Racjonalista - Strona głównaDo treści
Przyłość zdrady

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
07-05-2016 21:35diogenes (42753 punktów)Przyłość zdrady
Ocena 2 na 2
www.youtube.com/watch?v=w5su8fU0R5g

Czy seks z seksrobotem byłby zdradą?
Żona mówi, że nie.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 Dalej..
polepszacz (672 punktów)
(zablokowany)
Odp: Przyłość zdrady

>Równie dobrze mógłbyś twierdzić, że jakaś liczba jest tak mała, że właściwie to jej nie ma.

Jest taka liczba. Jest nią epsylon , używany w definiowaniu granic. (Analiza matematyczna).

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: O zdradzie inaczej
W odpowiedzi Belfer00
>Czyli nie wyobrażasz sobie kochania bez wzajemności?
>Nigdy tego nie przeżywałeś?

Przeżywałem ten koszmar, jak większość młodych. Niektórzy brną dalej w takie związki, a niektórzy TWORZĄ miłość.

>Jeśli "nie spełnia warunków" to nie ma co tracić czasu...
>To "ona" jest "winna" depresji...

No częściowo ona jest winna, a częściowo biologia powodująca depresję u osoby, która została np zdradzona. Z drugiej strony można tego przecież uniknąć mówiąc "moje uczucie do ciebie się wypaliło, to koniec" - to uczciwe postawienie sprawy.

>Nigdy nie kochałeś tak, by wybaczyć wszystko?
>Nie, "wybaczyć" to złe słowo, bo zakłada winę, a jakże można obwiniać kogoś w kim się jest zakochanym?
>Przecież to wolna osoba, i samo przebywanie z nią jest naszym szczęściem, byle tylko nie odeszła, byle tylko...
>A jeśli odejdzie, to pozostanie w naszym sercu i zawsze będziemy pragnąć jej dobra, nawet jeśli ona nie pragnie już wcale naszego...
>Ja nigdy nie stawiałem ukochanej osobie żadnych wymagań, bo mogłaby poczuć się urażona i po prostu odejść, co zawsze bardzo ciężko przeżywałem.

To postawa emocjonalna. Mijają emocje, mija wybaczenie wszystkiego

>Może ty po prostu miałeś (masz) duże tzw. "powodzenie" i mogłeś zawsze czuć przewagę ("podaży" nad "popytem")?
>Pozdrawiam.

Raczej nie, ale potrafię zachować spokój mimo wszystko i działać wbrew emocjom. Mam natomiast postawę życiową, która brzmi "wszystko albo nic". Jeśli nie będzie po mojemu, to może nie być w ogóle

Pozdrawiam.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: O zdradzie inaczej
W odpowiedzi Rafał Kozłowski
>Szukanie takich ideałów to ułuda. Szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych, to tylko definicje, definicje....
>Każda z tych definicji dla każdego z nas znaczy coś innego. Zamiast uzgadniać definicje trzeba po prostu spróbować być z inną osobą. To, czy to jest ta jedyna, się okaże... ale na pewno nie przez "gadanie" się okaże.

Częściowo się z Tobą zgadzam, tylko powiedz mi jak inaczej niż za pomocą definicji mógłbym przekazać swoje myśli na forum? Są 2 możliwości - ścisły, logiczny język i definiowanie, którym wymykają się emocje, albo pisanie metaforyczne, poetyckie, któremu wymykają się definicje i co poniektórzy użytkownicy mają problem aby to wtedy zrozumieć. Nie mam na myśli utopii i sztywnych ideałów, tylko obecność pewnych wymaganych cech, niezbędnych aby uznać kogoś za człowieka godnego mojej uwagi. I pewne zasady tyczą się nie tylko miłości, ale też przyjaźni. Do podrzędnych kumpli nie mam takich wymagań, ale też nie wiążę z nimi swoich emocji.

>Zdefiniuj zatem miłość.

W tej kwestii chyba najciężej o definicję, ale spróbuję przekazać jak to postrzegam. Miłość w kontekście związku to pewna całość, która wymyka się definicjom i swoim częściom składowym, ale jeśli mam wyróżnić takie części to będzie to:
1. Aspekt erotyczny, namiętność, pożądanie, zaangażowanie
2. Aspekt przyjaźni, relacji, szczerości, akceptacji drugiej osoby wraz z jej wadami
3. Aspekt wspierania się w samorozwoju, wspólnych zasad i wartości
4. Wyjątkowe traktowanie zarezerwowane tylko dla tego związku.

