Racjonalista - Strona głównaDo treści
Po co żyć?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
09-05-2016 17:04Degre (752 punktów)Po co żyć?
Ocena 9 na 9
Wiecznie w pracy, ponad 50h w tygodniu za trochę ponad 8zł za godzinę.

Bez rodziny, która by mnie wsparła, z małymi oszczędnościami na koncie. Bez perspektyw, pomysłu, planu.
Nic mnie nie czeka, nikogo nie obchodzę. Zostaje mi tylko wieczna harówa (trochę na wyrost, bo pracę akurat mam lekką, ale żeby cokolwiek zarobić, muszę tam ciągle być).

Gdzieś pomiędzy jedną a drugą lekturą (gdzie dodatkowego zasmucenia dodaje mi obecny stan fR - nudne publikacje antysemity albo "biednego" krystykona) a powrotem do/z pracy naszła mnie myśl - po co?
Po jaką cholerę mam tak na serio to dalej kontynuować? Będę albo wiecznie w pracy, albo nieskończenie biedny. Nie podoba mi się taka przyszłość - a inna mnie nie czeka.
Mam już dość.
Gdy mam wolny czas to ...biorę dodatkowe godziny. Bo co mi z wolnego czasu, gdy nie mam pieniędzy by w tym czasie coś porobić?
Dziś mam luźniejszy dzień i nie wiem. Wszystko widzę w bardzo czarnych barwach.

Szlag mnie trafił, gdy rozmawiałem ze znajomym i stwierdziłem, że ja pracując zarabiam mniej niż on studiując i chodząc na siłownię. Jego rodzice mają prywatną firmę, generalnie są - jak dla mnie - zamożni(raz w życiu byłem na wakacjach na tydzień,nad okoliczne jezioro a oni są co jakieś 6mcy - góry,morze...). W odpowiedzi dostałem - "pewnie to przez to, że nie wierzysz". Poza tym, że są bogaci, to nieziemsko naiwni - ewangelicy. Śmiech przez łzy.


Jakieś filozofie których mam się trzymać? Jakiś autor?
Tanie motywacyjno-propagandowe brednie niestety na mnie nie działają. Próbowałem Aureliusza, ale łatwo być spokojnym o byt będąc cesarzem, a nie mrówką-robotnicą.

Kompletnie nic mi do głowy nie przychodzi. Ciekaw jestem, co odpowiedzą forumowicze.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Episode_2 (3284 punktów)
>Po co żyć?
Jak nie masz po co żyć, żyj na złość innym.

>Tanie motywacyjno-propagandowe brednie niestety na mnie nie działają.
Nic dziwnego. Muszą być drogie. Im więcej zapłacisz, tym bardziej będziesz się starać, żeby działały.
>Próbowałem Aureliusza
A darmowe to już w ogóle...
09-05-2016 19:46 
 Ocena 2 na 2
Degre (752 punktów)
>>Po co żyć?
>Jak nie masz po co żyć, żyj na złość innym.
Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się to zabawne.
Co z utylitaryzmem?

>Nic dziwnego. Muszą być drogie. Im więcej zapłacisz, tym bardziej będziesz się starać, żeby działały.
Kupienie bzdurnej książki by sobie coś wmówić a następnie racjonalizować swój zakup, to dopiero bezsens.
09-05-2016 22:09 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się to zabawne.
Bo to chyba jest zabawne.

>Co z utylitaryzmem?
Wykańczając jedną świnię możesz uratować kilkoro ludzi.

>Kupienie bzdurnej książki by sobie coś wmówić a następnie racjonalizować swój zakup, to dopiero bezsens.
Chyba, że pomoże.
Degre (752 punktów)
>>Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się to zabawne.
>Bo to chyba jest zabawne.
Ale cholernie męczące. Czy nie prościej będzie nie żyć?

>>Co z utylitaryzmem?
>Wykańczając jedną świnię możesz uratować kilkoro ludzi.
a mnie kto uratuje?
14-05-2016 18:54 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>a mnie kto uratuje?
Inni utylitaryści?
Pan Leming (674 punktów)
Nie udzielę żadnej rady bo najpierw bym musiał sam z niej skorzystać. Przeczytałem, przejąłem się, udzielam duchowego wsparcia.


www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
oportunista (1711 punktów)
Po prostu mistrzostwo świata - Gdy mam wolny czas to ...biorę dodatkowe godziny. Bo co mi z wolnego czasu, gdy nie mam pieniędzy by w tym czasie coś porobić?
Nie wiem, rozbierz się i pilnuj ubrania, zobacz jaką mądrość należy posiąść aby dojść do takiego absurdu. Rzeczywiście naiwnym i wierzącym jest lepiej, oni tak za nic kasy mają w brud, a już cesarz to ma klawe życie na bank. Tak sobie myślę, że dla Ciebie ideałem byłoby podzielenie losu pakistańskiej kobiety, sporo dylematów w ogóle nie przyszłoby Ci wtedy do głowy. Zasadniczo jest tak, ludzie aktywni, posiadający mnóstwo pasji, na wszystko mają czas, zaś pieniądze są dla nich zupełnie drugorzędną sprawą. Mam już pewien ogląd ludzkich natur, bo perspektywa ponad pół wieku, na tym łez padole daje niejakie wyobrażenie. Najbardziej na brak czasu narzekają osobniki leniwe i niczym się nie interesujące, nie mające pasji, hobby, takie co to mają tysiące wymówek na każdy rodzaj popychania ich, aby cokolwiek zrobili, czymś się zajęli. Siedzi taki delikwent, parzy w sufit i wszystko mu się nie podoba, w niczym nie znajduje sensu.
Mam propozycję, zrób sobie przyrzeczenie, że poszukasz w okolicy instytucji korzystającej z pomocy wolontariuszy. Przykładowo w domach pomocy społecznej, Pogadaj z nimi i spróbuj przez jakiś czas robić coś dla innych, zapewniam Cię odkryjesz człekiem inne oblicze własnego JA. Wolontariat to takie coś gdzie robi się coś za darmo, kasy się nie zarabia, ale nie trzeba też jej mieć aby nim zostać.
09-05-2016 18:11 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
> Wolontariat to takie coś gdzie robi się coś za darmo, kasy się nie zarabia, ale nie trzeba też jej mieć aby nim zostać. >
To generalna reguła, od której istnieją wyjątki i jeśli autor wątku miałby pecha i trafił za Twoją poradą tam:

krakow.wyb(*)dm-za-pakiety-niezbednika.html

- musiałby pierwej wziąć w pracy jeszcze więcej godzin nadliczbowych.
09-05-2016 18:40 
 Ocena 3 na 3
Degre (752 punktów)
>Po prostu mistrzostwo świata - Gdy mam wolny czas to ...biorę dodatkowe godziny. Bo co mi z wolnego czasu, gdy nie mam pieniędzy by w tym czasie coś porobić?
>Nie wiem, rozbierz się i pilnuj ubrania, zobacz jaką mądrość należy posiąść aby dojść do takiego absurdu.

Mądrość biednej osoby, która bez pracy nie ma gidze mieszkać ani z czego żyć.
Już wiesz??

>Rzeczywiście naiwnym i wierzącym jest lepiej, oni tak za nic kasy
>mają w brud,
No, w porównaniu do mnie to mają. Nigdy nie dojdę do ich poziomu życia, choćbym pracował 3x tyle co teraz (a wtedy bym musiał nie spać).
i Chyba nie dotarła do Ciebie naiwność wypowiedzi - owy znajomy nie powiązał mojej majętności z jego i jego rodziców tylko z jego wiarą i moim ateizmem
Po co ekonomia,po co praca, wystarczy wierzyć. Manna spadnie z nieba.

>ideałem byłoby podzielenie losu pakistańskiej kobiety, sporo dylematów w ogóle nie >przyszłoby Ci wtedy do głowy.
Nigdzie nie napisałem, że mam najciężej ze wszystkich ludzi na świecie.
Zresztą co to za argument - ktoś ma ciężej. Zobacz, w Korei Płn jest totalitarny reżim, a u nas na Kaczyńskiego narzekają! Paranoja!

>Zasadniczo jest tak, ludzie aktywni, posiadający mnóstwo pasji, na wszystko mają >czas, zaś pieniądze są dla nich zupełnie drugorzędną sprawą.

I jedzą powietrze a mieszkają na drzewie.
Cholera, pracuję po 50+ godzin w tygodniu, a ten mi wmawia, że jestem leniwy.


>Mam już pewien ogląd ludzkich natur, bo perspektywa ponad pół wieku, na tym łez >padole daje niejakie wyobrażenie.
Patrząc po Twoich wypowiedziach, to wsadź sobie w rzyć to wyobrażenie. Jest co najmniej - kulturalnie mówiąc - błędne.

> Najbardziej na brak czasu narzekają osobniki leniwe i niczym się nie interesujące, >nie mające pasji, hobby, takie co to mają tysiące wymówek na każdy rodzaj >popychania ich, aby cokolwiek zrobili, czymś się zajęli. Siedzi taki delikwent, >parzy w sufit i wszystko mu się nie podoba, w niczym nie znajduje sensu.

Mam pasję, ale nie mam na nią czasu ani pieniędzy. I zanim sobie wydedukujesz, że marzy mi się czort wie co, to powiem, że są to szachy. Tak, zdziwię Cię, wymagają pieniędzy - a czasu... cóż, więcej niż mam po pracy. Godzinka dziennie mnie nie satysfakcjonuje, progres jest zbyt wolny.
Próbowałem pływania, jazdy konno, gry na gitarze. Nie ruszyło mnie to.
Czytam ciągle książki. Czasem pstrykam w jakieś gry komputerowe, ale hej, trzeba czasem zaklikać kilka potworów na śmierć. Próbowałem karcianek, strategii, ale przy szachach wszystko jest blade. Grałem w rpgi - takie klasyczne(niekomputerowe, mówione/turlane), gdzie trzeba przeczytać kilka książek by umieć się wczuć. Fajna zabawa, ale pochłania zbyt wiele czasu, a szkoda.
Guzik o mnie wiesz, więc odwołaj albo przeproś.

> Mam propozycję, zrób sobie przyrzeczenie, że poszukasz w okolicy instytucji >korzystającej z pomocy wolontariuszy. Przykładowo w domach pomocy społecznej,
I z wolontariatu dostanę na jedzenie i dach nad głową. Fajnie.

>Wolontariat to takie coś gdzie robi się coś za darmo, kasy się nie zarabia, ale nie >trzeba też jej mieć aby nim zostać.
No, i jeszcze robisz ze mnie kretyna, który nie wie co to wolontariat.
A zaskoczę Cię, bo źle myślisz.
Jak nie zarabiasz, to tracisz. Bo widzisz, w tym czasie, którym mógłbym być wolontariuszem, mógłbym zarobić np na jutrzejszy obiad. A tak, zapewne, cudownie zmaterializuje mi się za miłość do bliźniego? Inne opłaty też jak mniemam?

10-05-2016 02:47 
 Ocena 3 na 3
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Jeśli ktoś zdenerwował się wpisem oportunisty, to już spieszę z uspokojeniem - ten osobnik jest wybitnie antyspołeczną jednostką nastawioną na atak na innych i pozbawioną empatii. Mamy tu treść jego zaburzeń, a nie merytoryczny wpis. Zobaczmy co my tu mamy.

>Tak sobie myślę, że dla Ciebie ideałem byłoby podzielenie losu pakistańskiej kobiety, sporo dylematów w ogóle nie przyszłoby Ci wtedy do głowy.

Porównanie do ludzi, którzy mają gorzej... typowe dla psychopatów.

>Zasadniczo jest tak, ludzie aktywni, posiadający mnóstwo pasji, na wszystko mają czas, zaś pieniądze są dla nich zupełnie drugorzędną sprawą. Mam już pewien ogląd ludzkich natur, bo perspektywa ponad pół wieku, na tym łez padole daje niejakie wyobrażenie.

Podkreślenie swojego autorytetu (kiepsko uzasadnione, bo sam wiek nic nie znaczy). Widać tu stereotypowe myślenie oparte o powierzchowną obserwację tego co jedna czy dwie aktywne i zamożne osoby mu wcisnęły. Przy okazji to całkowite pominięcie przyczynowości i czynników środowiskowych, a także genetycznych.

>Najbardziej na brak czasu narzekają osobniki leniwe i niczym się nie interesujące, nie mające pasji, hobby, takie co to mają tysiące wymówek na każdy rodzaj popychania ich, aby cokolwiek zrobili, czymś się zajęli. Siedzi taki delikwent, parzy w sufit i wszystko mu się nie podoba, w niczym nie znajduje sensu.

Popychania ich żeby cokolwiek zrobili? Serio? Tu mamy typową dla psychopatów chęć wymuszenia żeby inni coś zrobili. A potem taki psychopata mówi "nie słuchasz moich dobrych rad" i tu od razu oskarżenie jest zawarte w takiej wypowiedzi. A poza tym stereotypizacji i dychotomii myślenia ciąg dalszy.

> Mam propozycję, zrób sobie przyrzeczenie, że poszukasz w okolicy instytucji korzystającej z pomocy wolontariuszy. Przykładowo w domach pomocy społecznej, Pogadaj z nimi i spróbuj przez jakiś czas robić coś dla innych, zapewniam Cię odkryjesz człekiem inne oblicze własnego JA. Wolontariat to takie coś gdzie robi się coś za darmo, kasy się nie zarabia, ale nie trzeba też jej mieć aby nim zostać.

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że oportunista wcale nie jest wolontariuszem i nikomu nie pomaga. Osoby wytykające innym błędy przeważnie wypierają w ten sposób swoje własne braki.

