 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-05-2009 00:12 | Robert Zawecki (4718 punktów) | Niemodna dyskryminacja
12 na 12 | Praktycznie codziennie słyszymy o dyskryminacji feministek - wróć - o dyskryminacji kobiet. Bardzo często słyszymy o dyskryminacji homoseksualistów. Również Racjonalista pełen jest tematów dyskryminacyjnych. UE też bardzo interesuje się dyskryminacją. Dyskryminacją w dostępie do pracy, do kształcenia, do towarów i usług. Jednak o dyskryminacji w dostępie ojców do własnych dzieci jest dziwnie głucho. Czyżby dyskryminacja ojców była dzieckiem gorszego Boga? W celu przybliżenia tematyki przytoczę parę cytatów. Cytat:...ponad 2 lat walczy z byłą żoną o widzenia z córeczką. Mężczyzna jest psychologiem, ma pełnię praw rodzicielskich i zasądzone prawo do zabierania do siebie dziecka w dwa weekendy w miesiącu.[...] Sąd zlecił opinię specjalistom z RODK. Ku zdumieniu Sobocińskiego uznali oni, że jest osobą nieodpowiedzialną i niedojrzałą, więc dziecko nie może u niego przebywać na dłużej.[...] od ponad dwóch lat nie spędził z córką żadnego weekendu. Takich przypadków jest - zdaniem zdesperowanych ojców - znacznie więcej. Dlatego zarzucają RODK, że są przez nie dyskryminowani. Twierdzą również, że w ośrodkach dochodzi do korupcji, fałszowania i preparowania opinii, a pracownicy wykorzystują przestarzałe, nienaukowe metody badawcze. Oskarżenia są bardzo poważne, bo zadaniem RODK jest przede wszystkim przeprowadzanie na zlecenie sądu badań psychologicznych i pedagogicznych oraz wydawanie opinii o dzieciach i ich rodzicach. Często od ich jednej decyzji zależy, kto dostanie prawa rodzicielskie, albo jak zostaną ustalone widzenia. Do tej pory przebadano już 40 z 66 istniejących w Polsce ośrodków. "Analizujemy jeszcze raporty, ale już teraz ze zgromadzonych danych wynika jasno, że większość tych instytucji łamie prawa ojców" - mówi ostro Ireneusz Dzierżęga ze Stowarzyszenia Centrum Praw Ojca i Dziecka. "Dlatego - dodaje - trzeba je zlikwidować albo gruntownie przebudować. Bo odpowiadają za krzywdę wielu dzieci z rozbitych rodzin". Właśnie takie postulaty zgłosili ojcowie podczas niedawnego spotkania z Elżbietą Radziszewską, pełnomocnikiem rządu do spraw równego traktowania kobiet i mężczyzn. "Przyznaję, że RODK w tej formie działać nie mogą. Za kilka tygodni poznam wnioski z raportu przygotowanego przez Stowarzyszenie Praw Ojca. Zamierzam się tą sprawą zająć bardzo poważnie" - mówi Radziszewska www.dzienn(*)owie_oskarzaja_urzednikow.html Cytat:Znam przypadek, że dziecko zostało przez matkę skatowane, jest obdukcja i nadal to ona sprawuje nad nim opiekę. Im dłużej analizuję podobne sprawy, tym więcej widzę tragedii dzieci i ojców - mówi DZIENNIKOWI dr Barbara Gujska. Czy ojcowie rzeczywiście są dyskryminowani przez rodzinne ośrodki diagnostyczno-konsultacyjne? B.GUJSKA*: Niestety, bardzo często tak. W tej instytucji dominuje stereotypowe myślenie, że to matka jest najlepszym opiekunem dla dziecka. Wnioski formułuje się więc pod tę z góry ustaloną tezę. Gdy pojawia się jakakolwiek rozbieżność między zeznaniami obu stron, urzędnicy uznają zazwyczaj, że prawdę mówi matka. Nie zawsze wynika to ze złej woli. Ośrodki mają zbyt mało pracowników, dlatego wiele przypadków jest badanych bardzo powierzchownie. [...] Znam nawet taki przypadek, że dziecko zostało przez matkę skatowane, jest obdukcja i nadal to ona sprawuje nad nim opiekę. Im dłużej analizuję podobne sprawy, tym więcej widzę tragedii dzieci i ojców. I co z tego, że się ktoś potem odwoła od wyroku, skoro sprawy ciągną się latami, a ojciec traci kontakt z dzieckiem? Albo ten kontakt jest wyjątkowo utrudniany? Znam sprawę, która toczy się w sądzie już osiem lat. Czy opinie wystawiane przez ośrodki są dla sądów wiążące? Nie. Ale w praktyce są bardzo często wykorzystywane podczas wydawania wyroków i są głównym dowodem w sprawie. W ten sposób przecież sędziowie ułatwiają sobie pracę. Stowarzyszenia ojców zarzucają specjalistom z ośrodków także nienaukowe metody badawcze... To niestety także prawda. Zdecydowanie ze często opinie wydawane są na podstawie pseudonaukowych metod, np. testów projekcyjnych. Wystarczy, że dziecko narysuje tatę w ciemnych barwach, stojącego nieco z boku, i już uznaje się, że ma z nim słaby kontakt. Tymczasem takie sprawy powinno się badać empirycznie. *dr Barbara Gujska, Polskie Towarzystwo Higieny Psychicznej www.dzienn(*)p_ze_tylko_matka_ma_racje.html Cytat:To jedna z najbardziej bulwersujących spraw wśród tysięcy przypadków ojców, którym byłe żony odmawiają prawa do widzenia z dziećmi. Waldemar Z. nie widział swojej córki przez osiem lat... www.dzienn(*)_przed_unijnym_Trybunalem.html Cytat: Bardzo chciałem być ojcem dla swego dziecka. Ale już dłużej nie mogę, poddaję się - mówi 47-letni Wojciech. Mężczyzna od dawna walczy o prawo do spotkań z 9-letnią córką Marysią. Na razie przegrywa. Podobnie jak wielu innych ojców - pisze DZIENNIK.. Jak wynika z badań GUS, aż 76 proc. spraw rozwodowych z orzekaniem o winie kończy się przypisaniem jej mężczyźnie. A aż 65 proc. matek - z chęci odwetu na mężu - utrudnia dziecku kontakty z ojcem. www.dzienn(*)e_sie_podzialo_prawo_ojca.html Nie dziwię się, że problematykę praw ojców podejmuje Dziennik, zresztą piórem kobiet. Wszak awangarda feminizmu w środowisku GW problemu celowo nie dostrzega, podobnie Racjonalista. Swego czasu ukułem powiedzenie: sąd bada czy dziecku będzie lepiej z matką czy z ojcem, po czym przyznaje dziecko matce... PRAWA OJCA | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Papercat (81 punktów) | Nic dodać, nic ująć, jednak to, że problem nie był do tej pory poruszany, nie znaczy, że ktokolwiek tutaj ma to w głębokim poważaniu. Ty poruszyłeś ten temat, bardzo ważny zresztą, i chwała Ci za to. Miejmy nadzieję, że się rozwinie i będzie stawiany na równi z innymi tematami dotyczącymi dyskryminacji.
Mi trudno wypowiedzieć się na ten temat poza stwierdzeniem, iż jest to jawna niesprawiedliwość, łagodnie rzecz ujmując. Najbardziej mnie zadziwia to, jak niegdyś ukochana osoba nagle zamienia się w takiego pozbawionego skrupułów potwora. (Bo jak inaczej nazwać zachowanie takich kobiet?) Czytam, że politycy zdają sobie sprawę z problemu, ale czy cokolwiek zrobią? - Oto jest pytanie.
Słyszałem również, że jest to problem obecny nie tylko w Polsce.
|
|
4 na 4 | Celtyk (3337 punktów) | Temat dyskryminacji mi się już na forum przewinął (nawet osobiście) tylko w innym wątku. > Jednak o dyskryminacji w dostępie ojców do własnych dzieci jest dziwnie głucho.Troche się nad tym zastanawiałem i w końcu mnie coś tknęło. Skojarzyło mi się kilka ostatnich wystąpień przedstawicieli (a dokładnie przedstawicielek) parlamentu UE... (może taki zbieg okoliczności), ale jeśli nie to...  Poza tym odwołuję się do UE a nawet na naszym podwórku sprawami dyskryminacji mężczyzn w opiece nad dziećmi będzie się zajmowała Pani Minister.... > Nie dziwię się, że problematykę praw ojców podejmuje Dziennik, zresztą piórem kobiet. Wszak awangarda feminizmu w środowisku GW problemu celowo nie dostrzega, podobnie Racjonalista. Bo i po co - tak jest im wygodniej. > Swego czasu ukułem powiedzenie: sąd bada czy dziecku będzie lepiej z matką czy z ojcem, po czym przyznaje dziecko matce... Znajomy ują tę sytuację inaczej: "solidarność jajników" - chyba coś w tym jest, ale niestety ma to przykre konsekwencje dla dzieci rozwodzących się rodziców (oczywiście nie wszystkich). Osobiście dorzuciłbym jeszcze inne przyczyny aktualnego stanu rzeczy szczególnie w naszym kraju. Utarło się w naszym społeczeństwie takie hasło: "Matka Polka". Wiele osób nie wysilając się na myślenie interpretuje to następująco. Dziecko najlepiej wychowa Matka - Ojciec już swoje zrobił. Może jeszcze niech teraz zarabia na rodzinę, ale do wychowania dziecka to wara! Jeśli sędzia (przeważnie kobieta przy tego typu rozprawach) w taki bądź podobny sposób interpretuje to hasło to jakiego wyniku rozprawy można się spodziewać? A jeśli jeszcze dołożymy do tego "solidarność jajników" i Cytat:Swego czasu ukułem powiedzenie: sąd bada czy dziecku będzie lepiej z matką czy z ojcem, po czym przyznaje dziecko matce... to odpowiedź nasuwa się niestety sama. Nieważne, kto winien ale dla dziecka na pewno będzie lepiej z matką. Ostatnimi czasy sprawa dyskryminacji ojców jest u nas nagłaśniania - czy to coś zmieni nie wiem, ale tak się składa, że dotyczy to przynajmniej w 1/3 osób, które w przyszłości będą kształtowały nasz kraj, a nie mają w tej chwili prawa głosu w decydowaniu o swojej przyszłości przynajmniej nieodległej, bo "Ja" jednego rodzica i prawo tego nie dopuszcza (chyba, bo aż tak dobrze prawa nie znam).
|
|
8 na 8 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | Zanim Panowie nakręcicie się do reszty, pragnę Wam zwrócić uwagę że feministki występują przeciw wszelkiej dyskryminacji i to że głównym obiektem są kobiety jest oczywiste. Sprawa przyznawania dzieci tylko matkom była poruszana wielokrotnie właśnie w kontekście dyskryminacji kobiet. O ile wiem postulowano równe obciążenia rodziców i wprowadzenie możliwości przyznawania opieki np. przez pół roku u ojca a pół roku u matki oraz częstsze nakładanie tego obowiązku na mężczyznę. Jest to rozwiązanie stosowane na świecie. Ale spotkało się właśnie ze stwierdzeniem ( męskiej części ), że najlepszym opiekunem jest matka i koniec. Przypisanie opieki nad dziećmi tylko kobietom feministki postrzegają właśnie jako jeden z przejawów dyskryminacji. A sytuacje, gdy kobieta zmuszona jest do opieki nad dziećmi mimo, że rujnuje jej to życie kończy się właśnie często nienawiścią do partnera i takimi sytuacjami jak opisane. Dlatego, zamiast wszystko co złe przypisywać feministkom, które walczą właśnie o zrównanie praw i obowiązków kobiet i mężczyzn proponuję byście się do nich przyłączyli. Faktem natomiast jest, że w trakcie rozwodu mężczyźni bardzo rzadko występują o opiekę i sądy w zdecydowanej większości wypadków orzekają o nałożeniu tego obowiązku na kobietę bo istnieje dużo większe prawdopodobieństwo, że z tego obowiązku wywiążą się lepiej. Istnieje też olbrzymia presja społeczna na kobiety by występowały o przyznanie im takiego prawa mimo, że czasem się do tego nie nadają. Pozdrawiam.
|
|
 | 5 na 7 | Robert Zawecki (4718 punktów) | W tej sprawie nie będzie porozumienia między kobietami a mężczyznami, albowiem jakby była taka możliwość, to nie istniałby ten problem. Obserwuję nawet narastanie zjawiska. Winą za to obarczam propagowanie wojowniczej mody u kobiet i nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz. Kiedy przed laty postanowiliśmy z pierwszą żoną rozwieść się, to w jeden wieczór przy lampce wina ustaliliśmy wszystkie szczegóły, łącznie z tymi dotyczącymi dzieci, bowiem decyzja była podyktowana obustronną chęcią rozpoczęcia nowego życia. I to obowiązywało. Do czasu. Do czasu jak komitet doradczy złożony z członków jej rodziny, wcześniej rozwiedzionych koleżanek i forumowych poradników typu "facet to twój wróg!", zaczął ją nakręcać. Nasze porozumienie szybko przestało być aktualne, a zaczęło się nakręcanie spirali wojennej. Roszczenia finansowe zawsze można negocjować. Jednak bardzo szybko dzieci stały się głównym narzędziem walki. Później było już do bólu banalnie - aż 65 proc. matek - z chęci odwetu na mężu - utrudnia dziecku kontakty z ojcem.
>Zanim Panowie nakręcicie się do reszty Zapewniam Cię, że jeślibyśmy nakręcali się tak mocno jak czynią to feministki, to już dawno mielibyśmy wojnę domową, a kobiety odmawiające widzeń płonęłyby na stosach.
>feministki występują przeciw wszelkiej dyskryminacji >feministkom, które walczą właśnie o zrównanie praw i obowiązków kobiet i mężczyzn proponuję byście się do nich przyłączyli. Bardzo bardzo bardzo chciałbym poznać nazwę feministycznej organizacji i nazwę akcji, w której feministki popierają prawa ojców. Będę niezwykle zobowiązany o taki link. Naprawdę!
>O ile wiem postulowano równe obciążenia rodziców i wprowadzenie możliwości przyznawania opieki np. przez pół roku u ojca a pół roku u matki oraz częstsze nakładanie tego obowiązku na mężczyznę. "Mądre" zespoły sfeminizowanych specjalistek są temu zdecydowanie przeciwne.
>Faktem natomiast jest, że w trakcie rozwodu mężczyźni bardzo rzadko występują o opiekę i sądy w zdecydowanej większości wypadków orzekają o nałożeniu tego obowiązku na kobietę bo istnieje dużo większe prawdopodobieństwo, że z tego obowiązku wywiążą się lepiej. Z tym prawdopodobieństwem to pojechałaś stereotypem, że aż wstyd. Doświadczenie pokazuje, że walka sądowa o dzieci trwa od 3 do 8 lat i jest mało skuteczna, więc większość ojców jej nie podejmuje. Mnie sąd przekonał, że staranie się o opiekę nad własnymi dziećmi będzie ze szkodą dla tych dzieci (pseudonaukowe procedury: powiedz czemu bardziej kochasz mamusię?) i potrwa do czasu osiągnięcia przez nich pełnoletności (poniżej 2-3 lat proces u nas nie trwa jeśli strony się nie zgadzają). Teraz są pełnoletni i nie muszą pytać sądu o zgodę. Jednak znajomym radzę, aby z rozwodami zaczekali do osiągnięcia pełnoletności, to dużo praktyczniejsze w naszym systemie prawnym.
|
|
|  | 1 na 3 | jkl; (5859 punktów) | >W tej sprawie nie będzie porozumienia między kobietami a mężczyznami, albowiem jakby była taka możliwość, to nie istniałby ten problem. Obserwuję nawet narastanie zjawiska. Winą za to obarczam propagowanie wojowniczej mody u kobiet i nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz. Trudno się zgodzić skoro już na wstępie nie dopuszczasz możliwości, że jakakolwiek wina braku porozumienia leży po stronie mężczyzn. Mało tego, ze strony kobiet to wina "mody" a więc nie świadomego rozumowania tylko naiwności i bliżej nieokreślonych wpływów zewnętrznych...
> Kiedy przed laty postanowiliśmy z pierwszą żoną rozwieść się, to w jeden wieczór przy lampce wina ustaliliśmy wszystkie szczegóły, łącznie z tymi dotyczącymi dzieci, bowiem decyzja była podyktowana obustronną chęcią rozpoczęcia nowego życia. I to obowiązywało. Do czasu. Do czasu jak komitet doradczy złożony z członków jej rodziny, wcześniej rozwiedzionych koleżanek i forumowych poradników typu "facet to twój wróg!", zaczął ją nakręcać. Oczywiście, sama tego wymyślić nie mogła... Biednej kobicie tak łatwo w głowie namącić. A może z początku, dla zachowania godności, ukrywała żal, ale później już nie dała rady? Różnie to bywa w z obustronną chęcią. Oczywiście, mogą być i inne wyjaśnienia. I to Ty powinieneś ich poszukać.
Ja już rozumiem o co Ci chodzi z tą niechęcią do feministek. Uważasz, że "normalnym" kobietom robią jakieś pranie mózgu i podstępną manipulacją nakłaniają do wojny. (bo jak inaczej rozumieć uleganie "modzie"?) To, że "normalne" kobiety po samodzielnym przemyśleniu poglądów przedstawianych przez feministki po prostu mogą się z nimi zgadzać, wybitnie Ci nie pasuje.
>>Faktem natomiast jest, że w trakcie rozwodu mężczyźni bardzo rzadko występują o opiekę i sądy w zdecydowanej większości wypadków orzekają o nałożeniu tego obowiązku na kobietę bo istnieje dużo większe prawdopodobieństwo, że z tego obowiązku wywiążą się lepiej. > Z tym prawdopodobieństwem to pojechałaś stereotypem, że aż wstyd. >Doświadczenie pokazuje, że walka sądowa o dzieci trwa od 3 do 8 lat i jest mało skuteczna, więc większość ojców jej nie podejmuje. Ilu nie podejmuje bo jest mało skuteczna, a ilu bo im nie zależy?
Jest jeszcze kwestia winy za rozpad małżeństwa. Jeśli oboje są dobrymi rodzicami, to raczej nie powinno się przyznawać dziecka osobie odpowiedzialnej za rozbicie związku. O ile mi wiadomo, częściej winni są mężczyźni.
|
|
| |  | 2 na 2 | Robert Zawecki (4718 punktów) | >Trudno się zgodzić skoro już na wstępie nie dopuszczasz możliwości, że jakakolwiek wina braku porozumienia leży po stronie mężczyzn Nie napisałem nic takiego. Napisałem, że brak porozumienia między kobietami i mężczyznami skutkuje wojnami o dzieci. A dzieci zamiast być podmiotem starań, stają się narzędziem walki.
>Mało tego, ze strony kobiet to wina "mody" a więc nie świadomego rozumowania tylko naiwności i bliżej nieokreślonych wpływów zewnętrznych... Fakt jest taki, że problem narasta. Jeśli nie chcesz tego nazywać modą, to nazwijmy to trendem.
>Oczywiście, sama tego wymyślić nie mogła... Biednej kobicie tak łatwo w głowie namącić. Mogła. Dlaczego "biednej"? To jest właśnie stereotyp, zakładasz, że była biedna. Kobieta jest biedna, a facet jest zły, a gdzie tu racjonalizm w ocenie? A może było na odwrót? Dopuszczasz taki wariant?
>A może z początku, dla zachowania godności, ukrywała żal, ale później już nie dała rady? Różnie to bywa w z obustronną chęcią. Oczywiście, mogą być i inne wyjaśnienia. I to Ty powinieneś ich poszukać. Dzięki, że dopuszczasz inne wyjaśnienia. Niczego nie mam zamiaru szukać, sprawa jest już zupełnie odległa. A dzieci są dorosłe i samodzielne.
>Ja już rozumiem o co Ci chodzi z tą niechęcią do feministek. >Uważasz, że "normalnym" kobietom robią jakieś pranie mózgu i podstępną manipulacją nakłaniają do wojny. (bo jak inaczej rozumieć uleganie "modzie"?) >To, że "normalne" kobiety po samodzielnym przemyśleniu poglądów przedstawianych przez feministki po prostu mogą się z nimi zgadzać, wybitnie Ci nie pasuje. Rewelacyjna koncepcja. Ma tylko jeden defekt. W ostatnich wyborach feministki z PK zebrały 0,28%. W tych wyborach nawet nie zdołały zebrać podpisów. Zatem absolutna większość kobiet nie popiera tych pomysłów i to są fakty. Fakty, których jazgot Tok FM i Feminoteki w żaden sposób nie zagłuszy.
>Ilu nie podejmuje bo jest mało skuteczna, a ilu bo im nie zależy? Czy to w jakikolwiek sposób usprawiedliwia odbieranie praw tym ojcom, którym bardzo zależy? Nawet jeśli tych ojców będzie 10%, to i tak warto ich postawę wspierać i propagować - nie sądzisz?
>Jest jeszcze kwestia winy za rozpad małżeństwa. Jeśli oboje są dobrymi rodzicami, to raczej nie powinno się przyznawać dziecka osobie odpowiedzialnej za rozbicie związku. O ile mi wiadomo, częściej winni są mężczyźni. Oczywiście, powinno się ich karać trwałym odbieraniem dzieci. To właśnie takie myślenie prowadzi do obecnej sytuacji. Kobieta zawsze będzie winić mężczyznę. Tzw. wina jest sprawą miedzy małżonkami - zechciej to zrozumieć. Dlaczego chcesz dodatkowo karać dzieci za małżeńskie winy?
Osobiście uważam, że jeśli facet jest w stanie stworzyć odpowiednie warunki, to dziecko powinno mieszkać na zmianę u matki i u ojca. Jeśli może przy tym chodzić do tej samej szkoły, to nie widzę problemu. Jednak nie chce się do tego dopuścić.
|
|
| | |  | | (Alicja)Duda (25557 punktów) |
> Osobiście uważam, że jeśli facet jest w stanie stworzyć odpowiednie warunki, to dziecko powinno mieszkać na zmianę u matki i u ojca. Jeśli może przy tym chodzić do tej samej szkoły, to nie widzę problemu. Jednak nie chce się do tego dopuścić. KTO?? Mężczyźni będący w przeważającej liczbie posłami w sejmie. Proste?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Robert Zawecki (4718 punktów) | Nie bądź cyniczna. To nie w samym prawie są problemy, choć i tu przydałyby się zmiany. Problemy są w sfeminizowanych sądach rodzinnych (97%), w sfeminizowanych ośrodkach "pomocy" i różnych pseudoinstytucjach parapsychologicznych z RODK na czele. Myślisz, że z UE zaimportujesz tylko prawa dla kobiet? Nic z tego, faceci są powolniejsi, ale prawa mężczyzn też przyjdą. W tym prawo do zawieszenia alimentów na czas ograniczania kontaktów z dziećmi. Ale nie tylko... Cytat:Co w praktyce oznacza decyzja sądu o przydzieleniu rodzicom prawa do wspólnego sprawowania pieczy nad dzieckiem?
W praktyce oznacza to, że dziecko musi mieszkać u ojca i u matki w okresach, uzgodnionych przez oboje rodziców lub określony przez sąd. Ponadto każda decyzja dotycząca dziecka musi być podejmowana za obopólną zgodą rodziców.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | > Nie bądź cyniczna. To nie w samym prawie są problemy, choć i tu przydałyby się zmiany. Problemy są w sfeminizowanych sądach rodzinnych (97%), w sfeminizowanych ośrodkach "pomocy" i różnych pseudoinstytucjach parapsychologicznych z RODK na czele.
A dlaczego te instytucje są sfeminizowane? Bo są gorzej płatne i mniej prestiżowe, więc mężczyźni, mający większe od kobiet pole manewru zawodowego na ogół tam nie chcą pracować. Z drugiej strony: ponieważ pracują tam prawie same kobiety to można im żle płacić i kółeczko się zamyka. Przecież nikt nie broni sędziom-mężczyznom pracy w wydziałach rodzinnych sądów. Tylko oni najzwyczajniej nie chcą tam pracować i poświęcać się w imię walki o prawa ojców.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Robert Zawecki (4718 punktów) | Widzę jedno rozwiązanie - wzorem niektórych krajów zachodnich, wprowadzić w składach orzekających parytet 50:50 (tu zdania są podzielone), a przede wszystkim wprowadzić wybieralność tych sędziów, spośród doświadczonych osób nie posiadających w rodzinie dzieci podlegających obowiązkowi alimentacyjnemu. Teraz sędzia może równocześnie walczyć o alimenty ze swoim byłym i jednocześnie orzekać w sprawach innych, co jest chore.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | > Widzę jedno rozwiązanie - wzorem niektórych krajów zachodnich, wprowadzić w składach orzekających parytet 50:50 (tu zdania są podzielone), a przede wszystkim wprowadzić wybieralność tych sędziów, spośród doświadczonych osób nie posiadających w rodzinie dzieci podlegających obowiązkowi alimentacyjnemu. Teraz sędzia może równocześnie walczyć o alimenty ze swoim byłym i jednocześnie orzekać w sprawach innych, co jest chore. Zgoda, ale tutaj wchodzimy na temat organizacji polskich sądów i tego, kto i w jaki sposób zostaje sędzią. Myślę, że nie tylko w sądach rodzinnych, ale i wszystkich innych przydaliby się doświadczeni i rozsądni ludzie a nie ci, których nie przyjęto na żadną inną aplikację.
|
|
| | |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | >>Trudno się zgodzić skoro już na wstępie nie dopuszczasz możliwości, że jakakolwiek wina braku porozumienia leży po stronie mężczyzn >Nie napisałem nic takiego. Napisałem, że brak porozumienia między kobietami i mężczyznami skutkuje wojnami o dzieci. Podałeś przyczynę braku porozumienia, z którą się nie zgadzam.
>Fakt jest taki, że problem narasta. Jeśli nie chcesz tego nazywać modą, to nazwijmy to trendem. A czemu nie ideologią? Też nie najpiękniejsze słowo, ale przynajmniej nie tak jednoznacznie "bezmyślne".
>>Oczywiście, sama tego wymyślić nie mogła... Biednej kobicie tak łatwo w głowie namącić. > Mogła. Dlaczego "biednej"? To jest właśnie stereotyp, zakładasz, że była biedna. Kobieta jest biedna, a facet jest zły, a gdzie tu racjonalizm w ocenie? A może było na odwrót? Dopuszczasz taki wariant? "Biedna" to było z mojej strony stwierdzenie ironiczne, miałam nadzieję czytelne w kontekście. O złym facecie nawet nie wspomniałam. A warianty dopuszczam wszelkie możliwe, nie znam sprawy. Chciałam Ci tylko zwrócić uwagę, że mężczyźni dość często uciekają się do stwierdzeń w rodzaju "Ona mnie tak naprawdę kocha, tylko matka/koleżanka/wróżka nastawiają ją przeciwko mnie". Inna rzecz, że nie tyle chodzi o podważanie samodzielnego myślenia kobiety (na co Ci zwróciłam uwagę) ale o obronę własnego ego...
>>To, że "normalne" kobiety po samodzielnym przemyśleniu poglądów przedstawianych przez feministki po prostu mogą się z nimi zgadzać, wybitnie Ci nie pasuje. > Rewelacyjna koncepcja. Ma tylko jeden defekt. W ostatnich wyborach feministki z PK zebrały 0,28%. W tych wyborach nawet nie zdołały zebrać podpisów. Zatem absolutna większość kobiet nie popiera tych pomysłów i to są fakty. Fakty są takie, że co innego popierać poglądy, a co innego popierać sposoby rozwiązywania problemów w tych poglądach zawartych. Sama na Partię Kobiet nie głosowałam. Nie dość, że sama nazwa sugeruje, że najpierw płeć potem kompetencje, to ich program to jeden wielki socjalistyczny drenaż budżetu i system nakazów i zakazów, dość krótkowzrocznych w dodatku.
><czy>winy za rozpad małżeństwa. Jeśli oboje są dobrymi rodzicami, to raczej nie powinno się przyznawać dziecka osobie odpowiedzialnej za rozbicie związku. O ile mi wiadomo, częściej winni są mężczyźni. > Oczywiście, powinno się ich karać trwałym odbieraniem dzieci. To właśnie takie myślenie prowadzi do obecnej sytuacji. Kobieta zawsze będzie winić mężczyznę. Tzw. wina jest sprawą miedzy małżonkami - zechciej to zrozumieć. Dlaczego chcesz dodatkowo karać dzieci za małżeńskie winy? Istnieją sytuacje gdy wina ewidentnie jest po jednej stronie. I naprawdę nie chodzi o to by karać! Taki przykład: on odchodzi z kochanką (a jest normalnym facetem i dobrym ojcem) i ponosi konsekwencje w postaci "dziecko tylko w weekendy". Ale zauważ, że matka (też dobra) traci te weekendy chociaż nic nie zrobiła. Uważasz, że trzeba zwiększyć jej stratę?