Brzmi pięknie, ale niestety nie będzie mi to dane. Czas wrócić do rzeczywistości.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: O zdradzie inaczej
W odpowiedzi Belfer00
>Ale czy Ty kochasz?

Jeśli tak to przez to cierpię w sytuacji zdrady. Jeśli nie to zdrada mnie nie zaboli.

>Powtórzę to, co napisałem wyżej: "Czyli nie wyobrażasz sobie kochania bez wzajemności?
>Nigdy tego nie przeżywałeś?".
>Potrafisz "odkochać się" na (swoje) życzenie?

Gdybym potrafił to zdrada by mnie nie obeszła.

>Wyjaśniam.
>Najpierw użyłeś porównania, w którym ukochana była talerzem, a "rywal" "ktosiem z brudną łyżką" (symbol falliczny).
>Teraz "ten trzeci" to "złodziej wchodzący do Twojego domu przez komin".
>Komin to symbol waginalny, a dom z kominem, to Twoja ukochana.
>Zarówno talerz, jak i dom z kominem w tych porównaniach są Twoimi przedmiotami.
>To oznacza, że rościsz sobie pewne prawa do ukochanej osoby, "zawłaszczasz" ją.
>IMHO do osoby nie należy rościć sobie praw.
>Nawet w stosunku do dzieci nie stosuje się obecnie "władzy", a jedynie "pieczę" rodzicielską.
>Pozdrawiam.
>

Heh, ciekawa interpretacja, ale zupełnie nie to miałem na myśli Aż się teraz dziwię, że można było to tak dopasować i faktycznie pasuje. Porównanie to porównanie, wyciąłem aspekt emocjonalny i wyabstrahowałem sam aspekt opisu teoretycznej sytuacji. Robię to dość często, najczęściej wychodzą mi porównania związane z piłką nożną, a tu akurat wyszło co innego. Powiem tak - gdybym traktował kobietę jak przedmiot, to zamiana jej na lepszy model byłaby czymś prostym, oczywistym. Cierpienie po utracie przedmiotu wiąże się z poczuciem bezsilności co do zdobycia lepszego.

Złodziej wchodził przez komin, bo wtedy jest szansa żeby spadł i wtedy mógłbym go dobić. W takim razie zmieniam metaforę żeby się nie kojarzyła i niech będzie, że złodziej wlazł przez drzwi, ale pogryzł go pies. Gdybym mieszkał w USA to bym go zastrzelił. Za zdradę oczywiście bym nie zabił (choć jako małolat byłem pewien, że w takiej sytuacji bym to zrobił), ale znika wtedy możliwość bycia dalej razem. Gdybym jednak chciał zostać z kobietą po zdradzie, to byłbym słabym frajerem, który ulega emocjom i narkotycznemu przywiązaniu do niej. A gdybym miał dzielić się kobietą z kimś innym, to zwyczajnie bym się brzydził. M.in. dlatego nie chodzę na dziwki.

Pozdrawiam.

Rafał Kozłowski (4068 punktów)Odp: O zdradzie inaczej
W odpowiedzi olson
>>Szukanie takich ideałów to ułuda. Szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych, to tylko definicje, definicje....
>>Każda z tych definicji dla każdego z nas znaczy coś innego. Zamiast uzgadniać definicje trzeba po prostu spróbować być z inną osobą. To, czy to jest ta jedyna, się okaże... ale na pewno nie przez "gadanie" się okaże.
>Częściowo się z Tobą zgadzam, tylko powiedz mi jak inaczej niż za pomocą definicji mógłbym przekazać swoje myśli na forum? Są 2 możliwości - ścisły, logiczny język i definiowanie, którym wymykają się emocje, albo pisanie metaforyczne, poetyckie, któremu wymykają się definicje i co poniektórzy użytkownicy mają problem aby to wtedy zrozumieć. Nie mam na myśli utopii i sztywnych ideałów, tylko obecność pewnych wymaganych cech, niezbędnych aby uznać kogoś za człowieka godnego mojej uwagi. I pewne zasady tyczą się nie tylko miłości, ale też przyjaźni. Do podrzędnych kumpli nie mam takich wymagań, ale też nie wiążę z nimi swoich emocji.

