katalog ponoć nie jest jeszcze pełny ale jak dotąd nie zdarzyło mi się, żeby którykolwiek z uczących mnie profesorów i doktorów nie figurował w tym spisie. Więc jak to jest? Do meritum, jak sądzę, w ogóle nie warto się odnosić, gdyż na dobrą sprawę nie za bardzo wiadomo, o co w nim chodzi.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Czy można wiedzieć czego doktorem jest Szanowna Pani
To chyba oczywiste - mniemanologii stosowanej
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Zauwazylam ze [...] tematyka [...] krazy wokol polityki, gospodarki, prawodawstwa i historii. [...]Skoro racjonalizm ma byc uznawany za swiatopoglad, zostawcie juz udowodniona stukrotnie zabobonnosc i omamy irracjonalistycznego kolka i zajmijcie sie powaznymi tematami
No to co w końcu? Czy tematyką tutaj jest polityka, gospodarka itd. czy zabobonność i omamy irracjonalistycznego kołka?
Bez względu na odpowiedź na powyższe pytanie trudno uznać, że którakolwiek z możliwości nie należy do poważnych tematów. Polistyka, gospodarka czy zgubny wpływ religii na człowieka - to są niepoważne tematy?! To poproszę o przykład poważnego tematu.
Przemysław Piela (2742 punktów)

>Zauwazylam ze po okresie intensywnej walki z naduzyciami
>kosciola katolickiego tematyka jakos sie wyczerpala i krazy
>wokol polityki, gospodarki, prawodawstwa i historii. Pytam
>więc: Co dalej i gdzie jest horyzont?
>Skoro racjonalizm ma byc uznawany za swiatopoglad,
>zostawcie juz udowodniona stukrotnie zabobonnosc i omamy
>irracjonalistycznego kolka i zajmijcie sie powaznymi
>tematami
Mamy to rozumieć tak, iż polityka, gospodarka, prawodawstwo i historia to tematy niepoważne? Więc tak jak mój przedrozmówca poproszę o listę poważnych tematów.
Przecież właśnie przez to, że racjonalizm ma być uznawany za światopogląd, musi zajmować się wszystkimi aspektami życia włączając w to wymienione wyżej dzedziny wiedzy oraz walkę z zabobonnością, którą tak bardzo chce Pani porzucić, jednak będzie to można uczynić dopiero gdy ta całkowicie zaniknie, co może jeszcze trochę potrwać.

Przemysław Piela
www.ateista.pl
Joker
>O co Ci chodzi, niewiasto? Dokąd zmierzamy? Tam, gdzie i Ty! Dokładnie w to samo >miejsce - domyślasz się, gdzie?
Witam! Pozwolę sobie wziąć w obronę Panią Doktor, która bardzo trafnie opisuje obecną modę na tzw. 'racjonalizm'. Mam w tej kwestii podobne spostrzeżenia.
Oto grupka osób pragnąca za wszelką cenę podkreślić swoją oryginalność, pod wpływem lewicowych mediów bierze się za kontestowanie wiecznych zasad nie tylko religijnych lecz co gorsza moralnych. Uważają się oni za oryginalnych, w czym wtórują im media w stylu 'Gazety Wyborczej', trąbiące o rzekomym fundamentalizmie religijnym Polaków. Moim zdaniem to żadna oryginalność, tylko poddawanie się przejściowym modom, podobnym do wspomnianej przez Panią Natalię mody punkowej.
PS Ciekawe dlaczego dotąd nikt nie odpowiedział na zadane przez p. Natalię pytanie.
Także chcę wiedzieć - dokąd tu na Ziemi zmierzają zwolennicy relatywizmu i płytkiego humanizmu? Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że głównie do uraczania innych złośliwostkami.
pozdrawiam
Mariusz Agnosiewicz
>obecną modę na tzw. 'racjonalizm'

kpisz czy o drogę pytasz

>podkreślić swoją oryginalność, pod wpływem lewicowych mediów

pewnie trudno aby ci się to pomieściło w głowie, lecz część racjonalistów, także część racjonalistów z Racjonalisty, nie pozostaje pod wpływem mediów lewicowych, bo nie każda kontestacja "odwiecznych" prawd wychodzi z lewicowych przekonań i wartości. próbujesz uprościć, przez takie uproszczenie tobie w główce łatwiej jest "wyjaśnić" zjawisko, które tak cię przeraża (że aż piszesz o jakiejś modzie na racjonalizm - czy wiesz jakie znamiona musi mieć jakiś trend, aby był modą?)

>bierze się za kontestowanie wiecznych zasad

jeśli dwa tysiące lat to dla ciebie wieczność, to miałoby to co napisałeś jakiś sens. twoje "wieczne prawdy" nie były jeszcze wiecznymi 2500 lat temu, nie są też takimi na innych kontynentach i w innych kulturach, ani 2500 lat temu, ani 500 lat temu. gdyby tak przymierzał, to twoje wieczne prawdy można by sprowadzić do zwykłej parafiańszczyzny

>nie tylko religijnych lecz co gorsza moralnych

moralność się zmienia jeszcze szybciej niż "wieczne zasady religijne"

>Uważają się oni za oryginalnych, w czym wtórują im media w stylu 'Gazety Wyborczej', trąbiące o rzekomym fundamentalizmie religijnym Polaków

Może nie fundamentalizmie, lecz zaściankowości. jak by nie przymierzał Polska w porównaniu do średniej europejskiej jest prawdziwą enklawą religijnej kołtunerii

>Moim zdaniem to żadna oryginalność

masz prawo do własnego zdania.

>dokąd tu na Ziemi zmierzają zwolennicy relatywizmu i płytkiego humanizmu?

trudno mi na to akurat odpowiedzieć. musieliby się tutaj wypowiedzieć zwolennicy relatywizmu i płytkiego humanizmu
Joker
>>obecną modę na tzw. 'racjonalizm'
>
>kpisz czy o drogę pytasz
>
>>podkreślić swoją oryginalność, pod wpływem lewicowych mediów
>
>pewnie trudno aby ci się to pomieściło w głowie, lecz część racjonalistów, także część racjonalistów z Racjonalisty, nie pozostaje pod wpływem mediów lewicowych, bo nie każda kontestacja "odwiecznych" prawd wychodzi z lewicowych przekonań i wartości. próbujesz uprościć, przez takie uproszczenie tobie w główce łatwiej jest "wyjaśnić" zjawisko, które tak cię przeraża (że aż piszesz o jakiejś modzie na racjonalizm - czy wiesz jakie znamiona musi mieć jakiś trend, aby był modą?)
>
>>bierze się za kontestowanie wiecznych zasad
>
>jeśli dwa tysiące lat to dla ciebie wieczność, to miałoby to co napisałeś jakiś sens. twoje "wieczne prawdy" nie były jeszcze wiecznymi 2500 lat temu, nie są też takimi na innych kontynentach i w innych kulturach, ani 2500 lat temu, ani 500 lat temu. gdyby tak przymierzał, to twoje wieczne prawdy można by sprowadzić do zwykłej parafiańszczyzny
>
>>nie tylko religijnych lecz co gorsza moralnych
>
>moralność się zmienia jeszcze szybciej niż "wieczne zasady religijne"
>
>>Uważają się oni za oryginalnych, w czym wtórują im media w stylu 'Gazety Wyborczej', trąbiące o rzekomym fundamentalizmie religijnym Polaków
>
>Może nie fundamentalizmie, lecz zaściankowości. jak by nie przymierzał Polska w porównaniu do średniej europejskiej jest prawdziwą enklawą religijnej kołtunerii
>
>>Moim zdaniem to żadna oryginalność
>
>masz prawo do własnego zdania.
>
>>dokąd tu na Ziemi zmierzają zwolennicy relatywizmu i płytkiego humanizmu?
>
>trudno mi na to akurat odpowiedzieć. musieliby się tutaj wypowiedzieć zwolennicy relatywizmu i płytkiego humanizmu
Joker

>kpisz czy o drogę pytasz
O drogę pytałem. Ale sensownej odpowiedzi nie otrzymałem (jak na razie)

>pewnie trudno aby ci się to pomieściło w >głowie, lecz część racjonalistów, także >część racjonalistów z Racjonalisty, nie >pozostaje pod wpływem mediów lewicowych, bo >nie każda kontestacja "odwiecznych" prawd >wychodzi z lewicowych przekonań i wartości.
W pewnym sensie kontestacja zasad Dobra i Zła, a także inszych tradycyjnych wartości jest 'postępowa'. A postępowość jest domeną lewicy. Czytałem trochę Twoich artykułów i nie określiłbym Twych poglądów jako prawicowe (internacjonalizm, sprzeciw wobec surowego prawa.
Zaprzeczysz?
>próbujesz uprościć, przez takie >uproszczenie tobie w główce łatwiej jest >"wyjaśnić" zjawisko, które tak cię przeraża >(że aż piszesz o jakiejś modzie na >racjonalizm - czy wiesz jakie znamiona musi >mieć jakiś trend, aby był modą?)
Z jakiej racji raczysz twierdzić,że to "zjawisko" mnie "przeraża". Na podstawie jednego postu? To jest delikatnie rzecz ujmując naginanie faktów; tudzież uproszczenie "łatwiejsze do wyjaśnienia w Twojej główce

>jeśli dwa tysiące lat to dla ciebie >wieczność, to miałoby to co napisałeś jakiś >sens. twoje "wieczne prawdy" nie były >jeszcze wiecznymi 2500 lat temu, nie są też >takimi na innych kontynentach i w innych >kulturach, ani 2500 lat temu, ani 500 lat >temu. gdyby tak przymierzał, to twoje >wieczne prawdy można by sprowadzić do >zwykłej parafiańszczyzny
Skąd wiesz o jakie wieczne prawdy mi chodziło? Czy wszystkie dyskusje musicie sprowadzać do krytyki chrześcijaństwa. To już monotematyczność (a swoją drogą manipulacja)

>moralność się zmienia jeszcze szybciej niż >"wieczne zasady religijne"
W tym momencie już za przeproszeniem popadasz w śmieszność. A to w związku z Twoim ostatnim zdaniem w którym nie przyznajesz się do relatywizmu.

