 |
Polska w Azji, nie w Europie Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-10-2015 08:34 | zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | Polska w Azji, nie w Europie 0 na 2 | Zapewne ku radości niektórych tutejszych forumowiczów, sejm wyrzucił do kosza projekt ustawy, która nakazywała kierowcy ustąpić pierwszeństwa pieszemu oczekującemu na przejście przez "zebrę". O 2-letnim blokowaniu ustawy pisałem w tym wątku.
W 2012 roku w Polsce ginęło 32 pieszych/mln obywateli, średnia UE to 13/mln. Czyli w Polsce ginie 2,5x więcej pieszych niż średnio w krajach UE. W porównaniu z krajami, gdzie ten odsetek jest najmniejszy, jest to różnica blisko 10-krotna.
Tak więcej drodzy kierowcy, królowie szos i jezdni - głowa do góry, gaz do dechy, i z rechotem mijamy pieszego czekającego przed "zebrą"! | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> W 2012 roku w Polsce ginęło 32 pieszych/mln obywateli, średnia UE to 13/mln. Czyli w Polsce ginie 2,5x więcej pieszych niż średnio w krajach UE."Ginęło" czyli "ginie"?  Żeby powyższy wniosek nie wyglądał na manipulację powinieneś konsekwentnie używać czasu przeszłego: Czyli w Polsce ginęło 2,5x więcej pieszych niż średnio w krajach UE. > Tak więcej drodzy kierowcy, królowie szos i jezdni - głowa do góry, gaz do dechy, i z rechotem mijamy pieszego czekającego przed "zebrą"!Spoko, i tak tego pierwszeństwa miało praktycznie nie być. Bo choć pieszy czekający niby miałby mieć pierwszeństwo, to równolegle miałby obowiązek upewniać się, że kierowcy tego pierwszeństwa mu ustępują. Czyli - domyślnie - jak nie ustępują, to pierwszeństwa nie ma. Czy ma, a jego problem, że nie korzysta?
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
1 na 1 | klawik (759 punktów) | Uważam, że to kwestia kultury i przepisy, owszem mogłyby przyspieszyć pewne rodzaje zachowań na drodze, ale nie zastąpią edukacji. Myślę, że jest coraz lepiej.
|
|
4 na 4 | Jacholek (5699 punktów) | Też oceniam z własnego doświadczenia że nie jest tak źle z tym przepuszczaniem pieszych przez kierowców. Potrzebna edukacja oczywiście, pieszy powinien umieć ocenić jaka jest droga hamowania samochodu jadącego z przepisową prędkością. Najlepiej gdyby były oznaczone strefy pomagające określić ten odcinek potrzebny na wyhamowanie samochodu. Jeśli samochód znajduje się już wewnątrz tej strefy to po prostu pieszy przepuszcza pojazd i vice versa.
|
|
 | zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | >pieszy powinien umieć ocenić jaka jest droga hamowania samochodu jadącego z przepisową prędkością Pieprzysz jak posłowie i senatorowie, którzy chcieli wprowadzić do ustawy podobne idiotyzmy - chcieli, aby pieszy miał ocenić prędkość samochodu zbliżającego się do "zebry". A chodzi tylko o to, aby kierowca zatrzymał samochód i pozwolił pieszemu przejść przez "zebrę". Tylko, qrwa tyle!. Jak w cywilizowanych krajach UE, a nie w Chinach, Indiach, Rosji czy Egipcie.
|
|
|  | 2 na 4 | Jacholek (5699 punktów) | > Tylko, qrwa tyle!. Jak w cywilizowanych krajach UE, a nie w Chinach, Indiach, Rosji czy Egipcie.[/color]> Gratuluje dużej kultury słowa i wysokiego poziomu dyskusji. Na takie pysku-wy idź Pan do knajpy z piwem a nie na forum Racjonalisty.
|
|
| |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | > >Tylko, qrwa tyle!. Jak w cywilizowanych krajach UE, a nie w Chinach, Indiach, Rosji czy Egipcie.[/color]> >> Gratuluje dużej kultury słowa i wysokiego poziomu dyskusji. Na takie pysku-wy idź Pan do knajpy z piwem a nie na forum Racjonalisty.  > Kolego Jacholek. Przyznaję rację Twojemu adwersarzowi, że coś mącisz i to nie jest jasne. Ze forma jego wypowiedzi jest obcesowa, taka wojskowa, lapidarna ale jasna i celna, bo takiego ględzenia jakie zaprezentowałeś nie każdy wytrzymuje. Jak ma pieszy ocenić długość hamowania pojazdu jadącego z byle jaką prędkością, niekoniecznie bezpieczną, kiedy ma np. 65 lat i niekoniecznie dobrze widzi? Jak ma tą prędkość ocenić? W dodatku w ruchliwej części miasta, gdzie tylko głośny szum na granicy hałasu i oczy praktycznie trzeba mieć "na około głowy"? Ty jeszcze proponujesz/widziałbyś nawet malowanie jakichś "stref". Człowieku! Może więc i ta Polska tak wygląda akceptując do praktycznego stosowania tyle takich mądrych uwag?
