>
No więc obydwaj mieliśmy odrobinę racji.No niech będzie zgoda, tyle tylko, że moja odrobina była ciut większa

>
Kościół przechodził różne etapy i w zależności od tego zmieniał się ich stosunek do >dorobku antyku.Cały czas kościół się zmienia, zmienia również stosunek do wielu spraw. Trudno więc
aby przez okres 1000 -ca lat był niezmienny. Dlatego też, jak starałem się pokazać
niebezpiecznie jest generalizowanie i absolutyzowanie w tej materii.
Odnośnie twojej tezy:
>
Kościół bezwzględu na jakim był etapie rozwoju ,zawsze od samych początków do czasów >teraźniejszych był największym wrogiem nauki i postępu.No, muszę przyznać bardzo śmiałe uogólnienie. Ponieważ jesteśmy w temacie średniowiecza, chciałbym abyśmy skupili się tylko na tym okresie. Jak zapewne zdajesz sobie sprawę kościół (chrześcijański) nie prezentował jednolitej i zdecydowanej
postawy wobec nauki. No ale zacznijmy od początku.
Pojęcie nauki w dzisiejszym tego słowa rozumieniu we wczesnym średniowieczu nie istniało.Tak więc, jako ogólne pojęcie "nauka" w tym okresie można było by rozumieć całokształt dorobku Antyku, (mając w domyślę dokonania Greków, Rzymian, Babilończyków, Egipcjan itp). Należało by się wobec tego zastanowić jak chrześcijaństwo przyjęło
tę spuściznę. (W tym miejscu polecam książkę Ryszarda Palacza "Od wiedzy do nauki"
str 60 - rozdział ten jest odpowiedzią na to pytanie - należy również potraktować to jako uzupełnienie poprzedniej wypowiedzi ). Streszczając powiem że postawa
myślicieli wczesno chrześcijańskich tzw "Ojców kościoła" była różna bo mamy np
Justyniana który cyt "chciał ( ) uratować dziedzictwo kultury duchowej przeszłości.
Augustyna który był cyt "był dziedzicem kultury antycznej", mamy
Boecjusza - tłumacza pism Arystotelesa.
Ale mamy również Tertuliana, który był raczej przeciwnikiem filozofi greckiej bo przecież
cyt "Po Chrystusie nie ma już czego być ciekawym, a po ewangeliach nie pozostaje już nic do zbadania"
Ale jeśli miałbym uogólnić to stwierdziłbym że, postawa akceptacji i asymilacji wobec dorobku filozofii greckiej (oczywiście zinterpretowanej w duchu chrześcijańskim) była dominująca czego wyraz pełny i dojrzały dał Tomasz z Akwinu. Trudno więc tu mówić o wrogości raczej o podejrzliwości kościoła wobec tego dorobku.
Kościół od samego początku zdawał sobie sprawę z siły i autorytetu nauki antycznej, nie
można było jej od tak przekreślić , należało z nią polemizować w duchu nowej wiary.
Aby jednak było to możliwe należało dysponować odpowiednio wykształconą kadrą.
(Przecież chrześcijaństwo u swych początków było religią prostych ludzi)
Aby kształcić kadry gromadzono, komentowano, tłumaczono pisma dawnych filozofów.
Wiadomo, że istniały znaczne biblioteki co bardziej światłych biskupów, opactw, klasztorów
i nie jest prawdą jakoby ich nie udostępniano, właśnie przecież po to je tłumaczono na
języki narodowe (głównie łacinę ale również staroniemiecki) aby można było je
czytać i interpretować (jasne że tylko ci nieliczni którzy umieli czytać, a więc elita i to przeważnie kościelna). Polecam książkę Legowicza "Historia filozofi średniowiecznej"
Prawie cała myśl naukowa tego okresu jest dziełem ludzi związanych bliżej lub dalej z kościołem. Wystarczy zapoznać sie z biografiami filozofów tego okresu.
I tutaj też trudno mówić o wrogości wobec nauki.
Cały problem zaczyna się umownie od tzw. "Potępień paryskich" (1277r) kiedy to kościół zaczyna zdawać sobie sprawę, że nauka, a zwłaszcza nauka wyjęta z pod jurysdykcji kościelnej prowadzi do niebezpiecznych interpretacji i stanowi zagrożenie doktryny.
Do tej pory kościół potrzebował autorytetu nauki, rozumu bowiem jej wysoce spekulatywny
charakter (mowa oczywiście o nauce antycznej) można było adoptować dla potrzeb teologii.
Jednak kiedy jej rozwój zaczął wymykać się z pod kościelnej kontroli, prowadził do niebezpiecznych dla kościoła spekulacji , herezji. (cykliczność i wielość światów, atrybuty Boga, astrologia i jej wpływ na losy człowieka, problemy interpretacji Pisma Św, itp)
Tak więc dopiero od tego momentu, można mówić o niechęci a nawet wrogości wobec
świeckiej nauki. Pytanie tylko w jakim stopniu kościół przyczynił się do zachamowania
rozwoju nowożytnej nauki ? Nauka mimo to i tak się rozwijała, prawdy o świecie nie da się
ukryć - Ziemia jest kulista i krąży wokół Słońca i żadne "święte" pismo tego nie zmieni.
Pod koniec średniowiecza nauka "dorosła" do samodzielności i samostanowienia o sobie
żadna siła nie była już w stanie zatrzymać dalszego jej rozwoju.
Jeśli miałbym obrazowo określić rolę kościoła dla nauki to powiedziałbym, że
o ile nie można powiedzieć że był jej ojcem, można powiedzieć że był jej piastunem
na wczesnym jej etapie rozwoju, następnie widząc że dziecko jest mądrzejsze od niego próbuję ją napominać karcić, dyskredytować a gdy to nie pomaga zaczyna rozumieć swoją
sytuację i podejmuje refleksje nad samym sobą uznając swoje już nie jedynie uprzywilejowane miejsce. ( tak bywa i w życiu

)
Niestety muszę ograniczać się jedynie do zarysu tego co można by powiedzieć w tym temacie
Na koniec chciałbym jedynie wspomnieć, że jstnieja nieodosobnione opinie jakoby
to religia chrześcijańska była główną sprawcą narodzin nauki (np R. Hookaas
"Reigia i powstanie nowożytnej nauki") - ja osobiście uważam to za uproszczenie
i lekką przesadę.
Odpowiedz na stwierdzenie:
>
...to dzięki Kościołowi udało się Europie Zachodniej nie tylko przetrwać ten obiektywnie >trudny okres(mowa o średniowieczu) ale i nieźle się rozwinąćkryje sie w stwierdzeniu podobnym
... to dzięki kultowi Marsa Imperium Rzymskie przetrwało ten obiektywnie trudny okres
i nieżle sie rozwinęło

A tak poważnie to trudno przebieg historii tłumaczyć tylko religią, wiadomo przecież
że Bóg zawsze sprzyjał silniejszym.