 |
Odrzuciłem ateizm z rozsądku Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 01-10-2010 09:07 | nieateista (18 punktów) | Odrzuciłem ateizm z rozsądku
-8 na 16 | Ja odrzuciłem ateizm nie tylko z emocji (bojąc się śmierci ostatecznej) ale także z rozsądku. Odrzucenie istnienia Boga jest bardzo ryzykownym wyborem. O jakie ryzyko chodzi? Nie tylko o utratę szansy na życie wieczne. Jest jeszcze jedna konsekwencja, o wiele poważniejsza, o której nie chce wiedzieć większość "walczących o prawdę i ludzką godność" ateistów. Gdyby jednak, jakimś cudem Bóg istniał?. A jeżeli to ja mam rację odrzucając ateizm i w przyszłości wszyscy ludzie staną przed obliczem Boga na dzień sądu? Co wówczas? Osoba niezapisana w księdze żywota utraci życie wieczne świadoma tej straty! Odwołaj się do swojej wyobraźni i pomyśl jak przerażający byłby to moment w życiu człowieka (na krótką chwilę odzyskanym). Stajesz przed Bogiem i słyszysz słowa: Jak widzisz jestem, chociaż byłeś przekonany i innych przekonywałeś do tego, że mnie nie ma. Jak widzisz śmierć nie jest ostateczna, lecz tylko nieliczni ją pokonają. Ty jednak tej wspaniałej nagrody nie otrzymasz, ponieważ dokonałeś takiego a nie innego wyboru, ponieważ żyłeś tak a nie inaczej. Śmierć sama w sobie jest przerażająca, jest czymś bardzo trudno się pogodzić. A śmierć w sytuacji, gdy się dowiadujemy, iż nie była konieczna, gdy mamy świadomość, że mogło być inaczej ale nie ma już odwrotu? Wielu ateistów podkreśla, że wybór takiej a nie innej drogi jest wyrazem ich odwagi, świadczy o tym, że pogodzili się ze śmiercią. Jeszcze raz podkreślę - być może tak jest w istocie. Ateiści powtarzają - Śmierć to nie problem. Nie ma się czego bać. Niektórzy ubierają to w naprawdę pięknie brzmiące wyjaśnienia. Nie mam pojęcia czy te słowa wypływają z głębokiej akceptacji śmierci czy są jedynie dowodem wyjątkowej elokwencji. To nie ma większego znaczenia. Spójrzmy jeszcze raz na pytanie - Czy Bóg istnieje? Odpowiadamy prawie zawsze jednoznacznie: Tak - gdy jesteśmy osobami wierzącymi lub Nie - gdy jesteśmy ateistami. Ja uważam, że nie mogę tego rozstrzygnąć. Nie można udowodnić jak jest w rzeczywistości. Nie chodzi wyłącznie o to, że jest to kwestia właśnie wiary a nie jednoznacznego dowodu. O wiele ważniejsza jest odpowiedź na dodatkowe pytanie, które każdy powinien sobie zadać - Jakie byłyby konsekwencje mojej pomyłki? Jaki koszt poniosę ja i inne osoby, na których mi zależy, gdybym jednak się pomylił? I co się okazuje? W moim przypadku ten koszt jest żaden! Pomyłka nie ma dla mnie znaczenia. Przecież nie przekonam się o tym nigdy. Umierając, pomimo nadziei, nigdy nie zostanę wskrzeszony i nie stanę przed Bogiem w dniu Sądu Ostatecznego. Umarłem, moje ciało zgniło i pozostały po mnie tylko wspomnienia u moich dzieci i wnuków. Problem rozwiązuje się sam. Prawda była po stronie ateistów. Ale mnie nie obchodzi "ta prawda". Ona nie jest żadną wartością. To się już nie liczy, bo mnie już nie ma i nigdy nie będzie. W chwili śmierci, jeżeli miałem świadomość tego, że za chwilę nastąpi, po prostu będę się bał mniej niż osoba niewierząca i tym samym moje skończone, w sumie bezsensowne życie, będzie dla mnie mniej bolesne. Nie odczuję jednak goryczy pomyłki. A czy ateista może mieć podobne wątpliwości? Myślę, że nie. Ateista nie może