 |
Szkody wyrządzane przez religie jednostkom Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-09-2016 13:22 | Max Golonko (1811 punktów) | Szkody wyrządzane przez religie jednostkom
4 na 4 | Zalecenia religii są sprzeczne z naturą która kształtowała się przez setki tysięcy lat. Także w sferze seksualnej. Zakaz seksu przedmałżeńskiego. Zakaz seksu przed 18 rokiem życia czyni życie ludzi idiotycznie, nienaturalnie skomplikowanym i smutnym.
Straszenie piekłem uniemożliwia normalne (krytyczne) myślenie. Na przykład musi występować lęk przed starannym przemyśleniem co naprawdę wynika z teorii ewolucji dla wiary w Jezusa, dusze nieśmiertelne, itp.
p.s. Dwóch studentów biologii rozmawia po egzaminie: - I co napisałeś na to pytanie: "Po co jest zgrubienie na końcu członka?" - Napisałem że po to, by sprawiać większą przyjemność dziewczynie. - E, to ja pewnie mam źle. - A co napisałeś? - Żeby się ręka nie ześlizgiwała.
--------------------------------------------------------------------------------- To niby dowcip ale ileż młodych chłopców męczy się z tym problemem (rozmyśla nad grzechem) zamiast mieć czas na rozwijanie innych zainteresowań. Rzekomy grzech przedmałżeński utrudnia im nawiazywanie bilższych (erotycznych) znajomści z koleżankami bo ewentualne okazanie zainteresowania erotycznego postrzegają jako zmierzanie do wspólnego przestępstwa (wobec boga, katechety i rodziców). Boją się zdumienia kobiety, dezaprobaty i kompromitacji w gronie znajomych. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 darzec (676 punktów) (zablokowany) | > Zalecenia religii są sprzeczne z naturą która kształtowała sie przez setki tysięcy lat. Także w> sferze seksualnej.> Zakaz seksu przedmalżeńskiego. Zakaz seksu przed 18 rokiem życia czyni życie ludzi idiotycznie,> nienaturalnie skomplikowanym i smutnym.To prawda, lecz dotyczy nie wszystkich religii. Hinduizm np. "Seks pozamałżeński bywa w niektórych nurtach hinduizmu wartościowany pozytywnie a nawet występuje jako zalecana forma praktyki. Wzorem bywają historie relacji Kryszny z zamężnymi pasterkami " pl.wikiped(*)s_pozamałżeńskiIslam "Młodzież płci męskiej może w dużym stopniu robić to, na co ma ochotę, nawet z niemuzułmańskimi kobietami przynależącymi do świata zachodniego, natomiast kobiety spotykają się z surowymi sankcjami. > Rzekomy grzech przedmałżeński utrudnia im nawiazywanie bilższych (erotycznych) znajomści z> koleżankami bo ewentualne okazanie zainteresowania erotycznego postrzegają jako zmierzanie do> wspólnego przestępstwa (wobec boga, katechety i rodziców). Boją się zdumienia kobiety, dezaprobaty i> kompromitacji w gronie znajomych.> Stąd też ten zakaz łamany jest permanentnie przez większość wyznawców. Natury nie da się oszukać. Masz rację to jest bardzo nienaturalne, ale prawo boskie nazywa się naturalnym. Ciekawe
|
|
 | 2 na 2 | Max Golonko (1811 punktów) | To daj mi lajka bo trolle z frondy już minusują; widocznie boli ich ta dotkliwa prawda o szkodliwości katolicyzmu (dla seksu, a nawet normalnie krytycznego myślenia). Miłego dnia. edycja: p.s. O! Wycofano minus. Ciekawe.
|
|
|  | 1 na 1 darzec (676 punktów) (zablokowany) | >To daj mi lajka bo trolle z frondy już minusują; widocznie boli ich ta dotkliwa prawda o szkodliwości katolicyzmu (dla seksu, a nawet normalnie krytycznego myślenia). >Miłego dnia. Ty Pewnie tutaj dłużej jesteś, powiedz mi dlaczego oni tutaj są. Nie można normalnie z normalnymi ludźmi popisać ? Tylko zawsze jakiś... się wcina. W końcu to jest forum dla racjonalistów. Ja nie dyskutuje na forach dla wyznawców. Niech dyskutują sobie sami.
|
|
| |  | 2 na 2 W.R. (3003 punktów) (zablokowany) | >>To daj mi lajka bo trolle z frondy już minusują; widocznie boli ich ta dotkliwa prawda o szkodliwości katolicyzmu (dla seksu, a nawet normalnie krytycznego myślenia). >>Miłego dnia. >Ty Pewnie tutaj dłużej jesteś, powiedz mi dlaczego oni tutaj są. Nie można normalnie z normalnymi ludźmi popisać ? Tylko zawsze jakiś... się wcina. W końcu to jest forum dla racjonalistów. Ja nie dyskutuje na forach dla wyznawców. Niech dyskutują sobie sami. >
Mają nakaz misjonarstwa to i się stosują.
|
|
| |  | 2 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >...trolle z frondy.... >powiedz mi dlaczego oni tutaj są.
Mają takie przykazanie: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.A więc traktują innego człowieka tak, jak siebie. Co oczywiście jest logicznym (nie ma dwóch takich samych bytów) i emocjonalnym nonsensem. Osobiście wcale nie odpowiada mi życie w roli bliżej nieokreślonego bliźniego, w którą pakuje mnie ten czy ów katolik. Nie jestem i nie chcę być kimś, kogo należy traktować jak bliźniego. Będziesz miłował... Czy do miłości można zmuszać? A racje drugiej strony? Miłość nie zawsze musi być odwzajemniona. Może przecież budzić wstręt.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | > Będziesz miłował... Czy do miłości można zmuszać?Jeżeli ktoś kocha to nie zmusza.  > A racje drugiej strony? Miłość nie zawsze musi być odwzajemniona.Miłość całkowita jest wtedy, gdy jest wzajemna... > Może przecież budzić wstręt.Jeżeli miłość budzi wstręt, to należy udać się do dobrego * psychoanalityka\guru\duchowego pomocnika. ( * nie mylić z fałszywymi pomocnikami ) Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Duchu Prawdy, Twoja wizja miłości jest taka przytłaczająca, brzydka, odrażająca i wolę już chyba nienawiść i pogardę niż wymuszone "uczucie" wynikające z idei-zapchajdziury urojonej przez nieszczęśliwy umysł szukający czegoś co nie istnieje, czyli sensu i głębi.
>Jeżeli miłość budzi wstręt, to należy udać się do dobrego * psychoanalityka\guru\duchowego pomocnika. ( * nie mylić z fałszywymi pomocnikami )
Nie ma dobrych "pomocników" tego typu.
Miłość to tylko różne stany neuroprzekaźników opisane jako idea, przedstawione jako sens (najważniejsza wartość).
"Miłość" może jak najbardziej budzić wstręt gdy widzi się w niej fałsz, oszukiwanie siebie, sprzeczność słów i czynów, egoizm, puste hasła niby wzniosłe i patetyczne. Czasem żeby to zrozumieć potrzebne jest długie, silne cierpienie zdające się nie mieć wyjścia. Gdy zrozumiałem, że nie mam szans na miłość, to następnym przemyśleniem było logiczne odrzucenie miłości jako wartości i idei.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >"Miłość" może jak najbardziej budzić wstręt gdy widzi się w niej fałsz, oszukiwanie siebie, sprzeczność słów i czynów, egoizm, puste hasła niby wzniosłe i patetyczne. Nie rozumiesz miłości, nie ma w niej fałszu, oszukiwania, sprzeczności, egoizmu, pustych haseł, tam, gdzie jest to wszystko nie ma miłości. >Gdy zrozumiałem, że nie mam szans na miłość, Miłość to nie coś co przychodzi z zewnątrz, lecz coś, co rodzi się w Tobie, w Twoim Umyśle\Sercu, to Ty decydujesz, czy masz "szansę" na miłość, nikt za Ciebie tego nie zrobi.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Nie rozumiesz miłości, nie ma w niej fałszu, oszukiwania, sprzeczności, egoizmu, pustych haseł, tam, gdzie jest to wszystko nie ma miłości.
Czyli nigdzie nie ma miłości. A może miłość to cierpienie, bo tam nie ma fałszu, oszukiwania, sprzeczności, pustych haseł i egoizmu? Jest tylko ból, przerażające cierpienie, które przechodzi przez każdą komórkę ciała i odbija się w psychice, a jedynym jego potencjalnym końcem jest śmierć, albo znieczulenie.
>>Gdy zrozumiałem, że nie mam szans na miłość, >Miłość to nie coś co przychodzi z zewnątrz, lecz coś, co rodzi się w Tobie, w Twoim Umyśle\Sercu, to Ty decydujesz, czy masz "szansę" na miłość, nikt za Ciebie tego nie zrobi.
Kompletna bzdura pozbawiona choćby zalążków sensu. Mówisz o czymś oderwanym od rzeczywistości, a ja mówię o rzeczywistości, gdzie miłość to stan uczuciowy między dwoma osobami. Na miłość składa się pożądanie i namiętność, troska o dobro ukochanej osoby i wyróżnienie jej spośród innych osób, wzajemne dopasowanie i stan neuroprzekaźników jaki temu towarzyszy, bliska relacja z drugą osobą.
Miłością mylnie nazywa się też np instynkt macierzyński itp, albo przyjaźń. Najgłupszym użyciem słowa "miłość" jest odniesienie jej do wszystkich ludzi, czyli profanacja tej wartości i to o czym napisał Diogenes czyli nakaz miłości, albo uznanie jej za ostateczną wartość i sens życia. Ty nie piszesz wcale o miłości, tylko o swojej idei, a słowo miłość kojarzy się pozytywnie więc bezmyślnie to powtarzasz i żyjesz swoimi skojarzeniami, iluzjami odrzuconego umysłu, który bardzo pragnie prawdziwej relacji, ale nie dostaje jej w tym zwykłym świecie pełnym mechanizmów ewolucyjnych. Ja nie mam szans na miłość, bo moje upodobania to wykluczają, a mogę zmienić wszystko oprócz pragnień i preferencji. Na to nikt nie ma wpływu.