Ich bin besser als mein Ruf
|
|
| | |  | 2 na 2 | Jacholek (5699 punktów) |
>Kolego Jacholek. Przyznaję rację Twojemu adwersarzowi, że coś mącisz i to nie jest jasne. Nie jesteśmy tutaj komisją sejmową powołaną do ustanawiania nowych reguł koegzystencji pieszych i samochodów lecz luźnym stowarzyszeniem dyskutantów. Nie widzę więc powodów do takich emocjonalnych reakcji i ostrych oskarżeń o mącenie itp. Wyluzuj kolego i przyjmij konwencję spotkania typu brain storming a nie ostrej debaty sejmowej. Nie twierdziłem iż moja sugestia to jedyne słuszne rozwiązanie. Czekam na sensowne kontrpropozycje a nie na ataki personalne.
|
|
| | | |  | 3 na 3 zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | >Czekam na sensowne kontrpropozycje a nie na ataki personalne. Jak jest: - kierowca nie jest zobowiązany do zatrzymania pojazdu i wpuszczenia pieszego na "zebrę" Jak mogłoby być: - kierowca jest zobowiązany do zatrzymania pojazdu i wpuszczenia pieszego na "zebrę" Twoja propozycja: - nie dość, że kierowca nie jest zobowiązany do zatrzymania pojazdu i wpuszczenia pieszego na "zebrę", to jeszcze pieszy ma obowiązkowo dokonywać jakichś obliczeń prędkości i drogi hamowania pojazdu na podstawie jakichś znaków na jezdni.
Zatem proponujesz bezsensowne skomplikowanie obecnych przepisów, przerzucenie całej odpowiedzialności za sytuację na pieszego, a potem oburzasz się, że ktoś wytyka ci takie bzdurne pomysły.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacholek (5699 punktów) | > Zatem proponujesz bezsensowne skomplikowanie obecnych przepisów, przerzucenie całej odpowiedzialności za sytuację na pieszego, a potem oburzasz się, że ktoś wytyka ci takie bzdurne pomysły.[/color]Chce się czy nie to obowiązują jednak prawa fizyki i jeśli pieszy wtargnie niespodziewanie na jezdnię przed jadącym samochodem to nie może liczyć na cud że samochód zatrzyma się w miejscu. No i do tego sprowadza się trudna edukacja. Z drugiej strony chodzić może każdy, nawet ten z Alzheimerem (jeździć samochodem już nie) i z tym powinien liczyć się każdy kierowca. Czyli nie ma prostych reguł (chyba że instalacja inteligentnych świateł)a w praktyce potrzebna jest odrobina wyobraźni i kultura a nie chamstwo i rozpalanie nienawiści pomiędzy panami kierowcami a skromnymi pieszymi.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | >jeśli pieszy wtargnie niespodziewanie na jezdnię przed jadącym samochodem Projekt zmian przepisów dotyczył pieszego czekającego na chodniku na przejście przez jezdnię. Tyle, qźwa, i tylko tyle! Nigdy to do ciebie nie dotrze?!
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > Projekt zmian przepisów dotyczył pieszego czekającego na chodniku na przejście przez jezdnię. Ile czasu pieszy ma czekać, by się zakwalifikować jako czekający? Minutę, ćwierć minuty? Bo przecież nie wystarczy sekunda, gdyż to byłoby wtargnięcie.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ile czasu pieszy ma czekać, by się zakwalifikować jako > czekający? Minutę, ćwierć minuty? Bo przecież nie wystarczy > sekunda, gdyż to byłoby wtargnięcie.
Idąc kiedyś w Niemczech na metro widzę taki obrazek: kobieta idzie chodnikiem wzdłuż drogi zbliżając się nieśpiesznym krokiem do zebry. Z tyłu kobiety nadjeżdża powoli samochód (jedzie w tą samą stronę, co ona) po czym kierowca potulnie zatrzymuje się przed zebrą. Babka niczego nieświadoma mija zebrę i idzie dalej prosto (nie wchodzi na drogę). Samochód rusza.
