 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-07-2009 18:59 | wcale (614 punktów) | Antypozyton = elektron?
4 na 4 | Mam następujące 2 pytania:
Z tego co wiem, to prędkość światła jest stała niezależna od prędkości poruszania się obiektu generującego światło.
Więc powiedzmy, że jadę pociągiem z punktu A do punktu B z pewną prędkością. Dokładnie pośrodku punktu A i B byłysnę światłem, to promienie światła (fotony) powinny dolecieć w tym samym czasie do obydwu punktów.
Czy aby na pewno? Wiemy, że Ziemia porusza się z prędkością ok 30 km/s (obieg wokół Słońca). Do tego obieg wokół środka galaktyki 270 km/s. Nie licząc prędkości samej galaktyki.
Więc światło powinno z duzym opóźnieniem dotrzeć do jednego z punktów pomiarowych. Niezależnie od tego czy pociąg się porusza, czy nie.
Z tego co wiem, to na tej podstawie odrzucono istnienie eteru jako nośnika fal elektromagnetycznych.
I jeszcze jedno pytanie: Obecnie przyjmuje się, że elektron jest to cząsteczka niepodzielna. Jednak elektron, który zaabsorbował foton jest już podzielny? Jak przebiega właściwie absorpcja fotonu przez elektron? Czy ten foton to jest tylko nośnik energii (tą energią jest gluon)? Skoro w przypadku zderzenia cząstek elektron-pozyton następuje uwolnienie fotonów, to nie oznacza czasem, iż elektron składa się z jeszcze czegoś np.: fotonów? Czy były próby zderzeń fotonów (z tego co wiem, to nie ma antyfotonu, gdyż sam foton jest dla siebie rówmież antyfotonem) ? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Michał Żelazny (1528 punktów) | Ważny jest jeszcze układ odniesienia. O tym mówi Teoria Względności. Wydaje mi się, że prędkość Ziemi nie ma znaczenia, bo punkty A i B są związane z tym układem i razem z nim się poruszają. Tak samo jak i sam pociąg. Więc światło dobiegnie do obu punktów w tym samym czasie, bo wszystkie punkty są w tym układzie nieruchome. Zresztą, TW ma zastosowanie przy prędkościach bliskich prędkości światła, a 30 km/s to pikuś w porównaniu z prędkością 300 000 km/s. Ale lepiej poczekajmy na wypowiedź jakichś większych autorytetów. Bo podobno jest tylko garstka ludzi rozumiejących TW.  Aha, obecnie jest "moda" na Teorię Strun. Mówi ona, że każda cząstka składa się z drgającej superstruny (elektron także) i od częstotliwości tych drgań zależą właściwości cząstki. W jednym poście wrzuciłeś mechanikę kwantową i TW, to się źle skończu
|
|
 | 3 na 3 | wcale (614 punktów) | > Ważny jest jeszcze układ odniesienia. O tym mówi Teoria Względności.> Wydaje mi się, że prędkość Ziemi nie ma znaczenia, bo punkty A i B są związane z tym układem> i razem z nim się poruszają. Tak samo jak i sam pociąg.W przypadku dźwięku to by się zgadzało, bo ośrodek w którym się porusza (powietrze) jest nieruchomy względem obserwatora znajdującego się pomiędzy punktami A i B (przynajmniej tak możemy założyć np.: nie ma wiatru). Jednak jeśli światło ma stałą prędkość, to tutaj już chyba sytuacja trochę inaczej wygląda... > Aha, obecnie jest "moda" na Teorię Strun. Mówi ona, że każda cząstka składa się z drgającej superstruny (elektron także) i od częstotliwości tych drgań zależą właściwości cząstki.hmm na razie jest to prawdopodobne i w pewnym sensie potwierdzone. Jednak tak do końca chyba tego nie wiadomo podobnie jak z teorią informacji wg Hawkinga, która także okazuje się błędna. Teoria strun jakoś mnie ominęła na studiach  > W jednym poście wrzuciłeś mechanikę kwantową i TW, to się źle skończu Jestem przygotowany na najgorsze. Jak by nie było, to przynajmniej się czegoś dowiem
|
|
|  | 6 na 6 | spray (5875 punktów) |
> Jestem przygotowany na najgorsze.To dobrze  > Jak by nie było, to przynajmniej się czegoś dowiem Zacznij od podstaw. Od tego, ze slawna predkosc swiatla 299792458 m/s (mam nadzieje, ze sie nie walnelam), to predkosc swiatla w prozni. W roznych osrodkach jest rozna, a nawet tak rozna, ze w szczegolnych warunkach swiatlo moze sie poruszac wolniej, niz stoi Chuck Norris. Ba ! W jeszcze bardziej szczegolnych nawet Ty na boso bys je przegonil. Potwierdzono empirycznie. Predkosc swiatla w prozni jest stala fizyczna "c", majaca ogromne znaczenie w relatywistycznej fizyce. Owszem, jest tez stala (w prozni) w sensie zupelnie doslownym i z ktorej strony by tego nie mierzyc, i sumowac predkosci i roznicowac - dupa zawsze z tylu. Bo w ktora strone sie nie obrocisz i skad nie spojrzysz, zawsze c i c !
|
|
| |  | 3 na 3 | Michał Żelazny (1528 punktów) | > W roznych osrodkach jest rozna, a nawet tak rozna, ze w szczegolnych warunkach swiatlo moze sie poruszac wolniej, niz stoi Chuck Norris. Ba ! W jeszcze bardziej szczegolnych nawet Ty na boso bys je przegonil. Potwierdzono empirycznie.A do tego dochodzi jeszcze dyspersja, i w danym ośrodku światło o jednej częstotliwości (barwie) może poruszać się z inną prędkością niż światło o innej częstotliwości. Strasznie to wszystko skomplikowane i trudne do ogarnięcia od razu.  Do założyciela wątku: jeśli masz czas i chęci, to poczytaj wspomniane przeze mnie w innym wątku "Feynmana wykłady z fizyki". Sporo rzeczy wyjaśniono tam w miarę przystępnie. Tyle tylko, że książka dość wiekowa i o najnowszych osiągnięciach nauki tam nie poczytasz. Ale solidne podstawy się nie zmieniły.
|
|
|  | 1 na 1 | Michał Żelazny (1528 punktów) | > W przypadku dźwięku to by się zgadzało, bo ośrodek w którym się porusza (powietrze) jest nieruchomy względem obserwatora znajdującego się pomiędzy punktami A i B (przynajmniej tak możemy założyć np.: nie ma wiatru).Jeszcze raz, TW stosujesz wtedy, gdy prędkości są relatywistyczne (bliskie prędkości światła). Przy prędkościach niższych, jest ona słuszna, ale wybitnie bez znaczenia, niezauważalna dla oka i przyrządów. A w mikroskali póki co w ogóle się nie sprawdza. Póki co. Ale o próbach unifikacji OTW i mechaniki kwantowej zapewne słyszałeś. I z tego co mi wiadomo (?) Teoria Strun jest całkiem poważną kandydatką na Ogólną Teorię Wszystkiego. Pomimo swoich niedoskonałości. Ale to akurat jest fascynujące. Marzy mi się żeby Ogólną Teorię Wszystkiego sformułowano jeszcze za mojego życia
|
|
| |  | 3 na 3 | Marian (5438 punktów) |
>A w mikroskali póki co w ogóle się nie sprawdza. BTW: W mojej opinii, zwyczajna kwantowa teoria pola radzi sobie całkiem nieźle z brataniem STW i mechaniki kwantowej. To w czym jest problem to kwantyzacja grawitacji, czyli kwantowa wersja Ogólnej Teorii Względności. I tu faktycznie wchodzi teoria strun.
Pozdrawiam.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Michał Żelazny (1528 punktów) | >To w czym jest problem to kwantyzacja grawitacji, czyli kwantowa wersja Ogólnej Teorii Względności. I tu faktycznie wchodzi teoria strun.
Właśnie o to mi chodziło. O połączenie OTW i mechaniki kwantowej. A Teoria Strun mnie po prostu fascynuje. Jak wszystko czego nie można zobaczyć, a o czym wiadomo, że jest, albo przynajmniej musi gdzieś tam być >Pozdrawiam.
Ja również pozdrawiam.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >To w czym jest problem to kwantyzacja grawitacji, czyli kwantowa wersja Ogólnej Teorii Względności. I tu faktycznie wchodzi teoria strun.> Właśnie o to mi chodziło. O połączenie OTW i mechaniki kwantowej. A Teoria Strun mnie po prostu fascynuje. Jak wszystko czego nie można zobaczyć, a o czym wiadomo, że jest, albo przynajmniej musi gdzieś tam byćDo mnie jakoś teoria strun nie przemawia. Wygląda mi to na błędy modelu fizyczno-matematycznego. Rozbijając elektron (może będzie to wykonalne) okaże się, iż znów są jakieś inne mniejsze cząstki, które składają się jeszcze z czegoś? To bardzo pokręcone jest. Bo jeśli weźmiemy taką strunę i ją rozbijemy na mniejsze kawałki? No i właśnie tu się pokazuje kolejny problem
|
|
| |  | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) | > Teoria Strun jest całkiem poważną kandydatką na Ogólną Teorię Wszystkiego. Pomimo swoich niedoskonałości. Ale to akurat jest fascynujące. Marzy mi się żeby Ogólną Teorię Wszystkiego sformułowano jeszcze za mojego życia Pytam przede wszystkim jako osoba, której zainteresowania koncentrują się głównie wokół zagadnień nauk społecznych: Jaka w zasadzie będzie funkcja Ogólnej Teorii Wszystkiego w naukach ścisłych i przyrodniczych? Jaki jest powód, że oczekujesz jej opracowania z taką niecierpliwością? Czy tego rodzaju "unifikacja" będzie miała jakąś wartość dla rozwoju nauki? Pytam, bo o ile się orientuję, kiedyś takie wielkie oczekiwania formułowano wobec termodynamiki, zanim nie rozwiały ich zupełnie nowe wyzwania teoretyczne związane ze zjawiskiem promieniotwórczości. Czy dotychczasowy model funkcjonowania nauk ścisłych i przyrodniczych jest niewystarczający?
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | |  | 2 na 2 | Michał Żelazny (1528 punktów) |
>Jaka w zasadzie będzie funkcja Ogólnej Teorii Wszystkiego w naukach ścisłych i przyrodniczych?
Może powinien odpowiedzieć Ktoś, kogo wypowiedzi nie są jałowe lecz genialne, ale że ten post jest kierowany do mnie to pokuszę się o odpowiedź.
Ma połączyć Ogólną Teorię Względności z mechaniką kwantową. Póki co OTW sprawdza się bardzo dobrze, dopóki nie próbuje się jej stosować w bardzo małych skalach. Tam gdzie wchodzi mechanika kwantowa, OTW okazuje się błędna. A skoro ma sprawdzać się wszędzie, to tutaj nie może być błędna.
>Jaki jest powód, że oczekujesz jej opracowania z taką niecierpliwością?
Prozaiczny, chciałbym żyć w czasach wielkich przemian w nauce, taki mój egoizm, takie małe marzenie.
>Czy tego rodzaju "unifikacja" będzie miała jakąś wartość dla rozwoju nauki?
Przybliży nas do odpowiedzi jak to wszystko właściwie działa? Może da wiedzę jak powstał wszechświat. Może źle to wszystko rozumiem i jestem tylko przedszkolakiem.
>Czy dotychczasowy model funkcjonowania nauk ścisłych i przyrodniczych jest niewystarczający?
Nie, wszystko powinno być spójne i trzymać się kupy, zazębiać się. A OTW i mechanika kwantowa tego nie spełniają wobec siebie.
Ale tak jak mówię - poczekajmy na kogoś kto swym genialnym postem rozwieje wszystkie wątpliwości.
|
|
| | | |  | 2 na 4 | wcale (614 punktów) | > Ale tak jak mówię - poczekajmy na kogoś kto swym genialnym postem rozwieje wszystkie wątpliwości.Marzenia  Kiedyś było wszystko proste i jasne. Pojawił się Newton i wyjaśnił trochę więcej. Powstały oczywiście nowe pytania. Po nim przyszedł Einstein, zebrał to wszystko do kupy i okazało się, że wszystko jest pozbawione sensu i logiki. Po nim Hawking, który już tak wymieszał, że nie wiadomo już nic. Obecnie nie wiadomo nawet, czy coś co widzisz rzeczywiście istnieje, bo przecież odległości w świecie subatomowym są tak ogromne, że wszystko powinno być przeźroczyste i kładąc kubek na stole powinien on przeniknąć przez ten stół, oczywiście musimy wziąć pod uwagę, że ani stół ani kubek nie powinny w ogóle istnieć  Podejrzewam, że jeśli przyjdzie ktoś następny, to juz w ogóle nie będziemy nawet wiedzieć czy do miary nauki należy stosować metr kwadratowy, czy kilogram sześcienny  Jakoś to wszystko się komplikuje im bardzie stara się to człowiek wyjaśnić. Moim zdaniem wszystkiemu winna jest aparatura pomiarowa, gdyż wyniki badań są określane z co raz większym błędem.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) |
>Moim zdaniem wszystkiemu winna jest aparatura pomiarowa, gdyż wyniki badań są określane z co raz większym błędem.
Jak to pierwszy raz przeczytałem, to potraktowałem to jako dobry żart. W tej chwili zaczynam mieć obawy, że Ty to poważnie powiedziałeś.
|
|
| | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
 | | dyr. (80 punktów) | >Wydaje mi się, że prędkość Ziemi nie ma znaczenia, bo punkty A i B są związane z tym układem i razem z nim się poruszają. Tak samo jak i sam pociąg. Więc światło dobiegnie do obu punktów w tym samym czasie, bo wszystkie punkty są w tym układzie nieruchome.
Ale to nie pociąg zostaje wysłany tylko światło. Po wysłaniu promienia światła z pociągu punkty A i B zdążą wraz z Ziemią o jakąś nieznaczną odległość się przesunąć zanim ten promień do nich doleci. Pociąg też - ale już po wysłaniu promienia światła z pociągu. Światło sobie leci w każdym kierunku z tą samą prędkością. Punkty A i B przesuwają się w raz z Ziemią i dlatego promień dotrze do nich w różnym momencie, niezauważalnym, ale jednak. Gdyby np. w tych punktach stali ludzie wówczas każdy z nich wykrzyknąłby w innym momencie że zobaczył błysk światła z pociągu. Gdyby Ziemia się nie obracała, ani pociąg nie poruszał względem Ziemi wówczas promień do obu obserwatorów teoretycznie, na papierze, dotarłby w tym samym czasie (jest to jednak niemożliwe, gdyż niemożliwe jest np. osiągnięcie idealnego środka odległości między nimi, jak i też przez to iż Układ Słoneczny też się obraca względem centrum naszej galaktyki, a ta znowuż też nie tkwi w bezruchu itd. Każdy obiekt we wszechświecie się względem czegoś porusza i jest w jakiejś odległości od siebie).
|
|
1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Więc powiedzmy, że jadę pociągiem z punktu A do punktu B z pewną prędkością. Dokładnie pośrodku punktu A i B byłysnę światłem, to promienie światła (fotony) powinny dolecieć w tym samym czasie do obydwu punktów.
Aby się przekonać, że tak jest, w punktach A i B umieszczasz zwierciadła odbijające światło w kierunku punktu leżącego pośrodku. Promienie świetlne docierają do niego jednocześnie, co dowodzi, że do punktów A i B również dotarły jednocześnie.
>Czy aby na pewno?
Na pewno. Gdyby było inaczej, to będąc związany z pewnym układem inercjalnym (Ziemia) mógłbyś stwierdzić, że układ ten jest w ruchu.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | 5 na 5 | -jad- (18783 punktów) | Jest na tym świecie coś, na czym się nie znasz? Tak zupełnie nie masz pojęcia...?
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
|  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > ... na tym świecie... Ten umiar w kąsaniu masz wrodzony, -jadzie-?
|
|
| |  | 3 na 3 | -jad- (18783 punktów) |
> Ten umiar w kąsaniu masz wrodzony, -jadzie-?  sssssssam nie wiem 
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > > Ten umiar w kąsaniu masz wrodzony, -jadzie-?  > sssssssam nie wiem  A z kim wiesz?
|
|
| | | |  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | > >> Ten umiar w kąsaniu masz wrodzony, -jadzie-?  > >sssssssam nie wiem  > A z kim wiesz?Sam nie wiem = nawet ja nie wiem. Z tym, że przy tym drugim nie sposób zassssyczeć.
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >>sssssssam nie wiem  > > A z kim wiesz?> Sam nie wiem = nawet ja nie wiem. Z tym, że przy tym drugim nie sposób zassssyczeć. Się zdecyduj: chcesz sssam sssyczeć, czy sssam wiedzieć.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | > >>>sssssssam nie wiem  > >> A z kim wiesz?> >Sam nie wiem = nawet ja nie wiem. Z tym, że przy tym drugim nie sposób zassssyczeć.> Się zdecyduj: chcesz sssam sssyczeć, czy sssam wiedzieć.  Coraz bardziej tracę grunt pod wężem więc sssss (ucieka)ć
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
|
|
| | | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja. Coś Ty! Po prostu pomyliłeś adresatów.  Pozdrawiam.
|
|
|  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
> Jest na tym świecie coś, na czym się nie znasz? Tak zupełnie nie masz pojęcia...? Odpowiem żartem. Maturę, dawno temu, zdobyłem w szkole, która była ogólnokształcąca nie tylko z nazwy. Nieco poważniej - tematem mojej pracy magisterskiej była STW. A już całkiem poważnie - tak, chemia. Chemia mnie nie ciekawi, nie rozumiem jej i praktycznie nic o niej nie wiem. Kolejność dowolna.  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 1 na 1 | Michał Żelazny (1528 punktów) | > Chemia mnie nie ciekawi, nie rozumiem jej i praktycznie nic o niej nie wiem. Kolejność dowolna.  O, to zupełnie jak ja. Chemia to czarna magia. Malkontenci (a zwłaszcza jedna <ukłon> powie pewnie że nie tylko). A tej magisterki to Ci bardzo zazdroszczę. I odwagi w sumie chyba też.
|
|
|  | 4 na 4 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Jest na tym świecie coś, na czym się nie znasz? Tak zupełnie nie masz pojęcia...?> "Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.Placownik jest modem, Placownik wie wszystko, nawet zna brzmienie trzeciej tajemnicy fatimskiej. I dlatego właśnie go kochamy, wszyscy. Nie wiesz? 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > >Jest na tym świecie coś, na czym się nie znasz? Tak zupełnie nie masz pojęcia...?> > "Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.> Placownik jest modem, Placownik wie wszystko, nawet zna brzmienie trzeciej tajemnicy fatimskiej. I dlatego właśnie go kochamy, wszyscy. Nie wiesz?  Elko I Ponura! Proszę Ciebie! Pozwól mi ujawnić uczucia, jakie żywię do płacownika, samemu. P.S. Belvedere pewnie też by chciała sama.
|
|
| | |  | 4 na 4 | wcale (614 punktów) | > >Placownik jest modem, Placownik wie wszystko, nawet zna brzmienie trzeciej tajemnicy fatimskiej. I dlatego właśnie go kochamy, wszyscy. Nie wiesz?  > Elko I Ponura! Proszę Ciebie!> Pozwól mi ujawnić uczucia, jakie żywię do płacownika, samemu.> P.S. Belvedere pewnie też by chciała sama.> Tylko jakoś trzeba by wziąć pod uwagę fakt, że Placownik jest niepodzielny (jak lepton) a w przypadku próby jego podziału może się to dla Niego skończyć niezbyt przyjemnie  Więc może lepiej się w kolejce ustawić
|
|
| | | |  | 2 na 2 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
> Tylko jakoś trzeba by wziąć pod uwagę fakt, że Placownik jest niepodzielny (jak lepton) a w przypadku próby jego podziału może się to dla Niego skończyć niezbyt przyjemnie  > Więc może lepiej się w kolejce ustawić  Wszystko poćwiartować sie da. >
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Wszystko poćwiartować sie da.Teoretycznie, ale praktycznie to On się chyba raczej nie zgodzi
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | wcale (614 punktów) | > >Więc może lepiej się w kolejce ustawić  > A pomyślał ktoś, co biedny placownik na to?  Nie ma go na razie  Jak przyjdzie, to zaskoczymy Go  To taka niespodzianka będzie. Na pewno się ucieszy.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | J.Szulc (5723 punktów) |
No nie wiem...  Jednak co szkodzi poczekać, prawda? A nuż będzie zadowolony wianuszkiem adoratorów... bo jak widzę, nie tylko kobiety chcą tej kolejki...
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > No nie wiem...  > Jednak co szkodzi poczekać, prawda?> A nuż będzie zadowolony wianuszkiem adoratorów... bo jak widzę, nie tylko kobiety chcą tej kolejki...  I jeden z brzytwą, wcale nie Ockhama >
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > >No nie wiem...  > >Jednak co szkodzi poczekać, prawda?> >A nuż będzie zadowolony wianuszkiem adoratorów... bo jak widzę, nie tylko kobiety chcą tej kolejki...  > I jeden z brzytwą, wcale nie OckhamaE tam.. brzytwa jeszcze o niczym nie świadczy. Przecież każdy pomyśli, że ten z brzytwą to się ogolić chciał.
|
|
| | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
> nawet zna brzmienie trzeciej tajemnicy fatimskiej. A co mam nie znać. Znam.Teraz tego uczą w szkole podstawowej. Na religii. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >>nawet zna brzmienie trzeciej tajemnicy fatimskiej. >A co mam nie znać. [...] Znam.
A może pytający miał na myśli tę czwartą tajemnicę?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > >nawet zna brzmienie trzeciej tajemnicy fatimskiej.> A co mam nie znać. Znam.Teraz tego uczą w szkole podstawowej. Na religii.Wcale ma rację, ta nieznana miała być - ale ja na religię chodziłam przez pięć klas podstawówki, to było dawno i nieprawda, a od tej pory kontakt z nauczaniem kościoła mam, ogólnie mówiąc, żaden.  Kajam się i prostuję: Placownik zna nawet brzmienie czwartej tajemnicy fatimskiej!!  > PozdrawiamNawzajem 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
 | 2 na 2 Bożydar (2279 punktów) (zablokowany) | Gdyby było inaczej, to będąc związany z pewnym układem inercjalnym (Ziemia) mógłbyś stwierdzić, że układ ten jest w ruchu.
Dokładnie, tylko że Ziemia nie jest układem inercjalnym i dlatego łatwo zmierzyć, że jest w ruchu, np. mierząc przyspieszenie ziemskie w zależności od szerokości geograficznej, które maleje nie tylko z powodu oddalania się od środka Ziemi.
|
|
 | 2 na 2 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | >>Czy aby na pewno? > Na pewno. Gdyby było inaczej, to będąc związany z pewnym układem inercjalnym (Ziemia) mógłbyś stwierdzić, że układ ten jest w ruchu.
Przecież stwierdzono.
|
|
|  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) | > >>Czy aby na pewno?> > Na pewno. Gdyby było inaczej, to będąc związany z pewnym układem inercjalnym (Ziemia) mógłbyś stwierdzić, że układ ten jest w ruchu.> Przecież stwierdzono. Zgoda. Skreślam (Ziemia).  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | 3 na 3 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | >>Więc powiedzmy, że jadę pociągiem z punktu A do punktu B z pewną prędkością. Dokładnie pośrodku punktu A i B byłysnę światłem, to promienie światła (fotony) powinny dolecieć w tym samym czasie do obydwu punktów. > Aby się przekonać, że tak jest, w punktach A i B umieszczasz zwierciadła odbijające światło w kierunku punktu leżącego pośrodku. Promienie świetlne docierają do niego jednocześnie, co dowodzi, że do punktów A i B również dotarły jednocześnie. >>Czy aby na pewno? > Na pewno. Gdyby było inaczej, to będąc związany z pewnym układem inercjalnym (Ziemia) mógłbyś stwierdzić, że układ ten jest w ruchu. > Pozdrawiam > Niech strój słów podkreśla urodę myśli A nie jest przypadkiem tak, że wynik obserwacji zależy od tego, czy obserwator porusza się z pociągiem czy nie? Kurs fizyki skończyłem jakiś czas temu ale wydaje mi się, że teoria mówiła, że obserwator w pociągu zaobserwuje jednoczesne dotarcie światła do obu ścian a obserwator na poboczu zaobserwuje, że światło wcześniej dotrze to tylnej ściany. Bo dla obu światło porusza się z taką samą szybkością a dla pierwszego pociąg stoi a dla drugiego tylna ściana porusza się w kierunku światła a przednia ucieka. Na tym polega chyba "względność" tej teorii.
|
|
|  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>A nie jest przypadkiem tak, że wynik obserwacji zależy od tego, czy obserwator porusza się z pociągiem czy nie?
Nie przypadkiem zależy.
>Kurs fizyki skończyłem jakiś czas temu ale wydaje mi się, że teoria mówiła, że obserwator w pociągu zaobserwuje jednoczesne dotarcie światła do obu ścian a obserwator na poboczu zaobserwuje, że światło wcześniej dotrze to tylnej ściany. Bo dla obu światło porusza się z taką samą szybkością a dla pierwszego pociąg stoi a dla drugiego tylna ściana porusza się w kierunku światła a przednia ucieka.
Tak to zwykle jest tłumaczone. Większość łyka to bez zastrzeżeń, a mniejszość zaczyna się zastanawiać nad wartością prędkości światła względem przedniej i tylnej ścian pociągu, obserwowanej przez obserwatora będącego w spoczynku względem pociągu.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | >>Kurs fizyki skończyłem jakiś czas temu ale wydaje mi się, że teoria mówiła, że obserwator w pociągu zaobserwuje jednoczesne dotarcie światła do obu ścian a obserwator na poboczu zaobserwuje, że światło wcześniej dotrze to tylnej ściany. Bo dla obu światło porusza się z taką samą szybkością a dla pierwszego pociąg stoi a dla drugiego tylna ściana porusza się w kierunku światła a przednia ucieka. > Tak to zwykle jest tłumaczone. Większość łyka to bez zastrzeżeń, a mniejszość zaczyna się zastanawiać nad wartością prędkości światła względem przedniej i tylnej ścian pociągu, obserwowanej przez obserwatora będącego w spoczynku względem pociągu.
Źle jest tłumaczone - światło biegnie w pociągu:
|c<-----o---->c| v<------O' dwa impulsy startują ze środka, czyli z O, a na ścianach są detektory. Wewnątrz można zmierzyć czas: t = L/c. Obserwator na zewnątrz O' i nie obserwuje żadnych impulsów, dlatego nic nie zmierzy.
|
|
| | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
|  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
7 na 7 | Marian (5438 punktów) |
>Więc powiedzmy, że jadę pociągiem z punktu A do punktu B z pewną prędkością. Dokładnie pośrodku punktu A i B byłysnę światłem, to promienie światła (fotony) powinny dolecieć w tym samym czasie do obydwu punktów. >Czy aby na pewno? [...] To o czym mówisz ma związek z faktem, że jednoczesność zdarzeń nie jest bezwzględna; dwa zdarzenia jednoczesne w jednym układzie odniesienia nie są jednoczesne w drugim. Jest tak dlatego, że jeśli rozpatrywać tą sytuację z innego układu odniesienia, poruszającego się względem punktów A i B, w których mamy detektory, to obserwator w tym układzie również obserwowałby tą samą prędkość światła c. Ale w tym wypadku, detektory poruszają się, więc efektywnie światło może wcale nie mieć równych dróg do pokonania od źródła do detektorów.
>Obecnie przyjmuje się, że elektron jest to cząsteczka niepodzielna. Jednak elektron, który zaabsorbował foton jest już podzielny? Nie. Fotony są cząstkami, których liczba nie jest zachowana; mogą one być tworzone po prostu poprzez ruch elektronu, czy innych cząstek naładowanych elektrycznie.
>Jak przebiega właściwie absorpcja fotonu przez elektron? Prawdopodobnie można by powiedzieć, że nikt tego nie wie. Nie sposób tego zmierzyć. Jeśli wiemy jakie są substraty, to mamy teorię, przy pomocy której jesteśmy w stanie powiedzieć jakie będą produkty, ale to wszystko.
>Czy ten foton to jest tylko nośnik energii (tą energią jest gluon)? Nie zupełnie. Oprócz energii foton niesie także pęd. Najdokładniejszym opisem czym jest foton, byłby kwant pola elektromagnetycznego, względnie nośnik oddziaływania elektrycznego. Gluon natomiast to cząstka przenosząca oddziaływanie koloru między kwarkami; to odpowiednik fotonu dla oddziaływania silnego.
>Skoro w przypadku zderzenia cząstek elektron-pozyton następuje uwolnienie fotonów, to nie oznacza czasem, iż elektron składa się z jeszcze czegoś np.: fotonów? Nie, ponieważ nie jest to uwolnienie fotonów, ale kreacja fotonów. Sumaryczna energia i pęd cząstek anihilujących musi się gdzieś podziać, więc idzie na kreację innych cząstek, często fotonów, ale równie dobrze mogą to być (przy odpowiednio dużych energiach) np. mion i antymion, albo coś innego.
>Czy były próby zderzeń fotonów (z tego co wiem, to nie ma antyfotonu, gdyż sam foton jest dla siebie rówmież antyfotonem) ? Nie wiem nic na ten temat, ale jest to o tyle ciekawe, że teoretycznie możliwe jest rozpraszanie światła na świetle. O ile wiem, to niezbyt dokładne jest stwierdzenie, że foton nie ma swojej antycząstki. Cząstki i antycząstki są związane ze sobą poprzez transformację CPT, tj. mają przeciwne ładunki i parzystość plus odwrócenie kierunku biegu czasu. Fotony ładunku nie mają, a jeśli wykona się transformację parzystości i odwrócenia kierunku czasu na fotonie, to będzie on również fotonem.
Pozdrawiam.
|
|
 | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | spray: > Zacznij od podstaw. Od tego, ze slawna predkosc swiatla 299792458 m/s (mam nadzieje, ze sie nie walnelam),placownik: > Aby się przekonać, że tak jest, w punktach A i B umieszczasz zwierciadła odbijające światło w kierunku punktu leżącego pośrodku. Promienie świetlne docierają do niego jednocześnie, co dowodzi, że do punktów A i B również dotarły jednocześnie.Tak. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę ruch obserwatora to wygląda wtedy trochę inaczej. Tutaj przykład: www.youtub(*)?v=C2VMO7pcWhg&feature=related> Bo w ktora strone sie nie obrocisz i skad nie spojrzysz, zawsze c i c !No właśnie ale wykonując pomiar tu na Ziemi, to wg tej animacji powyżej wyniki pomiarów powinny być różne jeśli zmierzymy tą prędkość światła. Dlatego, że długość drogi, którą przebiega światło nie jest taka sama. Przykład: A-----O-----B -------> Widać, że mierząc na Ziemi obserwator znajduje się pomiędzy punktami A i B (jest nieruchomy względem punktu A i B). Jednak punkty A i B się poruszają w kierunku jak wskazuje strzałka (załóżmy, że to jest suma prędkości 270+30 km/s). Czyli światło przebywa znacznie dłuższą drogę do punktu B niż punktu A. Oczywiście jeśli tam są lustra, to obserwator zauważy, że błyski są w obydwu punktach jednocześnie. Jednak to będzie złudne, gdyż rejestratory w punktach A oraz B zarejestrują ten błysk w innym czasie. Więc albo Wy macie rację albo tamta animacja, która podałem jest poprawna. Czy może obydwie wersje są poprawne? Marian: > Prawdopodobnie można by powiedzieć, że nikt tego nie wie.:D > Gluon natomiast to cząstka przenosząca oddziaływanie koloru między kwarkami; to odpowiednik fotonu dla oddziaływania silnego.Czyli mam rozumieć, że jesli kula bilardowa uderzy w nieruchomą bilę, to przenoszone jest? No własnie, co jest przenoszone? energia (czyli masa)? > Nie, ponieważ nie jest to uwolnienie fotonów, ale kreacja fotonów.Kreacja, to znaczy? Jest jakaś teoria, która by opisywała jak to przebiega? Przeciez nie może się wziąć z niczego... > Cząstki i antycząstki są związane ze sobą poprzez transformację CPT, tj. mają przeciwne ładunki i parzystość plus odwrócenie kierunku biegu czasu.Czyli mam rozumieć, że np.: Solitony poruszają się w czasie do tyłu ?
|
|
|  | 2 na 2 | krutki (1550 punktów) |
> >Gluon natomiast to cząstka przenosząca oddziaływanie koloru między kwarkami; to odpowiednik fotonu dla oddziaływania silnego.> Czyli mam rozumieć, że jesli kula bilardowa uderzy w nieruchomą bilę, to przenoszone jest? No własnie, co jest przenoszone? energia (czyli masa)? Zdaje się, że tak. I, jak pisał wyżej Marian, pęd. > >Nie, ponieważ nie jest to uwolnienie fotonów, ale kreacja fotonów.> Kreacja, to znaczy? Jest jakaś teoria, która by opisywała jak to przebiega? Przeciez nie może się wziąć z niczego... Kreacja, czyli jak dobrze rozumiem, w tym wypadku, uwolnienie (emisję? wygenerowanie?) energii w postaci fotonu. Co prawda nie jestem żadnym specjalistą, ale obawiam się, że dotąd nie ma takiej teorii. Ostatnio te same tematy mnie intrygują i jak dotąd nawet Neil deGrasse Tyson w swojej książce stwierdza, że chociaż trudno to sobie wyobrazić, to tak właśnie jest. Coś może brać się z niczego. Kreacja - anihilacja.  Być może cząstkową odpowiedzią mogą być fluktuacje kwantowe.
Co pan robi? -Czekam na siebie.
|
|
| |  | 4 na 4 | wcale (614 punktów) | >Coś może brać się z niczego. Kreacja - anihilacja.
Ale w przypadku anihilacji nie dochodzi do złamania zasady zachowania energii. To chyba źle dobrane słowo... Pary e+ i e- = 2y.
>Być może cząstkową odpowiedzią mogą być fluktuacje kwantowe.
Nie chcę za bardzo namieszać, bo fluktuacje kwantowe znam pobieżnie, ale: W przypadku kreacji fotonów z fluktuacji mogło by dochodzić do złamania zasady zachowania energii a jednak jak na razie nic takiego nie zaobserwowano (mogę się mylić). Poza tym, czy te fluktuacje kwantowe nie mogłyby doprowadzić do perkolacji? W ten sposób dochodziło by do złamania zasady zachowania energii na skalę większą niż subatomowa.
|
|
| | |  | 2 na 2 | krutki (1550 punktów) |
> Ale w przypadku anihilacji nie dochodzi do złamania zasady zachowania energii. To chyba źle dobrane słowo... Pary e+ i e- = 2y. Chodziło mi jedynie o symetryczność tych zjawisk. Ale przyznam rację. Mam teraz czym zająć myśli.  > W przypadku kreacji fotonów z fluktuacji mogło by dochodzić do złamania zasady zachowania energii I zdaje się, że tak jest. Tyle, że trwa bardzo (wręcz zaniedbywalnie!) krótko. Zaledwie w czasie Plancka. > a jednak jak na razie nic takiego nie zaobserwowano (mogę się mylić). Bezpośrednio jak dotąd to niemożliwe do zaobserwowania. Ale pośrednio, np. efekt Casimira. Choć to raczej nie dowód na złamanie zasady zachowania energii. Zresztą (choć dla mnie to dziwne) uważa się, że w fluktuacjach zachodzi do złamania ZZE jedynie w sensie klasycznym.  > Poza tym, czy te fluktuacje kwantowe nie mogłyby doprowadzić do perkolacji? pojawienia się W ten sposób dochodziło by do złamania zasady zachowania energii na skalę większą niż subatomowa. Stąd właśnie uznałem, że to może być jedynie cząstkowa odpowiedź. Ale poza tym - jak wyżej. Trwają zbyt krótko. Aczkolwiek są one brane pod uwagę w teorii inflacji jako źródło niejednorodnej struktury Wszechświata.
Co pan robi? -Czekam na siebie.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >>Poza tym, czy te fluktuacje kwantowe nie mogłyby doprowadzić do perkolacji? pojawienia się W ten sposób dochodziło by do złamania zasady zachowania energii na skalę większą niż subatomowa.
>Stąd właśnie uznałem, że to może być jedynie cząstkowa odpowiedź.
To nic, zawsze to lepsze niż powiedzenie: nie wiem. Można się zastanowić nad taką ewentualnością.
>Ale poza tym - jak wyżej. Trwają zbyt krótko. Aczkolwiek są one brane pod uwagę w teorii inflacji jako źródło niejednorodnej struktury Wszechświata.
Jeśli dochodziło by do kreacji cząstek w czasie Plancka, to nic chyba nie stoi na przeszkodzie aby te cząstki łączyły się w grupy (perkolacja w pewnym sensie). Dodatkowo te cząstki, które się zlepiły powinny silniej oddziaływać ze sobą i na otoczenie co w wyniku powinno dawać powiększanie się takiego tworu. Lecz teraz następuje pewien problem a w zasadzie to dwa problemy: Pierwszy: Jeśli powstają cząstki w stylu odwrotności kwarków, to się odpychają i nie dochodzi do połączenia. Drugi: Dochodzi do połączenia lecz następuje zjawisko "Promieniowania Hawkinga" co uniemożliwia im dłuższe istnienie.
|
|
| | | |  | 5 na 5 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >>mogło by dochodzić do złamania zasady zachowania energii
>I zdaje się, że tak jest. Tyle, że trwa bardzo (wręcz zaniedbywalnie!) krótko. Zaledwie w czasie Plancka.
Wielkości Plancka są granicami, poza które nie możemy zajrzeć i nie chodzi o to, że nie ma takiej "lupy", a przede wszystkim, dlatego, że nie ma takiej możliwości teoretycznej. Nasza fizyka jest narzędziem poznania, które nigdy nie przekroczy tej granicy. Modele rzeczywistości, które stworzyliśmy, wykluczają możliwość zaglądania w przestrzeń bez ograniczeń. Prawdopodobnie trzeba będzie stworzyć nowy model przestrzeni, obecny taka możliwość wyklucza z samego założenia. Współczesna fizyka odeszła bardzo daleko od modeli "stół bilardowy", ale widać za mało, czeka nas całkowite przemodelowanie obecnych modeli rzeczywistości. Ale się rozgadałam, a miałam powiedzieć tylko tyle, że łamanie zasady zachowania energii poza granicami Plancka, jest absolutnie obojętne dla spójności naszej obecnej fizyki.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >Wielkości Plancka są granicami, poza które nie możemy zajrzeć i nie chodzi o to, że nie ma takiej "lupy", a przede wszystkim, dlatego, że nie ma takiej możliwości teoretycznej.
Teoretycznie zostały nałożone pewne granice na możliwości teoretyczne. Jednak teorię można zmienić. Doświadczeń już raczej nie da się.
>Nasza fizyka jest narzędziem poznania, które nigdy nie przekroczy tej granicy.
To było już wielokrotnie powtarzane a mimo wszystko co jakiś czas przekracza się te granice, które wcześniej ktoś inny ustalił.
>łamanie zasady zachowania energii poza granicami Plancka, jest absolutnie obojętne dla spójności naszej obecnej fizyki.
Czy możesz trochę jaśniej? Nie rozumiem...
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Teoretycznie zostały nałożone pewne granice na możliwości teoretyczne. Jednak teorię można zmienić. Doświadczeń już raczej nie da się.
Wyniki doświadczeń współczesnej fizyki są do oglądu tylko poprzez modele teoretyczne, a one jak sam zauważyłeś z założenia są ograniczone, choćby stałymi Plancka. W ramach obecnej konstrukcji modeli rzeczywistości fizycznej, nic nie tylko się nie da, nie problem w tym, że się nie da, a w tym, że jest to niemożliwe. Teorie możemy zmieniać tylko w ramach obowiązującej aksjomatyki, a ta ma takie ograniczenia, jakie ma. Wyniki doświadczeń modelowane są w oparciu tylko o tę aksjomatykę. Jeżeli zmienimy aksjomatykę, będziemy mogli inaczej zinterpretować wyniki obecnych doświadczeń. Tak więc, z nową aksjomatyką da się na ich bazie zbudować nowy model fizyczny.
>To było już wielokrotnie powtarzane a mimo wszystko co jakiś czas przekracza się te granice, które wcześniej ktoś inny ustalił.
Nie jestem idiotką i za Akademią Francuską nie powtarzam, że niemożliwym jest, aby kamienie spadały z nieba. Wszystkie granice da się przekroczyć, ale mówimy o niemożliwości wynikającej z ograniczeń współczesnej aksjomatyki fizyki i matematyki. W ramach aksjomatyki Newtona niemożliwym była teoria względności, tak teraz w ramach naszej współczesnej aksjomatyki mat-fiz, niemożliwym jest teoria unifikacji, czy zaglądanie poza stałe Plancka.
>Czy możesz trochę jaśniej? Nie rozumiem...
Modele rzeczywistości fizycznej, które stworzyliśmy i aksjomatyka, którą się posługujemy, opisuje nam rzeczywistość w granicach swoich możliwości i w tych granicach robi to doskonale. Zasada zachowania energii doskonale się sprawdza w obszarach nam dostępnych. Wszystkie modele fizyczne są z nią zgodne i wszystkie elementy w tym modelu pasują do siebie. Jednak są obszary zarówno fizyczne jak i teoretyczne, które są nam niedostępne. Nie tylko nie wiemy, co tam może być, ale i nie ma to żadnego znaczenia dla naszej fizyki, tak jak nie miało kiedyś dla fizyki klasycznej istnienie praw fizyki, które odkryła dopiero współczesna fizyka. Dlatego zastanawianie się czy poza granicami Plancka obowiązuje zasada zachowania energii, ma tyle samo sensu, co rozważanie, czy po cmentarzu grasują nocą duchy.
Na tym kończę korepetycje, więcej by było, gdyby źli ludzie nie wyrzucali stąd Pana Baryckiego, on mógłby opowiadać o brakach obowiązującej aksjomatyki i o kierunkach poszukiwania nowej, a tak musicie sobie sami do tego dojść, czytając pierwej stary kurs Berkeley'owski, a potem to już z górki, ze trzy tony książek i wszechświat stoi otworem.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | wcale (614 punktów) | Muszę powiedzieć, że bardzo fajnie to wszystko ujęłaś  Zgadzam się w 100% 
Pozdrawiam wszystkich i dużych i małych i nawet tych średnich  Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz, że to Ty masz rację a nie ja.
|
|
| | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
|  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) |
Odpowiem tylko na to, co mnie dotyczy, aczkolwiek wydaje mi się, że w części się zgadzamy (brak absolutnej jednoczesności).
>Czyli mam rozumieć, że jesli kula bilardowa uderzy w nieruchomą bilę, to przenoszone jest? >No własnie, co jest przenoszone? energia (czyli masa)? Przenoszona jest energia i pęd.
>Kreacja, to znaczy? Jest jakaś teoria, która by opisywała jak to przebiega? >Przeciez nie może się wziąć z niczego... Tak, mamy nawet operatory kreacji i anihilacji, które odpowiednio dodają cząstkę do systemu, lub ją „wyciągają”. Na tym poziomie nie przejmujemy się jeszcze zasadami zachowania (np. energii, liczby hadronowej czy leptonowej).
>Czyli mam rozumieć, że np.: Solitony poruszają się w czasie do tyłu ? Nie rozumiem, co tu mają do gadania solitony. Z tego, co wiem, wśród solitonów również można wyróżnić dwie grupy związane relacją CPT. Natomiast o pozytonie równie dobrze można myśleć, że jest to elektron propagujący wstecz w czasie; tak to wygląda np. na grafach Feynmana.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
|  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
> Tak. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę ruch obserwatora to wygląda wtedy trochę inaczej.> Tutaj przykład:> www.youtub(*)?v=C2VMO7pcWhg&feature=related Nie jestem pewien, czy dobrze interpretujesz animację. Rzuć okiem na fragment rozpoczynający się w drugiej minucie i odpowiedz, który obraz wózka (cart) odpowiada obserwacji dokonywanej przez obserwatora, względem którego wózek się porusza. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >Tak. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę ruch obserwatora to wygląda wtedy trochę inaczej.> >Tutaj przykład:> >www.youtub(*)?v=C2VMO7pcWhg&feature=related> Nie jestem pewien, czy dobrze interpretujesz animację. Rzuć okiem na fragment rozpoczynający się w drugiej minucie i odpowiedz, który obraz wózka (cart) odpowiada obserwacji dokonywanej przez obserwatora, względem którego wózek się porusza.No tak od 1:50 jest właśnie ten ruch, który ukazuje iż światło nie dociera w tym samym czasie do punktów A i B. Dowodzi to, że jednak istnieje coś takiego jak Eter a nie zaprzecza jego istnieniu. Nie rozumiem właśnie tych wniosków wyciągniętych z tego doświadczenia, dlaczego na tej podstawie Eter miałby nie istnieć. Jeśli weźmiesz środowisko takie jak Ziemia i powietrze, przeprowadzając ten eksperyment, to otrzymasz chyba identyczne wyniki jeśli będziesz badał prędkość dźwięku? Dowodzi to, że istnieje powietrze. Tak samo chyba jest z tym Eterem?
|
|
| | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Oczywiście nie musisz.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >>Nie jestem pewien, czy dobrze interpretujesz animację. Rzuć okiem na fragment rozpoczynający się w drugiej minucie i odpowiedz, który obraz wózka (cart) odpowiada obserwacji dokonywanej przez obserwatora, względem którego wózek się porusza.
>Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Oczywiście nie musisz.
Rozpatruję to z punktu widzenia obserwatora nie poruszającego się. Obserwującego wózek.
Jednak samo to miganie detektorów na krańcach oznacza czas ich reakcji na sygnał świetlny, tak? Jeśli będę siedział na środku tego wózka, to będę widział, że światło dobiegło do detektorów w tym samym czasie (oczywiście światło odbite, które do mnie wróci ako obserwatora). Czy coś za bardzo namieszałem ?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
W dalszym ciągu uchylasz się od odpowiedzi. Począwszy od drugiej minuty animacji widzimy dwa obrazy wózka. Jeden na dole - to ten poziomy i drugi nieco wyżej - to ten ukośny. Który z tych dwóch obrazów odpowiada obserwacji dokonywanej przez obserwatora nieruchomego względem poruszającego się wózka?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > W dalszym ciągu uchylasz się od odpowiedzi.Nie uchylam się. Zastanawiałem. > Począwszy od drugiej minuty animacji widzimy dwa obrazy wózka. Jeden na dole - to ten poziomy i drugi nieco wyżej - to ten ukośny. Który z tych dwóch obrazów odpowiada obserwacji dokonywanej przez obserwatora nieruchomego względem poruszającego się wózka?Górny. Jednak jeśli prześledzisz dokładnie różnicę czasu to całość staje się paradoksem. Przykładowo: Obserwator zostający na Ziemi oczywiście widzi, że błysk do B dotarł później niż do A. Jeśli z X błysk światła dotrze w tym samym momencie do A oraz do B to co się dzieje? Obserwator zewnętrzny widzi co innego iż wewnętrzny. Złamanie symetrii między układami? Nie. To już jest paradoks. Jak może obserwator zewnętrzny widzieć całkiem coś innego niż poruszający się? Różne momenty dotarcia tego promienia. Nie chodzi mi już o sam pomiar czasu, tylko zdarzenia. Żeby było jaśniej: Wstawiasz układ, który jeśli wykryje moment jednoczesnego dotarcia obydwu promieni świetlnych do A oraz B, to się włączy i będzie świecił oznajmując, iż promienie dotarły w jednakowym momencie. Teraz powiedz mi, czy się zaświeci, ta lampka, czy się nie zaświeci? A może obserwator znajdujący się w tej rakiecie(wózku) zobaczy, że się zaświeca lampka a ten na zewnątrz zauważy, że się nie zaświeca. To nie jest już ruch w czasie. Mówimy tutaj o różnych wszechświatach i to chyba nawet prostopadłych (w dodatku w tym samym układzie!), bo światy równoległe nie istnieją. Z tego co wiem, to chyba nie jest potwierdzone istnienie takich dziwnych tworów poza filmami s-f. Przy takich założenia to nawet ta mieszanina żywego i nieżywego kota Schrodingera by się zdziwiła! Weź jeszcze pod uwagę to, że na potrzeby założenia takiego zjawiska uznajemy, który się porusza a który nie. Równie dobrze można by powiedzieć, że ten stojący na Ziemi się porusza a wózek jest nieruchomy. W ten sposób dochodzimy do tego, że w pewnej sytuacji u jednego z nich czas biegnie do tyłu, co jest absurdalnie oczywiste z punktu zaistniałego paradoksu, który chyba NA PEWNO nie może mieć miejsca! Popatrz na to w następujący sposób. Doświadczenie M-M nie wykazywało żadnych różnic w przypadku istnienia różnic w prędkości światła, można by się doszukiwać wiatru Eteru. Jednak nie wzięto pod uwagę braku możliwości synchronizacji zegarów. Splątanie jako taką możliwość odrzucasz oraz założenie oparte na poruszaniu się informacji synchronizującej z prędkością nieskończoną także. No to jest tym razem taka możliwość, której już na pewno nie zaprzeczysz (chyba, że się nie będziesz zgadzał): Weźmy jako doświadczenie ruch promienia światła w kierunku detektora. Źródło światła będzie się oddalało od detektora. W przypadku, który podałeś prędkość światła powinna być taka sama i nie wpływać z żadnym stopniu na na to co się dzieje z tym światłem. No i masz całkowitą rację z tym jednym wyjątkiem iż się jednak mylisz (o ile tak zakładasz). Długość fali powinna się zwiększać tak? Przesunięcie ku czerwieni. Czy był jakiś tego typu eksperyment przeprowadzany? Czy opieramy się jedynie na M-M, który badał różnice prędkości światła między różnicą czasu ciągle tego samego układu, który był zsynchronizowany w ten sposób aby wykazywać iż nie będzie to miało wpływu na doświadczenie? Podam Ci taki przykład: www.youtub(*)?v=wteiuxyqtoM&feature=relatedwww.youtub(*)?v=KYWM2oZgi4E&feature=relatedPowiedz mi teraz, że jeszcze te przykłady są błędne. Lub jeśli możesz, to jakieś animacje, które by temu zaprzeczały.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>> Począwszy od drugiej minuty animacji widzimy dwa obrazy wózka. Jeden na dole - to ten poziomy i drugi nieco wyżej - to ten ukośny. Który z tych dwóch obrazów odpowiada obserwacji dokonywanej przez obserwatora nieruchomego względem poruszającego się wózka? >Górny. Jednak jeśli prześledzisz dokładnie różnicę czasu to całość staje się paradoksem.
Górny. Pięknie. Teraz prośba. Nie brykaj na boki jak niecierpliwy narowisty koń. Daj się poprowadzić. Jeśli będzie trzeba to do reszty zawsze możemy wrócić.
Zauważ teraz, że górny wózek "porusza się" ukośnie względem poziomym linii oznaczających kolejne momenty czasu. Jak byś to zinterpretował? Zwróć zwłaszcza uwagę na końce wózka i ich położenie względem tych poziomych linii.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | >>> Począwszy od drugiej minuty animacji widzimy dwa obrazy wózka. Jeden na dole - to ten poziomy i drugi nieco wyżej - to ten ukośny. Który z tych dwóch obrazów odpowiada obserwacji dokonywanej przez obserwatora nieruchomego względem poruszającego się wózka? >>Górny. Jednak jeśli prześledzisz dokładnie różnicę czasu to całość staje się paradoksem. > Górny. Pięknie. Teraz prośba. Nie brykaj na boki jak niecierpliwy narowisty koń. Daj się poprowadzić. Jeśli będzie trzeba to do reszty zawsze możemy wrócić. > Zauważ teraz, że górny wózek "porusza się" ukośnie względem poziomym linii oznaczających kolejne momenty czasu. Jak byś to zinterpretował?
Tak, że prędkość światła jest stała i niezależna od obiektu, który sie porusza.
> Zwróć zwłaszcza uwagę na końce wózka i ich położenie względem tych poziomych linii.
Czyli wykrycie samych momentów dotarcia światła.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
Zapomnij na chwilę o świetle. Spróbuj wyjaśnić dlaczego obraz poruszającego się wózka z punktu widzenia nieruchomego obserwatora jest ukośny.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | spray (5875 punktów) | > Zapomnij na chwilę o świetle. Spróbuj wyjaśnić dlaczego obraz poruszającego się wózka z punktu widzenia nieruchomego obserwatora jest ukośny. > Pozdrawiam > Niech strój słów podkreśla urodę myśli
A ja proponuje sie zastanowic, co bedzie gdy wszystkie obiekty na obrazku beda sie poruszac z predkoscia c. Tu jest calkiem niezly Burek pogrzebany. Albo mi sie tylko wydaje ? Bo ja kombinuje tak, ze nie od predkosci przyswietlnych trzeba budowac ten obrazek w kierunku c, ale wlasnie odwrotnie. No, i nie wiem, jak Wam, ale mnie sie wtedy wszystko lepiej w wyobrazni uklada. Bo jesli mamy wychodzic od fundamentalnego rownania masy i energii, to tak i tylko tak trzeba zaczynac, a nie na tym konczyc ! Bo jak ? Na dzisiaj wiec najwazniejszym pytaniem w stosunku do OTW bedzie : czy nie lepiej po prostu wziac wszystko od dupy strony, a wtedy dupa naprawde okaze sie zawsze z tylu ? Czyli wlasnie odwrotnie, niz wynikaloby, z naszego doswiadczenia zmyslowego . Uksztaltowanego przez ewolucje postrzeganiem przez nas czasu. Skad caly ambaras, moim skromnym zdaniem.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > > Zapomnij na chwilę o świetle. Spróbuj wyjaśnić dlaczego obraz poruszającego się wózka z punktu widzenia nieruchomego obserwatora jest ukośny.> > Pozdrawiam> > Niech strój słów podkreśla urodę myśli> A ja proponuje sie zastanowic, co bedzie gdy wszystkie obiekty na obrazku beda sie poruszac z predkoscia c. Tu jest calkiem niezly Burek pogrzebany.Nie ma wyznaczonego żadnego obserwatora nieruchomego. W takim przypadku może rzeczywiście poruszamy się z prędkością wyższą niż światło  W sumie nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy poruszali się również z ujemną prędkością w i/lub czasem poruszającym się wstecz. Wszystko jest zależne od obserwatora. > Albo mi sie tylko wydaje ?> Bo ja kombinuje tak, ze nie od predkosci przyswietlnych trzeba budowac ten obrazek w kierunku c, ale wlasnie odwrotnie. No, i nie wiem, jak Wam, ale mnie sie wtedy wszystko lepiej w wyobrazni uklada.Co to znaczy w kierunku c? c to jest ok 300 000 km/s > Bo jesli mamy wychodzic od fundamentalnego rownania masy i energii, to tak i tylko tak trzeba zaczynac, a nie na tym konczyc ! Bo jak ?Równania masy, ale ta masa, czyli 1kg, to ile waży na orbicie? > Na dzisiaj wiec najwazniejszym pytaniem w stosunku do OTW bedzie :> czy nie lepiej po prostu wziac wszystko od dupy strony, a wtedy dupa naprawde okaze sie zawsze z tylu ? Czyli wlasnie odwrotnie, niz wynikaloby, z naszego doswiadczenia zmyslowego . Uksztaltowanego przez ewolucje postrzeganiem przez nas czasu. Skad caly ambaras, moim skromnym zdaniem.To znaczy jak?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > Zapomnij na chwilę o świetle. Spróbuj wyjaśnić dlaczego obraz poruszającego się wózka z punktu widzenia nieruchomego obserwatora jest ukośny.
Żeby zobrazować różnicę odległości pokonywane przez światło.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | >> Począwszy od drugiej minuty animacji widzimy dwa obrazy wózka. Jeden na dole - to ten poziomy i drugi nieco wyżej - to ten ukośny. Który z tych dwóch obrazów odpowiada obserwacji dokonywanej przez obserwatora nieruchomego względem poruszającego się wózka? >Górny. Jednak jeśli prześledzisz dokładnie różnicę czasu to całość staje się paradoksem. >Przykładowo: >Obserwator zostający na Ziemi oczywiście widzi, że błysk do B dotarł później niż do A. >Jeśli z X błysk światła dotrze w tym samym momencie do A oraz do B to co się dzieje? >Obserwator zewnętrzny widzi co innego iż wewnętrzny. Złamanie symetrii między układami? Nie. To już jest paradoks.
To nie jest paradoks, lecz zwyczajne ignorowanie zasady przyczynowości. TW jest po prostu sprzeczna wewnętrznie.
|
|
 | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | > >Więc powiedzmy, że jadę pociągiem z punktu A do punktu B z pewną prędkością. Dokładnie pośrodku punktu A i B byłysnę światłem, to promienie światła (fotony) powinny dolecieć w tym samym czasie do obydwu punktów.> >Czy aby na pewno? [...]> To o czym mówisz ma związek z faktem, że jednoczesność zdarzeń nie jest bezwzględna; dwa zdarzenia jednoczesne w jednym układzie odniesienia nie są jednoczesne w drugim.No więc weźmy najprostszy przypadek mijania się dwóch długich prętów A i B  a konkretnie pierwszy moment zrównania się ich początków jako zdarzenie jednoczesne: P A = P B1. Czy można stwierdzić, że to zdarzenie jest jednoczesne także dla całego pręta A? P A = K AWszak czas na całym pręcie A płynie jednakowo i jest możliwe wprowadzić czas układowy dla całego pręta 2. Czy można stwierdzić, że to zdarzenie jest jednoczesne także dla końca pręta B? P B = K BJeśli K A = P A = P B jest zdarzeniem jednoczesnym i P A = P B = K B także to K A = P A = P B = K B też będzie zdarzeniem jednoczesnym. Więc jak to jest z tą jednoczesnością zdarzeń? Czy dwóch obserwatorów z dwóch różnych układów stwierdzi na tym samym zegarze każdy inną godzinę? pozdrawiam
Nie iść za prawdą, kiedy woła, czy to już kłamstwo, czy tylko zła wola...?
|
|
|  | 7 na 7 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Więc jak to jest z tą jednoczesnością zdarzeń?
Fizyka relatywistyczna nie jest zainteresowana zdarzeniami w absolutnym czasie, ponieważ wyklucza jego istnienie. Czas zdarzenia może być tylko względny i zależny tylko od obserwatora. Nie istnieje jeden czas dla dwóch obserwatorów, właśnie tego dowiódł Einstein. Przestrzeń, w której operuje fizyka relatywistyczna, to zupełnie coś innego od przestrzeni euklidesowej, której można doświadczyć zmysłowo, czasoprzestrzeń to abstrakcyjny model matematyczny pozwalający nam tylko zrozumieć obserwowane zjawiska, tego się nie da wyobrazić. Jeżeli z dachu będzie spadała dachówka, a ty będziesz to widział jadąc rowerem, a twój kolego stojąc na ulicy, to dla każdego z was, jej czas spadania będzie inny i moment upadku nastąpi dla każdego z was w innym czasie, jest to tylko kwestia dokładności zegarków. Fizyka relatywistyczna nie potrafi określić bezwzględnego czasu upadku tej dachówki, absolutnie nie zajmuje się czasem bezwzględnym, on w tej fizyce nie istnieje. Wyobrazić się tego nie da, ale doświadczenia wskazują na to, ze tak jest. Uff. Rzeczywistość mikro i makro to nie malutkie kuleczki latające w próżni, to tylko abstrakcyjne modele matematyczne, a jak to wygląda naprawdę, tego i sam Lucyfer nie wie, bo to w ogóle nie ma wyglądu. Aneta Dziwińska
|
|
| |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Rzeczywistość mikro i makro to nie malutkie kuleczki latające w próżni, to tylko abstrakcyjne modele matematyczne, a jak to wygląda naprawdę, tego i sam Lucyfer nie wie, bo to w ogóle nie ma wyglądu.Na razie zobaczyć się tego nie da, więc pozostają jedynie te modele matematyczne. Czy są to kulki, czy kwadraty a może rąby to można raczej wydedukować. Sam elektron nie ma wielkości minn. dlatego, że tak na prawdę miejsce, gdzie on się znajduje jest tylko prawdopodobieństwem. Tak więc on sam jako pewna wielkość dająca się określić w trzech wymiarach nie za bardzo może istnieć. Jak na razie nie ma chyba metod, które umożliwiły by jego wykrycie bez oddziaływania z nim. Modele fizyczne muszą być na tyle elastyczne, żeby umożliwiały posługiwanie się tym zjawiskiem, lecz również zaciemniają obraz jeśli chodzi o logiczne postrzeganie tego typu zjawisk. Człowiekowi do wyobrażenia sobie innego rodzaju fizyki nie potrzeba dużo czasu. Natomiast samo doprowadzenia do logicznej postaci jest niezwykle czasochłonne. Tak mi się wydaje
|
|
| | |  | 7 na 7 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Na razie zobaczyć się tego nie da
Nigdy się nie da, zawsze będzie to tylko model matematyczny nie dostępny naszym zmysłom. Nie znamy struktury elektronu, znamy tylko jego parametry. Wielkość elektronu to kreślony obszar przestrzeni, w którym występują jego parametry. Jego masa zależna jest od relacji z otoczeniem, zmienia się i sam diabeł nie wie dlaczego, a co możemy powiedzieć o masie poza jej matematycznym parametrem, nic. Cegła poddana ciśnieniu grawitacyjnemu rzędu gwiazdy neutronowej zmniejszy swój rozmiar do dwudziestu pięciu stutysięcznych milimetra, a można to ścieśniać jeszcze bardziej. W chwili Wielkiego Wybuchu cała materia była w punkcie, a więc nie było jej wcale w ujęciu psychologicznym. Więc co ty chcesz zobaczyć. To, co widzimy, nie tylko naszymi zmysłami, ale i naszym aparatem matematycznym, to tylko przedstawienia, formy i modele. Nie istnieje żadna elementarna cząstka materii. Materia dostępna naszym zmysłom i ta dostępna tylko naszym abstrakcjom matematycznym, to złożony proces oddziaływań czegoś, co możemy określać parametrami w umówiony sposób. Następna aksjomatyka, też będzie tylko naszą umową spełniającą przyjęte założenia. Zetknęłam się z ciekawą teorią, cała materia w naszym wszechświecie jest jedną elementarna cząstką, występującą w różnych czasach. Teoria spełnia wymagania dostępnej nam aksjomatyki, a więc, gdyby tak było, to, co chciałbyś dotknąć, czy zobaczyć? Siebie jako jeden elektron, zastanów się co by na taki widok powiedziały twoje kobiety.
>doprowadzenia do logicznej postaci jest niezwykle czasochłonne. Tak mi się wydaje
Masz chyba na myśli wyobrażenie psychologiczne, bo logice teorie fizyczne nie przeczą. Jest taka ochota, ale zupełnie bezsensowne jest jej realizowanie. Matematyka, kiedy się ją czuje, daje satysfakcjonujące wyobrażenie, niestety inne od naszych psychologicznych oczekiwań. Inne nie znaczy jednak gorsze, nie znaczy też lepsze, po prostu inne. Witkacy też inaczej widział świat, a wcale nie czuł się przez to gorzej.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | |  | 3 na 3 | spray (5875 punktów) | > (...)W chwili Wielkiego Wybuchu cała materia była w punkcie, a więc nie było jej wcale w ujęciu psychologicznym.(...)> Aneta DziwińskaTen punkt zawsze mi jakos zgrzyta. Wprawdzie pierwotna osobliwosc miala zerowe wymiary przestrzenne, czyli obrazowo mozna ja - bardzo umownie - nazwac punktem, ale... Ale w chwili Wielkiego Wybuchu - przez co rozumiem poczatkowa chwile Ery Plancka (o ile mozna to nazwac rozumieniem, hehe..) - wszystkie wymiary byly zwiniete. Czas tez. Tymczasem wszystkie punkty istnieja w czasie. Zdecydowanie wole okreslenie poczatkowa osobliwosc. Ale ja tylko tak... na marginesie. Prosze sobie nie przeszkadzac
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | spray (5875 punktów) | > Chyba punktowa osobliwość Lub punkt osobliwościowy (osobliwy?) > Ech... może jeszcze dowiemy się jak to było na początku. W końcu splątane podobno było wszystko, teraz wystarczy to rosplątać Nie, tez mi sie nie podoba ! Osobliwosc ma to do siebie, ze nie mozemy do niej zajrzec, a tam moga byc cale wszechswiaty otchlanne. Ale jeszcze nie dlatego mam te awersje. Nie podoba mi sie nazywanie osobliwosci tej pierwszej ( w odroznieniu do osobliwosci wewnatrz czarnych dziur ) punktowa w jakikolwiek sposob. Jak mozna nazywac cos punktowym , gdy punkt nie ma racji bytu tam, gdzie nie ma przestrzeni ? Punkt jest miejscem w przestrzeni , nawet obojetnie ilowymiarowej. Nieporozumienie prawdopodowbnie bierze sie stad, ze my, jako istoty czterowymiarowe, w zaden adekwatny sposob nie umiemy sobie wyobrazic NICZEGO. Dlatego Wielki Wybuch zaczyna sie dla nas w jakiejs wielkiej mrocznej pustce, gdy chcemy go sobie wyobrazic, zeby zrozumiec. Wielka mroczna pustka jest w tym wyobrazeniu przestrzenia przynajmniej trojwymiarowa i calkowicie statyczna, oraz jednorodna. Pomieszanie z poplataniem. Ktore mimochodem jest dowodem na naiwnosc naszych wyobrazen o naturze rzeczy. Ale tez jestesmy usprawiedliwieni, bo nasz mozg w interpretacji sensu srodowiska, w jakim funkcjonuje, posluguje sie uproszczeniami i skupia sie na rzeczach istotnych dla przetwania. Tak nas uksztaltowala ewolucja. W kilka dziesiecioleci wytlumaczyc wszystko od poczatku, podczas gdy ponad trzy miliardy lat tejze ewolucji podazaly w innym kierunku... Uuuuu... nie w kij dmuchal !
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Jak mozna nazywac cos punktowym , gdy punkt nie ma racji bytu tam, gdzie nie ma przestrzeni ? Punkt jest miejscem w przestrzeni , nawet obojetnie ilowymiarowej.No fakt! Wydaje mi się, że to jest właśnie problem dotyczący modelowania. Zostaje jakaś reszta matematyczna z którą trzeba coś zrobić aby się zgadzała. Takie cos bezwymiarowego ale posiadającego pewną energię lub jakieś inne cechy, więc to się w jakiś sposób upycha tam gdzie pasuje. > Nieporozumienie prawdopodowbnie bierze sie stad, ze my, jako istoty czterowymiarowe,Czterowymiarowe? Racze 3 wymiarowe. Chociaż z punktu widzenia fizyki 4 wymiary, to sa 3+1 (przestrzenne + czas). Z matematycznego to 4 wymiary są przestrzenne. > Dlatego Wielki Wybuch zaczyna sie dla nas w jakiejs wielkiej mrocznej pustce, gdy chcemy go sobie wyobrazic, zeby zrozumiec.Nie możemy powiedzieć, że była pustka. Nawet pustki nie było  To tak jak w informatyce (trochę uproszczę): Masz jakieś dane - 3 jabłka, 2 jabłka, 1 jabłko, 0 jabłek. Jednak w informatyce może być jeszcze następny krok: null (lub nil zależy jaki język programowania). Więc masz czegoś dokładnie zero ale równie dobrze możesz mieć jeszcze mniej (takie bardziej zero). Nie oznacze, że masz tego mniej niż zero  No i ten schemat jest stosowany i bardzo dobrze się sprawdza  > Pomieszanie z poplataniem.No tak. Mi też ta teoria Wielkiego Wybuchu nie pasuje  Nie pasuje mi także to, że poza granicami naszego Wszechświata (czyli ok 93 mld lat św.) już nie ma nic, nawet tej pustki  Myślę, że za jakiś czas pojawi się jakieś bardziej logiczne rozwiązanie. Chociaż nie wiem, czy da się to jakoś wszystko logicznie poukładać za naszego życia  Chociaż kto wie? Może medycyna będzie na tyle rozwinięta, że nie będziemy już umierać  > Ktore mimochodem jest dowodem na naiwnosc naszych wyobrazen o naturze rzeczy.Jakaś teoria musi być, żeby prowadzić badania. Już teraz religia wpycha się, gdzie tylko może. A gdyby nie te modele, to zaraz by powpychano wszędzie Boga i leżymy na łopatkach  > Tak nas uksztaltowala ewolucja. W kilka dziesiecioleci wytlumaczyc wszystko od poczatku, podczas gdy ponad trzy miliardy lat tejze ewolucji podazaly w innym kierunku...Uważam, że poradzimy sobie z wszystkimi problemami  Kwestia czasu i pracy, nie wiary
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | spray (5875 punktów) | > >Jak mozna nazywac cos punktowym , gdy punkt nie ma racji bytu tam, gdzie nie ma przestrzeni ? Punkt jest miejscem w przestrzeni , nawet obojetnie ilowymiarowej.> No fakt!> Wydaje mi się, że to jest właśnie problem dotyczący modelowania. Zostaje jakaś reszta matematyczna z którą trzeba coś zrobić aby się zgadzała. Takie cos bezwymiarowego ale posiadającego pewną energię lub jakieś inne cechy, więc to się w jakiś sposób upycha tam gdzie pasuje.Ze co????!!!! > >Nieporozumienie prawdopodowbnie bierze sie stad, ze my, jako istoty czterowymiarowe,> Czterowymiarowe?> Racze 3 wymiarowe.> Chociaż z punktu widzenia fizyki 4 wymiary, to sa 3+1 (przestrzenne + czas). Z matematycznego to 4 wymiary są przestrzenne.He ? > >Dlatego Wielki Wybuch zaczyna sie dla nas w jakiejs wielkiej mrocznej pustce, gdy chcemy go sobie wyobrazic, zeby zrozumiec.> Nie możemy powiedzieć, że była pustka. Nawet pustki nie było  > To tak jak w informatyce (trochę uproszczę): Masz jakieś dane - 3 jabłka, 2 jabłka, 1 jabłko, 0 jabłek. Jednak w informatyce może być jeszcze następny krok: null (lub nil zależy jaki język programowania). Więc masz czegoś dokładnie zero ale równie dobrze możesz mieć jeszcze mniej (takie bardziej zero). Nie oznacze, że masz tego mniej niż zero  > No i ten schemat jest stosowany i bardzo dobrze się sprawdza  > >Pomieszanie z poplataniem.> No tak. Mi też ta teoria Wielkiego Wybuchu nie pasuje Nie pasuje mi także to, że poza granicami naszego Wszechświata (czyli ok 93 mld lat św.)Ja p*****le! > już nie ma nic, nawet tej pustki Wielka Niedzwiedzico, trzymaj mnie ! > Myślę, że za jakiś czas pojawi się jakieś bardziej logiczne rozwiązanie. Chociaż nie wiem, czy da się to jakoś wszystko logicznie poukładać za naszego życia Chociaż kto wie? Może medycyna będzie na tyle rozwinięta, że nie będziemy już umierać  > >Ktore mimochodem jest dowodem na naiwnosc naszych wyobrazen o naturze rzeczy.> Jakaś teoria musi być, żeby prowadzić badania. Już teraz religia wpycha się, gdzie tylko może. A gdyby nie te modele, to zaraz by powpychano wszędzie Boga i leżymy na łopatkach  O, k***a... > >Tak nas uksztaltowala ewolucja. W kilka dziesiecioleci wytlumaczyc wszystko od poczatku, podczas gdy ponad trzy miliardy lat tejze ewolucji podazaly w innym kierunku...> Uważam, że poradzimy sobie z wszystkimi problemami Kwestia czasu i pracy, nie wiary O, nareszcie cos ! Ja widze, ze masz troche czasu na prace. Od podstaw. Doooo... podrecznikow !!!! Biegiem marsz !!!
