 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 31-01-2012 17:19 | Matesss (4 punktów) | High Live
3 na 3 | Władza w Polsce nadal nie przestaje zadziwiać. Rząd chce podwyższyć wiek emerytalny który obecnie wynosi 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn do 67 lat dla obu płci. Zważywszy na fakt że przeciętny polak żyje ok. 75 lat daje mi ( oczywiście w przybliżeniu) przeżycie 8 złotych lat. Tak to kolejna metoda na wyciskanie z obywatela każdej złotówki każdego grosza do państwowego skarbca w celu „załatania dziury budżetowej”. A skoro pieniądze już są to może tak laptopy rządowe wymienić na nowsze bo te roczne to już takie brzydkie i nie modne, zróbmy glosowanie Panie Jarosławie Panie Donaldzie kto jest za.. ? Niestety ale taki o to los może spotkać nasze pieniądze które zabiera nam państwo w nadziei na lepsze jutro. A czy możecie wyobrazić sobie Panią w wieku 64 lat na kasie w dużym hipermarkecie? Tacy pracownicy będą zwalniani pod byle pretekstem (mobbing, czemu nie) a każda metoda na pozbycie się leciwego pracownika jest dobra, gdyż człowiek w tym wieku nie dorównuje sprawności fizycznej i umysłowej młodszego kompana. Emerytury mało, a leki trzeba kupić hmm może na „zeszycik” ech to nie zieleniak. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | Matix (5786 punktów) | Problem z emeryturami jest taki, że wszystkich wsadza się do jednego wora. Mam nadzieję, że wybierając zawód o pracy typowo umysłowej będę spokojnie w stanie pracować jeszcze długo po granicy wieku emerytalnego. Co innego zawody z pracą fizyczną, nie tylko przez to, że 70 letni człowiek nie będzie miał zdrowia do tego, ale też przez to, że przez lata pracy fizycznej zdrowie traci się znacznie bardziej niż umysłowej, radą na wszelkie bolączki byłoby przekwalifikowywanie się ludzi z wiekiem, no bo przecież ktoś musi wykonywać te zawody, które ciężko wykonywać na starość. Jednak przekwalifikowanie się z pracownika fizycznego na umysłowego w tym wieku to mit.
|
|
 | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >Problem z emeryturami jest taki, że wszystkich wsadza się do jednego wora.
Dokładnie. Z jednej strony prawi się dyrdymały o indywidualności człowieka, by po chwili wszystkich po sześćdziesiątce potraktować z buta.
Komuniści mają gwiazdę, a liberałowie - dziurę budżetową.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | > Władza w Polsce nadal nie przestaje zadziwiać.Raczej wkurwiać. Zdziwienie zostawmy filozofom. pl-pl.facebook.com/JestesmyWkurwieni> Rząd chce podwyższyć wiek emerytalny...Rząd chce tego, czego nie chce naród. Najwidoczniej to nie nasz rząd.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) |
>Rząd chce tego, czego nie chce naród. Najwidoczniej to nie nasz rząd. No cóż, ja osobiście dla siebie chcę podwyższenia wieku emerytalnego. Może wtedy nikt mnie za 5 lat nie będzie namawiał łagodną perswazją do opuszczenia stanowiska, jak uczyniono to mojej koleżance. Zaczęto następnego dnia po jej 60 urodzinach, trwało to kilka miesięcy, aż zniechęcona zgodziła się pójść na tę cholerną emeryturę, na której teraz nie ma co robić poza dorywczymi korepetycjami, bo biegle włada językiem niemieckim i rosyjskim. Nie robiłaby tego, bo niespecjalnie lubi, ale pieniądze z tej emerytury ma takie, że albo dorabiać, albo siąść i płakać. Prawdopodobnie jednak nie każdy chce tego podwyższonego wieku emerytalnego. Najlepszym wyjściem byłoby chyba pozostawienie ludziom wolności wyboru - bez trzymania na siłę w pracy, ale też bez wykopywania z niej wbrew woli zainteresowanego. Tylko lekarz może wystawić pracownikowi świadectwo niezdolności do pracy, nigdy szef. Mój "ideał emerytalny" jest bardzo prosty: przepracowałeś 20 czy 25 lat, to niezależnie od wieku idź na emeryturę, jeśli chcesz, a dostaniesz tyle, ile naskładałeś. Jeśli chcesz, w ratach miesięcznych, jeśli nie, to jednorazowo. A jak ci się emerytura nie podoba, to sobie pracuj, póki chcesz i możesz, płacąc składki i powiększając kapitał emerytalny.
|
|
|  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Najlepszym wyjściem byłoby chyba pozostawienie ludziom wolności wyboru - bez trzymania na siłę w pracy, ale też bez wykopywania z niej wbrew woli zainteresowanego. Tylko lekarz może wystawić pracownikowi świadectwo niezdolności do pracy, nigdy szef. Mój "ideał emerytalny" jest bardzo prosty: przepracowałeś 20 czy 25 lat, to niezależnie od wieku idź na emeryturę, jeśli chcesz, a dostaniesz tyle, ile naskładałeś. Jeśli chcesz, w ratach miesięcznych, jeśli nie, to jednorazowo. A jak ci się emerytura nie podoba, to sobie pracuj, póki chcesz i możesz, płacąc składki i powiększając kapitał emerytalny.