Pozdrawiam z rozbawieniem
stary.wqrwiony (410 punktów)

>Tanie motywacyjno-propagandowe brednie niestety na mnie nie działają.

"Wyluzuj sie, zgas światło w pokoju i zamknij oczy. Wyobraź sobie, ze masz dajmy z 75 lat. Co chciałbyś stworzyc czy miec, aby odniesc wrazenie, ze dobrze przezyłes swoje zycie? Cokolwiek to będzie- to Twoja motywacja i sens życia."

Gdzieś w necie to wyczytalem
09-05-2016 19:11 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

W necie można znaleźć wiele niedorzecznych porad, podobnych do przytoczonej powyżej. Celem i sensem życia jako faktu biologicznego jest ono samo, w tym również choroba, cierpienie i śmierć. Natomiast dla jaźni celem najczęściej jest zanurzenie się w złudzeniu, że jest się podmiotem radości, czego z celem czy sensem życia samego w sobie, które jest źródłem wielu cierpień i frustracji, nie można w żaden sposób pogodzić.

youtu.be/W5buixd5qrQ


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
09-05-2016 19:57 
 Ocena 3 na 3
Degre (752 punktów)
>W necie można znaleźć wiele niedorzecznych porad,
Internet to taka nieskończona kopalnia ludzkiej głupoty
11-05-2016 06:35 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Internet to taka nieskończona kopalnia ludzkiej głupoty

Tylko dla tych, którzy nie posiadają wystarczających kompetencji, by ją rozpoznać wśród innych rzeczy i spraw.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
lekkoduch (425 punktów)

Tu chyba o jaźń chodzi

btw. pojęcia celu i sensu to też złudzenia, czyż nie?
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
>Tu chyba o jaźń chodzi
>btw. pojęcia celu i sensu to też złudzenia, czyż nie?

O tym właśnie jest piosenka, w której schadzka kochanków obywa się pod drzewem pipal.

Nie zwróciłeś uwagi?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
>Wiecznie w pracy, ponad 50h w tygodniu za trochę ponad 8zł za godzinę.

Żyjemy podobno w dobie społeczeństwa informacyjnego, więc zapytam - śakuni z miną głupia frant - jakie potencjalnie cenne informacje nabyłeś w związku z wykonywaną pracą?

youtu.be/1dTgysZZqL4


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
Degre (752 punktów)
>jakie potencjalnie cenne informacje nabyłeś w związku z wykonywaną pracą?

Ciężko mi odpowiedzieć. Przemyślę i dam znać

#
Cóż to za pieśń?
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Ciężko mi odpowiedzieć. Przemyślę i dam znać
>#

Ciekawe, jakimi iluzjami się karmisz, skoro jeszcze tego nie wiesz?

>Cóż to za pieśń?

Podobno można śmiało umierać, gdy się już pozna właściwe jej znaczenie, lecz wtedy właśnie uznaje się, że nie warto przedwcześnie tego uczynić, bo nie ma większej rozkoszy niż intonowanie jej w oddaniu.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
09-05-2016 19:17 
 Ocena 2 na 2
Degre (752 punktów)
>>Ciężko mi odpowiedzieć. Przemyślę i dam znać
>>#
>Ciekawe, jakimi iluzjami się karmisz, skoro jeszcze tego nie wiesz?
A jakież miałem nabyć? kontakt z klientem, więc umiem rozmawiać, pytać, unikać odpowiedzi, zmieniać tok rozmowy.
Wiem jak wygląda praca w korpo, ile trzeba czasu czekać na decyzje, które muszą przejść przez bogowie wiedzą ile działów nim potencjalny klient otrzyma odpowiedź.
Iluzjami? CO masz na myśli?

>Podobno można śmiało umierać, gdy się już pozna właściwe jej znaczenie, lecz wtedy właśnie uznaje się, że nie warto przedwcześnie tego uczynić, bo nie ma większej rozkoszy niż intonowanie jej w oddaniu.

Przepraszam, ale brzmi okropnie.
Odnoszę też wrażenie,że instrumenty na których grano chyba nie znają pojęcia strojenie.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Iluzjami? CO masz na myśli?

A co ja mogę wiedzieć na temat Twoich iluzji?
youtu.be/xeP8W0x9YFs

>Przepraszam, ale brzmi okropnie.
>Odnoszę też wrażenie,że instrumenty na których grano chyba nie znają pojęcia strojenie.

Czasami instrument wydaje się źle strojony, bo to do niego trzeba się dostroić.
Myślisz czasem o sobie?



"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
09-05-2016 19:44 
 Ocena 1 na 1
Degre (752 punktów)
>>Iluzjami? CO masz na myśli?
>A co ja mogę wiedzieć na temat Twoich iluzji?
Jakie masz na myśli iluzje - że ludzkie życie coś znaczy? Albo może, że moje jest coś warte?

>Czasami instrument wydaje się źle strojony, bo to do niego trzeba się dostroić.
Jak coś trzeszczy i odrzuca to ciężko tego słuchać. Tym bardziej w - jak dla mnie - kompletnie obcym języku, z którego nie pojmuję ani słowa.
Tu
www.youtube.com/watch?v=aZVTl-d2wKM
lub
www.youtube.com/watch?v=ceXhywHLFas
zupełnie co innego.

>Myślisz czasem o sobie?
Sprecyzuj, proszę. Tak jak owe iluzje.

PS.Skoro rzucamy w siebie linkami...
www.youtube.com/watch?v=TroenoOkXHo
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>PS.Skoro rzucamy w siebie linkami...

Bardzo praktyczne utwory - już po dwóch sekundach wiadomo, czy się nie chce ich słuchać i oglądać.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
29-05-2016 20:58 
 Ocena 1 na 1
Fortem (27 punktów)
>Jakie masz na myśli iluzje - że ludzkie życie coś znaczy? Albo może, że moje jest coś warte?
Jeśli przyjmiemy, że iluzją jest to, że ludzkie życie jest coś warte, to widzę dwie możliwości:
a)dalej tkwić w tej iluzji i żyć dalej
b)przyznać: "Całe życie tkwiłem w iluzji! Moje istnienie tak naprawdę nie ma wartości!" i iść się zabić.
Skrajnie pesymistyczna perspektywa.
Ale chwila: skąd dowiedzieć się, czy coś jest iluzją, czy nią nie jest?
Z tego pytania wynika inne, głębiące ludzi od wieków:
Co jest prawdą?
Otóż nikt nie zna czystej prawdy.
Cel życia? Celem życia jest dążenie do tego, co uznamy za prawdę.
(Jednak nie znaczy to, że prawdą jest)
Zależnie od tego jak widzimy świat, jak widzimy siebie, jak postrzegamy stosunek: ja-świat, takie wynosimy wnioski. Bądź ich nie wynosimy.

Nikt nie powie Ci, po co żyć. Tylko Ty możesz odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Inni - mogą powiedzieć ci tylko, po co oni żyją. A "oni" to nie ty.

Mogę Ci za to przedstawić swój sposób na "poznanie siebie".
Aby poznać odpowiedź, należy ROZMAWIAĆ ze sobą.
W tym celu pomaga przebywanie w samotności.
Pytasz się siebie:
Co najbardziej Cię wnerwia?
Czego się boisz?
Nie polecam pytać od razu po co żyć, bo może być to podchwytliwe pytanie, wykreowane przez fałszywe oprogramowanie MRO. Czytając twoje wypowiedzi, doszłam do wniosku, że pytając "po co żyć?" twoja odpowiedź to - "Nie istnieje żaden powód by żyć. Lepiej umrzeć."
Sama wiele razy miałam w głowie takie właśnie pytania, głównie jak przekonywałam się o swojej bezsilności w walce z codziennością. Bo w teorii wszystko wygląda tak ładnie, a jak przyjdzie co do czego...
Też się zastanawiałam, czy lepiej byłoby nie żyć. Albo przynajmniej przestać odczuwać. Przestać myśleć. Uwolnić się.
Dzisiaj wiem już, że nie znajdzie się pomocy na zewnątrz.
Jedyną osobą, która może ci pomóc, to właśnie TY.
Nie powstrzymuj rozpaczy.
Uwolnij rozpacz i nie mów jej, że nie istnieje.
Zbadaj jej konkretne przyczyny.
Badaj swoje reakcje na rózne sytuacje.
Nawet na przechodzących ludzi.
Przyznaj się co czujesz, prowadząc rozmowę z klientem.
Jakie odczuwasz emocje?
Czy podobają ci się? Czy może nie?
Nie musisz mieć hobby.
Nie musisz wyjeżdzać na wczasy.
Nie musisz nawet mieć przyjaciół.
To nasza cywilizacja stawia określone wymagania - mieć hobby, rodzinę, przyjaciół, dobrą pracę, dużo kasy, ładny samochód.
A jeśli kultura, całe społeczeństwo i jego hasła są właśnie oparte na iluzji?
Są fałszem?
Czy ty masz cierpieć przez to, że nie możesz podołać wyobrażeniu fałszywego społeczeństwa?
Wyobrażeniu o szczęściu?
Może to, co ci się przytrafiło, ma ci coś uświadomić?
Nie, to nie są puste frazesy.
Jesteśmy zewsząd otoczeni przez różne oblicza fałszu.
Urodziliśmy się w nim.
Większość ludzi w społeczeństwie europejskim nie wie "po co żyć" i nie jest naprawdę szczęśliwa.
Tylko, że puki wszystko się "jakoś klei" to wypieramy tę myśl i podtrzymujemy iluzję szczęścia.
Ty jesteś na takim etapie, że już widzisz, że to wszystko serio jest bez sensu. Harujesz te 50 godzin tygodniowo, a jak wracasz do domu nie wiesz co właściwie ze sobą zrobić.
Poznać siebie. Ułożyć sobie świat na nowo. Stworzyć własną teorię na świat, jeśli teorie filozofów wydają się bujdą. Jeśli religie wydają się być ściemą.
Mogłabym pisać tak jeszcze przez następne kilka godzin, ale co za dużo, to nie zdrowo
W razie jakiś pytań bądź w razie niezrozumienia myśli, które próbowałam przedstawić chętnie wyjaśnię
Słowo jest tylko słowem - niedoskonałe.
Pozdrawiam
29-05-2016 22:39 
 Ocena 3 na 3
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli przyjmiemy, że iluzją jest to, że ludzkie życie jest coś warte, to widzę dwie możliwości:
>a)dalej tkwić w tej iluzji i żyć dalej
>b)przyznać: "Całe życie tkwiłem w iluzji! Moje istnienie tak naprawdę nie ma wartości!" i iść się zabić.
>Skrajnie pesymistyczna perspektywa.

Sama taką tworzysz. Z perspektywy b) wcale nie wynika przymus zabijania się, ani nic pesymistycznego. Wręcz przeciwnie. To potrzeba nadania swojemu istnieniu jakiejś wartości jest błędem logicznym, a czasem może stać się patologią kiedy ludzie szukają jakiejś mentalnej szufladki/idei przypisanej jako sens życia. Kiedy żyjesz tak po prostu i jesteś szczęśliwy, to nie przykładasz wagi do tego czy życie ma sens. O sensie myślą ludzie, którzy tego sensu nie czują.

>Ale chwila: skąd dowiedzieć się, czy coś jest iluzją, czy nią nie jest?
>Z tego pytania wynika inne, głębiące ludzi od wieków:
>Co jest prawdą?
>Otóż nikt nie zna czystej prawdy.

Skoro nie znasz prawdy, to nie możesz wyciągnąć z tego wniosków o żadnym sensie. Mózg wyciąga wnioski z informacji, które są dla niego dostępne. Dziś możesz uważać, że sens ma zbieranie znaczków, a jutro może się okazać, że to bezsens, a sensu nabierze jakaś inna pasja. Sens ma to co daje spełnienie emocjonalne i nie szkodzi. Tworzenie jakiegoś ogólnego konstruktu sensu całego życia jest irracjonalne.

>Cel życia? Celem życia jest dążenie do tego, co uznamy za prawdę.

Błąd. To co uznamy za wartość, bo prawda bywa często przeszkodą w dążeniu do wartości.

>Nikt nie powie Ci, po co żyć. Tylko Ty możesz odpowiedzieć sobie na to pytanie.
>Inni - mogą powiedzieć ci tylko, po co oni żyją. A "oni" to nie ty.

Dokładnie tak.

>Mogę Ci za to przedstawić swój sposób na "poznanie siebie".
>Aby poznać odpowiedź, należy ROZMAWIAĆ ze sobą.
>W tym celu pomaga przebywanie w samotności.
>Pytasz się siebie:
>Co najbardziej Cię wnerwia?
>Czego się boisz?

Wg mnie to bezcelowe. Lepiej pomyśleć co lubi się robić i szybko przejść od pomysłu do wykonania.

>To nasza cywilizacja stawia określone wymagania - mieć hobby, rodzinę, przyjaciół, dobrą pracę, dużo kasy, ładny samochód.
>A jeśli kultura, całe społeczeństwo i jego hasła są właśnie oparte na iluzji?
>Są fałszem?

Zdecydowane są "fałszem" w tym sensie, że cudze wartości mogą być sprzeczne z naszymi, a ktoś może chcieć je narzucić. Z drugiej strony kultura to zbiór wskazówek na temat życia i przetrwania, który wykształcił się w procesie długiej ewolucji. Trudno się spodziewać, że każda jednostka odnajdzie swój indywidualny sens drogą przemyśleń i ten sens będzie inny niż standardowe idee kulturowe. Takie osoby to wyjątki i to one pchają rozwój całej cywilizacji do przodu, choć często jest to okupione chorobami psychicznymi, zaburzeniami osobowości, złymi relacjami z innymi ludźmi.