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | Jakieś te wypowiedzi skrócone  Możesz je trochę rozwinąć? Nie wiem co w tym takiego dziwnego.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Ten punkt
Punkt to abstrakcja matematyczna, w przyrodzie punkty nie występują, ale, jak kto się uprze i chce koniecznie punkt złapać w ręce, to, co ja mogę na to poradzić, rzucam mu punkt i on go łapie, ale za cholerę nie wiem, co sobie z nim robi. Łapanie punktów choćby w ręce, to jednak gimnastyka umysłowa, w przeciwieństwie do łapania duchów.
>wszystkie wymiary byly zwinięte >Ale ja tylko tak... na marginesie. Prosze sobie nie przeszkadzac
O nie, litości. Już widzę następne pytanie - skoro były zwinięte (te wymiary), to jaki miały wymiar? Ja się nie podejmuję tego tłumaczyć, wyciągnęłaś wilka z lasu, to się nim zajmuj.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | >>Ten punkt >Punkt to abstrakcja matematyczna, w przyrodzie punkty nie występują, ale, jak kto się uprze i chce koniecznie punkt złapać w ręce, to, co ja mogę na to poradzić, rzucam mu punkt i on go łapie, ale za cholerę nie wiem, co sobie z nim robi. Łapanie punktów choćby w ręce, to jednak gimnastyka umysłowa, w przeciwieństwie do łapania duchów. W przyrodzie nie wystepuja w formie namacalnej (nie one jedne), ale sa i mozna dokladnie okreslic punkt w przestrzeni za pomoca trzech parametrow. Albo w czasoprzestrzeni za pomoca czterech. Zawsze dotyczy to juz CZEGOS. Ot, chocby wszechswiata. A dokladniej miejsca w nim, sprowadzonego do matematycznej abstarkcji. Tym samym - absolutnie dokladnego w ramach przyjetej miary. W tym wypadku najwygodniejsza bedzie newtonowska. To miejsce absolutne, to jest punkt. W podobny sposob funkcjonuja proste, polproste , odcinki, krawedzie figur i co tam jeszcze. Mnie chodzi o paradoks miedzy pojeciem pierwotnej osobliwosci (ponoc punktowej) i wszystkich potencjalnych punktow. Rozmiary sie niby zgadazaja, ale sens nie. Nie ma punktu bez przestrzeni, wiec i rozmiary nie maja racji bytu, nawet, gdy sa zerowe. Zerowe w stosunku do czego ??? edit: Udalo sie zaobserwowac, ze Wszechswiat rozszerza sie rownomiernie we wszystkich kierunkach. Nie ustalono w przestrzeni zadnego punktu uprzywilejowanego. W czasie - tak. To bardzo znaczace, moim zdaniem.
>>wszystkie wymiary byly zwinięte >>Ale ja tylko tak... na marginesie. Prosze sobie nie przeszkadzac >O nie, litości. Już widzę następne pytanie - skoro były zwinięte (te wymiary), to jaki miały wymiar? Ja się nie podejmuję tego tłumaczyć, wyciągnęłaś wilka z lasu, to się nim zajmuj. >Aneta Dziwińska Jesli byly zwiniete, to byly tylko potencjalne. Wymiar jest wymiarem i nie ma wymiarow, chyba, ze jest maslem maslanym, to - jak najbardziej. Mowic, ze jakis wymiar mial wymiary zerowe, albo jakies inne, jest naduzyciem. Dlatego tak nie powiedzialam .
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Nie ma punktu bez przestrzeni, wiec i rozmiary nie maja racji bytu, nawet, gdy sa zerowe.Nie uważam aby nie było możliwe istnienie punktu bez przestrzeni. Przecież sam punkt może stanowić dla siebie samego przestrzeń (potocznie). W takim więc razie przestrzeni może nie być. Podobnie jest z wymiarami. Może istnieć 1 wymiar przestrzeni, mogą też istnieć 2 wymiary. Jednak 1.5 lub 1.37 (czyli wartości ułamkowe) wymiarowe przestrzenie również istnieją. > Zerowe w stosunku do czego ???Ja bym się zapytał jeszcze jak bardzo zerowe. Bo nie zapominajmy, że jest coś takiego jak zwykłe 0 oraz to bardziej, które jest Null lub nill. > Udalo sie zaobserwowac, ze Wszechswiat rozszerza sie rownomiernie we wszystkich kierunkach. Nie ustalono w przestrzeni zadnego punktu uprzywilejowanego.O ile w ogóle się on rozszerza. Nie zapominajmy, że to co obserwujemy to miało już miejsce miliony lub miliardy lat temu. Poza tym na 100% nie można tego potwierdzić  > Mowic, ze jakis wymiar mial wymiary zerowe, albo jakies inne, jest naduzyciem.Dlaczego nie? Może mieć również wartości ujemne jak i urojone. Nie widzę przeszkód. No może poza jedną. Ciężko jest to pojąć
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | > >> >Mowic, ze jakis wymiar mial wymiary zerowe, albo jakies inne, jest naduzyciem.> Dlaczego nie? Może mieć również wartości ujemne jak i urojone. Nie widzę przeszkód. No może poza jedną. Ciężko jest to pojąć > Wartosci. Nie wymiary. To o co kaman, ze tak elegancko zapytam?
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >>>>Mowic, ze jakis wymiar mial wymiary zerowe, albo jakies inne, jest naduzyciem.> >Dlaczego nie? Może mieć również wartości ujemne jak i urojone. Nie widzę przeszkód. No może poza jedną. Ciężko jest to pojąć > >> Wartosci. Nie wymiary. To o co kaman, ze tak elegancko zapytam?Jak wartości? Wymiary mogą być ułamkowe a nie tylko całkowite...
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Wymiar jest
O właśnie, skoro jest, to gdzie jest, nawet, jeżeli jest zwinięty, to przecież gdzieś musi być, bo jakżeby tak sobie mógł być nigdzie, toż to się w głowie nie chce pomieścić. Albo weźmy chociażby taką pustkę, albo jeszcze lepiej weźmy sobie, nic. Jest nic, czy, nic, nie ma? Skoro nic jest, to powstaje zasadnicze pytanie, gdzie jest to nic, no, bo przecież chyba nie w niczym, skoro jest. Jeżeli z kolei, nic, nie istnieje. (patrzeć cholera na przecinki, bo i mnie samej już we łbie się kręci), to znaczy, że istnieć musi wszystko, a skoro jest wszystko, to do cholery, w czym jest to wszystko, skoro już samo w sobie jest wszystkim. Jasny z tego płynie wniosek, że wszystkiego być nie może, bo nie ma się, w czym pomieścić, a skoro nie ma wszystkiego, ani, nic, też nie ma, to musi być tylko troszeczkę. Zaraz jednak pojawia się problem następny, jeżeli jest troszeczkę, to, to troszeczkę skoro jest, to do cholery gdzie jest, we wszystkim, czy ot tak po prostu w niczym, ale jakże może być w jednym czy w drugim skoro obu nie ma. Pójdę sobie dziś w nocy na cmentarz poobserwować duchy, może, choć one są. Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | > >Wymiar jest> O właśnie, skoro jest, to gdzie jest, nawet, jeżeli jest zwinięty, to przecież gdzieś musi być, bo jakżeby tak sobie mógł być nigdzie (...) Trzeba sie tez zastanowic kiedy. W poczatkowej chwili Wielkiego Wybuchu - nigdy i nigdzie. Gdzie nie bylo wymiarow, nie bylo czasoprzestrzeni, wiec kazde pytanie gdzie jest pytaniem nieuprawnionym. Jesli mowimy o hipotetycznych zwinietych wymiarach w istniejacym Wszechswiecie, to one - choc nie daja sie zaobserwowac - istnieja w kazdym punkcie czasoprzestrzeni, jak kazdy wymiar, choc sie nie manifestuja w sposob, jaki wydalby sie nam oczywisty. Albo jest dokladnie odwrotnie (czyli wlasnie sie manifestuja), tylko my tego nie rozpoznajemy jako manifestacje wymiarow : np. w sposob przewidziany przez teorie strun . Wracajac do tej pierwszej chwili Ery Plancka : Wszystkie wymiary istnialy potencjalnie, choc nie da sie powiedziec ani kiedy, ani gdzie, bo nie bylo zadnego "kiedy" i zadnego "gdzie". Ale umysl ludzki ma powazne problemy z wyobrazeniem sobie takiego Czegos, bo nie zna istnienia innego, jak tylko wewnatrz czasoprzestrzeni. Mozg dlatego funkcjonuje w relacji z otoczeniem, bo znalazl sposob interpretacji rzeczywistosci. A ten sposob polega na przyczynowo - skutkowym porzadkowaniu zjawisk przestrzennych w czasie. Dlatego szuka praprzyczyny. Coz... wyjasnienie tej kosmologicznej zagadki moze byc rownie proste, co nieobliczalne w skutkach, jak udowodnil profesor Razglaz: "Profesor Razgłaz, nim się wziął do kosmogonii, studiował długo fizykę teoretyczną, a zwłaszcza zjawiska tak zwanych cząstek elementarnych. Gdy Razgłaz przerzucił swe zainteresowania na nowy temat, rychło wyrysował mu się taki obraz: Kosmos naj niewątpliwie] miał Początek. Najwyraźniej w świecie powstał z jednego Praatomu 18,5 miliarda lat temu. Zarazem jednak Praatomu, z jakiego był się wylągł, być nie mogło. No, bo któż by go podłożył na pustym miejscu? Na samym początku nie było nic. Gdyby było coś, toby owo coś zaraz zaczęło się, jasna sprawa, rozwijać i cały Kosmos powstałby dużo wcześniej, a biorąc dokładnie rzecz - nieskończenie wcześniej! Niby dlaczego ten jakiś pierwotny Praatom miał sobie trwać i trwać, i trwać w martwocie i bezruchu przez niewiadome eony, ani się ruszając, i co, dlaboga, w jednej chwili miało nim szarpnąć i targnąć, żeby się w coś tak olbrzymiego rozprężył i rozleciał, jak Universum całe? Zapoznawszy się z teorią S. Razgłaza, nie ustawałem w rozpytywaniu go o okoliczności odkrycia. Problemy takie zawsze mnie pasjonowały, a już trudno chyba o rewelację większą aniżeli tę - kosmogonicznej hipotezy Razgłazowej! Profesor, który jest człowiekiem cichym i niesłychanie skromnym, wyjawił mi, że się po prostu zachowywał myślą w sposób nieprzyzwoity ze stanowiska ortodoksyjnej astronomii. Wszyscy astronomowie wiedzą doskonale, że to atomowe ziarnko, z którego miał Kosmos wyróść, jest niebywałym kłopotem. Co więc z nim robią? Ano - schodzą mu z drogi. Wymijają tę kwestię, bo taka jest niewygodna. Razgłaz, na odwrót, jej właśnie odważył się poświęcić cały swój wysiłek. W miarę jak budował modele, otoczony gromadą najszybszych celerówkomputerów, coraz wyraźniej widział, że tu jest jakiś niezwykły pies pogrzebany. Miał zrazu nadzieję, że sprzeczność uda mu się z czasem pomniejszyć, a może nawet usunąć.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | No właśnie ! I do mnie są ogromne pretensje, że ja coś zmieniam w swojej wypowiedzi a tutaj jedna linijka zniknęła: > (wtedy nie sa zwiniete calkowicie)No kobieta  Facet już nie może nic zrobić  To faceci są winni temu wszystkiemu złu, które dzieje się na Świecie... ech
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | c.d. Tymczasem ona właśnie rosła. Wszystkie fakty przemawiały bowiem za tym, że Kosmos doprawdy powstał z jednego atomu, ale jednocześnie i za tym, że żadnego takiego atomu nie mogło być. Tu się napraszała rzecz oczywista, hipoteza Pana Boga, lecz tę Razgłaz odłożył na bok jako ostateczność. Pamiętam uśmiech, z jakim mówił mi: "Nie należy spychać wszystkiego na Pana Boga. A już astrofizyk na pewno nie powinien być takim spychaczem..." Rozmyślając przez długie miesiące nad tym dylematem, Razgłaz wspomniał swoje studia dawniejsze. Spytajcie, jeśli mi nie zawierzycie, byle znajomego fizyka, a powie wam, że pewne zjawiska w najmniejszej skali zachodzą sposobem jakby kredytowym. Mezony, te cząsteczki elementarne, naruszają czasem prawa zachowania, lecz czynią to tak niesłychanie szybko, że go nie naruszają prawie. To, co zakazane prawami fizyki, czynią błyskawicznie, jak gdyby nigdy nic, i zaraz potem znowu poddają się tym prawom. Otóż na jednej ze swoich porannych przechadzek po ogrodzie uniwersyteckim Razgłaz zadał sobie pytanie: a co, jeśliby Kosmos w skali największej zrobił to samo? Jeżeli mezony mogą tak się zachowywać w ułamku sekundy tak drobnym, że cała sekunda jest przy nim wiecznością. Kosmos, ze względu na swe rozmiary, musiałby się w ów zakazany sposób zachowywać odpowiednio d ł u ż e j. Na przykład przez piętnaście miliardów lat...Powstał tedy, jakkolwiek powstać nie mógł, bo nie miał z czego. Kosmos jest zabronioną fluktuacją. Stanowi on wybryk chwilowy, momentalne odstępstwo od właściwego zachowania, tyle że ta chwila i ten moment mają rozmiary monumentalne. Wszechświat jest takim samym odstępstwem od praw fizyki, jakim bywa w najmniejszej skali mezon! Ogarnięty przeczuciem, że znalazł się na tropie tajemnicy, profesor udał się natychmiast do pracowni i podjął sprawdzające obliczenia, które krok po kroku dowiodły jego racji. Lecz nim jeszcze zdążył je zakończyć, zaświtało mu przeczucie, że rozwiązanie zagadki kosmogonii to naj straszniejsze zagrożenie, jakie można sobie pomyśleć. Kosmos istnieje bowiem na kredyt. Jest on ze wszystkimi gwiazdozbiorami i galaktykami jednym potwornym zadłużeniem, jest jakby listem zastawnym, jest obligiem, który musi w końcu zostać spłacony. Wszechświat to nielegalna pożyczka, to dług materialnoenergetyczny, jego pozorne "M a" w istocie przedstawia gołe "W i n i e n". Tak więc Kosmos, będąc Wyskokiem Bezprawnym, pryśnie jednego pięknego dnia niczym bańka mydlana. Jako anomalia, zapadnie się z powrotem w ten sam Niebyt, z którego wychynął. Dopiero ten moment będzie przywróceniem Porządku Rzeczy! To, że on jest taki duży i że tyle zdążyło się już w nim stać, wynika po prostu stąd, że idzie o Wybryk w Największej z możliwych Skali. Razgłaz wziął się niezwłocznie do obliczania, kiedy przyjdzie ten fatalny kres, to znaczy, kiedy mateńa, słońce, gwiazdy, planety, a więc i my z Ziemią, przepadniemy w nicości jak zdmuchnięci. Przekonał się wszakże, że tego przewidzieć nie można. Oczywiście nie można, skoro chodzi o wybryk, to jest odstępstwo od porządku praw! Groza bijąca z tego odkrycia spędziła mu sen z oczu. Po dłuższej walce wewnętrznej, zamiast ogłosić swe prace kosmogoniczne, zaznajomił z nimi wielu najznakomitszych astrofizyków. Uczeni ci uznali poprawność jego teorii i wypływających z niej wniosków. Zarazem jednak wyrazili w rozmowach prywatnych pogląd, że ogłoszenie stanu rzeczy wtrąciłoby nasz świat w duchowy chaos i w przerażenie, których skutki mogą cywilizację zrujnować. Któż będzie jeszcze chciał cokolwiek robić, niechby ruszyć małym palcem, z wiedzą, że w każdej sekundzie wszystko może sczeznąć razem z nim samym?" (Dzienniki Gwiazdowe, cz.1. Podroz XVIII) I, co ? czy nie jest to dowod na to, ze o takie rzeczy pytac zbyt dociekliwie nie nalezy ?  edit: Wiek Wszechswiata podany przez Tichego jest, oczywiscie, anchronizmem. Pamietajmy jednak, ze pierwsze wydanie "Dziennikow..." pochodzi z 1966, a drugie(rozszerzone) z 1971 roku. Obliczenia wieku Wszechswiata "dawaly" mu wtedy znacznie wiecej, niz teraz.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | CZ. 1 > >>Wymiar jest> >O właśnie, skoro jest, to gdzie jest, nawet, jeżeli jest zwinięty, to przecież gdzieś musi być, bo jakżeby tak sobie mógł być nigdzie (...)> Trzeba sie tez zastanowic kiedy.> W poczatkowej chwili Wielkiego Wybuchu - nigdy i nigdzie. Gdzie nie bylo wymiarow, nie bylo >czasoprzestrzeni, wiec kazde pytanie gdzie jest pytaniem nieuprawnionym.No i w ten sposób dochodzimy do bezsensu. Wszystko jasne ale nic nie wiadomo. Model tłumaczy sam siebie ale nie tłumaczy nic poza tym. Taki sobie fikcyjny twór wymyślony nie mający nic wspólnego z rzeczywistością  > Jesli mowimy o hipotetycznych zwinietych wymiarach w istniejacym Wszechswiecie, to one - choc nie daja sie zaobserwowac - istnieja w kazdym punkcie czasoprzestrzeni, jak kazdy wymiar, choc sie nie manifestuja w sposob, jaki wydalby sie nam oczywisty.Nie można przecież powiedzieć, że istnieją skoro nie da się ich zaobserwować. Można jedynie powiedzieć, że sa pewne obliczenia, które jeśli nie są błędne, mogłyby wskazywać na to iż ewentualnie coś w tym stylu chyba zaistniało. Jak na razie nie mamy innego modelu, więc musimy posługiwać się własnie takim. > Albo jest dokladnie odwrotnie (czyli wlasnie sie manifestuja), tylko my tego nie rozpoznajemy jako manifestacje wymiarow : np. w sposob przewidziany przez teorie strun (wtedy nie sa zwiniete calkowicie).Tak, nie są zwinięte całkowicie. Czyli zwinięte w połowie, czy w 3/4 ? > Wracajac do tej pierwszej chwili Ery Plancka :> Wszystkie wymiary istnialy potencjalnie, choc nie da sie powiedziec ani kiedy, ani gdzie, bo nie bylo zadnego "kiedy" i zadnego "gdzie".Ale jednak czas Plancka już wtedy istniał, co jest absurdalnie oczywiste. > Ale umysl ludzki ma powazne problemy z wyobrazeniem sobie takiego Czegos, bo nie zna istnienia innego, jak tylko wewnatrz czasoprzestrzeniO tak, mózg ludzki, który cos takiego "wspaniałego" wymyślił sam nie wie jak to pojąć. Idealne wytłumaczenie, ale chyba psychologii mózgu do czego jest zdolny. > Mozg dlatego funkcjonuje w relacji z otoczeniem, bo znalazl sposob interpretacji rzeczywistosci. A ten sposob polega na przyczynowo - skutkowym porzadkowaniu zjawisk przestrzennych w czasie. >Dlatego szuka praprzyczyny.No i oczywiście ten mózg zgadza się wyłącznie z samym sobą co oznacza, że nie zgadza się już z innym mózgiem  > Coz... wyjasnienie tej kosmologicznej zagadki moze byc rownie proste, co nieobliczalne w skutkach, jak udowodnil profesor Razglaz:O tak. Szczególnie dokładnie wyjaśnił, że nie było nic, nie było czasu i to owo coś miało początek a jak by się to coś zaczęło wcześniej to jego początek musiał by być wcześniej... To tak jak z uczonymi: "Prędkość ciemności jest równa prędkości światła, tylko w przeciwną stronę" > Wszystkie fakty przemawiały bowiem za tym, że Kosmos doprawdy powstał z jednego atomu, ale jednocześnie i za tym, że żadnego takiego atomu nie mogło być.Wszystko okazuje się jasne. Cały wszechświat powstał w czasie, którego nie było i z punktu, który nie istniał.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | (...) > >Trzeba sie tez zastanowic kiedy.> >W poczatkowej chwili Wielkiego Wybuchu - nigdy i nigdzie. Gdzie nie bylo wymiarow, nie bylo >czasoprzestrzeni, wiec kazde pytanie gdzie jest pytaniem nieuprawnionym.> No i w ten sposób dochodzimy do bezsensu.Nie do bezsensu, tylko pozornego absurdu. > Model tłumaczy sam siebie ale nie tłumaczy nic poza tym. Taki sobie fikcyjny twór >wymyślony nie mający nic wspólnego z rzeczywistością  Z Twoim wyobrazeniem o rzeczywistosci. > >Jesli mowimy o hipotetycznych zwinietych wymiarach w istniejacym Wszechswiecie, to one - choc nie daja sie zaobserwowac - istnieja w kazdym punkcie czasoprzestrzeni, jak kazdy wymiar, choc sie nie manifestuja w sposob, jaki wydalby sie nam oczywisty.> Nie można przecież powiedzieć, że istnieją skoro nie da się ich zaobserwować. Można >jedynie powiedzieć, że sa pewne obliczenia, które jeśli nie są błędne, mogłyby >wskazywać na to iż ewentualnie coś w tym stylu chyba zaistniało. Jak na razie nie mamy >innego modelu, więc musimy posługiwać się własnie takim.Tak. To wlasnie mialam na mysli. > >Albo jest dokladnie odwrotnie (czyli wlasnie sie manifestuja), tylko my tego nie rozpoznajemy jako manifestacje wymiarow : np. w sposob przewidziany przez teorie strun (wtedy nie sa zwiniete calkowicie).> Tak, nie są zwinięte całkowicie. Czyli zwinięte w połowie, czy w 3/4 ?No, nie ! W trabke ! Ty przypadkiem nie mylisz samych wymiarow z ich uproszczonymi wizualicjami graficznymi , jakie sie stosuje czasem w celach dydaktycznych ? > >Wracajac do tej pierwszej chwili Ery Plancka :> >Wszystkie wymiary istnialy potencjalnie, choc nie da sie powiedziec ani kiedy, ani gdzie, bo nie bylo zadnego "kiedy" i zadnego "gdzie".> Ale jednak czas Plancka już wtedy istniał, co jest absurdalnie oczywiste.Absurdalnie oczywiste jest, ze pierwsza chwila Wielkiego Wybuchu, to pierwsza chwila Ery Plancka, czyli poczatkowej historii Universum. Czas Plancka jest wielkoscia fizyczna. Czy juz wtedy istaniala ta wielkosc fizyczna - cholera wie. Wszechswiat w tym stadium na tyle roznil sie od obecnego, ze prawie nic nie mozna o nim powiedziec poza tym, ze "sie zaczal" i z grubsza obliczyc wlasnosci i rodzaj czastek. Jakie w nim obowiazywaly prawa ? Na pewno nierelatywistyczne. A moze nawet nie takie, jak wynikaja z obliczen, bo te przeciez wywodza sie ze znanych nam praw obecnego Wszechswiata. > >Ale umysl ludzki ma powazne problemy z wyobrazeniem sobie takiego Czegos, bo nie zna istnienia innego, jak tylko wewnatrz czasoprzestrzeni> O tak, mózg ludzki, który cos takiego "wspaniałego" wymyślił sam nie wie jak to pojąć. Idealne wytłumaczenie, ale chyba psychologii mózgu do czego jest zdolny.Poczytaj troche o badaniach nad funkcjonowaniem mozgu, o jego ewolucji i ewolucji w ogole. A potem jeszcze o czasie, jako sposobie istnienia umyslu. Moze wtedy zrozumiesz, co powiedzialam. > >Mozg dlatego funkcjonuje w relacji z otoczeniem, bo znalazl sposob interpretacji rzeczywistosci. A ten sposob polega na przyczynowo - skutkowym porzadkowaniu zjawisk przestrzennych w czasie. Dlatego szuka praprzyczyny.> No i oczywiście ten mózg zgadza się wyłącznie z samym sobą co oznacza, że nie zgadza się już z innym mózgiem  A to a propos czego ? > >Coz... wyjasnienie tej kosmologicznej zagadki moze byc rownie proste, co nieobliczalne w skutkach, jak udowodnil profesor Razglaz:> O tak. Szczególnie dokładnie wyjaśnił, że nie było nic, nie było czasu i to owo coś miało początek a jak by się to coś zaczęło wcześniej to jego początek musiał by być wcześniej...> To tak jak z uczonymi: "Prędkość ciemności jest równa prędkości światła, tylko w przeciwną stronę"(...)Przeczytaj "Dzienniki gwiazdowe" Lema. Przestaniesz wyplatac androny i dyskutowac z profesorem Razglazem. BTW: wiesz, co to znaczy po niemiecku ein Stein? Tak bardzo doslownie, razem z rodzajnikiem.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Nie do bezsensu, tylko pozornego absurdu.No fakt, masz rację... > No, nie ! W trabke !Kobieta mnie chce bić. I to za co? Że nie zgadzam się z jej wypowiedziami  > Ty przypadkiem nie mylisz samych wymiarow z ich uproszczonymi wizualicjami graficznymi , jakie sie stosuje czasem w celach dydaktycznych ?Czy możesz rozwinąć swoją myśl? Nie rozumiem i nie chcę udzielać odpowiedzi, które bardziej namieszają niż to jest konieczne. > Absurdalnie oczywiste jest, ze pierwsza chwila Wielkiego Wybuchu, to pierwsza chwila Ery Plancka, czyli poczatkowej historii Universum. Czas Plancka jest wielkoscia fizyczna.No i teraz powiedz mi, czy ten czas Plancka to nie jest tylko pewna stała, która powstała na potrzeby wytłumaczenia pewnych zjawisk? Gdyby było trzeba to użyto by wielkości 10^-20 lub 10^-100 s. Zależnie od tego co udało by się dopasować. > Czy juz wtedy istaniala ta wielkosc fizyczna - cholera wie.Tu opierasz się wyłącznie na czymś co ktoś opracował. Dlaczego sama nie spróbujesz tego wziąć i przeanalizować? Zobaczysz jak wiele rzeczy się ze sobą łączy a które w ogóle do siebie nie pasują, tylko zostały dopasowane. > Jakie w nim obowiazywaly prawa ? Na pewno nierelatywistyczne.A skąd taka pewność? Ja mam jedną teorię, która jest na 100% pewna! To są tylko domysły. Tak na prawdę nie wiemy nic. Wystarczy, że jakaś jedna mało znacząca stała w pewnych warunkach może okazać się zmienną (chociaż już miałem takie klocki, że są stałe, które powoli zmieniają się w czasie) i część fizyki trzeba będzie znów łatać, bo zmieniać to nikt nie będzie chciał. > A moze nawet nie takie, jak wynikaja z obliczen, bo te przeciez wywodza sie ze znanych nam praw obecnego Wszechswiata.Jak pokazują doświadczenia, to z regóły obliczenia swoją drogą a doświadczenia swoją  > Poczytaj troche o badaniach nad funkcjonowaniem mozgu, o jego ewolucji i ewolucji w ogole. A potem jeszcze o czasie, jako sposobie istnienia umyslu. Moze wtedy zrozumiesz, co powiedzialam.A może ja też coś polecę: R.A. Wilson - "Powstający Prometeusz". Czyżby te dziwne "niewytłumaczalne" teorie nie powstały jako sprzężenie zwrotne? > >No i oczywiście ten mózg zgadza się wyłącznie z samym sobą co oznacza, że nie zgadza się już z innym mózgiem> A to a propos czego ?Apropos tych pokręconych teorii, któe wyjaśniają wielowymiarowe wszechświat, struny itd... Przeciez to nie jest wytłumaczenie, tylko jeszcze większe komplikowanie tego co już istnieje. > BTW: wiesz, co to znaczy po niemiecku ein Stein? Tak bardzo doslownie, razem z rodzajnikiem.Nie wiem co masz na myśli. Mam nadzieję, że nie to, że chcesz mnie obrazić, bo mam inne zdanie. Nie tyle inne zdanie od Twojego (gdyż na to wychodzi, że nie masz swojego zdania ale tylko powtarzasz utarte schematy, które ktoś opracował a nie muszą wcale być poprawne). Poza tym nie przeszkadza mi, że czegos nie wiem. Nie wiem jak powstał wszechświat i nie wstydzę się tego powiedzieć. Nie przemawiają do mnie te teorie, które rzekomo mają to wyjaśniać. Nie mogę brać tego na wiarę. Co z tego, że ktoś jest uznany na całym świecie? Zapoznam się z tym i mogę o tym porozmawiać. Jednak zgodzę się jedynie wtedy kiedy będzie to miało jakiś logiczny sens. Podobnie jest ze wszystkim. Jeśli zobaczę to wtedy mogę powiedzieć, że prawdopodobnie istnieje. Nie ma tak, że coś sobie ogkładam na bok, bo ta zagadka jest rozwiązana... nie ma tak dobrze, zawsze trzeba to co jakiś czas weryfikować.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | spray (5875 punktów) | > (...)Nie mogę brać tego na wiarę. Co z tego, że ktoś jest uznany na całym świecie? Zapoznam się z tym i mogę o tym porozmawiać. Jednak zgodzę się jedynie wtedy kiedy będzie to miało jakiś logiczny sens.A nie wpadles na to, ze sie z czyms zapoznalam i zobaczylam w tym - jak to nazywasz - logiczny sens ? Od wiary w krasnoludki i bozie tym sie to rozni, ze nie przez objawienie, a przez pewne przeslanki, co do ktorych nie mozna miec najmniejszych watpliwosci, gdyz zostaly zmierzone, zbadane i uznane zgodnymi z doswiadczeniem. > Podobnie jest ze wszystkim. Jeśli zobaczę to wtedy mogę powiedzieć, że prawdopodobnie istnieje. Nie ma tak, że coś sobie ogkładam na bok, bo ta zagadka jest rozwiązana... nie ma tak dobrze, zawsze trzeba to co jakiś czas weryfikować.> Zagadka, ktorej wytlumaczenie przyjmuje sie na wiare, niczym szczegolnym nie rozni sie od religii. A nawet jet od niej gorsza, bo nawet psychologicznego uzasadnienia nie posiada w stopniu pozwalajacym odroznic go od pospolitego szalenstwa. ( Religia jest szalenstwem, ale przynajmniej niepospolitym.) A weryfikacja... to smok, ktorego zabic trudno, ale starac sie trzeba. Widze, ze sie bardzo starasz
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > A nie wpadles na to, ze sie z czyms zapoznalam i zobaczylam w tym - jak to nazywasz - logiczny sens ?Chyba wpadłem na to, skoro tyle się napisałem  > Od wiary w krasnoludki i bozie tym sie to rozni, ze nie przez objawienie, a przez pewne przeslanki, co do ktorych nie mozna miec najmniejszych watpliwosci, gdyz zostaly zmierzone, zbadane i uznane zgodnymi z doswiadczeniem.Ale aparatura pomiarowa i technologi uniemożliwia udzielenie konkretnych odpowiedzi. Czyli tak jak to jest nazywane: poszlaki - czyli wnioski wyciągnięte z przypuszczeń  > Zagadka, ktorej wytlumaczenie przyjmuje sie na wiare, niczym szczegolnym nie rozni sie od religii. A nawet jet od niej gorsza, bo nawet psychologicznego uzasadnienia nie posiada w stopniu pozwalajacym odroznic go od pospolitego szalenstwa.A czym jest to szaleństwo? Że jesteś sama w swoich przekonaniach z którymi inni się nie zgadzają? A może to ta reszta jest szalona, bo się nie zgadza z Tobą ? Chyba sprawa nie jest prosta do ustalenia  > ( Religia jest szalenstwem, ale przynajmniej niepospolitym.)No tutaj to bym polemizował. > A weryfikacja... to smok, ktorego zabic trudno, ale starac sie trzeba.> Widze, ze sie bardzo staraszZweryfikować można wszystko. Szczególnie statystyka potrafi bardzo dużo
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | CZ 2. > Spytajcie, jeśli mi nie zawierzycie, byle znajomego fizyka, a powie wam, że pewne zjawiska w najmniejszej skali zachodzą sposobem jakby kredytowym.E tam kredytowym... ZZE nie może być złamana. Można to rozważać w świetle filozoficznym, ale nie fizycznym. > Razgłaz zadał sobie pytanie: a co, jeśliby Kosmos w skali największej zrobił to samo?To z fluktuacji kwantowych mielibyśmy już pełno nowych wszechświatów. Jakoś jednak do perkolacji nie dochodzi. > Jeżeli mezony mogą tak się zachowywać w ułamku sekundy tak drobnym, że cała sekunda jest przy nim wiecznością.Szkoda, że nie jest napisane w jaki sposób badał te Mezony. Pewnie się im przyglądał, kiedy one się tak "dziko" zachowywały  > Kosmos istnieje bowiem na kredyt. Jest on ze wszystkimi gwiazdozbiorami i galaktykami jednym potwornym zadłużeniem, jest jakby listem zastawnym, jest obligiem, który musi w końcu zostać spłacony.Teoria niepoparta żadnymi doświadczeniami. Jak na razie wszystko mówi, że jest odwrotnie a wszyscy skupiają się na tym jak tu coś swojego wcisnąć, żeby dostać Nobla. > Wszechświat jest takim samym odstępstwem od praw fizyki, jakim bywa w najmniejszej skali mezon!> Ogarnięty przeczuciem, że znalazł się na tropie tajemnicy, profesor udał się natychmiast do pracowni i podjął sprawdzające obliczenia, które krok po kroku dowiodły jego racji.> Lecz nim jeszcze zdążył je zakończyć, zaświtało mu przeczucie, że rozwiązanie zagadki kosmogonii to naj straszniejsze zagrożenie, jakie można sobie pomyśleć.Ten facet po prostu ciągnie jakieś swoje wyobrażenia na podstawie nielogicznych założeń myślowych. Razgłaz sobie nadmuchał gwiazdy swoją teorią podobnie jak i cały Wszechświat. Na to wychodzi, że ten cały wszechświat bez niego by nie istniał. Tylko, że nie napisał oczywiście o tym, ale dał do zrozumienia w swoich wypowiedziach ("straszniejsze zagrożenie, jakie można sobie pomyśleć"). > I, co ? czy nie jest to dowod na to, ze o takie rzeczy pytac zbyt dociekliwie nie nalezy ?Pomińmy odpowiedź. Uczcijmy to minutą ciszy  > Wiek Wszechswiata podany przez Tichego jest, oczywiscie, anchronizmem. Pamietajmy jednak, ze pierwsze wydanie "Dziennikow..." pochodzi z 1966, a drugie(rozszerzone) z 1971 roku. Obliczenia wieku Wszechswiata "dawaly" mu wtedy znacznie wiecej, niz teraz.Szkoda, że tylko jemu dawały  Ja tam nie uznaje wyższości modeli od doswiadczeń. Nie mówię tu o niedokładnościach, bo te niedokładności naciąga matematyka. Z matematyką w fizyce jest tak: Jeśli masz jakieś zmienne, to można je zmienić/naciągnąć. Ze stałymi już jest problem, bo trzeba je gdzieś upchać. Więc jesli chodzi o jakąś tam zasadę, którą trzeba w pewnym stopniu udowodnić, to pojawia się problem. tu odjąć, tam dodać, spierwiaskować, lub jakieś h przekreślić  W ten sposób po kilku latach optymalizacji powstaje idealne rozwiązanie matematyczno-fizyczne, którego nikt nie może obalić - bo kompletnie nikt nie wie o co w tym chodziło autorowi. Jeśli jest znany, to strach go podważać, więc dostaje jakąś tam nagrodę za swoją pracę. No i mamy takie kwiatki
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | Mowie Ci, nie dyskutuj z Razglazem, bo co wrazliwsze natury moga tego nie zniesc.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >Mowie Ci, nie dyskutuj z Razglazem, bo co wrazliwsze natury moga tego nie zniesc.
A ja tam uważam, że z każdym można podyskutować. Jeśli się z czymś nie zgadzam, to się wypowiem a nie będę uważał, że wszystko jest ok. Jakoś nikt nie ma mi tego za złe. Przynajmniej nie ma konfliktów, bo problemów nagromadziło się tysiące i to wszystko wybucha...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | >>Mowie Ci, nie dyskutuj z Razglazem, bo co wrazliwsze natury moga tego nie zniesc. >A ja tam uważam, że z każdym można podyskutować. >Jeśli się z czymś nie zgadzam, to się wypowiem a nie będę uważał, że wszystko jest ok. >Jakoś nikt nie ma mi tego za złe. Przynajmniej nie ma konfliktów, bo problemów nagromadziło się tysiące i to wszystko wybucha... > Skoro mimo wszystko chcesz dyskutowac z postacia literacka, ktora ma byc karykatura tego, co wlasnie krytykujesz, tylko bierzesz to powazniej, niz ten, z ktorym chcesz wchodzic w powazny spor... Powodzenia !
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | A co za różnica, czy to postać literacka, czy nie. Pare minut temu odpisywałem osobie, która pracuje w innej dziedzinie niż jej hobby? Czy uważasz, że taka osoba może być głupia bo to tylko hobby (które bardzo lubi)? Może jest bardzo inteligentna (ja takie wrażenie odniosłem a Ty nie musisz się wcale ze mną zgadzać)? Skąd możesz to wiedzieć? Każdy człowiek jest coś wart. Nie należy ludzi źle traktować, tylko dlatego, że ich nie rozumiemy albo mało o nich wiemy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | > A co za różnica, czy to postać literacka, czy nie.Ogromna. Bo jesli wlasnie o Razglazie mowimy, to jest to jeden z konstruktow Lema,ktory przeciez sam siebie nie traktowal powaznie...calkiem. Co moze sugerowac, jak bardzo powaznie traktowal roznice miedzy .. ot, na przyklad Trurlem i Klapaucjuszem. > Pare minut temu odpisywałem osobie, która pracuje w innej dziedzinie niż jej hobby?> Czy uważasz, że taka osoba może być głupia bo to tylko hobby (które bardzo lubi)?Pewnie, ze moze. Przeciez jej wolno  I nie musi, przeciez jej wolno
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >A co za różnica, czy to postać literacka, czy nie.> Ogromna.> Bo jeśli wlasnie o Razglazie mowimy, to jest to jeden z konstruktow Lema,ktory przeciez sam siebie nie traktowal powaznie...calkiem. Co moze sugerowac, jak bardzo powaznie traktowal roznice miedzy .. ot, na przyklad Trurlem i Klapaucjuszem.No ale jeśli ktoś przytacza czyjeś słowa, to może oznaczać, że się z nimi zgadza. Tak? Więc rozmawiam sobie z tą osobą, która swojego zdania tak na prawdę nie ma poza cytatami innych. Więc było nie było to rozmawiam z tą osobą, której są cytaty a jednocześnie cały ten przekaz wchodzący jak i wychodzący jest poddawany interpretacji osoby cytującej. Tak ? > >Pare minut temu odpisywałem osobie, która pracuje w innej dziedzinie niż jej hobby?> >Czy uważasz, że taka osoba może być głupia bo to tylko hobby (które bardzo lubi)?> Pewnie, ze moze. Przeciez jej wolno  > I nie musi, przeciez jej wolno  A no pewnie że tak. Ja tam nie mam nic przeciwko... Szkoda, jedynie, że czasu tak mało aby poznać wszystkich i wszystko co by sie chciało  Nie mówiąc już o tym co by się chciało zrobić
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Szkoda, jedynie, że czasu tak mało aby poznać wszystkich i wszystko co by sie chciało Nie mówiąc już o tym co by się chciało zrobić
Czasu masz dużo, żeby poznać fizykę i matematykę, zapewniam cię, że są ciekawsze od wszechświata. Kiedy je poznasz, zobaczysz, jaki wszechświat jest maleńki. Bez nich, będzie cię zawsze przerażał swoim ogromem.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >>Szkoda, jedynie, że czasu tak mało aby poznać wszystkich i wszystko co by sie chciało Nie mówiąc już o tym co by się chciało zrobić >Czasu masz dużo, żeby poznać fizykę i matematykę, zapewniam cię, że są ciekawsze od wszechświata. Kiedy je poznasz, zobaczysz, jaki wszechświat jest maleńki. Bez nich, będzie cię zawsze przerażał swoim ogromem.
Z tego co już zdążyłem zauważyć, to jednak nie starcza mi czasu na wszystko. W sumie to wszechświat mnie nie przeraża jak wnioski wyciągane przez niektórych naukowców. A jak Ty sobie wyobrażasz Wszechświat?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >A jak Ty sobie wyobrażasz Wszechświat?
A tak samo jak boga, czyli w ogóle, nie interesują mnie wyobrażenia nieweryfikowalne. Interesują mnie tylko modele i moja intelektualna przygoda z ich poznawaniem. Nie chodzę nocami po cmentarzach w poszukiwaniu duchów.
>W sumie to wszechświat mnie nie przeraża jak wnioski wyciągane przez niektórych naukowców.
Przy tak dużym stopniu ciekawości, a jednocześnie ignorancji, powinien cię przerażać wszechświat, o którym wydaje ci się tylko, że coś wiesz. Natomiast przerażają cię teorie naukowe, o których nie wiesz nic i dlatego się ich boisz.
>jednak nie starcza mi czasu na wszystko.
Bo nic o wszystkim nie wiesz, to wydaje ci się takie ogromne, zacznij się uczyć, zamiast wyobrażać, a wszystko, zacznie się zmniejszać i będzie mniej nieznane.
I jeszcze jedno. Jeżeli zechcesz się uczyć i poznawać świat dostępny nauce, to musisz to szanować, bez szacunku nie wykrzeszesz w sobie sił, żeby to robić. Musisz zacząć od szacunku do ludzi, którzy poświęcili swoje całe życie na stworzenie tych modeli, które ty, tak lekko sobie lekceważysz. Jeżeli nie jesteś przygotowany na ciężką pracę do wypracowania modelu naukowego, a tylko szukasz sposobu jakby tu zgadnąć, jaki jest wszechświat, to lepiej graj w totolotka, to pewniejsza droga do sukcesu, albo idź na piwo, czy na baby.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 4 | wcale (614 punktów) | > >W sumie to wszechświat mnie nie przeraża jak wnioski wyciągane przez niektórych naukowców.> Przy tak dużym stopniu ciekawości, a jednocześnie ignorancji, powinien cię przerażać wszechświat, o którym wydaje ci się tylko, że coś wiesz. Natomiast przerażają cię teorie naukowe, o których nie wiesz nic i dlatego się ich boisz.Ciekawe skąd takie wnioski wyciągnęłaś  > >jednak nie starcza mi czasu na wszystko.> Bo nic o wszystkim nie wiesz, to wydaje ci się takie ogromne, zacznij się uczyć, zamiast wyobrażać, a wszystko, zacznie się zmniejszać i będzie mniej nieznane.> I jeszcze jedno. Jeżeli zechcesz się uczyć i poznawać świat dostępny nauce, to musisz to szanować, bez szacunku nie wykrzeszesz w sobie sił, żeby to robić.> Musisz zacząć od szacunku do ludzi, którzy poświęcili swoje całe życie na stworzenie tych modeli, które ty, tak lekko sobie lekceważysz.> A tak samo jak boga, czyli w ogóle, nie interesują mnie wyobrażenia nieweryfikowalne. Interesują mnie tylko modele i moja intelektualna przygoda z ich poznawaniem. Nie chodzę nocami po cmentarzach w poszukiwaniu duchów.Teraz sobie przeczytaj co piszesz.  Ja podważam wszystko co mi nie pasuje. Dlaczego? Ponieważ mam własne zdanie. To co ktoś napisał, zrobił to na jakiejś podstawie. Na czymś oparł swoje wnioski. Uważasz, że są one 100% poprawne i należy w to wierzyć? Nie mam zamiaru chwalić się wiedzą. Wręcz przeciwnie, uważam, że bardzo mało wiem na ten temat i staram się dowiedzieć jak najwięcej. > Jeżeli nie jesteś przygotowany na ciężką pracę do wypracowania modelu naukowego, a tylko szukasz sposobu jakby tu zgadnąć, jaki jest wszechświat, to lepiej graj w totolotka, to pewniejsza droga do sukcesu, albo idź na piwo, czy na baby.Czy mogłabyś przestać traktować naukę jak religię? Przypomnę Ci, że naukę można podważać. Kto chce może to zrobić. Dlaczego, to już się sama zastanów  Może trzeba się trochę poduczyć ? 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Teraz sobie przeczytaj co piszesz.
Już to czytałam wcześniej.
>wnioski. Uważasz, że są one 100% poprawne i należy w to wierzyć?
Wnioski naukowe albo są poprawne, albo nie, stwierdza się to poprzez analizę naukową, nie poprzez wiarę.
>Ja podważam wszystko co mi nie pasuje.
Jest i odwrotna metoda, można dopasować swój rozum do zdolności odbioru zasobów istniejącej wiedzy w bibliotekach.
Twierdzenia naukowe można podważyć tylko metodą naukową, wszelkie inne podważenia, są dla nauki pierdołami, a właściwiej byłoby powiedzieć - nie istnieją.
>Przypomnę Ci, że naukę można podważać. Kto chce może to zrobić.
A jak to może zrobić metodą nienaukową? Ja nie potrafię, ty, co innego, chcesz i możesz, pokaż mi jak podważasz dowolnie przez siebie wybraną tezę naukową, popatrzę sobie. Nie skacz tylko z dachu, żeby mi pokazać jak podważasz grawitację.
>Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
Wiem o tym.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >Wnioski naukowe albo są poprawne, albo nie, stwierdza się to poprzez analizę naukową, nie poprzez wiarę.
Lub mogą być dopuszczone tymczasowo.
>Jest i odwrotna metoda, można dopasować swój rozum do zdolności odbioru zasobów istniejącej wiedzy w bibliotekach.
No mnożna. Nie jestem jednak z takich, którzy to uwierzą we wszystko co jest napisane. Sam się nad tym zastanowię i przeanalizuję.
>Twierdzenia naukowe można podważyć tylko metodą naukową, wszelkie inne podważenia, są dla nauki pierdołami, a właściwiej byłoby powiedzieć - nie istnieją.
Podobnie jest ze wszystkim. Jeśli w książkach pisze, że cos jest niemożliwe, to należy traktować to jako dogmat i nie sprawdzać, czy jest poprawne czy nie. Ponieważ jakiś profesor tak napisał.
>A jak to może zrobić metodą nienaukową?
A czy ja gdzieś napisałem, że sobie ubzdurałem jakiś swój własny stan materii? Posługuję się pewnymi teoriami i je analizuję wykorzystując do swoich potrzeb. Jeśli mi się coś nie podoba, to jestem już taki, że to sprawdzam: teza/hipoteza. Aby coś potwierdzić, można temu zaprzeczyć.
>Ja nie potrafię, ty, co innego, chcesz i możesz, pokaż mi jak podważasz dowolnie przez siebie wybraną tezę naukową, popatrzę sobie. Nie skacz tylko z dachu, żeby mi pokazać jak podważasz grawitację.
No a niby w jakim wątku piszesz? chciałbym uzyskać odpowiedź na pewne pytanie i nie kierować się tylko i wyłącznie swoją opinią. Mogę się mylić i nawet tego nie zauważyć. Dlatego zadałem pytanie na forum w którym spojrzą na ten problem inni ludzie i to ocenią.
Zastanów się może co jest najpierw: 1. Teoria i dopiero do niej dostosowują się zjawiska Przykładowo: Newton najpierw opisał, że jabłka mogą spadać z drzewa i dopiero wtedy one zaczęły spadać? 2. Zjawiska do których dopasowuje się teorię?
>>Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja. >Wiem o tym. Ja też.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Zastanów się może co jest najpierw: >1. Teoria i dopiero do niej dostosowują się zjawiska
Co było najpierw, potrawka z jagnięcia, czy eksperyment kucharski i następnie przepis, a więc teoria? Nie powiesz mi chyba, że potrawka z jagnięcia nie jest zjawiskiem?
>Nie jestem jednak z takich, którzy to uwierzą we wszystko co jest napisane.
Ja jestem jeszcze gorsza od ciebie, nie wierzę w nic, co jest napisane.
>nie sprawdzać, czy jest poprawne czy nie. (?)
A czym chcesz to sprawdzać? Jeszcze do wczoraj teorie fizyczne sprawdzało się matematycznie, jeżeli od wczoraj nic się nie zmieniło, to dalej nie robi się tego na wyczucie.
>Aby coś potwierdzić, można temu zaprzeczyć.
Ale koniecznie dwa razy, dwa minusy dają plus.
>spojrzą na ten problem inni ludzie i to ocenią.
A od jutra będą przez głosowanie decydować o poprawności obliczeń wytrzymałościowych dachów w szpitalach i szkołach, a jak się metoda sprawdzi to o wszystkich innych.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >Zastanów się może co jest najpierw:> >1. Teoria i dopiero do niej dostosowują się zjawiska> Co było najpierw, potrawka z jagnięcia, czy eksperyment kucharski i następnie przepis, a więc teoria? Nie powiesz mi chyba, że potrawka z jagnięcia nie jest zjawiskiem?A nie uważasz, że najpierw było to jagnięcie? Co Ci z samego przepisu jak głównego składnika nie masz. > >Nie jestem jednak z takich, którzy to uwierzą we wszystko co jest napisane.> Ja jestem jeszcze gorsza od ciebie, nie wierzę w nic, co jest napisane.A to ciekawe  > >nie sprawdzać, czy jest poprawne czy nie. (?)> A czym chcesz to sprawdzać? Jeszcze do wczoraj teorie fizyczne sprawdzało się matematycznie, jeżeli od wczoraj nic się nie zmieniło, to dalej nie robi się tego na wyczucie.Jako przykłady historyczne i poprawności obliczeń matematycznych miałaś już przykład, że Ziemia ma kształt kufra w którym siedzą diabły a Słonce i wszystkie inne obiekty krążą wokół Ziemi. Czyli to uważasz za wyczucie? Tyle są warte obliczenia. Jedynie doświadczenia są w stanie takie bzdury obalać. Modele matematyczno-fizyczne można nazwać sztuką. Tak jak malowanie obrazów albo pisanie powieści. Jedynie doświadczenia można opisywać i interpretować. Wszystko inne należy traktować jako możliwe. > >Aby coś potwierdzić, można temu zaprzeczyć.> Ale koniecznie dwa razy, dwa minusy dają plus.Zwróć uwagę, że dwa plusy w pewnych sytuacjach dadzą minus. > >spojrzą na ten problem inni ludzie i to ocenią.> A od jutra będą przez głosowanie decydować o poprawności obliczeń wytrzymałościowych dachów w szpitalach i szkołach, a jak się metoda sprawdzi to o wszystkich innych.Nie rozumiem co chciałaś przez to powiedzieć.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >A nie uważasz, że najpierw było to jagnięcie?
Jeżeli uważasz, że o jagnięciu rozmawiamy, to pożryj je żywcem.
>A to ciekawe
Nie byłoby ciekawe, tylko oczywiste gdybyś się w szkole uczył. Nie musiałbyś wtedy wierzyć koledze z ławki szkolnej, który ci podpowiada odpowiedzi, rozumiałbyś pytania i to, co mówisz.
>poprawności obliczeń matematycznych miałaś już przykład, że Ziemia ma kształt kufra w którym siedzą diabły
Znałam kiedyś człowieka, który mówił, że na własne oczy widział matematykę i się w niej zakochał, koniecznie chciał się z nią przespać, a kto wie, może nawet ożenić. Najbardziej był zachwycony jej szóstką, o których w kółko opowiadał. Może i ty powinieneś pomyśleć, o jakiej wyprawie na poszukiwanie matematyki, bo tej, której szukasz, w szkole nie znajdziesz.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >A nie uważasz, że najpierw było to jagnięcie?> Jeżeli uważasz, że o jagnięciu rozmawiamy, to pożryj je żywcem.Najpierw trzeba je złapać. (do tej pory myślałem, że nie o jagnięciu) > >A to ciekawe> Nie byłoby ciekawe, tylko oczywiste gdybyś się w szkole uczył. Nie musiałbyś wtedy wierzyć koledze z ławki szkolnej, który ci podpowiada odpowiedzi, rozumiałbyś pytania i to, co mówisz.Nigdy nie uczyłem się w szkole w taki sposób w jaki Ty to uważasz, że powinno się robić. Dla mnie celem było zrozumienie. Sama wiedza jest nic nie warta jeśli nie umiesz jej wykorzystać i masz zero kreatywności. Możesz sobie chodzić po wydeptanych ścieżkach nawet nie widząc, że one nigdzie nie prowadzą. Możesz także iść swoją własną i być w końcu człowiekiem niezależnym. Sama zacząć myśleć a nie kierować się tym, że ktoś pomyślał za Ciebie i sama już nie musisz. Przeczytanie mądrej myśli i nauczenia się jej na pamięć nie oznacza, że jesteś osobą mądrą  > >poprawności obliczeń matematycznych miałaś już przykład, że Ziemia ma kształt kufra w którym siedzą diabły> Znałam kiedyś człowieka, który mówił, że na własne oczy widział matematykę i się w niej zakochał, koniecznie chciał się z nią przespać,To jest jego wybór. Skoro tak zadecydował to niech tak robi. Przynajmniej ta matematyka nie będzie mieć do niego pretensji o jakieś drobiazgi. Ciągłe kłótnie o nic. Lepsza iluzoryczna przyjaźń niż realna zołza. > a kto wie, może nawet ożenić. Najbardziej był zachwycony jej szóstką, o których w kółko opowiadał. Może i ty powinieneś pomyśleć, o jakiej wyprawie na poszukiwanie matematyki, bo tej, której szukasz, w szkole nie znajdziesz.Betoniarką domu nie zbudujesz. To jest tylko narzędzie tak jak i matematyka jest narzędziem.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Dla mnie celem było zrozumienie.
Nie można zrozumieć modelu matematycznego nie znając matematyki. Teoria względności jest takim modelem, którego tezy potwierdzają doświadczenia fizyczne. Ty nie jesteś zdolny do rozumienia topologii innej jak euklidesowa, próbujesz tą geometrią opisywać zjawiska wychodzące poza jej możliwości, to tak, jakbyś linijka chciał zmierzyć temperaturę. Upierając się przy takiej metodzie, powiedzieć, że jesteś infantylny, byłoby nobilitacją, ty jesteś tylko najzwyklejszym analfabetą. A tak się jakoś na tym świecie porobiło, że każdy analfabeta wie wszystko, a jak czegoś nie wie, to wie, że nikt tego też nie wie. To, że nie znasz matematyki, to pół biedy, ty również nie posiadasz zdolności do analizy logicznej i to nawet tej tylko formalnej, co poznać po twoich odniesieniach do tego, co się do ciebie mówi. Prosty formalizm logiczny przekracza twoje zdolności intelektualne. Mówiąc najoględniej, jesteś prostakiem z pretensjami.
>Sama wiedza jest nic nie warta jeśli nie umiesz jej wykorzystać i masz zero kreatywności.
Tyle w tobie kreatywności, co siarki w zapałce, a wiedzy, co diabłów na czubku szpilki.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | (...) >>Sama wiedza jest nic nie warta jeśli nie umiesz jej wykorzystać i masz zero kreatywności.
I tu jest pies pogrzebany. Dosc powazny, sadzac z wyrazu twarzy nieboszczyka.
>Tyle w tobie kreatywności, co siarki w zapałce, a wiedzy, co diabłów na czubku szpilki. >Aneta Dziwińska Alez, ach! Wlasnie nam intrelokutor chce cos waznego powiedziec !
Ja chyba znowu zaczne cytowac Lema. Tym razem musze znalezc fragment , w ktorym dowodzi sie jasno, ze istnieja geniusze przynajmniej trzech stopni. Pierwszy, nic szczegolnego, cos jak Einstein; drugi - w jego epoce jeszcze nie rozpoznany, ale ma szanse, jak Leonardo; trzeci- trzeci nie ma zadnych szans, choc ludzkosc mialaby szanse. A tu -- nie !
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Tym razem musze znalezc fragment , w ktorym dowodzi sie jasno, ze istnieja geniusze przynajmniej trzech stopni. Pierwszy, nic szczegolnego, cos jak Einstein; drugi - w jego epoce jeszcze nie rozpoznany, ale ma szanse, jak Leonardo; trzeci- trzeci nie ma zadnych szans, choc ludzkosc mialaby szanse. A tu -- nie !Czyli mam rozumieć, że belvedere, nie mieści się w tej skali ?  ech... niestety takie są już kobiety, ale to jest wyzwanie, żeby nauczyć się z taką żyć  Tak jak w przysłowiu: "Bez kobiet źle a z nimi jeszcze gorzej", czy jakoś tak  Na szczęście nie dotyczy to każdej 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Czyli mam rozumieć, że belvedere, nie mieści się w tej skali ?
Już ci mówiłam żebyś nie mierzył linijką temperatury. Ja jestem topologią niedostępną tobie.
>Na szczęście nie dotyczy to każdej
No i widzisz, jaki ty jesteś durny. Dotyczy to każdej, co do joty.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >Czyli mam rozumieć, że belvedere, nie mieści się w tej skali ?> Już ci mówiłam żebyś nie mierzył linijką temperatury.Nie jestem taki roztargniony ja Ty  > Ja jestem topologią niedostępną tobie.Na szczęście  > >Na szczęście nie dotyczy to każdej> No i widzisz, jaki ty jesteś durny. Dotyczy to każdej, co do joty.No i znowu  Obrazić ale w taki sposób aby nikt się nie domyślił oprócz czytającego  Twoja kreatywność jakoś na mnie nie działa. Kobiety jednak są słabiutkie. Nie idzie Ci to najlepiej. Wymyślasz, wymyślasz a tu nic. Kompletna klęska  Chyba jesteś do tego przyzwyczajona? W końcu taki już Twój los, że nikt Cię nie rozumie. EDIT:Nawet nie wiesz jak się cieszę, że nie jestem kobietą. Tyle tych problemów na głowie a tu jeszcze Ci faceci tacy paskudni. Jak oni mogą tą niewinną bezbronną kobietkę tak traktować 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Nie jestem taki roztargniony ja Ty
Roztargnienie jest wykluczone w twoim przypadku, ono implikuje wybór, a przed tobą nie ma żadnych wyborów, jesteś takiej możliwości pozbawiony, jak każdy nieuk.
>Na szczęście
Zdaje się, że wielkie, niektórych kontakt z wiedza przerasta i kończy się to nawet w zakładzie zamkniętym służby zdrowia i to nawet bez reformy ZUS-u. Ciebie taki kontakt całkowicie ominął, więc absolutnie wolny od wszelkiej wiedzy, możesz sobie hulać dowoli.
>Wymyślasz, wymyślasz a tu nic. Kompletna klęska >Chyba jesteś do tego przyzwyczajona?
Oj, żebyś wiedział jak bardzo jestem przyzwyczajona.
>W końcu taki już Twój los, że nikt Cię nie rozumie.
E, nie, aż tak bardzo nie jestem zarozumiała, jednak jest jeszcze parę osób na tej planecie, które mnie rozumieją.
>Nawet nie wiesz jak się cieszę, że nie jestem kobietą.
A skąd ty to wiesz, że kobietą nie jesteś? Przeczytałeś pewnie, jaką definicję kobiety, zapisaną, na jakim kozim pergaminie przez jakiegoś jajogłowego profesora i tak sobie zaraz bez zastanowienia uwierzyłeś w to, co jest tam napisane, zamiast samemu to sprawdzić. A niby, dlaczego fiut, czy jego brak, ma przesądzać o płci, jakim prawem sobie ktoś, tak to wymyślił, zastanowiłeś się nad tym, czy tylko bezmyślnie nauczyłeś się na pamięć i teraz powtarzasz bezrozumnie? Zadałeś sobie pytanie, czy to fiut decyduje o płci, czy płeć o fiucie? A może jest tak, że to kobiety właśnie mają fiuty, a mężczyźni, nie mają, skąd to możesz wiedzieć, skoro sam nie sprawdziłeś tej teorii? To samo z twoim cieszeniem się, skąd możesz wiedzieć, czy cieszenie, to nie jest smutek, a smutek, jest właśnie radością? Też pewnie nauczyłeś się tego na pamięć i teraz bezmyślnie powtarzasz. Weź się ostro do roboty i sprawdzaj, sprawdzaj wszystko, inaczej będziesz jak ta papuga powtarzał tylko jakieś niesprawdzone dziwactwa powymyślane przez jakichś zarozumiałych mądrali.
Ale nie z nami takie numery, nie z nami.
>Ci faceci tacy paskudni. Jak oni mogą tą niewinną bezbronną kobietkę tak traktować
Otóż to właśnie, weźmy na przykład takiego Adamiaka. Fakt, jak on może tak traktować? Ale z drugiej strony, czy możemy być absolutnie pewni, bez właściwego sprawdzenia, czy to facet?
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > >Nie jestem taki roztargniony ja Ty> Roztargnienie jest wykluczone w twoim przypadku, ono implikuje wybór, a przed tobą nie ma żadnych wyborów, jesteś takiej możliwości pozbawiony, jak każdy nieuk.Chciałbym zauważyć, że faceci są zawsze skoncentrowani na tym co robią. Natomiast kobieta sobie lata po tym wszystkim i jakoś nic praktycznego z tego nie ma. Jesli trzeba coś naprawić, to kobieta nie pojmie o co w ogóle w tym chodzi (chociażby przykręcić jakąś śrubkę) nawet którą stroną śrubokręt trzymać. Facet od razu wie i w ogóle nie musi się tego uczyć. Dodam tylko, że to się nie tyczy wszystkich kobiet. To tylko jakieś tam krzykaczki mają  > >Na szczęście> Zdaje się, że wielkie, niektórych kontakt z wiedza przerasta i kończy się to nawet w zakładzie zamkniętym służby zdrowia i to nawet bez reformy ZUS-u. Ciebie taki kontakt całkowicie ominął, więc absolutnie wolny od wszelkiej wiedzy, możesz sobie hulać dowoli.Znów oceniasz siebie zbyt surowo. Wiedza Cię nie przerasta, lecz przeraża  > >Wymyślasz, wymyślasz a tu nic. Kompletna klęska> >Chyba jesteś do tego przyzwyczajona?> Oj, żebyś wiedział jak bardzo jestem przyzwyczajona.hehe  > >W końcu taki już Twój los, że nikt Cię nie rozumie.> E, nie, aż tak bardzo nie jestem zarozumiała, jednak jest jeszcze parę osób na tej planecie, które mnie rozumieją.O! Tak. Na pewno  > >Nawet nie wiesz jak się cieszę, że nie jestem kobietą.> A skąd ty to wiesz, że kobietą nie jesteś? Przeczytałeś pewnie, jaką definicję kobiety, zapisaną, na jakim kozim pergaminie przez jakiegoś jajogłowego profesoraTwoje wypowiedzi sobie czytam. Nie oceniaj siebie aż tak surowo  > i tak sobie zaraz bez zastanowienia uwierzyłeś w to, co jest tam napisane, zamiast samemu to sprawdzić. A niby, dlaczego fiut, czy jego brak, ma przesądzać o płci,Ja bym powiedział rozum w niektórych przypadkach  > Zadałeś sobie pytanie, czy to fiut decyduje o płci, czy płeć o fiucie? A może jest tak, że to kobiety właśnie mają fiuty, a mężczyźni, nie mają, skąd to możesz wiedzieć, skoro sam nie sprawdziłeś tej teorii?Jakie mądre słowa  Ciekawe skąd Ci sie to wzięło, skoro Ci czegoś brakuje  > To samo z twoim cieszeniem się, skąd możesz wiedzieć, czy cieszenie, to nie jest smutek, a smutek, jest właśnie radością? Też pewnie nauczyłeś się tego na pamięć i teraz bezmyślnie powtarzasz.Tutaj niestety za Tobą nie nadążam. Weź kilka wdechów i spokojnie bez paniki napisz jeszcze raz. Za bardzo roztrzęsiona jesteś  Hmmm. A może makijarzyk szybki i wrócisz do formy, albo szybko na zakupy i będziesz znów sprawnie i trzeźwo myśleć  > Weź się ostro do roboty i sprawdzaj, sprawdzaj wszystko, inaczej będziesz jak ta papuga powtarzał tylko jakieś niesprawdzone dziwactwa powymyślane przez jakichś zarozumiałych mądrali.Chciałbym zauważyć, iż to nie ja uważam, że wszystko co jest w książkach należy uznawać za święte. > >Ci faceci tacy paskudni. Jak oni mogą tą niewinną bezbronną kobietkę tak traktować> Otóż to właśnie, weźmy na przykład takiego Adamiaka. Fakt, jak on może tak traktować? Ale z drugiej strony, czy możemy być absolutnie pewni, bez właściwego sprawdzenia, czy to facet?U Ciebie nie trzeba nic sprawdzać, wystarczy przeczytać jak się pienisz  100% oryginał.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | wcale (614 punktów) | > >Dla mnie celem było zrozumienie.> Nie można zrozumieć modelu matematycznego nie znając matematyki. Teoria względności jest takim modelem, którego tezy potwierdzają doświadczenia fizyczne.Oczywiście. Tak samo jak nie można obejrzeć japońskiej wystawy porcelany nie znając japońskiego  A to dobre  Jeszcze chwila i przejdziesz samą siebie w tych rozważaniach  > Ty nie jesteś zdolny do rozumienia topologii innej jak euklidesowa, próbujesz tą geometrią opisywać zjawiska wychodzące poza jej możliwości, to tak, jakbyś linijka chciał zmierzyć temperaturę. Upierając się przy takiej metodzie, powiedzieć, że jesteś infantylny, byłoby nobilitacją, ty jesteś tylko najzwyklejszym analfabetą. A tak się jakoś na tym świecie porobiło, że każdy analfabeta wie wszystko, a jak czegoś nie wie, to wie, że nikt tego też nie wie. To, że nie znasz matematyki, to pół biedy, ty również nie posiadasz zdolności do analizy logicznej i to nawet tej tylko formalnej, co poznać po twoich odniesieniach do tego, co się do ciebie mówi. Prosty formalizm logiczny przekracza twoje zdolności intelektualne. Mówiąc najoględniej, jesteś prostakiem z pretensjami.No i przeszłaś  Dziwi mnie jak można tyle komuś nawtykać w taki pokrętny sposób, żeby nie dostać bana a mieć satysfakcję:D Teraz sama popatrz jaką jesteś "kobietą"  Wyszukać jakieś drobiazgi, zrobić z tego nie wiadomo jaki wielki problem i zwalić na faceta (a najlepsze jest to, że sama nie wiesz dlaczego). Masz przykład, dlaczego kobiety nie są na wysokich stanowiskach? Trudno wrzucać wszystkich do jednego worka, ale wystarczy taka jedna, której sie wszystko pokręci i to już faceta zniechęci  > >Sama wiedza jest nic nie warta jeśli nie umiesz jej wykorzystać i masz zero kreatywności.> Tyle w tobie kreatywności, co siarki w zapałce, a wiedzy, co diabłów na czubku szpilki.Własnie widziałem Twoją kreatywność  Nie martw się. To cały świat jest głupi, a Ty mądra  Najlepiej jest zamknąć cały świat na zewnątrz a sama będziesz siedzieć w małym pokoiku  P.S. Nie mam zamiaru nic zgłaszać do moderatora, więc nie musisz się przejmować. Nie jestem mściwy i nie mam zamiaru Ci w żaden sposób dokopywać. Jednak chętnie poczytam to co napiszesz, bo jeśli chodzi o kłótnie to jesteś jednak kreatywna  Szkoda, że tylko w tym...
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Dziwi mnie jak można tyle komuś nawtykać w taki pokrętny sposób, żeby nie dostać bana a mieć satysfakcję:D
Jak może cię nie zadziwiać teoria względności, skoro takie pierdoły cię dziwią.