Ten pomysł jest znany. Niestety, jest to taka sama utopia, jak "państwo sprawiedliwe". Obecnie płacone składki emerytalne nie są odkładane (mówię o tzw. pierwszym filarze) tylko są bezpośrednio transferowane na wypłaty emerytur. Nie ma możliwości łagodnego przejścia do takiego systemu, o którym piszesz. Po drodze musiałaby co najmniej zaistnieć jakaś okoliczność, która unicestwiłaby dotychczas istniejące struktury ekonomiczne państwa. Jeśli o mnie chodzi, to jestem przekonany, że z obecnego węzła gordyjskiego ekonomii opartej na tradycyjnym modelu emerytalnym nie ma wyjścia - prędzej czy później dojdzie do jednego lub kilku przesileń na wielką skalę. Przemawia za tym i ekonomia, i demografia, i procesy innowacyjno-technologiczne. Struktury społeczne (w tym ekonomia) są najbardziej "sztywnym" parametrem naszej rzeczywistości społecznej i w gruncie rzeczy zawsze znajdują się w opozycji do wszelkich zmian mających znamiona postępu (rozumianego jako zmniejszenie wysiłku ludzkiego koniecznego dla zachowania optymalnego materialnego poziomu egzystencji). Dlatego mamy dziś do czynienia z niezrozumieniem przez prawodawców na świecie fundamentalnej zmiany, jaka zaszła w kontekście praw autorskich i dlatego też systemy zabezpieczeń socjalnych pochodzące z początków wielkiej industrializacji nie utrzymają się w społeczeństwie ery informacyjnej, której początki obserwujemy. Pozdrawiam.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| |  | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | > Dlatego mamy dziś do czynienia z niezrozumieniem przez prawodawców na świecie fundamentalnej zmiany, jaka zaszła w kontekście praw autorskich ...
Zmiany idą o wiele dalej. Myślę, że definitywnie żegnamy się z ideą człowieka i społeczeństwa wypracowaną przez religijne i postreligijne koncepcje (dusza, ego, podmiot, itp. niezależny od natury). Na dobrą sprawę nie wyciągnięto jeszcze najważniejszych praktycznych konsekwencji z naturalistycznego obrazu człowieka, który kreślą nauki przyrodnicze. Mimo szalonego postępu w tej dziedzinie (chociażby neuropedagogika), argumentuje się wciąż w kategoriach przeszłości (religia, dualizm).Jako przykład weźmy politykę samorządów lokalnych, gdzie np. w sprawach oświaty decyzje podejmują ludzie nie mający o tym zielonego pojęcia: zamyka się szkoły, a środki przeznacza na oczyszczalnie ścieków (wczorajszy dziennik). Inną sprawą jest wykorzystywanie zdobyczy nauki przeciw człowiekowi, czyli racjonalnemu konsumentowi (do tego został sprowadzony homo sapiens), który nie w pełni uświadamia sobie mechanizmy manipulacji (od narkotyzowania produktów spożywczych, po farsę tzw. demokracji przedstawicielskiej).
>systemy zabezpieczeń socjalnych pochodzące z początków wielkiej industrializacji nie utrzymają się w społeczeństwie ery informacyjnejości, której początki obserwujemy.
