Racjonalista - Strona głównaDo treści
Tzw: Ateizm 2.0 - co o nim sądzicie?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
20-12-2013 22:04Ratatoskr (4439 punktów)Tzw: Ateizm 2.0 - co o nim sądzicie?
Ocena 17 na 17
Ateizm 2.0 czyli: jestem ateistą, ale lubię kolędy i nie atakuję religii? (Chyba, że macie jakieś lepsze definicje).

Z mojego punktu widzenia to zjawisko jest w ogólności jakieś dziwne. Dla mnie ateizm to po prostu brak wiary w bogów. Nic nie mówi o estetyce, sposobie życia itp.

Ponadto odnoszę wrażenie, że po tym pierwszym, głośno wyrażonym "ale..." idzie jeszcze drugie "ale..." przemycone w podtekstach. I to "ale" mówi: A skoro ktoś jest ateistą i nie lubi kolęd i/lub atakuje religie, to znaczy, że jest uprzedzony, agresywny i ma problem.

Jakoś tak się składa, że katolicka celebra nigdy (nawet za czasów wierzenia) nie wywoływała we mnie pozytywnych emocji. Kolędy mi się nie podobały, kompot z suszu uznawałam za paskudztwo, a większość chrześcijańskiej mitologii uważałam (nawet jako teistka) za średnio mądre bajki. Mity greckie były ciekawsze, nordyckie bardziej tajemnicze, a słowiańskie (a raczej ich strzępy) bardziej swojskie. Jeśli coś religijnego mi się w ogóle podoba, to współczesne pogan-etno pieśni do Swaroga (chociaż w niego też oczywiście nie wierzę).

Nie atakowanie/krytykowanie religii (zwłaszcza w polskich warunkach) jest postulatem jeszcze dziwniejszym. Mam wierzących przyjaciół, nie nawracam ich siłą i nawet nie otwieram takich tematów, ale jeśli ktoś sam zaczyna nie jestem dłużna. Formalne związki wyznaniowe też niewiele by mnie obchodziły, gdyby same z kolei nie atakowały głośno i dobitnie wszystkiego, co nie zgadza się z ich własną linią. Jeśli ktoś religijny nie jest nachalny, to i nie wywołuje we mnie specjalnie żadnych emocji. Taki Tygodnik Powszechny np. nie powoduje u mnie chęci atakowania i swędzenia kopytek.

Nie pojmuję jakie korzyści można uzyskać z przyjęcia postawy "ateizmu 2.0". Skąd ten fenomen?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Ateizm 2.0 czyli: jestem ateistą, ale lubię kolędy i nie atakuję religii? (Chyba, że macie
>jakieś lepsze definicje).
>Z mojego punktu widzenia to zjawisko jest w ogólności jakieś dziwne. Dla mnie ateizm to po prostu
>brak wiary w bogów. Nic nie mówi o estetyce, sposobie życia itp.

I takie powinno być ogólne przeświadczenie, ale jako, że większość ateistów ma background teistyczny, nie potrafi sformułować takiego stwierdzenia światopoglądowego bez całej otoczki, małpując tym samym religię.

>Ponadto odnoszę wrażenie, że po tym pierwszym, głośno wyrażonym "ale..." idzie jeszcze drugie
>"ale..." przemycone w podtekstach. I to "ale" mówi: A skoro ktoś jest ateistą i nie lubi kolęd i/lub
>atakuje religie, to znaczy, że jest uprzedzony, agresywny i ma problem.

Znam masę teistów, którzy nie lubią kolęd, nie wiem, w jaki sposób ktokolwiek uznałby takie zachowanie za antyteizm.

> Kolędy mi się nie podobały,

Bo dzieła wysokiej sztuki to to nie są, a tematyka też pozostawia sporo do życzenia.

>kompot z suszu uznawałam za paskudztwo,

Kwestia gustu kulinarnego.

>Nie atakowanie/krytykowanie religii (zwłaszcza w polskich warunkach) jest postulatem jeszcze
>dziwniejszym. Mam wierzących przyjaciół, nie nawracam ich siłą i nawet nie otwieram takich tematów,
>ale jeśli ktoś sam zaczyna nie jestem dłużna.

W myśl tej przedszkolnej niemalże zasady, że ograniczeniem zasięgu mojej pięści jest położenie Twojego nosa.

>Formalne związki wyznaniowe też niewiele by mnie
>obchodziły, gdyby same z kolei nie atakowały głośno i dobitnie wszystkiego, co nie zgadza się z ich
>własną linią.

Ależ każdy, kto nie respektuje wolności drugiej osoby tak robi.

>Nie pojmuję jakie korzyści można uzyskać z przyjęcia postawy "ateizmu 2.0". Skąd ten fenomen?

Z racji lenistwa. Ludzie nie chcą na każdym kroku udowadniać swojego zdania, walczyć z powszechną linią poglądów i zwyczajnie mieć święty spokój.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
Lengyel (2127 punktów)
>Nie pojmuję jakie korzyści można uzyskać z przyjęcia postawy "ateizmu 2.0". Skąd ten fenomen?

To takie nawracanie po dobroci, gdy nie staje już siły ani argumentów.
21-12-2013 19:47 
 Ocena 11 na 11
slik (20011 punktów)
>>Nie pojmuję jakie korzyści można uzyskać z przyjęcia postawy "ateizmu 2.0". Skąd ten fenomen?
>To takie nawracanie po dobroci, gdy nie staje już siły ani argumentów.

Na forach katolicy pouczają nas wprost, co mamy robić, aby być tak zwanymi "dobrymi", "prawdziwymi", albo "normalnymi "ateistami"
Nie powinno nam przeszkadzać:
- pacyfikowanie przez Kościół kolejnej sfery przestrzeni publicznej,
- finansowanie jego działalności z budżetu,
- przejmowanie kolejnych nieruchomości,
- robienie przez kler przekrętów na darowiznach,
- ograbianie biednych ludzi przez "Caritas",
- gwałcenie dzieci przez zboczonych kleryków.
Najlepiej jak "dobrzy" ateiści razem z małżonką i dziećmi, co niedzielę pokornie przychodzą po kolejną porcję połajanek i napomnień o moralności, od księdza żyjącego na boku ze swoją "gosposią".

Cytat:
Najniżej upadło społeczeństwo, które w milczeniu wysłuchuje, jak jawni dranie prawią mu kazania o moralności" - (Marie von Ebner-Eschenbach)


Kiedyś byłem łagodnym, tolerancyjnym ateistą, ale gdy po pewnym czasie, gdy zrozumiałem co robi Kościół z moim krajem, z moim życiem, z moją rodziną - stałem się wściekłym wojującym antyklerykałem.

Religia zatruwa wszystko!
31-12-2013 12:50 
 Ocena-3 na 3
Epoche (-3 punktów)
>Kiedyś byłem łagodnym, tolerancyjnym ateistą, ale gdy po pewnym czasie, gdy zrozumiałem co robi Kościół z moim krajem, z moim życiem, z moją rodziną - stałem się wściekłym wojującym antyklerykałem.
>Religia zatruwa wszystko!

Spytam z ciekawości... co robi takiego kosciół z Twoim zyciem, krajem i rodziną ???
31-12-2013 13:54 
 Ocena 6 na 8
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Spytam z ciekawości... co robi takiego kosciół z Twoim zyciem, krajem i rodziną ???
Opowiem o kraju. Przyczynia się do dyskryminacji kobiet (aborcja), bezpłodnych (in vitro), homoseksualistów (związki partnerskie). Próbuje narzucać innym jak mają kończyć swoje życie (eutanazja), nakłada kaganiec na opinie "nieprawidłowe" (obraza uczuć religijnych), czerpie z budżetu państwa. Owszem, kościół generalnie robi to rękoma powolnych sobie polityków, ale to w gruncie rzeczy niczego nie zmienia.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
31-12-2013 14:43 
 Ocena-2 na 4
Epoche (-3 punktów)
>Przyczynia się do dyskryminacji kobiet (aborcja), bezpłodnych (in vitro), homoseksualistów (związki partnerskie).

Co dyskryminacji kobiet to jest to konwencja ideologiczna. Niemożność np uśpienia dziecka w 5 miesiącu życia mozna by nazwać dyskryminacją rodziców. Jeśli kosciół i w tej sprawie bedzie miał jakieś swoje zdanie to uznajmy że to wszysctko przez kosciół.
Ale wracając do meritum, kosciół to tylko jedna z instytucji mająca taki pogląd na kwestie aborcji. Dlaczego akurat jej przypisywać "zasługę"?
Myślisz że gdyby kosciół przestał istnieć to przestali by istnieć ludzie dla ktorych aborcja to przerywanie życia ktore nie powinno być legalne?
In vitro - jest legalne, kosciol co prawda też ma jakieś o tym zdanie, ale czy wszyscy muszą mieć zdanie takie jak Ty?
O związkach partnerskich decyduje Państwo, a nie kosciół, wiec moze obwińmy bezposredniego sprawce - Państwo - za dyskrymiancję homoseksualistow a nie kosciół, i walczmy z Państwem a nie kosciołem ?
31-12-2013 15:02 
 Ocena 5 na 7
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Co dyskryminacji kobiet to jest to konwencja ideologiczna. Niemożność np uśpienia dziecka w 5 miesiącu życia mozna by nazwać dyskryminacją rodziców.
Absurd.
>Ale wracając do meritum, kosciół to tylko jedna z instytucji mająca taki pogląd na kwestie aborcji. Dlaczego akurat jej przypisywać "zasługę"?
Kto jeśli nie kościół i prokościelni politycy wyrażają najgłośniejszy sprzeciw? Jakie oprócz kościelnych "argumentów", bredni o życiu nienarodzonym słychać w mediach?
> Myślisz że gdyby kosciół przestał istnieć to przestali by istnieć ludzie dla ktorych aborcja to przerywanie życia ktore nie powinno być legalne?
Wydaje mi się to dość prawdopodobne. W każdym zaś razie zwolennicy kontrolowania macic nabraliby może ogłady chociażby i znaleźli coś co choć przypomina argument.
>In vitro - jest legalne, kosciol co prawda też ma jakieś o tym zdanie, ale czy wszyscy muszą mieć zdanie takie jak Ty?
Wspomnę tylko o bruzdach u dzieci z in vitro. Wypadałoby się powstrzymać od atakowania ludzi za nic, skoro mieni się instytucją od moralnej odnowy i prawdy.
>O związkach partnerskich decyduje Państwo, a nie kosciół, wiec moze obwińmy bezposredniego sprawce - Państwo - za dyskrymiancję homoseksualistow a nie kosciół, i walczmy z Państwem a nie kosciołem ?
Państwo decyduje tak jak sobie kościół życzy. Nie słychać żadnych sensownych argumentów tylko kościelne bzdury. Nie ma szans na sensowną dyskusję to dominuje kościelny język.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
31-12-2013 16:42 
 Ocena-6 na 8
Epoche (-3 punktów)
>>Co dyskryminacji kobiet to jest to konwencja ideologiczna. Niemożność np uśpienia dziecka w 5 miesiącu życia mozna by nazwać dyskryminacją rodziców.
>Absurd.

Nie absurd tylko konwencja. Jeśli mozemy przyjąć że matka w łonie moze usunąć dziecko to dlaczego nie mozemy przyjąć że ta sama matka nie moze usunąć dziecka w 5 roku życia?
Bo przyjemiemy jakąś Twoją konwencje wieku, wzrostu,świadomości,bólu? A może bytu, a bytowi czas i rozmiar nie robią róznicy. Jeśli byt zaistnieje i dostanie konkretne cechy po mitozie to dla jego istnienia nie ma róznicy na ktorym poźniejszym etapie zostanie przerwany. No ale to trzeba patrzeć na problem z perspektywy istniania a nie spłycać tego do dyskryminacji matki ktora sie nie moze wyskrobać a ma taki kaprys.

>> Myślisz że gdyby kosciół przestał istnieć to przestali by istnieć ludzie dla ktorych aborcja to przerywanie życia ktore nie powinno być legalne?
>Wydaje mi się to dość prawdopodobne. W każdym zaś razie zwolennicy kontrolowania macic nabraliby może ogłady chociażby i znaleźli coś co choć przypomina argument.

Ja mam inne zdanie, bo alternatywą dla irracjonalnej mistycznej postawy koscioła jaka jest "Zakaz aborcji bo Bóg tak chce" nie jest wcale "Aborcja dla kazdego bo Boga nie ma."
Nie uważam by ponoszącym konsekwencje nieodpowiedzialności kobiety był byt w jej brzuchu ktorego istnieje jest przerywane.

>>O związkach partnerskich decyduje Państwo, a nie kosciół, wiec moze obwińmy bezposredniego sprawce - Państwo - za dyskrymiancję homoseksualistow a nie kosciół, i walczmy z Państwem a nie kosciołem ?
>Państwo decyduje tak jak sobie kościół życzy. Nie słychać żadnych sensownych argumentów tylko kościelne bzdury. Nie ma szans na sensowną dyskusję to dominuje kościelny język.

Widzisz, pomimo że powodem jest Państwo to nie atakujesz Państwa tylko nadal wszystko tylko i wyłącznie Kościół.
Dziwi mnie że ludzie na racjonalista.pl mają takie czarno-białe spojrzenie na świat.
31-12-2013 17:06 
 Ocena 5 na 7
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Nie absurd tylko konwencja. Jeśli mozemy przyjąć że matka w łonie moze usunąć dziecko to dlaczego nie mozemy przyjąć że ta sama matka nie moze usunąć dziecka w 5 roku życia?
Absurd i brednia. Nie dziecko tylko płód.
>Bo przyjemiemy jakąś Twoją konwencje wieku, wzrostu,świadomości,bólu? A może bytu, a bytowi czas i rozmiar nie robią róznicy. Jeśli byt zaistnieje i dostanie konkretne cechy po mitozie to dla jego istnienia nie ma róznicy na ktorym poźniejszym etapie zostanie przerwany. No ale to trzeba patrzeć na problem z perspektywy istniania a nie spłycać tego do dyskryminacji matki ktora sie nie moze wyskrobać a ma taki kaprys.
Tak dużo literek a tak mało sensu. Byty, istnienia i pustosłowie. Dla mnie sprawa jest prosta - nie ja jestem w ciąży, nie ja decyduję. Nikt nikogo zmuszał przecież do aborcji nie będzie.
>Ja mam inne zdanie, bo alternatywą dla irracjonalnej mistycznej postawy koscioła jaka jest "Zakaz aborcji bo Bóg tak chce" nie jest wcale "Aborcja dla kazdego bo Boga nie ma."
Alternatywą powinno być prawo do aborcji dla każdej kobiety. Katoliczki ewentualnie niech sobie księży słuchają jak chcą.
>Nie uważam by ponoszącym konsekwencje nieodpowiedzialności kobiety był byt w jej brzuchu ktorego istnieje jest przerywane.
Nieodpowiedzialności? Jakiż to środek antykoncepcyjny jest 100% skuteczny? Zresztą to co Ty uważasz znaczenia mieć nie powinno, nie Twoje ciało, nie Twoja decyzja.
>Widzisz, pomimo że powodem jest Państwo to nie atakujesz Państwa tylko nadal wszystko tylko i wyłącznie Kościół.
Jakby kościół się nie wtryniał w co nie trzeba to nie było by powodów do "atakowania". Państwo też jest winne, ale skoro głosy przeciw to tylko retoryka w stylu kościelnym to chyba jasno widać kto winniejszy?
>Dziwi mnie że ludzie na racjonalista.pl mają takie czarno-białe spojrzenie na świat.
Zauważanie winy kościoła równa się czarno białemu spojrzeniu?

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
31-12-2013 17:37 
 Ocena-5 na 5
Epoche (-3 punktów)
>>Nie absurd tylko konwencja. Jeśli mozemy przyjąć że matka w łonie moze usunąć dziecko to dlaczego nie mozemy przyjąć że ta sama matka nie moze usunąć dziecka w 5 roku życia?
>Absurd i brednia. Nie dziecko tylko płód.

Czy chociaż spróbowąłeś zrozumieć o czym pisałem? Jaką róznice dla bytu robi na któym etapie zostaje przerwane istnienie?
Powiedz jaką różnice robi dla Ciebie, dla Twojego aktualnego istnienia, to czy ktoś by Cie wyskrobał jako płód, czy jako dziecko?
To tylko słowo okreslające stan rozwoju.

>>Bo przyjemiemy jakąś Twoją konwencje wieku, wzrostu,świadomości,bólu? A może bytu, a bytowi czas i rozmiar nie robią róznicy. Jeśli byt zaistnieje i dostanie konkretne cechy po mitozie to dla jego istnienia nie ma róznicy na ktorym poźniejszym etapie zostanie przerwany. No ale to trzeba patrzeć na problem z perspektywy istniania a nie spłycać tego do dyskryminacji matki ktora sie nie moze wyskrobać a ma taki kaprys.
>Tak dużo literek a tak mało sensu. Byty, istnienia i pustosłowie. Dla mnie sprawa jest prosta - nie ja jestem w ciąży, nie ja decyduję. Nikt nikogo zmuszał przecież do aborcji nie będzie.

Pragnę zauważyć że zarzucasz mi mało sensu podczas gdy odpowiadasz mi zwrotami "Absurd, brednie, pustosłowie" nawet nie opatrzone w argumentacją.

>>Ja mam inne zdanie, bo alternatywą dla irracjonalnej mistycznej postawy koscioła jaka jest "Zakaz aborcji bo Bóg tak chce" nie jest wcale "Aborcja dla kazdego bo Boga nie ma."
>Alternatywą powinno być prawo do aborcji dla każdej kobiety. Katoliczki ewentualnie niech sobie księży słuchają jak chcą.

Znowu księża... podkreslilem jasno o pominieciu kwesti stanowiska koscioła... To znowusłysze księża, katoliczki...

>>Nie uważam by ponoszącym konsekwencje nieodpowiedzialności kobiety był byt w jej brzuchu ktorego istnieje jest przerywane.
>Nieodpowiedzialności? Jakiż to środek antykoncepcyjny jest 100% skuteczny? Zresztą to co Ty uważasz znaczenia mieć nie powinno, nie Twoje ciało, nie Twoja decyzja.

Nie jest decyzją TYLKO mojej matki gdyby podczas ciąży mnie wyskrobała, bo bym nie istniał, a moje istnienie to raczej mój problem, nie uważasz? No chyba że chcesz brnąć w kierunku że to nie Twoja sprawą jest Twoje istnienie.

>>Widzisz, pomimo że powodem jest Państwo to nie atakujesz Państwa tylko nadal wszystko tylko i wyłącznie Kościół.
>Jakby kościół się nie wtryniał w co nie trzeba to nie było by powodów do "atakowania". Państwo też jest winne, ale skoro głosy przeciw to tylko retoryka w stylu kościelnym to chyba jasno widać kto winniejszy?
>>Dziwi mnie że ludzie na racjonalista.pl mają takie czarno-białe spojrzenie na świat.
>Zauważanie winy kościoła równa się czarno białemu spojrzeniu?

Oczywiscie że nie, ale jeśli za wszystko odpowiada w Państwie, rodzinie i Twoim życiu kosciół, to jest to wybacz ale uważam to za skrajne oszołomstwo i klerofobia (takie modne ostatnio są te słowka zakonczone na -fobia, tutaj dobrze pasuje). Jedni wszedzie widzą wine i spiski Żydów, inni masonów, a jeszcze inni księży.
>
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
31-12-2013 17:56 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Nie jest decyzją TYLKO mojej matki gdyby podczas ciąży mnie wyskrobała

Oczywiście, że jest to decyzja przynależna kobiecie, do niej bowiem - i tylko do niej - należy jej macica, którą to podczas ciąży wykorzystuje zarodek/płód. I do właścicielki macicy należy decyzja o utrzymaniu w jej wnętrzu bądź usunięciu czegokolwiek, co się wewnątrz zagnieździło.

PS
Pisz po polsku.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Oczywiście, że jest to decyzja przynależna kobiecie, do niej bowiem - i tylko do niej - należy jej macica, którą to podczas ciąży wykorzystuje zarodek/płód. I do właścicielki macicy należy decyzja o utrzymaniu w jej wnętrzu bądź usunięciu czegokolwiek, co się wewnątrz zagnieździło.
>PS
>Pisz po polsku.
>
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )

>
Tak myślę... Jeżeli do powstania zarodka/płodu potrzebna jest także rola biologicznego ojca. To czy decyzja ojca nie ma żadnego znaczenia w kontekście utrzymania zarodka/płodu. Czy Twoim zdaniem jest to decyzja tylko kobiety?
31-12-2013 19:35 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>Tak myślę... Jeżeli do powstania zarodka/płodu potrzebna jest także rola biologicznego ojca. To czy decyzja ojca nie ma żadnego znaczenia w kontekście utrzymania zarodka/płodu. Czy Twoim zdaniem jest to decyzja tylko kobiety?

Ojciec może, oczywiście, pełnić funkcję doradczą, ale nadal nie zmienia to faktu, że to nie jego ciało zamieszkuje niechciany Obcy.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Ojciec może, oczywiście, pełnić funkcję doradczą, ale nadal nie zmienia to faktu, że to nie jego ciało zamieszkuje niechciany Obcy.

Jeżeli dziecko jest wynikiem miłości, to nie możemy mówić o "obcym". Zarodek/płód dziedziczy po połowie cechy obu partnerów. Idąc tym ciągiem rozumowania zarodek/płód jest w połowie mój jak i mojej partnerki. Zastanawiam się tylko dlaczego uważasz że tylko jedna "strona" może decydować o jego "donoszeniu"?
31-12-2013 20:15 
 Ocena 3 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Jeżeli dziecko jest wynikiem miłości, to nie możemy mówić o "obcym".
Można by powiedzieć, że dziecko zawsze jest wynikiem miłości, ale rozumiem, że nie to miałeś na myśli. Dlaczego jednak nie można mówić o "obcym"?
>Zarodek/płód dziedziczy po połowie cechy obu partnerów. Idąc tym ciągiem rozumowania zarodek/płód jest w połowie mój jak i mojej partnerki. Zastanawiam się tylko dlaczego uważasz że tylko jedna "strona" może decydować o jego "donoszeniu"?
Bo tylko ta jedna strona może go donosić i to ona przyjmuje na siebie ryzyko. Strona druga nijak już w ciąży nie uczestniczy.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Jeżeli dziecko jest wynikiem miłości, to nie możemy mówić o "obcym".
>Można by powiedzieć, że dziecko zawsze jest wynikiem miłości, ale rozumiem, że nie to miałeś na myśli. Dlaczego jednak nie można mówić o "obcym"?
Trochę zagalopowałem się z tą miłością, bo trzeba by ją zdefiniować. Jeżeli miłość to "chemia", to nawet przypadkowy i krótkotrwały związek można nazwać miłością. Jeżeli zarodek/płód jest wynikiem dobrowolnego związku partnerów to nie widzę w tym "obcości" to jest po prostu ich potomstwo.
>>Zarodek/płód dziedziczy po połowie cechy obu partnerów. Idąc tym ciągiem rozumowania zarodek/płód jest w połowie mój jak i mojej partnerki. Zastanawiam się tylko dlaczego uważasz że tylko jedna "strona" może decydować o jego "donoszeniu"?
>Bo tylko ta jedna strona może go donosić i to ona przyjmuje na siebie ryzyko. Strona druga nijak już w ciąży nie uczestniczy.
No i właśnie dlatego, że sam nie mogę urodzić dziecka nie można traktować mnie przedmiotowo. Nie wiem o jakim ryzyku w związku z ciążą mówisz. To świat cywilizacji zachodu zaczyna traktować ciążę jak chorobę. Opieka nad kobietami w ciąży wynika jednak nie z ryzyk z nią związanych ale z bardzo niską rodnością. Coraz mniej kobiet decyduje się na dziecko.
31-12-2013 22:08 
 Ocena 4 na 4
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Trochę zagalopowałem się z tą miłością, bo trzeba by ją zdefiniować. Jeżeli miłość to "chemia", to nawet przypadkowy i krótkotrwały związek można nazwać miłością. Jeżeli zarodek/płód jest wynikiem dobrowolnego związku partnerów to nie widzę w tym "obcości" to jest po prostu ich potomstwo.

A kto chce dokonywać aborcji na chcianym potomstwie ?

>No i właśnie dlatego, że sam nie mogę urodzić dziecka nie można traktować mnie przedmiotowo. Nie wiem o jakim ryzyku w związku z ciążą mówisz. To świat cywilizacji zachodu zaczyna traktować ciążę jak chorobę. Opieka nad kobietami w ciąży wynika jednak nie z ryzyk z nią związanych ale z bardzo niską rodnością. Coraz mniej kobiet decyduje się na dziecko.

Czy utrudniając aborcję, a więc zwiększając ilość niechcianych dzieci rozwiążemy problem niskiego przyrostu naturalnego ?

Pytanie zasadnicze: idziemy w ilość, czy w jakość ? Chcemy produkować dzieci na potęgę, czy tylko wtedy, kiedy jesteśmy pewni, że rodzic zapewni im odpowiednią opiekę, miłość i warunki ekonomiczne do dobrego rozwoju ? Ja osobiście jestem fanem tego drugiego rozwiązania.
>


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
01-01-2014 00:51 
 Ocena-3 na 5
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Trochę zagalopowałem się z tą miłością, bo trzeba by ją zdefiniować. Jeżeli miłość to "chemia", to nawet przypadkowy i krótkotrwały związek można nazwać miłością. Jeżeli zarodek/płód jest wynikiem dobrowolnego związku partnerów to nie widzę w tym "obcości" to jest po prostu ich potomstwo.
>A kto chce dokonywać aborcji na chcianym potomstwie ?
No widzisz są na tym portalu opinie, że można dokonać aborcji bo miało się pecha albo ciąża jest wynikiem przypadku, a ja się z takim stanowiskiem nie zgadzam. Zatem co dla Ciebie znaczy chciane potomstwo. Zdefiniuj to.
>>No i właśnie dlatego, że sam nie mogę urodzić dziecka nie można traktować mnie przedmiotowo. Nie wiem o jakim ryzyku w związku z ciążą mówisz. To świat cywilizacji zachodu zaczyna traktować ciążę jak chorobę. Opieka nad kobietami w ciąży wynika jednak nie z ryzyk z nią związanych ale z bardzo niską rodnością. Coraz mniej kobiet decyduje się na dziecko.
>Czy utrudniając aborcję, a więc zwiększając ilość niechcianych dzieci rozwiążemy problem niskiego przyrostu naturalnego ?
Należy stworzyć systemową pomoc dla kobiet w ciąży, aby miały wybór i "nie chcianą" ciążę donosić, a później urodzone dziecko oddać w adopcję.
>Pytanie zasadnicze: idziemy w ilość, czy w jakość ? Chcemy produkować dzieci na potęgę, czy tylko wtedy, kiedy jesteśmy pewni, że rodzic zapewni im odpowiednią opiekę, miłość i warunki ekonomiczne do dobrego rozwoju ? Ja osobiście jestem fanem tego drugiego rozwiązania.
I jesteś w stanie zagwarantować miłość i rodzinne ognisko, status finansowy i w końcu szczęśliwy związek z partnerką na całe kilkanaście lat. Wolne żarty. Takie planowanie "sypnie" Ci się nim się obejrzysz.
01-01-2014 01:14 
 Ocena 4 na 4
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>No widzisz są na tym portalu opinie, że można dokonać aborcji bo miało się pecha albo ciąża jest wynikiem przypadku, a ja się z takim stanowiskiem nie zgadzam. Zatem co dla Ciebie znaczy chciane potomstwo. Zdefiniuj to.

Takie, któremu chce się zapewnić pełnie opieki, miłości i tak dalej, o czym mówiłem wcześniej.

>Należy stworzyć systemową pomoc dla kobiet w ciąży, aby miały wybór i "nie chcianą" ciążę donosić, a później urodzone dziecko oddać w adopcję.

Bo Polska jest gotowa na opiekę nad tysiącami niechcianych dzieci

>I jesteś w stanie zagwarantować miłość i rodzinne ognisko, status finansowy i w końcu szczęśliwy związek z partnerką na całe kilkanaście lat. Wolne żarty. Takie planowanie "sypnie" Ci się nim się obejrzysz.

A Ty postulujesz, że ludzie są w stanie zrobić to samo, tylko dla cudzego dziecka. Kto tu teraz żartuje ?
>

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
31-12-2013 23:02 
 Ocena 10 na 12
liliac (147340 punktów)
>Nie wiem o jakim ryzyku w związku z ciążą mówisz.

Jako lekarka pozostanę jednak przy stanowisku, że ciąża wiąże się z pewnym ryzykiem zdrowotnym. Zawsze.
I to do kobiety należy decyzja czy chce to ryzyko podjąć.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Nie wiem o jakim ryzyku w związku z ciążą mówisz.
>Jako lekarka pozostanę jednak przy stanowisku, że ciąża wiąże się z pewnym ryzykiem zdrowotnym. Zawsze.
>I to do kobiety należy decyzja czy chce to ryzyko podjąć.
Nawet nie przyszło mi do głowy, aby komukolwiek odbierać prawo do oceny ryzyka.
31-12-2013 23:42 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>Nawet nie przyszło mi do głowy, aby komukolwiek odbierać prawo do oceny ryzyka.

Gdzie zatem doszukujesz się problemu?
Kobieta, uznawszy że nie ma ochoty podejmować żadnego związanego z ciążą ryzyka, usuwa ją. O czym tu dyskutować?


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
01-01-2014 00:38 
 Ocena 1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Nawet nie przyszło mi do głowy, aby komukolwiek odbierać prawo do oceny ryzyka.
>Gdzie zatem doszukujesz się problemu?
>Kobieta, uznawszy że nie ma ochoty podejmować żadnego związanego z ciążą ryzyka, usuwa ją. O czym tu dyskutować?
Rozumiem, że każda kobieta posiada medyczną wiedzę kiedy ciąża jest zagrożona? I nie tylko do kobiety należy decyzja o dokonaniu aborcji z powodów o których pisałem.
01-01-2014 01:07 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>Rozumiem, że każda kobieta posiada medyczną wiedzę kiedy ciąża jest zagrożona? I nie tylko do kobiety należy decyzja o dokonaniu aborcji z powodów o których pisałem.

I znów nie zrozumiałeś. Nie chodzi o wiedzę o bezpośrednim zagrożeniu życia (przy okazji - termin "ciąża zagrożona" dotyczy raczej zagrożenia dla ciąży, nie dla ciężarnej), tylko o fakt, że każda ciąża wiąże się statystycznie z jakimś tam ryzykiem i kobieta ma prawo stwierdzić, że żadnego ciążowego ryzyka sobie nie życzy i rzeczoną ciążę terminować. I nic nikomu do tego, bo to kobieta będzie obciążona zdrowotnie.

A przy okazji - czy dobrze mi się wydaje, iż twoja powyższa wypowiedź sugeruje, że i w bezpośrednim zagrożeniu zdrowia/życia odebrałbyś kobiecie prawo decydowania o aborcji? Aż się poczułam zaintrygowana...


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
31-12-2013 23:56 
 Ocena 2 na 4
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>No i właśnie dlatego, że sam nie mogę urodzić dziecka nie można traktować mnie przedmiotowo.
Dlatego, że nie możesz urodzić dziecka nie powinieneś o czyjejś ciąży decydować.
>Nie wiem o jakim ryzyku w związku z ciążą mówisz.
Zdrowotnym. Liliac zdążyła już o tym napisać.
>Coraz mniej kobiet decyduje się na dziecko.
Ich sprawa. Zresztą kobiety które chcą mieć dziecko aborcji raczej nie dokonują.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
01-01-2014 03:53 
 Ocena 5 na 5
Frank Holman (5897 punktów)
>Opieka nad kobietami w ciąży wynika jednak nie z ryzyk z nią związanych ale z bardzo niską rodnością. Coraz mniej kobiet decyduje się na dziecko.
>
Stawiam do rankingu, że jest to jedna z najbardziej kretyńskich myśli wypowiedzianych w ubiegłym roku na tym forum.
Bardzo to przykre, iż musieliśmy mieć tu do czynienia z takim zdziczeniem obyczajów.
06-01-2014 23:19 
 Ocena 6 na 6
Kuba K. (3909 punktów)
>Nie wiem o jakim ryzyku w związku z ciążą mówisz.

Oj, popracowałbyś trochę na położnictwie, parę razy narobiłbyś w portki ze strachu jakby się Twojej pacjentce atonia macicy po porodzie trafiła, to nie wypisywałbyś dyrdymałów...

>To świat cywilizacji zachodu zaczyna traktować ciążę jak chorobę.

Myślę, że jest zupełnie inaczej - współczesne społeczeństwa tzw. krajów rozwiniętych stanowczo nie doceniają ryzyka związanego z ciążą i porodem. Wszyscy już zdążyli zapomnieć jaka była śmiertelność okołoporodowa choćby jeszcze jakieś 100 lat temu i często nie dopuszczają w ogóle jakiejkolwiek myśli, że coś mogłoby pójść nie tak. A
ryzyko, wbrew temu co się powszechnie sądzi, istnieje. W Polsce, jeśli dobrze pamiętam jest ok. 7 - 8 zgonów kobiet na każde 100.000 porodów - niby niewiele, ale statystyka jest marnym pocieszeniem dla kogoś, na kogo akurat padnie.

>Opieka nad kobietami w ciąży wynika jednak nie z ryzyk z nią związanych ale z bardzo niską rodnością (...)

Powyższe stwierdzenie jawi mi się jako nieco kontrowersyjne...
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Oj, popracowałbyś trochę na położnictwie, parę razy narobiłbyś w portki ze strachu jakby się Twojej pacjentce atonia macicy po porodzie trafiła, to nie wypisywałbyś dyrdymałów...
>Myślę, że jest zupełnie inaczej - współczesne społeczeństwa tzw. krajów rozwiniętych stanowczo nie doceniają ryzyka związanego z ciążą i porodem. Wszyscy już zdążyli zapomnieć jaka była śmiertelność okołoporodowa choćby jeszcze jakieś 100 lat temu i często nie dopuszczają w ogóle jakiejkolwiek myśli, że coś mogłoby pójść nie tak. A
>ryzyko, wbrew temu co się powszechnie sądzi, istnieje. W Polsce, jeśli dobrze pamiętam jest ok. 7 - 8 zgonów kobiet na każde 100.000 porodów - niby niewiele, ale statystyka jest marnym pocieszeniem dla kogoś, na kogo akurat padnie.
>Powyższe stwierdzenie jawi mi się jako nieco kontrowersyjne... >

Cóż, uporządkuję zatem mój tok wypowiedzi. Nie kwestionuję niebezpieczeństw związanych z ciążą. Uwagę zwracam jedynie na to, (obserwacje z III RP) że gdyby nie niski przyrost naturalny to nie miały by miejsca programy zachęcające ze strony państwa (wydłużenie urlopu macierzyńskiego, możliwość łączenia go z pracą,świadczenia pieniężne na dziecko etc.) Słowo "opieka" ujęte w tak szerokim rozumieniu o jakim myślałem, rzeczywiści było niefortunne.
31-12-2013 20:26 
 Ocena 16 na 16
liliac (147340 punktów)
>>Ojciec może, oczywiście, pełnić funkcję doradczą, ale nadal nie zmienia to faktu, że to nie jego ciało zamieszkuje niechciany Obcy.
>Jeżeli dziecko jest wynikiem miłości, to nie możemy mówić o "obcym". Zarodek/płód dziedziczy po połowie cechy obu partnerów.

Zawsze możemy mówić o obcym. Dziedziczona część genów nijak tego nie zmienia. Czy w macicy zagnieżdża się zarodek/płód, pasożyt czy nowotwór, jeżeli jest to twór niechciany, jest obcym. Nota bene, nowotwór będzie bliższy genetycznie kobiecie, skoro już upierasz się przy argumencie z pokrewieństwa.