Pytasz ile czasu pieszy ma czekać, by się zakwalifikować, jako czekający? Praktyka będzie wskazywać na wartości ujemne, myślę, że w zależności od prędkości auta od około -5 do -20s. Pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | Czy podobnie jak kierowca samochodu ma reagować np. rowerzysta jadący wzdłuż strumienia pieszych? Jeśli piesi mogą przecinać tor jego jazdy bezzwłocznie, a on ma reagować z wyprzedzeniem, to chyba w ogóle nie może jechać. A gdy już będzie piechurem prowadzącym rower, to dlaczego miałby ustępować wszystkim innym pieszym?
Pozdrowienia
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | W 'mojej' sytuacji nikt nie przecinał niczyjego toru jazdy. Kobieta szła równolegle chodnikiem do prostej jezdni. Samochód najpierw stanął, potem ją wyprzedził, pojechał prosto i tyle.
> Czy podobnie jak kierowca samochodu ma reagować np. > rowerzysta jadący wzdłuż strumienia pieszych?
Trudno powiedzieć, do czego to w przypadku rowerzystów zmierza. W Krakowie na ścieżkach rowerowych są oznaczone przejścia dla pieszych. Być może trzeba będzie zwalniać jak się zobaczy kogoś zbliżającego się. Na razie jadąc rowerem nie spędza mi to snu z powiek, ale zawsze patrzę czy jaki zamyślony pieszy nie wtargnie mi na koło.
> Jeśli piesi mogą przecinać tor jego jazdy bezzwłocznie, > a on ma reagować z wyprzedzeniem, to chyba w ogóle nie może jechać
Raczej nie mogą. Praktyka, którą widzę jest taka, że są obdzwaniani dzwonkami i uciekają. Często nawet orientują sie sami, że stoją lub idą ścieżką dla rowerów i szybko z niej schodzą.
> A gdy już będzie piechurem prowadzącym rower, to dlaczego > miałby ustępować wszystkim innym pieszym?
Skąd to założenie? Będzie pieszym, jak każdy inny.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > Samochód najpierw stanął, potem ją wyprzedził, pojechał prosto i tyle. Ale zatrzymał się na wypadek przecięcia toru jazdy - czyż nie? >[rowerzysta] Będzie pieszym, jak każdy inny. Otóż to. Pieszego-rowerzystę traktuje się na równi i nie depce się go po stopach. Dlaczego jadącego rowerzystę dyskryminować, nadając większe prawa piechurom, którzy mogą mu wleźć na koło jak im się uwidzi?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ale zatrzymał się na wypadek przecięcia toru jazdy - czyż nie?Tak właśnie. > Dlaczego jadącego rowerzystę dyskryminować, nadając większe> prawa piechurom, którzy mogą mu wleźć na koło jak im się uwidzi?Nie ja ustalam zasady, mogę pisać tylko z praktycznego punku widzenia bywając i jednym i drugim (jak nie kierowcą  ) Jak sie jedzie na rowerze, to się wbrew pozorom bardziej uważa. Nie tak dawno temu młoda białogłowa wtargnęła mi na ścieżkę rowerową zza ekranu dźwiękochłonnego. Cudem wyhamowałem, ona w szoku. Do tego w miejscu, gdzie nie miała namalowanych pasów.. oj dorwałbym to dziewcze 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | |  | zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | >Czy podobnie jak kierowca samochodu ma reagować np. rowerzysta jadący wzdłuż strumienia pieszych? Jeśli piesi mogą przecinać tor jego jazdy bezzwłocznie Proponowana zmiana przepisów dotyczyła pieszego oczekującego na przejście przez jezdnię, więc po kiego wprowadzasz wątek rowerzystów i pieszych poza jezdnią? Myślisz, że w ten sposób podważysz sens proponowanych zmian przepisów, bo wydaje ci się, że sprowadzisz problem do absurdu?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > Proponowana zmiana przepisów dotyczyła pieszego oczekującego na przejście przez jezdnię, więc po kiego wprowadzasz wątek rowerzystów i pieszych poza jezdnią? Zauważ, że ścieżka rowerowa służy do jazdy więc także jest jezdnią. > Myślisz, że w ten sposób podważysz sens proponowanych zmian przepisów, bo wydaje ci się, że sprowadzisz problem do absurdu? Nie jest moim zamiarem emocjonalne czy nielogiczne potraktowanie problemu - przeciwnie - podaję przykład rowerzysty, by dokładniej się przyjrzeć możliwości wyhamowania przez kierowcę. Ponadto, jako że rowerzyście bliżej do pieszego, wyraźniej może widać czy nie proponujesz dyskryminacji jednych użytkowników dróg kosztem uprzywilejowania innych.