Kobiety potrafią poświęcać swoje szczęście dla dziecka, trwając w związku który je nie satysfakcjonuje. Mężczyzna wybierając wolność lub nową miłość właśnie te wartości stawia na pierwszym miejscu- dziecko jest automatycznie "niżej". I dlatego to osoba odchodząca jest "winna", dlatego - na własne życzenie- ma mniejszy udział w opiece nad dzieckiem. I dlatego to: >Osobiście uważam, że jeśli facet jest w stanie stworzyć odpowiednie warunki, to dziecko powinno mieszkać na zmianę u matki i u ojca. nie zawsze byłoby sprawiedliwe.
|
|
| | | |  | | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Podałeś przyczynę braku porozumienia, z którą się nie zgadzam. Możesz doprecyzować? > Sama na Partię Kobiet nie głosowałam I tak trzymaj, bowiem wejście do parlamentu partii kobiet poskutkuje powstaniem partii mężczyzn i będziemy mieć wojnę międzypłciową. A tak to choć czasem udaje nam się dogadywać.  > Istnieją sytuacje gdy wina ewidentnie jest po jednej stronie. I naprawdę nie chodzi o to by karać! Taki przykład: on odchodzi z kochanką (a jest normalnym facetem i dobrym ojcem) i ponosi konsekwencje w postaci "dziecko tylko w weekendy". Sytuacje są różne, a fakt, że on odchodzi z kochanką wcale nie świadczy o braku winy u żony. Wprost przeciwnie. > Ale zauważ, że matka (też dobra) traci te weekendy chociaż nic nie zrobiła. Uważasz, że trzeba zwiększyć jej stratę? Jak to nic nie zrobiła? Nie dość skutecznie zabiegała o utrzymanie związku. Nie mówmy o przypadkach patologicznych. > Kobiety potrafią poświęcać swoje szczęście dla dziecka, trwając w związku który je nie satysfakcjonuje. Mężczyzna wybierając wolność lub nową miłość właśnie te wartości stawia na pierwszym miejscu - dziecko jest automatycznie "niżej". I dlatego to osoba odchodząca jest "winna", dlatego - na własne życzenie - ma mniejszy udział w opiece nad dzieckiem. W tym logicznym myśleniu jest jeden feler - kobieca praktyka. Jak kobieta lojalnie uprzedza męża: albo się wyprowadzisz, albo oskarżę cię o molestowanie i pedofilię, i zamkną cię w areszcie "do wyjaśnienia", zabiorą możliwość widzenia z dziećmi i będziesz przez 6 lat po sądach zdrapywał gnój. To czyja w takiej sytuacji jest wina? > nie zawsze byłoby sprawiedliwe. Nic nie jest zawsze, nic nie jest nigdy, ale dlaczego nie udostępnić takiej opcji?
|
|
| | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | > >Podałeś przyczynę braku porozumienia, z którą się nie zgadzam.> Możesz doprecyzować?Napisałeś: "Winą za to obarczam propagowanie wojowniczej mody u kobiet". > I tak trzymaj, bowiem wejście do parlamentu partii kobiet poskutkuje powstaniem partii mężczyzn i będziemy mieć wojnę międzypłciową.Robercie, zagłosuję nawet na partię trolli, jeśli zniosą VAT i akcyzę na paliwo.  > Sytuacje są różne, a fakt, że on odchodzi z kochanką wcale nie świadczy o braku winy u żony. Wprost przeciwnie.Nie tak. On może nie być winny przyczyn rozpadu małżeństwa. Ale jest winny samego "aktu" rozpadu -odejścia. > Jak to nic nie zrobiła? Nie dość skutecznie zabiegała o utrzymanie związku.Taaak... Sam pisałeś, że w praktyce "nie dość skutecznie zabiegała" może znaczyć "nie młodniała".  > W tym logicznym myśleniu jest jeden feler - kobieca praktyka. Jak kobieta lojalnie uprzedza męża: albo się wyprowadzisz, albo oskarżę cię o molestowanie i pedofilię, i zamkną cię w areszcie "do wyjaśnienia", zabiorą możliwość widzenia z dziećmi i będziesz przez 6 lat po sądach zdrapywał gnój. To czyja w takiej sytuacji jest wina?W twoim logicznym myśleniu też jest feler- sąd może brać pod uwagę tylko udowodnione fakty. Nie ma prawa brać nic innego, bez względu jakiej jest płci. A w tym wypadku faktem jest opuszczenie domu i rodziny. Ten mężczyzna powinien się trzy razy zastanowić, czy ulegać szantażowi. > >nie zawsze byłoby sprawiedliwe.> Nic nie jest zawsze, nic nie jest nigdy, ale dlaczego nie udostępnić takiej opcji?Może po to, by nie wzrosła liczba rozwodów składanych przez mężczyzn?... I tak was ciężko utrzymać
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Napisałeś: "Winą za to obarczam propagowanie wojowniczej mody u kobiet". Nawet jak eufemistycznie nazwiemy to emancypacją, to i tak w tym zakresie będziemy się różnić.  > Robercie, zagłosuję nawet na partię trolli, jeśli zniosą VAT i akcyzę na paliwo. Pozostaje Ci tylko emigracja do USA. W Europie szybciej doczekasz się prawnuków. > Nie tak. On może nie być winny przyczyn rozpadu małżeństwa. Ale jest winny samego "aktu" rozpadu -odejścia. To jest tak kobieco pokrętne, że zostawiam to Jurkowi, który uroczo cyzeluje problem winy i kary.  > Taaak... Sam pisałeś, że w praktyce "nie dość skutecznie zabiegała" może znaczyć "nie młodniała". Moja leciwa cioteczka mawia: chłopu trzeba dać tyle razy ile chce, i jeszcze jeden raz więcej. Nie wiem czy można to generalizować, ale faktem jest, że żyją szczęśliwie w niezwykle długim związku. A dzisiejsze kobitki? Zapracowane, zmęczone, ciągle zaganiane, coraz rzadziej mają czas, chęć i przyjemność seksu. To jak się pojawia młoda gwiazdeczka mająca czas i chęć na okrągło, to jak jej nie ulec? W Twoim zestawieniu podchodzi to chyba pod "niezgodność charakterów" - ona chce na dwóch etatach dziennie, a on dwa razy dziennie.  > A w tym wypadku faktem jest opuszczenie domu i rodziny. Ten mężczyzna powinien się trzy razy zastanowić, czy ulegać szantażowi. B.Sobczyk nie uległ, skazali go: pl.wikipedia.org/wiki/Bogusław_Sobczuk Polecam poniższy artykuł - nic nie jest proste, nic nie jest oczywiste: wiadomosci(*),10464459,wiadomosc_prasa.html> Może po to, by nie wzrosła liczba rozwodów składanych przez mężczyzn?... I tak was ciężko utrzymać To przynajmniej jest uczciwie szczery argument. Bierzemy z Was przykład i robimy się "wymagalni", jak to mawiała moja babcia.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | > To jest tak kobieco pokrętne, że zostawiam to Jurkowi, który uroczo cyzeluje problem winy i kary.  Usiłuję przekazać, jak dotychczas nieskutecznie, że co innego wina w sensie prawnym a co innego wina w sensie psychologicznym. Tę pierwszą sąd opiera o fakty i dowody. Ta druga to jest właśnie to co "uroczo" cyzeluje Jurek. Tylko, że w takim psychologicznym ujęciu to nie tylko że oboje małżonkowie mogą być winni, ale jeszcze ich rodzice, którzy ich źle wychowali i sąsiad który w dzieciństwie molestował. Każde zachowanie ma głęboką przyczynę... Czasem wina prawna i psychologiczna mogą się pokrywać- mam nadzieję, że nie uważasz, że bita żona "sama się prosiła". > Moja leciwa cioteczka mawia: chłopu trzeba dać tyle razy ile chce, i jeszcze jeden raz więcej. Nie wiem czy można to generalizować, ale faktem jest, że żyją szczęśliwie w niezwykle długim związku. A dzisiejsze kobitki? Zapracowane, zmęczone, ciągle zaganiane, coraz rzadziej mają czas, chęć i przyjemność seksu. To jak się pojawia młoda gwiazdeczka mająca czas i chęć na okrągło, to jak jej nie ulec?Zejdźmy głębiej. Facet zdradza, bo ona mu nie daje. Ale czemu nie daje? Bo przestał być czuły i romantyczny. I "wina" wraca jak odbita piłeczka. A cioteczka ma takie podejście do spraw intymnych jak do karmienia kota. Ja nawet nie wątpię, że ma rację, tylko to trochę smutne... > <B.Sobczyk nie uległ, skazali go:Jakby pogrzebać w jednostkowych przypadkach to i krzywdy kobiet by się doszukał. Przecież nie będziemy się licytować kto i kiedy był bardziej skrzywdzony. > To przynajmniej jest uczciwie szczery argument. Bierzemy z Was przykład i robimy się "wymagalni", jak to mawiała moja babcia.Ech, wymagania ciągle takie same i zgodne z biologicznym programem. Po obu stronach.
|
|
| | | | | | | |  | | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Usiłuję przekazać, jak dotychczas nieskutecznie, że co innego wina w sensie prawnym a co innego wina w sensie psychologicznym Istnieje coś takiego jak wina w sensie prawnym, również istnieje rozwód bez orzekania o winie. > Tę pierwszą sąd opiera o fakty i dowody To nadmiernie idealistyczne spojrzenie. Nawet na tym forum są feministki twierdzące, że jedynie domniemanie winy jest sprawiedliwością. > Zejdźmy głębiej. Facet zdradza, bo ona mu nie daje. Ale czemu nie daje? Bo przestał być czuły i romantyczny. I "wina" wraca jak odbita piłeczka. A hormony, różnice potrzeb i priorytetów, mało sensowne zagonienie w zacietrzewieniu emancypacyjnym, itd. > A cioteczka ma takie podejście do spraw intymnych jak do karmienia kota. Ja nawet nie wątpię, że ma rację, tylko to trochę smutne... Kiedy mija zauroczenie do głosu bardziej dochodzi biologia. Aby nie było smutno potrzebujemy zmian. > Przecież nie będziemy się licytować kto i kiedy był bardziej skrzywdzony. Nie ma takiej potrzeby, kobiety są bardziej okrutne, wbrew pozorom.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | > >Usiłuję przekazać, jak dotychczas nieskutecznie, że co innego wina w sensie prawnym a co innego wina w sensie psychologicznym> Istnieje coś takiego jak wina w sensie prawnym, również istnieje rozwód bez orzekania o winie.Oczywiście, ja tylko nie zgadzam się z tezą, że winnego nie ma nigdy. Na poziomie psychologicznym można tu dyskutować, ale i tak uważam, że w sporej części przypadków winnego nietrudno wskazać. > >Tę pierwszą sąd opiera o fakty i dowody> To nadmiernie idealistyczne spojrzenie. Nawet na tym forum są feministki twierdzące, że jedynie domniemanie winy jest sprawiedliwością.O ile wiem, domniemywać powinno się niewinność, przy braku dowodów... Ale takie głębokie przekonanie niektórych mężczyzn, że przegrali sprawę, bo sędzia była babą, też traktowałabym z przymrużeniem oka. > >"wina" wraca jak odbita piłeczka.> A hormony, różnice potrzeb i priorytetów, mało sensowne zagonienie w zacietrzewieniu emancypacyjnym, itd.No tak, hormony, różnice potrzeb i priorytetów, mało sensowne zafiksowanie na patriarchalnej strukturze rodziny... Cóż, każdy ma prawo do egoizmu. > Kiedy mija zauroczenie do głosu bardziej dochodzi biologia. Aby nie było smutno potrzebujemy zmian.O, zauroczenie to dopiero biologia! Nagi instynkt, można powiedzieć. A no właśnie kobietom zmienność tak bardzo nie potrzebna. Raczej stabilność i bezpieczeństwo. To też biologia. Przy okazji- zwróć uwagę, że biologiczne potrzeby kobiet są wpisane w normy społeczne, a potrzeby mężczyzn są z tymi normami sprzeczne i piętnowane. To ciekawe w kontekście stwierdzenia, że "światem rządzą mężczyźni", prawda?  > >Przecież nie będziemy się licytować kto i kiedy był bardziej skrzywdzony.> Nie ma takiej potrzeby, kobiety są bardziej okrutne, wbrew pozorom.  Taak... Przeważnie kopią prosto w spuchnięte ego...
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Przy okazji- zwróć uwagę, że biologiczne potrzeby kobiet są wpisane w normy społeczne, a potrzeby mężczyzn są z tymi normami sprzeczne i piętnowane. Te "normy społeczne" pochodzą z czasów kiedy ludzie byli biedni i musieli łączyć się w pary, aby móc przeżyć. Od tamtych czasów wiele się zmieniło. W bardziej rozwiniętych rejonach zaczyna przeważać partnerstwo samodzielnych singli. Z mojego doświadczenia wynika, że pojawienie się wolnych "agentów" w tradycyjnych środowiskach budzi strach, głównie u kobiet. Boją się, że facet ich zostawi, bo spodoba mu się wolne życie albo wolna kobieta odbierze im faceta. Skutkuje to często agresją ze strony kobiet wciąż jeszcze kontynuujących pierwsze tradycyjne związki. A wszystko to bierze się z jednej prostej rzeczy - u kobiet potrzeba bezpieczeństwa jest bez porównania mocniejsza. > To ciekawe w kontekście stwierdzenia, że "światem rządzą mężczyźni", prawda? Prawda, że ciekawe. Ale nieprawda, że rządzą mężczyźni - mądre kobiety potrafią rządzić mężczyznami, a te mniej mądre zostają feministkami.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | .>>On może nie być winny przyczyn rozpadu małżeństwa. Ale jest winny samego "aktu" rozpadu -odejścia. > > To jest tak kobieco pokrętne, że zostawiam to Jurkowi, który uroczo cyzeluje problem winy i kary.  To wcale nie jest "kobieco pokrętne", jak piszesz Robercie - motywy działania są na ogół przejrzyste, tylko niektórzy gubią je w słowach. Jkl; najpierw zupełnie miesza (choć nie twierdzę, że tendencyjnie  ) różne znaczenia słów i pojęć prawniczych z psychologicznymi używając ich w jednym kontekście i też jednym celu: by udowodnić swoją rację, a w razie zarzutów ma argument, iż nie wolno mieszać pojęć.  > Usiłuję przekazać, jak dotychczas nieskutecznie, że co innego wina w sensie prawnym a co innego wina w sensie psychologicznym. Tę pierwszą sąd opiera o fakty i dowody. Ta druga to jest właśnie to co "uroczo" cyzeluje Jurek. Tylko, że w takim psychologicznym ujęciu to nie tylko że oboje małżonkowie mogą być winni, ale jeszcze ich rodzice, którzy ich źle wychowali i sąsiad który w dzieciństwie molestował. Każde zachowanie ma głęboką przyczynę... Zupełnie niepotrzebnie sprowadzasz kwestię do absurdu. Sama sobie obie "winy" połączyłaś w ozdobny i niezwykle ci poręczny konglomeracik.  Po prostu różnimy się postrzeganiem rzeczywistości i relacji interpersonalnych. Ty traktujesz małżeństwo jako "dobro samo w sobie" (tak też ujmuje to Prawo), nawet wbrew odczuciom strony bezpośrednio już tym "dobrem" niezainteresowanej, więcej, już dawno za żadne dobro nie uważającej, by nie pisać dosadniej - ja nie mam takiego chciejskiego postrzegania świata. Jestem realistą. Jeśli ktoś przeze mnie ulubiony mówi mi, że mnie nie lubi, to ja nie mam chciejskich złudzeń: "a może tylko tak mu się zdaje...?"- po prostu przyjmuję ten fakt do wiadomości, bo wiem, że do lubienia, jak do chcenia i tanga, zmusić nikogo nie da rady i żadne Prawo czy Lewo nie ma na to najmniejszego wpływu... do związku z definicji potrzeba chcenia wspólnego. Dla mnie związek dwojga ludzi jest dobrem ślicznym i oczywistym, ale tak długo, jak długo jest postrzegany jako dobro przez OBIE strony tego układu - jeśli jedna ze stron przestaje uważać związek za dobro lub za związek- z tą chwilą skończył się związek wraz z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli jego "dobrą" cechą na czele. I nie ma winnych rozpadu, jak to sobie jakiś chory prawnik wymyślił pewnie przez równie niezdrową paralelę z morderstwem (nie jesteśmy w sądzie tylko na forum), lecz są przyczyny w różnym stopniu rozłożone na strony związku, bardzo rzadko na jedną. Ty potrzebujesz parafki Prawa, by coś uznać za słuszne i nawet jeśli "dobry związek" już dawno przestał istnieć, czepiasz się go dalej (bo ci jest potrzebny  ) podpierając Urzędowym Autorytetem Jego Dogmatycznej Dobroci... a jeśli druga strona zmieniła pozytywne postrzeganie tej "dobroci", to jest automatycznie WINNA, bo tak chcesz ty wspierana przez majestat prawa, który tak dla wygody, jak niesłusznie coś sobie "winą" za rozpad związku nazwał. Bo ty rozwód postrzegasz jako morderstwo małżeństwa, więc i terminologia jest adekwatna do rangi "zbrodni".  I to nie jest kopanie w jakieś nadmuchane ego faceta, jak się wyraziłaś poniżej, tylko zwyczajne nie uznawanie prawa do czyjegoś (zdrowego) egoizmu przy jednoczesnym akcentowaniu prawa do swojego. Reasumując: kierujesz się prawem Kalego podpartym pospolitym chciejstwem, a nie "dobrem" związku, dziecka czy cholera wie, czego jeszcze i jednocześnie wstydzisz się swego egoizmu, przykrywając go sztuczkami "mieszanymi". Pominąłem motywy takiego działania, które, uważam, mają genezę w instynktach. Ja mam inne postrzegania świata... choć nie postrzegam go jako lepszego - jest po prostu diametralnie różne, co nie ułatwia nam porozumienia. Byłem kiedyś w związku z Ukochaną (pierwsza miłość) Kobietą... po 8 latach stwierdziła, że coś jej ten związek niezbyt się podoba... wyprowadziłem się na drugi dzień. I to wszystko. Nie potrzebuję orzekania o winach, karach czy cholera wie... uznaję fakty a tych faktów żaden sąd mi nie zmieni żadnym widzimusię ani też żadne Państwo nie zaparafuje. Jestem dorosły, jeśli coś ci to mówi.
|
|
| | | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) |
> Jkl; najpierw zupełnie miesza (choć nie twierdzę, że tendencyjnie ) różne znaczenia słów i pojęć prawniczych z psychologicznymi używając ich w jednym kontekście i też jednym celu: by udowodnić swoją rację, a w razie zarzutów ma argument, iż nie wolno mieszać pojęć. To ty mieszałeś- ja Ci pokazałam, że winę można różnie rozumieć. Nie raczyłeś odpowiedzieć, które znaczenie - psychologiczne czy prawnicze miałeś na myśli. Na wszelki wypadek ustosunkowałam się do obu. > >Usiłuję przekazać, jak dotychczas nieskutecznie, że co innego wina w sensie prawnym a co innego wina w sensie psychologicznym. Tę pierwszą sąd opiera o fakty i dowody. Ta druga to jest właśnie to co "uroczo" cyzeluje Jurek. Tylko, że w takim psychologicznym ujęciu to nie tylko że oboje małżonkowie mogą być winni, ale jeszcze ich rodzice, którzy ich źle wychowali i sąsiad który w dzieciństwie molestował. Każde zachowanie ma głęboką przyczynę...> Zupełnie niepotrzebnie sprowadzasz kwestię do absurdu.> Sama sobie obie "winy" połączyłaś w ozdobny i niezwykle ci poręczny konglomeracik. W którym miejscu "połączyłam"? Bo mnie się zdaje, że wyraźnie oddzieliłam... > Ty traktujesz małżeństwo jako "dobro samo w sobie" (tak też ujmuje to Prawo), nawet wbrew odczuciom strony bezpośrednio już tym "dobrem" niezainteresowanej, więcej, już dawno za żadne dobro nie uważającej, by nie pisać dosadniej - ja nie mam takiego chciejskiego postrzegania świata.Gdybym tak traktowała małżeństwo, nie uznawałabym rozwodów w ogóle, myśl logicznie. > Jestem realistą. Jeśli ktoś przeze mnie ulubiony mówi mi, że mnie nie lubi, to ja nie mam chciejskich złudzeń: "a może tylko tak mu się zdaje...?"- po prostu przyjmuję ten fakt do wiadomości,I może niesłusznie  Bo kobiety czasem wywalają faceta z domu nie po to by zniknął z ich życia, tylko, żeby zwrócić na siebie uwagę, żeby skłonić go do myślenia o związku... no, żeby drań skruszał i się przyczołgał z różą w zębach. To takie oczywiste, jak może myśleć, że to zanik uczuć? I w drugą stronę: Facet odchodzi. Oznacza to, że jest mu źle, coś robię nie tak. Czy mogę pozwolić mu odejść? Za nic, teraz trzeba się starać, walczyć, ratować kulejący związek... Jesteś jednostronnym realistą.  > Dla mnie związek dwojga ludzi jest dobrem ślicznym i oczywistym, ale tak długo, jak długo jest postrzegany jako dobro przez OBIE strony tego układu - jeśli jedna ze stron przestaje uważać związek za dobro lub za związek- z tą chwilą skończył się związekA jeśli jedna ze stron źle ocenia sytuację i w oparciu o tą ocenę uznaje związek za skończony? Albo przyczyna leży w jakiś "okołodepresyjnych" stanach? Czy walka drugiej strony o ratowanie tego związku to "chciejstwo", czy naprawdę go nie ma? A jeśli ktoś odchodzi, a potem bardzo tęskni- to jest związek czy go nie ma? Życie jest trochę bardziej skomplikowane. > I nie ma winnych rozpadu, jak to sobie jakiś chory prawnik wymyślił pewnie przez równie niezdrową paralelę z morderstwem (nie jesteśmy w sądzie tylko na forum), lecz są przyczyny w różnym stopniu rozłożone na strony związku, bardzo rzadko na jedną.I kto tu miesza... "przyczyny w różnym stopniu rozłożone na strony związku, bardzo rzadko na jedną" wiążą się z rozwodami opartymi na niezgodności charakterów- i wtedy prawnicy raczej nie orzekają o winie. Natomiast orzekają ją w przypadku, gdy jest udowodniona- głownie chodzi przemoc lub inne ewidentne krzywdzenie rodziny. Orzekają też w przypadku zdrady (jak ktoś zdradza to jest winien zdrady- a czy jest winien jej ewentualnych przyczyn to inna kwesta.) > Bo ty rozwód postrzegasz jako morderstwo małżeństwa.Jak to szło?... "Niepotrzebnie mówisz za mnie..." > I to nie jest kopanie w jakieś nadmuchane ego faceta, jak się wyraziłaś poniżej, tylko zwyczajne nie uznawanie prawa do czyjegoś (zdrowego) egoizmu przy jednoczesnym akcentowaniu prawa do swojego.I w drugą stronę- odchodzący facet nie chce uznać zdrowego egoizmu kobiety która nie chce mu na to pozwolić. Myśmy już kiedyś poruszali sprawę empatii?...  > Reasumując: kierujesz się prawem Kalego podpartym pospolitym chciejstwem, a nie "dobrem" związku, dziecka czy cholera wie, czego jeszcze i jednocześnie wstydzisz się swego egoizmu, przykrywając go sztuczkami "mieszanymi".Sama nieprawda zwłaszcza o tym wstydzie. Wykazane powyżej. > Pominąłem motywy takiego działania, które, uważam, mają genezę w instynktach.> Ja mam inne postrzegania świata... choć nie postrzegam go jako lepszego - jest po prostu diametralnie różne, co nie ułatwia nam porozumienia.Jeszcze raz- w wielu miejscach masz rację, ale tylko od męskiej strony. Ta biologiczna geneza leżąca w instynktach powoduje, że są dwie racje, obie słuszne i racjonalne. Wiem, to trudne do przyjęcia. > Byłem kiedyś w związku z Ukochaną (pierwsza miłość) Kobietą... po 8 latach stwierdziła, że coś jej ten związek niezbyt się podoba... wyprowadziłem się na drugi dzień. I to wszystko.No tak, zwłaszcza w temacie obiektywizmu.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >>Dlaczego chcesz dodatkowo karać dzieci za małżeńskie winy? >Istnieją sytuacje gdy wina ewidentnie jest po jednej stronie. I naprawdę nie chodzi o to by karać! Taki przykład: on odchodzi z kochanką (a jest normalnym facetem i dobrym ojcem) i ponosi konsekwencje w postaci "dziecko tylko w weekendy". >Ale zauważ, że matka (też dobra) traci te weekendy chociaż nic nie zrobiła. Uważasz, że trzeba zwiększyć jej stratę?
Mam dla ciebie pomysł, jkl;: dziecko dzielimy na pół (lub inne proporcje w zależności od wielkości " winy") i po sprawie... po co jakiś bachor (lub jego chwilowy deficyt) ma być przyczyną mamusi strat i psuć jej humor w słoneczne w weekendy?
|
|
| | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | >Mam dla ciebie pomysł, jkl;: dziecko dzielimy na pół (lub inne proporcje w zależności od wielkości " winy") i po sprawie... po co jakiś bachor (lub jego chwilowy deficyt) ma być przyczyną mamusi strat i psuć jej humor w słoneczne w weekendy? Przyczyną strat mamusi i jej zepsutego humoru nie jest bachor, tylko jego, zainteresowany czymś innym, ojciec. Pomysł z ćwiartowaniem winnego mógłby się nawet spodobać.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >>Mam dla ciebie pomysł, jkl;: dziecko dzielimy na pół (lub inne proporcje w zależności od wielkości " winy") i po sprawie... po co jakiś bachor (lub jego chwilowy deficyt) ma być przyczyną mamusi strat i psuć jej humor w słoneczne w weekendy?
> Przyczyną strat mamusi i jej zepsutego humoru nie jest bachor, tylko jego, zainteresowany czymś innym, ojciec.
Więc sama, własnoręcznie napisałaś, że sposobem na rekompensatę strat jest jednak bachor zostający ( jako kara dla tatusia) na weekend z mamusią, albo odwrotnie: "niezasłużoną karą" dla mamusi jest weekend jej ulubionej zabawki z tatusiem.
Mnie się wydaje, że straty ma tylko dzieciak a starzy mają jedynie konsekwencje swego działania.
Ja w twoim tekście: >Taki przykład: on odchodzi z kochanką (a jest normalnym facetem i dobrym ojcem) i ponosi konsekwencje w postaci "dziecko tylko w weekendy". >Ale zauważ, że matka (też dobra) traci te weekendy chociaż nic nie zrobiła. Uważasz, że trzeba zwiększyć jej stratę?
>Kobiety potrafią poświęcać swoje szczęście dla dziecka, trwając w związku który je nie satysfakcjonuje. Mężczyzna wybierając wolność lub nową miłość właśnie te wartości stawia na pierwszym miejscu- dziecko jest automatycznie "niżej". I dlatego to osoba odchodząca jest "winna", dlatego - na własne życzenie- ma mniejszy udział w opiece nad dzieckiem...
... widzę wyraźną żonglerkę dzieckiem jako dobrem przetargowym... czy ty już nawet nie dostrzegasz, że gadasz o dziecku jak o przedmiocie dostarczającym komuś rozrywki, "dobrych weekendów" lub narzędziu wymiaru kary za winę tatusia lub mamusi...?
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | jkl; (5859 punktów) | >... widzę wyraźną żonglerkę dzieckiem jako dobrem przetargowym... czy ty już nawet nie dostrzegasz, że gadasz o dziecku jak o przedmiocie dostarczającym komuś rozrywki, "dobrych weekendów" lub narzędziu wymiaru kary za winę tatusia lub mamusi...?