>Nie mam zamiaru nic zgłaszać do moderatora
A ja tak, placowniku daj mu bana, albo nie, daj mu lepiej po łbie.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >Dziwi mnie jak można tyle komuś nawtykać w taki pokrętny sposób, żeby nie dostać bana a mieć satysfakcję:D> Jak może cię nie zadziwiać teoria względności, skoro takie pierdoły cię dziwią.Ogólnie to kobiety mnie wręcz zadziwiają  > >Nie mam zamiaru nic zgłaszać do moderatora> A ja tak, placowniku daj mu bana, albo nie, daj mu lepiej po łbie.Myślisz, że moderator będzie się tu wtrącał jak widzi rozzłoszczoną kobietę? On przy okazji dostanie, jeszcze ktoś i całe forum przy okazji. To jest gorsze niż piekło dla osoby wierzącej. A tak, to tylko Twój mąż (niewinny, ale coś na pewno wymyślisz, gdyż dla kobiet nie ma niewinnych ludzi), bo na mnie niestety nie możesz się wyżyć 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Myślisz, że moderator będzie się tu wtrącał jak widzi rozzłoszczoną kobietę?
Gdybyś był odrobinkę mądrzejszy od bakterii, już dawno by się wtrącił.
>A tak, to tylko Twój mąż (niewinny
Nie występują w przyrodzie niewinni mężowie. Niewinny mąż, to nawet nie teoria, to zaledwie hipoteza niepoparta żadnym argumentem. Matematycznie nie da się tego wymodelować, dostępna nam aksjomatyka wyklucza taką możliwość.
>na mnie niestety nie możesz się wyżyć
Nie, to jest absolutnie wykluczone. Ty jesteś jak ta betoniarka, sama domu nie zbuduje, ale bez niej trudno, a buduję tu właśnie dom głupoty ludzkiej, używając sobie ciebie, jako narzędzia.
>To jest gorsze niż piekło
Widzisz i tobie zdarza się mieć czasem rację.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > >Myślisz, że moderator będzie się tu wtrącał jak widzi rozzłoszczoną kobietę?> Gdybyś był odrobinkę mądrzejszy od bakterii, już dawno by się wtrącił.Pewnie masz rację  > >A tak, to tylko Twój mąż (niewinny> Nie występują w przyrodzie niewinni mężowie. Niewinny mąż, to nawet nie teoria, to zaledwie hipoteza niepoparta żadnym argumentem.O! Właśnie. Któż by tego nie ujął lepiej niż Ty  > >na mnie niestety nie możesz się wyżyć> Nie, to jest absolutnie wykluczone. Ty jesteś jak ta betoniarka, sama domu nie zbuduje, ale bez niej trudno, a buduję tu właśnie dom głupoty ludzkiej, używając sobie ciebie, jako narzędzia.Ojej  > >To jest gorsze niż piekło> Widzisz i tobie zdarza się mieć czasem rację.e, tam... mylisz się. Dlatego umieściłem takie zdanie w podpisie 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) | >On przy okazji dostanie, jeszcze ktoś i całe forum przy okazji.
I przy okazji, to Ty stereotypem potraktowałeś wszystkie kobiety, formułując swoje ogólne sądy.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >I przy okazji, to Ty stereotypem potraktowałeś wszystkie kobiety, formułując swoje ogólne sądy.
I widzisz, wcale, już drugi raz masz rację. Masz ją absolutnie w odniesieniu do Autografki, ona jest na pewno babą, zostało to perfekcyjnie sprawdzone. Baba, to taki trzeci rodzaj człowieka, ni mięso, ni ryba.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) | > >I przy okazji, to Ty stereotypem potraktowałeś wszystkie kobiety, formułując swoje ogólne sądy.> I widzisz, wcale, już drugi raz masz rację. Masz ją absolutnie w odniesieniu do Autografki, ona jest na pewno babą, zostało to perfekcyjnie sprawdzone. Baba, to taki trzeci rodzaj człowieka, ni mięso, ni ryba.> Aneta DziwińskaZważywszy, że babę zesłał bóg, cieszę się, że nią jestem. Mnie po zejściu już, zabierze on do niebiańskich ogrodów, a Ty możesz tu straszyć tylko do końca tego forum. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > Zważywszy, że babę zesłał bóg, cieszę się, że nią jestem. Mnie po zejściu już, zabierze on do niebiańskich ogrodów, a Ty możesz tu straszyć tylko do końca tego forum.  Kto tam babę zesłał, to juz sam nie wiem. Jednak w sumie to dobrze, że są, bo tak to faceci żyli by sobie spokojnie, bez nerwów w zgodzie. Po prostu nudy by były  hmmm (a jak by tych kobiet nie było?) Ale była by piłka i formuła 1  hehe. Chyba nie byłoby tak źle EDIT:Zapomniałem o jednym ważnym elemencie... Jeszcze piwo i człowiek staje się szczęśliwy! 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > >I przy okazji, to Ty stereotypem potraktowałeś wszystkie kobiety, formułując swoje ogólne sądy.> I widzisz, wcale, już drugi raz masz rację. Masz ją absolutnie w odniesieniu do Autografki, ona jest na pewno babą, zostało to perfekcyjnie sprawdzone. Baba, to taki trzeci rodzaj człowieka, ni mięso, ni ryba.Ja tam już sam nie wiem co te kobiety mogą jeszcze wymyślić. Skąd to się takie kłótliwe wzięło? Ty chyba niska jesteś, bo z tego co wiem, to im niższa tym bardziej nerwowa. Mogę się oczywiście mylić 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | >>On przy okazji dostanie, jeszcze ktoś i całe forum przy okazji. >I przy okazji, to Ty stereotypem potraktowałeś wszystkie kobiety, formułując swoje ogólne sądy.
Przepraszam bardzo jeśli uraziłem jakąś kobietę. Nie było to moim celem.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | > Ty nie jesteś zdolny do rozumienia topologii innej jak euklidesowa, próbujesz tą geometrią opisywać zjawiska wychodzące poza jej możliwości, to tak, jakbyś linijka chciał zmierzyć temperaturę. Jeszcze jakiś czas temu mierzyłem linijką temperaturę. Za oknem miałem rurkę z barwionym spirytusem (co z marnotrawstwo!) przyklejoną do linijki. Obecnie elektronika pozbawia meteorologię poezji... _________________ Opisany sposób pomiaru temperatury służy wyłącznie rozładowaniu emocji i nie może zostać wykorzystany jako argument w toczącej się w wątku dyskusji. _________________
A jak już jesteśmy przy Teorii Względności. Wyobraźmy sobie układ emiterów emitujących fotony w tym samym kierunku. Jak wygląda ruch fotonu emitowanego z jednego działa w układzie odniesienia związanym z fotonem z drugiego działa?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | >A jak już jesteśmy przy Teorii Względności. Wyobraźmy sobie układ emiterów emitujących fotony w tym samym kierunku. Jak wygląda ruch fotonu emitowanego z jednego działa w układzie odniesienia związanym z fotonem z drugiego działa?
Jeśli obserwujesz z pozycji fotonu (układu nieruchomego względem poruszającego się fotonu) oraz układu, który porusza się względem tego fotonu?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | spray (5875 punktów) |
> No ale jeśli ktoś przytacza czyjeś słowa, to może oznaczać, że się z nimi zgadza. Tak?Nie ! Mowie Ci, poczytaj Lema, bo bedziemy w pietke gonic. > Więc rozmawiam sobie z tą osobą, która swojego zdania tak na prawdę nie ma poza cytatami innych. Więc było nie było to rozmawiam z tą osobą, której są cytaty a jednocześnie cały ten przekaz wchodzący jak i wychodzący jest poddawany interpretacji osoby cytującej. Tak ?Nie. Ta osoba ma poglady na tyle zblizone do lemowskich, a jednoczesnie uwaza ze Lem te poglady wyrazil najlepiej i najdowcipniej, jak to bylo mozliwe, ze woli zacytowac Mistrza, niz nieudolnie kombinowac, jak to lepiej powiedziec, byle bylo "wlasnymi slowami". > >>Pare minut temu odpisywałem osobie, która pracuje w innej dziedzinie niż jej hobby?> >>Czy uważasz, że taka osoba może być głupia bo to tylko hobby (które bardzo lubi)?> >Pewnie, ze moze. Przeciez jej wolno  > >I nie musi, przeciez jej wolno  > A no pewnie że tak. Ja tam nie mam nic przeciwko... Szkoda, jedynie, że czasu tak mało aby poznać wszystkich i wszystko co by sie chciało Nie mówiąc już o tym co by się chciało zrobić Co zrobic? To oczywiste: mierzyc sily na zamiary
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Nie znamy struktury elektronu, znamy tylko jego parametry.ech...  Nie orientujesz się, czy sa jakieś próby sprawdzenia tego (oprócz strun, gdyż to jest tylko model bez doświadczeń z tego co wiem) > Wielkość elektronu to kreślony obszar przestrzeni, w którym występują jego parametry.Z tego co wiem, to nie ma wielkości. Natomiast to gdzie on się znajduje w danej chwili określane jest jako prawdopodobieństwo. Jeśli prawdopodobnie znajduje się on poza jakąś płaszczyzną (obiektem), to może on się tam rzeczywiście znaleźć nie przenikając przez niego, tylko teleportować (czyli tunelowanie) > Jego masa zależna jest od relacji z otoczeniem, zmienia się i sam diabeł nie wie dlaczegoCzy jego masa może zależeć od tego, czy zaabsorbował foton? > W chwili Wielkiego Wybuchu cała materia była w punkcie, a więc nie było jej wcale w ujęciu psychologicznym.Ale to jest nadal tylko teoria. Bardzo prawdopodobna, lecz nie można powiedzieć, że na 100% tak było. W ten sposób możemy powiedzieć, że powstało to wszystko z fluktuacji, tylko zaistniał jakiś zapalnik? > Nie istnieje żadna elementarna cząstka materii.W takim razie na to wygląda, że im głębiej się w to wchodzi, tym więcej niewiadomych. > Teoria spełnia wymagania dostępnej nam aksjomatyki, a więc, gdyby tak było, to, co chciałbyś dotknąć, czy zobaczyć? Siebie jako jeden elektron,To ciekawe określenie  Więc próby rozbicia cząstek mogą się skończyć na rozbiciu tego makro świata? Trochę by to było dla mnie niewiarygodne... Nie może być przecież takiego zakrzywienia. > zastanów się co by na taki widok powiedziały twoje kobiety.Ech... żeby jeszcze jakieś chciały ze mną rozmawiać jak ja się takimi rzeczami zajmuję  > Masz chyba na myśli wyobrażenie psychologiczne, bo logice teorie fizyczne nie przeczą.Szczególnie ta, że poruszając się z prędkością bliską prędkości światła, jeśli ktoś za tobą poświeci, to zobaczysz, że ten promień wyprzedza Cię z prędkością światła  A tak nawiasem mówiąc, to jak wygląda sprawa pomiaru elektronów? Czy jest jakaś metoda oprócz oddziaływania na niego? chodzi mi o pewien urywek filmu "What the Bleep do we Know" która wydaje mi się niezbyt prawdziwa. Dokładniej o to, że obserwując elektron, zachowuje się on inaczej niż kiedy go nie obserwujemy...
|
|
| |  | -1 na 3 | smelig (435 punktów) | >>Więc jak to jest z tą jednoczesnością zdarzeń? >Fizyka relatywistyczna nie jest zainteresowana zdarzeniami w absolutnym czasie, ponieważ wyklucza jego istnienie. Czas zdarzenia może być tylko względny i zależny tylko od obserwatora. Nie istnieje jeden czas dla dwóch obserwatorów, właśnie tego dowiódł Einstein. Pierwszy raz słyszę, że on czegoś dowiódł. ... >Jeżeli z dachu będzie spadała dachówka, a ty będziesz to widział jadąc rowerem, a twój kolego stojąc na ulicy, to dla każdego z was, jej czas spadania będzie inny i moment upadku nastąpi dla każdego z was w innym czasie, jest to tylko kwestia dokładności zegarków.
Powtarzasz tylko utarte slogany. A spójrz na to inaczej. Zegar to rzecz materialna i jeśli on wskazuje np. godzinę dziesiątą to ten jadący rowerem i ten stojący na ulicy będą widzieli na nim godzinę dziesiątą. To chyba jest logiczne? I o tym właśnie mówi przykład. Z STW wynika, że każdy będzie widział inną godzinę a to chyba nie jest logiczne? Mnie interesuje jak jest naprawdę a nie to co plotą fizycy relatywistyczni. Może fizyka relatywistyczna to zwyczajna lipa?
pozdrawiam
Prawdę można poznać po jej pięknie i prostocie [Richard Feynman]
|
|
| | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Zegar to rzecz materialna i jeśli on wskazuje np. godzinę dziesiątą to ten jadący rowerem i ten stojący na ulicy będą widzieli na nim godzinę dziesiątą. To chyba jest logiczne? I o tym właśnie mówi przykład. Z STW wynika, że każdy będzie widział inną godzinę a to chyba nie jest logiczne?To jeszcze zależy od tego, czy ten zegar będzie się poruszał a jeśli nie będzie sie poruszał, to względem czego się nie będzie poruszał. Równie dobrze można by założyć, że zegar nieporuszający się względem obserwatora stojącego a ten zegar będzie w pewnym stanie to czas może płynąć na nim inaczej, mimo iż ten zegar będzie chodził poprawnie względem niego samego. > Mnie interesuje jak jest naprawdę a nie to co plotą fizycy relatywistyczni. Może fizyka relatywistyczna to zwyczajna lipa?Tak naprawdę, to można tylko powiedzieć, że coś jest prawie na 100% a nigdy nie można przyjąć tego za pewnik. Chyba, że ograniczysz to pewnymi założeniami na tyle mocnymi, że względem tych założeń może to być na 100%, chociaż czy tak na 100% będzie to nie jestem pewny
|
|
| | |  | 6 na 6 | placownik (17853 punktów) |
> Zegar to rzecz materialna i jeśli on wskazuje np. godzinę dziesiątą to ten jadący rowerem i ten stojący na ulicy będą widzieli na nim godzinę dziesiątą. Niekiepska metoda synchronizacji zegarów w dwóch, poruszających się względem siebie, układach inercjalnych. Wystarczy, przejeżdżając obok, rzucić okiem na stojący zegar. W wypadku nocnych jazd zalecałbyś zapewne zegar z kukułką. Wtedy wystarczy dobrze nadstawić uszu, przejeżdżając w pobliżu. W tym przypadku wkradnie się pewien drobny błąd, ale Ty nie jesteś drobiazgowy. Szczegóły nie są ważne. Ważna jest sama zasada! Człowieku! Bój się Boga!  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >>Zegar to rzecz materialna i jeśli on wskazuje np. godzinę dziesiątą to ten jadący rowerem i ten stojący na ulicy będą widzieli na nim godzinę dziesiątą. > Niekiepska metoda synchronizacji zegarów w dwóch, poruszających się względem siebie, układach inercjalnych.
O jakiej synchronizacji Ty piszesz? W tym wypadku mowa jest o jednym zegarze i dwóch obserwatorach. >Wystarczy, przejeżdżając obok, rzucić okiem na stojący zegar. W wypadku nocnych jazd zalecałbyś zapewne zegar z kukułką. Wtedy wystarczy dobrze nadstawić uszu, przejeżdżając w pobliżu. W tym przypadku wkradnie się pewien drobny błąd, ale Ty nie jesteś drobiazgowy. Szczegóły nie są ważne. Ważna jest sama zasada!
Cieszy mnie Twoje poczucie humoru. Czepiasz się słowa "widzieli" zamiast "stwierdzili".
Aby mnie ukarać za pogardę dla autorytetów los sprawił, że sam stałem się autorytetem. [Albert Einstein]
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >Cieszy mnie Twoje poczucie humoru. Czepiasz się słowa "widzieli" zamiast "stwierdzili".
Nie każdy jest w stanie odpowiedzieć na trudne pytania, więc wyszukuje się błędy w wypowiedziach... (tak mi się wydaje)
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>O jakiej synchronizacji Ty piszesz? W tym wypadku mowa jest o jednym zegarze i dwóch obserwatorach.
No to dla pełnego obrazu dodam, że rowerzysta miał na ręku swój własny, osobisty zegarek. W chwili, w której zoczył godzinę dziesiątą na mijanym zegarze, na tę samą godzinę nastawił swój.
>Cieszy mnie Twoje poczucie humoru.
Fizyka nie musi być śmiertelnie ponura.
>Czepiasz się słowa "widzieli" zamiast "stwierdzili".
Fakt. Czepiłem się. Z przyjemnością się odczepię kiedy mi podasz sposób, jakiego obserwatorzy użyli aby stwierdzić.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >>O jakiej synchronizacji Ty piszesz? W tym wypadku mowa jest o jednym zegarze i dwóch obserwatorach. > No to dla pełnego obrazu dodam, że rowerzysta miał na ręku swój własny, osobisty zegarek. W chwili, w której zoczył godzinę dziesiątą na mijanym zegarze, na tę samą godzinę nastawił swój.
No tak. Ja swoje a Ty swoje. >>Cieszy mnie Twoje poczucie humoru. > Fizyka nie musi być śmiertelnie ponura. >>Czepiasz się słowa "widzieli" zamiast "stwierdzili". > Fakt. Czepiłem się. Z przyjemnością się odczepię kiedy mi podasz sposób, jakiego obserwatorzy użyli aby stwierdzić. Wystarczy, że zaobserwują będąc tuż obok siebie. W innym wypadku pozostaje im stwierdzić dokonując poprawki uwzględniającej odległość i tak się przeważnie robi. Ostatecznie np. wybuch Supernowej nie jest równoczesny z momentem jego zaobserwowania. A może jesteś innego zdania? A teraz zagadka: Czy moment zaobserwowania jakiegoś zdarzenia jest też zdarzeniem?
pozdrawiam
Zasada głupca jest prosta. Najpierw sprowadzić do swojego poziomu a potem zniszczyć doświadczeniem. [autor nieznany]
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Wystarczy, że zaobserwują
Żonglujesz słowami. "Widzieli" Ci nie pasuje - zamieniłeś je na "stwierdzili". Teraz dorzucasz do tego "zaobserwowali". Czy to coś wyjaśnia? To ma być fizyka, a nie poezja. Jak zaobserwowali?
>będąc tuż obok siebie.
Bardzo tuż?
>W innym wypadku
W jakim innym? W takim kiedy są nie bardzo tuż obok siebie?
>pozostaje im stwierdzić dokonując poprawki uwzględniającej odległość
W jaki sposób jest mierzona ta odległość?
>i tak się przeważnie robi.
Jadąc pociągiem lub samochodem, albo lecąc samolotem.
>Ostatecznie np. wybuch Supernowej nie jest równoczesny z momentem jego zaobserwowania.
Według Ciebie może być. Jeśli się jest tuż obok.
>A teraz zagadka: >Czy moment zaobserwowania jakiegoś zdarzenia jest też zdarzeniem?
Tak. To są dwa różne zdarzenia. Zawsze różne w czasie. Czasami różne w przestrzeni.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Kowalska (14008 punktów) | > >Wystarczy, że zaobserwują Żonglujesz słowami. "Widzieli" Ci nie pasuje - zamieniłeś je na "stwierdzili". Teraz dorzucasz do tego "zaobserwowali". Czy to coś wyjaśnia? To ma być fizyka, a nie poezja. Jak zaobserwowali?>będąc tuż obok siebie.> Bardzo tuż?> >W innym wypadku> W jakim innym? W takim kiedy są nie bardzo tuż obok siebie?> >pozostaje im stwierdzić dokonując poprawki uwzględniającej odległość> W jaki sposób jest mierzona ta odległość?> >i tak się przeważnie robi.> Jadąc pociągiem lub samochodem, albo lecąc samolotem.> >Ostatecznie np. wybuch Supernowej nie jest równoczesny z momentem jego zaobserwowania.> Według Ciebie może być. Jeśli się jest tuż obok.> >A teraz zagadka:> >Czy moment zaobserwowania jakiegoś zdarzenia jest też zdarzeniem?> Tak. To są dwa różne zdarzenia. Zawsze różne w czasie. Czasami różne w przestrzeni. Kurczę... A ja odczytałam ten post właśnie poetycko. Jak kłótnię kochanków. Jak wiersz! Fantastyczne! Dobra, idę, mam za dużą wyobraźnię. A o fizyce wiem tylko tyle, że istnieje  Przepraszam
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Dobra, idę, mam za dużą wyobraźnię. A o fizyce wiem tylko tyle, że istnieje  Zaraz, zaraz... Nie ma dowodu na istnienie fizyki... Na procesy fizyczne tak, ale chyba nikt jak na razie nie udowodnił istnienia samej fizyki?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kowalska (14008 punktów) | > >Dobra, idę, mam za dużą wyobraźnię. A o fizyce wiem tylko tyle, że istnieje  > Zaraz, zaraz... Nie ma dowodu na istnienie fizyki... Na procesy fizyczne tak, ale chyba nikt jak na razie nie udowodnił istnienia samej fizyki? No tak. Na istnienie języka polskiego też nie mamy w takim razie dowodów. Ale piszę według jego zasad. Czyli, że nikt jak na razie nie udowodnił istnienia języka polskiego? Matko jedyna kochana....
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >>Dobra, idę, mam za dużą wyobraźnię. A o fizyce wiem tylko tyle, że istnieje  > >Zaraz, zaraz... Nie ma dowodu na istnienie fizyki... Na procesy fizyczne tak, ale chyba nikt jak na razie nie udowodnił istnienia samej fizyki?> No tak. Na istnienie języka polskiego też nie mamy w takim razie dowodów. Ale piszę według jego zasad.> Czyli, że nikt jak na razie nie udowodnił istnienia języka polskiego?No tak. Zasady ortografii się zmieniają, tak? Dochodzą nowe wyrazy itd... Na razie nie ma dowodu na zasady poprawności gramatycznej, chociaż dowody poprawności semantyki są i mają się całkiem nieźle. Więc jak byś się nie starała, to i tak udowodnić nie sposób. Jedynie porównać ze zmiennym wzorcem można i to chyba da się w miarę łatwo udowodnić. W każdym razie samego języka polskiego nie udowodnisz, co najwyżej jego niektóre składowe. > Matko jedyna kochana....No tak.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kowalska (14008 punktów) | >>>Zaraz, zaraz... Nie ma dowodu na istnienie fizyki... Na procesy fizyczne tak, ale chyba nikt jak na razie nie udowodnił istnienia samej fizyki? >> No tak. Na istnienie języka polskiego też nie mamy w takim razie dowodów. Ale piszę według jego zasad. >>Czyli, że nikt jak na razie nie udowodnił istnienia języka polskiego? >No tak. Zasady ortografii się zmieniają, tak? Dochodzą nowe wyrazy itd... >Na razie nie ma dowodu na zasady poprawności gramatycznej, chociaż dowody poprawności semantyki są i mają się całkiem nieźle. >Więc jak byś się nie starała, to i tak udowodnić nie sposób. Jedynie porównać ze zmiennym wzorcem można i to chyba da się w miarę łatwo udowodnić. >W każdym razie samego języka polskiego nie udowodnisz, co najwyżej jego niektóre składowe.
No to mi udowodnij, że Ty istniejesz. Ale Ty. A nie procesy. I nie porównuj się. A uwierzę we wszystko. Skoro języka polskiego nie sposób. Udowodnić.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > No to mi udowodnij, że Ty istniejesz. Ale Ty. A nie procesy. I nie porównuj się. A uwierzę we wszystko. >Skoro języka polskiego nie sposób. Udowodnić.
Nie mogę udowodnić czegoś co może istnieć a może nie istnieć. To, że tutaj do mnie piszesz dowodzi jedynie tego iż Twój mózg to odczuwa (na podstawie interpretacji). Teraz, sama ta interpretacja w zależności od funkcjonowania Twojego mózgu może (ale nie musi) być poprawna, co jest uzależnione w głównej mierze od synaps, dendrytów i całego elektro-koloidowego tworu pływającego w substancji, która chroni go przed zderzeniami z puszką w której się znajduje. Myśli są jedynie przepływem elektronów (których tak na prawdę nie ma, bo ich wielkość jest zerowa) w różnych kierunkach. Jak mogę Tobie w takim razie udowodnić, że ja istnieję jeśli sama masz złudzenie swojego własnego istnienia?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Kowalska (14008 punktów) | >Nie mogę udowodnić czegoś co może istnieć a może nie istnieć. To, że tutaj do mnie piszesz dowodzi jedynie tego iż Twój mózg to odczuwa (na podstawie interpretacji). Teraz, sama ta interpretacja w zależności od funkcjonowania Twojego mózgu może (ale nie musi) być poprawna, co jest uzależnione w głównej mierze od synaps, dendrytów i całego elektro-koloidowego tworu pływającego w substancji, która chroni go przed zderzeniami z puszką w której się znajduje. Myśli są jedynie przepływem elektronów (których tak na prawdę nie ma, bo ich wielkość jest zerowa) w różnych kierunkach. Jak mogę Tobie w takim razie udowodnić, że ja istnieję jeśli sama masz złudzenie swojego własnego istnienia?
Ha! Fantastyczne! Niech mi teraz spróbują udowodnić w banku, że mam u nich kredyt.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | To już jest problem nie filozoficzny lecz finansowy i uważam, że na takim poziomie również da się go rozwiązać. Po pierwsze: Jedynie NBP ma prawo kreować pieniądze. W takim razie pożyczanie pieniędzy w innym banku niż NBP nie powinno podlegać zwrotowi, gdyż bank udzielił pożyczki nielegalnie! Dlaczego? Poniżej odpowiedź: Po drugie: Kreacja pieniędzy w naszym kraju jest trochę przekombinowana. Jako depozyt bank ma obowiązek przetrzymywać 3.5% wpłaconej sumy. Czyli jeśli wpłacasz do banku np.: 1000 zł to bank dostaje od Ciebie tak naprawdę 28 000 zł! (Tobie dając marne kilka procent rocznie a sam ma 28 razy tyle). Teraz tak: skoro bank dysponuje taką sumą, to może na tym zarabiać (dodatkowo powielać) udzielając pożyczek na procent (dosyć wysoki). W tym momencie przy niewielkiej sumie, którą pożyczają banki tworzy się niesamowicie wielki dług. Ten dług jest większy niż jest wszystkich pieniędzy w obiegu. W takim razie i tak nie ma siły, żeby długi zostały spłacone, gdyż pieniędzy, które trzeba oddać bankom jest więcej niż ludzie mogą oddać. Samo spłacenie jest więc niemożliwe, gdyż banki same doprowadziły do takiej sytuacji. Spłacasz tak naprawdę pieniędzy, których nie ma  W sumie to na Świecie są chyba tylko 4 kraje, które nie są zadłużone (jeden z tych krajów liczy kilka lub kilkanaście osób). U kogo są te kraje zadłużone? Jest takie powiedzenie: "kto kontroluje zadłużenie, ten kontroluje Świat".
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | spray (5875 punktów) | >To już jest problem nie filozoficzny lecz finansowy i uważam, że na takim poziomie również da się go rozwiązać. (...)
Problem finansowy wyglada tak, ze biorac kredyt masz nadzieje w przyszlosci pieniadze zarobic i z wartosci uzyskanej kredyt splacic wraz lichwa , zwana dla niepoznaki oprocentowaniem. Bank udziela Ci kredytu, bo wierzy, ze zarobisz i oddasz wraz lichwa. Wszystko sie opiera na wierze ( credo - wierze, credit - uwierzyl, stad zapewne nazwa "kredyt"). Wiara nie jest pozbawiona podstaw. Ale nie o to chodzi ! Genialny wynalazek Kowalskiej jest tylko konsekwencja tego, co sam zaugerowales, a co racji pozbawione nie jest i nie ma rzetelnego narzedzia na dowiedzenia, ze swiat nie jest zludzeniem. Wystarczy teraz, ze Kowalska sugestywnie przekona bank, a potem pewnie i sad, ze wszystko co widzi i slyszy uwaza za projekcje swojego umyslu, a projekcja nie nalezy sie przeciez przejmowac. To niech teraz bank udowodni Kowalskiej, ze solipsyzm jest blednym przekonaniem co do natury rzeczywistosci. Co prawda, najzagorzalszy solipsyta moze sie bardziej dobitnie przekonac, co jest zludzeniem, a co nie, wychodzac na droge szybkiego ruchu i ignorujac watpliwa nature nadjezdzajacego TIRa. Ale takie drobne niedogodnosci wystepuja sporadycznie i nie ma co na nich budowac teorii. W koncu bank nie morduje swoich klientow, a jakby co, wystarczy konsekwencja w obronie swojego stanowiska i bank bedzie mogl Kowalskiej skoczyc na warstat, hehe... I tu wracamy do kwestii finansowej : przy niewielkich kredytach jest to poglad filozoficzny o niewielkiej wartosci wymiernej...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | wcale (614 punktów) | > >To już jest problem nie filozoficzny lecz finansowy i uważam, że na takim poziomie również da się go rozwiązać.> (...)> Problem finansowy wyglada tak, ze biorac kredyt masz nadzieje w przyszlosci pieniadze zarobic i z wartosci uzyskanej kredyt splacic wraz lichwa , zwana dla niepoznaki oprocentowaniem.Jednak ludzie nie są w stanie spłacić kredytów, gdyż jest ich łączna wartość jest o wiele większa niż pieniędzy do spłaty. > Bank udziela Ci kredytu, bo wierzy, ze zarobisz i oddasz wraz lichwa.No właśnie nie. Bank udziela kredytu, bo wie, że kontrola Twojego zadłużenia jest kontrolą Ciebie. Po prostu jesteś parobkiem. > Ale nie o to chodzi !> Genialny wynalazek Kowalskiej jest tylko konsekwencja tego, co sam zaugerowales, a co racji pozbawione nie jest i nie ma rzetelnego narzedzia na dowiedzenia, ze swiat nie jest zludzeniem.Dokładnie tak. > Wystarczy teraz, ze Kowalska sugestywnie przekona bank, a potem pewnie i sad, ze wszystko co widzi i slyszy uwaza za projekcje swojego umyslu, a projekcja nie nalezy sie przeciez przejmowac.No tak, tylko możemy iść krok dalej (jest poniżej)  > To niech teraz bank udowodni Kowalskiej, ze solipsyzm jest blednym przekonaniem co do natury rzeczywistosci.To raczej sąd będzie udowadniał a komornik sprowadzi do rzeczywistości  > W koncu bank nie morduje swoich klientow, a jakby co, wystarczy konsekwencja w obronie swojego stanowiska i bank bedzie mogl Kowalskiej skoczyc na warstat, hehe...Bank nie morduje bezpośrednio (są ludzie, którzy to robią z braku pieniędzy)  Jesli chodzi o większą skalę, to nikt nie zarabia lepiej na wojnie niż banki  > I tu wracamy do kwestii finansowej : przy niewielkich kredytach jest to poglad filozoficzny o niewielkiej wartosci wymiernej...Teraz wyjaśnienie z tego co napisałem powyżej. Jesli chodzi o złudzenia, to po co pieniądze z jakiegoś banku. Nie lepiej sobie wyobrazić, że się coś już ma? Z pominięciem tych pieniędzy ?  Na początek można zacząć od oneironautyki 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | spray (5875 punktów) |
> Jednak ludzie nie są w stanie spłacić kredytów, gdyż jest ich łączna wartość jest o wiele większa niż pieniędzy do spłaty.Gdyby ludzie nie splacali kredytow w stopniu wymaganym do utrzymania instytuchji kredytow, to kredytow by nie bylo. Proste ? Ich laczna wartosac w danej chwili na pewno jest wieksza , niz pieniedzy do splaty, w przeciwnym razie by ich nie bylo. Proste? Tak jak i pojedynczy kredyt, chyba ze jest blisko mety. Wtedy juz bank zarobil. Ale wiem, o co Ci chodzi - rosnace zadluzenie, ktore ma doprowadzic do ubezwlasnowolnienia wszystkich, a zwlaszcza drobnych kredytobiorcow, jak i wszystkich poslugujacych sie jakakolwiek waluta wymienialna. I w tej operacji Rezerwa Federalna USA odgrywa wiodaca role, zwpewne nie bez przyczyny. Byc moze cos w tym jest. Tylko czy spisek Iluminatow ? Albo Kogostam? Czy miales cos innego na mysli? Bo jesli tylko samonakrecajaca sie spirale uzaleznien - wlasnie jeden z jej najslabszych punktow sie objawil i mamy tzw. Kryzys. Kryzys, jak wiadomo, jest bratem Ozyrysa  , wiec nalezy sie po nim spodziewac podobnych wlasciwosci. A zwlaszcza zmartwychwstawania regularnego. (...) > >Wystarczy teraz, ze Kowalska sugestywnie przekona bank, a potem pewnie i sad, ze wszystko co widzi i slyszy uwaza za projekcje swojego umyslu, a projekcja nie nalezy sie przeciez przejmowac.> No tak, tylko możemy iść krok dalej (jest poniżej)  > >To niech teraz bank udowodni Kowalskiej, ze solipsyzm jest blednym przekonaniem co do natury rzeczywistosci.> To raczej sąd będzie udowadniał a komornik sprowadzi do rzeczywistości  Jesli Kowalska nie bedzie przejawiac swojego przekonania w sposob odpowiednio przekonujacy, to komornik tez moze jej skoczyc na warstat... Jesli potrafi. Bo jesli zgodnie z moja wczesniejsza teza Kowalska wezmie kredyt we wlasciwej wysokosci, to komornik zdechnie z glodu, gdy ona bedzie kolorowymi drinkami sie truc powoli i przyjemnie na Bahamach. I komornik , zeby sie dozywic, pojdzie tam, gdzie zawsze - do tych, co nie wiedza jak i gdzie bierze sie kredyty, a potem gdzie i jak sie wystawia komornika do wiatru. > Bank nie morduje bezpośrednio (są ludzie, którzy to robią z braku pieniędzy)  > Jesli chodzi o większą skalę, to nikt nie zarabia lepiej na wojnie niż banki  > >I tu wracamy do kwestii finansowej : przy niewielkich kredytach jest to poglad filozoficzny o niewielkiej wartosci wymiernej...> Teraz wyjaśnienie z tego co napisałem powyżej. Jesli chodzi o złudzenia, to po co pieniądze z jakiegoś banku. Nie lepiej sobie wyobrazić, że się coś już ma? Z pominięciem tych pieniędzy ? > Na początek można zacząć od oneironautyki  A tam, zaraz oneironautyka. Z definicji niepewna. A nie lepiej sobie sen ziscic w sposob sugerowany powyzej ?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >Jednak ludzie nie są w stanie spłacić kredytów, gdyż jest ich łączna wartość jest o wiele większa niż pieniędzy do spłaty.> Gdyby ludzie nie splacali kredytow w stopniu wymaganym do utrzymania instytuchji kredytow, to kredytow by nie bylo. Proste ?A jednak są  Absurdalnie proste  Jako podpowiedź: Inflacja/kryzys  > Ich laczna wartosac w danej chwili na pewno jest wieksza , niz pieniedzy do splaty, w przeciwnym razie by ich nie bylo. Proste?Niekoniecznie. > Tak jak i pojedynczy kredyt, chyba ze jest blisko mety. Wtedy juz bank zarobil.Bank nie zarabia na kredycie, który Ty spłaciłaś, tylko na tym kredycie, który ciągle spłacasz. Chodzi o to aby kredyt nigdy nie został spłacony  > Ale wiem, o co Ci chodzi - rosnace zadluzenie, ktore ma doprowadzic do ubezwlasnowolnienia wszystkich, a zwlaszcza drobnych kredytobiorcow, jak i wszystkich poslugujacych sie jakakolwiek waluta wymienialna. I w tej operacji Rezerwa Federalna USA odgrywa wiodaca role, zwpewne nie bez przyczyny.FED to jest inna bajka. Oni mają 10% depozytu. U nas jest 3.5%, więc jak klapnie, to porządnie. > Byc moze cos w tym jest. Tylko czy spisek Iluminatow ? Albo Kogostam?> Czy miales cos innego na mysli?Iluminatów? A po co jeszcze kogoś w to mieszać? Wystarczy wyobrazić sobie, że jesteś właścicielką jakiejś firmy. Co robisz, żeby ta firma się rozwijała? Co robisz, żeby bank się rozwijał? Jeśli chodzi o bank, to wiesz, że masz nieograniczone środki finansowe. Więc pewnie jest coś jeszcze czego byś chciała  > Bo jesli tylko samonakrecajaca sie spirale uzaleznien - wlasnie jeden z jej najslabszych punktow sie objawil i mamy tzw. Kryzys.> Kryzys, jak wiadomo, jest bratem Ozyrysa , wiec nalezy sie po nim spodziewac podobnych wlasciwosci. A zwlaszcza zmartwychwstawania regularnego.No własnie ciekawi mnie ten kryzys. Każdy mówi co innego. Jak dla mnie, wystarczy, żeby banki zarządały spłaty kredytu, przez co zmniejszają ilość pieniędzy w obiegu. Taki bank spokojnie może sobie przejmować własności, których ludzie nie mogą spłacić. Teraz popatrz jak to wygląda: Pieniądze, które powstają z długów (nieistniejące) są zamieniane na przedmioty, nieruchomości i inne  > >>To niech teraz bank udowodni Kowalskiej, ze solipsyzm jest blednym przekonaniem co do natury rzeczywistosci.> >To raczej sąd będzie udowadniał a komornik sprowadzi do rzeczywistości  > Jesli Kowalska nie bedzie przejawiac swojego przekonania w sposob odpowiednio przekonujacy, to komornik tez moze jej skoczyc na warstat... Jesli potrafi.> Bo jesli zgodnie z moja wczesniejsza teza Kowalska wezmie kredyt we wlasciwej wysokosci, to komornik zdechnie z glodu, gdy ona bedzie kolorowymi drinkami sie truc powoli i przyjemnie na Bahamach.> I komornik , zeby sie dozywic, pojdzie tam, gdzie zawsze - do tych, co nie wiedza jak i gdzie bierze sie kredyty, a potem gdzie i jak sie wystawia komornika do wiatru.Niestety nie każdy to wie. > >Na początek można zacząć od oneironautyki  > A tam, zaraz oneironautyka. Z definicji niepewna.Może dla Ciebie niepewna, ale ja to kiedys sobie ćwiczyłem i udało się  Póxniej już mi się nie chciało, bo chodziło tylko o to, żeby sprawdzić, czy jest to możliwe, czy nie. Oczywiście Żadnych stanów OOBE ani projekcji nie było, tylko świadome śnienie. Reszty nie prawdzałem, bo mi się nie chciało  > A nie lepiej sobie sen ziscic w sposob sugerowany powyzej ?>  Ja lubię sprawdzac wiele możliwości  Jak wypróbuję na sobie, to wiem, czy to jest prawda, czy nie  wybiorę sobie te lepsze  Oczywiście w granicach rozsądku, bo przykładowo łaski Bożej nie mam ochoty doświadczać ani innych takich 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | spray (5875 punktów) | > Jako podpowiedź: Inflacja/kryzys  A deflacja ? O czym swiadczy w kryzusie deflacja ? > (.)))ciągle spłacasz. Chodzi o to aby kredyt nigdy nie został spłacony  Poniekad. Bardziej chodzi o to, zeby wiekszosc kredytu zostala spalcona. > FED to jest inna bajka. Oni mają 10% depozytu. U nas jest 3.5%, więc jak klapnie, to porządnie.Jak porzadnie klapnie, to w koncu jen zastapi dolara. > >Byc moze cos w tym jest. Tylko czy spisek Iluminatow ? Albo Kogostam?I to w przypadku dosc optymistycznym, bo w miare kontrolowanym.> Iluminatów? A po co jeszcze kogoś w to mieszać?> Wystarczy wyobrazić sobie, że jesteś właścicielką jakiejś firmy. Co robisz, żeby ta firma się rozwijała?Nie zamierzalam mieszac. Przez chwile wydawalo mi sie, ze Ty zaierzasz  Nie musze sobie wyobrazac siebie , jako wlascicielki firmy, znam to z wlasnego doswiadczenia. A co zrobie, zeby sie firma rozwijala ? Nastawie ja na zysk ? I co to znaczy? > Co robisz, żeby bank się rozwijał? Jeśli chodzi o bank, to wiesz, że masz nieograniczone środki finansowe. Więc pewnie jest coś jeszcze czego byś chciała  Jesli bank uwaza, ze ma nieograniczone srodki finansowe, to sie wczesniej czy pozniej wylozy. > No własnie ciekawi mnie ten kryzys. Każdy mówi co innego.To juz nawet tzw. kazdy glupi zauwazyl  > Jak dla mnie, wystarczy, żeby banki zarządały spłaty kredytu, przez co zmniejszają ilość pieniędzy w obiegu. Taki bank spokojnie może sobie przejmować własności, których ludzie nie mogą spłacić.Wlasnie banki to robia. Zawsze. Dopoki robia to w granicach rozsadku, biznes sie kreci. A gdy rozsadek traca, bo uznaly, jak Ty wyzej, ze maja nieograniczone srodki... dupa zimna... w relatywistycznej przestrzeni nic nie jest ograniczone i to tak oczywiscie ograniczone. A juz na pewno nie w przestrzeni socjologiczno - kulturowej  > Teraz popatrz jak to wygląda: Pieniądze, które powstają z długów (nieistniejące) są zamieniane na przedmioty, nieruchomości i inne  To wyglada tak, ze dlugi sa rzeczywiste i zaciagajac rzeczywiste dlugi dawalo sie rzeczywiste przedmioty w zastaw dlugow. Tak czy inaczej, czy przez hipoteke, czy przez orzeczenie o niewyplacalanosci i zamianie na inne, niz przyrzeczone przedmioty (np. pieniadze). To znaczy, ze wiara (kredyt) sie zwiodla. Mialo byc pieknie i byloby, gdyby nie bylo niepieknie. Moze by nie zawiodla, gdyby z samej siebie nie uczynila kredytu. Ale jakos tak... sie rozbujala, bo przeciez tak pieknie zarlo. (...) > wybiorę sobie te lepsze Oczywiście w granicach rozsądku, bo przykładowo łaski Bożej nie mam ochoty doświadczać ani innych takich Poleganie na snieniu, nawet swiadomym, nie wydaje mi sie pozostawac w granicach rozsadku... A przynajmniej nie tego rozsadku, ktory troche wczesniej deklarowales. Moze sa inne rozsadki... ja nie wiem !
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > A deflacja ? O czym swiadczy w kryzusie deflacja ?Deflacja jest tylko teorią. Są kraje w których jest deflacja, ale to są wyjątki i nie uważam aby można było je brać pod uwagę. Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego, to index mundi i tam są wylistowane te kraje z ujemną inflacją (o ile dobrze pamiętam  ) > >(.)))ciągle spłacasz. Chodzi o to aby kredyt nigdy nie został spłacony> Poniekad. Bardziej chodzi o to, zeby wiekszosc kredytu zostala spalcona.Wyobraź sobie sytuację kiedy jesteś właścicielką banku (to będzie taki skrócony przykład). Ktoś bierze u Ciebie pożyczkę powiedzmy na 20% rocznie. dla Ciebie idealnie będzie kiedu ta osoba tej pożyczki nigdy nie spłaci. Ponieważ będzie Ci zwracać z nawiązką  Czy boisz się, że ta osoba nie spłaci tego kredytu? Oczywiście, że nie, bo poświadczyła swoim majątkiem, który został odpowiednio wyceniony  Jak nie spłaci, to wszystko co miała ta osoba należy do Ciebie  > Jak porzadnie klapnie, to w koncu jen zastapi dolara.Oczywiście, a polaków rumuni  albo chińczycy  chociaż co do tych chińczyków to nie był bym taki pewiem, bo mieli tu pracować, ale stwierdzili, że u nas są gorsze warunki pracy niż u nich  > A co zrobie, zeby sie firma rozwijala ? Nastawie ja na zysk ?> I co to znaczy?Tworzysz coś co nie działa dla ludzi, tylko na ich pieniądzach. Dzięki temu będziesz mieć jakiś zysk. Jeśli zatrudnisz firmę, która będzie usprawniać działanie Twojej firmy, to zobaczysz, że można rzeczywiście wykorzystywać wszystkich i znacznie lepiej na tym wychodzić  > Jeśli bank uwaza, ze ma nieograniczone srodki finansowe, to sie wczesniej czy pozniej wylozy.Żaden bank się nigdy nie wyłożył  Jeśli słyszysz o bankructwach banków, to jest tylko fikcja, zaplanowane działanie. Podam jako przykład: Jeśli masz pieniądze w banku który zbankrutował, to je tracisz. Jeśli miałaś dług w banku, to jest on przez kogoś przejmowany  Bank nie traci na tym, tylko zyskuje  > To juz nawet tzw. kazdy glupi zauwazylNie każdy, bo nasi politycy jakoś tego nie widzą  No i reszta... > Wlasnie banki to robia. Zawsze. Dopoki robia to w granicach rozsadku, biznes sie kreci.Biznas się będzie kręcił do puki będą istnieć banki. Dokładniej to pożyczki na kredyt. Inflacja uniemożliwia gromadzenia pieniędzy. Im jest gorzej, tym lepiej banki prosperują  Tu nie chodzi o pieniądze, tylko o przejmowanie własności. Po wyciągnięciu ie się da od ludzi (czyli powiedzmy taki kryzys), znowu jest spokój i ludzie dalej zaczynają zaciągać pożyczki. Nie jest to istotne, czy Ci się uda spłacić, czy nie  I tak sytuacja nie staje się lepsza  > A gdy rozsadek traca, bo uznaly, jak Ty wyzej, ze maja nieograniczone srodki... dupa zimna... w relatywistycznej przestrzeni nic nie jest ograniczone i to tak oczywiscie ograniczone. A juz na pewno nie w przestrzeni socjologiczno - kulturoweKreacja pieniędzy jest nieograniczona. Widziałaś kiedyś głodującego własciciela banku, który zbankrutował? > Ale jakos tak... sie rozbujala, bo przeciez tak pieknie zarlo.Nigdy nie będzie pięknie, bo banki są po to aby zarabiać. Każdy chwyt jest dozwolony  > Poleganie na snieniu, nawet swiadomym, nie wydaje mi sie pozostawac w granicach rozsadku... A przynajmniej nie tego rozsadku, ktory troche wczesniej deklarowales.> Moze sa inne rozsadki... ja nie wiem !A może są inne możliwości ? 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) |
> Czyli, że nikt jak na razie nie udowodnił istnienia języka polskiego?> Matko jedyna kochana....Ale też, nikt nie udowodnił jego nieistnienia, więc powodu do zmartwienia nie ma. W końcu wszystkie religie świata na czymś podobnym "jadą" od wieków i jakoś mają się dobrze. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >>Wystarczy, że zaobserwują Żonglujesz słowami. "Widzieli" Ci nie pasuje - zamieniłeś je na "stwierdzili". Teraz dorzucasz do tego "zaobserwowali". Czy to coś wyjaśnia? To ma być fizyka, a nie poezja. Jak zaobserwowali?.
Chcesz wiedzieć jaka jest różnica między słowami widzieć a obserwować?
>>Czy moment zaobserwowania jakiegoś zdarzenia jest też zdarzeniem? > Tak. To są dwa różne zdarzenia. Zawsze różne w czasie. Czasami różne w przestrzeni.
No właśnie. Więc jakim cudem przyszło Ci do głowy, że przykład spotkania się początków dwóch prętów to jest tylko jedno zdarzenie, podczas gdy na nich aż się roi od zegarów i obserwatorów. No fakt, zaznaczyłem tylko czterech.
pozdrawiam
Bóg dał jednemu wykształcenie a drugiemu rozum.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >No właśnie. Więc jakim cudem przyszło Ci do głowy, że przykład spotkania się początków dwóch prętów to jest tylko jedno zdarzenie, podczas gdy na nich aż się roi od zegarów i obserwatorów. No fakt, zaznaczyłem tylko czterech.
Zdarzenie jest jedno. Różni obserwatorzy mogą inaczej je umiejscawiać w przestrzeni i czasie. A moment i miejsce zaobserwowania zdarzenia to jeszcze inna sprawa. I tak jest nawet w fizyce klasycznej. Np. zdarzenie polegające na wybuchu gazu w mieszkaniu jest jedno. Dla sąsiadów z górnych pięter to zdarzenie miało miejsce poniżej, dla tych z parteru powyżej. Dla sąsiadów wydarzyło się to blisko, dla ludzi w innym mieście zdarzenie będzie odległe w przestrzeni. W podejściu klasycznym, zdarzenie dla wszystkich wystąpi w tym samym czasie. W podejściu relatywistycznym niekoniecznie. Ale moment obserwacji nie ma tu nic do rzeczy. Obojętnie czy z klasycznego czy relatywistycznego punktu widzenia, wybuch gazu przez różnych obserwatorów będzie zaobserwowany w różnym czasie. Niektórzy zaobserwują je dopiero w wieczornych wiadomościach.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Chcesz wiedzieć jaka jest różnica między słowami widzieć a obserwować?
Jeśli mógłbyś mi to wyjaśnić na konkretnym przykładzie, mogłoby to być wielce pomocne. Może być rowerzysta mijający wieżę zegarową, może być obserwator siedzący na pręcie - byle w dokładnie określonym miejscu, obserwujący mijanie się początku pręta, którego dosiada z początkiem pręta pędzącego z naprzeciwka.
>No właśnie. Więc jakim cudem przyszło Ci do głowy, że przykład spotkania się początków dwóch prętów to jest tylko jedno zdarzenie, podczas gdy na nich aż się roi od zegarów i obserwatorów. No fakt, zaznaczyłem tylko czterech.
Nie mam nic do dodania ponad to, co już Ci odpowiedział uxbridge.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >>Chcesz wiedzieć jaka jest różnica między słowami widzieć a obserwować? > Jeśli mógłbyś mi to wyjaśnić na konkretnym przykładzie, mogłoby to być wielce pomocne.
No cóż. Z bólem muszę stwierdzić, że nie wiem jaka jest różnica między tymi słowami. Może tylko to, że można obserwować ale nic nie widzieć.
pozdrawiam
Lepszy ten, co szuka a nie znalazł, niż ten, co nie szukał a twierdzi, że nie ma.
|
|
| | |  | 6 na 6 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Pierwszy raz słyszę, że on czegoś dowiódł.
Od czasu do czasu wypada sobie umyć uszy.
>To chyba jest logiczne?
Logiczne jest to, że światło (nośnik informacji) dociera do nich w różnym czasie ( nie wspomnę tu już - od czego różnym), po za tym, dla każdego z nich czas płynie inaczej, jeden jest w ruchu drugi, nie (i znowu pytanie - inaczej od czego). To też jest logika, ale o takiej uczą w szkole, w telewizji nie uczą.
>Mnie interesuje jak jest naprawdę a nie to co plotą fizycy relatywistyczni.
Ależ nie ma nic prostszego jak prawdę poznać, strzelasz sobie w łeb i natychmiast bóg objawia ci całą prawdę. Jeżeli jednak brak ci odwagi do wejścia na tę drogę prawdy, to będziesz tak tańczył, jak ci zagrają fizycy relatywistyczni. Jednak do tańca, uszy, uszy muszą być umyte.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >Mnie interesuje jak jest naprawdę a nie to co plotą fizycy relatywistyczni.> Ależ nie ma nic prostszego jak prawdę poznać, strzelasz sobie w łeb i natychmiast bóg objawia ci całą prawdę. Nie mogę  Ale jak już wystrzeli to ujrzysz światło, czyli wiązkę fotonów wydobywającą się z akceleratora  > Jeżeli jednak brak ci odwagi do wejścia na tę drogę prawdy, to będziesz tak tańczył, jak ci zagrają fizycy relatywistyczni.hehe  Chyba, że stworzy się jakąś inną teorię, która będzie bardziej wiarygodna... @belvedere Nie spodziewałem się, że dziś mnie ktoś tak rozbawi  (w pozytywnym sensie oczywiście)
|
|
| | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >>Pierwszy raz słyszę, że on czegoś dowiódł. >Od czasu do czasu wypada sobie umyć uszy.
No więc czego dowiódł i w jaki sposób? Stworzył tylko model, teorię matematyczną z którą wciąż są problemy. >>To chyba jest logiczne? >Logiczne jest to, że światło (nośnik informacji) dociera do nich w różnym czasie
Ooo! A to dlaczego? Czyżby światło miało różne prędkości? Jeśli chcesz wiedzieć to w zadaniach o kolejności zdarzeń uwzględnia się czas przepływu informacji. >( nie wspomnę tu już - od czego różnym), po za tym, dla każdego z nich czas płynie inaczej, A co to ma do rzeczy? > jeden jest w ruchu drugi, nie (i znowu pytanie - inaczej od czego). To też jest logika, ale o takiej uczą w szkole, w telewizji nie uczą. >>Mnie interesuje jak jest naprawdę a nie to co plotą fizycy relatywistyczni. >Ależ nie ma nic prostszego jak prawdę poznać, strzelasz sobie w łeb i natychmiast bóg objawia ci całą prawdę. Jeżeli jednak brak ci odwagi do wejścia na tę drogę prawdy, to będziesz tak tańczył, jak ci zagrają fizycy relatywistyczni. Jednak do tańca, uszy, uszy muszą być umyte. >Aneta Dziwińska Wycinasz z wypowiedzi to co ważne a tylko filozofujesz o jakichś uszach i tańcach.
Żałowała myszka żółwia, że w skorupie siedział. Mam cię w d. łajzo głupia, żółw jej odpowiedział.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Czyżby światło miało różne prędkości?
Światłu wystarczy stała prędkość, żeby się z ciebie pośmiać w różnym czasie. Kiedy zaśmieje się na Słońcu, to jego śmiech z ciebie, Marsjanie usłyszą później od Ziemian.
>Wycinasz z wypowiedzi to co ważne a tylko filozofujesz o jakichś uszach i tańcach.
Bo tylko taniec jest ważny, pieprzyc zegary i tak wszystkie kłamią.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | smelig (435 punktów) | >>Czyżby światło miało różne prędkości? >Światłu wystarczy stała prędkość, żeby się z ciebie pośmiać w różnym czasie. Kiedy zaśmieje się na Słońcu, to jego śmiech z ciebie, Marsjanie usłyszą później od Ziemian. >>Wycinasz z wypowiedzi to co ważne a tylko filozofujesz o jakichś uszach i tańcach. >Bo tylko taniec jest ważny, pieprzyc zegary i tak wszystkie kłamią.
Jesteś wyszczekana, przejawiasz zacięcie poetyckie i mam wrażenie, że się marnujesz na tym forum. Chyba, że zamysłem moderatorów jest przekształcić je w jakieś kółko poetycko-taneczne.
Nie nowina, że głupi mądrego przegadał; Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał, Tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł; Na koniec, zmordowany, gdy sobie odpoczął, Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny: "Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny." [I. Krasicki]
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Nie nowina, że głupi mądrego przegadał;
Adamiak, ratuj mnie, ja sobie z nim nie poradzę.
Aneta Dziwińska
|
|
| | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) |
>Powtarzasz tylko utarte slogany. A spójrz na to inaczej. Zegar to rzecz materialna i jeśli on wskazuje np. godzinę dziesiątą to ten jadący rowerem i ten stojący na ulicy będą widzieli na nim godzinę dziesiątą. To chyba jest logiczne? Nie > I o tym właśnie mówi przykład. Z STW wynika, że każdy będzie widział inną godzinę a to chyba nie jest logiczne? Jest.
To co oni plotą działa i można to zmierzyć (a nawet mierzy to każdy użytkownik dajmy na to GPSu).
|
|
| | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >>Powtarzasz tylko utarte slogany. A spójrz na to inaczej. Zegar to rzecz materialna i jeśli on wskazuje np. godzinę dziesiątą to ten jadący rowerem i ten stojący na ulicy będą widzieli na nim godzinę dziesiątą. To chyba jest logiczne? >Nie
Nie komplikujmy tego bardziej niż potrzeba. Równie dobrze można powiedzieć, że sobaczysz 50 różnych czasów z punktu widzenia jednego obserwatora. Zamiast wyjaśnień dochodzą takie właśnie problemy...
>> I o tym właśnie mówi przykład. Z STW wynika, że każdy będzie widział inną godzinę a to chyba nie jest logiczne? >Jest. >To co oni plotą działa i można to zmierzyć (a nawet mierzy to każdy użytkownik dajmy na to GPSu).
Ale z punktu widzenie GPSu jako urządzenia elektronicznego, czy człowieka jako obserwatora biologicznego?
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) |
>Ale z punktu widzenie GPSu jako urządzenia elektronicznego, czy człowieka jako obserwatora biologicznego?
Że co? A to jest różnica? Nie sądzę. Chyba że próbujesz fizykę mieszać z fizjologią i skończony czas reakcji z jednoczesnością.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >>Ale z punktu widzenie GPSu jako urządzenia elektronicznego, czy człowieka jako obserwatora biologicznego? >Że co? A to jest różnica? Nie sądzę. Chyba że próbujesz fizykę mieszać z fizjologią i skończony czas reakcji z jednoczesnością.
Nie możesz przecież brać pod uwagę obserwacji z punktu widzenia splątania, bo wszystko wtedy stanie się jasne i nie będzie takiego zamieszania jak obecnie, który obserwator i co on tam widzi i z jakim opóźnieniem.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | metsys (1088 punktów) |
>Nie możesz przecież brać pod uwagę obserwacji z punktu widzenia splątania, bo wszystko wtedy stanie się jasne i nie będzie takiego zamieszania jak obecnie, który obserwator i co on tam widzi i z jakim opóźnieniem.
Miałeś podany dobry przykład z GPS. Gdyby myśleć tak, jak Tobie się wydaje, że jest właściwie, to gdybyś umówił się z klasa babką na kolację w Wilanowie, to pewnie stanąłbyś z rozdziawionym otworem chłonnym w okolicach Grójca, a GPS w samochodzie wmawiałby Ci Wilanów. Przesunięcie spowodowane jest właśnie ruchem mimo, że satelity są na geostacjonarnej. Ich prędkość jest inna niż punktu na ziemi.
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat... A za cztery lata na Euro nikt nas do domu nie wyśle...
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Miałeś podany dobry przykład z GPS. Gdyby myśleć tak, jak Tobie się wydaje, że jest właściwie, to gdybyś umówił się z klasa babką na kolację w Wilanowie, to pewnie stanąłbyś z rozdziawionym otworem chłonnym w okolicach Grójca, a GPS w samochodzie wmawiałby Ci Wilanów. Przesunięcie spowodowane jest właśnie ruchem mimo, że satelity są na geostacjonarnej. Ich prędkość jest inna niż punktu na ziemi.Wiem dobrze, że satelity mają inną prędkość niż osoba trzymająca urządzenie odbiorcze stojąca na ziemi. Jednak nie o to mi chodziło. Podałem jako przykład doświadczenie, które zaprzecza istnieniu czegoś takiego jak Eter. Jednak dla mnie to doświadczenie raczej potwierdza jego istnienie. Wiem, że mogę się mylić. Dlatego właśnie pytałem się, jak to z tym na prawdę jest. Nie oczekuję, że ktoś mi odpowie konkretnie: "To jest tak i tak". Przecież można sobie porozmawiać o tym i chyba nic wielkiego się przez to nie stanie
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Właśnie, doświadczenia wykazały, że nie ma eteru (w szczególnych warunkach obserwowalny powinien być "wiatr eteru" jako zmienna prędkość światła (zmienna niezależnie od zjawisk związanych z przechodzeniem przez różne ośrodki).
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >Właśnie, doświadczenia wykazały, że nie ma eteru (w szczególnych warunkach obserwowalny powinien być "wiatr eteru" jako zmienna prędkość światła (zmienna niezależnie od zjawisk związanych z przechodzeniem przez różne ośrodki).
A czy ten "wiatr" nie miał czasem tłumaczyć stałej prędkość światła?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | pavvel (8272 punktów) | Jeżeli uznać istnienie eteru i stałą prędkość światła w tymże ośrodku, to dla obserwatora poruszającego się w tym eterze prędkości światła będą różne w zależności kierunku pomiaru. Przeprowadzono doświadczenie w którym wykazano, że prędkość światła jest stała niezależnie od kierunku, a zatem albo eter nie istnieje albo to Ziemia jest pępkiem wszechświata i jest zawsze względem eteru nieruchoma.
Jak myślisz, jakie są szanse tego drugiego albo?
> Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
Skoro wiesz, że nie masz racji, to po co się kłócisz?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Jeżeli uznać istnienie eteru i stałą prędkość światła w tymże ośrodku, to dla obserwatora poruszającego się w tym eterze prędkości światła będą różne w zależności kierunku pomiaru.> Przeprowadzono doświadczenie w którym wykazano, że prędkość światła jest stała niezależnie od kierunku, a zatem albo eter nie istnieje albo to Ziemia jest pępkiem wszechświata i jest zawsze względem eteru nieruchoma.> Jak myślisz, jakie są szanse tego drugiego albo?więc skoro jest niezależna od kierunku, to w takim razie ta animacja: www.youtub(*)?v=C2VMO7pcWhg&feature=relatedjest błędna? Fotony poruszają się z różną prędkością? > > Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.> Skoro wiesz, że nie masz racji, to po co się kłócisz?No właśnie nie wiem dlaczego. Jakoś to tak samo wychodzi. W każdym razie jeśli się z kimś nie zgadzam, to dla tej drugiej strony, oczywistym jest, że to ja nie mam racji 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) | Nie wiem czy czytałeś to co tłumaczyłem panu dyr. www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w236710www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w235796Wszystko zależy od układu odniesienia w którym umieścimy obserwatora. Dla obserwatora w pociągu odległości pokonywane przez sygnał świetlny są stałe więc w jego układzie odniesienia światło do odbiorników dotrze jednocześnie. Dla obserwatora względem którego pociąg się porusza tak jak na tym filmiku światło będzie miało do pokonania różne drogi a zatem dotrze do odbiornika w różnych momentach. To chyba nie jest zbyt skomplikowane?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Nie wiem czy czytałeś to co tłumaczyłem panu dyr.> www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w236710> www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w235796> Wszystko zależy od układu odniesienia w którym umieścimy obserwatora.> Dla obserwatora w pociągu odległości pokonywane przez sygnał świetlny są stałe więc w jego układzie odniesienia światło do odbiorników dotrze jednocześnie.> Dla obserwatora względem którego pociąg się porusza tak jak na tym filmiku światło będzie miało do pokonania różne drogi a zatem dotrze do odbiornika w różnych momentach.> To chyba nie jest zbyt skomplikowane?Oczywiście, że proste! Tylko pojąć nie mogę! O co chodzi z tymi obserwatorami? Jeśli są 2 detektory a ja się pytam do którego z nich promień dotrze jako pierwszy, to po co mieszać w to obserwatorów? Wiem doskonale, że każdy obserwator zależnie od odległości, szybkości, grawitacji i innych czynników zaobserwuje inny moment w którym detektor zareaguje. Po co to komu wprowadzać? Nie mam pojęcia. Jeśli pytam się o detektor, to znaczy, że tym obserwatorem jest detektor. Tak? Czy można w końcu coś założyć? Bez dodawania kolejnych poruszających/leżących obserwatorów? Po prostu detektor! Ten detektor wykryje promień światła, tak? Po to tam jest.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) |
>Oczywiście, że proste! Tylko pojąć nie mogę! >O co chodzi z tymi obserwatorami? Na tym polega teoria względności. Każdy obserwator widzi co innego, ale nie ma obserwatora uprzywilejowanego. Każdy opis zdarzeń jest równoprawny. Co więcej, znając wersję zdarzeń jednego z obserwatorów i prędkość względem niego innego obserwatora możemy wyliczyć co zobaczy ten drugi.
>Jeśli są 2 detektory a ja się pytam do którego z nich promień dotrze jako pierwszy, to po co mieszać w to obserwatorów?
Bo inaczej się nie da. Chcesz opisywać jakieś zjawiska musisz podać układ odniesienia.
>Wiem doskonale, że każdy obserwator zależnie od odległości, szybkości, grawitacji i innych czynników zaobserwuje inny moment w którym detektor zareaguje. On nie tylko zaobserwuje inny moment reakcji detektora. W układzie odniesienia różnych obserwatorów sygnały te naprawdę dotrą w różnym czasie.
>Jeśli pytam się o detektor, to znaczy, że tym obserwatorem jest detektor. Tak? Czy można w końcu coś założyć? Bez dodawania kolejnych poruszających/leżących obserwatorów? >Po prostu detektor! >Ten detektor wykryje promień światła, tak? Po to tam jest.
Jeżeli detektor będzie poruszał się razem z pociągiem tak jak to jest na Twojej animacji, to możemy powiedzieć że w układzie każdego detektora odległość nadajnik-detektor jest stała a zatem oba detektory zarejestrują ten sam czas dotarcia sygnału.
P.S. Jak znajdę jakieś przystępne opracowanie teorii względności to Ci podeślę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | dyr. (80 punktów) | >Jeśli są 2 detektory a ja się pytam do którego z nich promień dotrze jako pierwszy, to po co mieszać w to obserwatorów?
>Bo inaczej się nie da. Chcesz opisywać jakieś zjawiska musisz podać układ odniesienia.
Litości! Czegóż wy chcecie od tego człowieka? Przecież ma rację. Po kiego grzyba jeszcze ci tu potrzebni jacyś inni obserwatorzy? Masz dwa detektory, które samoistnie zareagują na dojście sygnału do każdego z nich - czy ty na to będziesz patrzył się z Księżyca, czy w ogóle. Jeśli będziesz się patrzył z tego Księżyca to do ciebie sygnał dotrze już w ogóle w innym czasie niż do tamtych - ale, zlituj się nad sobą przynajmniej, jeśli już nie zamierzasz przestać mącić w głowie biednemu Wcale, gdyż to w żaden sposób nie zmieni tego w jakim czasie sygnał dotrze do detektorów A i B. Nie ma tu więc żadnego sensu wprowadzanie dodatkowych obserwatorów, ani układów odniesienia. Jak będziesz patrzył na to z Księżyca to dla tego układu odniesienia otrzymamy jeszcze inne wyniki - nie zmieni to jednak wyników otrzymanych przez detektory w ich układzie odniesienia! I nie ma tu żadnej potrzeby aby wprowadzać, żądać, domagać się, upierać, mącić w głowie jakimiś n-tymi obserwatorami, czy też układami odniesienia.
pozdrawiam!
>P.S. Jak znajdę jakieś przystępne opracowanie teorii względności to Ci podeślę.
Otóż to. Chętnie podeślę ci wykłady z fizyki (w tym teorii względności) Richarda Feynmana... kto to jest nie muszę tłumaczyć. Bardziej przystępnej i zarazem fachowej lektury nie znajdziesz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) | >>Jeśli są 2 detektory a ja się pytam do którego z nich promień dotrze jako pierwszy, to po co mieszać w to obserwatorów? >>Bo inaczej się nie da. Chcesz opisywać jakieś zjawiska musisz podać układ odniesienia. >Litości! Czegóż wy chcecie od tego człowieka? Przecież ma rację. Po kiego grzyba jeszcze ci tu potrzebni jacyś inni obserwatorzy?
Nie potrzeba ich wielu. wystarczy podać układ odniesienia. Napisałem to w tym samym poście, po którym o litość prosisz. Jeżeli od początku byłby określony jasno układ odniesienia nie musiałbym analizować sytuacji dla różnych obserwatorów. A jak chcesz litości to zamiast herezje głosić po podręcznik sięgnij i poczytaj. Zapraszam na racjolinki.pl tam w dziale fizyka znajdziesz popularny podręcznik akademicki. Poczytaj, a być może nie będziesz o litość prosić musiał.
> nie zmieni to jednak wyników otrzymanych przez detektory w ich układzie odniesienia!
Toż przecież tłumaczę, że detektory poruszające się z tą samą prędkością co pociąg zaobserwują ten sam czas.
>I nie ma tu żadnej potrzeby aby wprowadzać, żądać, domagać się, upierać, mącić w głowie jakimiś n-tymi obserwatorami, czy też układami odniesienia.
Do innych układów odniesienia muszę się jednak odnieść, bo odnosi się do nich filmik linkowany przez wcale.
Tam obserwator jest w innym układzie odniesienia i w jego układzie sygnały nie zawsze docierają jednocześnie.
A teraz zapytam: ty próbujesz zrozumieć teorię względności, czy może chcesz wykazać, że Einstein nie miał racji?
Pytam bo mam wrazenie, że ciągle nie dopuszczasz do swojej świadomości tego, że nie ma czegoś takiego jak układ absolutnie uprzywilejowany i czas absolutny. Tylko, że zamiast spróbować to zrozumieć, albo przynajmniej pogodzić się z tym, Ty próbujesz udowadniać że jest inaczej.
I jak tu komuś takiemu litość okazywać?
Można by co najwyżej zostawić Was samych na forum, ale jeszcze przypadkiem uzgodnilibyście jakaś własną wersję fizyki i zostałyby po was takie kwiatki na forum dla innych.
P.S. Masz Feynmana? Super. Teraz poproś kogoś komu ufasz, żeby Ci to wytłumaczył. Może skończysz z głoszeniem herezji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) | Słuchaj, chciałbym być uprzejmy dla ciebie, ale widzę iż to coraz mniej jest możliwe. Nie będę ci przesyłał wykładów Feynmana bo jak widzę i tak nic z tego nie zrozumiesz skoro w takich drobiażdżkach się gubisz.
>Toż przecież tłumaczę, że detektory poruszające się z tą samą prędkością co pociąg zaobserwują ten sam czas.