[Swoją drogą jak pieszy ma się zachować wobec tzw. pojazdów uprzywilejowanych? Przecież nie może włazić na jezdnię kiedy zechce, lecz musi trochę uważać (co sugerował Jacholek). Daleki jestem doprawdy od popierania przemocy na drogach, wymuszania pierwszeństwa przez silniejszych: ciężarówek na 'osobówkach', osobówek na rowerzystach, pojazdów na pieszych. Nie 'przeginajmy' jednak w drugą stronę i nie czyńmy z piechurów "świętych krów".]
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | TyDraniu (6569 punktów) | > Idąc kiedyś w Niemczech na metro widzę taki obrazek: kobieta idzie chodnikiem wzdłuż drogi zbliżając się nieśpiesznym krokiem do zebry. Z tyłu kobiety nadjeżdża powoli samochód (jedzie w tą samą stronę, co ona) po czym kierowca potulnie zatrzymuje się przed zebrą. Babka niczego nieświadoma mija zebrę i idzie dalej prosto (nie wchodzi na drogę).> Samochód rusza.1. Z jaką prędkością dojeżdżał ów samochód do przejścia? 30, 50, 70, 100 km/h? 2. Czy metr za nim jechał drugi samochód z podobną prędkością? 3. Czy samochody stojące przed przejściem ominął inny, wjeżdżając w przechodzące osoby? My nie jesteśmy jeszcze gotowi na ustawę dającą bezwzględne pierwszeństwo pieszym. O ile zatrzymuję się przed przejściem na drogach osiedlowych, w miasteczku akademickim lub w ośrodkach turystycznych, gdzie jeździ się z prędkością do 40km/h, to nie wyobrażam sobie stawać na każdych pasach na dwupasmówce, gdzie jest ograniczenie 70-90 km/h. Przed wejściem takiej ustawy wszystkie ryzykowne przejścia musiałyby być zlikwidowane.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >1. Z jaką prędkością dojeżdżał ów samochód do przejścia? 30, 50, 70, 100 km/h?
Około 40 km / h.
>2. Czy metr za nim jechał drugi samochód z podobną prędkością?
To jest teren obok biurowców. Nie, ale mógłby i myślę, że nie byłoby z tym problemu.
> 3. Czy samochody stojące przed przejściem ominął > inny, wjeżdżając w przechodzące osoby?
Nie było tam nikogo oprócz wymienionych osób. Nigdy zresztą takiej sytuacji w Niemczech nie widziałem.
> My nie jesteśmy jeszcze gotowi na ustawę dającą bezwzględne > pierwszeństwo pieszym. O ile zatrzymuję się przed przejściem > na drogach osiedlowych, w miasteczku akademickim lub w ośrodkach > turystycznych, gdzie jeździ się z prędkością do 40km/h, to nie > wyobrażam sobie stawać na każdych pasach na dwupasmówce, gdzie > jest ograniczenie 70-90 km/h.
A często 110 km / h. Też sobie tego nie wyobrażam, tyle że tam z reguły są światła.
> rzed wejściem takiej ustawy wszystkie ryzykowne > przejścia musiałyby być zlikwidowane.
