 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-05-2016 21:35 | diogenes (42753 punktów) | Przyłość zdrady
2 na 2 | | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 Dalej..| Belfer00 (720 punktów) | Odp: O zdradzie inaczej | > >Czy rozumnym jest sądzić, że prawo może rządzić w związkach intymnych?> Czym wyróżniają się związki intymne, aby nie obejmowało ich prawo? Na czym miałaby polegać ich wyjątkowość? Co powiesz o intymności w sytuacji pedofilii?Powołałeś się na prawo rzymskie i prawo zobowiązań. Dawniej stosowano właśnie prawo do regulacji związków, które określiłem jako "intymne". Prawo cywilne i karne zajmowało się takimi "przestępstwami" jak "niedotrzymanie obietnicy małżeństwa" czy właśnie "zdrada małżeńska". Postęp społeczny spowodował, że za "zdradę" nie idzie się do więzienia, ani nawet nie płaci grzywny czy odszkodowania. To właśnie miałem na myśli, a nie ściganie pedofilów. Imho powoływanie się na prawo w przypadku "zdrady" jest obecnie nie na miejscu. > >przyrzekł(a), to jest już mój/moja> Obietnica niczego nie zmienia w stosunku własności między ludźmi, bo tego stosunku nie ma. Niewolnictwo skończyło się, a jeśli gdzieś się pojawia, to jest ścigane.Nie szło mi o stosunek formalnoprawny tylko faktyczny. "Sankcje" za "zdradę" to mogą być wyzwiska, uniemożliwienie kontaktu ze wspólnymi dziećmi, "kara cielesna" (uderzenie, bicie), niekiedy nawet "kara śmierci" (zabójstwo z zazdrości). To są właśnie skutki "zawłaszczenia" osoby ("przywiązania" do siebie). Pozdrawiam. |
| Belfer00 (720 punktów) | Odp: O zdradzie inaczej | > >Czy rozumnym jest sądzić, że prawo może rządzić w związkach intymnych?> Dotrzymywanie słowa winno być prawem w każdym rodzaju związku.Ale wymagać powinniśmy tego od siebie samego (samej), a partnera/kę kochać i nie "rozliczać". > >A może uważasz, że słuszne jest podejście: "nieważne chce czy nie chce, jak przyrzekł(a), to jest już mój/moja i będę to egzekwował(a)"?> A niby jak można tu coś egzekwować? Jak nie chce, to niech odejdzie, jest wolnym człowiekiem. Przecież ROZSTANIE to nie jest ZDRADA.Cytuję co napisałem wyżej do kolegi diogenesa: "Sankcje" za "zdradę" to mogą być wyzwiska, uniemożliwienie kontaktu ze wspólnymi dziećmi, "kara cielesna" (uderzenie, bicie), niekiedy nawet "kara śmierci" (zabójstwo z zazdrości). Ludzie "przywiązani" do siebie tak łatwo nie odpuszczają. > >To jest zawłaszczanie (odbieranie wolności), wynikające z patriarchalnych układów, w których liczyły się więzy krwi dziecka i rodzica (ojca).> W układach patriarchalnych kobietę karze się surowo za zdradę, a mężczyźnie się pobłaża. Jeśli obie płci traktuje się równo, nie ma żadnego patriarchalizmu.Jeśli obu stronom się pobłaża to raczej nie ma. Ale jeśli "postęp" ma polegać na tym, że obie płci karze się surowo, to po prostu spotęgowanie obyczajów patriarchalnych (podstawową wartością nienaruszalność wzajemnego zawłaszczenia). Można zresztą nazwać to patrimatriarchalizmem, z wolnością osoby i tak jest to sprzeczne. > >Związek partnerski (czy małżeński) powinien być wzajemnym wspieraniem się, a nie egzekwowaniem praw.> Zgadza się. Egzekwuje się coś niedobrowolnego. Jeśli jedna ze stron uznaje zobowiązanie za zniewalające, nie ma lepszego rozwiązania, jak.. rozwiązanie właśnie.Powtórzę: ludzie "przywiązani" do siebie tak łatwo nie odpuszczają. Pozdrawiam. |
olson (9993 punktów) (zablokowany) | Odp: O zdradzie inaczej | > Hmm... Jak tę przypowieść odczytać?> Czyżby tak, że jakbyś dowiedział się, że "Twoja" ukochana zaraziła się gdzieś chorobą weneryczną, to byś tak z nią postąpił? Może nie aż tak drastycznie. Na pewno byłby to koniec związku i "miłości" (bo kobieta, która zdradza nie kocha, więc miłość w cudzysłowie). > A może tak postąpiłbyś tylko z "nim", a obrazem ukochanej (?) osoby jest tu... komin (!).> Talerz, komin, wciąż jakieś (Twoje własne) przedmioty...> Pozdrawiam.> Nie bardzo rozumiem. Pozdrawiam. |