Sednem przemian nie jest informacja (w systemy informatyczne można bowiem skutecznie wpisać i religijną pseudoinformację, co z dobrym skutkiem wykorzystują elity religijne), lecz oparte o empiryzm nauka (zwłaszcza neuronauki) i technika. Wyzwania są zaskakujące: od dyskursu w kategoriach molekularnych do dyskursu w kategoriach społecznych.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | > Sednem przemian nie jest informacja (w systemy informatyczne można bowiem skutecznie wpisać i religijną pseudoinformację, co z dobrym skutkiem wykorzystują elity religijne), lecz oparte o empiryzm nauka (zwłaszcza neuronauki) i technika. Wyzwania są zaskakujące: od dyskursu w kategoriach molekularnych do dyskursu w kategoriach społecznych.Jakkolwiek w tej sytuacji zwiększonego dostępu do informacji, rozwoju technik jej porządkowania i eksploracji przewaga jest jednak po stronie rozumu. Konsumenci pseudoinformacji w tym tyglu, z którego wytapia się czysty kruszec, robią za szlakę  Niebezpieczeństwo tkwi w próbach nakładania schematów myślowych z ery przed-informacyjnej na nowe techniki tam, gdzie z samej istoty udoskonaleń technicznych unieważniają one niejako pewne cechy materii prawnej (myślę tu o prawach autorskich). Cały czas chodzi mi po głowie cała ta "afera" wokół ewidentnych prób zniewolenia społeczności internetowych i dochodzę do wniosku, że w obecnej sytuacji jedynym dającym się obronić i należnym prawem autorskim jest samo autorstwo. Okazuje się bowiem, że to technika kształtować zaczyna relacje międzyludzkie według znaczenia słów, którymi ludzie opisują rzeczywistość społeczną. Autor jest autorem a nie "właścicielem dzieła"; nie jest też jego "ojcem", tylko właśnie autorem. Koniec, kropka. Poza tym jest już tylko miejsce na mecenat. Natomiast co do nauk przyrodniczych - wydaje mi się, że dzięki nim na nowo powraca ważność filozofii, filozofii uwolnionej z religijnych macek. Ba, powiem nawet, że widzę nową "wiosnę" filozofii, jej prawdziwą młodość, kiedy wreszcie odnajdzie właściwe dla siebie miejsce, nie jako służki teologii, nie jako protezy nauki i jej ziarna, ale właśnie jako źródła doskonałego zharmonizowania wyników badań z refleksją nad tym, co jest dobre a co złe i jak człowiek powinien kierować rozwojem (nauk, społeczeństw, ekonomii), by - w miarę możliwości w granicach reguł, które są do przyjęcia - ograniczać sumę cierpień i stwarzać głębokie, trwałe sensy niosące nadzieję. Przeczuwam tu możliwość powstania pewnego programu pozytywnego, ale do tego potrzebne jest zrozumienie tego, czym jest religia, gdyż tu najprawdopodobniej kryje się olbrzymia szansa na zbudowanie czegoś, co rzeczywiście odmieni obraz świata na lepsze. Oczywiście, nie myślę tu o tworzeniu ideologii, ale właśnie o zrozumieniu.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >przewaga jest jednak po stronie rozumu.
Rozum (podobnie jak racjonalizm) to kategoria przeszłości. Mówmy o mózgu. Wypatrosz z niego starsze, emocjonalne piętra, a rozumność staje się farsą.
>Autor jest autorem a nie "właścicielem dzieła"; nie jest też jego "ojcem", tylko właśnie autorem. Koniec, kropka. Poza tym jest już tylko miejsce na mecenat.
A co z dochodami autora, jakością życia, zwykle pożądanym luksusem? Sztuka, chociaż nie jest to jej sednem, rozumiana jest również jako sposób na polepszenie lub utrwalenie statusu.
>Natomiast co do nauk przyrodniczych - wydaje mi się, że dzięki nim na nowo powraca ważność filozofii, filozofii uwolnionej z religijnych macek.
Należałoby napisać historię filozofii pod tym właśnie kątem. Eksperymenty antycznych lekarzy z mózgiem psa czy świni są dla wiedzy o człowieku ważniejsze niż dialogi Platona czy sumy św. Tomasza.
>widzę nową "wiosnę" filozofii,...jako źródła doskonałego zharmonizowania wyników badań z refleksją nad tym, co jest dobre a co złe....
Podzielam ten wyjściowy entuzjazm, ale wyniki wcale nie muszą być radosne: np. naturalistyczna etyka może pozbawić człowieka wielu iluzji.
>...potrzebne jest zrozumienie tego, czym jest religia...
Lub szerzej: potrzeba zrozumienia działania iluzji (w wymiarze neuropsychologicznym, socjologicznym), wyboru między różnymi jej formami, wreszcie konsekwencją odrzucenia jej w każdej postaci.