Odnieś się do przykładu. To jedyne rozwiązanie. W przeciwnym razie, to jedynie gadanie. Niestety tak to wygląda. Nie można określić czym jest przyjaźń, skoro definicja ta dotyczy jedynie konkretnych dwóch osób. Zauważ, że to, czym jest przyjaźń, jest terminem tak dynamicznym, że dla każdego znaczy coś innego. Stąd rodzi się problem ustalenia "bazy" do dyskusji.

>>Zdefiniuj zatem miłość.
>W tej kwestii chyba najciężej o definicję, ale spróbuję przekazać jak to postrzegam. Miłość w kontekście związku to pewna całość, która wymyka się definicjom i swoim częściom składowym,

... o tym właśnie mówię...

>ale jeśli mam wyróżnić takie części to będzie to:
>1. Aspekt erotyczny, namiętność, pożądanie, zaangażowanie

zauważ, znów definicje.
Co to jest aspekt erotyczny? Uważasz, że jeżeli jestem w związku, to tylko i wyłącznie ta, a nie inna, osoba powinna pobudzać mnie erotycznie? Toż to obłęd i chyba każdy z nas to wie. Każdej osobie będącej w związku przyjdą do głowy "grzeszne myśli" na widok pięknego partnera/partnerki. Co "zabawne" każdy z nas ma do tego ewolucyjne prawo.

>2. Aspekt przyjaźni, relacji, szczerości, akceptacji drugiej osoby wraz z jej wadami

No nie da się, aby partner związkowy realizował wszystkie nasze potrzeby. Stąd instytucja przyjaciela - kogoś z zewnątrz, z którym dzielimy swoje "inne" tajemnice.

>3. Aspekt wspierania się w samorozwoju, wspólnych zasad i wartości

Przepraszam Ciebie, ale to o czym mówisz to uzurpatorstwo. Jak sama nazwa wskazuje samorozwój, to samorozwój, a nie dualrozwój. Każdy z nas ma prawo do realizacji siebie.

>4. Wyjątkowe traktowanie zarezerwowane tylko dla tego związku.

Pięknie brzmi, ale co przez to rozumiesz?

>Brzmi pięknie, ale niestety nie będzie mi to dane. Czas wrócić do rzeczywistości.

????

.
.
.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: O zdradzie inaczej
W odpowiedzi Rafał Kozłowski
>Odnieś się do przykładu. To jedyne rozwiązanie. W przeciwnym razie, to jedynie gadanie. Niestety tak to wygląda. Nie można określić czym jest przyjaźń, skoro definicja ta dotyczy jedynie konkretnych dwóch osób. Zauważ, że to, czym jest przyjaźń, jest terminem tak dynamicznym, że dla każdego znaczy coś innego. Stąd rodzi się problem ustalenia "bazy" do dyskusji.

Racja. Tylko, że przy miłości i przyjaźni mówimy o czymś gdzie jest duży komponent emocjonalny i nie wszystko da się wyjaśnić definicjami. Natomiast podstawą, która wynika z tych emocji jest to, że przyjaciele i ukochana są wyżej w indywidualnej hierarchii niż inni ludzie i oczekuje się od nich wzajemności. Przyjaźń jak i miłość to coś pomiędzy dwoma osobami, a nie coś z zewnątrz czemu te osoby miałyby się podporządkowywać, zgadzam się. Z drugiej strony są pewne uniwersalne zasady, które dotyczą przyjaźni i miłości i dotyczą one właśnie specjalnego traktowania tych osób, bliskiej i szczerej relacji i siłą rzeczy zobowiązaniach, które z tego wynikają. Nie mogą to być zobowiązania ograniczające, tylko dobrowolne, ale to właśnie one mają wartość. Człowiek, który robi coś bo musi nie może się sprawdzić jako ktoś wartościowy. Wartość to kwestia indywidualnego sposobu miary. Ludzie muszą podzielać swoje zasady żeby się przyjaźnić lub być w związku miłosnym.

>zauważ, znów definicje.
>Co to jest aspekt erotyczny? Uważasz, że jeżeli jestem w związku, to tylko i wyłącznie ta, a nie inna, osoba powinna pobudzać mnie erotycznie? Toż to obłęd i chyba każdy z nas to wie. Każdej osobie będącej w związku przyjdą do głowy "grzeszne myśli" na widok pięknego partnera/partnerki. Co "zabawne" każdy z nas ma do tego ewolucyjne prawo.