>Idąc tym ciągiem rozumowania zarodek/płód jest w połowie mój jak i mojej partnerki.

Płód, być może. Choć osobiście stoję na stanowisku, że płód w sensie własności jest niczyj. Macica nadal należy do kobiety. Podobnie naczynia krwionośne i jeszcze parę elementów użytkowanych przez obcego.

>Zastanawiam się tylko dlaczego uważasz że tylko jedna "strona" może decydować o jego "donoszeniu"?

Bo tylko jednej strony organizm jest używany w procesie. Nie wydaje mi się to szczególnie skomplikowanym konceptem. Jeśli coś zacznie się rozwijać w którymkolwiek z narządów mężczyzny, również nie przyznam jego partnerce praw decyzyjnych.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
31-12-2013 21:47 
 0 na 2
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Zawsze możemy mówić o obcym. Dziedziczona część genów nijak tego nie zmienia. Czy w macicy zagnieżdża się zarodek/płód, pasożyt czy nowotwór, jeżeli jest to twór niechciany, jest obcym. Nota bene, nowotwór będzie bliższy genetycznie kobiecie, skoro już upierasz się przy argumencie z pokrewieństwa.
Nowotwór ani pasożyt nie nosi w sobie mojego materiału genetycznego. Patrząc na to w ten sposób, stawiasz mnie w roli wirusa, którym mogę zarazić moją partnerkę, a ona może się z tej "infekcji" wyleczyć. - duży nacisk kładziesz na "niechciany"; jeżeli ciąża jest wynikiem gwałtu, przymusu ... to rzeczywiście jest to problem, nie wiem o jaki kontekst Masz na myśli?
>Płód, być może. Choć osobiście stoję na stanowisku, że płód w sensie własności jest niczyj. Macica nadal należy do kobiety. Podobnie naczynia krwionośne i jeszcze parę elementów użytkowanych przez obcego.
Tu zgoda. Musi być niczyj bo w przeciwnym wypadku mówilibyśmy o niewolnictwie. Rola rodziców polega na wychowaniu, zapewnieniu sobie praw do opieki nad potomstwem a nie do zapewnienia prawa własności. Choć widzę, że w wypowiedzi nadajesz mu podmiotowość - wcześniej przyrównałaś zarodek/płód do pasożyta, nowotworu.
>Bo tylko jednej strony organizm jest używany w procesie. Nie wydaje mi się to szczególnie skomplikowanym konceptem. Jeśli coś zacznie się rozwijać w którymkolwiek z narządów mężczyzny, również nie przyznam jego partnerce praw decyzyjnych.
Kobieta nie przenosi do ciała mężczyzny swojego materiału genetycznego. Jeszcze raz podkreślę. W momencie zapłodnienia w ciele kobiety powstaje także część mnie, nie chcę w tym kontekście być traktowany przedmiotowo.
31-12-2013 22:13 
 Ocena 17 na 17
liliac (147340 punktów)
>Nowotwór ani pasożyt nie nosi w sobie mojego materiału genetycznego.

Wydaje mi się, że nie rozumiesz. Twój materiał naprawdę nie jest tu istotny. Naprawdę nie mogę pojąć czego nie rozumiesz w prostej przecież koncepcji. Kobieta jest jedyną dysponentką swojej macicy i kto tudzież co się w niej znajduje nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

>Patrząc na to w ten sposób, stawiasz mnie w roli wirusa

Ja cię naprawdę nie stawiam w żadnej roli. Nie istniejesz dla mnie w problemie aborcji w żadnym kontekście. Oczywiście, w momencie, gdy kobieta podjęła już ostateczną decyzję, wcześniej możesz ją próbować przekonywać, ale twój udział genetyczny w płodzie nie daje ci żadnych praw do kobiecej macicy.

>duży nacisk kładziesz na "niechciany"

Bo zasadniczo ciąż niechcianych dotyczy problem aborcji, nieprawdaż? Ciąż chcianych się nie terminuje, o ile nie stoją za tym istotne powody natury medycznej.

>jeżeli ciąża jest wynikiem gwałtu, przymusu ... to rzeczywiście jest to problem, nie wiem o jaki kontekst Masz na myśli?

Każdy, w którym kobieta nie chce kontynuować ciąży. Nie musi to być zaraz gwałt/przymus - wystarczy przypadek/pech.

>Tu zgoda. Musi być niczyj bo w przeciwnym wypadku mówilibyśmy o niewolnictwie. Rola rodziców polega na wychowaniu, zapewnieniu sobie praw do opieki nad potomstwem a nie do zapewnienia prawa własności. Choć widzę, że w wypowiedzi nadajesz mu podmiotowość - wcześniej przyrównałaś zarodek/płód do pasożyta, nowotworu.

Jego podmiotowość nie jest dla mnie istotna. Znaczenie ciąży nadaje nosicielka. Albo chce mu udzielić "gościny" kosztem swojego organizmu, albo nie.
Problem zapewne przestanie istnieć, jeśli w końcu uda się wytworzyć "sztuczną macicę", bo przestanie istnieć problem przymusu użytkowania cudzego ciała przez zarodek/płód.

>Jeszcze raz podkreślę. W momencie zapłodnienia w ciele kobiety powstaje także część mnie, nie chcę w tym kontekście być traktowany przedmiotowo.

Nie powstaje żadna część ciebie - płód nie jest ani częścią ciała kobiety, ani mężczyzny.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
31-12-2013 23:46 
 Ocena-3 na 3
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Nowotwór ani pasożyt nie nosi w sobie mojego materiału genetycznego.
>Wydaje mi się, że nie rozumiesz. Twój materiał naprawdę nie jest tu istotny. Naprawdę nie mogę pojąć czego nie rozumiesz w prostej przecież koncepcji. Kobieta jest jedyną dysponentką swojej macicy i kto tudzież co się w niej znajduje nie ma dla mnie żadnego znaczenia.
Moja koncepcja jest tak prosta, że nie potrafisz sobie z nią poradzić. W momencie zapłodnienia kobieta przestaje być tylko i wyłącznie dysponentką macicy. I nie ma wyłącznego prawa do dysponowanie - nie swoją macicą, ale zarodka, który powstał z komórek dwóch osobników - a nie jednego.
>>Patrząc na to w ten sposób, stawiasz mnie w roli wirusa
>Ja cię naprawdę nie stawiam w żadnej roli. Nie istniejesz dla mnie w problemie aborcji w żadnym kontekście. Oczywiście, w momencie, gdy kobieta podjęła już ostateczną decyzję, wcześniej możesz ją próbować przekonywać, ale twój udział genetyczny w płodzie nie daje ci żadnych praw do kobiecej macicy.
Dla jasności. Personalizuję pisząc w pierwszej osobie, aby było łatwiej rozmawiać. Nie traktuj tego, proszę, dosłownie. - co do odpowiedzi: daje mi prawo udziału w płodzie; i proszę nie bagatelizuj tego.
>>duży nacisk kładziesz na "niechciany"
>Bo zasadniczo ciąż niechcianych dotyczy problem aborcji, nieprawdaż? Ciąż chcianych się nie terminuje, o ile nie stoją za tym istotne powody natury medycznej.
>>jeżeli ciąża jest wynikiem gwałtu, przymusu ... to rzeczywiście jest to problem, nie wiem o jaki kontekst Masz na myśli?
>Każdy, w którym kobieta nie chce kontynuować ciąży. Nie musi to być zaraz gwałt/przymus - wystarczy przypadek/pech.
Stosujesz wytrychy moralne. W ten sposób można usunąć każdą ciążę. Przypadek jest fundamentem świata (podstawy mechaniki kwantowej).
>>Tu zgoda. Musi być niczyj bo w przeciwnym wypadku mówilibyśmy o niewolnictwie. Rola rodziców polega na wychowaniu, zapewnieniu sobie praw do opieki nad potomstwem a nie do zapewnienia prawa własności. Choć widzę, że w wypowiedzi nadajesz mu podmiotowość - wcześniej przyrównałaś zarodek/płód do pasożyta, nowotworu.
>Jego podmiotowość nie jest dla mnie istotna. Znaczenie ciąży nadaje nosicielka. Albo chce mu udzielić "gościny" kosztem swojego organizmu, albo nie.
>Problem zapewne przestanie istnieć, jeśli w końcu uda się wytworzyć "sztuczną macicę", bo przestanie istnieć problem przymusu użytkowania cudzego ciała przez zarodek/płód.
Mówimy o zaistniałym stanie rzeczy. Jak chcesz przenieść zarodek/płód z jednej macicy do drugiej. Do aktu zapłodnienia już doszło. Istnieje już przecież teraz instytucja zastępczej matki - no ale dotyczy to niepłodności.
>>Jeszcze raz podkreślę. W momencie zapłodnienia w ciele kobiety powstaje także część mnie, nie chcę w tym kontekście być traktowany przedmiotowo.
>Nie powstaje żadna część ciebie - płód nie jest ani częścią ciała kobiety, ani mężczyzny.
Mówisz o cudzie, czy o poczęciu. W kontekście genetycznym nowy organizm powstaje z komórek ojca i matki (i nie chodzi mi o prawo własności)

Mała przerwa na szampana - wszystkiego dobrego w Nowym Roku
01-01-2014 00:04 
 Ocena 5 na 7
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>W momencie zapłodnienia kobieta przestaje być tylko i wyłącznie dysponentką macicy.
Dlaczego? Z jakiej racji?
>I nie ma wyłącznego prawa do dysponowanie - nie swoją macicą, ale zarodka, który powstał z komórek dwóch osobników - a nie jednego.
Bo? Ma być żywym inkubatorem?
>Stosujesz wytrychy moralne. W ten sposób można usunąć każdą ciążę.
I co w tym złego? Gros ciąż usuwa się sam, patrz samoistne poronienie.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
01-01-2014 00:59 
 Ocena 15 na 15
liliac (147340 punktów)
>Moja koncepcja jest tak prosta, że nie potrafisz sobie z nią poradzić. W momencie zapłodnienia kobieta przestaje być tylko i wyłącznie dysponentką macicy. I nie ma wyłącznego prawa do dysponowanie

Ależ oczywiście, że jest prosta. Niemało takich panków po świecie chodzi, którym się wydaje, że mogą kobietom narzucać, co te będą czynić z własnym ciałem. Nie różnią się znacząco od pospolitych gwałcicieli - również próbują przymusem - niektórzy fizycznym, inni prawnym - skłonić kobiety do uwspólniania ich własnych narządów płciowych. A nie wszystkie - imaginuj sobie - planują się dzielić. Także macicą.

Co więcej, ja naprawdę nie muszę sobie nijak z twoją koncepcją radzić. Nie zgadzam się z nią i szczęśliwie nie muszę. W razie potrzeby mogę sobie wypisać odpowiednie recepty lub wyjechać na weekend do Pragi/Sztokholmu/Londynu. Może tak zresztą uczynić - na szczęście - większość przeciętnie majętnych kobiet. Problem niestety z twoimi i podobnymi koncepcjami mają kobiety, które finansowo sobie nie poradzą.

>ale zarodka, który powstał z komórek dwóch osobników - a nie jednego.

Naprawdę nie uważam za istotne czy to, co się bez mojej zgody w moim wnętrzu zalęgło, pochodzi z czyjejś - poza moją - komórki rozrodczej, czy z komórki macierzystej jakiegoś nowotworu. Jest niepożądane i w miarę możliwości zostanie usunięte

Powiem więcej, w kwestii ciąży istnieje dodatkowa - poza fizjologią i kwestiami własności - nierównowaga pomiędzy kobietą a mężczyzną. Mężczyzna o niechcianej ciąży dowie się wyłącznie wtedy, gdy kobieta zechce się z nim taką informacją podzielić. Ja na przykład z pewnością bym się nie podzieliła z kimś, kto mógłby mi przeprowadzenie odpowiednich procedur utrudniać.

>Dla jasności. Personalizuję pisząc w pierwszej osobie, aby było łatwiej rozmawiać. Nie traktuj tego, proszę, dosłownie.

Dla jasności - to nie ma żadnego znaczenia. Możesz sobie dowolnie pozamieniać pierwszą osobę z trzecią, nijak to moich poglądów nie zmienia.

>co do odpowiedzi: daje mi prawo udziału w płodzie; i proszę nie bagatelizuj tego.

Brutalnie rzekłszy - po usunięciu z macicy możesz się nim zająć zupełnie dowolnie.

>>Bo zasadniczo ciąż niechcianych dotyczy problem aborcji, nieprawdaż? Ciąż chcianych się nie terminuje, o ile nie stoją za tym istotne powody natury medycznej.
>>>jeżeli ciąża jest wynikiem gwałtu, przymusu ... to rzeczywiście jest to problem, nie wiem o jaki kontekst Masz na myśli?
>>Każdy, w którym kobieta nie chce kontynuować ciąży. Nie musi to być zaraz gwałt/przymus - wystarczy przypadek/pech.
>Stosujesz wytrychy moralne. W ten sposób można usunąć każdą ciążę.

Nie stosuję wytrychów. Po prostu - owszem - można usunąć każdą ciążę, której kobieta sobie nie życzy. Jeśli wydawało ci się, że mam na myśli cokolwiek innego, musiałeś mnie źle zrozumieć.

>>Problem zapewne przestanie istnieć, jeśli w końcu uda się wytworzyć "sztuczną macicę", bo przestanie istnieć problem przymusu użytkowania cudzego ciała przez zarodek/płód.
>Mówimy o zaistniałym stanie rzeczy. Jak chcesz przenieść zarodek/płód z jednej macicy do drugiej.

Nie wydaje mi się, bym gdzieś deklarowała, że będę ci klarować stan obecnych badań tą kwestią się zajmujących, ale zapewniam cię, że się takowe prowadzi. Proponuję użyć wyszukiwarki, jeśli temat bardziej cię interesuje.

>Istnieje już przecież teraz instytucja zastępczej matki - no ale dotyczy to niepłodności.

Owszem, istnieje też koncept surogatki, ale nadal jest to kwestia ciąż chcianych. My mówimy o niechcianych. A w takich przypadkach istnieje aborcja. Dość standardowe rozwiązanie w krajach cywilizowanych. I nie mów, proszę , o adopcji. Nie każdy ma ochotę w takim celu poświęcać 9 miesięcy swojego życia i ryzykować problemy zdrowotne, zawodowe, etc.

>Mówisz o cudzie

O cudzie, mówisz
Cuda to po świątyniach się ponoć dzieją. Ja mówię o zwykłej embriologii.

>W kontekście genetycznym nowy organizm powstaje z komórek ojca i matki (i nie chodzi mi o prawo własności)

I - jak już kilkakrotnie wspominałam - jest to zupełnie nieistotne.

>Mała przerwa na szampana - wszystkiego dobrego w Nowym Roku

Ależ najlepszego, najlepszego.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
01-01-2014 03:45 
 Ocena 9 na 9
Frank Holman (5897 punktów)
Współczuję liliac, że musiałaś, dla takich naiwnych regigiogłąbów poświęcać sylwestrową noc.
Jakkolwiek muszę wspomnieć, że właśnie takie słowa:
>Po prostu - owszem - można usunąć każdą ciążę, której kobieta sobie nie życzy.
To jest to, co trzeba czasami tym oszołomom, żądnym systemu zniewalania kobiet, w imię bytów, po prostu tak nasadzić na łeb, coby ich oszołomiło. I powiedzieć - człowieku w morde, wróć na ziemię! nie masz żadnej władzy nade mną, ani nad żądną inną kobietą, twoje poglądy nie są w ogóle istotne!, cokolwiek pomyślisz lub uczynisz, możesz przyczynić się do nowych czyiś krzywd, ale w sprawie, o jaką walczysz nie zdziałasz NIC! te aborcje były, są i będą (różnica tylko, zarejestrowane lub nie, w medycznych warunkach lub nie); stań, zanurz głowę w zimnej wodzie i pomyśl jeszcze raz: co chcesz naprawdę osiągnąć?? o co ci chodzi?? o stan rejestru GUS?? filozofujesz dniami i nocami o stan rejestru GUS?? i nie widzisz, że to kompletnie chore na umyśle??
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
Skąd w Tobie tyle złości(takie mam wrażenie; jeżeli się mylę to przepraszam). W żadnej części dyskusji nie podważyłem praw kobiet do decyzji w sprawie aborcji (przejrzyj moje wypowiedzi). Wskazałem jedynie inne składowe problemu, które istnieją, i które nie są ich wyimaginowaną częścią: aspekty etyki (w tym lekarskiej), moralności, prawa, obyczajowości. Jeżeli tych problemów by nie było, zagadnienie aborcji zostało by już dawno zliberalizowane; zauważ jakie emocje stanowi także zagadnienie eutanazji. Zagadnienia te w koncepcji filozofii utylitarnej przedstawia choćby, znany Tobie na pewno, Peter Singer; i to jest droga do zmian prawnych. Aby liberalizować prawo w tym zakresie należy przedstawiać racjonalne powody zmian etycznych; nie zmienimy niczego "tupiąc nogami"

Jeżeli bronię interesu samca do obrony swojego potomstwa to nie jest to równoznaczne z czynieniem "zła". Przedstawiam problemy, które istnieją (choć wiem, że w Twoim świecie nie istnieją). Jeżeli o nich mówię, to nie oznacza, że są one częścią mojego światopoglądu. Dostrzegam je i jestem ciekaw Twojej opinii; nie musisz jednak mnie z nimi utożsamiać. Być może w poglądach jesteśmy bliżej niż myślisz, ale nie można sobie jedynie przytakiwać.
01-01-2014 15:23 
 Ocena 10 na 10
Alicja Duda (25557 punktów)
>Jeżeli bronię interesu samca do obrony swojego potomstwa to nie jest to równoznaczne z czynieniem "zła". Przedstawiam problemy, które istnieją (choć wiem, że w Twoim świecie nie istnieją). Jeżeli o nich mówię, to nie oznacza, że są one częścią mojego światopoglądu.
Na etapie decyzyjnym rola samca może być jedynie doradcza.
Z mojego doświadczenia wynika, że jeżeli kobieta ma zapewnione warunki socjalne i partnera, który jest w stanie zaopiekować się nią i potomstwem a przy tym nie ma przeciwwskazań medycznych to kobiety rodzą dzieci bardzo chętnie. Problem występuje wtedy, gdy albo nie ma warunków socjalnych i finansowych albo partner jest nieodpowiedni.
Slogan, że jeżeli "bóg dał dzieci to i da na dzieci" się zupełnie nie sprawdza. Bo albo boga nie ma albo nie daje.


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
01-01-2014 17:01 
 Ocena-1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
Zgadzam się z Tobą. Przykład Polskich emigrantek, które chętnie decydują się na macierzyństwo w krajach o większym dobrobycie.
W czasach realnego socjalizmu trudno było zapewnić odpowiednie warunki socjalne (głównie mieszkaniowe),a dzieci się jednak rodziły. Zmiany w naszym kraju od momentu przemian ustrojowych są bardzo widoczne, choćby tak, że można sobie zaplanować założenie rodziny po osiągnięciu statusu materialnego. Zatem tu i teraz jest możliwość wyboru. Jak mawiał Marks "Byt określa świadomość".
Zakładam jednak, że mówiąc o warunkach socjalno-finansowo-partnerskich masz na myśli "przypadkową" ciążę. Stwierdzam jedynie, że nie ma w naszym kraju stworzonych warunków objęcia pomocą instytucjonalną kobiet, które noszą niechcianą ciąże, a mają ogromny moralny problem z aborcją. Problem bezdzietności jest istotny. Z jednej strony kobieta dokonuje aborcji i bardzo często jest to jej udręczenie do końca życia, a z drugiej strony coraz więcej związków czeka na adopcję. Rozwiązanie instytucjonalno - prawne umożliwiło by kobietom wyjść z sytuacji "obronną ręką".
Teraz uprzedmiotowię: Można by realizować kontrakt finansowany przynajmniej w części przez rodziców oczekujących na adopcję, zapewniało by to opiekę medyczną matki, warunki lokalowe, pomoc psychologiczną, także zachowanie anonimowości w otoczeniu matki, etc.
Na takie rozwiązania są jednak potrzebne środki finansowe. Nasze państwo, niestety, rozwiązuje problemy ustawowo i bezkosztowo (to problem właściwie każdej dziedziny Naszej rzeczywistości). Koncepcja ta tworzy alternatywne dla aborcji rozwiązanie i nie godzi w godność kobiety.
01-01-2014 17:10 
 Ocena 13 na 13
liliac (147340 punktów)
>Z jednej strony kobieta dokonuje aborcji i bardzo często jest to jej udręczenie do końca życia

To "bardzo często" sugeruje opieranie się na jakichś danych statystycznych. Bardzo chętnie bym się z nimi zapoznała, znane mi bowiem prace naukowe na ten temat raczej twojego "bardzo często" nie wspierają.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
01-01-2014 18:33 
 Ocena-3 na 3
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>To "bardzo często" sugeruje opieranie się na jakichś danych statystycznych. Bardzo chętnie bym się z nimi zapoznała, znane mi bowiem prace naukowe na ten temat raczej twojego "bardzo często" nie wspierają.
Nie prowadzę takowej dokumentacji. Nie prowadzę też tutaj rozprawy naukowej. Wiedza, jaką posiadam ma różne źródła ... także te przez Ciebie nieakceptowane. Wiedza ta jest powszechna i nie ma charakteru dowodowego, jednak jej powszechności konstytuuje ją jako prawdę. Jeżeli posiadasz przeciwstawne dowody w postaci prac naukowych chętnie się zapoznam.
01-01-2014 18:49 
 Ocena 14 na 14
liliac (147340 punktów)
>Nie prowadzę też tutaj rozprawy naukowej.

Na tym forum podobne twierdzenia zwykło się dokumentować. Bajeczki pozbawione materiałów dowodowych można sobie opowiadać na onecie albo w kręgu mało wymagających znajomych.

>Wiedza, jaką posiadam ma różne źródła ... także te przez Ciebie nieakceptowane.

Źródła przez mnie nieakceptowane, powiadasz? Znaczy, anegdoty, opowiastki ludowe i historyjki z kręgu "A, bo Goździkowa..."?


>Wiedza ta jest powszechna i nie ma charakteru dowodowego

Nie ma czegoś takiego jak wiedza powszechna. Taka "wiedza" jest zupełnie bezwartościowa.

>jednak jej powszechności konstytuuje ją jako prawdę

Powtórzę - mądrości ludowe możesz zachować dla co mniej rozgarniętych znajomych. Na tym forum nie spodziewaj się dla nich aplauzu.
Poza tym znów - co rozumiesz przez powszechność twojej "wiedzy"? Krąg znajomych? Prasę codzienną? Kolorowe pisemka?

>Jeżeli posiadasz przeciwstawne dowody w postaci prac naukowych chętnie się zapoznam.

Na początek możesz poczytać moją zeszłoroczną konwersację z Jackiem Głodzikiem, bo nie będę przeklejać nieustannie tych samych linków. Co jakiś czas pojawiają się nowe badania na ten temat, ostatnio np. w BMC Womens Health. Nijak nie mogę się w nich doszukać niczego, co by "bardzo często" usprawiedliwiało.


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
01-01-2014 21:05 
 Ocena-1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

Nie są mi znane publikacje z dostępnych Tobie źródeł, które tak skrupulatnie wymieniałaś na wstępnie, po prostu nie korzystam. Jeżeli chodzi o mnie opieram się na pracach popularno-naukowych, publikacjach naukowych etc. Pisząc o różnych źródłach to miałem na myśli. Widać muszę być bardzo precyzyjny w wypowiedziach.
01-01-2014 21:13 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>Jeżeli chodzi o mnie opieram się na pracach popularno-naukowych, publikacjach naukowych etc.

To interesujące, tym bardziej, że właśnie na publikacje naukowe dostałeś ode mnie namiary, nieprawdaż? I na prace naukowe oraz stanowiska stowarzyszeń naukowych powołuję się w rozmowie, którą zalinkowałam. I te właśnie źródła pozostają w sprzeczności z twoją uwagą, odnoszę wrażenie.

Zresztą, skoro wiedza twoja wywodzi się z prac naukowych i literatury popularnonaukowej, winieneś być w stanie bez większych trudności podzielić się namiarami na te źródła, przynajmniej orientacyjnymi, miast powoływać się na "wiedzę powszechną".

>Widać muszę być bardzo precyzyjny w wypowiedziach.

Owszem. Wypadałoby.


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
01-01-2014 19:21 
 Ocena 7 na 7
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Nie prowadzę takowej dokumentacji. Nie prowadzę też tutaj rozprawy naukowej. Wiedza, jaką posiadam ma różne źródła ... także te przez Ciebie nieakceptowane. Wiedza ta jest powszechna i nie ma charakteru dowodowego, jednak jej powszechności konstytuuje ją jako prawdę. Jeżeli posiadasz przeciwstawne dowody w postaci prac naukowych chętnie się zapoznam.

I Ty uważasz, że tego typu podejście jest racjonalne ? Pragnę wskazać wielgachny banner u góry strony i przeczytać co tam jest napisane. Może co nieco pomóc w zrozumieniu dlaczego ten argument jest kompletnie nie na miejscu.
>


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
01-01-2014 19:30 
 Ocena 6 na 6
Frank Holman (5897 punktów)
>>To "bardzo często" sugeruje opieranie się na jakichś danych statystycznych. Bardzo chętnie bym się z nimi zapoznała, znane mi bowiem prace naukowe na ten temat raczej twojego "bardzo często" nie wspierają.
>Nie prowadzę takowej dokumentacji. Nie prowadzę też tutaj rozprawy naukowej. Wiedza, jaką posiadam ma różne źródła ... także te przez Ciebie nieakceptowane. Wiedza ta jest powszechna i nie ma charakteru dowodowego, jednak jej powszechności konstytuuje ją jako prawdę. Jeżeli posiadasz przeciwstawne dowody w postaci prac naukowych chętnie się zapoznam.
>
Ja to się obawiam, czy Pan z tą "wiedzą powszechną" to w ogóle wie, jak wygląda w dzisiejszych czasach większość tzw. aborcji, tam gdzie nie jest to zakazane przez oszołomów religinych?? Że to jest (w skrócie) połknięcie jednej/kilku tabletek, a następnie przeczekanie pod kontrolą lekarza stosunkowo niewielkiego wykrwawienia, trochę tylko różniącego się od tego, jakie każda kobieta systematycznie ma całe życie, gdzie wśród tych glutów krwi, tylko naukowiec z wyj*** mikroskopem mógłby znaleźć ten 3-5mm zarodek (w innnym miejscu nazwany przez Pana dzieckiem do adopcji).
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

>Ja to się obawiam, czy Pan z tą "wiedzą powszechną" to w ogóle wie, jak wygląda w dzisiejszych czasach większość tzw. aborcji, tam gdzie nie jest to zakazane przez oszołomów religinych?? Że to jest (w skrócie) połknięcie jednej/kilku tabletek, a następnie przeczekanie pod kontrolą lekarza stosunkowo niewielkiego wykrwawienia, trochę tylko różniącego się od tego, jakie każda kobieta systematycznie ma całe życie, gdzie wśród tych glutów krwi, tylko naukowiec z wyj*** mikroskopem mógłby znaleźć ten 3-5mm zarodek (w innnym miejscu nazwany przez Pana dzieckiem do adopcji).

Ok. Przedstaw naukowe źródła Twojej powyższej wypowiedzi. Na podstawie tych badań, bo przecież musisz je mieć - toż mówimy o nauce i dowodach naukowych - na jakim obszarze kraju badania były prowadzone, na jakiej próbie, w końcu czego dotyczyły badania (sposobów na wywołanie poronienia?, może innych?) przedstaw mi te badania chętnie je przejrzę, mogą być interesujące. Z góry dziękuję.
01-01-2014 20:22 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>Ok. Przedstaw naukowe źródła Twojej powyższej wypowiedzi. Na podstawie tych badań, bo przecież musisz je mieć - toż mówimy o nauce i dowodach naukowych - na jakim obszarze kraju badania były prowadzone, na jakiej próbie, w końcu czego dotyczyły badania (sposobów na wywołanie poronienia?, może innych?) przedstaw mi te badania chętnie je przejrzę, mogą być interesujące. Z góry dziękuję.

Właściwie od inteligentnych ludzi zwykło się oczekiwać, że sami zbadają temat zanim zaczną się wypowiadać publicznie, nie uważasz? Ty tymczasem w temacie dość powszechnie badanym przez naukę (wrzuć hasło "abortion" do bazy artykułów biomedycznych pubmed) powołujesz się na tzw. wiedzę powszechną. To trochę żenujące. By jednak nie szukać daleko, na temat skuteczności i bezpieczeństwa wczesnej aborcji (oraz po części - ilości tego typu procedur) już ci linkowałam polskojęzyczne streszczenie stosunkowo nowej pracy (możesz znaleźć więcej pokrewnych, jeśli jesteś zainteresowany); na temat wyglądu, wielkości i stopnia rozwoju zarodka/płodu w poszczególnych momentach ciąży proponuję znaleźć informacje w podręcznikach embriologii (polecam chociażby studencki Langman's Medical Embryology, jeśli interesuje cię bardziej szczegółowa wiedza, niezastąpiony będzie Potter's Pathology of the Fetus, Infant and Child); jeśli chodzi o statyki częstości aborcji farmakologicznej, wspomina o tym również na Racjonaliście streszczenie z zeszłego roku:

Cytat:
w 1992 roku 84% aborcji odbywało się drogą chirurgiczną, w 1998 liczba ta spadła do 61%, by w 2006 osiągnąć poziom 41%, prawdopodobnie można się spodziewać dalszej tendencji zniżkowej - z pozytywnymi skutkami dla późniejszych planów reprodukcyjnych pacjentek


Streszczenie, oczywiście, (podobnie jak poprzednie) linkuje do źródeł, gdzie masz szczegółowo opisaną grupę badaną i metodologię.
Dalszych danych będziesz musiał już sobie poszukać sam - bazę danych, z której możesz korzystać ci zalinkowałam, nikt za ciebie nie będzie odrabiał pracy naukowej - w końcu twoja ignorancja to twój problem. Mnie nie przyszłoby do głowy kłócić się bez uprzedniego zapoznania z powszechnie przecież dostępnymi danymi.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
01-01-2014 23:59 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
Dzięki za odpowiedź za mnie, bo nawet nie wiedziałbym o jakie badania temu człowiekowi chodzi.
03-01-2014 08:58 
 Ocena 13 na 13
liliac (147340 punktów)
>Dzięki za odpowiedź za mnie, bo nawet nie wiedziałbym o jakie badania temu człowiekowi chodzi.

Och, to wyglądało jak desperacka próba obrony koncepcji "wiedzy powszechnej", której dane naukowe są zbędne

A z drugiej strony, cóż, może kolega rzeczywiście niewinny niczym jakieś jagniątko śnieżnobiałe czy insza gołębica nie był świadom, że w cywilizowanych krajach aborcja to po prostu kolejna pozycja z katalogu procedur medycznych, którą nie tylko bez większych problemów się przeprowadza, ale i prowadzi nad nią liczne badania naukowe i powszechnie ich wyniki publikuje - i to nie w jakichś szemranych fanzinach czy podziemnej prasie feministycznej, a w zupełnie standardowych dżurnalach medycznych

PS
I tak chyba postanowił nas zignorować. Myślisz, że się obraził?

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
01-01-2014 17:10 
 Ocena 6 na 6
Frank Holman (5897 punktów)
Odnoszę wrażenie, że trochę zacząłeś słuchać prawdziwych mądrych kobiet i szybko zaczynasz odpowiednio mądrze reagować. Problem właśnie w tym, że to tak wygląda cały czas w-koło-macieju: Oszołomy krzyczą: precz aborcji !!! życie jest święte; walnie się ich w łeb faktami, cześć zaczyna nawet kumać, że walka z aborcją to nie prawo karne, tylko głownie socjal i wówczas mordki im się szybciutko zamykają i cichaczem myk-myk s********ją, bo realna działalność prospołeczna, to nie jest to, co w ogóle mieli na myśli w uprzednio wbitych im do głów słowach, że życie jest święte; ale.... za chwile wybiegają z kościołów kolejne grupy oszołomskie z krzykiem: precz aborcji !!!
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Odnoszę wrażenie, że trochę zacząłeś słuchać prawdziwych mądrych kobiet i szybko zaczynasz odpowiednio mądrze reagować. Problem właśnie w tym, że to tak wygląda cały czas w-koło-macieju:
Nie zrozum mnie źle. Szanuję każdą wypowiedź. Nie jestem tu po to by słuchać prawdziwych mądrych kobiet. Myślę, że po prostu zrozumiałeś o co mi chodzi. Dzięki za zrozumienie.
01-01-2014 19:12 
 Ocena 5 na 5
Frank Holman (5897 punktów)
>>Odnoszę wrażenie, że trochę zacząłeś słuchać prawdziwych mądrych kobiet i szybko zaczynasz odpowiednio mądrze reagować. Problem właśnie w tym, że to tak wygląda cały czas w-koło-macieju:
>Nie zrozum mnie źle. Szanuję każdą wypowiedź. Nie jestem tu po to by słuchać prawdziwych mądrych kobiet. Myślę, że po prostu zrozumiałeś o co mi chodzi. Dzięki za zrozumienie.
Nie wiem co masz na myśli, że nie jesteś tu po to, aby słuchać mądrych ludzi. Jeśli nie ma tam jakiegoś przejęzyczenia, to mój szacunek do ciebie spada do zera.
A wracając do twojej propozycji "kontraktu" uważam to rozwiązanie do rozważania przede wszystkim w kościołach i jeśli chodzi o prawo musiałoby być przyjęte jako tylko "mentalna" alternatywna dla aborcji. Tj. osobna zupełnie regulacja prawna, z której korzystać będą głównie katolicy. Droga wynikająca z tej ustawy musiałaby być w pełni dobrowolna, a rezygnacja w każdej chwili gwarantowana. Prawo do aborcji nie może być w żadnym zakresie uzależniane od tej procedury. Korzystałyby z niej z zasady tylko konkretne rodzaje kobiet. To jest te załamane katoliczki, o jakich piszesz.
Dałoby się to myślę prawnie zrobić. Oczywiście już widzę kilka kwestii, takich jak prawo bądź nie dziecka do poznania danych rodziców biologicznych, do informacji o zastosowanej specjalnej procedurze "antyaborcyjnej", itd. Przypadki walki o readopcję też by napewno kiedyś się i pojawiły i dużo innych problemów, jakie dziś mi nie przychodzą do głowy.
Jest to jakiś pomyśl, tylko jedna rzecz nie możemy nigdy zapominać, że to jest książkowy przykład "rozwiązania" przez Kościół (na koszt państwa) problemu, który Kościół sam stworzył.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Nie wiem co masz na myśli, że nie jesteś tu po to, aby słuchać mądrych ludzi. Jeśli nie ma tam jakiegoś przejęzyczenia, to mój szacunek do ciebie spada do zera.
Przepraszam jeżeli Cię uraziłem (i nie robię to dlatego, żeby mieć w Twoich oczach jakąś ocenę, bo nie o to chodzi - Ty mnie zupełnie nie znasz). Źle zrozumiałeś moją intencję wypowiedzi (zresztą nie taki był cytat). Mówię tylko, że nie ma osób mających jedyną i absolutną rację na każdy temat. Prawd może być wiele. Można się przecież mylić, to rzecz ludzka.
>A wracając do twojej propozycji "kontraktu" uważam to rozwiązanie do rozważania przede wszystkim w kościołach i jeśli chodzi o prawo musiałoby być przyjęte jako tylko "mentalna" alternatywna dla aborcji. Tj. osobna zupełnie regulacja prawna, z której korzystać będą głównie katolicy. Droga wynikająca z tej ustawy musiałaby być w pełni dobrowolna, a rezygnacja w każdej chwili gwarantowana. Prawo do aborcji nie może być w żadnym zakresie uzależniane od tej procedury. Korzystałyby z niej z zasady tylko konkretne rodzaje kobiet. To jest te załamane katoliczki, o jakich piszesz.
Kościoła bym nie mieszał, bo nic z tego nie wyjdzie, miała by to być prawna i niezależna alternatywa.
>Dałoby się to myślę prawnie zrobić. Oczywiście już widzę kilka kwestii, takich jak prawo bądź nie dziecka do poznania danych rodziców biologicznych, do informacji o zastosowanej specjalnej procedurze "antyaborcyjnej", itd. Przypadki walki o readopcję też by napewno kiedyś się i pojawiły i dużo innych problemów, jakie dziś mi nie przychodzą do głowy.
I to jest zasadniczy problem. Jest to bardzo słaby punkt w otoczeniu prawnym naszego państwa.
02-01-2014 00:10 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>Przepraszam jeżeli Cię uraziłem ?
Mnie? W jaki sposób, skoro wypowiedź była o mądrych kobietach.
01-01-2014 17:23 
 Ocena 5 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Stwierdzam jedynie, że nie ma w naszym kraju stworzonych warunków objęcia pomocą instytucjonalną kobiet, które noszą niechcianą ciąże, a mają ogromny moralny problem z aborcją.
A są takie? Czy może ten ogromny, moralny problem to jedynie wymysł mający i tak nienajlepsze społeczne notowania aborcji pogorszyć?
>Problem bezdzietności jest istotny.
Dla rządu, dla finansów państwa czy dla bezpośrednio zainteresowanych owszem. Ale dla innych?
>Z jednej strony kobieta dokonuje aborcji i bardzo często jest to jej udręczenie do końca życia, a z drugiej strony coraz więcej związków czeka na adopcję.
Jakieś dowody na to bardzo częste udręczenie? Co do związków to niech czekają, dlaczego w imię ich chęci posiadania dziecka ma rodzić ktoś kto ochoty na to nie ma?
>Rozwiązanie instytucjonalno - prawne umożliwiło by kobietom wyjść z sytuacji "obronną ręką".
Mam nadzieję, że masz na myśli refundację in vitro, nie nakaz rodzenia aby dzieci do adopcji było więcej.
>Koncepcja ta tworzy alternatywne dla aborcji rozwiązanie i nie godzi w godność kobiety.
Co to za alternatywa? Masz kobieto rodzić, ale nie dla siebie? Poza tym skoro ta koncepcja nie godzi w godność kobiety to jak mniemam aborcja godzi?