Zgadzam się, temat wymaga przemyślenia.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | >Idąc kiedyś w Niemczech na metro widzę taki obrazek: kobieta idzie chodnikiem wzdłuż drogi zbliżając się nieśpiesznym krokiem do zebry. Z tyłu kobiety nadjeżdża powoli samochód (jedzie w tą samą stronę, co ona) po czym kierowca potulnie zatrzymuje się przed zebrą. Babka niczego nieświadoma mija zebrę i idzie dalej prosto (nie wchodzi na drogę). >Samochód rusza. Ja miałem podobne doświadczenie w Anglii. Szedłem sobie ze znajomą Angielką po chodniku, aż nagle zorientowałem się, że idziemy prawą stroną. Zszedłem więc na lewą stronę, tuż przed "zebrą" po mojej lewej. Kątem oka zauważyłem, że samochód jadący (oczywiście) lewą stroną jezdni zatrzymał się. Nie byłem skierowany na wprost przejścia, dzieliła mnie od tego samochodu połowa jezdni (jeden pas ruchu), a mimo to kierowca zatrzymał się. Wówczas nie rozumiałem o co chodzi, a dziś wiem, że prawdopodobnie nie dożyję czasów, gdy polski kierowca zachowa się tak samo.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | >Ile czasu pieszy ma czekać, by się zakwalifikować jako czekający? Obecnie pieszy ma czekać, aż jakiś kierowca ulituje się nad nim i zatrzyma samochód, aby go przepuścić. W sprzyjających okolicznościach, gdy żaden kierowca nie wykaże się uprzejmością, pieszy może tak czekać do usra.nej śmierci. Podobnie po zmianie przepisów, wszak nikt nie zmusi kierowcy, aby zachował się zgodnie z przepisami i przepuścił pieszego.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Obecnie pieszy ma czekać, aż jakiś kierowca ulituje > się nad nim i zatrzyma samochód, aby go przepuścić
Niestety tak. Dziś drogi są inne, ale w mniejszych miasteczkach i na prowincji wciąż blisko zabudowań jeżdżą sznurami tiry. Kiedyś na studiach szliśmy z koleżanką na praktykę do Elektrociepłowni Kraków. Dwupasmowa ulica, która tam przebiega była bardzo ruchliwa, auta jeżdżą szybko - od parunastu lat są tam już światła, ale wtedy nie było. Wysiedliśmy z autobusu i czekaliśmy na lukę w ruchu drogowym chyba z 5 minut, po czym zdecydowaliśmy sie lekko wymusić na kierowcach litość. Częściowo poskutkowało, oczywiście skończyło się na przebiegnięciu i obtrąbieniu nas - dość nieprzyjemne doświadczenie.
> W sprzyjających okolicznościach, gdy żaden kierowca nie > wykaże się uprzejmością, pieszy może tak czekać do usra.nej śmierci. > Podobnie po zmianie przepisów, wszak nikt nie zmusi kierowcy, > aby zachował się zgodnie z przepisami i przepuścił pieszego.[/color]
Tu nie byłbym pewny. Zmusić może Policja mandatami, po drugie w ludziach są pewne skłonności do zachowań stadnych. Jak inny zaczyna przyjmować nowy nawyk, to drugi robi to szybciej i jakby podświadomie, widząc coraz częściej powtarzający się obrazek. Myślę, że i u nas z czasem funkcjonowałoby to podobnie jak w Anglii, czy Niemczech.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | >Zmusić może Policja mandatami, po drugie w ludziach są pewne skłonności do zachowań stadnych. Napisałem, że nikt nie zmusi mając na myśli, że każdy może złamać prawo. Oczywiście może ponieść konsekwencje w postaci np. mandatu. Co do dalszej części - warto zauważyć, że nowe przepisy miały wejść w życie w 2017 roku, a więc byłoby sporo czasu, aby edukować zarówno kierowców jak i pieszych. Niestety, projekt uwalono, a zatem żadnej edukacji nie będzie.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>Kolego Jacholek. Przyznaję rację Twojemu adwersarzowi, że coś mącisz i to nie jest jasne. >Nie jesteśmy tutaj komisją sejmową powołaną do ustanawiania nowych reguł koegzystencji pieszych i samochodów lecz luźnym stowarzyszeniem dyskutantów. Nie widzę więc powodów do takich emocjonalnych reakcji i ostrych oskarżeń o mącenie itp. Wyluzuj kolego i przyjmij konwencję spotkania typu brain storming a nie ostrej debaty sejmowej. Nie twierdziłem iż moja sugestia to jedyne słuszne rozwiązanie. Czekam na sensowne kontrpropozycje a nie na ataki personalne. > Wybacz, ale widzę tak jakoś, jakby co, że to nie ja zacząłem atakować personalnie. Może rzeczywiście zachowuję się jak ten starszy niedowidzący przechodzień skazany na przejście dla pieszych, który nie umie robić szybko jakichś tam przeliczeń, spostrzeżeń n.p. że są wśród nas, forumowiczów, subtelne nad wyraz i delikatne w swej naturze jak francuskie pieski pokojowe osobowości? A te tzw. "ostre" debaty sejmowe właśnie powstają wtedy, gdy ktoś palnie coś co pasuje jak kwiatek do kożucha, ot tak sobie by tylko zameldować iż nie śpi na obradach, co z kolei implikuje "uczoną" i gorącą debatę zjeżdżającą w końcu na tereny zawarowane dla humoru abstrakcyjnego. Jednych to bawi, co nie oznacza, że bawią się wszyscy. Niektórzy reagują właśnie tak jak zrobiła to zaszetka lawendy. Dziwi mnie więc to, że Ciebie dziwi. Zaiste myśl godna twórcy. Widzę to prościej. Pieszy stojący przy pasach oznaczających przejście dla pieszych nie musi przechodzić, i nie oznacza że wyraża ochotę na przejście (wiadomo, że piesi to też różni ludzie i stają nawet przy przejściu dla pieszych oczekując na kogoś). Rozwiązaniem prostym i zrozumiałym byłoby zasygnalizowanie kierowcy o zamiarze przejścia na drugą stronę jezdni, stawiając stopę na "zebrze" tuż przy krawężniku i oczekując wyraźnej reakcji ze strony kierowcy. Obie strony w ten sposób sygnalizują sobie swe zamiary. Reszta, to kwestia kultury, też z obu stron. Tak że nie mnóżmy bytów ponad potrzebę (brzytwa Odhama). A ruch samochodowy rośnie, ilości pojazdów przybywa, to i temat będzie coraz częściej powracał. Pozdrawiam.