Dziwny wniosek wyciągnąłeś Chodziło mi o to, że ten aspekt składa się na miłość, ale podkreśliłem, że miłość to całość tych aspektów plus aspekt emocjonalny. Miłość jest transcendentna.

>>2. Aspekt przyjaźni, relacji, szczerości, akceptacji drugiej osoby wraz z jej wadami
>No nie da się, aby partner związkowy realizował wszystkie nasze potrzeby. Stąd instytucja przyjaciela - kogoś z zewnątrz, z którym dzielimy swoje "inne" tajemnice.

Tzn? Tego nie rozumiem. Dla mnie przyjaźń to pewna całość, a miłość zawiera tę całość plus jeszcze inne aspekty, o których napisałem. Nie wyobrażam sobie miłości bez przyjaźni.

>>3. Aspekt wspierania się w samorozwoju, wspólnych zasad i wartości
>Przepraszam Ciebie, ale to o czym mówisz to uzurpatorstwo. Jak sama nazwa wskazuje samorozwój, to samorozwój, a nie dualrozwój. Każdy z nas ma prawo do realizacji siebie.

To są właśnie definicje Samorozwój (rozwijanie swojej postaci) nie przeczy wspieraniu się w nim przez 2 lub więcej osób. Większość wspólnot ma też za zadanie wspierać jednostkę w jej rozwoju osobistym.

>>4. Wyjątkowe traktowanie zarezerwowane tylko dla tego związku.
>Pięknie brzmi, ale co przez to rozumiesz?

Myślałem, że to jest akurat oczywiste

>>Brzmi pięknie, ale niestety nie będzie mi to dane. Czas wrócić do rzeczywistości.
>????

Pomijam to, że większość osób nie dąży do miłości, tylko egoistycznego zaspokajania swoich potrzeb za pomocą partnerki/partnera. Miałem tu na myśli moją osobistą sytuację. Nie każdy ma szansę na miłość, a ci którzy mają przeważnie i tak tego nie wykorzystują.

Rafał Kozłowski (4068 punktów)Odp: O zdradzie inaczej
W odpowiedzi olson

Wrócę to pierwotnej Twojej tezy
Cytat:
A nie szukasz partnerki, która ma już z początku konkretne cechy prowadzące do unikania zdrady, takie jak np szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych? Też niczego bym na siłę nie narzucał, podobnie jak nauczyciel nie może wymagać od dziecka z podstawówki, że będzie umiało całkować, ale na studiach matematycznych się tego wymaga. Podobnie jest moim zdaniem ze związkiem, który wg mnie wymaga wierności, podobnie jak praca architekta wymaga dokładności, a artysty kreatywności.


Stoję na stanowisku, że nie da się określić, uzgodnić werbalnie znaczeń w taki sposób, aby można było przyjąć te znaczenia w sposób jednoznaczny dla obu partnerów. Trzeba po prostu żyć ze sobą: modyfikować swoje zachowania i mówić, co akceptujemy, a czego nie. Należy zatem zrobić krok behawioralny, a nie bawić się w uzgadniania czegokolwiek. Jakoż znaczenia przyjaźni, wierności, tolerancji, szczerości, lojalności są, jak już zauważyliśmy, bardzo dynamiczne pojęciowo - to trzeba ze sobą spróbować żyć... tak po prostu.

> [...]Z drugiej strony są pewne uniwersalne zasady, które dotyczą przyjaźni i miłości i dotyczą one właśnie specjalnego traktowania tych osób, bliskiej i szczerej relacji i siłą rzeczy zobowiązaniach, które z tego wynikają.

W sposób szczególny traktujemy wiele osób i nie trzeba "mieszać" do tego miłości czy przyjaźni. Np. szczególnie traktuję pewnego pisarza, z którym zgadzam się w jego poglądach.... etc. Skłonny byłbym raczej uznać, że chodzi bardziej o dostęp do informacji tzn. przyjacielowi powiem więcej niż koledze, a związek emocjonalny nie jest tu najistotniejszy. Co innego z miłością, którą rozumieć można by jako dostęp do intymności. To już reakcje czysto emocjonalne. No ale popatrzmy dalej: czy jeżeli skorzystam z usług prostytutki, to popełniam partnerską zdradę, czy też nie? A może jest tak, że dla mojego partnera ważna jest jedynie sfera emocjonalna, a nie stricte seksualna. Rozładowanie napięcia seksualnego z inną osobą nie jest problemem, ważna dla tej osoby jest pewność miłości emocjonalnej.
To, czym co jest, to sprawa dopasowania związku, a nie bazowania na domniemanych uniwersalnych znaczeniach, które w istocie nie istnieją.