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
01-01-2014 17:26 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Teraz uprzedmiotowię: Można by realizować kontrakt finansowany przynajmniej w części przez rodziców oczekujących na adopcję, zapewniało by to opiekę medyczną matki, warunki lokalowe, pomoc psychologiczną, także zachowanie anonimowości w otoczeniu matki, etc.

A nie ma takiej możliwości w Polsce?
02-01-2014 00:18 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>>Teraz uprzedmiotowię: Można by realizować kontrakt finansowany przynajmniej w części przez rodziców oczekujących na adopcję, zapewniało by to opiekę medyczną matki, warunki lokalowe, pomoc psychologiczną, także zachowanie anonimowości w otoczeniu matki, etc.
>A nie ma takiej możliwości w Polsce?
>
Formalnie wprost, nie. Sprzedaż dziecka nie jest dopuszczalna.
Ktokolwiek może pomagać matce, ale po tym jak zrzeknie się ona praw rodzicielskich, nie ma ona wpływu na wybór osób na swoje "zastępstwo". Tym się zajmuje sąd rodzinny i instytucja rządowa. Nie otrzyma także zwykle informacji, kto na nowo takie prawa otrzymał.
Jedyna procedura mogąca dać szansę na podobny efekt, to z góry sugerowanie sądowi rodzinnemu takich dedykowanych rodziców, ale zawsze od sądu będzie zależało co będzie się dalej działo. Nie można z góry wykluczyć, iż wedle życzenia.
01-01-2014 19:11 
 Ocena 8 na 8
Alicja Duda (25557 punktów)
>Zakładam jednak, że mówiąc o warunkach socjalno-finansowo-partnerskich masz na myśli "przypadkową" ciążę. Stwierdzam jedynie, że nie ma w naszym kraju stworzonych warunków objęcia pomocą instytucjonalną kobiet, które noszą niechcianą ciąże, a mają ogromny moralny problem z aborcją.
Pomoc instytucjonalna dla kobiet w niechcianej ciąży będzie możliwa dopiero wtedy gdy aborcja będzie legalna. Bo jak inaczej dotrzeć do tych kobiet skoro zgodnie z prawem nie mogą nikogo poprosić o pomoc.
W poprzednim okresie było takie bardzo prawdziwe powiedzenie, że połowa rodzących się dzieci to dzieci chciane a druga połowa to niewyskrobane. Wśród moich znajomych to się sprawdziło. Mając możliwość legalnego usunięcia ciąży kobiety mają czas na spokojną refleksję i to w dużym stopniu pomaga im w decyzji o pozostawieniu ciąży. Teraz działa panika, stres a to nie sprzyja refleksji.
Zakaz aborcji jest tylko i wyłącznie religijną próbą dyskryminacji kobiet.
A rządzącym też 100-200 tysięcy aborcji nie spędza snu z powiek. Jest zakaz - nie ma problemu. Nie trzeba martwić się o pomoc, o zasiłki dla kobiet samotnie wychowujących dzieci a tak trzeba by je czymś zachęcić do utrzymania ciąży.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

Nic dodać nic ująć. Zgadzam się z Tobą i nie potrafię nic więcej dodać. Nadajemy na tych samych falach.
01-01-2014 15:23 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Skąd w Tobie tyle złości(takie mam wrażenie; jeżeli się mylę to przepraszam)

Mylisz się.

>W żadnej części dyskusji nie podważyłem praw kobiet do decyzji w sprawie aborcji

Naprawdę?
Jak mam zatem interpretować następującą wypowiedź?
Cytat:
I nie tylko do kobiety należy decyzja o dokonaniu aborcji


Jeśli ostateczna decyzja nie należy tylko do mnie, to znaczy, że de facto nie mam prawa do decyzji.

>Wskazałem jedynie inne składowe problemu, które istnieją

Wskazałeś składowe, które twoim zdaniem istnieją. Moim zdaniem ich istnienie jest nieistotne. Pomijalne.

>aspekty etyki (w tym lekarskiej)

Które aspekty etyki lekarskiej masz na myśli? I czy w zawiązku z tym sugerujesz, że z etyką lekarską w krajach, w których aborcja jest dopuszczalna i zależna od decyzji kobiety jest coś nie tak?
Ale jeśli chcesz rozmawiać o etyce lekarskiej, mnie niedawno zauroczył tekst a propos klauzuli sumienia w NEJM:

Cytat:
The exercise of conscience in health care is generally considered synonymous with refusal to participate in contested medical services, especially abortion. This depiction neglects the fact that the provision of abortion care is also conscience-based. The persistent failure to recognize abortion provision as "conscientious" has resulted in laws that do not protect caregivers who are compelled by conscience to provide abortion services, contributes to the ongoing stigmatization of abortion providers, and leaves theoretical and practical blind spots in bioethics with respect to positive claims of conscience - that is, conscience-based claims for offering care, rather than for refusing to provide it.

(...) Whether or not abortion provision is "conscientious" depends on what conscience is. Most ideas of conscience involve a special subset of an agent's ethical or religious beliefs - one's "core" moral beliefs. The conclusion that abortion provision is indeed "conscientious" by this standard is best supported by sociologist Carole Joffe, who showed in Doctors of Conscience that skilled "mainstream" doctors offered safe, compassionate abortion care before Roe.3 They did so with little to gain and much to lose, facing fines, imprisonment, and loss of medical license. They did so because the beliefs that mattered most to them compelled them to. They saw women die from self-induced abortions and abortions performed by unskilled providers. They understood safe abortion to be lifesaving. They believed their abortion provision honored "the dignity of humanity" and was the right - even righteous - thing to do. They performed abortions "for reasons of conscience.

Though abortion providers now work within the law, they still have much to lose, facing stigma, marginalization within medicine, harassment, and threat of physical harm. However, doctors (and, in some states, advanced practice clinicians) continue to offer abortion care because deeply held, core ethical beliefs compel them to do so. They see women's reproductive autonomy as the linchpin of full personhood and self-determination, or they believe that women themselves best understand the life contexts in which childbearing decisions are made, or they value the health of a woman more than the potential life of a fetus, among other reasons. Abortion providers continue to describe their work in moral terms, as "right and good and important," and articulate their sense that the failure to offer abortion care generates a crisis of conscience."


>prawa

Prawo, które próbuje mnie ubezwłasnowolnić i zmusić do uwspólniania mojego ciała, interesuje mnie tylko i wyłącznie w kontekście możliwie skutecznego obchodzenia go. Jeśli takie możliwości miałyby zniknąć, za konieczną uznałabym emigrację.

>obyczajowości

Obyczajowość nie jest dla mnie żadnym argumentem

>Jeżeli tych problemów by nie było, zagadnienie aborcji zostało by już dawno zliberalizowane

Ewidentnie zatem w co bardziej cywilizowanych krajach tych problemów nie ma
Ja się naprawdę nie utożsamiam mentalnie z polskim zaściankiem tylko dlatego, że - przynajmniej obecnie - w nim mieszkam.

I naprawdę, jak zresztą ostatnio pokazała pani Bratkowska, jeśli kobieta zechce, ani rząd, ani społeczeństwo nie przeszkodzą jej w przeprowadzeniu aborcji, chyba że zejdą w swoich poczynaniach do poziomu np. Birmy, wprowadzając regularne przymusowe kontrole ginekologiczne i przymusowe aresztowania (zwłaszcza na przejściach granicznych) kobiet w wieku rozrodczym.

>zauważ jakie emocje stanowi także zagadnienie eutanazji

We mnie nie wywołuje emocji. Nie widzę powodu, bym miała się kierować emocjami innych.

>nie zmienimy niczego "tupiąc nogami"

Ja nie tupię nogami, tylko przedstawiam swoje stanowiska. Co więcej, jak już kilkakrotnie wspominałam, nie muszę tupać nogami ani czymkolwiek. Problem mają kobiety uboższe lub mniej zaradne. A potem mamy noworodki wyślizgujące się z kocyków, zamarynowane w beczkach czy przechowywane w zamrażarkach. Ale nic to, grunt, że nie zapominamy o moralności i obyczajowości

>Jeżeli bronię interesu samca do obrony swojego potomstwa to nie jest to równoznaczne z czynieniem "zła"

Kosztem kobiecej autonomii fizycznej? Kosztem przymusowego wykorzystywania jej narządów płciowych, jej krwiobiegu, etc? Cóż, w mojej perspektywie jest to równoznaczne z czynieniem, jak to określiłeś - "zła".

>Przedstawiam problemy, które istnieją (choć wiem, że w Twoim świecie nie istnieją)

No właśnie nie, nie istnieją. I nie tylko w moim świecie, zdaje się, że istnieje całkiem sporo takich miejsc na świecie.

>Jeżeli o nich mówię, to nie oznacza, że są one częścią mojego światopoglądu.

Jeżeli ja mówię o czymś, co nie jest częścią mojego światopoglądu, staram się to wyraźnie zaznaczyć.

>Dostrzegam je i jestem ciekaw Twojej opinii

Już od kilku postów przedstawiam ci moją opinię, prawda? Jej sedno pojawiło się na samym początku konwersacji. Mężczyzna może mieć w sprawie aborcji, o ile kobieta raczy go o niej poinformować, głos doradczy, jednak ostateczna decyzja należy do kobiety, bo to jej ciało ma służyć za inkubator przez 9 miesięcy, nie zaś ciało mężczyzny. I naprawdę, nie widzę tu żadnego pola do kompromisu. Nie widzę nawet pola do negocjacji, bo nie zamierzam negocjować tego na ile moje ciało jest moje. Sugerowanie, że ktokolwiek może je bez mojej zgody użytkować, jest równoznaczne z aprobatą dla gwałtu.

>ale nie można sobie jedynie przytakiwać.

Nie widzę tu niczego, czemu mogłabym nie przytaknąć. W jaki niby sposób miałabym negować swoje własne, wielokrotnie przemyślane przekonania? Musiałyby się pojawić jakieś nowe (a wybacz, nie powiedziałeś dotąd niczego, czego bym wielokrotnie już nie słyszała), przekonujące argumenty, a - przyznam - trudno mi sobie wyobrazić argument, by ktokolwiek mógł mieć większe prawa do decydowania o mojej własnej macicy niż ja.
Jeśli sugerujesz zabawę w advocatus diaboli, to ona mnie naprawdę nie interesuje. Tak mogłabym się bawić, gdybym nie miała jednoznacznej, konkretnej opinii w danej kwestii. Jeśli popieram jakieś poglądy, to dla tego, że się z nimi zgadzam, nie dla czczej rozrywki.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
01-01-2014 16:24 
 Ocena 2 na 4
Frank Holman (5897 punktów)
>Prawo, które próbuje mnie ubezwłasnowolnić i zmusić do uwspólniania mojego ciała, interesuje mnie tylko i wyłącznie w kontekście możliwie skutecznego obchodzenia go. Jeśli takie możliwości miałyby zniknąć, za konieczną uznałabym emigrację.
Jeśli ta tematyka jest taka istotna, to prewencyjnie zacząłbym się już powoli pakować:
codziennik(*)ymaly-wysylke-tabletek-polski/
Cytat:
Możliwość zakupu tabletek przez Polki została zablokowana, ponieważ przesyłki zbyt często zatrzymuje służba celna. W komunikacie na stronie możemy przeczytać, że "w ostatnim czasie wystąpiły problemy z dostarczaniem przesyłek do adresatów w Polsce". "Nie możemy zagwarantować, że przesyłka do Ciebie dotrze".
01-01-2014 16:28 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>Jeśli ta tematyka jest taka istotna, to prewencyjnie zacząłbym się już powoli pakować:
>codziennik(*)ymaly-wysylke-tabletek-polski/
> Cytat:
Możliwość zakupu tabletek przez Polki została zablokowana, ponieważ przesyłki zbyt często zatrzymuje służba celna. W komunikacie na stronie możemy przeczytać, że "w ostatnim czasie wystąpiły problemy z dostarczaniem przesyłek do adresatów w Polsce". "Nie możemy zagwarantować, że przesyłka do Ciebie dotrze".


To znam, ale po pierwsze Arthrotec na razie mogę sobie sama wypisać, a po drugie kontroli ginekologicznych na granicach na razie nie planują.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
01-01-2014 16:36 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)
Zawsze jezdze osobowkami, nigdy nie bylam kontrolowana. Do kontroli zatrzymali mnie raz, jak prowadzilam busa. Ale ludzie mi mowili, ze autobusy i busy osobowe (przewoznicy) sa kontrolowane i sa pytania o cel wyjazdu. Jak trafi na skolowana dziewczyne, ktora ma bilet do Prenzlau to moze byc roznie.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>W żadnej części dyskusji nie podważyłem praw kobiet do decyzji w sprawie aborcji
>Naprawdę?
>Jak mam zatem interpretować następującą wypowiedź?
> [cytat]I nie tylko do kobiety należy decyzja o dokonaniu aborcji
Cytuj całość bo gubisz kontekst wypowiedzi; zdanie brzmiało:
"Rozumiem, że każda kobieta posiada medyczną wiedzę kiedy ciąża jest zagrożona? I nie tylko do kobiety należy decyzja o dokonaniu aborcji z powodów o których pisałem" i dotyczyło to także wcześniejszych wypowiedzi.

>>Wskazałem jedynie inne składowe problemu, które istnieją
>Wskazałeś składowe, które twoim zdaniem istnieją. Moim zdaniem ich istnienie jest nieistotne. Pomijalne.
Przecież napisałem, że dla Ciebie ich nie ma. Nie udowadniaj mi, że naprawdę ich nie ma. Problemy prawne (bo one legalizują działania) zostaną wdrożone po rozwiązaniu problemów etycznych. To raczej niewykonalne w naszej rzeczywistości, ale załamywać rąk nie trzeba. Nie istotne jest Twoje zdanie, póki nie będzie wpływało na masy.

>>zauważ jakie emocje stanowi także zagadnienie eutanazji
>We mnie nie wywołuje emocji. Nie widzę powodu, bym miała się kierować emocjami innych.
Bo nie o Ciebie tu chodzi. Jeżeli chcesz zmian to musisz to zrozumieć.

>Nie widzę tu niczego, czemu mogłabym nie przytaknąć. W jaki niby sposób miałabym negować swoje własne, wielokrotnie przemyślane przekonania? Musiałyby się pojawić jakieś nowe (a wybacz, nie powiedziałeś dotąd niczego, czego bym wielokrotnie już nie słyszała), przekonujące argumenty, a - przyznam - trudno mi sobie wyobrazić argument, by ktokolwiek mógł mieć większe prawa do decydowania o mojej własnej macicy niż ja.
>Jeśli sugerujesz zabawę w advocatus diaboli, to ona mnie naprawdę nie interesuje. Tak mogłabym się bawić, gdybym nie miała jednoznacznej, konkretnej opinii w danej kwestii. Jeśli popieram jakieś poglądy, to dla tego, że się z nimi zgadzam, nie dla czczej rozrywki.
Miło było poznać tak silne ale i radykalne stanowisko. Może uda mi się czymś Cię zaskoczyć.

01-01-2014 18:34 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Cytuj całość bo gubisz kontekst wypowiedzi

Ten kontekst nic nie zmienia. Cytat jasno pokazuje, że nie zawsze przyznajesz kobietom prawo do decyzji o aborcji. Zaprzeczysz temu?

>Nie istotne jest Twoje zdanie, póki nie będzie wpływało na masy.

Moje zdanie - przy moich możliwościach i umiejętnościach jest ważne i użyteczne dla mnie i dla każdej kobiety z kręgu mojej rodziny i znajomych, którym będę w stanie pomocą w kwestii dostępu do aborcji i informacji na jej temat służyć. No i - oczywiście - pod względem informacji - dla każdej osoby, która przeczyta teksty informacyjne na ten temat, które umieszczę np. na Racjonaliście. Wiedza jest przydatna. Wiedza o tym, jak bezpiecznie i skutecznie można aborcję przeprowadzić również, zwłaszcza w obliczu zalewu dezinformacji w naszych mediach.

>Bo nie o Ciebie tu chodzi. Jeżeli chcesz zmian to musisz to zrozumieć.

Ja się akurat w ramach zmian mogę bez problemu wyprowadzić do Holandii chociażby. Udawanie zrozumienia dla bandy talibów już mnie zdążyło zmęczyć.

>radykalne stanowisko

Musisz wywodzić się z innych kręgów niż ja. Moje "radykalne" stanowisko nie wyróżnia się jakoś szczególnie znacząco na tle większości moich znajomych.


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
01-01-2014 15:59 
 Ocena 5 na 5
Frank Holman (5897 punktów)
>Aby liberalizować prawo w tym zakresie należy przedstawiać racjonalne powody zmian etycznych; nie zmienimy niczego "tupiąc nogami"

Mylisz się po całości.
Proponuję poczytać tekst Prezesa
www.psr.or(*)a-bigoterii-mizoginii-i-falszu
o tym naprawdę jak, kiedy i dlaczego ustanawia się te prawo, które jakoby można bez tupania liberalizować, i skąd wynika ta potrzeba liberalizacji.

Fakty, fakty Kolego, i jeszcze raz powtórzę: fakty!, mówią same za siebie - cały czas bez przerwy zideologizowani religią szaleńcy ustanawiają chore prawo, które sprawia tylko ludziom coraz większe problemy, zamiast je rozwiązywać. My ludzie racjonalni, tylko raz na kilkanaście lat mamy szansę, aby wyciągać ludzkość z gówna w jakie wpychają je ci szaleńcy. Dzieje się tak dopiero gdy już tylu ich w bagno boskomoralnego prawa wpadnie, że trzeba ich ratować (jak np. kiedyś skutki religijnej amerykańskiej prohibicji, obecnie - takiej samej religijnej przeciwskutecznej wojny z narkotykami; połowa więźniów USA siedzi za.... posiadanie nieszkodliwej dla zdrowia rośliny", a liczba będących na wolności jej konsumentów nigdy nie zmalała. To samo było w Polsce jeśli chodzi o np. pijanych rowerzystów.
Identycznie przeciwskuteczne są wszystkie polityki i prawa ustanawiane przez religiantów, ponieważ oni wszyscy kierują się boskimi objawieniami, a tzw. racjonalna ich argumentacja to tylko pseudologiczne wywody oparte na kłamstwach i fałszerstwach statystyk, co też jest fajnie w tekście Prezesa opisane. Robią to w celach zbierania poparcia, a mają to głęboko gdzieś, bo każdy ich pomysł wynika wyłącznie z religii i szerzenia "dobra dla boga" (nie dla lepszego świata).

A czy to, że dane prawo zmierzające do poszerzania obszarów prawa karnego jest durne, nie widać czasami od razu?? Czy trzeba było lat, aby zmienić w Polsce prawo dot. pijanych rowerzystów? O czym świadczy fakt, że TK nie uznał tego idiotyzmu za to, czym zawsze od początku był? Czy to może dlatego, że TK składa się z religijnych idiotów, którzy ze starości już chyba myślą bardziej o przypodobaniu się urojonemu duchowi świętemu, niż prawdziwemu "duchowi" prawdziwej Konstytucji?

Czy teraz mamy bez tupania spokojnie siedzieć i pozwolić tym religijnie upośledzonym staruchom pozamykać z kolei we więźniu dziesiątek, a może setek tysięcy nastolatek i dwudziestolatek i pozwolić zniszczyć im życie, aby dopiero ich płacz zza krat pozwolił religijnemu fanatyzmowi przejrzeć na oczy? Albo może zamykać lekarzy? (bo przecież jak wszyscy wiemy mamy ich tak dużo, że potrzeba się ich pozbyć z kraju)
Ja nie zamierzam siedzieć spokojne!
01-01-2014 04:01 
 Ocena 4 na 4
Frank Holman (5897 punktów)
>Moja koncepcja jest tak prosta, że nie potrafisz sobie z nią poradzić. W momencie zapłodnienia kobieta przestaje być tylko i wyłącznie dysponentką macicy. I nie ma wyłącznego prawa do dysponowanie - nie swoją macicą, ale zarodka, który powstał z komórek dwóch osobników - a nie jednego.
Oczywiście w momencie zapłodnienia (btw. opisz przy okazji który to moment), zasłona przybytku się zadziera, ziemia przestaje się trząść, żywi chowają się do grobów, i w ogóle cały świat zostaje powiadomiony, że nastąpiły kluczowe zmiany w statusie prawnym kobiety, wobec powyższego każdy policjant, strażnik miejski, prokurator oraz sędzia staje na baczność gotowy do działania, a gdyby zaspał, pijany po Sylwestrze - oczywiście zbudzi go nowooświecony ojciec zarodka i wszyscy staną, jak jeden mąż, zwarci i gotowi do obrony tych komórek przed przypadkowym wyłącznym dysponowaniem kobiety.
Oczywiście rojenia mózgowe nt. systemu prawnego niedającego żadnej opcji stosowania, nie mogą świadczyć przeciwko sobie samym. Liczą się wyższe idee.
Chacarron Macaron (937 punktów)
(zablokowany)
>Choć osobiście stoję na stanowisku, że płód w sensie własności jest niczyj. Macica nadal należy do kobiety.

Ciekawy podział. Czyżby na duszę(kobietę) i jej ciało(własność)?
31-12-2013 17:56 
 Ocena 6 na 6
Frank Holman (5897 punktów)
Jesteśmy tu głównie humanistami i rozmawiamy o ludziach.
O bytach możesz poteologizować na nudnym kazaniu w kościele.
A od cudzych macic po prostu się odwal.
Wszystkim ludziom będzie lepiej, tobie też.
PS. Mniej czytaj bajek o latających duchach (św.), bo ci ludzkie odruchy zanikają.
31-12-2013 17:58 
 Ocena 3 na 3
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
Tak fenomenalnego bełkotu dawno nie czytałem.

>Powiedz jaką różnice robi dla Ciebie, dla Twojego aktualnego istnienia, to czy ktoś by Cie wyskrobał jako płód, czy jako dziecko?

Generalnie żadna, bo nie rodząc się, nie miałbyś możliwości dywagowania na ten temat. Nie ma najmniejszego logicznego sensu dyskutować o tym, co by było gdybyś się nie urodził bo dla Ciebie nieurodzenie nic by nie znaczyło, bo zwyczajnie nie mógłbyś postrzegać tego stanu.

Wychodząc dalej z tego :

Jaki jest logika za zaostrzaniem prawa antyaborcyjnego ? Wprowadzenie przyzwolenia na aborcję nie zmusza kobiet do aborcji, a nie szkodzi płodom, bo kompletnie nieświadome i kobietom tym bardziej.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
31-12-2013 18:07 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>Tak fenomenalnego bełkotu dawno nie czytałem.

W tematach aborcyjnych? Ostatnio rzeczywiście chyba było tak pociesznie, gdy odwiedzała nas studentka filozofii, która do reszty pogubiła się, dzieląc się uwagami a propos niepodzielności bytów

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )

01-01-2014 03:27 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>...dwiedzała nas studentka filozofii, która do reszty pogubiła się, dzieląc się uwagami a propos niepodzielności bytów

Parafrazując klasyk Pasikowskiego: no, to jest argument przeciwko filozofii
31-12-2013 18:03 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Czy chociaż spróbowąłeś zrozumieć o czym pisałem? Jaką róznice dla bytu robi na któym etapie zostaje przerwane istnienie?
Co tu do rozumienia? Kobieta nie może dokonać zabiegu bo byty są ważniejsze. Ot wariacja kościelnej argumentacji z zakamuflowanym życiem poczętym.
>Powiedz jaką różnice robi dla Ciebie, dla Twojego aktualnego istnienia, to czy ktoś by Cie wyskrobał jako płód, czy jako dziecko?
Żadną. Tylko co to ma do rzeczy?
>Pragnę zauważyć że zarzucasz mi mało sensu podczas gdy odpowiadasz mi zwrotami "Absurd, brednie, pustosłowie" nawet nie opatrzone w argumentacją.
Dziwnym by było odpowiadanie na absurd i pustosłowie argumentami.
>Nie jest decyzją TYLKO mojej matki gdyby podczas ciąży mnie wyskrobała, bo bym nie istniał, a moje istnienie to raczej mój problem, nie uważasz?
A czyją? Już jako płód zarzucałeś matkę bytami i istnieniem? Sprytną gadką zapewniłeś sobie przyjście na świat?
>No chyba że chcesz brnąć w kierunku że to nie Twoja sprawą jest Twoje istnienie.
Dawno takich durnot nie czytałem. Jak byłeś płodem też tak "mądrze" gadałeś?
>Oczywiscie że nie, ale jeśli za wszystko odpowiada w Państwie, rodzinie i Twoim życiu kosciół, to jest to wybacz ale uważam to za skrajne oszołomstwo i klerofobia (takie modne ostatnio są te słowka zakonczone na -fobia, tutaj dobrze pasuje). Jedni wszedzie widzą wine i spiski Żydów, inni masonów, a jeszcze inni księży.
Alboż to pisałem, że kościół odpowiada za coś w mojej rodzinie i życiu? Bo byłbym przysiągł, że to o kraju wspominałem.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
31-12-2013 19:06 
 Ocena-1 na 5
Epoche (-3 punktów)
> Oczywiście, że jest to decyzja przynależna kobiecie, do niej bowiem - i tylko do niej - należy jej macica.

Zakłądasz konwencje - Macica=dziecko.
Chciałbbym by to było takie proste, sprawa wówczas byłą by oczywista. Natomiast obawiam się że gdyby Twoja matka podejła taka decyzje to poza swoją macicą zadecydowałą by także o Tobie i byśmy tutaj teraz nie pisali.

>O bytach możesz poteologizować na nudnym kazaniu w kościele.
A od cudzych macic po prostu się odwal.

Przyro mi ze problem istnienia jest dla Ciebie problemem koscielnym a nie uniwerstyeckim, że z filozofią uniwersytecką nie miałeś kontaktu.
Rozumiem zaślepienie fanatyzmem, ale pragnę zwrócić uwage że z niczyją macicą nie mam nic wspólnego pomimo twoich bójnych nadinterpretacji moich słów.

>Generalnie żadna, bo nie rodząc się, nie miałbyś możliwości dywagowania na ten temat.

I tutaj jest właśnie problem, ponieważ urodzenie to tylko fakt wyjścia z ciała matki.
Zreflektuj choć na chwile konwencje która przyjmujesz i przyjmij na chwilę to co ja proponuję. Nauka ustaliła że po mitozie gdy rozlosowany jest zestaw cech powstaje konkrenta osoba ktora od tego momentu poprzez podział komórkowy, przechodzący przez kolejne stadia.
Gdy Twoj zestaw "wylosował się" to od tego memoentu nie ma większej róznicy kiedy Cie wyskrobią, czy zabiją po urodzeniu. Różnice oczywiście sa w bólu, etapie wzrostu itp.
I rzeczywiscie, to czy umrzesz w 4 tygodniu zycia w lonie matki, czy rodzice Cie zepchną ze skały po urodzeniu jak niegdyś w Sparcie, to i tak nie podywagujesz na ten temat. Pytam tylko, co to za roznica czy w ciele matki czy poza. I tak i tak byśmy nie rozmawiali dokładnie my, nie jakieś potencjalnie inne osoby (bo pewnie zaraz rzucisz ze gdyby plemniki... to odrazu odpowiadam, nie - konkretny człwiek jest po mmitozie i rozlosowaniu cech, w plemniku jest tylko prawdopodobienstwem zycia a nie konktretną osobą).

>Co tu do rozumienia? Kobieta nie może dokonać zabiegu bo byty są ważniejsze.
Możemy przyjąć że to czy sie urodzisz czy nie urodzisz, nie jest ważne, to tylko kwestia konwencji.
Możemy także zreflektować czy ważne jest to czy ważne jest że teraz żyjesz, no chyba że odciecie pępowiny i przecisniecie sie przez wargi to tak przełowoy moemnt ze zmianiamy wówczas diametralnie zasady co do traktowania takiej osoby.

>Dawno takich durnot nie czytałem. Jak byłeś płodem też tak "mądrze" gadałeś?
Pozamerytoryczne wtręty daruj sobie bo chyba nie po to prowadizmy dyskusje, zwłaszcza jesli samemu mowi sie o jakimś sensie i argumentach.

>Alboż to pisałem, że kościół odpowiada za coś w mojej rodzinie i życiu? Bo byłbym przysiągł, że to o kraju wspominałem.

A pamietasz o co Cie zapytałem na początku i co zacytowałem z Twojej wypowiedzi? Dla przypomniania bo zaraz odwrócisz ktoa ogonem - ">Kiedyś byłem łagodnym, tolerancyjnym ateistą, ale gdy po pewnym czasie, gdy zrozumiałem co robi Kościół z moim krajem, z moim życiem, z moją rodziną - stałem się wściekłym wojującym antyklerykałem."

Mod:
Na tym forum zwykło się odpowiadać poszczególnym rozmówcom z osobna. Nie mieszaj cytatów z wypowiedzi różnych osób, bo twój post staje się bałaganiarski, niezrozumiały i nie trafia do adresatów. Zazwyczaj takie wyrzucamy do Oślej.
31-12-2013 19:26 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Możemy także zreflektować czy ważne jest to czy ważne jest że teraz żyjesz, no chyba że odciecie pępowiny i przecisniecie sie przez wargi to tak przełowoy moemnt ze zmianiamy wówczas diametralnie zasady co do traktowania takiej osoby.
Znów liter dużo sensu brak. Wypełnij może swoje wypowiedzi sensem, nie tylko słowami. Byty i istnienia wypowiedzi mądrzejszą nie czynią.
>Pozamerytoryczne wtręty daruj sobie bo chyba nie po to prowadizmy dyskusje, zwłaszcza jesli samemu mowi sie o jakimś sensie i argumentach.
Nie mam zamiaru. Twoje "argumenty" to nawet obok merytoryczności nie stały, wtręty są więc wręcz nieodzowne.
>A pamietasz o co Cie zapytałem na początku i co zacytowałem z Twojej wypowiedzi? Dla przypomniania bo zaraz odwrócisz ktoa ogonem - ">Kiedyś byłem łagodnym, tolerancyjnym ateistą, ale gdy po pewnym czasie, gdy zrozumiałem co robi Kościół z moim krajem, z moim życiem, z moją rodziną - stałem się wściekłym wojującym antyklerykałem."
A czytać to w ogóle umiesz? Patrzyłeś kto napisał cytowane słowa a kto ci odpowiedział?


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
31-12-2013 19:39 
 Ocena-2 na 2
Epoche (-3 punktów)
>>Znów liter dużo sensu brak. Wypełnij może swoje wypowiedzi sensem, nie tylko słowami. Byty i istnienia wypowiedzi mądrzejszą nie czynią.

Jakie zatem proponujesz słowo okreslające bycie? Rozumiem ze merytorycznie sie wypaliłeś więc teraz słowa przeszkadzają?

>Nie mam zamiaru. Twoje "argumenty" to nawet obok merytoryczności nie stały.

I znó poza hasłami nic nie masz do powiedzenia? wiec po co dyskutujesz?

>A czytać to w ogóle umiesz? Patrzyłeś kto napisał cytowane słowa a kto ci odpowiedział?
Możliwe że pomyliłem osobe. Jesli to dla Ciebie oznaka ze ktos nie umie czytać to bardzo racjonalny z Ciebie człowiek.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Jakie zatem proponujesz słowo okreslające bycie? Rozumiem ze merytorycznie sie wypaliłeś więc teraz słowa przeszkadzają?
Twoja ignorancja mi przeszkadza. Aborcja zła bo byś nie był, a jakbyś nie był to byś żałował, że cię nie ma. Tak wygląda twoja "argumentacja".
>I znó poza hasłami nic nie masz do powiedzenia? wiec po co dyskutujesz?
Ty od początku "dyskusji" nic do powiedzenia nie masz. Byty, istnienia i chęć mówienia kobietom jak mają dysponować swoimi macicami.
>Możliwe że pomyliłem osobe. Jesli to dla Ciebie oznaka ze ktos nie umie czytać to bardzo racjonalny z Ciebie człowiek.
Nie możliwe, a pewne. Jak nie pomyliłeś to najwyraźniej z czytaniem kiepsko u ciebie, bo czym innym pomyłkę chciałbyś tłumaczyć?


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
31-12-2013 19:56 
 Ocena-1 na 3
Epoche (-3 punktów)
>Aborcja zła bo byś nie był
Gdzieś poruszyłem aspekt aksjologiczny tego czynu, jakies wartosciowanie przeprowadziłem, albo normatywnie wypowiedziałem sie jak powinno być, czy może to poprostu Twoje urojenia nadinterpretacje?

>jakbyś nie był to byś żałował
Coś mniej głupiego?

>czytaniem kiepsko u ciebie, bo czym innym pomyłkę chciałbyś tłumaczyć?
Pomylenie nazw uzytkowników i przypisanie w pamieci im błędnych odpowiedzi nazywasz problemami z czytaniem? Doskonale.

Poniewaz nie chcesz merytorycznie rozmawiac tylko chcesz sie kłucić o twoje wyimaginowane urojenia dotyczące mojch rzekomych wartosciowań, to rozmowe uznaje za zakończoną.