Pomijam fragmenty, których nie zrozumiałem, bo słowa to tylko słowa
Fortem (27 punktów)
>Sama taką tworzysz. Z perspektywy b) wcale nie wynika przymus zabijania się, ani nic pesymistycznego. Wręcz przeciwnie. To potrzeba nadania swojemu istnieniu jakiejś wartości jest błędem logicznym, a czasem może stać się patologią kiedy ludzie szukają jakiejś mentalnej szufladki/idei przypisanej jako sens życia. Kiedy żyjesz tak po prostu i jesteś szczęśliwy, to nie przykładasz wagi do tego czy życie ma sens. O sensie myślą ludzie, którzy tego sensu nie czują.
Rozumiem twoją drogę rozumowania, jednak nie do końca to miałam na myśli.
Nie mówiłam tu o sensie życia, lecz o WARTOŚCI życia.
Mówiąc, że życie człowieka jest bez wartości, stwierdzamy, że możemy sobie z nim zrobić co tylko zapragniemy.
W moim rozumieniu oznacza to traktowania siebie ( bądź innych ) jak przedmiot.
W takim po co istnieć będąc rzeczą?
( Ma się rozumieć, że nie wyznaję tej teorii, co potwierdza fakt, że wciąż żyję ;D )

>Skoro nie znasz prawdy, to nie możesz wyciągnąć z tego wniosków o żadnym sensie. Mózg wyciąga wnioski z informacji, które są dla niego dostępne. Dziś możesz uważać, że sens ma zbieranie znaczków, a jutro może się okazać, że to bezsens, a sensu nabierze jakaś inna pasja. Sens ma to co daje spełnienie emocjonalne i nie szkodzi. Tworzenie jakiegoś ogólnego konstruktu sensu całego życia jest irracjonalne.

Nie znam "czystej prawdy", ale poznaję prawdę jak najbliższą rzeczywistej.
Nie mówiłam tu o konkretnej czynności: pasji, hobby itp. itd.
ale o ogólnych celach w życiu.
Możemy uznać za prawdę naturalne prawa życia i wyciągnąć z nich jakieś wnioski, które uważamy za prawdziwe.
Np. wysnuć teorię, że wszystkie istoty żyjące są jedną całością i można być szczęśliwym tylko, jeśli żyjemy w zgodzie i harmonii z nimi.
To jest przykład jakiejś ogólnej prawdy, którą można ale i nie trzeba wyznawać.
Nie wiemy jaki jest właściwy cel życia, ale możemy stworzyć teorię, która ten sens nada.
Wychodzę z założenia, że fałsz na dłuższą metę nie może się utrzymać.
Jeśli nasza "prawda" tak naprawdę nią nie jest, to prędzej czy później się o tym dowiemy.
Jak?
Zwyczajnie coś się zacznie sypać

>>Mogę Ci za to przedstawić swój sposób na "poznanie siebie".
>>Aby poznać odpowiedź, należy ROZMAWIAĆ ze sobą.
>>W tym celu pomaga przebywanie w samotności.
>>Pytasz się siebie:
>>Co najbardziej Cię wnerwia?
>>Czego się boisz?
>Wg mnie to bezcelowe. Lepiej pomyśleć co lubi się robić i szybko przejść od pomysłu do wykonania.

Hmm... Dobrze, a co jeśli nie wiemy co lubimy robić?
Albo inaczej: wiemy co lubimy, ale nie wiemy co wybrać?
Jeśli moją pasją jest muzyka, psychologia, nauki przyrodnicze, służba społeczeństwu i filozofia - jak mam dowiedzieć się co mam wybrać?
Przecież nie mogę przykładowo studiować jednocześnie: medycyny, psychologii, kompozycji i fortepianu jednocześnie?
Właśnie na tym m.in. polega samopoznanie, ale to tylko igła w stogu siana.
Polecam książkę autorstwa Józefa Przemienieckiego " Psychologia jednostki" - porusza w niej również kwestię samopoznania.
Możliwości tego procesu do dzisiaj są badane - otwierają nieskończone możliwości.
Pozwolę sobie przytoczyć parę cytatów:
"W procesie poznawania nasze uczucia również są informacją"
co oznacza, że nie należy ich ignorować, a uważam, że mój sposób zadawania sobie pytań w trudnych momentach jak i w czasie codziennych interakcji jest całkiem wygodnym rozwiązaniem.
"Pierwszym warunkiem samoobserwacji jest "zatrudnienie" wewnętrznego, neutralnego obserwatora"
Problem w tym, że rzeczywiście łatwiej jest nam się w to wszystko nie zgłębiać, tylko po prostu żyć z dnia na dzień, robić to co się lubi.
Dlaczego?
"Psychologiczne mechanizmy reakcji obronnych nie są "zainteresowane" procesem samopoznania"
Dlaczego? Bo "podstawowym zadaniem mechanizmów reakcji obronnych jest ochrona monitora umysłu przed uczuciami, które mogą być źródłem dyskomfortu psychicznego."
Mam nadzieję, że zainteresowałam
30-05-2016 20:42 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie mówiłam tu o sensie życia, lecz o WARTOŚCI życia.
>Mówiąc, że życie człowieka jest bez wartości, stwierdzamy, że możemy sobie z nim zrobić co tylko zapragniemy.
>W moim rozumieniu oznacza to traktowania siebie ( bądź innych ) jak przedmiot.
>W takim po co istnieć będąc rzeczą?
>( Ma się rozumieć, że nie wyznaję tej teorii, co potwierdza fakt, że wciąż żyję ;D )

To zależy o jakim braku wartości mówimy. Sam brak wartości życia można rozumieć jako będące przeciwieństwem wartości i wtedy faktycznie możemy robić z nim co zapragniemy, a wręcz lepiej wtedy nie żyć. Można też stwierdzić, że życie nie ma nic wspólnego z definicją wartości i z tego punktu widzenia sama miara swojego istnienia przez pryzmat wartości lub jej braku, to błąd, podobnie jak nie mierzymy koloru, kształtu i smaku życia.

>Nie znam "czystej prawdy", ale poznaję prawdę jak najbliższą rzeczywistej.

Zawsze tak się wydaje, a potem poznaje się nowe perspektywy i dawny punkt widzenia jest oczywistą nieprawdą. Zamiast słowa "prawda" można wstawić słowo "dane". Dane, które analizują nasze mózgi to opinie, hipotezy, argumenty, skojarzenia, emocje uporządkowane w odpowiednie hierarchie i priorytety.

>Nie mówiłam tu o konkretnej czynności: pasji, hobby itp. itd.
>ale o ogólnych celach w życiu.

Ale czym mają być te ogólne cele? Dla mnie celem na dziś jest zjedzenie dobrej kolacji, poczytanie, posłuchanie muzyki i sen. Celem na najbliższe kilka dni jest wyzdrowienie z infekcji, która teraz uziemia mnie w fotelu, a cele długoterminowe służą temu żeby następne momenty, które będą w przyszłości chwilą obecną, były spokojne. Hobby należy do kategorii sensu, bo daje chwile radości. Dla jednych to proces twórczy, a dla innych może to być nawet oglądanie piłki w telewizji, albo oglądanie filmów. Ogólnie życie składa się z takich małych chwil. Myślę, że szukanie ogólnego celu w życiu bierze się właśnie z tego powodu, że nie czuje się szczęścia tu i teraz, a przyczyny mogą być różne. Może to być np parcie na osiągnięcie sukcesu, które jest wmówione przez tzw ludzi sukcesu, albo rodziców, którzy przelewają swoje niespełnione lub spełnione zachcianki na swoje dzieci. Wiele inteligentnych i wrażliwych osób kończy przez to w rynsztoku, bo słuchając głosów z zewnątrz zatracają gdzieś swój własny wewnętrzny głos.

Dla mnie przez długi czas takim celem wydawała się miłość, ale w pewnym momencie zrozumiałem, że nie mam na to szans. To był moment, w którym zanegowałem wszystko, a każda chwila wydawała się być pustką, której nie da się znieść do tego stopnia, że wolałem nie żyć. W końcu się z tym pogodziłem, zrezygnowałem z myślenia o sobie w sztucznych kategoriach wolnej woli, potrzeby szczęścia itp. Gdy miałem depresję napotykałem na ludzi, którzy mówili to co ja teraz i wtedy sama ta myśl, że mogę żyć bez celu i godzić się z samotnością, wydawała się okropna i pogłębiała pustkę. Czasem depresja mija, bo człowiek nie ma sił dalej cierpieć i pozbywa się złudzeń do tego stopnia, że nie ma wyboru i musi się pogodzić z tym co jest.

>Możemy uznać za prawdę naturalne prawa życia i wyciągnąć z nich jakieś wnioski, które uważamy za prawdziwe.
>Np. wysnuć teorię, że wszystkie istoty żyjące są jedną całością i można być szczęśliwym tylko, jeśli żyjemy w zgodzie i harmonii z nimi.
>To jest przykład jakiejś ogólnej prawdy, którą można ale i nie trzeba wyznawać.

Nie wiem czy to naturalne prawa. Ja tak tego nie postrzegam, a zgoda i harmonia jest możliwa tylko z wybranymi ludźmi. Pokładając nadzieję w innych oddajemy odpowiedzialność za swój stan emocjonalny gdzieś na zewnątrz, a gdy to inni mają nad nami kontrolę, to tak naprawdę nie możemy ich kochać.

>Nie wiemy jaki jest właściwy cel życia, ale możemy stworzyć teorię, która ten sens nada.

Nie jestem przekonany, ale możesz próbować Sądzę, że to działa odwrotnie i kiedy czujemy sens, to dopiero wtedy możemy stworzyć teorię, którą opiszemy te odczucia.

>Wychodzę z założenia, że fałsz na dłuższą metę nie może się utrzymać.
>Jeśli nasza "prawda" tak naprawdę nią nie jest, to prędzej czy później się o tym dowiemy.
>Jak?
>Zwyczajnie coś się zacznie sypać

Życie sypie się z wielu powodów. Często właśnie świadomość pewnych praw powoduje, że coś się psuje.

>Hmm... Dobrze, a co jeśli nie wiemy co lubimy robić?
>Albo inaczej: wiemy co lubimy, ale nie wiemy co wybrać?
>Jeśli moją pasją jest muzyka, psychologia, nauki przyrodnicze, służba społeczeństwu i filozofia - jak mam dowiedzieć się co mam wybrać?
>Przecież nie mogę przykładowo studiować jednocześnie: medycyny, psychologii, kompozycji i fortepianu jednocześnie?

Możesz przeanalizować za i przeciw. Np po filozofii masz małe szanse na dobrze płatną pracę, a na psychologii jest duża konkurencja. Medycyna jest najtrudniejsza z tych kierunków. Analizując za i przeciw możesz wyłonić najlepsze rozwiązanie, a jeśli nie wiesz, to czasem warto pozwolić życiu na to aby samo wyłoniło taką opcję, np kiedy złożysz papiery na różne studia może okazać się, że dostaniesz się tylko na jeden kierunek i wtedy problem sam się rozwiąże

>co oznacza, że nie należy ich ignorować, a uważam, że mój sposób zadawania sobie pytań w trudnych momentach jak i w czasie codziennych interakcji jest całkiem wygodnym rozwiązaniem.

Czasem to pomocne, ale często też jest tak, że kiedy szukasz odpowiedzi na pytanie co Cię gnębi, umysł znajduje wiele przykładów i pogarsza się Twój nastrój. Kiedy szukasz pozytywów możesz analogicznie poprawić swój nastrój.

>"Psychologiczne mechanizmy reakcji obronnych nie są "zainteresowane" procesem samopoznania"
>Dlaczego? Bo "podstawowym zadaniem mechanizmów reakcji obronnych jest ochrona monitora umysłu przed uczuciami, które mogą być źródłem dyskomfortu psychicznego."
>Mam nadzieję, że zainteresowałam

Zgadza się, ale z drugiej strony wynajdywanie tych mechanizmów obronnych często kończy się cierpieniem i konkluzją, że i tak nic nie wiadomo.

W psychologii mało co jest jednozna
Fortem (27 punktów)
>>Cel życia? Celem życia jest dążenie do tego, co uznamy za prawdę.
>Błąd. To co uznamy za wartość, bo prawda bywa często przeszkodą w dążeniu do wartości.

Stworzyłeś mi tymi słowami nie lada zagadkę intelektualną.
Myślę, że takie pytanie: "Czy prawda może być przeszkodą w dążeniu do wartości?"
spokojnie mogłoby być tematem porządnego eseju
Mógłbyś głębiej wyjaśnić, co miałeś na myśli?

Pozdrawiam
30-05-2016 20:59 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
To faktycznie skomplikowane, ale postaram się jak najprościej opisać to co myślę na ten temat.

Najpierw ustalmy czym jest prawda, albo raczej co jest prawdą. Cokolwiek o czym pomyślę w swojej głowie to tylko mentalny model, który ma pasować do rzeczywistych zjawisk. Prawda jest więc relacją między mentalnym modelem na temat rzeczywistości, a rzeczywistym doświadczeniem. Problem w tym, że te modele są błędne i pasują w jakiejś części. To dlatego błędne teorie często pasują pod obserwację, a im większy ogólnik i im trudniej jest coś zweryfikować, tym większą rolę odgrywa wiara. Wiara to bardzo silne przekonanie, że treść danej myśli pokrywa się z rzeczywistością, a właściwie, że ten model jest prawdą absolutną. Tymczasem ludzie ze swojego punktu widzenia mają dostęp jedynie do subiektywnych wersji i perspektywizm jest niemożliwy do uniknięcia.