Widzę TWOJE słownictwo i TWOJĄ interpretację. Powiedz walczącym o swoje prawa ojcom, że w istocie chcą rozrywki, żonglerki i ukarania mamusi.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > >... widzę wyraźną żonglerkę dzieckiem jako dobrem przetargowym... czy ty już nawet nie dostrzegasz, że gadasz o dziecku jak o przedmiocie dostarczającym komuś rozrywki, "dobrych weekendów" lub narzędziu wymiaru kary za winę tatusia lub mamusi...?> Widzę TWOJE słownictwo i TWOJĄ interpretację.> Powiedz walczącym o swoje prawa ojcom, że w istocie chcą rozrywki, żonglerki i ukarania mamusi. Aha... i właśnie po to robią kobitom bardzo niechciane przez nie dzieci... jasne.  Mnie nie interesuje, co ty chciałaś wyrazić przez sklecenie paru liter i słów do kupy - mnie interesuje to, jaka kupa z tego wyszła.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | >Mnie nie interesuje, co ty chciałaś wyrazić przez sklecenie paru liter i słów do kupy - mnie interesuje to, jaka kupa z tego wyszła. Weź sobie na wstrzymanie.
Jak napiszę, że matka chce opieki nad dzieckiem, stwierdzisz, że traktuje je przedmiotowo, widzi w nim rozrywkę, zabawkę i narzędzie zemsty na tatusiu.
Jak napiszę, że matka chce by ojciec więcej zaangażował się w opiekę, natychmiast uznasz, że traktuje dziecko przedmiotowo, jak ciężar, przykry obowiązek i obowiązkowo narzędzie zemsty na tatusiu.
Wszystko co się do Ciebie mówi, dopasujesz sobie wedle upodobań, wypaczając sens- czy to celowo, czy z niezrozumienia. Choć nadal masz wysokie noty za styl. Pzdr. jkl;
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Weź sobie na wstrzymanie. Jaaa...? > Jak napiszę, że matka chce opieki nad dzieckiem, stwierdzisz, że traktuje je przedmiotowo, widzi w nim rozrywkę, zabawkę i narzędzie zemsty na tatusiu.> Jak napiszę, że matka chce by ojciec więcej zaangażował się w opiekę, natychmiast uznasz, że traktuje dziecko przedmiotowo, jak ciężar, przykry obowiązek i obowiązkowo narzędzie zemsty na tatusiu. Niepotrzebnie mówisz za mnie... może nieporadnie i niezgrabnie, ale sam się wysłowię biorąc pełną odpowiedzialność za to, co napiszę.  > Wszystko co się do Ciebie mówi, dopasujesz sobie wedle upodobań, wypaczając sens- czy to celowo, czy z niezrozumienia. Nie mam wpływu na to, że coś piszesz żądając/oczekując od czytelnika, by w przypływie sympatycznej empatii(?) zrozumiał to zupełnie inaczej, niż napisałaś... Mam taką, nienachalną radę: może po prostu pisz dokładnie odwrotnie od tego, co chcesz napisać...?  > Choć nadal masz wysokie noty za styl. Dziękuję, choć bardzo warunkowo (zauważ, że nie piszę: ostrzegawczo  ) to zabrzmiało... ups. Nawzajem.
|
|
| |  | 5 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | >Jest jeszcze kwestia winy za rozpad małżeństwa. Jeśli oboje są dobrymi rodzicami, to raczej nie powinno się przyznawać dziecka osobie odpowiedzialnej za rozbicie związku. O ile mi wiadomo, częściej winni są mężczyźni.
Wskaż mi ze swojej feministycznej łaski, jaki związek jest między rozpadem związku, a winą z tego tytułu? Mnie się do tej pory wydawało, że dwoje dorosłych ludzi ponosi tylko konsekwencje swego działania i wina nie ma tu racji bytu.
Powiedz mi też, co rozumiesz pod pojęciem: "rozbicie związku"? Mnie "rozbicie" bardziej z celowym działaniem się kojarzy, więc rozumiem, że część facetów po to się żeni, by później z satysfakcją to małżeństwo rozbić, tak? Wyprowadź mnie, nieuka, z błędu.
"Rozbicie" może być też skutkiem niekoniecznie celowego działania, ale jeśli doszło do rozwodu to skutek jest trwały, a wątpię, czy na taki, "trwały skutek" decydują się ludzie, którzy ze sobą (oboje!) chcą być - bo jeśli chociaż jeden element związku za związkiem nie jest, to znaczy, że związek z definicji przestał istnieć, bez względu na to, jaki pogląd ma sąd (lub drugi element związku) na tę okoliczność.
Interesuje mnie też związek przyczynowy między tym, że, ktoś dorosły z kimś drugim dorosłym nie chce dłużej być i w zamian zabrania się mu dostępu do jego (również) dziecka - pytam o genezę takiego myślenia, choć domyślam się, że jest to implikacja w bezmyślnej kombinacji kategoriami "winy i kary"... bo jak jest wina, to i kara przecie być musi... dodatkowa i nie uwzględniona w Kodeksie Rodzinnym, ale jednak kara.
P.S. Jeszcze uwaga na marginesie: uważam, że termin "wina za rozbicie małżeństwa" jest ogólnie używany nieprawidłowo i wbrew zdrowemu rozsądkowi - jeśli ludzie dobrowolnie łączą się w pary zarejestrowane przez państwo, to jeśli jedna ze stron tego układu uzna, że związku nie ma... to go po prostu nie ma, państwo powinno tylko taką decyzję prawnie zatwierdzić, a nie rozstrzygać o "winie"... to śmieszne: jaka może być wina w tym, że nie chcę już z kimś wspólnie, dalej żyć?
Rozwód jest tylko i wyłącznie konsekwencją czyjegoś działania, a nie z czyjejś winy.
|
|
| | |  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | > Wskaż mi ze swojej feministycznej łaski, jaki związek jest między rozpadem związku, a winą z tego tytułu? Mnie się do tej pory wydawało, że dwoje dorosłych ludzi ponosi tylko konsekwencje swego działania i wina nie ma tu racji bytu.A różnie bywa. Przyczyny rozwodów za wikipedią: niezgodność charakterów: 32% zdrada: 24% nadużywanie alkoholu: 23% naganny stosunek do członków rodziny: 9% problemy finansowe: 9% inne: 3% (Pierwsza trójka czasem zamienia się miejscami- widziałam zestawienia gdzie na pierwszym miejscu był alkoholizm. Nie ma tego tutaj, ale możesz mi wierzyć- w punkcie 3, 4 a nieco bardziej także w 2- przeważają mężczyźni.) Jak widzisz, o dwojgu ludzi ponoszących konsekwencje można mówić gdzieś tak w połowie przypadków. I jak najbardziej wina ma rację bytu. > Powiedz mi też, co rozumiesz pod pojęciem: "rozbicie związku"? Mnie "rozbicie" bardziej z celowym działaniem się kojarzy, więc rozumiem, że część facetów po to się żeni, by później z satysfakcją to małżeństwo rozbić, tak?Niekoniecznie z satysfakcją. I nawet nie celowo. Ot tak im wychodzi, przy okazji picia, bicia lub skoków na boku... > jeśli chociaż jeden element związku za związkiem nie jest, to znaczy, że związek z definicji przestał istnieć, bez względu na to, jaki pogląd ma sąd (lub drugi element związku) na tę okoliczność.Mhm. Jeśli "jeden element związku za związkiem nie jest"...Rozmyślił się, znaczy jeden element i jego zdanie jest ważniejsze. A o kryzysie w związku słyszałeś? To jest czasem odwracalne. > Interesuje mnie też związek przyczynowy między tym, że, ktoś dorosły z kimś drugim dorosłym nie chce dłużej być i w zamian zabrania się mu dostępu do jego (również) dziecka - pytam o genezę takiego myślenia, choć domyślam się, że jest to implikacja w bezmyślnej kombinacji kategoriami "winy i kary"... bo jak jest wina, to i kara przecie być musi...Czekaj, czekaj. Większość tych co rozwodzą się bo "nie chcą dłużej być" to kobiety i mają ku temu powody, które jednocześnie są powodami przeciwko ojcowskiej opiece. W przypadku zdrady też nie chodzi o karanie zdradzającego, tylko o nie powiększanie krzywdy osoby zdradzanej. No bo jak- nie dość, że partner/partnerka puszcza kantem to jeszcze dziecko zabiera do swej nowej rodziny? (Oczywiście o ile oboje są jednakowo dobrymi rodzicami) A w przypadku niezgodności charakterów liczy się ( a przy najmniej powinno) zaangażowanie w opiekę nad dzieckiem, więź z dzieckiem, dobry kontakt itp. > P.S. Jeszcze uwaga na marginesie: uważam, że termin "wina za rozbicie małżeństwa" jest ogólnie używany nieprawidłowo i wbrew zdrowemu rozsądkowiPowiedz to prawnikom. > jeśli ludzie dobrowolnie łączą się w pary zarejestrowane przez państwo, to jeśli jedna ze stron tego układu uzna, że związku nie ma... to go po prostu nie ma,Rano, jak wstanie lewą nogą- nie ma, a po dobrym obiadku już jest znowu. Co to znaczy "uzna?" Co państwo ma zatwierdzać? W taki ujęciu związek pojawia się i znika. > to śmieszne: jaka może być wina w tym, że nie chcę już z kimś wspólnie, dalej żyć?W tym żadna. Możesz nie chcieć. Ale kiedy wprowadzasz to w czyn- czyli np. odchodzisz- to jesteś winny zerwania pewnej umowy. PS. Znalazłam parę innych powodów rozwodu www.frazpc.pl/b/54209
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > A różnie bywa. Przyczyny rozwodów za wikipedią: A dlaczego nie ma tak popularnego powodu - zmęczenie, znudzenie? Przecież sypianie przez 20 lat z tą samą kobietą może się znudzić, no nie? Nawet jak jest fajna, to przecież każdego roku starsza, prawda?  > PS. Znalazłam parę innych powodów rozwodu > 10. Ulubionym hobby pewnego męża z Pensylwanii było strącanie procą blaszanych pudełek z głowy żony. Rozwód po 5 latach. A ile razy nie trafił przez te 5 lat?
|
|
| | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | > A dlaczego nie ma tak popularnego powodu - zmęczenie, znudzenie?Pewnie jest w punkcie "inne" lub, co bardziej prawdopodobne, w punkcie "zdrada". > Przecież sypianie przez 20 lat z tą samą kobietą może się znudzić, no nie?Ale ile czasu na odkrywanie wspólnych zainteresowań! > A ile razy nie trafił przez te 5 lat?Teoretycznie z każdym rokiem powinno być lepiej...
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >Wskaż mi ze swojej feministycznej łaski, jaki związek jest między rozpadem związku, a winą z tego tytułu? Mnie się do tej pory wydawało, że dwoje dorosłych ludzi ponosi tylko konsekwencje swego działania i wina nie ma tu racji bytu.> A różnie bywa. Przyczyny rozwodów za wikipedią:> niezgodność charakterów: 32% Czyli: ktoś "charakter winny" miał? Dobre to jest... > zdrada: 24% Można to nazwać: zwiększonym popytem przy małej podaży - niczyjej tu winy, jeśli już, to nieuregulowany rynek. > nadużywanie alkoholu: 23% Wszystkie choroby mogłaś wyliczyć, nie tylko alkoholizm. Użyj np.: rozwód z powodu "winnego lumbago", ładnie, dość skocznie brzmi i też dobre jest...  > naganny stosunek do członków rodziny: 9% Bez przyczyn? > problemy finansowe: 9% Jasne, winny z powodu mało zarabia... coraz lepsze...  > inne: 3% Rozumiem: inne winne. To chyba najlepsze, jak mówi jad11.  > (Pierwsza trójka czasem zamienia się miejscami- widziałam zestawienia gdzie na pierwszym miejscu był alkoholizm. Nie ma tego tutaj, ale możesz mi wierzyć- w punkcie 3, 4 a nieco bardziej także w 2- przeważają mężczyźni.) Pewnie, że mogę wierzyć, ale miałaś o winie pisać, a nie o płci w rankingu chorych. > Jak widzisz, o dwojgu ludzi ponoszących konsekwencje można mówić gdzieś tak w połowie przypadków. I jak najbardziej wina ma rację bytu. Kategorycznie nie. O winie można mówić tylko w celowo szkodliwym działaniu, więc takie przypadki są marginalne i pewnie dotyczą nie objętych statystyką patologii, bo kto "normalny" zakłada związek w celu jego rozbicia? > > Powiedz mi też, co rozumiesz pod pojęciem: "rozbicie związku"? Mnie "rozbicie" bardziej z celowym działaniem się kojarzy, więc rozumiem, że część facetów po to się żeni, by później z satysfakcją to małżeństwo rozbić, tak?> Niekoniecznie z satysfakcją. I nawet nie celowo. Ot tak im wychodzi, przy okazji picia, bicia lub skoków na boku... Jw. Winą za "rozbicie związku" może szermować tylko strona czująca się pokrzywdzona, co z faktyczną winą niewiele ma wspólnego - jest to subiektywna ocena sytuacji sformułowana przez stronę, równie subiektywnie, "pokrzywdzoną". > Mhm. Jeśli "jeden element związku za związkiem nie jest"...Rozmyślił się, znaczy jeden element i jego zdanie jest ważniejsze. Nie powiesz, że ważniejsze jest zdanie osoby, która wbrew faktom i deklaracjom wciska drugiej, że związek jest? Może mi napiszesz, kiedy wg. ciebie mam chęć zapalić? A ja ci odpiszę, co nazywam chciejstwem.  (A już myślałem, że "tamto" było najlepsze...  - ukłony dla jada11) > A o kryzysie w związku słyszałeś? To jest czasem odwracalne. Słyszałem o odwracalnych kryzysach, słyszałem o różnych chciejstwach, ale nie o takich piszę - piszę o rozpadzie związku, a nie udawaniu czy gdybaniu, że się nieco skryzysił. > >... pytam o genezę takiego myślenia, choć domyślam się, że jest to implikacja w bezmyślnej kombinacji kategoriami "winy i kary"... bo jak jest wina, to i kara przecie być musi...> Czekaj, czekaj. Większość tych co rozwodzą się bo "nie chcą dłużej być" to kobiety i mają ku temu powody, które jednocześnie są powodami przeciwko ojcowskiej opiece. Więc z powyższej statystyki wynika, że głównym powodem przeciwko ojcowskiej opiece jest niezgodność charakterów i zdrada (w sumie 56%)... możesz to "jakoś" uzasadnić? Jakoś wytłuściłem, bo coś mi mówi, że inaczej niż "jakoś" się nie da.  > W przypadku zdrady też nie chodzi o karanie zdradzającego, tylko o nie powiększanie krzywdy osoby zdradzanej. No bo jak- nie dość, że partner/partnerka puszcza kantem to jeszcze dziecko zabiera do swej nowej rodziny? Aaaa... no tak, zapomniałem, że dla feministek dziecko to takie "dobro nabyte", jak, nie przymierzając, mebelki, i zabranie dziecka powiększa krzywdę, czyli stratę rodzica (w domyśle: mamusi)... a o dobru dziecka nie pomyślałaś? Jasne, do główki ci nie wpadło, że dziecko może bardziej kochać zdradzającego rodzica, bo z definicji feministycznej przecie bardziej kocha mamusię, a tatuś tylko zdradliwy bardzo jest.  > (Oczywiście o ile oboje są jednakowo dobrymi rodzicami)... ... więc nie feministami, chciałoby się dodać, ale nie czas na dowcipy.  > A w przypadku niezgodności charakterów liczy się ( a przy najmniej powinno) zaangażowanie w opiekę nad dzieckiem, więź z dzieckiem, dobry kontakt itp. A ja, głupi myślałem, że najbardziej liczy się dobro dzieciaka, a więc zaangażowanie uczuciowe dziecka do rodzica, a nie rodzica w stosunku do dziecka... no tak, nie jestem feministkiem. > >jeśli ludzie dobrowolnie łączą się w pary zarejestrowane przez państwo, to jeśli jedna ze stron tego układu uzna, że związku nie ma... to go po prostu nie ma,> Rano, jak wstanie lewą nogą- nie ma, a po dobrym obiadku już jest znowu. Znowu o czymś innym gadasz... czy nie potrafisz czegoś rozważyć inaczej, niż tylko z punktu widzenia swego, chwiejnego widzimisię? > Co to znaczy "uzna?" Co państwo ma zatwierdzać? W taki ujęciu związek pojawia się i znika. Bo tak jest - zostaje tylko martwy, administracyjno-papierowy zapis o związku, który już praktycznie nie istnieje. > >to śmieszne: jaka może być wina w tym, że nie chcę już z kimś wspólnie, dalej żyć?> W tym żadna. Możesz nie chcieć. Ale kiedy wprowadzasz to w czyn- czyli np. odchodzisz- to jesteś winny zerwania pewnej umowy. Mogę być tylko główną, choć zazwyczaj nie jedyną, przyczyną zerwania umowy zwanej związkiem małżeńskim. > PS. Znalazłam parę innych powodów rozwodu > www.frazpc.pl/b/54209 Dobre to o hamaku, tylko szkoda, że nie podali, ile razy facet zachował się jak gentleman i wredną bab... hm, złośliwie spadającą kobietę z ziemi pozbierał.  P.S. Aha, miałaś coś napisać o "winie" za "rozbicie" związku małżeńskiego...?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | > Pewnie, że mogę wierzyć, ale miałaś o winie pisać, a nie o płci w rankingu chorych."Ranking" jest oficjalną statystyką, nie wymyśliłam podziału, nazw i procentów. Jeśli dla ciebie alkoholizm jednego z małżonków, przemoc lub zdrada nie są winą, to widocznie różnimy się definicją tego słowa. A mętne rozważania, czy druga strona jakoś nie sprowokowała tych zachowań prowadzą donikąd. Krzywdzący robili wszystko świadomie. > Kategorycznie nie. O winie można mówić tylko w celowo szkodliwym działaniu, więc takie przypadki są marginalne i pewnie dotyczą nie objętych statystyką patologii, bo kto "normalny" zakłada związek w celu jego rozbicia?A, czyli jeśli ktoś 15 lat temu na ślubie nie zakładał, że zdradzi żonę, to teraz jest bez winy? Celowo szkodliwe działanie nie musi być planowane z dużym wyprzedzeniem aby było celowe i szkodliwe. > Winą za "rozbicie związku" może szermować tylko strona czująca się pokrzywdzona, co z faktyczną winą niewiele ma wspólnego - jest to subiektywna ocena sytuacji sformułowana przez stronę, równie subiektywnie, "pokrzywdzoną".Subiektywnego poczucia krzywdy sąd nie uzna, w czym problem? > Nie powiesz, że ważniejsze jest zdanie osoby, która wbrew faktom i deklaracjom wciska drugiej, że związek jest?Jedna mówi, że związek jest, druga że nie ma, ot -subiektywne ocena sytuacji... Jedyne co mogę powiedzieć, to to że mają problem. > Słyszałem o odwracalnych kryzysach, słyszałem o różnych chciejstwach, ale nie o takich piszę - piszę o rozpadzie związku, a nie udawaniu czy gdybaniu, że się nieco skryzysił.Między kryzysem a rozpadem jest płynna granica. > Więc z powyższej statystyki wynika, że głównym powodem przeciwko ojcowskiej opiece jest niezgodność charakterów i zdrada (w sumie 56%)... możesz to "jakoś" uzasadnić?Nie, raczej alkoholizm i przemoc- w tych wypadkach- które dużo częściej dotyczą mężczyzn, dzieci zostają przy matce i chyba nie będziesz się z tym spierał. A że spraw takich jest sporo, to ogólnie wygląda to tak, że najczęściej dzieci przyznawane są matkom - słusznie. Jeśli w przypadku np niezgodności charakteru kompletnie nie wiadomo, kto jest lepszym rodzicem, to być może, przeważa racjonalne minimalizowanie ryzyka. To nie jest powód przeciwko ojcom- raczej powód za matkami. > Jasne, do główki ci nie wpadło, że dziecko może bardziej kochać zdradzającego rodzica, bo z definicji feministycznej przecie bardziej kocha mamusię, a tatuś tylko zdradliwy bardzo jest.  Po pierwsze, odróżniaj "feministyczne definicje" od własnych urojeń na ten temat. Po drugie dziecko, oczywiście może kochać zdradzającego rodzica, ale najwyraźniej dla tego rodzica jest na drugim miejscu, po nowym partnerze. Bo skoro rodzic -mogąc być z nim 100% czasu- wybiera tylko część czasu + nowy związek, to widać wyraźnie jego hierarchię wartości. > >A w przypadku niezgodności charakterów liczy się ( a przy najmniej powinno) zaangażowanie w opiekę nad dzieckiem, więź z dzieckiem, dobry kontakt itp.> A ja, głupi myślałem, że najbardziej liczy się dobro dzieciaka, a więc zaangażowanie uczuciowe dziecka do rodzica, a nie rodzica w stosunku do dziecka...Dzieci zwykle kochają rodziców jednakowo, pomijając patologię. Oczywiście, że się liczy, tylko niczego nie rozstrzyga. > no tak, nie jestem feministkiem.Nawet szkoda, bo płytkość i tendencyjność Twojego rozumowania czyni z ciebie dobry materiał na fanatyka czegokolwiek. > Bo tak jest - zostaje tylko martwy, administracyjno-papierowy zapis o związku, który już praktycznie nie istnieje.Bo ktoś "uznał", że nie istnieje? A jak mu się odwidzi, to znaczy, że związek był cały czas, tylko uznający miał zły humor, czy też wtedy go nie było i jest znowu? Pewnie też wedle uznania... To już problem filozoficzny, prawnicy mają swój "trwały rozpad pożycia" i inne takie. > Mogę być tylko główną, choć zazwyczaj nie jedyną, przyczyną zerwania umowy zwanej związkiem małżeńskim.Chodzi o czyn, nie jego przyczynę. Ta "wina" nie musi skutkować poczuciem winy. > P.S. Aha, miałaś coś napisać o "winie" za "rozbicie" związku małżeńskiego...?Tak dla odmiany?
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >Bo tak jest - zostaje tylko martwy, administracyjno-papierowy zapis o związku, który już praktycznie nie istnieje.> Bo ktoś "uznał", że nie istnieje? Bo jedna strona tego ex związku już wie, że w tym duecie nie chce być, a duety jednoosobowe są bardzo... niemądre. Istnieją tylko w chciejskiej wyobraźni osoby, która nie uznaje faktów.  > A jak mu się odwidzi, to znaczy, że związek był cały czas, tylko uznający miał zły humor, czy też wtedy go nie było i jest znowu? Już cię informowałem, że piszę o faktach a nie zwidach, odwidach, humorach, fluksjach czy niewieścich globusach. Odnoszę wrażenie, że odpowiadasz komuś innemu i tylko przez pomyłkę wklejasz teksty jako odpowiedź dla mnie...? > >> Mogę być tylko główną, choć zazwyczaj nie jedyną, przyczyną zerwania umowy zwanej związkiem małżeńskim.> Chodzi o czyn, nie jego przyczynę. Ta "wina" nie musi skutkować poczuciem winy. ... znasz jeszcze jakieś kawałki z tego serialu?  > >P.S. Aha, miałaś coś napisać o "winie" za "rozbicie" związku małżeńskiego...?> Tak dla odmiany?  Jeśli potrafisz - dla odmiany coś sensownego.  Przypomnę: miałaś uzasadnić istnienie "winy" partnera za "rozbicie" związku. P.S. Aha, nie gadamy o Związku Radzieckim, kynologicznym, chemicznym, ani nawet miast polskich.
|
|
| | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) |
> Bo jedna strona tego ex związku już wie, że w tym duecie nie chce być, a duety jednoosobowe są bardzo... niemądre. Istnieją tylko w chciejskiej wyobraźni osoby, która nie uznaje faktów.  Jakich "faktów"? To, że ktoś coś wie, uznaje lub czuje to tylko subiektywna ocena. Fakty to czyny. Jeśli ktoś robi coś, co zaprzecza istnieniu związku, to dowód na jego nieistnienie. A jeśli tylko sobie myśli, to są zwidy, humory i fluksje a w najlepszym razie fantazje, a nie fakty. > >Chodzi o czyn, nie jego przyczynę. Ta "wina" nie musi skutkować poczuciem winy.> ... znasz jeszcze jakieś kawałki z tego serialu?  Tak, jest taki fajny kawałek jak ona wali jego po tępej mordzie. Ale to chyba bez związku... > przypomnę: miałaś uzasadnić istnienie "winy" partnera za "rozbicie" związku.No więc mąż ganiający co wieczór po pijaku małżonkę z siekierą jest winny rozbicia małżeństwa. Czekam na uzasadnienie, że winnego tu nie ma, tudzież odpowiedzialność jest po obu stronach. > P.S. Aha, nie gadamy o Związku Radzieckim, kynologicznym, chemicznym, ani nawet miast polskich.Cieszę się, żeś się zorientował.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >Bo jedna strona tego ex związku już wie, że w tym duecie nie chce być, a duety jednoosobowe są bardzo... niemądre. Istnieją tylko w chciejskiej wyobraźni osoby, która nie uznaje faktów.  > Jakich "faktów"? To, że ktoś coś wie, uznaje lub czuje to tylko subiektywna ocena. Fakt jest to zaistniały stan rzeczy. Jeśli wiem, że nie chcę z kobietą być w związku, to dla mnie jest faktem, że w tym związku nie chcę być, więc związek stracił rację bytu, znika... bo dla mnie zaistniał stan rzeczy świadczący o tym, że związku już nie ma... wiem, że może to być dla ciebie ciężkie do przełknięcia, ale tak jest.  > Jeśli ktoś robi coś, co zaprzecza istnieniu związku, to dowód na jego nieistnienie. A jeśli tylko sobie myśli, to są zwidy, humory i fluksje a w najlepszym razie fantazje, a nie fakty. Nadal udowadniasz, że jeśli powiesz komuś, iż jest z tobą w związku, to automatycznie ktoś w tym związku się znajdzie...?  > >>Chodzi o czyn, nie jego przyczynę. Ta "wina" nie musi skutkować poczuciem winy.> >... znasz jeszcze jakieś kawałki z tego serialu?  > Tak, jest taki fajny kawałek jak ona wali jego po tępej mordzie. Ale to chyba bez związku... Może tylko związek z twoją subtelnością nadzwyczajną.  > >przypomnę: miałaś uzasadnić istnienie "winy" partnera za "rozbicie" związku.> No więc mąż ganiający co wieczór po pijaku małżonkę z siekierą jest winny rozbicia małżeństwa. A rano? Albo z młotkiem? A dlaczego? (Może jej nie lubi?  ) > Czekam na uzasadnienie, że winnego tu nie ma, tudzież odpowiedzialność jest po obu stronach. Wysunęłaś tezę siekierno-wieczorną, więc ciężar uzasadnienia spoczywa na tobie.  > >P.S. Aha, nie gadamy o Związku Radzieckim, kynologicznym, chemicznym, ani nawet miast polskich.> Cieszę się, żeś się zorientował.>  Liczę na to, że ty się zorientujesz.