Nie wolno też zapominać o polityce. Ta, której doświadczamy, pochodzi z okresu jurajskiego.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | > Rozum (podobnie jak racjonalizm) to kategoria przeszłości. Mówmy o mózgu. Wypatrosz z niego starsze, emocjonalne piętra, a rozumność staje się farsą.Przeczytałem kilka dni temu ten artykuł Cadena O. Reless'a: www.racjonalista.pl/kk.php/s,7719 i nie zgodzę się. Oczywiście takie "doświadczenia umysłowe" jak oddzielanie głębszych warstw mózgu (odpowiedzialnych za emocje) od tych młodszych ewolucyjnie, bardziej intelektualnych nie mają sensu - chyba, że chcemy analizować jakieś patologie; w istocie większość naszych aktywności umysłowych nawet tych "czysto" intelektualnych jest jakoś tam zmotywowana, a więc nie da się sensownie wyodrębnić tylko intelektu. Rzecz w tym, by - jak dobry dżokej - panował nad zwierzęciem, które jest naszym emocjonalnym rumakiem. (Ja akurat wybrałem sobie osiołka jako stworzenie bardziej potulne, jakkolwiek niestety dość czasami przekorne i uparte  ). > A co z dochodami autora, jakością życia, zwykle pożądanym luksusem? Sztuka, chociaż nie jest to jej sednem, rozumiana jest również jako sposób na polepszenie lub utrwalenie statusu.Kiedyś artysta był rzemieślnikiem. Tylko rzemieślnik może stać się mistrzem. Dziś artysta aby "zaistnieć" musi być producentem, wytwórcą. To jest ostateczny rozpad sztuki, negacja jednostkowości i wyjątkowości, leżącej u podstaw doświadczenia artystycznego na rzecz powszechności i pospolitości. Dziś to, co "dobre" w show-biznesie (który jest po prostu rynkiem sztuki) jest jednocześnie "popularne". Biznes zaciera różnicę między tymi słowami a to przecież są jednak dwa różne słowa. Jeżeli cokolwiek we współczesnym postmodernistycznym zamiąchu jest w stanie naprawdę mnie oburzyć to owe migracje znaczeń słów i patologiczne rozmywanie ich wartości. Takiemu unieważnianiu słowników mówię stanowcze NIE. > >Natomiast co do nauk przyrodniczych - wydaje mi się, że dzięki nim na nowo powraca ważność filozofii, filozofii uwolnionej z religijnych macek.> Należałoby napisać historię filozofii pod tym właśnie kątem. Eksperymenty antycznych lekarzy z mózgiem psa czy świni są dla wiedzy o człowieku ważniejsze niż dialogi Platona czy sumy św. Tomasza.Wprawdzie to, o czym piszesz, burzy moją apollińską wizję starożytności ale być może masz rację. W każdym bądź razie osobiście uważam, że współczesna informatyka daje nadzieję na poznanie funkcji mózgu bez kłopotliwej wiwisekcji. > >widzę nową "wiosnę" filozofii,...jako źródła doskonałego zharmonizowania wyników badań z refleksją nad tym, co jest dobre a co złe....> Podzielam ten wyjściowy entuzjazm, ale wyniki wcale nie muszą być radosne: np. naturalistyczna etyka może pozbawić człowieka wielu iluzji.Wydaje mi się, że właśnie wyzbywanie się iluzji jest bardzo optymistyczną perspektywą. Człowiek nie wyzbędzie się przez to swojego twórczego potencjału a ten zawsze był i będzie źródłem wielkiej radości. Natomiast aż nadto wiemy na temat ten, do czego owe iluzje często prowadzą. To, że świat (społeczny) jest jaki jest wynika przede wszystkim z nieuświadamiania sobie przez człowieka naturalnych mechanizmów niweczących rojenia filozofów, którzy mają tę godną pożałowania łatwość zapominania, że prawdy, o których piszą nie mogą mieć oparcia w absolutach tylko konkretny, materialny fundament. Nie można wznosić gmachu na niebiańskiej posadzie, tylko na skale. (To taka parafraza z Jezusa). > Nie wolno też zapominać o polityce. Ta, której doświadczamy, pochodzi z okresu jurajskiego.Polityka coraz bardziej wikła się w technikę a ta, jak te dżdżownice z "Grupy Laokoona" coraz bardziej osłabia znaczenie jednostek w procesie decyzyjnym. Wkrótce będziemy mieć parlamenty powszechne z funkcją "głosuj" w pilocie telewizora. 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >takie "doświadczenia umysłowe" jak oddzielanie głębszych warstw mózgu (odpowiedzialnych za emocje) od tych młodszych ewolucyjnie, bardziej intelektualnych nie mają sensu...
Spekulacje nad mózgiem to przeszłość. Współczesne badania nad jego funkcjonowaniem to już dziedzina sama w sobie (różnego rodzaju tomografie, EEG, patch clamp E. Neher, B. Sakmann, Nobel 1991, itd.). Np. Freud w pracy Nieświadomość z 1915 odrzucił możliwość wyjaśniania zjawisk psychicznych w kategoriach neurofizjologicznych, ale nie znane mu były jeszcze możliwości wielu technik badawczych.
>...nie da się sensownie wyodrębnić tylko intelektu.
Mózg jest całością. Kora przestaje funkcjonować, gdy np. zawiedzie pień mózgu.
>Rzecz w tym, by - jak dobry dżokej - panował nad zwierzęciem, które jest naszym emocjonalnym rumakiem.
Stosunek panowania rozumu nad emocjami to relikt przeszłości. Może chodzić jedynie o współdziałanie. Czysty rozum w rozumieniu klasycznej filozofii to urojenie. Potrzebujemy nie tyle krytyki czystego czy praktycznego rozumu, ale krytyki szarego mózgu.
>Dziś artysta aby "zaistnieć" musi być producentem, wytwórcą.
Artysta zawsze musiał coś produkować, wytwarzać. Konceptualizm, czyli sztuka bez dzieła sztuki, to wymysł naszych czasów.
>To jest ostateczny rozpad sztuki, negacja jednostkowości i wyjątkowości, leżącej u podstaw doświadczenia artystycznego na rzecz powszechności i pospolitości.
Powszechność dostępu do dzieła to mimo wszystko nie to samo, co jego kreacja, która ma charakter jednostkowy. Zbiorowa kreacja jest fikcją: jeśli każdy może mieć program do zmiany dowolnego obrazu na obraz w stylu Andy Warhola, to jeszcze nie znaczy, że jest twórcą pop.