Wystarczy iż jeden z nich będzie oddalony od źródła sygnału o centymetr dalej niż ten drugi, a już nie zarejestrują tego w tym samym czasie. Przed sformuowaniem OTW przez Einsteina rozumowano dokładnie tak jak ty, jakby prędkość światła była nieskończona i bez względu na odległości np. dwa detektory mogłyby zarejestrować sygnał świetlny w tym samym momencie, a więc po prostu zarejestrować ten sam czas dla tego zdarzenia. Prędkość pociągu z którego nadany został sygnał (wracając do eksperymentu podanego przez Wcale na początku) w istocie nie ma żadnego absolutnie znaczenia (gdyby je miało to szlag by trafił całą mechanikę OTW). Znaczenie ma natomiast to czy punkty obserwacyjne A i B zmieniają swój dystans w tym czasie do sygnału zdążającego do nich, czy nie. Bardziej wyraźnie masz to na przykładzie, który podałem sam. Póki co to ty próbujesz wykazać iż Einstein się mylił i nieważna jest już cała mechanika OTW skoro w doświadczeniu podanym przeze mnie i wcześniej przez Wcale sygnały dotrą do obserwatorów w tym samym czasie. ...Skoro tak uważasz to, dziecko drogie, ja się z tobą kłócił nie będę. Takie rzeczy to dziecko w pierwszej klasie podstawowej by zrozumiało gdyby mu to na obrazkach tłumaczyć jak tobie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) |
Dziecko drogie, to może kiedyś do swoich potomków możesz mówić, jeżeli się ich kiedykolwiek doczekasz.
Jak brak Ci argumentów to zamilcz zamiast obrażać ludzi. Jeżeli zarówno nadajnik jak i odbiornik poruszają się z tą samą prędkością to są względem siebie NIERUCHOME, a skoro są nieruchome to odległości miedzy nimi się nie zmieniają, a skoro się nie zmieniają to światło ma do każdego detektora tę samą drogę do przebycia, a skoro ma tę samą drogę do przebycia, to znaczy że każdy detektor zarejestruje ten sam czas. Wiem że chciałbyś aby było inaczej, ale nie będzie. Potwierdzono to nie tylko teoretycznie ale i doświadczalnie. W tej chwili kłócisz się nie ze mną. W tej chwili próbujesz negować fakty. Do tego od początku nie potrafisz dyskutować, tylko próbujesz obrazić każdego kto się z tobą nie zgadza. Myślisz, że głośniej będziesz krzyczał to ktoś ci rację przyzna?
P.S. Proszę moderatorów o przytemperowanie dyr.'a bo coś za bardzo tatusiować mi chce
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) | >Dziecko drogie, to może kiedyś do swoich potomków możesz mówić, jeżeli się ich kiedykolwiek doczekasz
Bez komentarza.
>Jak brak Ci argumentów to zamilcz zamiast obrażać ludzi. Jeżeli zarówno nadajnik jak i odbiornik poruszają się z tą samą prędkością to są względem siebie NIERUCHOME,
Argumentów przedstawiłem na tym wątku już tyle iż niewidomy nie miałby nawet co do tego wątpliwości. Póki co to ty w kółko powtarzasz iż udowodniono doświadczalnie iż w takim przypadku nie zachodziłaby żadna różnica w czasie pomiędzy odczytami obu detektorów. Jak dla mnie to czysta fanaberia i pierwszy raz o tym słyszę. Ty pewnie też, tylko za punkt swojego honoru już tylko uznałeś iż powinieneś do upadłego bronić swoich wymysłów na ten temat. Toż gdyby tak było jak ty mówisz i w tym omawianym przypadku nie zachodziłaby żadna różnica w odczytach obu detektorów... to ja w takim razie wyrzucam do śmieci wszystkie pozycje naukowe jakie mam w domu na ten temat, łącznie z moimi ulubionymi wykładami Feynmana... Może jeszcze dzisiaj postaram się znaleźć specjalnie dla ciebie odpowiednie cytaty i przykłady choćby z tych wykładów. Zobaczymy wówczas jak sobie poradzisz.
Co do tego iż "zarówno nadajnik jak i odbiornik poruszają się z tą samą prędkością to są względem siebie NIERUCHOME" to oczywiście jest w jakimś sensie prawda. Do ciebie jednak jak widzę nie dociera to iż sygnał wysłany z X (odnośnie już samego przykładu) nie jest nieruchomy wobec nich i w dodatku porusza się z pewną ograniczoną prędkością, stałą niezależną od prędkości źródła z którego został wysłany. Nie traktuj sygnału świetlnego jak źródła z którego został wysłany, a które można traktować rzeczywiście jako nieruchome wobec pozostałych, gdyż te poruszają się z tą samą prędkością co ono. Sygnał jednak porusza się z inną prędkością, a pojazd A porusza się w tym czasie w kierunku sygnału skracając swój dystans do niego, a pojazd B odwrotnie. Jak tego nie rozumiesz, to ja już nie wiem jak do ciebie mówić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | Podręczników nie rozumiesz, przeczytaj sobie to.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Podręczników nie rozumiesz, przeczytaj sobie to.Pomiar prędkości światła w tym przykładzie jest pomiarem takim jak poprzednio już było wspomniane: A-------X-------B Kiedy całość porusza się --------> To niezależnie od tego co będziesz robił, nie wykryjesz różnic, bo mierzysz czas: X->A->X, i porównujesz z X->B->X. W tym przypadku nie możesz uzyskać innych wyników niż takie same. Ty mierzysz sobie co innego a dyskutujemy o czymś całkiem innym... Doświadczenie M-M pokazuje, że wykryto pewne właściwości, ale przecież nie zaprzeczono niczemu. Po prostu zbadali coś całkiem innego niż mieli.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | > >Podręczników nie rozumiesz, przeczytaj sobie to.> Pomiar prędkości światła w tym przykładzie jest pomiarem takim jak poprzednio już było wspomniane:> A-------X-------B> Kiedy całość porusza się> -------->To niezależnie od tego co będziesz robił, nie wykryjesz różnic, bo mierzysz czas: X->A->X, i porównujesz z X->B->X.> W tym przypadku nie możesz uzyskać innych wyników niż takie same.> Ty mierzysz sobie co innego a dyskutujemy o czymś całkiem innym...> Doświadczenie M-M pokazuje, że wykryto pewne właściwości, ale przecież nie zaprzeczono niczemu. Po prostu zbadali coś całkiem innego niż mieli.> Pozdrawiam> Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.Pisałem Ci już, co myśle o tym co się z tego wątku zrobiło. Drogą mailową mogę wyjaśnić Ci sens tego doświadczenia, oraz to dlaczego korzystano z dróg do siebie prostopadłych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>Skoro tak uważasz to, dziecko drogie, ja się z tobą kłócił nie będę. Takie rzeczy to dziecko w pierwszej klasie podstawowej by zrozumiało gdyby mu to na obrazkach tłumaczyć jak tobie.
Najzupełniej zbędne podgrzewanie atmosfery.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
|  | 3 na 3 | placownik (17853 punktów) |
>a konkretnie pierwszy moment zrównania się ich początków jako zdarzenie jednoczesne: >P A = P B
Aby sensownie mówić o równoczesności bądź jej braku musimy mieć dwa różne zdarzenia. W opisywanym przykładzie mamy do czynienia z jednym zdarzeniem, obserwowanym w dwóch różnych układach odniesienia.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >>a konkretnie pierwszy moment zrównania się ich początków jako zdarzenie jednoczesne: >>P A = P B >Aby sensownie mówić o równoczesności bądź jej braku musimy mieć dwa różne zdarzenia. A nie może być więcej? >W opisywanym przykładzie mamy do czynienia z jednym zdarzeniem, obserwowanym w dwóch różnych układach odniesienia. W opisywanym przykładzie mamy do czynienia z wszystkimi zdarzeniami na pręcie A i wszystkimi zdarzeniami na pręcie B równoczesnymi ze zdarzeniem P A = P B
pozdrawiam
Najłatwiej udowodnić to czego nikt nie rozumie. Zwłaszcza jeśli wystarczy udowodnić tak by nadal nikt nie rozumiał.
|
|
| | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>>Aby sensownie mówić o równoczesności bądź jej braku musimy mieć dwa różne zdarzenia. >A nie może być więcej?
Może. Tyle, że to niczego nowego do sprawy nie wnosi. Zawsze możesz taki zbiór zdarzeń równoczesnych rozpatrywać jako zbiór par zdarzeń, dla których to par jedno ze zdarzeń składających się na parę jest wspólne dla wszystkich par.
>>W opisywanym przykładzie mamy do czynienia z jednym zdarzeniem, obserwowanym w dwóch różnych układach odniesienia.
>W opisywanym przykładzie mamy do czynienia z wszystkimi zdarzeniami na pręcie A i wszystkimi zdarzeniami na pręcie B równoczesnymi ze zdarzeniem P A = P
Pięknie. I czego to dowodzi? Że istnieje nieskończenie wiele par zdarzeń wzajemnie równoczesnych w obu, rozpatrywanych przez Ciebie układach odniesienia. A jeszcze dokładniej, że równoczesność pary zdarzeń w jednym układzie odniesienia zawsze pociąga za sobą równoczesność innej pary zdarzeń w innym układzie odniesienia pod warunkiem, że jedno z tych zdarzeń będzie wspólne dla obydwu par.
Wszystko to razem nie przeczy możliwości wystąpienia par zdarzeń równoczesnych w jednym układzie odniesienia, a postrzeganych jako nierównoczesne w drugim.
Oczywiście cały czas mówimy o układach inercjalnych.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
> >W opisywanym przykładzie mamy do czynienia z wszystkimi zdarzeniami na pręcie A i wszystkimi zdarzeniami na pręcie B równoczesnymi ze zdarzeniem P A = P B> Pięknie. I czego to dowodzi? Że istnieje nieskończenie wiele par zdarzeń wzajemnie równoczesnych w obu, rozpatrywanych przez Ciebie układach odniesienia. A jeszcze dokładniej, że równoczesność pary zdarzeń w jednym układzie odniesienia zawsze pociąga za sobą równoczesność innej pary zdarzeń w innym układzie odniesienia pod warunkiem, że jedno z tych zdarzeń będzie wspólne dla obydwu par.No więc przypuśćmy dla ułatwienia dyskusji, że pręty spotkały się w momencie, gdy na każdym z nich była godz. 0.00 (czasy pokładowe dla całych prętów). Mało prawdopodobne? - Być może Ale czy możliwe? Tak? Nie?  Kiedyś później przy piwie spotkało się wszystkich czterej obserwatorów razem i obserwator P A mówi: Kiedy właśnie mijałem P B, była u mnie i u niego godzina 0.00 bo sam widziałem a z K A mieliśmy wspólny czas więc też była godzina 0.00 Obserwator P B mówi: Kiedy właśnie mijałem P A, była u mnie i u niego godzina 0.00 bo sam widziałem a z K B mieliśmy wspólny czas więc też była godzina 0.00. Obserwator K A mówi: Skoro tak, to u nas wszystkich musiała być godzina 0.00 jednocześnie. Obserwator K B mówi: Według Teorii to niemożliwe. Nie ma bezwzględnej jednoczesności w dwóch poruszających się względem siebie układach. P A i K A nie mogą mieć tych samych wskazań zegara. Który z obserwatorów nie ma racji i dlaczego? > Wszystko to razem nie przeczy możliwości wystąpienia par zdarzeń równoczesnych w jednym układzie odniesienia, a postrzeganych jako nierównoczesne w drugim.A co znaczy postrzeganych? pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Kiedyś później przy piwie spotkało się wszystkich czterej obserwatorów razem
To, że przy piwie, wiele tłumaczy. Przy piwie rzeczy stają się na tyle proste, że tej prostocie nie szkodzi nawet dodatkowe mieszanie.
Przy kawie rozmowa mogłaby przebiegać tak:
Obserwator P A do obserwatora P B- którą miałeś godzinę w momencie kiedy mijaliśmy się? P B - 0.00 P A - no coś podobnego! U mnie też była 0.00! K A i K B siedzieliby cicho, bo gdyby wychyliliby się z wynurzeniami, że u nich też była 0.00, mogliby zostać wzięci za przygłupów co groziłoby im, że na następną wyprawę prętami nie zostaną zabrani.
>Obserwator K B mówi: >Według Teorii to niemożliwe. Nie ma bezwzględnej jednoczesności w dwóch poruszających się względem siebie układach. P A i K A nie mogą mieć tych samych wskazań zegara.
O, tego K B to na pewno bym nie zabrał. Wybaczyłbym mu to, że się walnął w indeksie, ale reszty to już nie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w momencie mijania się początków prętów w obydwu układach wskazania zegarów były te same. To czysty przypadek.
>A co znaczy postrzeganych?
Mogłem sobie darować to "postrzegane", ale jak już jest, to jego obecność w niczym nie przeszkadza.
Postrzeżenie danego zdarzenia może być rozumiane jako dotarcie do obserwatora promienia świetlnego wyemitowanego w miejscu, w którym dane zdarzenie zaszło i w chwili, w której zaszło.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
>  Jeżeli wszyscy mają początkowo zsynchronizowane zegarki, i spotykają się w czasie gdy u P A i u P B jest ten sam czas (0:00) to panom P może się wydawać, że panowie K też będą widzieli spotkanie o godzinie 0:00 Panowie K całe zdarzenie zaobserwują nieco później. To nieco zależne będzie od długości pręta i prędkości v.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) | >Jeżeli wszyscy mają początkowo zsynchronizowane zegarki, i spotykają się w czasie gdy u P A i u P B jest ten sam czas (0:00) to panom P może się wydawać, że panowie K też będą widzieli spotkanie o godzinie 0:00 >Panowie K całe zdarzenie zaobserwują nieco później. To nieco zależne będzie od długości pręta i prędkości v.
Cały czas mówimy o jednym i tym samym zdarzeniu obserwowanym w dwóch różnych poruszających się względem siebie układach odniesienia. Ale nic to. Mam wrażenie, że rozumiem co Cię gryzie.
A teraz uwaga! Trzymaj się mocno!
Niech zegary panów P w momencie spotkania się początków prętów wskazują tę samą godzinę.
Tu mała dygresja. To, że wskazują tę samą godzinę wcale jeszcze nie znaczy, że są zsynchronizowane. Aby móc tak twierdzić, trzeba się jeszcze w jakiś sposób przekonać, że oba zegary idą w tym samym tempie. Koniec dygresji.
Z punktu widzenia pana P A zegar pana K A wskazuje tę samą godzinę co jego zegar. To samo może powiedzieć pan P B o zegarze pana K B. Jednak z punktu widzenia pana P A zegar pana K B wskazuje godzinę wcześniejszą (edit: póżniejszą, na co słusznie zwrócił uwagę uxbridge) nż wskazywana przez jego własny zegar. I to samo może powiedzieć pan P(B) o wskazaniach zegara pana K(A)*.
Założenie jakie przyjąłeś, mówiące, że wszystkie cztery zegary w momencie spotkania się początków prętów wskazują tę samą godzinę jest błędne.
*Zmiana oznaczeń wynika z tego, że nie mogę powtórnie wydusić dolnych indeksów.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >Jednak z punktu widzenia pana P A zegar pana K B wskazuje godzinę wcześniejszą nż wskazywana przez jego własny zegar. I to samo może powiedzieć pan P(B) o wskazaniach zegara pana K(A)
Jesteś pewien?. Z punktu widzenia PA zegar KB powinien w momencie spotkania początków wskazywać godzinę późniejszą niż jego. W transformacji Lorentza na t' mamy czynnik t - (v*x)/(c^2) co sugeruje, że t' będzie mniejsze niż t. Ale x (położenie KB) jest ujemne, bo położenie PB przyjmujemy jako 0. W efekcie zmiany znaku, t' jest późniejsze niż t.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) | >>Jednak z punktu widzenia pana P A zegar pana K B wskazuje godzinę wcześniejszą nż wskazywana przez jego własny zegar. I to samo może powiedzieć pan P(B) o wskazaniach zegara pana K(A) >Jesteś pewien?. Z punktu widzenia PA zegar KB powinien w momencie spotkania początków wskazywać godzinę późniejszą niż jego. W transformacji Lorentza na t' mamy czynnik t - (v*x)/(c^2) co sugeruje, że t' będzie mniejsze niż t. Ale x (położenie KB) jest ujemne, bo położenie PB przyjmujemy jako 0. W efekcie zmiany znaku, t' jest późniejsze niż t.
Masz rację. Rąbnąłem się.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | > A teraz uwaga! Trzymaj się mocno!> [...]Rąbnąłem się.> PozdrawiamCałe szczęście, że nie kogoś 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | Założenie nie było moje. Pojawiło się wyżej, a ja poszedłem dalej pisząc co by było gdyby... Chyba jednak rzeczywiście trochę się zamieszałem.
> Mam wrażenie, że rozumiem co Cię gryzie. > A teraz uwaga! Trzymaj się mocno!
Mam wrażenie, że sposób wypowiedzi pana dyr. robi się zaraźliwy. W takim klimacie nie zamierzam rozmawiać.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
> > A teraz uwaga! Trzymaj się mocno!> Mam wrażenie, że sposób wypowiedzi pana dyr. robi się zaraźliwy.> W takim klimacie nie zamierzam rozmawiać. Przepraszam. Nie sądziłem, że jesteś aż tak przywiązany do śmiertelnej powagi. A do tego bez trzymanki.  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
> Przepraszam. Nie sądziłem, że jesteś aż tak przywiązany do śmiertelnej powagi. A do tego bez trzymanki. > PozdrawiamAż tak przywiązany nie jestem, ale w tym wątku tego typu wyrażenia jakoś tak mi się z panem atre/dyrem kojarzą. Chyba rozumiesz, że to skojarzenia niezbyt sympatyczne?
|
|
| | | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
|  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) |
Jak słusznie zauważył placownik, jednoczesność zdarzeń nie ma sensu dla jednego zdarzenia (jak nazwa wskazuje). Co konkretnie oznacza to stwierdzenie? >Czy można stwierdzić, że to zdarzenie jest jednoczesne także dla całego pręta A?
Pozdrawiam.
|
|
| |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | > Jak słusznie zauważył placownik, jednoczesność zdarzeń nie ma sensu dla jednego zdarzenia (jak nazwa wskazuje). Co konkretnie oznacza to stwierdzenie? >>Czy można stwierdzić, że to zdarzenie jest jednoczesne także dla całego pręta A?
Gdybyś się nie lenił i doczytał następne zdanie to miałbyś wyjaśnienie.
Aby móc czegoś nie zauważyć, najlepiej zamknąć oczy
|
|
| | |  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | >> Jak słusznie zauważył placownik, jednoczesność zdarzeń nie ma sensu dla jednego zdarzenia (jak nazwa wskazuje). Co konkretnie oznacza to stwierdzenie? >>>Czy można stwierdzić, że to zdarzenie jest jednoczesne także dla całego pręta A? >Gdybyś się nie lenił i doczytał następne zdanie to miałbyś wyjaśnienie. Skąd pewność, że nie doczytałem? Ani następne zdanie, ani żadne inne tego nie wyjaśnia. W ogóle nie widzę sposobu aby wyjaśnić jednoczesność jednego zdarzenia w jakichkolwiek okolicznościach. Jeśli ktoś mówi o jednoczesności pojedynczego zdarzenia, to chyba sam nie ma pojęcia o czym mówi. Wybrałem to zdanie, bo jest najbardziej humorystyczne z całej wypowiedzi i najbardziej dostanie ilustruje błąd w rozumowaniu. W całej swojej wypowiedzi pojęcia jednoczesności używasz do jednego zdarzenia.
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | Ale chyba też chodzi o to, żeby z samej ciekawości coś rozważyć? Takie wyszukiwanie błędów w wypowiedziach do niczego nie doprowadzi
|
|
| | | | |  | 1 na 3 | Marian (5438 punktów) | > Ale chyba też chodzi o to, żeby z samej ciekawości coś rozważyć?> Takie wyszukiwanie błędów w wypowiedziach do niczego nie doprowadzi  Nie musiałem tego specjalnie szukać. Wypowiedź którą skomentowałem, naprawdę nic innego nie zawiera. Jestem za ciekawością, jak najbardziej, ale jeśli coś jest błędne, to jest po prostu błędne. Jednoczesność pojedynczego zdarzenia? Nie ma nawet o czym rozmawiać... Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >Ale chyba też chodzi o to, żeby z samej ciekawości coś rozważyć?> >Takie wyszukiwanie błędów w wypowiedziach do niczego nie doprowadzi  > Nie musiałem tego specjalnie szukać. Wypowiedź którą skomentowałem, na prawdę nic innego nie zawiera.> Jestem za ciekawością, jak najbardziej, ale jeśli coś jest błędne, to jest po prostu błędne. Jednoczesność pojedynczego zdarzenia? Nie ma nawet o czym rozmawiać...Ja to rozumiem, ale czasem można puścić wodze fantazji, żeby napisać coś po swojemu. Co z tego, że to może być dla czytającego jakąś kompletną abstrakcją? Każdy do czegoś dochodzi, bo w głowie poukłada mu się tak a nie inaczej. Jeśli przypadkowo ułoży mu się rozwiązanie wszystkich zagadek wszechświata, to jest człowiekiem wielkim, odkrywcą. Jeśli natomiast inaczej, to wcale nie oznacza, że jest idiotą. Po prostu wypowiedział się tak i można o tym podyskutować. Chyba w ten sposób rozmowa jest o wiele przyjemniejsza? Nikt do nie kogo nie będzie miał pretensji...
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) |
> Ja to rozumiem, ale czasem można puścić wodze fantazji, żeby napisać coś po swojemu.> Co z tego, że to może być dla czytającego jakąś kompletną abstrakcją?> Każdy do czegoś dochodzi, bo w głowie poukłada mu się tak a nie inaczej. Jeśli przypadkowo ułoży mu się rozwiązanie wszystkich zagadek wszechświata, to jest człowiekiem wielkim, odkrywcą. Jeśli natomiast inaczej, to wcale nie oznacza, że jest idiotą. Po prostu wypowiedział się tak i można o tym podyskutować.> Chyba w ten sposób rozmowa jest o wiele przyjemniejsza? Nikt do nie kogo nie będzie miał pretensji... Jasne, ale chyba o to chodzi w krytycznej dyskusji. Pewnie, że rozmowa w kółku wzajemnej adoracji, gdzie wszyscy rozprawiają w samych superlatywach o swoich poglądach, może być bardzo przyjemna, tylko że do niczego nie prowadzi. Znacznie bardziej wartościowa jest trafna krytyka. Pozdrawiam. BTW: Mój tysięczny post  Niby okrągła liczba tylko w systemie dziesiętnym, ale co tam. Następna okrągła za 24 posty, tym razem w dwójkowym i czwórkowym
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >Chyba w ten sposób rozmowa jest o wiele przyjemniejsza? Nikt do nie kogo nie będzie miał pretensji...No i nikt nic z takiej rozmowy nie wyniesie. > tylko że do niczego nie prowadzi. Znacznie bardziej wartościowa jest trafna krytykaNo tak. > BTW: Mój tysięczny post Niby okrągła liczba tylko w systemie dziesiętnym, ale co tam. Następna okrągła za 24 posty, tym razem w dwójkowym i czwórkowym Normalnie gratulacje  I kolejnych sukcesów życzę 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | Omska mi się ręka. Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) |
Nie szkodzi  Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >>> Jak słusznie zauważył placownik, jednoczesność zdarzeń nie ma sensu dla jednego zdarzenia (jak nazwa wskazuje). Co konkretnie oznacza to stwierdzenie? >>>>Czy można stwierdzić, że to zdarzenie jest jednoczesne także dla całego pręta A? >>Gdybyś się nie lenił i doczytał następne zdanie to miałbyś wyjaśnienie. > Skąd pewność, że nie doczytałem? Ani następne zdanie, ani żadne inne tego nie wyjaśnia. W ogóle nie widzę sposobu aby wyjaśnić jednoczesność jednego zdarzenia w jakichkolwiek okolicznościach. Jeśli ktoś mówi o jednoczesności pojedynczego zdarzenia, to chyba sam nie ma pojęcia o czym mówi. > Wybrałem to zdanie, bo jest najbardziej humorystyczne z całej wypowiedzi i najbardziej dostanie ilustruje błąd w rozumowaniu. W całej swojej wypowiedzi pojęcia jednoczesności używasz do jednego zdarzenia. > Pozdrawiam. > No dobra. Użyłem sformułowania, którego Ty nie znasz a z Twojej strony od razu kpiny. Ale chyba zagadnienie mijających się prętów nie jest dla Ciebie zbyt trudne? Spróbujmy zatem techniki drobnych kroczków. Pytanie: Czy można wprowadzić dla całego pręta czas układowy czyli zsynchronizować wszystkie zegary? To znaczy wszystkie zdarzenia pod nazwą dojście wskazówki zegara do godziny 0.00 będą równoczesne w całym pręcie? Tych zdarzeń będzie tyle ile jest zegarów na pręcie. A jeśli byłby jeden zegar dłuuuuuugi na cały pręt to czy to nie byłoby jedno zdarzenie? Pomysł na taki zegar mam, więc możesz pytać śmiało.
pozdrawiam
Credo, quia absurdum est, wierzę, ponieważ jest niedorzecznością -- gdyby było dorzeczne, nie musiałbym wierzyć, po prostu bym wiedział. [Św. Augustyn]
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) |
> No dobra. Użyłem sformułowania, którego Ty nie znasz a z Twojej strony od razu kpiny. Teraz to Ty sobie chyba kpisz. Jednoczesność zdarzeń oznacza, że składowe czasowe tych zdarzeń są równe. Poprosiłem o wyjaśnienie jak to proste pojęcie może mieć zastosowanie do pojedynczego zdarzenia; nie dostarczyłeś tego wyjaśnienia, a teraz usiłujesz mi zarzucić ignorancję. Nie wiem czy próbujesz oszukać mnie, czy samego siebie, ale ze mną Ci to nie wyjdzie. No ale zobaczmy, co masz dalej do powiedzenia. > Spróbujmy zatem techniki drobnych kroczków.> Pytanie: Czy można wprowadzić dla całego pręta czas układowy czyli zsynchronizować wszystkie zegary? To znaczy wszystkie zdarzenia pod nazwą dojście wskazówki zegara do godziny 0.00 będą równoczesne w całym pręcie? Tych zdarzeń będzie tyle ile jest zegarów na pręcie. Ok, załóżmy. > A jeśli byłby jeden zegar dłuuuuuugi na cały pręt to czy to nie byłoby jedno zdarzenie? Widzisz, „zdarzenie” to jest pojedynczy punkt w czasoprzestrzeni. To nie byłoby zdarzenie, tylko ich zbiór. Ok, co teraz? Mamy nieskończenie wiele zdarzeń na naszym pręcie, równoczesnych ze sobą w układzie odniesienia, w którym pręt spoczywa. Chciałbyś mi powiedzieć, że zdarzenia te są równoczesne absolutnie, tj. w każdym układzie odniesienia? Tak nie jest. Weźmy dowolne dwa, różne zdarzenia z naszego pręta. I to właściwie koniec, bo dla tych zdarzeń można przeprowadzić identyczne rozumowanie, jak w mojej pierwszej odpowiedzi dowodząc, że wcale nie są one jednoczesne w układzie poruszającym się względem pręta. BTW: > Credo, quia absurdum est, wierzę, ponieważ jest niedorzecznością -- gdyby było dorzeczne, nie musiałbym wierzyć, po prostu bym wiedział. [Św. Augustyn] AFAIK, ten cytat jest przypisywany Tertulianowi, nie Augustynowi. Mogę się mylić, po prostu FYI; możesz to sprawdzić. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >>No dobra. Użyłem sformułowania, którego Ty nie znasz a z Twojej strony od razu kpiny. > Teraz to Ty sobie chyba kpisz. Jednoczesność zdarzeń oznacza, że składowe czasowe tych zdarzeń są równe. Poprosiłem o wyjaśnienie jak to proste pojęcie może mieć zastosowanie do pojedynczego zdarzenia; nie dostarczyłeś tego wyjaśnienia, a teraz usiłujesz mi zarzucić ignorancję. Nie wiem czy próbujesz oszukać mnie, czy samego siebie, ale ze mną Ci to nie wyjdzie.
No i o co tyle rabanu? O jedno niefortunne sformułowanie?
> ...Ok, co teraz? Mamy nieskończenie wiele zdarzeń na naszym pręcie, równoczesnych ze sobą w układzie odniesienia, w którym pręt spoczywa. Chciałbyś mi powiedzieć, że zdarzenia te są równoczesne absolutnie, tj. w każdym układzie odniesienia? Spokojnie. Nie śpieszmy się. Rozpatrzmy najpierw dokładnie początek drugiego pręta, który mija właśnie początek naszego. Są one mniej więcej w tym samym miejscu i czasie. Czy można powiedzieć, że zdarzenie pod nazwą początek A mija początek B jest równoczesne ze zdarzeniem początek B mija początek A? Jeśli tak to zdarzenie początek B mija się z początkiem A jest równoczesne ze wszystkimi zdarzeniami na naszym pręcie A. Tak? Nie?
pozdrawiam
I po co te nerwy psze pana...zabieramy flaszeczkie i se pójdziemy...i tak mielim iść, bo zara nam żabkie zamkną...Chodź, Heniu...pan się denerwuje...
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | > Czy można powiedzieć, że zdarzenie pod nazwą początek A mija początek B jest równoczesne ze zdarzeniem początek B mija początek A? Mianem zdarzenia określamy zjawisko mające charakter obiektywny. Fakt, co do którego wszyscy obserwatorzy bez względu na układ odniesienia są zgodni że nastąpiło. W tym sensie, obydwa twoje zdarzenia są jednym i tym samym zdarzeniem. Ale zdarzenie musi być umiejscowione w czasie i przestrzeni. I tu obserwatorzy mają prawo się nie zgadzać. Dla jednych obserwatorów zdarzenie zaszło w miejscu x1 a dla innych w miejscu x2. Dla jednych w chwili t1 a dla drugich w chwili t2, przy czym t1 nie musi się równać t2 nawet gdy x1=x2. Przy czym zaszło oznacza zaszło, a nie "zostało zaobserwowane".
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) |
>No i o co tyle rabanu? O jedno niefortunne sformułowanie? Ciesze się, że do czegoś doszliśmy.
>Spokojnie. Nie śpieszmy się. Rozpatrzmy najpierw dokładnie początek drugiego pręta, który mija właśnie początek naszego. Są one mniej więcej w tym samym miejscu i czasie. Czy można powiedzieć, że zdarzenie pod nazwą początek A mija początek B jest równoczesne ze zdarzeniem początek B mija początek A? Myk polega na tym, że – jak już powiedział uxbridge – to jest jedno i to samo zdarzenie. Może chciałbyś dodać do nich jeszcze jedno: początek A i początek B mijają się wzajemnie? Wszystkie trzy są sobie równe. Ok, przyznaję szczerze: każde zdarzenie jest równoczesne z samym sobą w każdym układzie odniesienia. Jeśli powiedziałem coś, co sugerowałoby, że jest inaczej, to przepraszam.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
> Ok, przyznaję szczerze: każde zdarzenie jest równoczesne z samym sobą w każdym układzie odniesienia. Jeśli powiedziałem coś, co sugerowałoby, że jest inaczej, to przepraszam.
Jeszcze mi nie potwierdziłeś najważniejszego, że zdarzenie początek A i początek B mijają się wzajemnie jest równoczesne ze wszystkimi zdarzeniami na naszym pręcie A. Bez tego nie ruszymy dalej z naszą dyskusją niestety.
pozdrawiam
Ludzie potykają się o prawdę i nieraz nawet przewracają. Podnoszą się, otrzepują i idą dalej jej szukać. [Winston Churchill]
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | ostry (125 punktów) | >> Ok, przyznaję szczerze: każde zdarzenie jest równoczesne z samym sobą w każdym układzie odniesienia. Jeśli powiedziałem coś, co sugerowałoby, że jest inaczej, to przepraszam. >Jeszcze mi nie potwierdziłeś najważniejszego, że zdarzenie początek A i początek B mijają się wzajemnie jest równoczesne ze wszystkimi zdarzeniami na naszym pręcie A. Bez tego nie ruszymy dalej z naszą dyskusją niestety. Oczywiście że nie jest równoczesne ze wszystkimi "zdarzeniami na pręcie A" (chodzi chyba o takie zdarzenia które leżą na liniach świata cząstek pręta A), jednak dla każdego obserwatora istnieje zbiór takich zdarzeń które są równoczesne z mijaniem się końców prętów, co więcej dla każdego obserwatora (uznajemy obserwatorów za różnych jeśli ich względna prędkość jest niezerowa) zbiory te będą różne, jedynym wspólnym elementem będzie samo mijanie się końców prętów (przyjmując że relacja równoczesności jest zwrotna). Jeśli wydaje Ci się to dziwne, to jest niestety twój problem, a nie problem z STW.
>pozdrawiam > Ludzie potykają się o prawdę i nieraz nawet przewracają. Podnoszą się, otrzepują i idą dalej jej szukać. [Winston Churchill] > Dokładnie, więc wstań, otrzep się, i popatrz dokładnie o co sie potykasz. Dobre chęci nie wystarczą, potrzeba jeszcze trochę wiedzy i doświadczenia. Troche więcej pokory.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
>Dokładnie, więc wstań, otrzep się, i popatrz dokładnie o co sie potykasz. >Dobre chęci nie wystarczą, potrzeba jeszcze trochę wiedzy i doświadczenia.
Brzmi jak kazanie z ambony
>Troche więcej pokory.
Amen
Aby być uważanym za nieskazitelnego członka stada baranów, przede wszystkim samemu trzeba być baranem. [Albert Einstein]
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | > > Ok, przyznaję szczerze: każde zdarzenie jest równoczesne z samym sobą w każdym układzie odniesienia. Jeśli powiedziałem coś, co sugerowałoby, że jest inaczej, to przepraszam.> Jeszcze mi nie potwierdziłeś najważniejszego, że zdarzenie początek A i początek B mijają się wzajemnie jest równoczesne ze wszystkimi zdarzeniami na naszym pręcie A. Bez tego nie ruszymy dalej z naszą dyskusją niestety. Chyba nie wyczułeś ironii  Ale nieważne. Do rzeczy. W układzie odniesienia, w którym pręt A spoczywa, można ustalić wszystkie zdarzenia na pręcie A jako równoczesne. Ale takimi już nie będą, kiedy będziemy patrzeć na nie z poruszającego się układu odniesienia (jak już pisałem tutaj). Można ustalić tak, że w układzie odniesienia związanym z prętem A, zdarzenie „początek A i początek B mijają się wzajemnie” będzie równoczesne ze wszystkimi zdarzeniami na A, ale patrząc na to z punktu widzenia B (poruszającego się) tak już nie będzie. Nie wiem w jakim celu komplikujesz sprawy. Kiedy rozważamy jednoczesność, najprościej myśleć o dwóch zdarzeniach; kiedy mówimy o jednoczesności większej ilości zdarzeń, mamy na myśli, że wszystkie zdarzenia z danego zbioru są jednoczesne parami. Teraz, każde dwa zdarzenia oddzielone od siebie niezerowym interwałem (zatem różne) mogą być równoczesne w co najwyżej jednym, wyróżnionym układzie odniesienia (przy czym układy będące względem siebie w spoczynku utożsamiamy). Piszę „co najwyżej jednym” ponieważ zdarzenia oddzielone czasowo (interwał rzeczywisty), jednoczesne być nie mogą. Wszystko to wynika z mojej prostej wizualizacji „na palcach” w mojej pierwszej odpowiedzi. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | > Można ustalić tak, że w układzie odniesienia związanym z prętem A, zdarzenie „początek A i początek B mijają się wzajemnie” będzie równoczesne ze wszystkimi zdarzeniami na A, Rozumiem, że potwierdzasz to o co pytałem.
>... ale patrząc na to z punktu widzenia B (poruszającego się) tak już nie będzie. To Teoria która jest jedynie poszlaką tak twierdzi, a ja chcę się posłużyć naocznymi świadkami.
> Nie wiem w jakim celu komplikujesz sprawy. Taki już się dociekliwy urodziłem. Podobno jest to cecha racjonalistów.
>Kiedy rozważamy jednoczesność, najprościej myśleć o dwóch zdarzeniach; No więc mam następne pytanie: czy sygnał o nieskończonej prędkości może połączyć dwa zdarzenia jednoczesne? Być może takie sygnały nie istnieją ale gdyby istniały? Teoretycznie pytam dla porządku. Być może nie jest to takie oczywiste.
pozdrawiam
Moją zaletą jest brak wad a wadą same zalety. [autor nieznany]
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | >No więc mam następne pytanie: czy sygnał o nieskończonej prędkości może połączyć dwa zdarzenia jednoczesne? Być może takie sygnały nie istnieją ale gdyby istniały? Teoretycznie pytam dla porządku. Być może nie jest to takie oczywiste.
Owszem, w danym układzie współrzędnych, sygnał łączący zdarzenia jednoczesne miałby nieskończoną prędkość. Kłopot w tym, że z punktu widzenia każdego innego układu taki sygnał miałby ujemną prędkość (co do wartości, nie kierunku) i biegłby od przyszłości w przeszłość. W tych układach można byłoby więc przekazywać informacje wstecz w czasie. Co więcej, wystarczyłby już sygnał o prędkości nadświetlnej w jednym układzie, żeby w niektórych innych układach poruszał się wstecz w czasie. Z filozoficznego punktu widzenia mielibyśmy niezły bur... siostry. Pożegnanie z przyczynowością w świecie makroskopowym. Wolałbym nie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >>No więc mam następne pytanie: czy sygnał o nieskończonej prędkości może połączyć dwa zdarzenia jednoczesne? Być może takie sygnały nie istnieją ale gdyby istniały? Teoretycznie pytam dla porządku. Być może nie jest to takie oczywiste. >Owszem, w danym układzie współrzędnych, sygnał łączący zdarzenia jednoczesne miałby nieskończoną prędkość. Kłopot w tym, że z punktu widzenia każdego innego układu taki sygnał miałby ujemną prędkość (co do wartości, nie kierunku) i biegłby od przyszłości w przeszłość. Przypuśćmy,że na drugim pręcie B wszyscy a więc także początkowy i końcowy obserwator zapuścili brody o tej samej godzinie. Można powiedzieć, że w układzie B stało się to jednocześnie. Wszyscy na B mogą to sobie sprawdzić w dowolny sposób, że mają jednakową długość bród. Jak obserwator P A na pręcie A ma udowodnić, że z jego punktu widzenia jest inaczej. -Końcowy B ma dłuższą brodę niż początkowy B? -Końcowy B ma krótszą brodę niż początkowy B? Przecież w jakiś sposób musi to stwierdzić. Zaobserwuje? Obliczy? Wysłucha świadków?
pozdrawiam
Gdy teoria przeczy faktom, tym gorzej dla faktów
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | >Przypuśćmy,że na drugim pręcie B wszyscy a więc także początkowy i końcowy obserwator zapuścili brody o tej samej godzinie. Można powiedzieć, że w układzie B stało się to jednocześnie. Wszyscy na B mogą to sobie sprawdzić w dowolny sposób, że mają jednakową długość bród. >Jak obserwator P A na pręcie A ma udowodnić, że z jego punktu widzenia jest inaczej. > Przecież w jakiś sposób musi to stwierdzić. Zaobserwuje? Obliczy? Wysłucha świadków? Obliczy. Obserwator na początku A może bezpośrednio zaobserwować jedynie brodę u obserwatora na początku B, bo są w tym samym punkcie w tej samej chwili. Na podstawie długości tej brody (która reprezentuje tu pomiar czasu), prędkości względnej prętów i długości spoczynkowej pręta B obliczy aktualną długość brody u obserwatora na końcu B. Dla obserwatorów na B długość ich bród na końcach pręta jest taka sama w tej samej chwili, ale dla obserwatorów na A długość bród u B jest różna na dwóch końcach pręta B w tej samej chwili. >-Końcowy B ma dłuższą brodę niż początkowy B? >-Końcowy B ma krótszą brodę niż początkowy B? W momencie mijania się początków prętów, w układzie A, początek pręta B jest w teraźniejszości A i teraźniejszości B, a koniec pręta B jest w teraźniejszości A i przyszłości B. Brodacz na końcu B ma dłuższą brodę. Zegary (i brody) na B są dla A rozsynchronizowane. Zegar na końcu B pokazuje późniejszą godzinę niż zegar na początku B, a broda na końcu B jest dłuższa niż na początku B. Dodatkowo, z punktu widzenia A zegary w B wolniej chodzą, a brody wolniej rosną.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
Lubię z Tobą dyskutować bo wyrażasz się precyzyjnie i nie irytujesz się na moją dociekliwość.
>W momencie mijania się początków prętów, w układzie A, początek pręta B jest w teraźniejszości A i teraźniejszości B, a koniec pręta B jest w teraźniejszości A i przyszłości B. Brodacz na końcu B ma dłuższą brodę. Czy w STW można zastosować taką zasadę: Jeśli zdarzenie B jest w przyszłości zdarzenia A to zdarzenie A jest w przeszłości zdarzenia B?
Bo jeśli tak to dla końcowego K B zdarzenie mijanie P B przez P A zajdzie w zupełnie innym czasie i miejscu niż mijanie P A przez P B a to zdaje się jest to samo zdarzenie.
pozdrawiam
Wsio wozmożno tolko ostrożno
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Lubię z Tobą dyskutować bo wyrażasz się precyzyjnie i nie irytujesz się na moją dociekliwość.> >W momencie mijania się początków prętów, w układzie A, początek pręta B jest w teraźniejszości A i teraźniejszości B, a koniec pręta B jest w teraźniejszości A i przyszłości B. Brodacz na końcu B ma dłuższą brodę.> Czy w STW można zastosować taką zasadę:> Jeśli zdarzenie B jest w przyszłości zdarzenia A to zdarzenie A jest w przeszłości zdarzenia B?> Bo jeśli tak to dla końcowego K B zdarzenie mijanie P B przez P A zajdzie w zupełnie innym czasie i miejscu niż mijanie P A przez P B a to zdaje się jest to samo zdarzenie.Czy aby nie szukasz sprzeczności w Tw aby wykazać możliwość cofnięcia się w czasie? Też się nad tym zastanawiałem, ale jakoś mi to nie wychodzi. No chyba, że weźmiesz tachion, który jest jakimś ubocznym tworem istnienia TW 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
> Czy aby nie szukasz sprzeczności w Tw aby wykazać możliwość cofnięcia się w czasie?> Też się nad tym zastanawiałem, ale jakoś mi to nie wychodzi. No chyba, że weźmiesz tachion, który jest jakimś ubocznym tworem istnienia TW Być może kiedyś nad tym pomyślę ale na razie ciekawi mnie związek Teorii Względności z najprostszą logiką. pozdrawiam
Logika to sztuka myślenia i rozumowania ściśle zależna od niedostatków ludzkiej wiedzy [Ambrose Bierce]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >Czy w STW można zastosować taką zasadę: >Jeśli zdarzenie B jest w przyszłości zdarzenia A to zdarzenie A jest w przeszłości zdarzenia B? Trzeba by tu określić dla kogo. Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Ale spróbujmy. Otóż jeśli w jakimś układzie zdarzenie A poprzedza zdarzenie B i obydwa zdarzenia są odległe w przestrzeni tylko na tyle, że można pomiędzy nimi przesłać sygnał (czy też informację) z prędkością nie wyższą niż c to owszem, odpowiedź jest twierdząca. Dla dowolnego układu, zdarzenie A będzie poprzedzać zdarzenie B albo w najgorszym razie będą one jednoczesne. Transformacja Lorentza nam to zapewnia i jest to bardzo ważne. Dlaczego? Bo w takim przypadku (jeśli mogła nastąpić wymiana informacji) A może być PRZYCZYNĄ B. A zachowanie przyczynowości odgrywa dla nas z jakiegoś powodu fundamentalną rolę. Więc STW zachowuje przyczynowość. W przeciwnym razie, w jednym układzie przyczyna (zdarzenie A) poprzedzałaby skutek (zdarzenie B) a w innym układzie przyczyna następowałaby po skutku co byłoby niedopuszczalne i umożliwiałoby ingerencje w przeszłość. Czy niemożliwe? Nie wiemy. Może czas i związane z nim poczucie przyczynowości jest tylko wytworem naszych mózgów. Pamiętajmy, że mówimy tu o faktycznym następstwie zdarzeń, a nie o tym co obserwatorzy widzą "naocznie". Nie ma problemu żebyśmy widzieli lub dowiadywali się o skutku zanim zobaczymy przyczynę. To dzieje się na codzień, np. w telewizji. Ale jeśli zdarzenie A i B następują tak szybko po sobie i tak daleko od siebie, że A nie może wpłynąć na B nawet wysyłając promień światła, to wtedy nic nie stoi na przeszkodzie, żeby z perspektywy innych układów, B było pierwsze niż A. Nie łamie to zasady przyczynowości i wzory też nam to zapewniają. Tyle na razie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | > >Czy w STW można zastosować taką zasadę:> >Jeśli zdarzenie B jest w przyszłości zdarzenia A to zdarzenie A jest w przeszłości zdarzenia B?> Trzeba by tu określić dla kogo. Odpowiedź nie jest jednoznaczna.No więc mamy konkretny przypadek mijających się dwóch prętów  P B i K B są nawzajem w teraźniejszości ponieważ są w jednym układzie. Tu jesteśmy zgodni. Powiedzmy, że kupuję też Twój wywód, iż końcowy K B jest w przyszłości dla obserwatora P A ale powoduje to już problem natury logicznej. Zostaw na boku przyczynowość i spróbuj odpowiedzieć na gruncie STW czy z punktu widzenia K B obserwator P A jest: - w przyszłości? - w teraźniejszości? - w przeszłości? Moim zdaniem każda z tych odpowiedzi będzie zła ale przecież mogę się mylić. pozdrawiam
Teoretycy mają czyste ręce a praktycy czyste sumienie. [Suworow]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | > >>Czy w STW można zastosować taką zasadę:> >>Jeśli zdarzenie B jest w przyszłości zdarzenia A to zdarzenie A jest w przeszłości zdarzenia B?> >Trzeba by tu określić dla kogo. Odpowiedź nie jest jednoznaczna.> No więc mamy konkretny przypadek mijających się dwóch prętów> P B i K B są nawzajem w teraźniejszości ponieważ są w jednym układzie. Tu jesteśmy zgodni. Powiedzmy, że kupuję też Twój wywód, iż końcowy K B jest w przyszłości dla obserwatora P A ale powoduje to już problem natury logicznej. Zostaw na boku przyczynowość i spróbuj odpowiedzieć na gruncie STW czy z punktu widzenia K B obserwator P A jest:> - w przyszłości?> - w teraźniejszości?> - w przeszłości?> Moim zdaniem każda z tych odpowiedzi będzie zła ale przecież mogę się mylić.Kłopot w tym, że niewłaściwie definiujesz termin "zdarzenie". Dla ciebie, "początki prętów mijają się z punktu widzenia P A" i "początki prętów mijają się z punktu widzenia K B" to dwa zdarzenia. I w ten sposób możesz mnożyć te "zdarzenia" w nieskończoność dla dowolnej liczby punktów w różnych układach wsp. A zdarzenie jest jedno: "początki prętów mijają się". I zdarzenie to ma swoje współrzędne: przestrzenną i czasową. Współrzędna przestrzenna tego zdarzenia w jednym układzie współrzędnych powinna choć nie musi być taka sama. Przykład "z życia": okradli sąsiada pod nr 5 na naszej ulicy. Sąsiedzi pytani gdzie była kradzież powinni powiedzieć że pod nr 5, korzystając ze wspólnego układu współrzędnych. Ale nic nie stoi na przeszkodzie żeby sąsiad spod 2 powiedział: "trzy domy dalej" wprowadzając tym samym "swój" przesunięty układ współrzędnych w którym liczy od siebie. Ale to niczego nie zmienia, odległości między domami są takie same, tylko początek układu się przesunął. Więc nie mieszając, wszyscy mieszkańcy pręta A powiedzą że spotkanie początków nastąpiło w punkcie 0. Pręt B stanowi inny układ współrzędnych bo się porusza względem A. Ale dla wygody, mieszkańcy tego pręta również oznaczą punkt spotkania jako 0. To samo mogą zrobić z czasem i w ten sposób na pytanie:"gdzie i kiedy nastąpiło spotkanie prętów?", mieszkańcy prętów A i B odpowiedzą chórem:"w punkcie 0, o czasie 0". Ty tak naprawdę potrzebujesz co najmniej drugiego zdarzenia, żeby zadawac sensowne pytania. Powiedzmy że K B w swojej chwili 0 (czyli dla niego równocześnie ze spotkaniem prętów) dał sygnał dźwiękowy. Teraz możesz zapytać: "gdzie i kiedy dla P A nastąpiło to drugie zdarzenie?" Dla wszystkich mieszkańców B zdarzenie nastąpiło w miejscu d (d jest długością pręta w spoczynku) i w chwili 0. Dla wszystkich mieszkańców A zdarzenie nastąpiło przed chwilą 0 w miejscu odległym trochę bardziej niż d. Co więcej, gdyby wszyscy mieszkańcy B równo rozmieszczeni na pręcie dali sygnał dźwiękowy w swojej chwili 0, to te wszystkie zdarzenia (równoczesne w B ze spotkaniem się prętów) następowałyby po kolei w A przed chwilą 0 - zdarzenie z końca B byłoby najwcześniej, zdarzenie bliżej początku B trochę później i tak dalej. A zdarzenie z początku B (czyli spotkanie prętów) nastąpiłoby w A dokładnie w chwili 0.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | > >>>Czy w STW można zastosować taką zasadę:> >>>Jeśli zdarzenie B jest w przyszłości zdarzenia A to zdarzenie A jest w przeszłości zdarzenia B?> >>Trzeba by tu określić dla kogo. Odpowiedź nie jest jednoznaczna.> >No więc mamy konkretny przypadek mijających się dwóch prętów> > P B i K B są nawzajem w teraźniejszości ponieważ są w jednym układzie. Tu jesteśmy zgodni. Powiedzmy, że kupuję też Twój wywód, iż końcowy K B jest w przyszłości dla obserwatora P A ale powoduje to już problem natury logicznej. Zostaw na boku przyczynowość i spróbuj odpowiedzieć na gruncie STW czy z punktu widzenia K B obserwator P A jest:> >- w przyszłości?> >- w teraźniejszości?> >- w przeszłości?> >Moim zdaniem każda z tych odpowiedzi będzie zła ale przecież mogę się mylić.> Kłopot w tym, że niewłaściwie definiujesz termin "zdarzenie".Każesz mi wszystko definiować jak w podręczniku, jakbyś naprawdę nie wiedział o co chodzi. No dobra. Dałem za dużego kroka a miałem dreptać po trochu. > Więc nie mieszając, wszyscy mieszkańcy pręta A powiedzą że spotkanie początków nastąpiło w punkcie 0. Pręt B stanowi inny układ współrzędnych bo się porusza względem A. Ale dla wygody, mieszkańcy tego pręta również oznaczą punkt spotkania jako 0. To samo mogą zrobić z czasem i w ten sposób na pytanie:"gdzie i kiedy nastąpiło spotkanie prętów?", mieszkańcy prętów A i B odpowiedzą chórem:"w punkcie 0, o czasie 0".> Ty tak naprawdę potrzebujesz co najmniej drugiego zdarzenia, żeby zadawac sensowne pytania. Powiedzmy że KB w swojej chwili 0 (czyli dla niego równocześnie ze spotkaniem prętów) dał sygnał dźwiękowy. Teraz możesz zapytać: "gdzie i kiedy dla PA nastąpiło to drugie zdarzenie?" Dla wszystkich mieszkańców B zdarzenie nastąpiło w miejscu d (d jest długością pręta w spoczynku) i w chwili 0. Dla wszystkich mieszkańców A zdarzenie nastąpiło przed chwilą 0 w miejscu odległym trochę bardziej niż d.> Co więcej, gdyby wszyscy mieszkańcy B równo rozmieszczeni na pręcie dali sygnał dźwiękowy w swojej chwili 0, to te wszystkie zdarzenia (równoczesne w B ze spotkaniem się prętów) następowałyby po kolei w A przed chwilą 0 - zdarzenie z końca B byłoby najwcześniej, zdarzenie bliżej początku B trochę później i tak dalej. A zdarzenie z początku B (czyli spotkanie prętów) nastąpiłoby w A dokładnie w chwili 0.> No więc niech Ci będzie. Mamy dwa zdarzenia: 1. PA puści bąka w chwili mijania się początków prętów A i B (chwila 0 i miejsce 0 w układzie pręta A) 2. KB pierdnie w chwili mijania się początków prętów A i B (chwila 0 i koniec pręta B w układzie pręta B) PA stwierdzi poprzez obliczenia, że pierdnięcie KB będzie: - wcześniej niż własne puszczenie bąka (tak piszesz teraz), czyli w przeszłości? - później niż własne puszczenie bąka (tak pisałeś wcześniej - dłuższa broda u KB)? A teraz w drugą stronę: KB stwierdzi poprzez obliczenia, że puszczenie bąka przez PA będzie: - wcześniej niż własne pierdnięcie? - w tym samym momencie? - później niż własne pierdnięcie? pozdrawiam
Rób jak uważasz, uważaj jak robisz
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >No więc niech Ci będzie. Mamy dwa zdarzenia: >1. PA puści bąka w chwili mijania się początków prętów A i B (chwila 0 i miejsce 0 w układzie pręta A) >2. KB pierdnie w chwili mijania się początków prętów A i B (chwila 0 i koniec pręta B w układzie pręta B) >PA stwierdzi poprzez obliczenia, że pierdnięcie KB będzie: >- wcześniej niż własne puszczenie bąka (tak piszesz teraz), czyli w przeszłości? >- później niż własne puszczenie bąka (tak pisałeś wcześniej - dłuższa broda u KB)? Wydaje mi się że nadal podświadomie zakładasz że coś jednoczesne w B będzie jednoczesne w A. Nie popełniłem błędu. Zdarzenie pt. "KB wydaje dźwięk" ma w B współrzędne koniec pręta i chwila 0 (na zegarach B). Dla A będzie to zdarzenie na końcu pręta B ale chwila wcześniejsza niż 0 (na zegarach A). Kb ma brodę o dł. powiedzmy 2 cm. Zdarzenie "PA wydaje dźwięk" ma w A współrzędne 0, chwila 0. W B tak samo. Ale skoro KB wydało dla A dźwięk wcześniej niż PA, to w momencie wydania dźwięku przez A, KB przesunęło się w czasie (i przestrzeni) i teraz w KB jest już po smrodzie a broda ma np. 3cm. Dla A oczywiście. Ale w PB jest teraz chwila 0, brodacz na PB ma brodę 2cm a smród z KB jeszcze do niego nie doszedł, bo KB właśnie wydaje swój dźwięk, chociaż dla PA to już przeszłość. >A teraz w drugą stronę: >KB stwierdzi poprzez obliczenia, że puszczenie bąka przez PA będzie: >- wcześniej niż własne pierdnięcie? >- w tym samym momencie? >- później niż własne pierdnięcie? Dla KB (dla całego B) wydanie dźwięku przez PA ma jak pisałem współrzędne 0, chwila 0. Więc dla KB jest to ta sama chwila. Krótko mówiąc. te dwa zdarzenia są jednoczesne dla B (chwila 0), niejednoczesne dla A (KB zepsuł powietrze przed chwilą 0 a PA później, w chwili 0) Cały czas, jak mówimy o chwili 0 dla A to jest to 0 na wszystkich zegarach w A. Jak mówimy o chwili 0 dla B, to też na wszystkich zegarach B.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >Nie popełniłem błędu. No więc możemy już zreasumować nareszcie to co ustaliliśmy: - P A stwierdzi we własnym układzie poprzez obliczenia, że wydanie dźwięku przez K B będzie wcześniej niż własne wydanie dźwięku. - K B stwierdzi we własnym układzie poprzez obliczenia, że wydanie dźwięku przez P A będzie jednoczesne z własnym wydaniem dźwięku. Zastanawiam się jak taka sytuacja jest możliwa. Wyobraź sobie na chwilę, że pręty zniknęły a zostało w przestrzeni tylko dwóch obserwatorów P A i K B poruszających się względem siebie i odległych od siebie o długość pręta. Czyli sytuacja całkiem symetryczna. Czyżby względność ruchu szwankowała?
pozdrawiam
Nie wszystko co się liczy może być policzone i nie wszystko co może być policzone się liczy. [Albert Einstein]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | ostry (125 punktów) | > >Nie popełniłem błędu.> No więc możemy już zreasumować nareszcie to co ustaliliśmy:> - P A stwierdzi we własnym układzie poprzez obliczenia, że wydanie dźwięku przez K B będzie wcześniej niż własne wydanie dźwięku.> - K B stwierdzi we własnym układzie poprzez obliczenia, że wydanie dźwięku przez P A będzie jednoczesne z własnym wydaniem dźwięku.Czyli odkryliśmy że zdarzenia rozdzielone przestrzennie mogą być równoczesne w jednym (i tylko jednym tak na marginesie) układzie i nie być równoczesne w innym.  > Zastanawiam się jak taka sytuacja jest możliwa. Wyobraź sobie na chwilę, że pręty zniknęły a zostało w przestrzeni tylko dwóch obserwatorów P A i K B poruszających się względem siebie i odległych od siebie o długość pręta. Czyli sytuacja całkiem symetryczna.Skąd pomysł że opisy dostarczane przez różnych obserwatorów muszą byś symetryczne (cokolwiek przez to rozumiesz) ? Wystarczy że są ze sobą spójne. > Czyżby względność ruchu szwankowała?Tak, jeśli to psucie powietrza pozwalałoby stwierdzić co najmniej jednemu z nich że to on się porusza (lub stoi) a nie ten drugi. Czy twoim zdaniem tak jest ? W jaki sposób ? Jak ten eksperyment zrealizować praktycznie ? Dokładniej skąd K B wie kiedy "wydać dzwięk" ? pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | > >>Nie popełniłem błędu.> >No więc możemy już zreasumować nareszcie to co ustaliliśmy:> >- P A stwierdzi we własnym układzie poprzez obliczenia, że wydanie dźwięku przez K B będzie wcześniej niż własne wydanie dźwięku.> >- K B stwierdzi we własnym układzie poprzez obliczenia, że wydanie dźwięku przez P A będzie jednoczesne z własnym wydaniem dźwięku.> Czyli odkryliśmy że zdarzenia rozdzielone przestrzennie mogą być równoczesne w jednym (i tylko jednym tak na marginesie) układzie i nie być równoczesne w innym.  Na razie nic nie odkryliśmy tylko podsumowaliśmy i uściśliliśmy czy się dobrze z uxbridge'm rozumiemy. Swoją drogą szkoda, że zaniemówił. Może zorientował się już do czego zmierzam. > >Zastanawiam się jak taka sytuacja jest możliwa. Wyobraź sobie na chwilę, że pręty zniknęły a zostało w przestrzeni tylko dwóch obserwatorów P A i K B poruszających się względem siebie i odległych od siebie o długość pręta. Czyli sytuacja całkiem symetryczna.> Skąd pomysł że opisy dostarczane przez różnych obserwatorów muszą byś symetryczne (cokolwiek przez to rozumiesz) ?...No ciekawe. Sytuacja symetryczna a opisy niesymetryczne. Fakt, że opisy są zgodne z STW ale przecież wyszliśmy z założeń STW więc dlaczego miałyby być z nimi niezgodne. Jeśli założymy, że czarne jest białe i będziemy się tego trzymać to w końcu nam wyjdzie, że czarne jest białe. Ale czy to będzie znaczyło, że czarne jest białe? > ...Wystarczy że są ze sobą spójne.Więc idźmy dalej w rozpatrywaniu tych samych dwóch zdarzeń a zobaczysz dlaczego muszą być symetryczne. - P A stwierdzi we własnym układzie poprzez obliczenia, że KB jest bliżej niż stwierdzi to PB w swoim układzie(kontrakcja przestrzenna). Zgadza się? A teraz pytanie: Czy KB stwierdzi we własnym układzie poprzez obliczenia, że w momencie mijania się PA z PB: - PA jest bliżej niż PB (kontrakcja przestrzenna)? - PA jest w tej samej odległości co PB. Może w jedną stronę jest a w drugą nie ma? > >Czyżby względność ruchu szwankowała?> Tak, jeśli to psucie powietrza pozwalałoby stwierdzić co najmniej jednemu z nich że to on się porusza (lub stoi) a nie ten drugi. Czy twoim zdaniem tak jest ? W jaki sposób ?Pytanie pozostaje nadal w mocy. pozdrawiam
Głupi niedźwiedziu, gdybyś w mateczniku siedział, nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział. [A. Mickiewicz]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | ostry (125 punktów) | >>>Zastanawiam się jak taka sytuacja jest możliwa. Wyobraź sobie na chwilę, że pręty zniknęły a zostało w przestrzeni tylko dwóch obserwatorów P A i K B poruszających się względem siebie i odległych od siebie o długość pręta. Czyli sytuacja całkiem symetryczna. >>Skąd pomysł że opisy dostarczane przez różnych obserwatorów muszą byś symetryczne (cokolwiek przez to rozumiesz) ?... >No ciekawe. Sytuacja symetryczna a opisy niesymetryczne. Fakt, że opisy są zgodne z STW ale przecież wyszliśmy z założeń STW więc dlaczego miałyby być z nimi niezgodne. >Jeśli założymy, że czarne jest białe i będziemy się tego trzymać to w końcu nam wyjdzie, że czarne jest białe. Ale czy to będzie znaczyło, że czarne jest białe? Nie, ale to nie to samo. Założenie "czarne jest białe" to stwierdzenie dotyczące faktu obserwacyjnego, założenia STW to podstawy logicznej konstrukcji z której dopiero wyprowadza się wnioski dotyczące faktów obserwacyjnych. Dopóki nie pojawi się wynik eksperymentu będący w jawnej sprzeczności z przewidywaniami STW, nie ma żadnych powodów żeby te założenia odrzucić, a że dla ciebie są nie intuicyjne, cóż, twój problem. Co więcej, nawet jeśli taki eksperyment się pojawi, to i tak masa doświadczeń zgodnych z STW powoduję że STW musi wynikać z jakiejkolwiek nowej teorii jako przypadek graniczny.
>>...Wystarczy że są ze sobą spójne. >Więc idźmy dalej w rozpatrywaniu tych samych dwóch zdarzeń a zobaczysz dlaczego muszą być symetryczne.
Nie wiem do czego dążysz, ale tu są trzy zdarzenia: mijanie się końców oraz oraz dwa różne zdarzenia na linii świata KB, jedno równoczesne z mijaniem się prętów w układzie A drugie równoczesne z mijaniem się prętów w układzie B
>- P A stwierdzi we własnym układzie poprzez obliczenia, że KB jest bliżej niż stwierdzi to PB w swoim układzie(kontrakcja przestrzenna). Zgadza się?
Tak
>A teraz pytanie: >Czy KB stwierdzi we własnym układzie poprzez obliczenia, że w momencie mijania się PA z PB: >- PA jest bliżej niż PB (kontrakcja przestrzenna)? >- PA jest w tej samej odległości co PB.
Tak (PA jest w tej samej odległości co PB).
>Może w jedną stronę jest a w drugą nie ma? >>>Czyżby względność ruchu szwankowała? >>Tak, jeśli to psucie powietrza pozwalałoby stwierdzić co najmniej jednemu z nich że to on się porusza (lub stoi) a nie ten drugi. Czy twoim zdaniem tak jest ? W jaki sposób ? >Pytanie pozostaje nadal w mocy.
Na marginesie, co oznacza "stwierdzenie przez obliczenia" ?
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >>Czy KB stwierdzi we własnym układzie poprzez obliczenia, że w momencie mijania się PA z PB: >Na marginesie, co oznacza "stwierdzenie przez obliczenia" ? To ja zasugerowałem użycie takiego określenia. W sumie nie możemy mówić o naocznym stwierdzeniu. Możemy albo obliczyć z transformacji, albo wykonać pewne doświadczenia w jednym układzie i na podstawie ich wyników wyliczyć odległości lub czasy w innych układach. Co w zasadzie będzie równoważne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >>Jeśli założymy, że czarne jest białe i będziemy się tego trzymać to w końcu nam wyjdzie, że czarne jest białe. Ale czy to będzie znaczyło, że czarne jest białe? >Nie, ale to nie to samo. Założenie "czarne jest białe" to stwierdzenie dotyczące faktu obserwacyjnego,... Eee tam. Założenie to założenie - to przypuszczenie w ciemno, to wiara, że coś istnieje. Jak się jakiś wyznawca uprze to nawet jak mu pokażesz czarne to powie, że jest białe bo wyznawca to człowiek zaślepiony.
>... założenia STW to podstawy logicznej konstrukcji z której dopiero wyprowadza się wnioski dotyczące faktów obserwacyjnych. Dopóki nie pojawi się wynik eksperymentu będący w jawnej sprzeczności z przewidywaniami STW, nie ma żadnych powodów żeby te założenia odrzucić,... Należy sprawdzić inne możliwości i porównać, bo na tym polega nauka. Tymczasem relatywiści uczepili się tej jednej i nawet nie chcą słyszeć o innych. Typowa religia.
>...a że dla ciebie są nie intuicyjne, cóż, twój problem. Co więcej, nawet jeśli taki eksperyment się pojawi, to i tak masa doświadczeń zgodnych z STW powoduję że STW musi wynikać z jakiejkolwiek nowej teorii jako przypadek graniczny. Czyżby akt wyznania wiary? No to podaj mi chociaż jeden eksperyment, który potwierdzał by względność ruchu albo kontrakcję przestrzenną. Dylatację czasu i eksperyment M&M sobie daruj, bo te pasują elegancko również do konkurencyjnego ETERU. Trzeba tylko porzucić schematyczny tok myślenia.
>Nie wiem do czego dążysz, ale tu są trzy zdarzenia: mijanie się końców oraz oraz dwa różne zdarzenia na linii świata KB, jedno równoczesne z mijaniem się prętów w układzie A drugie równoczesne z mijaniem się prętów w układzie B Tak. Wiem. Twoja Teoria nie radzi sobie z więcej niż dwoma zdarzeniami naraz. Trzeba zawsze kombinować. Moja sobie radzi z dowolną ilością. Więc która lepsza?
>Na marginesie, co oznacza "stwierdzenie przez obliczenia" ? No więc wróćmy do naszego eksperymentu myślowego. Mamy stwierdzenia dwóch obserwatorów:
- PB twierdzi, że kiedy mijał PA to KB właśnie wydał dźwięk i był wtedy w odległości b (b - długość pręta)od PB i PA. Jest to wiadomość potwierdzona ponieważ PB i KB sprawdzili to później, że fakt taki rzeczywiście miał akurat miejsce. Nie wiem jak dla Ciebie ale dla mnie jednoczesność tych zdarzeń jest bezwzględna. Jest na to świadek, który w tym uczestniczył i nie posługiwał się ani światłem ani innym czynnikiem pośredniczącym.
- PA twierdzi, że kiedy mijał PB to z KB jeszcze się nic nie działo. KB wydał dźwięk dopiero później i był wtedy od PB i PA w odległości mniejszej niż b. A więc zeznanie sprzeczne z poprzednim. Co PA ma na potwierdzenie swych słów? Uwaga! Uwaga! PA ma na potwierdzenie swych słów tylko Teorię. Skostniałą, zmurszałą, śmieszną i niepotwierdzoną Teorię i w dodatku sprzeczną ze zdrowym rozsądkiem. Tylu paradoksów to nawet w Biblii nie ma. A mimo to ma wielu wiernych. Dlaczego? To problem psychologiczny. Tak jak w każdej religii są zręczni manipulanci i manipulowani wyznawcy. Ci pierwsi mają w tym interes aby kołować maluczkich. I tak to się już kręci ponad sto lat. Przeciwnicy są niezorganizowani więc nie mają szans.
pozdrawiam
Przeciętne umysły zwykle odrzucają to, czego nie mogą pojąć. [La Rochefoucauld]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | ostry (125 punktów) | >>>Jeśli założymy, że czarne jest białe i będziemy się tego trzymać to w końcu nam wyjdzie, że czarne jest białe. Ale czy to będzie znaczyło, że czarne jest białe? >>Nie, ale to nie to samo. Założenie "czarne jest białe" to stwierdzenie dotyczące faktu obserwacyjnego,... >Eee tam. Założenie to założenie - to przypuszczenie w ciemno, to wiara, że coś istnieje.
Dlatego ciągle się je sprawdza.
>Jak się jakiś wyznawca uprze to nawet jak mu pokażesz czarne to powie, że jest białe bo wyznawca to człowiek zaślepiony.
Wyznawca tak, naukowiec nie. Wiesz jak by było fajnie gdyby się okazało że STW nie jest do końca poprawna ? I muszę cię zmartwić, nikt nie będzie zwalniać profesorów ani odbierać doktoratów, więcej, mnóstwo nowych tytułów zostanie przyznanych za pracę nad rozwiązaniem nowej zagadki. A STW, OTW i kwantowa teoria pola pozostaną z nami jako modele przybliżone, tak jak dalej jest z nami fizyka Newtonowska.
>>... założenia STW to podstawy logicznej konstrukcji z której dopiero wyprowadza się wnioski dotyczące faktów obserwacyjnych. Dopóki nie pojawi się wynik eksperymentu będący w jawnej sprzeczności z przewidywaniami STW, nie ma żadnych powodów żeby te założenia odrzucić,... >Należy sprawdzić inne możliwości i porównać, bo na tym polega nauka. Tymczasem relatywiści uczepili się tej jednej i nawet nie chcą słyszeć o innych. Typowa religia.
Zrobiono to. Wnioski płynące ze szczególnej teorii względności są sprawdzane doświadczalnie z coraz większą dokładnością, co wymaga wiele pracy i pomysłowości ze strony eksperymentatorów. I każdy z nich ma cichą nadzieję zobaczyć sygnał którego teoretycy nie będą w stanie wyjaśnić.