Weźmy pod lupę ludzkie wierzenia, np w Boga, albo reptilian. Mamy teorie, a następnie mózg szuka dwóch rzeczy: argumentów, które by ją potwierdzały i argumentów, które temu przeczą. Ja zaczynam od szukania sprzeczności i niejasności i czasem już na starcie można znaleźć przykład na błędność danej teorii, bo jeśli coś jest sprzeczne logicznie to nie istnieje (np niewidzialny różowy jednorożec). Są jednak teorie, które albo takich niemożliwości nie zawierają, a i tak nie da się ich zweryfikować negatywnie (np Bóg, dusza), albo takie, które można modyfikować wraz ze znalezieniem sprzeczności, np Bóg miłosierny i zarazem sprawiedliwy i dobry wydaje się intuicyjnie sprzeczny ze światem, który obserwujemy, więc ludzie wymyślają racjonalizacje aby usprawiedliwić swoją wiarę, np poprzez zrzucenie winy na ludzi i ich "wolną wolę". Świat teorii i idei, który jest zawarty w naszych głowach to tylko modele robocze, które należy poddać weryfikacji.

Mamy jednak fakty, które nam się potwierdzają i możemy mówić wtedy o prawdzie, np reakcje chemiczne, prawa fizyki itp. W takiej sytuacji mogą być one sprzeczne z wartościami, do których dążymy. Prawda często jest gorzka, negatywna. Czujemy się nieraz wobec niej bezsilni, będąc uwięzionym w świecie przyczyn i skutków, które toczą się nie po naszej myśli, ani nie po myśli innych ludzi. Tymczasem wartości szuka się często pomimo negatywnej prawdy. Często trzeba przezwyciężyć negatywne okoliczności, pogodzić się ze skutkami ubocznymi naszych działań, żeby dzięki temu osiągnąć większy cel (np strażak wchodzący w ogień żeby kogoś uratować). Świat prawdy, czyli przyczyn i skutków to nieraz wybory między kilkoma opcjami, które mają swoje plusy i minusy, a my musimy wyciągnąć z tego wartość i ocenić, która opcja jest dla nas lepsza. I często kierujemy się wtedy emocjami, bo gdybyśmy się kierowali tylko logiką, to każdy z nas byłby taki sam, lub wartość człowieka wyznaczałaby jego wiedza i wykorzystywanie przyczyn i skutków. Logiczne wybory są nam narzucone przez świat zewnętrzny, a emocjonalne wybory narzuca nam nasza biologia.
reflukturyzacja (3 punktów)
Spróbuj może zmienić pracę, w wolnej chwili nauczyć się nowych umiejętności które dadzą Ci lepsze pieniądze bo w dzisiejszych czasach to pieniądze dają prawie wszystko
Degre (752 punktów)
>Spróbuj może zmienić pracę, w wolnej chwili nauczyć się nowych umiejętności które dadzą Ci lepsze pieniądze bo w dzisiejszych czasach to pieniądze dają prawie wszystko

Właśnie lubię swoją pracę. Kokosów nie daje, ale jest lekka i przyjemna. Płacą kiepsko, ale nikt mnie nie wykorzystuje, nie ponagla... Atmosfera pomiędzy pracownikami jest wręcz wspaniała. Ciężko byłoby mi się z pracą rozstać.
Myślałem o kursach lub zaocznych studiach - ale w tym momencie w głowie dużo bardziej kłębi mi się myśl po co. I nie potrafię znaleźć odpowiedzi.
09-05-2016 21:11 
 0 na 2
neutrinno (12 punktów)
wybacz że tak brutalnie:
www.youtube.com/watch?v=M6wRnouGZFQ
;]
Degre (752 punktów)
uśmiechnij się i żyj
Że tak zapytam z czego i do czego? Do wiecznej pracy czy widma bezrobocia i nędzy, które są zawsze gdzieś na horyzoncie - lub bliżej gdy nie ma pracy?
09-05-2016 21:39 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
> uśmiechnij się i żyjŻe tak zapytam z czego i do czego?

Do tego, że ktoś w Ciebie wierzy.
Degre (752 punktów)
>Do tego, że ktoś w Ciebie wierzy.
I co dokładnie mi to daje? I kto dokładnie? Bo podejrzewam,że nie znam takich osób.
09-05-2016 21:47 
 Ocena 4 na 4
KORUND (4922 punktów)
> uśmiechnij się i żyjŻe tak zapytam z czego i do czego? Do wiecznej pracy czy widma bezrobocia i nędzy, które są zawsze gdzieś na horyzoncie - lub bliżej gdy nie ma pracy?
>
-A terapii piwnej próbowałeś?
Degre (752 punktów)
>> uśmiechnij się i żyjŻe tak zapytam z czego i do czego? Do wiecznej pracy czy widma bezrobocia i nędzy, które są zawsze gdzieś na horyzoncie - lub bliżej gdy nie ma pracy?
>>
>-A terapii piwnej próbowałeś?

Do alkoholu i używek mnie niespecjalnie ciągnie. O ile trawka jest przyjemna, to jak dla mnie - cholernie nudna i droga.
Tylko wraz z pytaniem w głowie po co zachciało mi się więcej palić fajek. Kilka sztuk dziennie.
10-05-2016 01:21 
 Ocena 3 na 3
dajmonion (3663 punktów)
Warto pamiętać o tym, że nastrój ma wpływ na myślenie. Będąc w fatalnym nastoju dobrze jest nabrać dystansu do swoich myśli. Czasami to działa jak samo nakręcająca się spirala: Paskudny nastrój generuje negatywne myśli. Te z kolei pogłębiają depresję. Potok negatywnych myśli można na przykład przerwać poprzez skoncentrowanie się na aktualnie wykonywanej czynności.
Nastrój może poprawić muzyka

www.youtube.com/watch?v=3a9FsVUjOlQ
www.youtube.com/watch?v=ss7EJ-PW2Uk
www.youtube.com/watch?v=YNdFu6bnhfU

albo spacer w lesie, parku. Udowodniono, że spacer w lesie automatycznie wywołuje w mózgu wiele procesów poprawiających humor. I dopiero wtedy można zastanowić się czego się chce i jak to osiągnąć.


dajmonion
Lilly Amina (4723 punktów)
Nic mądrego nie przychodzi mi głowy o tej porze dnia (nocy) prócz jednej rzeczy - nie dołączaj do krystkona.
09-05-2016 21:21 
 Ocena 5 na 5
Degre (752 punktów)
> nie dołączaj do krystkona.
Jeżeli zamieni się ze mną na pensje, to wybacz, ale byłbym w stanie pisać więcej bzdur niż on i Arminius razem wzięci.
Piotr Płatos (42 punktów)
Ja tam nikomu nie chcę radzić jak ma żyć, ale czy to nie jest tylko chwilowe uczucie beznadziei? Czy to nie jest tak że każdego dopadają czasem smutki, żale po czym przychodzi radość i chęć do życia?
Degre (752 punktów)
>Ja tam nikomu nie chcę radzić jak ma żyć
Próbuj. Ja i tak nie mam pojęcia co robić. Najwyżej Twą radę odrzucę.

>ale czy to nie jest tylko chwilowe uczucie beznadziei? Czy to nie jest tak że każdego dopadają czasem smutki, żale po czym przychodzi radość i chęć do życia?

Smutek to jedno, poczucie bezsilności wobec swojej przyszłości to coś zgoła innego.
Papierowa Tutka (2 punktów)
Obawiam się, że to nie jest zwykłe zniechęcenie i brak celu a początek bardzo poważnej choroby, jaką jest depresja.
Myślałeś o tym?
Moja mama chorowała wiele lat i zakończyła życie przedwcześnie, zabijając się.
Bardzo mi Twój stan i słowa, którymi go opisujesz, przypominają jej postać.
Wiem, że to nie rozsądne ale trzymam kciuki za stan Twojego "ducha" i zdrowia. Nie bagatelizuj możliwości choroby.
niestadny (2492 punktów)

>Kompletnie nic mi do głowy nie przychodzi.
Zakochaj się z wzajemnością, znaczy znajdź se drugą połówkę.
Świat stanie się piękny a życie nabierze sensu.



stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
Degre (752 punktów)
>Zakochaj się z wzajemnością, znaczy znajdź se drugą połówkę.

wolnelektu(*)ura/sienkiewicz-dwie-laki.html

Daje to wiele radości, ale nie aż tak wiele. Utrzyma przy życiu, ale jak długo?

(...)-Jeden tylko młodzieniec i jedna dziewczyna, panie, którzy, kochając się niezmiernie, woleli wyrzec się wiecznego ukojenia, niż zamknąć oczy i nie patrzeć na siebie więcej(...)

Jestem zakochany, z wzajemnością nawet. Tylko że z uczuciem, związkiem jest jak z zamkiem na piasku.
www.youtube.com/watch?v=2RqI9fvw94s
Dziś wydaje się pewny - a jutro?
Ten w którym jestem związek trwa już ponad półtora roku. Poprzedni w którym byłem trwał 3 lata - miał być czymś pewnym i stałym a dziś?
www.youtube.com/watch?v=PZO8OnMFtWo

Daje to wiele energii, siły i chęci do działania. Podoba mi się z Nią, ale to nie może być sensem życia bo stanie się toksyczne.
09-05-2016 23:27 
 Ocena 7 na 7
Drobner (19539 punktów)
>... znajdź se drugą połówkę.

Czasem i pierwsza wystarcza .

Drobner, szczęśliwy minimalista
arturb (42 punktów)
Po co żyć?
Proste! Po nic. Nie żyje sie po coś, po prosu się żyje. Można też umrzeć i wtedy się nie żyje. Tez po nic. Błędem logicznym jest zadawanie pytania o sens czy cel życia, bo to co my rozumiemy przez te pojęcia nie istnieją w świecie przyrody. Jaki sens ma molibden? Po co jest ferromagnetyzm?
Jezeli żyjesz, a zakładam że tak, to coś tam w tym życiu robisz lub przez czymś się w zyciu się powstrzymujesz. To co robisz, lub nie robisz, moze mieć cel lub sens lub nie mieć. Ale ani cel ani sens nie są pojeciami uniwersalnymi, istnieja wyłącznie w kontekście wiec zarówno mogą mieć cel lub jednocześnie go nie mieć.
Zastanów się co ci podnosi poziom serotoniny i jeśli nie jest to nielegalne rób to. Jeżeli użalanie się nad soba jest twoim powołaniem to rób to i badź w tym dobry.

I pamiętaj nie zarabiasz za mało tylko masz za duże oczekiwania w stosunku do zarobków
Albo inna wersja: zarabiasz za wolno, inni w ciagu godziny zarobią to, co ty w miesiącu. Żyj wolniej i wszystko bedzie ok.

Moją filozofią jest: "jak nie wiesz co powiedziec to mów niewyraźnie".
Jak chcesz to moge ci ja pożyczyć.

Pozdrawiam.
Degre (752 punktów)
>Po co żyć?
>Proste! Po nic. Nie żyje sie po coś, po prosu się żyje.
Życie jest przyjemniejsze z pieniędzmi. To o czym mówisz to mielenie mączki, życie zombie.
Ja nie wiem po cholerę mam kontynuować to mielenie mączki właśnie. Pora roku tylko się zmienia za oknem. Reszta to ciągle te same problemy, te same zadania.

>Można też umrzeć i wtedy się nie żyje. Tez po nic. Błędem logicznym jest zadawanie pytania o sens czy cel życia, bo to co my rozumiemy przez te pojęcia nie istnieją w świecie przyrody. Jaki sens ma molibden? Po co jest ferromagnetyzm?

Człowiek ma samoświadomość a to rodzi problemy.

>Zastanów się co ci podnosi poziom serotoniny i jeśli nie jest to nielegalne rób to.
Jak pisałem wyżej - szachy. Nie satysfakcjonuje mnie jednak zbyt wolny progres, czyli ~godzina grania po pracy. A na więcej mnie nie stać.

>Jeżeli użalanie się nad soba jest twoim powołaniem to rób to i badź w tym dobry.
Jakiś Ty dowcipny.

>I pamiętaj nie zarabiasz za mało tylko masz za duże oczekiwania w stosunku do zarobków
Gdybym chciał zarabiać kilkanaście tys euro zamiast kilku, podobnie jak pewien płodny autor na fR, to przyznałbym Ci rację.

>Albo inna wersja: zarabiasz za wolno, inni w ciagu godziny zarobią to, co ty w miesiącu. Żyj wolniej i wszystko bedzie ok.
Hm.Kolejna porcja żartów? Czyli mam brać pół prysznica, jeść pół obiadu i spać w połowie pokoju?

>Moją filozofią jest: "jak nie wiesz co powiedziec to mów niewyraźnie".
>Jak chcesz to moge ci ja pożyczyć.
>Pozdrawiam.
Oportunista 2.0?
10-05-2016 08:26 
 Ocena 6 na 6
ZaKotem (8733 punktów)
> Życie jest przyjemniejsze z pieniędzmi. To o czym mówisz to mielenie mączki, życie zombie.

Przecież masz pieniądze. Tylko za mało. Myślisz, że z większą ilością byłbyś szczęśliwy? Poczytaj dzieła zebrane krystkona, który zarabia pięć razy więcej od ciebie, nie licząc niemieckiej zapomogi na dzieci, a wciąż biadoli, że u niego bida aż piscy. Jak cię nie stać na motorynkę, to wydaje się, że najnowszy mercedes jest ci zbędny, ale jak cię stać na tego mercedesa, to brak prywatnego odrzutowca staje się nadzwyczaj dotkliwy. Bo sąsiad ma.