>współczesna informatyka daje nadzieję na poznanie funkcji mózgu bez kłopotliwej wiwisekcji.
To byłoby zbyt piękne. Aby się dowiedzieć czegoś o mózgu i jego człowieku, trzeba ubrać gumowe rękawice i w nim pogrzebać. Podstawą modelowania funkcji mózgu jest empiryczne jego badanie.
>Wydaje mi się, że właśnie wyzbywanie się iluzji jest bardzo optymistyczną perspektywą.
Nie chodzi o iluzje religijne (bóg np.), które istnieją obecnie wyłącznie na zasadzie społecznej inercji, a których historia dawno dobiegła już końca. Na podobna krytykę czeka również iluzja wolności w klasycznym rozumieniu, co najprawdopodobniej wywróci do góry nogami wszelkie systemy prawne (pojecie odpowiedzialności). W pewnych statystycznych granicach stany mózgu i mózgów będą rejestrowalne i przewidywalne.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | > >...nie da się sensownie wyodrębnić tylko intelektu.> Mózg jest całością. Kora przestaje funkcjonować, gdy np. zawiedzie pień mózgu.Nawiasem mówiąc - nauka potwierdza przednaukowe poglądy niektórych światopoglądów (mam na myśli np. buddyzm ale też zapewne i niektórzy europejscy filozofowie postulowali "jedność" człowieka w jego wszelkich aspektach - moim zdaniem największym dramatem filozofii zachodniej były te wszystkie kategoryczne systematyzacje rozbijające człowieka na odrębne cząstki, co zapoczątkował już Arystoteles) traktujących człowieka jako jedność psychofizyczną. > >Rzecz w tym, by - jak dobry dżokej - panował nad zwierzęciem, które jest naszym emocjonalnym rumakiem.> Stosunek panowania rozumu nad emocjami to relikt przeszłości. Może chodzić jedynie o współdziałanie. Czysty rozum w rozumieniu klasycznej filozofii to urojenie. Potrzebujemy nie tyle krytyki czystego czy praktycznego rozumu, ale krytyki szarego mózgu.Kant słusznie zwrócił uwagę na problem, jakkolwiek jego wnioski są moim zdaniem jednak zbyt daleko idące. > >Dziś artysta aby "zaistnieć" musi być producentem, wytwórcą.> Artysta zawsze musiał coś produkować, wytwarzać. Konceptualizm, czyli sztuka bez dzieła sztuki, to wymysł naszych czasów.Nie miałem na myśli konceptualizmu tylko samą relację artysta - dzieło sztuki. Wiemy, że dziś np. produkcja dzieła literackiego często polega na współdziałaniu właściwego autora i szeregu konsultantów, rzecz dawniej nie do pomyślenia, którzy pracują nad poprawnością merytoryczną i psychologiczną przedstawianych faktów, dialogów. To prawda, że nie dotyczy to naszych twórców, ale często jest udziałem najbardziej dochodowych autorów w USA czy Wielkiej Brytanii. Pochlebiam sobie, że oglądając obraz niemal zawsze jestem w stanie ocenić, czy motywacją autora było doświadczenie i przekaz piękna (lub innych ważnych dla niego atrybutów nadających dziełu wagę) czy też zarobek. Wydaje mi się, że jest to dużo bardziej prosta i skuteczna metoda na odsiewanie plew niż te wszystkie mętne konstrukcje myślowe krytyków, doszukujących się często oryginalności i prawdy wyrazu tam, gdzie w rzeczywistości jest tylko autopromocja i popęd finansowy. > >To jest ostateczny rozpad sztuki, negacja jednostkowości i wyjątkowości, leżącej u podstaw doświadczenia artystycznego na rzecz powszechności i pospolitości.> Powszechność dostępu do dzieła to mimo wszystko nie to samo, co jego kreacja, która ma charakter jednostkowy. Zbiorowa kreacja jest fikcją: jeśli każdy może mieć program do zmiany dowolnego obrazu na obraz w stylu Andy Warhola, to jeszcze nie znaczy, że jest twórcą pop.A jednak twórca jest dziś jakoś zanurzony w przestrzeni medialnej, co zmienia zupełnie jego perspektywę uniemożliwiając mu to, co drzewiej stanowiło o wyjątkowości aktu kreacji - "wyłączenie ze świata", swoisty erem w którym dokonywała się hipostaza jego wizji i przeczuć, pragnień i lęków, radości i uniesień. > >współczesna informatyka daje nadzieję na poznanie funkcji mózgu bez kłopotliwej wiwisekcji.> To byłoby zbyt piękne. Aby się dowiedzieć czegoś o mózgu i jego człowieku, trzeba ubrać gumowe rękawice i w nim pogrzebać. Podstawą modelowania funkcji mózgu jest empiryczne jego badanie.No dobrze. Zacznijmy od polityków.  > >Wydaje mi się, że właśnie wyzbywanie się iluzji jest bardzo optymistyczną perspektywą.