Ich bin besser als mein Ruf
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacholek (5699 punktów) | > Dziwi mnie więc to, że Ciebie dziwi.Kwestia osobistej wrażliwości, nie lubię wulgarności która tak się pleni w miejscach publicznych. Może miałem też zbyt dobre wyobrażenie o uczestnikach tego Forum.Sedno sprawy tkwi w sposobie komunikowania się (potencjalnego) przechodnia i kierowcy. Do tego dochodzi problem widoczności przechodnia w warunkach słabego oświetlenia. No ale niech o tym debatują psychologowie i eksperci od komunikacji, komunikacji rozumianej szeroko. Przy okazji mała poprawka pisowni:Brzytwa Ockhama - encykloped(*)o/brzytwa-Ockhama;3881454.html Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Wenancjusz (16441 punktów) | > Przy okazji mała poprawka pisowni:Brzytwa Ockhama - encykloped(*)o/brzytwa-Ockhama;3881454.html PozdrawiamRzeczywiście, masz rację. Zrobiłem błąd. Ale i tak sprawia mi to przyjemność, że masz w końcu osobistą satysfakcję.
Ich bin besser als mein Ruf
|
|
| Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Tak więcej drodzy kierowcy, królowie szos i jezdni - głowa do góry, gaz do dechy, i z rechotem mijamy pieszego czekającego przed "zebrą"![/color]<< Założę się, że każdy z posłów, czy senatorów, ma samochód i pewnie nie pamięta, kiedy ostatnio przechodził przez jezdnię. A sprawę można by rozwiązać instalując sygnalizację świetlną na przejściach. Żeby piesi jej nie nadużywali może mieć regulowany, w zależności od lokalnych warunków, czas po jakim może włączyć się światło dla pieszych. Ale jednocześnie karać i pieszych i kierowców za wykroczenia. Na tzw. kulturę nie ma co na razie liczyć.
|
|
2 na 2 | Negev (358 punktów) | >W 2012 roku w Polsce ginęło 32 pieszych/mln obywateli, średnia UE to 13/mln. Zaciekawiła mnie ta statystyka, postanowiłem więc poszukać jak to wygląda w moim małym, dzikim, azjatyckim państewku. Okazuje się, że nie jest tak tragicznie (mimo, że azjatyckie), bo wskaźnik wynosi 13.5/mln. No, ale oczywiście zawsze równać trzeba równać do lepszych (w tym przypadku w dół), a nie zadowalać się, że są jeszcze gorsi. W moim małym azjatyckim państewku, o którym wg pewnego forumowicza (a może i innych także) "wszyscy wiedzą jakie jest", opisywane przez Ciebie prawo istnieje od trzech lat. Jak wynika ze znalezionych przez mnie statystyk, liczba wypadków, w których zginęli piesi, w roku 2014 wzrosła o 21% w stosunku do roku poprzedniego. Brzmi źle, prawda? Czyżby nowe prawo nie działało? Gdy jednak spojrzy się na bezwzględną, a nie procentową ilość ofiar, obraz się nieco rozjaśnia: 116 w 2014 w stosunku do 91 w 2013. Myślę, że różnica 25 ofiar w ciągu roku nie może wskazywać na jakiś ogólny trend, ani tym bardziej świadczyć o tym, że akurat to prawo wpłynęło na zwiększenie się ich liczby. Zastanowiły mnie jednak wyniki głębszych poszukiwań. Oto okazuje się, że w przykładowym roku 2009, czyli przed wprowadzeniem omawianego prawa, na przejściach zginęło mniej pieszych (24%) niż przechodzących