olson (9993 punktów) (zablokowany) | Odp: O zdradzie inaczej | > Dlaczego na podstawie moich wypowiedzi sądzisz, że jestem poligamiczny?Tak przypuszczam, ponieważ poligamiści najczęściej podobnie usprawiedliwiają swoje emocje za pomocą podobnych poglądów. > Oczywiście, z racji moich dość radykalnie lewicowych przekonań jestem przeciwnikiem patriarchalnej koncepcji rodziny i popieram raczej związki partnerskie czy tzw. "wolną miłość", ale w życiu osobistym zakochiwałem się monogamicznie.No ok, czyli myliłem się z posądzeniem Cię o poligamię. > Jednak (jak pisałem wyżej) nigdy nie uzurpowałem sobie prawa do narzucania kochanej osobie jak ma postępować i do jej "rozliczania".A nie szukasz partnerki, która ma już z początku konkretne cechy prowadzące do unikania zdrady, takie jak np szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych? Też niczego bym na siłę nie narzucał, podobnie jak nauczyciel nie może wymagać od dziecka z podstawówki, że będzie umiało całkować, ale na studiach matematycznych się tego wymaga. Podobnie jest moim zdaniem ze związkiem, który wg mnie wymaga wierności, podobnie jak praca architekta wymaga dokładności, a artysty kreatywności. > I o tym jedynie pisałem, a nie o tym, że dobrze jest mieć seks "z byle kim".> Charakterystyczne, że piszesz o własnej "wierności", ale nie o tym jak reagowałbyś na "niewierność" "swojej" ukochanej.> Podejrzewam, że skończyła by się wtedy Twoja "miłość".> Pozdrawiam.> Dając coś samemu liczę na zachowanie przez drugą osobę zasady wzajemności. Jeśli partnerka nie umie tego dotrzymać, to nie nazwałbym tego miłością z jej strony. Nie ma co w ogóle tracić na bladzię czasu. W takiej sytuacji faktycznie burdel wychodzi taniej, a gdybym został zdradzony, to przy okazji "partnerka" byłaby winna mojej depresji, która trwałaby od tygodnia do kilku miesięcy. Pozdrawiam. |
| Papierowa Tutka (2 punktów) | Odp: Przyłość zdrady | > www.youtube.com/watch?v=w5su8fU0R5g> Czy seks z seksrobotem byłby zdradą?> Żona mówi, że nie.Czy robiło by różnicę w tej ocenie, brak lub posiadanie przez owego robota samoświadomości, inteligencji, także emocjonalnej? Poczucia istnienia? Czy z przedmiotem to co innego niż z przedmiotem samoświadom? Czy to nadal byłby przedmiot? Czy to nadal byłby robot? |
| Belfer00 (720 punktów) | Odp: O zdradzie inaczej | > >Charakterystyczne, że piszesz o własnej "wierności", ale nie o tym jak reagowałbyś na "niewierność" "swojej" ukochanej.> >Podejrzewam, że skończyła by się wtedy Twoja "miłość".> Dając coś samemu liczę na zachowanie przez drugą osobę zasady wzajemności. Jeśli partnerka nie umie tego dotrzymać, to nie nazwałbym tego miłością z jej strony. Nie ma co w ogóle tracić na bladzię czasu. W takiej sytuacji faktycznie burdel wychodzi taniej, a gdybym został zdradzony, to przy okazji "partnerka" byłaby winna mojej depresji, która trwałaby od tygodnia do kilku miesięcy.Czyli nie wyobrażasz sobie kochania bez wzajemności? Nigdy tego nie przeżywałeś? Jeśli "nie spełnia warunków" to nie ma co tracić czasu... To "ona" jest "winna" depresji... Nigdy nie kochałeś tak, by wybaczyć wszystko? Nie, "wybaczyć" to złe słowo, bo zakłada winę, a jakże można obwiniać kogoś w kim się jest zakochanym? Przecież to wolna osoba, i samo przebywanie z nią jest naszym szczęściem, byle tylko nie odeszła, byle tylko... A jeśli odejdzie, to pozostanie w naszym sercu i zawsze będziemy pragnąć jej dobra, nawet jeśli ona nie pragnie już wcale naszego... Ja nigdy nie stawiałem ukochanej osobie żadnych wymagań, bo mogłaby poczuć się urażona i po prostu odejść, co zawsze bardzo ciężko przeżywałem. Może ty po prostu miałeś (masz) duże tzw. "powodzenie" i mogłeś zawsze czuć przewagę ("podaży" nad "popytem")? Pozdrawiam. |
| Belfer00 (720 punktów) | Odp: O zdradzie inaczej | > >Hmm... Jak tę przypowieść odczytać?> >Czyżby tak, że jakbyś dowiedział się, że "Twoja" ukochana zaraziła się gdzieś chorobą weneryczną, to byś tak z nią postąpił? > Może nie aż tak drastycznie. Na pewno byłby to koniec związku i "miłości" (bo kobieta, która zdradza nie kocha, więc miłość w cudzysłowie).Ale czy Ty kochasz? Powtórzę to, co napisałem wyżej: "Czyli nie wyobrażasz sobie kochania bez wzajemności? Nigdy tego nie przeżywałeś?". Potrafisz "odkochać się" na (swoje) życzenie? > >A może tak postąpiłbyś tylko z "nim", a obrazem ukochanej (?) osoby jest tu... komin (!).> >Talerz, komin, wciąż jakieś (Twoje własne) przedmioty...> Nie bardzo rozumiem.Wyjaśniam. Najpierw użyłeś porównania, w którym ukochana była talerzem, a "rywal" "ktosiem z brudną łyżką" (symbol falliczny). Teraz "ten trzeci" to "złodziej wchodzący do Twojego domu przez komin". Komin to symbol waginalny, a dom z kominem, to Twoja ukochana. Zarówno talerz, jak i dom z kominem w tych porównaniach są Twoimi przedmiotami. To oznacza, że rościsz sobie pewne prawa do ukochanej osoby, "zawłaszczasz" ją. IMHO do osoby nie należy rościć sobie praw. Nawet w stosunku do dzieci nie stosuje się obecnie "władzy", a jedynie "pieczę" rodzicielską. Pozdrawiam. |