> Nie chodzi o iluzje religijne (bóg np.), które istnieją obecnie wyłącznie na zasadzie społecznej inercji, a których historia dawno dobiegła już końca.Polecam piękne opowiadanie Andre Gide'a "El Hadż". > Na podobna krytykę czeka również iluzja wolności w klasycznym rozumieniu, co najprawdopodobniej wywróci do góry nogami wszelkie systemy prawne (pojecie odpowiedzialności). W pewnych statystycznych granicach stany mózgu i mózgów będą rejestrowalne i przewidywalne.Wątpię, by coś takiego miało kiedykolwiek miejsce. Postęp, ów fantastyczny postęp dający nadzieję na przezwyciężenie wielu nieszczęść trapiących ludzkość od zarania jej dziejów najpierw będzie musiał zetrzeć się z potężną, mroczną siłą pierwotnych instynktów, które, niczym strużki łączące się w strumienie zasilające wielkie rzeki zmiatające podczas powodzi całe miasta spróbują przywrócić naturalny porządek rzeczy, w którym jednostki czegokolwiek co żyje są tylko replikatorami nieświadomymi swojego miejsca we Wszechświecie.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | > nauka potwierdza przednaukowe poglądy niektórych światopoglądów...Potwierdzanie światopoglądów (jego wybranych tez) nie jest celem nauki. Sposób uzasadniania tez zdrowego rozsądku a uzasadnianie naukowe to dwie różne sprawy. Weźmy np. porzekadło: czego się Jaś nie nauczy tego Jan nie będzie umiał. W naukowej argumentacji za tym przekonaniem odwołamy się do pedagogiki, psychologii (rozwojowej), neurofizjologii, biochemii, a nie tylko do bliżej nieokreślonego zbioru potocznych doświadczeń. Najnowsze badania nad mózgiem pokazują, że powstają w nim nowe neurony zdolne do uczenia się, a więc zdroworozsądkowa teza nie zawsze jest słuszna. > moim zdaniem największym dramatem filozofii zachodniej były te wszystkie kategoryczne systematyzacje rozbijające człowieka na odrębne cząstki...Dlaczego? Czyżby atomizm był pomyłką? Albo czy należałoby wrócić do koncepcji mózgu jako masy pozbawionej synaps? > Wiemy, że dziś np. produkcja dzieła literackiego często polega na współdziałaniu właściwego autora i szeregu konsultantów, rzecz dawniej nie do pomyślenia,...Czy jakichś z tych konsultowanych gniotów osiągnął poziom Procesu Kawki, Ulissesa Joyca, Księgi niepokoju Pessoa, itd? > A jednak twórca jest dziś jakoś zanurzony w przestrzeni medialnej, co zmienia zupełnie jego perspektywę uniemożliwiając mu to, co drzewiej stanowiło o wyjątkowości aktu kreacji - "wyłączenie ze świata",...Nie sądzę, aby estetykę dało się podporządkować demokracji czy totalitaryzmowi. > Postęp, ów fantastyczny postęp dający nadzieję na przezwyciężenie wielu nieszczęść trapiących ludzkość od zarania jej dziejów najpierw będzie musiał zetrzeć się z potężną, mroczną siłą pierwotnych instynktów,... Jedną z tych mrocznych sił jest niedomiar dopaminy, który w skrajnych przypadkach może w stanach depresyjnych doprowadzić do samobójstwa. Dlatego zmieniłem nazwę starego sztychu Dürera Melancholia na Deficyt dopaminy.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | > Potwierdzanie światopoglądów (jego wybranych tez) nie jest celem nauki. Sposób uzasadniania tez zdrowego rozsądku a uzasadnianie naukowe to dwie różne sprawy.Zgoda. Ale nauka nie ucieknie od osądów na jej temat, również tych potocznych jak te, że np. potwierdziła spekulacje Demokryta o atomowej naturze świata. > >moim zdaniem największym dramatem filozofii zachodniej były te wszystkie kategoryczne systematyzacje rozbijające człowieka na odrębne cząstki...> Dlaczego? Czyżby atomizm był pomyłką? Albo czy należałoby wrócić do koncepcji mózgu jako masy pozbawionej synaps?Ograniczam swoją krytykę do obszaru dziś zajmowanego przez psychologię czy neurologię zaś w minionych wiekach przez "naukę o duszy". Jakkolwiek by człowiek nie był w materialnym ujęciu swojego bytu po prostu mechanizmem z określoną złożonością, to funkcjonowanie jego możliwe jest tylko jako całość. Owo wyodrębnianie sfery "ducha" od sfery "ciała", mające w chrześcijaństwie bardzo ostrą postać prowadzącą do wielkich cierpień i degradacji człowieka właśnie było dalszą konsekwencją tej niepohamowanej manii systematyzacji... systematyzacja oczywiście jest początkiem rozumowego poznawania świata, ale ona też, jak każda metoda naukowa, może czasem zwodzić na manowce. Zazwyczaj bowiem jest tak, że nasze schematy umysłowe są odpowiednie do opisu tylko pewnego aspektu materii i nigdy nie może być tak, że metodologia będzie miała pierwszeństwo przed próbą całościowego zrozumienia procesów, które próbuje się zbadać. > >Wiemy, że dziś np. produkcja dzieła literackiego często polega na współdziałaniu właściwego autora i szeregu konsultantów, rzecz dawniej nie do pomyślenia,...