dopuścić do siebie myśli - A co jeżeli się pomylę w swoich poglądach i Bóg naprawdę istnieje? Skąd taki brak rozsądku? To nie ma nic wspólnego z rozsądkiem, ale właśnie z emocjami. Ateista nie może przyjąć do świadomości pomyłki, nie może mieć najmniejszej wątpliwości co do swoich racji, ponieważ w przeciwnym wypadku nie tylko przerażą go konsekwencje błędu ale nigdy nie będzie czuł się dobrze ze swoim światopoglądem, ze swoimi wartościami. A wręcz czułby się strasznie. Wyobraźmy sobie sytuację, w której naukowiec o uznanej pozycji w swoim środowisku, będący, tak jak zdecydowana większość naukowców, ateistą, słyszy pytanie: - Czy brał pan pod uwagę to, że Bóg może jednak istnieć, że może się pan mylić? Przypuszczalnie w 99 na 100 przypadków usłyszymy odpowiedź - To niemożliwe. Mamy mnóstwo dowodów na to, że Boga nie ma. Takie założenie jest zupełnie nieracjonalne, głupie, infantylne. Na koniec, część osób dodałaby argumentację moralną (aby jeszcze dalej odsunąć od siebie myśl o ryzyku pomyłki): - Wiara w Boga jest nie tylko dziecinadą ale także czymś złym - i przywołując odpowiednie przykłady z historii a nawet z Biblii kiedy w imię Boga mordowano setki, tysiące ludzi. Każdy naukowiec (ateista) odpowiada: To niemożliwe abym się mylił. Bóg na pewno nie istnieje nie dlatego, że istnieje całe mnóstwo dowodów na to że Bóg to zwykły wymysł naszej wyobraźni (chociaż tak sobie i innym wmawia). Według mnie istnieje zupełnie inny powód: w przypadku pomyłki, niemal każdy aspekt życia ateisty, jego wartości ległyby w gruzach. To właśnie strach przed konsekwencjami, strach przed utratą własnej pozycji, utratą wysokiego mniemania o sobie, powoduje, że z o wiele większą determinacją bronią swoich racji ateiści w porównaniu do osób wierzących. Ateista dopowie jeszcze, że poświęca życie poszukiwaniu prawdy, udowodnieniu, że świat powstał przez przypadek, w wyniku takich a nie innych zjawisk, ale w rzeczywistości u podstaw poszukiwań nie jest prawda ale potrzeba udowodnienia sobie, że nie mogę się mylić, zwykły ludzki strach przed niewyobrażalnymi konsekwencjami pomyłki. moc.atsietaein@leinad | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 Dalej..| nieateista (18 punktów) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | Mi chodzi tylko o konsekwencję i odpowiedzialność za dokonany wybór. Jesteś ateistą. A więc odrzucasz istnienie Boga i życia po śmierci. Nie zastanawiasz się czy Bóg ci wybaczy czy nie, i nie zadajesz sobie pytania o to czy jest nieskończenie miłosierny bo w niego nie wierzysz. A skoro nie wierzysz to powinieneś przyjąć wszystkie konwencje swojego wyboru, a więc także tę, że możesz się pomylić a wówczas stracić życie na zawsze, ze świadomością tej straty i tego, że inni ludzie będą żyć wiecznie. Jeżeli nie jesteś w stanie przyjąć tego do świadomości, to coś jest nie tak. To chyba najprostrzy dowód na to, że wewnętrznie nie akceptujesz tej decyzji. Wybacz mi ale tak to wygląda. Według mnie PRAWDZIWY ATEISTA musi być świadomy błędu i musi powiedzieć sobie: tak, jestem w 100% świadom tego, że jeżeli jakimś cudem Bóg istnieje i będzie sąd ostateczny to z godnością przyznam się do błędu i oczywiście nie będę na nic liczył a tym bardziej na miłosierdzie Boga Ja jako nieateista w 100% godzę się z pomyłką i przyjmuje wszystkie konsekwencje