>>Co to jest aspekt erotyczny? Uważasz, że jeżeli jestem w związku, to tylko i wyłącznie ta, a nie inna, osoba powinna pobudzać mnie erotycznie? Toż to obłęd i chyba każdy z nas to wie. Każdej osobie będącej w związku przyjdą do głowy "grzeszne myśli" na widok pięknego partnera/partnerki. Co "zabawne" każdy z nas ma do tego ewolucyjne prawo.
>Dziwny wniosek wyciągnąłeś Chodziło mi o to, że ten aspekt składa się na miłość, ale podkreśliłem, że miłość to całość tych aspektów plus aspekt emocjonalny. Miłość jest transcendentna.

Śmiały wniosek o transcendentności miłości. Cóż, lubimy tajemnice, ale szukać ich należy w innych miejscach.
Zarówno psychologia jak i neurobiologia tłumaczą czym jest to, co nazywamy miłością; tłumaczą dlaczego się zakochujemy i jaki to stan umysłu i ciała. Po co doszukiwać się transcendentności?
Nadto, pożądanie występuje całkiem naturalnie bez względu na to czy jesteśmy w związku czy też nie. Pytanie, co z tym pożądaniem zrobimy?

>>No nie da się, aby partner związkowy realizował wszystkie nasze potrzeby. Stąd instytucja przyjaciela - kogoś z zewnątrz, z którym dzielimy swoje "inne" tajemnice.
>Tzn? Tego nie rozumiem. Dla mnie przyjaźń to pewna całość, a miłość zawiera tę całość plus jeszcze inne aspekty, o których napisałem. Nie wyobrażam sobie miłości bez przyjaźni.

Cóż, skoro tak, to życzę powodzenia w Twoich poszukiwaniach. Może się uda, a może to co szukasz to ułuda?

>>>3. Aspekt wspierania się w samorozwoju, wspólnych zasad i wartości
>>Przepraszam Ciebie, ale to o czym mówisz to uzurpatorstwo. Jak sama nazwa wskazuje samorozwój, to samorozwój, a nie dualrozwój. Każdy z nas ma prawo do realizacji siebie.
>To są właśnie definicje Samorozwój (rozwijanie swojej postaci) nie przeczy wspieraniu się w nim przez 2 lub więcej osób. Większość wspólnot ma też za zadanie wspierać jednostkę w jej rozwoju osobistym.

Nie widzę związku samorozwoju z miłością. No ale to mój punkt widzenia.

>>>4. Wyjątkowe traktowanie zarezerwowane tylko dla tego związku.
>>Pięknie brzmi, ale co przez to rozumiesz?
>Myślałem, że to jest akurat oczywiste

No właśnie nie jest zrozumiałe. Być może refleksja nad tym skłoni Cię do przekonania, że nie ma żadnego szczególnego traktowania, bo co to ma oznaczać? Chyba, że jako szczególne traktowanie rozumiesz fakt pierwszeństwa i zaangażowania.

>Pomijam to, że większość osób nie dąży do miłości, tylko egoistycznego zaspokajania swoich potrzeb za pomocą partnerki/partnera. Miałem tu na myśli moją osobistą sytuację. Nie każdy ma szansę na miłość, a ci którzy mają przeważnie i tak tego nie wykorzystują.

Dlatego też trzeba dawać sobie jak najwięcej szans. Więcej robić, działać, a miej "gadać" i szukać definicji.
.
.
.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: O zdradzie inaczej
W odpowiedzi Rafał Kozłowski
>Stoję na stanowisku, że nie da się określić, uzgodnić werbalnie znaczeń w taki sposób, aby można było przyjąć te znaczenia w sposób jednoznaczny dla obu partnerów. Trzeba po prostu żyć ze sobą: modyfikować swoje zachowania i mówić, co akceptujemy, a czego nie. Należy zatem zrobić krok behawioralny, a nie bawić się w uzgadniania czegokolwiek. Jakoż znaczenia przyjaźni, wierności, tolerancji, szczerości, lojalności są, jak już zauważyliśmy, bardzo dynamiczne pojęciowo - to trzeba ze sobą spróbować żyć... tak po prostu.