>>...a że dla ciebie są nie intuicyjne, cóż, twój problem. Co więcej, nawet jeśli taki eksperyment się pojawi, to i tak masa doświadczeń zgodnych z STW powoduję że STW musi wynikać z jakiejkolwiek nowej teorii jako przypadek graniczny. >Czyżby akt wyznania wiary? No to podaj mi chociaż jeden eksperyment, który potwierdzał by względność ruchu
Dowolny zgodny z przewidywaniami klasycznej mechaniki, ...
>albo kontrakcję przestrzenną.
.. i elektrodynamiki w ich obszarach stosowalności.
>Dylatację czasu i eksperyment M&M sobie daruj, bo te pasują elegancko również do konkurencyjnego ETERU. Trzeba tylko porzucić schematyczny tok myślenia. >>Nie wiem do czego dążysz, ale tu są trzy zdarzenia: mijanie się końców oraz oraz dwa różne zdarzenia na linii świata KB, jedno równoczesne z mijaniem się prętów w układzie A drugie równoczesne z mijaniem się prętów w układzie B >Tak. Wiem. Twoja Teoria nie radzi sobie z więcej niż dwoma zdarzeniami naraz. Trzeba zawsze kombinować. Moja sobie radzi z dowolną ilością. Więc która lepsza? >>Na marginesie, co oznacza "stwierdzenie przez obliczenia" ? >No więc wróćmy do naszego eksperymentu myślowego. Mamy stwierdzenia dwóch obserwatorów: >- PB twierdzi, że kiedy mijał PA to KB właśnie wydał dźwięk i był wtedy w odległości b (b - długość pręta)od PB i PA. Jest to wiadomość potwierdzona ponieważ PB i KB sprawdzili to później, że fakt taki rzeczywiście miał akurat miejsce. Nie wiem jak dla Ciebie ale dla mnie jednoczesność tych zdarzeń jest bezwzględna. Jest na to świadek, który w tym uczestniczył i nie posługiwał się ani światłem ani innym czynnikiem pośredniczącym.
Więc jak się o tym dowiedział, pewnie wskazania zegarków porównali, niestety musieli je najpierw zsynchronizować.
>- PA twierdzi, że kiedy mijał PB to z KB jeszcze się nic nie działo. KB wydał dźwięk dopiero później i był wtedy od PB i PA w odległości mniejszej niż b. A więc zeznanie sprzeczne z poprzednim. Co PA ma na potwierdzenie swych słów?
Nie, w układzie A KB wydał dźwięk przed minięciem się prętów, taki drobiazg.
>Uwaga! Uwaga! >PA ma na potwierdzenie swych słów tylko Teorię.
Nie, ma pomiar oraz wiedzę jak szybko porusza się ten drugi (zmierzył sobie wcześniej lub później), wie kiedy dotarł do niego sygnał i po prostych rachunkach, takich jakie przeprowadzają komputery przetwarzające sygnały z radarów, może powiedzieć gdzie i kiedy sygnał został wysłany, i mówi że został wysłany przed minięciem się prętów. Więc kiedy następnym razem przemkniesz nieco za szybko obok panów z drogówki, nie przyjmuj mandatu, tylko wytłumacz im że ich sprzęt działa w oparciu o błędne założenia.
>To problem psychologiczny.
Tu się zgadzam. Niestety oznacza to że musimy kończyć dyskusję gdyż wychodzimy poza obszar w którym czuję się kompetentny. Niestety nie kończyłem psychologii ani psychiatrii tylko fizykę. Możesz pochwalić się kolegom że kolejny fizyk uciekł przed potęgą twego intelektu i siła twoich argumentów.
pozdrawiam
"... Debil nie wie że jest debil, a mądry to wie, ..." [Kazik - Idę tam gdzie idę]
"Nigdy więcej dyskusji z obalaczami", napisze 100 razy za karę.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | >> Można ustalić tak, że w układzie odniesienia związanym z prętem A, zdarzenie „początek A i początek B mijają się wzajemnie” będzie równoczesne ze wszystkimi zdarzeniami na A, >Rozumiem, że potwierdzasz to o co pytałem. To najwyraźniej źle rozumiesz, bo przecież cały czas chodzi Ci bezwzględność jednoczesności. W jednym układzie odniesienia można tak ustalić, a w innym tak nie będzie.
>>... ale patrząc na to z punktu widzenia B (poruszającego się) tak już nie będzie. >To Teoria która jest jedynie poszlaką tak twierdzi, a ja chcę się posłużyć naocznymi świadkami. Podejrzewałem właśnie, że do tego dojdzie. Wnioski z teorii są nie po Twojej myśli, to precz z teorią. Jedynie poszlaka? To dobre. Używanie tego typu słownictwa nie sprawi, że tak się stanie. Ciekaw jestem czy masz coś na poparcie tego, bo jak do tej pory to wygląda jak „nie rozumiem tego, więc musi być błędne”. Ale to już temat na osobny wątek...
>> Nie wiem w jakim celu komplikujesz sprawy. >Taki już się dociekliwy urodziłem. Podobno jest to cecha racjonalistów. O redukcjonizmie nie słyszałeś zapewne.
>>Kiedy rozważamy jednoczesność, najprościej myśleć o dwóch zdarzeniach; >No więc mam następne pytanie: czy sygnał o nieskończonej prędkości może połączyć dwa zdarzenia jednoczesne? Być może takie sygnały nie istnieją ale gdyby istniały? Teoretycznie pytam dla porządku. Być może nie jest to takie oczywiste. Oczywiście nie związane z resztą rozmowy, ale tak akurat jest. Nie jest niespodzianką, że przy przejściu granicznym z c→∞ (a właściwie v/c→0) dostajemy mechanikę nierelatywistyczną. Cały wic polega na tym, że c, choć duże, jest skończone i stąd wszystkie „problemy&rdquoi;, jak brak jednoczesności, dylatacja czasu i skrócenie Lorentza. To wszystko proste konsekwencje skończoności i jednakowości prędkości światła we wszystkich inercjalnych układach odniesienia.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) |
>Spokojnie. Nie śpieszmy się. Rozpatrzmy najpierw dokładnie początek drugiego pręta, który mija właśnie początek naszego. Są one mniej więcej w tym samym miejscu i czasie. Czy można powiedzieć, że zdarzenie pod nazwą początek A mija początek B jest równoczesne ze zdarzeniem początek B mija początek A? >Jeśli tak to zdarzenie początek B mija się z początkiem A jest równoczesne ze wszystkimi zdarzeniami na naszym pręcie A. >Tak? >Nie? Co do Twoich prętów to mam dla Ciebie analogiczny problem. Zapomnijmy o czasie. Pręty jadą wzdłuż dwóch nierównoległych ulic: A jedzie ulicą Albatrosów a B ulicą Bocianów. Na skrzyżowaniu tych dwóch ulic początki prętów spotykają się. Oto jak wygląda Twoje rozumowanie: początek A i początek B skoro się spotkały, są na tej samej ulicy (prawda). koniec A i początek A też są na tej samej ulicy (prawda). Wniosek: PA, KA i PB są na tej samej ulicy (słusznie). Co więcej, skoro początek B i koniec B znajdują się na tej samej ulicy to dotyczy to również punktów PB, KB i PA. Świetnie! Więc musi być, że koniec A i koniec B znajdują się na tej samej ulicy. Prawda? Nie. Koniec A jest na Albatrosów a koniec B na Bocianów i to nie są te same ulice. To wbrew pozorom niemal dokładny analog Twojego przykładu z czasem. Pręt A ma na całej długości swój czas a pręt B swój. Zdarzenie polegające na spotkaniu się początków prętów powoduje, że obydwa czasy pokrywają się w tym samym punkcie. Ale tylko w tym jednym punkcie. Ty wciąż przemycasz założenie o bezwzględnym czasie w obydwu układach i dalej logicznie rozumując dochodzisz do wniosku że wszystkie końce prętów mają ten sam czas. Przekładając to na mój przykład, zakładasz że ulica Albatrosów i Bocianów to ta sama ulica (pokrywają się) i wnioskujesz że wszystkie końce prętów znajdują się na wspólnej ulicy. Twoje rozumowanie jest poprawne, założenie błędne.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
>Co do Twoich prętów to mam dla Ciebie analogiczny problem. Zapomnijmy o czasie. Pręty jadą wzdłuż dwóch nierównoległych ulic: A jedzie ulicą Albatrosów a B ulicą Bocianów. Na skrzyżowaniu tych dwóch ulic początki prętów spotykają się. Oto jak wygląda Twoje rozumowanie: >początek A i początek B skoro się spotkały, są na tej samej ulicy (prawda). koniec A i początek A też są na tej samej ulicy (prawda). Wniosek: PA, KA i PB są na tej samej ulicy (słusznie). Co więcej, skoro początek B i koniec B znajdują się na tej samej ulicy to dotyczy to również punktów PB, KB i PA. Świetnie! Więc musi być, że koniec A i koniec B znajdują się na tej samej ulicy. Prawda? Nie. Koniec A jest na Albatrosów a koniec B na Bocianów i to nie są te same ulice.
Twój przykład byłby dobrym analogiem gdyby czas był dwuwymiarowy a czasoprzestrzeń pięciowymiarowa. Niestety czas jest tworem jednowymiarowym i nie może się rozwidlać w różnych kierunkach. Czas na pręcie A podąża w tym samym kierunku co czas na pręcie B.
>To wbrew pozorom niemal dokładny analog Twojego przykładu z czasem. Pręt A ma na całej długości swój czas a pręt B swój. Zdarzenie polegające na spotkaniu się początków prętów powoduje, że obydwa czasy pokrywają się w tym samym punkcie. Ale tylko w tym jednym punkcie.
Trochę przeginasz bo oba pręty mają ten sam czas należący do tej samej czasoprzestrzeni choć prędkość jego upływu może być różna, to fakt. Nie ma ona jednak w naszym przykładzie żadnego znaczenia.
>Ty wciąż przemycasz założenie o bezwzględnym czasie w obydwu układach i dalej logicznie rozumując dochodzisz do wniosku że wszystkie końce prętów mają ten sam czas.
Nic mi nie wiadomo o żadnym założeniu, staram się posługiwać czystą logiką.
>Przekładając to na mój przykład, zakładasz że ulica Albatrosów i Bocianów to ta sama ulica (pokrywają się) i wnioskujesz że wszystkie końce prętów znajdują się na wspólnej ulicy.
A tak nie jest?
pozdrawiam
Prawdę można poznać po jej pięknie i prostocie. [Richard Feynman]
|
|
2 na 2 | Michał Żelazny (1528 punktów) | Jest jeszcze taka jedna książka Brian Greene'a "Piękno Wszechświata", opowiada głównie o teorii strun. Szczerze polecam, bardzo przystępnie napisana a przy tym też i merytorycznie. Może jeszcze komuś się spodoba.
|
|
 | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) | > Jest jeszcze taka jedna książka Brian Greene'a "Piękno Wszechświata", opowiada głównie o teorii strun. Szczerze polecam, bardzo przystępnie napisana a przy tym też i merytorycznie. Może jeszcze komuś się spodoba.  W Racjolinkach tego brak. A przydałoby się.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
|  | 3 na 3 |
| |  | 1 na 1 | Michał Żelazny (1528 punktów) | Ja miałem tylko przyjemność czytania na papierze, ze wersją elektroniczną niestety nigdy się nie spotkałem. Chętnie bym jeszcze raz przeczytał, gdyby komuś udało się zdobyć.
|
|
| dyr. (80 punktów) |
> Z tego co wiem, to prędkość światła jest stała niezależna od prędkości poruszania się obiektu generującego światło.Słusznie. > Więc powiedzmy, że jadę pociągiem z punktu A do punktu B z pewną prędkością. >Dokładnie pośrodku punktu A i B byłysnę światłem, to promienie światła (fotony) powinny dolecieć w tym samym czasie do obydwu punktów.Tak będzie o ile żaden z tych punktów nie będzie się poruszał w żadnym kierunku w momencie w którym ze środka odległości między nimi wyślesz promień światła. Wystarczy że np. punkt A poruszy się o milimetr w kierunku źródła światła a promień dotrze do niego o którąś tam milionową (miliardową pewnie) część sekundy szybciej niż do punktu B. > Czy aby na pewno? Wiemy, że Ziemia porusza się z prędkością ok 30 km/s (obieg wokół Słońca).> Do tego obieg wokół środka galaktyki 270 km/s. Nie licząc prędkości samej galaktyki.Doświadczenie jest przeprowadzane na Ziemi z którą jednocześnie porusza się każdy z punktów, punkt A i B. Przy założeniu iż promień światła został wysłany z punktu leżącego pośrodku między nimi - dotrze on do obu punktów o taką różnicę czasu jaka będzie wynikać z faktu iż punkty A i B ZANIM promień dotarł do nich poruszyły się wraz z obracającą się Ziemią o jakąś tam odległość. Do jednego z punktów promień dotrze szybciej, do drugiego później. Co w tym dziwnego? Sama prędkość światła jest jednak niezmienna niezależnie od prędkości źródła światła. Tak więc nie pojmuję dlaczego założyłeś iż promienie światła miałyby dolecieć do obydwu punktów w tym samym czasie. Tak by było gdyby - jak już powiedziałem - żaden z tych punktów nie poruszałby się w żadnym kierunku po momencie w którym ze środka odległości między nimi wyślesz promień światła. > I jeszcze jedno pytanie:> Obecnie przyjmuje się, że elektron jest to cząsteczka niepodzielna. Jednak elektron, który zaabsorbował foton jest już podzielny? Jak przebiega właściwie absorpcja fotonu przez elektron? Czy ten foton to jest tylko nośnik energii (tą energią jest gluon)?> Skoro w przypadku zderzenia cząstek elektron-pozyton następuje uwolnienie fotonów, to nie oznacza czasem, iż elektron składa się z jeszcze czegoś np.: fotonów?> Czy były próby zderzeń fotonów (z tego co wiem, to nie ma antyfotonu, gdyż sam foton jest dla siebie rówmież antyfotonem) ?Kto teraz przyjmuje że elektron jest cząstką niepodzielną? Nie dziwię się że masz tyle pytań i dostrzegasz sprzeczności tam gdzie ich nie ma, a jedynie wynikają one z tego iż sam czegoś tam nie doczytałeś. Proponuję więc poczytać na dobry początek.
|
|
 | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > Co w tym dziwnego? Sama prędkość światła jest jednak niezmienna niezależnie od prędkości źródła światła.No właśnie na tej podstawie została odrzucona teoria Eteru. Jednak to doświadczenie chyba potwierdza jego istnienie? > Kto teraz przyjmuje że elektron jest cząstką niepodzielną?Obecnie przyjmuje się iż lepton jest cząstką elementarną. Jak byś nie wiedział co to jest cząstka elementarna to odsyłam do: pl.wikipedia.org/wiki/Cząstka_elementarna> Nie dziwię się że masz tyle pytań i dostrzegasz sprzeczności tam gdzie ich nie ma, a jedynie wynikają one z tego iż sam czegoś tam nie doczytałeś. Proponuję więc poczytać na dobry początek.Widzę, że dobrze się bawisz starając się coś udowodnić we wszystkich wątkach, które napisałem, jakieś swoje racje. Nie bardzo wiem co do mnie masz. Jeśli Ci coś nie pasuje, to napisz mi na PM, ok? Po co zaśmiecać forum jakimiś swoimi prywatnymi żalami. Temat jest chyba o czymś innym ? Jesli nadal nie rozumiesz, to odsyłam do: www.racjonalista.pl/index.php/s,33
|
|
|  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
>>Kto teraz przyjmuje że elektron jest cząstką niepodzielną? >Obecnie przyjmuje się iż lepton jest cząstką elementarną. >Jak byś nie wiedział co to jest cząstka elementarna to odsyłam do:
Poczytaj sobie, poczytaj, zanim udzielisz odpowiedzi. Lepton to nie nazwa cząstki Leptony to grupa cząstek uważanych obecnie za elementarne. A elektron jak najbardziej do tej grupy się zalicza.
Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | >Poczytaj sobie, poczytaj, zanim udzielisz odpowiedzi. > Lepton to nie nazwa cząstki Leptony to grupa cząstek uważanych obecnie za elementarne. >A elektron jak najbardziej do tej grupy się zalicza.
Nie rozumiem jakie masz zastrzeżenia do mojej wypowiedzi? Napisałem coś co nie jest zgodne z prawdą ? Czy chciałeś tylko napisać to samo co ja ?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
Wyraziłeś się co najmniej nieprecyzyjnie. Czytając Twoją wypowiedź można odnieść wrażenie, że oto istnieje jakaś cząstka elementarna o nazwie lepton. Po za tym w ogóle nie odniosłeś się do sprawy elektronu. o tym mówię:>> Kto teraz przyjmuje że elektron jest cząstką niepodzielną?
>Obecnie przyjmuje się iż lepton jest cząstką elementarną. Ktoś mający o fizyce niewielkie pojecie może to zrozumieć, że elektron owszem obecnie jest podzielny, ale istnieje coś mniejszego o nazwie lepton i to w tej chwili jest cząstka niepodzielna. A do grupy leptonów zaliczamy przecież: elektrony, miony i taony (podobne do siebie cząstki mieszczące się w rożnych kategoriach wagowych) oraz odpowiadające im neutrina. Do tego doliczyć możesz jeszcze odpowiednie antycząstki i widać wyraźnie, że Twoja wypowiedź była nieprecyzyjna. Gdybyś napisał: Nie tylko elektron, ale wszystkie leptony uważane są obecnie za niepodzielne wiedziałbym, że wiesz o czym mówisz i nie miałbym czego komentować. Chcąc pouczać, pouczajmy precyzyjnie. P.S. Przepraszam, że dość ostro Cię potraktowałem, ale obaj pisaliście o niedoczytaniu, a z waszych wypowiedzi wynikało, że wam obu lektura podręczników by się przydała.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > Po za tym w ogóle nie odniosłeś się do sprawy elektronu.Ej... nie przesadzajmy już... Jak się mogłem nie odnieść do sprawy elektronu skoro elektron jest leptonem? Cytujesz: > > Kto teraz przyjmuje że elektron jest cząstką niepodzielną?> Obecnie przyjmuje się iż lepton jest cząstką elementarną.To chyba oznacza, iż można w pewnych wypadkach stosować nazwę zamiennie. No i tutaj nazwałem elektron leptonem. > Ktoś mający o fizyce niewielkie pojecie może to zrozumieć, że elektron owszem obecnie jest podzielny, ale istnieje coś mniejszego o nazwie lepton i to w tej chwili jest cząstka niepodzielna.Jeśli będę się rozpisywał i każde zdanie/słowo dodatkowo tłumaczył, to w końcu nie napiszę nic. Jeśli ktoś się udziela w tym temacie, to chyba wie o co chodzi. Kiedy słowa lepton/elektron używa się zamiennie. > Gdybyś napisał: Nie tylko elektron, ale wszystkie leptony uważane są obecnie za niepodzielne wiedziałbym, że wiesz o czym mówisz i nie miałbym czego komentować.Przepraszam, za to iż z mojej wypowiedzi wyciągnąłeś błędne wnioski. > Chcąc pouczać, pouczajmy precyzyjnie.Masz rację. Dlatego wypowiedź skróciłem podając link do Wikipedii, gdzie było to już dokładniej wyjaśnione. > P.S. Przepraszam, że dość ostro Cię potraktowałem, ale obaj pisaliście o niedoczytaniu, a z waszych wypowiedzi wynikało, że wam obu lektura podręczników by się przydała.Ok, nie ma sprawy. Mi się wydawało, że przyszedł kolejny oprócz naszej niedouczonej dwójki, żeby się posprzeczać o coś o czym we trzech nie mamy pojęcia  P.S. Nie zawsze napiszę wszystko zgodnie z przyjętymi normami. Jeśli coś przeoczę, co się każdemu zdarza, nie musi to oznaczać, że nic na ten temat nie wiem.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
 | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Tak będzie o ile żaden z tych punktów nie będzie się poruszał w żadnym kierunku w momencie w którym ze środka odległości między nimi wyślesz promień światła. Wystarczy że np. punkt A poruszy się o milimetr w kierunku źródła światła a promień dotrze do niego o którąś tam milionową (miliardową pewnie) część sekundy szybciej niż do punktu B.
Proponuję, abyś powtórzył eksperyment myślowy Einsteina. Otóż zastanawiał się on, co będzie widział obserwator poruszający się z prędkością światła i trzymający przed sobą lustro.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Proponuję, abyś powtórzył eksperyment myślowy Einsteina. Otóż zastanawiał się on, co będzie widział obserwator poruszający się z prędkością światła i trzymający przed sobą lustro.Widziałby swoje odbicie w tym lustrze  A wyobraź sobie następującą sytuację, że ten obserwator poruszałby się z prędkością bliską prędkości światła i ktoś by go popchnął. Czy przekroczy wtedy prędkość światła? Poruszy się w czasie do tyłu? co spowoduje, że wyleci poza rakietę? Poruszy się na pewno szybciej niż obserwator go popychający ale to raczej dlatego iż skraca mu się droga  Jego prędkość nadal się nie zmieni, więc nawet jeśli będzie trzymał to lustro, to i tak będzie widział swoje odbicie  Chyba nie namieszałem za bardzo
|
|
| |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | > >Proponuję, abyś powtórzył eksperyment myślowy Einsteina. Otóż zastanawiał się on, co będzie widział obserwator poruszający się z prędkością światła i trzymający przed sobą lustro.> Widziałby swoje odbicie w tym lustrze  > A wyobraź sobie następującą sytuację, że ten obserwator poruszałby się z prędkością bliską prędkości światła i ktoś by go popchnął. Czy przekroczy wtedy prędkość światła? Poruszy się w czasie do tyłu? co spowoduje, że wyleci poza rakietę?> Poruszy się na pewno szybciej niż obserwator go popychający ale to raczej dlatego iż skraca mu się droga Jego prędkość nadal się nie zmieni, więc nawet jeśli będzie trzymał to lustro, to i tak będzie widział swoje odbicie  > Chyba nie namieszałem za bardzo A mnie sie wydaje, ze z tym widzeniem czegokolwiek, to sprawa problematyczna. Zapominacie, co sie dzieje z czasem tego obserwatora ! Dla niego, z chwila osiagniecia predkosci swiatla wprawdzie nic sie nie zmienia, ale dla innego obserwatora, poruszajacego sie z predkoscia mniejsza od predkosci swiatla, czas tego pierwszego "zatrzymuje sie". I on sie jak ten glupek wpatruje w lustro , ale widziec nic nie moze, dopoki nie zmniejszy sie jego predkosc, dopiero wtedy moze swa urode kontemplowac do woli  Ten drugi z kolei nie ma zbyt wielkiej mozliwosci nabijania sie z kolegi, bo dla drugiego wymiary pierwszego skracaja sie do zera, a jego masa rosnie do nieskonczonosci. Malo sprzyjajace warunki do bezposredniej obserwacji, nie ? edit: Malo precyzyjnie sie wyrazilam. Powinno byc: wymiary liniowe wzdluz kierunku ruchu daza do zera, masa dazy do nieskonczonosci. Wlasciwie niczego to nie zmienia, ale nieprecyzyjne wyrazenia moga prowadzic do niezrozumienia, totez dmucham na zimne
|
|
| | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >Zapominacie, co sie dzieje z czasem tego obserwatora ! Dla niego, z chwila osiagniecia predkosci swiatla wprawdzie nic sie nie zmienia, ale dla innego obserwatora, poruszajacego sie z predkoscia mniejsza od predkosci swiatla, czas tego pierwszego "zatrzymuje sie".
Jednak niestety przyjąć musimy, iż ten obserwator poruszający się z mniejszą prędkością nie pozostaje nieruchomy. W takim razie wszystko jest uzależnione od ruchu tego obserwatora. To co on dostrzega, może być również całkiem inne od obserwatora nie poruszającego się.
>I on sie jak ten glupek wpatruje w lustro , ale widziec nic nie moze, dopoki nie zmniejszy sie jego predkosc, dopiero wtedy moze swa urode kontemplowac do woli
On to znaczy który? Ten pierwszy, który porusza się z prędkością światła będzie widział swoje odbicie. Dlaczego miałby nie widzieś skoro nie tylko u niego czas spowalnia, ale również skraca się droga jeśli spogląda w lustro - powiedzmy w stronę w którą się porusza. Tak? Natomiast obserwator poruszający się poprzecznie z mniejszą prędkością w stosunku do tego poruszającego się z prędkością światła a podłużnie do nie poruszającego się, będzie także widział obserwatora z pierwszego przypadku lecz już w innym czasie. Tak?
>Ten drugi z kolei nie ma zbyt wielkiej mozliwosci nabijania sie z kolegi, bo dla drugiego wymiary pierwszego skracaja sie do zera, a jego masa rosnie do nieskonczonosci. Malo sprzyjajace warunki do bezposredniej obserwacji, nie ?
Ten drugi coś zaobserwuje, ale co to będzie? Nie może przecież zaobserwować zmniejszenia się pierwszego obserwatora, gdyż po przekroczeniu masy krytycznej będzie on wg teorii Promieniowania Hawkinga znajdował się w innych miejscach i poruszał się będzie z prędkością światła,
>Malo precyzyjnie sie wyrazilam. Powinno byc: wymiary liniowe wzdluz kierunku ruchu daza do zera, masa dazy do nieskonczonosci.
Nie może jednak osiągnąć tej nieskończoności wg tego co napisałem powyżej.
|
|
| |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
> >Proponuję, abyś powtórzył eksperyment myślowy Einsteina. Otóż zastanawiał się on, co będzie widział obserwator poruszający się z prędkością światła i trzymający przed sobą lustro.> Widziałby swoje odbicie w tym lustrze  Byłoby to zgodne z jego postulatem głoszącym, że: Jeżeli dwa układy współrzędnych poruszają się względem siebie ruchem jednostajnym prostoliniowym, to prawa, zgodnie z którymi zmieniają się stany układów fizycznych, nie zależą od tego, względem którego z układów te zmiany opisujemy. Ale czy i jak byłoby to możliwe? Ganianie z lustrem jest męczące, dlatego proponuję nieco odsapnąć i polatać trochę samolotem. Skąd i dokąd? Tradycyjnie. Z punktu A do punktu B. I z powrotem. Przelot odbywać się będzie przy bezwietrznej pogodzie, turbulencje nam nie grożą. Możemy spokojnie pomyśleć. Na przykład pomyślmy jak na czasie przelotu odbiłby się wiejący czołowo wiatr. Czy czas skróciłby się, wydłużył, a może pozostałby bez zmian? Jakiekolwiek obliczenia są surowo wzbronione! Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >>Proponuję, abyś powtórzył eksperyment myślowy Einsteina. Otóż zastanawiał się on, co będzie widział obserwator poruszający się z prędkością światła i trzymający przed sobą lustro.> >Widziałby swoje odbicie w tym lustrze  > Byłoby to zgodne z jego postulatem głoszącym, że:> Jeżeli dwa układy współrzędnych poruszają się względem siebie ruchem jednostajnym prostoliniowym, to prawa, zgodnie z którymi zmieniają się stany układów fizycznych, nie zależą od tego, względem którego z układów te zmiany opisujemy. Ale czy i jak byłoby to możliwe?> Ganianie z lustrem jest męczące, dlatego proponuję nieco odsapnąć i polatać trochę samolotem. Skąd i dokąd? Tradycyjnie. Z punktu A do punktu B. I z powrotem. Przelot odbywać się będzie przy bezwietrznej pogodzie, turbulencje nam nie grożą. Możemy spokojnie pomyśleć. Na przykład pomyślmy jak na czasie przelotu odbiłby się wiejący czołowo wiatr. Czy czas skróciłby się, wydłużył, a może pozostałby bez zmian? Jakiekolwiek obliczenia są surowo wzbronione!Dobrze a z jaką prędkością zakładamy, że by leciał ten samolot? Stałą, czy zmienną ?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Dobrze a z jaką prędkością zakładamy, że by leciał ten samolot? Stałą, czy zmienną ?
Stałą. Względem powietrza.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >Dobrze a z jaką prędkością zakładamy, że by leciał ten samolot? Stałą, czy zmienną ?> Stałą. Względem powietrza. . . . . .  Dlaczego mnie to spotkało 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| |  | -1 na 3 | dyr. (80 punktów) |
> A wyobraź sobie następującą sytuację, że ten obserwator poruszałby się z prędkością bliską prędkości światła i ktoś by go popchnął. Czy przekroczy wtedy prędkość światła? Poruszy się w czasie do tyłu? co spowoduje, że wyleci poza rakietę?Rozumiesz pojęcie: w tym samym układzie? Popychanie  biednego astronauty nic tu więc nie da.
|
|
|  | | dyr. (80 punktów) | >>Tak będzie o ile żaden z tych punktów nie będzie się poruszał w żadnym kierunku w momencie w którym ze środka odległości między nimi wyślesz promień światła. Wystarczy że np. punkt A poruszy się o milimetr w kierunku źródła światła a promień dotrze do niego o którąś tam milionową (miliardową pewnie) część sekundy szybciej niż do punktu B. > Proponuję, abyś powtórzył eksperyment myślowy Einsteina. Otóż zastanawiał się on, co będzie widział obserwator poruszający się z prędkością światła i trzymający przed sobą lustro. > Pozdrawiam > Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Napisałem:
>Wystarczy że np. punkt A poruszy się o milimetr w kierunku źródła światła a promień dotrze do niego o którąś tam milionową (miliardową pewnie) część sekundy szybciej niż do punktu B.
W czym widzisz problem? Według ciebie tak nie będzie? Od momentu wysłania z pociągu sygnału świetlnego obydwa punkty musiały zmienić swoje położenie ze względu na obrót Ziemi wokół swojej osi... przynajmniej. Kolega Wcale rozważał jakie w tym eksperymencie będzie miał znaczenie fakt iż Ziemia jest w ciągłym ruchu, a w takim razie wraz z nią i obydwa punkty i sam pociąg. Jedno jest pewne: obydwa punkty zawsze w jakiś sposób zanim promień świetlny do nich dotrze zmienią swoje położenie. Od sposobu zmiany tego położenia względem położenia źródła światła w momencie wysłania sygnału (po tym momencie światło biegnie tak jakby wyszło ze źródła będącego w bezruchu i obrót Ziemi nie ma na niego wpływu, bo prędkość źródła przecież nie ma wpływu na prędkość sygnału świetlnego wysłanego z niego)zależy to, w jakim czasie ten do nich dotrze. Na zmianę tego położenia punktów względem położenia źródła światła w momencie wysłania sygnału będzie miała wpływ ogromna liczba czynników, wymieniać je tutaj to szaleństwo. Niektórzy fizycy mówią iż jest ich tyle, że nigdy tak naprawdę promień świetlny nie dociera w tym samym momencie do dwu różnych punktów bo ich odległość od źródła światła w momencie gdy ten wyemitował sygnał zawsze pod jakimś wpływem się zmienia zanim ten promień do nich dotrze. Tak zwana jednoczesność to tylko papierkowe uproszczenie i nigdy nie ma miejsca. Możemy sobie zakładać na papierze iż punkty A i B są w pewnym momencie w tej samej odległości od punktu z którego sygnał świetlny rozpoczął swój bieg - w rzeczywistości jednak te punkty są w ciągłym ruchu: razem z Ziemią obracającą się wokół własnej osi, wokół Słońca, wokół centrum galaktyki itd. Prędkość światła jest natomiast stała... no chyba że ktoś zakłada inaczej. Co do eksperymentu myślowego Einsteina, to z argumentu ze sprzeczności miało wynikać iż na prędkość światła poruszające się źródło nie może mieć wpływu, mechanika Newtona więc pod tym względem nie może już obowiązywać. My omawiamy inny eksperyment myślowy korzystając z założenia iż prędkość źródła nie ma wpływu na prędkość sygnału wysłanego z tego źródła. Eksperyment myślowy Einsteina dla omawianego tutaj przykładu nie ma znaczenia... no chyba, że ktoś na jego podstawie doszedł do jakichś innych wniosków, bo już naprawdę nie rozumiem nad czym wy tu dyskutujecie. Wystarczy założyć iż prędkość światła nie zależy od prędkości jego źródła a rozwiązanie wręcz nasuwa się samo. Ja tym czasem nie zauważyłem żadnego porozumienia pomiędzy rozmówcami, tak jakby nie umieli oni wyciągać prostych wniosków z tego przykładu biorąc pod uwagę to iż prędkość światła nie zależy od tego i owego. Jak prześledzić większość tych wypowiedzi to jeden nie zrozumiał drugiego. Paranojka.
pozdrawiam i życzę owocnej dyskusji
|
|
| |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>zależy to, w jakim czasie ten do nich dotrze.
A to z kolei zależy od układu odniesienia, w którym ten upływ czasu jest mierzony. W układzie związanym z pociągiem, (który to pociąg pojawił nam się nie wiadomo skąd, ale i tak wiadomo o co chodzi) promień wyemitowany z punktu położonego dokładnie pośrodku pociągu dotrze do początku i końca pociągu jednocześnie. Te same zdarzenia obserwowane w innym układzie odniesienia mogą okazać się zdarzeniami niejednoczesnymi.
>Paranojka.
Jeszcze chyba nie jest aż tak źle.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | 1 na 1 |
 | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
>Doświadczenie jest przeprowadzane na Ziemi z którą jednocześnie porusza się każdy z punktów, punkt A i B. Przy założeniu iż promień światła został wysłany z punktu leżącego pośrodku między nimi - dotrze on do obu punktów o taką różnicę czasu jaka będzie wynikać z faktu iż punkty A i B ZANIM promień dotarł do nich poruszyły się wraz z obracającą się Ziemią o jakąś tam odległość. Do jednego z punktów promień dotrze szybciej, do drugiego później. Co w tym dziwnego?
Nic, poza tym że tak nie będzie. Prędkość światła jest stała. Odległość A od źródła światła w tym konkretnym układzie odniesienia jest taka sama jak odległość B od tegoż źródła. Zatem prosty wniosek: Sygnał dotrze jednocześnie.
I przy okazji odpowiedź do postu trochę wyżej wyżej: >>Skoro w przypadku zderzenia cząstek elektron-pozyton następuje uwolnienie fotonów, to nie oznacza czasem, iż elektron składa się z jeszcze czegoś np.: fotonów?
Nie, to oznacza, że masa elektronu i pozytonu zamienia się w energię fotonów.
|
|
|  | | dyr. (80 punktów) | >Prędkość światła jest stała. Odległość A od źródła światła w tym konkretnym układzie odniesienia jest taka sama jak odległość B od tegoż źródła. >Zatem prosty wniosek: Sygnał dotrze jednocześnie.
Złociutki, przecież Ziemia się porusza, a wraz z nią obydwa punkty. Od momentu w którym sygnał zostaje wysłany zmieniają one swoje położenie. Prędkość światła się jednak nie zmienia i nie ma na nią wpływu obrót Ziemi. Wystarczy że któryś z punktów wraz z ruchem Ziemi skróci swoją drogę do miejsca z którego sygnał świetlny rozpoczął swój bieg, a drugi w tym czasie oddali się od niego, a wówczas różnica będzie. Szczerze mówiąc, jakaś jest zawsze. Prędkość światła się nie zmienia, ale dystans od umownych punktów A i B do punktu z którego sygnał świetlny rozpoczął swój "bieg" ulega zmianie.
pozdrawiam i życzę owocnej dyskusji
|
|
| |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | > przecież Ziemia się porusza, a wraz z nią obydwa punkty.
Tak? Porusza się? A w którym układzie odniesienia? Pytam, bo podstawą teorii względności jest to, że ruch jest względny.
> Od momentu w którym sygnał zostaje wysłany zmieniają one swoje położenie.
Zmieniają położenie jeżeli jesteś obserwatorem wiszącym gdzieś w kosmosie nad ekliptyką. Nie zmieniają położenia jeżeli rozpatrujemy to w układzie związanym z Ziemią, a o takim układzie pisałem wcześniej.
> Wystarczy że któryś z punktów wraz z ruchem Ziemi skróci swoją drogę do miejsca z którego sygnał świetlny rozpoczął swój bieg, a drugi w tym czasie oddali się od niego, a wówczas różnica będzie.
Różnica będzie z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego. Na ziemi odległość od źródła światła do A i od źródła światła do B się nie zmieni. Zatem czas pozostanie ten sam (udowodniono to nawet doświadczalnie).
> Szczerze mówiąc, jakaś jest zawsze. Prędkość światła się nie zmienia, ale dystans od umownych punktów A i B do punktu z którego sygnał świetlny rozpoczął swój "bieg" ulega zmianie.
Dla jednego obserwatora odległości się zmieniają i różnica jest. Dla innego odległości są stałe i różnicy nie ma.
>pozdrawiam i życzę owocnej dyskusji
Dziękuję bardzo. Zwłaszcza, że wspólnymi siłami wykazaliśmy, że nie ma czegoś takiego jak czas absolutny. Zdażenia jednoczesne dla jednego obserwatora nie będą takie dla innego. Jeszcze raz dzięki za współpracę.
Pozdrawiam
|
|
| | |  | | dyr. (80 punktów) | >Różnica będzie z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego. Na ziemi odległość od źródła światła do A i od źródła światła do B się nie zmieni. Zatem czas pozostanie ten sam (udowodniono to nawet doświadczalnie).
W takim razie jeszcze raz: Punkty A i B zmienią swój dystans odkąd sygnał świetlny zostanie nadany.
A - - - - - X - - - - - B ------------------------>
X - źródło światła [--->] kierunek obrotu Ziemi
Sygnał świetlny zostaje wysłany z punktu X. Ważne jest to iż zanim sygnał dotrze do A dystans między A a X i B a X zmieni się w tym czasie. X nie porusza się w raz z Ziemią. Odległości się więc zmienią pomiędzy A - X i B - X. X to nie jest obiekt poruszający się wraz z Ziemią razem z punktami A i B. X to sygnał świetlny rozchodzący się z tą samą prędkością we wszystkich kierunkach. Zanim dotrze on do obydwu punktów jeden z nich będzie przybliżał się do sygnału świetlnego, a drugi oddalał od niego. Dla lepszego uprzytomnienia zwiększ prędkości i odległości.
300 000 000m 300 000 000m A - - - - - - - X - - - - - - - -B ----------------------------------> V=100 000 000m/s c= ok.300 000 000m/s
punkty A i B to statki kosmiczne poruszające się z V=100 000 000m/s (mało realne, ale założyć można). Statki te znajdują się od siebie w odległości 600 000km. Pośrodku między nimi pędzi statek kosmiczny X z tą samą prędkością. O 11.59 i 59s ze statku X zostaje nadany sygnał świetlny. W pamięci można sobie obliczyć jaki dystans będzie musiał przebyć sygnał świetlny zanim dotrze do statku A, a jaki zanim dotrze do statku B.
200 000 000m 400 000 000m A - - - - - - - X - - - - - - - B
Sygnał świetlny dotrze do A po t=0.666s, czyli jeszcze przed 12.00 a do B po t=1.333s, czyli już po 12.00.
Nie zapominajmy iż od czasów Einsteina czas... jest sam w sobie zdarzeniem.
pozdrawiam i odlatuję... do swojego czasu.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Sygnał świetlny dotrze do A po t=0.666s, czyli jeszcze przed 12.00 a do B po t=1.333s, czyli już po 12.00.
Następnie odbije się od A i po upływie 1,333 s dotrze do rakiety X, drugi sygnał odbije się od B i po upływie 0,666 s również dotrze do rakiety X. Nietrudno zauważyć, że obydwa sygnały dotrą do rakiety X jednocześnie.
Resztę dośpiewaj sobie sam.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | Panie placownik, proszę kolegi dyr. w błąd nie wprowadzać. Wróćmy do treści zadania:300 000 000m 300 000 000m A - - - - - - - X - - - - - - - -B ----------------------------------> V=100 000 000m/s c= ok.300 000 000m/s
punkty A i B to statki kosmiczne poruszające się z V=100 000 000m/s (mało realne, ale założyć można). Statki te znajdują się od siebie w odległości 600 000km. Pośrodku między nimi pędzi statek kosmiczny X z tą samą prędkością. Z tego co dyr. napisał jednoznacznie wynika, że statek-źródło jest nieruchomy względem detektorów, lub jak ktoś woli detektory są nieruchome względem statku-źródła. Zatem jest po proste zadanko z fizyki klasycznej. Sygnał będzie leciał do detektorów 1 sekundę i jedną sekundę wracał będzie. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | dyr. (80 punktów) |
>Zatem jest po proste zadanko z fizyki klasycznej. Sygnał będzie leciał do detektorów 1 sekundę i jedną sekundę wracał będzie.
Widzisz, to jest właśnie to czego (choć nie wiem czemu) nie rozumiesz i nie chcesz przyjąć do wiadomości, a więc tego iż wedle obliczeń sygnał od X do A i B najpierw dotrze kolejno po czasie: dla A = 0.666s, a dla B = 1,333s. To samo wziął pod uwagę p.placownik, czego ty nawet nie zauważyłeś, ponieważ nadal twierdzisz iż do obu sygnał dotrze od X po czasie 1s. Bardziej szczegółowo w odpowiedzi dla p.placownika. Wobec wykazania ci w dostatecznie jawny sposób iż się mylisz mówiąc iż do obu dotrze jednocześnie, czyli np. po czasie 1s, czekam na twoje przyznanie się do błędu.
pozdrawiam
PS. Feynman czeka i się niecierpliwi
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | pavvel (8272 punktów) | > >Zatem jest po proste zadanko z fizyki klasycznej. Sygnał będzie leciał do detektorów 1 sekundę i jedną sekundę wracał będzie.> Widzisz, to jest właśnie to czego (choć nie wiem czemu) nie rozumiesz i nie chcesz przyjąć do wiadomości,No właśnie że rozumiem. Gdybym nie rozumiał, nie mógłbym na tym zarabiać. A przez długi czas tłumaczenie tego stanowiło dla mnie źródło dochodu. Jak mi się trafiał uczeń Twojego pokroju, to mówiłem przeważnie, żeby się historią spróbował zająć. Bo można nawet mało lotnym ludziom coś wytłumaczyć, pod warunkiem że będą próbowali słuchać. > a więc tego iż wedle obliczeń sygnał od X do A i B najpierw dotrze kolejno po czasie: dla A = 0.666s, a dla B = 1,333s.bzdury piszesz > To samo wziął pod uwagę p.placownik, czego ty nawet nie zauważyłeś,Zauważyłem, że się pomylił i dlatego błąd sprostowałem. Zresztą, większość ludzi którzy kierują się wiedzą a nie wiarą w swoją nieomylność potrafi przyznać się do błędu. Dlatego wierzę, że placownik sam Ci to powie. > ponieważ nadal twierdzisz iż do obu sygnał dotrze od X po czasie 1s.taki czas zarejestruje każdy z detektorów. Tylko to twierdzę. W innym układzie odniesienia czas może być inny. Ale jak mówię o innych układach odniesienia czy obserwatorach to przestajesz cokolwiek rozumieć. Dlatego powtórzę jeszcze raz - w przypadku, który cytowałem wyżej każdy detektor zarejestruje 1s. > Wobec wykazania ci w dostatecznie jawny sposób iż się mylisz mówiąc iż do obu dotrze jednocześnie,Na razie wykazałeś jedynie swoje chciejstwo. Chciałbyś żeby było jak mówisz, ale niestety w fizyce obowiązują pewne prawa i nawet jeżeli znajdziesz 100 osób mylących się podobnie jak Ty, nadal detektory będą rejestrować czas 1s. Jest to wykazane i rachunkowo na podstawie teorii względności. Jest również wykazane doświadczalnie. W tej chwili prezentujesz postawę : wierzę w to cio chę wierzyć, a jeżeli fakty są inne to tym gorzej dla faktów. > czekam na twoje przyznanie się do błędu.Przyznaję, że błędem było że próbowałem z Tobą dyskutować. Z kimś kto nie ma pojęcia o fizyce nie warto dyskutować. > PS. Feynman czeka i się niecierpliwiJa Ci tego tłumaczył nie będę, bo widzę, że to dla Ciebie za trudne. Odpowiedz na proste pytanie, które Ci zadałem. Wiem że nie potrafisz, ale poproś kogoś może Ci to wytłumaczy. Załapiesz trochę podstaw, to będziesz mógł próbować coś trudniejszego. A póki co, staraj się czytać i próbuj zrozumieć zamiast zaśmiecać forum swoimi bzdurnymi teoriami. I postaraj się nie pisać do mnie, do póki nie opiszesz mi przynajmniej kilku możliwych rozwiązań zadania które Ci zadałem. Bo na razie zastanawiam się jak udało Ci się skończyć gimnazjum.
|
|
| | | | |  | | dyr. (80 punktów) | Cześć.
>Następnie odbije się od A i po upływie 1,333 s dotrze do rakiety X, drugi sygnał odbije się od B i po upływie 0,666 s również dotrze do rakiety X. Nietrudno zauważyć, że obydwa sygnały dotrą do rakiety X jednocześnie.
Poruszyłeś z tego co widzę zagadnienie do jakich wniosków dojdzie kosmonauta w statku X. To ciekawe, więc pomyślmy. Na razie nie wiem czy masz rację, więc rozpatrzę to bardziej szczegółowo (dziwi mnie dlaczego ty tego nie zrobiłeś):
300 000 000m 300 000 000m A - - - - - - - - - X - - - - - - - - - B -----------------------------------------> V=100 000 000m/s c=300 000 000m/s
Czasu dotarcia sygnału kolejno do: A - 0.666s B - 1.333s
Do jakich wniosków dojdzie jednak X? Czyli czy stwierdzi on iż do A i B sygnał dotarł jednocześnie, czy też nie.
Na dotarcie od X do A sygnał potrzebował 0.666s (cieszę się, że się zgadzamy). Na dotarcie od X do B sygnał potrzebował 1.333s (jak wyżej)
W tym czasie X jeszcze nic nie jest w stanie stwierdzić. Ważne jest jednak już to iż obserwacje A i B co do czasu dotarcia sygnałów do nich wyraźnie się różniły (wytłumacz to teraz p.pavvelowi, bo ja już nie potrafię). Przejdźmy dalej.
Ciekawi nas teraz do jakich wniosków dojdzie X.
Sygnał od A do X na powrót powinien potrzebować:
300 000 000m A - - - - - - - - - X ---------------------> V=100 000 000m/s c=300 000 000m/s
tA/x = 1s (ze względu na odległość) + 0.333s (ze względu na prędkość pojazdów) tA/x = 1.333s
Sygnał od B do X na powrót powinien potrzebować:
300 000 000m X - - - - - - - - - B ---------------------> V=100 000 000m/s c=300 000 000m/s
tB/x = 1s (ze względu na odległość) - 0.333s (ze względu na prędkość pojazdów) tB/x = 0.666s
Astronauta na statku X stwierdzi iż sygnał do A dotarł po czasie tA = 0.666s (czas jaki sygnał potrzebował na dotarcie od X do A) + 1.333s (czas jaki sygnał potrzebował na dotarcie od A do X) tA = 2s
tB = 1.333s (czas jaki sygnał potrzebował aby dotrzeć od X do B) + 0.666s tB = 2s
Astronauta X dojdzie więc do wniosku iż sygnał do A i do B dotarł po upływie 2s od nadania, czyli dokładnie o godz. 12.01, czyli się nie myliłeś. Rzecz w tym jednak iż A zanotował sobie iż sygnał dotarł do niego o godz. 11.59m59.666s, a B zanotował sobie iż sygnał dotarł do niego o godz.12.00m0.333s.
Możemy dodać sobie jeszcze kilku obserwatorów i pobawić się z ciekawości. Ciekawi mnie jednak to w czym tkwi moja pomyłka sugerowana mi przez p.pavvela i jak rozumiem ciebie też, ponieważ to mnie każesz sobie coś dośpiewać, a nie np.p.pavvelowi.
pozdrawiam
|
|
2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >Z tego co wiem, to prędkość światła jest stała niezależna od prędkości poruszania się obiektu >generującego światło. Nie tylko. Prędkość światła c nie zależy także od ruchu obserwatora. Taki był wynik doświadczenia Michelsona i Moreleya, gdy porównywali prędkości światła z gwiazdy wschodzącej (gdy obserwator zbliżał się do gwiazdy) i zachodzącej (gdy się oddalał).
>Więc powiedzmy, że jadę pociągiem z punktu A do punktu B z pewną prędkością. Dokładnie pośrodku >punktu A i B byłysnę światłem, to promienie światła (fotony) powinny dolecieć w tym samym czasie do >obydwu punktów. Tak by było, gdyby obserwator był nieruchomy względem ziemi. W układzie pociągu ponieważ punkt A oddala się od światła, a punkt B zbliża się do światła, światło dotrze najpierw do punktu B, a do punktu A później. Oczywiście, aby ta różnica mogła być zauważalna, pociąg musiałby poruszać się z prędkością przyświetlną (porównywalną z c).
>Czy aby na pewno? Wiemy, że Ziemia porusza się z prędkością ok 30 km/s (obieg wokół Słońca). >Do tego obieg wokół środka galaktyki 270 km/s. Nie licząc prędkości samej galaktyki. >Więc światło powinno z duzym opóźnieniem dotrzeć do jednego z punktów pomiarowych. Niezależnie od >tego czy pociąg się porusza, czy nie. >Z tego co wiem, to na tej podstawie odrzucono istnienie eteru jako nośnika fal >elektromagnetycznych. Wymieniłaś trzy układy odniesienia (Ziemia, Słońce, Galaktyka) i każdy z nich wolno Ci uznać za nieruchomy, a gdy go za nieruchomy uznasz, możesz o nim mówić to samo, co o ziemi w przykładzie pierwszym. Dwa pozostałe (ruchome), to jak pociąg w tym pierwszym przykładzie. Gdyby istniał eter, to właśnie morze eteru byłoby układem wyróżnionym -- jedynym, o którym mówiłoby się, że jest nieruchomy.
>I jeszcze jedno pytanie: >Obecnie przyjmuje się, że elektron jest to cząsteczka niepodzielna. Jednak elektron, który >zaabsorbował foton jest już podzielny? Zdumiewający pomysł! Na co miałby taki elektron być podzielny?
>Jak przebiega właściwie absorpcja fotonu przez elektron? Nie zrozumiałem pytania, ale może to będzie odpowiedź która Cię zadowoli. Jeśli powolny elektron połknie foton, to przejmie jego energię i stanie się szybkim elektronem.
>Czy ten foton to jest tylko nośnik energii (tą energią jest gluon)? Foton to czysta energia. Bez żadnej masy spoczynkowej. Gluon to cząstka -- nośnik oddziaływań silnych wiążących kwarki w masywniejsze cząstki. >Skoro w przypadku zderzenia cząstek elektron-pozyton następuje uwolnienie fotonów Energia, która wyzwala się w anihilacji cząstka-antycząstka, nie musi w całości tworzyć fotonu, może stać się np. czyjąś energią kinetyczną, może utworzyć inną parę cząstka-antycząstka.
>to nie oznacza czasem, iż elektron składa się z jeszcze czegoś np.: fotonów? >Czy były próby zderzeń fotonów (z tego co wiem, to nie ma antyfotonu, gdyż sam foton jest dla >siebie rówmież antyfotonem) ? Nie, foton to czysta energia, nie posiada masy spoczynkowej. Foton nie może być częścią składową niczego, ani nie posiada swojej antycząstki, więc nie może się zderzyć z 'antyfotonem', a powiedzenie, że foton jest dla siebie antycząstką to chyba taki dowcip!
|
|
 | 1 na 3 | dyr. (80 punktów) | Mnie już nie dziwią dylematy Wcale. Nie rozumiem jednak również tego co ty napisałeś:
>Tak by było, gdyby obserwator był nieruchomy względem ziemi. W układzie pociągu ponieważ punkt A oddala się od światła, a punkt B zbliża się do światła, światło dotrze najpierw do punktu B, a do punktu A później. >Oczywiście, aby ta różnica mogła być zauważalna, pociąg musiałby poruszać się z prędkością przyświetlną (porównywalną z c).
Kolega mówił iż DOKŁADNIE PO ŚRODKU błyśnie światłem, a więc odległość ma być ta sama obydwu punktów od sygnału świetlnego w momencie w którym zostaje on wysłany z pociągu... I prędkość pociągu, choćby i zbliżona do prędkości światła, nie ma tu znaczenia. Zgadzam się więc z pierwszym zdaniem zacytowanego przeze mnie twojego komentarza do słów Wcale... ale z drugim zdaniem już się zgodzić nie mogę. Musiałeś być rozkojarzony trochę, bo właśnie w ten sposób podważyłeś fakt iż prędkość światła nie zależy od prędkości źródła światła... piszesz przecież że coś tam by się zmieniło ze względu na prędkość poruszania się pociągu. Jeśli już to od prędkości poruszania się Ziemi tutaj coś zależy, nie pociągu. No ale ty zapomniałeś iż Wcale mówił o tym iż dokładnie pośrodku błyśnie światłem. Nie biorąc tego pod uwagę twój komentarz jest zgodny z fizyką, ale zbyteczny jeśli chodzi o to, co napisał Wcale, czy też przykład eksperymentu, który nam podał. ...Różnica dystansu między punktami a punktem z którego wystartował promień świetlny byłaby bardziej znacząca gdyby to Ziemia nagle zaczęła się obracać z prędkością zbliżoną do prędkości światła. Wówczas punkty A i B przebyłyby większą drogę zanim sygnał świetlny by do nich doszedł. Prędkość pociągu tu już nie ma znaczenia. Światło sobie wystartowało z pociągu którego prędkość nie ma przecież wpływu na prędkość światła. Po cóż więc rozważać prędkość pociągu, tym bardziej iż kolega Wcale mówił iż sygnał świetlny zostaje wysłany w momencie gdy pociąg znajduje się po środku drogi między punktem A i B.
pozdrawiam
|
|
|  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) |
>I prędkość pociągu, choćby i zbliżona do prędkości światła, nie ma tu znaczenia.
Nie ma znaczenia dla obserwatora poza pociągiem. Maszynista widzi cały pociąg jako nieruchomy i obserwuje przybliżanie się jednego z punktów i oddalanie się innego. Czyli z punktu widzenia maszynisty droga pokonana przez światło do A nie równa się drodze pokonanej przez światło do B a zatem czas dotarcia sygnału musi być różny
> Różnica dystansu między punktami a punktem z którego wystartował promień świetlny byłaby bardziej znacząca gdyby to Ziemia nagle zaczęła się obracać z prędkością zbliżoną do prędkości światła. Wówczas punkty A i B przebyłyby większą drogę zanim sygnał świetlny by do nich doszedł.
Ty cały czas bazujesz na założeniu, że istnieje jakiś uprzywilejowany układ z którego możesz wszystko obserwować. Że co się względem tego układu porusza to się porusza naprawdę, a co względem tego układu jest nieruchome jest absolutnie nieruchome. Twoje założenie jest sprzeczne z samą nazwą teoria względności. Każdy układ odniesienia jest układem pełnoprawnym i każdy obserwator (mimo, że widzi co innego) ma rację.
>pozdrawiam Również pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 3 | dyr. (80 punktów) |
W takim razie jeszcze raz: Punkty A i B zmienią swój dystans odkąd sygnał świetlny zostanie nadany.
A - - - - - X - - - - - B ------------------------>
X - źródło światła [--->] kierunek obrotu Ziemi
Sygnał świetlny zostaje wysłany z punktu X. Ważne jest to iż zanim sygnał dotrze do A dystans między A a X i B a X zmieni się w tym czasie. X nie porusza się w raz z Ziemią. Odległości się więc zmienią pomiędzy A - X i B - X. X to nie jest obiekt poruszający się wraz z Ziemią razem z punktami A i B. X to sygnał świetlny rozchodzący się z tą samą prędkością we wszystkich kierunkach. Zanim dotrze on do obydwu punktów jeden z nich będzie przybliżał się do sygnału świetlnego, a drugi oddalał od niego. Dla lepszego uprzytomnienia zwiększ prędkości i odległości.
300 000 000m 300 000 000m A - - - - - - - X - - - - - - - -B ----------------------------------> V=100 000 000m/s c= ok.300 000 000m/s
punkty A i B to statki kosmiczne poruszające się z V=100 000 000m/s (mało realne, ale założyć można). Statki te znajdują się od siebie w odległości 600 000km. Pośrodku między nimi pędzi statek kosmiczny X z tą samą prędkością. O 11.59 i 59s ze statku X zostaje nadany sygnał świetlny. W pamięci można sobie obliczyć jaki dystans będzie musiał przebyć sygnał świetlny zanim dotrze do statku A, a jaki zanim dotrze do statku B.
200 000 000m 400 000 000m A - - - - - - - X - - - - - - - B
Sygnał świetlny dotrze do A po t=0.666s, czyli jeszcze przed 12.00 a do B po t=1.333s, czyli już po 12.00.
Nie zapominajmy iż od czasów Einsteina czas... jest sam w sobie zdarzeniem.
pozdrawiam i odlatuję... do swojego czasu.
(mam nadzieję, że już nie będę musiał się powtarzać)
|
|
| | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | > (mam nadzieję, że już nie będę musiał się powtarzać)
Obawiam się, że masz tu jeszcze sporo do przemyślenia. W gruncie rzeczy zupełnie nie rozumiesz co jest grane.
> Sygnał świetlny dotrze do A po t=0.666s, czyli jeszcze przed 12.00 a do B po t=1.333s, czyli już po 12.00.
Nie piszesz, który obserwator tak to widzi - X? A? B? Jeżeli nie określasz układu odniesienia obserwatora, to nie zbliżyłeś się do teorii względności ani o jotę. Choćbyś zapełnił cały ten wątek klasycznymi obliczeniami, gdzie obserwator rozumie się "sam przez się", to relatywistycznie będą one bez sensu. Dopiero głębszy stopień wtajemniczenia, w jawnie niezmienniczy formalizm z użyciem czterowektorów, pozwala na opis niezależny od obserwatora.
|
|
| | | |  | 1 na 3 | dyr. (80 punktów) |
>Nie piszesz, który obserwator tak to widzi - X? A? B?
To jakiś żart? Bo już inaczej nie umiem tego potraktować. Widzi to A i widzi to B. Do A sygnał dotrze po 0.666s od nadania, a do B po 1.333s od nadania. Taki masz też układ odniesienia itd. Coś mi się wydaje, że to ty zupełnie nie rozumiesz co jest grane.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | Cytat:300 000 000m 300 000 000m A - - - - - - - X - - - - - - - -B ----------------------------------> V=100 000 000m/s
punkty A i B to statki kosmiczne poruszające się z V=100 000 000m/s. Statki te znajdują się od siebie w odległości 600 000km. Pośrodku między nimi pędzi statek kosmiczny X z tą samą prędkością. O 11.59 i 59s ze statku X zostaje nadany sygnał świetlny. [...]
Sygnał świetlny dotrze do A po t=0.666s, czyli jeszcze przed 12.00 a do B po t=1.333s, czyli już po 12.00. > > Nie piszesz, który obserwator tak to widzi - X? A? B?> To jakiś żart?Nie, to nie żart, to sedno sprawy. > Widzi to A i widzi to B. Do A sygnał dotrze po 0.666s od nadania, a do B po 1.333s od nadania.No właśnie nie. Zarówno A i B "zobaczą" (ściślej: zmierzą, co wymaga procedury synchronizacji zegarów), że sygnał dotarł do nich jednocześnie, dokładnie o 12.00. > Coś mi się wydaje, że to ty zupełnie nie rozumiesz co jest grane.Gdyby tak było, to by dawno mnie z pracy wyrzucili. Dla mnie to chleb powszedni.
|
|
| | | | | |  | 1 na 3 | dyr. (80 punktów) | >No właśnie nie. Zarówno A i B "zobaczą" (ściślej: zmierzą, co wymaga procedury synchronizacji zegarów), że sygnał dotarł do nich jednocześnie, dokładnie o 12.00.
Kpisz sobie, czy co? Problemy z rozumowaniem masz chyba, bo nie sądzę abyś nie wiedział iż podstawowym założeniem w OTW jest stała i niezmienna od prędkości poruszającego się źródła prędkość światła. Te pojazdy o których mówię poruszają się same z prędkością 1/3 prędkości światła! Sygnał wysłany z pojazdu znajdującego pośrodku drogi między pojazdami A i B dotrze do każdego z nich w innym czasie ponieważ sygnał do pojazdu A będzie miał krótszą drogę do przebycia (dokładnie w tym przypadku o 1/3), a do pojazdu B dłuższą drogę (dokładnie o 1/3). Sygnał od nadania w ciągu sekundy powinien dotrzeć do każdego z pojazdów (czyli dokładnie o 12.00) gdyby te nie poruszały się same z prędkością 1/3 prędkości światła! Czego ty tu nie rozumiesz? A może chcesz mi powiedzieć iż ty w swoich rozważaniach olewasz ten podstawowy aksjomat w OTW będący podstawą całej mechaniki Einsteinowskiej?! Co z wami ludziska tutaj jest nie tak? Nie wierzę iż to do was nie dociera. No nie wierzę.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | >Sygnał wysłany z pojazdu znajdującego pośrodku drogi między pojazdami A i B dotrze do każdego z nich w innym czasie ponieważ sygnał do pojazdu A będzie miał krótszą drogę do przebycia (dokładnie w tym przypadku o 1/3), a do pojazdu B dłuższą drogę (dokładnie o 1/3). Sygnał od nadania w ciągu sekundy powinien dotrzeć do każdego z pojazdów (czyli dokładnie o 12.00) gdyby te nie poruszały się same z prędkością 1/3 prędkości światła! Czego ty tu nie rozumiesz? A może chcesz mi powiedzieć iż ty w swoich rozważaniach olewasz ten podstawowy aksjomat w OTW będący podstawą całej mechaniki Einsteinowskiej?! Co z wami ludziska tutaj jest nie tak? Nie wierzę iż to do was nie dociera. No nie wierzę. Błagam, skup się! Fizyk, pavel, płacownik i moja skromna osoba DOSKONALE rozumiemy o co ci chodzi. I równie doskonale widzimy twój błąd. Sygnał rzeczywiście dojdzie do obydwu punktów w różnym czasie ale tylko Z PUNKTU WIDZENIA takiego obserwatora który widzi ruch źródła. Źródło światła (X) się porusza a więc MASZ RACJĘ, prędkość światła nie dodaje się do prędkości źródła. Ale z punktu widzenia A i B źródło światła jest nieruchome, tak jak i oni prawda? Więc nie ma żadnego powodu dla którego światło miałoby dotrzeć do nich w różnym czasie. Przecież A i B znają swoją (równą) odległość od źródła. Gdyby ustalili, że światło do A dojdzie szybciej niż do B to musieli by uznać że prędkość światła w kierunku A jest większa niż w kierunku B. I to właśnie byłoby sprzeczne z aksjomatem niezależnej od obserwatora prędkości światła, na który się powołujesz. Wejdź w położenie obserwatora A i pomyśl że znajdujesz się w pustej przestrzeni (więc nie możesz wiedzieć czy się "poruszasz" czy nie). I wtedy zastanów się nad wynikiem eksperymentu.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 |
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | > Nie zauważyłem tej twojej wypowiedzi wcześniej więc jeszcze raz tylko odeślę cię do tej mojej wypowiedzi, w której wyjaśniam to i owo bardziej szczegółowo.> www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w237281W Twojej analizie już na samym początku jest ten sam błąd. Piszesz, że rozważasz sytuację z punktu widzenia X a potem dajesz V = 100.000.000 m/s. To bez sensu. Z punktu widzenia X, V = 0. Jeśli V != 0 to nie rozważasz sytuacji z punktu widzenia X. Tyle.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 3 | dyr. (80 punktów) |
Proszę cię ja tym razem, przeczytaj jeszcze raz całość, a w szczególności ten fragment:
Astronauta X dojdzie więc do wniosku iż sygnał do A i do B dotarł po upływie 2s od nadania, czyli dokładnie o godz. 12.01, czyli się nie myliłeś. Rzecz w tym jednak iż A zanotował sobie iż sygnał dotarł do niego o godz. 11.59m59.666s, a B zanotował sobie iż sygnał dotarł do niego o godz.12.00m0.333s.
Tak więc z punktu widzenia X sygnał do nich dotrze niejako jednocześnie. Oni sami jednak otrzymają sygnał w różnych czasach, o różnych godzinach.
pozdrawiam i życzę spokojnej nocy
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | >Proszę cię ja tym razem, przeczytaj jeszcze raz całość, a w szczególności ten fragment: >Astronauta X dojdzie więc do wniosku iż sygnał do A i do B dotarł po upływie 2s od nadania, czyli dokładnie o godz. 12.01, czyli się nie myliłeś. Rzecz w tym jednak iż A zanotował sobie iż sygnał dotarł do niego o godz. 11.59m59.666s, a B zanotował sobie iż sygnał dotarł do niego o godz.12.00m0.333s. >Tak więc z punktu widzenia X sygnał do nich dotrze niejako jednocześnie. Oni sami jednak otrzymają sygnał w różnych czasach, o różnych godzinach.
Przestaję się z Tobą spierać i zadaję pytanie: Co należałoby wg. Ciebie zrobić, czyli jak skonstruować eksperyment w którym A i B zanotowaliby te same czasy przyjścia sygnału? Pozwól że spróbuję przewidzieć Twoją odpowiedź: A i B oraz X musiały by być nieruchome. Zgoda. Tylko że wg. Ciebie to niemożliwe. Napisałeś to w swoich postach, że nie sposób znaleźć nieruchomego układu, bo wszystko się jakoś względem siebie porusza. Skoro tak, to oznacza jedno: NIE DA SIĘ W PRAKTYCE WYKONAĆ EKSPERYMENTU W KTÓRYM ŚWIATŁO WYSŁANE Z PUNKTU RÓWNO ODLEGŁEGO OD A I B DOTRZE DO TYCH PUNKTÓW JEDNOCZEŚNIE. Tylko że to nieprawda i można to łatwo wykazać w każdym jako tako wyposażonym laboratorium. Tak do zastanowienia: w ciągu 100 mikrosekund światło przebędzie ok 30km. W tym samym czasie punkt na powierzchni Ziemi (na równiku) przesunie się o 5 cm. Żadna z tych wielkości nie jest wyzwaniem dla współczesnych narzędzi pomiarowych. Gdyby Twój eksperyment przeprowadzić na równiku, puszczając światło w obu kierunkach, to po 100 mikrosekundach i 30 km przebytych przez sygnał w każdą stronę, dostalibyśmy (wg Ciebie) 10 centymetrów różnicy drogi - dla światła jakaś 3 nanosekundy czasu. Łatwe do wychwycenia, nawet tak prymitywnym eksperymentem. A nawet oryginalny eksperyment Michelsona-Morleya sprzed 100 lat, dzięki interferometrowi miał duzo większą precyzję.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) |
Nie wiem czy widziałeś ten film do którego linka podał, wczoraj bodajże, p.Wcale. Na drugim z tych filmów przedstawiony jest eksperyment niemal identyczny do tego jaki sam przedstawiłem, a wcześniej p.Wcale. Widzimy tam rakietę, a w środku rakiety kosmonautę. Pozwolę sobie przeanalizować przedstawiony tam eksperyment:
A - - - - - - - K - - - - - - - A1 <--------------------------------
A - oba końce rakiety K - kosmonauta siedzący w rakiecie
W oba końce rakiety uderza piorun. Zdjęcie zrobione w tym momencie przedstawia iż uderzenie pioruna nastąpiło jednocześnie w oba końce rakiety (taki sobie rozgałęziony piorun, czy coś w tym stylu). Autorzy filmu następnie pokazują w zwolnionym tempie iż:
ze względu na to iż rakieta porusza się z dosyć dużą w stosunku do prędkości światła szybkością kosmonauta zobaczy dwa oddzielne uderzenia: najpierw to z punktu A gdyż sygnał świetlny będzie miał krótszą drogę do przebycia do kosmonauty gdyż ten wraz z rakietą posuwa się w kierunku tegoż punktu (ten punkt już nie jest traktowany jak koniec rakiety, ale owe miejsce, ów punkt już niejako w przestrzeni z którego sygnał rozpoczął swój bieg). Sygnał z punktu A1 będzie miał natomiast dłuższą drogę do przebycia do kosmonauty gdyż musi on niejako dogonić kosmonautę, który wraz z rakietą oddala się od niego.
Nic innego od początku nie mówię. Przejrzyj sobie moje posty na tym wątku. Zrobiłem parę analiz w których stosowałem tę samą metodę co chociażby autorzy tego filmu... na długo przed tym zanim linki do niego podał Wcale. Niestety moje wnioski wywołały sprzeciw niektórych uczestników rozmowy, przy czym jeden z nich nie omieszkał nazwać mnie fanatykiem bo nie chciałem przyznać mu racji i ukłonić się przed jego pouczaniem mnie. Proszę cię abyś i ty mnie nie pouczał, bo od początku mam rację. Dziwi mnie bardziej jednak to iż te wnioski w ogóle spotkały się tu z jakimkolwiek sprzeciwem! To o czym tu dyskutowaliśmy to podstawy mechaniki relatywnej, bez prawidłowego zrozumienia których nie ma co mówić o jakimkolwiek rozumieniu współczesnej fizyki!
>Tak do zastanowienia: w ciągu 100 mikrosekund światło przebędzie ok 30km. W tym samym czasie punkt na powierzchni Ziemi (na równiku) przesunie się o 5 cm. Żadna z tych wielkości nie jest wyzwaniem dla współczesnych narzędzi pomiarowych. Gdyby Twój eksperyment przeprowadzić na równiku, puszczając światło w obu kierunkach, to po 100 mikrosekundach i 30 km przebytych przez sygnał w każdą stronę, dostalibyśmy (wg Ciebie) 10 centymetrów różnicy drogi - dla światła jakaś 3 nanosekundy czasu. Łatwe do wychwycenia, nawet tak prymitywnym eksperymentem. A nawet oryginalny eksperyment Michelsona-Morleya sprzed 100 lat, dzięki interferometrowi miał duzo większą precyzję.