> Czy jakichś z tych konsultowanych gniotów osiągnął poziom Procesu Kawki, Ulissesa Joyca, Księgi niepokoju Pessoa, itd?Toteż mówię. Dziś nie mówi się o "dziełach literatury światowej", tylko o bestsellerach. Jeszcze tylko w naszym, prowincjonalnym jednak światku literackim próbuje się jakoś podtrzymywać etos "wysokiej literatury" używając eufemizmów "wydarzenie literackie" itp... Jeżeli zaś cokolwiek "zaskoczy" na rynku wydawniczym - nawet, jeśli jakimś cudem będzie to coś doniosłego artystycznie to literat zacznie być notorycznie wykorzystywany przez Rynek Wydawniczy produkując kolejne sequele według udanego schematu. Żyjemy w kulturze kopii, industrialnym kulcie sztancy która przenosi się nawet na indywidualne ścieżki artystycznego rozwoju. Znaleźć niszę, wyrobić sobie nazwisko, przebić jeden tytuł na powierzchnię medialnej brei i można żeglować. Kto zaryzykuje jakiekolwiek eksperymenty, poszukiwania? A kto z dziś piszących jest zaangażowany w cokolwiek oprócz swojego własnego dzieła i życia? > >A jednak twórca jest dziś jakoś zanurzony w przestrzeni medialnej, co zmienia zupełnie jego perspektywę uniemożliwiając mu to, co drzewiej stanowiło o wyjątkowości aktu kreacji - "wyłączenie ze świata",...> Nie sądzę, aby estetykę dało się podporządkować demokracji czy totalitaryzmowi.Jednak daje się. Muzyka organowa pięknie brzmi w katedrach ale już trochę gorzej w filharmoniach. Z drugiej strony dzieła sztuki współczesnej wprowadzone do katedry gotyckiej zaiskrzą kakofonią dysonansów, które nie dość, że będą oburzającym świadectwem braku wrażliwości estetycznej ale nawet mogą stać się powodem zgorszenia. Natomiast totalitaryzm ma doniosłe osiągnięcia zwłaszcza w dziedzinie architektury (ogólnie bardziej w sztuce operującej obrazem niż słowem, a więc odwołującej się bardziej do emocji niż intelektu): Rzym, Palazzo della Civiltà Italiana> Jedną z tych mrocznych sił jest niedomiar dopaminy, który w skrajnych przypadkach może w stanach depresyjnych doprowadzić do samobójstwa. Dlatego zmieniłem nazwę starego sztychu Dürera Melancholia na Deficyt dopaminy.Skuteczna podczas rekonwalescencji po ataku dementora jest gorzka czekolada 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
1 na 1 | asmodai (2845 punktów) | Taa do 67 roku życia. Tylko proszę mi wytłumaczyć jak ludzie mają dociągnąć do tego wieku w jakiejś pracy, jeśli umowy dostają na miesiąc lub na dwa tygodnie. W naszej "kochanej" firmie przyjęła się moda umów na pół etatu z możliwością dopełnienia. Ja dostałem wczoraj umowę do 5 lutego. Zdaję sobie sprawę, że taki stan nie będzie trwał wiecznie jednak jak długo?
|
|
1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | > Władza w Polsce nadal nie przestaje zadziwiać. Rząd chce podwyższyć wiek emerytalny który obecnie> wynosi 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn do 67 lat dla obu płci.> Zważywszy na fakt że przeciętny polak żyje ok. 75 lat daje mi ( oczywiście w przybliżeniu) przeżycie> 8 złotych lat. Tak to kolejna metoda na wyciskanie z obywatela każdej złotówki każdego grosza do> państwowego skarbca w celu "załatania dziury budżetowej". A skoro pieniądze już są to> może tak laptopy rządowe wymienić na nowsze bo te roczne to już takie brzydkie i nie modne, zróbmy> glosowanie Panie Jarosławie Panie Donaldzie kto jest za.. ?Jasne. Przecież rząd powinien pracować na liczydłach...  > Niestety ale taki o to los może spotkać nasze pieniądze które zabiera nam państwo w nadziei na> lepsze jutro. A czy możecie wyobrazić sobie Panią w wieku 64 lat na kasie w dużym hipermarkecie?Nie wyobrażam sobie. Bo za 10 lat nie będzie potrzeby, aby ludzie obsługiwali kasy w marketach. > Tacy pracownicy będą zwalniani pod byle pretekstem (mobbing, czemu nie) a każda metoda na pozbycie> się leciwego pracownika jest dobra, gdyż człowiek w tym wieku nie dorównuje sprawności fizycznej i> umysłowej młodszego kompana. Emerytury mało, a leki trzeba kupić hmm może na "zeszycik"> ech to nie zieleniak.Są prognozy (bodajże J. Ryfkina), że w 2050 roku cała globalna produkcja będzie wytwarzana przez 5% populacji, więc to nie będzie tylko problem emerytów.
|
|
1 na 1 | rysiek (4593 punktów) | Bardzo "racjonalne" zamiary. Idąc tym tropem, podniesienie wieku emerytalnego do np. 80 lat, zlikwidowało by problem z deficytem ZUS-u, a nawet umożliwiło znaczne podwyżki emerytur. Tylko jaki miałoby wtedy sens płacenie niemałych składek przez kilkadziesiąt lat pracy?
