 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-04-2009 23:06 | Grzegorz (2117 punktów) | Monetaryzm
5 na 5 | Może powinienem się zniechęcić Waszą niechęcią do komentowania tematów związanych ze szkołami ekonomicznymi, ale co tam, jeśli to moje pisanie pomoże komuś zrozumieć kto jest kim lub zachęci do zainteresowania się tematem - warto, szczególnie w kontekście posiadanych przez Was praw wyborczych  Tytułowy monetaryzm również wiązany jest z liberalizmem. Szkoła ta nie ma jednak jednolitego charakteru. Już sam przedmiot zainteresowania, czyli wpływ polityki pieniężnej na gospodarkę, sugeruje skrajne wnioski, co też w istocie ma miejsce. Dlatego też monetaryzm w zasadzie nie stanowi całościowego modelu a raczej występuje w mieszankach. Z wikipedii dowiecie się o antykeynsistowskim charakterze monetaryzmu, ale z drugiej strony, o czym była mowa przy okazji keynesizmu, z połączenia keynesizmu i monetaryzmu powstał neokeynesizm. Za ojca tej szkoły przyjmuje się Friedmana, choć teoriami pieniądza, a więc w jakimś sensie monetarystycznymi zajmował się np. Kopernik. Cytat:Friedman dowodził, że popyt na pieniądz jest ściśle zależny od kilkunastu zmiennych ekonomicznych i może być na ich podstawie stosunkowo łatwo obliczony. Stąd, jeśli państwo zwiększy emisję pieniądza ponad tę obliczoną wartość, spowoduje to szybki nadmiar pieniędzy w bilansach poszczególnych ludzi, który spożytkują oni w większości na dodatkową konsumpcję. Dodatkowa konsumpcja spowoduje tymczasowy wzrost standardu życia. Na dłuższą metę, ten chwilowy wzrost standardu nie będzie miał jednak pokrycia w podaży dóbr, która jest zależna tylko od potencjału wytwórczego, który przez sam fakt emisji pieniądza się nie zmienia. Tymczasowy wzrost spożycia powoduje jednak na dłuższą metę stały wzrost potrzeb, co pociąga za sobą stały nacisk na wzmożoną podaż pieniądza. W tej sytuacji państwo albo nadal zwiększa podaż pieniądza wywołując inflację, albo wywołuje niezadowolenie społeczeństwa obcinaniem jego dochodów. Pogląd ten stał w ostrej sprzeczności z obowiązującym wtedy keynesizmem, który głosił, że "ilość pieniądza w gospodarce jest sprawą drugorzędną" i że wzrost jego emisji nie powoduje automatycznie wzrostu spożycia.
Podstawowym dzieckiem monetaryzmu jest ilościowa teoria pieniądza która co prawda źródła ma we wcześniejszych koncepcjach ale nabrała ostatecznego kształtu za sprawą Friedmana. U źródeł monetaryzmu współczesnego leżała jak widać z cytatu krytyka interwencjonizmu i wskazanie na krótkowzroczność polityki pobudzania gospodarki poprzez manipulacje podażą pieniądza. W tym sensie jest pewnym paradoksem to, że teorie monetarystyczne jak raz wykorzystano w praktyce głównie aby na rynku interweniować, choć w zbożnym celu liberalizacji. Monetaryzm bowiem był podstawą dla reform Raegana i Thacher. Monetarystą można również nazwać "wczesnego" Balcerowicza, co akurat wynikało przede wszystkim z konieczności przeprowadzenia reform pieniądza w warunkach naszej rodzimej hiperinflacji. Monetaryzm stał się zatem w praktyce narzędziem reformatorów i raczej częścią istniejących już koncepcji niż samodzielną szkołą. Patrząc na prawidła związane z pieniądzem i wnioski jakie one rodzą, musi dziwić ostatni nawrót do tez o zbawiennej roli pompowania kasy w gospodarkę celem jej ożywienia w dobie kryzysu. Istnienie zjawiska stagflacji, o którym chyba jakby ostatnio zupełnie zapomniano, dowodzi, że możliwa jest jednoczesne występowanie inflacji i braku wzrostu gospodarczego. W zasadzie trudno sobie wyobrazić większy pasztet niż sytuacja, w której należałoby jednocześnie walczyć z inflacją ograniczając podaż pieniądza, a z drugiej robić coś wręcz przeciwnego aby pobudzić wzrost. Cóż, zabawa pieniądzem rodzi spore zagrożenia, a realizacja krótkoterminowych celów, głównie politycznych, prowadzi do długoterminowych kryzysów, o tym właśnie głównie mówi monetaryzm. Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| jad11 (18783 punktów) | > Może powinienem się zniechęcić Waszą niechęcią do komentowania tematów związanych ze szkołami> ekonomicznymi, ale co tam, jeśli to moje pisanie pomoże komuś zrozumieć kto jest kim lub zachęci do> zainteresowania się tematem - warto, szczególnie w kontekście posiadanych przez Was praw wyborczych>  Jasne, że pisz- chętnie czytam. Nie komentuję, bo nie mam nic sensownego do powiedzenia.
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
1 na 1 | Satyr (4285 punktów) | > Cóż, zabawa pieniądzem rodzi spore zagrożenia, a realizacja krótkoterminowych celów, głównie politycznych, prowadzi do długoterminowych kryzysów, o tym właśnie głównie mówi monetaryzm.> PozdrawiamI owa zabawa długo się nie skończy. Bank Anglii dodrukuje niebawem 75 mld funtów, wpompuje to w rynek, politycy odtrąbią pobudzenie gospodarki, a że nadejdzie inflacja... to już problem kolejnego rządu - coś się wymyśli. Więcej o owej decyzji pisze R. Gwiazdowski: gwiazdowsk(*)9/03/06/drukarze-i-terrorysci/Z tego co wiem, zadaniem banków centralnych jest dbanie o jakość pieniądza. Z tego względu np. w Polsce bank centralny jest niezależny od rządu. W UK jest inaczej i zastanawiam się, czy aby nie jest to jeden z powodów, dla których UK nie weszło do strefy euro (uczestniczenie w niej zobowiązuje rządy do posłuszeństwa polityce monetarnej banku centralnego). Pozdrawiam
|
|
 | | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >I owa zabawa długo się nie skończy. Bank Anglii dodrukuje niebawem 75 mld funtów, wpompuje to w rynek, politycy odtrąbią pobudzenie gospodarki, a że nadejdzie inflacja...