|
|
| | | | | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > Czyli nigdzie nie ma miłości.Błędny wniosek wynikający z niewiedzy czym jest miłość. > A może miłość to cierpienie, bo tam nie ma fałszu, oszukiwania, sprzeczności, pustych haseł i egoizmu? Jest tylko ból, przerażające cierpienie, które przechodzi przez każdą komórkę ciała i odbija się w psychice, a jedynym jego potencjalnym końcem jest śmierć, albo znieczulenie.Cierpienie często jest wynikiem braku miłości. > >>Gdy zrozumiałem, że nie mam szans na miłość,> >Miłość to nie coś co przychodzi z zewnątrz, lecz coś, co rodzi się w Tobie, w Twoim Umyśle\Sercu, to Ty decydujesz, czy masz "szansę" na miłość, nikt za Ciebie tego nie zrobi.> Kompletna bzdura pozbawiona choćby zalążków sensu.Nie rozumiesz miłości. > Mówisz o czymś oderwanym od rzeczywistości, a ja mówię o rzeczywistości, gdzie miłość to stan uczuciowy między dwoma osobami. Na miłość składa się pożądanie i namiętność, troska o dobro ukochanej osoby i wyróżnienie jej spośród innych osób, wzajemne dopasowanie i stan neuroprzekaźników jaki temu towarzyszy, bliska relacja z drugą osobą.Piszesz tylko o jednym rodzaju miłości, a ona niejedno ma imię: pl.wikipedia.org/wiki/Miłość> Miłością mylnie nazywa się też np instynkt macierzyński itp, albo przyjaźń.Mylisz się, macierzyństwo, przyjaźń, troska, dobro... to wszystko ma swoje źródło w miłości. > Najgłupszym użyciem słowa "miłość" jest odniesienie jej do wszystkich ludzi, czyli profanacja tej wartościOgraniczenie, zawężenie pojęcia miłości tylko do uczucia między dwojgiem osób to właśnie profanacja. > i to o czym napisał Diogenes czyli nakaz miłości, albo uznanie jej za ostateczną wartość i sens życia.Tak, miłość to właśnie ostateczna wartość i sens życia. > Ty nie piszesz wcale o miłości, tylko o swojej idei, a słowo miłość kojarzy się pozytywnie więc bezmyślnie to powtarzasz i żyjesz swoimi skojarzeniami, iluzjami odrzuconego umysłu, który bardzo pragnie prawdziwej relacji, ale nie dostaje jej w tym zwykłym świecie pełnym mechanizmów ewolucyjnych. Ja nie mam szans na miłość, bo moje upodobania to wykluczają, a mogę zmienić wszystko oprócz pragnień i preferencji. Na to nikt nie ma wpływu.Jeszcze raz powtórzę, nie rozumiesz czym jest miłość, Ty oczekujesz jej od świata, a to nie polega na tym, żeby oczekiwać, lecz, żeby dawać, bez względu na to, czy świat Ci ją odwzajemnia. Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Czyli nigdzie nie ma miłości.> Błędny wniosek wynikający z niewiedzy czym jest miłość.Tak samo można napisać o "tewjte". Pisząc, że nie ma "tewjte" udowadniasz tylko swoją niewiedzę na ten temat  > Cierpienie często jest wynikiem braku miłości.Albo brakiem "tewjte". > >>Miłość to nie coś co przychodzi z zewnątrz, lecz coś, co rodzi się w Tobie, w Twoim Umyśle\Sercu, to Ty decydujesz, czy masz "szansę" na miłość, nikt za Ciebie tego nie zrobi.> >Kompletna bzdura pozbawiona choćby zalążków sensu.> Nie rozumiesz miłości.A Ty nie rozumiesz "tewjte". Nadal nie podałeś żadnego argumentu, co jest dość męczące. Jak ktoś podaje argumenty, to zamiast na nie odpowiedzieć piszesz "nie rozumiesz miłości". No tak, dobrze że Ty rozumiesz. Taki miłościwy człowiek, pewnie taki dobry, a w rzeczywistości zakłamany. > Piszesz tylko o jednym rodzaju miłości, a ona niejedno ma imię:> pl.wikipedia.org/wiki/MiłośćInnych nie potrzebuję. Nie nazwałbym ich miłością. Można zmienić nazwę np na "tewjte" i dopisać definicję, tak żeby miłość partnerska różniła się od "miłości" macierzyńskiej, przyjaźni itd. > Mylisz się, macierzyństwo, przyjaźń, troska, dobro... to wszystko ma swoje źródło w miłości.Albo w "tewjte". Macierzyństwo - instynkt. Moja matka niby mnie kocha, bardzo się przejmuje itd, ale to nie jest prawdziwa miłość, bo jednak dla niej najważniejsze jest to żebym żył, a jeśli ktoś mnie kocha, czy w ogóle szanuje (a szacunek jest do miłości niezbędny), to mi tego nie życzy. Przyjaźń - to jest raczej relacja rozumowa niż uczuciowa. Niezbędny komponent miłości, ale nie miłość. Troska - tak, jest ściśle związana z miłością, ale sama nią nie jest. Np pielęgniarka troszczy się ludźmi dla pieniędzy, albo z empatii, ale ich nie kocha. Dobro - pustosłowie. Dobro jako takie nie istnieje, ale ludzie lubią sobie rozszczepić w umyśle różne obiekty i cechy na dobre i złe. Taki podział ma jedynie wartość jako opis, ale idea czystego dobra to utopia. > >Najgłupszym użyciem słowa "miłość" jest odniesienie jej do wszystkich ludzi, czyli profanacja tej wartości> Ograniczenie, zawężenie pojęcia miłości tylko do uczucia między dwojgiem osób to właśnie profanacja.Nie. To jest właśnie miłość. Wiąże się z tym uczucie. Pomagając komuś w potrzebie nie czuję żadnej emocji, a raczej czułbym negatywną gdybym nie pomógł. > Tak, miłość to właśnie ostateczna wartość i sens życia.Taki wpis świadczy o zaburzeniach poznawczych, być może problem jest jeszcze głębszy. > Jeszcze raz powtórzę, nie rozumiesz czym jest miłość, Ty oczekujesz jej od świata, a to nie polega na tym, żeby oczekiwać, lecz, żeby dawać, bez względu na to, czy świat Ci ją odwzajemnia.Psychopatyczna wizja "miłości". Okropne, aż mi się niedobrze zrobiło.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >"tewjte" bleble >"tewjte" fnyfny >"tewjte" bleble >"tewjte" fnyfny >> Jeszcze raz powtórzę, nie rozumiesz czym jest miłość, Ty oczekujesz jej od świata, a to nie polega na tym, żeby oczekiwać, lecz, żeby dawać, bez względu na to, czy świat Ci ją odwzajemnia. >Psychopatyczna wizja "miłości". Okropne, aż mi się niedobrze zrobiło. Są na świecie ludzie o różnym niedowładzie intelektualnym.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>"tewjte" >bleble >>"tewjte" >fnyfny >>"tewjte" >bleble >>"tewjte" >fnyfny
Milosc, gsjgffh, ambitnie.
>>> Jeszcze raz powtórzę, nie rozumiesz czym jest miłość, Ty oczekujesz jej od świata, a to nie polega na tym, żeby oczekiwać, lecz, żeby dawać, bez względu na to, czy świat Ci ją odwzajemnia.>Psychopatyczna wizja "miłości". Okropne, aż mi się niedobrze zrobiło. >Są na świecie ludzie o różnym niedowładzie intelektualnym.
I to oni bredza o takiej durnej wizji milosci jak Twoja.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >Milosc Miłość >>>Jeszcze raz powtórzę, nie rozumiesz czym jest miłość, Ty oczekujesz jej od świata, a to nie polega na tym, żeby oczekiwać, lecz, żeby dawać, bez względu na to, czy świat Ci ją odwzajemnia. >Psychopatyczna wizja "miłości". Okropne, aż mi się niedobrze zrobiło. >>Są na świecie ludzie o różnym niedowładzie intelektualnym. >bredza milosci bredzą miłości
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Popraw jeszcze przecinki. Jakbyś nie wiedział, że tekst pisany z komórki może nie mieć polskich znaków...
|
|
| | | |  | 7 na 7 | diogenes (42753 punktów) | > >Będziesz miłował...> Jeżeli ktoś kocha to nie zmusza.Chodzi o imperatyw miłości. Będziesz miłował... ma taki sens jak polecenie Będziesz miał niebieskie oczy lub Będziesz śpiewał sopranem lub Będziesz miał 180 cm wzrostu, itp. Chodzi o to, co można a czego nie można nakazać. Zasada miłości bliźniego kłóci się z realistyczną maksymą, której wyraz dał Boy-Żeleński: Z tym największy jest ambaras, Żeby dwoje chciało naraz. wolnelektu(*)ura/slowka-zbior-stefania.html
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >Chodzi o imperatyw miłości. >Będziesz miłował... ma taki sens jak polecenie Będziesz miał niebieskie oczy lub Będziesz śpiewał sopranem lub Będziesz miał 180 cm wzrostu, itp. >Chodzi o to, co można a czego nie można nakazać. Sformułowanie jest błędne, powinno być: Kochaj bliźniego. Miłości nie można nakazać, bo to kłóci się z samą ideą miłości. >Zasada miłości bliźniego kłóci się z realistyczną maksymą, której wyraz dał Boy-Żeleński: >Z tym największy jest ambaras, >Żeby dwoje chciało naraz. Nie kłóci się, Miłość nie wymaga wzajemności, kocha bezinteresownie. Jeśli jest wzajemność wtedy jest miłość całkowita, obopólna, ale jeśli nie ma odwzajemnienia to jest z jednej strony, bez względu na to, czy druga strona odwzajemnia. Miłość to nie przymus, nakaz.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
|  | 1 na 1 darzec (676 punktów) (zablokowany) |
>O! Wycofano minus. Ciekawe. Ja Ci dawałem plus. Też jestem zdziwiony. Powiem, że nie po raz pierwszy.
|
|
3 na 3 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Tego jest mnóstwo. Przede wszystkim profanacja wartości i odwrócenie wartości, tanie moralizatorstwo, resentyment, tabu nałożone na seks, narzucanie ludziom wartości sprzecznych z naturą. Gdyby ten gówniany świat stworzył wszechmogący i dobry Bóg, to świadczyłoby to przeciwko jakimkolwiek wartościom, empatii. Personalizm narzuca niebycie sobą, czyli ukrywanie się pod maską. Religia produkuje podludzi, zaraża złymi cechami i emocjami ludzi mogących wyrosnąć na wartościowe osoby (po odrzuceniu religii), a także powoduje, że osoby bardziej wartościowe są mizantropami gdy obserwują religijne społeczeństwo.
|
|
 | | schlawiner (400 punktów) | > Personalizm narzuca niebycie sobą, czyli ukrywanie się pod maską.Mógłbyś to rozwinąć wzgl. podać link do wcześniejszej wypowiedzi nt.? Przez lenistwo, nie żebym miał "nauczanie" Wojtyły w jakiejkolwiek estymie. Patrz też: www.racjonalista.pl/forum.php/s,720592#w720774
|
|
|  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | No po prostu jest to mówienie ludziom jak mają żyć, bo "ja" staje przed wyborem jakichś fikcyjnych wartości, a niektóre są skojarzone z dobrem. Ludzie i tak żyją po swojemu, ale jedno mówią, a drugie robią, bo chcą mimo tego pasować do społecznych kanonów.
|
|
-1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >Zalecenia religii są sprzeczne z naturą która kształtowała się przez setki tysięcy lat. Zalecenia ślepych religii, religie widzące są zgodne z naturą.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| Brzostowski (7067 punktów) | |
|
 | 4 na 4 |
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | >A merytorycznie: co to są wg ciebie zjawiska nadprzyrodzone. >Jak to rozumiesz. to zjawiska niezgodne z prawami natury. Przy czym pozostaje kwestia czym są prawa natury (nasz wszechświat, czy szerzej).
|
|
| |  | 1 na 1 | JarekS (695 punktów) | >>A merytorycznie: co to są wg ciebie zjawiska nadprzyrodzone. >>Jak to rozumiesz. >to zjawiska niezgodne z prawami natury. Przy czym pozostaje kwestia czym są prawa natury (nasz wszechświat, czy szerzej).
Jak szerzej to jak to rozumiesz? Na ile coś z zewnątrz może ingerować do Wszechświata? I za jakim modelem jesteś.
Telepatia i UFO nie muszą być niezgodne z wiedzą naukową i nie wymagają niezgodności z prawami natury. UFO to niezidentyfikowany obiekt latający i nikt poważny nie interpretuje tego jako spodek z kosmitami. Ja widziałem:
1. łuk elektryczny na rozdzielni (stary obiekt, dużo linii napowietrznych, max było chyba 30 kV) łącznie z usmażeniem całości na poważnie, przez jakieś pól minuty autentycznie myślałem że to kosmici lądują mimo absurdalności tej tezy. Tłumaczy mnie młody wiek (8 podstawówki) i zainteresowanie SF. Wrażenie jest (zwłaszcza ryk łuku 50 Hz), mów co chcesz.
2. Pioruny kuliste w chmurze burzowej nocą, duże i nietypowe, koło 8 sztuk, razem. Coś jak skrzek żaby, jądra w środku, strefa lekko świecąca poza, szok. Nie zdążyłem wypakować aparatu z plecaka niestety. Okolice Gostynia słyną z takich atrakcji tak jak z dziwacznej propagacji fal krótkich i nie tylko (to oczywiście budowa geologiczna gruntu załatwia ale naprawde jest ciekawie).