Zanim zacznie się z kimś żyć, trzeba uzgodnić czy ma się z tą osobą wspólne definicje tych pojęć. Jeśli nie do końca to zawsze rozmową można kogoś przekonać do swego, szczególnie kobietę (jeśli nie trafi się na zacietrzewioną, ale takich z góry warto unikać).

>W sposób szczególny traktujemy wiele osób i nie trzeba "mieszać" do tego miłości czy przyjaźni. Np. szczególnie traktuję pewnego pisarza, z którym zgadzam się w jego poglądach.... etc. Skłonny byłbym raczej uznać, że chodzi bardziej o dostęp do informacji tzn. przyjacielowi powiem więcej niż koledze, a związek emocjonalny nie jest tu najistotniejszy. Co innego z miłością, którą rozumieć można by jako dostęp do intymności. To już reakcje czysto emocjonalne. No ale popatrzmy dalej: czy jeżeli skorzystam z usług prostytutki, to popełniam partnerską zdradę, czy też nie? A może jest tak, że dla mojego partnera ważna jest jedynie sfera emocjonalna, a nie stricte seksualna. Rozładowanie napięcia seksualnego z inną osobą nie jest problemem, ważna dla tej osoby jest pewność miłości emocjonalnej.

Wg mnie to naciągane tłumaczenie, ale może to wynika z tego, że dla mnie monogamia jest naturalna, a seks jest naturalnym dopełnieniem i ważnym komponentem związku miłosnego. Seks z innymi osobami nie ma takiej wartości, więc uważam to za opcję w momencie braku posiadania stałej partnerki. A gdyby partnerka będąc ze mną chciała seksu z kimś innym, to uznałbym, że w takim razie jej nie wystarczam, czyli to nie jest miłość.

>To, czym co jest, to sprawa dopasowania związku, a nie bazowania na domniemanych uniwersalnych znaczeniach, które w istocie nie istnieją.

Istnieją pewne pokrywające się elementy i o tym chyba rozmawiamy. Gdybyśmy przyjęli założenie, że to tylko i wyłącznie osobista kwestia, to rozmowa na ten temat straciłaby sens.

>Śmiały wniosek o transcendentności miłości. Cóż, lubimy tajemnice, ale szukać ich należy w innych miejscach.

Nie śmiały, lecz oczywisty wniosek. Powiem więcej - zażywanie substancji psychoaktywnych, czy gra w piłkę nożną też jest transcendentna.

>Zarówno psychologia jak i neurobiologia tłumaczą czym jest to, co nazywamy miłością; tłumaczą dlaczego się zakochujemy i jaki to stan umysłu i ciała. Po co doszukiwać się transcendentności?

Nie tyle tłumaczą, co dostarczają jakiegoś modelu, który jest opisem logicznym i przyczynowym dla danych zjawisk. A co najważniejsze to umiejętność życia poza tym opisem jest ważnym elementem zdrowia psychicznego. Przedstawiając to tak jak Ty próbujesz (spłycając do definicji, czy reakcji chemicznych) jednocześnie usuwasz sens, który jest komponentem emocjonalnym polegającym właśnie na transcendencji.

>Cóż, skoro tak, to życzę powodzenia w Twoich poszukiwaniach. Może się uda, a może to co szukasz to ułuda?

Ja niczego nie szukam. Ale to już zupełnie inna kwestia.

>Nie widzę związku samorozwoju z miłością. No ale to mój punkt widzenia.

Samorozwój to podstawa, więc i miłość powinna dotyczyć tej podstawy i wspierania jej u partnerki/partnera. Przynajmniej ja tak uważam.

>No właśnie nie jest zrozumiałe. Być może refleksja nad tym skłoni Cię do przekonania, że nie ma żadnego szczególnego traktowania, bo co to ma oznaczać? Chyba, że jako szczególne traktowanie rozumiesz fakt pierwszeństwa i zaangażowania.

Nie wszystko da się wytłumaczyć definicją. Specjalne traktowanie, o którym piszę to po prostu intymna więź i uznanie drugiej osoby za wyjątkową, lepszą i ważniejszą niż wszyscy inni.