Być może wtedy funt tak się osłabi, że będzie się opłacało polecieć specjalnie samolotem po komputer Apple, który w Polsce jest droższy niż w UK. W to mi graj. Chyba że będą nadążać z podnoszeniem jego ceny na bieżąco.
Pozdrawiam Adam
Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
|
|
|  | 1 na 1 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Chyba że będą nadążać z podnoszeniem jego ceny na bieżąco.I to właśnie nazywamy inflacją.
|
|
1 na 3 | Robert Zawecki (4718 punktów) | Grzegorz, czytamy i podziwiamy, ale naszym lewicowcom brakuje wiedzy merytorycznej by podjąć dyskusje. Ich postrzeganie ekonomii kończy się na poziomie narcystycznych haseł propagandowych niejakiego Kołodki, tudzież niejakiej Klein. Zatem nie ma z kim toczyć sporów. Jednak część z nich to czyta i może zaświta im myśl o istnieniu innej rzeczywistości.
|
|
 | -2 na 2 | waldeck77 (4307 punktów) | Weźcie sobie, ludzie, załóżcie jakąś stronkę, gdzie będziecie mogli propagować swoją żałosną doktrynę ekonomiczną, bo tutaj, jak to już kiedyś napisałem, mało kogo interesują wasze głoszone z sekciarskim zapałem skompromitowane teorie. Czego oczekujecie? Że zaczniemy wam przytakiwać, jaki to straszny kryzys spowodowały socjalistyczno-lewackie banki w ostoi socjalizmu Stanach Zjednoczonych.
|
|
|  | 3 na 3 | Satyr (4285 punktów) |
Czytaj waldeck77, choćby ze względu na to, że masz głos wyborczy. Może coś Ci zaświta więcej od lewicowego bujania w obłokach. Ekonomia to jednak twarda nauka, nie da się jej zachlapać postmodernistyczno-psychoanalitycznym bełkotem, którym lewica (ta skrajna) ochlapała całą niemal humanistykę.
Ja sam czuję się laikiem w tej dziedzinie, więc chętnie czytuję mądrzejszych, zamiast okopywać się w twierdzy z górnolotnych sloganów.
Pozdrawiam
|
|
 | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >brakuje wiedzy merytorycznej by podjąć dyskusje.
Kwintesencja ekonomii jest portfel. Jeśli macie jakąś teorię, która sprawi, że stanie się zasobniejszy - chętnie skorzystam.
|
|
|  | 2 na 2 | Robert Zawecki (4718 punktów) | >Kwintesencja ekonomii jest portfel. Jeśli macie jakąś teorię, która sprawi, że stanie się zasobniejszy - chętnie skorzystam. To proste, trzeba wydajniej pracować, lepiej zarobkować, wypracowane środki udanie reinwestować i z biegiem czasu... stajesz się bogaczem!
|
|
| |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >To proste, trzeba wydajniej pracować...
Pod warunkiem, że wydajność jest nagradzana. W wielu wypadkach jest to fikcja.
>lepiej zarobkować...
Dla armii pracowników zarobki ogranicza zwykle umowa.
>wypracowane środki udanie reinwestować...
O ile zostaje jakaś reszta.
>i z biegiem czasu... stajesz się bogaczem!
Skoro zasady są tak proste, to dlaczego biedy jest więcej niż bogactwa? Może zapomnieliśmy o modlitwie?
|
|
| | |  | 2 na 2 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Pod warunkiem, że wydajność jest nagradzana. W wielu wypadkach jest to fikcja.> Dla armii pracowników zarobki ogranicza zwykle umowa.Wybór dobrze płatnej pracy, zależnej od zaangażowania, jest kluczem do sukcesu. Nie znajdujesz takiego pracodawcy, to zamiast się stresować i wznosić lament, bierzesz sprawy w swoje ręce i sam stajesz się swoim pracodawcą. > O ile zostaje jakaś reszta.Jak robisz jak wyżej i nie jesteś utracjuszem, to... zostaje.  > Skoro zasady są tak proste, to dlaczego biedy jest więcej niż bogactwa?Albowiem większość osób zadowala się bierną postawą roszczeniową (homo sovieticus), zamiast działać odważnie i kreatywnie. Najlepiej zacząć już w młodości, zanim założona zostanie rodzina, bowiem czym później, tym mniejsza skłonność do ryzyka.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
>Wybór dobrze płatnej pracy, zależnej od zaangażowania, jest kluczem do sukcesu. Nie znajdujesz takiego pracodawcy, to zamiast się stresować i wznosić lament, bierzesz sprawy w swoje ręce i sam stajesz się swoim pracodawcą.
>Albowiem większość osób zadowala się bierną postawą roszczeniową (homo sovieticus), zamiast działać odważnie i kreatywnie. Najlepiej zacząć już w młodości, zanim założona zostanie rodzina, bowiem czym później, tym mniejsza skłonność do ryzyka.