>Może nie fundamentalizmie, lecz zaściankowości. jak by nie przymierzał Polska w porównaniu do średniej europejskiej jest prawdziwą enklawą religijnej kołtunerii
A na podstawie czego wysnuwasz ową "średnią europejską". Nawiasem mówiąc utrzymywanie Izby Lordów i monarchii przez Brytyjczyków także uważasz za zaściankowość?

>masz prawo do własnego zdania.
Cieszę się, choć w 'państwach laickich' bywa inaczej.

>trudno mi na to akurat odpowiedzieć. musieliby się tutaj wypowiedzieć zwolennicy relatywizmu i płytkiego humanizmu
Odsyłam do mojej wcześniejszej wypowiedzi. PS Czy zwracanie się do przeciwników ideowych bez użycia dyżej litery także jest przejawem zmieniania się norm moralnych %-O
pozdrawiam
Mariusz Agnosiewicz
>W pewnym sensie

Sprytnie żeś to sobie wykombinował. Nie wiem czemu takie etykietki mają służyć kiedy są zawodne.

>Czytałem trochę Twoich artykułów i nie określiłbym Twych poglądów jako prawicowe

Bo ja nie jestem ani z prawicy ani z lewicy. Dla mnie obie strony mają swoje duże słabości, które uniemożliwiają mi utożsamianie się z nimi. Mi wystarcza określenie moich poglądów jako racjonalistycznych, naprawdę nie da się mnie zaliczyć do prawicy lub do lewicy. A to, że w tym mam zbieżne poglądy z lewica, w czymś tam może z prawica nie znaczy, że część moich poglądów jest lewicowa a cześć prawicowa. To absurdalne myślenie.
Równie wielkim błędem jest takież klasyfikowanie Racjonalisty. Zawsze można tylko mówić, że ten a ten autor wyraża takie przekonania, a nie że serwis wyraża takie a takie przekonania. Częśc autorów jest z lewicy (może nawet większość, ale co to znaczy?), część z lewicy, a część jest ponad tym.

Najbardziej żenującym wynikiem tych podziałów jest dla mnie taka sytuacja w której osoba, która stwierdzi, że generalnie większość jej poglądów odpowiada np. prawicy, to od razu niejako automatycznie przyjmuje cały ten zestaw z którym kojarzony jest ten obóz ideologiczny. Spotkałem się już z tym tak często! Ależ mnie to irytuje. To odbiera wolność, dlatego klasyfikowanie siebie jest niebezpieczne.

Jednym z takich absurdzików jest np. gremialne przyjmowanie, że poglądy prawicowe musza się wiązać z postulowaniem zaostrzenia kar. Akurat to jest propaganda tak szkodliwa społecznie, że dla mnie taka postawa jest ni mniej ni więcej tym dla polityki kryminalnej państwa czym lepperyzm dla polityki ekonomicznej. Dokładnie! Naprawdę współczuję racjonalistom z prawicy, że muszą przyjmować za swój tak irracjonalny pogląd.
Ktoś by pomyślał, że mój sprzeciw wobec zaostrzania kar wynika z idei "postępu" cokolwiek pod tym rozumieć, tudzież "humanitaryzmu postępowo pojmowanego". Ale nie: to wynika tylko z racjonalnej analizy problemu, którym się trochę zajmowałem. Ale np. taka sama analiza skłania mnie do godzenia się z ewentualnością wprowadzenia kary śmierci. Jestem przeciw wszelkim ruchom politycznym na rzecz wprowadzenia kary śmierci, bo są bezsensowne i nierealne i generalnie zastępcze i szkodliwe, chodzi tylko o to, że na dziś dzień godzę się z ewentualnością kary śmierci. A to już przecież jakże prawicowe, jak mało postępowe i generalnie potępiane nie tylko wśród kół postępowych, ale i prawniczych.
Gdyby ktoś chciał zestawić moje na pozór "schizofreniczne" poglądy na politykę karną, to proszę się zapoznać:
O karze śmierci: www.racjonalista.pl/kk.php/s,886
Czy należy karać surowiej: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1984
Moja odpowiedź: nie należy karać surowiej, ale nie mam nic przeciwko karze śmierci w pewnych wyjątkowych okolicznościach, nie jest w istocie schizofreniczna, lecz po prostu inna niż standardowe deklaracje, bo na ogół albo na oba odpowiada się tak, albo nie. Ja na jedno odpowiadam warunkowo tak, a na drugie zdecydowanie nie. Ta druga moja praca otrzymała drugie miejsce na ogólnopolskim konkursie prawniczym, została więc przez fachowców oceniona bardzo wysoko, z tą pierwszą zaś nawet nie miałbym po co startować, chyba że po uścisk dłoni Korwina.

Generalnie więc przesłanie tego jest takie, że ja swoje poglądy staram się budować poprzez analizę argumentów za i przeciw, a nie poprze jakieś głupie identyfikowanie się z prawicą lub lewicą. Dla mnie ktoś kto deklaruje się jako lewicowiec lub prawicowiec już na dzień dobry budzi podejrzenie, bo jestem niemal pewien, że jakąś część swoich poglądów przyjął "z dobrodziejstwem inwentarza" danej opcji ideologicznej.

Gdyby tak kto zaczął szukać to pewnie wśród moich tekstów znalazłby ze dwadzieścia takich, które by można zakwalifikować jako bliższe prawicy (w zdrowym jej pojmowaniu), inną część można by zakwalifikować jako "postępowe". Dużo więcej neutralnych. Ale z tego wszystkiego nie można wywodzić prawicowości bądź lewicowości. Jestem otwarty na obie strony, ale tylko w takim zakresie w jakim ich poglądy są dla mnie sensowne i wartościowe.
Mariusz Agnosiewicz
>>moralność się zmienia jeszcze szybciej niż >"wieczne zasady religijne"
>W tym momencie już za przeproszeniem popadasz w śmieszność. A to w związku z Twoim ostatnim zdaniem w którym nie przyznajesz się do relatywizmu.

Widzisz, tak trudno jest czytać ze zrozumieniem sensu, bo zbyt mocno czasami chcemy u autora odczytać coś co nam by pasowało tam znaleźć. Nie wiem dlaczego rozumujesz, że skoro nie jestem zwolennikiem relatywizmu, to zaraz muszę być zwolennikiem "wiecznych prawd". Otóż ktoś kto nie jest zwolennikiem relatywizmu nie popada w wewnętrzną sprzeczność nie będąc zarazem zwolennikiem wiecznych prawd. Jest jeszcze jeden niuans, którego nie zrozumiałeś: nie jestem zwolennikiem relatywizmu, co nie oznacza, że twierdzę, że nie ma żadnego relatywizmu wartości, prawd etc. Kwestia relatywizmu wartości, moralności, prawd itd. jest faktem, czyli sądem deskryptywnym. Bycie zwolennikiem czegoś to kategoria sądu ocennego. Gdybym był "zwolennikiem relatywizmu" powinienem chyba powiedzieć: racjonalizm czy chrześcijaństwo, co za różnica, kwestia indywidualnych upodobań. Z drugiej strony nie będąc zwolennikiem relatywizmu nie uważam, że są jakieś odwieczne prawdy, odwieczne prawa naturalne, moralność uniwersalna itd.

>A na podstawie czego wysnuwasz ową "średnią europejską"

Pisałem o tym w różnych tekstach, m.in.:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,246
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3661
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3516
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2536

>Nawiasem mówiąc utrzymywanie Izby Lordów i monarchii przez Brytyjczyków także uważasz za zaściankowość?

Między odrębnościami tradycji narodowych a zaściankowością czasami różnica może się zacierać, ale ona jednak jest. Należy ją dostrzegać. Nie zamierzać tutaj robić wykładu o tym czym różni się jedno od drugiego.

>>masz prawo do własnego zdania.
>Cieszę się, choć w 'państwach laickich' bywa inaczej.