>Dlatego też trzeba dawać sobie jak najwięcej szans. Więcej robić, działać, a miej "gadać" i szukać definicji.

Nic nie trzeba Nie każdy ma szanse.

#84
26-05-2016 15:13
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Przyłość zdrady
W odpowiedzi polepszacz

>>Równie dobrze mógłbyś twierdzić, że jakaś liczba jest tak mała, że właściwie to jej nie ma.
> Jest taka liczba. Jest nią epsylon...
W jakim sensie "prawie nie ma" liczby, o której co chwilę piszesz, że "jest"?

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.

#85
26-05-2016 16:39
 Ocena 2 na 2
polepszacz (672 punktów)
(zablokowany)
Odp: Przyłość zdrady
Poczytaj podręcznik do analizy matematycznej - np. Fichtenholza. Wtedy się dowiesz, czym jest epsylon.

Rafał Kozłowski (4068 punktów)Odp: O zdradzie inaczej
W odpowiedzi olson

>Zanim zacznie się z kimś żyć, trzeba uzgodnić czy ma się z tą osobą wspólne definicje tych pojęć. Jeśli nie do końca to zawsze rozmową można kogoś przekonać do swego, szczególnie kobietę (jeśli nie trafi się na zacietrzewioną, ale takich z góry warto unikać).

Życzę zatem powodzenia w definiowaniu życia.

>Wg mnie to naciągane tłumaczenie, ale może to wynika z tego, że dla mnie monogamia jest naturalna, a seks jest naturalnym dopełnieniem i ważnym komponentem związku miłosnego. Seks z innymi osobami nie ma takiej wartości, więc uważam to za opcję w momencie braku posiadania stałej partnerki. A gdyby partnerka będąc ze mną chciała seksu z kimś innym, to uznałbym, że w takim razie jej nie wystarczam, czyli to nie jest miłość.

A skąd ten pomysł, że monogamia jest "naturalna". Jesteś w totalnym błędzie.
Nadto, seksualność człowieka wykracza daleko poza to, co nazywamy miłością.

>>To, czym co jest, to sprawa dopasowania związku, a nie bazowania na domniemanych uniwersalnych znaczeniach, które w istocie nie istnieją.
>Istnieją pewne pokrywające się elementy i o tym chyba rozmawiamy. Gdybyśmy przyjęli założenie, że to tylko i wyłącznie osobista kwestia, to rozmowa na ten temat straciłaby sens.

Do tego zmierzam... ta rozmowa nie ma praktycznego sensu jeżeli nie oprzesz jej o konkretny przykład.
Miłość, honor, przyjaźń, oddanie etc., to definicje, z których nic, a nic nie wynika. Aby zrozumieć o czym rozmawiamy należy oprzeć dyskusję na konkretne zachowania, a nie na niezrozumiałe definicje.

>>Śmiały wniosek o transcendentności miłości. Cóż, lubimy tajemnice, ale szukać ich należy w innych miejscach.
>Nie śmiały, lecz oczywisty wniosek. Powiem więcej - zażywanie substancji psychoaktywnych, czy gra w piłkę nożną też jest transcendentna.

Mógłbyś to jakoś wytłumaczyć. Koncepcja mnie zaciekawiła. Dotąd myślałem, że 22 facetów biega za okrągłą "szmacianką" po to, aby zarobić trochę forsy.... ale transcendencja... hmm... ciekawe...

>>Zarówno psychologia jak i neurobiologia tłumaczą czym jest to, co nazywamy miłością; tłumaczą dlaczego się zakochujemy i jaki to stan umysłu i ciała. Po co doszukiwać się transcendentności?
>Nie tyle tłumaczą, co dostarczają jakiegoś modelu, który jest opisem logicznym i przyczynowym dla danych zjawisk. A co najważniejsze to umiejętność życia poza tym opisem jest ważnym elementem zdrowia psychicznego. Przedstawiając to tak jak Ty próbujesz (spłycając do definicji, czy reakcji chemicznych) jednocześnie usuwasz sens, który jest komponentem emocjonalnym polegającym właśnie na transcendencji.

Co tym masz z tą transcendencją? Stan zakochania jest poznany. Wiadomo, co się w tym stanie z nami dzieje, co nie zmienia faktu, że temu stanowi polegamy i że jest on piękny.

>>Dlatego też trzeba dawać sobie jak najwięcej szans. Więcej robić, działać, a miej "gadać" i szukać definicji.
>Nic nie trzeba Nie każdy ma szanse.