przez ulicę poza nimi (46%). W poszczególnych kategoriach wiekowych, stosunek ten układa się różnie, ale z wyjątkiem kategorii 65+, zawsze poza przejściami ginie więcej ludzi niż na nich. Niestety nie znalazłem analogicznych danych dotyczących dwóch ostatnich lat (a więc po wprowadzeniu przepisu). Na pewno takie badania i statystyki istnieją dla krajów europejskich, i posłowie, którzy proponują zmianę prawa powinni się z nimi zapoznać. Całkiem możliwe, że akurat takie rozwiązanie wcale nie jest optymalne. To tylko nasze przeczucie (także i moje), może nam się tylko wydaje, że wprowadzenie przepisu coś zmieni. Ja, na przykład poszedłbym dalej. Wprowadziłbym mandaty za przechodzenie przez jezdnię w telefonem przy uchu. Wcale nie żartuję! Takoż za parkowanie przed pasami (wiem, że to jest niedozwolone, ale czy ten przepis się egzekwuje?), za wyprzedzenia na pasach nieregulowanych światłami, a za wyminięcie (czy tak to się nazywa?) pojazdu, który zatrzymał się na pasach w celu przepuszczenia pieszego odbierałbym prawo jazdy. Zastanawiam się jednak co przyniosłoby lepszy efekt, zaostrzanie przepisów i zwiększanie kar czy większa konsekwencja w ich wymierzaniu, oraz edukacja za pomocą intensywnej reklamy społecznej, edukacja wśród młodzieży w szkole i poza nią (w wyżej cytowanych statystykach podano, że poza przejściami zginęło 55, a na nich 15% przechodzących przez ulicę ludzi poniżej 14 roku życia). Wprowadzić przepis, który na pierwszy rzut oka wydaje się dobry, jest bardzo łatwo, i można się potem pochwalić ile to dobrego dla bezpieczeństwa ruchu się robi. Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie mam żadnych podstaw by twierdzić, że przepis nie jest dobry. Wydaje mi się jednak, że jest dużo innych, lepszych sposobów na poprawienie bezpieczeństwa na drogach. Te jednak, wymagają więcej zaangażowania i przede wszystkim pieniędzy.
|
|
 | zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | Oczywiście, że statystyczne wyniki liczby zabitych pieszych na mln mieszkańców nic nie mówią jak obowiązek przepuszczenia pieszego wpływa na liczbę ginących pieszych. Oczywiście, że tzw. kultura jazdy czy - szerzej - kultura ruchu drogowego (z udziałem pieszych) ma wpływ na liczbę wypadków. Problem w tym, że kultura jazdy polskich kierowców jest marna, i nie chodzi mi wyłącznie o stosunek do pieszych. Nie bardzo widzę w jaki sposób można byłoby uczyć ich tej kultury w sposób inny niż zmieniając przepisy. Taki polski "król szos", jeśli nie będzie czuł bata nad sobą, to nie będzie miał żadnej motywacji, aby zacząć myśleć o innych. Taką postawę widać nawet w tym wątku czy też w moim poprzednim wątku, gdzie nie brakuje oburzonych kierowców, bo nowy przepis zmuszałby ich do empatii, do pomyślenia o innych a nie wyłącznie o sobie. W wielu krajach świata odrzucony w Polsce przepis obowiązuje i nie kierowcy nie protestują. Najwyraźniej zrozumieli, że nie warto ryzykować więzienia czy grzywny w zamian za zaoszczędzenie kilku sekund jazdy.