Jeszcze częściej w państwach katolickich czy strzegących innych odwiecznych wartości.
dr Natalia Szuliak
Jak swiatopoglad racjonalistyczny ma sie do "wspolczynnika szczescia"?
Choc ze statystyk wynika ze uznajmy sie w wiekszosci za ludzi szczesliwych, te same statystyki dowodza czegos zgola odmiennego. Tylko w moim wojewodztwie (dane nieoficjalne z zaprzyjaznionej agencji konsultingowej) struktura sprzedazy lekow jednej z najwiekszych hurtowni farmaceutycznych za ubiegly rok ksztaltowala sie nastepujaco : 1 miejsce - antybiotyk, 2 miejsce - antybiotyk, 3 miejsce - prozac (lek antydepresyjny).
Co takiego spowodowalo ze nasza racjonalna cywilizacja ( przedluzajaca niektorym zycie o 5 lat) nie przyczynia sie w jednoznaczny sposob do szczescia obywateli? Mozna zwalac wine na system polityczny, niepewnosc jutra, problemy z praca, dziecmi, malzonkami, zonami, itd...
Na kozetce u psychonalityka wszystko wraca do normy. Nagle mało ważne staje się to, kto tam siedzi. Prawnik, ksiadz, lewicowiec, racjonalista...Wszyscy nagle zadaja te same pytania. Po co zyje? Dlaczego cierpie? Jak dac sobie rade z samotnoscia? Czy istnieje Bog?
Hierarchia waznosci pytan ulega calkowitej zmianie.
Odpowiedzi nie zawsze sa proste. Ale juz samo probowanie znalezienia na nie odpowiedzi uspokaja.
Swiatopoglad racjonalistyczny niewiele tu pomaga. Rzeklabym nawet ze racjonalisci sa jednymi z najmniej odpornych zyciowo ludzi jakich spotkalam. Pozorny luz, poczucie wyzszosci intelektualnej, brak zainteresowan dla tematow nienaukowych...W zderzeniu z zyciem zalamuja sie szybciej niz inni i w wiekszym stopniu czuja sie samotni i wyobcowani. Nie neguje tego nurtu jako takiego. W psychoanalityce jest on na pewnym etapie wrecz konieczny. Szczegolnie w pierwszej fazie, gdy pozostalosci nabytych w dziecinstwie zabobonow religijnych odcisnely na czlowieku jakies pietno. Tylko tyle. Dalej trzeba siegac po inne zrodla. I najczesciej wlasciwe odpowiedzi tkwia...w zrodlowych tekstach religijnych. Czesto tez człowiek znajduje je sam.
Powazne tematy? To te które przyczyniaja sie do podwyzszania "wspolczynnika szczescia". Doceniam znaczenie problemu brazowych karłów i krytyki pogladow znienawidzonej partii, ale zajmijmy sie tym w drugiej kolejnosci albo przynajmniej rownolegle. Szanuje przywodcow religijnych wlasnie za to ze rozumiejac rzeczywiste przyczyny cierpienia czlowieka przynajmniej probowali szukac odpowiedzi. "Racjonalizm" w waszym wydaniu bedzie niestety kolejna moda gdyz nie stawia waznych pytan i zajmuje sie wszystkim poza tym co w gruncie rzeczy musi byc fundamentem jakiegokolwiek swiatopogladu.
Mariusz Agnosiewicz
Pani Doktór występuje tutaj z powziętym założeniem: najpierw twierdzi, że zajmujemy sie tylko krytykanctwem religii, kiedy wskazaliśmy, że to nie tak, to z kolei z ironią się odnosi do pseudoproblemów jakichś tam karłów oraz "krytyki znienawidzonej partii" (akurat nie o tym był tekst do którego się odnosi zapewne ta wypowiedź, ale pani doktór nie musi czytać tekstu aby o nim pisać...). A to wszystko pseudoproblemy, bo nie dajemy odpowiedzi na to jak być bardziej szczęśliwym. Nie rozwiązujemy problemu psychicznych rozterek współczesnego człowieka. Są dwie strony tego medalu:

Akurat gdyby pani doktór wnikliwiej przyjrzała się temu co jest faktycznie publikowane w Racjonaliście, to spostrzegłaby, że o szczęściu w ostatnim tylko czasie opublikowaliśmy dwa artykuły, z czego jeden traktował o szczęściu ateisty. Proszę zapoznać się z tym tekstem: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3680
Pani ma gotową odpowiedź w istocie nie wgłębiając się w to co my mamy na ten temat do powiedzenia: ateizm jest powodem metafizycznej trwogi, a ukojenie dają religie. Ta ich wartość instrumentalna czyni je pożytecznymi przez sam ten fakt. Nie interesuje mnie to czy statystycznie częściej szczęście daje ludziom wiara czy racjonalizm i humanizm, tak jak nie interesuje mnie "szczęście idioty". Dla mnie ważne jest to, że racjonalizm tak jak to pojmuję daje faktycznie nie tylko poczucie wyższości intelektualnej ale i psychiczne szczęście. Racjonalizm czyli spełnienie poprzez kultywowanie życia twórczego i aktywnego intelektualnie, a nie jakiś nihilistyczny ateizm. Szczęście racjonalistyczne można szukać na wiele sposobów, a chyba najtrafniej jest wiązać je z humanistyczną aksjologią. Jest ona fundamentalnie różna od pocieszeń religijnych: nie łudzisz się jakimiś naiwnymi opowieściami na życie po śmierci (dla mnie to jest nikczemne) czy wygaszanie wszystkiego i pogrążenie się w nirwanie, lecz poprzez realizację swojej osobowości w czymś co jest jakimś tworzeniem i rozwijaniem swojej osobowości. Dla wielu może to być po prostu praca zawodowa, do której jednak podchodzi się z pasją. Do tego dąży racjonalistyczna afirmacja jednostki w tym jak to pojmuję, i to daje cholerną satysfakcję.
Tylko człowiek pusty, który pracę traktuje jako coś co trzeba odwalić, najlepiej jak najmniejszym kosztem własny, a po pracy nie ma żadnych alternatywnych pasji i zamiłować, którym się poświęca, na ogół będzie miał jakieś problemy psychiczne z sensem, szczęściem i celem. A że takich pustych ludzi jest większość to się niektórym zdaje że szczęście można osiągnąć takimi tylko jak oni - sposobami nikczemnymi, mistyfikacyjnymi, poprzez wiarę, że jakiś pan bóg przytuli nas i wybawi z naszej bezbrzeżnej pustki wewnętrznej. Mnie tak naprawdę interesują ludzie, którzy problem szczęścia i celu rozwiązują na sposób humanistyczny, natomiast najchętniej odseparowałbym się od obcowania z nihilistami spirytualistycznymi. Najlepiej przez ich odmianę, ale to jest sprawa beznadziejnie trudna. Humanistyczny racjonalizm to droga mniejszości. Nie przepadam też za ateistycznymi nihilistami, bo w moich oczach sama niewiara w boga jeszcze nie nobilituje.

Druga strona medalu jest taka, że szczęście nie jest kryterium podstawowym przy budowaniu własnego stosunku do rzeczywistości. Dla mnie, a pewnie i dla wielu innych, jest coś ważniejszego. Gdybym szczęście i zadowolenie uczynił kryterium podstawowym to był zaczął kultywować kulturę luzu, dystansu do wszystkiego + częste przypalanie trawki. Szczęście idioty. To jest szczęście idioty co najmniej równie pewne jak pogrążenie się w halucynacjach religijnych. Nie szczęście jest podstawowym kryterium, Pani Doktór.

>3 miejsce - prozac (lek antydepresyjny).
Co takiego spowodowalo ze nasza racjonalna cywilizacja ( przedluzajaca niektorym zycie o 5 lat) nie przyczynia sie w jednoznaczny sposob do szczescia obywateli?

Pani popełnia błąd: nasza cywilizacja nie jest racjonalna. Rozwój nauki i techniki jest zbyt przesiąknięty romantyzmem, new agem, irracjonalizmem. W świadomości społecznej to drugie jest silniej zakorzenione. Ale religie są już zbyt skompromitowane, ich odpowiedzi coraz większej ilości ludzi nie zadowalają. Np. przeżycie wojen światowych i urazy społeczne po nich nie zostały skanalizowane przez religijność. A więc religie nie wystarczają. CZy racjonalistyczna cywilizacja nic dla szczęście nie zrobiła. No zrobiła np. prozac który powoli staje się skuteczniejszy niż pocieszenie religijne. Rozumiem, że pani doktór, jako psychoanalityk pewnie, jest wrogiem prozacu, tak jak zaklinacz deszczu jest wrogiem meteorologa. To naturalne, wiem, że trudno jest przyjąć, że może się być infantylnym stadium dla wyzwań psychicznych społeczeństw ery globalizacji, przed wyparciem przez farmakologię. Ale swoje uprzedzenia należy zrozumieć co stanowi pierwszy krok do przezwyciężenia ich.

>Powazne tematy? To te które przyczyniaja sie do podwyzszania "wspolczynnika szczescia".

Zacznijmy więc rozmowę o heroinie, a także o tym jak stworzyć doskonały narkotyk, który łączyć będzie efekty heroiny ze szkodliwością marihuany. Postawmy na szczęście i radość - zafundujmy sobie jeden wielki haj. Albo stwórzmy matrix. Po co zawracać sobie głowę jakąś tam prawdą, wiedzą, poznawaniem...