Każdy ma tyle szans ile chce. Więcej wiary...
.
.
.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: O zdradzie inaczej
W odpowiedzi Rafał Kozłowski
>Życzę zatem powodzenia w definiowaniu życia.

Nie życia, a jedynie zasad, wartości.

>A skąd ten pomysł, że monogamia jest "naturalna". Jesteś w totalnym błędzie.

Pisałem, że dla mnie jest naturalna. Ludzie różnią się znacznie strategiami seksualnymi, co jest wynikiem zróżnicowania w ewolucji.

>Nadto, seksualność człowieka wykracza daleko poza to, co nazywamy miłością.

Ba, czasem ta seksualność uniemożliwia miłość.

>Do tego zmierzam... ta rozmowa nie ma praktycznego sensu jeżeli nie oprzesz jej o konkretny przykład.
> Miłość, honor, przyjaźń, oddanie etc., to definicje, z których nic, a nic nie wynika. Aby zrozumieć o czym rozmawiamy należy oprzeć dyskusję na konkretne zachowania, a nie na niezrozumiałe definicje.

Myślę, że jednak w tym przypadku mówimy o uniwersalnych dla ludzi pojęciach. Zbyt duże zróżnicowanie uniemożliwiłoby jednak ludziom dogadywanie się i dobieranie się w pary.

>>Nie śmiały, lecz oczywisty wniosek. Powiem więcej - zażywanie substancji psychoaktywnych, czy gra w piłkę nożną też jest transcendentna.
>Mógłbyś to jakoś wytłumaczyć. Koncepcja mnie zaciekawiła. Dotąd myślałem, że 22 facetów biega za okrągłą "szmacianką" po to, aby zarobić trochę forsy.... ale transcendencja... hmm... ciekawe...

A mnie ciekawi, że raz piszesz o jałowości definicji, żeby następnym razem sprowadzić miłość, piłkę, czy inne rzeczy właśnie do definicji i mentalnych koncepcji. Tam gdzie w grę wchodzą emocje i nieprzewidywalność transcendencja jest czymś oczywistym. Tam gdzie coś wiemy, jesteśmy tego pewni, tam tkwi jałowość, pustka, nuda, narzucone sposoby postępowania itp.

>Co tym masz z tą transcendencją? Stan zakochania jest poznany. Wiadomo, co się w tym stanie z nami dzieje, co nie zmienia faktu, że temu stanowi polegamy i że jest on piękny.

Podobnie jak "znamy" stany po narkotykach w tym sensie, że taki, a taki receptor odpowiada za taką, a nie inną reakcję itd. Tymczasem pozostaje coś co jest poza opisem: sam fakt życia, miłość, emocje, smaki etc. I właśnie to "poza opisem" stanowi o wartości, sensie.

>Każdy ma tyle szans ile chce. Więcej wiary...

Nieprawda. Poza tym wiara to dla mnie coś negatywnego.

Są ludzie bez szans na miłość i wg mnie stanowią całkowicie pokaźny procent. Mimo tego, że większość niby ma szanse, to i tak zazwyczaj im się one nie ziszczą.

tarkos (10757 punktów)Odp: Przyłość zdrady
>W jakim sensie "prawie nie ma" liczby, o której co chwilę piszesz, że "jest"?
Powiedzmy, że coś (np. liczba) ma rozbudowaną nazwę (definicję), a znikomą (infinitezymalną) wartość - w szczególności nicość istnieje w sensie epistemicznym, niekoniecznie zaś w sensie ontycznym.

["Byt jest, a niebytu nie ma." /za Parmenidesem/]

#89
27-05-2016 00:33
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Przyłość zdrady
W odpowiedzi polepszacz

>Poczytaj podręcznik do analizy matematycznej - np. Fichtenholza. Wtedy się dowiesz, czym jest epsylon.
Przeczytaj mój post, a wtedy się dowiesz, że nie pytałam czym jest epsylon.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.

#90
27-05-2016 00:33
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Przyłość zdrady
W odpowiedzi tarkos

>>W jakim sensie "prawie nie ma" liczby, o której co chwilę piszesz, że "jest"?
>Powiedzmy, że coś (np. liczba)...
Liczba to zły przykład, gdy o liczbę idzie.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.

1 2 3 4 5 6 7 Dalej..

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365