Mod:
Poprawna polszczyzna jest wymogiem regulaminowym forum.
Już cię w tej kwestii upominano.
31-12-2013 20:02 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Gdzieś poruszyłem aspekt aksjologiczny tego czynu, jakies wartosciowanie przeprowadziłem, albo normatywnie wypowiedziałem sie jak powinno być, czy może to poprostu Twoje urojenia nadinterpretacje?
Może po prostu nie czytasz swojego bełkotu? Pisząc, że aborcja nie jest tylko sprawą kobiety sugerujesz, że również i ktoś inny może w tej kwestii decydować. Zresztą te słowa wiele mówią o twoim stosunku do aborcji:
Cytat:
Nie uważam by ponoszącym konsekwencje nieodpowiedzialności kobiety był byt w jej brzuchu ktorego istnieje jest przerywane.
Jasno widać twoje priorytety.
>Coś mniej głupiego?
Ciężko mi znaleźć coś nie głupiego w twoich wypowiedziach.
>Pomylenie nazw uzytkowników i przypisanie w pamieci im błędnych odpowiedzi nazywasz problemami z czytaniem? Doskonale.
Nawet świetnie. Problemy z czytaniem sugeruję, bo z poprawnym pisaniem problem masz całkiem spory.
>Poniewaz nie chcesz merytorycznie rozmawiac tylko chcesz sie kłucić o twoje wyimaginowane urojenia dotyczące mojch rzekomych wartosciowań, to rozmowe uznaje za zakończoną.
Uznawaj. Tęsknić za tak zajmującym rozmówcą nijak nie będę. Choć jako istniejący byt
mógłbym.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
31-12-2013 21:54 
 Ocena 3 na 3
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>I tutaj jest właśnie problem, ponieważ urodzenie to tylko fakt wyjścia z ciała matki.
>Zreflektuj choć na chwile konwencje która przyjmujesz i przyjmij na chwilę to co ja proponuję. Nauka ustaliła że po mitozie gdy rozlosowany jest zestaw cech powstaje konkrenta osoba ktora od tego momentu poprzez podział komórkowy, przechodzący przez kolejne stadia.
>Gdy Twoj zestaw "wylosował się" to od tego memoentu nie ma większej róznicy kiedy Cie wyskrobią, czy zabiją po urodzeniu. Różnice oczywiście sa w bólu, etapie wzrostu itp.
>I rzeczywiscie, to czy umrzesz w 4 tygodniu zycia w lonie matki, czy rodzice Cie zepchną ze skały po urodzeniu jak niegdyś w Sparcie, to i tak nie podywagujesz na ten temat. Pytam tylko, co to za roznica czy w ciele matki czy poza. I tak i tak byśmy nie rozmawiali dokładnie my, nie jakieś potencjalnie inne osoby (bo pewnie zaraz rzucisz ze gdyby plemniki... to odrazu odpowiadam, nie - konkretny człwiek jest po mmitozie i rozlosowaniu cech, w plemniku jest tylko prawdopodobienstwem zycia a nie konktretną osobą).

No litości, teraz twierdzisz, że występuje pełna genetyczna predestynacja do tego, jaką jesteś osobą.

Świadomość i postrzeganie świata jest koniecznie do nazywania siebie osobą, a nie płodem, czy ciałem.

Różnicą zasadniczą jest to, czy dana istota jest już świadoma, czy nie, a jednym z tych elementów jest odczuwanie bólu. Nie ma żadnych powodów do zabijania istot rozumnych, które nie są w stosunku do Ciebie agresywne. Dopóki tego nie zrozumiesz, będziesz stawiał prawdopodobną istotę na równi z rzeczywistym człowiekiem, a to jest dokładnie to co robią katoliccy idioci.

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
31-12-2013 22:45 
 0 na 2
Epoche (-3 punktów)
>No litości, teraz twierdzisz, że występuje pełna genetyczna predestynacja do tego, jaką jesteś osobą.

To zależy co rozumiesz przez "jaką jesteś osobą".
Twierdze że istnieje ciągłość takiej osoby, od mitozy do osiągniecia świadomości i śmierci, i o przerwaniu ciągłości piszę.

>Świadomość i postrzeganie świata jest koniecznie do nazywania siebie osobą, a nie płodem, czy ciałem.

Tak, ale dlaczego jako naszą konwencje mamy wybierać świadomość.
Mówisz o nazywaniu siebie osobą, czyli kryterium jak rozumiem dokąd mozemy przerywać życie to "nabranie świadomości" ?

>Różnicą zasadniczą jest to, czy dana istota jest już świadoma, czy nie, a jednym z tych elementów jest odczuwanie bólu. Nie ma żadnych powodów do zabijania istot rozumnych, które nie są w stosunku do Ciebie agresywne. Dopóki tego nie zrozumiesz, będziesz stawiał prawdopodobną istotę na równi z rzeczywistym człowiekiem, a to jest dokładnie to co robią katoliccy idioci.

Nie rozumiem tego dogmatu "rzeczywisty człowiek". Jeśli to ma być kryterium to musiałbyś je doprecyzować. Czy "rzeczywisty człwiek" to świadomy człowiek ?
31-12-2013 23:02 
 Ocena 2 na 2
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>To zależy co rozumiesz przez "jaką jesteś osobą".
>Twierdze że istnieje ciągłość takiej osoby, od mitozy do osiągniecia świadomości i śmierci, i o przerwaniu ciągłości piszę.

A ja uważam, że sądzisz, że ta ciągłość jest determinowana na poziomie poczęcia. Owszem, cechy biologiczne są w dużej mierze determinowane w okresie prenatalnym, ale psychika człowieka, czyli to, co czyni go osobą, a nie homo sapiens, nabywane jest dopiero później.

>Tak, ale dlaczego jako naszą konwencje mamy wybierać świadomość.

A co mamy wybierać ? Biologię, która nie jest ostateczna, czy może boskie objawienie, które jest nieracjonalne ?

>Mówisz o nazywaniu siebie osobą, czyli kryterium jak rozumiem dokąd mozemy przerywać życie to "nabranie świadomości" ?

To jest jedno z kryteriów, innym jest stwierdzenie, że nie do końca samoświadome, ale wystarczająco inteligentne nie ma sensu krzywdzić. Odczuwanie bólu jest kolejnym kryterium.

>Nie rozumiem tego dogmatu "rzeczywisty człowiek". Jeśli to ma być kryterium to musiałbyś je doprecyzować. Czy "rzeczywisty człwiek" to świadomy człowiek ?

Nie powinno się zabijać dowolnej istoty (nie tylko homo sapiens), która jest w stanie w rozumny sposób reagować na rzeczywistość. Nie powinno się zabijać istoty, która jest w stanie odczuwać ból, o ile nie ma innych czynników.

Stwierdzam, że usunięcie odpowiednio inteligentnej sztucznej inteligencji byłoby równie niemoralne co zabicie dziecka.

>


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
01-01-2014 16:50 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

Absurd.
>Nie absurd tylko konwencja.
Jaka konwencja? Konwencja literacka zależy od przeczytanej literatury. Pan tej, którą my czytamy nie czyta.

>Jeśli mozemy przyjąć że matka w łonie moze usunąć dziecko
Matki, to dawniej przymuszane przez biedę i Kościół wieszakiem płody usuwały i do tego chciałby Kościół chyba wrócić, ale dziecko to można już tylko np. udusić, gdyż dziecko to jest po urodzeniu. Nie wtykaj Pan tu do poważnych rozmów swojego ideologicznego kitu.

>to dlaczego nie mozemy przyjąć że ta sama matka nie moze usunąć dziecka w 5 roku życia?
Bardzo proste już z samej definicji człowieka. Homo - rodzaj ssaków naczelnych z rodziny człowiekowatych (...) Przedstawiciele tego rodzaju charakteryzowani są względnie dużą pojemnością puszki mózgowej. Człowiek to ma mózg.

>Bo przyjemiemy jakąś Twoją konwencje wieku, wzrostu,świadomości,bólu? A może bytu, a bytowi czas i rozmiar nie robią róznicy.
Każdy może sobie tworzyć przeróżne mity w przeróżnych konwencjach, ale racjonalistów obowiązują ustalenia nauki.

>Jeśli byt zaistnieje i dostanie konkretne cechy po mitozie to dla jego istnienia nie ma róznicy na ktorym poźniejszym etapie zostanie przerwany.
Chore umysły rożne fantazje sobie tworzą, ale nauka jest tu w miarę precyzyjna.
Dla nauki trudne jest wyznaczenie momentu, gdy stajemy się istotą ludzką. Nie jest nią jajo i nie jest plemnik. Czy wystarczy ich spotkanie - zapłodnienie. Jedna komórka o średnicy jednej setnej milimetra zawierająca chromosomy ojca i matki. 46 chromosomów stanowiących 23 pary z zawartym w nich szyfrem, według którego, kroczek po kroczku, zostaniemy zbudowani. Dopiero po 30 godzinach zygota dzieli się na dwie komórki. Szóstego dnia już jako kilkaset komórek nazywanych blastocystą dociera do macicy, aby po około dwu tygodniach zagnieździć się w jej ścianie. Od tego momentu nazywana zarodkiem rozwija się dalej, tak by po dwu miesiącach osiągnąć punkt, od którego zaczyna nazywać się płodem. Rozwijać się będzie pod tą nazwą jeszcze przez ponad 200 dni - do chwili, kiedy przyjdzie na świat dziecko. To cudowne zdarzenie jest procesem. Permanentnym stawaniem się, w którym tylko dla lepszego zrozumienia zachodzących zmian określamy i nazywamy dostrzegalne dla nas etapy. Tak samo jak w ewolucyjnym rozwoju najważniejszym kryterium tego, że jesteśmy ludźmi, są nie nasze kształty, a zbudowany z komórek mózg. Komórki będące w przyszłości mózgiem zaczynają się tworzyć po siedmiu tygodniach i przesuwają na właściwe im miejsce. W toku umiejscowienia następuje ich specjalizacja. Ale choć struktura charakterystyczna dla człowieka, jaką jest kora mózgowa, od początku zostaje utworzona z sześciu warstw komórek nerwowych, to początkowo neurony nie są wyposażone w aksony i dendryty z synapsami, czyli brakuje między nimi połączeń. Proces tworzenia komunikacyjnej sieci rozpoczyna się około 24 tygodnia od poczęcia i trwa jeszcze długo po urodzeniu. Tak jak zbiór mikrochipów bez połączeń nigdy nie będzie komputerem, tak do czasu rozwinięcia dostatecznej ilości synaptycznych połączeń między neuronami (co następuje około siódmego miesiąca ciąży) nie możemy z punktu nauk biologicznych mówić o ludzkim dziecku. Wiele przyczyn może spowodować, że prenatalny proces może zostać w sposób naturalny przerwany. Wiele też przyczyn może ten przebieg zakłócić. Biologiczny rozwój od pojedynczej komórki do dojrzałego osobnika jest jednym z cudownych procesów jakie permanentnie przebiegają w naturze, ale rozwój mózgu doprowadził nas do granicy, za którą sama biologia nie jest w stanie wyjaśnić w pełni złożonej ludzkiej natury. Nasze instynkty, a nawet wygląd, są pewną genetyczną predyspozycją, na którą wpływają warunki środowiskowe, ingerując w ludzki los już we wczesnych etapach życia płodowego.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,334672
www.racjonalista.pl/forum.php/s,435136/z,0

>No ale to trzeba patrzeć na problem z perspektywy istniania a nie spłycać tego do dyskryminacji matki ktora sie nie moze wyskrobać a ma taki kaprys.
Skrobiące się dla kaprysu kobiety, to wytwory chorej wyobraźni katolików, a szczególnie zafiksowanych na seksie ich kapłanów.

>Dziwi mnie że ludzie na racjonalista.pl mają takie czarno-białe spojrzenie na świat.
Tyle, że racjonalistę jak coś dziwi, to stara się to poznać i zrozumieć, a Pan nic nie wie i o racjonalistach i o zagadnieniach, na których temat się tu wypowiada. To żenada Szanowny Panie i tu tak nie wypada. My nie jesteśmy fideistycznym portalem - to portal dla inteligencji.

@@@
.
01-01-2014 17:29 
 Ocena-2 na 4
Epoche (-3 punktów)
>Absurd.
>>Nie absurd tylko konwencja.
> Jaka konwencja? Konwencja literacka zależy od przeczytanej literatury.

Konwencja z konwencjonalizmu. Wiedział by Pan w jakim kontekscie mówie gdyby zdjal by Pan klapki z oczu i otworzyl na rozne punky widzenia zamiast "katować się" spiskami kleru.
Wiedział by też Pan, że takie pojęcia jak początek życia, człowiek, zygota, zarodek, płód są konwecjami, dla Pana specjalnie sprecyzuje by Pan zrozumiał - intelektualną konstrukcją stworzoną przez człowieka, przez intelekt.
Gdy to wiemy to powoływania sie na "argumenty" że nie zabijamy dziecka tylko usuwamy płód jest absurdalne bo konwencjami mozemy dowolnie żonglować i ustalać.
Możemy wprowadzić nazwe X i ją stosować dla życia niesamoświadomego i pojęcie "człowiek" dla życia świadomego. W konkluzji postulować możliwość zabijania np rocznego obiektu X ponieważ nie jest jeszcze człowiekiem, tak jak niektórzy mówią że można wyskrobać płód bo to jeszcze nie człowiek.

A na koniec najtrudniejsza intelektualna gierka. Prosze choć sobie spróbować wyobrazić że osoba taka jak ja może pisać o róznych spojrzeniach na sprawe NIEPREZENTUJĄĆ SWOICH POGLĄDÓW a podsuwając rozmówcy inne spojrzenie, inną konwencje, walcząc z dogmatyzmem.
BO oczywiscie Pan ekspert wie co ja sądze a wszystko co pisze to moje prywatne poglądy.
Może łątwiej by było na to wpaśc gdyby wiedział Pan co oznacza mój nick "epoche".

P.S. Moze bedzie Pan słowny i deklarujac ze nie zamierza Pan ze mna rozmawiac nie bedzie pan odpowiadał od kilku godzin na wszystkie moje wpisy na forum. Jesli Pan sam z sobą jest niekonsekwentny to co dopiero w kontaktach z innymi, a wówczas pwoątpierwam w wartośc takich dyskusji.

Mod:
Proszono już, byś pisał po polsku i unikał błędów. Następny taki post wyląduje w Oślej.

01-01-2014 17:55 
 Ocena 2 na 2
Barbiel (1106 punktów)
> Prosze choć sobie spróbować wyobrazić że osoba taka jak ja może pisać o róznych spojrzeniach na sprawe NIEPREZENTUJĄĆ SWOICH POGLĄDÓW
Następny, który dziś nie reprezentuje swoich poglądów. Czy Wyście się zmówili?
Ładnie to tak w Sylwestra przypuszczać zmasowany atak?
01-01-2014 18:56 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>> Prosze choć sobie spróbować wyobrazić że osoba taka jak ja może pisać o róznych spojrzeniach na sprawe NIEPREZENTUJĄĆ SWOICH POGLĄDÓW
>Następny, który dziś nie reprezentuje swoich poglądów. Czy Wyście się zmówili?
>Ładnie to tak w Sylwestra przypuszczać zmasowany atak?
Ja stawiam pytanie dla Administracji i Moderacji, jak takie postowanie się ma do regulaminu i netykiety forum? Czy niejawne bycie advocatus diaboli nie jest to trollowanie, które winno eliminować konto użytkownika?
01-01-2014 19:56 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Konwencja z konwencjonalizmu.
A masło jest maślane!

>Wiedział by Pan w jakim kontekscie mówie gdyby zdjal by Pan klapki z oczu i otworzyl na rozne punky widzenia
Może i bym coś więcej wiedział, gdyby Pan sam siebie rozumiał i potrafił to po polsku wyartykułować.

>zamiast "katować się" spiskami kleru.
A skąd Pan wziął te "spiski kleru"? Ja ich tu nie dostrzegam. Ideologicznie zaślepienie i głupota, ale spiski, to chyba gdzie indziej.

>Wiedział by też Pan, że takie pojęcia jak początek życia, człowiek, zygota, zarodek, płód są konwecjami,
Nie, proszę Szanownego Pana używanie w naturalnych językach słowa nie wynikają z żadnych konwencji, choć różnym konwencjom służą i mnie Pańska konwencja rozumienia języka polskiego zupełnie nie odpowiada, gdyż to jest konwencja ideologiczna. Katolicka nowomowa.

>dla Pana specjalnie sprecyzuje by Pan zrozumiał - intelektualną konstrukcją stworzoną przez człowieka, przez intelekt.
Każde ludzkie słowo jest wytworem ludzkiego umysłu, który jest funkcją mózgu. Słowa posiadające określone - rozumiane w danym środowisku jednakowo lub podobnie - tworzą język służący porozumiewaniu się. Ludzie w swoim środowisku starają się definiować pojęcia właśnie dla możliwości porozumienia. Język jest również płaszczyzną do walki ideologicznej. Racjonaliści starają się tam - gdzie jest to tylko możliwe - używać języka naukowego. Wolnego od ideologicznych uwarunkowań.

>Gdy to wiemy to powoływania sie na "argumenty" że nie zabijamy dziecka tylko usuwamy płód jest absurdalne bo konwencjami mozemy dowolnie żonglować i ustalać.
Tak właśnie czynią to religijni ideologowie.
www.racjon(*).php/z,0/d,19/s,412697#w422858
www.racjon(*).php/s,435136/z,0/d,15#w442549
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,443385#w443407
www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,443385#w444806

>Możemy wprowadzić nazwe X i ją stosować dla życia niesamoświadomego i pojęcie "człowiek" dla życia świadomego.
Można przeróżne rzeczy wykonywać. Kręcić, mącić, przeinaczać. Ale racjonalistom jest to niepotrzebnym, starają się używać naukowego języka i mieć poglądy zgodne z aktualnym dorobkiem nauki.

>W konkluzji postulować możliwość zabijania np rocznego obiektu X ponieważ nie jest jeszcze człowiekiem, tak jak niektórzy mówią że można wyskrobać płód bo to jeszcze nie człowiek.
Jak Pan sądzi, o czym takie teksty mogą świadczyć? Moim zdaniem, tylko o prymitywizmie argumentacji, na którą stać ludzi wierzących. Taki język dyskursu, chciałby Pan wprowadzić na poważne forum dla inteligencji?

>A na koniec najtrudniejsza intelektualna gierka. Prosze choć sobie spróbować wyobrazić że osoba taka jak ja może pisać o róznych spojrzeniach na sprawe NIEPREZENTUJĄĆ SWOICH POGLĄDÓW a podsuwając rozmówcy inne spojrzenie, inną konwencje, walcząc z dogmatyzmem.
Jestem w stanie wiele sobie wyobrazić. Tyle tylko, że ja nigdzie nie odnoszę się do Pana, gdyż Pana nie znam. Odnoszę się tylko do zdecydowanie głupich tekstów tu przedstawianych pod nickiem "Epoche". Sam piszę szczerze, zgodnie z moją wiedzą i poglądami, tak jest mi łatwiej zamiast udawać kogoś kim nie jestem i z kim się nie zgadzam.

>BO oczywiscie Pan ekspert wie co ja sądze a wszystko co pisze to moje prywatne poglądy.
Jaki tam ekspert? Zaledwie parę książek ze zrozumieniem przeczytałem i przemyślałem.
Może Pan też by spróbował? To tylko na początku takie trudne.

>Może łątwiej by było na to wpaśc gdyby wiedział Pan co oznacza mój nick "epoche".
A skąd miałbym to wiedzieć musiał tu przyjść Pan Epoche, aby nam powiedzieć. Proszę śmiało, chętnie poczytamy.
www.racjon(*).php/z,0/d,23/s,492110#w501330

>P.S. Moze bedzie Pan słowny i deklarujac ze nie zamierza Pan ze mna rozmawiac nie bedzie pan odpowiadał od kilku godzin na wszystkie moje wpisy na forum. Jesli Pan sam z sobą jest niekonsekwentny to co dopiero w kontaktach z innymi, a wówczas pwoątpierwam w wartośc takich dyskusji.
Ja wcale z Panem nie rozmawiam, gdyż rozmowa między nami jest z wielu względów wprost niemożliwą. Ja tylko wykazuję inteligentnemu czytelnikowi (a więc i Panu) jakie bzdury Pan tu wypisuje i przedstawiam racjonalne argumenty dla wykazania tych bzdur. Do dyskusji Wielce Szanowny Panie, to trzeba się przygotować, a nie wyrwać się jak Filip z konopi i głośno zepsuć atmosferę. To nie ja, to Pan pokazał, że nie ma niczego sensownego tu do powiedzenia.

Miłego dnia.

@@@
.
02-01-2014 03:24 
 Ocena-1 na 3
Vancalar (1804 punktów)
Cytat:
Konwencja literacka[/url] zależy od przeczytanej literatury. Pan tej, którą my czytamy nie czyta.

   A "Wy" tą o której kolega mówi ignorujecie, bo nie współgra z "Waszymi" wierzeniami.

Cytat:
>>Jeśli mozemy przyjąć że matka w łonie moze usunąć dziecko
>Matki, to dawniej przymuszane przez biedę i Kościół wieszakiem płody usuwały i do tego chciałby Kościół chyba wrócić, ale dziecko to można już tylko np. udusić, gdyż dziecko to jest po urodzeniu. Nie wtykaj Pan tu do poważnych rozmów swojego ideologicznego kitu.

   Ale jak.. ? Przez "cesarkę", czy tylko naturalnie? Wcześniak 6 miesięczny to dziecko? Czy nie?

Cytat:
>>to dlaczego nie mozemy przyjąć że ta sama matka nie moze usunąć dziecka w 5 roku życia?
>Bardzo proste już z samej definicji człowieka. Homo - rodzaj ssaków naczelnych z rodziny człowiekowatych (...) Przedstawiciele tego rodzaju charakteryzowani są względnie dużą pojemnością puszki mózgowej. Człowiek to ma mózg.

   No i brawo dla tego pana ! "Mózg określa człowieka"! Wreszcie jakaś definicja.
pl.wikipedia.org/wiki/Płód
"
Szósty tydzień
W tym czasie zarodek jest już wyodrębniony z otaczających go błon płodowych i rozpoczyna się kształtowanie jego narządów zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Oczy są bardzo szeroko rozstawione i przykryte powiekami. Zarodek przypomina nieco kijankę z ugiętym tułowiem i ogonkiem, bije mu serce i posiada mózg. Inne główne narządy jeszcze się rozwijają w tym nerki i wątroba. Główka zarodka nabiera wyraźniejszych kształtów. Zarodek mierzy od 2 do 4 mm."
Taaa. Wiem, to spisek "katolickiej wikipedii". Ten mózg to nie mózg a w ogóle to gupi jestem.

www.poradn(*)tydzien-po-tygodniu_36179.html

"3. tydzień ciąży

17. lub 18. dnia po zapłodnieniu krążek komórek, którym był dotąd zarodek, zwija się, przybierając podłużny kształt przyszłego dziecka. Zamyka się cewa nerwowa, łącząca mózg z rdzeniem kręgowym. Długość zarodka wynosi ok. 1,2 mm.
www.poradn(*)tydzien-po-tygodniu_36179.html"
   A to pewnnie "fronda" napisała i "przemyciła", żeby nam w głowach mieszać.
Czyli wg definicji, którą sam Pan przedstawił, praktycznie każda aborcja pow. 3 tygodnia to zabójstwo???

Cytat:
>>Bo przyjemiemy jakąś Twoją konwencje wieku, wzrostu,świadomości,bólu? A może bytu, a bytowi czas i rozmiar nie robią róznicy.
>Każdy może sobie tworzyć przeróżne mity w przeróżnych konwencjach, ale racjonalistów obowiązują ustalenia nauki.

   I cóż ta nauka ustaliła?? Aaa zaraz się dowiemy.
Cytat:
Dla nauki trudne jest wyznaczenie momentu, gdy stajemy się istotą ludzką.

Achaaa, czyli.. nic nie ustaliła ale wg Pana człowiek staje się nim wtedy, kiedy Pan tak stwierdzi.

Cytat:
>>Jeśli byt zaistnieje i dostanie konkretne cechy po mitozie to dla jego istnienia nie ma róznicy na ktorym poźniejszym etapie zostanie przerwany.
>Chore umysły rożne fantazje sobie tworzą, ale nauka jest tu w miarę precyzyjna.
> [color=navy]Dla nauki trudne jest wyznaczenie momentu, gdy stajemy się istotą ludzką.

BUHAHAH Zgadzam się, chore umysły mogą sobie tworzyć różne fantazje, np. takie, że nauka potrafi dzisiaj ustalić kiedy zaczyna się człowiek.

Cytat:
>>No ale to trzeba patrzeć na problem z perspektywy istniania a nie spłycać tego do dyskryminacji matki ktora sie nie moze wyskrobać a ma taki kaprys.
>Skrobiące się dla kaprysu kobiety, to wytwory chorej wyobraźni katolików, a szczególnie zafiksowanych na seksie ich kapłanów.

   Serio? A mnie się zdaje, że jest inaczej:
wiadomosci(*)roste-sposoby-na-aborcje/zdq8v

Cytat:
>>Dziwi mnie że ludzie na racjonalista.pl mają takie czarno-białe spojrzenie na świat.
>Tyle, że racjonalistę jak coś dziwi, to stara się to poznać i zrozumieć, a Pan nic nie wie i o racjonalistach i o zagadnieniach, na których temat się tu wypowiada. To żenada Szanowny Panie i tu tak nie wypada. My nie jesteśmy fideistycznym portalem - to portal dla inteligencji.



Pozdrawiam


Wszystkie moje wypowiedzi przedstawiają moją prywatną opinię. Nie reprezentuję żadnej grupy religijnej, wyznaniowej, czy świeckiej. Do niczego nie zmuszam ani niczego nie sprzedaję.

02-01-2014 11:43 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Bogusławski:
Konwencja literacka zależy od przeczytanej literatury. Pan tej, którą my czytamy nie czyta.

>   A "Wy" tą o której kolega mówi ignorujecie,
Nawet bardzo tępy, a dłużej uczestniczący w forum czytelnik zauważy, że w literaturze religijnej jestem - co najmniej
- nie gorzej oczytany od Pana. Tyle tylko, że ja nie uznaję żadnych autorytetów - tylko dlatego, że są uznanymi autorytetami.
Nauka rządzi się innymi prawami.

>bo nie współgra z "Waszymi" wierzeniami.
Nawet bardzo tępy, a dłużej uczestniczący w forum czytelnik mógłby zauważyć, iż ja w nic nie wierzę.
Pisałem o tym i uzasadniałem wielokrotnie:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,9/s,557342#w558190

Cytat:
>Jeśli mozemy przyjąć że matka w łonie moze usunąć dziecko
Matki, to dawniej przymuszane przez biedę i Kościół wieszakiem płody usuwały i do tego chciałby Kościół chyba wrócić, ale dziecko to można już tylko np. udusić, gdyż dziecko to jest po urodzeniu. Nie wtykaj Pan tu do poważnych rozmów swojego ideologicznego kitu.

>   Ale jak.. ? Przez "cesarkę", czy tylko naturalnie? Wcześniak 6 miesięczny to dziecko? Czy nie?
Przecież wyżej jasno napisałem: dziecko to jest po urodzeniu, a to portal dla inteligencji.

Cytat:
>>to dlaczego nie mozemy przyjąć że ta sama matka nie moze usunąć dziecka w 5 roku życia?
Bardzo proste już z samej definicji człowieka. Homo - rodzaj ssaków naczelnych z rodziny człowiekowatych (...) Przedstawiciele tego rodzaju charakteryzowani są względnie dużą pojemnością puszki mózgowej. Człowiek to ma mózg.

>   No i brawo dla tego pana ! "Mózg określa człowieka"! Wreszcie jakaś definicja.
A skąd Szanowny Pan wziął ten cytat? Z własnej mózgownicy? Tak się nie robi w poważnych rozmowach. Ja napisałem, że człowiek, to ma mózg. Dla Pana zaś lalka to też dziecko:



>Szósty tydzień
>(...) Zarodek przypomina nieco kijankę z ugiętym tułowiem i ogonkiem, bije mu serce i posiada mózg. Inne główne narządy jeszcze się rozwijają w tym nerki i wątroba.
Szkoda to nawet komentować. 6 tygodniowy zarodek posiada mózg, a inne narządy dopiero się rozwijają. Wyżej w tym wątku zacytowałem przebieg ciąży od zapłodnienia do urodzenia. Wielokrotnie z detalami i obrazkami uczyniła to pani doktor Liliac.

>Taaa. Wiem, to spisek "katolickiej wikipedii". Ten mózg to nie mózg a w ogóle to gupi jestem.
To Pańska samoocena. I co? I liczy Pan na moje zaprzeczenie lub potwierdzenie? Wolę pozostawić to bez komentarza. Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

>Czyli wg definicji, którą sam Pan przedstawił, praktycznie każda aborcja pow. 3 tygodnia to zabójstwo???
Tak, jak napisałem nie ponoszę żadnej odpowiedzialności ani za Pańską inteligencję, ani za wiedzę, ani za umiejętność rozumnego wyciągania wniosków.

Cytat:
>Bo przyjemiemy jakąś Twoją konwencje wieku, wzrostu,świadomości,bólu? A może bytu, a bytowi czas i rozmiar nie robią róznicy.
Każdy może sobie tworzyć przeróżne mity w przeróżnych konwencjach, ale racjonalistów obowiązują ustalenia nauki.

>   I cóż ta nauka ustaliła?? Aaa zaraz się dowiemy.
Cytat:
Dla nauki trudne jest wyznaczenie momentu, gdy stajemy się istotą ludzką.

>Achaaa, czyli.. nic nie ustaliła ale wg Pana człowiek staje się nim wtedy, kiedy Pan tak stwierdzi.
Cytat:
>Jeśli byt zaistnieje i dostanie konkretne cechy po mitozie to dla jego istnienia nie ma róznicy na ktorym poźniejszym etapie zostanie przerwany.
Chore umysły rożne fantazje sobie tworzą, ale nauka jest tu w miarę precyzyjna.
Dla nauki trudne jest wyznaczenie momentu, gdy stajemy się istotą ludzką.

>BUHAHAH Zgadzam się, chore umysły mogą sobie tworzyć różne fantazje, np. takie, że nauka potrafi dzisiaj ustalić kiedy zaczyna się człowiek.
Nauka, to dosyć precyzyjnie ustaliła:
Tak samo jak w ewolucyjnym rozwoju najważniejszym kryterium tego, że jesteśmy ludźmi, są nie nasze kształty, a zbudowany z komórek mózg. Komórki będące w przyszłości mózgiem zaczynają się tworzyć po siedmiu tygodniach i przesuwają na właściwe im miejsce. W toku umiejscowienia następuje ich specjalizacja. Ale choć struktura charakterystyczna dla człowieka, jaką jest kora mózgowa, od początku zostaje utworzona z sześciu warstw komórek nerwowych, to początkowo neurony nie są wyposażone w aksony i dendryty z synapsami, czyli brakuje między nimi połączeń. Proces tworzenia komunikacyjnej sieci rozpoczyna się około 24 tygodnia od poczęcia i trwa jeszcze długo po urodzeniu. Tak jak zbiór mikrochipów bez połączeń nigdy nie będzie komputerem, tak do czasu rozwinięcia dostatecznej ilości synaptycznych połączeń między neuronami (co następuje około siódmego miesiąca ciąży) nie możemy z punktu nauk biologicznych mówić o ludzkim dziecku.

Ta medyczna wiedza w zupełności wystarczy aby nie dokonywać aborcji zdrowych płodów powyżej 24 tygodnia. Poniżej też jest to złe i każda aborcja powinna być sensownie uwarunkowana, ale medycznie jest dopuszczalna.

Cytat:
>No ale to trzeba patrzeć na problem z perspektywy istniania a nie spłycać tego do dyskryminacji matki ktora sie nie moze wyskrobać a ma taki kaprys.
Skrobiące się dla kaprysu kobiety, to wytwory chorej wyobraźni katolików, a szczególnie zafiksowanych na seksie ich kapłanów.

>   Serio? A mnie się zdaje, że jest inaczej:
>wiadomosci(*)roste-sposoby-na-aborcje/zdq8v
Inteligentni ludzie potrafią rozróżnić prowokację od faktycznych zdarzeń, ale pocieszę Pana, że zgadzam, iż zdarzają się aborcje dla kaprysu. Przeróżne patologie się zdarzają. Raz na 10 tysięcy przypadków - no może trzy razy.

Miłego dnia.

@@@
.
02-01-2014 14:24 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>"3. tydzień ciąży
>17. lub 18. dnia po zapłodnieniu krążek komórek, którym był dotąd zarodek, zwija się, przybierając podłużny kształt przyszłego dziecka.
>www.poradn(*)tydzien-po-tygodniu_36179.html"
>   A to pewnnie "fronda" napisała i "przemyciła", żeby nam w głowach mieszać.
Nie wiem kto to pisał, gdyż się nawet nie podpisał, ale jest to infantylny wywód dla mniej rozgarniętych. Pomieszanie wiedzy naukowej z ideologią. Za "podłużny kształt przyszłego dziecka" dałbym nagrodę w dziedzinie poezji. Części Pańskiego ciała Bozia też podłużny kształt nadała, chyba tylko po to aby dziecko Panu przypominała. Pieprzenie głupot.

>Zamyka się cewa nerwowa, łącząca mózg z rdzeniem kręgowym. Długość zarodka wynosi ok. 1,2 mm.
Ło Boze!
I to chce Pan przeciwstawić elementarnej wiedzy naukowej na temat procesu powstawania mózgu?

Istota stawania się istotą

Maleńka komórka, stanowiąca główkę plemnika, zagnieżdża się w ogromnej komórce jajowej. Powstaje blastula, a później gastrula. Jak daleko od niej do układu nerwowego przyzwoitego ssaka, o człowieku nie wspominając. Ale już wtedy, podczas procesu wytwarzania trzech pierwotnych blaszek płodowych - ektodermy, mezodermy i endodermy zaczyna być widoczną płytka nerwowa. Wszystkie komórki na początku mają taki sam potencjał, ale wraz z rozwojem następuje ich zróżnicowanie i postępujące ograniczenie. Płytka nerwowa składająca się ze 125.000 komórek jest już neuroektodermą przeznaczoną wyłącznie do stworzenia pewnej części układu nerwowego.

Płytka w drodze zawinięcia (wpuklenia) przekształca się w rurkę - cewę nerwową. Komórek przybywa, początkowo są uniwersalne (macierzyste), ale wraz z postępującym zróżnicowaniem stają się coraz bardziej przypisane do miejsca i funkcji. Cewa staje coraz grubszą szczególnie na jej głowowym końcu, ale po 8,5 dniach u kurczaka i 4 miesiącach u człowieka ten proces ulega zatrzymaniu.

Zaczyna się fascynujący proces, gdy rozmaite komórki przemieszczają się, zmieniają swe kształty i wielkości, a odnajdując miejsce przeznaczenia stają się całkowicie zdeterminowane. Nie wiemy, na jakiej zasadzie komórki odnajdują drogę do miejsca przeznaczenia. Wiemy, że układ nerwowy jest najprecyzyjniej ukształtowaną tkanką ustroju. Proszę tylko wyobrazić sobie wędrówkę aksonu z oka do komórki docelowej z drugiej strony mózgu. Aksony często przybywają na miejsce wcześniej od neuronu, z którym mają się połączyć. Te, które nie nawiążą właściwych powiązań - "popełniają samobójstwa" i znikają. Takich "wędrówek" - całych komórek, czy tylko ich wypustek - w procesach okresu rozwojowego są miliardy. Wiemy, że budowę i wzrost tych struktur determinują chemiczne sygnały pochodzące z zewnątrz oraz - coraz bardziej - z wewnątrz, z usamodzielniającego się organizmu. Ale antropomorfizując - nadal ważnym jest pytanie, skąd one wiedzą, dokąd zmierzać i dlaczego tak rzadko przy tym się mylą? Ludzki embrion po trzech tygodniach mierzy około trzech milimetrów, po jedenastu na szczycie kolumny kręgosłupa uwidacznia się wyraźna wypukłość, a po pięciu miesiącach widać w ogólnych zarysach główne części mózgu.