>>Zastanów się co ci podnosi poziom serotoniny i jeśli nie jest to nielegalne rób to.
>Jak pisałem wyżej - szachy. Nie satysfakcjonuje mnie jednak zbyt wolny progres, czyli ~godzina grania po pracy. A na więcej mnie nie stać.

Zara, moment. Piszesz, że pracujesz 50 godzin tygodniowo. Tydzień ma 168 godzin. 168 - 50 = 118, minus 56 na sen, zostaje 62 godzin wolnych tygodniowo. Moim zdaniem wychodzi nieco wiecej niż godzina dziennie.

>>I pamiętaj nie zarabiasz za mało tylko masz za duże oczekiwania w stosunku do zarobków
>Gdybym chciał zarabiać kilkanaście tys euro zamiast kilku, podobnie jak pewien płodny autor

Wszystko zależy od tego, do kogo się porównamy. Dla WIĘKSZOŚCI LUDZI NA ŚWIECIE twoje zarobki to bogactwo. Rzecz w tym, że nie widzisz tej większości, bo mieszka ciut dalej. Pewien Płodny Autor zrobił wszystko, aby mieszkać w sąsiedztwie bogatszych od siebie i ma z tego tylko nałogową zazdrość.

>>Albo inna wersja: zarabiasz za wolno, inni w ciagu godziny zarobią to, co ty w miesiącu. Żyj wolniej i wszystko bedzie ok.
>Hm.Kolejna porcja żartów? Czyli mam brać pół prysznica, jeść pół obiadu i spać w połowie pokoju?

Nie wiem, co jesz, ale jakoś tak jest, że od wszystkiego można znaleźć coś o połowę tańszego. Można spać w połowie pokoju, wynajmując z kimś. Oczywiście nie każdy jest taki towarzyski, więc nie polecam. Można spać w MNIEJSZYM pokoju, albo w mieszkaniu bardziej na peryferiach. Ja mieszkałem w menelskiej dzielnicy i czułem się jak elyta, mocium panie, bo mogłem sobie pozwolić na wyrzucanie do śmieci butelek i puszek, które zbierali inni. Sam długo zarabiałem mniej od ciebie, a teraz tylko trochę więcej, a jakoś na wszystko mi starcza, wyjazdów w góry nie wyłączając. Nie wiem, jak to jest.

Wzruszają mnie nutrie.
Degre (752 punktów)
>> Życie jest przyjemniejsze z pieniędzmi. To o czym mówisz to mielenie mączki, życie zombie.
>Przecież masz pieniądze. Tylko za mało. Myślisz, że z większą ilością byłbyś szczęśliwy?
Myślę, że tak.

>Poczytaj dzieła zebrane krystkona, który zarabia pięć razy więcej od ciebie, nie licząc niemieckiej zapomogi na dzieci, a wciąż biadoli, że u niego bida aż piscy.
To kretyn. Narobił dzieci a teraz płacze, że to kosztuje. Dobrze, że obudził się teraz, a nie za 20 lat.

>Jak cię nie stać na motorynkę, to wydaje się, że najnowszy mercedes jest ci zbędny, ale jak cię stać na tego mercedesa, to brak prywatnego odrzutowca staje się nadzwyczaj dotkliwy. Bo sąsiad ma.
Nie jestem konsumpcjonistą. Ja po prostu nie chcę pracować całe życie po 50-60 godzin w tygodniu i praktycznie nic z tego nie mieć.

>>>
>Zara, moment. Piszesz, że pracujesz 50 godzin tygodniowo. Tydzień ma 168 godzin. 168 - 50 = 118, minus 56 na sen, zostaje 62 godzin wolnych tygodniowo. Moim zdaniem wychodzi nieco wiecej niż godzina dziennie.

Ponad 50 godzin, dojazd, sen, zakupy - skoro bawimy się w szczegóły...
No i kobieta. Najlepiej spożytkowany czas. Nie da się pogodzić masy nadgodzin w pracy, związku i hobby. Coś musi wylecieć.

>>>Albo inna wersja: zarabiasz za wolno, inni w ciagu godziny zarobią to, co ty w miesiącu. Żyj wolniej i wszystko bedzie ok.

Czyli kolejna porcja żartów.
Wiesz, fajnie by było kiedyś przestać płacić za wynajem i być u siebie, bez strachu, że ktoś Ci przetrzepie Twoje rzeczy - tak to jest, gdy się wynajmuje po kosztach.

>Nie wiem, co jesz, ale jakoś tak jest, że od wszystkiego można znaleźć coś o połowę tańszego.

Niż jedzenie z biedronki, albo przecenione z żabki? Takie któremu się kończy termin?
To chyba freeganizm pozostaje. Albo bretharianizm. No i kłusownictwo, ale broń jest dość droga.
18-05-2016 17:20 
 Ocena 4 na 4
ZaKotem (8733 punktów)
Obawiam się, że pozostaje (poza psychiatrą) jedna możliwość:

Ozyńze sie, ozyń
Bo ci trzeba baby
Zeby ci zbirała
U potocka zaby!

U potocka zaby
A po lesie grzyby
Zeby ci warzyła
Zebyś nie był krzywy!


Poważnie. Pod względem ekonomicznym - utrzymanie pary jest tańsze, niż dwóch singli. Pod względem psychologicznym - zawsze będziesz miał coś do roboty, a jak nie będziesz wiedział, czego chcesz, to się dowiesz...
Brzostowski (7067 punktów)
Jesteś chory, masz depresję, idź do lekarza.


BEKA z LEMINGÓW!
16-05-2016 18:45 
 Ocena 1 na 1
Degre (752 punktów)
>Jesteś chory, masz depresję, idź do lekarza.
>
BEKA z LEMINGÓW!


Nie masz za grosz empatii albo nie potrafisz czytać ze zrozumieniem.
Problem jest realny, nie w mojej głowie.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Wszystkie realne problemy także są w głowie.

Jak ja to czytam to mam do Ciebie empatię, bo rozumiem Twój stan psychiczny. Tylko, że uważam, że ten problem poza Twoją psychiką nie jest realny i w tym tkwi sedno i rozwiązanie.

Podejrzewam, że sytuacja, w której byłem była dużo gorsza niż Twoja, ale w momencie kiedy został tylko wybór między samobójstwem i poczekaniem co się będzie działo dalej, okazało się, że nie potrzebuję żadnych marzeń i sensu życia.

Słuchasz emocji, a one nie mówią prawdy. Kluczem jest wyjście ponad swoje emocje i umiejętność ignorowania ich z jednoczesnym stanem pogodzenia się z tym. Nie chodzi mi o wypieranie emocji, tylko o ignorowanie, które powoduje, że one gasną. Pomaga tutaj obserwacja emocji i nadawanie im innego kontekstu niż dotychczasowy. Ludziom wmawia się, że mają myśleć pozytywnie i utożsamia się to z odwracaniem kota ogonem i dostrzeganiem na siłę pozytywów w czymś negatywnym. Chodzi o coś innego - o zdjęcie ważności Twojego doświadczenia, Twoich myśli i wyborów. Spróbuj uniezależnić swój stan psychiki od tego czego doświadczasz i obserwuj swoje myśli próbując nie oceniać i nie wierzyć w treści, które podsuwa umysł. To powinno pomóc. Staraj się skupić na strumieniu danych, którego doświadcza Twoja świadomość i wejdź w tryb obserwatora, który odbiera bodźce.

Natomiast określanie tego stanu chorobą i wysyłanie do psychiatry to kiepskie zabiegi. Takie typowe dla lemingów, którzy żyją w świecie wiary.
Brzostowski (7067 punktów)
>Nie masz za grosz empatii albo nie potrafisz czytać ze zrozumieniem.
>Problem jest realny, nie w mojej głowie.

Wg mnie masz typowe objawy depresji.

BEKA z LEMINGÓW!
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
W pewnej słonecznej krainie żyło sobie plemię Batylionów. Ich życie sprowadzało się do zbierania suszu świętej rośliny, która była dziewicą (gdyż jak wiadomo rośliny przeprowadzają fotosyntezę). Owa roślina wydała na świat syna Zjarusa Chytrusa, który ku uciesze alkoholików z okolicznych plemion przemieniał wodę w wino. Ponoć to dlatego, że woda była dużo tańsza, a ów osobnik był Żydem i nie lubił przepłacać. Pieniądze go zbytnio w dupę nie uwierały, co dziwi gdyż w tamtych czasach susz był za darmo i należał się każdemu.

Batylionowie żyli w zgodzie i spokoju, lubili dużo się śmiać, szczerze mówili co myślą, nie znali poczucia wstydu, szanowali się nawzajem, a niektórzy się nawet kochali. Celem ich życia było nic nie robienie, dobre relacje z innymi, kontemplacja i tworzenie sztuki. Kiedy trzeba było coś zrobić, bo sytuacja tego wymagała, to po prostu to robili.

Niestety ich raj pewnego dnia się skończył. Ich wioska została najechana przez plemię JHWH HWDP 100%. Było to plemię mechów, którzy nie posiadają żywej jaźni i bazują na algorytmach. Mechy nie mają żadnych uczuć, ale potrzebują poukładać sobie w głowie informacje w kategorie, hierarchie priorytetów. Jako swój system rozpoznawczy i mechanizm społeczny wytworzyły specjalny algorytm zwany "ja". "Ja", czyli ego zniekształca bezosobowy, przyczynowo skutkowy lub emocjonalny/uczuciowy odbiór rzeczywistości. Algorytm ten stawia obserwatora w centrum doświadczenia i przypisuje do niego informacje, skale liczbowe, porównania z innymi ego. Plemię mechów okazało się silniejsze ewolucyjnie i narzuciło Batylionom swoje reguły. Wmówili im, że są niegodni, że ich emocje i pragnienia są złe i należy się ich wstydzić. Narzucili im algorytmy postępowania, które jest nazwane właściwym i wmówili im, że mają wolną wolę, czyli są odpowiedzialni za swoje czyny i na ich podstawie są porównywani z innymi, a wtedy wychodzi, że są lepsi lub gorsi. Mechy to socjopaci-tyrani, więc kompletnie zignorowali przyczynowość (że każdy "ja" to skutek przyczyn z przeszłości, więc odpowiedzialność i wolna wola to fikcja, oszustwo). Od momentu uwierzenia w bycie jakimś "ja", który jest odpowiedzialny za decyzje Batylionowie stali się nieszczęśliwi, przestali sobie ufać, zaczęli wytykać sobie błędy i oceniać się nawzajem. Zaczęli się porównywać do sztucznie stworzonej idei naj-lepszości, idealności. Dano im jako porównanie algorytm idealnego "ja", które działa na zasadzie "co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie", ale rzekomo ma najlepsze przymioty jakie można sobie wyobrazić używając struktury lingwistycznej i mechanizmu hiperboli. Do danego idealnego ja jest przypisany idealny sposób postępowania. Batylionowie zwariowali i przestali cieszyć się prostymi przyjemnościami, zaczęli dużo myśleć o konsekwencjach swoich czynów w przyszłości, przez co zatracili radość z chwili obecnej. Przez to ich myślenie stało się mniej klarowne, a ich wrażliwość i serca zostały skażone algorytmami mechów. Od tego momentu dobro zostało pomieszane ze złem. Struktura języka i logiki stała się przedmiotem wiary w prawdę absolutną, zamiast służyć do konkretnych celów.
10-05-2016 06:10 
 Ocena 1 na 1
Drobner (19539 punktów)
> Batylionowie zwariowali...

Wzruszający żal olsona
- zmechaconego Batyliona.

Drobner, zbatylionowany mech...
Duch Prawdy (14790 punktów)
>Gdy mam wolny czas to ...biorę dodatkowe godziny. Bo co mi z wolnego czasu, gdy nie mam pieniędzy by w tym czasie coś porobić?
Rzuć palenie nie będziesz musiał brać dodatkowych godzin na fajki i złapiesz głębszy oddech...
www.youtube.com/watch?v=2rZeFwKaNYE


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>Wiecznie w pracy, ponad 50h w tygodniu za trochę ponad 8zł za godzinę.

8zł/h netto czy brutto?
Zakładam, że netto.
Policzmy: 50h*8 zł=400 zł tygodniowo.
4*400=1600 zł miesięcznie.
1600 na jedną osobe, bez wydatków na waciki dla zony i tablety dla bahora.
I ty piszesz że jestes biedny? Kpiny sobie robisz???

Policzmy wydatki.
Samotny facet nie musi mieć domu ani dużego mieszkania. Niestety nawet kawalerka kosztuje. Załóżmy 500 zł/miesięcznie, bo tyle kosztuje pokój w dużym mieście.
Zostaje 1100. Ile wydajesz na żarcie, pastę do zebów i proszek do prania? 500zł/mies?
600?
Zostaje ok 500zł/mies na inne wydatki. Nowe ciuchy, buty (dorosły nie musi kupować co miesiąc bo nie rośnie i nie drze jak małolat), na kino, namiot, wędkę czy co tam ci do głowy przyjdzie.

Zapytowuję zatem konkretnie: jaja se robisz czy jesteś gamoniem?

Najważniejsze w życiu rzeczy nie są rzeczami.
Degre (752 punktów)

>Zapytowuję zatem konkretnie: jaja se robisz czy jesteś gamoniem?
>
Najważniejsze w życiu rzeczy nie są rzeczami.