>Swiatopoglad racjonalistyczny niewiele tu pomaga

Jeśli jest tylko weberowskim "odczarowaniem świata", to pewnie tak, choć nie zawsze (sam proces odczarowywania daje ogromne szczęście tym, którzy się tym zajmują). Ale jeśli racjonalizm, poza odczarowywaniem świata jest też związany z aksjologią humanistyczną, to zaspokaja nie tylko potrzeby intelektualne, ale i psychiczne. Tako rzeczę ja

Dla nas, jak pisałem, właściwą odpowiedzią jest humanistyczna afirmacja i taka perspektywa szczęścia. Nie biorę pod uwagę religii. Pozostawiam ją innym.
Proszę więc skończyć z banalikami na nasz temat. Przynajmniej nie generalizować.

Proszę się nie gniewać za racjonalistyczną arogancję serdecznie pozdrawiam!
dr Natalia Szuliak
Popieram jak najbardziej krytykanctwo zjawiska naduzyc religijnych. Popieram tematyke brazowych karlow i programow partii politycznych. To tez wazne. Ale nie najwazniejsze. Jest zbyt wiele problemow dotykajacych abosulutnie kazdego czlowieka, problemow bezposrednio wynikajacych z braku odpowiedzi na pewne pytania o charakterze fundamentalnym lub negowania istnienia potrzeb wewnetrznych ( w tym tez duchowych) czlowieka.
A wiec ustalmy wlasciwa kolejnosc. Najpierw czlowiek jako czlowiek, jako jednostka pragnaca byc kims szczesliwym, spelniona, zintegrowana wewnetrznie, dojrzala. Potem, dlugo, dlugo potem reszta. Ma Pan Redaktor racje - religie nie daja ukojenia. Ukojenie daja odpowiedzi na pewne pytania, ktorych nasz cywilizowany swiat juz nie zadaje, a ktore w tekstach zrodlowych owych religii istnieja.
Ale zostawmy religie, zapomnijmy o nich. Pytanie moje brzmi: w jaki sposob byc szczesliwym, szczesliwym mimo cierpienia, zyciowych porazek, samotnosci? Prosze o odpowiedz lub przynajmniej probe odpowiedzi adresowana do kazdego czlowieka. Nie do intelektualisty ktory znalazl zadowolenie czytajac ksiazki. Dla wszystkich. To jest wyzwanie swiatopogladu. Sprobujcie wiec, jesli nie zadowolily was odpowiedzi przywodcow religijnych - sprobujcie odpowiedziec po swojemu. Ale nie unikajcie takich pytan.
Taka typowa dla naszych czasow postawa zapewnia mi rzesze pacjentow, zagubionych w tym zracjonalizowanym swiecie, samotnych i mimo zapelnienie glow wiedza nie umiejacych radzic sobie z problemami ktore uwierzcie mi obce sa np "prymitywnym" mieszkancom Fidżi.
Przeraza mnie plytkosc emocjonalna wspolczesnej mlodziezy, ich strach przed uczuciami, otwartym przyznawaniem sie do cierpienia, do potrzeb duchowych, do tesknoty za miloscia. Tlumienie tego wyraza sie w postawie negatywnej, buntowniczej, porywczej, negujacej i atakujacej (o wilku mowa?...)
Powiada Pan Redaktor - praca lekiem. Cos w tym jest , ale depresja nie omija ani biznesmenow ani profesorow. Czy jest wiec cos co moze nas wypelnic na trwale? To nastepne powazne pytanie. Sprobujcie sie z nim zmierzyc. KAZDA proba odpowiedzi na tego typu pytania jest krokiem milowym, krokiem duzo wiekszym niz wiedza o kwazarach czy nawet nowy, cudowny ustroj polityczny.
Czy szczescie nalezy uczynic kryterium podstawowym? Tak, zdecydowanie tak. Nie mowmy tu jednak o pseudoszczesciu otumanionego narkotykami czy prozackiem umyslu , ale o szczesciu trwalym, wynikajacym ze zrozumienia lub przynajmniej akceptacji wlasnego wnetrza i jego potrzeb, swoistej pokory, i wynikajacej z niej pogody ducha, wspolczucia, opanowania, itd.
Czy w naszym swiecie jest zbyt duzo romantyzmu? To niepowazne. W naszym swiecie jest zbyt malo romantyzmu. Jest to jedno z najlepszych lekarstw na wszystko. Dodam, ze zajmuję sie rowniez dosyc intensywnie biznesem z punktu widzenia psychologii. Drzewo poznaje sie po owocach, nieobce sa mi wiec biografie i przemyslenia wielkich postaci finansowego swiata. Wielu z nich twierdzi ze romantyzm jest jedna z glownych cech tzw.czlowieka sukcesu i uczucia zwiazane z tym obszarem maja bezposrednie wplyw na jakosc decyzji i posuniec o charakterze biznesowym!
Moi pacjenci nie cierpia na brak wiedzy czy nauki, ale cierpia glownie na brak wielkich, porywajacych uczuc, cierpia na pustke emocjonalna, spowodowana unikaniem osmieszanych i negowanych potrzeb. Sa wewnetrznie martwi, choc zyja , pracuja, jedza i kopuluja. I co najgorsze rosnie nastepne pokolenie takich samych a moze i jeszcze bardziej wyniszczonych wewnetrznie dzieci zracjonalizowanego swiata.
Zastanowmy sie wiec jeszcze raz co człowieka (kazdego!) oslabia a co umacnia, co sprawia ze jest szczesliwy i efektywny a co niszczy taka postawe . Jesli trzeba atakujmy religie, ale jesli trzeba uznajmy ze jest w odczuciu wiary czy romantyzmie cos szlachetnego, co transformuje czlowieka ku szczesliwszemu zyciu.
Mariusz Agnosiewicz
Pani mnie nie słucha, nie czyta. Jak psychoanalityk może tak pochodzić do ludzi? Znów indaguje Pani o rozwiązanie problemu szczęścia przez racjonalizm, ale to nie jest jakimś szczególnie istotnym jego założeniem. Racjonalizm nie jest też sprzeczny z kwestią szczęścia. Jest z nią po prostu niezwiązany bezpośrednio. Ja napisałem jak rozumiem szczęście obywając się bez religijnych pocieszeń i to wydawało mi się dość jasne. Ale pisanie o konkretach jest chyba niecelowe. Ujmę to jeszcze inaczej. Droga do szczęścia i satysfakcji wiedzie moim zdaniem na trzy główne sposoby:

1. Mistyfikacje, imaginacje, samooszukiwanie się czymś budującym, np. ktoś to ma bogatą wyobraźnię może stworzyć swój własny świat marzeń, do którego uciekać będzie bardzo często, a w którym on będzie kimś wspaniałym, wielkim itd. Podobnie ktoś kto sięgnie do pism religijnych i da się przekonać, że jest dzieckiem boga i będzie zbawiony za określone zachowanie. On ma jakiś cel i opokę. Jest szczęśliwy.

2. Zupełne wygaszenie swoich potrzeb, pragnień, oczekiwań, ambicji, dystans, luz w stosunku do świata. Można to też osiągnąć na wiele sposobów, np. ucieczka w palenie trawy, permanentną zabawę, czysty hedonizm, można też sięgnąć do pism religijnych, np. buddyjskich, dla nirwany.

3. Szczęście poprzez spełnianie się w jakiejś pasji, najlepiej twórczej. To jest droga humanistyczna. Jeśli jest w naszym życiu coś takiego co kochamy robić, to to daje nam spełnienie i satysfakcję. To jest albo szczęściem, albo sytuacją w której problem szczęścia nie istnieje. Jak pisałem, tym może być praca zawodowa, ale na ogół to jest jakieś hobby, zainteresowania pozazawodowe. Takie pasje ma jednak stosunkowo niewielu ludzi. Ale oni są najciekawsi, a zarazem najmniej religijni. Stanowią też główne pole zainteresowania Racjonalisty, bo są na ogół wolnomyślni, bo nieskrępowani wewnętrznymi potrzebami religijnymi.
I tutaj nie chodzi o jakieś stricte intelektualne pasje, bo jak pisałem, pasje to jedno, a racjonalizm to co innego. Nie ma też chyba sensu wyliczać konkretyzacji owych zamiłowań, które czynią zbędnymi nasze pocieszanie się prymitywnymi sposobami. Dla jednego będzie to pisanie książek, dla innego działalność społeczna w kółku miłośników sklejanych samolocików. Chodzi tylko o stopień zaangażowania w coś, w mniejszym zakresie o samo to. Dlatego należy odnaleźć coś co jest najbliższe nam, co wychodzi naprzeciw nam, a nie iść za tym co wydaje się być modne i popularne.
Ja miałem dawniej różne pasje, którym się poświęcałem. Np. w szkole podstawowej to było własne "laboratorium" chemiczne. To była wielka pasja, w wieku 13 lat bawiłem się różnymi odczynnikami, w tym żrącymi kwasami Miałem coś takiego na strychu, był tam stół, dziesiątki ampułek, probówek, trójkątów, lamp, świec, książki i inne akcesoria młodego chemika. To dawało mi szczęście. W szkole średniej to była głównie zabawa w teatr młodzieżowy. To również było wielką pasją, która trwała bez mała 4 lata. Od studiów to jest oczywiście Racjonalista.
Coś takiego problem szczęście na dobrą sprawę rozwiązuje. I jest to sposób najwyższy, chyba najdoskonalszy. Przynajmniej najdoskonalszy z tych trzech.