Z najważniejszym aspektem budowy mózgu - jego wewnętrznymi połączeniami spotykamy się późno w rozwoju płodu. Synapsy między neuronami zaczynają się formować około siódmego miesiąca rozwoju. Dalej, jak pisze Susan Greenfield: Dziewięć miesięcy po zapłodnieniu większość neuronów, które w przyszłości uformują nasz mózg, trafia do przypisanych im obszarów. Po dotarciu do miejsca swojego przeznaczenia każdy z nich "zapuszcza korzenie" i zaczyna porozumiewać się z sąsiadami, by wespół z nimi stworzyć sieć połączeń synaptycznych. W nowym mózgu neurony nieprzerwanie "wypuszczają" aksony w celu połączenia się z innymi. Spektakularny wzrost wielkości mózgu uwarunkowany jest właśnie procesami rozwoju międzyneuronalnych złącz komunikacyjnych, a nie wyłącznie wzrostem samych neuronów. Wybitny amerykański badacz mózgu dzieci i nastolatków bezinwazyjną metodą MRI Jay Giedd napisał: "W wieku sześciu lat osiąga on już 95 % swego dorosłego rozmiaru. Ale substancja szara, myśląca część mózgu, w okresie dzieciństwa nadal się zagęszcza, w miarę jak rozwijają się połączenia komórek nerwowych - trochę jak w przypadku drzewa, na którym pojawiają się nowe gałęzie i rozwidlenia. W korze czołowej, a więc na obszarze odgrywającym kluczową rolę przy formułowaniu, organizacji, strategii proces przyrostu substancji szarej osiąga szczytową wartość w wieku około 11 lat u dziewczynek i około 12 lat w przypadku chłopców, mniej więcej w okresie dojrzewania". Czyli mózg nastolatka nie jest wcale lepiej ukształtowany jak jego ciało.(...)

Stawanie się świadomą istotą jest procesem. Dla gatunku była nim ewolucja, w przebiegu której ludzki mózg rozwinął się najbardziej. Proces ten w pewnym (choć znacznie mniejszym niż dawniej przypuszczano) zakresie jest powtarzalny jednostkowo. Początkowo w procesie embrionalnym, a następnie w okresie dziecięco-młodzieżowym, gdy każda jednostka ludzka, wraz ze swym mózgiem, się rozwija.

Nie wiemy i jeszcze przed nami daleka droga, aby zrozumieć, w jaki sposób z jednego zapłodnionego jaja, od którego wszystko się zaczyna, może utworzyć się tak niezwykły układ nerwowy, tak złożonej istoty, jaką jest człowiek. Podejmowane jest szereg badań, mamy coraz lepsze narzędzia, ale nadal powstawanie nawet prostych organizmów jest fascynującą tajemnicą.


Mam zwyczaj nie wypowiadania się w tematach, o których nie mam zielonego pojęcia, ale nawiedzonym wierzącym wyznań wszelakich zupełnie to nie przeszkadza. Oni mogą sobie popieprzyć na każdy temat. Szkoda tylko, gdy muszą to czynić na naszym forum. Poczytaj Pan trochę, pomyśl samodzielnie i wtedy Pan pisz, gdyż inaczej to tylko żenada.

Miłego dnia.

@@@
.
06-01-2014 22:30 
 Ocena 3 na 3
Kuba K. (3909 punktów)
>(...) Jeśli mozemy przyjąć że matka w łonie (wytłuszczenie moje) moze usunąć dziecko (...)

A cóż to za zwierz, ta "matka w łonie"??? Wielcem ciekaw...
01-01-2014 09:58 
 Ocena-1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Przyczynia się do dyskryminacji kobiet (aborcja), bezpłodnych (in vitro), homoseksualistów (związki partnerskie).
>Co dyskryminacji kobiet to jest to konwencja ideologiczna. Niemożność np uśpienia dziecka w 5 miesiącu życia mozna by nazwać dyskryminacją rodziców. Jeśli kosciół i w tej sprawie bedzie miał jakieś swoje zdanie to uznajmy że to wszysctko przez kosciół.
>Ale wracając do meritum, kosciół to tylko jedna z instytucji mająca taki pogląd na kwestie aborcji. Dlaczego akurat jej przypisywać "zasługę"?
> Myślisz że gdyby kosciół przestał istnieć to przestali by istnieć ludzie dla ktorych aborcja to przerywanie życia ktore nie powinno być legalne?
>In vitro - jest legalne, kosciol co prawda też ma jakieś o tym zdanie, ale czy wszyscy muszą mieć zdanie takie jak Ty?
>O związkach partnerskich decyduje Państwo, a nie kosciół, wiec moze obwińmy bezposredniego sprawce - Państwo - za dyskrymiancję homoseksualistow a nie kosciół, i walczmy z Państwem a nie kosciołem ?
Zgadzam się z Tobą. Odnoszę wrażenie, że nie próbujemy rozwiązywać problemów, a skupiamy się na szukaniu wrogów.

Mod:
Kasuj, proszę, zbędne cytowania.
01-01-2014 10:20 
 Ocena 1 na 3
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Odnoszę wrażenie, że nie próbujemy rozwiązywać problemów, a skupiamy się na szukaniu wrogów.
Stwierdzanie faktu to szukanie wrogów? Kościół macza palce w polskiej polityce, sprzeciw wobec choćby tylko aborcji ma podłoże religijne (sądząc z używanego języka). Jednostka zaś problemu klerykalizacji państwa nie rozwiąże, lepszym dla niej wyjściem jest wedle mnie wyjazd.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Odnoszę wrażenie, że nie próbujemy rozwiązywać problemów, a skupiamy się na szukaniu wrogów.
>Stwierdzanie faktu to szukanie wrogów? Kościół macza palce w polskiej polityce, sprzeciw wobec choćby tylko aborcji ma podłoże religijne (sądząc z używanego języka). Jednostka zaś problemu klerykalizacji państwa nie rozwiąże, lepszym dla niej wyjściem jest wedle mnie wyjazd.
Wedle danych wyjechało z kraju 2 mln Polaków i co to rozwiązało. Niestety, trudne to, ale trzeba szukać możliwości zmian.
01-01-2014 10:37 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Wedle danych wyjechało z kraju 2 mln Polaków i co to rozwiązało.
Życie owych Polaków uległo zmianie. Nie zdziwiłbym się gdyby to była zmiana na lepsze.
>Niestety, trudne to, ale trzeba szukać możliwości zmian.
Chcesz to szukaj, ale ja nie czuje się do tego zobowiązany. Zrobię to co będzie korzystne dla mnie.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
01-01-2014 10:45 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>Jednostka zaś problemu klerykalizacji państwa nie rozwiąże, lepszym dla niej wyjściem jest wedle mnie wyjazd.
>Wedle danych wyjechało z kraju 2 mln Polaków i co to rozwiązało. Niestety, trudne to, ale trzeba szukać możliwości zmian.
>
Hehehehehe. Rozumiem, że nie załapałeś w sylwestrowym szale.
Ale jak to co rozwiązało? DWA MILIONY INDYWIDUALNYCH PROBLEMÓW Z ŻYCIEM W CHOREJ TEOKRACJI (a przy założeniu średniej życia 70 lat i wyjazdu powiedzmy średnio w wieku powiedzmy 25-30 lat, daje to rozwiązanie ~30 MILIARDÓW CODZIENNYCH PROBLEMÓW RZECZYWISTYCH LUDZI)
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Jednostka zaś problemu klerykalizacji państwa nie rozwiąże, lepszym dla niej wyjściem jest wedle mnie wyjazd.
>>Wedle danych wyjechało z kraju 2 mln Polaków i co to rozwiązało. Niestety, trudne to, ale trzeba szukać możliwości zmian.
>>
>Hehehehehe. Rozumiem, że nie załapałeś w sylwestrowym szale.
>Ale jak to co rozwiązało? DWA MILIONY INDYWIDUALNYCH PROBLEMÓW Z ŻYCIEM W CHOREJ TEOKRACJI (a przy założeniu średniej życia 70 lat i wyjazdu powiedzmy średnio w wieku powiedzmy 25-30 lat, daje to rozwiązanie ~30 MILIARDÓW CODZIENNYCH PROBLEMÓW RZECZYWISTYCH LUDZI)
"Zderzajmy" opinie nie ludzi. Nie interesuje mnie co robiłeś w Sylwestra. Nie rób tego także w stosunku do mnie. Kontekst wcześniejszych wypowiedzi był taki, że jednostka nie rozwiąże problemów w kraju dlatego skazana jest na emigrację. Jeżeli wyjeżdża 2 mln osób (i są, zakładamy, szczęśliwi) to oni krajowych problemów nie rozwiązują (oni już ich nie mają). Tylko rozmawiamy. Moim zdaniem dla młodego człowieka, aby nie tracić swojego, mogącego być szczęśliwym, życia, rozwiązaniem jest emigracja. Młode pokolenie wycofuje się z możliwości szukania sposobów zmiany rzeczywistości w kraju, bo nie daje się im na to szansy. Głos młodych ludzi jest "niebytem", i to jest przerażające. Obserwując scenę polityczną,od kilkunastu lat, u władzy są wciąż te same osoby i wciąż nie ma nowych "myśli". W rozmowach z osobami, będącymi na emigracji, dostrzegam radość i cel życia; te osoby wywiozły już z kraju potencjał wprowadzenia zmian, dlatego jest coraz trudniej. Pozostało w kraju starsze pokolenie,które decyduje za "młodych", przestrzeń obywatelska nie istnieje - ale czy pozostało tylko "załamanie rąk" i lament?
Frank Holman (5897 punktów)
>te osoby wywiozły już z kraju potencjał wprowadzenia zmian, dlatego jest coraz trudniej. Pozostało w kraju starsze pokolenie,które decyduje za "młodych", przestrzeń obywatelska nie istnieje - ale czy pozostało tylko "załamanie rąk" i lament?
Oczywiście. I oczywiste było od początku, że tak właśnie będzie.
Z teokracji zawsze światłe jednostki uciekają, a ta się pogłębia, aż osiągnie dno. Wówczas pojawia się zewnętrzna interwencja, albowiem poziom naruszeń praw człowieka jest nieakceptowalny dla reszty ludzkości.
Różnica jest tylko taka - pozytywna - że jesteśmy w Europie. I tutaj wymyślono kilkadziesiąt lat temu Wspólnoty Europejskie, aby przerwać ww. błędne koła.
Dalsze pogłębianie integracji europejskiej, które dokonuje się niejako nad tą teokracją, jeśli będzie trwać, spowoduje, iż - zanim obudzimy się na ww. dnie - okaże się, że tak naprawdę nic się nie stało, nikt nigdzie nie wyjeżdżał, a nam krzywda się nie dzieje, mimo, że jest nas akurat w tym punkcie geograficznym mało i coraz mniej, albowiem wszyscy tak samo byliśmy jesteśmy i cały czas będziemy w jednej wspólnej Federacji Europejskiej, która - w odpowiedzi choćby na bezczelność i głupotę polskich biskupów oraz muzułmańskich ajatollahów - postanowiła ustanowić... powszechne odgórne zasady i granice wpływu kościołów i religii na prawodawstwo i życie swoich obywateli.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>te osoby wywiozły już z kraju potencjał wprowadzenia zmian, dlatego jest coraz trudniej. Pozostało w kraju starsze pokolenie,które decyduje za "młodych", przestrzeń obywatelska nie istnieje - ale czy pozostało tylko "załamanie rąk" i lament?
>Oczywiście. I oczywiste było od początku, że tak właśnie będzie.
>Z teokracji zawsze światłe jednostki uciekają, a ta się pogłębia, aż osiągnie dno. Wówczas pojawia się zewnętrzna interwencja, albowiem poziom naruszeń praw człowieka jest nieakceptowalny dla reszty ludzkości.
>Różnica jest tylko taka - pozytywna - że jesteśmy w Europie. I tutaj wymyślono kilkadziesiąt lat temu Wspólnoty Europejskie, aby przerwać ww. błędne koła.
>Dalsze pogłębianie integracji europejskiej, które dokonuje się niejako nad tą teokracją, jeśli będzie trwać, spowoduje, iż - zanim obudzimy się na ww. dnie - okaże się, że tak naprawdę nic się nie stało, nikt nigdzie nie wyjeżdżał, a nam krzywda się nie dzieje, mimo, że jest nas akurat w tym punkcie geograficznym mało i coraz mniej, albowiem wszyscy tak samo byliśmy jesteśmy i cały czas będziemy w jednej wspólnej Federacji Europejskiej, która - w odpowiedzi choćby na bezczelność i głupotę polskich biskupów oraz muzułmańskich ajatollahów - postanowiła ustanowić... powszechne odgórne zasady i granice wpływu kościołów i religii na prawodawstwo i życie swoich obywateli.
>
Mówiąc o dawno powstałej Wspólnocie Europejskiej to powstała ona w celach gospodarczych,a nie społecznych, no ale zawsze to integracja. Natomiast, co do Unii Europejskiej to po niedawnym kryzysie finansowym nie mało głosów przepowiadało zmierzch Unii Europejskiej, nie jest zatem pewne czy będzie ona funkcjonować przez następne lata w niezmienionych strukturach. Aspekt socjalny Unii jest jedynie pochodną znacznie potężniejszych procesów (wspólna polityka gospodarcza i polityczna), bo to wzmacnia Unię Europejską w skali globalnej.
Jeżeli mówisz o zewnętrznej interwencji i masz na myśli struktury unijne, to nie wiem czy się nie zawiedziesz. Jesteśmy w Unii Europejskiej już od 2004r. Niebawem pewnie i w Unii Walutowej; ruch bezwizowy, także rynek pracy jest otwarty na państwa członkowskie. Jakiej nadziei spodziewasz się ze strony UE, jeżeli dobrze Cię zrozumiałem, że o to Tobie chodzi? Czy do dna teokracji dopiero zmierzamy?
01-01-2014 15:46 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
No to jeśli stanie się jak mówisz - wersja pesymistyczna przyszłości - to przed nami tylko przepaść teokratyczna bez dna.
01-01-2014 16:10 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Co dyskryminacji kobiet to jest to konwencja ideologiczna.
Tak, zdecydowanie narzucona przez religię. W Polsce przez chrześcijaństwo.

>Niemożność np uśpienia dziecka w 5 miesiącu życia mozna by nazwać dyskryminacją rodziców.
Tylko w mocno chorych głowach, ale występują i takie pomysły jak widać.

>Jeśli kosciół i w tej sprawie bedzie miał jakieś swoje zdanie to uznajmy że to wszysctko przez kosciół.
Kościół nawet nie pytany, w każdej sprawie ma jakieś zdanie.

>Ale wracając do meritum, kosciół to tylko jedna z instytucji mająca taki pogląd na kwestie aborcji.
Kościół - organizacja utworzona przez wspólnotę religijną i duchowieństwo określonej religii, kierująca się doktryną religijną, posiadająca ścisłe normy kultu religijnego, moralności i własne zasady prawne.
Kościół /(gr.) ἐκκλησία (ekklesia), zgromadzenie obywatelskie - w teologii chrześcijańskiej, wspólnota ludzi ze wszystkich narodów, zwołanych przez Apostołów, którzy zostali posłani przez Jezusa Chrystusa, by utworzyć zgromadzenie wybranych, stających się wolnymi obywatelami Królestwa niebieskiego
Czy świeccy "zawodowi katolicy" nie są członkami i narzędziem Kościoła?
Na przykład: www.pro-life.pl/?a=pages&id=14
Może i nie są, ale ja to między bajki włożę.

>Dlaczego akurat jej przypisywać "zasługę"?
Tak, aby zrozumieć dlaczego racjonaliści przypisują tą zasługę ideologii i działalności Kościoła konieczną jest wybitna inteligencja, tylko racjonalistom dana.

>Myślisz że gdyby kosciół przestał istnieć to przestali by istnieć ludzie dla ktorych aborcja to przerywanie życia ktore nie powinno być legalne?
Racjonaliści myślą i nie wytwarzają różnych mitów. Nie możliwe praktycznie jest społeczeństwo pozbawione wierzących w przeróżne bzdury. Nie możliwe jest aby wszyscy ludzie kierowali się racjonalizmem. Istnienie religii i różnych Kościołów jeszcze przez wieki nie jest zagrożone, choć ich rola coraz bardziej traci na znaczeniu.

>In vitro - jest legalne, kosciol co prawda też ma jakieś o tym zdanie,
In vitro jest ograniczone całą masą bzdurnych, gdyż tylko ideologicznych ograniczeń.
Kościół ma wiele do powiedzenia wśród wiernych, ale w świeckim państwie nie powinien wpływać na prawo obowiązujące wszystkich - także niewiernych.

>ale czy wszyscy muszą mieć zdanie takie jak Ty?
Zdecydowanie nie, ale według Szanownego Pana oraz Kościoła Katolickiego wszyscy muszą mieć takie zdanie jak Kościół i to Kościół penalizuje całe świeckie prawo państwowe.

>O związkach partnerskich decyduje Państwo, a nie kosciół, wiec moze obwińmy bezposredniego sprawce - Państwo - za dyskrymiancję homoseksualistow a nie kosciół, i walczmy z Państwem a nie kosciołem ?
Racjonaliści z zasady z nikim nie walczą. Natomiast zdecydowanie walczą o!
Walczą o świeckie państwo, o rozdział państwa od Kościoła, o równe traktowanie wszystkich obywateli niezależnie od płci, wyznania lub braku wiary, narodowości, koloru skóry, orientacji płciowej itp. Nie walczą też ze swoim państwem, tylko walczą o przestrzeganie konstytucji obowiązującej wszystkich obywateli. Racjonaliści opierają swoją ideologię na zwyczajnej prawdzie (pisanej małą literą) i dlatego nie muszą kłamać i kręcić. Swoje poglądy ujawniamy wszystkim z otwartą przyłbicą. Przestań Pan tu nam katolicki kit wciskać, tu go w znakomitej większości zupełnie nie kupujemy.

@@@
.
01-01-2014 15:24 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Spytam z ciekawości... co robi takiego kosciół z Twoim zyciem, krajem i rodziną ???
Ciekawość świadczy o inteligencji, ale inteligencja do książek prowadzi, a tam odpowiedzi aż nadto. Problem tylko z wyborem. Racjonaliści nie tylko te czytają, które imprimatur zawierają.

@@@
.
20-12-2013 22:41
 Ocena 11 na 11
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Ateizm 2.0 czyli: jestem ateistą, ale lubię kolędy i nie atakuję religii? (Chyba, że macie
>jakieś lepsze definicje).
Po pierwsze taka postawa kojarzy mi się z niedawno zamieszczonym na portalu artykułem o ateistach i świętach, gdzie autor zachwalał roraty i posty. Innymi słowy taka postawa kojarzy mi się z absurdem i nieuczciwością.
Ciężko mi też nie łączyć tej postawy z głodnymi kawałkami o nieposiadaniu łaski wiary.
Ostatnie porównanie jakie przychodzi mi na myśl to - nie jestem rasistą, ale...
Jak dla mnie ateizm wymaga pewnej odwagi i przemyśleń, nie lubię więc gdy deklarują go ludzie, których poglądy są dziwnie podobne do kościelnych. Może to taki specyficzny rys polskiego ateizmu, mający pokazać dystans od kościoła a jednocześnie poszanowanie do jego jakże wielkich osiągnięć w dziedzinie moralności. Polska to w końcu kraj gdzie często uważa się, że to religia jest jedynym wyznacznikiem moralności, a ateista to taki komunisto-antychryst z dodatkiem genderowco-cyklisty.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
21-12-2013 11:27 
 Ocena 3 na 3
Lodowy (1486 punktów)
>Jak dla mnie ateizm wymaga pewnej odwagi i przemyśleń, nie lubię więc gdy deklarują go ludzie, których poglądy są dziwnie podobne do kościelnych.
A wg mnie ateizm niczego nie wymaga. Jeśli ktoś nie wierzy to jest ateistą, z przemyśleniami lub bez.
> Może to taki specyficzny rys polskiego ateizmu, mający pokazać dystans od kościoła a jednocześnie poszanowanie do jego jakże wielkich osiągnięć w dziedzinie moralności.
Jakiej moralności? Jeśli jest ona komuś potrzebna do życia to może mieć swoją własną, indywidualną, niezależną od kogokolwiek i czegokolwiek.
21-12-2013 16:41 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>A wg mnie ateizm niczego nie wymaga. Jeśli ktoś nie wierzy to jest ateistą, z przemyśleniami lub bez.
Wedle mnie w kraju gdzie religię wpycha się do głów już od dziecka ateizm jednak wymaga pewnego wysiłku.
>Jakiej moralności?
Też się zastanawiam. Niespecjalnie widać umoralniającą funkcję religii. No ale podobno drogowskaz nie chadza drogą, którą wskazuje.
>Jeśli jest ona komuś potrzebna do życia to może mieć swoją własną, indywidualną, niezależną od kogokolwiek i czegokolwiek.
Może mieć, ale w Polsce ciężko uciec od dyktatu katolickiej moralności przejawiającej się choćby w obronie "życia poczętego". Czyli nie do końca można żyć w zgodzie ze swoimi zasadami.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
20-12-2013 23:13
 Ocena 19 na 19
maniek1 (3407 punktów)
>Ateizm 2.0 czyli: jestem ateistą, ale lubię kolędy i nie atakuję religii? (Chyba, że macie
>jakieś lepsze definicje).>
Najlepszą moim zdaniem definicją jest antyklerykalizm, który jest wymuszoną postawą sprzeciwu wobec klerykalizacji "tej ziemi". Gdyby nie ścisły związek kościoła z polityką i jego wpływu na stanowienie prawa dla wszystkich obywateli, w tym bezwyznaniowych, nie byłoby sensu interesować się poczynaniami watykańskich biznesmenów. Natomiast jeśli uzurpują sobie oni prawo do włażenia z butami w moje i mojej rodziny życie, za pomocą świeckich ustaw - to jako wolny od dogmatów człowiek, muszę mieć prawo się temu sprzeciwiać. Mój sprzeciw wobec instytucji kościoła nigdy nie był tak silny jak obecnie i rośnie wraz z kolejnymi próbami mówienia mi jak mam żyć przez przedstawicieli Watykanu. Uważam ponadto, iż mój ateizm (bardziej ignostycyzm) jest raczej tylko konsekwencją i uczciwością wobec antyklerykalnej postawy, no i cierpię na rzadką przypadłość - szczególnie smakują mi wszelkie wędliny w piątki i w posty - nie mogę więc być katolikiem.
21-12-2013 12:09 
 Ocena 6 na 6
Ratatoskr (4439 punktów)
>Mój sprzeciw wobec instytucji kościoła nigdy nie był tak silny jak obecnie i rośnie wraz z kolejnymi próbami mówienia mi jak mam żyć przez przedstawicieli Watykanu.

Mam podobnie. Ateistką jestem gdzieś od początku lat 90-tych, a antyklerykałką zaczęłam się stawać gdzieś za "IV RP" na przełomie 2006/2007.

Tu mała anegdota. Jakieś 10 lat temu napisałam jakiemuś człowiekowi kończącemu ogólniak pracę o korzeniach naszej kultury. Że to taki antyk + judaizm. Napisałam z pozycji ateistycznych, ale moja partnerka przejrzawszy ją, stwierdziła, że wypadło mi mało wiarygodnie, bo nasto-dwudziestoletni ateusz by tak tego nie napisał, że byłby ogień, sprzeciw, bunt i protest, a u mnie był tylko dystans i beznamiętność.

Wątpię bym dzisiaj potrafiła to napisać z taką samą obojętnością.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

>Mam podobnie. Ateistką jestem gdzieś od początku lat 90-tych, a antyklerykałką zaczęłam się stawać gdzieś za "IV RP" na przełomie 2006/2007.
>Tu mała anegdota. Jakieś 10 lat temu napisałam jakiemuś człowiekowi kończącemu ogólniak pracę o korzeniach naszej kultury. Że to taki antyk + judaizm. Napisałam z pozycji ateistycznych, ale moja partnerka przejrzawszy ją, stwierdziła, że wypadło mi mało wiarygodnie, bo nasto-dwudziestoletni ateusz by tak tego nie napisał, że byłby ogień, sprzeciw, bunt i protest, a u mnie był tylko dystans i beznamiętność.
>Wątpię bym dzisiaj potrafiła to napisać z taką samą obojętnością.
Mam pytanie czy ten sprzeciw wobec instytucji kościoła dotyczy kościoła w Polsce czy w ogóle. Różnice wynikające z siły kościoła katolickiego są przecież w różnych krajach różne.
21-12-2013 14:58 
 Ocena 3 na 3
Ratatoskr (4439 punktów)
>Mam pytanie czy ten sprzeciw wobec instytucji kościoła dotyczy kościoła w Polsce czy w ogóle. Różnice wynikające z siły kościoła katolickiego są przecież w różnych krajach różne.

Inne kościoły narodowe, np: Irlandzki i Ormiański obchodzą mnie raczej średnio. Obchodzi mnie to, z czym się bezpośrednio stykam. Mogę jeszcze mówić o stosunku kościoła jako do jego naczelnej zwierzchności i tutaj też w ostatnich latach zaczęło do mnie docierać, że jego oddziaływanie nie koniecznie musi być pozytywne/neutralne. Wcześniej tego typu tematyka chyba w ogóle nie istniała w mediach. Światowy kościół w mediach sprowadzał się wtedy do papieża, który jeździł na pielgrzymki i błogosławił, a ja nie miałam nic przeciw temu, żeby sobie jeździł i błogosławił, nawet jeśli sama nie zamierzałam skorzystać.
21-12-2013 17:21 
 Ocena-2 na 2
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

>Inne kościoły narodowe, np: Irlandzki i Ormiański obchodzą mnie raczej średnio. Obchodzi mnie to, z czym się bezpośrednio stykam. Mogę jeszcze mówić o stosunku kościoła jako do jego naczelnej zwierzchności i tutaj też w ostatnich latach zaczęło do mnie docierać, że jego oddziaływanie nie koniecznie musi być pozytywne/neutralne. Wcześniej tego typu tematyka chyba w ogóle nie istniała w mediach. Światowy kościół w mediach sprowadzał się wtedy do papieża, który jeździł na pielgrzymki i błogosławił, a ja nie miałam nic przeciw temu, żeby sobie jeździł i błogosławił, nawet jeśli sama nie zamierzałam skorzystać.
Zastrzeżenia do roli Kościoła katolickiego w Polsce mają nawet ortodoksyjni katolicy. Pytanie tylko czy wpływ Kościoła jest tak dokuczliwy. Czy raczej jest tak, że Państwo Polskie w ramach konkordatu dało prawa, z których Kościół korzysta. Czy gniew na Kościół nie powinien być kierowany w zupełnie innym kierunku. Każda religia będzie broniła swoich doktryn, a ich siła może być potęgowana poprzez angażowanie się Państwa w sprawy religii. Zatem opowiedzenie się Państwa po którejś ze stron wzmacnia ją ideowo. Czy tego nie należało by zmieniać, choćby próbować zmienić.
21-12-2013 17:31 
 Ocena 5 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Pytanie tylko czy wpływ Kościoła jest tak dokuczliwy.
A nie jest? Czyżby nie było religijnie motywowanych ustaw czy strumienia pieniędzy z państwowej kasy płynącej do kleru?
>Czy raczej jest tak, że Państwo Polskie w ramach konkordatu dało prawa, z których Kościół korzysta.
Jest tak, ale czy to oznacza, że kościół jest bez winy? Zresztą nie wszystkie dokuczliwości kościoła wynikają z konkordatu.
>Czy gniew na Kościół nie powinien być kierowany w zupełnie innym kierunku.
Dlaczego? Kościół ma swoje za uszami. Ograniczę się choćby tylko do dzieci lgnących do księży.
>Każda religia będzie broniła swoich doktryn,
Jedna sprawa to obrona doktryn, druga to narzucanie ich innym.
>Czy tego nie należało by zmieniać, choćby próbować zmienić.
Należałoby, ale kościół też bez winy nie jest, choć oczywiście ciężko się dziwić temu, iż bierze skoro państwo daje.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Pytanie tylko czy wpływ Kościoła jest tak dokuczliwy.
>A nie jest? Czyżby nie było religijnie motywowanych ustaw czy strumienia pieniędzy z państwowej kasy płynącej do kleru?
Ależ o tym piszę. Udział Państwa w Kościele nadaje mu mocy, którą źle wykorzystuje. Kościół przestał sobie duchowo radzić, ale nikt nie przestał mu finansowo pomagać.
>>Czy raczej jest tak, że Państwo Polskie w ramach konkordatu dało prawa, z których Kościół korzysta.
>Jest tak, ale czy to oznacza, że kościół jest bez winy? Zresztą nie wszystkie dokuczliwości kościoła wynikają z konkordatu.
To prawda, nie wszystkie dokuczliwości wynikają z konkordatu. W wielu przypadkach wynikają z samouwielbienia się Kościoła co jest pochodną owego strumienia pieniędzy, co zaburza (przepraszam za porównanie) rynek wiernymi.
>>Czy gniew na Kościół nie powinien być kierowany w zupełnie innym kierunku.
>Dlaczego? Kościół ma swoje za uszami. Ograniczę się choćby tylko do dzieci lgnących do księży.
No dobrze. To też pochodna wpływu Państwa. W Państwie prawa takie praktyki są surowo i przykładnie karane.
>>Każda religia będzie broniła swoich doktryn,
>Jedna sprawa to obrona doktryn, druga to narzucanie ich innym.
Każda religia próbuje narzucić swoje doktryny innym. Taki jest ten świat. To czy się je przyjmuje - to jest sedno sprawy.
>>Czy tego nie należało by zmieniać, choćby próbować zmienić.
>Należałoby, ale kościół też bez winy nie jest, choć oczywiście ciężko się dziwić temu, iż bierze skoro państwo daje.
Nie znam organizacji, która nie weźmie Państwowych pieniędzy. Stąd to zaburzenie. I chyba to jest problem. Wydaje mi się, że ten problem jest wyolbrzymiony właśnie w naszym kraju.
>
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
21-12-2013 18:54 
 Ocena 3 na 3
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Ależ o tym piszę. Udział Państwa w Kościele nadaje mu mocy, którą źle wykorzystuje. Kościół przestał sobie duchowo radzić, ale nikt nie przestał mu finansowo pomagać.
Gdyby kościół nie chciał to by państwo nie dawało. Niezależnie od przewin państwa, nie oznacza to, że kościół ma prawo narzucać swoje preferencję innym.
>To prawda, nie wszystkie dokuczliwości wynikają z konkordatu. W wielu przypadkach wynikają z samouwielbienia się Kościoła co jest pochodną owego strumienia pieniędzy, co zaburza (przepraszam za porównanie) rynek wiernymi.
Rynek wiernych jest zaburzony sam przez się (chrzest dzieci). Ciężko winić kościół za to, że bierze pieniądze, ale w takim razie niech nie ukrywa się za religijnymi bajeczkami, niech nie mieni się depozytariuszem prawdy. Pazerność niezbyt przystaje do instytucji zajmującej się moralnością.
>No dobrze. To też pochodna wpływu Państwa. W Państwie prawa takie praktyki są surowo i przykładnie karane.
Gdyby kościół był tym czym się mieni albo nie byłoby potrzeby wkraczania państwa, albo przynajmniej widać by było chęć rozwiązania problemu ze strony watykańskiego konsorcjum.
>Każda religia próbuje narzucić swoje doktryny innym. Taki jest ten świat. To czy się je przyjmuje - to jest sedno sprawy.
Każda? I czy każda używa do tego państwa? Kościół nie jest bez winy. Można by tu zastosować analogię do łapówkarstwa - ani jedna, ani druga strona nie jest niewinna. Bardzo dziwne więc wydaje mi się usprawiedliwianie watykańskiej firmy tym, że państwo daje. Nie ma przymusu brania, szczególnie jeśli chodzi o organizację, która uczy, iż nie można służyć bogu i mamonie.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Ależ o tym piszę. Udział Państwa w Kościele nadaje mu mocy, którą źle wykorzystuje. Kościół przestał sobie duchowo radzić, ale nikt nie przestał mu finansowo pomagać.
>Gdyby kościół nie chciał to by państwo nie dawało. Niezależnie od przewin państwa, nie oznacza to, że kościół ma prawo narzucać swoje preferencję innym.
Potęga Kościoła katolickiego budowana jest między innymi na bogactwie. Tak jest od wieków. Kościół będzie chciał tyle ile może dostać. I nie ma co mówić co by było gdyby. Można by to sparafrazować "Gdyby kościół nie chciał to by nie istniał" i prawdą jest, że ma się to nijak do nauk Jezusa.
>>To prawda, nie wszystkie dokuczliwości wynikają z konkordatu. W wielu przypadkach wynikają z samouwielbienia się Kościoła co jest pochodną owego strumienia pieniędzy, co zaburza (przepraszam za porównanie) rynek wiernymi.
>Rynek wiernych jest zaburzony sam przez się (chrzest dzieci). Ciężko winić kościół za to, że bierze pieniądze, ale w takim razie niech nie ukrywa się za religijnymi bajeczkami, niech nie mieni się depozytariuszem prawdy. Pazerność niezbyt przystaje do instytucji zajmującej się moralnością.
Ależ Kościół nie uważa się za depozytariusza prawdy. Kościół głosi prawdę dla swych wiernych i nikt inny nie musi w to wierzyć. Prawdą jest natomiast, że chrzest (prócz doktrynalnego tłumaczenia) powinno się przyjmować świadomie. Z drugiej jednak strony wiarę można zmienić, nie ma przecież przymusu pozostania w wierze.
>>No dobrze. To też pochodna wpływu Państwa. W Państwie prawa takie praktyki są surowo i przykładnie karane.
>Gdyby kościół był tym czym się mieni albo nie byłoby potrzeby wkraczania państwa, albo przynajmniej widać by było chęć rozwiązania problemu ze strony watykańskiego konsorcjum.
To prawda. Jest to przykład bagatelizowania problemu od zawsze. Marna to pociecha ale jeszcze kilkanaście lat temu problem nie był znany. Osłabienie roli Kościoła w świecie umożliwia bez bojaźni karanie za przestępcze czyny. Mam nadzieję, że proces będzie trwał.
>>Każda religia próbuje narzucić swoje doktryny innym. Taki jest ten świat. To czy się je przyjmuje - to jest sedno sprawy.
>Każda? I czy każda używa do tego państwa? Kościół nie jest bez winy. Można by tu zastosować analogię do łapówkarstwa - ani jedna, ani druga strona nie jest niewinna. Bardzo dziwne więc wydaje mi się usprawiedliwianie watykańskiej firmy tym, że państwo daje. Nie ma przymusu brania, szczególnie jeśli chodzi o organizację, która uczy, iż nie można służyć bogu i mamonie.
A tak. Jest wiele Państw wyznaniowych kultywujących jedyną i słuszną religię. Kościół katolicki chce być tolerancyjny i cywilizowany, no a wychodzi to średnio.
>
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
21-12-2013 21:01 
 Ocena 4 na 4
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Ależ Kościół nie uważa się za depozytariusza prawdy. Kościół głosi prawdę dla swych wiernych i nikt inny nie musi w to wierzyć. Prawdą jest natomiast, że chrzest (prócz doktrynalnego tłumaczenia) powinno się przyjmować świadomie. Z drugiej jednak strony wiarę można zmienić, nie ma przecież przymusu pozostania w wierze.
Gucio prawda. Sugerujesz więc, że kościół nie wpływa/próbuje wpływać na decyzję polityków i nie promuje jedynego słusznego światopoglądu? Może wydaje ci się, że kościół mówi ateistom i innowiercom żyjcie sobie jak chcecie? Czy może raczej z całych sił forsuje swoją wersję Prawdy, a swoich oponentów nazywa szczekającymi kundelkami? Zaś co do chrztu to znów nie trafiłeś. Apostazja jest trudna i stawia chcącego jej dokonać w pozycji petenta, nie ma też żadnej pewności, iż kościół wymaże dane ze swoich rejestrów.
>To prawda. Jest to przykład bagatelizowania problemu od zawsze. Marna to pociecha ale jeszcze kilkanaście lat temu problem nie był znany. Osłabienie roli Kościoła w świecie umożliwia bez bojaźni karanie za przestępcze czyny. Mam nadzieję, że proces będzie trwał.
W świecie może umożliwia, ale w Polsce nie widać aby kościół bał się sankcji karnych. Co więcej nie widać też woli politycznej do traktowania kleru jak zwykłych obywateli.
>A tak. Jest wiele Państw wyznaniowych kultywujących jedyną i słuszną religię.
Wiele to nie każde.
>Kościół katolicki chce być tolerancyjny i cywilizowany, no a wychodzi to średnio.
Gdyby chciał to by był. Tolerancyjny to może być dla swoich umundurowanych funkcjonariuszy, z byciem cywilizowanym też nie ma wiele wspólnego.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Ależ Kościół nie uważa się za depozytariusza prawdy. Kościół głosi prawdę dla swych wiernych i nikt inny nie musi w to wierzyć. Prawdą jest natomiast, że chrzest (prócz doktrynalnego tłumaczenia) powinno się przyjmować świadomie. Z drugiej jednak strony wiarę można zmienić, nie ma przecież przymusu pozostania w wierze.
>Gucio prawda. Sugerujesz więc, że kościół nie wpływa/próbuje wpływać na decyzję polityków i nie promuje jedynego słusznego światopoglądu? Może wydaje ci się, że kościół mówi ateistom i innowiercom żyjcie sobie jak chcecie? Czy może raczej z całych sił forsuje swoją wersję Prawdy, a swoich oponentów nazywa szczekającymi kundelkami? Zaś co do chrztu to znów nie trafiłeś. Apostazja jest trudna i stawia chcącego jej dokonać w pozycji petenta, nie ma też żadnej pewności, iż kościół wymaże dane ze swoich rejestrów.
Ależ oczywiście, że wpływa i to chyba widać, że skutecznie. Próbuje forsować własny światopogląd, no bo jaki ma forsować, toż to Kościół katolicki mający swoje doktryny. Jeszcze raz podkreślę - powyższe to oznaka siły Kościoła czy słabości władzy. A skoro zmieniam wiarę na inną czcząc przy tym tego samego Boga to po co przejmować się wpisami do księgi chrztu.
>>To prawda. Jest to przykład bagatelizowania problemu od zawsze. Marna to pociecha ale jeszcze kilkanaście lat temu problem nie był znany. Osłabienie roli Kościoła w świecie umożliwia bez bojaźni karanie za przestępcze czyny. Mam nadzieję, że proces będzie trwał.
>W świecie może umożliwia, ale w Polsce nie widać aby kościół bał się sankcji karnych. Co więcej nie widać też woli politycznej do traktowania kleru jak zwykłych obywateli.
Pełna zgoda
>>Kościół katolicki chce być tolerancyjny i cywilizowany, no a wychodzi to średnio.
>Gdyby chciał to by był. Tolerancyjny to może być dla swoich umundurowanych funkcjonariuszy, z byciem cywilizowanym też nie ma wiele wspólnego.
Chcieć a być to odległe słowa. Gdyby spojrzeć wstecz o wiele lat to tolerancja Kościoła do innych wyznań jest większa czy mniejsza? Chyba większym problemem dla współczesnego Kościoła jest brak tolerancji dla wszystkich społecznych zjawisk, z którymi Kościół po prostu nie potrafi sobie poradzić, bo zajęcie jakiegokolwiek stanowiska może mieć w przyszłości reperkusje. Może to właśnie oznaka słabości?
21-12-2013 22:09 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Ależ oczywiście, że wpływa i to chyba widać, że skutecznie. Próbuje forsować własny światopogląd, no bo jaki ma forsować, toż to Kościół katolicki mający swoje doktryny.
I wcale nie uważający, że ma rację? Zapewne tak mocno forsuje kościół swój pogląd na świat bo uważa, że się myli?
>A skoro zmieniam wiarę na inną czcząc przy tym tego samego Boga to po co przejmować się wpisami do księgi chrztu.
A jeśli chcę po prostu odejść (formalnie) z kościoła to też łatwo?
>Chcieć a być to odległe słowa. Gdyby spojrzeć wstecz o wiele lat to tolerancja Kościoła do innych wyznań jest większa czy mniejsza?
A jakaś prawdziwa tolerancja jest? Czy może kościół po prostu nie może pozwolić sobie na takie harce jak setki lat temu?
>Chyba większym problemem dla współczesnego Kościoła jest brak tolerancji dla wszystkich społecznych zjawisk, z którymi Kościół po prostu nie potrafi sobie poradzić, bo zajęcie jakiegokolwiek stanowiska może mieć w przyszłości reperkusje.
Brak tolerancji to żaden problem dla kościoła. Kościół to obok tolerancji nawet nie stał, on dąży do dominacji. Jak widać na przykładzie Polski całkiem skutecznie.
>Może to właśnie oznaka słabości?
Nieszczególnie w Polsce tą słabość widać.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Ależ oczywiście, że wpływa i to chyba widać, że skutecznie. Próbuje forsować własny światopogląd, no bo jaki ma forsować, toż to Kościół katolicki mający swoje doktryny.
>I wcale nie uważający, że ma rację? Zapewne tak mocno forsuje kościół swój pogląd na świat bo uważa, że się myli?
Ależ uważa, że ma rację. Racją Kościoła jest wpływ na wszystko dookoła. Także na świat materialny. Kościół robi to skutecznie od 2000 lat łącząc wiarę w Boga ze skutecznym zarządzaniem organizacją. Odczuwamy w tym fałsz bo nie sposób pogodzić materialnego bogactwa z duchowością.
>>A skoro zmieniam wiarę na inną czcząc przy tym tego samego Boga to po co przejmować się wpisami do księgi chrztu.
>A jeśli chcę po prostu odejść (formalnie) z kościoła to też łatwo?
No pewnie nie łatwo wymazać się zewsząd. Spróbuj wymazać swoją osobę ze wszystkich urzędów w Państwie i stać się anonimowym obywatelem. Jaki dowód chciałbyś otrzymać z Kościoła, że wymazano Twoje imię i nazwisko. A nawet jeżeli już wymazano to czy Kościół nie ma prawa do przechowywania archiwów, kto i kiedy był ochrzczonym katolikiem. Będziemy palić archiwa?
>>Chcieć a być to odległe słowa. Gdyby spojrzeć wstecz o wiele lat to tolerancja Kościoła do innych wyznań jest większa czy mniejsza?
>A jakaś prawdziwa tolerancja jest? Czy może kościół po prostu nie może pozwolić sobie na takie harce jak setki lat temu?
Właśnie! nie może już sobie pozwolić. To to o czym mówię. Fakt nagłaśniania seksualnych przestępstw byłby nie do pomyślenia jeszcze kilkanaście lat temu, ale już nie teraz. Kościół już nie może sobie na wiele pozwalać, ale są jeszcze enklawy absolutnej tolerancji dla Kościoła.
>>Chyba większym problemem dla współczesnego Kościoła jest brak tolerancji dla wszystkich społecznych zjawisk, z którymi Kościół po prostu nie potrafi sobie poradzić, bo zajęcie jakiegokolwiek stanowiska może mieć w przyszłości reperkusje.
>Brak tolerancji to żaden problem dla kościoła. Kościół to obok tolerancji nawet nie stał, on dąży do dominacji. Jak widać na przykładzie Polski całkiem skutecznie.
Nie wiem skąd ten wniosek? To brak tolerancji światopoglądowej osłabił Kościół. Kościół może dążyć do dominacji wśród innych religii, bo chodzi przecież o rzesze wiernych. Co innego jak jego dominacja przenosi się w struktury Państwa świeckiego - to niebezpieczne zjawisko.
>>Może to właśnie oznaka słabości?
>Nieszczególnie w Polsce tą słabość widać.
21-12-2013 22:55 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>No pewnie nie łatwo wymazać się zewsząd. Spróbuj wymazać swoją osobę ze wszystkich urzędów w Państwie i stać się anonimowym obywatelem.
Jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Nie mam nic przeciwko przynależności państwowej, ale nigdy nie zgadzałem się na przekazanie jakichkolwiek danych o mnie kościołowi.
>Jaki dowód chciałbyś otrzymać z Kościoła, że wymazano Twoje imię i nazwisko. A nawet jeżeli już wymazano to czy Kościół nie ma prawa do przechowywania archiwów, kto i kiedy był ochrzczonym katolikiem. Będziemy palić archiwa?
Skoro zrywam z organizacją, z którą z własnej woli się nie związałem dlaczego miałaby ona mieć prawdo do przechowywania jakichkolwiek o mnie danych? Apostazją zaś powinno zajmować się państwo nie kościół. Ot, wysłanie kwitka do dajmy na to USC i po sprawie.
>Kościół już nie może sobie na wiele pozwalać, ale są jeszcze enklawy absolutnej tolerancji dla Kościoła.
Polska na przykład. Tu kościół może więcej niż wiele.
>Nie wiem skąd ten wniosek? To brak tolerancji światopoglądowej osłabił Kościół.
Nie brak tolerancji, a mądrzejsi obywatele. Religia opiera się na swoich tabu, musi jakoś utrzymywać wiernych w strachu.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
22-12-2013 00:54 
 Ocena 2 na 2
Ratatoskr (4439 punktów)
>Apostazją zaś powinno zajmować się państwo nie kościół. Ot, wysłanie kwitka do dajmy na to USC i po sprawie.