3. Parę zdarzeń z życia sugeruje że może występować coś w rodzaju sygnału "uwaga zagrożenie" odbieranego jakiś dziwacznie i nietypowo poza normalnymi zmysłami na dość znaczne odległości (i to niekoniecznie relacja człowiek - człowiek).
Wg mnie to zjawiska trudne do badań ze względu na incydentalność, trudności w powtórzeniu, występowaniu wyłącznie u obiektów żywych (telepatia) itp. Było też bardzo dużo wpadek metodologicznych z pomiarami i interpretacją co kompletnie skompromitowało te zagadnienia u poważnych naukowców. Wielka szkoda.
Pytam się bo w książce Tyrały używa się tego pojęcia moim zdaniem tak zbyt swobodnie jak na poważne badania i interesuje mnie Twoja opinia.
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>>A merytorycznie: co to są wg ciebie zjawiska nadprzyrodzone. >>>Jak to rozumiesz. >>to zjawiska niezgodne z prawami natury. Przy czym pozostaje kwestia czym są prawa natury (nasz wszechświat, czy szerzej). >Jak szerzej to jak to rozumiesz? >Na ile coś z zewnątrz może ingerować do Wszechświata? >I za jakim modelem jesteś.
Wg mnie, zjawiska niezgodne z prawami natury nie istnieją, ponieważ natura to wg mnie zarówno nasz świat, jak i to wszystko co było (jeśli było) przed nim (przed BB). Inaczej mówiąc: cokolwiek co istnieje, istniało, lub może istnieć, to wszystko mieści się w "naturze". My oczywiście nie mamy dostępu do całości wiedzy, dlatrego też wyobrażamy sobie, iż coś moze być nadprzyrodzone, bo niezgodne z naszymi prawami. Ja uważam, że inne prawa, inna logika, jeśli istniały lub istnieją, są naturalne = BO ISTNIEJĄ/ŁY.
I Bóg też, jest jak najbardziej zgodny z naturą.
|
|
| ZaKotem (8733 punktów) | No, to jest dziwaczne, ale tylko wtedy, gdy to się traktuje na serio, co jest oczywistą oznaką głupoty. Ale wszystko można inteligentnie wykorzystać. Na przykład, zamiast tłumaczyć natrętnemu adoratorowi, że jest głupi i ma wszy, od czego może się obrazić i zrobić się nieprzyjemny, wystarczy mu powiedzieć "ale ja jestem święta dziewica" i to go skutecznie odstraszy. Znam takie "dziewice do ślubu" które natychmiast przestawały nimi być gdy poznały kogoś fajnego, i jakoś wtedy ślub im potrzebny nie był. Tak więc, sam widzisz, z wszystkiego można wyciągnąć korzyści, tylko trochę pomyśleć trzeba.
|
|
2 na 2 | Kãa Ėsanæan'eveôse (26 punktów) | Nie zawsze przyczyną traktowania religii śmiertelnie serio jest głupota. Trudno posądzać o głupotę dzieci w wieku 6-10, którym od samego początku wciska się do głowy takie myślenie, że to grzech, że muszą się wyspowiadać z każdego brzydkiego słowa bo "stanie się coś złego". Dziecko bardzo łatwo przesiąknie czymś takim i mimowolny strach przed jakimiś bliżej nieokreślonymi złymi konsekwencjami u wrażliwszych osób przechodzi w nawyk, z którego naprawdę trudno się wyplątać. Mówię to jako osoba, która w okresie podstawówki miała niezłe traumy związane z pilnowaniem się przed "drobnym codziennym złem", mająca w rodzinie przypadek ciężkiej nerwicy natręctw związanej z obsesją unikania "grzechu" i znająca z widzenia osobę, która z powodu podobnej obsesji przebywała jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym. Jak się jest indoktrynowanym od dzieciństwa to czasami wyłamanie się ze schematu, a przede wszystkim zaprogramowanego strachu i wstydu, wymaga swego rodzaju odwagi i wysiłku.
|
|
 | darzec (676 punktów) (zablokowany) | >Nie zawsze przyczyną traktowania religii śmiertelnie serio jest głupota. Trudno posądzać o głupotę dzieci w wieku 6-10, którym od samego początku wciska się do głowy takie myślenie, że to grzech, że muszą się wyspowiadać z każdego brzydkiego słowa bo "stanie się coś złego". Dziecko bardzo łatwo przesiąknie czymś takim i mimowolny strach przed jakimiś bliżej nieokreślonymi złymi konsekwencjami u wrażliwszych osób przechodzi w nawyk, z którego naprawdę trudno się wyplątać.
Niech im wciskają, skoro to ich dzieci. Takie wychowanie i nic nie poradzimy na to. Nie można też im tego zabronić, bo to ich dzieci. Tak to działa, cwanie to wymyślili. Większość religii tak działa. Masz rację, u dzieci to nie jest głupota. Uczą się rzeczy nieprawdziwych, co możemy na to poradzić, skoro ich rodzice tak zdecydowali.
>Mówię to jako osoba, która w okresie podstawówki miała niezłe traumy związane z pilnowaniem się przed "drobnym codziennym złem",
Mnie też zmuszano, po 3 klasie robiłem wszystkich w konia, nie chodziłem na żadne religie, anie msze. Byłem raczej osamotniony w tym wszystkim ale ie mam jakiejś większej traumy. Jestem zły, że indoktrynuje się dzieci od najmłodszych lat.
>mająca w rodzinie przypadek ciężkiej nerwicy natręctw związanej z obsesją unikania "grzechu" i znająca z widzenia osobę, która z powodu podobnej obsesji przebywała jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym. Jak się jest indoktrynowanym od dzieciństwa to czasami wyłamanie się ze schematu, a przede wszystkim zaprogramowanego strachu i wstydu, wymaga swego rodzaju odwagi i wysiłku. Też mam w rodzinie (żony) jeden ciężki i kilka lżejszych przypadków. Masakra
|
|
-2 na 2 | Ewok (0 punktów) | >Zalecenia religii są sprzeczne z naturą która kształtowała się przez setki tysięcy lat. Także w >sferze seksualnej. >Zakaz seksu przedmałżeńskiego. Zakaz seksu przed 18 rokiem życia czyni życie ludzi idiotycznie, >nienaturalnie skomplikowanym i smutnym. >Straszenie piekłem uniemożliwia normalne (krytyczne) myślenie. >Na przykład musi występować lęk przed starannym przemyśleniem co naprawdę wynika z teorii ewolucji >dla wiary w Jezusa, dusze nieśmiertelne, itp.
Hmm, ciekawe, jakie irracjonalne zarzuty. Człowiek racjonalny zacząłby się zastanawiać z czego wynikają religijne zakazy lub nakazy właśnie z punktu naturalnego rozwoju przyrody. Czy Ci się to podoba czy nie ale nakazy i zakazy religijne wynikają z potrzeby przetrwania gatunku ludzkiego w niejednokrotnie niebezpiecznym otoczeniu naturalnym.
|
|
 | | Max Golonko (1811 punktów) | gołosłowne
|
|
 | 1 na 1 darzec (676 punktów) (zablokowany) |
>Człowiek racjonalny zacząłby się zastanawiać z czego wynikają religijne zakazy lub nakazy właśnie z punktu naturalnego rozwoju przyrody. Czy Ci się to podoba czy nie ale nakazy i zakazy religijne wynikają z potrzeby przetrwania gatunku ludzkiego w niejednokrotnie niebezpiecznym otoczeniu naturalnym.
Człowiek racjonalny nie jest utożsamiany z żadną wiarą. Poczytaj co to jest racjonalizm. Weź dekalog proszę i po kolei napisz do każdego z przykazań punkty naturalnego rozwoju przyrody. Proszę Cię o to bo jak nie ogarniam tego. Ni ewidzę, żednego związku. czy jeszcze mógłbym prosić o rozwinięcie : "nakazy i zakazy religijne wynikają z potrzeby przetrwania gatunku ludzkiego w niejednokrotnie niebezpiecznym otoczeniu naturalnym" Chciałbym poznać przykłady takich korelacji.
|
|
|  | -1 na 3 | Ewok (0 punktów) | > Chciałbym poznać przykłady takich korelacji.Proszę.. pierwszy z brzegu przykład ze środka Dekalogu - nie cudzołóż... W ogólnym znaczeniu przecież rozchodzi się o "seksienie" ze stałym/ą partnerką/em. Pomijając możliwe kłótnie ( nad sensem moralnym nie mam zamiaru się rozwodzić) przy rozwiązłym trybie życia prawdopodobieństwo zarażenia się paskudną chorobą weneryczną jest ogromne ( o całym wachlarzu pcheł i innych pasożytów nie wspomnę  W czasach starożytnych i nawet dużo późniejszych ( patrz na Francję z ich powszechnym syfilisem) ludzie nie umieli z tego typu chorobami walczyć, dodam że śmiertelnymi. Nawet dzisiejsze czasy pokazują że tak naprawdę jedynym skutecznym sposobem zachowania zdrowia jest duża doza wstrzemięźliwości, aids nie rozprzestrzenia się drogą kropelkową.... Ta korelacja Cię satysfakcjonuje ???
|
|
| |  | darzec (676 punktów) (zablokowany) |
> Proszę.. pierwszy z brzegu przykład ze środka Dekalogu> - nie cudzołóż...Ha ha pierwszy z brzegu ze środka. Proszę nie obrażaj mojej inteligencji > Ta korelacja Cię satysfakcjonuje ???  Jako jedna z 10, no Ok zgodzę się niechętnie, choć można by polemizować, bo choroby weneryczne istniały przed dekalogiem (patrz Wenera bogoni miłości)Bardzo to naciągane . Proszę o następne 9. Na razie 10 % zgodności. Gdzie pozostałe 90 % ?
