Kontynuacja wątku:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,629895Lato. Sierpień.
Od wielu tygodni obiecałem znajomej wspólny wypad za miasto. I ciągle nic. Nagle, któregoś dnia, szykuje się piękna pogoda i wyjazd ludzi skrzykniętych, aż w góry Sowie koło Walimia.
"Oficjalnie" nie mam pewności czy na pewno ktoś będzie więc umawiam się na wyjazd ze wspomnianą osobą niby we dwoje. Dlatego skrzętnie ukrywam teleskopik oraz stoliczek (pod niego) i taborety w bagażniku auta i jedziemy.
Po drodze wyjawiam, że jakby było ładne niebo, to mam ze sobą teleskop. "OK".
Po następnych wielu kilometrach dodaję, że miejsce gdzie jedziemy czasem przyciąga obserwatorów nieba więc może kogoś spotkamy.
Dojeżdżamy przed zmrokiem. Na ostatnich 50 metrach prawie wszyscy gubili drogę ale "strzały" lasera po szybie szybko uzmysławiały gdzie jest ekipa. Ogromna - chyba 10 osób, a zaraz dojadą następne.
Wieje, równomiernie, przyjemny ciepły wiatr. Trawa śliczna. Znajoma domyśliła się podstępu i twardo siedzi w aucie (nie wysiada). Rozstawiam stoliczek, witam się z kilkoma ludźmi i mówię, że jak jej się tu nie podoba to, OCZYWIŚCIE, za niedługo pojedziemy gdzie indziej.
Kolega już zaiwania teleskopem. Podchodzę i mówię jaki mam problem. Ten, młodszy ode mnie mężczyzna, romantyczno-erotycznie wyjaśnia mi przyczynę żalu panienki ale też decyduje się mi pomóc. Zaprasza ją na obserwacje. Dalej poszło już gładko.
Spore wrażanie zrobiły na nas Plejady w lornetce 10x oraz jakaś M-ka ustawiona w Oberwerku.
To taka dobra lornetka (coś około 15x 70mm) za rozsądne pieniądze, na statywie akurat, a nie taniec
A potem zaczęła się zabawa. Wiatr stopniowo, troszeczkę po troszeczku zwiększał się.
Duże gwiazdy, zwłaszcza gdy patrzyliśmy w kierunku nad odległym miastem, mrugały przedynamicznie! Ludzie gadali, łazili, a teleskopy zaczęły się przewracać. Buch jeden. Za chwile buch drugi.
Mnie zaimponował kolega z SCT 8 cali na baaardzo wysokim statywie. Kolega ów był wysoki, jak ja chyba, a mimo to mógł, wyprostowany, zaglądać w okular i to patrząc w górę (no w sumie to raczej normalne). Choć niektórzy, w tym ja, obejrzeli teleskopami podświetloną wieżę na Wielkiej Sowie.
Wiatr wzbierał na sile ale ciągle był ciepły. Było to bardzo dziwne uczucie.
W końcu dałem za wygraną i spakowałem stół i teleskopik, z którego mało co skorzystałem ale wcale nie żałowałem tego wyjazdu, ani też Kobieta, która mi towarzyszyła.
Pozdrawiam