|
|
| | | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | > >Jakich "faktów"? To, że ktoś coś wie, uznaje lub czuje to tylko subiektywna ocena.> Fakt jest to zaistniały stan rzeczy. Jeśli wiem, że nie chcę z kobietą być w związku, to dla mnie jest faktem, że w tym związku nie chcę być, więc związek stracił rację bytu, znika... bo dla mnie zaistniał stan rzeczy świadczący o tym, że związku już nie ma...A weźmy taki przypadek- On, dobry mąż, kochający swoją rodzinę, zapomniał się był z jakąś panienką nic dla niego nie znaczącą. W jego uznaniu związek małżeński jak najbardziej nadal istnieje. Tymczasem żona, dowiaduje się o zdradzie i interpretuje ten fakt w ten sposób, że to absolutny koniec związku. Z tego co mówisz, to jej uznanie jest jedynym słusznym. Prawnicy widzieliby tylko fakt zdrady i zgodnie z swymi prawniczymi wytycznymi uznali to rozpad związku ze wskazaniem na winę zdradzającego. Subiektywne oceny małżonków tyczące tej sytuacji raczej nie zaprzątają głów prawników, dzięki czemu migrena nie jest ich chorobą zawodową. Tak, masz rację- fakt to zaistniały stan rzeczy. Natomiast faktem nie jest subiektywna ocena stanu rzeczy, przy czym się tak upierasz. > >Jeśli ktoś robi coś, co zaprzecza istnieniu związku, to dowód na jego nieistnienie. A jeśli tylko sobie myśli, to są zwidy, humory i fluksje a w najlepszym razie fantazje, a nie fakty.> Nadal udowadniasz, że jeśli powiesz komuś, iż jest z tobą w związku, to automatycznie ktoś w tym związku się znajdzie...?  Napisałam "robi" nie "powie"- najlepszy przykład jak potrafisz sens wypaczyć. Jest odwrotnie- udowadniam ci, że to co ktoś powie,(a tym bardziej pomyśli) jest tylko przedstawieniem prywatnej opinii, a nie faktem. > Może tylko związek z twoją subtelnością nadzwyczajną.  Zapewne też > A rano?> Albo z młotkiem?> A dlaczego?A serio oczekujesz odpowiedzi? > >Czekam na uzasadnienie, że winnego tu nie ma, tudzież odpowiedzialność jest po obu stronach.> Wysunęłaś tezę siekierno-wieczorną, więc ciężar uzasadnienia spoczywa na tobie. No nie rozśmieszaj mnie. Mam uzasadniać Twoją tezę z którą się nie zgadzam? Przypominam- to ty się upierasz, że nie ma winnych.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > A weźmy taki przypadek- On, dobry mąż, kochający swoją rodzinę, zapomniał się był z jakąś panienką nic dla niego nie znaczącą. Każdemu wolno. > W jego uznaniu związek małżeński jak najbardziej nadal istnieje. Też mu wolno tak myśleć, co nie znaczy, że tak jest > Tymczasem żona, dowiaduje się o zdradzie i interpretuje ten fakt w ten sposób, że to absolutny koniec związku. Jeśli jest o tym przekonana, to znaczy, że taki fakt zaistniał. Widocznie jej wystarcza jeden "skok-w-bok", by nabrać takiej pewności - ktoś inny może potrzebować innych, bardziej skocznych przesłanek.  > Z tego co mówisz, to jej uznanie jest jedynym słusznym. To ty tak powiedziałaś - ja twierdzę, że jeśli uznała, iż "skok-w-bok" jest argumentem za finałem związku, to tak jest, choć druga strona może sobie myśleć o tym co chce. > Prawnicy widzieliby tylko fakt zdrady i zgodnie z swymi prawniczymi wytycznymi uznali to rozpad związku ze wskazaniem na winę zdradzającego. Jasne, to jest prawniczy punkt widzenia z prawniczą nomenklaturą, nie muszące mieć nic wspólnego z rzeczywistością. Już pisałem, że uważam termin "wina" w takim kontekście za zupełnie nieadekwatny do rodzaju sprawy. > Subiektywne oceny małżonków tyczące tej sytuacji raczej nie zaprzątają głów prawników, dzięki czemu migrena nie jest ich chorobą zawodową. Jasne... I jak to się ma do winy w braku chęci bycia w związku? Uważam że związek jest (z definicji) z chęci bycia razem - koniec chęci=koniec związku, bez żadnych pejoratywnych podtekstów - stwierdzenie faktu... choć widzę, że ty masz kłopoty z uznaniem tego stanu rzeczy, jeśli Państwo jako ostateczny Decydent nie uzna koniecznie czyjejś "winy" za "rozbicie" Bezwzględnego Dobra Małżeńskiego, czyli winy za brak uczuć.  Tak, jakby nie partnerzy byli decydentami swoich chęci. Do czego ci jest potrzebne ciągłe mieszanie prawa z uczuciami? Czujesz się pewniejsza z chciejstwem, że prawo gwarantuje czyjeś chęci bycia z tobą? Instytucja małżeństwa jako gwarant trwałości związku... paranoja. > Tak, masz rację- fakt to zaistniały stan rzeczy.> Natomiast faktem nie jest subiektywna ocena stanu rzeczy, przy czym się tak upierasz. Jeśli ktoś ma subiektywną (bo jakąż inną?) ocenę swoich relacji emocjonalnych (brak chęci, uczuć) w odniesieniu do związku z inną osobą, to znaczy, że jest to (dla niego) jedyny zaistniały stan rzeczy i odrębne zdanie drugiej osoby z prawnikami włącznie nie ma żadnego znaczenia - nie ma winy w braku uczuć lub braku chęci. > >Jeśli ktoś robi coś, co zaprzecza istnieniu związku, to dowód na jego nieistnienie. A jeśli tylko sobie myśli, to są zwidy, humory i fluksje a w najlepszym razie fantazje, a nie fakty.> Nadal udowadniasz, że jeśli powiesz komuś, iż jest z tobą w związku, to automatycznie ktoś w tym związku się znajdzie...?> Napisałam "robi" nie "powie"- najlepszy przykład jak potrafisz sens wypaczyć. Ok, to co możesz komuś "zrobić", by być z nim w związku uczuciowym, jeśli ten ktoś nie chce? > Jest odwrotnie- udowadniam ci, że to co ktoś powie,(a tym bardziej pomyśli) jest tylko przedstawieniem prywatnej opinii, a nie faktem. W związkach emocjonalnych prywatne odczucie/uczucie jest faktem. > A rano?> Albo z młotkiem?> A dlaczego?> A serio oczekujesz odpowiedzi? W obliczu twoich nagminnych i manipulacyjnych mieszanek prawno-uczuciowych, chciałoby się odpowiedzieć: a cholera cie wie? > >Czekam na uzasadnienie, że winnego tu nie ma, tudzież odpowiedzialność jest po obu stronach.> Wysunęłaś tezę siekierno-wieczorną, więc ciężar uzasadnienia spoczywa na tobie.> No nie rozśmieszaj mnie. Mam uzasadniać Twoją tezę z którą się nie zgadzam?> Przypominam- to ty się upierasz, że nie ma winnych. Przypominam ci, że to ty się upierasz, że do "rozbicia związku" potrzebna jest wina - ja twierdzę, że rozpad związku następuje z przyczyn, nie win. Ty w swoim, siekierkowym przypadku opisałaś przestępstwo w którym małżonek lata za kobitą z ciężkim sprzętem, więc jest ew. winny usiłowania zbrodni (lub innego przestępstwa), ale żądasz ode mnie udowodnienia, że nie jest winny rozbicia małżeństwa... serio oczekujesz odpowiedzi? P.S. Może facio w końcu żonę dogoni... pozbawi cię kłopotu.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | > Jeśli jest o tym przekonana, to znaczy, że taki fakt zaistniał.A to, o czym on jest przekonany, świadczy o czymś przeciwnym. Daj spokój, faktem jest zdrada. Prywatne rozważania obu stron czy kończy to związek czy nie, są tylko ich prywatnymi rozważaniami. Niczym więcej. > Jasne, to jest prawniczy punkt widzenia z prawniczą nomenklaturą, nie muszące mieć nic wspólnego z rzeczywistością.Nie muszące, ale czasem mające. I tylko to usiłuję Ci przekazać. > Uważam że związek jest (z definicji) z chęci bycia razem - koniec chęci=koniec związku, bez żadnych pejoratywnych podtekstów - stwierdzenie faktu...Tylko że "chęć" jest zmienna i oparta na subiektywnych ocenach. Czasem brak chęci, to koniec związku, a czasem brak chęci to mylna ocena sytuacji. > choć widzę, że ty masz kłopoty z uznaniem tego stanu rzeczy, jeśli Państwo jako ostateczny Decydent nie uzna koniecznie czyjejś "winy" za "rozbicie" Bezwzględnego Dobra Małżeńskiego,Przeciwnie, ja uważam że związek (w sensie więzi) może istnieć nawet po rozwodzie. Czasem nawet ludzie wracają do siebie gdy to sobie uświadomią. > czyli winy za brak uczuć.  No cóż, w przysiędze małżeńskiej nie ma "dopóki będę coś do ciebie czuł". > Czujesz się pewniejsza z chciejstwem, że prawo gwarantuje czyjeś chęci bycia z tobą?> Instytucja małżeństwa jako gwarant trwałości związku... paranoja.Paranoja, że takich treści potrafisz się dopatrzyć w moich wypowiedziach. No nic, moje chciejstwo nie sprawi, że zaczniesz je właściwie rozumieć. > Jeśli ktoś ma subiektywną (bo jakąż inną?) ocenę swoich relacji emocjonalnych (brak chęci, uczuć) w odniesieniu do związku z inną osobą, to znaczy, że jest to (dla niego) jedyny zaistniały stan rzeczy i odrębne zdanie drugiej osoby z prawnikami włącznie nie ma żadnego znaczeniaDla drugiej osoby -postrzegającej relacje odmiennie i też kierującej się chęcią- to też jedyny zaistniały stan rzeczy. Sam widzisz, że analizować można fakty, nie czyjeś tych faktów oceny. > Ok, to co możesz komuś "zrobić", by być z nim w związku uczuciowym, jeśli ten ktoś nie chce?Powiedziałam: "Jeśli ktoś robi coś, co zaprzecza istnieniu związku, to dowód na jego nieistnienie." Twoje pytanie jest cokolwiek od czapy, w tym kontekście. Ale samo w sobie... Można dużo zrobić by być nadal w związku uczuciowym z kimś kto nie chce. Na przykład zmienić się. To trudne i średnio skuteczne, ale czasem się sprawdza... > W związkach emocjonalnych prywatne odczucie/uczucie jest faktem.Gorzej jak w związku są dwa "fakty" sprzeczne ze sobą. Kończy ci się bateria w logice?  > W obliczu twoich nagminnych i manipulacyjnych mieszanek prawno-uczuciowych, chciałoby się odpowiedzieć: a cholera cie wie?Tak tak. I pewnie jeszcze strasznie bazgrzę, nie sposób się doczytać... > Przypominam ci, że to ty się upierasz, że do "rozbicia związku" potrzebna jest wina - ja twierdzę, że rozpad związku następuje z przyczyn, nie win.A ja twierdzę, że można być winnym przyczyn... Nie zawsze, ale można. I tego kto te przyczyny "wygenerował" nazywam winnym rozbicia związku.> Ty w swoim, siekierkowym przypadku opisałaś przestępstwo w którym małżonek lata za kobitą z ciężkim sprzętem, więc jest ew. winny usiłowania zbrodni (lub innego przestępstwa), ale żądasz ode mnie udowodnienia, że nie jest winny rozbicia małżeństwa... serio oczekujesz odpowiedzi? Jest winny rozbicia małżeństwa poprzez usiłowanie zbrodni. Nie ma jakiś zewnętrznych, niezależnych od niego przyczyn zniszczenia związku- jest przyczyna której jest sprawcą. Naprawdę nie widzisz różnicy? > P.S. Może facio w końcu żonę dogoni... pozbawi cię kłopotu.  Wolę szczęśliwe zakończenia.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Daj spokój, faktem jest zdrada. Prywatne rozważania obu stron czy kończy to związek czy nie, są tylko ich prywatnymi rozważaniami. Niczym więcej. Moje prywatne zdanie o finału związku jest jego definitywnym końcem - prosiłem o nie włączanie w rozważania Związku Radzieckiego. > >Jasne, to jest prawniczy punkt widzenia z prawniczą nomenklaturą, nie muszące mieć nic wspólnego z rzeczywistością.> Nie muszące, ale czasem mające. I tylko to usiłuję Ci przekazać. Zbyt mało zdarza się tego "czasem", żeby zajmować się takim błędem statystycznym (patologią). > >Uważam że związek jest (z definicji) z chęci bycia razem - koniec chęci=koniec związku, bez żadnych pejoratywnych podtekstów - stwierdzenie faktu...> Tylko że "chęć" jest zmienna i oparta na subiektywnych ocenach. Czasem brak chęci, to koniec związku, a czasem brak chęci to mylna ocena sytuacji. Rozumiem, że wyrocznią w twoich prywatnych sprawach jest państwo - w moich nie. > >choć widzę, że ty masz kłopoty z uznaniem tego stanu rzeczy, jeśli Państwo jako ostateczny Decydent nie uzna koniecznie czyjejś "winy" za "rozbicie" Bezwzględnego Dobra Małżeńskiego,> Przeciwnie, ja uważam że związek (w sensie więzi) może istnieć nawet po rozwodzie. Plączesz się, powyżej twierdzisz coś innego i już nie powtarzaj "czasem", bo i tak mam wrażenie, że dyskutuję z automatem. > Czasem nawet ludzie wracają do siebie gdy to sobie uświadomią.  > >czyli winy za brak uczuć.  > No cóż, w przysiędze małżeńskiej nie ma "dopóki będę coś do ciebie czuł".> >Czujesz się pewniejsza z chciejstwem, że prawo gwarantuje czyjeś chęci bycia z tobą?> >Instytucja małżeństwa jako gwarant trwałości związku... paranoja.> Paranoja, że takich treści potrafisz się dopatrzyć w moich wypowiedziach.> No nic, moje chciejstwo nie sprawi, że zaczniesz je właściwie rozumieć. Ano, nie sprawi... nie sprawi też, że twoje "rozumienie" stanie się właściwe - by to zobaczyć wystarczy zestawić twoje dotychczasowe, sprzeczne wynurzenia.  ..................... ... tu już znudziło mnie kalkowanie odpowiedzi automatu.  ..................... > >W związkach emocjonalnych prywatne odczucie/uczucie jest faktem.> Gorzej jak w związku są dwa "fakty" sprzeczne ze sobą. Kończy ci się bateria w logice? Nie, ale żal mi już żetonów.  > >P.S. Może facio w końcu żonę dogoni... pozbawi cię kłopotu.  > Wolę szczęśliwe zakończenia. Nie napisałem, że to byłoby nieszczęśliwe zakończenie. Może się ożenił z automatem?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | > Rozumiem, że wyrocznią w twoich prywatnych sprawach jest państwo - w moich nie.Nigdy nic takiego nie twierdziłam i znudziło mi się naprostowywanie Twoich daleko idących interpretacji moich wypowiedzi. Do samych wypowiedzi jakoś nie raczysz się odnosić. Nie da się prowadzić tej dyskusji nie oddzielając wyraźnie kwestii prawniczych od psychologicznych. Próbowałam- zignorowałeś. Ostatni raz: Dwoje ludzi zawiera prawną umowę, że będzie razem do końca życia. Jeśli oboje chcą się z niej wycofać- prawnie nie ma "winnego". (psychologicznie- mogą być winni oboje, albo nikt, albo jedno bardziej, a "chcieć" i "uznawać" mogą sobie co im się żywnie podoba) Jeśli jedno chce zerwać umowę to jest "winne" zerwania tej umowy oraz zachowań, które doprowadziły do zerwania (bez udowodnionych zachowań sąd winy nie una) Psychologicznie- wszystko możliwe: od ewidentnej winy, czyli działań niszczących związek po bycie zmanipulowaną ofiarą) > Plączesz się, powyżej twierdzisz coś innego i już nie powtarzaj "czasem", bo i tak mam wrażenie, że dyskutuję z automatem.I wzajemnie. W dodatku jesteś automatem z którym nie idzie wygrać, bo fabryczne blokady to wykluczają.  Pzdr, jkl;
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Nie da się prowadzić tej dyskusji nie oddzielając wyraźnie kwestii prawniczych od psychologicznych. Od samego początku to postuluję, od chwili kiedy tu www.racjonalista.pl/forum.php/s,209320#w211065 napisałaś: > Nie tak. On może nie być winny przyczyn rozpadu małżeństwa. Ale jest winny samego "aktu" rozpadu -odejścia. ... a Zawecki słusznie skonstatował : > To jest tak kobieco pokrętne, że zostawiam to Jurkowi, który uroczo cyzeluje problem winy i kary. Więc od zarania rozmowy sama plączesz te dwa wątki, by w tym supełku ukryć swoją indolencję w próbach odpowiedzi na moje pytania zawarte w tym poście: www.racjonalista.pl/forum.php/s,209320#w209515> Próbowałam- zignorowałeś. No właśnie niezmiennie próbowałaś sposobem hybrydowym jak wyżej - wstydzisz się swoich poglądów, czy nie umiesz przyznać się do błędu?  > Ostatni raz: Jasne...  > Dwoje ludzi zawiera prawną umowę, że będzie razem do końca życia.> Jeśli oboje chcą się z niej wycofać- prawnie nie ma "winnego". (psychologicznie- mogą być winni oboje, albo nikt, albo jedno bardziej, a "chcieć" i "uznawać" mogą sobie co im się żywnie podoba) Ja właśnie w tym zdaniu: " Wskaż mi[...]jaki związek jest między rozpadem związku, a winą z tego tytułu? Mnie się do tej pory wydawało, że dwoje dorosłych ludzi ponosi tylko konsekwencje swego działania i wina nie ma tu racji bytu." ... prosiłem o uzasadnienie istnienia "winy" w aspekcie psychologicznym i co? Ano, nic, powtarzasz tylko jak zacięta jkl;'ka, że taka wina jest i a piać sąd se bierzesz na wspólnika/mecenasa po uprzednim kategorycznym stwierdzeniu, że trzeba te kwestie (prawne od psychologicznych) rozdzielić...  > Jeśli jedno chce zerwać umowę to jest "winne" zerwania tej umowy oraz zachowań, które doprowadziły do zerwania (bez udowodnionych zachowań sąd winy nie una) Zgadzam się, prawnie sąd może uznać czyjąś winę lub jej brak - od początku to przyznaję (już 69 raz  ) sygnalizując tylko samą, głupią nomenklaturę prawniczą. > Psychologicznie- wszystko możliwe: od ewidentnej winy... Jasne, więc- został mi jeden żeton  - spytam raz jeszcze: jaki związek jest między rozpadem związku, a winą w ujęciu psychologicznym z powodu tego, że ktoś już nie chce z kimś innym spać? > ... czyli działań niszczących związek po bycie zmanipulowaną ofiarą) Te, "działania niszczące" bardziej pasują do retoryki wojennej, więc opisują sytuację już zaistniałego (emocjonalnie) rozpadu związku. "Ofiary" też kryminałem a nie rozwodem pachną, więc możemy sobie tę wiwisekcję odpuścić, bo zaczniemy o wiktymologii rozprawiać, a najpierw chcę wyjaśnić jedno. > W dodatku jesteś automatem z którym nie idzie wygrać, bo fabryczne blokady to wykluczają. Czy mam to rozumieć jako przyznanie się do braku argumentów na obronę twojej tezy o istnieniu "psychologicznie ewidentnej winy", o której cały czas w kółko tylko mówisz we wszystkich przypadkach?
|
|
| | | |  | 1 na 3 | Przemysław Biegański (845 punktów) | "naganny stosunek do członków rodziny: 9%" Czytam tak czytam, zastanawiam się czy samemu się włączyć, ale po co...? Aż dochodzę do wikipedycznych powodów "rozpadu". Nie mam zamiaru się tu przerzucać epitetami 'feministka', 'maskulinista'. Osobiście nie uważam się ani za jedno ani za drugie. Jeśli ktoś się za takowe twory uważa to jego sprawa. Ja się uważam za człowieka, tak samo jak moja aktualna partnerka uważa się za człowieka. Wracając do wikipedii. Zacytowałem ten 'powód' z racji tego że jest dla mnie dość niezrozumiały. O co chodzi? O naganny stosunek do partnera? przecież to można dokładniej sformułować. Ale wtedy mamy do czynienia z patologią przecież jesli chodzi tu o np. bicie, fizyczne i psychiczne maltretowanie. Czy też chodzi o negatywny stosunek do członków rodziny partnera? Tzn. jak? Że jeśli wybrance przeszkadza to że wybranek nie darzy sympatią jej mamusi to wybranka musi podjąć radykalne kroki w postaci rozwodu? I oczywiście na odwrót..? Ze swojego osobistego doświadczenia, jak też z doświadczenia znajomych wiem że 99% naszych związków rozpadło się z powodu tzw. osób trzecich. Mamusiek, cioteczek, babć, dziadków, tatuśków, siostrzyczek, braciszków, kuzyneczek, psiapsiułek, najbliższych przyjaciółeczek no i kumpli. Oni zawsze wiedzieli lepiej jak nasze problemy, kłopoty rozwiązywać. Zawsze służyli najlepszą radą. Rady brzmiały mniej więcej tak: "wiesz córeczko/syneczku ja na twoim miejscu to bym zrobiła to albo tamto z tym/tą twoją żoną/mężem, a tak w ogóle to co tam u tej twojej dawnej sympatii, bo wiesz ja słyszałam że to teraz wielka persona, samochód ma, i wiesz kochanie zaprosiłam tę twoją sympatię na te niedziele, zjecie sobie razem obiadek, do kosciółka pójdziecie, ale oczywiście to twój wybór..." Jasne że sprawa wygląda inaczej w przypadku ludzi naprawdę dojrzałych, ludzi którzy odcięli się już od swojego 'rodzinnego balastu'. Ale w przypadku ludzi młodych, młodych małżeństw, ludzi dwudziestoparoletnich to rodzinka danej strony kieruje takim małżeństwem. I decyduje także o tym że takie małżeństwo ma się skończyć. Za całym korowodem z 'bijatyką' o dziecko również stoi rodzina, niekiedy "przyjaciele" byłego partnera. Mieszanie tu jakichś feministycznych czy maskulinistycznych światopoglądów to kolosalne przeginanie. Wypominanie że gros urzędników śmiesznych rodzinnych urzędów czy sądów to kobiety bo to gorzej płatna praca jest nieracjonalne  - z jakiegoż to powodu kobiety te nie zainteresowały się gdy mogły, lepiej płatną pracą, lepiej rokującymi studiami? Może dlatego że nie miały większych aspiracji i dlatego że zostały tak wychowane? A co do tego czy te prace są tak nieopłacalne to można by polemizować, zwłaszcza w kwestii pań sędziów... Mój rozwód wyglądał tak - po godzinie oczekiwania na rozprawą tak zwaną pojednawczą pojawiły się trzy kobiety które początkowo uznałem za sprzątaczki mające przygotować salę. Okazało się jednak że to sędziowie... Po wstępnych formułkach zadano stronom, nie - tylko jednej stronie, pytania - czy nadal podtrzymuje pani pozew o rozwód? Oczywiście odpowiedź brzmiała - Tak. Czy maltretował? Czy bił? Czy pił? Ku trudno skrywanemu zawodowi pań sędziów była partnerka odpowiedziała że nie. Ale panie sędziowie (  ) Nie dały za wygraną. Czy powódka widzi szansę na dalsze życie z pozwanym? Tu otrzymały satysfakcjonującą odpowiedź czyli nie. Teraz mnie łaskawie dopuszczono do "głosu". Moja wypowiedź przerywana była w pół zdania a panie sędziowie (  ) z również nietajoną uciechą cynicznie komentowały moje zdenerwowanie. Na koniec stwierdziły że pojednanie jest niemożliwe i podały datę ostatecznej rozprawy. Przed którą moja była partnerka musiała przejść niezłe szkolenie aktorskie z rąk rodziny gdyż histeryczny szloch jaki odegrała mógłby przejść do kanonów gry aktorskiej. Podczas przerwy gdy sąd "ustalał" werdykt była partnerka błyskawicznie "wyschła" i z uśmiechem zastanawiała się ze swoją siostrą ileż to jej przyznają alimentów. Tzn. mnie nakażą płacić. Sąd ustalił że następuje rozwód bez orzekania o winie, choć starano się jednak tę winę znaleźć oczywiście po mojej stronie. Czemu panie sędziowie dały wyraz w swej mowie końcowej... Dziecko rzecz jasna z automatu przyznano matce, to jasne jak słońce przecież... Łaskawie mnie poinformowano że mam prawo się z dzieckiem widywać tak często jak zechcę. Cóż, jest z tym niejaki problem bo była partnerka w miesiąc po rozwodzie wyjechała do Niemiec razem z dzieckiem, do swojego konkubenta. Taaa... Mogę się z synem widzieć wtedy gdy przyjeżdżają do Polski i to jeśli mnie o tym powiadomią. Tyle ode mnie z mojego osobistego doświadczenia. Wracając do feminizmu - polska "solidarność jajników" nie ma nic wspólnego z feminizmem. Natomiast wypaczony feminizm padł tu u nas na nieźle 'nawiezioną', tą solidarnością, glebę. Facet w sądzie, podczas procesu rozwodowego, o ile nie jest naprawdę dobrze sytuowany, z własnym prawnikiem i wpływami (a i w takiej sytuacji może być różnie) - każdy facet będzie potraktowany z automatu jako domniemany pijak, bokser, psychopata i ostatnio, pedofil. Kobieta natomiast jako święta za życia męczennica.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | jkl; (5859 punktów) | > Wracając do wikipedii. Zacytowałem ten 'powód' z racji tego że jest dla mnie dość niezrozumiały. O co chodzi? O naganny stosunek do partnera? przecież to można dokładniej sformułować. Ale wtedy mamy do czynienia z patologią przecież jesli chodzi tu o np. bicie, fizyczne i psychiczne maltretowanie.I może należałoby zwrócić wikipedystom na to uwagę. Miałam na studiach przedmiot "psychologia resocjalizacji". Też podawano takie zestawienia ale były dokładniejsze (uwzględniały płeć)i inaczej sformułowane. Ale że było to ładnych parę lat temu, nie całkiem wszystko pamiętam i aktualne też może już nie są, sięgnęłam do wikipedii. Nie mniej jestem prawie pewna, że nie uczono mnie o "nagannym stosunku do członków rodziny". Była chyba po prostu "przemoc w rodzinie" i to tylko ta, która nie łączyła się z alkoholizmem (który był na pierwszym miejscu). > Ze swojego osobistego doświadczenia, jak też z doświadczenia znajomych wiem że 99% naszych związków rozpadło się z powodu tzw. osób trzecich. Mamusiek, cioteczek, babć, dziadków, tatuśków, siostrzyczek, braciszków, kuzyneczek, psiapsiułek, najbliższych przyjaciółeczek no i kumpli.Nie chcę podważać Twoich doświadczeń, ale chyba przesadzasz. Trwały związek będzie odporny na osoby trzecie. Niestabilny rozpadnie się i tak, cioteczki najwyżej to przyspieszą. Jasne, zdarzają się "toksyczni rodzice" którzy potrafią niszczyć małżeństwo dzieci z pełnym poczuciem, że to dla ich dobra. Demoniczne teściowe, wpadające do mieszkania ukochanego jedynaka by mu uprać skarpety i przynieść obiad w słoiku. Samo mieszkanie z teściami jest czynnikiem ryzyka... > Jasne że sprawa wygląda inaczej w przypadku ludzi naprawdę dojrzałych, ludzi którzy odcięli się już od swojego 'rodzinnego balastu'. Ale w przypadku ludzi młodych, młodych małżeństw, ludzi dwudziestoparoletnich to rodzinka danej strony kieruje takim małżeństwem.Świadczy to bardziej o niedojrzałości tego małżeństwa, niż szkodliwości rodziny. > Mieszanie tu jakichś feministycznych czy maskulinistycznych światopoglądów to kolosalne przeginanie. Wypominanie że gros urzędników śmiesznych rodzinnych urzędów czy sądów to kobiety bo to gorzej płatna praca jest nieracjonalne - z jakiegoż to powodu kobiety te nie zainteresowały się gdy mogły, lepiej płatną pracą, lepiej rokującymi studiami?Może nie mogły...Zdaje się, że studia prawnicze są dość specyficzne. Ale bardzie prawdopodobne jest to, że po prostu kobiety w naturalny sposób bardziej interesują się problemami rodzinnymi. I dlatego bardzo wątpię, czy tę kobiecą przewagę w sądach i urzędach rodzinnych uda się znacząco zmniejszyć. Jeśli Cię to pocieszy, na kierowniczych stanowiskach zawsze będzie więcej mężczyzn. Z tych samych powodów- dążenie do władzy jest zewem natury. (Podnosi atrakcyjność) W efekcie mężczyźni są dyskryminowani w sądach rodzinnych (kobiety nie chcą tego widzieć) a kobiety dyskryminowane w pracy zawodowej (mężczyźni nie chcą tego widzieć.) Nie jedna doświadczyła w pracy czegoś podobnego jak Ty na rozprawie- kpiarskie uśmiechy jakiś panów, jeden rzut oka w papiery, dwa na tyłek i odruchowe wtłaczanie w stereotyp blondynki. Chciałbyś się zamienić?... Optymistyczne, że są ludzie którym chce się to zmieniać. A właściwie łagodzić objawy, bo przyczyny są nieuleczalne. Kto jak kto, ale Ty powinieneś rozumieć feministki- doświadczyłeś dyskryminacji.
|
|
 | 9 na 9 | placownik (17853 punktów) |
>O ile wiem postulowano równe obciążenia rodziców
Obciążenia? Jasno stawiasz (stawiacie - feministki) sprawę. Wychowanie dziecka jest obciążeniem. Otóż przyjmij do wiadomości, że nie jest to pogląd powszechny. Nawet wśród ojców. I głównie o tych ojcach, tych dla których nie jest to obciążeniem, tutaj mowa.
>i wprowadzenie możliwości przyznawania opieki np. przez pół roku u ojca a pół roku u matki
Wątpię by pies lub kot długo wytrzymał taką opiekę. Dziecko musi mieć swój dom, droga feministko. Nieważne, czy u taty, czy u mamy, ale swój.
>oraz częstsze nakładanie tego obowiązku na mężczyznę.