Oczywiście nie samą pasją czy zamiłowaniem karmisz swoje szczęście, bo tak nie sposób. Ale kiedy masz coś takiego, to naprawdę trzeba dużych nieszczęść, aby cierpieć na coś więcej niż "zły nastrój". Problem depresji nie istnieje.
Jeśli jeszcze szczęście jakie daje ci robienie czegoś co kochasz wspomagasz małymi szczęściami, np. dobrymi wynikami w pracy zawodowej niebędącej twoją pasją, w życiu rodzinnym, w związku uczuciowym, to już trudno nawet o "złe nastroje".
Jeśli kiedyś miałbym stawiać sobie za cel pomaganie ludziom także w zakresie szczęścia, to mógłbym się chyba tylko ograniczyć do rozważań o tym jaką koniecznością jest znalezienie sobie coś co kocha się robić, jak odnajdywać w sobie nasze predyspozycje bądź zamiłowania. To oczywiście skazuje mnie na trafianie do mniejszości, bo dziś tylko mniejszość ma hobbies, zainteresowania, pasje. Dla reszty nie mam recepty, każdy musi znaleźć ją sobie sam. Na hedonistyczne i luzackie szczęście patrzę niechętnie, na buddyjskie bez entuzjazmu, na szczęścia teologiczno-religijne z politowaniem. Po prostu je toleruję, ale najwięcej uznania ma zawsze u mnie ten, kto potrafi czerpać szczęście na sposób humanistyczny.

Pani dramatyzuje i przedstawia świat skarykaturowany, bo ogląda go prze gabinet. Ogląda go Pani z punktu widzenia tych wszystkich, którzy sami nie dają sobie rady. Im należy pomóc, ale przenosząc ich optykę, problemy i rozwiązania właściwe im na całość społeczeństwa, na wszystkich popełnia Pani nadużycie.
Lament na nic się zda nie przywróci się raju utraconego. Świat i cywilizacja się rozwija, należy odnajdywać rozwiązania adekwatne do nich, a nie próbować wskrzeszać dawne sposoby, które na łeb na szyję tracą uznanie i skuteczność. Ludziom, którzy nie potrafią sobie pomóc pomoże religia konsumpcjonistyczna, hedonizm, prozac czy coś co dopiero wymyślimy. Ale nie wskrzeszanie starych mitów, bo to próba zawracania Wisły kijem.
Obawiam się jednak, że Pani zaraz zacznie powtórnie ten sam refren i tak jak poprzednio nie wczyta się w mój tekst.
Mariusz Agnosiewicz
Parę drobnych wyjaśnień:

>negowania istnienia potrzeb wewnetrznych ( w tym tez duchowych) czlowieka.

Dodajmy, że pasja jest właśnie ni mniej ni więcej tylko odpowiedzią na potrzeby duchowe. To jest kwestia duchowości człowieka.

>Taka typowa dla naszych czasow postawa zapewnia mi rzesze pacjentow

Roni więc Pani krokodyle łzy, podobnie jak kapłan, który się użala, że tyle jest zła i niesprawiedliwości na świecie.

>obce sa np "prymitywnym" mieszkancom Fidżi

To już przerabialiśmy droga Pani. Rousseau redivivus
Na szczęście humanista jest chyba wolny od takich argumentów, które doń po prostu nie przemawiają, tak samo jak nie przemawia do mnie rozumowanie w stylu, że będąc w więzieniu nie muszę walczyć o chleb.

>Przeraza mnie plytkosc emocjonalna wspolczesnej mlodziezy, ich strach przed uczuciami, otwartym przyznawaniem sie do cierpienia, do potrzeb duchowych, do tesknoty za miloscia.

Czy racjonalizm jest temu winny? Absurd, droga pani. Dużo więcej winy niesie tutaj np. feminizm.

>Powiada Pan Redaktor - praca lekiem. Cos w tym jest , ale depresja nie omija ani biznesmenow ani profesorow

Primo: nie dla każdego praca jest budująca, nie dla każdego jest pasją. Pisałem o tym, ale Pani mnie przecież nie czyta.
Secundo: nawet dla tego co jest, może być destruktywna. Bo jak przekroczy się pewne granice, można zacząć się niszczyć. Tak jak szczypta soli poprawia smak, a łyżka zatruwa go.

>Czy szczescie nalezy uczynic kryterium podstawowym? Tak, zdecydowanie tak. Nie mowmy tu jednak o pseudoszczesciu otumanionego narkotykami czy prozackiem umyslu

Otumanienie religią jest niczym lepszym. Pani nie rozumie jednak podstawowych właściwości naszych mózgów. Nie ma szczęścia duchowego i fizjologicznego. Są tylko różne środki do niego. Zawsze na tym podstawowym poziomie leżą reakcje biochemiczne. Przykład miłości: psychofizjologiczne stany towarzyszące zakochaniu wywołane są przez substancję chemiczną przypominającą swą strukturą i działaniem amfetaminę. Pani oburzenie na szczęście narkotykowe jest więc nie bardzo na miejscu. Środek taki jak prozac jest o tyle lepszy niż pomoc religijna, że działa on u samego źródła, załatwia to, co środkiem religijnym załatwia się poprzez imaginacje i mistyfikacje. Nie ma tutaj żadnego otumanienia, albo inaczej: otumanienie naszych mózgów jest w każdym przypadku. Z racjonalistycznego punktu widzenia najwyżej oceniam jednak drogę humanistyczną, gdyż jest ona społecznie i kulturowo konstruktywna i nie jest sprzeczna z naszymi aspiracjami intelektualnymi, na co skazuje nas droga np. religijna. Tak naprawdę mało kto może znieść bezpośrednie obcowanie z rzeczywistością w jej stanie surowym.

>ale o szczesciu trwalym, wynikajacym ze zrozumienia lub przynajmniej akceptacji wlasnego wnetrza i jego potrzeb, swoistej pokory, i wynikajacej z niej pogody ducha, wspolczucia, opanowania, itd.

Ale ja czytałem bardzo wiele świadectw ludzi, którzy to osiągają poprzez zrozumienie i poznawanie świata, zupełnie ateistyczne, poprzez zgłębianie wielkiej księgi natury, tych wszystkich karłów, dna i całego tego kramu naukowego. Obcowanie z nauką może dawać nie tylko coś poznawczo, ale i terapeutycznie, psychicznie. Pani jak zwykle patrzy na wszystko jednostronnie.
Daniel Delimata
>Środek taki jak prozac jest o tyle lepszy niż pomoc religijna, że działa on u samego źródła, załatwia to, co środkiem religijnym załatwia się poprzez imaginacje i mistyfikacje. (...)

Czy nie przyszło panu, panie redaktorze do głowy, iż w tego typu wypowiedziach spłyca pan całe zagadnienie? Czy Pana zdaniem cały dorobek filozoficzny kultury chrześcijańskiej miał jedynie na celu wprawianie ludzi w biochemiczny błogostan? Religia (jaka by nie była) to chyba coś więcej. A może pana wypowiedź nie jest jedynie wynikającym z nieuwagi spłyceniem, a zamierzoną manipulacją?
Mariusz Agnosiewicz
>Czy Pana zdaniem cały dorobek filozoficzny kultury chrześcijańskiej miał jedynie na celu wprawianie ludzi w biochemiczny błogostan?

Ależ ja tego nie napisałem. Przecież nie wszystkie aspekty zjawiska, które jakoś są związane z religią mają na celu jedynie nieść pocieszenie i szczęście. Są różne aspkety, różne funkcje. Niektóre elementy będą więc słuzły np. umacnianiu władzy papieskiej czy monarszej, inne będą ekspresją artystyczną. Moja wypowiedź dotyczyła aspektu psychologii wiary i religii. Ale i tutaj nie twierdzę, że wszystko jest związane z pocieszaniem,
Daniel Delimata
>Ależ ja tego nie napisałem. Przecież nie wszystkie aspekty zjawiska, które jakoś są związane z religią mają na celu jedynie nieść pocieszenie i szczęście. Są różne aspkety, różne funkcje. Niektóre elementy będą więc słuzły np. umacnianiu władzy papieskiej czy monarszej, inne będą ekspresją artystyczną. Moja wypowiedź dotyczyła aspektu psychologii wiary i religii. Ale i tutaj nie twierdzę, że wszystko jest związane z pocieszaniem,

Znowu w sposób nieco nieuprawniony zawęża Pan wypowiedź do katolicyzmu. Poza tym szkoda, że nie potrafi Pan dostrzec pozytywnego oddziaływania religii np na rozwój szkolnictwa. Tak, tak. Wiem. Dla Pana była to jedynie indoktrynacja itp. Fakt jednak pozostaje faktem.
Żniwiarz (103 punktów)
Za to ja Danielu dostrzegam pozytywny wpływ religii na szkolnictwo. W obliczu zagrożeń religijnych ono bardziej chce się rozwijać niż bez nich. Szkoda tylko, że bracia muzułmanie mają z tym takie problemy. No ale w końcu wkraczamy w erę mediów tak więc nie czterysta ale czterdzieści i cztery lata czekając, doczekamy się noblisty z Iranu. Z pewnością pierwszym będzie noblista pokojowy, bo jak obaj wiemy drogę do osiągnięć naukowych w innych dziedzinach torują etyka i humanizm.