mojej pomyłki. Nawet nie śmiem nazywać siebie osobą wierzącą bo wiara to oczywiście 1000 razy więcej niż powiedzenie wierzę. Ja nawet pójdę jeszcze dalej: wiem, że mam niewielkie szanse na to aby Bóg powiedział mi: zostałeś zapisany w księdze żywota. Jakbyś odrzucił ateizm to zacząłbyś poszukiwać nadziei na życie wieczne i jeżeli w swoich poszukiwaniach byłbyś szczery to prawdopodobnie byś znalazł dowody na to, że szanse na przejście "przez wąską bramę" mają nieliczni, że większość tzw. wierzących nie będzie miała tam wstępu. Przecież życie wieczne to niewyobrażalna nagroda. Wierzysz, że można, gdyby byłą, tak sobie ją dostać bez żadnego wysiłku? To niemożliwe. To nieracjonalne pozdr. |
#62 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | Przykre, że prawda o rzeczywistości nie dla ciebie żadnego znaczenia. Albo też, że uważasz, iż "rzeczywistość powinna ciebie słuchać". Gdy zechce ci się, aby Ziemia była bananem, to tym się stanie. Ciekawa postawa... Tyle że zalecana dla bardzo przestraszonych istot, które jednocześnie czują się bogami. Przestraszony samobóg - ciekawe... Nie zazdroszczę w każdym bądź razie. |
| nieateista (18 punktów) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | > Przykre, że prawda o rzeczywistości nie dla ciebie żadnego znaczenia. Albo też, że uważasz, iż "rzeczywistość powinna ciebie słuchać". Gdy zechce ci się, aby Ziemia była bananem, to tym się stanie. Ciekawa postawa... Tyle że zalecana dla bardzo przestraszonych istot, które jednocześnie czują się bogami. Przestraszony samobóg - ciekawe... Nie zazdroszczę w każdym bądź razie.Prawda o rzeczywistości nie będzie miała dla mnie żadnego znaczenia, bo jeżeli okaże się inna niż ja zakładałem, to już po mojej śmierci. A skoro będzie to po mojej śmierci to chyba nie może mieć znaczenia? Ja w przeciwieństwie do wielu osób, nie wmawiam sobie, że poszukuję prawdy. Jestem niewolnikiem emocji. Moje emocje odpychają mnie od ateizmu a innej osoby emocje odpychają ją od wiary w Boga. A reszta to wyłącznie racjonalizacja. Ja trzymam inny kij niż zapewne ty trzymasz. I ja wiem, że kij który trzymam jest mniej wiecej tej samej grubości na obu końcach: jest tyle samo agrumentów za istnieniem Boga jak i przeciw. I wiem, że ten kij mogą trzymać tak długo jak będę patrzył tylko na jego jeden koniec. Wiem, że nie jestem obietywny, bo nie mogę być obiektywny, Wiem, że nie chodzi o żadną prawdę ale o moje emocje. Tylko i aż. pozdr |
#64 3 na 3 | Kuba Śruba aka B2BW (3184 punktów) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | > Każdy naukowiec (ateista) odpowiada: To niemożliwe abym się mylił. Bóg na pewno nie istniejeTo najłatwiejsze do obalenia. Przez użycie słowa "każdy" wystarczy podać choćby jeden kontr-przykład i teza pęka. Weźmy najbardziej znanego naukowca i ateistę Richarda Dawkinsa. W "Bogu urojonym" podpisuje się on pod tezą (przepraszam, że po angielsku, ale tylko taki mam egzemplarz): Cytat:'I cannot know for certain but I think God is very improbable, and I live my life on the assumption that he is not there.' przyznając jednak pewną skłonność do tezy Cytat:I know there is no God, with the same conviction as Jung "knows" there is one. (cytaty za "God delusion", str 50 i 51) Czy to wg Ciebie jest podpisanie się pod tezą: "To niemożliwe, żebym się mylił"?