Na zasadzie kary? Niech go dzieciak obciąża. Za "rozbicie" związku. Niech wredny ojciec popamięta!
>Jest to rozwiązanie stosowane na świecie. Ale spotkało się właśnie ze stwierdzeniem ( męskiej części ), że najlepszym opiekunem jest matka i koniec.
Znowu przypominam, bo odlatujesz gdzieś daleko, że mówimy o tych ojcach, którzy wcale tak nie twierdzą. Mało tego. Mają olbrzymie trudności z przekonaniem sądu, że w ich przypadku tak nie jest.
>Faktem natomiast jest, że w trakcie rozwodu mężczyźni bardzo rzadko występują o opiekę i sądy w zdecydowanej większości wypadków orzekają o nałożeniu tego obowiązku na kobietę bo istnieje dużo większe prawdopodobieństwo, że z tego obowiązku wywiążą się lepiej.
I cóż z tego. Czy ten stereotyp usprawiedliwia dyskryminację tych ojców, którzy nie traktują tego jak ciężki i dolegliwy obowiązek, lecz potrzebę serca?
>Istnieje też olbrzymia presja społeczna na kobiety by występowały o przyznanie im takiego prawa mimo, że czasem się do tego nie nadają.
Współczuję co najmniej tak jak Wałęsie. On też nie chciał, ale musiał. Widocznie tez czuł tę olbrzymią społeczną presję.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 1 na 1 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | >>O ile wiem postulowano równe obciążenia rodziców > Obciążenia? Jasno stawiasz (stawiacie - feministki) sprawę. Wychowanie dziecka jest obciążeniem. Otóż przyjmij do wiadomości, że nie jest to pogląd powszechny. Nawet wśród ojców. I głównie o tych ojcach, tych dla których nie jest to obciążeniem, tutaj mowa. >>i wprowadzenie możliwości przyznawania opieki np. przez pół roku u ojca a pół roku u matki > Wątpię by pies lub kot długo wytrzymał taką opiekę. Dziecko musi mieć swój dom, droga feministko. Nieważne, czy u taty, czy u mamy, ale swój. >>oraz częstsze nakładanie tego obowiązku na mężczyznę. > Na zasadzie kary? Niech go dzieciak obciąża. Za "rozbicie" związku. Niech wredny ojciec popamięta! Nie kary. Ale właśnie przez wzgląd na sytuację matki dzieci powinny trafić do ojca. Obciążenie obowiązkiem wobec dziecka nie jest karą ani nagrodą. A dziecko jest obciążeniem. Wymaga nieskończenie wiele wysiłku i starań. Porównać z płaceniem alimentów się tego nie da. "Obciążenie" miało mieć znaczenie neutralne. Każdy rozwód jest dla dziecka traumatycznym przeżyciem. Przecież dziecko kocha na ogół oboje rodziców. Tatuś od święta i na chwilę , pozwalający dziecku na wszystko -nie jest dobrym rozwiązaniem. Na to by zachować kontakt z dzieckiem powinni przebywać ze sobą dłużej. W normalnych codziennych sytuacjach. To oczywiście wymaga podporządkowania swojego życia przez rodzica potrzebom dziecka. Pół roku z mamą pół z tata jest oczywiście tylko hasłem ale dotykającym istoty rzeczy. W Polsce stosuje się najgorsze rozwiązanie przyznaje się prawo jednemu ( na ogół matce)i prawo do odwiedzin drugiemu. To powoduje bardzo niezdrowe sytuacje. Bywają tatusiowie zasypujący dzieci prezentami a bywają tacy co na te widzenia przychodzą pijani albo zapominają przyjść po dziecko. > I cóż z tego. Czy ten stereotyp usprawiedliwia dyskryminację tych ojców, którzy nie traktują tego jak ciężki i dolegliwy obowiązek, lecz potrzebę serca? Nic nie usprawiedliwia dyskryminacji. Dziecko powinno być przyznane temu z rodziców który jest w stanie lepiej się nim zaopiekować z pełnym poszanowaniem prawa do bycia z dzieckiem przez drugiego. A gdy oboje mają te same zalety i zależy im na dobru dziecka to przyznanie przez sąd praw na pół roku u jednego i pół roku u drugiego spowoduje, że szybciej dojdą do porozumienia bo żadne z nich nie będzie miało przewagi, żadne z nich nie będzie uprzywilejowane. A jeżeli kochają swoje dziecko to będą dążyć do porozumienia dla jego dobra. Sąd przyznając gro praw jednemu automatycznie pozbawia tych praw drugiego rodzica. To rodzi tak poczucie krzywdy jak i tryumfalizm.Jest jedną z przyczyn wykorzystywania dzieci do wojen rodziców.
|
|
| |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >Każdy rozwód jest dla dziecka traumatycznym przeżyciem. Domyślam się, że słowa "rozwód" użyłaś tu jako skrótu myślowego, opisującego również proces w wyniku którego do rozwodu dochodzi? Bowiem intuicja mi mówi, że rozwód jest spektakularnym finałem dużo większej traumy, generowanej przez codzienność w stresie wynikającym z "napięcia przedrozwodowego", oraz eskalacji mniej lub bardziej widocznych, ale zawsze przez dzieciaka rejestrowanych i odczuwanych awantur. Decyzja o rozwodzie najczęściej nie jest podejmowana na skutek incydentu, lecz recydywy w niekorzystnych zachowaniach którejś (lub obu) stron.
Ta sam intuicja szepce mi też, iż rozwód jest najczęściej najlepszym wyjściem dla dziecka, bez względu na to, co mówią o tym rodzice czy sąd.
>Dziecko powinno być przyznane temu z rodziców który jest w stanie lepiej się nim zaopiekować... Takie sformułowanie sugeruje przedmiotowe podejście do dziecka, czyli właśnie myślenie jako atucie w grze między rodzicami. Dziecka się nikomu nie przyznaje, przyznaje się prawo do opieki nad dzieckiem, oraz obowiązek, który w wypadku drugiego rodzica jest obowiązkiem alimentacyjnym.
>Sąd przyznając gro praw jednemu automatycznie pozbawia tych praw drugiego rodzica. >To rodzi tak poczucie krzywdy jak i tryumfalizm.Jest jedną z przyczyn wykorzystywania dzieci do wojen rodziców. Myślę, że opisujesz nie genezę, lecz już skutki zjawiska. Główną przyczynę wykorzystywania dziecka w wojence między partnerami upatruję właśnie w traktowanie dzieci przedmiotowo, jako dobro nabyte, lub też w przypadku patrzenia na dzieciaka jako "zabezpieczenia na starość" - może być dobrem pośrednim...
|
|
| | |  | 1 na 1 | (Alicja)Duda (25557 punktów) |
> Domyślam się, że słowa "rozwód" użyłaś tu jako skrótu myślowego, opisującego również proces w wyniku którego do rozwodu dochodzi? Oczywiście. Rozwód to proces rozciągnięty w czasie, niezależnie od tego czy znalazł finał w sądzie. > Ta sam intuicja szepce mi też, iż rozwód jest najczęściej najlepszym wyjściem dla dziecka, bez względu na to, co mówią o tym rodzice czy sąd. Masz całkowitą rację. Przyznanie prawa do opieki powinno uwzględniać tego rodzica z którym dziecko jest mocniej emocjonalnie związane. Napisano na ten temat olbrzymią ilość książek i rozpraw naukowych ...... > Myślę, że opisujesz nie genezę, lecz już skutki zjawiska. > Główną przyczynę wykorzystywania dziecka w wojence między partnerami upatruję właśnie w traktowanie dzieci przedmiotowo, jako dobro nabyte, lub też w przypadku patrzenia na dzieciaka jako "zabezpieczenia na starość" - może być dobrem pośrednim...
To jak traktuje się dziecko zależy od poziomu rodziców jak i ustanowionego prawa. Na poziom rodziców nie mamy wielkiego wpływu a mądrzejszego prawa powinniśmy się domagać.
|
|
| | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | >To jak traktuje się dziecko zależy od poziomu rodziców jak i ustanowionego prawa.
Ogólnie: ukłony dla edukacji.
|
|
| |  | 6 na 6 | placownik (17853 punktów) |
>Dziecko powinno być przyznane temu z rodziców który jest w stanie lepiej się nim zaopiekować z pełnym poszanowaniem prawa do bycia z dzieckiem przez drugiego.
A gdzie prawo dziecka do bycia z tym, kogo kocha? Tak jak to już napisał Adamiak, traktujesz dziecko przedmiotowo. Język Cię zdradza. I nie myśl, że to nieistotne, że nie to chciałaś powiedzieć. A jeśli tak pomyślisz to przypomnij sobie językowe wojny toczone przez feministki. Te wojny, dzięki którym rodzą się takie bękarty językowe jak gościni.
>A gdy oboje mają te same zalety i zależy im na dobru dziecka to przyznanie przez sąd praw na pół roku u jednego i pół roku u drugiego spowoduje, że szybciej dojdą do porozumienia bo żadne z nich nie będzie miało przewagi, żadne z nich nie będzie uprzywilejowane.
O jakiej znowu przewadze piszesz? Znowu ten język! Sama widzisz jak trudno się tego wyzbyć. W nosie mam czyjekolwiek przewagi, czy porażki. Dobro dziecka powinno być najważniejsze.
>Sąd przyznając gro praw jednemu automatycznie pozbawia tych praw drugiego rodzica. >To rodzi tak poczucie krzywdy jak i tryumfalizm.Jest jedną z przyczyn wykorzystywania dzieci do wojen rodziców.
Stawiasz sprawę na głowie. Takie czy inne orzeczenie sądu nie jest przyczyną wojen o dziecko. To skutek.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | O ile pamiętam, nie tak dawno w którymś z wątków poruszającym temat dyskryminacji wypowiadałam się ja - feministka, ubolewając nad tym właśnie aspektem dyskryminacji. Użyłam słów - dyskryminacja mężczyzn w sprawach o przyznawanie opieki nad dziećmi. Proszę mi tu nie wypisywać fałszerstw. Feministki są przeciwne WSZELKIEJ dyskryminacji. PS. Jak będę miała chwilę czasu, to poszukam tej wypowiedzi, na razie śpieszę się na działkę.
|
|
 | | Robert Zawecki (4718 punktów) | > PS. Jak będę miała chwilę czasu, to poszukam tej wypowiedzi Nie musisz szukać - pamiętam tamtą wypowiedź. Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni. Coraz więcej rozumnych kobiet zaczyna dostrzegać fakt, że taktyka eskalacji walki kobiet z mężczyznami jest drogą donikąd. Jednak nie dostrzegam takich kobiet w organizacjach feministycznych. Proszę wskaż mi jaką organizację reprezentujesz albo wskaż organizację feministek, która wspiera walkę o prawa ojców. Tych organizacji jest kilkadziesiąt, więc może jest choć jedna?
|
|
|  | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | > Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni. Coraz więcej rozumnych kobiet zaczyna dostrzegać fakt, że taktyka eskalacji walki kobiet z mężczyznami jest drogą donikąd. Jednak nie dostrzegam takich kobiet w organizacjach feministycznych. Proszę wskaż mi jaką organizację reprezentujesz albo wskaż organizację feministek, która wspiera walkę o prawa ojców. Tych organizacji jest kilkadziesiąt, więc może jest choć jedna?  Masz dwie jaskółki- też cię w tym wątku w kwestii praw ojców popierałam  Organizacji poszukam z czystej ciekawości- jeśli znajdę, podzielę się.
|
|
|  | 12 na 12 | Meretseger (61860 punktów) | > Proszę wskaż mi jaką organizację reprezentujesz albo wskaż organizację feministek, która wspiera walkę o prawa ojców. Tych organizacji jest kilkadziesiąt, więc może jest choć jedna?  Nigdy w życiu nie należałam do żadnej organizacji, nie należę i pewnie nie będę należała. Wyjątkiem jest kościół katolicki, ale przysięgam, sama się nie pchałam, zaniesiono mnie. Wracając do tematu - nie reprezentuję nikogo oprócz siebie i może jeszcze (ale bez oficjalnego upoważnienia) kilku-kilkunastu milionów kobiet i mężczyzn, którzy mają zbliżone do moich poglądy. Uważam, że do zmiany mentalności nie są potrzebne petycje podpisane przez organizacje feministyczne czy jakiekolwiek inne. Bo przecież przepisy prawne mamy dobre. Nigdzie nie jest napisane, że dziecko ma zostawać z matką, tylko że sąd przyznaje prawo do opieki temu z rodziców... itd. Nigdzie też nie jest napisane, że kobieta ma zarabiać o 100 zł mniej od mężczyzny na tym samym stanowisku, wykonującego tę samą pracę. To wszystko siedzi tylko w głowach ludzi - pracodawców, sędziów, domorosłych machos i garstki nawiedzonych hiperfeministek, które chcą mężczyznom założyć obroże i przykuć ich łańcuchami do budy. Litości, ile jest w Polsce takich kobiet? Kilka, kilkanaście? Przeciwko dwudziestu milionom (minus mohery)? Reasumując: mówmy głośno o tym, co jest złe. Komentujmy. Przeciwstawiajmy się odstawianiu dobrych ojców na boczny tor i potępiajmy tych złych i beztroskich, mających w nosie dzieci. Gańmy nieodpowiedzialne kobiety, rozgrywające dziećmi jakąś brudną grę przeciwko byłym mężom i okażmy pomoc tym skrzywdzonym. Powtarzajmy do upadłego, że kobieta to nie zabawka, służąca i maszynka do rodzenia, tylko taki sam człowiek. I że mężczyzna to też człowiek. Może nie zaraz, ale w końcu to odniesie skutek. A wtedy faceci wrzeszczący "Baby do garów" i baby wrzeszczące "Facetom kula w łeb" przejdą do niechlubnej historii.
|
|
| |  | 2 na 2 | Robert Zawecki (4718 punktów) | >Uważam, że do zmiany mentalności nie są potrzebne petycje podpisane przez organizacje feministyczne czy jakiekolwiek inne. Bo przecież przepisy prawne mamy dobre. Nigdzie nie jest napisane, że dziecko ma zostawać z matką, tylko że sąd przyznaje prawo do opieki temu z rodziców... itd. Nigdzie też nie jest napisane, że kobieta ma zarabiać o 100 zł mniej od mężczyzny na tym samym stanowisku, wykonującego tę samą pracę. To wszystko siedzi tylko w głowach ludzi - pracodawców, sędziów Jestem skłonny się z tym zgodzić. Jednak mimo prawa nie sankcjonującego dyskryminacji, postulat istnienia owej dyskryminacji zewsząd jest podnoszony. O dyskryminacji napisała UE, krzyczą o niej feministki i geje, a nawet ojcowie. Sam już łapię się na tym, że nie wiem co jest a co nie jest rzeczoną dyskryminacją. A skoro naczelna ideolog feminizmu spod znaku Agory, M.Środa, postuluje by kobiety miały zapewnione minimum 40% miejsc, to może należy domagać się, aby mężczyźni mieli zapewnioną opieką nad minimum 40% dzieci? Jest to - wg mnie - równie mądre, a raczej równie głupie.
>domorosłych machos i garstki nawiedzonych hiperfeministek, które chcą mężczyznom założyć obroże i przykuć ich łańcuchami do budy. Litości, ile jest w Polsce takich kobiet? Kilka, kilkanaście? Przeciwko dwudziestu milionom (minus mohery)? To nie wygląda tak dobrze jak piszesz, bowiem 2/3 matek utrudnia ojcom kontakty z dziećmi, więc ten problem nie ogranicza się do garstki hiperfeministek (dobre!), ale jest to praktyka powszechna, zatem dotyczy jak najbardziej ogółu kobiet. I jest to w tej chwili realny i spory problem społeczny. Te kobiety są wśród nas i na dodatek nie znając szczegółów trudno je o coś posądzać, ale jak przychodzi co do czego, to wyłazi ich wredna natura. W moim miastowym otoczeniu osób >40 lat to zjawisko jest dominujące - jest para, następuje "eksplozja" i powstają dwa wrogie obozy.
>Reasumując: mówmy głośno o tym, co jest złe. Komentujmy. Przeciwstawiajmy się odstawianiu dobrych ojców na boczny tor i potępiajmy tych złych i beztroskich, mających w nosie dzieci. Gańmy nieodpowiedzialne kobiety, rozgrywające dziećmi jakąś brudną grę przeciwko byłym mężom i okażmy pomoc tym skrzywdzonym. Powtarzajmy do upadłego, że kobieta to nie zabawka, służąca i maszynka do rodzenia, tylko taki sam człowiek. I że mężczyzna to też człowiek. Może nie zaraz, ale w końcu to odniesie skutek. A wtedy faceci wrzeszczący "Baby do garów" i baby wrzeszczące "Facetom kula w łeb" przejdą do niechlubnej historii. W pełni podpisuję się pod Twoimi słowami i w tym celu podjąłem tę dyskusję. Obyś była dobrym prorokiem.
|
|
3 na 3 | lukaszewicz (5674 punktów) | >Jednak o dyskryminacji w dostępie ojców do własnych dzieci jest >dziwnie głucho.
Jeżeli głucho to skąd te cytaty?
|
|
 | | Robert Zawecki (4718 punktów) | >Jeżeli głucho to skąd te cytaty? Z jednej gazety, która prowadzi wojnę medialną ze środowiskiem Agory. Skoro Agora (GW, Wysokie obcasy, Tok FM) reprezentuje najbardziej radykalne środowiska feministyczne, to Dziennik w opozycji zaczął interesować się przeciwstawnym punktem widzenia rzeczywistości, przynajmniej dla heteroseksualnych mężczyzn. Geje raczej idą w jednym szeregu z feministkami.
|
|
|  | 6 na 6 | lukaszewicz (5674 punktów) | >>Jeżeli głucho to skąd te cytaty? > Z jednej gazety, która prowadzi wojnę medialną ze środowiskiem Agory. Skoro Agora (GW, Wysokie obcasy, Tok FM) reprezentuje najbardziej radykalne środowiska feministyczne, to Dziennik w opozycji zaczął interesować się przeciwstawnym punktem widzenia rzeczywistości, przynajmniej dla heteroseksualnych mężczyzn. Geje raczej idą w jednym szeregu z feministkami.
Wyszukiwarka gazety.pl znalazła mi 577 tekstów dla zapytania "prawa ojców".
Powinniśmy domagać się równych praw dla obojga rodziców i większość feministek o to właśnie walczy.Dlatego są raczej naszymi sojuszniczkami, a nie wrogami.
Jestem heteroseksualnym mężczyzną, a punkt widzenia Gazety bardziej mi odpowiada niż Dziennika. Feministką też nie jestem.
Wracając do wątku.Myślę że o ojcach jest tak głucho ponieważ są dużo gorzej zorganizowani niż np.geje ,nie organizują parad ani Manif,nie wzbudzają kontrowersji światopoglądowych. Są niemedialni,a więc "jakby ich nie było".
Marek
|
|
| |  | 2 na 2 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Powinniśmy domagać się równych praw dla obojga rodziców i większość feministek o to właśnie walczy.Dlatego są raczej naszymi sojuszniczkami, a nie wrogami. Jak tak dobrze jesteś zorientowany, to podaj nazwy organizacji feministycznych walczących o prawa ojców. > Wracając do wątku.Myślę że o ojcach jest tak głucho ponieważ są dużo gorzej zorganizowani niż np.geje ,nie organizują parad ani Manif,nie wzbudzają kontrowersji światopoglądowych.> Są niemedialni,a więc "jagby ich nie było". Zgadzam się zupełnie. Jednak warto zmieniać tę postawę. Pierwsze, co ojcowie mogą zrobić, to nie popierać grup, które są im przeciwne i w większości tak czynią, choć nie nagłaśniając tego. Takie procesy społeczne trwają dziesięciolecia, ale są trudno odwracalne. Antagonizowanie kobiet i mężczyzn przynosi doraźne zyski polityczne, ale koszty tego będziemy ponosić długofalowo. PS: Kiedyś wkurzyłem się na szczekaczkę propagandową feministek, czyli Tok FM i napisałem list do ich szefowej - E.Wanat - pytając dlaczego kilkanaście razy dziennie słyszę o dyskryminacji kobiet, a od miesiąca nie słyszałem choćby słowa o dyskryminacji mężczyzn. W efekcie następnego dnia odtworzono archiwalną audycję - rozmowę między jednym z członków stowarzyszenia a szefową sądów rodzinnych. A w kolejnym dniu dostałem odpowiedź od E.Wanat, że to co napisałem to nieprawda, bo przecież choćby wczoraj była audycja.  Marku, staraj się spoglądać na rzeczywistość wyłaniającą się spoza oficjalnych haseł propagandowych.
|
|
| | |  | 2 na 2 | lukaszewicz (5674 punktów) | >. Antagonizowanie kobiet i mężczyzn przynosi doraźne zyski polityczne, ale koszty >tego będziemy ponosić długofalowo.
Dlatego nie mówmy o dyskryminacji kobiet czy mężczyzn, gejów czy niegejów, ale o równych prawach dla wszystkich.
> Marku, staraj się spoglądać na rzeczywistość wyłaniającą się spoza oficjalnych haseł propagandowych.
Staram się jak mogę, ale widocznie jest to niewidoczne.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Dlatego nie mówmy o dyskryminacji kobiet czy mężczyzn, gejów czy niegejów, ale o równych prawach dla wszystkich. Prawa pisane są równe dla wszystkich. Jednak realne działanie systemu sprawia, że efekty z równością mają niewiele wspólnego.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Celtyk (3337 punktów) | > Prawa pisane są równe dla wszystkich. Jednak realne działanie systemu sprawia, że efekty z równością mają niewiele wspólnego.  Tu masz rację, bo niestety teoria nie jest równoważna praktyce. Jeśli jakiemuś człowiekowi na stanowisku (a sędzia ma takie uprawnienia) pozostawia się jakąś swobodę w podejmowaniu decyzji to taka decyzja zawsze będzie wynikiem subiektywnej analizy danej sytuacji przez tą osobę. Skoro mamy subiektywną ocenę sytuacji to i wyrok też niestety będzie subiektywny 
Władza doprowadza do obłędu w stopniu większym, niż demoralizuje, uciszając głos sumienia i wyostrzając chęć działania.- WILL I ARIEL DURANT -
|
|
|  | 1 na 1 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | >Tok FM) reprezentuje najbardziej radykalne środowiska feministyczne, Chyba nie słuchasz zbyt często. Jesteś sympatykiem UPR?
|
|
|  | 5 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | >Geje raczej idą w jednym szeregu z feministkami.
Nie bardzo widzę związek między gejostwem a wyznawaniem stereotypu, że dziecku zawsze lepiej u matki. Mam za to niestety przykre wrażenie, że pod płaszczykiem skądinąd słusznych uwag o niesłusznej dyskryminacji ojców, próbuje pan przemycić przekaz - "Feministki i geje temu winni i wybiórcza!!!". Tymczasem winna jest ta sama kultura czy mentalność która z kobiety robi Rodzicielkę a z geja Pedała.
|
|
4 na 4 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | Robercie, ale to, że kobiety bardzo często używają dzieci do walki ze swoimi byłymi mężami to też jest wina mężczyzn. Przecież jeszcze do niedawna kobieta nie mogła rywalizować z mężczyzna na żadnym innym polu jak tylko rodzinnym. Nie miała szans walczyć z nim finansowo czy w inny sposób, więc wykorzystywała jedyną jej dostępną a zarazem bardzo raniącą broń - uczucia do dzieci. Przecież to mężczyźni jeszcze do niedawna twierdzili, że nie będą pieluch zmieniać, bo to babska-a więc gorsza-robota. Więc trudno sie teraz dziwić, że stereotyp tego, że to jedynie matka jest w stanie dobrze zająć się dzieckiem, jest w naszym społeczeństwie bardzo trwały. Ja, jako feministka, w przypadku rozwodu z moim mężem (tfu, tfu, tfu... nie planuję! na psa urok!  ) zrobiłabym wszystko, żeby on miał w stosunku do dzieci takie same obowiązki jak ja. Wychowywanie to nie jest bułka z masłem i nie sama przyjemność tylko. Wymaga wielu wyrzeczeń, pracy i nie oszukujmy sie komplikuje wszystkie inne dziedziny życia. Nie pozwoliłabym byłemu mężowi wykpić się wpłatą paru złotych na konto i spacerkiem raz na dwa tygodnie. Oboje rodzice mają takie same prawa i takie same obowiązki w stosunku do dzieci. Niestety, drugą strona medalu są tatusiowie, którzy rozwodząc się z matką zapominają o dzieciach i są to przypadki co najmniej tak samo liczne jak te, że matka uniemożliwia ojcu kontakt z dziećmi. Nikt tu nie jest bez winy a już na pewno nie można całej winy zwalić na feministki. P.S. Kobiety broniące swoim byłym partnerom dostępu do dzieci i udziału w ich wychowaniu to jakieś Matki-Polki-Cierpiętnice a nie feministki.
|
|
 | 2 na 2 | Michał Bąkowski (81 punktów) | Wiesz, feministek jest cholernie dużo i, tak samo jak każdy człowiek w mniejszym lub większym stopniu różni się światopoglądem, znajdzie się u nich mnóstwo kobiet o zróżnicowanym podejściu do spraw damsko-męskich. Istnieją feministki będące kobietami normalnymi, choć nie da się wykluczyć, że część z nich rzeczywiście w głębokim poważaniu ma prawa ojców. Nie ma co bronić feminizmu, jeśli nie ustali się wpierw, o jaki feminizm chodzi.
Poza tym najważniejszym jest teraz, aby coś się wreszcie zmieniło, a w tym przypadku nie ma co obwiniać konkretnej grupy. Trzeba zmodyfikować sposoby tego całego RODK-u i przemówić ludziom do rozsądku, pokazać im, że kobieta wcale niekoniecznie najlepiej wychowa dziecko, a już na pewno nie sama.
|
|
 | 5 na 5 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Robercie, ale to, że kobiety bardzo często używają dzieci do walki ze swoimi byłymi mężami to też jest wina mężczyzn. Oczywiście, a winą psa jest, że dostał kijem po grzbiecie. Chyba sobie wydrukuję to zdanie i powieszę na tablicy. Jest przepyszne. > Przecież jeszcze do niedawna kobieta nie mogła rywalizować z mężczyzna na żadnym innym polu jak tylko rodzinnym. Nie miała szans walczyć z nim finansowo czy w inny sposób, więc wykorzystywała jedyną jej dostępną a zarazem bardzo raniącą broń - uczucia do dzieci Tylko jakoś ta tendencja nasiliła się wtedy, kiedy kobiety mogą zdecydowanie więcej niż kiedyś, więc to przeczy Twojej tezie. > Przecież to mężczyźni jeszcze do niedawna twierdzili, że nie będą pieluch zmieniać, bo to babska-a więc gorsza-robota Nie wiem jak definiujesz "niedawno". Ale kiedy moje dzieci przyszły na świat, to nie tylko czasem zmieniałem pieluchy, ale nawet w pierwszym okresie je prasowałem. Takie to były siermiężne czasy, kiedy pampersy były tylko z prywatnego importu. Nawet po głupi koper trzeba było jechać do Berlina, bo komuniści mieli inną wizję dobrobytu. I zapewniam, że nie byłem w swym działaniu odosobniony. Wbrew feministycznej propagandzie, spora część facetów, kiedy już dojrzeją pragnie mieć dzieci i jest z tego dumna. > Ja, jako feministka, w przypadku rozwodu z moim mężem (tfu, tfu, tfu... nie planuję! na psa urok!> ) zrobiłabym wszystko, żeby on miał w stosunku do dzieci takie same obowiązki jak ja. To chwalebne, podobne zdanie przed laty miała moja była. Ale później "komitet doradczy" robi delikwentce indoktrynację i... 2/3 kobiet prowadzi wojenkę przy użyciu dzieci. > Niestety, drugą strona medalu są tatusiowie, którzy rozwodząc się z matką zapominają o dzieciach i są to przypadki co najmniej tak samo liczne jak te, że matka uniemożliwia ojcu kontakt z dziećmi. To "zapominanie" w pewnej części jest wynikiem bezradności w walce z kobietami. Jeden z moich partnerów biznesowych, po rozwodzie, zapragnął widywać swoje dzieci. Była żona zgodziła się pod warunkiem, że spotkania będą w jej domu. Pierwsze spotkanie było bardzo udane do czasu... jak wpadła policja i zwinęła go na dołek. W czasie jego rozmowy z dziećmi była żona zadzwoniła na policję i zgłosiła pobicie, tudzież groźby. Był głupio naiwny, więc poszedł na drugie spotkanie z dziećmi. Nastąpiła powtórka. W efekcie tak "udokumentowanych" ekscesów sąd zezwolił mu na widzenia jedynie w specjalnym ośrodku pod nadzorem kuratora. Bardzo chciał utrzymać kontakt ze swoimi dziećmi, więc poszedł. Opowiadał, że dzieci były tak tym wszystkim zestresowane, że wręcz trzęsły się ze strachu. Po lekturze różnych tekstów dostępnych w sieci, w tym poradników dla "walecznych" kobiet i całonocnej debacie, doszliśmy do wniosku, że najlepszym ze złych rozwiązań jest "zapomnienie" o dzieciach. Kobiety często opowiadają o tym jak to tatusiowie "zapominają" o swoich dzieciach, ale oficjalnie nie przyznają się w jaki sposób udaje im się do tego doprowadzać. > Nikt tu nie jest bez winy a już na pewno nie można całej winy zwalić na feministki. Chętnie uwierzyłbym feministkom, że walczą o równe prawa, gdyby oprócz walki o większe prawa dla siebie, dostrzegały również obszary dyskryminacji mężczyzn. Dyskryminacji, którą dokonują osobiście w swoich domach, często zaraz po tym, jak tylko skończą płomiennie przemawiać o potrzebie walki z dyskryminacją. Dostrzegajmy pełnię realnej dyskryminacji, a nie tylko wyimek widziany przez polityczne okulary.
|
|
|  | 9 na 9 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Chętnie uwierzyłbym feministkom, że walczą o równe prawa, gdyby oprócz walki o większe prawa dla siebie, dostrzegały również obszary dyskryminacji mężczyzn. Dyskryminacji, którą dokonują osobiście w swoich domach, często zaraz po tym, jak tylko skończą płomiennie przemawiać o potrzebie walki z dyskryminacją. Dostrzegajmy pełnię realnej dyskryminacji, a nie tylko wyimek widziany przez polityczne okulary. >
Robercie, nie poznaję Cię. Przecież dobrze wiesz, że każdy ma tyle praw ile sobie wywalczy. Tak jest w gospodarce i tak jest w życiu społecznym. Nie możesz wymagać od feministek aby walczyły o prawa facetów, ani od gejów aby walczyli o prawa hetero, ani od hetero żeby walczyli o prawa gejów (mogą to robić z własnej woli). Każdy zajmując się walką o swoje prawa ma dostatecznie dużo roboty i naprawdę brakuje czasu aby jeszcze walczyć o innych. Jestem pewien że na manifę mógłbyś iść z transparentem "Równe prawa matki i ojca" i nikt by Cię nie wywalił. Czy ktoś uważa inaczej?