mohawk (2936 punktów)
>No ale w końcu wkraczamy w erę mediów tak więc nie czterysta ale czterdzieści i cztery lata czekając, doczekamy się noblisty z Iranu. Z pewnością pierwszym będzie noblista pokojowy [...]
W zeszłym roku pokojową Nagrodę Nobla odebrała Shirin Ebadi z Iranu.
Żniwiarz
Miałem napisać kolejnego , ale cóż wychodzi na to, że dożyję jednak noblisty z fizyki o ile ktoś doceni modyfikacje w sile rażenia głowic jądrowych. %-)
lucabrasi
>zostawcie juz udowodniona stukrotnie zabobonnosc

Czy zabobonnosc jest udowodniona? Chetnie bym sie odniosl do tego tekstu ale tak naprawde nie wiadomo o co chodzi autorce tego tekstu. Ona pewnie tez nie wie o co jej chodzi.


dr Natalia Szuliak
Choc Pan Redaktor MA ma duzo racji, twierdzac ze wykonywana z pasja praca , szczegolnie tworcza jest ogromnie waznym czynnikiem poczucia szczescia, jest ona jednak tylko czynnikiem koniecznym, ale niewystarczajacym. Nie chce sie rozpisywac obszerniej na ten temat, bo mam wrazenie ze racjonalistom z "Racjonalisty" nie chodzi o zadna probe znalezienia porozumienia lub nakreslenia nowej drogi. Ale to tylko moje subiektywne odczucie.
Dosyc duza popularnoscia na Zachodzie cieszy sie ostatnio nowa, niezwykle prosta metoda terapii zwana "The Work" polegajaca na niczym innym jak nauce pokory wobec niezrozumialego, wobec cierpienia, wobec tego co w na ogol wywoluje bunt. Nauka zgody na Rzeczywistosc (moglibyscie z niej skorzystac - jest w Was strasznie duzo jadu, ironii i cynizmu, a to nie sa cechy człowieka dojrzałego emocjonalnie). Metoda jest naprawde w swojej prostocie zadziwiajaco skuteczna, zreszta sama tez chetnie do niej siegam. Jej fundament jest - przynajmniej dla mnie - wlasciwie calkowicie zgodny z naukami przywodcow wszystkich religii, zreszta i oni sami sa w moim mniemaniu psychologami wszechczasow - zadziwiajaco przenikliwymi znawcami ludzkiego wnetrza, zasad funkcjonowania mechanizmu cierpienia, jego przyczyn i sposobow na zburzenie wielu domkow z kart, w ktorych wiekszosc z nas - przewaznie nieswiadomie - tkwi przez cale zycie.
Jeszcze jedno pytanie: Co robi u was ksiazka "Potega podswiadomosci" Murphyego?????? Toz to wyjatkowo arcyirracjonalne dzielo!
Mariusz Agnosiewicz
>Choc Pan Redaktor MA ma duzo racji, twierdzac ze wykonywana z pasja praca , szczegolnie tworcza jest ogromnie waznym czynnikiem poczucia szczescia, jest ona jednak tylko czynnikiem koniecznym, ale niewystarczajacym

Pani teoryzowanie i uganianie się za modami nie odzwierciedla rzeczywistości. Ta wypowiedź jest zupełnie arbitralna.

>nauce pokory wobec niezrozumialego

mówię veto dla takiego podejścia. moja aksjologia wychodzi poza kozetkę psychoterapeuty. to jest podejście typowo religijne. właśnie brak pokory wobec nieznanego jest główną siła napędową zachodniej nauki. już tutaj taki "uzdrowiciel" jest wrogiem racjonalisty.

>Nauka zgody na Rzeczywistosc

To śmierdzi apatią, kwietyzmem i tumiwisizmem. Nie wyznaję zasady dążenia do "szczęścia" za wszelką cenę. Nie w tym sensie odrzucam powyższe "mody", że jest we mnie czysty bunt, bo tak nie jest. Ale wszelki rozwój zachodzi przez to, że ktoś nie zgadza się na rzeczywistość jaką zastaje. Gardzę szczęściem idioty.

>moglibyscie z niej skorzystac - jest w Was strasznie duzo jadu, ironii i cynizmu

Jestem po wolteriańsku niedojrzały. Mało mnie to trapi.

> Co robi u was ksiazka "Potega podswiadomosci" Murphyego?????? Toz to wyjatkowo arcyirracjonalne dzielo!

Nieprawda. To książka która radzi jak racjonalnie podejść do sfery irracjonalnej za pomocą środków irracjonalnych
Daniel Delimata
>> Co robi u was ksiazka "Potega podswiadomosci" Murphyego?????? Toz to wyjatkowo arcyirracjonalne dzielo!
>Nieprawda. To książka która radzi jak racjonalnie podejść do sfery irracjonalnej za pomocą środków irracjonalnych

Dla mnie sporym zaskoczeniem było ujrzenie tutaj książki wydanej przez Wydawnictwo "W drodze".
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
O jaką chodzi? Wyjaśnię
Daniel Delimata
>O jaką chodzi? Wyjaśnię
Ale cóż tu wyjaśniać. Nie ma się czego wstydzić. To bardzo dobre wydawnictwo.
Mariusz Agnosiewicz
Oczywiście, ale chodzi tylko o to, aby pokazać, że to co tak zaskakuje i śmieszy w Racjonaliście nie jest li tylko projekcją własnej bujnej wyobraźni, bo niestety na ogół tak jest wśród naszych krytykantów, że śmieszy ich w jednej połowie to czego nie zrozumieją, a w drugiej to czego nie doczytają. Warto, aby Pan dowiódł, że tym razem nie mieliśmy do czynienia z takąż projekcją bujnej wyobraźni.
Daniel Delimata
>Oczywiście, ale chodzi tylko o to, aby pokazać, że to co tak zaskakuje i śmieszy w Racjonaliście nie jest li tylko projekcją własnej bujnej wyobraźni, bo niestety na ogół tak jest wśród naszych krytykantów, że śmieszy ich w jednej połowie to czego nie zrozumieją, a w drugiej to czego nie doczytają. Warto, aby Pan dowiódł, że tym razem nie mieliśmy do czynienia z takąż projekcją bujnej wyobraźni.

Innymi słowy mam dowodzić, że nie skłamałem? Nie będę tego robił. Powiem natomiast więcej. W zakresie wydawców, których książki macie w swej księgarni można wymienić jeszcze PAX.
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Innymi słowy mam dowodzić, że nie skłamałem? Nie będę tego robił.

I słusznie, bo trudno jest dowieść fantazji

>PAX.

W przeciwieństwie "W drodze" jest ono dobre, jest w nim wiele ciekawych książek, np. zachodnie tłumaczenia, obiektywne, krytyczne, a nie tylko apologetyczne.
Daniel Delimata
>>Innymi słowy mam dowodzić, że nie skłamałem? Nie będę tego robił.
>I słusznie, bo trudno jest dowieść fantazji

Fantazji?
Panie redaktorze. Niech Pan mnie nie rozśmiesza.

ksiegarnia.racjonalista.pl/ks.php/k,134

>>PAX.
>W przeciwieństwie "W drodze" jest ono dobre, jest w nim wiele ciekawych książek, np. zachodnie tłumaczenia, obiektywne, krytyczne, a nie tylko apologetyczne.

Jak to "w przeciwieństwie"?
Daniel Delimata
>Panie redaktorze. Niech Pan mnie nie rozśmiesza.

Albo nawet powiem więcej. Niech Pan się nie ośmiesza. Wychodzi bowiem na to, że sam pan nie wie jakie książki oferujecie. Od razu wyjaśniam, nie chodzi o to, że nie pamięta Pan tej czy innej książki, ale o to, że nie raczył Pan nawet sprawdzić informacji podanej przeze mnie, a już próbuje ją pan ośmieszać. A przecież stoi na stronie jak byk:

Autor: Richard John Neuhaus
Tłumacz: Bogdan Szlachta
Miejsce i rok wydania: Poznań 1994, Wyd. II
Wydawca: W drodze
Ilość stron: 299
Wymiary: 12x19 cm
ISBN: 83-7033-035-5
Okładka: Miękka
Ilustracje: Nie
Cena: 13.00 zł (bez rabatów)

Nasz opis
Richard John Neuhaus- dyrektor Institute on Religion and Public Life, naczelny redaktor miesięcznika "First Things", autor ponad 20 książek. Uznawany za jednego z najwybitniejszych współczesnych intelektualistów amerykańskich. Od 1991 roku kapłan archidiecezji Nowy Jork.

Czy świat Ewangelii i świat biznesu to dwa całkowicie odrębne światy? Czy Kościół może zachować tożsamość w demokratycznym środowisku?
Oto pytania, na które z wielką erudycją i w bardzo przystępny sposób odpowiada ta książka. Napisana w Nowym Jorku, jest również ważkim głosem w polskiej debacie na temat znaczenia religii i roli Kościoła w życiu publicznym.