|
|
| | |  | darzec (676 punktów) (zablokowany) | >>Proszę.. pierwszy z brzegu przykład ze środka Dekalogu >>- nie cudzołóż... No to moze pierwsze 3 od poczatku
|
|
|  | 7 na 7 | Kolczasta (26 punktów) | > >Człowiek racjonalny zacząłby się zastanawiać z czego wynikają religijne zakazy lub nakazy właśnie z punktu naturalnego rozwoju przyrody. Czy Ci się to podoba czy nie ale nakazy i zakazy religijne wynikają z potrzeby przetrwania gatunku ludzkiego w niejednokrotnie niebezpiecznym otoczeniu naturalnym.> Człowiek racjonalny nie jest utożsamiany z żadną wiarą. Poczytaj co to jest racjonalizm. Weź dekalog proszę i po kolei napisz do każdego z przykazań punkty naturalnego rozwoju przyrody. Proszę Cię o to bo jak nie ogarniam tego. Ni ewidzę, żednego związku.> czy jeszcze mógłbym prosić o rozwinięcie :> "nakazy i zakazy religijne wynikają z potrzeby przetrwania gatunku ludzkiego w niejednokrotnie niebezpiecznym otoczeniu naturalnym"> Chciałbym poznać przykłady takich korelacji.W neuropsychologii i antropologii jest wiele badań opisujących znaczenie religii w ewolucji i neuropsychologii człowieka. Niestety większość z nich pochodzi z peer reviewed articles, czyli specjalistycznych treśći dostępnych przy prenumeracie. Ponieważ są drogie, mają je głównie ośrodki naukowe. Żałuję, że nie mam już dostępu, bo zakończyłam karierę naukową. Takie jak ten: onlinelibr(*)oi/10.1002/evan.10120/abstractTen jest super, mam go jeszcze gdzieś na dysku: link.sprin(*)icle/10.1007/s12110-005-1016-1Oględnie i w skrócie: religia pomaga w tworzeniu wspólnoty. Pomaga w poznawczym dążeniu do spójnośći świata, daje poczucie bezpieczeństwa. Zasady dotyczące wierność zapewniają ochronę przed STD, a dla mężczyzny 'pewność', że dziecko na pewno jest jego. No, nie kradnij pomaga w przetrwaniu społeczeństwa. Suckes ewolucyjny człowieka zależał w dużej mierze od funkcjonowania w grupie. Jak mawiali nasi przodkowie, jednak w kupie siła
|
|
| |  | 1 na 1 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | |
|
| | |  | 1 na 1 |
| | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >Dzięki! Wycinaj niepotrzebne cytowania.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| |  | darzec (676 punktów) (zablokowany) |
> Oględnie i w skrócie: religia pomaga w tworzeniu wspólnoty. Pomaga w poznawczym dążeniu do spójnośći świata, daje poczucie bezpieczeństwa. No, nie kradnij pomaga w przetrwaniu społeczeństwa. Suckes ewolucyjny człowieka zależał w dużej mierze od funkcjonowania w grupie. Jak mawiali nasi przodkowie, jednak w kupie siła > Badania prowadzone przez osoby wierzące będą prowadzone w kierunku wyznawanych poglądów przeprowadzających je i odwrotnie. Będąc osobą niewierzącą, badania dotyczące wiary nie isneresują mnie. Mój umysł nie dopuszcza istnienia żadnego boga. tylu ich było na przełomie kilku tysiącleci. Samo to już wystarczy by niewierzyć. Jeżeli jest jeden, to który ? Która religia jest prawdziwa ? Żadna skoro jest ich tyle, bo jeśli tzw. bóg by istniał to nie pozwoliłby innym religiom rozwijać się. Brak religii też może pomagać w tworzeniu się wspólnoty. Np w państwie bardzo religijnym, niewierzący tworzą wspólnotę ze względu na swe poglądy. Na czym polega poznawcze dążenie do spójności świata, przy takiej wieloreligijności. Przoszę mi wyjaśnić. Na tym, że każda religia ma swoją własną wizję, gdzie tu spójność ? czy może religie mają się zwalczać by zwycięska świat spoiła. To przecież dążenie do wojen religijnych. > Zasady dotyczące wierność zapewniają ochronę przed STD, a dla mężczyzny 'pewność', że dziecko na pewno jest jego.Po co się okłamywać, wiadomo powszewchnie, że to nie prawda. Ile jest spraw o ustalenie ojcostwa ? A może to tylko ateiści je wnoszą ? > No, nie kradnij pomaga w przetrwaniu społeczeństwa.Ha ha. Nie nazwę tego... Ciekaw jestem zdania nieaktywnego naukowca, jak to sie ma do trzech pierwszych przykazań waszej wiary. Pierwsze chyba sa najważniejsze. Nie na darmo pierwsze. > Żałuję, że nie mam już dostępu, bo zakończyłam karierę naukową.Wg powyższego co napisałem, to z pożytkiem dla nauki kariera została zakończona.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Kolczasta (26 punktów) | > >Oględnie i w skrócie: religia pomaga w tworzeniu wspólnoty. Pomaga w poznawczym dążeniu do spójnośći świata, daje poczucie bezpieczeństwa. No, nie kradnij pomaga w przetrwaniu społeczeństwa. Suckes ewolucyjny człowieka zależał w dużej mierze od funkcjonowania w grupie. Jak mawiali nasi przodkowie, jednak w kupie siła > >> Badania prowadzone przez osoby wierzące będą prowadzone w kierunku wyznawanych poglądów przeprowadzających je i odwrotnie.> Będąc osobą niewierzącą, badania dotyczące wiary nie isneresują mnie. Mój umysł nie dopuszcza istnienia żadnego boga. tylu ich było na przełomie kilku tysiącleci. Samo to już wystarczy by niewierzyć. Jeżeli jest jeden, to który ? Która religia jest prawdziwa ? Żadna skoro jest ich tyle, bo jeśli tzw. bóg by istniał to nie pozwoliłby innym religiom rozwijać się.> Brak religii też może pomagać w tworzeniu się wspólnoty. Np w państwie bardzo religijnym, niewierzący tworzą wspólnotę ze względu na swe poglądy.> Na czym polega poznawcze dążenie do spójności świata, przy takiej wieloreligijności. Przoszę mi wyjaśnić. Na tym, że każda religia ma swoją własną wizję, gdzie tu spójność ? czy może religie mają się zwalczać by zwycięska świat spoiła. To przecież dążenie do wojen religijnych.> >Zasady dotyczące wierność zapewniają ochronę przed STD, a dla mężczyzny 'pewność', że dziecko na pewno jest jego.> Po co się okłamywać, wiadomo powszewchnie, że to nie prawda. Ile jest spraw o ustalenie ojcostwa ? A może to tylko ateiści je wnoszą ?> >No, nie kradnij pomaga w przetrwaniu społeczeństwa.> Ha ha. Nie nazwę tego...> Ciekaw jestem zdania nieaktywnego naukowca, jak to sie ma do trzech pierwszych przykazań waszej wiary. Pierwsze chyba sa najważniejsze. Nie na darmo pierwsze.> > Żałuję, że nie mam już dostępu, bo zakończyłam karierę naukową.> Wg powyższego co napisałem, to z pożytkiem dla nauki kariera została zakończona.Skąd ta wrogość? By poczuć się lepiej ? Myślałam, że to portal dla ludzi dojrzałych. Prowadzących dyskusje, a nie personalne wycieczki. Czy chcesz, czy nie wiara częścią ewolucji człowieka. Inaczej nie byłaby tak powszechna. Przez wiarę rozumiem także wartości. Filozofię. Tak, ateizm jest wiarą w porządek świata. Jest wiarą, że bogow nie ma. Zapraszam do lektury podręcznika akademickiego psychologii poznawczej.Zwłaszcza kawałka o dysonansie poznawczym I potrzebie spójności. Na marginesie' jestem agnostykiem, ale szanuję potrzeby innych.
|
|
| | | |  | 1 na 1 darzec (676 punktów) (zablokowany) |
>Skąd ta wrogość? Skąd taki wniosek ? By poczuć się lepiej ? Nie. Myślałam, że to portal dla ludzi dojrzałych.
Róznych można tutaj spotkać.
>Czy chcesz, czy nie wiara częścią ewolucji człowieka.
Na początku nie było wiary z wiadomych przyczyn, potem była i to powszechna też z wiadomych (za niewiarę lub za inną wiarę karano śmiercią), teraz wiara i niewiara współegzystują, z tym że niewiara na taka skalę jest czymś nowym. Czyżby to najwyższy jak do tej pory poziom ewolucji ? >Przez wiarę rozumiem także wartości.
Bez wiary, żadne wartości nie mogą istnieć ?
>Zapraszam do lektury podręcznika akademickiego psychologii poznawczej.Zwłaszcza kawałka o dysonansie poznawczym i potrzebie spójności. Bez wiary spójność też może istnieć. Nie potrzeba do tego żadnych podręczników.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Kolczasta (26 punktów) | >>Skąd ta wrogość? >Skąd taki wniosek ? >By poczuć się lepiej ? >Nie. >Myślałam, że to portal dla ludzi dojrzałych. >Róznych można tutaj spotkać. >>Czy chcesz, czy nie wiara częścią ewolucji człowieka. >Na początku nie było wiary z wiadomych przyczyn, potem była i to powszechna też z wiadomych (za niewiarę lub za inną wiarę karano śmiercią), teraz wiara i niewiara współegzystują, z tym że niewiara na taka skalę jest czymś nowym. Czyżby to najwyższy jak do tej pory poziom ewolucji ? >>Przez wiarę rozumiem także wartości. >Bez wiary, żadne wartości nie mogą istnieć ? >>Zapraszam do lektury podręcznika akademickiego psychologii poznawczej.Zwłaszcza kawałka o dysonansie poznawczym i potrzebie spójności. >Bez wiary spójność też może istnieć. Nie potrzeba do tego żadnych podręczników. > Nie wiem, co było na początku. Nic nie mamy opròcz figurek, malowideł I... rytuałow pogrzebowych. Napiszę raz jeszcze: wartości, religia, światopogląd to wszystko jest złożone z rytułałòw. Jak byliśmy jaskiniowcami wystarczał bog grzmot, potem bardziej złożone formy wierzeń. Czy teraz potrzebujemy zaśniedziałego testamentu ? Moze niektòrzy. Ja nie, ale lubię wierzyć w sokratejskie wiem, że nic nie wiem.Jak w jakims kraju nie ma czegoś podobnego religii to jest kult wodza, partii itp. Lubimy porządkować ŝwiat. Może dla odmiany ty zająłbyś sié pracà naukowo w dziedzinie humanistycznej. Otwiera umysł.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | szarley (54913 punktów) | > Skąd ta wrogość?Z pychy. Jednych ateizm prowadzi do racjonalizmu innych do wiary w swoją lepszość Cytat: > Żałuję, że nie mam już dostępu, bo zakończyłam karierę naukową. Wg powyższego co napisałem, to z pożytkiem dla nauki kariera została zakończona.
Żeby, zupełnie Cię nie znając oceniać Twoją naukową pracę, trzeba mieć wielką WIARĘ we własny dar jasnowidzenia. (ten sam bytownik, zarzucił mi kiedyś, że ograniczam się literatury w jednym tylko języku - też w to WIERZY) NA pociechę dodam, że większość tu, zgodnie z Twoimi oczekiwaniami to ludzie dojrzali i, choć o wiele trudniej niż kilka lat temu, można jednak porozmawiać kulturalnie na interesujące tematy Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Marian Forewa (906 punktów) | >>Skąd ta wrogość? >Z pychy. Jednych ateizm prowadzi do racjonalizmu innych do wiary w swoją lepszość
Fałszywa alternatywa. Wiara w swoją lepszość bywa racjonalnie uzasadniona.
Że posłużę się trywialnym przykładem, zawodowi biegacze całkiem racjonalnie wierzą, że są lepsi w bieganiu od kanapowych pożeraczy czipsów.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >>>Skąd ta wrogość? >>Z pychy. Jednych ateizm prowadzi do racjonalizmu innych do wiary w swoją lepszość >Fałszywa alternatywa. Wiara w swoją lepszość bywa racjonalnie uzasadniona. >Że posłużę się trywialnym przykładem, zawodowi biegacze całkiem racjonalnie wierzą, że są lepsi w bieganiu od kanapowych pożeraczy czipsów.
Bywa nie znaczy, że jest. Zawodowi biegacze poradzą udowodnić swoją lepszość (w bieganiu).
Ktoś, kto uważa, że lepiej ode mnie zna obce języki powinien przedstawić jakieś uzasadnienie. Ateism nie jest żadnym.
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Bywa nie znaczy, że jest. >Zawodowi biegacze poradzą udowodnić swoją lepszość (w bieganiu). >Ktoś, kto uważa, że lepiej ode mnie zna obce języki powinien przedstawić jakieś uzasadnienie. Ateism nie jest żadnym.
Ale jeśli mówimy o racjonalnym myśleniu to ateizm jest jedynym wyjściem. Nie chodzi tu o to, że jako ateista czuję się lepszy. Uważam, że to ateizm jest lepszy niż jakikolwiek teizm. Z wyznawcami bywa różnie, piszmy może o ideach. I nie mam na myśli samego ateizmu, bo to tak jak pisałem spłycanie sprawy. Chodzi o racjonalizm, z którego wynika ateizm vs wiara w urojenia bez podstaw i weryfikacji czyli irracjonalizm - sposób myślenia podważający wartość myślenia. Bez racjonalizmu to ja sobie mogę wprowadzić swoje emocjonalne aprioryczne zasady, które są bardzo złe i niekorzystne dla ludzi i każdy może to zanegować swoim nic nie wartym potokiem słów, bądź krótkim stwierdzeniem. I nie można być trochę w ciąży - albo jest się racjonalistą, albo nie. Racjonalista niekoniecznie musi wiedzieć jaka jest prawda, ale wie, że inni jej nie mówią gdy wierzą i kłamią.
