 |
Zły katolik vs dobry ateista Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 27-04-2009 19:05 | D.Sprenglewski (426 punktów) | Zły katolik vs dobry ateista | Witajcie, od jakiegoś czasu (prawdopodobnie z nudów) dręczy mnie pewna kwestia. Załóżmy hipotetycznie, że bóg katolicki istnieje, katolicy mają rację, a Biblia nie kłamie. No i mamy dwóch ludzi; A i B. A - deklaruje się jako katolik, twierdzi, że wierzy w boga, co niedziela chodzi do kościoła, daje na tacę i obchodzi wszystkie katolickie święta, ale... Bije żonę i dzieci, jest alkoholikiem, awanturnikiem, nie pogardzi też cudzą własnością. Ogólnie, będąc względnie złym człowiekiem, nie jest idealnym przedstawicielem swojej religii. B - zdeklarowany ateista, do kościoła nie chodzi (bo po co), korzysta z dni wolnych takich jak święta, aby się zrelaksować, wszelkie świątynie omija szerokim łukiem, ma udane życie seksualne i jest tolerancyjny wobec homoseksualistów. Ponadto pomaga biednym i potrzebującym, jak tylko potrafi. Ogólnie jest względnie dobry.
Obaj umierają, ale człowiek A przed śmiercią przeprasza boga za swoje zachowanie. Natomiast B umiera ze świadomością, że był dobrym człowiekiem i co więcej skorzystał trochę z życia. W chwili śmierci nadal twierdził, że boga nie ma. Który z nich trafi do nieba? Może obaj? Jeśli tak, to dlaczego? A może obaj do czyśćca, lub piekła? Lub jeszcze gdzie indziej?
Teoretycznie, ten, kto nie wierzył i nie czcił boga, nie może zostać zbawionym. W związku z tym, zakładając, że bóg katolicki istnieje, co ma największy wpływ, na to, czy zostanie się zbawionym, czy nie. No i jeśli obaj trafią do nieba, to gdzie tu sprawiedliwość?
Naturalnie, najbardziej zależy mi na odpowiedziach wierzących użytkowników forum. Oczywiście opinie ateistów i agnostyków również będą mile widziane - czy Wy również uważacie, że nieważne, czy bóg jest, czy go nie ma, istotne jest tylko to, by być dobrym człowiekiem?
Pozdrawiam.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | Haraldsson (89 punktów) | > >Teoretycznie, ten, kto nie wierzył i nie czcił boga, nie może zostać zbawionym. W związku z tym,> zakładając, że bóg katolicki istnieje, co ma największy wpływ, na to, czy zostanie się zbawionym,> czy nie. No i jeśli obaj trafią do nieba, to gdzie tu sprawiedliwość?Patrząc to co dzieje się wokół nas to pojęcie sprawiedliwości jest temu bogu zdaje się obce. Chyba więc nikt nie byłby zdziwiony.  > Naturalnie, najbardziej zależy mi na odpowiedziach wierzących użytkowników forum. Oczywiście opinie> ateistów i agnostyków również będą mile widziane - czy Wy również uważacie, że nieważne, czy bóg> jest, czy go nie ma, istotne jest tylko to, by być dobrym człowiekiem?> Pozdrawiam.> To pytanie zdaje się być retoryczne.
|
|
6 na 6 | NdwZ (265 punktów) | > czy Wy również uważacie, że nieważne, czy bóg> jest, czy go nie ma, istotne jest tylko to, by być dobrym człowiekiem?> Pozdrawiam.> Oczywiście. Zakładając że bóg istnieje to logiczne by było żeby A poszedł co najmniej do czyśćca a B do nieba ale biorąc pod uwagę rożne postępki boga zapisane w Biblii, starym czy nowym testamencie nie ma żadnej pewności że ten bóg postępowałby logicznie, prędzej tak jakby miał akurat ochotę. Więc chyba dla wszystkich lepiej żeby go nie było naprawdę
|
|
3 na 3 | paluch (313 punktów) | Jeżeli Bóg istnieje i pismo święte mówi prawdę to tylko Żydzi pójdą do nieba. Jeżeli Kościół katolicki ma racje to ateista pójdzie do piekła a katolik czyściec choć może i na niebo zasłuży bo w nowym testamencie chyba nic nie ma o biciu żony, no ale jak okradał bliźniego to czyściec. Ale po co się nad tym zastanawiać?
|
|
 | | D.Sprenglewski (426 punktów) | >Jeżeli Kościół katolicki ma racje to ateista pójdzie do piekła
Mimo, że był dobrym człowiekiem? Szkoda.
>Ale po co się nad tym zastanawiać?
Dla zabawy ;P
|
|
2 na 2 | xarion (917 punktów) |
> Który z nich trafi do nieba? Może obaj? Jeśli tak, to dlaczego? A może obaj do czyśćca, lub piekła? A tak - dla uscislenia - to gdzie owe "niebo" jest ?..bo jesli - jak mowi pismo - w gorze, to osmiele sie zauwazyc, ze za 12 godz to sie zmieni..  > jest, czy go nie ma, istotne jest tylko to, by być dobrym człowiekiem? Dobrym czlowiekiem to trzeba byc nawet niezaleznie od tego, czy sie wierzy... Pozdrawiam
|
|
 | 2 na 2 | D.Sprenglewski (426 punktów) | > A tak - dla uscislenia - to gdzie owe "niebo" jest ?Powiedzmy, że gdzieś w zaświatach, poza materialnym światem. > Dobrym czlowiekiem to trzeba byc nawet niezaleznie od tego, czy sie wierzy...W zasadzie o to mi chodziło
|
|
4 na 4 | gohna (5585 punktów) | Parę dni temu zadałam identyczne pytanie księdzu na religii i prawie się z nim o to pokłóciłam, ale później doszłam do wniosku, że nie warto, skoro nie ma nieba. Jednak przyjmując teoretycznie istnienie raju to według kościoła ateista jest to człowiek, który odrzuca wiarę w boga, tak więc nie ma możliwości zbawienia i nieistotne ile dobrego uczynił w swoim życiu, miejsca w niebie dla niego nie będzie. Natomiast wierzący pan A, który jest niemoralny, wierzy w boga, a nie potrafi się z tym w żaden sposób utożsamić trafi z pewnością, ponieważ żałował swoich grzechów w chwili śmierci i był wierzący. Według kościoła tzw. uniwersalizm chrześcijański jest warunkiem wstąpienia do nieba, w co wchodzi wiara w boga i świętych oraz przyjęcie chrztu. Właściwie to wychodzi na to, że człowiek może całe życie swawolić, mordować, demoralizować, być "panem A" i w chwili śmierci żałować, że zrobił tyle złego, a z pewnością trafi do nieba.
PS. Nie brałabym tego serio, bo nasz ksiądz jest trochę niekompetentny jednak sądzi, że to jest zgodne z doktryną kościoła.
"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
|
|
 | 2 na 2 | D.Sprenglewski (426 punktów) | Czyli jednak, niektórzy księża uważają, że ateista, nie ważne jak dobry, i tak trafi do piekła? Powiedziałbym "szkoda", ale w gruncie rzeczy, chyba nie chciałbym dzielić nieba z bogiem-hipokrytą. Poza tym w piekle chyba byłoby cieplej. A po co się nad tym zastanawiać? Dla zabicia czasu, dla zabawy, po to, by udowodnić, że wierzenia niektórych są raczej niesprawiedliwe.
Pozdrawiam
|
|
2 na 2 | marcus (876 punktów) | >Który z nich trafi do nieba? Może obaj? Jeśli tak, to dlaczego? A może obaj do czyśćca, lub piekła? >Lub jeszcze gdzie indziej? >Teoretycznie, ten, kto nie wierzył i nie czcił boga, nie może zostać zbawionym. W związku z tym, >zakładając, że bóg katolicki istnieje, co ma największy wpływ, na to, czy zostanie się zbawionym, >czy nie. No i jeśli obaj trafią do nieba, to gdzie tu sprawiedliwość?
Wydaje mi się, że sprawdzając tę sytuację pod kątem nauk Starego Testamentu katolik miałby wciąż szansę dostania się do nieba, a ateista bezdyskusyjnie zesłany by został do piekła. Pod kątem nauk Nowego Testamentu zarówno katolik, jak i ateista mógłby się dostać do nieba. A biorąc to na zdrowy rozsądek i właściwie (czyt. nie jak w żadnej z wielkich religii) postrzegając Boga, to katolik do nieba nie pójdzie od razu, a ateista i owszem. Poza tym, właściwie to nie wiadomo, czy wg. koncepcji katolickiej ateista nie ma możliwości dostania się do nieba, bo nie wiemy, czy katolicy akurat dobrze Pismo Święte interpretują... "Bóg pragnie by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy"(1Tym2,4) "Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia"(2P3,9)
|
|
5 na 5 | Marius Apostata (292 punktów) | Cytat:Który z nich trafi do nieba? Może obaj? Jeśli tak, to dlaczego? A może obaj do czyśćca, lub piekła? Lub jeszcze gdzie indziej? To podejrzane, że bóg poinformował ludzi o istnieniu takich miejsc. Ludzie powinni postępować dobrze z samej chęci bycia dobrymi, a nie z żądzy dostania się do nieba. Ciekawi mnie, czy ludzie wierzyliby w boga, gdyby nie mieli nadziei na nagrodę?
|
|
 | 3 na 3 | Baltar (308 punktów) | > Cytat:Który z nich trafi do nieba? Może obaj? Jeśli tak, to dlaczego? A może obaj do czyśćca, lub piekła? Lub jeszcze gdzie indziej? > To podejrzane, że bóg poinformował ludzi o istnieniu takich miejsc. Ludzie powinni postępować dobrze z samej chęci bycia dobrymi, a nie z żądzy dostania się do nieba. Ciekawi mnie, czy ludzie wierzyliby w boga, gdyby nie mieli nadziei na nagrodę?> Co więcej takie bycie dobrym ze strachu, wymuszona miłość to strasznie smutne i raczej nie za dobrze świadczy o tym, który ucieka się do takiego sposobu zdobywania uznania.
|
|
|  | 7 na 7 | D.Sprenglewski (426 punktów) | Bóg chrześcijański jest tak absurdalnym Bogiem, że powinien zostać zniesiony nawet jeśli istnieje.
Fryderyk Nietzsche
I jak się z nim nie zgodzić?
|
|
5 na 5 | Aleksandra Stolc (550 punktów) | > Teoretycznie, ten, kto nie wierzył i nie czcił boga, nie może zostać zbawionym.No i to jest ten największy i chyba najgorszy wymysł Kościoła. Nie chodzisz na mszę, nie rzucasz na tacę, nie deifikujesz pana w sutannie- nie masz szans na zbawienie. To jest strasznie chory system. Sprawa ma się tak samo do grzechu pierworodnego. Jeśli nie ochrzcisz dziecka, nie znającego wszak jeszcze ani dóbr ani zła tego świata, trafi do piekła. To najgorsze, co można było zrobić z człowiekiem. Oszukiwać go względem niewinnych istot. Jeśli szansę na zbawienie mają faktycznie tylko materialiści, oszuści i uzurpatorzy, to znaczy, że- pardon, jeśli kogoś z wierzących urażę- ten cały Bóg to idiota. > Który z nich trafi do nieba? Może obaj? Jeśli tak, to dlaczego? A może obaj do czyśćca, lub piekła?Warto jeszcze byłoby się zastanowić, czy niebo i piekło faktycznie istnieją i jeśli istnieją- które z tych miejsc jest naprawdę dobre, a które złe; Czyściec jest bowiem wymysłem Kościoła. Jako ludzie mieliśmy od dziecka wszczepiane pewne schematy "to wolno, a tego nie", ale po śmierci wszystko może się odmienić. Być może ani dobro ani zło nie istnieją tak naprawdę? Powołując się jednak na dobre niebo i złe piekło uważam, że wystarczy dbać o siebie, o osoby, które kochamy; Wystarczy wspierać (tak jak wspomniałeś) ludzi ubogich i ze szczerego serca pomagać słabszym od siebie. Ciężko właściwie stwierdzić, który- czy katolik, czy ateista- zasłużył na to słynne zbawienie. Katolik powie, że katolik, ateista, że ateista... > No i jeśli obaj trafią do nieba, to gdzie tu sprawiedliwość?Dokładnie. Dlatego warto się zastanowić, czy niebo i piekło w ogóle istnieją. Niebo to może być po prostu dla nas pośmiertnie ostoja spokoju, szczęście, osiągnięcie wszystkiego tego, czego nie udało nam się osiągnąć za życia. A piekło? Niebyt, ciemność, samotna wędrówka przez wieki. Jeśli obydwaj trafiliby do nieba, sprawiedliwości po prostu by nie było, a ludzkie życie i wszystkie towarzyszące temu życiu wzloty i upadki, okazałyby się bezużyteczne. To rzecz jasna moje subiektywne zdanie. Pozdrawiam
|
|
3 na 3 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | >Załóżmy hipotetycznie, że bóg katolicki istnieje, katolicy mają rację, a Biblia nie kłamie. To możemy być spokojnie ateistami bo Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza a za złe karze (czy jakoś tak).
|
|
6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) |
> nieważne, czy bóg> jest, czy go nie ma, istotne jest tylko to, by być dobrym człowiekiem?> Pozdrawiam.> A oczywiście! Nie ma sensu mieszać w to bogów, do bycia porządnym człowiekiem nie są potrzebni. Wręcz przeszkadzają! W imię boże muzułmańscy fanatycy ucinają głowy "niewiernym", a chrześcijańscy fanatycy podpalają kliniki ginekologiczne i mordują lekarzy wykonujących zabiegi aborcji. I tacy ludzie mają dostąpić zbawienia. Ja dziękuję za takich bogów  Bóg jawi mi się tu jako rodzaj wygodnego parawanu. Wszelka nieprawość ludzka może być w ten sposób usprawiedliwiona "boskim nakazem", każdy występek przeciwko człowiekowi może zostać wybaczony, a skruszony grzesznik przytulony do boskiego łona. W ten sposób każdy potwór zrzuca z siebie odpowiedzialność za swoje czyny. Czasem myślę, że właśnie po to zostali wymyśleni bogowie - nie po to, by dać ludziom przykazania, jak żyć przyzwoicie, ale po to, by usankcjonować nieprzyzwoitość.
|
|
| Agnostyk (3006 punktów) |
> Załóżmy hipotetycznie, że bóg katolicki istnieje, katolicy mają rację, a Biblia nie kłamie.Ciężko będzie ale spróbuję > mamy dwóch ludzi; A i B.Trzeci jest agnostykiem, więc mamy jeszcze osobę "C" > A - deklaruje się jako katolik, twierdzi, że wierzy w boga, co niedziela chodzi do kościoła, daje> na tacę i obchodzi wszystkie katolickie święta, ale... Bije żonę i dzieci, jest alkoholikiem,> awanturnikiem, nie pogardzi też cudzą własnością. Ogólnie, będąc względnie złym człowiekiem, nie> jest idealnym przedstawicielem swojej religii.Aż taka kołtuneria to się chyba rzadko zdarza. > B - zdeklarowany ateista, do kościoła nie chodzi (bo po co), korzysta z dni wolnych takich jak> święta, aby się zrelaksować, wszelkie świątynie omija szerokim łukiem, ma udane życie seksualne i> jest tolerancyjny wobec homoseksualistów. Ponadto pomaga biednym i potrzebującym, jak tylko potrafi.> Ogólnie jest względnie dobry.To się zdarza chyba częściej > Obaj umierają, ale człowiek A przed śmiercią przeprasza boga za swoje zachowanie. Natomiast B> umiera ze świadomością, że był dobrym człowiekiem i co więcej skorzystał trochę z życia. W chwili> śmierci nadal twierdził, że boga nie ma.> Który z nich trafi do nieba? Może obaj? Jeśli tak, to dlaczego? A może obaj do czyśćca, lub piekła?> Lub jeszcze gdzie indziej?> Teoretycznie, ten, kto nie wierzył i nie czcił boga, nie może zostać zbawionym. W związku z tym,> zakładając, że bóg katolicki istnieje, co ma największy wpływ, na to, czy zostanie się zbawionym,> czy nie. No i jeśli obaj trafią do nieba, to gdzie tu sprawiedliwość?> Naturalnie, najbardziej zależy mi na odpowiedziach wierzących użytkowników forum.Ciężko będzie. > Oczywiście opinie> ateistów i agnostyków również będą mile widziane - czy Wy również uważacie, że nieważne, czy bóg> jest, czy go nie ma, istotne jest tylko to, by być dobrym człowiekiem?Bardzo ważne jest to czy Bóg jest czy Go nie ma ale tego nie wiemy. Myślę, że agnostycyzm jest najmądrzejszą postawą, więc jakby co to mam szansę na czyściec. Nawet sam pan ksiądz Elbrus8 mi to powiedział. > Pozdrawiam.Trzymaj się i już się nie dręcz 
"Nie należy mylić prawdy z opinią większości"
|
|
 | | D.Sprenglewski (426 punktów) | > Trzeci jest agnostykiem, więc mamy jeszcze osobę "C"Wiedziałem, że o czymś zapomniałem  > Bardzo ważne jest to czy Bóg jest czy Go nie ma ale tego nie wiemy.A czy istnienie, bądź nieistnienie boga jest ważniejsze od tego, jakim jest się człowiekiem? Mi się wydaje, że zaprzątanie sobie głowy refleksjami na temat istnienia absolutu nie powinno przyćmiewać refleksji na temat własnej osoby. > Trzymaj się i już się nie dręcz  Będę się trzymał i postaram się nie dręczyć
|
|
1 na 1 | Ojciec Dyrektor (1704 punktów) | Według mnie liczy się postawa człowieka, a nie jego wyznanie. Jeśli niebo istnieje, czy wyobrażacie sobie takie miejsce bez ludzi pokroju Z. Religi?
Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
|
|
1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | > A - deklaruje się jako katolik, twierdzi, że wierzy w boga,> [...] ale... Bije żonę i dzieci, jest >alkoholikiem,> awanturnikiem, nie pogardzi też cudzą własnością.Kto kłamie jest kłamcą a kto kradnie - złodziejem. Jeśliby rzeczywiście wierzył w to, w co mówi, że wierzy, nie kradłby ani nie kłamał. Udowadnia więc, że ma "innych" Bożków, w postaci kasiory albo swej hedonistycznej przyjemności. To, że się deklaruje wierzącym, o niczym nie świadczy. W ten sam sposób, mógłbym próbować udowadniać, że jestem Napoleonem Bonaparte... > Obaj umierają, ale człowiek A przed śmiercią przeprasza boga za swoje zachowanie.Samo to nie wystarczy... "Jn 20:23 23. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. (BT)" Jeśli bita żona, dzieci i okradziony sąsiad przebaczy "panu wierzącemu", to i pewnie Bóg mu wybaczy, bo dlaczego miałby bez sensu skazywać go na cierpienie, którego nikt nie chce? Nie jestem natomiast przekonany, czy wybaczy mu wycieranie sobie gęby Boskim imieniem oraz tłumaczenie swoich wyłudzeń "wolą Bożą". > umiera ze świadomością, że był dobrym człowiekiem [...]> w chwili śmierci nadal twierdził, że boga nie ma.Dlaczego miałby być zmuszany aby twierdzić inaczej ?? "Jn 20:29 29. Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. (BT)" A nie, :"jak nie uwierzysz to ci poobrywam rączki i nóżki i będziesz się smażył w smole..." Przecież sam "teoretyczny" Bóg mówi o tym, żeby w byle co nie wierzyć czego przykładem księga Barucha, Izajasza, Jeremiasza... > Teoretycznie, ten, kto nie wierzył i nie czcił boga, nie może zostać zbawionym. Teoretycznie, to "bóg" albo "autor Biblii" wygłasza takie stwierdzenia do Izraelitów, którzy go widzieli i sami dobrowolnie zgodzili się przestrzegać praw które im nadał: "Jr 22:3-5 3. To mówi Pan: Wypełniajcie prawo i sprawiedliwość, uwalniajcie uciśnionego z rąk ciemięzcy, obcego zaś, sieroty i wdowy nie uciskajcie ani nie czyńcie im gwałtu; krwi niewinnej nie rozlewajcie w tym miejscu! 4. Albowiem jeżeli wiernie wykonacie to polecenie, będą wchodzić bramami tego domu królowie zasiadający na tronie Dawida, wjeżdżając na wozach i koniach, oni, ich słudzy i ludzie. 5. Jeżeli zaś nie usłuchacie tych słów, przysięgam na siebie samego - wyrocznia Pana - dom ten zostanie obrócony w gruzy. (BT)" Jeżeli więc pokazał im, że istnieje i wytłumaczył, że "to on nakręca ten cały cyrk" a oni się z nim zgodzili, więc ma chyba prawo wymagać, żeby się z umowy wywiązywali. Ma też prawo wymagać, żeby w Niego wierzyli, bo przecież sami z nim zawarli przymierze. Później i Jezus o tym wspomina: "Jn 15:24 24. Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł, których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego. (BT)" Czy wśród nas dokonały się jakieś "dzieła" ? Dlaczego jest taki "zazdrosny" o innych "Bogów" ?? Myślę, że dlatego: "Jr 19:5 5. Zbudowali nadto wyżyny Baalowi, by palić swoich synów w ogniu jako ofiary dla Baala, czego nie nakazałem ani nie poleciłem i co nie przyszło Mi nawet na myśl. (BT)" Z nami natomiast nie rozmawiał i znów "teoretycznie" tak pisze o niepopartej dowodami wierze: "Ba 6:9-14 9. Zdarza się, że kapłani kradną złoto i srebro swoim bogom i obracają na własne potrzeby, dają je też nierządnicom spod dachu. [...] 11. Gdy przywdziewają ich w szkarłatne szaty, ścierają z ich twarzy kurz świątyni, który w wielkiej obfitości na nich osiada. [...] 13. On trzyma w prawicy miecz i siekierę, ale nie obroni siebie w czasie wojny ani przed złodziejami. 14. Stąd jasną jest rzeczą, że nie są bogami; więc się ich nie bójcie! (BT)" Cały 6 rozdział księgi Barucha jest swoistym "wytłumaczeniem" dlaczego nie należy wierzyć w bóstwa. Tenże 6 rozdział w ostatnim wersecie odpowiada na Twoje pytanie: "Ba 6:72 72. Przeto lepszy jest człowiek sprawiedliwy, który nie posiada bożków, będzie bowiem daleko od hańby. (BT) " Powiedział jeszcze : "Dz 4:12 12. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni. (BT)" Że to on decyduje, kto ma mieszkać w jego domu, który sam zbudował a nie ktoś inny, bo nikogo innego po prostu nie ma... Wierzysz, nie wierzysz, to jego dom i jego zasady: "Mt 7:12 12. Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy. (BT) " Nie wydają mi się one zbyt trudne do spełnienia.... > Który z nich trafi do nieba?Niebo ?? "Jn 14:2-3 2. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. 3. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. (BT)" Piekło ? Udowodniłeś swoim życiem, że nie chcesz i nie potrafisz żyć z innymi w zgodzie, nie szanujesz ich poglądów i cieszysz się ich cierpieniem, więc rozumiesz chyba, że nikt nie chce być narażony na skutki Twojego postępowania... Odpowiedz za to co zrobiłeś i odejdź, znajdź sobie inne miejsce, spróbuj poprosić o pomoc podobnych sobie... Dlaczego miałbyś mieszkać z nami ? > zakładając, że bóg katolicki istnieje, co ma największy wpływ, na to, czy zostanie >się zbawionym,Twoje postępowanie... "47. A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to Ja go nie sądzę. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić. 48. Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym." > Naturalnie, najbardziej zależy mi na odpowiedziach wierzących użytkowników forum.Ja jestem wierzący, więc zdaje się, że "podpadam pod paragraf"  a to jest właśnie moja opinia. > czy Wy również uważacie, że nieważne, czy bóg> jest, czy go nie ma, istotne jest tylko to, by być dobrym człowiekiem?TAK TAK i jeszcze raz TAK!  > Pozdrawia
|
|
 | 3 na 3 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > Kto kłamie jest kłamcą a kto kradnie - złodziejem. Jeśliby rzeczywiście wierzył w to, w co mówi, że wierzy, nie kradłby ani nie kłamał. Udowadnia więc, że ma "innych" Bożków, w postaci kasiory albo swej hedonistycznej przyjemności. To, że się deklaruje wierzącym, o niczym nie świadczy. W ten sam sposób, mógłbym próbować udowadniać, że jestem Napoleonem Bonaparte...Tutaj śmiem się nie zgodzić: można wiedzieć, że papierosy są szkodliwe dla zdrowia a mimo wszystko palić... Można też wiedzieć, że upadek z wysokości grozi śmiercią, a mimo wszystko uprawiać wspinaczkę górską. Można też posiadać wiedzę o tym, że leki w zbyt dużych ilościach szkodzą, ale zażyć 30 tabletek żeby głowa nie bolała...  Poza tym co ma wiara do tego jakim się jest człowiekiem? Taki pijak i złodziej przecież może wierzyć, że bóg istnieje. Czy to się wyklucza? Można wierzyć, że spaliny samochodowe powodują efekt cieplarniany i codziennie jeździć w 2 strony (praca-dom, dom-praca) strasznie żrącym paliwo samochodem... Poza tym taki złodziej miałby wymówkę: kradł, no ale co z tego, że wierzył w boga i on go "zbawi"? > Nie jestem natomiast przekonany, czy wybaczy mu wycieranie sobie gęby Boskim imieniem oraz tłumaczenie swoich wyłudzeń "wolą Bożą".O, to by podpadało pod pewnego proboszcza w pewnej miejscowości  Akurat siostra ma komunię no i oczywiście "zgodnie z wolą bożą" wymyśla te swoje składki i wymagania... Może na paliwo do helikoptera go nie stać?  > Przecież sam "teoretyczny" Bóg mówi o tym, żeby w byle co nie wierzyć czego przykładem księga Barucha, Izajasza, Jeremiasza...A dlaczego zakładasz, że taki teoretyczny bóg nie jest takim "byle czym"? > Cały 6 rozdział księgi Barucha jest swoistym "wytłumaczeniem" dlaczego nie należy wierzyć w bóstwa.Jakby to jeszcze do Jahwe ludzie stosowali to byśmy mieli niebo na ziemi  > 72. Przeto lepszy jest człowiek sprawiedliwy, który nie posiada bożków, będzie bowiem daleko od hańby.Ale tutaj chodzi o ludzi nie mających bożków poza "jedynym słusznym bożkiem", czy o ludzi, którzy takowych nie posiadają w ogóle? Dwojako można ten fragment zrozumieć... PS. Coś mi się dzieje z przeglądarkami, więc przez dłuższy czas mogę nie odpowiadać, po prostu nie da się wejść na pocztę...
|
|
|  | 2 na 2 | Vancalar (1804 punktów) | > Tutaj śmiem się nie zgodzić: można wiedzieć, że papierosy są szkodliwe dla zdrowia >a mimo wszystko palić...> Można też wiedzieć, że upadek z wysokości grozi śmiercią, a mimo wszystko uprawiać >wspinaczkę górską.> Można też posiadać wiedzę o tym, że leki w zbyt dużych ilościach szkodzą, ale zażyć >30 tabletek żeby głowa nie bolała... A tuś mię pacnęła prosto w mój durny czerep z przytupu i w dodatku z półobrotu  Ale moja wina i biję się w pierś, miałem na myśli raczej kogoś, kto tylko twierdzi, że jest wierzący, natomiast te sprawy go nie interesują. Natomiast mój brak precyzji zemścił się na mnie okrutnie  > Poza tym taki złodziej miałby wymówkę: kradł, no ale co z tego, że wierzył w boga i >on go "zbawi"?Jak kradł i zrozumiał, to i ja, mały człowiek bym mu "odpuścił". Ale gdyby się nad kimś znęcał, zabijał, to raczej wymówki by mu nie pomogły. > ...czy wybaczy mu wycieranie sobie gęby Boskim imieniem oraz tłumaczenie swoich >wyłudzeń "wolą Bożą".> O, to by podpadało pod pewnego proboszcza w pewnej miejscowości Akurat siostra >ma komunię no i oczywiście "zgodnie z wolą bożą" wymyśla te swoje składki i >wymagania... Może na paliwo do helikoptera go nie stać? Ajj, za to Was cenię, trza się nagimnastykować, bo każdy brak precyzji oznacza samodzielne skopanie sobie części niesfornych  Chodziło mi o to: "Mi 3:5-7 5. Tak mówi Pan przeciw prorokom, którzy zwodzą mój lud, którzy, gdy mają usta pełne, głoszą pokój, a jeśli kto nic nie włoży w ich usta ogłoszą wojnę przeciw niemu. 6. Przeto noc będzie dla was bez widzenia i ciemność dla was bez wieszczby; zajdzie słońce nad prorokami i zaćmi się dzień nad nimi. 7. Zawstydzą się wtedy widzący, wieszczkowie się zarumienią, i zasłonią wszyscy swe brody, bo nie będzie Bożej odpowiedzi. (BT)" Czy ksiądz ów składki przeznacza na paliwo? Nie wiem, nie osądzam  Są tacy, którzy przeznaczają, np. do Maybacha. > A dlaczego zakładasz, że taki teoretyczny bóg nie jest takim "byle czym"?> > Cały 6 rozdział księgi Barucha jest swoistym "wytłumaczeniem" dlaczego nie >należy wierzyć w bóstwa.> Jakby to jeszcze do Jahwe ludzie stosowali to byśmy mieli niebo na ziemi  Jeśli już przyjąć w celach dyskusji jego istnienie, to założenie opiera się na tym, że Izraelici Boga widzieli. Nie raz ani dwa, tylko non stop, przez kilkadziesiąt lat, a to w krzakach płonących, a to na górach, a to na pustyni. Dał im przykazania o czym piszę powyżej a oni się z nim umówili, że będą je wypełniać. Mało tego, to Bóg dawał im złoto, żeby im pomóc a nie oni jemu... "Ez 16:17-19 17. Wziąwszy ozdobne przedmioty z mojego złota i z mojego srebra, które ci dałem, uczyniłaś sobie z nich podobizny ludzkie i przed nimi grzeszyłaś nierządem. 18. Wzięłaś swe szaty wyszywane i okryłaś je nimi, a także moją oliwę i moje kadzidło składałaś w ofierze przed nimi. 19. Nawet mój pokarm, który ci dałem: najczystszą mąkę, oliwę i miód, którymi cię żywiłem, ofiarowałaś przed nimi jako miłą woń. Tak było - wyrocznia Pana Boga. (BT)" Hmm jestem spokojnym człowiekiem ale sam bym się wkurzył... : "Jr 8:21-23 21. Jestem złamany załamaniem się Córy mojego ludu, jestem okryty żałobą i ogarnęło mnie przerażenie. 22. Czy nie ma już balsamu w Gileadzie, czy nie ma tam lekarza? Dlaczego więc nie zabliźnia się rana Córy mojego ludu? 23. Któż uczyni moją głowę źródłem wody, a oczy moje fontanną łez, bym mógł dniem i nocą opłakiwać zabitych Córy mojego ludu? (BT) Jr 9:6-8 6. Dlatego to mówi Pan Zastępów: Oto ich wypróbuję przetapiając w tyglu. Bo jak [inaczej] mogę postąpić wobec Córy mojego ludu? 7. Ich język jest śmiercionośną strzałą, słowa ich ust są oszustwem. Jeden do drugiego mówi: Pokój, a w sercu swoim przygotowuje mu podstęp. 8. Czy mam ich za to nie karać - wyrocznia Pana - i nad narodem takim jak ten nie dokonać pomsty? (BT)" Oni go widzieli, słyszeli wszyscy jego głos, powiedzieli : "tak tak, jasne, zgadzamy się, my się nie mordujemy i nie okradamy, a Ty Panie nam pomagasz. > Przeto lepszy jest człowiek sprawiedliwy, który nie posiada bożków, będzie bowiem >daleko od hańby.> Ale tutaj chodzi o ludzi nie mających bożków poza "jedynym słusznym bożkiem", czy o >ludzi, którzy takowych nie posiadają w ogóle? Dwojako można ten fragment >zrozumieć... Po przeczytaniu ksiąg o których wspominam powyżej, wnioskuję, że "Bóg" ma do izraelitów uzasadnione zresztą pretensje, nie o to, że "tak sobie" w niego nie wierzą, tylko o to, że tyle razy im udowadniał, przekonywał, pokazywał, że to właśnie on jest "sprawcą całego zamieszania", karmił ich i dał złoto, żeby mogli wreszcie żyć jak ludzie a nie niewolnicy, że ich wiara w drewno czy kamień nie dość, że jest durna, to w dodatku go obraża, bo przecież doskonale słyszeli i widzieli co robił i co im mówił, mało tego, sami się zgodzili na taki układ. My przecież nic takiego nie widzieliśmy, i nikt z nas żadnych "przymierzy" nie zawierał. Jakże więc mielibyśmy być "winni" ?? Potwierdza to i Jezus: "Jn 15:24 24. Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł, których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego. (BT)" Wśród nas Jezus żadnych dzieł nie dokonywał, przeczyłby więc sam sobie gdyby miał nas za to winić. Masz rację, że dla nas Bóg może być traktowany jak kolejny z tysięcy innych. Uważam, że o wiele lepiej jest nie wierzyć w żadnego Boga, niż tak sobie "przyjąć" coś, bo ktoś Ci to wmusza albo mówi że jak nie uwierzysz, to pójdziesz "do piekła". W "tym bożku" są jednak rzeczy, które zastanawiają. Rzeczona księga Barucha i jej dość sążnisty wykład na temat wiary w bóstwa, kamienie i drzewa jest dobrym przykładem. Czy prorok Baruch tłumacząc innym głupotę takich wierzeń nie strzela czasem sobie i swojemu Bogowi w stopę ??? A jednak o tym pisze i nie tylko on. Z tego co mówi jasno wynika, że zarówno on, jak i jego słuchacze nie mają najmniejszych wątpliwości, co do istnienia "Jedynego Boga, który żyje" Pozdrawiam
|
|
| |  | 5 na 5 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > Czy ksiądz ów składki przeznacza na paliwo? Nie wiem, nie osądzam  > Są tacy, którzy przeznaczają, np. do Maybacha.No wiesz, z relacji mojej mamy wynika, że stwierdził, że "rodzice uzgodnili wysokość jakieśtam składki na 150 złotych od dziecka" przy czym żaden rodzic nic z nikim nie uzgadniał, nic nie wiadomo, klas komunijnych jest dużo i wyjdzie mu z tego z 10 tysięcy złotych. Jeszcze parę takich sytuacji było, mówiąc w skrócie złośliwy człowiek. A potem się niektórzy dziwią czemu się księży nie szanuje... > Jeśli już przyjąć w celach dyskusji jego istnienie, to> założenie opiera się na tym, że Izraelici Boga widzieli. Nie raz ani dwa, tylko non stop, przez kilkadziesiąt lat, a to w krzakach płonących, a to na górach, a to na pustyni. Dał im przykazania o czym piszę powyżej a oni się z nim umówili, że będą je wypełniać. Mało tego, to Bóg dawał im złoto, żeby im pomóc a nie oni jemu...Ale wiesz, istnieje duże prawdopodobieństwo, że to jest przekazywana z pokolenia na pokolenia bajka albo historia. W Iliadzie i Odysei też pomagają bogowie, wiec znaczyłoby to, że istnieją? > Po przeczytaniu ksiąg o których wspominam powyżej, wnioskuję, że "Bóg" ma do izraelitów uzasadnione zresztą pretensje, nie o to, że "tak sobie" w niego nie wierzą, tylko o to, że tyle razy im udowadniał, przekonywał, pokazywał, że to właśnie on jest "sprawcą całego zamieszania", karmił ich i dał złoto, żeby mogli wreszcie żyć jak ludzie a nie niewolnicy, że ich wiara w drewno czy kamień nie dość, że jest durna, to w dodatku go obraża, bo przecież doskonale słyszeli i widzieli co robił i co im mówił, mało tego, sami się zgodzili na taki układ.W drewno czy kamień nie, zresztą kto w średniowieczy miał bzika na punkcie relikwii?  A wg obecnej wiedzy naukowej Ziemię "stworzyło" Słońce, więc kulty solarne wypadają przy tym całkiem dobrze... > Masz rację, że dla nas Bóg może być traktowany jak kolejny z tysięcy innych.Wiesz, takie same są dowody na istnienie Jahwe jak na istnienie Ateny, Hadesa, Horusa, Izydy i wielu innych. Dlaczego mamy niby czcić Jahwe (czy jak mu tam) zamiast bogini mądrości Ateny? > Uważam, że o wiele lepiej jest nie wierzyć w żadnego Boga, niż tak sobie "przyjąć" coś, bo ktoś Ci to wmusza albo mówi że jak nie uwierzysz, to pójdziesz "do piekła". W "tym bożku" są jednak rzeczy, które zastanawiają.W każdym bożku są rzeczy, które zastanawiają. Na przykład zastanawiające jest to w jaki sposób Atena wyszła z bolącej głowy Zeusa. Czyż to nie jest wielka tajemnica wiary?  > A jednak o tym pisze i nie tylko on. Z tego co mówi jasno wynika, że zarówno on, jak i jego słuchacze nie mają najmniejszych wątpliwości, co do istnienia "Jedynego Boga, który żyje"W Afryce także wielu ludzi wierzy. W czarownice, które sprowadzają nieszczęście na całą wioskę. Żeby nie było chorób i bydło nie zdychało zabija się starsze wdowy, by nie czyniły łych rzeczy, uroków itp. Jednak to, że dużo ludzi w coś wierzy nie znaczy to, że coś istnieje...