Pozostaje jeszcze ważna sprawa, możliwości znalezienia pracy przez osoby starsze. Moja 37-letnia krewna szukając pracy, w większości przypadków okazywała się "za stara". Jak 50- czy 60-cio latek ma zgłaszać swoją kandydaturę na ogłoszenie o pracy w "młodym, dynamicznym zespole"?
Dalej: sprawa wykształcenia i rodzaju pracy. Stanowiska na których niedawno pracowały osoby po szkołach zawodowych, obejmują absolwenci wyższych uczelni. Sam znam sprzedawczynię z ukończonymi dwoma fakultetami. Coś tu chyba "nie gra", czy do sprzedaży butów i obsługi kasy fiskalnej potrzebne są dyplomy np. magistra historii i filozofii?
|
|
 | | emilpromil (184 punktów) | >Bardzo "racjonalne" zamiary. Idąc tym tropem, podniesienie wieku emerytalnego do np. 80 lat, zlikwidowało by problem z deficytem ZUS-u, a nawet umożliwiło znaczne podwyżki emerytur. >Tylko jaki miałoby wtedy sens płacenie niemałych składek przez kilkadziesiąt lat pracy? Płacenie składek ZUS to spłacanie długu wewnętrznego, niestety ale tego długu nie da się legalnie zdefaultować a sami wierzyciele są dużą i wpływową grupą.
Zresztą obecne od 10 do 30 % średniej pensji po 67 roku życia to i tak tylko na waciki będzie.
Wolałbym płacić 30% PIT z którego kasa by szła tylko na pokrycie obecnych świadczeń, niż 40% pit+zus w jakiejś pokracznej metoda naliczania (część składki pracodawcy, część pracownika, OFE, odliczenia, KRUS, górnicy, itp.) i mglista wizja "emerytury". Te 10% różnicy można by oszczędzić na kosztach pozyskania ZUS i prowizjach OFE.
>Pozostaje jeszcze ważna sprawa, możliwości znalezienia pracy przez osoby starsze. Moja 37-letnia krewna szukając pracy, w większości przypadków okazywała się "za stara". A ja i moi znajomi w większości przypadków mieliśmy za małe doświadczenie.
>Jak 50- czy 60-cio latek ma zgłaszać swoją kandydaturę na ogłoszenie o pracy w "młodym, dynamicznym zespole"? Powinien podkreślić swoje duże doświadczenie zawodowe.
>Dalej: sprawa wykształcenia i rodzaju pracy. Stanowiska na których niedawno pracowały osoby po szkołach zawodowych, obejmują absolwenci wyższych uczelni. Sam znam sprzedawczynię z ukończonymi dwoma fakultetami. Coś tu chyba "nie gra", czy do sprzedaży butów i obsługi kasy fiskalnej potrzebne są dyplomy np. magistra historii i filozofii? Nie są potrzebne, ale nie przeszkadzają, zresztą na takich stanowiskach pracują zarówno ludzie z niepełnym podstawowym jaki magistrzy. Studiowanie jest modne i daje bonusy : głownie zwolnienie z ZUS dla ludzi do 26 roku życia, a kiedyś dawało zaświadczenie do WKU.
A propos szkół zawodowych, ja szukając pracy często spotykałem się ze stanowiskiem pracodawców wedle którego absolwent polibudy po liceum jest gorszy od takiego po technikum.
|
|
1 na 1 | dnlg (85 punktów) | Ten system i ta cała hołota z czasów PRL-u nadaje się tylko i wyłącznie do rozku*wienia. Nakradli, swoim dali, a nam jaki los zgotowali? Bezrobocie prawie jak w Hiszpani, dziura budżetowa wielkości Oceanu Spokojnego, podatki i ceny tak wysokie, że góra Olympus na Marsie im nie dorównuje. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydaje się być zbudzenie świadomości społecznej młodych Polaków, aby tych wieprzów politycznych pogonić i wybrać ambitną, służącą Polakom świtę rządzącą.
Donald Tusk? Co go obchodzą nasze przyziemne problemy, że życie droższe, edukacja droższa, pracę ciężej znaleźć? On ze swoimi milionami ma na to wyrąbane totalnie, ważne żeby jego córeczka miała co robić i za co sobie drogie kozaczki na mróz kupować.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|