No więc wytłumacz mi co usprawiedliwia wiarę? Jest choć jeden powód? Bo ja widzę tylko ten sam, który usprawiedliwia no psychopatów i uzależnionych - nikt nie wybrał sobie cech i genów, każdy jest jaki stał się poprzez przyczyny niezależne od niego.
|
|
| | | | | | | |  | | szarley (54913 punktów) | >>Bywa nie znaczy, że jest. >>Zawodowi biegacze poradzą udowodnić swoją lepszość (w bieganiu). >>Ktoś, kto uważa, że lepiej ode mnie zna obce języki powinien przedstawić jakieś uzasadnienie. Ateism nie jest żadnym. >Ale jeśli mówimy o racjonalnym myśleniu to ateizm jest jedynym wyjściem. Już napisałem, religijna wiara oddala od racjonalizmu, ale ateizm nie gwarantuje racjonalizmu. Rzecz dotyczyła znajomości obcych języków i zupełnie nieuprawnionej oceny pracy naukowej Kolczastej. Niestety bytownik, który takie oceny wystawiał ( i kilka innych nieuzasadnionych) został zbanowan, przez co nie chciałbym poruszać dalej tematu pod jego nieprzytomność.
>Nie chodzi tu o to, że jako ateista czuję się lepszy. Uważam, że to ateizm jest lepszy niż jakikolwiek teizm. Twoje prawo. Ja takich ocen nie feruję. Niemniej to Twoje przekonanie jest bliższe rydzykowemu. On też twierdzi, że jego światopogląd jest lepszy.
>I nie można być trochę w ciąży - albo jest się racjonalistą, albo nie. Świat nie jest czarno - biały. Światopogląd to nie jest ciąża. Najbliższy racjonalizmowi jest człowiek, który ze sceptycyzmem traktuje nawet... własną zdolność do racjonalizmu.
Łysenko nie wierzył w żadnych bogów, a bliżej racjonalizmu był zakonnik Mendel.
>Racjonalista niekoniecznie musi wiedzieć jaka jest prawda, ale wie, że inni jej nie mówią gdy wierzą i kłamią. Stawiasz chochoła.
>No więc wytłumacz mi co usprawiedliwia wiarę? Nie wytłumaczę, mam zbyt wiele wątpliwości
>Bo ja widzę tylko ten sam, który usprawiedliwia no psychopatów i uzależnionych - Znów chochoł. Kiedyś Jan własnowolny udowadniał, że tylko katolik może być pedofilem
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Ale jeśli mówimy o racjonalnym myśleniu to ateizm jest jedynym wyjściem.> Już napisałem, religijna wiara oddala od racjonalizmu, ale ateizm nie gwarantuje racjonalizmu.Tak, wiem i się zgadzam. Tylko, że ateizm może iść w parze z racjonalizmem, a może nie iść, a wiara religijna zawsze jest przeciwieństwem racjonalizmu. > Rzecz dotyczyła znajomości obcych języków i zupełnie nieuprawnionej oceny pracy naukowej Kolczastej. Niestety bytownik, który takie oceny wystawiał ( i kilka innych nieuzasadnionych) został zbanowan, przez co nie chciałbym poruszać dalej tematu pod jego nieprzytomność.Ten wątek był wcześniej i nie na to odpowiadałem. > >Nie chodzi tu o to, że jako ateista czuję się lepszy. Uważam, że to ateizm jest lepszy niż jakikolwiek teizm.> Twoje prawo. Ja takich ocen nie feruję. Niemniej to Twoje przekonanie jest bliższe rydzykowemu. On też twierdzi, że jego światopogląd jest lepszy.A Korwin mówi, że Hitler budował autostrady i organizował paraolimpiady. Zastosowałeś teraz identyczną manipulację. A może po prostu jakiś światopogląd faktycznie jest lepszy? Albo inaczej, może pewne światopoglądy ewidentnie są złe, albo głupie? Uważasz, że porshe carrera jest lepsze od seicento? To uważaj, bo blisko Ci do Rydzyka z tym przekonaniem, że masz pod tym względem rację  Szarley, po co Ty tak manipulujesz? Dyskusja o Pinochecie, w której miałeś rację też zawierała tego typu manipulacje z Twojej strony i to dawało mi wtedy złudne przekonanie, że mam rację i powodowało, że się na Ciebie denerwowałem. Ten kto manipuluje niejako sam się skreśla. > >I nie można być trochę w ciąży - albo jest się racjonalistą, albo nie.> Świat nie jest czarno - biały. Światopogląd to nie jest ciąża.A mi ciąży to, że ludzie głoszą poglądy, których nie są w stanie sami zweryfikować. Tym jest właśnie wiara religijna i jest to synonim kłamstwa, a ten kto wierzy doznaje łaski zakłamania. > Najbliższy racjonalizmowi jest człowiek, który ze sceptycyzmem traktuje nawet... własną zdolność do racjonalizmu.Zgadza się. Racjonalizm wyklucza jakąkolwiek wiarę rozumianą jako niepodważalne przekonanie. > Łysenko nie wierzył w żadnych bogów, a bliżej racjonalizmu był zakonnik Mendel.Czyli obaj byli daleko od racjonalizmu. > >Racjonalista niekoniecznie musi wiedzieć jaka jest prawda, ale wie, że inni jej nie mówią gdy wierzą i kłamią.> Stawiasz chochoła.Wykaż mi to, bo ja się nie zgadzam i nie wiem na jakiej podstawie tak sądzisz. > >No więc wytłumacz mi co usprawiedliwia wiarę?> Nie wytłumaczę, mam zbyt wiele wątpliwościJa mam bardzo dużo wątpliwości co do różnych rzeczy, ale wiem, że nie znam niczego co mogłoby usprawiedliwiać wiarę religijną poza tym, że nikt nie ma wpływu na to jaki jest. > >Bo ja widzę tylko ten sam, który usprawiedliwia no psychopatów i uzależnionych -> Znów chochoł. Kiedyś Jan własnowolny udowadniał, że tylko katolik może być pedofilemNiema tu analogii, ani chochoła. Są rzeczy, których nic nie usprawiedliwia. Wtedy właśnie jedynym usprawiedliwieniem jest to, że ktoś kto tak czyni nie ma wpływu na swoje zachowanie. Po prostu jest tak ukształtowanym przez naturę zwierzęciem i nie można winić chomika za to, że jest gryzoniem. Tylko na tej zasadzie usprawiedliwione są uzależnienia, psychopatia czy wiara religijna. Dla odmiany przykładowo zabójstwo w obronie własnej ma normalne usprawiedliwienie.
|
|
| |  | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >religia pomaga w tworzeniu wspólnoty.
Jakiej wspólnoty? Parafialnej?
>Pomaga w poznawczym dążeniu do spójnośći świata,
Spójność za cenę fałszu?
>daje poczucie bezpieczeństwa.
Tylko poczucie.
>nie kradnij pomaga w przetrwaniu społeczeństwa.
Tak jak "kradnij" pomaga przetrwać policji i prokuraturze.
>Suckes ewolucyjny człowieka zależał w dużej mierze od funkcjonowania w grupie.
Sukces ewolucyjny? A wymoczki są ewolucyjnymi pechowcami?
>w kupie siła.
Po kupie jest czas na papier toaletowy.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Oględnie i w skrócie: religia pomaga w tworzeniu wspólnoty.Albo na odwrót. Gdyby nie było religii odpadłby jeden z powodów żeby nienawidzić innych. Argument nietrafiony. > Pomaga w poznawczym dążeniu do spójnośći świata,Oddala od prawdy i instaluje dogmaty oderwane od rzeczywistości. Narzuca ludziom (tępej masie czyli "wspólnocie") sposób myślenia, relatywizuje to co wynika z logiki i badań, poprzez zrównywanie tego z wymysłami nawiedzonych kapłanów. > daje poczucie bezpieczeństwa.To wynika z tego, że trzeba je tym ludziom odebrać. Prawda jest ważniejsza, a poczucie bezpieczeństwa dają też narkotyki i jest to z reguły negatywne zjawisko. Poza tym religia może dawać coś odwrotnego: poczucie, że jakaś bozia może skazać kogoś na piekło za to, że źle go stworzyła. Dochodzi do tego wiara w wolną wolę, która odczłowiecza, odbiera empatię, niszczy relacje, a nerwica eklezjogenna raczej nie wiąże się z poczuciem bezpieczeństwa. > Zasady dotyczące wierność zapewniają ochronę przed STD, a dla mężczyzny 'pewność', że dziecko na pewno jest jego.Nieprawda. Te zasady wprowadzają jedynie fałsz do relacji, odbierając im wartość. Nie chciałbym żony, która byłaby ze mną tylko dlatego, że wierzy, że Bóg tak nakazał i pójdzie do piekła jak mnie zdradzi. > No, nie kradnij pomaga w przetrwaniu społeczeństwa."nie kradnij" to nie religia, tylko jedna z podstawowych społecznych zasad, którą religia sobie chamsko uzurpuje. > Suckes ewolucyjny człowieka zależał w dużej mierze od funkcjonowania w grupie. Jak mawiali nasi przodkowie, jednak w kupie siła A ja spuszczam wodę.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Kolczasta (26 punktów) | Chyba jeszcze raz muszę podkreślić, że ja nie mòwię tylko o chrześcijaństwie obecnie. Przedstawiam tylko antropologię I punkt widzenia psychologii ewolucyjnej do czego prymitywne spoleczności używały religii. W dobie wymiany informacji I rozwoju kulturowego możemy racjonalnie I sceptycznie podchodzić do religii jako takiej. W tym momencie sami regulujemy sobie zachowania zgodne z poglądami. Chciej lub nie ateizm jest formą wiary(wierzysz, że bogòw nie ma. Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem braku. Pierwsza zasad badan naukowych.)I na nim budujesz swòj system poznawczy. Swoisty szkielet reguł jakimi rządzi się świat. Niestety najpierw jesteśmy homo a dopiero pòźniej sapiens.
Skoro religia przetrwala tyle to do czegoś służyła. Co nie znaczy, że potrzebujemy magicznego myślenia teraz. >
|
|
| | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Chyba jeszcze raz muszę podkreślić, że ja nie mòwię tylko o chrześcijaństwie obecnie. Przedstawiam tylko antropologię I punkt widzenia psychologii ewolucyjnej do czego prymitywne spoleczności używały religii.
Ja też nie mówię tylko o chrześcijaństwie, tylko o każdej religii. Zasada jest prosta - albo coś wiemy i o tym mówimy, albo nie wiemy i wtedy o tym nie mówimy inaczej niż jak o hipotezach, które roboczo trzeba potraktować jako nieprawdę. Religia to tombak podszywający się pod prawdę. To rak umysłu. To brak negacji. To przewaga emocji nad logiką.
>W dobie wymiany informacji I rozwoju kulturowego możemy racjonalnie I sceptycznie podchodzić do religii jako takiej. W tym momencie sami regulujemy sobie zachowania zgodne z poglądami.
No więc przede wszystkim mówimy chyba o dezinformacji, bo to jest właśnie jej doba. Rozwój kulturowy? Ja widzę spory regres w wielu dziedzinach, progres w innych, ale nie stawiałbym tak odważnej tezy, że to ogólnie rozwój. Poglądy są kształtowane przez speców, manipulatorów i przez powielanie się przypadkowych memów, więc też ciężko mówić o tym, że sami coś kształtujemy.
>Chciej lub nie ateizm jest formą wiary(wierzysz, że bogòw nie ma. Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem braku. Pierwsza zasad badan naukowych.)I na nim budujesz swòj system poznawczy. Swoisty szkielet reguł jakimi rządzi się świat. Niestety najpierw jesteśmy homo a dopiero pòźniej sapiens.
