>
To zdecydowanie skrótowe informacje, a sprawa jest o wiele bardziej złożona.Oj, tak. Być może XIX-wieczne pojęcie matriarchatu zrodziło się ze strachu przed wyemancypowanymi kobietami, które nie chciały dłużej być sprzętami domowymi. Straszono "matriarchatem" jako prymitywną, prostacką ideą, tak dalece odbiegającą od światłych męskich rządów, stosowną tylko dla ludzi jaskiniowych. A prawda była ciut inna.
W najdawniejszych społecznościach wczesnoludzkich i ludzkich pierwiastek męski i żeński były równie ważne i równie potrzebne. Kobiety i mężczyźni zajmowali się różnymi rzeczami, ale zarówno bez jednych, jak i bez drugich te grupy by nie przetrwały. Tyle samo warta była praca mężczyzny-myśliwego, co kobiety-zbieraczki. Rzadko zdarzał się szczęśliwy traf upolowania mięsa, więc gdy niefortunni myśliwi głodni wracali do jaskiń czy chat, czekały na nich zawsze jakieś korzonki czy owoce. Społeczności wczesnorolnicze również to rozumiały i wiedziały, że tylko od doskonałej równowagi ziemi i wody zależy, czy zbiorą plony i przeżyją zimę. Kobiety zbierały plony, mężczyźni ich strzegli. Najważniejszą postacią panteonu bóstw rozlicznych była Matka Ziemia, dająca życie, wspomagana przez partnera - boga deszczu.
Nie wiadomo, czy rzeczywiście istniał prahistoryczny matriarchat, na pewno jednak w ówczesnych grupach ludzkich panowała zasada matrylinearności i matrylokalności. Oznacza to, że mężczyzna wchodził do grupy (klanu) żony, ich dzieci należały do grupy matczynej i po linii matki dziedziczyły majątek. Młody mężczyzna, który umiał polować i bronić grupy przed obcymi, miał już na starcie zagwarantowaną przychylność klanu. Był przydatny. Jeśli wzorowo wywiązywał się z zadań i okazywał szacunek żonie i jej rodzinie, stawał się ukochanym synem i bratem. Matrylokalność ma mnóstwo zalet - kobiety z klanu są pilnowane przez matkę, babkę, ciotki, kuzynki, siostry, by zachowywały się przystojnie i pilnie wykonywały swoje obowiązki, a jednocześnie miały oparcie w ojcu, wujach, braciach i kuzynach, w razie gdyby zachowanie męża odbiegało od przyjętych norm. Mężczyzna przyzwoity nie musiał się obawiać niczego ze strony rodziny żony. Inaczej w systemie patrylokalnym - tam kobieta zostawała sama w obcym środowisku, bez wsparcia ze strony swoich, wydana na łaskę nie tylko męskiej części rodu, ale także żeńskiej, która w gruncie rzeczy była równie obca, jak ona.
Nie wiadomo dokładnie, kiedy nastąpił zwrot ku wyższej pozycji mężczyzn w społeczeństwach - być może już w późnym neolicie. Wskazuje na to rosnące znaczenie kultu Słońca, które na stanowisku męskiego pierwiastka zastąpiło wodę. Zmiany klimatu spowodował stepowienie znacznych obszarów kuli ziemskiej, model rolnictwa się zmieniał - uprawy ustępowały miejsca hodowli zwierząt - głównie bydła. Rola kobiet marginalizowała się, wyższą pozycję zajmowali teraz mężczyźni-wojownicy i pasterze. Mechanizm zmian jest oczywiście zbyt złożony, żeby go tu w skrócie w całości przedstawić. Krótko mówiąc, mężczyźni jęli w swoich rękach koncentrować majątek grupy, a co za tym idzie, i władzę. Wtedy też nastąpił rozwój systemów religijnych z naczelnym bogiem Słońca lub burzy. I tak kobiety powoli z równorzędnych partnerek stały się częścią domowego inwentarza...
Oczywiście, pewną wartość nadal miały. Umiały gotować, prząść, tkać i szyć, doglądały dobytku, gdy mężczyźni byli nieobecni, rozpalały ogień i nosiły wodę, a nade wszystko - rodziły dzieci. Oczywiście trzeba było zadbać, by były to dzieci z prawego łoża, bo tylko takie mogły dziedziczyć, a w przypadku córek - zapewnić pożądane sojusze. Stąd takie ograniczenia, nakładane na kobiety, obsesyjne pilnowanie ich dziewictwa i surowe karanie zdrady małżeńskiej. Mężczyzna mógł "skakać w bok", bo rodowi to nie szkodziło, kobieta, wprowadzając do rodziny "obcą krew", wyrządzała szkodę. Nie dość, że sama obca, to jeszcze rodziła syna jakiegoś innego mężczyzny, zajmującego miejsce prawowitego potomka. Religia sankcjonowała te ograniczenia, nakładając na kobiety liczne nakazy i zakazy społeczne, grożąc surowymi konsekwencjami za ich nieprzestrzeganie. Jako istoty spętane tyloma ograniczeniami, kobiety były postrzegane jako mniej wartościowe, mniej ważne. Ważni byli mężczyźni, kobietę chwalono tylko wówczas, gdy była posłuszna, wierna i z pokorą przyjmowała, co los (ojciec, mąż, syn) przyniesie. W judaizmie stawiano ją za wzór, choć nie na piedestale. Wciąż wskazywano na Ewę jako przyczynę upadku człowieka, pobożne życie Sary, Rebeki, Racheli miało być odkupieniem tamtej winy. W chrześcijaństwie mogła nawet zostać świętą, ale i tak wypominano jej, że stworzono ją jako towarzystwo dla Adama, a nie samą dla siebie no i oczywiście, że zjadła to jabłko, co stanowiło dowód, że jest słaba, ulega podszeptom szatana i trzeba jej pilnować i nią kierować.
Tak jeszcze tylko na marginesie - Andrzej Izdebski pisze znakomicie, ale czasem się myli. Np. pisząc o Izydzie stwierdza, iż "pod boskim wpływem Ozyrysa urodziła w stanie dziewiczym boga Horusa". No, to jest akurat nieprawda, Izyda może nie jest ostatnią boginią, którą o dziewictwo można podejrzewać, ale też i nie pierwszą

Była zupełnie normalną kobietą-boginią, kochającą żoną i matką, a dziewictwem się w ogóle nie przejmowała, bo Egipcjanie takiej obsesji nie wykazywali. Nie zamykali córek na klucz, cudów dziewictwa od świeżo poślubionych żon nie wymagali, chętnie brali za żony panny z dzieckiem, zdrady małżeńskie traktowali w zależności od osobistych poglądów - dla jednych był to powód do rozwodu, dla innych nic nie znaczyło. Byli normalni i ich bogowie też.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.