Racjonalnym podejściem byłoby zakwestionowanie świata zewnętrznego, gdyż doświadczamy "go" jedynie wewnętrzną świadomością, stąd nie ma żadnej przesłanki jakoby istniał.
Racjonalnym byłoby więc stwierdzić, że istnieje jedynie sama świadomość- nie ma bowiem sposobu udowodnić czegoś innego, gdyż każdy dowód musi zaistnieć w samej świadomości.
Racjonalne będzie więc milczeć, gdyż nie ma co tracić czasu na gadanie do samego siebie; a dowodów na istnienie czegokolwiek innego nie ma.
Oto zaczęło się wielkie racjonalne milczenie. Człowiek racjonalny zaczął się nudzić, bo nie mógł znaleźć w nim racjonalnego sensu, choć z drugiej strony nie mógł też w sposób racjonalny zanegować jego braku, co wprawiło go w konfuzje. Wtedy pomyślał sobie, że nie ma racjonalnego dowodu na istnienie konfuzji, a co za tym idzie nie ma też dowodu, że on sam wogóle istnieje, co z kolei wprawiło go we frustracje

No bo jak możemy udowodnić sobie, że istniejemy jeśli nie poprzez fakt, że zadajemy sobie to pytanie? Z kolei jak możemy istnieć jeśli wciąż je sobie zadajemy!
Podobnie z miłością- jedynym dowodem na to, że jest czymś wyższym niż przyczynowo-skutkowym odpalaniem odpowiednich sekwencji, przez automatyczny umysł istoty bez wolnej woli, która nie może nawet udowodnić swojego istnienia(bo niby jak i niby komu)- jedynym dowodem na to, że jest czymś więcej jesteśmy my sami, którzy zadajemy to pytanie. To Ty decydujesz...
Człowiek racjonalny stwierdził, że to tylko chemia.
Przez chwile miał satysfakcje że wygrał, ale w sumie nie było to miłe...
Dopiero teraz naprawdę zaczął milczeć i dostrzegł punkt, w którym wiedza i wiara łączą się ze sobą. Nie potrzebował słów, żeby być tym punktem. Nauczył się racjonalnie marzyć. Zobaczył, że marzenia jednej osoby są tylko marzeniami, ale marzenia wielu osób kreują nową rzeczywistość. Wciąż uczy się wierzyć w innych bo wciąż nie nauczył się wierzyć w siebie; mam nadzieje że mu się uda i już nie będziemy zadawać sobie takich pytań