|
|
| | |  | 2 na 2 | Vancalar (1804 punktów) | > Ale wiesz, istnieje duże prawdopodobieństwo, że to jest przekazywana z pokolenia na >pokolenia bajka albo historia. W Iliadzie i Odysei też pomagają bogowie, wiec >znaczyłoby to, że istnieją? Oczywiście, że wiem i zdaję sobie sprawę. Przyznaję Ci rację > A wg obecnej wiedzy naukowej Ziemię "stworzyło" Słońce, więc kulty solarne wypadają >przy tym całkiem dobrze...Słońce jest raczej "narzędziem", w "rekach" grawitacji, oddziaływania elektro-słabego, elektro-silnego oraz elektromagnetycznego, które to są "narzędziami" w "rekach"... na razie nie wiadomo czego. Przypisywanie mu "woli stworzenia" w tych okolicznościach już nie wygląda tak dobrze  > > Masz rację, że dla nas Bóg może być traktowany jak kolejny z tysięcy innych.> Wiesz, takie same są dowody na istnienie Jahwe jak na istnienie Ateny, Hadesa, >Horusa, Izydy i wielu innych. Dlaczego mamy niby czcić Jahwe (czy jak mu tam) >zamiast bogini mądrości Ateny?Z tymi "dowodami" albo lepiej przesłankami jest różnie ale nie chcąc wchodzić w demagogię, przyznaję, że nie mamy i nie musimy. Jeśli ktoś nas zmusza, to to jest zwykły totalitaryzm  > W każdym bożku są rzeczy, które zastanawiają. Na przykład zastanawiające jest to w >jaki sposób Atena wyszła z bolącej głowy Zeusa.Mnie to nie zastanawia, gdyż uznaję to za mocno niewiarygodne ale i tu przyznaję Ci rację  > W Afryce także wielu ludzi wierzy. W czarownice, które sprowadzają nieszczęście na >całą wioskę. Żeby nie było chorób i bydło nie zdychało zabija się starsze wdowy, by >nie czyniły łych rzeczy, uroków itp. Jednak to, że dużo ludzi w coś wierzy nie >znaczy to, że coś istnieje...Zgadzam się z każdym słowem. Chciałbym tylko zauważyć, że moja wiara nie wynika z tego, że "wielu" innych wierzy. Wierzenia innych są ich prywatną sprawą  W niemowlęctwie zostałem ochrzczony więc "zostałem" katolikiem. Kiedy nabrałem odrobinę zdrowego rozsądku, katolikiem być przestałem. Przez wiele lat uważałem siebie za ateistę a właściwie agnostyka. Kiedy moja wiedza o fizyce, chemii, elektronice i matematyce wzrosła, zacząłem się zastanawiać. Zacząłem nieśmiało myśleć, że "coś w tej Biblii może być" Parę rzeczy zastanowiło mnie Na przykład co chwila w Biblii pojawia się "słowo Boże" . Zacząłem zastanawiać się, co by to mogło być. No a czym jest słowo ? Informacją, którą można przekazać, skomunikować się z kimś. Wtedy rzucił mi się w oczy początek ew. Jana i popełniłem sobie coś takiego: " Jn 1:1-5,10,14 1. Na początku była Informacja, a Informacja była u Boga, i Bogiem była Informacja. 2. Informacja była na początku u Boga. 3. Wszystko przez Nią się stało, a bez Niej nic się nie stało, co się stało. 4. W niej było życie, a życie było światłością ludzi, 5. a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. ... 10. Na świecie była Informacja, a świat stał się przez Nią, lecz świat jej nie poznał. ... 14. A Informacja stała się ciałem i zamieszkała wśród nas. I oglądaliśmy Jej chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. (BT) " Nie jest to żaden "dowód" na cokolwiek, ale rzecz warta rozpatrzenia. Zapewne rzeki atramentu wylano, żeby to wytłumaczyć, odniesienia do logosu itd. Gdyby wyciąć tu "boga" zapewne i Tobie wydałoby się to dosyć sensownym wytłumaczeniem "początku", jak i dobrym opisem otaczającego nas świata. "14. A Informacja stała się ciałem i zamieszkała wśród nas." Chyba dla każdego, kto ma choć minimalne pojęcie o genach i genetyce, to zdanie jest całkiem sensowne prawda? Przeczytałem więc sobie tego "Jana" dokładniej i moje zdumienie zaczęło tłuc mnie coraz bardziej po moim durnym łbie. Zgadzam się, że Dla Ciebie to może być żaden argument i nie Twierdzę, że "mam rację" ani nie nakłaniam Cię do przejmowania moich poglądów. Piszę tylko, co spowodowało, że w końcu uwierzyłem a właściwie przyjąłem robocze założenie, że Jezus mówi prawdę. Uznałem, że idąc z własnej woli na krzyż albo był wariatem albo... mówił prawdę. To wszystko o czym mówi i co zgadza się z moim światopoglądem, z moim pojmowaniem dobra, zła, sprawiedliwości, czy to słowa szaleńca ? Być może. Niech każdy wyciągnie własne wnioski  "Kto ma oczy niechaj patrzy, kto ma uszy, niechaj słucha" Pozdrawiam  P.S. Nie chcę Cię na siłę "zarzucać" moimi przemyśleniami, więc w razie czego wystarczy mniej lub bardziej dosadna sugestia, żebym się zaczął "znęcać" nad kimś innym
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Słońce jest raczej "narzędziem", w "rekach" grawitacji, oddziaływania elektro-słabego, elektro-silnego oraz elektromagnetycznego,Jak każdy inny obiekt fizyczny ... > które to są "narzędziami" w "rekach"... na razie nie wiadomo czego.I tu uwidacznia się różnica zasadnicza między umysłem teisty, a ateisty. Teista widzi "głębszą przyczynę wszystkiego", a ateista analizuje jedynie to co da się zbadać. Dla mnie oddziaływania elementarne są raczej mechanizmami działającymi bez czyichkolwiek "rąk"  A nawet zakładając istnienie hipotetycznego mistycznego świata istniejącego poza zasięgiem nauki i zdrowych zmysłów to szczerzę wątpię, że człowiek potrafiłby w jakiś przecudowny sposób poprawnie postrzegać takowy świat. > Z tymi "dowodami" albo lepiej przesłankami jest różnie ale nie chcąc wchodzić w demagogię, przyznaję, że nie mamy i nie musimy.A my taką postawę odrzucamy jako nieracjonalną. > >W każdym bożku są rzeczy, które zastanawiają. Na przykład zastanawiające jest to w >jaki sposób Atena wyszła z bolącej głowy Zeusa.> Mnie to nie zastanawia, gdyż uznaję to za mocno niewiarygodne ale i tu przyznaję Ci rację  Dla formalności jedynie dodam, że my podobnie postrzegamy Jezusa - jego zmartwychwstanie jest dla nas mocno nieprawdopodobne. > Chciałbym tylko zauważyć, że moja wiara nie wynika z tego, że "wielu" innych wierzy. Wierzenia innych są ich prywatną sprawą W niemowlęctwie zostałem ochrzczony więc "zostałem" katolikiem. Kiedy nabrałem odrobinę zdrowego rozsądku, katolikiem być przestałem.Mamy podobne "początki"  > Parę rzeczy zastanowiło mnie Na przykład co chwila w Biblii pojawia się "słowo Boże". Zacząłem zastanawiać się, co by to mogło być. No a czym jest słowo? Informacją, którą można przekazać, skomunikować się z kimś. Wtedy rzucił mi się w oczy początek ew. Jana i popełniłem sobie coś takiego:> "> Jn 1:1-5,10,14> 1. Na początku była Informacja, a Informacja była u Boga, i Bogiem była Informacja.> 2. Informacja była na początku u Boga.> 3. Wszystko przez Nią się stało, a bez Niej nic się nie stało, co się stało.> 4. W niej było życie, a życie było światłością ludzi,> 5. a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.> ...> 10. Na świecie była Informacja, a świat stał się przez Nią, lecz świat jej nie poznał.> ...> 14. A Informacja stała się ciałem i zamieszkała wśród nas. I oglądaliśmy Jej chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.> (BT)> "> Nie jest to żaden "dowód" na cokolwiek, ale rzecz warta rozpatrzenia. Zapewne rzeki atramentu wylano, żeby to wytłumaczyć, odniesienia do logosu itd. Gdyby wyciąć tu "boga" zapewne i Tobie wydałoby się to dosyć sensownym wytłumaczeniem "początku", jak i dobrym opisem otaczającego nas świata.Problem w tym, że nie wiemy i zapewne nie dowiemy się czy w ogóle był jakikolwiek początek. A może czas zatacza pętlę jak w rozwiązaniach OTW Gödla? Ale muszę przyznać, ze eksperyment słowny jest ciekawy i stymulujący. > "14. A Informacja stała się ciałem i zamieszkała wśród nas."> Chyba dla każdego, kto ma choć minimalne pojęcie o genach i genetyce, to zdanie> jest całkiem sensowne prawda?Ok, zgoda. Jakbyś chciał tłumaczyć ludom prymitywnym genetykę, pewnie takie obrazowe przedstawienie sprawy pasowałoby jak ulał na początek. Ale to także argument za tym, żeby biblię traktować tylko jako ciekawe dzieło literackie, a nie esencję wszechwiedzy, bo z powyższego zdania nic naukowego nie wynika. Biblia nie zapoczątkowała badań nad genetyką. Mi to bardziej przypomina horoskop - napisany tak, że opis każdego znaku pasuje w zasadzie do każdego czytającego. Myślę, że np. Koran mógłby Cię równe mocno zachwycić. > Uznałem, że idąc z własnej woli na krzyż albo był wariatem albo... mówił prawdę.A czemu ten akurat fragment biblii uważasz za dosłownie prawdziwy? Może z tym krzyżem to tylko przypowieść, a nie fakt historyczny. Mechanizm powstawania wiary, jej gwałtownego rozprzestrzeniania się i rychłego zapominania o prawdziwych początkach jest dobrze znany - zobacz hasło John Frum
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | > >Słońce jest raczej "narzędziem", w "rekach" grawitacji, oddziaływania elektro-słabego, elektro-silnego oraz elektromagnetycznego,> Jak każdy inny obiekt fizyczny ...> >które to są "narzędziami" w "rekach"... na razie nie wiadomo czego.> I tu uwidacznia się różnica zasadnicza między umysłem teisty, a ateisty. Teista widzi >"głębszą przyczynę wszystkiego", a ateista analizuje jedynie to co da się zbadać. Dla >mnie oddziaływania elementarne są raczej mechanizmami działającymi bez czyichkolwiek >"rąk"  Zdaje się, że taka teza wykazuje, że większość dzisiejszego świata nauki, to teiści. Jak np. potraktujesz teorię wielkiego wybuchu albo wyjaśnienie kosmologicznej zasady antropicznej opierające się na wielu wszechświatach, czarne dziury i ciemną materię i energię ? Które z tych obiektów da się badać ? W jaki sposób możemy sfalsyfikować istnienie innych wszechświatów niż nasz? > A nawet zakładając istnienie hipotetycznego mistycznego świata istniejącego poza >zasięgiem nauki i zdrowych zmysłów to szczerzę wątpię, że człowiek potrafiłby w jakiś >przecudowny sposób poprawnie postrzegać takowy świat.Skąd założenia o mistycyzmie, i o świecie poza zasięgiem nauki i "zdrowych zmysłów" ?  . A także o "cudownych" sposobach postrzegania takiego świata  Stwórzmy szybko teorię naukową: Stawiam tezę, że przyczyną sprawczą która spowodowała powstanie stałych fizycznych, czterech podstawowych oddziaływań oraz rozkład tych oddziaływań i stałych w obserwowalnym przez nas wszechświecie jest inteligentny projektant. a) Właśnie ogłaszam tę teorię publicznie b) Przewidywania teorii: Ponieważ przyczyną sprawczą jest inteligentny byt, obserwowalny wszechświat nie jest systemem fizycznym, tylko logicznym. Konieczność tworzenia jakichkolwiek obiektów fizycznych tam, gdzie wystarczą obiekty matematyczne jest zbędna, łamie także zasadę brzytwy Ockhama. c) zastosowanie: W prosty sposób można wyjaśnić zagadki mechaniki kwantowej, np.: efekt fotoelektryczny: pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_fotoelektrycznyFoton jest niematerialnym nośnikiem informacji jak np. ciąg zer i jedynek). Po wymianie informacji z innym obiektem logicznym, np. atomem następuje jej przetworzenie w nowy niematerialny obiekt logiczny, zwany elektronem, którego matematyczne parametry (masa, pęd itd) można zmierzyć używając innego obiektu logicznego, zwanego licznikiem geigera, mechanizm przepływu informacji (dźwięku) pomiędzy licznikiem a naszym mózgiem jest znany. ,dualizm korpuskularno-falowy i doświadczenie z podwójną szczeliną: pl.wikipedia.org/wiki/Dualizm_korpuskularno-falowywww.wiw.pl(*)tka/Esej.asp?base=r&cp=1&ce=77 Ponieważ elektron lub foton jest obiektem przenoszącym informację za pomocą fali elektromagnetycznej, Wynik doświadczenia z podwójną szczeliną wskazuje na falowy charakter elektronu do momentu, kiedy nie nastąpi wymiana informacji z innym obiektem, w tym wypadku z licznikiem Geigera umieszczonym przed jedną ze szczelin. W wyniku korelacji tych dwóch obiektów następuje przetworzenie informacji i załamanie funkcji falowej. Staje się bowiem wiadomym, przez którą szczelinę elektron przeszedł. d) Pełna zgodność z obecnymi teoriami i stanem nauki e) Dalsze przewidywania: Jezus, Biblia i cała reszta (zgodność z pierwszymi wersetami ew. Jana)  f) metoda falsyfikacji :-wykazać mechanizm powstania elementarnych oddziaływań, nie wymagający istnienia kreatora. -wykazać zdarzenie którego prawdopodobieństwo zajścia jest większe niż 1/10 120 tj. liczby wszystkich obiektów w obserwowalnym wszechświecie wynikiem którego jest zestawienie stałych fizycznych jakie widzimy. (prawdopodobieństwo przypadkowego ułożenia się stałych fizycznych w sposób jaki możemy obserwować to ok 1/10 230 czyli o wieeele wiele mniejsze pl.wikiped(*)tropiczna_Zasada_Kosmologiczna) Zastrzeżenia ?  Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Zdaje się, że taka teza wykazuje, że większość dzisiejszego świata nauki, to teiści.Nie wykazuje. Wystarczy odróżniać hipotezy od teorii. W hipotezy można "wierzyć", ale teorie (przynajmniej fizyczne) wymagają zgodności z danymi empirycznymi i "matematycznego piękna" (parafraza Einsteina) > Jak np. potraktujesz teorię wielkiego wybuchu albo wyjaśnienie kosmologicznej zasady antropicznej opierające się na wielu wszechświatach, czarne dziury i ciemną materię i energię ? Które z tych obiektów da się badać ? W jaki sposób możemy sfalsyfikować istnienie innych wszechświatów niż nasz?Teoria wielu wszechświatów powstała na bazie równań M-teorii. Jako, że nikt nie wymyślił i nie przeprowadził wiarygodnych badań empirycznych na istnienie wszechświatów równoległych - pozostają one jedynie hipotezą - choć bardzo ciekawą i stymulującą intelektualnie. > Skąd założenia o mistycyzmie, i o świecie poza zasięgiem nauki> i "zdrowych zmysłów" ? . A także o "cudownych" sposobach postrzegania takiego świata  Może się mylę, ale podobno Bóg jest niematerialną przyczyną Wszechrzeczy. A w nauce hipoteza boga jest zbędna, stąd umieściłem ją w sferze mistyki. > Stwórzmy szybko teorię naukową:> Stawiam tezę, że przyczyną sprawczą która spowodowała powstanie stałych fizycznych, czterech podstawowych oddziaływań oraz rozkład tych oddziaływań i stałych w obserwowalnym przez nas wszechświecie jest inteligentny projektant.... > Ponieważ przyczyną sprawczą jest inteligentny byt, obserwowalny wszechświat nie jest systemem fizycznym, tylko logicznym.Nie rozumiem dlaczego wrzucasz tu inteligentnego projektanta. W istocie na poziomie cząstek elementarnych granica między materią, a energią (informacją falową) zaciera się, a punktowe wyjaśnienie cząstek elementarnych przez Model Standardowy wydaje się być zbytnim uproszczeniem. Wrzucenie tu obiektu super-złożonego jaki jest inteligentny projektant więcej zaciemnia niż wyjaśnia (choć - moim zdaniem - jest to atrakcyjna droga na manowce) > Foton jest niematerialnym nośnikiem informacji jak np. ciąg zer i jedynekCiekawe podejście, można nawet spróbować je połączyć z teorią strun. Ale nie bardzo widzę tu absolutną konieczność istnienia inteligentnego projektanta. Może nasza rzeczywistość jest czymś na kształt VMware ESX Server wersja 10^18.x przeznaczona do instalacji na wszechświatach naszego typu. Ale proste przenoszenie analogii komputerowych na Wszechświat może być co najwyżej czysta spekulacją. I podobnie traktuję boga - czy jest to Twoim zdaniem racjonalne? > e) Dalsze przewidywania: Jezus, Biblia i cała reszta (zgodność z pierwszymi wersetami ew. Jana)  Normalnie będę musiał w końcu to przeczytać, żeby podyskutować  Co do zasady antropicznej - odnosi się ona do inteligentnego obserwatora, a nie inteligentnego projektanta. Co sprawiło, że Wszechświat jest jaki jest? Możemy spekulować czy jest wynikiem działania stwórcy (tylko jak powstał super-złożony stwórca? I kim on naprawdę jest?) czy może zadziałał kosmologiczny dobór naturalny spośród hipotetycznych wszechświatów w liczbie o rzędy wielkości przekraczającej 10^120. Również pozdrawiam
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | > >Zdaje się, że taka teza wykazuje, że większość dzisiejszego świata nauki, to >teiści.> Nie wykazuje. Wystarczy odróżniać hipotezy od teorii. W hipotezy można "wierzyć", >ale teorie (przynajmniej fizyczne) wymagają zgodności z danymi empirycznymi i >"matematycznego piękna" (parafraza Einsteina)Myślę, że dokładnie wiesz, co chciałem powiedzieć, ale OK  > Jako, że nikt nie wymyślił i nie przeprowadził wiarygodnych badań empirycznych na >istnienie wszechświatów równoległych - pozostają one jedynie hipotezą - choć bardzo >ciekawą i stymulującą intelektualnie. Dokładnie to samo mogę powiedzieć o Bogu  przyznasz, że określenia "ciekawa" oraz "stymulująca intelektualnie", są pojęciami subiektywnymi i nie powinny wpływać na ocenę jakości hipotez. Tylko gdzie brzytwa Ockhama ?? Jeden dodatkowy wszechświat to powołanie do istnienia 10 120 nowych obiektów... a 10? miliard? > ale podobno Bóg jest niematerialną przyczyną Wszechrzeczy. A w nauce hipoteza boga >jest zbędna, stąd umieściłem ją w sferze mistyki.Czy nie to samo można powiedzieć o wielkim wybuchu ? > Nie rozumiem dlaczego wrzucasz tu inteligentnego projektanta. W istocie na poziomie >cząstek elementarnych granica między materią, a energią (informacją falową) zaciera >się, a punktowe wyjaśnienie cząstek elementarnych przez Model Standardowy wydaje >się być zbytnim uproszczeniem. Wrzucenie tu obiektu super-złożonego jaki jest >inteligentny projektant więcej zaciemnia niż wyjaśnia (choć - moim zdaniem - jest >to atrakcyjna droga na manowce) A co powiesz o super (nieskończenie) złożonym obiekcie, jakim jest rozwinięcie dziesiętne liczby PI? Kiedy powstał ?? Czy miał początek?? Czy potrzebuje czegokolwiek do zaistnienia? Zdajesz sobie sprawę, że mogę takich obiektów wymienić nieskończoną ilość, skąd się one "wzięły" ? > >Foton jest niematerialnym nośnikiem informacji jak np. ciąg zer i jedynek> Ciekawe podejście, można nawet spróbować je połączyć z teorią strun. Ale nie bardzo >widzę tu absolutną konieczność istnienia inteligentnego projektanta.Wydaje mi się, że po ustaleniu, że żyjemy w symulacji twierdzenie, że powstała ona przypadkiem osiąga "prędkość absurdalną" z filmu "Space Balls"  > Ale proste przenoszenie analogii komputerowych na Wszechświat może być co najwyżej >czysta spekulacją. I podobnie traktuję boga - czy jest to Twoim zdaniem racjonalne? Dokładnie tak samo, jak proste "dołożenie" ciemnej energii w celu uprawdopodobnienia modelu standardowego który i tak sypie się powoli jak domek z kart. Wydaje mi się że uczciwie jest powiedzieć, że zarówno wstawianie "tam" wielkiego wybuchu, ciemnej energii jak i Boga jest jednakowym przekroczeniem racjonalności. (Oczywiście zakładam, że rozumiesz, że pojmowany przez mnie "Bóg" różni się znacznie od definicji propagowanej przez koła różańcowe  ). Moglibyśmy więc dywagować miesiącami, co jest dla kogo stymulującą albo "ciekawą" pod jakimkolwiek względem teorią. Wydaje mi się jednak, że właśnie ta odrobina braku racjonalności przy kreowaniu nowych teorii, burzeniu dotychczasowego "porządku rzeczy" jest głównym motorem postępu ludzkości. Skłaniając się ku hipotezie "Boga", dobrowolnie biorę na siebie ciężar tysięcy lat kłamstw, tortur, kradzieży i morderstw, ciągłej indoktrynacji i "panoszenia" się bonzów w czarnych i fioletowych mundurach. Łatwo jest atakować samą hipotezę atakując maybacha znanego nam wszystkim ojca R. Zdajesz sobie też zapewne sprawę, że rozpaczliwe próby znalezienia Bozonu Higgsa, ostatniej szansy, że materia rzeczywiście istnieje zdają się coraz bardziej skazane na niepowodzenie. Sam wiesz, że foton masy nie posiada ale elektron wyemitowany w wyniku zjawiska fotoelektrycznego już tak. Zdaje się, że wszystko jest energią a masa jest niczym innym jak wartością liczbową. Wodór ma sześć serii widmowych, czyli ściśle określonych częstotliwości na których może "rozmawiać" z innymi pierwiastkami i łączy się tylko z tymi, które "nadają" na takich samych częstotliwościach. Dla mnie twierdzenie, że tak skomplikowane zależności powstały "przypadkiem" mocno trąci nieracjonalnością. Oczywiście zawsze możesz powiedzieć, że dla Ciebie "nie trąci" i jest racjonalne. Ale czy naprawdę chodzi nam o to, żeby "nasze racje" były też racjami innych ? Zdaje się że nie  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Dokładnie to samo mogę powiedzieć o Bogu przyznasz, że określenia "ciekawa" oraz "stymulująca intelektualnie", są pojęciami subiektywnymi i nie powinny wpływać na ocenę jakości hipotez.OK, odpuszczam więc ten protekcjonalny ton. > Tylko gdzie brzytwa Ockhama ?? Jeden dodatkowy wszechświat to powołanie do istnienia 10120 nowych obiektów... a 10? miliard?Brzytwa Ockhama wymaga dobrego uzasadnienia od "nowych obiektów", a nie kategorycznie ich zabrania. > >ale podobno Bóg jest niematerialną przyczyną Wszechrzeczy. A w nauce hipoteza boga >jest zbędna, stąd umieściłem ją w sferze mistyki.> Czy nie to samo można powiedzieć o wielkim wybuchu ?Nie, różnica jest zasadnicza. Prędkość światła zmierzono, OTW potwierdzono doświadczalnie - stąd wiadomo, że obraz nieba jest obrazem przeszłości Wszechświata, oddalanie się galaktyk od siebie - zaobserwowano. Jest przepaść między teoriami Wielkiego Wybuchu, a racjonalnymi dowodami na istnienie boga/ów. > A co powiesz o super (nieskończenie) złożonym obiekcie, jakim jest rozwinięcie dziesiętne liczby PI?Obiekt ten nie potrafi stwarzać wszechświatów. > Kiedy powstał ?? Czy miał początek?? Czy potrzebuje czegokolwiek do zaistnienia? Zdajesz sobie sprawę, że mogę takich obiektów wymienić nieskończoną ilość, skąd się one "wzięły" ?Uczciwą odpowiedzią na to pytanie jest proste "nie wiem". Odpowiedź - "bo bóg istnieje" jest zbyt daleko posuniętą spekulacją - moim zdaniem. > Wydaje mi się, że po ustaleniu, że żyjemy w symulacji twierdzenie, że powstała ona przypadkiem osiąga "prędkość absurdalną" z filmu "Space Balls"  Z ludzkiego punktu widzenia masz rację, ale zważ, że "Wszechświat jest dziwniejszy niż kiedykolwiek będziemy sobie w stanie wyobrazić" (nie pamiętam kto to powiedział) > >Ale proste przenoszenie analogii komputerowych na Wszechświat może być co najwyżej >czysta spekulacją. I podobnie traktuję boga - czy jest to Twoim zdaniem racjonalne?> Dokładnie tak samo, jak proste "dołożenie" ciemnej energii w celu uprawdopodobnienia modelu standardowego który i tak sypie się powoli jak domek z kart.W Świecie Nauki z maja jest hipoteza wyjaśniająca tempo ekspansji Wszechświata bez istnienia ciemnej energii. Naukowcy potrafią zrezygnować ze złych hipotez, teiści z hipotezy boga - po ich trupie (taka różnica w otwartości umysłów). Model standardowy zawiera aż 19 swobodnych parametrów - dobitny dowód na jego niedoskonałość, z tym, że nikt nie zaproponował nic lepszego do tej pory. > Wydaje mi się że uczciwie jest powiedzieć, że zarówno wstawianie "tam" wielkiego wybuchu, ciemnej energii jak i Boga jest jednakowym przekroczeniem racjonalności.> (Oczywiście zakładam, że rozumiesz, że pojmowany przez mnie "Bóg" różni się znacznie od definicji propagowanej przez koła różańcowe ).Wiem, że wierzysz inaczej niż pasterze nakazują. Ale wciąż jest przepaść między dowodami empirycznymi na poprawność teorii fizycznych i kosmologicznych, a dowodami na istnienie boga. > Moglibyśmy więc dywagować miesiącami, co jest dla kogo stymulującą albo "ciekawą" pod jakimkolwiek względem teorią. Wydaje mi się jednak, że właśnie ta odrobina braku racjonalności przy kreowaniu nowych teorii, burzeniu dotychczasowego "porządku rzeczy" jest głównym motorem postępu ludzkości.100% racji. > Skłaniając się ku hipotezie "Boga", dobrowolnie biorę na siebie ciężar tysięcy lat kłamstw, tortur, kradzieży i morderstw, ciągłej indoktrynacji i "panoszenia" się bonzów w czarnych i fioletowych mundurach.Wniosek jest prosty: pozostawić otwarty umysł, uczciwie powiedzieć - nie wiem jak powstał Wszechświat i odciąć się od "bonzów w czarnych i fioletowych mundurach". Ma to Twoim zdaniem sens? > Łatwo jest atakować samą hipotezę atakując maybacha znanego nam wszystkim ojca R.Ale nie warto, dla R. najgorsze byłoby zapomnienie, ataki to woda na jego młyn. > Zdajesz sobie też zapewne sprawę, że rozpaczliwe próby znalezienia Bozonu Higgsa, ostatniej szansy,> że materia rzeczywiście istnieje zdają się coraz bardziej skazane na niepowodzenie.Ale weź poprawkę na ułomność ludzkiego umysłu niezdolnego zrozumieć intuicyjnie materii w najmniejszych skalach. Sugerujesz, że Wszechświat jest jedynie informacją, ciągiem zer i jedynek? > Sam wiesz, że foton masy nie posiada ale elektron wyemitowany w wyniku zjawiska fotoelektrycznego już tak. Zdaje się, że wszystko jest energią a masa jest niczym innym jak wartością liczbową.Można to tak ująć. > Wodór ma sześć serii widmowych, czyli ściśle określonych częstotliwości na których może "rozmawiać" z innymi pierwiastkami i łączy się tylko z tymi, które "nadają" na takich samych częstotliwościach. Dla mnie twierdzenie, że tak skomplikowane zależności powstały "przypadkiem" mocno trąci nieracjonalnością.Intuicyjnie mi też się to wydaje niemożliwe, ale właśnie w tym problem. Bo intuicyjnie to słońce jest mniejsze od Ziemi i kręci się wokół niej. Zastępy filozofów wymyślały wiele teorii wszechrzeczy, ale żaden nie wydumał istnienia np. promieniowania mikrofalowego tła. Za przypadkiem przemawia jednak następujący fakt: po wykluciu larwa osy żeruje na żywym pędraku chrząszczy do czasu przepoczwarzenia, organizm ten - posiadający układ nerwowy - stanowi żywą spiżarnię. Czy miłosierny stwórca mógłby być aż tak okrutny? Intuicyjna odpowiedź brzmi nie. > Oczywiście zawsze możesz powiedzieć, że dla Ciebie "nie trąci" i jest racjonalne.Mogę też powiedzieć, że "i tak nic nie ma znaczenia, bo wszystko jest na niby", ale wolę założyć, że umysł ludzki - jakkolwiek niedoskonały - jest najlepszym narzędziem do postrzegania świata jakie mam i będę się trzymał racjonalizmu. > Ale czy naprawdę chodzi nam o to, żeby "nasze racje" były też racjami innych ? Zdaje się że nie  Raczej chodzi o to, żeby wspólnie dojść do sensownych wniosków, bo co 2 głowy ...  Pozdrawiam (przepraszam za zastój w dyskusji, ale kiepsko u mnie z czasem ostatnio)
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | > OK, odpuszczam więc ten protekcjonalny ton. > Brzytwa Ockhama wymaga dobrego uzasadnienia od "nowych obiektów", a nie kategorycznie ich >zabrania.Dokładnie tak. > Nie, różnica jest zasadnicza. Prędkość światła zmierzono, OTW potwierdzono doświadczalnie - >stąd wiadomo, że obraz nieba jest obrazem przeszłości Wszechświata, oddalanie się galaktyk >od siebie - zaobserwowano. Jest przepaść między teoriami Wielkiego Wybuchu, a racjonalnymi >dowodami na istnienie boga/ów.Dokładnie tak, można mówić tylko o racjonalnych przesłankach na istnienie Boga. > > A co powiesz o super (nieskończenie) złożonym obiekcie, jakim jest rozwinięcie dziesiętne liczby PI?> Obiekt ten nie potrafi stwarzać wszechświatów.Najprawdopodobniej  Ale czy inny obiekt matematyczny nie potrafi? Spójrzmy tu: pl.wikipedia.org/wiki/Automat_komórkowyCzy prosty automat komórkowy istnieje jako model matematyczny?? Czy powstał, czy tylko został odkryty? Kiedy powstał, kto go "wymyślił", czy potrzebował przyczyny sprawczej ? Zobacz ile to, co istnieje od zawsze potrafi "zrobić"  Jasne, automaty komórkowe wszechświatów nie tworzą... Ale czy na pewno ?  Mogę też przedstawiać nieskończoną ilość modeli matematycznych, które już tak proste nie są. A przecież jako abstrakcyjne pojęcia po prostu istnieją. Od zawsze na zawsze. > Uczciwą odpowiedzią na to pytanie jest proste "nie wiem". Odpowiedź - "bo bóg istnieje" jest >zbyt daleko posuniętą spekulacją - moim zdaniem.Zgadzam się! Nigdzie też nie twierdzę, że mam pewność istnienia Boga  > Wiem, że wierzysz inaczej niż pasterze nakazują. Ale wciąż jest przepaść między dowodami >empirycznymi na poprawność teorii fizycznych i kosmologicznych, a dowodami na istnienie boga.Dokładnie tak! Można mówić tylko o przesłankach i prawdopodobieństwie. I o tym mówię  Mówię też, że wierzę, że mam rację. To robocze założenie. Hipoteza, którą usiłuję sfalsyfikować każdego dnia  > Wniosek jest prosty: pozostawić otwarty umysł, uczciwie powiedzieć - nie wiem jak powstał >Wszechświat i odciąć się od "bonzów w czarnych i fioletowych mundurach". Ma to Twoim zdaniem >sens?Oczywiście, że tak dopóki się nie dowiemy jak jest rzeczywiście, możemy tylko powiedzieć: " nic nie wiem na pewno" Ale co miałoby nas powstrzymać przed ustaleniem prawdopodobieństwa tego czy innego zdarzenia: www.racjonalista.pl/forum.php/s,202709#w206749Jasne, że nie każdy może chcieć takich obliczeń dokonywać  > > że materia rzeczywiście istnieje zdają się coraz bardziej skazane na niepowodzenie.> Ale weź poprawkę na ułomność ludzkiego umysłu niezdolnego zrozumieć intuicyjnie materii w >najmniejszych skalach. Sugerujesz, że Wszechświat jest jedynie informacją, ciągiem zer i >jedynek?Tak Działanie każdego atomu można opisać jako model matematyczny automatu komórkowego... Żadne dodatkowe elementy nie są potrzebne, każdy atom ma swoje serie widmowe, poziomy energetyczne itd. Wszystko to da się opisać w formie abstrakcyjnego modelu matematycznego, który w dodatku "istniał od zawsze" jego ciekawą właściwością jest wyliczanie prawdopodobieństwa zdarzeń. Użyteczność, która wynika z tej właściwości proponuje "komputer kwantowy" ale i nasz mózg, Ruchy galaktyk i szum wiatru, wszystko co się dzieje, opiera się na prawdopodobieństwie. > >Sam wiesz, że foton masy nie posiada ale elektron wyemitowany w wyniku zjawiska fotoelektrycznego już tak. Zdaje się, że wszystko jest energią a masa jest niczym innym jak wartością liczbową.> Można to tak ująć.J.W. > >Oczywiście zawsze możesz powiedzieć, że dla Ciebie "nie trąci" i jest racjonalne.> Mogę też powiedzieć, że "i tak nic nie ma znaczenia, bo wszystko jest na niby", ale wolę >założyć, że umysł ludzki - jakkolwiek niedoskonały - jest najlepszym narzędziem do >postrzegania świata jakie mam i będę się trzymał racjonalizmu.Podpisuję się obiema rękami  I ja racjonalizmu usiłuję się trzymać  Nie zawsze oczywiście wychodzi ale staram się korygować błędy. > Raczej chodzi o to, żeby wspólnie dojść do sensownych wniosków, bo co 2 głowy ...  Dlatego też polubiłem to forum i wielu ludzi, których tu poznałem. Zmuszają mnie do sprawdzania prawdziwości faktów i weryfikacji poglądów. Kiedy się z kimś rozmawia, można poznać jak inni patrzą na rzeczywistość i zapytać ich: "dlaczego tak sądzisz" ? Wielu ludziom nie chce się zadawać tego pytania, bo o wiele prościej powiedzieć: "Sądzisz tak, bo jesteś głupi a ja wiem lepiej". Tylko że to raczej oddala od zrozumienia  Po prostu tak jak i Ty używam tego co mam, w celu ustalenia moich reakcji na bodźce zewnętrzne; pięciu zmysłów, aparatu logicznego i sumienia. > Pozdrawiam (przepraszam za zastój w dyskusji, ale kiepsko u mnie z czasem ostatnio)I ja pozdrawiam, do rozmowy wraca się nieraz i po wielu latach. Uważam, że ważne jest tylko to, czy obaj wyniesiemy z niej coś nowego, ciekawego i stymulującego Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję
|
|
| | | | | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) |
> >> że materia rzeczywiście istnieje zdają się coraz bardziej skazane na niepowodzenie.> >Ale weź poprawkę na ułomność ludzkiego umysłu niezdolnego zrozumieć intuicyjnie materii w >najmniejszych skalach. Sugerujesz, że Wszechświat jest jedynie informacją, ciągiem zer i >jedynek?> Tak> Działanie każdego atomu można opisać jako model matematyczny automatu komórkowego...> Żadne dodatkowe elementy nie są potrzebne, każdy atom ma swoje serie widmowe, poziomy >energetyczne itd. Wszystko to da się opisać w formie abstrakcyjnego modelu matematycznego,> który w dodatku "istniał od zawsze" jego ciekawą właściwością jest wyliczanie >prawdopodobieństwa zdarzeń. Użyteczność, która wynika z tej właściwości proponuje "komputer >kwantowy" ale i nasz mózg, Ruchy galaktyk i szum wiatru, wszystko co się dzieje, opiera się >na prawdopodobieństwie.> >>Sam wiesz, że foton masy nie posiada ale elektron wyemitowany w wyniku zjawiska fotoelektrycznego już tak. Zdaje się, że wszystko jest energią a masa jest niczym innym jak wartością liczbową.> >Można to tak ująć.> J.W.Jakie implikacje płyną z tak postawionej teorii ?: Jeśli atomy są rzeczywiście modelami matematycznymi automatów komórkowych, to Bóg może tylko zmieniać rozkład prawdopodobieństwa, uczynić pewnym, to co tylko możliwe. Jeśli atom może przybrać różne orbitale, to on może dokonać wyboru, ustalić wynik losowania. (W naszym świecie z reguły tego nie robi... Ale czasem mu się zdarza  ) Bóg może wybierać tylko to co możliwe. Nie istnieją żadne "cuda". Tak postawione założenie rozjaśnia wiele z podstawowych kwestii, np. "Dlaczego Bóg przemawiał do Mojżesza z krzaka zamiast ze złotego tronu i dlaczego Jezus musiał przychodzić jako człowiek i dlaczego Bóg "przemawiał" przez proroków a nie osobiście. Jeśli Bóg sam ustanowił takie prawa to obowiązują one i jego. On może tylko dokonać wyboru. Nie może niczego dodać ani odjąć "cudem". Mógłby oczywiście ale musiałby zmienić prawa, rządzące atomami. Jeśli chce więc "porazić kogoś piorunem" , musi dokonać wyboru gdzieś wysoko między chmurami, z wielu prawdopodobnych zachowań niewielkiej chmury wybiera to, które doprowadzi do powstania wyładowania atmosferycznego. Czy zna przyszłość?? Może przewidywać prawdopodobny wynik takiego lub innego zdarzenia. My działamy podobnie, cokolwiek robimy, jest wyborem jednej z wielu możliwości. Możesz jechać na urlop do Grecji albo Włoch. Trzymasz w ręku folder i zastanawiasz się. TY decydujesz, jaki jest wynik losowania w Twojej głowie. Dzięki temu wiele różnych atomów się przemieszcza, odwiedzasz inne lotnisko, lecisz innym samolotem, mieszkasz w innym hotelu itd. Pomyślałeś - a stało się...  Czyż nie jest to prawdą: Kto przestaje szukać wiedzy przestaje znajdować zrozumienie ? Jakie jeszcze inne implikacje tak postawionej teorii? Działanie wszechświata można bez problemu w zrozumiały sposób wytłumaczyć gimnazjaliście. Czy mam rację ?? Po raz kolejny.. Nie wiem  Ktoś mi pomoże znaleźć błąd? Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Jakie implikacje płyną z tak postawionej teorii ?:> Jeśli atomy są rzeczywiście modelami matematycznymi automatów komórkowych, to Bóg może tylko zmieniać rozkład prawdopodobieństwa, uczynić pewnym, to co tylko możliwe. Jeśli atom może przybrać różne orbitale, to on może dokonać wyboru, ustalić wynik losowania. (W naszym świecie z reguły tego nie robi... Ale czasem mu się zdarza )> Bóg może wybierać tylko to co możliwe. Nie istnieją żadne "cuda". Tak postawione założenie rozjaśnia wiele z podstawowych kwestii, np. "Dlaczego Bóg przemawiał do Mojżesza z krzaka zamiast ze złotego tronu i dlaczego Jezus musiał przychodzić jako człowiek i dlaczego Bóg "przemawiał" przez proroków a nie osobiście. Jeśli Bóg sam ustanowił takie prawa to obowiązują one i jego. On może tylko dokonać wyboru. Nie może niczego dodać ani odjąć "cudem". Mógłby oczywiście ale musiałby zmienić prawa, rządzące atomami.> Jeśli chce więc "porazić kogoś piorunem" , musi dokonać wyboru gdzieś wysoko między chmurami, z wielu prawdopodobnych zachowań niewielkiej chmury wybiera to, które doprowadzi do powstania wyładowania atmosferycznego. Czy zna przyszłość?? Może przewidywać prawdopodobny wynik takiego lub innego zdarzenia.Zgodziliśmy się jedynie co do tego, że świat materialny tak naprawdę może być jedynie swoistą "informacją". Są ku temu przesłanki w postaci obserwowalnych zjawisk jak: nielokalny charakter splątanych kwantowo cząstek czy fluktuacje kwantowe. Zjawiska te rzeczywiście sugerują, że tzw "próżnia" jest czymś więcej niż synonimem słowa "nic" i może być czymś na kształt swoistego systemu operacyjnego. Takie rozumowanie może być przesłanką dla deizmu czy panteizmu. Taką ewentualność można brać pod uwagę. Nie zmienia to faktu, że determinowanie całego życia pod kątem jakiejś teoretycznej możliwości istnienia konkretnego, osobowego boga jest bzdurą. Żeby nie być gołosłownym Twojej powyższej wizji przeciwstawię moją: Materia tak naprawdę jest informacją, przejawem drgań n-bran (teoria strun), n-brany te są materialnymi przejawami istnienia Latającego Potwora Spaghetti, który ma swoje macki wszędzie. Opis mogę okrasić apologiczną retoryką: "Jak nie zechcesz szukać Potwora FSM to go nie znajdziesz", "Trzeba naprawdę wiele refleksji i pokory, żeby FSM zesłał Ci swoją łaskę" itp. > Czy mam rację ?? Po raz kolejny.. Nie wiem Ktoś mi pomoże znaleźć błąd?Widzę jeden zasadniczy błąd: traktujesz judeochrześcijańskiego boga bez zdrowego dystansu. Trochę na siłę próbujesz pogodzić fizykę i biblię. Jeśli włożyłbym podobny wysiłek intelektualny w znalezienie abstrakcyjnych podobieństw między koranem a fizyką kwantową też pewnie znalazłoby się parę wersetów. A jakbyś skomentował następującą tezę: "Chrześcijaństwo powstało przez pomyłkę, na podobnej zasadzie jak kult cargo/kult Johna Fruma". Przesłanki za prawdziwością tezy: 1. Na podstawie badań kultu cargo antropologowie odkryli mechanizmy powstawania, rozprzestrzeniania się i zapominania o prawdziwych początkach religii, 2. Pierwsi Chrześcijanie prezentowali zbliżony poziom wiedzy o Świecie jak mieszkańcy Oceanii z połowy XX wieku - jest prawdopodobne, że mogli się podobnie pomylić. I również zaznaczam, że to przedstawia jedynie moją prywatną opinię. Pozdrawiam (wiem, odpisuję znów ze sporym opóźnieniem  )
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | > Taką ewentualność można brać pod uwagę. Nie zmienia to faktu, że determinowanie całego życia >pod kątem jakiejś teoretycznej możliwości istnienia konkretnego, osobowego boga jest bzdurą. >Żeby nie być gołosłownym Twojej powyższej wizji przeciwstawię moją:> Materia tak naprawdę jest informacją, przejawem drgań n-bran (teoria strun), n-brany te są >materialnymi przejawami istnienia Latającego Potwora Spaghetti, który ma swoje macki >wszędzie. Opis mogę okrasić apologiczną retoryką: "Jak nie zechcesz szukać Potwora FSM to go >nie znajdziesz", "Trzeba naprawdę wiele refleksji i pokory, żeby FSM zesłał Ci swoją łaskę" >itp.Gdyby dostępne były manuskrypty pisane na przestrzeni wieków i dotyczące potwora Spaghetti, Gdyby wspominała o nim Biblia, Koran i apokryfy, Gdyby przedstawił w spójny sposób co ma do powiedzenia i jak tłumaczy różne rzeczy, to i jego wziąłbym pod uwagę. > Nie zmienia to faktu, że determinowanie całego życia >pod kątem jakiejś teoretycznej >możliwości istnienia konkretnego, osobowego boga jest bzdurą. Wydaje mi się, że nie masz racji. Jeżeli założysz, że jakiś byt ( na przykład ja) nie istnieje, to dopóki tego nie udowodnisz, Twoje założenie jest błędne. Nie wiesz czy jestem rzeczywistym bytem. Zakładając 100% pewność mojego nieistnienia popełniasz błąd wynikający z przyjęcia "a priori", że moje istnienie jest niemożliwe. Możesz oczywiście mieć rację. W takim przypadku, błąd, jaki popełniłeś nie spowoduje żadnych konsekwencji. W innym wypadku, kiedy np. zacząłbyś przekonywać wszystkich, że ja nie istnieję, a jeśli nawet, to jestem głupi, uwierz mi, że postarałbym się udowodnić Ci w dobitny sposób, że nie masz racji  Być może nie od razu topiąc Cię w smole, myślę że samo poczucie wstydu za popełniony błąd by wystarczyło  Gorzej, jeśli przekonałbyś kogoś jeszcze, że ja nie istnieję. Inni biorąc Twoje założenia za swoje założenia, powielają Twój błąd. Jeśli powiem wszystkim, że zabijanie nie pozostanie bezkarne bo mam władzę tego dopilnować, a Ty przekonasz kogoś, że ja nie istnieję, to on być może zabije. Słusznie założy, że jeśli nie ma nikogo, kto mógłby od niego sprawiedliwość wyegzekwować, to może zabić bo nie wiąże się to z konsekwencjami. Twoje błędne założenie, może spowodować, że zabije ktoś inny. A taki "błahy" błąd... Coraz częściej zauważam związek między biblijnym określeniem "grzech" a całkiem współczesnym: błąd. Stuprocentowe zakładanie istnienia lub nieistnienia czegoś/kogoś czyjego istnienia nie możemy sprawdzić używając dostępnej nam wiedzy jest błędem czyli grzechem. Dyktuje to logika. Wydaje mi się, że naszym głównym zadaniem, jest popełniać jak najmniej błędów. Zabijanie jest błędem, tak samo jak niszczenie pracy innych: "Syr 35:23 23. Jeśli jeden buduje, a drugi rozwala, jakiż pożytek im zostaje, poza trudem? (BT)" itd.. > Widzę jeden zasadniczy błąd: traktujesz judeochrześcijańskiego boga bez zdrowego dystansu. >Trochę na siłę próbujesz pogodzić fizykę i biblię. Jeśli włożyłbym podobny wysiłek >intelektualny w znalezienie abstrakcyjnych podobieństw między koranem a fizyką kwantową też >pewnie znalazłoby się parę wersetów.Oprócz Judeochrześcijańsko-muzułmańskiego Boga, żaden nie oferuje tak spójnego przekazu i nie daje tak szczegółowych opisów np. zjawisk fizycznych. (Polecam apokryficzną księgę Henocha - jest w internecie po polsku - i np. opis działania błyskawicy) Jeżeli "poza nami" istnieją jakieś Byty, to najprawdopodobniej jeden z nich był "pomysłodawcą" naszego projektu. Jego "pretensje" dotyczące przypisywania Jego pracy komuś innemu / przypadkowi są wtedy zdaje się uzasadnione. Jeżeli chodzi o Koran, to opowiada on praktycznie dokładnie to samo co biblia, natomiast "manipulacje wiernych" są trochę innego rodzaju  > A jakbyś skomentował następującą tezę:> "Chrześcijaństwo powstało przez pomyłkę, na podobnej zasadzie jak kult cargo/kult Johna >Fruma". Rozważałem jakiś czas temu idee kultu Cargo i cały "Daenikenizm". W pewnym sensie rozumianego przeze mnie Boga można nazwać "pozaziemską cywilizacją". Problem w tym, że obca cywilizacja podobnie jak my, zetknęłaby się z "zastanym wszechświatem" i dziwnie uporządkowane działanie czterech podstawowych sił oraz własności materii czyli podstawowa przesłanka która skłania ku "projektantowi" stawia tylko dodatkową "pośredniczącą" cywilizację między nami a Bogiem-budowniczym wszechświata. Brzytwa Ockhama każe powątpiewać. Za kultem Cargo przemawia wyraźny brak "Boskiej wszechmocy", przemawianie przez proroków, pokazywanie się w "płonących krzakach", wreszcie niewątpliwy opis skomplikowanych urządzeń technicznych w księdze Ezechiela. To stawia "obecność Boga" za problematyczną, ze względu na brak wszechmocy. Tylko kto powiedział, że On musi być wszechmocny? Teoria o niefizycznym charakterze rzeczywistości przychodzi tu z pomocą i wykazuje ograniczenie Boga własnymi prawami. Dokładniejsza analiza biblii, koranu i pism apokryficznych, zdaje się wykazywać że "Bóg" / autor Biblii rości sobie prawa zarówno do stworzenia wszechświata, jak i pokierowania naszym rozwojem. Jego wytłumaczenie (jeśli oczywiście zechcesz się grzebać w próbie wyeliminowania fałszerstw i przekłamań) jest zadziwiająco spójne i sensowne. Łącznie z przedstawieniem Boga jako "przetwarzającego informację". Sporo tego do przeczytania ale uwierz, że gdyby Latający potwór przedstawił coś podobnego, uznałbym jego istnienie za więcej niż "dość prawdopodobne"  . > Pozdrawiam (wiem, odpisuję znów ze sporym opóźnieniem )> "Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. GödelI ja pozdrawiam, muszę przyznać, że ta rozmowa sprawia mi przyjemność  Dotyczy to zarówno Ciebie, jak i Diogenesa, któremu tym postem również odpowiadam.
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Gdyby dostępne były manuskrypty pisane na przestrzeni wieków i dotyczące potwora Spaghetti, Gdyby wspominała o nim Biblia, Koran i apokryfy, Gdyby przedstawił w spójny sposób co ma do powiedzenia i jak tłumaczy różne rzeczy, to i jego wziąłbym pod uwagę.A może wziąłbyś pod uwagę, bo patrzysz za mocno z perspektywy obecnych czasów? Ludzie praktycznie od zawsze mieli potrzebę w coś wierzyć. Dziś wiemy, że Zeus nie mieszka na Olimpie, a Starożytni się mylili w kwestach religii. Dlaczego w dzisiejszych czasach miałoby być inaczej? Jak wiemy przed Chrystusem wielu bogów umierało za nasze grzechy na krzyżu. Skąd wiesz, że FSM nie dorobi się swojej biblii np. poprzez syntezę obecnych świętych pism? Osobiście rozciągam zasadę kopernikańską na historię ludzkości i nie widzę powodu, dla którego przemijające zjawisko religii tej czy innej miało by być w jakiś sposób wyjątkowe. Z tego punktu widzenia racjonalne jest wypisanie się z szaleństwa pogoni za bóstwami. > >Nie zmienia to faktu, że determinowanie całego życia >pod kątem jakiejś teoretycznej >możliwości istnienia konkretnego, osobowego boga jest bzdurą.> Wydaje mi się, że nie masz racji. Jeżeli założysz, że jakiś byt ( na przykład ja) nie istnieje, to dopóki tego nie udowodnisz, Twoje założenie jest błędne.Wciąż to kwestia prawdopodobieństwa i wysokich standardów uzasadniania tez jakie prezentuje metoda naukowa. Różnica między hipotezą, a teorią jest zasadnicza. Próba ich przewartościowania jest sprytnym, ale jedynie erystycznym zabiegiem. > Zakładając 100% pewność mojego nieistnienia popełniasz błąd wynikający z przyjęcia "a priori", że moje istnienie jest niemożliwe. Możesz oczywiście mieć rację.Zakładam prawie 100% pewność Twojego istnienia, człowiek jest zjawiskiem udokumentowanym i powtarzalnym, bóg - nie. > np. zacząłbyś przekonywać wszystkich, że ja nie istnieję, a jeśli nawet, to jestem głupi, ... Gorzej, jeśli przekonałbyś kogoś jeszcze, że ja nie istnieję. ... Ty przekonasz kogoś, że ja nie istnieję, to on być może zabije. Słusznie założy, że jeśli nie ma nikogo, kto mógłby od niego sprawiedliwość wyegzekwować, to może zabić bo nie wiąże się to z konsekwencjami. Twoje błędne założenie, może spowodować, że zabije ktoś inny. A taki "błahy" błąd... Coraz częściej zauważam związek między biblijnym określeniem "grzech" a całkiem współczesnym: błąd.Uspokój się!  Zaczyna pokutować u Ciebie stereotyp, ze bez boga nie ma moralności. Ujmę to tak: potrafię zabić karpia, ale nie potrafię wieść samochodem żywego karpia w reklamówce bez wody, co się zdarza znanym mi wierzącym. Empatia i wyczucie moralne występuje u ludzi bez względu na wyznanie - to jest fakt stwierdzony przez neurobiologów. > Stuprocentowe zakładanie istnienia lub nieistnienia czegoś/kogoś czyjego istnienia nie możemy sprawdzić używając dostępnej nam wiedzy jest błędem czyli grzechem. Dyktuje to logika.Uściślijmy: nie każdy błąd jest grzechem/przestępstwem tak jak nie każde przestępstwo jest grzechem/błędem. Ujmując sprawę boga precyzjnie: uważam, że istnienie boga jest skrajnie nieprawdopodobne. > Jeżeli "poza nami" istnieją jakieś Byty, to najprawdopodobniej jeden z nich był "pomysłodawcą" naszego projektu.Jeżeli "poza nami" istnieją jakieś Byty, to nic o nich nie wiemy  > Rozważałem jakiś czas temu idee kultu Cargo i cały "Daenikenizm". W pewnym sensie rozumianego przeze mnie Boga można nazwać "pozaziemską cywilizacją". Problem w tym, że obca cywilizacja podobnie jak my, zetknęłaby się z "zastanym wszechświatem" i dziwnie uporządkowane działanie czterech podstawowych sił oraz własności materii czyli podstawowa przesłanka która skłania ku "projektantowi" stawia tylko dodatkową "pośredniczącą" cywilizację między nami a Bogiem-budowniczym wszechświata. Brzytwa Ockhama każe powątpiewać.Nadużywasz brzytwy  Jak wiesz mechanizm doboru naturalnego prowadzi do bardzo złożonych układów w określonym czasie, obce cywilizacje mogą istnieć. > ... Łącznie z przedstawieniem Boga jako "przetwarzającego informację".Wciąż to tylko hipoteza, którą trzeba zweryfikować, a nie od razu determinować życie pod boskim kątem. > ... gdyby Latający potwór przedstawił coś podobnego, uznałbym jego istnienie za więcej niż "dość prawdopodobne" .Bo masz wyższe standardy doboru tego w co wierzyć - tego się trzymaj! "Ciemny lud" mógłby jednak to kupić. A dobór naturalny faworyzowałby w walce o ziemie i kobiety plemiona, które wierzą w życie po śmierci, z czasem mnisi i kopiści stworzyliby biblię "jak ta lala" i mamy kościół FSM jak malowany  > I ja pozdrawiam, muszę przyznać, że ta rozmowa sprawia mi przyjemność Uwierz mi, cała przyjemność po mojej stronie  Pozdrawiam
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Vancalar (1804 punktów) | >Olimpie, a Starożytni się mylili w kwestach religii. Dlaczego w dzisiejszych czasach miałoby >być inaczej? Jasne, każdy najprymitywniejszy lud ma swoje "tłumaczenia" i religia jest z reguły po prostu skutkiem niewiedzy. W moim przypadku jest raczej odwrotnie, wiara jest skutkiem wiedzy. Kiedyś tam odrzuciłem wiarę katolicką właśnie ze względu na notoryczne mijanie się z prawdą i brak jakichkolwiek podstaw opartych na wiedzy. Poznanie świata zaczęło mnie skłaniać do tego, żeby zacząć podejrzewać czyjąś interwencję. > Jak wiemy przed Chrystusem wielu bogów umierało za nasze grzechy na krzyżu.Chodzi Ci o Ozyrysa? Pierwotny mit egipski zdaje się znacznie się różni od późniejszych wersji które rozpowszechniły się w Grecji już po Chrystusie. Najlepiej spytać Meretseger  bo ja tu mogę się mylić. > Skąd wiesz, że >FSM nie dorobi się swojej biblii np. poprzez syntezę obecnych świętych pism?Całkiem możliwe, jak czytam różne artykuły np. o amerykańskich "pastorach" kierujących różnymi sektami, jestem w stanie założyć, że ludzie uwierzą w największe bzdury jakie im się da wciskać. > wyjątkowe. Z tego punktu widzenia racjonalne jest wypisanie się z szaleństwa pogoni za >bóstwami.Racja, święte księgi najczęściej tylko zaciemniają sprawę, gdyby historia wiary nie zawierała tyle ewidentnych oszustw i manipulacji, zapewne inaczej patrzylibyśmy na możliwość "istnienia projektanta". W tej sytuacji uznanie, że "projekt" jest bardzo prawdopodobny jest płynięciem pod prąd. > metoda naukowa. Różnica między hipotezą, a teorią jest zasadnicza. Próba ich >przewartościowania jest sprytnym, ale jedynie erystycznym zabiegiem.Tu akurat nie mogę się zgodzić. Zakładanie czegokolwiek (w tym nieistnienia FSM lub latających czajniczków na orbicie Jowisza) "apriori" jest po prostu błędem. Można oczywiście i nieraz trzeba robić takie założenia, trzeba tylko przez cały czas mieć świadomość, że płynące z takiego założenia implikacje mogą być po prostu fałszywe. Jeśli chodzi o nasze życie, to taki błąd może sporo kosztować. > Uspokój się! OK, chillout  > Zaczyna pokutować u Ciebie stereotyp, ze bez boga nie ma moralności. Tego nie wiem. > Ujmę to tak: potrafię zabić karpia, ale nie potrafię wieść samochodem żywego karpia w >reklamówce bez wody, co się zdarza znanym mi wierzącym.> Empatia i wyczucie moralne występuje u ludzi bez względu na wyznanie Widzisz, to jest jeden z "dziwnych" przypadków i przykład na to, że wierzysz. W świecie wykreowanym przez przypadek, moralność i empatia nie ma racji bytu. Pomimo tego już w podstawówce jedni znęcają się nad słabszymi kolegami a inni czują wewnętrzną odrazę do tego rodzaju zachowań. Nie nakazaną. Wierzysz, że to jest złe. W dorosłym życiu spotykamy się z mnóstwem problemów, których nie da się w prosty sposób rozwiązać "dobrze" albo "źle". Sama definicja "dobro/zło" jest w gruncie rzeczy indywidualna. Kali by z pewnością coś o tym mógł powiedzieć  Jest to kwestia wiary w to, że postępujesz dobrze starając się nie dręczyć karpia. Karp to karp, racjonalnie rzecz biorąc nie powinno Cię obchodzić czy go coś boli, czy nie bo i tak zostanie kolacją. Myśl o tym, że ryba czy inny człowiek cierpi jest przykra.. dla niektórych. Wg Biblii, to są właśnie dzieci Boże. > Ujmując sprawę boga precyzjnie: uważam, że istnienie boga jest skrajnie nieprawdopodobne.A to mnie zawsze ciekawiło. Co wpływa na to, jak inni postrzegają to prawdopodobieństwo. Największe "przeciw" ? > Jak wiesz mechanizm doboru naturalnego prowadzi do bardzo złożonych >układów w określonym czasie, obce cywilizacje mogą istnieć.Mogą. Za to sam dobór naturalny potrzebuje replikatora i warunków zewnętrznych. Jeśli nawet cząsteczki mają takie właściwości, że w pewnych warunkach powstaje adenina, cytozyna itd, to tylko odsuwamy problem w kierunku "dziwnej" korelacji serii widmowych atomów, które mają "tendencję" do łączenia się w taki a nie inny sposób. > > ... Łącznie z przedstawieniem Boga jako "przetwarzającego informację".> Wciąż to tylko hipoteza, którą trzeba zweryfikować, a nie od razu determinować życie pod >boskim kątem. Paradoksalnie wydaje mi się, że ani Ty ani Ja nie musimy w żaden sposób zmieniać naszego życia. Odkąd pamiętam, przestrzeganie przykazania miłości było dla mnie zawsze czymś naturalnym i zgodnym z moim "JA". To żadne poświęcenie  A z informacją... Aaa pójdźmy jeszcze dalej  Wielki wybuch i model inflacyjny. Pomyśl sobie co się dzieje, kiedy włączasz komputer. Kiedy fale energii rozprzestrzeniają się od zasilacza i wyobraź sobie, jak mógłby to widzieć obserwator do którego zmysłów "doprowadzono" by "obraz z wewnątrz symulacji". W jednej chwili następuje rozprzestrzenienie fal elektromagnetycznych z jednego punktu a później, kiedy system się uruchamia, powstają przestrzenne układy energetyczne (które dla nas są zerami i jedynkami) tworząc obraz np. samochodu w grze ale dla obserwatora z wewnątrz, są to rzeczywiste obiekty. Kiedy zacznie się im przyglądać, odkryje, że wszystko jest formą energii a pracujący system operacyjny wygląda jak wszechświat... Możliwe, że znów "przesadzam" z analogią  Tylko ona się jak dotąd zawsze sprawdza i w każdych warunkach... Uwierz mi, że cały czas szukam czegoś, co temu zaprzeczy. > wierzą w życie po śmierci, z czasem mnisi i kopiści stworzyliby biblię "jak ta lala" i mamy >kościół FSM jak malowany  Wynika to raczej z faktu, że zgadzam się z Biblijnym twierdzeniem, że najważniejsza jest prawda. Jeśli coś (np. ewolucja) zachodzi i jest prawdziwe to jest. Jeśli wierzyłem, że nie zachodzi to zwyczajnie się myliłem. Nie rozumiem ludzi, którym udowadnia się pomyłkę a dalej uważają, że "tym gorzej dla faktów"  . To jest wg mnie chore... Każde odkrycie i dowód naukowy dają nam poznanie. Jeśli któreś odrzuci możliwość istnienia projektu, natychmiast odrzucę Boga jako fałsz. Bez sentymentów. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Poznanie świata zaczęło mnie skłaniać do tego, żeby zacząć podejrzewać czyjąś interwencję.Nie podzielam Twojej pewności. Za łatwo jest pomylić inteligentny projekt z własnym brakiem wyobraźni. > > Skąd wiesz, że >FSM nie dorobi się swojej biblii np. poprzez syntezę obecnych świętych pism?> Całkiem możliwe, jak czytam różne artykuły np. o amerykańskich "pastorach" kierujących różnymi sektami, jestem w stanie założyć, że ludzie uwierzą w największe bzdury jakie im się da wciskać.To jest argument uprawdopodobniający fakt, że na ziemi nawet "nie staliśmy obok" prawdy o Wszechświecie. A skłonność do wiary ma uzasadnienie ewolucyjne - rozwinąć? > >metoda naukowa. Różnica między hipotezą, a teorią jest zasadnicza. Próba ich >>przewartościowania jest sprytnym, ale jedynie erystycznym zabiegiem.> Tu akurat nie mogę się zgodzić. Zakładanie czegokolwiek (w tym nieistnienia FSM lub latających czajniczków na orbicie Jowisza) "apriori" jest po prostu błędem. Można oczywiście i nieraz trzeba robić takie założenia, trzeba tylko przez cały czas mieć świadomość, że płynące z takiego założenia implikacje mogą być po prostu fałszywe.Zgoda, ale zauważ, że Twoja teza istnienia boga - jakkolwiek nietuzinkowa - wciąż jest tak samo niefalsyfikowalna jak jej antyteza, gdyż jest poza możliwością weryfikacji metodami empirycznymi. I skoro operujemy "siłą rzeczy" na polu oceny prawdopodobieństwa świadomi ułomności naszej argumentacji wobec ogromu widzialnego wszechświata, który jest tylko ziarnkiem piasku we Wszechświecie (przynajmniej jeśli teoria inflacji jest poprawna) - determinowanie życia pod konkretną religię nie musi być racjonalne. > Jeśli chodzi o nasze życie, to taki błąd może sporo kosztować.Zakład Pascala reaktywacja!  A co z przypadkiem jeśli istnieje inne bóstwo, równie zazdrosne jak Jahwe? Może wtedy lepiej się nie "skalać" katolicyzmem? Bo czemu nie - w końcu Egipcjanie znali symbol wiecznie odradzającego się węża Uroboros'a. Jeśli spojrzymy na to z perspektywy rozwiązań OTW Gödla z zamkniętymi krzywymi czasoprzestrzennymi to może właśnie oni mieli rację co do przyczynowości Wszechświata? Wchodząc na religijne pole to nie rozumiem dlaczego tak krytyczne jest to, żeby uwierzyć? Czemu nie jest ważniejsza szczerość i rzetelne poszukiwanie prawdy? Ta wiara jest potrzebna hierarchom KrK, nie bogu. > W świecie wykreowanym przez przypadek, moralność i empatia nie ma racji bytu.To tylko stereotyp. Moralność i empatia ma głębokie uzasadnienie ewolucyjne. Jednostki, które ograniczały się w maksymalizacji funkcji osobistych korzyści (czytaj egoizmie) na rzecz dobra wspólnoty np. plemiennej zwiększały swoje szansę na dożycie wieku reprodukcyjnego. > Wierzysz, że to jest złe.Czuję, że to jest złe, mam w sobie instynkt moralny umożliwiający mi życie w społeczeństwie, analogicznie do instynktu semantycznego, który pozwolił mi nauczyć się języka polskiego. > W dorosłym życiu spotykamy się z mnóstwem problemów, których nie da się w prosty sposób rozwiązać "dobrze" albo "źle".Czytałem ostatnio fajny artykuł na ten temat. Później znajdę źródło i Ci podeślę. > ... Myśl o tym, że ryba czy inny człowiek cierpi jest przykra.. dla niektórych. Wg Biblii, to są właśnie dzieci Boże.Z tym, że religia zawodzi jako hamulec moralny - przykłady historyczne są powszechnie znane. Wolę duet humanizm + ateizm. Bo kto skłoni Cię do wiary w absurdy skłoni Cię też do czynienia strasznych rzeczy (nie pamiętam kto to powiedział). > Największe "przeciw" ?Wyjaśnię poniżej. > ... dobór naturalny potrzebuje replikatora i warunków zewnętrznych.> ... Pomyśl sobie co się dzieje, kiedy włączasz komputer. Kiedy fale energii rozprzestrzeniają się od zasilacza i wyobraź sobie, jak mógłby to widzieć obserwator do którego zmysłów "doprowadzono" by "obraz z wewnątrz symulacji". W jednej chwili następuje rozprzestrzenienie fal elektromagnetycznych z jednego punktu a później, kiedy system się uruchamia, powstają przestrzenne układy energetyczne (które dla nas są zerami i jedynkami) tworząc obraz np. samochodu w grze ale dla obserwatora z wewnątrz, są to rzeczywiste obiekty. Kiedy zacznie się im przyglądać, odkryje, że wszystko jest formą energii a pracujący system operacyjny wygląda jak wszechświat... Możliwe, że znów "przesadzam" z analogią Tylko ona się jak dotąd zawsze sprawdza i w każdych warunkach...To dobry przykład, ale uzasadniający nieistnienie prawdziwego stwórcy. Spróbujmy na chwilę odrzeć słowo "stwórca" z jego boskości. Zgadzam się że obraz wewnątrz symulacji komputerowej może być analogiczny do naszego obrazu wszechświata. Ale wciąż rzeczony komputer znajduje się a naszym wszechświecie, który może być również symulacją informatyczną, która potrzebuje z kolei swojego meta środowiska. A może łańcuch wszechświat-metawszechświat ma charakter fraktalny? Co uprawnia Cię do zatrzymania łańcucha przyczynowo-skutkowego na "pierwotnej przyczynie" naszego wszechswiata? A może ten łańcuch jest jak "rozwinięcie dziesiętne liczby PI? Kiedy powstał ?? Czy miał początek?? Czy potrzebuje czegokolwiek do zaistnienia?" > Paradoksalnie wydaje mi się, że ani Ty ani Ja nie musimy w żaden sposób zmieniać naszego życia. Odkąd pamiętam, przestrzeganie przykazania miłości było dla mnie zawsze czymś naturalnym i zgodnym z moim "JA". To żadne poświęcenie  Zgoda, z tym że w tym momencie jesteś bardziej humanistą i agnostykiem niż osobą wierzącą  Wierzysz w boga w sposób sprzeczny z nauką KrK (bóg niekoniecznie wszechmocny) i podpadasz pod paragrafy kodeksu kanonicznego np. Kan. 1369 > Nie rozumiem ludzi, którym udowadnia się pomyłkę a dalej uważają, że "tym gorzej dla faktów" . To jest wg mnie chore... Każde odkrycie i dowód naukowy dają nam poznanie. Jeśli któreś odrzuci możliwość istnienia projektu, natychmiast odrzucę Boga jako fałsz. Bez sentymentów.Tako rzecze Racjonalista! Pozdrawiam