Daniel Delimata
Żeby było jeszcze śmieszniej, wcale nie trzeba być Redaktorem Naczelnym, ani nawet sympatykiem racjonalisty by znaleźć tę pozycję.

www.google(*)C4™garnia "w drodze"&lr=

A może to też jest wytwór mojej fantazji?
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Prosiłem o tę pozycję, aby móc wyjaśnić to co tak śmieszy, dlatego napisałem "Wyjaśnię". Może się tak zdarzyć, że o jakimś pojedynczym wydawnictwie zapomnę. Wydawnictwo "W drodze" nie ma zbyt wielu interesujących książek (w przeciwieństwie do PAXu). Akurat to jest pozycja dość ciekawa, sam z niej kiedyś korzystałem. Jest to chrześcijański punkt widzenia. Dlaczego to wywołuje te uśmieszki? Nasze teksty też nie są jednolite światopoglądowo. Nie rozumiem więc tego komentarza. Najpierw o "Potęgę podświadomości", teraz o "W drodze", PAX. Też czytam "takie" książki. Sam Neuhaus też jest ciekawym autorem.

>Wychodzi bowiem na to, że sam pan nie wie jakie książki oferujecie.

No znam wydawnictwa, ale czasami mogę zapomnieć. Tytuły znam wszystkie na pamięć. Nie wiedziałem, że nasza wyszukiwarka w księgarence nie chwyta pola "wydawca"... Chyba należy to poprawić jeśli się nie mylę
Daniel Delimata
>Wydawnictwo "W drodze" nie ma zbyt wielu interesujących książek (w przeciwieństwie do PAXu).

"De gustibus et coloribus ... czy jakoś tak tam było.
Wszystko zależy od tego co kogo interesuje.

>No znam wydawnictwa, ale czasami mogę zapomnieć. Tytuły znam wszystkie na pamięć. Nie wiedziałem, że nasza wyszukiwarka w księgarence nie chwyta pola "wydawca"... Chyba należy to poprawić jeśli się nie mylę

Jak się okazuje "nie chwyta", ale jak przypuszczam, wkrótce "chwytać" będzie.
Mnie książka ta rzuciła się w oczy ze względu na charakterystyczne logo na okładce.
dr Natalia Szuliak
Panie Redaktorze,
proszę jednoznacznie odpowiedzieć co wlasciwie uznajecie za racjonalne a co nie. Niekonsekwencja az razi w oczy. Przykladem jest wspomniana literatura, no chyba ze znajduje sie ona w ksiegarni tylko po to aby grono racjonalistow zaznajomilo sie z najnowszymi zabobonami.
Wasz swiatopoglad jest mglisty i nieprecyzyjny, gdyz nie opiera sie na rzeczywistosci ale na jakims jej udowodnionym naukowo wycinku. Musi on przeminac z jeszcze jednego powodu -bycie racjonalista to bycie aktorem z zasznurowanymi ustami, efektywnosc dzialania ludzi o takich pogladach jest bowiem kilkakrotnie nizsza.
W ostatnich latach w NY przeprowadzono badania wsrod kilkudziesieciu top menedzerow tego miasta (a mozna i chyba powiedziec swiata). Okazalo sie ze charakteryzuje ich wyjatkowo wysoki poziom intuicji (w porownaniu z menedzerami o wynikach przecietnych) i ze stosuja ja oni na codzien w podejmowaniu (jak sie pozniej okazuje) niezwykle trafnych decyzji. Oczywiscie efektem tego sa dosyc juz popularne w Stanach kursy intuicyjnego podejmowania decyzji ( irracjonalne do bolu), typowym cwiczeniem sa gry komputerowe gdzie uczestnik ma podjac decyzje np o wyborze drogi pojazdu bez zadnych konkretnych danych. Co najdziwniejsze trenowany zmysl ulega wyostrzeniu i wskaznik trafnosci decyzji wzrasta o kilkadziesiat procent. Kolejny zabobon?
A wracajac do zgody na rzeczywistosc, miesza Pan pokore z biernoscia, ale jest Pan tak niechetny do dyskusji i tak zawziety, ze nie mam po co tego wyjaśniać.
Lubie "Racjonaliste", jest naprawdę wspaniały, ale chyba czas na przemyślenie paru spraw...Może warto pokusić się na nieco pokory i zmienic "nie " na "a moze jednak?"
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>proszę jednoznacznie odpowiedzieć co wlasciwie uznajecie za racjonalne a co nie

Mam się bawić w jednoosobową komisję czystości doktrynalnej? to żart, prawda?

>Niekonsekwencja az razi w oczy

Po prostu następuje zderzenie rzeczywistości z utkanymi uprzedzeniami na temat tego czym jest racjonalizm, to i razi, szokuje, zaskakuje...

>Przykladem jest wspomniana literatura, no chyba ze znajduje sie ona w ksiegarni tylko po to aby grono racjonalistow zaznajomilo sie z najnowszymi zabobonami.

Racjonalne jest to, co do określonych celów dobiera właściwe środki. Niektóre irracjonalne środki mogą być używane w sposób racjonalny. I to nie jest irracjonalne. Nie rozimie Pani pewnych dystynkcji i dlatego wydaje powierzchowne sądy.

>Wasz swiatopoglad jest mglisty i nieprecyzyjny

Po prostu Pani osobiste uprzedzenia nie znajdują dokładnego odzwierciedlenia w praktyce, stąd i zaczyna się Pani gubić.

>Musi on przeminac z jeszcze jednego powodu -bycie racjonalista to bycie aktorem z zasznurowanymi ustami, efektywnosc dzialania ludzi o takich pogladach jest bowiem kilkakrotnie nizsza.

Jak zwykle jakieś bzdury, znów będę rozsupływał racjonalizm faktyczny z tym co Pani sobie zbudowała we własnej wyobraźni.

>W ostatnich latach w NY przeprowadzono badania wsrod kilkudziesieciu top menedzerow tego miasta (a mozna i chyba powiedziec swiata). Okazalo sie ze charakteryzuje ich wyjatkowo wysoki poziom intuicji (w porownaniu z menedzerami o wynikach przecietnych)

Zamierzam rozwiać Pani "pobożne" i radosne wnioski.

Primo: Skąd wiadomo, że istotnie kierują się intuicją? Gdybym był czołowym managerem tez bym deklarował, że moje sukcesy to wynik działań w dużej mierze intuicyjnych, gdyż to jest po prostu bardzo opłacalne. W innych kształtuje się przeświadczenie, że to po prostu osobiste warunki Pana X tłumaczą jego lepsze niż moje sukcesy. Intuicja to coś co znacznie trudniej powielać, niż procesy racjonalnego myślenia i działania, a przeto inni nie próbują cię rozgryźć, a tego tobie, czołowemu managerowi, naprawdę nie potrzeba. Powinieneś być tajemniczy, nie możesz być ekshibicjonistą, im mniej wiedzą o tym jak działasz, tym bezpieczniej dla twojej pozycji. Powinieneś mówić, że to przede wszystkim intuicja! To nader racjonalne

Sacundo: Nie kwestionuję oczywiście tego, że nasze sukcesy częściowo są skutkiem działań, które nazwiemy intuicyjnymi (kwestionuję przecenianie tego, bo to jest oczywisty nonsens). A cóż to za cudo ta intuicja? Czy to coś nadnaturalnego, cudownego, irracjonalnego? Wątpię. Może być tak, że jest jakiś tam szósty zmysł, który poznamy za ileś tam lat, tego nie wiem, może to będzie coś zbliżonego do tego co zwiemy intuicją, jakaś oddzielna funkcja umysłu, niezależna od doznawania wrażeń, myślenia i czucia, polegająca na bezpośredniej niezmysłowej percepcji prawdy (Broughton). Ale nic na to nie wskazuje, przynajmniej nie ma na to sensownych dowodów dziś. Dziś bardziej prawdopodobne jest to, że nie jest to aż tak bardzo odległe od racjonalności działań, tyle że nie na tym samym piętrze świadomości co zwykłe nasze procesy rozumowania. Wedle dość powszechnej definicji intuicji jest to sąd oparty na wcześniej uzyskanej informacji ukrytej - logicznie lub zmysłowo - poniżej progu świadomości. Racjonaliści nie mają powodów, aby egzorcyzmować pewną konstruktywną rolę intuicji w naszych decyzjach i działaniach. Ale jej znaczenie nie może być przeceniane, jest to właśnie głupia moda nowoczesna propagowana przez równie głupich i nieodpowiedzialnych ludzi. A że w naszym nieracjonalnym świecie teraz jest szczególne wzięcie na różne romantyczne i nawiedzone zabobony, to i takie nonsensy o jakich Pani pisze mają wzięcie.
Dlaczego tak jest, że "lepszą intuicję" na ogół mają ludzie bardziej doświadczeni w danej dziedzinie, np. jednym z takich zawodów, gdzie intuicję się raczej docenia jest kryminalistyka, ale "dobrą intuicję" będzie miał raczej stary wyga, a nie jakiś młokos, choćby przeszedł sto "kursów intuicyjnego podejmowania decyzji" u czołowych szarlatanów świata i "bezpośrednią percepcję prawdy" ćwiczył rano i wieczorem.
Niektórzy zresztą intuicję rozumieją jako taki sąd, w którym dane na których opiera się intuicja mogą być dostępne osobie korzystającej z niej, lecz następuje wyciągnięcie z nich twórczych wniosków.
Popełnia więc Pani błąd jakoś radykalnie kontrastując racjonalizm i intuicję. Ale głównym błędem jest oczywiście rozdęcie jej znaczenia do absurdalnych wniosków. Pewnie sobie Pani myśli, że sukcesy managerskie buduje się na działaniach intuicyjnych. Pewnie byłaby Pani w siódmym niebie, gdyby jutro podali w głównym wydaniu wiadomości, że wobec niskiej skuteczności działań naszego rządu (który zarządza państwem) Rada Ministrów podjęła decyzję o zapisaniu się przez ministrów na kurs działania intuicyjnego, bo odtąd tylko tak będą działać, a przecież wynika z łaskawych zeznań managerów nowojorskich, że intuicja jest ogromnie ważna. W dalszej kolejności, planowany jest podobny kurs dla sędziów. A w policji odtąd zatrudniamy tylko jasnowidzów. Wpadła by Pani w dziką euforię, to pewne, tak samo jak to, że nasze państwo rozsypałoby się z prędkością światła.
Sukcesy i skuteczność stoją w prostym stosunku do racjonalności naszych działań, co nie przekreśla oczywiście domieszki czegoś mniej racjonalnego, stosowanego jednak z racjonalnym umiarem
MaLk__