To nie jest mój eksperyment, ale sztandarowe wręcz doświadczenie mające uzmysławiać ludziom na czym zasadza się teoria względności Einsteina. Nad tym co podałeś do zastanowienia... być może się zastanowię. ...Nawet już to zrobiłem. Dostalibyśmy tę różnicę, to oczywiste. Prędkość światła się nie zmieni, a w tym czasie Ziemia jakiś określony punkt na równiku zmieni swój dystans do sygnału. Jeśli to dla ciebie nie jest oczywiste... To ja umywam ręce. Obejrzyj sobie chociaż ten krótki film do którego link znajdziesz w postach Wcale na tym wątku... skoro fachowa literatura z którą być może miałeś do czynieni nie uświadomiła ci konsekwencji tych założeń.
pozdrawiam i proszę już nie prowokować dalszym insynuowaniem mi w sposób pośredni, bądź bez pośredni iż co do czegoś się pomyliłem... z całym szacunkiem, wałkowanie tego w kółko zaczęło mnie już po prostu męczyć. Moje posty na tym wątku ciągle jeszcze są. Tam wypowiedziałem się na ten temat w sposób dostateczny, może nawet bardziej dostateczny niż ktokolwiek inny na tym wątku ściśle na temat tego doświadczenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | >> Tak do zastanowienia: w ciągu 100 mikrosekund światło przebędzie ok 30km. W tym samym czasie punkt na powierzchni Ziemi (na równiku) przesunie się o 5 cm. Żadna z tych wielkości nie jest wyzwaniem dla współczesnych narzędzi pomiarowych. Gdyby Twój eksperyment przeprowadzić na równiku, puszczając światło w obu kierunkach, to po 100 mikrosekundach i 30 km przebytych przez sygnał w każdą stronę, dostalibyśmy (wg Ciebie) 10 centymetrów różnicy drogi - dla światła jakaś 3 nanosekundy czasu. Łatwe do wychwycenia, nawet tak prymitywnym eksperymentem. A nawet oryginalny eksperyment Michelsona-Morleya sprzed 100 lat, dzięki interferometrowi miał duzo większą precyzję.
> To nie jest mój eksperyment, ale sztandarowe wręcz doświadczenie mające uzmysławiać ludziom na czym zasadza się teoria względności Einsteina. Nad tym co podałeś do zastanowienia... być może się zastanowię. ...Nawet już to zrobiłem. Dostalibyśmy tę różnicę, to oczywiste.
Właśnie zaprzeczyłeś wynikom doświadczenia Michelsona-Morleya. Ruchu postępowego Ziemi nie da się wykryć bez wyglądania na zewnątrz.
> pozdrawiam i proszę już nie prowokować dalszym insynuowaniem mi w sposób pośredni, bądź bez pośredni iż co do czegoś się pomyliłem... z całym szacunkiem, wałkowanie tego w kółko zaczęło mnie już po prostu męczyć.
Z całym szacunkiem... mylisz się w rozumieniu podstaw teorii względności. Niby odżegnujesz się od eteru ale cały czas tłumaczysz rozchodzenie się światła jakby on istniał. Niby przyjmujesz stałość prędkości światła ale wyróżniasz tylko jeden układ odniesienia, w którym to zachodzi.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) | >Właśnie zaprzeczyłeś wynikom doświadczenia Michelsona-Morleya. Ruchu postępowego Ziemi nie da się wykryć bez wyglądania na zewnątrz.
Drogi panie, mówimy o prędkościach, realnej reakcji wewnątrz materii, przemianach energii na masę itd. Nie uważam abym czemuś zaprzeczył. Póki co to pan przeczy podstawom mechaniki relatywistycznej i to w tak drastyczny sposób, że aż szkoda gadać.
PS. Czekam na pańską analizę doświadczenia do którego mojej analizy się pan przyczepił powtarzając tylko w kółko że sygnał dotrze jednocześnie do obu detektorów a nie przedstawił pan żadnej, choćby cząstkowej analizy tego eksperymentu. Proszę więc mnie nie pouczać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | >PS. Czekam na pańską analizę doświadczenia do którego mojej analizy się pan przyczepił powtarzając tylko w kółko że sygnał dotrze jednocześnie do obu detektorów a nie przedstawił pan żadnej, choćby cząstkowej analizy tego eksperymentu. Proszę więc mnie nie pouczać. Jak to mówią Anglicy: "in denial". Opuściliśmy rejony fizyki, zmierzając śpiesznie w stronę psychologii by nie rzec: psychiatrii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | >>Właśnie zaprzeczyłeś wynikom doświadczenia Michelsona-Morleya. Ruchu postępowego Ziemi nie da się wykryć bez wyglądania na zewnątrz. >Drogi panie, mówimy o prędkościach, realnej reakcji wewnątrz materii, przemianach energii na masę itd. Nie uważam abym czemuś zaprzeczył. Póki co to pan przeczy podstawom mechaniki relatywistycznej i to w tak drastyczny sposób, że aż szkoda gadać. Twierdząc że stoisz na gruncie STW, w rzeczywistości reprezentujesz teorię eteru i to w jej pierwotnej, dawno skompromitowanej postaci bo twierdzisz, że da się wykryć ruch względem tegoż eteru. Gdybyś jeszcze podparł się twierdzeniem Fitzgeralda i dylatacją to możnaby było poważnie podyskutować o filozoficznych przesłankach STW. Ale wówczas musiałbyś zgodzić się z nami, bo podejście Lorentza i Fitzgeralda było wewnętrznie spójne i generowało te same wnioski co STW. Ale cóż, twierdzisz że masz to wszystko przemyślane, znasz dobrze STW i jesteś przekonany o swojej racji. Wobec tego, nie sprawi Ci chyba większego problemu przedstawienie graficzne twojego eksperymentu na diagramie Minkowskiego i/lub pokazanie rachunkowo jak wg transformacji Lorentza wykonać przejście między układami dla twoich zdarzeń (emisja w X, odbiór sygnału przez A i odbiór przez B). Bardzo bym prosił o tę przysługę, jeśli bowiem masz rację wykażesz to bez problemu, a ja uznam swój błąd. A przecież stoisz na gruncie STW więc jej metody nie mogą być Ci obce. Matematyka jest tam na poziomie szkoły średniej, a może i gimnazjum. Jeśli jednak (czego absolutnie nie przypuszczam) nie wiesz jak używać diagramów Minkowskiego i TL, będę ze smutkiem musiał uznać Twój brak kompetencji w przedmiocie i absolutną przegraną w dyskusji. Pozdrawiam i oczekuję satysfakcjonującej odpowiedzi. Nie uznam za taką prób kolejnych klasycznych i "intuicyjnych" obliczeń.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | >[...] >Bardzo bym prosił o tę przysługę, jeśli bowiem masz rację wykażesz to bez problemu, a ja uznam swój błąd. A przecież stoisz na gruncie STW więc jej metody nie mogą być Ci obce. Matematyka jest tam na poziomie szkoły średniej, a może i gimnazjum. >Jeśli jednak (czego absolutnie nie przypuszczam) nie wiesz jak używać diagramów Minkowskiego i TL, będę ze smutkiem musiał uznać Twój brak kompetencji w przedmiocie i absolutną przegraną w dyskusji. >Pozdrawiam i oczekuję satysfakcjonującej odpowiedzi. Nie uznam za taką prób kolejnych klasycznych i "intuicyjnych" obliczeń.
Jakie udowadnianie ciągłe? Były podawane przykłady, animacje, obliczenia. Może teraz Twoja kolej aby pokazać jak to wg Ciebie przebiega? Wykaż się czymś w końcu a nie tylko piszesz: "to źle, tamto źle" a samemu coś zrobić to już się nie chce.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) | Przyłączam się do głosu Wcale i podaję już tylko linki do moich wypowiedzi, w których przeanalizowałem ów eksperyment. Jeżeli twierdzisz, iż do A i B sygnał dotrze w tym samym czasie, np. (jak twierdził Fizyk, który też tylko coś tam deklaruje i nic z tym nie robi) po 1s, to proszę przeanalizować krok po kroku ów eksperyment i na końcu podać swój wynik. Wówczas będziemy mogli podjąć dyskusję. www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w236729 (dla A i B) www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w237281 (dla X)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | Czyli nie wiesz jak to zrobić i brak ci odwagi żeby to przyznać. Zamiast tego robisz dziecinne uniki. > Przyłączam się do głosu Wcale i podaję już tylko linki do moich wypowiedzi, w których przeanalizowałem ów eksperyment.    A ja przeanalizowałem twoją analizę! Wcześniej tego nie robiłem, bo sposób rozumowania był poprawny (ale jedynie dla obserwatora zewnętrznego czego uparcie nie przyjmowałeś do wiadomości) więc nie przyszło mi do głowy sprawdzić rachunków. Ty liczyć na poziomie podstawówki nie umiesz! A za STW się bierzesz. Sygnał do A ma wg. ciebie dotrzeć po 0.666.. czyli po 2/3 sekundy. Ale po 2/3s pojazd A przebędzie 2/3 * 10^8m a światło w tym czasie przebędzie 2/3 * 3 *10^8m Razem to daje (2/3 + 2) * 10^8m. A więc do spotkania brakuje jeszcze 1/3*10^8m. Podobny babol dla B. Po 1.3333 czyli 4/3s jak genialnie wyliczyłeś, B będzie oddalone od źródła sygnału o (3 + 4/3) * 10^8 = (4 + 1/3)* 10^8m. A światło przebędzie od źródła 4/3 * 3*10^8 = 4*10^8m a więc bliżej. Właściwa odpowiedź to 3/4s i 3/2s A ja głupi zacząłem właśnie liczyć TL żeby ci litościwie pokazać poprawną analizę! Nie ma, nie zasługujesz i nie zrozumiesz. Odstaw Feynmanna na półkę i zabierz się za arytmetykę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | dyr. (80 punktów) |
>A ja przeanalizowałem twoją analizę! Wcześniej tego nie robiłem, bo sposób rozumowania był poprawny (ale jedynie dla obserwatora zewnętrznego czego uparcie nie przyjmowałeś do wiadomości) więc nie przyszło mi do głowy sprawdzić rachunków.
Rozbawiłeś mnie tym. Piszesz mi, że było prawidłowe... ale jedynie dla obserwatora zewnętrznego. Z twoją logiką jest też coś nie tak? Czy i ty celowo odwracasz uwagę od tego iż... jest to prawidłowe rozumowanie, jak sam w końcu stwierdzasz. Aha... jest prawidłowe, ale tylko dla obserwatora zewnętrznego. Gdzie jest ten obserwator? Jest nim A? A może B? A może X? Ze względu na którego moje rozumowanie jest prawidłowe, co zresztą sam stwierdzasz? Zauważ iż ze względu na innych to rozumowanie nie jest przeprowadzone. No więc? Skoro stwierdzasz iż jest prawidłowe, to ze względu na którego obserwatora? Gdzie on jest? Jest nim A, B, czy X? Którego sobie wyróżnisz? Kto tam rządzi? ...Naprawdę nie widzisz jaki błąd cały czas popełniasz? A przecież rozumowanie jest niewątpliwie prawidłowe (rachunkami za chwilę się zajmiemy - cieszę się jednak iż okazałeś więcej rozsądku niż nasz "zawodowy" Fizyk i dla ciebie też nie docierają jednocześnie).
>Ty liczyć na poziomie podstawówki nie umiesz! A za STW się bierzesz. >Sygnał do A ma wg. ciebie dotrzeć po 0.666.. czyli po 2/3 sekundy. Ale po 2/3s pojazd A przebędzie 2/3 * 10^8m a światło w tym czasie przebędzie 2/3 * 3 *10^8m Razem to daje (2/3 + 2) * 10^8m. A więc do spotkania brakuje jeszcze 1/3*10^8m. Podobny babol dla B. Po 1.3333 czyli 4/3s jak genialnie wyliczyłeś, B będzie oddalone od źródła sygnału o (3 + 4/3) * 10^8 = (4 + 1/3)* 10^8m. A światło przebędzie od źródła 4/3 * 3*10^8 = 4*10^8m a więc bliżej. Właściwa odpowiedź to 3/4s i 3/2s
Po pierwsze jak widać znam się lepiej na STW niż ty, pan Fizyk i pan pavvel, bo jako jedyny z was zinterpretowałem to doświadczenie prawidłowo. Ty dopiero teraz odkryłeś prawidłowość mojego rozumowania. Dwa dni ci to zajęło. Twoje obliczenia są próbą ściślejszych obliczeń, ale też to schrzaniłeś. No ale skoro jesteś taki genialny, to sobie policz jeszcze raz. (Powiem tylko, abyś jeszcze popracował nad B)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | >Rozbawiłeś mnie tym. Piszesz mi, że było prawidłowe... Słowotokiem nie ukryjesz faktów. A te są proste. 1. NIKT nie zaprzeczał, a nawet potwierdzał że twoja analiza jest prawidłowa dla układu w którym A i B się poruszają. Więc moje słowa o prawidłowym podejściu nie są przyznaniem ci racji, a tym co od początku wszyscy próbują ci wyjaśnić. Że nie rozumiesz pojęcia względności układów i tego, że analiza względnego ruchu obiektu i światła w każym układzie musi byc inna, bo inna jest prędkość badanego obiektu. W szczególności, dla samego A lub B ich prędkośc wynosi zero. Nie pojmujesz tego. Ale to nie dziwne, z uwagi na: 2. Nawet twoja prawidłowa analiza szczególnego przypadku wykazała nieumiejętność praktycznego rozwiązania prostego zagadnienia kinematycznego. Wynik jest błędny. 3. Nie potrafisz zastosować transformacji Lorentza ani narysować diagramu Minkowskiego. A próby klasycznego podejścia kończą się błędnymi wyliczeniami. Wobec zagadnień STW jesteś matematycznym analfabetą. >...jedyny z was zinterpretowałem to doświadczenie prawidłowo. Ty dopiero teraz odkryłeś prawidłowość mojego rozumowania. Dwa dni ci to zajęło. Twoje obliczenia są próbą ściślejszych obliczeń, ale też to schrzaniłeś. No ale skoro jesteś taki genialny, to sobie policz jeszcze raz. (Powiem tylko, abyś jeszcze popracował nad B) Żałosne są twoje wykręty. Jak znajduję u kogoś błąd obliczeniowy, to pokazuję gdzie jest i podaję prawidłowy wynik. Twój wynik - 1/3 s i 4/3 s jest w oczywisty sposób błędny. Zarzucasz mi nieprawidłowe obliczenia, ale naprawdę w panice kombinujesz dlaczego wyszło ci nie tak. Mam nieodparte wrażenie, że nawet nie jesteś w stanie wykonać prawidłowego obliczenia. Masz poważne braki w matematyce. To nie wstyd. Kompromitacja natomiast to upieranie się, że jest przeciwnie. Mój wynik dla B (3/2s) w sytuacji rozważanej przez ciebie jest tak oczywisty, że nawet wstyd mi go wykazywać. Ale niech będzie. po 3/2 s światło przebędzie w kierunku B odległość 3/2s * 3 * 10^8 m/s= 9/2 * 10^8m. B przebędzie w tym czasie odległość 3/2s *1 *10^8m/s = 3/2 * 10^8m . Po dodaniu do tego początkowej odległości B od źródła czyli 3 * 10^8m mamy (3/2 + 3) * 10^8m = 9/2 * 10^8m czyli tyle samo. B i światło spotkają się w tym punkcie. Ja ci mogę nawet powiedzieć gdzie zrobiłeś błąd, żebyś się nie męczył. Dla A założyłeś, że przebyte drogi przez pojazd A i światło pędzące naprzeciw do momentu spotkania będą w tym samym stosunku co ich prędkości. Więc A przebędzie trzy razy mniejszą drogę niż światło. Słusznie. A potem wnioskujesz, że droga A to 1/3 początkowego dystansu a droga światła to 2/3. Ale 2/3 przez 1/3 to 2! Dopiero 3/4 przez 1/4 to 3 czyli stosunek prędkości. Dla B podobne rozumowanie. Kończę tę dyskusję, bo jesteś całkowicie odporny nie tylko na argumenty, ale i na wiedzę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | dyr. (80 punktów) |
> >Rozbawiłeś mnie tym. Piszesz mi, że było prawidłowe...> Słowotokiem nie ukryjesz faktów. A te są proste.> 1. NIKT nie zaprzeczał, a nawet potwierdzał że twoja analiza jest prawidłowa dla układu w którym A i B się poruszają.NIKT nr 1 www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w237075> Widzi to A i widzi to B. Do A sygnał dotrze po 0.666s od nadania, a do B po 1.333s od nadania.No właśnie nie. Zarówno A i B "zobaczą" (ściślej: zmierzą, co wymaga procedury synchronizacji zegarów), że sygnał dotarł do nich jednocześnie, dokładnie o 12.00. NIKT nr 2 (czyli ty): www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w237282Wprawdzie wcześniej piszesz iż sygnał dotrze w różnym czasie i że mam rację... jakimś cudem jednak dalej wnioskujesz iż się mylę ponieważ piszesz iż: "z punktu widzenia A i B źródło światła jest nieruchome, tak jak i oni prawda? Więc nie ma żadnego powodu dla którego światło miałoby dotrzeć do nich w różnym czasie. Przecież A i B znają swoją (równą) odległość od źródła." Nadal więc czekam na odpowiedź czy moje rozumowanie dla tego przykładu było błędne, czy nie. Jest przecież jasne iż błędne nie jest. Okazało się to jasne i dla ciebie. Mam więc pytanie: po diaska się mnie czepiałeś i wmawiałeś mi błędne wyciąganie wniosków? Tak dla zabawy? Czy co? Mnie w tym przykładzie guzik obchodziło jakie byłyby wyniki gdyby A-X-B byli w spoczynku. A jakie byłyby to było oczywiste, gdyż wówczas sygnał dotarłby od X do A i B w czasie 1s. Pisałem też o tym. Paru nawiedzonych gości jednak uznało iż tak nie będzie. Jednego już ci przytoczyłem. Następny za chwilę. Ty sam w następnych wypowiedziach nie zostawiałeś na mnie suchej nitki sugerując cały czas iż moje rozumowanie jest nieprawidłowe i że nic nie rozumiem. Następnie postanowiłeś dokonać obliczeń i tobie też wyszło iż sygnał nie dotrze jednak jednocześnie! O co więc ci człowieku chodziło? Twoje obliczenia sprawdziłem od razu i wiem że są prawidłowe. Ja się w nich pomyliłem. Ty też od razu nie obliczyłeś sobie w pamięci jakie dokładnie będą czasy. Lecz tak jak ty bawiłeś się ze mną twierdząc iż moje rozumowanie jest błędne, tak też i ja postanowiłem zabawić się w ten sam sposób z tobą mówiąc iż się pomyliłeś. I co? Miłe to było? Mnie od samego początku kilku gamoni wmawiało iż się mylę. A że tak nie jest to SAM SWOIMI OBLICZENIAMI W KOŃCU WYKAZAŁEŚ. Od początku to ja spośród was miałem rację i to trudno wam przełknąć jak widzę. Jest rzeczą oczywistą iż obserwatorem w tym przykładzie jest A gdy obliczamy czas dotarcia sygnału dla A; obserwatorem jest B gdy obliczamy czas dotarcia sygnału do B itd. O jakim tu zewnętrznym obserwatorze jeszcze jest mowa? Gdzie on jest? Proszę mi go wskazać! ...I dać sobie święty spokój z odwracaniem teraz sytuacji i wmawianiem mi tym razem iż NIKT nie twierdził iż moje rozumowanie było nieoprawidłowe. To już po prostu bezczelność. NIKT nr 1 (jeszcze raz): www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w237649Dla obserwatora wewnętrznego, poruszającego się wraz z detektorami (czy też wręcz będącego jednym z tych detektorów) wynik będzie inny: sygnał dotrze do detektorów jednocześnie, po 1 sekundzie. Hmm... Pan Fizyk stwierdził iż do A (np. A jest jednym z tym detektorów poruszającym się wraz z pozostałymi z tą samą prędkością) sygnał dotrze w czasie 1s. Tak samo do B. Proszę więc się z nim teraz wykłócać i pokpiwać sobie z niego. atreYou
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Źródło światła (X) się porusza a więc MASZ RACJĘ, prędkość światła nie dodaje się do prędkości źródła.Ale dodaje się przecież do odległości. Zmienia się odległość. Detektor B ciągle się oddala, detektor A się przybliża. > Ale z punktu widzenia A i B źródło światła jest nieruchome, tak jak i oni prawda? Więc nie ma żadnego powodu dla którego światło miałoby dotrzeć do nich w różnym czasie.Ta sama odpowiedź, którą podałem przed chwilą... > Gdyby ustalili, że światło do A dojdzie szybciej niż do B to musieli by uznać że prędkość światła w kierunku A jest większa niż w kierunku B.Jest odwrotnie niż mówisz. Jeśli światło dotrze do detektorów w tym samym czasie, to od źródła do A pokona drogę s mniejszą prędkością niż prędkość światła a od źródła do detektora B dotrze z prędkością większą niż prędkość światła. > I to właśnie byłoby sprzeczne z aksjomatem niezależnej od obserwatora prędkości światła, na który się powołujesz.No jak sprzeczne  Czyli nie jest sprzeczne kiedy światło porusza się szybciej lub wolniej od prędkości światła? > Wejdź w położenie obserwatora A i pomyśl że znajdujesz się w pustej przestrzeni (więc nie możesz wiedzieć czy się "poruszasz" czy nie). I wtedy zastanów się nad wynikiem eksperymentu.No właśnie! 1:50 animacji widać to wyraźnie...
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja. EDIT:@dyr. Skasowałem tamtą wypowiedź. Mam nadzieję, że chodziło o to aby ją skasować, bo wkleiła Ci się błędnie?
|
|
| | | | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) | >Jeśli światło dotrze do detektorów w tym samym czasie, to od źródła do A pokona drogę s mniejszą prędkością niż prędkość światła a od źródła do detektora B dotrze z prędkością większą niż prędkość światła.
Otóż to. W ten sposób diabli by wzięli całą mechanikę Einsteina.
pozdrowionka
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >Otóż to. W ten sposób diabli by wzięli całą mechanikę Einsteina.
Mi się wydaje, że wezmą... Może niekoniecznie z tych powodów. Sam Einstein się wypowiedział, że To co stworzył jest błędne, ale i tak lepsze od tego co było wcześniej.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 poziomczyński (1343 punktów) (zablokowany) | >>Jeśli światło dotrze do detektorów w tym samym czasie, to od źródła do A pokona drogę s mniejszą prędkością niż prędkość światła a od źródła do detektora B dotrze z prędkością większą niż prędkość światła. >Otóż to. W ten sposób diabli by wzięli całą mechanikę Einsteina. >pozdrowionka Jutro mają go wykopać i zabrać mu Nobelka.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | dyr. (80 punktów) |
> Jutro mają go wykopać i zabrać mu Nobelka.A ekshumacja wykaże, że prędkość światła jest nieskończona.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | > Jeśli światło dotrze do detektorów w tym samym czasie, to od źródła do A pokona drogę s mniejszą prędkością niż prędkość światła a od źródła do detektora B dotrze z prędkością większą niż prędkość światła.
Sprawdzono doświadczalnie i wiemy że detektory rejestrują ten sam czas. Problem jest w tym jak będziemy próbowali to wyjaśnić.
Na bazie fizyki klasycznej mógłbyś powiedzieć, że inna droga, ten sam czas, a zatem prędkość światła jest różna. Na bazie fizyki relatywistycznej wiemy, że droga w układzie odniesienia każdego z detektorów jest ta sama a zatem każdy detektor rejestruje ten sam czas.
Różnić się będzie to co zaobserwujemy "z zewnątrz" Masz to pokazane w ostatnim kawałku filmu. Ktoś patrząc na wszystko "z góry" względem kogo wózki się poruszają, będzie widział różne drogi przebyte przez światło, a tym samym różny czas dotarcia sygnału do detektora.
Przeanalizowałeś sobie tamten prosty przykład z piłeczką puszczoną swobodnie w jadącym ze stałą prędkością pociągu? Jaki będzie tor jej spadania? Co będzie widział ktoś wewnątrz pociągu? Co będzie widział ktoś stojący na peronie? A co widziałby (gdyby mógł) obserwator umieszczany na Słońcu?
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > > Jeśli światło dotrze do detektorów w tym samym czasie, to od źródła do A pokona drogę s mniejszą prędkością niż prędkość światła a od źródła do detektora B dotrze z prędkością większą niż prędkość światła.> Sprawdzono doświadczalnie i wiemy że detektory rejestrują ten sam czas.Problem jest w tym jak będziemy próbowali to wyjaśnić.Proszę bardzo: www.youtub(*)?v=wteiuxyqtoM&feature=relatedwww.youtub(*)?v=KYWM2oZgi4E&feature=relatedTe dwie animacje jakoś zaprzeczają temu co piszesz. Dlaczego ? Widać wyraźnie co zaobserwuje osoba znajdująca się w środku. Jeśli możesz, to proszę o wytłumaczenie. Dlaczego obserwator zauważy te dwa zdarzenia w różnym czasie?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | dyr. (80 punktów) | > >> Jeśli światło dotrze do detektorów w tym samym czasie, to od źródła do A pokona drogę s mniejszą prędkością niż prędkość światła a od źródła do detektora B dotrze z prędkością większą niż prędkość światła.> > Sprawdzono doświadczalnie i wiemy że detektory rejestrują ten sam czas.Problem jest w tym jak będziemy próbowali to wyjaśnić.> Proszę bardzo:> www.youtub(*)?v=wteiuxyqtoM&feature=related> www.youtub(*)?v=KYWM2oZgi4E&feature=related> Te dwie animacje jakoś zaprzeczają temu co piszesz. Dlaczego ?> Widać wyraźnie co zaobserwuje osoba znajdująca się w środku. Jeśli możesz, to proszę o wytłumaczenie.> Dlaczego obserwator zauważy te dwa zdarzenia w różnym czasie?> Pozdrawiam> Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.Jak widzisz nie otrzymałeś tym razem od pana pavvela odpowiedzi na swoje pytanie. Ten człowiek nie potrafi przyznać się do błędu i tyle. No ale jeszcze będzie mógł powiedzieć, że nie zdążył przyczytać wiadomości. Zobaczymy dalej. PS Sorry, że o panu pavvelu, ale tego gościa uważam, że trzeba by było trochę stonować. Jak sobie kogoś upatrzy to będzie szedł w zaparte twierdząc że białe jest czarne aż ten drugi w końcu straci cierpliwość... a wówczas pan pavvel będzie wołał do moderatorów jaki to skrzywdzony został. Wszystko tylko po to żeby nie musiał przyznać się otwarcie do błędu i że nasiadł na kogoś niesłusznie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | Dostałeś moją odpowiedź? Podobała się?
Nie widzę innego lekarstwa na chamstwo które tu prezentujesz.
Mam nadzieję, że inni wkrótce zrobią to samo.
Nie trafiają do Ciebie argumenty i nie potrafisz się kontrolować, nie widzę innego wyjścia.
Seria minusów to najlepsza odpowiedź na Twoje problemy.
Niestety.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | wcale (614 punktów) | >Dostałeś moją odpowiedź? >Podobała się? >Nie widzę innego lekarstwa na chamstwo które tu prezentujesz. >Mam nadzieję, że inni wkrótce zrobią to samo. >Nie trafiają do Ciebie argumenty i nie potrafisz się kontrolować, nie widzę innego wyjścia. >Seria minusów to najlepsza odpowiedź na Twoje problemy. >Niestety.
O co chodzi? Nie możesz wytłumaczyć słowami, to będziesz stawiał minusy, gdzie popadnie? Uważasz, że to jest dobre rozwiązanie? Nie podoba Ci się argumentacja, okazuje się, że nie miałeś racji i w ten sposób reagujesz? Uważasz, że to jest w porządku? Zwalasz na kogoś, że nie potrafi się kontrolować a sam dajesz taki przykład? Uważasz, że się kontrolujesz stawiając minusy?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
>Nie możesz wytłumaczyć słowami, to będziesz stawiał minusy, gdzie popadnie? Uważasz, że to jest dobre rozwiązanie?
Nie będę się przekrzykiwał z tym panem, bo ktoś mógłby nie zauważyć różnicy. Minusy stawiał będę za brak kultury a nie za treść - niestety w omawianym przypadku to prawie każda wypowiedź.
>Nie podoba Ci się argumentacja, okazuje się, że nie miałeś racji i w ten sposób reagujesz?
Widzisz, przynajmniej co do Ciebie dyr osiągnął sukces. Nie przedstawiał żadnych argumentów poza obrażaniem rozmówcy i traktowaniem go z góry, a to że miałem tego dość wystarcza Ci, aby uznać że to on miał rację nie ja. >Uważasz, że to jest w porządku? No właśnie?
>Zwalasz na kogoś, że nie potrafi się kontrolować, a sam dajesz taki przykład? Nie powiedziałem, że się ten pan nie kontroluje. Nie mnie oceniać czy to co robi, robi nieświadomie czy z premedytacją. Ja widzę tylko efekt.
> Uważasz, że się kontrolujesz stawiając minusy? Tak, bo robię to spokojnie i z premedytacją, uważając że inna forma dyskusji z tym panem nie ma sensu. Próba rozmowy skutkuje eskalacją chamstwa. Zgłaszałem to do moderatorów, ale na razie milczą. Co mogę zrobić więcej?
Podsumowując: Zastanawiam się czy się nie pomyliłem, proponując Ci wyjaśnienie Twoich wątpliwości przez maila. To, że nie chcę dyskutować na poziomie pana dyr. uznałeś za przyznanie się do porażki. Wygląda, że dla Ciebie więcej warte jest chamstwo, które zgodne jest z Twoim światopoglądem niz próba zrozumienia prawdy. Mylę się? To przestań zachowywać się jak pan dyr. i zacznij się uczyć fizyki.
Podręcznik i samodzielne myślenie to podstawa. I do tego rozwiązywanie zadań. W podręcznikach podane są wyniki. Będziesz widział, czy Twoje rozwiązanie jest poprawne czy nie. Fizyka to nie demokracja. Tu większość nie musi mieć racji.
P.S. Przypominam że jako założyciel tego wątku masz prawo wszelkie dyskusje chamskie i personalne usuwać. Jeżeli pomoże Ci to w podjąć decyzję, to możesz zacząć od moich, jako że nie znajduję przyjemności w dalszym tkwieniu w tym wątku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | pavvel (8272 punktów) |
> Uważasz, że to jest w porządku?Uważasz, że to w porządku plusować chamskie wypowiedzi i utwierdzać tym samym ich autora w przekonaniu, że to właściwy styl dyskusji? Przepraszam, ale  A może to nie Ty wzbogaciłeś konto pana dyr. plusami? Moim zdaniem opowiedziałeś się po jednej ze stron. Rozmowa nie ma sensu. Niech ci pan dyr. korepetycji udzieli. Ciekawe ile zadań z jego podejściem rozwiążesz poprawnie. Z resztą to nie moja sprawa. W tej sytuacji możesz robić co chcesz, mysleć co chcesz, wierzyć w co chcesz. Nie zamierzam się ścierać ani, tutaj ani prywatnie. W sumie co mnie obchodzi wasza niewiedza. Na szczęście to nie wy decydujecie o przyszłości nauki.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | wcale (614 punktów) | >A może to nie Ty wzbogaciłeś konto pana dyr. plusami?
Nie ja Proszę mnie w to nie mieszać!
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | pavvel (8272 punktów) |
> Proszę mnie w to nie mieszać!Przepraszam. Chyba już wiem kto. Ten kto to zrobił też wie, że ja wiem. Zwłaszcza, że to nie pierwsza taka jego akcja. Komentarz (  ) bez zmian.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | >> No właśnie nie. Zarówno A i B "zobaczą" (ściślej: zmierzą, co wymaga procedury synchronizacji zegarów), że sygnał dotarł do nich jednocześnie, dokładnie o 12.00.
> Te pojazdy o których mówię poruszają się same z prędkością 1/3 prędkości światła! Sygnał wysłany z pojazdu znajdującego pośrodku drogi między pojazdami A i B dotrze do każdego z nich w innym czasie ponieważ sygnał do pojazdu A będzie miał krótszą drogę do przebycia (dokładnie w tym przypadku o 1/3), a do pojazdu B dłuższą drogę (dokładnie o 1/3).
Tak to wygląda z puntu widzenia obserwatora, względem którego pojazdy A i B poruszają się. Ale wyraźnie napisałeś, że obserwator jest w jednym z tych pojazdów, a więc siłą rzeczy dla niego te pojazdy są nieruchome. Zakładasz jedno a wykłócasz się o co innego.
> Sygnał od nadania w ciągu sekundy powinien dotrzeć do każdego z pojazdów (czyli dokładnie o 12.00) gdyby te nie poruszały się same z prędkością 1/3 prędkości światła!
No właśnie! Zdecyduj się gdzie jest obserwator.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 3 | dyr. (80 punktów) |
> Tak to wygląda z puntu widzenia obserwatora, względem którego pojazdy A i B poruszają się. Ale wyraźnie napisałeś, że obserwator jest w jednym z tych pojazdów, a więc siłą rzeczy dla niego te pojazdy są nieruchome. Zakładasz jedno a wykłócasz się o co innego.> > Sygnał od nadania w ciągu sekundy powinien dotrzeć do każdego z pojazdów (czyli dokładnie o 12.00) gdyby te nie poruszały się same z prędkością 1/3 prędkości światła!> No właśnie! Zdecyduj się gdzie jest obserwator.> Od kiedy w naukowych opracowaniach fizyki dotyczącej mechaniki Einsteina jakąkolwiek rolę odgrywają jacykolwiek obserwatorzy? Są oni tam dodawani tylko w celach dydaktycznych. W istocie rzeczy mówimy o bezosobowych i nieświadomych siebie oddziaływaniach. W omawianym przykładzie sygnał świetlny zostaje wysłany z prędkością 300 000 000m/s na przeciw detektorowi* (to czy znajduje się on w pojeździe, czy na nim nie ma żadnego znaczenia! "Obserwator" to ten detektor. Detektor nie myśli, nie interpretuje! Detektor to ten pojazd). Detektor w odpowiednim momencie odbierze sygnał, który w odpowiednim momencie do niego dotrze. Zważywszy na to iż sam detektor pędzi z prędkością 100 000 000m/s na przeciw wiązce fotonów pędzących z prędkością 300 000 000m/s podczas gdy dzieli ich dystans 300 000 000m niechybnie dochodzimy do wniosku iż wiązka fotonów powinna ze względu na dzielący ich dystans dotrzeć do detektora po czasie 1s, ze względu jednak na to iż sam detektor pędzi na przeciw wiązce fotonów z prędkością 100 000 000m/s, a więc aż 1/3 prędkości światła, dochodzimy do wniosku iż dystans między nim a wiązką fotonów, zanim ta dotrze do detektora, niechybnie się zmniejszy i to dokładnie o 1/3 dystansu dzielącego detektor od źródła sygnału świetlnego. Ostateczny wniosek z tego taki iż sygnał do detektora dotrze w czasie o wiele krótszym niż 1s, a więc czasie jaki ze względu na odległość detektora od źródła sygnału, tenże potrzebowałby na dotarcie do detektora gdyby nie wchodziły w grę owe prędkości. Dokonując tej samej analizy odnośnie pojazdu, czy detektora B, dochodzimy do wniosku (jak już szczegółowo to opisywałem) iż do B sygnał dotrze po czasie o wiele dłuższym niż 1s. Jeśli chodzi o samo źródło X, to odbierze ono niejako "zwrotny" sygnał od A i B po czasie aż 2s. X jednak nie mógłby "powiedzieć" iż w takim razie w rzeczywistości sygnał do A i B dotarł jednocześnie, a już na pewno nie po dwu sekundach. W rzeczywistości X otrzymał niejako spóźnioną wiadomość o fakcie, który dla A i B nastąpił dużo wcześniej i to jeszcze w dodatku w różnych czasach. To wszystko. ...Czy pan się z tym nie zgadza, panie profesorze
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Od kiedy w naukowych opracowaniach fizyki dotyczącej mechaniki Einsteina jakąkolwiek rolę odgrywają jacykolwiek obserwatorzy?
Od 1905 roku.
> Są oni tam dodawani tylko w celach dydaktycznych. W istocie rzeczy mówimy o bezosobowych i nieświadomych siebie oddziaływaniach. W omawianym przykładzie sygnał świetlny zostaje wysłany z prędkością 300 000 000m/s na przeciw detektorowi* (to czy znajduje się on w pojeździe, czy na nim nie ma żadnego znaczenia! "Obserwator" to ten detektor. Detektor nie myśli, nie interpretuje! Detektor to ten pojazd). Detektor w odpowiednim momencie odbierze sygnał, który w odpowiednim momencie do niego dotrze.
To prawda. Obserwatorzy mogą być zastąpieni automatycznymi przyrządami rejestrującymi, np. kamerami filmowymi i stoperami. Wynik obserwacji będzie ten sam jakby robił to obserwator ludzki.
Niemniej istotne jest z jaką prędkością obserwator (ludzki czy automatyczny) porusza się, bo obserwatorzy poruszający się z różnymi prędkościami rejestrują różne pomiary czasu i odległości. Dlatego pojęcie obserwatora (lub równoważne pojęcie układu odniesienia, w którym obserwator jest w spoczynku) jest niezbędne dla dalszej dyskusji omawianego tu przykładu.
> Zważywszy na to iż sam detektor pędzi z prędkością 100 000 000m/s na przeciw wiązce fotonów pędzących z prędkością 300 000 000m/s podczas gdy dzieli ich dystans 300 000 000m niechybnie dochodzimy do wniosku iż wiązka fotonów powinna ze względu na dzielący ich dystans dotrzeć do detektora po czasie 1s, ze względu jednak na to iż sam detektor pędzi na przeciw wiązce fotonów z prędkością 100 000 000m/s, a więc aż 1/3 prędkości światła, dochodzimy do wniosku iż dystans między nim a wiązką fotonów, zanim ta dotrze do detektora, niechybnie się zmniejszy i to dokładnie o 1/3 dystansu dzielącego detektor od źródła sygnału świetlnego. Ostateczny wniosek z tego taki iż sygnał do detektora dotrze w czasie o wiele krótszym niż 1s, a więc czasie jaki ze względu na odległość detektora od źródła sygnału, tenże potrzebowałby na dotarcie do detektora gdyby nie wchodziły w grę owe prędkości. Dokonując tej samej analizy odnośnie pojazdu, czy detektora B, dochodzimy do wniosku (jak już szczegółowo to opisywałem) iż do B sygnał dotrze po czasie o wiele dłuższym niż 1s.
Jest to poprawna analiza z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego, dla którego detektory faktycznie poruszają się z prędkością 100 000 000 m/s. Dla obserwatora wewnętrznego, poruszającego się wraz z detektorami (czy też wręcz będącego jednym z tych detektorów) wynik będzie inny: sygnał dotrze do detektorów jednocześnie, po 1 sekundzie.
(Nazwy "wewnętrzny" i "zewnętrzny" wprowadziłem aby wyraźnie rozróżnić tych dwóch obserwatorów. Nie ma znaczenia czy ci obserwatorzy są wewnątrz czy na zewnątrz czegokolwiek, ale z jaką prędkością się poruszają. Można też używać równoważnych pojęć, odpowiednio, "układ środka masy" i "układ laboratoryjny".)
> Jeśli chodzi o samo źródło X, to odbierze ono niejako "zwrotny" sygnał od A i B po czasie aż 2s.
Tak będzie dla obserwatora wewnętrznego.
> X jednak nie mógłby "powiedzieć" iż w takim razie w rzeczywistości sygnał do A i B dotarł jednocześnie, a już na pewno nie po dwu sekundach.
W odniesieniu do jednoczesności nie ma tu jednej "rzeczywistości". Wyniki pomiaru czasu przelotu impulsów świetlnych są tak samo "rzeczywiste" dla obydwu obserwatorów, mimo że są różne. Jednoczesność zdarzeń odległych przestrzennie nie jest atrybutem rzeczywistości.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | Witam. Podziwiam cierpliwość. Ja doszedłem do wniosku, że jedynym argumentem, który do tego pana może trafić są minusy. Dostał dzisiaj pakiecik i jeżeli będzie trzeba to operację będę powtarzał do skutku.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | > Podziwiam cierpliwość.Zazwyczaj nie mam czasu na takie rzeczy. Ale dopadła mnie świńska grypa, która pozwala tylko na zajęcia nie wymagające wysiłku umysłowego.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | > > Podziwiam cierpliwość.> Zazwyczaj nie mam czasu na takie rzeczy. Ale dopadła mnie świńska grypa, która pozwala tylko na zajęcia nie wymagające wysiłku umysłowego.  E tam,świńska grypa. Wziąłeś wolne żeby się dokształcić z relatywistyki, kiedy zdałeś sobie sprawę, że przez tyle lat żyłeś w niewiedzy. Jak to dobrze, że są ludzie gotowi pomóc człowiekowi w potrzebie
|
|
| | | | | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) |
>Niemniej istotne jest z jaką prędkością obserwator (ludzki czy automatyczny) porusza się, bo obserwatorzy poruszający się z różnymi prędkościami rejestrują różne pomiary czasu i odległości. Dlatego pojęcie obserwatora (lub równoważne pojęcie układu odniesienia, w którym obserwator jest w spoczynku) jest niezbędne dla dalszej dyskusji omawianego tu przykładu.
Od początku nie mówię nic innego. W moich analizach biorę to od samego początku pod uwagę i na tym je opieram. Wnioski wyciągnięte przeze mnie na tychże się zakładają i są ściśle konsekwencją tychże. Nie zakładając ich nie byłbym w stanie nic na temat powyższych eksperymentów powiedzieć.
>Jest to poprawna analiza z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego, dla którego detektory faktycznie poruszają się z prędkością 100 000 000 m/s. Dla obserwatora wewnętrznego, poruszającego się wraz z detektorami (czy też wręcz będącego jednym z tych detektorów) wynik będzie inny: sygnał dotrze do detektorów jednocześnie, po 1 sekundzie.
Powiem szczerze, że jeszcze nigdy nie miałem do czynienia u nikogo z tak elementarną niezdolnością w wyciąganiu wniosków z założeń, które uprzednio samemu się deklaruje. Toż kilka wersów wyżej mówi pan o tym iż, cytuję po raz kolejny: "Niemniej istotne jest z jaką prędkością obserwator (ludzki czy automatyczny) porusza się, bo obserwatorzy poruszający się z różnymi prędkościami rejestrują różne pomiary czasu i odległości." Następnie próbuje mi pan wmówić (analiz tu żadnych nie dostrzegłem wyżej wymienionego eksperymentu) iż w tym przypadku sygnał do obu detektorów dotrze jednocześnie. ......Powtórzę jeszcze raz: absolutnie w tym przypadku nie ma takiej możliwości właśnie ze względu na prędkość z jaką porusza się obserwator i (co jest ważne dla szczegółów) kierunek w jakim względem sygnału poruszają się obserwatorzy.
Po drugie... Mówi pan iż "Jest to poprawna analiza z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego, dla którego detektory faktycznie poruszają się z prędkością 100 000 000 m/s." Rozumiem więc iż te detektory A i B (nie mówmy już o tych zakichanych obserwatorach siedzących sobie na fotelikach w jakichś pojazdach) nie poruszają się DLA SIEBIE SAMYCH z prędkością 100 000 000m/s? Cóż za nonsens! Detektory A i B w tym doświadczeniu BEZ ŻADNEJ WĄTPLIWOŚCI poruszają się z prędkością 100 000 000m/s. Może pan sobie nawet obliczyć ile energii by je to kosztowało i czy w ogóle jest to możliwe bez takiego spadku masy iż nie moglibyśmy tu już mieć do czynienia z jakimikolwiek detektorami. ...No cóż, pan jednak popadł widzę w chorobę zwaną w świecie filozofii solipsyzmem, ponieważ do pojęcia układów odniesienia wprowadza pan cały czas intuicyjnie jakichś świadomych obserwatorów siedzących sobie na owych fotelikach dla których te detektory w rzeczywistości nie poruszałyby się. Otóż nie, drogi panie Fizyku. Te detektory poruszają się z wyżej wymienioną prędkością (bądź mniejszą dla większej realności, jak pan woli) i to ze względu na jakichkolwiek obserwatorów nie ulegnie zmianie. Każda cząstka tych detektorów traci na masie w sposób niezaprzeczalny bez względu na jakichkolwiek obserwatorów, wewnątrz ich, na zewnątrz, czy Bóg wie gdzie. Niech pan z łaski swojej nie zaprzecza (świadomie, czy nie) podstawowym równaniom współczesnej fizyki i raczy wyciągać z nich wnioski.
>Dla obserwatora wewnętrznego, poruszającego się wraz z detektorami (czy też wręcz będącego jednym z tych detektorów) wynik będzie inny: sygnał dotrze do detektorów jednocześnie, po 1 sekundzie.
Stąd nigdy w życiu się tak nie stanie w wyżej wymienionym przykładzie. Skoro twierdzi pan inaczej to zamiast pustych deklaracji proszę tutaj zrobić analizę tego doświadczenia, wziąć pod uwagę prędkość detektorów A, B i źródła sygnału X, ich położenie względem siebie, kierunek ruchu, i prędkość sygnału. Proszę to zrobić krok po kroku jak ja i dojść do innych wniosków... Skoro jednak zadeklarował się pan iż sygnał dotrze w tym przypadku i przy tych parametrach do A i B po czasie 1s, to oczekuję takiego właśnie wyniku.
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Następnie próbuje mi pan wmówić [...]
Forma "pan" na tym forum ma wydźwięk ironiczny, ale możemy sobie "panować" jeśli Pan sobie życzy.
> [...] iż w tym przypadku sygnał do obu detektorów dotrze jednocześnie.
Bo w układzie własnym detektorów tak jest.
> Powtórzę jeszcze raz: absolutnie w tym przypadku nie ma takiej możliwości właśnie ze względu na prędkość z jaką porusza się obserwator i (co jest ważne dla szczegółów) kierunek w jakim względem sygnału poruszają się obserwatorzy.
Dziwny jest ten świat, prawda?
> Po drugie... Mówi pan iż "Jest to poprawna analiza z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego, dla którego detektory faktycznie poruszają się z prędkością 100 000 000 m/s." Rozumiem więc iż te detektory A i B (nie mówmy już o tych zakichanych obserwatorach siedzących sobie na fotelikach w jakichś pojazdach) nie poruszają się DLA SIEBIE SAMYCH z prędkością 100 000 000m/s?
Tak właśnie jest. Ruch postępowy jest względny.
> Cóż za nonsens! Detektory A i B w tym doświadczeniu BEZ ŻADNEJ WĄTPLIWOŚCI poruszają się z prędkością 100 000 000m/s.
Nie da się tego stwierdzić bez wyglądania na zewnątrz.
>> Dla obserwatora wewnętrznego, poruszającego się wraz z detektorami (czy też wręcz będącego jednym z tych detektorów) wynik będzie inny: sygnał dotrze do detektorów jednocześnie, po 1 sekundzie.
> Stąd nigdy w życiu się tak nie stanie w wyżej wymienionym przykładzie. Skoro twierdzi pan inaczej to zamiast pustych deklaracji proszę tutaj zrobić analizę tego doświadczenia, wziąć pod uwagę prędkość detektorów A, B i źródła sygnału X, ich położenie względem siebie, kierunek ruchu, i prędkość sygnału. Proszę to zrobić krok po kroku jak ja i dojść do innych wniosków... Skoro jednak zadeklarował się pan iż sygnał dotrze w tym przypadku i przy tych parametrach do A i B po czasie 1s, to oczekuję takiego właśnie wyniku.
Służę uprzejmie. W układzie własnym detektorów: XA = XB = 3×108 m c = const = 3×108 m/s t(XA) = XA/c = XB/c = t(XB) = 1 s
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | pavvel (8272 punktów) |
>> Cóż za nonsens! Detektory A i B w tym doświadczeniu BEZ ŻADNEJ WĄTPLIWOŚCI poruszają się z prędkością 100 000 000m/s.
>Nie da się tego stwierdzić bez wyglądania na zewnątrz.
Powiem więcej, nie da się tego stwierdzić nawet wyglądając na zewnątrz. Bo niech mi ktoś udowodni, że to nie całe otoczenie z dziwnych i niewyjaśnionych powodów zaczęło się przesuwać.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | >>> Cóż za nonsens! Detektory A i B w tym doświadczeniu BEZ ŻADNEJ WĄTPLIWOŚCI poruszają się z prędkością 100 000 000m/s. >>Nie da się tego stwierdzić bez wyglądania na zewnątrz. >Powiem więcej, nie da się tego stwierdzić nawet wyglądając na zewnątrz. >Bo niech mi ktoś udowodni, że to nie całe otoczenie z dziwnych i niewyjaśnionych powodów zaczęło się przesuwać.
Oczywiście, najłatwiej powiedzieć, że się nie da i nic w tym kierunku nie robić ?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | Najłatwiej byłoby się nie wychylać i tak jak większość ludzi myśli "na chłopski rozum" twierdzić, że "wyraźnie widać". Niestety, nie widać i widać nie będzie. Niezależnie jak "oczywisty" mógłby sie komuś ten ruch wydawać.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | dyr. (80 punktów) |
> >Nie da się tego stwierdzić bez wyglądania na zewnątrz.> Powiem więcej, nie da się tego stwierdzić nawet wyglądając na zewnątrz.> Bo niech mi ktoś udowodni, że to nie całe otoczenie z dziwnych i niewyjaśnionych powodów zaczęło się przesuwać.Panowie, drodzy autorzy tego filmu, ulegliście zbiorowej hipnozie twierdząc iż ta rakieta się porusza. Powiem więcej, nic we wszechświecie się nie porusza... bo któż z was udowodni iż to ta rakieta się porusza, a nie otoczenie tej rakiety. Ba! Nie da się tego stwierdzić w żaden sposób. Podróżujący tą rakietą bez okien jakże miałby to sprawdzić? Gdzież bidulek miałby wyjrzeć? Albo dajmy na to - lecimy sobie samolotem. Niebo jest bezchmurne, pod nami ocean, żadnych świateł. Co się dzieje? Nagle słyszymy komunikat: Drodzy pasażerowie, niestety musimy oznajmić, iż według naszych ostatnich informacji zostało niezbicie dowiedzione iż nasz samolot w ogóle się nie porusza. Krótko mówiąc, to nie nasz samolot się porusza ale otoczenie. Tak czy owak, Nowy York zbliża się do nas z prędkością 560 km/h i wkrótce pod nami wyląduje. Mieszkańców Nowego Yorku prosimy o zapięcie pasów bezpieczeństwa i nie wychylanie się przez okna. Po drodze mogą ich spotkać drobne turbulencje, ok. 2/3 stopni w skali Richtera. Nie powinni jednak się tym niepokoić. Dziękujemy bardzo za wybranie naszej linii... spoczynkowej. www.youtub(*)?v=KYWM2oZgi4E&feature=relatedPS Po cholerę w te samoloty w ogóle ktoś leje paliwo?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -1 na 3 | dyr. (80 punktów) |
> Służę uprzejmie.> W układzie własnym detektorów:> XA = XB = 3×108 m> c = const = 3×108 m/s> t(XA) = XA/c = XB/c = t(XB) = 1sJa również: A - - - - - X - - - - - B ------------------------> X - źródło światła [--->] kierunek obrotu Ziemi Sygnał świetlny zostaje wysłany z punktu X. Ważne jest to iż zanim sygnał dotrze do A dystans między A a X i B a X zmieni się w tym czasie. X nie porusza się w raz z Ziemią. Odległości się więc zmienią pomiędzy A - X i B - X. X to nie jest obiekt poruszający się wraz z Ziemią razem z punktami A i B. X to sygnał świetlny rozchodzący się z tą samą prędkością we wszystkich kierunkach. Zanim dotrze on do obydwu punktów jeden z nich będzie przybliżał się do sygnału świetlnego, a drugi oddalał od niego. Dla lepszego uprzytomnienia zwiększ prędkości i odległości. 300 000 000m 300 000 000m A - - - - - - - X - - - - - - - -B ----------------------------------> V=100 000 000m/s c= ok.300 000 000m/s punkty A i B to statki kosmiczne poruszające się z V=100 000 000m/s (mało realne, ale założyć można). Statki te znajdują się od siebie w odległości 600 000km. Pośrodku między nimi pędzi statek kosmiczny X z tą samą prędkością. O 11.59 i 59s ze statku X zostaje nadany sygnał świetlny. W pamięci można sobie obliczyć jaki dystans będzie musiał przebyć sygnał świetlny zanim dotrze do statku A, a jaki zanim dotrze do statku B. 200 000 000m 400 000 000m A - - - - - - - X - - - - - - - B Sygnał świetlny dotrze do A po t=0.666s, czyli jeszcze przed 12.00 a do B po t=1.333s, czyli już po 12.00. ........ Jeszcze raz powtarzam: czekam na szczegółową analizę tego eksperymentu, krok po kroku, dla A, następnie dla B. Proszę pisać jakie dane wziął pan pod uwagę, jakimi założeniami się posłużył itd. Proszę przedstawić rozumowanie (wie pan co to znaczy?) Czego się pan obawia? Przecież sam pan stwierdził iż moja analiza jest prawidłowa (opisałem ją panu w innej wypowiedzi, tylko że bez użycia rysuneczków). Czekam więc na odpowiedź co jest w niej nieprawidłowego. Proszę wziąć ją pod lupę, np: 300 000 000m 300 000 000m A - - - - - - - X - - - - - - - -B ----------------------------------> V=100 000 000m/s c= ok.300 000 000m/s Biorąc pod uwagę te dane sygnał świetlny dotrze do A, jak i do B po czasie równym 1s (tak jak rozumiem pan twierdzi). ... Rozumiem więc iż prędkość z jaką poruszają się te pojazdy (detektory, czy co tam pan chce) nie ma dla pana żadnego znaczenia. Twierdzi pan więc iż te pojazdy się nie poruszają z 1/3 prędkości światła... Czyli ani pojazd A nie porusza się z tą prędkością, ani pojazd B, ani pojazd X. Twierdzi pan bowiem iż sygnał od X dotrze do nich po czasie 1s. Ja twierdzę iż te pojazdy się poruszają, a nie nie poruszają. Pan twierdzi że się nie poruszają. Ciekawą przyjął pan perspektywę dyskusji. Twierdzi pan też, jak rozumiem iż na tym filmie (podanym przez Wcale) ta rakieta też się nie porusza... bo pan tak chce i już: www.youtub(*)?v=KYWM2oZgi4E&feature=relatedW zwolnionym tempie autorzy tego filmu pokazują dlaczego sygnał A nie dotrze jednak do obserwatora w tym samym czasie, jak powinien, co B. ...Ze względu na prędkość obserwatora. Proszę teraz dla tego przykładu z filmu założyć iż w miejscu gdzie siedzi obserwator strzelił ów piorun. W obu końcach rakiety mamy natomiast obserwatorów A i B. Może pan wprowadzić prędkość obserwatorów jako 100 000 000m/s. ..... Pański rarytasik celowo zostawiłem sobie na koniec: > Służę uprzejmie.> W układzie własnym detektorów:> XA = XB = 3×108 m> c = const = 3×108 m/s> t(XA) = XA/c = XB/c = t(XB) = 1sProszę mi powiedzieć gdzie tu jest wzięta pod uwagę prędkość pojazdów A, B i X? Dla nie poruszających się pojazdów wyniki oczywiście że będą takie. ...No tak, zapomniałem, pan tak chce i już. Gada pan już drugi dzień iż te detektory nie mogą w żadnym wypadku i pod żadnym pozorem się poruszać, nigdy, ale to przenigdy! To jest w ogóle fizycznie niemożliwe! Nieprawdopodobne! Impossible! ...Ciekawy jestem jak długo jeszcze będzie pan wykręcał się od nieuniknionego i oczywistego. Przykro mi, sam pan tego chciał. Einstein jak się pomylił to się bez zwłoki do tego przyznał. Pan się nie myli. Einstein się mylił. Pan nie. ...Następnym razem najpierw się pan zastanowi... a potem dopiero zacznie szafować swoją pracą wychodząc z pozycji niejakiego "autorytetu". PS Następny taki wybieg proszę zadedykować komuś innemu. pozdrawiam atreYou
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >Kpisz sobie, czy co? Problemy z rozumowaniem masz chyba(...) Co z wami ludziska tutaj jest nie tak? Nie wierzę iż to do was nie dociera. No nie wierzę. Ponieważ już nie mam siły żeby tłumaczyć wciąż to samo, podobnie jak pavel i Fizyk, to posłużę się argumentem "z autorytetu". Pal licho mnie, dla którego fizyka obecnie jest jedynie hobby. Pal licho P. pavela który jak pisze był "tylko" nauczycielem fizyki. Ale chyba nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeśli powiem że pod skromnym nickiem "Fizyk" kryje się profesor fizyki z King's College w Londynie. Macie bezcenną (jak dla mnie przynajmniej) okazję rozmawiania o podstawach przedmiotu z człowiekiem znajdującym się w jednym z kilku centrów światowej fizyki i nauki wogóle. Sugerowanie, jakoby nie rozumiał zupełnie podstawowych (niemal dziecinnych) zagadnień relatywistyki nie jest już nawet śmieszne.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | > Pal licho P. pavela który jak pisze był "tylko" nauczycielem fizyki.
Drobna nadinterpretacja - ja tylko udzielałem korepetycji. Jako nauczyciel mógłbym się mylić i błędnie uczyć. Moc funkcji sprawiałaby, że nikt by mi nie podskoczył. Wiedza którą przekazywałem jako korepetytor była później weryfikowana przez innych. Gdybym źle uczył, to po prostu szybko bym stracił klientów.
> Ale chyba nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeśli powiem że pod skromnym nickiem "Fizyk" kryje się profesor fizyki z King's College w Londynie. Macie bezcenną (jak dla mnie przynajmniej) okazję rozmawiania o podstawach przedmiotu z człowiekiem znajdującym się w jednym z kilku centrów światowej fizyki i nauki wogóle. Sugerowanie, jakoby nie rozumiał zupełnie podstawowych (niemal dziecinnych) zagadnień relatywistyki nie jest już nawet śmieszne.
Miło się dowiedzieć.
A co do pana dyr. to zgłosiłem dwie jego wypowiedzi do moderatorów. Jeżeli to nie wystarczy aby pan dyr zmienił styl, to zdaje mi się, że saldo -10 ciągle jeszcze skutecznie zamyka usta krzykaczom. Brzydka to metoda, ale jeżeli inne środki nie pomogą...
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 |
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
>To jest znalezione na szybko. Czy w tych animacjach jest jakieś przekłamanie?
Przepraszam, ale szkoda mi czasu na oglądanie kolejnych animacji. Nie ma różnicy czy animacja jest prawdziwa czy też są tam jakieś błędy. Taka dyskusja do niczego nie prowadzi.
Polecam zakupić lub ściągnąć z netu dobry podręcznik fizyki(nie polecam konkretnego, bo do różnych ludzi różny styl tłumaczenia trafia). Poczytaj, rozwiąż kilka zadań. Sprawdź w odpowiedziach (większość podręczników je zawiera) czy uzyskałeś odpowiedni wynik. Jeżeli nie to myśl tak długo i próbuj aż w końcu rozwiążesz poprawnie. Jak dojdziesz do etapu, że przynajmniej 30-40% zadań będzie w stanie rozwiązać samodzielnie, to o reszcie możemy podyskutować. Ja tłumaczył na forum juz nic Ci nie będę, bo nie chcę dawać dziwnym ludziom okazji do plucia jadem. Jeżeli będziesz miał jakieś konstruktywne pytania (ocena animacji takim nie jest - ja też mogę dowolną animację zamieścić na tubie, a potem się do niej odwoływać i mówić że nikt nie ma racji tylko ja) to pisz prywatną wiadomość.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > >To jest znalezione na szybko. Czy w tych animacjach jest jakieś przekłamanie?> Przepraszam, ale szkoda mi czasu na oglądanie kolejnych animacji. Nie ma różnicy czy animacja jest prawdziwa czy też są tam jakieś błędy. Taka dyskusja do niczego nie prowadzi.> Polecam zakupić lub ściągnąć z netu dobry podręcznik fizyki(nie polecam konkretnego, bo do różnych ludzi różny styl tłumaczenia trafia).> Jeżeli będziesz miał jakieś konstruktywne pytania (ocena animacji takim nie jest - ja też mogę dowolną animację zamieścić na tubie, a potem się do niej odwoływać i mówić że nikt nie ma racji tylko ja) to pisz prywatną wiadomość. Aha, czyli na to wygląda, że obejrzałeś te animacje i nie jesteś w stanie zaprzeczyć. To jest Twoja jedyna obrona? Oskarżanie, że to ja sam wstawiam swoje animacje. W jednym filmiku mówię z dobrym akcentem po angielsku a w innym z akcentem arabskim. Tak?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
>Aha, czyli na to wygląda, że obejrzałeś te animacje i nie jesteś w stanie zaprzeczyć. To jest Twoja jedyna obrona?
Chcesz rozmawiać czy przyjmujesz postawę podobną do pana dyr.? Jeżeli rozmawiać chcesz, to pisałem już, że nie tutaj i nie w ten sposób. Jeżeli dopadło Cię to samo co pana dyr., to przepraszam, że w ogóle coś próbowałem tłumaczyć.
P.S. Jednak animacji nie oglądałem. Rzuciłem okiem na kawałek jednej, ale już po wylogowaniu się z racjonalisty. Zapewniam Cię, że nie będę marnował czasu na oglądanie kolejnych bo do póki nie przerobisz krok po kroku podstaw każda animacja będzie dla Ciebie nowym polem wątpliwości. To co widziałem akurat poprawne było i jak w poprzednim przypadku błędna jest tylko Twoja interpretacja. Wyjaśniłem ci to na maila. I proszę wybrać, albo rozmawiamy mailowo, albo wcale...
> Oskarżanie, że to ja sam wstawiam swoje animacje. W jednym filmiku mówię z dobrym akcentem po angielsku a w innym z akcentem arabskim. Tak?
A gdzieś ty się tam oskarżeń doszukał? Powiedziałem Ci, tylko, że yuotube to nie jest wiarygodne źródło szukania wiedzy. Animację mogę zrobić ja, może zrobić dyr, możesz i Ty jeśli chcesz. Nie wiem kto robił Twoje, ale jaką masz gwarancję że mają jakikolwiek sens? Mamy rozmawiać o fizyce, czy zajmować się oceną kolejnych animacji?
|
|
| | | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) | Powiem to inaczej: dla mnie nie ulega wątpliwości iż mam rację co do tego iż w omawianym doświadczeniu nie ma możliwości aby sygnał dotarł do obu jednocześnie. To łamałoby podstawy mechaniki Einsteina. Jeśli pan Fizyk tego nie rozumie... to ja już naprawdę nie wiem co on robi w tym King's College w Londynie, o ile to prawda. Na dowód (ponieważ widzę iż tylko argumenty z autorytetu co do niektórych tutaj trafiają) przedstawię wystarczającą ilość przykładów z literatury naukowej na poparcie tego o czym mówię. Zresztą, to wydaje mi się tak śmieszną kwestią iż nawet nie powinna ona tutaj ulegać dyskusji, tym bardziej jeśli (jak mówisz) uczestniczy w niej profesor fizyki z King's College!!! ...Dla którego lepiej aby przemyślał jeszcze raz swój sprzeciw wobec prawidłowości wyciąganych przeze mnie wniosków. Przeczytałem jeszcze raz jego posty na tym wątku i nie ulega dla mnie wątpliwości iż pan Fizyk (tak jak i pan pavvel) nie rozumie (albo przynajmniej nie wie jak to odnieść do dyskutowanego eksperymentu) jaką rolę spełnia w teorii względności pojęcie układu odniesienia. Jaki z tego wniosek? Nie mam zielonego pojęcia i nie jest to na ten czas moim problemem. Wkrótce pan Fizyk i pan pavvel staną "face to face" z prawdziwymi autorytetami naukowymi na tym wątku. Sam fakt iż w tak banalnej kwestii zostałem zmuszony powoływać się na opracowania różnych autorytetów... mówi samo przez się.
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 |
| | | | | | | | | |  | 1 na 3 | dyr. (80 punktów) | > Podam jeszcze raz taki przykład:> www.youtub(*)?v=wteiuxyqtoM&feature=related> www.youtub(*)?v=KYWM2oZgi4E&feature=related> To jest znalezione na szybko. Czy w tych animacjach jest jakieś przekłamanie?> Pozdrawiam> Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.Dokładnie jest w tym przykładzie takie samo rozumowanie jakie przedstawiłem sam. Wzięty jest tam pod uwagę kierunek jazdy pociągu, prędkość światła i wszystkie inne szczegóły. Kropka w kropkę to samo. A tobie Wcale o co chodziło? Tzn. czemu mnie pytasz?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | >A tobie Wcale o co chodziło? Tzn. czemu mnie pytasz?
Przepraszam, miało być post wyżej.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | dyr. (80 punktów) | >>A tobie Wcale o co chodziło? Tzn. czemu mnie pytasz? >Przepraszam, miało być post wyżej. > Pozdrawiam > Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
Spoko, nie ma sprawy. Z miłą chęcią to sobie obejrzałem. Szczególnie pod tym drugim linkiem widać wyraźnie iż to samo w rzeczywistości zdarzenie (uderzenie pioruna w przód i tył rakiety jednocześnie) dla obserwatora wewnątrz rakiety nie będzie zdarzeniem jednoczesnym ze względu na prędkość samej rakiety, a wraz z nią obserwatora, skracający się dystans między punktem A a obserwatorem itd. Życzę spokojnej nocy.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >Spoko, nie ma sprawy. Z miłą chęcią to sobie obejrzałem. Szczególnie pod tym drugim linkiem widać wyraźnie iż to samo w rzeczywistości zdarzenie (uderzenie pioruna w przód i tył rakiety jednocześnie) dla obserwatora wewnątrz rakiety nie będzie zdarzeniem jednoczesnym ze względu na prędkość samej rakiety, a wraz z nią obserwatora, skracający się dystans między punktem A a obserwatorem itd. No i jesteśmy w domu. Przekładając to na "twój" eksperyment: to co dla obserwatora z zewnątrz nie jest zdarzeniem jednoczesnym (sygnał do A i B dojdzie w różnym czasie), dla obserwatora w A, B lub X BĘDZIE zdarzeniem jednoczesnym. A i B zanotują te same czasy dotarcia sygnału.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) |
> No i jesteśmy w domu. Przekładając to na "twój" eksperyment: to co dla obserwatora z zewnątrz nie jest zdarzeniem jednoczesnym (sygnał do A i B dojdzie w różnym czasie), dla obserwatora w A, B lub X BĘDZIE zdarzeniem jednoczesnym. A i B zanotują te same czasy dotarcia sygnału....w A, B lub X... (?) ...Bez komentarza. W tej rakiecie nie musi być żadnego obserwatora! i nie zmieni to czasów i kolejności dotarcia sygnałów (w przykładzie rakiety z filmu) do jakiegoś umownego punktu... zamiast tych zakichanych i tak mącących wam w głowie obserwatorów... czy też (o zgrozo) obserwatorów w obserwatorach) Możemy się nawet umówić iż ten punkt znajduje się kilka lat świetlnych od rakiety. ...Ale obliczał będziesz ty.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Możemy się nawet umówić iż ten punkt znajduje się kilka lat świetlnych od rakiety.
Coś od czegoś w jakieś odległości może się znajdować tylko w przestrzeni euklidesowej, a takiej przestrzeni w teorii względności nie ma, gorzej, tam nie ma również żadnej linijki, którą tak bardzo lubisz wszystko mierzyć. Ja wiem, wiem, że od ciągłego wyobrażania sobie czasoprzestrzeni bardzo boli głowa, ale rzucanie kamieniami nic w tym wypadku nie pomaga, trzeba zażyć Apap i do książek, do książek tylko.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | >>Możemy się nawet umówić iż ten punkt znajduje się kilka lat świetlnych od rakiety. >Coś od czegoś w jakieś odległości może się znajdować tylko w przestrzeni euklidesowej, a takiej przestrzeni w teorii względności nie ma, gorzej, tam nie ma również żadnej linijki, którą tak bardzo lubisz wszystko mierzyć. >Ja wiem, wiem, że od ciągłego wyobrażania sobie czasoprzestrzeni bardzo boli głowa, ale rzucanie kamieniami nic w tym wypadku nie pomaga, trzeba zażyć Apap i do książek, do książek tylko.
Jesteś pewna, że przeanalizowałaś ten przykład, czy tylko opierasz się o książki i rzucasz kamieniami?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Jesteś pewna, że przeanalizowałaś ten przykład, czy tylko opierasz się o książki
A jak mogłam przeanalizować skoro nie mam teleskopu, to jak bez niego mogę widzieć gdzie jest, który obserwator? Tylko książki, niestety i to mnie chyba zgubiło. Teraz po głębokim przeanalizowani twoich przemyśleń, widzę, że przecież nic nie wiem. Na przykład, co jest poza promieniem naszego wszechświata, gdyby tak dobrze przypatrzeć się temu przez jakom dobrą lunetę, to, co by tam mogło być widać, a gdyby tak sobie stanąć na krawędzi i spróbować rzucić kamieniem, to ciekawe gdzie by poleciał? A ciekawe jest też, czy nasz wszechświat jest bardziej kulowaty, czy bardziej taki jak jajo? Bo kto to może wiedzieć na pewno, czy nasz wszechświat, nie jest przypadkiem jakimś jajem jakiejś dużej kury z innego wszechświata? A ta kura mieszka sobie w innym większym wszechświecie, który z kolei jest jajem jeszcze większej kury, tamta znowu jeszcze większego jaja jeszcze większej kury i tak dalej, ale jak daleko? Gdyby udało nam się to sprawdzić, to przecież byśmy mogli być pewni, która kura była pierwsza, od którego jaja, a które jajo pierwsze, od której kury, a tak gówno wiemy. Te cymbały, co w książkach piszą też gówno wiedzą.
Albo idźmy w drugą stronę, napisały cymbały w książkach, że czort wie, z czego jest elektron, a spróbował, który leń sprawdzić, a jużci tam sprawdzał, napisał i zadowolony siedzi sobie na katedrze i bąki zbija. A trzeba by wziąć, jaką piłeczkę dobrą do metalu, teraz w Castoramie takie narzędzia rzucają, że hej i spróbować przeciąć na pół, a opiłki rzucić pod mikroskop i zaraz będzie widać z czego. A może w takim elektronie jest miał węglowy i nadałby się do jakiej elektrowni i ciepło byśmy mieli, a ludzie robotę, piłowałoby się takie elektrony tylko by furczało.
Teraz, kiedy już jestem przez ciebie całkowicie przekonana do sprawdzania, będę sprawdzała. Tylko nie koleguj się z Autogafka, ona też chce sprawdzać i będzie nam podkradała pomysłu, a do sprawdzania nie ma znowu tak wiele, żeby se każdy mógł sprawdzać, co zechce. Fizyka i pavvela nie mamy się, co obawiać, bo to lenie są.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) |
>Tylko nie koleguj się z Autogafka, ona też chce sprawdzać i będzie nam podkradała pomysłu, a do sprawdzania nie ma znowu tak wiele, żeby se każdy mógł sprawdzać, co zechce. Fizyka i pavvela nie mamy się, co obawiać, bo to lenie są. >Aneta Dziwińska
Nie wierzę, że na tyle brakuje Ci środków wyrazu, żebyś musiała się uciekać do przekręcania mojego nicka. Chyba, że to pomyłka. Ty się w ogóle mylisz (czasami)?
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Ty się w ogóle mylisz (czasami)?
Czasami. To była literówka, przepraszam.
Aneta Dziwińska
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > >Jesteś pewna, że przeanalizowałaś ten przykład, czy tylko opierasz się o książki> A jak mogłam przeanalizować skoro nie mam teleskopu, to jak bez niego mogę widzieć gdzie jest, który obserwator?Ale co Ci da ten teleskop skoro masz opóźnienie spowodowane ograniczoną prędkością światła oraz różnicę w upływie czasu? Poza tym nie można takich zjawisk zaobserwować, tylko rozważać. > Teraz po głębokim przeanalizowani twoich przemyśleń, widzę, że przecież nic nie wiem. Na przykład, co jest poza promieniem naszego wszechświata, gdyby tak dobrze przypatrzeć się temu przez jakom dobrą lunetę, to, co by tam mogło być widać,Ze względu na szybkość rozchodzenia się światła nie jesteś w stanie dotrzeć nawet do połowy tej odległości, gdyż obecnie zakłada się iż szybkość rozszerzania się wszechświata jest większa niż prędkość światła  > a gdyby tak sobie stanąć na krawędzi i spróbować rzucić kamieniem, to ciekawe gdzie by poleciał?To zależy co jest poza tą granicą Wszechświata  Może leży już tam pełno kamieni (bo każdy tak rzucał) już więcej się nie zmieści. > A ciekawe jest też, czy nasz wszechświat jest bardziej kulowaty, czy bardziej taki jak jajo? Bo kto to może wiedzieć na pewno, czy nasz wszechświat, nie jest przypadkiem jakimś jajem jakiejś dużej kury z innego wszechświata?Nie może być jajkiem kury, gdyż to jajko było pierwsze  > Te cymbały, co w książkach piszą też gówno wiedzą.A nie pomyślałaś, że to kura mogła pisać ? > Albo idźmy w drugą stronę, napisały cymbały w książkach, że czort wie, z czego jest elektron, [...] A może w takim elektronie jest miał węglowy i nadałby się do jakiej elektrowni i ciepło byśmy mieli, a ludzie robotę, piłowałoby się takie elektrony tylko by furczało.Może trzeba by taki opis do obecnych książek do fizyki wstawić  > Teraz, kiedy już jestem przez ciebie całkowicie przekonana do sprawdzania, będę sprawdzała. Tylko nie koleguj się z Autogafka, ona też chce sprawdzać i będzie nam podkradała pomysłu, a do sprawdzania nie ma znowu tak wiele, żeby se każdy mógł sprawdzać, co zechce.Uważam, że każda wypowiedź jest w jakimś stopniu ważna, chyba, że już taka była wcześniej lub jest na inny temat. Chociaż kto tam wie... W końcu żyjemy po to aby żyli inni  Kiedy nas nie będzie, reszty ludzi też nie będzie 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | > (...)> Ze względu na szybkość rozchodzenia się światła nie jesteś w stanie dotrzeć nawet do połowy tej odległości, gdyż obecnie zakłada się iż szybkość rozszerzania się wszechświata jest większa niż prędkość światła (...)No, niby logiczne. Ale jesli teoria BB jest prawdziwa, a daje sie w kosmos zajrzec na odleglosc juz troche powyzej 13 mld lat swietlnych, to znaczyloby, ze jestesmy wlasnie blisko tej polowy  Przy czym wydaje mi sie, ze wbrew naiwnym oczekiwaniom nigdy nie zobaczymy wielkiego boom, a to z tej przyczyny, ze w slawnych Pierwszych Trzech Minutach czasoprzestrzen i materia/energia mialy takie wlasciwosci, ktorych juz nie maja. I na dobra sprawe tylko promieniowanie szczatkowe , ktore obserwujemy i tak, pozwala nam dostrzec ten boom, a raczej tylko echo wybuchu. Zalozenie o o szybkosci roszerzania sie Wszwchswiata z predkoscia wieksza od swiatla tez niby logiczne jest, ale tylko dla przestrzeni euklidesowej. A przeciez cos takiego w przyrodzie nie wystepuje. Jest tylko modelem przyblizajacym naszej mozliwosci wyobrazenia ksztalt przestrzeni, a i to tylko lokalnie i w niewielkim jej obszarze. I dlatego tylko dla siebie, lokalnie, mozemy sobie wyobrazac, ze jest to szybkosc wieksza od c. Faktycznie wcale taka byc nie musi, wystarczy, ze dla dowolnego punktu Wszechswiata jego najdalszy mozliwy teoretycznie do zaobserwowania punkt osiaga c. Jesli w ten sposob potraktujemy kazdy punkt czasoprzestrzeni, Wszechswiat nie powinien okazac sie nadmiernie stloczony, ale wrecz jeszcze musi miec spory "zapas".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > >(...)> >Ze względu na szybkość rozchodzenia się światła nie jesteś w stanie dotrzeć nawet do połowy tej odległości, gdyż obecnie zakłada się iż szybkość rozszerzania się wszechświata jest większa niż prędkość światła (...)> No, niby logiczne. Ale jesli teoria BB jest prawdziwa, a daje sie w kosmos zajrzec na odleglosc juz troche powyzej 13 mld lat swietlnych, to znaczyloby, ze jestesmy wlasnie blisko tej polowy  Ja bym powiedział, że nawet w jednej czwartej nie jesteśmy pl.wikipedia.org/wiki/WszechświatA co najlepsze, to widzimy co raz mniej  > Przy czym wydaje mi sie, ze wbrew naiwnym oczekiwaniom nigdy nie zobaczymy wielkiego boom, a to z tej przyczyny, ze w slawnych Pierwszych Trzech Minutach czasoprzestrzen i materia/energia mialy takie wlasciwosci, ktorych juz nie maja.No własnie o ile teoria kreacji poprzez BB jest prawdziwa  I na dobra sprawe tylko promieniowanie szczatkowe , ktore obserwujemy i tak, pozwala nam dostrzec ten boom, a raczej tylko echo wybuchu. To jest na razie tylko teroria iż promieniowanie reliktowe to jest własnie to echo  Żeby dowiedziec się cos więcej, to trzeba by wysłać jakąś sondę poza granicę Oorta i tam badać. Tutaj możemy coś stwierdzić ale dokładnie co to jest to są jedynie przypuszczenia  > Zalozenie o o szybkosci roszerzania sie Wszwchswiata z predkoscia wieksza od swiatla tez niby logiczne jest, ale tylko dla przestrzeni euklidesowej. A przeciez cos takiego w przyrodzie nie wystepuje. Jest tylko modelem przyblizajacym naszej mozliwosci wyobrazenia ksztalt przestrzeni, a i to tylko lokalnie i w niewielkim jej obszarze.Co uważasz, że w przyrodzie nie występuje, bo nie bardzo rozumiem. > I dlatego tylko dla siebie, lokalnie, mozemy sobie wyobrazac, ze jest to szybkosc wieksza od c.? > Faktycznie wcale taka byc nie musi, wystarczy, ze dla dowolnego punktu Wszechswiata jego najdalszy mozliwy teoretycznie do zaobserwowania punkt osiaga c.Jak wiadomo, to jest tylko teoria. Tyle mamy i na razie nic więcej nie możemy na ten temat powiedzieć. Co najciekawsze, to to, że ostatnio naSze słońce zmieniło strukturę, która zaprzecza całkowicie naszej fizyce. Jesli to się okaże prawdą (na razie doświadczenia pokazują, że może być prawdą), to fizyka leży na łopatkach... rapidshare(*)derbolts_Of_The_Gods.part1.rarrapidshare(*)derbolts_Of_The_Gods.part2.rarrapidshare(*)derbolts_Of_The_Gods.part3.rarrapidshare(*)derbolts_Of_The_Gods.part4.rarrapidshare(*)derbolts_Of_The_Gods.part5.rarrapidshare(*)derbolts_Of_The_Gods.part6.rar> Jesli w ten sposob potraktujemy kazdy punkt czasoprzestrzeni, Wszechswiat nie powinien okazac sie nadmiernie stloczony, ale wrecz jeszcze musi miec spory "zapas".Co znaczy zapas? Zapas czego ?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | >(...) A ciekawe jest też, czy nasz wszechświat jest bardziej kulowaty, czy bardziej taki jak jajo?
Czasem gadajo na wsi (globalnej), ze on jest jak jakas rura, nie kura. Znaczy sie - w tutke zwiniety, mniej wiecej.
> (...) Gdyby udało nam się to sprawdzić, to przecież byśmy mogli być pewni, która kura była pierwsza, od którego jaja, a które jajo pierwsze, od której kury, a tak gówno wiemy. (...) >Aneta Dziwińska,
Gowno wiemy, ale probowac trzeba. Moim zdaniem dopiero Ogolna Teoria Smokow Prawdopododobienstwa, ktorej podwaliny jakze udatnie Kerebron Emtadrata przygotowal, jako takie swiatlo na nature rzeczy rzucic moze. Stosowny fragment juz kiedys przytaczalam. Teraz wiec pozwole sobie (przy pomocy Lema, jak zwykle) zacytowac innego slawnego uczonego:
"W istocie bowiem na Początku był jeno Mrok Ciemnawy, a w tym Mroku - Magnetyczność, co atomy pokręcała, a do skutku, bo gdy stukał atom w atom, wirując, Praprąd powstał i z nim Światłość Pierwsza... z czego gwiazdy zapłonęły, planety się ostudziły i w głębinach ich Pramasze, całkiem drobniuchne, a z nich Pramaszynki, a z nich Maszyny Prymitywne od tchnienia Statystyki Świętej powstały. Nie umiały jeszcze rachować, jeno trzy po trzy i ni w pięć, ni w dziewięć, a potem, dzięki Ewolucji Naturalnej, już piąte przez dziesiąte, aż narodziły się z nich Multistaty i Omnistaty, a z tych ostatnich powstał Małporobot, a z niego już praojciec nasz, Automatus Sapiens..." Tu pozwole sobie cytat przerwac, gdyz dalsza czesc powinna sie raczej watku o ewolucji znalezc. A kto niecierpliwy , sam niech doczyta w "Cyberiadzie".
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 |
| | | | | | |  | 2 na 2 | pavvel (8272 punktów) | >Problemy z rozumowaniem masz chyba
Zbadaj najpierw swoje problemy i przestań już może spamować
> bo nie sądzę abyś nie wiedział iż podstawowym założeniem w OTW jest stała i niezmienna od prędkości poruszającego się źródła prędkość światła.
A ja myślałem, że powszechną jest wiedza, że o stałej prędkości światła mówi STW. OTW mówi nam o grawitacji i geometrii wszechświata.
> olewasz ten podstawowy aksjomat w OTW będący podstawą całej mechaniki Einsteinowskiej?!
To ty olewasz i naukę i ludzi, którzy próbują ci coś wytłumaczyć i próbujesz wszystkich zakrzyczeć swoimi bzdurami.
> Co z wami ludziska tutaj jest nie tak? Nie wierzę iż to do was nie dociera. No nie wierzę.
Kolejna prośba do moderatorów i wyjaśnienie temu panu, że przesadza.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 3 | dyr. (80 punktów) |
> A ja myślałem, że powszechną jest wiedza, że o stałej prędkości światła mówi STW.> OTW mówi nam o grawitacji i geometrii wszechświata.> > olewasz ten podstawowy aksjomat w OTW będący podstawą całej mechaniki Einsteinowskiej?!> To ty olewasz i naukę i ludzi, którzy próbują ci coś wytłumaczyć i próbujesz wszystkich zakrzyczeć swoimi bzdurami.> > Co z wami ludziska tutaj jest nie tak? Nie wierzę iż to do was nie dociera. No nie wierzę.> Kolejna prośba do moderatorów i wyjaśnienie temu panu, że przesadza.Podstawowym aksjomatem (póki nie został dowiedziony) w OTW była stałość prędkości światła i jego nie stosowanie się do założeń mechaniki Newtona. Bez tego... nie ma OTW. > > olewasz ten podstawowy aksjomat w OTW będący podstawą całej mechaniki Einsteinowskiej?!> To ty olewasz i naukę i ludzi, którzy próbują ci coś wytłumaczyć i próbujesz wszystkich zakrzyczeć swoimi bzdurami.Przesadziłeś. Od samego początku wykazujesz wręcz niezdolność liczenia do dziesięciu. Z tobą już nie dyskutuje. Nie warto, bo tobie jak widzę chodzi od samego początku o coś więcej niż fizyka i matematyka. Jak znajdę czas zaleję cię tyloma cytatami, przykładami z opracowań naukowych, w tym wspomnianego Feynmana, że zrobisz się tak czerwony* (*czego niestety nie zobaczę) że raz na zawsze zapamiętasz sobie ten moment. To będzie przełomowa chwila w twoim życiu.  PS Na początek radzę ci sobie wziąć do serca to do czego odsyła cię Wcale tutaj www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,70#w237614Tam jest kropka w kropkę to samo rozumowanie i analogiczne wnioski. Szczególnie pod tym drugim linkiem na przykładzie rakiety, jednoczesnych zdarzeń, lecz dla obserwatora niejednoczesnych ze względu na prędkość rakiety (wraz z nią obserwatora), dystans od punktu A skracający się ze względu na prędkość pojazdu itd. To samo wziąłem w naszym przykładzie pod uwagę i ja. To na początek. Zobaczymy dalej kto tu jest krzykaczem, w dodatku zadufanym w sobie, bez krztyny samokrytyki i możliwości rozważenia czy czasem nie jest sam w błędzie. Jak widzę zmieszałbyś z błotem każdego, kto będzie twierdził inaczej niż ty. A nawet jak sam się o tym przekonasz, że nie miałeś racji to i tak się do tego nie przyznasz. Znam już takie typy i szczerze im współczuję. pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | salek (4701 punktów) | >Podstawowym aksjomatem (póki nie został dowiedziony) w OTW była stałość prędkości światła i jego nie stosowanie się do założeń mechaniki Newtona. Bez tego... nie ma OTW. Nie aksjomatem. Wnioskiem. A ściślej - wygodną fizyczną interpretacją wniosku.
|
|
| | | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) |
Znowu sam zacząłeś ze mną dyskusje i znowu coś ci się pokręciło. atreYou
|
|
| | | | | | | | |  | | pavvel (8272 punktów) |
> atreYou  > Po pierwsze, to twoja niewiedza fizyczna jest równie wielka jak twoja niewiedza na temat tego czym jest racjonalizm. Po drugie od dłuższego czasu wiem, kto swoje błędy chamstwem chce przykryć - dla mnie ten podpis jest zbyteczny. Po trzecie już zgłaszałem do kolegium moderatorów, że dyr. to atre ( a w miedzy czasie parę innych nicków też miałeś). Miło, że się przyznałeś, bo teraz chyba nie powinno stanowić problemu zablokowanie Twoich kont.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > > (mam nadzieję, że już nie będę musiał się powtarzać)> Obawiam się, że masz tu jeszcze sporo do przemyślenia. W gruncie rzeczy zupełnie nie rozumiesz co jest grane.> > Sygnał świetlny dotrze do A po t=0.666s, czyli jeszcze przed 12.00 a do B po t=1.333s, czyli już po 12.00.> Nie piszesz, który obserwator tak to widzi - X? A? B? Jeżeli nie określasz układu odniesienia obserwatora, to nie zbliżyłeś się do teorii względności ani o jotę. Choćbyś zapełnił cały ten wątek klasycznymi obliczeniami, gdzie obserwator rozumie się "sam przez się", to relatywistycznie będą one bez sensu. Dopiero głębszy stopień wtajemniczenia, w jawnie niezmienniczy formalizm z użyciem czterowektorów, pozwala na opis niezależny od obserwatora.Bez przesady. Pytanie na początku było w miarę proste a teraz komplikuje się co raz bardziej  Po co pytać się o kolejnych obserwatorów, czy stoi na lewej nodze, czy na prawej w zależności od dotarcia promienia świetlnego do do punktu nieobserwowalnego? Jeszcze raz podam jako przykład: www.youtub(*)?v=C2VMO7pcWhg&feature=relatedJeśli ten wózek to będzie Ziemia i na krańcach tej Ziemi (proszę się nie czepiać o to, że Ziemia nie ma krańców) będą detektory. To jak to będzie wyglądało? Pomiar prędkości światła wykaże, że jeden z tych detektorów zanotuje iż do niego światło doleciało szybciej? Proszę nie wplątywać w to obserwatorów niepotrzebnych. Obserwatorami są detektory. Uznajmy, iż komunikują się ze sobą z prędkością nieskończoną (tak aby sobie mogli porównać wyniki). No jak ja mam to inaczej napisać, żeby było jaśniej 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | dyr. (80 punktów) | >Po co pytać się o kolejnych obserwatorów, czy stoi na lewej nodze, czy na prawej w zależności od dotarcia promienia świetlnego do do punktu nieobserwowalnego?
Jak na mój gust panowie Fizyk i pavvel trochę się zagalopowali z tymi obserwatorami. Obserwatorem w podanym przez ciebie przykładzie mógłby być ktoś znajdujący się w punkcie A, jak i w punkcie B. Do każdego sygnał dotrze w innym czasie: do jednego wcześniej, do drugiego później. Inaczej mówiąc dla obydwu sygnał dotrze o innej godzinie. Stałoby się tak samo gdyby nie było też żadnych obserwatorów w punktach A i B, a tylko jakieś detektory. Dokładnie o tym piszę w odpowiedzi dla postów pavvela, do których on sam zresztą już podał ci linki. Panom Fizykowi i pavvelowi wydaje się najwyraźniej iż w teorii względności względność czasu zależy od jakichś obserwatorów, podczas gdy obserwatorów dodaje się tylko dla celów dydaktycznych, ułatwiających zrozumienie OTW. No cóż, tak to chyba wygląda i co do nich najwyraźniej nie może trafić. Twoja dyskusja z pavvelem również napotyka na tę samą trudność. Masz zupełną rację twierdząc iż żadni obserwatorzy nie są tu potrzebni. Absolutnie!
pozdrawiam, tym bardziej iż lubię się z kimś zgadzać (nie zgadzać się nie lubię... ale czasami muszę, jak każdy zresztą. Grunt to zachować trzeźwy umysł i oceniać wypowiedzi innych według ich zawartości, a nie... potrzeby, czy też na upartego szukania dziury w całym - do panów pavvela i Fizyka ta pretensja )
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | Słowa obserwator używam w nadziei, że może coś zrozumiesz. Mógłbym mówić układ odniesiania, ale to dla niektórych za trudne do zrozumienia.
Widzę, że teoria względności Ci nie idzie... Zadam Ci pytanie na poziomie gimnazjum:
Jedziesz pociągiem. W pewnym momencie puszczasz swobodnie trzymaną w ręku piłeczkę.
Opisz tor spadania piłeczki.
Jeśli zrobisz to poprawnie, będziemy mogli dyskutować dalej i przejść do nieco trudniejszych rzeczy.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | dyr. (80 punktów) |
Naprawdę nie mam ci już nic więcej na ten temat do powiedzenia. Poczytaj sobie sam więcej na ten temat i będziesz dopiero mógł kogokolwiek nauczać. Póki co, nie widzę powodu abym miał dyskutować z kimś kto takich elementarnych rzeczy nie pojmuje.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | >Naprawdę nie mam ci już nic więcej na ten temat do powiedzenia.
Wiem, że nie masz. Właśnie od początku staram się ci to uzmysłowić.
I do póki nie będziesz w stanie podać przynajmniej trzech sensownych rozwiązań zadania które Ci zadałem dobrze byłoby żebyś nie próbował obnażać swojej niewiedzy wypowiadając się na zdecydowanie za trudne dla ciebie tematy.
> Poczytaj sobie sam więcej na ten temat i będziesz dopiero mógł kogokolwiek nauczać. Na nauczaniu ludzi ja pieniądze sporo czasu zarabiałem. Tylko jak mi się taki uparty fanatyk trafił, to rezygnowałem z zarobku i proponowałem żeby historii się uczył, a z fizyką sobie dał spokój, bo to nie dla niego.
> Póki co, nie widzę powodu abym miał dyskutować z kimś kto takich elementarnych rzeczy nie pojmuje. Masz rację, nawet ty nie powinieneś ze sobą o fizyce rozmawiać. Jest tyle innych dziedzin w których mógłbyś próbować - dlaczego wybrałeś akurat fizykę? Nie wolałbyś być księdzem? Może tam taki fanatyzm będzie lepiej przyjęty.
P.S. Przepraszam, że proponowałem ci do czytania podręcznik akademicki. Widzę że musimy uzupełnić racjolinki o jakieś podręczniki licealne i specjalnie dla ciebie gimnazjalne.
|
|
| | | | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) | >>Naprawdę nie mam ci już nic więcej na ten temat do powiedzenia. >Wiem, że nie masz. Właśnie od początku staram się ci to uzmysłowić. >I do póki nie będziesz w stanie podać przynajmniej trzech sensownych rozwiązań zadania które Ci zadałem dobrze byłoby żebyś nie próbował obnażać swojej niewiedzy wypowiadając się na zdecydowanie za trudne dla ciebie tematy. >> Poczytaj sobie sam więcej na ten temat i będziesz dopiero mógł kogokolwiek nauczać. >Na nauczaniu ludzi ja pieniądze sporo czasu zarabiałem. Tylko jak mi się taki uparty fanatyk trafił, to rezygnowałem z zarobku i proponowałem żeby historii się uczył, a z fizyką sobie dał spokój, bo to nie dla niego. >> Póki co, nie widzę powodu abym miał dyskutować z kimś kto takich elementarnych rzeczy nie pojmuje. >Masz rację, nawet ty nie powinieneś ze sobą o fizyce rozmawiać. >Jest tyle innych dziedzin w których mógłbyś próbować - dlaczego wybrałeś akurat fizykę? >Nie wolałbyś być księdzem? Może tam taki fanatyzm będzie lepiej przyjęty. >P.S. Przepraszam, że proponowałem ci do czytania podręcznik akademicki. Widzę że musimy uzupełnić racjolinki o jakieś podręczniki licealne i specjalnie dla ciebie gimnazjalne. >
To że się mylisz zostało tutaj już nie tylko przeze mnie wykazane. Odczep się więc ode mnie i lecz swoje rany gdzie indziej. Za bez powodu nazwanie mnie kilkakrotnie fanatykiem itd. powinieneś dostać takiego bana jak Chiny. Ale ty chyba nazwiesz każdego fanatykiem kto tylko nie da sobie wmówić twoich fanaberii.
Co do tego "upartego fanatyka" którego uczyłeś lecz zrezygnowałeś... to teraz już widzę że ten człowiek ma jednak coraz większe szanse zostać tym fizykiem... wystarczy że się z tobą nie zgadzał. Po drugie nie nazywaj się fizykiem po jakichś kursikach. Po trzecie wiedza to nie wszystko (choć i tej raczej masz jak na lekarstwo). Ważna jest jeszcze umiejętność twórczego myślenia, krótko mówiąc poprawnego wyciągania wniosków tym bardziej z danych tak oczywistych jak te, które rozważaliśmy na tym wątku.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | >Jak na mój gust panowie Fizyk i pavvel trochę się zagalopowali z tymi obserwatorami. Obserwatorem w podanym przez ciebie przykładzie mógłby być ktoś znajdujący się w punkcie A, jak i w punkcie B. Do każdego sygnał dotrze w innym czasie: do jednego wcześniej, do drugiego później. Inaczej mówiąc dla obydwu sygnał dotrze o innej godzinie. Właśnie że nie! Obsewatorzy w A i B, jakich by metod nie używali, stwierdzą że sygnał dotarł do nich w tym samym momencie. A obserwator "zewnętrzny" z którym się utożsamiasz i z którego punktu widzenia rozważasz sytuację rzeczywiście stwierdzi iż sygnał dotarł do A i B niejednocześnie. Z czego wynika, że to co jednoczesne w jednym układzie nie musi być jednoczesne w innym. Oraz że z punku widzenia "zewnętrznego" obserwatora, czas w A i B płynie inaczej niż u niego. Twój błąd polega na tym, że bezzasadnie zakładasz jakieś wyróżnienie twojego obserwatora wobec obserwatorów A i B. Nie wiadomo dlaczego ten twój obserwator jest jakoś "lepszy" a jego obserwacje "rzeczywiste". Bo co, bo on "stoi" a oni się przemieszczają? Zdaj sobie sprawę że nie ma układu nieruchomego. Względem czego niby A i B mają się bezwzględnie poruszać? Względem Ziemi, Słońca, centum Galaktyki, centrum gromady, centrum supergromady? Ja twierdzę że oni "stoją" a twój obserwator porusza się względem nich razem ze swoją planetą, systemem słonecznym albo galaktyką. Dowolnie.
|
|
| | | | | | |  | | dyr. (80 punktów) | > Twój błąd polega na tym, że bezzasadnie zakładasz jakieś wyróżnienie twojego obserwatora wobec obserwatorów A i B.Cześć. Jak to przeczytasz to się niezbicie przekonasz iż to właśnie panowie pavvel i Fizyk wyróżniają w ten sposób jakiegoś jednego obserwatora. www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w237281 Z tych obliczeń wynika iż dla X sygnał dotrze do obu jednocześnie, ale dla nich samych, czyli dla A i B, już tak nie będzie. Na tym właśnie polega owa względność czasu wynikająca przede wszystkim z faktu iż prędkość światła jest stała, określona na c=300 000 000m/s i niezależna od prędkości poruszającego się źródła. pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Po co pytać się o kolejnych obserwatorów, czy stoi na lewej nodze, czy na prawej w zależności od dotarcia promienia świetlnego do do punktu nieobserwowalnego?Co widzą obserwatorzy nie zależy od tego, na której nodze stoją, ale zależy od ich względnych prędkości. > Jeszcze raz podam jako przykład:> www.youtub(*)?v=C2VMO7pcWhg&feature=related> Obserwatorami są detektory.> Pomiar prędkości światła wykaże, że jeden z tych detektorów zanotuje iż do niego światło doleciało szybciej?Nie. W układzie wózka impulsy światła dotrą do detektorów jednocześnie, tak jak to jest pokazane do 0:40 sekundy filmu.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > > Po co pytać się o kolejnych obserwatorów, czy stoi na lewej nodze, czy na prawej w zależności od dotarcia promienia świetlnego do do punktu nieobserwowalnego?> Co widzą obserwatorzy nie zależy od tego, na której nodze stoją, ale zależy od ich względnych prędkości.> > Jeszcze raz podam jako przykład:> > www.youtub(*)?v=C2VMO7pcWhg&feature=related> > Obserwatorami są detektory.> > Pomiar prędkości światła wykaże, że jeden z tych detektorów zanotuje iż do niego światło doleciało szybciej?> Nie. W układzie wózka impulsy światła dotrą do detektorów jednocześnie, tak jak to jest pokazane do 0:40 sekundy filmu.Oczywiście a kilka sekund później jest napisane: "Photon moving at 180% light speed", "Photon moving at 20% light speed". I jest wszystko ok, tak ? Popatrz na 1:50 i powiedz mi o co tam chodzi. Może w ten sposób do czegoś uda się dojść.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
> Oczywiście a kilka sekund później jest napisane: "Photon moving at 180% light speed", "Photon moving at 20% light speed".No i tu jest przekłamanie. Jeżeli ktoś będzie na to patrzył z góry jak na filmie to będzie widział rzeczywiście różny czas z jakim sygnały osiągną detektor, bo różne drogi pokona sygnał Względem wózka detektory są jednak nieruchome, odległość miedzy nimi a wózkiem jest stała, a zatem czas dotarcia do sygnału będzie taki sam i ten sam czas zarejestrują detektory. > I jest wszystko ok, tak ?> Popatrz na 1:50 i powiedz mi o co tam chodzi. Może w ten sposób do czegoś uda się dojść.Tak będzie wyglądała sytuacja z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego. Mówię zewnętrznego, a nie "nieruchomego" bo z jego punktu widzenia to wózek i detektory się przemieszczają, ale równie dobrze kierowca wózka może powiedzieć, że on i detektory są nieruchome, a to obserwator im nad głowami przelatuje. Zaden z tych punktów widzenia nie jest uprzywilejowany. Każdy jest prawdziwy w odpowiednim układzie odniesienia. Zadałem zadanie panu dyr. Może i tobie przyda się mała gimnastyka umysłu żeby uzmysłowić sobie że nie ma "prawdy absolutnej" www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w237083> Pozdrawiam> Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.wiem  pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Fizyk (17637 punktów) | >> Oczywiście a kilka sekund później jest napisane: "Photon moving at 180% light speed", "Photon moving at 20% light speed".
> No i tu jest przekłamanie.
Tylko w pewnym sensie: to jest (błędny) punkt widzenia Twojego adwersarza - tak by musiało być gdyby miał rację. Przeczytaj napisy przed i po tym kawałku, 0:44 i 1:05.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | >>> Oczywiście a kilka sekund później jest napisane: "Photon moving at 180% light speed", "Photon moving at 20% light speed". >> No i tu jest przekłamanie. >Tylko w pewnym sensie: to jest (błędny) punkt widzenia Twojego adwersarza - tak by musiało być gdyby miał rację. Przeczytaj napisy przed i po tym kawałku, 0:44 i 1:05. >
Przyznaję, zasugerowałem się całą rozmową na forum i tym co zobaczyłem w bezpośrednio omawianym kawałku. Nie oglądałem wcześniej całości. Film wydaje mi się OK. Przekłamania są tylko w odczycie jego treści.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > >> www.youtub(*)?v=C2VMO7pcWhg&feature=related> Oczywiście a kilka sekund później jest napisane: "Photon moving at 180% light speed", "Photon moving at 20% light speed".> I jest wszystko ok, tak ?Tak. > Popatrz na 1:50 i powiedz mi o co tam chodzi.Aaa... Więc jednak dotarło do Ciebie, że nie rozumiesz co jest grane. Teraz polecam czytać podręczniki. Mam tu taki krótki na początek.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | > Mam tu taki krótki na początek.Dzięki  Na stronie racjolinki.pl jak najbardziej się przyda.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > Aaa... Więc jednak dotarło do Ciebie, że nie rozumiesz co jest grane. Teraz polecam czytać podręczniki. Mam tu taki krótki na początek.ech...  Przecież tam jest wyraźnie napisane, że przy dużych prędkościach zmianie ulegnie czas. Nie jest napisane, że będzie jakakolwiek różnica czasu pomiędzy przodem a tyłem obiektu poruszającego się 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > > Aaa... Więc jednak dotarło do Ciebie, że nie rozumiesz co jest grane. Teraz polecam czytać podręczniki. Mam tu taki krótki na początek.> Przecież tam jest wyraźnie napisane, że przy dużych prędkościach zmianie ulegnie czas. Nie jest napisane, że będzie jakakolwiek różnica czasu pomiędzy przodem a tyłem obiektu poruszającego się  Mylisz się. Jest to napisane na stronie 17., wzór 2.1. Radzę przeczytać ten podręcznik.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > >> Aaa... Więc jednak dotarło do Ciebie, że nie rozumiesz co jest grane. Teraz polecam czytać podręczniki. Mam tu taki krótki na początek.> > Przecież tam jest wyraźnie napisane, że przy dużych prędkościach zmianie ulegnie czas. Nie jest napisane, że będzie jakakolwiek różnica czasu pomiędzy przodem a tyłem obiektu poruszającego się  > Mylisz się. Jest to napisane na stronie 17., wzór 2.1. Radzę przeczytać ten podręcznik.No i wracamy znów do punktu wyjścia w którym obserwator znajdujący się na zewnątrz zauważy różnicę w czasie 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | placownik (17853 punktów) |
>Uznajmy, iż komunikują się ze sobą z prędkością nieskończoną (tak aby sobie mogli porównać wyniki).
U mnie jest 10.00. Komunikuję to wszystkim z nieskończoną prędkością i wracam tym samym do Newtona i jego koncepcji absolutnego czasu.
Takie założenie jest nie do przyjęcia.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >Uznajmy, iż komunikują się ze sobą z prędkością nieskończoną (tak aby sobie mogli porównać wyniki).> Takie założenie jest nie do przyjęcia.A splątanie to są jedynie bajki. Nawet na potrzeby wyjaśnienia nie można założyć coś co jest w danej chwili potrzebne, a prawdopodobnie istnieje 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>A splątanie to są jedynie bajki.
Bajką fantastyczno-naukową jest wykorzystanie stanów splątanych do przekazywania informacji.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >>A splątanie to są jedynie bajki. > Bajką fantastyczno-naukową jest wykorzystanie stanów splątanych do przekazywania informacji.
No przecież można to zrobić. Jednak dodatkowe informacje muszą (przynajmniej na razie) być przekazywane tylko z prędkością światła...
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | > A splątanie to są jedynie bajki.> Nawet na potrzeby wyjaśnienia nie można założyć coś co jest w danej chwili potrzebne, a prawdopodobnie istnieje  Nie wolno wrecz. Vide: arystotelesowska ekonomia myslenia, albo - jak kto woli - brzytwa Ockhama. Zwlaszcza na potrzeby wyjasnienia nie nalezy robic takiego... zaciemnienia  O czym my to...?
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | > >A splątanie to są jedynie bajki.> >Nawet na potrzeby wyjaśnienia nie można założyć coś co jest w danej chwili potrzebne, a prawdopodobnie istnieje  > Nie wolno wrecz. Vide: arystotelesowska ekonomia myslenia, albo - jak kto woli - brzytwa Ockhama.> Zwlaszcza na potrzeby wyjasnienia nie nalezy robic takiego... zaciemnienia  > O czym my to...?W takim razie nie można zakładać, że istnieje obiekt o masie większej niż 0, który mógłby poruszać się z prędkością powyżej np.: 20 000 km/s Nikt takiego obiektu nie zaobserwował. Reszta to tylko dywagacje.... ech...
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Takie założenie jest nie do przyjęcia.
A właśnie, że jest, sam żeś dowodem na to. Jeżeli ktoś chce, to znaczy, że może, a jak już może, to przyjmuje, co chce i to właśnie świadczy o tym, że może i chcieć i móc. Zaraz ci to wytłumaczę, załóżmy, że ja jestem teorią względności, a ty mnie nienawidzisz (prawda, że nienawidzisz) i nie możesz znieść, więc chcesz mnie znieść (nie w sensie znoszenia jak znosi się teściową, a znieść jak znosi się coś z powierzchni ziemi) i skoro chcesz, to, co ci tam teoria i jej regulamin, który czuwa nad teorią, czyli nade mną, ty znosisz zasady i znosisz mnie, a wiec możesz i to tylko, dlatego, że chciałeś, a nie, dlatego, że pozwalał ci na to obowiązujący formalizm. W ten sposób dając mi bana, doprowadziłeś do tego, że teraz każdy za twoim przykładem może, co chce i to właśnie przez ciebie każdy teraz może do woli likwidować sobie teorię względności, a nawet robić sobie z niej podśmichujki.
Aneta Dziwińska
|
|
| |  | | wcale (614 punktów) | Tutaj jest przykład. Trochę sie tych wątków narobiło, więc podaję link do tego miejsca: www.racjon(*)orum.php/s,233970/i,25#w238738
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
 | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
>>Jak przebiega właściwie absorpcja fotonu przez elektron? > Nie zrozumiałem pytania, ale może to będzie odpowiedź która Cię zadowoli. Jeśli powolny elektron połknie foton, to przejmie jego energię i stanie się szybkim elektronem.
Ewentualnie, jeżeli sytuacja będzie miała miejsce w atomie, elektron wskoczy na wyższy poziom energetyczny lub nawet opuści atom, jeżeli energia fotonu będzie większa od pracy wyjścia.
|
|
|  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >>>Jak przebiega właściwie absorpcja fotonu przez elektron? >> Nie zrozumiałem pytania, ale może to będzie odpowiedź która Cię zadowoli. Jeśli powolny elektron połknie foton, to przejmie jego energię i stanie się szybkim elektronem. >Ewentualnie, jeżeli sytuacja będzie miała miejsce w atomie, elektron wskoczy na wyższy poziom energetyczny lub nawet opuści atom, jeżeli energia fotonu będzie większa od pracy wyjścia.
No właśnie to jest pytanie: Co to znaczy połknie foton ??
Poza tym, to czy ten elektron, który sobie lata wokół jądra atomu może w końcu na nie spaść ? Czy to jest takie perpetuum mobile, które nie ma prawa istnieć?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
2 na 2 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | www.youtub(*)?v=C2VMO7pcWhg&feature=relatedŚlepy nawet zauważy że tam c <> const. Jedynie dzieciaków ogłupiacie tymi szmacianymi modelami, które sobie wymyślił 100 lat temu kompletny ignorant i amator - w teorii i w praktyce.
|
|
2 na 2 | smelig (435 punktów) | > Mam następujące 2 pytania:> Z tego co wiem, to prędkość światła jest stała niezależna od prędkości poruszania się obiektu> generującego światło.Jest to założenie Teorii Względności, które wzięło się z eksperymentu M&M i nie ma innego, które by to potwierdzało. Obie one matka STW i córka OTW stoją na jednej nodze w dodatku glinianej. Ta jedyna noga to interpretacja eksperymentu M&M. Podejrzewam, że pierwsza przewróci się z wielkim łoskotem STW pociągając tą drugą i to bez możliwości reanimacji. No więc co z tym eksperymentem? Faktem jest, że prędkość światła w dwóch prostopadłych kierunkach względem poruszającego się obiektu jest pomierzona jako jednakowa. Jest pomierzona, ale czy faktycznie taka jest? W każdym eksperymencie bierze udział tyle praw natury ile tylko może. Czy czasem o jakimś nie zapomnieliśmy interpretując to doświadczenie? Przypomina mi się w tym miejscu prawo Arystotelesa, że ciała ciężkie spadają szybciej niż ciała lekkie. Nie do wiary, ale to przeświadczenie przetrwało przez dwa tysiące lat i nikt nawet nie pomyślał, że może być inaczej aż do Galileusza. Faktycznie jak taki jeden z drugim wziął do jednej ręki kamień a do drugiej piórko to kamień zawsze spadał szybciej. Masz tu przykład jak nie należy ufać pomiarom. Taka jest stadna natura człowieka, że bezgranicznie wierzy w autorytety zamiast samemu pomyśleć. Aby wyjaśnić ewenement jednakowej prędkości światła w tym doświadczeniu należy wziąć pod uwagę dwie możliwości: 1. Przestrzeń zachowuje się niejednakowo 2. Czas zachowuje się niejednakowo Pierwszy przypadek rzeczywiście prowadzi nieuchronnie w kierunku TW. I tak przyjęto, że przestrzeń w kierunku ruchu skraca się. Drugi przypadek to typowy, czysto geometryczny i piękny czterowymiarowy UUO [Uniwersalny Układ Odniesienia] Skoro są przynajmniej dwie możliwości to dlaczego fizycy nie uwzględnili tej drugiej? Przecież czas może inaczej płynąć w kierunku ruchu niż w kierunkach ortogonalnych. Bardzo łatwo jest to sprawdzić a dlaczego tego nie zrobiono? Założenie o czasie w postaci wektora nie tylko tłumaczy eksperyment M&M asmel.pl/4D/MICHEL.htmale może przewrócić całą gałąź fizyki do góry nogami gdyż zakłada istnienie tego odsądzonego od czci i wiary ETERU. Może właśnie dlatego się boją. Okazało by się, że byli dotychczas ekspertami od Wielkiej Lipy. Przyjęcie UUO wbrew pozorom nie komplikuje lecz upraszcza wszystko. Sprawia, że najbardziej skomplikowanym wzorem przy wyznaczaniu czasu i energii jest wzór Pitagorasa. Na dobrą sprawę nie trzeba nawet nic obliczać a wystarczy narysować i wartości same wychodzą. W geometrii nie ma paradoksów bo od razu wszystko widać. Energia jest tak samo kompatybilna z przestrzenią jak czas. Herezje to są? Wielu tak uważa ale argumentów nie mają. > Więc powiedzmy, że jadę pociągiem z punktu A do punktu B z pewną prędkością. Dokładnie pośrodku> punktu A i B byłysnę światłem, to promienie światła (fotony) powinny dolecieć w tym samym czasie do> obydwu punktów.Tutaj się tego nie dowiesz. Będą Ci się jedynie przechwalać swoją znajomością Teorii, która jest dla nich religią i każda jej krytyka uważana jest za atak na nich samych. W ich mniemaniu znajomość TW stawia ich ponad innymi. Ci sa jedynie fanatykami a próbują się nazywać dumnie racjonalistami. Racjonalista to ten, który potrafi myśleć samodzielnie i krytycznie a nie ten, który się czegoś nauczył i bezmyślnie powtarza to dalej. Jeśli jakiś racjonalista pojawi się tu przypadkiem natychmiast stąd ucieka. Już od dawna obserwuję ten proces. Pozostają sami krzykacze i przyklaskiwacze. pozdrawiam
Fanatyk to ten kto nie umie zmienić zdania i nie chce zmienić tematu. [Winston Churchill]
|
|
 | 1 na 3 | wcale (614 punktów) | Samo to, że występuje efekt Dopplera zarówno w przypadku światła jak i dźwięku potwierdza istnienie jakiegoś "nośnika" Dodatkowo w przypadku kiedy następuje przesunięcie ku czerwieni. Światło czerwone porusza się wolniej. Czyli po prostu zwalnia? Ech... kiedy uczyłem się o tym, to nie poruszano takich problemów. Teraz kiedy sobie tak czytam te informacje okazuje się właśnie, iż powoli wszystko jest ledwo trzymającą się kupą teorii  Tłumaczenie zjawisk, dopasowując teorię a jak widać teoria jakoś nie za bardzo opisuje to co powinna. Czy cały ten wzór E=mc^2 za kilka lat będzie miał jakiekolwiek znaczenie? Zastanawiam się, czy czasem to nie dotyczy zamiany masy w energie (czyli także masy) wyłącznie do prędkości c^2. Równie dobrze mogło by być we wzorze c=200 km/h i okazało by się, że tej prędkości nie da się przekroczyć, bo obiekt musiał by mieć nieskończenie wielką masę. Zamiast c^2 mogło by być v^2 co by mogło mieć znaczenie jedynie dla obserwatora, który wystrzelił kulę z pistoletu. Dla niego właśnie ta energia była by taka. Również jeśli pod c podstawi się prędkość dźwięku, będzie to oznaczało, że cząsteczka powietrza nie może poruszać się szybciej niż dźwięk. No i w sumie to by się zgadzało. To jak przekroczenie prędkości dźwięku, następuje wygenerowanie głośnego dźwięku. Powinno być tak samo w przypadku przekroczenia prędkości światła przez jakieś ciało. To znaczy: powinien nastąpić błysk. Jeszcze przed rokiem 1900 Hertz przeprowadził doświadczenie w którym wykazał, że ultrafiolet ułatwia przeskok iskry elektrycznej. Także przeskok iskry elektrycznej powoduje emisję promieniowania elektromagnetycznego. Wykazano także, iż istnieje możliwość generowania fal elektromagnetycznych przez poruszające się elektrony (Roentgen). Co zrobił natomiast Planck? Obliczył to: E=hv. Dla mnie to jest potwierdzeniem istnienia eteru. Także dowodzi iż prędkość światła nie może być ograniczana wzorami dostosowanymi do tego aby to ograniczyć. Co tak na prawdę mierzymy w E=mc^2 ? E = 1kg * c^2 ? A co jeśli mierzyć będziemy na Jowiszu albo Księżycu ? A może gdzieś w przestrzeni kosmicznej? Ile ten kilogram na prawdę waży? Czy może jest to wartość jak by tą masę zamienić w fotony? Czy nie macie wrażenia, że z tego wzoru tylko E= jest prawdziwe? Ta dalsza część to nie jest dogmat, ale kierunek poszukiwań... Może zamiast się sprzeczać i udowadniać, to spróbujemy podważać ? Chyba to będzie bardziej kreatywne ?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
 | 2 na 2 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | > Faktem jest, że prędkość światła w dwóch prostopadłych kierunkach względem poruszającego się obiektu jest pomierzona jako jednakowa. Jest pomierzona, ale czy faktycznie taka jest?To przecież jest całkowicie normalna rzecz! Wahadło huśta się tak samo w pociągu jak i w domu - prędkości jednakowe niezależnie od kierunku. Podrzucasz piłkę - znowu nie ma znaczenie czy jedziesz, czy stoisz... Ze światłem jest tak samo - wszystko tak działa. Oczywiście są pewne różnice np.: w czasie jazdy masz ten ruch powietrza, albo coś tam się elektryzuje bardziej, bo jest przecież ziemskie pole magnetyczne, itp. > Aby wyjaśnić ewenement jednakowej prędkości światła w tym doświadczeniu należy wziąć pod uwagę dwie możliwości:> 1. Przestrzeń zachowuje się niejednakowo> 2. Czas zachowuje się niejednakowoDo wyjaśnienia pomiarów Michelsona nie potrzeba żadnych specjalnych teorii, ani transformacji. Światło miałoby zdmuchiwać, czy co... bo Ziemia zasuwa 30km/s?! Ruch względem tego gazu/plazmy wokół Słońca: wiat słoneczny, promieniowanie, itd. pewnie ma jakiś niewielki wpływ, ale to jest chyba dość oczywiste... > Pierwszy przypadek rzeczywiście prowadzi nieuchronnie w kierunku TW. I tak przyjęto, że przestrzeń w kierunku ruchu skraca się. Drugi przypadek to typowy, czysto geometryczny i piękny czterowymiarowy UUO [Uniwersalny Układ Odniesienia]> Skoro są przynajmniej dwie możliwości to dlaczego fizycy nie uwzględnili tej drugiej? Przecież czas może inaczej płynąć w kierunku ruchu niż w kierunkach ortogonalnych. Bardzo łatwo jest to sprawdzić a dlaczego tego nie zrobiono?> Założenie o czasie w postaci wektora nie tylko tłumaczy eksperyment M&M> asmel.pl/4D/MICHEL.htmTrąba słonia się ponoć skraca... przynajmniej z 3 cm na milion lat! Ale pewnie Einstein o tym nie wiedział, bo przecież podałby od razu wzór na kontrakcję tej trąby. > >Więc powiedzmy, że jadę pociągiem z punktu A do punktu B z pewną prędkością. Dokładnie pośrodku punktu A i B byłysnę światłem, to promienie światła (fotony) powinny dolecieć w tym samym czasie do obydwu punktów.> Tutaj się tego nie dowiesz.Pewnie że sygnał doleci w tym samym momencie. Jednoczesność w STW to niewypał - autor sam pewnie nie zdawał sobie sprawy, że takie głupoty z tego wyjdą.
|
|
 | | pavvel (8272 punktów) | > Pozostają sami krzykacze i przyklaskiwacze.
Do której grupy zaliczasz siebie?
|
|
 | 2 na 2 | atreYOU (971 punktów) |
> Tutaj się tego nie dowiesz. Będą Ci się jedynie przechwalać swoją znajomością Teorii, która jest dla nich religią i każda jej krytyka uważana jest za atak na nich samych. W ich mniemaniu znajomość TW stawia ich ponad innymi. Ci sa jedynie fanatykami a próbują się nazywać dumnie racjonalistami.> Racjonalista to ten, który potrafi myśleć samodzielnie i krytycznie a nie ten, który się czegoś nauczył i bezmyślnie powtarza to dalej. Jeśli jakiś racjonalista pojawi się tu przypadkiem natychmiast stąd ucieka. Już od dawna obserwuję ten proces. Pozostają sami krzykacze i przyklaskiwacze.Dodałbym jeszcze, że jak niefortunnie postanowi zabawić dłużej to zawsze znajdzie się ktoś, albo paru takich, co cię za wszelką cenę będą chcieli stąd usunąć. Krytyka portalu, krytyka racjonalizmu (w ich wykonaniu), krytyka ich samych nie mieści im się w ich systemie i natychmiast kogoś, kto się na to odważy, zowią fanatykiem. Zmawiają przeciw tobie innych, wręczają ci hurtowo minusy aby twoje saldo spadło do zera i abyś w ten sposób został usunięty z forum. Ja w swoim czasie uczestniczyłem żywo w w dyskusjach, otwierałem wątki odnośnie interpretacji nauki itd. Na próby ośmieszania mnie reagowałem równie impulsywnie i w końcu przestałem mieć skrupuły co do niektórych twardogłowych i sytuacja stała się już tak niemożliwa iż dałem sobie spokój (chociaż miałem, nieliczne wprawdzie, głosy zachęcające mnie do pozostania, i niekoniecznie głosy ze spodziewanej strony, ale to przeważnie na prywatną pocztę). Kilka dni temu założyłem inne konto pod pseud. dyr. Na tym wątku dyskutowałem nad interpretacją eksperymentu podanego przez Wcale. (konto dyr. zgłosiłem do usunięcia... sam bym je usunął, ale nie wiem jak i czy to jest możliwe) www.racjonalista.pl/forum.php/s,233970#w236725 Punkty A i B zmienią swój dystans odkąd sygnał świetlny zostanie nadany. A - - - - - X - - - - - B ------------------------> X - źródło światła [--->] kierunek obrotu Ziemi Sygnał świetlny zostaje wysłany z punktu X. Ważne jest to iż zanim sygnał dotrze do A dystans między A a X i B a X zmieni się w tym czasie. X nie porusza się wraz z Ziemią. Odległości się więc zmienią pomiędzy A - X i B - X. X to nie jest obiekt poruszający się wraz z Ziemią razem z punktami A i B. X to sygnał świetlny rozchodzący się z tą samą prędkością we wszystkich kierunkach. Zanim dotrze on do obydwu punktów jeden z nich będzie przybliżał się do sygnału świetlnego, a drugi oddalał od niego. Dla lepszego uprzytomnienia zwiększ prędkości i odległości. 300 000 000m 300 000 000m A - - - - - - - X - - - - - - - -B ----------------------------------> V=100 000 000m/s c= ok.300 000 000m/s punkty A i B to statki kosmiczne poruszające się z V=100 000 000m/s (mało realne, ale założyć można). Statki te znajdują się od siebie w odległości 600 000km. Pośrodku między nimi pędzi statek kosmiczny X z tą samą prędkością. O 11.59 i 59s ze statku X zostaje nadany sygnał świetlny. W pamięci można sobie obliczyć jaki dystans będzie musiał przebyć sygnał świetlny zanim dotrze do statku A, a jaki zanim dotrze do statku B. 200 000 000m 400 000 000m A - - - - - - - X - - - - - - - B Sygnał świetlny dotrze do A po t=0.666s, czyli jeszcze przed 12.00 a do B po t=1.333s, czyli już po 12.00. .......... Pierwotnie pomyliłem się w szczegółowych obliczeniach na co zwrócił uwagę jeden z uczestników. Właściwy wynik to: tA=3/4s, tB=3/2s. Nie zmienia to jednak faktu iż z jednoczesnością dotarcia sygnałów do A i B nie mamy do czynienia. Jak to się ma według ciebie do eksperymentu M&M. Ja już mam pewną teorię na ten temat.
|
|
|  | 2 na 2 | pavvel (8272 punktów) |
>Pierwotnie pomyliłem się w szczegółowych obliczeniach na co zwrócił uwagę jeden z uczestników.
Ty rozumiesz co znaczy "pomylić się w obliczeniach"? W twoich obliczeniach nie było błędu rachunkowego. Twój błędny wynik był skutkiem błędnego podejścia do obliczeń.
> Właściwy wynik to: tA=3/4s, tB=3/2s. Nie zmienia to jednak faktu iż z jednoczesnością dotarcia sygnałów do A i B nie mamy do czynienia.
Z punktu widzenia kogoś z zewnątrz oczywiście, że nie. Bo takiej sytuacji te obliczenia dotyczyły.
A teraz przez moment załóżmy, że masz rację. Przykład mniej kosmiczny rozpatrzmy. Taki przy którym wszystko będzie lepiej widać:
Z Warszawy startuje samolot do Londynu. Jednocześnie z Londynu startuje samolot do Warszawy. Załóżmy, że oba rozwijają prędkość 1200km/h. Według tego co ty uparcie powtarzasz Warszawa ucieka przed samolotem z Londynu więc leciał on będzie dłużej. Londyn przybliża się do samolotu z Warszawy więc podróż będzie krótsza. Pora na liczby. Obwód równoleżnikowy na tej szerokości geograficznej to około 20 000km daje nam to prędkość liniową w okolicach 800km/h A zatem: Samolot z Londynu goni Warszawę z prędkością (1200-800)km/h = 400km/h Samolot z Warszawy zbliża się do pędzącego ku niemu Londynowi z prędkością (1200+800)km/h= 2000km/h
Według Twoich założeń podróż do Z Warszawy do Londynu trwać powinna 5 razy dłużej niż podróż powrotna na tej samej trasie. No chyba, że zaraz mi wyjaśnisz, że Ziemia tak naprawdę jest nie ruchoma i tylko mam złudzenie że wiruje.
A teraz moja wersja: Obserwator umieszczony gdzieś w kosmosie i mający odpowiednie możliwości obserwacji będzie widział, że samoloty pokonały różną drogę.
Obserwator na Ziemi, będzie mógł spokojnie traktować Ziemię jako nieruchomą i mówić, że tylko samolot się porusza.
No i jak tam? Nadal będziesz twierdził że ruch jest bezwzględny i Warszawa ucieka przed samolotem a Londyn się do niego zbliża?
P.S. Nie musisz odpowiadać, wiem że żaden argument Cie nie przekona.
|
|
| |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | Wg. mnie przykład jest niedoskonały i zamiast skłonić dyr'a do zastanowienia, da mu następne powody do mnożenia wątpliwości. To co piszesz doskonale obrazuje względność ruchu, ale samoloty to jednak nie światło. Niemniej faktycznie, problem względności ruchu to chyba klucz do tego, aby dyr przejrzał na oczy. W jednym ze swoich postów, radośnie nabija się z pomysłu, jakoby to lotnisko przybliżało się do samolotu a nie odwrotnie. I nie zdaje sobie sprawy że tak właśnie jest! Że ruch lotniska w kierunku samolotu jest tak samo realny jak ruch samolotu w kierunku lotniska. Że jest to wyłącznie sprawa punktu widzenia. Ja bym tu podał taki przykład: Samolot startuje z lotniska na równiku o godzinie 12.00 i leci ze wschodu na zachód z taką prędkością, że Słońce jest cały czas dokładnie nad nim, czyli z prędkością równą prędkości obrotowej Ziemi. Czy się porusza? Dyr powie że oczywiście, przecież leci ze wschodu na zachód z dość znaczną prędkością. Ale spójrzmy na samolot z perspektywy Słońca. Samolot wcale się nie porusza. Stoi zawieszony między Ziemią a Słońcem a Ziemia obraca się pod nim.
|
|
| | |  | 1 na 3 | wcale (614 punktów) | A paliwa do samolotu nalewa się po ro aby Ziemia się obracała?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
>Niemniej faktycznie, problem względności ruchu to chyba klucz do tego, aby dyr przejrzał na oczy.
To jak na razie jedyny problem. Efektów relatywistycznych jak na razie nie uwzględnialiśmy.
>W jednym ze swoich postów, radośnie nabija się z pomysłu, jakoby to lotnisko przybliżało się do samolotu a nie odwrotnie. I nie zdaje sobie sprawy że tak właśnie jest! Że ruch lotniska w kierunku samolotu jest tak samo realny jak ruch samolotu w kierunku lotniska. Że jest to wyłącznie sprawa punktu widzenia.
On mówi, że rakiety na pewno lecą. Mówi, że samolot na pewno leci. Tak jest i nie może być inaczej. No to ja mu mówię, że Ziemia się kręci. Tak jest i według niego nie może być inaczej. Skoro jego zdaniem ruch jest bezwzględny, to samolot w jedną stronę goni uciekające lotnisko, a w drugą lotnisko wychodzi mu na przeciw. To prosta analogia do pociągu w którym przód uciekał przed źródłem światła, a tył pociągu się do niego zbliżał.
>Ja bym tu podał taki przykład: >Samolot startuje z lotniska na równiku o godzinie 12.00 i leci ze wschodu na zachód z taką prędkością, że Słońce jest cały czas dokładnie nad nim, czyli z prędkością równą prędkości obrotowej Ziemi. Czy się porusza? Dyr powie że oczywiście, przecież leci ze wschodu na zachód z dość znaczną prędkością. Ale spójrzmy na samolot z perspektywy Słońca. Samolot wcale się nie porusza. Stoi zawieszony między Ziemią a Słońcem a Ziemia obraca się pod nim.
Ty obrazujesz względność ruchu i jak to poprawnie interpretować. Ja chciałem tylko pokazać do jakich wniosków może doprowadzić przyjęcie jego założeń. Wnioski są absurdalne, bo z absurdalnych przesłanek wyciągane. A przesłanki nie są moje.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | Ale zauważ, jak coś mu świta. Pisze poniżej: >Chodzi tutaj o przemilczane, ale uzasadnione pytanie - względem czego ta prędkość została określona. ...Myślę iż dlatego tak uparcie domagasz się wprowadzenia jakiegoś obserwatora zewnętrznego Słusznie, ale nie odważa się już odpowiedzieć na to pytanie. Zamiast tego zaczyna dywagować względem czego mierzymy c. Ciężko mu odpowiedzieć na pytanie jak mierzymy prędkość układu A-X-B bo stąd już krok do przyznania, że tylko ten niejasny dla niego "obserwator zewnętrzny" ma prawo stwierdzić że A-X-B się porusza z taką prędkością. Gdyby to pojął, pojąłby również że cokolwiek i ktokolwiek znajduje się w układzie A-X-B, powinno/powinien twierdzić, że stoi. I wszyscy są równoprawni. A prędkość światła zachowuje się tak dziwnie właśnie dlatego, żeby żaden układ nie mógł stwierdzić że jest w ruchu. To w sumie niesamowite, jak człowiek twierdzący że nie ma eteru, uporczywie przedstawia argumentację w której istnienie eteru jest koniecznością!
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | > Ale zauważ, jak coś mu świta. Pisze poniżej:> >Chodzi tutaj o przemilczane, ale uzasadnione pytanie - względem czego ta prędkość została określona. ...Myślę iż dlatego tak uparcie domagasz się wprowadzenia jakiegoś obserwatora zewnętrznegoTakich zdań jest więcej. W poście niżej mówi nawet to samo co my: atre:Sęk w tym iż aby dokonać jakichkolwiek obliczeń dla A nie możemy i nie powinniśmy w żadnym wypadku brać niczego więcej pod uwagę jak tylko obserwatora A i źródło sygnału, ich położenie względem siebie (pogrubienie moje) Może zauważy też wreszcie, że położenie źródła sygnału i obserwatora w przykładzie z rakietami A-X-B nie zmienia się. Jest już na dobrej drodze...
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | atreYOU (971 punktów) | > >Ale zauważ, jak coś mu świta. Pisze poniżej:> >>Chodzi tutaj o przemilczane, ale uzasadnione pytanie - względem czego ta prędkość została określona. ...Myślę iż dlatego tak uparcie domagasz się wprowadzenia jakiegoś obserwatora zewnętrznego> Takich zdań jest więcej.> W poście niżej mówi nawet to samo co my:> atre:Sęk w tym iż aby dokonać jakichkolwiek obliczeń dla A nie możemy i nie powinniśmy w żadnym wypadku brać niczego więcej pod uwagę jak tylko obserwatora A i źródło sygnału, ich położenie względem siebie > (pogrubienie moje)> Może zauważy też wreszcie, że położenie źródła sygnału i obserwatora w przykładzie z rakietami A-X-B nie zmienia się. Jest już na dobrej drodze...> Ciężko mu odpowiedzieć na pytanie jak mierzymy prędkość układu A-X-B bo stąd już krok do przyznania, że tylko ten niejasny dla niego "obserwator zewnętrzny" ma prawo stwierdzić że A-X-B się porusza z taką prędkością. Gdyby to pojął, pojąłby również że cokolwiek i ktokolwiek znajduje się w układzie A-X-B, powinno/powinien twierdzić, że stoi...... Za bardzo się przejmujecie (skoro "wy" na "my" to i ja) tym co widzi detektor. Sęk w tym iż detektor nie widzi i nawet się nie domyśla czy jest w ruchu, czy nie. Mnie nie jest ciężko odpowiedzieć na powyższe pytanie. Zadałem jednak pytanie względem czego mierzymy prędkość światła i zadałem też pytanie czy takie pytanie jest w ogóle poprawne. Gdybyście sobie odpowiedzieli na to pytanie, tym samym poznalibyście odpowiedź na pytanie względem czego mierzymy prędkość układu A-X-B. Tu chodzi o samą wartość zwaną prędkością, czy też po prostu ruchem. Człowiek stojący na Ziemi ma wszelkie powody do tego aby stwierdzić iż ta absolutnie się nie porusza, a już tym bardziej nie z taką prędkością. Ja jednak nie będę wam udowadniał tego, co już Kopernik udowodnił. Powiem tylko tyle iż do udowodnienia tego iż układ A-X-B się jednak porusza zbyt wiele nie potrzeba: gdyby sterujący tymi statkami kosmonauci mieli co do tego wątpliwości z braku jakichkolwiek punktów odniesienia i zewnętrznych obserwatorów, którzy by im to oznajmili (nie trudno taką sytuację sobie wyobrazić) to wystarczy aby przeprowadzili ten eksperyment o którym mówimy i porównując czasy dotarcia sygnału do A i B obliczyli sobie prędkość z jaką się poruszają. Wówczas tym punktem odniesienia dla nich będzie sygnał świetlny. Do tego abyście panowie wreszcie pojęli istotę ruchu i prędkości we wszechświecie mam kolejne pytanko: obliczono na podstawie obserwacji WMAP iż wszechświat rozszerza się z prędkością 71km/sMpc. Ze względu na co obliczyli tę prędkość? Obserwatora zewnętrznego?  ...Czy też może na podstawie badań pewnych oddziaływań - wewnątrz niego samego. Odpowiecie sobie na to pytanko, a zapewniam iż - coraz bardziej mnie do tego przekonujecie - to będzie ważna chwila w waszym życiu. pozdrawia... My
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | Liczby mnogiej używałem, bo nie tylko ciebie miałem na myśli. Naprawdę nie zauważyłeś, że w tym wątku zbliżone do ciebie poglądy prezentuje wcale?
Widzę, że lubisz dostarczać mi argumentów. Najpierw przykład z samolotem mi podpowiedziałeś, a teraz o rozszerzaniu wszechświata mówisz.
Do określenia prędkości rozszerzania nie potrzeba badać żadnych oddziaływań. Wystarczy zbadać szybkość ucieczki galaktyk. Tak, słusznie zauważyłeś, że prędkość tę mierzymy lokalnie. No i teraz powiedz mi co z tego wynika? To wszystkie galaktyki uciekają od nas czy może nasza galaktyka ucieka od innych?
Czy to będzie kolejne pytanie, które zostawisz bez odpowiedzi?
Bo jak na razie nie odpowiedziałeś dlaczego Twoim zdaniem za pomocą TW nie można obliczać ruchu samolotu. Nie odpowiedziałeś, bo zapewne zdajesz już sobie sprawę, że można. Wystarczy poprawnie podejść do tematu.
Nie odpowiedziałeś też na pytanie o to która z dwóch rakiet oddalających się od siebie leci "naprawdę" i jak zamierzasz to rozpoznać.
Te pędzące galaktyki to podobny przykład do rakiet. Domyślam się zatem, że znowu będziesz lawirował zamiast udzielić odpowiedzi.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
> Do tego abyście panowie wreszcie pojęli istotę ruchu i prędkości we wszechświecie mam kolejne pytanko: obliczono na podstawie obserwacji WMAP iż wszechświat rozszerza się z prędkością 71km/sMpc. Ze względu na co obliczyli tę prędkość? Obserwatora zewnętrznego? ...Czy też może na podstawie badań pewnych oddziaływań - wewnątrz niego samego. To będzie stara i oklepana analogia, najwyraźniej jeszcze Ci nie znana. Wyobraź sobie dwuwymiarowy świat tworzony przez powierzchnię różowego balonu w czerwone kropki. Do balonu stale tłoczone jest powietrze na skutek czego balon nieustannie się nadyma, a jego powierzchnia się rozszerza. W efekcie odległości pomiędzy dowolną parą czerwonych kropek, mierzone po powierzchni balonu, rosną ze stałą prędkością. Względem czego mierzona jest ta prędkość? Jeśli to Cię nie przekonuje zauważ, że mówiąc o rozszerzaniu Wszechświata, nie mówisz nic o jego ruchu względem czegoś (czego ? Bóg raczy wiedzieć) pozostającego w bezruchu poza Wszechświatem. Dopiero gdybyś wspomniał o takim ruchu (ruchu całego Wszechświata) podana przez Ciebie analogia warta byłaby rozpatrzenia. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | atreYOU (971 punktów) | Kolorowe jarmarki. |
> Wyobraź sobie dwuwymiarowy świat tworzony przez powierzchnię różowego balonu w czerwone kropki. Do balonu stale tłoczone jest powietrze na skutek czego balon nieustannie się nadyma, a jego powierzchnia się rozszerza. W efekcie odległości pomiędzy dowolną parą czerwonych kropek, mierzone po powierzchni balonu, rosną ze stałą prędkością. Względem czego mierzona jest ta prędkość?
Otóż to. Względem zielonych kropek. Obserwatora zewnętrznego tu nie widzę, którego tu niektórzy wciąż się domagają dla układu zielonych kropek A-X-B. Kropki te względem siebie są niejako w bezruchu, nie oddalają się od siebie itd. Czy to znaczy iż są w bezruchu i potrzebna jest jeszcze jakaś inna kropka w bezruchu względem nich aby ten ruch stwierdzić? .....A jak w takim razie mielibyśmy stwierdzić czy ta inna kropka w bezruchu - jest tak naprawdę w bezruchu? Względem czego? Jeszcze innej kropki? Itd. ad infinitum? Nadal nie widzisz tego błędu?
>Jeśli to Cię nie przekonuje zauważ, że mówiąc o rozszerzaniu Wszechświata, nie mówisz nic o jego ruchu względem czegoś (czego ? Bóg raczy wiedzieć) pozostającego w bezruchu poza Wszechświatem. Dopiero gdybyś wspomniał o takim ruchu (ruchu całego Wszechświata) podana przez Ciebie analogia warta byłaby rozpatrzenia.
To iż kropki oddalają się od siebie nie świadczy jeszcze o tym iż balon się rozszerza. Tu już nie mówimy o balonie, ale o wszechświecie. Na balon możesz spojrzeć jako ten zewnętrzny obserwator. Na wszechświat już nie. Skąd pewność iż mamy do czynienia z rozszerzaniem się wszechświata tylko na podstawie tego iż te kropki się od siebie oddalają? Nie widzisz go tak, jak ten balon. Z zewnątrz.
Patrząc od wewnątrz obserwujemy oddalanie się kropek, które wcale nie musi powodować rozszerzania się wszechświata i to wcale nie musi o tym świadczyć. Jest nawet więcej argumentów za tym iż to nawet nie może świadczyć o rozszerzaniu się wszechświata, gdyż wówczas musielibyśmy założyć kreację rzeczywistości wszechświata ex nihilo. Tego jednak ci sami naukowcy nie zakładają.
...Mógłbyś powiedzieć iż wszechświat się rozszerza ponieważ rośnie odległość pomiędzy tymi kropkami i wcale nie musi niczego przybywać ex nihilo.
Sęk w tym iż żadna odległość w rzeczywistości pomiędzy tymi kropkami nie rośnie. Nie bądźmy dziećmi! Tu nie mówimy o kropkach na balonie, ale o strukturze wszechświata. Nie możemy tu stosować pojęć POMIĘDZY KROPKAMI, tak jakby pomiędzy nimi nie było nic, a te kropki oddalały się od siebie w jakiejś pustce. A skoro między nimi nie może być pustki - to co od czego się oddala? Nie ulegajmy iluzji.