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | > To jest argument uprawdopodobniający fakt, że na ziemi nawet "nie staliśmy obok" prawdy o >Wszechświecie.Zgadza się > A skłonność do wiary ma uzasadnienie ewolucyjne - rozwinąć?Nie musisz, bo i o to się otarłem  > Zakład Pascala reaktywacja! A co z przypadkiem jeśli istnieje inne bóstwo, równie >zazdrosne jak Jahwe? Może wtedy lepiej się nie "skalać" katolicyzmem?Hehe  Chciałbym się stanowczo odciąć od wołania Boga "po nazwisku". Mówię o możliwości istnienia projektanta a nie Jahwe czy Allaha (nawiasem mówiąc to ten sam Bóg inaczej nazwany). > Bo czemu nie - w końcu Egipcjanie znali symbol wiecznie odradzającego się węża Uroboros'a. >Jeśli spojrzymy na to z perspektywy rozwiązań OTW Gödla z zamkniętymi krzywymi >czasoprzestrzennymi to może właśnie oni mieli rację co do przyczynowości Wszechświata?To nawet dość ciekawe, bo wzmianki o "cykliczności" różnych wydarzeń pojawiają się od początku historii  > Wchodząc na religijne pole to nie rozumiem dlaczego tak krytyczne jest to, żeby uwierzyć?Ja też nie, dla mnie to nie jest "krytyczne"  > Czemu nie jest ważniejsza szczerość i rzetelne poszukiwanie prawdy? Ta wiara jest potrzebna >hierarchom KrK, nie bogu.Dokładnie  dla mnie właśnie to jest najważniejsze i zgadzam się, że "ślepe posłuszeństwo" służy tylko klerowi. Z filozoficznego punktu widzenia co myślisz to myślisz i gdybyś nawet "na siłę" uwierzył w Boga, t będziesz po prostu okłamywał samego siebie. Mało tego, jeśli Bóg ma odrobinę rozsądku to większą wartość mają dla niego twoje szczere i prawdziwe przemyślenia niż bezmyślne powtarzanie tego, co Ci proboszcz powiedział. > Czytałem ostatnio fajny artykuł na ten temat. Później znajdę źródło i Ci podeślę.Wszystko chętnie chwytam  > Z tym, że religia zawodzi jako hamulec moralny - przykłady historyczne są powszechnie znane. Wolę duet humanizm + ateizm. Bo kto skłoni Cię do wiary w absurdy skłoni Cię też do czynienia >strasznych rzeczy (nie pamiętam kto to powiedział).A mnie się wydaje, że to ludzie zawodzą. Religia nie bije, nie pije ani nie zabija. Natomiast humanizm niestety nie zawsze występuje w duecie zarówno z ateizmem jak i wiarą. > Co uprawnia Cię do zatrzymania łańcucha przyczynowo-skutkowego na "pierwotnej przyczynie" naszego wszechswiata? A może ten łańcuch jest jak "rozwinięcie dziesiętne liczby PI? Może. Tylko o ile przy rozważaniu Boga "w 1 poziomie" mogę się kierować obserwowalnymi danymi, o tyle każdy "następny poziom" jest czystą abstrakcją, bo nie ma ani jednej danej. Mogę sobie najwyżej wysysać z palca kolejne założenia. > Zgoda, z tym że w tym momencie jesteś bardziej humanistą i agnostykiem niż osobą wierzącą Wierzysz w boga w sposób sprzeczny z nauką KrK (bóg niekoniecznie wszechmocny) i podpadasz >pod paragrafy kodeksu kanonicznego np. Kan. 1369 Szczerze: A co mnie Kościół, jego katechizmy i paragrafy. To sprawa Hierarchów kościoła w co wierzą i dlaczego oraz komu to wciskają  . W ogóle jestem przeciwny "grupowaniu" się ludzi o podobnych poglądach w organizacje. Zawsze znajdzie się przypadek szczególny, kiedy mój prywatny pogląd będzie się różnił. Muszę wtedy wystąpić z organizacji albo sam siebie oszukiwać. Wolę od razu do niej nie przystępować, żeby tego uniknąć  Z KK jest trochę inaczej, bo niejako "na siłę" mnie kiedyś "wcielono" do tej sekty. Tyle, że na tym mój związek z Kościołem jako instytucją się kończy i mam gdzieś czy Papież obrzuci mnie klątwą  Moim jedynym bogactwem są moje własne poglądy które są wynikiem wieloletniej pracy nad poznawaniem świata oraz wymiany poglądów z innymi i nawet milion Papieży mnie nie zmusi do tego, żebym myślał tak jak oni chcą. Każdy kto wierzy w uczciwość, prawdę, nadzieję i szacunek dla innych oraz zgodnie z tym postępuje jest moim bratem/siostrą. Każdy, kto usiłuje mnie do czegoś zmuszać, chce mnie albo komukolwiek innemu zrobić krzywdę albo wykorzystać jest moim nieprzyjacielem i tyle. Dzielę te poglądy z facetem, który 2000 lat temu w imię tych wartości poświęcił swoje życie. Choćby z tego względu należy mu się szacunek i dlatego go bronię. Dzielę ludzi tylko według jednego klucza: Porządni i sk...syny  Czy ktoś nosi jarmułkę, Tiarę, ma fioletową, białą czy czarną szatę i wierzy w FSM, Allaha, Jezusa czy Buddę nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Uwierz mi, że moje poglądy nie są skutkiem konformizmu, wręcz przeciwnie, występuję właściwie wbrew wszystkim: Ateistom, katolikom, muzułmanom, Żydom. Jeśli Bóg kłamie to i jego nazwę kłamcą. Jeśli spotka mnie za to kąpiel w smole to będę się w niej smażył z poczuciem własnej uczciwości  Często nawet na tym forum mam wrażenie, że jestem kosmitą, który porywa się z motyką na słońce. Zarówno "wierni" jak i ateiści uważają mnie za odszczepieńca i heretyka. np. Taki miłujący prawdę, czy Nabuko wyrzucili już na mnie takie wiadro pomyj, że kolokwialnie mówiąc: "włos się jeży"  . Co chwila ktoś mi rezerwuje miejsce w swoim wirtualnym piekle i wymyśla tortury, którym będę poddawany. Z kolei ateiści często z góry zakładają, że jestem fanatykiem, wierzę w krasnoludki i żyję w oderwaniu od rzeczywistości. Może to i prawda... Jedyne do czego nawołuję, to żeby przestać kategoryzować ludzi, żeby sobie wzajemnie nie podrzynać gardeł, nie okradać i nie oszukiwać. Jesteśmy wszyscy niewolnikami swoich ciał i mamy tak samo przerąbane, po co więc to pogłębiać ? Mówię jeszcze, za koranem: "7:28 A kiedy oni popełnią jakiś czyn szpetny, to mówią: "Znaleźliśmy naszych ojców tak czyniących i Bóg nam to nakazał." Powiedz: "Zaprawdę, Bóg nie nakazuje szpetnego czynu. Czyż będziecie mówić na Boga to, czego nie wiecie?". Może to i złe. Na szczęście mam Was. Ciebie, Meretseger, Zbyszka Bryłowskiego, Wieczorka i wielu innych. Sami ateiści czy agnostycy  Nie wyśmiewacie mnie i rozmawiacie ze mną. Dlatego warto się dzielić tym, co myślę i warto wysłuchać co Wy macie do powiedzenia. Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Chciałbym się stanowczo odciąć od wołania Boga "po nazwisku". Mówię o możliwości istnienia projektanta a nie Jahwe czy Allaha...Idea ta - jeśli byłaby powszechna w umysłach teistycznych - mogłaby być podstawą pokoju na świecie. Ale cóż ... hierarchowie religijni i przywódcy dogmatycznych systemów politycznych (np komunizm, faszyzm) w walce o rząd dusz odwieszają przykazania i moralność na haczyk w szafie. > ... o wzmianki o "cykliczności" różnych wydarzeń pojawiają się od początku historii No ta idea nieźle "miesza", bo - jeśli jest poprawna - wyklucza globalną przyczynowość wszechświata (lokalna może występować). Wtedy rozważania o pierwotnej przyczynie mogą wylądować poza zasięgiem ludzkiego zdrowego rozsądku (podobnie jak mechanika kwantowa). > ... "ślepe posłuszeństwo" służy tylko klerowi. Z filozoficznego punktu widzenia co myślisz to myślisz i gdybyś nawet "na siłę" uwierzył w Boga, t będziesz po prostu okłamywał samego siebie. normalnie poczułem się zrozumiany  > Wszystko chętnie chwytam  Jem za dużo masła  Ale jutro na pewno znajdę tę gazetę. > ... to ludzie zawodzą. Religia nie bije...Jasne, religia to pojęcie abstrakcyjne, uściślając chodzi mi o hierarchów religijnych, których posądzam o sprawstwo kierownicze i cyniczne naginanie idei dla własnych celów. 10 przykazań to tylko 10 krótkich zdań, a za pomocą całej, ogromnej otoczki interpretacyjnej pasterze potrafią nakłaniać do czynienia realnego zła. > Natomiast humanizm niestety nie zawsze występuje w duecie zarówno z ateizmem jak i wiarą.Otóż to. Dlatego ani ateizm, ani żadna religia nie ma monopolu na moralność. > Może. Tylko o ile przy rozważaniu Boga "w 1 poziomie" mogę się kierować obserwowalnymi danymi, o tyle każdy "następny poziom" jest czystą abstrakcją, bo nie ma ani jednej danej.Racja, dystans absolutnie wskazany, mówimy o prawdopodobieństwie. Jednak warto ekstrapolować wyniki z obszaru widzialnego na niewidzialny bo to wspiera nasze poznanie np. zasada kopernikańska - mimo, że nieweryfikowalna w pewnej skali jednak przyniosła istotne korzyści w rozwoju kosmologii. > Szczerze: A co mnie Kościół, jego katechizmy i paragrafy. To sprawa Hierarchów kościoła w co wierzą i dlaczego oraz komu to wciskają .Oprawić i powiesić w urzędach IV RP!  > W ogóle jestem przeciwny "grupowaniu" się ludzi o podobnych poglądach w organizacje. Zawsze znajdzie się przypadek szczególny, kiedy mój prywatny pogląd będzie się różnił. Muszę wtedy wystąpić z organizacji albo sam siebie oszukiwać.Myślę, że wylewasz dziecko z kąpielą. Umiejętność zrzeszania się ludzi w grupy było niezbędne, aby powstała nasza cywilizacja. Jednak wszędzie potrzebny jest rozsądek i racjonalizm. > Wolę od razu do niej nie przystępować, żeby tego uniknąć  Wiesz - zależy od stopnia "zbetonienia" organizacji. > ... mam gdzieś czy Papież obrzuci mnie klątwą  > Moim jedynym bogactwem są moje własne poglądy które są wynikiem wieloletniej pracy nad poznawaniem świata oraz wymiany poglądów z innymi i nawet milion Papieży mnie nie zmusi do tego, żebym myślał tak jak oni chcą.Doceniam Twoją niezależność myślenia. > Każdy kto wierzy w uczciwość, prawdę, nadzieję i szacunek dla innych oraz zgodnie z tym postępuje jest moim bratem/siostrą. Każdy, kto usiłuje mnie do czegoś zmuszać, chce mnie albo komukolwiek innemu zrobić krzywdę albo wykorzystać jest moim nieprzyjacielem i tyle.Sprawę komplikuje fakt, że każdy ma swoje dobre i złe strony. > Dzielę te poglądy z facetem, który 2000 lat temu w imię tych wartości poświęcił swoje życie. Choćby z tego względu należy mu się szacunek i dlatego go bronię.Zgoda, tylko nie rozumiem jak możesz dalej wierzyć, że on naprawdę zmartwychwstał znając mechanizmy powstawania, rozprzestrzeniania się i zapominania o prawdziwych początkach religii. Zachwyt nad biblią to np. dla mnie za mało. > Dzielę ludzi tylko według jednego klucza: Porządni i sk...syny  Raczej ująłbym to tak: u niektórych "zły pierwiastek" wygrywa - przyczyny bywają złożone. Uważam jednak, że jeśli szukasz w człowieku złych cech to je znajdziesz, ale jeśli dostrzegasz dobro to pomagasz tej osobie stawać się lepszym. > Uwierz mi, że moje poglądy nie są skutkiem konformizmu, wręcz przeciwnie, występuję właściwie wbrew wszystkim: Ateistom, katolikom, muzułmanom, Żydom. Jeśli Bóg kłamie to i jego nazwę kłamcą.Wierzę. > ... np. Taki miłujący prawdę, czy Nabuko wyrzucili już na mnie takie wiadro pomyj, że kolokwialnie mówiąc: "włos się jeży" .Przeczytałem kawałek Twoich zmagań z miłującym, nie byłem w stanie przebrnąć przez jego elukubracje  Podziwiam Cię za cierpliwość. Ale gość kompletnie nie traktuje Cię poważnie. Mam wrażenie, że on tu jest w pracy. Normalnie wyglądało to jakbyś chciał pogadać o filozofach na błękitnej linii  > Co chwila ktoś mi rezerwuje miejsce w swoim wirtualnym piekle i wymyśla tortury, którym będę poddawany.Ważne, że KrK stracił możliwość organizacji piekła na ziemi. > Z kolei ateiści często z góry zakładają, że jestem fanatykiem, wierzę w krasnoludki i żyję w oderwaniu od rzeczywistości.Przyznam, że z początku Cię postrzegałem przez pryzmat mojego poprzedniego sporu z apologetką głównego nurtu KrK - Teresą, ale zmieniłem zdanie. To działa tak: wchodzi tu teista pełen uprzedzeń i przyjmuje negatywną postawę. Chlebem i solą witany nie jest. Wymiana ironicznych komentarzy, sarkazmów i kpin zamyka możliwość porozumienia. > Jesteśmy wszyscy niewolnikami swoich ciał i mamy tak samo przerąbane, po co więc to pogłębiać ?Nie każdy niestety tak sądzi  > Nie wyśmiewacie mnie i rozmawiacie ze mną. Dlatego warto się dzielić tym, co myślę i warto wysłuchać co Wy macie do powiedzenia.I tak trzymać!
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | > >Dzielę te poglądy z facetem, który 2000 lat temu w imię tych wartości poświęcił swoje życie. Choćby z tego względu należy mu się szacunek i dlatego go bronię.> Zgoda, tylko nie rozumiem jak możesz dalej wierzyć, że on naprawdę zmartwychwstał znając mechanizmy powstawania, rozprzestrzeniania się i zapominania o prawdziwych początkach religii. >Zachwyt nad biblią to np. dla mnie za mało.Na razie tylko to, bo mam mało czasu  Powiem Ci, że Biblia i inne księgi to właściwie efekt końcowy. Pozwól, że przedstawię mój tok rozumowania: Jestem informatykiem i od wielu lat piszę programy, grywam w gry, właściwie spędzam życie przy komputerze (Aczkolwiek prowadzę dość szerokie życie towarzyskie). Czasem dla rozrywki lubię sobie pograć w jakąś strzelankę. Przypominam sobie takie, sprzed 10 lat i dzisiejsze. Generalnie krajobraz w Grze tworzy się za pomocą tekstur ułożonych na "obiektach". Obiektem może być np. samochód w grze, lampa, człowiek, kamień. Kiedyś obiektów było niewiele i miały mało szczegółów. Dzisiaj obiekty działają zgodnie z prawami fizyki, są coraz mniejsze i jest ich więcej. Otrzymujemy coraz bardziej szczegółowy świat. Za 15 a może 50 lat zapewne zbliżymy się do poziomu, kiedy najdrobniejsze kamyczki będą odwzorowane. Jeszcze później zaczniemy wykorzystywać poszczególne atomy jako komórki pamięci oraz elementy symulacji w grach. Potem zapewne znajdziemy sposób, żeby pominąć nasz nerw wzrokowy i przesłać obraz z wnętrza gry bezpośrednio do mózgu. Za kolejne kilka lat z pewnością dowiemy się, jak przesłać impulsy nerwowe które składają się na nasze wrażenia zmysłowe i poznamy jak zbudowany impuls powoduje odczucie zimna lub zapachu róż. Wyobraźmy sobie, że zasiadamy sobie do gry Call Of Duty 95  , podłączamy do nerwu wzrokowego interfejs itd. Wszystko staje się tylko pajęczyną powiązań energetycznych które wymieniają informację przy pomocy fal elektromagnetycznych przesyłanych między obiektami. Tymi wielkimi jak samochód w grze i tymi małymi, jak poszczególne ziarnka piasku. Oczywiście Każda wymiana informacji jest dokonywana z inną częstotliwością, i zawiera różnego rodzaju przekaz informacyjny w postaci zer i jedynek. Tak działa każdy pecet. Gdybyś jednak mógł obserwować to "od środka" mógłbyś zauważyć tylko pole elektromagnetyczne jakie generuje przepływ elektronów przez obwody procesora. Z powodu wielkiej w porównaniu do Twoich możliwości częstotliwości pracy procesora, (symulacja pozwala na przesył danych tylko z określoną prędkością. W związku z tym w grach za "płynną" uważa się grę, która potrafi generować 25 a lepiej 100 "klatek" czyli jednostek czasu więcej w ciągu sekundy.) nie jesteś w stanie nawet zauważyć że między obiektami przekazywana jest jakaś informacja. Jedyne co możesz, to ustalić metodami pośrednimi częstotliwość tego przekazu. Badając różne obiekty w symulacji, dochodzisz do wniosku, że żaden z nich nie może poruszać się szybciej niż pewna prędkość. Jest to zrozumiałe, ponieważ gra może generować maksymalnie np. 10 000 klatek na sekundę. Kiedy zaczniesz się zbliżać do tej "dziwnej" prędkości, zauważysz spowolnienie, które jest spowodowane ograniczoną możliwością procesora. W ciągu jednej "klatki" możesz się bowiem przesunąć o jedną komórkę trójwymiarowej siatki jaką tworzą obiekty w grze. Jeśli zechcesz się przesunąć o więcej niż 10000 komórek w ciągu sekundy, dojdziesz do granicy i twój ruch będzie musiał zostać w naturalny sposób spowolniony. Twój, oraz tylko tych obiektów (np wirtualnych kropli wody w basenie) , na które Twój ruch ma wpływ. Doświadczysz więc dziwnej "względności" twojego ruchu i stwierdzisz, że jakimś cudem dwa mijające się szybko obiekty nie mogą przekroczyć magicznej granicy. W momencie, kiedy zacząłeś to obserwować Twoje "wirtualne oczy" odbierając informację o "szybkiej jeździe dwóch statków kosmicznych" automatycznie stają się jednym z obiektów który musi ulec "spowolnieniu". Jeśli kosmoloty dojdą do prędkości granicznej, zauważysz tylko, że zbliżają się do siebie z prędkością 10000 komórek na sekundę. Jeśli zaś Ty sam będziesz w pojeździe, "czas" dla Ciebie stanie bo jakakolwiek zmiana a więc i "minimalna jednostka czasu" zachodzi w tempie 10k/s. W ciągu jednej klatki przesuwasz się o 1 komórkę ale i cały "wirtualny świat" "przesuwa" się o komórkę. W związku z tym nie możesz się przesunąć i zostajesz "zatrzymany". > No ta idea nieźle "miesza", bo - jeśli jest poprawna - wyklucza globalną przyczynowość >wszechświata (lokalna może występować). Wtedy rozważania o pierwotnej przyczynie mogą >wylądować poza zasięgiem ludzkiego zdrowego rozsądku (podobnie jak mechanika kwantowa). W grze niektóre obiekty muszą sprawiać wrażenie losowych (np. wirtualne kule bilardowe ). Zachowują się więc losowo. Kiedy zechcesz wziąć kij i uderzyć bilę, przesuniesz się po wirtualnej siatce w stronę stołu, chwycisz odpowiednio kij itd. W pamięci komputera spowoduje to przemieszczenie obiektów. Kiedy uderzysz, rozkład kul zostanie wylosowany. Jeśli kuleczki będą odpowiednio małe i "prawie" muśniesz dwie naraz , jak to w symulacji, komputer będzie musiał zdecydować którą kulkę potrąciłeś. Oczywiście zanim nie zdecydujesz się na uderzenie kijem komputer niczego nie oblicza więc obiekty są tylko "falą prawdopodobieństwa". Nie istnieją w tym miejscu, dopóki nie są potrzebne. Myślę, że to jest zrozumiałe. Nawet dla licealisty. Zdaje się też w ogóle "nie gwałcić" rozsądku  Piszę o tym, co w dużym uproszczeniu dzieje się w każdym komputerze. Łącznie z "wielkim wybuchem" o którym już mówiłem  Z chęcią posłuchałbym opinii jakiegoś fizyka, czy mój opis pracy domowego peceta jest poprawny. Za najwyżej kilkadziesiąt lat a pewnie sporo wcześniej, będziemy mogli spróbować zrobić własne życie. Jeśli dożyję, to sam spróbuję. Na razie mam za słaby komputer  Uważam, że nie ja pierwszy wpadłem na ten pomysł, tylko ktoś długo przed nami. Co o tym myślisz ? A inni ?
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Pozwól, że przedstawię mój tok rozumowania:> grywam w gry, właściwie spędzam życie przy komputerzeMożemy sobie tu podać ręce. Nie programuję, ale mam pojęcie o programistycznej kuchni. > Wyobraźmy sobie, że zasiadamy sobie do gry Call Of Duty 95 , podłączamy do nerwu wzrokowego interfejs itd ... w grach za "płynną" uważa się grę, która potrafi generować 25 a lepiej 100 "klatek" ... Badając różne obiekty w symulacji, dochodzisz do wniosku, że żaden z nich nie może poruszać się szybciej niż pewna prędkość ... Jest to zrozumiałe, ponieważ gra może generować maksymalnie np. 10 000 klatek na sekundę. Kiedy zaczniesz się zbliżać do tej "dziwnej" prędkości, zauważysz spowolnienie, które jest spowodowane ograniczoną możliwością procesora. W ciągu jednej "klatki" możesz się bowiem przesunąć o jedną komórkę trójwymiarowej siatki jaką tworzą obiekty w grze. Jeśli zechcesz się przesunąć o więcej niż 10000 komórek w ciągu sekundy, dojdziesz do granicy i twój ruch będzie musiał zostać w naturalny sposób spowolniony.Czepnę się szczegółów - moim zdaniem wirtualny ruch nie zostanie spowolniony, po prostu obiekty będą poruszać się w sposób nieciągły (zmora w FPS'ach online'owych przy słabym łączu). Analogia do STW nie jest aż tak oczywista. > >No ta idea nieźle "miesza", bo - jeśli jest poprawna - wyklucza globalną przyczynowość >wszechświata (lokalna może występować). Wtedy rozważania o pierwotnej przyczynie mogą >wylądować poza zasięgiem ludzkiego zdrowego rozsądku (podobnie jak mechanika kwantowa).> W grze niektóre obiekty muszą sprawiać wrażenie losowych (np. wirtualne kule bilardowe ). ... Jeśli kuleczki będą odpowiednio małe i "prawie" muśniesz dwie naraz , jak to w symulacji, komputer będzie musiał zdecydować którą kulkę potrąciłeś. Oczywiście zanim nie zdecydujesz się na uderzenie kijem komputer niczego nie oblicza więc obiekty są tylko "falą prawdopodobieństwa".Z tym, że komputer generuje jedynie dane pseudolosowe (wolna wola mieszkańców symulacji tego nie zmieni - wręcz okaże się pseudo wolną wolą). Poza tym cząstki elementarne zachowują się zdecydowanie "dziwniej" niż malutkie piłeczki (zasada nieoznaczoności Heisenberga). Uważasz więc - przez analogię - że istnieje bardziej fundamentalne prawo dające precyzyjne wyniki zachowania cząstek elementarnych? Ale wracając do istoty Twojej analogii - dlaczego uważasz, że Wielki Guru chciał się w ogóle ujawniać? Poza tym mógł się prawdopodobnie ujawnić ciut bardziej jednoznacznie. Jaki były jego prawdziwe intencje? Zasadniczo za dużo tych pytań. Moim zdaniem Twoje rozumowanie nie prowadzi w oczywisty sposób do teizmu, jeśli już to raczej do deizmu. Wracając jeszcze do wszechświata z zamkniętymi krzywymi czasoprzestrzennymi - jakie są prawdziwe konsekwencje takiego modelu - nie wiadomo. Chciałem Ci jedynie pokazać jaki potencjał mają również inne teorie dotyczące Wszechświata. I dlatego postuluję zostawić otwarty umysł w kwestii pierwotnej przyczyny - a to nas prowadzi wiadomo gdzie ... 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | > Czepnę się szczegółów - moim zdaniem wirtualny ruch nie zostanie spowolniony, po prostu obiekty będą poruszać się w sposób nieciągły (zmora w FPS'ach online'owych przy słabym łączu). Analogia do STW nie jest aż tak oczywista. "Skok" obiektów w grach online jest spowodowany tym, że przez dłuższy czas (np. 3s) nie otrzymujesz żadnych danych o nowych współrzędnych obiektu. Po tym czasie je dostajesz i w celu synchronizacji Twój PC musi "skoczyć" do nowej pozycji. Nie wynika to z samej wydolności procesora ale rozumiem co chcesz powiedzieć. Zauważ, że analogicznym układem byłaby np. obserwacja ruchu księżyca i robienie zdjęć np. co 10 minut. Jeśli odtworzysz zdjęcia szybko w kolejności, zauważysz ruch księżyca. Jeśli kilka zdjęć nie wyjdzie (np 5 pod rząd) zauważysz "skok" płynności. Nie ma to przecież związku z ruchem samego księżyca prawda? Niech będzie milion klatek/s. Nie będziesz w stanie zauważyć żadnej nieciągłości, tylko spowolnienie. A przyjrzysz się dokładniej, wartości różnych "wielkości fizycznych" okażą się skwantowane czyli podzielone na "porcje"  . Jeśli będziesz się "chciał" poruszać szybciej niż 1klatka /jednostkę czasu przesuniesz się razem z "resztą" tylko o jedną klatkę, nie ma innej możliwości. > Analogia do STW nie jest aż tak oczywista.Chciałbym też zauważyć, że takie wyjaśnienie jako jedyne nie wymaga "innej" logiki i stwierdzenia, że zrozumienie podstaw STW jest poza zasięgiem umysłu człowieka. > Z tym, że komputer generuje jedynie dane pseudolosowe (wolna wola mieszkańców symulacji tego >nie zmieni - wręcz okaże się pseudo wolną wolą).To wynika tylko z faktu, że trudno jest osiągnąć pełną losowość. Aczkolwiek można. Polecam prace Stephena Wolphrama (tego od niedawno ogłoszonego "zabójcy googli", wyszukiwarki wolphram alpha). Automaty komórkowe "potrafią" podawać wynik czysto losowy. > Poza tym cząstki elementarne zachowują się zdecydowanie "dziwniej" niż malutkie piłeczki >(zasada nieoznaczoności Heisenberga).Jasne, to tylko wielkie uproszczenie. Model atomu Bohra dawno został odrzucony  > Uważasz więc - przez analogię - że istnieje bardziej fundamentalne prawo dające precyzyjne >wyniki zachowania cząstek elementarnych?Precyzyjne, niekoniecznie. Aczkolwiek programista może oczywiście "narzucić" wybór jednego przypadku z wszystkich możliwych. > Ale wracając do istoty Twojej analogii - dlaczego uważasz, że Wielki Guru chciał się w ogóle >ujawniać? Poza tym mógł się prawdopodobnie ujawnić ciut bardziej jednoznacznie. Mam tylko jedną potencjalną odpowiedź: Czy W "Big Brotherze" ludzie wiedząc, że są obserwowani zachowują się naturalnie?, czy można poznać ich zachowanie w sytuacjach nietypowych, sprawdzić, czy gdyby mogli nie zaczęliby mordować staruszek? Przecież wiedzą, że udokumentowane przez kamery morderstwo to np. dożywocie. Największa kanalia zachowa się jak aniołek. > Wracając jeszcze do wszechświata z zamkniętymi krzywymi czasoprzestrzennymi - jakie są prawdziwe konsekwencje takiego modelu - nie wiadomo. Chciałem Ci jedynie pokazać jaki potencjał mają również inne teorie dotyczące Wszechświata. I dlatego postuluję zostawić >otwarty umysł w kwestii pierwotnej przyczyny - a to nas prowadzi wiadomo gdzie ...  Wszystko to racja. Generalnie jedynym moim celem jest przeciwstawienie się tendencji do pomijania możliwości projektu "bo nie wypada". Mamy tylko dwie możliwości: przypadek/ingerencja. Istnienie projektu nie wynika z tego, czy on jest potrzebny, czy nie. Jest albo go nie ma. Racjonalizm wymaga, żeby brać to pod uwagę. Zgadzam się w 100%, że nie należy się zbytnio przywiązywać do teorii obojętnie jak bardzo byłaby wygodna. Jeśli się nie zgadza z doświadczeniem, idzie do kosza. Chodzi mi raczej o to, że Kopernik też niczego nowego nie odkrył. Znalazł prostsze wyjaśnienie i tyle. W jego czasach teoria Ptolemeusza pozwalała znacznie dokładniej obliczać tory planet a mimo to "wierzymy" Kopernikowi bo tak jest łatwiej zrozumieć ruchy planet. Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | > Idea ta - jeśli byłaby powszechna w umysłach teistycznych - mogłaby być podstawą pokoju na >świecie. Może to idealizm ale sądzę, że warto zarażać innych samodzielnym myśleniem. Pokazać, jak wielu rzeczy "nie wypada" mówić zarówno ateiście jak i wierzącemu. Kiedy przełamie się jeden z dogmatów (ateizm- projekt nie istnieje, wiara- ewolucja nie istnieje) człowiek zaczyna być osamotniony. Samo przyznanie, że "ten drugi obóz" może mieć w pewnych aspektach rację jest trudne. Sam wiesz, jakie mam poglądy i czasem poważnie się zastanawiam, czy z moim mózgiem wszystko w porządku. "Komputerowy" model wydaje się na pierwszy rzut oka fantastyką, tyle że nic tak dobrze nie opisuje zjawisk jak ta "fantazja". Teoria względności staje się banalnie prosta w zrozumieniu a mechanika kwantowa jest wytłumaczalna dzieciom. Próbowałem swoje "wywody" przedstawiać nawet znanym fizykom (np. temu: en.wikipedia.org/wiki/Jacob_Bekenstein ), Jak do tej pory zawsze kończyło się to tak: "No można tak to odbierać ale w rzeczywistości jest tak: ... ", "Właściwie może Pan mieć rację ale ja uważam, że jest inaczej...", "Proszę przedstawić wzory". > >... "ślepe posłuszeństwo" służy tylko klerowi. Z filozoficznego punktu widzenia co myślisz to myślisz i gdybyś nawet "na siłę" uwierzył w Boga, t będziesz po prostu okłamywał samego siebie.> normalnie poczułem się zrozumiany  Staram się zrozumieć innych. To pozwala zrozumieć siebie. > >... to ludzie zawodzą. Religia nie bije...> Jasne, religia to pojęcie abstrakcyjne, uściślając chodzi mi o hierarchów religijnych, >których posądzam o sprawstwo kierownicze i cyniczne naginanie idei dla własnych celów.I ja to mówię, głośno i wyraźnie: Kto kłamie jest kłamcą a kto zabija mordercą. Organizacja do której należy nie ma nic do rzeczy. > Racja, dystans absolutnie wskazany, mówimy o prawdopodobieństwie. Jednak warto ekstrapolować wyniki z obszaru widzialnego na niewidzialny bo to wspiera nasze poznanie np. zasada kopernikańska - mimo, że nieweryfikowalna w pewnej skali jednak przyniosła istotne korzyści w >rozwoju kosmologii. To raczej moje osobiste odczucie, że musiałbym zacząć posługiwać się fantazją zamiast przesłankami a tego nie lubię. Nic nie wiem. Jedyne co mi przychodzi do głowy to "szukanie początku" gdzieś w meandrach samej matematyki z jej abstrakcyjnymi obiektami które istnieją niezależnie od czasu czy przestrzeni. Tyle, że nawet to jest bardzo ostrożnie wyrażone. Brak danych  > >Wolę od razu do niej nie przystępować, żeby tego uniknąć  > Wiesz - zależy od stopnia "zbetonienia" organizacji.Jasne, zdaje się, że trochę przerysowuję, nie każda organizacja wymaga przejmowania czyichś poglądów. > >Każdy kto wierzy w uczciwość, prawdę, nadzieję i szacunek dla innych oraz zgodnie z tym postępuje jest moim bratem/siostrą. Każdy, kto usiłuje mnie do czegoś zmuszać, chce mnie albo komukolwiek innemu zrobić krzywdę albo wykorzystać jest moim nieprzyjacielem i tyle.> Sprawę komplikuje fakt, że każdy ma swoje dobre i złe strony. W sprawach drobniejszych tak, nie jesteśmy doskonali. Ale czy byłbyś w stanie wyrwać staruszce sąsiadce torebkę wiedząc, że utrzymuje się z niewielkiej renty, zgwałcić nastolatkę w parku ?? Dla mnie to niepojęte, obrzydliwe, straszne. Zupełnie poza moim wszechświatem. To że amerykański żołnierz gwałci czternastoletnią Irakijkę i morduje całą jej rodzinę jest przerażające, obce nacechowane namacalnym złem. Czymś co mnie zatyka bo nie potrafię znaleźć żadnych przesłanek dla takich czynów. Intuicyjnie wydaje mi się niemożliwe, że człowiek jest zdolny do czegoś takiego. Niestety fakty temu przeczą. > >Dzielę ludzi tylko według jednego klucza: Porządni i sk...syny  > Raczej ująłbym to tak: u niektórych "zły pierwiastek" wygrywa - przyczyny bywają złożone. Uważam jednak, że jeśli szukasz w człowieku złych cech to je znajdziesz, ale jeśli >dostrzegasz dobro to pomagasz tej osobie stawać się lepszym. Zgadza się! Wydaje mi się, że niezależnie od wiary, każdy z nas może pomóc sobie i innym postępować dobrze. To w naszym wspólnym interesie. Jeśli przekonasz jedną osobę, żeby nie zabiła/ukradła, to jedno morderstwo/kradzież mniej... > Przyznam, że z początku Cię postrzegałem przez pryzmat mojego poprzedniego sporu z >apologetką głównego nurtu KrK - Teresą, ale zmieniłem zdanie. Zauważyłem Bartku ale i zauważyłem później zmianę. To godne szacunku, że stereotyp można przełamać i ja składam Ci wyrazy szacunku. Nikt mi nie każe i nic nie osiągnę pisząc to. Znów pozwolę sobie na "kaznodziejstwo"  . W tej kwestii otaczam Cię chwałą. Nie wymuszoną i wynikającą z mojego strachu przed Tobą. Po prostu na nią zasługujesz  > To działa tak: wchodzi tu teista pełen uprzedzeń i przyjmuje negatywną postawę. Chlebem i solą witany nie jest. Wymiana ironicznych komentarzy, sarkazmów i kpin zamyka możliwość >porozumienia. Wiem wiem... > >Jesteśmy wszyscy niewolnikami swoich ciał i mamy tak samo przerąbane, po co więc to pogłębiać ?> Nie każdy niestety tak sądzi  To prawda ale uważam, że część ludzi po prostu tego nie rozumie. Nie są "źli" tylko nie pojmują, że jedziemy na tym samym wózku. Wielu ma otwarte umysły i nie rozumie tylko dlatego, że nikt im tego nie pokazał. Jeśli zechcemy, możemy to pokazywać. Nie każdy musi spełniać misję ale każdy może. Paradoksalnie działając we własnym dobrze pojętym interesie stajesz się apostołem Jezusa, wypełniasz wolę mitu i wymysłu  Jeśli jesteś racjonalistą szukasz prawdy i dowodów. Odrzucasz zabobon i manipulację. Dziwnym zbiegiem okoliczności wypełniasz dokładnie wskazówki bohatera fikcji literackiej sprzed paru tysięcy lat który w dodatku przez wszystkie te lata ciągle klepie o tej swojej "prawdzie" do znudzenia i każe tylko ją przyjmować. Może to mistycyzm  Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | Na razie tyle: Wydaje mi się, że masz sporo do powiedzenia  Zapraszam. www.racjonalista.pl/forum.php/s,213020Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | lodowy (1486 punktów) | >Czuję, że to jest złe, mam w sobie instynkt moralny umożliwiający mi życie w społeczeństwie,
Każdy człowiek będzie "czuł" co jet złe trochę inaczej. Inaczej złodziej, inaczej morderca. Kiedyś mój brat znalazł portfel z dokumentami i dość przyjemną kasą. Wszystko odesłał. Racjonalnie myśląc powinien sobie zostawić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | >>Czuję, że to jest złe, mam w sobie instynkt moralny umożliwiający mi życie w społeczeństwie, >Każdy człowiek będzie "czuł" co jet złe trochę inaczej. Inaczej złodziej, inaczej morderca.