I prawie już udało się taki stan wywalczyć. Trzeba wysłać pismo poleconym do proboszcza. Teraz poczekamy, aż się ta ścieżka proceduralna w praktyce przetrze:
wystap.pl/
22-12-2013 08:40 
 Ocena-1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>No pewnie nie łatwo wymazać się zewsząd. Spróbuj wymazać swoją osobę ze wszystkich urzędów w Państwie i stać się anonimowym obywatelem.
>Jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Nie mam nic przeciwko przynależności państwowej, ale nigdy nie zgadzałem się na przekazanie jakichkolwiek danych o mnie kościołowi.
Zgodnie z konstytucją RP to rodzice decydują o tym w jakiej wierze ma być wychowywane ich potomstwo. Z tym wiążą się konsekwencje, w przypadku Kościoła katolickiego chrzest i wpisanie do księgi chrztów. W konstytucji RP nic nie jest napisane o świadomości. To rodzice zadecydowali, bo mieli takie prawo, jak będą wychowywali swoje dziecko. Skoro na gruncie prawa wpis do księgi chrztu był prawem chroniony to jakie jest prawo mówiące o wymazaniu tej czynności. Można ten wpis chronić (ustawa o ochronie danych osobowych), ale nie można nikogo przymusić aby te dane usunął.
>>Jaki dowód chciałbyś otrzymać z Kościoła, że wymazano Twoje imię i nazwisko. A nawet jeżeli już wymazano to czy Kościół nie ma prawa do przechowywania archiwów, kto i kiedy był ochrzczonym katolikiem. Będziemy palić archiwa?
>Skoro zrywam z organizacją, z którą z własnej woli się nie związałem dlaczego miałaby ona mieć prawdo do przechowywania jakichkolwiek o mnie danych? Apostazją zaś powinno zajmować się państwo nie kościół. Ot, wysłanie kwitka do dajmy na to USC i po sprawie.
Nie jest to uregulowane w konkordacie i Kościół "na to nie pójdzie". Pisałem o tym wyżej. Sam piszesz o organizacji. Państwo jest także organizacją i zgody na wpisanie do USC nie wyrażałeś, a jednak Cię wpisali. A gdybyś zrzekł się obywatelstwa polskiego (bo przecież możesz) to zarządasz wymazania Ciebie z wszystkich rejestrów? Co do Apostazji - dążysz do maksymalnego rozdziału Państwa od Kościoła a chcesz aby sprawami wiary zajmował się świecki urząd?
>>Kościół już nie może sobie na wiele pozwalać, ale są jeszcze enklawy absolutnej tolerancji dla Kościoła.
>Polska na przykład. Tu kościół może więcej niż wiele.
>>Nie wiem skąd ten wniosek? To brak tolerancji światopoglądowej osłabił Kościół.
>Nie brak tolerancji, a mądrzejsi obywatele. Religia opiera się na swoich tabu, musi jakoś utrzymywać wiernych w strachu.
No i właśnie już nie może tego czynić. Wzmacnia swe struktury bo strach nie działa!
22-12-2013 10:49 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Nie jest to uregulowane w konkordacie i Kościół "na to nie pójdzie". Pisałem o tym wyżej. Sam piszesz o organizacji. Państwo jest także organizacją i zgody na wpisanie do USC nie wyrażałeś, a jednak Cię wpisali. A gdybyś zrzekł się obywatelstwa polskiego (bo przecież możesz) to zarządasz wymazania Ciebie z wszystkich rejestrów?
Państwo nie kościół, więc Twój argument jest inwalidą, że posłużę się internetowym slangiem.
>Co do Apostazji - dążysz do maksymalnego rozdziału Państwa od Kościoła a chcesz aby sprawami wiary zajmował się świecki urząd?
Jakiej wiary? Papierami, bo wiara to akurat nie musi mieć z kościołem dużo wspólnego.
>No i właśnie już nie może tego czynić. Wzmacnia swe struktury bo strach nie działa!
Nie może? A czym są powodowane chrzty i posyłanie dzieci na religię jak nie strachem przed ostracyzmem wobec tych dzieci? Kościół straszy też cywilizacją śmierci, genderem i czymkolwiek co akurat do kościółkowych główek przyjdzie.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Nie jest to uregulowane w konkordacie i Kościół "na to nie pójdzie". Pisałem o tym wyżej. Sam piszesz o organizacji. Państwo jest także organizacją i zgody na wpisanie do USC nie wyrażałeś, a jednak Cię wpisali. A gdybyś zrzekł się obywatelstwa polskiego (bo przecież możesz) to zarządasz wymazania Ciebie z wszystkich rejestrów?
>Państwo nie kościół, więc Twój argument jest inwalidą, że posłużę się internetowym slangiem.
Kościół jest także organizacją, tak samo jak Państwo - nie widzę tu błędów logicznych. Nie wiem czego w tym nie rozumiesz?
>>Co do Apostazji - dążysz do maksymalnego rozdziału Państwa od Kościoła a chcesz aby sprawami wiary zajmował się świecki urząd?
>Jakiej wiary? Papierami, bo wiara to akurat nie musi mieć z kościołem dużo wspólnego.
Mieszasz pojęcia. Wiara katolicka jest nieodłącznie związana z Kościołem katolickim. To jaką dokumentację prowadzi to jego sprawa, a jeżeli chcesz to zmienić to nie wiń za ten stan rzeczy Kościoła. Są organy Państwa, które powinny się tą procedurą zająć (jeżeli o to Tobie chodzi)
>>No i właśnie już nie może tego czynić. Wzmacnia swe struktury bo strach nie działa!
>Nie może? A czym są powodowane chrzty i posyłanie dzieci na religię jak nie strachem przed ostracyzmem wobec tych dzieci? Kościół straszy też cywilizacją śmierci, genderem i czymkolwiek co akurat do kościółkowych główek przyjdzie.
Czytaj uważniej co piszę. Świadomość społeczna nie pozwala na grożenie zesłaniem w odchłań piekielną. Wprowadzenie religii do szkół nie jest powodowane wzbudzeniem strachu ale wzmocnieniem struktur Kościoła. Odbywa się to za pomocą socjotechnik, którym Ty także jesteś poddawany każdego dnia, choćby podczas wizyty w hipermarketach. Kościół katolicki straszy i wabi tym czym straszą i wabią inne wyznania, nie jest więc w tych praktykach odosobniony.
22-12-2013 11:38 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Mieszasz pojęcia. Wiara katolicka jest nieodłącznie związana z Kościołem katolickim.

Jedni nawet wierzą w dogmat o nieomylności proboszcza.
A inni nie.

wiadomosci(*)owszechnego__odpowiada.html#MT
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Mieszasz pojęcia. Wiara katolicka jest nieodłącznie związana z Kościołem katolickim.
>Jedni nawet wierzą w dogmat o nieomylności proboszcza.
>A inni nie.
>wiadomosci(*)owszechnego__odpowiada.html#MT
>
Niestety, katolicy (w większości) nie mają bladego pojęcia o istocie ich wiary. A co dopiero mówić o refleksji nad rolą Kościoła w historii świata. Wiara katolicka jest krucha, bo często jest bezrefleksyjna. Obchodzone są święta, choć nikt nie wie jakie jest ich historyczne pochodzenie. Kościół zamiast tłumaczyć sens i głębię wiary traktuje swych wiernych z ignorancją.
22-12-2013 13:56 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
> Kościół zamiast tłumaczyć sens i głębię wiary traktuje swych wiernych z ignorancją.

Bo tam nie ma żadnego sensu ani głębi - pozostaje tylko liczyć na ignorację.
orchidea78 (385 punktów)
To zależy...
22-12-2013 11:45 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Kościół jest także organizacją, tak samo jak Państwo - nie widzę tu błędów logicznych. Nie wiem czego w tym nie rozumiesz?
Niepotrzebnie mieszasz przynależność państwową do rozmowy o wystąpieniu z kościoła. Nie obchodzi mnie czy można zrzec się obywatelstwa, ale już bardzo mnie obchodzi możliwość wypisania się z kk.
>Mieszasz pojęcia. Wiara katolicka jest nieodłącznie związana z Kościołem katolickim.
Gucio prawda. Zupełnie jakby nie można było wierzyć bez kościoła.
>Czytaj uważniej co piszę. Świadomość społeczna nie pozwala na grożenie zesłaniem w odchłań piekielną.
Znów gucio prawda. Czyżby kościół nagle o piekle zapomniał?
>Wprowadzenie religii do szkół nie jest powodowane wzbudzeniem strachu ale wzmocnieniem struktur Kościoła.
Czytaj ze zrozumieniem. Nie o wprowadzaniu religii do szkół, a o posyłaniu nań dzieci pisałem.
>Kościół katolicki straszy i wabi tym czym straszą i wabią inne wyznania, nie jest więc w tych praktykach odosobniony.
I co z tego, że nie jest? Czyżby przez to jego działanie było lepsze?

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Kościół jest także organizacją, tak samo jak Państwo - nie widzę tu błędów logicznych. Nie wiem czego w tym nie rozumiesz?
>Niepotrzebnie mieszasz przynależność państwową do rozmowy o wystąpieniu z kościoła. Nie obchodzi mnie czy można zrzec się obywatelstwa, ale już bardzo mnie obchodzi możliwość wypisania się z kk.
Zawężasz temat i dlatego się gubisz. Nie można taktować Kościoła w oderwaniu od rzeczywistości. Jest on przecież jej nieodłączną częścią. Prawa przekładają się na całą sferę życia społecznego i prawnego. Można tą rzeczywistość zmieniać wg ustalonych prawnie procedur. Rozwiązaniem prawnym mógłby być opłata na rzecz wybranego Kościoła. Sam akt opłaty np. w rozliczeniu podatkowym stanowiłby o przynależności. Brak opłaty za "skreśleniem" z listy wiernych. Rozwiązanie musi być systemowe, a nie impulsywne. Rozwiązując temat jednego Kościoła pojawi się problem z innymi wyznaniami.
>>Mieszasz pojęcia. Wiara katolicka jest nieodłącznie związana z Kościołem katolickim.
>Gucio prawda. Zupełnie jakby nie można było wierzyć bez kościoła.
No bo nie można. Nie bardzo wyobrażam sobie katolika bez jego Kościoła. Wiara katolicka wiąże się z przynależnością do Kościoła Powszechnego, także z wymawianiem aktu wiary, sakramentami etc. Katolik nie wierzący w Kościół nie jest katolikiem, oczywiście z punktu widzenia Kościoła katolickiego. Może oczywiście wyznawać wartości Kościoła wybiórczo i wybierać to z czym się zgadza i odrzucać to z czym się nie zgadza. Wtedy raczej staje się sympatykiem Kościoła - biernym obserwatorem, ale na pewno nie jest jego uczestnikiem.
>>Czytaj uważniej co piszę. Świadomość społeczna nie pozwala na grożenie zesłaniem w otchłań piekielną.
>Znów gucio prawda. Czyżby kościół nagle o piekle zapomniał?
Nie zapomniał, bo Piekło jest, tak jak Niebo, nieodłączną częścią Religii. Mówię tylko, że Piekłem nie straszy.
>>Wprowadzenie religii do szkół nie jest powodowane wzbudzeniem strachu ale wzmocnieniem struktur Kościoła.
>Czytaj ze zrozumieniem. Nie o wprowadzaniu religii do szkół, a o posyłaniu nań dzieci pisałem.
To o czym piszesz jest konsekwencją błędu pierworodnego - wprowadzeniem Religii do szkół. Później było już tylko gorzej. Rozwiązanie pierwotnego problemu rozwiąże i Twój. Religię należałoby wyprowadzić ze szkół powszechnych i problem zniknie.
>>Kościół katolicki straszy i wabi tym czym straszą i wabią inne wyznania, nie jest więc w tych praktykach odosobniony.
>I co z tego, że nie jest? Czyżby przez to jego działanie było lepsze?
Czyni tak wiele wyznań. Jeżeli chcesz oceniać rolę strachu w Religii to możesz to uczynić w kontekście wszystkich wyznań. Strach, obawa, nadzieja są nieodłącznymi elementami każdej wiary czy się to komuś podoba czy nie i nie ma co tego roztrząsać.
22-12-2013 12:49 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Zawężasz temat i dlatego się gubisz. Nie można taktować Kościoła w oderwaniu od rzeczywistości. Jest on przecież jej nieodłączną częścią. Prawa przekładają się na całą sferę życia społecznego i prawnego. Można tą rzeczywistość zmieniać wg ustalonych prawnie procedur. Rozwiązaniem prawnym mógłby być opłata na rzecz wybranego Kościoła. Sam akt opłaty np. w rozliczeniu podatkowym stanowiłby o przynależności. Brak opłaty za "skreśleniem" z listy wiernych. Rozwiązanie musi być systemowe, a nie impulsywne. Rozwiązując temat jednego Kościoła pojawi się problem z innymi wyznaniami.
Czyżbym traktował kościół w oderwaniu od rzeczywistości, czy może tylko zauważał, że niepotrzebnie dorzucasz do dyskusji przynależność państwową? Zaś co od opłat to uważam to za dobre rozwiązanie z tym, że regulowane państwowo.
>No bo nie można. Nie bardzo wyobrażam sobie katolika bez jego Kościoła.
To, że sobie nie wyobrażasz nie ma znaczenia.
>Wiara katolicka wiąże się z przynależnością do Kościoła Powszechnego, także z wymawianiem aktu wiary, sakramentami etc. Katolik nie wierzący w Kościół nie jest katolikiem, oczywiście z punktu widzenia Kościoła katolickiego. Może oczywiście wyznawać wartości Kościoła wybiórczo i wybierać to z czym się zgadza i odrzucać to z czym się nie zgadza. Wtedy raczej staje się sympatykiem Kościoła - biernym obserwatorem, ale na pewno nie jest jego uczestnikiem.
Nie. Przynależność to jedno, wiara to drugie. W Polsce z powodu chrztu dzieci jedno łączy się z drugim, należałoby jednak zapytać, ile w tym wiary a ile konformizmu na przykład. Równie dobrze można sobie wierzyć opierając się choćby na Biblii a z kościołem poza formalnym uczestnictwem nie mieć nic wspólnego.
>Nie zapomniał, bo Piekło jest, tak jak Niebo, nieodłączną częścią Religii. Mówię tylko, że Piekłem nie straszy.
Tylko obiecuje? Chyba w innych krajach żyjemy.
>To o czym piszesz jest konsekwencją błędu pierworodnego - wprowadzeniem Religii do szkół. Później było już tylko gorzej. Rozwiązanie pierwotnego problemu rozwiąże i Twój. Religię należałoby wyprowadzić ze szkół powszechnych i problem zniknie.
Oczywiście, że należałoby ją wyprowadzić, ale problem nie zniknie tak długo jak będzie społeczna presja na uczęszczanie na religię.
>Czyni tak wiele wyznań. Jeżeli chcesz oceniać rolę strachu w Religii to możesz to uczynić w kontekście wszystkich wyznań. Strach, obawa, nadzieja są nieodłącznymi elementami każdej wiary czy się to komuś podoba czy nie i nie ma co tego roztrząsać.
I co z tego, że czyni tak wiele wyznań? O czym w ogóle do mnie piszesz? Co mają inne religie do kk? KK używa strachu i to jest naganne, czy i co robią inne religie nie ma w tym kontekście znaczenia.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Zawężasz temat i dlatego się gubisz. Nie można taktować Kościoła w oderwaniu od rzeczywistości. Jest on przecież jej nieodłączną częścią. Prawa przekładają się na całą sferę życia społecznego i prawnego. Można tą rzeczywistość zmieniać wg ustalonych prawnie procedur. Rozwiązaniem prawnym mógłby być opłata na rzecz wybranego Kościoła. Sam akt opłaty np. w rozliczeniu podatkowym stanowiłby o przynależności. Brak opłaty za "skreśleniem" z listy wiernych. Rozwiązanie musi być systemowe, a nie impulsywne. Rozwiązując temat jednego Kościoła pojawi się problem z innymi wyznaniami.
>Czyżbym traktował kościół w oderwaniu od rzeczywistości, czy może tylko zauważał, że niepotrzebnie dorzucasz do dyskusji przynależność państwową? Zaś co od opłat to uważam to za dobre rozwiązanie z tym, że regulowane państwowo.
Podałem przykład organizacji Państwa aby unaocznić Tobie ile rzeczy dzieje się bez Twojego zdania i nic z tym zrobić nie możesz, a organizacja Państwa jest tego koronnym przykładem. Piszę o Państwie w kontekście skali przymusowych procedur. Nie można rozwiązać problemu chrztu i problemu przynależności do kościoła katolickiego w wieku niemowlęcym bez zmiany konkordatu, bo z tego dokumentu wynika, że rodzice mogą wychowywać potomstwo wg własnych przekonań, a tym przekonaniem jest chrzest w wieku niemowlęcym. Jak chcesz ten problem rozwiązać, może masz jakieś pomysły?
>>No bo nie można. Nie bardzo wyobrażam sobie katolika bez jego Kościoła.
>To, że sobie nie wyobrażasz nie ma znaczenia.
>>Wiara katolicka wiąże się z przynależnością do Kościoła Powszechnego, także z wymawianiem aktu wiary, sakramentami etc. Katolik nie wierzący w Kościół nie jest katolikiem, oczywiście z punktu widzenia Kościoła katolickiego. Może oczywiście wyznawać wartości Kościoła wybiórczo i wybierać to z czym się zgadza i odrzucać to z czym się nie zgadza. Wtedy raczej staje się sympatykiem Kościoła - biernym obserwatorem, ale na pewno nie jest jego uczestnikiem.
>Nie. Przynależność to jedno, wiara to drugie. Kościołowi może być wygodnie łączyć jedno z drugim, ale to nie znaczy, iż tak jest. Równie dobrze można sobie wierzyć opierając się choćby na Biblii. No i w kościół nie trzeba wierzyć, kościół jest.
Jesteś w błędzie. Nie można być katolikiem nie wierząc w Kościół. Przecież to wyraźnie pisałem. Biblia jest dziełem uniwersalnym. Możesz wierzyć w co chcesz, ale jeżeli wstępujesz na drogę konkretnej Religii to masz wypełniać jej przykazania i nie ma w tym demokracji, że będziesz sobie wybierał co dobre a co złe. Przyjmujesz Religię ze wszystkimi jej cnotami i wadami. Niestety Kościół katolicki w Polsce przyprawia swoich wiernych o schizofrenię bo chcą wierzyć w swojego Boga, ale nie zgadzają się z niecnotliwym (delikatnie rzecz ujmując) procedurami Kościoła.
>>Nie zapomniał, bo Piekło jest, tak jak Niebo, nieodłączną częścią Religii. Mówię tylko, że Piekłem nie straszy.
>Tylko obiecuje? Chyba w innych krajach żyjemy.
Piszę z Polski, a Ty?
>>To o czym piszesz jest konsekwencją błędu pierworodnego - wprowadzeniem Religii do szkół. Później było już tylko gorzej. Rozwiązanie pierwotnego problemu rozwiąże i Twój. Religię należałoby wyprowadzić ze szkół powszechnych i problem zniknie.
>Oczywiście, że należałoby ją wyprowadzić, ale problem nie zniknie tak długo jak będzie społeczna presja na uczęszczanie na religię.
Nie ma takiej presji i nigdy nie było. Nie demonizuj problemu. Większość matek i ojców chce powrotu religii do kościołów. Skąd Ci przyszło do głowy, że istnieje jakiś nacisk społeczny?
>>Czyni tak wiele wyznań. Jeżeli chcesz oceniać rolę strachu w Religii to możesz to uczynić w kontekście wszystkich wyznań. Strach, obawa, nadzieja są nieodłącznymi elementami każdej wiary czy się to komuś podoba czy nie i nie ma co tego roztrząsać.
>I co z tego, że czyni tak wiele wyznań? O czym w ogóle do mnie piszesz? Co mają inne religie do kk? KK używa strachu i to jest naganne, czy i co robią inne religie nie ma w tym kontekście znaczenia.
Sam zacząłeś pisać o strachu w kontekście Kościoła Katolickiego więc wskazałem Tobie, że to ślepy zaułek. Dzięki, że to zauważyłeś.
22-12-2013 13:38 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Podałem przykład organizacji Państwa aby unaocznić Tobie ile rzeczy dzieje się bez Twojego zdania i nic z tym zrobić nie możesz, a organizacja Państwa jest tego koronnym przykładem.[...] Jak chcesz ten problem rozwiązać, może masz jakieś pomysły?
Renegocjując konkordat. Wprowadzając chrzest dorosłych. Zarówno jeden jak i drugi pomysł to jednak utopia. Państwo się boi/nie chce, a kościół ma za dużo do stracenia. Organizacja państwa nie ma tu nic do rzeczy.
>Jesteś w błędzie.
Wątpię.
>Nie można być katolikiem nie wierząc w Kościół.
Wiara w realne byty nie jest wymagana.
>Przecież to wyraźnie pisałem. Biblia jest dziełem uniwersalnym. Możesz wierzyć w co chcesz, ale jeżeli wstępujesz na drogę konkretnej Religii to masz wypełniać jej przykazania i nie ma w tym demokracji, że będziesz sobie wybierał co dobre a co złe.
Plączesz i to bez sensu. Wiara a czyny to różna sprawa. Wiara a przynależność to już inne kontynenty.
>Przyjmujesz Religię ze wszystkimi jej cnotami i wadami. Niestety Kościół katolicki w Polsce przyprawia swoich wiernych o schizofrenię bo chcą wierzyć w swojego Boga, ale nie zgadzają się z niecnotliwym (delikatnie rzecz ujmując) procedurami Kościoła.
Jeśli chcą to i wierzą. Wiara to stan umysłu, przynależność tylko ją formalizuje.
>Piszę z Polski, a Ty?
Też. Widocznie kraj mocno podzielony.
>Nie ma takiej presji i nigdy nie było. Nie demonizuj problemu. Większość matek i ojców chce powrotu religii do kościołów. Skąd Ci przyszło do głowy, że istnieje jakiś nacisk społeczny?
Po raz kolejny gucio prawda. No i ten autorytaryzm wypowiedzi, myślałby kto biskup ewangelizujący owieczki. Co do nacisku to starczy się rozejrzeć, mało to wiosek i miasteczek. Nie byłoby presji to kto by zapisywał dzieci na religię, te 40% regularnie uczęszczających do kościoła?
>Sam zacząłeś pisać o strachu w kontekście Kościoła Katolickiego więc wskazałem Tobie, że to ślepy zaułek.
W jaki sposób wskazałeś?

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

>>Nie można być katolikiem nie wierząc w Kościół.
>Wiara w realne byty nie jest wymagana.
Z krytyki Kościoła przechodzisz na krytykę wiary? O co Tobie właściwie chodzi? Fundamentalnym prawem w tym kraju jest wolność słowa i wyznania. Każdy wierzy w to co uważa, lub nie wierzy. Można wierzyć w rzeczy materialne i niematerialne i póki nie wykracza to poza ramy współistnienia społecznego to wszystko jest ok. Związek Państwa z Kościołem katolickim jest silny i pewnie to Cię irytuje. Ja też mam takie przekonanie i duże obawy co do przyszłości. Wiele problemów, o których piszesz to rzeczy ważne ale nie rozwiąże ich Kościół. Gniew przeciw tej instytucji nic nie zmieni. Nie chcę pisać hasłami w stylu "potrzeba społecznej inicjatywy zmian.." etc., ale niestety bez oddolnego nacisku nic nie zmienimy. Przyjemnie Cię czytać, szkoda, że podajesz mało konkretów zmian jakie można by podjąć.