Drogi Robercie, jakim to cudem "swoim pracodawcą" może stać się nauczyciel akademicki? Własną uczelnię założyć? Mamy różne zawody i w niektórych z nich wielkiego wyboru nie ma. Jeśli chcesz robić to, co sobie wymarzyłeś i w czym jesteś dobry, a płacą za to, powiedzmy, średnio, to jaki masz wybór? Nie każdy zamiast pracować w Tesco czy innym Auchan może założyć własny stragan z pietruszką, bo nie każdy pracuje w Tesco. Wy, ekonomiści, zdajecie się zapominać o tym, że na producentach i handlowcach świat się nie kończy. Nie czuję się "homo sovieticus", zwłaszcza że ten zwrot ma także wymiar pozaekonomiczny i na Twoim miejscu bardzo bym z nim uważała, bo łatwo kogoś obrazić. Nie jojczę i nie marudzę. Niemniej nie umyka mi fakt, że ludzie są różni - jedni bardziej kreatywni, inni mniej, jedni mają takie zainteresowania, inni inne. Niestety, wypływające z Waszej odmiany ekonomii fałszywe wyobrażenia o "przydatności" powodują, że młody urzędnik bankowy namolnie wciskający ludziom karty kredytowe zarabia o niebo więcej, niż nauczyciel matematyki w liceum. To jest w porządku? Tak ma być? Bo coś mi tu zgrzyta.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Robert Zawecki (4718 punktów) | Dziękuję Ci z tę wypowiedź, bo pozwala ona nam zmierzyć się z pewnym poczuciem niemocy. Zdecydowana większość zawodów pozwala na kreatywne i samodzielne działanie. Jednak występuje część zawodów, które takiej możliwości nie dają - np. "historyk IPN" albo "inżynier reaktora atomowego". 1. Już wybierając studia należy myśleć nie tylko o tym, co nam się podoba, ale też o tym, jakie warunki działania dostępne są po uzyskaniu tego zawodu. Mit 1: zawód determinuje całe życie. To zaszłość historyczna, w dużej części postkomunistyczna. Mój wuj po wojsku dostał nakaz pracy w pewnej firmie i był w niej kierowcą przez prawie 40 lat, aż go wyrzucili na rentę zdrowotną. Mam dopiero 44 lata, a już posiadam trzy zawody, a nie wykluczam jeszcze kolejnego. Należy się przygotować na to, że w trakcie życia będzie trzeba zmieniać zawód nawet 2-3 razy, by wciąż być użytecznym i elastycznym w stosunku do rynku pracy. 2. Mit 2: zawody "budżetowe" nie pozwalają na samodzielne działanie. Nic bardziej błędnego - dam trzy przykłady tylko z branży nauczycielskiej. A. Przyjaciółka została początkującym nauczycielem akademickim przedmiotów ścisłych z jakąś marną pensją. Dała ogłoszenie w serwisie internetowym oferujące korepetycje. Po miesiącu miała już tylu chętnych, że zrezygnowała z "kariery" akademickiej i poświęciła się zawodowemu dawaniu korepetycji. Jej zarobki się podwoiły, pracuje mniej, przed południem zajmuje się swoimi dziećmi (zysk na dojazdach, przedszkolach i lekarzach), a po południu daje korepetycje, a swoimi dziećmi zajmuje się mąż. B. Druga przyjaciółka zaangażowała się w pełni w pracę akademicką. Jest rekordzistką - pracuje równocześnie na sześciu różnych uczelniach/filiach. Podstawowy etat ma na studiach dziennych i dodatkowo w różnych formach zarabia na wieczorowych, a każdy weekend spędza w innej filii zamiejscowej. Ma etat, ma działalność, bierze zlecenia - generuje spore nadwyżki finansowe. Można? Można. C. Mój kolega doszedł do wniosku, że jego żona zbyt mało zarabia pracując na uczelni państwowej, więc postanowił założyć jej własną uczelnię. Strasznie brzmi, prawda? Ale to tylko blokada mentalna - nie święci garnki lepią. Zrobił spotkanie grona zaprzyjaźnionych profesorów i zaproponował wspólne utworzenie prywatnej uczelni - on zapewniał organizację całości (kanclerz), a oni dawali nazwiska/tytuły i osobiście prowadzili zajęcia. Wynajął pomieszczenia na godziny popołudniowe, zatrudnił dynamiczną dziewczynę do biura i zaczął od studiów podyplomowych dla pracowników większych firm. Oferta była dobra, bo za standardową cenę, studenci otrzymywali produkt w postaci kilkunastoosobowych konserwatoriów z udziałem samych profesorów. Co semestr powiększał zakres i teraz brakuje mu już tylko poziomu studiów magisterskich, bowiem miasto nie chce mu sprzedać budynku. Okazuje się, że w Polsce najważniejszą rzeczą dla uczelni jest posiadanie własnego budynku, wiedza i jakość kształcenia mają daleko mniejsze znaczenie. > Wy, ekonomiści, zdajecie się zapominać o tym, że na producentach i handlowcach świat się nie kończy.My, ekonomiści, jak widać wyżej, staramy się patrzeć na świat szeroko, choć pewnie nie wszyscy.  > Nie czuję się "homo sovieticus", zwłaszcza że ten zwrot ma także wymiar pozaekonomiczny i na Twoim miejscu bardzo bym z nim uważała, bo łatwo kogoś obrazićMam dom w gminie, gdzie większość mieszkańców to pracownicy byłego PGR-u. Bezradność wyuczona to standard - 1/3 mieszkańców gminy żyje z pomocy społecznej, ale osoby do pracy w ogrodzie czy do sprzątania nie znajdziesz! > Niemniej nie umyka mi fakt, że ludzie są różni - jedni bardziej kreatywni, inni mniej, jedni mają takie zainteresowania, inni inneNikt nie musi być omnibusem, ale wystarczy dobrać do grupy dobrego organizatora i on stworzy "biznes". Wy róbcie swoje, ale otwórzcie horyzonty myślowe! > Niestety, wypływające z Waszej odmiany ekonomiiNaszej, tzn. jakiej? > fałszywe wyobrażenia o "przydatności" powodują, że młody urzędnik bankowy namolnie wciskający ludziom karty kredytowe zarabia o niebo więcej, niż nauczyciel matematyki w liceum. To jest w porządku? Tak ma być? Bo coś mi tu zgrzyta.To bank, czyli klienci banku mu płacą - pewnie lubią. Nauczyciel matematyki nie jest przymuszony do pracy w liceum - ma wiele opcji, patrz wyżej. Najważniejsze, to skruszyć bariery mentalne i szerzej patrzeć na możliwości jakie daje świat!