A inaczej ksiądz-pedofil i święty inkwizytor (skoro już bawimy się w ekstremalne przykłady). Zgadza się, z tym, że wyznanie lub jego brak nie ma tu znaczenia.
>Kiedyś mój brat znalazł portfel z dokumentami i dość przyjemną kasą. Wszystko odesłał. Racjonalnie myśląc powinien sobie zostawić.
Moim zdaniem to właśnie uczciwość jest racjonalna. Różnica, w zachowaniu, którą sugerujesz nie jest na granicy teista-ateista, tylko na granicy osoby zdrowe psychicznie - psychopaci. Osoby zdrowe psychicznie rozwiązują dylematy moralne w sposób nieutylitarny, psychopaci w utylitarny. Przykład: złamałbyś rękę dziecku terrorysty, żeby zmusić go do odstąpienia od zdetonowania bomby w centrum miasta? - myślę, że nie. Psychopata by złamał. Natomiast religie posiadają pewne narzędzia, które sankcjonują czynienie zła tj. mechanizmy rozgrzeszania i zasadę autorytetu. Czy zabójcy lekarzy z klinik aborcyjnych nie oczekują nagrody w niebie?
Na dokładkę mam jeszcze jedno pytanie z gatunku podchwytliwych: co Ciebie lub znanych Ci kierowców skuteczniej powstrzymuje od grzechu przekraczania prędkości oko boga czy oko fotoradaru?
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | lodowy (1486 punktów) | > A inaczej ksiądz-pedofil i święty inkwizytor (skoro już bawimy się w ekstremalne przykłady). Zgadza się, z tym, że wyznanie lub jego brak nie ma tu znaczenia.Gdybym był antyateistycznym ekstremistą napisałbym, że jeszcze inaczej widzieli to ateiści Hitler i Stalin. Czy Ty jesteś antykatolickim ekstremistą? Bo z ekstremistami niezwykle trudno się rozmawia. > >Kiedyś mój brat znalazł portfel z dokumentami i dość przyjemną kasą. Wszystko odesłał. Racjonalnie myśląc powinien sobie zostawić.> Moim zdaniem to właśnie uczciwość jest racjonalna.Jak to racjonalnie uzasadnić? Brat miałby kasę, i tyle. Zysk materialny. > Różnica, w zachowaniu, którą sugerujesz nie jest na granicy teista-ateista,Tu się zgadzam. > tylko na granicy osoby zdrowe psychicznie - psychopaci. Osoby zdrowe psychicznie rozwiązują dylematy moralne w sposób nieutylitarny, psychopaci w utylitarny. Przykład: złamałbyś rękę dziecku terrorysty, żeby zmusić go do odstąpienia od zdetonowania bomby w centrum miasta? - myślę, że nie. Psychopata by złamał.Nie jestem pewien, czy sugerujesz podział psychopata-wierzący, zdrowy-ateista? Bo to znowu jakiś ekstremizm. Jak się to ma do do rozpoznawania dobra i zła. > Na dokładkę mam jeszcze jedno pytanie z gatunku podchwytliwych: co Ciebie lub znanych Ci kierowców skuteczniej powstrzymuje od grzechu przekraczania prędkości oko boga czy oko fotoradaru?Oko boga lub wolałbym napisać tacy, którzy z uczciwości chcą przestrzegać przepisów (niezależnie od światopoglądu). Oni jeżdżą zgodnie z przepisami nawet tam, gdzie nie ma radarów. Ci którzy boją się fotoradarów zwalniają tylko tam gdzie trzeba. Staram się jak mogę, ale chyba należę do tych drugich.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Gdybym był antyateistycznym ekstremistą napisałbym, że jeszcze inaczej widzieli to ateiści Hitler i Stalin.Wtedy odpowiedziałbym, że pewnie nie wierzyli w chrześcijańskiego boga, ale nie byli tak do końca ateistami, bo stworzyli dogmatyczne systemy polityczne substytucyjne do wiary. Niektórzy rosyjscy kosmolodzy badający Wielki Wybuch skończyli na Syberii, bo Marks twierdził, że Wszechświat jest wieczny, bez początku i bez końca, a oni się temu dogmatowi sprzeciwili. Ateizm - w moim rozumieniu jest - zdystansowaniem się od "prawd ostatecznych" bez względu na ich pochodzenie. Tak więc w erze komunizmu ateista byłby "reakcyjnym bezideowcem", czy też "obrazą dla swojej rasy" w hitlerowskich Niemczech. > Czy Ty jesteś antykatolickim ekstremistą? Bo z ekstremistami niezwykle trudno się rozmawia.Ekstremistą nie jestem z pewnością. Nawet specjalnie antyklerykalny nie jestem. Po prostu bajki sprzed 2000 lat nie kupuję. > Jak to racjonalnie uzasadnić? Brat miałby kasę, i tyle. Zysk materialny.Prosto - chcę żyć w kraju, gdzie panuje ład społeczny. Brak uczciwości i moralności ład ten rozkłada. Jeśli kogoś motywuje chęć samorealizacji przyjmuje na siebie pewien system wartości np. humanistycznych i nie robi drugiemu, co mu niemiłe. Jest to zachowanie nieutylitarne, ale racjonalne - podkreślę - moim zdaniem. Ale oczywiście ludzkie poczucie pokusy nie było zapewne Twojemu bratu obce jako i mi by nie było? Ale zgodna z prawem jest w końcu instytucja znaleźnego. > Nie jestem pewien, czy sugerujesz podział psychopata-wierzący, zdrowy-ateista? Bo to znowu jakiś ekstremizm.W żadnym razie. Cały czas podkreślam brak korelacji między wyznawaną religią, a moralnością celem rozprawienia się z mitem, że każdy ateista jest przesiąknięty złem z założenia. Zdziwiłbyś się ile osób w ten mit wierzy. > Oko boga lub wolałbym napisać tacy, którzy z uczciwości chcą przestrzegać przepisów (niezależnie od światopoglądu). Oni jeżdżą zgodnie z przepisami nawet tam, gdzie nie ma radarów. Ci którzy boją się fotoradarów zwalniają tylko tam gdzie trzeba.> Staram się jak mogę, ale chyba należę do tych drugich.  Widzisz ... tu się nie różnimy  Pytanie to było wstępem do tezy, że nieuniknioność ziemskiej kary (nawet niskiej) jest skuteczniejsza od srogiej kary w piekle czy wiecznej nagrody w niebie.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | lodowy (1486 punktów) | > Wtedy odpowiedziałbym, że pewnie nie wierzyli w chrześcijańskiego boga, ale nie byli tak do końca ateistami, bo stworzyli dogmatyczne systemy polityczne substytucyjne do wiary. Niektórzy rosyjscy kosmolodzy badający Wielki Wybuch skończyli na Syberii, bo Marks twierdził, że Wszechświat jest wieczny, bez początku i bez końca, a oni się temu dogmatowi sprzeciwili.> Ateizm - w moim rozumieniu jest - zdystansowaniem się od "prawd ostatecznych" bez względu na ich pochodzenie. Tak więc w erze komunizmu ateista byłby "reakcyjnym bezideowcem", czy też "obrazą dla swojej rasy" w hitlerowskich Niemczech.To dość pokrętna i Twoja prywatna definicja ateizmu. Jest ona jednak bardzo prosta i klarowna - ateizma to odrzucenie istnienia bogów i z całą pewnościa Hitler i Stalin byli ateistami. > >Jak to racjonalnie uzasadnić? Brat miałby kasę, i tyle. Zysk materialny.> Prosto - chcę żyć w kraju, gdzie panuje ład społeczny. Brak uczciwości i moralności ład ten rozkłada. Jeśli kogoś motywuje chęć samorealizacji przyjmuje na siebie pewien system wartości np. humanistycznych i nie robi drugiemu, co mu niemiłe. Jest to zachowanie nieutylitarne, ale racjonalne - podkreślę - moim zdaniem. Ale oczywiście ludzkie poczucie pokusy nie było zapewne Twojemu bratu obce jako i mi by nie było? Ale zgodna z prawem jest w końcu instytucja znaleźnego.Na straży "ładu społecznego" stoi prawo. Wartości humanistyczne? Hm, napisz coś konkretniej, bo to tak na okrągło powiedziane jak ksiądz na kazaniu.  Poza tym posłużyłeś się przykazaniem miłości bliźniego z Ewangelii. > >Nie jestem pewien, czy sugerujesz podział psychopata-wierzący, zdrowy-ateista? Bo to znowu jakiś ekstremizm.> W żadnym razie. Cały czas podkreślam brak korelacji między wyznawaną religią, a moralnością celem rozprawienia się z mitem, że każdy ateista jest przesiąknięty złem z założenia. Zdziwiłbyś się ile osób w ten mit wierzy.Zgadzam się. > >Oko boga lub wolałbym napisać tacy, którzy z uczciwości chcą przestrzegać przepisów (niezależnie od światopoglądu). Oni jeżdżą zgodnie z przepisami nawet tam, gdzie nie ma radarów. Ci którzy boją się fotoradarów zwalniają tylko tam gdzie trzeba.> >Staram się jak mogę, ale chyba należę do tych drugich.  > Widzisz ... tu się nie różnimy  > Pytanie to było wstępem do tezy, że nieuniknioność ziemskiej kary (nawet niskiej) jest skuteczniejsza od srogiej kary w piekle czy wiecznej nagrody w niebie.Teraz nie rozumiem, Twoja teza nie zgadza się z tym co napisałem. Kierowcy naprawdę przestrzegający przepisy robią to z uczciwości, nie ze strachu przed ziemska karą (fotoradarem).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > To dość pokrętna i Twoja prywatna definicja ateizmu.Mylisz się - to logiczna i precyzyjna definicja. Jest ona jednak bardzo prosta i klarowna - ateizma to odrzucenie istnienia bogów i z całą pewnościa Hitler i Stalin byli ateistami. No nie do końca - bo religia jest niczym innym jak kultem jednostki/jednostek. W tym znaczeniu różnica jest powierzchowna. > Na straży "ładu społecznego" stoi prawo.Czyli religia spełnia rolę marginalną. > Wartości humanistyczne?Chodzi o ideę, że człowiek i jego godność stanowy wartość najwyższa. Chodzi o prawo jednostki do samorealizacji i stopniowego zmieniania świata na lepsze. Wracając do przykładu z portfelem - jak można zagarnąć te pieniądze i nie myśleć o sobie jak o cwaniaczku bazarowym? www.americ(*)umanism/Humanist_Manifesto_III> Hm, napisz coś konkretniej, bo to tak na okrągło powiedziane jak ksiądz na kazaniu.  Ciężko mi się do tego odnieść - nie słucham kazań  > Poza tym posłużyłeś się przykazaniem miłości bliźniego z Ewangelii.Bo wpisuje się ono w wartości humanistyczne. Skoro nie wierzę w żadnego boga nie oznacza automatycznie, że muszę dokładnie wszystko z różnych religii negować. > Teraz nie rozumiem, Twoja teza nie zgadza się z tym co napisałem. Kierowcy naprawdę przestrzegający przepisy robią to z uczciwości, nie ze strachu przed ziemska karą (fotoradarem).Tworzysz regułę na bazie wyjątku. Też mógłbym podawać przykłady znanych ateistów i uzasadniać ich wyższość moralną na przeciętnym wierzącym Kowalskim. Co do zasady ziemska kara jest skuteczniejsza od świadomości grzechu.
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 5 | pavvel (8272 punktów) |
> Tworzysz regułę na bazie wyjątku. Też mógłbym podawać przykłady znanych ateistów i uzasadniać ich wyższość moralną na przeciętnym wierzącym Kowalskim. Co do zasady ziemska kara jest skuteczniejsza od świadomości grzechu.I niewątpliwie ateiści mają więcej argumentów w takim udowadnianiu  Edit: Oj witwos, witwos. A początkowo myślałem, że można cię do przyzwoitych teistów zaliczyć. Może kiedyś skomentowałbyś swojego minusa? Bo rozumiem, że może ci się nie podobać to co mówię, ale spróbuj to podważyć. Żeby gołosłownym nie być: holysmoke.org/icr-pri.htmTu znajdziesz procent więźniów w USA według wyznania. Cytat: Atheist 0.209% Podczas gdy wśród ogółu ludności ateiści stanowią kilkanaście procent. I co ty na to?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | Dobry link, ale rzeczywiście, by nie traktować go jako tendencyjny, powinien odnosić proporcje osadzonych do rozkładu wyznania w regionie, który obsługuje badana jednostka karna.
Tomasz Sztejka
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) | > Dobry link, ale rzeczywiście, by nie traktować go jako tendencyjny, powinien odnosić proporcje osadzonych do rozkładu wyznania w regionie, który obsługuje badana jednostka karna.> Tomasz SztejkaAleż on miał wyglądać tendencyjnie  I zaraz sam go trochę poobalam  Chciałem tylko pokazać, jak absurdalne mogą być dyskusje o moralności ze względu na światopogląd. Do rzeczy: Procent ateistów w badanym terenie na pewno jest większy niż 0,2%. Czy wynosi on 5% czy 20% nie zmienia to faktu, że dysproporcja jest duża. Tylko, że przyczyny tej dysproporcji nie muszą tkwić w różnicach moralności. Można na przykład przypuszczać, że zimny, racjonalny i wyrachowany ateista lepiej zaplanuje ewentualne przestępstwo, sprawniej plan wykona i po prostu nie da się złapać. Można zastanawiać się, czy niektórzy z aresztowanych ateistów, w nadziei na mniejszy wyrok nie stają się na sali sądowej (za radą adwokata) ludźmi głęboko religijnymi. Wreszcie w samych więzieniach mogą istnieć jakieś czynniki sprawiające, że opłaca się być "religijnym". Statystyka podaje suche dane. Interpretacja należy do nas. Ja nie uważam, żeby różnice jeśli są, były aż tak znaczące. Ale jak gdzieś jakiś katolik będzie mi o niebiańskiej moralności prawił, to tym linkiem będę mógł go na ziemię sprowadzić  I niech wtedy sam interpretuje i wyjaśnia
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) |
> Najlepiej spytać MeretsegerObecna  Z tymi ukrzyżowanymi bogami to różnie mówią. Na pewno Odyn wisiał na drzewie (nie na krzyżu). Ktoś się nawet doliczył 16, a kto inny 18 takich bóstw, ale większość to tylko "dziwne opowieści". Oto ich lista "wyrwana" z piekielnych czeluści Internetu: "1. Jezus - Nazaret 2. Kryszna - India 3. Sakia - India 4. Iva - Nepal 5. Indra - Tybet 6. Mitra - Persja, ur. 25 grudnia, główny prekursor mitu o Chrystusie 7. Tammuz - Babilonia 8. Criti - Chaldea 9. Attis - Frygia 10. Baili - Orissa 11. Thules - Egipt 12. Orontes - Egipt 13. Zbawiciel z Witoba - Telingonese 14. Odin - Skandynawia 15. Hesus - zbawiciel Druidów celtyckich, ukrzyżowany jako baranek, który miał zgładzić grzechy Świata 16. Quetzalcoatl (Quexalcote) - Meksyk, ukrzyzowany w 587 r. przed Chrystusem, przybity wraz z dwoma innymi złoczyńcami do krzyża, zmartwychwstał drugiego dnia". Szaleństwo, prawda? Zaraz się z nim rozprawimy: Quetzalcoatl. Walczył z bogiem Tezcatlipocą (Dymiącym Zwierciadłem) i jego zwolennikami, gdyż sprzeciwił się praktykom składania ofiar z ludzi i był zwolennikiem samodoskonalenia moralnego. Zmuszony do opuszczenia Tuli, udał się wraz ze swoimi zwolennikami do Choluli, gdzie nauczał przez dwadzieścia lat. Opuścił to miasto w towarzystwie czterech najbardziej oddanych uczniów, którym następnie nakazał wrócić do miasta, rządzić i głosić jego naukę, dopóki nie powróci. On zaś udał się na tratwie czy też łodzi do swojej dalekiej ojczyzny za morzem. Inna wersja legendy głosi, że na wybrzeżu Morza Wschodniego ofiarował swoje życie za ludzi spalając się na stosie ofiarnym, a jego dusza uniosła się do nieba, zamieniając się w Gwiazdę Wieczorną (czyli planetę Wenus), sam zaś Quetzalcoatl przeniósł się do Mictlanu. Od tego czasu ludzie oczekiwali jego cudownego powrotu. Wiara w ponowne nadejście Pierzastego Węża była tak silna, iż przybywającego na Jukatan hiszpańskiego konkwistadora Hernána Cortésa miejscowa ludność początkowo wzięła za powracającego boga Quetzalcoatla. Jak widać, żadna wersja mitu nie wspomina o krzyżu. Idźmy dalej. Orontes. Takiego bóstwa w Egipcie nie znam, natomiast znam taką rzekę bardziej na wschód i północ (Syria-Turcja) i jej boga, ale on w żaden żywy sposób na krzyżu nie skończył. Thules. Jak wyżej, natomiast coś mi się kojarzy z latami 30. XX w. i SS, ale ponieważ nad historią współczesną nigdy się nie zatrzymywałam dłużej niż 5 sekund, to tylko się o ucho obiło. Szczegółów nie podam, bo nie wiem, co to było Mitra. Jednym z jego symboli, jako bóstwa solarnego, był krzyż słoneczny. Kryszna. Powiadają, że siedzącego pod drzewem śmiertelnie zranił strzałą myśliwy. Od drzewa do krzyża niedaleko  Resztę litościwie pominę. Żadna z wersji mitu o Ozyrysie nie wspomina jego ukrzyżowania. Nawet Plutarch w rozprawie "O Izydzie i Ozyrysie" czegoś podobnego nie zamieścił, chociaż jego wersja jest kompilacją wszystkich pozostałych (ale zgrabną, przyznaję). Według niego zły brat Set podstępem zamknął Ozyrysa w skrzyni-sarkofagu i wrzucił do Nilu. Ozyrys utonął. Egipskie wersje mówią nieco inaczej - Set zabił Ozyrysa, poćwiartował i kawałki wrzucił do Nilu. Izyda z pomocą Neftydy, Anubisa i Tota odnalazła wszystkie części, poskładała - głównie Anubis się tym zajmował (dlatego też Anubis stał się bogiem zmarłych i opiekunem mumifikacji), po czym Ozyrys zmartwychwstał. Od tej pory jest zarazem bogiem śmierci i odradzającego się życia, panem świata podziemnego i patronem kiełkującego zboża, sędzią w Sali Obu Prawd. Jeśli Was znudziłam, to przepraszam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Jeśli Was znudziłam, to przepraszam  Nic podobnego, dzięki za kawał dobrej, analitycznej roboty! 
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | > Quetzalcoatl. Walczył z bogiem Tezcatlipocą (Dymiącym Zwierciadłem) i jego zwolennikami, gdyż sprzeciwił się praktykom składania ofiar z ludzi i był zwolennikiem samodoskonalenia moralnego. Zmuszony do opuszczenia Tuli, udał się wraz ze swoimi zwolennikami do Choluli, gdzie nauczał przez dwadzieścia lat. Opuścił to miasto w towarzystwie czterech najbardziej oddanych uczniów, którym następnie nakazał wrócić do miasta, rządzić i głosić jego naukę, dopóki nie powróci. On zaś udał się na tratwie czy też łodzi do swojej dalekiej ojczyzny za morzem. Inna wersja legendy głosi, że na wybrzeżu Morza Wschodniego ofiarował swoje życie za ludzi spalając się na stosie ofiarnym, a jego dusza uniosła się do nieba, zamieniając się w Gwiazdę Wieczorną (czyli planetę Wenus), sam zaś Quetzalcoatl przeniósł się do Mictlanu. Od tego czasu ludzie oczekiwali jego cudownego powrotu. Wiara w ponowne nadejście Pierzastego Węża była tak silna, iż przybywającego na Jukatan hiszpańskiego konkwistadora Hernána Cortésa >miejscowa ludność początkowo wzięła za >powracającego boga Quetzalcoatla. Ot co, mądrego to i dobrze posłuchać  Jesteś archeologiem lub "coś koło tego" prawda? Niestety pokryci pianą na pyskach "zbawiciele" z krzyżem na ramionach i odrazą do wiedzy spalili większość kodeksów Majów więc zostały tylko fragmenty. Wierzenia ludów Mezoameryki o tyle mnie interesują, że mit Wirakoczy i właśnie Quetzalcoatla są wyjątkowo podobne do przekazów Biblijnych. Znasz może jakieś strony, miejsca, biblioteki (lepiej na naszym kontynencie  ), odkrycia archeologiczne, które opisywałyby mniej znane znaleziska? Mogą być po angielsku a właściwie to nawet lepiej żeby były. "Polska przekład" często "durna przekład". Interesują mnie również wszelkie mało znane starożytne dokumenty, takie których nie można łatwo znaleźć w internecie. Większość tego co łatwo dostępne raczej "przerobiłem", np. marduk70.w.interia.pl/nta.htmlmarduk70.w.interia.pl/sta.htmlpapirusy egipskie, Rygwedę, wszystko z tej strony: insanityof(*)poganstwo/viewtopic.php?t=1046Ale cóż..  takie hobby, z chęcią bym wyszperał "coś nowego". > Jeśli Was znudziłam, to przepraszam  Proszę Cię  Twoje posty dotyczące starych przekazów są dla mnie zawsze ciekawe i często dowiaduję się czegoś, o czym nie miałem wcześniej pojęcia. Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) |
> Ot co, mądrego to i dobrze posłuchać Jesteś archeologiem lub "coś koło tego" prawda?Jestem archeologiem dwóch specjalności (Egipt i wczesny neolit Europy), numizmatykiem i "ochroniarzem" zabytków  Trzy zawody, wszystkie niespecjalnie potrzebne w obecnych czasach  Ale je lubię. > Znasz może jakieś strony, miejsca, biblioteki (lepiej na naszym kontynencie ), odkrycia archeologiczne, które opisywałyby mniej znane znaleziska? Mogą być po angielsku a właściwie to nawet lepiej żeby były. "Polska przekład" często "durna przekład". Interesują mnie również wszelkie mało znane starożytne dokumenty, takie których nie można łatwo znaleźć w internecie.Coś się znajdzie  > Większość tego co łatwo dostępne raczej "przerobiłem", np.Zajrzałam. bardzo ciekawe, szczególnie to z apokryfami. Nawet nie wiedziałam, że to wszystko jest w internecie, jestem leciwa  , przyzwyczajona do wersji papierowych. Zajrzałam do tego neopogaństwa, widzę sporo linków, z tym, że komentarz internauty na temat Papirusu Ani zawiera nieco błędów (jak zwykle, zawsze znajdę coś, czego się można czepić  ). > Ale cóż.. takie hobby, z chęcią bym wyszperał "coś nowego".A znasz "Kalewalę"? Jestem pod wrażeniem. Oczywiście czytałam tylko polski przekład Jerzego Litwiniuka, bezpośrednio z oryginału, wyszło jakieś 10 lat temu w PIWowskiej serii Bibliotheca Mundi. Gdzieś na początku XIX wieku pewien Fin zadał sobie trud i pozbierał razem wszystkie pieśni, podania, legendy, jakie od stuleci krążyły po Finlandii i Karelii w wersjach ustnych i pisanych. Chwała mu za to, bo pewnie by to przepadło. A znasz może tę stronę? www.sacred-texts.com/index.htmSą tam teksty ze wszystkich stron świata. A tu egipskie - Teksty Piramid, Księga Wyjścia za Dnia (zwana Księgą Umarłych, tu jest tłumaczenie Papirusu Ani), Księga Am-Duat, Księga Bram... www.sacred-texts.com/egy/index.htm> Proszę Cię Twoje posty dotyczące starych przekazów są dla mnie zawsze ciekawe i często dowiaduję się czegoś, o czym nie miałem wcześniej pojęcia.> PozdrawiamMiło mi  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | > Jestem archeologiem dwóch specjalności (Egipt i wczesny neolit Europy), numizmatykiem i >"ochroniarzem" zabytków Trzy zawody, wszystkie niespecjalnie potrzebne w obecnych czasach >Ale je lubię. Ha! Dobrze, że Cię poznałem  Dobrze móc zapytać fachowca  A tak na marginesie, to wychowałem się na Pałukach, Biskupin jest częścią mojej "lokalnej atrakcji" i dobrze go sobie obejrzałem  . > >Ale cóż.. takie hobby, z chęcią bym wyszperał "coś nowego".> A znasz "Kalewalę"? Wiem tyle, że to jeden z najstarszych fińskich dokumentów, zdaje się opisuje wierzenia animistyczne w formie poematu. Jeden z moich znajomych bawi się w odkrywanie historii oręża ludów północy, wykonuje repliki broni i elementów uzbrojenia. Niestety moja wiedza jest mocno ograniczona, z racji zainteresowań ogólnych skupiam się raczej na pozycjach religii monoteistycznych oraz świeckich. Przy określaniu prawdziwości płynącego z jakiegoś tekstu przekazu, jedyną według mnie metoda to zebranie jak największej ilości dzieł ze zbliżonego okresu i określanie elementów wspólnych. Jeśli jakiś element powtarza się w wielu źródłach, można uznać go za bardzo prawdopodobny. Zresztą  Tobie, archeologowi tego nie tłumaczę ale może ktoś czyta  > Jestem pod wrażeniem. Oczywiście czytałam tylko polski przekład Jerzego Litwiniuka, bezpośrednio z oryginału, wyszło jakieś 10 lat temu w PIWowskiej serii Bibliotheca Mundi. Gdzieś na początku XIX wieku pewien Fin zadał sobie trud i pozbierał razem wszystkie pieśni, podania, legendy, jakie od stuleci krążyły po Finlandii i Karelii w wersjach ustnych i >pisanych. Chwała mu za to, bo pewnie by to przepadło.Pewnie i za to kiedyś się chwycę  > A znasz może tę stronę? www.sacred-texts.com/index.htm> Są tam teksty ze wszystkich stron świata. A tu egipskie - Teksty Piramid, Księga Wyjścia za Dnia (zwana Księgą Umarłych, tu jest tłumaczenie Papirusu Ani), Księga Am-Duat, Księga >Bram... www.sacred-texts.com/egy/index.htmAno tak, sacred-texts, zapomniałem o niej wspomnieć jak rónież: www.gnosis.org/naghamm/nhlalpha.html Zwłaszcza to ostatnie to wg mnie znakomita pozycja. Może zawierać "nacechowane komentarze" bo to jakieś towarzystwo gnostyków udostępnia ale same teksty są niezłym kompendium. Hm... Cieszyłbym się, gdyby powstał jakiś wątek w którym można by wymieniać tego rodzaju linki. Może ktoś by skorzystał i uzyskał łatwy dostęp do większej ilości tekstów historycznych opisujących dzieje ludzkości. Poza tym może i z Tobą i mną ktoś się podzieli informacją o czymś, o czym nie wiedzieliśmy. Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) | > Cieszyłbym się, gdyby powstał jakiś wątek w którym można by wymieniać tego rodzaju linki.> Może ktoś by skorzystał i uzyskał łatwy dostęp do większej ilości tekstów historycznych opisujących dzieje ludzkości. Poza tym może i z Tobą i mną ktoś się podzieli informacją o czymś, o czym nie wiedzieliśmy.> PozdrawiamTo jest dobry pomysł, może założysz taki wątek? Na przykład o nazwie "Teksty źródłowe"? Niekoniecznie o tematyce religijnej i mitologicznej, także z biologii, fizyki, astronomii... Poprzenosimy tak wszystko to, co tu jest umieszczone, na pewno ktoś coś dołoży. Mam wrażenie, że Twoja wiedza jest naprawdę rozległa  Będę się musiała trochę napracować, żeby znaleźć coś, o czym nie wiesz  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Vancalar (1804 punktów) | > >Cieszyłbym się, gdyby powstał jakiś wątek w którym można by wymieniać tego rodzaju linki.> >Może ktoś by skorzystał i uzyskał łatwy dostęp do większej ilości tekstów historycznych opisujących dzieje ludzkości. Poza tym może i z Tobą i mną ktoś się podzieli informacją o czymś, o czym nie wiedzieliśmy.> >Pozdrawiam> To jest dobry pomysł, może założysz taki wątek? Na przykład o nazwie "Teksty źródłowe"? Niekoniecznie o tematyce religijnej i mitologicznej, także z biologii, fizyki, astronomii... >Poprzenosimy tak wszystko to, co tu jest umieszczone, na pewno ktoś coś dołoży. Szczerze mówiąc z chęcią bym się tym zajął. Dodatkowo Gdzieś wyczytałem, że Elka mogłaby od czasu do czasu coś potłumaczyć  Jest tylko jeden problem, taki pomysł wymagałby z pewnością dodania na forum działu "linki" lub coś podobnego. Inaczej zaraz zniknie to w powodzi wątków typu: "Prawda i skąd wiemy, że ja ją znam". Jako osoba "z ulicy" w dodatku teista mam zapewne niewielkie kompetencje w oczach moderatorów do przeprowadzania tego typu akcji  Może się mylę. Znasz jakiegoś ?  Do tej pory jakoś "bany i ostrzeżenia" mnie omijają więc nie miałem z moderacją wiele kontaktów. Może spróbuję zagadać do Zbyszka Bryłowskiego. Mogą się również pojawiać oskarżenia, że ze względu na swój teizm promuję "nawiedzone teksty". Pomóc - z chęcią. Jeśli choć jedna osoba znajdzie coś ciekawego dla siebie, to warto. Z przyjemnością podjąłbym się ułożenia działów "linkowni" a nawet umieszczenia najważniejszych, pisanych zrozumiałym językiem pozycji z różnych dziedzin, które trudno znaleźć a wiele wyjaśniają. Potrzebuję trochę pomocy i razem moglibyśmy spróbować zbudować "niezbędnik pochłaniacza wiedzy"  . Inna rzecz, że wiele można znaleźć w dziale z artykułami racjonalisty, dobrze byłoby to jakoś powiązać i tu też jest potrzebne zaangażowanie i chęć poparcia takiego pomysłu przez moderatorów. Jak samodzielnie coś ustalę, to tutaj dopiszę. Hm nawet bym te kilka postów przeniósł do nowego wątku ale nie mam takich uprawnień. Ja jestem tylko mały żuczek, sam nie dam rady . > Mam wrażenie, że Twoja wiedza jest naprawdę rozległa.Nawet w ułamku procenta nie tak rozległa jak oceany mojej głupoty i niewiedzy  . > Będę się musiała trochę napracować, żeby znaleźć coś, o czym nie wiesz  Niekoniecznie, nie chciałbym, żebyś coś specjalnie musiała szukać. Wpadnie coś do głowy, z chęcią przyjmę. Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
> Szczerze mówiąc z chęcią bym się tym zajął. Dodatkowo Gdzieś wyczytałem, że Elka mogłaby od czasu do czasu coś potłumaczyć Jest tylko jeden problem, taki pomysł wymagałby z pewnością dodania na forum działu "linki" lub coś podobnego. Inaczej zaraz zniknie to w powodzi wątków typu: "Prawda i skąd wiemy, że ja ją znam". Jako osoba "z ulicy" w dodatku teista mam zapewne niewielkie kompetencje w oczach moderatorów do przeprowadzania tego typu akcji Może się mylę.O, tutejsi moderatorzy są osobami o rozległych zainteresowaniach i otwartych głowach. Z pewnością nie skreślą Cię tylko dlatego, że jesteś teistą. Z takimi teistami jak Ty aż przyjemnie rozmawiać, bo ręce nie opadają, jak się czyta  > Do tej pory jakoś "bany i ostrzeżenia" mnie omijająI jestem pewna, że nadal będą omijać  > Może spróbuję zagadać do Zbyszka Bryłowskiego.Może być. Albo bezpośrednio do któregoś z moderatorów. Poprę Cię. Może przy okazji się okaże, że takie miejsce gdzieś już jest, tylko nie możemy go znaleźć? > Mogą się również pojawiać oskarżenia, że ze względu na swój teizm promuję "nawiedzone teksty".E tam. Zlekceważ je. To są teksty źródłowe. Każdy chętnie poczyta. > Pomóc - z chęcią. Jeśli choć jedna osoba znajdzie coś ciekawego dla siebie, to warto. Z przyjemnością podjąłbym się ułożenia działów "linkowni" a nawet umieszczenia najważniejszych, pisanych zrozumiałym językiem pozycji z różnych dziedzin, które trudno znaleźć a wiele wyjaśniają. Potrzebuję trochę pomocy i razem moglibyśmy spróbować zbudować "niezbędnik pochłaniacza wiedzy" . Inna rzecz, że wiele można znaleźć w dziale z artykułami racjonalisty, dobrze byłoby to jakoś powiązać i tu też jest potrzebne zaangażowanie i chęć poparcia takiego pomysłu przez moderatorów. Jak samodzielnie coś ustalę, to tutaj dopiszę. Hm nawet bym te kilka postów przeniósł do nowego wątku ale nie mam takich uprawnień. Ja jestem tylko mały żuczek, sam nie dam rady.To by było naprawdę potrzebne, sama widziałam wiele razy na forum apele "potrzebuję takich i takich książek, artykułów, wiadomości, pomóżcie". A potem to wszystko gdzieś znika i trudno znaleźć. > >Mam wrażenie, że Twoja wiedza jest naprawdę rozległa.> Nawet w ułamku procenta nie tak rozległa jak oceany mojej głupoty i niewiedzy .No to jesteśmy mniej więcej w tym samym miejscu  > PozdrawiamSerdeczności
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Szczerze mówiąc z chęcią bym się tym zajął. Dodatkowo Gdzieś wyczytałem, że Elka mogłaby od czasu do czasu coś potłumaczyć  Co, kto, ja? Tak, ja, mnie wywołują. Nie daję gwarancji czasowych ani nie wystawiam kwitków, tłumaczę w zasadzie wszystko jeśli trzeba - ale nie poezję! *wychynąwszy na chwilę z artykułu Laquer'a pogrąża się na powrót w szaleństwie*
and that's it.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | > > Szczerze mówiąc z chęcią bym się tym zajął. Dodatkowo Gdzieś wyczytałem, że Elka mogłaby od czasu do czasu coś potłumaczyć  > Co, kto, ja? Tak, ja, mnie wywołują.Tak tak, do pani się zwracamy  Ptaszki mi ćwierkają, że z chęcią zabawiłaby się Pani np. tym: marduk70.w.interia.pl/ks_jub.html> Nie daję gwarancji czasowych ani nie wystawiam kwitków, tłumaczę w zasadzie wszystko jeśli >trzeba - ale nie poezję!Ot i wielki duch w jakże ułomnym ciele www.racjonalista.pl/forum.php/s,213020/i,85Zapraszam serdecznie do współpracy. Nie mogę się doczekać pierwszego dokumentu który będzie nosił podpis: "translated by Elka"  . > *wychynąwszy na chwilę z artykułu Laquer'a pogrąża się na powrót w szaleństwie*> and that's it. Nie wiem, czy powinienem ale... Powiedzmy, że "wewnętrzny głos" każe mi coś powiedzieć. Nie wiesz, dlaczego teraz cierpisz ale wierzę, że się dowiesz. Od tego ile lat przed Tobą znacznie ważniejsze, ile przez ten czas dokonasz. Znasz języki, możesz pomóc ludziom zrozumieć i sama zrozumieć wiele. Dzięki Tobie być może za 30 czy 50 lat ktoś będzie mógł poczytać za darmo i po polsku "enumę elish" Albo "Życie Adama i Ewy". Może to jest lekarstwo na nudę umierania? Przepraszam, że się "z buciorami" pcham w Twoje życie. To racja, że nie mam pojęcia co czujesz. Potraktuj to jako radę od przyjaciela  Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Tak tak, do pani się zwracamy Ptaszki mi ćwierkają, że z chęcią zabawiłaby się Pani np. tym:> marduk70.w.interia.pl/ks_jub.htmlHm, jak tylko skończę z obecną pracą, to się temu poprzyglądam dokładniej. Tekst ogólnie łatwy, musimy ustalić tylko jedną sprawę - kwestia terminologii i nazw. Używam kilku słowników, w tym tych regularnych dla tłumaczy. Jasne, że będę najdokładniejsza jak się da, ale w razie czego sprawdzajcie - ja jestem politologiem, studiowałam owszem archeologię, ale jeden semestr tylko, a historię to tylko starożytność i średniowiecze... Jakby co - sprawdzać, żeby nie było kwiatków. Nazwy - na początku postaram się poszukać polskich odpowiedników, jeśli nie będę pewna dokładności odpowiednika zostawię nazwę angielską i dam przypis, może być..? > Ot i wielki duch w jakże ułomnym ciele  > Zapraszam serdecznie do współpracy. Nie mogę się doczekać pierwszego dokumentu który będzie nosił podpis: "translated by Elka" .No, no, bez przesady..  Przecież chyba nie tylko ja będę tłumaczyć, angielski prosty język.. > Nie wiem, czy powinienem ale... Powiedzmy, że "wewnętrzny głos" każe mi coś powiedzieć.> Nie wiesz, dlaczego teraz cierpisz ale wierzę, że się dowiesz. Od tego ile lat przed Tobą znacznie ważniejsze, ile przez ten czas dokonasz. Znasz języki, możesz pomóc ludziom zrozumieć i sama zrozumieć wiele. Dzięki Tobie być może za 30 czy 50 lat ktoś będzie mógł poczytać za darmo i po polsku "enumę elish" Albo "Życie Adama i Ewy". Może to jest lekarstwo na nudę umierania?Odpowiedź jest dosyć prosta - cierpię, bo jestem popsuty model, plus wypadek samochodowy z długą hospitalizacją, plus kilka nieszczególnych chorób przewlekłych. Ano, zepsuło się dziecko i trudno. Umieranie robi się nudne, jak się to już kilka razy robiło. Jako takie jest raczej problematyczne, szczególnie jeśli polega na przyspieszonym "zużywaniu materiału". Człowiek się musi spieszyć ze wszystkim, a ma mało siły. > Przepraszam, że się "z buciorami" pcham w Twoje życie.> To racja, że nie mam pojęcia co czujesz.> Potraktuj to jako radę od przyjaciela  Spoko, ludzie często głupieją albo czują się dziwnie w mojej obecności. Albo się boją. Mój najlepszy przyjaciel obstawia "aurę śmierci" odczuwaną przez wszystkie zwierzęta, taki atawizm  Plus, tak jesteśmy przez już nowoczesne społeczeństwo ustawieni, żeby próbować jakoś pomóc w takiej sytuacji, zrobić cokolwiek - dysonans.  A nie ma się czym przejmować. Radzę sobie. Czasem zniknę, bo pochoruję się bardziej, czasem ktoś musi mi pomóc, bo nie daję rady czegoś zrobić. Ale w ogóle - to jeszcze się ruszam, gadam, denerwuję ludzi, jest nieźle. Nie ma co panikować 
and that's it.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | pavvel (8272 punktów) | > >>Cieszyłbym się, gdyby powstał jakiś wątek w którym można by wymieniać tego rodzaju linki.> >>Może ktoś by skorzystał i uzyskał łatwy dostęp do większej ilości tekstów historycznych opisujących dzieje ludzkości. Poza tym może i z Tobą i mną ktoś się podzieli informacją o czymś, o czym nie wiedzieliśmy.Jestem jak najbardziej ZANawet jeżeli nikt z Wami się nie podzieli czymś czego nie znaliście, Wy możecie podzielić się z innymi  Proponuję aby poprosić moderatorów o założenie nowego rozdziału (nazwa teksty źródłowe jak najbardziej odpowiednia) może w dziale Czytelnia i książki. Przydałoby się ustalić kryteria eliminacji śmieci, bo różne trolle mogą zacząć tam Danikena linkować. Można też założyć jakieś konto n.p. na chomiku, gdzie większość tekstów byłaby dostępna do ściągnięcia, bo linki w sieci mają to do siebie, że się czasem dezaktualizują > Jako osoba "z ulicy" w dodatku teista mam zapewne niewielkie kompetencje w oczach moderatorów do przeprowadzania tego typu akcji Może się mylę.Mam nadzieję, że się mylisz. Jednak jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz. > Potrzebuję trochę pomocy i razem moglibyśmy spróbować zbudować "niezbędnik pochłaniacza wiedzy"Ja mogę zająć się działem fizyka i astronomia. Daj tylko znać kiedy, a zaczynam szukać linków i e-booków. > Inna rzecz, że wiele można znaleźć w dziale z artykułami racjonalisty, dobrze byłoby to jakoś powiązać i tu też jest potrzebne zaangażowanie i chęć poparcia takiego pomysłu przez moderatorów.Nic nie stoi na przeszkodzie aby to wykorzystać. W rozdziale teksty źródłowe
mogą pojawiać się również linki do innych stron racjonalisty. > Jak samodzielnie coś ustalę, to tutaj dopiszę. Hm nawet bym te kilka postów przeniósł do nowego wątku ale nie mam takich uprawnień.Masz rację - to powinno być w nowym wątku. Nie możesz przenieść? Podlinkuj i powinno wystarczyć. > Niekoniecznie, nie chciałbym, żebyś coś specjalnie musiała szukać. Wpadnie coś do głowy, z chęcią przyjmę.A ja nie miałbym nic przeciwko jeżeli chciałoby się Wam szukać czegoś specjalnie dla mnie  Podsumowując: Pomysł znakomity - czas go w życie wprowadzać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | liliac (147340 punktów) | > Dodatkowo Gdzieś wyczytałem, że Elka mogłaby od czasu do czasu coś potłumaczyćTeż mogę czasem potłumaczyć, jakkolwiek gwarancji i kwitków takoż nie wystawię
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | > >Dodatkowo Gdzieś wyczytałem, że Elka mogłaby od czasu do czasu coś potłumaczyć> Też mogę czasem potłumaczyć, jakkolwiek gwarancji i kwitków takoż nie wystawię  Zobaczmy co powiedzą moderatorzy na naszą propozycję i.. Let's do it people! Zapraszam 
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
> Cieszyłbym się, gdyby powstał jakiś wątek w którym można by wymieniać tego rodzaju linki. Zajrzyj, proszę, do nowego wątku Linkownia Racjonalisty. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Meretseger (61860 punktów) | > >Cieszyłbym się, gdyby powstał jakiś wątek w którym można by wymieniać tego rodzaju linki.> Zajrzyj, proszę, do nowego wątku Linkownia Racjonalisty.> Pozdrawiam> Niech strój słów podkreśla urodę myśliDziękuję
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) | A to w charakterze zupełnej ciekawostki - strona internetowa mojego szczególnego ulubieńca www.drhawass.com/ , sekretarza generalnego SCA. Nazywam go "zwierzęciem medialnym", bo uwielbia kamery, ale trzeba przyznać, że trzyma wszystko twardą ręką, że aż go wszyscy cudzoziemscy archeolodzy klną w żywy kamień (egipscy zresztą też)
|
|
| | | |  | 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >Na początku była Informacja...