>>Nie ma takiej presji i nigdy nie było. Nie demonizuj problemu. Większość matek i ojców chce powrotu religii do kościołów. Skąd Ci przyszło do głowy, że istnieje jakiś nacisk społeczny?
>Po raz kolejny gucio prawda. No i ten autorytaryzm wypowiedzi, myślałby kto biskup ewangelizujący owieczki. Co do nacisku to starczy się rozejrzeć, mało to wiosek i miasteczek. Nie byłoby presji to kto by zapisywał dzieci na religię, te 40% regularnie uczęszczających do kościoła?
Dla ścisłości: Nie stoję po żadnej ze stron. Jeżeli ktoś chce zobaczyć Demona to go zobaczy. Jeszcze raz podkreślę, wyprowadzenie religii ze szkół rozwiązał by problem.
22-12-2013 14:33 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Z krytyki Kościoła przechodzisz na krytykę wiary?
Jak niby wygląda ta krytyka? Stwierdzenie, że wiara nie jest jednoznaczna z przynależnością to nie krytyka.
>O co Tobie właściwie chodzi?
A Tobie?
>Fundamentalnym prawem w tym kraju jest wolność słowa i wyznania.
Powiedzmy. Ale gdzie niby temu zaprzeczam? Niech ludzie sobie głoszą i wyznają (lub nie) co chcą.
>Każdy wierzy w to co uważa, lub nie wierzy. Można wierzyć w rzeczy materialne i niematerialne i póki nie wykracza to poza ramy współistnienia społecznego to wszystko jest ok.
A czy ja mówię, że nie? Bronię komuś wierzyć?
>Związek Państwa z Kościołem katolickim jest silny i pewnie to Cię irytuje.
Owszem.
>Wiele problemów, o których piszesz to rzeczy ważne ale nie rozwiąże ich Kościół.
To oczywiste, tym bardziej, że dla kościoła to nie problemy.
>Przyjemnie Cię czytać, szkoda, że podajesz mało konkretów zmian jakie można by podjąć.
Po co miałbym podawać takie propozycję? Nie przemawiam z sejmowej mównicy, ani nie mam możliwości ich wprowadzić.
>Dla ścisłości: Nie stoję po żadnej ze stron. Jeżeli ktoś chce zobaczyć Demona to go zobaczy. Jeszcze raz podkreślę, wyprowadzenie religii ze szkół rozwiązał by problem.
Demona żadnego nie widzę, ale wyrzucenie religii ze szkół by mi odpowiadało.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

>Po co miałbym podawać takie propozycję? Nie przemawiam z sejmowej mównicy, ani nie mam możliwości ich wprowadzić.
Bo to dużo trudniejsze niż krytyka. Wymaga kompromisu i mądrości. Daje szansę na nagłośnienie nowych pomysłów, z którymi można polemizować. Skoro nie masz wiary na wprowadzenie zmian to po co się trudzisz krytyką?
22-12-2013 16:36 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Bo to dużo trudniejsze niż krytyka. Wymaga kompromisu i mądrości.
Nie. Proponowanie czegoś bez możliwości tego wprowadzenia to tylko pisanie dla pisania. Niezależnie od tego jak bardzo słuszna byłaby propozycja jest ona niczym bez siły przebicia. Zaś co do kompromisu to w niektórych kwestiach jest on niepożądany.
>Daje szansę na nagłośnienie nowych pomysłów, z którymi można polemizować.
Polemika na forum nie zmieni krajowej rzeczywistości.
>Skoro nie masz wiary na wprowadzenie zmian to po co się trudzisz krytyką?
Bo nie lubię kościoła i tego co sobą reprezentuje.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
22-12-2013 14:00 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>Zgodnie z konstytucją RP to rodzice decydują o tym w jakiej wierze ma być wychowywane ich potomstwo. Z tym wiążą się konsekwencje, w przypadku Kościoła katolickiego chrzest i wpisanie do księgi chrztów. W konstytucji RP nic nie jest napisane o świadomości. To rodzice zadecydowali, bo mieli takie prawo, jak będą wychowywali swoje dziecko. Skoro na gruncie prawa wpis do księgi chrztu był prawem chroniony to jakie jest prawo mówiące o wymazaniu tej czynności. Można ten wpis chronić (ustawa o ochronie danych osobowych), ale nie można nikogo przymusić aby te dane usunął.
Byłoby dobrze, gdybyś - nie mając pojęcia o systemie ochrony danych osobowych - nie wypowiadał się na te tematy.
Dla ułatwienia podam Ci tylko, że obecnie wszystkie rejestry co do zasady przenoszone są a następnie prowadzone w systemach informatycznych i usuwanie danych po utracie zgody na ich przetwarzanie to absolutna podstawa tego systemu i należy zrobić wszystko aby zmusić organizacje religijne do stosowania się do pewnych podstawowych zasad w tym zakresie. Np. jedną z takich zasad byłoby, aby w "rejestrze" "papierowym" (póki taki jest prowadzony), zamiast "adnotacji" następowało "przekreślenie", które oznaczałoby przede wszystkim zakaz migracji tych danych w jakiejkolwiek formie do rejestru informatycznego, natomiast w rejestrze informatycznym absolutnie powinnno następować pełne usunięcie danych na których przetwarzanie zgoda się skoczyła, bez żadnych "ale". EOT.
>>Skoro zrywam z organizacją, z którą z własnej woli się nie związałem dlaczego miałaby ona mieć prawdo do przechowywania jakichkolwiek o mnie danych? Apostazją zaś powinno zajmować się państwo nie kościół. Ot, wysłanie kwitka do dajmy na to USC i po sprawie.
Cofnięcie zgody przesłane do wiadomości (bo oryginał oczywiście do instytucji przetwarzającej czyli KrK) do właściwego urzędu państwowego, powinno być przyczynkiem kontroli, czy KrK prawidłowo w pełni dane wykreślił/usunął.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Zgodnie z konstytucją RP to rodzice decydują o tym w jakiej wierze ma być wychowywane ich potomstwo. Z tym wiążą się konsekwencje, w przypadku Kościoła katolickiego chrzest i wpisanie do księgi chrztów. W konstytucji RP nic nie jest napisane o świadomości. To rodzice zadecydowali, bo mieli takie prawo, jak będą wychowywali swoje dziecko. Skoro na gruncie prawa wpis do księgi chrztu był prawem chroniony to jakie jest prawo mówiące o wymazaniu tej czynności. Można ten wpis chronić (ustawa o ochronie danych osobowych), ale nie można nikogo przymusić aby te dane usunął.
>Byłoby dobrze, gdybyś - nie mając pojęcia o systemie ochrony danych osobowych - nie wypowiadał się na te tematy.
Spokojnie bez nerwów. Problem ochrony danych osobowych dotyczy w tym przypadku relacji między Państwem a kościołem, a o tym przecież piszę. Relacje te są ustalane na podstawie autonomii i poszanowania praw między RP a związkami wyznaniowymi. Tak więc ustawa o ochronie danych osobowych nie dotyczy związków wyznaniowych. GIODO nie może ingerować w zasoby chronione w tym przypadku wewnętrznym prawem związku wyznaniowego. Możliwość zakazu przetwarzania danych ustaje z chwilą skutecznego wystąpienia ze związku wyznaniowego i tylko wtedy. I nie było to jeszcze do niedawna takie oczywiste.
>Dla ułatwienia podam Ci tylko, że obecnie wszystkie rejestry co do zasady przenoszone są a następnie prowadzone w systemach informatycznych i usuwanie danych po utracie zgody na ich przetwarzanie to absolutna podstawa tego systemu i należy zrobić wszystko aby zmusić organizacje religijne do stosowania się do pewnych podstawowych zasad w tym zakresie. Np. jedną z takich zasad byłoby, aby w "rejestrze" "papierowym" (póki taki jest prowadzony), zamiast "adnotacji" następowało "przekreślenie", które oznaczałoby przede wszystkim zakaz migracji tych danych w jakiejkolwiek formie do rejestru informatycznego, natomiast w rejestrze informatycznym absolutnie powinnno następować pełne usunięcie danych na których przetwarzanie zgoda się skoczyła, bez żadnych "ale". EOT.
>>>Skoro zrywam z organizacją, z którą z własnej woli się nie związałem dlaczego miałaby ona mieć prawdo do przechowywania jakichkolwiek o mnie danych? Apostazją zaś powinno zajmować się państwo nie kościół. Ot, wysłanie kwitka do dajmy na to USC i po sprawie.
>Cofnięcie zgody przesłane do wiadomości (bo oryginał oczywiście do instytucji przetwarzającej czyli KrK) do właściwego urzędu państwowego, powinno być przyczynkiem kontroli, czy KrK prawidłowo w pełni dane wykreślił/usunął.
>
22-12-2013 20:54 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>Spokojnie bez nerwów. Problem ochrony danych osobowych dotyczy w tym przypadku relacji między Państwem a kościołem, a o tym przecież piszę. Relacje te są ustalane na podstawie autonomii i poszanowania praw między RP a związkami wyznaniowymi. Tak więc ustawa o ochronie danych osobowych nie dotyczy związków wyznaniowych.
Taki jest zapis w aktualnej ustawie, bo tak idioci z Sejmu rozumieli ówcześnie "autonomię". To, że ten zapis jest idiotyczny i sprawia, iż pewne instytucje stawiane są poza prawem jest równie oczywiste. Regulacja prawna autonomii powinna być o wiele lepiej uregulowana - nie może polegać na całkowitym wyłączeniu spod prawa państwowego. I do tego zmierzają obecnie wyroki sądów. Bo na jakiej zasadzie sąd państwowy ma obecnie obiektywnie niereligijnie ocenić kto jest członkiem a kto nie. A dopuszczenie do wyłączonego z prawa przetwarzania danych nieczłonków jest absolutnie niekonstytucyjne.
Podkreślę raz jeszcze - nie ma żądnego racjonalnego powodu, aby spod prawa o zasadach przetwarzania danych osobowych wyłączać organizacje społeczne oparte o religię, a nie wyłączać np. organizacji społecznych opartych o jakikolwiek inny cel. W ogólnie nie ma powodu, aby jakiekolwiek organizacje wyłączać z tych zasad. Te zasady winny być powszechne, tak samo jak system nadzoru nad ich przestrzeganiem; zróżnicowane winny być tylko szczegóły wykonywania np. kontroli w różnych instytucjach.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Taki jest zapis w aktualnej ustawie, bo tak idioci z Sejmu rozumieli ówcześnie "autonomię". To, że ten zapis jest idiotyczny i sprawia, iż pewne instytucje stawiane są poza prawem jest równie oczywiste. Regulacja prawna autonomii powinna być o wiele lepiej uregulowana - nie może polegać na całkowitym wyłączeniu spod prawa państwowego. I do tego zmierzają obecnie wyroki sądów. Bo na jakiej zasadzie sąd państwowy ma obecnie obiektywnie niereligijnie ocenić kto jest członkiem a kto nie. A dopuszczenie do wyłączonego z prawa przetwarzania danych nieczłonków jest absolutnie niekonstytucyjne.
>Podkreślę raz jeszcze - nie ma żądnego racjonalnego powodu, aby spod prawa o zasadach przetwarzania danych osobowych wyłączać organizacje społeczne oparte o religię, a nie wyłączać np. organizacji społecznych opartych o jakikolwiek inny cel. W ogólnie nie ma powodu, aby jakiekolwiek organizacje wyłączać z tych zasad. Te zasady winny być powszechne, tak samo jak system nadzoru nad ich przestrzeganiem; zróżnicowane winny być tylko szczegóły wykonywania np. kontroli w różnych instytucjach.
To prawda. W moich wcześniejszych wypowiedziach o tym właśnie mówię. Konieczny jest instytucjonalny nadzór organów Państwa nad poszanowaniem praw jego obywateli. Co do danych osobowych to problematyczny może być sposób nadzoru nad danymi. Część danych będzie polegała ochronie, a część nie. Część można kontrolować, a części nie. To trochę paranoidalne.
21-12-2013 21:25 
 Ocena 2 na 2
Ratatoskr (4439 punktów)
>Pytanie tylko czy wpływ Kościoła jest tak dokuczliwy. Czy raczej jest tak, że Państwo Polskie w ramach konkordatu dało prawa, z których Kościół korzysta.

No ba! Ale jak mu się jakieś prawa próbuje odbierać albo nie dawać, to jaki wtedy jest wrzask. Że religii nie ma na maturze, że pół procenta odpisu to za mało. Że: "nie jest manekinem, na którym można prowadzić badania". Że: gender nie przejdzie!
Itp.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

>No ba! Ale jak mu się jakieś prawa próbuje odbierać albo nie dawać, to jaki wtedy jest wrzask. Że religii nie ma na maturze, że pół procenta odpisu to za mało. Że: "nie jest manekinem, na którym można prowadzić badania". Że: gender nie przejdzie!
>Itp.
A kto nie podnosi wrzasku jak mu się prawa odbiera? To chyba normalne. Zwykła obrona statusu. Czy to jakieś nadzwyczajne zjawisko? Religia w szkole to totalne nieporozumienie i chyba wszyscy o tym wiemy? Ale jeżeli wszyscy o tym wiemy to dlaczego jeszcze w szkołach jest? Zatem wpływ Kościoła? A jeżeli tak to jest to oznaka siły Kościoła czy słabości władzy?
22-12-2013 00:45 
 Ocena 6 na 6
Ratatoskr (4439 punktów)
>A kto nie podnosi wrzasku jak mu się prawa odbiera? To chyba normalne. Zwykła obrona statusu.

Ne, ne, ne. Domaganie się umieszczenia religii na maturze to już nie jest obrona statusu, tylko żądanie przez kościół kolejnych ustępstw.

> A jeżeli tak to jest to oznaka siły Kościoła czy słabości władzy?

Ale tu nawet nie tyle chodzi o porównanie siłowych potencjałów obu stron. Tu chodzi o ocenę etycznego wymiaru działań i postawy kościoła, który tą etyką nieustannie macha na swoich sztandarach.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>A kto nie podnosi wrzasku jak mu się prawa odbiera? To chyba normalne. Zwykła obrona statusu.
>Ne, ne, ne. Domaganie się umieszczenia religii na maturze to już nie jest obrona statusu, tylko żądanie przez kościół kolejnych ustępstw.
Trudno by tu mówić o żądaniu ustępstw. Procedura jest dość prosta: dotąd nauka religii zgodnie z art.12 konkordatu może odbywać się w szkołach publicznych. Uczestnictwo jest dobrowolne (teoretycznie,bo żaden rodzic nie zaryzykuje aby nie wyrazić zgody na uczestnictwo w zajęciach religii z uwagi na bezpieczeństwo emocjonalne swojego dziecka). Szkoła niestety nie chroni tych, którzy myślą inaczej. Wprowadzenie religii katolickiej jako przedmiot maturalny wykracza poza prawne zapisy konkordatu. Umacnia to w ten sposób jedną z wielu Religii co jest niezgodne z fundamentalnymi zasadami Państwa świeckiego. Przestrzeń publiczna powinna kipieć z oburzenia - jakoś tego nie widzę. To raczej słabość społeczeństwa obywatelskiego, które nie ma kontaktu z ośrodkami władzy sprzyja takim praktykom.
>> A jeżeli tak to jest to oznaka siły Kościoła czy słabości władzy?
>Ale tu nawet nie tyle chodzi o porównanie siłowych potencjałów obu stron. Tu chodzi o ocenę etycznego wymiaru działań i postawy kościoła, który tą etyką nieustannie macha na swoich sztandarach.
A co jest nieetycznego w szerzeniu wiary przez dowolny Kościół? Każdy Kościół skorzysta z takich okazji jakie im się da. Jeszcze raz podkreślę walka Kościoła katolickiego o umocnienie się w strukturach Państwa jest oznaką jego słabości. Nie wystarczy bojaźń wiernych, Kościół musi się umacniać strukturalnie. I na to nie można się godzić.
22-12-2013 01:20 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> kto nie podnosi wrzasku jak mu się prawa odbiera?
A kto im prawa daje - sami sobie nadają?
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

>A kto im prawa daje - sami sobie nadają?
Prawa dotyczące Kościoła nadaje sobie sam Kościół. Stosunek Państwa do Kościoła określony jest przecież w konkordacie między Stolicą Apostolską a RP. Każdy Kościół, nie tylko rzymsko-katolicki, będzie walczył o jak najwyższy status w Państwie. Bo z tego wynikają wszelkiego rodzaju profity. Monetą płatniczą jest "rząd dusz" do głosowania.
07-01-2014 03:16 
 Ocena 2 na 2
radzyminska (131 punktów)
>>Mam podobnie. Ateistką jestem gdzieś od początku lat 90-tych, a antyklerykałką zaczęłam się stawać gdzieś za "IV RP" na przełomie 2006/2007.
>>Tu mała anegdota. Jakieś 10 lat temu napisałam jakiemuś człowiekowi kończącemu ogólniak pracę o korzeniach naszej kultury. Że to taki antyk + judaizm. Napisałam z pozycji ateistycznych, ale moja partnerka przejrzawszy ją, stwierdziła, że wypadło mi mało wiarygodnie, bo nasto-dwudziestoletni ateusz by tak tego nie napisał, że byłby ogień, sprzeciw, bunt i protest, a u mnie był tylko dystans i beznamiętność.
>>Wątpię bym dzisiaj potrafiła to napisać z taką samą obojętnością.
>Mam pytanie czy ten sprzeciw wobec instytucji kościoła dotyczy kościoła w Polsce czy w ogóle. Różnice wynikające z siły kościoła katolickiego są przecież w różnych krajach różne.
Wydaje mi się, że do ateizmu dochodzi się (z wyjątkiem tych, którzy byli wychowywani w tym duchu i "pod tym wpływem"), stopniowo. Baczne obserwacje, logiczne rozumowanie, wrodzony krytycyzm i zdolność kwestionowania "prawd oczywistych", ciekawość i dociekliwość intelektualna, to ingrediencje na "dobry placek".
Magia świąt i choinki oraz kolęd to czar naszego dzieciństwa - dla większości beztroskiego. Gdy dodać do powyższych ingrediencji sadystyczną matkę/ojca to "placek" będzie super, nawet nie będzie czego wspominać. Moim problemem jest alienacja. NIE lubię świąt bożego narodzenia a jako że jestem (wreszcie) osobą samotna, mogę je spędzać w dowolny sposób. Niestety, moi znajomi, na siłę próbują zagospodarowywać mój czas w tym okresie. Obrażają się gdy odmawiam "wspólnoty bożonarodzeniowej". Nie chcąc ich urażać kłamię, że wyjeżdżam, że spędzam święta z dalszą rodziną itp. itd. Męczy mnie to. Chyba jesteśmy narodem stadnym i trudno sobie ludziom wyobrazić, że są tacy, którzy czują inaczej. ...ale nadal lubię kolędy z dzieciństwa. Wszystkim Racjonalistom życzę wspaniałego Nowego Roku - oby był lepszy od poprzedniego. martusia



<"Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell>
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

Wydaje mi się, że do ateizmu dochodzi się (z wyjątkiem tych, którzy byli wychowywani w tym duchu i "pod tym wpływem"), stopniowo. Baczne obserwacje, logiczne rozumowanie, wrodzony krytycyzm i zdolność kwestionowania "prawd oczywistych", ciekawość i dociekliwość intelektualna, to ingrediencje na "dobry placek".

Hm.. Skoro baczne obserwacje i logiczne rozumowanie miało by decydować czy istnieją bogowie czy też nie, to popatrzmy; islamiści w imię swojego Boga oddają życie (zwykle wysadzają się w powietrze), wierząc, że udają się do krainy szczęśliwości; chrześcijanie (patrząc historycznie, bo współcześnie jakoś nie kojarzę) również oddawali życie za swoją wiarę; znalazł bym pewnie i inne wyznania, których wierni oddadzą życie za swoją wiarę. Czy robią to ateiści? Obserwacja wskazuje, że nie; nikt nie oddaje życia za to, że nie wierzy w bogów. Z tego by wynikało, że jeżeli ktoś oddaje rzecz najcenniejszą, własne życie, to jest to silny argument w porównaniu z tym kto go nie oddaje. No ale idąc dalej: to właśnie wiedza, że nie ma bogów, daje powód do nieoddania życia - co staje się niejako argumentem; przeciwnie dla wierzących w bogów i nie bojących się śmierci; oddają życie za bogów czyniąc argument własnej wiary (wierzą jednak w życie pośmiertne) stąd ich argument byłby równoważny. I tak można by dłużej...
Wydaje mi się, że to co piszesz nie wymaga uzasadnień. Na drodze racjonalnego rozumowania nie da się udowodnić, ani istnienia Boga, ani jego nieistnienia. Jest to sprawa wyboru.
07-01-2014 17:23 
 Ocena 5 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Hm.. Skoro baczne obserwacje i logiczne rozumowanie miało by decydować czy istnieją bogowie czy też nie, to popatrzmy;[...]I tak można by dłużej...
Oddawanie życia nie jest żadnym argumentem, pokazuje tylko stopień indoktrynacji. Jest to co najwyżej działanie zgodne z wiarą nie argument za jej prawdziwością.
>Wydaje mi się, że to co piszesz nie wymaga uzasadnień. Na drodze racjonalnego rozumowania nie da się udowodnić, ani istnienia Boga, ani jego nieistnienia. Jest to sprawa wyboru.
Na drodze racjonalnego rozumowania to nie ma w ogóle sensu się bogiem zajmować. Nic o jego istnieniu nie świadczy, naukowej definicji brak więc o czym tu rozmyślać? Wiara zresztą nie jest sprawą wyboru, raczej geograficzną loterią połączoną z indoktrynacją.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
07-01-2014 18:28 
 Ocena-1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Oddawanie życia nie jest żadnym argumentem, pokazuje tylko stopień indoktrynacji. Jest to co najwyżej działanie zgodne z wiarą nie argument za jej prawdziwością.

Ależ oczywiście, że jest! Jest argumentem za poprawnością wyznawanej wiary (stąd ofiara), ale w żaden sposób niesprawdzalny na drodze dowodowej (bo nie istnieją dowody na istnienie Boga) dlatego piszę o argumentach a nie dowodach.
Przeczytaj całość mojej wypowiedzi i ustosunkuj się do jej logicznej poprawności, a nie do dowolnie wybranych przez Ciebie fragmentów, bo taka dyskusja traci sens.

>Na drodze racjonalnego rozumowania to nie ma w ogóle sensu się bogiem zajmować. Nic o jego istnieniu nie świadczy, naukowej definicji brak więc o czym tu rozmyślać? Wiara zresztą nie jest sprawą wyboru, raczej geograficzną loterią połączoną z indoktrynacją.

Jesteś w błędzie. Racjonalizm filozoficzny nie wyklucza wiary w Boga.
07-01-2014 19:06 
 Ocena 8 na 8
i.czaplicka (5782 punktów)

>Ależ oczywiście, że jest! Jest argumentem za poprawnością wyznawanej wiary (stąd ofiara),
Oddałbyś życie za grawitacje?
07-01-2014 19:38 
 Ocena-1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Oddałbyś życie za grawitacje?

Przeczytaj całość postu, aby zrozumieć kontekst. Jakie życie za grawitację? Gdzie o tym pisałem?
08-01-2014 10:23 
 Ocena 4 na 4
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Ależ oczywiście, że jest! Jest argumentem za poprawnością wyznawanej wiary (stąd ofiara), ale w żaden sposób niesprawdzalny na drodze dowodowej (bo nie istnieją dowody na istnienie Boga) dlatego piszę o argumentach a nie dowodach.
W jaki sposób? Jakiż to argument? Męczeństwo to przykład całkowitego otumanienia religią, nie argument za jej prawdziwością. Ono pokazuje tylko stopień determinacji i zindoktrynowania danej osoby nic więcej.
>Przeczytaj całość mojej wypowiedzi i ustosunkuj się do jej logicznej poprawności, a nie do dowolnie wybranych przez Ciebie fragmentów, bo taka dyskusja traci sens.
Odpowiadam na część wypowiedzi na którą odpowiadać mam ochotę.
>Jesteś w błędzie. Racjonalizm filozoficzny nie wyklucza wiary w Boga.
Nawet jeśli to co z tego? Podejrzewam, że również nie zaleca. Empiria tymczasem żadnego boga nigdy i nigdzie nie doświadczyła. Im bardziej ludzie go szukają tym bardziej go nie ma.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
08-01-2014 10:48 
 Ocena-1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>W jaki sposób? Jakiż to argument? Męczeństwo to przykład całkowitego otumanienia religią, nie argument za jej prawdziwością. Ono pokazuje tylko stopień determinacji i zindoktrynowania danej osoby nic więcej.

Nieprawda. Nie udowodnisz tego z tych samych przyczyn o jakich pisałem wcześniej.

>Odpowiadam na część wypowiedzi na którą odpowiadać mam ochotę.

Dlatego nie rozumiesz całości.

>Nawet jeśli to co z tego? Podejrzewam, że również nie zaleca. Empiria tymczasem żadnego boga nigdy i nigdzie nie doświadczyła. Im bardziej ludzie go szukają tym bardziej go nie ma.

Bo nie musi.
08-01-2014 11:01 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Nieprawda. Nie udowodnisz tego z tych samych przyczyn o jakich pisałem wcześniej.
Prawda. Czytałem cały twój post i nie znalazłem tam nic co świadczyłoby o prawdziwości twojego twierdzenia. Zaobserwowanie męczeństwa nie jest argumentem za prawdziwością wiary.
>Dlatego nie rozumiesz całości.
Skoro uważasz, że nie rozumiem to mnie w prostych słowach oświeć.
>Bo nie musi.
Czyli jakby musiała to by był?

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Prawda. Czytałem cały twój post i nie znalazłem tam nic co świadczyłoby o prawdziwości twojego twierdzenia. Zaobserwowanie męczeństwa nie jest argumentem za prawdziwością wiary.

No bo nie rozumiesz - nie za prawdziwością, ale za słusznością jej wyznawania (dla wierzącego oczywiście)

>Skoro uważasz, że nie rozumiem to mnie w prostych słowach oświeć.

Czy każdy post musi być przyczynkiem do walki?

Wiele osób stara się udowodnić rację swoich poglądów poprzez dowody w kwestiach nie podlegających dowodzeniu (choćby istnienie bogów). Czasami wystarczy refleksja nad światem uznająca taki a nie inny światopogląd - i już; i o tych refleksjach można rozmawiać, a nie o dowodach.
Stąd argumentacja jaką przedstawiłem, wskazuje, że nie ma co, na drodze dowodowej, wskazywać kto ma rację.
w poście z Panią "radzyminska" też o to chodziło, o spokojną refleksję, a nie o wojnę.

Myślę, że wyjaśniłem
08-01-2014 13:45 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>No bo nie rozumiesz - nie za prawdziwością, ale za słusznością jej wyznawania (dla wierzącego oczywiście)
W jaki niby sposób męczeństwo przemawia za słusznością wyznawania wiary? Owszem można powiedzieć, że wierzący dlatego oddaje życie bo jest przekonany o słuszności wiary ( i czekającej go nagrodzie), ale patrząc na to szerzej żaden to argument. Nie dowodzi to jej słuszności, wskazuje tylko głębie indoktrynacji.
>Wiele osób stara się udowodnić rację swoich poglądów poprzez dowody w kwestiach nie podlegających dowodzeniu (choćby istnienie bogów).
Istnienie bogów również podlega dowodzeniu. Brak jakichkolwiek weryfikowalnych dowodów na istnienie bóstw bardzo wyraźnie świadczy przeciw tezie o ich istnieniu.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>W jaki niby sposób męczeństwo przemawia za słusznością wyznawania wiary? Owszem można powiedzieć, że wierzący dlatego oddaje życie bo jest przekonany o słuszności wiary ( i czekającej go nagrodzie), ale patrząc na to szerzej żaden to argument. Nie dowodzi to jej słuszności, wskazuje tylko głębie indoktrynacji.

Wszystko zależy od kontekstu, bo o kontekst tu chodzi. Dla "niezdecydowanego" mającego podjąć wybór między wiarą a niewiarą, jest to argument. Takiego argumentu nie potrzebuje ani wierzący w bogów, ani niewierzący - oni już wybrali; adresatem argumentacji jest ten, który musi podjąć wybór, a więc niezdecydowany. Taki był przekaz. I teraz zauważ: jeżeli ów niezdecydowany uznaje akt oddania życia za religię jako wynik indoktrynacji - to jest to argument aby nie wierzyć; ale jeżeli uzna ten akt za ofiarę w imię życia po śmierci, co głosi religia - to jest to argument aby wierzyć.
Myślę, że ostatecznie to rozwiązaliśmy.

>Istnienie bogów również podlega dowodzeniu. Brak jakichkolwiek weryfikowalnych dowodów na istnienie bóstw bardzo wyraźnie świadczy przeciw tezie o ich istnieniu.

To nie to samo. Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na nieistnienie - przy założeniu, że nie istnieje metoda naukowych badań, która udowodniła by istnienie bogów. Wszystko sprowadza się na powrót do tego samego. Na drodze naukowej nie można udowodnić ani istnienia ani nieistnienia bogów.
Stąd debaty na temat bogów trwają od zarania dziejów i się nie skończą. Choćby dlatego, że z punktu widzenia logiki nie można zagadnienia rozstrzygnąć. Strata energii Można jednak, na zasadach naukowych, wykazywać niekonsekwencje i działanie kościołów i wszelakich wyznań niezgodne z ich doktryną, wykazywać szkodliwość tych działań etc. i to się dzieje. (... tylko bez emocji, wiem że nie u nas)
08-01-2014 19:14 
 Ocena 3 na 3
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>[...]I teraz zauważ: jeżeli ów niezdecydowany uznaje akt oddania życia za religię jako wynik indoktrynacji - to jest to argument aby nie wierzyć; ale jeżeli uzna ten akt za ofiarę w imię życia po śmierci, co głosi religia - to jest to argument aby wierzyć.
>Myślę, że ostatecznie to rozwiązaliśmy.
Żeby męczeństwo uznał za coś co da życie po śmierci to jest wierzący a nie nieprzekonany i w takim wypadku przekonywania już nie potrzebuje. Umieranie za religijne bajki to przejaw fanatyzmu i głupoty nie ich słuszności.
>To nie to samo. Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na nieistnienie - przy założeniu, że nie istnieje metoda naukowych badań, która udowodniła by istnienie bogów. Wszystko sprowadza się na powrót do tego samego. Na drodze naukowej nie można udowodnić ani istnienia ani nieistnienia bogów.
No popatrz, Stenger potraktował bozie poważniej niż na to zasługuje, jako poważną hipotezę i wyszło mu, że nie istnieje - patrz God: The Failed Hypothesis. Brak jakichkolwiek weryfikowalnych dowodów czy przesłanek wyraźnie mówi jak wygląda sprawa boga.
>Stąd debaty na temat bogów trwają od zarania dziejów i się nie skończą. Choćby dlatego, że z punktu widzenia logiki nie można zagadnienia rozstrzygnąć. Strata energii Można jednak, na zasadach naukowych, wykazywać niekonsekwencje i działanie kościołów i wszelakich wyznań niezgodne z ich doktryną, wykazywać szkodliwość tych działań etc. i to się dzieje. (... tylko bez emocji, wiem że nie u nas)
Nie skończą się bo wiara to doskonały interes dla kapłanów a logika wszystkich nie przekonuje.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

>Żeby męczeństwo uznał za coś co da życie po śmierci to jest wierzący a nie nieprzekonany i w takim wypadku przekonywania już nie potrzebuje. Umieranie za religijne bajki to przejaw fanatyzmu i głupoty nie ich słuszności.

I to jest istota rzeczy. Sam to wskazałeś. W momencie jego interpretacji stał się wierzącym lub niewierzącym (upraszczając oczywiście), a sam akt śmierci przechylił szalę.

>No popatrz, Stenger potraktował bozie poważniej niż na to zasługuje, jako poważną hipotezę i wyszło mu, że nie istnieje - patrz God: The Failed Hypothesis. Brak jakichkolwiek weryfikowalnych dowodów czy przesłanek wyraźnie mówi jak wygląda sprawa boga.

Tego nie rozumiem, gdybyś wytłumaczył o co chodzi.
08-01-2014 19:45 
 Ocena 4 na 4
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>I to jest istota rzeczy. Sam to wskazałeś. W momencie jego interpretacji stał się wierzącym lub niewierzącym (upraszczając oczywiście), a sam akt śmierci przechylił szalę.
Jeśli uznać, że śmierć za wiarę usłusznia ową wiarę w oczach tylko i wyłącznie ginącego to mogę się zgodzić. Wątpię jednak aby neutralny obserwator wyciągnął z takiej śmierci wnioski o słuszności wiary, jeśli już to o jej głębokości a to dwie różne sprawy.
>Tego nie rozumiem, gdybyś wytłumaczył o co chodzi.
Lepiej zrobiłaby to wspomniana książka ale się postaram. Bóg katolików ma przypisane określone cechy, np. reagowanie na modlitwy - Stenger pozbierał wyniki badań prowadzonych nad skutecznością modlitw w leczeniu i mówiąc ogólnie korelacji nie było. Przypisuje się mu też stworzenie świata - nauka tymczasem mówi, że świat wygląda tak jak powinien wyglądać bez ingerencji boskiego projektanta.
Podsumowując boska obecność w żaden sposób nie przejawia się w świecie, są dowody świadczące przeciw, sytuacja jest więc nadzwyczaj prosta - według obecnego stanu wiedzy boga nie ma.
Polecam też artykuł J. Coyne'a: "Nie można dowieść nieistnienia" - www.racjonalista.pl/kk.php/s,9362

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Tego nie rozumiem, gdybyś wytłumaczył o co chodzi.
>Lepiej zrobiłaby to wspomniana książka ale się postaram. Bóg katolików ma przypisane określone cechy, np. reagowanie na modlitwy - Stenger pozbierał wyniki badań prowadzonych nad skutecznością modlitw w leczeniu i mówiąc ogólnie korelacji nie było. Przypisuje się mu też stworzenie świata - nauka tymczasem mówi, że świat wygląda tak jak powinien wyglądać bez ingerencji boskiego projektanta.
>Podsumowując boska obecność w żaden sposób nie przejawia się w świecie, są dowody świadczące przeciw, sytuacja jest więc nadzwyczaj prosta - według obecnego stanu wiedzy boga nie ma.

Z racjonalnego punktu widzenia nie mogę się z tym zgodzić. Dowód jest wydaje się łatwy do obalenia. Jak zauważyłeś Bóg katolików ma przypisane cechy; jakie? to wątpliwe założenie, a zbudowana z niego jest cała teza. Mówiąc choćby o Bogu chrześcijan to miał on różne "odsłony" od srogiego Boga starotestamentowego no łagodnego i miłosiernego Boga Nowego Testamentu; a więc o jakich cechach mówimy... to słaby punkt. Dalej - dziwne, że nie było korelacji z modlitwami, bo z punktu widzenia nauki modlitwa działa na zasadzie placebo - poznanym naukowo mechanizmie. Dalej - nauka nadal nie wie jak wygląda świat - choć w świetle badań bogowie mają coraz mniej swobody w decydowaniu jak on miał wyglądać. Zacytuję A.Einsteina, albo S.Hawkinga - nie wiem dokładnie, który z nich to powiedział: "ile swobody miał Bóg stwarzając świat"

Ps. Na temat samych badań się nie wypowiem bo ich nie znam, artykuł postaram się przeczytać - dzięki
08-01-2014 20:19 
 Ocena 3 na 3
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Z racjonalnego punktu widzenia nie mogę się z tym zgodzić. Dowód jest wydaje się łatwy do obalenia.
Nieszczególnie. Zresztą to nie tylko jeden dowód.
>Jak zauważyłeś Bóg katolików ma przypisane cechy; jakie? to wątpliwe założenie, a zbudowana z niego jest cała teza. Mówiąc choćby o Bogu chrześcijan to miał on różne "odsłony" od srogiego Boga starotestamentowego no łagodnego i miłosiernego Boga Nowego Testamentu; a więc o jakich cechach mówimy... to słaby punkt.
Nie widać żadnych efektów boskich oddziaływań. Modlitwa - niet, stworzenie świata - niet, książka wspomina też o moralności, wiarygodności proroctw czy moralności jakoby będącej pochodną religii.
>Dalej - dziwne, że nie było korelacji z modlitwami, bo z punktu widzenia nauki modlitwa działa na zasadzie placebo - poznanym naukowo mechanizmie.
Owszem, ale dopiero gdy osoba x wie, że ktoś się za nią modli. Jeśli tego nie ma to nie ma żadnego efektu, ergo modlitwa nie działa.
>Dalej - nauka nadal nie wie jak wygląda świat - choć w świetle badań bogowie mają coraz mniej swobody w decydowaniu jak on miał wyglądać.
Doprawdy? Nie wie jak dokładnie powstał? Owszem. Ale nie wie jak wygląda i jak przynajmniej z grubsza działa? W żadnym razie. To co zostało wierzącym to bóg dziur, który prawdę powiedziawszy i tak nic nie tłumaczy - powiedzenie, iż x stało się bo tak chciał bóg nie jest żadnym wytłumaczeniem.
>Ps. Na temat samych badań się nie wypowiem bo ich nie znam, artykuł postaram się przeczytać - dzięki
Nie ma sprawy. Artykuł jest krótki, ale bardzo do rzeczy.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
08-01-2014 21:23 
 Ocena-3 na 3
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Nie widać żadnych efektów boskich oddziaływań. Modlitwa - niet, stworzenie świata - niet, książka wspomina też o moralności, wiarygodności proroctw czy moralności jakoby będącej pochodną religii.

Dowolna religia, słowami tysięcy swoich wiernych, dowodzić będzie istnienia cudów, wypełnienia się proroctw etc. To często słowo przeciw słowu. Ktoś doświadcza cudu i go opisuje, przeżywa - a z drugiej strony nauka, która "mówi" mu "nie masz racji, to halucynacje". Stąd trudność całej tej sprawy.

>Owszem, ale dopiero gdy osoba x wie, że ktoś się za nią modli. Jeśli tego nie ma to nie ma żadnego efektu, ergo modlitwa nie działa.

To się nie zrozumieliśmy, myślałem, że badany modlił się za siebie - a to zmienia sytuację.

>Doprawdy? Nie wie jak dokładnie powstał? Owszem. Ale nie wie jak wygląda i jak przynajmniej z grubsza działa? W żadnym razie. To co zostało wierzącym to bóg dziur, który prawdę powiedziawszy i tak nic nie tłumaczy - powiedzenie, iż x stało się bo tak chciał bóg nie jest żadnym wytłumaczeniem.