>Racjonalne jest to, co do określonych celów dobiera właściwe środki. Niektóre irracjonalne środki mogą być używane w sposób racjonalny. I to nie jest irracjonalne.

Jakiś kryzys światopoglądowy?
Daniel Delimata
>>Racjonalne jest to, co do określonych celów dobiera właściwe środki. Niektóre irracjonalne środki mogą być używane w sposób racjonalny.

Mnie również zainteresowała ta wypowiedź.
Jak zdefiniujemy "środek irracjonalny"? I co przyjąć za kryterium racjonalności jego stosowania?
leo_z (935 punktów)
>Jak zdefiniujemy "środek irracjonalny"? I co przyjąć za kryterium racjonalności jego stosowania?
Mając kilka latek, rodzice walczyli o mój zdrowy "kościec" karząc mi pić łyżkę tranu dziennie. Do dziś nie spotkałem nic paskudniejszego w smaku, brrr... ;-P . Mama, aby mnie przekonać do tego czynu (przełknięcia znienawidzonej mikstury) mówiła... wypij za zdrowie dziadziusia. Ponieważ kochałem dziadziusia i bardzo chciałem aby był zdrowy, krzywiąc się niemiłosiernie przełykałem ten nieszczęsny tran.
I tak spowodowanie we mnie irracjonalnej obawy o zdrowie dziadziusia było racjonalnie wykorzystane dla podbudowy mojego zdrowia.
dr Natalia Szuliak
W sumie jestem zadowolona ze przeszlismy od tematu wspolczynnika szczescia do biznesu i kursow poglebiania intuicji. Łatwiej tu o ocene gdyz efekty działan sa wymierne i widzialne.
Drzewo sadzi sie po owocah. Dobry menedzer to taki ktory osiaga efekty. Niewazne jak, byle uczciwie. Jesli Pan Redaktor MA zarobil juz samodzielnie 1 000 000 $ jestem gotowa uczyc sie od niego i calkowicie zmienic swoje poglady. Jak na razie ucze moich sluchaczy na podstawie wskazowek wnioskow i metod zaprezentowanych przez ludzi ktorym sie to udalo ( i ktorzy o dziwo nie boja sie ekshibicjonizmu bo rozumieja ze ich pozycji tak naprawde nic nie zagraza). Licza sie efekty, a metody sa naprawde roznorodne i nikt nie ustala tutaj chorej granicy miedzy tym co dziwne i irracjonalne a sprawdzone i naukowe.
Zapraszam Racjonalistow do wielkiej przygody. Sprobujcie zarobic taka kwote, wypracujcie metody, zmiencie osobowosc i pokonajcie konkurencje. Chetnie poczytam o waszych wnioskach. Ostrzegam od razu ze macie kawal roboty przed soba. Tylko nie piszcie w odpowiedzi ze pieniazki smierdza i ze wolicie szlachetne teoretyzowanie. Przypomina mi to nawiedzonych wyznawcow wschodnich religii ktorzy uwazaja ze ogolona glowa i mruczenie mantr prowadzi do oswiecenia podczas gdy w klasztorach tybetanskich zasuwa sie w polu i przy czyszczeniu podlog.
No coz moze zycie Was wyprostuje - gwarantuje ze albo osiagniecie swoje cele i zmienicie swiatopoglad albo pozostaniecie na zawsze swietymi teoretykami. A wiec - QUO VADIS?
Mariusz Agnosiewicz
Zdaje się, że przeszliśmy nie tyle do intuicji co próby kryptoreklamy
Nie jestem managerem, lecz gdybym chciał nim zostać to z pewnością sztuki tej nie uczyłbym się na kursie pogłębiania intuicji i to w dodatku od osoby, która na forum dyskusyjnym podpisuje się "dr". Taki pretensjonalizm nie wzbudza zaufania, a mnie przypomina pewnego mojego nauczyciela ze szkoły średniej, który będąc najgorszym nauczycielem w szkole jako jedyny z nauczycielskiego teamu kazał sobie wygrawerować w książce telefonicznej "mgr" Zaczęła Pani ten wątek niemądrymi uwagami i generalizacjami, a kończy go Pani dość żałosnymi próbami jakiejś reklamy. To dość zabawne, że ktoś kogo intuicja na nasz temat tak bardzo zwodzi i o kim wiemy jedynie, że nazywa się prawdopodobnie "dr Natalia...", próbuje nas zaprosić na kurs dzięki któremu zarobimy "milion". Jeśli ktoś tutaj zarobi "milion" dzięki "intuicji", to chyba Pani - kaperując naiwnych na swoje kursy
Dobrej nocy...
MaLk__
Ojć, ostatnio szanowny Naczelny coś za często schodzi na tematy niezwiązane z dyskusją, ktoś złosliwy napisałby pewnie coś o argumentach ad personam

Czemu miał służyć ten tekst na temat "dr"?
Daniel Delimata
>>Jak zdefiniujemy "środek irracjonalny"? I co przyjąć za kryterium racjonalności jego stosowania?
>Mając kilka latek (...)
>I tak spowodowanie we mnie irracjonalnej obawy o zdrowie dziadziusia było racjonalnie wykorzystane dla podbudowy mojego zdrowia.

Napisałem wyraźnie "jak zdefiniujemy". Gdybym chciał spytać o przykład to z pewnością bym to zrobił.
leo_z (935 punktów)
>>>Jak zdefiniujemy "środek irracjonalny"? I co przyjąć za kryterium racjonalności jego stosowania?
[...]
>Napisałem wyraźnie "jak zdefiniujemy". [...]
Czy takie ujęcie tematu mieści się w pojęciu "jak zdefiniujemy".
Środki irracjonalne to takie środki, które poprzez odwołanie się do naszych uczuć np. poprzez wywołanie lęku lub obawy o zdrowie najbliższych nam osób, powodują w nas wymuszenie oczekiwanego i zakładanego wcześniej działania, reakcji itp.
Daniel Delimata
>Środki irracjonalne to takie środki, które poprzez odwołanie się do naszych uczuć (...) powodują w nas wymuszenie oczekiwanego i zakładanego wcześniej działania, reakcji itp.

Świetnie. Widać postępy. Teraz kryterium racjonalności stosowania...
leo_z (935 punktów)
>Teraz kryterium racjonalności stosowania...
Odnosząc się w dalszym ciągu do przytoczonego wcześniej przykładu, za kryterium racjonalności zastosowania "środka irracjonalnego" można uznać pozytywne wnioskowanie odnośnie wcześniej przyjętych - określonych założeń tj.:
1. czy takie postępowanie (wywołanie obawy) ma wpływ na pogłębienie więzi emocjonalnej
- odp. TAK, ponieważ pozwala uzmysłowić uczucie do osoby bliskiej,
2. czy takie postępowanie (wywołanie obawy) ma wpływ na przemożenie uczucia wstrętu
- odp. TAK, ponieważ pozwala zwalczyć odruch odrazy,
3. czy takie postępowanie (wywołanie obawy) pozwala na osiągnięcie bliższych celów
- odp. TAK, ponieważ doprowadza do połknięcia mikstury,
3. czy takie postępowanie (wywołanie obawy) pozwala na osiągnięcie dalszych celów
- odp. TAK, ponieważ ma korzystny wpływ na rozwój zdrowotny
cnd
inhet
>a przynajmniej sprobujcie odpowiedziec na
pytania, na ktore inni szukaja odpowiedzi...bo mam wrazenie
>ze popadacie w wygodnictwo intelektualne...

Już w innym miejscu proponowałem ci świecenie przykładem, nie kazaniami.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365