>Na początku była Informacja, a Informacja była u Boga...
Jan na początku umieścił słowo, w oryginale - logos. Wystarczy rzucić okiem do historii filozofii, aby utonąć w interpretacyjnych domysłach, co to takiego. Równie dobrze można było powiedzieć rozum, inteligencja, idea, bóg czy duch. Dorzuć do tego dzieje tych pojęć (...Platon, Arystoteles, Spinoza, Locke, Leibniz, Hume, Kant, Fichte, Hegel, Schopenhauer, Wundt...itd.). Nie zrobimy błędu, jeśli powiemy, że na początku było zdaję się wszystko, a więc informacja również (za parę lat ktoś dorzuci jakieś inne pojęcie). Co ważne z mojej perspektywy - wszystkie te określenia są przeciwieństwem czegoś zmysłowego: trudno byłoby interpretować tekst Jana w perspektywie tradycji empiryzmu. Tak więc na początku było coś nieobserwowalnego (również i dzisiaj). Nic dziwnego, że w Nowym Testamencie pojawia się stwierdzenie, że boga nikt nigdy nie widział. Z empirycznej perspektywy istnienie tego bytu staje się problematyczne, a przy nieco radykalniejszym podejściu - bóg staje się terminem fikcyjnym. To po pierwsze. Po drugie zaś istotny jest sposób ujęcia czasu: tylko jeśli zrobimy to w ujęciu realistycznym (a więc arystotelesowskim) jest sens mówienia o początku w przeszłości. W tradycji kantowskiej, a więc w ujęciu czasu (moim zdaniem - kategorii porządku) jako subiektywnej kategorii poznającego podmiotu, początek jest zawsze tu i teraz. Na początku zawsze jest historyczny człowiek, który na różne sposoby interpretuje swoje aktualne doświadczenie, również ten jego aspekt, który nazywa przeszłością. W tym sensie można i aktualną kategorię informacji rzutować w domniemaną przeszłość.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | > >Na początku była Informacja...> >Na początku była Informacja, a Informacja była u Boga...> Jan na początku umieścił słowo, w oryginale - logos. Wystarczy rzucić okiem do historii >filozofii, aby utonąć w interpretacyjnych domysłach, co to takiego. Równie dobrze można było >powiedzieć rozum, inteligencja, idea, bóg czy duch. Dorzuć do tego dzieje tych pojęć >(...Platon, Arystoteles, Spinoza, Locke, Leibniz, Hume, Kant, Fichte, Hegel, Schopenhauer, >Wundt...itd.). Nie zrobimy błędu, jeśli powiemy, że na początku było zdaję się wszystko, a >więc informacja również (za parę lat ktoś dorzuci jakieś inne pojęcie). Wszystko to racja Diogenesie. Przedstawiam moją prywatną perspektywę i oddaję się spekulacji. Jako taka nie może być oczywiście dowodem i obaj doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Odniesienie do ew. Jana jest właściwie skutkiem wniosków płynących z mojej obserwacji świata, niż przyczyną. Może z tego, że pracuję jako informatyk wynika fakt, że dużo mam do czynienia z algorytmami, programowaniem, symulacjami. W każdej branży istnieje zjawisko "rozpoznawania pracy fachowca". Większość malarzy z łatwością wychwyci doskonałość kunsztu Michała Anioła. Być może dlatego, jako informatyk, widzę rękę doskonałego fachowca. Jeśli mam go nazywać "przypadek", niech będzie Przypadek. Przypadku: Jesteś genialny, nie widziałem lepszego programisty od Ciebie. Dlaczego to, co odczuwasz jako koncert Bacha można z łatwością zapisać w formie zer i jedynek, w formie modelu matematycznego? Przypadek? Możliwe. Jakim cudem atom można bez problemu opisać jako model matematyczny tak zaawansowanego pojęcia jak automat komórkowy? Przypadek? Możliwe. Jaki cel ma pole elektromagnetyczne wokół ziemi? Jedyny skutek, jaki z niego wynika jest taki, że jesteśmy chronieni przed wysokoenergetycznym promieniowaniem elektromagnetycznym słońca. Przypadek? Możliwe. W jakim celu istnieje Jowisz? Jedyny skutek jego istnienia to ochrona "planet wewnętrznych" przed "kosmicznym śmieciem". Przypadek? Możliwe. Jak "ewoluowały" prądy oceaniczne? Jedyne co przynoszą, to stała temperatura i wilgotność. Przypadek? Możliwe  Tych przypadków jest coraz więcej i paradoksalnie nauka pomaga je znajdować. Od wieluset lat traktuje teorię istnienia Boga bardzo poważnie i próbuje cały czas ją sfalsyfikować. Wydaje mi się, że Większość świata nauki jest po prostu zbyt zadufana w sobie, żeby wreszcie przyznać : "Jest tak, że to teiści usiłują wytłumaczyć działaniem Boga to, czego nie znają ale i my, naukowcy usiłujemy wytłumaczyć nieistnieniem Boga to, czego nie znamy". Bardzo dobrze, że tak robią !  Dzięki temu nie jestem skazany na samotność w falsyfikowaniu własnych teorii, wystarczy sprawdzać codziennie, czy ktoś inny ich nie obala  . Jak na razie otrzymuję tylko potwierdzenia. > Co ważne z mojej perspektywy - wszystkie te określenia są przeciwieństwem czegoś >zmysłowego: trudno byłoby interpretować tekst Jana w perspektywie tradycji empiryzmu. Tak >więc na początku było coś nieobserwowalnego (również i dzisiaj).Czym jest doświadczenie zmysłowe Diogenesie? Kiedy słyszysz muzykę, do Twoich uszu dociera fala akustyczna o częstotliwości drgań odpowiadającej głosowi bębna. Kiedy odtwarzasz płytę CD to ciąg zer i jedynek zamienia się w Twoje wrażenie zmysłowe. Jest tym samym. Tylko ciągiem cyfr. Empiria jest niczym innym jak przetwarzaniem informacji. Co natomiast czujesz kiedy słuchasz muzyki, to coś zupełnie odmiennego, coś czego doświadczasz Ty i każdy z nas inaczej. Coś, czego nie zważysz, nie zmierzysz, nie zdefiniujesz. Każdy posiada "prywatną" definicję np. miłości, dobra, przyjaźni. Opierając się wyłącznie na własnej empirii możesz popełnić błąd wynikający z błędnych założeń. Jeśli weźmiesz pod uwagę definicje innych i tak lądujesz w strefie "prawdopodobnych odpowiedzi". Tak czy inaczej niektóre określenia jesteś zmuszony zdefiniować sam i na własnej definicji się opierać. Na przykład - sumienie... Wystarczy je zdefiniować: "sumienie nie istnieje". I wtedy właśnie przestajesz wierzyć. Wystarczy też uznać: "mam je i jego słucham" a stajesz się wierzący. Musisz uwierzyć, że je posiadasz. Nie możesz mieć dowodu. Czy sumienie istnieje?? Czy Ty Diogenesie je posiadasz? A zachwyt?, szczęście? rozpacz? żal?, odczuwałeś kiedyś coś podobnego? Chciałbym zauważyć, że podaję Tylko informacje, które każdy może sprawdzić i łatwo zweryfikować. To są podstawy ale wnioski muszą pozostać indywidualne. Staram się tylko przedstawić własny punkt widzenia. Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >pracuję jako informatyk...
Czasem warto zmienić optykę. Wyobraź sobie, że jesteś cieślą lub hydraulikiem. Czym lub kim jest ich bóg, jeśli nie byłby bogiem ich proboszcza?
>Dlaczego to, co odczuwasz jako koncert Bacha można z łatwością zapisać w formie zer i jedynek, w formie modelu matematycznego? Przypadek? Możliwe.
Zgoda: świat zjawiskowy (a właściwie pewne wybrane jego fragmenty) ma modele matematyczne. Ale to jeszcze nie znaczy, że rozum tkwi w zjawiskach na kształt platońsko-arystotelesowskich idei czy istot lub też religijnego logosu. Z jakiej racji pytanie dlaczego ma kreować nową, pozazjawiskową, meta_fizyczną rzeczywistość?
>Czym jest doświadczenie zmysłowe Diogenesie? Kiedy słyszysz muzykę, do Twoich uszu dociera fala akustyczna o częstotliwości drgań odpowiadającej głosowi bębna.
To już jest interpretacja przeżycia, pewien jego konwencjonalny model. W przeżyciu nie jest dany np. mózg. Można słuchać muzyki, widzieć obrazy bez teoretycznej wiedzy z akustyki czy optyki.
>Empiria jest niczym innym jak przetwarzaniem informacji.
Ujęcie doświadczenia jako przetwarzanie informacji jest już w zasadzie jego teoretyczną interpretacją. Opisz dokładnie (np. pole widzenia), czego doświadczasz bez odwoływania się do terminów i bytów teoretycznych.
>Co natomiast czujesz kiedy słuchasz muzyki, to coś zupełnie odmiennego, coś czego doświadczasz Ty i każdy z nas inaczej.
Oczywiście. W pewnych modelach empiryzmu jest to podstawą do odrzucenia jednego uniwersum, a przyjęcia modelu multiwersum. To nie musi być tak, że każdy inaczej doświadcza jeden realny, obiektywny świat. Wiara w taki świat niczym nie różni się od wiary w boga: jest realistyczną meta_fizyką, przy czym fizyka to tu greckie physike, coś naturalnego. Wszelki supranaturalizm uważam za baśń.
>Czy sumienie istnieje?? Czy Ty Diogenesie je posiadasz? A zachwyt?, szczęście? rozpacz? żal?, odczuwałeś kiedyś coś podobnego?
Miewam różne doznania, ale nie traktuje ich jako wierzchołków czy też znaków lub szyfrów ponadnaturalnych bytów. I jeśli byłaby taka potrzeba - starałbym się je opisać wyłącznie w kategoriach doznań. W szczególności wszelkie dywagacje na temat boskości np. miłości czy sumienia (a więc ich supranaturalnego źródła) odrzucam jako zbędny nonsens.
|
|
| | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) |
> Czasem warto zmienić optykę. Wyobraź sobie, że jesteś cieślą lub hydraulikiem. Czym lub kim >jest ich bóg, jeśli nie byłby bogiem ich proboszcza? Masz rację, zmiana optyki to czasem dobre rozwiązanie. Aczkolwiek dla matematyka obiekt jest obiektem, i żadne zero ani jedynka nie różnią się niczym od innych zer i jedynek. Jeśli coś jest trójkątem to jest. Zarówno z punktu widzenia hydraulika jak i piekarza. Pracowałem kiedyś W oddziale znanej japońskiej firmy produkującej sprzęt elektroniczny i zdarzyło mi się być na szkoleniu, dotyczącego najlepszego dostępnego na rynku sprzętu audio. W celu weryfikacji jakości sprzętu najwyższej jakości stosuje się "test kotary". Za kotarą zasiada orkiestra i znajduje się sprzęt wysokiej jakości. Audytorium złożone z określonej liczby słuchaczy odsłuchuje kolejno utwory odgrywane przez orkiestrę i zestaw. Jeśli 90% lub więcej słuchaczy nie jest w stanie rozróżnić oryginału od nagrania, dźwięk jest wiernie odtwarzany. Przy dobrym sprzęcie Twój słuch nie jest w stanie rozróżnić źródeł informacji, które ją przekazują. Dla ciebie dźwięk trąby jest informacją, która pozostaje niezmienna niezależnie od źródła. Jest prawdziwa. Jeśli poweźmiesz założenie, że źródłem dźwięku jest "to" albo "tamto", to możesz popełnić błąd. To samo dotyczy wzroku i innych zmysłów. Każdy dźwięk jest ciągiem zer i jedynek. Wiem z czego się składa i jak go przekazywać na odległość. Nie jest rurą ani piecem piekarskim. Jest liczbą. Przyznasz, że zmiana optyki nie jest możliwa w tym przypadku. > Zgoda: świat zjawiskowy (a właściwie pewne wybrane jego fragmenty) ma modele matematyczne. >Ale to jeszcze nie znaczy, że rozum tkwi w zjawiskach na kształt platońsko->arystotelesowskich idei czy istot lub też religijnego logosu. Z jakiej racji >pytanie dlaczego ma kreować nową, pozazjawiskową, meta_fizyczną rzeczywistość?Nie mówię o kreowaniu rzeczywistości poza fizyką, tylko o odkrywaniu rzeczywistości w ramach fizyki. Założenie istnienia bytu jest czymś, czym posługujemy się codziennie. Stąd moje pytanie w którymś tam poście, czy istniejesz Diogenesie. Wszystko wskazuje, że tam jesteś aczkolwiek być może nie istnieje (dla mnie) doświadczalna metoda, żeby to sprawdzić. (np. nie da się ustalić Twojego miejsca zamieszkania bo podałeś nieprawdziwe dane). Jesteś prawdopodobny, więc zakładam Twoje istnienie. Nie w 100%. Założenie o Twoim istnieniu zbliża się do pewności ale w tej chwili jej nie osiąga. > Można słuchać muzyki, widzieć obrazy bez teoretycznej wiedzy z akustyki czy optyki.Oczywiście, że tak bez tej wiedzy, po prostu nie zdajesz sobie sprawy, że kiedy słuchasz Bacha, analizujesz ciąg zer i jedynek. > Ujęcie doświadczenia jako przetwarzanie informacji jest już w zasadzie jego teoretyczną >interpretacją. Opisz dokładnie (np. pole widzenia), czego doświadczasz bez odwoływania się >do terminów i bytów teoretycznych.To, co czujesz jest wynikiem analizy informacji które do Ciebie docierają. Kiedy słyszysz ulubioną piosenkę z dzieciństwa, w Twojej głowie odżywają wspomnienia. Ktoś inny odczuje zupełnie coś innego. Jakkolwiek informacja pozostaje ta sama. Nie da się inaczej opisać informacji jak za pomocą bytów i terminów teoretycznych. Sama informacja jest bytem teoretycznym. > Oczywiście. W pewnych modelach empiryzmu jest to podstawą do odrzucenia jednego uniwersum, a >przyjęcia modelu multiwersum. To nie musi być tak, że każdy inaczej doświadcza jeden realny, >obiektywny świat.Jeśli doświadczamy różnych światów, jak uzasadnisz potrzebę ich "rozmnażania" ? A jeśli nie: Lubisz oliwki? Czy są smaczne, obiektywnie? Ja uwielbiam ale znajomy nie znosi. > Wiara w taki świat niczym nie różni się od wiary w boga: jest realistyczną meta_fizyką, >przy czym fizyka to tu greckie physike, coś naturalnego. Wszelki supranaturalizm uważam za >baśń.> W szczególności wszelkie dywagacje na temat boskości np. miłości czy sumienia (a więc ich >supranaturalnego źródła) odrzucam jako zbędny nonsens. Przyznasz, że istnienie inteligentnego projektanta jest możliwe. Jest jednym ze szczególnych przypadków "świętego przypadku który stworzył wszystko" (przepraszam, nie mogłem się powstrzymać  ) Dlaczego więc uznać to za nonsens, jeśli nie uznaje się nonsensem zdarzeń, których prawdopodobieństwo zajścia jest o kilkaset rzędów wielkości niższe? Mało tego, jeżeli Twoje założenie, (Bóg nie istnieje) okaże się błędne, ten ktoś, o kim mówisz, że nie istnieje, może się... hm poczuć urażony. Mniejsza, jeśli to tylko Twój pogląd i z nikim się nim nie dzielisz. Najwyżej Ci powie: "Phhhfffff  " Ale jeśli Ty przekonasz choćby jedną osobę, że sprawiedliwość nie istnieje i każdy jest bezkarny w tym co robi; Jeśli ta osoba na podstawie Twoich słów poweźmie założenie, że może zabić bo i tak nic mu nie grozi, to bądź gotów przyjąć odpowiedzialność. Jeśli uważasz pojęcie "Bóg" za bezsensowne, błędem jest przypisywanie mu jakichkolwiek cech, w tym :nieistnienie. Warunkiem przypisywania pojęciu (obiektowi) jakichkolwiek cech jest założenie jego istnienia. Wydaje mi się więc Diogenesie, że i Ty istnienie "Projektanta" rozważasz, bo inaczej z pewnością byśmy nie rozmawiali. Czy jesteś wystarczająco pewny tego, że On nie istnieje, żeby przyjąć ewentualną odpowiedzialność ? Pozdrawiam
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Jeśli coś jest trójkątem to jest.
Tym niemniej rozróżnijmy figury realne (o empirycznie różnych wyglądach wynikających z ich rzutowania na siatkówkę), od "idealnych", teoretycznych, danych poprzez definicje w systemach aksjomatycznych. Nie przyjmuję ich realnego istnienia: to fikcje.
>Każdy dźwięk jest ciągiem zer i jedynek.
Jeśli słuchając rechotu żab słyszysz ciąg zer i jedynek, to mylisz ów dźwięk z pewnymi skojarzeniami. Kiedy rano słucham śpiewu, to słucham czystego dźwięku bez domyślania się jego źródła (ptaka). W tej chwili słyszę szum. To, że może to być wiatr, jest zbędne jak dziura w moście. Pamięć nie należy do przeżycia tego, co jest. W bezpośredniości przeżycia znika ego. Nie ma tu ani zer, ani jedynek.
>Nie mówię o kreowaniu rzeczywistości poza fizyką, tylko o odkrywaniu rzeczywistości w ramach fizyki.
Z perspektywy wrażeń, doświadczania tego, co jest, fizyka (czy nauka w ogóle) nie odkrywa nic. Możesz być zachwycony teorią, która stoi za atomowym grzybem, ale w samym zjawisku tego grzyba nie ma nic nowego: trochę kurzu i blasku, który zdmuchnąłby mnie jak przeciąg świecę.
>Założenie istnienia bytu jest czymś, czym posługujemy się codziennie.
Nie zakładam tego bytu. Widzę, że on z chwili na chwilę, w kolejnych aktach świadomości pojawia się i znika. Wymyślanie mu jednego początku w jakimkolwiek sensie (np. logosu czy wielkiego wybuchu) to po prostu błąd na poziomie opisu.
>zakładam Twoje istnienie.
To istnienie nieciągłe, dyskretne, ciąg pewnych egzystencjalnych epizodów, które w całość ogarnia (jeszcze) pamięć.
>kiedy słuchasz Bacha, analizujesz ciąg zer i jedynek...
Jeśli rzeczywiście słucham, to nie słucham ani Bacha, ani szeregu zer i jedynek. Skupiam się wyłącznie na dźwięku, a nie na pamięci źródła czy też (jak ty sugerujesz), na interpretacji (to też zakłada pamięć).
>To, co czujesz jest wynikiem analizy informacji...
Jw.
>Kiedy słyszysz ulubioną piosenkę z dzieciństwa, w Twojej głowie odżywają wspomnienia. Ktoś inny odczuje zupełnie coś innego.
Ludzie na ogół mylą skojarzenia związane z przeżyciem, z samym przeżyciem.
>Nie da się inaczej opisać informacji jak za pomocą bytów i terminów teoretycznych. Sama informacja jest bytem teoretycznym.
Piszę o przeżyciu, doświadczeniu zanim pojawi się słowo.
>Jeśli doświadczamy różnych światów, jak uzasadnisz potrzebę ich "rozmnażania" ?
Nie rozumiem.
>Przyznasz, że istnienie inteligentnego projektanta jest możliwe.
Interesuje mnie wyłącznie to, co jest. Na poziomie bezpośredniego, pozbawionego pamięci doznania, nie pojawia się tego rodzaju problem. Projektant to umysł, pamięć, która porządkuje świat zjawisk na różne kategorialne sposoby (historia). Robi to z tych samych powodów, z jakich każdego ranka budzisz się ze snu.
>Wydaje mi się więc Diogenesie, że i Ty istnienie "Projektanta" rozważasz, bo inaczej z pewnością byśmy nie rozmawiali.
Tym projektantem jest umysł, który z chwili na chwilę robi swoje, czyli nadaje formę zjawiskom. Jeśli umysł ten śpi, budzą się upiory. Nie ma w nim niczego nadprzyrodzonego.
>Czy jesteś wystarczająco pewny tego, że On nie istnieje, żeby przyjąć ewentualną odpowiedzialność ?
Odpowiedzialność przyjmuje się jak gości: mogą, ale nie muszą przejść przez twój próg. To zależy wyłącznie od ciebie, od sztuki doświadczania świata.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
> Może z tego, że pracuję jako informatyk wynika fakt, że dużo mam do czynienia z algorytmami, programowaniem, symulacjami.> Być może dlatego, jako informatyk, widzę rękę doskonałego fachowca.> Jeśli mam go nazywać "przypadek", niech będzie Przypadek. Przypadku: Jesteś genialny, nie widziałem lepszego programisty od Ciebie.Przypadkowi bardzo pomogły prawa rządzące wszechświatem  > Jaki cel ma pole elektromagnetyczne wokół ziemi? Jedyny skutek, jaki z niego wynika jest taki, że jesteśmy chronieni przed wysokoenergetycznym promieniowaniem elektromagnetycznym słońca.A jaki cel ma istnienie pulsarów we wszechświecie? Jakiś bóg stworzył, je miliardy lat temu tylko po to aby dziś służyły nam za najdoskonalszy zegar jaki znamy> Możliwe  > W jakim celu istnieje Jowisz? Jedyny skutek jego istnienia to ochrona "planet wewnętrznych" przed "kosmicznym śmieciem". Przypadek? Możliwe.A w jakim celu istnieje Merkury? Jedyny skutek jego istnienia jest taki, że naukowcom udało się doszukać w jego ruchu orbitalnym niezgodność z mechaniką Newtona, która doskonale pasuje do teorii względności Einsteina. > Jak "ewoluowały" prądy oceaniczne? Jedyne co przynoszą, to stała temperatura i wilgotność.> Przypadek? Możliwe  Prądy oceaniczne nie przynoszą nic stałego. Są zmienne w czasie. > Tych przypadków jest coraz więcej i paradoksalnie nauka pomaga je znajdować.Myślę, że wiesz czym jest zasada antropiczna? Nie jest to jakieś prawo naukowe, którego trzeba się trzymać, ale pozwala spojrzeć na pewne sprawy z innego punktu widzenia. N.p. nie dlatego ziemia krąży 150mln km od słońca, żeby mogło się tu rozwinąć życie, ale dlatego rozwinęło się tu życie, że warunki były sprzyjające. Nie dlatego Jowisz "sprząta" nam kosmiczne śmieci, żebyśmy mogli żyć bezpieczniej, ale dlatego być może ciągle jeszcze istniejemy, że trafił nam się taki Jowisz. Wszechświat liczy miliardy gwiazd. Dzięki postępowi w astronomii wiemy, że planety nie są czymś wyjątkowym. Kto wie, może istnieją inne planety na których rozwinęło się życie? Może tak jak nasze oparte na węglu. Może zupełnie inne (co nie jest takim SF jak się wydaje - nawet na ziemi mamy "prawie żyjące" minerały www.uci.agh.edu.pl/kadra/bip/52/str30~1.htm). A nawet jeżeli Ziemia jest jedyną oazą życia we wszechświecie świadczy to tylko o tym, że akurat tutaj zaistniały niezbędne warunki do jego powstania i przetrwania. Gdyby świat miał wielkość nieco tylko większą niż nasz układ słoneczny to teoria celowości mogłaby mnie przekonać, ale przy obecnej wiedzy na temat kosmosu pytam: w jakim celu cała reszta? > Co natomiast czujesz kiedy słuchasz muzyki, to coś zupełnie odmiennego, coś czego doświadczasz Ty i każdy z nas inaczej.Tak, to jest szereg impulsów elektrycznych biegnących między neuronami w mózgu. Każdy czuje to nieco inaczej, bo przecież każdy mózg inaczej jest zbudowany. A nauka i w rozumieniu funkcjonowania mózgu robi postępy. Specjaliści potrafią już wywołać wrażenie, że coś słyszymy, że coś nas dotyka, a nawet czucie smaku w ustach tylko za pomocą odpowiedniego drażnienia odpowiednich fragmentów mózgu. Jak czytam inne twoje posty, to widzę całkiem sporą oczytanie, wiedzę i inteligencję. Jak czytam tego, to mam wrażenie, że nieco na łatwiznę poszedłeś. Mówię tak, bo jeżeli chcielibyśmy wszystko czego nie wiemy lub nie rozumiemy wyjaśniać istnieniem boga, to nauka zbyt wielkich postępów by nie zrobiła. Na szczęście nawet wierzący naukowcy stawiając pytanie "dlaczego?" odpowiedzi szukają w prawach i zasadach rządzących wszechświatem, a nie u boga.
|
|
| | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) |
> >Jeśli mam go nazywać "przypadek", niech będzie Przypadek. Przypadku: Jesteś genialny, nie widziałem lepszego programisty od Ciebie.> Przypadkowi bardzo pomogły prawa rządzące wszechświatem  Jak to się stało, że są takie a nie inne ? > Myślę, że wiesz czym jest zasada antropiczna?Tak, w tym wątku sporo o tym piszę  > Nie jest to jakieś prawo naukowe, którego trzeba się trzymać, ale pozwala spojrzeć na pewne sprawy z innego punktu widzenia.> N.p. nie dlatego ziemia krąży 150mln km od słońca, żeby mogło się tu rozwinąć życie, ale >dlatego rozwinęło się tu życie, że warunki były sprzyjające.Dlaczego krąży 150 mln km od słońca ? > Nie dlatego Jowisz "sprząta" nam kosmiczne śmieci, żebyśmy mogli żyć bezpieczniej, ale >dlatego być może ciągle jeszcze istniejemy, że trafił nam się taki Jowisz.Co spowodowało, że się tam znalazł ? > Wszechświat liczy miliardy gwiazd. Dzięki postępowi w astronomii wiemy, że planety nie są czymś wyjątkowym. Kto wie, może istnieją inne planety na których rozwinęło się życie? Może tak jak nasze oparte na węglu. Może zupełnie inne (co nie jest takim SF jak się wydaje - nawet na ziemi mamy "prawie żyjące" minerały www.uci.agh.edu.pl/kadra/bip/52>/str30~1.htm).To całkiem prawdopodobne  > Gdyby świat miał wielkość nieco tylko większą niż nasz układ słoneczny to teoria celowości mogłaby mnie przekonać, ale przy obecnej wiedzy na temat kosmosu pytam: w jakim celu cała >reszta?A po co naukowcom więcej niż jedno laboratorium ? > > Co natomiast czujesz kiedy słuchasz muzyki, to coś zupełnie odmiennego, coś czego doświadczasz Ty i każdy z nas inaczej.> Tak, to jest szereg impulsów elektrycznych biegnących między neuronami w mózgu.Dokładnie, można to przedstawić w formie zer i jedynek. > Każdy czuje to nieco inaczej, bo przecież każdy mózg inaczej jest zbudowany.Tyle, że przekaz jest ten sam. Składa się z tylu samo zer i jedynek. Muzyka to obiekt matematyczny. Odczucie każdego jest niedefiniowalne. > A nauka i w rozumieniu funkcjonowania mózgu robi postępy.> Specjaliści potrafią już wywołać wrażenie, że coś słyszymy,To potrafi nawet odtwarzacz mp3  > Jak czytam inne twoje posty, to widzę całkiem sporą oczytanie, wiedzę i inteligencję.> Jak czytam tego, to mam wrażenie, że nieco na łatwiznę poszedłeś.Są lepsze i gorsze dni  Poza tym to raczej "post wprowadzający"  Zapraszam do prześledzenia całości wątku, mniej więcej od tego miejsca: www.racjonalista.pl/forum.php/s,202896#w203373> Mówię tak, bo jeżeli chcielibyśmy wszystko czego nie wiemy lub nie rozumiemy wyjaśniać >istnieniem boga, to nauka zbyt wielkich postępów by nie zrobiła.Zgadzam się. Nauka ma opisywać zjawiska które da się badać. Mimo tego "pozwala" sobie na ciemne energie i inne cuda. I ja mogę sobie pozwolić  > Na szczęście nawet wierzący naukowcy stawiając pytanie "dlaczego?" odpowiedzi szukają w prawach i zasadach rządzących wszechświatem, a nie u boga.> I oby tak zostało  Chyba, że Bóg zacznie udzielać odpowiedzi.