Dlatego już od dawna religia, przynajmniej chrześcijańska, wycofuje się z obszaru nauki o budowie świata (acz KK jest czujny w tych sprawach). Przedmiotem staje się moralność, pokój na świecie, walka z biedą, czyli to o czym i tak wszyscy mówią.
09-01-2014 15:26 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Dowolna religia, słowami tysięcy swoich wiernych, dowodzić będzie istnienia cudów, wypełnienia się proroctw etc.
To, że komuś roją się cuda nie znaczy, że jakikolwiek miał miejsce. Cuda to tylko religijne bajeczki. Co do proroctw to co jest bardziej prawdopodobne - przepowiedzenie przyszłości czy spisanie proroctwa post factum?
>To często słowo przeciw słowu. Ktoś doświadcza cudu i go opisuje, przeżywa - a z drugiej strony nauka, która "mówi" mu "nie masz racji, to halucynacje". Stąd trudność całej tej sprawy.
Tu nie ma żadnej trudności. Nauka cudów nie stwierdziła. Starczy przypomnieć sobie cud z Sokółki żeby zobaczyć na czym ta kościelna ściema polega. To, że kościół coś głosi, nie znaczy, iż to coś choć stało obok prawdy.
>Dlatego już od dawna religia, przynajmniej chrześcijańska, wycofuje się z obszaru nauki o budowie świata (acz KK jest czujny w tych sprawach). Przedmiotem staje się moralność, pokój na świecie, walka z biedą, czyli to o czym i tak wszyscy mówią.
Moralność, pokój czy walka z biedą nijak o istnieniu boga nie świadczy, choć akurat moralność kościół stara się zawłaszczyć.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
08-01-2014 12:00 
 Ocena 4 na 4
radzyminska (131 punktów)

>Hm.. Skoro baczne obserwacje i logiczne rozumowanie miało by decydować czy istnieją bogowie czy też nie,
Bawisz się retoryką; ja nie DECYDUJĘ, czy istnieją bogowie! Ja dokonałam WYBORU, w co wierzę a w co nie. Właśnie na podstawie MOJEGO rozumowania. Używanie Islamu jako przykładu, w tej dyskusji, jest argumentacją zastraszania (bo przyjdą wyznawcy Allaha). Wielu oddawało życie dla Idei, co nie oznacza, że ta idea była słuszna. Vide: Hitlerowcy, Staliniści, Savonarola czy Kamikadze.
>Z tego by wynikało, że jeżeli ktoś oddaje rzecz najcenniejszą, własne życie, to jest to silny argument w porównaniu z tym kto go nie oddaje.
To nie jest żaden argument na słuszność jakiejkolwiek idei. To jest wybór i postawa
>No ale idąc dalej: to właśnie wiedza, że nie ma bogów, daje powód do nieoddania życia....
>Wydaje mi się, że to co piszesz nie wymaga uzasadnień. Na drodze racjonalnego rozumowania nie da się udowodnić, ani istnienia Boga, ani jego nieistnienia. Jest to sprawa wyboru.
W dwóch kolejnych zdaniach przeczysz sobie. A więc, jest to wybór czy wiedza?


<"Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell>
08-01-2014 13:12 
 Ocena-2 na 2
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
Spokojnie. Skąd tyle nerwów i złości. Przecież nie atakuję Twoich poglądów.

> W dwóch kolejnych zdaniach przeczysz sobie. A więc, jest to wybór czy wiedza?

Nie masz racji. Dla wyznawcy bogów - argumentem istnienia bogów jest wiara; dla niewierzącego w bogów - argumentem nieistnienia bogów będzie jego wiedza jaką zdobywa z obserwacji (dowodu na to nie ma) - specjalnie piszę "wiedza", gdyż słowo "wiara" w kontekście nauki wydaje się zbyt transcedentalne.

Nadto:
Wyboru mogłaś dokonać jeżeli jest jakiś wybór - prawda? Bo, gdyby nie było elementów wyboru to wybór nie miał by sensu. I tak się zastanawiam, co chcesz powiedzieć. Może rozwiniesz jakoś swoje stanowisko. Uzasadniłem kwestię Wyboru, z którym się zresztą zgadzasz, a więc w czym tkwi problem?
Proszę Cię o więcej spokoju w dyskusji, jeżeli oczywiście chcesz rozmawiać.
08-01-2014 22:32 
 Ocena 2 na 2
radzyminska (131 punktów)
> Nie masz racji.
A może, w takiej dyskusji i na takim forum, bardziej pasowałby zwrot: Nie zgadzam się z tobą
Ćwiczeniami z retoryki nie jestem zainteresowana. Pozdrawiam.


<"Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego nieszczęścia rodzaju ludzkiego" - Bertrand Russell>
Scorp (5381 punktów)
>Ateizm 2.0[/b] czyli: jestem ateistą, ale lubię kolędy i nie atakuję religii?

Porównaj:
- jestem apolityczny, ale nie atakuję żadnej partii ani ideologii ani polityków
- lubię muzykę satanistyczną, chociaż w szatana oczywiście nie wierzę.
Inaczej mówiąc
- mam ważniejsze sprawy na głowie niż aktywnie określać się w stosunku do muzyki czy ideologii.
*
maciejo (3492 punktów)
Ogólnie przyjmuje się, że wersja 2.0 danego produktu jest progresją, jego ulepszoną wersją. Nijak więc opisanego przez Ciebie zjawiska w ten sposób nazwać nie można. Z całej wypowiedzi delikatnie pachnie konformizmem osoby tak do świata podchodzącej, tchórzostwem zwykłym. Oczywiście sam ateizm jako taki niczym poza brakiem wiary nie jest. Nie mniej wskutek inklinacji w naszym społeczeństwie będących, uzurpacji każdej możliwej dziedziny życia przez kościół, sprowadzanie debaty publicznej do pustej retoryki wyraźny głos ateistów jest niezbędny. Jawne bądź ukryte przenoszenie światopoglądu religijnego do prawodawstwa jest właśnie dlatego możliwe, że wg. statystyk 90% polaków to katolicy, tak pojmowana statystyka daje czarnej mafii siłę i możliwość oddziaływania.
Jedyna korzyść z ateizmu 2.0 to święty spokój osoby tak do świata podchodzącej. Przynajmniej wg. jej własnego mniemania. Wszystkich nas tu na forum bardzo irytuje to, co się w społeczeństwie dzieje, a bez wyraźnego, głośnego protestu będzie tylko gorzej.
22-12-2013 14:12 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>Ogólnie przyjmuje się, że wersja 2.0 danego produktu jest progresją, jego ulepszoną wersją.
Są od tego wyraźne znane wyjątki, choćby systemy Windows, których kolejne wersje czasami trudno nazwać choćby status quo, a żeby progresją to wariactwo, czy ostatnio choćby Opera po v.12.
Zwłaszcza ostatnio niby "nowe wersje" (zwłaszcza jeśli jest to całkiem nowy numerek, a nie numerek po przecinku) oznaczają jednak zupełnie nowe produkty, nierzadko dużo gorsze w funkcjonalności od dotychczasowych.
Ponieważ ich celem nie jest wcale progresja, a jedynie sprawdzenie zdobycia zainteresowania wśród nowych innych klientów (ekspansja rynkowa). W tym kontekście Ateizm 2.0 jest zinterpretowany niemalże idealnie.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
No właśnie. Korzeniem wszelkiej religii jest śmierć - jest ona w życiu człowieka czymś ogromnym. Znajduje więc w życiu człowieka jakiś wyraz - tym wyrazem jest religia. Religia jest to wspólnota ludzka w obliczu śmierci.

Póki człowiek umiera, póty religia będzie niezniszczalna. Z tego punktu widzenia krytykowanie wszelkiej religii może być czymś złym. To znaczy nie potrafię przemyśleć tej sprawy do końca więc nie mam tutaj 100 procentowej pewności. Podejrzewam jednak, że skoro religia godzi człowieka ze śmiercią, pomaga łatwiej żyć, to może nie należy jej niszczyć.

Raczej trzeba walczyć z niektórymi formami religii typu religia w szkołach, homofobia, etc.
21-12-2013 13:29 
 Ocena 2 na 2
romaro (25211 punktów)
> Podejrzewam jednak, że skoro religia godzi człowieka ze śmiercią,
Raczej z jakimś bliżej nieokreślonym życiem po śmierci, bo z śmiercią godziła (chrześcijańska) i godzi (Islam) raczej tych, którzy w nią nie wierzą.
>pomaga łatwiej żyć,
co najwyżej klechom
>to może nie należy jej niszczyć.
To jest apel?
21-12-2013 13:36 
 Ocena 1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Religia nie koniecznie uznaje życie wieczne. Pierwotny judaizm tego nie czynił - ale jakieś oswojenie następowało, życie przechodziło w dzieci i wnuki.

Nie klechom tylko księżom - to raz. Mowa nienawiści jest nie w porządku.
Po drugie religia jednak pomaga żyć w obliczu śmierci, daje nadzieję że to może nie koniec. Nie ma prawie w Polsce takich prawdziwych katolików, ale większość ludzi w te najłatwiejsze i najmniej wymagające rzeczy wierzy.
Lengyel (2127 punktów)
>Po drugie religia jednak pomaga żyć w obliczu śmierci, daje nadzieję że to może nie koniec. Nie ma prawie w Polsce takich prawdziwych katolików, ale większość ludzi w te najłatwiejsze i najmniej wymagające rzeczy wierzy.

Dopóki nie przyjdzie do umierania - bo wtedy różnica miedzy wierzącym i ateistą jest żadna, czy to odnośnie samego umierającego, czy to jego bliskich. Owszem, czasami bywają różnice, jak w przypadku zamachowców-samobójców. Ale, choć to przypadki skrajne, to i tak wiarę w tak zwane życie pośmiertne czynią czymś niepożądanym.
22-12-2013 13:01 
 Ocena 3 na 3
maniek1 (3407 punktów)
>Religia nie koniecznie uznaje życie wieczne.>
Która, bo chyba nie watykańska? Przecież ten fałsz, to filar religijnego biznesu
>Nie klechom tylko księżom - to raz.>
Skretyniałych, wynaturzonych, pozbawionych empatii dewiantów, wyprodukowanych przez seminaria w celach propagowania biznesu religijnego kosztem ludzkich słabości - nie można nazywać inaczej, okazywać szacunku, na jaki z całą pewnością nie zasłużyli, a wyłącznie żądają - nawet po gwałtach na dzieciach.
> Mowa nienawiści jest nie w porządku.>
......no chyba, że płynie z ust klech.
>Po drugie religia jednak pomaga żyć w obliczu śmierci, daje nadzieję że to może nie koniec.>
Pomaga wyłącznie medycyna i nauka i daje realną nadzieję - że to może nie koniec. Niestety po śmierci - to z całą pewnością koniec, religia nie daje nadzieji, tylko złudzenia i dosłownie sprzedaje fałszywy obraz rzeczywistości
> Nie ma prawie w Polsce takich prawdziwych katolików,
Powiedz to "prawdziwym Polakom"
> ale większość ludzi w te najłatwiejsze i najmniej wymagające rzeczy wierzy.>
Czyli w największe teistyczne nonsensy, bajki wyssane z palca dla władzy, bogactwa i ponadludzkiego statusu, żerujące mi. na naturalnym strachu przed śmiercią.
23-12-2013 13:50 
 Ocena 2 na 2
Chemiczny_Rudolf (703 punktów)
Cytat:
Nie klechom tylko księżom - to raz. Mowa nienawiści jest nie w porządku.

Nie mylmy zwykłej obelgi z mową nienawiści - to nie ten kaliber. Jeśli chodzi o mowę nienawiści, to prym raczej wiedzie kler właśnie nie przebierając w słowach przy potępianiu innych światopoglądów (ateista - niemoralny, prawdopodobnie zboczony kryptopsychopata), oskarżając dzieci o gwałty na bogu ducha winnych kapłanach, czy też imputując tym z in vitro podobieństwo do Frankensteina.

Chciałem również sprostować:
Cytat:
Religia nie koniecznie uznaje życie wieczne. Pierwotny judaizm tego nie czynił - ale jakieś oswojenie następowało, życie przechodziło w dzieci i wnuki.


Będąc świeżo po lekturze "starego testamentu" mam wrażenie wręcz przeciwne. Wiele tam było wersów nawiązujących do koncepcji "życia na wieki" oraz całkowitego, fizycznego zmartwychwstania w formie identycznej z formą obecną podmiotu lirycznego. Faktycznie, nie jestem pewien czy występuje to w pięcioksięgu, jednakże pojawia się na pewno niedługo po nim. Sporo tego jest zawarte w psalmach, gdzie co drugi (przeplatany ze złorzeczeniem wrogom) jest marudzeniem o możliwość wiecznego życia. Dzieci i wnuki były raczej oznaką przychylności Jahwe, który swoich pupili obiecywał rozmnażać "niczym ziarna piasku na pustyni".

Cytat:
Po drugie religia jednak pomaga żyć w obliczu śmierci, daje nadzieję że to może nie koniec. Nie ma prawie w Polsce takich prawdziwych katolików, ale większość ludzi w te najłatwiejsze i najmniej wymagające rzeczy wierzy.


Sęk w tym, że koncepcja życia wiecznego, a w szczególności tej chłopsko-katolickiej koncepcji, że można żyć całe życie jak się komu podoba (byle się za bardzo nie afiszować), a potem na łożu śmierci spowiedź i wio żywcem do raju wcale tak bardzo nie pomaga. Ludzie robią masę głupich rzeczy, w przekonaniu, że ktoś im to kiedyś wynagrodzi w jakimś miejscu, z którego nie przychodzą nawet pocztówki. To nie jest wiara w najmniej wymagające rzeczy, gdyż podtrzymanie tej koncepcji może się wiązać z przyjęciem na barki olbrzymiego ciężaru w postaci problemów i bolesnych przemyśleń, których by nie było w przypadku zaakceptowania swojej śmiertelności. To są imperatywy wpajane ludziom od kolebki, a nie każdy ma na tyle sprzyjające środowisko i na tyle zadziorny charakter by się temu przeciwstawić całkowicie.

A jeśli chodzi o "prawdziwość" polskich katolików, to podejrzewałbym, że z tych, którzy jeszcze nie mają tego wszystkiego w dupie to są sami prawdziwi. Takie określenie nie ma sensu, bo kto to jest prawdziwy katolik? Zapewne każdy zapytany miałby swoją koncepcję na bycie prawdziwym katolikiem, która w mniejszym lub większym stopniu odbiegałaby od koncepcji innych prawdziwych katolików. W końcu jedni wierzą w Jezusa - super gościa, który jest kumplem i zawsze czuwa, nawet w toalecie, a inni byliby skłonni nosić włosiennicę i czasem sobie batem przypierdzielić, coby lepiej poczuć to, co czuł zbawiciel.

Żeby nie odbiegać za bardzo od tematu - zgadzam się z częścią przedmówców, przyrównujących zjawisko do konformizmu. Bo to trochę jak z komuną, gdy ktoś był w partii, chodził na wiece, ale skrycie w głębi serca się nie zgadzał - do tego stopnia niemy protest to nie protest. Jako osoba wychowana poza doktryną KRK (miałem nieszczęście urodzić się wśród sympatyków świadków Jehowy) miałem okazję kilka razy uczestniczyć w czymś, co można by nazwać wigilią, czyli w wyżerce zaserwowanej przez panią teściową, jednakże nie udawałem, że wiem o co chodzi, nie modliłem się, nie łamałem opłatkiem, jak również nigdy nie kryłem się ze swoją niewiarą. Patrząc z dzisiejszej perspektywy wyrzucam sobie to mimo wszystko, ponieważ, nawet zachowując wyżej wymienione postawy czułem się strasznie skrępowany przez całą religijną otoczkę. Ale jak to mówią starożytni chińscy nonkonformiści: teściowej się nie odmawia...

Jeśli zaś chodzi o samą krytykę religii, to ciężko się do tego odnieść, bo czasem mamy do czynienia z obrażaniem się osób posiadających uczucia religijne o nazwanie biskupa-pijaka pijakiem. Ja osobiście nigdy, przenigdy nie zaczynam tego typu konwersacji w towarzystwie, choć jeśli komuś temat bardzo ciąży na wątrobie i koniecznie chce rozmawiać to chętnie podzielę się stanowiskiem moim, mogę się nawet pokłócić. W towarzystwie większym i mniej znanym takich rozmów unikam jak ognia, bo nie mam ochoty na walkę z wiatrakami przy przewadze liczebnej wroga. Myślę, że ludzie mają z reguły zbyt wiele doraźnych i doczesnych problemów by mieć jeszcze czas, energię i ochotę na wchodzenie w dyskurs ze sporą częścią społeczeństwa oraz ciągłe uzasadnianie swojego stanowiska, wygrzebywanie argumentów i odpieranie ataków w obliczu postawy w stylu "bo mnie tak wychowali i wierzę, a ty się bezbożniku tłumacz". Moim zdaniem problem zaczyna się właśnie gdy ktoś rozsiewa propagandę, jakoby tylko ci źli, wściekli, wojujący ateiści, którzy chcą wszystkim ukraść święta krytykowali religię, bo przecież ci "postępowi" ( ) ateiści są tacy wpożo, że dziecko ochrzczą na roraty pójdą, i księdza po kolędzie przyjmą...

Wydaje mi się, że nie możemy dopuścić do tego, by kilku oszołomów uwsteczniało wspaniałe ludzkie osiągnięcie, jakim jest wyrwanie umysłu ze szponów ułudy. Bo to trochę tak, jak z osobami "tolerującymi" religie fundamentalistyczne - bo to nieładnie tak krytykować, komuś potem może być smutno. A obcinanie łechtaczek to tylko taki lokalny koloryt, żaden powód, żeby psy na ludziach wieszać, nieprawdaż?...
21-12-2013 17:26 
 Ocena 5 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Póki człowiek umiera, póty religia będzie niezniszczalna.
Raczej póki będzie wtłaczana do głów dzieci i póki będzie pasterzom przynosiła korzyści.
>Z tego punktu widzenia krytykowanie wszelkiej religii może być czymś złym.
Niby dlaczego?
>Podejrzewam jednak, że skoro religia godzi człowieka ze śmiercią, pomaga łatwiej żyć, to może nie należy jej niszczyć.
To jak religia godzi ze śmiercią najlepiej widać na pogrzebach. Po prostu same uśmiechy, następnie zaś niezwykle wesoła stypa gdzie uczestniczy cieszą się z przebywania denata na łonie Abrahama. Zresztą po co niszczyć, starczy jeśli religia stanie się sprawą prywatną bez wpływu na niechętnych jej obywateli.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Hotbit (1772 punktów)
(zablokowany)
Nie ma żadnego ateizmu 2.0, tak jak nie ma ateizmu 10.17.
" A słowo ciałem się stało'' - tak to już jest, że jak się stworzy nazwę, to wydaje się, że odpowiadający jej 'obiekt' istnieje. Tyle tylko, iż tak tylko się wydaje.

Jest jasne i proste czym ateizm jest. Natomiast czy ateiście podoba się bryła (niektórych) kościołów, czy jest antyklerykałem, czy lubi lub nie znosi kolędy, to już zupełnie inna historia.

Rytuały. Coraz bardziej skłaniam się do poglądu, że człowiek potrzebuje żyć w sposób zrytualizowany. Potrzebuje rytuałów w życiu codziennym. To wynika z planu genetycznego i fizjologii człowieka. W religiach rytuały są powszechne. Istnienie rytuałów w życiu człowieka nie wywodzi się jednak z religii, lecz z natury. Zapewne religiantom taka 'wersja' ateizmu się podoba, bo umieszcza religie ponad naturą. A tak nie jest.

Krótko:
ateizm 2.0 - bzdura i nadużycie
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)
Jak rozumiem, samo pojęcie Ateizm 2.0 wiąże się z Alainem de Botton. Jeśli tak, to przyznam, że mam z nim pewien problem. Gdy usłyszałem de Bottona pierwszy raz z jego wystąpieniem na TED, moją pierwszą reakcją był pewien niesmak i niezgoda. Przyszło mi nawet do głowy, że to może wierzący w przebraniu. Teraz powoli zaczynam się zastanawiać, czy nie ma w tym jakiegoś pomysłu. Nie chodzi mi o żadne kolędy ani o nieatakowanie religii, bo chyba de Botton nie to ma na myśli. A co ma naprawdę, to się pewnie niedługo dowiem dokładniej, bo przez przypadek kupiłem jego książkę, jednak z grubsza widzę to tak:

Religia przejęła różne formy celebracji i zaspokajania potrzeb życia społecznego. Ateizm jest zaledwie brakiem wiary w boga(-ów) i niczym więcej. Ludzie mieli, mają i mieć będą potrzebę spotykania się i doświadczenia czegoś, co wykracza poza szarą codzienność, i religie im to oferują. Jednak cena, jaką płacimy za to, jest olbrzymia - nietolerancja, wykluczenie, poniżanie (np. kobiet, okaleczanie, morderstwa, i to pod sztandarami z hasłami głoszącymi dobro. Jeśli spróbujemy usunąć religie z naszego życia (OK, ten punkt jest najtrudniejszy), to usuwamy również obrzędowość i zaspokajanie pewnych potrzeb społecznych, a w zamian nic nie dajemy/dostajemy.

I tu właśnie wchodzi de Botton z propozycją odebrania religiom tego, co sobie przywłaszczyły, czyli rytuałów, spotkań w większych grupach itp. Te potrzeby są zbyt silne, by się łudzić, że znikną. Jeśli umiera religia, w to miejsce zaczyna wchodzić coś innego, np. metafizyka, alternatywna medycyna, kult zdrowej żywności, pseudofilozofie ze Wschodu itp. Choć najczęściej nie są tak groźne, jak sama religia, i zdarza się, że głównie opróżniają nasze kieszenie w gotówki, to jednak potrafią pozbawić ludzi zdolności krytycznego myślenia. A co, gdyby w puste miejsce przygotować coś, co nie psuje intelektualnie, a zaspokaja nasze potrzeby? Na przykład wspólne spotkania na wzór tych religijnych, ale bez religii, wiary i guseł. I to chyba ma być w zarysie ten Ateizm 2.0.

Nie wiem, nie znam odpowiedzi i wciąż do de Bottona podchodzę z dużym dystansem, ale coraz częściej zastanawiam się, czy w tym, co on postuluje, nie ma głębszego sensu.
21-12-2013 15:21 
 Ocena 4 na 4
Ratatoskr (4439 punktów)
>Ateizm jest zaledwie brakiem wiary w boga(-ów) i niczym więcej. Ludzie mieli, mają i mieć będą potrzebę spotykania się i doświadczenia czegoś, co wykracza poza szarą codzienność, i religie im to oferują. Jednak cena, jaką płacimy za to, jest olbrzymia

Hm.... czyli z grubsza miałoby wyglądać tak:

religia = teizm + sposób na życie
ateizm 2.0 = ateizm + sposób na życie
?

Coś w tym jest, pamiętam w życiu takie dwa kluczowe światopoglądowo momenty:

1) Parę lat po odrzuceniu religii. Wiedziałam już, że absolutnie nie wierzę w te wszystkie historie o chodzeniu po wodzie i narodzinach z dziewicy. Ale miałam problem. Problem (a raczej jeden z przykładów go ilustrujących) wyglądał tak: Skoro nie ma faceta w chmurach, który w kamieniu wyrył "nie zabijaj" to jak mam uzasadnić, to że zabijania nie uważam za słuszne? A może niesłusznie nie uważam je za słuszne i w takim razie powinnam zabijać, jeśli to mi mi przyniesie korzyść?

Ostatecznie wydedukowałam tutaj sobie system, który nazwałam "zdrowym egoizmem". Nie krzywdzę innych bez powodu, bo per saldo i w dłuższej perspektywie nie przyniesie mi to wcale korzyści. Jeśli natomiast ktoś mnie zrani, mogę podjąć stosowne działania odwetowe, celem zniechęcenia go do podobnych zachowań w przyszłości. (Notabene parę lat później z niejakim zdziwieniem opis podobnej filozofii odnalazła w LaVeyowskim satanizmie).

2) Paręnaście lat po odrzuceniu religii dotarło do mnie, że nadal tkwię w pewnym postreligijnym marazmie. Że dawno temu nawbijano mi do głowy, że jestem małym robaczkiem i nadal postrzegam świat z perspektywy małego robaczka, nie podejrzewając nawet, że mogłabym inaczej. Może nie we wszystkich wymiarach, bo były takie obszary, gdzie dostrzegałam w sobie pewną nadprzeciętność, ale generalnie zostałam kiedyś sformatowana na inteligenta żyjącego na poddaszu i nie umiałam wyjść poza ten paradygmat.

Aż do momentu, kiedy spotkałam się z odmiennymi postawami i uderzyło mnie to po oczach. Że nikt nigdy nie uczył mnie odwagi, ambicji, nieszablonowego myślenia. I że spaliłam swego czasu swoją książeczkę od pierwszej komunii, ale przez naście lat nie umiałam spalić siedzących w mojej głowie "skryptów aktywności", bo nawet nie pojmowałam jak głęboko we mnie ciągle jeszcze siedziały "pyłem jesteś" i "prochu nie wymyślisz".

---------------
I w tych dwóch momentach musiałam sobie sama (w bólach) wydedukowywać sprawy, których nikt mi nie pokazał, albo pokazał bardzo późno.
21-12-2013 16:06 
 Ocena 3 na 3
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)
Podobają mi się te dwa równania, im dłużej na nie patrzę, tym bardziej nie mam im nic do zarzucenia. Gdyby na tym miał polegać Ateizm 2.0, to byłoby dobrze. Oczywiście, najpierw trzeba by poradzić sobie z religią, uświadamiając ludziom, jak potężna i destrukcyjna to siła.

Nie ma to, oczywiście, nic wspólnego z zachwytem nad kolędami (jak ktoś lubi, jego sprawa, ludzie są różni) lub grzeczną postawą wobec religii czy Kościoła. Przed momentem z nieznanych sobie powodów zawędrowałem na profil FB Gościa Niedzielnego, przeczytałem kilkanaście komentarzy i teraz muszę dojść do siebie. Jakie szczęście, że prawo już nie pozwala chrześcijanom na zabijanie inaczej myślących. A przynajmniej na razie.
_
Lengyel (2127 punktów)
>I tu właśnie wchodzi de Botton z propozycją odebrania religiom tego, co sobie przywłaszczyły, czyli rytuałów, spotkań w większych grupach itp. Te potrzeby są zbyt silne, by się łudzić, że znikną. Jeśli umiera religia, w to miejsce zaczyna wchodzić coś innego, np. metafizyka, alternatywna medycyna, kult zdrowej żywności, pseudofilozofie ze Wschodu itp. Choć najczęściej nie są tak groźne, jak sama religia, i zdarza się, że głównie opróżniają nasze kieszenie w gotówki, to jednak potrafią pozbawić ludzi zdolności krytycznego myślenia. A co, gdyby w puste miejsce przygotować coś, co nie psuje intelektualnie, a zaspokaja nasze potrzeby? Na przykład wspólne spotkania na wzór tych religijnych, ale bez religii, wiary i guseł. I to chyba ma być w zarysie ten Ateizm 2.0.

To nie byłoby nic nowego. Jak ludzkość ludzkością, urządzało się rozmaite uroczyste obżarstwa, opilstwa czy igrce (spektakle teatralne, walki gladiatorów, sportowców lub zwierząt, koncerty) z bogami nie mające nic wspólnego. I robi się do dzisiaj.
finerbijk (17282 punktów)
>Ateizm 2.0 czyli: jestem ateistą, ale lubię kolędy i nie atakuję religii? (Chyba, że macie jakieś lepsze definicje).
Można sobie pozwolić na komfort ateizmu 2.0 w warunkach życia w miejscu i czasie, gdzie religię odbiera się z perspektywy widywanych z dala kościołów i ckliwych oraz mdłych (moim zdaniem) kolęd - czyli w większych i w miarę otwartych obszarach zurbanizowanych.
Ja mam podobne, ale rozumiem, że może nie być tak wesoło, gdy wkracza ona z butami w szkolne życie dzieci albo odbija się ostracyzmem niewielkich społeczności, w których przyszło takiemu ateiście żyć. No i myśl, że się chcąc nie chcąc współfinansuje rzesze urzędników religianckich też nie nastraja optymistycznie.

>Dla mnie ateizm to po prostu brak wiary w bogów. Nic nie mówi o estetyce, sposobie życia itp.
Podobnie jak religia niewiele mówi większości wiernych o sposobie życia, deklarowane wartości nijak się mają do rzeczywistości. Gdyby obserwować ukrytą kamerą życie katolika i ateisty, to raczej trudno byłoby odróżnić jednego od drugiego za wyjątkiem (ewentualnie) godziny spędzania czasu w niektóre niedziele. Religianci zwykle zostawiają sobie religię na wypadek sytuacji skrajnych, kiedy ich zdaniem tylko interwencja sił wyższych może pomóc.
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
Myślę, że to ateizm bez antyklerykalizmu. Trochę taki tumiwisizm. Ateizm, jak napisałaś, niczego nie implikuje. Nie ma bogów ot i wsio, jednak biorąc pod uwagę wpływ instytucji religijnych na życie społeczeństw aż dziw bierze, że są nieantyklerykalni ateiści. Obecnie nie da się stać bezczynnie i z miłym uśmiechem tolerancji przyglądać wszystkiemu co wyprawiają chodzące wzorce moralności dla omotanych owiec.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Ateizm 2.0 czyli: jestem ateistą, ale lubię kolędy i nie atakuję religii?

To niemożliwe.
Pozwolę sobie litościwie pominąć kolędy, ale samo bycie ateistą jest brutalnym atakiem na religię, zresztą, przez wieki religia karała tę potworną zniewagę śmiercią. Gdzieniegdzie wciąż karze.
Heremis (587 punktów)
Może i dziwne, ale jest faktem, istnieje tzw. chrześcijański ateizm, jeśli nic się nie zmieniło to przykładowo R. M. Price jest przedstawicielem tego nurtu. W jednym z filmów dotyczących chrześcijaństwa (nie pamiętam tytułu dokładnie)twierdzi, że Chrystus to postać mityczna (tak jak historie Dionizosa, Ozyrysa, Mitry), o historycznym nic nie można powiedzieć, chyba że znajdziemy jego dziennik lub kości. Zdaje się, że nawet chodzi na chrześcijańskie nabożeństwa, bo po prostu lubi ten klimat. Pewnie jest w tym zasługa tego, że niegdyś był wierzącym chrześcijaninem. Osobiście w takiej postawie nie widzę nic złego, jeśli ktoś tak lubi czemu nie. Sam nie jestem ateistą, ale nie wierzę w większość tego co mówi Kościół, niemniej jednak też mam czas, kiedy chętnie pójdę do kościoła pośpiewać bądź uczestniczyć w Triduum Paschalnym.
22-12-2013 14:01 
 Ocena 1 na 1
Kacprzyński (29 punktów)
(zablokowany)
Ja jestem ateistą z urodzenia, teraz deistą i lubię duchowość ignacjańską ( Loyaola itp. ).

Do kościoła siedzę raczej posiedzieć się i pomodlić , niż na msze,w których razi mnie rutyna i to, że ludzie chodzą u nas na nie w większości dla tradycji, na pokaz " bo co ludzie powiedzą ", a nie dla autentycznej potrzeby.

Najważniejszy jest w życiu autentyzm i wewnętrzna prawda.
Heremis (587 punktów)
>Ja jestem ateistą z urodzenia, teraz deistą i lubię duchowość ignacjańską ( Loyaola itp. ).
Deizm też jest mi bliski, a ogólnie interesuje mnie mistycyzm wielkich religii oraz medytacja.
> Do kościoła siedzę raczej posiedzieć się i pomodlić , niż na msze,w których razi mnie rutyna i to, że ludzie chodzą u nas na nie w większości dla tradycji, na pokaz " bo co ludzie powiedzą ", a nie dla autentycznej potrzeby.
Chodzę na msze młodzieżowe, sam należę do tzw. starej młodzieży. Grają tam gospelowo i po prostu jest żywiej i kazania nawet bywają sensowne.
>Najważniejszy jest w życiu autentyzm i wewnętrzna prawda.
>
W pełni popieram
22-12-2013 19:49 
 Ocena 1 na 1
Kacprzyński (29 punktów)
(zablokowany)
>>Ja jestem ateistą z urodzenia, teraz deistą i lubię duchowość ignacjańską ( Loyaola itp. ).
>Deizm też jest mi bliski, a ogólnie interesuje mnie mistycyzm wielkich religii oraz medytacja.
>> Do kościoła siedzę raczej posiedzieć się i pomodlić , niż na msze,w których razi mnie rutyna i to, że ludzie chodzą u nas na nie w większości dla tradycji, na pokaz " bo co ludzie powiedzą ", a nie dla autentycznej potrzeby.
>Chodzę na msze młodzieżowe, sam należę do tzw. starej młodzieży. Grają tam gospelowo i po prostu jest żywiej i kazania nawet bywają sensowne.
>>Najważniejszy jest w życiu autentyzm i wewnętrzna prawda.
>>
>W pełni popieram

Tak, medytacje to podstawa. Rozumiem dobrze, o co chodzi, am też jestem naturą kontemplacyjną.

Mod:
Proszono cię już - kasuj zbędne cytowania.
23-12-2013 13:45 
 Ocena 2 na 2
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)

>Najważniejszy jest w życiu autentyzm i wewnętrzna prawda.

Pozwolę się nie zgodzić, że wewnętrzna prawda jest czymś najważniejszym. Czym kierowali się zamachowcy z 11/9 jeśli nie wewnętrzną prawdą?

Z samej definicji jest to prawda subiektywna, której nie można zweryfikować, równie dobrze może to być halucynacja wywołana albo chemią samego mózgu, albo chemią z zewnątrz. Nie chcę wdać się w rozważania na temat prawd subiektywnych i obiektywnych, chodzi mi tylko o możliwość zewnętrznej weryfikacji. Silne przekonanie o własnej prawdzie bywa niebezpieczne, głównie dla innych.

Jeśli twoja wewnętrzna prawda nie może być zweryfikowana przez innych, przy pomocy uznanych narzędzi i metod, to może należy zastanowić się nad jej prawdziwością i przydatnością. Czasami wystarczy zadać sobie pytanie: skąd wiem, że to prawda i jak mogę to udowodnić?

Najważniejsze chyba jest to, żeby się nie upierać, że moja wewnętrzna prawda jest najważniejsza, bo jest moja.
_
23-12-2013 14:06 
 Ocena 1 na 1
Chemiczny_Rudolf (703 punktów)
>Ja jestem ateistą z urodzenia, teraz deistą [...]
> Do kościoła siedzę raczej posiedzieć się i pomodlić [...]

Jeśli tylko mogę spytać po co jako ateista, teraz deista modlisz się w kościele? Nie chcę nic sugerować, ale takie stwierdzenie kłóci się dość mocno ze znaną mi definicją deizmu.

Swoją drogą wszyscy rodzimy się ateistami...
Zmey (9 punktów)
Mi taka postawa przypomina jedną ze znanych mi osób. Chodzi ona do pewnego "bardzo dobrego" katolickiego liceum w Krakowie i w związku z tym co niedzielę w garniturze na mszę, chociaż nie jest wierząca. Ot, postawa karierowicza, racjonalna, czy nie, gardzę takimi ludźmi. Gdy kariera jest najważniejsza, ten cały Ateizm 2.0 daje całkiem wymierne korzyści, gdy jest się częścią "elity" przesiąkniętej katolicyzmem, warto by nikt nie miał się czego przyczepić.
Fascynat (-25 punktów)
Wg mnie ateizm nie pociąga za sobą konieczności atakowania religii czy nielubienia kolęd. Takie coś to już raczej zalatuje poprzednimi czasami, a że niektórym u nas zostały przyzwyczajenia, młodzież z kolei idzie ich drogą i nam wychodzi, że z Kościołem trzeba walczyć, to wygląda to wszystko nieprzyjemnie. W dodatku na Zachodzie szerzy się Nowy Ateizm, wojujący, no a u nas jak wiadomo, lubimy wszystko co z Zachodu małpować, więc już wielu jest utwierdzonych w absolutnej słuszności niepobłażania religiom. Ale to minie.


Michał ck

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365