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen |
#65 3 na 3 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | > Czy można liczyć, że odrzucając Boga jednocześnie mieć nadzieję, że mi wybaczy? czy Bóg musiałby być psychopatą aby cię nie przyjąć do siebie? Wszystko można sobie wytłumaczyć.Zeus, Jehowa, Allah, Quetzalcoatl, To postacie psychopatów z horrorów, poszukaj sobie jakiś bardziej "friendly"  takiego bezwarunkowego. |
#66 9 na 9 | Alicja Duda (25557 punktów) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | Jeżeli jakiś bóg istnieje to nie jest na pewno bogiem :katolickim, chrześcijańskim, islamskim...... Może to być bóg, który bawi się galaktykami. Stwory takie jak ludzie czy zwierzęta, czy też rośliny opanowały jedną z jego piłek jak bakterie czy pleśń. Nie wymaga więc takich rzeczy jak modlitwa czy inne egzorcyzmu. Nie przygotowuje hotelików w zaświatach. Co najwyżej może zakażoną planetę zniszczyć wytrącając ją z orbity słońca trafiając meteorytem lub powodując wybuch wulkanu w Yellowstone. A te dziwne robaczki które budują dziwne mrowiska na ziemi mało go interesują. |
#67 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52270 punktów) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | > Ja natomiast uważam, że może być coś 1000 razy gorszego: świadomość tego, że za chwilę się umrze ostatecznie i tego, że inni będą żyć wiecznie. To chciałem pokazać a także, że jest to w sumie niemożliwe do zaakceptowania.> To byłaby tak powtorna kara dla każdego, że nie trzeba już nikogo smażyć w piekle. Stąd uważam, że nie ma żadnego piekła tylko właśnie śmierć ostateczna.Przyjmuję tą "powtorna kara" mężnie "na klatę" i z wdzięcznością Panu Bogu Wiekuistemu, iż dał mi taki stopień inteligencji abym w żadne religijne bzdury nie musiał wierzyć. @@@ . |
#68 7 na 7 big_zyd (37761 punktów) (zablokowany) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | > Prawda o rzeczywistości nie będzie miała dla mnie żadnego znaczenia, bo jeżeli okaże się inna niż ja zakładałem, to już po mojej śmierci. A skoro będzie to po mojej śmierci to chyba nie może mieć znaczenia?Sporo miejsca i czasu poświęciłeś przekonywaniu publiki, że powinna myśleć inaczej. Niech Ci będzie - nie spodziewam się po Tobie konsekwencji w myśleniu. > Ja w przeciwieństwie do wielu osób, nie wmawiam sobie, że poszukuję prawdy. Jestem niewolnikiem emocji.Se bądź. > Moje emocje odpychają mnie od ateizmu a innej osoby emocje odpychają ją od wiary w Boga.I to miałby być argument? Kogo miałyby Twoje emocje obchodzić? > A reszta to wyłącznie racjonalizacja.Tabliczkę mnożenia też za wynik racjonalizacji uważasz? > Ja trzymam inny kij niż zapewne ty trzymasz. I ja wiem, że kij który trzymam jest mniej wiecej tej samej grubości na obu końcach:Oskrob go troszku z jednego końca, a będziesz miał prawie-że-dzidę  . Jak na Ciebie to i tak nieźle. > jest tyle samo agrumentów za istnieniem Boga jak i przeciw.A nie mówiłem, że jak na Ciebie, to nieźle?  Kto wie, czy Twe prawnuki już pięściaka nie wyłupią  . > I wiem, że ten kij mogą trzymać tak długo jak będę patrzył tylko na jego jeden koniec.Co też Poeta miał na myśli?...  > Wiem, że nie jestem obietywny, bo nie mogę być obiektywny, Wiem, że nie chodzi o żadną prawdę ale o moje emocje. Tylko i aż.Jednego najwyraźniej nie pojmujesz (co widać w każdym Twym poście). Spróbuję wytłumaczyć: Na zewnątrz Ciebie jest świat. Ten świat rządzi się pewnymi regułami. Regułami, które są zupełnie niewrażliwe na to, co o nich myślisz i czy w ogóle myślisz i czy w ogóle istniejesz czy też nie. Bez Ciebie też Słońce będzie wschodzić i zachodzić, będą kwitły stokrotki, będą jeździć autobusy a pieski będą obsikiwać drzewka. Twoje istnienie nie jest im do niczego potrzebne. W Hongkongu nikt się Twego istnienia nawet nie domyśla, a jednak Hongkong "się kręci". Skoro już jesteś, co długo nie potrwa, to coś tam przeżywasz. Jak sam twierdzisz - emocje Tobą rzucają. Pewnikiem niedawno dotarła do Ciebie deprymująca prawda, że "ideologiczne" poglądy na świat często mówią wiele o niezaspokojonych potrzebach posiadacza poglądów, nic zaś o faktycznych stanach rzeczywistości. Owszem - tak właśnie jest. Wcale nie znaczy to jednak, że wszystko, co o świecie się gada, jest równie dobre, a właściwie równie niedobre. Świat istnieje naprawdę i naprawdę poddaje się (po części przynajmniej) poznaniu. Naprawdę też można o nim wypowiadać sądy lepiej lub gorzej odzwierciedlające rzeczywistość. To, że gadanie może być pustym obsługiwaniem kompleksów, nie znaczy, że takim być musi. Niekiedy na serio nie chodzi o emocje, a o prawdę właśnie (rozumianą jako zgodność sądów z rzeczywistością). Co do pojęcia obiektywizmu - obiektywny w istocie znaczy: dający się zmierzyć i/lub policzyć. I czasami chodzi o obiektywizm - żadne emocje nie sprawią, że 2+2 zacznie się równać 17. To tyle. |
#69 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52270 punktów) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | . > Czy istnieje jakakolwiek szansa na to, że Bóg istnieje?Jaki Bóg? Co Pan rozumie pod tym pojęciem? Jakąś definicję Boga poproszę. > Czy człowiek może w 100% wykluczyć istnienie Boga?Nie wiem co może człowiek. Ja w stu procentach wykluczam Bogów wszelkich religii. Wszystkich razem i każdego osobno i w 99,99% Boga spekulacyjno-filozoficznego, a na dokładkę nie uważam się za ateistę tylko naturalistę ontologicznego. Nigdy i nigdzie nie stwierdzono najmniejszych naukowych przesłanek dla istnienia ponad-naturalnej inteligencji i mnie to całkowicie wystarcza, ale ponad 90% ludzkości w coś tam wierzy, a przecież miliardy nie mogą się mylić. ********************************************** Na poparcie Pańskich tez polecę Panu wybitnego polskiego uczonego prof. Zbigniewa Jacynę Onyszkiewicza. www.staff.amu.edu.pl/~zbigonys/Metakosmologia.htmMiłej lektury życzę! @@@ . |
#70 4 na 4 | finerbijk (17282 punktów) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | >Ja odrzuciłem ateizm nie tylko z emocji (bojąc się śmierci ostatecznej) ale także z rozsądku. Zakładając, że Bóg istnieje, to nie byłby raczej zadowolony z wyznawców wg zasady "a co tam? może istnieje... niech będzie, że jestem wierzący, tak na wszelki wypadek".
