Racjonalista - Strona głównaDo treści
Miłość do swoich dzieci

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
15-04-2016 08:58Pokorny człowiek (419 punktów)
(zablokowany)
Miłość do swoich dzieci
0 na 2
Piękna sprawa ,ale mam pytanie do forumowiczów.
Jak to jest :
Czy ta miłość jest tym samym co tzw.chemia na początku związku kobiety i mężczyzny czyli zakochanie i jego objawy w postaci wydzielania się tzw hormonów miłości czy jest raczej postawą w stosunku do swojego dziecka, w końcu nie zawsze towarzyszą temu fajne uczucia bo maluchy potrafią doprowadzić do porządnego stresu i wykonczyć psychicznie,ale mimo to się je kocha (nad życie).
Kocham moje dziecko zarówno jak mi daje popalić jak i kiedy jest miło.

drugie pytanie i w zasadzie moje wątpliwości co do ustaleń nauki .
Czy na pewno miłość to burza hormonów? Uważam to za wielką pomyłkę badaczy .Burza hormonów może towarzyszyć miłości ,uczucia mogą jej towarzyszyć ale to jest czymś więcej niż emocją uczuciem.
Moje dzieci będę kochał do końca mojego życia tak jak moja mama i ojciec kochają mnie mimo wielu kłótni itp rzeczy.

Trzecia sprawa to wydzielanie się hormonów miłości(uczuć) w nas (mózgach).
Piękne i bardzo przyjemne zjawisko.
Zawsze kiedy myślę o moich dzieciach zalewa mnie co jest bardzo przyjemne i bardzo potrzebne nie tyle moim dzieciom co mnie samemu.
po co się czuć gorzej jak można czuć się lepiej .
Nie rozumiem ludzi którzy blokują swoje uczucia lub o zgrozo je odrzucają
One są potrzebne psychice a nawet układowi immunologicznemu , który sobie odstresowany lepiej radzi ze sprzątaniem organizmu.

Moje wnioski po kilku latach obserwacji introspekcji są takie że
Miłość to nie uczucie ani emocja ,Miłość to przemyślane nastawienie postawa.
Można zablokować w sobie tą postawę,można też blokowaĆ UCZUCIA .

TAKA POSTAWA ODRZUCENIA I BLOKADY WYDAJE MI SIĘ IRRACJONALANA.
MOŻE NIEKTÓRZY Z WAS ODRZUCAJĄ MIŁOŚĆ BO ODRZUCAJĄ RELIGIĘ A TAM SIE DUŻO O MIŁOŚCI MÓWI.
A TRZEBA ODWROTNIE ODRZUCIĆ RELIGIĘ A ZOSTAWIĆ MIŁOŚĆ O KTÓREJ RELIGIA MÓWI DOKONUJĄA WŁAŚCIWYCH KOREKT ,BO MIŁOŚĆ OPISANA W EWANGELIACH JEST WYKRZYWIONA.
jAK SIĘ KOCHA TO SIĘ NIE KRZYWDZI.

Emocje odczucia itd. to według mnie tylko forma miłości.

Miłość to nastawienie ,przemyślana postawa,styl zycia nawet.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3
Andrzej Bogusławski (52272 punktów)Odp: Miłość do swoich dzieci
.
>drugie pytanie i w zasadzie moje wątpliwości co do ustaleń nauki.
Po pierwsze, Panie Robercie, to nie utrzymuję prywatnej korespondencji na tematy tu dyskutowane. Proszę swoje wątpliwości wyartykułować na naszym forum i jeżeli będę miał coś do powiedzenia, to do Pańskiej wypowiedzi się ustosunkuję. Po drugie moje formalne wykształcenie jest humanistyczne i cała moja wiedza przyrodoznawcza pochodzi - z każdemu dostępnemu - samodzielnego uczenia się. Tak, byłem i jestem wieloaspektowo zainteresowany umysłem człowieka i starałem się przeczytać na ten temat jak najwięcej dostępnej mi literatury fachowej. (Trochę jej zgromadziłem w domowej biblioteczce.) Ale chociaż dla mnie aktualny dorobek nauki jest najwyższym autorytetem, to moje ogólne rozumienie tych zjawisk jest bardziej filozoficzne niż fachowe przyrodoznawcze.

@@@
.

self (105 punktów)Odp: Miłość do swoich dzieci
Racjonalnym podejściem byłoby zakwestionowanie świata zewnętrznego, gdyż doświadczamy "go" jedynie wewnętrzną świadomością, stąd nie ma żadnej przesłanki jakoby istniał.

Racjonalnym byłoby więc stwierdzić, że istnieje jedynie sama świadomość- nie ma bowiem sposobu udowodnić czegoś innego, gdyż każdy dowód musi zaistnieć w samej świadomości.

Racjonalne będzie więc milczeć, gdyż nie ma co tracić czasu na gadanie do samego siebie; a dowodów na istnienie czegokolwiek innego nie ma.

Oto zaczęło się wielkie racjonalne milczenie. Człowiek racjonalny zaczął się nudzić, bo nie mógł znaleźć w nim racjonalnego sensu, choć z drugiej strony nie mógł też w sposób racjonalny zanegować jego braku, co wprawiło go w konfuzje. Wtedy pomyślał sobie, że nie ma racjonalnego dowodu na istnienie konfuzji, a co za tym idzie nie ma też dowodu, że on sam wogóle istnieje, co z kolei wprawiło go we frustracje

No bo jak możemy udowodnić sobie, że istniejemy jeśli nie poprzez fakt, że zadajemy sobie to pytanie? Z kolei jak możemy istnieć jeśli wciąż je sobie zadajemy!

Podobnie z miłością- jedynym dowodem na to, że jest czymś wyższym niż przyczynowo-skutkowym odpalaniem odpowiednich sekwencji, przez automatyczny umysł istoty bez wolnej woli, która nie może nawet udowodnić swojego istnienia(bo niby jak i niby komu)- jedynym dowodem na to, że jest czymś więcej jesteśmy my sami, którzy zadajemy to pytanie. To Ty decydujesz...

Człowiek racjonalny stwierdził, że to tylko chemia.
Przez chwile miał satysfakcje że wygrał, ale w sumie nie było to miłe...

Dopiero teraz naprawdę zaczął milczeć i dostrzegł punkt, w którym wiedza i wiara łączą się ze sobą. Nie potrzebował słów, żeby być tym punktem. Nauczył się racjonalnie marzyć. Zobaczył, że marzenia jednej osoby są tylko marzeniami, ale marzenia wielu osób kreują nową rzeczywistość. Wciąż uczy się wierzyć w innych bo wciąż nie nauczył się wierzyć w siebie; mam nadzieje że mu się uda i już nie będziemy zadawać sobie takich pytań


1 2 3

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365