Niedawno w wątku zatytułowanym "Czy burzyć przeszłości ołtarze"(
www.racjonalista.pl/forum.php/s,684439) zwracałem uwagę na nasilającą się tendencję do "dekolonizowania" i "demokratyzowania" tożsamości kulturowej, mającej miejsce w krajach Zachodu. Rzeczywiście nabiera ona chyba zauważalnej dynamiki, bo w międzyczasie pojawiły się dwie kolejne odsłony tego fenomenu.
Na renomowanym, "bluszczowym" uniwersytecie Princeton (USA), podjęto próbę usunięcia z nazw na budynkach uniwersyteckich oraz z nazw programów naukowych i kursów nazwiska Woodrowa Wilsona, długoletniego rektora uniwersytetu oraz późniejszego prezydenta USA, zarzucając mu rasistowskie poglądy.
Faktem jest, iż Wilson miał w kwestiach rasy poglądy które obecnie usprawiedliwiałyby w jakimś stopniu określenie go mianem "white supremacist". Warto w tym kontekście przypomnieć, iż po obejrzeniu kultowego filmu Samuela Griffitha "The Birth of Nation", w którym bardzo pozytywnie przedstawiono działalność Ku Klux Klanu, Wilson skomentował go tymi słowy:" "It is like writing history with lightning, and my only regret is that it is all so terribly true." Z drugiej strony jednakże sprawowanie przez niego funkcji rektora jest oceniane bardzo pozytywnie, a poglądy na kwestie społeczne - za wyjątkiem kwestii rasowej - sytuują go raczej po stronie progresywnej. Stąd mamy kolejny przypadek człowieka, którego trudno kategorycznie zaetykietować jako niewątpliwe wcielenie zła - i zepchnąć do czarnego inferna niepamięci.
Wypada więc chyba powtórzyć raz jeszcze, iż zazwyczaj za człowiekiem stoi zarówno anioł popychający go ku dobremu jak i szatan kuszący złym uczynkiem - więc ostatecznie finalny efekt bywa bardzo złożony. Warto w tym miejscu przypomnieć, iż Wilson z powodu swoich orędzi, w których upodmiotowiano Polskę - to najbardziej popularny z amerykańskich prezydentów w kraju na Wisłą. Jego ulic w różnych miastach polskich jest bez liku - i gdyby przyszło do "rewizji stanowiska", wiele rad gminnych musiałoby uchwalać stosowne uchwały o zmianie patrona ulicy - zamiast koncentrować się na czym bardziej utylitarnym. Więc jednak lepiej chyba o tych ciągotkach rasistowskich Wilsona powiedzieć, potępić je opatrując stosownymi wyjaśnieniami - ale nie dokonywać dymisji Prezydenta ze stanowiska patrona wielu polskich ulic. Taką postawę też przyjęły jak na razie władze uczelni.
Druga odsłona, to swoiste zdetronizowanie H.P. Lovecrafta - genialnego pisarza, prekursora gatunku fantasy, gotyckiej powieści grozy weird fiction (nie mylić jednakże z klasyczną gotycką powieścią Horacego Walpola czy nawet Allana Edgara Poe), fantastyki naukowej, twórcy kultowej postaci Cthulhu, który ma leżeć w cyklopowym sarkofagu na dnie Pacyfiku (niczym kiedyś giewontowi rycerze mający wskrzesić Polskę) czekając na odpowiednią konstelację gwiazd aby powrócić na Ziemię ze wszystkimi następstwami tego faktu - który miał - ujmując rzecz zwięźle - poglądy zdecydowanie bardziej konserwatywne niż Wilson. W tym wypadku jest już post factum, a kara ma charakter szczególnie represyjny zważywszy na fakt, iż żyjemy w cywilizacji coraz bardziej obrazkowej. Otóż statuetka, którą wręczano przy okazji przyznania nagrody "The World Fantasy Award" nie będzie od następnego roku miała oblicza Lovecrafta.
Lovecraft - jak wspomniałem - miał paskudne poglądy - tym niemniej jednak te wszystkie uwagi, które odnoszą się do Wilsona, z czystym sumieniem można odnieść także do pisarza. Bo jego genialna twórczość równoważy jego paskudny charakter.
Dlatego też potępiwszy Lovecrafta za jego notoryczną polityczną niepoprawność, gdy tylko nad Wasz dom nadciągnie jesienny, depresyjny, dyszący niż - sięgnijcie po jedno z opowiadań maestra "kosmicznego horroru", aby pod jego batutą powędrować do najmroczniejszych zakamarków Waszej wyobraźni w poszukiwaniu nieskalanego, dziewiczego strachu.
Lovecraft bez twarzy? Brzmi jak nienajgorszy motyw jednego z jego kultowych opowiadań.
news.yahoo(*)s-office-change-194850789.htmlnews.natio(*)presenting-world-fantasy-award