Adam
Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
|
|
| |  | 3 na 3 | Robert Zawecki (4718 punktów) | Zgadzam się z Tobą, dlatego śmieszą mnie deklaracje feministek rzekomo walczących o "równe prawa". Nieprawda, walczą o większe prawa dla siebie i dla nikogo więcej. Sojusz z gejami, zielonymi i kimś tam jeszcze jest posunięciem taktycznym - taki sojusz mniejszości.
Prawdę piszesz, że każdy ma tyle, ile sobie wywalczy. Ale dbajmy o to by reguły tej walki były w miarę równe. Niestety nie są. W układzie matka - ojciec nasz system prawie zawsze przyznaje rację matce.
Moje sprawy są dawno zakończone i mogę na to patrzeć z dystansu. Jednak wielu facetom trzeba zwyczajnie pomóc. Kobiety wykazują w tym zakresie dużą solidarność przeciw mężczyznom. Pora byśmy w sprawach dzieci byli bardziej zjednoczeni. Skoro kobieta może na sprawę przyprowadzić trzy "koleżanki", które zaświadczają, że ojciec bił dziecko, to dlaczego na tę sprawę nie może przyjść sześciu "kolegów" zaświadczających, że matka biła dziecko? Nam nie wypada? Arsenał wojenny przystoi tylko kobiecej stronie?
|
|
| |  | 1 na 1 | Gosia (9452 punktów) |
> Jestem pewien że na manifę mógłbyś iść z transparentem "Równe prawa matki i ojca" i nikt by Cię nie wywalił. Czy ktoś uważa inaczej?Nie. W 2002 roku również z inicjatywy Roberta Kucharskiego powstaje w Bydgoszczy Stowarzyszenie na Rzecz Równouprawnienia i Poszanowania Prawa, które włącza się w konsultację nad ustawą o Równym Statusie Kobiet i Mężczyzn, wprowadzony zostaje w niej przy poparciu feministek artykuł o zakazie dyskryminacji rodzica przy przyznawaniu praw do opieki ze względu na płeć. .
|
|
| | |  | | Robert Zawecki (4718 punktów) | No jest! Jeden przypadek incydentalnego poparcia sprzed 7. lat. Ale czy jest dziś jakaś organizacja feministyczna popierająca prawa ojca? Wciąż czekam z utęsknieniem.
|
|
| | | |  | 1 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | > No jest! Jeden przypadek incydentalnego poparcia sprzed 7. lat. Ale czy jest dziś jakaś organizacja feministyczna popierająca prawa ojca? Wciąż czekam z utęsknieniem.  > Czy jest jakaś organizacja broniąca praw ojców która jednocześnie walczy o prawa kobiet i gejów? Nie? Ojej. Może dlatego że nie ma nawet organizacji ojców jakoś w sposób widoczny walczących o prawa ojców? Panie Robercie, jeśli czuje się pan ofiarą stereotypu uznającego matkę za zawsze lepszego rodzica to współczuję. Wiem, ze taki stereotyp istnieje i jest możliwe, że stał się pan jego ofiarą. Ale oskarżanie feministek i gejów o bycie jego źródłem (a momentami z pana wypowiedzi wynika coś w tym rodzaju) jest cyniczna aż do bezwstydu manipulacją. Ma pan pretensje że feministki ani geje nie walczą dostatecznie o prawa ojców - tymczasem to sami ojcowie powinni o nie walczyć. Ci z nich którzy wsparli by feministki i gejów w ich walce, pewny jestem mogliby liczyć na wsparcie tych środowisk w swojej walce. Póki co jednak obawiam się większość ojców w tym kraju to uprzedzeni do gejów i mający nie najlepszą opinię o feministkach wyznawcy stereotypów, których sami są ofiarą. Dlatego oskarżycielskie jęki pod adresem feministek i środowiska LGBT w tym kontekście uważam za żałosne.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Robert Zawecki (4718 punktów) | Możesz sobie uważać co tylko uznasz za stosowne. Feministki i geje mają na sztandarach walkę z dyskryminacją. Zatem dopytuję się, czy rozumienie tej dyskryminacji jest wąskie - czyli walczą wyłącznie ze swoją dyskryminacją, a istnienie innej jest im obojętne? Czy może ta walka z dyskryminacją ma charakter szerszy, jak to czasem propagandowo formułuje się słowami "każda dyskryminacja jest złem"? Ale wtedy dopytuję się o przykłady walki np. z dyskryminacją ojców. I widzę, że cele politycznie deklarowane lekuchno rozmijają się z celami rzeczywistymi, co mnie jakoś nie dziwi.
Nie oczekuję pomocy od organizacji gejowskich i feministycznych. Z bardzo prostego powodu - są to organizacje kompletnie marginalne, ledwie kilkuprocentowe. Natomiast ojcowie, to kilkadziesiąt procent wyborców. Z roku na rok organizacje ojcowskie osiągają większe sukcesy. Nie oczekuję od gejów pomocy i mam nadzieję, że również geje nie oczekują od nas poparcia swoich postulatów - czysty układ.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > Nie oczekuję od gejów pomocy i mam nadzieję, że również geje nie oczekują od nas poparcia swoich postulatów - czysty układ.
W takim razie, skoro okład jest czysty marnował pan swój i innych czas zakładając ten wątek.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Robert Zawecki (4718 punktów) | >W takim razie, skoro okład jest czysty marnował pan swój i innych czas zakładając ten wątek. Choć niektórym pewnie trudno będzie w to uwierzyć, ale to forum jest czytane nie tylko przez gejów i feministki.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | przepraszam, ale nie widzę związku. Porusza pan pewien problem, a następnie pisze pan, że to nie problem a "czysty układ". Temu braku logiki w pana wypowiedziach jak mniemam tez są winni geje i feministki.
|
|
|  | 2 na 2 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | > >Robercie, ale to, że kobiety bardzo często używają dzieci do walki ze swoimi byłymi mężami to też jest wina mężczyzn.> Oczywiście, a winą psa jest, że dostał kijem po grzbiecie. Chyba sobie wydrukuję to zdanie i powieszę na tablicy. Jest przepyszne.Tylko podpisuj ten cytat moim imieniem i nazwiskiem. Jeśli zobaczą to moje przyjaciółki-feministki, to moje akcje z pewnością pójdą w tym środowisku bardzo do góry. > >Przecież jeszcze do niedawna kobieta nie mogła rywalizować z mężczyzna na żadnym innym polu jak tylko rodzinnym. Nie miała szans walczyć z nim finansowo czy w inny sposób, więc wykorzystywała jedyną jej dostępną a zarazem bardzo raniącą broń - uczucia do dzieci> Tylko jakoś ta tendencja nasiliła się wtedy, kiedy kobiety mogą zdecydowanie więcej niż kiedyś, więc to przeczy Twojej tezie.Jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym kobieta wprawdzie mogła się rozwieść, ale dzieci zawsze należały do ojca. I nie podejrzewam, żeby ci ojcowie byli tacy skłonni do zapewniania matkom kontaktu z dziećmi. Kiedyś kobiety nie izolowały ojców od dzieci, bo nie miały takich możliwości a teraz mają dlatego liczba takich przypadków wzrasta. Nie ma to nic wspólnego z feminizmem. > >Przecież to mężczyźni jeszcze do niedawna twierdzili, że nie będą pieluch zmieniać, bo to babska-a więc gorsza-robota> Nie wiem jak definiujesz "niedawno". Ale kiedy moje dzieci przyszły na świat, to nie tylko czasem zmieniałem pieluchy, ale nawet w pierwszym okresie je prasowałem. Takie to były siermiężne czasy, kiedy pampersy były tylko z prywatnego importu. Nawet po głupi koper trzeba było jechać do Berlina, bo komuniści mieli inną wizję dobrobytu. I zapewniam, że nie byłem w swym działaniu odosobniony.No to chwała ci za to, ale wierz mi, że znam wielu nie tak starych ojców, których ich własne obsrane dziecko przyprawiało o odruch wymiotny. A ktoś musiał majty zmienić. > Wbrew feministycznej propagandzie, spora część facetów, kiedy już dojrzeją pragnie mieć dzieci i jest z tego dumna.Coś ty się tak tych feministek uczepił. A może to po prostu głupie baby a nie feministki? Od bycia feministką rozumu nikomu nie przybywa ani nie ubywa. Myśle, że średnia jest podobna jak w całej populacji. > >Ja, jako feministka, w przypadku rozwodu z moim mężem (tfu, tfu, tfu... nie planuję! na psa urok!> > ) zrobiłabym wszystko, żeby on miał w stosunku do dzieci takie same obowiązki jak ja.> To chwalebne, podobne zdanie przed laty miała moja była. Ale później "komitet doradczy" robi delikwentce indoktrynacjęCzy to tylko komitet? Z ręką na sercu... nie było w tym żadnej twojej winy? Jeśli taki kryształowy byłeś, to znaczy, że twoja była żona była strasznie łatwo manipulowalna, bezwolna i ulegająca złym podszeptom. Dobrze, że się z nią rozstałeś. > i... 2/3 kobiet prowadzi wojenkę przy użyciu dzieci.Żródło danych poproszę... > Kobiety często opowiadają o tym jak to tatusiowie "zapominają" o swoich dzieciach, ale oficjalnie nie przyznają się w jaki sposób udaje im się do tego doprowadzać.Mam koleżankę, która chodzi do byłego męża i błaga, żeby do syna do szkoły na Dzień Ojca poszedł a on jej odpowiada, że nie chce, żeby go znajome z bachorem widziały. > >Nikt tu nie jest bez winy a już na pewno nie można całej winy zwalić na feministki.> Chętnie uwierzyłbym feministkom, że walczą o równe prawa, gdyby oprócz walki o większe prawa dla siebie, dostrzegały również obszary dyskryminacji mężczyzn. Dyskryminacji, którą dokonują osobiście w swoich domach, często zaraz po tym, jak tylko skończą płomiennie przemawiać o potrzebie walki z dyskryminacją. Dostrzegajmy pełnię realnej dyskryminacji, a nie tylko wyimek widziany przez polityczne okulary.Więc wykres wygląda tak: Mężczyżni (samo dobro) - Kobiety (a niech im tam będzie) - Feministki (zło wcielone i gdyby je wydusić, to wszyscy ojcowie świata żyliby w wiecznej harmonii i miłości ze swoimi dziećmi) Ja myślę, że podział nie przebiega po tej linii. Znam wspaniałych ludzi z każdej z tych grup, ale też w każdej z nich znajdą się szuje. Może porzućmy te anachroniczne podziały i szufladki i zacznijmy pod spodniami czy spódnicami zauważać ludzi. Ja np. nigdy nie ośmieliłabym się powiedzieć, że "każdy facet to świnia" a każda kobieta to "lilija bez skazy".
|
|
| |  | 2 na 2 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > A może to po prostu głupie baby a nie feministki? Nie odważyłem się nazwać spraw tak otwarcie. Wyobrażasz sobie jakby mnie zwyzywała tutejsza społeczność, gdybym to uczynił?  A feministki to taki uroczy eufemizm. A nieco poważniej - przed laty, na jednym z forów feministycznych, napotkałem poradnik, który można streścić: jak załatwić faceta, aby sąd odebrał mu prawo od widywania dzieci. Rady były dla mnie szokujące i... [piiiiip]. Niestety kobiety to robią, a system jest tak głupi, że działa schematycznie i bezmyślnie. Wystarczy, że kobieta oskarży byłego męża o pedofilię i jest załatwiony na lata i na cacy, bo jak ma biedak udowodnić, że nie jest pedofilem skoro jakoś "dziwnie" mu zależy na bliskich kontaktach z małą dziewczynką? > Czy to tylko komitet? Z ręką na sercu... nie było w tym żadnej twojej winy? Jeśli taki kryształowy byłeś, to znaczy, że twoja była żona była strasznie łatwo manipulowalna, bezwolna i ulegająca złym podszeptom. Dobrze, że się z nią rozstałeś. Nie ma ludzi kryształowych i pewnie nim nie jestem. Przeżyliśmy wspólnie 12 niezwykle udanych lat. Dorobiliśmy się dwójki wspaniałych dzieci. Jednak później w życiu mojej byłej żony pierwsze miejsce zajęła praca. To jeszcze nas nie zabiło, choć było coraz chłodniej. Zabiła nas zdrada. Ale nie taka typowa, bo taką byłbym skłonny wybaczyć. Przekazała konkurencyjnej firmie informacje o naszej ofercie. Stratę finansową mógłbym przeboleć, straty zaufania do najbliższej osoby nie dało się puścić w niepamięć. Zakomunikowałem, że związek uważam za zakończony i oczekuję propozycji warunków rozstania. Początkowo porozumieliśmy się bez większego problemu. Jednak po jakimś czasie jej największą przyjaciółką stała się koleżanka, która pozbawiała swojego byłego męża praw rodzicielskich, bowiem stwierdziła, że: " po co ma mi się pałętać i dzieciom w głowie zawracać". I tak była łaskawa, bo ostatnio modne są oskarżenia o pedofilię. No i choć byliśmy już umówieni do notariusza, to odmówiła i zaczęła realizować scenariusz swojej koleżanki. Poniekąd szczęśliwie znałem ten scenariusz, więc pozwoliło mi to nie polec, czyli uzyskać rozwód bez orzekania o winie i zachować prawa rodzicielskie. > Żródło danych poproszę... Podałem źródło na samym wstępie: www.dzienn(*)e_sie_podzialo_prawo_ojca.html> Mam koleżankę, która chodzi do byłego męża i błaga, żeby do syna do szkoły na Dzień Ojca poszedł a on jej odpowiada, że nie chce, żeby go znajome z bachorem widziały. Różni są ludzie, różne są kobiety i różni są mężczyźni. I dlatego ojców chcących opiekować się swoimi dziećmi nie należy dyskryminować, ale wspomagać - zgodzisz się ze mną? > Mężczyżni (samo dobro) - Kobiety (a niech im tam będzie) - Feministki (zło wcielone i gdyby je wydusić, to wszyscy ojcowie świata żyliby w wiecznej harmonii i miłości ze swoimi dziećmi) Wybacz, ale ten "argument" to nieco poniżej Twojego poziomu.  > Ja myślę, że podział nie przebiega po tej linii. Znam wspaniałych ludzi z każdej z tych grup, ale też w każdej z nich znajdą się szuje. Może porzućmy te anachroniczne podziały i szufladki i zacznijmy pod spodniami czy spódnicami zauważać ludzi. Ja np. nigdy nie ośmieliłabym się powiedzieć, że "każdy facet to świnia" a każda kobieta to "lilija bez skazy". Jestem jak najbardziej za! Dlatego jest przeciwny rutynowemu odmawianiu ojcom praw do dzieci.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | Twoja powyższa wypowiedz świadczy o tym, że nie ma między nami żadnych różnic w poglądach. Jedyny punkt sporny to definicja wyrazu "feministka". Dla Ciebie to kobieta pragnąca zdominować mężczyznę, a dla mnie kobieta, która ma takie samo prawo jak mężczyzna do decydowania o sobie i swoim życiu w oderwaniu od stereotypów dotyczących męskości i kobiecości. Ale tu pewnie też oboje mamy rację, bo są feministki takie i takie.
|
|
5 na 5 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | Zauważyłem, że ostatnio sporo narzekasz, czym to portal Racjonalista się nie zajmuje a powinien. Przecież możesz wpływać na kształt tego portalu. Bardzo dobrze, że piszesz na forum, ale czy próbowałeś przedstawić na stronie głównej? Jestem ojcem, sprawy które poruszyłeś są dla mnie ważne, mimo, że mnie bezpośrednio nie dotyczą, widzę że masz potrzebę aktywności, gdybyś należał do PSR mógłbyś zostać koordynatorem projektu zajmującego się prawami ojców, ja mógłbym robić stronę internetową dla tego projektu, ktoś jeszcze pewnie chętnie by pomógł. Racjonalista i PSR ma mało rąk do pracy, nie możesz oczekiwać że się zajmiemy wszystkim na raz. Możesz pomóc. Pozdrawiam Adam
Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
|
|
 | 2 na 2 | Robert Zawecki (4718 punktów) | Adamie, CENTRUM PRAW OJCA I DZIECKA realizuje swoją misję przy wsparciu Fundacji im. Batorego i miasta Warszawa. Nie ma potrzeby, aby PSR również się tym zajmował. Wystarczy pisząc dyskryminacja, pamiętać, że w naszym kraju jedną z większych dyskryminowanych grup są ojcowie. Źródłem ich dyskryminacji jest postępowanie kobiet - bo kogóż innego? Mamy kilkadziesiąt stowarzyszeń feministycznych, feministki są również aktywne w PSR. Chciałbym, aby feministki walcząc z dyskryminacją siebie, jednocześnie wyrzekły się dyskryminacji mężczyzn, zwłaszcza ojców. Czy oczekuję zbyt wiele? Centrum, choć się nie reklamuje, dostaje rocznie ponad 800 próśb o pomoc prawną. W żaden sposób nie jest w stanie temu sprostać. Może w ramach zwykłej męskiej solidarności będziemy wspomagać potrzebujących ojców w swoim bliższym i dalszym otoczeniu. Ostracyzm wobec kobiet posuwających się do karygodnych zachowań też byłby mile widziany. Czas odbrązowić stereotyp zły facet - dobra kobieta, nad którą wszyscy się litują. www.prawaojca.org www.wstroneojca.pl www.tato.net
|
|
|  | 3 na 3 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Adamie, CENTRUM PRAW OJCA I DZIECKA realizuje swoją misję przy wsparciu Fundacji im. Batorego i miasta Warszawa. Nie ma potrzeby, aby PSR również się tym zajmował. Wystarczy pisząc dyskryminacja, pamiętać, że w naszym kraju jedną z większych dyskryminowanych grup są ojcowie.Okej, coś źle zrozumiałem widocznie, moja wina. > Źródłem ich dyskryminacji jest postępowanie kobiet - bo kogóż innego?Nie tylko, wyobrażam sobie że jest to bardziej złożone zjawisko, np sędziowie mężczyźni też mogą dyskryminować ojców. > Mamy kilkadziesiąt stowarzyszeń feministycznych, feministki są również aktywne w PSR. Chciałbym, aby feministki walcząc z dyskryminacją siebie, jednocześnie wyrzekły się dyskryminacji mężczyzn, zwłaszcza ojców. Czy oczekuję zbyt wiele?Nie wiem, to chyba pytanie do feministek. Może następować też po prostu konflikt interesów. Wszyscy się na pewno zgodzą, że traktowanie instrumentalne dzieci dla celów walki między dorosłymi jest karygodne. > Centrum, choć się nie reklamuje, dostaje rocznie ponad 800 próśb o pomoc prawną. W żaden sposób nie jest w stanie temu sprostać. Może w ramach zwykłej męskiej solidarności będziemy wspomagać potrzebujących ojców w swoim bliższym i dalszym otoczeniu.Na szczęście (niestety?) w swoim otoczeniu nie mam takiego ojca. Gdyby był to chętnie wesprę. > Ostracyzm wobec kobiet posuwających się do karygodnych zachowań też byłby mile widziany.Tego też nie mogę zastosować, bo nie znam żadnej kobiety, która tak robi. > Czas odbrązowić stereotyp zły facet - dobra kobieta, nad którą wszyscy się litują.Żeby odbrązawiać, musiałbym najpierw brązowić  > www.prawaojca.org> www.wstroneojca.pl> www.tato.netDzięki za linki Adam
Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
|
|
| |  | 2 na 2 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Nie tylko, wyobrażam sobie że jest to bardziej złożone zjawisko, np sędziowie mężczyźni też mogą dyskryminować ojców. Tak, ale matkami są wyłącznie kobiety. I 65% tych kobiet ogranicza ojcom dostęp do dzieci. > Może następować też po prostu konflikt interesów Niewątpliwie.  > Wszyscy się na pewno zgodzą, że traktowanie instrumentalne dzieci dla celów walki między dorosłymi jest karygodne. Wszyscy? To gdzie schowało się 65% matek ograniczających ojcom dostęp do swoich dzieci? Są wśród nas tylko udają świętoszki i "biedne" kobiety. > Na szczęście (niestety?) w swoim otoczeniu nie mam takiego ojca. Gdyby był to chętnie wesprę. Spojrzałem na Twoją wizytówkę - główna fala problemu dopiero przed Tobą. Trzymaj się dzielnie.
|
|
|  | -1 na 1 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | > Wystarczy pisząc dyskryminacja, pamiętać, że w naszym kraju jedną z większych dyskryminowanych grup są ojcowie. Źródłem ich dyskryminacji jest postępowanie kobiet - bo kogóż innego? Mamy kilkadziesiąt stowarzyszeń feministycznych, feministki są również aktywne w PSR. Większość to kobiety które nie mogą wyegzekwować alimentów na dzieci. Tak na oko stosunek 1:100 >Chciałbym, aby feministki walcząc z dyskryminacją siebie, jednocześnie wyrzekły się dyskryminacji mężczyzn, zwłaszcza ojców. Czy oczekuję zbyt wiele? Feminizm jak sama nazwa wskazuje to organizacja działająca na rzecz kobiet. Ty chciałbyś , żeby kobiety walczyły o twoje prawa? Z jakiej racji. Wiem, że część mężczyzn uważa , że wszystkie sprawy powinna załatwiać kobieta ku zadowoleniu mężczyzny. Ale wybacz naucz się sam zabiegać o własne sprawy. >Ostracyzm wobec kobiet posuwających się do karygodnych zachowań też byłby mile widziany. Czas odbrązowić stereotyp zły facet - dobra kobieta, nad którą wszyscy się litują. Spraw by przynajmniej 80 % mężczyzn płaciło regularnie alimenty to pogadamy. Jak problemy ojców i problemy kobiet będą miały proporcje 50:50 to możemy dopiero wtedy wtedy mówić o równości.
|
|
| |  | 7 na 7 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | Wybacz Alu, ale:
>Większość to kobiety które nie mogą wyegzekwować alimentów na dzieci. Tak na oko stosunek 1:100
A bez oka - nieco więcej.
> Ty chciałbyś , żeby kobiety walczyły o twoje prawa? Z jakiej racji.
Z racji równouprawnienia właśnie. Jeśli żądacie od nas walki o swoje prawa, to czemu bez wzajemności?
>Wiem, że część mężczyzn uważa , że wszystkie sprawy powinna załatwiać kobieta ku zadowoleniu mężczyzny. Ale wybacz naucz się sam zabiegać o własne sprawy.
Po pierwsze: nie wszystkie. Po drugie: większość spraw załatwia mężczyzna. Po trzecie: głównie dlatego, że kobieta jest "zajęta" innymi sprawami, że go o to "prosi", że sama nie potrafi bo się nie zna na rzeczy lub dlatego, że tak jest jej wygodniej. Po czwarte: jeśli już żądasz od mężczyzn "nauczenia się zabiegania o własne sprawy", to bądź uprzejma żądać tego z podobną konsekwencją w stosunku do płci własnej. Mało tego. Ten ostatni "zarzut" jest pozbawiony elementarnej logiki. Gdyby mężczyźni nie potrafili zabiegać o własne sprawy, nie byłoby problemu patriarchatu, feminizmu i walki o równouprawnienie płci. Może więc ten ostatni postulat należy skierować wyłącznie do kobiet? Ze szczególnym uwzględnieiem "blondynek"? Najlepiej tych działających w organizacjach feministycznych.
>Spraw by przynajmniej 80 % mężczyzn płaciło regularnie alimenty to pogadamy.
To jedynie kwestia skuteczności egzekucji prawa. I jest to wyłącznie problem władzy państwowej.
>Jak problemy ojców i problemy kobiet będą miały proporcje 50:50 to możemy dopiero wtedy wtedy mówić o równości.
Gówno prawda. Jeśli kiedykolwiek dojdziemy do takich proporcji, to będzie to koniec ludzkości. Jeśli istnieją różnice pomiędzy słoniem i mrówką, to nie po to ewolucja do tego doprowadziła, aby słoń i mrówka miały te same problemy. Istotą i sensem życia są właśnie różnice. W ramach jednego gatunku zostaliśmy podzieleni na dwie grupy (w rozumieniu czysto socjologicznym): kobiety i mężczyźni. Tak było, jest i.... będzie(?). I pomijając wszelki margines (bez jego deprecjonowania) - rolą mężczyzny jest bycie ojcem (ze wszekimi tego konsekwencjami), rolą kobiety jest bycie matką (z identycznymi konsekwencjami). Cała reszta jest jedynie wybiegiem w konsekwencje. Nie każdy mężczyzna chce być "ojcem" i nie każda kobieta chce być "matką". Cokolwiek to znaczy. I w tym tkwi sendo sprawy. W tym aspekcie cała dyskuja na ten temat wygląda na bezprzedmiotową. Dlaczego? Bo żadna ze ston nie jest w stanie wyartykułować zgody na odrębność płci, na jej autonomię, na elementarne różnice wynikających z tego praw i obowiązków. Tego typu stanowisko nie neguje równouprawnienia kogokolwiek do czegokolwiek; ono jedynie uwzględnia niejako naturalną różnicę tych beneficjów.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Istotą i sensem życia są właśnie różnice.> W ramach jednego gatunku zostaliśmy podzieleni na dwie grupy (w rozumieniu czysto socjologicznym): kobiety i mężczyźni. Tak było, jest i.... będzie(?).> I pomijając wszelki margines (bez jego deprecjonowania) - rolą mężczyzny jest bycie ojcem (ze wszekimi tego konsekwencjami), rolą kobiety jest bycie matką (z identycznymi konsekwencjami).> Cała reszta jest jedynie wybiegiem w konsekwencje.  Powinieneś, Michale, zadedykować te słowa Beatus, Elce I Ponurej i S. Bem.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >Wybacz Alu, ale: >>Większość to kobiety które nie mogą wyegzekwować alimentów na dzieci. Tak na oko stosunek 1:100 >A bez oka - nieco więcej. >> Ty chciałbyś , żeby kobiety walczyły o twoje prawa? Z jakiej racji. >Z racji równouprawnienia właśnie. Jeśli żądacie od nas walki o swoje prawa, to czemu bez wzajemności? >>Wiem, że część mężczyzn uważa , że wszystkie sprawy powinna załatwiać kobieta ku zadowoleniu mężczyzny. Ale wybacz naucz się sam zabiegać o własne sprawy. >Po pierwsze: nie wszystkie. >Po drugie: większość spraw załatwia mężczyzna. >Po trzecie: głównie dlatego, że kobieta jest "zajęta" innymi sprawami, że go o to "prosi", że sama nie potrafi bo się nie zna na rzeczy lub dlatego, że tak jest jej wygodniej. >Po czwarte: jeśli już żądasz od mężczyzn "nauczenia się zabiegania o własne sprawy", to bądź uprzejma żądać tego z podobną konsekwencją w stosunku do płci własnej. >Mało tego. Ten ostatni "zarzut" jest pozbawiony elementarnej logiki. Gdyby mężczyźni nie potrafili zabiegać o własne sprawy, nie byłoby problemu patriarchatu, feminizmu i walki o równouprawnienie płci. >Może więc ten ostatni postulat należy skierować wyłącznie do kobiet? Ze szczególnym uwzględnieiem "blondynek"? Najlepiej tych działających w organizacjach feministycznych.