|
|
| | | | | |  | | Meretseger (61860 punktów) |
> 1. Już wybierając studia należy myśleć nie tylko o tym, co nam się podoba, ale też o tym, jakie warunki działania dostępne są po uzyskaniu tego zawodu.Prawda, ale nie do końca. Jakieś 12-15 lat temu mnóstwo młodzieży wybierało ekonomię lub "zarządzanie i marketing", bo nie tylko były to kierunki modne, ale dające wielką szansę na zatrudnienie. Teraz najwięcej osób bezrobotnych legitymuje się dyplomem "zarządzania i marketingu" (ekonomiści jakoś sobie poradzą). No, może nie "najwięcej" - politologów i socjologów jest chyba więcej  > Mit 1: zawód determinuje całe życie. To zaszłość historyczna, w dużej części postkomunistyczna.W XIX wieku jak ktoś zostawał lekarzem, to już nim był  Czyli historyczna, zgoda, ale w żadnym wypadku nie postkomunistyczna. > Mam dopiero 44 lata, a już posiadam trzy zawody, a nie wykluczam jeszcze kolejnego.Mam więcej i też trzy zawody. Ale co z tego, kiedy wszystkie "nieprzydatne"  > ...zrezygnowała z "kariery" akademickiej i poświęciła się zawodowemu dawaniu korepetycji.Mnie to nie bawi. > B. Druga przyjaciółka zaangażowała się w pełni w pracę akademicką. Jest rekordzistką - pracuje równocześnie na sześciu różnych uczelniach/filiach. Podstawowy etat ma na studiach dziennych i dodatkowo w różnych formach zarabia na wieczorowych, a każdy weekend spędza w innej filii zamiejscowej. Ma etat, ma działalność, bierze zlecenia - generuje spore nadwyżki finansowe. Można? Można.Pewnie, że można. A robi jeszcze coś innego, czy tylko pracuje? Kiedy ostatnio była w teatrze? Ile czasu poświęca dzieciom? > Okazuje się, że w Polsce najważniejszą rzeczą dla uczelni jest posiadanie własnego budynku, wiedza i jakość kształcenia mają daleko mniejsze znaczenie.Jakość kształcenia... Nie chcę nikogo obrazić, ale mam złe doświadczenia z uczelniami prywatnymi. Przeważnie są to tylko Wyższe Szkoły Tego i Owego. Może w tym wypadku jest inaczej, ale zapewniam Cię - gros takich prywatnych szkółek nastawiona jest na zysk, nie na jakość kształcenia, a znane nazwiska zwyczajnie odwalają chałturę (mogę kilka podać, ale nie publicznie). > >Nie czuję się "homo sovieticus", zwłaszcza że ten zwrot ma także wymiar pozaekonomiczny i na Twoim miejscu bardzo bym z nim uważała, bo łatwo kogoś obrazić> Mam dom w gminie, gdzie większość mieszkańców to pracownicy byłego PGR-u. Bezradność wyuczona to standard - 1/3 mieszkańców gminy żyje z pomocy społecznej, ale osoby do pracy w ogrodzie czy do sprzątania nie znajdziesz!To akurat wiem i też doświadczyłam na własnej skórze, jak szukałam osoby do sprzątania, ale to wciąż tylko wymiar ekonomiczny określenia. > To bank, czyli klienci banku mu płacą - pewnie lubią.Raczej szefowie, klientów nikt nie pyta, jakie stawki uważają za właściwe. > Nauczyciel matematyki nie jest przymuszony do pracy w liceum - ma wiele opcji, patrz wyżej.Zgoda - ale KTO wtedy będzie uczył w liceum? Nieudacznik, który nie potrafi sobie "zorganizować lepszego zajęcia" (czyt. lepiej płatnego)? Strach pomyśleć, co się wtedy będzie działo z poziomem nauczania... > Najważniejsze, to skruszyć bariery mentalne i szerzej patrzeć na możliwości jakie daje świat!O, to właśnie. Święte słowa  "Skruszyć bariery mentalne"... Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Robert Zawecki (4718 punktów) | Tak, politowania wartych politykierów mam zdecydowany nadmiar, ale to ich wybór. Socjologia jest fajna, może kiedyś się w to wgłębię, ale to też ich wybór. Jak dla mnie, to oba zawody powinny być traktowane jako dodatkowe. Marketingowców nie ma co żałować - ich duża podaż sprawiła, że sfera handlu szybko doszlusowała do poziomu europejskiego. Kierunki kształcenia podlegają koniunkturze, jak wszystko, trzeba myśleć wielopłaszczyznowo. Mój wuj mawiał - jak wszyscy twierdzą, że gdzieś jest "biznes", to jest to ostatni moment, aby stamtąd zwiewać.  Też mam bardzo ładny dyplom "ekonomia menedżerska - zarządzanie" i z ciekawości zacząłem wysyłać papiery na różne castingi. Niestety kompletnie bez odzewu. Zatem świadczę usługi doradcze w zakresie zarządzania i jedni polecają mnie drugim, i do końca marca nie nadążałem z przerobem zleceń. Trzeba być elastycznym i sięgnąć tam, gdzie inni nie sięgają. > zostawał lekarzemTeraz też tak może, ale nie oznacza to feudalnego przywiązania do jednego państwowego ZOZ-u. Można pracować w różnych miejscach, w tym na swoim, co prawie wszyscy czynią. Dlatego śmieszą mnie lamenty lekarzy niby mało zarabiających. A załóż swój gabinet i bądź lepszy od innych. A jak chorzy nie przyjdą, to idź do nich do domu. W tej chwili jest tragiczny niedobór usług medycznych świadczonych w domu - a wiele osób zapłaciłoby "za dojazd", byleby nie wyłazić z domu i czekać w kolejkach w przychodni. Ale cóż, hrabiostwu się albo nie chce, albo uwłacza to ich "godności". > MamNie ma zupełnie "nieprzydatnych", ale pewnie nie pomyślało się o dywersyfikacji branżowej? > Mnie to nie bawi.Nie każda praca może i bawić, i żywić. Wybór należy do Ciebie!  > Pewnie, że można. A robi jeszcze coś innego, czy tylko pracuje? Kiedy ostatnio była w teatrze? Ile czasu poświęca dzieciom?Jest rekordzistką, typową reprezentantką - wg mnie - zidiociałego feministycznego pracoholizmu (dobrze, że Alicja tu nie zagląda). Od nas zależy, ile czasu i uwagi poświęcimy na pracę, a ile na przyjemności. Jednak preferując przyjemności nie oczekujmy, że osiągniemy nadzwyczajne zarobki. Osobiście najpierw poświęciłem się pracy nad zgromadzeniem kapitału, a teraz w coraz większym stopniu oddaję się lenistwu i innym przyjemnościom!  > Jakość kształcenia... Nie chcę nikogo obrazić, ale mam złe doświadczenia z uczelniami prywatnymi. Przeważnie są to tylko Wyższe Szkoły Tego i Owego. Może w tym wypadku jest inaczej, ale zapewniam Cię - gros takich prywatnych szkółek nastawiona jest na zysk, nie na jakość kształcenia, a znane nazwiska zwyczajnie odwalają chałturę (mogę kilka podać, ale nie publicznie).Sprawa jest bardzo skomplikowana. Znam osobiście wiele uczelni i wielu moich współpracowników jest studentami. Wiele osób twierdzi, że uczelnie państwowe są najlepsze, a prywatne to produkcyjniaki. Czasem jest to prawda, ale często jest zupełnie na odwrót. Również kryteria "rankingowe" są mętne. Jakie znaczenie dla jakości kształcenia ma fakt, że budynek jest własnością uczelni albo jest długoterminowo wynajmowany? Drugi parametr, wielkość księgozbioru - kompletna bzdura. Nie chcę uogólniać, ale porównam dwie szczecińskie placówki. A. Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania US B. "Szkoła prywatna". Studiowałem osobiście na obu, czesne prawie to samo. WNEiZ ma renomę europejską i jest wysoko w rankingach, SP wprost przeciwnie. A jak jest w praktyce? 1. Biblioteka WNEiZ jest kilkaset razy większa, ale nie ma aktualnych wydawnictw albo nie ma możliwości ich wypożyczenia. Mała biblioteka SP ma wszystkie wydawnictwa polecane studentom przez wykładowców, w liczbie równej 50% studentów. Każdy bez problemu wypożycza to, co potrzebuje. Oprócz tego każdy z wykładowców udostępnia skrypt do swojego przedmiotu. Komisja rankingowa wysoko ocenia szkołę państwową i "masakruje" prywatną - czy to ma sens? Pewnie, trzeba wspierać państwowe molochy. 2. Sale wykładowe w WNEiZ są nowoczesne i ładne, ale akurat płacących studentów zaocznych wtłacza się w długą salę przerobioną z klatek szatniowych, akustyka jest potworna, nagłośnienia i projekcji brak, o wentylacji nikt nie słyszał. W szkole prywatnej sale są odnowione, sprzęt nowy, wentylacja, oświetlenie, nagłośnienie, projektor multimedialny w każdej sali. Komisja rankingowa daje dużo punktów szkole państwowej, bo ma... rozbudowaną własną bazę dydaktyczną, natomiast szkoła prywatna nie spełnia warunków do zezwolenia na poziom magisterski, bowiem nie posiada żadnej własnej bazy dydaktycznej. 3. Kadra. W szkole państwowej 4h mało komunikatywnego wykładu dla 150 osób prowadzi profesor lub doktor, a resztę "ćwiczeń" prowadzą niedouczone magisterki z gotowych konspektów, a każde pytanie z sali wywołuje przerażenie w oczach. Natomiast w szkole prywatnej, nie dość, że zajęć jest o połowę więcej, to jednocześnie wszystkie odbywają się w grupach 25-30 osób i prawie wszystkie prowadzone są przez profesorów i doktorów. Piszę prawie, bo np. podatki prowadzi kierownik z miejscowego US, reklamę prowadzi szef jednej z większych agencji reklamowych, a komunikację społeczną prowadzi były wojewoda. Uczelnia państwowa nie ma nawet takich przedmiotów. Mógłbym tak jeszcze, ale mnie już mdli. Pytanie sprawdzające - która uczelnia jest "lepsza"? Oczywiście ta państwowa ma większą renomę.  > Raczej szefowie, klientów nikt nie pyta, jakie stawki uważają za właściwe.Ale klienci mają do wyboru kilkanaście banków, w tym internetowych - prawda? > Zgoda - ale KTO wtedy będzie uczył w liceum? Nieudacznik, który nie potrafi sobie "zorganizować lepszego zajęcia" (czyt. lepiej płatnego)? Strach pomyśleć, co się wtedy będzie działo z poziomem nauczania...Jak zacznie brakować nauczycieli, to wzrosną ich zarobki - patrz lekarze. Z drugiej strony, te zarobki wcale nie są takie niskie. Policz stawkę godzinową. > O, to właśnie. Święte słowa "Skruszyć bariery mentalne"...
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | > Jak zacznie brakować nauczycieli, to wzrosną ich zarobki - patrz lekarze. Z drugiej strony, te zarobki wcale nie są takie niskie. Policz stawkę godzinową.Oj, nie ryzykowałabym... Chyba, że policzymy tylko godziny pensum dydaktycznego. A klasówki sprawdzimy za friko  > Mój wuj mawiał - jak wszyscy twierdzą, że gdzieś jest "biznes", to jest to ostatni moment, aby stamtąd zwiewać.  i plus dla wuja
|
|
| | | | | | | | |  | | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Oj, nie ryzykowałabym... Chyba, że policzymy tylko godziny pensum dydaktycznego. A klasówki sprawdzimy za friko  Nie fetyszyzujmy tych klasówek - w wielu innych zawodach też trzeba się przygotowywać do pracy. Poza tym macie wakacje i liczne ferie. I przede wszystkim - nie chcesz klasówek, to załóż swoją szkołę!