Pewnie gamoniem.
Bo widzisz, co ja za te pozostawione 500 zrobię? jak wyjdę z tego stanu w którym jestem? Przydałoby się lepsze wykształcenie, będę zmuszony pracować i studiować na raz - tylko czy takie studia/kurs coś zmienią? Czy trafię w rynek?
Jeżeli wydam na coś zaoszczędzone pieniądze a to nic nie zmieni, to równie dobrze mogę je wyrzucić przez okno. A nie mam wiele takich szans(prób - jestem bardzo ograniczony pieniędzmi i czasem).

Chyba nie zrozumiałeś mojej sytuacji - jest dobrze. Ok, w sumie się zgadzam.
Ale jak stracę pracę będzie źle to raz.
Dwa, jakoś nie mam ochoty pracować do końca życia ponad 50h dziennie. A z tą pensją nie mogę nawet liczyć na emeryturę. Tym bardziej, że -jak podejrzewam - w tym kraju nie będą one wypłacane, gdy(jeśli?) dożyję 67 roku życia (albo i wyżej).
Jaśniej?
tarkos (10757 punktów)
>Bez rodziny (..) z małymi oszczędnościami na koncie.
Proponuję zwiększyć oszczędności (może warto też rozważyć założenie rodziny).
> co mi z wolnego czasu, gdy nie mam pieniędzy
Ewentualne oszczędności byłyby tu chyba pomocne.
> Jakiś autor?
Polecam Kołakowskiego
> Kompletnie nic mi do głowy nie przychodzi.
Podobno w zdrowym ciele zdrowy duch - może więc trochę aktywności fizycznej by się przydało, choćby dla sprawdzenia czy wtedy przyjdzie coś do głowy.

[Próbowałeś coś hodować (rybki w akwarium lub rośliny doniczkowe)? Prawdopodobnie dbałość o inne istoty lepiej organizuje czas i nadaje nieco sensu.
Nie spodziewaj się jednak rad doskonałych (chyba że ze strony religii), gdyż cel/sens życia nie wydaje się być czymś gotowym, lecz tym, co zbudujesz.]
>
Degre (752 punktów)
>>Bez rodziny (..) z małymi oszczędnościami na koncie.
>Proponuję zwiększyć oszczędności (może warto też rozważyć założenie rodziny).

To w końcu zwiększyć oszczędności czy wszystko wydać? zdecyduj się!

>> Jakiś autor?
>Polecam Kołakowskiego
Czytałem mini wykłady o maksi sprawach.
Szkoda, że na starość zwrócił się w kierunku teologii.

>> Kompletnie nic mi do głowy nie przychodzi.
>Podobno w zdrowym ciele zdrowy duch - może więc trochę aktywności fizycznej by się przydało, choćby dla sprawdzenia czy wtedy przyjdzie coś do głowy.
Nie wiem czemu, ale aktywność fizyczna mnie zawsze odpycha.

>[Próbowałeś coś hodować (rybki w akwarium lub rośliny doniczkowe)? Prawdopodobnie dbałość o inne istoty lepiej organizuje czas i nadaje nieco sensu.
Szczerze mówiąc, to nie. Jakoś nie to nie porusza. Myślałem o triopsach, ale nie mam warunków. Czas mam zorganizowany. Praca i sen. Czasem ukochana.

>Nie spodziewaj się jednak rad doskonałych (chyba że ze strony religii), gdyż cel/sens życia nie wydaje się być czymś gotowym, lecz tym, co zbudujesz.]
Jestem w takim miejscu, że obawiam się, iż wszystko mi jedno.
tarkos (10757 punktów)
>>>Bez rodziny (..) z małymi oszczędnościami na koncie.
>>Proponuję zwiększyć oszczędności (może warto też rozważyć założenie rodziny).
>To w końcu zwiększyć oszczędności czy wszystko wydać? zdecyduj się!
Wolisz żyć bez rodziny i ze zbyt małymi oszczędnościami, czy z rodziną? Decyzja należy do Ciebie!

>Czytałem mini wykłady o maksi sprawach.
>Szkoda, że na starość zwrócił się w kierunku teologii.
Kołakowski pisze m.in, że mówiąc o bogu nie wiemy o czym mówimy - zatem czytając go, pomijam zdania mówiące o bogu - to, co zostaje wydaje się dość wartościowe.

>Nie wiem czemu, ale aktywność fizyczna mnie zawsze odpycha.
Mam niestety podobnie - może stąd niedobór optymizmu (z braku endorfin czy czegoś tam).

>Jestem w takim miejscu, że obawiam się, iż wszystko mi jedno.
No to chyba nic nie zmienisz, bo i po co.
>
Degre (752 punktów)
>Wolisz żyć bez rodziny i ze zbyt małymi oszczędnościami, czy z rodziną? Decyzja należy do Ciebie!

www.racjonalista.pl/forum.php/s,708110#w709206
Z partnerką chętnie spędzę życie, ale dzieci odmawiam.

>No to chyba nic nie zmienisz, bo i po co.
Skoro zamierzam dalej żyć, to chętnie bym coś zmienił - ale jak to nie mam pojęcia.
Rova (234 punktów)
1.Żyj dalej z tchórzostwa.
2.Zabij się.
3.Znajdź sposób aby mieć więcej pieniędzy.
4.Znajdź sposób aby mieć tyle samo pieniędzy ale więcej wolnego czasu.
5.Znajdź pracę, którą byś lubił.
6.Spraw aby praca, którą wykonujesz zaczęła ci się podobać.
7.Znajdź jakąś przyjemność w życiu, dla której warto tyle pracować i za tyle pieniędzy.
8.Zacznij czerpać przyjemność ze wszystkiego (swojego cierpienia i swej niedoli włącznie)
(W końcu tak naprawdę szczęśliwość to tylko substancja w mózgu - jakby człowiek naturalnie kochał monotonię i harówkę to większość ludzi byłoby szczęśliwych)

Jak będzie gorzej - zawsze pozostaje ci 1. albo 2.
Rova (234 punktów)
Przypomniało mi się, że w takich sytuacjach człowiek właściwie potrzebuje mocnego kopa w dupę.

(Od razu będziesz wiedział, co masz robić)
Curtiss Helldiver (966 punktów)
(zablokowany)
Masz pracę, którą lubisz, masz hobby, ale w wolnym czasie nie wiesz co robić, więc bierzesz nadgodziny, masz dziewczynę, którą kochasz, ale boisz się, że to nie potrwa wiecznie - moim zdaniem masz jakieś zaburzenia psychiczne, może to depresja?
Na twoim miejscu zgłosiłbym się do psychiatry.
Degre (752 punktów)
>Masz pracę, którą lubisz
Tak się złożyło. Przez większość czasu miałem pracę, której nienawidziłem i tylko czekałem, aż z niej wyjdę.

>masz hobby, ale w wolnym czasie nie wiesz co robić, więc bierzesz nadgodziny,
No, już nie mam. Spakowałem wszystko i zamknąłem w szafce, tak by nie kusiło. Nie mam po co do tego wracać, zbyt wolny progres, zbyt mało czasu.
Nie mam pieniędzy, więc biorę nadgodziny.

>masz dziewczynę, którą kochasz, ale boisz się, że to nie potrwa wiecznie
To logiczne. Moze się zdarzyć wiele różnych dziwnych rzeczy po drodze. Na większość nie mam żadnego wpływu.

>- moim zdaniem masz jakieś zaburzenia psychiczne, może to depresja?
>Na twoim miejscu zgłosiłbym się do psychiatry.
Myślałem na początku o psychologu, a Ty tak z grubej rury...
Swoją drogą, co mi da psychiatra? proszki na chęć życia?
Psychotropy, po których nie będę kontaktował, że żyję?
16-05-2016 22:18 
 Ocena 3 na 3
Curtiss Helldiver (966 punktów)
(zablokowany)
>Myślałem na początku o psychologu, a Ty tak z grubej rury...
Z grubej rury, bo z własnego doświadczenia.

>Swoją drogą, co mi da psychiatra? proszki na chęć życia?
Dokładnie.

>Psychotropy, po których nie będę kontaktował, że żyję?
Nie, lek, który pozwoli ci w sposób niezaburzony spojrzeć na rzeczywistość.
Kilka lat temu miałem poważny problem. Moja matka umierała na raka, zostałem zwolniony z pracy. Praktycznie wszystkie moje myśli krążyły wokół tych dwóch tematów. Rano nie chciało mi się wstawać, wieczorem kłaść spać. Na szczęście nie było ze mną jeszcze aż tak źle, żeby się nie przemóc i nie poszukać pomocy. Poszedłem do psychiatry, porozmawiałem, dostałem lek. Już po kilku dniach moje myślenie przestało się koncentrować wyłącznie na dwóch problemach, odzyskałem chęć do życia. Przyjmowanie leku nie wywołało żadnych skutków ubocznych.
Pomyśl nad tym, co napisałem powyżej.
18-05-2016 16:57 
 Ocena 1 na 1
Degre (752 punktów)
>>Myślałem na początku o psychologu, a Ty tak z grubej rury...
>Z grubej rury, bo z własnego doświadczenia.

Przepraszam, myślałem, że mówisz z politowaniem i odrazą - bo to przecież takie naturalne cieszyć się życiem, każdy tak robi.

>Kilka lat temu miałem poważny problem.
Współczuję starty.

>Pomyśl nad tym, co napisałem powyżej.
Pewnie. Zrobię to/.
Curtiss Helldiver (966 punktów)
(zablokowany)
Życie masz tylko jedno. Nie ma sensu marnować go w przekonaniu, że nie ma ono sensu
polepszacz (672 punktów)
(zablokowany)
>Wiecznie w pracy, ponad 50h w tygodniu za trochę ponad 8zł za godzinę.
>Bez rodziny, która by mnie wsparła, z małymi oszczędnościami na koncie. Bez perspektyw, pomysłu,
[..]

...

>Jakieś filozofie których mam się trzymać? Jakiś autor?

W książkach nie znajdziesz recepty na życie.


>Tanie motywacyjno-propagandowe brednie niestety na mnie nie działają. Próbowałem Aureliusza, ale
>łatwo być spokojnym o byt będąc cesarzem, a nie mrówką-robotnicą.
>Kompletnie nic mi do głowy nie przychodzi. Ciekaw jestem, co odpowiedzą forumowicze.

Emigracja. s********j z tego naszego kraju jak najszybciej. Polska to kraj upadły.
Paolo Monstro (6146 punktów)
Niezły tekst - ciekawe czy autentyczny?

W każdym razie widać, że głupi nie jesteś. Co umiesz robić?

Pozdrawiam
Paolo Monstro
Degre (752 punktów)
>Niezły tekst - ciekawe czy autentyczny?
Niestety autentyczny.

>W każdym razie widać, że głupi nie jesteś.
Jestem, jak cholera.

> Co umiesz robić?
>Pozdrawiam
>Paolo Monstro

No i tu jest mój problem - obawiam się, że nic nie umiem robić.
Pracować po 12h? w dzień i w nocy? To umiejętność?
Czytać ze zrozumieniem...?
Paolo Monstro (6146 punktów)
Trudno o pomysł na dojście do jakiegoś punktu gdy nie wiadomo dokąd chcesz iść, czego chcesz?

W jakiejkolwiek jednak drodze, wydaje mi się, że przydatne są następujące rady (wybacz, że obszernie -nie miałem czasu by to krócej napisać):
1) Nie patrz na to co robią inni ludzie -
Nie chodzi tylko o to, że inni mogą mieć inne cele i będą szli w innym kierunku. Życie to niestety nie są szachy - każdy dostaje inne figury i nawet jeśli grasz lepiej i tak możesz mniej wygrać. Porównałbym życie do brydża lub tysiąca z dobieranymi kartami - musisz grać swoimi kartami i nie wiesz co jeszcze wyciągniesz. Nie patrz na innych, inni moga pochodzić z bogatych rodzin, mogą mieć jakąś inną przewagę etc ... oni grają w swoją grę a Ty w swoją, spójrz na swoje atuty i staraj się je wykorzystać. Idź swoją drogą i wyzbądź się konformizmu. Nie daj się wepchnąć w pułapkę "robienia tego co inni" bo to może być dobre dla tych innych ale złe dla Ciebie. Patrz na ryzyko. Prawdopodobieństwo różnych scenariuszy może być takie samo dla Ciebie i innych ale wpływ (a więc i ryzyko ) zupełnie inne - dla milionera zainwestowanie 100tys PLN to małe ryzyko, dla Ciebie może być duże - za duże?

2) Nie chodzi o wygraną i bycie najlepszym - nikt nie jest mistrzem, a nawet jeśli jest to trwa to 5 min. Nie ścigaj się z innymi - chcesz gdzieś dojść a nie kogoś wyścignąć. Nie daj się zbić ze swojego celu by ścigać się w czyimś wyścigu.

3) Pomyśl, że jesteś na łożu śmierci - gdzie chciałbyś być, jakie chciałbyś mieć życie - jak to ustalisz cofaj się w czasie i pomyśl realistycznie jakie etapy musiałbyś przejść aby tam dojść. Ile potrzebujesz pieniędzy, czego innego potrzebujesz? I po prostu relizuj te etapy. Myśl długoterminowo.

4) Myśląc o swoich kartach - atutach pamiętaj, że nie wszystkie są odawialne, zdrowia i czasu nie da się odzyskać. Pieniądze tak. Dlatego nigdy nie wydawaj zdrowia a czas wydawaj skąpo i tylko po to by go później zaoszczędzić.

5) Twoja wartość to to ile wiesz, co potrafisz i na kogo możesz wpłynąć- zwiększaj ją gdy tylko możesz, nawet kosztem niższej pensji. Nie pchaj się na dyrektora w wieku 25 lat, dyrektorzy są zwykle b. zajęci swoją karierą. Dowiedz się jak zostać właścicielem systemu a nie wyżej ustawioną mrówką-robotnicą.

