Odsłuchałem wreszcie wywiad i cóż, ksiądz wdeptał w ziemię pana Agnosiewicza.
Na przyszłość polecam przetrenować rozmowę z pomocą "adwokatem diabła".
Ksiądz doskonale wyłapał wszystkie słabości argumentacji i wszystkie punkty umożliwiające wyprowadzenie kontr-uderzenia w sposób mistrzowski. Do tego elegancka dykcja, w odpowiednich momentach pogarda, nieco spokojnej wyższości itp. Mistrzostwo dosłownie. Niemalże Kwaśniewski. Ba, nawet dokowski może się odeń wiele nauczyć.
Oto moje wnioski z tej konfrontacji.
Widzę podstawową słabość argumentacji
PSR w braku sprecyzowania
po co nam formalne wystąpienie z kościoła?, doskonale zresztą wykorzystaną przez księdza do wyprowadzenia kontr-ataku.
Drugą słabością wykorzystaną przez księdza jest brak jasnego i
wyłącznego oparcia na prawodawstwie cywilnym.
Moim zdaniem należy sobie udzielić odpowiedzi na następujące pytania:
- jakie skutki prawne, z punktu widzenia prawa cywilnego, wynikają z utrzymania formalnego członkostwa w kościele;
- jakie skutki prawne, z punktu widzenia prawa cywilnego, wynikają z zerwania tego członkostwa;
- które z nich są niepożądane, które pożądane;
- jak powyższe odnoszą się do
innych kościołów w Polsce? Tu ciekawym może być przykład występowania z kościołów muzułmańskich w Polsce. Czy i jakie procedury i konsekwencje przewidują ich wewnętrzne przepisy.
- odnieść poszczególne zapisy instrukcji do poszczególnych, szczegółowych zapisów polskiego prawa;
Jeśli uda się wskazać choć jeden JEDNOZNACZNY
cywilny zapis uzależniający prawa obywatela od
formalnego członkostwa w związku wyznaniowym wówczas moim zdaniem istnieje podstawa, by na bazie konstytucji oraz ustawy o swobodzie sumienia zażądać od rzecznika praw obywatelskich
określenia w sposób cywilno-prawny zasad formalnego wstępowania i formalnego występowania ze związków wyznaniowych.
I to jest moim zdaniem jedyna słuszna i skuteczna droga.
Moim zdaniem próby opierania argumentacji na prawie kanonicznym, abstrakcyjnej swobodzie sumienia itp. są skazane na niepowodzenie. Nie można opierać argumentacji osadzonej w środowisku zewnętrznym względem związku wyznaniowego na jego wewnętrznych przepisach.
Jedynym co można w tej kwestii zrobić aby wykorzystać wewnętrzne przepisy dowolnego kościoła to porównać stan dzisiejszy ze stanem zapisów dołączonych do aktu rejestracji jako statut tego związku wyznaniowego. Statut ten bowiem stanowi według mnie
wyłączną podstawę dla której uznano ten związek za zgodny z polskim prawem i wszelkie odstępstwa odeń mogą być podstawą żądania weryfikacji legalności funkcjonowania związku wyznaniowego.
Należy też unikać w tej analizie koncentracji na kościele rzymsko-katolickim - walka musi odbywać się na bazie przepisów ogólnych, a w stosownych kwestiach, gdzie prawo traktuje kościół rzymskokatolicki w sposób wyróżniony, należy kwestionować to prawo jako nierówno traktujące wszystkie
zalegalizowane wyznania.
Drugą grupą wniosków jakie należy wyciągnąć z rozmowy to jak obrócić argumenty przeciwnika przeciwko niemu.
Przykład: - ksiądz wspomina :
"ta kwestia statystyczna, to ja powiem w kogo ona uderza, w proboszcza, który płaci za niego podatek chociaż nie jest odliczony". Podobny argument usłyszałem samemu występując z kościoła w parafii chrztu. Tamtejszy proboszcz usiłował mnie odesłać do parafii właściwej miejscu zamieszkania posługując się tym właśnie argumentem. Gdyby tego rodzaju stwierdzenie, lub chociaż jego sugestię, o tym, że koszty poniesie proboszcz
parafii właściwej ze względu na adres zamieszkania udało się pozyskać od oponenta to mielibyśmy piękny argument: "Skąd proboszcz wie,
kto zamieszkuje jego parafię?". Ja zapytałem w prost - czy urząd meldunkowy informuje proboszcza o zmianie adresu zameldowania obywatela? Bo niby skąd proboszcz właściwej parafii ma wiedzieć, że mu podlegam?
Dwa, wypowiedź ta jest doskonałym wyjściem do stwierdzenia, że nie wnikamy w wewnętrzne regulacje ustalające sposób rozliczeń finansowych kościoła. Bo proboszcz płaci podatek, ale podatek
kościelny.
Wreszcie trzecia grupa wniosków to wnioski dotyczące sposobu prowadzenia dyskusji. Po pierwsze trzeba mieć przygotowane jasne i proste otwarcie definiujące pole sporu. Po drugie, opanować tremę i używać modulacji głosu. Wyrażenie zdumienia nad niewiedzą oponenta, obrócenie argumentu w żart, przeniesienie dyskusji z niewygodnego wątku głównego na argumenty poboczne itp. to środki z grupy chamskich ale skutecznych. Jak widać było pięknie na załączonym obrazku.
Ksiądz sprawiał wrażenie, że miał doskonale przygotowaną zarówno linię ataku jak i linię obrony. Nasz kolega - wyłącznie linię ataku. Tak się nie wygra - przeciwnikiem jest przecież profesjonalista, człowiek kształcony w sztuce retoryki, wywierania nacisków, manipulacji itp.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka