 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-09-2009 21:35 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zwyciężyliśmy ewolucję?
1 na 1 | Bardzo często słyszę stwierdzenie, że dzięki rozwojowi mózgu człowiek pokonał ewolucję. Nie musi on bowiem iść już za głosem instynktu, może używać prezerwatyw, oswajać tygrysy itp. Nie zgadzam się do końca z tym stwierdzeniem. Cóż bowiem znaczy stwierdzenie - "pokonać ewolucję"? W trakcie doboru naturalnego dochodzi do zaskakujących przełomów, takich jak powstanie rozmnażania płciowego, czy wielokomórkowych organizmów. Dzieje się to przypadkowo, później oczywiście przypadek staje się jedną z nieprzypadkowych dróg selekcji naturalnej. Zdarzenie, mutacja - to sprawia, że powstaje twór wielokomórkowy, myślący tak jak my, czy rozmnażający się płciowo. Nie uważam jednak, że jednokomórkowce pionierzy pokonali ewolucję zlewając się w większy organizm. Również autor pierwszego genetycznego erotyku jej nie pokonał, tak samo jak i nasz pierwszy praprzodek, który zaczął rysować coś na ścianie, czy składać własne dziecko w ofierze bogom burzy. Co wy na to? Sądzę, że to ciekawy temat. Na pograniczu filozofii przyrody i nauki, ale wpisałem go tutaj. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Mateusz (879 punktów) | Jasne żeśmy niczego nie pokonali. Zmieniły się tylko cechy na których koncentruje się "uwaga" ewolucji.
|
|
 | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) | >Jasne żeśmy niczego nie pokonali. Zmieniły się tylko cechy na których koncentruje się "uwaga" ewolucji.
Animizacja, a może nawet antropomorfizacja ewolucji, występująca w powyższym cytacie, każe się zastanowić, czy mamy jeszcze do czynienia z ewolucją pojmowaną jako teoria naukowa czy też z nowym rodzajem kultu - religią Ewolucji?
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
|  | | Mateusz (879 punktów) | Nie demonizuj, popełniłem jedynie pewien skrót myślowy. Samo operowanie na metaforach nie ewokuje z miejsca postrzegania ich jako żywych i odrębnych bytów. Dyskutowałem kiedyś z katechetom i podobnie właśnie próbował zbić moje postulaty mówiące o należnej roli ewolucji w świecie. Skontrował mianowicie, że ateiści zastępują boga wyimaginowanymi egzystencjami i wcale ich odmienny światopogląd nie jest zmianą jakościową. Oczywiście obecnie najbardziej w jego mniemaniu trendy pseudo-bytem miała być ewolucja. Mam wrażenie, iż problem z nadawaniem treści zdarzeniom czy też mechanizmom stricte abstrakcyjnym tyczy się nie tylko ewolucjonizmu. Cała generalizując postać boga być może jest taką dynamiczną personifikacją pewnych obserwowalnych zależności i nie stanowi nic prócz pewnej zgoła fałszywej nadinterpretacji. Jeżeli natomiast chodzi o "religię Ewolucji" to znajduję jej skromne istnienie całkiem miłym faktem, bowiem taka odmiana mająca za podstawy racjonalne założenia bardzo by się przydała w architekturze współczesnych religii. Byłby to taki pierwszy krok w stronę uczynienia religii tworami rozumowo uprawomocnionymi.
|
|
| |  | | lontri (16088 punktów) |
>Nie demonizuj, popełniłem jedynie pewien skrót myślowy...
Skróty myślowe są tym, co najbardziej szkodzi we wszelkich dziedzinach życia. Teoria ewolucji ma swoje specyficzne metody i swój specyficzny język, który jednak pozostaje do zaakceptowania na jej gruncie. W każdym razie używany w ramach teorii nie rodzi przedziwnych aporii i innych paradoksów, a przede wszystkim nadmiernych i nieuzasadnionych roszczeń sensu stosowanych do wszystkich dziedzin życia. Magia też wszystko tłumaczy, podobnie jak demonologia i wiara w ingerencję zaświatów. Właśnie po to, by teoria ewolucji ze swoim dorobkiem nie była stawiana w tym szeregu, tak jak to zrobił przytaczany przez ciebie ksiądz, potrzebne jest mówienie o niej "do rzeczy".
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | |  | 1 na 1 | Mateusz (879 punktów) | Nie możemy zatem w myśl Twoich poglądów na przykład mówić: ewolucja preferuje osobniki silniejsze; ewolucja usuwa szkodliwe mutacje z pul genowych populacji poprzez selekcję; ewolucja różnicuje przyrodę; itd., bo nie wolno nam upodmiotowić czegoś takiego jak teoria. To szaleństwo. Rachunek zysków i strat w przypadku wprowadzenia czegoś takiego wykazałby z całą pewnością, że takie rozwiązanie nie jest najtrafniejsze. Wszak właśnie na różnorakich skrótach myślowych wyrósł intelekt człowieka, dlatego obok paru podstawowych słów, oznaczających przedmioty i wzajemne ich zależności w ludzkim słownictwie i gramatyce znajdują się pojęcia zbiorowe, abstrakcyjne, konstrukcje zdaniowe mało mające wspólnego z jakimś bliżej nieokreślonym, kardynalnym, pierwotnym, a wreszcie prostym - a przez to w zamyśle ścisłym - kanonem. Skróty myślowe są po to żeby za każdym razem nie pisać brytanici kiedy się chce wyjaśnić coś nieco bardziej złożonego. Dzięki ich stosowaniu jesteśmy efektywniejsi, a że w czasie ich używania zakrada się pewien procent fałszerstwa i niezrozumienia to już inna sprawa. Forum chyba nie powinno być do końca miejscem podawania li tylko suchych, choć przez to w miarę pewnych definicji i twierdzeń?
|
|
| | | |  | | lontri (16088 punktów) |
Ewolucja to, ewolucja tamto... A przecież ewolucja jest tylko terminem teoretycznym i abstrakcyjnym, odnoszącym się do wniosków, wypływających z pewnych obserwacji, nadrzędnym w stosunku do innych terminów teorii. I tyle. Używanie skrótu myślowego w postaci "ewolucja preferuje", "ewolucja usuwa" może skutkować sądem stricte metafizycznym, ponieważ - jak utrzymujesz, na zasadzie nieporozumienia językowego - nadaje ewolucji status ontologiczny. A metafizyki chyba chcielibyśmy - na tyle, jak to tylko jest możliwe - uniknąć. Zgadza się! Stosowanie terminu "ewolucja" w takiej formie czy konwencji jest nonsensem. Wg mnie można powiedzieć co najwyżej, "w toku ewolucji", "w wyniku ewolucji", "w przebiegu zmian ewolucyjnych", "w przebiegu procesów ewolucyjnych" przeżywają osobniki/cechy/geny/gatunki/populacje najlepiej przystosowane do/warunkujące najlepsze przystosowanie do itp. Teoria ewolucji dysponuje precyzyjną terminologią, dotyczącą opisywanych przez nią zjawisk i uważam, że należy jej używać adekwatnie do poruszanego problemu. Wolałbym więc również, żeby zamiast "w toku ewolucji" konkretnie wskazać, jakiego rodzaju proces uważa się za kluczowy - czy będzie to konkurencja wewnątrzgatunkowa czy międzygatunkowa, a może raczej dobór płciowy albo innego rodzaju, a może adaptacja do warunków biotopu, itp. Należy też brać pod uwagę fakt, że wiele czynników związanych ze zjawiskiem doboru naturalnego nie ma charakteru ściśle ewolucyjnego - są to czynniki przypadkowe, fizyczne, chemiczne, biologiczne, które pozostają poza zainteresowaniami teorii ewolucji i poza jej potencjałem eksplanacyjnym i prognostycznym (nie należą do jej przedmiotu). W teorii ewolucji istnieje też pojęcie preadaptacji, które wymyka się "zdroworozsądkowym" interpretacjom przyczyno-skutkowym. Można więc powiedzieć, że procesy ewolucyjnie niekoniecznie muszą tłumaczyć całego człowieka w ogóle. Wydaje mi się, że spojrzenie samego Darwina na proces powstawania gatunków było o wiele szersze i bardziej systemowe niż jego współczesnych zwolenników i kontynuatorów.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | |  | | Mateusz (879 punktów) | > Używanie skrótu myślowego w postaci "ewolucja preferuje", "ewolucja usuwa" może skutkować sądem stricte metafizycznym, ponieważ - jak utrzymujesz, na zasadzie nieporozumienia językowego - nadaje ewolucji status ontologiczny.Zaskutkuje niechybnie, ale u tych ludzi którym wcale taki pretekst, jak nieścisłość językowa nie jest potrzebny. Popadanie, więc w kognitywizm, w szukanie na siłę dróg którymi można by źle zrozumieć ideę ewolucji przez jej nieprecyzyjne określanie jest bezsensowne. Ten kto czytając zwrot "ewolucja preferuje..." nada jej opacznie charakter ontologiczny zrobi to również gdy powie się mu to w inny, bardziej naukowy i jednoznaczny sposób. Człowiek taki sam szukać będzie możliwości wejścia w metafizykę. > Stosowanie terminu "ewolucja" w takiej formie czy konwencji jest nonsensem.To kwestia normatywna. Dla kogoś stwierdzenie "wyprałam ci bieliznę" podczas gdy osoba mówiąca to wcale nic nie wyprała tylko wrzuciła szmaty do pralki (czyli pralka wyprała) może być równym nonsensem i zakłamaniem. Nie bądźmy tacy drętwi, nam (chyba!) i tak nie grozi, że zaczniemy rozpatrywać ewolucję w kategoriach boskich. W każdym razie zaś na pewno nie zrobimy tego przez stosowanie takiego ogólnikowego nazewnictwa  > Należy też brać pod uwagę fakt, że wiele czynników związanych ze zjawiskiem doboru naturalnego nie ma charakteru ściśle ewolucyjnego - są to czynniki przypadkowe, fizyczne, chemiczne, biologiczne, które pozostają poza zainteresowaniami teorii ewolucji i poza jej potencjałem eksplanacyjnym i prognostycznym.Ja zawsze rozumiałem ewolucję możliwie najszerzej. Nigdy nie starałem ograniczać jej do biologii. Nie będę mówił, że wszystko podlega zmianom ewolucyjnym, bo o wszystkim sądzić mi nie wolno, ale z mojego własnego doświadczenia mogę uciułać konstatację, iż ewoluuje PRAWIE wszystko. > W teorii ewolucji istnieje też pojęcie preadaptacji, które wymyka się "zdroworozsądkowym" interpretacjom przyczyno-skutkowym.Po pierwsze, to że coś się wymyka nie znaczy że w końcu nie wpadnie w nasze sidła. Innymi słowy teraz możemy mieć za mało danych żeby to zrozumieć. Ta preadaptacja czym właściwie jest? > Można więc powiedzieć, że procesy ewolucyjnie niekoniecznie muszą tłumaczyć całego człowieka w ogóle.Hmmm... poniekąd każdy "zbieg okoliczności" na pozór niezdeterminowany ewolucyjnie jest powiązany ze zmianami powstałymi w trakcie procesów ewolucyjnych.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
> Ja zawsze rozumiałem ewolucję możliwie najszerzej. Nigdy nie starałem ograniczać jej do biologii. Nie będę mówił, że wszystko podlega zmianom ewolucyjnym, bo o wszystkim sądzić mi nie wolno, ale z mojego własnego doświadczenia mogę uciułać konstatację, iż ewoluuje PRAWIE wszystko.Przy czym ewolucja biologiczna jest czymś innym niż inne rodzaje ewolucji. Nie można więc powiedzieć, że wszystkim rządzi jakaś abstrakcyjna ewolucja. Zamiast mówić - ewoluuje prawie wszystko, można po prostu powiedzieć, że w znanym nam wszechświecie obserwujemy zachodzenie różnych zmian. Teoria ewolucji obejmuje obszarem swoich zainteresowań pewien wycinek tych zmian. Twierdzenie, że "ewoluuje PRAWIE wszystko" jest przykładem na poparcie moich tez o nadmiernej i nieuzasadnionej absolutyzacji ewolucji, co jest naturalnym następstwem pewnych błędów logicznych - przede wszystkim ekwiwokacji, czyli używania tego samego słowa (ewolucja) w różnych znaczeniach w jednej wypowiedzi, oraz różnego rodzaju niedopowiedzeń. > Po pierwsze, to że coś się wymyka nie znaczy że w końcu nie wpadnie w nasze sidła. Innymi słowy teraz możemy mieć za mało danych żeby to zrozumieć.Typowo jezuicki argument w rodzaju: Pewnych rzeczy nie obejmujemy naszym umysłem, ale w zamyśle Bożym ma to zapewne głęboki i uzasadniony sens. Pod Pana Boga podstawiamy ewolucję, i otrzymujemy zadanie: Pewnych rzeczy nie obejmujemy naszym umysłem, ale w perspektywie ewolucji ma to zapewne głęboki i uzasadniony sens. > Hmmm... poniekąd każdy "zbieg okoliczności" na pozór niezdeterminowany ewolucyjnie jest powiązany ze zmianami powstałymi w trakcie procesów ewolucyjnych.Tak? A ja myślałem, że zbiegi okoliczności to po prostu boskie interwencje. Ale myliłem się. To Ewolucja! 
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) |
>Przy czym ewolucja biologiczna jest czymś innym niż inne rodzaje ewolucji. Nie można więc powiedzieć, że wszystkim rządzi jakaś abstrakcyjna ewolucja. Zamiast mówić - ewoluuje prawie wszystko, można po prostu powiedzieć, że w znanym nam wszechświecie obserwujemy zachodzenie różnych zmian. >Teoria ewolucji obejmuje obszarem swoich zainteresowań pewien wycinek tych zmian.
Ewolucja to termin istniejący przed Darwinem. Słowo to oznacza powolny proces, powolną zmianę, czym różni się od drugiej możliwości - rewolucji. Tam zmiana jest gwałtowna. Ewolucja biologiczna to moim zdaniem tylko wycinek znaczenia tego słowa i rezerwacja go tylko do ewolucji biologicznej jest nieuprawnione. Czym charakteryzuje się twoim zdaniem ewolucja biologiczna? Zmiennością genetyczną? A co z "żyjątkami" nie mającymi DNA? Czy byłaby to ewolucja? A symulacje komputerowe - ewolucja? Myślę, że podświadome pragnienie do izolacji nas od reszty świata jest złudne i nieuprawnione. My - żywi kontra świat nieożywiony. My - ludzie kontra reszta stworzeń. Równice nie są ostre i musimy przyzwyczaić się do tej myśli, jeśli chcemy iść dalej i rozwijać się intelektualnie w tym świecie.
|
|
| | | | | | | |  | | lontri (16088 punktów) |
>Ewolucja to termin istniejący przed Darwinem.
Ale to Darwin nadał mu specyficzne, naukowe znaczenie, spójne z jego teorią i zespołem pojęć, jakimi się ta teoria posługuje.
> Czym charakteryzuje się twoim zdaniem ewolucja biologiczna? Zmiennością genetyczną? A co z "żyjątkami" nie mającymi DNA? Czy byłaby to ewolucja? A symulacje komputerowe - ewolucja?
To chyba raczej pytanie do Tabisza. Jak już zwracałem uwagę, teoria ewolucji w klasycznej formie abstrahuje od tego, co jest substancjalnym podłożem tych zmian i mimo to zachowuje swoją ważność. Oczywiście, jako teoria naukowa, nie jest nieomylna w swoich spekulatywnych przewidywaniach i hipotezach. I to dobrze. Gdyby jej twierdzenia nie były falsyfikowalne, należałoby się zastanowić, czy w ogóle mamy do czynienia z teorią naukową. Niestety, sposób rozumienia ewolucji prezentowany np. przez ciebie jest wyjątkowo nienaukowy - rozmyte czy wręcz rozwodnione pojęcia mają niewiele wspólnego z językiem nauki.
>Myślę, że podświadome pragnienie do izolacji nas od reszty świata jest złudne i nieuprawnione. My - żywi kontra świat nieożywiony. My - ludzie kontra reszta stworzeń. Równice nie są ostre i musimy przyzwyczaić się do tej myśli, jeśli chcemy iść dalej i rozwijać się intelektualnie w tym świecie.
A jak ma się to do teorii ewolucji? Bo ja nie wiem.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | >>Ewolucja to termin istniejący przed Darwinem. >Ale to Darwin nadał mu specyficzne, naukowe znaczenie, spójne z jego teorią i zespołem pojęć, jakimi się ta teoria posługuje.
Oczywiście - Darwin wykorzystując ten termin nadał mu nowe znaczenie, jednak poprzednie nie zostały w ten sposób przekreślone. Można swobodnie używać go, o ile pasuje faktycznie do opisywanego procesu.
>Niestety, sposób rozumienia ewolucji prezentowany np. przez ciebie jest wyjątkowo nienaukowy - rozmyte czy wręcz rozwodnione pojęcia mają niewiele wspólnego z językiem nauki. Definicja jest prosta i dość precyzyjna. Ewolucja zbliżona do sensu darwinowskiego oznacza proces powolnych zmian charakteryzująca obiekty tworzące kopie i wykazujące zmienność. Dalsze szczegóły wprowadzają tylko dodatkowe ograniczenia, których zasadność można dyskutować. >>Myślę, że podświadome pragnienie do izolacji nas od reszty świata jest złudne i nieuprawnione. My - żywi kontra świat nieożywiony. My - ludzie kontra reszta stworzeń. Równice nie są ostre i musimy przyzwyczaić się do tej myśli, jeśli chcemy iść dalej i rozwijać się intelektualnie w tym świecie. >A jak ma się to do teorii ewolucji? Bo ja nie wiem.
Jest konsekwencją przyjęcia tej tezy. W podtekście wielu wypowiedzi krytykujących TE widać właśnie taki podświadomy lęk. Nazwijmy to po imieniu.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Doskonała wypowiedź Aniu. Plus. Oczywiście, zgadzam się z tobą co do owego podświadomego lęku. Darwin zaobserwował mechanizm ewolucji, ale go nie stworzył. Świadczy o tym choćby fakt, że mamy w sobie najlepszy dowód na ewolucję, czyli geny, o których ten genialny Anglik nie mógł wiedzieć. Podobnie Newton nie stworzył grawitacji, a Einstein czasoprzestrzeni i relacji pomiędzy materią a energią mówiącej nam, że chodzi o ten sam "obiekt".
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | >Myślę, że podświadome pragnienie do izolacji nas od reszty świata jest złudne i nieuprawnione. My - żywi kontra świat nieożywiony. My - ludzie kontra reszta stworzeń. Równice nie są ostre i musimy przyzwyczaić się do tej myśli, jeśli chcemy iść dalej i rozwijać się intelektualnie w tym świecie.
A jak ma się to do teorii ewolucji? Bo ja nie wiem.Tematem mojego topiku jest nie tylko sprecyzowanie pojęcia "ewolucja", lecz refleksja nad często padającym stwierdzeniem "pokonaliśmy ewolucję". To stwierdzenie nie jest do końca naukowe, bo jak można na przykład pokonać matematykę? Owo stwierdzenie ma zatem znaczenie kulturotwórcze, jest samo w sobie metaforą, moim zdaniem błędną metaforą. Ani słusznie podchwyciła moją myśl, że owo wieszczenie zwycięstwa ma cechy dawnego lęku istot duchowych przed światem materialnym. Jest kalką z religii. Moim zdaniem taka kalka nie ma racji bytu. Jest próbą oswojenia zjawiska które jest w naszej kulturze nowe i od którego powinniśmy się uczyć. Lontri, mam do ciebie prośbę - zwracaj się do mnie po imieniu. Być może masz taki nawyk i lubisz zwracać się po nazwisku do rozmówcy w dowód szacunku etc. Ale gdy ja mówię po nazwisku używam formy Pan Kowalski. Gdy zaś jestem w necie lubię mówić na ty i po imieniu. Czyli Janek, Łukasz etc. Forma Kowalski wchodzi w moje atawizmy jako przejaw pewnego rodzaju agresji i niepotrzebnie nastawia mnie wojowniczo w stosunku do rozmówcy. Taka moja słabość
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Mateusz (879 punktów) | > Zamiast mówić - ewoluuje prawie wszystko, można po prostu powiedzieć, że w znanym nam wszechświecie obserwujemy zachodzenie różnych zmian.Zmiany, zmiany... sęk w tym, że podlegają one nieustannie weryfikowaniu na zasadach bliźniaczo podobnych do tych wysuniętych przez Darwina. Np. mamy pewien układ fizyczny, nieinercjalny; jeżeli teraz umieścimy w nim jakieś eksperymentalne ciało to jego stan, położenie, ale także właściwości się zmienią. Ciało przystosuje się do zastanego otoczenia osiągając stan energetycznej równowagi. Jeżeli umieścimy obiekt, który nie ma odpowiedniej rezerwy i nie będzie "potrafił" się podporządkować prawom obowiązującym w danym miejscu nie ulegając przy tym rozbiciu na inne niespójne już składowe to można powiedzieć, że pierwsze ciało wygrało ewolucyjnie. Trudno to wytłumaczyć. Mamy przykładowo stertę niejednorodnych kamieni. Zaczynamy wszystko mieszać, trzeć, jednym słowem poddajemy nasze elementy działaniu sił, naprężeń mechanicznych. Jaki rodzaj kamieni przetrwa nasze zabiegi? Duże, z racji swej małej spoistości rozpadną się i powiększą grono małych kamyków, tracąc pospołu swoją jednostkową przynależność do pseudo-gatunku "dużych kamieni". Małe zaś zmieniły tylko nieco swój kształt, zrobiły się bardziej kuliste, co umożliwiło im swoiste przetrwanie. W grze zostają zatem tylko małe kamienie i to one właśnie mogą w razie konieczności zmienić postać, kształt i strukturę odpowiadając na szereg kolejnych zmian w otaczającej przestrzeni. Tożsamość "dużych kamieni" przepada bezpowrotnie, podobnie jak dinozaurów i innych bytów niezdolnych do przejścia metamorfozy w zadanym na to czasie i stopniu. > Typowo jezuicki argument...To chyba na tym forum ciężka obelga  > Pewnych rzeczy nie obejmujemy naszym umysłem, ale w zamyśle Bożym ma to zapewne głęboki i uzasadniony sens.Wcale nie twierdzę, że ma to z góry nadany sens, jakkolwiek nie mogę tego naturalnie wykluczyć - stąd dziwi mnie, iż tak bezkrytycznie chcesz to zrobić, nie dostrzegając rzeczywistej niemocy ludzi w kwestii obserwowania i wyciągania wniosków o rzeczach dziejących się na przestrzeni niezwykle długich okresów czasu. > Można więc powiedzieć, że procesy ewolucyjnie niekoniecznie muszą tłumaczyć całego człowieka w ogóle.> >Hmmm... poniekąd każdy "zbieg okoliczności" na pozór niezdeterminowany ewolucyjnie jest powiązany ze zmianami powstałymi w trakcie procesów ewolucyjnych.> Tak? A ja myślałem, że zbiegi okoliczności to po prostu boskie interwencje. Ale myliłem się. To EwolucjaNie ironizuj. Twoje twierdzenie sprowadzić można do tego, że człowiek żyje poza światem materialnym, albo w jego obrębie, lecz dziwnym trafem wymyka się częściowo jego wpływowi. Skoro ewolucja jest istotnym czynnikiem sposobu porządkowania świata to nie można odmówić powiązań między jej działaniem a dowolnym innym elementem wszechświata - w tym z człowiekiem. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie ironizuj. Twoje twierdzenie sprowadzić można do tego, że człowiek żyje poza światem materialnym, albo w jego obrębie, lecz dziwnym trafem wymyka się częściowo jego wpływowi. Skoro ewolucja jest istotnym czynnikiem sposobu porządkowania świata to nie można odmówić powiązań między jej działaniem a dowolnym innym elementem wszechświata - w tym z człowiekiem.
Pozdrawiam.Daję plusa, bo zagadnienie jest całkiem poważne i, rzeczywiście, nie ma co ironizować. Ewolucja jest moim zdaniem dowodem koronnym na w pełni materialny związek człowieka z resztą natury i kosmosu. Darwin miał wciąż do dyspozycji nieodgadnioną siłę witalną, która równie dobrze mogła być pierwiastkiem duchowych znanym z większości religii, czyli mówiąc inaczej zabobonów. Dawkins znakomicie podkreśla sposób, w jaki ewolucja dała nam poczucie pewności co do filozoficznych niejasności. Wiele spekulacji parareligijnych rozwiało się jak mgła pod wpływem neodarwinizmu (czyli dawrinizmu znającego genetykę). Oczywiście wielu ludzi nadal woli ściskać kurczowo rozwianą mgłę, ale to już inna sprawa
|
|
5 na 7 | -jad- (18783 punktów) | > Bardzo często słyszę stwierdzenie, że dzięki rozwojowi mózgu człowiek pokonał ewolucję.Dobre  Dzięki ewolucji człowiek pokonał ewolucję. > Co wy na to? Sądzę, że to ciekawy temat. Na pograniczu filozofii przyrody i nauki, ale wpisałem go tutaj.Sądzę, że ewolucja sama w sobie jest bardzo ciekawa ale pomysł, że ją pokonujemy jest niedorzeczny. Możemy ewentualnie niektórymi sprawami pokierować według własnego pomysłu i upodobania, vide genetycznie modyfikowane rośliny ale o żadnym pokonywaniu nie może być mowy.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja to też tak widzę, ale nawet Dawkinsowi zdarza się wpadać w taki humanistyczny triumfalizm. To mnie zadziwia.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Czy możemy mieć pomysł zupełnie niezależny od ewolucyjnych uwarunkowań? - kolejne ciekawe pytanie.
|
|
| |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >Czy możemy mieć pomysł zupełnie niezależny od ewolucyjnych uwarunkowań? - kolejne ciekawe pytanie.
No pewnie. Weźmy np. taki manicheizm.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Manicheizm nie jest niezależny od ewolucyjnych uwarunkowań. Religie powstają w wyniki niespójności pomiędzy modułami mózgu które wyewoluowały (w skrócie, mogę rozwinąć). Lęk przed śmiercią - również nie wziął się z powietrza. Poczucie dwoistości ma również fukcje ewolucyjna. Ja - otoczenie, moja grupa społeczna - obca grupa społeczna. Do tego dochodzi przeczucie obecności drapieżnika podpowiadane podświadomie nawet wtedy, gdy to wiatr a nie tygrys gałązkami poruszył (zło manichejskie). Religie są wręcz czystym koktajlem zupełnie nie przetworzonych, ewolucyjnych uwarunkowań. Jak myślicie, czemu Eden przypominać ma ogród? Przecież drzewa "nie zostaną zbawione".
|
|
| | | |  | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
Traktujesz ewolucję jak byt i jak zasadę bytu, nadając jej znaczenie bytu transcendentnego, niezależnego od podmiotu. Traktujesz ją więc w taki sposób, że jej rozumienie staje się bardzo bliskie absolutowi. A tymczasem ewolucja to tylko teoria naukowa i jako taka ma swój określony sens.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ewolucja nie jest tylko teorią naukową. Naukowcy zauważyli ten proces i tak go właśnie nazwali. Zaś potwierdzeniem tegoż procesu są geny w każdej twojej komórce poza czerwonymi krwinkami.
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | lontri (16088 punktów) | >Ewolucja nie jest tylko teorią naukową.
Chrześcijaństwo też nie jest tylko teorią naukową.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Chrześcijaństwo jest nieprawdą która nie ma żadnego związku z nauką. Stwierdzenie "chrześcijaństwo jest nie tylko teorią naukową" ma w sobie rekordową niedorzeczność. Nie umiałbym czegoś podobnego wymyśleć, więc zadziwiony daję ci plusa - za niewątpliwy talent do wymyślania pojęć podwójnie nieistniejących i podwójnie nieistotnych
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
Jeśli ewolucja nie jest tylko teorią naukową, to może jeszcze ewentualnie być terminem naukowym i posiada określone znaczenie i sens na gruncie określonej teorii naukowej, konkretnie - teorii ewolucji.
A jeśli chodzi o chrześcijaństwo. Wiem, że nie byłbyś w stanie czegoś takiego wymyślić. Za bardzo jesteś przywiązany do swojej wizji ewolucji jako bytu transcendentnego.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Bazą dla wszystkich religii są niespójne atawizmy tkwiące w naszej psychice i konstrukcji mózgu. Nikt tego nie wymyślił. Lenistwo umysłu nie jest pomysłem. Lenistwo to lenistwo.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ach - widzę, że jesteś surrealistą  To wiele wyjaśnia  . Już nie będę taki poważny w pogawędkach z tobą. Zupełnie szczerze przepraszam
|
|
| | | | | | | |  | | lontri (16088 punktów) |
Nie pocieszaj się.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja się nie martwię. Ale wolę inne gatunki w malarstwie. A Salvadora Dali wprost nie cierpię. Tym niemniej "de gustibus..."
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | lontri (16088 punktów) |
A ja nie lubię naiwnego realizmu. Tabizm pozostaje chyba w tym nurcie malarstwa naukawego.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
>Tabizm pozostaje chyba w tym nurcie malarstwa naukawego.
Na razie ograniczę się do eufemistycznej uwagi - mało eleganckie.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | lontri (16088 punktów) |
Tabisz powołuje się na autorytet niejakiego Dawkinsa. To w takim razie ja też powołam się na autorytet. Bertrand Russel wystarczy? Zachęcam przed dalszym snuciem baśni o wszechwładnej ewolucji do zapoznania się z rozdziałami I-III "Problemów filozofii". Być może wówczas moja nieprzejednana postawa stanie się nieco bardziej zrozumiała.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Russel w ujęciu surrealistycznym może być niezły. Już nie pamiętam, jak on sam siebie ujmował
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Być może wówczas moja nieprzejednana postawa stanie się nieco bardziej zrozumiała.
Postawę rozumiem, natomiast formę w jakiej ją wyraziłeś, uważam za mało elegancką.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | lontri (16088 punktów) |
O co masz do mnie pretensje? Przecież to ewolucja stworzyła mnie takim, jakim jestem. Czy możesz winić mnie za to, że ewolucja mnie tak ukształtowała? To ewolucja przecież odpowiada za to, co robię, co i jak myślę. Ja mogę tylko przyjąć rolę biernego, bezradnego widza. Nie poradzisz... Taki już mój los. Taka ewolucja.
(P.S. Czyżbyś był w istocie krypto-anty-ewolucjonistą?)
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Krzysztof Tłoczek (77 punktów) | Napisałeś: Przecież to ewolucja stworzyła mnie takim, jakim jestem. Czy możesz winić mnie za to, że ewolucja mnie tak ukształtowała? To ewolucja przecież odpowiada za to, co robię, co i jak myślę. Ja mogę tylko przyjąć rolę biernego, bezradnego widza. Nie poradzisz... Taki już mój los. Taka ewolucja.
Czy naprawdę na forum które tak szanuję, ludzie których uważam za wykształconych zawsze muszą schodzić do tego poziomu dyskusji?
Wyśmiewanie innego stanowiska jako argument broniący własnych odejść od ogólnie przyjętych zasad jakoś do mnie osobiście nie przemawia.
Mądrość chyba nie na tym polega. Naukowiec głosząc jakąś teorię, słuchając krytyki i przedstawiając argumenty. Powinien także cieszyć się, że w momencie odnalezienia dowodów zaprzeczających jego teorii w sposób na dany czas kategoryczny, ktoś pomógł mu odkryć prawdę. Podobnie chyba z filozofią. Nie wiele jak widać zostało z umiłowania mądrości jako takiej, gdy nie pochodzi ona od nas...
Pozdrawiam każdego!
Na rozstaju dróg gdym stanął wybrałem tę mniej uczęszczaną...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | lontri (16088 punktów) |
Gdyby ewolucja była traktowana właśnie tak, jak to postulujesz, nie miałbym nic przeciwko temu, a nawet więcej - właśnie o takie, naukowe rozumienie i ujmowanie ewolucji mi chodzi. Nie podoba mi się, gdy widzę, że ewolucjonizm zaczyna być traktowany jako teoria spekulatywna, w ramach której próbuje się wytłumaczyć wszystko ewolucją, a ewolucja staje się głównym - jeżeli nie jedynym - punktem odniesienia. Teoria ewolucji jest użyteczna w odniesieniu do pewnego odcinka zagadnień naukowych, ale jej użyteczność, a przede wszystkim prawomocność ustaleń, w stosunku do całokształtu życia społecznego człowieka, w tym zagadnień etycznych budzi moje wątpliwości. Czy teoria ewolucji potrafi rozwiązać np. kwestię wolnej woli i odpowiedzialności za swe czyny?
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Krzysztof Tłoczek (77 punktów) | Piszesz: > Teoria ewolucji jest użyteczna w odniesieniu do pewnego odcinka zagadnień naukowych, ale jej użyteczność, a przede wszystkim prawomocność ustaleń, w stosunku do całokształtu życia społecznego człowieka, w tym zagadnień etycznych budzi moje wątpliwości.> Czy teoria ewolucji potrafi rozwiązać np. kwestię wolnej woli i odpowiedzialności za swe czyny?Teoria ewolucji wskazuje jak piszesz na pewną część zagadnień i nie wątpliwie wskazuje kierunek w jakim powinniśmy zmierzać analizując jej efekt jakim jesteśmy niewątpliwie my - ludzie. Moją uwagę ostatnio przykuła neuroetyka, myślę, że może być pomocna na drodze rozważań etycznych, czyli jakby nie patrzeć filozofii. Odwołam się do jednego z nielicznych (niestety jak zwykle) źródła: "Neuroetyka - pierwsza konferencja w 2002 roku, organizowana przez Stanford Univ; książka z referatami jest tu. Pojęcie neuroetyki ma wiele aspektów: Moralność można przypisać wszystkim zwierzętom żyjącym w grupach; zachowania społeczne mają socjobiologiczne podstawy i wynikają ze specyficznej organizacji struktur mózgu. Jak powstaje etyka? Trzeba zrozumieć procesy rozwojowe mózgu: formowanie się świata wewnętrznego, przestrzeni umysłu, świata kultury. Podstawowy proces: ocena wartość/kategoria, na poziomie emocjonalnym (por. Gerald Edelman). Uczenie się następuje początkowo przez imitację i obserwację, "rezonans" z innymi mózgami. Współ-odczuwanie pozwala na zrozumienie stanów innych umysłów, ich cierpienia; sporo o tym pisze Dalaj Lama, biorący co roku udział w dyskusjach z amerykańskimi naukowcami. Jeden z najstarszych tekstów na tematy etyczne to egipskie pismo sprzed 4000 lat, w którym król radzi swojemu synowi (Eliade 1988): Zamiast wznosić sobie pomnik z kamienia uczyń sobie trwały pomnik z miłości, jaką po sobie pozostawisz. Kochaj wszystkich ludzi. Pociesz płaczącego i nie krzywdź wdowy. Nie karz niesprawiedliwie. Nie zabijaj. Zrozumienie różnych aspektów działania mózgu ma również etyczne implikacje, np: * choroby psychiczne nie są już takim tabu, lekarze zastąpili egzorcystów, a halucynacje przestały być objawem świętości (za wyjątkiem niektórych krajów ...); * skłonności do alkoholizmu czy przestępczości są uwarunkowane genetycznie; * transwestytyzm, chęć zmiany płci i odmienne upodobania seksualne nie są wynikiem grzesznego wyboru ale naturalnej wariancji procesów rozwojowych, bez której nie byłoby ewolucji; * dziwne zachowania są zwykle wynikiem działania nietypowych połączeń w mózgu, np. chęć odcięcia sobie kończyny (dysmorfia ciała) lub odcięcia komuś ... * uszkodzenia płatów czołowych powodują niezdolność do zrozumienia kontekstu społecznego swoich zachowań i w efekcie do zachowań aspołecznych; * skoro wiemy, że pamięć nie jest fotograficznym zapisem, jak traktować wartość zeznań w sądzie? Badania nad mózgiem prowadzą do wielu problemów etycznych, społecznych i komplikacji prawnych. * Czy powinniśmy brać pigułki na zapominanie, smutek lub nieśmiałość? * Kto ma podejmować decyzję o udziale w badaniach klinicznych osób o uszkodzonych mózgach, np. przez chorobę Alzheimera? * Czy wszczepienie modułu pamięci do mózgu to niedozwolona forma dopingu? * Kto powinien decydować o tym, co jeszcze jest normalne? " (za www.fizyka(*)-kog-oblicza/03kog-oblicza.htm - różne oblicza kognitywistyki) Pozdrawiam!
Na rozstaju dróg gdym stanął wybrałem tę mniej uczęszczaną...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
Zapraszam do zapoznania się z wątkiem: www.racjonalista.pl/forum.php/p,85/s,243841Z pewnością twoje uwagi w temacie mogą być interesujące dla tego "projektu". Natomiast co się tyczy teorii ewolucji, to zauważ, że nie wyczerpuje ona nawet pola zainteresowań samych nauk biologicznych. Może być użyteczna jako źródło pewnych hipotez lub przypuszczeń, interpretacji, ale o dość ograniczonym zakresie stosowania. Twierdzenie, że teoria ewolucji jest jądrem współczesnej biologii uważam jedynie za pobożne życzenie.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ta wypowiedź Lontri to manipulacja faktami. Jeśli aż tak marginalizujesz ewolucję, to powinieneś też uznać genetykę za coś na pograniczy astrologii i feng shui. Bo czym są geny jak nie zapisem i podmiotem ewolucji? Jakie masz w tej sprawie kontrpropozycje? Zamieniam się w słuch...
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tabizm, jeszcze nie stworzyłem  Ale tak szczerze, to chyba było coś takiego, to nie jest od mojego nazwiska. Jeśli chodzi o surrealistów, to Paul Klee też może być, o ile uznasz go za surreala. Bardzo bym chciał Lontri, żebyśmy kiedyś, jako gatunek statystycznie zmądrzeli i aby było miło tak surrealistycznie się odprężać po poznawczym wysiłku  Na razie miliardy ludzi na całym świecie tkwi po uczy w takim, bądź innym nadanym surrealizmie
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | >>Ewolucja nie jest tylko teorią naukową. >Chrześcijaństwo też nie jest tylko teorią naukową. Chrześcijaństwo nie jest wcale teorią naukową. To nawet nie jest hipoteza naukowa. Można to nazwać filozofią, ale filozofia to również nie jest hipoteza ani teoria naukowa. Teoria aby stała się teorią musi być zgodna z danymi empirycznymi, spójna z obserwacjami i tworzyć jakiś całościowy pogląd na dany aspekt rzeczywistości. Musi być weryfikowalna. Teoria stając się teorią jest najpełniejszym sposobem na opisanie rzeczywistości jaki, w oparciu o aktualną wiedzę, jesteśmy w stanie stworzyć. Wybacz, ale żadna religia nie kwalifikuje się do tego, bo brakuje w niej "realności" i weryfikowalności. TE jest teorią, bowiem mamy ogrom danych empirycznych, przesłanek, analiz, symulacji itd.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >>>Ewolucja nie jest tylko teorią naukową. >>Chrześcijaństwo też nie jest tylko teorią naukową. >Chrześcijaństwo nie jest wcale teorią naukową. To nawet nie jest hipoteza naukowa. Można to nazwać filozofią, ale filozofia to również nie jest hipoteza ani teoria naukowa. >Teoria aby stała się teorią musi być zgodna z danymi empirycznymi, spójna z obserwacjami i tworzyć jakiś całościowy pogląd na dany aspekt rzeczywistości. Musi być weryfikowalna. Teoria stając się teorią jest najpełniejszym sposobem na opisanie rzeczywistości jaki, w oparciu o aktualną wiedzę, jesteśmy w stanie stworzyć. >Wybacz, ale żadna religia nie kwalifikuje się do tego, bo brakuje w niej "realności" i weryfikowalności.
To prawda, że chrześcijaństwo nie jest teorią naukową, tylko pewną ideologią. Ale istnienie chrześcijaństwa, jego wpływ na rzeczywistość, jest jak najbardziej realne. W tym sensie istnieje, tak jak istnieje ewolucja.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | >>>>Ewolucja nie jest tylko teorią naukową. >>>Chrześcijaństwo też nie jest tylko teorią naukową. >>Chrześcijaństwo nie jest wcale teorią naukową. >To prawda, że chrześcijaństwo nie jest teorią naukową, tylko pewną ideologią. Ale istnienie chrześcijaństwa, jego wpływ na rzeczywistość, jest jak najbardziej realne. W tym sensie istnieje, tak jak istnieje ewolucja. Nie - chrześcijaństwo istnieje w takim samym sensie w jakim istnieje teoria mówiąca o ewolucji. Ale ewolucja jest weryfikowalna i istnieje "w rzeczywistości", a chrześcijaństwo - czy raczej to o czym mówi - już nie. Czyli teoria ewolucji mówi o procesie, który istnieje na pewno. Chrześcijaństwo jako filozofia mówi o rzeczach, które nie istnieją na pewno.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Świetna wypowiedź. Plus. Czuję się jak papuga, ale co mam zrobić?  Aniu! Powtórzę inaczej, bo warto podkreślić. Ewolucja jest nazwą istniejącego procesu, tak jak Słońce jest nazwą istniejącej gwiazdy. Wielki Pluszowy Miś, bóg wszechrzeczy jest nazwią nie istniejącej rzeczy. Wpływ na kulturę rzeczy wyssanych z palca jest ewidentny. Ale to nie oznacza, że te rzeczy należy stawiać na równi z istniejącymi rzeczami (i nikt tego tak naprawdę nie robi - każdy coś je, a jedząc potwierdza energię płynącą ze Słońca a nie Wielkiego Pluszowego Misia). Dodam, że wpływ wyssanych z palca "Jedynie Słusznych Prawd" na kulturę jest negatywny i cieszę się, że być może w naszej epoce zostanie on skutecznie podważony. Na to jednak trzeba odwagi i niechęci do populizmu typu - "jestem naukowcem i ateistą, ale każdy ma swoją Prawdę". Na takie stwierdzenie odpowiadam - "zajmujesz się nauką, lecz nie jesteś naukowcem, ateistą jesteś na tyle, na ile modne to jest w danej chwili"
|
|
| |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Czy możemy mieć pomysł zupełnie niezależny od ewolucyjnych uwarunkowań? - kolejne ciekawe pytanie.Jest tu na Forum niejaki Qwerkat - ten ma same pomysły "nieewolucyjne"
|
|
 | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > (...) pomysł, że ją pokonujemy jest niedorzeczny. > (...) o żadnym pokonywaniu nie może być mowy.
Minusik za nieuzasadniony dogmatyzm.
Ewolucja to konkretny, dobrze zdefiniowany mechanizm, opierający się na konkretnych regułach. Złam reguły, a "złamiesz" ewolucję.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale w sumie na samym wstępie pokazałem, że już kilka razy w obrębie ewolucji zostały złamane reguły dotyczące rozmnażania i kooperacji organizmów. Czy różni się do tych przykładów złamanie reguły typu założenie prezerwatywy, wydrukowanie książki, samobójstwo? Wydaje mi się, że w przypadku naszego gatunku mamy nadal doczynienia ze starą poczciwą ewolucją, tylko stopień złożoności różnych bodźców i uwarunkowań jest wysoki. Ale przeprowadźmy eksperymenty typu - jak myślimy o dzieciach, jak myślimy o zmarłych, jak postrzegamy naszych sąsiadów, a odkryjemy, że nie jesteśmy wbrew ewolucji. Na razie zachęcam do eksperymenty, później możemy omówić wnioski. Albo nie, zadam proste pytanie - dlaczego chcemy mieć dzieci?
|
|
| |  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | A ja zapytam - dlaczego chcemy mieć dzieci adoptowane?
Jeżeli potrafimy kochać dziecko adoptowane tak samo jak własne - to już tylko krok dzieli nas od pełnej ingerencji w genom "potomków". A presja będzie silna - któż nie chciałby dziecka mądrego, zdolnego i ślicznego zarazem? No i oczywiście skrzydełka - przecież wszystkie dzieci sąsiadów mają, nasze też musi mieć możliwość sobie z nimi pofruwać.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tutaj zwracam uwagę na uwarunkowania ewolucyjne dotyczące życia w grupie. Można też wziąć pod uwagę ewolucję kultury - dziecko adoptowane bierzemy z nadzieją, że odziedziczy nasze geny kulturowe (memy). A nawet jak jesteśmy otwarci - i tak takie dziedziczenie będzie miało miejsce. Oczywiście, można się zastanawiać na ile ewolucja kulturowa (memetyczna) zachodzi i jaki jest jej związek z ewolucją naturalną. Wydaje mi się, że najrozsądniej przyjąć, że mamy doczynienia z procesami analogicznymi. A uleganie procesom analogicznym do ewolucji naturalnej nie jest bynajmniej żadnym zwycięstwem nad nią.
|
|
|  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) |
>Minusik za nieuzasadniony dogmatyzm. >Ewolucja to konkretny, dobrze zdefiniowany mechanizm, opierający się na konkretnych regułach. >Złam reguły, a "złamiesz" ewolucję.
Twierdzisz zatem, że ewolucja sterowana nie jest już ewolucją? Czy o jakieś inne reguły chodzi?
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| |  | 2 na 2 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Ewolucja sterowana, czyli dobór sztuczny, oczywiście jest nadal ewolucją.
Natomiast ja mam na myśli złamanie mechanizmu dziedziczenia informacji genetycznej po rodzicach. Mówię o dzieciach, których genom będzie kształtowała moda. Genom, w którym nie będzie śladu informacji o "linii rodowej" (prędzej o produkcyjnej). Jeżeli przestanie działać proces stopniowej kumulacji drobnych udoskonaleń w kolejnych pokoleniach - czy nadal będzie można nazwać to ewolucją?
Nie chciałbym się wykłócać o terminologię, bo zapewne "nowy mechanizm" powstawania "nowych ludzi" też będzie jakąś formą ewolucji - ale to już raczej na poziomie memetycznym, nie biologicznym. Natomiast klasyczny darwinowski mechanizm, który nas ukształtował - odejdzie do lamusa.
...i nastanie (mniej lub bardziej) Inteligentny Projekt, ha ha.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale ciężko to nazwać zwycięstwem nad ewolucją, raczej jej mutacją, nie do końca świadomą (na przykład - nie jest prawdą twierdzenie, że w którymś momencie ludzkiej historii wszyscy mieszkańcy naszej planety zebrali się w jednym miejscu i uchwalili, że od tej pory będą adoptować dzieci). Jeszcze raz - mutacja ewolucji w duchu jak najbardziej ewolucyjnym (mieć dzieci) - tak, zwycięstwo nad ewolucją - nie sądzę. Tutaj jeszcze dodam, że proces adopcji może mieć wymiar nie odstający znów tak bardzo od ewolucji klasycznej. Nie zapominajmy o ewolucyjnych uwarunkowaniach dotyczacych zycia w grupie. Adoptowane dziecko wzmacnia prawdziwa, badz urojona grupe.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | >Ale ciężko to nazwać zwycięstwem nad ewolucją, raczej jej mutacją, nie do końca świadomą
Ewolucja to owszem, pewien proces, ale jednak czy jest aż tak dobrze zdefiniowany? W pewnym sensie tak. Replikatory, które w jakiś sposób sprzyjają przetrwaniu, będą zachowywane, a takie, które są dla przetrwania szkodliwe, będą usuwane. Ale czy jest gdzieś napisane, że ewolucja dotyczy tylko genów? Czy np. priony ewoluują? Czy powstanie jeszcze bardziej "wrednej" konfiguracji białka może być utrwalone? Tak naprawdę ewolucja dotyczy wszystkich replikatorów, czyli "czegoś", co w jakiś sposób się namnaża i wykazuje zmienność. Nie musi to być DNA. Osobiście przemawia do mnie memetyka o tyle, o ile jest to ujęcie prostej zasady i rozszerzenie prostego procesu. Ale czy behawioryzm modyfikuje zasady doboru tylko u nas? Przypuszczam, że gdyby pogrzebać znalazło by się więcej przykładów. Człowiek jest o tyle wyjątkowy, że natłok myśli - memów - daje ogromne pole manewru dla tej "innej" ewolucji. Czy zwyciężyliśmy cokolwiek? Nie sądzę. Czy konstrukcja samolot pozwoliła nam zwyciężyć grawitację? Nie - grawitacja nadal ma się świetnie! Ewolucja również i dotyczy nas tak samo, tyle że zmieniły się nieco zasady doboru naturalnego. Inne cechy sprzyjają nam niż 1000 lat temu. Ale to w ewolucji normalka i żadna nowość.
A adopcje zwierzaczki również znają.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Świetne uwagi. Dziękuję i daję plusik. Zgadzam się z tobą Anno. Zwrócenie uwagi na replikatory jest istotne. Przyszła mi też do głowy jedna rzecz - przyjemność seksualna. Mamy ją w drodze ewolucji, co oznacza, że już nasi przodkowie (zapewne sprzed Homo sapiens) mieli pewne pole manewru. Jeśli ktoś zatem chce mówić o zwyciężaniu ewolucji na bazie odrzucania okazji do rozmnożenia się, przełamania instynktu, musiałby dodać do tego zbiór większej ilości organizmów niż tylko Homo sapiens. Jednakże imperatyw genetyczny nie woła - gdy tylko możesz, rozmnażaj się! Są różne strategie. Spójrzmy na owady - rozmnaża się tylko królowa pszczół, czy mrówek. Tak sytuacja wyłoniła się rzecz jasna z innej rzeczywistości niż społeczeństwo ludzkie, ale pokazuje pewną analogię. U nas przekroczona została wspólnota krewniacza, ale być może dobieranie się w kluby, grupy etc ma u swego podłoża efekty fenotypowe niektórych genów.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | > Świetne uwagi. Dziękuję i daję plusik. Zgadzam się z tobą Anno. Zwrócenie uwagi na replikatory jest istotne. Przyszła mi też do głowy jedna rzecz - przyjemność seksualna. Mamy ją w drodze ewolucji, co oznacza, że już nasi przodkowie (zapewne sprzed Homo sapiens) mieli pewne pole manewru. Jeśli ktoś zatem chce mówić o zwyciężaniu ewolucji na bazie odrzucania okazji do rozmnożenia się, przełamania instynktu, musiałby dodać do tego zbiór większej ilości organizmów niż tylko Homo sapiens.Myślę, że w naszej ewolucji zaszły dwie zmiany ewolucyjne - pierwsza to rozpoczęcie kopulacji bez potrzeby, znają to i naczelne, przynajmniej niektóre, bonobo na pewno. Wcześniej kopulacja odbywała się jak u psa - w okresie rui. A później - znacznie później - pojawiły się mechanizmy powstrzymujące nas przed kopulacją. Powstrzymywanie się miało zapewne różne powody - obawa przed kolejną ciążą, gdyż wychowanie dziecka u naszego gatunku trwa długo i jest wymagające energetycznie, pojawienie się regulacji "praw własności" wobec partnerów seksualnych i inne. > Jednakże imperatyw genetyczny nie woła - gdy tylko możesz, rozmnażaj się! Są różne strategie. Spójrzmy na owady - rozmnaża się tylko królowa pszczół, czy mrówek.Dobry przykład
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Kiedy piszesz o prawach własności pod uwagę brać trzeba naszą mentalność istot stadnych. Prawa własności są regulacjami w obrębie grupy (a później państwa). W grupy chcemy dobierać się instynkownie, nawet ilość członków grupy, jaką percypujemy w określony sposób, jest stała, zarówno u bardzo prymitywnych plemion, jak u mieszkańców największych miast Zachodnich. Rezygnacja z potomstwa, aby nie utracić wpływu w grupie, albo też z uwagi na zobowiązania wobec niej, to wyrasta z naszych instynktów społecznych, które dopiero niedawno przybrały formę państw i narodów. Oczywiście "historii ludzkich społeczeństw" nie mamy zapisanej w genach, ale z pewnością nasze uwarunkowania wpłynęły na pojęcie moralności i relacje społeczne.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zdarzają się bardzo różne przykłady, na przykład ptaki reaguję w świetle ostatnich badań na epidemie. Opuszczają potomstwo nie chcąc niepotrzebnie ryzykować. Zdarza się też, że zwierzęta "rezygnują" z corocznej rui na skutek trudnych warunków.
|
|
| | |  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | > Natomiast ja mam na myśli złamanie mechanizmu dziedziczenia informacji genetycznej po rodzicach. Mówię o dzieciach, których genom będzie kształtowała moda. Genom, w którym nie będzie śladu informacji o "linii rodowej" (prędzej o produkcyjnej).Mówisz o czymś rodem z "Nowego wspaniałego świata" Huxleya? Mam wątpliwości czy można tu mówić o złamaniu mechanizmu dziedziczenia. Genom będzie kształtowała moda ale będzie musiał być zbudowany na bazie czegoś, z czegoś odwzorowany. Czy nie? > Jeżeli przestanie działać proces stopniowej kumulacji drobnych udoskonaleń w kolejnych pokoleniach - czy nadal będzie można nazwać to ewolucją?A kto mówi, że przestanie? Pewnie nie przestanie, z tym, że udoskonalenia będą wprowadzane przez ludzi. Co więcej taki nowoczesny człowiek, odcięty od cywilizacji, przynajmniej teoretycznie, będzie miał możliwość dalszego, tradycyjnego rozmnażania się i ulegania mutacjom w kolejnych pokoleniach. > Nie chciałbym się wykłócać o terminologię, bo zapewne "nowy mechanizm" powstawania "nowych ludzi" też będzie jakąś formą ewolucji - ale to już raczej na poziomie memetycznym, nie biologicznym.> Natomiast klasyczny darwinowski mechanizm, który nas ukształtował - odejdzie do lamusa.Raczej. Nawet z tym kusi się spierać. Dlaczego nie na poziomie biologicznym? Pomijając to, sam mówisz, że będzie jakaś forma ewolucji  W tytułowym poście Jacek użył takiego właśnie słowa- "ewolucja", nie "klasyczny darwinowski mechanizm". Na tym się oparłem i do tego odniosłem. Do ewolucji szeroko rozumianej. Dlatego minus za marnie uzasadniony minus.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To prawda odniosłem się do ewolucji, nie zaś do jakiś jej szczegółowych aspektów, choć rozumiem, że niektórzy do nich ją sprowadzają i ma to z pewnością uzasadnienie. Ale dlatego na wszelki wypadek cały czas powtarzam mój tytuł - "czy zwyciężyliśmy ewolucję?". Bo przejście do procesu analogicznego nie jest żadnym zwycięstwem. Zaś mocne słowo "zwycięstwo" wprowadza w błąd wielu ludzi. Buduje obraz ludzkości wyłaniającej się z jakiejś biologicznej mgły, wreszcie wolnej, wreszcie prawdziwej... To jest mylące, zaś silna niechęć do owej "biologicznej mgły" ma podłoże religijne. Bądź co bądź przez prawie dwa tysiące lat przodkowie wielu naukowców (a czasem i oni sami dziś), dzielili świat na duchowy i materialny. Ten duchowy był obiektem pożądania, zaś ten drugi był czymś odrażającym, szatańskim. Obawiam się, że niekiedy w ogłaszaniu pokonania ewolucji tkwi ta kalka kulturowa. Tymczasem można przecież spojrzeć na to od innej strony - TO MY (również) JESTEŚMY EWOLUCJĄ. To przecież dzieje się cały czas, a geny są w nas i ciągle mutują. Nie mówię, że trzeba tak na to spoglądać, ale wydaje mi się, że nawet i takie hasło jest bardziej uczciwe niż głoszenie zwycięstwa nad ewolucją. Ja się przy nim nie upieram, po prostu chcę, żebyśmy spojrzeli na to wszystko z wielu perspektyw, jak najszerzej
|
|
| | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Genom będzie kształtowała moda ale będzie musiał być zbudowany na bazie czegoś, z czegoś odwzorowany. Czy nie?
Nie widzę takiej konieczności. Być może uciekam za bardzo w s-f, ale mogę sobie wyobrazić software testujący kombinacje genów w przyrodzie nie występujące - i kiedy znajdziemy coś "ciekawego", aplikujemy to na żywy organizm.
> Co więcej taki nowoczesny człowiek, odcięty od cywilizacji, przynajmniej teoretycznie, będzie miał możliwość dalszego, tradycyjnego rozmnażania się i ulegania mutacjom w kolejnych pokoleniach.
To akurat bez problemu można "wyłączyć". Mniejsza z tym, czy to mądre, ale jednak możliwe. Czy wtedy już "pokonamy ewolucję"?
> Dlatego minus za marnie uzasadniony minus.
Twoje oko dała Ci ewolucja i prof. Dawkins wyjaśni Ci obszernie, jak ono powstało. Twoje dziecko będzie miało oko bez plamki ślepej, za to z zoomem i infrawizją. Jak już zastrzegłem, być może upieram się przy terminologii - ale nie nazwę tego oka "produktem ewolucji". Owszem, projektant tego oka będzie produktem ewolucji, ale samo oko będzie czystym "projektem".
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale czy chęć projektanta nie będzie rodem z projektoidów? Czy projektant wyjaśni aż do podstaw, dlaczego jego dziecko/dzieło ma widzieć? Co ma widzieć? Wydaje mi się, że na końcu ciągu wyjaśnień pojawi się po prostu potrzeba wyrosła z ewolucji. I zgoda Ojcze Ateuszu - być może (zgodnie z terminologią podkreślającą dobór naturalny jako podstawowy wyróżnik ewolucji) nie będzie to już ewolucja. Ale czy będzie to zwycięstwo nad nią, czy raczej nawiązanie?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | >> Genom będzie kształtowała moda ale będzie musiał być zbudowany na bazie czegoś, z czegoś odwzorowany. Czy nie? >Nie widzę takiej konieczności. Być może uciekam za bardzo w s-f, ale mogę sobie wyobrazić software testujący kombinacje genów w przyrodzie nie występujące - i kiedy znajdziemy coś "ciekawego", aplikujemy to na żywy organizm.
Zgoda. Też sobie o tym myślałem. Chodzi o to, że coś takiego jak gen w ogóle już istnieje. To będzie bazą.
>> Co więcej taki nowoczesny człowiek, odcięty od cywilizacji, przynajmniej teoretycznie, będzie miał możliwość dalszego, tradycyjnego rozmnażania się i ulegania mutacjom w kolejnych pokoleniach. >To akurat bez problemu można "wyłączyć". Mniejsza z tym, czy to mądre, ale jednak możliwe. Czy wtedy już "pokonamy ewolucję"?
Wiem, że można wyłączyć. Dlatego napisałem "teoretycznie". Nie, nie pokonamy tak ewolucji. To był tylko jeden malutki argumencik.
>Twoje oko dała Ci ewolucja i prof. Dawkins wyjaśni Ci obszernie, jak ono powstało. Twoje dziecko będzie miało oko bez plamki ślepej, za to z zoomem i infrawizją. Jak już zastrzegłem, być może upieram się przy terminologii - ale nie nazwę tego oka "produktem ewolucji". Owszem, projektant tego oka będzie produktem ewolucji, ale samo oko będzie czystym "projektem".
A ja nazwę produktem ewolucji sterowanej. Nowe oko będzie ulepszonym, starym okiem.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zgadzam się. Przecież poprawienie sprawności oka to nie to samo, co wynalezienie nowego zmysłu. Również konstrukcja oka zostanie w dużej mierze stara. Zatem nie ma tutaj zwycięstwa nad ewolucją - jest mutacja, ale też podyktowania w jakiejś sensie odziedziczoną, ewolucyjną chęcią. Bo skąd mielibyśmy mieć pragnienie widzenia lepiej? Albo z uwagi na rywalizację (świadomą lub nieświadomą) z innymi osobnikami, albo po to, by dostosować się do danego srodowiska (inna planeta choćby).
|
|
| | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Chodzi o to, że coś takiego jak gen w ogóle już istnieje. To będzie bazą.
Pojedźmy zatem dalej w s-f. Digitalizacja mózgu? AI?
> Nowe oko będzie ulepszonym, starym okiem.
Tak, a telewizor jest ulepszonym dziadkiem, opowiadającym bajki przy ognisku.
Rewolucja to nie jest po prostu "szybka ewolucja". Mechanizm, który w jednym pokoleniu da Twojemu dziecku zoom w oku, anielskie skrzydełka na plecach i sieć Spidermana w d... w dłoniach - to nie będzie ewolucja.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) |
>> Nowe oko będzie ulepszonym, starym okiem. >Tak, a telewizor jest ulepszonym dziadkiem, opowiadającym bajki przy ognisku.
Jak najbardziej.
>Rewolucja to nie jest po prostu "szybka ewolucja". Mechanizm, który w jednym pokoleniu da Twojemu dziecku zoom w oku, anielskie skrzydełka na plecach i sieć Spidermana w d... w dłoniach - to nie będzie ewolucja.
Myślisz, że jak podkreślisz to nie będzie bardziej?
Więc, co to będzie, jeśli nie ewolucja? Jeśli nasi potomkowie będą kiedyś tacy, jak opisałeś, to nie będzie już na świecie ludzi tylko nasze wynalazki?
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | >>> Nowe oko będzie ulepszonym, starym okiem. >> Tak, a telewizor jest ulepszonym dziadkiem, opowiadającym bajki przy ognisku. > Jak najbardziej.
Jak najbardziej nie. (korci, żeby wyboldować, ale się powstrzymam...)
Rozumując w ten sposób, zegarek jest udoskonaleniem Twojego zmysłu poczucia czasu. Nein, nein, nein, nein! - że sobie zacytuję z nowego Tarantino. Czytałeś jakąś polemikę Dawkinsa z "zegarkiem Paleya"? Zegarek to projekt, oko to ewolucja. Ewolucja wchodzi na Górę Nieprawdopodobieństwa po łagodnym zboczu. Technologia się tak nie rozwija. Przejście od świeczki do żarówki nie jest ewolucyjne. Nie każdy rozwój to ewolucja.
Wydaje mi się, że tu właśnie tkwi nieporozumienie - używasz potocznego znaczenia słowa "ewolucja" (jako rozwój, ulepszanie), podczas gdy rozmawiamy o konkretnym, "twardym" terminie biologicznym. Komputery stają się coraz wydajniejsze, ale nie ewoluują w znaczeniu darwinowskim. Minusik za ekwiwokację?
> Więc, co to będzie, jeśli nie ewolucja?
Projekt oczywiście. Miejmy nadzieję, że Inteligentny.
> Jeśli nasi potomkowie będą kiedyś tacy, jak opisałeś, to nie będzie już na świecie ludzi tylko nasze wynalazki?
Etykieta "człowiek" jest umowna, nie przywiązywałbym się do niej kurczowo.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ojcze Ateuszu. Wybacz, że się znów powtórzę, ale jeśli o mnie chodzi, to twoje uwagi są bardzo dla mnie cenne. Takie twarde definiowanie ewolucji ma swoją ważną rację bytu. Jednakże mi chodzi o myślenie typu - "Zrobiłem zegarek, więc pokonałem ewolucję" "Założyłem prezerwatywę, więc pokonałem ewolucję"
Nie zgadzam się z tym. Być może mamy doczynienia z innym procesem, który wyrasta z ewolucji zachowując wiele jej elementów. Poza tym gdzieś indziej zaproponowałem eksperyment myślowy - wyobraźmy sobie wiele ewolucji. Czy może z nich powstać węższy zbiór ewolucji z których wyłonią się inteligentne stworzenia budujące urządzenia do pomiaru czasu? Sądzę, że tak. W ten sposób można wręcz rzec, że wyłanianie się z ewolucji tworów, które coś inteligentnie tworzą jest normalnym procesem, nie zaś zwycięstwem. Czy kwiat jest zwycięstwem nad rośliną?
|
|
| | | | | | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > procesem, który wyrasta z ewolucji zachowując wiele jej elementów.
...zatem nią nie jest.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | > > procesem, który wyrasta z ewolucji zachowując wiele jej elementów.> ...zatem nią nie jest.Ależ jest. Wyewulowaną ewolucją 
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mnie też jest bliższe pojęcie wyewoluowanej ewolucji Jadzie. Ale nawet gdyby nie, nie ma mowy o "zwycięstwie" i wszystkim co może za tym pójść (patrzcie inne moje wypowiedzi na tej stronie).
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > >> procesem, który wyrasta z ewolucji zachowując wiele jej elementów.> > ...zatem nią nie jest.> Ależ jest. Wyewulowaną ewolucją  Ależ nie. Jest procesem "wyewoluowanym z ewolucji", lecz nie posiadającym jej cech charakterystycznych.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale nie jest też zwycięstwem nad nią Ojcze Ateuszu.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Ale nie jest też zwycięstwem nad nią Ojcze Ateuszu.
Czy wyprowadzenie się z domu rodzinnego i usamodzielnienie jest zwycięstwem nad rodzicami, którzy Cię do tego przez całe życie przygotowywali?
Jest pokonaniem pewnego "schematu niesamodzielności", w którym tkwiłeś od zawsze - i wydawało mi się, że o tak rozumianym zwycięstwie tutaj rozmawiamy.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dziecko nie zmienia się w inny gatunek. Co oznacza pokonanie schematu niesamodzielności w wypadku zmiany o której mówimy? Przecież już wiele zwierząt przed nami nie zachowywało się jak nakręcane na śrubę. Dawkins zakłada, że nie tylko człowiek ma "model umysłu", który pozwala postrzegać się też z zewnątrz. Snuł takie przypuszczenia nie tylko wobec naczelnych, ale też ptaków. Powoływał się na prace innych biologów. Mówił o skłonności do fałszywych hipotez gołębi karmionych po otrzymaniu sygnału (na razie rzucam hasła, bo nie chce mi się przepisywać całych stron książki). Więc co - gołębie, orangutany, człowiek - wszyscy zwyciężyliśmy ewolucję? Oddychamy tym co zawsze, jemy to co zawsze, umieramy tak jak zawsze, mnożymy się tak jak zawsze - gdzie to zwycięstwo? Nieporównanie bardziej w stosunku do innych zwierząt rozwinęliśmy możliwość ingerencji w nasze otoczenie, zaczęliśmy robić narzędzia, choć mamy zwierzęcych kuzynów, u których można dostrzec narzędzia prymitywnego typu (nie mówię o efektach fenotypowych, takich jak gniazdo, muszla, mrowisko). Ale najważniejsze jest uwolnienie się od wizji automatycznych, pełzających stworków i człowieka na ich tle. Być może owady to takie automaciki, ale jakaś część fauny ma większą elastyczność w swoich poczynaniach. Nie wiemy jak duża, ale mit o tym, "że tylko człowiek ma duszę" przekładający się na przesadne podkreślanie naszej odrębności wobec reszty fauny, dawno już upadł.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Ale ja tu cały czas troszkę nie o tym.
Sam fakt posiadania i posługiwania się rozumem nie jest żadnym "pokonaniem ewolucji", bo przecież ten rozum właśnie od ewolucji dostaliśmy w prezencie.
Natomiast moment, w którym niezbyt piękna i lotna para homo sapiens zamówi sobie z katalogu Brada Pitta z mózgiem Einsteina - to już jakaś co najmniej drwina z ewolucji będzie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale Einstein to owoc jak najbardziej czystej ewolucji. A przyszło mi też do głowy coś innego. Załóżmy na przykład, że zakładając prezerwatywę zwyciężamy ewolucję (ten przykład dość często się pojawia, bo działa na wyobraźnię, stąd go przytaczam). Czy chodzimy w niej cały czas? Albo Bratt Pitt który ma mózg Einstaina stworzony sztucznie. Ok. To znaczy, że już zawsze wszystko, co cechuje zwykły nacisk selekcyjny środowiska będzie go omijać z dala? W przeciwieństwie do innych ludzi będzie on już poza ewolucją? Nie złapie grypy?
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | > >> Tak, a telewizor jest ulepszonym dziadkiem, opowiadającym bajki przy ognisku.> > Jak najbardziej.> Jak najbardziej nie.Nie chcę się za bardzo nad tym rozwodzić ale muszę wyjaśnić coś, co chciałem przekazać, chyba, zbyt zwięźle. Oczywiście, telewizor nie jest ulepszonym dziadkiem ale telewizor może służyć między innymi do wyraźniejszego opowiadania bajek. Można zaryzykować stwierdzenie, że telewizor opowiada lepiej od dziada. > Wydaje mi się, że tu właśnie tkwi nieporozumienie - używasz potocznego znaczenia słowa "ewolucja" (jako rozwój, ulepszanie),Tak > podczas gdy rozmawiamy o konkretnym, "twardym" terminie biologicznym.Ty rozmawiasz. Ja mówiłem już wcześniej: W tytułowym poście Jacek użył takiego właśnie słowa- "ewolucja", nie "klasyczny darwinowski mechanizm". Na tym się oparłem i do tego odniosłem. Do ewolucji szeroko rozumianej.> Minusik za ekwiwokację?Minusik za nieuważne czytanie? > > Więc, co to będzie, jeśli nie ewolucja?> Projekt oczywiście. Miejmy nadzieję, że Inteligentny.Projekt. Brzmi logicznie aczkolwiek mam pewne wątpliwości natury upierdliwej. Czy projekt może być nadzorowany sam przez siebie czyli przez projektowany obiekt, bo jeśli ludzie wymrą jak natura żąda, to kto inny będzie nadzorował? > Etykieta "człowiek" jest umowna, nie przywiązywałbym się do niej kurczowo.Ja się zgadzam. Nie wiem, natomiast, czy zadowoli to kogoś bardziej zasadniczego. Kogoś lubiącego konkretne, "twarde" terminy biologiczne 
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dziękuję, daję plusik. Oczywiście, że nie chodziło mi twardy termin, co już zacząłem powtarzać jak katarynka, bo widać trzeba. Chodzi o zwrot - "zwyciężyć ewolucję".
Widzę na przykład całkiem możliwe rozwinięcie tego zwrotu, zachodzące w głowach niektórych ludzi na pewno:
"zwyciężyliśmy ewolucję - znaczy - wzięliśmy się znikąd - znaczy - bóg, pluszowy miś, reinkarnacja istnieją"
Może to się wydać absurdalnym tokiem rozumowania, bo i jest, ale jestem niemal przekonany, że sformułowanie "zwyciężyć ewolucję" ma taki potencjał. Nie zdziwiłbym się, gdyby niedługo podjęły je jakieś kościoły.
A tymczasem nie wzięliśmy się znikąd, zatem w tym, bardzo ważnym sensie, nie zwyciężyliśmy ewolucji.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > W tytułowym poście Jacek użył takiego właśnie słowa- "ewolucja",> nie "klasyczny darwinowski mechanizm". (...) Minusik za nieuważne czytanie?Wskaż mi uprzejmie palcem te miejsca "niedarwinowskie", bo najwyraźniej jestem ślepy. > Na tym się oparłem i do tego odniosłem. Do ewolucji szeroko rozumianej.Kopaliński:ewolucja: stopniowy rozwój; proces przeobrażeń, zmian zachodzących w granicach danej jakości, przechodzenia do form bardziej złożonych, doskonalszych por. (rewolucja); biol. przekształcenie się formy i czynności organizmów żywych w ich historii rodowej.
ewoluować: rozwijać się; zmieniać się stopniowo. Czy słowo "stopniowy" również rozumiemy inaczej? > Czy projekt może być nadzorowany sam przez siebie czyli przez projektowany obiektTechnologiczna osobliwość> "twarde" terminy biologiczne"Ewolucja" jest twardym terminem, "gatunek" nie. Wyewoluowałeś z organicznej zupy - wskażesz twarde granice gatunkowe form pośrednich?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | -jad- (18783 punktów) | >> W tytułowym poście Jacek użył takiego właśnie słowa- "ewolucja", >> nie "klasyczny darwinowski mechanizm". (...) Minusik za nieuważne czytanie? >Wskaż mi uprzejmie palcem te miejsca "niedarwinowskie", bo najwyraźniej jestem ślepy.
Nie rozumiem. Sam napisałeś wcześniej:
>..bo zapewne "nowy mechanizm" powstawania "nowych ludzi" też będzie jakąś formą ewolucji - ale to już raczej na poziomie memetycznym, nie biologicznym. Natomiast klasyczny darwinowski mechanizm, który nas ukształtował - odejdzie do lamusa.
czyli sam wspomniałeś o innej niż darwinowska formie ewolucji. Jakie niedarwinowskie miejsca gdzie mam wskazać, bo naprawdę się pogubiłem.
>Czy słowo "stopniowy" również rozumiemy inaczej?
Nie zdziwię się, jeśli tak. " Stopniowy rozwój" - to znaczy ile stopni, jak wysokich w jednym pokoleniu?
>"Ewolucja" jest twardym terminem, "gatunek" nie. Wyewoluowałeś z organicznej zupy - wskażesz twarde granice gatunkowe form pośrednich?
Ja nie. Jak już mówiłem, nie jestem bardzo zasadniczy i zdaję sobie sprawę z płynności granic i z trudności ich precyzyjnego wyznaczania.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > >> W tytułowym poście Jacek użył takiego właśnie słowa- "ewolucja",> >> nie "klasyczny darwinowski mechanizm". (...) Minusik za nieuważne czytanie?> > Wskaż mi uprzejmie palcem te miejsca "niedarwinowskie", bo najwyraźniej jestem ślepy.> Jakie niedarwinowskie miejsca gdzie mam wskazać, bo naprawdę się pogubiłem.W tytułowym poście Autora wątku. Bo ja tam widzę "klasycznego Darwina" - a Ty "ewolucję szeroko rozumianą", "na czym się oparłeś i do czego odniosłeś". Wskaż mi więc w tym poście, proszę, na czym konkretnie oparłeś przypuszczenie, ze rozmawiamy tu o pokonywaniu jakiejś "niedarwinowskiej ewolucji". Bądź uprzejmy przy okazji napisać słów kilka o mechanizmach działania tej "niedarwinowskiej ewolucji", o której mówisz. Szczególnie zaś o tych, które pozwalają zakwalifikować zegarek jako jej produkt. > "Stopniowy rozwój" - to znaczy ile stopni, jak wysokich w jednym pokoleniu?Pojedyncza mutacja - dobrze; lasery w oczach - źle.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ojcze Ateuszu - nawet słownik Kopalińskiego pokazuje, że pojęcie ewolucji jest szersze. A ja mówię o zwycięstwie nad ewolucją. Czyli odrzuceniu wytworzonych przez nią uwarunkowań i sposobów działania. Jeśli ktoś umieści sobie laser w oku, to po to aby walczyć. Aby rywalizować, lub bronić się przed drapieżnikiem. I dobrze zrobi, bo kosmici też wyrosną z procesów ewolucyjnych i być może będą mieli geny agresji, rywalizacji, drapieżnictwa etc. Ulepszanie się o mechaniczne pazury, dłuższe życie, większą odporność na zmiany środowiska - to wszystko jest powiększaniem ewolucyjnych cech naszego gatunku. I może nie należy nazywać tego dalszą ewolucją, ale z pewnością nie należy też mówić o zwycięstwie nad ewolucją, albo też procesie zupełnie od niej odrębnym. Przecież szybkość naszego metabolizmu, to co jest dla nas małe, a co duże, ograniczony zakres i sposób postrzegania zmysłowego, sposób myślenia - to wszystko jest ściśle uwarunkowane ewolucją. Ciekaw jestem, czy wogóle będziemy mogli stworzyć sobie zmysły nie mające wiele wspólnego z takimi jakie mamy teraz. MOże się okazać, że na przeszkodzie stanie nie tyle uwarunkowanie technologiczne, co psychologiczne wynikające z głęboko zakorzenionych w nas uwarunkowań ewolucyjnych.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | -jad- (18783 punktów) |
> W tytułowym poście Autora wątku. Bo ja tam widzę "klasycznego Darwina" - a Ty "ewolucję szeroko rozumianą", "na czym się oparłeś i do czego odniosłeś". Wskaż mi więc w tym poście, proszę, na czym konkretnie oparłeś przypuszczenie, ze rozmawiamy tu o pokonywaniu jakiejś "niedarwinowskiej ewolucji"."Sądzę, że to ciekawy temat. Na pograniczu filozofii przyrody i nauki," Autor taką właśnie szeroko rozumianą ewolucję miał na myśli, co wyraźnie kilka razy już powtarzał. > Bądź uprzejmy przy okazji napisać słów kilka o mechanizmach działania tej "niedarwinowskiej ewolucji", o której mówisz. Szczególnie zaś o tych, które pozwalają zakwalifikować zegarek jako jej produkt.Zegarek jest rozwinięciem i ulepszeniem mierzenia czasu przez obserwowanie położenia słońca na niebie. Niektóre zegarki pokazują też datę więc są udoskonaleniem kalendarza, z którego codziennie należało zerwać jedną kartkę. Stoper jest ulepszeniem klepsydry. Okręt jest udoskonaleniem tratwy a Skype udoskonaleniem znaków świetlnych czy dymnych. Coś jest rozwijane, ulepszane, ma coraz większe możliwości albo jest łatwiejsze w użyciu. Jest to, moim zdaniem, inna od darwinowskiej forma ewolucji. > > "Stopniowy rozwój" - to znaczy ile stopni, jak wysokich w jednym pokoleniu?> Pojedyncza mutacja - dobrze; lasery w oczach - źle.To jest Twoja interpretacja. Słownik nic o tym nie wspomina, bo nie może. Nie sposób tego precyzyjnie określić. Cały nasz spór toczy się tylko o definicję słowa ewolucja, bo w innych kwestiach różnic zdań nie zauważyłem. Twoja rozumiana jako mechanizm doboru naturalnego i moja jako rozwój w ogóle. Wydaje mi się, że nie ma sensu ciągnąć tego dalej, bo z własną definicją każdy z nas ma rację a nikt nie chce przyznać jej oponentowi.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Cały nasz spór toczy się tylko o definicję słowa ewolucja, bo w innych kwestiach różnic zdań nie zauważyłem. Twoja rozumiana jako mechanizm doboru naturalnego i moja jako rozwój w ogóle. Wydaje mi się, że nie ma sensu ciągnąć tego dalej, bo z własną definicją każdy z nas ma rację a nikt nie chce przyznać jej oponentowi.Zanim doczytałem do tego fragmentu, już formułowałem identyczną odpowiedź  Pozdrowienia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Też się zgodzę. Natomiast mój topik nie polega na ustaleniu terminów  Ale daję plusiki za słuszne i rozsądne porzucenie wątku Kopalińskiego (z całym szacunkiem dla tegoż
|
|
| | |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | >Nie chciałbym się wykłócać o terminologię, bo zapewne "nowy mechanizm" powstawania "nowych ludzi" też będzie jakąś formą ewolucji - ale to już raczej na poziomie memetycznym, nie biologicznym. Natomiast klasyczny darwinowski mechanizm, który nas ukształtował - odejdzie do lamusa. No, niezupełnie. Dawniej było prosto: Mężczyzna wybiera kobietę o pełnych kształtach zgodnie z biologicznym programem (bo to korzystne biologicznie- i te kształty i ich szukanie). W ten sposób przyczynia się do rozpowszechnienia genów odpowiedzialnych za pełne kształty.
Dzisiaj: Mężczyzna wybiera kobietę o pełnych kształtach zgodnie z biologicznym programem, tyle, że za owe kształty są wynikiem manipulacji chirurgicznej. Co oznacza, że pośrednio odpowiadają za nie "geny charakteru" a nie "geny wyglądu". W ten sposób ów mężczyzna przyczynia się do rozpowszechnienia genów odpowiedzialnych za np. cechy charakteru sprzyjające potrzebie poprawy wyglądu. (A przy okazji genów płaskiego biustu i wąskich bioder)
Tak ślepa to ewolucja jeszcze nie była.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Coś w tym jest. Daję plus. Inny przykład podałem gdzie indziej - in vitro będące powrotem do prostszych dróg ewolucji kosztem adopcji. Dodam też, że in vitro, dopóki większość ludzi będzie rodziła dzieci w dawny sposób, będzie miało charakter recesywny patrząc od strony genu niepłodności. Bo choć za pomocą in vitro dane osoby ominą swoją niepłodność, to jeśli ich dzieci odziedziczą tę cechę, znów będą musiały płacić (przynajmniej czasem w kolejkach) za in vitro i będzie to oczywiście ograniczało ilość chętnych w stosunku do płodnych rodziców.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | -jad- (18783 punktów) |
> Dzisiaj: Mężczyzna wybiera kobietę o pełnych kształtach zgodnie z biologicznym programem, tyle, że za owe kształty są wynikiem manipulacji chirurgicznej. Co oznacza, że pośrednio odpowiadają za nie "geny charakteru" a nie "geny wyglądu".> W ten sposób ów mężczyzna przyczynia się do rozpowszechnienia genów odpowiedzialnych za np. cechy charakteru sprzyjające potrzebie poprawy wyglądu. (A przy okazji genów płaskiego biustu i wąskich bioder)> Tak ślepa to ewolucja jeszcze nie była.Niekoniecznie ewolucja myli się tym razem  Potrzeba poprawy wyglądu może wynikać z próżności, niskiej samooceny, skłonności do ulegania trendom i innym sugestiom ale też z chęci odniesienia sukcesu czyli z "genów walki, zwyciężania i dominacji". Te akurat bywają chwalone i pożądane. Kropki to nie zawsze wysypka; to mogą być piegi 
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Słusznie. Zarówno w kwestii kropek jak i genów, których efektem jest skłonność do rywalizacji. Nie wiemy oczywiście jak takie geny funkcjonują, ale na wszystko przyjdzie czas. Całkiem możliwe, że okaże się, że geny mogą wpływać na procesy, które do tej pory uważaliśmy za efekty czystu kulturowe. Skłania mnie do tej refleksji rozmyślanie o tym, że po okresie dojrzewania człowiek przejawia więcej cech swoich rodziców, nawet jeśli ich nigdy na oczy nie widział. Ale to tak na marginesie i nic pewnego...
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | > Niekoniecznie ewolucja myli się tym razem  > Potrzeba poprawy wyglądu może wynikać z próżności, niskiej samooceny, skłonności do ulegania trendom i innym sugestiom ale też z chęci odniesienia sukcesu czyli z "genów walki, zwyciężania i dominacji". Te akurat bywają chwalone i pożądane.Ależ oczywiście. Co więcej, biorąc pod uwagę ceny operacji plastycznych to sam fakt poddania się takowej dowodzi pewnej zaradności... "Nowa ewolucja" nie musi być niekorzystna, po prostu działa niezgodnie z podstawowym programem. Gdy geny rodziców spotkają się w ciele potomka to się cholernie zdziwią na swój widok  > Kropki to nie zawsze wysypka; to mogą być piegi Nigdy nie uważałam inaczej
|
|
 | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
Niektóre cechy genetycznie modyfikowanych organizmów powstają jako rodzaj adaptacji do szczególnego rodzaju presji ewolucyjnej, jaką są oddziaływania człowieka.
I człowiek syty, i teoria ewolucji - cała.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mógłbyś rozwinąć? Moje ograniczone pojmowanie pokazało mi swoje wybrzeże. A tak szczerze, to czuję, że trafiłeś na ciekawy trop, ale trochę zbyt minimalistycznie go podałeś, przynajmniej jeśli o mnie chodzi.
|
|
1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | > Bardzo często słyszę stwierdzenie, że dzięki rozwojowi mózgu człowiek pokonał ewolucję. Nie musi on> bowiem iść już za głosem instynktu, może używać prezerwatyw, oswajać tygrysy itp. Nie zgadzam się do> końca z tym stwierdzeniem. Cóż bowiem znaczy stwierdzenie - "pokonać ewolucję"?> Co wy na to? Sądzę,> że to ciekawy temat. Na pograniczu filozofii przyrody i nauki, ale wpisałem go tutaj.Myślę, że najpełniej pokonali ewolucję samobójcy.
|
|
 | 3 na 3 | rudyment (3233 punktów) | > Myślę, że najpełniej pokonali ewolucję samobójcy.  > Przeciwnie - to ewolucja pokonała ich.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
|  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Bądź co bądź samobójca nie realizuje misji zachowania swoich genów. Lecz z drugiej strony jest istotą społeczną, najczęstszym zaś powodem samobójstw jest poczucie wykluczenia z grupy. (wszyscy mają dziewczyny, itp). Nie jest to więc zaprzeczeniem ewolucji, bo u zwierząt stadnych często bywa, że nie każdy samiec bierze udział w reprodukcji.
|
|
|  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >Myślę, że najpełniej pokonali ewolucję samobójcy.  > >> Przeciwnie - to ewolucja pokonała ich.Jeśli przyjmiemy, że za ewolucją stoi "samolubny gen" to samobójcy wygrywają z ewolucją, bo go unicestwiają.
|
|
| |  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) |
> Jeśli przyjmiemy, że za ewolucją stoi "samolubny gen" to samobójcy wygrywają z ewolucją, bo go unicestwiają.  Nic podobnego. Wypisują swój gen z dalszego wyścigu ale wyścigu nie wygrywają. Rzecz w tym, że nikt nie wygrywa z samym wyścigiem.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | > >Jeśli przyjmiemy, że za ewolucją stoi "samolubny gen" to samobójcy wygrywają z ewolucją, bo go unicestwiają.  > Nic podobnego. Wypisują swój gen z dalszego wyścigu ale wyścigu nie wygrywają. Rzecz w tym, że nikt nie wygrywa z samym wyścigiem.Oczywiście moim zamiarem było postawienie tego zgadnienia w krzywym zwierciadle satyry, bo jest ono dość durnowate. Ale z jednym się nie mogę zgodzić, w pewnym sensie jest sposób aby zlikwidować ten wyścig. Wystarczy unicestwić życie na Ziemi, do czego człowiek jeśli nie teraz to może w przyszłości, będzie zdolny. Tylko czy się znowu coś nie ulęgnie  ?
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ewolucja prowadzi różne gatunki zwierząt w ślepe zaułki. Może nastąpić przerost danego gatunku. W przypadku początków życia na ziemi najpewniej organizmy beztlenowe tak zmieniły skład chemiczny atmosfery, że niemal wyjałowiły planetę. Dążenie do samodestrukcji nie jest tylko cechą naszego gatunku, zaś ewolucja nie jest Gają, która każdemu przerostowi natychmiast podsuwa antidotum. Ewolucją targały liczne kryzysy. Wiele z nich miało źródło pozaziemiskie - meteoryty, komety etc. Ale były też zapewne bardziej wewnętrzne. Zwierzęta nie są ekologami. Wystarczy spojrzeć na miejsce, gdzie mieszkają gołębie. Nie zawsze odpady danego gatunku spotykają się z chętnymi do zakupów innymi organizmami.
|
|
| | | |  | | homopitek (1536 punktów) | > Wystarczy unicestwić życie na Ziemi, do czego człowiek jeśli nie teraz to może w przyszłości, będzie zdolny. Tylko czy się znowu coś nie ulęgnie ?Wystarczy nieśmiertelność - "samolubne geny" stracą pretekst do produkowania swoich kopii.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >Wystarczy unicestwić życie na Ziemi, do czego człowiek jeśli nie teraz to może w przyszłości, będzie zdolny. Tylko czy się znowu coś nie ulęgnie ?> Wystarczy nieśmiertelność - "samolubne geny" stracą pretekst do produkowania swoich kopii.Moje rozwiązanie będzie chyba łatwiejsze do realizacji.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nieśmiertelność we wszechświecie będzie raczej dość trudna do uzyskania w przeciwieństwie (zapewne) do długowieczności. Istnieją wypadki, poza tym nasz wszechświat będzie stawał się coraz mniej gościnnym miejscem. Teorie o multiwszechświecie mogą tu pomóc, ale wypadki tak czy siak będą się zdarzać. Istnieje też problem psychiki - potrzeba będzie wiele jej zmian, aby potomek naszego gatunku miał po co istnieć 1000 czy 10000 lat. Jeśli będzie istniał dla samego istnienia, nawet znudzony na wiór, będzie podlegał po czubek cyberuszu atawizmowi ewolucyjnemu.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | homopitek (1536 punktów) | >Nieśmiertelność we wszechświecie będzie raczej dość trudna do uzyskania w przeciwieństwie (zapewne) do długowieczności. Istnieją wypadki, poza tym nasz wszechświat będzie stawał się coraz mniej gościnnym miejscem. Teorie o multiwszechświecie mogą tu pomóc, ale wypadki tak czy siak będą się zdarzać.
Mylisz nieśmiertelność z niezniszczalnością.
> Istnieje też problem psychiki - potrzeba będzie wiele jej zmian, aby potomek naszego gatunku miał po co istnieć 1000 czy 10000 lat. Jeśli będzie istniał dla samego istnienia, nawet znudzony na wiór, będzie podlegał po czubek cyberuszu atawizmowi ewolucyjnemu.
Dla wielu ludzi nawet 75 lat to czas upływający w większości na niczym. Z kolei inni nie nudzą się nigdy. Masz natomiast generalnie rację, że nieśmiertelność pociąga za sobą ogromne zmiany w psychice. Ale nie są to zmiany bez przygotowanego gruntu. Ponad dwukrotne wydłużenie się życia w ciągu ostatnich 200 lat już spowodowało istotne zmiany w mentalności ludzi w wielu rejonach świata i dalsze jego wydłużanie będzie te zmiany pogłębiać, zwłaszcza jeśli jakość życia w podeszłym wieku będzie ulegać poprawie. Gdybyś miał w perspektywie jeszcze 1000 lat życia (w dobrej formie), to czy będziesz pędził na promocję do jakiegoś supermarketu, by uprzedzić innych? Zmartwi Cię kilkuletni kryzys gospodarczy albo własne bankructwo? Zmartwi Cię fakt, że na "Mercedesa" lub mieszkanie będziesz musiał zbierać 20 lat?
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ciekawe, daję +. Natomiast skoro mówisz o myleniu nieśmiertelności z niezniszczalnością, to zauważ, że geny są bardzo długowieczne. Niektóre z nich liczą sobie już miliardy lat i mamy je w sobie, podobnie jak trawa. Są to ich kopie, ale tożsame (nie wszystkie podległy mutacjom, na przykład te dotyczące metabolizmu komórki). Zatem nieśmiertelność polegająca na kopiach już ma miejsce. O to w sumie chodzi w procesie replikacji.
|
|
| | | | | | |  | | -jad- (18783 punktów) |
>Mylisz nieśmiertelność z niezniszczalnością.
Różnica jest raczej minimalna. Niezniszczalne musi być nieśmiertelne, nieśmiertelne musi mieć niezniszczalne życie.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Żyjący tysiące lat cyberorganizm będzie się zmieniał i całkiem możliwe, że nic co było nim wcześniej nie będzie w nim zawarte po tak długim czasie. Do końca jeszcze nie wiemy, co zapewnia kontinuum naszych wspomnień na przykład. Całkiem możliwe, że mózg kasuje niektóre informacje, a część z nich przeżuca w inne sektory. Po poważnych uszkodzeniach może (to akurat wiemy) odbudować niektóre swoje funkcje bazując na innych neuronach. Więc brak równości między nieśmiertelnością a niezniszczalnością nie jest taki wyssany z palca moim zdaniem.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | homopitek (1536 punktów) | >Żyjący tysiące lat cyberorganizm będzie się zmieniał i całkiem możliwe, że nic co było nim wcześniej nie będzie w nim zawarte po tak długim czasie.
Oczywiście, liczy się integralność organizmu jako całości, która nie wyklucza zmienności jego budowy w czasie. Nikt z nas w wieku dorosłym nie jest tym samym co w momencie urodzenia.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Czyli się zgadzamy - stąd owe słowa o niezniszczalności...
|
|
| | | | | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | >Niezniszczalne musi być nieśmiertelne, nieśmiertelne musi mieć niezniszczalne życie.
Z oboma tymi stwierdzeniami się nie zgodzę. "Niezniszczalność" to odporność na destrukcyjne czynniki zewnętrzne, a "nieśmiertelność" na uśmiercenie przez procesy wewnętrzne. Jednoczesne występowanie obu tych właściwości byłoby ideałem, ale nie ma tu żadnej konieczności współwystępowania.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | >>Niezniszczalne musi być nieśmiertelne, nieśmiertelne musi mieć niezniszczalne życie. >Z oboma tymi stwierdzeniami się nie zgodzę. >"Niezniszczalność" to odporność na destrukcyjne czynniki zewnętrzne, a "nieśmiertelność" na uśmiercenie przez procesy wewnętrzne. Jednoczesne występowanie obu tych właściwości byłoby ideałem, ale nie ma tu żadnej konieczności współwystępowania.
Owszem, jest.
Niezniszczalne czyli niemożliwe do zniszczenia. Nieśmiertelne czyli niemożliwe do uśmiercenia. Mniejsza z tym, przez jakie procesy. Ergo-
Niemożliwe do uśmiercenia = niemożliwe do zniszczenia życie Nieśmiertelne musi mieć niezniszczalne życie, przy założeniu, oczywiście, że życie jest przeciwieństwem śmierci.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dopóki możliwe są wypadki i przypadek, nic raczej nie może być w pełni niezniszczalne i nieśmiertelne. A nie sądzę, aby udało się zmienić tak podstawowy element rzeczywistości, jakim jest przypadek. Oczywiście "przypadek" to tylko słowo, lecz jak wiemy, znalazło swoje oparcie w fizyce cząstek.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | Rozważania o niezniszczalności i nieśmiertelności są z mojej strony tylko teoretyczne ale za to staram się by były zgodne z logiką. Myślę, że tym razem ta jest po mojej stronie. > Dopóki możliwe są wypadki i przypadek, nic raczej nie może być w pełni niezniszczalne i nieśmiertelne.Nawet jeśli coś może być, to nie sposób tego dowieść. To też logika mi podpowiada 
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Można szacować ostrożnie prawdopodobieństwo różnych zdarzeń. Tym niemniej niezniszczalność oznaczałaby w zasadzie niezmienność i bezruch. Nawet myśląc uprawiamy wojnę niszcząc nowymi stare myśli. Potrzebujemy energii, a gdzie coś się pali, tam ściany się smolą i rozgrzewają, a nawet po trochu pękają (trochę dziwne metafory, ale taki dzień, wybaczcie...)
|
|
| | | | | | | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | >Nieśmiertelne czyli niemożliwe do uśmiercenia. Mniejsza z tym, przez jakie procesy. Ergo-
Ja rozumiem to inaczej: nieśmiertelne jest to, co nie umiera "samo z siebie". Wieczne życie nie oznacza dla mnie niezniszczalności.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | | | |  | | -jad- (18783 punktów) | >Ja rozumiem to inaczej: nieśmiertelne jest to, co nie umiera "samo z siebie".
Czemu tylko "samo z siebie"? Ale w ramach takiej definicji masz rację.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To na ziemi żyje wiele nieśmiertelnych stworzeń w myśl twojej definicji. Chyba głównie bakterie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | -jad- (18783 punktów) | >To na ziemi żyje wiele nieśmiertelnych stworzeń w myśl twojej definicji.
Mojej?
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| |  | | rudyment (3233 punktów) | > >>Myślę, że najpełniej pokonali ewolucję samobójcy.  > >>> >Przeciwnie - to ewolucja pokonała ich.> Jeśli przyjmiemy, że za ewolucją stoi "samolubny gen" to samobójcy wygrywają z ewolucją, bo go unicestwiają.  Gen ma wiele kopii, a samobójca ani jednej. 
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ludzie są gatunkiem stadnym. Początkowe stadka naszych praojców wiązał pewien stopień pokrewieństwa. Samobójstwo (powtórzę) wiąże się z problemem osobnika w obrębie jego grupy. Faktem jest, że obecnie (zapewne od 100 lat) taka grupa zazwyczaj nie składa się z krewnych, zaś mechanizm działa jak między krewnymi. Lecz w grę wchodzą być może geny kultury, które spajają nie spokrewnione genetycznie grupy.
Patrząc na to jeszcze inaczej, najczęstszym powodem samobójstw jest brak akcaptacji u osobnika płci przeciwnej (bardzo genetyczny powód, czyż nie?). Jakby ludzi było zbyt mało, albo też panowała dysproporcja płci, przypuszczam, że współczynnik samobójstw zmalałby. Innym powodem samobójstw jest niedyspozycja psychiczna, zbytnia wrażliwość etc. Ale zawsze przecież było tak, że słabsze osobniki przegrywały.
Zdarza się też, że słowik potrafi zaśpiewać się na śmierć, a paw tak długo macha zwoim ogonem, aż coś przychodzi i go zjada. W dziedzinie godów zwierzęta ślepną i po części tracą instynkt samozachowawczy, co dodatkowo tłumaczy najczęstszy motyw samobójstwa u ludzi.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | rudyment (3233 punktów) | >Ludzie są gatunkiem stadnym. Początkowe stadka naszych praojców wiązał pewien stopień pokrewieństwa. Samobójstwo (powtórzę) wiąże się z problemem osobnika w obrębie jego grupy. Faktem jest, że obecnie (zapewne od 100 lat) taka grupa zazwyczaj nie składa się z krewnych, zaś mechanizm działa jak między krewnymi. Lecz w grę wchodzą być może geny kultury, które spajają nie spokrewnione genetycznie grupy.
Nie wiem, czy istnieje jakiś gen kultury, ale chyba nie trzeba go tutaj przywoływać. Ot, po prostu, jako rzekłeś, wyewoluowaliśmy w grupach krewniaczych, a dziś tak się właśnie zachowujemy, bo nie odziedziczyliśmy wzorców dla sytuacji, w jaką popadliśmy. Z drugiej jednak strony ta sytuacja jest prawdopodobnie selektorem, eliminującym geny agresji wewnątrzgatunkowej i ekspansji terytorialnej (jako zbędne wobec samych krewnych, a przy braku obcych) na rzecz genów altruizmu, tolerancji i współpracy. Badania wykazały wyższy poziom tych cech u społeczeństw bardziej rozwiniętych cywilizacyjnie, jak np. Skandynawowie, obywatele USA czy Francuzi. Zaś taka eliminacja może się dokonywać także drogą suicydu, poprzez wpędzanie nosicieli genów łowcy i wojownika we frustrację i następczą depresję. u ludzi jest to chyba na razie tylko hipoteza, ale wykonano badania na mrówkach ognistych, które ostatnio również przechodzą proces zaniku izolowanych grup na korzyść wielkich, niekrewniaczych społeczności.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Bardzo ciekawe rozwinięcie tematu! Dziękuję  . Daję plusika (Ojcu Ateuszowi też już kilka dałem, choć się ze mną nie zgadza, ale przecież nie o to chodzi). Samobójstwo bierze się też z lęku przed drapieżnikiem, jest swego rodzaju ucieczką przed jeszcze gorszym, drapieżnym losem ("ja" bez ukochanej, "ja" wyklęty przez grupę).
|
|
2 na 2 | rudyment (3233 punktów) | >Bardzo często słyszę stwierdzenie, że dzięki rozwojowi mózgu człowiek pokonał ewolucję.
Twierdzę ,że jeśli ktoś tak twierdzi, nie rozumie zjawiska ewolucji. Niestety, nawet miedzy przyrodnikami jest to nader częste. O filozofach i innych humanistach nawet mówić szkoda...
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja też uważam, że nie da się pokonać ewolucji. W zasadzie im lepiej sobie radzimy, tym "lepiej" dla ewolucji, choć ona jest ślepym procesem i bynajmniej "nie chce" zwyciężać, ani przegrywać. Ale z drugiej strony można ją ocenić jako zjawisko dążące do zachowania pewnych wzorów (genów). Napisałem wzorów, gdyż sądzę, że nawet jeśli stworzymy kiedyś kompletnie nie biologiczną Sztuczną Inteligencję będzie ona w jakimś sensie przedłużeniem ziemskiej ewolucji.
|
|
2 na 2 | Scorp (5381 punktów) | >Bardzo często słyszę stwierdzenie, że dzięki rozwojowi mózgu człowiek pokonał ewolucję.
Na razie to jest efektowne uproszczenie, ale w przyszłości stanie się prawdą. Ewolucja wprawdzie doprowadziła gatunek homo do jego wielkiej inteligencji, ale umiejscowiła ją w słabym i chorowitym ciele biologicznym, niestety śmiertelnym. Przeskok inteligentnie działającej informacji z ludzkich umysłów do komputerów, który już się zaczął, umożliwi człowiekowi wyrwanie się z pozostawionego mu przez ewolucję ciała - i to dopiero będzie zwycięstwo nad ewolucją.
Napędem żywych organizmów jest informacja działająca w ich tkankach. Ewolucja doskonali te wehikuły w różnych kierunkach: dopasowania do środowiska, rywalizacji wewnątrzgatunkowej i ogólnie wzrostu inteligencji. Nawet w środowiskach mało inteligentnych gatunków informacja przeskakuje pomiędzy osobnikami w postaci znaków i sygnałów jak choćby u mrówek. W gatunkach bardziej inteligentnych odbywają się już niemal rozmowy między osobnikami, a u człowieka to wiadomo - gadamy nieustannie, tworzymy informację, zapisujemy, odbieramy i używamy, daleko ponad biologiczne potrzeby. To z pewnością nie jest zachowanie wymagane przez ewolucję.
W sumie: jeszcze nie 'pokonaliśmy' ewolucji, ale już zaczęliśmy się wyrywać z jej reguł. To znaczy informacja wyrwała się z tkanek biologicznych a my ludzie korzystamy z tego i usiłujemy wyrwać się z naszego ewolucyjnego losu, co nam się zapewne niebawem (w skali ewolucyjnej) powiedzie.
'Zasadą' ewolucji wydaje się być doskonalenie, a 'zasadą' informacji - rozwój. Dlatego informacja ucieknie ewolucji a my razem z nią. -
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie do końca się zgadzam, bo jednak w jakimś sensie ewoluuje informacja, czyli gen. Moim zdaniem przeniesienie samodoskonalącej się informacji do ciała Sztucznej Inteligencji będzie zmianą jakościową (na miarę rozmnażania płciowego), lecz nie przekreśli roli ewolucji. Wręcz przeciwnie. Przetrwa to co najważniejsze. Nota bene całkiem możliwe, że istota nośnika ewolucyjnej informacji raz się już zmieniła. Wielu biologów przypuszcza, że nić DNA musiała poprzedzać struktura bardziej zbliżona do RNA. Czyli, że jakieś pierwotne praRNA w pewnym momencie wykonały sztuczny dla nich odlew, który ewoluował dalej. Oczywiście stało się to samorzutnie, ale my też mamy instynktowne potrzeby mnożenia, trwałości i ekspansji. Chęć zrobienia czegoś takiego jak SI ma podłoże w jakimś sensie silnie atawistyczne.
|
|
|  | | Scorp (5381 punktów) | >Nie do końca się zgadzam,
Pogadamy, jeżeli zechcesz, za tydzień, teraz wyjeżdżam... -
|
|
|  | 2 na 2 | Scorp (5381 punktów) | >Nie do końca się zgadzam, bo jednak w jakimś sensie ewoluuje informacja, czyli gen.
Ewoluują osobniki, gatunki i cała biosfera podlega procesowi ewolucji. Natomiast informacja gromadzi się, doskonali i rozwija. Informacja podlega procesowi ewolucji jako składnik organizmów żywych, ale sama nie 'ewoluuje', tak jak nie ewoluuje materia, której używa do budowy ciał.
>Moim zdaniem przeniesienie samodoskonalącej się informacji do ciała Sztucznej Inteligencji będzie zmianą jakościową (na miarę rozmnażania płciowego), lecz nie przekreśli roli ewolucji.
Nie wydaje się. Ewolucja odbywa się w środowisku zawierającym zasoby, z których osobnik korzysta i zagrożenia, które go niszczą. Środowisko nie jest niczym sterowane i jest mu obojętne kto przeżyje, a kto nie. SI sama stworzy środowisko korzystne dla siebie, więc nie będzie takiej darwinowskiej sytuacji.
> Wręcz przeciwnie. Przetrwa to co najważniejsze.
Kto oceni, co jest najważniejsze?
>Nota bene całkiem możliwe, że istota nośnika ewolucyjnej informacji raz się już zmieniła. Wielu biologów przypuszcza, że nić DNA musiała poprzedzać struktura bardziej zbliżona do RNA. Czyli, że jakieś pierwotne praRNA w pewnym momencie wykonały sztuczny dla nich odlew, który ewoluował dalej.
Oczywiście, jeszcze wcześniej ewoluowały proto-komórki.
>Oczywiście stało się to samorzutnie, ale my też mamy instynktowne potrzeby mnożenia, trwałości i ekspansji. Chęć zrobienia czegoś takiego jak SI ma podłoże w jakimś sensie silnie atawistyczne.
Masz rację. Zgadza się to też z moim poglądem, że wszelka intencjonalność, również ta, którą mamy jako ludzie, pochodzi od informacji. Jedynie informacja jest sama z siebie intencjonalna. -
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Napisałeś - "kto oceni, co jest najważniejsze?". To ciekawa kwestia, bo moim zdaniem nikt. Może to właśnie świadczy o tym, że jednak informacja (jak my ją pojmujemy) jest składową procesu ewolucji, jego narzędziem. Ale oczywiście plus za nowe myśli dodane tu przez ciebie.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Scorp (5381 punktów) |
>Może to właśnie świadczy o tym, że jednak informacja (jak my ją pojmujemy) jest składową procesu ewolucji, jego narzędziem.
Nie sądzę, żeby można było sensownie użyć słowa 'narzędzie' do czegokolwiek w ewolucji. Jest to przecież proces niesterowany i nieintencjonalny, niczym się nie posługuje i do niczego nie dąży. On tylko odbywa się w pewnych okolicznościach, dając widoczne na Ziemi efekty. W procesie ewolucji doskonali się inteligencja (sprawność posługiwania się informacją), ale też kły i pazury. Nie uznałbym więc informacji za 'składową' tego procesu, przynajmniej nie bardziej niż materię, z której budują się ewoluujące osobniki. -
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ciekawa wypowiedź (plus). Ale owo rozróżnienie na to co jest w ewolucji, a co nie jest istotne nie jest takie proste. Istotą ewolucji jest replikacja, czyli powielanie pewnej formy i informacji zarazem. Ta forma/informacja narasta w jakimś sensie jak kryształ, a jednocześnie podlega mutacjom. Narastając zapełnia szybko swoje środowisko i dzięki mutacjom zaczyna ze sobą rywalizować. Oczywiście owa informacja, podobnie jak ewolucja, jest bezpodmiotowa - więc niczego nie chce, nie zamierza etc. Nasz język jest dopasowany do podmiotowych interakcji, stąd gdy pisze się w skrócie, personalizuje się wszystko. Swoją drogą język (którego przecież żaden człowiek nie stworzył i nie wdrożył wśród pobratymców) jest żywym pomnikiem ewolucyjnych atawizmów. Doskonalsze żywe pomniki atawizmów posiadamy tylko w naszych mózgach - zarówno w software jak i w hardware.
|
|
| | | | |  | | Scorp (5381 punktów) | >Ciekawa wypowiedź (plus). Ale owo rozróżnienie na to co jest w ewolucji, a co nie jest istotne nie jest takie proste. Istotą ewolucji jest replikacja, czyli powielanie pewnej formy i informacji zarazem. Ta forma/informacja narasta w jakimś sensie jak kryształ, a jednocześnie podlega mutacjom. Narastając zapełnia szybko swoje środowisko i dzięki mutacjom zaczyna ze sobą rywalizować. Oczywiście owa informacja, podobnie jak ewolucja, jest bezpodmiotowa - więc niczego nie chce, nie zamierza etc. Nasz język jest dopasowany do podmiotowych interakcji, stąd gdy pisze się w skrócie, personalizuje się wszystko. Swoją drogą język (którego przecież żaden człowiek nie stworzył i nie wdrożył wśród pobratymców) jest żywym pomnikiem ewolucyjnych atawizmów. Doskonalsze żywe pomniki atawizmów posiadamy tylko w naszych mózgach - zarówno w software jak i w hardware.
Bardzo sympatyczne są te dywagacje na temat ewolucji, ale wyrażasz się jednak dość nieprecyzyjnie, swobodnie traktując słowa, co powoduje, że rozmowa zamienia się w pogaduszkę. Mam wrażenie, że za mało zwracasz uwagi na to, jak formułujesz myśli. Bez urazy!
- Narasta i jednocześnie podlega mutacjom? - Narastając zapełnia środowisko? - a nie mnożąc się? - Pomnik atawizmu?
Pisanie w ten sposób jest być może atrakcyjne, ale nie poprawia zrozumienia. Pozdrowienia! -
|
|
 | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | > >Bardzo często słyszę stwierdzenie, że dzięki rozwojowi mózgu człowiek pokonał ewolucję.> Na razie to jest efektowne uproszczenie, ale w przyszłości stanie się prawdą. Ewolucja wprawdzie doprowadziła gatunek homo do jego wielkiej inteligencji, ale umiejscowiła ją w słabym i chorowitym ciele biologicznym, niestety śmiertelnym. Przeskok inteligentnie działającej informacji z ludzkich umysłów do komputerów, który już się zaczął, umożliwi człowiekowi wyrwanie się z pozostawionego mu przez ewolucję ciała - i to dopiero będzie zwycięstwo nad ewolucją.I wtedy będzie podlegał ewolucji "informatycznej"  Tworzenie kopii będzie koniecznym, ponieważ podzespoły nie są wieczne i będą się zużywać. Co któraś awaria poskutkuje zniszczeniem osobowości, a więc logicznym przeciwdziałaniem wyginięcia "populacji" będzie tworzenie "potomków". Ponieważ kopia nigdy nie jest idealna, pojawi się i zmienność. Czyli ewolucja będzie się miała całkiem dobrze, tyle że na nowym polu.
|
|
|  | 1 na 1 | Scorp (5381 punktów) | > I wtedy będzie podlegał ewolucji "informatycznej"  Coś takiego jest już obecnie. Jest to ewolucja memów. > Ponieważ kopia nigdy nie jest idealna, pojawi się i zmienność. Czyli ewolucja będzie się miała całkiem dobrze, tyle że na nowym polu.Jednak nie będzie to już ewolucja w sensie darwinowskim, ale rozwój. Dlaczego? - bo proces kopiowania, kontroli kopii, eliminacji obiektów wybrakowanych będzie prowadzony przez hierarchię myślących urządzeń nadzorujących, a nie przez środowisko. Postęp nie będzie zdany na przypadkowe mutacje. Jeżeli nawet program kopiujący pozostawi w jakimś obszarze możliwość przypadkowych zmian, żeby na przykład wykorzystać metodę prób i błędów, to też będzie to proces sterowany, a nie ewolucyjny. Nie będzie już powrotu do ewolucji. -
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Eliminacja i dobór elementów będą podyktowane ewolucyjnymi gustami.
|
|
| | |  | | Scorp (5381 punktów) | >Eliminacja i dobór elementów będą podyktowane ewolucyjnymi gustami.
No nie! To obecnie jest coś takiego, co by można nazwać 'gustami', w doborze płciowym. Poza ewolucją darwinowską nie będzie żadnych 'gustów' a jedyną tendencją będzie maksymalizacja informacji działającej wbrew entropii. Informacja będzie chciała przetrwać nawet koniec świata, śmierć cieplną Wszechświata, czy co tam na końcu będzie. -
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przykład ewolucyjnego gustu - "nadaje się do przetrwania".
|
|
1 na 1 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Bardzo często słyszę stwierdzenie, że dzięki rozwojowi mózgu człowiek pokonał ewolucję.
Jeszcze nie pokonał - niemniej fakt zrozumienia jej mechanizmów sprawił że z roli bezmyślnego pionka awansowaliśmy co najmniej na skoczka.
Natomiast pokona już za chwilę, kiedy tylko zaczniemy do woli rzeźbić sobie w genomach naszych "potomków". A nie wydaje mi się być szczególnie odległym dzień, w którym będziemy mieli w rękach narzędzia pozwalające na definitywne zakończenie naszych z mozołem budowanych przez ewolucję linii genetycznych - i wyprodukowanie od podstaw zupełnie nowych ludzi.
A niech tylko technologia stanie się dostępna dla przeciętnego Kowalskiego, zaraz będziemy mieli armię klonów Jennifer Lopez i Keanu Reevesa. Co niby można próbować określić jako "sukces ewolucyjny" Keanu Reevesa - tyle, że sukces będzie krótkotrwały a mechanizmu "ewolucją" już dłużej nazywać nie sposób.
Ewolucja to: dziedziczenie, losowe mutacje i brak możliwości "powrotu do deski kreślarskiej". Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam - szybko przeskoczymy te ograniczenia.
|
|
 | | rudyment (3233 punktów) | >Ewolucja to: dziedziczenie, losowe mutacje i brak możliwości "powrotu do deski kreślarskiej". Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam - szybko przeskoczymy te ograniczenia. >
Wątpię - jak dotąd chyba tylko mojej uwadze nie umknął fakt, iż jedyne, co nam się przy każdej okazji udaje, to zwiększanie liczby genów. Wszystko, co robimy, w końcowej konsekwencji ma ten jeden niewątpliwy efekt,
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
|  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | >>Ewolucja to: dziedziczenie, losowe mutacje i brak możliwości "powrotu do deski kreślarskiej". Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam - szybko przeskoczymy te ograniczenia. >> >Wątpię - jak dotąd chyba tylko mojej uwadze nie umknął fakt, iż jedyne, co nam się przy każdej okazji udaje, to zwiększanie liczby genów. Wszystko, co robimy, w końcowej konsekwencji ma ten jeden niewątpliwy efekt, > Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Czasem wydaje mi się, że najważniejsze jest jednak dziedziczenie. Losowe mutacje. Tak, lecz czy nasza deska kreślarska nie będzie na swój sposób bardziej losowa. Powrót do deski kreślarskiej - całkiem możliwe, że okarze się, że istnieje jakiś klasyczny fundament zmian, od którego nie można się odciąć. Odcięcie od niego będzie oznaczało brak sukcesu ewolucyjnego, będzie to najczęstsza w ewolucji ślepa mutacja, kończąca się śmiercią.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale czy za to JAK BĘDZIEMY RZEŹBIĆ TYCH POTOMKÓW nie będą odpowiadać nasze ewolucyjne uwarunkowania? Czy inspiracja do ich tworzenia weźmie się z naszej wolności od przeszłości, od miliardów lat rozwoju takiego, a nie innego postrzegania otoczenia i tego co ładne, potrzebne i zdrowe?
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przeprowadźmy też taką symulację myślową. Nie wiemy, ile ewolucji dzieje się we wszechświecie poza naszą. Najprawdopodobniej więcej niż zero, ale to póki co dywagacje. Załóżmy jednak, że mamy zbiór, gdzie toczy się wiele ewolucji. Część z nich, mniejszy zbiór, rozwija istoty inteligentne. Część z tych istot inteligentnych (jeszcze mniejszy zbiór) tworzy Sztuczną Inteligencję albo projektuje swoich potomków w jakiś inny sposób. Czy biorąc pod uwagę ten trzeci zbiór możemy powiedzieć, że nie mamy do czynienia z procesem ewolucji? Analogiczność procesów potwierdzała by raczej odmienne twierdzenie - kolejna mutacja. Oczywiście, to co napisałem, są to tylko dywagacje myślowe, ale przyznacie, że nie wydają się zupełnie wyssane z palca. Skoro ewolucja toczy się w wielu miejscach, takie cele jak Sztuczna Inteligencja i projektowanie potomków wydają się logiczne nie tylko dla naszego wariantu
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A dlaczego sukces będzie - jak piszesz - krótkotrwały? Hę? Kto jego trwałość zważy? Trwałość sukcesu zwycięzców...
|
|
2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | > Bardzo często słyszę stwierdzenie, że dzięki rozwojowi mózgu człowiek pokonał ewolucję.No dobra, to jeszcze raz.  Najpierw trzeba by się zastanowić co oznacza, "pokonanie ewolucji"? Jak wiemy ewolucja posiada pewne mechanizmy działania. Jeżeli weźmiemy pod uwagę jeden z nich czyli dobór naturalny, to faktycznie człowiek potrafi "pokonać" ten mechanizm. Przykładem jest choćby in vitro , a właściwie cała medycyna, jak również domestykacja zwierząt czy roślin. Oczywiście nie oznacza to, że zasady ewolucji przestały działać, tylko że człowiek może nimi, do pewnego stopnia kierować.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Czyli bardziej mutacja ewolucji (w obrębie ewolucji może nawet) niż zwycięstwo nad nią.
|
|
|  | 2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | >Czyli bardziej mutacja ewolucji
Jeżeli przyjmiemy takie "ewolucyjne" słownictwo, to jest to mutacja tworząca nowy "gatunek" ewolucji opierającej się nie na doborze naturalnym, tylko sztucznym. Czyli mimo wszystko dochodzi tu do świadomego działania człowieka, które prowadzi do złamania praw ewolucji.
>(w obrębie ewolucji może nawet) niż zwycięstwo nad nią.
Wszystko zależy co rozumiesz przez zwyciestwo nad ewolucją. Jeśli uznajesz, że człowiek, jako gatunek powstał w wyniku procesów ewolucji i wszystkie jego działania, są tego konsekwencją, to nie da się ostatecznie uciec od ewolucji. Tak samo jak nie da się uciec od zmiany, bo ewolucja jest przede wszystkim formą zmiany. ALe moim zdaniem takie określanie wpływu ewolucji na ludzkie działania jest błędne. To prawda, że fakt pisania tego tekstu na komputerze w tym momencie, wynika pośrednio z tego, że odbył się pewnien proces ewolucji, od Wielkiego Wybuchu do chwili obecnej, ale przecież zdanie - "piszę tego posta, ponieważ po Wielkim Wybuchu nastąpiły procesy ewolucji napierw fizycznej, potem chemicznej, w końcu biologicznej...", wcale nie wyjaśnia tego faktu. Aby robić to co robię, musiało wydarzyć się wiele rzeczy, nie związanych bezpośrednio z ewolucją biologiczną, włącznie z moją świadomą decyzją, że sobie siedzę i dywaguję.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Pytanie, co to znaczy "świadome działanie człowieka". Już sama chęć, żeby było raczej coś, niż nic, chęć tworzenia i działania jest bardzo ewolucyjna. Ale do tego w razie tworzenia SI na przykład dojdzie mnóstwo drobiazgów, nieuświadomionych decyzji etc. Nasz umysł wykonuje miliony działań logicznych o których nie wiemy. Nasza świadomość jest w dużej mierze po części przypatkowym przekrojem przez te działania. Ale jeszcze raz powtórzę, bo to jest najistotniejsze - chodzi mi o to, czy można mówić o zwycięstwie nad ewolucją? Tego typu hasło, które często pada i to nawet z ust moich ulubionych (niemal czczonych  ) biologów może mieć bardzo złe skutki. Moim zdaniem jest na wyrost i ciężko sobie wyobrazić sytuację w której nie byłoby na wyrost. Z pewnością możliwość wyboru nie jest czymś ponad ewolucyjnym. W jakimś sensie nawet najprosze zwierzątko to chodząca możliwość wyboru. Zwiększa się siła tej możliwości, ale to co różni świat zwierząt od roślin to przecież możliwość przemieszczania się, wyboru miejsca. Oczywiście, można mówić, że wszystko to odbywa się automatycznie, ale jednak nie tak samo. Z owego "nie tak samo" rośnie w ramach ewolucji model umysłu i samoświadomość, która nie jest zapewne cechą jedynie Homo sapiens, choć u nas jest dużo mocniej rozwinięta niż u innych zwierząt.
|
|
 | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | > >Bardzo często słyszę stwierdzenie, że dzięki rozwojowi mózgu człowiek pokonał ewolucję.> No dobra, to jeszcze raz.  > Najpierw trzeba by się zastanowić co oznacza, "pokonanie ewolucji"? Jak wiemy ewolucja posiada pewne mechanizmy działania. Jeżeli weźmiemy pod uwagę jeden z nich czyli dobór naturalny, to faktycznie człowiek potrafi "pokonać" ten mechanizm. Przykładem jest choćby in vitro , a właściwie cała medycyna, jak również domestykacja zwierząt czy roślin. Oczywiście nie oznacza to, że zasady ewolucji przestały działać, tylko że człowiek może nimi, do pewnego stopnia kierować.To nie pokonuje doboru naturalnego, tylko modyfikuje jego "priorytety". Jeśli pomożemy przetrwać chorym dzieciom i damy im szanse rozmnożyć się, dobór istnieje nadal, tyle, że nieco inny. Czy te dzieci podlegają doborowi? Tak, bowiem dotyczy ich dobór płciowy, społeczny i pewnie stado innych.
|
|
|  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >>Bardzo często słyszę stwierdzenie, że dzięki rozwojowi mózgu człowiek pokonał ewolucję.> >No dobra, to jeszcze raz.  > >Najpierw trzeba by się zastanowić co oznacza, "pokonanie ewolucji"? Jak wiemy ewolucja posiada pewne mechanizmy działania. Jeżeli weźmiemy pod uwagę jeden z nich czyli dobór naturalny, to faktycznie człowiek potrafi "pokonać" ten mechanizm. Przykładem jest choćby in vitro , a właściwie cała medycyna, jak również domestykacja zwierząt czy roślin. Oczywiście nie oznacza to, że zasady ewolucji przestały działać, tylko że człowiek może nimi, do pewnego stopnia kierować.> To nie pokonuje doboru naturalnego, tylko modyfikuje jego "priorytety".Pokonuje, ponieważ bez sztucznego zapłodnienia, osoby które poddają się zabiegowi in vitro w ogóle by się nie rozmnożyły. Tak samo, przedstawiciele niektórych ras zwierząt domowych, nigdy nie pojawiły by się w sposób naturalny, ani nie przetrwały by w warunkach naturalnych. Istnieją dlatego, że człowiek stworzył im odpowiednie środowisko. > >Jeśli pomożemy przetrwać chorym dzieciom i damy im szanse rozmnożyć się, dobór istnieje nadal, tyle, że nieco inny.> Czy te dzieci podlegają doborowi? Tak, bowiem dotyczy ich dobór płciowy, społeczny i pewnie stado innych.Podlegają doborowi, ale nie jest to dobór naturalny.
|
|
| |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) |
>>To nie pokonuje doboru naturalnego, tylko modyfikuje jego "priorytety". >Pokonuje, ponieważ bez sztucznego zapłodnienia, osoby które poddają się zabiegowi in vitro w ogóle by się nie rozmnożyły. Tak samo, przedstawiciele niektórych ras zwierząt domowych, nigdy nie pojawiły by się w sposób naturalny, ani nie przetrwały by w warunkach naturalnych. Istnieją dlatego, że człowiek stworzył im odpowiednie środowisko.
Tak samo nie rozmnożyliby się inteligentni słabeusze fizyczni, osoby chore w dzieciństwie na liczne choroby i pawie, gdyby ich samiczki nie lubiły jednak takiego ogona. Albo przestały go lubić. Dobór działa zawsze, ale oparty jest na najróżniejszych priorytetach. My zmniejszamy wagę pewnych priorytetów i tworzymy nowe, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Niepłodność to tylko kolejny manewr zmiany priorytetu doboru, a w dodatku malutki. >>>Jeśli pomożemy przetrwać chorym dzieciom i damy im szanse rozmnożyć się, dobór istnieje nadal, tyle, że nieco inny. >>Czy te dzieci podlegają doborowi? Tak, bowiem dotyczy ich dobór płciowy, społeczny i pewnie stado innych. >Podlegają doborowi, ale nie jest to dobór naturalny. Po pierwsze - wybór partnera to dobór naturalny. Alienacja społeczna również. Doborem sztucznym jest np. tworzenie ras przez dobór rodziców. Znasz taką "fermę"? Ja nie. Kiedy kobieta wybiera tatusia na podstawie kształtu pośladków lub liczby zer na koncie - to nadal dobór naturalny. A kto powiedział, że ewolucja może polegać wyłącznie na doborze w pełni naturalnym? Wprowadzenie pewnych elementów doboru sztucznego nadal nie zaprzecza ewolucji, przynajmniej dopóki nie kontrolujemy w pełni genotypu dzieci. Ale wtedy nadal będzie to ewolucja, tylko znowu inna.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Świetnie, że przytoczyłaś pawie. Argument o tym, że oszukuje się ewolucję poprzez in vitro i dobór chorych, niepłodnych partnerów broni się przed ewolucjomachią  na dwa sposoby. Pierwszy, o którym mówiłem a propos adopcji (podobna sytuacja jak in vitro) to instynkt społeczny. Za potomstwo odpowiada pewna solidarna ze sobą grupa, lub jej pozór odnajdywany przez instynkt danej osoby w otoczeniu (jak nie mamy grupy, tworzymy na bazie instynktu jej złudzenie). Drugi sposób to właśnie spojrzenie na pawie. Ogon jest miłosnym oszustwem. Nie liczy się już siła pawia etc., ale barwa i długość ogona (czy też śpiew słowika). Oszustwa są głęboko wpisane w rozmnażanie płciowe. Rozwój tych oszóstw nie przekreśla w żaden sposób ewolucji. Mam wrażenie, że niektórzy z nas mają wrażenie, iż ewolucja to działanie w pełni automatyczne, gdzie za wszelką cenę i w każdym nieomal momencie musi dojść do kopulacji. Jednakże wcale tak nie jest i to nawet u stosunkowo prymitywnych organizmów. Gdyby odejście o milimetr od ciągłej kopulacji przeczyło ewolucji nie mielibyśmy na ZIemi żadnych organizmów poza jednokomórkowcami.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | Również mam takie wrażenie. Przetrwanie "lepszych" genów nabrało w pewien niepojęty dla mnie sposób znaczenia, że przetrwa najsilniejszy fizycznie, gwałcący samiczki samczyk lub nimfomanka kopulująca co dzień z lepszym partnerem samiczka, w dodatku pełni egoizmu i wykorzystujący wszystko i wszystkich. Bo przecież jak ukradniesz jedzenie sąsiadowi, to masz lepiej niż okradany sąsiad. To tak nie działa, lub nie zawsze i istnieją strategie inne niż "każdy sobie rzepkę skrobie" i "ryp jak zobaczysz ładne ciacho". Dlatego istnieją gatunki tworzące długoletnie związki monogamiczne, dlatego istnieje adopcja dzieci w obrębie stada, nawet czasem wbrew gatunkom - np. psiak karmiący kotka, co nie jest wyjątkiem na skalę unikatu w hodowli.
Podobnie z egoizmem. Istnieją gatunki dzielące się pokarmem, co sprzyja przetrwaniu takich grup. Paradoksalnie, mam wrażenie, że może to właśnie "zwarcie" i silny altruizm stadny sprzyjał naszej ewolucji na etapie najstarszych hominidów, albo jeszcze wcześniej, oczywiście wraz z innymi czynnikami, nie odważyłabym się wymienić jednego jedynego i najważniejszego.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nic dodać, nic ująć. Takie rzeczy tłumaczy świetnie Dawkins, choć niektóre wnioski trzeba wyciągać samodzielnie, ale to tym lepiej. Nie tylko humanoidy pokazują, że ewolucja to nie tylko prawo macho, czy prawo dżungli. Przecież natura aż roi się od organizmów symbiotycznych. Nawet komórka to symbioza mitochondriów z tym co je zawiera. Atak bakterii zakończony długotrwałym rozejmem który zbudował wszystko, co żywego nasze oczy mogą zazwyczaj widzieć (w przypadku roślin mamy rzecz jasna sinice). Oczywiście jednokomórkowce nie rozmyślały nad tym, stało się to przypadkowo, ale powiedzcie mi, czy ludzie rozmyślali nad stworzeniem mowy? Również to na czym opiera się nasza kultura działo się w dużej mierze przypadkowo. Nawet najnowsza historia to pokazuje. Choćby ziemniaki w Europie - nie wiedziano, co z tym zrobić. Myślano, że je się liście. Nie było to smaczne. W końcu ktoś rzucił ziemniaka z bulwami do ognia a ktoś inny zainteresował się bulwą i odkrył, że jest jadalna. A przecież ziemniak stał się bazą żywieniową XIX wiecznego świata. Jego znaczenie w kulturze materialnej było ogromne! Kawa - jakiś Etipoczyk, albo Jemenczyk zauważył, że kozy to żują, Też spróbował i miał mniejsze problemy ze snem. Oczywiście powiemy - spróbował, pomyślał. Ale naśladował przecież kozę - to też jest prawda (inne rzecz, że kozy jedzą dosłownie wszystko  )
|
|
| | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > Nic dodać, nic ująć. Takie rzeczy tłumaczy świetnie Dawkins, choć niektóre wnioski trzeba wyciągać samodzielnie, ale to tym lepiej. Nie tylko humanoidy pokazują, że ewolucja to nie tylko prawo macho, czy prawo dżungli. Przecież natura aż roi się od organizmów symbiotycznych. Nawet komórka to symbioza mitochondriów z tym co je zawiera. Atak bakteriiNa co niby ten atak? > zakończony długotrwałym rozejmem który zbudował wszystko, co żywego nasze oczy mogą zazwyczaj widzieć (w przypadku roślin mamy rzecz jasna sinice). Oczywiście jednokomórkowce nie rozmyślały nad tym, stało się to przypadkowo, ale powiedzcie mi, czy ludzie rozmyślali nad stworzeniem mowy?A stworzenie teorii ewolucji przez człowieka było przypadkowe, czy było efektem rozmyślań?  > Również to na czym opiera się nasza kultura działo się w dużej mierze przypadkowo. Nawet najnowsza historia to pokazuje. Choćby ziemniaki w Europie - nie wiedziano, co z tym zrobić. Myślano, że je się liście. Nie było to smaczne. W końcu ktoś rzucił ziemniaka z bulwami do ognia a ktoś inny zainteresował się bulwą i odkrył, że jest jadalna.No nie. Ziemniaki były obok kukurydzy, podstawą wyżywienia Inków. Poza tym jak sam zauważyłeś, Europejczycy długo traktowali ziemniaki jak rośliny ozdobne (pomimo tego, że wiedzieli, że ziemniaki są jadalne), dopiero świadoma polityka niektórych XVIII wiecznych państw europejskich, włącznie z administracyjnymi nakazami uprawy, rozpropagowała tę roślinę uprawną. Trochę to odległe od mechanizmów naturalnych... > >A przecież ziemniak stał się bazą żywieniową XIX wiecznego świata.Jego znaczenie w kulturze materialnej było ogromne! Kawa - jakiś Etipoczyk, albo Jemenczyk zauważył, że kozy to żują, Też spróbował i miał mniejsze problemy ze snem. Oczywiście powiemy - spróbował, pomyślał. Ale naśladował przecież kozę - to też jest prawda (inne rzecz, że kozy jedzą dosłownie wszystko  ) A co powiesz o bardziej wyrafinowanych wynalazkach? Świadomość i inteligencja u człowieka, są wytworem ewolucji biologicznej, ale wytwory świadomego ludzkiego działania, niekoniecznie.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nasza wiedza o ewolucji wyrasta bądź co bądź przede wszystkim z obserwacji. Obserwowanie zjawisk i dopasowywanie się do nich jest istotą posiadania zmysłów (a to dość popularny gadżet w świecie zwierząt). Na ile złożona jest ta obserwacja, to już inna sprawa.
Indian tak pospiesznie i fanatycznie wybito (głównie z uwagi na religię chrześcijańską), że informacje o używaniu czekolady, chili i ziemniaków zostały w dużej mierze utracone. Dlatego plotki o ponownym dochodzeniu do sposobu używania tychże substancji spożywczych niekoniecznie są wyssane z palca.
|
|
| | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >Nasza wiedza o ewolucji wyrasta bądź co bądź przede wszystkim z obserwacji. Obserwowanie zjawisk i dopasowywanie się do nich jest istotą posiadania zmysłów (a to dość popularny gadżet w świecie zwierząt). Na ile złożona jest ta obserwacja, to już inna sprawa. >Indian tak pospiesznie i fanatycznie wybito (głównie z uwagi na religię chrześcijańską),
Widzę, że nie zbyt dużej wiedzy na temat ojczyzny ziemniaka. Ludność biała stanowi tylko ok. 15 % populacji Peru, Indianie 45%, Metysi 35%. Zaprzecza to tezie o "wybiciu" ludności indiańskiej. Jak coś piszesz to warto najpierw sprawdzić.
>>że informacje o używaniu czekolady, chili i ziemniaków zostały w dużej mierze utracone. Dlatego plotki o ponownym dochodzeniu do sposobu używania tychże substancji spożywczych niekoniecznie są wyssane z palca.
Zapewniam Cię, że są wyssane z palca. Z późniejszą uprawą ziemniaka w Europie nie chodziło o to, że zapomniano o wartościach odżywczych ziemniaka, tylko dopiero po pewnym okresie zauważono, że jest rośliną łatwą w uprawie w warunkach klimatu umiarkowanego.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ponad 80% ludności Środkowej Ameryki i Peru zostało wybite na przestrzeni 30 - 40 lat. To naprawdę była rzeź, której sprzyjały przywiezione choroby zakaźne. Pamiętaj, że ludność Ameryki Środkowej i Południowej to był konglomerat różnych plemion i narodów o bardzo odmiennym stopniu zaawansowania cywilizacyjnego. Najpierw niszczono elity miejskie, później mieszczan. Zostały głównie dzikie plemiona i prymitywni rolnicy, którzy bali się nawet (i słusznie) przyznawać do jakiejkolwiek wiedzy. Całkiem możliwe, że mieli sporą wiedzę na temat upraw, ale oczywiście nieczęsto zasięgano ich opinii. Zgadnij dlaczego?
Mnie też początkowo opinia o zapomnieniu sposobu upraw i spożywania nowych roślin wydawała się absurdalna, ale chyba kryje się w niej wiele prawdy. Na przykład czekoladę zawsze sprowadzano, nie rosła w Europie. A bynajmniej nie używano jej, ani się jej nie używa na sposób jej pierwotnych odkrywców.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >Ponad 80% ludności Środkowej Ameryki i Peru zostało wybite na przestrzeni 30 - 40 lat.
To jakim cudem przeważająca część ludności Peru pochodzi od Indian? Gdyby było tak jak mówisz, udział ludności białej w populacji, musiałby być wyższy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) | >>Ponad 80% ludności Środkowej Ameryki i Peru zostało wybite na przestrzeni 30 - 40 lat. >To jakim cudem przeważająca część ludności Peru pochodzi od Indian? Gdyby było tak jak mówisz, udział ludności białej w populacji, musiałby być wyższy.
Dlaczego? Nie mówił nic o dalszych losach. O tym, jaki odsetek białych został, jaki się zasymilował, ilu ich było w sumie na początku. Inków rozgromił mały oddział, dodatkowo pogłowie miały choroby.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Był bardzo mały odsetek białych, poza tym Amerykę łacińską kolonizowano w zasadzie do XX wieku. W interiorze włączano do krajów pod władzą europejskich kolonistów zupełnie dziewicze regiony, zamieszkałe przez ludzi na bardzo pierwotnym poziomie cywilizacyjnym. Natomiast szybko zniszczono cywilizowaną ludność, dzięki czemu nic nie wiemy o sztuce cywilizacji amerykańskich. Na przykład Aztekowie mieli najprawdopodobniej wspaniałą literaturę i muzykę klasyczną. Co z tego zostało? I kto z tego został (już w XVII wieku, zauważmy...). Bibliotekę Majów zawierającą wszystkie ich dokonania spalił jeden fanatyczny katolik. Inna rzecz, że Majowie zaczęli wygasać na długo przed przybyciem Europejczyków, ale nie Aztecy i rywalizująca z nimi grupa kilku cywilizowanych narodów.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) |
>>Indian tak pospiesznie i fanatycznie wybito (głównie z uwagi na religię chrześcijańską), >Widzę, że nie zbyt dużej wiedzy na temat ojczyzny ziemniaka. Ludność biała stanowi tylko ok. 15 % populacji Peru, Indianie 45%, Metysi 35%. Zaprzecza to tezie o "wybiciu" ludności indiańskiej. Jak coś piszesz to warto najpierw sprawdzić. A jak się ma sprawa na terenie USA? Nie było przesiedleń? Nie umierali w nieprzyjaznych warunkach, przesiedleni np. na mokradła Florydy?
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | DO tego opisu zbrodni wypada też dodać Kanadę, gdzie sprzedawano specjalnie zarażone koce, aby dokonać aksterminacji tamtejszej ludności. Mówi się wiele o Holokauście, słusznie zresztą, ale były już wcześniejsze Holokausty, za które odpowiadały imperia kolonialne chrześcijan (religia miała tu ogromne znaczenie, jak wiemy misjonarze przecierali szlaki choćby, podglądy chrześcijańskie pomagały też wykluczać niektórych kolonizowanych z grona istot ludzkich. Na przykład Aborygeni stali się ludźmi w Australii, w świetle prawa, dopiero w 1965 roku). SMutne, nieprawdaż? Co oznaczało, że Aborygen nie był człowiekiem. Ano jeszcze w 1964 roku można było wziąć sobie strzelbę i postrzelać.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | >DO tego opisu zbrodni wypada też dodać ...
Ciągnąć OT dodam, że proceder skalpowania pośrednio wprowadzili biali osadnicy, którzy wprowadzili zapłatę za "głowy" ubitych Indian, a że głowy są ciężkie i nieporęczne, zaś skalp poręczny i leciutki. Aby zarobić kasę tak Indianie zasymilowani z osadnikami, jak i Biali rozpowszechnili zwyczaj, który wcześniej miał znaczenie marginalne. Herodot również opisywał takie zwyczaje u nas, a konkretniej u Scytów.
Co do samego ludobójstwa i wymarcia w wyniku chorób: "Nie mamy wątpliwości - piszą - że proces zmniejszenia się populacji indiańskiej wyglądał tak, jakbyśmy mieli do czynienia z ludobójstwem: licząc w skali dwóch kontynentów, na przełomie XIX i XX wieku żyło już jedynie 15% populacji indiańskiej wieku XV. Jest to strata ogromna [...] " Mariusz Kairski, Łukasz Krokoszyński, Rozumieć, nie oceniać, "Tawacin" nr 78, lato 2007, str. 53 "Wojsko bezkarnie wydawało rozkazy typu: "Użyjcie wszystkich środków, by Indian nakłonić do zawarcia pokoju. Gdy zostaną zgrupowani, zabijcie wszystkich dorosłych, a dzieci sprzedajcie, żeby zwróciły się wam koszty" (John Baylor, 20 marca 1862)." Edwin R. Sweeney, Cochise, Chiricahua Apache Chief, University of Oklahoma Press, Norman 1995, str. 195. "Ci Indianie muszą być zgładzeni co do jednego. Użyjcie wszystkich ludzi, których macie do dyspozycji. Przeszukajcie każdą piędź ziemi, przetrząśnijcie wszystkie ich kryjówki" (Joseph West, czerwiec 1863).Edwin R. Sweeney, Cochise, Chiricahua Apache Chief, University of Oklahoma Press, Norman 1995, str. 213. "Gubernatorzy ustanawiali ceny za skalpy mężczyzn, kobiet i dzieci, co stanowiło prawdziwą gratkę dla wszelkiej maści szubrawców szukających pewnego zarobku. Tzw. Piąta Ustawa stanu Chihuahua w Meksyku z roku 1849 była prawnym zezwoleniem na masakry. Każdy człowiek, bez względu na obywatelstwo, mógł zostać upoważniony przez władze stanu do eksterminacji Apaczów. Legalne polowanie na indiańskie skalpy było dla wielu bardziej opłacalne niż poszukiwanie złota."Edwin R. Sweeney, Cochise, Chiricahua Apache Chief, University of Oklahoma Press, Norman 1995, str. 76.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dziękuję Aniu za rozwinięcie tego wątku! Drażni mnie europocentryzm, choć oczywiście lubię moją ojczystą Europę. Moim zdaniem szczególna brutalność Europejskich kolonistów miała źródła w chrześcijaństwie, w owym jezusowym "kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie". Bardzo często najeżdżani nie byli w świetle teologicznych definicji ludźmi. Tu zupełnie na marginesie dodam, że mam nadzieję, że nasze wnuki doczekają się w końcu zmierzchu i upadku tej "religii miłości". Naprawdę - wiadomo, że zdobywcy są brutalni, ale gdy czyta się dzieje islamu, historię Chin, takie rzeczy jakie u nas były regułą tam zdarzały się od czasu do czasu. Również w przypadku religii wygrywa najsilniejszy i najbardziej dostosowany organizm. Mamy 2 miliardy chrześcijan, bo "kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie".
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | >Dziękuję Aniu za rozwinięcie tego wątku! Drażni mnie europocentryzm, choć oczywiście lubię moją ojczystą Europę. Moim zdaniem szczególna brutalność Europejskich kolonistów miała źródła w chrześcijaństwie, w owym jezusowym "kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie". Bardzo często najeżdżani nie byli w świetle teologicznych definicji ludźmi. Tu zupełnie na marginesie dodam, że mam nadzieję, że nasze wnuki doczekają się w końcu zmierzchu i upadku tej "religii miłości". Naprawdę - wiadomo, że zdobywcy są brutalni, ale gdy czyta się dzieje islamu, historię Chin, takie rzeczy jakie u nas były regułą tam zdarzały się od czasu do czasu. Również w przypadku religii wygrywa najsilniejszy i najbardziej dostosowany organizm. Mamy 2 miliardy chrześcijan, bo "kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie".
No cóż. Może to sprawa reżimu, ale chyba nie tylko - powiem jedno: bezpieczniej czujesz się na ulicach Guangzhou niż w centrum Warszawy. A większość mieszkańców ateizuje, lub wyznaje "dziwne" kulty i religie. Ja mogłabym tam spędzić emeryturę, gdyby tylko jeszcze panowali system rządów... chociaż gość nie odczuwa tego.
Dziś poznałam ciekawą osobę. Oczywiście nie daje opinii na grupę, bowiem to tylko jedna osoba, ale... złośliwy, wścibski, obgadujący wszystkich za plecami, wykorzystujący innych bez kszty taktu i rewanżu. A na koniec tekst "jako gorliwy chrześcijanin..." zaskoczył mnie i nie mówił tego żartem. W moim zespole nie ma chyba ani jednego gorliwego wierzącego, choć agnostycyzm i deizm jest powszechny. Ale takiego paskudnego zachowania nie ma.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mieszkałem pół roku w okolicach dworca New Delhi. W nocy śpią tam żebracy, kręcą się różne osoby, biedne i bardziej biedne, skryte i bardziej skryte. Często wracałem do domu o 2, 3 w nocy wraz z żoną i nic... Czułem się zupełnie spokojnie. Czasem jakiś ryksiarz chciał nas naciągnąć na kurs, ale czynił to spokojnie i bez natręctwa, rozumiejąc że środek dnia ma swoje, hałaśliwe prawa, a noc swoje... Dzielnica przydworcowa to malownicze koczowisko. Na początku przeraża, z biegiem czasu można ją pokochać. Bardzo polubiłem Delhi i New Delhi  Hindusi i tak naprawdę hinduscy muzułmanie są politeistami, a dla mnie politeizm jest łagodniejszy od monoteizmu. Dużo łatwiej z niego wyrosnąć, a nawet i bez tego można zrozumieć, że inni myślą inaczej. Rzymianie i Grecy widzieli, że inne ludy mają swoich bogów, nie przeszkadzało im to. Fanatyzm monoteistów był dla nich niezrozumiały (podobnie jak dla mnie). Chińczycy to też albo szczęśliwie ateiści, albo politeiści. U nich jest na przyklad buddyzm, ale pod wpływem lokalnych wierzeń upodobnił się on do zaludnionego tłumem bogów hinduizmu. Zawsze śmieszy mnie to, że najważniejszy dla Chińczyków budda to bogini morza...
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | >Również mam takie wrażenie. Przetrwanie "lepszych" genów nabrało w pewien niepojęty dla mnie sposób znaczenia, że przetrwa najsilniejszy fizycznie, gwałcący samiczki samczyk lub nimfomanka kopulująca co dzień z lepszym partnerem samiczka, w dodatku pełni egoizmu i wykorzystujący wszystko i wszystkich.
To nie tak. Nie ma czegoś takiego, jak "lepsze geny" (choć często potocznie używa się tego sformułowania). Ewolucja nie jest jest procesem, który zakłada osiągnięcie jakiegoś celu. Po prostu w określonym czasie, w danym środowisku istnieją pewne organizmy,żywe, które istnieją, ale równie dobrze mogłyby być to zupełnie inne gatunki, ponieważ obok doboru naturalnego (gdzie też losowośc odgrywa dużą rolę ) są również mechanizmy neutralne, które w dużej mierze decydują o tym, które geny będą istnieć, a które nie.
>Bo przecież jak ukradniesz jedzenie sąsiadowi, to masz lepiej niż okradany sąsiad. To tak nie działa, lub nie zawsze i istnieją strategie inne niż "każdy sobie rzepkę skrobie" i "ryp jak zobaczysz ładne ciacho". Dlatego istnieją gatunki tworzące długoletnie związki monogamiczne, dlatego istnieje adopcja dzieci w obrębie stada, nawet czasem wbrew gatunkom - np. psiak karmiący kotka, co nie jest wyjątkiem na skalę unikatu w hodowli. >Podobnie z egoizmem. Istnieją gatunki dzielące się pokarmem, co sprzyja przetrwaniu takich grup. Paradoksalnie, mam wrażenie, że może to właśnie "zwarcie" i silny altruizm stadny sprzyjał naszej ewolucji na etapie najstarszych hominidów, albo jeszcze wcześniej, oczywiście wraz z innymi czynnikami, nie odważyłabym się wymienić jednego jedynego i najważniejszego.
Nikt temu nie zaprzecza, że altruizm pojawił się jako wytwór ewolucji, ale powstanie i przetrwanie tej cechy, nie jest w jakiś sposób zdeterminowane. Akurat u człowieka występuje, a u pająka krzyżaka czy krętka bladego nie. Dlatego nie można przykładać jednakowej miary do różnych gatunków. W przyszłości może wyewoluować np. gatunek "postczłowieka" altruisty i "postczłowieka" egoisty.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ciekawe uwagi. Na plus. Oczywiście ewolucja jest procesem bezmyślnym i bezoosobowym, jest po prostu procesem. Jednakże nasze mózgi, na bazie ewolucji, mają skłonności do personalizacji i nadawania przyczyn i ciągów logicznych. Nawet w trakcie naszej rozmowy łatwo zobaczymy, że to zjawisko jest silne u nas wszystkich. Jak zatem można w pełni zwyciężyć ewolucję? Nawet bombie atomowej musieliśmy nadać imię, że nie wspomnę o Ariadnach EAK, co to latają w kosmos. A jak się nazywają planety? Żótobrązowa gruda? Nie - ich imiona pochodzą od bogów antycznych i nawet chrześcijanie zachowali i kontynuowali tę nomenklaturę.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | > To nie tak. Nie ma czegoś takiego, jak "lepsze geny" (choć często potocznie używa się tego sformułowania).Dlatego dałam cudzysłów  > Nikt temu nie zaprzecza, że altruizm pojawił się jako wytwór ewolucji, ale powstanie i przetrwanie tej cechy, nie jest w jakiś sposób zdeterminowane. Akurat u człowieka występuje, a u pająka krzyżaka czy krętka bladego nie. Dlatego nie można przykładać jednakowej miary do różnych gatunków. W przyszłości może wyewoluować np. gatunek "postczłowieka" altruisty i "postczłowieka" egoisty.Trudno przewidywać, jak się potoczy ewolucja, bowiem wszystko niemal może się zdarzyć  A co do krętka - do zachowań społecznych potrzebny jest nieco bardziej skomplikowany behawioryzm niż u prokariontów, więc krętek mnie nie dziwi. U pająków już bywa, acz rzadko. Ale znamy pajęczyce noszące kokony w "zębach", skorki, które znoszą jedzonko dla małych aż padną itd. Już u stawonogów pojawia się jakaś forma interakcji "społecznych". Myślę jednak, że wymaga to odpowiednich funkcji mózgu, nie oczekiwałabym tego u istot jednokomórkowych lub bardzo prymitywnych, jak stułbia.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | > Świetnie, że przytoczyłaś pawie. Argument o tym, że oszukuje się ewolucję poprzez in vitro i dobór chorych, niepłodnych partnerów broni się przed ewolucjomachią na dwa sposoby. Pierwszy, o którym mówiłem a propos adopcji (podobna sytuacja jak in vitro) to instynkt społeczny. Za potomstwo odpowiada pewna solidarna ze sobą grupa, lub jej pozór odnajdywany przez instynkt danej osoby w otoczeniu (jak nie mamy grupy, tworzymy na bazie instynktu jej złudzenie). Drugi sposób to właśnie spojrzenie na pawie. Ogon jest miłosnym oszustwem. Nie liczy się już siła pawia etc., ale barwa i długość ogona (czy też śpiew słowika). Oszustwa są głęboko wpisane w rozmnażanie płciowe. Rozwój tych oszóstw nie przekreśla w żaden sposób ewolucji.No i właśnie, tu jasno widać różnicę między człowiekiem i pawiem, bo po pierwsze paw nikogo nie oszukuje, po prostu nie ma żadnego wpływu na to jaki jest jego ogon. Po drugie konsekwencją doboru, który będzie się opierał tylko na wielkości ogona, a nie na innych cechach, prawdopodobnie doprowadzi do wyginięcia gatunku, który ewoluuje w tym kierunku. Tak stało się np. z jeleniami olbrzymimi (oczywiście w ich wypadku chodziło o rogi). Człowiek jeśli zechce, może nawet nie chcieć się rozmnażać. Paw nie ma takiego wyboru. > Mam wrażenie, że niektórzy z nas mają wrażenie, iż ewolucja to działanie w pełni automatyczne,Ewolucja to nie działanie, tylko proces. I jak najbardziej, jest automatyczna. > gdzie za wszelką cenę i w każdym nieomal momencie musi dojść do kopulacji. Jednakże wcale tak nie jest i to nawet u stosunkowo prymitywnych organizmów. Gdyby odejście o milimetr od ciągłej kopulacji przeczyło ewolucji nie mielibyśmy na ZIemi żadnych organizmów poza jednokomórkowcami.Piszesz jakby ewolucja była celowa, a tak nie jest, procesy biologiczne nie mają żadnej intencji, po prostu mają miejsce albo nie.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale czy my jesteśmy rzeczywiście takimi wolnymi od uwarunkowań oszustami? Czy każdy facet idący na siłownię pisze najpierw traktat filozoficzny na ten temat? Albo kobieta malująca usta? Czy pisze traktat filozoficzny na temat tego, dlaczego tak, a nie inaczej maluje usta? Skąd się biorą mody? Czy projektańci nie czują że tak a nie inaczej ucięty materiał po prostu im się podoba? A co to znaczy "po prostu się podoba", "jest cool"? To, moim zdaniem, zjawisko analogiczne do ogonu pawia i śpiewu słowika, choć bardziej wysublimowane. Owszem, zdarza nam się niezależnie myśleć, ale nie cały czas i nie wszystkim w równym stopniu. Ale nie wyobrażam sobie niezależnej myśli, która "zwyciężyła ewolucję". (może mam słabą wyobraźnię  )
|
|
| | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > Ale czy my jesteśmy rzeczywiście takimi wolnymi od uwarunkowań oszustami? Czy każdy facet idący na siłownię pisze najpierw traktat filozoficzny na ten temat? Albo kobieta malująca usta? Czy pisze traktat filozoficzny na temat tego, dlaczego tak, a nie inaczej maluje usta?Ale pisze się również traktaty filozoficzne i istnieją kobiety, które nie chcą malować ust, bo np. uważają, że feministkom nie przystoi... > >Skąd się biorą mody? Czy projektańci nie czują że tak a nie inaczej ucięty materiał po prostu im się podoba? A co to znaczy "po prostu się podoba", "jest cool"? To, moim zdaniem, zjawisko analogiczne do ogonu pawia i śpiewu słowika, choć bardziej wysublimowane.Ale czy pawie miewają mody, zmieniają kształt lub kolor swoich ogonów? Czy słowiki tworzą symfonie albo jazz? > >Owszem, zdarza nam się niezależnie myśleć, ale nie cały czas i nie wszystkim w równym stopniu.Ale nie wyobrażam sobie niezależnej myśli, która "zwyciężyła ewolucję". (może mam słabą wyobraźnię  ) Np. św. Tomasz z Akwinu, zastanawiał się nad tym, ilu aniołów zmieści się na główce od szpilki. Sprubój znaleźć w tej myśli jakieś odniesienie do ewolucji naturalnej.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | U podłoża wyliczanek Tomasza stały bardzo proste instynkty. Był podobny do zwierzęcia, które próbuje uciec w zupełnie obcym środowisku. Uderza wtedy o ściany, kręci się w kółko, błądzi. Oczywiście dla Tomasza z Akwinu owym obcym środowiskiem była rzeczywistość. Choroby psychiczne, powstałe na wskutek nieszczęśliwego dorastania, złej edukacji, zdarzają się u naczelnych.
|
|
| | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > U podłoża wyliczanek Tomasza stały bardzo proste instynkty. Był podobny do zwierzęcia, które próbuje uciec w zupełnie obcym środowisku. Uderza wtedy o ściany, kręci się w kółko, błądzi.Twoja argumentacja mnie nie przekonuje. Zgodnie z takim podejściem, każde działanie ludzkie niezależnie czy chodzi o skonstruowanie samolotu, napisanie poematu czy pisanie postów na forum "Racjonalisty", jest wywołane czynnikami biologicznymi i człowiek nie ma na to wpływu. Z zasadzie nie chodzi tutaj o pytanie czy człowiek pokonał ewolucje, tylko o to czy człowiek jakościowo, różni się od świata natury, czy nie. > Oczywiście dla Tomasza z Akwinu owym obcym środowiskiem była rzeczywistość.Twoim zdaniem aniołowie są bytami rzeczywistymi?  Wskaż mi jakiekolwiek zwierze, które potrafi tworzyć abstrakcyjne idee? > Choroby psychiczne, powstałe na wskutek nieszczęśliwego dorastania, złej edukacji, zdarzają się u naczelnych.Filozofia to Twoim zdaniem choroba psychiczna?
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | >Zgodnie z takim podejściem, każde działanie ludzkie niezależnie czy chodzi o skonstruowanie samolotu, napisanie poematu czy pisanie postów na forum "Racjonalisty", jest wywołane czynnikami biologicznymi i człowiek nie ma na to wpływu. Jest wywołane- u podłoża- czynnikami biologicznymi, ale mamy wpływ.
Ewolucja wymaga rozmnażania. Jest jej dokładnie obojętne, czy kret wyryje tunel trochę bardziej w prawo czy w lewo, i jest jej obojętne, czy człowiek będzie w swym życiu filozofował czy tylko myślał co na obiad. Grunt to żeby się rozmnożył. W tym celu, jak każde żywe stworzenie mamy swój biologiczny program, ale jak żadne inne mamy też nieskończoną liczbę możliwości jego realizacji- to cała nasza wolność.
Pokonać ewolucję można dwojako: popełnić gatunkowe samobójstwo, lub stworzyć ludzkość z jednostek identycznych pod każdym względem, odpornych na mutacje.
>Wskaż mi jakiekolwiek zwierze, które potrafi tworzyć abstrakcyjne idee? Wskaż człowieka, który z własnej wydzieliny utka pajęczynę...
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Myślenie, że człowiek jakościowo różni się od świata natury ma charakter trochę religijny i chyba, m.i. tomistyczny. Człowiek jest częścią świata natury. Najbardziej świadomą. Natomiast w kilku miejscach opisałem reakcje niektórych zwierząt świadczące o istnieniu słabiej wykształconej, lecz jednak samoświadomości u innych niż człowiek zwierząt. WIększość filozofiii, moim zdaniem, za mocno leży w dogmatach religii i w religijnych metodach dyskursu. Nauka pokazuje, że ogromna część filozofii miała więcej wspólnego z alchemią, czy astrologią, niż z prawdziwy działaniem mającym na celu odpowiedzi na jakieś pytania dotyczące rzeczywistości, w tym sposobu myślenia i percepcji istoty ludzkiej.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | >Myślenie, że człowiek jakościowo różni się od świata natury ma charakter trochę religijny i chyba, m.i. tomistyczny. Człowiek jest częścią świata natury. Najbardziej świadomą. plusik za tą wypowiedź. Szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego wiele osób tak się piekli o tą wymyśloną wyjątkowość człowieka. Jakby fakt, że w tym momencie to my jesteśmy najbardziej myślącym i kreatywnym gatunkiem im nie wystarczał. Muszą dowartościowywać się wyszukując cechy, które mają potwierdzać wyjątkowość człowieka. Szkoda tylko, że nie potwierdzają. >Natomiast w kilku miejscach opisałem reakcje niektórych zwierząt świadczące o istnieniu słabiej wykształconej, lecz jednak samoświadomości u innych niż człowiek zwierząt. Niezwykłe są takie obserwacje, ale jednak liczba ich i znaczenie stale rośnie. Moim zdaniem dyskretne omijanie problemu dowodzi tylko naszej ignorancji.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | plusik za tą wypowiedź. Szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego wiele osób tak się piekli o tą wymyśloną wyjątkowość człowieka. Jakby fakt, że w tym momencie to my jesteśmy najbardziej myślącym i kreatywnym gatunkiem im nie wystarczał. Muszą dowartościowywać się wyszukując cechy, które mają potwierdzać wyjątkowość człowieka. Szkoda tylko, że nie potwierdzają. >Natomiast w kilku miejscach opisałem reakcje niektórych zwierząt świadczące o istnieniu słabiej wykształconej, lecz jednak samoświadomości u innych niż człowiek zwierząt. Niezwykłe są takie obserwacje, ale jednak liczba ich i znaczenie stale rośnie. Moim zdaniem dyskretne omijanie problemu dowodzi tylko naszej ignorancji.
Podobna ignorancja dotyczyła badania planet pozaziemskich, bo też uderzała w uświadomione lub nie instynkty religijne. Wielu naukowców mówiło, że nie istnieją raczej planety poza naszym układem, choć wiedzieli, że mamy 200 miliardów galaktyk zaiwerających średnio po 200 miliardów gwiazd. Ale życie na innych planetach, zwłaszcza inteligentne godziłoby w religijne "prawdy" wielu naukowców. Bo co z ukrzyżowaniem, co z tym, że góra Kajlasz w Tybecie jest centrum wszechświata? etc. Niestety, dyskretne omijanie ma się dobrze i niekiedy się pytam, czy nie grozi nam regres cywilizacyjny, czy owi dyskretni omijacze nie zabiją nauki w przyszłości. Martwią mnie też "ateiści ale...". Mówiący - "jestem ateistą, ale każdy ma swoją Prawdę". Im więcej takich głosów, tym więcej mogą zrobić dyskretni omijacze.
|
|
| | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
> Nauka pokazuje, że ogromna część filozofii miała więcej wspólnego z alchemią, czy astrologią, niż z prawdziwy działaniem mającym na celu odpowiedzi na jakieś pytania dotyczące rzeczywistości, w tym sposobu myślenia i percepcji istoty ludzkiej. Masz jakieś uczulenie na filozofów i filozofię? Poczytaj, może choć trochę pomoże.  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie wszystkie reakcje obronne organizmu mają związek z alergią  Ale chętnie zerknę na przytoczony link, dziękuję Palcowniku
|
|
| | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >>>To nie pokonuje doboru naturalnego, tylko modyfikuje jego "priorytety". >>Pokonuje, ponieważ bez sztucznego zapłodnienia, osoby które poddają się zabiegowi in vitro w ogóle by się nie rozmnożyły. Tak samo, przedstawiciele niektórych ras zwierząt domowych, nigdy nie pojawiły by się w sposób naturalny, ani nie przetrwały by w warunkach naturalnych. Istnieją dlatego, że człowiek stworzył im odpowiednie środowisko. >Tak samo nie rozmnożyliby się inteligentni słabeusze fizyczni, osoby chore w dzieciństwie na liczne choroby
Dokładnie tak, człowiek przez swoje działania, stworzył im takie warunki, że mogą przetrwać. Co, jeszcze raz podkreślam, nie oznacza, że ewolucja przestała działać, tylko, że człowiek potrafi świadomie wpływać na jej bieg.
>>i pawie, gdyby ich samiczki nie lubiły jednak takiego ogona.
Pawie w przeciwieństwie do ludzi nie mają wyboru, ich działania są instynktowne.
>>Albo przestały go lubić. Dobór działa zawsze, ale oparty jest na najróżniejszych priorytetach. My zmniejszamy wagę pewnych priorytetów i tworzymy nowe, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Niepłodność to tylko kolejny manewr zmiany priorytetu doboru, a w dodatku malutki. >>>>Jeśli pomożemy przetrwać chorym dzieciom i damy im szanse rozmnożyć się, dobór istnieje nadal, tyle, że nieco inny. >>>Czy te dzieci podlegają doborowi? Tak, bowiem dotyczy ich dobór płciowy, społeczny i pewnie stado innych. >>Podlegają doborowi, ale nie jest to dobór naturalny.
>>Po pierwsze - wybór partnera to dobór naturalny. Alienacja społeczna również.
Nie koniecznie. Człowiek może się wyalienować z własnej woli, np. pod wpływem jakiejś ideologii.
>>Doborem sztucznym jest np. tworzenie ras przez dobór rodziców. Znasz taką "fermę"?
Na tym polega domestykacja zwierząt i roślin. Co do ludzi, to były takie próby.
>>Ja nie. Kiedy kobieta wybiera tatusia na podstawie kształtu pośladków lub liczby zer na koncie - to nadal dobór naturalny.
Ale tylko człowiek, świadomie dobiera sposób doboru partnera oraz cechy jakie mu odpowiadają. Inne zwierzęta tego nie potrafią.
>A kto powiedział, że ewolucja może polegać wyłącznie na doborze w pełni naturalnym? Wprowadzenie pewnych elementów doboru sztucznego nadal nie zaprzecza ewolucji, przynajmniej dopóki nie kontrolujemy w pełni genotypu dzieci. Ale wtedy nadal będzie to ewolucja, tylko znowu inna.
Jak pisałem powyżej, nie twierdzę, że człowiek anulował ewolucję, tylko, że do pewnego stopnia uwolnił się od mechanizmu doboru naturalnego. Jeszcze raz powtórzę, że ewolucja to zmiana, a zmiany nie można uniknąć.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | >Dokładnie tak, człowiek przez swoje działania, stworzył im takie warunki, że mogą przetrwać. Co, jeszcze raz podkreślam, nie oznacza, że ewolucja przestała działać, tylko, że człowiek potrafi świadomie wpływać na jej bieg. Świadomie lub nie, nie jestem przekonana że jesteśmy naprawdę świadomi konsekwencji naszych działań. Sądzę raczej, że próbujemy spełnić pewne oczekiwania, a konsekwencje nas zaskoczą. Więc nie jesteśmy lepsi od "ptaków altanowych" czy pawia. >>>i pawie, gdyby ich samiczki nie lubiły jednak takiego ogona. >Pawie w przeciwieństwie do ludzi nie mają wyboru, ich działania są instynktowne. A skąd masz pewność gdzie się kończy nasz instynkt a zaczyna świadomość? Czy wybór inteligenta jest świadomy, czy też pojawił się inny, nowy instynkt? Wybór partnera to akurat mocno instynktowne działanie, bowiem często spotykamy "idealne partie", które jednak nie mają w sobie "tego czegoś". Nie miałeś tak? Ja miałam.
>Nie koniecznie. Człowiek może się wyalienować z własnej woli, np. pod wpływem jakiejś ideologii. Ale dlaczego wybiera taką ideologię? Być może wybór jest podyktowany jakimiś przyczynami. >>>Doborem sztucznym jest np. tworzenie ras przez dobór rodziców. Znasz taką "fermę"? >Na tym polega domestykacja zwierząt i roślin. Co do ludzi, to były takie próby. Mówiłam o ludziach. Jakie próby były?
>>>Ja nie. Kiedy kobieta wybiera tatusia na podstawie kształtu pośladków lub liczby zer na koncie - to nadal dobór naturalny. >Ale tylko człowiek, świadomie dobiera sposób doboru partnera oraz cechy jakie mu odpowiadają. Inne zwierzęta tego nie potrafią. Świadomie wybierasz czy lubisz brunetki, czy ekstrawertyczki, duże biusty, małe stopy? Albo czy lubisz osoby nieśmiałe czy fantazyjne? Nie sądzę.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Plus Aniu. Dodam tutaj tylko tyle, że psychologia ewolucyjna zauważa, iż wiele rzeczy robimy w pełni instynktownie, zaś nasz mózg dorabia do tego wyjaśnienia. Stąd zapewne wzięły się pierwsze wierzenia protoreligijne. Nauka badająca nas z taką szczerością i bez humanistycznych zachamowań dopiero się rozwija, ale całkiem możliwe, że procentowa ilość rzeczy robionych przez nas zupełnie intuicyjnie okaże się ogromna. Skąd to wiem? Skąd zgaduję? Ano z samego siebie. Nie jestem upośledzony umysłowo, ale gdy się zastanowię nad motywacją moich działań, to patrzę na trawę jak na prawdziwą siostrzyczkę  . Zalecam wam zresztą podobny eksperyment
|
|
| |  | 1 na 1 | maciejo (3492 punktów) | Nie można mylić pokonania ewolucji z ewentualnym "pokonaniem" jednego z mechanizmów ewolucji. To, że możemy mieć dzieci in vitro powoduje tylko, że większa pula genów będzie podlegała doborowi (przy założeniu,że dzieci będą płodne),a czy ten dobór jest naturalny czy nie, nie ma znaczenia- grunt, że jest. Ewolucja i tak będzie szła do przodu. Mało tego; wraz ze wzrostem liczebności populacji ewolucja przyspiesza.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | In vitro pokazuje dwa silne uwarunkowania genetyczne - chęć posiadania dzieci i nie odoptowania ich. Patzrąc na to od innej strony, in vitro to ucieczka przed mniej naturalną adopcją. Ten ciekawy przykład pokazuje, że w jakimś sensie technologia może wspierać najbardziej naturalne instynkty.
|
|
3 na 3 | Humanożerca (481 punktów) | Wydaje mi się, że mówienie takie wynika z potrzeby "kontroli" nad światem z jednej strony, z drugiej pewnej niejasności filozoficznej związanej z tym pojęciem. Można je bardzo szeroko traktować i wtedy nie ma wyjścia poza nią, jak nie ma wyjścia poza dialektykę heglowską. Ale można rozumieć ewolucję węziej jako coś biologicznego, nieświadomego i niekontrolowanego- to drugie oznacza, że opanowanie genetyki może być początkiem takiego przełomu jak przejście między materią nieożywioną i ożywioną. Owa zaś potrzeba kontroli wynika również z potrzeby działania praktycznego. Jak na podstawie wiedzy o ewolucji mam szacować czy jest słuszne pomaganie osobie X czy Y. Mogę nie mieć czasu na obliczenie, która z nich ma genom bardziej podobny do mojego, co więcej ja nie jestem właścicielem tegoż genomu, tylko takim workiem w którym zmieszały się geny z poprzednich pokoleń, które też nie były niczyją własnością. A nawet jeśli pomogę osobie X to "swoim" genom jednocześnie zaszkodzę bo X będzie miał inny kolor oczu niż mój a jednocześnie pomogę, bo będzie miał jakiś inny gen taki sam jak mój. Są tez geny (słabsze wersje genu), które nie działają a których mogę być nosicielem, co jeszcze bardziej utrudnia obliczanie.
Zapraszam na bloga: pregierzrozumu.blogspot.com/
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dziękuję - czekałem na takie nowe podejście do naszej dyskusji. Ale zadam proste pytanie - czy replikator sam w sobie jest czymś żywym? Czy żywe są jego opakowania (czyli my, koty, etc). Wirus jest dobrą wskazówką dodam. W ten sposób patrząc esencją ewolucji jest samorodna replikacja informacji, a budując SI na przykład nie skasujemy naszych informacji by zbudować nowe. Nasze informacje znajdą się w nowym nośniku.
|
|
|  | | maciejo (3492 punktów) | >Dziękuję - czekałem na takie nowe podejście do naszej dyskusji. Ale zadam proste pytanie - czy replikator sam w sobie jest czymś żywym? Czy żywe są jego opakowania (czyli my, koty, etc). Wirus jest dobrą wskazówką dodam. W ten sposób patrząc esencją ewolucji jest samorodna replikacja informacji, a budując SI na przykład nie skasujemy naszych informacji by zbudować nowe. Nasze informacje znajdą się w nowym nośniku.
Żeby odpowiedzieć na to pytanie pierw trzeba by zdefiniować czym jest życie, a tego nie wiemy bo nie znamy jego genezy. Replikator jeśli rozumieć go jako DNA jest zwykłym związkiem chemicznym. Jego niesamowitych właściwości nie da się poznać bez otoczki- żywej komórki. Czyli roboczo przyjmijmy prowadzącej procesy biochemiczne w odpowiednio skoordynowany sposób. Bez niej DNA nie może być powielane. Poza tym ewolucja samego DNA bez przełożenia zmian na język białek nie istnieje. Dlatego wirus sam będąc do replikacji nie zdolny jest jakby bytem na granicy światów będący jakąś dziwną drogą ewolucji, może nawet artefaktem.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wirus znakomicie potwierdza to , co jest esencją ewolucji - gen, replikator. To co nazywamy życiem to (być może) sposób replikacji.
|
|
| | |  | | maciejo (3492 punktów) | >Wirus znakomicie potwierdza to , co jest esencją ewolucji
Nie prawda, nie sądzę by esencją ewolucji był twór, pozbawiony wszelkich procesów życiowych.
- gen, replikator. To co nazywamy życiem to (być może) sposób replikacji
Czy na pewno masz na myśli sposób? Lepiej się z nim zapoznaj bo chyba nie wiesz o czym piszesz. Poza tym sam proces replikacji nie można identyfikować z życiem. To jest tylko jeden z przejawów życia. A gdzie dostarczanie energii, a gdzie wbudowywanie nowych związków, a gdzie wydalanie zbędnych i szkodliwych produktów, a gdzie rozmnażanie...
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To wyrosło z replikacji - polecam Dawkinsa.
|
|
| | | | |  | | maciejo (3492 punktów) | >To wyrosło z replikacji - polecam Dawkinsa.
Dawkins w samolubnym genie używa skrótów myślowych, które ładnie wyglądają na papierze i w przystępny sposób są w stanie wyjaśnić mechanizmy szaremu odbiorcy. Ale jeśli wejść w szczegóły to nie jest tak różowo. Replikacja nie może istnieć bez komórki!! Wymaga specjalistycznej wysoko precyzyjnej maszynerii enzymatycznej. ?Jest tu pewne sprzężenie zwrotne między DNA, a białkami. Rozważanie co było pierwsze przypomina dyskusje na temat jajka i kury. Ale powiedzenie, że funkcje życiowe komórki wynikają z replikacji jest pomyłką. Replikacja służy tylko i wyłącznie powieleniu materiału genetycznego w związku z tym nie może stanowić bezy dla rozwoju biochemicznych funkcji komórki
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To tak samo jak z okiem. Nic nie powstaje w trakcie ewolucji od razu, lecz krok po kroku. Pierwsze coś, co się replikowało nie było oczywiście tak złożonym tworem jak komórka najbardziej nawet prymitywnej bakterii. Otoczenie musiało być też szczególnie przychylne, ono to w dużej mierze pełniło funcję najprymitywniejszego medium dla reakcji biochemicznych. Najpewniej środowisko to było lokalne i wyjście poza nie wymagało długiej ewolucji. Całkiem możliwe, że replikacja na ziemi zaczynała się wiele razy i ustawała, zanim powstał pierwszy twór, który moglibyśmy nazwać czymś podobnym do komórki.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | maciejo (3492 punktów) | Nie sposób się nie zgodzić z tym, iż prakomórki były prymitywne i środowisko odgrywało ogromną rolę w ich biochemii. Wciąż natomiast pozostaje problem enzymów. Do replikacji potrzebnych jest ich wiele i wszystkie muszą być wysoko wyspecjalizowane. Nie chodzi mi tylko o bezbłędność kopiowania ale też o ich dopasowanie do genomu i siebie samych. Stąd nie wydaje mi się by w środowisku same z siebie mogły powstać białka, które przypadkiem były by komplementarne do DNA, czy RNA. Możliwe, że przed światem kwasów nukleinowych istniał świat oparty na czymś innym co umożliwiało powstanie różnorodnych białek. Możliwe też, że białka, które zawarły w sobie sekwencje nukleotydowe stanowiły jakąś formę na której mogła powstać enzymy potrzebne dla replikacji. Dlatego nie byłbym tak pewny co do pierwszeństwa replikacji.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ilość enzymów ewoluowała. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić początków życia bez replikacji, ale poruszenie takiego wątku jest ciekawe. Plus
|
|
|  | 1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
>W ten sposób patrząc esencją ewolucji jest samorodna replikacja informacji ...
Ewolucja biologiczna może być rozumiana, ujmowana lub formalizowana w postaci metafory informacyjnej.
Zauważ, że Darwin klasyczną teorię ewolucji formułował poza genetyką i teorią informacji, a mimo to zachowuje ona nadal wartość naukową.
Istotą teorii ewolucji jest twierdzenie, że możliwe jest stopniowe przekształcanie się gatunków pod wpływem różnorodnych czynników. I tyle. Przy czym stopniowe oznacza tyle, co trwające w czasie. Nie zakłada istnienia jakichś tam stopni.
Z tego, co rozumiem, chodzi głównie o to, na jakim poziomie opis procesu tych przemian miałby się odbywać, czyli na jakim poziomie opis ten byłby np. najbardziej ekonomiczny z punktu widzenia teorii. Nie jest to wcale oczywiste. Niekiedy będzie tak, że opis ten najbardziej ekonomiczny będzie na poziomie gatunków, czasami populacji, a czasami - genów. Proces zachodzących zmian ewolucyjnych trzeba ujmować systemowo i interakcyjnie. W końcu cechy fenotypu kształtują się jako skutek interakcji genotypu i środowiska, więc nie zawsze dochodzi do ekspresji wszystkich genów w jednakowym stopniu. W związku z tym nie zawsze opis procesu ewolucyjnego na poziomie genu będzie adekwatny. Pewne cechy fenotypu będące elementem presji/doboru powstają także jako efekt działania całych zespołów genów, a nie genów pojedynczych, itp. Kontrowersji jest więcej.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie zgadzam sie, ale chętnie dam ci plus, bo to ciekawe spojrzenie. I starannie uzasadnione. Jednakże przychylam się do twierdzenia między innymi Dawkinsa, że głównym motorem ewolucji są replikatory. Potwierdzają to tysiące, jeśli nie miliony przykładów. Gdyby było inaczej, większość naszych instynktów (z chęcią posiadania potomstwa) nie mogłaby zyskać uzasadnienia. Nie wiadomo byłoby też, dlaczego istnieją zwierzęta i rośliny które nie mają żadnej świadomości, a jednak przejawiają bardzo złożone zachowania. Mówię o nie wszystkich zwierzętach, ale na przykład o jednokomórkowcach i prymitywnych kręgowcach. Warto też pomyśleć o bakteriach. Jak to się wszystko dzieje, skoro replikatory nie są najistotniejsze? Nie sądzę, aby istniało jakiekolwiek rozsądne i prawdziwe wyjaśnienie. ALe bardzo ci dziękuję za spojrzenie od tej strony
|
|
| | |  | | lontri (16088 punktów) |
Ewolucja nie ma motoru. Podobnie, jak bóg nie musi być pierwszą przyczyną ruchu. Czy postrzegasz ewolucję w kategoriach teleologicznych? (nie mylić z teologicznymi)
Teoria ewolucji niczego nie uzasadnia, a zwłaszcza naszych zachowań, ona tylko wyjaśnia w ramach własnego aparatu pojęciowego.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Skąd wiesz, że nie ma motoru? Przyśniło ci się (surrealiści tak lubią, więc to chyba dobrze)? Ja wolę się dowiadywać, niż wiedzieć.
|
|
| | | | |  | | lontri (16088 punktów) |
Na razie to niczego nowego się od ciebie nie dowiedziałem, poza tym że uważasz ewolucję za byt, a rzeczywistość nawet za byt transcendentny. Wnioskuję o tym na podstawie sposobu, w jaki je ujmujesz. Dziwi mnie to, ponieważ - z tego co pamiętam - jesteś do metafizyki nastawiony bardzo krytycznie. Lubię Dalego, ale również Margritte'a. Proponuję zapoznanie się z jego obrazem "La condition humaine" (1933). www.abcgallery.com/M/magritte/magritte16.html
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | O właśnie - Margritte był super. Lepszy od Maxa Ernsta.
Tak na wszelki wypadek dodam, że nie pojmuję ewolucji w tak niezwykły sposób, jaki stał się twoim udziałem. Ja to robię wręcz prostacko. "czy tego chcesz, czy też nie - masz w sobie geny...".
|
|
| | | | | | |  | | lontri (16088 punktów) |
Byli filozofowie, którzy chętnie poszliby krok dalej i powiedzieli, że "czy chcesz tego czy nie masz w sobie sód i potas." Pytanie, co z tego wynika, i jak daleko można w swoich wnioskach dojść na podstawie takich przesłanek.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Geny to alfabet, to mechanizmy, to informacje. Nie takie proste jak sód i potas.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Ania... (14138 punktów) | > Ewolucja nie ma motoru. Podobnie, jak bóg nie musi być pierwszą przyczyną ruchu.Ewolucja nie ma motoru, ale jest nieodłączną konsekwencją replikacji i mutacji. Tworzenia kopii i zmienności - możemy powiedzieć ogólniej. Dlatego nie ma motoru, ale leci i nie da się jej zatrzymać. Lawina też nie ma motoru, ale napędzają ją prawa fizyki. Ewolucję napędzają prawa świata (fizyczne czy biologiczne to mała różnica). Myślę, że jest to proces zarówno fizyczny, chemiczny jak i biologiczny, a więc chyba metafizyczny  Jeśli jakikolwiek fakt jest w sprzeczności z ewolucją, to albo nie rozumiemy tego faktu, albo ewolucji.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dziękuję ci, że ujęłaś lepiej zaganienie "motoru ewolucji"! Metafizyka na żarty a lepsza od "prawdziwej" ujęła mnie zupełnie
|
|
 | 5 na 5 | lontri (16088 punktów) |
Ja z kolei mam wrażenie, że pytanie typu "czy zwyciężyliśmy ewolucję?" ma mniej więcej taki sam sens, jak pytanie czy "zwyciężyliśmy powszechne ciążenie" albo "czy zwyciężyliśmy promieniotwórczość".
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >dzięki rozwojowi mózgu człowiek pokonał ewolucję.
Świadomość i ukonstytuowana na niej wiedza jest równie naturalna jak cała reszta przyrody. Natura w żadnym calu nie wychodzi poza siebie. Dotyczy to również człowieka. Mózg nie pokonał ewolucji. Jedyne co robi, to ją komplikuje. Kamień czy drzewo są skazane na jedno miejsce. Zwierzę i człowiek - nie. Co nie znaczy, że potrafią w sposób absolutny wyjść poza przestrzeń, poza zjawiskowy świat. Możemy się błąkać po świecie. To wszystko, co zawdzięczamy ewolucji.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ładna wypowiedź Diogenesie. Choć z tym błąkaniem się po świecie zabrzmiało trochę pesymistycznie, ale i poetycko. Ja w tym widzę poezję i wiele radości
|
|
| lea17 (1 punktów) | No czlowiek rozwinal forme samozniszczenia i wkrotce Zycie upomni sie o nas.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|