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | | | | | |  | | pavvel (8272 punktów) |
> >N.p. nie dlatego ziemia krąży 150mln km od słońca, żeby mogło się tu rozwinąć życie, ale dlatego rozwinęło się tu życie, że warunki były sprzyjające.> Dlaczego krąży 150 mln km od słońca ?A dlaczego Wenus krąży w odległości 108mln km a Mars w odległości 228? Tak po prostu ewoluował nasz układ słoneczny. Większość okolicznej materii zebrała się w centrum i powstało słońce. Z pozostałej materii pod wpływem grawitacji utworzyły się planety i nne obiekty krążące wokół Słońca. Nie rozumiem dlaczego uważasz, że wszystko musi mieć jakiś cel. Już w takim podejściu do tematu zawarta jest idea jakiejś wyższej świadomości. > >Nie dlatego Jowisz "sprząta" nam kosmiczne śmieci, żebyśmy mogli żyć bezpieczniej, ale >dlatego być może ciągle jeszcze istniejemy, że trafił nam się taki Jowisz.> Co spowodowało, że się tam znalazł ?Materia pozostała po uformowaniu się słońca i grawitacja. > >Gdyby świat miał wielkość nieco tylko większą niż nasz układ słoneczny to teoria celowości mogłaby mnie przekonać, ale przy obecnej wiedzy na temat kosmosu pytam: w jakim celu cała reszta?> A po co naukowcom więcej niż jedno laboratorium ?żeby rozszerzanie wiedzy mogło postępować szybciej. Mam rozumieć, że bóg też nie był pewny efektów swojej pracy i eksperymentował? Tak sobie myślał: Dajmy trochę więcej planet, bo nie wie wiem, jaka odległość będzie najwłaściwsza. Może na którejś trafię. A ponieważ nie jestem pewny czy w ogóle w otoczeniu takiej gwiazdy życie będzie mogło funkcjonować wiec na wszelki wypadek stworzę trochę innych. Im więcej tym lepiej - może gdzieś mi się uda. > >> Co natomiast czujesz kiedy słuchasz muzyki, to coś zupełnie odmiennego, coś czego doświadczasz Ty i każdy z nas inaczej.> >Tak, to jest szereg impulsów elektrycznych biegnących między neuronami w mózgu.> Dokładnie, można to przedstawić w formie zer i jedynek.> >Każdy czuje to nieco inaczej, bo przecież każdy mózg inaczej jest zbudowany.> Tyle, że przekaz jest ten sam. Składa się z tylu samo zer i jedynek.Zera i jedynki to tylko zapis formy. Z tej samej płyty kompaktowej uzyskasz różną jakość w zależności od odtwarzacza jakiego użyjesz. Ten sam dźwięk inaczej będzie zarejestrowany przez różne mikrofony. Co w tym dziwnego? > >Specjaliści potrafią już wywołać wrażenie, że coś słyszymy,> To potrafi nawet odtwarzacz mp3  Odtwarzacz mp3 pozwala usłyszeć dźwięk, który jest. Naukowcy potrafią spowodować, że usłyszysz dźwięk którego nie było. > >Na szczęście nawet wierzący naukowcy stawiając pytanie "dlaczego?" odpowiedzi szukają w prawach i zasadach rządzących wszechświatem, a nie u boga.> >> I oby tak zostało Chyba, że Bóg zacznie udzielać odpowiedzi.hehe to mogłoby być nawet ciekawe. Tylko jakoś tak się składa, że od kiedy ludzkość jest na takim poziomie, że mogłaby racjonalnie analizować boski przekaz to hipotetyczny bóg uparcie milczy i się chowa.
|
|
| | | | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | > >Dlaczego krąży 150 mln km od słońca ?> A dlaczego Wenus krąży w odległości 108mln km a Mars w odległości 228?Przypadkiem  > Nie rozumiem dlaczego uważasz, że wszystko musi mieć jakiś cel. Już w takim podejściu do tematu zawarta jest idea jakiejś wyższej świadomości.> >>Nie dlatego Jowisz "sprząta" nam kosmiczne śmieci, żebyśmy mogli żyć bezpieczniej, ale >dlatego być może ciągle jeszcze istniejemy, że trafił nam się taki Jowisz.> >Co spowodowało, że się tam znalazł ?> Materia pozostała po uformowaniu się słońca i grawitacja.Przypadkiem > Tak sobie myślał:> Dajmy trochę więcej planet, bo nie wie wiem, jaka odległość będzie najwłaściwsza. Może na którejś trafię. A ponieważ nie jestem pewny czy w ogóle w otoczeniu takiej gwiazdy życie będzie mogło funkcjonować wiec na wszelki wypadek stworzę trochę innych. Im więcej tym lepiej >- może gdzieś mi się uda.Niekoniecznie  Jedno laboratorium jest do badania zachowań szczurów a inne do doświadczeń z plazmą, w kolejnym można badać układ okresowy. Jeśli ma się sporo zainteresowań, może ich być naprawdę dużo. > Zera i jedynki to tylko zapis formy. Z tej samej płyty kompaktowej uzyskasz różną jakość w zależności od odtwarzacza jakiego użyjesz. Ten sam dźwięk inaczej będzie zarejestrowany przez >różne mikrofony. Co w tym dziwnego? Zera i jedynki tworzą dźwięk. Jeżeli każdy mikrofon będzie doskonały dźwięk zostanie zarejestrowany dokładnie tak samo. Jeśli odtwarzacz jest odpowiednio dobry, nawet meloman nie jest w stanie odróżnić orkiestry grającej za kotarą od odtworzonego nagrania. > >>Specjaliści potrafią już wywołać wrażenie, że coś słyszymy,> >To potrafi nawet odtwarzacz mp3  > Odtwarzacz mp3 pozwala usłyszeć dźwięk, który jest.> Naukowcy potrafią spowodować, że usłyszysz dźwięk którego nie było. Gdzie "jest" dźwięk który można usłyszeć u większości DJ ? Jest stworzony, nie istnieje w naturalnej postaci. Nigdy go nie było  To tylko zestaw zer i jedynek ułożony w komputerze w odpowiedniej kolejności. W internecie znajdziesz mnóstwo programów do tworzenia muzyki. Dźwięk jest zaburzeniem ośrodka, np. powietrza. Tworzy tzw. falę akustyczną, którą można zapisać. To tylko liczby. Odtwarzacz MP3 zamienia je na impulsy elektryczne które przepływając przez cewkę głośnika powodują takie samo zaburzenie jak np. grająca gitara. Przy odpowiednio dobrym sprzęcie nie jesteś w stanie wyczuć różnicy bo nie istnieje. Tak jak zdanie "pada deszcz" składa się z dwóch wyrazów. Czy je napiszesz palcem na piasku, długopisem, czy stukając w klawisze, znaczy to samo i jest tym samym. Po raz kolejny przepraszam za "czepialstwo"  Skrzywienie zawodowe. > >I oby tak zostało Chyba, że Bóg zacznie udzielać odpowiedzi.> hehe to mogłoby być nawet ciekawe. Tylko jakoś tak się składa, że od kiedy ludzkość jest na takim poziomie, że mogłaby racjonalnie analizować boski przekaz to hipotetyczny bóg uparcie milczy i się chowa.> Czy dało by się poznać Twój/mój charakter, jeśli bylibyśmy pewni, że każda negatywna akcja z naszej strony powoduje przeciwnie skierowaną reakcję? Pewnie ludzie przestaliby zabijać... Do czasu, kiedy mieliby okazję pozostać bezkarni. Tyle że ich wola nie byłaby wolna. Część z nich zapewne marzyłaby o tym, żeby zabić czy okraść ale strach przed karą by ich powstrzymywał. Jak Ty byś to rozwiązał ? Poza tym czy nie powinniśmy odkrywać złożoności świata sami ? Zdaje się, że dla większości naukowców a nawet dla mnie powiedzenie dziś: "Słuchajcie, wszechświat powstał tak a tak, składa się z tego i tego" byłoby tym samym co wskazanie kto zabił na początku filmu 
Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > Słońce jest raczej "narzędziem", w "rekach" grawitacji, oddziaływania elektro-słabego, elektro-silnego oraz elektromagnetycznego, które to są "narzędziami" w "rekach"... na razie nie wiadomo czego. Przypisywanie mu "woli stworzenia" w tych okolicznościach już nie wygląda tak dobrze  Ale żeby coś stworzyć nie trzeba przecież mieć zamiaru tego stworzyć, albo nawet mieć świadomości. Czy ty robiąc różne brązowe rzeczy do toalety robisz to ze świadomością stworzenia domu dla milionów bakterii i much? Raczej nie, większość osób w takich sytuacjach "czyni swoją powinność"  Słońce nie musiało mieć nawet świadomości, by stworzyć Ziemię jak i inne planety, tak samo jak mgławica nie ma świadomości, że tworzy żłobek dla młodych gwiazd. Nic więcej za tym stać nie musi, czy robiąc wyżej wspomniany "dom dla bakterii" stoi za tym ktoś jeszcze? Albo inne pytanie: kto jest narzędziem w rękach tego, kto jest narżedziem w rękach tego, kto jest narżedziem w rękach tego, kto stoi za różnego rodzaju oddziaływaniami? Jeśli ty możesz tak to ja jeszcze bardziej  > Z tymi "dowodami" albo lepiej przesłankami jest różnie ale nie chcąc wchodzić w demagogię, przyznaję, że nie mamy i nie musimy.Więc dlaczego wielu ludzi jest zmuszanych do wiary w różne pierdółencje przez różne czynniki? I dlaczego akurat w Jahwe a nie Hadesa? > Mnie to nie zastanawia, gdyż uznaję to za mocno niewiarygodne ale i tu przyznaję Ci rację  No widzisz, a mnie nie zastanawia jak Jezus zmartwychwstał albo jak niby ta Maryja go urodziła, gdyż uznaje to za mocno niewiarygodne. Uznaje to wręcz za czystą brednie i kłamstwo. I dlaczego nie mam wyżej niż te głupoty cenić wiary na temat narodzin Afrodyty z morskiej piany? > W niemowlęctwie zostałem ochrzczony więc "zostałem" katolikiem.Czyli zostałeś podstępem wciągnięty do tej organizacji, sekty czy jak to tam różni nazywają? Osoba ochrzczona wcale nie jest katolikiem ,jest tylko dzieckiem katolików. I nie może wybrać innej religii, gdyż od maleńkości wmawia jej się takie rzeczy, a nie inne. Nie jest to świadomy wybór... > Kiedy moja wiedza o fizyce, chemii, elektronice i matematyce wzrosła, zacząłem się zastanawiać. Zacząłem nieśmiało myśleć, że "coś w tej Biblii może być"A dlaczego to "coś" ma być w Biblii, a nie np w Daodejing (czy jak to tam się pisze, różne wersje są)? Taoizm po krótkim wgłębieniu się w nim strasznie podobny jest do fizyki, więc to chyba ta filozofia zasługuje na większy "szacunek" czy cośtam niż Biblia albo Koran... > Nie jest to żaden "dowód" na cokolwiek, ale rzecz warta rozpatrzenia. Zapewne rzeki atramentu wylano, żeby to wytłumaczyć, odniesienia do logosu itd. Gdyby wyciąć tu "boga" zapewne i Tobie wydałoby się to dosyć sensownym wytłumaczeniem "początku", jak i dobrym opisem otaczającego nas świata.Ale wiesz, to wszystko było pisane tysiące lat wcześniej gdy ówczesna ludzkość nie znała nawet czegoś tak oczywistego jak skarpetki, a co dopiero miała posiadać wiedzę na temat świata. Wracając do Taoizmu - czy nie lepszą rzeczą do rozpatrzenia jest to, że wszystko ma swój początek i koniec i ulega ciągłym zmianom? Każde wyjaśnienie jest dobre, o ile nie ma lepszego. Żyjemy w czasach, gdy w masywną belkę o nazwie bóg wyjaśniającą wszystko od powstawania świata do kwaśnienia mleka coraz bardziej nadgryzają naukowe korniki, zastępując spróchniałe drewno tytanem albo włóknem węglowym. Dlaczego mamy wierzyć, że jakiś bóg urodzony z dziewicy chodzącej po winie z chlebem stworzył świat w 3 czy 4 dni, skoro dzięki technice widzimy coraz większe piękno otaczającego nas świata? A "im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było"... > Chyba dla każdego, kto ma choć minimalne pojęcie o genach i genetyce, to zdanie> jest całkiem sensowne prawda?Sensowne dla ludzi, którzy wiedzą na czym polegają geny i dziedziczenie, a nie dla ludzi ówczesnych, którzy pisali ten tekst. Zapewne chcieli wszystko jak najbardziej udziwnić (na tym polega większość wierzeń) a tu klops, bo współczesnym wszystko wydaje się takie jasne  > Piszę tylko, co spowodowało, że w końcu uwierzyłem a właściwie przyjąłem robocze założenie, że Jezus mówi prawdę.Dobrze, no ale dlaczego Jezus, a nie Budda? Czyżby ten drugi miał jakiś defekt? A jako ciekawostkę pragne podać fakt, że nawet nie mamy historycznych dowodów na istnienie Jezusa, więc to, czy on mówił tak czy tak staje się sprawą drugorzędną  > Uznałem, że idąc z własnej woli na krzyż albo był wariatem albo... mówił prawdę.A może ta cała opowieść została podkolorowana? W Rzymie to Cesarz był synem bożym, pomazańcem bożym, a ty wyskakuje mu jakiś "rewolucjonista" i burzy odwieczny porządek... To tak jakby dzisiaj wydano na śmierć jakiegoś palanta, który pozabijałby w imię równości wszystkich przywódców światowych i sam ogłosił się "królem narodów". A za 2000 lat od tego wydarzenia znany byłby jako "Wacław Mesjasz Król Narodów" namaszczony przez samego boga Umpa Cumpasa, i umarł za przyszłych ludzi, by żyli w harmonii. Chyba wiesz, jak powstają legendy i ludzkie wierzenia? Polecam książkę "Pascal Boyer - I człowiek stworzył bogów. Jak powstała religia". > To wszystko o czym mówi i co zgadza się z moim światopoglądem, z moim pojmowaniem dobra, zła, sprawiedliwości, czy to słowa szaleńca ?A jeśli ktoś ma takie samo pojmowanie dobra i zła jak rycerze Jedi to co? Może wstąpić do zakonu rycerzy i dostać taki zajebombastyczny mieczyk?  > P.S. Nie chcę Cię na siłę "zarzucać" moimi przemyśleniami, więc w razie czego wystarczy mniej lub bardziej dosadna sugestia, żebym się zaczął "znęcać" nad kimś innym  Jak na razie jesteś tutaj najbardziej normalny pośród tych wszystkich Kosmalskich Miłośników Prawd I Nabukizmów, więc jakiś czas wytrzymam
|
|
|  | | tequila (1 punktów) | > >Kto kłamie jest kłamcą a kto kradnie - złodziejem. Jeśliby rzeczywiście wierzył w to, w co mówi, że wierzy, nie kradłby ani nie kłamał. Udowadnia więc, że ma "innych" Bożków, w postaci kasiory albo swej hedonistycznej przyjemności. To, że się deklaruje wierzącym, o niczym nie świadczy. W ten sam sposób, mógłbym próbować udowadniać, że jestem Napoleonem Bonaparte...> Tutaj śmiem się nie zgodzić: można wiedzieć, że papierosy są szkodliwe dla zdrowia a mimo wszystko palić...> Można też wiedzieć, że upadek z wysokości grozi śmiercią, a mimo wszystko uprawiać wspinaczkę górską.> Można też posiadać wiedzę o tym, że leki w zbyt dużych ilościach szkodzą, ale zażyć 30 tabletek żeby głowa nie bolała... > Poza tym co ma wiara do tego jakim się jest człowiekiem? Taki pijak i złodziej przecież może wierzyć, że bóg istnieje. Czy to się wyklucza? Można wierzyć, że spaliny samochodowe powodują efekt cieplarniany i codziennie jeździć w 2 strony (praca-dom, dom-praca) strasznie żrącym paliwo samochodem...> Poza tym taki złodziej miałby wymówkę: kradł, no ale co z tego, że wierzył w boga i on go "zbawi"?> >Nie jestem natomiast przekonany, czy wybaczy mu wycieranie sobie gęby Boskim imieniem oraz tłumaczenie swoich wyłudzeń "wolą Bożą".> O, to by podpadało pod pewnego proboszcza w pewnej miejscowości Akurat siostra ma komunię no i oczywiście "zgodnie z wolą bożą" wymyśla te swoje składki i wymagania... Może na paliwo do helikoptera go nie stać? > >Przecież sam "teoretyczny" Bóg mówi o tym, żeby w byle co nie wierzyć czego przykładem księga Barucha, Izajasza, Jeremiasza...> A dlaczego zakładasz, że taki teoretyczny bóg nie jest takim "byle czym"?> > Cały 6 rozdział księgi Barucha jest swoistym "wytłumaczeniem" dlaczego nie należy wierzyć w bóstwa.> Jakby to jeszcze do Jahwe ludzie stosowali to byśmy mieli niebo na ziemi  > >72. Przeto lepszy jest człowiek sprawiedliwy, który nie posiada bożków, będzie bowiem daleko od hańby.> Ale tutaj chodzi o ludzi nie mających bożków poza "jedynym słusznym bożkiem", czy o ludzi, którzy takowych nie posiadają w ogóle? Dwojako można ten fragment zrozumieć...> PS.> Coś mi się dzieje z przeglądarkami, więc przez dłuższy czas mogę nie odpowiadać, po prostu nie da się wejść na pocztę...> oj widze ze księżulek w pracy sie nudził. Nic dziwnego skoro wiekszosc z was "urzęduje" tylko 3h dziennie. No ale nic.Ja tam nie jestem ani broń boże katolikiem ani ateistą, dlatego ciesze sie ze jestem kim jestem, bo mnie nic zlego nie spotka. tylko religie przestrzegaja przed czyms zlym, katolicy przed pieklem i sadem ostatecznym etc inne religie przed czyms innym jeszcze, a ja mam to wszystko gleboko w dupie, i wiem ze odradzajac sie w przyszlym wcieleniu bedzie ok, bo nikomu nic zlego nie zrobilem i nie mam zamiaru. szkoda mi tylko tych wszystkich milionow katolikow.... pieklo i te sprawy... nie opyla. to jest straszne sluzyc cale zycie czemus/komus czego/kogo nie ma, spedzac godziny na kleczkach, spedzajac godziny na gimnastykach podczas mszy (ukleknij, powstac, usiadz, powstan, ukleknij.. etc)i po smierci spotkac sie z lekkodusznym ateista, usmiechnietym od ucha do ucha, bez trwogi na swojej "TWARZY" spogladajacego na biednego zatrworzonego katolika, ktory nie jest pewny swojej przyszlosci, jak go rzekomy Piotrus przywita przy bramie... a tu LIPA, nie ma bramy, nie ma Piotrka, nie ma nic takiego w ogole ( ależ to musi bolec... swiadomosc przezycia zycia tak jak sie nie chcialo)... a co dalej to nie wiem. tak jak nikt nie wie. moge tylko przypuszczac, ze ten biedny katolik poszuka jakiejs dostepnej w tym wymiarze używki, i postara sie jakos zlagodzic ten żal i rozgoryczenie. Chyba tylko chcialbym zeby tak bylo, a moze nie. chcial bym, aby wszycy ludzi na ziemi nagle dostrzegli boga, popatrzeli w lustro, zobaczyli istote doskonala i uwierzyly ze stworca to ja sam i moj pies i kwiatek i kamien. wszyscy razem to tworzylismy i wyszcy razem jestesmy tworem. to takie proste. zrozum a staniesz sie tak wazny jak ten przed ktorym klekasz. ( nie, nie ćpam
|
|
 | 1 na 1 | D.Sprenglewski (426 punktów) | > Kto kłamie jest kłamcą a kto kradnie - złodziejem. Jeśliby rzeczywiście wierzył w to, w co mówi, że wierzy, nie kradłby ani nie kłamał.Szkoda, że nie wszyscy wierzący tak uważają, usprawiedliwiając się ludzką ułomnością. > Jeśli bita żona, dzieci i okradziony sąsiad przebaczy "panu wierzącemu", to i pewnie> Bóg mu wybaczy, bo dlaczego miałby bez sensu skazywać go na cierpienie, którego nikt nie chce?> Nie jestem natomiast przekonany, czy wybaczy mu wycieranie sobie gęby Boskim imieniem oraz tłumaczenie swoich wyłudzeń "wolą Bożą".Jeśli będzie żałował, to może się uda. > Cały 6 rozdział księgi Barucha jest swoistym "wytłumaczeniem" dlaczego nie należy wierzyć w bóstwa.> Tenże 6 rozdział w ostatnim wersecie odpowiada na Twoje pytanie:> "Ba 6:72> 72. Przeto lepszy jest człowiek sprawiedliwy, który nie posiada bożków, będzie bowiem daleko od hańby.> (BT)Rozumiem, że lepiej być sprawiedliwym niewierzącym, niż nieprawym wierzącym - sensowne. > Piekło ?> Udowodniłeś swoim życiem, że nie chcesz i nie potrafisz żyć z innymi w zgodzie, nie szanujesz ich poglądów i cieszysz się ich cierpieniem, więc rozumiesz chyba, że nikt nie chce być narażony na skutki Twojego postępowania... Odpowiedz za to co zrobiłeś i odejdź, znajdź sobie inne miejsce, spróbuj poprosić o pomoc podobnych sobie... Dlaczego miałbyś mieszkać z nami ?Może to głupie pytanie, ale: To do mnie? > TAK TAK i jeszcze raz TAK!  Bardzo mnie to cieszy.
|
|
|  | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | > Szkoda, że nie wszyscy wierzący tak uważają, usprawiedliwiając się ludzką >ułomnością.I ja jestem ułomny ale staram się jak mogę, żeby móc chodzić z podniesioną głową i żeby nikt nie powiedział, że przeze mnie cierpi. > >Nie jestem natomiast przekonany, czy wybaczy mu wycieranie sobie gęby Boskim >imieniem oraz tłumaczenie swoich wyłudzeń "wolą Bożą".> Jeśli będzie żałował, to może się uda.Być może, pewnie to zależałoby od "wagi" "przewinienia" > Rozumiem, że lepiej być sprawiedliwym niewierzącym, niż nieprawym wierzącym - >sensowne.Zauważ, że "Bóg" w Starym testamencie nie wygłasza w/w zdań do całej ludzkości, tylko do tych, z którymi się umawiał . Jezus zaś jasno i wyraźnie określa "wymagania" "Mt 19:17-19 17. Odpowiedział mu: Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania. 18. Zapytał Go: Które? Jezus odpowiedział: Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, 19. czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego! (BT)" Widzisz gdzieś tu jakieś nakazy liturgiczne albo przymus jedynej wiary ?? Ja nie widzę w tych sześciu zasadach żadnego przymusu ani totalitaryzmu. Wydaje mi się, że dla każdego uczciwego człowieka nie są to żadne nakazy tylko naturalne zachowanie. Pod pojęciem cudzołóstwo rozumiem zdradę ukochanej osoby, sprawianie jej Bólu tym, że masz pięć panienek / facetów na boku a nie to, że oboje stanu wolnego mieliście ochotę na szybki seks bez zobowiązań. Jezus jeszcze dodaje, że jeśli młodzieniec chce być doskonały, to może sprzedać co ma i podzielić się z innymi ale wyraźnie NIE uzależnia możliwości wiecznego życia od rozdania wszystkiego co masz. Nie rozumiem, dlaczego kościół rozpuszcza pogłoski o jakichś "dodatkowych wymaganiach", No ale skoro Papież Leon X sprzedawał odpusty zupełne dzięki którym za kasę można uniknąć odpowiedzialności za swoje czyny, to czemu tu się dziwić  > >Piekło ?> > Udowodniłeś swoim życiem, że nie chcesz i nie potrafisz żyć z innymi w zgodzie, nie szanujesz ich poglądów i cieszysz się ich cierpieniem, więc rozumiesz chyba, że nikt nie chce być narażony na skutki Twojego postępowania... Odpowiedz za to co zrobiłeś i odejdź, znajdź sobie inne miejsce, spróbuj poprosić o pomoc podobnych sobie... Dlaczego miałbyś mieszkać z nami ?> Może to głupie pytanie, ale: To do mnie? Oczywiście, że nie, jak mógłbym Cię oceniać nie znając twojego życia i uczynków ?  To moja wizja prawdopodobnej odpowiedzi dla Hitlera na pytanie: "Hej, koleś, fajnie tam u was, ja też tak chcę, wpuścisz mnie ?" Oczywiście Hitler jest tylko przykładem. > >TAK TAK i jeszcze raz TAK!  > Bardzo mnie to cieszy.I mnie cieszy, że są porządni ludzie, uczciwi, mili dla innych, pomocni. Czy to ważne, że masz inne poglądy ?? I tak dodatkowo: "Jn 13:34-35 34. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. 35. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali. (BT)" Czy ktoś kto oddaje życie za tę ideę mógłby się "czepiać" że nie wierzysz na słowo w kogoś, kogo nigdy nie widziałeś ?? Czy ewidentnie nie zaprzeczałby sam sobie ?
|
|
| |  | 2 na 2 | D.Sprenglewski (426 punktów) | > I ja jestem ułomny ale staram się jak mogęKażdy jest, ale nie każdy się stara  > Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie,> 19. czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!> (BT)"> Widzisz gdzieś tu jakieś nakazy liturgiczne albo przymus jedynej wiary ??Nie, nie widzę. Jak sam napisałeś, jest to coś naturalnego - nie mogę się nie zgodzić. > oboje stanu wolnego mieliście ochotę na szybki seks bez zobowiązań.Muszę przyznać, że jeszcze nie spotkałem się z tak wyzwoloną opinią u wierzącego na temat "seksu bez zobowiązań"  > To moja wizja prawdopodobnej odpowiedzi dla HitleraDziękuję za wyjaśnienie. Pozdrawiam
|
|
| | |  | 4 na 4 | Vancalar (1804 punktów) | > >oboje stanu wolnego mieliście ochotę na szybki seks bez zobowiązań.> Muszę przyznać, że jeszcze nie spotkałem się z tak wyzwoloną opinią u wierzącego na >temat "seksu bez zobowiązań"  Jeśli byłoby inaczej, wylewając podczas zmaz nocnych nasienie stawałbym się co kilka dni mordercą 500 milionów własnych dzieci. Nie wydaje Ci się to.. niedorzeczne? Inna rzecz z aborcją, bo nie jestem w stanie ustalić, kiedy zlepek komórek zaczyna być człowiekiem. Zapewne nie w tydzień. Ale czy nie w miesiąc? Tego już nie wiem. Dlatego nie zdecydowałbym się pod żadnym pozorem na taki krok. Bóg jest Bogiem radości, miłości i życia a nie umartwiania się, "autobiczowania" i udręki: "Jn 17:13 13. Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. (BT)" Sam zresztą tak mówi o panach z wygolonymi głowami, którzy nam takie bzdury wtłaczają do głów: "Jr 23:31-38 31. Oto się zwrócę przeciw prorokom - wyrocznia Pana - którzy używają swego własnego języka, by wypowiadać wyrocznie. 32. Oto się zwrócę przeciw tym, którzy prorokują sny kłamliwe - wyrocznia Pana - opowiadają je i zwodzą mój lud kłamstwami i chełpliwością. Nie posłałem ich ani nie dawałem polecenia; w niczym też nie są użyteczni dla tego narodu - wyrocznia Pana. 33. A jeśli ten naród albo prorok, albo kapłan cię zapyta: Jakie jest brzemię Pańskie?, odpowiesz im: Wy jesteście brzemieniem, bo odrzuciłem was - wyrocznia Pana. 34. A proroka, kapłana czy lud - ktokolwiek powie "brzemię Pańskie", ukarzę wraz z jego domem. 35. Tak będziecie mówić każdy do swego przyjaciela i każdy do swego brata: Co odpowiedział Pan? lub: Co mówił Pan? 36. Nie wspominajcie już więcej "brzemienia Pańskiego", inaczej bowiem stanie się mówiącemu brzemieniem jego własne słowo, gdyż odwróciliście sens słów Boga żywego, Pana Zastępów, Boga naszego. 37. Tak należy mówić do proroka: Co odpowiedział tobie Pan? lub: Co mówił Pan? 38. Jeślibyście mimo to mówili: "brzemię Pańskie", to wtedy tak mówi Pan: Ponieważ używacie tego wyrażenia "brzemię Pańskie", mimo że wam zakazałem mówić "brzemię Pańskie", 40. Okryję was wieczną niesławą, wieczną hańbą, która nigdy nie ulegnie zapomnieniu. (BT)" Czy to wymaga wyjaśnień ? I mnie jest przykro, Ba! Cierpię, kiedy wspomnę człowieka, który dobrowolnie poszedł na śmierć w torturach, żeby Krzyknąć Światu : "PRZESTAŃCIE SIĘ MORDOWAĆ!" ale nikt tego ode mnie nie wymaga, ani nie nakłada na mnie takiego "brzemienia Pańskiego", wręcz przeciwnie: "Jn 16:6-7 6. Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. 7. Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was. (BT)" Wielu też twierdzi, że Jezus umarł po to, żeby nam "wypominać" przez całe wieki nasze grzechy... Załóżmy, że przez większość życia zabijałem, torturowałem znęcałem się. Nadchodzi sąd i Jezus ma mnie sądzić. Gdyby nie cierpiał głodu, pragnienia na pustyni oraz tortur, męki i śmierci, moim pierwszym argumentem po oskarżeniu: - Zabijałeś, głodziłeś, torturowałeś! Byłoby: - A co Ty Jezus wiesz o zabijaniu, głodzie, torturach, że chcesz mnie osądzać... Nie dziwię się, że każdemu, kto ma choć odrobinę oleju w głowie i uczciwości w sercu, identyfikowanie się z Bogiem sadystą, mordercą i psychopatą jest nie do przyjęcia a wiara w kogoś, kto non-stop zaprzecza sam sobie jest niedorzeczna... Tak Go przedstawiają Kapłani, różnej maści "wszystkowiedzący" itd. Ciężko przebrnąć przez setki kłamstw i fałszerstw "dopisanych" do słów Bożych. Przykład? "Łk 12:43-48 43. Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. 44. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. 45. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, 46. to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce.47. Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. 48. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą. (BT) " To jak ? Chłosta(47), czy ćwiartowanie(46)? Czy chłosta już poćwiartowanego? Czy co? Dla mnie podkreślony fragment to ewidentny przykład dopisku poczynionego ręką psychopatycznego klerykała. Jest to oczywiście moja prywatna i osobista opinia, nie chcę nikogo "przekonywać", "nawracać" ani robić "wykładów" twierdząc, że wszystko wiem najlepiej. Nie wiem. Nic nie wiem na pewno i to jedno wiem: że nic nie wiem  Chcę tylko zwrócić uwagę na to, że Biblia jest kotłem z zupa, w którym trzeba mocno pogrzebać, żeby wyciągnąć dobry kąsek a nie samą wodę. Czy te fragmenty powinny zostać "wycięte" ? Wycinam je bez zastanowienia ale i biorę je pod uwagę. Gdyby Izraelici sami o sobie nie dali świadectwa opisując swoje "poczynania" w imię Boże, trudno byłoby mi zrozumieć dlaczego np. u Ezechiela Bóg jest na nich taki "wkurzony", skąd te jego wszystkie "pretensje" i o czym mówi Jezus w swoich ewangeliach. Wiesz co jest największym paradoksem? Że to Wy, którzy mówicie o sobie "ateista", "agnostyk" jesteście Jego uczniami. Poznaję Was po empatii, szacunku, zrozumieniu, wreszcie przyjaźni dla innych ludzi niezależnie od ich wieku, wyglądu czy koloru skóry: "Jn 13:35 35. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali. (BT) " Poznaję WAS! Makusia, Alpha Phoenicis, zdaje się, że i Ciebie i wielu innych. Przyznaję się do wiary, nie wstydzę się Jezusa a nikt tu na mnie nie krzyczy ani nie bije. Nie wyśmiewacie mojej głupoty ani dogmatyzmu. Ci, którzy twierdzą, że wierzą i owszem... Dziwny jest ten świat.... Pozdrawiam
|
|
| Pilch (102 punktów) |
A co to znaczy, że człowiek jest dobry? Co robi z niego dobrego? Czy SSman mordujący niewinnych, który jest wzorowym ojcem i mężem jest zły czy dobry? Różewicz pisze: "Widziałem człowieka, który był jeden występny i cnotliwy", moim zdaniem nie ma ludzi jednowymiarowych. Nie znam też upodobań tego, jak go nazywacie, boga. Skoro sam jest tajemnicą, to z jakiej racji ma komuś cokolwiek tłumaczyć, może sam siebie nie rozumie? Skoro prawdą jest to, co o nim mówią, to i tak zrobi co zechce i nikogo się nie będzie pytał ani nic tłumaczył nawet, jeśli jego postępowanie kłóci sie z logiką. Nie ma ludzi TYlko dobrych lub TYLKO złych. Postępowanie zależy od sytuacji, która czasem zmusza do takich a nie innych zachowań. To tyle.
|
|
 | 1 na 1 | D.Sprenglewski (426 punktów) | >A co to znaczy, że człowiek jest dobry?
Nie tylko nie czyni innym źle, ale i stara się czynić im dobrze.
>Co robi z niego dobrego?
Prawidłowo rozwinięta empatia.
>Czy SSman mordujący niewinnych, który jest wzorowym ojcem i mężem jest zły czy dobry?
Zły. Odbierał życie, chociaż nie było to konieczne (nie w samoobronie itp.).