| dajmonion (3663 punktów) | Odp: O zdradzie inaczej | > Ja takie "zawłaszczające" wymagania uważam za krzywdzące osobę.U jednych sfera seksualna i emocjonalna jest bardziej zintegrowana niż u innych. Ci co wymagają mają też do tego prawo. To nie są żadni krzywdziciele tylko na przykład ludzie, którzy znają siebie i wiedzą, że pewnych rzeczy nie zaakceptują. Nierzadko ci liberalni dorabiają pewne filozofie już po fakcie. Najpierw obiecali, a potem czują się skrzywdzeni.
dajmonion |
| Rova (234 punktów) | Odp: Przyłość zdrady | > >pozycja społeczna urządzeń> Jak najbardziej takie coś istnieje wobec obiektów materialnych, bo źródłem pozycji społecznej jest posiadanie określonej wartości materialnej; niejeden obiekt wart jest więcej niż niejeden człowiek.Ale czy urządzenie posiada prawo własności, prawa obywatelskie(w tym do udziału w wyborach)? |
#70 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Przyłość zdrady |
> >>pozycja społeczna urządzeń> >Jak najbardziej takie coś istnieje wobec obiektów materialnych, bo źródłem pozycji społecznej jest posiadanie określonej wartości materialnej; niejeden obiekt wart jest więcej niż niejeden człowiek.> Ale czy urządzenie posiada prawo własności, prawa obywatelskie(w tym do udziału w wyborach)?A dlaczego pytasz?
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy. |
| Rova (234 punktów) | Odp: Przyłość zdrady | > A dlaczego pytasz?Bo jakoś czarno widzę pozycję społeczną bez takich rzeczy... |
#72 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Przyłość zdrady |
> >A dlaczego pytasz?> Bo jakoś czarno widzę pozycję społeczną bez takich rzeczy...Tymczasem taki np. niewolnik pozycję społeczną bez tych Twoich wolnościowych szykan jak najbardziej ma.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy. |
| Rova (234 punktów) | Odp: Przyłość zdrady | > Tymczasem taki np. niewolnik pozycję społeczną bez tych Twoich wolnościowych szykan jak najbardziej ma.Taką pozycję, że właściwie to jej nie ma. |
#74 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | Odp: Przyłość zdrady |
> >Tymczasem taki np. niewolnik pozycję społeczną bez tych Twoich wolnościowych szykan jak najbardziej ma.> Taką pozycję, że właściwie to jej nie ma.Równie dobrze mógłbyś twierdzić, że jakaś liczba jest tak mała, że właściwie to jej nie ma. 
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy. |
| Rafał Kozłowski (4068 punktów) | Odp: O zdradzie inaczej | > A nie szukasz partnerki, która ma już z początku konkretne cechy prowadzące do unikania zdrady, takie jak np szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych? Też niczego bym na siłę nie narzucał, podobnie jak nauczyciel nie może wymagać od dziecka z podstawówki, że będzie umiało całkować, ale na studiach matematycznych się tego wymaga. Podobnie jest moim zdaniem ze związkiem, który wg mnie wymaga wierności, podobnie jak praca architekta wymaga dokładności, a artysty kreatywności.Szukanie takich ideałów to ułuda. Szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych, to tylko definicje, definicje.... Każda z tych definicji dla każdego z nas znaczy coś innego. Zamiast uzgadniać definicje trzeba po prostu spróbować być z inną osobą. To, czy to jest ta jedyna, się okaże... ale na pewno nie przez "gadanie" się okaże. > Dając coś samemu liczę na zachowanie przez drugą osobę zasady wzajemności. Jeśli partnerka nie umie tego dotrzymać, to nie nazwałbym tego miłością z jej strony. Nie ma co w ogóle tracić na bladzię czasu. W takiej sytuacji faktycznie burdel wychodzi taniej, a gdybym został zdradzony, to przy okazji "partnerka" byłaby winna mojej depresji, która trwałaby od tygodnia do kilku miesięcy.Zdefiniuj zatem miłość. . . . |
1 2 3 4 5 6 7 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|