6) Nie przejmuj się, że dzisiaj pracujesz za 8PLN, że jesteś mrówką-robotnicą. Dowiedz się jak działa system, w którym jesteś, skąd się w nim biorą pieniądze. Nie daj sobie wmówić, że celem Twojego życia jest "rozwój firmy". Celem Twojego życia jest realizacja Twojego celu - a praca w firmie środkiem do osiągnięcia celu. 8PLN to b. mało ale masz co jeść. Mimimalizuj koszta - nie kupuj samochodu jeśli nie potrzebujesz go do zaoszczędzenia czasu, nie bierz kredytów - ograniczą Twoją wolność. Nie patrz na innych kupujących samochody czy mieszkania na kredyt. Bądź mobilny. Nie stresuj się swoim bogatym kolegą. On podróżuje, kupuje samochody i domy ale to zabiera czas - Ty wykorzystaj swój na zwiększenie swojej wartości - pamiętaj nie da się niczego nauczyć za pieniądze, musisz się napracować a dzieci bogatych rodziców są zwykle leniwe. To może być Twój atut!
Popatrz gdzie jest praca, która da Ci dochód umożliwiający wyjście z błędnego koła - dzisiaj w Polsce przy dochodzie ok. 5tys powinieneś być w stanie odwrócić swój los. Pojedź tam gdzie jest taka praca, zdobądź umiejętności dające taką pracę, naucz się rozwiązywać czyjś problem a nie tylko o tym mówić - a potem dosteniesz przynajmniej takie pieniądze, które pozwolą na wyjście z systemu mrowiska.

7) Gdy już masz te 5tys miesięcznie myśl o tym co zrobić byś mógł sprzedać swój czas na tyle drogo by zrealizować swoje cele. Nie pakuj się teraz w kredyty i "stabilne życie w firmie" bo właśnie zamrażasz swój status mrówki-super-robotnicy. Myśl o posiadaniu systemu, który generuje dochód a nie o pracy w takim systemie. Dobry system musi być skalowalny bez zwiększania Twojego czasu. Jeśli układasz kafelki, czy tłumaczysz teksty to zarobisz 2 x więcej tylko gdy 2 x więcej się napracujesz - to nie jest skalowalny system. Napracuj się raz więcej ale sprzedawaj rezultat wielu osobom.

8) Gospodarka wolno rynkowa - system, w którym funkcjonujesz chce byś oddał swój czas za małe pieniądze, idealna mrówka-robotnica to zapakowany w kredyty człowiek, który do końca życia będzie je spłacał. Pomyśl o tym gdy zaczynasz konsumować. Nigdy nie bierz kredytu na konsumpcję. Kredyt tylko po to by zarobić pieniądze czas lub zdrowie. Nie daj sobie wmówić, że kupno mieszkania w którym zamieszkasz na kredyt to inwestycja - takie mieszkanie nie da Ci dochodu. Spróbuj pomyśleć co zrobić żeby jutro kupić to mieszkanie za gotówkę. Nie skupiaj się jednak na pieniądzach jako na celu - skup się na swoim celu i przestań zwiększać dochód gdy wystarcza Ci na osiągnięcie celu. Stracisz czas na zarabianie niepotrzebnych Ci pieniędzy.

9) Znajdź kogoś kto Cię wesprze. Gdy wiążesz się z kobietą wyobraź sobie, że wypadły jej zęby i włosy i zastanów czy nadal chcesz z nią spędzać czas - jeśli nie to odpuść ją sobie. Nawet seks z "pięknościami" jest często znacznie gorszy niż ze zwyczajnymi dziewczynami. "Problemy sercowe" unieszczęśliwią Cię bardziej niż brak pieniędzy -znajdź kogoś z kim się dobrze czujesz bez udawania kogoś innego, z kim się dobrze dogadujesz i kto chce iść w tym samym kierunku co Ty.

10) Myśl - nie daj się wkręcic w żadne ideologie/religie mówiące jak żyć. Większość z nich chce żebyś był mrówką-robotnicą. "W niebie Ci będzie lepiej a teraz tyraj". Nie słuchaj doradców, którzy sami nie zrobili tego co radzą - oni zwykle zarabiają na radach a nie radzą jak zarabiać. Nie słuchaj bankierów, marketingowców, nie kieruj się emocjami przy decyzjach biznesowych. Nawet jeśli wnioski będą smutne- rzetelnie, bez oszukiwania samego siebie - analizuj fakty i próbuj przewidzieć przyszłość - przygotowuj się na nią tak by była dla Ciebie korzystna.

Pozdrawiam
Paolo Monstro
Degre (752 punktów)
>Trudno o pomysł na dojście do jakiegoś punktu gdy nie wiadomo dokąd chcesz iść, czego chcesz?

>W jakiejkolwiek jednak drodze, wydaje mi się, że przydatne są następujące rady (wybacz, że obszernie -nie miałem czasu by to krócej napisać):
Czytanie nie boli. Mam wrażenie, że to wartościowe rady.

>1) Nie patrz na to co robią inni ludzie -
>Nie patrz na innych, inni moga pochodzić z bogatych rodzin
Wiesz, jednak szlag mnie trafia, gdy widzę tak narastające rozwarstwienie społeczne.
Po prostu mam pecha, urodziłem się mrówką. Nie miałem na to wpływu. Nie mam też pojęcia jak debilny pomysł przyszedł moim rodzicom do głowy, że im się dziecka zachciało.

>dla milionera zainwestowanie 100tys PLN to małe ryzyko, dla Ciebie może być duże - >za duże?
Dla mnie to niewyobrażalne pieniądze. W grach takie widzę. Albo w gazetach

>2) Nie daj się zbić ze swojego celu by ścigać się w czyimś wyścigu.
Problem w tym, że właśnie nie mam celu. Żyję by żyć.

>3) Pomyśl, że jesteś na łożu śmierci - gdzie chciałbyś być, jakie chciałbyś mieć życie
Jak tak się zastanawiam ile mnie czeka wysiłku, to chcę, by było krótkie i bym umarł tak jakoś nagle, natychmiastowo. Nie wiedziałbym że to już - i co z tego. Problem z głowy.

>Myśl długoterminowo.
Robię to. lubimyczytac.pl/ksiazka/56967/paradoks-czasu
Czytanie pomaga.

>4) Myśląc o swoich kartach - atutach pamiętaj, że nie wszystkie są odawialne, zdrowia i czasu nie da się odzyskać. Pieniądze tak. Dlatego nigdy nie wydawaj zdrowia a czas wydawaj skąpo i tylko po to by go później zaoszczędzić.
Czas mam. Nie mam pieniędzy.

>5) Twoja wartość to to ile wiesz, co potrafisz i na kogo możesz wpłynąć- zwiększaj ją gdy tylko możesz, nawet kosztem niższej pensji.
No to mam problem, bo guzik wiem. I niewiele potrafię. Na kogo mogę wpłynąć?
Podejrzewam, że nikogo. Ew jak nie opłacę rachunków, to dostanę ponaglenie, ale chyba nie o takie wpływanie chodzi?

>6) Nie przejmuj się, że dzisiaj pracujesz za 8PLN, że jesteś mrówką-robotnicą. D
>Mimimalizuj koszta , nie bierz kredytów Nie patrz na >innych kupujących samochody czy mieszkania na kredyt. Bądź mobilny

Oj wierz mi, jestem. Jako przykład podam mój telefon - jest wart jakieś 50 zł. Można z niego zadzwonić, napisać sms i ma nawet budzik. Wszystko czego mi trzeba., Jeżeli miałbym kupić kolejny, to drugi taki sam.
Nie pojmuję ludzi, którzy pracują po 2 miesiące by kupić nowego smartfona czy coś podobnego. Ma on setki funkcji a korzystają i tak tylko z 10-20. Zmarnowane pieniądze.

>Nie stresuj się swoim bogatym kolegą. On podróżuje, kupuje samochody i domy ale to zabiera czas
Studiuje na politechnice. Ma też czas i pieniądze na rozrywki(nie mówię tu o barach i imprezach, tylko wakacjach na przykład), ja nie. Wiem, że nie mam na to wpływu, ale szlag mnie trafia.
Chętnie bym się zamienił na życia.

> Ty wykorzystaj swój na zwiększenie swojej wartości
Czyli mam czytać książki? Robię to. Ale Bez papierka o wykształceniu nic mi to nie da, niestety.

>pamiętaj nie da się niczego nauczyć za pieniądze,
O ile Twója wypowiedź bardzo mi się podoba, to z tym się nijak nie mogę zgodzić.
Jak w dziecko od małego rodzice inwestują, mają na korepetycje i w domu nie ma kłótni(najczęściej o pieniądze) to ono rośnie. Potem idzie do dobrego liceum, znów ma na korepetycje, potem idzie do świetnej uczelni i znów ma pieniądze - studia dzienne kosztują (jedzenie, wynajem, książki). Ja nie miałem żadnej z takich możliwości.Od początku syf.

>musisz się napracować a dzieci bogatych rodziców są zwykle leniwe. To może być Twój atut!
Tak, kiedyś byłem pracowity, ale jak zobaczyłem jaki jest świat i co ma do zaoferowania to się poddałem. Z każdym dniem odechciewa mi się bardziej żyć.

> dzisiaj w Polsce przy dochodzie ok. 5tys powinieneś być w stanie odwrócić swój los.
Na Krystykona, Arminiusa i Brzostowskiego. ILE?
Bajońska suma. 5 tysięcy? Miesięcznie? Z mojego punktu widzenia to dla mnie nie osiągalne.
www.filmweb.pl/serial/Breaking+Bad-2008-430668
Gdybym był dobrym chemikiem, to pewnie bym wiedział co robić.
A tak to co ja mam...Bankomaty otwierać?
Z tego co wiem, to dilując można zarobić ok 10k miesięcznie. Ale chyba nie tędy droga? Z drugiej strony, co mi zależy? W sumie nigdy się nie zastanawiałem, czemu tego nie robię.

>7Gdy już masz te 5tys miesięcznie
Nie wydaje mi się to osiągalne. Punkt mądrze opisany i się z nim zgadzam, ale nie jest to dla mnie realne.

>8Pomyśl o tym gdy zaczynasz konsumować. Nigdy nie bierz kredytu na konsumpcję.

Ani mi się śni. O telefonie już pisałem. Do poruszania się po mieście wystarcza miesięczny i nogi. Samochód... W sumie, to nawet bym go nie chciał - to tylko koszty. Skarbonka bez dna.
Gdyby mi ktoś dał, to chętnie przyjmę. I sprzedam.

>9) znajdź kogoś z kim się dobrze czujesz bez udawania kogoś innego, z kim się dobrze dogadujesz i kto chce iść w tym samym kierunku co Ty.
Podejrzewam, że znalazłem. I jak pisałem wyżej - na ten moment to chyba jedyne co mnie przy życiu trzyma. Boję się, że stanie się to toksyczne.

>10) Myśl - nie daj się wkręcic w żadne ideologie/religie mówiące jak żyć. Większość z nich chce żebyś był mrówką-robotnicą.
Religia nie są dla mnie atrakcyjne, właśnie z tego powodu.
Ora et labora oraz rozmnażaj się i oddawaj nam część swego dochodu. Podstawa każdego systemu religijnego. Po cholerę mi to?

> nie kieruj się emocjami przy decyzjach biznesowych.
Nie dotyczą mnie żadne. Decyzje biznesowe znaczy.

>Nawet jeśli wnioski będą smutne- rzetelnie, bez oszukiwania samego siebie - analizuj fakty i próbuj przewidzieć przyszłość - przygotowuj się na nią tak by była dla Ciebie korzystna.
No właśnie wniosek na dzień dzisiejszy jest taki, że będę do końca życia pracował za podobną stawkę. Co mi się absolutnie nie podoba. I zniechęca do dalszego myślenia o przyszłości oraz przyszłym życiu.
16-05-2016 23:29 
 Ocena 2 na 2
Paolo Monstro (6146 punktów)

>Wiesz, jednak szlag mnie trafia, gdy widzę tak narastające rozwarstwienie społeczne.
>Po prostu mam pecha, urodziłem się mrówką...

Masz pecha w stosunku do swojego "bogatego kolegi" i szczęście w stosunku do miliarda innych osób na tym globie. Ty możesz przynajmniej wyrwać się z sytuacji, w której się znalazłeś. Nie masz najlepszych kart ale masz karty, którymi da się grać.
Nie skupiaj się na tym czy miałeś pecha czy nie - to nie ma żadnego znaczenia dla przyszłości. Skup się na tym jak grać tym co masz.
Większość ludzi najbardziej się cieszy z własnych osiągnięć. Twój bogaty kolega "wygra maraton" bo go tata podwiezie na metę, Ty będziesz musiał go przebiec sam .... pytanie czy nie będziesz bardziej zadowolony - nawet gdy przybiegniesz setny?

>Problem w tym, że właśnie nie mam celu. Żyję by żyć.
Celem większości ludzi jest bycie szczęśliwym, Ty nie wiesz prawdopodobnie co Cię szczęśliwym uczyni. Pieniądze szczęścia nie dają - wiem, że to komunał i łatwo najedzonemu mówić ale gwarantuję Ci, że odkryjesz to gdy osiągniesz dochód pozwalający na zaspokojenie wszystkich potrzeb podstawowych i potrzeby bezpieczeństwa. Skoro masz czas to możesz zacząć go inwestować w zastanowienie się dokąd chcesz iść?