Inny argument dla: skoro nie mówimy o kreacji rzeczywistości wszechświata ex nihilo to nie możemy też mówić o jakimś rozszerzaniu się wszechświata. Pomiędzy kropkami nie ma pustki w której się od siebie oddalają, bo zawsze coś jest między nimi. A skoro nie mówimy o kreacji ex nihilo, to znaczy iż tego czegoś "między nimi" NIE PRZYBYWA. A skoro nie przybywa, to co się rozszerza? Baloniki, koguciki na patyku? Jak śpiewała Rodowicz?
Albo nauka, albo jarmark.
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | wcale (614 punktów) | Odp: Kolorowe jarmarki. | >Patrząc od wewnątrz obserwujemy oddalanie się kropek, które wcale nie musi powodować rozszerzania się wszechświata
O! Właśnie! Tu jest dobre porównanie...
>A skoro między nimi nie może być pustki - to co od czego się oddala? Podobno ciemna energia i ciemna materia ma zdolności odpychające.
Zastanawia mnie fakt, że wszechświat rozszerza się z prędkością większą niż prędkość światła a podobno prędkości światła nie da się przekroczyć?
>A skoro nie przybywa, to co się rozszerza? Pewnie siłą rozpędu podczas BB. chociaż, czy BB w ogóle miało miejsce? Materia ściśnięta do granic nieskończoności? To trochę przypomina czarną dziurę. dlaczego te czarne dziury nie eksplodują? Z tego co zaobserwowano, to się zmniejszają.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | Pisałem to już w odpowiedzi dla wcale. Może nie widziałeś, więc napiszę specjalnie dla ciebie:
www.if.pw.edu.pl/~pluta/pl/dyd/plg/w-fiz/
Tu masz wykłady z fizyki jakie znalazłem w necie. Wybierz rozdział 10. Potem wstęp.
A potem ślij listy do senatu uczelni, a nawet i do ministerstwa - niech coś z tym zrobią. Bo jakże to tak, żeby jakaś uczelnia ośmielała się wykładać inaczej niż ty to sobie wyobrażasz.
Jak osiągniesz jakieś efekty daj znać na forum...
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >Jak osiągniesz jakieś efekty daj znać na forum... Coś dyr/atre zamilkł na dobre w temacie STW i zamiast skrytykować Feynmanna oraz ignorantów z UW za niewłaściwe rozumienie fizyki, oddał się dyskusji w pobocznym wątku. Tak w ogóle, to jestem ciekaw kto go obdarza plusami? Czyżby atre plusował dyr-a i nawzajem?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
>Tak w ogóle, to jestem ciekaw kto go obdarza plusami? Czyżby atre plusował dyr-a i nawzajem?
Atre jako dyr nie punktował. Tylko, że to nie jedyne jego konta. Nie wiem dlaczego admini przymykają na to oko. Karą ze używanie dwóch kont było zamknięcie jednego. Przy tak dotkliwych karach widzisz problem w otwieraniu kolejnych?
P.S. Te wykłady to ze stronki warszawskiej polibudy.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | Odp: Antypozyton = elektron? | Nie możecie chociaż jednej animacji znaleźć, która by obrazowała to co mówicie?
Ja znalazłem w ciągu 15 min 2. Chyba to nie będzie aż takie trudne, skoro macie rację ?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | atreYOU (971 punktów) | > Ciężko mu odpowiedzieć na pytanie jak mierzymy prędkość układu A-X-B bo stąd już krok do przyznania, że tylko ten niejasny dla niego "obserwator zewnętrzny" ma prawo stwierdzić że A-X-B się porusza z taką prędkością. Gdyby to pojął, pojąłby również że cokolwiek i ktokolwiek znajduje się w układzie A-X-B, powinno/powinien twierdzić, że stoi.Za bardzo się przejmujecie (skoro "wy" na "my" to i ja) tym co widzi detektor. Sęk w tym iż detektor nie widzi i nawet się nie domyśla czy jest w ruchu, czy nie. Mnie nie jest ciężko odpowiedzieć na powyższe pytanie. Zadałem jednak pytanie względem czego mierzymy prędkość światła i zadałem też pytanie czy takie pytanie jest w ogóle poprawne. Gdybyście sobie odpowiedzieli na to pytanie, tym samym poznalibyście odpowiedź na pytanie względem czego mierzymy prędkość układu A-X-B. Tu chodzi o samą wartość zwaną prędkością, czy też po prostu ruchem. Człowiek stojący na Ziemi ma wszelkie powody do tego aby stwierdzić iż ta absolutnie się nie porusza, a już tym bardziej nie z taką prędkością. Ja jednak nie będę wam udowadniał tego, co już Kopernik udowodnił. Powiem tylko tyle iż do udowodnienia tego iż układ A-X-B się jednak porusza zbyt wiele nie potrzeba: gdyby sterujący tymi statkami kosmonauci mieli co do tego wątpliwości z braku jakichkolwiek punktów odniesienia i zewnętrznych obserwatorów, którzy by im to oznajmili (nie trudno taką sytuację sobie wyobrazić) to wystarczy aby przeprowadzili ten eksperyment o którym mówimy i porównując czasy dotarcia sygnału do A i B obliczyli sobie prędkość z jaką się poruszają. Wówczas tym punktem odniesienia dla nich będzie sygnał świetlny. Do tego abyście panowie wreszcie pojęli istotę ruchu i prędkości we wszechświecie mam kolejne pytanko: obliczono na podstawie obserwacji WMAP iż wszechświat rozszerza się z prędkością 71km/sMpc. Ze względu na co obliczyli tę prędkość? Obserwatora zewnętrznego?  ...Czy też może na podstawie badań pewnych oddziaływań - wewnątrz niego samego. Odpowiecie sobie na to pytanko, a zapewniam iż - coraz bardziej mnie do tego przekonujecie - to będzie ważna chwila w waszym życiu. pozdrawia... My
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >Powiem tylko tyle iż do udowodnienia tego iż układ A-X-B się jednak porusza zbyt wiele nie potrzeba: gdyby sterujący tymi statkami kosmonauci mieli co do tego wątpliwości z braku jakichkolwiek punktów odniesienia i zewnętrznych obserwatorów, którzy by im to oznajmili (nie trudno taką sytuację sobie wyobrazić) to wystarczy aby przeprowadzili ten eksperyment o którym mówimy i porównując czasy dotarcia sygnału do A i B obliczyli sobie prędkość z jaką się poruszają. Wówczas tym punktem odniesienia dla nich będzie sygnał świetlny.
Czyli ich punktem odniesienia będzie... eter. Medium wobec którego światło ma stałą prędkość. Ale eteru wg STW nie ma. To ty go wprowadzasz, nie zdając sobie z tego sprawy, co powtarzamy do znudzenia. Teraz weź sobie Feynmanna Wykłady z Fizyki T.I rozdz 16.1 i przeczytaj pierwsze dwa akapity. Tam masz jak wół podaną zasadę względności Einsteina-Poincarego która mówi ni mniej ni więcej, tylko że jednostajnej prędkości układu nie można wykryć z wnętrza tego układu w żaden sposób. Nie ma czegoś takiego jak bezwzględny ruch jednostajny i bezwzględna prędkość jednostajna. Nie ma.. I w/w tomie Feynmana znalazłem dziś rano przynajmniej cztery jasne tego stwierdzenia. Nie musiałem sprawdzać faktu, tylko myślałem że skoro uważasz iż ruch własny da się wykryć i powołujesz się na Feynmanna, to może wielki fizyk niewystarczająco jasno się wyrażał. Ale nie. Mówi to (znaczy zaprzecza twojmu poglądowi), podkreśla i nawet poświęca cały podrozdział na omówienie doświadczenia M-M.
|
|
| | |  | | wcale (614 punktów) | Możesz mi powiedzieć za co te minusy ? Chyba to nie jest dla Ciebie straszne aby w powiedzieć o co Ci chodzi.
Za to, że mam inne zdanie niż Twoje?
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >Możesz mi powiedzieć za co te minusy ? >Chyba to nie jest dla Ciebie straszne aby w powiedzieć o co Ci chodzi. >Za to, że mam inne zdanie niż Twoje? Nie. Za absurdalną i niemerytoryczną uwagę w stylu przedszkolaka. Za którą dostałeś od kogoś nienależnego plusa. Więc zminusoweałem dla równowagi. >A paliwa do samolotu nalewa się po to aby Ziemia się obracała?
|
|
| | | |  | 2 na 2 | pavvel (8272 punktów) | www.if.pw.edu.pl/~pluta/pl/dyd/plg/w-fiz/Tu masz wykłady z fizyki jakie znalazłem w necie. Wybierz rozdział 10. Potem wstęp. A potem namawiaj atre na interwencję. Piszcie do senatu uczelni. Może do ministerstwa? No bo jak tak może być, że jakaś uczelnia ośmiela się wykładać inaczej niż wy byście chcieli.
|
|
| |  | 1 na 3 | atreYOU (971 punktów) |
>P.S. Nie musisz odpowiadać, wiem że żaden argument Cie nie przekona.
Dlaczego? Bardzo chętnie odpowiem. Gdy mam do czynienia z uczciwą odpowiedzią, odpowiadam na nią uczciwie... bo tylko wtedy warto i tylko to sprawia mi przyjemność(uczciwa to taka, która nie sprowadza się do ogólników, ale opiera się na analizach, ścisłym rozumowaniu bez zbędnych dygresji zmuszających do odbiegania od tematu, bądź jałowego ripostowania itd.)
>Ty rozumiesz co znaczy "pomylić się w obliczeniach"? >W twoich obliczeniach nie było błędu rachunkowego. Twój błędny wynik był skutkiem błędnego podejścia do obliczeń.
No cóż, zobaczymy.
> Właściwy wynik to: tA=3/4s, tB=3/2s. Nie zmienia to jednak faktu iż z jednoczesnością dotarcia sygnałów do A i B nie mamy do czynienia.
Z punktu widzenia kogoś z zewnątrz oczywiście, że nie. Bo takiej sytuacji te obliczenia dotyczyły.
...... Ale kto to jest? A dokładniej - gdzie on jest? Określ jego pozycję w tym układzie: np. położenie względem źródła sygnału.
Gdy obliczyliśmy iż 1A=3/4s to znaczy iż obliczeń dokonaliśmy dla obserwatora (detektora) A - tak jakbyśmy nim byli (pojęcie świadomych obserwatorów jest tu tylko wprowadzane dla ułatwienia). W tym układzie nie musiałby być już obecny np. obs. B. Nie szkodzi jednak go wprowadzić. Mamy więc układ A-X-B. A to obserwator siedzący w kabinie tego statku kosmicznego i obserwujący odczyty detektora (wcale nie musi tego robić, przynajmniej nie jest to konieczne dla prawidłowości odczytu detektora). To samo odnośnie B. X wysyła sygnał. Tutaj przerwijmy dla wyjaśnienia paru rzeczy.
Twierdzisz iż z punktu widzenia kogoś z zewnątrz sygnały dotrą do A i B w takich czasach jak to zostało obliczone. ...Nie wiem już co powiedzieć, ale to naprawdę nie jest poprawne założenie. Dlaczego? Ponieważ gdybyśmy tu wprowadzili jeszcze kogoś z zewnątrz to wówczas musielibyśmy dokonać obliczeń względem tego niejako zewnętrznego obserwatora. Sęk w tym iż aby dokonać jakichkolwiek obliczeń dla A nie możemy i nie powinniśmy w żadnym wypadku brać niczego więcej pod uwagę jak tylko obserwatora A i źródło sygnału, ich położenie względem siebie itd. Ten zewnętrzny obserwator przecież nie będzie obliczał w jakim czasie sygnał dotarł do A ...ze względu na siebie... ale ze względu na A.
Drugą sprawą jest prędkość A-X-B. Została ona określona jako 10^8m/s. W tym , jak sądzę, jest problem i to tak bardzo miesza w tej dyskusji. Chodzi tutaj o przemilczane, ale uzasadnione pytanie - względem czego ta prędkość została określona. ...Myślę iż dlatego tak uparcie domagasz się wprowadzenia jakiegoś obserwatora zewnętrznego. Poszukiwanie tutaj obserwatora jest jednak błędne - obserwatorzy są tylko dla celów dydaktycznych. Chodzi tu więc o jakąś wielkość, czy też parametr względem którego określalibyśmy tę prędkość. Powinniśmy więc zastanowić się nad samą ideą układu odniesienia.
I teraz... Co jeśli zapytamy o to samo odnośnie c=3*10^8m/s? Względem czego ta prędkość miałaby być określona? ...Nieruchomego eteru?
Odpowiedź ta została wykluczona. Zastąpiono ją stwierdzeniem: c=3*10^8m/s jest niezależna od prędkości poruszającego się źródła. Odnośnie naszego przykładu: kiedy X poruszające się z v=10^8m/s nada sygnał i to samo np. zrobi Y poruszające się w przeciwnym kierunku z v=10m/s to wówczas prędkości sygnału świetlnego z X i Y... będą jednakowe. I w tym rzecz, w niczym innym. Pojęcie układów odniesienia zostało wprowadzone z tych względów iż właśnie dlatego iż prędkość c nie zależy od prędkości źródła. Sygnał w naszym przykładzie do A i do B dotrze w różnych czasach. Poszukiwanie jakiegoś obserwatora zewnętrznego w tym przypadku jest już pomyłką i nonsensem.
>Przykład mniej kosmiczny rozpatrzmy. >Taki przy którym wszystko będzie lepiej widać:
>Z Warszawy startuje samolot do Londynu. Jednocześnie z Londynu startuje samolot do Warszawy. Załóżmy, że oba rozwijają prędkość 1200km/h. >Według tego co ty uparcie powtarzasz Warszawa ucieka przed samolotem z Londynu więc leciał on będzie dłużej. Londyn przybliża się do samolotu z Warszawy więc podróż będzie krótsza. >Pora na liczby. >Obwód równoleżnikowy na tej szerokości geograficznej to około 20 000km daje nam to prędkość liniową w okolicach 800km/h >A zatem: >Samolot z Londynu goni Warszawę z prędkością (1200-800)km/h = 400km/h >Samolot z Warszawy zbliża się do pędzącego ku niemu Londynowi z prędkością (1200+800)km/h= 2000km/h
>Według Twoich założeń podróż do Z Warszawy do Londynu trwać powinna 5 razy dłużej niż podróż powrotna na tej samej trasie. No chyba, że zaraz mi wyjaśnisz, że Ziemia tak naprawdę jest nie ruchoma i tylko mam złudzenie że wiruje.
Ten przykład w żaden sposób nie może służyć jako przykład równoznaczny dla tego, o którym dyskutujemy. Tutaj bierzemy pod uwagę inne siły. Jabłko wystrzelone pod kątem 90 spadnie na Ziemię w miejscu z którego zostało wystrzelone. Gdyby fakt iż Ziemia się obraca miał mieć wpływ na jabłko taki jak to sugerujesz na przykładzie samolotów na trasie W-wa/Londyn, to wówczas jabłko wystrzelone pod kątem 90 uciekłoby od nas zakrzywionym torem ruchu równoległego do Ziemi z prędkością z jaką się Ziemia obraca wokół własnej osi, nie mówiąc już o tym iż na jabłko powinny też wówczas oddziaływać inne siły (dlaczego by wówczas nie?), np. te odpowiadające za obieg Ziemi wokół Słońca, następnie Słońca wokół centrum naszej galaktyki itd. Sęk w tym iż samolot lecący z W-wy do Londynu porusza się również z prędkością i w tym samym kierunku z jaką obraca się Ziemia wokół własnej osi i wokół Słońca. Na prędkość sygnału świetlnego jednak nie ma już wpływu to z jaką prędkością obraca się Ziemia. Nie porównuj więc czegoś, czego do siebie porównywać nie można.
pozdrawiam
|
|
| | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | > Gdyby fakt iż Ziemia się obraca miał mieć wpływ na jabłko taki jak to sugerujesz (...) > Nie porównuj więc czegoś, czego do siebie porównywać nie można. >
Nie ja sugeruję. Ja od początku mówię ze to bzdura. Ja jedynie oparłem się na twoich założeniach. Że wnioski z nich śmieszne wychodzą? Wina założeń, nie moja. Niby dlaczego nie można porównywać? Bo w przypadku który podałem wyraźnie widać, że jest inaczej niż to sobie założyłeś? A może nie można bo Ziemia jest nieruchoma?
Do obu przypadków (samolot i rakiety) można zastosować ten sam sposób obliczeń i równania relatywistyczne. Twój schemat nie daje poprawnych wyników. Należałoby zatem go odrzucić.
Żeby ci bardzie unaocznić, że można porównywać zmienię mój przykład tak, żeby analogia była jeszcze prostsza.
Mamy trzy punkty na równiku: A, B, i położony dokładnie między nimi X. Dwa samoloty o identycznej konstrukcji i parametrach silnika ( a zatem prędkości maksymalnej) startują jednocześnie z X. Jeden leci do A, drugi do B z maksymalna prędkością.
Nie przypomina Ci to Twoich rakiet? Wszystkie 3 punkty poruszają się wraz z obrotem Ziemi Wszystkie trzy rakiety poruszają się (?) względem czegoś tam, co sobie wymyśliłeś. Mówisz, że odrzucasz eter, a cały czas go tylnymi drzwiami wprowadzasz.
Twoje założenie mówi, że sygnał/samolot startujący z X pokonuje jedną trasę w krótszym czasie, a drugą w dłuższym, bo punt A ucieka od źródła sygnału/lotniska, a punkt B się do niego zbliża.
Jedyna różnica jest taka, że w przypadku rakiet należy uwzględnić efekty relatywistyczne. W przypadku samolotu też można. Jednak równania relatywistyczne dla takich prędkości dadzą praktycznie klasyczny wynik.
I jeszcze jeden przykład Ci dam do przemyślenia. Dwie rakiety w pustce kosmicznej. Odległość między nimi rośnie. Która z nich leci, a która jest nieruchoma? Jak to stwierdzić?
|
|
| | | |  | 1 na 3 | atreYOU (971 punktów) | >Nie ja sugeruję. Ja od początku mówię ze to bzdura. Ja jedynie oparłem się na twoich założeniach. Że wnioski z nich śmieszne wychodzą? Wina założeń, nie moja.
Wychodzą z nich śmieszne wnioski dla tych samolotów na linii W-wa/Londyn... bo to przykład do którego rozumowania dla oddziaływań dla jakich powstała mechanika Einsteina nie można stosować. Jak się to robi to wychodzą absurdy. Nie jest to więc wina założeń, ale zastosowania ich dla oddziaływań dla których nie mogą być stosowane.
>Nie przypomina Ci to Twoich rakiet? >Wszystkie 3 punkty poruszają się wraz z obrotem Ziemi >Wszystkie trzy rakiety poruszają się (?) względem czegoś tam, co sobie wymyśliłeś. >Mówisz, że odrzucasz eter, a cały czas go tylnymi drzwiami wprowadzasz.
Jeżeli tymi punktami są A-X-B, a sygnał zostaje nadany z X to nawet przy tak skąpej względem c prędkości obrotu Ziemi wokół własnej osi, a tym samym prędkości A-X-B, różnice jakieś będą, choć nieznaczne. Wszystko też zależy od położenia A-X-B, a tym samym kierunku ich ruchu. Miejsca o których mówimy są umowne. W zależności gdzie się umówimy, że mają się znajdować aby ustalić ich kierunek ruchu względem nadanego sygnału, a więc czy A się oddala, czy też B, czy tez ani A, ani B itd. Gdyby taka różnica nie zachodziła przy założeniu iż A się oddala od sygnału, a B nie, to wówczas musielibyśmy uznać prędkość światła jako nieskończoną. Jest jednak skończona. Mam więc teraz ja zadanie dla ciebie: względem czego określana jest prędkość światła i czy w ogóle takie pytanie jest prawidłowe?
>I jeszcze jeden przykład Ci dam do przemyślenia. >Dwie rakiety w pustce kosmicznej. Odległość między nimi rośnie. >Która z nich leci, a która jest nieruchoma? Jak to stwierdzić?
Z tego co widzę to sam cały czas się domagasz wprowadzenia eteru. Przemyśl to pytanie, które zadałem ci powyżej.
pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | pavvel (8272 punktów) | Prędkość światła jest wielkością stałą w każdym układzie odniesienia. A wyżej pisałem, że jesteś na dobrej drodze - chyba powinienem przeprosić. Założenia TW powtarzasz nawet poprawnie. Co z tego, skoro każde następne zdanie od TW ucieka. atre: Wychodzą z nich śmieszne wnioski dla tych samolotów na linii W-wa/Londyn... bo to przykład do którego rozumowania dla oddziaływań dla jakich powstała mechanika Einsteina nie można stosować. Jak się to robi to wychodzą absurdy. Nie jest to więc wina założeń, ale zastosowania ich dla oddziaływań dla których nie mogą być stosowane.
Nie powiesz mi chyba, że Feynman tak napisał  Po zastosowaniu TW do życia codziennego otrzymasz klasyczne wyniki. Człon relatywistyczny nie będzie wpływał na wynik. Warunkiem jest aby poprawnie się do tego zabrać. Spróbuj policzyć to według metody którą my proponujemy. Zobaczysz, że wyniki będą prawidłowe. Po za tym my o żadnych oddziaływaniach nie rozmawiamy a tylko o względności czasu w rożnych układach odniesienia Nadal czekam na odpowiedź, dlaczego (poza czyimś widzimisię) nie możemy stosować tych samych wzorów do tak samo wyglądającej sytuacji? Zwłaszcza, że w przypadku samolotu otrzymasz wyniki takie same praktycznie jak klasycznie, bo prędkości są małe Względem Ziemi samoloty mają stałą prędkość więc pokonają stały dystans w tym samym czasie. Względem "nieruchomego" punktu poza Ziemią jeden samolot pokona drogę dłuższą a drugi krótszą. Podobnie jest w twoich sygnałach świetlnych między rakietami. W układzie rakiet NIERUCHOMYCH WZGLĘDEM SIEBIE drogi są równe, a zatem i czas ten sam. W układzie obserwatora zewnętrznego drogi są różne. Róznica między przykładem z samolotem a z rakietami jest taka, że dla samolotu przy niskich prędkościach z różnej drogi wynikała rózna prędkość - czas bez zmian. Dla sygnału między rakietami prędkość nie może się zwiększyć - jest to ciągle prędkość światła. Z róznej drogi wynika zatem różny czas dotarcia sygnałów Czekam również na analizę przyczyn zwiększania się odległości między rakietami Rusza się którać według ciebie czy obie tkwią nieruchome a odległosc tak sobie jakoś sama rośnie?
|
|
|  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>Dla lepszego uprzytomnienia zwiększ prędkości i odległości. >300 000 000m 300 000 000m >A - - - - - - - X - - - - - - - -B >----------------------------------> V=100 000 000m/s >c= ok.300 000 000m/s >punkty A i B to statki kosmiczne poruszające się z V=100 000 000m/s (mało realne, ale założyć można). Statki te znajdują się od siebie w odległości 600 000km. Pośrodku między nimi pędzi statek kosmiczny X z tą samą prędkością. O 11.59 i 59s ze statku X zostaje nadany sygnał świetlny. W pamięci można sobie obliczyć jaki dystans będzie musiał przebyć sygnał świetlny zanim dotrze do statku A, a jaki zanim dotrze do statku B.
Domyślam się, że chodzi o drogę przebytą przez sygnał świetlny mierzoną w układzie odniesienia będącym w spoczynku względem rakiet.
Mam dwie uwagi.
Pierwsza. Często się zapomina o tym, że odległość pomiędzy dwoma punktami mierzymy poprzez porównanie położenia tych punktów ustalonego dokładnie w tym samym czasie.
Druga. Z punktu widzenia układu odniesienia będącego w spoczynku względem rakiet, w chwili, w której z punktu X został wysłany promień świetlny, tj o godzinie 11.59, w rakiecie A było jeszcze przed godziną 11.59, a w rakiecie B już po.
Dopiero po uwzględnieniu tych uwag można się zabierać do obliczania dróg przebytych przez promień świetlny.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | 1 na 3 | atreYOU (971 punktów) | >Domyślam się, że chodzi o drogę przebytą przez sygnał świetlny mierzoną w układzie odniesienia będącym w spoczynku względem rakiet.
Odległość ta jest mierzona w układzie detektorów A i B i źródła X względem nich samych i dla nich samych. Dlaczego chcesz to mierzyć "w układzie odniesienia będącym w spoczynku względem rakiet"? Wówczas musielibyśmy wprowadzić obserwatora (detektor), dajmy na to Y, określić jego położenie względem nich itd. Kiedy mówimy o jakimkolwiek układzie odniesienia to mówimy o czymś realnym, co bierzemy pod uwagę w tym samym stopniu jak to co chcemy względem niego mierzyć, czy też obliczać.
>Z punktu widzenia układu odniesienia będącego w spoczynku względem rakiet, w chwili, w której z punktu X został wysłany promień świetlny, tj o godzinie 11.59, w rakiecie A było jeszcze przed godziną 11.59, a w rakiecie B już po.
To samo co wyżej. Podaj parametry dla tego układu odniesienia będącego w spoczynku względem rakiet (odległość obserwatora od A, gdy obliczasz dla A itd.). Dopiero wówczas możesz obliczać czasy jakie tenże będący w spoczynku według nich odczyta - względem siebie. Jest to jednak zbędne i bez znaczenia gdy rozpatrujemy czas w układzie A-X-B. Tym obserwatorem niejako będącym w spoczynku względem X jest tam A. Oni obydwaj jednak poruszają się z prędkością 10^8m/s (100 000 000m/s). Gdybyśmy teraz rozpatrywali dylatację czasu, czyli różnicę czasu jak nastąpiłaby po jakimś okresie dla obserwatora będącego w spoczynku względem A-X-B, czyli nie poruszającego się z tą prędkością, np. pozostającego na Ziemi, to wówczas musielibyśmy mówić o układzie odniesienia będącym w "spoczynku" względem A, czy też X, czy też B. W naszym przypadku jednak wprowadzanie go nie ma najmniejszego znaczenia. Nie ma znaczenia dla tego co chcemy obliczyć. W układzie statków A-X-B poruszających się z tą samą prędkością i poddanych tym samym siłom i znajdujących się w tym samym ośrodku dylatacja czasu nie zachodzi, tempo zegarów u A, X i B będzie to samo.
pozdrawiam
|
|
| | |  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Nie ma znaczenia dla tego co chcemy obliczyć.
Cóż więc w takim razie chcemy obliczać? Odległości pomiędzy A, X i B, które sam wcześniej określiłeś?
>300 000 000m 300 000 000m >A - - - - - - - X - - - - - - - -B
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
>Pierwotnie pomyliłem się w szczegółowych obliczeniach na co zwrócił uwagę jeden z uczestników. Właściwy wynik to: tA=3/4s, tB=3/2s. Nie zmienia to jednak faktu iż z jednoczesnością dotarcia sygnałów do A i B nie mamy do czynienia. Jak to się ma według ciebie do eksperymentu M&M. Ja już mam pewną teorię na ten temat.
W Twoim przykładzie układ AXB jest jednym układem i w STW można go nazwać nawet układem własnym. W tej Teorii układ własny uważany jest za nieruchomy i dlatego sygnał świetlny dotrze do A i B równocześnie. W ETERZE będzie inaczej. Światło tak jak dźwięk w powietrzu dotrze do A i B niejednocześnie tak jak to obliczyłeś. W obu przypadkach warunkiem są zsynchronizowane zegary w A i B. Swoją drogą ciekawe, czy zrobiono już taki eksperyment bo ja nie wiem o takim. Moim zdaniem nie byłoby tak trudno. Dwa punkty na Ziemi - źródło światła X i odbiornik A. Raz zmierzyć czas przebiegu światła zgodnie z kierunkiem ruchu Ziemi a drugi raz w kierunku przeciwnym na tym samym zegarze w A. Z tego co wiem to GPS jest korygowany co kilkanaście minut. Fakt, że istnieją też inne zakłócenia.
pozdrawiam
Bierz sprawy w swoje ręce i w nogi.
|
|
| |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > >Pierwotnie pomyliłem się w szczegółowych obliczeniach na co zwrócił uwagę jeden z uczestników. Właściwy wynik to: tA=3/4s, tB=3/2s. Nie zmienia to jednak faktu iż z jednoczesnością dotarcia sygnałów do A i B nie mamy do czynienia. Jak to się ma według ciebie do eksperymentu M&M. Ja już mam pewną teorię na ten temat.> W Twoim przykładzie układ AXB jest jednym układem i w STW można go nazwać nawet układem własnym. W tej Teorii układ własny uważany jest za nieruchomy i dlatego sygnał świetlny dotrze do A i B równocześnie.> W ETERZE będzie inaczej. Światło tak jak dźwięk w powietrzu dotrze do A i B niejednocześnie tak jak to obliczyłeś. W obu przypadkach warunkiem są zsynchronizowane zegary w A i B.> Swoją drogą ciekawe, czy zrobiono już taki eksperyment bo ja nie wiem o takim. Moim zdaniem nie byłoby tak trudno. Dwa punkty na Ziemi - źródło światła X i odbiornik A. Raz zmierzyć czas przebiegu światła zgodnie z kierunkiem ruchu Ziemi a drugi raz w kierunku przeciwnym na tym samym zegarze w A. Z tego co wiem to GPS jest korygowany co kilkanaście minut. Fakt, że istnieją też inne zakłócenia.Weź jeszcze pod uwagę fakt spowolnienia/przyspieszenia czasu ze względy na szybkość poruszania się. Samo mierzenie prędkości światła może nic nie wykazać. Zastanawiałem się nad tym, czy poprawne wyniki by wyszły, gdyby sprawdzać przesunięcie ku czerwieni? Czy to by coś dało? A jeśli chodzi o GPs, to różnice są dosyć spore pomiędzy teorią a praktyką. Różnice powinny wynosić ok 4-12m. Tutaj masz 19 tracka: gpsmaniak.com/new/IMAGE_3/Nowy-6.jpgz 60CS a tutaj (SiRF Star III) oparty na założeniach teoretycznych gpsmaniak.com/new/Image10/Nowy-6.jpgWszystkie odbiorniki leżały sobie nieruchomo. Wg teorii 20 183km (GPS) sygnał leci: 299 792 km/s. Czas dotarcia sygnału: 0.0673233s Czas mierzony jest z dokładnością: 10^-10s na 24h, czyli dokładność powinna wynosić: 3cm. Ostatnio Qualcomm odchodzi od suchej teorii i sam coś w tym kierunku kombinuje (wprowadza jakieś tam swoje wzory), no i wcale na tym tak źle nie wychodzi  > Swoją drogą ciekawe, czy zrobiono już taki eksperyment bo ja nie wiem o takim.M-M był takim eksperymentem, jednak detektor znajdował się obok źródła światła. Jesli będzie dalej od tego źródła, to jakoś trzeba zsynchronizować zegar w detektorze z zegarem w emiterze. Czym to zsynchornizoeać? Droga radiową? Więc po takiej synchronizacji jakie wyniki dostaniesz? 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
> Weź jeszcze pod uwagę fakt spowolnienia/przyspieszenia czasu ze względy na szybkość poruszania się. Samo mierzenie prędkości światła może nic nie wykazać. Zastanawiałem się nad tym, czy poprawne wyniki by wyszły, gdyby sprawdzać przesunięcie ku czerwieni? Czy to by coś dało?W STW nie ma to znaczenia. Skoro układ własny jest uważany za nieruchomy więc nie ma też dylatacji i nie ma kontrakcji przestrzennej. Za to wszystkie inne układy je posiadają. W ETERZE dylatacja wynika z prędkości poruszania się obiektu lub układu w UUO (Uniwersalnym Układzie Odniesienia). Wzór na dylatację czasu identyczny jak u Einsteina. Nawiasem mówiąc jest to przekształcony trochę wzór Pitagorasa. Prędkość światła w tym UUO nie może przekroczyć pewnej bariery w identyczny sposób jak przyprostokątna nie może być większa niż przeciwprostokątna. Podawana wszędzie dylatacja czasu jako dowód na prawdziwość TW jest ordynarną manipulacją gdyż w ETERZE sprawdza się dużo lepiej i to bez żadnych paradoksów. Na Teorię Względności nie ma żadnych dowodów ani na kontrakcję przestrzenną ani na względność ruchu. To 100-procentowa religia 20-go wieku. > M-M był takim eksperymentem, jednak detektor znajdował się obok źródła światła.> Jesli będzie dalej od tego źródła, to jakoś trzeba zsynchronizować zegar w detektorze z zegarem w emiterze. Czym to zsynchornizoeać? Droga radiową? Więc po takiej synchronizacji jakie wyniki dostaniesz?  W podanym przeze mnie projekcie eksperymentu synchronizacja nie jest potrzebna a jedynie dokładne zegary, które rejestrowałyby czas emisji i detekcji sygnału. Decydowałaby różnica wskazań. Jeden może wskazywać np. godz. 10. 00 a drugi np. godz. 11. 20. W niczym to nie przeszkadza. pozdrawiam
To, że ma się rację nie jest żadnym zabezpieczeniem przed zemstą biurokracji. [Scott Thorpe]
|
|
| | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > >Weź jeszcze pod uwagę fakt spowolnienia/przyspieszenia czasu ze względy na szybkość poruszania się. Samo mierzenie prędkości światła może nic nie wykazać. Zastanawiałem się nad tym, czy poprawne wyniki by wyszły, gdyby sprawdzać przesunięcie ku czerwieni? Czy to by coś dało?> W STW nie ma to znaczenia. Skoro układ własny jest uważany za nieruchomy więc nie ma też dylatacji i nie ma kontrakcji przestrzennej. Za to wszystkie inne układy je posiadają.> W ETERZE dylatacja wynika z prędkości poruszania się obiektu lub układu w UUO (Uniwersalnym Układzie Odniesienia). Wzór na dylatację czasu identyczny jak u Einsteina. Nawiasem mówiąc jest to przekształcony trochę wzór Pitagorasa. Prędkość światła w tym UUO nie może przekroczyć pewnej bariery w identyczny sposób jak przyprostokątna nie może być większa niż przeciwprostokątna.> Podawana wszędzie dylatacja czasu jako dowód na prawdziwość TW jest ordynarną manipulacją gdyż w ETERZE sprawdza się dużo lepiej i to bez żadnych paradoksów.Masz jakąś stronę lub materiały o tym? Zainteresowało mnie to, bo rzeczywiście istnienie Eteru lepiej tłumaczyłoby różne zjawiska. > Na Teorię Względności nie ma żadnych dowodów ani na kontrakcję przestrzenną ani na względność ruchu. To 100-procentowa religia 20-go wieku.Religia, czy nie, ale wierzyć trzeba  Na razie nikogo nie wysłano z taką prędkością aby mógł sprawdzić co rzeczywiście się dzieje... (taką niestety mamy naukę, że sprzeciwić się nie można  ) Ech, pewnie za tą wypowiedź znów mi się minus od kogoś dostanie  Normalnie nie można sobie z kimś porozmawiać 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
> Masz jakąś stronę lub materiały o tym?smelig.republika.plTo moja stronka. Może trochę zdezaktualizowana bo to już 5 lat. pozdrawiam
Wszyscy chcą naszego dobra, nie dajmy go sobie odebrać
|
|
| | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | Tak z ciekawości:
co twoja teoria mówi o wpływie grawitacji na szybkość upływu czasu?
|
|
|  | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | >Pierwotnie pomyliłem się w szczegółowych obliczeniach na co zwrócił uwagę jeden z uczestników. Właściwy wynik to: tA=3/4s, tB=3/2s. Nie zmienia to jednak faktu iż z jednoczesnością dotarcia sygnałów do A i B nie mamy do czynienia. Skoro już zgodziliśmy się że moje obliczenia dla układu rozpatrywanego przez ciebie są poprawne, to teraz zastosujmy transforamcję Lorentza w celu zobaczenia jaki będzie czas i położenie w A i B kiedy dotrze do nich sygnał świetlny. W rozpatrywanym układzie w momencie wysłania sygnału współrzędna czasowa niech będzie 0 (ta sama dla X, A, i B). Punkt X niech ma współrzędną 0. Wobec tego A ma współrzędną przestrzenną -3 a punkt B wsp. przestrzenną 3. Opuszczam wszędzie czynnik 10^8 dla skrócenia zapisu. Dotarcie sygnału do A ma wsp. czasową 3/4 = 0.75 i przestrzenną -3 + 3/4 = -2.25 Dotarcie sygnału do B ma wsp. czasową 3/2 = 1.5 i przestrzenną 3 + 3/2 = 4.5 Przetransformujmy współrzędne t = 0.75 i x = -2.25 do układu A-X-B. v = 1, g=1/sqrt(1-v^2/c^2) = 1.06 t' = g*(t - (v*x)/(c^2)) = g*(0.75 + 2.25/9) = g*1 = g = 1.06s x' = g*(x - v*t) = g*(-2.25 - 0.75) = g * (-3) = - 3.18 Teraz to samo dla B t = 1.5 x = 4.5 t' = g*(1.5 - 4.5/9) = g*1 = 1.06s x' = g*(4.5 - 1.5) = g*3 = 3.18 Jak widać, z perspektywy A i B sygnał dotrze do nich równocześnie. Ich zegary będą wskazywać wtedy 1.06s, przy założeniu, że w momencie wysłania sygnału wskazywały 0. Dlaczego trochę póżniej, a nie po 1s jak mówił Fizyk? Otóż jeśli w "układzie Atre" odległość AB wynosi 6*10^8 (obiekt jest w ruchu), to w układzie AXB ta odległość będzie trochę dłuższa (obiekt spoczywa) i jak widać z obliczeń, wyniesie 6.36*10^8. Fizyk przyjął po prostu 6 jako długość spoczynkową. A Atre jako długość mierzoną w ruchu. Stąd różnica.
|
|
| |  | 2 na 2 | wcale (614 punktów) | >[...] >Jak widać, z perspektywy A i B sygnał dotrze do nich równocześnie. Ich zegary będą wskazywać wtedy 1.06s, przy założeniu, że w momencie wysłania sygnału wskazywały 0. Dlaczego trochę póżniej, a nie po 1s jak mówił Fizyk? >Otóż jeśli w "układzie Atre" odległość AB wynosi 6*10^8 (obiekt jest w ruchu), to w układzie AXB ta odległość będzie trochę dłuższa (obiekt spoczywa) i jak widać z obliczeń, wyniesie 6.36*10^8. Fizyk przyjął po prostu 6 jako długość spoczynkową. A Atre jako długość mierzoną w ruchu. Stąd różnica. >
Ok, wszystko ładnie, pięknie i w ogóle fantastycznie. Tylko jak odpowiesz w takim razie na następujące pytanie: Zakładamy, że masz rację. W rakiecie znajduje się ten układ: A-------X-------B -------->
Mówimy teraz o tym co się dzieje w tej rakiecie (żadnych zewnętrznych obserwatorów!): W tym samym momencie w miejscu A oraz B nastąpi błysk światła. X to jest detektor, który zaświeci się, kiedy oba błyski z A oraz B dobiegną do niego równocześnie. Jeśli nie będą równoczesne, to się nie zaświeci. Proste? Mam nadzieję, że do tego momentu wszyscy się ze mną zgadzają. Następuje błysk w A oraz B (oczywiście ten układ porusza się z dużą szybkością). Światło dotrze do X w tym samym momencie. Zapali się światło informujące. Dobrze mówię? Teraz obserwator zewnętrzny powiedzmy na peronie, który będzie sobie obserwował ruch tego układu. Co on zobaczy? Zaświeci się ta kontrolna w układzie, czy się nie zaświeci? Oto jest pytanie. Wg tego co tłumaczycie, to będzie jednocześnie zaświecona i niezaświecona. Jesli gdzieś się mylę, to proszę mnie naprostować na właściwą drogę.
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | |  | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | >Następuje błysk w A oraz B (oczywiście ten układ porusza się z dużą szybkością). Światło dotrze do X w tym samym momencie. Zapali się światło informujące. >Dobrze mówię? >Teraz obserwator zewnętrzny powiedzmy na peronie, który będzie sobie obserwował ruch tego układu. >Co on zobaczy? Zaświeci się ta kontrolna w układzie, czy się nie zaświeci? Oto jest pytanie. Wg tego co tłumaczycie, to będzie jednocześnie zaświecona i niezaświecona. >Jesli gdzieś się mylę, to proszę mnie naprostować na właściwą drogę. Nie ma żadnego paradoksu. To bardzo proste jest. Jeśli w układzie własnym końce błysną jednocześnie to oczywiście sygnały dotrą w tej samej chwili i lampka się zapali. W układzie zewnętrznym nie błysną wówczas jednocześnie, a w takim odstępie, że sygnały również dotrą jednocześnie do X (i zapalą lampkę). Jeśli natomiast w układzie zewnętrznym błysną jednocześnie, to sygnały nie dotrą razem do X i lampka się nie zapali. Ale w układzie własnym błysną wtedy w różnych chwilach i wobec tego lampka również się nie zapali. Widać, że zapalenie lampki albo nastąpi w obydwu układach albo nie. Sprzeczności nie będzie. Zauważ, że to odwrócenie sytuacji Atre. Tam błysk jest ze środka i w jednym układzie (własnym) dociera do obydwu końców jednocześnie, a w układzie zewnętrznym dociera najpierw do A potem do B.
|
|
| | | |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | >Nie ma żadnego paradoksu. To bardzo proste jest. Jeśli w układzie własnym końce błysną jednocześnie to oczywiście sygnały dotrą w tej samej chwili i lampka się zapali. W układzie zewnętrznym nie błysną wówczas jednocześnie, a w takim odstępie, że sygnały również dotrą jednocześnie do X (i zapalą lampkę). >Jeśli natomiast w układzie zewnętrznym błysną jednocześnie, to sygnały nie dotrą razem do X i lampka się nie zapali. Ale w układzie własnym błysną wtedy w różnych chwilach i wobec tego lampka również się nie zapali. Widać, że zapalenie lampki albo nastąpi w obydwu układach albo nie. Sprzeczności nie będzie. >Zauważ, że to odwrócenie sytuacji Atre. Tam błysk jest ze środka i w jednym układzie (własnym) dociera do obydwu końców jednocześnie, a w układzie zewnętrznym dociera najpierw do A potem do B.
Skąd wiesz, z którego układu startowały impulsy?
c<---p->O----->c Pocisk P uderza w O i pojawia się światło - w którym układzie: pocisku P, czy układu spoczynkowego O?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > W układzie zewnętrznym nie błysną wówczas jednocześnie, a w takim odstępie, że sygnały również dotrą jednocześnie do X (i zapalą lampkę).Chyba tutaj jest pewne niezrozumienie. Sam błysk nie oznacza, że obserwator zauważył promienia świetlnego, tylko następuje sam błysk... jak to inaczej powiedzieć... wyładowanie/rozgrzanie wolframu do odpowiedniej temperatury. O taki błysk mi chodzi. Nie o to, że został już od razu zaobserwowany. Czy możemy założyć, że ten błysk nastąpi w tych układach jednocześnie. Nie patrzmy na razie, kto niby zaobserwował błysk. Nie o to chodzi (to za chwilę). Następuje wyładowanie i włącza się lampa błyskowa. W A i B w tym samym momencie. Przebieg światła jak będzie wyglądał w tym układzie? Światło leci w kierunku X. Prędkość ta w tym układzie wynosi "c". Światło to jednak wydostaje się również na zewnątrz tego układu. Co widzi obserwator? Mierzy prędkość światła, która wynosi dokładnie "c" i obydwa promienie spotykają się dokładnie pośrodku drogi. Wszystko z tą teorią jest w porządku. 1. detektor znajdujący się w tym pociągu wykrył przybycie obydwu promieni w tym samym czasie i włączyła się lampka. 2. Obserwator zewnętrzny wykrył, że obydwa promienie spotkały się dokładnie po środku. W żadnym z przypadków nie stwierdza się anomalii. Mam nadzieję, że do tej pory opisuję dobrze. Teraz co z tą lampką sygnalizującą dotarcie w tym samym czasie promieni z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego? Przecież w tym czasie (zanim jeszcze promienie światła dotarły do detektora) cały układ zdążył się przesunąć. Obserwator zewnętrzny nie zauważył promieni świetlnych, które spotykają się w połowie drogi układu poruszającego się. Tak? Nie chcę kontynuować swojej wypowiedzi, tylko się tutaj zatrzymać i spytać co konkretnie będzie się działo. > Zauważ, że to odwrócenie sytuacji Atre.No właśnie wiem. Przecież zakładając wątek poruszyłem ten problem i myślałem, że to szybciej uda mi się zrozumieć... P.S. Mam nadzieję, że to jest tutaj to nieporozumienie a wszyscy kłócimy się o to samo  To znaczy, że mamy rację ale inaczej widzimy ten sam problem. Czyli ze strony innego obserwatora 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >Chyba tutaj jest pewne niezrozumienie. Sam błysk nie oznacza, że obserwator zauważył promienia świetlnego, tylko następuje sam błysk... jak to inaczej powiedzieć... wyładowanie/rozgrzanie wolframu do odpowiedniej temperatury. O taki błysk mi chodzi. Nie o to, że został już od razu zaobserwowany. Cały czas mówimy o zdarzeniu a nie o akcie jego obserwacji. >Czy możemy założyć, że ten błysk nastąpi w tych układach jednocześnie. Nie możemy. Dwa zdarzenia jednoczesne w jednym układzie, nigdy nie będą jednoczesne w drugim układzie (poruszającym się wzg. pierwszego), chyba że nastąpią w tym samym miejscu (ale wtedy można je traktować jako jedno zdarzenie). Jeśli lampka błyśnie, masz do czynienia z trzema zdarzeniami: 1. Sygnał został wysłany z A 2. Sygnał został wysłany z B 3. Sygnały dotarły w tym samym czasie do detektora (to jest jedno zdarzenie, bo ten sam czas i miejsce) W układzie własnym 1 i 2 muszą być jednoczesne. Zdarzenie 3 nastąpi W układzie zewnętrznym 1 i 2 nie mogą być jednoczesne, ale odstęp czasowy jest taki, że 3 też nastąpi. Jeśli lampka nie błyśnie, masz cztery zdarzenia: 1. Sygnał został wysłany z A 2. Sygnał został wysłany z B 3. Sygnał z A dotarł do detektora w pewnym czasie i miejscu 4. Sygnał z B dotarł do detektora w pewnym czasie i miejscu W układzie własnym 3 i 4 nie mogą być jednoczesne (bo lampka się nie zapaliła) choć zajdą w tym samym miejscu (na detektorze który się nie porusza). Więc 1 i 2 też nie mogą być jednoczesne, W układzie zewnętrznym 3 i 4 nie mogą być jednoczesne (bo lampka się nie zapaliła) i zajdą w różnych miejscach (na detektorze co prawda, ale on jest w ruchu). 1 i 2 mogą być jednoczesne.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 kombi (1112 punktów) (zablokowany) | >Przecież w tym czasie (zanim jeszcze promienie światła dotarły do detektora) cały układ zdążył się przesunąć.
Właśnie o to chodzi, ale możesz sobie założyć, że odbiornik zawsze stoi (ruch względem przestrzeni, czyli zadanego układu nie liczy się) oraz c = const względem tego odbiornika.
O ------ B - źródło O'--> v ten jedzie
W chwili t0 = 0 z B startuje impuls i pokonuje odległość OB = L w czasie t = L/c. W układzie O' wygląda to tak: O' v<---B, czyli B jedzie (z punktu widzenia O'), ale to jest przecież nieistotne - on ma dać tylko ten impuls a potem może sobie wyparować.
I tu wyjdzie tak samo: w chwili startu impulsu odległość wynosi: L' = O'B, zatem O' odbiera impuls po czasie: t' = L'/c (oczywiście: L' = L, t' = t - jednostek nie zmieniamy).
Czyli mamy tu c = const zgodnie z tym co obserwujemy - równania fali i inne wzory nie zależą od układu.
W tym samym czasie źródło B przesunie się o vt = L * v/c, co nie pasuje do STW. Tam pasuje tylko c = const względem wszystkiego naraz - źródeł i odbiorników (konieczne przeskalowywanie jednostek pomiędzy układami).
Niestety ale nigdy nie zmierzono prędkości względem źródła - zawsze musimy odbierać, więc mierzymy względem odbiorników. Bez odbiornika nie wiedzielibyśmy nawet czy cokolwiek nadano.
|
|
| |  | -2 na 2 | atreYOU (971 punktów) | Dopiero teraz znalazłem trochę więcej czasu na przemyślenia na ten temat więc...
Co do twoich powyższych obliczeń to rzeczą oczywistą jest ciągle to, co już było oczywistą od samego początku: wyniki będą jednakowe dla układu nie poruszającego się. W moim przykładzie układ - jak go nazwałeś "układem Atre'go" - porusza się z daną tam prędkością. Nie zamierzasz się chyba ze mną spierać iż jest to niemożliwe?
Zaczynam wyjaśniać dlaczego:
A-X-B sami względem siebie się niejako nie poruszają. Cóż to jednak zmienia? A w tym czasie wychodzi na przeciw sygnałowi z v=10^8m/s. Skraca w ten sposób dystans jaki musi pokonać sygnał do niego. Sygnał więc dotrze wcześniej niż dotarłby wówczas gdyby A nie poruszał się z tą prędkością na przeciw sygnałowi. Jeśli nie zgadzasz się z tym, to skąd wziąłeś współrzędne 0.75s i 1.5s?
Następnie wyszło ci iż czasy będą jednak takie same - 1s plus dodatek spowodowany według ciebie kontrakcją dystansu między A-X... co już jest absurdem samym w sobie, gdyż pod wpływem kontrakcji doszłoby do skrócenia dystansu, a nie jego wydłużenia - TOBIE SIĘ JEDNAK WYDŁUŻYŁ PONIEWAŻ POTRAKTOWAŁEŚ DYSTANS A-X RÓWNY 3*10^8m/s... JAKO TEN KTÓRY JUŻ ULEGŁ KONTRAKCJI. Dlaczego jej uległ? Hmm... Ponieważ jest równoległy do kierunku ruchu i PORUSZA SIĘ z v=10^8m/s. Sam fakt kontrakcji nie ma tu jednak znaczenia ponieważ ruch jest jednostajny i kontrakcji ulegają odcinki A-X i X-B w ten sam sposób, a w przedziale czasowym potrzebnym na dotarcie sygnału do A i do B kontrakcja nie ulega zmianom.
Odnośnie samych obliczeń:
Dla A-X t'=g*(t-(v*x)/(c^2))= g*(0.75-(1*(-2.25)))/9= g*(0.75-(-2.25)))/9= g*3/9= (?)0.353s
Dla X-B t'=g*(t-(v*x)/(c^2))= g*(1.5-(1*4.5))/9= g*(1.5-4.5)/9= g*(-3)/9= (?)-0.353...s(?)
... na tematy, które tu poruszaliśmy mam już gotowy nowy wątek, który jeszcze dzisiaj wkleję na forum
chciałbym abyś wiedział iż nie twierdzę, że przyjmując to i owo jesteś w błędzie
ja również nie dostrzegam abym był w błędzie
może na tym nowym wątku będziesz chciał podyskutować, porozmyślać itd., bo jest nad czym
pozdrawiam
|
|
| | |  | | uxbridge (5980 punktów) | >Odnośnie samych obliczeń: >Dla A-X >t'=g*(t-(v*x)/(c^2))= g*(0.75-(1*(-2.25)))/9= g*(0.75-(-2.25)))/9= g*3/9= (?)0.353s >Dla X-B >t'=g*(t-(v*x)/(c^2))= g*(1.5-(1*4.5))/9= g*(1.5-4.5)/9= g*(-3)/9= (?)-0.353...s(?) Powtarzasz moje wyliczenie i mimo że masz je podane krok po kroku, wywracasz się na prostych rachunkach. Wychodzą ci bzdury, stawiasz znak zapytania i nie analizujesz nawet tak oczywistego faktu, że z prostego wzoru, po podstawieniu tych samych danych otrzymujesz inny wynik!? Ja bym nie spoczął, dopóki bym nie wyjaśnił kto i gdzie popełnił błąd obliczeniowy. Ty przechodzisz nad tym do porządku dziennego. Co z tobą nie tak!? Błąd rachunkowy jest oczywisty. Zamiast podzielić v*x przez c^2 i wynik odjąć od t, ty odejmujesz v*x od t i ten wynik dzielisz przez c^2!!!!!! Daruj, ale ja co miałem do powiedzenia już powiedziałem. Dalsza dyskusja nie ma sensu, bo najwyraźniej cierpisz na całkowity brak krytycyzmu wobec swoich wyników i swojego rozumowania.
>ja również nie dostrzegam abym był w błędzie Marian (fizyk) tłumaczy ci że się mylisz. Fizyk (fizyk) tłumaczy ci że się mylisz. Pavvel tłumaczy ci że się mylisz. Płacownik to samo. Ostry, ja, nawet Smelig który nie zgadza się z STW orientuje się w niej na tyle, że mówi ci iż twoje rozumowanie jest całkowicie z STW niezgodne. Obliczenia pokazują że się mylisz. Podręczniki to samo. Identyczny przykład ze skryptu PW jest sprzeczny z twoimi wnioskami. Ty swoje. Bye.
|
|
| | | |  | -2 na 2 | atreYOU (971 punktów) | > Błąd rachunkowy jest oczywisty. Zamiast podzielić v*x przez c^2 i wynik odjąć od t, ty odejmujesz v*x od t i ten wynik dzielisz przez c^2!!!!!!Z tobą chyba jest coś nie tak. Dość że pokręciłeś wszystko zanim podszedłeś do obliczeń, co już ci tłumaczyłem, ale to do ciebie nie trafia, tylko jeszcze na mnie z ... wyskakujesz, to w dodatku schrzaniłeś same obliczenia podając wynik, którego w żaden sposób nie można z tego wyciągnąć. Teraz piszesz, że to ja się pomyliłem w obliczeniach. Gdzie masz ten błąd, o którym teraz mówisz? Wskaż mi go. Aha... miałem najpierw podzielić v*x przez c^2, a potem dopiero odjąć od t... Pogrzało cię, człowieku? t'=g*(t-(v*x)/(c^2)) I ja mam najpierw opuszczając człon mianownika, czyli t, dzielić tylko część tego mianownika przez c^2? Gdyby t było poza ułamkiem (nawias przed t to wyklucza), to tak... Rozumiem, że taki błąd można by popełnić raz, przez nieuwagę, rozkojarzenie, w pośpiechu... pod wpływem jakichś emocjii  ... ale kiedy to się robi po raz drugi, w dodatku upierając się przy tym... bye bye
|
|
| | | | |  | 2 na 4 | uxbridge (5980 punktów) | >Aha... miałem najpierw podzielić v*x przez c^2, a potem dopiero odjąć od t... Pogrzało cię, człowieku? t'=g*(t-(v*x)/(c^2)) I ja mam najpierw opuszczając człon mianownika, czyli t, dzielić tylko część tego mianownika przez c^2? Gdyby t było poza ułamkiem (nawias przed t to wyklucza), to tak...
Z matematyki to ty się nawet do gimnazjum nie kwalifikujesz. Mylisz licznik z mianownikiem, nie widzisz nawiasów, kolejność działań masz gdzieś, rachunek jednostek jest ci zupełnie nie znany. Ale matma to jest i tak twój najmniejszy problem.
|
|
| | | | | |  | -1 na 3 | atreYOU (971 punktów) | >>Aha... miałem najpierw podzielić v*x przez c^2, a potem dopiero odjąć od t... Pogrzało cię, człowieku? t'=g*(t-(v*x)/(c^2)) I ja mam najpierw opuszczając człon mianownika, czyli t, dzielić tylko część tego mianownika przez c^2? Gdyby t było poza ułamkiem (nawias przed t to wyklucza), to tak... >Z matematyki to ty się nawet do gimnazjum nie kwalifikujesz. Mylisz licznik z mianownikiem, nie widzisz nawiasów, kolejność działań masz gdzieś, rachunek jednostek jest ci zupełnie nie znany. >Ale matma to jest i tak twój najmniejszy problem.
Kolejność wykonywania działań
I DZIAŁANIA W NAWIASACH, W KTÓRYCH NIE MA INNYCH NAWIASÓW.
II POTĘGOWANIE MNOŻENIE LUB DZIELENIE W KOLEJNOŚCI JAK SĄ ZAPISANE
III DODAWANIE LUB ODEJMOWANIE W KOLEJNOŚCI JAK SĄ ZAPISANE.
"W szkole ju¿ dwa nawiasy (jeden wewn ¹trz drugiego) sprawiaj¹ uczniom powa ¿ne trudności, tote¿ autorzy unikaj¹ takich nawiasów; staraj¹ siê przy tym tak zapisywaæ wyra¿enia i dzia³ania, aby sens zapisu by³ mo¿liwie jasny. W przypadku dzielenia najprostszym wyjściem jest notacja u³amkowa. D³ugośæ kreski u³amkowej automatycznie wyznacza zakres odpowiednich dzia³añ."
[specjalnie zostawiam powyższe cytaty tak jak mi się wkleiły. Podać linki do nich, aby twoja bezczelność była jeszcze bardziej widoczna? Niestety na załączniki (choć nie wiem dlaczego) mam limit wyczerpany]
PS Z kogo ty chcesz wariata zrobić?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | wcale (614 punktów) | > Kolejność wykonywania działań> I> DZIAŁANIA W NAWIASACH,> W KTÓRYCH NIE MA INNYCH> NAWIASÓW.> II> POTĘGOWANIE> MNOŻENIE LUB DZIELENIE W KOLEJNOŚCI> JAK SĄ ZAPISANE> III> DODAWANIE LUB ODEJMOWANIE W KOLEJNOŚCI> JAK SĄ ZAPISANE.> Podać linki?W pewnym miejscu podałem informację o tym, że w końcu uda nam się dotrzeć do punktu spornego. Na to wygląda, że chyba się udało. Jednak nie wiedziałem, że będzie to takie miejsce 
Pozdrawiam Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 3 | atreYOU (971 punktów) |
> W pewnym miejscu podałem informację o tym, że w końcu uda nam się dotrzeć do punktu spornego.> Na to wygląda, że chyba się udało. Jednak nie wiedziałem, że będzie to takie miejsce  > Pozdrawiam> Jeśli się z Tobą nie zgodziłem (lub pokłóciłem), to wiedz o tym, że to Ty masz rację, nie ja.Jedno jest pewne: ubawić to tu się można po pachy.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 3 | uxbridge (5980 punktów) | > >>Aha... miałem najpierw podzielić v*x przez c^2, a potem dopiero odjąć od t... Pogrzało cię, człowieku? t'=g*(t-(v*x)/(c^2)) I ja mam najpierw opuszczając człon mianownika, czyli t, dzielić tylko część tego mianownika przez c^2? Gdyby t było poza ułamkiem (nawias przed t to wyklucza), to tak...> >Z matematyki to ty się nawet do gimnazjum nie kwalifikujesz. Mylisz licznik z mianownikiem, nie widzisz nawiasów, kolejność działań masz gdzieś, rachunek jednostek jest ci zupełnie nie znany.> >Ale matma to jest i tak twój najmniejszy problem.> Kolejność wykonywania działań> I> DZIAŁANIA W NAWIASACH,....Wg ciebie 2*(2-2*2/2) = -2 ????!!!!!!! bo wg mnie (i zasad algebry) 0 (zero) Widzę że nie dostrzegłeś nawiasu (v*x). On jest nadmiarowy, dodałem go dla przejrzystości ale cię zmylił. To co zobaczyłeś to (t - v*x)/(c^2) > Z kogo ty chcesz wariata zrobić?Ja? No co ty? Za każdego mówią jego posty  >
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | atreYOU (971 punktów) | > >>>Aha... miałem najpierw podzielić v*x przez c^2, a potem dopiero odjąć od t... Pogrzało cię, człowieku? t'=g*(t-(v*x)/(c^2)) I ja mam najpierw opuszczając człon mianownika, czyli t, dzielić tylko część tego mianownika przez c^2? Gdyby t było poza ułamkiem (nawias przed t to wyklucza), to tak...> >>Z matematyki to ty się nawet do gimnazjum nie kwalifikujesz. Mylisz licznik z mianownikiem, nie widzisz nawiasów, kolejność działań masz gdzieś, rachunek jednostek jest ci zupełnie nie znany.> >>Ale matma to jest i tak twój najmniejszy problem.> >Kolejność wykonywania działań> >I> >DZIAŁANIA W NAWIASACH,....> Wg ciebie 2*(2-2*2/2) = -2 ????!!!!!!!> bo wg mnie (i zasad algebry) 0 (zero)> Widzę że nie dostrzegłeś nawiasu (v*x). On jest nadmiarowy, dodałem go dla przejrzystości ale cię zmylił.> To co zobaczyłeś to (t - v*x)/(c^2)> >Z kogo ty chcesz wariata zrobić?> Ja? No co ty? Za każdego mówią jego posty  > >Jeszcze nie dawno twierdziłeś iz powinienem podzielić przez c^2 tylko v*x  , a teraz mam już dzielić wynik z całości. Ja od początku wiem co jest grane. Ale ci nie powiem zanim sam się nie skapniesz. Powiedziałem już nawet o tym chyba dwa razy. A usunięcie tego nawiasu przecież nic nie zmienia. "Gdy nie ma nawiasów, to najpierw wykonujemy potęgowanie i pierwiastkowanie; potem mnożenie i dzielenie (napisane przez dwukropek lub kreskę pochyłą); a na końcu dodawanie, odejmowanie, oraz znak "minus" oznaczający przeciwieństwo." > Wg ciebie 2*(2-2*2/2) = -2 ????!!!!!!!> bo wg mnie (i zasad algebry) 0 (zero)Według mnie? Zachodzę już od pięciu minut w głowę jak ci wyszło tam -2? (wcześniej cytat z wikipedii, bo nie chciało mi się gdzie indziej szukać) pozdrawiam (dyskusja bezsensowna, ale trzeba to rozwiązać w końcu, no nie?... tak więc...)  pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 2 na 4 | pavvel (8272 punktów) | > >Błąd rachunkowy jest oczywisty. Zamiast podzielić v*x przez c^2 i wynik odjąć od t, ty odejmujesz v*x od t i ten wynik dzielisz przez c^2!!!!!!> Z tobą chyba jest coś nie tak. Dość że pokręciłeś wszystko zanim podszedłeś do obliczeń, co już ci tłumaczyłem, ale to do ciebie nie trafia, tylko jeszcze na mnie z ... wyskakujesz, to w dodatku schrzaniłeś same obliczenia podając wynik, którego w żaden sposób nie można z tego wyciągnąć. Teraz piszesz, że to ja się pomyliłem w obliczeniach. Gdzie masz ten błąd, o którym teraz mówisz? Wskaż mi go. Aha... miałem najpierw podzielić v*x przez c^2, a potem dopiero odjąć od t... Pogrzało cię, człowieku? t'=g*(t-(v*x)/(c^2)) I ja mam najpierw opuszczając człon mianownika, czyli t, dzielić tylko część tego mianownika przez c^2? Gdyby t było poza ułamkiem (nawias przed t to wyklucza), to tak... Rozumiem, że taki błąd można by popełnić raz, przez nieuwagę, rozkojarzenie, w pośpiechu... pod wpływem jakichś emocjii ... ale kiedy to się robi po raz drugi, w dodatku upierając się przy tym...> bye bye> Biedny niedouczony... Mianownik w ułamku to ta część pod kreską. Na górze jest licznik. A t nie jest ani w liczniku ani w mianowniku. ułamek nasz to (v*x)/(c^2) dopiero ten wynik odejmujesz od t. A teksty w stylu: > Z tobą chyba jest coś nie tak.> Pogrzało cię, człowieku?to sobie przed lustrem powtarzaj. To będzie właściwszy adres.
|
|
| | |  | | pavvel (8272 punktów) |
>t'=g*(t-(v*x)/(c^2))= g*(0.75-(1*(-2.25)))/9= g*(0.75-(-2.25)))/9= g*3/9= (?)0.353s >Dla X-B >t'=g*(t-(v*x)/(c^2))= g*(1.5-(1*4.5))/9= g*(1.5-4.5)/9= g*(-3)/9= (?)-0.353...s(?) >...
Jakim cudem ci c^2 poza nawiasy wyskoczyło? Umiesz liczyć na jednostkach fizycznych? To policz. Przekonasz się że to co zapisałeś to jedna wielka bzdura.
|
|
| | | |  | -1 na 3 | atreYOU (971 punktów) | > Jakim cudem ci c^2 poza nawiasy wyskoczyło?t'=g*(t-(v*x)/(c^2))= g*((0.75-(1*(-2.25)))/9)= g*((0.75-(-2.25)))/9)= g*3/9= (?)0.353s Jak więc widzisz stawiając uparcie nawias przed c^2 musiałbym dostawić jeszcze jeden bezsensowny nawias prze t począwszy w dodatku od drugiego członu obliczeń. A to i tak by nic nie zmieniło. ...Już miałem powiedzieć w czym rzecz. Dam tylko wskazówkę: w odpowiedzi na post uxbridge, w którym umieścił swoje obliczenia obliczyłem to jeszcze raz, jak widać. Nie umieściłem celowo żadnego komentarza do tego, co nawet go zbulwersowało potem. Gdy zacząłem obliczać było już dla mnie jasne iż tak jak to równanie zapisał uxbridge jest niemożliwością uzyskanie prawidłowego wyniku. Pan uxbridge kiedy to liczył miał w pamięci prawidłowo zapisany wzór - niestety konieczność używania ukośnika zamiast tradycyjnego znaku dzielenia zmusiła go do wariacji nawiasowych, przez co ten wzór w ogóle uczynił bezsensownym. Pomyślałem sobie jednak iż obliczę to według tego jak jest zapisane i zobaczymy czy się skapnie o co chodzi. Potem już mu nawet niemal wprost powiedziałem w czym rzecz Nie domyślił się, albo udaje. Zresztą, nie dziwię się iż ty też tego nie dostrzegasz, albo i ty udajesz. Czytając ten wzór tak jak został zapisany nie sposób dojść do właściwej konkluzji. Na dowód na to weź pod uwagę ten oto zagadkowy  wzór: t'=t-(v/c^2)*x)/([1-(v^2/c^2)] (nawiasem kwadratowym zastąpiłem znak pierwiastkowania) W "oryginale" wszelkie nawiasy są zbędne. Wstawiłem je tutaj zmuszony używaniem ukośnika. To samo musiał uczynić uxbridge. Niestety to schrzanił. Nawiasy są we wzorze podanym teraz przeze mnie po to abyś wiedział które i tylko które człony równania wchodzą w skład ułamków, a które są poza nim. We wzorze napisanym teraz przeze mnie sprawa jest jasna i klarowna. Czy podobną jasność i klarowność widać w poprzednim wzorze podanym przez uxbridge? t'=g*(t-(v*x)/(c^2)) Przy takim zapisie można wedle uznania dzielić przez c^2 co nam się tam spodoba z wyjątkiem g, które prawidłowo zostało oddzielone nawiasem. ...Ale skoro już tyle się nagadałem... to powiem już w czym rzecz: Prawidłowy zapis równania uxbridge powinien wyglądać tak: t'= g*t-((v*x)/(c^2)) Czy teraz jest jasne i klarowne co wchodzi w skład ułamka, a co nie? teraz podstaw sobie poprzednie dane i oblicz. Mówiłem już o tym kilka postów wcześniej, a powiedziałem uxbridge o tym nawiasie przed t i że tylko w przypadku gdy t będzie poza mianownikiem... przepraszam licznikiem - będzie mógł twierdzić iż dobrze obliczył. pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 2 na 4 | uxbridge (5980 punktów) | >...Ale skoro już tyle się nagadałem... to powiem już w czym rzecz: >Prawidłowy zapis równania uxbridge powinien wyglądać tak: >t'= g*t-((v*x)/(c^2)) >Czy teraz jest jasne i klarowne co wchodzi w skład ułamka, a co nie? >teraz podstaw sobie poprzednie dane i oblicz. Mówiłem już o tym kilka postów wcześniej, a powiedziałem uxbridge o tym nawiasie przed t i że tylko w przypadku gdy t będzie poza mianownikiem... przepraszam licznikiem - będzie mógł twierdzić iż dobrze obliczył. Słuchaj atre, masz już własną fizykę, po kiego tobie jeszcze własna matematyka!? Zabierzesz się za nią w wolnej chwili innym razem. Zaraz weźmie i pogmatwa ci się jedno z drugim, a ty potrzebujesz jak najwięcej odpoczynku, spokoju... Czego pożegnalnie życzę.
|
|
| | | | | |  | -2 na 2 | atreYOU (971 punktów) | >>...Ale skoro już tyle się nagadałem... to powiem już w czym rzecz: >>Prawidłowy zapis równania uxbridge powinien wyglądać tak: >>t'= g*t-((v*x)/(c^2)) >>Czy teraz jest jasne i klarowne co wchodzi w skład ułamka, a co nie? >>teraz podstaw sobie poprzednie dane i oblicz. Mówiłem już o tym kilka postów wcześniej, a powiedziałem uxbridge o tym nawiasie przed t i że tylko w przypadku gdy t będzie poza mianownikiem... przepraszam licznikiem - będzie mógł twierdzić iż dobrze obliczył. >Słuchaj atre, masz już własną fizykę, po kiego tobie jeszcze własna matematyka!? Zabierzesz się za nią w wolnej chwili innym razem. >Zaraz weźmie i pogmatwa ci się jedno z drugim, a ty potrzebujesz jak najwięcej odpoczynku, spokoju... >Czego pożegnalnie życzę. >
No dobrze, już dobrze. Twoja racja musi być, bo kolesie nie pozwolą inaczej. Ty się tu przed nimi musisz wykazywać, ja nie. Mnie zależy na nauce.
kiedy ci zacznie na niej zależeć, daj znać
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|