To ja już nic nie rozumiem, Robert narzeka że feministki nie mają ojców na uwadze, Ty najpierw piszesz, że kobiety powinny w ramach równouprawnienia walczyć też o prawa mężczyzn, po czym piszesz, że kobiety jednak powinny bardziej zabiegać o własne sprawy bo mężczyźni już potrafią (czyli nie potrzebują jednak pomocy kobiet?), a to, że mężczyźni tak dobrze zabiegają o swoje sprawy daje w wyniku m.in. istnienie patriarchatu. To w takim razie kobiety powinny zabiegać o prawa mężczyzn czy nie muszą już?
Pozdrawiam Adam
Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Michał Bąkowski (81 punktów) | Nie, panie Adamie. Nie chodzi o to, żeby feministki zabiegały o prawa mężczyzn, lecz aby, walcząc o swoje prawa, nie starały się przekreślać już istniejących praw mężczyzn. Jeśli dążą do równouprawnienia, powinny żądać takich samych praw, jakie mają mężczyźni. Niektóre(większość?) feministki z kolei czepiają się wszystkiego, czego się tylko da i w dupie mają równouprawnieni - chcą sprawić, aby to mężczyzna był na drugim miejscu, tak jak niegdyś były kobiety.
Podsumowując, feministki nie powinny walczyć o prawa dla mężczyzn, tylko mieć na uwadze te istniejące, które powoli zaczynają być lekceważone na rzecz ich praw.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | >Podsumowując, feministki nie powinny walczyć o prawa dla mężczyzn, tylko mieć na uwadze te istniejące, które powoli zaczynają być lekceważone na rzecz ich praw.
pytanie czy powoli zaczynają być lekceważone czy zawsze były? Coś mi się wydaje, że przekonanie o matce jako ważniejszym i istotnie lepszym rodzicu jest niezależne od postulatów feministek i nie powstało w wyniku internalizacji do kulturowego kodu tychże. Dlatego, nieuprawnione jest oskarżanie feministek jako przyczyny istnienia takich stereotypów. Sądy były przychylne bardziej żeńskim rodzicom już w czasach komuny, a ruch feministyczny wtedy praktycznie nie istniał u nas. Nawiasem mówiąc, jeśli coś jest modne w szerokich masach to raczej antyfeminizm a nie feminizm i zawsze mnie szokują moje rówieśniczki które szczycą się tym, że nie są feministkami. Mam wtedy wrażenie oglądania wersji light muzułmańskiej dziewczyny dumnej ze swojej burki.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >Nie, panie Adamie. Nie chodzi o to, żeby feministki zabiegały o prawa mężczyzn, lecz aby, walcząc o swoje prawa, nie starały się przekreślać już istniejących praw mężczyzn. Jeśli dążą do równouprawnienia, powinny żądać takich samych praw, jakie mają mężczyźni. Niektóre(większość?) feministki z kolei czepiają się wszystkiego, czego się tylko da i w dupie mają równouprawnieni - chcą sprawić, aby to mężczyzna był na drugim miejscu, tak jak niegdyś były kobiety. >Podsumowując, feministki nie powinny walczyć o prawa dla mężczyzn, tylko mieć na uwadze te istniejące, które powoli zaczynają być lekceważone na rzecz ich praw.
Takie sformułowanie brzmi lepiej, ale i tak cały ten wątek mi pachnie jakimś irracjonalnym lękiem przed kobietami.
Pozdrawiam Adam
Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
|
|
| | |  | 4 na 6 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | Oj Michale, Michale Moja odpowiedź była skierowana do Roberta a jemu trzeba łopatologicznie. Oburza się na krzywdę 800 ojców i wini za to feministki. Co ma piernik do wiatraka tego nie wiem. Dyskryminacja kobiet, osób starszych, homoseksualistów ... jest w Polsce faktem. Stwierdzonym zarówno od wewnątrz jak i przez organa postronne. Natomiast w życiu jak to w życiu różnie bywa. Bywają głupie i mądre kobiety , zdarzają się też głupi mężczyźni. Zdarzają się wykorzystywani mężczyźni i bezwolne kobiety. Faktem jest, że dzieci z urzędu przyznaje się kobiecie nawet gdy kobieta się do tego nie nadaje. Przyczyną jest działanie stereotypu "matki polki" co to własną krwią wykarmi i od kul zasłoni. Ten stereotyp wtłacza kobietę w rolę do której już chyba żadna nie pasuje. Ja przyczynę widzę właśnie w dyskryminacji kobiet Ale wciąż pełno mężczyzn z poglądami Roberta, którzy za wszystkie nieszczęścia swojego życia winią feministki. Bo gdyby feministek nie było, to dało by się babie która nie zna swojego miejsca w zęby i przestała by podskakiwać. W normalnej rodzinie mężczyzna i kobieta wykorzystują siebie nawzajem, równocześnie nawzajem się dla tej drugiej osoby poświęcając. Wszystko zależy od układu wewnątrz rodziny jak i tego kto to ocenia. Faktem jest, że w trakcie rozwodu niezależnie od wykształcenia i stanowiska kobiety, sędziowie za złe mają, gdy taka kobieta nie gotuje i nie sprząta. Toż to obraza boska, że nie wypełnia swoich obowiązków. To, że mężczyzna poświęca swój czas pracy jest normalne, ale kobieta ma dalej przede wszystkim obowiązki przy garach i kiblu. Zmiana mentalności w tym zakresie następuje zbyt powoli. Chciało by się ją przyspieszyć. Tym bardziej, że nie musimy odkrywać Ameryki. Wzorce są i to sprawdzone. > To jedynie kwestia skuteczności egzekucji prawa. I jest to wyłącznie problem władzy państwowej.Mylisz się. To też sfera dyskryminacji. Mężczyźni często pomagają sobie nawzajem w ukrywaniu dochodów przed komornikiem i ta solidarność męska jest szczególnie widoczna gdy w grę wchodzą alimenty na dzieci.Często zresztą się tym chełpią. Bardzo trudno jest egzekwować prawo gdy trafia się na zmowę. Nie wyobrażam sobie jaki państwo musiało by mieć aparat by w takich warunkach działać skutecznie. Gdybyśmy mieli światłych posłów, to działaniami prawnymi i informacją dałoby się wiele rzeczy zmienić. Ale mamy to co mamy. Większość posłów uważa "że nie można zgwałcić prostytutki" . To jak mogą coś zmienić. Podpisują więc konwencje a potem nie robią nic bo nie widzą problemów. To nie pierwszy raz Unia daje Polsce ostrzeżenia odnośnie nie respektowania równości praw obywatelskich. Już na tym portalu toczyła się dyskusja o molestowaniu, gwałtach, ofiarach przemocy i święte oburzenie panów, że żąda się od Polski by to zmieniła prawo na rzecz pokrzywdzonych. A na świecie właśnie tak prawo jest skonstruowane i to w 99,9% działa dobrze. Ale w Polsce to niemożliwe, trzeba to wyśmiać, oprotestować... > > Ty chciałbyś , żeby kobiety walczyły o twoje prawa? Z jakiej racji.> Z racji równouprawnienia właśnie. Jeśli żądacie od nas walki o swoje prawa, to czemu bez wzajemności?W poście wyżej pisałam, że sprawy ojców były popierane przez organizacje kobiece. Bo sprawa ta jest częścią spraw dotyczących rodziny a tym kobiety są " z urzędu"  zainteresowane. Większość organizacji kobiecych zdaje sobie sprawę , że nie jest możliwe walczyć z dyskryminacją "tylko" kobiet albo tylko homoseksualistów. Dyskryminację trzeba zwalczać zawsze i w każdej sytuacji niezależnie kogo dotyka.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | Lepiej bym tego nie ujęła Alicjo! Nie można walczyć osobno z dyskryminacją kobiet, osobno mężczyzn, osobno niepełnosprawnych, osobno jeszcze innej grupy, bo dyskryminacja ma zawsze takie samo podłoże: stereotypy, uprzedzenia, dominacja silniejszych nad słabszymi. Jeśli będziemy walczyć z nią tylko w jednym przypadku, to objawi sie w innym ze zdwojona siłą. Ci, którzy sa przeciwni równouprawnieniu nie rozumieją, że kręcą sobie bicz na własny tyłek, bo nikt nie ma przewagi zawsze i wszędzie. Jeśli dyskryminuje kogoś, tym samym godzi się, że sam może być dyskryminowany. W społeczeństwie gdzie status kobiety i mężczyzny jest taki sam, nie mogłoby być mowy o uprzywilejowaniu matki kosztem ojca.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Moja odpowiedź była skierowana do Roberta a jemu trzeba łopatologicznie. Pewnie, a jak debil nie chce przyjąć poglądów feministek, to najlepiej kula w łeb i łopatą. Jakie to wybitnie merytoryczne. I budujące. > Oburza się na krzywdę 800 ojców i wini za to feministki. Masz problem z czytaniem, czy tylko wypierasz ze swojej świadomości wszystkie fakty niezgodne z przyjętą ideologią? To jeszcze raz. Cytat:aż 65 proc. matek - z chęci odwetu na mężu - utrudnia dziecku kontakty z ojcem > Dyskryminacja kobiet, osób starszych, homoseksualistów ... jest w Polsce faktem. Stwierdzonym zarówno od wewnątrz jak i przez organa postronne. Rozumiem, że dyskryminacja mężczyzn, w tym ojców, nie została "stwierdzona"? Amba i nie ma. Gucwa - nie widzę, nie słyszę. > Ale wciąż pełno mężczyzn z poglądami Roberta, którzy za wszystkie nieszczęścia swojego życia winią feministki O, wypraszam sobie! A cykliści to co! Pies?! > Bo gdyby feministek nie było, to dało by się babie która nie zna swojego miejsca w zęby i przestała by podskakiwać. Chyba przeginasz "pałę" imputując mi takie rzeczy. Rozumiem ideologiczne zacietrzewienie, ale oczekuję "magicznego słowa". > Tym bardziej, że nie musimy odkrywać Ameryki. Wzorce są i to sprawdzone. Tak. Nie ma widzeń z dziećmi, nie ma alimentów. > Mylisz się. To też sfera dyskryminacji. Mężczyźni często pomagają sobie nawzajem w ukrywaniu dochodów przed komornikiem i ta solidarność męska jest szczególnie widoczna gdy w grę wchodzą alimenty na dzieci. Często zresztą się tym chełpią. Bardzo trudno jest egzekwować prawo gdy trafia się na zmowę. No popatrz. Po pierwsze, w prawie polskim alimenty nie są "na dzieci", tylko dla byłej żony. Jakby było inaczej, to wielu chętniej by płaciło. Po drugie, skoro 65% kobiet utrudnia kontakty z dziećmi, to nic dziwnego, że mężczyźni utrudniają płacenie. Akcja rodzi reakcję. Może warto rozstawać się w pokoju, zamiast wszczynać wojenki z użyciem i kosztem dzieci. Nie wpadłyście jeszcze na to? > W poście wyżej pisałam, że sprawy ojców były popierane przez organizacje kobiece. Nie "były popierane", a napisałaś jedynie, że 7 lat temu jeden postulat został poparty przez "feministki". Chętnie poczytam więcej o feministycznym "popieraniu". Aczkolwiek w poście obok napisałaś, że ojcowie mają sami się popierać i nie oczekiwać poparcia od feministek. To już sam nie wiem jakie jest stanowisko feministek. Mamy wspólnie wspierać walkę z dyskryminacją, czy każdy ma samodzielnie walczyć o swój interes? Coś z postu na post zmieniasz poglądy.
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Oj Michale, MichaleOj Alu, Alu!!! > Zmiana mentalności w tym zakresie następuje zbyt powoli. Chciało by się ją przyspieszyć. Panie feministki stosują tutaj nieazwykle wyrafinowaną logikę, za którą - przyznaję - nie nadążam. Żądasz jako feministka, aby sprawą dyskryminacji kobiet (walką o jej zniesienie) zajmowali się także mężczyźni. By za chwilę napisać: Cytat:Ty chciałbyś , żeby kobiety walczyły o twoje prawa? Z jakiej racji? A dwie linijki niżej: Cytat:Ale wybacz naucz się sam zabiegać o własne sprawy. Aż się ciśnie na język uwaga: "jakie to typowo babskie". Zdumiewa mnie też wasze (feministek) oburzenie na kawały o blondynkach - przecież to wy same je wymyślacie w kobiecej logice codzienności postępowania. Mówisz o konieczności zmiany mentalności (zapewne w domyśle jest: męskiej mentalności). Zgoda. Jednak od kogo tego wymagasz? Oczywiście, jak każda wzorowa feministka, od mężczyzn. Tylko jak to zrobić (może nad tym się zastanówcie najpierw, zanim cokolwiek jeszcze mądrego przyjdzie wam do pięknych główek) skoro: a) w rodzinie przy dziecku - same kobiety (matki, babcie, ciocie, sąsiadki); b) w żłobkach mężczyzny nie uświadczysz (chyba, że jako konserwatora urządzeń technicznych); c) w przedszkolach same "panie" i "ciocie" (mężczyźni, jak w p-cie b); d) w podstawówkach w klasach początkowych feminizacja stuprocentowa (dopiero gdzieś tam w klasie IV lub V pojawia się pan od WF-u); e) dopiero na etapie gimnazjum do akcji działań wychowawczych wkraczają mężczyźni (dodajmy: sporadycznie, gdyż nadal gros klas posiada wychowawczynie, a nie wychowawców); f) względna rownowaga występuje dopiero na poziomie liceum; g) nadreprezentacja mężczyzn jest natomiast w ponadpodstawowym szkolnictwie zawodowo-technicznym. O czym więc, Drogie Panie, mówicie? Kto jest odpowiedzialny za takie a nie inne wzorce, zachowania, stereotypy? Mężczyźni??? Przecież to Wy same wychowujecie nas (mężczyzn) w takich właśnie realiach, wdrażacie do takich ról społecznych, wbijacie nam do głów określone schematy myślowe! A potem pretensje? Do kogo? Do garbatego, że ma proste dzieci??? Ot, i cała Wasza babska logika! Śmieszne jesteście w swoim feminizmie po prostu. I godne politowania. Ale i tak was wszystkie kochamy... 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | > Panie feministki stosują tutaj niezwykle wyrafinowaną logikę, za którą - przyznaję - nie nadążam.> Żądasz jako feministka, aby sprawą dyskryminacji kobiet (walką o jej zniesienie) zajmowali się także mężczyźni.> By za chwilę napisać:> Cytat:Ty chciałbyś , żeby kobiety walczyły o twoje prawa? Z jakiej racji? > A dwie linijki niżej:> Cytat:Ale wybacz naucz się sam zabiegać o własne sprawy. Ojcowie są dyskryminowani. Tyle że dużo większa ilość ojców jest z tej dyskryminacji zadowolonych. Wśród kobiet też są kobiety zadowolone z dyskryminacji kobiet. Lecz chyba jest ich mniej. Natomiast fakt, że mężczyźni są nadreprezentowani w sejmie jest skutkiem dyskryminacji. A skoro już w tym sejmie są, to mam prawo żądać by likwidowali wszelką dyskryminację. > Aż się ciśnie na język uwaga: "jakie to typowo babskie". Zdumiewa mnie też wasze (feministek) oburzenie na kawały o blondynkach - przecież to wy same je wymyślacie w kobiecej logice codzienności postępowania.Dawniej wszystkie kawały o głupocie i braku logiki były opowiadane wymiennie w zależności od słuchaczy z główną rolą albo blondynki albo milicjanta. > Tylko jak to zrobić (może nad tym się zastanówcie najpierw, zanim cokolwiek jeszcze mądrego przyjdzie wam do pięknych główek) skoro:> a) w rodzinie przy dziecku - same kobiety (matki, babcie, ciocie, sąsiadki);> b) w żłobkach mężczyzny nie uświadczysz (chyba, że jako konserwatora urządzeń technicznych);> c) w przedszkolach same "panie" i "ciocie" (mężczyźni, jak w p-cie b);> d) w podstawówkach w klasach początkowych feminizacja stuprocentowa (dopiero gdzieś tam w klasie IV lub V pojawia się pan od WF-u);> e) dopiero na etapie gimnazjum do akcji działań wychowawczych wkraczają mężczyźni (dodajmy: sporadycznie, gdyż nadal gros klas posiada wychowawczynie, a nie wychowawców);> f) względna rownowaga występuje dopiero na poziomie liceum;> g) nadreprezentacja mężczyzn jest natomiast w ponadpodstawowym szkolnictwie zawodowo-technicznym.Wszystkie te punkty , które wymieniłeś są skutkiem dyskryminacji kobiet. Tak , tak. W miarę jak się feminizowały, pensje w tych zawodach malały. Za czasów minionego okresu pensje nauczycielki, pielęgniarki były jedne z najniższych w kraju. Mężczyźni nawet gdy mieli predyspozycje i wykształcenie do zawodu nauczyciela szukali innych miejsc pracy. Wyjątki, które się zdarzały znajdowały zatrudnienie w kuratorium lub jako kierownicy czy dyrektorzy placówek oświatowych. > O czym więc, Drogie Panie, mówicie? Kto jest odpowiedzialny za takie a nie inne wzorce, zachowania, stereotypy? Mężczyźni??? Przecież to Wy same wychowujecie nas (mężczyzn) w takich właśnie realiach, wdrażacie do takich ról społecznych, wbijacie nam do głów określone schematy myślowe!I tu masz rację. Działa chyba ten sam mechanizm który w islamie każe matkom okaleczać swoje córki. Myślę, że jest coraz słabszy ale jest.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Robert Zawecki (4718 punktów) | >Ojcowie są dyskryminowani. Tyle że dużo większa ilość ojców jest z tej dyskryminacji zadowolonych Masz jakieś dane na poparcie, czy to kolejna pusta mantra propagandowa?
>Wśród kobiet też są kobiety zadowolone z dyskryminacji kobiet Tylko masochistki, pozostałe mają inne spojrzenie na dyskryminację, czego feministki pojąć nie mogą.
>Natomiast fakt, że mężczyźni są nadreprezentowani w sejmie jest skutkiem dyskryminacji. Kolejna mantra - czy jesteś w stanie wskazać jakiekolwiek ograniczenie biernego prawa wyborczego w odniesieniu do kobiet? Może zwyczajnie Wasze kandydatki są mniej przekonujące dla wyborców?
>Wszystkie te punkty , które wymieniłeś są skutkiem dyskryminacji kobiet. Tak , tak. Post bez słowa dyskryminacja jest postem straconym!
>W miarę jak się feminizowały, pensje w tych zawodach malały. Za czasów minionego okresu pensje nauczycielki, pielęgniarki były jedne z najniższych w kraju. Informuję, że nakaz pracy od ponad 20 lat nie obowiązuje. Każdy może wykształcić się w dowolnym zawodzie i podjąć pracę w dowolnej branży. Jeśli ktoś dobrowolnie podejmuje studia pedagogiczne i dobrowolnie zatrudnia się w szkole, to znaczy, że świadomie godzi się na takie warunki.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Natomiast fakt, że mężczyźni są nadreprezentowani w sejmie jest skutkiem dyskryminacji.A ja (naiwny) myślałem, że głupoty samych bab. Stanowicie ok. 54% całej populacji, macie czynne i bierne prawo wyborcze; gdybyście tylko chciały, to cały Sejm byłby wasz! Senat też, a w konsekwencji i Rząd również. Gdzie tu dyskryminacja? A jeśli już, to kto kogo dyskryminuje? Same siebie dyskryminujecie! Robiłem kiedyś badania w zakładach pracy. Wynikało z nich, że kobiety w ogromnej większości (procentów już nie pamiętam) wypowiadały się, że wolą pracować z mężczyznami niż we własnym gronie. Sfeminizowane działy (księgowość, rachuba, często kadry) były źródlem wszelkiej patologii pracowniczej: zawiści, zazdrości, plotek, insynuacji, niezdrowej rywalizacji (to określenia samych badanych pań - nie moje). Mało tego - kobiety wolały mieć szefów niż szefowe! Pytam więc ponownie: kto kogo dyskryminuje? Solidarne, to wy potraficie być tylko w jednym przypadku: gdy jedna chce dokopać swojemu chłopu (bo już go nienawidzi lub ma drugiego), a druga ją w tym wspiera, bo liczy na zajęcie jej miejsca u jego boku!  Moje gratulacje dla tak pojmowanej solidarności!
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Gosia (9452 punktów) | > >Natomiast fakt, że mężczyźni są nadreprezentowani w sejmie jest skutkiem dyskryminacji.> A ja (naiwny) myślałem, że głupoty samych bab.> Stanowicie ok. 54% całej populacji, macie czynne i bierne prawo wyborcze; gdybyście tylko chciały, to cały Sejm byłby wasz! Senat też, a w konsekwencji i Rząd również.Tu tylko wypada przyznać Ci rację i  > Robiłem kiedyś badania w zakładach pracy. Wynikało z nich, że kobiety w ogromnej większości (procentów już nie pamiętam) wypowiadały się, że wolą pracować z mężczyznami niż we własnym gronie. Sfeminizowane działy (księgowość, rachuba, często kadry) były źródlem wszelkiej patologii pracowniczej: zawiści, zazdrości, plotek, insynuacji, niezdrowej rywalizacjiI co niby ma z tego wynikać? Czy kiedy zwolni się wszystkie kobiety z pracy, to zawiść, zazdrość, plotki, insynuacje i niezdrowa rywalizacja (a przypuszczalnie też koklusz), znikną jak ręką, tj. jak babą odjął? > Mało tego - kobiety wolały mieć szefów niż szefowe!Prawdopodobnie dlatego, że łatwiej manipulować* mężczyzną, inna kobieta nie da się tak łatwo nabrać. > Solidarne, to wy potraficie być tylko w jednym przypadku: gdy jedna chce dokopać swojemu chłopu (bo już go nienawidzi lub ma drugiego), a druga ją w tym wspiera, bo liczy na zajęcie jej miejsca u jego boku!  To dotyczy obu płci.Tzw. męska solidarność nie polega na tym samym? -Gdzie byłeś całą noc!? -U Janka, na brydżu Żona dzwoni do Janka -Był u ciebie mój mąż? -Czy był? Właśnie rozdaje!*nie podejmę żadnej gadaniny na temat wrednych kobiet manipulujących biednymi mężczyznami.Wszyscy ludzie próbują manipulacji, z lepszym lub gorszym skutkiem.Wszyscy, płeć nie ma tu nic do rzeczy.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | Gosiaczku, ja doskonale rozumiem, że > Wszyscy ludzie próbują manipulacji, z lepszym lub gorszym skutkiem. Wszyscy, płeć nie ma tu nic do rzeczy.Ponieważ jednak (choćby z racji zawodu) śmiem twierdzić, że na manipulacji i jej technikach znam się nieco lepiej od Ciebie, to nie ze mną takie numery jak ten tu: > I co niby ma z tego wynikać? Czy kiedy zwolni się wszystkie kobiety z pracy, to zawiść, zazdrość, plotki, insynuacje i niezdrowa rywalizacja (a przypuszczalnie też koklusz), znikną jak ręką, tj. jak babą odjął?Twoja manipulacja to zacytowanie niepełnego zdania, które brzmiało tak (a wprowadzone teraz pogrubienie pominiętego przez Ciebie fragmentu dowodzi absurdalności zamieszczonej odpowiedzi): Cytat:Sfeminizowane działy (księgowość, rachuba, często kadry) były źródlem wszelkiej patologii pracowniczej: zawiści, zazdrości, plotek, insynuacji, niezdrowej rywalizacji (to określenia samych badanych pań - nie moje). Wniosek nasuwa się sam. Jest wam ze sobą źle, bo wzajemnie się siebie boicie; bo traktujecie się wzajemnie wyłącznie w kategoriach permanentnej rywalizacji. Zresztą, potwierdzasz to sama pisząc: > Prawdopodobnie dlatego, że łatwiej manipulować* mężczyzną, inna kobieta nie da się tak łatwo nabrać.Oczywiście, że się nie da nabrać drugiej kobiecie, bo traktuje ją jak śmiertelnego wroga. Teorie spiskowe są u was chlebem powszednim. Ale teorie spiskowe wyłącznie w obrębie własnej grupy. Mężczyzn już nie dotyczą - wszak mężczyzna waszym wrogiem nie jest; z definicji. Mężczyzną faktycznie jest "łatwiej manipulować", gdyż zazwyczaj sam tego chce. A chce, bo wie, iż celem takiej "manipulacji" jest przeważnie chęć jego zdobycia. Ma więc dwie korzyści bez większego wysiłku ze swojej strony. Serdecznie, bo po męsku, pozdrawiam. 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | |  | | Meretseger (61860 punktów) |
>Oczywiście, że się nie da nabrać drugiej kobiecie, bo traktuje ją jak śmiertelnego wroga. Teorie spiskowe są u was chlebem powszednim. Ale teorie spiskowe wyłącznie w obrębie własnej grupy. Mężczyzn już nie dotyczą - wszak mężczyzna waszym wrogiem nie jest; z definicji. >Mężczyzną faktycznie jest "łatwiej manipulować", gdyż zazwyczaj sam tego chce. A chce, bo wie, iż celem takiej "manipulacji" jest przeważnie chęć jego zdobycia. Ma więc dwie korzyści bez większego wysiłku ze swojej strony. Ekhm... mam nadzieję, że to ot takie sobie luźne dywagacje, a nie śmiertelnie poważne uogólnienie?
|
|
| | | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Ekhm... mam nadzieję, że to ot takie sobie luźne dywagacje, a nie śmiertelnie poważne uogólnienie?A co byś wolała? Skoro masz nadzieję, to nie będę Cię jej pozbawiał. Kobieta przy nadziei - czyż to nie piękne??? 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Meretseger (61860 punktów) |
> Kobieta przy nadziei - czyż to nie piękne???  Bój się jednorożca! W moim wieku? A tak poważnie - równie dobrze (albo równie źle) pracuje mi się z kobietami i mężczyznami. Zależnie od cech charakteru owej osoby.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >A tak poważnie - równie dobrze (albo równie źle) pracuje mi się z kobietami i mężczyznami. Zależnie od cech charakteru owej osoby.
Oczywiście. Ale powtarzam raz jeszcze - przytoczyłem jedynie wyniki badań przeprowadzonych na próbie ponad1000osobowej; to nie jest moja prywatna opinia, ani moje widzimisię.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Meretseger (61860 punktów) |
>Oczywiście. Ale powtarzam raz jeszcze - przytoczyłem jedynie wyniki badań przeprowadzonych na próbie ponad1000osobowej; to nie jest moja prywatna opinia, ani moje widzimisię. Biedne te kobiety. Tak zostały wychowane i tak mają.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Celtyk (3337 punktów) | > Biedne te kobiety. Tak zostały wychowane i tak mają.Co prawda to prawda...  Ale jako kolejne już świadome pokolenie macie Panie szanse to zmienić na lepsze odpowiednio wychowując potomstwo. Pytanie, czy uważacie, że warto się podjąć tej pracy?
Władza doprowadza do obłędu w stopniu większym, niż demoralizuje, uciszając głos sumienia i wyostrzając chęć działania.- WILL I ARIEL DURANT -
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
> Ale jako kolejne już świadome pokolenie macie Panie szanse to zmienić na lepsze odpowiednio wychowując potomstwo. Pytanie, czy uważacie, że warto się podjąć tej pracy?Zdecydowanie tak! Problem w tym, że moje pokolenie jeszcze nie było tak świadome. Bo to z niego rekrutują się te wszystkie kadrowe i księgowe, podgryzające się nawzajem. Ale zrobiłam, co mogłam, reszta leży w rękach mojej córki
|
|
| |  | 6 na 6 | Robert Zawecki (4718 punktów) | >Większość to kobiety które nie mogą wyegzekwować alimentów na dzieci. Tak na oko stosunek 1:100 I dlatego trzeba karać wszystkich ojców? Odpowiedzialność zbiorowa?