Bzdura do kwadratu. Ateizm wynikający z racjonalizmu to przeciwieństwo wiary. Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem braku, podobnie jak brak dowodu na nie istnienie nie jest dowodem istnienia. Takie zdania są puste i nie polecam ich używać. To manowce. Prawidłowo należy to rozpatrywać tak, że racjonalista: - opiera się na badaniach i doświadczeniach - odrzuca a priori teorie nie do zweryfikowania (bardzo ważny punkt służący zdrowiu psychicznemu) - ma w głowie hierarchię przekonań, tzn czegoś jest bardziej pewien, czegoś mniej, a inne rzeczy pozostawia jako hipotezy. Prawidłowo jest nie wierzyć jeśli mowa o religii i Bogu. Dla racjonalisty hipoteza o istnieniu Boga jest niemożliwa do zweryfikowania, ale istnieje szereg mocnych przesłanek, że coś takiego nie mogłoby istnieć. Najważniejsze jednak jest to, że wiemy, iż ludzie mówiący o Bogu nie mają prawa nic o tym wiedzieć, czyli kłamią.
Niczego nie buduję na ateizmie, bo ateizm to tylko brak przyjęcia poglądów teistycznych.
>Skoro religia przetrwala tyle to do czegoś służyła. Co nie znaczy, że potrzebujemy magicznego myślenia teraz. >>
Służyła do prania mózgu ludziom. Manipulacje, oszustwa, egoizm, podstępne działanie to przecież często skutki uboczne inteligencji. Różne genetyczne choroby też przetrwały.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Kolczasta (26 punktów) | Choroby genetyczne to 2%populacji. Religia powstała w każdym społeczeňstwie. Po co ? Już neandtertalczyk chował swoich bliskich. Po co ? Tylko by pra¢ mòzg? Racjonalista to osoba, ktòra dopuszcza, że może się mylić. Wojujący ateista tak samo operuje dogmatami jak I religijny fanatyk. Tak jest I kto nie podziela mojego zdania musi by¢ omamiony.
Myślę, że z mojej strony to wszystko w temacie. Pozdrawiam ciepło! >
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Choroby genetyczne to 2%populacji. Religia powstała w każdym społeczeňstwie. Po co ? Już neandtertalczyk chował swoich bliskich. Po co ? Tylko by pra¢ mòzg?
I myślisz, że jak zadasz pytanie "po co?" to ono jest prawidłowo zadane i ma odpowiedź? Raczej po nic, tylko po prostu nie był to błąd, który uniemożliwia przetrwanie. Może taka pierwotna wiara wynika po prostu z prymitywizmu, a sprytni manipulatorzy potem to wykorzystali.
>Racjonalista to osoba, ktòra dopuszcza, że może się mylić.
Tak, ale to nie znaczy, że ma nic nie mówić. Są sprawy, w których ma się pewność i one zazwyczaj dotyczą krytyki poglądów innych ludzi. Tych, którzy kłamią, albo sobie przeczą.
>Wojujący ateista tak samo operuje dogmatami jak I religijny fanatyk. Tak jest I kto nie podziela mojego zdania musi by¢ omamiony.
Niekoniecznie. Są dogmatyczni ateiści i są ateiści, którzy nie operują dogmatami, bo opierają swój ateizm na racjonalizmie, negacji.
Popatrz na taką sytuację:
Jurek mówi, że na stole leży butelka X, która jest zielona. Butelka X jest także niebieska, ale jednokolorowa i niewidzialna. Ma okrągłe kanty i choć jest nieprzepuszczalna, to przecieka. Non stop leje się z niej ciecz, choć butelka pomieści tylko 400 ml.
Artur mówi, że to nieprawda.
Jurek mówi "Ty Artur, jesteś wojującym antybutelkowcem, też jesteś dogmatykiem, a poza tym nie udowodnisz mi, że taka szklanka nie istnieje".
Widzisz już do czego zmierzam? Byle gówniany pogląd nie może być postawiony obok tego co ma realną wartość i zrównany za pomocą argumentum ad ignorantiam.
>Myślę, że z mojej strony to wszystko w temacie. Pozdrawiam ciepło! >>
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Już neandtertalczyk chował swoich bliskich. Po co ?
Pochówek to kwestia powonienia i higieny. Natomiast idee i ideologie pochówku - neandertalskie, buddyjskie czy chrześcijańskie - kreuje sobie wyobraźnia, zwykle kierując się zasadą jakiejś przyjemności.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | 8 na 8 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | >ateizm jest wiarą w porządek świata. Jest wiarą, że bogow nie ma... (K) > Chciej lub nie ateizm jest formą wiary (wierzysz, że bogów nie ma. (K)"Chciej lub nie", poruszone przez Ciebie zagadnienie jest dużo bardziej złożone i wieloaspektowe, niż to sugerujesz.Podany przez Ciebie lakoniczny opis: > ateizm jest formą wiary (wierzysz, że bogów nie ma...przypomina mi drugą część pierwszego zdania definicji zaproponowanej przez Blackburna: Cytat: " atheismEither the lack of belief that there exists a god, or the belief that there exists none." Simon Blackburn, The Oxford Dictionary of Philosophy, Oxford 2016, s. 35. (Wytłuszczenie moje - Q) Definicja ta jest jak najbardziej sensowna, ponieważ w pierwszej kolejności odnosi się do "the lack of belief that there exists a god" (braku wiary w istnienie boga), a brak wiary nie jest wszak "wiarą" czy "formą wiary" (jak to zasugerowałaś), podobnie jak brak wiedzy nie jest formą wiedzy, a brak szacunku nie jest formą szacunku. Pierwsza część definicji Blackburna może się zatem odnosić do ateizmu opartego na przesłankach nieopartych na wierze, ponieważ brak wiary rozumianej jako "przeświadczenie, że istnieją istoty lub zjawiska nadprzyrodzone" może (choć nie musi) oznaczać odrzucenie bezkrytycznego podejścia do rzeczywistości i zastąpienie go podejściem rozumowym (naukowym). Druga część definicji "the belief that there exists none" mówi o wierze jako o podstawie ateizmu, który w takiej formie, oczywiście, nie różni się od wiary religijnej. Oznacza to, że ateizm może mieć zarówno podstawy niezwiązane z wiarą (a zatem albo związane z inną wiarą, albo racjonalne, czyli właściwe jednostkom mającym krytyczny stosunek do rzeczywistości), jak i związane z wiarą w nieistnienie bogów (a więc nieracjonalne, bezkrytyczne). W rozważaniach nad ateizmem warto zauważyć, że termin ten bywał definiowany na różne sposoby i że powyższa definicja jest tylko jedną z wielu. Dla odmiany przytoczę inną: Cytat: "ateizm, światopogląd negujący istnienie Boga (bogów), niewiara religijna, indyferentyzm religijny. [...] W aspekcie religioznawczym ateizm jest przede wszystkim brakiem religii i religijności, a zwłaszcza brakiem wiary w Boga osobowego jako stwórcy Kosmosu i człowieka."
"Nowa encyklopedia powszechna PWN", tom 1, Warszawa 1995. Powyższa definicja mówi o zanegowaniu istnienia bogów i niewierze religijnej (a niewiara wszak nie musi być formą wiary), w aspekcie religioznawczym zaś o braku wiary, jest zatem odmienna od Twojej propozycji. Jeszcze inną propozycję, tym razem bardzo odległą od twojej, zawiera poniższa definicja: Cytat: "ateizm - dosłownie: nie-teizm. Jeśli więc przez teizm rozumie się każdy taki pogląd, w którym pojęcie bóstwa odgrywa szczególnie doniosą rolę, to przez ateizm należy rozumieć takie poglądy, które się bez tego pojęcia obywają. Ten brak pojęcia bóstwa może mieć charakter pierwotny, związany z genetyczną niezależnością danych poglądów od wierzeń religijnych, albo też może być rezultatem negacji teizmu a więc wynikać z krytycznego przezwyciężenia i odrzucenia wszelkich wierzeń religijnych."
Andrzej Nowicki, 'Ateizm', w: Leksykon religioznawczy, Warszawa 1988. Definicji ateizmu można by przytoczyć jeszcze wiele. Jedne z nich można krytykować, inne przyjąć z zastrzeżeniami, ale zdecydowanie nie wypada kwitować złożonego zagadnienia, dla którego nie ma jednej powszechnie przyjętej definicji, strzępem informacji w rodzaju: > ateizm jest formą wiary (wierzysz, że bogów nie ma...bo na podobnej zasadzie można by napisać, że ludzie są religijni ze strachu, co w odniesieniu do niektórych może być prawdą, ale raczej nie do wszystkich, i z pewnością nie stanowi rzetelnego opisu przyczyn religijności. > (wierzysz, że bogów nie ma. Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem braku. Pierwsza zasad badan naukowych.)Dziwi mnie, że osoba deklarująca: >zakończyłam karierę naukowąpisze rzeczy, z których wynika, iż nie ma ona świadomości, że dowody naukowe odnoszą się jedynie do tego, co weryfikowalne i falsyfikowane, a zatem nie do bogów i innych bytów nadprzyrodzonych (bo te nie spełniają tych kryteriów), przez co żonglerka parą słów "brak dowodu" i "dowód braku" jest w tym wypadku nadużyciem.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jużnieborek (579 punktów) | Bez znaczenia jest to, czy ateizm jest "brakiem wiary w istnienie" czy "wiarą w nieistnienie" (to kwestia bardzo delikatna i jeśli w ogóle do ugryzienia, to chyba tylko od strony semantyki i psychologii), istotne jest tylko to, że w każdym przypadku odnosi się do pojęcia "wiary" i to właśnie jest tu kluczowe. Teizm i ateizm odnoszą się do tego samego pojęcia, które je definiuje; są dokładnie w tym samym stopniu prawdopodobne co nieprawdopodobne; ateizm nie jest ani o milimetr bliższy racjonalizmowi niż teizm - i odwrotnie.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | >Bez znaczenia jest to, czy ateizm jest "brakiem wiary w istnienie" czy "wiarą w nieistnienie" Twoja wypowiedź opiera się na błędnym rozumowaniu! Na czym polega zasadnicza różnica między tymi dwoma sformułowaniami, wyjaśniłem (z przykładami) w moim poprzednim poście. Najwyraźniej tego nie zrozumiałeś, ponieważ odniosłeś się do fragmentu mojej wypowiedzi traktującego o definicji Blackburna, zupełnie pomijając przytoczone tam argumenty. Nie musisz się z nimi zgadzać, możesz spróbować je obalić, ale ich ignorowanie - skoro już zdecydowałeś się ustosunkować do tej partii mojego tekstu - jest niezrozumiałe. Dla ułatwienia Ci ewentualnego przeanalizowania mojego tekstu i Twojej nań odpowiedzi powtarzam, że brak wiary nie jest tożsamy z wiarą (i nie ma znaczenia, co jest obiektem tej wiary), jak to zasugerowałeś w zdaniu zacytowanym nad moją wypowiedzią. Moje stwierdzenie wynika z tego, że brak czegoś nie jest tożsamy z tym czymś. Spróbuj te dwa sformułowania, co do których twierdzisz, że różnica między nimi jest bez znaczenia, zastąpić sformułowaniami neutralnymi światopoglądowo, a być może się przekonasz, że się mylisz. Oto moja podpowiedź: Czy brak umiejętności pisania jest umiejętnością niepisania? Czy brak wiary w powodzenie jest wiarą w niepowodzenie?
Do dalszej części Twojej wypowiedzi nie będę się odnosił, ponieważ jest ona następstwem omówionego wyżej błędu w rozumowaniu.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Jużnieborek (579 punktów) | Nie odnosiłem się do tej części Twojej wypowiedzi, w której polemizujesz z Kolczastą i nie ma tu błędu w rozumowaniu ponieważ ja wcale nie stwierdziłem, że te dwa ujęcia ateizmu są tożsame, co chyba sugerujesz, a jedynie, że oba prowadzą do takich samych konsekwencji: uznania ateizmu za nieracjonalny. I musi być nieracjonalny, ponieważ wydaje sąd na temat tego, co nie jest "weryfikowalne i falsyfikowane".