|
|
| | | | | | | | | |  | | Meretseger (61860 punktów) | > >Oj, nie ryzykowałabym... Chyba, że policzymy tylko godziny pensum dydaktycznego. A klasówki sprawdzimy za friko  > Nie fetyszyzujmy tych klasówek - w wielu innych zawodach też trzeba się przygotowywać do pracy. Poza tym macie wakacje i liczne ferie.> I przede wszystkim - nie chcesz klasówek, to załóż swoją szkołę!  Ale ja nie jestem nauczycielką
|
|
|  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > >brakuje wiedzy merytorycznej by podjąć dyskusje.> Kwintesencja ekonomii jest portfel. Jeśli macie jakąś teorię, która sprawi, że stanie się zasobniejszy - chętnie skorzystam.Poleciłbym Ci książkę R.Kiyosaki "Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec". Stan portfela to zgodnie z jej tezą, w gruncie rzeczy, odzwierciedlenie pewnego typu świadomości i określonego rodzaju wychowania. Wg Kiyosakiego podstawą w dochodzeniu do zasobności jest umiejętność odróżniania pasywów od aktywów, co wbrew pozorom nie jest takie oczywiste, oraz zmiana postrzegania świata z optyki nastawionej na zdobycie dobrej pracy, na optykę opartą na poszukiwaniach a przed wszystkim na korzystaniu z możliwości. Cytat:Aby stać się zabezpieczonym finansowo, człowiek musi dbać o swój biznes. Nasz biznes obraca się wokół kolumny aktywów. Jak wspomniano wcześniej, pierwszą zasadą, jest wiedzieć, jaka jest różnica pomiędzy aktywami a pasywami i kupować aktywa. Bogaci skupiają się na kolumnie swoich aktywów, gdy zaś reszta skupia się na swoim zestawieniu dochodu
Cytat:Mój bardzo wykształcony ojciec zawsze namawiał mnie do szukania dobrej pracy w dobrze prosperującej firmie. Opisywał te zalety jako: "praca, która pozwoli wspinać się po szczeblach firmowej drabiny". Nie rozumiał, że przez wyłączne poleganie na pensji pochodzącej od pracodawcy, stałbym się posłuszną krową gotową do udoju. Gdy powiedziałem bogatemu ojcu o tej radzie, tylko zachichotał. - Dlaczego nie być właścicielem drabiny? - to było wszystko, co powiedział Pozdrawiam
|
|
| |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >przez wyłączne poleganie na pensji pochodzącej od pracodawcy, stałbym się posłuszną krową gotową do udoju.
Trudno sobie wyobrazić rynek pracy oparty tylko na pracodawcach. Pracownicy najemni są jego stałym elementem. Tak więc potrzebujemy pilnie teorii niesprawiedliwości społecznej, a nie fantazji o powszechnej sprawiedliwości. Która szkoła ekonomii politycznej zacznie? Kto chce pierwszy oberwać?
>Dlaczego nie być właścicielem drabiny?
Wie o tym każdy kominiarz.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Robert Zawecki (4718 punktów) | >Trudno sobie wyobrazić rynek pracy oparty tylko na pracodawcach. Pracownicy najemni są jego stałym elementem. Póki co, chociaż w coraz mniejszym stopniu. Coraz więcej jest mikrofirm usługowych, coraz więcej samozatrudnienia, coraz więcej pracy tymczasowej i leasingu, coraz więcej freelancerów i współpracy firmowej. Odkąd wszyscy moi współpracownicy założyli działalność, to wszyscy jesteśmy pracodawcami, a nikt nie jest pracownikiem. Świadczymy sobie usługi wzajemne i sami decydujemy, ile pracujemy i w ślad za tym, ile zarabiamy.
>Tak więc potrzebujemy pilnie teorii niesprawiedliwości społecznej, a nie fantazji o powszechnej sprawiedliwości Nic tak dobrze nie napędza gospodarki jak tania siła robocza. Ale czy to jest niesprawiedliwość społeczna? Egalitaryzm płacowy jest dysfunkcjonalny i niesprawiedliwy. Lepsi i pracowitsi powinni mieć lepiej - i to właśnie jest sprawiedliwe.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | >Trudno sobie wyobrazić rynek pracy oparty tylko na pracodawcach. Pracownicy najemni są jego stałym elementem.
Pytałeś nie o prawidłowości rynkowo-pracownicze tylko o źródła bogactwa. Wybierając w miarę stabilną i pewną sytuację pracownika sprzedajemy nasze zasoby czasu i umiejętności za oznaczoną cenę. Mało nam pozostaje wolnych zasobów aby móc rozwijać coś własnego. Jest w ludziach pewna awersja do ryzyka i sporo wygodnictwa - ma to swoją cenę. Spójrz na listę ludzi bogatych i wskaż mi na niej etatowych pracowników.
>Tak więc potrzebujemy pilnie teorii niesprawiedliwości społecznej, a nie fantazji o powszechnej sprawiedliwości.
Chyba wystarczy nam całkowicie praktyka i rzeczywistość, która jakoś mimo zaklęć, nie chce być "sprawiedliwa społecznie".
Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >sprzedajemy nasze zasoby czasu i umiejętności za oznaczoną cenę. Mało nam pozostaje wolnych zasobów aby móc rozwijać coś własnego.
To zależy od osobistych priorytetów. Nikt nie pamięta u kogo pracował chory na gruźlicę urzędnik Franz Kafka. Z drugiej strony firma pod nazwą Picasso miała się całkiem nieźle.
>Jest w ludziach pewna awersja do ryzyka i sporo wygodnictwa - ma to swoją cenę.
Z tym się zgodzę.
>Spójrz na listę ludzi bogatych i wskaż mi na niej etatowych pracowników.
Podobnie jest z listą najbardziej poszukiwanych. Co do bogactwa: jakkolwiek nie byłoby wielkie i tak liczy się subiektywny poziom szczęśliwości. Mogę sobie wyobrazić człowieka mającego raka bardziej szczęśliwego niż człowieka mającego miliard.
|
|
| |  | 3 na 3 | waldeck77 (4307 punktów) | >Poleciłbym Ci książkę R.Kiyosaki "Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec". Stan portfela to zgodnie z jej tezą, w gruncie rzeczy, odzwierciedlenie pewnego typu świadomości i określonego rodzaju wychowania.