|
|
3 na 3 | Lilly Amina (4723 punktów) | Widzę, że dyskusja jest bardzo zażarta, dlatego bardzo proszę jej uczestników o ocenę następującej sytuacji: Kilka dni temu syn znajomej zdawał egzamin na prawo jazdy. Jechał sobie, wszystko było ok, dojeżdżając do przejścia zauważył stojącego na krawężniku człowieka, więc się grzecznie, choć nieustawowo zatrzymał, a za nim kilku innych kierowców. Scena trwała w bezruchu dobre kilka sekund, po czym człowiek odwrócił się i odszedł od przejścia, a egzaminator uwalił syna znajomej za... utrudnianie ruchu innym pojazdom.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Brak wystarczającej liczby danych. Czy syn znajomej ruszył po odejściu pieszego z piskiem opon, normalnie czy też zamyślił się i zeszło mu parę minut?  Moja ocena tej sytuacji jest taka, że cała rzecz wydarzyła się poza gramicami RFN www.racjonalista.pl/forum.php/s,679910#w680334Całkiem poważnie: niestety egzaminator miał do tego prawo: formalnie u nas wciąż pieszy musi patrzeć, żeby nie wtargnąć na jezdnię. Mógł jednak użyć zasady ograniczonego zaufania, a nie zrobił tego. Tak zwane szare pole między bielą a czernią.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Ja bym syna znajomej przepuścił. Nie zatrzymuje się z piskiem przed pustymi pasami dla pieszych, nie rozjeżdża pieszych na przejściu, a to już w dzisiejszych czasach coś 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
 | 3 na 3 | Negev (358 punktów) | > Kilka dni temu syn znajomej zdawał egzamin na prawo jazdy.No dobrze, ale przepis zobowiązujący kierowcę do puszczenia przechodnia zbliżającego się do pasów jeszcze nie obowiązuje, więc egzaminator mógł oblać syna znajomej
|
|
|  | 2 na 2 | Lilly Amina (4723 punktów) | > >Kilka dni temu syn znajomej zdawał egzamin na prawo jazdy.> No dobrze, ale przepis zobowiązujący kierowcę do puszczenia przechodnia zbliżającego się do pasów jeszcze nie obowiązuje, więc egzaminator mógł oblać syna znajomej  Zgadza się, trzymając się ściśle przepisów mógł. Z drugiej strony, jestem absolutnie pewna, że gdyby nieszczęsny kursant wykorzystał własne prawo do przejechania przez przejście nie czekając na pieszego, też by go oblał
|
|
| |  | | Negev (358 punktów) | >Z drugiej strony, jestem absolutnie pewna, że gdyby nieszczęsny kursant wykorzystał własne prawo do przejechania przez przejście nie czekając na pieszego, też by go oblał
W całej tej procedurze egzaminów na prawo jazdy istnieje pewien, konflikt interesów, a może trafniejsze byłoby, miejsce podatne na nieuczciwość. Nie chodzi mi o "zwykłe dawanie w łapę" egzaminatorowi, tylko o to, że w interesie zarówno egzaminatora, jak i nauczyciela leży to, żeby kursant nie zdał. W ten sposób nauczyciel zyska na dodatkowych lekcjach dla oblanego delikwenta, a egzaminator nie straci posady z powodu braku chętnych do egzaminu. Może nawet będzie mógł starać się o podwyżkę, uzasadniając ją nawałem pracy. Konflikt ten, w moim małym, dzikim, azjatyckim państewku zauważono już jakiś czas temu. Po długiej, uciążliwej i budzącej wiele kontrowersji procedurze legislacyjnej, wiele szkół jazdy oferuje teraz klientom kamery w czasie egzaminu. Jeśli kandydat na kierowcę uważa, że został oblany niesprawiedliwie może się odwołać, przedstawiając dowód w postaci nagrania. Co kraj to obyczaj. Odwiedziłem niedawno rodzinę w Australii. Po okolicach miejsca zamieszkania obwoził mnie syn kuzyna. Młodzieniec ma 16 lat i uczy się do egzaminu na prawo jazdy. Nauka polega na prowadzeniu samochodu pod okiem doświadczonego kierowcy, w tym wypadku ojca. Każdą jazdę wpisuje się do specjalnego zeszytu. Po osiągnięciu odpowiedniej ilości przejechanych kilometrów można przystąpić do egzaminu, który najczęściej jest już tylko formalnością. Procedura jest prosta i nie ma w niej miejsca na nieuczciwość. No cóż, Australia to nie Azja, n'est-ce pas?
|
|
| | |  | | Grzegorz (5685 punktów) | > Konflikt ten, w moim małym, dzikim, azjatyckim państewku zauważono już jakiś czas temu. Po długiej, uciążliwej i budzącej wiele kontrowersji procedurze legislacyjnej, wiele szkół jazdy oferuje teraz klientom kamery w czasie egzaminu. Jeśli kandydat na kierowcę uważa, że został oblany niesprawiedliwie może się odwołać, przedstawiając dowód w postaci nagrania.
Z tego co wiem to funkcjonuje to również w Polsce, tylko diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Nie wiem jak to działa proceduralnie u Ciebie, ale w Polsce (przynajmniej kilka lat temu) była to procedura dość długotrwała i w najlepszym wypadku skutkowała tym że mogłeś mieć za darmo powtórkę. Co z jednej strony jest logiczne, bo jeśli egzaminator złośliwie uwali Cię już na placu to trudno uznać że egzamin powinien być zaliczony... no a z drugiej - w połączeniu z czasem rozpatrywania - powodowało że odwoływanie nie miało zbytniego sensu praktycznego.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|