>Wiem, że część mężczyzn uważa , że wszystkie sprawy powinna załatwiać kobieta ku zadowoleniu mężczyzny. Ale wybacz naucz się sam zabiegać o własne sprawy. OK, ale nie oczekuj, że będę popierał feministyczne postulaty. Same zabiegajcie o swoje sprawy, a ja będę głosował przeciw. Przyjmuję Twoją propozycję - każdy walczy o swoje i odmawia drugiemu praw.
>Spraw by przynajmniej 80 % mężczyzn płaciło regularnie alimenty to pogadamy. Możesz przytoczyć w tym zakresie wiarygodne dane? Czy to tylko ankieta wśród skrzywdzonych przez los feministek? Jakoś w moim otoczeniu wszyscy płacą. Proponuję, aby wprowadzić zasadę prawną - kobieta robi ograniczenia w kontaktach ojca z dziećmi, to kobieta nie dostaje żadnych alimentów. Pasuje?
>Jak problemy ojców i problemy kobiet będą miały proporcje 50:50 to możemy dopiero wtedy wtedy mówić o równości. I wyszło szydło z worka. Cała ta powszechna polityka odmawiania widzeń, to odwetowa polityka nienawiści. Wybacz, ale to wyjątkowo niskie. I szkodliwe dla dzieci. I tak wyewoluowała nam współczesna kobieta - kobieta szkodząca własnym dzieciom.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) |
>>Wiem, że część mężczyzn uważa , że wszystkie sprawy powinna załatwiać kobieta ku zadowoleniu mężczyzny. Ale wybacz naucz się sam zabiegać o własne sprawy. > OK, ale nie oczekuj, że będę popierał feministyczne postulaty. Same zabiegajcie o swoje sprawy, a ja będę głosował przeciw. Przyjmuję Twoją propozycję - każdy walczy o swoje i odmawia drugiemu praw.
Widzisz i tu manipulujesz bo nikt nie odmawia ci praw. Wyznajesz jednak dziwny pogląd zgodnie z którym feministka czy gej będą mogli walczyć o swoje prawa tylko jeśli będą walczyć jednocześnie o twoje. Zarazem ty poczuwasz się tylko do narzekań na feministki i gejów, nie wspierasz ich, choć oni wg ciebie powinni bronic tez twoich praw.
I nie szermuj wyrwanymi cytatami ze stron i poradników, bo nie trudno będzie znaleźć skandaliczne wypowiedzi o kobietach, feministkach, lub tez o gejach różnych heteroojców i zgodnie z twoją logiką odebrać w ten sposób wszystkim ojcom moralna legitymacje do ich walki o ich prawa (bo coś takiego zrobiłeś jawnie kilka postów wyżej i niejawnie w większości wypowiedzi w tym wątku)
|
|
| | | |  | | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Widzisz i tu manipulujesz bo nikt nie odmawia ci prawCytat:aż 65 proc. matek - z chęci odwetu na mężu - utrudnia dziecku kontakty z ojcem > Wyznajesz jednak dziwny pogląd zgodnie z którym feministka czy gej będą mogli walczyć o swoje prawa tylko jeśli będą walczyć jednocześnie o twoje Bzdura, nigdzie nie napisałem, że odmawiam gejom czy feministkom prawa do walki o swoje prawa. Syndrom oblężonej twierdzy odbiera Ci jasność oglądu. > Zarazem ty poczuwasz się tylko do narzekań na feministki i gejów, nie wspierasz ich, choć oni wg ciebie powinni bronic tez twoich praw. Feministki i geje mają na sztandarach walkę z dyskryminacją. Zatem dopytuję się, czy rozumienie tej dyskryminacji jest wąskie - czyli walczą wyłącznie ze swoją dyskryminacją, a istnienie innej jest im obojętne? Czy może ta walka z dyskryminacją ma charakter szerszy, jak to czasem propagandowo formułuje się słowami "każda dyskryminacja jest złem"? Ale wtedy dopytuję się o przykłady walki np. z dyskryminacją ojców. I widzę, że cele politycznie deklarowane lekuchno rozmijają się z celami rzeczywistymi, co mnie jakoś nie dziwi. Nie oczekuję, aby organizacje gejowskie wspierały ojców w walce o ich prawa i zgodnie zasadą wzajemności niech geje nie oczekują wsparcia od ojców.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | Kajam się, gdyż, chyba, rzeczywiście pan tego nigdzie nie napisał, a przynajmniej nie jawnie. O dziwo ta osobliwa konstatacja wyszła spod ręki pana Mentraka.
Niemniej, jak napisałem w innym poście, skoro układ jest, jak pan napisał, czysty, ja z panem nie będę tu już dalej dyskutował. Wydaje mi się jedynie że próbuje pan po prostu na siłę udowodnić nieprawdziwą generalizację o tym jak to feministkom i gejom nie zależy na zlikwidowaniu dyskryminacji mężczyzn. Zapewniam pana, że przynajmniej niektórym zależy, a że organizacje kładą nacisk na walkę "o swoje" to chyba oczywiste, i dziwię się że oczekuje pan innego postępowania.
Napisze jeszcze dlaczego uważam że pana stwierdzenie o "niemodnej dyskryminacji" z początku wątku jest manipulacją. Jest tak ponieważ sugeruje pan jakoby był to temat niemodny jedynie wśród feministek i środowisk LGBT. A tymczasem jest to temat nie modny wśród szerokiego społeczeństwa. A naprawdę świadomi skutków tego stereotypu są ci co nim dotknięci - samotni ojcowie niesłusznie pozbawieni praw do opieki nad dziecmi na rzecz nieodpowiedzialnych matek. Niestety tak to jest z dyskryminacją, że zwykle nieświadomi jej są co ich nie dotknęła. Pan jednak zamiast próbować uświadamiać, wykorzystuje fakt tej dyskryminacji by dowalić nielubianych feministkom i gejom. A może wziąłby pan uwagę, że większość z nich nigdy nie rozważała walki o prawa ojców bo nie jest świadoma łamania ich praw dokładnie w taki sam sposób jak pan nie rozumie tak na prawdę na czym polega ból kobiet próbujących wyrwać się z przypisanych kulturowym stereotypem ról, czy mężczyzn poddanych ostracyzmowi i atakowanych tylko dlatego, że pociągają ich inni mężczyźni.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Kajam się, gdyż, chyba, rzeczywiście pan tego nigdzie nie napisał To cenna rzadkość, warta plusa. > Wydaje mi się jedynie że próbuje pan po prostu na siłę udowodnić nieprawdziwą generalizację o tym jak to feministkom i gejom nie zależy na zlikwidowaniu dyskryminacji mężczyznZacznijmy od tego, co faktycznie napisałem... Cytat:Praktycznie codziennie słyszymy o dyskryminacji feministek - wróć - o dyskryminacji kobiet. Bardzo często słyszymy o dyskryminacji homoseksualistów. Również Racjonalista pełen jest tematów dyskryminacyjnych. UE też bardzo interesuje się dyskryminacją. Dyskryminacją w dostępie do pracy, do kształcenia, do towarów i usług. Jednak o dyskryminacji w dostępie ojców do własnych dzieci jest dziwnie głucho. Nie pisałem o tym komu na czym zależy. Napisałem, że o dyskryminacji kobiet i homoseksualistów jest głośno i często, a o dyskryminacji ojców jest głucho. I to jest fakt, który sam potwierdziłeś. Nie warto od razu przypisywać komuś złych intencji.  > Zapewniam pana, że przynajmniej niektórym zależy, a że organizacje kładą nacisk na walkę "o swoje" to chyba oczywiste, i dziwię się że oczekuje pan innego postępowania. Ależ już parokrotnie pisałem, że nie oczekuję. Niech każdy głosi swe prawdziwe oczekiwania: jak najwięcej praw dla gejów, jak najwięcej praw dla feministek! I to jest uczciwe postawienie sprawy. Cenię minimum uczciwości w debacie publicznej. Jednak jak słyszę hasło: walczymy z każdą dyskryminacją, bo każda dyskryminacja jest zła, to mówię - sprawdzam! Czy walczycie z dyskryminacją ojców? I tu wychodzi szydło z worka, i tu zaczyna się odwracanie kota ogonem. Nie bądźmy zakłamani. Geje i feministki występują głównie przeciw heteroseksualnym mężczyznom. I dlatego realnie nie oczekuję wsparcia z tych środowisk dla praw ojców. Pora jednak byście zrozumieli, że nie macie patentu na dyskryminację. I przy okazji drobna dygresja - nie jestem do końca przekonany, czy sojusz gejów z feministkami jest strategicznie najlepszym wyborem. Może lepiej szukać poparcia u mężczyzn? Przecież faszystowskich oszołomów jest ledwie garstka, a zdecydowana większość ma nastawienie dosyć neutralne. Zatem może nie warto być w kontrze do facetów? > Niestety tak to jest z dyskryminacją, że zwykle nieświadomi jej są co ich nie dotknęła Niestety to prawda, dlatego podniosłem ten problem, choć dla mnie osobiście ma on już znaczenie tylko historyczne.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > Ależ już parokrotnie pisałem, że nie oczekuję. Niech każdy głosi swe prawdziwe oczekiwania: jak najwięcej praw dla gejów, jak najwięcej praw dla feministek! I to jest uczciwe postawienie sprawy. Cenię minimum uczciwości w debacie publicznej.
Jeśli już to "Równe prawa dla kobiet, równe prawa dla gejów" a to pewna różnica. A jeśli chodzi o t że geje nie walczą równie zaciekle z każdą dyskryminacją to cóż, tu się z panem zgodzę i nie wiem jakie ma pan pojęcie o ludzkiej psychologii i motywacjach, jeśli oczekuje pan by było inaczej. Zgodzę się, ze ma pan prawo oczekiwać biernego poparcia swoich postulatów jak każdy walczący z jakąkolwiek dyskryminacją. W każdym razie moje pan ma. Ale aktywne wspieranie działań dyskryminowanych ojców jest już tylko kwestią dobrej woli u przedstawicieli innych środowisk. Dla mnie wystarczyłoby by przyznał pan gejom prawo do bycia gejami, ale nie musi pan o to walczyć. Dla mnie taka postawa jest czystym układem.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Jeśli już to "Równe prawa dla kobiet, równe prawa dla gejów" A "Równe prawa dla mężczyzn/ ojców" to co? Równość wg Kalego? > A jeśli chodzi o to że geje nie walczą równie zaciekle z każdą dyskryminacją to cóż, tu się z panem zgodzę i nie wiem jakie ma pan pojęcie o ludzkiej psychologii i motywacjach, jeśli oczekuje pan by było inaczej Nie oczekuję wsparcia w walce. Oczekuję zrozumienia dla różnych dyskryminacji, a także przyjęcia do świadomości, że mężczyźni hetero bywają również dyskryminowani. Ogólnie: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. > Zgodzę się, ze ma pan prawo oczekiwać biernego poparcia swoich postulatów jak każdy walczący z jakąkolwiek dyskryminacją. W każdym razie moje pan ma Dzięki! > Dla mnie wystarczyłoby by przyznał pan gejom prawo do bycia gejami, ale nie musi pan o to walczyć. Dla mnie taka postawa jest czystym układem. Homoseksualiści mają moje poparcie dla uzyskiwania równych praw, z wyjątkiem homoadapcji, do której nie jestem przekonany. Nie podchodzę do tego doktrynalnie, jedynie uważam, że w naszym społeczeństwie jest na to za wcześnie i byłoby to ze szkodą dla dzieci. Ale nie od razu Kraków zbudowano. Miło byłoby gdyby geje pozwolili heteroseksualistom na zawieranie tradycyjnych małżeństw i dopuszczali używanie słów "mama", "tata".
|
|
| | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
> Miło byłoby gdyby geje pozwolili heteroseksualistom na zawieranie tradycyjnych małżeństw i dopuszczali używanie słów "mama", "tata".  A jest gdzieś gejowski rząd proponujący delegalizację małżeństw heteroseksualnych? Panie Robercie stać pana zdecydowanie na coś więcej niż takie wyssane z palca złośliwostki.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Kajam się, gdyż, chyba, rzeczywiście pan tego nigdzie nie napisał, a przynajmniej nie jawnie. O dziwo ta osobliwa konstatacja wyszła spod ręki pana Mentraka.Nie wyszła. Ja jedynie starałem się uzmysłowić absurdalność takich konstatacji ich rzeczywistej autorce, którą jest pani Alicja Duda. Rozumiem więc, że kajania się nastąpi ciąg dalszy...  A tak prywatnie: zalecam dalece idącą ostrożność w używaniu zwrotów typu "o dziwo" - feministki nie koniecznie muszą im przypisywać znaczenie wynikające z kontekstu zdania...  > Pozdrawiam.Wzajemnie.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
> Nie wyszła. Ja jedynie starałem się uzmysłowić absurdalność takich konstatacji ich rzeczywistej autorce, którą jest pani Alicja Duda. Rozumiem więc, że kajania się nastąpi ciąg dalszy...  Hmm, być może źle zrozumiałem pana intencje - biorąc pod uwagę, że wszyscy w tym wątku piszą dużo i pośpiesznie to całkie możliwe, ale napisał pan: > Z racji równouprawnienia właśnie. Jeśli żądacie od nas walki o swoje prawa, to czemu bez wzajemności?Nie wiem czy feministki zadają od mężczyzn walki o swoje prawa, chyba starczy im poszanowanie ich praw. Podobnie, rozumiem że pokrzywdzeni ojcowie mogą oczekiwać poszanowania swych praw, ale nie powinni raczej oczekiwać, że inni będą walczyć o nie. > A tak prywatnie: zalecam dalece idącą ostrożność w używaniu zwrotów typu "o dziwo" - feministki nie koniecznie muszą im przypisywać znaczenie wynikające z kontekstu zdania...  Nie widzę żadnego dyskryminującego sensu słowa "dziwka" już choćby dla tego że istnieje coś takiego jak "męska dziwka' a więc panuje tu pełne równouprawnienie.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Kowalska (14008 punktów) | Nigdy nie rozumiałam kobiet, które za wszelką cenę chciały czy chcą udowodnić mężczyznom, że mogą to samo w sporcie co oni. Co ładnego jest w kobiecie, która z drugą wali się po gębie na ringu? Albo dźwiga sztangę? Moim zdaniem nic.
A wracając do tematu. Przyznanie dziecka nie wiązałoby się z takim koszmarem, gdyby sędziami kierował zdrowy rozsądek oraz chęć wysłuchania stron. Także dziecka. Mam znajomych sędziów, którzy opowiadali, jak się to odbywa. Zapoznaje się taki sędzia z aktami czytając je jednym okiem, w między czasie myśli o swoich sprawach, a na rozprawie daje z miejsca dziecko matce, robi parafkę, jak się będą odwoływać, to już inny to dostanie, zanim się zapozna, zanim wyznaczą następny termin rozprawy to hohoho... A ja mam już spokój.
Next!
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | >Nigdy nie rozumiałam kobiet, które za wszelką cenę chciały czy chcą udowodnić mężczyznom, że mogą to samo w sporcie co oni. Co ładnego jest w kobiecie, która z drugą wali się po gębie na ringu? Albo dźwiga sztangę? >Moim zdaniem nic. A co ładnego jest w takim mężczyźnie? Moim zdaniem też nic. Tego rodzaju sport nie jest od tego, żeby był ładny. Ładna to jest jazda figurowa na lodzie. Tu nie ma nic z prób udowadniania czegokolwiek. Po prostu kobieta też człowiek i też chce "wyżej, dalej, szybciej". A także "więcej" (podnieść) i "mocniej" (uderzyć). To proste. >A wracając do tematu. Przyznanie dziecka nie wiązałoby się z takim koszmarem, gdyby sędziami kierował zdrowy rozsądek oraz chęć wysłuchania stron. Także dziecka. >Mam znajomych sędziów, którzy opowiadali, jak się to odbywa. I to jest niestety smutna prawda. Przyczyną jest zbyt mała liczba sędziów rodzinnych, zła organizacja pracy sądów, złe przepisy i jeszcze kilka innych złych rzeczy. Ciekawe w tym jest to, że wszyscy decydenci to widzą i nikt nic nie zrobi, żeby to zmienić.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Tego rodzaju sport nie jest od tego, żeby był ładny. Myślę, że rolą żadnego sportu nie jest ładność - sport to rywalizacja fizyczna lub umysłowa z kimś lub samym sobą. Rywalizacją w urodzie mogą być wybory miss, choć moje preferencje w kobiecej urodzie są nader rzadko pokazywane.  > Ładna to jest jazda figurowa na lodzie. ...  Każde dziecko na całym świecie wie, że najśliczniejsze jest podnoszenie ciężarów.  Plus za decydentów, choć wolałbym dla.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Robert Zawecki (4718 punktów) | > Ciekawe w tym jest to, że wszyscy decydenci to widzą i nikt nic nie zrobi, żeby to zmienić Pewnie posądzisz mnie o tendencyjność, ale winę za to ponosi modna "poprawność" i obawa przed jazgotem radykalnych feministek. Aby temu przeciwdziałać trzeba zwiększać ojcowski lobbing i uświadamiać młodych facetów, że też dojdą do tego etapu. No i oczywiście ograniczać lobby feministek, co nie jest zbyt trudne. W procesie wyborczym kompromitują się same, ich tuba propagandowa - Agora - słabnie, a wypowiedzi radykalnych przedstawicielek skutecznie kompromitują je w szerszych kręgach społeczeństwa. Niektórzy wręcz twierdzą, że feministkom wystarczy pozwolić mówić.  Trzeba jedynie zburzyć sfeminizowany bastion w postaci składu sądów rodzinnych, a przede wszystkim instytucji paranaukowych opiniujących sytuacje rodzinne. Osoby w tych instytucjach kompletnie za nic nie odpowiadają.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Meretseger (61860 punktów) |
> Trzeba jedynie zburzyć sfeminizowany bastion w postaci składu sądów rodzinnych, a przede wszystkim instytucji paranaukowych opiniujących sytuacje rodzinne. Osoby w tych instytucjach kompletnie za nic nie odpowiadają. A wiesz, Robercie, do sądów rodzinnych trafiają przeważnie kobiety, bo to jest najbardziej pogardzany i najgorzej opłacany dział sądownictwa, więc panowie się nie pchają. A szkoda. Z powodu gorszego traktowania te panie są sfrustrowane. Dziwisz im się? Ja nie, chociaż nie pochwalam. Tylko kto za to odpowiada, bo przecież one same sobie pensji nie wyznaczają? To samo dotyczy tych różnych MOPSów. Kto tam pracuje? Głównie kobiety. Dlaczego? Patrz wyżej. Instytucje paranaukowe to są prawdopodobnie poradnie psychologiczne? No cóż... Zapraszamy młodzież męską na studia psychologiczne. Nikt nie rzuca kłód pod nogi, naprawdę. A że zarobki są jakie są... Nie raz słyszałam od młodzieńca "Dwa tysiące? Phi, za te pieniądze nie chciałoby mi się z łóżka wstać." A kobiecie się chce, bo musi, bo ma dzieci do wykarmienia. Proszę, proszę, nie krępujcie się, panowie, zatrudniajcie się w sądach rodzinnych, w poradniach psychologicznych, w pomocy społecznej. Drzwi szeroko otwarte.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Robert Zawecki (4718 punktów) | Lekuchny warkot usłyszałem, ale do rzeczy. Już gdzieś tu pisałem, że sprawa tych sądów stopniowo dojrzewa do fundamentalnych zmian. Aby być takim "sędzią" nie trzeba mieć specjalnej wiedzy prawniczej, a dużo bardziej pomocna jest wiedza życiowa. Może wzorem innych wprowadzić wybieralność tych sędziów spośród mieszkańców rejonu, którzy ukończyli 40 lat, nie mają niepełnoletnich dzieci i w ich bliskiej rodzinie nie ma osób objętych obowiązkiem alimentacyjnym? Natomiast instytucje "rekomendacyjne" należy poddać szerokiej kontroli społecznej. Na przykład przez możliwość udziału "adwokata psychologicznego", który będzie reprezentował stronę. Pomysłów może być wiele, ale trzeba zacząć to zmieniać. I kobiety, jeśli faktycznie chodzi im o dobro dzieci, nie powinny być temu przeciwne. Jednak jestem realistą i wiem, że jest i będzie inaczej.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Meretseger (61860 punktów) | > Lekuchny warkot usłyszałem  > Już gdzieś tu pisałem, że sprawa tych sądów stopniowo dojrzewa do fundamentalnych zmian.Oby jak najszybciej. > Aby być takim "sędzią" nie trzeba mieć specjalnej wiedzy prawniczejNo, jakąś elementarną (w sensie znajomości Kodeksu) trzeba. > dużo bardziej pomocna jest wiedza życiowa.To prawda. > Może wzorem innych wprowadzić wybieralność tych sędziów spośród mieszkańców rejonu, którzy ukończyli 40 lat, nie mają niepełnoletnich dzieci i w ich bliskiej rodzinie nie ma osób objętych obowiązkiem alimentacyjnym?Jako ławników? Można. > I kobiety, jeśli faktycznie chodzi im o dobro dzieci, nie powinny być temu przeciwne. Jednak jestem realistą i wiem, że jest i będzie inaczej.Im chodzi o dobro dzieci, tylko część kobiet ma zakodowane "dziecko to ja". Tak są nauczone, wychowane, zaprogramowane wręcz. Dziecko ma być z matką i już, a jeszcze jak odczuwają wyrządzoną krzywdę ze strony ojca dziecka, to koniec. Dlatego instytucjonalne zmiany nie pomogą, póki nie zacznie się zmieniać mentalność.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | > Nigdy nie rozumiałam kobiet, które za wszelką cenę chciały czy chcą udowodnić mężczyznom, że mogą to samo w sporcie co oni. Co ładnego jest w kobiecie, która z drugą wali się po gębie na ringu? Albo dźwiga sztangę?> Moim zdaniem nic.Czy mam rozumieć, że zakładasz, że podstawowym celem niewiasty jest bycie ładną??  A sporty kobiety uprawiają, żeby coś udowodnić mężczyznom? Dziwne jakieś te poglądy...
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Czy mam rozumieć, że zakładasz, że podstawowym celem niewiasty jest bycie ładną?? Niektórych, tak.  > A sporty kobiety uprawiają, żeby coś udowodnić mężczyznom? Niektóre, tak.  > Dziwne jakieś te poglądy... Nie całkiem...
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kowalska (14008 punktów) | > Czy mam rozumieć, że zakładasz, że podstawowym celem niewiasty jest bycie ładną?? Nie. Ja po prostu uważam, że dwie bijące się na ringu kobiety wyglądają po prostu śmiesznie. Myślę też, że kobieta powinna być przede wszystkim kobieca. Nawet jeśli, jak mawia Pani Maria Czubaszek, ma nienachalną urodę. > A sporty kobiety uprawiają, żeby coś udowodnić mężczyznom?<Pan Adamiak już odpowiedział  > Dziwne jakieś te poglądy...<Moim zdaniem trzeźwe.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > >Czy mam rozumieć, że zakładasz, że podstawowym celem niewiasty jest bycie ładną?? > Nie. Ja po prostu uważam, że dwie bijące się na ringu kobiety wyglądają po prostu >śmiesznie.Ot, każdego śmieszy co innego. > Myślę też, że kobieta powinna być przede wszystkim kobieca.A zdefiniujesz tę mityczną kobiecość? > Nawet jeśli, jak mawia Pani Maria Czubaszek, ma nienachalną urodę.Cokolwiek miałoby to oznaczać... > >A sporty kobiety uprawiają, żeby coś udowodnić mężczyznom?<> Pan Adamiak już odpowiedział  No niektóre może  Ja tam zazwyczaj wolę udowadniać różne rzeczy przede wszystkim sobie
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Kowalska (14008 punktów) | > A zdefiniujesz tę mityczną kobiecość?<A po co skoro to mit według Ciebie?  Przy całym szacunku dla osiągnięć bokserek (?), sztangistek czy innych kulomiotek, uważałam i będę uważać, że dwie okładające się po twarzach kobiety wyglądają śmiesznie. A co do nienachalnej urody, jak mówi Pani Maria Czubaszek, ona sama jest takowej  O! Przykład kobiecości? Zaraz pójdę siać maciejkę
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > >A zdefiniujesz tę mityczną kobiecość?<>a>uważałam i będę uważać, że dwie okładające się po twarzach kobiety wyglądają >śmiesznie.Jako rzekłam- każdego śmieszy co innego. Czy śmieszy cię sam fakt, że się dziewczęta biją? A w czym jest to śmieszniejsze od sytuacji, gdy biją się mężczyźni między sobą bądź też mężczyźni z kobietami? Czy chodzi może o sam fakt okładania się po określonych częściach ciała?  > O! Przykład kobiecości? Zaraz pójdę siać maciejkę  > Ja wysiałam szałwię, a Mężczyzna posadził rozmaryn. Czy to świadczy o kobiecości któregokolwiek z nas?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Kowalska (14008 punktów) | >>>A zdefiniujesz tę mityczną kobiecość?<>a>uważałam i będę uważać, że dwie okładające się po twarzach kobiety wyglądają >śmiesznie.<
Cytuj całą moją wypowiedź i na nią odpowiadaj. Takie kompilacje są dobre w spotach wyborczych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | Ależ się, koleżanko, nie denerwuj  To tylko takie omsknięcie klawisza przy cytowaniu, nie próba dyskredytowania twoich poglądów  Myślałam, że z mojej odpowiedzi jasno wynikają jej intencje  Jeśli zdołasz przyjąć mą dobrą wolę i brak intencji tworzenia jakiejkolwiek kompilacji (pierwsze zdanie niechcący zacytowane), wrócimy do rozmowy? Planowałam na początku zadeklarować chęć poznania twojej definicji rzeczonej kobiecości, bo- mit, nie mit- definicję warto ustalić, by się w dyskusji nie rozmijać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kowalska (14008 punktów) | > Jeśli zdołasz przyjąć mą dobrą wolę i brak intencji tworzenia jakiejkolwiek kompilacji (pierwsze zdanie niechcący zacytowane), wrócimy do rozmowy?<Może później. Teraz mam focha. Co jest straszliwie kobiece. Trzeba Ci wiedzieć
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | > >Jeśli zdołasz przyjąć mą dobrą wolę i brak intencji tworzenia jakiejkolwiek kompilacji (pierwsze zdanie niechcący zacytowane), wrócimy do rozmowy?<> Może później. Teraz mam focha.> Co jest straszliwie kobiece. Trzeba Ci wiedzieć  Olaboga! Foch... To Mężczyzna czasem stosuje takie cuda, kiedy się obrazi... Znaczy, nadąsana jesteś, tak?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
>Cytuj całą moją wypowiedź i na nią odpowiadaj. Zalecane jest wycinanie niepotrzebnego cytowania poprzedników (regulamin forum). Przy odpowiadaniu na fragment wypowiedzi wystarczy zacytować fragment. A czasem nie trzeba wcale cytować.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > A czasem nie trzeba wcale cytować. Ja siebie pozwalam... garściami... luuuzik.  [skromny 2]
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Celtyk (3337 punktów) | > Nigdy nie rozumiałam kobiet, które za wszelką cenę chciały czy chcą udowodnić mężczyznom, że mogą to samo w sporcie co oni. Nie przejmuj się - część tych kobiet też tego nie rozumie  > Mam znajomych sędziów, którzy opowiadali, jak się to odbywa.> Zapoznaje się taki sędzia z aktami czytając je jednym okiem, w między czasie myśli o swoich sprawach, a na rozprawie daje z miejsca dziecko matce, robi parafkę, jak się będą odwoływać, to już inny to dostanie, zanim się zapozna, zanim wyznaczą następny termin rozprawy to hohoho... A ja mam już spokój. To się tak ładnie nazywa....  Sprawiedliość jest ślepa. Albo jak kto woli jednoręka - tylko karze (ale to drugie tu akurat nie do końca pasuje)
Władza doprowadza do obłędu w stopniu większym, niż demoralizuje, uciszając głos sumienia i wyostrzając chęć działania.- WILL I ARIEL DURANT -
|
|
| | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > To się tak ładnie nazywa....  > Sprawiedliość jest ślepa.> Albo jak kto woli jednoręka - tylko karze (ale to drugie tu akurat nie do końca pasuje) Może mańkutka? Jak nie lewym hakiem go, to lewym... (eee, też głupie).
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|