Lewicowcom zarzuca sie na tym forum brak wiedzy merytorycznej i odwoływanie do "niejakiego Kołodki", a sami zwolennicy neoliberalizmu polecają nam tu poradnik z supermarketu z cyklu "Jak w 3 dni stać się milionerem dzięki potędze podświadomości".
|
|
| | |  | 2 na 2 | Grzegorz (2117 punktów) | >Lewicowcom zarzuca sie na tym forum brak wiedzy merytorycznej i odwoływanie do "niejakiego Kołodki", a sami zwolennicy neoliberalizmu polecają nam tu poradnik z supermarketu z cyklu "Jak w 3 dni stać się milionerem dzięki potędze podświadomości".
Jakiej potędze podświadomości? Czytałeś tę książkę, albo choćby cytaty które z niej zaczerpnąłem? Kiyosaki ma bardzo trafną diagnozę ludzkiej biedy, umieszczając jej przyczyny w wadliwym sposobie nauczania i w nieprawidłowym sposobie myślenia o pieniądzu. Zauważa, że ludzie generalnie przygotowują się do roli najemnika i taką rolę potem pełnią, jednocześnie dziwiąc się, że nie spływa na nich manna z nieba, a ich pracodawca zarabia więcej. Zwraca uwagę na opłakane skutki zjawiska "rat race'u". Uznaje że bieda jest stanem umysłu bo ludzie nie kształcą się w kierunku wykorzystania swoich umiejętności finansowych, tylko w dopasowywaniu się do struktur urzędów i korporacji. Uczymy nasze dzieci jak być pracownikami, a nie pracodawcami - to konstatacja Kiyosakiego.
Nie ma tu mowy o afirmacjach i potędze podświadomości, tylko o wiedzy z zakresu finansów, umiejętności poszukiwania szans, szukaniu doświadczeń. Jedną z ciekawszych jego myśli jest aby, nie pracować za pieniądze, tylko szukać pracy, w której można się czegoś nauczyć.
BTW - To że jego wykłady, metoda, czy książka dobrze się sprzedają i przynoszą mu zyski chyba przemawia na jego korzyść, w kontekście tematyki.
Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Robert Zawecki (4718 punktów) | > zwolennicy neoliberalizmu polecają nam tu poradnik z supermarketu z cyklu "Jak w 3 dni stać się milionerem dzięki potędze podświadomości".A jednak, jedna jaskółka wiosny nie czyni i mantry nie powstrzyma.  A poważniej - zaiste, nie wiem o czym piszesz!
|
|
| sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>Patrząc na prawidła związane z pieniądzem i wnioski jakie one rodzą, musi dziwić ostatni nawrót do >tez o zbawiennej roli pompowania kasy w gospodarkę celem jej ożywienia w dobie kryzysu. Istnienie >zjawiska stagflacji, o którym chyba jakby ostatnio zupełnie zapomniano, dowodzi, że możliwa jest >jednoczesne występowanie inflacji i braku wzrostu gospodarczego. W zasadzie trudno sobie wyobrazić >większy pasztet niż sytuacja, w której należałoby jednocześnie walczyć z inflacją ograniczając podaż >pieniądza, a z drugiej robić coś wręcz przeciwnego aby pobudzić wzrost. Cóż, zabawa pieniądzem rodzi >spore zagrożenia, a realizacja krótkoterminowych celów, głównie politycznych, prowadzi do >długoterminowych kryzysów, o tym właśnie głównie mówi monetaryzm. Pompowanie zadziałało, wychodzimy z kryzysu. Pozdrawiam
|
|
 | | Grzegorz (2117 punktów) | >Pompowanie zadziałało, wychodzimy z kryzysu.
Może więcej w temacie? Kto wychodzi i z którego kryzysu?
Pozdrawiam
|
|
|  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Pompowanie zadziałało, wychodzimy z kryzysu. >Może więcej w temacie? Kto wychodzi i z którego kryzysu? Kryzys był globalny. Świat wychodzi. My również (Polska), choć u nas jeszcze będzie czkawka tam, gdzie importujemy materiały i towary. USA powoli wychodzi, co jest najbardziej znaczące. Pozdrawiam
|
|
| |  | | Grzegorz (2117 punktów) | > Kryzys był globalny. Świat wychodzi. My również (Polska), choć u nas jeszcze będzie czkawka tam, gdzie importujemy materiały i towary.> USA powoli wychodzi, co jest najbardziej znaczące.> PozdrawiamA .... ten kryzys, no teraz wszystko jasne. Patrz, głupi Brytyjczycy nie zdążyli jeszcze funtów dodrukować, a tu kryzys kaput, pewnie dlatego tak się z decyzjami spieszyli, żeby jeszcze zdążyć do pompy się dorwać  A tak na serio - o ile pamiętam naszą rozmowę to Ty utrzymywałeś, że mamy globalny kryzys nadprodukcji, teraz obwieszczasz zaś jego koniec. Dlatego pytałem o jakim kryzysie mówisz i gdzie. Słowo globalny niczego nie załatwia, sytuacja powiedzmy u nas w niczym nie przypominała sytuacji w USA. Takoż i u nas nikt nigdzie kasy nie pompował. Dla mnie kryzys już od dłuższego czasy jest pojęciem z zakresu socjotechniki i dziennikarstwa o czym wielokrotnie pisałem np. poczytaj własny wątek a konkretnie odpowiedzi na ten wpis i dalejPozdrawiam
|
|
| | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Kryzys był globalny. Świat wychodzi. My również (Polska), choć u nas jeszcze będzie czkawka tam, gdzie importujemy materiały i towary.> >USA powoli wychodzi, co jest najbardziej znaczące.> >Pozdrawiam> A .... ten kryzys, no teraz wszystko jasne. Patrz, głupi Brytyjczycy nie zdążyli jeszcze funtów dodrukować, a tu kryzys kaput, pewnie dlatego tak się z decyzjami spieszyli, żeby jeszcze zdążyć do pompy się dorwać  > A tak na serio - o ile pamiętam naszą rozmowę to Ty utrzymywałeś, że mamy globalny kryzys nadprodukcji, teraz obwieszczasz zaś jego koniec. Dlatego pytałem o jakim kryzysie mówisz i gdzie. Słowo globalny niczego nie załatwia, sytuacja powiedzmy u nas w niczym nie przypominała sytuacji w USA. Takoż i u nas nikt nigdzie kasy nie pompował.> Dla mnie kryzys już od dłuższego czasy jest pojęciem z zakresu socjotechniki i dziennikarstwa o czym wielokrotnie pisałem np. poczytaj własny wątek a konkretnie odpowiedzi na ten wpis i dalejKryzysu nie było. Zwolnienia, to rzecz zwykła i statystycznie, co jakiś czas może się ich trafić więcej bez żadnego powodu. Produkty narodowe brutto albo inne wskaźniki dotyczące koniunktury mówią niewiele, albo zgoła i nic. Jedyna informacja o rzeczywistości pochodzi z książek sprzed paru albo i parudziesięciu lat. Bo pojedynczy człowiek, to przecież nie źródło informacji. Nawet indeks giełdowy nic nie znaczy, dopiero autorytet i dogmat prawdę powiedzą. Ale też i dogmat i autorytet muszą być jedynie słuszne, bo inaczej to nie autorytet i nie dogmat, a gamonie i bzdury. Tym manifestem kończę. Jako pragmatyk mam zacięcie, by rozmawiać o sprawach związanych z bieżącymi realiami, brak mi natomiast zacięcia, by debatować nad sprawami podstawowymi dla mnie i dość oczywistymi. Nie rozumiem, jak możesz napisać, że kryzysu nie ma. Według każdej teorii/szkoły, którą opisywałeś, sytuacje na świecie nazwano by kryzysem. Jednak Ty jesteś ponad te szkoły i wiesz lepiej. Nie rozumiem kryteriów, które stosujesz do oceny sytuacji, więc i spierać się z nimi nie mogę. Co najwyżej zgadywać... Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > Zwolnienia, to rzecz zwykła i statystycznie, co jakiś czas może się ich trafić więcej bez żadnego powodu.Hehe  masz tu jak najbardziej rację, choć nigdy "bez powodu", zawsze z powodu kosztów, których wszak nikt nie lubi > Produkty narodowe brutto albo inne wskaźniki dotyczące koniunktury mówią niewiele, albo zgoła i nic.Mówią wiele, ale nie każdemu. Np. taki Soros, a wraz z nim reszta świata, trąbił o kryzysie większym niż w latach 30 - tych, a wielu, w tym Ty, uznali go za kryzys podobny co do charakteru i skali. A teraz pytanie - jak wyglądały wspomniane przez Ciebie wskaźniki wtedy i teraz, szczególnie w kontekście tego że właśnie obwieściłeś koniec kryzysu. > Nawet indeks giełdowy nic nie znaczy,Giełda ma zwyczaj kupować plotki i sprzedawać fakty. Ostatnio mamy fajne odbicie z czego się ciesze, bo sporo umoczyłem w akcjach, a tu proszę miła niespodzianka  szczególnie na małych i średnich spółkach. Niezależnie od tego porównaj poziom Wig20 niemal 4000 pkt. w szczycie hossy i obecne nieco ponad 1700 i to po niesamowitym rajdzie w górę. Powiem Ci, że gdyby w Polsce zdecydowano się dopłacać do banków to sam bym poszedł w kolejkę ich akcje kupować, a drugą ręką bym jeszcze futures kupował (oczywiście long) bo banki w Wig 20 ważą bardzo wiele i same byłyby zdolne go wyciągnąć na szczyty. > Tym manifestem kończę.Manifest, poprzednio była kontestacja, napisz kiedyś jakąś analizę z podaniem danych i źródeł. > Jako pragmatyk mam zacięcie, by rozmawiać o sprawach związanych z bieżącymi realiami, brak mi natomiast zacięcia, by debatować nad sprawami podstawowymi dla mnie i dość oczywistymi.OK ogranicz się zatem do pragmatycznego wskazania dwóch rzeczy: - dlaczego kryzys się kończy - jaki jest związek między dofinansowaniem sektora bankowego, a końcem kryzysu nadprodukcji > Nie rozumiem, jak możesz napisać, że kryzysu nie ma. Według każdej teorii/szkoły, którą opisywałeś, sytuacje na świecie nazwano by kryzysem. Jednak Ty jesteś ponad te szkoły i wiesz lepiej.Gdzie ja napisałem że kryzysu nie ma? Napisałem, wielokrotnie że nie ma kryzysu nadprodukcji, że kryzys ten w niczym nie przypomina wielkiej depresji. Wszak opisałem , nawet w miarę szczegółowo jego przyczyny - nie mam schizofrenii, nie opisywałbym przyczyn czegoś czego nie ma. > więc i spierać się z nimi nie mogę. Co najwyżej zgadywać...Nie musimy się wcale spierać, ja tylko wyrażam swój pogląd i Ty to czynisz. Kilka razy próbowałem wciągnąć Cię do dyskusji merytorycznej, nad jakimiś danymi czy wskaźnikami, które moglibyśmy zinterpretować, jak dotąd nie wyszło ale wszystko przed nami. Pozdrawiam
|
|
 | | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Pompowanie zadziałało, wychodzimy z kryzysu.1. My tak, a czy coś pompowaliśmy?  2. Wiesz, co się dzieje z wahadłem mocno popchniętym ze skrajnej pozycji? Osiąga jeszcze większą skrajność! Będziemy oglądać jak "zgrabnie" będą je teraz łapać, czyli jak inflacja i podatki będą zbierać haracz.
|
|
|  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Pompowanie zadziałało, wychodzimy z kryzysu.> 1. My tak, a czy coś pompowaliśmy?  Chyba nie tylko my. U nas jeszcze będą jazdy, co widać po cenach ubrań na przykład. (Skok cen nie bez powodu.) > 2. Wiesz, co się dzieje z wahadłem mocno popchniętym ze skrajnej pozycji? Osiąga jeszcze większą skrajność! Będziemy oglądać jak "zgrabnie" będą je teraz łapać, czyli jak inflacja i podatki będą zbierać haracz.Przekonamy się. W USA ruszył rynek hipoteczny. Teraz pracują nad motoryzacyjnym. Pozdrawiam
|
|
1 na 1 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | Nie zniechęcaj się, ja chętnie czytam, ale nie mam nic do napisania bo jestem za cienki w te klocki.
Adam
Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|