>>3) Pomyśl, że jesteś na łożu śmierci - gdzie chciałbyś być, jakie chciałbyś mieć życie
>Jak tak się zastanawiam ile mnie czeka wysiłku, to chcę, by było krótkie i bym umarł tak jakoś nagle, natychmiastowo. Nie wiedziałbym że to już - i co z tego. Problem z głowy.
Problem w tym, że wielu z ludzi najbardziej cieszy się z własnego wysiłku zakończonego sukcesem. Przeczytaj sobie historie ludzi, którzy wygrywają w lotto - zwykle kończą z mniejszym majątkiem i mniej szczęśliwi niż przeciętny Kowalski.

>>4) Myśląc o swoich kartach - atutach pamiętaj, że nie wszystkie są odawialne, zdrowia i czasu nie da się odzyskać. Pieniądze tak. Dlatego nigdy nie wydawaj zdrowia a czas wydawaj skąpo i tylko po to by go później zaoszczędzić.
>Czas mam. Nie mam pieniędzy.
To odnalazłeś już jeden swój potężny atut.

>>5) Twoja wartość to to ile wiesz, co potrafisz i na kogo możesz wpłynąć- zwiększaj ją gdy tylko możesz, nawet kosztem niższej pensji.
>No to mam problem, bo guzik wiem. I niewiele potrafię.
Rozejrzyj się wokół siebie, posłuchaj ludzi z czym mają problemy, poszukaj ofert pracy - te najwyżej płatne i najbardziej poszukiwane definiują problem, który ludzie chcą rozwiązać. Zobacz gdzie jest zapotrzebowanie na rozwiązanie takich problemów - przenieś się tam jeśli możesz. Naucz się taki problem rozwiązywać i zarobisz spokojnie 5k netto, a potem będziesz mógł myśleć nad następnymi krokami.

>>Nie stresuj się swoim bogatym kolegą. On podróżuje, kupuje samochody i domy ale to zabiera czas
>Studiuje na politechnice. Ma też czas i pieniądze na rozrywki(nie mówię tu o barach i imprezach, tylko wakacjach na przykład), ja nie. Wiem, że nie mam na to wpływu, ale szlag mnie trafia.
>Chętnie bym się zamienił na życia.
Nie chwal dnia przed zachodem słońca - skąd wiesz gdzie będziesz za 20 lat i czy Twój kolega nie będzie marzył o Twoim życiu?

>> Ty wykorzystaj swój na zwiększenie swojej wartości
>Czyli mam czytać książki? Robię to. Ale Bez papierka o wykształceniu nic mi to nie da, niestety.
Papierek dziś niewiele znaczy, może być czasem warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym. Naucz się rozwiązywać jakiś problem - za papier nikt nie płaci. Bieda powoduje, że patrzysz na sprawę dojrzalej i odnajdziesz swoją niszę teraz, Twoi koledzy - dopiero po studiach.

>>pamiętaj nie da się niczego nauczyć za pieniądze,
>O ile Twója wypowiedź bardzo mi się podoba, to z tym się nijak nie mogę zgodzić.
>Jak w dziecko od małego rodzice inwestują, mają na korepetycje i w domu nie ma kłótni(najczęściej o pieniądze) to ono rośnie. Potem idzie do dobrego liceum, znów ma na korepetycje, potem idzie do świetnej uczelni i znów ma pieniądze - studia dzienne kosztują (jedzenie, wynajem, książki). Ja nie miałem żadnej z takich możliwości.Od początku syf.

Rozumiem. Jest pewien poziom finansów i warunków życia, poniżej których faktycznie nauka jest niemożliwa. Jednak skończyłeś szkołę średnią - co dowodzi, że nie byłeś poniżej tego poziomu. Nie łudź się, że korepetycje i lepsza szkoła gwarantują lepszy poziom wiedzy. Nie wierz, że droższy sprzęt, droższe książki dadzą większą wiedzę. Wysiłek na zdobycie wiedzy daje wiedzę a nie "czas przesiedzany w szkole czy na korepetycjach". Naucz się uczyć. Jak sam będziesz dochodził do wniosków - zajmie Ci to dłużej niż "bogatemu koledze" ale zapamiętasz i zrozumiesz na zawsze. Jak będzie Ci trudniej to wyćwiczysz swój organizm w sztuce przetwania i gdy kiedyś wybiegniesz na prostą - pobiegniesz dużo,dużo szybciej.
Masz większą motywację, bo musisz nauczyć się szybko rozwiązywać czyjś problem a nie tylko 'zaliczyć egzamin'.

Poznałem kiedyś chłopaka, który został wybitnym programistą dlatego, że nie miał pieniędzy na komputer i programował na starym złomie. Komputer miał mało pamięci i mało mocy obliczeniowej. Chłopak musiał używać bardziej zaawansowanych algorytmów, lepiej rozumieć sprzęt niż koledzy, którzy programowali na najlepszych maszynach. Przez całą naukę nie kupił ani jednej ksiązki. Bywało, że chodził do sklepu i czytał rozdział, który potrzebował. Gdy coś czytał to wiedział po co i nie interesowało go jedynie dostanie dobrej oceny tylko rozwiązanie problemu.
Pewnego dnia poszedł do pracy za małe pieniądze ale usiadł przy takim komputerze jak jego "bogaci koledzy" i okazało się, że jego algorytmy i programy są znaczenie szybsze, że umie rozwiązywać problem lepiej niż jego koledzy. W przeszłości biegł pod górkę i nauczył się dotrzymać kroku reszcie. Gdy wszyscy biegli w takich samych warunkach - biegł dużo, dużo szybciej. Dostał dużo większe pieniądze. Nie wiem co dzisiaj robi - ale jestem pewien, że jest szczęśliwy.

Pozdrawiam
Paolo Monstro
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
To wszystko mogą być pomocne rady, ale problem wygląda mi na coś innego. Te rady zadziałają krótkofalowo, a aktywne schematy nadal będą prowadziły do wewnętrznego stanu nieszczęśliwości, w którym po prostu mózg doszukuje się negatywów, które zaburzają szczęście. W momencie dojścia do luzu psychicznego okazuje się, że nie trzeba trzymać się długofalowych planów, tylko wręcz przeciwnie.
Paolo Monstro (6146 punktów)
>No właśnie wniosek na dzień dzisiejszy jest taki, że będę do końca życia pracował za podobną stawkę. Co mi się absolutnie nie podoba. I zniechęca do dalszego myślenia o przyszłości oraz przyszłym życiu.

To nieprawda, algorytm, który w obszerny sposób Ci podałem jest prosty:
0) Przeanalizuj co Cię czyni szczęśliwym i ile pieniędzy na to potrzebujesz
1) Ustal odpowiednio drogi problem, który możesz rozwiązać w miejscu, na dojazd do którego Cię już teraz stać
2) Naucz się i pojedź tam gdzie jest zapotrzebowanie na ten problem, możesz na początek wziąść 50% stawki rynkowej
3) Jeśli nie osiągnąłeś jeszcze 5k/ręke to stać Cię przynajmniej na dalszy wyjazd - znów wykonaj punkt 1 i 2
4) Gdy już masz odpowiedni dochód - myśl nad skalowalnym systemem, o którym pisałem. Nie bądź częścią systemu tylko jego właścicielem. Będziesz się musiał namęczyć ale po kilku próbach trafisz.
5) Teraz masz zapewniony dochód i czas na realizację Twojego celu w życiu
Jeśli będziesz działał od dziś to będziesz w tym punkcie za max 10 lat ale dużo wcześniej znikną problemy finansowe. Możesz przyspieszyć ucząć się sprzedawać swoje pomysły i szukając finansowania, typu crowd funding albo start-up.

Pozdrawiam
Paolo Monstro
18-05-2016 16:50 
 Ocena 1 na 1
Degre (752 punktów)
>>No właśnie wniosek na dzień dzisiejszy jest taki, że będę do końca życia pracował za podobną stawkę. Co mi się absolutnie nie podoba. I zniechęca do dalszego myślenia o przyszłości oraz przyszłym życiu.
>To nieprawda, algorytm, który w obszerny sposób Ci podałem jest prosty:
>0) Przeanalizuj co Cię czyni szczęśliwym i ile pieniędzy na to potrzebujesz
No, dla kogo prosty dla tego prosty. Ja nie wiem, co by mnie uszczęśliwiło.

>1) Ustal odpowiednio drogi problem, który możesz rozwiązać w miejscu, na dojazd do którego Cię już teraz stać
>2) Naucz się i pojedź tam gdzie jest zapotrzebowanie na ten problem, możesz na początek wziąć 50% stawki rynkowej
>3) Jeśli nie osiągnąłeś jeszcze 5k/ręke to stać Cię przynajmniej na dalszy wyjazd - znów wykonaj punkt 1 i 2

Nie mam pojęcia, co by to mogło być. Nie umiem takich rzeczy. Ba, ja praktycznie nic nie umiem.
Wiesz, że ja to czytam jak jakieś sf? O podróżach na marsa? Niby możliwe, ale na pewno nie tu i na pewno nie ja.
>4) Gdy już masz odpowiedni dochód - myśl nad skalowalnym systemem, o którym pisałem. Nie bądź częścią systemu tylko jego właścicielem. Będziesz się musiał namęczyć ale po kilku próbach trafisz.

Czyli najpierw pracuj w fabryce zębatek a potem, gdy już wiesz jak, rób je sam. Sprytne, ale nie mam pojęcia o zarządzaniu, produkowaniu, prowadzeniu firmy...
Ponadto, nawet nie wiem, co by to mogło być. 5k miesięcznie...
Informatyka? jestem debilem z matmy.Zajęłoby mi to lata ( zakładając, że mógłbym się jeszcze czegoś nauczyć).
Nie wiem za co jeszcze ludzie dobrze płacą. Medycyna? Nierealne.
Nie mam pomysłu na swoją przyszłość, żadnego.
Żyję z dnia na dzień.

>5) Teraz masz zapewniony dochód i czas na realizację Twojego celu w życiu
>Jeśli będziesz działał od dziś to będziesz w tym punkcie za max 10 lat ale dużo wcześniej znikną problemy finansowe. Możesz przyspieszyć ucząć się sprzedawać swoje pomysły i szukając finansowania, typu crowd funding albo start-up.
Fajne możliwości. Tylko że z moją wiedzą(będę optymistą przez te 30s i pominę aspekt finansowy), to mogę co najwyżej otworzyć sklep spożywczy.
Nie umiem nic naprawiać, tworzyć, konstruować, wymyślać.
Czytać, owszem. Nic więcej.
18-05-2016 23:31 
 Ocena 1 na 1
Paolo Monstro (6146 punktów)

>>0) Przeanalizuj co Cię czyni szczęśliwym i ile pieniędzy na to potrzebujesz
>No, dla kogo prosty dla tego prosty. Ja nie wiem, co by mnie uszczęśliwiło.
Na to pytanie możesz odpowiedzieć jedynie sam.

>>1) Ustal odpowiednio drogi problem, który możesz rozwiązać w miejscu, na dojazd do którego Cię już teraz stać
>>2) Naucz się i pojedź tam gdzie jest zapotrzebowanie na ten problem, możesz na początek wziąć 50% stawki rynkowej
>>3) Jeśli nie osiągnąłeś jeszcze 5k/ręke to stać Cię przynajmniej na dalszy wyjazd - znów wykonaj punkt 1 i 2
>Nie mam pojęcia, co by to mogło być. Nie umiem takich rzeczy. Ba, ja praktycznie nic nie umiem.

Być może masz jakąś depresję albo zaniżoną samoocenę.
Umiesz przynajmniej używać komputera, być może znasz jakiś język, czymś się interesujesz. W każdym razie zakładam, że masz 20-23 lata więc możesz się jeszcze dużo nauczyć. Pytanie czy chcesz?
Na brak chęci pomóc możesz sobie sam lub psycholog. Nie znajdziesz odpowiedzi w Internecie.

>>4) Gdy już masz odpowiedni dochód - myśl nad skalowalnym systemem, o którym pisałem. Nie bądź częścią systemu tylko jego właścicielem. Będziesz się musiał namęczyć ale po kilku próbach trafisz.
>Czyli najpierw pracuj w fabryce zębatek a potem, gdy już wiesz jak, rób je sam. Sprytne, ale nie mam pojęcia o zarządzaniu, produkowaniu, prowadzeniu firmy...

Niekoniecznie chodzi o podpatrzenie. Chodzi o wymyślenie biznesu, który jest skalowalny.
Właśnie odkryłeś czego Ci brakuje do realizacji - możesz to zacząć nadrabiać. Prowadzenia biznesu możesz się nauczyć jedynie przez prowadzenie biznesu...

>Fajne możliwości. Tylko że z moją wiedzą(będę optymistą przez te 30s i pominę aspekt finansowy), to mogę co najwyżej otworzyć sklep spożywczy.
>Nie umiem nic naprawiać, tworzyć, konstruować, wymyślać.
>Czytać, owszem. Nic więcej.
>
W algorytmie był punkt "naucz się". To jest konieczny krok. Z podejściem "nie umiem i trudno" nic nie zmienisz - zmiana obejmuje również Ciebie, jeśli nic nie zmienisz to pozostaje Ci liczyć na szczęście.

Zastanów się nad własną psychiką - to jest element, od którego wydaje mi się, że powinieneś zmianę. Nie jestem niestety psychologiem i pomóc Ci nie mogę, choć nawet psycholog może Ci jedynie pomóc w pomożeniu samemu sobie. Nie ma filozofii ani książki, którą możesz przeczytać i rozwiązać problem. Musisz odpowiedzieć na pytanie co Cię nęka i albo to zmienić albo zaakceptować.

Pozdrawiam
Paolo Monstro

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365