Stwierdziłem, że muszę znów napisać coś pozytywnego, przyznaję, że nie spodziewałem się, że mój wątek o racjonalizmie rozleje się na tak rozległe obszary wiedzy, od dualizmu korpuskularno-falowego poczynając na terapii uzależnień kończąc.
Dla wielu przedstawicieli świata ducha, zaglądających na to forum w masochistycznym podnieceniu oczekujących bolesnego potwierdzenia słuszności własnego przekonania, że wiara jest wszystkim, co mają do zaoferowania na gruncie dysputy intelektualnej, racjonalizm jest nieodłącznie skojarzony bądź to z agnostycyzmem, najczęściej z ateizmem a zawsze z antyklerykalizmem. Oczywiście, jest to w dużej mierze słuszne odczucie, z tym tylko, że powoduje, iż osoby te przyjmując emocjonalny stosunek do tematu nie są w stanie pojąć sedna tego, czym jest racjonalizm. Myślałem o tym, by zatytułować ten wątek "apologia racjonalizmu", ale przecież rozum nie wymaga usprawiedliwiania; gdyby już chcieć coś usprawiedliwiać, to prędzej sensowna byłaby próba "apologii głupoty", ale tego się nie podejmę, choć, być może, byłoby to interesujące doświadczenie retoryczne. Rzecz w tym, że racjonalizm jest w swojej istocie postawą, która podkreśla pierwszorzędną rolę namysłu, rozumnego namysłu nad światem, człowiekiem i takąż ocenę działań własnych jak i cudzych. Oznacza to, że najbardziej fundamentalną cechą racjonalizmu jest jego bycie przeciwieństwem dla wszelkiej bezmyślności - mówiąc jaśniej -głupoty. Dlatego jak najbardziej zasadne staje się postawienie pytania: co ma wspólnego pijaństwo niektórych kierowców, nieprzestrzeganie nie tylko reguł drogowych, ale elementarnych reguł zdrowego rozsądku w prowadzeniu samochodów, samolotów i pielgrzymek w czasie mgły, co mają wspólnego setki utonięć po alkoholu, skręconych karków po skoku "na główkę" z wiarą w Boga? Nie, to nie jest pytanie w stylu co ma piernik do wiatraka. Otóż to wszystko są przejawy braku racjonalności, która jednocześnie jest obszarem, w którym może rozwijać swe perzowe kłącza wiara i religijność. Ta ewidentna głupota tak często widoczna w naszym społeczeństwie a tak przy tym tragiczna, jest hołubiona i niańczona przez wiarę, przez religię, gdyż jest jej najukochańszym dzieckiem, jest obietnicą jej nieśmiertelności, nieustającym źródłem pokarmu, którą jest właśnie ludzka nierozumność. Mnie - niestety! - nie obchodzi kwestia istnienia Boga i pod tym względem nie jestem podobny chyba nawet do agnostyków. To, dlaczego najbliżej mi światopoglądowo do racjonalizmu, to prosta obserwacja, że racjonalizm to konsekwentna rozumność, przemyśliwanie swoich działań, i nie chodzi tu (w moim konkretnym przypadku) o wielkie ideologiczne ani teologiczne kwestie; chodzi mi o to, że taka postawa jest jedyną moją bronią przeciwko codziennemu zagrożeniu, jakim jest zdanie się na łaskę głupiego kierowcy, polityka, księdza czy wreszcie zaufanie swoim własnym przesądom i intuicjom, które - jeśli oderwane są od logiki - mogą łatwo doprowadzić człowieka do tego nieszczęsnego punktu, w którym zawierza modlitwie. Bo walka nie toczy się o to, by dowieść istnienia czy nieistnienia innego świata, ale o to, by na tym pozostać jak najdłużej. By nie skręcić karku skacząc "na główkę". |