Taka postawa zresztą nie jest czymś wyjątkowym wśród katolików, ot taki umysłowy konformizm. Wiara wynikająca ze strachu przed ewentualną pomyłką to żadna wiara, tylko wyrachowanie i asekuranctwo. Poza tym sama wiara to trochę mało. Trzeba ją przyjąć konsekwentnie z całym dobrodziejstwem inwentarza, przestrzegając tych wszystkich nakazów i zakazów, z których niektóre dla większości rozmijają się z pojęciem zdrowego rozsądku.
|
| słota (6553 punktów) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | > świadomość tego, że za chwilę się umrze ostatecznie i tego, że inni będą żyć wiecznie. To chciałem pokazać a także, że jest to w sumie niemożliwe do zaakceptowania.A ja nie mam siły na życie wieczne, jeśli inni mają ochotę, ich sprawa. Nie mam problemów z zaakceptowaniem tego, że kiedyś mnie nie będzie. |
| nieateista (18 punktów) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | Przypuszczam, że strach przed śmiercią jest prawie zawsze pierwotnym impulsem kierującym człowieka w stronę Boga i niestety, bardzo często, pozostaje jedynym przejawem wiary. Tak też było w moim przypadku. Jestem realistą wiem, że nie to nie zadziała. Wierzę, bo chcę zachować sobie szansę na nieśmiertelność, na życie wieczne. Chodzę na nabożeństwa, czasami nawet uczestniczę w uroczystościach religijnych. Ale w życiu prywatnym, zawodowym, w życiu codziennym nie ma Boga u wielu "wierzących". To dlatego wiem, że bliżej mi do nieateizmu niż do prawdziwej wiary. Według mnie dla takich ludzi wymyślono czyściec. Zapewnie większość z tych osób jest przekonana, że nie trafi do piekła a jedynie do poczekalni, jaką jest czyściec. Przypuszczam nawet, że tacy sami ludzie wymyślili to miejsce. "Twórcy czyśćca" albo nie mieli najmniejszej ochoty niczego zmieniać w swoim niezbyt pobożnym życiu, albo byli już za starzy aby cokolwiek naprawić, być może leżeli już na łożu śmierci. Zaistniała więc potrzeba udowodnienia sobie, że jest nadzieja, że jest miejsce, w którym można będzie się oczyścić ale będąc już pewnym, że Bóg istnieje. Chcieli pozbawić się wątpliwości, obaw o to, że Bóg może ich nie przepuścić przez "wąską bramę". I domyślam się, że dopiero później zaczęto szukać w Biblii odpowiednich wersów, w których może być mowa o czyśćcu. Czy znaleziono? Oczywiście, bo musiano znaleźć. I jak sprawdziłem, niejeden werset dał tym ludziom nadzieję. I daje po dziś dzień. Karą za grzeszne życie ma być okres przejściowy, który wydaje się błahostką w porównaniu do wiecznej szczęśliwości w raju. Dlaczego wierzą, że nie trafią bezpośrednio do piekła? Bo inni są jeszcze gorsi: - Są ludzie, którzy mają o wiele większe grzechy na sumieniu: zbrodniarze wojenni, przywódcy państw totalitarnych, czy też zwykli bandyci. Oni są nadzieją w moim życiu, bo to oni pójdą do piekła a nie ja. Ateiści podają przykład takich osób jako dowód na to, że Bóg nie istnieje. I dlatego ja o wiele bardziej potępiam taką postawę niż ateizm, bo te osoby są siewcami ateizmu. Ale te osoby, moim skromnym zdaniem, to żaden dowód. |
| słota (6553 punktów) | Odp: Popieram ateizm z rozsądku | > Hmmm, no raczej już nie oglądam.Ale dlaczego... Pingwiny z Madagaskru, na przykład - "lodzio-miodzio".  |
#74 -1 na 1 Elżbieta_kółko_różańcowe_Gdynia (5 punktów) (zablokowany) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | Z Pana wypowiedzi,argumentacji oraz doboru środków wyrazu wychodzi że jest Pan: a)duchownym b)zamierza nim Pan być
Straszenie "śmiercią" ludzi których ona kompletnie nie obchodzi bo zgodnie z ich wiarą "nic po śmierci nie będzie". To jałowe. Każdy o wykształceniu medycznym który ma kontakt z ludźmi na łożu śmierci wie że słowa nic ni znaczą,Bóg przychodzi w odpowiednim czasie. Często u schyłku życia.
Lepiej zająć się zwalczaniem szkodliwych stereotypów nt.Kościoła Katolickiego. |
#75 11 na 11 | Madame de Montsegur (1910 punktów) | Odp: Odrzuciłem ateizm z rozsądku | > Ja odrzuciłem ateizm nie tylko z emocji (bojąc się śmierci ostatecznej) ale także z rozsądku.Ja jestem ateistką z miłości. Do rozumu.  > Odrzucenie istnienia Boga jest bardzo ryzykownym wyborem.Aha. Kolejny zwolennik zakładu Pascala. > Gdyby jednak, jakimś cudem Bóg> istniał?. A jeżeli to ja mam rację odrzucając ateizm i w przyszłości wszyscy ludzie staną przed> obliczem Boga na dzień sądu? Co wówczas? Osoba niezapisana w księdze żywota utraci życie wieczne> świadoma tej straty!Spiesz się załapać na tę listę, świadkowie Jehowy twierdzą, że przejdzie tylko 144 tysiące  > Stajesz przed Bogiem i słyszysz słowa: Jak widzisz jestem, chociaż byłeś> przekonany i innych przekonywałeś do tego, że mnie nie ma.Gdybym usłyszała taką gadkę, upewniłabym się, że gostek, z którym rozmawiam, na pewno nie jest bogiem.  > Jak widzisz śmierć nie jest ostateczna,> lecz tylko nieliczni ją pokonają. Ty jednak tej wspaniałej nagrody nie otrzymasz, ponieważ dokonałeś> takiego a nie innego wyboru, ponieważ żyłeś tak a nie inaczej.Ojejciu. Nie to nie, to spadaj, misiek.  > Śmierć sama w sobie jest przerażającaI absurdalna. Jak życie.  > A śmierć w sytuacji,> gdy się dowiadujemy, iż nie była konieczna, gdy mamy świadomość, że mogło być inaczej ale nie ma już> odwrotu?Niekonieczna, ale czy za cenę włażenia w d... komuś, kto ewentualnie może istnieć i decydować o moim życiu i śmierci ? Dziękuję, wolę zrezygnować. > Ateiści> powtarzają - Śmierć to nie problem. Nie ma się czego bać.Możesz podać konkretne nazwiska tych ateistów i źródła, z których cytujesz? > Spójrzmy jeszcze raz na pytanie - Czy Bóg istnieje? Ja uważam, że nie mogę tego> rozstrzygnąć.Masz rację. Nawet nie próbuj.  > O wiele ważniejsza jest odpowiedź na dodatkowe> pytanie, które każdy powinien sobie zadać - Jakie byłyby konsekwencje mojej pomyłki? Jaki koszt> poniosę ja i inne osoby, na których mi zależy, gdybym jednak się pomylił? I co się okazuje? W moim> przypadku ten koszt jest żaden! Pomyłka nie ma dla mnie znaczenia.B. Pascal już to wyłożył, nie musisz go tak uzupełniać.  > A czy ateista może mieć podobne wątpliwości? Myślę, że nie. Ateista nie może dopuścić do siebie> myśli - A co jeżeli się pomylę w swoich poglądach i Bóg naprawdę istnieje?Ja myślę, że jeśli Twój bóg istnieje, jego niebo będzie pełne ateistów, a piekło - wierzących praktykujących.  > Każdy naukowiec (ateista) odpowiada: To niemożliwe abym się mylił.Mylisz się. Każdy naukowiec mówi - udało mi się ustalić, że... ( tu podaje wyniki swoich badań i zastosowane metody ). A jeśli czegoś nie udało mu się ustalić, mówi po prostu : "nie wiem". Pozdrawiam.  |
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|