Po drugie, traktujesz sformułowania "brak wiary w..." i "wiarę w nieistnienie" rozłącznie - i dobrze; to pierwsze jest jak najbardziej godne praktykowania. Tyle, że w ateizmie są one nierozłączne. Można być człowiekiem pozbawionym wiary, człowiekiem pozbawionym skłonności do percepcji rzeczywistości poprzez wiarę (nie tylko w sferze religijnej) i na tym poprzestać - ateista idzie o krok dalej, ponieważ stwierdza: Boga (czy czego tam) nie ma.
W tym sensie ateista jest bliższy wierzącemu niż nie-wierzący.
|
|
| | | | | | | |  | 9 na 9 | Drobner (19539 punktów) | >... ateista idzie o krok dalej, ponieważ stwierdza: Boga (czy czego tam) nie ma. >W tym sensie ateista jest bliższy wierzącemu niż nie-wierzący.
#1 a) A akrasnoludzista, stwierdzający, że krasnoludków nie ma, jest bliższy krasnoludziście niż nie-krasnoludziście?
b) A chrześcijanin, nie wierzący w Zeusa, to bliższy jest poganinowi wierzącemu w tego Zeusa, czy np. Indianinowi wierzącemu w Manitu?
#2 Czy nie zbieranie znaczków pocztowych to też hobby?
#3 >... ateista idzie o krok dalej, ponieważ stwierdza: Boga (czy czego tam) nie ma.
Nie. Ateista idzie o krok dalej, ponieważ stwierdza: teista gada niesprawdzalne bzdury i posługuje się słowami, których sam nie rozumie (np. "bóg" - słowo bez definicji, wyraz bez określonego desygnatu). Tylko tyle. (P. krasnoludy.)
Drobner, afilatelista
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | > >... ateista idzie o krok dalej, ponieważ stwierdza: Boga (czy czego tam) nie ma.> >W tym sensie ateista jest bliższy wierzącemu niż nie-wierzący.> #1> a) A akrasnoludzista, stwierdzający, że krasnoludków nie ma, jest bliższy krasnoludziście niż nie-krasnoludziście?> b) A chrześcijanin, nie wierzący w Zeusa, to bliższy jest poganinowi wierzącemu w tego Zeusa, czy np. Indianinowi wierzącemu w Manitu?> #2> Czy nie zbieranie znaczków pocztowych to też hobby?> #3> >... ateista idzie o krok dalej, ponieważ stwierdza: Boga (czy czego tam) nie ma.> Nie. Ateista idzie o krok dalej, ponieważ stwierdza: teista gada niesprawdzalne bzdury i posługuje się słowami, których sam nie rozumie (np. "bóg" - słowo bez definicji, wyraz bez określonego desygnatu).> Tylko tyle.> (P. krasnoludy.)> Drobner, afilatelista> 
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 3 | Jużnieborek (579 punktów) | >Nie. Ateista idzie o krok dalej, ponieważ stwierdza: teista gada niesprawdzalne bzdury i posługuje się słowami, których sam nie rozumie (np. "bóg" - słowo bez definicji, wyraz bez określonego desygnatu).
Nie, to twierdzi co najwyżej ignostyk, na przykład. Agnostyk twierdzi coś całkiem innego, popełniając zresztą ten sam błąd o którym piszesz powyżej.
Pozostałych pseudoargumentów powtarzanych przy każdej okazji jak mantra nawet nie będę komentował.
Radzę mniej pisać, więcej czytać; odsyłam do podstawowych artykułów "Racjonalisty", których tutejsi "racjonaliści" chyba nie znają.
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Drobner (19539 punktów) | >> Ateista >Nie, to twierdzi co najwyżej ignostyk, na przykład. Agnostyk twierdzi coś całkiem innego...
A powstawiaj sobie jeszcze ze sto różnych 'mundrych' słów. Błyśniesz erudycją, przynajmniej. Błyśnij... myślą...
>Radzę mniej pisać, więcej czytać; odsyłam do podstawowych artykułów "Racjonalisty", których tutejsi "racjonaliści" chyba nie znają.
W takich przypadkach nieodmiennie odsyłam do epistemologii. Pewnie znasz takie słowo. A może nawet i jego desygnat.
Tam znajdziesz wszystko o statusie "boga" i nie tylko. Tudzież o statusie "teizmu" i ateizmu (tzn. o bzdurach oraz normalności).
O metodologii (a tym bardziej o fizyce) - nie wspomnę.
Drobner, afantasta
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jużnieborek (579 punktów) | >>> Ateista>Nie, to twierdzi co najwyżej ignostyk, na przykład. Agnostyk twierdzi coś całkiem innego... >A powstawiaj sobie jeszcze
Dopiero teraz zauważyłem, miało być: "Ateista twierdzi coś całkiem innego"
To tyle.
|
|
| | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Nie, to twierdzi co najwyżej ignostyk, na przykład.
Ignostycyzm to jedna z form ateizmu.
>Agnostyk twierdzi coś całkiem innego, popełniając zresztą ten sam błąd o którym piszesz powyżej.
Agnostycyzm to argumentum ad ignorantiam.
Teizm to wiara oparta na ad ignorantiam i mechanizmie paranoi "skoro nie umiem tego obalić to może to prawda".
Ateizm wynikający z racjonalizmu to odrzucenie tego s**tu, a istnieje jeszcze ateizm życzeniowy "nie chcę żeby Bóg istniał, więc go nie ma".
Taki pluralizm światopoglądowy wcale nie świadczy o różnorodności, bo w większości to jedno proste zjawisko - głupota.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jużnieborek (579 punktów) |
>>Agnostyk twierdzi coś całkiem innego, popełniając zresztą ten sam błąd o którym piszesz powyżej.
Zob. post wyżej, dopiero w Twoim wpisie zauważyłem swoją pomyłkę.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | > Nie odnosiłem się do tej części Twojej wypowiedzi, w której polemizujesz z KolczastąDziwne to stwierdzenie, zwłaszcza że cała moja wypowiedź była polemiką z poglądami Kolczastej, a poza tym w swojej odpowiedzi na mój post napisałeś: > Bez znaczenia jest to, czy ateizm jest "brakiem wiary w istnienie" czy "wiarą w nieistnienie"a właśnie kwestię tej opozycji omawiałem tylko we fragmencie odnoszącym się do definicji Blackburna, z czego jednak wynika, że chyba nie bardzo wiedziałeś, do czego się odnosisz, ale mniejsza o to. > i nie ma tu błędu w rozumowaniu ponieważ ja wcale nie stwierdziłem, że te dwa ujęcia ateizmu są tożsame, co chyba sugerujesz,Napisałeś: > Bez znaczenia jest to, czy ateizm jest "brakiem wiary w istnienie" czy "wiarą w nieistnienie"po czym dodałeś: > istotne jest tylko to, że w każdym przypadku odnosi się do pojęcia "wiary" i to właśnie jest tu kluczowe.To, że dwa stanowiska odnoszą się do tego samego pojęcia (w tym wypadku "wiary"), samo w sobie nie oznacza, że są tożsame. Gdy jednak wychodząc z takich dwóch stanowisk - z których jedno dopuszcza podejście wynikające z przesłanek nieopartych na wierze ("brak wiary w istnienie"), drugie zaś mówi o podejściu wynikającym z przesłanek opartych na wierze ("wiara w nieistnienie") - dochodzisz do wniosku, że kluczowe jest to, do czego one się odnoszą (a nie to, w jaki sposób to czynią), i "że oba prowadzą do takich samych konsekwencji: uznania ateizmu za nieracjonalny", narzuca się konkluzja, że jednak utożsamiasz ze sobą te dwa stanowiska (z których to drugie jest z pewnością nieracjonalne). Gdybyś ich nie utożsamiał, nie doszedłbyś do absurdalnego wniosku, że metoda racjonalna (możliwość zawarta w pierwszym stanowisku) prowadzi do nieracjonalnych wyników.> I musi być nieracjonalny [ateizm - Q], ponieważ wydaje sąd na temat tego, co nie jest "weryfikowalne i falsyfikowane".Nauka też wydaje sądy na temat tego, co nie jest weryfikowalne i falsyfikowane (bo jak inaczej ustalić, co takim jest?), i wyklucza na tej podstawie zagadnienia, którymi nie będzie się zajmować (właśnie dlatego, że nie są weryfikowalne i falsyfikowane). Czy oznacza to Twoim zdaniem, że nauka jest nieracjonalna? > Po drugie, traktujesz sformułowania "brak wiary w..." i "wiarę w nieistnienie" rozłącznie - i dobrze; to pierwsze jest jak najbardziej godne praktykowania. Tyle, że w ateizmie są one nierozłączne.Znów pośliznąłeś się na kwestii niezrozumienia wywodu odnoszącego się do definicji Blackburna. Podejście racjonalne i nieracjonalne (oczywiście pod warunkiem, że to pierwsze jest stosowane prawidłowo) muszą być rozłączne. > Można być człowiekiem pozbawionym wiary, człowiekiem pozbawionym skłonności do percepcji rzeczywistości poprzez wiarę (nie tylko w sferze religijnej) i na tym poprzestać - ateista idzie o krok dalej, ponieważ stwierdza: Boga (czy czego tam) nie ma.W moim wcześniejszym wpisie podałem trzy przykładowe definicje ateizmu. Akurat stwierdzenie "Boga (czy czego tam) nie ma" nie występuje w żadnej z nich. > W tym sensie ateista jest bliższy wierzącemu niż nie-wierzący.Wprost zdumiewająca jest skłonność wielu dyskutantów (zwłaszcza deklarujących wiarę w istoty nadprzyrodzone, choć zaznaczam, że nie wiem, czy Ty się do nich zaliczasz) do przypisywania rozmaitych form wiary osobom, które deklarują, że nie wierzą w to czy owo. Jest to w szczególności zastanawiające w naszym kręgu kulturowym, w dużej mierze opartym na chrześcijaństwie, w którym wiara traktowana jest jako łaska czy dar od Boga. Czyżby wierzący tak nisko sobie tę łaskę cenili, że w dyskusjach często dokonują jej projekcji na tych, którzy deklarują brak wiary?
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Drobner (19539 punktów) | >... wiara traktowana jest jako łaska czy dar od Boga.
Ja tam zostałem pominięty.
Ale to nic nie szkodzi: "Czymkolwiek to jest, obawiam się bogów, nawet kiedy niosą dary".