>Nie ma ludzi TYlko dobrych lub TYLKO złych. Postępowanie zależy od sytuacji, która czasem zmusza do takich a nie innych zachowań. To tyle.
Ale nikt nie jest też całkowicie neutralny. Niektórzy są bardziej dobrzy, niż źli, inni odwrotnie.
A ogólnie chodziło o odpowiedź na hipotetyczne pytanie, gdzie założenia celowo są jednoznaczne, dla łatwiejszej oceny.
|
|
|  | 1 na 1 | Pilch (102 punktów) |
> Nie tylko nie czyni innym źle, ale i stara się czynić im dobrze.Czynienie komuś dobrze można rozumieć niejednoznacznie  A poza tym coś, co jest dobre dla jednej osoby, może ukrzywdzić drugą, co wtedy? Czy należy to zrobić? Co, jeśli nie można być dobrym dla wszystkich (a z autopsji wiem, że nie da się byc dobrym dla absolutnie wszystkich)? > Prawidłowo rozwinięta empatia.Co to znaczy prawidłowo? Co jest wyznacznikiem tej prawidłowości? Jaką skalą należy mierzyć tzw. normalność? Czy empatia wystarczy do tego, by czynić dobro? Może jakiś kodeks postępowania, zasady, szeroko rozumiana moralność, a nie empatia? I w czyją sytuację sie wczuwać? (patrz wyżej) > Zły. Odbierał życie, chociaż nie było to konieczne (nie w samoobronie itp.).Ale przecież kochał swoje dzieci nad życie. Żonę także. Poza tym robił to na rozkaz, bo był żołnierzem, może tego naprawdę nie chciał? Na luksus samostanowienia mogło pozwolić sobie wtedy bardzo niewielu. Wtedy, gdyby nie robił tego, co mu kazano, sam by zginął, bronił sie przed śmiercią, czy to jest samoobrona? > Ale nikt nie jest też całkowicie neutralny. Niektórzy są bardziej dobrzy, niż źli, inni odwrotnie.Ale co to znaczy, że ktoś jest bardziej zły lub bardziej dobry? Jak to mierzyć? Czy można oceniać kogoś samemu nie będąc neutralnym? To ten SS-man jest niby bardziej zły, tak? A gdyby oddał życie za jednego człowieka i uratował go od śmierci, choć uprzednio zabił tysiące, to czy jest bardziej zły czy bardziej dobry? Czy 'skasuje' mu sie to, co zrobił? > A ogólnie chodziło o odpowiedź na hipotetyczne pytanie, gdzie założenia celowo są jednoznaczne, dla łatwiejszej ocen. Więcej kontrowersji wywołałaby, moim zdaniem, jednoznaczna teza, którą można byłoby argumentować. W tej chwili natomiast należy formułować same tezy. Ale zagadnienie ciekawe. Choć mało precyzyjne.
|
|
| |  | | Vancalar (1804 punktów) | > >Nie tylko nie czyni innym źle, ale i stara się czynić im dobrze.> Czynienie komuś dobrze można rozumieć niejednoznacznie A poza tym coś, co jest >dobre dla jednej osoby, może ukrzywdzić drugą, co wtedy? Czy należy to zrobić? Co, >jeśli nie można być dobrym dla wszystkich (a z autopsji wiem, że nie da się byc >dobrym dla absolutnie wszystkich)?"Mt 7:12 12. Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy. (BT)" > >Prawidłowo rozwinięta empatia.> Co to znaczy prawidłowo? Co jest wyznacznikiem tej prawidłowości? Jaką skalą należy >mierzyć tzw. normalność? Czy empatia wystarczy do tego, by czynić dobro? Może jakiś >kodeks postępowania, zasady, szeroko rozumiana moralność, a nie empatia? I w czyją >sytuację sie wczuwać? (patrz wyżej)Patrz wyżej  > >A ogólnie chodziło o odpowiedź na hipotetyczne pytanie, gdzie założenia celowo są >jednoznaczne, dla łatwiejszej ocen. Więcej kontrowersji wywołałaby, moim zdaniem, >jednoznaczna teza, którą można byłoby argumentować. W tej chwili natomiast należy >formułować same tezy. Ale zagadnienie ciekawe. Choć mało precyzyjne.> Zapewne zadasz pytanie: "a co, jeśli lubię sobie sprawić małe biczowanko? Powinienem innych też biczować?" Myślę, że wystarczy tych "innych" zapytać, czy też ową "zabawę" lubią  Zgadzam się, że nieraz trudno jednoznacznie ocenić dobro i zło. Każdy ma tutaj (a właściwie powinien mieć) własne sumienie. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Pilch (102 punktów) | Jeżeli lubisz się biczować, OK. Jeżeli jest to zgodne z wiarą w twojego boga, OK. Ja w Twoje upodobania seksualne nie wnikam.  Natomiast jeżeli patrzylibyśmy na wszystko w kategoriach "lubię-nie lubię', to będzie to niekorzystne społecznie. Relatywizm wartości. Co prawda nie chcemy uniformizacji, natomiast minimum ustaleń pomaga nam żyć, że tak powiem, stadnie. Natomiast nijak do ustaleń tychże ma się to, co wierzący nazywają sumieniem. Jest to cos tak niemierzalnego i subiektywnego, że kierowanie się wskazaniami tegoż jest co najmniej nieporozumieniem. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | > Jeżeli lubisz się biczować, OK. Jeżeli jest to zgodne z wiarą w twojego boga, OK. Ja >w Twoje upodobania seksualne nie wnikam.  > Natomiast jeżeli patrzylibyśmy na wszystko w kategoriach "lubię-nie lubię', to >będzie to niekorzystne społecznie. Relatywizm wartości.Napisałem: Zapewne zadasz pytanie. Być może wyraziłem się niejasno? Chciałem tylko uprzedzić Twoje ewentualne pytanie właśnie o relatywizm wartości. W odpowiedzi wyrażasz opinię, że moje preferencje seksualne Cię nie interesują W jaki sposób wiążesz jedno z drugim ? > Co prawda nie chcemy uniformizacji, natomiast minimum ustaleń pomaga nam żyć, że >tak powiem, stadnie. Natomiast nijak do ustaleń tychże ma się to, co wierzący >nazywają sumieniem.Dla mnie sumienie to wynik współdziałania mojego aparatu logicznego, z przekonaniem o tym, że złe jest to, co wbrew woli drugiego człowieka/bytu chcesz mu zrobić. Jestem wierzący i nazywam to sumieniem. Skoro jak to określiłeś: > "Jest to cos tak niemierzalnego i subiektywnego, że kierowanie >się wskazaniami >tegoż jest co najmniej nieporozumieniem."To jakie inne, lepsze narzędzia sugerujesz w celu rozróżnienia, czy postępujesz dobrze, czy źle? Jak mógłbym uniknąć takiego nieporozumienia? Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Pilch (102 punktów) | > Napisałem: Zapewne zadasz pytanie.> Być może wyraziłem się niejasno?> Chciałem tylko uprzedzić Twoje ewentualne pytanie właśnie o relatywizm wartości.> W odpowiedzi wyrażasz opinię, że moje preferencje seksualne Cię nie interesują> W jaki sposób wiążesz jedno z drugimPreferencje seksualne połączyłam z samobiczowaniem, nie zaś z relatywizmem wartości.  Doskonale natomiast zrozumiałam intencje Twojej wypowiedzi, jednak mója odpowiedź dotyczyła kategorii 'lubienia' i 'nie-lubienia',które podajesz przy wyjaśnianiu sposobu rozróżniania dobre-złe w kontaktach międzyludzkich i stosunku do innych osób. > Dla mnie sumienie to wynik współdziałania mojego aparatu logicznego, z przekonaniem o tym, że złe jest to, co wbrew woli drugiego człowieka/bytu chcesz mu zrobić.> Jestem wierzący i nazywam to sumieniem.Nie wolno mieszać logiki i wiary. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. A ponoć wierzący jesteś. Na pewno kiedyś zdarzyło Ci się zrobić cos komuś wbrew jego woli, co w Twoim mniemaniu było robione dla DOBRA tego kogoś, a może nie? Znam ludzi, którzy chcą zrobić dobrze komuś na siłę. Wierzący. A najgorzej jest zrobić komuś coś, co sam chciałbyś, żeby Tobie zrobiono. Zwłaszcza, że ten ktoś może chcieć czegoś zupełnie innego. > Skoro jak to określiłeś:> >"Jest to cos tak niemierzalnego i subiektywnego, że kierowanie >się wskazaniami >tegoż jest co najmniej nieporozumieniem."> To jakie inne, lepsze narzędzia sugerujesz w celu rozróżnienia, czy postępujesz dobrze, czy źle? Jak mógłbym uniknąć takiego nieporozumienia?> PozdrawiamDobro i zło to pojęcia względne. Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia. Nie jesteś w stanie postępować dobrze względem wszystkich. Nie da się być dobrym dla wszystkich. Nie łudź się, że kiedykolwiek uzyskasz całkowitą pewność co do tego, czy postąpiłeś w 100% słusznie. To, co dla jednej osoby jest dobre, drugiej wyrządza krzywdę. Chyba, że Twoja wiara tak Ci mówi i daje Ci pewność. Należy być w porządku przede wszystkim wobec samego siebie i robić wszystko zgodnie z sobą. W końcu,jak Tobie nie będzie dobrze, to jak będziesz mógł robić dobrze innym? He he  Nie ma wyroczni, która mówi co dobre, a co złe, niestety. W tej kwestii Ci nie pomogę. Zapytaj kart tarota, postaw pasjansa, jeżeli religia Ci na to pozwala. Nie wiem. Ja nie znam narzędzia dającego taka całkowitą, 100% pewność. Jestem tylko ( i aż ! ) człowiekiem. Errare humanum est. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | > Preferencje seksualne połączyłam z samobiczowaniem, nie zaś z relatywizmem >wartości. Doskonale natomiast zrozumiałam intencje Twojej wypowiedzi, jednak >mója odpowiedź dotyczyła kategorii 'lubienia' i 'nie-lubienia',które podajesz przy >wyjaśnianiu sposobu rozróżniania dobre-złe w kontaktach międzyludzkich i stosunku >do innych osób.Celnie i skutecznie  Uznaję. > >A najgorzej jest zrobić komuś coś, co sam chciałbyś, żeby Tobie zrobiono. >>Zwłaszcza, że ten ktoś może chcieć czegoś zupełnie innego.W takich sytuacjach odzywa się logika i po prostu pytam, czy chcesz żebym ci dał wody, bo widzę usta spierzchnięte, a na dworze upał, oraz przekonanie, że silne pragnienie jest cierpieniem i że łatwo mogę Cie od niego uwolnić jeśli chcesz. Jasne, mogłaś przecież sobie takie "ćwiczenie" wymyślić albo wyzwanie, żeby nie pić trzy dni. Przekonanie, że "wiem lepiej" co jest dla Ciebie dobre i "uszczęśliwianie na siłę" jest oczywistym nadużyciem. Zabronienie dziecku zabawy niewybuchem też jest "uszczęśliwianiem na siłę" i tu chciał nie chciał, wierzysz nie wierzysz, trzeba decydować używając sumienia bo nic innego nie mamy. > Dobro i zło to pojęcia względne. Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia. Nie >jesteś w stanie postępować dobrze względem wszystkich. Nie da się być dobrym dla >wszystkich. Nie łudź się, że kiedykolwiek uzyskasz całkowitą pewność co do tego, >czy postąpiłeś w 100% słusznie. To, co dla jednej osoby jest dobre, drugiej >wyrządza krzywdę. Chyba, że Twoja wiara tak Ci mówi i daje Ci pewność. Należy być w >porządku przede wszystkim wobec samego siebie i robić wszystko zgodnie z sobą. W >końcu,jak Tobie nie będzie dobrze, to jak będziesz mógł robić dobrze innym? He he > Nie ma wyroczni, która mówi co dobre, a co złe, niestety. W tej kwestii Ci nie >pomogę. Zapytaj kart tarota, postaw pasjansa, jeżeli religia Ci na to pozwala. Nie >wiem. Ja nie znam narzędzia dającego taka całkowitą, 100% pewność. Jestem tylko ( i >aż ! ) człowiekiem. Errare humanum est. Nic dodać, nic ująć. takie jest i moje zdanie, chciałem tylko zwrócić uwagę, że to połączenie logiki i przekonań jest jedynym co mamy, nie uważam, że cokolwiek może dać człowiekowi "nieomylność" oraz pewność. Jak słusznie zauważyłaś, czasem nie wiadomo, czy lepiej zakazać dziecku wkładać palec do gorącej herbaty, czy pozwolić mu się "nauczyć" na własnym błędzie. Wydaje mi się, że wtedy jest się zmuszonym do posłużenia się własnymi przekonaniami w koniunkcji z logiką. Oczywiście nie gwarantuje to nieomylności. Są też przypadki, które nie są tak niejednoznaczne. Skoro pamiętam, jak mocno bolała mnie ręka kiedy się skaleczyłem i pamiętam jak płakała siostra, kiedy rozbiła sobie kolano a mam właśnie zamiar odrąbać koledze stopę "żeby zobaczyć jak to jest" to logika mówi mi, że go to najprawdopodobniej będzie bolało a moje przekonanie, że sprawianie innym bólu jest złe, co owocuje zaprzestaniem właśnie zaplanowanej czynności  Nie zgadzam się więc z wprowadzaniem zakazu łączenia logiki z przekonaniami. > Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | Pilch (102 punktów) | Jeżeli PRZEKONANIA uznajesz za równoznaczne z RELIGIĄ, to się jednak nie zrozumieliśmy.
|
|
| | | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | > Jeżeli PRZEKONANIA uznajesz za równoznaczne z RELIGIĄ, to się jednak nie zrozumieliśmy.> Całkiem możliwe  > Dla mnie sumienie to wynik współdziałania mojego aparatu logicznego, z przekonaniem o tym, że złe jest to, co wbrew woli drugiego człowieka/bytu chcesz mu zrobić.> Jestem wierzący i nazywam to sumieniem.Napisałem tylko, że jestem wierzący i nazywam to sumieniem. Mógłbym też napisać : Jestem brunetem i nazywam to sumieniem  > Natomiast nijak do ustaleń tychże ma się to, co wierzący nazywają sumieniemDlatego nawiązałem do "wiary", żeby uściślić definicję. Skąd założenie że przekonania uznaję za równoznaczne z religią??? Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | Pilch (102 punktów) | Ja napisałam, że: Nie wolno mieszać religii i wiary
Ty odpisałeś: Nie zgadzam się więc z wprowadzaniem zakazu łączenia logiki z przekonaniami.
Stąd wysnułam wniosek, że miedzy przekonaniami a religia stawiasz znak równości
|
|
| | | | | | | | | |  | | Vancalar (1804 punktów) | > Ja napisałam, że: Nie wolno mieszać religii i wiaryTy odpisałeś: Nie >zgadzam się więc z wprowadzaniem zakazu łączenia logiki z przekonaniami.Stąd >wysnułam wniosek, że miedzy przekonaniami a religia stawiasz znak równościNo i masz  Zwykłe nieporozumienie  Mam nadzieję, że to już jasne i sobie nie poodgryzamy rączek ani nóżek  Uznałem Twoją odpowiedź za sprzeciw wobec definicji podanej wcześniej, nie pomyślawszy o tym, że najprawdopodobniej Wzięłaś pod uwagę tylko ostatnią jej linijkę: > jestem wierzący i to jest właśnie sumienieNiech więc zapanuje pokój i zgoda  Mam nadzieję
|
|
| |  | | D.Sprenglewski (426 punktów) | Ta rozmowa schodzi już na bardziej filozoficzny temat "czym w ogóle jest dobro". Choć moje założenia w tym wątku są schematyczne (zakładam, że każdy instynktownie, wie co to jest dobro, a co zło), wiedziałem, że w końcu ktoś się przyczepi do tego, że dobro i zło, to pojęcia względne. Ale niech będzie  > Czynienie komuś dobrze można rozumieć niejednoznacznie  Wiem  > coś, co jest dobre dla jednej osoby, może ukrzywdzić drugą, co wtedy?To bardzo trudne pytanie. Ale jeśli zrobisz dobrze (  ) jednemu, a zły stan drugiego nie ulegnie zmianie, to chyba lepiej to zrobić. Jeśli zrobienie jednemu dobrze, drugiemu stan pogorszy, to chyba lepiej się wstrzymać. Trudno się nad tym zastanawiać, bez przykładów. Poza tym, jest to na tyle złożony problem, że nie można go rozwiązać w jednym (nie ważne jak długim) poście. Można by napisać książkę poświęconą powyższemu problemowi, ale i to raczej nie dało by jednoznacznej odpowiedzi (dlatego temat wątku jest oparty na prostych założeniach - A jest zły i już, nie ważne dlaczego, B jest dobry). > Co to znaczy prawidłowo? Co jest wyznacznikiem tej prawidłowości? Jaką skalą należy mierzyć tzw. normalność?Zarówno nadmiar, jak i niedostatecznie wykształcona empatia (u dorosłego człowieka oczywiście) w psychologi traktowana jest jako nieprawidłowość. Sądzę więc, że psycholodzy (znacznie mądrzejsi ode mnie) znają kryteria ocen. > Czy empatia wystarczy do tego, by czynić dobro?Wydaje mi się, że tak. To dzięki empatii jesteśmy wstanie współczuć innym. I to właśnie empatia wykształca w nas sumienie. Wszelkie zasady moralne są jedynie wynikiem tego, że jesteśmy zdolni współczuć i pomagać innym. > Ale przecież kochał swoje dzieci nad życie. Żonę także. Poza tym robił to na rozkaz, bo był żołnierzem, może tego naprawdę nie chciał? Na luksus samostanowienia mogło pozwolić sobie wtedy bardzo niewielu. Wtedy, gdyby nie robił tego, co mu kazano, sam by zginął, bronił sie przed śmiercią, czy to jest samoobrona?Nie. To wygoda. Dbał o własne cztery litery. Sprzeciwiając się rozkazowi może i wydałby na siebie wyrok śmierci, ale sam powiedz, czy zabicie kogoś kto Ci nie zagraża, kogoś, kto też może mieć żonę i dzieci, które bardzo kocha, po to by ratować własne życie jest czymś moralnym? Wydaje mi się, że nie. Nie wiem jak ja bym postąpił - nigdy nie byłem w takiej sytuacji i z doświadczenia wiem, że człowiek nie jest w stanie przewidzieć jak postąpi, ale to nie znaczy, że uważałbym siebie za kogoś dobrego. > Ale co to znaczy, że ktoś jest bardziej zły lub bardziej dobry? Jak to mierzyć? Czy można oceniać kogoś samemu nie będąc neutralnym? To ten SS-man jest niby bardziej zły, tak? A gdyby oddał życie za jednego człowieka i uratował go od śmierci, choć uprzednio zabił tysiące, to czy jest bardziej zły czy bardziej dobry? Czy 'skasuje' mu sie to, co zrobił?To nie równanie matematyczne, w którym wynik 0 daje czyściec, ujemny piekło, a dodatni niebo. Nie można zmierzyć kto jest bardziej dobry, a kto bardziej zły. To się czuje. > Więcej kontrowersji wywołałaby, moim zdaniem, jednoznaczna teza, którą można byłoby argumentować. W tej chwili natomiast należy formułować same tezy. Ale zagadnienie ciekawe. Choć mało precyzyjne.Główne pytanie to: Czy zły wierzący, który żałuje, jest gorszy dla boga katolickiego od dobrego niewierzącego, który nie żałuje? I niech każdy indywidualnie przypisze Panu A i B takie złe i analogicznie dobre cechy, jakie uzna za słuszne. Jestem tylko człowiekiem i nie wiem, co dla każdego jest złe, a co dobre. Wiem, że zdarza mi się wyrażać nieprecyzyjnie, ale cieszę się, że zagadnienie jest dla Ciebie ciekawe. Pozdrawiam
|
|
| Daniel (2 punktów) | >Witajcie, >od jakiegoś czasu (prawdopodobnie z nudów) dręczy mnie pewna kwestia. >Załóżmy hipotetycznie, że bóg katolicki istnieje, katolicy mają rację, a Biblia nie kłamie. No i >mamy dwóch ludzi; A i B. >A - deklaruje się jako katolik, twierdzi, że wierzy w boga, co niedziela chodzi do kościoła, daje >na tacę i obchodzi wszystkie katolickie święta, ale... Bije żonę i dzieci, jest alkoholikiem, >awanturnikiem, nie pogardzi też cudzą własnością. Ogólnie, będąc względnie złym człowiekiem, nie >jest idealnym przedstawicielem swojej religii. >B - zdeklarowany ateista, do kościoła nie chodzi (bo po co), korzysta z dni wolnych takich jak >święta, aby się zrelaksować, wszelkie świątynie omija szerokim łukiem, ma udane życie seksualne i >jest tolerancyjny wobec homoseksualistów. Ponadto pomaga biednym i potrzebującym, jak tylko potrafi. >Ogólnie jest względnie dobry. >Obaj umierają, ale człowiek A przed śmiercią przeprasza boga za swoje zachowanie. Natomiast B >umiera ze świadomością, że był dobrym człowiekiem i co więcej skorzystał trochę z życia. W chwili >śmierci nadal twierdził, że boga nie ma. >Który z nich trafi do nieba? Może obaj? Jeśli tak, to dlaczego? A może obaj do czyśćca, lub piekła? >Lub jeszcze gdzie indziej? >Teoretycznie, ten, kto nie wierzył i nie czcił boga, nie może zostać zbawionym. W związku z tym, >zakładając, że bóg katolicki istnieje, co ma największy wpływ, na to, czy zostanie się zbawionym, >czy nie. No i jeśli obaj trafią do nieba, to gdzie tu sprawiedliwość? >Naturalnie, najbardziej zależy mi na odpowiedziach wierzących użytkowników forum. Oczywiście opinie >ateistów i agnostyków również będą mile widziane - czy Wy również uważacie, że nieważne, czy bóg >jest, czy go nie ma, istotne jest tylko to, by być dobrym człowiekiem? >Pozdrawiam. >
Witam, należy zacząć od tego że celem życia katolika nie jest 'chodzenie do kościoła, deklaracja że Bóg istnieje', ale dążenie do świętości. Za to, nawrócenie to nie tylko i wyłącznie 'przeproszenie przed śmiercią', zaś uświadomienie sobie jakie błędy w życiu się popełniło, i co było nie tak. Dopiero wówczas nawrócenie ma sens i jest rzeczywiście nawróceniem. Stereotyp dobrego ateisty który jest niesprawiedliwie sądzony i nie idzie do nieba... jeżeli nie wierzy w niebo, Boga, to czym dla niego jest ta możliwość pójścia tam?
To tak jakby nie upiec sobie ciasta i chcieć je potem zjeść... w tym sensie że pewne decyzje podejmuje się we właściwych momentach, a dokonując pewnych wyborów eliminujemy niektóre z dróg w przyszłości ( mylną interpretacją byłaby ta, że człowiek kreuje sobie niebo poprzez to 'pieczenie ciasta'- życie jako katolik)
|
|
 | 1 na 1 | Vancalar (1804 punktów) | >Witam, >należy zacząć od tego że celem życia katolika nie jest 'chodzenie do kościoła, deklaracja że Bóg istnieje', ale dążenie do świętości.
Zdefiniuj "dążenie do świętości" ?
>Stereotyp dobrego ateisty który jest niesprawiedliwie sądzony i nie idzie do nieba... >jeżeli nie wierzy w niebo, Boga, to czym dla niego jest ta możliwość pójścia tam?
Jeśli Nie wierzysz, że 100km nad Tobą, od strony Wenus zbliża się meteoryt, to czym jest dla Ciebie możliwość, że za 3 sekundy w miejscu gdzie stoisz powstanie wielki lej ? Rozumiem w ten sposób, że powinienem wierzyć wszystkim i we wszystko co mi mówią, żeby uniknąć stwierdzenia: "Sam sobie jesteś winien, bo mi nie uwierzyłeś" ? Czy tak? Czyli jak jest 200 osób i mówią mi: jeden, że meteoryt spadnie za 3s, drugi, że za 20 minut, trzeci, że meteoryt nie istnieje. Mam wierzyć wszystkim?? Czy jednemu?? Któremu??
Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | D.Sprenglewski (426 punktów) | >celem życia katolika nie jest 'chodzenie do kościoła, deklaracja że Bóg istnieje', ale dążenie do świętości. >Za to, nawrócenie to nie tylko i wyłącznie 'przeproszenie przed śmiercią', zaś uświadomienie sobie jakie błędy w życiu się popełniło, i co było nie tak. Dopiero wówczas nawrócenie ma sens i jest rzeczywiście nawróceniem.
Jeśli ktoś, kto sam uważa się za katolika, przez całe życie nie przestrzega zasad własnej religii i kodeksu ogólnie postrzeganego jako moralny (czyli, przyjmijmy nasz Pan A), w chwili śmierci spełni warunki nawrócenia, to zostanie zbawiony? Trafi do nieba? Jeśli tak, to dlaczego?
>Stereotyp dobrego ateisty który jest niesprawiedliwie sądzony i nie idzie do nieba...
Nie stereotyp, tylko model w założeniu. I wcale nie musi być niesprawiedliwie osądzony.
>jeżeli nie wierzy w niebo, Boga, to czym dla niego jest ta możliwość pójścia tam?
"Być, albo nie być". Nie chodzi o to, czym ta możliwość jest dla niego za życia, ale czym jest po śmierci, jeśli okaże się, że się mylił.
>To tak jakby nie upiec sobie ciasta i chcieć je potem zjeść... w tym sensie że pewne decyzje podejmuje się we właściwych momentach, a dokonując pewnych wyborów eliminujemy niektóre z dróg w przyszłości ( mylną interpretacją byłaby ta, że człowiek kreuje sobie niebo poprzez to 'pieczenie ciasta'- życie jako katolik)
Czyli jeśli człowiek stara się postępować moralnie, dobrze etc., to nieważna jest jego wiara? Dobrze rozumiem?
|
|
 | 1 na 1 | Agnostyk (3006 punktów) |
>Stereotyp dobrego ateisty który jest niesprawiedliwie sądzony i nie idzie do nieba...
Pierwsze słyszę o takim stereotypie
"Nie należy mylić prawdy z opinią większości"
|
|
| glingor (640 punktów) | A idzie do czyśćca B w zależności od humoru boga gdziekolwiek
Wszyscy chcą żyć po śmierci, a nikt nie chce żyć przed poczęciem
|
|
1 na 1 | keymak (3379 punktów) | >Który z nich trafi do nieba? Nie ma czegoś takiego jak niebo w sensie religijnym. To tylko coś w rodzaju kiełbasy wyborczej. Tylko że w tym wypadku jest jeszcze gorzej, bo wmawia się ludziom że tą kiełbasę dostaną po śmierci. Krótko mówiąc: zwykłe oszustwo.
Pozdrawiam.
|
|
| Witold Losek (800 punktów) | Dobre pytanie. Przejrzałem odpowiedzi, których Ci udzielili niektórzy "znawcy" i włos mi się zjeżył. Nie jest prawdą, jakoby Kościół Katolicki twierdził, że poganie, nieochrzczeni, ateiści, niewierzący będą potępieni! Nie jest prawdą i już! Żeby się o tym przekonać, wystarczy przywołać oficjalne stanowisko hierarchów KK, zgromadzonych na Soborze Watykańskim II-gim, ogłoszone w Deklaracji Dominus Iesus (wszystkie podkreślenia pochodzą ode mnie): Deklaracja Dominus Iesus: Ponadto, zbawcze działanie, jakie Jezus Chrystus prowadzi ze swoim Duchem i przez Niego, rozciąga się na całą ludzkość ponad widzialnymi granicami Kościoła. Mówiąc o tajemnicy paschalnej, w której Chrystus już teraz żywotnie jednoczy wierzącego z sobą poprzez Ducha i obdarza go nadzieją zmartwychwstania, Sobór Watykański II stwierdza; Dotyczy to nie tylko wiernych chrześcijan, ale także wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercu działa w sposób niewidzialny łaska. Skoro bowiem za wszystkich umarł Chrystus i skoro ostateczne powołanie człowieka jest rzeczywiście jedno, mianowicie boskie, to musimy uznać, że Duch Święty wszystkim ofiarowuje możliwość dojścia w sposób Bogu wiadomy do uczestnictwa w tej paschalnej tajemnicy. Deklaracja Dominus Iesus: Przez przyjście Jezusa Chrystusa Zbawiciela Bóg zechciał sprawić, aby Kościół założony przez Niego stał się narzędziem zbawienia całej ludzkości Mało tego, KK uznaje wprost, że wierzący,. jako że byli w sytuacji uprzywilejowanej w stosunku do niewierzących, za swe grzechy na sądzie ostatecznym będą sądzeni surowiejMówi o tym poniższy fragment Deklaracji: Deklaracja Dominus Iesus: Jeśli jest prawdą, że wyznawcy religii niechrześcijańskich mogą otrzymać łaskę Bożą, jest także pewne, że obiektywnie znajdują się oni w sytuacji bardzo niekorzystnej w porównaniu z tymi, którzy posiadają w Kościele pełnię środków zbawczych . Niemniej wszyscy (...) synowie Kościoła pamiętać winni o tym, że swój uprzywilejowany stan zawdzięczają nie własnym zasługom, lecz szczególnej łasce Chrystusa; jeśli zaś z łaską tą nie współdziałają myślą, słowem i uczynkiem, nie tylko zbawieni nie będą, ale surowiej jeszcze będą sądzeni Ty podałeś przykład dobrego ateisty i złego katolika. Moim zdaniem sprawa jest oczywista. Dobry człowiek dostanie odpowiednią nagrodę. Według mnie z Deklaracji jasno wynika, że gdybyśmy przywołali przykład dwóch takich samych ludzi, tak samo postępujących, mających na sumieniu tyle samo win, a różniących się tylko tym, że jeden jest chrześcijaninem, a drugi nie, to chrześcijanin, za swe grzechy, sądzony będzie surowiej.Pozdrawiam.
Tak nieliczni chcą kochać, a tak wielu chce być kochanymi.
|
|
 | 4 na 4 | wojtek. (1061 punktów) | > Nie jest prawdą, jakoby Kościół Katolicki twierdził, że poganie, nieochrzczeni, ateiści, niewierzący będą potępieni! Nie jest prawdą i już!W przeszłości dokładnie tak jednak twierdził. Pius IX : Cytat:Należy się trzymać wiary, że poza apostolskim rzymskim Kościołem nikt nie może być zbawiony. On jest jedyną arką zbawienia, kto nie wstąpił do tej arki, zginie w potopie grzechów. Nicejskie wyznanie wiary: Cytat:Ktokolwiek chce być zbawiony, musi przede wszystkim wyznawać katolicką wiarę, której jeśliby kto nie zachował całej i nienaruszonej, bez wątpienia zginie na wieczność. (...). Kto zatem chce być zbawiony, niech takie o Trójcy ma przekonanie... Taką jest wiara katolicka. Jeśli ktoś nie będzie jej należycie i stanowczo wyznawał, nie może być zbawiony. Amen. Czwarty Sobór Laterański: Cytat:Jeden jest tylko powszechny Kościół wiernych, poza obrębem którego nikt zbawiony być nie może. Sobór Trydencki: Cytat:Synod postanowił, aby zachować w czystości naszą wiarę katolicką, bez której nikt Bogu podobać się nie może. św. Augustyn: Cytat:Nikt nie osiągnie zbawienia i żywota wiecznego kto nie ma Chrystusa głową. Nikt nie będzie miał Chrystusa głową, kto nie jest w jego ciele, w Kościele. św. Cyprian: Cytat:Gałąź odcięta od drzewa nie kiełkuje. Odłączcie strumień od źródła, a wyschnie. Również i Kościół roztacza bujne gałęzie nad ziemią i rozsyła na wszystkie strony strumienie. Z niego się urodziliśmy, jego się mlekiem wykarmiliśmy, jego życiem żyjemy... Kto odłączony od Kościoła, wyłączony jest tym samym z danych Kościołowi przyrzeczeń, kto opuszcza Kościół Chrystusowy, nie trafi do Chrystusa. To cudzoziemiec, grzesznik, wróg. Nikt nie może mieć Boga ojcem, kto nie ma matką Kościoła... Bóg jest tylko jeden, jeden jest tylko Chrystus i jeden jego Kościół, jedna wiara i jedno ściśle z ciałem Kościoła złączone społeczeństwo... Wszystko, co się odłącza od łona matki, odłączone żyć już nie może. Widać na Soborze Watykańskim II, hierarchowie kościelni doczytali się w Piśmie Świętym innych niż uprzednio informacji i nieco łaskawszym okiem popatrzyli na tych którzy nie są wyznawcami "jedynie słusznej" wiary. Interesujące natomiast jest to, że ja, jeszcze całkiem niedawno (mimo ustaleń Soboru Watykańskiego II), na lekcjach religii słyszałem o wiecznym potępieniu ateistów, pogan itp. Sprawa zbawienia jest więc nadal mocno niejednoznacznie w Kościele katolickim traktowana. Pozdrawiam.
|
|
|  | | Witold Losek (800 punktów) | śp ks.prof.Józef Tischner:Nie znam nikogo, kto by stracił wiarę pod wpływem dzieł Karola Marksa, ale wielu straciło ją przez swego proboszcza. Rówież pozdrawiam.
|
|
| |  | 2 na 2 | Kowalska (14008 punktów) | > Teoretycznie, ten, kto nie wierzył i nie czcił boga, nie może zostać zbawionym. W związku z tym, zakładając, że bóg katolicki istnieje, co ma największy wpływ, na to, czy zostanie się zbawionym, czy nie. No i jeśli obaj trafią do nieba, to gdzie tu sprawiedliwość?A ja mam inne pytanie... Czy ateistka, która po śmierci odda, to co się nada oczywiście, na przeszczepy dla chorych, a Kościół to popiera jak wiemy, z automatu pójdzie do nieba? A może ona nie chce? Bo w niebie nuda. Woli do piekła. Czy będzie miała wybór? Czy przyjmą ją w piekle? Gdzie jest więcej ciekawych postaci? W niebie czy piekle? Co wybrać?.... Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać
|
|
| | |  | | Witold Losek (800 punktów) | >Czy ateistka, która po śmierci odda, to co się nada oczywiście, na przeszczepy dla chorych, a Kościół to popiera jak wiemy, z automatu pójdzie do nieba? Z "automatu" - nie, z woli Boga i swojej własnej - tak. >A może ona nie chce? Bo w niebie nuda. Woli do piekła. >Czy będzie miała wybór? Czy przyjmą ją w piekle? Myślę, że będzie miała tak jak i na ziemi - wolny wybór. >Gdzie jest więcej ciekawych postaci? W niebie czy piekle? Co wybrać?.... Zarówno niebo jak i piekło to są raczej stany duszy niż miejsca w sensie geograficznym...
Pozdrowienia
|
|
| Nalepa (87 punktów) | Witam, no i tu ironizujac mysle ze ateista ma przechlapane jezeli teoretycznie istnieje bóg.Wiemy ze kazdy katolik na lozu smierci wyznaje grzechy i dostaje namaszczenie przez ksiedza a biedny ateista jest pozostawiony sam sobie no chyba ze w chwili smierci sie nawroci ale nie majac chrztu i tak mu to nic nie pomoze.Zatem nie martwmy sie ta kwestia zbytnio poniewaz jedna dusza nawrocona jest wazniejsza niz kilka wierzacych od dawna heheheh .
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|