Drobner, za Wergiliuszem, Eneida, 2, 49.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jużnieborek (579 punktów) | > Dziwne to stwierdzenie, (...) ale mniejsza o to.Masz rację, wyraziłem się nieprecyzyjnie. > narzuca się konkluzja, że jednak utożsamiasz ze sobą te dwa stanowiska (z których to drugie jest z pewnością nieracjonalne). Gdybyś ich nie utożsamiał, nie doszedłbyś do absurdalnego wniosku, że metoda racjonalna (możliwość zawarta w pierwszym stanowisku) prowadzi do nieracjonalnych wyników. I tu również masz rację, z rozpędu sformułowałem niechlujną wypowiedź i faktycznie wyszedł z tego absurd. Jednak w kolejnym akapicie wyjaśniłem swój punkt widzenia - otóż "możliwość zawarta w pierwszym stanowisku" nie jest nieracjonalna - ale ona nie stanowi jeszcze ateizmu. Mam nadzieję, że teraz jest to bardziej przejrzyste. > Nauka też wydaje sądy na temat tego, co nie jest weryfikowalne i falsyfikowane (...)Ja ująłbym to inaczej: nauka wyklucza z obszaru swoich zainteresowań to, co uzna za nieweryfikowalne (ustalenie, co takie jest, zazwyczaj nie jest trudne i wynika po prostu ze stosowanej metodologii) po czym nie wydaje żadnych sądów na temat tej rzeczy. I tak, religioznawstwo nie orzeka, czy Bóg istnieje, czy nie. Ateista orzeka.> W moim wcześniejszym wpisie podałem trzy przykładowe definicje ateizmu. Akurat stwierdzenie "Boga (czy czego tam) nie ma" nie występuje w żadnej z nich.No tak, ale przecież w każdej z nich jest mowa o wierze religijnej; wiemy o co chodzi, nie komplikujmy. Słowa "Bóg" używam tu wyłącznie dla uproszczenia. > >W tym sensie ateista jest bliższy wierzącemu niż nie-wierzący.> Wprost zdumiewająca jest skłonność wielu dyskutantów (zwłaszcza deklarujących wiarę w istoty nadprzyrodzone, choć zaznaczam, że nie wiem, czy Ty się do nich zaliczasz) do przypisywania rozmaitych form wiary osobom, które deklarują, że nie wierzą w to czy owo. Jest to w szczególności zastanawiające w naszym kręgu kulturowym, w dużej mierze opartym na chrześcijaństwie, w którym wiara traktowana jest jako łaska czy dar od Boga. Czyżby wierzący tak nisko sobie tę łaskę cenili, że w dyskusjach często dokonują jej projekcji na tych, którzy deklarują brak wiary?> To akurat jest tylko niewielki wycinek problemu, nadającego się na opasłą księgę której ja pisać nie zamierzam. Jeśli chodzi o "złe skłonności" (szczególnie do projekcji, to znamienne że przywołałeś to słowo), widzę je po obu stronach barykady. Zastosowałem się do zasady, że jeśli już bić, to silniejszego i to jedyne, co na tę chwilę mogę zadeklarować  - być może z tego powodu może się wydawać, że bliżej mi do wierzących. Mądrego człowieka dobrze poczytać  Wszystkiego dobrego
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | > >Gdybyś ich nie utożsamiał, nie doszedłbyś do absurdalnego wniosku, że metoda racjonalna (możliwość zawarta w pierwszym stanowisku) prowadzi do nieracjonalnych wyników.> "możliwość zawarta w pierwszym stanowisku" nie jest nieracjonalna - ale ona nie stanowi jeszcze ateizmu. Mam nadzieję, że teraz jest to bardziej przejrzyste.Nie rozumiem, dlaczego przyznając, że > "możliwość zawarta w pierwszym stanowisku" nie jest nieracjonalnapiszesz, że ona > nie stanowi jeszcze ateizmuPisałem już o tym w moim pierwszym wpisie w tym wątku, że ateizm może mieć różne podstawy, to znaczy albo racjonalną, albo nieracjonalną. Dlaczego uważasz, że metoda (podstawa) racjonalna jeszcze go nie stanowi? A czy - na zasadzie odwrotności - stanowi go metoda nieracjonalna? Takie ujmowanie tego co najmniej dwuskładnikowego zjawiska nie ma sensu. Ujmę to nieco opisowo: Ludzie są różni, jedni dochodzą do ateizmu przez racjonalne myślenie, inni przez nieracjonalne (wtedy jest to jakaś odmiana wiary). Jest z tym trochę jak z wiedzą poszczególnych ludzi - jeden ma opanowaną wiedzę z jakiejś dziedziny i stosuje ją ze zrozumieniem, inny wyuczy się tylko jakichś schematów i kurczowo się ich trzyma, recytując formułki, reguły itp., ale nie umiejąc zastosować ich ze zrozumieniem. Niewprawionemu obserwatorowi może się wydawać, że obaj ci ludzie mają konkretną wiedzę, gdy w rzeczywistości rzetelną wiedzę ma tylko pierwszy (bo wie, co z czego wynika w jego dziedzinie), a ten drugi takiej wiedzy nie ma (nie wie, co z czego wynika, czyli jego wiedza jest racjonalna tylko pozornie i przypomina wiarę, na przykład w nieistnienie czegoś - pozostaje tylko mieć nadzieję, że kiedyś z tego wyrośnie).  > I tak, religioznawstwo nie orzeka, czy Bóg istnieje, czy nie. Ateista orzeka.Ateista nieracjonalny może orzec wszystko, w co wierzy. Ateista racjonalny niczego takiego nie orzeka, bo jego postawa sprowadza się do "braku wiary" uwarunkowanego względami rozumowymi. > >W moim wcześniejszym wpisie podałem trzy przykładowe definicje ateizmu. Akurat stwierdzenie "Boga (czy czego tam) nie ma" nie występuje w żadnej z nich.> No tak, ale przecież w każdej z nich jest mowa o wierze religijnej; wiemy o co chodzi, nie komplikujmy. Słowa "Bóg" używam tu wyłącznie dla uproszczenia.Doprecyzuję Twoją wypowiedź: w przywołanych definicjach jest mowa o wierze lub o braku wiary. O ile wiara dopuszcza wszelkie stwierdzenia zgodne z tym, czego dotyczy, o tyle brak wiary, o ile wynika z przesłanek racjonalnych, nie wymaga dopowiedzenia, jakiego bytu - w związku z tym brakiem wiary - nie ma. Takim twierdzeniem osoba deklarująca brak wiary weszłaby na grunt twierdzeń nieweryfikowalnych, a to nie jest jej do niczego potrzebne. > Jeśli chodzi o "złe skłonności" (szczególnie do projekcji, to znamienne że przywołałeś to słowo), widzę je po obu stronach barykady.Celowo przywołałem słowo "projekcja", bo przypisywanie innym sposobu, w jaki coś się samemu robi czy postrzega, zwykle służy zamaskowaniu własnych przywar. A jakich projekcji ateiści (pomińmy tych nieracjonalnych, którzy w coś wierzą) dopuszczają się względem teistów? > Zastosowałem się do zasady, że jeśli już bić, to silniejszego i to jedyne, co na tę chwilę mogę zadeklarować - być może z tego powodu może się wydawać, że bliżej mi do wierzących.Skąd wiesz, kto jest silniejszy, i dlaczego piszesz o biciu? > Mądrego człowieka dobrze poczytać  Dziękuję bardzo.
|
|
| | | | | | | |  | | Pan Leming (674 punktów) | > W tym sensie ateista jest bliższy wierzącemu niż nie-wierzący.Czyli teista to wg. Ciebie każdy wierzący w jakiegokolwiek boga/istotę nadprzyrodzoną, a ateista to wyłącznie ten kto twierdzi "bogowie nie istnieją"? Skąd taka dysproporcja w szerokości pojęć? Np. dla mnie ateista to każdy kto nie spełnia warunku bycia teistą. Czyli dla mnie Twój nie-wierzący to właśnie ateista. www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jużnieborek (579 punktów) | Niekoniecznie jest tu dysproporcja, po prostu upraszczam dla przejrzystości rozmowy. W znaczeniach jakich tu używałem, nie-wierzący i ateista to nie to samo, lecz Ty możesz używać innych znaczeń. Tak naprawdę jest tu taka mnogość pojęć (np. piszesz, że każdy kto nie spełnia warunku bycia teistą, jest ateistą - więc czy deista jest ateistą?) i taka mnogość definicji (równie dobrze mogłoby nie być ich wcale), że chyba tylko ludzie o tych samych światopoglądach mają szansę się dogadać.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Pan Leming (674 punktów) | > czy deista jest ateistą?Deista też chyba wierzy w jakiegoś boga tyle że z jakimiś obostrzeniami (bezosobowy, nie ingerujący)? Jest więc wierzącym, czyli teistą. W moim rozumieniu bo spotkałem się z takimi wąskimi definicjami teizmu, że bóg osobowy i ingerujący. www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Pan Leming (674 punktów) | > Chciej lub nie ateizm jest formą wiary(wierzysz, że bogòw nie ma. Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem braku.Brak dowodu nie jest dowodem braku, a brak wiary nie jest wiarą w brak. Chciej lub nie. www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
|
|
 | 10 na 10 | Rainard (321 punktów) | > Czy Ci się to podoba czy nie ale nakazy i zakazy religijne wynikają z potrzeby przetrwania gatunku ludzkiego w niejednokrotnie niebezpiecznym otoczeniu naturalnym.Jest raczej tak, że to religia przywłaszczyła sobie pewne uniwersalne zasady moralne, wynikające, jak mówisz, z potrzeby przetrwania gatunku i stojące u podstaw każdej społeczności/stada. Są te zasady w pewien sposób wynikiem mechanizmu doboru naturalnego (np. gatunek łączący się w stada i "stosujący zasadę" zakazu zabijania przedstawicieli swojego gatunku ma większe szanse na przetrwanie), leżą zatem w naszej naturze. Należy jednak podkreślić - one nie są wtórne do religii, to religie są wtórne do nich. Wystarczy mieć na uwadze, że występują one przecież u wielu gatunków zwierząt (np. gibony, które, można by rzec, stosują omawianą przez Ciebie niżej zasadę "nie cudzołóż" - łączą się w monogamiczne pary, dochowując wierności partnerom), a tych nie posądzamy chyba o wyznawanie religii. Same zaś systemy religijne nie zawierają tylko tych "naturalnych" zasad moralnych. Dekalog nie kończy się tylko na "nie zabijaj", "nie kradnij", do których nikt raczej nie ma obiekcji. Co jednak racjonalnego jest w zasadzie "nie wymieniaj imienia pana boga swego nadaremno"? Przecież w religiach zawarte są również całkowicie absurdalne nakazy i zakazy, wynikające jedynie z opierających się na myśleniu magicznym wierzeń (nie zaś czymkolwiek racjonalnym czy zwiększającym szanse na przetrwanie gatunku). Przykłady? Hinduski zakaz spożywania wołowiny, który opiera się na wierze w to, iż krowa jest wcieleniem zmarłego człowieka. Katolickie posty w piątki i okresy przed wielkanocne, zakaz masturbacji (gdzie masturbacja jest korzystna dla zdrowia psychicznego i fizycznego www.youtube.com/watch?v=Veoa7u_vkdQ ), zakaz stosowania antykoncepcji (która z kolei może np. chronić przed aids). Islamski halal czy obowiązek noszenia przez kobiety hidżabu. Judaistyczny kaszrut czy nakaz obrzezania. Czy ogólne - nakaz uczestnictwa w obrzędach religijnych (nakaz uczestnictwa we mszach co niedziele, przymus odbycia pielgrzymki do Mekki co najmniej raz w życiu, itp.), religijne tabu, zakaz naruszania sacrum, itp. Podsumowując, wynikające ze zwiększenia szans na przetrwanie zasady (np. nie zabijaj) leżą u podstaw chyba każdej społeczności ludzkiej (ciężko wyobrazić sobie społeczność, która zezwala na zabijanie się nawzajem), toteż religie je przywłaszczyły, wcieliły do swoich systemów moralnych. Same te zasady były zaś obecne gatunkowi homo sapiens jeszcze zanim jakakolwiek religia powstała, na co wskazuje chociażby to, że tego typu zachowania stadne (w sensie te zasady moralne, zastępuję to wyrażenie, bo dziwnie brzmi słowo "zasady" w używanym tu przeze mnie kontekście) wykazują również inne od człowieka zwierzęta. Oprócz tychże zasad, religie głoszą również całkowicie absurdalne zakazy i nakazy (które już na zwiększaniu szans na przetrwanie nie są oparte, a jedynie na magicznym myśleniu/wierzeniach), a które to charakteryzują konkretny religijny system moralny. Nie zgodzę się w związku z tym z Twoją tezą. Religijne zasady wynikają z absurdalnych wierzeń konkretnych religii. Te, które wynikają z potrzeby przetrwania gatunku są zaś pierwotne w stosunku do religii, nie stanowią zatem religijnych nakazów i zakazów.
|
|
1 na 1 | oportunista (1711 punktów) | Coraz rzadziej odwiedzam to forum, zaglądam tu z ciekawości, by poobserwować jak mocno się stacza poziom wypowiedzi. Ta twoja jest na prawdę na poziomie. Podjęcie próby dyskutowania w temacie jaki poruszasz, wydaje się wręcz niemożliwe. Być może jest to skutek uczestnictwa w szkolnej edukacji religijnej, sam jestem ofiarą starego komunistycznego systemu edukacji, dlatego nie ogarniam poruszanych przez Ciebie dylematów.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|